(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Adam Mickewicz: zarys biograficzno-literacki"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



.^-^: 



pIC** 



\ 



u 



'V 



\. 



\r 



ij.'. 



KOAM MICKIEWICZ 



/ 

i 



PIOTR CHMIELOWSKI 



ADAM MICKIEWICZ 



ZARYS BIOGRAFICZNO- LITERACKI 



WYDANIE TRZECIE POPRAWIONE 
z a-ma portretami poety 



TOM I 



WARSZAWA 

NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA 

1901 



PIOTR CHMIELOWSKI 



ADAM MICKIEWICZ 



ZARYS BIOGRAFICZNO-LITERACKI 



3 

^S^YDANIE TRZECIE POPRAWIONE 
z 2-ma portretami poety 



TOM I 



ł^ •. 



WARSZAWA 

MA KŁAD GEBETHNERA j wOLFFA 

1901 



0-J/l/./,fiO 




;:•■,,./ 



Bapmaea, 6 HoflOpa 1900 ro;i.a. 



ską w końcu XIV 
le i ciągle stosunki 
szła ostatnia z po- 
tniała więc pr7:ed 
cą przez nie osią- 
wojenia ich sobie 
I lem trudniejszem 
itewskie nie miało 
cyjnej, gdyż skla- 
j pogańskiej i Rusi 
, zostali katolikami 
,y obrządku wscho- 
u gruntować wiarę 
akte i o to, ażeby. 
włączonych z nimi 
rozwoju dalszego. 
szła powoli. Samo 
napotykało prze- 
bowiem walczyć 
ijnemi ludu, posia- 
ogącego tak łatwo 
którymi cześć im 
sbie, różniących się 
trznemi, i dlatego 



— 3 — 



I Ta ostatnia chwila przypadła dla Litwy dopiero na wiek 

f XVI; cale bowiem poprzednie stulecie zeszło na pierwszych 
przygotowawczych do niej fazach, na zupełnie biernem przyj- 
mowaniu tego, co w szkołach, książkach i w rozmowach Po- 
laków, reprezentujących oświatę zachodnio-europejską, znaj- 
dowano. Pierwsze to ocknienie się popędu czynnego i twór- 
czego w dziedzinie umysłowej nie mogło, przy wskazanych 
dopiero co warunkach rozwoju, mieć innej cechy, jak proste 
naśladownictwo — i cecha ta wybitnieje trwale przez całe 
trzy stulecia, zmieniając się tylko pod względem stopnia za- 
letaośei od wzorów i stopnia wzmożenia się siły talentu. 

W dziejach literatury naszej przez ciąg wieku XVI nie 
spotykamy żadnego głośniejszego nazwiska poety lub uczo- 
nego, któryby z Litwy był rodem. Na widowni piśmienniczej 
występują wtedy u nas Małopolanie, Wielkopolanie, Mazurzy, 
Rusini z Rusi Czerwonej, ale nie ukazuje się na niej Litwin. 
Nie znaczy to, żeby piszących i tworzących dzieła w tej części 
Rzeczypospolitej nie było; tylko że pisma przez nich ogła- 
szane nie mają zalet względnej choćby oryginalności, a nawet 
nie wywarły na spółczesne sobie piśmiermictwo takiego wpływu, 
żeby o nich dzieje wspomnieć potrzebowały. Jeżeli zajrzymy 
do bibliografii, to się przekonamy, że w Wilnie drukowano 
książki trojakiego głównie rodzaju. Najpierwsze i najważniej- 
sze pomiędzy niemi miejsce zajmują traktaty pobożne oraz 
wywołane wtargnieniem protestantyzmu dzieła polemiczno- 
religijne. Drugie miejsce wyznaczyć można pismom, będącym 
objawami erudycyi szkolnej, a więc: gramatyki, tłómaczenia 
2 łaciny i greczyzny, oraz panegiryki, trenodye i inne tego 
gatunku wypracowania wierszowane w języku umarłym. Na 
trzeciem wreszcie miejscu postawić można dzieła historyczne, 
. zazwyczaj wypadki spółczesne. Jak widzimy, we 
1 tych trzech rodzajach pracy literackiej przebija się 
Mitama, dążność zaspokojenia potrzeb umysłu naj- 
lozych w pewnem stadyum rozwoju, a niema nigdzie 
it twórczości, wynikającej samorzutnie z usposo- 

'*^ pisarza oraz z bezinteresownego zamiłowania 

1* 



/- 



wiedzy, bez oglądania się na tiiożr 
a owoców stąd osis[gniętych. 
1V'I1 przedstawia już znaczny post^ 
Tostu produkcyi umysłowej, ale 

akademia wileńska, powierzona 
zajaśniała blaskiem w dziejach 

sztalcąc przeważnie teologów i na 
nie wprawiała w ructi róinorodi 
ie dopomagała do samodzielnego i 
idnak razie przyczynie się musiała 
ibycia clioćby głównych i zasadr 
'h poprzednio szukać musieli bard 
vie lub za granici}. Okazuje się 

1 się liczby piszących, którzy ob 
iv XVI stuleciu poruszonych, zaczy 
eh jeszcze sił w poezyj polskiej. C 

badaniami dziejowemi odnoszącer 
lyskują, obok prawnika-filozofa < 
I i rozmaicie uzdolnionych wierszo 
5rzy szkolne swe zajęcia przedłużaj. 

w spisach bibliograficznych dość 
ów, składających wiersze polskie. 

pieśni i poemata pobożne, ałbo < 
nych osób spólczesnych, albo tlć 
izmiarów, jeżeli te zadość czynią 
lochwalnej. Nazwiska ich znane s 
i; żadne nie przedarło się do w 
fdyż żadne nie jest związane ze 
'bitnym i wpływowym. Istotnie utw 
o, Bartoszewskiego, Ozimińskiego 
, Krzysztofa Zawiszy, Olszewskieg 
Andrzejkiewicza, Kuiigowskiego, Ji 
ią odpowiednich im nastrojem p( 
ielkopolskich, są tylko powlórzenif 
robami raczej retoryki pracowitej 
:ost z duszy i przemawiającej do 



I 



o — 



f Po kilkudziesięcioletnim okresie uśpienia produkcyi uniy- 

\ słowej. znamionującego nietylko Litwę, ale i całą rV)lsk(j 
[ w okresie panowania Sasów, budzi się nanowo żywsze za- 
jęcie literaturą pod wpływem poezyi francuskiej. Już teraz 
I. nietylko okolicznościowe i pobożne pieśni są przedmiolem 
twórczości poetyckiej, ale zaczynają się pojawiać pisma, iiie- 
1 związane ściśle z potrzebami chwili bieżącej, jako wynik za- 
mflowania w sztuce dla jej moralnych wpływów i dla poda- 
wanej przez nią karmi umysłowej. Do dusz zakradają się 
nowe pojęcia i nowe dążności, szerzone przez popularną lite- 
raturę francuską „wieku oświeconego", który zrywa z tra<ly- 
cyą religijną, polityczną i społeczną, zachowując tylko lite- 
racką. Nastaje dla Litwy jak i dla Polski wogóle nowy okres 
przystosowywania się do napływających z Zachodu idei. Litwa 
wszakże znalazła się w gorszem położeniu niż Polska wła- 
ściwa; dla niej bowiem ten okres nadszedł zbyt szyl)ko po 
innych, które zaledwie przebyła, nie wyciągnąwszy jeszcze 
z nich tego wszystkiego, co na pożytek duchowy można było 
zaralenić, i nie zrodziwszy jeszcze ani jednego bardziej uta- 
lentowanego poety, któryby dat wyraz wymowny i piękny 
myślom i dążnościom, mającym wkrótce uledz przekształce- 
niu. Nic więc dziwnego, że na Litwie dawny okres przecią- 
gnął się dłużej ani>eH w Polsce właściwej, że dawna religij- 
ność, surowość obyczajów, karność rodzinna, mniejsza wy- 
tworność w stosunkach towarzyskich, słowem spuścizna tra- 
dycyjna zachowała się tam w większej sile i powadze. Nic 
też dziwnego, że idee „wieku oświecenia", które i we właści- 
wej Polsce mniej jaskrawo się przedstawiały aniżeli we Fran- 
cyi, na Litwie jeszcze w skromniejszych ukazywały się bar- 
TOooh ''"Ł^kolwiek były znane, rozbierane, a niekiedy z zapa- 
sione. Nic wreszcie dziwnego, że i styl literacki nie 
Litwie tak szybko jak w Polsce właściwej tym prze- 
'akie wprowadzali wierszopisowie, zapatrujący się 
francuskie. Pod tym względem zauważyć potrzeba, 
z mniejszym talentem i z mniej udoskonalonym sty- 
^«Virr^ pozostawali na Litwie i tu pisma swoje ogła- 



/• 



— 7 — 

^cić rozpierzcble po lYielkiej przestrzeni siły cywilizacyjne; 
aieinalury samych stosunków politycznych nie mogJa już 
dawna stolica ^wyi3vierać tego przyciągającego uroku, co po- 
przednio. Zresztą -warunki rozwoju piśmiennictwa zaczgly po- 
woli ulegać zmianie stanowczej. Dwór królewski nie istniał, 
a magnaci przestali być wyłącznymi opiekunami literatury. 
Samo społeczeństwo miało się stać odtąd żywicielem tych, 
co się najwyższymi jego interesami umysłowymi specyalnie 
zajmowali. Stąd w^ynikal ten naturalny skutek, że każda pro- 
wincja zwracała się przedewszystkiem ku swym najbliższym 
ogniskom ruchu literackiego, od których spodziewała się za- 
stosowanej do swych potrzeb karmi duchowej. Wilno pierw- 
sze po Warszawie do samoistnego podniosło się znaczenia, 
znajdując się w nader przyjaznych ku temu okolicznościach. 
Gdy bowiem Kraków i Lwów jęczały pod srogim naciskiem 
giermanizmu, gdy i Poznań, lubo mniej przyciśnięty, nie miał 
jednak swobody rozwijania się w duchu narodowym; Wilno 
nietylko nie doznawało pod tym względem przeszkód, ale 
nadto posiadło zakład naukowy, całkowicie oddany szerzeniu 
i rozwijaniu umiejętności w języku i kierunku ojczystym. Zni- 
kąd nie spotykano tu tamy do kształcenia się, a z wielu stron 
doznawano zachęty i pomocy. Stara akademia jezuicka, prze- 
mieniona na uniwersytet świecki, stała się istotnie potężnym 
czynnikiem oświaty, wspierając dawne nabytki cywilizacyi 
i pomnażając je nowymi. Polska właściwa oraz Europa za- 
chodnia i teraz przyszły Litwie z pomocą. Profesorami w no- 
wozorganizowanym uniwersytecie w małej tylko części zostali 
Litwini z urodzenia; w większości zaś Polacy z innych stron 
Rzeczypospolitej albo cudzoziemcy, Niemcy i Włosi. Dodać 
przytem potrzeba, że wśród tej większości znajdowali się naj- 
i wiedzą i talentem, najświetniejszą chlubę zakła- 
noszący. Niebawem wszakże okazało się, że potrzeba 
► dobrego kierunku, ażeby umysły Litwinów roz- 
ę bujnie i wykazały swoje potęgę. Wszystkie siły, 
"hczas pozostawały w stanie utajonym, przeszły 
*"^v pod działaniem rozumnie skupionych pro- 



aty i to tak dalece, że szczególniej po 

a 1822 Wilno co do natężenia ruchu u 

iwarunkowo wyżej od Warszawy. A niel 

z tego umiejętnie prowadzonego ki 

wykształcenia; twórczość nawet poety 
lostala ogólnem zajęciem się sprawami ui 
lnianym dopiero co przeciągu czasu f 
takie mnóstwo wierszopisów, jakiego w 

części Polski nie spotykamy '}. Nie t 
/ieiką skalę, ulotnemi zazwyczaj zadai 

odami, satyrami, epigramatami, anaki 
liewielu z nich posiadało talent wyższy 
)ądźcobądź takie gromadne ich ukazanie 
iniętego silnie /.amilowanla w poezyi. kt 

I nazwi^a tych, co swe poeiye w Wilnie pc 
taszali w czasopismach (nie wyczerpuję lu byt 
l): i) Baraniecki T., 2) Bernatowicz Faust., ."{ 
Hotnicki Hipolit, 5) Buczyński Maurycy, (i) Bułhi 
Jan, K) Chrapowicki Antoni. 9) Czechórsba An 
idam, II) Ejtmin Stanisław, 12) Gadon Włodzir 
. 14) Grabowski Michał. 15) Gutt T„ 10] Jan 
;z Dyonizy, 1 ijj Jastrzębski Jędrzej, l<))Kaczkowsl 
mder, 31) Keller J., 22) Kozakowski Ittuacy, 2.'t) 

Konopacki S„ 2ó) Korsak Rajmund, 2ti) Kozi 
aki G., 2S) Łachnicki J. E., %\)) Lachnicki Mich 
. :il) Legatowłcz Ignacy. 32) Łęski Antoni. Xt) ti 
ika Fel. Joan., 35) Makarowski Józef, 3(1) Markia: 
L Edward. ;i8) Modzelewska, 3U) Moniuszko Aleks. 

Nester Jerzy, 42) Olędzki T., 43) Olizar Narcy 
) Paszkiewicz Benedykt, iii] Htschmann A.. 4i 
ki Konstantyn, 4!)) Porębski. 50) Polańska Hac; 
F Eman., 52) Pucitowski Piotr, 53) Bejzner Józei 
55) .Sobolewski Lud,, 5*1) Sosnowski Platon, 5 

Starzyński Stanisław, 59) Styczyński Jan Gwalb( 
ni, (ii) Strawiński W., 62) Szacfajer Walenty, ( 
I Szydłowski Ignacy, fi5) Szymkajłło Daniel, til> 
'iryon Janusz. (!8) WejsseDhoff M., fiy) Wolski M 
71) Żukowski Szymon, li) Żyliński M. — Zau' 
cj tu wymienieni byli Litwinami z urodzenia. 



- 9 — 

nego stało si^^ czynnem. Wszyscy ci wierszopisowie byli zwo- 
lennikami wzorów francuskich i po większej czt^^ści reprezen- 
towali idee i dążności » wieku oświeconego**, które na Litwie 
teraz dopiero wyraźniej niż poprzednio ujawniać się zaczęły, 
lubo w formie nadzwyczaj umiarkowanej. Oryginalność ich 
nie przedstawiała się w zarysach wyrazistych; przeważnie byli 
tlómaczami. Wpływ uniwersytetu na młodsze pokolenie tych 
wierszopisów uwydatnił się w tym szczególniej fakcie, że obok 
przekładów z języka francuskiego, dokonywają ich także, jak- 
kolwiek w daleko mniejszej liczbie, z łaciny, a nawet z gre- 
ezyzny. Pod względem dykcyi i sztuki wierszowania mało 
który z tej grupy starał się o tę wykwintność, poprawność 
i doskonałość, o jaką się ubiegali klasycy warszawscy, gdyż 
Litwinom chodziło przedewszystkiem o myśl i uczucie, nie zaś 
o doskonałość formy . 

Wśród takich-to warunków cywilizacyjnych i z pośrodka 
takiej atmosfery wydobywa się na jaw gieniusz, któiy serca 
aietylko Litwy, ale całej Polski wszechwładnie podbił. Gie- 
nialnej jego indywidualności nie tłómaczą nam oczywiście 
przytoczone tu dane z dziejów stopniowego rozwoju umy- 
słowych i twórczych uzdolnień na Litwie, gdyż przy dzisiej- 
szym stanie nauki gienialność trzeba przyjąć poprostu za fakt, 
którego wyjaśnić naprawdę jeszcze nie potrafimy; ale mo- 
żność ukazania się takiej gienialnej indywidualności na Litwie 
dopiero w obecnym, a nie w poprzednich stuleciach okazuje 
się z tych danych wyraźnie. Gieniusz Adama Mickiewicza po- 
jawił się wówczas, gdy stopień oświaty wzniósł się na Litwie, 
chwilowo przynajmniej, wyżej niż w którejkolwiek z innych 
prowincyj Rzeczypospolitej; pojawił się nagle, lecz po wie- 
kowych przygotowaniach i próbach, których rezultaty częścią 
'ie, częścią świadomie odziedziczył; pojawił się w chwili, 
"tronnie, lubo z miernym po większej części talen- 
.^powały liczne szeregi wierszopisów i poetów w jego 
rodzinnych, wśród tych samych okoliczności zewmętrz- 
)d jednakowym wpływem atmosfery duchowej. Mic- 
'^"istawil daleko poza sobą nietylko tych współro- 



— 10 — 

daków swoich, którzy na tej samej co on występ 
clowni, nietylko spólczesnych sobie w innych dzielnic 
ale wogóle wszystkich, jacy byli przed nim i po ni 
odrazu jednakże. I on musiał przechodzić przez st 
woju, zanim doszedł niedościgłej dotąd wyżyny; ja 
stka przestępowal je szybciej aniżeli kraj, w któryr 
dzil; wieki dla niego przemieniały się na lata; - a 
dym razie ominąć ich nie mógł; gdyż jak wszyscy 1 
i największe nawet gieniusze prawom organizmc 
muszą. 

Zadaniem zarysu nlniejsz^o nie jest rozwit 
gadki gieniuszu, ale tylko wskazanie tych faz kolejn 
kich gieniusz Mickiewicza nazewnątrz się objawiał, 
runków, wśród których one następowały po sobie. 

Z czcią i obawą przystępuję do pracy; z czcią 
mówić o tym, który był jakby sercem* narodu; z o 
nie wiem, czy spełnić potrafię godnie nietylko za 
i obowiązek. 



KSIĘGA PIERWSZA. 



NA LITWIE 



^:^-«• 



r 



ROZDZIAŁ I. 
Czasy dzieciństwa i nauk szkolnych (1798—1815). 

1. KcMi Mickiewiczów. — Ojciec poety, Mikołaj. — Urodzenie i chrzest 
AtkkTnat ^ ISowoCTódku. — BUzko dwuletni pobyt w Zaosiu. — Powrót do 

Kowo^ódka, Stosunki towarzyskie. — - Ogólne warunki rozwoju umy- 

AoN»^c^ 'w^ród s-z\acVity niezamożnej. — Szczególne waninki w domu Mic- 

'kAfe'^5\injbNC. Charakter matki i ojca; sługa Błażej fantastyczuemi opowia- 

damami ba-cńący dzieci. — Wpływ natury: Nowogródek i jego okolice. — 
I>2iecińslwo Adama ,siel.skie, anielskie". — II. Stan szkół na Litwie w po- 
czaikacb bieżaceao stulecia. — Szkoły księży dominikanów w Nowogródku. — 
Adam wstępuje do nich wraz z bratem Franciszkiem r. 1S07. W trzeciej 
kla^e przebywa lat dwa. — Rok 1812. Śmierć ojca. Wojna. K.siażę Hiero- 
nim Bonaparte, król westfalski, w Nowogiódku. — W klasie piątej znowu 
^ fóedzi Adarn dwa lata. — W r. 1815 kończy szkcvły. — Charakterystyka 
je^o umy^u w stosunku do nauk szkolnych. — Pierwsze próby wierszo- 
pisarskie. — Temperament i charakter. — Franciszek zostaje w Nowo- 
gródku, Adam wybiera się do Wilna. 



I. 

Narv^isko Mickiewiczów wspólnem było dość licznym na 
- -_>dom, mającym przecież i herby i przydomki i sie- 
■"ienne. Znani są Mickiewicze łierbu Lis, Hipocentaur, 
. przydomkiem Dowolgo lub Rymwid. Miejscem ich 
anią były województwa: wileńskie, trockie, mińskie, 
», mścislawskie, smoleńskie. Oprócz nich istniała jesz- 
•^« pieczętująca sig herbem Poraj, o której Maciej 



nego i uczciwego życia nie zbywało*, Jakób Mickiewicz mógł 
z otuchą patrzeć w przyszłość. W r. 1765 urodził mu się syn, 
tGkołaj, któremu niewątpliwie cbcial zapewnić wykształcenie, 
ikiego sam nie posiadał. Ale uśmiech losu trwał niedługo. 
[ajprzód stracił Jakób żonę, a potem, zaledwie oddal osmio- 
iniego chłopca do szkół jezuickich w Nowogródku, musiał 
ię z nim pożegnać nazawsze w tym samym roku, w" którym 
akon jezuitÓAv został zniesiony. 

Sierota Mikołaj, ukończywszy pod opieką jednego ze 
Iryjów nauki u księży dominikanów, którzy po jezuitach za- 
ząd szkól w Nowogródku objęli, przeszedł do palestry. Za 
zasów sejmu czteroletniego, jako dwudziestokilkoletni m!o- 
tóan odznaczył się pewnemi zaletami, gdyi był rejentem ko- 
nisyi poi-ządkowej cywilno-wojskowej nowogrodzkiej; a po 
jnianie formy bytu politycznego stron owych, po przejściu 
eh pod panowanie rosyjskie, zostat komornikiem uiiń-ikim 
adwokatem subseliów nowogrodzkich. Przemie,szkiwat st;de 
w Nowogródku, pilnując spraw sobie powierzonych; tu się 
ażenił z Barbarą Majewską, mostowniczanką mińską '); tu 



') Przedstawienie tych szczegiłow rodzinn)<.[i oparte jest ghmnie na 

dtAunienUch urzędowych p n ,Dow)d azlacheckie] rodowitosci Tnić Pn 

nów MikoldjT, komornika mińskiego i adwokata suhaeli >w p iwntu nowo 

Felityana i Hipolita Mickiewicz w prz>(!iniku Rimwd herbu 

.Wywód familii Urodzonjch MickiełviL/ n herlu P)rij' Do 

wydniliowane są obecnie w .kireapondencji'' Mlek tom IV 

Niekt re wiadornnici sa wzięte z papierów po Mikoliju M <iie 

r^laljch a rozpatrzonycli i ezę ciono cjtowaniLh przez \S ncen 

yóskiego w broszurze p. a, ,Kjlka szczeguluw o rodzinie, miejscu 

' 'ośd Adama Mickiewicza, Wilno, IStU'', str. 3—-'). 



J6 



17y6 doczekał się pierwszego syna, Frar 
; tu też najprawdopodobniej przyszedł n 
wieszcz narodu ') w same wilią Bożegi 
udnia 1798 r. 

W pięćdziesiąt dni po urodzeniu {12 li 
;il niemowlę w Nowogródku Antoni Pos 
cki, dając mu imiona: Adam, Bernard. Cl 
ni ' byli: Bernard Obuchowicz, sędzia zier 
ela Uztowska, żona sędziego granicznegi 
grodzkim '^). 

W maju t^oż roku umarł Bazyli Mickiev 
i. Oszczędnością i pracą doszedł on do p 
Igo folwarczku w Zaosiu, o mil siedni ni 
igródka położonym. Część dziedzictwa pn 
Mikołaja, Ułożywszy się z rodzeństwem, wi 
iwiadowanie całym folwarczkieni. Mickiewii 
dzieci przeniosła się we wrześniu 1799 r. 
Zaosie była to tak zwana „okolica", zam 
ą szlachtę. Domki w niej, do różnych na 
siały opodal jeden od drugiego, w większ 
odległości od głównej drogi , jako oddzi 

z takich folwarczków w Zaosiu zostawał 
elewskich i ten był najokazalszy; należało i 
włościańskich i karczma; drugi o pól wiór 
Bwiczów; trzeci tuż obok gościńca — do 
Domek ich położony był w nizinie na prz< 
h łąk, pastwisk i moczarów jeziora kc 
lej strony, a z drugiej u stóp wzgórz, ciąg 
nia; tu była góra Żarnowa, w znacznej czi 

Od wschodu, poza ogrodem otaczającym 
1 z sosen i dębów i poza drogą prowadząi 
ej. Mira, falowały wzgórza pól uprawnj 



') Zob. „Dodatek* do tego tomu pod lit. A. 

^} Kopie metryk Mickiewicza, drukowane n .Koree 

str. W. 



rym zbiegała się droga ze Skrobowa, Tracewicz, Ttrlianowifz 
i Cyrj-na do Slwolowicz , slawnyrh wspaniałym kośtioteni 
z kaplicą loretańską, ściagajiscą w doroczne świ^jta N. P. Maryi 
zwykle Uumy pielgrzymów. 

Z ganku wchodziło się do sieni. Sień dzieliła, jak zwy- 
kle w takicli domkach, siedzibę na dwie polowy, jedne dla 
piuistwa. drugą dla czeladzi. Drzwi naprawo wiodły do po- 
koju o dwóeh oknach od frontu; był to bawialny i stołowy 
/.arazein. Z tego pokoju jedne drzwi, naprzeciw od weJ8i.ia. 
prowadziły do gościnnego, a drugie do sypialnejco. Poza sy- 
pialnią byl mały pokoik, a za nim apteczka. W drugiej jiotowie 
znajdowała się obszerna izba czeladna, a obok niej „komora", 
gdzie zwykle sypiały małżeństwa czeladzi i mieściły się ich 
ruchomości. Kuchnia I spiżarnia wychodziły na ognki. Poza 
domkiem byt lamus i inne zabudowania gospodarskie '). 

W tym to domu przebył Adaś wraz z bratem i matką 
prawie dwa lata, używajifc w całej pełni swobody dziecięcej 
wśród miłego i ładnego otoczenia przyrody. 

W r. 1801 powrócił do Nowogródka, gdyż ojciec, może 
znieclujcony do gospodarki, która mu w zajęciach adwokackich 
przeszkadzała, puścił Zaosie w dzierżawę, a potem w r. ISOfJ 
przelał swe do niego prawa na rzecz Wincentego Styputkow- 
skiego. męża swojej rodzonej siostry, Barbary. Wtedy lo 
pewnie za wzięte od Stypułkowskiego i ze schedy w Ilorba- 
towiczacli pieniądze nabył dom murowany w Nowngróilkn 
niedaleko od byłego kolegium jezuickiego, naprawo od ulicy 
Trojeckiej, a po lewej stronie idącego od niej zaułka po- 



dward Pawłowicz: , Zaosie'' w ,Tyt'iidniku ilustrowanym' 1SS3. 

'. Korotyiiski: .Kilta szczegółów o rodzinie' i t. d., str, li. Gdym 
V zwiedzał Nowogródek, z domu niegdyś Mickiewiczów widzi^iłeiti 
-one ruiny po pożarze w r. 18S2. 



rzTsze, a sądząc, że banda zbójców dobija się do spichrza, 
poprzylulali się z przestrachu do siebie i ponaciiifjali Itoldry 
na głowę. I odważny z poczi}tku Ariaś, porzuciwszy b^lwrick, 
wcisnął się potem ze stracliu pod kołdrę pomii;dzy innych 
malców. Tak przeleżeli w trwodze modlijc się i placzijc aż 
do powrotu guwernera, którego Kiersnow.ski na drii^d dzień 
oddalił '). 

Odgłosy z t.ycia caJej prowincyi dochodzić nahindiiio 
musiały nieraz do domku Mickiewiczów i budzić ziijęcie. No- 
wogrodzianie, zdawien-dawna tworząc osolme, samoistne koło 
jako naleŁący do odrębnego województwa, które się pospolicie 
(Ziemią nowogrodzką" zwało, lubili trzymać się razem i wy- 
stępować sohdarnie. Obyczajowość starodawna, ze swoją ser- 
decznością i rubaszności^, utrzymywała się tu jeszcze w całej 
pełni. Cywilizacya wieku XVIU niewielki tu wpływ wywarta; 
a lubo blizkośe nieswieskiego dworu obudzala chęci do życia 
wysbiwniejszego, lo przecież form dawnych nie rugowała by- 
najmniej. Zresztą postępowanie ówczesnego ordynata, Domi- 
nika, kochającego się tylko w koniach i w łowieniu a raczej 
zalewaniu wodą suslów, nie mogło oddziaływać pociągająco 
na siladitę, która powoli coraz większą do magnatów czuć 
a przynajmniej głośno wypowiadać zaczęła antypalyą. Ulu- 
bionym tematem rozmów szlacheckich było naówczas wyrze- 
kanie na nierzetelność panów, którzy istotnie często w sposób 
bezwstydny stawali się niewypłacalnymi, oraz wyśmiewanie 
obyczajów magnackich... .Grunt żyzny, chłop zamożny, za- 
■"wa szlachta butna jeszcze i swobodna; po obywate!- 
imach szczera, wesoła gościnność; zjazdy, polowania, 
-".pusty, po paraliach pobożne odpusty i liczne kier- 



. Si. .Bębenek Adama Mickiewicza' w .Przyjacielu dziei 
" Aator miaJ te szczegóły od Adamn Kiersnowskicgo. 



szczerą i siiną wiarę w skuteczność modlitwy. Gdy raz Ad;iś 
wTpadt przez okno i już prawie nadziei ^ycia nie było, matka 
porwała go na ręce i. rzuciwszy się na kolana, zanosiła gorące 
modły do Najświętszej Panny: doznała ,cutiu", bo dziecię 
otworzyło .martwą powiekę" i mogło zaraz pieszo pójść do 
kościoła, by za wrócone życie podziękować Bogu '). 

Ojciec nie poprzestawał na swych facliowycti zaji;ciach 
adwokackicti; lubił czytywać poetów i sam nawet składa! 
pt>dobno wiersze. Ulubionymi jego autorami byli pisarze epoki 
ZygmuntowskieJ a szczególniej Kochanowski: z nim tei zazna- 
jamiał swe dzieci. Gdy był w dobrym humorze, pisywał „wier- 
sze pełne staroszlacheckiej werwy", które się długo przecho- 
wywały w pamięci ówczesnych ludzi, ate do druku się nie 
nadawały. 

W tradycyi rodzinnej powtarzano sobie następny cztero- 
wiersz. będący ułamkiem większej całości, jako zabytek ta- 
lentu rymotwórczego Mikołaja Mickiewicza: 

Rokicki niegdyś rudzit trybunatem; 
To ja ciekawy z dziejów wTczytiiłem, 
l'mart marszałkiem; stąd powszechne tnie: 
Z nim sprawiedliwość padta w trybunale '. 

Czy te ryniotwórcze próby ojca miały jakie znaczenie 
w rozwoju uzdolnienia Adasia, niepodobna żadnego wypo- 
wiedzieć sądu, gdyż nie mamy ku temu najmniejszej pewnej 

) Pan Tadeusz ks I w b— 1 — Odjnec 1 ty z p d j 
I I! sir ^ 

'j Har>3 < orecka v nolat e e dz el nej p la ze jej at j 

br- \ lama Hick en cza Alek^ ler e ze le | z I z I j-ik pr bk«; 

jca ego Mikotap Teot I Zemba n 1 m s1 na i Ist e reh v 

^n z objwatet nowogrodzk ego p valu Ij Ai Ifa Koljlfiskepi 

la utw r Adama M ck e v za z zas* »k I H v N gr dk : 

filaZenby Młodość Mckew zt k. L v 1 str tS| W 

JM. za rad cją rodzinj p ely O ] s. u v erjzy prz z Mk tnjn. 

i W3pi mn Hł JU7 Lon eu e r 1^J■1 v C 1 ne itr o ten ] o o* 

"■ acj H ve w adom ol ( I k ej,o no t. dz n a 



podstawy. Tyle tylko możnaby utrzymywać, it i 
mów nietylko czytanych z książki, ale i twórz 
ojca, mogto w pojętnym chlopczynie zbudzić < 
i ambicyą tworzenia ich samemu. Zwykle wśrót 
wisko powtarzania czynności osób starszych wyją 
powstanie takiej chęci, a zdolność przyszła m 
w dzieciństwie zarodkowo ukazywać '). 

Oprócz tego zamiłowania do rymotwórstwi 
różnialo Mikołaja Mickiewicza z pośród grona zn; 
znaczał się on jeszcze pewnem amatorstwem, p 
cem nam Jana Chryzostoma Paska, tego typowe 
rza dawnej Polski. Nadzwyczaj lubiąc wszelkie zwi 
rzyt on w domu swoim jakby maleńką menażery 
dzieci zaledwie wy dolać mogfy pracy dosta rczi 
oraz ziarna dla najrozmaitszych ptaków; byt też 
jony i lis i kruk. Wilk wprawdzie niedługo baw 
trzymał, najporządnlej prowadząc się w domu, 
wyprawiał ciągle Iowy w kurnikach żydów; ci 
w końcu i złapawszy złodzieja na gorącym 
mordowali. 

Wielkim przyjacielem Adasia był duży,- czar 
kiem zwany. Raz dano chłopcu na podwieczorek | 
z masłem; cząstkę jej chciał on udzielić Kruk 
porwał ją całkiem. Malec rozpłakał się głośno; 
poruszony czworonogi przyjaciel złoi^yl chleb, kt 
w paszczy, na jego kolanach — i podzielili się 
Iowie '). 

') To co A Niewiarowicz Ine .Wspomnienn h 
Lwów 1S7S str 14) tak tajemniczj o iiierszow inej koi 
lelniego Adama opowiada sanivm Um lajemniLZ^m nastr) 
iirnoSć, luhu autor twierdzi ze z ust sametro uieszcza o te 
wionj i zaoekawioDy iliciat N poznać .len rzidki utw r 
poela mimo nalctaii pr isl i bł'>gan z ui^miecheni odnic 
Iflko kilka wierszy z tej d7iecinnej kom[Hjz3C)i bez początki 
wierszy, klire słyszałem — d)daje N — płwt rzyć juz < 
tern bitrdziej, że mi ^abroml . . ." 

') Odyniec, .Listy z podróży" I. I:i3. 



o prawdziwych i zmyślonych podróżach swoich najdziwniejsze 
rzeczy, których dzieci, zbiegłszy się do „pielcarni'. tak chciwie 
słuchały, te icb potem nie mo^na było nakłonić do spania. 
Ulubionym przedmiotem op'owiadań jego były fantastyczne 
przygody, których jakoby doznał w domu poprzedniego swego 
pana, .farmazona", a więc ,w zmowie z nieczystymi du- 
chami*. Ktoś raz wspomniał o nagtej śmierci jednego z są- 
siednich obywateli; na to Błażej tajemniczą przybrał mini; 
i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy. Oczywiście za- 
częto go prosić, ażeby się wiadomością swoją ze słuchającymi 
podzielił. Błażej milczał przez chwilę, a potem zaczął opowia- 
dać, jak był świadkiem równie nagłej a dziwnej śmierci w oko- 
licy. Raz w lipcu pan jego zawołał go wieczorem i kazał za- 
prządź sanki, wyprowadzić je na dziedziniec a samemu pójść 
spać. Zadziwiony mocno takim rozkazem, postanowił zbadać. 
co z tego będzie; uczepił się zatem z tyłu u sanek, zarzuciw- 
szy na siebie dywan, którym przykrył siedzenie. Tak przycza- 
jony doczekał północy. Wówczas zjawił się pan jego w dziw- 
nem jakiemś ubraniu, długim płaszczem okryły, i siadłszy do 
sani, wziął lejce i konie biczem zaciął. Sanie, lekko podniósł- 
szy się w górę, żwawo w powietrzu płynąć zaczęty, o jaki 
łokieć nad ziemią. Pewny, że pan jego wcale się obecności 
sługi nie domyśla!, wychylił Błażej głowę z pod dywanu ; a że 
noc była jasna, księżycowa, doskonale mógł się przypatrywać 
tej cudownej podróży. Wkrótce z różnych stron zaczęty się 
zlatywać takież same napowietrzne sanie, i coraz to dłuższy 
orszak ciągnął w stronę dworu jednego znanego „furmazona". 
Niebawem zajechano przed dom iskrzący się od świateł 
.eh. Korzystając z ogólnego zamieszania przy wysia- 
z sań, Błażej wyskoczy! i wraz ze służbą wszedł na 
- Znalazł tu wszystkich .fannazonów" z okolicy; byli 
lOwie i panie w bogatych ubiorach; tylko dziwnie 
.jglądaly twarze mężczyzn, a u kiiku d;im ze zgrozą 
""' wystające z pod strojnych, wlokących się po ziemi 



— 24 — 

ismale ogony. Kapela grał 
trzyć i zobaczył, ie strun; 
tu. Odwróci! się strache 
wina; szczęściem Icapnęla 
a przepaliła sukno; nie p 
na baczności, zdaleka tyli 
L muzyka i wśród urocz 
iiedniej sali, gdzie na ścia 

samych , farmazonów " . 
ił wówczas, te jeden z bi 
;y dotąd niewiadome i i- 
ię, kto był winien, i uka 

wziąwszy świecę w rękę, 
Tunku i bacznie mu się 
ztamal przysięgę? W ter 
, zatrzyma! się przed jedn 
aszne zaklęcie wymówił, 
owajcy. Wówczas ze ws: 
eństwa, a naczelnik zawo 
erci! — nożem przebił pii 
nówil Błażej, kończąc opo 
nagle umarł ten „farmazc 
tóż podobne objaśnienie s 
•i. o której wieść wywołał 
cat się z zajęciem tym fan 
nich zapamięta! na zawsz 
lalną postacią, której opo 

swego wieku, pochłaniał 
)Ika i sąsiadka jego rodziców, /.a niioau, Kiedy 
zezwolenia na związek z tym. którego serce 
:a!a mu się wykraść i konno pojechała w'"''. 

pistolety mając w oistrach, aby bronić 

napadu. Lata nie osłabiły w niej ani ene' 
jakim rozpowiadała przygody swych lat i 
ga Adasia i jego zajęne się jej dziejami 
ólniejsze jej łaski, i nieraz gładząc go d(i 



się znu^.enia, jafeie budzi jednoslajność ; dopiero co widriokriif,' 
przedstawiał nam pola otoczone lasami, naraz gdyśmy się na 
wzgórze dostali, zjawiają się siedziby ludzkie. Sam Nowogró- 
dek na wzgórzach pobudowany kilkakrotnie ukazuje się i znika 
z przed oczu podróżnego, a za kaJidem ukazaniem się zajmuje 
malowniczem swem położeniem: to wieie kościołów, to zwa- 
liska potężnej niegdyś baszty, to grupy domów już na kilka 
wiorst przed miasteczkiem widzieć się dnji(. Widoki w samym 
Nowogródku należą również do niezwykle u nas pięknych. Na 
górze zamkowej wznoszą się ruiny, a oko może pójść d.nleko 
w dwu mianowicie kierunkach: w jednym ginie w ro/.legtej 
przestrzeni, na której bliżej miasta wydatniejij dwitrki z po- 
między drzew wychylające się, a widnokrtjg kończy się lasami, 
ciągnącymi się gdzieś poza Niemen. W stronę zaś Korelicz 
t Mira patrząc, widzi się obszary pól, kurhany, wsie i lasy. 
które przerzyna wijący się po wzgórzach i dolinach, wysa- 
dzany brzoziimi gościniec. U stóp góry zamkowej fara oko- 
lona drzewami, a dalej znów góra Mendoga. Wszędzie przez 
\ część roku pełno zieloności. 
doki te nie zdumiewają, ale bawiąc oko rozmaitością 

arjra Górecka (cilrka wielkiego poety): ,W^[iomnienia o Adiiinie 
". wyd. 2-gie If^Sfl, str. lOŹ— 107. 



} 



- 27 - 

W dziewiąty ta roku życia w dotychczasowym trybie wy- 
chowania zaszła zmiana: Adam, poduczony w domu *), oddany 
zoslal YTtaz ze starszym bratem Franciszkiem do szkól. 

n. 

Dla wykształcenia szkolnego na Litwie wtedy właśnie 
nastała doba najświetniejszego rozwoju, jakiej nigdy przed- 
tem, nawet za czasów szerzenia się reformacyi, nie miało. 
Akademia wileńska, przemieniona w r. 1803 na uniwersytet, 
uposażony w znaczne fundusze, zaczęła rozwijać swoje dzia- 
łalność w głąb i w szerz nietylko jako najwyższy zakład nau- 
kowy, ale też jako instytucya, pod której zawiadowaniem 
i zarządem zostawały wszystkie szkoły na Litwie i Rusi. Roz- 
budzona ideą owocnej dla przyszłości pracy gorliwość oby- 
watelska* a nadto wdrożone wiekowym zwyczajem a wzmoc- 
nione nowymi warunkami istnienia kraju, poczucie potrzeby 
nauki, wydatnymi zaznaczyły się śladami zarówno w liczbie 
szkół, jak w liczbie i pilności uczniów. Wszędzie starano się 
jaknajlepiej i jaknajszerzej zużytecznić tę szczęśliwą chwilę, 
w której przyjaźnie dla kraju usposobiony cesarz, Aleksan- 
der L dozwalał swobodnie się rozwijać w kierunku narodo- 
wym. Przyjaciel młodych lat jego, ks. Adam Czartoryski, zo- 
stawszy kuratorem wydziału wileńskiego, zajął się gorliwie 
organizacyą szkół, które miały służyć za wzór szkołom cesar- 
stwa. W r. 1807 zjechał do Wilna nowy rektor uniwersytetu 
a zarazem kierownik wszystkich naukowych zakładów na 
Litwie i Rusi. Był-to uczony astronom i matematyk, ener- 
giczny i sprężysty zwierzchnik, Jan Śniadecki. W czasie ośmio- 
letnich rządów swoich, pomimo przeciwności stawianych przez 
"^ki ówczesne, potrafił on umiejętnością postępowania 
Tm przykładem obudzić zapał do nauki zarówno w nau- 
"^ jak w uczniach, przygotował znaczną ilość zdatnych 

codem Kiersnowski, o cztery lala starszy od Adama Mickiewicza, 
-, że on pierwszy uczył czytać przyszłej^o poetę. Zob. Edwarda 
•"• -Wspomnienia*. (Serya druga, Lwów, 1887, str. 42 1). 



jxnrr\tii 



I 

I 



/ 



surowego rektora uczynić zadość, lubo oczywiście osi;!piać 
żądanej doskonałości nie potrafity, dla braku osób dofitatecK- 
nie do nauczania przygotowanych. Przełożeni zmieniali wpraw- 
dzie zakonników-nauczycieli, ale było to tylko przenoszenie 
i jednej szkoły do drugiej tych samych zwykle sil, gdyi za- 
liony ówczesne w liczbę członków wcale nie obfitowały. Trzeba 
było czekać, aż nowicyusze się wykształcą według; nowycli 
lasiid: a tymczasem wypadało tu i owdzie wziąć nauczyciela 
świef:kiego. Pomiędzy starszymi nauczycielami zapewne nieje- 
den .boćkowskiemu" hołdował i stawał się niby ,tein we.sel- 
szym, im silniej uderzył". Więcej jeszcze było takich, co Wol- 
terowi spać w grobie nie dawali: ,choć żaden go nie czytał, 
lecz każdy złorzeczy' ^). Nauka odbywała się naturalnie tak, 
jak w wielu miejscach do dziś dnia się odbywa, aisadzając 
się przeważnie na ćwiczeniu pamięci. Oto znamienny szczegół 
co do gieografli. Nazwisk miejscowości uczono się na pauiięć: 
gwoli przepisom władzy zwierzchniej zawieszano wprawdzie 
na tablicy śród klasy mapę ze skazówką na sznurku oklejona 
lakiem; ale profesor z katederki nie widział zazwyczaj, jak 
łń pokazuje na mapie; uczeń też macha! skazówk4, 

Uichat Baliński: .Pamiclniki o .lanie Sniadeckim ', toru I, sir, \li'i, 
'akich widział jeszMe -Syrokomla; znhiicz je^o poemat; , Szkolne 



oszcząc się wcale 

skutek nacisku, w 
'ch, w porównań 
Miały one prócz 
n. Stosunek nau 
iewielu mając do 
:o, interesowali si 
irową twarzą, s 
lizało się uczuci 
mnienia wspólny 
las rekreacyjny, 
Hugo jeszcze w i 
iem w sercach. 
tu księ?,a dominit 
rowadzili je żarów 
po nim. Zakład, 
orozbiorowycli m 
idane musiały po 
03 dla całego v 
programu tego w 
:ynajniniej trzy ki 
h ,starszycli" nai 
yciel nauki mora 
łsy pierwszej i d 
lie gramatyki łacli 
ów arytmetyki, gi 
„starszyoii', niia 
trzech ,młodsz 
ęzyka rosyjskiego 
ie miał być ,dozi 
ł zarazem kazno( 



;: .Listy z podróiy', 
h u ks. bazyliuiów, : 
trogródku i innych s 



- 31 — 

Oczywiście av wykonaniu programu zachodziły pewne 
modyfikacye. Dav<rna praktyka szkolna, przez komisyą eduka- 
cyjną w ostatniej ćwierci wieku XVIII ustalona, przemagala 
powagę nowych przepisów, a ponieważ nagannego nic w so- 
bie nie miała, tolerowała ją władza szkolna. Jakoż w Nowo- 
gródku księża dominikanie utrzymywali, jak dawniej, klas 
sześć i oprócz ustawą określonych przedmiotów wykładali 
historyą, prawo i logikę. Zakonników w Nowogródku była 
garstka niewielka '); dla wypełnienia zatem przyjętych obo- 
wiązków musiano bardzo często przenosić nauczycieli z je- 
dnego klasztoru do drugiego, tak, że od r. 1808 do 1815 
przesunęło się ogółem duchownych, nauczających w Nowo- 
gródku, dwudziestu. O ich przygotowaniu naukowem nie mo- 
żemy nic dokładnego powiedzieć; to tylko pewna, że z dwu- 
dziestu tych osób jeden tylko Jakób Falkowski skończył uni- 
wersytet, miał stopień naukowy i zaznaczył się w dziejach 
naszej oświaty jako zdolny nauczyciel, wymowny kaznodzieja 
i niepowszednich zalet pisarz w dziale literatury teologicznej ^j. 
Wszyscy inni nie posiadali stopni uniwersyteckich, prawdo- 
podobnie więc poprzestali na wykształceniu seminaryjnem. 
Nazwiska ich przekazał druk w urzędowych spisach nauczy- 
cieli*): ale tradycya nawet, z jednym tylko wyjątkiem, milczy 
o ich osobach i o talencie nauczycielsitim. 

Do tych-to szkół, w których niegdyś sam nauki pobie- 
rał, oddał Mikołaj Mickiewicz i swych synów w dniu 13 wrze- 



') W r. 1818 było w klasztorze nowogrodzkim 9 księży, i. kleryków, 
tyluż braciszków i jeden tercyarz. Zob. E. T. ,0 klasztorach zgromadzeń 
istniejących obecnie w dyecezyi wileńskiej". („Teka Wileńska", III). Sadok 
Barącz: ,Rys dziejów zakonu kaznodziejskiego w Polsce", t. II, str. 358. 

Ks. Sadok Barącz: ^Rys dziejów zakonu kaznodziejskiego w Poi- 
li, 146—153. K. Estreicher: „Bibliografia XIX stulecia", t. I, 48i, 
go Fałkowskiego odróżnić należy od spółczesnego mu założyciela 
tu głucboniemych, który był pijarem. 

„Kalendarzyki polityczne dla w)'działu uniwersytetu wileńskiego**. 
iatek" do tego tomu pod lit. B. 




alo- 
Ka- 
omi- 

ale o nim Adam mógł tylko z widzenia i z opowiadania star- 
szych uczniów mieć wiadomość, gdyż Falkowski dawał lekcye 
literatury i języka rosyjskiego w klasach wyższych. Mickiewicz 
przez cały ten rok niedomagał; w cenzurach zaznaczano, że 
był zdrowia „rfabego" lub „miernego"; odznaczał się zaś pil- 
nością .wielką"; stopni wszakże celujących nie dostawał, tylko 
.dobre", tak że w spisie uczniów celuJ4cych już go księża 
dominikanie nie pomieścili, zachowując większy wybór wogóle, 
gdyż z klas niższych tylko 7 w raporcie do uniwersytetu 
podali '). 

Gdy we wrześniu 1809 roku wszedł Mickiewicz do klasy 
Ineciej, przedstawiły mu się całkiem nowe widnokri^gi nauki. 
Nie potrzebował się jut męczyć ćwiczeniami w , charakterze', 
a natomiast trzeba się było zaznajamiać z zupełnie dotąd nie- 
manymi przedmiotami: z gieometryą, fizyką i historyk natu- 
ralną, oraz z dziejami powszechnemi. Ta nowość przedmio- 
tów, pilność zaledwie ^nadmierna' (t. j. trochę wii,'cej niż 
mierna), jako też niezbyt dobry stan zdrowia s|irawity, że 
w klasie tej przesiedział dwa lata. Łacina sprawiała mu także 
trudności, gdyż w ciągu pierwszego roku miał stopień albo 
.mlemy* alby .nadmierny" i dopiero w drugim zasłużył so- 
bie na , dobry'. W gieometryi „średnie" w pierwszym roku 
okazywał postępy, a w drugim dopiero „dobre". W innych 
przedmiotach naukowych miał stopnie „dobre". Nauczycieli 
w tej klasie było wtedy czterech '). Naukę moralności wykła- 
da! ks. Marcin Rokicki; fizyki i języka francuskiego dawał ks. 
1 Lutostański; matematyki uczyt ks. Franciszek Giedze- 
iteratury wreszcie i języka rosyjskiego udzielał w r. 



,Kalsndarzrk polityczny na rok 1810', str. 70, lOS. 
KaleDdarzyk polityczny na r. 1810' i ,1811", str, li 



skowycii lśniących od złota, w kaszkietach i tcapeluszacti 
z piórami, szedł za nim i zatrzymał się przed gankiem, z któ- 
rego król ich pożegnał, . . 

Podziw i cześć na ten widok obudziły się w sercu mło- 
dzieńca tak wielkie, te, jak później powiadał, .aniel zstępu- 
jący z nieba w^ promieniach większ^o wrażenia nań wy- 
wrzećby nie mógł". Następnie, po wyruszeniu już króla west- 
falski^n w dalszy pochód, z innej strony podziałała na wy- 
obraźnię młodzieńca wielkość Napoleona. W domu rodziców 
stal kwaterą jakiś wiarus, postać z gruntu obozowa, szef 
szwadronu. Miał on zwyczaj powtarzać donośnym głosem 
przy każdej sposobności: .klnę się na imię wielkiego Napo- 
leona". Wielkość ludzka nabrała wtedy w oczach dziecka 
jakiegoś odcienia boskości '), Potężne wrażenie, jakiego doznał 
w r. 1812 Adam, odbiło się w świetnym ustępie „Pana Ta- 
deusza" : 

O wiosno! kto cię nidział wtenczas w naszym kraju, 
Pamiętna wiosno wojny, wiosno nrodzaju! 



') Ludwik Lom^nie w .Glalene des contemiiorains illustrcs'' 18tl. 

Zob. .Helanges pogthumes", t. H, str, XXXII. XXXIII. Ojiowiadanie Nie- 

wiarowicza (.Wspomnienia* str. 15 — 18) o lem, jakoby 14-letni Adam czy- 

lał wi^wczas .wszystkie dzienniki krajowe i zagraniczne', jako był , mężem 

"■"" :: Nowogródka', jako , dzień przyjścia Francuzów oznaczył"; jako 

ty kościelną i^jrzairazy .chorągiew nariidową' oznajmił tę radosną 

. miasleezkn i t. p. nie mają cech prawdopodobieństwa; a Imerdzenie, 

y o wszystkich tych szczegółach słyszał wprost od Adama, na wiarę 

giwać nie może: nie zgadza się bowiem ani z opowiadaniem Odyńca, 

; relacyą L'** (w , Czasie" I8VJ Nr. 117), którzy o tej chwili na pod- 

'" "yznań samego poety mówią rzeczy, przeczące stanowczo wyegzal- 

^ -egęciu o ważnej roli l+-letniego młodzieńca. 

3* 



i kiedy wyszła go popieścić, wchodzi! czasem za ni;s do pokoju 
i przyjmował tam z jej ręki jakie pożywienie, ale zaledwie 
je połknął, znowu powracał na dziedziniec i tam czujną wartę 
odbywał. ,Tak przeszła zima, a gdy piękne dni wiosenne 
nasłały i wszystko się uspokoiło, pies zniknął równie tajem- 
niczo, jak był się zjawił, zostawiając w pamięci dzieci wspom- 
nienie jakby legendy" '), 

wakacjach trzeba było wrócić do szkoły. Pomimo 

.u licznych przeciwności, Śniadecki staraniami swemi 

"IBl Bignon, ówczesnego komisarza cesarskiego, sprawił, 

wrześniu lekcye jak zwykle się rozpoczęły z wielbiem 

Górecka: .Wspomnienia" ISsl), str, 101, U\->. 



Jak widzimy z cal^o przebiegiu tych ośmiu lat szkol- 
nych w Nowogródku, Mickiewicz nie należał wcale do tej 
grupy uczniów, których ^prymusami' nazywamy. Przeciętnie 
biorąc, przykładanie się jego do nauk nazwać się moie .do- 
brem' jedynie; w niektórych tylko przedmiotach i w niektó- 
rych latach robił postępy, nazywane przez nauczycieli .celu- 
jącymi' lub „najlepszymi'. Rozpatrując się w tych kilku wy- 
padkach, nie można dojrzeć szczególnego zamiłowania do ja- 
kiejś wyłącznej dziedziny nauki, raz bowiem ,ceiuj;jcym' jest 
w algiebrze, raz w wymowie polskiej i łacinie, dwukrotnie 
nazwano go .najlepszym" w fizyce i historyi naturalnej, dwu- 
krotnie też w moralności i prawie, raz w historyi. Wszystkie 
wyższe stopnie pojawiły sig dopiero w cenzurach z dwóch 
ostatnich klas: piątej i szóstej. 

Zwykłym to jest objawem w umysłach żywszą obda- 
rzonych wyobraźnią, iż nie mają zamiłowania do nauki sy- 
stematycznej, regularnie prowadzonej. Przyswajając sobie ła- 
two pojęcia, chętnie przenoszą się mysią od jednego przed- 
miota do drugiego, nie zatrzymując się nad iarinym zbyt 
"ilugo na wzór tych, którym nauki przychodzą 7. wiykszą tru- 
dnością. A jeżeli kto, jak Mickiewicz, oprócz żywej wyobraźni 
posiadał też pamięć nadzwyczaj wierną, to już z pewnością 
-I nad książką nie będzie, gdyż tego nietylko nie lubi, 

li" potrzebuje. Nieraz brat jego Franciszek ^) całymi 



Ealendarzyk polityczny na rok I81.r>'. 

U. tj. Antoni H^ecki: ,0 życiu i pismach Mitk lewic za' w ,Orę- 
"lukowyraMS+aCNr.Slj. — M. Górecka: .Wspomnienia", atr. Ul. 



r 
I 



- 41 — 

Z czytania poematów rodziła się chęć doświadczenia sil 
s3 swoich w rymie. Odkąd zaczął się uczyć wymowy polskiej, 
a stało się to już w klasie trzeciej, musiał pisać wypracowa- 
nia, które według ówczesnego zwyczaju mogły być w prozie 
hab wierszu wykonywane, gdyż stosownie do panującej wtedy 
teoryi poezya — to tylko wymowa wierszowana. Nic natural- 
niejszego we wrażliwym i lotną wyobraźnią odznaczonym 
młodzieńcu jak obudzenie się zamiaru zrymowania tych wra- 
żeń, jakich doznawał. W r. 1810, gdy był w klasie trzeciej 
drugorocznym uczniem, wybuchł pożar w pobliżu domu Mic- 
kiewiczów. Każdy biegł albo na ratunek palącego się domu, 
albo unosił swe rzeczy przed grożącem niebezpieczeństwem; 
jeden tylko Adam usiadł podobno na szczycie dachu, skąd 
spokojnie przypatrywał się objawom niszczącego żywiołu. Po 
ugaszeniu ognia przyszedł do brata Franciszka i prosił go, 
aby pisał, co mu podyktuje. Niemało zdziwił się brat, gdy 
mu Adam zaczął dyktować opis pożaru „.silnie i zręcznie od- 
dany*. Wiersz ten miał ówczesnemu nauczycielowi wymowy, 
księdzu Adamowi Jacynie, wielką sprawić uciechę; odczytano 
go podobno nawet na egzaminie publicznym w przytomności 
wizytatora Kossakowskiego *). 

W tychże czasach szkolnych miał Mickiewicz napisać 
także bajkę p. n. „Pies i wilk", którą profesor wymowy wziął 
za utwór Trembeckiego^). Bajka ta wszakże nie dochowała 
się do naszych czasów; gdyż owa, którą pod tymże napisem 
w ^Dziełach* Mickiewieza czytamy, powstała niewątpliwie 
w daleko późniejszych latach; ani pojęcia w niej wyrażone, 
ani sam styl nie dozwalają przypuszczać na chwilę nawet, 
iżby to była próba szkolna. 

Zamyślał też Mickiewicz o kompozycyi większych roz- 
I Wpadły mu w ręce utwory płodnego wtedy wierszo- 

I .rzeja Świderskiego. Czy to były dwutomowe „Za- 

ntoni Małecki w , Orędownika Naukowym" ISi^ł (Nr. 31) wedhig 
c a Franciszka Mickiewicza. 

iTiktor Baworowski: , Wizyta u Mickiewicza'* w , Nowinach", 
] •-. «.,*^j. zapewnia, że słyszał o lem z ust samego poety. 



<1m1 o wiorst parę położony folwark, BiaJą zwany. Należał . 
Q do Sosnowskiego, który miat za żonę jedne z sióstr cio- 
'cznych Adama, Kornelią Stypulkowską. W gaju, należącym 

folwarku, robił Adam wraz z braćmi wycieczki na grzybo- 
ranie, przyczem bez rozmaitych figlów się nie obeszło '). 

Skłonność ta do żartobliwie wesołych sztuczek nie wy- 
łączała bynajmniej poważniejszego nastroju, gdy chodziło 
' rzeczy seryo. Po śmierci ojca zrozumiał obowiązek dopo- 
magania matce w kłopotach domowych. Jako uczeń klasy V 
^1 byl przez dwa lata dozorcą domowym uczniów, w czem 
ota^wal .dobrą zdatność' i „pilnie zadośćczynil swym obo- 
wiązkom*, jak mu to zwierzchność szkolna przyznała^. 

Często też wprost przeciwna wybuchom wesołości nie- 
ckreilona tęsknota i rzewność opanowywały duszę żywo od- 
(^ ,ją wszelkie wrażenia i w istocie swej głębszą od in- 

1 .ówieśnych; często znajdowano Adama na osobności, 
i "''^y, samotny, płakał, a zapytany o przyczynę, nie 

Pawbwici: .Zaosie* w „Tyg. ilustr.", 1883, Nr. Ił, 
"- Korotyński: ,Eilta szczegółuw o rtidzinie' i t. d, str. 12. 



pobyt w Wilnie. — Fosieazenie pu^..^u= .^^.......^ .^ — - 

Eimmina bndydalów do stanu naucsjcial.kiego- - Zapmwszy bic począt- 
kowo na oddział azjcjnj. pmibodó nulępnle Adam na oddmJ liloralorj 
I naii „^olonjch. - WrUad, Grodh, Żukow.ki.jo, Lewickiisio, B«- 
ro«skI.l» Lelewela, Csemiamkiego 1 Pinab.la. _ 2yc» uni«er.jl.ek». - 
Eoch mydowy " WilBio. - (i.«>piSnń.nnlot«o. - T»lr. - Po.,edai- 
M. pobBcine mtiwcrsyletn 30 o.em.a 1816 r. - U. Wakacy. pr.opęta. 
» Sowoetodzkiom. — Po«edieni« public™ 15 wt.cSma ISIO r. - Wy 
bór rektora. — Charakterystyka S.ymona Malemkic(,o. Ojloi.one prjeieU 
nawidla larnotei. — Oddiialywanio .poleciet.tm. - Towar.yam Szu- 
tawrtw i Wiadomości Broków.-. - Mickiewicz zostaj, k.ndyd.lom «!» 
rfL — Przyjazd k». Adama (iartoryAie«o do WUna. - Pjerw.za prze. 
mowa pobliczn. nowejo rekton.. - Śmierć ks. Józeta Mickiewicz.. 



Dziekanem oddziału matematyczno-fizycznego w uniwer- 
sytecie wUeńskim byt imiennik i daleki krewny Adama, ksiądz 
]A™f Mickiewicz, wysłużony profesor fizyki. W iyciu piymat- 
jyl to człowiek prawy, przykładny, dobroczynny i przy- 
ti, ale słabowity, próżny i w wysokim stopniu tatwo- 
r. Jako profesor nie odznaczył się nigdy wielkiemi zale- 
postępów nauki nie śledził, a w przeciiigu 40 lat nau- 
jtwa wypracował i ogłosił drukiem dwie zaledwo roz- 
'- - O piecach półełiptycznej figury' i „Uwagi o me- 
•-T-" dwekan przestrzegał tylko strony formalnej; 



na Sybir". Ai^ument ten tak przekonał i zawstydził Adama. 
te nietfiko schował pistolet, ale nawet proch zdmuchnął z pa- 
newki. Ujęty tem nawzajem starzec, w całym ciągu dalszej 
podróży otaczał ucznia szcz^ólną pieczołowitością, częstował 
kawą i jajami, i nakoniec, wdając się z nim w rozmowę, 
ndzielil mu kilka gmądrych' rad i przestróg co do praktycz- 
nego ^cia i szanowania zdrowia zamlodu '}. 

Stanąwszy w Wilnie, w piątek przed wieczorem, ubrał 
się zaraz i wyszedł na miasto. Przechodząc przez Ostrą Bramę, 
trafił właśnie na nieszpory i na litanią z muzyką. Pamiętny 



') A. E. Odyniec: .Listy z podróży", 1, 361, 2.— L*** tj. Eiwtacliy 
JwtHikiewici. długoletni lowareysz i przyjaciel Mickiewicza, w „Czasie* 
Wifi N. 117, zupełnie inaczej rzecz tę przedstawia, powiadając tak samo 
jak Odyniec, ii o przygodzie tej slyazal od samego poety. Poszedłem za 
opowiadaniem Odyńca; nie myślę jednak twierdzić, iżliy Odyniec tylko 
zachowa! w pamięci wiernie rzeczy ^yszane; dlatego podaję tu i opowiada- 
nie L*** włożone przezeń w usta Mickiewicza; ,Gikolwiek słyszałem o zliój- 
cacb kryjących się śród gór Ponarskich, wszystko to mi naraz przed oczy(!) 
i myślą stanęło i nabawiło niepojętym dotąd niepokojem. Chłopek z Zao- 
lia czeka) z dwukonnym wózkiem; uzbroiłem się w pistolet, zabrałem ku- 
ferek z rzeczami i puściliśmy się w podróż. Drugiego dnia zbliżamy się do 
Ponar; dońce miało się ku zachodowi; ja z tęskną niecierpliwością wyglą. 
dam wieżjc kościołów wiUóskich, z trwożliwą czujnością wy|>atniję dokoła; 
a* »i=ni j. pod lasu ukazuje się postać ludzka i słyszę wołanie, ażebyśmy 
E ._:ymali. Ani wątpić. Że to przynajmniej dowódca handy zbójeckiej. 
'i ume konie, nie ochocze do biegu; mój woźnica równie jak ja prze- 
E )ny tadnej rady dać nie umie; jedyny ratunek w pistolecie; ale nim 
i -i na tem, że się bronić trzeba, już owa postać zbliżyła się do nas 
- ( uiaście kroków i woła: aJeż stójcie, zaczekajcie! Poważny chód i glos 
1 ~ły zanfanie, a moie więcej jeszcze i to, że była bez broni. Wózek 
' ' — zatrzymał i rozpoczęła się rozmowa. A dokąd to jedziecie? — 



tcycl 
:no 
e tzi 
[gdy: 

ieka 
lal i 

a, 1 
ijekt 
resz( 

kos 
im n 
slyc 
:and. 

ob 



li mi 
<powii 



,t z 
ndoe 
ly po 
' piBŁ 



15 rubli na stół, odzienie, ksiąłki itp.; a za to po ukończeniu 
kursu nauk w uniwersytecie musiała przez lat kilka spełniać 
obowiązki nauczycielskie w miejscu przez rząd uniwersytetu 
wskazanem, przyczem jednakże pobierać miała pensyą, do sta- 
Dowiska wskazanego przywiązaną. 

Należało więc Mickiewiczowi zanieść stosowną prośbi; 
o wpisanie na listę kandydatów, dać się poznać prefektowi 
ich, którym był znakomity botanik, surowy i energiczny 
zwierzchnik, ks. Stanisław Jundziłł, i złożyć wymagany egza- 
min, mający o wyborze wśród współubiegających się roz- 
strzygnąć. 

Zanim czas wyznaczony na ten egzamin nadszedł, wy- 
padła doroczna uroczystość uniwersytecka — publiczne posie- 
dzaiie przy otwarciu nowego roku akademickiego. Odltywala 
się ona z wszelką możliwą wystawą i była jednym ze sku- 
tecznych środków budzenia szacunku dla nauki i jej przedsta- 
wideli. Spraszano na nią liczne grono znakomitych ze stanu 
duchownego, wojennego i cywilnego osób w uroczystych ubio- 
rach; roztaczano przed widzami wszystkie zasoby powamej 
wyslawności, wiekowym zwyczajem ugruntowane. Ponieważ 
daeń 15 września, na tą uroczystość przeznaczony, byt zara- 
zem dniem koronacyi cesarza Aleksandra I, wszystko więc 
miało cechę galową, zarówno domy jak i ludzie. Zrana uda- 
wano się w całym składzie nietylko ciała uniwersyteckiego, 
ale i gimnazyum wileńskiego do kościoła św. Jana, gdzte się 
odbywała msza, niekiedy kazanie; a zawsze śpiewany był, po- 
spolide przez biskupa, hymn św. Ambrożego: Te detim lun- 
damus. Potem udawano się do największej sali w gmachu 
""i^ersyteckim. Rektor, dziekani i profesorowie występowali 
"-h purpurowych, w aksamitnych, złotem haftowanych 
_Ji i w biretach. Przed rektorem niesiono na wezgłowiu 
dar Władysława IV, będące symbolem władzy nauko- 
'iego uniwersytetu. Sala pięknie przybrana. Rektor lub 
następca zagajał posiedzenie; poczem następowało czy- 
--Vjeji rozprawy umyślnie na ten cel przygotowane! 



swego przedmiotu, ale kładąc silny nadsk na potr^iulic ści- 
słego porozumienia tronu z ołtarzem i nawzajem, bi( iia „irre- 
ligią" i .niegodną filozoilą' wieku XVIII, rozwijał tny^śl zna- 
nego publicysty reakcyi. Bonalda, że .cywilizacya i e^zynten- 
cya państw Europy wyniknęły z ciiigłego pośredniclwa a na- 
wet i z usterków dworu rzymskiego", cytował wymowne 
słowa z Duetia c li ry sty anizmu Chateaiibiiantla, wysła- 
wiał pod niebiosa znaczenie ojców kościoła i zmuszał samego 
Woliera do oddawania pochwal działalności papiestwa. 

Na samym więc wstępie do zawodu uniwersyteckiego 
mia! sposobność Mickiewicz przeniesienia się inyśla z zaścianka 
na szerokie pole zagadnień i pytań najdonioślejszego znacze- 
nia, posłys/.al może po raz pierwszy nazwiska osób, które 
w rozwoju poglądów w Europie nieinat;] odegrały rolę, za- 
poznał się z dijżeniem, kióre coraz bardziej przez lat kilka- 
naście wzmagać się miało, jako oddziaływanie przeciwko 
iileom , wieku oświecenia". A jeżeli nawet nie obj;]! odr;izii 
rat^o obszaru myśli i dąień, zarysowanych przez Capellego, 
co byłoby rzeczą bardzo zrozumiałą; -^ to w ka>,dym razie 
dostały się one do jego umysłu w postaci ziaren, które kiedyś 
pod działaniem różnorodnych wpływów rozwinstć si<; miały. 
Nim jednak myśli, obudzone rozprawij tą, mógł młody 
student przetrawić, trzeba było stawać do egzaminów, wyzna- 
czonych dla kandydatów do stanu nauczycielskiego na 18 i J9 
września. Kandydatów było wielu; z pomiędzy nich po egza- 
minach i po zbadaniu przez znakomitego lekarza i profesora, 
Józefa Franka, stanu ich zdrowia przyjęto pięciu: lirzegorza 
Hreczynę, Jana Waszkiewicza, Dominika Szulca, Chryzostoma 
newskiego i Adama Mickiewicza '). 

.Akia Uniw. Wileńsk.', rkp. w bibl. jagidl. pod N, il7l>, t, II, 

.187, pierwszy raz ogtoszone drukiem przez Teolila Zienilię w ,Hihl. 

.- 18S3, zeszył marcowy. — Co do egzaininonutiia kiindydatnw pizez 

._i pod względem stanu ich zdrowia jest w .Aktach 1,'niw. Wil." dii- 

-' '» N. 2S3. 



Odląd iycie Adama ^ 
kiego upływało glównii 
i i w domu nad ksią 
! koleżeńskie wówczas 
;. Każde prawie gimn 
nieńczanie żyli tylko zi 
sza młodzież pracowała 

pozwalali sobie cukit 
o przedstawiało wiele 

przy właściwej iiniwe 
materyalnych umiał z ] 
T nie wykluła się była 
a wszystkich do jednej 
Ddowego; zaledwie m( 
.wniejszych. W gronie 
totnie — z małymi w 

nauki, nie było takiej 
urzędowego swego sl 
nemu kierownictwu sti 
y lekarz i wyborny 
dzie pewne próby na 
ą radził sobie, jak mó( 
Mickiewicz stosownie 
iczęszczać na oddział i 
o znakomitych profesc 
swój opracowywali: Jc' 

Stanisław Jundziłł, na 
na niższej wszakże s! 
waj matematycy: Tom 
isz Niemczewski , czyi 
haniki. Wreszcie trzej 
ni w piśmiennictwie na 
iczbę nauczycieli oddzii 
, Feliks Drzewińsbi — 

) K. Knczkowaki; ,Wspomr 



- 63 - 

^/twski — astronomią '). Jan Śniadecki pełnił wtedy tylko 
4^ ^^owiązki astronoma-obserwatora. 

^ Profesorów tych jednak słuchał Mickiewicz niedługo, 1)0 
^-iko przez dwa j)ólrocza akademickie; wpływ ich zatem na 
^4:5iwój urayslu Adama wielkim być nie mógł. Co wi(^'cej, 
']ut. w Arugiem półroczu ucz(^szczał Mickiewicz także na wy- 
kłady w oddziale literatury i sztuk wyzwolonych, które uspo- 
sob\e\\\u jego widocznie lepiej odpowiadały niż matematyka. 
Oddział ten co do świetności i doboru sił naukowych 
r^7.edl zaraz po medycznym w tej pami(,4nej dobie istnienia 
uul^-ersytetu wileńskiego. Główną w nim osobistościq, wi)h'- 
^ającą na inne, które dostrajać się do skali jej tonu musiały, 
i>yl znakomity filolog klasyczny, Godtryd Ernest Groddeck. 
Wykształcony w szkole niemieckiej, przejął jej wyborną me- 
todę i zaszczepił ją u nas w wykładach uniwersyteckich. Zwo- 
lennik słynnego twórcy teoryi o powolnem powstawaniu pieśni 
Iliady, Fryderyka Augusta Wolfa, myśli jego rozpowszechniał 
zarówno w wykładach swoich jjik w książkach i artykułach, 
pnyczyniając się tym sposobem do przygotowania gruntu dla 
nowych poglądów estetycznych. Rozumiał on i głośno wyzna- 
wał, że literatura a w szczególności poezya każdego narodu 
winna nosić wyraźne cechy swej odrębności i oryginalności; 
a lubo wszystkim zalecał studyowanie arcytworów greckich 
i dziel rzymskich, to nie w myśli, ażeby je ślepo naślado- 
wai]o, lecz żeby w sobie poczucie dobrego smaku wytwarzano. 
Był on ambitny, uparty a nawet kłótliwy, w obejściu chłodny, 
a nawet sztywny; interesowność widniała nieraz w jego po- 
stępowaniu: ale wskutek energicznych jego wystąpień zacho- 
wywała się w uniwersytecie równowaga pomiędzy fizycznerni 
i humanistycznerai naukami; a jego zapał do przedmiotu 
wykładanego zapełniał jego braki towarzyskie i obu- 
.iłowanie w słuchaczach do studyów klasycznycli. 
jnaniach społecznych i filozoficznych należał do libeia- 
»"ae krzewił zasady wolnomularstwa, którego w WiU 

"-— Litewski" 1815, N. 77. 



- 55 — 

Skromny, prosty, serdeczny, trochę oryginał, przez ludzi płyt- 
kiego umysłu mniej był cenionym, niż na to zasługiwał, b'^ 
nigdy nie chciał czy nie umiał wiedzy swojej zareklamować. 
Dla młodzieży uczącej się miał nadzwyczajną wyrozumiałość; 
rad ją do siebie przygarniał, postęp jej w naukach za naj- 
milszą trudów swoicli nagrodę poczytując. Wydał był ju;'. 
^vtedy cztery dziełka podręczne do nauki początkowej języka 
greckiego i hebrajskiego. W r. 181B/16 wykładał trzy godziny 
na tydzień gramatykę języka greckiego i zaprawiał do tłóma- 
ezenia z wypisów Jacobsa przez siebie z polskiemi objaśnie- 
niami wydanych, oraz wyjątków z Lucyana i Antologii grec- 
kiej Jurkowskiego; prócz tego rozprawiał o starożytnościach 
greckich, a szczególniej ateńskich. 

Kolega jego Andrzej Lewicki nie jest nam znany z uspo- 
sobienia i charakteru, a w dziedzinie piśmiennictwa nauko- 
wego niczem się nie zaznaczył. On również, dawał trzy go- 
dziny na tydzień, tłómacząc 6 pierwszych ksiąg Eneidy Wer- 
giliusza, dziełko Cycerona p. n. „Mówca", oraz zaprawiając 
studentów do pisania po łacinie i „pięknego tłómaczenia" au- 
torów łacińskich ^). 

Ci dwaj adjunkci byli niewątpliwie w tym pierwszym 
roku uniwersyteckim głównymi przewodnikami Mickiewicza 
po dziedzinie filologii klasycznej. 

Z literaturą polską i z teoryami estetycznemi zaznaja- 
miał go Leon Borowski, który od niedawna , jako zastępca, 
objął był po Euzebiuszu Słowackim katedrę „wymowy i poe- 
zyi*. iDody ten, 31-letni profesor największą część swego wy- 
kształcenia zawdzięczał samouctwu i Grodkowi. Z natury we- 
soły, rubaszny z zacięciem satyrycznem, był, jak prawie 
wszyscy świeccy i niektórzy duchowni profesorowie owego 
C5 w uniwersytecie, zwolennikiem „wieku oświecenia" 

Yi złagodzonej postaci, jaką przybrał on u nas pod wpły- 

ną takich ludzi jak Konarski, Krasicki. Kołłątaj, kiedy po- 
iT 1^ krańcowości, starano się wszelkimi sposobami usu- 

— "r Litewski", 1SI5, N. 78. 



~ 67 — 

i dawał im praktyczne wskazówki co do wyrobieniu stylu. 
Nieubłaganym był dla wszelkiej nieścisłości i niejasności, dla 
wszelkiego niewłaściwie użytego wyrazu. Sztywny i zimny jak 
posi^g zdawał się tylko śledzić, gdzie się kryją bli^dy, ażeby 
je wytknąć z całą surowością sędziego; ale wistocie dbnł 
o postępy uczniów, a gdy w kim odkrył zaród prawdziwego 
talentu, nie wahał się poświęcać dużo czasu na odsłonięcie 
mu tajemnic sztuki pisania i nie poprzestawał na poprawianiu 
ćwiczeń w audyloryum, lecz wzywał wybranych do swego 
mieszkania. Do takich wybranych należał i Mickiewicz, który 
wyznawał, że zawdzięcza Borowskiemu przyzwyczajenie do ści- 
słości i jasności wyrażeń zarówno w wierszu jak i w prozie. 
Z głębszem pojęciem dziejów po\vszechnych zapoznawał 
Mickiewicza Joachim Lelewel. Nie wykładał on właściwie na 
oddziale literatury i sztuk wyzwolonych, lecz na oddziale nauk 
moralnych i politycznych; studenci wszakże, oddający się filo- 
logii, obowiązani byli słuchać jego prelekcyj. Przymus zresztą 
był tu zbyteczny; na odczyty Lelewela pociągały one sanie. 
Trzydziestoletni zaledwie wówczas mężczyzna umiał już sobie 
zyskać rozgłos niemały. Do nauk wszelkich brał się z namięt- 
nością niesłychaną, pochłaniając mnóstwo dzieł w przeróżnych 
dziedzinach wiedzy zarówno przyrodniczej jak humanistycznej, 
ale z szczególną miłością oddawał się od lat dziecirmych ba- 
daniu dziejów. Z urodzenia Mazur, kształcił się najprzód u pi- 
jarów w Warszawie, potem słuchał czas krótki wykładów lii- 
storyi Husarzewskiego w uniwersytecie wileńskim; wskazówki 
metodyczne i zachętę do studyów brał głów^nie od Gródka. 
Wezwany do Krzemieńca, wykładał tu przez rok (1809/10) 
gieogratlą starożytną; aplikował następnie w Warszawie, zaj- 
mując się równocześnie poszukiwaniami archi walnemi i pisząc 
,>prawy. Gdy w r. J814 ogłosił swe „Pisma pomniej- 
graficzno-historyczne", Jan Śniadecki zawezwał go na 
^ profesora historyi do Wilna, gdyż katedra ta od czasu 
.v,ia się Husarzewskiego była osierocona. Lelewel pośpie- 
wezwanie i właśnie, gdy Mickiewicz wszedł do uni- 
zpoczynał swój kurs czterogodzinny, w któ- 



Ił /-»Tł r•r\'7^ 




zys 
do 
już 
dzi( 



ej 1 
lial 
1 e: 
ocb 
)gól 
i ci 
tón 

do] 

cc 

lej 

'■ P 

col 
3le\ 



iedi 

)1; 
: ki 



rozwijać musiał wszystkie bogate zasoby wiedi^y i talentu, 
ażeby wykładem historyi starożytnej ten zapat iiilo(lKie>;y do 
dziejów uli-zymać. 

Wymienione dotąd byty to najważniejsze wykłady, ja- 
tich Mickiewicz słuchat w pierwszym roku uniwersyteckim. 
Oprócz tego niewątpliwie uczęszczał na lekcye Jana Czerniaw- 
ski^o, który 6 godzin tygodniowo poświęcał nauce grama- 
tyki i literatury rosyjskiej, oraz Jana Pinaliela, który w czte- 
rech godzinacli na tydzień język i literaturę francuskij stu- 
dentom objaśniał'). Czy Józef Saunders, wykladajijcy history;[ 
szluk pięknych, Alojzy Capelii, ucz![ey literatury włoskiej. 
Benjamin Haustein, dający lekcye niemieckiego i początków 
angiel^ikiego, Jan Rustem, wyjaśniający „prawidła rysunków", 
mieli takie Mickiewicza za słuchacza, niepodobna powiedzieć, 
^dyi uczestniczenie na tych wykładach zostawione było do 
Woli zarówno studentom literatury jak i kandydatom do stanu 
uauczy cielsk iego. 

Wykłady uniwersyteckie zajmować mogły Mickiewiczowi 
mniejwiijcej godzin BO tygodniowo *), nie pochłaniały zatem 
latego czasu i zostawiały go na sturlya samoistne i rozrywki. 
Jakie wtedy książki zajmowały Adama, nie wiemy; w ka/.dyni 
razie musiał on się rozczytywać w ówczesneui czasopiśiuien- 

isly J Lelewela t I str 21 * ilj 
Zob .Dodatek p:>d lit C 

tadiuneL ten pierain na zestiwitniu lek \j Żik vsl. t^o i Lc- 
, 1 Gródka i {ghż Die wsz\sllut.h wjŁład w jeg n gl M k "hi- 
"•oroHKkiefcf ł Lelewela + Czemian kiefeo (i tinal-th 4 znj^t 
eh 1] ćwiMen lac ń«bcli i pols-kich iro Izm *■ r '"m Ml 



nictwie wileńsfciem, Kt 
zaczęło. 

Od początku r. 1* 

dzo czynny i wielce s 
raocnik bibliolekarza, v 
który już dawniej prze: 
ciała profesorskiego. I 
mieszczano tu przeinó\ 
siedzeniach uniwersytet! 
dawano wszystkie waż 
stytucyt dotyczące. Obc 
miejsca poezyi i powie 
wano niateryaly do dzii 
Irząsano krytycznie non 
kimi wtedy objawami 
cano nawet zagadek i 
tania publiczność niepr 
zaciekań naukowych. C 
jeszcze obok ogólnego i 
res, iż tu znajdował ro! 
deslane z Nowogródka, 
swego kolegi, a nielju' 
itowskiego, który śwież 
ody Horacego przekłada 
Obok tego bądżcol 
się z d. yi listopada 1^ 
rem jego był Joachim U 
Aleksandrowi Żółkowski 
cały, sktonil go do wyt 
tygodniowych odstępach 
jętości;t,może więcej znaj 
szym roku istnienia mie; 
kawałki podzielone rozpi 
bieżącą literaturą, zwrói 
i starał sii; krótkimi ai 
ników. którzy długich ni 



niewybredny ogól czytelników, lak jeszcze wtetfy nielii/.ny. 
Autorami byli tu przeważnie nitodxieńcy, którzy w tern cza- 
sopiśmie imię sobie wyrabiali. Lelewel z samego tylko po- 
czątku .Tygodnikiem" kierował, później „wysadził" na redjik- 
tora Michała Balińskiego, U2-letniego młodzieńca, ale ju?. ma- 
gistra filozofii. Bedakcyą trudnił się Baliński całkiem bezin- 
teresownie, mając zabezpieczone utrzymanie jako zamożny 
syn obywatelski. .Tygodnik Wileński' musiał być dla mło- 
dzieży uniwersyteckiej wielce sympatycznym, już dlatego, że 
redaktor nie odstraszał jej swoją powagii i cli<;tnie bardzo 
przyjmował utwory początkujsicych aspirantów do jazdy na 
lotnym Pegazie. 

Z początkiem roku 1816 przybyło nowe wydawnictwo 
zeszytowe p. n. -Pamiętnik magnetyczny". Byl-to pierwszy 
w Wilnie wyraźniejszy objaw tej skłonności do zagłi;biania 
się w tajemnice nadzmyslowe, jaka pod wpływem prijdu reak- 
cyjnego wytworzyła się w umysłach, znużonych racyonali- 
zmem .wieku oświeconego". Doświadczenia magnetyczne, roz- 
trząsanie zjawisk lunatyzmu i somnambulizmu, leczenia cu- 
downe weszły wówczas w modę, która tem wi(;ksze miała 
widoki powodzenia, it najwyższe sfery rządowe za przykła- 
dem Aleksandra I, zostającego pod urokiem prorokini misty- 
cyzmu, baronowej Kruedener, chętnie potakiwały wszelkim 
teoryom i próbom duchowidztwa. Wyzyskać to usposobienie 
postanowił doktor filozofii a kamerjunkier dworu Jego Imper. 
Mości, Ignacy Emanuel Lachnicki. W piśmie przez siebie wy- 
dawanem wykładał on z całą powagą i namaszczeniem teo- 
ryą maEnetyzmu we wszystkich jego stopniach ai do jasno- 
. i daru proroczego, notował skwapliwie wypadki cu- 
' h uleczeń, sławił znachorów w rodzaju chłopa Antośka 

; "lii grodzieńskiej, podając jego portret, występował 

I nie przeciwko filozofii Will wieku, dowodził, że nauki 

Yczne prowadzą do zmateryalizowania człowieka i wy- 
• ""idroższycb pociech i t. p. Pismo jego musiało 



akie- tak 
'Chodzić 
odawszj 
, wyda 
, Anto 
lości po 
1 wszys 
kom a 
iiejsze i 
le na o 
piśmieni 
m nie p 
KHSopisn 
m oddzi 

przez 1 
^śród zi 
nyslu p 
)liwie z 
ricza jal 
>t unin 
'stając ! 
mtodośc 
li zwlas 
r w poi 
Meksanc 
■ uniwei 
I, żarząc 

pretek: 
% kawi 
anych d 
atrze ty 
3 jego ! 
atu rai ni 



- 63 — 

lenie bowiem latw^o uzyskać mogli, a wrażeń scenicznych byli 
spragnieni. 

Wprawdzie minęła już była wówczas krótka zresztą 
doba świetności teatru wileńskiego; wybredni ejsi widzowie 
dopabywali się już wtedy rażących braków zarówno w urzą- 
dzeniu zewnętrznem jak i w wewnętrznym jego stanie. 

Istotnych jednak zdolności kilku aktorom najsurowszy 
pawet krytyk odmówić nie mógł: mianowicie z pomiędzy ko- 
biet: Skibińska, Kamińska i Hrehorowiczówna, a z pomiędzy 
mężczyzn: Każyński, Rogowski, Niedzielski, Fiszer, Skibiński 
i Kamiński uważam byli za prawdziwe talenta, nie bez wad 
wprawdzie, ale też z zaletami niepowszedniemi. Zdolności te 
atoli marnowały się lub zaniedbywały. Brak dostatecznej li- 
czby artystów zmuszał każdego ze zdolniejszych do odgrywa- 
nia ról najrozmaitszych; dziś przedstawiał w tragedyi rycerza, 
jntro w komedyi — bufona, pojutrze śpiewał w operze; stąd 
też w żadnej roli nie dochodził do pożądanej doskonałości. 
Brak wyrobionej opinii artystycznej, brak rozumnej krytyki 
sprawiał, że artyści opuszczali się w pracy, dziczeli pod wzglę- 
dem smaku artystycznego i folgowali rubasznym skłonnościom, 
poczęści swoim, poczęści galeryi. Stąd poszło, że w dykcyi 
popełniali rażące usterki, „które pospolicie dyabłami lub in- 
ncmi gnibemi, uszy i przyzwoitość rażącemi** przepełnione 
były słowami. TJo więcej, ról się nawet nie uczyli; częstokroć 
stali na scenie, nic nie mówiąc lub łając suflera tak głośno, 
iż publiczność słyszała wszystko; rozdąsany sufler, chcąc gra- 
jącym dogodzić, tak znów głośno podpowiadał, iż wprzód 
j^o niż aktorów słychać było — i to na drugim końcu 
parteru ^). 

Wszystkie te usterki mogły były jednakże zmaleć, gdyby 
n aprzeczone zdolności artystów umiał ktoś wyzyskać, na- 
d * im rozumny, zgodny z potrzebami publiczności kieru- 
E Teatr wileński nie posiadał w gronie swych przedstawi- 
c *ikiego dzielnego kierownika, coby potrafił i chciał istnie- 

Tygodnik Wneóski- r. 1816, t. I, sir. 74, 75, 103, 108, Ul. 



I udzielana im hi^dy.ie. Mickiewiczowi powiodły sig egzaniina; 
i w ogólnej ocenie. j.ib4 i^''at o nim prefekt kancij-djilów, ks. 
Jimdńtl, zapisane byty słowa: .obyczaje dobre: postęp w nau- 
kach dobry". Na podstawie tych egzaminów otrzymał na od- 
dziale matematyczno-fizycznym stopień kandydata Tdozofii ') 
Dnia 30 czerwca odbyło się zakończenie roku akade- 
mickiego publicznem posiedzeniem w obecności wielu zna- 
komitości stanu duchownego, wojennego i cywilnego. Zagaił 
je zastępca rektora Lobenwein przemową, w której wymienił, 
co ,w przeciijgu roku szkolnego dla dobra instriikcyi publicz- 
nej tak w uniwersytecie, jakoteż w szkołach jego wydziału 
do skutku przywiedzionem zostało, oraz, ile młodzież eduku- 
się i naród cały winien Najjaśniejszemu Monarsze, kióry 
Lując szczęście państwa na oświeceniu powszeclinem, za- 
lit razem szczególną każdego pomyślność". Potem radca 
-omy, profesor nadzwyczajny farm acyi, Jan Wolfgang, 
fta! swoje „Uwagi historyczne nad sianem farmacyi" '). 
ipLIo czytanie listy osób, którym w ciągu roku szkolnego 
itek odbytych ścisłych egzaminów przyznane zostały w uni- 
ytecie stopnie uczone, oraz ogłoszenie imion tych studen- 
klórzy okazawszy dowody szczególniejszej w naukach 
iści i postępu, otrzymali przepisane ustawami nagrody. 
jTydzLale literatury i sztuk wyzwolonych były dwie na- 
y sturublowe, za rozprawy lub utwory sztuki w cia_gu 
wykonane i do konkursu przedstawione. Nagrody te nie- 
y rozpolowiano. W r. 1816 przyznano je z literatury Cy- 
nowi Bielinowiczowi, studentowi seminaryiim nauczyciel- 
i kandydatowi filozofii, oraz Aleksandrowi Bohatkie- 

,Akla Uniw. Wiieńsk.' U, Nr. 37S, Co do atopaia Łaniljdala, zob. 
, , ^ndencję' Mick. iV, sir. 41, oraz T. Wierzbowskiego: ,rniwersy- 

1 cyplom Adama Mickiewicza' (w .Tygodniku iliistrowiinym", IS1I7, 

i rtik w .DzieODiku Wileńskim' 181((, t. IV, -ilO— -J.^ia. 



wi '); ze Si 
lalowi Pod 
nniane, cz; 
; w rywalii 
^toszeniu r 
ita akadem 
ano hymn: 
Prace uni\ł 
ica. Mickie 
mickiego o 
■ z domu, 
ladobowiąz 
iię w podró 
tnial wróci 



Pojechał te( 
ąć matkę, 

pobawić 
ni, Stypulk 
ć się jezioi 
a zborem 

wesotej n 
Po powróci 
I i porządl 

) Aleksander 

plsiił rozprai 
lego kursu v 
.r. 74. Zob. ( 
j .Ktiryer Li 
) ,AkU Oniii 
twa wydanegi 
u uniwersylei 



I 



- 67 - 

być przestały, to z obowiązku musiał uczestniczyć 16 wrze- 
śnia w posiedzeniu publicznem uniwersytetu, na którem cią- 
gle jeszcze radca kolegialny Lobenwein jako zastępca rektora 
w przemo^w^ie siwojej kladt nacisk na to, że „jak z postępem 
(aasu wszelkie nauki przez coraz nowe odkrycia i badania 
doskonalą się, tak wdzięczność ku Najjaśniejszemu Monarsze, 
którego szczodra ręka instrukcyą publiczną utrzymuje i roz- 
sfzerza, coraz bardziej w sercach wszystkich poddanych wzra- 
stać I pomnażać się powinna*. Potem profesor Znosko, radca 
nadworny, czytał rozprawę o ekonomii politycznej. Wyłożyw- 
szy historyą tej nauki z opisaniem znakomitszych w niej ukła- 
dów, przedstawiwszy jej rozległość, przystosowanie i związek 
z innemi umiejętnościami politycznemi, oraz użytek dla ogółu 
narodu, ^^rymienil to wszystko, co „najłaskawszy monarcha 
przy tylu wylanych na nauki dobrodziejstwach szczególniej 
w celu opatrzenia gruntownej instrukcyi moralnej, mającej 
t^worzyć cnotliwych oraz świallych obywatelów i urzędników 
dla dobra podległych sobie ludów postanowić raczył**. Na po- 
siedzeniu tem oprócz mnóstwa osób ze wszystkich stanów 
byli obecni: Rzymski Korsaków, gubernator wojenny wileński, 
oraz Plater Zyberg, , sprawujący obowiązki gubernatora cy- 
'wHnego* ^). 

Rozpoczęły się lekcye. Grodek w tym roku akademickim 
(1816/17) oprócz encyklopedyi nauk filologicznych objaśniał 
i ttómaczyl mowę Demostenesa „O wieńcu", oraz zapoznawał 
słuchaczów z teatrem greckim, interpretując tragiedyą Sofo- 
klesa: j,Filoktet*. Naturalnie ćwiczenia praktyczne w pisaniu 
]>oIacinie i w Uómaczeniu autorów przez uczniów szły swoją 
drogą. Lelewel rozwijał przed słuchaczami obraz wieków śre- 
dnich, wtajemniczając ich przytem w zasady dyplomatyki, 
-nldyki i numizmatyki. W osobnej godzinie objaśniał i uzu- 
iiał swoją , Historykę". Inni profesorowie czytali zwykłe 
«* kursą jak i w roku zesdym. 

Przykładanie się do nauki nie przeszkadzało studentom 



Kuryer Litewski*, Nr. 76. 



5* 



- 69 — 

nic nadużywał do obdzierania lub krzywdzenia kogokolwiek. 
Lubił uboższi^ młodzież; umiał dodawać otuchy upadajitcym 
w przeciwnościach, podzielał z nieudanie wesołością wszelką 
ku lepszemu zmianę losu studenta ubogiego, a w każdym 
razie do wytrwałości i pracy gorąco zachęcał. 

Takim był nowy rektor, pod którego rządami przebył 
Mickiewicz dalsze lata swych studyów uniwersyteckich. Po 
niecierpianym i ośmieszonym Lobenweinie wszyscy wybór 
Malpir^kiego przyjęli z zadowoleniem. 

Jednem z pierwszych rozporządzeń jego było ogłoszenie 
w r. 1817 , Prawideł dla uczniów lekcyj publicznych w Im- 
peratorskim Uniwersytecie wileńskim". Oprócz zwykłych ])rze- 
pisów porządkowych mieszczą się tu wzmocnione i obostrzone 
reguły, karności studentów dotyczące. Nakazano policyjne 
urządzenia i przepisy najściślej zachowywać. Ponowiono zakaz 
.bywania po traktyerniach, bilardach, kafenhauzach, babkach, 
wieczorynkach i t. p. miejscach publicznych". Ktoby się w nich 
znajdował, jest na ten moment pod bezpośrednią władzą po- 
licyi, a oprócz tego czeka go kara w uniwersytecie. Bywanie 
po balach, redutach, maskaradach, teatrach i innych publicz- 
nych zabawach zależnem uczyniono od pozwolenia dziekana; 
nie mogli go otrzymać studenci, jeśli nie okażą, iż wypełniaH 
regularnie obowiązki swoje i mają na takie zabawy „koszt 
przeznaczony". Zabroniono polowań, używania ognistej broni, 
strzelania po stancyach lub w mieście, palenia fajerwerków 
i t. p. Z naciskiem zaś szczególnym zakazano „gry w pienią- 
dze i fanty" oraz pojedynków. Wzbroniono zakładania towa- 
rzystw „pod jakiemkolwiek imieniem** bez pozwolenia rek- 
tora: wzbroniono schadzek, „z których wynika strata czasu^ 
a^K^ -:ię tworzą nieprzyzwoite częstokroć układy i zmowy" ; 
w niono wydawania balów, balików i innego rodzaju ża- 
bć .ciągnących za sobą stratę czasu, nadużycie trunków, 
m "'gżenie zdrowia, koszt i roztargnienie". 

dopilnowania studentów pod względem ścisłego peł- 
ni JO wiązko w wznowiono, czy też utworzono, na wzór 
gi ""m wołyńskiego w Krzemieńcu, instylucyą „dozorców" 



/• 



jyć wybierani 
cznych w nnii 
iwinn ością ich 
ana do ich p 

I obranych i ' 
zeciwnemi pr 
lietylko o pos 
ly w obyczaja' 
ęc byli odwi) 
na tydzień, w 
nie i w czasl 
■ nie marnują 

lub pubhczn] 
£ opuszczenie 

winien byt n; 
uteczne. donit 
nego celu, ty 
ejco wspólkole 
1 był dawać ' 
jonym. Mniej 
przez dziekana 

(,postrzegiicz 
studentów i 
idejnmjący sii 
roku szkolneg< 
idzani byli odi 
rsytetu: żaden 
ie mógł sii; w 
go obowiązku 
iwersyteckiego. 

swoich doini. 
i nie byli. K; 
li, co dozór n 
, pomocników 
iją i postrzegaj 
zi<;rzność"; i\ 



- 71 -- 

skromnością przyjmować i do nich sit^ stosować**. Ubliżenie 
w czemkolwiek winnego uszanowania dla dozorców liczono do 
większych przestępstw studenckich: ściągało też ono wigk- 
szą karę. 

Takimi środkami starał się nowy rektor ująć w karby 
krewkość młodzieży i skierować ją wyłącznie do nauki. Usi- 
łowania w części przynajmniej musiały odnieść zamierzony 
skutek^ musiały niektórych choćby studentów do pracy znie- 
wolić. Instytucya , dozorców" niewielki, jak się zdaje, przy- 
niosła pożytek i z czasem zupełnie podobno znikła '); inspek- 
cja taka musiała być w wysokim stopniu wstrętną studentom 
Poczucie wszakże potrzeby karności nietylko w szkole. 
ale w całem społeczeństwie było dość silne wśród inteligen- 
cyL wywołało bowiera w tym czasie założenie towarzystwa, 
które za cel wzięło sobie wyszydzanie wszelkich zdrożnych 
nawyknień, dostrzeganych w rozmaitych klasach społecznych, 
Jeszcze kiedy Mickiewicz był na wakacyach. w końcu 
sierpnia , podczas kanikuły*, niejaki Dzidzis Lado (znany nam 
napewno tylko z tego pseudonimu), zaclięcony przez Kazimie- 
rza Kontryraa, wydał ćwiartkę drukowaną p. n. „Wiadomości 
bnikowe czyli rozmowa na placu pod ratuszem wielkiego X 
2 małym x*. Była to satyra na pismaków niedołężnych, wy- 
wołana przedstawieniem w teatrze wileńskim sztuki zatytuło- 
wanej: , Awantura na zielonym moście czyli Magnetysta, 
uczeń Mesmera**. Niebawem w drugim numerze wystąpiono 
przeciw plotkarzom, w trzecim (z 16 grudnia) i następnych 
zakres satyry się rozszerzył: a w początkach stycznia 1817 r. 
ogłoszono, iż „Wiadomości brukowe" wydawane będą stale 
przez , Towarzystwo wielkich i małych DDdd". Dotknięci sa- 
tyrycznemł wycieczkami towarzystwa tego przezwali ich 
^ "iliwie „szubrawcami"; przydomek ten chętnie przyjęło 
i "sŁwo, chcąc się wyróżnić od „godnych i słusznych" 



Ta moje zapytanie w tej mierze, A. E. Odyniec, który był w uni- 
-^ wileńskim od r. 1820, odpowiedział za pośrednictwem p. Piet- 
' * ^**iira), \z o , dozorcach** studentów w Wilnie nic nie słyszał. 



stępując; 
nasadami 
jrganizo' 
iczęlo. 
h przy w 
li. praw 
zkodliwt 
em mili 
ftywane' 

uiywar 
•}Q, próż 
a urzędf 
obowiązl 
ić naród 
ić to ws 
ie narof 

w obiel 
trzymyw 
itość, a 
żoność 1 
zdarzeni 

^zy ogól 
się wca 
zonę na 
przy ci eh 
I. Jak ' 
ei XVni 
:zynnej 
uiarze t 
w nai 
h, zasto 
wprowi 
ieśniaczj 
I a czyść 
wolno rr 



^z się i przez wydawnictwo „Wiadomości Brukowych' 
o się najdzielniejszym szermierzem w walce z ob.-ilturan- 
Tiem, z ówczesną reakcyą polityczno-relit,'ijną najściślej sii; 
J:ącytn. Jalio duchowi spadliobiercy idei XVin wieku w for- 
; u nas wyrobionej. Szubrawcy, okazując zawsze (?ti,'bokie 
uszanowanie dla dogmatów religijnych, żądali zachowania to- 
krancyi przekonań; nie byli ślepi na wady i zdro/ności urzę- 
dowych przedstawicieli wiary, a co wlijcej, uważali za rzecz 
nieodzowną wskazywanie łych wad i zdrożności nie żartobli- 
wym sposobem biskupa Krasickiego lub jenerała Jasińskiego, 
ale z catem zrozumieniem wagi tego przykrego obowiązku, 
wvtvt.aji^c ,opowiadaczom wiary" zaprzedanie się „tyranom 
■nności", pochlebianie dumnym pankom znanym z „nie- 
i próżniactwa", obłudę i ogłupianie tłumów, a głosze- 
:lości bliźniego tylko w słowach,. , Szubrawcy walrzyli 
" z przesądami szlacheckimi, z bałwochwnlczem uwiel- 
i wad przeszłości, z pogardą, jaką „urodzeni" oka/.y- 
"' handlu i przemysłu, ze skłonnością do wyszukiwania 



— 74 

synekur, z usposobieniem do śk 
a mianowicie Francyi, ze wstrę 
trwalej moie i najsilniej zabiei 
czas pilnie kwestyi poiepszenin 
zawszft po stronie słabszych i b 
łosiemie wszelkie nadużycia, jal 
względem poddanych swoich do 

„Wiadomości Brukowe" o! 
ieńskie niepospolicie. Były rozch 
felnikanii prawdopodobnie bardz 
lubijjcych zazwyczaj ostre a cii;t 

Jak z po\vyiszego widzimy 
umyslowem Wilna raógl Mickif 
uporczywa choroba księdza dziel 
kal, nie dozwalała mu ubywać 
to znów nie przeszkadzała wca 
zapoznawaniu się z bieżącym sl 

Drugi rok sludyów uniwers 
okoliczności, silnie tę chwilę upt 

Dnia 6 czerwca 1817 rok 
wydziału naukowego wileńskieg 
Bylto wówczas 48-lelni mąk. dla 
narodowej zasług powszechnym 
dzony w pracy i uiiywający swe 
bnącego, jaki miał u cesarza Al 
rżenia i utrwalenia edukacyi 
w duchu narodowym. Co kilka 
wydatniejsze miejscowości, do w 
ażeby się naocznie przekonać < 
I w roku też 1817 zwiedził uniw 
gabinety, muzea, był na wszystl 
nycb i egzaminach akademickich 
pisach uczniów giinnazyum wilei 
28 czerwca ciijgle od 4 po polu( 
dawane pytania -doświadczał uc 



— 76 - 

3<3 tegoż miesiąca zaszczycił swą obecnością publiczne uni- 
wersytetu posiedzenie, przy liczniejszem jeszcze niż zwykle 
uczestnictwie znakomitycii osób. Rektor Malewski po raz 
pierwszy występował przed publicznością. W przemowie je^o, 
zagajającej posiedzenie, czuć byJo może umyślnie zaznaczoną 
różnic*^ od przemów Lobenweina. Powiedziawszy, że jedynym 
celem nauki, uważanej we wszystkich podziałach cząstkowych, 
jest doskonałość moralna człowieka, zachęcał młodzież w myśl 
wydanych przez siebie prawideł, aby do nabytych wiadomości 
łączyła zawsze zamiłowanie cnoty, „bez której praca i usiło- 
wania nauczycielów, nadzieja rodziców, zamiar najłaskawiej 
panującego, oczekiwania nakoniec ojczyzny byłyby zawie- 
dzione*. Po mowie rektora zabrał głos w języku rosyjskim 
profesor Jan Czerniawski i czytał rozprawę o stanie nauk 
i sztuk wyzwolonych w Rosyi w wieku X, XI, XII i w poło- 
wie XIII. — Przy ogłoszeniu nazwisk studentów, nagrodzo- 
nych za rozprawy, nie można było posłyszeć ani jednego z od- 
działu literatury; widocznie żadna dysertacya nie zjednała so- 
bie przychylnego zdania u sędziów konkursowych. — W końcu 
przemówił kurator, krótkiemi słowy zaznaczając, że „zgodność 
między wolą rządową, życzeniem mieszkańców i pracą zgro- 
madzeń uczących szczęśliwe zapowiada dla kraju owoce i jest 
prawdziwym zakładem przyszłej jego pomyślności"; zachęcał 
następnie do wytrwania, mówiąc: „uni\versytet, który prze- 
szedł czasy krytyczne po roku 1812 szczęśliwie, niechaj pło- 
mień nauki i cnoty zawsze nierozrizielny u siebie pielęgnuje, 
a w drugich roznieca* *). 

Choroba księdza dziekana zatrzymała za])ewne Mickie- 
wicza w Wilnie; ale już nie na długo; dnia 5 lipca 73-letni 
stp--"-- * przykuty do łoża więcej niż od roku, przestał cierpieć, 
bo »t ten pożegnał. Żadnego majątku po sobie nie pozo- 
sti Adam, który już przed dwoma miesiącami, unikając 

st; siostrzeńcami dziekana, przeniósł się z mieszkania jego 

rvor Litewski-, r. J817, Nr. 54. 



akiego o klasyczności i romanljrcznoSci. — Ruch przez nią wywołany. — 
t Znaczenie poezyi ludowej. Hugo KoUątaj. Chodakowski, Szyrma. — Ballada 

■ ..T-._-- jV. Egzamin Hickiewii;za. — Przyjazd Niemcewicza do Wilna 

'< i cześć publicznie mu zlo^na. 



powrocie z wakaeyj, na posiedzeniu publicmom uiii- 
.. Antst 16 września 1817 roku, w obecności Zyberga 



Plater 
mowę 
pochv 
FUipa 
dziale 
bie gl 
do ró 



dów 
dawni 
czesnf 
świec] 

franci 
dzając 
twierc 
wemu 
brocz; 
chrzeS 
chwal 
czytał 
wych 
Capel 
o pn 
przez 
zarovi 
dem ii 



p. n. 
wokoj 



powanych było dwadzieścia osób, przedstawiającydi b' twa 
■) Drukowana w „DzieDDiku Wileńsktra', 1817, tom VI, 



- 79 - 

i gieniusze allegoryczne dla wyobrażenia pot(,'gi i cnoty tei^ro 
inonarchy. Miasto cale oświetlone ^). 

Wykłady szły zwykłym porządkiem. Grodek w tym roku 
akademickim objaśnia! liadę, dyalog Platona Fedon, pieśni 
Horacego oraz mo%vy Cycerona przeciwko Werresowi. Lele- 
wel, przebiegłszy pokrótce historyą powszechną aż do wieku 
XIII, rozprawiał według , własnych pism" o historycznych ba- 
daniach i dziejach his tory ogra fii, a w końcu dzieje od XIV 
do XVIII wieku obszerniej rozwijał, „zastanawiając się nad 
sprężynami spraw publicznych narodów, tudzież nad postępem 
kultury*. Inni profesorowie w niczem programów swoicli zmie- 
niać nie potrzebowali. 

W życiu studenckiem zaszła zmiana, która w później- 
szem rozwinięciu swojem miała nader doniosły a wielce zba- 
wienny wpływ wywrzeć na kierunek myśli i uczuć nie jednego 
tylko pokolenia, gdyż stanowiła wzór zogniskowania serc 
i umysłów w celu podniesienia moralnej, obywatelskiej i nau- 
kowej skali w^śród uczącego się grona. 

Młodzież, która w owych czasach w Wilnie „więcej była 
butną niż skromną, więcej swawolną i rozrzutną niż cielni 
i umiarkowaną, bardziej płochą i niespokojną niż rozważną 
i pracowitą" ^), miała przecież silne poczucie solidarności 
i głębokie przeświadczenie o dostojeństwie akademika. Na tern 
poczuciu i na tern przeświadczeniu można było oprzeć zamiar 
reformy obyczajowej wśród studentów, byle się znalazł ktoś, 
coby umiał do nich przemówić i serca ich sobie zjednać. Zna- 
leźli się właśnie tacy kierownicy w osobie Tomasza Zana 
i Józefa Jeżowskiego. Obaj oni wstąpili do uniwersytetu tegoż 
samego roku co i Mickiewicz, ale byli od niego o parę lat 

starsi. 

omasz Zan, syn ubogiego szlachcica, uczony początko\vo 
diaka cerkiewnego, żył i wychowywał się wśród stosun- 
^'•dzo prostych, ale serdecznych, duchem religijnym prze- 



Kuryer Litewski^ r. 1817, Nr. 7(j. 

^larol Kaczkowski: .Wspomnienia'*, I, 100. 



/ 



labil samotność i nie wdawał się w Kwnwe sprzeczki, roz- 
prawy i żarty, tat pospolite wśród młodzieży akademickiej. 
Surowy dla siebie, byt pobłażającym dla innych; w fiiozolii 
trzymał się zasad mędrca królewieckiego, Kanta, ale przeko- 
nań swoich nikomu nie narzucał. Jeżeli Zan był uzdolnionym 
do organizowania zebrań, to Jeżowski celował jako icti kie- 
rownik. 

Widząc zupełny brak łączności pomiędzy tymi 5>fO prze- 
szło studentami, którzy wtedy do uniwersytetu uczęszczali, 
Zan i Jeżowski powzięli myśl zawiijzania stowarzyszenia stu- 
denckiego. Jak-to często bywa, owe „Prawidła" przez nowpgo 
rektora ogłoszone a zakazujące stowarzyszeń, może nasunęły 
im właśnie myśl możności ich zawiiszania, nie dlalejfo, ażeby 
iamać przepisy i stawić opór władzy, ale ażeby się do nich 
ŁastOdować i o zezwolenie prosić rektora. 

Sama zres/tą Iradycya uniwersytetu wileńskiego, w któ- 
rym już od r. 1804 do 1808 istniało stowarzyszenie studen- 
tów pod różnemi nazwami, a ostatecznie pod imieniem towa- 
rzystwa ,fiIoma tycznego" *), t. j. kochającego naukę, nastrę- 
czała tę formę skupienia studentów w jedne zwartą i spójną 
całość. Przykład zaś starszych osób, które zawiązywały świeżo 
różne towarzystwa: biblijne, szubrawskie, mógł podziałać za- 
chęcająco do urzeczywistnienia tego pomysłu. Wieści wreszcie, 
dochodzące z Niemiec o różnych burszenszaftach, a szczegól- 
niej o głośnym wówczas Tugendbundzie, mogły niemałą ku 
■ stanowić zachętę. 



') .Dziennit Wileński' r. 1817, t. I, str. i:l. 

*j A. Jocher: ,Obrai bibliograficzno-tiwloryczny, t. I, str. '^H, 
. A. Malecti: .Rlomaci w Wilnie 18a")— ISDS*, w piśmie zlmirowem 
■/^nrBebia', str. 25 — 3ł. 



tury Adama Wolskiego czynnie agitowaP). Poniewa?, , jalt 
wiemy, początkowo studenci wileńscy trzymali się szkołami, 
miisial być, pomimo róinicy wydziałów, częsty między oby- 
dwoma stosunek, Z Zanem poznał się Mickiewicz na samym 
wstępie do uniwersytetu; gdyż razem zdawali egzamina, jako 
kandydaci do stanu nauczycielskiego. Zan się nie utrzymał 
później już próby nie ponawiał. Mickiewicz był nawe! wów- 
troebę zmieszany swojem powodzeniem, przypisując je 
" ści wpływowi księdza dziekana, swego imiennika i krew- 
ale Zan z całą szlachetnością przyznawał mu wyższość 



Ewa Felińska: .Wspomnienia z podróży' I, j 
Czas', opowiadanie L*** 1859, Nr. 117. 



— 85 - 

Prezesem Towarzystwa Filomatów został Józef Jeżow- 
ski; jego pomysły były zazwyczaj prawie jednozgodnie przyj- 
mowane. Posiedzenia odbywały się co dwa tygodnie, a w ra- 
zie potrzeby i częściej. Na nich odczytywano prace literackie, 
w których przedewszystkiera przestrzegano czystości j^»zyka. 
Przedmiotem ustnych narad było obmyślanie środków, dążą- 
cych ku szerzeniu oświecenia i braterstwa pomiędzy młodzieżą, 
ku utrzymaniu w niej ducha narodowego, tak, aby każdy 
przekłada! dobro powszechne nad interes prywatny i szano- 
wał bardziej cnotę i uczciw^ość obywatelską, niż wszelkie do- 
stojeństwa światowe, bogactwa i wyniesienie się. W pożyciu 
zaś między członkami towarzystwa zalecano głównie wielką 
szczerość i pomoc wzajemną. Na opędzenie kosztów zebrań 
wspólnych dawano złoty czy dwa miesięcznie *). 

Wielkie zachowywano ostrożności w przybieraniu no- 
wych członków. „Wyznaczano osobnych komisarzy dla śle- 
dzenia i poznawania kandydatów i nie pierwej wyjawiano 
nawet już wybranym na członków byt towarzystwa, aż się 
zupełnie przekonano, że nowowybrany zgadzał się całkiem 
na zasady, przyjęte w organizacyi tego towarzystwa. Pospoli- 
cie używano do tego następującej filuteryi: Dwóch czy trzech 
członków, wyznaczonych do poznania kandydata, proponowało 
mu założenie towarzystwa, układało z nim statuta i całą or- 
ganizacyą, odpowiednią tej, jaka była przyjęta u Filomatów 
i kiedy cała ta robota udana, której on sądził się być współ- 
autorem, była ukończona, wprowadzano go na posiedzenie, 
oświadczając, że to, czego chciał, już egzystuje od dawnego 
czasu*. Z powodu tej ostrożności w pozyskiwaniu nowych 
członków, w przeciągu dwu pierwszych lat istnienia Filoma- 
tów, liczba ich powiększyła się zaledwie o ośmiu. Oto ich 
1 ..3ka: Jan Sobolewski, biegły fizyk i matematyk, Józef 
1 "alewski, „najulubieńszy uczeń Gródka, pracowity, cichy, 
1 my od młodzieży •*, Maryan Piasecki, prawnik, Wincenty 
1 "wicz, matematyk, „kochany oryginał", przezwany Bu- 



H/^mejko: , Filareci i Filomaci % str. 7. 



drysem, ksiądz Stanis 
Bialostoozanin i wr£ 
fizycznego, Ignacy Do 

Niebawem po z 
jak i cala ludność na 
razem ożywienia w s 
2wo!ony przez rząd. 
przebiegła błyskawica 
w sercach wszędzie 
zamanifestowania swt 
było najuroczyściej. C 
niałe rozmiary. Litwa 
bo blizko w ciągu cz 
nie swoje objawiała. 
wybitni.iJy cechy: w 
wszystkich dzielnic b; 
wszystkich wyznań i 
wielka manifest acya 
dzy, rządzącej się wt 
ona w sercach uczest 
wołała żywsze w nici 

Kowno pierwsz 
wyprzedziło nawet Vi 
pp. bernardynek odbj 
bożeństwo, a liczne 
kich dostojników odd 

Podobny obchó 
17 w Trokach, 29 w 

Najokazalej pn 
w Wilnie, gdzie przei 
wiano pokolei naboi) 
w „wielkiej szkole" i 
czecie na Łukiszkach, 

'Braterstwo wyznań ujawniło się w sposoD zaumie 
jacy: lutrzy i kalwini modlili się wspólnie w kościele lir 
skim; księj!:a bernardyni do ustrojenia katafalku lutroi" 



— 87 - 

tylko swoich całunów i innych potrzeb udzielili, ale sami 
ubierali katafalk przez dzień cały; w czasie obrzędu w ko- 
kiele luterskim byli obecni: biskup katolicki Puzyna i biskup 
dyzunicki. 

A jak wyznania, tak i różne stany jednoczyły się we 
wspólnem uczuciu chociaż na chwilę. Szlachta naturalnie prym 
trzymała wszędzie; mieszczanie wileńscy urządzili 13 grudnia 
obchód osobny i w przemowie burmistrza Gieca zaznaczyli, 
że miasto Wilno » nigdy nie uchybiło swej powinności, zawsze 
było i jest z uwielbieniem ku tym rodakom, którzy zasłużyli na 
sławę swej ojczyźnie*. Lud, niemy natenczas jak i dziś jeszcze 
przeważnie, nie przemawiał wprawdzie sam; ale pamiętano o nim 
i z naciskienri wspominano niejednokrotnie, że Kościuszko „nad 
tą najliczniejszą klasą mieszkańców tej ziemi czułą rozciągnął 
opiekę, zabezpieczył prawa ich własności, umiarkował prace 
wedle sił i mocy, otarł pot z czoła spracowanych, a w domy 
licznych familij wprowadził spokojność, [szczęście i dał uczuć 
słodycze, z zachowania praw ludzkości pochodzące: on był oj- 
cem ludu uznanego za ludzi* ^); że „urządził mądrze" wol- 
ność między ludem „dla nieoświecenia, własności cudzej, wy- 
wyższenia i zemsty chciwym* ^). Te myśli zacne i rozporzą- 
dzenia Kościuszki, jakkolwiek krótkotrwałe w zastosowaniu 
praktycznem, stanowiły podczas obchodu żałobnego i później 
punkt oparcia dla tych, co wolności dla wieśniaków pragnęli. 

A ponad tem wszystkiem, jak aureola, unosiło się głę- 
bokie uczucie radości, że „Polak może publicznie i z tej strony 
Niemna uwielbiać cnoty Tadeusza Kościuszki...* że wolno mu 
sdzisiaj wielkie, rzadkie i ulubione nam cnoty rozpamiętywać, 
wolno im hołd należny poszanowania i wdzięczności złożyć, 
wolno piękne ich wzory jaknajgłębiej w sercach naszych wy- 
F lOwać*. To też, obok wyrazów uwielbienia dla cesarza 
i andra, który miłość ojczyzny poważając w narodzie, 



Tak mówił Marcin Mackiewicz, były burmistrz miasta Wiłkomierza. 
'^ak mówił ks. Aleksander Łabowski. 



— 89 - 

Pod ł\'7obra2enłem Stałości: 

W dwóch światach praw człowieka obrońca waleczny 
Konającej ojczyzny wziął ster niebezpieczny. 
Spełnił się wyrok smutny... runął gmach wspaniały... 
Padliśmy — a on nie dał upaść nam bez chwały! 
Zniknie pamięć, na spiżach i marmurze ryta, 
Lecz cię w sercacli Polaków potomność wyczyta. 

Pod w^robrażeniem Dobroczynności: 

Wśród szczęścia i niedoli, w^pośród bojów wrzawy, 
Gardził krwawym wawrzynem ludobójczej sławy: 
Jedną ręką zwyciężał, drugą łzy ocierał; 
Tkliwy na los współludzi, żył, walczył, umierał. 

Z kolosu ukazywała się trumna; nad nią w płaskorze- 
źbie Sława, trzymająca popiersie Kościuszki. Po czterech rogach 
katafalku wznosiły się piramidy, ułożone z broni żołnierskiej 
i rozmaitego rynsztunku wojennego, a na ich wierzchołkach 
chorągwie z herbami narodowymi. Kolumna, galerya wewnę- 
trzna naokoło kościoła, galerya kopuły, kapitele filarów kil- 
koma tysiącami lamp i świec były oświetlone... 

A jeżeli silnie na wrażliwego młodzieńca oddziaływało 
to, co widział własnemi oczyma, z wielką też niewątpliwie 
ciekawością przysłuchiwał się opowiadaniom i czytał opisy 
o tern, jak pamięć Kościuszki uczczono w rodzinnem jego 
mieście, w Nowogródku. Obchód żałobny, tutaj odbyty, od- 
znaczał się szczególniej wybitnym charakterem patryotycznym. 
W kościele oo. franciszkanów, przy skromnym katafalku, 
w kształcie kamiennego grobowca, z którego wychodziła wy- 
niosła palma, umieszczono płyty kamienne z nazwiskami pa- 
miętnych z miłości ojczyzny obywateli: Tadeusza Rejtana, 
Samuela Korsaka, Stanisława Bohuszewicza, Michała Radzi- 
s ikiego, Jana Korsaka, Pawła Grabowskiego, Jakóba Ja- 
s ''•ego. Między temi płytami z jednej strony na krześle 
s orskiem stał portret Józefa Niesiołowskiego, ostatniego 
^ vody nowogrodzkiego, a z drugiej na stole popiersie 
t "^ Białopiotrowicza, pisarza niegdyś wojskowego litew- 



— 91 — 

muzykę tę ułożył. Przez godzinę trwało to granie ^ wśród łez 
powszechnych, ronionych z oczu słuchaczów płci obojej" '). 

Bezpośrednio z tą manifestacyą na cześć bohatera na- 
rodowego, który zrozumiał znaczenie ludu i chciał je spożyt- 
kować, połączyły się usiłowania, zmierzające do urzeczywist- 
nienia jego myśli pod tym względem. Częścią obudzone wie- 
lokrotnemi dyskusyami poczucie sprawiedliwości, częścią przy- 
kład prowincyj nadbałtyckich, w których ogłaszano włościan 
wolnymi, przyczyniły się do tego, że wspomnienia Kościusz- 
kowskie starano się utrwalić jakimś czynem chwalebnym. 
W końcu grudnia 1817 i początkach stycznia 1818 r. miał 
się odbyć sejmik gubemii wileńskiej. Trzy powiaty dały zale- 
cenie delegatom swoim, aby sprawę uwolnienia chłopów od 
poddaństwa popierali. Zawisza i Mirscy obstawali za tem naj- 
silniej. , Szubrawcy" naturalnie poklaskiwali i roznosili pożą- 
daną Yńeść po mieście... Przeciwnikami projektu, jak powiada 
lielewel, byli arystokraci, którzy „pościągali możniejszych par- 
tyzantów swoich, do sejmu nienależących, żeby ubocznie opie- 
kać się mogli*. Jawną opozycyę miał stawiać wysadzony przez 
tę partyą niejaki Paszkowski. Gdy sejmik, powoławszy jedno- 
njyślnie Michała Romera na marszałka, czynności swoje roz- 
począł, „niespodzianie w czasie obrad Paszkowskiemu na 
plecy odrysowaną szubienicę przypięto". Śmiechu i wrzawy 
^h dosyć, Ale skoro tylko sesya się skończyła, na zalecenie 
księcia Lubeckiego, który jeszcze nie był objął urzędu guber- 



') Zob. , Zbiór mów w różnych miejscach m lanych oraz opisów ob- 

j chodu żałobnego nabożeństwa po zgonie ś. p. Tadeusza Kościuszki. W Wil- 

^€ u Aleksandra Żółkowskiego. 1818". — Karol Estreicher (w broszurze 

j i^^Trzyniec Pultkamer", Lwów, 1880) rzucił myśl, iż ,, Wiersz na śmierć 

T laza Kościuszki", wydrukowany w tym zbiorze na str. 157 — 160, a bę- 

^ niewątpliwie ową elegią, którą Puttkamer w Nowogródku wygłosił, 

fi jest pióra Adama Mickiewicza. Dowodów zewnętrznych swego twier- 

d ł nie podaje żadnych; dowody zaś wewnętrzne (brak poetów na Li- 

t^ odobieństwo formy wiersza z pierwotnymi utworami Mickiewicza itp.) 

! a .,: ^be, bo nieoparte na istotnym stanie rzeczy, ażeby można było 

p] — tt«i£k iq uważać za trafne. 



— 93 - 

pod przewodnictwem Metternicha. Pierwszy sejm w królestwie 
z r. 1818 zraził go do form rządu parlamentarnego; nie ży- 
czył więc sobie, ażeby myśli o takich formach rozpowszech- 
niały się w cesarstwie, a przede wszy stkiem na Litwie i Rusi; 
reakcyjny prąd uniósł go w swych nurtach. 

Z tego zmienionego kierunku skorzystały wszystkie ży- 
wioły, którym liberalizm poprzedni był wstrętnym; obsku- 
ranci coraz śmielej podnosić zaczęli głowy. Jezuici, utrzymani 
przez Katarzynę na Białej Rusi, działający dawniej milczkiem, 
wystąpili teraz jawnie. W roku właśnie 1818 zaczęli ogłaszać 
swoje czasopismo p. t. „Miesięcznik Połocki*". Usprawiedli- 
wianie i uwielbianie tego, co zakon jezuicki robił i robi, 
walka zarówno z rzeczywistymi nieprzyjaciółmi kościoła lub 
duchowieństwa jak i z ich widmami, ściganie wszelkich my- 
śli a nawet wyrażeń nieprawowiernych, dowodzenie możli- 
wości cudów ł szerokie opisy tych, jakie naówczas pisma fa- 
natyczne rozgłaszały; przedrwiwanie filozofii XVIII wueku, 
wykazywanie, że wrogowie ołtarza są zarazem wrogami tronu, 
krytyka systemu wychowawczego w ówczesnych szkołach, 
osłabianie doniosłości wywodów historycznych: oto główne 
przedmioty, którym organ jezuitów najwięcej miejsca udzie- 
lał. — I na czasopismach wileńskich znać było wpływ zmiany 
usposobienia w sferach rządowych. Rzadziej teraz niż dawniej 
pomieszczano w nich artykuły duchem liberalnym przejęte. 
unikano kwestyj drażliwych, zapełniano arkusze rozprawami 
treści gospodarskiej, technologicznej, ażeby z „ideami" być jak 
najdalej. ,. Wiadomości brukowe" tylko nie przestawały ob- 
rzucać obskurantyzmu sarkazmami. 

Jak się wobec tych wprost przeciwnych prądów zacho- 
wywała młodzież uniwersytecka; czy i o ile brała udział za 
{ .nictwem rozmów i rozpraw w starciu się dwu wrogich 

t „ków; czy już wtedy wyrobiła sobie jakieś choć przybli- 
j określone stanowisko: nie wiemy napewno. Zdaje się 

I ., że w ówczesnem gronie akademików wileńskich nie 
] ani reformatorów społecznych, ani filozofów — w za- 
1 -• ^»-ak wykładu filozofii dawał się odczuwać w tern 



- 95 _ 



zdań, określeń albo też zewnętrzności, są bardzo zrozumiale 
w studentach trzeciego kursu; nie ma też nic nieprawdopo- 
dobnego, że na posiedzeniach Filomatów w r. 1818 nieraz 
odbywafy się turnieje satyrycznego dowcipu, że nieraz sypano 
.sarkazmy" na rozmaite powagi literackie, zarówno wileńskie 
jak i warszawskie, zwłaszcza na Feliksa Bentkowskiego, autora 
.Historyi Uteratury- i wydawcy .Pamiętnika Warszawskiego', 
oraz na Stanisława Potocki^o, zawołanego mówcę i krytyka 
poezyi '). Adam Mickiewicz niewątpliwie bral udział w wynaj- 
dowaniu sarkazmów, a to tembardziej, że przedmiot, którym 
aę zajmował dla otrzymania konkursowej nagrody, ku temu 
dawał sposobność: pisał rozprawę, najpewniej literackiej treści. 

Ten krytycyzm nie sprzeciwia! się bynajmniej zasadom 
Klomatów. Kochać ojczyznę, naukę i cnotę, znaczy także pra- 
gnąć wygubienia zł^o, jakie się widzi w postępowaniu, po- 
glądach i słowach. Najgoręcej kochający jakiś przedmiot może 
być właśnie najostrzejszym krytykiem tych, co ten przedmiot 
źle albo niedostatecznie znają, oceniają, kochają. 

Trzeci rok studyów uniwersyteckich najwięcej dostarczył 
Mickiewiczowi wrażeń i materyalu do myślenia, poruszając 
najgłębsze warstwy jego umysłu i serca. Był już wtedy dość 
przygotowany do przyjmowania tych wrażeń, przetrawiania 
ich w sobie i wyrabiania pewnych, choćby niezbyt uogólnio- 
nych wniosków. Zmysł krytyczny i poczucie samodzielności 
zaczęły się w nim budzić. 

Zbliżały się egzamina i czas rozstrzygnięcia konkursu. 
Tego roku pięciu studentów ubiegało się o nagrodę: Zygmunt 
Bartoszewicz, Mikołaj Kozłowski. Stanisław Hryniewicz, Ale- 
ksander Bohatkiewicz i Adam Mickiewicz; w takim porządku 
jak tu są wymienieni, składali oni .wypracowane pisma do 
n dy'. Profesorowie oddziału literatury, sądzący o wartości 
tj -rac, uznali, iż wszyscy spółubiegający się zasłużyli „na 

, Wzmianka o tych .sarkazmach', zawarta w liście Mickiewicza 
d łaja Malinowskiego z r. 1829, prawdopodobnie odnosi się do tych 




zośc 



ieM: 
akt.e 
iczei 
iedz 



wyn 
Alet 



Mekt 
błock 



r=^ 



- 97 - 



n. 

Wakacye r. 1818 zaznaczyły się w życiu Adama nie- 
tylko większem niż wszystkie poprzednie urozmaiceniem, ale 
także poznaniem istoty, która na dalsze jego życie i na twór- 
czość wpłynąć mlala nadzwyczaj silnie. Odwiedził wtedy Mic- 
kiewicz niewątpliwie i matkę w Nowogródku i krewnych 
w Zaosiu, lecz zaznajomił się nadto z rodziną, bardzo blizko 
Zaosia mieszkającą, z którą jednak przedtem nie miał, jak 
się zdaje, żadny^ch stosunków, lubo słyszeć o niej musiał nie- 
jednokrotnie. 

Byla-to rodzina Wereszczaków. W w-ojewództwie nowo- 
grodzkiem zajmowała ona już oddawna stanowisko niepośle- 
dnie. Na sejm czteroletni z tego wojew^ództwa wysiany był 
jako poseł Wereszczaka, starosta sitkowski. wraz z Bernowi- 
czem, sędzią ziemskim '). Od r. 1792 do 1794 Stefan Weresz- 
czaka występuje jako łowczy województwa nowogrodzkiego '^). 
Za rządów rosyjskich Wereszczakowie ciągle zajmowali jakieś 
wyższe urzędy honorowe w powiecie nowogrodzkim: Stefan 
Wereszczaka , ojciec jedenastu synów, był podkomorzym, 
Franciszek i Karol Wereszczakowie byli sędziami ziem- 
skimi ^) i L p. 

Siedziby tej rodziny rozrzucone były po różnych punk- 
tach ziemi nowogrodzkiej. Jedna gałąź zamieszkiwała wieś 
Tuhanowicze, położoną o 8 wiorst od Zaosia, w tej cz(,'ści 
południowej powiatu nowogrodzkiego, która mile bawi oko 
łagodną rozmaitością wzgórz i dolin, rzeczek, pól, sadów 
i kurhanów. 

O tych Wereszczakach Mickiewiczowie, rozsiedleni w tej 
' części powiatu, doskonale wiedzieć musieli; w wieku 



, Kalendarz polityczny dla Królestwa Polskiego i W. Ks. Litew- 

aa rok 1789" w ^seryarzu posłów" nieliczbow. przy końcu książki. 

Takież kalendarze na rok 179Ź, 1793, l794. 

Kalendarzyki polityczne dla wydziału wileńskiego" na rok 1812, 1817 

7 




t dzierżawili od nicli folwarl 
L nie mogli mieć poufałych 
itek znacznej majątkowej rói 
Jszt^o wykształcenia, liczyli 

Do domu ich wprowadził 
V roku poprzednim bawił 
Igo z synów. Za powrotem 
ce szczegóły o całej rodzinie 
laryi, którą, zwyczajem poi 
sielankowej poezyi, „Marylą' 
jąc się do Tuhanowicz i 
ia, ażeby razem z nim się 
na te piękności, o jakich sły 

Dwór tuhanowicki stal i stc 

wznoszą się niewielkie wz) 
niany, z obszernym dziadzi 
j położoną oficynę, a na wz( 

sad owocowy, a w nim £ 
:;h lip, upiększał położenie 
idarskie. mieszkania dla czel 
harakter siedziby szlachty za 
n poczynały się knieje wyb 
mane i ogromnemi drzewan 
1, przy drodze z Nowogródk. 

wówczas do Tuhanowicz, 
ź. opasane odwiecznemi sos 
ach ajerem. a przezroczyste 

1 brzegu prześliczny miałki, 
ir/chni zaś — barwę nieba . 
Właścicielką Tuhanowicz bj 
arszałku, który wodził nieg( 

prowadził dom otwarty, i u 



*) Zobacz Jana Ignacego graOa M 

inajdi)ja się tu wiersie ,Do Marj 
65). 



- 99 — 

y^WU fortuna. Mimo to wdowa, kobieta zresztą łagodna, bo- 
//^t^ojna, dobroczynna, zbyt lubiła towarzystwo, ażeby się 
^AjCiała ograniczać; utrzymywała więc „dwór na dawnej sto- 
^-e: gości hAilc, sluiżba wystawna, marszałek dworu, lokaje 
^laupely, strzelcy, dojeżdżacze, kosztowne konie; a lada oka- 
^^a: sejmilt, imieiiiny, fest w kościółku czy w sąsiedniej pa- 
mfil, Vo zapr osiny, zjazdy, kielich długi prapradziadów i ko- 

ctiajray s\ą* ^). 

leden z synów marszałkowej, Michał, miał oryginalne 
tipodobania: nie mieszał się do sejmików, nie trudnił się go- 
spodarstwem, ale lubił namiętnie zbroje starożytne, które roz- 
^eszal na ścianach w zajmowanej przez siebie oficynie, oraz 
tureckie ogiery, którym z rozkoszą się przypatrywał, gdy je 
po dziedzińcu oprowadzano, ale których nigdy do jazdy nie 
używał; herbarze umiał na pamięć, chętnie rozprawiał o sław- 
nych rodzinach polskich; ale równocześnie nie wahał się wcho- 
dzić do chat wieśniaczych, przysiąść się na wózku chłopa 
i rozmawiać z nim o przedmiotach, nie prześcigających po- 
jęcia nieoświeconych. 

Modszy brat, Józef, był zwykłym wyrostkiem szlacheckim: 
zajmował się gospodarką, bawił się myśliwstwem, jeździł na 
sejmiki i utrzymywał stosunki z bracią szlachtą, która go 
później uczciła wyborem na marszałka; miał przy tern niejakie 
zamiłowanie do literatury; czytał po polsku i po francusku; 
szukał .pięknych towarzystw i dobrego tonu". 

Marya, siostra tych dwu braci, byłato wówczas panienka 
19-letnia wzrostu średniego, z kształtną kibicią, o twarzy po- 
godnej i miłej, oczach niebieskich, spojrzeniu wyrazistem i czu- 
łem, uśmiechu naiwnym a jednak figlarnym. Nie uderzała, ani 
zachwycała pięknością, ale ujmowała serca urokiem swej mięk- 
, łagodnej, marzycielskiej natury. Wychowana i wykształ- 
" na wzór panien wyższego urodzenia, przyswoiła sobie 
''^mości i talenta będące w modzie; grała na fortepianie 



,0 młodości Mickiewicza*. List Ignacego Domejki do Bohdana Za- 

^ -Przeglądzie Lwowskim" 18»2, tom IV, str. 36— ii. 

7* . 



— 101 - 

lubo Adam , błahym strzelcem* sam siebie nazywał; po po- 
łudniu zaś cale towarzystwo udawało się na przerliadzkę albo 
bez celu, albo dla uzbierania grzybów i jagód, które zawsze 
więcej smakują, gdy się je własnemi zrywa rękoma; pańskość 
zaś Wereszczaków nie na tern polegała, ażeby się dobrowolnie 
pozbawiać przyjemności. 

Maryla miała już wtedy konkurenta w osobie znanego nam 
Wawrzyńca Puttkamera, 25-letniego młodziana a już szanowa- 
nego obywatela, zamieszkałego w sąsiadującej z Tuhanowic zami 
wsi Unichowie. Wysoki, silny, dorodny, umieji^cy i lubiący opo- 
wiadać to, co widział i słyszał, a widział i słyszał dużo; z cha- 
rakterem spokojnym, humorem jednostajnym, łatwo lgnącym 
do wszystkiego, co szlachetne i dobre, a do tego majętny 
i mogący używać tytułu hrabiowskiego, mógł się podobać 
Maryi i jako dobra partya i jako miły, ukształcony przyjaciel 
Skłonność jej dla pana Lorensa, jak go zwykle zwała, mogła 
być najzupełniej szczera^ pochodzić z serca. 

Jak się zachowywała wobec świeżo poznanego studenta, 
nie wiemy napewno. Przypuścić wolno, że zarówno w sło- 
wach jak w postępowaniu jej przebijać się musiała swoboda, 
połączona z niewinną zalotnością, którą mogła i podrażnić 
troszeczkę konkurenta i pozyskać kilka spojrzeń miłosnych, 
nioże dłuższy uścisk dłoni, słowem kilka wrażeń, bogacący(.*h 
skarbiec jej w^spomnień dziewiczych. Takich objawów zalotno- 
ści ani ona, ani jej otoczenie nie poczytywało za niewłaściwe, 
a tembardziej zdrożne. Zwyczaje towarzyskie sentymentalnego 
okresu nietylko pozwalały, ale nawet wymagały, ażeby każda 
panna, nawet 13 i 14-letnia miała sw^ego adoratora, któremu 
pewne przysługiwały przywileje, czy to co do całowania ręki, 
czyto co do prowadzenia do stołu, czyto przy wsiadaniu do 
jzn. Mówiono wówczas pannom i kobietom \vogóle śmiało 
5c całego towarzystwa, takie „dusery", któreby dzisiaj za 
idczyny poczytywano. Panny przyjmowały je bez naj- 
'«=zego zakłopotania i odpowiadały stosownie. 
'zy Adam znał wówczas obyczaje dworków, żyjących na 
•=*opę? Zapewne nie. Wychowany w zaścianku, wśród 



— 102 

stosunków matom iasteczkowych, n 
wersytecie, prawdopodobnie nieby\ 
biecych. chyba na zabawach publ 
bral ka^.de słowo śmielsze, każdy 
ryli za wyraz uczucia głębszego i 
towarzyska przychylność. Maryla i 
wata Mickiewiczem niiii Zanem, 
niejszą znajomością, a Adam catk 
święcala uwagę gtównie, do niegi 
jego rozpytywała czy o stosunki \ 
i dzienniki; z nim częściej grywał; 
dobnie nie lękała się z nim samt 
przechadzkę, ażeby ze wzgórka, 
czeniu tak wiele, pokazać jaki pię 
braku znajomości ówczesnych oby 
tyle w 20-letnim Adamie raożemj 
ii grzeczności panny, mającej konki 
za objawy namiętnego uczucia, s 
chwilach oprócz miłego rozmarzer 
określonych, nie doznawał żadnyc 
soto przepędzał wakacye, które zl 
dzo szybko. 

Nie z wielką zapewne ochot; 
pnia lub początku września 1818 
miał już ostatni rok studyów odb 

Dnia 16 września, jak zwykł 
zebrało się grono profesorów, nau 
i publiczności na doroczne posied 
przytomnym był gubernator wp 
Rektor mówił o potrzebie dóbr 
a profesor Mianowski dowodził, ii 
leży od postępu cywilizacyi w nai 
rzęsiście było oświetlone. 

') Drukowano w „Dzienniku Wileńskim", r. 1818, tom □, 



mogąe się doczekać zmiany tego tytułu, po trzech latach nau- 
czania, w nadziei lepszych widoków, opuścił uniwersytet wi- 
leński, udając się do warszawskiego. Wyłożył on przez ten 
fffzeciąg czasu cały kurs dziejów powszechnych aż do wieku 
SVII1, a prócz tego podał ważniejsze zasady badania i pisania 
historyi. Głównie więc zajęły Adama lekcye Gródka, który 
w r, 1818/19 wykładał Pindara, Platona, Horacego, Cycerona, 
nadto starożytności greckie i rzymskie, a także prowadził na- 
turalnie i ćwiczenia praktyczne. Przybył mu atoli nowy przed- 
miot, logika, wykładana przez ks. Anioła Dowgirda. Może 
i nie chodził na jego wykłady, ale musiał się zapoznać ze 
szczegółami nauki, której początki poznał byt w Nowogródku. — 
Borowski w tym roku ogłosił pracowity swój komentarz do 
pierwszej pieśni „Monachomachii", dając wzór studentom, jak 
prace lego rodzaju wykonywać powinni '). 

Wolniejszy od prac, w których umysł jego przeważnie 
biernym musiał pozostawać, mógł się Mickiewicz oddać z wick- 
szem niż poprzednio natężeniem twórczości oryginalnej, do 
której wszystko go zachęcało. Czasopisma wileńskie zapełnione 
były rymami poetów, którzy tłumnie na Parnas się wdzierali; 
przeszło 70 nazwisk może zanotować z tego czasu bibliografia 
otworów poetycznych. Profesor Borowski ogłosił swój śpiewek 
.Leszek i Goworek". Przyjaciele najblii^si Adama byli już 
wtedy jeżeli nie poetami, to rymotwórcami drukowanymi. 
Józef Jeżowski, prezes Filomatów, ogłasza! w „Dzienniku Wi- 
leńskim' swoje przekłady z Horacego; Onufry Pietraszkiewicz 
w .Tygodniku Wileńskim" drukował swe sielankowe wier- 
L., w których zapewniał, że nie zna zbytków, nie zna wina, 
źródlaną wodę pije. Nawet młodsi koledzy, jak Felicyan 
jend, Emeryk Staniewicz, Aleksander Chodźko, to ttoma- 
"'•mi z Anakreonta. Wergiliusza, Lafontaine'a, to bajkami 

■Drukowano w , Dzienniku Wileńskim", II, 2K4-a!)',l, 4-71—486. 



- 106 ~ 

więcej niż polowa, bo 26, ma rymy utworzone z odmiennych 
części mowy (przymiotnik — rzeczownik; przysłówek — rze- 
czownik; rzeczownik — czasownik i t. p.), a zaledwie kilka 
powstało z tych samych form gramatycznych (odkrywa — 
bywa; obawy — sławy; szlachetny — świetny). W zwięzłości 
i ścisłości wyrażenia ubiega się młody poeta o pierwszeństwo 
z Trembeckim, którego stał się zapalonym wielbicielem pod 
wpływem zaleceń profesora Borowskiego; nie prowadzi go to 
jednak ani do forsownych przekładni, ani do zawiłości w bu- 
dowie zdania, ani do wykroczeń przeciw gramatyce. Jeden 
tylko chyba wiersz mógłby być nazwany trochę zawiłym i tro- 
chę niegramatycznym : „Ażby sławy podniebne dosiągłszy 
opoki...* Że zdania kończą się wraz z rymem, o tem natu- 
ralnie nie potrzeba osobno wspominać. Peryfraz jest niewiele, 
ale są: płótna zamiast żagle, słone piany zamiast morze. Wspo- 
mnień klasycznych pełno; poeta rozwodzi się o Argonautach, 
o bohaterach greckich wogóle, a o Achillesie i Heraklesie 
w szczególności, mówi o Samijczyku Pitagorasie, o Orfeuszu 
i eleuzyńskich tajnikach. 

Pod względem treści wiersz ten rozpada się na dwie 
części; w pierwszej poeta zachęca spółtowarzyszów, ażeby 
wzorem bohaterów greckich „nowe tworząc gmachy na nowej 
posadzie", nie zrażali się przeszkodami, 3 gdy każdy trud zwal- 
czony jest szczeblem do sławy*, ale, ponieważ w niewielu 
tylko brak darów, gorliwości zaś w żadnym, połączywszy swe 
zdolności i siły, wytrwale razem ku wspólnemu udoskonalenia 
celowi podążali. Jaką jest ta nowa posada, na której sto- 
warzyszenie Filomatów ma wznieść „nowe gmachy", poeta 
nie powiada, gdyż mówi do wtajemniczonych; zaleca tylko, 
ażeby, im kto jest zdolniejszym, tem cięższe brał na siebie 
pi i kto raz wyprzedził spółzawodników, żeby „pod karą 

w ^jj hańby" nie cofał kroku, bo „im kto wyżej stąpił, 
te 'ę nawet zniża, że wyżej nie sięga". Mniej zdolnych 
i "^ych napomina, siebie samego do nich zaliczając, żeby 
n uszczali zawiści ani „czarnej niechęci" do serc sw^oich, 

p '^'"^. na mniejszej nagrodzie, bo „gdzie Achil pozwał 



- n 

bieńce, v 
fi wreszi 
sto warz 
y zgodne 
(óstwom 
I ostrzegł 
ly dla w 
postoi gi 
z braku 
W i taj 
isty wyb 
m udział 



izystkieh ża 
3 obłudy z 



ilachetne 
eli się "p 
- rządzą 
i towarzj 

zostać ] 
voli, „bj 

podejmi 
ziecinna 
w pierw 
itybę tyc 
i, streszc: 
nyślnych 



r działali, 1 
iirazj topią 
polne dobr 
izloki prze£ 
orem innyi 



— 107 — 

Wiersz ten bez tytuJu, lubo poprawnością rymów, ję- 
drnośeią i zwięzłością wyrażeń, oraz rozumnemi myślami 
przewyższał niewątpliwie większość wypracowań drukowanych 
w ówczesnych czasopismach, nie miał w sobie jeszcze nic ory- 
ginalnego, nic śmielszego i porywającego. Nawet zapal w wielu 
miejscach z treści wynikający, byl trzymany przez poetę na 
wodzy i wyrażony zestal chłodno. Byl-to wiersz poprawny 
i rozumny w calem znaczeniu wyrazu, ale nie zapowiadał 
jeszcze gieniuszu. 

Pozostał on w rękopiśmie *); jako przeznaczony dla 
szczupłego kółka Filomatów, nie mógł się nadawać narazie 
do druku, gdyż byłby wyjawieniem stowarzyszenia. Niebawem 
wszakże wygotował poeta inny wiersz, który przedstawiając 
obrazek wzięty z życia ogólnego, zająć mógł wszystkich, a za- 
tem być drukowanym. Wiersz ten p. n. „Zima miejska** ukazał się 
w 126 numerze „Tygodnika Wileńskiego" z d. 31 października 
1818 roku i jest pierwszym drukowanym utworem 20-letniego 
Adama. Forma w nim klasyczna jak i w przemowie do Filo- 
matów, ale poeta wybrał rytm potoczystszy, żwawszy, zasto- 
sowany do treści; jedenastozgłoskowe wiersze ujęte są w strofy 
czterowierszowe z rymem przekładanym (ab, ab); peryfrazy 
użył bardzo obficie na wzór Trembeckiego^): ziębiąca szata 
oznacza tu śnieg; słalna stopa Fryzów — podkowy; zbrojne 
hregi pojazdu — koła okute; słońce zajmujące nieba średnie — 
południe; stambulskie gorycze — tytoń; z chińskich zv)ł ciągnione 
treści — herbatę; grę zaś w bilard obrazuje poeta w wyraże- 
niu: , zręczni lekkim wykręcać oszczepem, pędzą po suknach 
wytoczone słonie". Przy czytaniu tych i tym podobncyh wyrażeń 
miraowoli nastręcza się myśl, czy też poeta nie parodyuje 
czasem stylu klasycznego . . . Ale po dokładnem rozejrzeniu się 



Po raz pierwszy wydrukowano go w r. 1869 w wydaniu paryskiem 
A, Mickiewicza". W kilka lat polem, zmieniony w niektórych miej- 
s czasami na korzyść wiersza, czasami nie, wyszedł przy „Pamiętniku 

< --*ach i Filaretach*. 

7joh, Romana Piłata recenzyę rozprawy J. Tretiaka o Mickiewiczu 
i '•'«'" (Pamiętnik Tow. Literac. imienia A. Mickiewicza I, 231). 




nie miejskiej" przypi 

vicz całkiem po w a żn ii 

>mówieniami jako is 

według wyobrażeń ■ 

imi retoryki wyróinis 

lalując szczegóły życis 

rstawienia do życia ni 

uderzyfl w ton elegijr 

mu się. z punktu wi 

: ,Łyse gór wiszary", 

nie mogą podżmgną 

ajne, zmuszające zam 

.zmienionego kraju", 

Cererę za Pluta') j: 

m' i szukać tu gzbie 

Tu dopiero może i 

ir spędza w przybył 

teatrze, gdzie „rolnii 

ronie czarownych Chi 

wsi, gdzie , Ceres i 

świtem, ałe pod cier 

ii do południa. Po 

arzystwie , modnej ni 

le albo też bawi się ■ 

■branym orszaku": p( 

biesiadnicy „sztucznj 

Pijemy węgrzyn 

Wrą pil kryształi 

Płeć piękna gasi 

Co dając rzeźwo; 

A gdy się trunkiem 

Dowcipne, czułe ws; 

Niejeden uwdzięk ze 

Niejedna ivzn)kiein ; 

Nareszcie słońce 

Rozsiewa mroki 

Ftoginie dają do 

Zagrzmiały schot 



- 109 — 

Mężczyźni znajdują dalej rozrywkę w kartach, jeśli są 
2 szczęściem poufali ślepem, albo przy bilardzie. ,A gdy noc 
ciemna rozepnie zasłony i szklanem światłem błysną kamie- 
nice, młodzież dzień kończąc wesoło spędzony, tysiączną sanią 
szlifuje ulice*. 

W kompozycyi »Zimy miejskiej", wykonanej starannie 
i poprawnie pod względem budowy wiersza, są lekkie uchy- 
bienia co do układu. Z początku poeta wprowadza ziemia- 
nina, który ze wsi przybywszy, kosztuje słodyczy życia miej- 
skiego, potem nagle wstawia własną osobę („modnej mło- 
dzieży przywolywam koło**, „na sali orszak przywitam wy- 
brany*), a kończy wzmianką o trzeciej zbiorowej już osobie, 
w wyrażeniu: , młodzież". Ale pomijając to uchybienie, wiersz 
cały odznacza się swobodą w obrazow^aniu, ograniczoną prze- 
pisami rymotwórczymi owego czasu, oraz ładem w kolejnem 
rozwijaniu szczegółów, mających nam przedstawić jedne dobę 
z życia miejskiego ludzi, rozporządzających i czasem i pienię- 
dzmi Niewątpliwie szczegółów tych nie bral poeta z codzien- 
nego życia swego, które szło innym zupełnie trybem, ale je 
czerpał z obserwacyi i może także z jedno- lub kilkornzowej 
bytności na jakim festynie. Stąd, że poeta nie rzuca ani je- 
dnego cienia satyrycznego na obrazki przez siebie kreślone 
lecz zdaje się nawet z pewną lubością je przed oczyma czy- 
telnika przesuwać, nie można jeszcze wyciągać wniosku, iżby 
Mickiewicz wzdychał wówczas istotnie do takiego próżnia- 
czego, czysto-epikurejskiego sposobu życia, jakie w „Zimie 
miejskiej" poznajemy; mógł bowiem patrzeć na nie tylko 
z artystycznego stanowiska jako na przeciwieństwo rozmaitości 
zabaw miejskich w zestawieniu z jednostajnością ich na wsi. 
Na twórczości poetyckiej nie poprzestał jednak Mickie- 
.la zebraniach filomackich czytywał swe rozprawy este- 
^ „o piękności", „o górności" i inne, które się do na- 

_ czasów nie dochowały; przytem student czwartego kursu 

i'^* dać poznać ogółowi czytającemu owoc swoich studyów 

jrsyteckich nad literaturą, ażeby mu się przedstawić nie- 

'"ho poeta, ale i jako krytyk. Przedmiot nasunął mu 



— 11 

ieiącBĘO piśmienn 
ryński, uzdolniony 
ii w , Dzienniku 
|lki z poematu D 
onida", a równocz 
polemikę o znaczei 
m poematu ,Pult: 
W polemice tej a\ 
ku oryginałów, a 
elesa do Laharpe'a 
onidę" za przedn 
wno niektórych n 
: swego sądu o u 
ięcy po obszernej 
:l z druku w Berc 
1 stanowił owę n 
iccessii. Gdy się i 

dnia 15 pażdzier 
iwały autorowi w 

a nadto mianow; 
d>:ić się w nim mi 
izującej słabość ta 
(den z dyrygującj 
jdyczną literaturą 
tymie poematem, 
yślał więc o Wari 
wel. Jako „uczeń 
:cie wileńskim", lu 
1, ośmielony jego ( 
o umieszczenie ki 
iwskim", wydawa 
jy wartość lub bl; 
listopada 1818 rc 
zuceniu, nie napr; 
3 się staniej lecz 
cet talentom prost 



- 111 — 

i protekcji, dokazać coś trudno; tem słuszniej powinienbym 
się lękać o pomyślny moich zamiarów skutek; śmiem więc 
upraszać Wielmożnego Pana Dobrodzieja, ażebyś (jeśli to 
pismo wyda mu się godnem ogłoszenia), raczył przemówić 
za niem słów kilka do Wielmożnego Redaktora Pamiętnika 
Warszawskiego*. Dodawał przytem, że na ogłoszeniu krytyki 
drukiem wiele mu zależy i że dozgonnie wdzięcznym będzie 
za wstawienie się profesora w jego interesie. Lelewel, zawsze 
żywy i ruchliwy, uwinął się prędko i oddał rękopism mło- 
dzieńca, znanego już jako autora „Zimy miejskiej", Bentkow- 
skiemu, który >v kilka dni powiedział pośrednikowi, iż pismo 
Mickiewicza , znajduje łatwem do czytania i pięknem** i uczy- 
nił nadzieję pomieszczenia go w „Pamiętniku". Odpowiedź ta 
niebawem doszła Mickiewicza. Niedługo już czekał na zisz- 
czenie zawartej w niej obietnicy. 

W styczniowym zeszycie „Pamiętnika Warszawskiego" 
za r. 1819 ukazały się „Uwagi nad Jagiellonidą" (str. 70 — 107). 
Jako pracy krytycznej należy im przyznać trafność zarówno 
w sądzie ogólnym, sprowadzającym znaczenie poematu To- 
maszewskiego do bardzo szczupłych rozmiarów, jak i w więk- 
szej części sądów szczegółowych. Autor trzymał się ściśle 
w granicach poetyki uznawanej wówczas powszechnie; kry- 
tyka jego dotyka głównie i prawie wyłącznie strony formal- 
nej: a więc śledzi, czy jedność akcyi jest zachowana, czy bo- 
hater istotnie dokonywa czynów wielkich i czy bierze udział 
we wszystkich czynnościach, czy opisy lub malowidła są „ude- 
rzające t. j. nowe, nadzwyczajne, dziwne", czy zmyślenia poe- 
tyckie dobrze zostały użyte i wykonane, czy przejścia od je- 
dnej pieśni do drugiej są zręczne, czy rym jest poprawny, 
czy wyrażenia są godne epopei i t. p. To, coby dzisiaj w roz- 
Ł le poematu takiego jak Jagiellonidą najwięcej uwzględnić 
"« ^dalo, to jest czy ci ludzie, których tam widzimy, wyo- 
ł ją istotnie ludzi rzeczywistych, czy charakter czasu jest 
I ycie wystudyowany i oddany, u Mickiewicza zaledwie na 
] ^żną zasłużyło wzmiankę. Wie on wprawdzie, iż „chcąc 
( -"^. zdarzenia wielkie, trzeba trafiać w ówczesny duch 



/* 



wieku, stosować się do da 
rakterów", a więc i ,do n 
sądził, że te wymagania i 
później. Cbodzito mu tylli 
zmów; w^ytyka więc Tom: 
z czasów Jagiełły czyni ł 
walkę rycerzy średniowiec 
to byli Homerowscy bohs 
tach ubolewa nad zaiiied 
powiadających narodowi i 

Wszędzie powołując 
wypowiada pomysł, który ] 
było moJ:nii w owoczesnyeli 
te w epopei konieczna jes 
pozaziemskiego na ziemsl 
przywoływanie Jowiszów. 
biłoby celu, bo nie wzbut 
żadnego interesu '), propo 
świętych. , Kościół nasz - 
tycłi; wszyscy ich wplywo 
zaprzeczyć nie mogą: co 
ludźmi a w szczególności i 
kujący się towarzystwami, 
nych sobie na ziemi zabai 
jem wspierają mędrców, 
przed szeregami, swoich 
świętych doczytać się łatw 
ciej te interesujące nas, a 
bobków starożytnych w pi 
pomysłu zawyrokował późr 
rach swoich nie zastosowi 

Oczytanie krytyka bj 

') W lileroturze naszej, f 
zwKicit uwagę na nicwtaściwu^ć 
zji nowożytnej. Zob. jego uws 
z r. 1783. 



~ 113 - 

(> sinego rodzaj la poematach, świadczy, iż je sam czytał, 

JM Vei znal je z obszernych streszczeń, w których nie po- 

wJvi^uo szcz-ególów. Odnosi się to do takich utworów jak: 

^IjMa, Odyseja, Eneida, poemata i poezye Bojarda, Aryosta, 

V<assa, Kaxnoensa, Miltona, Woltera, Krasickiego, Trembec- 

tego, Te\emał:a Fenelona, powieści perskie p. n. , Tysiąc 

ijedeu dni* *), powieść Floriana Blionberis, „Oda do mu- 

zytó* Brydena. 

W łych przytoczeniach, jak naturalna, przewa>.aly dzieła, 
\tórym przyznawano w mniejszym lub większym stopniu 
charakter epiczny. Zajęcie się rozważaniem prawideł epopei 
i bylyką Jagiellonidy nasunęło Mickiewiczowi myśl utworze- 
nia poematu, któryby łączył w sobie lieroizm z dydaktyką. 
Czy zamierzał istotnie traktować w sposób powa/ny te dzi- 
wne zaślubiny, czy też miała być w tym poemacie jakaś wy- 
bitna cząstka żartobliwa, trudno powiedzieć, gdyż znamy go 
tylko ze sti^eszczenia. Poemat miał nosić napis: „Kartofla". 
Do obrania tego tematu mógł się przyczynić obszerny ar- 
tykuł, pomieszczony w marcowym zeszycie „Dziennika Wileń- 
skiego" na r. 1819 p. n. „Rzecz o wprowadzeniu i wielora- 
kim użytku kartofli**. Autor z zapałem rozprawiając o tym 
• najdroższym po zbożu Opatrzności darze dla rodzaju ludz- 
kiego*, zastanawia się nad uprawą kartofli a szczególniej nad 
pieczeniem z nich chleba. U Mickiewicza część heroiczną poe- 
matu stanowić miało odkrycie Ameryki, gdzie, jak wiadomo, 
była ziemia rodzinna kartofli; część zaś drugą — dydaktyczną 
czy komiczną — uprawa i użycie ich u nas, czyli raczej obraz 
'wiejskiego życia i obyczajów naszych. „Część pierwsza była 
prawie skończona. Rozpoczynał ją obraz wyprawy Kolumba, 
miotanej burzą na przestrzeni wód nieznajomych, a przywie- 
nej do rozpaczy i zwątpienia o skutku, oprócz tylko jego 
3go. Burzę tę i zwątpienie osady wywołał nie kto inny, 



'^ Wyszły w ^0-tomowym zbiorze p. t. „Wybór powieści moraliiNch 
^ansów" (Warszawa, 1804—5), a także osobno, w 3 tomikach. Tłóraa- 
^fltób Adamczewski z przekładu francuskiego Petis de la Croix. 

"•2. UL. 8 



— IJo — 

wyrugowała dawniejszy czysto-zmyslowy wyraz tego uczucia 
i slala się cechą wybitną a znamienną zarówno w tworach 
piśmiennych jak i w życiu towarzyskiem. Mickiewicz poznał 
w Maryli jeden z najprostszych i najnaturalniejszych objawów 
tego przekształconego cywilizacyą francuską prądu duchowego, 
który się z literatury przelewał w sprawy życia codziennego. 
Jakkolwiekbyśmy lekko oceniali wpływ tej znajomości w cza- 
sie wakacyjnym na poetę naszego, zawsze jednak wypadnie 
przyznać tyle przynajmniej, że w marzeniach młodzieńczych 

uczuciu podzielanera stawała wdzięczna postać Maryli, jako 
najjaśniej i najwyraźniej w wyobraźni tkwiąca. Stawała ona 
w umyśle rozmarzonym jako kształt widzialny i określony, 
który dawał sposobność do oparcia rojeń na gruncie rzeczy- 
wistym. To odradzanie się postaci Maryli w pamięci i wyo- 
braźni nie było jeszcze zapewne wynikiem zakochania się 
w niej, ale naturalnym skutkiem tych miłych wrażeń, jakich 
doznał w jej obecności poeta. Prawdopodobną jest rzeczą, iż 
to po części mimowolne nasuwanie się tej postaci przyczyniło 
się niemało do obudzenia w Mickiewiczu chęci przedstawienia 
kobiety i miłości w swoich utworach. Maryla nie miała tu 
być bohaterką, rysowaną z natury, ale myśl o niej miała się 
przyoblec w kształty, co ją wyolbrzymiały, stawiając w sytua- 
cyach. w którychby przypuszczalna wzniosłość jej duszy w zu- 
pełności wyjawić się mogła. Przenoszenie wprost objawów 
życia do poezyi nie przyszło jeszcze wtedy na myśl Adamowi, 
ale przekształcenie rzeczywistości w duchu poezyi sielankowej 
całkowicie odpowiadało ówczesnemu trybowi tworzenia. Nie 
napróżno i nie bez powodu pierwsze bohaterki Mickiewicza 
rymują z imieniem Maryla. — Są-to Żywiła i Karylla. 

sŻywila, powiastka z dziejów litewskich", wydrukowana 

zi ,ic* w 133 numerze „Tygodnika Wileńskiego" z 28 lutego 

1 r. jako „wyjątek ze starożytnych rękopismów polskich, 
u 'onych redakcyi przez P. S. F. Ż.". Litery udzielającego 
b też same, jakierai podźnaczał swoje artykuły Szymon 
F "^ Żukowski, który rzeczywiście wiele wtedy materyałów 
(j -ł^ literatury polskiej z wieku Zygmuntowskiego po- 

8* 



r 



się ś\ 
skiegi 
dzonj 
wicza 
Żuko' 

wicz 
chaic: 
wet ( 
wemi 
podw 
krótk 
nej r 

kie w i 
przez 
Kopyi 

państ 
ksiq?i 
gródl 
nadol 
kościi 
spoiit 
gdy 1 
u pras 
niała 
rozmi 
scliad 
ony 1 



jej .1 



fV 



,ka/E 



stwo jakie, uczciwości i jakoby matkę kochaną miłował, iż 
rada ubogie ludzie wspierała a srogi przeciwko poddanym 
umyst książęcy łagodziła', napróżno, id;^c w gromadach wiel- 
kich na dworzec pański, żebrał litości nad Żywiła; Koryat 
zmiękczyć się nie dawał. Wtem Iwan, kniaź ruski, „uzbieraw- 
szy ata wojsk wszelakich, miasta ubiegał, ogniem i mieczem 
następował", aż wreszcie niedaleko samego Nowogródka 
.obozy rozłożył'. Poraj ,z garstką przebranego rycerstwa" 
chociaż ,z daleko ogromniejszym a srogim sobie napastni- 
kiem sprawę mial. przedsię serca nie trac-jc. z laką mocą 
a gwałtem' nań napadł, że go na głowę poraził, tak, iż 
,pr7.yszlaby dnia onego zguba ostateczna na Rusiny, gdyt)y 
DOC potrzebie końca nie dala'. Przyjęty przez księcia Ko- 
ryata z wielką czcią, prosił go o rękę księżniczki, ale do- 
stał odmowę. .Niewdzięcznością pańską do żywego poruszony 
a prawie gromem rażony, przeczuł, iż zło nad nim wisi; zem- 
stę przeto głęboko w sercu zasadzoną warzył". Postanowił 
chwycić się zdrady. Poszedł do Iwana, obiecał wydać mu 
.miasto z książęciem jego i ze wszystkimi dostatki i woj- 
skiem jego', pod warunkiem, że Żywiła za żonę daną mu 
będzie. Gdy zgoda z Iwanem stanęła i gdy miasto .poddan- 
ność nieprzyjaciołom uczynić' musiało, Poraj wybija więzienie 
i znajduje .ulubioną swoje, bladą, półżywą, na Uchem po- 
staniu ladajako porzuconą". Obaczywszy Poraja, .zeniglata". 
Gdy przyszła do przytomności i dowiedziała się, za jaką cenę 
wolność i nadzieję połączenia się z kochankiem otrzymała, 
naprzód .dobrze znowu nie zemglała", a potem .nagle miecz 
0^ hoku Poraja wychwyciwszy, tak silnie sztychem w piersi 
t uderzyła, iż naskróś przepadł: „Zdrajco! — wołając -•- takli 
i '"ie małą była ojczyzna, iż ją dla trochę tej gładkości 
z ..cdaleś, człowieku beze czci, takli odpłaciłeś za moje sta- 
I e miłości?" Powoławszy następnie obywateli do obrony 
i -., ,z mieczem na nieprzyjacioły blizko stojące godziła" 
' "Tiąl wszystkich, wróg został pokonany. Żywiła przy- 



jemniejsze od wspanialycb upominków bitnej młodzi, która 
z łapami powracała z nad Diwiny. Polne owoce, które Sario 
jej ofiarował, słodszymi nad inne jej się zdawały. „Poczciwy 
i dobry' Sano był równie inilyni ojcu Karylli; sędziwy sta- 
rzec wysoko cenił dobroć jego serca; z rozkoszą przyjmował 
pomoc jego we wszystkich Irudacłi około pola i domu i prze- 
nosił go nad innycli sąsiadów swoich. Umierając podczas nie- 
obecności swycti synów, którzy walczyli „ze srogimi nieprzy- 
jaciółmi ojczyzny", zimną jui ręką połączył dłoń Saria z dło- 
nią Karylli, spełniając ich gorące byczenia. Polecał, iiby wta- 
snemi rękami usypali mu mogitę. Bracia, powróciwszy z pola 
walki, okazali się przeciwnymi związkowi. Szczególniej dumny 
Alta. który siostrę przeznaczał zamożnemu Kledowi, nie mógł 
przenieść na sobie, iżby zostać miała żoną Saria, ubotriego 
pasterza- W porozumieniu z braćmi zabronił Karylli widywać 
się z młodzieńcem. Ponieważ kaidy moment niewiilzenia uko- 
chanego byt dla niej najsroiszą męczarnią, potrafiła wykra- 
dać się z domu i widywać co wieczór Saria ,pod wspania- 
łym dębem, który stał w miejscu łączenia się dwóch rzek", 
jMTterzynających dolinę, otoczoną narskiemi górami. „Łzy i wes- 
tchnienia byty ich językiem'. Bracia przekonani, ,>.e czas, 
nieobecność i utrata nadziei zwykły najgorętszą miłość przy- 
tłumiać', umyślili Saria się pozbyć. Udali, że się zgadzają na 
malżeńst^TO Karylli z Sariem, zaprosili pasterza na polowanie, 
zabili go i pogrzebali w lesie. Zaledwie pierwsze promienie 
słońca oświeciły góry narskie, niespokojna Karylla nie spusz- 
czała oka z chatki Saria, chcąc ujrzeć go wychodzącego; lecz 
wkrótce ohaczyta owce swojego pasterza, bez stróża i prze- 
,.ta błąkające się po urwistych górach; wierny pies Sa- 
syi, ieżąc u progu ubogiej chatki nieszczęśliwego pana. 
— óżno pytała braci o Saria; odpowiedzieli ozięble, że nie 
zą, gdzieby się podział. Rozpacz jej powiększała się co 
*-\; „czarne dumanie" ogarnęło jej duszę; błąkała się sa- 
' ■'"''nie nad brzegami Nary, stroniła od towarzyszek 



i ,w pośrodku ludzi zostaj 

styni". Nad wieczorem, gd 

na dolinie", Karylla zanui 

by ją zabrał ,w straszliw( 

wając Saria na pomoc W 

ziemię; w czasie snu staje 

suknią, pokazuje przebite c 

piersi, głowę zbitą i krwią 

przebudzając się, Karylta 

przybywa na wierzcliotek g 

rylta zaś upadla na ziemia 

tam aż do wschodu słońca 

sobie miejsce, w którem i 

kochanka do ziemi, rozgrze 

lazła zimne zwłoki Saria, 

jaki bez pamięci zostaje; i 

przy nim, .okropnem obłi 

zabitemu pasterzowi i zawi 

„z drogim ciężarem' do di 

nasypuje na nią ziemi i nr 

rosnący, przesadza do ,sm 

polewana jej łzami, w dzi( 

wkrótce rozwinęły się najp 

się w nich upatrywać wd; 

rysy nieszczęśliwego młodz 

docznie, tak, że sama wy; 

rzliwi bracia, widząc przyi 

rośliny", w czasie jej snu : 

tiukłszy go, „zadrżeli na w 

szczęśliwe naczynie wrzucił 

swej róży, domyśliła się w 

wydarli jej okrutni Saria r 

szat się codziennie: nareszcie krótkie, lecz aż nadto niesr ^ 

śli%ve życie skończyła ta „nędzna gwałtownej miłości ofia. 

Śmierć jej wycisnęła Izy wszystkim mieszkańcom doliny; 



— 121 ~ 

miątka tego smutnego zdarzenia dochowała się w „litewskiej 
ludu prostego pieśni*, zaczynającej się od tych wyrazów: 

,Karylla piękna, narskich łąk królowa**. 

W tej powiastce, powtarzającej motywy i szczegóły 
utworu z XIV stulecia, dojrzeć można jakby ślady przygoto- 
wania do nowego zwrotu w poezyi i belletrystyce. Zarówno 
wzmianka o pieśni ludowej litewskiej, jak i motyw ukaza- 
nia się zmarłego kochanka, nie sprzeciwiając się zresztą wyo- 
brażeniom klasycyzmu, stanowią niby ciemną zapowiedź no- 
wego ugrupowania pojęć o świecie poetyckim. Wykonanie 
pozostało w granicach, zakreślonych poetyką klasyczną; zmarły 
akazuje się tylko we śnie i nie występuje jako upiór, a wzmianka 
o pieśni litewskiej nie skłania poety do brania z niej wzoru, 
jak zdarzenie owo opowiadać należy. Rzewność ckliwa, ob- 
fitość łez dowodzi, że powiastka skreślona została pod wpły- 
wem sentymentalności literackiej. 

Kiedy się powyżej wspomniane powiastki drukowały, 
nielylko w rozmowach, ale i w literaturze naszej zaczęto gło- 
śno i gorąco rozprawiać o poezyi niemieckiej i o romantyczności. 

III. 

Poezya niemiecka, wskutek warunków naszego cywili- 
zacyjnego rozwoju', do których wliczyć wypada i dziedziczną 
do Niemców niechęć, od upadku reformacyi u nas przestała 
wpływać na twórczość naszych poetów zupełnie, lubo i da- 
wniej niezbyt wielkie pod tym względem posiadała znaczenie. 
W „wieku oświeconym "* chociaż w rzeczach historyi i filozofii 
uciekano się niekiedy do dzieł w języku niemieckim pisanych, 
n irczość poetycką sąsiadów najbliższych z zachodu bar- 

d mało zwracano uwagi, tak dalece, że Krasicki, niewątpli- 
V ieden z najbardziej oczytanych pisarzów naszych owego 
c ' w dziele „o Rymotwórstwie i Rymotwórcach" przed- 
s a nader pobieżnie literaturę niemiecką, a wiadomości 
c e widocznie z pism francuskich. Ci, którzy się 




- 123 - 

średnictwem sceny ^). Teatr, ażeby mógł przyciągać publicz- 
no^ musiał się odznaczać rozmaitością. Najpiękniejsze nawet 
tragiedye francuskie zbyt były jednostajne, ażeby ciągle niemi 
posługiwać się było można. Dyrektorzy teatrów byli więc 
zmuszeni wprowadzać do repertoaru żywioł nowy; zaczęli 
wystawiać utwory Scłiillera („Don Karlos**, „Fiesko**), Kotze- 
buego i szalonej romantyki (np. ,,Maska żelazna albo Abe- 
lino, bandyta wenecki**). Równocześnie wszedł na scenę i Szeks- 
pir już to w przeróbkach francuskich, już to według tekstu, 
używanego w teatrach niemieckich. 

Obok praktyki, na którą niewątpliwie sarkano, ale ją 
znoszono, zaczęło wzrastać i wzmagać się teoretyczne zajęcie 
kwestyą nowego zwrotu w literaturze niemieckiej, zwłaszcza 
od czasu, kiedy w książce francuskiej, napisanej jasno, zro- 
zumiale i pięknie przez sławną kobietę, prześladowaną przez 
Napoleona, wyczytano wielkie, entuzyastyczne dla tej litera- 
tury uznanie. Dzieło pani de Stael o Niemczech, ogłoszone po 
raz pieiwszy w 1813 roku, zakazane we Francy i, tern większe 
obudziło zajęcie w całej Europie; wydania jego następowały 
po sobie szybko, bo książka była niesłychanie poczytna. I u nas 
ją znano. Czasopisma zaznajamiały z jej treścią, podawały 
tłómaczone z niej wyjątki. Zarówno „Pamiętnik Warszawski", 
jak , Dziennik* i „Tygodnik Wileński", mieściły dłuższe lub 
krótsze z niej wyciągi. Wprawdzie strzegły się one podawać 
ustępy samej literaturze poświęcone; zaznajamiały głównie 
ogół polski z poglądami sławnej autorki na charakter Niem- 
ców i ich życie towarzyskie ); ale tu i owdzie zdradzały się 



*) A. Betcikowski: „Romantyczność przed Mickiewiczem" w „Wieńcu", 
187^, jako leż w zbiorze ,Ze studyów nad literaturą polską" 188^), str. 410, ii 1. 
' ^\ .Pamiętniku Warszawskim* z r. 1815 są następne wyjątki: 
1 zajach i charakterze Niemców; ^) O kobietach; 3) O Niemcach 

p jowych; 4) Wiedeń;— z roku 181 tt: 5) Naśladowanie francuszczyzny; 
6 ^^'^nieach północnych. 

.Dzienniku Wileńskim** z roku 1815 mieści się ustęp zatytułowany: 
, nauka języków wpływa na rozwinięcie władz umysłowych w dzieciach " . 

'^vfirodniku Wileńskim" w g^dniu 18 15 r., wydrukowano wy- 
i ^^"w nowej filozofii na umiejętności". 



— 124 

i przekonania literackie, np. gdy 
narodom ślepe naśladowanie mo 
francuskiej, twierdząc słusznie, że 
narodu jest jego własny i jemu w 
dowanie cudzoziemszczyzny jest u 
bieniem dla ojczyzny". Po tych 
zaczęły się ufcazywać artykuły, zaz 
z innych autorów, obznajmiające 
mej literatury niemieckiej '); a st; 
helma Schlegera o literaturze drar 
na poglądy krytyków naszycti ju 
i w .Pamiętniku Warszawskim". P' 
kłady poezyj, najprzód naturalnie 
ziły smak klasyczny, a więc bajek 
rów Schillera, którycii temata w 
W sprawie tych praektadów zas^ 
Dyonizy Minasowicz, Kantorbery ' 
dziński, Jan Mieroszewski. 

Po raz pierwszy w naszym 
ballady, jako gatunku literackiej 
Floriana: „Gonzalw z Korduby", < 
wickiego (Kraków, 1804, t. 1. 8B) 
„Nurka" Schillera (w marcowym 
szawskiego" z r. 1816). 

Przekłady te spotykały się z tlo 
giedyj francuskich i z oryginalnymi ut 

Pierwszym, co u nas starał 
wyższość literatury niemieckiej na 
wychowawczym i społecznym, oraz 
skieniu pierwsza więcej może prz 
był Jan Samuel Kaulfuss, dobry f 
piszący zarówno po polsku jak 
mie gimnazjum poznańskiego z r. 
„dlaczego język i literatura niemi 

') w ,Parniclnitu Warszawskim", 
niniejszej literatury niemieckiej*; .Zdunie . 



zużylkowania obcej cywilizacyi; lecz, że cala forma wykształ- 
cenia umysłowego i moralnego, szczęście domowe i publiczne, 
» Dawet utrzymanie lub utrata narodowości, zale^.y częstokroć 
od wyboru tej lub innej mowy i literatury, jako środka dal- 
szej oświaty (Fortbildung). Uważając za lak ważną sprawę 
wybór języka i literatury obcej, szczegółowo stara się uwy- 
datnić wyższość niemczyzny nad francuszczyzną. Widzi ją naj- 
przód w tern, że narodowości polskiej mniej jest niebezpie- 
czna, gdyż zarówno zewnętrznie (pod względem dźwięków, 
budowy grarnatycznej) jak wewnętrznie (pod względem cba- 
mkleni narodowego) mniej jest podobna do polszczyzny; po- 
wtóre w tern, że język i literatura niemiecka więcej się przy- 
czyniają do wykształcenia umysłu i serca, niż którakolwiek 
inna mowa europejska, bo język niemiecki jest najtrudniej- 
szym, jest językiem myślenia, jest kluczem do poznania wszyst- 
kich innych piśmiennictw; bo literatura jest bogata: takich 
pisarzów jak Schiller i Klopstock inne literatury nie posia- 
iją itp.: bo taż literatura jest moralniejsza od francuskiej jako 
yraz stanu średniego, który od wieków poczytywano za sie- 
iibę delikatnej moralności. Z tych i tym podobnycli powo- 
ów sądzi Kaulfuss, że niemczyzna prowadzi do poglądów 
gólnych i zbliża do czysto-Iudzkiej oświaty. Pogarda wszel- 

) Całlowitj napis tej broszury Jest: .Warimi ist ilie df^iit^sfilie Sprit- 
_d Literatur, ais Hilfsmitlel zur Furt li ii d u np, der friinzusisclicn viir- 
hen? Eine Einladungsschrift za der am iM. it. d-'i, 'iV, Juli mit den 
Tgen des kOnigl. Ljceums des Gnissherzoiithuriies Pusen im snissen 
lale lu veranslaltenden finentlidicn Priifunfr v, .1. S. K. Dr. der Phi- 
■■•■-, ftektor etc. elc. Gedruekt bci Decker und ('-j;nie, str. :t-t w t-ce; 
-^"irawa do str. 17 włącznie. 



kiego przesądu, wszelkiej 
w myśleniu i czynieniu, uz 
gdzie się je znajduje — ■ 
szego poglądu na rzeczy. . . 
kim sprawia, is można di 
zużytkować i niemi się nap 
laby forma, w której się o, 
Gdy się ta rozprawa 
.Dziennik Wileński' 'z r. ]! 
domienie z pochwałami dis 
niami co do samego temati 
miast „Pamiętnik Warszaws 
181H roku, a więc w dwa 1 
nil jej dążność i poddał 
Kaulfussa, dowodząc ze sw 
wywiera na polską wpływ 
, dzieła najzawołańszych m 
kwintne czucie' np. „Faus 
pisarze niemieccy , puszczaj 
tylko głowy miałkie i śred 
odurzają, na bezdroża prop 
zdolnymi czynią, a niekied 
{przykładem ,Werlher"); p 
niemieckiego, przeto i literc 
szego narodu, ale dla sz( 
Płody literatury niemieckie 
do spekulacyi raczej niż i 
ledwie poruszyły, zdaniem 
„gorejący wzniecić pożar, j 
dzy pospólstwejn upowszec 
recenzent broszury Kaulfus 
żów uświetniających literat 
deckiego), pisząc się w zuj 
„Roman ty czność — czytam; 
wadzony przez Niemców, 
wielkiego zrobić nie mogli, 



wiozlość 
ych jest 
ickności 
ni Staf>i 
cwziccie 
:zm jest 
idealizniem umysłowym. Jedno i drugie — kalectwem i cho- 
robą myślącego człowieka. Uczmy się od Niemców minera- 
logii, medycyny, sztuk mechanicznych i niektórych umiejętno- 
ści, ale w rzeczacli smaku i sztuki pisania zostawmy ich sa- 
mym sobie. Nigdy oni nie będą wzorem przyjemności..." 

Wśród tak rozbudzonego zajęcia się literaturą niemiecką 
i wiązan4 z nią najściślej romantycznością wystąpił Kazimierz 
Brodziński ze swą obszerną rozprawą ,0 klasyczności i ro- 
mantyczności-", drukowaną od marca do lipca r. 1818 w .Pa- 
miętniku Warszawskim". Zgodnie ze swem usposobieniem 
i charakterem Brodziński stara się łagodnie i ujmująco prze- 
mówić zarówno do zwolenników klasycyzmu jak i roman- 
tyzmu, wykuzując zalety i wady jednego i drugiego kierunku. 
Nieprzyjaciel krańcowośei, nie potępiał t>ez warunkowo nawet 
sztywnej i chłodnej poezyi francuskiej owego czasu, ani też 
zalec.-il gorąco namiętnej, fantastycznej, pełnej głębokiego 
utiueia religijo^o lub poglądu filozoficznego poezyi niemiec- 
kiej; usiłował tylko dowieść, }.e każdy naród ma własną, 
z charakteru swego wypływającą i historycznie wyrobioną 
poezyą, że zatem i romantyczność niemiecka, z tych samych 
iródeł płynąca, ma głębokie uzasadnienie dla narodu niemiec- 
kiego. Powtarza on nieraz w ciągu rozprawy, iż nie myśli 
być , apostołem romantyczności', ale pragnie przekonać czy- 
telników, że poeci romantyczni niemieccy „zajmują swych 
zi "T, że noszą cechę ducha narodowego, że poezyą nie 

zj ^.jdzie kadzidła uważają", że sądzić ich należy nie we- 
d aszego gustu, obyczajów i usposobienia, lecz według 
t( : się oni spółziomkom swoim przedstawiają. Podnosi 

y naznacza jako cechy nowej poezyi niemieckiej, którą 

t - -^wczesnemi mętnemi pojęciami nazywa, od Klop- 



a począwszy, roir 

fantazyą, filozofii 
e pieśni tudu, oi 
tywy. Z tych w 
my spostrzegacz 
L jednak bynajm 

przyswoić je so 
[ jest nam właściw 
je tylko, że ,prz, 

właściwy, nie mi 
■wszem nadać mu 
jwczo i wyraźnie 
oziemców' — ha 
inia bardzo trafm 
me, zbył sielankę 
Iziński jak sam I 
narodzie te tylki 

wśród gołębi m 
, co z romantyczr 
nową tylko slusz 
;nie twierdził, że 
yczność i metafiz; 
mi dla nas; ale 
ne, czynniki duszy 
a .oprócz milej i 

, przerażeniu i o 
;ie takie zanadtc 
isobienie samego 

co do ducha pc 
:i obiera równiei 
gieniusz umie swe 
talent nic prócz i 
i -nam. ażebyśmj 
pisów", ani jak 
;ya bowiem powii 
-OŚĆ swoje wewm 



r 



— 129 - 



jeszcze i dla oka powabniejszym si(^ staje: wewru^^trzne poezyi 
zalety, czucia i imag^inacyi, osobliwie zaś ciążenia lilozoflcznejro 
widzimy w Niemcach; zewnętrzne — gustu i poloru — mamy 
w Francuzach; powinnibyśmy obiedwie połączyć; słońce wszę- 
dzie płody rozwija, gdzie sięga, ale ręka sztuki idzie mu na 
pomoc; gdzie płodna ziemia, tam sztuka strzeże przebujania 
i zdobi ją; gdzie mniej płodna, tam więcej dopomaga na- 
turze'. 

Ten pojednawczy charakter rozprawy Brodzińskiego nie 
zadowolił ani starych wielbicieli klasycyzmu ani młodych a za- 
palonych zwolenników romantyki. Jan Sniadecki, nieprzyjaciel 
zacięty metafizyki niemieckiej, uważał, iż Brodziński zanadto 
pochlebnie ocenił , metafizykę czucia* to jest poezyą niemiecką, 
a sam poczytując ją za szkołę „zarazy i zdrady" wystąpił 
w imieniu zdrowego rozsądku i czystego smaku przeciwko 
romantyczności w styczniowym zeszycie „Dziennika Wileń- 
skiego* na rok 1819. Lubiąc jako matematyk jasne i ścisłe 
określenia, odrzucił wywody Brodzińskiego o powstawaniu 
poezyi pod wpływem charakteru narodowego, zaopiniował, że 
,to wszystko jest klasycznem, co jest zgodne z prawidłami 
poezyi, jakie dla Francuzów Boileau, dla Polaków Dmochow- 
ski, a dla wszystkich wypolerowanych narodów przepisał Ho- 
racy; romantycznem zaś to, co przeciwko tym prawidłom 
grzeszy i wykracza'*. Z tego punktu widzenia wychodząc, podał 
wiele trafnych uwag o szkodliwości rozbujania wyol)raźni 
a lekceważenia zdrowego rozsądku, ale zbyt powierzchownie 
biorąc rzeczy, a raczej chcąc jakimkolwiek sposobem odstrę- 
czyć od ^metafizyki czucia"*, nie zrozumiał tęsknoty roman- 
tycznej do czasów minionych i zamiłowania natury. „Przy 
dobrych pokarmach i napojach — szydził — jako darach 
r( _ctwa i przemysłu, nikt zapewne z nich nie tęskni do ja- 
b " leśnych, korzonków i żołędzi; w domu wygodnym któżby 
p .ał do bud leśnych, do jaskiń, albo do jam podziemnych? 
S szkańcy miast nie tęsknią zapewne do borów i lasów, do 
t ~ści i krwawych bojów z Rzymianami. Przy opiece praw 
^ ««^«i i rządnego towarzystwa nikt zapewne nie wzdycha 

- T. L 9 




Cisków i rozbojów leudair 
izała: w pojedynczych i 
razy, mu piękności i stra. 
i kalectwa, ma czerstw 
ywe myślenie, ieby wzic 
nogla podobać i być żrói 
i tego w nas nie wmówi 
iemi cierniem, ostem i gi 
Bj gadem i wilgocią, niż 
igólniej przedrwiwał Śnif 
cznego do poezyi. .Czar; 
aturą, ale płodem spodl 
umysłu; nie są narodów 
ledwo nie wszystkich Ui 
; i nieobjaśnionych czyst 
i człowieka, ale w nim i 
: niemieckich, w których 
ry, dyabły i anioły, ora? 
liu Śniadeckiego odstręc 
: autorowie śmieją bawi(! 
i", W zakończeniu poda 
■nantyczność — pisał — 
inacyą przeciwko rozumt 
zy władzami człowieka, 
owych, bo najpickniejszt 
i pokoju, zgody i harm 
<f, które się nawzajem v 
wchodźmy w zapasy z ii 
5dmy żadnemu jego chv 
y pomnażać nasze własna 
ich naszych ziomków sz 
tość narodu u zagraniczi 
masy zaszczytów domów 
W tej samej myśli zal 
nabytkom cywiiizacyjnyr 
wśród spólczesnych napis 



— 131 ~ 

szycie majowym „Dziennika Wileńskiego* na tenże rok ISll) 
wydrukował rzecz o ,Filozofii% w której powstając przeciw 
.idealizmowi'' i „mistycyzmowi" Kanta, zaleca! spókioriikom 
jako najlepszą przewodniczkę na drodze udoskonalenia lilo- 
a)6ę francuską, stając szczególniej w obronie spotwarzjine^^o 
wtenczas d*Alemberta. Wiążąc ściśle filozofię Niemców z ich 
poezyą, Śniadecki niewątpliwie tego by I zdania, że przyczy- 
niając się do osłabienia wiary w jedne, ostudza zapaJ do 
drugiej. 

Równocześnie z nim w ^Dzienniku Wileńskim** jakiś 
N, 0. pomieścił rozprawkę ,,0 Imaginacyi" (w zeszycie mar- 
cowym 1819). Rozpoczął autor od jaskrawego wskazania 
zdroiności, na które naprowadza rozpasana wyobraźnia: 
•Błąd i urojenia — pisał — byłyby najczęściej jej dziełem, 
szaleństwo i rozpacz lub też zmyślona szczęśliwość jej skut- 
kiem, gdyby nie była rozumem rządzona; bez jego przewo- 
dnictwa podobna do owej nawałnicy, która na okręt spienione 
miotając bałwany, pędzi go po głębi morza i, albo na szczę- 
śliwe zanosi brzegi, albo w przepaściach morskich pogrąża, 
utrzymywałaby umysł w niepewności**. Oznaczywszy jednak 
jej zalety i nadmieniwszy, że nawet w naukach bez jej wspar- 
cia obejść się niepodobna, ośmielił się w końcu wzmiankować, 
iż w wielu odkryciach „imaginacya, zdająca się w obłąkanie 
prowadzić, otworzyła czasem rozumowi drogę i do odkrycia 
samej prawdy posłużyła". 

Co tu N. O. niewyraźnie na korzyść fantazyi twórczej 
powiedział, to młodsze pokolenie czuło instynktownie i lubo 
uznawało zapewne słuszność bardzo wielu uwag Śniadeckiego, 
a mianowicie powoływanie do samoistnego narodowego roz- 
woju, nie mogło się odjąć urokowi, jaki rzucała na nie poe- 
zja 'miecka, pełna zapału, jaśniejąca przepysznymi obra- 
zan przeniknięta podniosłem!, ludzkość całą obejmującemi 
my \ Młodzież, sama łatwo zapalna, czuła, że potrzebne 
, jesi 3li nie odrzucenie zupełne to rozluźnienie sznurówki 
i kia "»i krępującej i wykoszlawiającej naturę; że zinuia 
del retoryczna powinna ustąpić miejsca porywającym 



/ 



— 13i 

om, których koloryt biłby 

powinno pi-zemówić w p 
ie, nie oglądając się na 
nego, racbunkow^o rozs; 
ezyi niemieckiej, przejiiiowj 
rórcóiY. 

W tym duchu, ale zawsze 
na własnych utworach i 
:zątkach r. 1819 „Pamiętni 
;kiej '), w których .niemi 
iłj/csuośr, chciano zastąpić i 
c, że dotychczasowy smak 
wyiszej klasy, gdy tymczas 
;urii stalą się wyobraziciell 
>, że każdy autor nie wprzi! 
; powinien, dopóki „nie zg 
swojego własnego charal 
siębrać nie powinien, ,col 
I było przeciwne*-. Nie gar 
myśl Brodzińskiego skien 
narodowych. „Clicemy - 
użyteczni Polacy dla Polał 
aszych obrzędów, naszego i 
fości; chcemy przemawiać 
własny, ale nie grecki, rzy 
iski umysł; chcemy wznos 
albo poskramiać namiętność 
wko naszym przesądom; < 
ać sobie, przez ucho pols 
W odpowiedzi na rozprav 



') ,0 poetycznej lileraturze nie 
z uwagami Uijmnezu nad poe: 

ItiT. ~ „Rozprawa o Literaluwe 

y, sir. ;j-:i.i. 



ycli aiitoi' 
; , obelgi" 
nie pi7Ł'/. 
i się; po- 
wstała ona z serca ludzkiego, równie jak wszystkie inne na 
świecie bądź w naukach, bądź w moralności odmiany. Zbie^' 
okoliczności, ponurość krajów północnych, równość stanu poli- 
lycznego Anglii i Niemiec, wydobyte szczątki staiożylnej Skiin- 
dynawów poezyi, przywiązanie mieszkańców do dawnych zwy- 
czajów swojej ojczyzny, nadaty ich poezyi cliaiakter, ktuiy 
romanlvcznością nazwano. Chcieć więc romanlyczność wy- 
śmiewać jest chcieć wyśmiewać charakter naio()owy ^), który, 
chociażby nie byl godnym zalety, jako dzieło nie ludzi, lecz 
samego przyrodzenia, ludziom wyrzucać i na urągowisko wy- 
stawiać jest to nierozsądkiem i rzeczą, godna pogardy". A zwra- 
cając się do samego Śniadeckiego, który ,dyktatort;k;i powag;; 
tak śmiato chciał wyrokować w zawodzie zupehiie obcym so- 
bie", pytał: -Czyli przystało dla niego, aby mi;żów niezajuzc- 
czonym gieniuszem obdarzonych szaleńcami mianował, aby 
o pisarzach, któi7ch dziel wcale nie czytał {jak się to wi- 
docznie z rozprawy jego pokazuje), wyrok poti^piający drn- 
kiera of^laszal? Prawda, ie dobrem narodu, chwalebnym po- 
wodowany jest celem, ale i tu niechaj pamięta, że chcąc na- 
rodowi w czem radzić, na rzeczy znać się potrzeba", 

W organie młodych wychowańców szkoły krzem ieniei- 
kiej, w -Pamiętniku Naukowym' na r, 1819 obok tłóinaczeń 
i naśladow?ań z Schillera przez Józefa Korzeniowskiego, wy- 
drukowana została ballada naśladowana ze sławnej .Lenory" 
Burgera p. n. , Kamilla i Leon-, której autor. Krystyn Lach 
.S zyrma dla nadania kolorytu narodowego przeniósł akcyą 

) .Paitiietnit Warszawski' 1^1!), t XIV, sfr, Ą■T^S—^ll. 

) Porównać rooina z tym wywodem sluwa, nn|ii.saiie przez Mickj«- 

w r. IHii w przedmowie do I-go tomu .Poezyj-* swoicli: ,P<iw3t;ić 

iwto rotnaDtjczności nie jesito powstać przeciwko poetom, ale wjrpo- 

i wojnę ncŁoną narodom rycerskiin. których ohycŁije i iluela. opie- 



- 135 - 

pamWtną rozprawę o •SJawiańszczyźnie przed dirześcijań- 
stwera", powołując- poetów do czerpania ze źródJa poezyi lu- 
dowej; ^Zgorzkla obca słodycz bez miary używana: czur sic 
już daje ułcsknietiie do prostych i ojczystych pokarmów; 
zbierzmy je skrzętnie; a czas, sprawca wszystkiego, może wyda 
nam nowego Bojana. który, do wygładzonej dziś mowy przy- 
dając starożj'tne obrazy i zwroty, stanie się twórcjj narodowej 
oryginalności*". Zachęcony jego wezwaniem, Krystyn Lach 
Szyrmu. któremu Chodakowski cały swój zbiór .śpiewów wiej- 
skich do przejrzenia oddał, przetwarza dość udał nie dwie 
pieśni ludu czerwono-ruskiego („Jaś i Zosia**, „Zdanek i Ha- 
lina-), i pomieszcza je w „Dzienniku Wileńskim" (1818, maj), 
pi^ylaezając oryginały, a zarazem w-ykazując, jak pożytecznie 
byłoby rzeczą, gdyby się szczerze chciano zatrudnić zbieraniem 
gminnych baśni, powieści, przesądów, czarów-, zamawiań cho- 
rób, wróżb i śpiewów; gdyby spisano rozmaite obrzędy we- 
selne, pogrzebowe, słowem gdyby wydobyto wszystkie „te pa- 
miątki starożytnej nieznanej nam oświaty, te zarodne pier- 
wiastki mądrości dziecinnej i oraz obląkań naszego plemienia, 
tę drogą puściznę, z ciemnych uplynionych wieków od pra- 
dziadów do prawnuków, a od tych do nas kolejno przecho- 
dzącą i od wieśniaków, wierniej i uporczywiej za zwyczajami 
swoich przodków obstających, nam dochowaną". I on jeszcze 
tak samo jak Kołłątaj główne znaczenie takiego zbioru widzi 
w za^?tosowaniu go do wyjaśnienia historyi obyczajów, obrzę- 
dów religijnych i bóstw słowiańskich, czczonych przed przy- 
jęciem chrześcijaństwa, ale już także, podobnie jak Choda- 
kowski, ma na uwadze i pożytek literacki. „Na równinach 
słowiańskich — powiada — na jjoiach naszycli przo(ików. 
między naszą bracią nastręczają się nam skromne kwiaty 
'^cenia; zbierajmy je troskliwie i w duchu wdzięczności 
jzych dawnych ojców. Nie mogą one .wprawdzie iść 
'•mi w porównanie, które kw^itnęły niegdyś pod nieijem 
^^"^ Jonii, ani też ze swoją rodziną w pochmurnej 
., atoli hodowane i uprawiane od zw-olenników dobrego 
"^ wJolbicieli Greków, Rzvmian, Teutonów i innych 



— 136 — 

ych narodów, które narodowe 
im uczyniły, łatwo się od skazy i 

i dla ojczystej literatury wydad; 
y być w naukach nadobnych Ł 
finalne, a do tego ceysto-narodo 
te starożytne zabytki, na które 

grozi zatratą. Są one szcząlkat 
który runął w zwaliskach, ale 
ienia świątyni narodowości za 
— W r. 18iy wreszcie ,Tygodn 
rzeczy ludowych osobną rubryk 
laniieścit naprzód , Obrzędy west 
i mińskiej, w powiecie borysowsl 
jis wszystkich obi-zędów od z; 
li im towarzyszące, zarówno 
kadzie polskim. Potem podał ,! 
<' przełożoną przez Leona Rog 
skiego" w tlómaczeniu Emeryka 
odobna przypuści<i. ażeby ta pn 
icka w Wilnie, która miała skłon 

kwestyanii, tak pilnie od dwu 
zieindziej jak i w Wilnie poru 
a o romantyczności, o poezyi i 
h i podaniach ludowych. Musiał; 
irzedmiotem długich a może i g( 
ich Filomatów jak i w gronac 
skupionych; ale niestety! żadnej 
aniy. Znamy tylko ostateczne ni 
tę, a wśród niej Mickiewicza, 
ności zwróciło, odrywając od ul 
Jeden ze spóikolegów, syn profi 
oryi fosyjskiej, Czerniawski, żyw 
szyscy lubili, wpadł raz na zebrali 

i 7. rozproiiiienionenn oczyma", p 
:żo przeczytanej , Ludmiły", bal 
, który w niej przetworzył „Lei 



a ws nyscy 
l\"/. napisał 
, Ludmiły". 
W parę dni polem utworzył dru^ą balladę p n. .Świteź"- 
Znamy tylko .Nerynę"; poetyckich zalet nie posiada: prze- 
ważnie autor tlomaczyl utwór Żukowskiego, nie wszędzie go 
dobrze rozumiejąc; zmiana główna w oznaczeniu miejsca 
i czasu: kochanek bije się z Tatarami i jediiie do mot,'ily nad 
Bohem. Pod względem rymotwórczym pzecz-to bardzo słajja; 
wiersze w ogólności liche, tak jak i w innych poezyacli Zana. 
Niewiadomo napewno, czy Mickiewicz poszedł zaraz za 
przykładem Zana, czy dopiero później '): to tylko zdaje się 
niewątpliwem, że jeieli nawet coś utworzy! w formie ballady 
w ostatnim roku swego pobytu w uniwersytecie, to jeszcze 
tego wówczas do druku nie przeznaczał. Przy zachwianych 
przez owoczesne spory literackie poji;ciaeh estetycznycii, nie 
mógł się może jeszcze zdecydować stanowczo, jak w dalszej 
twórczości swojej ma postępować. Próbował do tej pory róż- 
rm klasycyzmem uświęconych; mógł spróbować i ro- 
lnych; ale wyłącznego oddania się jednemu lub dru- 
cierunkowi jeszcze wtedy do.str>:edz w nim nie inoiua. 
i zająć się musiał przygotowaniami do blizkich już 



') Ballada ta wjdrukowapa została dopiero w r, ISit w ,l)ziejai-li 
DithriK^ynno^ci krajowej i zagraniczna' t. Vi, ll\t—V,ti. Zoli. iinij nrt. 
.Bail.idy Tomasza Zan,!' w .Studyacli i Szkicaeli' (t. U). Stosunek ilo 
,Ładmił)-' wykazał -Józef Kallenbanli w XIII tomie .Kozpmw i S]inuviizi1ań 
wrdziału lilnlog. Akad. fmiejętności' (r. [«S8). Nie znając iw.prawj- Kallen- 
bscha. do podtibnych doszeill wyników Rom;in Brandt w artykule napisa- 
nym po rosyjsku p. t. .Lenora, Ludmiła i JJeryna* (Warszawa, IS'.»i). 

Ijj-ttacy Cliodżko, w .Dwócłi kr>n wersie yi; li z prieazło-ici*. wkłada 
IV udjiica zdanie, dające do myślenia, że ,Swileziank.i' i .Lilie' |)0- 

w ■■! aniwersyteińe, po iKłlladacłi Zana; co do pierwszej przynajmniej 

je merdzenie z p-untu mylne. Odyniec w „Listach z Podr..ży" (I. I, 

% ■ tie szczPŁ^iły powtarBi.jąc tak jak Clioilżko, tei,ii nie dotyka. 



1 29 maja 1819 r 
^ckich (w „sali poi 
od prezydencyą di 
ycli, Filipa Neryus 
zwyczajni Grodek 

Pinabel i Ruste 
djunkt Borowski, 
alnyeh i polilyczn; 
^gird. Dziekan oti 
■6 egzaminowanyn 
szy profesorów do 
ci zdrowia, zdaw< 

urz(>dowaniem f 

który natychmias 
pytania w j<*zyku 1 
ckiej, potem z mil 
łaroiytności, a w 
tarożytnościacli n 
i sposobie ich urz 
igótem byto 40, 
idzeniem w języki 
studya nad filolog 
kandydata Leon I 
ji;zyku polskim. Z 
estyi „złudzenia e 
!ztuki pięknej". Z t 
%c o przedmiocie, 
. pisząc o nJagiell 
■a wreszcie wypytj 

o największe jej 
o talenta kaznod 
kiego, oraz nowy 

Czerniawski w ję; 



— 139 - 

czowi pytania z historyi literatury rosyjskiej, dotykając tych 
właśnie w niej punktów, o których mówił na posiedzeniu pu- 
blieznem uniwersytetu w dniu 30 czerwca 1817 roku wobec 
księcia kuratoi-a Czartoryskiego. Z języka rosyjskiego rzucił 
tylko cztery bardzo elementarne, z kursu szkolnego zapewne 
już dobrze znane kwestye. — Nareszcie ks. Anioł Dowgird 
egzaminował Mickiewicza z logiki i zadał mu 16 pytań, w któ- 
rych prócz ogólnych określeń przedmiotu nauki zwrócił głownie 
uwagę na teoryą poznania i na rozumowanie, chcąc nawet 
na egzaminie zaznaczyć główną swą dążność filozoficzną wy- 
kazania wbrew „idealistom" możności poznania ^jestestw ze- 
wnętrznych" '). 

Egzamin trwał trzy godziny; ale nie był zupehiym: 
należało jeszcze zdać z historyi oraz odpowiedzieć piśmien- 
nie na pewne pytania. Dla dopełnienia wiec egzaminu zebrało 
się w dniu 4 czerwca toż samo co poprzednio grono profeso- 
rów, zwiększone przybyciem adjunkta Lewickiego i zastt^pcy 
profesora historyi, Onacewicza. Ten ostatni zadał w języku 
polskim kandydatowi 7 bardzo ogólnych pytań, które miały 
na widoku wybadanie, o ile egzaminowany przyswoił sobie 
znajomość dziejów powszechnych; kazał więc Mickiewiczowi 
objaśnić, jaki pożytek odnosimy z czytania historyi i jaki cel 
każdy historyograf mieć powinien na szczególnem baczeniu; 
kazał wymienić znamienitych historyków starożytnych z ozna- 
czeniem różnicy między nimi zachodzącej, podać krótki rys 
historyi greckiej, oznaczyć przyczyny, które ułatwiły Rzymia- 
nom podbicie Włoch a potem wielkiej części znajomego świata, 
jak niemniej przyczyny upadku wolności a następnie niei)od- 
leglości rzymskiej; opowiedzieć o sławniejszych wodzach kar- 
tagińskich, a wreszcie o narodach, które po upadku i)aństwa 
] go przewodziły w Europie pokolei lub obok siebie aż 

i lucyi francuskiej. 



Korespondencja Mick.** t. IV, 42 — 45 z dokumentów urzę(]owycli, 
nx.Ajj Yf archiwum Czartoryskich. — Go do Do\v^'irda zob. H. 
*ad logiki", Warsz. 1870, str. 209— 2ls. 



r 



Nastąpił egznmin piśi 
podał przygotowane na os< 
kartek, włożonych przez dzi 
ciągnął dwie, na klórycłi by 
przyczyny równego stopnia 
poezyi lirycznej; 2) O dziw 
i wielorakie jej źródło. D 
zamknięto Mickiewicza w s 
i tg pracę wykończył i gdy 
był ,ze znacznym postępki 
ukończony. Nie dawał on jei 
gistra; potrzeba było napisa 
profesorów oddziału literatu; 
na posiedzeniu 22 czerwca, j 
pisał rozprawę: Z)t criliciic 
i ważności krytyki). Natura 
chwili; musiał nad nią kand 

Uroczyste zaniknięcie 
1819 od szczególnie się od pi 
tern niezwykłym. Do Wilna 
tu, bo od 35 lat niewidzian 
w całej Polsce pisarz jeszcz 
prócz tego na wielu polach 
tarz .senatu królestwa polsl 
Naturalnie zaproszony został 
sytetu, które się w obecno 
Zybei^a i wielu znakomitych 
nego stanu gości ze zwykłą 
iewski zagaił je przemową, 
oświecenia pożytecznego w h 
wszechniona pierwiastkowa ( 
przyczern wymieniał, co uni' 
szerzenia oświaty przedsięwz 
Jędrzej Klągiewicz, profesor 
i historyi kościelnej, czytał p 
którymi postępownło objawie 



! o Mickiewiczu nie wspomniano równiei, ponieważ rozprawy 
' magistrowskiej jeszcze nie zlożyl i złoiyć jej nie mógł. 
f Wieczorem na cześć gościa dano w teatrze jego operę: 

f ,Jan Koctianowski", na przedstawienie której zaprosili go 
i artyśfi wileńscy. Licznie zebrani widzowie, za przybyciem na 
1 parter Niemcewicza i odezwaniem się tańca polskiego, znanego 
I pod nazwiskienn Tańca Kościuszki, przyj<;li go oklaskami, które 
: dopiero za podniesieniem zasłony ustały. Wówczas wystąpiła 
na scenę młoda aktorka, panna Izabella Górska, i dobitnym 
głosem następują y d kia o al p ol 

Wzm zać dua ę d I yini w J L p I 

Uczyć se p p dza 3 p 1 

Znien 1 Jłj 1 d k p d d w 1 t t łi 

Na Łazd j świ U sc ni ży jak. k za 

To zawM leat I j h M b I prz d t 

Wlad ą h row pł m j k sal g t 

Lecz mlaci t ] dl d ftp 

Jaki zuć m 31 rc kazd f, L t 

Aul tuki, w rodak d t t 

1 Zypn t w w w m d 1 k k ! I 

Teat jczysty tjl Iw ram d bl 

Tyl dr«nd'l*ll'' 'l II 

i^wiatb w d w yl t j 

Wtakhcz h iąk d 

Dop6kiz SC p 1 L śród g Ij k I ki d 

Ży będz bra y m I p ki d 

Śm j taj w I k ! 

Wi esc j 1 t t tr j t Łp I 

DilwampytłdNm d tk 

Cod jest »d ę d Pik 

Knrfet Ljlensbi' r. lf*l'J N. M-'.i. 



— 142 

iruszyJ się do łez uszi 
ości malowało się na je 
:ażdy śpiew, każdy wj 
i znakomity czyn przodk 
wskiego, podnosił uroc 
;l, cisnął się okoto sędzi" 
zwracali oczy na teg 
cza w „Śpiewach liistory 
1 rodaków, tak mile < 
dla ich i swojej sławy ] 
: mu z twarzy wszystki' 
in umiał przelewać w st 
idowiska w scenie, kiec 
sonych na dożynki wieric 
;uje odezwą, łzy z oczi 
znaka wdzięczności, na 
(lógl się zdobyć, Okrzj 
, połączony z przeciągłi 
k żywo odtwarzający nai 
oich proste usposobienie 
czeniu widowiska cały 
domu, do którego się 
wśród szczerze szanując 
uroczyste uczczenie pisj 
iie musiało podziałać na 
me tylko urzędowe osol: 
poezyi wywołać uczm 
ladziei doczekania się n 
Iszem. 

iiryer Litewski", opisując 
1 swoje uwielbienie dla 
młodości dla nauk i ojc 
odu chlubą, którego imi 
inie, a słodki i szlachetr 
Tl dat naukę dla młodyc 
— pisał — w stolicy Ja} 



143 



alskiej młodzieży-' niech ia „„ u 

są j«.lyr.o™ źródłem W?" T' '' ''"^^ 

-^ '"'■ a w nich szczęścia Jti 

nad wszystkie inne cz 



runto-wniejszą i trwalszą 
■ czy urodzenia zalety" "i 
Takie-to mife. 



-.^raienie unosił z sob.T «,„r , 7/ '* ^'''''°'° "'^ 

--.ersytet i Wilno, ażeby „tjf"?, f' """""^ 
=*ie tworzeniu po;tyekieL " """'"'^ nauc.ycel,!,, i 



') -Kuryer Lilewski' ISli), }f_ jj_;j 



Mickiewicz nauczycii 

:acye 18l!l rotu. Drugie w 
'ciele szkół kowieńskich. - 
:enie 1819 r. Jego , Pieśń 
re fakta literackie r. tó'iO: 
sgo. — Wystąpienie Mickii 
wiązanie lowarzysLwa Prc 
Tuhanowicz. — Clioroba. 
stwo cięży poede, który 
, ,do przyjaciół". — Balia 
uryli". — i^lub Maryli z P 
mieckiej. — Werllier. — 
Panny". — Ul. Ostatnia 
lwa wspierania nied ostał 
I. — Wycieczka do PoJą^ 
,' ; „ Świteź " i , S witeziani 



Czas wakacyjny prze] 
ńelskim, u krewnych 
i. same co i w roku zt 
laryli wśród rozmów, 
o się. Miut teraz vfią 
ntem, już zajmował 
;yciel, który niebawei 



/ 



— 145 — 

JiĄ przemtn<^la. mu czasami myśl możności związku mal- 
^eństiego z >^ereszczakówną, lubo myśli tej prawdopodobnie 
^ugo w swej glo^vie gościć nie pozwalał, bo skrępowanie 
mlodzieficzej s\voŁ>ody nie mogło być dla niego rzeczą pożą- 
dana Do żądny cb czulszych wyznań nawet nie przyszło; mło- 
diieniee, bardz-iej zamknięty w sobie niż wywnętrzający się, 
umiał nad cYivy\lo^vynii popędami do mówienia zapanować, 
aiiary\a wolała może więcej się domyślać jak mniej usłyszeć, 
nlz marzyła. Spojrzenie, uścisk ręki były tłómaczanii tego, co 
w łych młodych sercach nieświadomie się odbywało. Przy 
rozstaniu, mając odjechać daleko i nadługo, prosił zapewne 
rozmarzony młodzieniec o jaką drobnostkę, którą mężczyźni 
wówczas dostawali od panien bez wielkich trudności. Otrzy- 
ma! może wtedy, „z bladych włosów zawiązkę" z napomnie- 
niem, żeby ją zawsze miał przy sobie i o Tuhanowiczach 
'wspominał, tak jak ona pamiętać o nim będzie. Nie był-to sym- 
\>ol miłosny, ale pamiątka przyjacielska, pamiątka droga i ser- 
deczna, tych chwil niezapomnianych, jakie ze sobą wśród uro- 
ków wsi litewskiej, w przerwach całorocznych, spędzili ^). 

Pożegnawszy Marylę, która mu coraz milszą się sta- 
wała, podążył Mickiewicz do miasteczka, w którem miał od- 
służyć obowiązkowo dług, zaciągnięty wobec uniwersytetu 
przez czteroletni pobyt w seminaryum nauczycielskiem. Wy- 
bór nie od niego zależał, ale od rządu uniwersytetu, który 
w dniu 23 lipca 1819 roku^) naznaczył mu Kowno. 

Kowno należy do najpiękniejszych na Litwie miejsco- 
wości. Położone na półwyspie, oblanym z jednej strony wo- 
dami Niemna a z drugiej — Wilii, które się zlewają tuż 
11 najostrzejszego cypla kończącego półwysep, otoczone jest 
w półkole niezbyt wyniosłem! wzgórzami, częścią łysemi, czę- 
zadrzewionemi. Ładne, zielenią okryte doliny, obszerne 



') Przypuszczenie to opieram na osnowie i szczegółach zawartych 

darzu*, w klórjrm poela odtworzył niewątpliwie własne uczucia. 

ńeniec w tej romancy już z zawiązką z włosów przybywa do Kró- 

— spłynąwszy ,na strudze* z głębi Litwy. 

"orespond.* Mick. IV, 4"). 

10 



plaskowzgórza, kręto wijące 
strumykami dają miłośnikom 
chadzek bardzo urozmaicone 
gdy byto narażone na częsti 
i handlowne bardzo, gdy w 
na Litwie; w r. 1819, kiedy 
przestało być prawie targowi 
2 obu stron komory celne (et 
duktów byl wielce utrudnień 
przyjść mogło, zakupywali iy 
Słobodzie po prawej stronie 
piero ręki otrzyniywalo rzec 
opłata mostowego odstręczała 
nie traktem idącym od Wiln 
dukta, gdyby żydzi, którycii i 
ścijan, czem innem nie zajęci, 
z dowożącymi targów nie do 
i lipce kowieńskie zaczynały 
Gdy lasy Za puszczańskie, obfi 
padły, miód Upiec nie mógł ( 
mało go więc przerabiano i d 
nieć dobrego lipcu dwanaście 
Szkoła w Kownie była 
ona w r. 1807 po zniesieniu 
przez ksks. franciszkanów. 
rynkowym, w pob'iżu kościół 
którym zlewa się Wilia z Nit 
szczenię w dawnem kolegium 
wicza, w tychże murach szko 
i z ważkiego przedpokoiku, i 
usługi. Nauczyciele, prócz b 
i wyszli już ze zreformowanej 
większej części mieli też stopi 

') ,0 rolnictwie powiatu koi 
Sjmeona Ławrynowicza, Radcę nad< 
powiatowej kowieńskiej' w „Dzień. 



1807, był nauczycielem. Czy do nich zaglądał Adam, nie wiemy, 
ale Dobrowolski, niebawem przekonawszy się o uzdolnieniu 
jego i nauce, seksterna swe wycofat. 

Z kolegów Mickiewicza wymienić najprzód wypada Jó- 
zefa Nielawickiego, magistra filozofii, nauczyciela matematyki 
i języka francuskiego. ByMo człowiek czterdziesto-lelni, towa- 
rzysz Dobrowolskiego w uniwersytecie wileńskim, Filomata 
również; na temże posiedzeniu co i Dobrowolski czytaP) spra- 
wozdanie o dziele niatematycznem Józefa Łęskiego, wydanem 
w Krakowie po niemiecku (Darsttlluvg der siimmtlkkcn TImle 
der MałJiemaiik). — Arytmetykę, gieograflą i naukę moralną 
ladai Ignacy Krukowski, magister filozofii; gramatykę zaś 
■sko-polską i język rosyjski — Bartłomiej Abraliamowicz, 
tarz kolegialny. Zastępcą nauczyciela rysunków był Ja- 

' Listy Joachima Lelewela", t. I, sir. 70. 



ięc Mli 
irsi wii 
yteckie, 
matyc?.: 
■ ciągu 
a zalet 
nauki; 
)waneg 
fly im 
tzmów, 
przysli 
) życie 
z konif 
nak M 
az spc 
lia z n 
ifstaly ] 
:ia unr 
osunko 
wnie zi 
t nauc 
.e chęć 
; kolegi 
^śni, pr 
rwsza j 
iwanier 
.polski 
. do wj 
nosei dla siebie i pożytku 
Grecy, bić jak Rzymian 
kwas' a , pierwiastek s 



') ,Kiilend.iKyk polit; 
•tr. So. — Zob. .Dodatek' ] 



post^'pu do osiągnięcia , dobra powszechnego" — martwej 
eruJycyi i rachunkowi chłodnego, egoistycznego rozsądku. 
Wśród wesołego nastroju umysłów pnj spełnianiu czar, choćby 
niekoniecznie .złotycli", napełnianych ,soliiem Bacha', a ra- 
czej kowieńskim hpcem czy trójniakiem, pieśń ta przypomi- 
nała poważniejsze cele. Jako pieśń a nie program polityczny 
Die określała tych celów dokładnie, budziła tylko zapał do 
ćwiczenia wszystkich sił ducha, do podnoszenia ich ku skali 
.dobra powszechnego*, zagrzewała szlachetne serca i wsi^yst- 
kie podniosłe popędy. Że się podobała kolegom powszechnie, 
te na zebraniach studenckich była śpiewana często, choć nie 
zawsze przy pełnych czarach, to łatwo odgadnąć '}. 

Ponieważ Mickiewicz przybył do Wilna na swoje imie- 
niny, Pietraszkiewicz przyrządził odpowiedni transparent według 
ówc-zesnej mody; Za.n witał solenizanta wierszem, zdajjjc mu 
zara7em sprawę z czynności i życia Filomatów polem śpie- 

\ ijob^zernjejsiy rozbi r .Piesni Fitirclin'' f dil M rliił Żiii 

grodiki we Wap mnieniu o MukiewiLZU" {.& z ti Krikou=ki' l^s) hi 

** "'31 ale obj i^menia jego są wielce na Ji,.int np ie wtm^enie 

sit^ na zamian me zamiar we Ile sit mi I )i, illiizja do 9Zt£ii 

I zattadiiw nniw wileństie(.o z kt rp(;o przecież wielce uczliii w\ 

' L TeŁsl pieśni niemieckiej która stała się M ckiemczf wi pobudka do 

iia pd-kiej podat Albert Zipper w 2 ttim Inuie ,1 imiętn ka Tinarz 

■aa A SLckiewi'za' 18)>8 str 161 Hit Mflodia piesni ,Hej u?Ajmy 

injtitciona w tjniie tomie praei Cbrjzo-^lrmi Łi Izica (itr ^'^^) 

piei^ni niemieckiej 



wat swój tryolet, ułożony na 
czy lei Micewiczówny '), w kti 
Wróć, Feli spokiijno'.c 

Kcicham, trwożę się i 1 
Wróć, Feli spoLojn 

AIIk) zakri] krasę I woj 
Albo kochaj bądź 

Wróć, Feli spokojno^ć 
Bo nie wiem co b 

Jan Czeczot zaś śpiewał 
i w narzeczu bialoruskiem piosn 

Ai-h, aitoż my waszeci ski 
Prosta ho sieta dziewczi 

Jakiejei pieśalaczki zwiąże 
U nas myśl niebahata, 

Ale jak mjśliin. jak czojei 
Tnk tabic zaśpię wajem 

Tak labie pawinszujem: 
Nieszczyrości nie ZDaje 

Budź jak lisiczka zdarowy, 
Jak konik wicsiel przy 

Niech twaje piśnio i mow 
Jak saławiej holos bud 

Tymczasem Onufry Pietras 
dobywał łakocie i węgrzyna; j 
Niemcewicza o Żółkiewskim: , 
cecorskiem błoniu" i ulubioną so 
dorau, znanym tylko z cnoty". '. 
się wesoła uczta koleżeńska skoi 

Po krótkim odpoczynku w 
do zajęć obowiązkowych, do ' 
i prawa. Z zamiłowania i z obow 

') Pierwsze nazwisko podaje Dc 

malacb, sir. 10; drugie Odyniec we .W; 

^ Ig. Doroejko: .Filareci i Filom 



koięly sobie podobny zawód. Obie w postępie swoim za- 
mo stały się jasne, obie poprawne, obie pełne smaku; 
: poezya utraciła właściwe sobie prawa, mianowicie prawo 
idania mową podług potrzeby i woli, gdyi akademia pa- 
ka z niewątpliwą powagą prawodawców opisała wyrazy 
-hetne, nieszlaclietne i gminne; wskazała, co przystoi wyt- 
_ klasom w społeczeństwie, co sig godxi poetom i niów- 
■ w dziełach dowcipu, podciągnęła pod nieodmienne prze- 
ruch mowy, szyk i następstwo wyrazów, ka^dy spójnik, 
ie przejście; nic nie zostawiła talentowi pisarza, jego woli 
■■'-'--'"■ .* Wbrew twierdzeniu Brodzińskiego, Borowski nie 



/^ 



(Ikl 

Lraf 



ko] 
'dal 



zyz 
bob 



w j';zvkii polskim, \vypowiedzian4 przez ucznia Bernarda Ge- 
dymina. a napisaną przez nauczyciela literatury, Adama Jlio 
kiewicza; zamkniecie zaś aktu po rozdaniu nagród pr/.ypadlo 
wówczas w udziale także Mickiewiczowi, który »w swym gtnsie 
dawszy uczuć obdarzonym uczniom szacunek otrzjnianycli 
darów, dalszych do naśladowania wzywając, wa;>,no:ić dobra 
Dauk i łatwe cnych źródła z dobroci panującego nionarcliy, 
w iywych myślach okazat: nakoniec zlo^.ywszy winne uwiel- 
bienie wspaniałości doradców, którzy nadesłaniem k^iriiek nu 
nagrody dla uczniów do podnc^zenia i ożywiania nauk z tak 
zbawienną pomocą przychylać się raczą, wdzii^czne wyrazy 
przytomnej publiczności za darowane chwile oświadczy!* '). 



U. 

Zobaczywszy się podczas wakacyj z towarzyszami, do- 
wiedział się zapewne szczegółów o rozszerzeniu zakresu il/.ia- 
lainości Filomatów, o utworzeniu związku „Proniienistycli" na 
majówkach, które się od 6 maja 1820 w pii,'knych okolicach 
Wilna, głównie na Poplawach, odbywać zaczęty "■'). Celem 

'■) ,Kuryer Lilewski', IMO. Nr. ST. 

') Te diitę ptidaje raiinrt Ziinii pinniesKCzony w „riiiiiii;t(iikii o Kilo- 
[I1.......I. ; Filaretach-. Bok Ih-Ji) jako czus ulworzcniii zwiiizkii niJ/m.tzii 

M uszew. cierpiącj swe wiadomości oJ filarela, Jr.zclii Kowiilewstieirn. 
w •j\«: ,Ziibj"tjj polskij poet*, lb78, w ,!ila\vianskim Jtżci.-oJriiku-', 
?l 'Jomcjko Die wie napewno. czy lo liylo w 18111 czy lS'Jt(r ,Fil;ir. 
i *, Htr. li. Moclinacki podaje <)gólniB rot szkiilny 1SI!I S): lak też 
li ' Jan Jankowski w zeznaniach swoich przed kfniiisy.i ^slellczą; ale 
s . nazDiicz,-! inaj r. ISifJ. Z.jI.. . froniioniści, fllartci i zoi'zanie. t)o- 
i -How-e... wjdal Z. Wasilewski'. lfeH7. 



— 15 

związku tego by Jo rozciągnięcie 
niejszą liczbą studentów za poś 
wchodziły zarówno ćwiczenia 
robótek w jakimkolwiek rodzaj 
szych miejsc z autorów polskie 
cowi byl wolny, sposób przyjm 
jacy się, mając sobie przedstav 
cywal ustnie , znajomość i przyj 
w naukach i potrzebach, wype! 
bywanie cnót, które mlodzieńci 
szacownym i miłym"; po zlożen 
swoje w seksternie i już miał p 
rze i słuchać przestróg": Prze« 
wyższą nietylko na majówkach 
Zan z przydomkiem Arqf. Na 
nazwali się „promienistymi", g 
kową' sentymentalną teoryę. C 
, Czytając chemią JW. profesi 
rozważaliśmy teoryą istot t. zw 
elektryczności, magnetyzmu. I I 
myślami. Dowodziłem, że te is 
wnym fenomenem ciał przyrod 
dem światła, czem ucho wzglęi 
słońce jest basetlą dla oka, jal 
tak piec narzędziem muzyczne 
nące kwiaty dla zmysłu powor 
Sposób mojego dowodzenia, op 
rozweselał moich wspóltowarzy 
szą przyjemność, widząc mię 
nienia teoryi; jakoż ciągle cor 
rzutami. W magnetyzmie uważ 
miarkowanej niewidomym, bar 
przyszło do uważania skutków 
ków dziwnych, a stąd do symp 
ską i między ludźmi. Przypuszc 
atrakcyi powszechnej, modyflkc 



się te siły rozpostrzeoialy w pewną około istoty delikatną 
atmosferę; że te sity wyobrażałem naprzód przez wyraz pti/n 
delAatniuiki, a potem przez wyraz promionki. Dlatego też 
współtowarzysze moi często przez ?.art nazywali mnie: pfy- 
niosły, a potem, kiedy się im nowym wyrazem Uómaczylem, — 
proiimnkoifics, jwomienisły. Wyraz ten, w zaciszu domowem 
i z rozpraw prywatnycti utworzony, powoli uiywany do ozna- 
czenia tego. co jest dobre, co jest pirkne, rozszedł się między 
akademikami. Od lat kilku w uniwersytecie zostając, byłem 
szczęśliwy zjednać u wspólkolegów przychylność i szacunek; 
znajomy im bytem z moicti zatrudnień i catego życia. Nie 
cierpiałem kolegów złego prowadzenia, wyrzucałem na oczy 
ich mniej przystojne lub mniej chwalebne postępki; stąd też 
jedni mię przez gniew, drudzy ironię, inni w szczerym duchu 
zwali: promienisty, hurdzo promienisty, arey-promienisly, nadto 
promienisły. I przeciwnie, wolniejszego życia młodzieńców czę- 
stokroć zwali: on nie bardzo promienisty, nie promiinisly, irsse- 
Uezny' '). 

W myśl tej teoryi rozpowszechniło się wśród kochają- 
cych Zana kolegów mniemanie, iż nietylko z oczu, ale i z czoła 
jego, ilekroć otoczony był „swemi kochanerni dziećmi", wy- 
chodziły promienie, które przenikały duszę kaidego, co byt 
zdolny do przejęcia się uczuciem cnoty i piękności, a odbijały 
aę w powietrzu lub gasły, jeśli trafiały „na zimne lub nie- 
czyste serce" ^). 

') Zob. .Proniieniikn. filareci izorzanie" 18^7, str. \'.),i<). Anioni F.dv¥ard 

Odjnkc we .Wspomnieniach z przeazJości' (str. 102, 103) bikie daje raz- 

" '"' ie powyższej teoryi; Piękność, Czułość. Niewinność, trzy najpickniej- 

^rornionki* duszy ludzkiej, świadczące o jej boskim początku, juśli są 

mace w całej czystości swojej, tworzą około każdej osoby coś w ro- 

1 atmosfery ezy aureoli świetlanej, która w zetkni^triu się z drugą po- 

ąi zlewa się wzajem w jedne wspólną tęczę, opromieniająfą świat ten 

lusz obu i powołującą obie dusze ku niebu, ku ostatecznemu celowi 

'■'dzkiejo na ziemi. Tęcza la — to Przyjaźń lub Miłość czyslo-diiehowa 

"imęjko: , Filareci i Filomaci", str. Id. 



J 



— 167 - 

wywać, do kościoła uczęszczać, czytać, żyć prawdziwie po ko- 
leżeńsku. Znaleźli się naturalnie i tacy, co się wcale nie bu- 
dowali z tego związku; zarówno wśród studentów jak i wśród 
starszych nauczycieli obudziły się względem Promienistych 
niechęci. Pierwsi z powodu ich zachowywania się, nazywali 
ich pogardliwie ^mnichami'*, drudzy gorszyli się „odraźliwą 
zarozumiałością", „wylącznem sprzyjaniem'' tym tylko, co do 
związku należeli, i „odosobnianiem się od tych, którzy nie 
chcieli lub nie mogli liczyć się w ich gronie'*; ubodlo ich to, 
że niektórzy starsi członkowie zaprowadzili dla młodszych ro- 
dzaj prelekcyj dla uzupełnienia niedostatków wykładu profe- 
sorskiego. Za wpływem Mickiewicza, Jeżowskiego i Malew- 
skiego wzięto się szczerze do poznania języka i literatury nie- 
mieckiej i angielskiej, lekceważąc potrosze nowożytnych auto- 
rów francuskich. Zamyślano też wydawać jakiś przegląd lite- 
racki i naukowy, do którego gotowych było dosyć rozpraw, 
czytywanych na posiedzeniach filomatycznych '). 

Nietylko jednak sprawy filomackie zajmowały Adama 
podczas tych wakacyj. Zapewne odwiedził matkę i braci w No- 
wogródku, zapewne zajrzał, może nawet z Zanem, do Tuha- 
nowicz. Uczucie jego dla Maryli wskutek coraz silniej utrwa- 
lającego się w nim przekonania o potrzebie rozwinięcia pier- 
wiastku uczuciowego zarówno w poezyi jak w życiu, o po- 
trzebie wcielania tego pierwiastku, stawało się coraz głębszem, 
potęgowało się przez wpływ wrażliwej i coraz to bujniej przy 
czytaniu autorów niemieckich a zwłaszcza Schillera rozwija- 
jącej się wyobraźni. Zapewne odbywał wtedy ostatnie swo- 
bodne jeszcze przechadzki po wzgórzach i wąwozach, dążąc 
do wielkiego głazu w ustronnem miejscu w jarze położonego. 
Głaz ten, dziś do połowy obłupany na kamienie młyńskie, 
n _wę „kamienia Filaretów'* ^). Zapewne teraz przeko- 

n się z Marylą, „która słodkie miłości wyrazy dzieliła 

sl xr rachubie** i „choć jej kto kocham mówił po sto razy. 



Jomejko: „Filareci i Filomaci", str. 10. 
' iest miejscowe w Tuhanowiczach podanie. 



Die rzekła nawet i lub 
według pieśni wiejskie, 
braku", a nawet .mloi 
Józiem, którego rozpi 
swej nieczulości przez 
we dnie a w nocy „n 
podróżnych, zawodząc 
dzie klęli i łajali i di 
przygody, powiedział: 
dziewczyny. . . Wtedy 
rylą w warcaby, toczą 
trzy la na warcabnicę { 
stania. Jak się zdaje, 
wpływem rad i nam 
wrzyńca Puttkamera , 
i ona sama ocenić ui 
poetyczne i tego, kti! 
W wilią wyjazdu Miel 
w altanie ogrodowej 
tak pięknie odmalow 
scena, w której poeta 
nie może. Na pamiąt 
przechowywany przez 
Może już wówczas ćn 
wyrazić w słowach: 

Najdroższego 
I wiecznie eh 
HioUn; od s 

Al era aię nad 
Westchnienie 

Nie znaczy to jf 
pod koniec wakacyj U 
czyciela miał panowa<! 
silniej zapewne niż [ 
Maryli częściej i wyra; 



- 169 - 

bo to, co tracimy, jeszcze milszem niż dawniej nam się wy- 
daje, ale nie pogrążał się jeszcze poeta w smutek bezna- 
dziejny, nie rozpaczał; lubo ogólne jego usposobienie zaczęło 
się rzeczywiście ku smutkowi kłonić. 

Gdy z Tuhanowicz przybył do Wilna, mając się udać 
następnie na s\ve nauczycielskie stanowisko, przyjaciele zau- 
ważyli w nim zmianę: posępny był, wychudzony, blady albo 
z chorobliwym rumieńcem na twarzy; system nerwowy miał 
dziwnie rozstrojony; trawiła go powolna gorączka, niemająca 
jeszcze żadnej lokalizacyi; czasem jaśniał potężną silą myśli, 
to znów zapadał w bezwładną apatyą, nie mogąc znieść na- 
wet potocznej rozmowy '). Wreszcie rozchorował się obłożnie 
i do 14 września nie mógł nawet myśleć o opuszczeniu Wilna, 
gdzie zamieszkał w domu księcia Puzyny przy Sto Michalskiej 
uUcy. Leczyli go doktorzy: Homolicki, Kaczkowski i Kosztulski. 

Choroba ta obok cierpień fizycznych ściągnęła na Mic- 
kiewicza dotkliwe zajście z rządem uniwersytetu. Gdy poeta nie 
stawił się ypf Kow^nie na czas oznaczony, dozorca szkoły, Sta- 
nisław Dobrowolski, doniósł o tem dyrektorowi szkół gubernii 
wileńskiej, Janowi Budziłowiczowi, w raporcie z d. 13 września; 
Budzłlowicz zawiadomił rektora. Rząd uniwersytetu „nie ma- 
jąc żadnej wiadomości o powodach niestawienia się dotąd 
nauczyciela Mickiewicza •*, postąpił bardzo surowo; poruczył 
bowiem dyrektorowi szkół, ażeby zalecił Mickiewiczowi „na- 
tychmiast wyjeżdżać do obowiązków w szkole kowieńskiej, 
inaczej przez władzę policyjną będzie dostawiony do Kowna; 
oraz aby stanąwszy na miejscu, dał niezwłocznie na piśmie 
rządowi uniwersytetu eksplikacyą, dlaczego w czasie przepisa- 
nym nie przybył do zajęcia swych obowiązków; do dania zaś 
takowej eksplikacyi i postanowienia w tej mierze rządu uni- 
1 etu, dyrektor poleci dozorcy kowieńskiemu wstrzymać 

] dla tegoż nauczyciela Mickiewicza". Gdy to polece- 

datą 16 września otrzymał, już się znajdował nasz 

- od 16-go w Kownie, skąd przesłał swą eksplikacyą 

Kaczkowski; ^ Wspomnienia" t. I, 98, 



śni 



rządowi uniwers; 
którzy go leczyli. 
władze w czasie i 
nowicie rektor, ; 
czeniu się i dla i 
stanowienia prze 
szkoły następną 
ciel Mickiewicz z 
ienia się w f 
ienia wczesnego 
ieniu zaś swo 
tlómaczy, przetc 
usprawiedliwił; 
świadczenie rząd 
upomnienie, pow 
dyrektorowi szkt 
wieńskremu pov 
i pensyą od d, 
z tern zastrzeżeń 
rową karę" '). 

Uponinienii 
braniu profesoró 
boko dotknęły a 
skie, zapewDe i 
coraz bardziej, z 
które urokiem r 
obraźnię. 

Ogólne je^ 



') „KorespoDi 

toryskich. Teksty od 
tece Warszawskiej* 
lb'J7, t. IV. sir. M: 

') Swiadt-zy i 
nuszkie wieżowi (L** 
"■■liywal. (Zob. .Ca 

•I niej wyra że o 



— 161 - 

motnie w murach po-jezuickich poza obrębem zajtjć obowiąz- 
kowych w szkole, możemy poznać z wiersza „do przyjaciół": 

Bije raz, dwa, trzy. . . już północna pora ; 

Głuche wokoło zacisze; 
Wiatr tylko szumi po murach klasztora 

I psów szczekanie ^^Izieś słyszę. 

Świeca w lichtarzu dopala się na dnie: 

Raz w głębi tłumi ogniska, 
Znown się wzmoże i zno\vu opadnie, 

Błyska, zagasa i błyska. 

Straszno! — Nie była straszną ta godzina, 

Gdv bvłv nieba łaskawsze; 
Ileż mi słodkich chwilek przypomina!.. 
Precz!... to już znikło nazawsze! 

Teraz ja szczęścia szukam, ot w tej księdze: 

Księga znudziła, porzucam; 
Znowu ku lubym przedmiotom myśl pędzę: 

To marzę, to się ocucimi. 

Czasem gdy słodkie złudzi zachwycenie, 

Kocliankę widzę lub braci; 
Zrywam się, patrzę, aż tylko po ścienie 

Biega cień własnej postaci. 

Ot, lepiej pióro wezmę i śród ciszy, 

Gdy się bez ładu myśl plącze. 
Zacznę coś pisać dla mych towarzyszy. 

Zacznę, bo nie wiem, czy skończę . . . 

Niekiedy „słodkie zachwycenie" było tak łudzącem, że 
mu najdokładniej uprzytomniało Marylę; nie sam tylko „cień 
własnej postaci", biegający po ścianie, widywał wtedy poeta, 
ale kształty lubej przedstawiały mu się jakby rzeczywiste; siła 
wyobraźni, bezsennością podniecona, była tak wielka, że już 
r\rkfxin mócr? przypuszczać, iż ma istotne widzenie: 

az gdy już świateł lam])a konająca skąpi, 

gle się gęstwa cieniu koło mnie rozstąpi; 

zrok osłupiał i myśli splątały się tłumnie; 

ić jasny powietrzem anioł spływa ku mnie. 

)że! to jej twarzyczka, jak poranek blada, 

3 na szyję srebrnymi promykami spada; 

11 



— 162 

Clniuirka jej przezroczysta i 
Czenvieniejąt.- u pierai ohwi 
Widziałem j^, jak: ciebie ') < 
Widziałem ją w codziennej 
Tylko mającą bardziej jasne 
Więcej boską; bo więcej pii 
Ku stolikowi potem przyśliz 
Spotkaliśmy si^ okiem; cał) 
Sercem tak bllzko serca i I: 
Szczupła Das rozdzielała tyl 
Odtąd już wieloknilnie w p 
Bi>^ jest łaskaw podobne Z£ 
Zawżily około waiyab poba' 
Łiecz nie chce. abym grani« 
Snadź od bóstwa sprawiony 
Dotykać skazitelnej nie goii: 

Pisząc poemat flydaktyc:iny 
wersyfikacyi klasycznej, chcii 
rylą na. zabawie spędzone c 
adny; czasami lekka żartobli 
f gry w warcaby. Tworząc 
ru opowiada swoje przygoda 
onej przy gościńcu, prowadzą 
miał się z dyabłów i nie w 
starego Andrzeja, jak raz i 
»ękl ,przy samej szrubie", jt 
3y i jak nie tracąc wesołości 
y się mu ukazała .straszn 
izył' niegdyś Marylę i gdy i 
ice poeta odsłaniać widoków 
ień jakiejś nadziei, „Straszna 

.Tyś pierwszy wyrzekł; 
Za to ci spadnie wyrokć 

1'rzyszłość z pod ciei 
Ach! i ty poznasz Haryl 

Wiem na niesiczęścj' 

') Mówi tu Mickiewicz do przyjaciel: 



— 163 - 

Takim wybiegiem poetyckim sam Mickiewicz nie do- 
zwala) sobie rozstrzygać stanowczo o tera, co nastąpić jeszcze 
mogJo; wolał się unosić w sferze marzeń nieokreślonych. 

Śmierć matki 9 października 1820 roku przyczynić się 
musiała niewątpliwie do wzmocnienia uczucia smutku, jakiego 
w samotności doświadczał. Może to śmierć tę nazywa Mickie- 
wicz ,przeraźliwemł stratami", o których czytamy w zakoń- 
czeniu poematu , Warcaby*. Na pogrzebie jej być zapewne 
nie mógł, gdyż ówczesne środki komunikacyjne nie dozwalały 
ani na szybkie przynoszenie wiadomości, ani na szybkie prze- 
bywanie znacznej przestrzeni, oddzielającej Kowno od No- 
wogródka; przy tern świeże zajście z rządem uniwersytetu nie 
dozwalało mu żądać urlopu, A że kochał matkę głęboko 
i często o niej wspominał, zgon jej nie mógł przejść bez 
znacznego wpływu na jego duszę. Pod względem twórczości 
poetyckiej może ta okoliczność nasunęła mu myśl napisania 
sielanki p. n. ^Kurhanek Maryli". Wyobrażając sobie, jakie 
uczucia wzbudziłby w duszy jego własnej, oraz w duszy matki 
i przyjaciółek zgon Maryli, kreśli scenę, w której , cudzy czło- 
wiek** przypatruje się „pięknemu kurhankowi u Niemnowej 
odnogi*, uwieńczonemu spodem w » maliny, ciernie i głogi", 
oraz trzem ścieżkom do niego prowadzącym. Jedne udeptała 
noga , pastuszka** Jasia, drugą stopa matki wieśniaczki, trze- 
cią — przyjaciółki. Jaś pastuszek najdłużej i najboleśniej roz- 
wodzi swe żale, opowiadając, jak dawniej będąc szczęśliwym 
był , gospodarnym*, a teraz po zgonie kochanki miłym nie 
jest ,ni ludziom ni Bogu"; nie dba już o to, czy ziarno 
w polu przepadnie, czy zginie siano ze stogu, czy sąsiad kopy 
rozkradnie, czy trzodę wilki wyduszą . . . Bez Maryli życie dla 
niego nie ma wartości, żenić się z drugą nie chce i rozpa- 
czając myśli „przystać do Moskali** (t. j. wstąpić do wojska), 
żeby go »wraz zabili...* Matka narzeka na pustki w domu, 
przyjaciółka na brak powierniczki swoich smutków i radości... 
W wyrażeniu uczuć, przeważnie własnych, poeta uciekał się 
do formy konwencyonalnej, w której pastuszkowie i wieśniacy 

musieli przybierać niewłaściwy sobie sposób wyrażenia swych 

11* 




- 164 — 

ecznych bólów, musieli kwilić Izawc 
i nie swego istotnego, wiejskiego 
italconych i sentymentalnie nastrojo 
iy poeta w sielankach Karpińskiegt 
sze wyrażenie, natura In iejsze slóv 
eczywistości świadczą, iż umysł pot 
iciąg czasu, jaki od napisania ,Kar; 
e Schiilera nie było bezowocne. 

Przy takim nastroju duszy doczc 
ici o stanowczym kroku t^, która s 
jego pieśni, Marya Wereszczakówna 
ikamera dnia 2 lutego 1821 roku 
zialała na umyst jego w pierwsz 
poetycznem odtwarzaniu swego u 
wrzątku Mickiewicz na formę nową; 
wencyonalnie, sielankowo w ,Dud£ 
Jzianą historyą pasterza, który od li 
sladych włosów zawiązkę i zeschły 
my od niej ukrył się przed „gmin 
; zakątku. „Smutny by! bardzo, ale 
vii nikomu". Często czy świeciła zo 
1 był blasku, błądził po błoniach, 
!gach morza: 

Pośród skat nierai podobnj 
Na deszczu, wietrze i cl 

Odludny dumał, wtatrum s' 
A tzy powierzajjc wodzi 

, Troską strawiony długą gasnął p 
zwierzył się wiernemu przyjacielov 
sząc go. ażeby poszedł w strony ji 
lerkę. zaśpiewał piosnkę dobrze jej 
zał: „może jej piosnka będzie przyjei 
laeze", — Dudarz spełni) wolę umi 
:azanej wioski, zaśpiewał pieśń, opc 

') A. E. Odyniec; .WapomDienia z prze! 



— 165 — 

pasterza, poznał owę pasterkę, lecz gdy dostawał „listek z pa- 
pierka*, już się ona oddaliła z tłumu: 

Zdaleka tylko poznał sukienkę, 

Bo w chustce skryła twarz boską; 

Jakiś młodzieniec wiódł ją pod rękę . . . 
Już icłi nie widać za wioska. 

StosnnkóvF jednak z poetą nie zerwała bynajmniej Ma- 
ryla. Mciż, w wysokim stopniu wyrozumiały, nie bronił jej 
pisywać listów do Mickiewicza. W jednym z nich, skreślonym 
w 18 dni po ślubie, prosiła go, żeby w swej odpowiedzi do- 
łączył niektóre wyjątki z Chateaubrianda, o których dawniej 
wspominał, oraz swe własne spostrzeżenia nad utworem tego 
poety: Les Martyrs ^). Wymiana myśli rozżarzała ogień uczu- 
cia w młodym nauczycielu literatury; a uczucie samo, jako 
nie mające przed sobą możności zaspokojenia, stawało się 
coraz idealniejszem, coraz bardziej zajmowało wyobraźnię. 
Cz3rtanie poetów, zwłaszcza niemieckich, coraz silniej oddzia- 
ływało na jej ożywienie, zabarwienie i roznamiętnienie. 

Rok 1821. był właśnie ową chwilą w naszej literaturze, 
kiedy zaczęto się starać o dokładniejsze poznanie poezyi obcej. 
Spory o romantyczność i klasyczność, wywołane rozprawami 
Brodzińskiego i Śniadeckiego, wzmagały się ciągle i przenikały 
nawet do szkół. Jeden z nauczycieli liceum poznańskiego, 
J. F. Królikowski, który już poprzednio w „Pamiętniku War- 
szawskim* pojednawcze swe poglądy ogłosił, teraz wystąpił 
na jednem z posiedzeń szkolnych z obroną romantyczności, 
niezawsze może zręczną, ale bardzo gorliwą i umieścił ją na- 
stępnie w „Mrówce Poznańskiej" (r. 1821, t. III, 81 — 101). 
Tymczasem H. Kaliński w „Astrei*, piśmie świeżo przez Fran- 
ciszka Grzymałę w Warszawie założonem, dowodził, że „nie 
: '""artwych prawideł, ale prawdziwa dzieła dosko- 

i klasyczności znamiona", dodając jako prze- 

-.^olenników romantyzmu, że doskonałość taka 

•^^'olnem, żadną rządnością niepowściągnionem bu- 

'^'Iftncya* A. Mickiewicza, t. III, str. 7 i. 



— Ił 

1 wyobraźni, w żaden spo 
11, t I str. 374-386). — 
u umysłowego w tym rok 
iej" w Warszawie. Za zad 

nowo pojawiających się 
znajmianie z główniejszemi 
właśnie roztrząsano obszei 
kJad „Dziewicy Orleańskiej 

nowo pojawiające się tlón 
. Kamińskiego; , Cierpień 
■za Brodziński^o '), ,Nar 
owskiego i t, p. Rozbiory 

mało u nas znanych poe 
rinalów. Podawali je z wy 
alicyi, obeznani dobrze z 

rozbiorów, oprócz wielu 
■j zagranicznych, .Gazeta L 
:erny o teatrze hiszpańskiu 

To już znaczne zainteresi 

a zwłaszcza niemieckiem, 
vach, próbach tłómaczeń i 
e dodać bodźca i Mickiewi 

niemieckiej znaczne robił 
móg! nie zauważyć uderza 
izilo pomiędzy osobami, j 
go stosunkiem do Maryli. 
ly, którego kochanek czul 
: w nim niepospolite zalet 
yli miało do pewnego stopni 
y przez Werthera, Takie 
ri, jako czynniki, pot^ują 
brażtii, rozdrażniać w sei 
I i sprowadzać cierpienia, t 

1) PraeUad Werthera ma na 
iku i był oceniony już w r. iii-i 



— 167 - 

^ji im wi^ksz:^ zwracamy uwagę na to. co nas dotknt^^lo, 
^^fH tłumniej napły^wają wspomnienia i Ijjcząc si(^» z sobą wy- 
^olują wrażenie idealne potężniejsze od wrażenia rzeczywi- 
\ xe&* któregośmy doznali narazie, gdy w nas cios ugodził. 
; jakWerther skończył męki swe samobójstwem, tak i Mickie- 
wiczowi przycliodzil}' niekiedy podobne myśli; szukał samot- 
ności, ażeby napawać się cierpką rozkoszą rozmyślań nad 
^wem cierpiemem, a doznając katuszy niewymownych, samemu 
sobie zadawanych, zamyślał je skrócić sposobem, tak pocią- 
gająco vy Cierpieniach Werthera odmalowanym! Wiedział, że 
\ krok tati polepią przyjaciele, że bracia promieniści, miłośnicy 
cnoty, poczytają go za przeniewiercę względem liaseł przez 
siebie głoszonych, więc się powstrzymał, ale udręczenie swoje 
i usprawiedliwienie myśli samobójstwa zawarł w wierszu na- 
pisanym 17 kwietnia 1821 roku p. n. » Żeglarz". Jest-to wiersz 
w wielu miejscach pełen siły i prawdy uczucia, zapowiadający 
novrą fazę w rozwoju talentu twórczego. Rozpoczyna się od 
obrazu burzy w sercu poety i niepewności co począć: 

Nie można płynąć, cofnąć niepodobna biedni! 
A więc porzucić korab' żywota?... 

Szczęśliwym nazywa poeta tego, komu w żegludze prze- 
wcKhiiczą Cnota i Piękność, „niebieskie siostrzyce**, bo w chwili 
2ainętu żywiołów pierwsza oświeca drogę, druga koi smutek. 
Szczęśliwym też zwie i tego, kto same Cnotę ukochał, bo 
lubo ,we krwi i w pocie*, dopłynie przecież, ukrzepiony „bal- 
samem rzymskim", tam, „kędy sławy góruje opoka". Ale jakże 
ciężko temu, „komu Piękność cale pokaże oblicze *". a ^ potem 
śród drogi zdradliwa odlata!...'* Czując „czczość" na całych 
świata obszarach, czując ów ból wszecliświatowy Werthera, 
f nie znajduje ukrzepienia nawet w Cnocie. 

21ainiast Piękności niebieskiego wschodu. 

Walczyć z ustawną burzą, jęczeć po.środ cienia, 
• Zamiast serc czułych, trącać o pierś z lodu, 

\ Zamiast jej rączek, chwytać za ręce z kamienia, 

' I długo śród takiego nie ustać zawodu!.. 

'. Zawód tak trudny! zakończyć tak snadnie!... 



\ 



— HiS — 

Ale przychodzi rozwaga: czy wsz; 
falach, w które się rzucimy dla skrócę 
dnie? .Świat" powiada, że niknie wszys 
wnętrzna wiara" poety mówi mu: 

Ze gwiazda ducha zagasnąć nie zdoła 

I raz nucona krąży po niezmiernej 

Póki czas wieczne toczyć będzie toła. 

Do rozwagi własnej przyłączają sii 
matów. Odczuwając ich zarzuty, mówi ] 

Jeśli się rzucę, kędy rozpacz ciska. 

Będą by na azaleństirn, na niewdz 
Bi> wam raniej widne te czarne chmur 

Nie słychać zilala wicliru, co tu lin 
(irom co (fi bije, dla wat tylko błyska 

I razem ze mną pod strzałami groinii. 

Co czuję, inni uczuć chcieliby dare 
.'«ad nasz, prócz Boga, nie dany nikom 

Chcąc mnie sadzić, nie ze mną trz 

W takich potężnych słowach zlot 
wlenie się z tych myśli rozpaczliwych, t; 
niobójstwa się nie dopuścił; po , morzu 
i .=ffoty, przy huku fal i burzy wichrów j 
r.i7. nie już w przenośni poetyckiej, ale 
rzas kąpieli w Niemnie porwały go fal 
p/.ego niebezpieczeństwa nie korzyslal z 
iedwszy się z wiarą opiece Najświętszej 
pragnsił i Jakby cudem" go znalazł, b 
pamiętał", jak się dostał do brzegu '). 
niemniej pamięci o podobnym wypadku 
pewne uroczyście pobożną myślą natchr 
Zwiastowania N. P. Maryi". W obrazie 
rys drogi poecie: 

') A. E. Odyniec: .Wspomnienia z przijsz 



— 169 - 

A któż to wschodzi? Wschodzi na Syon dziewica 

Jak ranek z morskiej kąpieli 
I jutrznia Maryi lica; 
Śnieży się obłok; słońce z ukusa 

Sfungiem złota po nim strzeli, 
Taka na śniegu, co szaty bieli 

Powiewnego jasność whsa. 



III. 

Z kolegami nie widział się Mickiewicz od wakacyj 1820 
roku; na święta Bożego Narodzenia przybyć nie mógł; posta- 
nowił więc powetować sobie tę niemożność odwiedzeniem 
Wilna podczas Zielonych Świątek 1821 roku, zwłaszcza gdy 
się dowiedział, że na drugi ich dzień przygotowywała się wielka 
uroczystość filarecka. W Wilnie bowiem powstało we wrześniu 
1820 roku nowe towarzystwo pod nazwą Filaretów tj. miło- 
śników cnoty, mające być rodzajem ,sita", przez które każde 
•promieniste ** ziarno przechodzić miało. Nazwę tę zapropo- 
nował Józef Jeżowski; podobała się Filomatom i przyjętą zo- 
stała. Z największą łatwością utworzyło się w ciągu tygodnia 
siedem gron filareckich, stosownie do wydziałów uni^yersyteokich, 
na które uczestnicy chodzili; były więc grona prawników, lite- 
ratów, lekarzy, matematyków. Ponieważ jednak matematy- 
ków i naturalistów było bardzo dużo, utworzyli oni aż trzy 
grona, odznaczone barwami: zieloną, amarantową i rńżową\ 
prawnicy mieli dwa grona: hiałe i liliowe; grono literackie 
zwało się błękitnefn, a medyczne (jranałowem. Każde grono 
miało swego przewodnika, sekretarza i skarbnika, a całe towa- 
rzystwo — głównego prezesa i sekretarza. Wszystkie wybory od- 
bywały się otwarcie i większością głosów. Ustawy były takież 
j ►matów. Przyrzekano nie wyjawiać osobom po- 

s "^tu towarzystwa, nie wdawać się w politykę, w ci- 

( icać się naukom, zachowując między sobą zgodę, 

] -^^yczajność. Każdy, kto mógł, płacił filareckiego 

.a miesiąc; a pieniądze z tego źródła obracano 
•manie czytelni i inne potrzeby. Na posiedzę- 







— 170 - 

niacli czytywano rozprawki lub w i er 
-:.j.^ujg (g odbywało kajide grono 
eszczenie wszystkich nie by!o. Za 
jednak delegowanych z każde 
h, a ci byli obowiązani zdam 
>m gronem, z czynności tego gr 
Jlogli jednak Filareci, jeżeli mi 
}siedzenia wszystkich gron bez ' 
atami do nich; mogli nawet zi 
tylko prawa mieszania się do w 
do których nie należeli. Żresz 
lepiej może niż na posiedzeniai 
ąc lub co dwa tygodnie, potem 
spólnyeh zabawach i przechadzki 
I Wilna'). 

Dla takich Uczniejszycli zebrai 
, pewne pieśni, któreby nietylkc 
m cel ich zawiązania się, ale ti 
U i w słowa znamienne, w zd 
tczne. Pieśni takie tworzyli dh 
;ot i Mickiewicz. Do najbardzi 
pna, ułożona jeszcze zupełnie w 
lobnie przez Adama, który jak j 
al wiersz zachęcający do szlai 
ności w przybieraniu nowych 
jtów streścił w pieśni najglów 

Hej. Tudością oczy błjran 

I meniec czoło okras 
I wszyscy się mile ścisn: 

Bo to wszj^stko braci 
Braterstwa ogniwem Bpi( 

Zdejmijmy z serca ze 
Otwórzmy myśli i chęci; 

-Śirięte. ci> tu objawi 



— 171 - 

Poci ile bstwo, chytrość i zlłytek 

Niech każdy przed progiem miotji. 
Bo tu święty ma przybytek 

Ojczyzna, nauka, cnota! 
Ale kto jest w naszem gronie. 

Pomnij na przysięgę swoją 
r w każdej chwili żywota. 

Czy przy pługu, czy w koronie, 
Niechaj ci w umyśle stoją: 

Ojczyzna, nauka, cnota I 

Ostatni wiersz powtarzany byl chórem, utrwalając w pa- 
mięci i w sercu hasła towarzystwa, które niebawem przeszło 
stu członków liczyło. 

Otóż Filareci chcieli okazać dowód czci, miłości i wdzięcz- 
ności dla tego, co wszystkich w jedność połączył, to jest dla 
Tomasza Zana. Uchwalono dać mu pierścień zloty z napisem: 
.Przyjaźń zasłudze"; wręczyć go miał Adam, który na drugi 
dzień Zielonych Świątek przyjazd swój zapowiedział. W dniu 
tym o godzinie 9 rano wszystkie grona zebrały się w kościele 
Św. Jana na mszę, którą odprawiał ks. Kalasanty Lwowicz, 
należący do Filaretów. Studenci-muzycy przy towarzyszeniu 
cbóru, dożonego również ze studentów i z uczennic Zana, 
wykonali muzykę mszalną. O czAvartej po południu wszyscy 
mieli się zebrać w miejscu wskazanem za miastem. Grono 
„błękitne* szło gromadnie; Antoni Frejent przygrywał mu na 
flecie. W górach za Markuciami, gdzie się odbyła pierwsza 
majówka „Promienistych", zeszli się uczestnicy zabawy. Po- 
dłużny, prostokątny, śliczny gaik brzozowy śród pola stanowił 
salon zebrania ; nieopodal niższe zarośla — bufet. Wokrąg 
wielkiego ogniska, gdzie nastawiano samowary, stały konie 
przywiązane do wozów, na których przywieziono z miasta na- 
czynia i żywność. Obok dzbanów blaszanych z mlekiem słod- 
kiem i czarnych wysokich garnków z kwaśnem, piętrzyły się 
stosy mis glinianych i łyżek drewnianych, dostarczonych, rów- 
nie jak mleko, z poblizkich wiosek. Wyznaczeni gospodarze, 
z tytułem stolników, zajmowaU się wyłącznie materyalną czę- 
ścią biesiady; część atoli duchowa była główną dla wszyst- 



— 17 

Oczekiwano na Adama. 
Kownfł wyjechał, nie nu 
:zwartej, Franciszek Mai 
stamtąd przywieźć gości 
na j^o spotkanie; Jan C 
sgo Edwarda Odyńca, j 
'em ujrzeli drążki (doroż 
viewat białą chustką w 
ranego. 

'laskowzgórze od strony 
)8cią; droga okrążała je 
tóp wzgórza: obaj przyb 
! prosto ku miejscu, gdzi 
:apką w powietrzu na po 
blizko. twarzy jego dojrz 

chwycił w objtjcia: ści; 
witaH go niemniej serde< 
t Odyńca. Adam rzucił 

przenikliwy, ale wnet 

się do Czeczota i spyt 

ik?" a gdy Czeczot śmi 

Adam ^^7Ciągnął ku nil 
nu rękę i także z uśmie 

tak gderze?". Odyniec r 
ie zmieszany" i tak go w 
cicii myśli nagle w nim 
Stych do ziemi, kiedy ( 
° z resztą towarzystwa 
lierścień, przyczem miał 
wymieniając nie szer^ z 
ci i spodziewane stąd n 
I siebie na oddawcę piet 
?stkim wiadomo, jak or 
Po pierwszej chwili ogól 
podniósł wieniec z liśi 

na skronie Zana, ,oby( 



^dys obchodich w Rzjtme' \\ ne; 

, czyli wr tak zwanym woiu?as pr7£ 

yliczyl caty szereg nnJ ji_go zbvh 

ć dJa innych niep07inme się na n : 

al zaś wieniec n l\m celu i/>i j-ik 

> słuszny wstyd za me Jimb ten ih 

^^łfuiuej, objawiającej się n spcob rozmiit 

/' -£boralnfcb pieśni, mJędzr LtTenn ,Hej u. 

\ gjierwsze zajęła miejsee, przf akompaniowaniu 

\ -ff^f deklamowaniu wierszy przez młodszych .i 

\ ' parnasu, iiłórjm się cłiętnie przysłuchiwał Adam. 

ćo Wilna w nocy przy blasku księżyca, przez h 

śpiewając '). 

Byłn-to już ostatnia majówka Promienistych i 
odbyła otwarcie i gwarnie. Gubernator wojenny 

• Jtzymski Korsaków, uważający catkiein bladnie Pior 

• a Illuminalów, dal poznać swoje niezadowolenie z 
Zgromadzeń studentów. Rektor uniwersytetu, clioć p 
potwierdzi! ustawy towarzystwa, to powodowany obi 
stulków, dla sprawy oświecenia z dalszego zbieraiiij 
ffiien'\slyc\» wymknąi!: mogących, kazał im jeszcze ' 

tołwiązae s\^- a w 18^1 za\ec\l surowo wizytatorom 

Ti\e Tiaistatarmiejsze, -aby uczniowie nie zakładali t 

^ŁmAw, ani nie urządzali zebrań, któreby mogl; 

iittea rnepokoju" ^, Towarzystwo wszakie Filare' 

TO4\.Ó7;, jako nieujawnione urz^downie. pozostało i 

' Starsze pokolenie, cbcąc jeden z celów, klói 

' Uadalo towarzystwo Promienistych, to jest niesi< 

' biedaym studentom, jako najwyraźniej poł.ytec^n; 

f zalołyto niebawem .Towarzystwo wejńerania nieć! 

i uczniów uniwersytetu w Wilnie". Kaidy z członki 

i ') A, E. Odyniec; , Wspoiuiiieiiia z przesztoad-, j-lr 

I 18S. IWj. MiekiewifZ w zeznaniu snojeni utiiymyn-nl, że iin 

Bież podat Zanowi, oraz że wypomeihml epi(.'rani (T. Kit 

K Wilnie i Kawnie'. Bibl. Warsz. lS»f<i. 

') Z- Waińlewski: ^Promień. III i z/.cz.-m/e", .elr. 73. 



lacił rs. 3, składki zaś m 
i być tylko chrześcijanie 
D B nabyć dom z ogrodei 
lią wedle najdoskonalszy! 
lych i uczonych filantrof 
ów niektórych, a dla wię 
aniem najwyższej oszczędr 
z funduszu utrzymywać s 

„wsparcie stołowe" pewn 
aiesiąc; obiad skladat si 
nej '). 

Jak względem tego Towa: 
imaci, najzupełniej nie wi: 

go nie utkwił w ich pam 
mnieniacb. 

Mickiewicz po kilkodniowa 
j^o starał się zapewne za 
) a syna rektora, Francis 
)owiązków nauczycielskich, 
;enia pracy roku szkolneg 
zrobienia pieszo wycieczki 
■dział dozorca Dobrowols 
icy jednozgodnie przeciw 

— mówili — aby nauczy 
a nowość chcesz pan wp 
,aje do nas wnosić!" Ud; 
wić jednego z nauczyciel 
ył, że z miasta wyjadą, s 
i; ale pierwszego dnia ton 



') ,DzJ«je dobroczynności linqo 
a zachętą i pod protekcyą Kora 
ogiutne prjdpisału poważne grom 

, Widział i zamiar ten znalazł ch\ 
: Szymon Malewski, 



I- 

I _ 175 _ 

I \vypadło wrócić wózkiem do Kowna'). Nie inóg} jednakże 
Bsiedzieć poeta na miejscu; chociai twierdził, iż nie był smut- 
nym, ani znudzonym, ale czul w sobie jakiś mimowolny po- 
ciąg do ruchu (prhicipmm nwbilitatis). „Jestto — pisał do 
przyjaciela — zepsuty kompas, który zmienia ciągle kierunki, 
ale już stracił pierwotną własność i nie może tratić na swój 
biegun*. Zapraszał Malewskiego i Maryana Piaseckiego, ażeby 
się wybrali do Kowna na dni kilka; „stancyi — zapewniał — 
mam tyle, że mógłbym cały szwadron zmieścić". O u.^poso- 
, bieniu i zajęciach swoich tak donosił: „Mało co myślę i czy- 
tam: jedne Szelinga połowę ubiłem; nic nie znajduję niezro- 
zumiałego, a nawet bardzo głowy łamiącego, wyjąwszy nie- 
które termina aus der Schulspracht ; rzeczy piękne". Wkrótce 
wszakże w tych studyach nad filozofią niemiecką napotkał 
szkopuły; więc też posłał sprostowanie co do owej łatwości, 
I z jaką rau czytanie Schellinga przychodziło: „Co się tyczy 
' Kanta, czy Kantu (nie umiem go nakłonić, deklinować), przy- 
pominam ostrzeżenie Śniadeckiego, że' ten Kant wiele głów 
zawrócił; a chociaż się z tej strony nic nie lękam — według 
tej maksymy starożytnej, że pewni ludzie nie boją się roz- 
boju — wszakże Kant zawsze niebezpieczny; kiedy nawet 
z Szelingiem licho! Nie czytałem pierwej jego dodatków; tam 
5^k; tam ani ugryźć!" Czytanie wszelako nie wystarczało; po- 
roimo nienajlepszych finansów wybierał się nad morze, do 
P^Jągi; koszt podobno był niewielki; miał poecie towarzyszyć 
, dobry kompan". Z Kowna wszyscy znajomi wyjechali, to na 
^ie». to do morza. Przepędziwszy tu samotnie tydzień, cho- 
ciaż w Połądze nie obiecywano zabawy, pocieszał się tern, że 
: '•droga tam i nazad i kąpanie się dziesięciodniowe ma za sobą 
, '^iele awantażów ze strony ruchu". 

r 

>) L*** w , Czasie* z r. 1859, Nr 118. Nazwisko „prefekta** czyli 
•'''^zorcy szkoły, podaje błędnie, zwąc go Kowalskim; nazwisko nauczycMcla, 
^tórejro IL namówił, również błędnie jako Nieśuiialowskiego; byłto może 
^lełuwickl Co do samej wycieczki czytamy w ^Korespondencyi'' Mic. z teg(r 
roku: ,(ias dotąd zabrały wizyty, ekskursye nie tak dalekie, jak myślałem". 
(,,Korespondencya- lom I, str. 1). 




% 



_ 176 — 

Powróciwszy z Potągi, pojecliat d( 
12 lipca podał urzędową prośbę o urlop 
pensyi nauczycielskiej. Polem zaś odwi 
w którym od śmierci matki jeszcze nie 
do Plużyn, ażeby się widzieć z Michałem V 
wal się Świtezi i utworzy! 12 sierpnia n 
śliczną balladę: „Świteziankę" '), a prawd 
lef. Wrażenia osobiste, wspomnienie Mi 
danie dziejowe, ideał kobiety mężnej, n 
wprawną jeszcze ręką skreślony, złoży 
tych ballad. Mamy tu najprzód odtw( 
wywarło na poecie jezioro, któremu w 
się przypatrywał. 

Ktokolwiek będziesz w Nowogrodil 

Do Płużyn deinnejto boru 

Wjechawszy, pomny zatrzymać t«- 

Biś się priypalriyt jezioru. 

Śtt-iteż tam ja.^ne rozprzestrzeDia li 

W wielkiego kształcie obwo 

Gęstą po bokacb puszcza oczemioi 

A gładka jak szyba lodu. 
Jeżeli nocna przybliżysz się dobą 
1 zwrócisz ku wodom lice, 
Giriazdy nad tobą i gwiazdy pod i 

I dwa obaczysz księżyce, 
Niepewny, czyli szklana z pod twĘ 

Pod Diebo idzie równina. 
Czyli też niebo swoje szklane s^roj 

Aż do nóg iwoidi ugina; 

Gdy oko brzegów przeciwnych nie 

Dna nie odWiżnia ud szczyti 

Zd^esz się wisieć w irodku niebo 

W jakiejś otchłani błękitu. 

■) Dziennik Wileński- z roku 1S22. gdzie 

.Świtezianka' (loni I. .^18—30")), mieści dopisek 

..Swietezią* (!) ii sierpnia 1821 r.*. Podanie O 

z przeszłości* str. 118. jakoby ,:^wileziankę' słj 

niu filareckiem w dniu I listopada 18^ roku 

wol)ec spiitczesneiio świadectwa, przez sainego 

skim* pomieszi-zonego. 



-- 177 - 

Podanie *) posłużyło za główny temat ballady; poeta «lo- 
lączyl tylko cudoTvność. Przed wiekami na tein miejscu, gdzie 
dzii znajduje się jezioro, była wieś ^od książąt Tuhanów rzą- 
dzona* ; przez żyzne wskroś okolice widać z niej było mury 
Nowogródka, ówczesnej stolicy Litwy. Gdy car ruski ol)legl 
razu pewnego Mendoga w tem mieście. Tuhan wezwany po- 
dąży! mu na pomoc w pięć tysięcy mężów, zostawiając Świ- 
teź bez żadnej męskiej obrony. Córka Tuhana skłoniła ojca 
ku temu, zapewniając, że widziała anioła ze złotemi pióry, 
który przyrzekł bronić niewiast, póki męże nie wrócą. Nocną 
porą (tak samo jak w ^Żywili*') wojska ruskie napadły na 
Świteź i rzuciły popłoch na „starce, nędzne matki, dziewice 
i drobne dzieci*'. Tłumy zbiegły się na dworzec córki Tuhana, 
wołając, że lepiej zginąć dobrowolną śmiercią niż na hańbę 
się wystawić: 

Natychmiast wściekłość bierze miejsce strachu; 

Miecą bogactwa na stosy, 
Przynosai żagwie i płomień do gmachu, 

1 krzyczą strasznymi głosy: 
.Przeklęty będzie, kto się nie dobije". 

Górka Tuhana nie chciała dopuścić zbrodni samobój- 
stwa; przedstawienia jej były daremne: „klęczą, na progach 
wyciągają szyje, a drugie przynoszą topór"*. Wówczas wezwała 
pomocy Boga: 

Jeśli nie możem ujść nieprzyjacieln, 

O śmierć błagamy u ciebie. 
Niechaj nas lepiej twój piorun wystrzela, 

Lub żywych ziemia pogrzebie. 

Prośba jej została spełniona: wieś zamieniła się w je- 
zioro; a ^małżonki i córki Switezi" stały się ziołami o bia- 



*} .słyszał je nasz poeta od prof. Onacewicza, który mu opowiadał 
iż w ^rękopisie kronikarza wołyńskiego jest wzmianka o sławnym czynie 
niew^iast jakiegoś miasta litewskiego, które po wyjściu mężów na wojnę, 
same iiiur6w broniły, a nie mogąc oprzeć się nieprzyjaciołom, przeniosły 
dobrowolną f^mierć nad niewolę*. Wspomina o tem sam Mickiewicz w 29 
prz3pi^*i^tt ^^^ , Grażyny". 



/* 



fk 



- 178 — 

lawem kwieciu a liściach zielonych jak 
sly one na jego brzegach „nad topielą", 
ściągnął rękę po te kwiaty, padał martw; 
.carami". 

W córce Tuhana upamiętnił Mickiev 
scowości, w której poznał Marylę, i zmiei 
haterskiej niewiasty. Nie daje jej zwyei 
.Żywili", ale wystawia na podziw jej n 
wiarę i rezygnacją petną poświęcenia, prz 
hańbę. Oprócz tych rysów wspomnienia < 
córka Tuhana opowiada swe losy „panu i 
chciał zbadać, dlaczego nieraz pośród ^ 
,gwar jakoby w mieście, i zgiełk walczą 
wiescie i dzwonów gwałt i zbrój chrzęs 
igadanie cichego pacierza i dziewic żałosne 
dzieje się niby za czasów samego poety, 
stępując^o w sprawie zbadania tajemnic 
osti7.egat, .te w tak wielkiem dziele, do 
poczyna"; i za jego to radą ,dano na m; 
ściele i ksiądz przyjechał z Cyryna", mi( 
o cztery wiorsty od Tuhanowicz. 

W .Świteziance" oprócz obrobieni 
kach wodnych, wabiących ponętami swer 
cych ją za niewierność, chciał poeta, jak 
wać, przez przeciwstawienie, stałość swe 
Maryli. I jego, tak samo jak owego strzel 
świtezianki z Wilna, Kowna, czy >Syren 
uśmiechu i spojrzeniach mógł się domyś 
do tych, któremi Świtezianka strzelca cza 

Po co żałujesz dzikiej uietrznif;)', 

Któm cię zwabia w te kni' 
Zawraca głowę, rzuca w lęsknify 

1 może jeszcze się ^mitge . 
lliij się namówić czułym wyrazoii 

Porzuć wzdychania i żale. 
Do mnie tu. do mnie, tu będzien 

Po wodnym pląsać kr)'szUi 



— 179 — 

Ale poeta wiernym pozostaje pamięci Maryli, gdyż jej, 
lubo wyszła za kogo innego, nie poczytuje za dziką wietrznicę; 
dlatego też syrenim glosom ucha nie podaje... 

Obraz burzenia się i wzdymania jeziora był prawdopo- 
dobnie wynikiem świeżych wrażeń nad morzem doznanych; 
Świteź bowiem, w zwykłym stanie pogody, zlekka tylko i mia- 
rowo uderza wodami o brzegi; wzdymania się zaś fal dostrzedz 
na niej nie można. Mickiewicz mógł przenieść te zjawiska, 
które widział nad morzem, na spokojne zazwyczaj wody Świ- 
tezi dlatego, że wystawił jezioro z czarodziejskiej strony, która 
dopuszczała i nadzwyczajny stan wzburzenia. 



1-2* 



/ 



rót do Wilna za urlopem. Wyda: 

ifkiewicz iJostHJt- rotziiy urlop. — 
wsia jejfo lekcya. — , Wierijz du Lele 
jazd Czarloryskie^u. — Prośba Mick. 
ivsze nidzenie się z Mni^lą po jty : 
iiiku poezjj. — II. Stontinisto Mic 
econe^o'. — Hasło romantyzmu: 
tycznemu i cliłoiłnemu rozsądkon* 
* zo stanowiska ,nieku iiświecur 
iie znaczenie Miuanlyzmu co do w; 
ie(vicz trnktonał śniut fanlastyczr 
yeh w I loiniku. — ,Pienviosiiek" 
dstawidny ze strony |>oivażnej i i 
'. — .Warcaby. ^ Przyjęcie I lor 
up książki przez publiczim.-^ć. — Ki 
za )j]nnicc. Mickiewicz 



I. 

W początkach listopada 1! 
I przychylna odpowiedź na p 
;1 r.) o uwolnienie od obowi 
)wania zdrowia. Czartoryski 
Mość wedle przedstawieni! 
dzić sii; rarzyt na uwolnieni 
;achowaniem mu „dwutercy; 
li 200. ponieważ jako czlow 



- 181 - 

osobliwie w stanie choroby bez pensyi, nie miałby wcale spo- 
sobu utrzymania się* *). Otrzymawszy upragnioną swoboil(^\ 
zjechał poeta do Wilna i zamieszka! u Jana Czeczota, pra- 
cującego w biurze tak zwanej Komisyi Radzi willo wskiej ^. 

Niebawem po jego przyjeździe tlo Wilna, zaszła okolicz- 
ność, która go do tworzenia poetycznego nanowo powołała, 
obudzając w nim wspomnienia z niedawnej uniwersyteckiej 
przeszłości. 

Joactiim Lelewel, który przez trzy lata bawił przy uni- 
wersvtecie warszawskim, za nadesłana na konkurs uniwer- 
sytetu wileńskiego rozprawę, został powołany tamże na pro- 
fesora i przyjechał w początku grudnia 1821 r. do Wilna. 
Wieść o tym, nader korzystnym dla słuchaczów uniwersytetu, 
fakcie rozbiegła się szybko wśród młodzieży, która od star- 
szych kolegów słyszała \viele o gruntowności wykładów mło- 
dego badacza. Postanowiono uczcić jego przyjazd przy pierw- 
szym zaraz odczycie, który miał się odbyć po Now^ym Roku. 
Mickiewicz jako dawny słuchacz, w^dzięczny za chętne wzięcie 
jego ^Uwag nad Jagiellonidą*" pod swoje opiekę, przez kole- 
gów powszechnie za największego poetę już uważany, poczy- 
tywał sobie za obowiązek wyrażenie uczuć rozentuzyazmowa- 
nych studentów. Lekcya wstępna naznaczona była na 7 sty- 
cznia, dlatego, że sam Lelewel przewidując, iż „w pierwszych 
chwilach może być liczniejszy nad potrzebę zbieg ciekawych", 
ociąga! się z rozpoczęciem, „żeby oczekujących znużyć i ostu- 
dzić'. Nadaremnie. Pomimo, że dano mu salę najrozleglejszą, 
Hura pomieścić się w niej nie mógł. Lelew^el z dziekanem 
oddziału dotarli zaledwie do drzwi; dalej iść było niepodobna. 
Przybył rektor, utrzymując, że sala pod Nr. 2 obszeniiejsza; 
wzywa do niej całą publiczność. Ciągnie się więc procesya 
przez jeden dziedziniec uniwersytetu, wchodzi na drugi. Jedni 
wprost pociągnęli do sali pod Nr. 2; inni wraz z rektorem 



*) ^Korespondeiicya**, IV, iS. Zub. także: ^Mickiewicz w Wilnie i Ko- 
wnie' przez Teodora Wierzbowskiego (Bibl. Warsz. I.s88 kwiecień). 
2) A. E- Odyniec: , Wspomnienia z przeszłości"', .słr. 151, 11)1. 



/ 



u podwojów sali posiedzeń; klu( 
: nie zdołano; tłum się tłocząc, 
; rektor krzyczy o miejsce; krzyc: 
leniów silnie go potrąca '). Na 
ma postanowiono lekcyą tę odloż; 
la. Publiczność, mniemając, że to 

pozbycia się tłumu, zalegają je52 

)nia 9 otwarto salę posiedzeń; wn 
Ja na przekorę rektorowi; prócz 
fieństwa, obywateli, oraz część s 
istniał uniwersytet, zdarzenia tal 
I w todze pąsowej odbył lekcyą 
menta „senatowi, publiczności, zi 
jając myśl o trudnościach studyo 
usposobieniu, uzdolnieniu i prz 
ającego jak i słuchaczów^). 
[ickiewicz ofisirowal mu swój wii 
szy jego zalety jako uczonego his 
zczęśliwego ,i w przyjaciół i -vi 
:a, że ^awa jego wybiegła „za Cl 
itońskie sędzię i bystrzejsze Frank 
rspomnienie jego wykładów w M 
Iziejskich sposobów ' wskrzeszał 
! i Rzymian, zapewnia, że „równ 
itu władać, czy skutki wielkiej 
ić". Po takim wstępie, poiwięcc 
la jako człowieka i profesora, poi 
f na bistoryografią, przedstawia 
musi dziejopis, ażeby istotnej doj: 

Ks. Stanisław Jusdziłł, iótciowo ivzg1ędt 
iraiti Litewskie' Sobarrego, str. 79) pon 
V, ie rektora „publiczaie znieważyli", 
I Opia ten wedtug lintu Lelewela z doL 
146—348. — Odczyt sam drutowany był d 
lrsla^v3kiln* {t. YI, sir. 38— B2). 



— 18H — 

te dwojakiego są rodzaju: zewngtrzne. pochodzące z luźności 
wypadków, które powiązać potrzeba łańcuchem przyczyn 
i skutków, oraz wewnętrzne, podmiotowe, wynikające z za- 
leżności, w jakiej zostaje człowiek od rasy, klimatu, wycho- 
wania i towarzystwa. Wobec nich jakże ciężko zachować bez- 
stronność, która jest zadaniem historyka: 

A słońce prawdy wsrhodu nie zna i zachodu, 
Równie chętne każdego plemionom narodu 
I dzień lubiące każdej rozszerzać ojczyźnie. 
Wszystkie ziemie i ludy poczyta za bliźnie. 
Sląd, kto się w przenajświętszych licach jej zacieka, 
Musi sobie zostawić czystą treść człowieka, 
Zedrzeć wszystko, co obcej winien jest przysłudze, 
Własności okoliczne i posagi cudze. 

Lelewel atoli podoła trudnemu zadaniu; wyniesiony ^nad 
burzę namiętności, interesu sieci", „grzebiąc zapadłe wieków od- 
ległych ciemnoty, wykopuje z nich prawdy kruszec szczerozłoty". 
A jakby dla naocznego okazania, w jaki dokonywa tego 
sposób, przedstawia poeta w zwięzłych, ale obrazowych sło- 
wach rys dziejów powszechnych, od zawiązania pierwszych 
społeczeństw, aż do czasów, kiedy „olbrzymy zachodnie" (Na- 
poleon) skruszone zostały. Umiejętnie bardzo podając treść 
dziejów na podstawie wykładów Lelewela, artystycznie gru- 
puje epoki rozwoju: najpierw idzie Wschód, jako wyobraziciel 
niewoli, potem Grecya jako przedstawicielka swobody, następ- 
nie starcie się tych dwu światów w wojnach medyjskich, po- 
konanie Wschodu, ale równocześnie upadek ducha rycerskiego 
wśród zniewieściałych Greków i dostanie się w niewolę „wil- 
czego plemienia Romula, italskich pastuchów". Kilku słowy 
scharakteryzowana napastnicza epoka rzeczypospolitej rzym- 

'łość próżniacka" cesarstwa. W nieżyjących już 

u» ubudziły życie „ogniste z pod lodów skandynawskich 

vabny obraz stosunków średniowiecznych, ujęty ze 

u/cznej, określenie znaczenia honoru rycerskiego i po- 

'• katolickiej przedstawiają tę epokę dziejów zupełnie 

;« ""--wczaj sobie wyobrażano według niepochle- 




— 184 

pinii pisarzów „wieku oświ 

uwagę uwielbienie dla pojęci 

Czulsze 9erc« niż u nas bitu ii 

Oni najpierwsi z niebios Milośi 

Serdeozna i za dawnych niecei 

U duchownych Hebreów I ciel 

rV obrazie stosunltów nowo 

i Polskę Jagiellońsk,^, w 

'ić określiły karty", gdy tj 

ijące się panki" poniżone ; 

:a stanu" rozciągnęła nasi 

a .wzajemną nieufność, us 

;i i prędkie utraty": 

Wszy!«ttie ludy i ziemie m sw 
Kozdawano, jak przedaż, wiani 
Nieprzyjaciółmi często bywali i 
Albo dla iikrąglości cudze rwa 

iVśród takiego stanu Eurt 
Gallów". Mickiewicz zna p 
ily: zadawniony ucisk, wiec 
doczesnem, wyskoki głów i 
panów, rozkutych wściekli 
myśli natłok; ale ze zgi'i 
którym dał początek. W 
ółgłówków, co pragną ,pla 
iasta", albo obłudnych wici: 
jpoleczno-polityczne głosili, 
lić oblowy": 

Gdy przeciwnikóiv szyję zpięli 
Poszli cudzą przelcH*!!^, własns 

rV kilku wreszcie wierszach 

In^o wzlecial ptak cesarsk 

lęla gwiazda": przewidując 

eh olbrzymów .jeszcze na 

>dnie". 

fu się powstrzymuje poeta 



— 185 — 

spłazik poziomy", śuiial naśladować orle loty historyka. Zwraca 
się więc ostatecznie do niego, prosi go, ażeby na szczyty 
{iamaskiej opoki zwabiał niższych łagodnym swego blaskiem 
oka i przyjął dobrotliwie hołdy młodzieży: 

Niejedne .już z}'skałeś z modniejszych rąk wieńce, 
Nie ^rdz tym, jaki wdzięczni składają młodzieńce; 
1 daruj, jet^ti będziem chwalić się po światu, 
Że od ciebie wzięliśmy na ten wieniec kwiatu. 

Wiersz ten wydrukowany został bezimiennie w początkach 
marca 1822 roku '). Na opędzenie kosztów składała się mło- 
dzież. Jan Czeczot zbierał szczupłe, umyślnie dla zrobienia 
ich dostępnenii dla wszystkich na 20 groszy oznaczone, datki 
i drukiem się zajmował '^). 

Zarówno dawniejsze stosunki z Lelewelem jak i ten 
wiersz, który nabrał szerokiego rozgłosu, gdyż go „Wanda, 
tygodnik polski", wychodzący w Warszawie, zaraz w znacznej 
części przedrukował, zbliżyły Mickiewicza do historyka ^). Le- 
lewel został stronnikiem Adama i „można się było spodzie- 
wać, że go bliżej siebie przypuści". Na tygodniowych wie- 
czorkach, urządzanych przez niego, bywał Adam częstym go- 
ściem I tam się zaznajamiał bliżej z młodszymi profesorami 
uniwersytetu. 



^) W pierwszeni tern wydaniu ma on napis: ^Do Joachima Lelewela 
z okuliczności rozpoczęcia kursu histotyi powszechnej w uniwersytecie wi- 
leńskim dnia 6 (sic, zam. 9) stycznia IH'2'2 roku. Wilno, w drukarni A. 
Marcinowskiego. 18:^:2'*, w 8-ce, kart nlb. sześć. Cenzurę dnia 1:2 marca pod- 
pisał ks. Jędrzej Kłąg-iewicz; raylnem więc jest twierdzenie L*** w , Czasie* 
Ibh^i T. Nr, 118, iż musiano podać wiersz ten z imieniem M. Malinowkiego, 
jakoby dlatego, że cenzor Leon Borowski był nieclięłny Mickiewiczowi. 
O Łdeżności Mickiewicza od Lelewela w tym utworze napisał gruntowną 
rozprawę tir Roman Piłat w I-ym tomie . Pamiętnika Tow. Lit. im. Mickie- 
wicza*, .«tr. 7i)— 1)4. 

') , Rocznik Towarzystwa historyczno-literackiejro"'. \>>1U r. str. 'Mjó. 
*) , Wanda- 182^2, t. U, 193—19') (z -29 czerwca) p. n. .Zalety i ko- 
rŁv-Jci hiśtoryi. Ustęp z wiersza, pisane<?o przez jedne^^o z uczniów (I) uniwer- 
:?ytetu wileńskiego, z powodu przybycia do Wilna Joachima Lelewela, pro- 
fesora łiistorvi". 




— 186 — 

SLosunki towarzyskie Mickie.wiczi 
yly, ale dobrane. Naprzód dwie 
iego, znane mu już i dawniej, i 

i zaprawiać niewiele jeszcze < 
eia salonowego na małą skalę. '. 
[arya, cicha, skromna, nie myśl 
ochoczo na podrzędnem stanc 
izej, Zosi, prąd uwielbień gości s 
a, żywa, dowcipna, niepospoiityo 
:zym głosem obdarzona, miała n 
k rozpieszczonego dziecka, które 
ce ich w zabawach, urządzanycl 
liejszego udziału '), 
Drugim domem, w którym swob 
gdzat Mickiewicz wolne chwile, 1 
rodzonej siostry Tadeusza Matui 
niegdyś przyjaciela Kościuszki, 
Ika na wsi, po powrocie swym : 

najiowo do wojska polskiego, b 
;m serdecznym. Sędziwa ta mat 
iiycia, rozumu, uczucia i wdzięk 
/yczajnej słodyczy w obejściu, \ 
a. Przy wojskiej mieszkała wte 
Laskarys, ostatni pono szczep po 
Bizancyum rodziny cesarskiej. By 
liolów umysłu, pełna dowcipu i 

ale nie złośliwa, rozumna, pi 
lalna w poglądach i zdaniach. & 
pobytu swego w Wilnie chodząc 
awszy na jednej z katakumb u 
)ie jakąś myśl dziwną, że przez 
: to nazwisko. Gdy więc późni< 
ie owej spoczywającej na Rossii 
ielkiej baczności, aby przyjaźń ni 

') A. E. Odyniec: , Wspomnienia z prze 



— 187 — 

lubił jednakże bardzo jej towarzystwo i byl jej szczerym przy- 
jacielem. Żartobliwie nczywal ją ^Cezarynią" ze względu na 
jej cesarski rodowód: ona zaś mianowała go swym „paziem", 
W domu też Zaleskiej poznał się między innymi z poetą- 
l^*onistą, Antonim Góreckim, którego bajki szczególniej były 
wielce wtedy popularne. 

Salonem na -wyższą już skalę, z zabarwieniem literac- 
kiem, byl dom pani Becu, matki Juliusza Słowackiego. Drugi 
jej mąż, August Becu, profesor uniwersytetu, człowiek gładki, 
światowy i dworak potrochu, żył chętniej w towarzystwie 
światowem niż w gronie kolegów uniwersyteckich; wyjątek 
stanowili tylko Śniadeccy, z którymi ścisła łączyła go przy- 
jaźń. W obejściu z młodzieżą, bywającą u nich, której wy- 
bór żonie wyłącznie zostawiał, był on zawsze tylko obojętnie 
grzecznym, i wieczorami, gdy nikogo ze starszych nie było, 
prawie nigdy do salonu na herbatę nie wchodził, przepędza- 
jąc czas w gabinecie swoim tuż obok, na czytaniu gazet lub 
książek, albo też na pisaniu listów. Czasem tylko, gdy córki 
śpiewały lub grały, przychodził do progu, zatrzymywał się we 
drzwiach i słuchał; niekiedy pochwalił lub zganił, i znowu 
powracał do siebie. Duszą zebrań była jego żona, Salomeą, 
kobieta wykształcona, sentymentalna, dobra i zacna. Pasier- 
bice jej, Aleksandra i Hersylia, również ukształcone, w salo- 
nowej rozmowie biegłe, oczytane i sentymentalne, różniły się 
od siebie co do urody. Starsza, Aleksandra Becu, „ze wspa- 
niałą postawą Pallady, łączyła wdzięk typowej piękności pol- 
skiej, błękitnookiej. pogodnej i łagodnej; młodsza zaś odzna- 
czała się przeciwnie typem raczej wschodnim, jakby Arabki". 
Podobną do niej była przyjaciółka obu, Ludwika Śniadecka, 
córka znakomitego fizyologa i chemika, Jędrzeja. Siostra Lu- 
^'^ wówczas już Balińska Michałowa, często także 
jybywała do Wilna i była miłym gościem w sa- 
lei Becu. Ignacy Domejko powiadał o jej rozmo- 
_».to eter zdolny nawet z letargu ocucić. Pogadanka 
i sztuce, a szczególziej o muzyce, była tu naj- 
* — 'łomu wprowadził Mickiewicza młody jego 



•<7A 



- 188 - 

iciel Odyniec '). Tu matka Julk 
róbki poezyj swego syna, a Ad 
Dwiedzieć wielką i świetną prz; 
atrzyć różnym typom pi<^kności 1 
no łagodnego jak i burzliwego. 
Zdrowie wprawdzie nie służyło ] 
ka, to reumatyzm w nogach, a 
^rwane i jeszcze do wyrwanie 
;i. Nie byt to jednakże stan eh 
całkowicie lub na długo przer 
;m Mickiewicz wówczas, ożywior 

znajomych, żył .prawdziwie po 
' i nie wiedział, ,jak się zno^ 
Inego przyzwyczai". Literatura n 
e ciągle; miał podobno zamiar | 
już istniał przekład Brodzińskie] 
pisała Maryla 27 marca 1822 r. 
rzesz przetłómaczyć nanoico Werl 
n dziele wady Goethego, który 
najpiękniejszy romans. Nadaj i 
irowi, aby ten zakładał swe szc: 

najszczęśliwszym z ludzi, chocia 
r oczach świata. Ja się zgadzam 
liektóre są szczęściem, lecz nie ■ 

jest tego sposobu myślenia co 
as dzisiaj śmieszna, wydała poec 
3awała, nie wiemy, ale to pewna 
ezyt, a stan swych uczuć wypow 
Do M.,.' (.Precz z moich oczu" 
, iż pamięć głuchą pozostanie 

obrazu ukochanego, zdaje się 
nki, mówiąc o dwu dziełach: jedi 



') A. E. Odyniec: ,Wapor 

7— i;h. 181, 

') IJsl Juliusza Słowackiego do Malti z 



- 189 - 

gane kochanków nadzieje**, i o drugiera, w którem autor „po 
zawilej próbie parę miłosną naostatek złączył...* Zresztą zna- 
lazł niebawem Mickiewicz inny, również obcy utwór, który 
potężniej i namiętniej niż Wertber wypowiadał następstwa 
zawodu miłosnego. 

Imię Byrona było już wtedy głośnem w całej Europiei 
a o jego rozwodzie z żoną i o jego życiu awanturniczem 
opowiadano sobie mnóstwo anegdot. Sława angielskiego wie- 
szcza doszła i do nas; w czasopismach zaczt^ły się pojawiać 
artykuły o nim, po większej części tłómaczone z francuskiego; 
a i dzieła same w przekładach podawać nam zaczęto. W r. 
1820 już mieliśmy tłómaczenie: ^Oblężenia Koryntu", „Kor- 
sarza' przez Brunona Kicińskiego w Warszawie, „Żalów 
Tassa' zaś przez bezimiennego w „Dzienniku Wileńskim". 
W roku 1821 przybył przekład „Narzeczonej z Abidos** przez 
Krystyna Ostrowskiego w Warszawie. Pobudka więc była już 
dana. Mickiewicz wziął się do angielszczyzny. Po giermano- 
iiianii — jak sam się wówczas wyraził — nastąpiła bryta- 
nomania; poeta „cisnął się z dykcyonarzeni w ręku przez 
Szekspira, jak bogacz ewangieliczny przez uszko od igiełki"; 
zato czjrtanie Byrona szło mu już daleko łatwiej; wytlóma- 
czyl j,trochę fragmentów Giaura", prawdopodobnie namiętną 
spowiedź Kalajora, która tak bardzo stanowi jego duszy od- 
powiadała, i- całość przełożyć zamyślał. 

Pracy tej nie dokończył narazie; oderwały go od niej 
różne okoliczności. 

Proszony od B. Neumana, wydawcy dziel Trembeckiego 
w Wilnie, przedsięwziął jako od czasów szkolnych gorący 
wielbiciel tego poety, napisać komentarz do „Zofijówki** i na- 
pisał ero rzeczywiście. W początkach roku 1822 wyszły w Wil- 
^''^•'•nana, Poezye Stanisława Trembeckiego „z po- 
.a podług rysunku wiedeńskiego" i przedstawiły 
^ danie trzecie, powiększone, z dodaniem objaśnień 
'", Składały się one niby z dwu tomów, ale jedną 
.cyą oznaczonych. Nie było to jednak bynajmniej 
'^r.i r^ryy^Q^ Aż do str. 259. gdzie się mieści 




' innemi i , krótka wiadc 
fo" i „Zofijówka' z k 

ta edycya z egzetnplar: 
o przez tegot B. NeumE 

części ręki nie przykład 
\ się nowe manipulacje 

egzemplarzy wydęto, 6 
o; następnie dodano po 
laniu z roku 1821, a zel 
idzie tych świeżo dodai 
wicz, niewiadomo. Niev 
piero od strony 379 a > 
> końca książki. Na tych 
inienia do poematu opis 
jwy, stylowy i rzeczow 
jest „wstępem", w któi 
, przedstawiające się do 
5czyl, że Trembecki tak 
;* uważać można ,za a 
sych poematów tego ro 
Przeciwstawił następnie ''. 
zość mu nad nią przyzi 

poetycka charakter swi! 
rzybierać obcą, francust 
) wieku poezyi narodo\ 
nie poetów francuskich 
lecę, że ta jednostajno 
nego i Geoi^ik francust 
ciera zupełnie różnicę 
ni, prostotą majestatyc 
' ponurym i olbrzymim 
skanym Francuzem; sty! 
lowy ojccystej, jest wi^ 
ia górności jak prostot} 
eń i odcieniów, ale zaw: 
leąc bynajmniej piętna 



— 191 ^ 

lentu; kiedy sztuka rymotwórcza dzisiejsza zdaje się przecho- 
dzić w sztukę wierszowania i ubiegać się szczególniej o płyn- 
ność, harmonią, połysk, rzadkie rymowanie i inne zevvn«^trzne 
ozdoby; mowa Trembeckiego potężna, z wyboru i mocy myśli 
zalety szukająca, bogata, rozmaita, powinnaby zawstydzać 
i rozżalać nas, że tak ją na czerkieską przemieniamy**. Przy- 
czynę tak wysokiego wyniesienia się Trembeckiego nad innych 
upatrywał Mickiewicz w świadomości artystycznej, jaką tenże 
posiada); „bo sztukmistrze — mówił nasz komentator — teraz 
zwłaszcza, podobnie jak uczeni, znać powinni dokładnie drogę 
doskonalenia się swojego; inaczej talent ich łatwo albo się 
wykrzywi i zdziwaczy, albo spospolituje i potworne albo nie- 
dołężne, jakich zawsze pełno, będzie przymnażał płody". Trem-* 
becki znal tę drogę i dlatego był silniejszy „niż zwyczaj po- 
wszechny, niż moda i opinia panująca", tak, że „świeżo wpro- 
wadzona gallomania nie miała wpływu na jego talent i mowę". 
,iTalenta i język klasyków starożytnych, talenta i język oj- 
czysty wieków Zygmuntowskich, poznawanie gruntowne hi- 
storyi, literatury i innych nauk: oto jest wszystko, z czego 
Trembecki pokarm talentowi swojemu wyciągnął, zdrowo go 
pielęgnował i po mistrzowsku kształcił" '). 

Takiem to bezgranicznem uznaniem darzył Mickiewicz 
Trembeckiego nawet w chwili, gdy pod całkiem innymi wpły- 
wami miał wystąpić jako twórca nowego kierunku poezyi 
polskiej. Równocześnie bowiem z przygotowaniem komentarza 
do Zofijówki, zajął się „dyszący rymami" objaśniacz wyda- 
niem własnych swoich poezyj i przygotowywał do nich przed- 



') Objaśnienia do , Zofijówki"* przedrukowywana potem w wydaniach 

pr;-*"'^ '"'-"•nbeckiego; nikt jednak aż do Estreichera, nie wspł)iiiniał, że to 

pi Jewicza, dlatego, że się pod temi objaśnieniami nie podpisał. 

S| -ednak wiedzieli, kto je ułożył. Przekonać się o tein możemy 

Zf łozego Sierocińskiego, który stajać w obronie komentarzy do 

ul oetyckich w r. 18:27 w „Gazecie Polskiej ** (Nr. :\\\), str. li>84), 

p ę na Mickiewiczii, mówiąc: „(Izuł to dobrze sam Mickie\vicz, 

Ki '' ^jówki Trembeckieg(» dorobił komentarz w nowem wydaniu 

V * ''^-'-•nhecki 




— 192 

ę. Już w marcu 1822 r. p 
>zienniku Wileńskim' dodat 
r ten wyjęty jest „ze zbioru 
wkrótce wyjść na widok pul 
a tego zbioru przewlekła się 
lo trzy miesiące przeszło; ale 
nie był jeszcze gotowy, tylk 
zapewnione. Najprzód myśtai 
wileński, Zawadzki, zechce k 
udał się do księgarza Odyni 
)ismu na wieczność za oplal 
egzemplarzy w książkach. Z 
a, ale po tygodniu i po aari 
zą dla niego powagą w rzec: 
skini, odmówił. Wówczas do] 
imeratę po rublu za egzeinp 
nasób tyle, ile Zawadzkiemu 
lość dzieła przy autorze zostf 
Zanim jednak zebrano preni 
), rozeszła się wieść, ii kurator 
n Czartoryski ma zjechać do 
ubo, jak zwykle, czuwał gortiv 
rtetu. Niezadowolony był z rs 
też domyślając się opinii k 
amiony. podał się do dymisyi 
Czartoryski znanego z prac nij 
kiego, członka pierwszego n 
w Wilnie, a wówczas mars: 
1 pińskiego. Twardowski był 
a, który także doznawał pow 
iwai zaś Lelewel przypuścił 1 
przestawania ze sobą. mógł 
; poparcia zarówno u przyszłe 
rawie, o której marzył już c 

') A. E. 0<iyniec: .Wspomnienia- 



— li)3 — 

wycieczkę za granica kosztem uniwersytetu podobnie jak Fran- 
ciszek Malewski, który już wtedy od kilku miesięcy udał sli^ 
w podróż i bawił w Berlinie na studyach prawnych. 

Z ta myślą się nosząc, zachęcony przytem zapewne 
przez kolegów, postanowił skorzystać z mającego nastąpić 
przyjazdu kuratora. Nie miał on wielkiej ochoty udawać się 
z prośbą do władzy uniwersyteckiej, od której czul się po- 
krzywdzonym w czasach studenckich, kiedy zaledwie raz jeden 
dostał accessił za rozprawę konkursow^ą; z rektorem nie był 
także w zbyt dobrych stosunkach od chwili owego zajścia 
przykrego, jakie miał z rządem uniwersytetu z pow^odu nie- 
zjechania na czas do Kowana. 

Ale co innego najbliższa władza uniwersytecka, a co 
innego kurator; u niego mógł szczęścia próbować, zwłaszcza 
że go zachęcił pomyślny wynik prośby o czasowe uwolnienie 
od zajęć nauczycielskich. Czartoryski przybył do Wilna w so- 
botę 18 marca *), a Mickiewicz podał swą prośbę 29 t. m. ^ 
W niej usprawiedliwiwszy swą śmiałość udawania się do kura- 
tora, lubo nie ma nic takiego za sobą, coby mu prawo do 
względów jego zapewnić mogło, tern, że krok swój uważa 
za jedyny i stanowczy. »od którego zależą nietylko los przy- 
szły prywatnego życia, ale też wszystkie widoki i prace w służ- 
bie pubhcznej i edukacyjnej*', przedstawił swoje zamiary na 
przyszłość. Od początku swoich studyów uniwersyteckich — 
powiadał — pracując nad retoryką i poetyką z uwzględnie- 
niem ich -historyi, prawideł i krytyki" i ..ze szczególnem do 
literatury ojczystej zastosowaniem**, zamyślał, „poznawszy le- 
piej źródła i dzieła teoretyczne, wybrać książkę do użytku 
szkolnego najlepiej zastosować się mogącą i wytłóniaezyć ją 
na ojczysty język*. Przekonawszy się jednak, że żadna ze 
znanych elementarnych książek w obcym języku co do układu 
materyi i sposobu traktowania nie odpowiada potrzebom szkół 



^» ^Kuryer Litewski*, r. I82:ł, Nr. Si. 

') , Ada Ul Mickiewicz: Odczyty w Lozannie* przez P Chmielów- 

^iego, Warsz. 1885, str. 4—8. 

13 



A&iM aiC«!i«lC7. T 1. 



/ 



— 19^ 

'"ch i przyjętemu trybowi iic 
ułożenie dzieła oryginalnej 
wiadomości ani praktyki 
)ści wysiany został do Kov 
3l zwłaszcza pierwszoletni \ 
[^ką książki elementarnej i 
imiejący doświadczeniem 
i", oddziałała szkodliwie ni 
■porta wizyt i zdaaie ..rządi 
ą pełnił obowiązki nauczy 
jednaniu uwolnienia na n 
i'ie poprawić, przejrzeć dav 
ki wydać na widok public 
y miejsce jakie, mniej flzyt 
1 sposobieniu się więcej c 
lienia blizkim już był koń 
i^ia Mickiewicza zawsze nie 
ażeby mu wyjednał od un 
f od obowiązków nauczycił 
anicę; pragnąłby bowiem s 
i własnej skłonności praco 
e, wysłuchać w uniwersytet! 
ycli czyli estetyki we wszj 
historyi sztuk, obeznania 
i części prawidłowej i kryty 
ię wykładu wspomnionych 
aby ją „tern trafniej do ul 
wych zastosować w napi 
dowód swej pracy w tym 
terna literatury dla trzech 
e, bo w pierwszym zaraz n 
iwa?,al on ich za „dojrzał; 
ńczenia, ale jako próbkę g( 
irzedmiolem. Umyślił taki 
■ntarnej , obejmującej retor; 
: wykapaniem rozkładu na 



r 



- 195 - 

się być najkorzystniejszy*'. Rys tego programatu, , leciwie od 
kaku dni zaczęty", obiecywał w części przynajmniej do seks- 
fernów szkolnych dołączyć. 

Podobną prośbę wystosował także Józef Jeżowski. Obu 
przedstawiono księciu, a „ojcowskie przyjęcie, jakiego doznali, 
wywarło ożywiający wpływ na całą młodzież". W orszaku 
księcia znajdował się poeta znany już z licznych prac dro- 
bniejszych, drukujący właśnie wtedy przekład poematu Wal- 
ter-Scotta ,Pani Jeziora**, Karol z Kalinówki czyli Sienkiewicz. 
Jako z sekretarzem kuratora poznał się z nim nasz nauczy- 
ciel-poeta, ale był trochę zrażony chłodem wielkopańskim, 
jaki wiał od niego. 

Co do skuteczności prośby z pocziitku w otoczeniu 
Adama niejaka była otucha. Pod datą 6 maja 1822 Józef 
Jeżowski pisał do Franciszka Malewskiego w Berlinie: „Książę 
Czartoryski już od 30 marca ^) u nas przebywa. Wkrótce 
wezwany był Adam, złożył roboty, które się bardzo podobały, 
poezyi zaś Sienkiewicz dosyć wychwalić nie mógł. Książę po- 
dał mnie i Adama do wojażu Lecz na Adama rozgniewany 
nieco Emesti ^) robił mu niejakie trudności: warował, aby 
wprzódy ukończył magistrowanie się. Takie opinie poszły na 
radę. To jeszcze mniejsza bieda; wyznaczono komitet, któryby 
napisał urządzenie zupełne względem wojażów. Zaledwo wy- 
znaczono, pan Jędrzej ') wyjrzał z dziury swojej i prysnął na 
wojażerów śmiertelnym jadem... Tak więc nic o naszych wo- 
jażach wiedzieć nie możemy. Cała zaś nadzieja, jaka jest, 
polega na księciu; on może z tych wydobędzie trudności. 
Gokolwiekbądź, Adam pewniejszy może być niżeli ja; przy- 
najmniej podróż prędzej mogłaby nastąpić. Bo jeśliby uni- 
wersytet uchylił, lub jaką uczynił trudność, wysłany będzie 
kc K^rzemieńca; ale wysłany do Włoch i Francy i Połu- 

dr to, żeby zdrowie mógł sobie poprawić". 

iżowski, pisząc do Berlina, podaje datę nowego stylu; 30 marca 
== ca star. stylu. 

nazywano Gródka. 
- ' -'-TAI Śniadecki, a może ks. Jędrzej Klagiewicz. 

13* 




— 11 

Nadzieja ta jednak zawic 
ieści o tajnem towarzysh 

polecił trzem profesorom 
ewiczowi i Łobojce) przf 
la nie: Zan, Teodor Łozii 
tanie „Promienistych", zi 
Mickiewicz (1 maja) stai 
tiem tego towarzystwa. I 
I rektorowi 11 maja, żeb; 
zki. na wszelkie czynności 
ora Łozińskiego, oraz M 
naje wcale, aby do jakie 
się to zdaje z badań jemi 
i komitetu jest wzmianko' 
mieć go w szczególnym m 

Książę Czartoryski wyje 
m 30 maja'); a Mickiewic; 
"dopodobnie w czerwcu) p 

się był, na czas, swojego 
zej uniwersyteckiej zwierzt 
asie bytności księcia, ale 
:zylo sią Jak zwyczajnie dla 
<\ą, czy moje teraźniejsze 
ilwiekbądż czekam spokój 
inie i skóry nie drasną'. M 
cego wakacye w Warsza' 
raJ. donosił d. 24 sierpnia 
: „Dotąd sam nic pewnej 
naczej się składało. Ał. te 
f. Niema już co myśleć ( 
iortu dla rozmaitych i jak 
:i. które w szczegółach o] 



') l)r. ISzeiip.i: , Proces Kilareti 
Pni I u i en iści. Filareci, ZorMnie* 
') .Kuryer I-ilewsti" I8i'2, Ni 



— 197 -V 

Nie spodziewam się zgoJa, aby się moje położenie na przy- 
szłość polepszyło. Jedyna nadzieja, która jeszcze mię łudzi, 
jest wyjazd do Krzemieńca. Upraszam więc W. I. Pana Do- 
brodzieja, ażeby dowiedzieć się raczył, czy jest podobieństwo, 
iż katedra polskiej literatury uwolniona zostanie. Jeśliby się 
tak zdarzyło, mógłbym bardzo łatwo z Kowna być przenie- 
siony*. I ta jednak nadzieja chybiła. Do Krzemieńca powo- 
łany został Józef Korzeniowski. 

W ciągu tych starań o pomoc uniwersytetu na w^yjazd 
za granicę, Mickiewicz widział się w kwietniu z Marylą po 
raz pierwszy po jej zamążpójściu. Puttkamerowie bawili w Wil- 
nie kilka tygodni; Adam bywał u nich dość często, ale zawsze 
tylko w towarzystwie Zana albo Czeczota. Jej widok i roz- 
mowy najwięcej go uspokajały — tak przynajmniej sam utrzy- 
mywał. Postępowanie męża z Marylą było nadzwyczaj deli- 
katne. Żyła ona z nim jak z przyjacielem, była mu powolną, 
ale stroniła od towarzystwa, lubiła przebywać w domu, choć 
się nie bardzo gospodarstwem zajmowała, lubiła czytać, grać 
na fortepianie i rozmyślać samotnie. Z Mickiewiczem i Zanem 
zostawała w korespondencyi. Miłość swą dla poety przenosiła 
coraz wyżej w sfery platoniczne. Puttkamer szanował ją, ko- 
chał, starał się być dla niej usłużnym i miłym, a roztargnie- 
nia szukał na polowaniu, na rozmaitych zebraniach obywa- 
telskich i gościnach, zaniedbując interesów swoich i gospo- 
darstwa ^)- Pobyt w Wilnie zapewne głównie dla Maryli był 
podjęty. Wyjeżdżając zaprosili Puttkamerowie Mickiewicza, 
żeby ich odwiedził w ich siedzibie Bolciennikach, wsi położo- 
nej w powiecie wileńskim. Na Zielone Święta wybrał się tam 
poeta z Kazimierzem Piaseckim i zabawił dwa tygodnie. 

Zajęcia literackie szły swoim torem. Mimo brytanomanii, 
mimo uwielbienia dla Byrona, którego już wtedy „może naj- 
większym poetą" nazywał, nie porzucał przecież Schillera; 
, odkrycie w nowej edycyjce kilku nieczytanych poezyj długo 



*> Domejko: ^O młodości Mickiewicza", w , Przeglądzie Lwów 
lS8i 1. IV, .36-44. 




— 1\)H — 

nie dało mu wrócić się do angielszczy 
mantyczność w Wilnie „szalenie" szła 
znaczający się nadzwyczajną łatwością 
wal bez końca i , osiodła!' „Dziennik 
rom muzy romantycznej otworzył swe 
Poezyj Adama Mickiewicza wyszedł i 
1822 roku ') i był poświęcony ,Jano' 
szowi Zanowi, Józefowi Jeżowskiemu i 
skiemu, przyjaciołom, na pamiątkę sz 
dości*. Gdy się rozszedł po księgarniaci 
nas" wileński krzyczał na zepsucie sm: 
oczach ueliodzil za ,patryarctię skaleni 
nie zważał wcale. 

II. 

Czy „Parnas wileński' miał pow 
zgrozy y Jeżeli się postawimy na jego si 
musieli odpowiedzieć, że miał go rzecz 

Całe dążenie naszego „wieku ośv 
któr^o spadkobierczynią była ówczesn 
pokolenia w kraju, zmierzało ku temu 
sów saskich rozjaśnić promieniami świ 
nowicie z Francyi; ażeby gusła, żabo 
płody nizkiego stopnia rozwoju umyśle 
stąpić je prawdami wiedzy, mozolnie 
rozumu zdobytej i zdobywanej ciąglf 
popędu narodu do nauki wzmocnić j 
wszelkimi możliwymi środkami, zarói 
darni umiejętnymi, zarówno przemawia 
i do uczucia, zwłaszcza do uczucia [ 
duchu i kierunku działali wielcy pisan 
skiego i ich epigonowie w XIX stulecii 
runku rozwijały się prace uniwersytet 

'j C*nzurĘ |n)Jpi#iił ks. JęJriej Klągienii 



— i!iy - 

naubowydi. satyrycznych i filantropijnych; w tym duchu i kie- 
runku 37ii jednem słowem poeci, uczeni i publicyści, Hczncy 
się do stronnictwa „liberalnych", mających natenczas jeszcze 
znaczną nad ,obskurantaii]i'' przewagę, jako zacni i dzielni 
obywatele, jako rozumni i utalentowani pisarze. 

Tymczasem, gdy po uspokojonych zaledwie zapa.iacU 
wojennych w Europie, nauki w szkołach i uniwersytetach 
mogły pójść zwykłym i regularnym trybem, dając nadzieję 
rozpowszechnienia oświaty w kraju i urzeczywistnienia ma- 
rzeń owych mężów, garstka młodzieży zaczęta się z pod ich 
kierownictwa uchylać i ku innym, pozornie przynajmniej, zniie- 
nać celom. To, co męiowie , wieku oświeconego" poczyty- 
wali za jedne z najpotężniejszych dźwigni oświaty, literaturę 
francuską, młodzież ta zaczęta lekceważyć, podziwiając nato- 
miast literaturę niemiecką, oraz poezyą gminną z jej gustami 
i zabobonami. Świat fantazyi stawał pi-zeciwko światowi roz- 
Eiidku i chciał, zdawało się, wyprzeć go z dotąd zajmowa- 
nych posad. 

Koryfeusz poetycki tej młodzieży, Adam Mickiewicz, 
ogłoszeniem pierwszego tomiku swoich ,poezyj" stanął na 
C7,ele tego ruchu, wypowiedział jego hasło, ogłosił zaranie no- 
wej epoki w rozwoju ducha. Zaraz w „Przemowie" napisanej 
jasno a śmiało, lecz poważnie i z taktem wielkim, wypowie- 
dział on zasady i poglądy, które zwolennikom „wieku oświe- 
conego", wykształconym na łacinie i franeuszczyżnie, podobać 
się w żaden sposób nie mogły. Obok entuzyastycznego uwiel- 
bienia dla sztuki i poezyi greckiej, jako wyrazu doskonałej 
harmonii wszystkich sil umysłowych, z natury niepospolitych 
a kształceniem spotęźnionych, Mickiewicz bardzo surow- -'- 
szedł sie z poezyą łacińską, odmawiając jej tytułu naro 
•"hiej, „któraby wpływając na charakter i i 
,odu, dopełniać mogła była właściwego jej 
.™*. Potrzeba sobie uprzytomnić chwilę owoi 
z powodu zaniedbania greczyzny pod koniec 
" początkach XIX, starsze pokolenie, w szkotat 
^-re. na łacińskich wzorach się kształciło. 



— 20() 

ocenić niezadowolenie, jakiem 
umysł tych, którzy nad Horacy 
żeli Brodziński, uznający brak o 
skiej. nie mógł się zgodzić na 
i twierdził, te „Grecy i natura wzi 
nauczycielami naszymi być mus 
wielbiciele Rzymian , jak Kożn 
uważać musieli pogląd, ich poez 
sprawę oświaty prawdziwej. 

Szczegółowiej nit nad rzym 
nad poezyą francuską, piętnując 
downictwa. Jliat lu już drogę ut 
i Borowskiego; nie powinny wię 
tak bardzo zwolenników , wieku ( 
jak te same wyrazy i myśli z rć 
mowane bywają. Najsurowsze na 
turze francuskiej przez ludzi, kti 
rakterze zwiastunów nowego kieri 
dawnych w tym stopniu, co zda 
przedmiocie. Brodziński i Borows 
zyi francuskiej, ale się też nie o 
pierwszy, wykazując cechy właśc 
skiej, radził je tylko utrzymać i n 
w niej cech takich, na ogólnikai 
przestaj. Inaczej Mickiewicz. Dla 
tości literatury francuskiej miał( 
że porzuciwszy jej wzory, poszet 
skimi; w każdem więc jego sło\ 
conego* dopatrywali chęci stronr 
bionej. A zarzuty, jakie poezyi fi 
należały do liczby nader dotklif 
mówił — nie ważyła się sama 
kroku i pośpieszała tylko na usl 
-powołana od rozumu, okrasza i 

) H.izprawa o kl.-isvczn.i>ei i roi. 



- 201 - 

tyczne i fakta historyi: w rodzaju opisowym trzyma się go- 
ścińca wytkniętego od rozwagi systematycznej i zawsze krą- 
żąc blizko ziemi, maluje nasuwane sobie przedmioty z natury 
rzeczywistej, albo właściwiej mówiąc, zdejmuje z tych przed- 
miotów portrety, wykończone wprawdzie co do kolorytu, ale 
co do układu zbyt architektoniczne, zbyt wzorom swoim po- 
dobne i przez to obumarłe; jeżeli czasem podlatuje wyżej, 
szuka tylko w krainie zmyślenia materyalów, z których dowcip 
tworzy zimne, coraz upodobańsze budowy lub emblemata 
allegoryczne". A jak upośledzona została w poezyi francuskiej 
imagioacya, tak skrępowane było uczucie. „W materyałaeh 
tyczących się moralności i obywatelstwa — powiada Mickie- 
wicz — usta poetów francuskich powtarzają tylko to wszystko, 
co rzetebiie czuły serca poetów greckich, jak retorowie ale- 
ksandryjscy powtarzali Peryklesa i Demostenesa: gdzie szło 
o wydanie delikatniejszych uczuć serca, pisarze z wieku Lu- 
dwika XIV tchną zawsze duchem romantycznej sen ty mental- 
ności, ale zbyt wyrafinowanej, zbyt wykwintnej; w obudwu 
zaś razach ton namiętny miesza się z rozumowaniem i dowci- 
pem w maksymach i antytezach". Co do dykcyi wreszcie, to 
poezya francuska — zdaniem Mickiewicza — „w zewnętrz- 
nych ozdobach wynękana, nie miała właściwego stylu, była 
zawsze prozaiczną*. Rozpatrzenie żywiołów poezyi francuskiej 
i warunków, wśród których się rozwijała, doprowadziło Mickie- 
wicza do wniosku, że jako wyraz świata konwencyonalnego, 
sama też była konwencyonalną, dla pewnej tylko warstwy 
społecznej przeznaczoną, prawami etykiety i mody rządzoną, 
a więc nie przemawiającą do ogółu narodu i nie mającą 
w sobie pierwiastków trwania wiekowego. 

Gdy zważymy, że Mickiewicz zwrócił ciosy swoje nie ku 

okresu klasycyzmu upadającego, ale ku arcydzie- 

• Ludwika XIV, łatwo sobie wystawimy zgrozę 

Którym nieśmiała krytyka Atalii Rasyna przez Fran- 

yka wydała się występkiem ^). Gdyby zresztą takie 

7a Wężyka o poezyi dramatycznej z roku isll. ilrukowana 

-»rri rtówf^nty. Kraków, t. I. 



\-Z-M.. 




— 202 

zapatrywania pomieszczone były w 
prawie, osobno ogłoszonej, to nie 
obaw; ale one mieściły się w ,f 
zbiorek poezyj, które miały zaświa 
w gustu francusiiiego, mo 
lięltne i silnie umysł ku so 
tezyom tym, pod względe 
nie zarzucić nie było podoi 
niektóryeii wyrazów mogi 
mówienia w tycli stronach 
yfikacyi, ta w niczem nit 
m przez ówczesne rymotw 
nie dopuszczała siekanin; 
nakoniec prócz naduiyc 
3 zresztą było do pochwale 
zwroty retoryczne. Ta wlai 
iT utworach, objętycli pierw 
, była największą dla „pa 
od jej urokiem nie przedos 
; myśli i obrazy, w któryc 
wił. 

ijogólniejszą tych myśli i o 
wierszu .Romantycznośó". 
ików tego nowego kierunku 
ł dziewczynę Karusię, któ 
óci w stronę oka, to strz 
deje, coś niby chwyta, coś 
je'. Karusia ma w biały dzi 
y stoi wyraźnie jakby żyw} 
irzed dwoma laty; nieszczę 
z nim pieścić. Żle jej w 
lydzii; mówi, a nikt jej ni 
go nie dostrz^a. Gdy Jasii 
sży za nim, krzyczy i pada. 
„prostota" matomiasteczk( 
zy swej Karusi, bo ją kocli 



- 203 - 

bez ogródki, że wierzy tak samo jak , prostota**, iż dusza ko- 
chanka musiała być rzeczywiście przy kochance. Wprost prze- 
ciwne zdanie wygłasza wychowaniec wieku XVin, przedsta- 
wiciel filozofii doświadczalnej, wielbiciel rozsądku, nieprzyjaciel 
zabobonów i guseł. Mickiewicz wprowadza wśród ów gmin 
małomiasteczkowy starca, który powołując się na swoje „oko 
i szkiełko", przemawia sJowami jakby wyjętemi z rozprawy 
Jana Śniadeckiego o pismach klasycznych i romantycznych: 

Duchy — karczemnej tworem gawiedzi, 

W głupstwa wywarzone kuźni, 
DziewczyTia duby smalone bredzi, 

A gmin rozumowi bluźni. 

Poeta staje w obronie „gawiedzi" i jego wiary, poślu- 
bionej przez siebie. Doświadczeniu i rozsądkowi, tym głów- 
nym dźwigniom umysłowym „wieku oświeconego", przeciw- 
stawia czucie i wiarę, uważając je za dźwignie stokroć od 
tamtych potężniejsze, jako dostarczające prawd żywotniejszych: 
,Czucie i wiara silniej mówi do mnie — powiada — niż 
mędrca szkiełko i oko". A zwracając się do starca, uzbrojo- 
nego w narzędzia, dopomagające zmysłom do obserwowania 
cudów wszechświata i tJómaczenia ich w sposób rozumowy, 
robi mu zarzuty, będące echem Faustowskich dumań *): 

Marlwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, 

Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce: 

NJe znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!... 
Miej serce i patrzaj w serce! 

Z tego zakończenia zwolennicy „wieku oświeconego'' 

i ów epamas wileński*, mogli wyciągnąć wniosek, że poeta, 

wskazujący nowy dla twórczości kierunek, jest nieprzyjacielem 

j rozsądku jak i mozolnie przez obserwacyą a do- 

enie zdobytych prawd naukowych, że dla niego niczem 

"ie odkrycia badaczów, dozwalające w proszku, w każ- 

or. monolog Fausta, a nadto wyrażenia: „Da.s Wunder ist des 
iebsles Kind**; — „Doch werdet ilir nie Herz zu Herzen schaf- 
"""^ nioht von Herzen geht**. 




dej iskierce gwiazd widzieć ś' 
dorobek cywilizacyjny ludzkoś 
tn<!tvczne. Bo i czernie jest 
■ę przeciwko rozumowi 
obie zwolennicy „wieku 
bardzo wainy czynnik 
wą sobie sferę dzialar 
być dobrym przewodn 
Iku i doświadczenia. Wi 
■ej w wierszu jest mowa 
lyslach nieuksztalconycli 
towywać i do znaczenia 
Zasadności rozum owanii 
lakte jest w niem coś, 
bniia i nie pozwala pi 
hasła romantycznego. ( 
:onego" i poeta nasz 
o to, ażebyśmy rozumc 
iebyśmy świadomie obji 
;h i drugi^o. 
Jakie się nam dzisiaj 
'cznośe?" Niewątpliwie, 
i, musimy tak samo jal 
,eć, że okiem nic dostr 
m, że nie myślimy byn: 
istotnie swego Jasieńl 
ówi Szekspir. Widzenii 
niezwyklem; znamy j 
jszych objawach zarówr 
są rzeczywistemi widzę 
je, tak dalece, że co do s' 
wości nie różnią się w 
la więc istotnie widziała 
e inni go nie widzą, ni 
silnie w niej, bo do eh 
wnęlrzne widzenie stale 



- 205 ~ 

2hraklo zwykłej normalnej straży rozsądku, kontrolującego 
wrażenia i wzruszenia nasze; wiara zaś, z którą wyrosła od 
dzieciństwa, przyodziała widzenie to w tradycyjne kształty 
upiora. Co więcej, stan normalnego, jak mówimy, działania 
zmysłów i umysłu naszego, nie jest wcale stanem pierw^ot- 
nym; w dziecku wprzódy istnieją złudzenia i dopiero potem 
pod wpływem wprawy w postrzeganie i pod wpływem przy- 
zwyczajenia dochodzi ono do sprostowania tych złudzeń, do 
wyróżnienia świata zewnętrznego od wewnętrznego ^). U do- 
rosłych tylko rzecz się ma odwrotnie. Te czynniki, które spo- 
wodowują odróżnienie jednego świata od drugiego, muszą być 
zahamowane, ażeby widzenia wewnętrzne stały się dla nich 
zewnętrznemi. Dzieje się to wówczas, gdy rozum i rozsądek — 
że użTJemy popularnego sposobu mówienia — zostały w części 
lub w całości podbite przez uczucie i fantazyą i nie mogą 
stawiać zapór sw-obodnemu rozwijaniu się złudzeń i hallucy- 
nacri. W Karnsi taki właśnie stan duszy zapanował wskutek 
utraty kochanka; umysł jej obłąkał się; uczucie i fantazyą bez 
przeszkody i hamulca działały; miewała w biały dzień wi- 
dzenia, które dla niej najzupełniejszą i najniezawodniejszą 
były rzeczyw^istością. 

W powyższym wykładzie łatw^o dojrzeć różnicę wielką 
w pojraow^aniu zjawisk tego rodzaju przez zwolenników- „wieku 
oświeconego" a przez nas, ludzi dzisiejszych. Oni czcząc tylko 
rozsądek i doświadczenie zmysłow^e zaprzeczali poprostu faktu 
możności widzenia ducha; my dzisiaj sam fakt uznajemy, 
tylko wyjaśniamy go nie tak jak „ga wiedź % która duchowi 
czv upiorowi przyznawała odrębne, zewnętrzne istnienie, lecz 
jak go nam psychologia przedstawia. 

Co spow 'łdowało tę różnicę w zapatrywaniu sięV Oczy- 

wój nauk doświadczalnych w przeciągu ostat- 

kudziesięciu. To uznać niewątpliwie wypada; ale 

eba dodać, że rozwój ten odbywał się w pewnej 

^ '^•■'ine: ^0 intelligeiicyi*. cz(,^śó II, ks. I, roz. 1: ^t) zhi- 




owej, której jedny 

była poezya romat 
Kechno-dziejowe pc 
syć uznanie dla lek 
:linanej fantazyi, te 
[II okazała nie teo: 
n świetnycli utwon 
:kiej we wszystkich 
liej równorzędne i 
) zdobycz równo zna 
ata, gdyż istotnie z 
«inostkowem i zbio 
) widnokręgi olbrzyi 
)ść ludowa, mity, 
ego" byty niezrozm 
akoż istotnie zwolen 
^omiejsze o nich w 

wynikach zdroweg 
wieconego" poezya 
, świadczących o m 
padków historyczny) 
;vładzy i bogactw. I 

na te "objawy czyr 
iarówno twórczość 
Ine źródło to jest ] 
zewnętrznego i wIb 
zenia tych wyjaśnił 
im własną wiadome 
owania rzeczy utor( 
i ludowej, mitach i 
omantycznym, jakt 
odzilo wcale i choć 
jawisk, które ich \ 

sprawcami zmiany 
ku nie byli; ale | 

do przedstawiania 



r 



f 

- 207 — 

i zapal (Ha nich wśród ogółu obudzić potrafili, stali sig tedy 
dzielnymi i wplywowyjni pośrednikami w utworzeniu psycho- 
logii twórczości ludowej, mitów i religij. 

Oni sami, zachwyceni świetnością fantazyi ludowej, prze- 
nosili się na to stanowisko pojmowania i tworzenia, jakie lu- 
dowi byJo właściwe, i starali się tylko za pomocą środków 
artystycznych uwydatnić dla spólczesnych uksztalconych i oczy- 
tanych słuchaczów swoich te pomysły, które przed wiekami 
w wyobraźni ludu powstały i tradycyjnie się przechowywały. 

W tem postawieniu się poetów romantycznych wzglę- 
tlem wytworów fantazyi ludowej tkwiło dwojakie niebezpie- 
czeństwo: albo poeta nie wierzył w istnienie odrębne duchów, 
upiorów itd. i posługiwał się nimi tylko jako środkiem arty- 
stycznym, nęcącym wyobraźnią, a wtedy mógł być narażonym 
na zarzut, że jest tylko sztukmistrzem, który bez wiary ma- 
luje obrazy dla wywołania efektu jedynie; — albo też wsku- 
tek przejęcia się wiarą ludową i ciągłego obcowania z jej 
tworami przyswajał sobie zasadniczą jej myśl o bezpośrednim 
stosunku świata duchów ze światem zewnętrznym — i stawał 
^k mistykiem. 

Niewątpliwą jest rzeczą, że początkowo poeci roman- 
tyczni posługiwali się wyobrażeniami ludowemi tylko jako 
artyści rozmiłowani w kształtach i barwach, zadowoleni, że 
znaleźli coś żywszego i bardziej do duszy przemawiającego 
niż suche, abstrakcyjne allegorye, na jakie się w końcu prze- 
mieniły piękne, plastyczne mity greckie w poezyi neo-klasycz- 
% Przekonania ich rozumowe, światłem nauki obrzucone, 
S2ly obok pomysłów poetyckich, nie przeszkadzając ich ukształ- 
towaniu, ale też nie zlewając się z nimi. Zarzut, jaki im można 
^jio zrobić, iż nie wierząc sami w istnienie świata fantastycz- 
^^ .c^^ry do poezyj swoich wprowadzali, domagać się zda- 
^ ' ry weń od czytelników, można było odeprzeć twier- 
i^ i, iż poeci odtwarzali tylko całkiem przedmiotowo wie- 
^ udowe dla ich malowniczości, że zatem z sumieniem 
s^' i przekonaniami nie zostawali w rozterce. Co lud 

p( * " ^T\!iTą naiwną, to artysta odtwarzał z wiarą arty- 




etyczną, nie chcąc psuć wrażei 
któreby tę wiarę naiwną unicest 
dałoby jej odmienne nit u ludu 
mtycznej nie odrazu poi 
czucia czy wyobrażeń z 
ńy. Z początku stare p( 
mych zmyśleń, miało i u 
tą jedynie różnicą, że 
liytych, nowe i świeże 
jzścielano. Z tego więc j 
lowej przyjmował i ro: 
sgo skrupułu, choć im \ 
kinii poglądami kierowa: 
Yszego tomiku swoich 
tetu , którego profesor 
jświeconego", nie wierz 
iki i upiory, jakie w 1 
ffial; owszem rozumiał 
rżenia się tych wyobraS 
lii. Itlówiąc o mitologii | 
a baśni ludowych. „Fe 
- zadziwiające, lecz sla 
tlómaczone więc potwo: 
siły tajemne, duchy, m 
stacią; uczucia takoż i 
V akcyi wystawiane; zda 
zdobione: oto jest poczę 
systkim może narodom 
tęcz nieuksztalcona ima; 
lie 7. początku gruby, 
od postacią rzeczy zmyi 
niu źródła baśni zamiast 
wierają w sobie pojęcie 
;e zwykłym trybem Iwo 
, podslawimy inne n. 
imionujące psychiczną ki 



— 209 - 

chowycli; — to zresztą tlómaczenie Mickiewicza bc^nlzie o(] po- 
więdnie dzisiejszemu naukowemu rozumieniu gienezy mitów. 
Przy takiera pojmowaniu rzeczy nie mogło być oczywiście 
mowy o wierze w duchy i ich obcowaniu z hidźmi: a użycie 
ich w poezyi było dla Mickiewicza takim samym środkieiu 
artystycznym, jak zastosowanie, mitów greckich przez tych 
poetów, którzy już w nie wierzyć nie mogli. To przedmio- 
towe, czysto artystyczne stanowisko wzgli^nlem wytworów fan- 
tazyi ludowej zaznacza Mickiewicz wyraźnie przy samych bal- 
ladach, dodając do nich przypiski, jakby w tym celu, ażeby 
ostrzedz czytelnika, iżby nie bral treści utworów za wyraz 
pnekonania samego poety. Przy balladzie „To lubię" znajdo- 
wała się taka uwaga: „ta ballada jest tlómaczeniem wiej- 
skiej pieśni; jakkolwiek zawiera opinie fałszywe i z nauką 
o czyscu niezgodne, nie śmieliśmy nic odmieniać, aby tern 
wyraźniej rachować charakter gyniyiny i dać poznać zahohomie 
mniemania ludu naszego". Jak z tej uwagi widzimy, chodziło 
poecie o zapoznanie czytelników uksztalconych z wyobraże- 
niami ludu, lubo je zabobonnemi nazywał. Cóż go ku temu 
: skłaniało? Najprzód oddziaływało nań żywe już dosyć naów- 
czas zajęcie się zbieraniem pieśni, podań, zwyczajów i oby- 
czajów ludowych w^ naszym własnym kraju; a po wtóre przy- 
kład poetów niemieckich i angielskich, którzy sztywnej i ode- 
rwanej poezyi francuskiej przeciwstawili pełną rozmaitości 
i konkretności poezyą narodową. Istotnie, ażeby odfiąj^mąć 
I umysły od neoklasycyzmu, potrzeba było silnie działającego 
: środka artystycznego, któryby zajął uwagę, oczarował wyo- 
braźnię. Taki środek znaleziono w tworach fantazyi ludowej; 
' okazał się on rzeczywiście nadzwyczaj skutecznym, odpowiadał 
bowi^TTi wybornie wymaganiom ludzi znudzonych jednostaj- 
noś 'nokształtnością pomysłów neo-klasycznych. Jest 

w bzy człowieka silny, bo od wieków zakorzeniony 

po< _ cudowności i tajemniczości. Pociąg ten, wypływa- 

jąc "*uralnej i koniecznej w człowieku chęci poznania 

rze ""inych, w miarę ukształcenia człowieka i ludzko- 

ści, " "^mrę zwiększania się dziedziny rzeczy znanycł 

li 



ulega zmianom i zn 
dziedzina rzeczy niez 
grupy osób mo^ą ji 
poczytywane niegdyi 
giej grupy jeszcze g 
zach, gdy oświata w 
tyczne, wrażliwość r 
np. obawa ciemność 
odległych, przekazyw 
pierwiastek baini lu 
objaw szczątkowy, 
a jego wskrzeszenie 
dziach zapału, oboję 
oddziała na najgięt 
szereg skojarzonych 
wiek jeszcze dotychc 
ich będzie zajęta i n 
podsuniętych. 

Rozumie się, i 
wej może nadejść 
zwłaszcza gdy bezm 
pięknem było u mis 
przeżycie się formy 
wadząc wniosku, \ż 
miała gruntu pod ; 
wątpliwości ulegać 
wprowadziła główni^ 
lowniczoici, jako prz 
suchego i bezbarwne 
Ona ożywiła i urozn 
niejszą i plastyczniej 
zarodek artystyczny j 
na miejsce tych lud 
klasycyzm. 

Nie rozwodząc 
\i rozbudzona fant 



— 211 - 

>*zumowl wywrzeć mogła, kierując umysły ku sferom mi- 
^ilycznym, zaznaczam tylko możliwość tego wpływu, który, jak 
"^ wielu roraantylców, tak i u Mickiewicza objawił się w życiu 
^^źniejszein; — a przechodzę do rozpatrzenia się w zawar- 
^^i pierwszego toiniku jego „Poezyj". 



Naczelny v?'iersz „Pierwiosnek**, w formie dyalogowanej 
^0iędzy poetą a kwiatkiem romancy napisany, jest poetyczną 
przedmową, >?sr której autor występując przed ogółem z pierw- 
^ym zbiorem swych prac, usprawiedliwia jego skromne za- 
lety lem, ^e pisze dla przyjaciół i kochanki. Jak inne znane 
jut nam romance („Kurhanek Maryli", „Dudarz"), tak i ta 
-fiie wyrótnla się wybitnie od ówczesnych sielankowych utwo- 
rów: tai w niej mdła uczuciowość, toż pieszczenie się i łza- 
wienie, taż afektowana naiwność, a wreszcie nadużycie wyra- 
zóvr zdrobniałych (kimatellza, percłlca, rąhek^ ząhck, Dudyllca, 
th%ciU:a, aniollcciy ziółka, rączek i t. p.). W wyrażeniu uczuć 
nie natrafił wtedy jeszcze Mickiewicz na ton sobie właściwy 
i poszedł torem sentymentalnych sielanko pisarzy, albo też bral 
sobie za wzór młodociane utwory Schillera, również senty- 
mentalnością nacechowane. Ten diiigi w^pIyw objaw-ia się dość 
j wyraźnie w pierwszym drukowanym sonecie Mickiewicza: 
aPrzyporanienie". Powierzchownie sądząc, możnaby mniemać, 
' te zarówno formę same jak i konwencyonalne nazwisko ko- 
chanki (Laura) wziął nasz poeta od Petrarki, o którym mógł 
przejąć dokładne wiadomości w czasach uniwersyteckich, od 
Gapellego. W gruncie jednak rzeczy tak nie jest. Formę so- 
rtttłłi »v^ógi zapewne zapożyczyć Mickiewicz zarówno od Pe- 
jak od Goethego; ponieważ jednak ówczesna jego zna- 
; jĆ mowy włoskiej była bardzo szczupła, prawdopodo- 

^zą jest rzeczą, iż od Niemców ją wziął, gdyż ich pi- 
/ Mę lubował. Że nie znał sonetów polskich Kochanow- 

' Szarzyńskiego, a tem mniej Andrzeja Morsztyna, to 

''«crać żadnej wątpliwości, gdyż w KochanoW'skim 

14* 



£ł 1-Tl 



nie odkryto jeszcze wtedy tej formy, rymy Szarzyńskiego bv 
bardzo mało komu znane, chociaż już wtedy zaczęto na ifl 
zwracać uwagę ^); a poezye liryczne Morsztyna leżały w rcM 
piśmie. Co do nazwiska kochanki, to oprócz Petrarki, mlodoB 
ciany Schiller pisał kilka sentymentalnych wierszy do LainjB 
że Mickiewicz lubiJ te młodzieńcze utwory swego uwiellAB 
nego poety, jak świadczy przeróbka wiersza „Amalia"* -), pflj 
wdopodobną wielce jest rzeczą, iż i imię Laura, znane Wm 
zresztą z ulubionej przezeń sielanki Karpiński^o, dopiero !■ 
pośrednictwem Schillera przeszło do sonetu ^Przypomniemeł 
Wyrażenia w nim zawarte, przypominające zarówno „AmM 
lią", jak i niektóre wiersze do Laury, prawdopodobieóstiw 
to wzmacniają. Poeta przywodzi kochance na^ pamięć In 
szczęśliwe, kiedy w altanie przy szmerze strumienia i ksąl 
życa blasku „wzajemne chęci" wypowiadali sobie, kiedy se« 
ich porywało „słodkie zachwycenie", kiedy usta się spotyka™ 
oko ginęło w oku, łza ze łzą, a z westchnieniem mieszało m 
westchnienie!... Bądż-co-bądź ogólny charakter sonetu nie jeffl 
petrarkowskim, ale schillerowskim, lubo i niejaki wpływ sM 
netów Goethego można tu dojrzeć (np. Die liebe^tde schreS^JĄ 

Najważniejszą i najobszerniejszą część zbiorku stanowiW 
ballady. Między niemi znajduje się jedna wybornie przełoionil 
z Schillera p. n. „Rękawiczka", w której na tle stosunkóil 
średniowiecznych odmalował poeta niemiecki dumę rycerza^ 
co wzgardził łaską damy narażającej życie jego na niebea* 
pieczeństwo, ale wzgardził wtedy dopiero, gdy rękawiczki^ 
Marty z pośrodka zgrai zwierząt drapieżnych wydostał. Nil 
Schiller wszakże został dla Mickiewicza artystycznym wzorenij 
w balladach, lecz Burger i Goethe. | 

Wiemy już, wśród jakich okoliczności forma halladji 
stała się nietylko znaną, ale i ulubioną gronu studen' ^\ 
leńskich. Lenora Burgera rozentuzyazmowała je i f i^ 



') Zob. -Pamiętnik Lwowski" 1817 r., artykuł bezimieiu) i^? 

mość o Szarzyńskira, wierszopisie wieku KYI*. 
2; Pomieszczona w IV rzęści , Dziadów. 



r 



— t>13 - 



^0 naśladowania. Tomasz Zan wystąpił ze swojjj „Neryną** 
^łóra była przekładem ^Ludmiły" Żukowskiego. Zdaje sic^ 
^^eczą \c\elce prawdopodobną, i^, , Ucieczka" Mickiewicza, 
{fjająca lat -wiele z Lenorą podobieństwa, najpierwsza była 
cróbą naszego poety w nowym rodzaju tworzenia. Najsihiiej- 
fflymwtej mierze dowodem jest jej zewnętrzne potlobieństwo 
i .Neryną'' Tomasza Zana. Istotnie, tak jak w „Nery nie" 
ulemaiw ^Ucieczce* subtelniejszego artystycznego podziału na 
tWToto; opowiadanie ciągnie s\q niby jednym tchem z jakimś 
gorączkowym pośpiechem*. Tak samo jak w „Nerynie" mo- 
żemy i w ^Ucieczce" zauważyć niejaką rozwlekłość, nie W7ni- 
tającą z obfitości pomysłów, ale z obfitości słów, do ich wy- 
rażenia użytych. Nareszcie przeważnie w „Ucieczce" panującą 
formą jest wiersz ośmiozgłoskowy, najczęściej w utworach 
ludu naszego spotykany, tak samo jak w „Nerynie"; Mickie- 
wicz tylko dla uniknienia jednostajności używa od czasu do 
czasu wiersza siedmiozgłoskowego z rymem męskim. Samo 
to użycie rymu męskiego jest niejakiem świadectwem na rzecz 
dawności , Ucieczki", gdyż ze wszystkich ballad Mickiewicza 
tylko w „Liliach" został on zastosowany, a „Lilie" wedle 
tradycyi należą do najwcześniejszych ballad naszego poely '). 
Cechy stylowe „Ucieczki" przemawiają także za policzeniem 
jej do wczesnych utworów Mickiewicza i kładą ją na równi 
z ^Liliami", która i pod względem budowy wiele ma do niej 
podobieństwa. Ani dykcya, ani sztuka wersyfikacyjna nie są 
tu jeszcze na tym stopniu doskonałości, jak w balladach pó- 



*j Twierdzenie przeciwne t. j., że ^rcieczka" należy do najpóźniej- 
szych ballad Mickiewicza, opiera si^ na dwu dowodach: 1" że wyduna zo- 
stała po raz pierwszy dopiero w r. 1S3^; i :2" że Odyniec twierdzi, juko 
la była w Poznańskiem. (Zob. A. Mazanowski: ,A. Mickiewir-z od 
—3'2'', ustęp IV w przypisku przy końcu). IMerwszy dowód nierna 
srily przekonywającej, gdyż wiele utworów Mickiewicza, pochodzą- 
rzasów wileńskich łub kowieńskich, drukowano bardzo późno. Dru^d 
lie może mieć znaczenia. "dvż Odyniec z Mickiewiczem w Poznań- 
'* hył, a informacyi o każdym wierszu n;iszt>ł,'o wieszcza z powno- 
odbieral. 



żniejszych; przedstawienie 
niepełne, urywkowe; porc 
napotyka się tu wiele. Ti 
nory, co i wszystkich zreg: 
szi^cych się do porwania i 
W obrobieniu atoli poszed 
jego ścisłych naśladowców 
Zana (za pośrednictwem 2 
wnie w dwu punktach: w 
panny przez nocnego jeźc 
chanką na cmentarz. U Bi 
za karę dostaje się w moc 
nie jest zaakcentowany, a 
żnych czarów". Jeździec p 
dzie i nasz poeta powiada 
nieprzyjaciela symbolów i 
wia; ale na ów grzech pa. 
kładzie — zupełnie inaczej 
poeta niemiecki wyraził st 
do myśli spoczynku w grc 
malował przeszkody, upio 
przeszkody w postaci 01 ta 
krzyżyka, zabranych z sol 
użyciem czarów, nie wyrzi 
symbolów, gdyi te z prz 
dzielnie się zrosły. Czy te 
kiewicza istotnie z podani? 
bo naprzód w znanych na 
nie inne, dziewczyna bowi 
do izby, w której znajdu 
.Ołtarzyka złotego" t. j. \ 
zywać, że albo sam poeto 
albo też słyszał treść podi 
ukształconej trochi; książkc 



— 215 — 

Ballada ta. wszakże nie weszła do pierwszego tomiku 
I dopiero w dziesięć lat potem została wydrukowaną. Może 
jiictewicz nie chciał, ażeby wśród ballad jego którakolwiek 
p^ypominala Biirgera choćby, zdaleka, może nie uważał za 
^osowne, żeby dwie w zbiorku były ballady, pokrewne tre- 
$e\2L ,LiVie*' bo^wiem mają rzeczywiście rys zasadniczy ten 
łam co I „Ucieczka". Jak w „Ucieczce" kochanek zmarły za- 
biera z sobą do grobu kochankę, tak w „Liliach*" mąż za- 
bity przez żonę, w chwili, gdy miała wiarę przysięgać je- 
dnemu z iego braci, zjawia się w kościele i zarówno żonę, 
jak i obu braci zabiera z sobą do mogiły. W rozwinięciu 
wszakże opowiadania jest wielka pomiędzy jedną a drugą 
balladą różnica. „Lilie** są wprawdzie tak samo rozwlekle 
i tak samo nie podzielone na strofy jak „Ucieczka**; wersy- 
fikacja wogóle nie należy również do wykwintnych, dykcya, 
obiegająca się za prostotą wyrażeń ludowych, nie zawiera 
wiele piękności w^artych szczegółowego zaznaczenia; ale uryw- 
ków ość , Ucieczki** już tu dostrzedz się nie daje; owszem wszyst- 
kie szczegóły są starannie przedstawione a wszystkie czyn- 
ności dobrze umotywowane. W użyciu onomatopeicznych wy- 
rażeń (traf, traf, skrzyp, skrzyp i t. p.) widać większy wpływ 
ballad Burgera niż w „Ucieczce**. 

Ballada p. n. „Rybka** przenosi nas z^ świata upiorów 
w śuviat świtezianek, to jest boginek wodnych, które są do- 
bre dla poczciwych, ale okrutne dla złych. W „Rybce** mamy 



balŁidy Adama Mickie\vicza p. n. , Ucieczka" (w ^Świcie" 1(S85 Nr. 10— lO). 
Szczegółową ocenę ballady naszego poety w porównaniu z utworem Bfir- 
?era skrei^Uł Julian Klaczko w artykule p. n. „Lenora i Ucieczka " (w pi- 
śmie zbiorowem , Pokłosie"*, Leszno 18o;j, str. li^— 175j. Wiele tu znaj- 
diMP. «ń<» bardzo trafnych uwag, ale wyjaśnienie myśli utworu, oparte na 
1 szczeniu, iż ^ Ucieczka" napisana została doj)iero około r. 18.'^0, jest 

^ 'e chybione; krytykowi się zdaje, że ^ Ucieczka" stanowi „pierwsza, 

^ .^dną i iajemniczą przedgrawkę" do bezpośrednio jakoby po niej na- 

I ' , Ksiąg Pielgrzymslwa" oraz wierszy religijnych „Aroymistrz**, „Ho- 

^ 'lara*, , Mędrcy*, Rozmowa wieczorna", przyczem autor widocznie 

ytorania sobie ani dat chronologicznych, ani też rzeczywistego, ni« 
^ — ^ -znaczenia „Ucieczki". 



t: 



— 2] 

e obadwa te stosunki u\ 
a, Krysia, uwiedziona p 
ć swego wstydu, zostaw 
sa się do świtezianek, w 
niem się zapowiedziała, 
u i jego ionie szukać ni 
;ad rzekę urągać się z ji 
I, poszedł nad rzekę i ■* 

przemienioną już w św 
a, przemieniła się w dzi 

cowieczór i co ran o pov 
Igo pan z małżonką wj( 
Wtedy świtezianka-rybki 

zamienieni zostali w br 
e ciała. Ale po dokonani 
ogła i»i karmić swego d 
ek rozpaczy, ie kochan 
w głaz przemieniła; rze 
; tylko sucliy piasek i rt 
wykonania słaba, zasługu 
go poety romantycznego 
letne jego oburzenie na 1 
cie i życie dziewczyny, i 
Jem nadprzyrodzonym, g 
uh naówczas zbrodnia 
f. Tu Mickiewicz nie jest 
ni zwolenników „wieku o 
ty fantastj'czne. Gdyby v 
. była liczyć na sympaty 
Inych. 

.Kybka* pisana była wi 
/.a część „Ucieczki', ale 
. Odtąd poeta uznał budi 
In ballad i trzymał się jt 
iugość wierszy. W najpi. 
I, w , Świteziance", pr; 



- 217 - 

^^^bog\ut*2 xa. plocUość i niewierność *); w „Świtezi** opo- 
^^iial podanie o powstaniu tego jeziora. 

sTuka^* (^pisany niestroiieznie, zresztą niedokończony 
P^ez Mu-k\evrlcz.a) wprowadza nas jakby do trzeciego kr(;gu 
S^nala ianlastycznego, zapoznając z czarodziejami, którzy moc 
^% nad\udxką, biorą od dyaWa, przez zapisanie mu swej du- 
szy. Tutai^, zeslrrzaly i zwątpiaty, już ostatnie oddawaj tchnie- 
nie: a\e ma otrzymać możność wiecznego życia na ziemi, 
jeMi znajdzie kogoś drugiego, komuby tak zaufał jak sobie 
samemu. Z początku, to jest w „pierwszej balladzie" o Tu- 
kaiu, opomadanie trzymane jest w tonie poważnym, ale w dru- 
F'^j' gdy starzec umierający zawiera układ z szatanem, prze- 
chodzi poeta w ton lekki, a nawet krotochwilny i odkrywa 
nam tym sposobem nowy widok na traktowanie pomysłów 
ludowych. Obok wydobywania z tych pomysłów treści wzru- 
s^^^jącej lub groźnej, obok posługiwania się światem fanta- 
stycznym w celu dania przestrogi ludziom, używa go także 
Mickiewicz już-to w celu żartobliwym jak w balladzie „To 
lubię*, już-to w celu satjrrycznym jak w „Pani Twardow- 
skiej*. Nie robi tego bynajnmiej z zamiarem wyśmiania świata 
fantastycznego, a tym sposobem potępienia i własnej twór- 
czości balladowej; ale postępuje zgodnie z duchem poezyi 
ludu. Nie wszystkie bowiem utwory ludowe osnute na sto- 
sunkach człowieka ze światem nadziemskim są przejęte czcią 
dla tego świata, czy to z obawy czy z szacunku wynikającą; 
ale znajdują się w nich i takie, gdzie szyderstwo z tego świata, 
żartobliwą wesołością zaprawne, wyraźnie się ukazuje; mia- 
nowicie w stosunkach z dyabłem. Dyabeł wobec przemądrego 
chłopa pocieszną gra rolę, gdyż najczęściej zostaje oszuka- 
nym. Jak natura naszego kraju nie ma po większej części 
h i przerażających widoków, tak i baśni, z chęci wy- 



I 



Przypomina ona, jak to wykazał Tretiak, niektórymi szczegółami 
Goetłiego: „Der Fiscłier**. Na to podobieństwo zwrórił uwagę już^ 
arowski (^A. M. i pisma jego do r. l.S-i'J^ str. 7'J), tylko fałszyw j 



— 218 

a sobie jej objawów pow 
wzbudzającemi uczucie gi 
■miech, żart i satyra poją 
nie bardzo spodziewało, 
udowych ujął i uwydatnił 
wskiej", która wśród bal 
BJsce, jak „Świtezianka" 
irębne zabarwienie ma 
ich pisanych wtedy prze 
ej brak zupełny pierwi; 
ie poważnej czy żarlobliw 
cznik pewien z ogólnym 
ly przyjęli, ie ocalenie i 
dzieci, gdyż wówczas mis 
j należący dziedziny, aniż 
samoksiężników, byłby w 
mieniem świata fantastyc 
;lię naciągane. W rzeczyw 
kupca ocala nie modlitwa 
ący hersztowi zbójców j 
uczucia, bez żadnej przym' 
iłowego, stanowią zasadn 
liwie jest w związku z ta 
mi, których typowym p: 
li Vulpiusa, przedstawiaj ij 
bór bohatera ballady ze 
, Powrót taty", powstał | 
nansów i wogóle lileratu 



^ajszczeg6lowszy i najlepszy 
la wlanego tu czasu dał Józe 
i Kownie'. Lwów lS8t. t- II. 
I rozjiatrzyl je Jan Ew, Remb 
cmicckioj i polskiej', Jasb, 181 



i _ 219 - 

Przy końcu tego zbiorku poezyj romantycznych pomie- 
szczony był poemacik, który i z treści i z formy należał isto- 
tnie do rodzaju klasycznego. Mickiewicz, drukując zaraz 
w pierwszym tomiku „Poezyj'' swoich „Warcaby", nie tyle 
miał na względzie, jak się zdaje, czas powstania tego dydak- 
tycznego poematu, ile chęć okazania sędziom literackim, iż 
nie jest fanatykiem jednostronnego kierunku fantazyi. Spo- 
kój, porządek w rozwinięciu myśli, wykończenie pod wzglę- 
dem wierszopisarskim, dykcya ścisła i jasna; oto zalety, któ- 
remi się „Warcaby** odznaczają; więcej tu naturalnie miał 
do robienia rymotwórca, usiłujący prawidła gry w warcaby 
ująć w wiersze regularnie dwójkami postępujące, aniżeli poeta 
z wielką i świetną wyobraźnią. Po określeniu znaczenia i war- 
tości gry w warcaby dla „serc czułych", po dedykacyi poe- 
matu przyjacielowi (Franciszkowi Malewskiemu), po wezwaniu 
Widy, biegle w polskie przestrojonego szaty *), poeta wykłada 
naprzód prawidła ruchóvy warcabowych, upodobnionych do 
obrotów wojennych, następnie podaje różne sposoby gry 
u różnych narodów% potem objaśnia, jak należy napadać i jak 
się bronić, a w końcu tłómaczy, dlaczego przykładem nie 
okazuje przyjacielowi prawideł, może ciemnych w opi.sie; da- 
wniej warcaby były jego ulubioną zabawą, ale odkąd prze- 
ginał party ą z kochanką, odkąd ta ukazawszy mu się we śnie, 
wyraźnie zabroniła gry dalszej, już się dotknąć warcabniey 
nie ośmiela. Tym tonem smętnym kończy się poemat rozpo- 
częty raźnie i wesoło. 



* 



T-"ho prywatnie odzywały się głosy niechętne arystar- 

., druku, publicznie nikt nie wystąpił z krytyką pierw- 

:omiku „Poezyj" Mickiewicza, ani w Wilnie, ani w War- 

3, ani w innych znacznie słabszych ogniskach życia 

,estto napomknienie o poemacie Jana Kochanowskiego p. t. ^Sza- 
l«ł%n\Tii z utworu pisarza włoskiego, Widy. 



^ft\ 




wego polskiego. P 
znaczyli warszaws 
leszcze w tym sai 
ie „Wanda", zost 

Dmochowskiego, 
kiego, przedruków 
Dudarza" i .Ręki 
awata i w latach 
ajlepszą zresztą \ 

młodego, o niezn 
leratorów zebrało 
iędzy nimi byli: J 
:ty Józef Nieiawic 
ześciu nauczycieli 
I nowogrodzki, ks 
i (na 5 egzemplan 
n Leiewel i Jan 1 
; (na i3 egz.), ks. 

nowogrodzkiej i 
ybko, lak, że w I 

'ryumf literacki b 
la widmo pracy 

szkolnym musiał 
ir Grodek przypon 
6 swego magistroi 
) użytku i ważności 
jak się przekony\ 
syteckiej w dniu '■ 
ildz (iolański (zas 

I Zoll. i. III, str. :>s- 



worociiiik dobrzi^ się 



— 221 - 

Pinabel. W protokole tym czytamy: ^Adam Mickiewicz, 
nauczyciel wymowy w szkole kowieńskiej, złożył rozpnurr 
w języku łacińskim z raateryi przez fakultet wyznaczonej dla 
otrzymania stopnia magistra, której ponieważ wszyscy człon- 
kowie oddziału w zbyt prędkim czasie odczytać nie mogli, 
a do tego ponieważ egzaminujący się musi jeszcze podług 
prairideł zdać egzamen z filozofii teordyrzłuj i j>/7//."///ci7/^y ; 
z tych przyczyn zdanie o jego rozprawie i pozwolenie jej 
bronienia odkłada się do świąt Wielkanocnych; przyczem od- 
dział zaleca egzaminującemu się, aby korzystał z tego pozw^o- 
lonego sobie czasu do dokładmejszcgo wypracoicama i poprmi-y 
stcojego pisma"" ^). 

Czy Mickie\Nicz w czasie pobytu swego w Wilnie 1822 
zdawał egzamin z filozofii teoretycznej i praktycznej, czy skła- 
dał powtórnie rozprawę swoje, nie wiemy. Wprawdzie w „Ka- 
lendarzyku politycznym dla wydziału uniwersytetu wileńskiego 
na rok 1823** w spisie nauczycieli kowieńskich, przy jego 
nazwisku znajduje się dodatek: magister filozofii, zamiast da- 
wniejszego: kandydat filozofii" (str. 133); ale skądinąd wia- 
domo napewno, że dyplomu magistra Mickiewicz w^cale nie 
otrzymał i w późniejszych swoich stosunkach urzędowych po- 
dawał tylko dyplom kandydacki. Widocznie Grodek był bar- 
dzo surowym w ocenie rozprawy. Anegdota opowiada, co on 
doradzał poecie: „Porzuć te poezye! one ci nie zjednają sławy, 
ani przez nie zasłużyć się potrafisz. Oto, kiedy chcesz praw- 
dziwie dokonać coś wielkiego, coś pożytecznego, weź przed 
siebie jakiego niewydanego dotąd ze starożytnych pisarzy, 
np. Eumenidesa (?), którego kilkanaście lub kilkadziesiąt wier- 
szy rozrzuconych w pismacli różnych autorów zaledwie na- 
pnłta<^ Tnn^.na. Otóż te zbierz w jedno, zrób nad nimi ko- 
ni a to będzie znamienita praca" ^)... 



Pamiętnik towarzystwa lit. iiu. Mick." t. 111, str. i^oS. 
*♦* w „Czasie" 1859, Nr. 117. 



Powtórny poiyt w 

1. Przygnębienie poet; 
niisnej. -^ Uczucia d 
roba piersiowa. — Pi 
mera Eonalskich. — 
waniu Mickiewicza; a 
poezyj. — II. Forma 
miłości we fragment 
o zaklętym młodzi eń< 
czc^i II. — Część n 
a wyraził Mickievricz. 
IV części ,Dziadrnv" 
klóre wydaj!^ się poi) 
żyny": wpływ na Di 
usterki kompozycyi. 
riszka Grzymały w ,j 
cza. — .Oda do n 
r. i8i3, — Widzeń 
o uwolnienie od ol 
w Kownie. — MarsM 
w Koivnie. — Berier 
Wyj: 



PowróciwsK; 

wiązki, w którycł 

i-iga jego z ser 



r 



— 223 — 



Aą w r. 1818 ubiegali o nagrodę w uniwersytecie, kandydat 
filozofii, Mikołaj Kozłowski ^). Poeta byl wielce przygnębiony. 
O swojem usposol^ieiiiu i trybie życia donosił Franciszkowi 
Ualewskieniu pod datą 22 października: „Nie dowiesz się ze 
umie nic o Wilnie ani o twoich przyjaciołach, od których 
tzadko miewam listki... Będęż zawsze pisał o sobie tylko, jak 
ciuję i myślę oddawna podobno o sobie tylko? Go za skutek 
i«:emiad ialosnych oprócz zasmucenia ciebie? Wiesz, gdzie 
jeslem, zgadniesz, jak jestem. Nie lituj się jednak zbytecznie 
nade mną. Łatwiej jest przywykać, aniżeli odwykać. Przywy- 
kłem do wielu rzeczy. Kowno staje się dla mnie domem, 
Wilno gościną, Nowogródek zagranicą. Dawniej duszą byłem 
w Wilnie. Teraz nie mam tam chęci jechać. Przywykam do 
szkoły, bo mało czytam, mało piszę, często myślę i cierpię, 
a zatem potrzebuję zatrudnienia oślego. W wieczór gram 
w bostona w pieniądze, żadnych towarzystw nie lubię, mu- 
zyki rzadko słucham, bez pieniędzy nie mam interesu grać 
w karty. Byrona tylko czytam; książkę, gdzie w innym duchu 
pisano, rzucam, bo kłamstwa nie lubię; gdzie jest opis szczę- 
ścia życia familijnego, równie mnie oburza, jak widok mał- 
żeństw, dzieci — jest-to jedyna moja antypatya". Przyjaciel 
zaś serdeczny, Jan Czeczot, przy końcu stycznia r. 1823 
w bardzo smutnych barwach przedstawiał Malewskiemu stan 
duszy Mickiewicza. „Z Adamem — pisał — niewiadomo co 
zrobić. Uczyć dalej żadną miarą nie może, do ostatka straci 
zdrowie; mówi, że go lekcye na cały dzień paraliżują. Lubo 
zdaje się być teraz spokojniejszym i jest nawet wistocie, 
jednak zawsze nudny, często bezsenny, ciągle tylko fajką i kawą 
żyje. Każdy widzi, sam pragnie, doktorowie radzą, że mu po- 
trzebny koniecznie wojaż; ale jakiż ma być jego wojaż, ja- 
on pragnie? Gzy się nie uczyć? Broń Boże! chodzić 
Izić. Ze wszystkich twoich opisów liieseyi-Gehirgii naj- 
■ go zajęły. Może ta mania ustać, jak się ujdzie mil 
hodzenie nie będzie nowością, może i posiedzieć gdzie 



^'ilendarzyk polityczny na r. 1822", sir. 1-29. 



i 



■przez zimę; lecz czy tak cz 
nicą punkt jakiś bliiszy, di 
wióci! i w ka?.dem zdarzeń 
będzie pielgrzymka! ni to 
ni pewnym być, że gdzieś 
straci, a potem zostanie w 
jak mu w jego humorze pi 
zyski czyhajijcymi ludźmi; r 
nie pójdzie on bowiem pc 
doliny, łąki. le go zajmą; 
dzie miało szkodliwego na 
się potrzebować ciijgle na 
a tam same tylko będą dla 
czasie przyrównywa stan d 
żoga przeszła" a przyczyn* 
nej miłości. „Marya — mó 
czasem pisuje, spuszcza sii 
dopełniać; pocieszam ją i 
lami. Byliśmy z Janem (C 
całą dobę; jej stan uniesiei 
rowego przed nią udaję, a pt 
Nie widzieli się z sobą (tj. 
pada i to na dobro; głuch 
władze przywiedzie", Adati 
,za myśl w rozdziałku wy 
człowieka"; najprzód cier 
dencyi całkiem zaprzestał. 
w maju 1823 mógł już Zn 
wałem i usiłuję uczuciom . 
dążenie; nie jestem pewn 
atoli, że icłi cierpienia złag 
doku koresponduję; ona n 
W czasie świąt oni byli 
dnie; usiłowania moje na 
'•im co dalej; tak to wsz 
że niegdyś obrońca mi 



- 225 — 

fiiej nie wypowiedział wojny*. — Obok milośc-i jednak, roz- 
Bamiętnionej czytaniem Byrona, przyczyną smutnego stanu 
iaszj Mickiewicza była także choroba fizyczna, (cierpiał na 
płuca: stąd czul ciągle ból w prawym boku i pluł krwią *). 
,Obuczanie łbów żmudzkich" piersi mu zrywało, jak powiada 
ir wierszu „Do malarza" ^. 

Ulubionenn w Kownie miejscem samotnych przechadzek 
i dumań, wśród których tworzeniem poetycznem podniesiony 
prąd wrażliwości coraz szerzej i gł^^^bioj nurtował w duszy 
była ładna, przez poetę „najpi(^kniejszą w świecie" nazwana 
iolina, a raczej wazki pas zielonością pokrytej niziny pomię- 
izy dwoma wzgórzami w ciągłych zakrętach wijący się, stru- 
mykiem przerżnięty i wspaniałemi kępami drzew ocieniony. 
Tam on oszukiwał swój popęd do ciągłego chodzenia, jakie 
sobie za granicą w górach Olbrzymich projektował, nie mogąc 
zamiani przywieść do skutku. 

Jedyneno towarzystwem, w którem lubił przebywać, był 
dom Kowalskich. Pan domu tego, naówczas wzięty bardzo 
1 szanowany powszechnie lekarz powiatowy, człowiek dobry, 
zacny, serdeczny, ale tak przytem wrażliwy i tak dający się 
TDiosić pierwszemu chwilowenm wzruszeniu, iż czując sam 
w sobie tę wadę, a uznając właśnie w swej żonie, Karolinie 
z Wagnerów, cnoty wręcz tej wadzie przeciwne: zimną krew 
i niezachwianą stałość charakteru; uważał ją za ideał dosko- 
nałości i, dobrowolnie stosując się do niej, z całą czułością 
i wylaniem serca był też zazwyczaj i dla tych, których ona 
za godnych swej przyjaźni uznała. Ponieważ zaś w obejściu 
swojem odznacza! się prostotą i szczerością, które Adam cenił 
najwięcej, podobali się sobie wzajemnie. Sama zaś pani, lubo 
ani liczona, ani literatka, miała ten zdrowy rozsądek, co war- 
tości „ ,stą zarówno w książkach jak w rzeczach i lu- 
4aa ^'ać umie, a zarazem tę przenikliwość niewieścią 



cspondenc}'a* t. IV, str. 50. 

jdrowiec" r. 1884 N. 11, grdzie wiersz ten z aulojrrału 



"w 



wvd 



15 



z' 



co instynktowo odczuwa i i 
umysłem. Jej postać, rysy, spo 
za modei rzeźbiarzowi i mali 
nawet jej toaleta zdawała się 
draperye greckie, niż wzory i 
bowiem nie bywała prawie, 
własnego smaku. Wogólności 
wai się mieć dla niej znaczeń 
sąd tych, o których dbała, ni 
lazł. Byt to charakter samoisl 
i naturalności. Od pierwszych 
Mickiewicza jakimś rodzajei 
i z całą energią niezłomnej 
i z delikatnością niewieścią za, 
dzaniem mu pobytu w Kowni 
mnóstwa rzeczy, których wpl 
np. ie Mickiewicz lubi muzyk 
ciństwie; ale się zdarzyła spo 
strumentu; nabyto go więc na 
ale miała znajome, które gra 
mentu nie posiadały. Doktor( 
ze swego, ale pod warunkiem, 
oznaczonych godzinach; a go< 
rych Adam zwykle przychodź 
zykę ulubioną, nie przypuszc 
Wszystkie nowe książki niemi 
interesować Adama, sprowa( 
siebie, ale pożyczano ich poe 
wano ważniejsze zagraniczne 
Inne drobne napozór, ale ci; 
mnienia chwil znękanemu by 
Kowalskich, sześcioletniej Ole 
swej antypatyi względem dzie 
tik się z nim spoufaliły, że s 
prawie, pieszcząc się z nim I 
o nich wspominać, a zwłaszcza 



/ 



/ 



227 



^ pny]ade/<;?€7, psina. Mickiewicza i Bauzera* tj. ogromnego 

faworyta, całej rodziny i doskonałego stróża dzieci 

^ l^rzechadztacYi. Ciągnęła też do tego domu i matka Kowal- 

^ji^^^y 70-\elni3L naó^wczas staruszka, będąca ,najdoskonal- 

^^ typem prostodusznej, szczerej, a przytem i poswojemu 

^zuronej, Yrie^skiej szlachcianki litewskiej". Ona bardzo lubiła 

'^dama, ly\ko ze zbytku troskliwości o niego, zawsze mu miała 

p^ do zaTŁucenia: czyto ze względu na zdrowie, czy ubranie, 

^ wresieie humor i postępowanie. Gderała zaś z zupełną 

h^obodą \ otwartością, gdyż ani syn ani synowa, widząc, że 

.fe bawi Xdama, l^adnej potokowi jej słów nie stawiali tamy. 

Sam Mickiewicz, przekomarzając się jej w każdym wypadku, 

Pawal się naumyślnie wywoływać wyrazy jej oburzenia; zda- 
eJo się to mianowicie przy grze w „kiksa", stanowiącej 
rzwrklą zabawę wieczorną u Kowalskich, jeżeli muzyki nie 
(było. Grano tu nie na pieniądze, ale poprostu „na boby" 
tylko: mimo to staruszka taką wagę przywiązywała do gry, 
(jakby w niej o dukaty chodziło. Adam zaś naprzekór z umysłu 

■ 

i albo popełniał omyłki albo „kręcił". Stąd sprzeczki, upomnie- 
nia i kłótnie bez końca, z których często „można się było- 
\ istotnie naśmiać do rozpuku" *). 

Atoli te chwile w^esołości były przelotne, ślizgały się po 

powierzchni duszy; w głębi był rozstrój i przygnębienie. Samo 

I zajmo wdanie się wydaniem drugiego tomiku Poezyj, w którym 

i obok .Grażyny" miały mieścić się „Dziady", zawierające upoe- 

I 

fcyzowane dzieje jego serca, musiało oddziaływać drażniąco. 

Kłopoty wprawdzie druku nie dotykały Mickiewicza bezpośre- 

. dnio; z drukarzem, tak samo jak przy pierwszym tomiku, 

; miał do czynienia Czeczot; ale prowadzenie korespondencyi 

X Czeczotem przypominało ciągle treść serdecznego dramatu, 

\ ' ' ' .nocześnie wątpliwości, jak ten dramat przyjmą 

'''śród przyjaciół, Zan nie pochwalał Mickiewiczowi, 
\ -liach swoich miłosnych odważył się mówić pu- 

\ |dzę — pisał on do Malewskiego — że może nie- 

1 






^^^kr^f*' .Wspomnienia'*, str. 2i{5— 1>34. 

15* 



wczesne wyjawienie się 
zbyt poclilebne i przy 
wiosnę r. 1823 tomik 



Długo Mickiemc! 

w poezyi, wiele usito 
próbując i klasyeKneg( 
maiu, zanim wziiil się 
a mianowicie Sofolctesa 
syteckich za wskazówi 
był szczególniejszym ■ 
helleńskiego. Jako naiic 
nie i w Wilnie utwory t 
pira już-to w przekladz 
zajęcia się jego tym i 
urywków z , Romeo i 
takiej znajdował on - 
nowe myśli, a clioć ni 
zawsze z niego korzys 
sit swoich w utworach 
kilka dramatów calkoi" 
ale je wrzucił w ogień 
joniości ludzi ani dosy 
deklumacyi, ale w p 
lowae' *). 

Ażeby jednak uz 
domagające się wcieler 
zdecydować na wybór 

'} ffeiizurę pod[)isiL( ! 
*) „Korespond."" IV, 
=) Tamże. str. lUl. 
') Tamie, sir. m. 



— 229 - 

^>^niczyl. Najodpowiedniejszym i stosunkowo najłatwiejszyin — 
*y<iala m\i s\^ pierwsza cz^ść ^Fausta", jedynie wówczas 
^ana. GoelUe wprowadził do literatury wszechświata luźna 
(V3nnę draiualiA fantastycznego, w którym akcya miała bardzo 
podrz^lne znaczenie, a liryczne natomiast wybuchy lub re- 
0eksy]ne u^wa^i mogły się bardzo swobodnie i bardzo szeroko 
rozpościerać. Motywowanie zmiany scen nie było tu tak ściśle 
}«rymagane\n. już dla tego samego, że pierwiastek fontastyczny, 
ńo dramatu wprowadzony, mógł z łatwością przełamywać 
|łrzeszkoc\y, stające na zawadzie zwykłym, czysto ludzkim czyn- 
nościom. Lot fantazyi był tu zatem o wiele mniej kn^^powa- 
Hym aniżeli w jakimkolwiek innym rodzaju dramaturgii czy 
klasycznej czy romantycznej. Ponieważ Mickiewicz nie mógł 
jeszcze opanować ulotnych, nieujętych, niedobrze się z sobą 
'wiążących pomysłów, które rojnie wprawdzie powstawały 
'W g-lowie, ale wyraźnych, ściśle określonych kształtów nie 
jprzybierały, postanowił skorzystać z owej luźnej i swobodnej 
formy dramatu fantastycznego, ażeby przy opisie uroczystości 
V\ido^vej, na pamiątkę zmarłych przodków obchodzonej, wypo- 
wiedzieć niektóre swe myśli i uczucia, najbardziej mu w owym 
czasie dolegające i uzewnętrznienia domagające się. Tak po- 
wstały -Dziady", utwór zamierzony na szerszą skalę, na czt^^ści 
4 iiib w^ięcej. z których każda miała stanowić prawdopodo- 
ł>fiie jeden akt dramatu fimtastycznego. Widocznie jednak 
i teraz jeszcze, pomimo ułatwienia sobie pracy przez odrzuce- 
nie więzów wkładanych na fantazyą, trudności w wykonaniu 
\^elkiej, obszernej kompozycyi były dla Mickiewicza zbyt 
znaczne, ażeby mógł dać całość wykończoną. Mając więc przy- 
kład i upow'ażnienie w Goethem, który swego „Fausta" puścił 
pierwotnie w świat jako fragment ośmielił się i on przed- 
stawić publiczności dwie tylko słabo ze sobą złączone części 
, Dziadów-, to jest II i IV. 

Z ivch dwu części odgadnąć i odbudować pierwotny 
1 plan j»oety niepodobna, tak że zaledwie pomysł główny, jaki 
• miał Mickiewicz na widoku, pisząc swój utwór, w przybliżeniu 
I podać można. Że tym pomysłem głównym była chęć przed- 



} 



230 



stawienia różnych faz uczucia miłości dwojga osób, to ti 
się rzeczą pewną, ale jak te fazy poeta pojmował, w jal 
je kształtach artystycznych uzewnętrznić, w jakich szcz( 
uwydatnić pragnął, to tylko co do niektórych punktów 
określić się daje. 

W ułamkach części pierwszej, drukowanych dopiero 
śmierci poety, mamy tylko cztery zupełnie oderwane s( 
jedna z nich wystawia dziewczynę, która z powodu zgaśnie 
świecy nie mogła doczytać zaciekawiającego ją romansu 
ronowej Krudener p. n. „Walerya**; druga daje nam po2 
przeciwieństwo dzieciństwa i starości; trzecia — obrzęd ,< 
dów*', a czwarta — młodzieńca na polowaniu zabłąkał 
"W obrazie młodzieńca i dziewczyny Mickiewicz w sp< 
trafny i świetny przedstawił te nieokreślone rojenia, te 
rżenia bezprzedmiotowe i bezcelowe, te porywy duszy ku 
kiemuś nieznanemu ideałowi, jakie się budzą w nas w oh 
dojrzewania i rozwijania się popędów rodzajowych. Te obja^ 
są dzisiaj, jak były niewątpliwie przed wiekami; zmienia 
tylko ich wyraz, stając się głębszym, idealniejszym lub 
dziej zmysłowym, stosownie do temperamentu, rasy i 
kształcenia tych, u których się one ukazują. Wyraz, nada! 
przez Mickiewicza objawom tym u dziewczyny i młodzieńc 
w pierwszej części „Dziadów", nosi wybitny charakter okre 
w którym utwór ten powstał. Platoniczno-marzycielski a 
wet zlekka mistyczny nastrój, który nastąpił po sielankom 
zamaskowanem wyuzdaniu wieku XVIII i po obcesowej a dt 
rywczej zalotności czasów Napoleońskich, rozpowszechni! 
wśród klas literacko-wykształconych, których ulubioną lektt 
były pieśni Osyana i romanse francuskie pod wpływem pNt 
wej Heloizy" Roussa powstałe, przedstawiające gwałtowną ds 
miętność wzorca, znacznie złagodzoną i do obyczaj 
wych przystosowaną. Za jeden z takich romansów, ( 
nych do miary przyzwoitości, jaką ówczesne wyższe 
stwo pobłażliwie znosić mogło, słusznie uważać mo 
leryą czyli listy Gustawa Linar do Ernesta G***" n-^- 



— 231 — 

nową Krudener ^). Jesl-to utwór wyłącznie odmalowaniu nie- 
szczęśliwej, ale cnotliwej miłości poświęcony. Gustaw Linar, 
młodzieniec 20-letni, bogaty, wykształcony, pokochał Waleryą, 
ładną, ale nie doskonale piękną, miłą, czułą i tkliwą żonę hra- 
biego, który był przyjacielem jego ojca. Z tym hrabią jako 
posłem dworu szwedzkiego i z jego żoną udaje się Gustaw 
do Wenecyi; miłość ciągłe w nim rośnie, bo serce jego jest 
namiętne i burzliwe; ale nie wybucha wyznaniem, bo jest 
cnotliwe. Walka wewnętrzna czyni Gustawa w wysokim sto- 
pniu zdenerwowanym: lubi on samotność, naturę, błąka się 
często po cmentarzach, bywa nieraz blizkim omdlenia z miło- 
ści; najszaleńsze wyrażenia uczucia swego wypisuje w listach 
do przyjaciela, ale wobec ukochanej tłumi je w sobie, a to 
powiększa jego namiętność. Ponieważ szanuje i kocha hra- 
biego, ponieważ wielbi cnotę, nieraz postanawia się oddalić, 
ale zawsze czuje brak dostatecznej siły. by się mógł od ubó- 
stwianej kobiety usunąć. Nareszcie zdobywa się na krok sta- 
nowczy; składa Waleryi pół wy znanie, rani sobie czoło; gdy 
mu okazała nieufność, omdlewa; potem w nocy potajemnie 
odwiedza ją śpiącą, ale dozwala sobie zaledwie ucałować rękę 
z łóżka zwieszoną. Oddala się następnie z domu hrabiego, 
osiada najprzód w kartuzyi, potem w małej mieścinie, cho- 
wie, trawi się w sobie, dostaje obłąkania. Przyjaciel jego, 
Ernest, posyła jego hsty hrabiemu, który dowiedziawszy się 
z nich o tajonem uczuciu i cierpieniach Gustawa, śpieszy do 
chorego, pielęgnuje go. Gustaw wiedząc, że rychło umrze, dwa 
nia tylko życzenia: żeby Walerya dowiedziała się, iż dla niej-to 
lyle wycierpiał, i żeby uczucia jego przeszły do potomności, 
bo okropnieby dla niego było, gdyby żaden ślad tych boleści 
Die pozostał na ziemi; dlatego też złożył je spisane w listach. 
< tjzeniom jego staje się zadość. Umiera pełen czci i uwiel- 

1 lla egzaltacyi, a pogardy dla ludzi zimnych i rozum- 

1 "to dla samolubów. 



kład polski, dokonany przez Wandę Małecką, wyszedł w War- 
^ -ar <9. tomach. 



/* 



— 232 — 

Ten bierny stan egzaltowanego uczucia, jaki barono 
Krudener odmalowała w dziejach serca Gustawa, Mickiewii 
przedstawia jako początek marzeń miłosnych swojej dziewa 
czyny i swego młodzieńca. Dziewczyna zazdrości Waleryi, źli 
ją ubóstwiał „anielski Gustaw", kochanek, „o którym inna 
próżno całe życie marzy, którego rysów szuka w każdej no* 
wej twarzy i w każdym nowym głosie nadaremnie bada tona,| 

i 

który jej duszy brzmieniem odpowiada*. Zapatrzona w tettj 
ideał kochanka, gardzi „nudną rzeczywistością", ^codzien z pa-j 
miątką nudnych postaci i zdarzeń, wraca do samotności. do| 
książek i marzeń", ażeby „otruć własne swe uadzieje*, po-| 
grążając się w rozmyślanie nad postaciami ideałnemi, stwo- 
rzonemi przez poetów. Mimo to nie może się pogodzić z myślą, | 
jakoby te postaci były tylko cieniami. W „Waleryi*" wyczy- 
tała, że według Swedenborga, „jednego z najbardziej zadzi- '. 
wiających i najlepszych ludzi", istoty, które się bardzo na te; '■ 
ziemi kochały, łączą się po śmierci i tworzą razem anioła. \ 
Zrzeka się więc szczęścia stałego na tym świecie, by mogh 
żyć z taką istotą, o jakiej marzyła, ale nie chce zwątpić, ic 
jest i musi być kędyś, „choć na krańcach świata, ktoś, co ^ 
niej myślami wzajemnemi lata"; pragnęłaby jedynie, ażeby 
„choć przed zgonem tęsknemi spotkali się pióry, lub słowem 
tylko, wzrokiem". Dla niej dosyć jednej chwili, byle była 
pewna, że taka dusza bliźnia na świecie istnieje: -wówczas-bj 
jej samotna męczarnia przemieniła się w raj. Wtedy byliby 
kochankowie jak „lotne tchnienia, co je rosa wiosennym zioia^ 
rankiem, dążące w niebiosa, lekkie i niewidome; lecz ki^y 
się zlecą, - spłoną i nową iskrę pośród gwiazd rozświecą . 
Podobnież i młodzieniec, imieniem Gustaw, mniema, w 
ktoś niewidzialny „łzy jego widzi i słyszy westchnienia i wiecz- 
nie koło niego krąży nakształt cienia". W marzeniu *'*^y' 
niejednokrotnie dostrzega jakieś mary urocze: 

Ileż razy w dzień cichy szeleszczą na łące 

Jakoby nimfy jakiejś stopki latające; 

Spojrzę... chwieją się kwiaty i podnoszą głowy, 

•lakby zlekka trącone... Nieraz śród alkowy « 



- 233 — 

Samotny, książkę czytam; książka z rąk wypadła, 
SpojrziLłem... i mignęła naprzeciw zwierciadła 
Lf^kka postać, szepnęła jej powietrzna szala. 
Nieraz dumałem w nocy; gdy sU^ myśl rozlała, 
Wzdycham... i co.4 westcłinieniem dawało znak życia, 
Serce biło i czułem drujrie serca bicia.., 

; Tak samo jak dziewczyna, Gustaw lubił samotność, by 

y i4ę swobodnie oddawać marzeniom, przelewać łzy, które nie 
wiadomo dlaczego do oczu się cisnęły, i wzdychać bez celu. 
Tak samo jak ona, nie cierpiał nudnej rzeczywistości, tych 
! dusz miałkich, a raczej bezdusznych szkieletów, które morał- 
i ność całą czerpią z etykiety, „których żale, radości, zapały 
|. i chłody stosują się do nowych kalendarzów mody". Tak 
I samo jak dziewczyna, Gustaw tęskni do tajemniczej córy sa- 
motności, do tej idealnej postaci, która w umyśle jego w nie- 
wyraźnych ukazuje się kształtach, lecz on dobitniej niż dziew- 
czyna pragnie, żeby postać ta okryła się „choćby marnem, 
niklem ciałem, choć rąbkiem tęczy lub jasnym źródła krysz- 
tałem*; gotów dla niej od ludzi uciec i wyrzec się świata, 
byle tylko mógł marzyć swobodnie o niebiosach, w jej lica 
wpatrzony, w jej głos wsłuchany. 

Łatwo się domy.ślić, że dwoje tych młodych, tyle spól- 
ności ze sobą mających w usposobieniu i uczuciach, miało się, 
wedle planu poety, zejść, poznać i pokochać, ale nie miało 
si^ ziemskimi więzami połączyć. Dziewczyna pomimo swoich 
tęsknot, poszła za kogo innego, a Gustaw, utraciwszy kochankę, 
śmierć sobie zadał. Takie przypuszczenie jest nieodzownem, 
jeżeli dalsze sytuacye „Dziadów** przedstawione w II a zwłasz- 
cza w rV^ części należycie rozjaśnić sobie zechcemy. Ale jakie 
bY^y powody takiego rozłączenia dwojga dusz niby dla siebie 
stworzonych, jakie stanęły na drodze ich życia przeszkody, 
tego nie wiemy napewno, a z napomknień IV części tyle tylko 
wy^irnioskować można, iż ubóstwo Gustawa odegrało ważną 
w losie jego rolę. 

Atoli obok tych czysto-ludzkich stosunków miały „Dziady" 
przedstawiać na wzór „Fausta" wpływ pierwiastku nadprzy- 



rodzonego na ludzi. Rodzaje 
Gustawowi i oddziały (tającego 
który jako duch znal tajnit 
, Myśliwy Czarny' sprawił pr 
znanym zawodzie mitosnym 
ulżenia cierpieniom swoim p 

Jakie w tej pierwszej i 
dzieje miłości dziewczyny i 
inne sceny przechowane do n 
Jeżeli oprzeć się zechcemy ty 
puścić, że ani jedna ani dni 
mogiy, przynajmniej w takim 
wykończyć po wydnikowanii 

Istotnie. Jedna z tych si 
tego, przygnębion^o doznar 
jego wnuka, mieści w sobie 
przemienionym w głazy, a w 
dobnej Maryli i Poraju ,silr 
dowski, zwiedzając podziemia 
sklepisku zapadłem" okutegi 
wpatrując się w zwierciadło, 
w kamień. Aż do piersi ju3 
jeszcze męstwem i silą, a w 
to właśnie Poraj. Rozpytuje 
znajomych, o Marylę, a gdy 
czasów przezeń zapamiętany* 
dzieją, obiecującego zdjąć z 
odpowiada prośbą, żeby mi 
i żeby on sam mógł skruszj 
męce. Dostawszy do rąk, po* 
kamieniem. Wolał umrzeć ni 
już sobie świata, na którym 
mógł. Czyn jego jest jakby 
nia, wypowiedzianego przez s 
do mogiły wrastał". Życie 



- 23B — 

tyeh ponęt, które go niegdyś przywabiały; przeniósł nad nie 
śmierć z lubemi i bolesnemi pamiątkami w duszy ^). 

W pierwszej części .Dziadów", w której była prawdo- 
podobnie mowa o miłości nieszczęśliwej Gustawa, zakończo- 
nej samobójstwem, trudno sobie wystawić scenę, gdzieby bal- 
lada ta stosowne do swego znaczenia znaleźć mogJa miejsce, 
a gdy przypomnimy sobie, że imię Maryli jako swej ukocha- 
nej wypowiada Gustaw w IV części, że zatem przy ostatecz- 
nem przygotowaniu do druku poematu swego zdecydował się 
nazwać nim bezimienną dziewczynę I części; to dziwnem-by 
się okazało zamieszczenie w tej właśnie części opowiadania 
o dawno minionych uczuciach, kiedy się one w niej dopiero 
rozgrywały. Mogłaby wprawdzie ballada ta być śpiewaną jako 
przestroga dla kochanków, ale w takim razie musiałoby jmię 
Maryli albo nie być w niej wymienionem, albo nie stanowić 
imienia bohaterki. Cała ta scena musiała być napisana zu- 
pełnie luźnie. 

Podobnie rzecz się ma, zdaniem mojem, i z drugą sceną, 
przedstawiającą obrzęd „Dziadów*. Jak wiadomo, przedsta- 
wienie tego obrzędu jest właściwą treścią II części poematu. 
Niepodobna przypuścić, ażeby Mickiewicz chciał naprawdę 
kreślić dwa odrębne obrazki tegoż samego przedmiotu i to 



') Maurycy Dzieduszycki napisał osobną rozprawkę o tej balladzie 
w .Przeglądzie Lwowskun" (r. 1871, str. 173—181). Trafne są jego spo- 
strzeżenia w szczegółach, ale naciąganem wyjaśnienie całości. Według niego 
Twardowski — to przedstawiciel .świata i pokolenia nowego, celującego nie 
mniej orężem jak słowem, które ważąc sobie lekce przeszłość, podania 
i dawne obyczaje, radeby wszystko zagrzebać w niepamięci, wszystko na 
swą stopę przekształcić, nie opierając się w niczem na czasach minionych. 
iv<Vf-im-^ on w zapadłem sklepisku, to jest w „głębinach świata ducłiowego'* 
,1SL żyjącego przeszłością, uwiązanego do niej łańcuchami wsponmień 
* ■"i^cego się w zwierciadło czasów ubiegłych. Zwierciadło to jest jego 
da, a jednak lubuje się on w niem jedynie i wyłącznie, gdyż jest 
•n doczesnem dobrem, jakie mu pozostało... W tem wyjaśnieniu za 
•"^ *,e główny powód, skłaniający młodzieńca do pocałowania zwier- 
.est natury patryolycznej, ale egotycznej; a ta okoliczność odbiera 
znaczenie. 



• 1 • • 





— 236 — 

w dwu po sobie następujących częściach. Prędzej natomiast \ 
uwierzyć można, iż parę razy próbował obrazek taki odma- 
lować a do druku wybrał ten, który mu się wydal najlepiej 
wykończonym. Rzeczywiście opis obrzędu dziadów we fra- 
gmentach I części to tylko szkic w porównaniu z dokładniej 
wykonanym obrazkiem II części. Szkicu jednak tego lekce\^a- 
żyć nie można; zawiera on bowiem pomysły, które zasługi- 
wały na obrobienie. Mianowicie wiele z myśli wypowiadanych 
przez chór młodzieży już-to do dziewczyny, już-to do starca, 
już-to wreszcie do ogółu, należy do rodzaju tych, co mają 
własność obudzania obfitych skojarzeń myślowych w duszy 
czytelnika i stają się powodem długiej nad niemi rozwagL 
Poeta, przygotowując do druku opis obrzędu dziadów, nie 
zużytkował nakreślonych już dawniej myśli zapewne dlatego, 
że nie odpowiadały one poziomowi umysłowemu wieśniaków, 
którzy w obrzędzie brali udział. Z tegoż samego zapewne 
powodu i zarys różnych usposobień i charakterów ludzkich. 
przez guślarza wzywanych, zarys, wiele subtelnych odcieni 
psychicznych mieszczący, zastąpiony został w II części trzema 
tylko szczegółowemi obrazkami i jednem ogólnem wezwaniem 
duchów. Poeta dążył do artystycznego odtworzenia prostoty 
pojęć i wyrażeń ludu wiejskiego i wszystkie myśli, jemu oso- 
biście niewątpliwie milsze jako dostarczające pożywniejszej 
karmi dla duszy, usuwał świadomie, lubo może nie bez żalu, 
byle tylko nie wyjść poza sferę, którą sobie dobrowolnie za- 
kreślił. 

Czy to dążenie, w zasadzie zupełnie słuszne, wyszło na 
korzyść II czości? Zdaje się, że nie. Zapewne w śpiewach 
obrzędowych, inkantancyach, przytoczonych wiernie a niekiedy 
dosłownie z poezyi gminnej, jak zapewnia poeta, osiągnął on 
pożądaną prostotę, ale w skreśleniu obrazków wzięt;^ 
cia wiejskiego poszedł raczej albo za modą literacką 
śnie panującą, albo za swoim talentem porywają^ ► 

w wyższe dziedziny, nie zaś za pomysłami i wyrażeni*^" 

(luślarz zapala „garść kądzieli** i wzywa duchy lek) 
na obrzęd przybyły. Jakoż zjawia się dwoje anio"' 



I 



- 237 -^ 

i Rozalka, które będąc zbyt pieszczonemi przez rodziców, nie 
mogły się dostać do nieba, bo „zbytkiem słodyczy na ziemi" 
były nleszczęśU^wemi. Obrazek ten jest tak wypieszczony i \vy- 
eackany, a taką nieprawdą realną bije w oczy, że go musimy 
poczytać raczej za odbicie sielankowo - sentymentalnych wzo- 
rów, aniżeli za rysunek z rzeczywistości. Jakkolwiek bowiem 
śpiewy ludu litewskiego odznaczają się istotnie nadzwyczajną 
delikatnością uczuć i lubują się w wyrazach zdrobniałych; 
j nigdy w nich jednak nie jest ta właściwość posunięta do 
stopnia przesady, jaką sielanka sentymentalna nam przed- 
! stawia. Szczegóły życia Józia i Rozalki, upły\vającego w\śród 
pieszczot, łakotek, swawoli, wśród skoków, śpiewów, zrywania 
kwatków, strojenia lalek i przechadzek — to wcale nie szcze- 
góły charakteryzujące smutne położenie wieśniaków, o jakiem 
niebawem posłyszeć mamy, to nawet nie szczegóły życia 
w dworkach szlachty ubogiej, ale raczej wizerunek próżnia- 
ezego zbytkowania synków i córek w dworach pańskich i pół- 
f>ańskich, przeniesiony na sposób sielankopisarzy owoczesnych 
lio jakiejś błogosławionej Arkadyi. 

Po tem wypieszczonem malowidle następuje dla kon- 
trastu obraz zupełnie odmienny. Guślarz smolnym pękiem 
hiczywa zapala kocioł wódki i wzywa duchy najcięższe, przy- 
iiute do tego padołu łańcuchem zbrodni Ukazuje się za 
oknem upiór jak kość na polu wybladły; w gębie ma dym 
i błyskawice, oczy jego świecą jak węgle w popiele; na gło- 
sicie włos rozczochrany sypiący iskry jak zapalony suchy snop 
cierniowy. Był to okrutny pan wioski, który sługi swe morzył 
głodem, za zerwane jabłka kazał na skórze chłopa zbić dzie- 
si<^ pęków łozy, biedną wieśniaczkę umierającą z nędzy wraz 
z dzieciątkiem u piersi w same wiUą Bożego Narodzenia Avy- 
pędzić hajdukowi na śnieg i mróz polecił. Po śmierci cier- 
piał okropne męczarnie; był pastwą wiecznych głodów, a nie 
mógł ich niczem nasycić, bo dawni jego poddani, przemie- 
nieni w ptastwo żarłoczne, każdy pokarm od ust mu odej- 
mowah', wołając: 



Nie znałeś litości, panie! 
Hej, sowy. pahacze, kruk 
I my nie znajmy litości, 
Szarpajmy jadło na sztuh 
A kiedy jadła nie stanie, 
Szarpąjmy dało na sztuk 
Niectiaj nagie świecą koś< 

Zgromadzeni na obrzęd ,dziadóv 
emu niegdyś panu, a dziś najnteE 
z nie mogli, ,bo kto nie był ni ra 
;k mc nie pomoże". Obrazek 
czególowo, ma miejsca pełne siły 
tllada .Rybka' z dążności przeć 
3m znęcania się panów i póIpE 
2 uważano za narzędzie jedynie 
3chodu z roli i ułatwienia dzied; 
ia. 

^oeta nie chciał pozostawiać czyt 
im wrażeniem tego ponur^o o 
i powrócił do maniery sielankowe 
więconego ziela i wywołuje duch 
'dzie wśród ludzi, ale tylko ,ja 
ycli ni owocu, ni kwiatu. Na to 
Ica z kraśnym wiankiem na głów: 
w ręku; przed nią biegi barane 
o Zosia, najpiękniejsza z całego s 
azbyt skrzydlata nigdy na ziemski 
le goniła za lekkim zelirkiem, za 
iem, za motylkiem, za barankiem, 
, Po śmierci zato zapłonęła ogni 
lała ciągle kogoś za każdym sze 
; zostawała samą. 1 tej arkadyjsk 
iem nudy jej osłodzić noc „dziad 
dalej między niebem a ziemią; a 
cając garście maku i soczewicy, \ 

i każdą z osobna, by się do za; 



- 239 — 

wUy. Na to ostatnie wezwanie występuje widmo z pr^gą 
czerwoną od piersi aż do nóg, wpatrujące się dzikim i zasę- 
pionym wzrokiem vv » pasterkę", co przyszła na obrzęd dzia- 
dów w żałobie, lubo nikt z jej rodziny nie umart. Widmo to 
nie znika na zaklęcie guślarza, ale idzie krok w krok za „pa- 
sterką*. Guślarz znalazł się w położeniu owego ucznia czar- 
noksiężnika, co przywołać duchy umiał, ale pozbyć się ich 
nie potrafił. 

Na tym kłopocie guślarza kończy się część II. Gzy była 
ona potrzebną dla rozwinięcia dziejów serca Gustawa i Ma- 
ryli? Bynajmniej. Jak widać z jej treści, dopiero przy końcu 
samego obrzędu pojawia się widmo, które jest niewątpliwie 
Gusta wem-upiorem; obrzęd na wywołanie go w gruncie rze- 
czy wcale nie wpływa, gdyż nie jest mocen go odepchnąć. 
Czyby obrzęd był, czy nie był, Gustaw-upiór mógł się ukazać, 
by odbyć naznaczoną sobie pokutę. Druga część „Dziadów* 
jest tylko historycznem świadectwem potrzeby rozbudzenia 
fantazyi w duchu i kierunku ludowym; ale w artystycznej 
budowie całości poematu ma tylko znaczenie dekoracyi, i to 
dekoracyi pięknej częściowo jedynie. 

Co się miało zawierać w III części „Dziadów", tego 
przypuszczalnie nawet oznaczyć niepodobna. Idąc za natural- 
nym przebiegiem akcyi poematu, wypadałoby mniemać, że 
widmo, które przy końcu U części tak uparcie śledziło „ pa- 
sterkę "*, pójdzie za nią do wioski i mieć z nią będzie rozmowę. 
Ale jaka mogłaby być treść tej rozmowy? Czyż wszystkiego, 
co czuje Gustaw, nie wypowiada w IV części? Czyż miał 
jeszcze jakieś tajemnice zagrobowe, któreby tylko dawnej ko- 
chance mógł powierzyć? Myśl krytyczna gubi się wśród ró- 
żnorodnych przypuszczeń, gdyż nie ma od autora nawet naj- 
{ . najdalszej wskazówki. 

fznawszy swą niemoc w odgadnieniu treści tej części 

1 która najpewniej wcale napisaną nie była, przejdźmy 

_ IV. Tak samo jak ballady wniosła ona do poezyi na- 

"^ pierwiastek, jeszcze atoli silniejszy i bardziej wpły- 

^i-T^wrńpenie fantazyi jej wielkiego w życiu du- 




— 240 — 

chowem znaczenia. Czwarta część „Dziadów* to nasza -Xow|^ 
Heloiza", to nasz „Werther". Jak te utwory dały święta^ 
wyraz nowemu zwrotowi uczuć namiętnych w społeczeiW 
stwach europejskich i w literaturze powszechnej; tak IV 
część „Dziadów" podobne zadanie spełniła dla naszegi^ 
narodu. 

Nigdy przedtem nieszczęśliwa miłość nie przemówiła tak' 
potężnemi a tak prawdziwemi słowy, nigdy się nie okazała- 
z taką silą olbrzymią a bez sztucznego patosu, jak w poema*. 
cie Mickiewicza. Kochanowski zbyt umiarkowanego był tein* 
peramentu i zbyt się poddawał wpływowi grecko-rzymskich 
pisarzy, ażeby zawód miłosny zrozumieć i oddać z całą po- 1 
tęgą wrzącej namiętności, która nietyle w książkach, ile w so- 
bie samej czerpie zasoby do ujawnienia się nazewnątrz. An- 
drzej Morsztyn wiele narzekał na trawiący go ogień, ale idąc 
za wzorami włoskimi, więcej dbał o dowcipne, aniżeli o głę- 
bokie wyrażenie swych uczuć, a lubo we frazeologii miłosnej j 
stworzył lub przyswoił sobie niemało zwrotów pełnych wdzięku i 
lub trafnych a malowniczych; żadna atoli pieśń jego nie jest . 
wylewem serdecznej boleści, ale raczej wyrazem umysłu kom- -. 
binującego rozważnie, jak ma tę boleść wypowiedzieć. Kar- 
piński i jego liczni naśladowcy albo mdłe wyrzekania, albo i 
zalotne komunały wypowiadaU, a lubo w swoim czasie znaj- | 
dowali odgłos w sercach, nie stworzyli pieśni, któreby mogły 
liczyć na długotrwałe istnienie. Nie uczucie zapewne, które i 
wyrażali, ale sposób jego wypowiedzenia był zbyt konwen- 
cyonalnym, ażeby mógł przetrwać okres mody. , 

Mickiewicz i w charakterze swoim i w okolicznościach | 
życia miał wszelkie warunki potemu, ażeby przemówić języ- 
kiem miłości, wolnym od przesady, a jednak rzewnym, głę- 
bokim i wzniosłym. Wiemy, że poeta nasz nie r o , 
tych ludzi, coby z uczuciami swojemi lubili się w^ , i 
i popisywać; na ustach jego częściej w owych czas ł ! 
żart, satyra lub poważna przestroga, aniżeli sło^" e 
i przymilające się. Potężne jego i całą istotą W-. e 
uczucie tem silniej, tem głębiej w nim nurtowflł*^ ^^ e 



j 



- 241 - 

ro^raszalo w slov^ach, ie było w sobie zogniskowane. Roz- 
sądek wszechstronnie wykształcony sial na straży jego uczuć 
i dlat^o w zwykłych, codziennych stosunkach wydawał się 
nasz poeta raczej chłodnym myślicielem niż marzącym lub 
ucznciowym zapaleńcem. A jednakże w głębi jego duszy wrzały 
namiętności silne i gwałtowne, które będąc powstrzymywane 
rozsądkiem w swoich objawach zewnętrznych, wobec ludzi, 
lem dobitniej i dotkliwiej występowały w samotnych rozmy- 
ślaniach, przechodząc wszystkie fazy swego natężenia od sza- 
lonego wylew^u w słowach, powierzanych niemym świadkom 
natury lub martwym ścianom pokoju, aż do milczącej roz- 
paczy i chwilowego obłąkania. Im więcej w takich wypadkach 
porwała! Mickiewicz na swobodny rozwój tych namiętnych 
stanów, tern jaskrawszy przybierały one charakter, zgodnie 
z prawem psychologicznem, według którego radość czy ból 
tem większe przybierają rozmiary, im baczniejszą na nie zwra- 
camy uwagę, im się bardziej poddajemy ich wpływowi. Tym 
sposobem zawód, doświadczony przez Mickiewicza w stosunku 
z Marylą, z początku odczuty zapewne w sposób dość umiar- 
kowany, od chwili, gdy nań zwrócił poeta uwagę, gdy zaczął 
rozpamiętyw^ać wszystkie szczegóły jego, gdy w myśli wysta- 
wia! sobie możliwe szczęście, jakiegoby doznawał, jeśliby Ma- 
ryla została jego towarzyszką życia; gdy po tem możliwem 
tylko i w wyobraźni utworzonem szczęściu, zaczął płakać jako 
po utracie rzeczywistego; zawód ten przedstawił mu się 
w kształtach olbrzymich; a cierpienie spotęgowało się sto- 
krotnie. Czytanie poetów niemieckich wzięło naturalnie wielki 
udzia! w tem wyolbrzymieniu cierpienia, gdyż nasuwało mnó- 
stwo obrazów nieszczęścia, które wrażliwy poeta odczuwał 
jako własne i dodawał je do tych, jakich doznał w rzeczy- 
wistości. Odczytując „Cierpienia młodego Werthera", którego 
dzieje miały tyle uderzających podobieństw z jego własną 
historyą, poeta nasz przejmował się „bólem wszechświato- 
wym", i zgarnia! go do swego serca... Naturalnie stany wy- 
soko natężonego uczucia nie mogły trwać długo, gdyż zniwe- 

*•«« mcatmcz. t. i. 16 



/ 



T*^ 



— 242 



czylyby ciało albo umysł, lecz powtarzały się często i 
się poznać poecie w całej swej doniosłości. 

Do wyrażenia tych stanów nie potrzebował już Mic 
wicz żadnych wzorów obcych, gdyż cierpień doświadczył 
i umiał odnaleźć najodpowiedniejsze słowa do ich poelyc2m 
odmalowania. Nie w mdłych jękach i narzekaniach, jak-to 
bili bezpośredni poprzednicy poety, ale w odtworzeniu s 
duszy zawiedzionej i zrozpaczonej zawarł on najwaźme| 
i najsilniej na czytelnika oddziaływającą część swego 
matu. Samo już pół-obłąkanie opowiadającego dzieje 
miłości Gustawa, a wskutek takiego nastroju duszy ni 
w jego przypomnieniach i wyznaniach, wskazują nam, 
mamy przed sobą nie utwór na chłodno obrobiony, nie im 
ginacyjne tylko żale, ale obraz wzięty z rzeczywistości, 
wstały wskutek cierpień i zawodów istotnych. A gdy so 
uprzytomniamy szczegóły opowiadania, to wiara w prawni 
wość uczucia wzrasta ciągle. Poznajemy najprzód tego 
mego Gustawa, który już w pierwszej występował 
kiedy to był kochankiem, „przez sen tylko widzianych m 
mideł", a „nie cierpiąc rzeczy ziemskich nudnego obrotu 
szukał kochanki, „której na podsłonecznym nie bywało 
cie, którą tylko na fałach wyobraźnej pianki wydęło te 
nie zapału, a żądza w swoje własne przystroiła kwiecie*. 
marzyciel ten bujał tak „po zmyślonem od poetów niebie 
a nie znajdował na ziemi nawet cienia ideału, już się 
rzucić „w brudne uciech rzeki**, ażeby budzącym się w 
popędom dać ujście, ale jeszcze się powstrzymał, jeszcze 
raz koło siebie obejrzał — i znalazł duszę bliźnią, o jakic| 
marzył. Miłość zagościła w jego sercu, a była to miłość \sM 
głęboka, tak czysta, że nawet wobec wizerunku kochanki 
chowuje się Gustaw jakby wobec niej samej; be"^^ 
jej ustek nie śmie skazić licem, a gdy dobranoc d ,, 
kowi przy blasku księżyca lub lampy, nie śmie rozkr 
piersi, nie śmie z szyi zdjąć chustki, zanim listkiem ^ 
oczu w wizerunku ukochanej nie zasłoni... Krótkie b~*- -" 
zachwycenia i szczęścia: rozmowy, czytania R^^"' 



ZM 

ycK 

I 

7 



— 243 - 

fi altanie, przynoszenia kwiatków, jagód, łowienia ryb na 
#fcdikę, słowem tych drobnych S7xzególów, nie mających zna- 
^erna, gdy się ich z ukochanymi nie dzieli. Nastąpił czas 
rozstama. Kochanka łączyła się związkiem małżeńskim z ja- 
Sijm rodem. Gustaw nie był napozór zazdrosnym; jemu nie 
podało o cialo, ale o duszę kochanki. Sądził, że gdyby byl 
wVko b\izko niej, gdyby ^pierwszy" mógł powiedzieć jej dzień 
|obry, gdyby mógł z nią zasiąść u stołu, gdyby rozmawiał 
\ nią zrana i w dzień i z wieczora; czułby się zupełnie szczę- 
Biwym. Ale takie mniemanie było idealistycznem złudzeniem, 
wynikiem z czytania poetów. Gdy Maryla w rzeczywistości 
Wychodziła już za innego, gdy ujrzał porzucony przez nią 
^stek cyprysu, gdy posłyszał przysięgę wymówioną w kościele, 
Azalona zazdrość targnęła jego sercem; już się uzbroił sztyle- 
tem, już chciał śmiertelne ścisnąć wieńce koło szyi kochanki 
i zag^rabić ją do piekła, jak własność swoje, albo też, zmie- 
niając środki zemsty, chciał ją przebić nawskróś okiem, jak 
dym piekielny wgryźć się pod jej powieki, myśli jej czyste 
przez cały dzień brudzić i w nocy ją ze snu budzić. Ale re- 
szta, rozsądku powstrzymuje te . zapędy zwichrzonej myśli 
i iwzburzonego uczucia. Przypomina sobie, że Maryla nigdy 
go dwuznacznam słówkiem nie podwiodła, żadnych mu obie- 
tnic nie dawała, żadnej w nim nadziei nie budziła, że on to 
santi ży^rił w sobie „urojone mamidła", że sam „przyprawiał 
jady*", od których szalał. Przyznaje, że nic za nim nie prze- 
ma^wialo, ani wielkie cnoty, ani świetne czyny, ani sława; ale 
r6'wrnocześnie na swoje obronę przytacza, że ją kochał tak, 
it o wielkości i sławie zapomniał, że zawiedziona miłość za- 
biła w^ nim wszelkie inne uczucia, odwiodła go od wszelkich 
przedsięwzięć, do których dawniej rwała się młoda jego du- 
, sza. Więc w imię tej miłości wielkiej pragnąłby, ażeby Maryla 
na pamiątkę jego męki, ajeden przynajmniej dzionek chodziła 
w żałobie, przypięła jedne czarną wstążkę do sukienki". I to 
jednakże pragnienie przemija w jego duszy, ponieważ po- 
wstaje w niej inne uczucie, dotychczas przygłuszone namięt- 
nością. Jest-to uczucie dumy męskiej, której płacz, kwilenie. 



/ 




— 244 — 

upokorzenie, bierność nie przystoją; można nie mieć do^ 
siły do przetrwania bólu zawiedzionej miłości, można zatajj 
czyć cierpienia samobójstwem, ale ubliżającem byłoby żdw 
litości. 

Stój, stój, żałosne pisklę!... precz, wrzasku niewieści! 

Będęż jak dziecko szczęścia umierając szlochał? 

Wszystko mi, wszystko niebiosa wydarły, 

Lecz reszty dumy nie mogą odebrać! 

Żywy o nic przed nikim nie umiałem żebrać, 

Żebrać litości nie będę umarły!... 

Tym rysem, wypływającym naturalnie z charakteru $ 
megoż poety, wyróżnił Mickiewicz stanowczo swego Gustai 
od tych kochanków francuskich i niemieckich, którzy zachwj 
cali świat niewieści, od St. Preux, Werthera i Gustawa Una 
Tak jak ci bohaterowie jest i Gustaw polski przedstawicietó 
niszczącej potęgi miłości, ale w ostatniej przedzgonnej chvfi 
nie rozpływa się w istocie ukochanej, nie traci swej indyw 
dualności, nie zrzeka się resztek swego odrębnego, samoistDCj 
znaczenia; jest ostatecznie bardziej męskim od zniewieścialfC 
i rozpieszczonych kochanków, jakich utworzyli Francuzi i Nieiwj 
jest Polakiem, członkiem narodu, który tak zwanego ^kwl 
niewieściego** nie znał. 

Jeżeli jednak zarówno w tym znamiennym rysie, J8 
w całym pomyśle przeprowadzenia cierpień Gustawa pri« 
trzy fazy: miłości, rozpaczy i przestrogi, oraz w sposobie i*J 
powiadania uczuć Mickiewicz jest poetą samodzielnym; t 
w szczegółach niektórych dojrzeć można ślady wpływu «» 
czytywania się w utworach obcych, mianowicie w , Werterze 
i w „Walery i**. 

Podobnem jest samo pojęcie miłości u Wertera i w* 
stawa. Jak dla jednego, tak i dla drugiego nietylk* ^ ^ 
chanka jest świętością, ale i wszystko, na co < ^^ 
czego dotyka; ponieważ stosunki ziemskie są p ^W 
idzie im głównie o to, ażeby w innym, wiecznym «... ^^ 
sze ich złączyły się z sobą. Nastrój, w którym ^ * ^ 
wiedza swe rodzinne miasteczko, uczucia, iaH^^ zn^* 



i 



245 



*akież ]ak i G\istawa. Jak Lotta stara się nakłonić ko- 
canka, by iayś\ srwą^ zwrócił ku czemu innemu, by w umie- 
ralności 1 sztuce szukał roztargnienia, podobnież i Maryla wska- 
-^je Gustavfo\v\ obowiązki wyższe, które mogą ^pomniejsze 
^paly* przystudzić- A jak Werter ironicznie na wskazówki 
V-«otty odpowiada, tak też i Gustaw. 

Szczególowsze jeszcze podobieństwo ma Gustaw Mickie- 
jwicza z Gustawem baronowej Krudener. Usposobienie obu 
jpnLed poznanienn miłości jest jednakowe. Gustaw Linar przy 
Iprzy czylamu Osyana, mając rok 16, powiada matce: „Byłem 
fz istotą idealną, nadobną; nie widziałem jej nigdy, a widzę 
ją jednak; serce moje bije, twarz pała; wołam ją; jest ona 
nieśmiałą i młodą jak ja, lecz lepszą jest daleko". Pragnienie 
. sfa^wy, pobudzone czytaniem Homera, przejmowało wtedy jego 
duszę: ,1 ja także — wola — marzyłem niekiedy o sławie 
IW tycli pięknych latach, gdy serca mojego nie zmąciły jeszcze 
•ini g'oryczy i boleści; wystawiałem sobie sławę tak jak mi- 
Iośe» powiększającą się tem wszystkiem, co jest pięknem, i za- 
mykającą w sobie to wszystko, co jest wielkiem". Po pozna- 
niu kochanki również znajdują się w obu Gustawach bardzo 
podobne formy uczuć; żar wewnętrzny („jak-em ją ubóstwiał! 
jakże chętnie byłbym umarł za jeden z najnlewinniej szych po- 
] całunków*!), sielankowość, niechęć do wielkiego świata, naiw- 
ność, gorąca wiara w nieśmiertelność duszy. Sytuacye nawet 
niektóre mają znaczne analogie. Gustaw Linar przypatruje się 
Waleryi na balu przez okna, sam niewidzialny; całuje jej ra- 
mię przez szybę; czyż to nie przypomina Gustawa z „Dzia- 
dów*' przyglądającego się uczcie weselnej także przez okna? 
1 Przy śmierci Linara zdarzyły się rzeczy nadzwyczajne, które 
mogły nasunąć Mickiewiczowi myśl zużytkowania ich w przed- 
, stawieniu pokuty upiora. Gdy Linar umierał, zegarek jego 
\ przestał iść. Mąż Waleryi, zobaczywszy to, uczuł dreszcz nie- 
miły, a obracając się, by usiąść i nabrać sił, obalił świecę na 
\ piersi Gustawa; skoczył, by ją podnieść, i krzyknął, widząc 
roartwy spokój w jego rysach. Gaśniecie świec w „Dziadach" 
23 każdą przez Gustawa przebytą w domu księdza godziną 



— 246 — 

jest motywem, prawdopodobnie z ,Waleryi« wziętym i w 
powiedni do innych szczegółów sposób rozszerzonym. 

Te przypomnienia wzorów czytanych były niewątpti 
zupełnie mimowolnemi; poeta nasz znajdując przy ich roz 
żaniu wyraz swych uczuć, wchłaniał go w siebie i 
nie mógł już może sam wyróżnić, co było jego wIbsd 
a co przyswojeniem. My dziś z chłodną refleksyą zastana 
jąc się nad utworami różnych autorów, przychodzimy 
pewnych wniosków i zestawień; pamiętać jednak musi 
żeby w tej analitycznej robocie nie pójść zadaleko, gdyż \¥ 
gatunkowaniu pomysłów na oryginalne i pożyczone lat^w^o 
można pomylić i uczynić krzywdę utworowi, który ro: 
ramy. Pomimo wszelkich reminiscencyj, IV część ,Dziadó 
zachowa w naszej poezyi stanowisko dzieła, które nadaiv 
formę i wyraz uczuciu namiętnemu a zawiedzionemu, 
nęło nietylko na sposób wystawiania uczuciowości -w lit 
turze, ale także nadało formy objawom życiowym: przy 
niło się do pogłębienia i zidealizowania popędów zm 
A chociaż jak fantazya pobudzona przez ballady, tak uczą* 
ciowość rozgorączkowana przez „Dziady**, natworzyly duioi 
karykatur i niedorzeczności; to w historycznej ocenia naleźf, 
zawsze pamiętać, że nadużycia późniejszych naśladowców nse 
mogą wpływać na umniejszenie zasługi pierwotwórcy, który 
swemi dziełami dokonał rzeczy olbrzymiej: wstrząsnął i ożyriril 
ducha narodowego ^). 



lyslowych,! 



Jak w pierwszym tomiku obok romantycznych ballad 
umieścił poeta klasyczne „Warcaby"; tak w drugim obok 
wrzących „Dziadów" dał poemat pełen spokoju, że 
wiem chłodu, p. n. „Grażyna". 



o- 




^) Dziady" były przedmiotem wielokrotnych studyów w piŚŁ_ 
naszem. Pomyając rozbiory drobniejsze, wskażę tylko prace szerss 
miaru. Najprzód wymienić wypada Wojciecha Cybulskiego: ,Dzi 
wicza. Rozbiór krytyczny zasadniczej idei poematu", Poznań 186'^ 



ne 
ie* 



f 



- 247 - 

Dla napisania tej .powieści litewskiej** robił nasz poeta 
^-^fTinne studya historyczne; odczytywał nietylko kroniki Stryj- 
^.^^.^awAiego- G^w^agnina, Łasickiego, Kromera i dzieła historyków 
niemieckicli zaró^wno dawniejszych: Jana z Winterthur, Łukasza 
DaYida, Beckera, jak i Kotzebuego, ale nadto zaglądał też do 
rzadkich broszur, jakich mu dostarczyła biblioteka Chrepto- 
wiczów -w Szczorsach, gdzie Mickiewicz bawił czas jakiś w r. 
\ 1821/2, gdzie napisał sonet do Niemna i bajkę „Pies i Wilk" 
^^ w stylu Trembeckiego *). Zabierał się więc poeta do pracy 
1 całą sumiennością pisarza, któremu idzie nietylko o opo- 
wiedzenie jakiegoś zajmującego zdarzenia, ale także o skrę- 
/ ^7eoie stosunków dziejowych w ich prawdzie oraz o zacho- 
' Iranie kolorytu wieku. Już samo to wzięcie się do rzeczy, to 
przyg-otowanie się umiejętne do tworzenia świadczy, że Mickie- 
wicz nie chciał w poemacie swoim wystawiać ludzi >vogóle, 
/ duchowych szkieletów, jak poeci neoklasyczni francuscy i nasi, 
; a Jo zamierzał, idąc za przykładem Goethego w „Goetzu z Ber- 
/ licfa-ingen* i Walter-Scotta w licznych poematach z wieków 
^jTRichy zaznaczyć różnice w ludziach, pochodzące nietylko 
peramentu i charakteru, ale także z wpływów miejsca 

ich życia i działania. 
Dokonał tego zamiaru Mickiewicz, ale w sposób dość 
jeszcze, bo za warunkowany wzorami dawnymi. Nie 



»j«^,,^^ Przyj. N. Pozn.* i osobno); dalej Alberta Gąsiorowskiego: „A. Mick. 

i piama jego do roku 1829«, Kraków 1872 (o -Dziadach" str. 150—227); 

Jłiliixszai Turczytiskiego: .Rozbiór Dziadów* (Stanisławów 1873); Stanisława 

#l*^j.^Q.ccr^|ego: , Odczyty o poezyi romantycznej" (o „Dziadach** w „Biblio- 

W^arszawskiej* r. 1877, r. II, str. 185—208); Józefa Tretiaka: „Mickie- 

^^ "Wilni® i Kownie" (O „Dziadach* w t. III, str. 3 — 116); Józefa 

Kalleiibacha : ,Rewizya tekstu I części Dziadów*, „IV część Dziadów" (w Pa- 

-1 — 'w^ydziahi filoL Akad. Umiej, i osobno). Bardzo dobrą paralelę po- 

ohaterem Goethego a Mickiewicza podał Adam Bełcikowski w roz- 

^ustaw i Werter*, Kraków 1872. 

Iwiadczą o tem autografy: jeden, mieszczący sonet do Niemna, 
i rapperswylskiem, a drugi w bibliotece Przezdzieckich zawiera- 
>ism » Grażyny*, na ostatniej zaś stronie owę bajkę p. n. „Baran 
_j-^-a 'raja. baran czytać należy chyba brytan. 



i 



knąl się on 
lość tak sam 
orne, uroczyst 
jące śmiecbem 
ji, dokładnem, 
laleźć mogą, i 
ednych jak i ■ 
jTiy' przeszłoś 
)oważnych i u 
jem i czcili g'' 
cia posJów kr 
11, poeta nie 
lego w trakto 
e więcej nie d 
), lecz utrzynii 
znie sprawami 
eh i wplywowj 
j surowej ws 
ycia wieków r 
u historyczneg 
ijach książąt 
ich; ale nie 
tali, jak się a 
ę zatem trzyn 
,egóż wszelaki 
istawie analog 
właśnie skąpe 
II przeszłości, 
rz nie śmiał je 
o wiekami po_ 
Tegoi samegc 
e postaci poe 
ne rysy indjT 
fe, jakie poezj 
nietylko przeds 
fet giesta. W 



— 249 - 

^^, gwalto-w^nego i porywczego^ który wstrząsany gniewem 
l^^^ścią nie może ustać spokojnie, ale w ruchach nagłych, 
^^^j5<ó^nych krąży i>o izbie zanikowej, poprawia lampę tak, 
"^^ ją gasi, miino przełożeń gotów się połączyć z nieprzyja- 
cielem Litwy, zakonem krzyżackim, byle się pomścić na dum- 
^^^-jm Witoldzie, któremu władzy i bogactwa całą duszą za- 
^^droścl Widzimy rozważnego Rymwida, starca w usługach 
V^żąt nowogrodzkich posiwiałego, który bardzo powoli, bar- 
^flzo oslrotnie stara się gniew pana ukoić i odwieść go od 
toraedsięwzięcia, mogącego stać się klęską dla Litwy. Widzimy 
Crażyną, pod lat niewieścich schodzącą południe, która lubo 
^rdzila nlewieściemi zabawami, chętnie się twardego imała 
pT^ŻJOL i uczestniczyła we wszystkich naradach odnoszących się 
do losów państwa, nie przestała być jednak kobietą, co ser- 
cem raczej niż rozumem się kierując, nie układa planów do- 
brze pomyślanych, ale dopiero w ostatniej chwili na ważne 
(rzeczy się decyduje. 

\ TVszystko to są postaci żywe i wyraziste; ale sposób, 

Jw jaki one przemawiają, okazuje, że Mickiewicz nie umiał 
fjeszcze wtedy wyróżniać ludzi zapośrednictwem charaktery- 
^'Stycanaego stylu w oddaniu ich mowy. Zarówno Litawor, jak 
i' Rynivricl i Grażyna posługują się jednostajną retoryką, pełną 
' powagi, godności i wykończenia: wszyscy używają podobnych 
przenośni 5 porównań, zwrotów i wyrażeń. Gdy przypomnimy 
■ sobie^ że połowa blizko poematu schodzi na długich mowach 
Litawora i Rymwida, to się przekonamy, że poeta nasz nie 
ixwolnil się jeszcze wtedy z pod wpływu wzorów klasycznych, 
szczególniej rzymskich, których retoryczność jest cechą wielce zna- 
mienną. Atoli, obok „Eneidy** Wergiliusza, bardzo silnie odbiła się 
w , Grażynie* — „Jerozolima Wyzwolona", którą w uniwersy- 

'tą Borowskiego Mickiewicz gruntownie wystu- 

.x^,/no w charakterystyce samej „Grażyny", będącej 

' vą próbą wcielenia ideału kobiecego po Żywili 

J ł^^na, widać wpływ opisu Kloryndy, jak w stylu 

\ na ślady całego szeregu przenośni i wyrażeń, 



— 260 — 

wziętych z przekładu „Jerozolimy" przez Piotra Kocha 
skiego *). 

W budowie poematu są błędy znaczne, okazujące 
jak i „Dziady", że Mickiewicz, który w mniejszych kom 
cyach okazał się już mistrzem, nie mógł byl jeszcze opano 
treści rozleglejszej tak, ażeby jej przedstawienie czyniło za 
wymaganiom prawdopodobieństwa. Pozostawienie posłów 
żackich, pomiędzy którymi był komtur, na dziedzińcu, nie 
nie im odpowiedzi przez Litawora, potrzebne było 
ażeby umotywować możność wystąpienia Grażyny w eh 
terze wodza wyprawy, ale jest rysem wysoce nieprawd 
dobnym, co sprawia, że całe zawikłanie wydaje się sztuczna^ 
i naciąganem. Drugi szczegół, wypływający z tegoż samegj 
źródła, to jest z chęci wysłania Grażyny na pole walki W 
towarzystwa męża, szczegół twardego snu Litawora, który roii 
porządziwszy zebranie wojska na wczesną godzinę ranną, ffl"^ 
budzi się jednak o właściwej porze, jest również rysem nifti 
zgodnym ani z charakterem Litawora, ani z charakterem owy* 
czasów. A na tych właśnie dwu szczegółach polega islota zda^ 
rżenia, opowiedzianego w „Grażynie*. Gdyby Litawor, jak tff 
powinien, dał odpowiedź krzyżakom, nie mogłaby Grażyn* 
odprawiać ich na swoje rękę i nie ściągnęłaby walki z nm%i 
a gdyby Litawor obudził się na czas naznaczony, nie potrze* 
bowałaby Grażyna puszczać się na przedsięwzięcie, któremu 
ani jej siła ani jej umiejętność wydołać nie mogły. Mimo w 
zasadnicze usterki, zach wiewające prawdopodobieństwo sytua^^ 
cyjł » Grażyna", jako pierwsza w naszej literaturze powieść poc* 
tycka na tle dziejowem, ideą poświęcenia życia dla utrzyma* 
nia zgody pomiędzy braćmi jednej ziemi, oraz szcz^óloweD» 
pięknościami wykonania zasłaniając błędy budowy, nie pr^ 



*) Wykazał to Bronisław Chlebowski w artykule drukoi« '^ 

neum" r. 1885 (zeszyt lipcowy, str. 22—46). 




— 261 - 



^jiie bjć utvyorem pięknym, jakiemu niewiele równych po- 



* 



Tomik dragi poezyj Mickiewicza rozchodził się równie 
^jbko jak pierwszy. Liczba prenumeratorów, których nazwi- 
^^a wydrukov7aiio na czele, powiększyła się o 182, biorących 
^98 egzemplarzy, tak że z poprzednio już w pierwszym to- 
tniku zapisanymi „Poezyc* naszego poety z r. 1822/3 miały 
^fogóle prenumeratorów 306, którzy zakupili egzemplarzy 338. 
Ha dzisiejsze stosunki cyfra to wcale nie imponująca, ale na 
, owe czasy, kiedy niektóre miesięczniki zaledwie po kilkunastu 
miewały abonentów, kiedy nie drukowano więcej egzemplarzy 
romansów Walter-Skotta nad 1200; cyfra prenumeratorów na 
j-Poezye* Mickiewicza dowodziła, że się niemi w wysokim 
stopniu zainteresowano. Przedpłacicielarai i głównymi czytel- 
nikami była młodzież zarówno męska jak i niewieścia. Urocze 
obrazy ballad albo porywające słowa Gustawa przemówiły 
silnie do wyobraźni młodych i serc wrażliwych, zentuzyazmo- 
waly je dla poety. Mickiewicz stał się niebawem bożyszczem 
młodzieży w najdalszych nawet kraju zakątkach. 

Starszyzna literacka w Wilnie, lubo zżymała się może 
aa ten drugi tomik, a mianowicie na „Dziady", tak samo jak 
i na pierwszy, zachowywała jednak poważne milczenie; żadną 
krytyką publiczną nie dała poznać swojego zapatrywania na 
nowego poetek). I w Warszawie nie kwapiono się wcale 
z oceną; ani pisma codzienne ani miesięczne nie śpieszyły 
z wygłoszeniem zdania o utworach, które wśród młodszego 



n SzczegóJowsze oceny , Grażyny" pisali: Juliusz Turczyiiski; „Roz- 
biór dzieł A. M.*, zeszyt I: , Grażyna*, Stanisławów, 1872; Stanisław Tar- 
,0 poczyi romantycznej* w „Bibl. Warsz/' 1877, t. II, str. 208 — 
f Tretiak: ,A. M. w Wilnie i Kownie*, Władysław Nehring: «Stu- 
ckie", Poznań, 1884, str. 233—249. 

zasopiśmiennietwie wileńskiem wogóle bardzo mało mówiono 
^oścL „Dziennik Wileński* w r. 18^2, a „Dzieje Dobroczyn- 
"23 i 1824 pomieszczały utwory muzy romantycznej: Mickie- 
""ca. Aleksandra Chodźki; ale w teoretyczne wywody nie 



k j- 



— 2B2 — 

pokolenia taksamo jak w Wilnie nadzwyczajny zapal bu< 
zaczęły. Dziwną trochę jest rzeczą, iż Kazimierz Brodzi] 
będący wtedy jednym z 3 redaktorów -Pamiętnika Warszaw- 
skiego**, zaniechał obowiązku krytyka i zupelnem milczeniew 
w powierzonym swemu kierownictwu dziale literackim po*, 
minął zarówno 1-szy jak i 2-gi tomik poezyj Mickiewicza. 
Domyślać się można, że łagodnemu jego usposobieniu i wy* 
obraźni, na wodzy rozsądku krótko trzymanej, nie podobało 
się wiele gwałtownych wybuchów zwłaszcza w „Dziadach*, 
że zatem nie chciał słowem nagany zniechęcać młodzieiicał 
którego talent niewątpliwie uznawał. 

Bądź-co-bądź dopiero Franciszek Grzymała, ten sam, 

którego wiersze na cześć Kościuszki podczas obchodu żalo- 

* 

bnego w Wilnie r. 1817 były wypisane pod allegorycznymi 
obrazami, w kilka miesięcy po wyjściu na świat drugiego to- 
miku, odezwał się pierwszy publicznie ze zdaniem swojem 
o poezyach młodego poety ^). Zganił on najprzód ostro mil- 
czenie swoich kolegów literackich o nowo wyszłych utworach. 
„Podobne rzadkie zjawisko — mówił — w literaturze nie- 
mieckiej lub francuskiej ściągnęłoby liczne rozbiory i recen- i 
zye; lecz nasze pisma krytyczno-literackie, obznajmiając nas | 
z dziełami hiszpańskiemi, szwedzkiemi, duńskiemi i t d., nie 
poczytały za obowiązek zwracać uwagi na wiele dzieł naro- 
dowych, a między innerai nic nie wyrzekły o pismach Mickie- 
wicza". Zastanawia się potem, z jakich pobudek milczenie to 
pochodzić mogło; czy z nieśmiałości krytyków czy też z lekce- 
ważenia utworów poety. Jeżeli z nieśmiałości, to można je 



wdawały się. Dopiero w r. 1828 pomieścił , Dziennik Wileński" óbszero^ 
rozprawę Tadeusza Eliaszewicza p. n. „Ogólne uwagi nad klasyczn^i* * ^ 
mantycznością", w której autor romantykom przypisał osłabienie ^' 

nia do literatury greckiej i rzymskiej, i godził się tylko na ^romu ^ 
klasyczną** t. j. doskonałą, jakiej u nas nie znajdował. Oprócz tej ^^ 
znam tylko dwie przedmowy: tłómacza , Fontanny Bakczysarajs *^ 

(Adama Rogalskiego), i Odyńca do swoich Poezyj (r. 1825/6' P 

znaczenie romantyzmu starano się w Wilnie wyjaśnić publicz 

*) ^Astrea**, pamiętnik narodowy polski, 1823, tom IP '^°' 



j 



- 263 — 

pomekąd uspra wiedli vrić, gdyż „zamiast wydawania za wcze- 
snych, niedojrzałych wyroków, lepiej a przynajmniej wygodniej 
J€sl milczeć". Ale na lekceważenie lub obojętność poezye Mic- 
kiewicza nie zasługują, gdyż poeta ten „pierwszy" prawie z ro- 
daków j, poszedł otwarcie tak okrzyczaną drogą romantyczną" 
i ,wykształcony na wzorach romantyków angielskich i nie- 
mieckich, w mowie narodowej przemawia ich językiem, nie 
jako tlómacz, ale jako pisarz oryginalny, czerpający w łonie 
przeszłości, w łonie wieków odległych swojego narodu osnowę 
do swych utworów". Stróże zatem gorliwi smaku, kształco- 
nego na wzorach klasy czno-francuski eh, powinniby mu „wy- 
dać otwartą wojnę i w samym zarodzie stłumić niebezpieczną 
zarazę*"; umiarkowani zaś, szukający jakiejś średniej drogie 
pragnący pojednania rozjątrzonych stronnictw literackich, po- 
winniby ^bezstronnie ocenić wartość pism jego, w rzetelnem 
świetle wystawując zalety i wady". Sam Grzymała, daleki od 
narzucania ziomkom w tonie dyktatorskim zdania swojego, 
odłożył na czas późniejszy szczegółowe wyluszczenie swych 
myśli w tej mierze, a na razie sformułował tylko krótki sąd 
o poezyach Mickiewicz pod względem stylu i treści. Rozwa- 
lając je co do języka i wersyfikacyi, powiada, iż „możnaby 
w niektórych miejscach znaleźć wady, przeciwne prawidłom 
nauki językowej, można dostrzedz niekiedy zaniedbania sprzecz- 
nego z dzisiejszą wytworną dykcyą rymotwórczą, zarzucićby 
także należało, że nie zawsze jest panem bujnej swojej ima- 
ginacyi, i że wreszcie starając się ciągle o prostotę i naiwność, 
może być w kilku miejscach obwiniony o niejaką gminność 
w wyrażeniach". Co do zalet wewnętrznych przyznaje, że na- 
tura obdarzyła Mickiewicza , wszystkimi przymiotami, które 
są Doecie niezbędnie potrzebne, to jest ma mocną, żywą 
i '*naginacyą, jest czułym, tkliwym i tę czułość i tkli- 

^ wszystkich tworach swoich stara się rozlewać; naj- 

< ~zebija się łatwość, zręczność i rozmaitość w wyra- 

i i i uczuć". Streszczając zaś i tak już bardzo krótką 

' wi Grzymała: » Słowem, o ile p. Mickiewicza nie 

I ^^A ^^'umarunkowo za wzór do naśladowania mło- 




- 266 — 

»hAń dla społeczeństwa, dla ludzkości czasy promieniejące 
fficzęściem, swobodnym rozwojem władz ducha i ciała. Bu- 
dziła ona zapal do pożytecznej dla kraju działalności, doda- 
iraJa sił w nieszczęściach i klęskach, bo uczyła, że „ł ten 
szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, jeżeli poległem ciałem 
dał innym szczebel do sławy grodu"; a jeżeli zanadto łatwem 
wystawiała pchnięcie bryły świata nowymi tory, to równo- 
cześnie ostrzegała, iż tylko wytężeniem wszystkich sił ducha 
i ciała, iż tylko zestrzeleniem ich w jedno ognisko dokonać 
tego można. Kto rozumie potrzebę zmian w stosunkach spo- 
łecznych, kto vńe, jak wielkich wymaga wysiłków dokonanie 
zmian takich; ten w -Odzie do młodości** podziwiać będzie 
nietylko śłę natchnienia poetyckiego, ale i istotne hasło po- 
stępu duchowego ^). 

III. 

W czasie świąt Wielkanocnych przybył Mickiewicz do 
Wilna; widywał się tu z Marylą, do której, ofiarując jej tomik 
drugi aPoezyj* swoich, napisał te, smutną rezygnacyą prze- 
siąknięte, wiersze: 

Haryo, siostro moja! Nie krewnym łańcuchem. 
Aleśmy pobratani umysłem i duchem. 
Gdy mi dziwactwo losu i twój wyrok wzbrania 
Równie święte a milsze powtarzać nazwania: 
Choć innem spojrzyj okiem w przeminione lata 
I pamiątki kochanka przyjmij z ręki brata. 

Czeczotowi wydawał się przez ten czas „spokojniej- 
szym, zdrowszym*, ale Zan widział, że to był tylko pozór; 
ze widywanie się z Marylą działało na poetę rozdrażniaj ąco. 



»\ 7^b Bolesław Czerwieński: .Kilka uwag nad Odą do młodości". 

I .. — M. Konopnicka: „Z dziejów natchnień Mickiewicza* 

(1 _^3, N. 16 — 18); „O Mickiewiczowskiej Odzie do młodości", Kra- 

\ I — Szczęsna: ,0 M-a Odzie do młodości, studyum strategiczne* 

(I domowe, Lwów, 1886 N. 73—76. — Ludwik Finkel: ,Oda do 

1 Cl — czas powstania, wpływ Schillera* (Pamiętnik tow. lit. im. Mick. 

ł "7—165). — Stanisław Krzemiński: „O. do M. — nieznane wyda- 

\ - • -"--^A^* (tamże, str. 179—187). 



> 




— 266 — 

W czasie tych świąt chodził także Mickiewicz ok 
swojej sprawy nauczycielskiej. Starania poprzedniego 
przyniosły mu tylko zasiłek pieniężny w ilości 300 rubli; m 
jąc ten fundusik, który obiecywał sobie zdwoić rozprzed 
drugiego tomiku, popierał osobiście prośbę o urlop, którą 
datą 26 marca 1823 do rządu Uniwersytetu jeszcze z Kowirt 
wystosował. Mówił tam o wzmagającej się słabości i nakazil 
lekarzy, by porzucił zatrudnienia nauczycielskie i udał się d^ 
wód pirmonckich, tudzież w kraje łagodniejszego klimatu. ,ZnMi«| 
szony jestem — pisał — powtórnie wniść z prośbą do rząd^ 
uniwersytetu, aby mię uwolnił znowu od obowiązków i jafcł 
zostającemu w służbie swego wydziału doponiódz raczył iś 
wyjednania u zwierzchności miejscowej paszportu do wj 
pirmonckich, tudzież do Włoch i Francyi, zwłaszcza że sm 
stan mojego zdrowia nakazuje mi ile możności odjazd przy* 
śpieszyć. Ta powtórna względność Rządu Uniwersytetu włoży| 
na mnie święty obowiązek, abym, za powrotem da Bóg do 
zdrowia, pracą i gorliwością nagrodził mimowolną we słuźW^ 
przerwę" ^). 

Podanie o urlop poszło zwykłą drogą biurokratyczni*^^ 
Kurator, Czartoryski, dał swe zezwolenie na wyjazd 11 majat! 
wymagając tylko, ażeby rząd uniwersytetu wziął od Mickie* 
wicza zaręczenie na piśmie, że „powróciwszy z wód, znowa | 
wejdzie do służby dla przepisanej liczby lat dopełnienia* *). 

Tymczasem, dostawszy od Maryli klacz utresowaną do \ 
jazdy, powrócił Adam do Kowna, umieścił ją na stajni ,dru- ^ 
giej donzelli", jak Czeczot w jednym liście nazwał Kowalską* 
i używał przeciiadzek i przejażdżek, ale te nie mogły przy- '[ 
czynić się do uspokojenia burzy wewnętrznej. „Go się z nim 
dzieje? — pisał w tym czasie Czeczot do Malewskiego, odpo- 
wiadając na jego pytanie — Zawsze w stanie niena' rm; 
zdrowie najgorzej mu służy; fajką, niespaniem i trur^ ci* 




^) Podanie to wydrukował pierwszy Teodor Wierzbowsk* ukJ 

Mickiewicz w Wilnie i Kownie* (1888). 
^) Tamże. 



J 



r 



— 267 - 



łimi obowiązków dobija siebie, a nie stara się wyjść z le- 
targu, imagiaacyi nie ostudzi, bo z tem mu dobrze, ale za 
moment boskiego uniesienia, tego-to wykradzenia się na chwilkę 
za ziemską granicę, odbiera potem ciężkie na ziemi męki. 
Perswazye na nic się nie zdadzą; pięknie się raz odezwał 
w liście, te nie potrzebuje teraz przyjaciół, ale pochlebców**. 
Dnia 3 maja odebrał niespodziewanie odwiedziny Odyńca, 
który razem z Aleksandrem Wereszczyńskim , obywatelem 
z Podola, wielkim lubownikiem poezyi, udającym się do Pe- 
tersburga, zjechał do Kowna. Spotkali się na schodach, gdyż 
Adam wybierał się na przechadzkę. Nie wracając już do po- 
koju, wraz z Odyńcem poszedł do Wereszczyńskiego, który 
i lak był uszczęśliwiony z wizyty Mickiewicza, iż ugaszczając 
i hojnie, zatrzymał obu cały wieczór u siebie, a o północy do- 
piero sam dalej pojechał. Adam wracając do domu, zaczął 
' się troskać po drodze, jak Odyńca do snu ułoży; ale skoro 
tylko chłopiec -wykrzesał ognia i zapalił świecę, ujrzano, że na 
kanapie z przystawionemi krzesłami leżała już pościel nietylko 
porządna, ale nawet aż elegancka, przysłana przez Kowalską, 
która dowiedziawszy się o przyjeździe jakiegoś pana z Wilna 
do Mickiewicza^ zaraz pomyślała o przyjściu w pomoc nie- 
radnemu poecie, bez jego wiedzy. To też pół żartem nazwał 
ją Mickiewicz wobec Odyńca swoją Opatrznością. Nazajutrz 
zapoznał go z nią poeta; zaproszeni zostali na obiad wraz 
z .dozorcą'' szkoły, Dobrowolskim. Po obiedzie zapropono- 
wała Kowalska przejażdżkę do ulubionej doliny Adama, 
i Cztery konie ogromne, czarne, zaprzężone w lejc do lekkiego 
powoziku, przeniosły całe towarzystwo do mtyna przy po- 
czątku doliny, którą następnie zwiedzano piechotii. Gdy wró- 
cono do domu, zastano liczne grono gości, złożone z nauczy- 
ci( '.ędników powiatowych, zaproszonych na wieczór, 

kt _itka Kowalskiego przyjmowała tymczasem. W liczbie 

ic ^y trzy panny marszalkówny Siwickie, niemłode już 
ii Kne, ale bardzo „uczone", pobożne i przytem biegłe mu- 
z] '^"e to właśnie przychodziły do Kowalskich, aby grać 
II! lencie i bezwiednie bawić Adama. Były one dla 




r 



^ 



— 259 — 



lądujący bez ustanku młodzieniec miał zawsze pełno. Byl też 
między nimi przekład długiej ballady Burgera, niezmiernie ro- 
mantycznej i krwawej p. n. „Lenardo i Blandina**. Mickiewicz 
tlómaczenie pochwalił, ale treść nazwał przesadzoną. Czytanie 
obudziło w nim zapał poetycki i chciał dać poznać Odyńcowi 
najnowszy swój" przekład z Byrona: „Pożegnanie Childe-Ha- 
rolda*. Zaczął czytać całkiem spokojnie; ale gdy przyszło do 
rozmowy pana z giermkiem, w głosie już znać było wzrusze- 
nie, które z każdą strofą wzrastało. Odstawił fajkę, którą 
pierwej palił czytając, a przy deklamacyi zwrotki: 

Teraz po świecie goniąc szerokim, 

Tak pędzę życie tułacze: 
Czegóż mam płakać, za kim i po kim, 

Kiedy nikt po ranie nie płacze? — 

glos jego zaczął się zmieniać, jakby nabrzmiewał łzami; na- 
koniec poeta zbladł nagle i upadł na ziemię. Odyniec prze- 
^ł się; porwał karafkę i oblał wodą skronie i piersi Adama. 
Po jakich pięciu minutach omdlenia powstał poeta, ale czując 
osłabienie, położył się w ubraniu na łóżku. Widocznie nie rad 
byl z siebie, że się dał tak opanować wzruszeniu wobec mło- 
teńca; a pierwsze słowa, jakie wymówił do niego, były: 
tProszę cię, daj mi słowo, że nie będziesz o tem rozpowiadał 
tókomu*. Odyniec ukląkł u łóżka i, dla rozerwania Adama, 
zaczął mu opowiadać o teatrze amatorskim w Wilnie, w któ- 
rym brał udział. Mówił o różnych osobach, a nareszcie o Zofii 
Chłopickiej, która mu się najwięcej podobała, a którą chciał 
^^edzić jako mieszkającą w okolicach Kowna; skończył 
prośbą, ażeby go Mickiewicz w domu jej siostry Maurycowej 
Piozorowej przedstawił. Zaledwo prośbę wymienił, poeta pod- 
niósł sie nagle, usiadł na łóżku i stanowczo, niemal opryskli- 
^ r^iedział: »Nie, ja tego nie zrobię; możesz sobie jechać 
sa uedy zechcesz **. Potem widząc strapienie Odyńca, odbi- 
jaj c się na twarzy, powstał z łóżka, zaczął nakładać fajkę, 
a by usprawiedliwiając się z odmowy, powiedział mu, że 
k '^''*'^*^'ckiego nie lubi i że nigdy w nim w Kownie nie 
bj ^-n zmienił ton, zaczął gładzić Odyńca po wło- 

17* 



/* 



sach, i po ment< 

nrót.nn. ho to do 

)dyniec 

grzeczi 

ć, Adam 

po obi 

;zQru, pi 

d brzeg 

iatni. Oi 

ednego 

2go. Pod 

glos for! 

gra byl 

zypoinni 
ywal. G 
la w toi 
)dyńca j 
^1 tylko 
tym sp 
lej zatr? 
zmowę : 
iiikaej p 
'mu Od) 
) nie by 
:znych zi 
■opozycy 
t... Po w 
wukrotn 
do Wiir 
bawera 
ie od ot 
3 Lelew 

. E. Oilj-E 
iic później 



- 261 - 

gdyż przysyłając uv7'olnienie, przemilczano o paszporcie: «Zga- 
dywalem, że się tak stanie — donosi nieufny względem ży- 
czliwości władzy uniwersyteckiej dla siebie poeta •- ale nie 
wiem, co teraz począć. Czy mam podać prośbę do rządu miej- 
scowego? czy do uniwersytetu? albo wprost do kuratora? 
W. Pan Dobrodziej widzisz tam bliżej okoliczności, poradź 
mnie, gdzie uderzyć. Nie śmiem prosić o odpis, abym mu 
drogiego czasu nie zabierał; co będzie zdawało się W. Panu 
Dobrodziejowi, o tera racz uwiadomić Czeczota, a ten ze mną 
się skomunikuje*. Okazało się, że trzeba się starać o paszport 
drogą zwykłą u gubernatora wileńskiego. Prośba oparła się 
aż o W. Ks. Konstantego, a okoliczności późniejsze rozstrzy- 
gnięcie jej uczyniły zupełnie dla poety obojętnem. 

Nadszedł w szkołach kowieńskich popis publiczny, na 
który zjechał znowu Odyniec, zdawszy szczęśliwie swoje egza- 
mina w uniwersytecie. Popis odbył się bardzo uroczyście 
i świetnie, wobec licznie zebranej publiczności, 30 czerwca. 
Mickiewicz, jako nauczyciel literatury, kierujący deklamacyą 
uczniów, brał w nim ważny udział wespół z profesorem fizyki, 
Józefem Nieławickim, który doświadczeniami fizycznemi się zaj- 
mował. W gronie widzów znajdowały się też i panie z Roman, 
Kowalska zajęła umyślnie miejsce obok nich, a Odyńca umie- 
ściła przy sobie. Ale ten już w inną stronę kierował swe 
spojrzenia. Była tam córka rodzonej siostry Kowalskiej, szesna- 
stoletnia Józefa Steinigierówna , przybyła z Wilna do ciotki, 
aby jechać z nią razem na lato do kąpieli morskich w Krantz 
pod Królewcem, dokąd też w końcu Hpca miał się udać i Mic- 
kiewicz. Piękność jej nie mogła wprawdzie iść w poFÓwnanie 
z olśniewającą urodą Zofii Ghłopickiej; ale posiadała dziwny 
urok: miała wdzięk „rozkwitającej różyczki a razem i du- 
S2 . niewinnej, budzącej się właśnie do życia" i wdzięk 
u co wpół jeszcze dziecinna, przeczuwa już marzeniem 
^ "'!zucia i ideału, tęskniąc do niego z nadzieją i wiarą. 
C ^ ujrzawszy ją raz pierwszy w kapelusiku „pasterskim* 
D ""ł^^dzce z ciotką, nadał jej nazwę „Berżerki", która 

1 --hała, iż już nazawsze pozostała przy niej w gro- 



Iziny i bliższych znajo 
prawdziwie ojcowski" 
wrócili z Odyńcem, 
loba, a potem bez og 
lem marzeniem, aby i 

na młodzieniaszku 
ikiej ostygł; a cbociaż 
ą w Bomaniacl), jed 
biczowi, ten był rad ł 
Etiał. 

Odyńcem pojechał ( 
j i wystarania się o 
;ronie kolegów powsta 
i Wilna poleconych, ( 
;iel filozofii w klasztoj 
anych przez siebie E 
Mickiewicz i brat jego 
ly Januszkiewicz nale 
cieczki. Je*.owski, opisi 
a pod datą 12 lipca 
!j formy, poloiytem si 
V nocy gwar nadzwyc 
lozumiałem, że to by! 
; Adam, Janko, Aleł^sa 
iasztor. Ostatni po ć 

na drugie piętro, więi 
o rycerstwo? nie godi 
iu godzinach ujść czl 
i: to mi to mlodzienc 
ly się do Trok nowy( 
tku Witoldowego. Ad 

kamienie, atakował 
i. Jeżeli ponad 5zano\ 
:ę porę unosiły się duc 
' być rade, jak dla rj 

portu, odbyliśmy igrz 




263 - 



ij^mvemamx do celu. Po lekkiej a drogiej wieczei^y powró, 

^t^fZn^T'-^' ^ "'"''^ T'" "'P^^'-*^^ ^° Wilna, a dw 
^^ pozostali jeszcze i na dzień jutrzejszy do godziny ósm 

-meczornej. Kuchma tylko staro-trocka (bogdajby zapaJla) n: 
ryia, bo me mogła być, do smaku*. 

W końcu lipca Mickiewicz przyprowadził do skutku za 
miar zjechania się z Kowalską i ,Berżerką« u wód w Krantz 
pojechał tam bez właściwego pozwolenia władzy uniwersy 
tectaej 1 bawił zdaje się krótko, nie chcąc się narażać na nie 
xaJe następstwa. Tu się podobno dowiedział o aresztowani, 
Jana Czeczota, a ta wiadomość przyśpieszyła powrót jego cz. 
^o Kowna, czy, co prawdopodobniejsza, do Wilna ') gdyż ma' 
jąc uwolnienie na lat dwa, nie potrzebował bawić przy szkole 
w Wilme zaś chciał wystarać się stanowczo o paszport. Jesz- 
cze w koóeu sierpnia ciągnęła się w tej mierze koresponden- 
cja pomiędzy wojennym gubernatorem Rzymskim Korsako- 
wem, a rektorem uniwersytetu, którym od września 1822 roku 
byl Józef Twardowski *). Ale niebawem nie mogło już bvć 
mowy o wyjeździe. 

') A. E. Odyniec w liście prywatnym do Józefa Tretiaka. Zob le^^oż- 
-A. Jt w WUnie i Kownie" t. Ifl, str. 136. " ' 

*J tKorespondencyB.* Mick. IV, 49— .51. 



V 



:)ZDZ1AŁ VII. 

izienny (1823—18 

i w Rosp. — Miki 
gimnazjuni wileAsk 
aresztowania. — . 
schadzLi nocne. — 
zienia. — II. Zebra 
[ajtek". — Stosunk 
[O Ghodiki. — OsŁ 



dziemika 18^4 r. 

I. 

;lędem związków 
:yjnego, który, p 
licha, wzmagał 
1 pod panowa/ii 
system represyi 
zenia, więżąc i cl 
tak i wśród rzs 
I porozumieniu 
badzie, Opawie, 
wyznawcy i wyb 
społecznych d 
gdzieltolwiek i ' 
Prawo rayśln ość 
ma i nagradzam 
zytywano w sf 



r 



— 265 — 



sprawę ukrytego jakobinizmu i farmazonii; dlatego tłumiono 
go, o ile tylko było można. 

Prąd ten ogólny podsycony został w Rosyi specyalnymi 
wjrfywami. Opozycya sejmowa w Królestwie Polskiem coraz 
hardziej rozdrażniała Aleksandra I; a odkrycie w raaju 1822 r. 
stowarzyszenia, zwanego » wolnomularstwem narodowem", obu- 
dziło w nim obawę przed knowaniami tajemnemi. Wyszedł 
zakaz nieprzyjazny wszelkim stowarzyszeniom; loże wolno- 
mularskłe zamknięto; towarzystwo Szubrawców rozwiązano. 
Interesem ludzi, którzy pragnęli wyniesienia, było podtrzymy- 
wanie w cesarzu owej obawy, a więc śledzenie i wskazywa- 
nie wszelkiego rodzaju objawów, któreby można było jako 
niebezpieczne knowania przedstawiać. 

Już podczas nieporządków w uniwersytecie krakowskim, 
wznieconych w końcu lipca 1821 r. powołaniem do sądu 
w charakterze świadka studenta Wądrzyńskiego w sprawie 
o kradzież, komisarz cesarski w Warszawie, Mikołaj Nowo- 
alcow, człowiek światowy, zręczny, przebiegły i ambitny, wi- 
dział w nieb związek z .dezorganizacyjnemi zasadami uni- 
wersytetów niemieckich* i wielkie wyrażał obawy '). Zwracał 
on baczną nwagę na uniwersytet wileński, a niechętny jego 
kuratorowi, ks. Czartoryskiemu, starał się w sferach rządzą- 
cych ugruntować to przekonanie, że system edukacyjny w wy- 
dziale wileńskim jest zgubnym dla państwa. W roku 1823 
nadarzyła się sposobność do rozwinięcia tej insynuacji. 

Dnia 3 maja, jeden z uczniów piątej klasy gimnazyum 
wileńskiego, Michał Plater, wypisał na tablicy szkolnej: „Vi\at 
konstytucya! Ach! jak słodkie wspomnienie". Napis ten, uzu- 
pełniony przez trzech innych uczniów dodatkiem: „3 maja" 
isłowami: „lecz nie ma, ktoby się o nią dopomniał", przez kilka 
g( niestartym zostawał. Uwiadomiony o tern gubernator wo- 
je Rzymski Korsaków, wystosował do rektora uniwersytetu 
w nift urzędowem surowe wyrzuty, a w raporcie do w. ks. 



lieczysław Kępieóski: , Stanisław hr. Wodzicki** w „Bibl. Warsz." 
I 



Konstanteg^o donoszi 
mość o islniejącem 
nem patryotycznem 
ziono i badano wie! 
Jan Czechowicz, Bet 
zostali ukarani ,w 
nadejściem rozkazu 
uniwersytetu, TwarC 
kowski, oraz naucz 
kiewicz aresztowani 

Dnia 7 lipca p 
nownie zbadać win 
odkryć towarzystwo, 
zał on wprawdzie n 
dni z więzienia uW' 
z Kajetanem Maksie 
karę odesłania do p: 
Wyśledzenie tajnego 
aie wszystkim człon 
zwykle wakacye zat 

Tymczasem z( 
obrót sprawie, wyży 
zasłużyć. Józef Mas 
zręczny wierszopis, i 
humorem", w diug 
nikomu ni stówa, u 
skowej, żądając, ab 
Warszawy, gdzie za 
powód swego kroku 
ale następnie przy pi 
wysiano go islotnit 
papierami, które w 
przed w. ks. Konsta 
gnąc wejść oddawnf 
sposobu, aby bez kc 
tem sposobność przt 



^ 



— 267 - 

Kzal go w. książę przyjąć do wojska, ale w stopniu pro- 
lego żołnierza. Między jego papierami znajdował się list Jana 
Bikowskiego, w którym była mowa o wierszach i czytaniu 
cb na literackich wtorkowych zebraniach u Czeczota ^). No- 
rosłlcow, któremu w. książę zakomunikował ten dokument, 
tydał natychmiast rozkaz zabrania papierów Jankowskiego 
«r Wihiie podczas jego nieobecności. W papierach Jankow- 
Aiego, który należał do poetów filareckich nadzwyczaj zapa- 
lonych, lecz .wbrew zasadom towarzystwa lubił politykę wszę- 
dzie wtrącać, znalazły się wiersze treści kompromitującej. 
Aresztowano go 2 września. Powołano też do tłómaczenia się 
Czeczota i Odyńca, który mieszkał u niego. Kiedy z wyjaśnień 
dożonych przez nich okazało się, że cel zebrań wtorkowych 
był zupełnie niewinny, Jankowski, który zląkł się, żeby on 
osobiście tylko nie odpowiadał za swoje wiersze, zniewolony 
przytem nadzieją przebaczenia, jeżeli wypowie wszystko, co 
mu było wiadomem, odkrył (22 października 1823 r.) istnie- 
nie Filaretów i przypisał ich wpływowi to, co w nim oni 
.najsupowiej karcili*'. 

W końcu października przybył powtórnie Nowosilcow 
io Wilna i utworzył pod swoją prezydencyą komisyę, zło- 
coną z Leona Bajkowa, radcy stanu, Józefa Twardowskiego, 
aktora, Wincentego Ławrynowicza, radcy gubernia Inego, Hie- 
ronima Botwinki, prokuratora, Ottona Andersona, radcy nad- 
"wotnego i Piotra Szłykowa, policmajstra. Nastąpiły areszto- 
wania wszystkich, wyznaniem Jankowskiego objętych, nietylko 
^ Wilnie, ale i na prowincyi. Policye miejskie i powiatowe 
z odległych nawet gubernij, jak: z Podola, Ukrainy, Wołynia, 
fi\alorusi, Petersburga i t d. codzień po kilku ich dostarczały. 
Tomasz Zan, Justyn Ciecierski, Konstanty Kelner, Jan Haj- 
^^ '^mcenty Ihnatowicz, Józef Kowalewski, Feliks Kuta- 

dk opowiada A. E. Odyniec we „Wspomnieniach", str. 258. Ks. 
'- St iandzifi (zob. „Obrazki* Sobarrego, str. 72) mówi, iż zabranie 

\ Ps .; Jankowskiego nastąpiło wskutek odkrycia związku u(^zniów w t^wi- 
^ którego on dawniej był członkiem. Podobnież Lelewel w broszurze: 



,{ ' - wanie". 



i, Jan Wiernikov 
)wani byli 23 pa 
fotnisyi w pałacu 
; bazylianów, w 
i Frejent, Aleksai 
Lwowicz, Ignacy 
ffówczas-lo w Ci 
lana; przyjął on 
z umiał ocenić I 
Czeczota: ,Zapi 
Tomasza,., w zai 
ć lat naszej tera 
Czeczot, jako wiC' 
yatu u księży frai 
nabrał serca i ,s 
)rzeniieTiiI się u 1 
szczeffólniej dwu 
;nie sobą i swoji 
się uczuciami, 
samolubnych dą 
■.st i nie moie 1 
ale ma przed sc 
doszedłszy poglą 
się „wesołym" i 
Życie więzienne : 
acya między u\ 
t niemożliwą; p 
więzienie i rozw 
ich przed komis 
zbrojonych w k 
tpem, podchwyty 
ly; wnocy zaś wię 
U bazylianów „i 

') .Korespondencja' 
') ,Filareui i Filomai 






^ 



— 269 — 



Ijh dla nas wschodem słońca; zbieraliśmy się w celi Adama 
ai do świtu przepędzaliśmy noce na rozmowie cichej, ale 
He smutnej. Frejent przyrządzał herbatę i nas rozśmieszał, 
tto dniem pierwej byl zawołany na śledztwo, przynosił no- 
winy, jakie uzbierał w sali i na ulicy. Ksiądz Lwowicz na 
dnigi dzień po uwięzieniu, spadł przechodząc nocą koryta- 
nem ze schodów i był przez miesiąc niebezpiecznie chory; 
dlatego później od innych począł należeć do naszych nocnych 
dchadzek i pamiętam, kiedy raz pierwszy o północy wszedł 
do nas, jak nas zabawił i rozczulił, mówiąc z wyciągniętemi 
rękami poważnie: Kozy, ucieszne kozy, ma trzodo jedyna ^). 
Z jutrzni, w noc Bożego Narodzenia, dochodziła nas przy 
iRrtórowaniu dalekiego organu przytłumiona pieśń: Przy bieżeli 
pastuszkowie, która to pieśń przenosiła nas w progi domowe, 
gdzie po nas matki i siostry płakały. Zdarzyło się też, że je- 
dnej nocy o pierwszej godzinie przyszło policmajstrowi zwie- 
dzić nasze więzienie; szyldwachy spały, my skupieni w izbie 
Adama, piliśmy spokojnie herbatę; wtem rozruch na kury ta- 
nu, szczęk kluczy i karabinów; przestraszony podoficer zdo- 
był się na koncept, że odrazu nie mógł trafić na klucz do 
dnwi, które wiodły do naszego kury tarza; policmajster pękał 
ze złości, ale zyskaliśmy minutę czasu i w momencie, kiedy 
>^sadził drzwi, już każdy z nas był w swojem łóżku i za- 
psił świecę, a przy każdego drzwiach stał szyldwach z ka- 
rabinem wyprostowany". 

U bazylianów powstał wiersz Mickiewicza p. n. „Nowy 
Rok'. Myśl zaczerpnięta została z dzieł humorysty nieniiec- 
^ego, Jean Paula'), jak to sam poeta zaznaczył, ale jej prze- 
prowadzenie artystyczne ściśle było związane z ówczesnem 
położeniem i usposobieniem Adama. Czegóż mam życzyć so- 
i^i' pyta on — w tym nowym roku, który świat cały wita 
na "? Może chwilek wesołych? To błyskawica, po której 

Niersz Szymonowicza. 
23 rozdziału powieści p. t. ^Siebenkas", co wykazał szczegółowo 
^«J bach w rozprawie o „Czwartej części Dziadów", Kraków, 1888, 



' stj 



r 



nasze .grubszą nij 
atiiaP To gorączka 
", dopóki , silnych 
1 w stepy między z 

,z bogiń, które na 
liejszą córkę wyobrs 
morzyli: jako w pa 
^0 żywi, choć każdj 
I w przyjaźni; — al 
y chtośnie lub je łą 
a gałązka dręczy sii 
oi. więc mam żąd 
ada; 

Samotnego uslri 

Skądbym już 

Ni śmiechu nie) 

Nie chce się jedna 
snu wiecznego bez 
o, co się wkoto niei 

Tam do liońca, a i 
Chciałbym we ś 

Harzyć, jak-em przi 
Kochać ijwiat, a 

Nie obudził się te< 
ści w świecie rzecz- 
jniyslowego liez brs 
ada więc pragnień 
;yć, jak przemarzyl 

życzenie w chwili, k 

żyć i działać wśi 
cczal byt i wyksztal 
loszedl do punktu ; 
iszy poety było jes! 

1 egoistycznej natur 
iejszy koniec ferniei 



f 

w _ 271 - 

1 W poloAwie lutego J824 cele klasztorne zaczęły się po- 

r ^^^ wypróiniad, śledztwo bowiem nie zdołało odkryć nic 
T i$0^^^^i coby suro^rsze kary do przeważnej liczby uwięzio- 
^ 0^^ slosovj'ae poz^ralalo. Między innymi wypuszczony wtedy 
^ostal na porękę Odyniec, gdy tymczasem Mickiewicz prze- 
b^^wal u bazyWanó^r do 20-go kwietnia. Odyniec widywał go 
codaień zdaleka, przechadzając się o pewnych godzinach za 
Oslrą Bramą, naprzeciw okien klasztornych; doczekał się wre- 
szcie je«^o uwolnienia, na porękę profesora Lelewela ^), i pierw- 
sEj spolkal go w bramie gmachu rządowego przy ulicy Śto- 
lafisWe), gdy już sam, bez straży, swobodnie z komisyi na 
ulicę wychodził. Obaj wstąpili najprzód na chwilę do kościoła 
ś- Jana, a stamtąd na obiad do Macewiczowej, gdzie już sio- 
stra Jej, Kowalska z Kowna, od dni kilku na dzień ten cze- 
kała. Wszyscy witali Adama z rozrzewnieniem; on był „we- 
rsal i żartobliwy*. Mieszkanie miał mieć w domu Macewiczo- 
Tirej, lecz że w tej chwili było ono jeszcze zajęte, Odyniec 
Z£iI>x*osiI go do swego. Mieszkali tu razem czas jakiś, aż Odyń- 
pozwolono pojechać na wieś do ojca; wtedy Mickiewicz 
sl się na stały pobyt do domu Macewiczowej, zapró- 
szy do siebie Józefa Jeżowskiego jako gościa^). 



n. 

Zan, Czeczot i Suzin mieh jechać do Orenburga. Los 
innych Łyl jeszcze niepewny; Adam wszakże przepowiadał 
stano ^^czo, i^ los ten miał być podobny jak i tamtych; prze- 
powiednię tę słyszał on sam w sobie „w kształcie jak gdyby 
wewnętrznego głosu*, wpółdrzemiąc w celi. Nie chciano mu 
7^nak wierzyć, zwąc go „ptakiem złej wróżby*. Wspom- 
niani trzej Filareci mieszkali razem w klasztorze bazylianów, 

«) Teodor Wierzbowski: „Mickiewicz w Wilnie i Kownie'* (1888). 
*) Akta procesu Filaretów dopełniające się wzajem wydali: dr. Sze- 
\ X. Wasilewski w .Archiwum do dziejów lit. i oświaty w Polsce" 
^^' ^\ \ IX). Zeznania Mickiewicza pierwszy AV7drukował T. Wierzbowski 
przytoczonej tu pod 1) rozprawie. 



— 273 — 

Ale Iwarz jego przeobraziła się nagle, glos nabrał „dziwnej 
rozciągłości* i mocy przy śpiewaniu dwu strof ostatnich: 

Będą Łam oni kosili kwiaty, 

Będą Łam robili cegły, 
Ale co zrobią takie warstaly, 

To czas odgadnie odległy. 
Komu z tych cegieł będzie budowa. 

Komu z nich będzie mogiła — 
To moja Muza sobie zachowa. 

Nadto już długo głosiła. 

Przemienienie to twarzy i głosu tak dziwnie i tak głę- 
i)oko podziałało na wszystkich, iż przez pięć minut może 
trwało ogólne milczenie, aż nakoniec wrażenie podziwu wy- 
buchło nie oklaskami, ale rozrzewnieniem ogólnem. A i Mic- 
kiewicz jakby sam swojej dziwił się piosence... 

Od tej chwili improwizacje stały się koniecznym niemal 
czynnikiem dalszych zebrań koleżeńskich, które od maja do 
lipca 1824 bywały częstsze niźli kiedy, tak u bazylianów 
jak i gdzieindziej, a mianowicie w mieszkaniu adwokata-re- 
jenta, Stanisława Golickiego, w domu marszałka Żaby przy 
zaułku Św. Kazimierza. Pierwszy raz zebranie takie odbyło 
się 8 maja na imieniny gospodarza, którego wszyscy lubili 
tak dla bystrego dowcipu, jak i dla uprzejmości serdecznej. 
Wtedy Odyniec wydeklamował wiersz żartobliwy do soleni- 
zanta, zawierający alluzye do różnych jego wyrażeń i zdań. 
Rozweselony Adam wystąpił z długą improwizacyą. Była ona 
dnigą z rzędu po owej klasztornej, tylko w tonie całkiem 
odmiennym, jowialno-dowcipnym, o powołaniu prawników. 
Mickiewicz porównywał je w sposób żartobliwy z powołaniem 
lekarzów i poetów i charakteryzował pobieżnie wszystkich 
sfc .^jszych adwokatów i doktorów wileńskich a nakoniec 
kc ^"w, braci w ApoUinie. Dostało się przytem każdemu po 
sp ziarenku pieprzu, które wszakże umiał improwłzator 

ta odzić, że nikomu z obecnych nie sprawiło goryczy; 
in ..izatorski zaś jego talent w oczach wszystkich wysoko 
^ {K ^'^ On sam widać poczuł go w sobie, gdyż chętnie 

— • T. 18 



/■ 



r 



— 276 — 

myśl noto-wać je; gdy zaś wreszcie chciano to uczynić, 
Mickiewicz stano^wczo oparł się, mówiąc, że mu to wenę od- 
lilera... Podstępem tylko i przy pomocy dobrej pamięci nie- 
których słuchaczów, jak np. Odyńca, udało się uwiecznić kilka. 
Naizwyczajniejszą formą ówczesnych improwizacyj Mic- 
kiewicza były apostrofy do pojedynczych osób. Była między 
iaaeuu diuga improwizacya do wszystkich kolegów po lutni, 
w Ylórej poeta hojnie na wszystkie strony szumnemi dla za- 
ck^ty przepowiedniami szafował; dochował się z niej urywek 
ijYto, odnoszący się do Aleksandra Chodźki. Doszła nas także 
improwizacya do Adama Suzina *). Wśród ogólnego podnie- 
cenia umysłów, do których były zwrócone, improwizacye te, 
z chwili zrodzone i dla chwili przeznaczone, sprawiały silne 
w^razenie; ale pod względem artystycznym nie dorównywały 
poezjom, pisanym w skupieniu ducha i dla dalszej potomno- 
ści przeznaczonym. 

Prócz zebrań koleżeńskich mało gdzie bywał wtedy Mic- 
kłewicz. Widywał się tylko z Marylą, która naumyślnie do 
IFiłna zjechała, bywał u jenerałowej Pągowskiej i jej córki 
Ludiwiki, zamężnej za Adamem Kostrowickim, marszałkiem 
giibemii wileńskiej. Bawił nawet podobno czas jakiś w ma- 
jł^tności tego marszałka Doroszkowicach, w powiecie dziśnień- 
skiin. Tu czy też w Wilnie napisał wiersz p. n. „Majtek**, 
^w którym pesymistycznemu poglądowi na społeczeństwo prze- 
eivrsta^wil poznanie zacnych dwu niewiast, matki i córki (Pą- 
goveskiej i Kostrowickiej), które „mimo żelaznych dźwięków ta- 
rasu* śmiały przesyłać uwięzionym „ulgę, pociechę i wsparcie" ^). 
Tak upływały tygodnie i miesiące, podczas których wa- 
iyl się los dwudziestu osób z grona 109 przesłuchanych przez 
kotoisyą- Nowosilcow protokół czynności komisyi, wraz z opi- 

»> A. E. Odyniec: „Pierwsze improwizacye M-a" w ^Przegl. Polskim" 

y^^i marzec, 38:2 — 387. Wiersz do Suzina, ogłoszony po raz pierwszy przez 

Ariktora hr. Baworowskiego, znajduje się obecnie w V-tyin tomie „Dzieł" Mic. 

2) Zob- , Nieznany wiersz i szczegół z życia A. Mickiewicza" w „No- 

wei Reformie*, 188i, Nr. 28) przez L. Meyeta, który potem w „Pam. Tow. 

UL" (III 165 — 170) rzecz tę uzupełnił. 

18* 



nię swoją, najprzód w. 
Aleksandrowi I. przedstawi 
i wydaniu ostatecznego w 
czejewa, członka rady pa 
nistra oświecenia, i same) 
komitet nakreślony, polwi 
snoręcznym podpisem. Lu 
innej winy, prócz szerzen 
skiej', co wobec ówcześni 
dnem właściwie nie byli 
dowego, i prócz ,dawa 
oświecenia " , wyrok skaz j 
Zana, oraz dwu Filomato 
„którzy w wierszach czy 
dliwe zamiary", na odsiec 
wystanie do rosyjskich i 
i Filaretów na wydalenie 
rozporządzenia ministrowi 
gubernij oddalonych od F 
kiewicz wraz z Malewskin: 
Teodorem Łozińskim, Jan 
Budrewiczem i Ł d. '), O 
rok, że „chociażby winien 
czono Czeczotowi i Suzl 
odkrył istnienie towarzys 
że do niego należał, przt 
sięcy pod aresztem, wysł 
gubernij". — Wreszcie < 
usunięto: Lelewela, ks. 1 
chowskiego, który dopier 
filozofią, od czasu reforn 
reprezentowaną. 



') Kk. Stunistiiw Jundziłł 
.Obrazki" SolMirrego str. 75- 



r 



— 277 - 



Wyrok ten, przez ministra oświecenia uniwersytetowi 
wileńskiemu przesiany i dnia 6 września na nadzwyczajnera 
posiedzeniu rady przeczytany, niezwłocznie został spełniony 
co do wszystkich szczegółów ^). Najprzód wysłano Zana, Cze- 
czota i Suzina. Mickiewicz pożegnał się z nimi na stacyi po- 
niemuńskiej. Termin wyjazdu dla Adama i innych nie był 
oznaczony stanowczo; zalecono jednakże wszystkim, aby się 
mieli w pogotowiu do drogi. Oczekiwanie tego rodzaju nie 
usposabiało nikogo do wesołości. Niezależnie od tej przygnę- 
biającej myśli o rozstaniu się z ziemią rodzinną, zaszła oko- 
liczność, która zwiększyła ponury nastrój umysłów. Profesor 
August Becu, w którego domu bywał Mickiewicz przed uwię- 
zieniem, którego żonie Salomei wpisał był do albumu wiersz: 
,MinęIy chwile, szczęśliwsze niestety** — został śmiertelnie ra- 
żony piorunem, a szkło od roztrzaskanego okna, przy którem 
siedziała córka jego Henryka w chwili uderzenia, zraniło jej 
twarz. Różne pogłoski, niepochlebne wielce dla profesora, 
obiegały po mieście, zwłaszcza wśród Filaretów. 

Najlepsze chwile przepędzał Mickiewicz w domu Mace- 
wiczowej, gdzie jako najbliższy sąsiad, był nie gościem, ale 
domowym i jeżeli nie codzień, to przynajmniej kilka razy 
w tygodniu kończył z Odyńcem wieczory. Berżerka grała prze- 
ślicznie, Adam lubił jej słuchać, a zwłaszcza lubił ją sarnę; 
miał też szczególne upodobanie w grze w kiksa nie bez „ko- 
sterskich figlów i kłótni* z matką Kowalskiego, mieszkającą 
wtedy w Wilnie. A i myśl o swatowstwie Odyńca z Berżerka 
nie odstępowała go. Dnia 22 października kiks ów był jeszcze 
weselszy niż kiedykolwiek i trwał dłużej niż zwykle. Mickie- 
wicz z Odyńcem wyszli od Macewiczów około północy i zaraz 
i '^'-•-'1'^ńca zadziwił ich widok światła we wszystkich oknach 
m uia, zajmowanego przez nich i Jeżowskiego. Gdy przy- 
sz — łtali kapitana cyrkułowego, Krukowskiego, który cze- 
ki -^ \dama, ażeby mu osobiście, jak przedtem już Jeżow- 



3. Stanisław Jundziłł: , Pamiętniki'*, Zob. ^Obrazki Litewskie' 
S( -♦- 78. 



r 



1, udzielić dla po 
rano wybrać się 
bieloną grzecznie, 
irzysze zostali sa 
wicz przypomniał 
ią przed kilku 
iązal go, ażeby 
ewiczównej, wpis 
Ibum to zostawił 
S płaszczem, wyi 
Izinnem staniu pi 
wiali, powrócił, : 
wpisał w nim \ 

Niezm;omej da lei 

luedT Da~ je« 
Posyfam bj eię r 

Dh i wyrazy 
Tak wędrowiec, i 

Piosnką chce 
A kiedy nie ma I 

i^liiewa piosn 
Lecz nijii piosnkę 

Może już pn<l 

Wiersza tego jedi 
Reszta nocy zei 
sach lub poleceni 
się dopiero o bn 
Nazajutrz panów 
gronie. Termin 
bigodzinnyeh ods 
icyach nie zbrakł 
nteresa, a mający 
cnikiem Adama \ 
Ln Piasecki. Prze 
podróży, mająoyi 
ewski. Mickiewic! 



r 



— 279 ~ 



iliędzy innemi u Salomei Becu, u wojskiej Zaleskiej i u An- 
iHiiego Góreckiego. Żegnany ze Izami, zachowywał sam spo*- 
fcjność -posągową". Raz tylko, kiedy Górecki zanosząc się 
xl płaczu i zwoławszy czworo dziatek swoich, kazał im 
ddęknąć przed nim i prosił go, ażeby je pobłogosławił, wzru- 
szenie przemogło, a Izy popłynęły mu cicho po bladej i drga- 
jącej twarzy... Wieczorem u Macewiczowej Adam był nietylko 
q>oko]ny, ale nawet żartował wesoło z Berżerką i starą Ko- 
sralską, gromiąc surowo, albo starając się zawstydzić Odyńca, 
Aleksandra Chodźkę i Juliana Korsaka, za zły przykład da- 
mom dawany. 

Ostatnią noc pobytu w Wilnie przeznaczono na ostatnie 
zebranie i pożegnanie się kolegów, odjeżdżających z pozosta- 
jącymi. Uczta odbyła się w mieszkaniu jednego z młodych 
obywateli, potrosze już wówczas autora, Tomasza Massal- 
skiego, w głębi dziedzińca posępnego domu, tuż prawie przy 
Ostrej Bramie. Postanowiono wszakże z góry, ażeby sama 
posępną nie była. Pieśni filareckie, jamby i mleko przypo- 
minały wszystkim najweselsze czasy. Feliks Kułakowski wy- 
prawiał pocieszne dyalogł, przedstawiając spotkanie się w Ro- 
sieniach księdza Czerskiego z w. ks. Mikołajem, któremu miał 
dawać lekcye języka polskiego; Adam zaś na ogólne prośby 
improwizował przy flecie Frejenta drugą część ballady „Ba- 
sza* (, Renegat"), którą jeden z uczestników, botanik, Stani- 
sław Górski, ponotował zgruba ołówkiem, stojąc za plecami 
ś{Hewaka, a inni dopełnili pamięcią. Poeta chciał w niej, jaki 
■ się zdaje, obudzić otuchę w sercach współkolegów, że pomimo 
zawziętości nieprzyjaciół duch Lechistanu nietylko sam nie 
zmarnieje, ale znajdzie wielbicieli nawet wśród ciżby prze- 
^j.j — -rów, coby go zatracić radzi jak owę brankę „w stosie 



i« 



wonek na prymaryą w Ostrej Bramie 24 paździer- 
ni ożył koniec biesiadzie; każdy pragnął zapewne do- 

rażenia połączyć niejako razem i zakończyć modlitwą 

^ — ^owszechnej czci doznającem. Mickiewicz słuchał 



^ 



na galeryi, kięc: 
po ukończeniu i 
I, mówił , tonem | 
. się wyrokom Op 
ca, który nie maj 
*zyszIość, prosił gc 
ila niego jakie m: 
al się pozostać. 1 
i razem zbiorą. I 



iz intencji zapew 
o Berżerki i do C 

mówiąc: ,No, no 
o. tu czy tam, ale 
3óg błogosławi!" 
Dźwięk dzwonka 
on dla nas jak dz 

kolegów, Odyniei 
nejko szło jeszcze 

przed Poiiulanką 

pożegnali się wz: 
Niebawem po > 
kiszek Malewski i 
ice o trzy mile oi 

dalej razem. W 
itrzymać dłużej; I 
-y Pietraszkiewicz 
,e pisał wtedy Mt 
etersburga była zi 
»ży oprócz ruszani; 
cie się domyślać. 



') A. E. Odyniec: ,\ 
>) Konsl. Zaleski, kt 
ozorem, ale me nalełE 



\ 




— 281 ~ 

^'^^ii, że i tego roku nie spędzam dnia imienin razem z wami. 

^^^o^cie razem, proszę was, moje życzenia i starajcie się, 

"^^ ^W tym dniu nic smutnego przez myśl nie przecliodzilo*. 

^^^^^\ska nie^wątpliwie nie była ostatnią w ugoszczeniu przy- 

\&L M\ckievricza, który zapewne i swą ulubioną dolinę od- 

.e:dxiL Wtedy też może powstał ostatni wiersz, pisany w kraju 

-""^przeznaczony do , imionnika M. S.* 

Jak wielorakie świecą na tern błonia kwiaty! 
Jedne szumne w jaskrawych dowcipu ozdobach, 
Drugie przyjaźń sadziła; te wzrastają z laty, 
Inne żałośnie więdnąć zdają się na Jobach, 
W którycłi są pochowane serca i nadzieje. 
Kiedy pani przechodzi ten ogród pamiątek, 
Nad jednym może westchnie, z wielu się rozśmieje, 
Ujrzy i szczupły, dla mnie oddany, zakątek... 
A choć równie z innymi nie możesz go cenić, 
Cbociaż ^vyda się tylko samotną drożyną, 
Która, długiego słońca i niepogod winą, 
Nie może się zak wiecie, ani zazielenić: 
Wspomnisz jednak o dróżce choć z tego powodu, 
Że przedziela kwatery pięknego ogrodu '). 

Dnia 28 października wyjechał Mickiewicz z Kowna, 
.^a niebawem rozstał się nasz poeta z Litwą — nazawsze. 



,^ Wiersz ten wprowadził do , Dzieł** Mickiewicza Józef Tretiak 

Ąs^nin Towarzystwa literackiego imienia A. M. (tom I, 188). W nowo- 

^^^ Blruta** na r. 1838, skąd go Tretiak przedrukował, znajduje się 

ift^A atu?- I6 ^* Kowno". Ponieważ jednak pobyt Mickiewicza w Ko- 

. * * . rr>niu Łeg"© roku jest bardzo wątpliwy, możeby należało popra^vić 

, . -f A^4r oct. 26 d.*, t. i. na dzień przyjazdu Mickiewicza do 

^TT podpis na: «»*^^ ^ "' 

równa w październiku. 



——•«•»•—— 




KSIĘGA DRUGA. 

/ 



w ROSY I. 



•j-=jśt-=;- 



i Krym (1834—1825). 

Jraienie poety, — Spotkanie się z Prze- 
Szjsziow. — Sękowski, — Mirza Dta- 
>w. — Sleblów. — Elizawetgród. — Ku- 
Odessy. — Stosunki urzędowe. — Żyde 
ilskie w Odessie. — Karolina Sobańska. — 
WydecEta do Krymu. — Kałnsowski. — 
(i robi poeta przejażdżki w różne strony 
— Towarzystwo polskie się rozjeżdża. — 
dzonego w towarzystwie odeskiem, napi- 
oetę n dzieli objazdu. 



4 roku przybył Mickiewicz wraz ze 
)licy cesarstwa rosyjskiego na drugi 
jaka to miasto nawiednila, okropne 

7 swem tyciu ujraal poeta olbrzy- 
i ludzi. Musiało ono silne na nim 
ie, którego echo słychać jeszcze 

isto. Nad miastem do góry 
iwnie, jak podniubne grody, 

krużganki i mury, 

wiszące ogrody: 



To dymy z dw. 
Prosto i gęsto 1 
Te jak marmur 
Tamte się żarzi 
W górze wierze 
Kręią v/ krużga 
I ścian I dachó 
Już zajęto tańci 
Trzęsą, badają. 

Uiice wszystkie 
Szerokie, długie 
Damf ogromne 
Marmur na glin 
A wszystkie rói 
Jak korpus woji 
Na domach pet 
-'-ród pism tak r 
Wzrok, ucho bli 
W ulica cli, koc! 
Himo ogromu i 
Na tyżwath bty 
Jak w panoram 



Brodę i wąsy i 
Przodem na koi 
W kożuchach, i 
Świszczą piskliw 
Pierzcha przed 1 
Jak przed okręt 
Tu ludzie biegij, 
Żaden nie stanu 
Każdego oczy zi 
Każdy trze ręce 
I t ust każdego 
Wychodzi shipei 
Widsąc te dyms 
Myślisz, że chód 
Po bokach gmin 
Ciągną poważnie 
Jat procesje w 
Lub jak nadbrzt 



- 287 -^ 

I gdzież ta zgraja wlecze się powoli, 
Na mróz nieczuk jak trzoda soboli? 
Przechadzka modna jest o tej godzinie... 

Usposobienie gromadki całej, przybyłej do tego wiel- 
^'kiego miasta, które jeden tylko Konstanty Zaleski znal do- 
brze, a więc mógł w niem służyć za przewodnika, było wogóle 
spokojne i smutnemi myślami niezbyt mącone. 

Spotkali tu niebawem nasi podróżni Józefa Emanuela 
Przeclawskiego, który jeszcze jako student uniwersytetu wileń- 
skiego dal się był poznać wierszem nie bez retorycznego ta- 
lentu napisanym, p. t »Koń" '), a który teraz bawił dla ja- 
kichś interesów prywatnych w Petersburgu. Z nim razem cho- 
dzili oglądać części miasta najwięcej przez powódź zniszczone, 
a. te wszystkich przejmowały uczuciem grozy i podziwu. 

Ponieważ wszyscy zależeli od ministeryum oświecenia, 
musieli się więc tam przedstawić. Ministrem świeżo wówczas 
miano^wanym był, jak wiemy, Aleksander Siemionowicz Szysz- 
Ło^jy', który później ożenił się z Julią Narbuttówną, wdową po 
Łobarzewskim, kuzynką Przecławskiego. Przeciwnik prądu libe- 
ralnego, krytyk reform Piotra W., nieprzyjaciel związku poe- 
tów rosyjskich zwanego „Arzamas", wywarł on na sprawę 
oświaty w Rosyi wpływ niekorzystny, kierując nią w duchu 
obskurantyzmu ^): Te jednak właściwości jego umysłu nie od- 
działały na pokierowanie losem podróżnych Polaków. Zosta- 
wiono im do wyboru, w którą stronę Rosyi na posady nau- 
czycielskie udać się zechcą, W liście, wydanej podróżnym przy 
wyjeździe z ^ Wilna przez Nowosilcowa, który po podaniu się 
ks. Czartoryskiego do dymisyi, został kuratorem wydziału wi- 
leńskiego, zanotowano o Mickiewiczu, że mógłby wykładać 
literaturę starożytnych narodów i estetykę w niemieckim, fran- 



'^odnik Wileński% r. 1820, Nr, 158. 
Aus der Petersburger Gesellscliaft von einem Riissen". 3 Aufl, 



cuskim, łacińskim i rosyjskii 
uniwersyteckiej mogła dóbr 
dem poety naszło. 

Mickiewicz i Józef Je 
w liceum Richelieugo w Odi 
gn^ się dostać do uniwersy 
leski wybierać nie potrzebom 
szego miejsca pobytu t. j. d( 
ski zaś miał nadzieję „być -n 
gdzie jedwabnik czepia swój 
bem. na wybrzeżu morza, j 
wszechny". Nadzieja ta wpra« 
zdecydować na wyjazd do 
jenerat-gubematora, hr. Wor 

Trzymiesięczny blizko i 
kiewiczowi do zatatwienia in 
i porobienia nowych znajom 
baw wielkomiejskich. 

Sprawy majątkowe z 
a może też i schedy w Zaos 
kolwiek bowiem w sam dzi' 
nich wraz z braćmi, Aleksai 
tencyą bratu Franciszkowi ^), 
siał się niemi zająć i skoi 
z adwokatami stołecznymi. Ji 
tularnego sowietnika" Kwi 
sprawy polecił. 

Przyobiecawszy w Wi!r 
dla niego miejsce w Petersb' 
dzieć się o warunkach kszta. 
odszukał tu Mickiewicz starsi 
ale studyami, wychowańca 



') K. ZielenieckJ: ,Ad. Hickii 

1^7, 1. III, sir. 167, według żród. 

') „Korespondencya", t. IV, 



r 



289 - 



Sękowskiego, który od roku 1822 był już profesorem zwy- 
czajnym języka arabskiego w uniwersytecie petersburskim 
i świeżo ogłosił I-szy tom swoich „Collectaneów z dziejopisów 
tureckich". Jako człowiek sprytny, zręczny, dowcipny i giętki, 
|K)trafił już sobie Sękowski zjednać wielki rozgłos uczonego 
^iryentaJisty. Z jego to zapewne rozmów wywnioskował Mic- 
kiewicz najniepomyślniejsze dla Odyńca widoki; oryentalizm 
bowiem wymagał „kutej na cztery nogi pracy i kosztu na rok 
-jeden*, a obu tycłi warunków nie mógł uważać za łatwe dla 
swego balladującego przyjaciela*). 

Sękowski był już żonaty; do jego więc domu nieraz 
zaglądał Mickiewicz, a w albumie jego żony napisał wiersz 
w stylu Trembeckiego ^). Jako u oryentalisty zbierali się nie- 
kiedy u Sękowskiego uczeni różnych narodów a szczególniej 
wschodnich. Mickiewicz poznał mianowicie w jego domu 
Mirzę Dżafar Topczy-Baszy, młodego, uzdolnionego i ukształ- 
conego Persa, z którym i później utrzymywał stosunki % 

Ważniejszą od tej była znajomość ze spiskowcami rosyj- 
skimi, przyszłymi dekabrystami, Aleksandrem Bestużewem i Ry- 



') ,Korespondencya'', t. IV, str. 81. 

') Aleksander Jabłonowski: , Józef Sękowski" w ^Echu" warsz. 1878, 
Nr. fji. Sam wiersz wydrukował Wł. Bełza w »Pam. tow. lit. im. Mick." 
t ni, 187—189. 

*) W r. 1826 tak Mirza Dżafar opisał stylem wschodnim to swoje 
z IGckiefficzein zaznajomienie się: , Nadszedł wreszcie ów dzień szczęśliwy, 
w którym... otrzymałem zaszczyt ujrzenia i zawarcia związków znajomość, 
z młodzieticein doskonałym, ukształconym, rozsądnym, uczonym, mądrym 
i nłabionym przyjacielem moim, to jest z Musio Mickiewiczem, Polakiem, 
który w sztuce pisania wierszy wzniósł się nad spółczesnych i odznacza się 
w ojczyźnie swojej. Jego poezye pełne blasku, z których jak deszcz padają 
per*" -^ — ^"Ibione od posiadaczów nauki i zasłużyły na znakomitą sławę 
w ■•*eraturze. Przee długi przeciąg czasu, dopókim się cieszył jego 

pr I, pędziłem dni nasze w zabawie i wesołości; lecz karmiąc 

w swoim chęć do podróży, zatruł on po krótkim czasie miód na- 

SŁ ystwa jadem rozłączenia i porzuciwszy stolicę Petersburg, obrócił 

sk itu ku krymskiej krainie". (Jestto przekład przedmowy do tłó- 

m -onetu krymskiego na język perski. Podał je „Dziennik War- 

19 



/ 



— 290 

lejewem, z którymi długie prowad 
przechował pamięć trwałą i serdeczi 
,Do przyjaciół M,..' 

Go do załiaw, znany jest jede 
doniósł Malewski w liście do sióst 
stałych, zapewniając ogólnie, że pc 
jemnym' był dla niego i dla Mii 
poszli obaj na koncert ośmioletnieg 
grał na fortepianie „czysto i, jak 
Panna Verleuil śpiewała: una voce . 
chciał uciekać, żeby „nie sprofanow 
lewską, „królowę śpiewu", dyszało 

W końcu grudnia wybierali s. 
jako praktyk w sprawie podróży, : 
niami. Chociaż w Petersburgu i o 
siano jednak kupić bryczkę krytą, 
drogi już nie było. Ze względu na 
cieli dało im ministeryam oświeceń 
nych. Pomimo tycli przygotowań i 
znacznie się odwlókł. Dopiero w '. 
Mickiewicz, Malewski i Jeżowski o 
przed sobą przeszło 1500 wiorst dc 

Droga ta nie mogła być bez 
umy^u. Poznać naocznie fizyognom 
przypatrywać się zmiennym widoko 
wej różnorodnie ustopniowanej , rt 
sowo tylko z najrozmaitszymi przed 
koruskiej i małoruskiej, przyglądać : 
rom: stanowiło niewątpliwie zysk 
jednej książki. 

W tej dalekiej podróży czter] 
stanki dłuższe. 

Z pierwszego przystanku w ^ 
drożni w d, 29 stycznia nąjserdeczr 
lewskiej, której imieniny (2 lutego) 

') .Korespondencja' III, 10. 



r 



— 291 — 



Drugi z tych przystanków - to Kijów, dokąd podróżni 
n^ przybyli 5 lutego. Z tego .biwaku" napisał poeta list do 
Odyńca, donosząc mu, że jest zdrów i .w dobrym humorze*, 
te jedzie ,z północy na dragi koniec Europy', że myślał 
o mm i jego zamiarze kształcenia się na oryentalistę. Poru- 
aal mu nadto przedstawienie bratu swemu, Aleksandrowi, co 
aę na prawnika wykształci! w uniwersytecie wileńskim, sprawy 

którą sam podczas pobytu w Petersburgu robił starania. 
Kazał się przypomnieć pamięci znajomych a szczególniej: Gut- 
towej, jenerałowej Pągowskiej i całemu jej domowi, Macewi- 
aowej i „swojej szanownej pannie Józefie" Steinigerównie 
,Berterką« przezwanej. Nie zapomniał też o Aleksandrze 
Uiodżce i Julianie Korsaku '). 

Trzeci, bardzo miły przystanek był w Steblowie nad 
Rosią, u Giermana Hołowińskiego, marszałka powiatu bohu- 
slawskiego, gdzie poeta nasz widział owę ,Iipę tak rozro- 
smoną, że pod jej cieniami sto młodzieńców, sto panien szło 
w taniec parami" *). Ślad serdecznego stosunku pomiędzy ro- 
oaną Hołowińskiego a Mickiewiczem pozostał wyraźny w listach 

1 utworach poety. 

W imionniku H. Hołowińskiej zapisał on piękny wiersz: 

Błądzącym wśród ciasnego dni naszych przestworza 

Życie jest wazką śdeżką, łączącą dwa morza: 

Wszyscy z przeszłości mglistej w przyszłość lecim mroczną: 

Jedni najprościej dążą i najrychlej spoczną, 

Drugich na stronę wiodą łudzące widoki: 

Plony, ogrojce wdzięków i sławy opoki. 

Szczęśliwi, jeśli goniąc mary wyobraźni 

Przed końcem drogi znąjdziem świątynię przyjaźni. 

Czwarty wreszcie przestanek był w Elizawetgrodzie, gdzie 
^ wała wówczas główna kwatera hr. Jana Józefowicza 

"j' »tóry był kuratorem wydziału naukowego odeskiego, 

^ "-iześnie dowodził wojskami, rozlokowanemi w prowin- 






1 



^espondencya*, IV, 81. 

'"««•, ks. IV, w. 33, 34. 

19* 



noworosyjskiej. Tu Mi 
]osad nauczycielskich 
vić się swojej nowej z 
Nakoniec 17 lutego 
róży. 



Malewski zamieszka! 
pzedpokojem ; Mickiewi 
10, z polecenia ku rat 
jm Richeliego, na osŁat 
biadów na równi z czj 
limo że żadnego zajęć 
o obietnice nadal. 

Trzymani przez czi 
narcu „rozkaz najwy^f 
ytu w Odessie i wogó 

ten byl zapewne w 
ych guberniach związl 
:awiewa i Bestużewa, Z 
dożyli mapę i po krótl 
,ć się do Moskwy, do 
kiewicz tamże do arch 
h '). Odpowiedź na to 
a, prawdopodobnie z 
ndra I w Petersburgu, 
do jego śmierci. 

Życie w Odessie byl 
oadal, że tam „orzect 
sto nie było zbyt lud 

') Akia dawnego liceum, 
rtyk. cyt. 

*) Liat Malewskiego do 
Korespond. " IV. 80. 



— 293 - 

Jioto odstraszało od wyjścia na ulicę. Z rozrywek publicznych 
^iponclniejszs^ był "teatr, w którym Francuzi i Włosi dawali 
przedstawienia. Mała trupa artystów francuskich grywała za- 
zwyczaj szluki drobne, często nawet same farsy Marivaux, 
pestouches etc. a także wodewile; dawano jednak i , Wesele 
figara*. Aktorowie francuscy dokładnie się zawsze sztuk wy- 
uczali; na włoskich za to operach „sufler kiwaniem, stukaniem 
i pmdnszonym krzykiem nową zawsze wyprawiał scenę". 
AlAsander Sobański, należący do zgromadzenia kupieckiego, 
. usVlovral zniechęconych pogodzić, błędy poprawić i wznieść 
i scenę na stopień wyższy... Co sobota dawane były przez miesz- 
j kańców miasta pikniki, na które zapraszano gości przyjezd- 
' nych^). Na wiosnę Odessa się ożywiła przybyciem „mnóstwa 
' oby\\'ateH z Podola i Ukrainy". Nowi śpiewacy poprawili 
sławę teatru. Młodzież obywatelska prowadziła tu życie zgieł- 
kliwe i hulaszcze. 

Mickiewicz bywał chętnie przyjmowany w domach pol- 
skich, mieszkających stale w Odessie albo do niej przybyłych: 
^Bonawenturów Zaleskich, Sobańskich, Szemiotów, Zagórskich, 
^^Jeksandra Potockiego, Nowowiejskich, Podhorodeńskich, Mią- 
ezyriskich, Rzewuskich. Spotykał się tu z dawnym kolegą uniwer- 
syteckim, doktorem Karolem Kaczkowskim; poznał się z wy- 
cliowańcami Hceum krzemienieckiego , uprawiającymi niwę 
poezyi: Franciszkiem Kowalskim, Maurycym Gosławskim. 

W powierzchowności zmienił się poeta bardzo. Bóle reu- 
matyczno-nerwowe dokuczały mu na całem ciele; twarz, ma- 
jąca dawniej rumieńce, stała się śniadą, zżółkła, zwiędłą, jakby 
-^CTSUSzoną; wpadał często w zamyślenia głębokie; zaledwie 
chwilowy uśmiech przelatywał mu czasem po ustach. Ożywiał 
się tylko nadzwyczajnie, rozżarzał, wobec wdzięków niewie- 
ścich i przy harmonii muzycznej, ale niebawem w tem głębsze 
wpadał obezwładnienie ^). 

Pod wpływem atoli życia światowego, jakie prowadziło 






*) K- Kaczkowski: , Dziennik podróży do Krymu odbytej w r. 1825", 

L 11 25—28. 

^) K. Kaczkowski: , Wspomnienia** I, 115—117. 



294 — 

towarzystwo polskie, do którego wciągnięto go wkrótce, 'j 
smutki ustępowały przynajmniej pozornie. W salonach 
kopańskich trzeba było mieć twarz spokojną, uśmiech i doi 
na zawołanie. Wchodząc do nich po raz pierwszy w tji 
musiał poeta pracować nad swymi ruchami i mierzyć sloi 
Zrazu kobiety powiedziały o nim, że jest wp''awdzie pickn] 
mężczyzną, nie posiada wszelako łatwości w życiu salonowi 
a nawet razi niezręcznością i posępnością. Młodość jego atoli, 
miał wtedy 27 rok dopiero, — przydomek poety, urok ci 
pienia za uczucia patryotyczne łatwo wyjednały mu prze! 
czenie tych wad w świecie modnym , który je odliczył 
karb „oryginalności". Nie brano mu za złe nawet roztai^nii 
nia, tak srodze karconego u innych; a ponieważ stał się z cza] 
sem pieszczochem w niektórych domach, zwłaszcza u Hiei 
nimostwa Sobańskich, postępował niekiedy jak pieszczoci 
Pani domu, Karolina z Rzewuskich, rodzona siostra wsławi< 
nego później powieściopisarza Henryka, była bardzo piękna] 
wesoła, żywa, wszechstronnie Wykształcona, wyborna pianistl 
Polubiła ona młodego poetę i ośmielała go na każdym krokuJ 
Do jej salonu wpadał podobno Mickiewicz w najrozmaiŁszycb| 
godzinach i, powitawszy prędko gospodarzy, a nieraz i zebra* 
nych gości, miał mówić bez ogródki: „Ja chcę kawy, niechl 
tylko będzie z tłustą śmietanką i grubym kożuszkiem**. Pijąc 
ją, rozmawiał lub słuchał, a wypróżnioną filiżankę wręczał 
gospodarzowi, gospodyni lub któremu z gości, biorąc ich w roz-| 
targnieniu za służących. Podobnie miał się znaleźć i w salo- 
nie kuratora Wittego. Tym razem filiżankę dał jenerałowi 
Wittowi, figurze wysoko połolonej w sferach urzędowych; 
inni goście, przeważnie urzędnicy lub oficerowie, ścierpli ze 
zgrozy na widok takiego przekroczenia; ale jenerał, który był 
wielbicielem Karoliny Sobańskiej, wiedząc o pomyłfc o 

rodzaju, filiżankę odniósł i przed damą swych myśli (j"^*" 
szą swą żoną) z tern się pochwalił *). Raz na obiedzie 






') A^r: „Mickiewicz w Odessie*. Te i dalsze szczegóły ustni, 
Aerowi zmarła w lipcu 1885 Karolina Lacroix, niegdyś S«Vi " 



— 295 — 

j;^ Mictie^wicz siedział obok jakiegoś wysokiego dygnitarza, 
'^.^^^fcylego ś^wieio z Petersburga. Wtem zabolaJ poetę ząb 
^altownie, a on mimowoli ścisnąJ rękę sąsiada tak silnie, 
len krz.y\c^nąl przeraźliwie, co Adamowi ból odjęło. Zaczął 
^^C2«prasza6 dostojnika, a wszyscy śmiali się do rozpuku z tej 
-^f^aeiody leczenia si^ cudzym kosztem *). 

^\ebavrem między poetą a Sobańską wywiązała się wza- 
i^mna życzliwość, wzajemny pociąg, jak świadczy wiersz poety 
naszego, zapisany w imionniku tej pani pod jej rodzinnem na- 
^wiskiena BLaroUny Rzewuskiej: 

Różnyrn losem rzuceni na świata powodzie, 
Spotykamy się z sobą, jak dwie różne łodzie! 
Twoja barwą nowotną i pancerzem lśniąca, 
Bisiorem wiatry chwyta, nurt piersią roztrąca; 
Moja, na woli burzy i morskich straszydeł, 
Wyrzucona bez steru ledwo z resztą skrzydeł. 
Gdy jej owad tajemny na wskroś piersi porze, 
Gdy gpwiazdy chmurą zaszły, kompas ciskam w morze. 
Roznainiem się!... I kiedyż w jedne pójdziem drogę? 
Ty mnie szukać nie będziesz, ja ciebie nie mogę... ^j 

Rozmimęcie się ich lodzi nastąpiło jednak dopiero póź- 
niej. Z początku płynęły one razem, 

Dla charakterystyki rozwoju uczuciowości Mickiewicza 

wypada, że poeta nasz, poznawszy tę kobietę i ża- 

rnlodości zapłonąwszy, upamiętnił ją w utworach swoich 

literami D. D. ^). Utwory te, malujące nam niektóre fazy 



i. 



% 1SS4, III, Ó09). Obecnie artykuł ten wyszedł osobno w Warszawie 
Mickiewicz w Odessie i twórczość jego z tego czasu"* (1898, str. 1)7. — 
d.o roztargnienia, rys ten potwierdza Fontille: „AM. Sa vie et sa cro- 
yance*. 1862, str. 17 i in. 

I) Wład. Mickiewicz: « Żywot A. M.** I, 218. 

Po raz pierwszy druk. w , Dzienniku Warszawskim*. 18-27, t. VII, 74, 

Karolina Lacroix, opowiadając Akrowi o tej miłostce poety naszego, 

bvala, że tą panią D. D. była jakaś jej przyjaciółka; nazwiska jej 

l^ie Trymienić nie chciała. Przyjaciółka ta jednak wydaje się fikcyą ga- 

»' 1 staniszki, która użyła jej dlatego, żeby swobodniej o sprawach mło- 

wojej opowiadać mogła. Według ustnej tradycyi przyjaciółką tą nie 
.«- lAHo sama Karolina Sobańska. 



— 296 — 

miJosnego stosunku, przedstawiają go w charakterze nu 
zmysłowym. Nie była to bynajmniej owa miłość mlodzieńi 
przeważnie marzycielska, jaką dla Maryli poczuJ poeta, 
miJość dążąca do zaspokojenia, spragniona pocałunków i ni 
sków, gorąca, namiętna. Poeta umiał dobrać silnych barw 
odtworzenia tej nowej formy popędu, który może po 
pierwszy w takim stopniu u niego się objawiał. Od wyrażeokiij 
obawy, że kochanka nie wie, co się w sercu jego dzieje^ 
chodzi on stopniami aż do odmalowania stanu omdlenia z ror^^ 
koszy, aż do pragnienia śmierci wśród uścisków: 

Przed smutnem jutrem niech jeszcze z wieczora ■ 

Ostatnia spłynie na pieszczotach chwilka. 
A kiedy przyjdzie rozstania się pora, i 

Wtenczas trucizny daj mnie kropel kilka. 

Do ust twych usta przycisnę; powieki 

Zamykać nie chcę; gdy mię śmierć zamroczy. 

Niechaj rozkosznie usypiam na wieki, 
Całując lica, patrząc w twoje oczy. 

A po dniach wielu, czy po latach wielu, 

Kiedy mi każą mogiłę porzucić, i 

Wspomnisz o twoim sennym przyjacielu 

I zstąpisz z niebios, aby go ocucić. i 

Znowu mię złożysz na twem łonie białem; ' 

Znowu mię ramię kochane otoczy; j 

Zbudzę się myśląc, że chwilkę drzemałem, \ 

Gałiyąc lica, patrząc w twoje oczy. ("SenJ j 

j 

ByJ to szal zmysłów młodzieńca o namiętnościach ze- i 
środkowanych, który nie rozszafowal siJ swoich na ulotne mi- 
łostki. Wynikało z niego nierówne usposobienie, objawiające 
się w gwałtownycli zmianacli humoru. Poeta odmalował je 
w „Elegii do D. D.* i 

Myśli me na torturach, w uczuciach mych burza 

To mi gniew serce miota i czoło zachmurza, 

To mię smutek w ponure zadumanie wtrąca. 

To nagle oczy zaćmi żalu łza gorąca... ' 

I 

Udawanie towarzyskiego spokoju, wypogadzai y, 

obojętna rozmowa salonowa stanowiły dla nai"*'*^ o- 




J 



F^ 



— 297 - 



dzieńca-poety najsroższe katusze. Gdyby mógł, „progi wilczą 
otoczyłby jamą. stawiłby lisie pastki, kolczate okowy*, żeby 
^ę tylko pozbyć tych nudnych, konwencyonalnych, we(Uug 
dziennika mód ubranych a według przepisów salonowej ga- 
lanleryi do^vcipkującycll ludzi, którzy mu rozmowę z kochanką 
.praerywają, plotąc o „bZahych dziejach wczorajszej reduty". 
.lak dla tyc\i, ,co się kochają i swą miłość kryją", najmilszą 
bjla 1 dla niego szara godzina, kiedy mówił kochance „dobry 
"wieczór*, a la ^ży wszem okiem, głośniejszem westchnieniem** 
r da\vala poznać błogie uczucia napełniające jej serce, lubo za- 
j zwyczaj była ^milczeć rada i płonić się skora". 
I Uczucie to nie mogło się naturalnie ukryć w tym biulź- 

J co-bądź szczupłym światku odeskim, w jakim żyli oboje. Naj- 
/ przód wypatrzyła ten stosunek entuzyastka romansowa, Bona- 
^c^enturowa Zaleska, i występując w charakterze przyjaciółki, 
jaki sobie od poznania poety nadała, zaczęła go ganić. Mic- 
kiewcz, niełatwo znoszący napomnienia, chociażby najłagodniej- 
sze^ podrażniony niemi, może jawniej niż poprzednio swoje 
upodobanie okazywał. Ale wtedy właśnie stanęła mu na dro- 
dze inna postać niewieścia, w osobie hrabiny Gurjew, żony 
gubernatora Odessy. Zrodzona z rodziców fracuskich, zepsuta 
stofecznem życiem petersburskiem, przy starym mężu nudząc 
się, pragnęła zabawy. Mickiewicz odrazu zrobił na niej silne 
vrrażenie; rozwinęła też sztukę zalotności, ażeby go do siebie 
przywabić. Widząc rywalkę w Sobańskiej, uciekła się do plotek 
i intrygi, przedstawiając ją Mickiewiczowi jako istną ladacznicę 
i starając się ją kompromitować czy-to przechwałkami męż- 
czyzn, którzy się chełpili odniesionem nad nią zwycięstwem, 
czy też bezimiennymi listami. Na wrażliwy, skłonny do unie- 
sień, a przebiegłości kobiecej nie znający jeszcze w pełni 
umysł poety insynuacye te, oddziałały podburzająco; wystąpił 
\ prawdopodobnie przed kochanką z wyrzutami i podejrzeniami; 
a ta na szyderstwo odpowiedziała szyderstwem, na zniewagę — 
zniewagą i stanowczo mu przestąpienia progu swego wzbroniła. 
Wtedy-to zapewne wzburzony do najwyższego stopnia poeta 



.... 298 — 

napisał sonet p. n. „Pożegnanie*, będący prawdziwą 
poetycką, poniżający strasznie wielbioną niedawno koci 

Odpychasz mię!... Czym twoJ6 serce już postradał? 
Lecz jam go nigdy nie miał! — Czyli broni cnota ? 
Lecz Ły pieścisz inaego! — Czy że nie dam ztota? 
Lecz ja-m go wprzódy nie dał, a ciebie posiadaŁ 

Jako powód zawiązania stosunku podsuwa koch; 
pragnienie pochwalnych wierszy, dla pozyskania których i| 
z jego „szczęściem i pokojem"; i dodaje szyderczo: 

Nie kupić Muzy! W każdym ślizgałem się rymie, 

Gdym szedł na Parnas z lauru wieńczyć cię zawojem, 
I ten wiersz wraz mi stwardniał, żem wspomniał twe imię. 



111. 



Zanim jednak do tego stanu rozdrażnienia doszło, po 
przyjął propozycyą odbycia wycieczki do Bjymu, zrobioną 
przez Sobańską i jej brata, Henryka Rzewuskiego. 

Jeżowski, otrzymawszy zawiadomienie od władzy uniw 
syteckiej w Moskwie, iż lubo miejsca uzyskać nie może, 
żadnej niezajętej posady niema, będzie zapisany na listę k 
dydatów, wybrał się 19 lipca do Moskwy, a z nim pojec 
także Franciszek Malewski. Pozostał tedy poeta sam, zamie 
jąc udać się w przyjemną, dla rozrywki wyłącznie podjętą 
dróż. Dzień wyjazdu naznaczony byJ pierwotnie na 13 sierpn^ 
z powodu jednak „straszliwej burzy** na morzu i chrypl 
Mickiewicza odłożono ją do 15. Towarzystwo składało 
z Hieronimostwa Sobańskich, Henryka Rzewuskiego, jenerj 
Witta, sługi kozaka i młodej ukrainki — panny służącej. Mi 
kiewicz był w dobrym humorze i zaraz z początkiem pc 
spłatał figla. Z zamiarem odprowadzenia podróżnych 
się wczesnym rankiem niejaki Kałusowski, zadomowiony — 
cic ukraiński i jeden z dzierżawców Sobańskich, który n 
tak obrazowo po szlachecku, że Mickiewicz od pierws"'"' 
poznania bardzo do niego przylgnął i podstępem ~ 



fa 

ril 

•I 

u 



r\ 



f 



299 — 



^ towarzystv^o dla siebie pozyskać. KaJusowski bal się mo- 
^ i nieraz po^wiadal, że wolałby umrzeć, aniżeli kiedykolwiek 
tyciu swojem żeglować *). W kajucie kapitana okrętu, na 
^tym miano pojechać do Krymu, przed odbiciem od lądu, 
tasUwione było śniadanie. Mickiewicz uprosił Kalusowskiego, 
tehy ptzed mebezpieczną morską podróżą śniadanie, mogące 
taieć saiaczenie stypy, z calem towarzystwem podzielił. Szlach- 
|śfi nie przypuszczając fortelu, na propozycyą się zgodził, a tym- 
^••'sem w ciągu śniadania na prośby Adama podniesiono ko- 
cę, okręt wypłynął na pełne morze. Kałusowski wpadł 
za w gniew straszny; trapiło go najwięcej to, że bez tło- 
\iaoków, w jednem tylko ubraniu, które miał na sobie, jedzie 
^gdzieś na koniec świata. Poeta przekomarzał się z nim, tę- 
/fiknotę do basztanów ukraińskich rozbudzając. Choroba mor- 
"ska, której nie ulegli tylko Mickiewicz i Witt, położyła kres 
wyrzutom, ubezwładniła bowiem szlachcica. Poeta to z Wit- 
tem, to z kapitanem okrętu grał w szachy lub obserwował 
morze, które ukazało mu wszystkie swoje właściwości, gdyż 
^^^gi^go dnia podróży dało mu obraz ciszy morskiej, a nie- 
dlug-o potem „tęgą burzę". W czasie burzy miał dosyć „siły 
i przytomności", aby napatrzyć się dowoli temu ciekawemu 
^rido^cisku. Siedział przez cały czas na pokładzie, a kiedy fala 
pokilkakrotnie uderzając z gwałtownością omało go z ławki 
nie strąciła, kazał się majtkom do niej przywiązać. Ale inni 
towarzysze nie byli tak wytrwali. Kałusowski ledwie dyszał, 
a nerwy Sobańskiej tak się rozigrały, że od cierpień migre- 
nowych do okropnych spazmów przeszła. Wskutek tego pier- 
wotny projekt podróży zmieniono i zamiast wylądować na samym 
pc^udniowym cyplu półwyspu, przybito do lądu w Sewasto- 
polu i stąd, po krótkim odpoczynku, udano się traktem pocz- 
^.'owadzącym z Sewastopola do Symferopola, a bie- 

«aje się, że pod bezpośrednim wpływem opowiadań Rzewuskiego 

a^^trskiego w stylu kontuszowym powstał „Popas w Upicie*', pierwsza 

■^T?ęda*, zaznaczająca w rozwoju wcieleń artystycznych odrzucenie 

' sztywnej szaty przy wysta>vianiu wypadków dziejowycli, a to 

, __•_-• ij.q^ historycznej na równi z podaniami gminnemi. 



1 



— 300 — 

gnącym przy stepie bajdarskim. Sobańska, mąż jej i j 
Witt zatrzymali się w Eupatoryi, gdzie jako w zakładzie 
pielowym były niejakie wygody dla przyjezdnych; Micki 
zaś, bądź w towarzystwie Henryka Rzewuskiego, bądź 
bruchanego Kalusowskiego, bądź wreszcie z kozakiem Soi 
skich lub najętym Tatarem puszczał się w step lub do 
dnich miast i miasteczek, najczęściej konno, czasem na 
a niekiedy poprostu furmanką. Ilekroć poeta z wycieczek s 
ich powracał, Sobańska pilnie się wypytywała o wraźei 
jakich doznał; a gdy rozpowiadając szczegóły zwiedzan 
okolic wpadał w zachwyt, starała się go wszelkiemi siłami 
kłaniać do utrwalania wrażeń swych na piśmie i w tym 
własny mu swój notatnik ofiarowała. Mickiewicz pokrył 
notatnik rysunkami, w których, jak wiadomo, nigdy nie cdi 
wał, i nimi zbywał żądania Sobańskiej; ale Kałusowski do^ 
niósł jej, że poeta w wycieczkach swych nie poprzestaje 
niezdarnych obrazkach, że nieraz wyciąga z kieszeni karteczB 
i na nich często drobnem pismem coś pisze, a kiedy zajcA 
podobne skończy, tak bywa milczący i ponury, że słowt 
z niego dobyć nie można '). Wówczas to może szkicował swojft 
przepyszne „Sonety Krymskie", zawierające wrażenia z po* 
droży po półwyspie, wrażenia, które Mickiewicz w liście w 
Lelewela streścił w tych kilku zdaniach: „Deptałem chmiay 
na Czatyrdahu (podobno Trapezie starożytnym). Spałem 
sofach Girajów i w laurowym gaiku w szachy grałem z klucz- 
nikiem nieboszczyka ha na. Widziałem wschód w miniaturze . 
Dnia 16 października wyruszono całem towarzystT^ciB. 
z Eupatoryi, a dnia następnego po południu umieszczono aj; 
na okręcie płynącym do Odessy; podróż odbyła się bez żadii/w 
wypadków. Gdy do miasta zawitano, było ono już z dawnyw 
przyjezdnych gości ogołocone; Wołyniacy, Podolar' "^ 

wrócili do gospodarstw. Hrabina Gurjew również j«« "^ 
się do północnej stolicy, zostawiwszy list, zaprasza;" ^^ 

wicza na całą zimę. 



i". 




— 301 — 

Gdy i Sobańscy -wraz z Henrykiem Rzewuskim, po ty- 
y^jiJriłowym w Odessie wypoczynku odjechali na Ukrainę, po- 
^Ljo^slal poeta sam i mógł się spokojnie zastanowić nad swojem 
'^^^Jaewięciomiesięcznem życiem, spędzonem nad morzem wśród 
^pełnie nowycli znajomości. Rozwaga nie przyniosła mu po- 
jP&c\r}, Uczul czczość zarówno stosunków salonowycli jak 
I wzruszeń, których głównym żywiołem była krew gorąca i tern- 
-fiierament namiętny. Znużony konwenansami, przepalony ogniem 
^dz, doznał niesmaku i rozczarowania; a wskutek tego chwi- 
\. lowego braku sił i ochoty do życia i działania, zdawało mu 
się, że się zestarzał, zdawało mu się, że „zdjął szatę obłudy" 
1 ze wszystkiego, co go otaczało, że w cuda żadne, „w nadludz- 
\ kie ani w ludzkie*, nie wierzy. Wiedząc, że jego wyjazd „ni- 
kogo me okryje żałobą", nie chciał i sam zostawić łzy ani 
jednej, a przecież jakiś „żal niewczesny* zawracał go ku sa- 
motnemu pokojowi, aby „pożegnać przyjacielskie ściany". Nie 
była to więc tęsknota za ludźmi, ale objaw przywiązania do 
niemych świadków tego, co z duszy się wyrywając zamieniało 
się IV westchnienia lub niespokojne spojrzenie. Swój stosunek 
do nowopoznanych osób ocenił jako przelotną, nie zostawia- 
j^c-ą głębszych w duszy śladów zabawkę; sumienie mu wszakże 
"Wyrzucało, te w zabawce tej obniżył się nastrój jego ducha. 
F^isal więc „W dzień odjazdu" 2d października 1826 r., spo- 
dzie^w^ając się lada chwila opuścić Odessę: 

Jak po błoniu kwitnącem kolorami tęczy 
Przelatuje samotnie mdły kwiatek pajęczy, 
Zdmuchniony gdsdeś daleko z uwiędłej gałęzi; 
Chociaż napotka różę i w majowej więzi 
Pragnąc odpocząć, martwą zapłacze się dłonią, 
Znowu go wichry zedrą i dalej pogonią: — 
; Tak ja nieznane imię, cudzoziemskie lice 

\ iłem przez te ludne place i ulice 

j je pięknych niewiast spotykałem codzieii; 

j ą mię poznać... Dlaczego?... Że jestem przychodzień ! 

itwa pędzi motyla, póki zdała świeci, 
wi, spojrzy i ciska; niechaj dalej leci! 
,my! Szczęściem zostały pióra do powrotu: 
' '' —'--''7 odtąd nie zniżajmy lotu!... 



— 302 - 

Po takiej ocenie swego pobj 
moralnetn w samotności pokrzepier 
się do dalekiej drogi. Dnia 12 list. 
z Moskwy. W niej zapewnienia mi 
wato się pozwolenie przyjazdu. Poe 
podróż, 161 rubli jako koszta na 
rubli na inne wydatki '). 



') K. ZieteniecU w art. cjt. str. 16! 



ROZDZIAŁ U. 
Moskwa (1825—1828). 

I. ZatTzymame się w Charkowie. — Co w r. 1825 pisała o Blickiewiczu 
^Biblioteka Polska*. — Wypadki z końca grudnia 1825. — Położenie i sto- 
sunki Mickiewicza przez pierwszycłi dziesięć miesięcy pobytu w Moskwie. — 
BrukoiTanie jego improwizacyj w czasopismach przejmuje go niezadowole- 
menu — Korespondencya w tej mierze, pomieszczona w .Bibliotece Pol- 
skiej*. — Zamiar wydania 3 tomiku poezyj nie dochodzi do skutku. — 
O^oszeme .Sonetów* w Moskwie. — Przedmowa do perskiego przekładu 
\ '^-go aoTieta krymskiego. — II. Charakterystyka sonetów miłosnych. — Ró- 
inice w wyrażeniu uczuć od IV części „Dziadów**. — Podobieństwo i ró- 
; żnica w porównaniu z sonetami Petrarki. - Trzy grupy sonetów miłosnych. — 
^Kkskuza*. — in. Charakterystyka Sonetów krymskich, — Poczucie piękna 
przyrody i sposób przedstawienia go przez Mickiewicza w sonetach. — Po- 
fe^c^enie wspomnień z wrażeniami. — Działanie prawidłowości przyiody 
i o^omu cierpień ludzkich na uspokojenie burzy namiętności w poecie. — 
rV. Zaznajomienie się z literatami i poetami rosyjskimi. — M. Polewoj. Ks. 
WlazieinskL A. Puszkin. — Interesowanie się dziennikarstwem krajowem. — 
Krytyka Sonetów. — Porównanie dziennikarstwa polskiego z ros^-jskiem. — 
V- Życie towarzyskie. — Pogląd Mickiewicza na swoje z Rosyanami sto- 
sunki. — Zeneida Wołkońska. — Wiaziemscy. — Dmitriew. — Znajomości 
mieszczańskie. K. J&nisch. — Improwizacye francuskie. — Towarzystwo polskie. 
Zalescy. — Przyjazd Maryi Szymanowskiej. — VI. Troska o , Konrada Wal- 
lenroda*. — Wyjazd do Petersburga w grudniu 1827. — Pełne uwielbienia 
przyjęcie. — Improwizacye: Samuel Zborowski. — „K. Wallenrod** wvydru- 
kowany. — Vn. Rozbiór tego poematu co do osoby głównej i idei. — 
'Wady i piękności jego. — YIII. Powrót do Moskwy. — Zmienione poło- 
"^azd do Petersburga w kwietniu 1828. — Uczta pożegnalna. 
\ Puhar pamiątkowy. 



do Moskwy, miał Mickiewicz nadzieję odwiedze- 
«kich W Steblowie, by tam „w przyjacielskim domu 




— 3C 

odetchniić jeszcze raz powietrzi 
długie czasy", raczej nazawsze 
dzily inaczej': musiał jechać , 
tli stronom daleko nieznańszy 
Z miejscowości, w któryc 
w, czy wogóie rodaków, 
'), gdzie zastał przyjaciela 
po raz pierwszy od wielu 
kiemi, tu może wyczytał n 
ej i wydawanej przez Frani 
lie o duchu i dążności no 
8 let. i o swoich własnych 
Dmochowski karcąc uste 
samo jak Grzymała, w ot 
;czególniej Mickiewicza. Na 
używa swoich wielkich zd 
lą drogą, którą postępów; 
atomiast poszukuje dziwa 
poezyą do gminu, odpowii 
analogią baśni mitologiczn 
odów. „Jeżeli — pisał — G 
tgii, jeżeli przyjemny był ir 
irczywością Apollina; Her 
lii świetna i wesoła ich v 
miień zaludniała bóstwami 
własne, ich narodowe por 
odowa cudowność, na poc 
ć musi powaby, niżeli od 
Izane na scenę Apolliny, 
nie odkrywał w duszy lud; 

') .Korespondencya* U, 14. 

») Tamże. 1. IV, 83. 

') Władysław Hidc. .Żywol", 

*) .Biblioteka Polska' r. I82i 
źniejszjm staDem, duchem i dąj 
176—183. 



- 306 — 

^ le świata, fantastycznego. , Wrodzoną jest — powiadał — 
^Tca czlo wielka tęsknota do świata nadzmyslowego; tam 
swó] cel postrzega, tam widzi kres wszelkich dolegliwości 
tftidów. Za ^ycia jeszcze pragnie się z nim połączyć, poro- 
dewai; v7yobraźma jego zapala się, każde miejsce samo- 
sp\istoszoiie, ciemne lasy, przepaść gór zaludnia nadzmy- 
r^owemi istotami. Szmer liści, szum wiatru, promień księżyca 
\ctzynosi mu życzenia i obraz drogich mu osób, które postra- 
\ &l i z Ittóremi się spodziewa kiedyś połączyć. Wśród wrzawy 
'inriata zaciera się w nas to uczucie; zimny rozsądek każe 
[nam często wstydzić się obląkań wyobraźni i uczuć serca. 
\ Z)owcip okrywa je szyderstwem; jakoż łatwo mu takiej broni 
/ ożywać; zawsze ostateczności się łączą i dla obojętnego czło- 
, wieka nic nie może wydawać się śmieszniejszem, jak unie- 
: ^enia rozpalonej wyobraźni i wylania czułości*. Dmochowski 
- ozna^wal nawet zupełną słuszność hasła wypowiedzianego 
w^ wierszu i,Romantyczność", w IV zaś części „Dziadów** nie 
znajdował ^prawie jednego wiersza, jednej myśli, któraby nie 
nosiła cechy wyższego talentu i nie była godną wspomnienia". 
A w ogólnej zasadzie wydawania sądu krytycznego o dzie- 
łach poetyckich wykazał taki rozum, że i dziś nic lepszego 
w tej mierze powiedzieć nie zdołamy. »Kto chce sprawiedli- 
^wie ocenić autora — pisał on — ten nigdy przeciw niemu 
iść nie powinien; trzeba postawić się w jego miejscu, wyro- 
zumieć, jaki miał cel i wybadać, czyli go osiągnął. Jeżeli tego 
doka2:aI, jeżeli zajął wyobraźnią i serce wzruszył, nie pytajmy 
\ go się, dlaczego tą a nie inną poszedł drogą... To jest cechą 
prawdziwego talentu i gieniuszu, że nie chce iść drogą na- 
l ^adow^ania, że sam dla siebie tworzy nowy rodzaj; a z dzieł 
jego krytycy i naśladowcy wyprowadzają nowe prawidła". 

o to drugie już publicznie wypowiedziane, a gorętsze 

•"lego zdanie o wielkim talencie młodego poety. Mo- 

^ pokrzepić w tych smutnych okolicznościach życia, 

'neez czas pewien w nowem miejscu pobytu żyć 



» I. 



20 



— 306 — 

Przyjechawszy do Moskwy w końcu listopada'), 
otrzymał Mickiewicz tej posady w archiwum, o którą pi 
ale dostał zajęcie w kancelaryi jeneral-gubernatora, Dymi 
Galicyna. , Zacny ten mąż** pozwolił mu » spokojnie gotot 
się do służby*, zanim się nauczy języka urzędowego i ,iifoi| 
muje nieco charakter**. Praca ta szła mu na nieszczęście zbjj 
trudno. ,, Trzeba jeszcze mi wiele czasu, nim zostanę akturf 
nym piszczykiem** — donosił ironicznie Giermanowi Holowiń 
skiemu. 

Mieszkał razem z Malewskim i Jerzym Budrewicza! 
w pokojach zimnych i wilgotnych. Oprócz nich przebywał 
wtedy w Moskwie dawni koledzy: Onufry Pietraszkiewicz, bc 
dący syndykiem tamecznej katolickiej parafii, i Cypryan Das* 
kiewicz, który był urzędnikiem Banku Głównego. Z początka 
przez jakie dziesięć miesięcy, żyli oni wyłącznie w swoja* 
tylko, czysto-polskiem kółku. 

Wypadki z końca grudnia 1826 roku, w których wzi^ 
udział Bestużew i Rylejew, odbiły się strasznie na całej prze- 
strzeni monarchii. Nowy cesarz, Mikołaj I, wstąpił na tron 
okrwawiony. 

Oprócz odczuwania klęsk ogólnych, Mickiewicz i ^^ 
snych bied miał niemało. Sprawy majątkowe nie dawały nitt 
spokoju i tutaj; musiał się o nie troszczyć tak samo jak 
w Petersburgu i Kijowie. Stan jego pieniężny był wcale tafi* 
zadawalający. Z rozprzedaży poezyj swoich odebrał zaledwift 
IBO rubli asygnacyjnych. Mieszkanie i pożywienie nie smako* 
wało temu, kto się rozkoszował w Odessie. W końcu te^ 
lutego 1826 roku skarżył się Odyńcowi, że żyje Jak ostatia 
janczar, że nie ma osobnej kwatery, że stół najlichszy. "^^ 
nie słychać, kawy nawet dobrej nie dostać** i naleg«J n^ 
ażeby zajął się „targiem literackim** i „książki tyl ^ ^ 




') Oznaczenie daty bardzo trudne. W jednym liście (, Korca Ł '^A 

powiada Mickiewicz, że od decembra jest w Moskwie; w innym (» ^' 

I, 14), pisanym 23 czerwca 1826 r. donosi, że już od dziewiędn ^*vj 

tam przebywa. To drugie oznaczenie jest niewątpliwie myln * ^^\ 
weźmie ddśle. i 



j 



dent — że czynią kra; 

szym pociłem piórs 

taną i im milą, nie 

tecznie ręka si<j jeszci 

gąca wytrzymać kryt; 

nych do powszechnej 

ciyąc nad wykończeń 

widzi siebie uprzedza 

wykonanie wprost di 

wiersze mieli zamiar 

Ale nietyiko autorowi 

,ją w pismach, którt 

składem rzeczy traktc 

ścisłością, dobrym e 

nosić piętno stopnia 

przedmiotami nieobr 

znając wysoki talfin 

wychodzące z tej ręki 

ne, bez względu I 

ą wydawcy'. Wy 

ri rozpowszechnij 

za szkodzą samej 

ż .dają zły przyk 

1 smakiem nie 

z i błędów, łacni' 

knąć cmentarz, c 

rym na końcu, t 

udo-dzieła°. A n 

przeszłych miesią 

ir kilku ballad 

edmiotu, który g( 

it tak je zamknął: 

Kończone twory o 

odróżnienia, tylk 

lO, to i dano do . 

i duszne powody 



r 



309 — 



banie j^o i narażanie na mniej pochlebne wnioski, zwlasz- 
za jako pracującego w przedmiocie, że użyję wyrazu Mic- 
iewicza, zostającym pod klątwą. Z jakiejkolwiek więc strony 
tważając, musimy dziwić się skwapliwości p. redaktora „Dzien- 
rfka Warszawskiego" z jakiegokolwiek względu będziemy ją 
oztrząsać, niepodobna za nią w sądzie bezstronnych i świa- 
^ch czytelników dać rozgrzeszenia, którzyby woleli, żeby 
»dano do ich wiadomości, ochraniając od zguby, tegoż sa- 
liego pióra tragiedyą oryginalną, wykończoną w duchu kla- 
ycznym p. L Demostenes, a bodaj czy nie poświęconą wiecz- 
lemu zatraceniu' ^). 

Dmochowski, pomieszczając w „Bibliotece Polskiej* (r. 1826 
L IL str. 183 — 187) tę korespondencyą „bezimiennego przy- 
jaciela* Mickiewicza, doda) od siebie kilka uwag. Podzielał 
OD i uznawał za słuszny głos protestu, ale równocześnie nie 
Acial obwiniać redaktorów pism peryodycznych za to, iż uży- 
wają prawa właściwego sobie i umieszczają to, co im udzie- 
lone zostanie. Wydawcy dzienników i gazet — powiadał — 
,nigdy nie odrzucą płodów tak pięknego talentu, chociażby 
inniej wykończonych, a zwłaszcza, że poezye umieszczone 
w pismach peryodycznych, za próby i szkice, nie zaś za wy- 
kończone dzieła zwykle publiczność uważa, których ostateczne 
wygładzenie w zbiorze dzieł autora znaleźć się spodziewa" 
W końcu zrobił spostrzeżenie, że zarzuty i utyskiwania ko- 
respondenta słuszniej jeszcze niż co do wzmiankowanego 
wiersza zastosowaćby się dały do improwizacyi Mickiewicza 
p t , Basza* w tej formie, jak ją wydrukował „Dziennik War- 
szawski* (w lutowym zeszycie z r. 1826). Improwizacya ta — 
mówił Dmochowski — » wyrzeczona w kole przyjaciół przy 
rozs* — 'U się z nimi może nazawsze, nie mogła być przezna- 
czoi ^o wyjścia na widok publiczny. I cała publiczność, nie 
^a; L ani stosunków, ani okoliczności, z której pomysł tej 
imp -----i powstał, poczytała ją za najdziwniejszy płód, 

Ą^ni zgadj, gdyż tragiedyi tej w papierach poety nie 

na) 



- 310 - 

jaki mógł się wylądz w czyjej głowie; nieprzyjaciele zaś ro- 

mantyczności mieli nowy powód do powstawania przeciwko 

zepsuciu gustu i dzikiemu szalowi wyobraźni romantyków' '). 

Korespondencya ta, a szcz^ólniej uwaga w niej zawarta 

zbiorze „tuzinkowych" ballad wyszlym w Wilnie w czasie, 
kiedy Odyniec lam swoje poezye ogłaszał, wpłynęła, jak się 
zdaje, na przerwanie między nim a Mickiewiczem stosunków 
listownych na dość długo, bo na pól roku *). W przeciągu 
t^o czasu zaszły niektóre zmiany w trybie życia Mickiewicza. 
Stan flnansowy się poprawił; poeta do jednostajnych zatrud- 
nień biurowych przywykal i trochę mniej posępnie na swe 
stosunki patrzał, lubo one przyjaciół jego nie zadawalały. 

1 tak w polowie r. 1826 pisał Malewski do Giermana Hoło- 
wińskiego: , Pobyt nasz w Moskwie jest rzeczywiście pobytem 
na ziemi wygnania; szczęśliwi, że mamy osobny świat naszej 
przeszłości, że nasza pamięć może nas przenieść w miejsca 
skąd nas los oddalił. Ileż razy w rozmowach naszych prze- 
nosimy się do Rosi!..,' '). Mickiewicz zaś trochę weselej życie 
swoje i swoich towarzyszy w liście do Tomasza Zana z dnia 
9 czerwca 1826 roku odmalował: .Jestem — pisał — zdrów 
dosyć, mógłbym powiedzieć zdrów zupełnie, gdyby mnie oczy 
nie dręczyły... Mamy swój stół dosyć dobry i nieźle wegietu- 
jemy. Książka nie często w ręku; częściej szachy, prawie 
zawsze gawęda. Znajomości iadnej i kompanii oprócz własnej 
nie mamy. Wyjmuje się pan Onufry, który jest syndykiem 
tutejszej parafii: stąd często na chrzciny i zaślubiny i pogrze- 
biny zaprasza się: z księżmi, akuszerkami i sekretarzami zna- 



') .Biblioteka Polska" 1826, II, str. 187, 188. Dmochowski miał 
najzupehiiejszij stusiność, ganiąc .Baszę" w tej fomiie, jak ją odczr*-' 
w .Dzienniku Warszawskim', (^dyż istotnie j pod względem myśli i ■ 
względem w^raieoia byty tam błędy potworne. Zob. artykuł H. Biegt 
sena: , Improwizacya A. Mickiewicza p. t. Basza' w , Kłosach' 1884, I 
1008 i lOJO. 

') Zob. początek listu do Odyńca z 6 octobra 1826 w .Koresf 
dencyi' 1. IV, str. 85. 

') .Kiirespond." I. Ił (w przypisku). 



- 311 — 

jomośei uprawia; zawsze mocno zajęty, pełen interesów i cią- 
gle się śpieszy, jak gdyby miał gdzie iść na r€ndeZ'Vous, Bu- 
drys czyste negative Onufrego, zawsze impassible: pali lulkę 
dzień cały i patrzy na świece wieczorem; do szachów staje 
zawsze, w matematykę niekiedy zagląda. Daszkus kuryerera 
pojechał za interesami banku i wkrótce powróci. Ale skończmy 
na tern, od czego niemiecka filozofia zaczyna, to jest ja. Otóż 
ja, żyjąc z nimi, mało się od nich i zewnętrznie i wewnętrz- 
nie różnię. Od wyjazdu z Odessy, gdziem żyl jak pasza, muza 
moja zleniwiała: nie mogę skończyć powieści litewskiej, która 
ma trzeci tomik kompletować; wszakże mam nadzieję, że ją 
skończę. Trzeci ten tomik, mający się urodzić, jak Tristram 
Sterna, różne ojcu robi nadzieje. Nie wiem, ile sławy zyskam, 
ale, co ważniejsza, finanse poprawię. Dotąd i w tej kategoryi 
dosyć szczęśliwie wychodzę; mogę wam nawet przesiać kil- 
ka^esiąt rubli, jeśli mi pewny adres przyślesz*. 

Miał nawet nadzieję wraz z Malewskim otrzymać po- 
zwolenie odwiedzenia kraju i rodziny z powodu koronacyi 
cesarza Mikołaja, która się we wrześniu wielce uroczyście od- 
była; ale nadzieja ta zawiodła. W tych to zapewne czasach, 
kiedy się zeszło kilku znajomych spólwygnańców do mieszka- 
nia Mickiewicza i Malewskiego, i kiedy smutek ich ogarniał, 
starał się po swojemu rozrywać. Skoro cisza zbyt długo pa- 
nowała, Adam, siedzący zazwyczaj z zamrużonemi oczyma, 
nagle powstawał i mówił: „Dzieci, posłuchajcie bajeczki". 
; Zdawało się istotnie, że zaczyna jedne z tych bajek, jakie 
piastunki opowiadają dzieciom, lub jakiemi starsi zwykli ba- 
wić chłopców i dziewczęta zebrane na wieczornice. Wtem na- 
gle osnowa kwiecić się poczynała złotymi wzorkami wyobraźni; 
pokorna proza przemieniała się w wiersz wspaniały; często 
p< '^póty mówił, póki mu omdlenie ust nie zamknęło" ^), 

ślą wydania trzeciego tomiku był ciągle zaprzątnięty, 
a edewszystkiem ze względu na prenumeratorów dwu 



,i.ęp z -Pamiętników* Mikołaja Malinowskiego w „Kronice Ro- 
■^ w*-. 29. — Toż w .Korespondencyi" Mick. IV, str. 15. 



z' 



pierwszych, którzy doi; 
czątkach października, 
do Zana, odezwał się v 
wówczas w Warszawie; 
żywiej porządkowaniem 
tomik koniecznie wkrótc* 
pomówił o tem z Węek 
nieśi do Zawadzkiego; 
trudny, gotów jestem 
z księgarzami następne 
będzie tej obszerności ci 
bnych; stąd jeśliby cenzi 
jaką sztuczkę za niewarl 
wić mitręgi. Zapytaj sii 
niędzmi za rękopism, e 
w umówionej liczbie e| 
wydawać drugiej tego t 
ciągu. Zawadzki 2yczył ; 
daniem nowego tomu a 
jących. Spytaj, coby mi 
cyą ofiarowano? Nie ' 
Potracone regiestra i mo 
kłopot; wszakże nie moi 
nowilem po ogłuszeniu t 
cić po złotych 3 gr. 10, 
potrącać", 

Projekta te rozbi 
la było poradzić 5< 
;ecim pomieścić tor 
lite pod w^lędem 
dając na później v 
Wypadało zająć ! 
rów. W Moskwie n 
ikać było można, ( 
znajomość poiszczj 



r 



— 313 — 

ą ograniczała "). Znalazł się przecież pomiędzy profesorami 
nłwersyletu moskiewskiego radca stanu i kawaler, Michał 
Aczenowski, który język polski znał i cenzury się podjął. 
fkot w dniu 28 października 1826 r. podpisał pozwolenie 
A dmkowanie tych poezyj. 

Rozpoczęto się składanie w drukarni uniwersyteckiej; 
i tymczasem znajomy Mickiewiczowi z pobytu w Petersburgu 
?€rs, Mirza Dżafar Topczy-Baszy, będący naówczas już pro- 
iesorem-adjunktem w uniwersytecie petersburskim, oraz tłó- 
Odaczem w kolegium azyatyckiem i kawalerem orderu Wło- 
himierza 4-ej klasy, przekładał piąty sonet krymski: „Widok 
Cratyrdahu ze stepów Kozłowa* ^. Przekład ten, ocenzuro- 
wany przez radę uniwersytetu petersburskiego, pozwolono 21 
{grudma odlitografować. Miai go dołączyć Mickiewicz do wy- 
dania polskiego, ale nie doczekawszy się go na czas z winy 
Biografów i ajentów petersburskich*), musiał „Sonety* pu- 
ścić bez tego ciekawego dodatku w obieg księgarski pod sam 
koniec roku 1826. Do niektórych tylko później ekspedyowa- 
Bych egzemplarzy zdołał go dołączyć. 

Tłómacz perski opowiedział w przedmowie do przekładu 
o swojem zaznajomieniu się z Mickiewiczem, napomknął ta- 
jemniczo o wypadkach, tyczących się jego odjazdu z Peters- 
burga i wspomniał o wycieczce do Krymu, zwracając głównie 
uwagę na rzecz, objętą V-tym sonetem. „W ciągu jego po- 
dróży po tamtych stronach — mówił Mirza Dżafar *) — wy- 



*) , Telegraf Moskiewski* 1827, Nr. 7 w przytocz. . Gazety Polskiej* 
1827, Nr. 156. 

*) Taki jest napis tego sonetu, położony w tytule tłómaczenia per- 
skiego. Aleksander CSiodźko, który był wówczas uczniem Mirzy Dżafara, 
^ MU z polskiego na perski, a Mirza wierszował. 

lorespondencya* IV, 95. 

Jziennik Warszawski" 18ź9, tom XV, str. 83—85. Czyje to tłó- 
nuu .. «. perskiego, nie podano. Czy jest ono tern samem, które Mickie- 
^ ~ sfeJ Odyócowi do Warszawy („Korespondencya" IV, 95), dokona- 
Doi ' przez Aleksandra Chodźkę, trudno zgadnąć, lubo rzecz to mo- 



— 314 

mu przejeżdżać koto g( 
lenia jego padły na skalę 
a tę ogromną górę, mon 
ego morza jedna po dru 

następować i każda dróg 
tgi poezyi wyrzuciły, zosts 
ętą. Wtenczas to także pr 
ersze zostały tia język pi 
h związków i względów, 
u słudze, rozkazał mi, ab^ 
zniżał. Ale ja, biedny i ui 

Beg, pochodzący z miasta 

dla braku czasu i dla n 
losyć uczynić jego żądai 

iż zniewalanie serca pn 
wychowania, a powtóre, iż 
iół moich i wielu uczonyct 
iropejsklego (czego dotąd 
przełożył: te dwa względy 

mojego i jak mogąc (!) ; 
enia. Rozciągnąłem się dł 
adziejc, iż ta wada moja 
a". 

ak zarekomendowane, lyir 
erski, wyszły w Moskwie t 
; z dwu właściwie części: 
emskich. 

II. 

^2 sonetów miłosnych, 
vskiem *), jedne powstały 
rine w odeskich. 

W „Drienniku* wydrukowano i 
To jest: kapitana artyleryi. (Ob 
I w najnowszych wydamacl) .Dziel' Mickiewicza zi 



— 316 — 



swych złotych warkoczy i mówi: » czemu tak rano sm 
macie oczy: i miesiąc i fijolek i ty, mój kochanku'; a 
czorem, kiedy księżyc nabrał rumianości, a fijolet podni* 
listki orzeźwione mrokiem, klęczący u nóg Laury ^w pięl 
szym jeszcze stroju i z weselszem okiem" kochanek byls 
tny tak samo jak zrana... Rozmysłu raczej, analizują 
uczucia, wyrazem aniżeli silnego wzruszenia jest, kiedy w 
necie V rozbiera poeta pytanie, jak ma nazwać: cierpienia 
czy rozkoszą stosunek swój do lubej. A już trudno opi 
się myśli, iżby nie było żartobliwej figlarności w pom 
i wyrażeniach „Widzenia się w gaju", kiedy ten ską< 
ładny sonet zakończył poeta zwróceniem uwagi kochanki, 
siedzi od niej tak daleko, mówi tak niewiele, zabawiając 
ze swoim „ziemskim aniołem*, jakby się już stała .anioli 
niebieskim...* W idealizmie atoli swoim nie posuwa się 
kiewicz tak daleko jak Petrarka. Wprawdzie nie dba on o I 
i ludzi, nie rozpacza nad tem, że ślub ziemski obdarzył kog 
innego ręką kochanki, gdyż pragnie jedynie, ażeby Laura wf 
znała, iż Bóg poślubił mu jej duszę; wprawdzie życzem 
wzdycha jedynie do rozmowy z lubą, do patrzenia w jej oof, 
do słuchania jej głosu; ale tu i ówdzie zdradza się poeta 
na tych objawach czysto platonicznej miłości nie poprzesta 
wał, że uścisk dłoni i zachwytywanie płomienia z ustek I 
bych należały także do środków podsycających jego nami 
ność, zwłaszcza, że miała ona cechę owocu zakazanego, goj* 
kochanka pobrzękiwała „co chwila* kajdanami, któremi rcc«i 
związał jej los opłakany. Zazdrość i podejrzliwość wkra 
się do jego duszy, a chociaż starał się walczyć z temi uciu* 
ciami, nie zdołał ich pokonać i gotów był popełnić zabójst^^ 
(„Strzelec"), gdyby się jego przypuszczenia co do niewierności 
kochanki okazały słusznemi *). W tym jednym son*^''^ 



i*^ 



^W' 




*) Nie mając stanowczego dowodu, nie wprowadzam «. 
przypuszczenia, iż sonet ,, Strzelec* odnosi się nie do Maryli, ale 
sidej. Wyrażenie atoli: „Konna łowczyni, strojna Dyany odz'^' 
się myśl tę nasuwać. 



U0 

wał* 



— 317 — 

aej ich grupy namiętność przemówiła silniej; dlatego też dyk- 
cja jego wyróżnia się od stylu reszty. 

.Rezygnacya* stanowi jakoby zakończenie tej pierwszej 
grupy sonetów. Poecie zdaje się, że już nie kocha owej «nie- 
bJanki*, której wspomnieniu poświęcone były poprzednie 
<]^wory; a jednak nie zdołał jeszcze zapomnieć, iż kochał, 
i dlatego uważa się za najnieszczęśliwszego ze wszystkich lu- 
dzi Rozdmuchując zaś w sobie to uczucie nieszczęścia poczy- 
tuje serce swoje za już przekwitłe, nie śmie więc iść do stóp 
łtniola, któr^o wdzięk i cnota obudziły w nim żywsze wzru- 
szenie, mija ziemianki, ustępuje z drogi boginiom, żegna się 
z nadzieją, bo serce jego „podobne do dawnej świątyni, spu- 
stoszałej niepogod i czasów koleją, gdzie bóstwo nie chce 
mieszkać, a ludzie nie śmieją '. W takiem usposobieniu od- 
pycha uczucie młodziutkiej dziewczyny (w sonecie: „Do ***, 
może do Steinigerównej), a chcąc ją od siebie odstręczyć, 
przesadza w odmalowaniu stanu swego serca, przedstawiając 
się w postaci człowieka przepalonego namiętnymi bólami, 
1 oczami plonącemi jadem, o oddechu zatrutym. Takiego 
środka używają wprawdzie doświadczeni rozpustnicy dla po- 
ciągnięcia ku sobie dziewczątek niedoświadczonych, ale cieka- 
wych poznania tajemnic życia; poety jednak naszego nie można 
o to ani na chwilę posądzać. Według jego wyznania, jedyną 
pozostałą mu cnotą jest szczerość. „Lubię rozkosz — po- 
wiada — lecz zwodzić nadto jestem dumny*. Miejsce więc 
dla siebie widzi szczerze, naturalnie na tę daną chwilę, tam 
igdzie są przeszłości smętarze* i dlatego daje radę dziewczynie: 

Ifiody bluszczu, zielone obwijaj topole, 
Zostaw cierniom grobowe otaczać kolumny. 

Dziesięć dalszych sonetów pochodzi najprawdopodobniej 

z < ^obytu Mickiewicza w Odessie; odtwarzają one chwilę 

ar '-^-^alonowej miłości, a raczej miłostki. Grupa ta roz- 

po ^ od pożegnania niejako przeszłych smutków, nie- 

po *"olesnych rozkoszy, ażeby rzucić się w wir zabaw 

i 1 obodnych, zrazu same radość i uciechę przyno- 

sz; — wftk. Tu właśnie wykazuje się cała głęboka róż- 




— 318 — 



nica pomiędzy dawniej a obecnie doznawanemi uczuci 
Dawniej poeta złorzeczył rozkosznej nawet doli; dawniej, 
chając owę ^niebiankę", wpadał naprzemian to w zapaŁ 
w trwogę, zawsze czując się niespokojnym, zawsze obie 
łzami swe szczęście; — obecnie zaś patrząc na nową koc 
nie traci pogody na czole, a myśląc o niej, czuje się zu 
swobodnym i szczęśliwym; pierwszy raz w życiu zwie się 
wolnikiem radym ze swej niewoli, a w opisie tej szczę^w 
igrając ze słowami, składa Bogu chwałę, że taką zdarzył 
kochankę, a kochance, że go uczy chwalić Pana Boga, to j 
doznawać uczucia zadowolenia z losu obecnego. Jedna byi 
tylko chwila bolesna, ale krótkotrwała, w której „ pamięć ni 
bieskiej pieszczoty" zatruła myśl, iż dusza kochanki dozna 
wyrzutów sumienia za popełnienie winy, wynikłej ze zby 
ognia namiętnego. Poeta chce iść oblewać łzami ołtarze, 
dla siebie żebrząc litości, lecz tylko dlatego, żeby go Bó 
zgryzotą kochanki nie ukarał. Trwoga jego okazała się jedn 
widocznie zbyteczną; kochanka wyrzutów sumienia nie dozna 
wała; więc też poeta znowu do dawniejszej swobody umysła 
powraca i w 3 sonetach („Dzień dobry*, -Dobra noc* i .Do- 
bry wieczór") wypowiada z salonową galanteryą owycb cza- 
sów przyjemności i przeszkody ukrywanych miłostek. W ,W- 
zycie" kreśli niecierpliwość kochanka, który radby cały czm 
swej lubej sobie tylko samemu przywłaszczyć, gdy natręt-nu« 
dziarz zabiera mu go nielitościwie. W sonecie »Do wizytują- 
cych" daje radę takiemu natrętowi, ażeby, zoczywszy w salo- 
nie dwoje młodych mocno zajętych sobą, wynosił się czemprę- 
dzej i nie wracał aż po roku. W „Pożegnaniu" opowiada 
poeta burzliwy koniec krótkiego romansu, w którym serce 
udziału nie miało, lecz z jednej strony próżność, a z drugiq 
upojenie zmysłowe. Pogardliwie traktuje poeta k_, kę, 
a stąd w duszy odczuwa gorycz, że taką istotę ur lal 
W ten sposób zakończony stosunek pozostawi! po so^ aj* 
przykrzejsze wrażenia: jak z początku tętnialo w serc Jty 
zadowolenie, tak w końcu pozostało w niem szyders*'^'* co, 
rozumie się dla tej sfery kobiet-Danaid, które p^y^*- eł* 




r 



— 319 — 



im świecie odeskim. Stąd też lubo wyznaje, że go dotąd jeszcze 
aadobna t^warz nęci*, że Danaidy takie opiewać i obdarzać 
^cze musi, odma^ria im przecież swego serca stanowczo *). 
Ostatni sonet (^Ekskuza") jest usprawiedliwieniem się 
iOety, iż nncit o miłostkach i palii serce ^dziecinnym plomy- 
fem*. Usprawiedli-wienie to siebie polega na potępieniu siu- 
liaczy, którzy alcejskiego (tj. poważniejszego) bardonu znieść 
ńe mogli. .Taki wieszcz, jaki słuchacz" — mówi poeta z go- 
7czą« odnosząc nie\^ątpliwie to wyrażenie nie do całego ogółu 
[lolskiego i całej spólczesności, ale tylko do tego grona, wśród 
kŁófego sonety odeskie powstały. Gdyby bral to zdanie w szer- 
szem znaczeniu, nie byłby zapewne pisał Sonetów krymskich. 
Zdanie to, później tylokrotnie nadużywane, pozostało tylko 
świadectwem i?^ielkiej wrażliwości poety i jego zależności od 
otoczenia, w którem chwilowo przebywał. 

III. 

I w sonetach krymskich zostawał Mickiewicz pod wpły- 
wem chwilowego otoczenia, ale już całkiem innego i dlatego 
też inne wyśpiewał utwory. 

Po raz pierwszy odbywał nasz poeta dłuższą wycieczkę 
po morzu, po raz pierwszy widział je w rozmaitych stanach 
wspaniałych i groźnych, a nadto po raz pierwszy po wzgór- 
kach i płaszczyznach ujrzał góry prawdziwe. Nastrojony do 
przyjęcia wrażeń przez czytanie poetów niemieckich i Byrona, 
którzy cześć i uwielbienie dla natury posuwali do głębokości 
kultu, poddawał się działaniu niezwykłych i wzniosłych wido- 
ków z całą świeżością duszy, co się jeszcze w tym kierunku 
nie miała sposobności nałożyć do spokoju lub zobojętnienia, 
a *•' tego z przeniesieniem na te widoki całego zasobu za- 
pa j jakiego był zdolny naówczas, gdy wspominał naj- 

sz — liejsze obrazy przyrody, które kiedykolwiek w dziełach 

jidnj rozbiór sonetów mfiosnych IGckiewicza w zestawieniu z so- 
i ih nrki dał Józef Tretiak w „Szkicach literackich'* (Krak. 1896, 



1 



— 320 — 



ulubionych pisarzów przed fantazyą mu się przesunęlj. Tj 
kawałek morza, po którem żeglował, te góry, na które i 
wznosił, te przepaści, które okiem zmierzyć próbował, sfai 
się dla niego nietylko konkretnem, zmystowem podścieliskkl 
wrażeń, ale także symbolem tego wszystkiego, co w przyn 
dzie wielkiem jest i szczytnem, co w poecie obudzić mód 
najpodnioślejsze uczucia i natchnienia. Wrażeń tu doznawl 
nych nie mógł porównać i zestawić z żadnemi innemi pode 
bnego charakteru, gdyż nie poznał był dobrze umych mdi 
i oceanów, ani gór i przepaści; ale mógł je natomiast porón 
nać i zestawić z tern, co u poetów o takich widokach zoąj 
do wał; a że w żegludze po morzu Gzamem i w wycieczkad 
po Krymie doznawał tych wszystkich wzruszeń, jakie w oaj 
piękniejszych opisach przyrody spotykał; nic więc dziwnego 
że w ich wystawieniu użył wszystkich środków artystycznych 
jakie do zobrazowania najwspanialszych i najszczytniejszydi 
wrażeń posłużyć mogły, że zachwytowi nigdzie słowem po- 
wątpiewającem czy obojętnem tamy nie stawiał, pozwalając 
mu płynąć nurtem wezbranym. I czytelnik zrobi też dusznie 
przy czytaniu sonetów krymskich, nie starając się odszukiwać 
w nich wrażeń, jakie na nim samym zrobiły okolice w nidlE 
opisywane, czy to gdy je widział osobiście, czy też gdy o nidij 
czytał gdzieindziej; ale raczej podstawiając uczucia i wraiema 
swoje najsilniejsze, doznane w jakiejkolwiekbądź stronie i oko- 
licy. Jak kochanka poety może nie obudzić w postronnym wi* 
dzu żadnego żywszego zajęcia i wydać się „at sobie kobietą* 
tak też rzecz się ma ze zjawiskami i widokami natury, opisy- 
wanemi przez liryka, przez poetę podmiotowego, bo on od* 
twarzą nie tyle rzecz same, ile uczucia przy patrzeniu na nii 
doznawane, uczucia zależne zarówno od jego temperamen 
jak i od mnóstwa okoliczności zewnętrznych, obcy*** a 
zupełnie czytelnikowi. Dla uczucia nie potrzeba konits 
lepszości, ażeby je w stan zachwycenia wprawić; i 
czynniki na różne temperamenty w różnorodnych c. 
ściach oddziaływają odmiennie; co dla jednego jest o^ 
może w drugim gorączkę zapału wzniecić i na**^ 



r 



"■■^^ 



-- 321 — 



kkczysaraj, Aluszta^ Bajdary lub Czufut-Kale na każdym zro- 
ą takie wrażenie jak na Mickiewiczu, o to mniejsza; ale 
pdy, umiejący czuć piękno natury, odnajdzie we wspomnie- 
|acb swoich inne, może nawet co do przedmiotowo rozwa- 
ADych piękności skromniejsze miejsca, które w nim podobne 
taehwycenie obudzaly. Dla poety lirycznego dosyć, gdy takie 
irspomnienia w duszy słuchacza potrąci. 

&Iisterne połączenie wywołanych widokami natury wra- 
łeó z uczuciami, przejmującemi do gJębi duszę poety, stanowi 
największy urok sonetów krymskich, tworząc z nich poemat 
Bryczno-opisowy, mający jedność nietylko topograficzną i chro- 
nologiczną, ale także wewnętrzną, duchową i artystyczną. 
Poeta wjeżdża na »stepy akermańskie" z duszą zbolałą i tę- 
skną, ponieważ olbrzymia przestrzeń przedzieliła go od kraju 
rodzinnego, od przyjaciół i ukochanej; uczucie spotęgowało 
w nim bystrość zmysłów tak, że słyszał ciągnące żórawie 
.którychby nie dościgły źrenice sokoła"; zdaje mu się, że 
mógłby usłyszeć glos z Litwy... ale niestety, niitt nie zawołał. 
Poeta, który przed kilku laty z dumą młodzieńczą w „Żegla- 
rzu* odprawiał przyjaciół do domu i puszczał się w podróż 
fentazyjną, teraz kiedy miał odbyć podróż rzeczywistą, radby 
wielu mieć przy sobie z tych odprawionych, radby posłyszeć 
przynajmniej głos ich; ale było-to niepodobieństwem Wśród 
•ciszy morskiej" wspomnienia jedne boleśniejsze od drugich 
powstawały v^ jego duszy i wstrząsały ją niepokojem strasz- 
nym: to też poeta w oddaniu się wzruszeniom „żejjlugi" szu- 
kał rozrywki i zapomnienia, na chwilę doznawał ulgi niejakiej, 
; było mu ,lekko, rzeźwo i lubo*, ale tylko na chwilę; nieba- 
wem „burza" na morzu, pogrążająca innych w rozpaczy, zmu- 
szająca do modlitwy, jego zastała w usposobieniu przepełnio- 
nej goryczą; śmierć dla niego nie miała w sobie grozy, po- 
ciechy w niebie nie szukał, i ponuro patrzał na spóltowarzy- 
szy, myśląc: „szczęśliwy, kto siły postrada, albo modlić się 
■ umie, lub ma się z kim żegnać**. Z tej apatyi budzi go po- 
1 tężne a nowe uczucie, które wprawiło w ruch myśl całej 
ludzkości i powołało do bytu cały nasz świat umysłowy, uczu- 



1 



- 322 — 



cie podzi\vu. Na troski sercowe poety znalazło się lekarstwa 
w cudach przyrody. Z właściwą wrażliwym duszom łatwością, 
na « widok gór ze stepów Kozłowa", pielgrzym przybiera spo- 
sób wyrażenia się swego przewodnika mirzy i w stylu wsdio- 
dnim wypowiada swój zachwyt wobec świeżych, nigdy dotąd 
nie doznanych jeszcze wrażeń, zacierających na czas jakU 
dawniejsze i głębsze. A gdy następnie ujrzał ,Bakczysaraj% 
gdy się przypatrzył, jak „zmiatane czołem baszów ganki i przed- 
sienia, sofy — trony potęgi, miłości schronienia, przeskakuje 
sarańcza^, obwija gadzina"; opanowuje go bolesna myśl. że 
miłość, potęga i chwała, którym ludzie wieczne przyznawali 
istnienie, bardziej są znikome od szybko płynącej wody; ale 
w tej bolesnej myśli jest właśnie przeciwtrucizna na jego tę- 
sknotę, na jego zawód serdeczny, odejmując im cechę wiecz- 
notrwałego cierpienia, a zwracając uwagę bliższą na widoki 
przyrody. Jakby dla spokojnego rozważenia tej myśli, przypa- 
truje się poeta „Bakczysarajowi w nocy", starając się objąć 
i przedstawić wyłącznie wrażenia zzewnątrz dopływająca 
Uspokojenie wszakże nie przychodzi odrazu; wspomniaiła 
walczą z wrażeniami i długo jeszcze odnosić będą zwycięstwo, 
zwłaszcza że smutne widoki dopomagają ku temu potężnie. 
Zwiedzając „grób Potockiej", poeta marzy o skończeniu dni 
swych „w samotnej żałobie", i pragnie, ażeby dłoń przyjazna 
pochowała go blizko tego grobu, a to dlatego, że może go 
dźwięk mowy rodzinnej ocuci, gdy podróżni rodacy rozmawiać 
będą o owej pięknością i niedolą słynnej Polce. „Mogiły Ha- 
remu" rozrzewniają go, nawracając myśl ku niedolom ludzh 
Dlatego też gdy w sercu jego kłębią się żmije wspomnień 
i dojmujących rozmyślań o cierpieniach ludzkich, szuka środka 
ogłuszenia się i zapomnienia w szybkiej, gwałtownej jeździe 
po dolinie „Bajdarów" oraz w rozważaniu piękno:' ' pa- 
niałości lub grozy natury, zawsze jednostajnemi rząd^^^/t*. >ra- 
wami, stanowiącej tak rażący kontrast z niepokój-*"^ ' en- 



1) Tak pisze stale Mickiewicz w wydaniu Sonetów dc M 

jego okiem. 



r 



323 — 



nością falowań serca ludzkiego, pomimo że i to prawom wła- 
ściwym sobie ulega. „Aluszta w dzień", „Ałuszla w nocy** 
i aCzatyrdah'* dostarczają poecie dosyć wrażeń, mogących 
dać karm* tym rozmyślaniom; zwłaszcza Czaty rdah ^zawsze 
głuchy, nieruchomy*', co , podesławszy pod nogi ziemie, hidzi, 
gromy*, słucha tego tylko, „co mówi Bóg do przyrodzenia". 
Jeszcze raz się odzywa nuta tęskna i pełna smutku w „Piel- 
grzymie*, wzdychającym za Litwą i za kochanką, ale ta nuta 
jest już o wiele łagodniejszą niż pierwej, gdyż ostrość bólu 
złagodziło rozważanie spokojnych, nawet w swej grozie, zjawisk 
przyrody. Przejażdżka „drogą nad przepaścią w Czufiit-Kale**, 
widok ,góry Kikineis** i przepaści obok dają poznać poecie, 
co jest w naturze przerażającego, a przedstawiając niebezpie- 
czeństwo rzeczywiste, sprowadzają do właściwej miary owe 
poetyckie westchnienia do śmierci, któremi się poprzednio lu- 
bował. „Ruiny zamku w Bałakławie" nareszcie naocznie mu 
wykazują cierpienia i zagładę całych narodów, które niegdyś 
w Krymie panowały, a tym sposobem wyznaczają jednostko- 
wym bólom poety zakres bardzo szczupły i każą zamilknąć 
kwileniom jego wobec strasznych klęsk gromadnych. Ta myśl, 
na którą się jako Gustaw oburzał: „zapomnij o swym proszku, 
zważ na ogrom świata **, teraz istotnie „pomniejsze zapały" 
w nim przystudziła, gdy nietylko idealnie w wyobraźni, ale 
naocznie, zmysłowo uprzytomnił sobie stosunek jednostki do 
wszechświata. To też poeta wsparty „na Judahu skale", du- 
niając o tem, co przecierpiał, i o tem, co widział, ze spoko- 
jem rezygnacyi spogląda na namiętność, która groźnie nań 
^^urzała niepogody i poczytuje ją — tak jak Goethe — za 
konieczny objaw cierpienia poprzedzającego urodzenie się 
pieśni ordvż po jej urodzeniu, namiętność owa w zapomnienia 
P' się toni. ' 

podobna mi tu wdawać się w przedstawienie szcze- 
g isobu, jakim poeta nasz potrafił powiązać wyraz 

s^ I duszy, dawniejszemi uczuciami miotanej, z przed- 

s ' wrażeń, doznawanych podczas rozpatrywania no- 

^ -Aw niepodobna również zaznaczać pojedynczych 

21* 








— 324 — 



piękności dykcyi i wiersza; są one zresztą tak wydatne, it 
czytelnik odnajdzie je z łatwością *). 

I 

IV. I 

Zachody około ocenzurowania i wydrukowania , Sone- 
tów* zbliżyły Mickiewicza z profesorami uniwersytetu i lite- 
ratami moskiewskimi. Pierwsze wrażenie, jakie na nich zrobł 
nie było podobno wcale korzystne. Dwaj bracia Połewojowie, 
Mikołaj i Ksenofont, wydający od początku roku 1826 czaso- 
pismo literackie p. n. ^Moskowskij Telegraf* w duchu roman- 
tycznym, zaproszeni pono jeszcze w grudniu tegoż roku przez 
jakiegoś pułkownika, który długo bawiąc w Polsce zasłyszał 
o Mickiewiczu i nad poezyami jego się unosił, poznali u mego 
naszego poetę. Był on posępny i skąpy w słowach; zdawało 
się, jakoby mówił z przymusu; rozmowa rwała się ciągle, tero 
bardziej, że Mickiewicz nie dość biegle wyrażał się po rosyj- 
sku, a co po francusku gadano, odnosiło się to więcej do 
wszystkiego wogóle niż do literatury. Obaj literaci rosj]scj 
wrócili z wieczoru rozczarowani, „prawie do ziewania uspo- 
sobieni". Od tego czasu upłynęło kilka miesięcy. Na wiosna 
roku 1826 przyjechał młody oficer sztabu jeneralnego, J. P^ 
znański, dawny przyjaciel Mikołaja Polewoja. Niezwykły ^' 
pał, z jakim oficer ten mówił o Mickiewiczu, zdumiony. ^^ 
w Moskwie nikt go jeszcze nie zna, skłonił Mikołaja Polewoja 
do zrobienia wizyty polskiemu poecie i zaproszenia go do sie- 
bie. W jesieni dopiero jednak 1826 r. stał się MickiewiG 
w domu publicysty rosyjskiego częstym bardzo gościem, P^ 

• 

zyskał sobie jego przyjaźń i uwielbienie jako , człowiek nie- 
pospolitych zalet duchowych, co pociągał ku sobie wzniosło- 
ścią poglądów, olbrzymią wszechstronnością wiedzy i osobh^' 
szą, jemu tylko właściwą, dobrodusznością" ^), To też Polewoj 

*) Sonety krymskie rozpatrywali: J. Klaczko: „La Grimee poelwp*- 
(1855), S. Windakiewicz (1896), A. Syjrietyński (1897 w ,Kuq. WansŁ*.!- 

2) Ksenofont Polewoj: „Żiwopisnaja russkaja biblioteka* 1858. ^J* 
cią^i w art. p. n. „Adam Mickiewicz w towarzy'st\vie rosyjskich literató*" 
Benedykta Dołęgi w „Opiek. Domów." 1873. Nr. 17. 






5 



[ — 326 - 

przed pojawieniem się jeszcze , Sonetów" z druku» pomieści! 
w swym organie przekład artykułu podanego w „Bibliotece 
Polskiej*" o duchu i dążności ówczesnej poezyi polskiej, „do- 
dając zaszczytne dla literatury naszej** wogóle a dla Mickie- 
wicza w szczególności przypiski. Polewoj pierwszy zrobił krok 
do zamieniania swego pisma z „Biblioteką Polską", posyłając 
Dmochowskiemu numera „Telegrafu Moskiewskiego", zaczął 
się uczyć po polsku i rad był wiadomości o dziełach polskich 
stale w czasopiśmie swojem umieszczać, 

W domu Polewoja zaznajomił się Mickiewicz z glówniejszymi 
spółpraco wnikam i „Telegrafu", a przedewszystkiem z ks. Piotrem 
Wiaziemskim, krytykiem literackim wówczas sławnym w Ro- 
sji. W pojęciach estetycznych zachodziła niewątpliwie znaczna 
różnica pomiędzy nim a naszym poetą; Wiaziemski bowiem 
należał do szkoły neo-klasycznej ; ale mimo to harmonia po- 
między nimi rychło zapanowała. Książę nie był bynajmniej 
doktrynerem, a Mickiewicz miał bardzo wiele naówczas wyro- 
zumiałości dla poglądów cudzych. Wiaziemski znał i kraj nasz, 
w którym dość długo przebywał, i język; lubił naród polski, 
a poznawszy Mickiewicza, umiał ocenić i jego charakter i jego 
Went. W kwietniu 1827 r. pojawił się w „Telegrafie Moskiew- 
skim** przekład wszystkich krymskich i trzech miłosnych so- 
netów, dokonany prozą przez księcia, który przekład ten po- 
przedził bardzo pochlebną dla poety naszego przedmową, po- 
trącając zarazem kwestyą potrzeby zgodnego porozumienia się 
Rosyi z Polską. Pisał tu między innemi: ,P. Mickiewicz na- 
'6ży do małej liczby wybranych, mających szczęśliwe prawo 
przedstawiać sławę literatury swoich narodów. Zdaje się, można 
śmiało powiedzieć, że mu należy się zaszczytne miejsce w spół- 
czesnem pokoleniu poetów. Nie nasza zubocza potwierdzać lub 
^n wyrok; przywodzimy go tylko na świadectwo, 
ogólnego zdania bezstronnych i świadomych sę- 

ej literatury. Nie można się nie dziwić i nie ubo- 

współplemienniczka naszej tak u nas mało jest 

/nie węzły poUtyczne, teraz nas łączące z Polską, 

tri-nrl^nnego pokrewicństwa i zobopólnego w lite- 



— 326 — 

raturze pożytku powinnyby nas do siebie przybliżyć. Poznaoie 
polskiego języka mogłoby się stać pomocnem dopełnieniem 
do poznania języka ojczystego. Liczne familijne rysy, ucho- 
wane u sąsiadów i współdziedziców, u nas zaginęły: we wza- 
jemnem rozpatrzeniu spadku między nas rozdzielonego, wr spo- 
kojnej obustronnej wymianie moglibyśmy wspólne odkryć ko- 
rzyści. Bracia w historyi, często wznawiający przykład staro- 
żytnej Tebaidy, powinniby, zdaje się, skazać na zapomnienie 
średnią epokę swojego bytu, oznaczoną rodzinnemi waśniami, 
i zjednoczyć się w głównych rysach swojego rodu i teraźniej- 
szego związku. My się przynajmniej radujemy z naszej strony, 
że nam przypadło oznaczyć jeden z pierwszych kroków ku tak 
pożądanemu celowi, dając poznać rosyjskim czytelnikom , So- 
nety** p. Mickiewicza, które bezwątpienia do dalszej znajoino- 
ści zaclięcą. Zresztą jeżeli p. Mickiewicz równą powodowany 
chęcią dopomagać do tego połączenia, przyznać należy, że 
obrał najlepszy środek, drukując swoje Sonety w Moskwie, 
zaczepia nas pochlebną grzecznością i jeżeli Kantemirowi (poe- 
cie rosyjskiemu XVIII w.) nie powiodło się nikogo nauczyć 
po rosyjsku na swojej wyspie, mam nadzieję, że p. Mickiewicz 
będzie od niego szczęśliwszy" •). Podsuwanie takiego posłan- 
nictwa poecie naszemu dowodziło w każdym razie, że go książę 
i wysoko cenił i prawdziwie poważał. Mickiewicz ze swej 
strony szanował Wiaziemskiego, do zdań jego o literaturze 
rosyjskiej odwoływać się lubił i nazwisko jego w naszem 
piśmiennictwie unieśmiertelnił. 

Bliższe jeszcze a poufalsze stosunki połączyły Mickiewi- 
cza z Aleksandrem Puszkinem, najznakomitszym poetą rosj-j- 
skim, którego poznał również u Polewoja, a z którym już 
w początkach roku ISjJ? często się widywał. Obaj w równym 
prawie wieku, bo Puszkin o pięć tylko miesięcy by* 
od Mickiewicza, obaj wielbicie Byrona ^), obaj twórc 

') ,Teletrraf Moskiewski" 18:27, N. 7 w przytoczeniu, po<' 
.(Jazete Polska" l^•i7, N. JóG. 

■■') Prawdopodobnie za pobytu w Moskwie powstała nied( 
rozprawka Mickiewicza; ,. Goethe i Byron", jadzie przeciwsło"-*- ' 



i 



- 7 — 

^ głównych rysach tegoż samego kierunku poezyl w swoich 
.^ ^ayznach, obaj równie sławni każdy w swoim kraju, mieli 
sobą wiele p\iTiktó>JV stycznych, na mocy których umysły ich 
v^ryobraźme zejść si^ i sympatycznie komunikować się mogły. 
VIi<^kie'wicz. znal niektóre przynajmniej utwory Puszkina, jak 
\o Tic'idz\my z przypisku do VIII sonetu krymskiego, gdzie 
\ tanamem dla talentu poety wspomina o jego „Fontannie 
feakezysaTaiskiej". Puszkin, nie umiejąc po polsku, mógł osą- 
dzifc Mickiewicza początkowo tylko z jego rozmowy; dopiero 
^Tzeklad ^Sonetów" przez Wiaziemskiego ułatwił mu ich po- 
TSkacme; ale czul dla niego wielki szacunek i podziwiał szcze- 
gólniej jego erudycyą, w której dorównać mu nie mógł. Naj- 
^ mocniej wszakże połączyły ich z sobą wspólne ideały, a mia- 
nowicie ideał wolności, ku któremu obaj wówczas tęskne zwra- 
cali spojrzenia- Ten liberalizm społeczno-polityczny, którym 
/^iszkin podbijał sobie serca młodzieży rosyjskiej (»Oda do 
Łyletu* i inne) i którym był wtedy wiernym jeszcze, lubo 
-^v byroniczny uśmiech przystrajał, a nadto ogólne, więc 
glistę wyrażenie dążności do swobody, chociażby dzikiej (jak 
^Cyganach"), dające się elastycznie rozciągać i różnie za- 
stoso^wać, miały urok i dla Mickiewicza, lubo on wiedział już 
daleko lepiej, określał sobie daleko dokładniej, jaki-to rodzaj 
ssę^oboćLy był pożądany. Najwięcej różniły się ich usposobienia 
I -przywyknienia. Puszkin był zepsutem dzieckiem salonów; 
nadz^wvczaj szybkie powodzenie na polu twórczości poetyckiej 
oder^^aJo go od pilnej pracy nad sobą a wprowadziło na 
arenę popisów towarzyskich i zrobiło z niego zwolennika by- 
ronicznego dandyzmu. Mickiewicz przeciwnie, lubo już obyty 
z tyciem salonowem, pozostawał w gruncie poetą prostych 
x\TZVZ^yczBJeńf człowiekiem mało dbającym o strój, a nato- 
miast zawsze zatroskanym o rzecz sarnę. Talent towarzyski 
Puszkina byt błyskotliwym; Mickiewicz zyskiwał dopiero przy 
bliższem poznanin. Ale w młodości — obaj nie mieli jeszcze 



I czasów obecnych lub przyszłych, „wieszcza Albionu" jako 

pneszłośa poe y ^^^gta^yiciela tej drugiej odmalował. 
Bi^ietaiejszego y 




— 328 — 

wtedy lat trzydziestu — takie różnice zacierają się prędka 
gdy są bodźce zbliżenia od nich potężniejsze; a takich bodź- 
ców nie brakowało ani dla naszego ani dla rosyjskieg-o poe^- 
W marcu 1827 r. pisał Mickiewicz do Odyńca: , Puszkin.- 
w rozmowie bardzo dowcipny i porywający; czytał wiele i do- 
brze; zna literaturę nowożytną, o poezyi ma czyste i wznioste 
pojęcie. Napisał teraz tragedyą: Borys Godunow; znam J€| 
scen kilka, w rodzaju historycznym, dobrze pomyślana i szcze* 
goły piękne" ^). W miarę zaś ściślejszego zaznajamiania się, 
rosła zażyłość i przyjaźń, podtrzymywana częstem spotyka* 
niem się na zebraniach literackich, które we wspomnieDiach 
Mickiewicza pozostawiły najmilsze wspomnienie, gdyż nie dbj* 
rżał na nich ani zazdrosnego współubiegania się, ani intere- 
sowanej nienawiści, tylko przyjazne usposobienie jednych 
względem drugich i chęć wzajemnego oświecenia się za po- 
średnictwem wspólnych czytań i rozpraw*). 

Poznanie świata dziennikarskiego w Moskwie podziałało 
na Mickiewicza dość silnie, pobudzając go do porównań cza- 
sopiśmiennictwa ojczystego z rosyjskiem. 

Poeta nasz zaczął zwracać pilniejszą niż dawniej bacz- 
ność na rozwój literatury polskiej; gdzie mógł. chwytał ów- 
czesne czasopisma, przeglądał poezye i artykuły prozą. „Z wieł- 
kiem upodobaniem" czytał dumki Bohdana Zaleskiego, ^śliczne 
tłomaczenie** „Elegij" Kochanowskiego i piosnek słowiańskicb. 
dokonane przez Brodzińskiego. Ponieważ w liście do Jeżow- 
skiego Zaleski „uczynił pochlebną wzmiankę** o Mickiewiczu, 
kazał Odyńcowi podziękować mu za pamięć i oświadczyć, iż 
mu najmilej było zabrać, choć uboczną i listowną, znajomość 
z tym, którego „talent wysoki oddawna ceni i uwielbia*. Po« 
lecal również złożyć Dmochowskiemu dziękczynienia za kilka 
numerów „Biblioteki Polskiej" i za „pochleb"^ ie 

o dziełkach" swoich; obiecywał przesłać „k..^. > 



») „Koresp.- IV, 91. 

'-*) „Melanges posthumes" I, 298; także .Dzieła' ^ 




I 

i 

A 

* — 329 - 

olwiek sztuczek* z nowych poezyj, „jeśli je p. Dmochowski 
jcsy w liihliotece umieścić*. 

O los ^Sonetów" swoich troskał się wielce. Widoczną 
.aż było rzeczą, że owo młodzieńcze niedbanie, z jakiem 
Kiszczat w świat pierwsze dwa tomiki, ustąpiło miejsca chęci 
cwiększenia sławy zdobytej i dobrego orzedstawienia się czy- 
telnikom. Przewidywał wprawdzie, „ze damy nie bardzo ła- 
skawie je przyjmą, że ogół czytelników niezbyt zachwycony 
będzie*, ale spodziewał się „jeżeH nie pochwały, to przynaj- 
mniej więcej względów znaleźć u klasyków". 

Niecierpliwie oczekując zdania o sonetach od Lelewela, 
do którego zgłosił się listownie po trzech latach milczenia, 
{Hsał do niego 7 stycznia 1827 r.: , Puściłem sonety na zwiady. 
Jak po owych piosnkach gminnych odważyłem się pokazać 
potworne Dziady^ tak i teraz jeżeli Sonety znajdą przyjęcie 
dobre, mam zamiar coś obszerniejszego w guście oryentalnym 
wypracować; jeżeli zaś owe minarety, namazy, imany i tym 
podobne barbarzyńskie dźwięki w delikatnem uchu klasyków 
łaski nie znajdą, jeżeli... powiem z Krasickim, że zasmucę się, 
ale będę pisał*. Donosił następnie o swoich studyach nad 
hisloryą i literaturą Wschodu, o czytaniu dzieł sławnego 
wówczas oryentalisty Hammera, o zabieraniu się do Indyj 
Wilhelma Augusta Schlegla. Nie zapominał jednak o Litwie; 
powieść z dziejów krzyżackich o Wallenrodzie już kończył 
i zamierzał ją dla drukowania przesłać do Warszawy. Skar- 
żył się tylko na zupełny brak książek polskich. „Jeżeli bę- 
dziesz mógł — pisał do Lelewela — upatrzyć kędy Stryjkow- 
skiego, a chociażby kupić (byle tanio), odłóż go na stronę; 
może wyprzedaż Sonetów pójdzie dobrze i będę w stanie 
zapłacić. Zrobiłbyś mnie wielką łaskę, polecając komu cząst- 
ki .j na rynkach lub licytacyach Wyboru Fisa- 
Ti u^jąc koszta na Sonetach [których czterysta kil- 
k jmplarzy przesłał do Warszawy], gdyż boję się, 
a •^\e zapomniał języka. A oprócz tego mam za- 
li "'^ iaką teoretyczną nad pisarzami naszymi 




— 330 — 

ml 

pracę... Żeby też Edward [Odyniec] kiedy udzieli! mi jatąiofl 
wiek nową broszurę warszawską. Od ti/lu lat nic ze śmeh/m, 
pism nie czytałem, oprócz kilku przypadkiem zbłąkanych w 
mansów... Ale co najważniejsza i w czem bez twojej pomocj 
nic począć nie zdołam, jestto projekt pisania o Barbarze R*^ 
dziwilłównie. Racz to zachować w sekrede, bo lękam się, abj 
mię zgóry nie okrzyczano, że śmiem tyle razy trakto^van| 
materyą dotykać i w szranki niejako z Wężykiem i Felińskiiii 
występować. Praca moja, jeśli ją uda się wykonać, będzie 
w innym nieco rodzaju, a przynajmniej kroju. Owoż nie mam 
żadnej historyi ani kroniki, ani wiadomości, ani żadnej rzeczy, 
które jego są. Ledwie śmiem prosić, znając, ilu pracami je- 
steś obarczony; wszakże, jeśliby niezbyt było trudno zrobić 
mały wypis o znaczniejszych w owym wieku osobacb i ich 
charakterach, o rodzicach Barbary, o Kmicie, Tarnowskim. 
Radziwiłłach itd. itd. wtenczas z łaski twojej mógłbym dzieło 
przedsięwziąć. Szczególniej osoby najbardziej przeciwne mał- 
żeństwu w senacie chciałbym mieć wymienione, z datami ich 
urodzenia, również jak szczegóły, jeśli są jakie wiadome, ta- 
jemnych króla zaślubin. Będę o to prosił archiwistów radzi- 
wiłłowskich, ale nie wiem, czy się uda co pozyskać. Czy nie 
zrobiono stamtąd jakowych wypisów do Pamietmkótc hisifj' 
rycznych [wydanych przez Niemcewicza] i czy nie możnaby 
z tych wypisów skleić jakiego wypisku dla mnie?" 

Gdy na powtórzone nalegania odebrał cztery numery 
Dziennika Warszawskiego^ zostającego wówczas pod redakcyą 
Jana K. Ordyńca, a uchodzącego za organ romantyków war- 
szawskich; gdy treść tego miesięcznika porównał z treścią 
Biblioteki Polskiej i z własnemi pojęciami o zadaniu takiego 
czasopisma, wpadł w ferwor krytyczny i napisał w liście do 
Odyńca (z marca 1827) ostrą filipikę „Per deos im'^ - 

wołał — wasz ten Dziennik nieszczęsny niepomału i- 

smucił. Jakaż-to mizerya! Najgorsza proza, najnier :e 

wiersze, źle wybrane artykuły, ostatnie w redakcyi ri 

niedbalstwo; wyjąwszy rozprawy Lelewela, \c\/\^^ n 




31 - 

wiadomości '), A jakie?, przy- 
; może Joachim [Lelewel] po- 
i waine badania? jak ty masz 
z Miodoboru i tlómacza Mignon 
^ i, tam, niechby został on sam. 

Witwicki wszakże ma talent, ale niedbalec, nie czyta polskich 
pisarzów, nitdo myśli, a wiele pisze, i jeśli nie spostrzeie się, 
pójdzie całkiem w Uum rymopisów. Gniewałeś się na Dmo- 
chowskiego, a ja go dziesięć razy wyżej kładę nad dzienni- 
karzów [t. j. autorów, pisujących do Dziennika 'Warseawskiego\. 
Dobrze po polsku pisze, głupstw nie prawi; recenzya na Hum- 
Dickiego Edypa'') wcale rozsądna; wiersze jego przynajmniej 
gładkie i poprawne. Dmochowski, jeśli będzie pracował, wyj- 
dzie na dobrego literata, i wolałbym, iebyś z nim się pobra- 
tał, aniżeli z owymi niby-to romantykami, od których zgłu- 
pieć można* '), Napominał gorąco swoich przyjaciół warszaw- 
skich, ażeby unikali deklamacyi w wierszach, mętnych obra- 
zów i niby-uczuć bez uczucia. Krytykował surowo te wady 
w poezyaeh Maurycego Gosia wskiego i Tymona Zaborow- 
skiego, który, jego zdaniem, powinien był „rymy pożegnać"*). 
Streszczając swoje uwagi w liście do Odyńca, przestrzegał: 
.Byron tak nie pisał, Goethe tak nie pisał, Trembecki tak nie 
pisał, Schiller tak nie pisał. To nie jest ani klasyczność ani 
romantyczność — to jest poprostu nonsens. Gdzie niema wy- 
raźnej, dobrze od pisarza zrozumianej myśli, gdzie niema 
prostego i niocn^o uczucia, tam mimo słów, flgur. nic nikt 



') Mickiewiez miał wtedy, jak wiJać z przytoczeń jego. następne 4 
zesiyty „Dziennika'; z sierpnia r. 18d<i, gdzie umieszczono jego sonet do 
Niemna atr. 183'ł, z października i listopada t. r., gdzie się mieściły roz- 
prawv Lelewela, wreaicie ze styczniii 1837, gdzie był wiersz Mickiewicza 
n "niku Karoliny Rzewuskiej napisany. 

1 Drut. w .Bibliotece Polskiej' r. IS^Jo. 1. II, atr. 73— lOt. 
.KorespondeDcya", t. IV, str. iK). 

.Korespondenoya*. t, II, 14S. Objał^nienie tam podane, że wiesz- 
V, ^liodoboni jest Goslawski — całkiem błędne. Wiersze, jakie Mick. 

I 'tacza, wyjęte są z poematu Zaborowskiego: „Dobremir i Aniela" 

z ■— wyjątek drukował .Dziennik Wrszawski' r. 18-26, a t. VI 57, 



1 



— 332 — 



nie znajdzie. Darujcie mi ten ton dyktatorski; pozwalam lą 
siebie nawzajem: tylko poprawiajmy się wraz, irhysmy si^i 
stali pośmiewiskiem nieprzyjaciół^. 

Wówczas Mickiewicz byl tak pokojowo nastrojony, I 
„roztrzepanego" Odyńca, który mu nadsyłał wieści z litetf 
kich obiadów czwartkowych u Wincentego hr. Krasiński«| 
musiał listownie napominać nieraz, żeby w propagaułkie r 
mantyzmu, mającego w Warszawie tak lichych przedstai 
cieli, był mniej żarliwym a więcej rozważnym. „Nie dńn 
się — pisał do niego — że Osiński, Koźmian i t. d. tak pH 
sadzają w nienawiści; proszę, abyś z twojej strony midi 
nich więcej uważania... Najbardziej ostrzegam, abyś zbytni 
entuzyazmem w pochwałach swoich nie obrażał t^o szan 
wnego zawsze, ale już podstarzałego areopagu. Broń tyO 
sam siebie; ja dalibóg mało dbam o ich komeraże; ia« 
wiele mam zblizka dotykających bied, żebym jeszcze nal 
dzieciństwa zwracał uwagę; ale donoś mi o nich dla deb 
wości". Musiał mu Odyniec pisać o jakichś bardzo niepi?) 
jaznych zabiegach owego areopagu, bo dodał: , Wszakże jei 
rzucą się do mizernych sposobów, o których wspomniaw 
będziemy się bronili". Mimo to jeszcze 14-go kwietnia lffi< ' 
wyrażał życzenie, ażeby Odyniec mniej się dąsał na klasjfcw 
i „nie tak zapalczywie bronił Schillera, który sam się obrou 
„Dobrze jest unikać dysput — zauważył Mickiewicz — '^ 
jeszcze umieć je spokojnie i bez goryczy prowadzić*. ^^ 
miast wyrażał radość, że Odyniec poznał się bliżej z BroflOfi* 
skim; prosił o wystaranie się o jego portret, jak nieronai 
o wizerunek Niemcewicza, Bohdana Zaleskiego i sameg^^ 
Odyńca; „pojmiesz zapewne — pisał objaśniając to żąd^^^^"^ 
ile mnie oddalonemu taka szczupła galerya może sprawić piC* 
jemności. Pan Bóg wie, kiedy moich kochanych znajomp 
obaczę: wiele osób, które szacuję, Pan Bóg wie, czy pozn^* 
kiedy; chciałbym mieć bliżej siebie ich cienie przynajmniej /• 

Wracając do sprawy sonetów, oznajmił Odyńcowi. » 

') .Koresp." IV, p. 95, 90. 





— 333 — 

^^ilnie zdanie Boro^^skiego, w Warszawie Brodzińskiego ^) 
fc^^i u niego ^w^aży, niż » wszystkie wykrzykniki wielbicielów 
j^rl^azmy przeciw^ników*, że posiałby chętnie egzemplarz 
^^S^i&skieniu^ ale że pierwej oba wiat się, aby to „nie miało 
^j de me^idier sa prołection^; że teraz, „kiedy już opinia 
łala sią*, uczyni to niechybnie i z prawdziwą rozkoszą, bo 
tego la\ent szacuje w^ysoko*, lubo wszystkich jego opinij nie 
^zie\a. Zadziwiła go mianowicie wielce przedmowa do prze- 
^^du pieśni słowiańskich, w której Brodziński, powstając 
Wciwko wyszukanej oryginalności, jaskrawemu malowaniu 
lnuętnych wybuchów i następującej po nich apatyi, potę- 
byronizmem przejęte utwory i zalecał jako środek zarad- 
wpatrzenie i wmyślenie się w pieśni ludów słowiańskich, 
Ine prostoty, uczuć rzewnych i łagodnych. Powoływał się 
tem Brodzińki na zdanie Pawła Szafarzyka, występują- 
o 'wówczas dopiero w charakterze zbieracza rzeczy ludo- 
wych, mianowicie u Słowaków, który również przeciwstawia- 
jąc pieśni słowackie „modą sławnym płodom*, nazywał by- 
roniczne utwory „pamaskimi wulkanami, które nas swym 
blaskiem i hukiem ćmią i głuszą, ale w końcu popiołem tylko 
rasypują". Mickiewicz nie chciał wierzyć, aby zdania o Byro- 
nie i wogólności o poezyi niemieckiej i angielskiej były wy- 
zoa.Tiienn wiary literackiej Brodzińskiego; pamiętał bowiem. 
Jak OB w rozprawie swojej o klasyczności i romantyczności 
Utnial wchodzić w ducha poezyi różnych narodów. „Owe dymy, 
popioły, fan taśm agory e, szataństwa — pisał do Odyńca — 
^trpatrywane w poezyach Byrona przez krytyków dziennikar- 
|$kich, którzy mnóstwem wyrazów chcą objaśnić wyobrażenie 
I dla nich samych ciemne, czas, aby już ustąpiły gruntowniej- 
j szyna uwagom". 

Obok tej obrony Byrona, którego wtedy był bezwarun- 
kowym, jak się zdaje, wielbicielem, Mickiewicz uderza na 
istotnie najsłabszą stronę w poglądach Brodzińskiego, to jest 

n Brodziński wyraził swe zdanie bezimiennie w „Gazecie korespon- 
deata" (NN. 71 i 7^)' i*^ *^ wykazał B. Gubrynowicz w „Para. Tow. lit. 
SOc" V 220 231. Było życzliwe, ale z zastrzeżeniami. 




— 334 — 

na ocenę charakteru Słowian i ich poezyi. .Nikt nie 
czy — mówił Mickiewicz — że w piosnkach słowiańskiefa 
dycha prawdziwa słodycz, delikatność i wesołość Anakn 
ale czyliż Anakreonta pieśniami ograniczać należy lii 
i jeszcze w czasach, które widziały Goethego, Schillera, 
i Byrona?". Zdanie Brodzińskiego, że ^wszelkie właściwie 
manty czne twory są dla nas obcą, przemijającą modą*, 
„olbrzymie wyskoki, żądza nowości, ów niepokój żądz i 
śli, nie mogą być dla Słowian, czyli — jak Mickiewicz to 
zumiał — że wszystko, co jest okropne, a nawet wzni< 
i tragiczne, przeciwi się charakterowi Słowian — zdanie 
wydało mu się zagadką taką, iż klucza do niej szukał u Odj 
który, będąc w Warszawie, mógł znać lepiej okoliczności. 
warzyszące napisaniu tej przedmowy. Domyślał się wszal 
Mickiewicz, że tu był cios i na niego i na jego naślado^rcój 
gdy Brodziński twierdził, że u nas ballady naśladowane i 
maczone z Anglików i Niemców wogólności smakowi nai 
dowemu mało odpowiadają i wróżył, że ta moda przemh 
Pocieszał się Mickiewicz tern, że do tych modnych poetój 
policzył Brodziński i Byrona, oraz zdaniem, że „dobry pi 
bywa niekiedy złym krytykiem" ^). Pod wpływem tego a moi 
i dalszych jeszcze listów ktoś bardzo zręcznie napisał arty] 
w „Gazecie polskiej'" ^), organie romantyków warszawskie 
odpowiedź na poglądy Brodzińskiego p. n. „Czy obudzanie w 
spokojnych i łagodnych ma być jedynem poezyi dążeniem^ 

Oczekiwane przez Mickiewicza recenzye „Sonetów* 
częły się w Warsza\rie pojawiać od marca roku 1827, gdj 
w Wilnie, jak i o poprzednich utworach naszego poety» gl^ 
bokie zachowywano milczenie. Najobficiej zasilaną była ,Gaj 
zeta Polska" zarówno w hiperboliczne pochwały, jak i w 
biazgowe krytyki i parodye nawet Redaktorzy j 
Bronikowski i Gębka, chcieli się widocznie okazać jn\ 

nymi, a przynajmniej dać możność wypowiedz'*' 




') ^Korespondencya", IV, 86. 

2) .Gazeta Polska" 1827, Nr. 160, 161. 



— 335 — 

wm najrozmaitszym. Jakoż zamieściwszy hymn pochwalny, 
iezbyt jasno i niezbyt logicznie napisany przez wspólzalo- 
'ciela aGazety", Maurycego Mochnackiego, który byl doktry- 
'rem naszego romantyzmu, niebawem wydrukowali odpo- 
^edż na len liymn, której autor (J. K.) wyrażał zdziwienie, 
-taiae arlyknly „z zawstydzeniem naszem** jeszcze ukazy- 
s\ę mogą. Następnie dali miejsce „Wierszowi do Adama 
|lickiew\cza po przeczytaniu jego Sonetów wydanych w Mo- 
pcwie* , nlo^ony przdz Mej-r z wyrazów cudzoziemskich i mniej 
^fijych frazesów, jakie się w „Sonetach** znajdują; lecz 
jirkrótce oglosiW „Wiersz do p. Mej-r po przeczytaniu jego 
tymów V7 Gazecie Polskiej", drwiący z niefortunnego autora, 
^ nadlo osobny artykuł p. n. „Z okoliczności wiersza p. Mej-r^. 
i Nie skończy! się jednak na tem spór o Sonety w Ga- 

fteie; prowadzono go tam i później długo jeszcze, ale już z po- 
(irodu recenzyj, jakie o nowym utworze Mickiewicza pojawiły 
jśią iwr innych pismach, a mianowicie w „Dzienniku Warszaw- 
|Skim*. Tu*) nauczyciel liceum krzemienieckiego, Teodozy Sie- 
;rociiiski, pomieści! obszerne swoje „Uwagi o sonecie wogól- 
ności z załączonym krytycznym rozbiorem sonetów Adama 
j Mickiewicza"*. Przedstawia! on się jako gorący wielbiciel ta- 
lentu poety, ale przebiegając szczegółowo każdy sonet, wy- 
mykał zwyczajem pedagoga wszelkie uchybienia przeciwko ja- 
[khoścI obrazów, logice myśli, poprawności wyrażeń. Ta kry- 
samą już objętością swoją niezwykła, poruszyła znowuż 
piór, które do „Gazety Polskiej" 'przygotowywać ar- 
zaczęly. Ciepliński, Sierociński, jakiś bezimienny oby- 
gizbemii kijowskiej i redakcya „Gazety Polskiej" wzięły 
udział w tej zaciętej szermierce. 

Innej strony niż ci wszyscy krytycy i recenzenci dotknął 
¥*ranciszek Salezy Dmochowski, który zawieszając wydawnic- 
two -Biblioteki Polskiej", uważa! za swój obowiązek prawie 
ostatnie jej karty ocenie Sonetów poświęcić ^), Nie szło mu 



n Dzienoit Warszawski^, 1827, zeszyt lipcowy, t. IX, str. 29-65. 
i) 'BibHotei^^ Polska" tom HI za r. 1826, wydany w 1827, str. 270—284. 



— 336 — 

tyle o estetyczną tych utworów wartość, ile o zaznaart 
wpływu, jaki na młode talenty wywierają usterki znakomiĘp 
poetów. Pomimo licznych błędów i w myślach i w stylu, 9| 
nety, zdaniem Dmochowskiego, byZy nowym dla Mickiewia 
wieńcem, ale dla naśladowców miernych mogły otwoflj 
a drogę przesady, udawanych uczuć, nadętych pomysłów*: r* 
gły „zatrzeć uczucie prawdziwej piękności, opartej na mak 
waniu natury i wybieraniu szlachetnych i zajmujących ołii 
zów, a zwrócić do mistycyzmu, do pomysłów pierzchającjt 
przed okiem rozwagi, jak mary senne, do nieoznaczanyc 
i wątpliwych frazesów, które częstokroć pod wielkiemi i sznfl 
mnemi słowy zupełnego braku myśli są dowodem^ W ii 
kończeniu, obrazom wschodniej natury w Sonetach przean 
stawił na wzór Brodzińskiego prostotę, umiarkowanie, szcae 
rość, patryotyczne natchnienie poezyi polskiej, zalecił dale 
w tym kierunku ją wzbogacać, przypuszczając, te ,najpi^ 
niejszym jego płodem będzie może Ziemiaństwo Koźmiana 
i wyraził nadzieję, że Mickiewicz, nie słuchając niebacznya 
chwalców, pozna, czego mu nie dostaje, że nie pogardzi wf 
pracowaniem stylu i smaku, że utwory jego j,nietylło o^ 
jaśnieć iskrami talentu, lecz ze wszystkich względów stauł 
się wzorem dla młodszych i zaszczytem literatury naszej . 

Krytyki nie zadowoliły Mickiewicza, szczególniej »» 
które pomieściła „Gazeta Polska". Donosząc o nich9cztfW^ 
1827 roku Józefowi Kowalewskiemu, wyraził się krótko i sta- 
nowczo: „Wszystkie pochwały i krytyki jedna w drugą P"" 
pie". Ale recenzye Sierocińskiego i Dmochowskiego ^^^ J. 
żnily go i osłabiły w nim spokój i rozwagę sądu, jaką ^ 
kilku miesiącami „roztrzepanemu* Odyńcowi zalecał. ^ ' 
wiając ostre zarzuty, robione mu w Warszawie, z t®^^^ ^ 
chwałami, jakie odbierał w Moskwie, z tymi L ^ 

kładami Sonetów na język rosyjski, jakie się ,Vtv ^, 
prawie tamtejszych almanachach** drukowały *), 'f ! 

opędzić przypuszczeniu, że Rosya posiada '^ ^^' 



») ^Korespond." IV, 99. 



— 337 — 

idenlowanycU i \iksztalconych dziennikarzy, aniżeli Polska. 

-Ha Boga! — pisał "wtedy do Odyńca ') — dajcie pokój tló- 

aczeniora poetów drugiego rzędu! Gdzież teraz oprócz War- 

01^7 Uómaczą L»egouve i Delilla, a co gorsza Milvoie etc. 

osyanie kiwają, głowami z litości i z podziwienia. Zostaliśmy 

ę o cały wiek w literaturze! Tutaj każdy nowy wierszyk 

^oethego obudzą powszechny entuzyazm, zaraz jest tlóma- 

«ony i komentowany; każdy romans Walter-Scotta natych- 

iiast w obiegu, każde nowe dzieło filozoficzne już jest w księ- 

jami, a u nas! Poczciwy Dmochowski uważa Georgiki Koź- 

Biana za ideał polskiej poezyi". Szczegółowiej wszakże po- 

^wnania tego nie przeprowadzał, nie mając całkiem dokładnej 

iriadoiności o czasopismach polskich. 

f O stosunkach zaś dziennikarskich w Rosyi wogólności 

flanw^ażył wówczas, że są tam dwie główne koterye literackie: 
|ietersburska i moskiewska, że ich organami, a nawet składem 
Icb płodów i opinij są czasopisma, że koterya moskiewska 
ł>rala vń.edj przewagę i dzieliła się na partye. O moskiewskich 
wydawnictwach, znanych sobie naówczas lepiej od petersbur- 
skicłL, taką Odyńcowi przesłał wiadomość w marcu 1827 roku: 
, Najstarszy żurnat Wiesinik Europy, dawniej redagowany przez 
Dterża\7ina i Żukowskiego, trzyma się pod Kaczenowskim 
ale upadł w opinii; ogłasza teraz prawie same statystyczne 
i liisloryczne artykuły; ma podobno BOO prenumeratorów. Od 
kilku lat zjawia się Telegraf, redagowany pracowicie, troskli- 
wie i cale nie ponaszemu. Biuro dziennika jest dobrze opa- 
trzone nowemi dziełami, mnóstwem gazet etc. Głównym re- 
daktorem jest Polewoj; teraz pomaga mu znakomity pisarz 
i bardzo dowcipny, i Warszawie znajomy, książę Wiaziemski. 
Telegraf ma prenumeratorów więcej tysiąca. Tego roku zjawił 
si ''sinik Moskotcslcij, Wszyscy prawie tutejsi młodzi poeci 

i ^^Jl należą do redakcyi; najglówniejszym pracownikiem 
j< *" łgodin, ale najsilniejszem wsparciem Wicstnika jest 
I t .. Są jeszcze w Moskwie: Źurnał damski kniazia 



: -espond." II. 147. 

i 22 



— 338 — 

Szalikowa, przedmiot żartów i epigramatów, ale ma jedifl 
300 prenumeratorów, jeśli nie więcej; Żurnaf spólezesnijk 
słoryi i statystyki Dwigubskiego, nie wiem, ilu liczy podpi 
sujących*. 

V. 

Stosunki literackie z Rosyanami poprowadziły nalurahi 
rzeczy koleją do wzięcia udziału w zabawach tego świata, a 
którego pisarze rosyjscy należeli. Żyli oni po większej częśf 
wśród arystokracyi, sami częstokroć do niej z urodzenia na 
leżąc. Dla Mickiewicza salony arystokratyczne nie bylj ]^ 
nowością; do obracania się w nich, do prawienia komplemeft 
tów i do mówienia po francusku miał już sposobność m* 
wyknąć choć trochę w Odessie; ale bądż-co-bądź nie stanO" 
wiły one przyrodzonego mu żywiołu, w którymby porusa 
się z zupełną swobodą. „Ja tu mam znajomości — pis« 
6 stycznia 1827 r. do przyjaciół — i od wielu osób doświad- 
czyłem przychylnych chęci, od niektórych przyjaźni i radbyifi 
zato wdzięcznością im odpłacić. Przeklęci, którzy nic niepia^,*"^ 
daruj, że Dziady zacytuję. Bywam i w salonach, ale tam me 
bardzo figuruję; nie dlatego, żebym nie chciał, ale źe ^ 
umiem. Gdybym dobrze tańczył, albo jakkolwiek tańczy!, ^ 
bym był temu; gdybym grał na flecie czy na gitarze, ^ 
szyłbym się jeszcze więcej; gdybym śpiewał, wyszecttbym ^* 
tem dobrze; komplementa jakkolwiek może potrafię z czasem 
klecić i nie zaniedbam w tem doskonalić się". Przyjac»w^» 
a szczególniej Czeczot, który i za czasów wileńskich łubu o* 
Mickiewicza zrzędzić, wyrzucali mu to marnowanie czasu n^ 
woskowanych posadzkach, a jeszcze bardziej przyjaźnienia ^'^ 
z Rosyanami, podejrzewając go, że zobojętniał '^^^ ' ^'^ 
z haseł filomackich zawartego w słowie: ojczyzna 

Przypuszczenia te ubodły Mickiewicza, ale gt ^' 
gniewały; list Czeczota czytał „z tem uczuciem, z j' ^^" 
słucha przestróg ojca staruszka, trochę dziwaka i v. 
humorze, a do tego w biedzie"; na zarzuty odpo^ ' 







J 



r 



— 339 — 



clo można, V7' liście pisanym do Orenburga, otwarcie i bez 
^tlnych wykrętów. Najprzód co do zabaw. „Zaprawdę powia- 
t^^ <^i — usprawiedliwia! się przed Czeczotem — że można 
^czyć, grać, śpieMvać i być grzecznym, nie zostając pasibrzu- 
:bem, \ można być pożytecznym dla drugich, a to jest naj- 
j(\4iJL^łĄ uadgTodą -wszystkich starań w tak małych drobnost- 
laick Prawda, że gdybym powrócił do Litwy naszej, może- 
^m )ak spuszczona sprężyna spadł na dawną kwintę, i kie- 
\fb^ m\ nlkl zewnątrz nie dokuczał, tobym sam sobie jaką 
tóed^ wynalazł i smucił się i gryzł znowu. Ja zacząłem być 
kesól u ojców bazylianów, a spokojny i ledwie nie rozumny 
w 3Ioskwie*. Powtóre, co do stosunków z Rosyanami. „Mi- 
łość nasze ku ojczyźnie — pisał Mickiewicz — okazywać bę- 
J&ziemy nie jak Don Kiszot, stojąc na gościńcu i wszystkich 
Wyzywając bez braku, albo siedząc w pustyni Czarnej Góry; 
ale tak jak król Karol W. rozkazał rycerzom swoim zasługi- 
wrać na miłość Angieliki. Mój Janku! możnaż z tem wysokiem 
i S2:Iachetnem uczuciem łączyć i wiązać szczegóły nic nie zna- 
czące? Obiady, tańce, śpiewania, mająż obrażać owę boską 
kochankę? Nie jesteś-że podobnym do chłopców stwołowickich 
którzy bijąc żyda każdego, chcieli mścić się za ukrzyżowanie 
Chrystusa, i czyliż nie dobrze ów żyd powiedział, że to nie 
ja, ale mirski kahał popełnił tę zbrodnię? Przez wszystko, co 
jest św^iętego! zniżasz się, Janku, do prawdziwej pedanteryi. 
Cytujesz Moabitów! Jakże? chciałbyś postarozakonnemu zem- 
stą ^wywierać na pierworodnych dzieciach, na psach nawet, 
bo Twidzę, że myszy nie oszczędzasz? Żebym ci jeszcze biblią 
zacytował: powiem szczerze, iż nietylko jestem gotów jeść 
trefny bifsztyk Moabitów, ale nawet mięso z ołtarza Dagona 
i Baala, kiedym głodny — i będę dlatego, jak byłem, dobry 
chnŁeścijanin". Zapewne Czeczot w swym spartańskim stoi- 
cyzmie wypowiadał ^mniej więcej taką zasadę, że lepiej jeść 
własną rzepę niż cudzy bifsztyk, bo Mickiewicz w odpowiedzi 
owej mówi dalej: „Pochwalam cię, że masz więcej od dru- 
gich stałości w znoszeniu biedy, że zajadasz obiady Kuryusza, 
że sam sobie tat/starczasz ; dobrze jest; ale jeślim sądził, że 

22* 



/ 



— 340 — 

lepiej i pożyteczniej byłoby ten sposób życia odmienić: 
to moje Diniemanie; możesz uznać za dobre lub posląpit 
ci się podoba; możesz swój sposób myślenia i życia dnii 
zalecać, ale nie narzucać, nie krzyczeć, nie przedrwiwać, | 
Pan Bóg wie tylko, czyje zdanie lepsze **. W tej różnicy m 
objawiła się bezwątpienia różnica usposobień Mickiewicza i Ca 
czota, ale zarazem i warunków, wśród których od rozstaa^ 
się swego przebywali. Czeczot w samotności, bez stosunków 
z szerszym światem, doświadczał wszystkich goryczy oddaleffl 
od swoich, a niechęć do tych, co byli sprawcami tego oddi 
lenia, wzmagała się z każdym rokiem, z każdym dniem, z ka» 
godziną; przy miękkim i wrażliwym jego temperamencie oj» 
nowy wała całą jego duszę, tak że w końcu wyrobiła sięwnifl 
we wstręt do wszystkiego, co tylko z wypadkami 1823/4 roo 
się wiązało. Przeciwnie Mickiewicz. Nie doznawał on wlasa 
wie żadnych zzewnątrz ucisków i prześladowań: w Oaes^ 
i Moskwie spotykał ludzi, którzy nietylko dobre chęci, ah 
i przyjaźń mu okazywali; poznawszy bliżej przedstawici«n 
inteligencyi, zaczął odróżniać dwa światy, dwa kręgi w spo- 
łeczeństwie, w którem i z którem żyć musiał; zaczął odrol* 
niać machinę państwową od narodu, a mianowicie szlacn - 
nych jego, pełnych liberalizmu wyobrazicieli. Z nim* tj^ ^^ 
się stosunkować uważał za rzecz miłą i pożyteczną, niiJą (^ 
biście, pożyteczną dla siebie i dla innych. Odczuwał on o\^ 
i cierpienia swoich spółkolegów rozproszonych po o^'^'" 
przestrzeniach, starał się im dopomódz i dopomagał rzec .• 
wiście; kiedy miał grosz, każdy z jego przyjaciół mógł ?^l 
z niego trzy czwarte", o ulżenie doU niektórym zabiegai ^ 
zabiegał skutecznie. Gdyby sam tylko był głodny ^ ^ ^^ ^ 
dynie przyczyny sięgał po bifsztyk Moabitów albo ściąga! rc 
do ołtarza Dagona i Baala, możnaby go słusznie o 
ność pomówić i zaliczyć do rzędu tych, co wszelkm ^^ 
bami kary ery szukają; ale on był głodny głodem s^ '^' 
jaciół, zmuszonych karmić się rzepą i chciał im si ^^ 
swoimi byt znośniej szym zrobić, może do kraju 
twić. „Trefnym" bifsztyku tego nazwać nam ^''^ *"^ 



J 



— 341 — 



rz Dagona i Baala ręką nie sięgnął Mickiewicz nigdy; jeżeli 
o gotowości wspominał, to chyba dla jaskrawszego wyra- 
enia swei głównej zasady, przeciwnej z gruntu maksymie, 
r^znawanej zdaje się przez Czeczota, że nie należy wogóle 
nieć iadnych z Moabitami stosunków, że nawet żyjąc wśród 
aich, potrzeba się od nich odgrodzić szczelnie na podobieństwo 

^asydów- 

Jak daleko szedł wówczas Mickiewicz w konsekwencyach 
^ lej zasady wynikających, jak rozumiał rolę swą czynną 
t-wŚTÓd :sloabllów i wobec ołtarza Dagona i Baala, tego po- 
t^wiedzieć nie możemy. Króciutkie zdanie, jakiem zakończył 
I ustęp, w którym jest mowa o tem, zbyt mgliste jedynie zro- 
dzić może przypuszczenia: , Czytam Fieska Schillera i historyą 
/jlachiawela- — tak lakonicznie wyraża się Mickiewicz. Zna- 
^ czy to zapewne, że poeta myślał o środkach wyjarzmienia 
narodu, ale do jakich w tym względzie doszedł wniosków 
i czy istotnie miał zamiar czynnie działać, nie objaśnia nas 
wcale. Brać to zdanie w ściśle literackiem tylko znaczeniu, 
jako zawiadomienie o przypadkowej lekturze, niepodobna, ze 

^c^zględu na ogólną treść listu. 

Z salonów w Moskwie najmilszym i najczęściej przez 
Mickiewicza odwiedzanym był dom księżnej Zeneidy Wołkoń- 
skiej. Kobieta ta należała do wysokiej arystokracyi ; jako 
ukształcona wielce, lubiła towarzystwo literatów i artystów, 
dom zaś swój przyozdabiała w wytwory sztuki. Miała piękny, 
pełny, dźwięczny kontraltowy głos i była potrosze literatką. 
Właśnie za czasu pobytu Mickiewicza w Moskwie pisała i od- 
czytywała w salonie powieść swoje p. t. „Olga". Nie miała 
jednak w sobie najmniejszej pretensyonalności. Malewski do- 
nosząc siostrom swoim o tej lekturze w „nielicznem" gronie, 
iadał wprawdzie, że wolałby słyszeć księżnę śpiewającą 
-"ytającą romans; ale dodaje, że czytała „bez pretensyi, 
_3ktacyi% i wreszcie romans znośny. „Nie znudziłem się — 
dalej — bardzo ładnie czyta po francusku, a co naj- 
jj dowodzi, ąu^elle a de Vesprit, to że czyta naturalnie". 
-ni i smak w m^ządzeniu domu a zarazem gościnność 




— 342 



1 



gospodyni opisał Malewski w słowach pełnych uznania. »1^. 
pani Wolkońska jest dziwnej dobroci osoba: zaprasza i zapra- 
sza, choć po całych tygodniach oczu nie pokazujemy. Daje 
wyśmienite obiady, śpiewa i zawczasu zamawia znowu na 
obiady, jak gdyby wiedziała, że bez tej przynęty nieprędto 
zawitamy. Gdyby można chodzić do niej nie w białej chustce, 
nie w białych rękawiczkach i choć z dwudniową brodą! Nie 
wiem, czy pisałem, że pokoje przerobiła, przemalowała zupeł- 
nie. Gdzie były czerwone aksamity, tam dziś zielone, gdzie 
zielone, tam błękitne; tak wszędzie nowości. Do tego przybyła 
une chambre grecąne oświecona etruską lampą, napełniona sta- 
tuami, posążkami i różnymi gratami starożytnymi. Za \ą 
chambre jest druga modernę, udrapowana białym muślinenit 
wymalowana przecudownie. Tam i toaleta. Wielkie zwierciadło 
owieszone miniaturami, stoliki z dyademami, bransoletami, 
grzebieniami perłowymi, brylantowymi etc. W kącie zamknię- 
cie z obrazami podług rosyjskiego obrządku... Widać bogactwo, 
ale nie etalage,., A jak tam ciepło! na schodach cieplej niź 
u mnie przy piecu...** ^). 

Salon księżnej był miejscem spotkania wszystlricii bar- 
dziej znanych osobistości ówczesnego społeczeństwa. Tu się 
zbierali przedstawiciele wielkiego świata, dygnitarze i piękne 
kobiety, młodość i wiek dojrzały, profesorowie, pisarze, re- 
daktorowie, poeci, artyści. Wszystko w jej domu nosiło cechy 
gotowości na usługi sztuki i myśli: odbywały się tu odczyty* 
koncerty, amatorskie przedstawienia oper włoskich i t. p. )• 

Wołkońska, starsza znacznie od Mickiewicza, powzicw 
dla niego siostrzaną, serdeczną przyjaźń, gotową do poświcce^^- 

• 

Być może, iż na dnie jej duszy tkwiło uczucie gorętsze, ja- 
kiem kobiety żegnające się z młodością darzą młodych Vi%^'' 
czyzn; ale umiała je, jak się zdaje, objawiać w takiej po^^aw. 
że ani ją ono na śmieszność nie narażało, ani też zc^' 



») „Korespond.'' III, 21. 

') ^Huskij Archiw." 1873, I; przytocz, przez Antonie^ J. 
nica^ (Zob. ^Rozprawy wydziału filoz.-hist. Akad. Umiej." 1. y*'^' 







'i 

J 



— 343 



tania żadnego na mężczyznę nie nakładało. .Gwiaździsty 

^ffirok" jej mógł zapewne światło wnosić do duszy poety, ale 

pro me paWl-, , najpiękniejsze czoło" mogło go zachwycać z ar- 

t-tfstycznego punktu widzenia, ale nie budziło w nim uwiel- 

Ińenia YocYianlta. Wprawdzie zwiedzając „Pokój grecki" w jej 

domu \ pod jej przewodnictwem, gdy stanęli przed posążkiem 

Amota ssącego „rubinowe piersi winogrona", zauważył, że 

grzecW jest minąć to bóstwo bez ofiary i prosił nimfy-prze- 

■ Nsodniczki, ażeby oboje przed niem .okazali się nabożnymi", 

i zaraz dodając, że nimfa chłodnym rzutem oka duszę poety 

.lecącą w rozkoszy kraj błogi, wypędza bez litości za nadziei 

'" progi' ; — ale w tym zwrocie poetycznym widzimy tylko sa- 

i łonowy komplement, tak samo jak w zakończeniu utworu, 

; w którym nlb, .a«6d ™6i ™.os„, maluje: 

Cóż opowiem %vrócony do śmiertelnych kraju? 
Ach, opowiem, że byłem wpół drogi do raju, 
Z duszą napoły tęskną, napoły radosną, 
Słyszałem już tę rajską rozmowę wpółj,'łośną, 
1 widziałem to rajskie półświatła, półcienia, 
I doznałem, niestety, tylko półzbawienia... 

- Wyszukiwanie igraszek stylowych, dla dowcipnego wy- 
rażenia myśli, przemawia za tem, że wiersz był napisany nie 
z gl^bi przepełnionego uczuciem serca, ale dla odwdzięczenia 
przyjaznego przyjęcia, jakiego doznał w domu księżnej, dla 
złożenia hołdu jej smakowi w urządzeniu mieszkania i dla 
wypowiedzenia naturalnie podziwu dla jej piękności, która nie 
byłaby dobrze oddaną, gdyby nie mogła była wzbudzić w sercu 
poety szybszych uderzeń i nie uzuch waliła go do pragnień; 
\ odsunięcie zaś i skarcenie tych pragnień przez nimfę-przewo- 
■ dniczkę stanowiło oczywiście rzecz konieczną w wierszu na jej 

napisanym, aby ją pomimo piękności wystawić jako do- 
lę i przykładną matkę. 

u księstwa Wiaziemskich, gdzie podobnie jak u Woł- 
I gromadziło się grono literatów, bywał także Mickie- 
•ówno w Moskwie, jak i w willi Ostafiewo, niedaleko 



k= 



od miasta poloionej '), ską 
eona: ,0 jasne, słodkie, t 
język nasz przelana. Jak z 
zostawaj nasz poeta na st 
wodzi t^o fakcik następn; 
wicz u księstwa kawę, iló 
torem. Nazajutrz Wiera V 
poety i jego towarzysza Me 
dzo grzecznym bilecikiem, 
tłómaczyla się, że dotąd n 
robienia nektaru, o jakiej 
przy śniadaniu przypomina 
się od przyjęcia daru, tem 
gnątby pozostać w Moskwi 
wór kawy; ale bilet Wiąz 
ścinności rosyjskiej, lubo 
o listy do siebie pisane, n 

Trzecim domem, czt 
i Malewskiego upamiętnioi 
jacy także cechę literacką, 
byl poetą '). 

Od czasu do czasu I 
talnego poety Dmitriewa, 
czas swą sławę liryczną, 
miał jeszcze zwolenników. 
jeden z sonetów Mickiewii 
gdyż mieszkał od nich dal 
bruku" — jak się wyraża 

Nietylko jednak ar 
pociągały ku sobie poetę; 

1 nam z nazwiska bo| 



') .Pofnoje sobranije socz 
wstęp, str. XLIX. CyUta 
') ,MćIange3 poslliumes' 
^) .Koreapondencya'' Ul, 
') Tnmże Ul, IS. 



m powierzchownym wcale nie- 
ę umysłem niepospolitym i wy- 
li swego literatów i uczonych. 
działu w rozmowie salonowej, 
zystkich przyjmował ochotnie, 
m spólczuciem. 

skich, w Moskwie zabranych, 
ki z panną Karoliną Jaenisch. 
1 z wieczorów u księżnej Wol- 

uczenia się języków i wla- 
zapragnęla umieć po polsku 
lardzo krótkim czasie zrobiła 
py. Zapalona czcicielka poezyi, 
3ię czcią i miłością dla swego 
zuł dla niej zapewne tylko ser- 
lie, zwłaszcza że o tym czasie 

było Bonawenturową Zaleską, 
la miłość młodej panny zaczęła 
wego poetę, tak, że w końcu 
■nia jej o rękę. Ale okoliczności 
lych chęci ^).. 
ikich byl Mickiewicz otwarty, 

1 wyżej go za to ceniono. Mó- 
pomimo pewnej melancholii, 

ffcipny. Mówiono raz o Mokro- 
lywal, że nazwisko to powinno 
nazwisko to skrócone wskutek 
Irym dotąd jeszcze nie slysza- 
sz poeta. W Moskwie po raz 
i prozą w języku francuskim. 
no mu kilka kartek z wypisa- 
ni. Mickiewicz wyciągnął jedne 

rus. bibl." przytocz, przez Benedykta 
vot- I. 2(ir>-273. 



i znalazł na 
dowaniu ar{ 

ciało jego, w 
Odessy wyni 
poczem „z t 
wspaniałą irr 
wiła obecnyc 
(spisany piiźr 
a garderobia 
ty mentalnego 
kochanego v 
rozebraniu w 
i drugiego, j 
doświadczeń ii 
Sanczo-Pansj 
rodniczy Bor 
i nad poetij 
uwagi trzym; 
prawie poeci 
wspoininaj;!C 
ale ci^ sami, 
malteńslwie 
ciwnie dnieje 
traconą dla i 
glośniejszii. n 
jak się umiz^ 
rzyć Sifiilr k 
się tam ws/y 
krates, aby p 
ale zato w k 
sarkazmów < 
do toj koiikli 
zofowie po s 

■) .Uu.ki 



r 



347 



aną. Damom pozostaje rzecz do rozstrzygnięcia, który z tych 
foch systemów bardziej się im podoba... Ja tymczasem wo- 
j^ za horodniczyin Borysem, który ma wielką kamienicę 
czystego dochodu dwadzieścia tysięcy rubli i pięćdziesiąt 
ipiejek* ^V 



\ M\a\ jednakże poeta nasz w Moskwie i towarzystwa pol- 
W» chociaż nieliczne. Była tam nieznana nam bliżej jego 
wzyiació&a* . Siostra jej zwała się Paulina z Rybickich Ma- 
jewska. Nie wiemy, czy była zamężną czy panną. Dla owej-to 
leznajomej sobie siostry „przyjaciółki" swojej napisał Mickie- 
Picz wiersz rozpoczynający się od słów: 

Przyjaciele wyrokiem smutnym rozłączeni, 

Kiedy im wszystko stawi na ziemi przegrody, 

Wybierają z pomiędzy niebieskich płomieni 

Wspólną gwiazdę za wiecznej powiernicę zgody'). 

W polowie stycznia 1827 r. przejeżdżał przez Moskwę 
loktór Siemaszko, przedsiębiorący podróż do Azyi w celach 
{M^Tcyrodniczo-badawczych. Do niego to odnosi się wiersz Mickie- 
wicza w stylu klasycznym napisany: „Do doktora S..." W po- 
lo ^Bvie roku 1827 zjechał do Moskwy brat Mickiewicza, Ale- 
ksander i zabawił dwa miesiące. Niemal równocześnie z nim 
przybyli znajomi z Odessy Bonawenturowie Zalescy, z którymi 
od czasu rozstania się zarówno Mickiewicz jak Malewski listowne 
ulrzymywali stosunki. Resztę roku tego przebyli oni w tern 
mieście, a wygnańcy nasi często jadali u nich obiady jak 
w rodzinie, zwłaszcza gdy zmienili mieszkanie, a nie zagospo- 
darowali się jeszcze. 

*) Tekst francuski ogłoszony w „Melanges poslliumes** t. II, str. 
71—78; tłómaczenie polskie, z którego podany jest wyżej wyjątek, wydru- 
kowane w .Dziełach' Mic. t. V, str. 231—^230. Wydawca, Władysław Mic- 
'• kiewiczt powiada, że drukuje tę dowcipną traszkę z autografu. Domysł je^'o 
1 2g wzmianki o ulicy Twerskiej wyciągnięty, że rzecz ta powstać musiała 
w Moskwie, uważam za trafny. 

») .Dzieła* Mick. V, str. 9, 10. 



— 348 — 

Bylo to w maju. Jeżowski, który potrzebował ciszy 
zwyczajnej i osobności zupełnej, przeniósł się do rządo! 
lokalu w uniwersytecie, gdzie miał posadę. Odtąd Mictó 
pozostał tylko z Malewskim. Zamieszkali oni w pałacu 
zumowskiego, który w r. 1826 podczas obrzędów korom 
nych zajmowała cesarzowa Marya. W jednym z więl 
drewnianych pawilonów zajęli dwa pokoje z kuchnią, 
szedłszy dziedziniec, mieli „ wspaniały, nieco zapuszczony, 
gielski ogród, przerżnięty napół rzeką Jauzą, i o kilku sadzaj 
kach**. W dni świąteczne zjeżdżały się tam dwa światy:] 
beaii monde i le monde d harhe (tj. kupców, burłaków); w^ 
powszednie ogród ten bywał prawie pusty, zwłaszcza zrafi 
Rozkoszowali się wtedy wsią, i to wsią piękną — jak mól 
wygodniś Malewski — „bez gdakania kaczek, kwiczenia p« 
siat, bez wrzasku ochmistrzyni etc* Doskonale to było mi 
szkanie, dopóki nie nastały zimna. Wtedy musieli się z nią 
wynieść, ale nie trafili na lepsze. Muza Adama .dzwon! 
zębami", a proza Malewskiego „nie lepiej" się miała*). W^ 
kich razach ciepłe pokoje u Wołkońskłej, a polskie obiad 
u Zaleskich były dla nich doskonałym środkiem zaradayB 

Z początkiem listopada 1827 roku przybyła do Mosk« 
z zamiarem dawania koncertów sławna już wówczas nawi 
w Europie fortepianistka, Marya z Wołowskich Szymanowsil 
Była to kobieta 32-letnia, bardzo jeszcze piękna. Rozwiódlaj 
się z mężem w r. 1820, zaczęła w różnych miastach ear(cq 
skich z talentem swym się produkować i wszędzie wywoij 
wała zachwyt nietylko tłumów, ale i takich mężów jak Go^ 
tlie, który na cześć jej ładny wierszyk napisał. Dochód z tyd 
artystycznych popisów obracała na wykształcenie trojga dflfii 
swoich: Heleny, Celiny i Romualda. 

Polacy, mieszkający w Moskwie, dowiedziawszy ^ 
o przyjeździe artystki-rodaczki, z zapałem ją przyjęli; a Btf 
syanie bynajmniej im w tym względzie nie ustępowali. ^, 
kiewicz i Malewski czy to w salonie Zeneidy Wolkoński«| 



') .Korespond.- IH, 17, 21. 




r 
) 

k 



— 349 - 

W gdzieindziej rychło zapoznali się z fortepianistką i jej 

rórkami, które, jak się wyraził Malewski, były już dorodne 

% jeszcze pisklęta '), a które w losach obu niemaloważną 

^ialy odegrać rolę. Obaj byli przez Maryą bardzo mile widziani; 

a nieba^fetn Mickiewicz pozyskał w niej zapaloną wielbicielkę, 

^słSTratającą się zresztą lepiej po francusku niż po polsku, Ma- 

Ae^reki zaś — serdeczną przyjaciółkę. Mickiewicz napisał na- 

ó^^czas "wiersz, w którym robiąc alluzyę do hołdu składanego 

•króYowei lonów* przez europejskie znakomitości, wyraził za- 

Tazem przekonanie, że słowa jego przyjaźnie będą przyjęte 

' "jako w rodzinnym języku wypowiadające cześć dla Polki ^). 

Niedługo jednak mógł w tym roku korzystać nasz poeta 

[ z towarzystwa i muzyki Szymanowskiej; nie doczekał się na- 

' wet jej pierwszego koncertu. Książę Golicyn udawał się z dniem 

1 grudnia do Petersburga; Mickiewicz i Malewski pojechali 

jego orszaku; poeta dla „Konrada Wallenroda", przyjaciel 



Jego dla szukania posady zyskowniejszej. 

Troskliwość Szymanowskiej towarzyszyła im nawet 
XV drodze. Już 4 grudnia pisała nasza artystka do Malew- 
skiego: „Kolonia polska przypomina się pamięci pana Fran- 
ciszka, którego odjazd wraz z panem Adamem zasmucił nas. 
Przyzoaję się do winy, że często mówiłam: niech sobie Ma- 
le^wski zmarznie, aby Mickiewiczowi ciepło było. Otwartość 
ta. do^^odzi ci, szanowny spółziomku, że oceniam twoje gor- 
Uv?'ość i całą przyjaźń dla swego towarzysza podróży i nie- 
szczęść, i wiem, że mu daleko lepiej życzysz niż sobie". Do- 
nosiła przytem, że drżała przed wystąpieniem na estradę kon- 
certową, ale otrzymała miłą nagrodę za swe utrapienia, gdyż 
pi^yJC^^ J^ życzliwie i z odznaczeniem ^). 



\ 



^Korespond.'* III, 23. 

Wiersz ten rozpoczynający się od słów: „Na jakimkolwiek świata 
jiela^' koóeu" po raz pierwszy był drukowany w „ Noworoczniku li- 
;_. na r. 1831, str. 56. 

,Korespondencya'' III, 30. 



360 — 



VI. 

^Konrad Wallenrod** byl już w styczniu 1827 roku u 
ukończeniu. Z początku miał go poeta przesiać do Warsaiij 
przez brata Aleksandra, który, jak wiemy, latem poszukując 
posady, przybył z Petersburga do Moskwy. Tu bowiem poeta miał 
trudności z cenzurą; Kaczenowski już się nie zajmował obo- 
wiązkami cenzorskimi, a nikt więcej w tym urzędzie nie lunial 
po polsku *). Ale wkrótce Warszawa wydala mu się nieod- 
powiednią, bo „i daleka i trudne związki i niewielka wr- 
przedaż". Zaczął więc liczyć na Petersburg; posłał tedy poe- 
mat Anastaziewiczowi, ażeby go occnzurowal; ale drukować 
go chciał w Moskwie. Pisał w tej sprawie do dawnego swego 
w Wilnie kolegi-plenipotenta, Maryana Piaseckiego, przezwa- 
nego Kudrawym: „Udaj się do szanownego cenzora i pros, 
ażeby rychlej przeczytać raczył. Jeśliby niewiele było do od- 
mienienia, mógłbym jeszcze przerobić; jeśli zaś całkiem nie- 
podobna, albo w znacznej części obcinać wypadnie, wtenczas 
nie podając urzędowo do cenzury, zwróć mnie rękopism. Nd. 
dawaj baczność, aby nikt prócz ciebie nie czytał i nie widziai 
tego poematu. Możesz dać do czytania Chodźce Aleksandrowi 
pod słowem honoru, że on nikomu nie będzie czytał i s<*^^ 
nic nie wypisze. Ostrożności te są konieczne* ^). Gdy się do- 
wiedział, że jeden z jego odeskich znajomych, Gotard Sobań- 
ski, bawiący w Petersburgu, ma zamiar zająć się winiettą 
do „ Wallenroda **, przesłał mu listownie wskazówki, dowo- 
dzące, jak poeta nasz dbał o wierność w szczegółach, dziejo- 
wych. „Zwlekałem dotąd — pisał on, polecając Sobansb^^^ 
jadącemu do Petersburga, Polewoja, jako dobrego czlowieto 
i przyjaciela Polaków — przysłanie modelu kostiumów, " ^^ 
je tu dostać; spodziewam się, że w Petersburgu wi^^' ^ 



*) ^Korespondencya**, II, 145, 146. — Nazwa cenzora F 
tu podana, widocznie mylna. 

') „ Korespondencja " I, 18. 



^ 



r 



- 351 — 



Izie łatwość. Trzeba wyszukać kroniki Duisburga; Polewoj 
Danie to przyrzeka. W tej kronice, na czele, jest rysunek 
flrielldego mistrza Krzyżaków i jego kapelana. Są-to właśnie 
Dsoby poematu, które chciałbym na winietce umieścić. Wielki 
mistrz ma mieć lat trzydzieści kilka, chudy i twarzy ponurej. 
W celi zakonnej widać łóżko zakryte skórą zwierzęcą; na 
ścianach widać luk, piki, szable; stolik pośrodku; na nim parę 
butelek i puhar niedbale porzucony. Kapelan zakonu — sta- 
rzec lat sześćdziesięciu. Sytuacya jest następna: Wielki mistrz, 
zamknięty w celi, lubi przebierać miarę w napoju; wtenczas 
wpada w pewny rodzaj gwałtownego uniesienia, porywa lu- 
tnię i śpiewa, a jeżeli rycerze znajdują go w tem położeniu, 
przestaje śpiewać, gniewa się, grozi, bluźni bezbożnie. Naten- 
czas kapelan naprzeciwko usiada i, wzrok surowy utopiwszy 
w obliczu Wallenroda, rozbraja jego gniewy. Na winietce 
tedy schwycić należy ten moment. Właśnie kilku rycerzy 
drzwi odmyka: Wallenrod ciska na ziemię lutnię i, stojąc 
przy stole, gniewnie pogląda; kapelan stoi naprzeciwko niego, 
ręce założywszy na piersiach i spokojnie patrzy w oczy wiel- 
kiemu mistrzowi" *). 

Na dochody z tego nowego utworu liczył Mickiewicz 
bardzo: bo przedaż Sonetów z powodu samowolnego a tań- 
szego przedruku, dokonanego przez Piątkiewicza we Lwowie, 
nie obiecywała wielkich korzyści. „Trzeba więc o czem no- 
wem myśleć — pisał do Józefa Kowalewskiego — i na gwałt 
drukować, aby było czem Wańków tutejszych z drążkami 
ł roznoszczyków z kłubniką i ziemlaniką opłacać, nim drukarz 
jaki znowu mnie nie podgoli!...** Przemyśliw^ał istotnie poeta 
różne projekty. Pisał „nowe poema dosyć dziwaczne, na bar- 
dzo rozlała skalę", nie wiedząc, czy będzie kiedykolwiek 
dr Tanę, a pisał „z większą niż kiedykolwiek rozkoszą, bo 
tu » dla samego siebie, bez żadnego na nic względu". 
Zs ial wydawać pismo peryodyczne polskie, poświęcone 

iorespondencya* I, sir. 25, 26. 




r 



— B53 — 



^ tych projektó\v, których urzeczywistnienie mogło sig 
P^l^ nadlugo, naJT^ięcej się zaprzątał myślą wydania poe- 

x^ne ros^cy i polscy nieraz przeciw niej publicznie powstawali; dotąd 

^J^ było prawdziTwrej, pożądanej wymiany naukowych płodów, pomimo, że 

^ 0ody, znajdując tożsamość gruntu i nieba, przesadz(3ne umiejętnie, zawszeby 

^^ pomyślnie przyjmowały. Redakcya przyszłego dziennika w Moskwie, przy 

j^^Aviiionei sobie pomocy rosyjskich uczonych, przy łatwości nabywania 

^^ek i pism peryodycznycb rosyjskich, starałaby sie dawać poznać cel- 

wejsze dzieła, w tym języku ogłaszane, i tym sposobem przyciągnąć ku 

aiia uwa^ę polskich czytelników, kiedy tymczasem mogłaby się słusznie 

)|K)dziewać, że zjawienie się polskiego dziennika w Moskwie zaclięciloby 

Jk&>yan do poznawania polskiej literatury. Nadto, gdy troskliwość Kzadu 

I^Tirorzyla teraz w wydawanych kilku pismach peryodycznycb źródła dokła- 

■bych wiadomości o wzroście w Państwie przemysłu i handlu, redakcya 

nie zaniedbałaby z nich korzystać i o tych ważnych pomyślności krajowej 

2n!idlach pożyteczne i wiarygodne doniesienia ogłaszać "*. 

-Obu tTch tvlko co wymienionych celów redakcya zamierza dosta- 
pićr ustanawiając w piśmie swojem trzy oddziały: 
I- Literatury i sztuk pięknych. 
II. Nauk historyczno-politycznych. 
II L Doniesień i wiadomości*. 

„W obu pierwszych oddziałach mieszczone. byłyby, stosownie do po- 
wyzazycłi zamiarów, już to wypracowane w szczególnych przedmiotach roz- 
l»ra^vy, juz to rozbiory dzieł krytyczne, już to wiadomości o dziełach w kształ- 
cie icyciągów i przekładów, już nakoniec żywoty ludzi, którzy się dla nauk 
scc^^-ólnie zasłużyli. W oddziale literatury za stały poddział przyjętą jeszcze 
//ędzie literatura starożytna grecka i łacińska**. 

„"W drugim oddziale nauk historycznych i politycznych wzgląd hi- 
storyczaiy przemagać będzie w tych nawet pracach, które ściągać się mają 
«V> postępów spółczesnej cywilizacyi, objawiającej się we wzroście przemy- 
*4łn. w nowych kierunkach handlu, w działaniach kredytu i t. p. Rozbiór 
tych przedmiotów pod względem politycznym i wogóle to, co się do poli- 
tyki spółczesnej odnosić może, pozostanie obcem dla przyszłego Dziennika". 
• W oddziale doniesień mieścić się będą wiadomości o nowych wy- 
1 »»caf odkryciach, pracach uczonych towarzystw, o stanie naukowych 

: dów, doniesienia bibliograficzne i statystyczne, do przemysłu i bandlu 

-^^ce się". 

^Wiadomości o Rosyi czerpane będą z dzieł w Państwie ogłaszanych, 
mości o literaturze zagranicznej z dzieł i pism drogą handlu ksiegar- 
'"*» poczty krajowej dostępnych*. 

1"inik nosić będzie tytuł: /rw, dzietinik poświecony Hyniejefno- 



mu ,wsz( 




s 



— 35B — 

^^^wego, osiadali tu dla karyery; wreszcie uczeni i belle- 

r^^>: jak Józef Sękowski, Tadeusz Bulharyn, szukali tu i znaj- 

f^.^^1 daleko lepiej niż w kraju uposażone posady w uni- 

^ersytecie, albo zyskowne przedsiębiorstwa w dziennikarstwie. 

Ifeklórzy, jak dopiero co z nazwiska wspomnieni, zapominali 

^ Kraju rodzinnym, stawali się pisarzami rosyjskimi i całko- 

^cie przystosowywali się do otoczenia. 

Mickiewicz, robiąc starania o pismo i „Konrada Wal- 
l^oda*, poszukując stałej jakiej posady, poznał się natu- 
ie z glówniejszymł przedstawicielami kolonii polskiej. 
lazł lu dawnych znajomych: Przeclawskiego, Sękowskiego, 
dają Malinowskiego, Adama Rogalskiego, oraz trochę 
Mniejszych z Odessy i Krymu: Henryka Rzewuskiego, żo- 
tego już wówczas z Julią Grocholską, i trzech Sobańskich. 
ledzy i znajomi zauważyli w nim zmiany znaczne, ale ko- 
stne. ,Po tylu latach niewidzenia się — pisał wtedy Jli- 
olaj Malinowski, który dla studyów historycznych przesia- 
ywal w bibliotece cesarskiej — po tylu zobopólnie dozna- 
jhycii nieszczęściach, z braterskiem uczuciem rozrzewnienia 
^Jtaliśnay siebie nawzajem. Mickiewicz zewnętrznie cokolwiek 
"■mienił się, zapuści! bakenbardy; to go poważniejszym czyni. 
ra zdrowsza; nieco zmężniał; odmienił się, ale na swoje 
orzyść. W towarzystwie nie jest jak dawniej ekscentryczny, 
owszem bardzo swobodny i ujmujący. Tych nawet, którzy 
niej mają prawa być ze strony jego z uprzedzeniem trak- 
towani, bardzo uprzejmie przyjmuje. Talent jego dojrzał; roz- 
mowa zasilona i tem, co widział, i co czytał, nosi nadto pię- 
tno jego bogatej imaginacyi. Lubi teraz mówić dużo; jego 
.glos często sam tylko słychać w zgromadzeniu i każdy skwa- 
pliwie ucisza się, aby go słuchał. Prawdziwie napełnia mię 
V "j dnmj, że byłem kolegą Mickiewicza i że jestem jego 

1 cielem* *}. 

pośrednictwem dawnych porobił nowe znajomości. 
ńerwszy eh av tym kierunku, może w myśli szukania 

Cnrespond." t. DI, 3^^^ 39 




^iłuż 

kret 

PeU 
<lzie 
ścią 
Cho 
piaE 
w I 
rah 
zyi. 
Mik 
nyc 

zaw 

tak 



czy 
len 



ply 



do 
od 
Po 

py 

■ N 
Ch 



OOi — 

lego ze znanych sobie gatunków poetycznych, nie mógł go 
j swojemu ocenić! Zato wszyscy przytomni tylko przez cześć 
ia zacnego starca, nie drażniąc go sprzeczką, czuli się wy- 
iko nastrojeni przy słuchaniu urywków z poematu. 

Od tego wieczoru rozpoczął się szereg biesiad i szereg 
mprowizacyj Mickiewicza, nie przerywanych uwagami tego 
odzaju, jakiemi Chodkiewicz ochłodził temperaturę pierw- 
Bego wieczoru. Poeta czuł się zdolnym do bardzo długich 
\ poważnych improwizacyj i nie dawał się o nie bardzo pro- 
ftć; zapisywać ich tylko nie pozwalał, mówiąc, że » szelest 
pióra niszczy w nim złudzenia poetyckie". Treść ich jednak 
Iffzechowala się do naszych czasów, gdyż Mikołaj Malinowski, 
uczestnik wszystkich biesiad, urządzanych na cześć Mickiewi- 
cza, miał zwyczaj spisywać po łacinie wszystkie doznane wra- 
tenia, prowadząc szczegółową kronikę swego pobytu w Pe- 
tersburgu. 

Pierwsza improwizacya petersburska odbyła się 15 gru- 
dnia. Poeta uległ prośbom wszystkich obecnych; ale w usku- 
tecznieniu znalazły się przeszkody. Przywykł on improwizować 
przy dźwiękach fortepianu; tymczasem w mieszkaniu go nie 
było; sprowadzać zdało się zapóźno; wynaleziono gdzieś cze- 
kan i przy jego odgłosie zanucił Adam kilkanaście zwrotek 
wesołych, żartując z różnicy czasów obecnego i przeszłego, 
kiedy śród dziewic, śród towarzyszów mówić przychodziło: 
wówczas, gdy rymu brakło, podsuwał go którykolwiek z ko- 
legów znających serce poety, rozumiejących jego yy/^yk; teraz 
śpiewać mu trudno: pierwszy raz niektórych widzi, lęka się 
znaleźć wrogów literackich, którzy bez sądu, bez miłosierdzia 
wołają nań: crucifige; woli więc być poetą na zawołanie, 
chce śpiewać na urząd, bo tacy lepiej od tandetnych wycho- 
dź .rosił więc, aby mu podano treść pieśni. Józef Olesz- 
ki '2z, malarz, zacny, dobroczynny człowiek, mistyk z uspo- 
^ S( lia i przekonania, znany Mickiewiczowi jeszcze z pierw- 
V a pobytu w Petersburgu r. 1824, podsunął myśl psalmo- 
I d ^rżenia. „Po tylu przykładach wielkich i małych poe- 

t \j .,«, lub zaczynali lub kończyli swój zawód na śpię- 



[ c> 
rad 
>sta 
anii 
n^( 
od 



gro 
ryn 
tort 
isU 
icg 
■pr 
W 
pć 
■:la 



. M 
pici 
wyi 



ieg( 
ml 

ilal( 



— 859 - 

Oglądy światowej, przez Sapiehów spokrewniony z kwia- 

^ arystokracyi polskiej, oraz Leon Sapieha, brat księżnej 

jiamowej Czartoryskiej, „serdeczny chłopiec** i doskonały 

SŁiurzysta, którego cesarzowa zawsze do tego tańca z sobą 

jjb\erala. 

Grono złożone z 40 mniej więcej osób złożyło składkę 
,,^>05tano\vilo obchodzić uroczystość wigilijną wspólnie, łącząc 
nią uczczenie poety. Zaproszono wymienionych powyżej, 
^^iz Aleksandra Orłowskiego, Józefa Oleszkiewicza. Za pierw- 
lem ukazaniem się gwiazdy wigilijnej zebrali się do obszer- 
;o i pięknie przystrojonego mieszkania Adama Rogalskiego, 
ór^o Mickiewicz znał jeszcze w Wilnie jako studenta, pró- 
yącego sil swoich w literaturze. Po zwykłej obrzędowej wie- 
przy, zaczętej od rozłamania się opłatkiem, gdy Linowski, 
en z wyższych urzędników w sekretaryacie królestwa pol- 
ikiego, usiadł do fortepianu, jakaś zaduma ogarnęła wszyst- 
kich , a Franciszek Malewski, „wpatrzywszy się w oblicze 
jAdama^ powiedział, że spostrzega w nim przebudzające się 
liatchnieme. że jeśliby poeta w tej chwili był wezwany do 
improwizacyl stworzyłby coś nadzwyczajnego". Książę Leon 
Sapieha, w imieniu całego grona, prosił Mickiewicza o impro- 
"wi^acyą. Malewski zajął miejsce Linowskiego przy fortepianie 
i zaczął przygrywać na ulubioną nutę; Adam zaś rozpoczął 
opiewać .pyszną pochwałę Litwy, jej dawną sławę nabytą 
przewag-ami oręża, jej życie przesądne, poetyczne, ale wysokie, 
jej zliczenie się z narodem sąsiednim, szlachetnym i światłym, 
postępy wiary, złagodzenie obyczajów, nabycie swobód — 
w5zystko-to w obrazach okazałych, prawdziwie poetyckich". 
przenikniętych głębokim liryzmem. Ale dopiero gdy przeszedł 
do czasów Zygmunta III, ukazał się poeta „w najświetniej- 
sr--— blasku swego niezrównanego talentu, w nagłym rzucie 
. ^ eniwszy ten zadziwiający szereg wielkich mężów, którzy 
t niętne panowanie ozdobili; wystawił króla powracają- 

< długich bojów, w których oręż polski nową okrył się 

chcącego wytchnąć w spokoju, ale wprzódy jak zachętę 
f /»/ivraIebnych chcącego udzielić wieniec zasługi naj- 



r 



— 361 ^ 



ać; spodziewał się bowiem, że tragiedya będzie wj^powie- 
liana wierszem trzynastozgłoskowym. Ale na przestrogę lla- 
>wskiego, papier i ołówki poszły do kieszeni, a wszyscy sku- 
m uwagę, wytężyli wzrok na mówiącego poetę, który dekla- 
DOwal ,z nieścignioną gwałtownością". Treść zasadnicza tej 
mprowizowanej tragiedyi, której sceny Malinowski uważał za 
równoważne „pod względem mocy i piękności wierszy" z naj- 
irytwomiejszeini scenami Szekspira, była następująca: 

Rzecz rozpoczynała się od rozmowy między sługą Zbo- 
rowskiego, Wacławem z Rogozina, a dozorcą więzienia. Wa- 
daw, który życie swe poświęcił domowi Zborowskich, który 
Samuela jak niemowlę na ręku piastował, nie widzi w nim 
przestępcy, ale potomka swoich dobroczyńców; lęka się znie- 
wagi, mającej dom znakomity splamić; rozumie, że i własna 
jego cześć ucierpi, że i na jego siwą głowę część hańby 
i wstydu spadnie. Przeciwnie dozorca więzienia, od lat trzy- 
dziestu osw^ojony z widokiem cierpień, samem długotrwałem 
pełnieniem smutnego obowiązku pozbawiony ludzkiego uczu- 
cia, więźniów swych uważa za rzeczy oddane mu do scho- 
wania, i kiedy z rozkazu zwierzchnika wydaje ich na ruszto- 
wanie lub wypuszcza na wolność, nie doznaje wcale ani 
smutku ani radości. Po długiej rozmowie, urozmaiconej po 
Szekspirowsku rubasznymi żartami dozorcy, Wacław wpusz- 
czony do więzienia staje przed Samuelem i zachęca go do 
ucieczki. Charakter bohatera śmiały, w podstępach zaprawny, 
wyjawił się tu w mowie tak doskonale do jego usposobienia 
zastosowanej, że „wszyscy sądzili, iż samego Zborowskiego 
widzą i słyszą". Gdy zaś poeta o potędze króla, o znaczeniu 
i powadze Zamojskiego jął rozprawiać w duchu tłumów, zdało 
się obecnym, że to Zborowski mówi nie w więzieniu, ale 
w Miczu samowolnej szlachty, na zgromadzeniu koła rycer- 
sl o. Głośne okrzyki uniesionych słuchaczy były świadectwem, 
Yi "'*~3 na nich scena ta wywarła wrażenie. 

j krótkim przestanku rozpoczął poeta nanowo. dekla- 
r scenę między Gryzeldą Zamojską i Zborowskim. Przy- 
f * '%« j^Q Zborowski często przebywając na dworze Ste- 



— 362 — 



1 



fana Batorego „w Białej **, w młodości swojej zakochał sś 
\x synowicy książgcej, że wszelkich starań dokładał, aby walS 
nością przysług wyświadczonych Batoremu zezwolenie jeg& 
otrzymać. Gryzelda niewinna, spokojna, czule przywiązana, afe 
lękliwa, kochając nawet, z trwogą poglądala na burzliwy umjń 
Samuela. Jego długa niebytność w Białej, dojrzalszy wiet 
księżniczki, rozkaz ojca, wola stryja i nakoniec ^niebezpieczne 
poruszenia" Samuela, awanturnicze zamachy na kraj w jano- 
wie z kozakami, włóczęgi włoskie, doniesienia o źjciu niepra- 
wem i zbrodniczem, zatarły w sercu Gryzeldy pamiątkę daw- 
nej życzliwości i łatwo skłoniły ją do oddania ręki mądremu 
w rodzie, walecznemu w boju, przyjacielowi króla, kochankowi 
narodu, Zamojskiemu, który czułością i postępowaniem szla- 
chetuem najskuteczniej potrafi przytłumić w sercu Gryzeldy 
słabo tlejącą iskierkę pierwszej miłości. Doznała ona najwyż- 
szego szczęścia , „jakiego niewiasta pragnąć może: została 
małżonką wielkiego człowieka". Ale skoro doszło do jej wia- 
domości, że Samuel w kajdanach jęczy, ona bez względu na 
skutki, wchodzi tajemnie do jego więzienia i czułą namową 
chce go skłonić, aby uniknął ucieczką śmierci haniebnej. Kiedy 
Samuel wyrzucał Gryzeldzie, że jest szczęśliwą, że odważyła 
się serce swoje otworzyć uczuciom łagodniejszym, że nie pała 
nienawiścią ku temu, który zniweczył cały gmach szczęścia jej 
pierwszego kochanka; kiedy jej wyrzucał, że cieszyć się od- 
waża okrzykami radosnymi ludu, witającego żonę swego bo- 
hatera; kiedy malował wspaniały, porywający za serce obraz 
wjazdu Gryzeldy do Krakowa po każdem nowem dobrodziej- 
stwie, które korona z rąk ulubionego syna swojego brała, 
zdawało się wszystkim, że są obecni na tej uroczystości naro- 
dowej, że wołania wdzięcznego ludu obijają się o ich uszy.« 
Gryzelda jednem słowem wyprowadza Zborowskiego z N*^i" 
i omamienia; chce ona wywiązać się z danego mu ni( f-^ 
w pierwszych latach młodości przyrzeczenia, że z niebr ?- 
czeństwem życia własnego pragnęłaby zachować jego . p» 
nie miłość ją sprowadza do jego więzienia, ale uszanc i^ 
dla swej przysięgi, ale religijny jakiś przesąd, ale se»^ '"* J- 



dy włoskie 
tywykly do 
lilości wta- 
ica jej po- 
>y się miał 
ony, wspo- 
rienie pod- 
: narowom 
n nakłonić, 
jszych opi- 
ruch przy- 
iwać gwal- 
1 ty cli po- 
imina sobie 
jego prze- 
szła chętna 
o wiclirzy- 

m „dwócli 
losu, z od- 
i zaledwie 
szczegółów 
!go o sobie 
' ') mo^na 
b zarówno 
, Język jego 

ich zajmo- 
w danych 

ylko pod- 

iblicze wy- 
;asem Ale- 
a poslaw- 



1 



— 364 — 



-N 



szy już z początkiem biesiady do domu po kilka arku^ 
ogromnego papieru rysunkowego i po różnokolorowe olówk^ 
zasiadł do pracy, »jeżeli pracą nazwać można zdumiewając 
bystrość, z jaką postacie zdawały się wyrastać z papieru, pod 
szybkimi, ledwie dojrzanymi pociągami ołówka*. W kwadram 
niespełna wyniósł gotowy obraz. We wspaniałym gmachu sie- 
dział król na tronie otoczony wielkimi dostojnikami państwa^ 
poważne, chociaż nieco ponure oblicze Zygmunta III, będącego 
w sile wieku, przedstawiało się idealnie. Twarze Jana Zamoj- 
skiego, Żółkiewskiego, Chodkiewicza i kilku innych na pierw- 
szy rzut oka można było rozpoznać. Przed tronem stal kan- 
clerz, Lew Sapieha, i trzymał wypracowany przez siebie statot 
Wielkiego Księstwa, który na podnóżu tronu chciał złoźyd 
Król zdał się na to pozwalać i wskazywał miejsce dla statutu 
na swoim tronie. W górze pod sklepieniem gmachu z otwar- 
tego okna widać było niebo, a w obłokach, otoczony promie- 
niami, ukazywał się herb Sapiehów, krzyż podwójny zakoń- 
czony jakby dwiema połączonemi z sobą krokwiami. W od- 
dalonym kącie izby senatorskiej leżał wspaniały szyszak, w któ- 
rym wylęgłe orlęta podnosiły główki... Malarz, wjrpowiedziaw- 
szy kilka wyrazów serdecznej uprzejmości, podał tę ilustracją 
przemowy Mickiewicza, na początku wieczoru wypowiedzianej^ 
rozczulonemu tym dowodem szacunku Leonowi Sapieże. 

Wtem uderzyła północ ; wszystkich serca miotane 
falami wrażeń, jakich doznały, rozkołysane błogiem marze- 
niem żegnały poetę. „Przytomni — jak powiada Malinow- 
ski — nie wiedzieli, czy żyją na tym padole troski, czy unie- 
sieni w wyższe sfery za krańce widzialnego świata, żyli owem 
nieopisanem życiem ducha, do którego wyższe umysły tęskcią 
i dążą, ale tak rzadko mogą się oderwać od pęt, jakie ich 
przykuwają do ziemi". 

W dniu 27 grudnia Tadeusz Bułharyn wydal oJ dla 
Mickiewicza. Znajdowali się na nim: Sapieha, Linowski, ski, 
Jelski, Sękowski, Aleksander Chodźko, Malewski, Malir ski, 
Orłowski, Wańkowicz, który robił wtedy portret Mich* aa^ 
i inni. Towarzystwo było w^esołe, wino doskonal** " era 



f 



— 365 — 



ręgierskie. Ciągłe rozprawy toczyły się pomiędzy Mickiewi- 
iem, Malewskim i Sękowskim. Sękowski strzelał ustawicznie 
»aradoksami, w^ których się lubował. Po obiedzie rozmowa 
leszła na ^Collectanea* wydane przez Sękowskiego, zawiera- 
jące wypisy z historyków tureckich o rzeczach polskich. Mic- 
kiewicz twierdził, że wiele w nich kłamstwa; Sękowski poru- 
szał niebo i piekło, dowodząc ich prawdziwości; ale przekonać 
nie m<^ł i był nareszcie zmuszony przyznać się, że coś tam 
dodał swojego. Obronę prowadził przebiegle i zręcznie, lecz 
przeciwników przekonać nie mógł, a nie podoławszy im, roz- 
gniewany długimi sporami, w końcu kłócić się zaczął. Wszczęła 
się poswarka między Sękowskim i Mickiewiczem, tak że poeta 
usunął się z pokoju. Wszyscy wytężyli usiłowania, ażeby spór 
załagodzić; jakoż uśmierzono go za szczególnem staraniem 
Jdskiego, Orłowskiego i Bułharyna. Mickiewicz proszony przez 
wszystkich, aby cośkolwiek zaimprowizował, powzdragawszy 
się trochę, postanowił uczynić zadość ogólnemu żądaniu. To- 
warzystwo przeszło do innego pokoju; tam jedni zajęli krzesła 
drudzy poprostu usiedli na podłodze; wszyscy ucichli i gotowi 
byli słuchać z uwagą. Poeta zażądał, żeby mu wskazano przed- 
miot. Sękowski, chcąc się pomścić, dał mu temat opisowy: 
wyprawę kapitana Parry, o którym wtedy głośno było w ca- 
łej Europie, do bieguna północnego. Malinowskiemu szepnął 
do ucha, że ciekawy jest, jak się też Mickiewicz z zadania 
wywiąże. Poeta, któremu przyjść musiał na pamięć poemat 
młodzieńczy o „Kartofli", opisał najprzód okropny widok pod- 
biegunowej pustyni i niegościnnego oceanu, pokrytych wiecz- 
nym śniegiem i lodem; następnie przedstawił, jak uczeni spo- 
dziewali się rozszerzenia wiadomości a kupcy nowego źródła 
zysków z odkrycia dróg dotąd niedostępnych; jak wzywano 
< "lików do tego przedsięwzięcia, i jak ośmielił się na nie 
i tylko Parry. Objąwszy dowództwo i zaopatrzywszy się 
Tność, puścił się na silnie zbudowanym okręcie, któryby 
\ ' podróż wytrzymać zdołał. Opisanie okrętu ze wszystkimi 
gółami wzbudziło poklask ogólny, nawet Sękowskiego... 
raz dalej posuwają się i przerzynają słone wody; 



\ 



*• — /»/-fci 



ają się 
rwać, p: 
nii wsz 

ieden n 
wpadli 
Izi Dapi 
iwalca, 
swie Al 
lió^szy 
itowanj 
I nad g 

Białej- 
■kropnie 
serca i 
"zech C! 
>inności 
u korzj 
ty zbun 
słuszeńs 
dsięwzii 

Opróc 
etersbui 
Ey go 1 
10 zape' 



') Do 1 
I służyłjr 
isia, naj] 
izą. Stant 

bszerniej 
7 (1!») m 
'ia vreszi 
qja Malin 
q", a I 
, sir. U c 
la zostUi 
ią zjego 



r 



- 367 — 



woich znajomycli. A i Bulharyn, jako dziennikarz rosyjskie 
ausial być przewodnikiem Mickiewicza po rzeczypospolitej 
Herackiej w Petersburgu. Wtedy-to poznał się nasz poeta 
, ,męŁem rzadkiego charakteru, rzadkiej uczciwości" *), auto- 
^nt, co najpierw dal poznać Rosyanom poezyę romantyczną, 
iazyUm iukowskini, którego , Ludmiłę" posłyszał był jeszcze 
tr uniwersytecie. Żukowski był dla niego bardzo przychylnym 
i szczerze przyjacielskim; oświadczył, że jeśli weźmie jeszcze 
l^óro, pośvrięci je tlómaczeniu jego poezyj; ułatwiał mu interesa. 
Kaznajomil się też Mickiewicz z ociemniałym poetą Kozłowem, 
który przełożył sonet krymski: „Widok gór ze stepów". „Ro- 
ąyanie — pisał Mickiewicz do Odyńca — gościnność rozcią- 
jjają aż do poezyi i przez grzeczność dla mnie tłómaczą mnie; 
J^in idzie w ślady naczelnych pisarzów. Już widziałem sonety 
rosyjskie w guście moich. Owóż sławy dosyć dla obudzenia 
zazdrości, chociaż ta sława wychodzi często zza stoła, przy 
którym jedliśmy i pijali z rosyjskimi literatami. Miałem szczę- 
ście zyskać ich względy. Mimo różnych mniemań i partyj lite- 
rackich ja ze wszystkimi w zgodzie i przyjaźni". 

Najmilszą wszakże dla serca poety była możność uści- 

4xiienia byłych filaretów: Hejdatela i Sobolewskiego, którzy 

wiele ucierpieli, pracując w odległych guberniach, a wówczas 



oczne^^ świadka*. Porównawszy treść tragiedyi podana tutaj z treścią za- 
wartą w lycie do Lelewela, przekonywamy się, że tylko listowa zasługuje 
na wiarę; w obrobieniu zaś z r. 1862 jest dowolne dosnucie wątku tragiedyi 
iredłng późniejszych kombinacyj. Zasadnicze różnice, że list podaje tylko .'} 
wielkie sceny, a wspomnienia wszystkie 5 aktów; dalej, że list przedstawia 
Gryzelde jako już zamężną, gdy wspomnienia każą jej być jeszcze panną, 
nie dozwalają na żaden kompromis pomiędzy temi świadectwami. Prócz 
\e^n barwa reUg^na, której ani śladu w liście nie było, występuje we wspo- 
n «*.--i nadzwyczaj jaskrawo i świadczy nie o tern, co Mickiewicz mówił 
«« ?27 r., ale o tem, czego sobie życzył Malinowski czy jego przyjaciele 
o I r. 1862. Całkowicie zmieniony we wspomnieniach cliarakter stróża 
-n -^DDego również łączy się z tą późniejszą tendencyą. Oczywiście w mo^ 

. badaniu poszedłem za świadectwem wcześniejszem. 

Korespondencya" 1876, Ul, 5297. 




868 



wrócili do Petersburga, otrzymawsz}" i miejsce ^VTgodniej 
i rangę wyższą. 

Zasmuciło go natomiast srodze spotkanie z najmlodszyn 
bratem, Jerzym, którego zte prowadzenie się wiele zdrowij 
ujęło poecie. Byl on lekarzem wojskowym; wskutek jaki^ctó 
przekroczenia musiał szukać wstawiennictwa brata za sobą*j 

„AYallenrod" drukował się podczas pobytu poety w Pe- 
tersburgu w drukarni Krają i wyszedł w całości, ozdobionj 
trzema litografiami, po odjeździe poetj" do Moskwy, a miano 
wicie 21 lutego 1828 roku. 



VII. 



„Konrad Wallenrod" pod względem chwili dziejowej, 
z której wzięta została jego treść historyczna, wypłynął z tydj 
samych studyów co i „Grażyna". Poeta, przebywając w Rosyi, 
nie miał już pod ręką ani owych książek, które czytał przy- 
gotowując się do pisania „Grażyny**, ani też nie mógł uzu- 
pełnić i udokładnić zapamiętanych z owego czytania wiado- 
mości nowemi i świeżemi. Co najwyżej posiadał zapewne do* 
tatki, których nie zużytkował w przypiskach do p Grażyny*. 
Ten stan wiedzy dziejowej poety w czasie pisania „powieści 
historycznej z dziejów litewskich i pruskich** wyjaśnia naiOf 
dlaczego nie odmalował on dokładniej tła historycznego, na 
którem miał wypadki powieściowe przedstawić, dlaczego w spo- 
sób bardzo ogólnikowy nakreślił stosunek Krzyżaków do Latwf 
jako przemocą chrzczących do pogan, chociaż w chwili akcii 
poematu, r. 1391, Litwa przynajmniej z nazwiska i urzędo\^ 
była już ochrzczoną. Mickiewicz, który w „Grażynie* nie po- 
dał dokładnej daty wypadku i tylko wspomnieniem lu enia 
Witołda nasuwał czytelnikowi przypuszczenie daty m iwej 
wyprzedzającej czas połączenia się Litwy z Polską, n. spo- 
strzegł się, że przenosząc zarysowane tam stosunki n** wil§ 

») „Koresp." 187(K III, 87. 



J 



r 



wi^^mmm^ 



— 369 — 



^1 o kilka lat tylko późniejszą, popeJnia już pewien ana- 
Uromzin, gdyż zapomina, że w przeciągu tych lat kilku do- 
rwał się fakt niezmiernie ważnej doniosłości, który zaprowa- 
iPii zmianę w stosunkach Litwy z Zakonem. Połączenie Litwy 
i Polską nie ochroniło wprawdzie Litwinów od napaści Krzy- 
».kow, a\e sUy ich wzmacniało sojuszem nowym. Mickiewicz 
" \em nie pamięta i wystawia położenie Litwy takiem, jakiem 
' w .Grażynie" odmalował: 

łatwa szarpana wełTnętrzną niezgodą; 
Stąd dzielny Rusin, stąd Lach niespohyny, 
Stąd krymskie hany lud potężny wiodą. 

i Jest-to dowolność poetycka, której nie pochwalimy dzi- 
jaj, ale którą usprawiedliwiał przykład poetów niemieckich, 
obodnie przeinaczających znane wypadki historyczne, jeżeli 
przeprowadzenia pomysłu artystycznego uważali to za rzecz 
tezebną. SCckiewiczowi dla przeprowadzenia pomysłu po- 
eba było istotnie, ażeby Litwa znajdowała się w stanie naj- 
rozpaezliwszym, ażeby znikąd nie spodziewała się pomocy, 
a zewsząd lękała się najazdu, ażeby w jej walce z Krzyżac- 
twem wszystkie warunki powodzenia nie po jej były stronie. 
Wśród takich tylko okropnych warunków położenia mogła 
powstać w duszy Litwina myśl wykonania strasznej zemsty 
na nielitościwym a potężnym wrogu. 

Podobnem przeinaczeniem historyi na rzecz pomysłu arty- 
Btycznego jest sama postać Konrada Wallenroda. Nie ulega to 
jaż dzisiaj wątpliwości najmniejszej, iż przypuszczenie Mickie- 
wicza o Utewskiem pochodzeniu Wallenroda jest pozbawionem 
wszelkiej podstawy, lubo on je nietyiko poetycznie, ale i hi- 
stoTvc7.nie za jedynie prawdopodobne, jedynie wyjaśniające 
aro zeczności w charakterze wielkiego mistrza poczytywał. 

Janie tego przypuszczenia chodziło poecie bardzo, 
iał wstręt okrutny do wszystkich wysp i krajów, któ- 
— na mapie, i królów, których niema w historyi' '), 

-.^A . IV JQ3 

24 



— 370 — 



a więc nie chciał wymyślać osobistości, coby pewioi oja 
dziejowy spełniła, lecz pragnął ją koniecznie odszukać w TW 

czywistości historycznej. u ., ł»« 

Jaką myśl chciał uplastycznić poeta w tym bohatera^ 
którego dowolnie zrobił Litwinem, ażeby przemieniwszy p^ 
następnie w mistrza krzyżackiego, uczynić wykonawcą zemftł 
narodowej za wszystkie upokorzenia, kr/jwdy i cierpi^ 
których ojczyzna jego od stu lat przeszło doznawała.^ iem 
widzieli w nim apoteozę zdrady podjętej i przeprowadzona 
w imię ojczyzny; drudzy - napiętnowanie zbrodni wynaiD- 
dowienia, mszczącej się na jej sprawcach; inni - "^P^ 
bienie epoki knowań, sprzysiężeń i spisków, a więc aliegor^ 
Ta różnorodność w pojmowaniu postaci, ^^^^ Jrl 
paści ducho%vych w sobie nie zawiera, a więc powinnaby Df 
łatwo zgłębioną, zdaje się dowodzić, że sam poeta niqa>no 
wystawiał sobie zasadniczy pomysł swojego utworu pny Po- 
czątku pracy twórczej i że w jej dalszym rozwoju zapro _ 
dzil w nim zmianę dość ważną. Istotnie jeżeli rozjazj^ 
historyą młodego Waltera Alfa i porównamy ją z <^'«J 
o dwanaście lat późniejszemi, kiedy Walter jako Konrad « 
lenrod występuje; to łatwo dostrzedz będziemy mogli ro^ 
w stosunku poety do bohatera utworu. Mackiewicz ni^^ 
wprawdzie nie wypowiada ani pochwały ani nagany di '_^ 
występujących w poemacie, ale ze sposobu przedstawienia 
nietrudno poznać, o ile sympatyzuje z niemi. 

Otóż młodzieniec Walter wystawiony jest istotnie j 
człowiek o myśli rozległej, o charakterze hartownym, o ser«K^ 
jącem głęboko miłość dla Aldony, ale jeszcze głębiej oflcz ^ 
jącem klęski swej ojczyzny; nie może on być szczęślu^ 
niema szczęścia w ojczyźnie. Gdy patrzy na spustoszenia, J ^ 
wskutek mordów i pożogi w Litwie jego ukocha; -^^^ 

ciągle, doznaje tak strasznego bólu, że już go dc ^^ 

zatrzymać nie mogą najponętniejszymi nawet l^ 
ścia indywidualnego. Chowany wśród Niemców, - 
zakonu, wiedział, że wezwanie mistrza ściąga z • 

skarby, oręże i wojska, przewidywał, *« ^ " 



r^ 



371 — 



^^em los spotka, jak ich braci Prusaków. Wśród takiej 
^e^ej rozwagi przyszła mu myśl straszna, która w nim 
^^TDi uczucie zgrozy obudziła, ale ponieważ w myśli tej 
^aal jedyne ocalenie narodu, chwycił się jej skwapliwie, 
jj/jomień zemsty, w milczeniu podsycany widokiem klęsk 
cierpień ojczyzny, wytrawi! w sercu jego wszystkie uczucia 
^wet uczucie miłości dla Aldony. , Zdradzać, mordować i po- 
ę.xa. ginąć śmiercią haniebną" - oto los jego, przewidywany 
W»z niego samego i przepowiedziany wobec żony w chwili 
^tania. Jakkolwiekbyśmy z etycznego punktu widzenia nie 
|ochwalaU zamiaru Waltera, musimy odczuć dla niego jeżeli 
pe co więcej to podziw, bo każda potężna namiętność, a wiyc 
namiętność zemsty, która wytrawiła wszelkie inne uczucia, 
pst czynnikiem strasznym, lecz olbrzymim, budzącym w po-' 
tównaniu ze zwykłym średnim poziomem uczuć ludzkich wra- 
żcme grozy tragicznej. Gdyby Walter poszedł był wytrwale 
drogą nakreśloną w .powieści wajdeloty«, to z dziejów jego 
mielibyśmy poemat jeden z najwznioślejszych i najbardziej 
wstrząsających. Domagała się tego i konsekwencya artysty- 
czna, i, co ważniejsza, konsekwencya psychologiczna; gdyż 
każda potężna namiętność z natury swojej jest wyłączna i nie 
dopuszcza kiełkowania żadnej innej, nie zostającej w ścisłym 
z nią stosunku pokrewieństwa. 

Ale Mickiewicz nie dał mu się właśnie w tym kierunku 
tozwinąć. Z jednej strony idea etyczna, a z drugiej chęć 
przedstawienia wzruszającego romansu i splątania go z opo- 
wieśuą o mszczącym się Litwinie przeszkodziły poecie w kon- 
sAwentnem przeprowadzeniu wybornie pomyślanego cliarak- 
•teru. Idea etyczna zrodziła w duszy Mickiewicza wątpliwość 
;co do moralnego znaczenia zdrady i zemsty; a wskutek niej 
pc _ta mniej szczęśliwy zamiar obniżenia tej siły naniię- 

itn ą czytelnik poznał w Walterze, przez wprowadzenie 

i«k --ystyki Wallenroda kilku rysów niezgodnych z po- 

jęte ^edynej namiętności, jaką tak świetnie określiła 

♦I -'i^i-ły*, Walter, gdy się zdecydował na wyko- 

"« ■*" "'<^ był-to młodzieniaszek niedojrzały, 

I 24* 



— 372 — 




którj'by łatwo ulegał przewrotom duchowym; jeżeli w 
namiętność istotnie wytrawiła inne uczucia, to dwanaście 
bojów dla pozyskania sobie ufności w zakonie mogły ch^, 
tylko rozżarzyć ją i do najwyższego stopnia spotęgować, a m 
osłabić. Prawda, mogła zajść taka okoliczność, która do gruf« 
myśli jego i uczucia przemienić była zdolna; ale poeta o ła- 
dnej takiej okoliczności nie mówi i pozwala domyślać 3^ 
czytelnikowi, że jej wcale nie było, że owszem wszystko^ 
skonale sprzyjało wybujaniu namiętności wyłącznej. Wyob» 
żenię, jakie .naczelnicy zakonnej obrady" wytworzyli so«| 
o Wallenrodzie, potwierdza to domniemanie. Okazuje ą 
z niego, że Konrad dla osiągnięcia celu wyćwiczył się w sztuM 
obłudy i celował w niej; zdawało się, że ubóstwo, skromni 
i pogarda świata, jego urzędów i godności są jego jstota^ 
zaletami, którym wjTÓwnywala ogłada światowa i dar ^ 
somówczy. Ale przy tak doskonałym stopniu obłudy raz' -^ 
wrażliwości wielkiej na słowa: ojczyzna, Litwa, ^^}^ .^^ 
dnik strzegłby się właśnie najbardziej okazywania sffffl 
w tym względzie uczuć, gdyż mogłoby ono cały P\^ 5. 
zniweczyć. Podobnież mało prawdopodobnym rysem jes ^ 
kanie przez Wallenroda pociechy w gorącym napoju. J 
dusze miałkie i zdenerwowani bajroniści tęsknią za ^^^^^^\ 
środkiem upojenia zmysłów; dla namiętności ^"^.^^ 
starcza upojenie się nią samą. A już zupełnie '"^^^'^"j^, ; 
i niezgodnem z obłudą i rozumnym, długo w umyśle P . 
gnowanym planem zemsty jest przedwczesne 0^^^'"'"*.^,. 
w owem teatralnem, na efekt obliczonem wystąpieniu 
lenroda na uczcie, gdzie śpiewając balladę o Alpuharze, ^ ^^ 
dza swe tajne myśli, i szydząc z Witołda, podaje r"^^*^^ 
zagadki, jeżeli jeszcze jaka była w śpiewie dla zbyt ffl^ 
myślnego Krzyżactwa... Te rysy miały zapewne w i ^^^ 
zaznaczyć zgryzoty sumienia, nie dozwalające • ' ^ 
spokojnie i konsekwentnie dążyć do celu; bez w ^^ 
szywymi one nie są bynajmniej, gdyż różne są • 

raiętności i różne stany duchowe; ale fałszyw .^ 

dnie do tego charakteru namiętności, jak' ^ 





— 373 — 

y* poznajemy; z przedstawiciela bowiem uczucia wylącz- 
o robią igraszkę mieszaniny uczuć miernych. 

Jeszcze iwiększe spustoszenie w charakterystyce Konrada 

obiła chęć napisania wzruszającego romansu. Przypuszczenie 

^^^,,,<^oety, ie uczucie dla Aldony, zabite myślą o konieczności 

^^:^be2pieczenia ojczyzny od wroga, mogło zmartwychwstać po 

N^^;:3itach dwunastu z całą silą młodzieńczego zapału i tak da- 

W<e zapanować w sercu posiwiałego rycerza, że w chwiU 

pójścia do pożądanego celu gotów go porzucić i zmarnować 

ik wieloletnicli najstraszliwszych wysiłków i męczarni, 

tak dalekie od prawdopodobieństwa, że sam poeta uznał 

potrzebne dać, przez usta bohatera, jego usprawiedliwienie. 

bwiada on: 

.... Wyznam ze wstydem! w tej cliwili, 

Kiedy się waza narodów wyroki, 

Myślę o tobie, wynajduję zwłoki. 

Żebyśmy jeszcze dzień jeden przeżyli . . . 

Młodości, jakże wielkie twe o firny! 

Ja-m miłość, szczęście, ja-m niebo za młodu 

Umiał poś%vięcić dla sprawy narodu, — 

Z żalem, lecz męstwem — a dzisiaj, ja stary, 

Dzisiaj powinność, rozpacz, wola boża 

Pędza mię w pole: a ja siwej głowy 

Nie śmiem odenvać od tych ścian podnóża, 

Ażeby twojej nie stracić — rozmowy! . . . 

Usprawiedliwienie to jednak przekonywająoeni nie jest. 

(Jdyby stosunek z Aldoną był nagle i gwałtownie, wbrew 

I woli Waltera, przerwany, to takie zmartwychwstałe uczucie 

' dałoby się łatwiej pojąć i psychologicznie wytłómaczyć; ale 

i stosunek ten pi-zeszedl normalnie przez wszystkie swe fazy, 

I od rozkochania się aż do pożycia małżeńskiego; przerywa go 

3 n.lter zupełnie dobrowolnie dlatego, że już w nim nie 

2 tak silnego czynnika, ażeby obawę o losy ojczyzny 

Idalić albo przesłonić. Uczucie, które w naturalnym 

5 -zebiegu zostało zaspokojone, a następnie zagłuszone 

*», silniejsze, nie ma szansy odrodzenia się nanowo 

-^iq do dawnej żywości. Jeżeli Konrad istotnie po 




— 374 — 

I 

latach dwunastu, spędzonych na walce z niewiernymi i ob 
udawaniu gorliwości zakonnej, odnalazł w swej duszy tak 
chorobliwe uczucie, o jakiem mówi zamkniętej w wieży Al- 
donie, to bylby-to chyba dowód, iż zamiar jego zemaczenki 
się na zakonie miał znaczenie fantazyi młodzieńczej, którą 
nierozważnie zacząwszy wprowadzać w wykonanie, ze wstydu 
już tylko przed żoną i znajomymi przez lat dwanaście jak 
ciężkie jarzmo dźwigał i czekał jedynie sposobności, żeby je 
zrzucić z siebie. Ale kaprysu takiego, takiej fantazyi dziedn- 
nej w Walterze-Alfie przypuścić nam niepodobna i dlatego 
romans jego po latach dwunastu musimy uważać za pomyai 
chybiony. Słowa, któreby w ustach Gustawa z IV części ^Dzia* 
dów" były zupełnie na miejscu i zachwycały siłą namitf* 
ności naturalnej i wszystkim zrozumiałej, w ustach Konrada 
Wallenroda są nutą fałszywą. Te dzieciństwa miłości, tai 
powabne w epoce budzących się popędów, to pragnienie po- 
siadania zawiązki z warkocza, nitki z odzieży kochanki, ^ 
chyba niewlaściwemi, gdy je wygłasza patetycznie mąż, ktorj 
przed dwunastu laty opuścił żonę, ażeby pomścić się za kny- 
wdę ojczyzny zdradą, „jedyną bronią niewolników''. 

Takie-to niekonsekwencye wyniknęły ze zmiany P»^^" 
wolnego pojęcia postaci bohatera przez poetę. Że pogl^o. ten 
nie jest urojeniem krytyka, posiadamy dowód w jednyffl 
z listów poety. Odpowiadając na zarzuty spisane przez Odynca, 
Mickiewicz mówi: „Uwaga damy (panny Natalii Biszpingl 
o chrześcijaństwie Konrada, żywem a potem zaniedbao^®- 
jest arcy-glęboka. Błąd mój pochodzi z planu, który się V^ 
tern zmienił. Życzę, abyś tej damie swoje dramata czyly^^ '* 
Niewątpliwą tedy jest rzeczą, że plan pierwotny BKonraa» 
Wallenroda" uległ zmianie; uznanie arcy-głębokości o cbrz^ 
ścijaństwie Waltera-Konrada zdaje się wykazy\*- 
miał na myśli względy etyczne. Ale jaki był ów 
wotny?... Pewne objaśnienie znajdujemy w tym sa 
Ponieważ Odyniec uznał „Ucztę** w poemaci- 



er- 

cift 
ifej 



») „Korespond." IV, 102. 



r 



- B76 — 



piewa wajdelota pieśń swoją i powieść, za zbyt długą, Mic- 
fewicz zgadzając się na ten zarzut, tak tlómaczy sposób po- 
wstania tej części poematu: „Chciałem zrobić dwie powieści 
iddaelne; poema zacząć od opisu zarazy etc, ale musiałem 
lać je w usta wajdeloty dla różnych przyczyn, i to zepsuło 
ddad*. Z tego objaśnienia wjmika, że to, co obecnie znajduje 
*ię w środku poematu, miało być na samym początku. Dwa 
itajpiękniejsze ustępy „Konrada Wallenroda" to jest „pieśń* 
i , powieść wajdeloty" miały być na samym czele. „Pieśń'* 
stanowiła liryczną przygrywkę do „powieści", toczącej się po- 
ważnym, bezrynaowym heksametrem, a opowiadającej dzieje 
młodości Waltera. Wskutek tego opowiadanie musiałoby było 
przybrać porządek chronologiczny. Czy poecie taki sposób 
traktowania wydal się mniej interesującym, czy też zbyt dłu- 
gim? — tego "wiedzieć nie możemy, ale faktem jest, iż prze- 
tuesienie początku do środka poematu wpłynęło szkodliwie 
na jego budow^ę. Pomijając już bowiem okoliczność, iż „Uczta" 
w stosunku do innych części jest nieproporcyonalnie długą, 
trzeba zauważyć, że poeta, chcąc wstawić na to miejsce 
^pieśń" i , powieść" wajdeloty, musiał użyć sztuczki teatral- 
nej, to jest przebrania się Halbana, spowiednika i kapelana 
zak&nUy za w^ajdelotę, a nadto popełnić parę nieprawdopodo- 
bieństw: najprzód to, że Krzyżacy swego kapelana ani po 
wzroście, ani po mowie nie poznali, a po wtóre to, że „po- 
wieści", tak wyraźnie przedstawiającej zamiar zgubienia za- 
konu, nietylko wysłuchali cierpliwie do końca, ale nic z niej 
\ nie zmiarkowali nawet wtedy, gdy Wallenrod w odpowiedzi 
Halbanowi wcale niedwuznacznie zamiary swe zdradził. 

Jako całość i jako kompozycya „Konrad Wallenrod** 
ma Wędy znaczne; ale w szczegółach nie ma sobie równego. 

By - .7 poemat w literaturze naszej, przedstawiający 

uc tryotyczne z siłą wulkanicznego wybuchu. Jak IV 

, czi ladów" była gienialnym wyrazem katuszy miłości 

\ za T^ej; jak »Oda do młodości" wypowiedziała wspa- 

[ ni ^a do postępu i najwznioślejsze pragnienia, tkwiące 

I w * '~"^'**3tvcznych, tak „Konrad Wallenrod" w wielu 



— 376 — 

swoich ustępach i wierszach pojedynczy cłi ujął w namiętn 
elektryzujące słowa. Głęboki liryzm, przenikający nawskni 
cały poemat, działał tak upajająco, jak wyjawienie niespodaa« 
noj a radosnej nowiny, jak okrzyk bojowy, jak hasło swobodj; 
Sama nawet wadliwość utworu, dozwalająca rozmaicie Hóiat 
czyć myśl zasadniczą, przyczyniała się do podniesienia jfi(P 
doniosłości; każdy bowiem, porwany pięknością ustępów, stft^ 
rał się myślą wniknąć do głi^bi, a ta czynność duchowa spn^ 
wiała czytelnikom rozkosz może większą, niż jasno i dokladmi 
sformułowane rozwiązanie zagadki. 

O „Konradzie Wallenrodzie* pisać w czasopismach wa^ 
szawskich nie było wolno; to zwiększyło naturalnie jego po- 
pularność. Klasycy warszawscy, którzy w sprawach polityor 
nych byli za utrzymaniem stosunków, jakie się w królestwie 
kongresowem od r. 1816 ustaliły, nie mogli być wielbicielami 
poematu wypowiadającego uczucia tak zwanych wtedy gia- 
paleńców", to jest młodzieży, wcale z owych stosunków nie* 
zadowolonej i marzącej o ich gruntownej zmianie. Do da* 
wnych zatem niechęci literackich przybyła teraz niedięć poli- 
tyczna względem Mickiewicza. Oto zdanie Kajetana Koźmiana 
o „Wallenrodzie": „Nikomu nic takiego nie przyszło jeszcze 
do głowy wystawiać rymem waryata, pijaka, a dla tern lep- 
szego uświetnienia nadawszy mu wbrew historyi, postać be- 
zecnego zdrajcy, zrobić go Litwinem dla dania wyobrażona, 
w jak szlachetnym sposobie Litwini kochają ojczyznę. Co się , 
w tych pińskich głowach roi, wszelkie pojęcie przechodzi Na 
nieszczęście, to bożyszcze Odyńców, Ordyńców i Lelewelót^- 
Mickiewicz zrozumialszy jest w tym dziwotwomym plodfl^ 
niż był w balladach i sonetach. Osiński nawet mówić vk | 
chce o tym przesławnym poemacie**. Jeden tylko Morawski 
jak dawniej tak i teraz bronił Mickiewicza i w i'*" 
najnowszym widział wiele i to wielkich piękności 



*) Szczegółowe oceny „Konrada WaUenroda* pisali: Adauj * '^^' 
ski: „Konrad Wallenrod, prelekcya habilitacyjna", Kraków. *' f^^ 



— 377 — 



vm. 

Niedoczeka^wszy się puszczenia w świat „Wallenroda", 

^ekiewicz śpieszył do Moskwy, gdyż dowiedział się o nie- 

^^erz^iecznej chorobie ^przyjaciółki" swojej, dla nas bezimien- 

gsĄ, Przybył jednak zapóźno; „przyjaciółki" nie zastał już 

śród żywych; utrata jej była mu „bardzo dolegliwą* ^). 

gdy jeszcze i poczciwi Zalescy wyjechali, zaczynało mu się 

^^irrykrzyć w Moskwie, do której tak tęsknił bawiąc w Peters- 

^tBTgu, chciał stąd czemprędzej uciec i starał się o stosowne 

pozwolenie władzy. 

' Mimo to, nie chcąc oddalonych a nieszczęśliwych przy- 

jaciół martwić, odkrywał swoje tęsknoty tylko tym, co żyli 
wolni i swobodni, a dość pogodne ukazywał oblicze przyku- 
tym do miejsca. W liście do Tomasza Zana z 3 kwietnia 
1828 roku, przesyłając dla niego i dla Czeczota sto rubli 
asygnacyjnych, uzyskanych z rozprzedaży swego nowego poe- 
G3£itu, świeżo w handel księgarski puszczonego, tak kreślił stan 
si/^G^^y usposobienia i zajęć: ^Spokojność, swoboda myśli 
(przynajmniej indywidualnej), niekiedy przyjemna zabawa, 
nigdy g-^altownych wzruszeń namiętnych (ma się rozumieć 
ir^rty-wridualnych). Spodziewam się, że latem i większa obudzi 
si^ cŁ^ do pracy; bo teraz leniwy jestem, lubo zawsze wiele 
m i myślę. Mój dzień każdy idzie równo: rano czytam, 



^Oanielewski): „Konrad Wallenrod. Rozbiór krytyczny z etycznego 
1^ esŁeŁycznego stanowiska'', Poznań, 1873; Dr. Czaplicki: ^Ueber Konrad 
'WaBenro*^ eine kńŁisch-ethische Studia", w programie gimnazyum inowro- 
I, 1875, str. XV w ćwiartce; Antoni Prochaska: „K. W. w poe- 
r dziejach** (^Szkice historyczne z XV wieku", Krak. 1884); Józef 
,Idea W-a", 1887; Włodzimierz Spasowicz: „Konrad Wallenrod" 
. A. Bruchnalski: , Źródła historyczne K-a W-a" 1898; tenże: 
•z a Moore, przyczynek do genezy K-a W-a" 1891 w „Parnie- 
'arzjstwa liŁerackiego imienia A. Mickiewicza (i. I, III i V); 
»^wski: .Byron i jego wiek" (tom II, 422—440), Krak. 1897. 
»ftTtHAncya" t. IV, str. 97. 



— 378 — 

niekiedy, rzadko, piszę, o drugiej lub trzeciej jem obiad aD* 
się ubieram na obiad, jadę na koncert w wieczór lub inai 
zabawę i powracam najczęściej późno. Uczę też po polsh 
niektóre damy. Inter parmthesin ^) wielu tu uczy się po pol- 
sku i kurator zamyśla katedrę przy uniwersytecie zalotye. 
Mógłbym ją dawno otrzymać; ale nie myśląc zostać w M(h 
skwie, zaniedbuję ten interes. W ciągu życia, jakie tu opi- 
suję, charakter mój wyrównał się i uspokoiŁ Oieś Ghodito 
bardzo się mnie dziwił za teraźniejszem widzeniem się; uwid- 
biał mój jednostajny humor i łatwość w pożyciu z ludźmi^ 
której dawniej nie miałem**. Ponieważ Onufry Pietraszkiewio, 
mając urządzić interesa jednego z urzędników moskiewskiA 
dostał pozwolenie wyjazdu na Litwę na kilka miesięcy, cie- 
szył poeta siebie i przyjaciół nadzieją, że im wolno będą* 
odwiedzić strony ojczyste. -Dobra wróżba! — pisał w n^^ 
snem uniesieniu do Zana. — Teraz jeszcze będziemy m\k30!\ 
ale kiedy on znowu stanie w Moskwie, odwołamy się ao 
tego przykładu i doniosę tobie, jak postąpić należy* *)• 

W połowie kwietnia Mickiewicz znowu się do Peters- 
burga wybierał, nie mając już wracać do Moskwy. Mikotej 
Malinowski powziął był myśl wydawania tam „Tygoanika 
w języku polskim; przy współpracownictwie Mickiewicza i J^*' 
lewskiego spodziewał się ją urzeczywistnić *) i już w marcff 
zbierał materyały do przyszłego czasopisma, zamawiał u \^ 
lewela artykuły krytyczne o dziełach historycznych, lub 
rozbiór historyi rosyjskiej Karamzyna. A gdy i inne wido 
dla Mickiewicza w dali się przedstawiały, uzyskawszy yot^O' 
lenie, postanowił Moskwę opuścić „nie bez żalu*, g^y^ •, 
tu „spokojnie, nie znając ani wielkich przyjeinnośa ^ 
smutków". 

Przed odjazdem naszego poety, literaci ros 



*) = mówiąc nawiasem. 
*) „Korespondencya* t. I, str. 30, 31. 
*) Myśl urzeczywistnioną została dopiero .z początkiem 
^^•'zez Malinowskiego, ale przez Malewskiego i Przecławskiec*^ ' ^ 

ygodnik Petersburski " . 



— 879 — 

;^^ie zamieszkali, wyprawili na cześć jego wieczór poże- 
lalny. Organizatorem jego byl redaktor „Telegrafu Moskiew- 
ńego% M. Polewoj; inni uczestnicy, w szczupłej liczbie ze- 
rani, byli spó! pracownikami tego czasopisma, należeli do 
wspólnego kółka przyjaciół, które się zbierało albo u księżnej 
;yHiejdy Wolkońskiej, albo u pani Jełagin, matki sławnych 
lóiniej slowianofilów Kirejewskich. Wszyscy oni byli to ludzie 
tiłodzi, po lat dwadzieścia parę mający; wszyscy ukształceni 
Ucyklopedycznie, entuzyaści, zamiłowani w literaturze. Z po- 
Biędzy nich wsławili się, ale znacznie później, wspomniani 
jrtasnie co Kirejewscy: Jan" i Piotr, dalej Eugieniusz Baratyń- 
kU przyjaciel Puszkina, autor kilku poematów, Stefan Sze- 
jrprew, przyjaciel Zeneidy Wołkońskiej, krytyk i historyk poe- 
^ i cywilizacyi, później akademik i profesor uniwersytetu. 
fcni mniej albo wcale nie dali się poznać w literaturze, ale 
wó^i^czas należeli do gorących zwolenników czy to pieśni lu- 
dowych, czy poezyi wogóle. Do nich liczył się G. Jełagin, za- 
gorzały później słowianofil, Jan Rozalin, umiejący dobrze po 
polsku^ tlómacz Werthera na język rosyjski, wreszcie Sergiusz 
Sobolewski, syn naturalny bogatego szlachcica Sojmonowa, 
zapalony bibliofil. 

Uczta odbywała się z początku bardzo wesoło w mie- 

S3±aniu Sergiusza Sobolewskiego; śpiewano i deklamowano 

utwory poetyczne. Poeta Baratyński wypowiedział wiersz, 

w którym wielbiąc gieniusz naszego poety, odwodził go od 

skłonności do naśladownictwa. „Nie naśladuj — mówił — 

innych, wieszczu; wszak tyś wielkością swą wielki. Dla Izraela 

i piewcy jedno prawo: nie będziesz czcił cudzych bogów. 

Kiedy cię, natchniony Mickiewiczu, zastaję u nóg Byrona, 

myślę wówczas: pokorny wielbicielu, powstań i pomnij, że 

sam jesteś bogiem!** W końcu biesiady dano Mickiewiczowi 

na pamiątkę puhar srebrny, wewnątrz którego wyrżnięte były 

nazwiska tych ośmiu osób, które powyżej wymieniłem. Jan 

IKirejewsfci, wręczając ten puhar poecie naszemu, wygłosił ser- 
deczne wiersze, w których wyraził życzenie, ażeby on nie za- 
pomml o nich, tak jak oni nie wypuszczą z pamięci jego 




— 380 — 



N 



pobytu pomiędzy sobą. Wiersz przejęty był nastrojem eh 
gijnym, mówił o Izach i tęsknocie, o magnetycznem odcza 
waniu smutków przez przyjaciół, o sympatyi, jaką wśród t^ 
grona pozostawia nasz poeta, o nadziei, że Mickiewicz niej 
zawsze doznawać będzie cierpień i smutków, że i dla ni^l 
przyjdzie chwila radości; kończył się zaś życzeniem, tebj| 
w tych spodziewanych chwilach radości puhar przypomniłl 
poecie przyjaciół, których opuszcza. 

Mickiewicz był mocno wzruszony; improwizował podzię- 
kowanie po francusku; przyjęto je „z wielkim aplauzem* 
W improwizacyi tej, dostrajając się do tonu wiersza Kirejeir- 
skiego, poeta opowiadał, jak pielgrzyma tułającego się p 
obcej ziemi przyjęli dobrzy ludzie gościnnie i obdarzyli upo- 
minkiem drogocennym. Ale po niejakim czasie poszedł piel- 
grzym w inne strony, gdzie musiał żyć wśród tęsknoty, g/oda 
i pragnienia. Strudzony i złamany padł w końcu na droda 
i skonał. Wtedy w fałdach jego płaszcza znaleziono ofiaro- 
wany mu przed laty puhar... ^) 

Z tęsknem wzruszeniem żegnany, opuszczał Mickiewia 
Moskwę, unosząc w sercu miłe wogóle wspomnienie. 



») Melanges Posthumes I, 283-286. — Bnskij ArcfUw,, \STS pn?^ 
tocz. przez Antoniego J. w Polonica. (^Rozprawy wydz. hist, Xni, str. 2^K 
.Korespondencya", IV. 102. 



'» » 



ROZDZIAŁ m. 



Petersl)urg (1828-1829). 



L Trzy nowe wydania poezyj Mickiewicza. - O krytykach i recenzentach 

warszawskich. Wartość i znaczenie tej rozprawy. — Odpowiedź Dmo- 

€b)wskiego. — Dalsze dzieje sporu romantyków z klasykami. — II. Utwory 
Hićkiewicza powstałe w Petersburgu. - UL Życie towarzyskie w Peters- 

l^gy^ Stosunek z Piiszkinem. — Stosunek z domem Szymanowskiej. — 

ResŁanracya pani Rondeleux. - IV. Kształcenie się poety w kierunku po- 
lityczno-społecznym. — ,Historya przyszłości^ - Starania o paszport. - 
Prząjażdżka do Moskwy dla pożegnania się. - Wizyty pożegnalne w Peters- 
bnrg-u. Kwapiony wyjazd za granicę 15 maja 1829 roku. 



I. 

"Ła. tTŁecim przyjazdem do Petersburga znalazł się już 
"łJCYcifeAe^icz iak u siebie; kilka czy kilkanaście znajomych do- 
TDLÓN* ol\v\eralo dla niego gościnne podwoje; dużo Polaków 
\ 'Rosy^^^ przyjmowało go otwartemi ramiony. Mimo to z po- 
czątku wcale się nie czul tu lepiej niż w Moskwie. Projekta 
jego wyjazdu na Kaukaz lub do Odessy, albo też otrzymania 
iego stałego miejsca w Petersburgu nie urzeczywistniały 
,ia się niecierpliwił. W piątym miesiącu takiego nie- 
"» istnienia pisał do Bonawenturowej Zaleskiej: „Tak 
I jdzony, tak sprzykrzyłem sobie tutejszy pobyt że 

/ !esiąc nic nie zrobię, udam się napowrót do Moskwy 

I ^-^a czekać będę. Niepewność ustawiczna, chociaż tak 

fl '^ jednak dokucza i trudno do niej przywyknąć; 



— 382 — 

stąd i zatrudnienia obrać i oddać im się szczerze nie czaj( 
ochoty". 

Dopiero latem, lubo położenie ogólne w gruncie rzea| 
nie zmieniło się wcale, poboczne okoliczności wpłynęły oi 
ożywienie i rozpromienienie ducha poety. Sława jego cotsi 
dalej sięgała, coraz głębiej w umysłach rodaków się wrażab: 
a jako materyalny jej objaw okazało się poszukiwanie poezjj 
Mickiewicza i potrzeba ich przedrukowywania. To, co praeft 
dwa lata sam poeta napróżno chciał przeprowadzić, obecnie 
przyszło do skutku bez żadnych z jego strony starań. Nara* 
w dwu miejscach różnych powstała myśl wydania wszysłkidł 
poezyj, jakie Mickiewicz do r. 1828 napisał. W Paryżu hra* 
bina z Sanguszków Ostrowska dała fundusz na druk poezjj 
Adama. Zajął się nim były wychowaniec uniwersytetu wil^ 
skiego, zamieszkały od lat kilku w stolicy Francyi, Leonard 
Chodźko, który wziął sobie za zadanie zaznajomienie Francji, 
a przez nią zagranicy, z rzeczami polskiemi. W Poznaniu zaś 
wysoce uzdolniony i ukształcony nauczyciel gimnazyalny, Józrf 
Muczkowski, za pośrednictwem prenumeraty doprowadził do 
skutku najprzód w trzech, potem w pięciu tomikach wydanie 
tego, co w Paryżu dokonanem zostało ofiarnością jednej osobj. 

O ile ucieszyło Mickiewicza urzeczywistnienie jego za- 
miaru, jeszcze przed dwoma laty powziętego, o tyle sposób, 
w który urzeczywistnienie to nastąpiło w Paryżu, podobaó 
mu się nie mógł. Nie chciał on grać roli dawnych poetów, 
co od możnych mecenasów oczekiwać musieli zasiłku, ale 
pragnął stanąć na stanowisku nowożytnego autora, który tylko 
od ogółu za swe prace wynagrodzenie przyjmuje, gdyż dla 
tego ogółu pisze. Stąd też, gdy odebrał najprzód egzemplarz 
wydania paryskiego, a potem „list z wekslem", został , nie- 
przyjemnie zdziwiony" tem, że mu „nieznane osc. o- 
darunki"; chciał nawet narazie „publicznie protei. 
Ze względu jednak, że „szanowna dama uczyniła * ^^ 
w dobr}'ch zamiarach", że może od Lelewela, kt ^ 
powierzył prowadzenie swoich interesów wydawi" '* 
ku temu upoważnienie, postanowił milczeć; '^•"^'=' ^ 



— 383 — 

iSŁ, aby uwiadomił wydawców, iż to tylko chciałby za wla- 
ość poczytać, co się po zwrocie kosztów pozostanie, iż da- 
^wizny przyjąć nie może*). Natomiast do Józefa Muczkow- 
i^o pisał serdecznie: » Byłbym bardzo niewdzięcznym, gdy- 
^m skartyl się na brak zachęcenia w kraju naszym. Nad 
^pgate honorarya zagranicznych pisarzy, nad ich znaczenie 
tytuły zaszczytniejszy jest może, a zapewne sercu milszy, 
tczaply dochód, który winienem bezinteresownej życzliwości 
^eznąjoraych, w dalekiej stronie mieszkających rodaków. Przy 
^raźniejszych trudnościach handlu książkowego i stosunków 
ieraekich, kiedy własność autorska tak u nas maJo szano- 
rana. dałeś Pan przykład piękny, pokazując, iż można po- 
izebom czytelników odpowiedzieć bez zaszkodzenia autorom. 
feżeli tym sposobem zobowiązałeś Pan cały cech pisarski, 
mnie ^w szczególności wyrządziłeś cześć i przysługę i wyborem 
mojego i pilnem tmdnieniem się około jego wydania. 
mi Pan być przekonanym, że kwitując siebie zobo- 
półnie z handlowych stosunków, nie zakwitujemy się ze zna- 
jomości i przyjaźni. Będę nieskończenie wdzięczen, jeżeli mi 
wska:^esz drogę i dasz pozwolenie dalszej korespondencyi. Je- 
żeli zostanę na długo w tutejszej stolicy, ośmieliłbym się do 
równych moich literackich projektów używać Pana Dobrodzieja 
pomocy i rady" ^). 

Oprócz tych dwu zbiorowych wydań postanowił Mickie- 
^cz ogłosić trzecie, w Petersburgu, pod swojem okiem. Po- 
czytywał on Petersburg za „ważny punkt księgarstwa", za 
.naj^wygodniejsze miejsce do tanich przedsięwzięć", mające 
najobszerniejsze i najłatwiejsze stosunki" z różnymi innymi 
T^unktami handlu książkowego. W kilka dni można tu było 
rozprzedać za gotówkę sto* i więcej egzemplarzy^). Miał więc 
nadzieję poeta, że wydaniem w Petersburgu poezyj swoich 

1) Lisi do Lelewela b. d. ^Korespondencya**, t. III, str. :288. 

J) ,Koresp.", t. I, str. 38, 39. Drobne poprawki zrobiłem według 

autografu te^o listu. 

3» ^Korespondencya*. t. III, str. 288, 291. 



i 



/ 



1 



— 384 



zdoła poprawić swoje finanse, w bardzo złym stanie będąa 
Byl wszakże i inny jeszcze powód do takiej edycyi; ehdi 
Mickiewicz wypowiedzieć swój pogląd zarówno na krytA 
wywołane jego utworami, jak wogóle na stan ówczesny liU 
ratury polskiej w formie klasycznej. Narzucać obcym wydaf 
com taką rozprawię, wchodzić z nimi w układy w razie, gdyfc 
się któremu nie podobała, zapewne poeta nie miał oc\Ą 
a mogąc uskutecznić wydanie na własną rękę, chciał zupelm 
swobodnie ze zdaniem swojem wystąpić. 

Co ostatecznie skłoniło Mickiewicza do napisaiua slawrt 
przedmowy o krytykach i recenzentach warszawskich, napewn 
powiedzieć nie można. Wiemy, że był z krytyk napisanych fli 
„Sonety" w wysokim stopniu niezadowolony, że je wszysudi 
zarówno pochwalne jak ganiące, w poufnym liście „głup^^na 
nazwał; ale wiemy także, że odznaczał się wtedy wielką^' 
rozumiałością i miał za złe Odyńcowi zbyt gwałtowne ajmO' 
wanie się za romantyzmem, że jeszcze w marcu r. 1828 sazai 
podziękować Dmochowskiemu za przysłane sobie przezeń po^ 
zye i ofiarować mu nawzajem egzemplarz „Wallenroaa^ 
z prośbą, ażeby mu się Dmochowski znowu „czemś swojem 
odpłacił; że jeszcze wtedy dopytywał się, czy reszty poeĘy 
LegouYego tenże nie wytłómaczył. Czy w przeciągu kilku ©« 
sięcy doniesioną mu została jaka plotka *), czy też podbudzo^, 
został „Listami" Morawskiego o klasykach i romantyKa^^ 
czy rozżarzoną wtedy a namiętną walką romantyków tran 
skich zagrzany, czy silny powszechnem uznaniem chciał gi ^ 
zaznaczyć tryumf nowej poezyi; dość, że w usposobienju je^ 



*) Może „JaKiada" Gaszyń.skie|-'o, w której między innymi bjn 
wiersze : 

ł^atrz. fura laurów nacięta, 
Dziś ją posyłam do Litwy. 
Tara dla wierszy i dla prozy 
Nig-dy słońce nie zacłiodzi; 
Nowe tam światła jaśnieją; 
Co chwila gieniusz się rodzi, 
Za którym wszyscy szaleją... 




r 



— 385 — 



pokojowem zaszła wielka zmiana; poeta wystąpił do boju 
i całym zapasem ironii i sarkazmu. 

To wystąpienie Mickiewicza podobnem było do śmiałego 
kroku Byrona, kiedy pisał swój pamflet o angielskich bardach 
i szkockich krytykach. Istotnie i poecie naszemu nie chodziło 

spokojny, przedmiotowy zarys stosunków literackich w ów- 
czesnej Warszawie, ale o uwydatnienie tylko ujemnej ich 
strony, o nacechowanie całego obozu klasycznego zarzutem 
nieudolności twórczej i nieznajomości literatur obcych, o wy- 
kazanie wreszcie, że krytycy jego w sądach swoich nie o))ie- 

• 

rali się na żadnej umiejętnej zasadzie, rządząc się jedynie 
kapryśną dowolnością. Rozpoczął od krytyków, a dla jaskra- 
/wego wystawienia niezgodności w ich zdaniach, nie troszczył 
się o ścisłość w przytaczaniu, cytując zazwyczaj z pamięci 
i mimowoli może zwiększając sprzeczność, jaka istotnie po- 
między sądami różnych recenzentów zachodziła. Rzecz dziwna! 
Dmochowskiemu, któremu przed dwoma laty kazał dziękować 
za pochlebne o poezyach swoich zdanie, teraz dostały się 
nosy najdotkliwsze, a po większej części nieuzasadnione. Fer- 
wor krytyczny uniósł poetę zadaleko i jeżeli w oddaniu ogól- 
nego wrażenia, jakie wzniecić mogły różne recenzye pism Mic- 
kiewicza, przyznać można trafność, a w każdym razie umie- 
jętność wyzyskania stron słabych; to w szczegółach trzeba 
niejednokrotnie ująć się za pokrzywdzonymi. 

W przedstawieniu nieudolności twórczej obozu klasycz- 
nego i nieznajomości literatur nowożytnych Mickiewicz zanadto 
f uogólnił zarzuty, ażeby można było w zupełności na zdanie 
jego się zgodzić. Gdyby się był ograniczył do czasów sobie 
najbliższych, do owego ośmiolecia, jakie upłynęło od czasu 

1 ukazania się pierwszego tomiku jego poezyj, nie mo^.naby tak 
' lx\ ^'^stować. Wszyscy głośniejsi klasycy warszawscy, 
; K( iński, Morawski zamilkli naówczas i nic ze swoich 

nt ' udzielali ogółowi; inni zaś, jak Wężyk, przerzuciU 

j sił; _ści, bardzo słabe w niej okazując uzdolnienie. 

' A! -ip chciał się ograniczyć tym krótkim lat przecią- 

gi' "?zerzvć doniosłość swego zarzutu na cały okres 

25 



— 386 — 

porozbiorowy. Wyłącza on wprawdzie poetów i mówców: ro^j 
prawiąc tylko pragnie o „retorach*, o tych, co podawali re- 
guły wymowy i poezyi; ale zarówno z wyrażeń pojedynczych^ 
jak i z całego toku rzeczy widać, iż zamierzał dotknąć cał|j 
uniysłowość polską od początku wieku XIX. I tu znowut 
główną osobistością, przeciwko której najostrzejsze skierowane 
są strzały, jest Dmochowski ojciec, lubo ten, wedle wyrażeiwa: 
Mickiewicza, sięgając jeszcze czasów Stanisława Augusta, cha- 
rakteryzował „epokę przejścia z oryginalnej i silnej poezyi uoi 
lękliwego, niewolniczego naśladownictwa *". Przedstawienie l«ł 
poezyi naśladowniczej dowcipne jest, ale od trafiiości kry- 
tycznej dość dalekie. Ażeby jednostronność jego uwydatnić 
zwrócić tylko wypada uwagę na to, że jak w całej pnemo- 
wie, tak i w tym jej ustępie o Woroniczu nie znajdujemy 
nawet wzmianki. 

Obraz owej „blokady rozumu, potrzebnej do utnymBUiB 
w cenie wyrobów wierszowych warszawskich**, bardzo pi^' 
styczny, wrażający się silnie w pamięć, również z historycz- 
nego punktu widzenia za uzasadniony uznać nie można. 
Wszak-to w Warszawie właśnie istniała przez dwa lata M' 
zeta Literacka", której zadaniem głównem było zaznajamiam^ 
ogółu polskiego z najnowszymi objawami literatur nowożyt- 
nych: francuskiej, angielskiej i niemieckiej. Wszak-to w wai- 
szawie wychodziły przekłady Goethego, Schillera, Byrona, wa - 
ter Scotta, Moora. Wszak-to w Warszawie najgłośniejsze i D^j- 
żwawsze toczyły się spory o nowe pojęcia estetyczne, a spory 
te dowodziły przynajmniej zainteresowania się literatur^' 

Nauka, dana przez poetę przy końcu przemowy o potrzem 
ciągłego kształcenia się, mogła conajwyżej być z^siosowm 
do najmłodszego pokolenia klasyków, którzy istotnie nie umic- 
jąc greczyzny, chcieli uczyć Anglików i Niemców, 
Żytna sztukę cenić i czuć należy, o ile formy jej ł. 
wolno. W ogólności mówiąc, stan krytyki był nic* 
nizki w czasach, kiedy Mickiewicz pierwsze swoje ut 
szał, znajomość literatur nowożytnych nie była jes" 
rozpowszechnioną, twórczość klasyków zanikła » ' ; 




— 387 — 

4« tomicznyiu ŚAvietnie przez Fredrę była reprezentowana; 
am krytyka me była w rzeczywistości tak śmieszna, ani 
lyslowośc literatów warszawskich tak licha, jakby to z prze- 
rwy Mickiewicza wnosić było można. Nie mówiąc już 
znacznej liczbie książek wówczas wydanych, ani o sporej 
*d czasopism wtedy wychodzących, sam fakt, że lubo pry- 
taiie w rozmowach i listach zagorzali klasycy drwili z ro- 
intyczności i Mickiewicza, albo oburzali się, w druku je- 
|i>zgodnie z mniejszem lub większem uznaniem mówiono 
falencie poety, dowodzi, iż ci, co w Warszawie o poezyi 
epra^wiali publicznie, nie byli to ludzie płytkiego i ograni- 
onego umysłu ^). 

Jeżeli jednak przedmowa Mickiewicza nie może być uwa- 
ioa za trafny historycznie obraz ówczesnego stanu literatury 
iszej, to jako oręż w walce z przestarzałemi pojęciami este- 
fcznemi posiadała zalety niepospolite: żywość, śmiałość, do- 
rtaość i bezwzględność. Takich przymiotów potrzeba było 
Djo^wnikow, który chciał zadać przeciwnikom cios dotkliwy 
może śmiertelny. Czuł-to poeta dobrze i, przewidując skutki, 
^al "W początkach stycznia 1829 roku do Lelewela: „Będę 
kamienowany w Warszawie za przedmowę. Złamałem kopie 
e -wszystkimi prawie literatami przychylnymi i nieprzychyl- 
caii. W uwagach nad polską historyczną szkolą od ks. Ne- 
yusza Golańskiego do Ludwika Osińskiego rzuciłem niemało 
trkazmów^ na warszawskie kleinsiddterei^ wzajemne pochleb- 
t\ra i ^elką obcych rzeczy nieznajomość. Ta przedmowa 
ifet tylko zagajeniem wielkiej walki, którą mam chęć wręcz 
(Omocząć i śmiałość czuję do końca w niej wytrwać. Zacznę 
|ifeać różne literackie rozprawy; powtarzając myśli cudze 
fcnrsŁwdzie, ale u nas bardzo nowe, dołączę, jako zastosowa- 
li^ -^ naszych pisarzów. Mam wielkie dla talentu po- 
U^, autorowie, klasa, że tak powiem, płodna w lite- 
fl^ ^"^ą na słuszne względy i na pobłażanie nawet 



Biegeleisen: ,Atak Mickiewicza na obóz klasyków' w Do- 
- -'^ '^rze^ądu Tygodniowego", 1885 styczeń — maj. 

25* 



1 




— 388 



uchybieniom. Ale retorowie zuchwali i ciemni litości nie wart 
łatwo pokazać ich nicość. Zresztą napaść pociągnie i '% 
strony wzajemne ataki; będą musieli czytać, co zawsze w^j 
dzie na pożytek" ^). A gdy posłyszał, że Lelewel ^nie baiii 
rad z przedmowy", napisał mu: , Cierpię nad tem. Myślatai 
nieraz pisząc, że cię do śmiechu pobudzi. Powiedz, dlacze|| 
miałem oszczędzać krzykliwą czeladkę PamasUj jak nazy* 
Trembecki. Wielkie też oni zadali ciosy literaturze ^api€« 
radami swojemi, zły smak zaszczepiając. Może w innych ntt 
kach macie tam dobrych pracowników, ale w literaturze cfl 
fniono się o pół wieku nawet od Rosyi. Góżkolvfiek będał 
myślał, jeszcze im dokuczę nieraz; niech sobie, co chcą, P 
mnie piszą i, jak chcą, potępiają* •). 

Rozgłos przedmowy był niesłychany. Obóz klasycflj 
zawrzał .gniewem. Romantycy tryumfowali, lubo się men 
wszystkie twierdzenia Mickiewicza godzili. » Gazeta Polstt, 
w N. 93 (z 6 kwietnia n. s.) zaznaczyła, iż z powodu ti! 
przedmowy zanosi się na burzę w dziennikarstwie naszfifl 
Jako pierwszy tej burzy objaw podaje wystąpienie F. S. v^^ 
chowskiego w N. 91 „Przewodnika Warszawskiego*, ^^ 
powiedział, że przedmowę Mickiewicz napisać musiał .wfl**; 
zwyczajnym paroksyzmie szału romantycznego*. Autor artf* 
kuliku w „Gazecie" broni Mickiewicza i utrzymuje, d i^ 
nieszczęście, między nami jest jeszcze wiele (I) takich rec^ . 
zentów (skądinąd ludzi bardzo światłych), którzy nietjJto aj 
nic nie wiedzą o tem, co się dzieje za rogatkanai Wars»^ 
(to jest w całej Europie) we względzie dzisiejszej 
i estetyki, ale nawet gardzą tem, czego nie wiedzą, 
Szekspira i Kalderona mają za dzikich barbarzyńców", ^ | 
bez dobrej edukacyi i bez dobrego gustu, którzy ^^, 
Herdera, Szleglów i Wiktora Hugona nazywają fentastyt*^ 
niemieckimi, a całą filozofią, estetykę i literaturę tueiniecH^ 
uważają jako chaos, gdzie się niby we mgle iiierozw*8n^ . 




») „Korespondencya", t. III, str. 285. 
2) Tamże, t. III, str. ź95. 



389 - 

)W, albo zwodniczych gnomów", 
e oczekiwanie odpowiedzi klasy- 

zawierać miała. „Wielkiej rzeczy 
owiodii, że krytyka scholastyczna 

pisał Mickiewicz, której upadek 
ogłosiliśmy w Gazecie Polskiej, 
ekbądź do dobra literatury i nie 
ictwa polskiego". W N. 100 po- 
fku( ,nie-literata", który oburzał 
I, że z osobistej niechęci, w złem 
a przedstawił i że swój sąd za 

W N. 101 — 104 przedrukowano 
■ycy Mochnacki zaleci! do rozwa- 
e przeciwko uprzedzeniom i =miesz- 
isnęły u nas do sądu dzieł lite- 
em znamienitych pisarzy i kiero- 
inią"; sądzi, że to o niej zdanie 

nawet, którym teraz nie podo- 
Ktery przypiski. W 1-szym utrzy- 
a, drobiazgowa krytyka, o której 

lat dwóch czy trzech w pismach 
staniała w przekonaniu prawdzi- 
ilskiej". W l!-gini ujmuje się go- 
ilała się głównym punktem życia 
[laniem Mochnackiego, ,z pochwa- 

się wspominać zwłaszcza poecie, 

czcicieli talentu swego, którego 
tańców lej stolicy, że prawie po- 
w sposobie sądzenia o wartości 
1-cim przypisku broni Mochnacki 
?atury polskiej, jako gruntownego 
i a przez nią i angielskiej, jako 
V Warszawie wyraził przychylne 
ia; słowa przedmowy odnoszące 

niewłaściwemi i niewczesnemi- 
laje. że artykuł jego o Sonetach 



— 39() — 

„był napisany bez dostatecznego rozmysłu*^, że brakło mu: 
^uiiiiej(jtnej formy", ale zaprzecza, iżby powiedział, jakoby 
poezya polska dotąd ograniczała się do tlómaczeń i naślado- 
wali francuskich. 

Wyczekiwana odpowiedź klasyków ukazała się nakoniec. 
Napisał ją znowuż F. S. Dmochowski, ten sam, co w ,Pne- 
wodniku Warszawskim'' pierwszy rękawicę i-zuconą przes Mic* j 

i 

kiewicza podjął^). Umieścił w niej całą przedmowę naszła | 
poety, opatrzył ją przypiskami, prostującymi jego twierdzenia,: 
i dołączył apologią działahiości pisarzy polskich, za Stanisława; 
Augusta, a głównie po rozbiorze kraju występujących, w szcze- i 
gólności zaś ojca swego, tłómacza „Iliady". Dmochowski w od- 1 
powiedzi swej usiłował utrzymać ton spokojny i o talencie 
poetyckim Mickiewicza ciągle z pochwałą wspominał; wytytal 
mu jedynie ostro przeistaczanie wyrazów i myśli recenzentów 
oraz naginanie faktów do stworzonych przez siebie przjpusz- 
( zeń. W imieniu zaś całego obozu klasycznego zaznaczył z na- 
( iskiem, że kiedy u innych narodów, „przy starciu się wyo- 
brażeń dawnych z nowemi zarzucano dzienniki mnóstwem 
wybuchów namiętności i rozdrażnionej miłości własnej, Bedy ■ 
.^tarsi z całą przewagą wieku i dawnego wpływu powstawali ; 
na młodszych, u nas nic się podobnego nie zdarzyło^ Umo- ^ 
chowski powołuje się tu tylko na objawy drukowane, a nic 
nie wspomina o zaczepkach ustnych i drwinach prywatnych; 
i w tych granicach ma słuszność. Równocześnie z tem chlub- 
nem wspomnieniem o zachowaniu się klasyków, „ze smutkiem* 
wzmiankuje o postępowaniu grona młodych zwolenników ro- 
mantyczności w Warszawie. „Powstało — powiada — '^^ ^'^ 
licy stronnictwo z zapalonych umysłów złożone, nieprzyjazna 
wszystkiemu, co się z jego W}^obrażeniami nie zgadza, nie- 



*) Napis całkowity tej broszury: ^ Odpowiedz na p«.. 
cza o Krytykach i Recenzentach Warszawskich, obejmująca tek 
wicza z uwa^Mmi krytycznenii, i obraz dążności literatów polsk. 
wania Stanisława Au^^usta aż do naszych czasów przez F. S. 
skiejjTo (syna). W Warszawie. W druk. „Gazety Ko^***^^ " ' 
w 1-2-ce, str. 118. 







r 



— B91 



przyjazne całej naszej naukowej przeszłości. GhcQ wierzyć, że 
szczera gorliwość o wzrost literatury ojczystej niem pow^oduje. 
Ale jakichże środków używa? Czyliż mówienie z lekkością 
a nawet z pogardą o ludziach tak szanownych, jakim jest 
Czartoryski, Śniadecki, Piramowicz i inni odpowie temu za- 
miarowi?... Czyliż jaki przesadny i szyderczy artykuł w ga- 
recie o Cydzie, Alzyrze i Ziemiaństwie Delilla zastąpi dla czy- 
telników wartość Cyda, Alzyry i Ziemiaństwa? Czyliż podobne 
postępowanie nie wzbudzi słusznej nieufności i niechęci ku 
tym, którzy pokoleniu, już wolnemu od młodzieńczych unie- 
sień, nakazują gardzić temi dziełami w ojczystym języku, które 
dotąd były jego rozkoszą i chlubą, które wpływały na ukształ- 
cenie jego umysłu i serca?** 

Smutną to jest, ale, o ile dotychczas doświadczenie oka- 
zało, nieodzowną potrzebą, iż każda myśl now^a musi sobie 
torować drogę przebojem, a więc bez lękliwego oglądania się 
poza siebie, z jednostronnością i wyłącznością właściwą mło- 
dym, burzliwym umysłom. Starsze pokolenie widzi złe, ale nie 
widzi zazwyczaj dobrego, jakie myśl ta nowa przynosi i oskarża 
młodych o lekceważenie sw7ch i całej przeszłości zasług. Stąd 
wynika starcie i walka. 

Mickiewicz, ciskając swą przedmowę w świat, przewi- 
dział skutki, jakie wywołać miała, i nie dziwił się im wcale. 
Do Odyńca pisał: „Nie mogę pojąć, za co tak gniewasz się 
na Dmochowskiego. Napastowany musi bronić się. W jego 
odpowiedzi nic niema zjadliwego, jak ty nazywasz; trzeba 
się spodziewać sroższych ataków klasycznych. Uderzą oni na 
moje poezye, szczególniej na Dziady, i będą może nawet 
dowcipnie z wielu rzeczy się naśmiewać: i cóż w tern nad- 
zwyczajnego? Ja czy mam szczęśliwy charakter, czy nadto 
mi — nej, ale, jak cię kocham, nie gniewam się na kry- 

tyl ^ dowcipniej będą mnie dogryzali, tem się serdecz- 

nie ^j^. Niech się wypiszą. Mam na nich znowu przygo- 

tc ,orszą jeszcze filipikę, gdzie niektórych zasługi w całej 

ob '"' -oztrząsam i oceniam. Dla mnie zapewne byłoby 

łej "'" •'-aczepiać, i wiesz, że jestem w pożyciu bar- 




— 392 — 

dzo tolerujący człowiek i ze wszystkimi w zgodzie; ale md 
znudziła klasyczna wasza hołota i pokażę, że się ich wszy3^ 
kich razem nie boję... Żałuję trochę, żem drasnął Gnymaltj 
Ile przypominam, jego artykuł, jeśli nie miał wielkich literae^ 
kich zalet, przynajmniej pokazywał śmielsze widoki pisai^ 
i duch szlachetny; kiedyś go przeproszę" '). 

Wspomnianej tu drugiej filipiki Mickiewicz nigdy iu^'l 
ogłosił; prawdopodobnie nawet jej nie napisał; miał ^pnygcHi 
towana** tylko w myśli, nie zaś na papiei-ze. Zawziętoaj:] 
w sercu nie żywił i gdy Bazyli Żukowski wybierał się A>| 
Warszawy w r. 1829, dał mu Mickiewicz notatkę w językir; 
francuskim o poetach i uczonych warszawskich, a w viĄi 
nie pominął bynajmniej klasyków, lecz nawet oddał im p^ 
chwały, umiarkowane wprawdzie, ale szczere ^). 

Dalsze spory odbyły się już bez jego współudziału. 

., Gazeta Polska" w ciągu r. 1829, a następnie ,Kuryef 
Polski" z 1830 r. pomieszczały mnóstwo artykułów w obro- 
nie romanlyczności; a w „Meliteli", wydawanej przez Odynea, 
i w „Dekameronie polskim**, ogłaszanym przez Ordyńca, roz- 
prawiano o pismach klasycznych i romantycznych. Klasycy 
przedniejsi zachowywali milczenie; Dmochowski tylko wyda* 
powtórnie (w r. 1830) swoje odpowiedź, rozszerzywszy ją a^* 
208 stronnic przez dodanie artykułów dawniej przez sieoi^ , 
w .^Bibliotece Polskiej" pisanych; a jakiś bezimienny ^y^^* \ 
w r. 1830 „Myśli dorywcze o romantycznośei i romantyte'^'' | 
(sir. 48, w Kaliszu), w których poddając krytyce, romantyczni 
żądze bez celu, pomysły tułackie, wzdychania nie wiedzieć ao \ 
czego, zaglądanie przez szczeliny świata", pragnął narodowo- i 
ści, a więc i mitologii narodowej, w poezyi, Mickiewicza h^^ 1 
za .,rzeczywisty i piękny talent", ale Dziady i Sonety Krynd^ \ 
za „klęskę nowoczesnego piśmiennictwa polskiego*. Z cd^^ ! 

') , Korespondenoya " t. 1. -ii. List ten pissił M. 1 maja l^-^' ^ ' 
wledy zapewne tylko ów krótki artykuł Dmochowskiego w ,I^eW'>^^^^ 
Warszawskim" pomieszczony, nie zaś jcjro kilkuarkuszową , Odpowiedź*- 

^) -Korespondencya'* IV, U)\J — 111. 




f^ 



— 393 — 



•regu walczących najdzielniej i najsamoistniej wystąpili dwaj 
*nnierze niepospolitego talentu: Brodziński i Mochnacki. 
t)cl2iński w rozprawie ,o Krytyce" a zwłaszcza „o Entu- 
ftzinie i Egzaltacyi** rozszerzył i uzasadniał swoje dawniej 
i głoszone potępienie uczuć gwałtownych i burzliwych, prze- 
ażDie zwolenników Byrona mając na względzie, ale mimo- 
lodem i bez wymienienia nazwiska krytykując niektóre po- 
lysly Mickiewicza. Mochnacki zaś w dziełku „O literaturze 
olstóej wieku XIX-, ustaliwszy pojęcie literatury jako objawu 
imowiedzy narodowej, w rozbiorze główniejszych poetów 
owej szkoły dowodził, że dopiero romantycy urzeczywistnili 
aprawdę ideał takiej literatury, że poezya romantyczna pol- 
ika XIX wieku_ jest bardziej oryginalną i narodową aniżeli 
piśmiennictwo rzymskie za czasów Augusta. Glos Mochnac- 
kiego obwołał dzień tryumfu dla romantyków. Mickiewicz był 
|Uż wtedy daleko zarówno przestrzenią jak poczęści i prze- 
konaniami od tej drużyny romantycznej, którą on pierwszy 
do boju powiódł. 



n. 



Twórczość Mickiewicza w Petersburgu była bardzo 
szczupła. Przekład „Przypomnienia" z dzieł Aleksandra Pu- 
szkina, przekład „Morlacha z Wenecyi** ze zbioru pieśni po- 
łudniowo - słowiańskich wydanych przez Merimće, przekład 
^Szanfarego** i .Almotenabbiego" naturalnie nie z orygina- 
łów, ale z tłómaczeń francuskich; przekład bajki Lafontaine'a: 
.Zając i Żaba", bajka oryginalna „Przyjaciele", dwie ballady, 
wreszcie «Farys« i „Czyn" — oto główne jego prace z tego czasu. 
Wśród nich arcydziełem Mickiewicza jest „Farys". 
Przekład .Szanfarego'* i „Almotenabbiego" był przygotowa- 
mera do stworzenia tej świetnej „kasydy*, całym przepychem 
kolorytu wschodniego jaśniejącej. Ułożył ją poeta na cześć 
slyraiego oryginała, arystokraty, bujną i niespokojną obda- 
rzonego wyobraźnią, która go do szukania przygód nieustan- 
' uk popychała, zapędzając w pustynie Arabii, podsuwając 



i 



— 394 — 

myśli życia na sposób wschodni. Wacław Rzewuski, 
zwany przez Arabów tadi-ul-fechrem, głośny byl wówi 
w Petersburgu i mógł być dla poety przykładem nieoslrafli 
nego jeźdźca. Mickiewicz opowiadał wobec Odyńca, wpół-żartil 
zapewne, kiedy mu przyszła myśl napisania ,Farysa*. M 
wyszedłszy z proszonego obiadu, na którym wesoło słc ń 
bawił, spostrzegł, że burza nadchodzi. Dopadł więc doral| 
i kazał pośpieszać. „Zwoszczyk" pędził, co koń mógł wyska^ 
szyć, a ten pęd, turkot, świst wiatru, huk grzmotu, chęć j»! 
śpiechu i obawa ulewy, obudziły w nim wrażenia, ktort 
w ciągu niespanej nocy wyraził wierszem ^). Jakże świeN 
ta małoznacząca dla innych okoliczność odbiła się w bog^ 
fantazyi poety! Sam już obraz nieulękłego rycerza, który p<H 
minio wszelkich przeszkód, pomimo spiekoty pustyni, naw; 
nicy huraganu, braku towarzyszy, coby go do wytrwania samą 
swą obecnością zachęcali, widoku całej karawany wyman^f 
mogącej być wskazówką losu, jaki i jego spotka, pędzi ^* 
trwale tam, gdzie swoboda panuje; — sam już len obrai, 
rozważany z artystycznego jedynie względu, tak jest plastycz- 
nym, tak barwnym, tak żywym, że raz odczytany nazawsze 
utkwić może w pamięci i wyobraźni, jak niezwykłe zjawisw 
rzeczywistości. A gdy jeszcze zważymy, że każdy szcz^« 
budzić może całe szeregi domniemań, działając zapładmająt^ 
na umysł czytelnika; gdy obrazy nasuną rozwadze takie kom- , 
binacye, które pogłębią treść ich plastyczną i malowniczą,., 
gdy w głazach domyślimy się nieczułych samoluhów, w sc* 
pach — ludzi okrutnych, w obłoku — rozmarzone, seDiJ- , 
mentalne istoty, w szkieletach — całe pokolenia wygasłe, w nu- 
raganie — burzę namiętności lub gwałtów zewnętrznych, P^ | 
wstrzymujących rycerza nowej idei na drodze przez statnaw 
najróżnorodniejszych przeszkód: obojętności, gr^," 
słonych pożądań, śmierci i walki wewnętrznej 
zewnętrznych; — wówczas jak wszelkie arcydzieło t 
za każdem nowem odczytaniem nowych powF 



;óvr 



rs' 



[las 



*) A. Odyniec: , Listy z podróży'*, I^ 177, 



— 39B — 

pierze, bo dotyka najgłębszych, najistotniejszych uczuć w sercu 
j^Ufwieka, zdolnego do wzniesienia się, choćby myślą tylko, 
^^d powszednie interesa życia. Jak „Oda do młodości" za- 
^rta w sobie wyraz młodzieńczych dążności ku ideałowi 
cizęścia ogólnego, osiąganego potęgą zjednoczonych uczuć; 
^ ^Farys*', będący jej rozwinięciem w dobie męskiej doj- 
talości, zawiera powołanie do służenia temu samemu idea- 
twi potniino tysiącznych przeszkód, jakie w życiu dusza ogni- 
ła I namięlna napotkać może. Jak w „Odzie do młodości" 
tnecywal poeta rychłe zabłyśniecie słońca , zbawienia" czy 
^wolności*; tak w „Farysie" po pokonaniu najstraszniejszego 
iieprzyjaciela, jaką jest słabość własna, oddycha poeta pełną 
lersią, patrzy swobodnie wokoło, przenikając wzrokiem poza 
lumacalny widnokrąg; wyciąga miłośnie ramiona: 

Wyciągnąłem ku światu ramiona uprzt-jiiie. 
Zda się, że go ze wschodu na zachód obejine. 
Myśl moja ostrzem leci w otchłanie błękitu. 
Wyżej, wyżej i wyżej aż do niebios szczytu... 

^Farys** należy do tych utworów Mickiewicza, które nie 
naród pojedynczy, ale całą ludzkość mają na względzie *). 

„Czyn", improwizowany podobno na przyjęciu u mala- 
Orlowskiego, całkiem odmienne ma znaczenie. W utworze 
Mickiewicz po raz pierwszy przemówił do uczuć podzie- 
lanych przez ogół przedstawicieli narodu bez względu na wiek, 
pleć, zajęcie i usposobienie. Uczucia te, przeciwne serwili- 
stYCznemu upodleniu, wypowiedział poeta w słowach prostych, 
wyjętych z codziennej rozmowy, nie odznaczających się no- 
vrością lub głębią, ale znamiennych, bo zamaszystych, wyra- 
ŹBYch i dobitnych, odkrywających myśli bez żadnnej ogródki. 

Hallady najpiękniejsze, jakie Mickiewicz napisał, 



T^«-B«1^& 



..jman Piłat: „Geneza Farysa'' (w ^Pani. Iow. lit. i. M." II, 

^Hesław Prus: ^.Farys* (najprzód w dod. lit. do ^Kraju" 1885, 

ażce zbiorowej ku uczczeniu pamięci A-aM-a". Petersb. 1898). 

Kilka słów o genezie i znaczeniu Farysa" (w Muzeum 1887); 

,^^ ,. i^otnrsie- (Ateneum, 1888, t. II). 




— 396 — 

I 

zamknęły jego w tym rodzaju poetyckim działalność. Jak J 
z „Powrotu Taty^ z „Alpuhary**, tak też z ^GzatówM Jrai 
Budrysów" usunął Mickiewicz świat fantastyczny najzupetó^ 
czerpiąc treść do ballad ze stosunków świata neczjy^^l 
W „Czatach" zJożyl hoJd zasadzie miłości. Dumny, W 
gaty a stary wojewoda, który zabrzęczawszy trzosem, po? 
skał sobie rękę młodej kobiety, widzi żonę swoje w nśdsh 
dawnego jej kochanka i każe kozakowi Naumowi zaslrzfli 
oboje; kozak się wzdraga a w końcu zabija wojewodę, od 
łając tym sposobem kochanków; prosta jego dusza spółczia 
bardziej tym, których serca się rozumiały, niż temu, co o seffli 
nie dbał, tylko ciała pożądał. 

W ., Trzech Budrysach** poeta z poważną żartobliwośdj 
odmalował jeden z motywów, który nieprzeparcie pociw 
Litwinów ku Polakom. Jak Władysław Jagiełło do Krakowa 
podążył, by poślubić Jadwigę, tak i z trzech Badryso^, ^" 
słanych przez ojca w różne strony po różne łupy, fy^^^ 
każdy Laszkę-synową. 

Układ obu ballad wyborny; wszystko w nich na mi^T 
scu, wszystko należycie umotywowane; nigdzie nic loys^ 
I nego. Wysłowienie pełne siły, jędrności, zwięzłości i ^"^^j^ 

j malowniczych wyrażeń, wyróżnia te ballady stanowczo ; 

[ wszystkich dawniejszych, nawet od „Alpuhary**. ^^^ \ 

[ w jednem miejscu sztucznym środkiem nie starał sięrza. 

nadać jakiejś wyższej wartości, któraby z samej isiotj J \ 
i rzeczy nie wypływała. Forma tak się tu zespoliła i Łresc4ł ^ 

że jest jej najwierniejszą tłómaczką. , . ' 

.Bajki" wreszcie naszego poety jaśnieją orygin^^" "* 
wysłowienia, plastyką nadzwyczajną i tonem poważali ^ 
błiwyni, klóry im dziwnego dodaje uroku. 



III. 



Życie światowe odrywało Mickiewicza od twórczo jj 
pochłaniając mu czas wolny. W początkach roku 1829^^^ 



3»^ 

— 397 — 

Iszczę kreacyi rozumu ludzkiego snują niedościgle przepaście 
l3 ^'w slntbę do kolegium interesów zagranicznych" *); ża- 
bcia atoli vr tein kolegium nietylko go nie odsunęZy od wiru 
3tł3a^w, lecz go owszem w nim pogrążały z powodu stosun- 
-cAw X ^w^tezymi urzędnikami. O ile mu „ciągle sZabe zdrowie** 
liozwalalo, bywał on na zebraniach i ucztach, wydawanych 
^TŁei "Rosyan. Wyrobił sobie zdolności salonowe do prawie- 
nia komplementów, do mówienia dowcipnych słówek, do oka- 
zywania wesołości choćby powierzchownej tylko i przytom- 
ności umysłu. Improwizował też nieraz zarówno po polsku 
gak po francusku z tą różnicą, że po polsku mówił wierszami, 
'po firancusku zaś — prozą. Utwory te zaginęły *). 

Z Puszkinem widywali się często i żyli z sobą w ści- 
.slym stosunku przyjacielskim. Puszkin wysoko cenił gieniusz 
riBckłew^icza i wobec niego lubił się usuwać na drugi plan, 
/oddając cześć i gościowi i talentowi. Raz przybyłemu z Mo- 
f skwy Polewojowi swoją rozmowę z Żukowskim opowiadał: 
,Niedai?vno Żukowski, klepiąc mię po ramieniu, mówił: czy 
^iviesz^ bratku, że Mickiewicz może ciebie za pas zatknąć — 
a ja ma odpowiedziałem: źle mówisz, bo mówisz w czasie 
teraźniejszym o tern, co się już dokonało; już mię zatknął 
a zatknął tak, że przy nim jestem, jakby mnie nie było* *). 
Mickie^wicz zaś uważał Puszkina za wielkiego poetę, za czlo- 
^irieka ^szczerego, szlachetnego i otwartego". Razu pewnego 
ktoś vrobec niego zaczął krytykować utwory Puszkina, sądząc, 
że poeta polski podzieli jego zdanie; lecz Mickiewicz oświad- 
czy! stanowczo, że Puszkin jest pierwszym poetą swego na- 
rodu i że w tem mieści się tytuł do jego sławy; — a nie- 
powołany krytyk musiał zamilknąć. Obaj poeci tłómaczyli 
vjzajein swoje utwory: Mickiewicz przełożył „Przypomnienie* 



( 

i 



») Korespondencya" 1. III, 294 w liście do Lelewela, pisanym wkrótce 
po ogłoszeniu petersburskiego wydania „Poezyj". 

«) Wierszyk, wydrukowany w V tomie „Dzieł" Mickiewicza^ sir. 9, 
jest utworem Ludwika Osińskiego i znajduje się w jego „Dziełach** (1861). 
*) Kk Polewoj: .Żiwopisnaja Biblioteka" przytoczona przez Bened. 
Dolęgę W .Opiek. Dom.« 1873. 




1 



398 



Puszkina, Puszkin ^Trzech Budrysów", , Czaty" i początd 
„Konrada Wallenroda". Obaj w dziełach swoich wsponmien 
o sobie uwiecznili. Mickiewicz w ustępie p. n. .Pomnik Ke 
tra Wielkiego" upamiętni! chwilę, kiedy raz podczas deszca 
okrył druha swym płaszczem czerwonym, kupionym w Odessu 

Z wieczora Da dżdżu stali dwaj młodzieńce 
Pod jednym płaszczem, wziąwszy się za ręee: 
Jeden, ów pielgrzym, przybylec z zachodu, 
Drugi był wieszczem ruskiego narodu, 
Sławny pieśniami na całej północy. 
Znali się z sobą niedługo, lecz wiele 
I od dni kilku już są przyjaciele. 
Ich dusze wyższe nad ziemne przeszkody. 
Jako dwie Alpów spokrewnione skały, 
Choć je na wieki rozerwał nurt wody, 
Ledwo szum słyszą swej nieprzyjaciołki, 
Chyląc ku sobie podniebne wierzchołki. 

Puszkin w wierszu bez tytułu podaZ charakterystjlc 
stosunków Mickiewicza ze społeczeństwem rosyjskiem: 

Żył on między nami. 
Wśród plemienia sobie obcego. Gniewu 
Ku nam w duszy swej nie żywił. 
Myśmy go kochali. Spokojny i życzliwy, 
Bywał na ucztach naszych. Myśmy 
I marzeniami czystemi dzielili się 
Z nim i pieśniami — on był natchniony, 
Z wyżyn patrzał na życie. Nieraz 
Mówił o czasacli już niedalekich, 
Kiedy ludy, waśni zapomniawszy, 
W wielką się rodzinę zjednoczą. 
Chciwie słuchaliśmy wieszcza. Odszedł 
Od nas na zachód; błogosławieństwem 
Myśmy go żegnali ^). 



ffi, 



*) Dzieła Puszkina, tom IX, wyd. z r. 1841. Melm^- ^ 
i. I. str. 289, 290. Zob. piękną rozprawę W. Spasowicza: ,Micf ~ 
zkin przed pomnikiem Piotra W.** (Pisma, V, 183—237); J. " ' 

ł^ływu Ma w poezyi Puszkina" (Kraków, 1889). 



— 399 — 

Z towarzystwem polskiem widywał się ciągle: unika! 

:? Sękowskiego, którego przewrotność stalą mu się wstrę- 

Lelewel pisał wledy rozbiór historyi rosyjskiej Karam- 

31, a rozbiór ten, przełożony na język rosyjski, pomieszczał 

^iaryn 'w swojej ^Pszczole północnej*. Otóż razu pewnego 

^zya ta została wstrzymana. Mickiewicz napisał wówczas 

Le\ewe\a: ^Zdaje się, że do jej zatrzymania przyłożył się 

imie pan oryentalista (t. j. Sękowski), dowodząc, że sensu 

) ma. Z lym oryentalista, powtarzam, iż nie wypada, abyś 

Mi jakie związki listowe, chyba literackie, najobojętniejsze. 

r si^ z nim stało, albo raczej, co się w nim odkryło, prze- 

Ddzi moje nawet wiarę** ^). W kilka miesięcy potem ostrze- 

t Odyńca: „Jedzie podobno do Warszawy pan Sękowski, 

yentalista, w różnych celach, widokach, zamiarach; radzę 

> strzedz się i mieć na oku; znam go bardzo, bardzo, bar- 

co, l>ardzo, bardzo dobrze. Pan Sękowski projektuje różne 

ibrmy religii katolickiej i teraz katechizm jakiś układa!!!" ^). 

Najczęstszym natomiast gościem bywał Mickiewicz wraz 

Malewskim u Maryi Szymanowskiej, która, osiadłszy w Pe- 

*rsl>urgu z córkami i siostrą •Julią Wołowską, potrafiła so- 

ie wyrobić niezależność materyalną. Cesarzowa wezwała ją 

a nauczycielkę muzyki do swej córki. Stąd lekcyom w mie- 

de opędzić się nie mogła ^). Miała rozgałęzione stosunki, ale 

iajmilszymi jej gośćmi byli dwaj przyjaciele, poznani w Mo- 

;twie. Spólne obiady, przechadzki do Ogrodu Letniego, wy- 

deczki, uczęszczanie do teatru — oto program powszednich 

Aosunków z tą rodziną. Jest w korespondencyi Adama *) list, 

będący wyborną parodyą ceremonialnych dworskich zaprosin 

oa zabawy, a świadczący zarówno o dobrym humorze poety, 

|ak i o ścisłem, prawdziwie rodzinnem zżyciu się z domem 

Sz; ' '^h. Mickiewicz jako „Jego poetycka Mość Poeta 

Ro z łaski prenumeratorów" zawiera nanowo so-' 

. ^^ndencya- t. 111, str. "ŹSH. 

"nie, t. I, str. 42. 
iże, t- III, str. 25. 
- * T. str. 33—35. 



/ 



— 400 — 

jusz z Jej arcy-muzykalną Mością, przerwany ,dla deai 
i biota, dla drogiej ceny dorożek i dla strat okropnych*, | 
niesionych »w kaloszach i paraplujach*, i przyjmuje ajlj 
szenie na obiad, ofiarując ze swej strony następne podaniiil 

a) Kilka komplementów ciężkości i długości niesfydiaiil 

b) Des bons-mots massifs d*une fabriąue etrangere. 

c) Plusieurs impromptus faits a loisir avec beaucJUj 
de peine et de travail. i 

d) Des anecdotes d'une antiąuite respecŁable et li 
constatee *). ' 

Zwykłymi towarzyszami jego u Szymanowskiej hym 
Franciszek Malewski, Aleksander Chodźko i Slizień. 

Czasami bawiono się tu z dziecinną niemal prostofi 
Oto co zapisuje 8 grudnia w swoim dzienniku Helena Są 
manowska: „Poszliśmy na wieczór do księcia Golicyna. W 
wróciwszy, zastaliśmy panów. Urządzili panowie kosituniĄ 
Iconcert. Malewski improwizował na fortepianie marsz tryua 
falny: Mickiewicz akompaniował na basetli, SJizien na pt* 
rze. Kostiumy następujące: Malewski — popielata salopa Jn« 
Wołowskiej, czepek, na nim petska czapeczka, okulary, ^ąsfi 
pod czepkiem pietruszka zielona zamiast kwiatów; p. ^^^^^ 
wicz — płaszcz z karmazynowa podszewką na lewą s^ro'^ 
papierowa czapka, wąsy i broda z loków fałszywych; P ^ 
Ślizień — kacawejka, kapelusz. Była to siurpryza dla mamjf 
która ją bardzo zabawiła" ^). : 

Niekiedy przyjmował Mickiewicz panie Szymanów^ 
i zaproszonych gości u siebie. 16 czerwca pisze panna Heiefl^ 7*| 
„P. Mickiewicz dawał obiad dla naszej rodziny. Oprócz 
i cioci Julii Wołowskiej, byli: Książę Wiaziemski, P^ ! 
(Wasili), Oleszkiewicz, Malewski, Chodźko. xMickiewicz toP^; 
wizował ślicznie, ale krótko". ' 




*) Przech(»\vała się też odpowiedź p. Szymanowskiej w ^)^ ^ * 
tonie trzymana. Zob. Władysław Mickiewicz: „Żywot" I, 335, 336. 

2) W' ład. Mickiewicz: .Żywot" I. 336. 

3) Tamże I, nSb. 



— 401 — 

W dni, w których nigdzie proszonym nie byl, jadał za- 

Laj obiady w prywatnej restauracyi, utrzymywanej przez 

Rondeleux. Wchodziło się do niej z zachowaniem pe- 

Ifeh formalności. Przy stole zasiadała sama gospodyni, da- 

t kilka kobiet, wędrownych Francuzek, nauczyciel jeżyka 

^elskiego Cooper, Dr. Ornano, mający pretensyą do po- 

iwieństwa z Napoleonidami, Turkull, wówczas jeszcze urzę- 

w sekretaryacie stanu królestwa polskiego, Linowski, 

Lciszek Szemiot, Maurycy Poniatowski, Gotard Sobański, 

inder Zawadowski, Bóbr, oficer od kawalergardów, Kon- 

ity Rdultowski, hr. Walewski, Józef Przeclawski i inni. 

idy były bardzo ożywione; rozmawiano i rozprawiano, 

iedy o kwestyach literackich. Raz np. Cooper dowodził 

że sonety są złym rodzajem, że je należy inaczej „wier- 

"ać i rymować", albo że Byron był „bardzo mizernym pi- 

ini*. Po obiedzie często grywano w wista; Mickiewicz nie 

w nim udziału; lubił bowiem tylko grę w szachy i druż- 

i niewymownie się cieszył, jeżeli mu się udało znaleźć 

lera ^). 

IV. 

1 Tak wśród zabaw i zajęć niby-urzędowych ubiegały ty- 

|odnie i miesiące, mało pozostawiając czasu na działalność 

iracką. Nie należy jednak wyobrażać sobie, iż życie poety 

tywalo zupełnie bezkorzystnie dla umysłu. Oprócz wydo- 

Lonalenia się w ogładzie salonowej i we francuszczyźnie, 

órą się ustawicznie posługiwać musiał, postępowało też jego 

jirykształeeme polityczne. Wypadki ówczesne doniosłego zna- 

p€X)ia: wojna grecka i perska zwróciły uwagę wszystkich, 

pn do pilnego śledzenia ich przebiegu; czytanie gazet 

p( *^ stało się koniecznością. Oprócz miejscowego 

ynus (J. Przecławski) : , Kalejdoskop wospominany " w „Ru- 

j^ j' 1872 X; przytoczone u Antoniego J. w „Polonica" („Roz- 

- TTdz. filoL* XIII, iSU). Por. z tem ,Korespondenayą" Mick., 

26 




— 402 — 

» Journal de St. Pótersbourg*, źródłem najobfitszych infoiti 

cyj o stanie Europy politycznym i społecznym stal się 1 

Mickiewicza dziennik paryski »Globe*, redagowany przeihal 

młodych, utalentowanych, śmiałych w wypowiadaniu pon 

dów, zabarwionych saintsimonizmem '). Pilnie studyując a 

dziennik, poeta nasz nabrał niepospolitej znajomości w sfd 

wach całego świata ucywilizowanego, a j^o umysł twiW 

i wyobraźnia płodna zapragnęły zużytkować je po swojoi^ 

Wziął się poeta do pracy i zaczął pisać ,Historyą przy^ 

ści" *), chcąc przedstawić „przewidywane skutki materyaln^ 

egoizmu i egoistycznego racyonalizmu**, którym świat holdigl 

W losach całych narodów pragnął zobrazować doprowadzał 

do szczytu cywilizacyą niateryalną i towarzyszący jej najifl| 

szy upadek uczucia i wiary. W mężczyznach najmdonĄ 

i najkonsekwentniej to przeciwieństwo wykazał, gdyż kobi^ 

jakkolwiek emancypowane już całkiem i porównane we way* 

kich prawach z mężczyznami, nie mogły się jeszcze fońji 

uczucia i stanowiąc »izbę niższą* w obradach sejmowfĄ 

miały być jedyną opozycyą względem tego, co mężczyźni, sW 

dający „izbę wyższą*, zwali „czystym rozumem*, pot^pW 

cym wszelkie uczucie. Opowiadanie zaczynało się od roku iOw 

i miało objąć dwa wieki. Po t)gólnym poglądzie na ówczescf 

stan Europy następował opis jej przygotowań wobec gtoi^ 

cego napadu Chińczyków, który w końcu przyszedł do skuti* 

Bitwa, stoczona przez same kobiety i garstkę dwudziestw«' 

nich młodzieńców, pod wodzą bohaterki z nad Wisły, za^J" 

kala okres pierwszy, którego dzieje już w 1829 r. bflj^^ 

pisane. Cala zaś historya kończyć się miała na wejściu fl^ 

w stosunki z planetami, a to za pośrednictwem baloofi » 

które wtedy tak mają żeglować po powietrzu, jak dziś okrW 

po morzu. W obrazie rozwoju cywiUzacyi Mickiewicz z^* 

czajem poetów drobne, małoznaczące objawy swojego am 




') A. Netlement: ,Histoire de la Utterature francaise sousł*'^ 
ration", 1858, t. II, 389—401. 

') A. E. Odyniec: „Listy z podróży % t. I, 57—59. 



— 403 — 

jrzymial, rozciągał do niesłychanych rozmiarów, nadawał 
^stosowania nadzwyczaj rozgatęziooe; a odznaczając się 
^wno pomysłowością jak logicznością, kilka rzeczy już wów- 
5 przepowiedział takich, które się następnie albo w części 
© 'W całości urzeczywistniły. Próby np. budowania kolei 
lych były znane zaledwie w Ameryce i Anglii: Mickie- 
przeczuł ich znaczenie i w swojej , Historii przyszłości" 
ziemię pokrył siecią kolei żelaznych. Podobnie z drobnych 
idczeń fizycznych wywnioskował możność zbudowania 
frządów, za pomocą których siedząc spokojnie przy ko- 
łku w hotelach, można słuchać dawanych w mieście kon- 
tów lub wykładów lekcyj publicznych, a zatem przewidział 
co my podziwiamy dzisiaj w mikrofonach. Te i tym po- 
toe gienialne kombinacye przychodząc poecie Uiiszemu z ła- 
*ią na myśl, zdumiewały tych, co mieli sposobność słu- 
la opowiadań z ,Historyi przyszłości", zupełnie prawie 
zatraconej. 

Zamiar wyjechania za granicę i odetchnienia swobodnem 
letrzem nie opuszczał Mickiewicza. Robił ku jego urzeczy- 
slnieniu starania ciągłe. Materyalna strona była zabezpie- 
la dochodami z 3 nowych zbiorowych wydań poezyj; cho- 
to tylko o paszport. Wiele wpływowych u rządu osób ro- 
to o to starania. Między innemi księżna Zeneida Wołkońska, 
i^ca damą dworu, miała wiele mówić cesarzowej o Mickie- 
Lczu* a to z takim zapałem, że cesarzowa, jej prośbami znie- 
rolona, wstawiła się podobno u Mikołaja I o wydanie poecie 
►z^wolenia wyjazdu za granicę, co nastąpiło w początkach 
larca. 

Może dla podziękowania osobiście księżnej i dla poże- 
IgDama znajomych dawnych, a zwłaszcza Karoliny Janisch, wy- 
ślę Mickiewicz w końcu marca t r. po raz ostatni do 
[ttoskwy pomimo złej drogi. -Widzisz — pisał z tego powodu 
iio Odyńca — jakim zrobiłem się nomadem: sto mil po śnie- 
[gach topniejących i rzekach łamiących się przelecieć, niczem 

KaroliBSL Janisch jeszcze 19 lutego wysłała list do Mic- 

26* 



— 404 — 

kiewicza, z wyznaniem gorącej miłości. „Cokolwiek się stanie-" 
pisała tu między innemi, dusza moja do ciebie należy, hm 
nie mogę żyć dla ciebie, życie moje skończone, ale i ^e^ 
skarżyć się nie będę. Czyż nie byłam tysiąc razy szczęśliwsq 
niż się spodziewać mogJam? Spotkałam cię, poznałam, zroił 
miałam — tak jest, mogę to powiedzieć, potęgą miłości m 
jej zrozumiałam twą duszę! Kochałeś mię — jakież nieszcą^ 
ście wyrównać może takiej szczęśliwości". j 

Poeta nasz, przyjechawszy do Moskwy, prosił Karoliaj 
o rękę. „Moje najdroższe nadzieje — opowiadała Karolina p^ 
latach 60 — zachwiały się prędko Starszy brat mojego ojc| 
posiadający całe mienie naszej rodziny, oświadczył, że gajg 
przyszło do zawarcia tego związku, wydziedziczy mego ojo, 
Ojciec mój byłby zrobił dla mnie to poświęcenie, lecz ja pie- 
jąc go nie mogłam. Postąpiłam, jak mi nakazywał obowiąz^ 
Ten, co mię kochał, zrozumiał również, że nie było moiacm 
wahania się. Spędziliśmy razem jeszcze dni kilka, ostatnie m 
spójni duchowej". 

Wyrazem pięknej duszy Karoliny jest drugi i ostatni J<8 
list do Mickiewicza z 6 kwietnia 1829 r. , Przyjacielu/ yńem 
iż spełnisz moje ostatnią prośbę, że nigdy nie będziesz so 
robił wyrzutów, kiedy o mnie pomyślisz, nie zechcesz zam 
wiary mojej! Wiedząc, że nigdy o mnie nie zwątpisz, W»C 
spokojną, zadowoloną i szczęśliwą: jestem taką ju^ ^^^ 
gdy się rozstać muszę z tobą — może nazawsze... A ]^^ 
kiedy pomyślę, że już może nigdy jednego słowa do si 
nie powiem, to ciężko mi skończyć... Ale muszę — *^ 
cię, mój przyjacielu! wiem, że mię kochasz!" '), , . 

Nazajutrz po tym liście, 6 kwietnia, Mickiewicz napsai 
w albumie Karoliny wiersz, mający w jej słowach, przj^ 
nych powyżej, jasne tłómaczenie: 

Przed wichrami i szronem gdy przelotne ptal 
Uciekając rozstania nucą pieśń żałosną. 



*) Listy K. Janisch i szczegóły o jej miłości pierw8» 
Mickiewicz w , Żywocie* ojca I, 265—269 i XLIV— XT' 



U 



— 40B — 

Nie Tivii^ icli o niestałość! one z każdą wiosną 
W jedne stronę jednemi powracają szlaki. 

Słysząc ^)os ich, wygnańca wspomnij, przyjaciela! 

lletroć mu po burzach nadzieja zaświeci, 

Tyle razy duch jego na skrzydłach wesela 
Znowu na północ, znowu ku tobie uleci. 

W polowie kwietnia odjechał Mickiewicz do Petersburga 
I-go maja przybył tu także Odyniec, zabrany przez Eu- 
Lchego Januszkiewicza, który w sprawie książąt Radziwiłłów 
fdążal do stolicy cesarstwa. Nazajutrz, Adam, lubiący misty- 
Lacye, postanowił skorzystać z okoliczności opowiedzianej 
:ez Odyńca, iż w drodze spotkał się z hr. Kamillem Gritti, 
Iry mu wiele mówił o owacyach wyprawianych przed laty 
Maryi Szymanowskiej w Medyolanie i Wenecyi, i przed- 
Lwić fortepianistce swego młodego towarzysza jako przyja- 
dą, hrabiego Gritti, mającego dla niej ukłony. Mistyfikacya 
I tylko się udała, bo Malewski, mieszkający razem z Mic- 
t\viczem, doniósł już Szymanowskiej o przybyciu Odyńca. 
irao to fortepianistka nie chciała psuć zabawki; przyjęła obu 
jaknaj większą powagą; Mickiewicz niemniej poważnie i se- 
o vrydeklamował długie nazwisko hiszpańskie. Panny tylko, 
jest Helena i Celina, wraz z Aleksandrem Chodźką, powi- 
.wszy przybyłych zdaleka, szeptały i chichotały pod oknem. 
tyniec zaczął opowiadać o hr. Gritti i tyle różnych przyto- 
rscyl szczegółów, że Szymanowska na chwilę uwierzyła w Hisz- 
pana, ale wnet przechodząc do Warszawy, zaczęła go wypy- 
tywać o niego samego i z tak widoczną przesadą szerzyć się 
nad jego pochwałami, że zmieszany, musiał przeprosić za żart. 
składając winę na Adama. Tak zawiązana znajomość odrazu 

przeszła w poufałość ; Odyńca zaprosiły panny do gry 
k» 

^'^nnie zapoznawał Mickiewicz Odyńca ze swymi zna- 
j jiąc wizyty pożegnalne. Będąc u Józefa Oleszkie- 

, /nieć zauważył, że mistyk ten miał wielki wpływ 

Hroni się on przeciw duchowi — mówił o nim 
' k Jakób; ale to nic nie pomoże: jest on 




— 406 — ' 

naczyniem wybranem i prędzej-później Łaska go napdni i pr^ 
niego spłynie na drugich *). Mickiewicz zbywał go wtedy ^ 
tami, lubo w gruncie lubiJ go i szanował. — Jan Kozioł 
ociemniały poeta, któremu Mickiewicz poświęci! swego .ft 
rysa**, mówił długo o Adamie a z takiem wzruszenieni, i 
szlocłiał jak dziecko, ściskając Odyńca. Między innemi powie 
dział o Mickiewiczu: Vous rwus Vav€Z donn^ fort et woms tm 
le retidous piiissant % — Czterokrotnie byli na obiedzie u Kaąfl 
Żelwietra, który był , Lukullusem** dla ziomków, zainieak* 
łych w Petersburgu, jeżeli nie pod względem wykwintu, t« 
przynajmniej pod względem gościnności i hojności, z jai< 
wszystkich ugaszczał. — Byli na wieczorze muzykalnym a w 
nistra oświecenia Szyszkowa. Żona jego, Narbuttówna z doDSi 
była przyjaciółką Szymanowskiej. Znajdowała się na tym wie- 
czorze i ona i jej córki, które śpiewały to razem to pojedyUr 
czo, między innemi pieśń o Wilii z „Konrada Wallenroda** 
Dnia 14 maja Mickiewicz z Odyńcem przyszli wieczonem 
do Szymanowskiej, ażeby razem z nią i z jej córkami poje* 
chać do teatru. Tu odbyła się charakterystyczna scena. maJfl- 
jąca nam dobitnie stosunek Mickiewicza do tej rodziny, aniu- 
nowicie do 15-letniej Celinki. Celina była w złym hmorz^- 
Jej usta, jak „zrosłe z sobą dwie gałązki korali", nie poru- 
szyły się nawet uśmiechem na powitanie przybyłych, a ,2f^* 
szy niż zwykle rumieniec świadczył o świeżem jakiemś i m^ 
miłem wzruszeniu*. Całe wogóle towarzystwo kobiece bji^ \ 
nastrojone poważnie. Mickiewicz siadł na kanapie przy •-^* ^ 
manowskiej, Odyniec poza krzesłami panienek, usiłując je ro- 
zerwać opowiadaniem świeżo zasłyszanych od malarza Oriow- ^ 
skiego anegdot, Aleksander Chodźko obok panny Heleny. ^^ 
pierwszą wzmiankę o teatrze, Celina oświadczyła sucho, 
nie pojedzie, bo ją strasznie głowa boli. Perswazye Choda^ 
i Odyńca nie pomogły. Godzina wyjazdu zbliżała się. MoW 
Celina w końcu ustąpiła, gdy Mickiewicz, najpewniej z P<>^ ^ 




') A. E. Odyniec: .Listy z Podróży* I, 51 
«) Tamże, str. 56. 



\ 



407 — 

py i, nachmurzywszy czoło, ode- 
jechać, niż tak dalej grymasić. — 
była prędka odpowiedź wypowie- 

liczyt jeszcze na ostatnią chwilę 
to na schody, wrócit się za po- 

Celina siedziała oparta łokciami 
}ńini, płakała, łkając jak dziecko. 
t Odyńca zerwała się i, nic nie 
) pokoju... Towarzystwo odjechało 
: „nadrabiał rezonem: widać jed- 
yny". Tak rozsiał się Mickiewicz 
chciał figurować jako „pierwszy 
i" w armii tych, co w tej książce 
i różnej broni", nie przeczuwając, 
tości dozgonnym jej towarzyszem. 
) sw^o mieszkania, zastali w niem 
! niespodzianą. Po wszystkich ką- 
rodku pokoju na stole podróżny 
sem odzieży i bielizny, które Ma- 
secki pakował. Przed dwoma go- 
lie Piasecki o zmienionym nagle 
a właściwie o konieczności przy-_ 
ijąc więc na powrót Mickiewicza, 

Adam nie mieszał się do nich, 
ttórego w robocie zastąpił Ody- 
ayl po myśli, ale rady na to nie 
sennie. Wówczas Mickiewicz umó- 
t wspólną za granicą: mieli się 

mcz. w towarzystwie Aleksandra 
:awodu na parostatek angielski 
, moskiewski jego przyjaciel, do- 
alatwienia formalności. Owinięty 
, nieco przed ósmą pojawił się 
im głowy i oczu, a odkrywszy 
lustką ku stojącemu na brzegu 



— 406 — 

Newy Maryanowi Piaseckiemu. Z Kronstadtu, gdzie mu 
Nikita Wolkoński wręczył weksle od Malewskiego i tistj 
lecające od Szymanowskiej, tegoż dnia przesłał, zapewne p 
Chodźkę, list do niej, z wyrażeniem żalu, iż nie mógł 
a nawet** z nią pożegnać. Niebawem odebrał wzruszający 
pożegnalny od tej serdecznej przyjaciółki, która opowia 
jak zawiadomiona, zapewne przez Odyńca, o odjeździe, śpfe-4 
szyła pożegnać poetę, ale zdążyć nie mogła. „Przybiegliśmy— 4 
pisała — do Berdazawodu, lecz już od półgodziny odjedia^ 
statek, który nam zabrał dobrego i kochanego pana Adania«< 
W nadziei, że na Stieglica pyroskafie może jeszcze będzie^ j 
gdyż nie mogłyśmy powziąć zupełnej informacyi, czyś już oA^i 
płynął, udałyśmy się na Angielskie Nadbrzeże, gdzie Malew^ i 
mocno zasmucony doniósł nam, że już jesteś en pleine mer. 
Dziatki płakały. Julcia (tj. Julia Wołowska) chorowała; a ja 
tymczasem życzenia najszczersze spełniam, aby strata, któ- 
rąśmy ponieśli, na szczęśliwszą przyszłość dla ciebie się za- 
mieniła. Proszę do nas pisać niewiele, ale często... Getina 
mocno płakała, a kiedy jej mówiłam: odjechał, któż ci prawdę 
powie? — zanosiła się z płaczu, aż jej krew nosem poszła^ 
Mnie cieplej będzie, jak się dowiem, żeś we Włoszech. Twoje 
dobro jest naszem; nasze serca — twoją własnością. Żyj spo- 
kojny". Do tego listu przypisały się panny. Helena z udaną 
może wesołością donosiła: „Niema złego, żeby na dobre nie 
wyszło. Żeby nie pana wyjazd, jabym dziś za niemieckie 
lekcye srodze złajaną była, lecz na szczęście Herr Lehrer tak 
jest zmartwiony, że nie chce i przypominać o lekcyi. Bardzo 
nam przykro, żeśmy się z panem nie pożegnały; życzymy 
szczęśliwej drogi". Celina zaś po dziecinnemu skreśliła parę 
skromnych zdań, które miały jej kapryśność z pamięci poety 
wymazać: „Kochany pan Mickiewicz raczy przyjąć mo^ le 
podziękowania za dobre rady, które mnie zawsze da^ te 

być pewnym, że będę się starała z nich korzystać m 

panu moje liczne ukłony i życzę jaknajszczęśliwszt y. 

Przypominam o mojego konika i dedykacyą kompoz;*^ •, 

Dołączyli także swe pożegnania Odyniec i Ma' — :y 




— 409 — 

;ie pisania listowy byli u Szymanowskiej. Malewski pisał: 

-szędzie Izy; u jednych zasychają, u drugich jeszcze płyną. 

ć-eśmy się uzbrajali w wino i porter, mimo to Odyniec 

':zy, a ja jak na licho, patrząc na panny płaczące, nie mogę 

od lez utrzymać. Najniegodziwszy wynalazek na świecie 

r ^wynalazek parochodu! Daremnie dowodziłem, że to nie 
chrześcijańsku tak płakać po wyjeżdżających, że to nie- 
^'^^iarstwo V7 nieśmiertelność; nic nie porusza; łzy się nie 
lxilają- 2Maje mi się, że to jest twoja familia po tobie pła- 
ta.ca» M 

Poecie, udającemu się pomiędzy obcych w nieznane 
ł^ony, jakże miłymi być musiały te dowody serdeczności ro- 
^innej, proste w swych objawach, ale wzruszające do głębi... 




') A. E. Odyniec „Listy z podróży ^ I, 65—68. — Aleks. Chodźko 
^Roczniku Tow. Hist. liter.* 1868, sir. 366—371. — „Korespondencya* 
lH, 107, J08. Słowa w tekście przytoczone okazują dowodnie, że w opo- 
^daniu, zawartem w „Listach z podróży* (I, 68), według którego Szy- 

owaksL i Odyniec byli obecni odjazdowi Adama na brzegach Newy, 

ięć całkowicie zawiodła Odyóca. 



J?:OJ^lEC TOMU PIERWSZEGO. 



\ 



\ 



^ 



r 



DODATEK. 



«-» V 



A.) Miejsce urodzenia Adama MIcliiewIcza. 

Ał do śmierci Adama Mickiewicza w r. 1855 nie było najmniejszej 
^i^liwośó, ie się urodził w Nowogródku. Dopiero w niektórych nekrolo- 
fftidti beizpośrednio po zgonie poety wydrukowanych, mianowicie w „Prze- 
fr^ądaoe Poznańskim* i , Gwiazdce Cieszyńskiej' pojawiło się twierdzenie, że 
Mictowicz przyszedł na świat w Zaosiu; w trzy lata zaś potem r. 1858 
■ Ł W. Wójcicki pisząc życiorys niszego wieszcza do warszawskiego wydania 
płsm jego, powołał się na świadectwo listu Syrokomli i przyjął za miejsce 
nrodzenia Osowiec. Odtąd powstały wątpliwości. Osowiec wprawdzie nie- 
długo się utrzymał przy zaszczycie wydania wielkiego poety; ale Zaosie na- 
serro stanęło do wyścigu z Nowogródkiem i zyskało licznych zwolenników. 
Miauowide od czasu, kiedy brat Mickiewicza Aleksander, najprzód w liście 
z 10 grudnia 1861 r. do Brochockiego '), marszałka powiatu nowogrodz- 
kiego, a następnie w liście do brata Franciszka^ zapewnił stanowczo, iż wie 
dokładnie, jako Adam w Zaosiu ujrzał światło dzienne, literaci i biografowie, 
opierając się na takiem świadectwie, które niewątpUwem się wydawało, za- 
częli się przechylać w zdaniach swoich na stronę Zaosia przeciwko Nowo- 
gródkowi. Atoli i Nowogródek nie utracił obrońców, którzy nie zadawa- 
kke sie dość spóźnionem świadectwem Aleksandra Mickiewicza, starają się 
y )dy zewnętrzne, któreby prawdziwość i siłę tego świadectwa 

3 trzymały natomiast powszechnie dawniej przyjęte prawa No- 

^ '^ ■'*jgorliwazych zwolenników takiego mniemania należał Win- 



.. w książce Edwarda Chłopickiego p. n. .Notatki z różnocza- 
ży po fcraju", Warsż. 1863, str. 61—66. 

'nndencyi" Adama Mickiewicza, t. I, 308, 309. 



mtxarr\t 



— 412 — 

centy Korotyński, który wytrwale i, jak sądzę, słusznie o ustalenie b^Ą 
w tym kierunku się starał'). i 

Roztrzfiśnijmy dowody za i przeciw. ^ 

}>wiadectwo brata Aleksandra jest niewątpliwie bardzo silnym <k>«« 
dera. Opowiada on okoliczności, wśród których niejednokrotnie słyszał o wśs^ 
scu urodzenia starszego od siebie Adama, przytacza szczegóły, które wyng* 
słonymi być nie mogły, stara się udowodnić trwałość swojej pamięd. Ohl 
jego opowiadanie, zawarte w liście do brata Franciszka: -Kiedy ły, jakosUi^ 
szy, byłeś zajęty już szkołami, ja długo jeszcze siedziałem nieodłącznie pnf 
matce, byłem świadkiem najpoufalszych jej rozmów ze starszemi kobietaaL; 
i wszystkie szczegóły przylipły mi do pamięci, a wiele z nich następnie ?•> 
t^^^e^dziło się z drugich źródeł; a w tej liczbie i miejsca, gdzie rodóe 
mieszkali i gdzieśmy się porodzili. Ty rodziłeś się w domu Dobrowal^i*^ 
na bazyliaóskim zaułku, ja w domu Kamióskiego, dwaj młodsi w Denejnow- 
skim, na Żydowskiej ulicy. Adam zaś jeden urodził się w Zaosiu, a lołakaa 
składem rzeczy: Zaosie wtenczas należało do stryjów; jeden z nidi uman, 
a drugi wezwał ojca do zarządu; rodzice więc nasi w 1798 roku wgmaffitt 
pojechali do Zaosia i tam 24 grudnia urodził się im Adam; był tam wten- 
czas stryj nasz Felicyan, dwunastoletni chłopak. Aż w lutym BBSt^poep* 
roku powróciła matka z Adamem do Nowogródka i tam go ocbncih 1- 
lutego 1 799 r. i tak metrykę zapisali. To toszystko pokilkakroć mi potiPtff^ 
dził nieboszczyk już Felicyan. Akuszerką dla nas czterech była żydowu 
Daw-idkowa; dla Adama w Zaosiu — szlachcianka Mołodecka. Ona cncae 
Adama przeznaczyć na rozumnego, użyła książki, na której ucięła noŻTuan 
pępek dziecku. Tę książkę pokazywała matka twojej znajomej na stole a ojca, 
a moje oczko dojrzało, uszko podsłuchało; miałem tę książkę ZBWsze w p"* 
mięci. Był-to Sądowy Proces in 8-vo, w skórę czarną oprawny. Wyjeżożasc 
z domu do Wilna, zabrałem tę książkę i mam ją i leraz u siebie. Tojedp^ j 
zachowana z tego powodu z ojcowskiej biblioteki Adam wiedział o tfB» i 
wszystkiein od dawnej młodości. Kiedy jeszcze za życia ojca weszła r)W3 | 
akuszerka Da^v^dkowa, odezwała się do dzieci: ja Avasza babka; Adaiww j 
jej obecności zawołał: tylko nie moja! Nie omieszkałem zaraz zapytać u iw»»^ 
czy prawda, że nie Adasia? Odpowiedziała: »tak*. 

Opowiadanie to nacechowane jest zupełną szczerością; podejrzevrac 
je o clięć umyślnego przekręcenia wiadomości byłoby rzeczą całkiem d'^' 
sadnioną. Ale nie idzie zatem, ażeby znamię niezachwianej wiarogoan^^ 
nosiło. Przedewszystkieni spisane zostało w późnym wieku, kied] 
rok 60-ty, nie może więc być kładzione na równi ze świadectw 
czesnym! wypadkom. Urodzenie brata nie jest takim faktem, z^^ 






3) Zob. .Kilka szczegółów o rodzinie, miejscu urodzeń ^ 

Adama Mickiewicza". Wilno 1861, str. 14; oraz: .Dodatek ^ 

Adama Mickiewicza", 1870 (w .Bibliotece Warszawski-'* "^ 



- 413 — 

myślało, żeby się do niego jakieś znaczenie, silnie wyciskające się 
yśle, przywiązywało. O urodzinach dzieci i różnych towarzyszących im 
y drobnych okolicznościach mówi się szeroko w domach niezamoż- 
na prowincyi, i mówi się przy dzieciach; podrostki skwapliwie się zwy- 
przy^chiyą Łakiin poufnym zwierzeniom pomiędzy starszemi kobie- 
to prawda, ale niemniej także prawdą jest, że dzieci interesują się 
iwie lajemoicą urodzenia, którąby chcieli sobie wyjaśnić, nie zaś szcze- 
i, gdzie i kiedy kto się urodził. Takie szczegóły pozostają zapewne mi- 
ohiie, jeżeE były wypowiedziane, w umyśle świeżym dziecka; ale ponie- 
ono je lekceważy, zacierają się wkrótce w pamięci, zlewają się z innemi 
wnemi, czy to zasłyszanemi czy też czytanemi, i potrzeba nader waż- 
wypadkUf ażeby dziecko naprawdę o nich po latach wielu dokładnie 
przypominało. Co do Adama Mickiewicza, wypadku takiego, coby uro- 
e jego w szczególny sposób upamiętnił, nie było; boć szczegół o aku- 
i książce jest bardzo małej wagi i z pewnością nie on skłonił Ale- 
dra Mickiewicza do zabrania z sobą na uniwersytet Procesu Sądowego 
zachowania tej jedynej książki z biblioteki ojca, ale wzgląd o wiele 
tyczniejszy t. j. użyteczność tej książki w studyach prawnych, którym 
Aleksander poświęcić zamierzał, Z pewnością Aleksander Mickiewicz 
G^ swego życia nie pomyślałby o miejscu urodzenia swego brata, 
yby nie wątpliwości powstałe po śmierci tegoż, wątpliwości, które zainte- 
wdy ukształcony ogół polski. Wówczas to dopiero takim bodźcem pom- 
ny zaczął Aleksander wygrzebywać w pamięci ślady dawno minionych 
ix. i rozmów; chęć powiedzenia czegoś pewnego bezwiednie oddziały- 
na uszeregowanie się tych śladów w jakiś ład — i tym sposobem od- 
ły w jego umyśle wspomnienia, które on uważał za prawdziwe, ale w k to- 
my możemy podejrzewać przekształcenia i przeinaczenia mimowolne, 
'heniem się wyobrażeń spowodowane. Możemy, ale czy mamy jakie ku 
temu uprawnienie? Niewątpliwie. Posiadamy dowody, że pamięć zawiodła 
Aleksandra Mickiewicza w trzecli szczegółach. W liście do Brochockiego 
utrzymuje, że ojciec Adama miał dwu braci stryjecznych: Juliana i Hipolita. 
Tymczasem z .Dowodu szlacheckiej rodowitości... Mickiewiczów" ') widzimy, 
ie jednemu z tych braci nie Julian, lecz Felicyan było na imię, jak to sam 
Aleksander w liście do brata Franciszka poprawnie podał. Po wtóre, ten wła- 
■4stte Felicyan, na którego świadectwo powoływał się Aleksander, żył jeszcze 
w grudniu r. 1861, gdy tymczasem Aleksander w liście do Brochockiego 
- 1 r. 1861 pisał, ,że krewnych Adama w linii męskiej po mieczu 

^ **. Potrzecie, twierdzenie jego, że Zzosie w r. 1798 przechodziło 

^ na po stryjach, i że po śmierci jednego z nich zjechali Mickie- 

"^ n do Zaosia w tym roku, jest zgoła mylne, gdyż właściciel Zaosia, 

cnie znajduje się on wydrukowany w „Korespondencyi* Mic- 
tó ^ fltr. 36—39. 

\ 




— 414 — 

stryj Bazyli, umarł dopiero w cztery miesiące po urodzenia się Adano, 
no wicie d. 5 maja 1799 roku, jak tego dov(iódl Wincenty Korolyi^ 
podstawie własnoręcznego pisma Mikołaja Mickiewicza, ojca Adama. 

Oprócz tycli dowodów niepewnej pamięci Aleksandra można tei pof 
toczyć jako wyraz zawodności wspomnień po wielu latacli umyślnie ptsf^ 
ływanycłi na pamięć, przykład Franciszka Mickiewicza, starszego brała Aiiiti^ 
Za życia poety opowiadał on Antoniemu Małeckiemu, iż Adam orodiS^j 
,w jakiejś samotnej, nad drogą położonej karczmie tak nędznej, ie 
stołu nie było, na którymby było można nowonarodzone dziecię 
i powić w pieluszki" *); dopiero pod wpły^vem obudzonych wątpliwośd 
czął i on sięgać pamięcią w przeszłość i zdało mu się, że się Adam oti 
w Litowc€y a właściwie Lutówce; a gdy Aleksander wystąpił, samjniai 
wiedział, co pod tym względem trzymać, jak się ze szczerością pnnttą 
Wincentemu Korotyiiskiemu *). 

Takie są powody osłabiające ufność co do wiarogodności śiriad«łw*| 
Aleksandra Mickiewicza. Co do samej możliwości urodzenia się w Zwat 
również są dość poważne motywa powątpiewania. Zirua r. 1798/9^^ om 
niezwykle mroźną, jak to wykazał, powołigąc się na obserwacye metcKaow- 
giczne, Wincenty Korotyński. Otóż trudno przypuścić, ażeby kobieta, fpo- 
dziewająca się lada dzień rozwiązania, decydowała się na podróż siedmio^ 
milową podczas ogromnych mrozów, a następnie, żeby podczas memoi^ 
szego zimna wracała do Nowogródka z 50-dniowem dzieckiem dia ocbnasr 
nia go, lubo w miasteczku Stwołowiczach o kilka wiorst od Zaosia był kotów 
parafialny. Byłoby to z jej strony nierozsądkiem i lekkomyślnością, zwbsuss. 
iż żaden powód czy-to natury interesowej czy też rozrywkowej do ta»iep> 
kroku jej nie skłaniał; Bazyli Mickiewicz był starym kawalerem a w szaa- , 
płym domku Zaosia zabaw^ urządzać nie mógł; interesa zaś wszelkie załatwM 
naturalnie jej mąż, prawnik z zawodu. , 

Dowód za Nowogródkiem przytaczano dotychczas ten głównie. » ; 
miasteczko to stale podawane było jako miejsce urodzenia Mickiewicza w ca- 
łym przeciągu życia poety i że ani sam Mickiewicz, ani bracia, ani pB5>*' 
ciele jego nigdy najmniejszem słówkiem nie sprostowali tej wiadomwC^ 
Możnaby wprawdzie twierdzić, że sam poeta niebardzo dbał o taki na^ąp 
i nie chciał zajmować uwagi czytelników jego wTJaśnieniem; ale niepoaowfi 
ani na chwilę przypuścić, ażeby o błędzie przed przyjaciółmi nie vspom^ 



M Antoni Małecki w „Tygodniku ilustrowanym" 1886 Nr. 181 
') Przytoczone przez Edwarda Pawłowicza z notat Walentyny Hoross- 
kiewiczowej (w „Tygodn. illustr." 1883, Nr. 14) słowa Mickiewicza-.. ^ 
dziłem się i wychowałem w zaścianku, gdzie nie znano wina, a jeśli pw, 
to tylko miód polski •*, nie dowodzą nic na rzecz Zaosia, gdyż s| ogólnp 
wyrazem na oznaczenie wychowania prowincyonalnego i niewielkiej tBJBPr 
ności rodziców. 



16 — 

. prz^aciele niewątplinie-b; pośpieszyli 
potrzeba. 

liście Tomasza Zaoa, pisanym 13 wrze- 
>TCej Malewskiej. Zao, jako jeden z naj- 
:iewicza, wiedział bezwątpirnia o roiej- 
em było Zaosie, lo pisząc list z Zaosia 
dosięgła szczytu, z pewnością wspo- 
przywodzi wspomnienia swego przy- 
aai słówkiem oie wzmiankuje, iż tu 
> rai mieszkanie w lamusie o trzech 
lapisy ręką Adama, naszego wieszcza; 
tan i studentem przyjeżdżając na wa- 

d, na który dotąd, o ile wiem, nie 
manie samego poety. Przybywszy do 
napisał list ^5 października do pani 
loznaDycłi z przyjrzenia się stolicy tu- 
znam zresztą pani, że nie bez pewnej 
ektórych stronach miasta, klóre mi się 
talków mojego rodzinnego miasteczka 
ue ce n'esl pas sans un certain plaisir 
tiers de la rille qui me paraissaient 
a petite młU natale de Lithuanie* '). 
iniem mojem stanowczo dowodzi tego 
poety Nowogródek byl miejscem jego 
daniem samego Mickiewicza niż jego 

ości wyświetlenia prawdy, przytaczam 
.aosia. przytoczone przez Adolfa Koby- 
czerwca I88G r. z Cieszewli: 

mojem dobrze pamiętam Mickiewicza 
ego mtodoSci, ale naturalnie od ni^[0 
loptem. Si^nę więc tylko do r. 1838; 
ważnym już wtedy starcem, księdzem 
ejskim i dziekanem stwołowickim; ten 
skaw był bardzo na mnie, mianowicie 
>ezyj Mickiewicza, którego on byl daw- 
:niuszu — a nie posiadał się staruszek 
islem i dałem do przeczytania ,Pana 

że zaraz po wyświęceniu swojem na 

Zana. Kraków 1863, sir. 89. 



— 416 — 

kapłaństwo, przysłanym był na wikarego do Iszkoldzi, gdzie był p 
(nazwiska na nieszczęście zapomniałem) wielki przyjaciel i podobno m^ 
kolega szkolny pana Mikołaja, ojca Adama. Niedługo po jego uistalacyi oirg 
muje proboszcz list od tegoż pana Mikołaja z prośbą, aby jako stary 
jaciel przybył do Zaosia, dla ochrzczenia nowonarodzonego syna, ale iii 
znalazł samego proboszcza mocno cierpiącym, chciał więc, aby wikary 
w tern zastąpił, ale zajęcia kościelne w świątecznym tygodniu, kiedy jed^ 
tylko z kapłanów mógł spełniać służbę bożą przy kościele, stanęły temn 
przeszkodzie, potem nastąpiły niezwykłe śnieżne zamiecie, po ustanin 
rych zaledwo w lutym miesiącu, po całkowitem uzdrowieniu matki, tJ 
długo jakoby miała przecierpieć, udali się do Nowogródka, i tam nienow) 
późniejszego wielkiego wieszcza Adama, ochrzczono, 

„Słuchając tego opowiadania, sam zrobiłem tę uwagę, że Zaoaa 
żonę są w parafii stwołowickiej, dlaczegóżby stamtąd nie zaproszuno 
dza? — na to mi objaśnił, że wtedy był proboszczem w Stwołowicafl 
ksiądz Dziurdziewicz, bardzo niepopularny nietylko u swoich parafian, a»; 
i w całem obywatelstwie, raz że był wielkim pieniaczem i ze łwij-stciiij 
się procesował, a powtóre powszechna fama głosiła, że hetman Ogió»i pnw., 
bitwą pod St wolo wieżami, szkatułę swoją z klejnotami i zioiem zostaw j 
u niego w depozycie; po przegranej zaś bitwie, kiedy zaraz musiał tkicBC i 
zagranicę, to pomieniona szkatuła nigdy już swego właściciela ogiąoii vu 
miała; podejrzy wano także księdza, że posiadając tak cenny depozyt w sweo , 
ręku, sekretnie dał znać dowódcy przeciwnych wojsk o położeniu Ogióso^r 
oprócz tego stary Mickiewicz, jako adwokat, stawał bardzo często t ^ i 
ciwnej strony w jego procesach, nic więc dziwnego, że nie chciał go nu«f ] 
ojcem duchownym dla swojego syna. Co zaś do księdza Dziunlzi€Wic» i 
choć to do rzeczy nie należy, ale powiem to nawiasem, źe przy niewieiDw 
funduszu, jaki posiadała plebania stwołowicka, zostawił sukcesoron: swcm ^ 
800.000 złotych, sumę na owe czasy ogromną. 

„Znałem też dobrze matkę chrzestną Adama, panią Uzłowską sec. j 
marszałkowa W oj nilło wieżową; z własnych jej ust to słyszałem, że W^ I 
proszoną za matkę chrzestną przy chrzcie, wie zpewnośdą, że się to da f / 
nie urodziło w Nowogródku, ale był skądsiś przywieziony, lecz skąd nnano* 
wicie, tego staruszka nie pamiętała. 

„W dowodach postępuję dalej; — na parę lat przed śmiercśł s*^ 
przyjechał był do mnie ś. p. Napoleon Orda i prosił mię, żebym go ^*^ 
do Zaosia, jako o parę mil tylko odemnie oddalonego. Nie mogąc 
odjechać z domu, dałem mu tylko konie i list do żyjącego wów( 
pana Onufrego Terajewicza, mieszkającego w drugiem Zaosiu, teu 
wacony z domem Mickiewiczów i o kilka lat starszy od Adanu ; 

na miejsce i zapewnił, że się tu a nie gdzie indziej urodził; nu y : 

tego w swoim albumie umieścił Zaode jako miejsce urodzę'*' ' ^ 

kiewicza". i 



— 417 — 



^^) NMiezy<^ele w szkole powiat. BowogrodzkieJ XX. Dominikanów. 

Itak 1808/9 : Przełoi. X. Kazimierz Belutowicz. Naucz, morał, X. Mar- 
lokiickL Fiz. i jęs. franc. X. Floryan Lutostański. LU. i jęz. ros. X. Ja- 
Falkowski. Mat. X. Franciszek Giedzewicz. 2 klas. i Bys. Reginald Pro- 
L 1 }fXas. Rafał Żółkowski. J^z. niem. X Wilhelm Garent. 

Ucamoioie ceŁujc^ z khuy l-wsząj i 2-gi^: Adam i Franciszek Mic- 

>wie, Wacław Krzyżanowski, Paweł Stański, Franciszek Lipii^ski^ 

Crjkierski, Stanisław Cydzik, Paweł Budnicki, Jan Hansowicz(!)^), 

a Pacyna, Slanidaw Stankiewicz, Ignacy Jakowi'icki(!), Franciszek Tar- 

i, Józef Szpakowski, Adolf Głowacki. — Z literatwry polski^ i łacin- 

: Adam Siedlicki, Wincenty Przygodzki, Alojzy Janowicz, Michał Hor- 

Ignacy Olszewski, Nikodem Kiersnowski, Feliks Tuhanowski, Antoni 

Ksawery Gnoiński, Ambroży Chiliński, Stefan Kobyliński, Antoni 

Łłouńcz, Angustyn Wereszczaka, Józef Płoński, Kazimierz Ostrowski. 

(Kalendarzyk Politycyny na rok 1809 dla Wydziału Uniwersy- 
Łetn Imperatorskiego Wileńskiego w Wilnie. Nakł. i druk Józefa Za- 
Y^adzkiego, str. nlb.). 

Hwk. 1809/10: Przełożony X Kazimierz Belutowicz. Naucz. moraL 
Rokicki. Fiz. i j^z. franc X. Floryan Lutostański. Lit. i jęz, ros. 
Jacyna. Mat. X. Franciszek Giedzewicz. 2 klas, X. Franciszek 
1 klas. X Jakób Jankowski. Jez. niem. X. Wilhelm Garent. 



ZTamiowie eeli{i(iey. Z klas nUszych: Adam Pilecki, Kon. Pilecki, 

Jankowski, Grab. Kolasiński, Frań. lipiński, Józef Narbutowicz, St. Cy- 

— ^ kias wyższych: Wincenty Cwirko, Adolf Głowacki, Stan. Stan- 

icz, Ksawery Pilecki, Jan Horłmcewicz, W. Przygodzki, Szymon Miła- 

Madęj Ralcewicz, Ksaw. Gnoiński, Michał Kolasiński, Franciszek 

oyfio. 

Kalendarzyk Polityczny na rok 1810 itd. str. 70 i 108). 

Rok 1810/li: Przełóż. X. Kazimierz Belutowicz. Naucz, mor. X. Mar- 

Rokieki. Fiz. i jęz. franc. X. Floryan Lutostański. LU. X. Ant. Dzwon- 

Mai, X. Franciszek Giedzewicz. 2 klas, X. Szymon Szwerin(!) 1 klas, 

Franc ZuL Jęz. niem. X. Wilhelm Garent. Jez. ros. Józef Pławski. 

-^'»T. Franciszek Samuyło(!). 

Uouńe celujący. Z klasy początkotoęj : Gnoiński, Choraszewski, 
^^ Z J: Horbacewicz, Markiewicz, Okołow. Z 2: Czeczot (!), Kole- 

in '*-• '^ 3: Mokłok, Wierzbowski, Mickiewicz. Z 4: Jakowiecki(!), 



•e; Hanusowicz. 



27 



r 



I. Trzecioletni 



— 419 — 



Lata ■ .Jakich kursów słuchają 



AlfoDs Liisanski 
:4an Skalski 

Antoni Szahm 

X<Vsaii Dąbrowski 
^\£hał Reczyńskł 

U. Drugoletni 

Domimk Szuk 
Adam Mickiewicz 
Jan \Vaszkiewicz 
Chryzo5tx)m Nieraczewski 

IJl. Pierwszolelni 

Aleksander Bohatkiewicz 
Zy^rmunt Nowicki 
Jan Zakrzewski 
Igriacy Jakowicki 
Jan Hanuso^icz 
Mateusz Domaradzki 



28 
27 
19 



I 



21 J 



Matematyka wyższa, Botanika, 
Mineralogia. Literatura rosyj. 



20 
18 
20 
25 



ii 



. Literatura grecka, łacińska, 
I polska, Historya powszechna. 

Liter, polska, Chemia, Fizyka, 
Matem, wyższa, język łaciński. 



4 

21 \\ Literat, grecka, łacińskk. pc»I- 
2^) I i ska, rosyjska. 

2ł I Tiit. star., Cliem., Fiz., Hist. p. 

2^ 1 1 Literat, łacińska, Chemia, Fi- 
^y . 1 1 zyka. Matematyka. 



Nadto wszyscy bez wyjątku przykładają sie do języka francuskiego 
ol>owiązkii, a niektórzy do włoskiego i niemieckiego z własnej ochoty. 
Stanisław .fundziłł, prefekt kandydatów. W Wilnie dnia 2 czerwca 
^17 roku. 

(Akta Uniw. wileńskiego rękopiśmienne w hiblintece jagielloń- 
skiej, zapisane w ^ Katalogu rękopismów** pod N. 970, tom U (strony 
ołówkiem są różnie zaznaczone...) '). 

U) Wypis z protokółu Oddziału literatury i sztuk picknycłi [roku 1818]. 

Dnia 27 teniźniejszego miesiąca i roku ubiegali się do przeznaczonej 
Ustawami najarrody uczniowie tego Oddziału, naprzód co do samej literatury 
[ ^iint Barto-szewńcz, Mikołaj Kozłowski. Stanisław Hryniewicz, A. Bo- 







^„obny raport z r. 1816 OK'łosił Teofil Ziemba z tychże Akt 
Warsz. ** 188^5 (zeszyt marcowy). Z roku zaś 1819 wiadomość 
To/»h z arcliiwów Czartoryskiego podał Władysław Mickiewicz w IV 
fi^ Korespondencyi* swego ojca. 



27* 



r 



421 



Doiorca: Slmislan Oobrowolski, FU ^^ ^ 

tfnfem. ijft. fronc. Jozef Niełamcrfci FU. Mag Kol/" 
a AdaiLi Wckiewki. 'M.a^. FiJ. C^t-am. łacin -fn>i 
owiM Tjt-Badi. 4r«/«»«., Jeojr. ,- Morał. C-Ury^ 
:. Ul/i. Jakób Lena. ^astf/fca kaf>e7. X. Hi^hs-i .s^ ' 



•"■facej/ii 



idanjt PoEt. na r. 1823, str. I:t3). 



SPIS TEEŚCI ROZDZTAŁÓW. 



Wstęp 



Księga pierwsza. — Na Litwie. 

ROZDZIALI. Czasy dzieciństwa i nauk szkolnych (17!<8— 
1815). 1. Ród Mickiewiczów. — Ojciec poety, Mikołaj. — 
Urodzenie i chrzest Adama w Nowog^ródku. — Blizko dwuletni 
pobyt w Zaosiu. — Powrót do Nowogródka. — Stosunki towa- 
rzyskie. — Ogólne warunki rozwoju umysłowego wśród szlachty 
niezamożnej. — Szczególne warunki w domu Mickiewiczów. — 
Charakter matki i ojca; shiga Błażej fantastycznemi opowiada- 
niami bawiący dzieci. — Wpływ natury: Nowogródek i jega 
okolice. — Dzieciństwo Adama , sielskie, anielskie'. — II. Stan 
szkół na Litwie w początkach bieżącego stulecia. — Szkoły 
księży dominikanów w Nowogródku. — Adam wstępiye do nich 
wraz z bratem Franciszkiem r. 1807. — W trzeciej klaMe 
przebywa lat dwa. — Rok 1812. Śmierć ojca. Wojna. Książę 
Hieronim Bonaparte, król westfalski, w Nowogródku. — 
W klasie piątej znowu siedzi Adam dwa lata. — W r. 1815 
końrzy szkoły. — Charakterystyka jego umysłu w stosunku 
do nauk szkolnych. — Pierwsze próby wierszopisarskie, — 
Temperament i charakter. -- Franciszek zostaje w Nowo- 
gródku, Adajii wybiera się do Wilna 

ROZDZIAŁ II. Pierwsze dwa lata pobytu w uniw 
tecie (1815—1817). L Ks. Józef Mickiewicz, dziekan uni 
sytetu wileńskiego, ułat%via Adamowi pobyt w Wilnie. — P 
dzenie publiczne uniwersytetu 15 września 1815 r. — Egzai 
kandydatów do stanu nauczycielskiego. — Zapisawszy się 
czątkowo na oddział fizyczny, przechodzi następn" 



!_ 1 J- 



Sc. •' 



— 423 — 

oddział Utera.txtry i nauk wyzwolonych. — Wykłady Gródka, *^'' 
i Żukowskiego, Leiwickiego, Borowskiego, Lelewela, Czerniaw- 
{ ^ego i Pinal>ela. — Życie uniwersyteckie. — Ruch umysłowa 
I w WUnie. — Czasopiśmiennictwo. — Teatr. — Posiedzenie 
1 publiczae \XDrweTsytetu 30 czerwca 1816 r. — II. Wakacye prze- 
pądzone 'w ISo^wogrodzkicm. — Posiedzenie publiczne 15 wrze- 
śma 181 łł T- — Wybór rektora. — Charakterystyka Szymona 
j Malewskiego. Ogłoszone przezeń prawidła karności. — Od- 
I działywanie społeczetistwa. — Towarzystwo Szubrawców i .Wia- 
domości Brukowe*. — Mickiewicz zostaje kandydatem filo- 
I zofii. — Przyjazd ks. Adama Czartoryskiego do Wilna. — 
/ Pierwsza przemowa publiczna nowego rektora. — śmierć ks. 

Józefa. Mickiewicza 4i> 

pZDZŁAli 111. Drugie dwa lala pobytu w uniwersytecie 
! (1817 — 1819). I. Mowa Golańskiego na cześć Józefa Mickie- 

wicza i zawarta w niej charakterystyka młodzieży. — Obu- 
I dzeuie się chęci zakładania towarzystw studenckich. — Orga- 

) nizatorowie ich: Tomasz Zan i Józef Jeżowski. — Pierwotne 

' kółko ^Filomatów*. — Ówczesny nastrój Mickiewicza. — Oży 

^ vvieme uczuć patryotycznych przez uroczyste obcliody po 

śmierci Tadeusza Kościuszki. Znaczenie i charakter tych uro- 
czystości. — Chęć uczczenia pamięci Naczelnika oswobodzeniem 
włościan: sejmik wileński i grodzieński. — Wawrzyniec Putt- 
kamer. — Zwrot reakcyjny potężnieje. — Zachowanie się mło- 
dzieży wobec przeciwnych sobie prądów. — Brak filozoticznego 
12 kształcenia. — Zawód Mickiewicza w nadziei otrzymania na- 
grody za rozprawę konkursową. - II. Wakacye r. 1818. — 
F*oznanie się Mickiewicza z Marylą Wereszczakówną. — Cha- 
rakter uczucia przez nią wznieconego. — Obudzenie się twór- 
czości poetyckiej u Mickiewicza w formie klasycznej. — Wier- 
szowana przemowa do FDomatów. — Pierwszy drukowany 
'wriersz Mickiewicza: ,Zima miejska*. — Traktowanie miłości 
wr sposób rycersko-sielankowy : , Żywiła* i „Kary Ha*. — 111. 
Ślady wpływów romantycznych. — Powolne szerzenie się zna- 
jomości poezyi niemieckiej u nas. - Wprowadzenie ilramatów 
niemieckich na scenę polską; przekłady utworów Lessinga 
iliera. — Wpływ dzieła p. de Sta6l o Niemczech. — 
3ze teoretyczne próby wykazania wartości literatury nie- 
iej: Kaulfuss. — Rozprawa Brodzińskiego o klasyczności 
"antyczności. — Ruch przez nią wywołany. — Znaczenie 
ludowej. Hugo Kołłątaj. Chodakowski. Szyrma. — Ballada 
.:- — IV. Egzamin Mickiewicza. — Przyjazd Niemce- 

'*''''lna i cześć publicznie mu złożona 77 




^ 



I 

— 424 — 



HOZDZIAŁ IV. Mickiewicz nauczycielem w Kownie 
(1819—1821). I. Wakacye 1819 roku. Drugie widzenie się 
z Marj'lą. — Położenie Kowna. — Nauczyciele szkół kowień- 
skich. — Przyjazd Mickiewicza do Wilna na Boże Narodzenie 
1819 r. Jego , Pieśń Filaretów*. — Obchód jego imienin — 
Niektóre fakta literackie r. 1820: .Wiesław* Brodzińskiegro; 
rozprawa Borowskiego. — Wystąpienie Mickiewicza na popisie 
szkolnym w Kownie. — II. Zawiązanie towarzystnina Promie- 
nistych. — Wakacye r. 1820. Odwiedzenie Tuhanowicz. — 
Cihoroba. — Zajście z rządem uniwersytetu. — Nauczycielstwo 
cięży poecie, który coraz bardziej oddaje się marzeniom. — 
Wiersz ,Do przyjaciół". — Ballada „To lubię*. Śmierć matki. — 
„Kurhanek Maryli*. — ślub Maryli z Puttkamerem. — sDo- 
darz". — Wpływ poezyi niemieckiej. — Werther. — -Że- 
glarz*. — Myśl samobójstwa. — .Hymn do N. Panny*. — 
III. Ostatnia majówka Promienistych. — 2^ożenie Towarzy- 
stwa wspierania niedostatnich uczniów uniwersjtetu. — Wa- 
kacye r. 1821. — Wycieczka do Połągi. — Odwiedzenie No- 
wogródka i Płużyn. — Ballady: , Świteź* i , Świtezianka*. — 
Wpłw obserwacyi na tworzenie obrazów w , Świteziance* . 1*1 

ROZDZIAŁ V. Powrót do Wilna za urlopem. Wydanie 
I. tomiku poezyj (1821—1822). I. Mickiewicz dostaje 
roczny urlop. — Przybycie Lelewela do Wilna, — Pierwsza 
jego lekcya. — ,AViersz do Lelewela*. — Towarzystwo wileń- 
skie. — Przyjazd Czartoryskiego. — Prośba Mickiewicza: nadzieje 
i rozczarowanie. — Pierwsze widzenie się z Marylą po jej sla- 
bie. — Byronomania. — Wydanie I tomiku poezyj. — II. Sta- 
nowisko Mickiewicza wobec zwolenników -wieku oświeco- 
nego'*. — Hasło romantyzmu: „Czucie i Wiara* przeciw- 
stawione praktycznemu i chłodnemu rozsądkowi. — Rozbiór 
wiersza ^Romantyczność* ze stanowiska , wieku oświeconego* 
i pojęć dzisiejszych. — Historyczne znaczenie romantyzmu , 
co do wywalczenia praw dla fantazyi. — Jak Mickiewicz trak- 
tował świat fantastyczny. — Charakterystyka utworów zawar- 
tych w I tomiku. — „Pienviosnek" i „Romanse". — Świat fan- 
tastyczny przedstawiony ze strony poważnej i żartobliwej 
w balia łia eh. — „Powrót Taty*. — „Warcaby". — Przyjęcie 
1 tomiku i milczenie krytyki drukowanej; rozkup książki przez 
publiczność. — Nie uzyskawszy pozwolenia na wyjazd za gra- 
nicę, Mickiewicz wraca do Kowna l^*) 

HOZDZIAŁ VI. Powtórny pobyt w Kownie. Wydanie 
n. tomiku poezyj (18-22—1823). 1. Przygnębienie poety. — 




— 425 — 

Str. 
f*op^d do cliodzenia. — Projekla podróży zagranicznej. — 
"^^cz^<aa dla Maryli wzmagają się działaniem wyobraźni. — Cho- 
irobsi piersiowa. — Przechadzki po dolinie kowieńskiej. — Sto- 
sidikek X domem Kowalskich. — Usposobienie figlarne przebya 
si^ luekiedy w postępowaniu Mickiewicza; ale wewnątrz trawi 
go smutek. — Wydanie 2 tomiku poezyj. — II. Forma fanta- 
stycznego dramatu. — -Dziady". — Charakter miłości we 
fragmentacli części I. — Walerya pani KrUdener. — Ballada 
o zaklętym młodzieńcn i obrzęd Dziadów. — Charakter}'styka 
i znaczenie części II. — Część IV. — Jak dawniej wypowia- 
dano u nas miłość, a jak ją wyraził Mickiewicz. — Rys mę- 
skiej dumy w Gusta^vie. — Podobieństwa IV części -Dziadów* 
z , Wertlierem'* i .Waleryą". — Co sądzić o rysach, które wy- 
dają się pożyczonymi od obcych autorów. — Charakterystyka 
.Grażyny*: wpływ na nią klasycyzmu rzymskiego i ,, Jerozo- 
limy wyzwolonej*; usterki kompozycyi. — Przyjęcie 2 tomiku 
poezyj. — Wystąpienie Franciszka Grzymały w ,Astrei" z pierw- 
szą publiczną oceną talentu Mickiewicza. — ,Oda do mło- 
dości *. — III. Przyjazd do Wilna na Wielkanoc r. 1823. — 
Widzenie się z Marylą. — Zły stan zdro>via. — Starania 
o łi-wolnienie od obowiązków nauczycielskicłi. — Odwiedziny 
Odyiica w Kownie. — Marszałkówny Siwickie. — Przejażdżka 
do Roman. — Popis w Kownie. — Berżerka. — Starania 
o paszport. — Wycieczka do Trok. — Wyjazd do Krantz. — 

Po^wrót do Wilna 222 

VII. Rok więzienny (18-J3— 1824). I. Prądy reak- 
cyjne w Europie i w Rosyi. — Mikołaj Nowosilcow. — Wy- 
padki w maju roku 1823 w gimnazyum wileńskiem. — Aresz- 
towania. — Przyjazd Nowosilcowa; nowe aresztowania. — 
Mickiewicz uwięziony.— Charakter życia więzienne^^o: schadzki 
nocne- — Wiersz ,Nowy Rok^ — Mickiewicz wypuszczony 
35 WCzie°*a- — II. Zebrania w celi Zana. — Iniprowizacye 
Mickiewicza- ~ ^Majtek*. — Stosunki towarzyskie. Wiersz 
^9^ albumie narzeczonej Ignacego Chodźki. — Ostatnia noc 
w grronie koleżeńskiem ; druga część , Baszy ^ — Pożegnanie. — 
Wyjsizd z AVilna 24 października 18*24 r 264 

Księga II. — W Rosyi. 

ROZDZIAŁ I. Petersburg, Odessa i Krym (1824—1825). 
L Przybycie do Petersburga. — Wrażenie poety. — Spotkanie 
sjc z Przeclawskim. — Minister oświecenia Szyszków. — Sę- 
kowski. — Uirza, Dżałar. — Wyjazd do Odessy. — Kijów. — 




— 427 — 

Str. 

III. Petersburg (IS28— 1829). I. Trzy nowe wydania 
po^^iyi ^lickie^vicza. — O krytykach i recenzentach warszaw- 
sklcli. — Wartość i znaczenie lej rozprawy. — Odpowiedź 
l>irLochowskiego, — Dalsze dzieje sporu romantyków z klasy- 
kami. — tl. Utwory Mickiewicza powstałe w Petersburgu. — • 
Życie towarzyskie w Petersburgu. — Stosunek z Puszkinem. — 
Stosunek z domem Szymanowskiej. — Restauracya pani Ron- 
del eux. — IV. Kształcenie się poety w kierunku polityczno- 
społe<'znym. — ^Histor5'a przyszłości". — Starania o pasz- 
|>ort. — Przejażdżka do Moskwy dla pożegnania się. — Wizyty 
pożegnalne w Petersburgu. — Kwapiony wyjazd za granicę 

lo maja 1829 roku 381 

z A) Miejsce urodzenia Adama Mickiewicza. — B) Nau- 
c^yeiele w szkole powiat, nowogrodzkiej XX. Dominikanów. — 
Oj T<aport ks. Jundziłła o kandydatach stanu nauczycielskiego 
w %Vilnie z r. 1817. — J)) Wypis z protokółu oddziału lite- 
ratury i sztiik pięknych [roku 1818]. — jE; Nauczyciele w szkole 
powiatowej kowieńskiej 1819—23 411 



•t^^> 



Dopełnienie. 



Na str 82, 8^ ' S6 tego tomu podane zostały nazwiska Filomatów 
tTe^Oog Ignac efi^> I>oineiki. W wyroku, dotyczącym sprawy towarzystw stu- 
denckich na Litwie (zob. , Proces Filaretów w Wilnie* przez Dra Szeligę, 
Hr d<d:imientu GXXXI) wymieniono Filomatów U tylko, a pomiędzy nimi 
snaidują się dwie osobistości, niezaliczone przez Domejkę do grona filoma- 
ddcgo mianowicie : Adam Suzin i Teodor Łoziński, obaj kandydaci filozofii. 



•.*-4^ 



\ 

1 



k 



/ 



AM MICKIEWICZ 



PIOTR CHMIELOWSKI 



ADAM MICKIEWICZ 



ZARYS BIOORAFICZNO-LITERACKI 



WYDANIE TRZECIE POPRAWIONE 
2 a-ma portretami poety 



TOM II 



! Mt . » "... 



WARSZAWA 

NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA 

1901 



KSIĘGA TRZECIA. 
?ÓŻ PO EUROPIE. 



ROZDZIAŁ I. # 

Niemcy, Czechy i Szwąjcarya (czerwiec — wrzesień 1829 r.). 

I Żee^nga przez Bałtyk. — Lubeka. — Hamburg. — Pobyt w Berlinie. — 
Pierwsze wmienia. — Znajomości z cudzoziemcami. — Znajomości ze stu- 
dentami Polakami w uniwersytecie berlińskim. — Wykłady Hegla i Gansa. — 
Improwizacje. — Stefan Garczyński. — Drezno, Saska Szwajcarya. — Praga, 
Karlsbad. — Zjechanie się z Odyńcem. — Maryenbad, Eger, Franzensbad 
Hbf, Jena. — IL Pobyt w Weimarze. — Znaczenie Goethego; jego rodzina. — 
Przyjęcie Mickie^ricza; pierwsze jego widzenie się z Goethem. — 80-ta rocz- 
nica urodzin Goethego i przedstawienie , Fausta* na scenie weimarskiej — 
Szkic poematu o Twardowskim. — Ostatnie dni pobytu w Weimarze; po- 
żegnania. — ni- Przejazd przez Frankfurt i Moguncyą; podróż Renem; za- 
trzymanie mą w Bonn: August Wilhelm Schlegel i Julchen. — W przejeź- 
dzie do Darmstadtu rozmowa o prawdzie w poezyi; w Darmstadzie — 
o dramatycznotei psychicznej dziejów naszych. - Heidelberg, Karlsruhe, 
Strasborg. — IV. Przygoda w podróży z Fryburga do Szafiizy. — Zurych. -— 
Droga z Gbur do Spltłgen. — Kamień nad przepaścią. — Rozmowa o dzie- 
ciach i milośd. — Wiersz ,Do** na Alpach w SplOgen*. 



. pierwszy w życiu udawał się Mickiewicz w da- 
Id znane sobie strony sam, bez żadnego przyjaciela 

» 1 ■"'" spotkania kogoś znajomego w najbliższem mie- 

ści ^U on dotychczas zajmować się drobiazgami co- 

dz .^łA„, i zawsze wolał, żeby go ktoś w ich zala- 



i 



— 4 — 

i 

twianiu wyręczał *). Do stosunków towarzyskich już był na-j 
wyki i rozmowa stała się dla niego potrzebą nietylko nie udą-j 
żliwą, ale nawet milą. Myśl wszakże o tern, że teraz sam bę- 
dzie musieJ pamiętać o wszystkiem, przyjemną być mu me 
mogła, a ból głowy przez całą dobę trwający nie przyayiBl 
się do rozproszenia złego humoru, nie usposabiając wcale do 
zawiązania rozmowy z przypadkowymi towarzyszami podróży, 
Ale gdy ból ten przeszedł; gdy sobie poeta uprzytomnił* iź 
może teraz odetchnąć swobodnie .piersiami calemi" i zapia^ 
ciać wzrok w najdalsze krańce widnokręgu; gdy się wdał 
z podróżnymi w gawędkę: odzyskawszy zdrowie, odzyi^cal 
i humor. Podróż go bawiła, wszystko wkoło siebie uważał za 
, dobre, piękne, ciekawe"; dla podzielenia się zaś wTażeniami 
z przyjaciółmi, zaczął pisać „dziennik podróży* może na wzór 
Sternea, bo się stał „trochę sentymentalnym*', przeplatał go 
jednak „konceptami" *). 

Żegluga przez Bałtyk aż do Travemunde odbyła się po- 
myślnie Utyskiwał tylko poeta na drożyznę. „Zdarto* z niego 
30 rubli za pierwsze na okręcie miejsce wraz ze stołem. Na 
drugiem miejscu niepodobna mu było „lokować się* z pwwodn 
złego jedzenia i niewygód. Za stół zaś pierwszego miejsca, 
czy kto co dzień pił szampana i reńskie, czy też wodę tylko. 
jak Mickiewicz, wszyscy prawie toż samo zapłacili, ^tak nie- 
regularnie liczono wśród zamętu, szumu i bezładu*. 

Wysiadłszy z parowca, ruszył natychmiast do Lubeki wraz 
z pewnem towarzystwem, z którem miał pierwotnie chęć je 
chać do Drezna. Opuścił je wszakże w Lubece, gdyż lękał się 
„nudy fatalnej", a prócz tego przekonał się, że z niem po- 
dróżując „grubo musiałby się opłacać w oberżach*. Zwie- 
dziwszy starożytny ratusz Hanzy, gdzie się dowiedział o prze 



') Jak przyjaciele, znając poetę, sceptycznie się zapatr^.*. jefo 

zaradność w rzeczach praktyki codziennej, dowodzą ^owa F. tf iego 

do Lelewela, zaznaczające z radością, że od Adama odebrał sty: 

,oba z datami, dohree ełoione i nieźle zapieczętowane". Zf ■" kie 
wicza: ,, Żywot* II, 24. 

*) „Korespondencya* Ł. I, 44, 45. 



;h z Krakowa", świadczącycli 
lunkach handlowych, puścił się 

koni do Hamburga, dostat je 
tarania i zajęcia, wcale powsze- 
ci nie sprawiały: gliczyl marki 
tet z całą zimną krwią bankier- 

,co sto kroków* niebardzo go 
lenie po niemiecku i dla cieka- 
jberżyslami, którzy, zwyczajem 

go po ramieniu na znak przy- 
'ypytywal o wszystko, oglądał 

mu ciężko na sercu; zaciiwycal 
nośny, śpiewy ptaków. 
! początkach czerwca ^). Poszedł 
S^bieral się zwieitzić giełdę; inte- 
szczególem rządu, praw. rozle- 
wy turysta angielski, i powiadał, 
iróży" napisać, lubo „dla ,usta- 
tu mógł widzieć, a cięika cho- 
I strachu •). 
r Hamburgu udał się nasz poeta 

znanego mu nietylko z opisów, 
;o i Szymanowskiej. Przybył tu 
jty, rosy, po biocie gorszem od 
Mzym humorze' 6 czerwca. Na 
uskiego nie podobała mu się; 
ukal dla siebie mieszkania; oso- 
,Jeżeli wszędzie tyle tylko, ile 
tów — pisał do Maryi Szyma- 

z domu Jochima, z takim kło- 
4 jakby mi się lam chciało po- 
lalibóg zaczynam myśleć, że po 
■■ nas niema. W Berlinie przy- 



lowego stylu, 
lika HickiewiL-za n 



1 

I 



— 6 



najmniej nic nie znalazłem, coby mi wynagrodzi/o nasze obiady 
muzyki i przechadzki; obaczymy, co będzie dalej; dotąd m 
prócz nudy, przeciwności i głupstwa** *}. 

Bawił wtedy w Berlinie cesarz Mikołaj, który świeżo od* 
był w Wai*szawie obrzęd koronacyjny na króla polskiego. Mic- 
kiewicz interesował się wielce tem, co się wówczas w War* 
szawie działo, i w liście do Tadeusza Bułharyna donosił zna- 
jomym petersburskim swoje w tej mierze wrażenia, .Odebra- 
łem tu z Warszawy — pisał — wiadomość o koronacyi i pelDe 
entuzyazmu opisy uczt i zabaw. Ja tam nie byfem! Podzielani 
tylko zdaleka szczęście moich spólrodaków. Cłicialem zrazu 
przesiać tobie w oryginałach i prozaiczne i poetyczne Warsza- 
wianów i Litwinów płody, ale musisz je mieć oddawna. 
a przynajnmiej słyszeć o nich musiałaś. Donoszę ci tylko, źe 
cesarz nasz jest teraz w Berlinie; przyjmowany z entuzyaz- 
inem i że, jak powszechnie słychać, rad byl z pobytu w War- 
szawie i cesarzowa łaskawie wspominała o serdecznera unie- 
sieniu, z jakiem przyjętą była od mieszkańców polskiej 
stolicy" ^). 

Kółko znajomych w Berlinie było z początku b;irdzo 
szczupli^; zawdzięczał je głównie Mickiewicz pobytowi w Ro- 
syi. Widział się tu z Aliną Wolkońską, która się unosiła natł 
pięknością romansu Bułharyna: „Jan Wyżygin"*. Widział się 
także z poetą, „drogim" mu Bazylim Żukowskim, którego po- 
lecił Lelewelowi, pisząc: „jestto mąż rzadkiego charakteru', 
rzadkiej uczciwości, szczery mój przyjaciel i niepospolity poela: 
jeżeli widujesz Witwickiego, proś odemnie, aby był u Żukow- 
skiego; ażeby mu poetę Zaleskiego prezentował** ^). Odwie<lził 
Mendelssonów. którym go zarekomendowała Marya Szymanow- 
ska, i l)ywał u nicii gościem pożądanym. Około 1*2 czerwca 
poszedł do slarego Zellera, architekta i muzyka, do które^n) 
miał również Ist od Szymanowskiej. Zelter. przyjaciel Goo- 



1) „Korespond.** I, 47. 

*) List do T. Bułharyna z 1:2 czerwca. Zob. , Dodatek*. 

•') „Korespond." Ul, ^U7. 




/ 



pisujący muzykę do jego pieśni, przyjął go serdecznie, 
Q^ty rekomendacyą sławnej pianistki, która mu donosiła, że 
i» c^obie Mickiew^icza pozna wielkiego poetę. „Znać się na tern 
xivis\, toż przecie z panem Goethe była w stosunkach** — po- 
^\edzia.l ^łickie-wiczowi, który go prosił o bilet polecający do 
lo^w\szai poetów. Pisząc o tej wizycie do Goethego i zawiada- 
miając go o przyszłych odwiedzinach Adama, dodawał Zelter, 
^e poeta polski mówi już dosyć dobrze po niemiecku *). Te 
\*apo^wiedziane odwiedziny miały się jednak odwlec na dosyć 

Powoli bowiem zły humor wrażliwego poety poprawiał 
/się; Mickiewicz doczekał się pogody, widział piękne obrazy 
i zetknął się z towarzystwem polskiem, które go wielce go- 
^ ścinnie przyjmowało. W uniwersytecie berlińskim było wtedy 
mnóstwo Polaków, ciągnących tu głównie dla sławnych wy- 
kładów Hegla o filozofii , bezwzględnej*, której wziętość znaj- 
do^wala się naówczas u zenitu. 

Hegel nie był dobrym mówcą; słowa z trudnością mu 
z ust się wydobywały, za każdym wyrazem charkał, krztusił 
się, kaszlał, ciągle się poprawiał, nawracał do zdań już raz 
ij^rypowiedzianych, z trudem szukał w głowie dobitnego fra- 
zesu; oi^an miał niby drewniany, prawie grobowy. Wykład 
jego był jakby monologiem; zdawało się, że zapominał o słu- 
chac2:acti, że jest sam na sam z duchem swoim; mowa jego 
była jakby głośnem samotnem myśleniem, pracą i ciągłym 
tradnym porodem myśli. Ale gdy już sam przed sobą wydo- 
był na jiiinią swe poglądy, wówczas ożywiony tryumfem nad 
opornością swego organu, natchniony uniesieniem prawdziwie 
poetycznem mówił gładko, a słowa jego składały się w obraz 
niewypowiedzianego uroku. W takich chwilach obłok różowy 

* •^o jego białem, kredowem obliczu i wykwitał ru- 

,hwytu. Wszyscy słuchacze, wiedząc, że przemawia 

owiek, któremu świat uczony składał hołdy, nie 

lliwość jego wymowy, ale się unosili nad my- 



— 8 — 

ślami przezeń wyrażanemi. Lubo nierównie większa części 
chaczy nie zdołała objąć catości jego systematu, rozui 
jednak szczegółowe jego poglądy, a te były tak głębokie i nad- 
zwyczajne, tak błyskawiczne, iż wystarczały, ażeby raagnetycs- 
nie, czarodziejsko pociągnąć wszystkich. Dla studentów Hege| 
był jakby półbożkiem. Prawie połowę Jego słuchaczów stancH 
wili Polacy, zajmując gęstym zastępem wielką część ław w ao- 
dytoryura. Kto nie chodził na prelekcye Hegla, był arcyraal- 
kim wyjątkiem, stawał się poniewierką ziomków, bo go uwa- 
żano za głowę tępą, z której kraj nie doczeka się wielkiej 
pociechy. Panowała moda, prawie mania, aby nietylko o rze- 
czach ważnych, ale nawet o drobiazgowych rozprawiać for* 
mułkami filozofii Hegla. Ściany gmachu uniwersyteckiego były 
zapisane kredą lub ołówkiem temi formułami. Nawet studenci 
medycyny, z zawodu swego wprost przeciwnymi abstrakcyom 
zajęci szczegółami, nie stanowili wyjątku, należąc do wielbi- 
cieli filozofa, który wszystkie dziedziny wiedzy poglądem swoim 
ogarniał ^). 

Studenci Polacy, prawie wyłącznie z W. Ks. Poznań- 
skiego pochodzący, po krótkotrwałej niezgodzie pomiędzy par- 
tyą arystokratyczną i demokratyczną, na czele których stali 
wsławieni później Stefan Garczyński i Karol Libelt, żyli z sobą 
w doskonałej harmonii i braterstwie. Harmonią tę podniosło 
do wyższego tonu przybycie Mickiewicza. Dowiedziawszy, się 
o nim, pospieszyli złożyć hołd młodzieńczy śpiewaków ,Ody 
do młodości", którą wszyscy pewnie umieli już na pamięć. 
Na cześć jego wydali obiad u Jagora, najsławniejszego wów- 
czas restauratora „pod Lipami*. Bawiono się na nim wesoło: 
grano, śpiewano, dokazywano po burszowsku. Mickiewicz zrobił 
wtedy spostrzeżenie, że wśród młodzieży polskiej w Berlinie 
muzyka więcej kwitnęla niż w kółku wileńskim ' ' r 



^) Tak charakteryzuje filozofa berlińskiego Józef Krei 
jego. Zob.: ^Najcelniejsze nauki filozoficzne o dusry* w ^■" 
1867, I, 2—7. 



9 - 

mieli pieśni podostatkiem i dobrze je 

wielbiciele Hegla nic ini^it naturalnie 
i^eby nie zachęcić poety do pójścia na 
namówić Mickiewicz; traflł na wyktad 
logiki transcendentalnej. Przez dwie lekcye rozwijał Hegel róż- 
nicę między Vemunft i Yerstand. na odróżnieniu których, jak 
wiadomo, filozofowie niemieccy od czasów Kanta bardzo wiele 
zasadzali wywodów. Mickiewicz, który studya swoje filozoficzne 
ograniczył w r. 182^ na czytaniu jakiejś rozprawy Schellinga 
i jakiegoś pisma Kanta, a następnie nie miał sposobności ani 
cbęcl prowadzenia ich dalej, który i wskutek usposobienia 
swego, skłonnego do syntezy choćby tylko fantastycznej, i wsku- 
tek salonowych stosunków w Odessie, Moskwie 1 Petersbui^, 
lubił pomysły improwizowane, ukazujące się w barwnej formie 
uczuciowo-wyobraźniowej, nie zachwycił się subtelnym roz- 
biorem pojedynczych pojęć, wypowiedzianym z wielkim tru- 
dem, ujętym w wyrażenia oderwane. Po wysłuchaniu tych 
lekcyj poeta wyraził przed młodymi zapaleńcami swoje z wy- 
kładu niezadowolenie, utrzymując, zapewne napół żartobliwie, 
,że mąż, który tak niejasno mówi \ tak się męczy caluteńką 
godzinę, by rozjaśnić znaczenie dwóch pojęć, pewnie się sam 
nie musi rozumieć'. W gronie wileńskiem, moskiewskiem lub 
petersburskiem koncept ten przyjęłoby z uśmiechem jako 
dowcip, ąle wśród młodzieży, przyzwyczajonej do rozumowania 
1 biorącej seryo wszystkie wywody mistrza berlińskiego, nie 
znalazł uznania. Karol Libelt, całą duszą filozoficznym bada- 
niom oddany, odparł na to Mickiewiczowi pytaniem, czy poeta 
istotnie uważa za psychol(^cznie możliwy stan taki, w któ- 
rymby człowiek przy zdrowych zmysłach mógł mówić całą 
zinę sam się nie rozumiejąc, a co więcej na setkach stu- 
"zy nie robiąc tego wrażenia, iż się sam nie rozumie ^). 

') Adalbert Cybulski: .Geschichte der polaischeD Dichtung'. Poznań. 
Tom 1, Btr. 300. Wolałem pójSĆ la tekatera oryginalnym, niż m prze- 
em polskim, który się tu rółni od niego. .Odczyty o poezyi pol." Po- 
1870, I, ai3. 



1 



10 — 



Mickiewicz ujrzał się wtedy wśród odjuiermej atmosfery 4 
cliowej niż ta, do której byl przy wy^kl; zastosować się do ii 
nie czul w sobie ani ochoty ani siły może. W rozpra^ 
filozoficznych z młodzieżą imiuersytecką staną! na stanoarai 
człowieka, który niewielką przywiązuje wagę do subtdnyi 
czysto rozumowych wywodów i jednemu ze studentów, VH 
ciechowi Cybulskiemu, powiedział, jak drugi Krasicki; ,Zffl( 
knij filozofa w nocy do kościoła, lub wrzuć go do lod 
ciemnego, lub każ mu iść przez cmentarz, a zobaczysz, ji 
się będzie modlił i żegnjJ* ^). Młodzież naturalnie nie dawa 
za wygraną i odpowiadała argumentami, pod wrażeniem UJ 
rycłi pisał poeta do Malewskiego (12 czerwca): , Filozofia 1 
pozawracała łby; lękam się. abym nie przeszedł na stroi 
Śniadeckiego, tak mię nudzą Hegliści... Widzę, że należę d 
dawniejszego pokolenia i jako statiotiytaire żadnym sposobei 
nie zrozumiem się z tutejszymi metafizykami* '). 

Metafizycy ci, widząc niechęć poety do filozofowania, a 
przestali zapewne z nim dysput; a jeden z nich, Stefan Gal 
czyński, zapoznał go z innym profesorem swoim, Ganseo 
(* 1798 f 18H9), równego z Mickiewiczem wieku, wykładaj; 
cym wówxzas w sposób nadzwyczaj zajmujący dzieje rewo* 
lucyi francuskiej i jej następstw. Największe audytoryum lUi 
mogło pomieścić ciekawych słuchaczów, Gans bardzo prędkfl 
zaprzyjaźnił się z naszym poetą, o którym mu młodzież uni- 
w-ersylecka niewątpliwie z największym mówiła zapaleni. Dd 
dla niego obiad i zaprosił nań większą część Polaków. Mówił 
z nim o Rosyi i wiele nowych dla siebie rzeczy od niego 
usłyszał. Na prelekcyach przyszedł wtedy właśnie do opowia^ 
dania o traktacie wiedeńskim, przyczem uczestniczące w nim 
rządy po mistrzowsku a dowcipnie charakteryzował. Miano- 
wicie rozwinął całkiem nowe na Rosyą poglądy; dziwiono się 



M Adalbert Cybulski: „Geschichte der polnischen Dichtong", I Mi 
3) Do tej to zapewne chwili odnieść należy słowa przez ko^is wt- 

rzeczone, a listownie Lelewelowi zakomunikowane: ,Nie dla nas Adam!* 

Zob. Wiad. Mick.: ^ Żywot- II, 10. 




mocarstwie przytaczał; 
nadal wyższą wartość 
y. Sam atoli profesor 
sze publiczne dla niego 

dni", wystawiając Na- 
zymiej z caJą Europą 
iąl na swe barki histo- 
ajwspanialsza treść do 
Ij Europy, jak niegdyś 
piły do wspólnej walki 
emu ludowi, przeciwko 
I czele. Żeby ten wielki 
jących poetów zadnio 

uczynił i jest obecnym 
!m narodu, do ostatniej 

i przez dotychczasowe 
^o przedstawienia treści 
iy po sali tego wymie- 
itce z ust do ust prze- 
Tiych. Gdy przy wyjściu 
)odaI rnu ramię i wraz 

do Berlina obywatele 
lniany. Z nimi za po- 

zapoznal się nasz poeta 
tóre mu się z początku 
ile i zacne towarzystwo 
odtąd bywały zebrania 
takich uczt, poeta, gdy 
jiewać przy fortepianie, 

przy akompaniamencie 
iestrem ' . Improwizacya 
lieznana, budziła zapał 

str. aOO, 301. 



T 



— 12 — 

J 
nadzwyt-zajny, równie jak inna. której treść dotyczyb4 

Litwy 2 Polską, ^vypowiedziana przy akompaniamencie 11 

nutę poloneza. i 

Po jednyni z obiadów udano się do miesdania Eri( 
głusza Zakrzewskiego, poznańczyka, który podobno pier«i| 
poznał Mickiewicza w Berlinie, zapewne na zasadzie portr^ 
i w^sle^izil jego mieszkanie. Tu mu ofiarowano wiersz nlo^ 
na cześć jego przez gospodarza, pod względem poełycmji 
lichv, ale świadczący o serdecznem uczuciu, i uwieńczono 4. 
wieńcem laurowym. Poeta, podbudzony oznakami szoff^ 
hołdu młodzieży, znowu improwizował ^). 

,\Vnel jakaś cudowna siła rozpromieniła jego oblifll 
tkłła osoba Mickiewicza w nadziemską zdawała się być p^ 
mieniona istotę. Jakiż dźwęk czarujący jego głosu! jaka b# 
pojęta potęga słów jegol... Entuzyazm doszedł był do najwy^ 
szego stopnia, kiedy poeta, czy to w uczuciu boskiej twoT' 
czoŚŁ'i w sobie, czy w świadomości bezwzględnej władzy swj 
nad duszami, czy też w zamisu^e. aby młodzież kształcącą SH 
za granicą i w zagranicznej poezyi i literaturze więcej moa 
upodobania niż w swojej własnej znajdiyącą, właściwszym 
i zbawienniejszym dla kraju natchnął duchem — kiedy JH^ 
mówię, w chwili powszechnego uniesienia, kończąc swoją isi* 
prowizacyą, wyrzekł z całą dumą wewnętrznego przeioBiB^ 
słowa, któreśmy wiernie zachowali w pamięci: Czyś ty roi 
Szyller lub Goetlie — widział równego poetę? — O nie! me. — 



M Z improwizacyi tej zapamiętał Cybulski dwa wiersze, [ibelt P*C^ 
z mianowicie izob. , Estetyka czyli Umnictwo pi^ne. Część ogólna*, r^ 
znan, iS^tl*. str. 413): 

Niech mi SzyUer albo Goethe 
Wskaże równego poetę! 
Ja pan rymów; siłą dacha, 
Wskrzeszam temu, co mnie słucha, 
Z piersi mojej pieśń. 

Ani jeden ani drugi nie widzieli w tych słowach objawu jaP^js *' 
rozumiałości. 



13 — 

zez nad wieszczami! Tyś wieszcz 
irchanielsiiemi sjtrzydlami i gJo- 
archaniota. Tyś Polski, tyś na- 
ś naszym archaniołem -stróżem! 
iii, uszczęśliwisz!... Oto wrażenie, 

słowa Mickiewicza. Oto bezpo- 
^eniuszu. Ludzie zimni i krot- 
nie takie zarozum leniem i dumą. 
reeświadcjseniem ducita, iskrą bo- 
Inie, nowe życie zaptadnia' '). 
1 wieszcza-proroka i na chwilę 

dyskusyach zapomnieh. Szcze- 
Stefan Garczyński, młodzieniec 
jdya, który pod jego wpływem 
w jednym z pierwszych swych 
iwi, co nań jak olbrzym twór- 



nr niebach rijnie, 

icliołkdw liUne swe arwiaka 

im gnniotów cieką, 

już gdj w padzie ginie — 

- już na dnie spoczywa, 

t porywa: — 

) zadżwięciyłf struny, 

D od ciebie wzbudEony. 



aańskim I8ł5, vni, 3+, J5. — Karol U- 
•omnieiiia swoje o pobfcie Mickiewicza 
madzii szczegółów i z nieporównanie 
rwodiil sobie na pamięć wrażenia z im- 
głosu Mickiewicza wręcz przeciwne Cy- 
lerdzit bowiem, że gdy razu pewnego 
i', to uczynił to ,lak nędznie, że małe 
prawie piskliwy'. Zob, list Libelta z i\ 
» Wł. Bełzy: .Kronika z życia Mickie- 



1 



— 14 — 

Tyi DaŁcfanąi myśl harmonią — prz^m za odwet wdńęeznf 
Ten wiersz może niesiony od zbyt śmiałej ręki i 
Ja będę najszczęśliwszy, jeśli bardon zręczny 
Wyśpiewał deó twych myśli — twoje nczul wdzięki!^}. 

Tak ugaszczany i wielbiony, przesiedzia/ Mickiewicz w Bei 
linie cały miesiąc prawie. 

Na pożegnanie znajomi zgromadzili się raz jeszcze a 
wieczorne zebranie. Poeta spotkał tu przedstawicieli wszjil 
kich części dawnej Polski z wyjątkiem Galicyan. Bawiono ad 
jeżviża;ącego śpiewami narodowymi i ludowymi, o co prcai 
srozegolniej. Wiele rzeczy sobie nieznanych zanotował. Pc 
żegnał się z towarzystwem o północy. Odprowadzono go di 
hotelu. Gdy mu jego towarzysz podróży do Drezna, hr. Plaifl 
robił wyrzuty, że go tak długo nie było, lubo konie poczłofn 
już od godziny czekały, odpowiedział mu poeta: , Patrz oi 
braci naszych- a jeśli masz serce, odeślesz konie, abyś safl 
w ich towarzystwie przeżył chwilę, jakich- niewiele w swefl 
życiu mieć będziesz* *). 

Wkrótce potem odjeciiał nasz poeta w stronę Drezna. 

Około 5 lipca przybył do stolicy saskiej, w której wedk 
jt^ro wyrażenia bawiło wtedy .Mazurów i Warszawiaków me- 
ledwie tyle, co Niemców — a wszystkie Mazurki ładne* ^ 
Ziłpo:.nał się tu z Ewą i Salomeą Dobrzyckiemi, matką i córką, 
których dom od lat wielu był głównem (^niskiem towarzy- 
stwa polskiego, a mianowicie młodzieży, wychowującej się 



^- Z rfkopismu, znajdującego się w Bibliotece jagieDoóskiej. Jesi-t^ 
x«^Tt poeiyj Stegna Floryana Garczyńsklego przygotowany do dniki,< 
W ,łVxedmowie* podpisanej 13 lipca 18^9 r. powiada mlodziotki poda: 
,Tnuinitem saę juł wprawdzie dawniej poezyą; zatrudnienie to jednakie 
ni^iy ci^^su meigo nie piętnowało; co więcej, mieńące całe nfjywały, a ji 
piv^ni \io r^k nie brałem. Poznanie przypadkiem Adama Mickiewicza takia 
wrar^nie na du^zy mej wywarło, że od tego czaan niezgwalooną chęć pisa* 
nia uoiulem. Ty^ln^ń jedm wystarczył na ulepienie wierna — wyj^wuf 
ph»rw$xą i ostatnią strofę wiersza pierwszego do Aliny, które jat dawm^j 
n^pii^iłem — który dzisiaj na widok publiczny wystawiam*. 

*) A l^bulski: ,Gescłiichte d, p. D,% Sir. 302. 

•) ,Koivspv>ndencya*, 1, 49. 




święta uroczyste cale 
regularnie u Dobrzy- 
ajów rodzinnych. Za- 
:ewodniczyl zazwyczaj 
'.. Salomeą Dobrzycka, 
ia panna, była orygi- 
alcona, łączyła dobroć 
w młodości odrzuciła 
ajęta wyłącznie uwiel- 
eona, nie miała czasu 
iczucia iść za mąż nie 
" poznał Mickiewicz 
lenę, kuzynki Szyma- 
fftedy powieściopisarza 
indra Bronikowskiego. 
■ Niemczech, Ludwika 
ciuszki Falkensteinem, 
zapewne i z innymi 
w Dreźnie : Tiedgem, 
wieczorku estetycznym 
isku przyjmując, lubił 
idczytywaniem swoich 

ciemne", podobało się 
przepędzania dni był 
żyła, szedł Mickiewicz 
iem w kieszeni — do 
tej lub 2-giej; następ- 
^em udawał się gdzieś 

. z lublinianinem, Ka- 

Saskiej i do Czech. 

iposobność zapoznania 

literatem, który umiał 

, 96, 110. 



ochłonąwszy, wydeklamowal 

po jakie rozkosze, 
kiego na kwiecie 
ęo na ziemi? 

wa te zostały wypowiedziane, 
radził Cieszkowskiego do siebie 

miał aż do znudzenia. Piękne 
iczającycli, stanowiły dla niego 

iię tu przyjazdu Odyńca, z któ- 
! odbywać podróże. Mickiewicz 
le panny Łabędzkie, z któremi 
la zaprezentowany, zaraz pou- 
mu dwudniową zwłokę. Picie 
Łabędzkich, rozmowa o Litwie 
ly ten czas bardzo mile. Poeta 
itetyczne uniesienia nad Spru- 
^, ie jestto cud świata, w któ- 
anienki zanurzają niepotrzebne 
la przyjaciółek — robiąc allu- 
kicli. 

czcili Mickiewicza pożegnalnym 
uiowczo, mając już dawniejszy 
łdu razem z Łabędzkimi. Było 

z którycii większa część udała 
cem i Łabędzkimi do Posthof, 

przechadzki. Tu przepędzono 
te deklamował różne wyjątki 

protestować, ale życzenie to- 
rały. Późno dosyć przy świetle 
3 swych mieszkań. 

32, z opowiadania samego Cieaz- 



— 18 — 

Oilyniec odtąd zajmował się wszystkimi drobi 
codziennego życia, W3rrcc2ając Adama. Noc przeszła be; 
o 3-ciej rano juz wyjechali do Marienbadu, gdzie się 
zobaczyć z Salomeą Becu. Rozmowa z nią, głównie o jej 
ientowanym syniu Julku, który swe utwory posiał byl Mł(ii 
wieżowi do oceny, tak zajęła podróżnych, że znowu me spą 
doczekali się koni, co ich miały przez Eger, wsławione zaWJ 
stwem Wallensteina, Franzensbad, Hof, Jenę zawieść do Wi 
maru. W Eger zatrzymali się dla zwiedzenia j^o osobBwd^ 
a jadąc do Franzensbadu, gdzie się mieli zobaczyć z Adolfa 
Januszkiewiczem. znajomym z Włkia, rozprawiali o 
MIckiewicŁ pobudzony przypomnieniem Schillerowego WalW 
Steina, utrzyniywaŁ że nie historya sama, ale dopiero poe^fl 
nadaje wypadkom tę posągową, nieśmiertelną postać, W 
którą je widzi potomność, że historya przez poezyą tylko al! 
się może mistrzynią ludzkości, że poeta więc nie kronikii* 
jest prawdziwym kapłanem historyi. Natchnieniu pnyznaiw 
wyższość nad rozumem i sądził, że prawdziwymi poetami oy» 
tylko prorocy. Wpływowi naśladownictwa od czasów O** 
dzenia przypisywał zatracenie chrześcgańskiej i narodowe 
poezyi, jaka się w wiekach średnich rozwijać zaczęła* Poe?* 
naśladownioza, konwencyonalna wystarczała dla wieków, w i 
rych życie narodów skupiało się w dworach monarszycn 
w społeczeństwach dworaków. Dziś musi się stać inną. * 
zya ludowa, z powodu ciasnego obrębu pojęć, nie moie s»' 
no wić jedynego wątku dla twórczości nowej. Dążenie 
prawdy objawia się u wszystkich wielkich poetów; ^^. 
czuł ją w natchniem'u, Byron znalazł ją w uczuciach swoicn* 
Goethe szuka jej rozumem. Wpływ Schillera na ij^^^ ^^ 
narodu był większym dlatego, że poeta ten przez serce dfla** 
więcej na młodzież, która to życie wyrabia. Goeto" ■"^'» j 
przemawia do tych, co już tylko rozmyślają nad źyci< r 

Zestawienia te wywołane były niewątpliwie ^i • 
chłego ujrzenia w Weimarze poety największego, jakif ^ - 



») A. E. Odyniec: .Listy z podróży* I, 137—139. 



- 19 — 

były one niejako przygotowaniem się do odebrania 
i, których Goelhe miał być źródłem. 



IL 



Weimar byl ^w końcu XVIII i na początku XIX wieku 
^polnej działalności Goethego i Schillera najświetniej- 
w Niemczech ogniskiem życia umysłowego a głównie 
Łości poetyckiej. Te „Ateny niemieckie* zwracały na sie- 
oczy zarówno spólziomków jak i cudzoziemców, gdyż stam- 
wychodziły arcydzieła, którym literatura niemiecka swe 
!hświatowe znaczenie zawdzięcza. W r. 1829 nie posia- 
już to liche, choć stołeczne miasteczko, tego wielkiego 
:enia; na przestrzeni Niemiec powstały bowiem już liczne 
ogniska oświaty wyższej i poezyi; ale jako miejsce po- 
Groethego ściągało jeszcze wciąż całe szeregi krajowców 
idzoziemców, a zwła<^zcza Anglików, którzy się szczegół- 
tu cieszyli sympatyą. . Goethe nie bral już wprawdzie 
tu w ówczesnym ruchu literackim, nie czarował czytel- 
pó^w^ nowemi dziełami poetyckiemi, pracując tylko nad uło- 
swoich wspomnień z pobytu we Włoszech, zajmując 
gorliwie kwestyami przyrodniczemi, a od czasu do czasu 
iając jakiś ustęp do drugiej części „ Fausta "". Mimo jednak 
TŁsunięeie się z widowni, żył on w pamięci wszystkich swymi 
kwniejszymi utworami; a entuzyastyczni wielbiciele, nie po- 
»tając na rozkoszowaniu się dziełami, pragnęli oglądać 
►biście sędziwego mistrza. Grdyby Goethe chciał wszystkich 
wyjątku i bez żadnych trudności przyjmować, nie miałby 
ipewne ani chwili wolnej; to też trzeba było rekomendacyi 
, ażeby przystęp do niego uzyskać i audyencyą wyprosić. 
J połowie lipca przedstawiła mu się księżna Zeneida 
Tiska, udająca się do Włoch na mieszkanie. W jej licz- 
warzystwie był jakiś poeta, czy literat, może Szewyrew, 
3 Goethe, uprzedzony już w czerwcu przez Zeltera, wziął 
-Awicza i z tego powodu napisał do starego przyja- 



— 20 — 

cielą: ^ Poeta polski odwiedził mnie... przemówił słówko 
ledwie i nie miał dosyć sprytu, żeby się zjawić bez ni* 
towarzystwa. Gdyby się na tym św^iecie nie widziało 
jak niezręcznie ludzie korzystają z pofnyślnej sposobnością W 
baby zganić i wyrzucać podobne postępowanie*. Niebaw«^ 
jednak przekonał się Goethe o swej pomyłce i przyznał i( 
Zelterowi, że wziął Rosyanina za Polaka. 

W sierpniu znowuż Anglicy tłumnie napłynęli do W^ 
niaru, ale się już wynieśli, kiedy Mickiewicz z Odyńcein n 
sierpnia wieczorem tu zjechali i stanęli w rynku w hotel| 
,pod Słoniem". Mickiewicz miał od Szymanowskiej listy pei 
lecające zarówno do samego Goethego, jak i do jego synoff^ 
Otylii. Udał się najprzód do tej niższej instancyi. Przyjęci^ 
był zachwycony. Otylia Goethe była-to kobieta około 40-letaili 
wykształcona estetycznie; ciągłem przebywaniem wśród a^ 
świctniejszych umysłów uzbierała skarby umysłowe, Hórp^ 
umiejt^tnie, z wdziękiem niewieścim szafować potrafiła. MidD^' 
wicza i jego towarzysza zaprosiła na wieczorną herbatę, oł»e* 
cując przesłać list Szymanowskiej Goethemu, który latea 
mieszkał za miastem, gdzie miał dom własny z ogrodem. 

Dzień obrócili nasi podróżni na obejrzenie niezliczonycn 
osobliwości Weimaru, na przypatrywanie się strząlaniu do 
kurka (Yogelschiessen), Wieczorem o ósmej udali się do salooa 
Otylii, w którym zastali jej męża, Augusta, wielbiciela NajK^- 
leona, przyjaciółkę pannę Pappenheim, oraz dwu przy/ao^. 
domu, głośnego swemi rozmowami z Goetliem Eckermanna oraz i 
Peucera. Mickiewicz głównie się bawił w kółku kobiecfiB?/: 
przypomniał sobie salony odeskie, moskiewskie i petersburscc* 
i okazał się Odyńcowi, który go jeszcze nie znał z tej stnw/r 
„szarmantem nad szarmantami". Prowadził wesoło, w j^T* 
f[*ancuskim, rozmowę salonowo- estetyczną, mówią * '^ \ 
i o sercu i o życiu i o sztuce i o tysiącu różnych n '^^^ ; 
żacy eh, któremi ówczesny świat się zajmował. I O*"' ^ i 
i jej przyjaciółka dotrzymywały dzielnie placu po, ^' 

sycały jego ożywrenie. W ciągu wieczoru prz^e^* ^^ | 




miał, ie poetów polskich 

vozik Otyiii, przysłany po 

do willi Goethego. Dom 
w którym nasi podróżni 

poetów czekali, obszerny, 
i podłogą w deski, malo- 
it jakiś papierek rozdarty 

a gdy Mickiewicz poznał 
:ambuchu Szymanowskiej, 

na pamiątkę. Oczekiwano 
tworzyły się drzwi i uka- 
ać. Dziwnie miły, uprzejmy 
omii Jowisza poezyi nie- 
iści ukłonem i podaniem 
izyku francuskim, wyraził 
teraturze polskiej i ie nie 
, dodał wszakże, iż zna 
w Uomaczeniu Karoliny 
lesłala. Mickiewicz na żą- 
wie przebieg dziejów lite- 
mi historycznymi, Goethe 
m zrobił uwagę, że przy 
awdy, poezya i literatura 
ardziej powszechną, przy- 
że nigdy cech odrębnych, 
zała się rozmowa o pie- 
ral się o pieśni polskie 

w części i Odyniec, mó- 
larakterze i tonie pieśni 
ipnie wypytywał o pro- 
inając Włochy, skąd wy- 
)zmawial z Mickiewiczem 
'łaszczą o Gansie; potem 
wspomniał o kilku innych 
wicie o Janie Potockim 



— 22 — 

i księżnie Lubomirskiej, którym wielkie oddawał poch 
Przy pożegnaniu oświadczył, iż bardzo żałuje, że dla 
nie może pokazać gościom swego ogródka^ ale — dodał - 
będę jeszcze miał przyjemność korzystania z waszego lovl 
rzystwa na obiedzie u mojej synowej. 

W zachowaniu się Goethego widać było jego npĄ 
mość i chęć wywarcia dobrego wrażenia; w pytaniach — j^l 
niczem się zrazić nie dające pragnienie zużytkowania lortm 
nego każdej chwili swego życia na rzecz wzbogacenia sw^ 
wiedzy nowemi wiadomościami. Zajęcia dla osoby poety jw 
skiego nie można się było naturalnie od niego spodziewtCY 
z pism Mickiewicza znał tylko drobne wyjątki, a tytuł ronafr 
tycznego reformatora nie mógł mu jeszcze dać wysoki€p 
\vyobrażenia o talencie poety. Dla Goethego romantyzm ufi 
już naówczas rzeczą dawno minioną i zbyt miłych wspommffl 
w duszy jego nie budził. Poświęcając chwil kilka dla czło- 
wieka inteligentnego (gdyż tak tylko Mickiewicza mó^ sotó 
wyobrażać), zużytkował je po swojemu. Znać to z lislu^ j«b 
zaraz nazajutrz napisał do Zeltera: „Nasz poeta polsn uo* 
piero co się przedstawił: kilka dni pierwej byłby pożądani 
wraz z towarzystwem, któreśmy tutaj mieli; teraz będę mu- 
siał robić honory jemu jednemu; co mi się w koóca saje 
bardzo trudnem. prawie niemożliwem. Zdołałem niończjcm) 
Drugi Pobyt w Rzymie, któremu poświęcam tom XIX; a y 
bym zrobił drugie tyle, gdyby nie te nieustanne odwi^toą^ 
dobrych i kochanych przyjaciół, kt&rzy nic nie przynossa, < 
nic nie unoszą z sobą, Ale niech cię ta jeremiada nie wsa^ 
muje od dania niekiedy komuś jakiego bileciku; gdy^ ^ ^ 
przyjemności chwilowej rodzi si^ często mile spostrzdefU^- ^ 
było to istotnie rzeczą bardzo interesującą obserwować \ Y^ 



*) W dzienniczku swoim, systematycznie prowadzonym, ^ 
wał sobie nawet nazwiska Mickiewicza, poprzestając na suche}, og 
wzmiance: „die beiden Polen*, zu Tische die beiden Polen* 
Meyeta: „Z pobytu w Weimarze" (Świat* krakowski, 1890, ^- 



I - 

aków z odjeżdżającymi Angli- 
lelniejszego przeciwieństwa • '). 
)ethe wrażenie nadzwyczaj ro- 

licbo, jaki rozumny!" - miał 
iz,_ zszedłszy ze schodów, Wy- 
cem widocznie nie chciał, gdy2 
irzestał, przetrawiając w sobie 
ami tak się zacłiwycat. 
ział Mickiewicz między gospo- 
prowadząc z nim rozmowę; 
)ie pannę Pappenheim i nowo 
dobrą forlepianistkę. Gdy po 

pokazywał towarzystwu zbiór 
ibinet mineralogiczny, a w nim 
inale zachowanych, Mickiewicz 
itowy dentysta nie mógł posia- 
cu tak się ten dowcip podobał, 
mcm, z uśmiechem go im po- 
I przechadzce w parku spędzili 

i jedynymi gośćmi u synowej 
ięc i bawiono. Chadzano co- 
viedzano okoHce miasta, uczę- 
Eepędzano przy dźwiękach mu- 
óry tu przybył z Drezna. Mic- 
yśpieszyć wyjazd, ale dal się 
przynajmniej na 2S sierpnia, 
izona SO-ta rocznica urodzin 

się zaludniać Weimar nowo 
stole w hotelu „pod Słoniem' 
a Francuzami: Davidem z An- 
ibiarzem, który przybył nau- 
)bić popiersie Goethego, i mło- 



— 24 — 

dym literatem, Wiktorem Pavie, zapalonym wielbicielem Wli 
torą Hugo i całej szkoły romantycznej, która właśnie wte^ 
najogniściej występowała przeciwko klasykom. Pavie zaslysa 
już coś o Mickiewiczu, znal jego wizerunek, zapewne z wr^ 
dania paryskiego poezyj naszego poety, i mówił wobec nie" 
znajomego sobie Polaka przy stole o wielkim gieniusziL ktfl- 
rego nazwiska wymówić jakoś nie mógł... Wkrótce nastąjA 
wzajemne zapoznanie się przy pośrednictwie Odyńca. którf 
odkrył Francuzom nazwisko swego towarzysza. 

Tegoż jeszcze wieczoru zaproszeni byli wszyscy doOtyiii, 
gdzie znajdował się znowuż sam Goethe, który zjechał dli 
uczczenia Davida z Angers i architekta Caudray. Rozraowt 
toczyła się naturalnie o rzeźbie i architekturze; a główny 
w niej udział brał sam Goethe, David i Mickiewicz; Coadnj 
bowiem, cichy i skromny człowiek, na pytania tylko odpo- 
wiadał. Poeta nasz dużo niewątpUwie rozmyślał i wiedzal 
o plastyce, ale wiadomości jego miały przew^ażnie charatóff 
ogólnikowy, poglądowy; David i Goethe posiadali prócz wgo 
wyrobione zdanie o technice. To też gdy Adam mówiąc o pi- 
ramidach odkrytych w Ameryce i o ich podobieństwie z epP" 
skiemi, dowodził, że rzeźbiarstwo, jako sztuka najbardziej pla- 
styczna, najwyraźniej też znamionuje stopień umysłowego roz' 
woju w narodzę, Goethe zrobił uwagę, że oprócz umysloir^ 
rozwoju sama także natura materyału, który artyści mają o 
użycia, musi wywierać wpływ na charakter ich utworów, fiM 
np. wielka twardość granitu egipskiego należy bezwątpiew 
do przyczyn, że wszystkie z niego wykute posągi mają ^^ 
ręce przy ciele. 

Nazajutrz był obiad na cześć Davida. Goethe b/' ^ 
nim; wogóle przeniósł się do miasta, ażeby się oddać caK 
wicie przyjmowaniu napływających gości. Mickiewicz /^ 
obiedzie i na późniejszych wieczorkach zachowy * ^ 
milcząco w przytomności Goethego i dopiero po ^ 

lubił rozprawiać z Davidem i Odyńcem o kwesv 
Goethego poruszonych, albo też bawić się w ' ^' 

Jednego wieczoru zadziwił wszystkich zdolność^" ^^^ 



■ 25 — 

jeszcze i dzisiaj wpra 
mienie, lubo ju2 niejednego mamy odgadywacza m; 
na wieczorze balowym u Otylii Goethe w przeddz 
uroczystości. Znajdowało się na nim dużo pań, ti 
tów, kilku nowo przybylycli Niemców, a między 
Holtei, miody poeta i artysta dramatyczny. Po oc 
tłiego około 10-Łej zabawiano się rozmową. W 
siedział Mickiewicz. Chwalił się on, te umie czytać! 
cudzych i odgadywać najskrytsze tajemnice serca, i 
wierzyć temu nie chciała; oświadczył więc gotów 
nania o swej umiejętności zapomocą próby. Dam] 
ij6 na tacy każda swój najulubieńszy pierścionek, 
oddawna i ciągle; on zai miał zgadnąć, do kogo k 
Gwar, żarty i wesołość wybuchnęły po usłyszeniu 
zycyi; ale gdy poeta się nie cofał, a przyszło c 
pierścionków, wahanie się dam było widoczne, i 
wość ogarnęła wszystkie, zaledwo namowy Ot] 
i obawa posądzenia, że się boją wykrycia tajemt 
w końcu niektóre do uskutecznienia próby. Poeta 
miejscu i milczał; gdy zaś już kilkanaście pterścio 
na porcelanowym talerzu, powstał zwolna z mii 
wziął talerz i odszedł na stronę, przeglądając pierś 
rzą obrócony ku oknom. Rozmowa prawie całkie 
starsi mężczyźni zbliżyli się ku damom; nastąpiła ' 
nego oczekiwania. Po dziesięciu minutach Adam 
nagle i szybkim krokiem postąpił ku paniom. Pos 
się przemieniła jak przy improwizacyach: twarz 
blada, czoło pokryte kroplami potu, wzrok skupio 
co niby widzi wszystko, choć na nic nie patr; 
pierścionki damom, nie pomylił się ani razu; co t 
nie słyszano, gdyż głos jego był pi-zytlumionj 
a twarzy tych, do których mówił, wnoszono, żi 
3 musiała być prawda. Zbliżywszy się do T 
V której siedział Odyniec, przypatrywał się 
nilczeniu, a potem oddając jej pierścionek, ol 
-Kliwego tonu i komplementu co do świeżości i żywości 



1 



— 26 — 



uczuć, dal jej przestrogę przyjacielską, aby się im nie pozwalali 
unosić. Słowa czarodzieja tak ją wzruszyły, że aż &y w jij 
oczach zabłysły... Wszyscy wyrazili swój podziw; rozmówi 
odtąd była gwarną, ale na ton poważny nastrojoną. Mickie* 
wicz mówił na seryo o tajemniczych potęgach natury i duciti 
ludzkiego, pierwszy raz wydając na jaw wpływy magnetyczna- 
mistyczne, które nań w młodości w Wilnie i później w Pe* 
tersburgu od Oleszkiewicza oddziaływały. David, stojąc pnj 
naszym wieszczu, potwierdzał jego słowa, przytaczając kilfai 
faktów z życia wielkich ludzi, a zwłaszcza Napoleona, kt<kego 
ubóstwiał, a który wierzył w świat tajemnic ^). 

Nazajutrz, 28 sierpnia, ranek zeszedł na rozmowie Adama 
z Holteiem i nowoprzybyłym uczonym belgijskim QueteleteaL 
gdy tymczasem Dayid robił medalion naszego poety. Mówiono 
o walce romantyków z klasykami i o astrologii z powoda 
wzmianki Goethego, iż niegdyś układał sobie horoskopy z po- 
łożenia i stosunku planet w dniu i w chwili przyjścia swego 
na świat. Wiktor Pavie, Odyniec i Huramel byli przeważnie 
milczącymi słuchaczami. 

Po wpół do pierwszej małe to gronko udało się do 
mieszkania Goethego dla złożenia mu powinszowań. Goethe 
ujrzawszy wchodzących, postąpił ku nim z koła mężczjrzn. 
którem był otoczony, podając wszystkim rękę i dziękując za 
życzenia. Przybyli wmieszali się w tłum gości płci obojej. Na 
stoliku pod zwierciadłem leż^y rozłożone różne robótki ko- 
biece i spory stos powinszowań piśmiennych, wierszy i listów, 
które solenizant w dniu tym odebrał. Głównym atoli przed- 
miotem ciekawości i rozmów byl list króla bawarskiego Lu- 
dwika, w którym prócz przypomnienia się pamięci poety i ży- 
czeń, zawierała się prośba o przyjęcie na wiązanie kopii no- 
woodkrytego starożytnego posągu. Posąg ten, przypuszc. de 
przedstawiający jednego z synów Nioby, uwieńczony gir. ją 
z kwiatów, umieszczony był na pięknej podstawie w pr?'* [ej 



*) Opowiadanie o pierścionkach zarówno u Odyńca w ,LiH po- 

dróży- jak w .Pamiętnikach" Holteia. Zob. „Mćlanges Postbu"^ 14. 



— 27 - 

ost naprzeciw otwartych drzwi od saloDU. 
rgzyscy widzieć mogli. Davida, a przy nim 
ńca, sam Goethe zaprowadził ku posągowi, 
ego pięknością, zdając się więcej bawić dzie- 
5ćmi. 

aiu tym jadt Goethe w gronie najpiękniej- 
szych tylko i najznakomitszych pań weimarskich. Wszyscy zaś 
bez wyjątku mężczyźni, biorący udzlat w uroczystości, zgro- 
madzili się na składkową ucztę w hotelu .zum Erbprinzen". 
Jadalnia nie była zbyt obszerna: stół i ściany ubrane w kwiaty 
i ^landy z liści laurowych. Osób zeszło się ze ezterdzieśd. 
Ucztę zagaił kanclerz weimarski Muller, jako jej gospodarz, 
określając cel jej i znaczenie. Po każdej potrawie szły koleją 
to pieśni przy towarzyszeniu muzyki, to czytanie adresów 
i wierszy, które delegowani z rozmaitych stron Niemiec rano 
jat solenizantowi złożyli. Pomiędzy innymi delegowany od 
uniwersytetu w Bonn odczytał wiersz tameczn^o profesora, 
wybornego krytyka i tlómacza aroydzirf, Augusta Wilhelma 
Sehlegla; z piosnek zaś, napisana i odśpiewana przez Holteia 
najżywsze obudziła współczucie. Sam autor tak był wzruszony, 
że się mógł ledwie wstrzymać od łkania, a wzruszenie to 
udzieliło się Innym. Syn solenizanta, August, ku któremu się 
wszyscy mówcy i śpiewacy jako ku przedstawicielowi ojca 
zwracali, przyjmował te objawy czci z rozrzewnieniem Prze- 
mówili także w krótkich słowach Mickiewicz i David po fran- 
cusku. Kielichy krążyły obficie, a biesiada, z poważnej i uro- 
czystej, etala się w końcu wesołą i gwarną. Przygoda naszych 
gości przyczyniła się także do podniecenia wesołego nastroju. 
Nazwisk i(^, jako trudnych do napisania dla Niemców, nie 
było na kartkach oznaczających miejsc dla każdego przy stole; 
Iko napisy der Pole N. 1, der Pole N. 2; laksamo też na 
icie, 7. którą gospodarz hotelu zasiadł po obiedzie przy wyj- 
;iu dla odebrania zapłaty od gości za wino. Ta okoliczność 
■la powód do śmiechu, a potem w kółku znajomych pań na- 
»ano tych gości po numerze. 

W dniu następnym był obiad u Goethych na cześć Que- 



teleta; zaproszono nań tylko cudzoziemców, a więc i naszych 
podróżnych. Rozmowa toczyła się przeważnie między Goethem 
a Oueteletem o naukach przyrodniczych. Mickiewicz siedział 
nasępiony i milczał. Wieczorem było przedstawienie ^Fausta' 
po raz pierwszy na scenie weimarskiej. Gdy wrócono z teatru 
(\o salonu Otylii, Goethe pytał Adama o wrażenie; ten uno- 
sząc się nad pojedyńczemi scenami, ani słowa o całości oie 
wspomniał. Goethe popatrzył nań przenikliwie, jakgdyby cze- 
goś jeszcze oczekiwał więcej, ale o nic jui nie badał. 

Po powrocie do hotelu rozwijał Mickiewicz przed Odyń- 
cem, zapewne na żart tylko dla pozbycia się zapytań o „Fau- 
sta", pomysł poematu o Twardowskim, szkicując improwiza- 
cyjnie główne sceny. Mlał-to być utwór napół jowialny, szcze- 
^'óiniej z powodu ustawicznych kłopotów dyabta o duszę 
swego pupila, która mu się cochwila chce wymknąć. Twar- 
dowski bowiem, ulegając wszelkim pokusom, które mu dyabet 
])odsuwa, i brojąc złe na wsze strony, działa zawsze z fantazyi 
lylko, z junakieryi i lekkomyślności; ale pomimo wszelkich 
usiłowań dyabła, nigdy się nie da doprowadzić do tego, aby 
rzynil złe ze złej woli, z wiedzą i zamiłowaniem złego, choćby 
nawet dla dogodzenia samemu sobie. Pragnie on tylko módz 
wszystko i robić wszystko, co mu się podoba, bez żadnej 
|)racy i wysiłku — i dlatego jedynie zapisuje duszę dyablu. 
W dobrych uczuciach utrzymuje go głównie miłość dla matki 
i towarzystwo Polek; tak że dyabel musiał nakoniec sprowa- 
dzić jakąś Paryżankę na dwór królewski w Krakowie, ażeby 
się z tej strony zabezpieczyć. Szczególniejsze nabożeństwo ma 
do Matki Boskiej, skarbiąc sobie jej łaskę. Raz, jadąc na Iowy, 
spotkał kwestarza, któremu jego charty, z poduszczenia dyaWa, 
wydusiły trzódkę; obiecał mu na przeproszenie napisać Go- 
dzinki: do tej myśli powraca, ilekroć lepsze uczucie w se 
jego zaświta. I w życiu też publicznem nie daje się powo. 
wać dyablu w zupełności. Robi on wprawdzie wszystko, 
mu dyabel poszepnie, ale zawsze w tem przekonaniu, że 
miary jego są najlepsze. Krzyczy, wichrzy, przeszkadza i pf 
lo wszystko, co rozumni dobrego chcą zrobić; ale ledw^- 



itówby się upamiętać po szkodzie, gdjby 
go zaraz dyabet nie skusił nanowo. Ale djablu nakoniec brak 
konceptów i cierpliwości, tern bardziej, gdy zaczyna postrze- 
ga(S, te Twardowski, zamiast brnąć z wiekiem w ^oizm i py- 
chę, wytrzeźwia się owszem coraz widoczniej z fantazyj i szalu 
i tylko względem niego staje się butniejszym. Nie czeka więc 
jaż na przyjście zlej woli i postanawia porwać go podstępem, 
nim się Twardowski całkiem z plochości wyleczy. Przeracho- 
wal się jednak. Twardowski, zrozumiawszy podstęp, używa 
prawa obrony. Porywa dziecko i zasiania się jego niewinno- 
ścią. A cboć wreszcie, przez punkt honoru, dla dotrzymania 
słowa szlacheckiego, siada na koń, aby jechać z dyablami, 
wprzód jednakże kończy Godzinki, które także pod słowem 
szlacheckiem kwestarzowi napisać obiecał. Skutkiem tego nie 
idzie wprost na potępienie, ale jak dawniej chwiiJ się tylko 
między dobrem a złem. tak zawieszony w powietrzu, między 
życiem i śmiercią, między niebem i piekłem, oczekuje na sąd 
ostateczny '). — Na tem tle chciał Mickiewicz odmalować naj- 
rozmaitsze obrazy z obyczajów i wc^óle z życia prywatnego 
i publicznego w Polsce. Skończyło się tylko na szkicu impro- 
wizowanym. Natomiast przetlómaczyl nasz poeta prolog 
, Fausta", lecz przekładu tego dotychczas nie zdołano od- 
szukać ■). 

Nazajutrz, 30 sierpnia'), do mieszkania Mickiewicza 
wszedł ^maly człowieczek z ogromną liiszpanką", malarz 
Schmeller, z bilecikiem od Goethego, w którym ten prosił na- 
szego poetę, ażeby udzielił parę godzin oddawcy, celem zdjęcia 
portretu ,tak interesującego gościa" i umówienia się o czas. 
Bilecik sprawił przyjemność Mickiewiczowi; przeczytawszy go, 
.zaczerwienił się cały'. Po załatwieniu tej sprawy, pojechał 
owarzystwie Davida, Pavie i Odyńca do Jeny, by zwiedzić 

') A. E. Odjniec ,L, z P,' I, 814-816. 

') ^Korespoudencya", II, 310. 

>) A. £. Odjniec w .ystach- 1, 303 utrzymuje, że to b;lo 29 prz«d 
^jtawianiem; ale bilet Goeth^o wydrukowany w , Korespondencji' 
" - .cza m, tl6 DM datę 30 sierpnia. 



— 30 — 

miasto sławne swym uniwersytetem i rozpatrzyć się w } 
slawniejszem polu bitwy i uprzytomnić sobie potęgę 
leona. Za powrotem byt na pożegnalnym wieczorze u Pm 
Dzień 31 sierpnia stanowił dalszy ciąg pożegnań 
tych wczoraj; najprzód był obiad u Voglów, potem meai 
u młodych Goethych. Na tym wieczorze dla uczczenia odjd 
dżających gości podano szampana. Stary Goethe przyszedł ł 
także na parę godzin 1 rozmawiał najwięcej z Mickiewiczen 
Gdy odchodził, prosił go Odyniec o własnoręczny podpis jff 
imienia i o dwa zużyte pióra, na co Goethe uśmiechnął 9 
i skinął głową. Mickiewicz i Odyniec pocałowali odchodzącefi 
w ramię, Goethe ucałował ich w czoło, co miało, wedle z> 
pewnienia Otylii, oznaczać osobliwy dowód jego łaski. yfia» 
sieć minut po odejściu mistrza odebrali nasi podróżni p< 
kartce złotobrzeżnej zapisanej wierszami i po piórze gęsto 
odartem z pierza. Na kartce Mickiewicza (drukowanej) bjk 
3 strofy sześciowierszowe z datą 28 sierpnia-), w klórydi 



^) Wiersz ten wydrukowany w .Mólanges posthumes'. I, 2A — 
W przekładzie Seweryny Duchińskiej, przytoczonym przez Wł. Młcki****** 
(.Żywot" II, 47), tak się przedstawia: 

Wątek dni naszych dziwnie się mota; 
Jutra niepewne skarby żywota, 
Łzy z pod powieki wyciska żal. 
Idziesz samotny stromą drożyną. 
Dni twoje marnie płyną a płyną, 
Smutno samemu poglądać w daL 

Gdy przyjacielska dłoń cię powita, 
Błogosławieństwa dusza twa syta. 
Wnet promyk ciemną rozjaśni noc. 
Niech przy twym boku stanie ktoś druip. 
Podzieli radość, trud i zariugi. 
Duch twój w potężną urasta moc 

Skoro dwa serca drgające żywo 
Święte braterstwa sprzęże ogniwo 
Patrzcie bez trwogi w dni przyszłych tór, 
Rozmoże dzielność, sławę wzbogaci 
Życzliwy udział drogich współbraci: 
To błysk słoneczny wśród żyda cłunur. 



r 



- 31 — 



&the wysla^s^^lal dobroczynny wpływ przyjaźni, a kończył 
liem, iB życzli^wość spólczesnych jest bądźcobądź szczę- 
prawd:ńi?veiii (^ Wóhlwollen unserer Zeitgenossen, Dcts bleibt 
erpróbies G-lUck). 





ffl. 

Podczas dwutygodniowego pobytu w Weimarze miał 
obuość nasz poeta poznać życie inteligentnych rodzin nie- 
Ach, życie w formach zewnętrznych, w przyjęciu, zasta- 
potrawach, ubiorach, nie wykwintne, prawdziwie miesz- 
nitekie, ale szczere, serdeczne, uszlachetnione nastrojem este- 
ym» upiększone dziełami sztuki, przeniknięte zamiłowaniem 
atury i zajęć umysłowych wogóle. Wiedząc, że już nigdzie 
Niemczech nie będzie miał możności przypatrzenia się obraz- 
em takiego życia, któreby go więcej zajmowało, niż dzieła 
tektury, ^uta lub pędzla, nie zamierza! w żadnem mieście 
trzymywać się na dłużej; nie chciał już nawet odwiedzać 
ooaełiium, jak pierwotnie w Berlinie i Dreźnie projektował. 
To też resztę Niemiec obejrzał w przeciągu dni piętnastu. 

Wyjechawszy 1 września do Frankfurtu dla odebrania 

u Rotszylda pieniędzy, przesłanych tam przez przyjaciół a ze- 

l>ra]iych z rozprzedaży dzieł poety, szybko mijali nasi podróżni 

miasta i miasteczka jak Erfurt, Gotha, Eisenach, Fulda, Hanau. 

Podróż to była uciążliwa, 32-godzinna; ale uprzyjemniona 

laUetn towarzystwem. Jechali omnibusem pocztowym na 12 

osób. Wraz z nimi wewnątrz siedział poeta Karol Tópfer, 

wracający z uroczystości weimarskiej , i bardzo wykształcony 

baron Aleksander Meyendorflf z Kurlandyi. We Frankfurcie 

^ w hotelu ,zum Weidenbusch" i zdążyli jeszcze być na 

i] Beethovena ,Fidelio*. Odebrawszy pieniądze*) i otrzy- 

\ 



4. £. Odyniec w „Listach" I, 250 z powodu tej okoliczności przy- 
mowę z Mickiewiczem, jakoby ten wyraził żal za dawnym protek- 
i^w^iAw i panów, a potępiał protektorat księgarzy i dzienników, wy> 



— 32 — 

1 

niawszy od MeyendorfTa list polecający do Wilhelma Schlefii 
mieli już wyjeżdżać, ale spotkanie dwu młodych ziomków tt 
trzymało ich na dzień cały, obrócony na zwiedzaille miasil 
Tak więc dopiero 4 września puicili się Menem do Mogoncji! 
by zobaczyć Ren i starożytne miasto. Na pierwszy wkJeł| 
wspanialej rzeki poecie naszemu przyszli na myśl draifl! 
i legiony Cezara, a więc wspomnienia dziejowe, nie zaś VTl^ 
żenią estetyczne. Zresztą żartobliwy nastrój towarzysz^ ffli 
ciągle, ustępując tylko kiedyniekiedy rozważnej zadumie, Pw 
dróż po Renie, jak niegdyś po Krymie, wywołała u nwpi 
chętkę rysowania widoków, z czego przy zupełnej nieumifr 
jętności rysunku powstawały tylko mazaniny, któremi poea 
nasz wobec swego towarzysza żartobliwie się przecbwaiaŁ 
Najsilniejsze wrażenie zrobiło nań echo wywołane wystrzalfflDr 
pistoletowymi przy słynnej skale Loreley, oraz DracheDft» 
pod Bonn. 

W Bonn zatrzymał się Mickiewicz dni trzy. Nąjpiw 
razem z Odyńcem odwiedził Augusta Wilhelma SchległŁ 
Był-to człowiek 62.1etni, średniego wzrostu, silnej huioyaj, 
twarzy dość pospolitej z pozoru, ale z jakimś poczciwym wy- 
razem. Gdy mu się przedstawili, powiedział, że już ^J^ 
o nich od delegowanego uniwersytetu w Bonn na uroezysw" 
weimarską, a listów Meyendorfifa i kanclerza Mullera z "^" 
maru nawet nie otwierał. Zaprosił ich do gabinetu i P° '^^^' 
kiem wypytaniu się o Goethego, zagadnął wprost, ja^ ^^ ^ 
podobały własne jego wiersze odczytane w Weimarze p^^ 
delegowanego. Mickiewicz w odpowiedzi chwaląc je dm^^ 
jeżeli na polu poezyi ma Schlegel wielu współzawodnu^ 
przed sobą, to zato na polu krytyki króluje niepodzielnie. A'^ 
bardzo komplement ten miał się podobać gospodarzowi, z^r*^ 
więc mowę na tłómaczenie arcydzieł, porównywają^ pw^ 

rażając obawę, żeby poeci nie pisali tylko dla popularności i ^ soopt^ 
złota. — Myśli te, tak sprzeczne ze znanem usposobieniem MioW 
który chciał koniecznie hr. Ostrowskiej zwrócić nakład edycyi parysb^' { i 
dają mi się raczej o wiele późniejszą chronologicznie opinią 0dj4^ 
istotnem przekazaniem słów Adama. 




— 83 ^ 

kopania kanału, łączącego rzekę z morzem, puścił się na 

upomnienia z lat młodych, o pani Stael mówił z imiesieniem 

<^nka: o gienialnej potędze jej umysłu, o niewysłowłonym 

ii&ęku 'W rozmowie, w której' »rosę nawet przemieniała 

p«rly*. Na zapytanie Adama, nad czem teraz pracuje, 

"iiiegel przeszedł do rozpowiadania o studyach swoich nad 

jnskrytem, który w uniwersytecie wykładał, pokazując skarby 

teralury indyjskiej w swojej bibliotece. 

Odyniec wyjechał przez Kolonią do Akwizgranu dla wi- 
^enia się z rodziną ordynata Zamojskiego, której wiele za- 
Lłę<^zal; Mickiewicz zaś pozostał w Bonn, rozkoszując się 
rbomie smażonymi kartoflami, które zwłaszcza z rąk pięknej 
[cłiezi przenosił nad eter wody kolońskiej, jak mówił żartu- 
i zbywając nalegania Odyńca, żeby z nim przynajmniej 
Kolonii jechał. Na powrót Odyńca czekał Adam w przy- 
i. Ujrzał go Odyniec w pozie malarza rysującego zapa- 
jjtiiiętale. Zdjął już (jak powiadał) wszystkie okoliczne widoki, 
p. y9^ dodatku, dotrzymując Odyńcowi słowa, napisał dziennik 
jbodróźy po Niemczech. Dziennik ten zawierał się cały w na- 
latępnej notatce: „Hamburg — bifsztyk; Weimar — Goethe; 
^Bonn — kartofle". 

Opuściwszy Bonn, podróżni nasi kierowali się ku Szwaj- 

caryi; jechali pocztą do Koblencyi i Moguncyi z powrotem, 

a stąd do Darmstadtu. Ten ostatni trzymilowy z górą kawał 

drogi takie miał podobieństwo do okolic rodzinnych Adama, 

, że poeta w najlepszym humorze utrzymywał, iż one większą 

mu sprawiają przyjemność niż najcudowniejsze widoki nad 

Benem. Stąd wywiązała się rozmowa najprzód o zaślepieniu 

iadzi^ którzy, za cudzem tylko goniąc, nic ani w sobie ani 

wkoło sobie nie widzą, a następnie o wpływie klimatu i na- 

\, ii ^'u na temperament i charakter mieszkańców, w końcu 

> 2S ^zyi i jej źródłach. Przedmioty i uczucia poetyczne 

I j) 'siążek porównał Adam do zasuszonych lub sztucznie 

p _ kwiatów, którymi mogą się zachwycać amatorowie, 

n ^-'3 zastąpią nigdy prawdziwych. Powtórzył z naci- 

^ g * '^awniej wyraził, iż do odświeżenia poezyi pieśń 

3 



— 34 — 






ludowa wystarczyć nie może, że trzeba się zwrócić do raeczj^ 
wistości i prawdy. ,Dla gminnego oka, to skala — dodd - 
ależ to właśnie ze skały na Parnasie wytryskało źródło k** 
stalskie. Imaginacya jest tylko jak Hebe, co z tego źródh. 
nalewa, albo jak ta dziewczyna w Karlsbadzie, co Sprodij 
kubkami rozdaje*. Rozprawiając o poezyi, przeniósł się w czasf i 
młodości, w czasy życia koleżeńskiego w uniwersytede i wy-| 
raził obawę, żeby romantyzm na gruncie warszawskim nifr] 
rozpasał swego hipogryfa i nie pogardził logiką, sensem, ja-] 
snością myśli i wyrażeń *). 

W Darmstadzie trafili na przedstawienie tragiedyi Sdiil^ 
lera, napisanej na wzór greckich, z katastrofą opartą na Ua 
konieczności p. t: .Narzeczona w Mesjoiy", w której wyślę-' 
powała sławna aktorka wiedeńska Schróder w roli JzabeuL: 
Teatr był nabity. Mickiewicza znudziło przedstawienie tak, ^ 
wyszedł, nie doczekawszy połowy, a po powrocie Odyto 
z teatru rozszerzał się nad poetami z czasów Ludwika Ilłr 
chwaląc im to, że się stosowali do wymagań i gustu spfli- 
czesnych, chociaż naśladowali formy starożytne, ganiąc as 
, filologiczne naśladowanie poetów greckich", jak np. w owej 
sztuce Schillera ^). Mówiąc zaś potem o dramatyczności wogóle, 
za najwyższy jej rodzaj podawał .dramatyczność psychiczną ♦ 
w której zdaniem jego historya nasza nietylko nie ustępuje 
żadnej obcej, lecz może ją nawet przewyższa, bo się obraca 
w^ sferach wyniesionych nad sam ziemski rozum.ina"^| 
ziemski interes lub namiętność, i ma to podobieństwo i ^^ 
jami poetyckiej Hellady, że wszystkie sprawy tego i^^^ \ 
przez uczucie i wiarę, że światem nadprzyrodzonym jednocrf. 
a podług praw jego i natchnień sama się w swych dfl«»- 
niach kieruje. Zdanie to swoje wyjaśnił przykładowo mf 
dnym ustępie z życia Samuela Zborowskiego, kiedy ' '^^ i 
z serca i ducha, Jan Zamojski, skazawszy na śmierć Ww ^^ 
sam w przeddzień egzekucyi przychodzi do jego ^ ^ 



*) Ant. E. Odyniec , Listy" I, 340—351. 
«) Ant. E. Odyniec , Listy* I, str. 363. 364. 



— 36 — 

[ego przebaczenie wyjednać. Ten postępek sędziego i uzna- 
?swej vnny przez winowajcę — to najwyższa patetyczność, 
:ą dzieje lub poezya zdobyć się mogą. Winowajca przę- 
dą się w dobrowolną ofiarę dla dobra ojczyzny w przy- 
iiń,^ -w ofiarę niemniej wzruszającą i świętą, jak poświę- 
cę na śmierć córki przez Jeftego. 

Z Darmstadtu udali się podróżni nasi do Heidelberga^ 
jednym z popasów spotkali się z Davidem i Wiktorem 
ie, wracającymi do kraju. Z nimi razem zwiedzili Heidel- 
Karlsruhe i Strasburg, wśród ożywionej i dowcipnemi 
strzeżeniami zaprawionej rozmowy. Z powodu napotkanej 
tjednem z miasteczek procesyi nieszpomej, Mickiewicz, który 
opuszczenia Wilna nie widział nic podobnego, zdawał się 
►oko wzruszonym i przekonywał Davida o potrzebie uro- 
tych obchodów publicznych, ażeby ducha w ludziach obu- 
i, skupiać i podnosić wyżej. 
W Strasburgu, jako należącym wówczas do Francyi, 
md robił podróżnym naszym honory ziemi francuskiej, czę- 
Jąc sławnym pasztetem w pierwszej tamecznej restauracyi, 
okazując szczegółowo wspaniałą gotycką katedrę i zapoznając 
gienialnjm artystą-złotnikiem Kłersteinem, u którego cały 
rzór 15 września przepędzono wraz licznem gronem urzę- 
:ów, adwokatów, doktorów. 



IV. 



Nazajutrz, odprowadziwszy Davida na dyliżans, ruszyli 
rędrowcy nasi przez Fryburg do Szafuzy w towarzystwie 
lezącego, flegmatycznego, drzemiącego, ale poczciwego i do- 
rego Anglika. Mickiewicz palił fajkę dumając. Gęsta dru- 
"Aakrywka zabezpieczała od wypadania iskier, ale poeta 
ijąl ją właśnie, aby popiół przycisnąć. Nagle Anglik, 
Tem uklóty, uderzył co siły ręką po kolanie i w tejże 
iolanem prawie wyżej głowy wyrzucił. Ale potem spo- 

^'"Tiując Adamowi palcem czarną dziurę w swoim 

3* 



— 36 — 

nankinie, na j obojętniej mruknął: your tohac! (pański tjrtuń!) 
i nie czekając tlómaczenia się i przeprosin, nasuną/ kapeluis 
na oczy i niebawem zaczął znowu się kiwać. Tak milcząco 
po większej części przebyli całą drogę, dopóki woźnica nie 
zwrócił ich uwagi na pierwszy widok Alp, wyglądających jak 
masy białych obłoków oświeconych słońcem. Przez czas pobytu 
w Szafuzie deszcz lał szkaradny, do zwiedzania więc miasta 
odchodziła ochota. Anglik wziąwszy przewodnika, poszedł pie- 
chotą do Konstancyi, a nasi wędrowcy w towarzystwie dwu 
ziomków: Stanisława i Romana Radolińskich, przy pa trzy wsezt 
się katarakcie Renu, pojechali w deszcz do Zurychu. Odbyw- 
szy przejażdżkę po jeziorze i przenocowawszy w tern mieście^ 
udali się przez Rapperswyl do Wesen na nocleg, ażeby na- 
stępnie do Chur się dostać, skąd mieli dyliżansem do Medyo- 
łanu pojechać. Spóźnili się na dyliżans o kwadrans i masieli 
zanocować w tej malutkiej stolicy kantonu Gryzonów, oto- 
czonej ogromnemi górami, a obfitującej w przechadzki i piękne 
widoki. 

Dnia 24 września odbywali Mickiewicz i Odyniec, czę- 
ścią piechotą, częścią na wózku, drogę z Qiur do Splugen. 
Pogoda była ładna, droga coraz piękniejsza. Weszli na Yiok 
mała. Droga wije się i czepia po olbrzymich skałach w polo- 
wie ich wysokości; skały z obu stron tak niekiedy są blizko, 
że prawie stykać się zdają; naraz zjawia się galerya wykuta 
w skale, długa najmniej sto kroków, tuż za nią dwa mosty 
przerzucone łukowato z brzegu do brzegu nad głębią 400 stóp 
wynoszącą. Po przebyciu tych mostów wchodzi się na malow- 
niczą dolinę Szamską; droga wciąż prawie idzie nad brz^em 
głębokiego rozdołu, gdzie Ren (t. zw. tylny) na dnie wre, 
szumi i huczy bez przerwy. Idąc pieszo nad tym rozdotem. 
bawili się „po studencku** rzucaniem weń lub spy em 

kamieni znajdowanych obok drogi. Mickiewiczowi ^^^^^ się 

koniecznie widzieć, jak mówił, „skoki olbrzyma" . rw- 

szy nad brzegiem ogromny kamień, nawpół wrosły wę^ 

postanowił zepchnąć go do Renu. Zapomocą w*' j^ch 

żelazem kijów, w jakie się w Chur zaopatrzyć' * baj 



r 



— B7 — 

podwa^ć go z boków, przypominając sobie scenę z „Pieśni 
Dsłatniego MinsŁrela", kiedy Delorraine z mnichem odwalają 
{Tobowy kamień z nad mogiły czarnoksiężnika. Gdy już ka- 
Bień był wpół podkopany, Adam kazał go Odyńcowi pod- 
fraźać kijem, a sam zaczął uderzać weń nogą. Nadspodzie- 
wanie kamień runął nagle, a Adam, który go właśnie na- 
feptywał, zachwiał się i upadł. Szczęściem, spadzistość w lem 
niejscu nie była stroma, a on padając chwycił się oburącz 
Ea drzewo. Tak to przeraziło, szczególniej Odyńca, że nie mógł 
U dalej z powodu jakiejś dziwnej mdłości w nogach i w ca- 
hn ciele. Niebezpieczeństwo, na jakie się naraził Mickiewicz, 
wywołało wspomnienia z czasów dzieciństwa i rozmowę 
o ^nadprzyrodzonym wpływie i pomocy zza świata* ; a wszystko 
razem wpłynęło na usposobienie wieszcza, które się stało po- 
ważniejsze i rzewniejsze niż poprzednio. Na popasie w Andeer, 
gdy Odyniec swoim zwyczajem zyskiwał względy czteroletniej 
dziewczynki, córki gospodarza oberży, Mickiewicz z dziwną 
czułością patrzał na to z boku i nie przedrwiwał towarzysza, 
jak to zazwyczaj bywało. W zawiązanej następnie rozmowie 
o dzieciach, choć żartobliwie zgodził się na zdanie, iż najmil- 
szemi są wtedy, kiedy płaczą, bo je zaraz wynoszą z pokoju, 
ło na zapytanie Odyńca, coby robił ze swojemi, jeśli je mieć 
będzie, zaśmiał się i odpowiedział, że z dziećmi tak jak z wier- 
szami, najtrudniej myć je i czesać, i dodał poważnie, że jeśli 
o czem, to o swoich uczuciach nikt naprzód z wyobraźni prze- 
sadzać nie może, dopóki ich rzeczywiście nie dozna, że nikt 
nie wie, jakim byłby śród bitwy, albo jakby używał bogactwa, 
póki nie przeszedł przez ogień, albo nie miał w ręku pienię- 
dzy; co do dzieci, to sądzi, że kochałby je o tyle, o ile byłby 
przywiązany do żony... Po tej rozmowie zasępił się nagle, ale 
wne ,«kby się spostrzegł i chcigJ wzruszenie to pokryć, za- 
«ąl 'w po swojemu żartować z Odyńca, ale znać było, że 
się ! 

wyjeździe z popasu unikał wymiany słów i wpadł 
w z an^5 rozmowa o dzieciach ożywiła zapewne wspo- 
mni araim miłości, a ono odbiło się w wierszu napi- 



— 38 — 

sanym w wiosce Splugen (na 4450 stóp' nad powierxdiffl| 
morza Śródziemnego), dokąd tegoż dnia o 7 wieczorem przf* 
byli ^). Wzruszenie moralne połączone ze wstrząśnięciem fizyo- 
nem podziałały silnie na twórczość poety, który z laką Ą 
i żywością uczucia wyśpiewał swój żal za tem, co mw^^ 
jakby jeszcze pod wpływem świeżo doznanego ciosu zostawał 
Na „lodowiskach*' dostrzega „błyszczące ślady* swej ukocha^ 
nej, głos jej słyszy w „szumie alpejskiej kaskady*, postać ją 
widzieć lęka się i pragnie. Skarży się na niewdzięczność, prey- 
puszcza, że ona w tańcu może prowadzi rej wesołej gromadj, 
albo się bawi nowemi miłostkami, albo dawne wyszydza, gaf 
on „w tych podniebnych górach, spadający w otchłanie i nił- 
nący w chmurach* wstrzymywał krok i oczy przecierając 
„z lejącej się wody*, szukał „północnej gwiazdy na zamgio- 
nem niebie*, szukał Litwy i domku kochanki i jej postaci 
Pytał oddaloną, czy czuje się szczęśliwszą, że ją poddam, ^^' 
wolnicze schylając karki*, panią swą tytułują, że ją ,rozko3 
usypia i wesołość budzi*; czy też byłaby szczęśliwszą, gdrbj 
dzieliła przygody wiernego jej wygnańca. Czułe, delikatne uczu- 
cia budzą się w jego sercu na samo przypuszczenie, te ona 
z nim razem wędruje: 

Ach! jabym cię za rękę po Łych skałach wodził, 
Jabym trudy podróżne piosenkami słodził, 
Jabym pierwszy w ryczące rzucał się strumienie 
I pod twą nóżkę z wody dostawał kamienie, 

■ 

I przeszłaby twa nóżka wodą niedotknięta, 
A całowaniem twoje ogrzałbym rączęta! 
Spoczynek-by nas czekał pod góralską chatą, 
Tam zwleczoną z mych barków okryłbym dę szatą, 
A ty byś, przy pasterskim usiadłszy płomieniu, 
Usnęła i zbudziła na mojem ramieniu!... 



Było-to poetyczne uzewnętrznienie wezbranego 
którem Mickiewicz, tak samo jak Goethe *), choć nie^ 



») A. E. Odyniec: „L. z P." II, 15-72. 

*) A. Mazanowski: ,Adam Mickiewicz od r. 1829—* 



irie 



O" 



- 39 — 




"-^ .n. " ^^ r™'*'''' ^^' ^^"^"^^^ analogicznej potrz, 
^^ sprowadzał pewną równowagę wewnętrzną, zLbywa 

^ i .^l°"7-T^'' ' "'^'"^''^ ^^^J^t^^^ znoszenia pr 
1 przykrości życia. 

^ Nazajutrz, rozstając się ze Splugen, podróżni nasi żeg. 

^e Szwajcary-ą, by powitać Włochy. 



!•»-<•• 



ROZDZIAŁ n. 

Pierwszy rok we Włoszecłi. — Wycieczka do Bzwąjcaiyi (wneńl 

1829 — październik 1830 r.). 

I. Campo Dolcino. ChiaYenna. Jezioro i miasto Como. — Po^T^ ^ |"*^ 
lanie. — Pobyt w Wenecyi. Signora Rachela. — Poznanie się z Wto« 
Allanem. — Pobyt we Florencyi. aampi. Ogiński, Gorczakow. - PbjT^ 
z Mocattą. — Wyjazd do Rzymu. — IL Pobyt w Rzymie. - TowanyshR 
rosyjskie i polskie: Wołkoóska, ks. Gagaryn, Anastazya ChliJsliD; Aniwi» 
wie, Strzelecki, Parczewski, Stattler, Garczyóski. — Chęć ląjęda aą pnef 
historyczno-literackiemi. — Plan tragiedyi o Prometeuszu. — * 
uczestniczy w gwarnych zabawach, ale czuje się osamotnioDjm. — j 
cieczki poza Rzymem. — Sielanka miłosna z Henryką. — Wiersz ,w)b«P' 
Cicerone w Rzymie". — Zmiany w umyśle poety pod względem ^]^^ 
nym i religijnym. — III. Przejażdżka do Neapolu i Sycylii. - Zn^j^ 
zawarte we Włoszech południowych. — Baje, Pompeje, Pestamr 
Castellaraare. Wiersz: , Wezwanie do Neapolu*. — I^- DzieaęcHwnw 
przystanek w Rzymie. Ślub Wojciecha StatUera, — Zatrzymanie ^ ** ^ 
rencyi. — Od Pizy do Genui. Niechęć Mickiewicza do rodaków, "^^ . 
Francyi dziennikarskimi artykułami więcej szkodzili, niż ^osoBpJi «P^ 
Polski. — Wiersz ;Do matki Polki «. — Genua. Pomyał libretta. SpotB^ 
się z Augustem Goethem. — Medyolan. Serdeczne przyjęci* P" 
chów. — Przez Simplon zwiedza Szwtgcaryą. — Genewa. ''^J^- 
wionę przez rewolucyą lipcową w Paryżu. — Znajomość z Bonsw ^^ 
Sismondim i Simonem. — Niepokój o Ankwiczów, którzy podczas • 
bawili w Rzymie. — Podróż po Oberlandzie. Zygmunt ^^^^^^^^jLgjtiB 
terbrunnen. Rigi. — Lozanna. — Powrót do Genewy. — Anastazya 
narzeczoną Circourta. Dom Ankwiczów. — Wycieczki do Co] 
Ferney. — Pożegnanie się z Ankwiczami. — Rozstame a 



»B2. 



Droga do klasycznej Italii nie zapowiadała 
wie. Gdy raniutko 25 września Mickiewicz " ^'^ 






- 41 - 

lii ze Splugen, wielka czarna chmura leżała im wpoprzek 
)gi; a po przez chmury takie przedostawali się ciągle. Mgta 
ezęta się zlewać w kropelki albo ścinać się w ziarnka śronu 
f gradu, aż gdy dojeżdżali do szczytu przełęczy, to jest do 
anicy włoskiej, zmieniła się w nieprzerwane nitki deszczu, 
6re cały wkoło widnokrąg jakby wełnistemi włóknami osnuły 
wszelki widok zakryły. 

W pierwszej włoskiej wioszczynie, Campo Dolcino, spot- 
ftła Adama mila niespodzianka. Dziewczyna w oberży oświad- 
tyła, że nie ma nic do jedzenia prócz „ravioli*. Nie wie- 
ląc, co to za potrawa, ale wygłodzeni podróżą, zażądali jej. 
fekiet było radosne zdziwienie (Mickiewicz aż się zaczerwienił), 
{dy wniesiono ogromną misę cynową — pierożków z serem, 
flobionych Adamowi „szołtonosów*, których od lat dziesięciu 
Me jadł!... Poeta nasz wpadł w doskonały humor, żartował, 
poddawał Odyńcowł treść do ballady o szołtonosach, wdał się 
nawet w rozmowę z Anglikiem, choć poprzednio, gdy z nim 
Odyniec zawiązywał znajomość, kręcił głową i ruszał ra- 
mionami. 

Od Cannpo Dolcino do Chiavenny musieli iść nasi po- 
dróżni wraz z owym Anglikiem piechotą pod wodzą trzech 
przewodników; droga bowiem wozowa, idąca wzdłuż rzeki 
Liro, została przez powódź zniszczona. Adam wziął jakąś 
płachtę jednego z przewodników, Anglik miał płaszcz cera- 
towy, Odyniec zasłaniał się parasolem. Tłomoki obwiązaU 
przewodnicy jakiemiś guniami. Wziąwszy kije okute do rąk, 
ruszyli wśród deszczu i mgły takiej, że o pięć kroków nic 
widać nie było. Musieli się piąć po spadzistościach góry urwi- 
stej, której wierzchu nie widzieli, a z której cokrok spływał 
strumień wezbrany. Trzeba było przeskakiwać te wodne za- 
pw schodzić je, zanurzywszy się po kolana, i to jeszcze 

trz -"c się za kij przewodnika a opierając się na swoim, 
al>; Yodą w przepaść nie zlecieć. Przy młodości jednak 
i 2 rozmowie w języku francuskim, gdyż i Anglik brał 

w dział, przebrnąwszy wesoło i szczęśliwie dwie mile 

dri oi; i^ią na nocleg do miasteczka Chiavenny. 



— 42 — 

Nazajutrz o godzinie szóstej wyruszyli dalej ekstrapod 
wraz z Anglikiem. Deszcz padał tak samo jak wczoraj; droj 
całkiem w wielu miejscach zalana, w jednem stalą się gtói* 
nem korytem wezbranej rzeczułki Liro. Miejsce to Irzda bjl 
omijać, jadąc obok, wierzchem jaki^oć starego, ale dość s« 
rokiego muru jakby walu, z którego jednak w pneddzień \rą 
konie z wozem spadły i utonęły. Przybywszy do miastecdl 
BiYSL, zastali je całkiem pod wodą; nie dojeżdżając wsiedli* 
batu, okrytego prostem płótnem, gdzie już było czterech iii' 
nych podróżnych, i wpłynęli na jezioro Como. Deszcz i mgli 
zasłaniała widoki. Dopiero około jedenastej niebo zaczęło 9| 
rozjaśniać, odkrywając brzegi, piętrzące się wszędzie gónysifl 
i bujną roślinnością okryte. Przepłynęli do miasteczka Domasa 
do samych drzwi pocztowego domu. O pierwszej przyszefi 
statek parowy Lario i zabrał naszych wędrowców, ażeby p« 
trzech przeszło godzinach żeglugi wysadzić ich w mieście Comfi* 
Ponieważ od strony jeziora było ono do połowy wodą zbIss^ 
statek zamiast zatrzymać się w porcie, ruszył wprost do mia- 
sta i płynąc środkiem ulicy stanął dopiero na rynka fdae 
się nasi podróżni przesiedli do łódki, która ich na pocztę zawiodą. 

Przenocowawszy w Como- i przyjrzawszy się nazajute 
przy niedzieli ruchliwemu i gwarnemu tłumowi Włochów m 
ulicy, w kościele i w kawiarni, tegoż jeszcze dnia 27 września 
ruszyli weturynem do Medyolanu. Pogoda służyła; przypauT" 
wali się więc z rozkoszą bogactwu roślinności, jakiej nigaa« 
przedtem nie widzieli. Po obu stronach drogi w ukośne rzędy 
na krzyż sadzone drzewa morwowe o szerokich zielonycn 
liściach; pomiędzy niemi rozwiedzione gałązki latorośli wid* 
nych wisiały jak zielone girlandy, obciążone przepysznemi gro- 
nami, to żółtawych to ciemno-brunatnych jagód, wielkich jw 
czereśnie; cała ziemia u spodu zieleniła się liśćmi azl. ^^^ 
kitami kukurudzy, które z pod liści się wydobywsJy. 1' "^f 
dze mieli sposobność przyjrzenia się uroczystości kość in^J 
i podróżowaniu siedmiu Włochów na dwukołowym "^ '^^ 
nym wózku. 

Przybywszy do Medyolanu, stanęli w biei?*'^ ^^ 



— 44 — 

Po całotygodniowym pobycie w Medyolanie wyjedi 
nasi wędrowcy 3 października *) na Weronę, Yicenzę i Padł 
do Wenecyi, ugodziwszy weturyna na caZą tę drogę viii 
z obiadami i wieczerzami za 85 franków. Bardzo oryginała I 
a wesołe towarzystwo mieli szczególniej na przestrzeni od !b 
dyolanu do Werony. Była tam aktorka Rachela, trodię sffl 
tymentalna, umiejąca płynnie mówić po francusku lubo z^ 
skim akcentem, dobrze obznajmiona z literaturą dramatycałl 
włoską i ogólną. Z nią nasz poeta najchętniej rozmawia! 
Odyniec znowuż swojem ugrzecznieniem nadzwyczajnem p> 
zyskał względy podżyłej już jowialnej kumoszki, która o kuclnn( 
wszędzie się troszczyła i zwycięskie staczała walki z wdory^ 
nem, jeżeli gdzie' zły obiad lub wieczerzę zadysponował, i^ 
chała jeszcze jedna para, ale już małżeńskiemi ogniwami # 
czona: major austryacki, Czech rodem, a nazwiskiem Sekwan 
z żoną Annuncyatą, Hiszpanką. Gdy się to towarzystwo a 
sobą poznajomiło a chciało jakie myśli sobie komunikowaą 
powstawało dziwaczne pomieszanie języków, które bawiło skła- 
dających je, a zdziwieniem przejmowało postronnych- Pafl 
Sekwens z żoną mówił po hiszpańsku, z Adamem lub CWjn- 
cem po niemiecku albo po czesku; ci z nim i między sobą po 
polsku, z Rachelą po francusku; z jowialną kumoszką po wło- 
sku, a z dońą Annuncyatą — na migi*). 

W Weronie rozstali się wprawdzie z czesko-hiszpańską 
parą, ale niebawem nowe nastręczyły się znajomości; 2D3* 
lazła się po drodze i willa hr. Gritti nad Brentą, z którego 
synem Kamilem spotkał się był Odyniec w swojej podrótf 
z Mińska do Petersburga. Wspomniano sobie piękną barka- 
rolę Juliana Korsaka. Posłyszano opowiadanie o baadrizo^ 



1) A. E. Odyniec w .Listach z podróży* (II, ^06, U., - ^ '^ 

w}'jechali 2 października; ale w zapisce przez tegoż Odyńca diL P*^ 

dziernika 1830 napisanej (.Koresp." Mick. I, 74) podany jest dzi ^' 

pisce tej jako bliższej chronologicznie więcej zaafać możn'' "' ' ® ' 
pisanym w kilkadziesiąt lat potem. 

•) A. E. Odyniec .Listy z podróży*, n, IJS. 



— 46 — 

Pobyt w Wenecji trwał cale dwa tygodnie, a miał po- 
wie cechy co i pobyt w Medyolanie. We dnie zwiedzali po- 
idbai galery e i kościoły; wieczorem szli do teatru lub pływali 
odolą. Mickievrtcz większą część wieczorów przepędził ze 
T^ nową znajomą, panną Rachelą; a drobne jego wydatki 
^częly tracić coraz bardziej swój drobnostkowy charakter* 
f^ te Odyniec, który był kasyerem Adama, ośmielił się 
|końcu zwrócić na to jego uwagę. Adam zrzucił go kilku 
ichemi słowami z urzędu kasyera i pieniądze swoje wziął 
^ siebie... ^). I innych znajomości nie brakło; muzyk Peruchini, 
^remu Adama poleciła Szymanowska, i spótrodak Badowski 
(kilka innych osób stanowili towarzystwo, uprzyjemniające 
pobyt w mieście i wycieczki po niem. 

Dnia 20 października opuścili gród pływający i udali się 
{d Padwy, gdzie zabawiwszy dwa dni, wywołując wspomnie- 
lia Petrarki, wyjechali do Ferrary, by zwiedzić okropne wie- 
denie Tassa, a w bibliotece zobaczyć grób Aryosta. W Bolonii 
jcabawili znów cokolwiek dłużej, coraz więcej nabywając za- 
milo^wania w rozpatrywaniu zabytków sztuki i zaczynając już 
rozpra^mać o swoich wrażeniach, jakich na ich widok do- 
znawali *). 

Na pierwszym za Bolonią przystanku zrobił nasz poeta, 
znowu za pośrednictwem Odytica, nową znajomość. Był-to 
malarz, przyjaciel Walter-Scotta, William Allan, który za 
miodu podróżował po Wschodzie, Egipcie i Turcyi, miał po- 
machanie u sułtana, malował wiele portretów baszów i oda- 
lisek, a wracając ze Stambułu na Odessę, zajechał do Tul- 
czyna, do Szczęsnego Potockiego, bawił tam półtora roku 
i z wdzięcznością wspominał doznaną tam gościnność polską. 
Języka naszego nauczył się o tyle, że się mógł ze służbą po- 
rc , ale potem całkiem go, jak mu się zdawało, za- 

p Dopiero siedząc w restauracyi i słysząc mowę polską 

n '^'^dróżników, mimowoli, przez utajone kojarzenie się 



,. Odyniec .Listy z podróży", II, 292, 293. 
^- -Ttr. 856. 



— 46 — 

wyobrażeń, przypomniał sobie parę wyrazów polskich, którji 
użył zamiast włoskich, żądając jedzenia *). Tą istotnie orjjB 
nalną okolicznością zawiązana znajomość stała się bardzo iDi| 
i zajmującą. Allan, 60-letni człowiek, dużo widział i doświaś* 
czył, a umiał dobrze opowiadać; od niego dowiedzieli się p^ 
drożni nasi wielu szczegółów o życiu i charakto^e Wallff* 
Scotta; a co najważniejsza, mieli towarzysza fachowa, » 
piękność sztuki bez żadnej pretensyi wyższości potrafił olgt-j 
śniać i wskazać szczegóły, na któreby może nie zwród? 
uwagi*). Było-to mianowicie rzeczą dobrą i korzystną, iżg* 
mieli z sobą właśnie we Florencyi, gdzie dłuższy czas zalnf* 
mać się, jako w stolicy artyzmu, umyślili. Zastali też w teo| 
mieście ks. Sebastyana Ciampiego, który przez lat kilka bjf 
profesorem literatury starożytnej w uniwersytecie warszawskiffl 
i zostawał w ciągłej korespondencyi z Joacłiimem Lelewden. 
Przyjął on naszych podróżnych bardzo serdecznie, ułożył caflTi 
program porządnego zwiedzania miasta i jego osobliwosa; 
gdzie mógł, sam im był przewodnikiem; a gdy mieli wiecz^" 
niezajęty, dzielił go z nimi w kawiarni albo zapraszri icn 
do siebie. 

W parę dni po przyjeździe byli nasi podróżm ,z oa- 
cyalną atencyą* u posła rosyjskiego, księcia Gorczakowa, ko- 
legi szkolnego i przyjaciela Puszkina. Przyjęci jaknajupnę' 
miej, mieli przezeń zapewnioną możność poznania najpierw- 
szych towarzystw florenckich, a przedewszystkłem zaproszeń 
zostali na bal do księcia Bacciochł, szwagra Napoleona, gdo^ 
się miało zebrać „całe piękne towarzystwo*. U Gotcm^^ 
poznali księcia Naryszkina i hrabiego Borcha z Inflant Mi^ 
kiewicza z żywem zajęciem wypytywał gospodarz o zbV^ 
mych i nieznajomych sobie, starszych i młodszych liter^w^ 
w Moskwie i Petersburgu. Na balu, na który zebrało się "^^ 
ście najmniej osób, używali swobody zabawy pnbli i«J- 
Książę na prezentacyą, grając w wista kiwnął im glow" -^ 



*) A. E. Odyniec .Listy z podróży*, str. 274, 5. 
») Tamże, II, 365. 



47 



u^uiiłł mtn^uiiitume: eharmi i grał dalej. Pozo: 
zabrali przelotną znajomość z księżną Sangusz 
Lubomirską, pierwszą pięknością balu. Przy im 
sobnoćci poznali księcia Michała Ogińskiego, ktti 
odrazu nie za obcych jakichś gości, ale za pn 
wycb, codzień ich zapraszając to na obiad to ni 
że podróżni nasi niezawsze nawet z zaprosin m 
większą część wieczorów w teatrze del Cocame 
jąc i podziwiając grę komika Yestri. Mickiewic: 
u O^ńskiego, grat z nim namiętnie w szachy; 
Odyńca, któryby wolał przysłuchiwać się cieką 
daniom księcia, co tak długo i tak czynnie łudi 
zapewnienia lepszej przysdości ojczyźnie za ] 
starań i zabiegów dyplomatycznych. DłJ im 01 
swoje .Pamiętniki", wydane po francusku w r. If 
komentarzy do nich udzielał. Czasami zajmowa 
swoich polonezów, w których Adam, wrażliwy i 
arfa Eolowa, .widział całe szeregi obrazów i ws 
szlości'. 

Zwiedzanie sławnych galeryj Uffi^ i Fitti 
ściołów, placów, grobów Dantego, Michała Anioł 
Galileusza, AlBerego, zawsze z nieodstępnym t 
cbadzki poza miastem, mianowicie do Fiesole, w; 
trzy tygodnie czasu, przeżyte we Florencyi jak 
przy dobrym humorze Adama, udzielającym się 
jego towarzyszom. 

Ten dobry humor trwał i w ciągu podró 
dokąd na Poggibonsi, Sienne, Tarinieri, San I 
chali 14 listopada. Zawiązali tu nową znajomoś 
Templerem; a mieli za towarzysza podróży n 
st cznie usposobioną osobistość, do której za to 
01 'azę. Odyniec trochę, a więcej jeszcze ta milcz 
d' tarczyli przedmiotu do wesołego żartu. Raz T 
n wie utrzymywał, że najszczęśliwsi powinni by« 
s; li sobie i w sobie poezyi życia nie psuli. Ali 
n to z punktu widzenia artystyczn^o, zwtas; 



i 
I 



- 48 ~ 

w tworzeniu nie jest mechaniczną pracą obciążonr. MickiewI 
wchodząc niby w myśl Tempiera, tak obrazowo zaczą} tnah 
wać szczęście próżniaka, latawca, nieuka, który choć nic m 
robi i nic się nie uczy, ale że pisze wiersze do albumów pd 
nieńskich i drukuje niekiedy w dziennikach, jest już pobi 
haterem w oczach pensyonarek i od podobnych sobie litera 
tów bierze patent na towarzysza kunsztu ; a tak to wszystfc 
malował jaskrawo, że nawet milczący zwykle egoista nie mó| 
się wstrzymać od śmiechu. A ponieważ tatwo byto odgadnąi 
iż to niisl być portret z natury, nowi więc znajomi zwróci 
się z kondolencyą ku Odyńcowi i wesoło wzięli jego obrona 
tak że tenże uśmiał się sam do łez. 

Innego rodzaju był żart obmyślany jakby w odwet prze 
Odyńca, a wykonany przez niego i jego znajomych względen 
osobistości milczącej. Rozpocz^ się on już na popasie w Ra 
dicofani. Ranek był mglisty i dżdżysty, a ta posępność niefai 
i dzikość okolicy sprowadziły przy śniadaniu rozmowę o zbój- 
cacłi. Podczas niej egoista zaczął garnąć się ku towarzyszom 
Namówiony przez Odyńca garson rozpowiadał dziwy o napa< 
ściach bandytów, zwłaszcza od granicy państwa kościebiegc 
w Ponte Centino. Miejscowość tę, z powodu załatwiania for- 
malności paszportowych, przebywali już o zachodzie słoiica 
Za miasteczkiem zaczynała się okolica jakby stworzona dła 
zbójców: nigdzie wsi, nigdzie domku; grunt nawet nieuprawny, 
wrzosem tylko lub krzakami zarosły; droga szła między gó- 
rami. Egoista stawał się coraz mowniejszym. Mickiewicz opoj 
wiadał historye o rozbójnikach, jedną straszniejszą od drugi 
(jdy egoista zaczął wypróżniać kieszenie i chować coś za A 
lewy, Adam zaimprowizował opowiadanie, jak raz zbój 
w podobnym wypadku, nie mając czasu rozwiązywać szn 
wanych butów, odcięli komuś obie nogi i zabraf* "~ 
z butami. Odyniec nagle, niby z przestrachu, wpac, 
terski zapał i oświadcza, że w razie napaści postano 
się do upadłego, przyczem wyjmuje i otwiera scyz^. 
kiewicz niby go reflektuje, przedstawiając niebezp' 
oporu, nietylko dla niego samego, ale i dla ^'^'^^ — 



^ — 49 — 

^ząc to egoista, cŁwyta go rozpaczliwie za rękę i omal nie 
^:^je, błagając, aby hamował młodzieńczą porywczość towa- 
^•^ysza. Adam chce niby gwałtem odebrać Odyńcowi scyzoryk; 
f eai się szarpie i wola patetycznie, że woli śmierć z honorem, 
^cdili polem śmierć z głodu, gdy zbójcy wszystko zabiorą. 
^Wtenczas nieznajomy oświadcza, że jest Izaakiem Mocattą, 
pynem bankiera londyńskiego, słynącego z rzetelności; powo- 
je się na Allana i biorąc go za świadka, uroczyście zaręcza, 
rte gdy Odyniec da się bez oporu obedrzeć, on wszystko, ile 
^zechce, natychmiast co do grosza w Rzymie powróci. A gdy 
U to zapewnienie nie pomaga, używa wszystkich sprężyn wy- 
i mowy, ażeby go nakłonić do łagodności. Odyniec daje się na- 
/ koniec zmiękczyć; następuje zgoda. Mocatta obejmuje go obu- 
rącz za szyję, a ponieważ mu zasychało w gardle, poprosił 
i go o haust wina i całą manierkę powoli wypróżnił. Gdy do- 
' jechali do Yiterbo, Mocatta wziął ekstrapocztę i pojechał, nie 
pożegnawszy się z. towarzyszami, ażeby czemprędzej uwolnić 
si^ od strachu i stanąć w Rzymie^). 

Ubawiwszy się przerażeniem tchórza, przez Ronciglione, 
BcK^cano wjechali nakoniec 18 listopada o 4^/2 po południu, 
z giębokiem wzruszeniem do Rzymu, przygotowani na wielkie 
vnrażenia. Przejeżdżając most na płowym Tybrze, sławny zwy- 
cięst^w^em Konstantyna nad Mezencyuszem , i rozprawiając 
o legiach^ postrzegli z za góry coś podobnego do ostrza dzid: 
były to uszy stada osłów, które malowniczo łachmanami udra- 
po^^ani pastusi włoscy pędzili. Stąd wywiązała się rozmowa 
o togach, tunikacli, nakoniec o konsulach; wtem spotkali trzech 
, , tucznych abbatów" *). Była-to jakby zapowiedź ciągle napo- 
tykanych [przeciwieństw między wspanlałemi wspomnieniami 
a powszednią rzeczywistością. 



Odyniec , Listy z podróży" II, str. 373—380. 
Jst Odyóca do Witwickiego z 2 grudnia 1829 r. w „Koresp. 
~ Ł 56. 

MitiZ T. II. 4 



— 50 — 



IL 

Pierwsze dwa tygodnie pobytu w wiecznem mieście i« 
mogły się przyjemnie zapisać we wspomnieniach poety. Zirnw 
na które był niezmiernie czuły, dokuczało mu straszliwi 
deszcze lały niemal ciągle. Towarzystwo znalazł wprawda 
odrazu i to dość liczne, ale ono mu, jak się zdaje, szczegól- 
niejszego zadowolenia nie sprawiało. 

Jeszcze kiedy był w Niemczech, księżna Zeneida ffo- 
końska zapraszała go na mieszkanie do siebie w pałaeu Fe- 
rucci, ale poeta wolał nająć własne, niż być zależnym diofini 
w najmniejszym stopniu od mieszkańców pałacu. Odwiedd 
naturalnie księżnę, która tu bawiła z siostrą swoją, panU 
Własow, wielce sentymentalną damą; z synem i z DauczTfl^ 
lem tegoż, Szewyrewem. Na jej życzenie odwiedził posła ro- 
.syjskiego, księcia Grzegorza Gagaryna, który między inn^Bń 
oświadczył, że się uważa właściwie za posła króla polsbego, 
bo gdyby nie interesa katolików polskich, nie miałby co da 
robienia w Rzymie. Z bogatej jego biblioteki wziął sobie U* 
wiusza, Niebuhra i Gibbona. Na proszonym obiedzie u taep 
poznał badacza starożytności rosyjskich, Aleksandra Turge* 
niewa, malarza Briułowa, dwu profesorów uniwersytetu njJOr 
skiego: Nibby'ego i Lanzi'ego; w rozmowie sam inicyatywj 
nie brał ale wszystko, co od rozmówców usłyszał ftak ^^ 
wzajem na nich w nowem świetle odbijał*, że wszystbcn 
jakimś rodzajem podziwu przejmował *). Rozmowa toczy» ^ 
głównie około starożytności rzymskich i dzieł sztuki Na W 
28 listopada u tegoż posła widział kochankę Byrona, T^res? 
Guiccioli, rumianą i uśmiechniętą; miała już czas pocieszy 
się po stracie lorda-poety. Ze znakomitości artystyczny^/ "r 
na tym balu: Thorwaldsen, Horacy Yernet i Cammu ' * ^^^ 
ważniejszą jednak pod względem życia towarzyskicjs- , 
znajomością, na tym balu zawartą, był hr. Ankwicr ^^' 

nieć: .Listy z podróży% III, 21. 



— 61 — 

iek pól^w^ieczny, poważnej postaci i twarzy i bardzo ujmu- 
w obejściu, który zaraz zaprosił Adama i Odyńca do 
Mickiev7icz zlóżyl wizytę, bywał od czasu do czasu 
ionm przy ▼ia Mercede, w którym zbiersJo się dość liczne 
Łystwo polskie, bawiące naówczas w Rzymie, ale na 
^dna z osób je składających nie pociągała ku sobie 
;ó\iiie]szyin urokiem. Pani domu, kobieta bardzo zacna 
uczciwa, ale trochę śmieszna; panna Henry eta Ewa, koń- 
^ca rok 19-ty^ wąUa, nieśmiała, ukształcona i kształcąca się 
:e ciągle u najpierwszych mistrzów, źle wymawiająca po 
jku, nie zrobiły na nim wrażenia; Marcelina Łempicka, to- 
'szka Henryety, wielce pobożna, również uwagi jego 
idy nie zwróciła. 

C^lądając więc powoli kapitel, koloseum, kościół św. 
>tra, bywając u księżnej Wołkońskiej, ks. Gagaryna i hr. 
:wiczów, czytając Liwiusza, który w Rzymie wywierał nań 
iwny urok, „bo w wieczór można iść oglądać scenę wypad- 
i*w czytanych zrana*", tęsknił jednak za krajem coraz silniej, 
>lsJ głód poetycki, nie mając książek polskich. Ażeby podjąć 
pracę ciągłą, zamierzał doprowadzić do skutku projekt, 
►wzięty jeszcze w Petersburgu, pisania o autorach polskich 
wypowiedzenia poglądów , znanych za granicą, ale u nas 
^w^ych*". Miał szczególniej na widoku Bogusławskiego, Karpin- 
iego. Osińskiego i Zabłockiego. Prosił więc listownie (2 gru- 
l) Stefana Witwickiego, ażeby mu wynotował daty bio- 
iczne i bibliograficzne, których sam „nagle wyjeżdżając** 
ie zdołał sobie zapisać w Petersburgu. Błagsd, ażeby mu 
jomi nadsyłali swoje nowe utwory *). To zajęcie się roz- 
twami historyczno-literackiemi nie trwało długo; ustąpiło 
dejsca żądzy zapoznania się z literaturą włoską i historyą 
^Ą. Czytanie Liwiusza, przerzucanie Niebuhra i Gibbona 
lol \o w nim nanowo zapał, powzięty niegdyś ze słuchania 
Lelewela, a przytłumiony różnemi przeszkodami. Za- 
m * wiftr o pracy obszernej nad jakąś epoką dziejów oj- 



-^cpond. • t. I, 53, 54. 



4^ 



- 62 — 



czystych *). Ale i to marzenie nie miało się wówczas urocz?- 
wistnić; poeta nasz dal się unieść wirowi zabaw i roano* 

ssloiiowvcli. 

Księżna Wolkońska wspomniała przebywającej w Be- 
rnie królowej niegdyś holenderskiej, Hortensji, żonie Ludwila 
Bonapartego, o przybyciu Mickiewicza, o jego cza dla Napo- 
leona i chęci poznania jego rodziny.. Poeta nasz 12 gredna 
złożył wizytę królowej. Z nabitą głową o jej piękności. w|^ 
wadzony do salonu, gdy zamiast cudnej urody, me dostój 
nawet jej śladów, zmieszał się okropnie, choć tylko nakrouft 
Przyszedłszy do siebie, wyraził zdanie, że gwiazda Napoleoft- 
ska nie zagasła nazawsze. Hortensya pokazała mu d)ioi7 
dzinne, widywane tylko przez wybranych, wspommala. ie j^ 
brat winien był swe ocalenie jenerałowi Kickiemu, * "J^^ 
Polakom życzliwość, zaprosiła Mickiewicza wraz z Odyncm 
na swe wtorki i soboty. Niebawem (IB grudnia) byl on u n ; 
na wielkim wieczorze. Widział tu po raz pierwszy **«*? 
letniego Ludwika Napoleona, syna Hortensyi, P^^"^ 
cesarza. Do bliższej znajomości jednak nie przyszło. cj»» 
ze stryjem jego, b. królem westfalskim, Hieronimem m 
parte, któremu w r. 1812 przez parkan ogrodu się pwyP* 
try wal, w pewnej zostawał później zażyłości *). 

Na dzień przedtem (Ugrudnia) do grona li^^^y**^"^^^. 
joraych przybyła nowa osoba. Na wieczorze u ks. W<*°°^ ^^' 
przeważnie muzyką wokalną zapełnionym, ^°^^'"^^^ 
wszystkie znakomitości rzymskie, poczynając od sekrełam . 
kardynała Albaniego, który także lubił składać piosenb- 
.trzeba było chyba osobnego edyktu. ażeby je graoo i -^ 
wano«. Był tam i Thorwaldsen i wielu a wielu iony*^^ 
dzy niemi błyszczała młodością, dowcipem, oczytaniem i ^ 
bodą towarzyską 20-letnia Anastazya ChlusUn 
Szymona, człowieka pełnego oryginalności, szi^ 



>) .Korespond" lU, 296. ^ t | 

«) Wł. Mickiewicz: .Żywot" 11, 69, 70 (z opo"'. 
Odyniec: ,L. z P.' III. 51—53. 



i 



— 53 — 

^c^o marzyciela, miał już dawniej sposobność poznać Mic- 
icwicz^). Wysoka, lekka, powiewna, o pici delikatnej i zlekka 
isiaglawej, o oczach czarnych, ale łagodnie ku sobie wabią- 
J^ch, umiała i chciała się podobać, pragnęła budzić w innych 
jlC^ucia hołdu i podziwu dla siebie. Nazywano ją dziesiątą 
^^uzą^ Korynną znad Dniepru; na lądzie Europy nie było pra- 
nie sławnego poety, uczonego lub artysty, któryby nie na- 
Vetal do liczby jej korespondentów. Bo i ona, chociaż rozmi- 
Wana w naukach i sztukach, przedewszystkiem samych twór- 
Ców i uczonych była wielbicielką. Szewyrew mówił o niej 
f entuzyazmem jako o znawczyni poezyi, Antoni Strzelecki, 
wychowawca ks. Aleksandra Czartoryskiego, z podziwieniem 
ojej archeologicznych wiadomościach, Ricci unosił się nad jej 
muzyką, Briułow zasięgał jej rady co do planu przyszłych 
obrazów swoich; o starym Thorwaldsenie powiadano, że jest 
w niej formalnie zakochany równie jak filozof- literat genew- 
ski Bonstetten, redaktor czasopisma: „BibliotMąue Unwer- 
seltc*^ *). Czarowała szczególniej dowcipną rozmową i błyska- 
wicznemi spostrzeżeniami o najróżnorodniejszych przedmio- 
tadu unikając komunałów jako błędów niedodarowania. Na * 
o^wym wieczorze u ks. Wołkońskiej rozmawiała z Mickiewi- 
czem o literaturze i zaraz w swym dzienniczku zapisała, że 
bardzo dobrze czas spędziła, podzieliwszy go między sztukę 
(w rozmowie z Thorwaldsenem) a literaturę. 18 grudnia już 
notowała, że Mickiewicz zachwycił ją dowcipem. Dnia 28, 
- kiedy się wybierała na bal kostiumowy, wydany przez 40 
• młodych Anglików z naj pierwszych domów, ubrała się w ko- 
stium damy dworskiej z czasów Henryka III i chcąc zbadać 
wrażenie, jeździła do swych znajomych, by się w tym stroju 
' zaprezentować. GWy się zjawiła u Ankwiczów, dojrzała, jak 
^ >v{Anneza zapaliły się; stąd oczekiwała od niego jakiejś 

o jniej na cześć swoją'). Panna Ghlustin nie wy- 



ipondencya" III, 129, 131. 
Odyniec: , Listy z podróży* III, 72, 73. 
r.A^r^Av^* in, 129, 130. 



54 — i 



magala zapewne ani czutego przywiązania, któreby ag M 
może wydawało zanadto sielankowem, a zatem trochę śmies- 
nem, ani też gorętszego afektu, któryby starał się przebrnął 
ten mocny choć z niczego zbudowany mur, co się konwenaa* 
sem nazywa. Z nią potrzeba było być zawsze w dobrym hu* 
morze, żartować i dowcipkować, o rzeczach poważnych po- 
ważnie nie mówić, składać hołd piękności i dowcipowi w spo- 
sób zręczny i choć jako-tako oryginalny. Mówienie komplfr 
mentów i pisanie dowcipnych bilecików były-to przejawy tep 
salonowego ugrzecznienia i uwielbienia, jakich Mickiewicz nR 
żałował względem Anastazyi. sprocentownijąc zasoby żartobli- 
wego i lekkiego nastroju, nagromadzone podczas pobytu 
w Moskwie i Petersburgu, a spożytkoAvane już częściowii 
w Weimarze. 

Do utrzymania go w tjrm nastroju dopomagały zaróww 
wdzięki dziesiątej muzy jak i ciągle obracanie się w kótta<4 
salonowych. Dość będzie przypatrzyć się trzem dniom grudnio- 
wym, ażeby mieć wyobrażenie o tehi życiu prowadzonem na- 
zewnątrz ^). Dnia 20 w niedzielę od 1 I-ej rano miał już W' 
kiewicz liczne gi'ono odwiedzających. Przybył do jego miesz- 
kania najprzód Allan poczciwy, który zwykle parę razy na 
tydzień zachodził. Tuż za nim ksiądz Parczewski wracający 
z kościoła, następnie ks. Wilhelm Radziwiłł, hr. Władjs/aw 
Zamojski, Strzelecki ze swym wychowańcem Czartoryskim, 
Rembowski, Olszewski, malarz Wojciech Stattler, którego MiC- 
kiewicz Stańskim przezwał, Julian Karczewski. Na godanc 
1-szą musiał się wraz z Odyńcem ubrać i iść na śniad^^ 
do księcia Gagaryna ku czci i ugoszczeniu nowego francu- 
skiego posła, de la Ferronnaye, który miejsce Chateautriaflofl 
zajął. Śniadanie to trwało do godziny piątej; z niego posu^ 
na via Mercede, a stąd do księżnej Wołkońskiej, gdzi^ ^* 
wili do godziny drugiej w nocy. — Nazajulra zaledr **y 
się ubrać, zajechali po nich Ankwiczowie z panienkau-., ^^ 
zabrać miłych gości do Watykanu. Oglądanie lóż i ^*' 

») A. E. Odyniec: .Listy z podróży- III, 83-87. 



- 55 — 

zabrało czas do obiadu, który zjedli u Ankwiczów. Wnet 
obiedzie musieli wracać do siebie, ażeby się przebrać na 
:6r do księst^^a Sanguszków, poznanych we Florencyi. 
drugie] godzinie w nocy odwiozła ich kareta Ankwiczów. 
^e "Wtorek raniutko liścik księżny Wolkońskiej zaprosił ich 
wycieczkę do Villa Panfili, a potem do galeryi Borghese, 
Lępnie na obiad, nareszcie na herbatę do księżnej Dietrich- 
lein (z domu Szuwalow); stąd wrócili po pierwszej. 
^ Wśród takiego natłoku rozrywek nie było poprostu mo- 
żności myśleć o pracy naukowej czy literackiej, a tembardziej 
1^ tworzeniu. Wprawdzie czasami, w chwilach swobodniejszych 
ipro wizo wal Adam po swojemu; mianowicie rozwijał plan 
ledyi o Prometeuszu, ale na wysnuciu głównego wątku 
rozmowie poprzestał. Zrodził się on pod wpływem czytania 
^mcteusza Eschylowego w oryginale. Tłómacząc na prędce 
lyińcowi niektóre z niego sceny, a mianowicie rozmowę przy- 
ite^o do skały Tytana z Hermesem, przysłanym przez Zeusa 
^wydarcia tajemnicy, od której miała zależeć trwałość po- 
;i iwladcy Olimpu, oraz śpiew chóru, przejętego spółczuciem 
^t uwielbieniem dla nieulękłego bohatera, wpadł w zapał i roz- 
["■toczył przed wyobraźnią Odyńca zarys tragiedyi, mającej być 
daleką parafrazą" idei Prometeuszowej, zastosowaną do po- 
jęć chrześcijańskich. Miała to być „odwieczna historya ducha 
^ludzkiego, nie bez dobrej woli w gruncie, ale obłąkanego 
fyrzez pychę, w zapasach z potęgami wyższemi, a raczej sil- 
mejs2:emi tylko od niego, których on ani uznać, ani im uledz 
nie chce i nie może". Zbawcą i oswobodzicielem Prometeusza 
miał być Chrystus sam, jako duch — najwyższy, najpotężniej- 
szy, ale zarazem i najlepszy, „źródło prawdy i miłości, dające 
pokój, swobodę i szczęście, o które Tytan walczył z fałszy- 
1 bogami, ale które z rąk prawdziwego ze czcią i wdzięcz- 

j a orzyjmuje'* ^). 

y owe zabawy światowe zajmowały Mickiewicza? 
Ą lę. że tak samo jak w Odessie, Moskwie i Petersburgu, 



E. Odyniec: „Listy z podróży" III, 80. 



— 56 — 

poeta nasz lubo z niejaką niechęcią, dawał się porywać pą» 
dowi otoczenia, ale kiedy się zastanawiał nad sobą. uczaiwl 
jakiś niesmak. Wyrazem takiej rozważnej obserwacji aebit 
samego jest list pod datą 2 lutego 1830 r. napisany dopzy* 
jaciela młodości, Franciszka Malewskiego, stresz(^jący wraie* 
nia i rozmyślania nad dwumiesięcznym przeszło przeciągieo 
czasu: ^Dotychczasowy pobyt w Rzymie — donosił mu -* 
nie tak zazdrosny, jakby się zdawało. Klimat dręczy nas okro* 
pnie. Wiecie z gazet, iż ten rok wszędzie klęskami i mrozot 
i deszczów sławny My tu wprawdzie nie mamy mrozu, w 
ciągła wilgoć chłodna, ciągły deszcz i słota, przemieszane cią- 
głym śniegiem wyjrzeć na świat nie dozwala. Jeśli się pokale 
dzień piękny i prawie letni, w domu zato wieczna zima. Dwi 
miesiące siedzę zaszyty w kaftan, szlafrok i płaszcz. Wych<H 
dząc tylko, lżej się ubieram. Całe dni trawię nad książką, 
wieczorem idę na jaką herbatę, a czasem na IwiL Przeczyta- 
łem wiele, szczególnie historyków rzymskich, teraz wzią/eBi 
się do Włochów. Cóż, kiedy chłód tak mię zdemoralizował, 
że muza usnęła, a ręki zpod płaszcza wytknąć nie śmienif 
i teraz pisząc w palce chucham. Okolic dalszych Rzymu dotąd 
nie widziałem. Muzea i galerye zwiedzam, których (^roffl 
głowę zawraca. Przed wiosną nietylko pisać, ale i myśleć ©« 
zdołam". Zastanawiając się następnie nad tem, że jui ^^ 
czył lat trzydzieści jeden, a zapewne i nad plotkami. jaD« 
o jego stosunkach z pięknościami w Rzymie poznanemi ow^ 
dziły, dodaje: „Przeszedł już czas, w którym się ludzie sami 
żenią, a następuje epoka, w której są od drugich żem^^^ 
lękam się, abym nie doczekał lat, w których, jak nio^ 
dyabeł swata. Do życzeń nowego roku łączę i to, abri wspo- 
mniawszy o mojej siwiznie, nie czekał, aż chłopcem olysie- 
jesz..." A uwagi te naprowadziły go na wyrzeczer ^^^ 

jako o swym trybie życia, o towarzystwie, t ^ 

przebywał, a mianowicie o Odyńcu: „Nie wiem, w. ^ 
ściej niż dawniej napada mię tęsknota do kraju. P ^*' 
łem słowa owego Rzymianina, który w starości l ^ 
co to jest wygnanie. Może w części tęsknot" •*-* ^' 



1 



— 58 — 



Przez ciąg lutego i początek marca Mickiewicz rówi 
miernie, jak się zdaje, obdzielał swymi względami dwie wiii 
bicielki: Anastazją Ghlustin i Hemykę-Ewę AnkwiaówB| 
w jednej znajdował śmisJość salonową, pewność siebie, dow^ 
ostry i błyskawiczny; w drugiej niejaką prostotę, naiwMł 
sentymentalności trochę. Anastazya Chlustin wspominaj! 
10 marca 1830 r. o spotkaniu się z hrabiną Guiccioli, W 
boku której jej wyobraźnia widziała cień Byrona, dodajl 
„Zrozumiałam Byrona polskiego (tak nazwała Mickiewicza d 
pierwszego widzenia). Czytałam tlómaczenia pism jego; uwft 
żam, że są równie poetyczne (jak lorda Byrona), ale pny 
jemniejsze dla serca; podnoszą mię one i zachwycają. Gdjł? 
można było sądzić o autorze według charakteru nadancgl 
bohaterce, Mickiewicz byłby aniołem. Aldona Wallenroda jm 
całkiem niebiańska, nie ma w sobie nic ludzkiego" '). 

Powoli wszakże urok łagodnej rzewności i naiwnosfl 
zaczął działać na poetę naszego potężniej niż blask świetnejpi 
dowcipu i przenikliwego rozumu; Henryka zabiera/a cert 
więcej miejsca nietylko w jego wyobraźni, ale i w serca 
21 kwietnia Anastazya notowała w swym dzienniku; „Mickifi^ 
wicz podoba mi się nieskończenie. Nie mogę odgadnąć, co 00 
myśli o mnie" *). I nic dziwnego. Zachowując się powierzcŁow- 
nie względem Anastazyi zupełnie tak jak dawniej, poświęcając 
jej swój dowcip i zdolności salonowe, sercem był przy "^ 
ryecie. Jej talent muzykalny, wykształcony przez Moschelest 
przede wszystkiem zaś wykonanie ustępów z Yioletty HereŁ 
zbliżyły do siebie tych dwoje ludzi, wskazując Mickiewiczoi^i 
który dotychczas zwykle ze starszymi osobami u Ank^czow 
rozmawiał, a z panienkami pospolicie lekko żartował, że ^ ^1 
wątłej istocie jest dusza, niezadawalająca się ani bogactw«n. 
ani tytułem, ale wzlatująca, lubo słabiuchno, w i"' ^ 
ideału. I ten, co przedtem uczył panienkę literatury l^^* 
czytając jej poetów i historyków, teraz w rozir'*"* ^i'^ 



1) „Korespondencya-* III, 130, 131. 
«} Tamże, 1. III, str. 131. 



tn o poezji, wreszcie o arcfaeolc 

ra Yiscontego, poznai wielce n 

Diebtfszczące zalety jej urny! 

izymu odbywane: w Doria Pa 

verino, Fiumicino, TiToli, w J 

i Subiaco przyczyniły się do lepszego porozumienia 

bez wyraźnych z którejttoiwiek strony wyznań. We w 

niach Henryki najsilniej utkwiła przejażdżka do Dor 

we wspomnieniach Adama wycieczka do Albano. A\ 

potem, spisując sen swój, marzy poeta: 

Ujrzałem Ewę. 
Jaką widziałem na AlbaAikiej górze, 
W białej sukience i ubraoą w róte. 
HotTl« wkoło, ona miedz; niemi 
Zdała sif wzDosić i nie tfkeć ziemi. 
Twarz piękna jako pnemieoieue Pańskie, 
Wzrok utopiła w jezioro Albańskie: 
Ciekawie patrzf, aie mszy powieki, 
Jakbf w tei głębi modrej i dalekiej 
Odbite swoje oblicze widziała 
1 przed jeziorem rdłe poprawinła... '). 

Uczucia łagodnego, spokojnego zadowolenia, w 
n^o obecnością i rozmową milej osoby, półslówki 
pomknieniami objawiane, charakteryzują ówczesny sl 
naszego poety, wstępującego w okres dojrzalej 
w przeciwieństwie do namiętnych wybuchów mlod: 

') Dzieła Mickiewicza V, li. A. E. Odyniec w , listach 

(III, SOS) tak kończy opis wycieczki do AłbaDo: , Osiołki drapai 

nie i żaden się jak nie przewrócił; ale my mieliśmy przytem 

''^azać naazą troskliwość, podtrzymując damy nasze na siodtact 

owiązek rywalizowd z przyjemnością samej prześlicznej drogi 

oga szła ciągle pod górę. najprzód breegim jetiora i pysi 

itel Gandnifo; potem dalej do Palazzuola, a stamtąd wreszr 

dróły. Ałe co zachód słońca z Hoate Cavo to juł byt ctiybi 

m wszystkiego. Adam łn/t w zadiwyceniu i protą improteU 

■by. To też nie pierwej, a.t jut wszystko na niebie zagario. 

^•t powrotu...' 



1 



60 — 



płomienną wyobraźnią rozbujanych, jakie w IV części .Da* 
dów* dal poznać. Wyrazem ogólnym jBzyognoniii przypoflh! 
nala Henryka Marylę, ale takiem jak Maryla uczuciem » 
tchnąć 31-letniego poety już nie mogła, W jego wzgiędei 
niej skłonności był pewien odcień ojcowskiej opieki Ki«w 
raz Henryka zacytowała ustęp z IV części „Dziadów' {M 
bieto, puchu maray**), poeta zawołał żywo: ,Kto pani dalti 
czytać; zamłoda jesteś na to; te rzeczy nie dla ciebie*. 

Krótkie dzieje tego spokojnego stosunku mają cechy 5l^ 
lanki, w której dwoje ludzi, nie odczuwając trosk życia eo* 
dziennego, marzą o zużytkowaniu każdej chwili na rzec2 przy- 
jemnych, cichych wzruszeń, nie myśląc może nawet żeby trm 
ulotnym wzruszeniom nadać jakąś pewniejszą, zwycząjaflD 
życia towarzyskiego bliżej określoną formę. Wyznania otwar- 
tego swych uczuć zdaje się nietylko nie pragnęli, ale ^ m- 
wet unikali: Henryka z powodu swej sentymentalnoścL Adam 
może dla przedłużenia stanu niewyraźnych, nieujętych marzerit 
a może z powodu obawy rekuzy ze strony ojca panny, który 
pomimo czci dla poety, myślał zapewne o odpowiedniejszym 
rodowi związku dla swej córki. Mickiewicz półsłówkiem tyli 
pisanem dał przeczuć pannie i jej rodzinie swoje usposo- 
bienie. Na prośbę o wpisanie się do sztambuchu odpowie- 
dział ślicznym wierszem „Do mego Cicerone w Rzymie '• '^'^ 
kreśliwszy nad nim swoje nazwisko. Robiąc alluzyą do arcneo- 
logicznych wiadomości Henryki, prosi ją, żeby z tego w^ 
kształtnie nakreślonego a nieznajomego imienia wędrownii* 
wyczytała, co on czuł i myślał, gdy ten napis w je] ^f^ 
kladl, czy drżącą ręką po długiem dumaniu ryl go powoli ] 
nagrobek, czy też odchodząc „uronił niedbale jako smom 
łzę przy pożegnaniu"; a w końcu odwołując się do jej »^' 
rej mądrości' pomimo lica dziecinnego, wysnuwa py^^ 
o przyszłość owego wędrowca, jakby czyniąc ją od jej ^*^ , 
zależną: 

Ty umiesz przejrzeć nawel w serca z głazu. 
Gdy błękilnemi raz rzucisz oczyma, 




JP" 



— 61 — 

Odgadniesz przesdość z jednego wyrazu... 

Ach! ty wiesz może i przyszłość pielgrzyma!... 

To pólwyznanie, w kwietniu do sztambuchu Henryki za- 
»ne^), wywołało podobno niezadowolenie hr. Ankwicza, ale 
I wpłynęło na zmianę stosunków naszego poety z tą ro- 
bą. Wycieczki pozamiejskie odbywsJy się jak poprzednio; 
lięcone 11 kwietnia po staropolsku obchodzono na via Mer- 
de; był na niem naturalnie Mickiewicz, a gospodarz domu 
zniósł toast za jego zdrowie i na spełnienie wszystkich ży- 
leń. Kiedy Adam zachorował i przez dni kilka leżał w łóżku, 
Niyniec, jakby udowadniając przewidywanie Mickiewicza, 
r liście dó Malewskiego wyrażone, próbował poprzeć jego 
prai^ sercowe i rozmówił się otwarcie z matką Henryki, 
cióra okazała się im najzupełniej przychylną. Gzy hr. Ankwicz 
oczekiwał tylko formalnego oświadczenia się, czy też pod 
irplywem różnorodnych usposobień zmieniał swoje projekta, 
oie wiadomo; to jednak pewna, że z Mickiewiczem nigdy nie 
miał rozmowy, tyczącej się zamiarów poety względem Hen- 
ryety. Zapowiedział wyjazd swój na 1 maja, a tymczasem 
odbyła się jeszcze trzydniowa wycieczka do*Subiaco w Abruz- 
zach. Śmierć ks. Stanisława Parczewskiego (1 maja), wielce 
przez całą kolonią polską w Rzymie poważanego, odwlokła 

parę dni termin odjazdu. Niebawem po pożegnalnym wie- 
czorze, wyprawionym w Villa Panfili na cześć rodziny hra- 
biego przez zwykłych jego gości, dnia 4 maja, poeta darował 
Hairyce dwa tomy swoich utworów wydania petersburskiego; 
aa okładce napisał: „Ewie A. w dzień odjazdu z Rzymu*, na 
pierwszej zaś kartce słowa troskliwością ojcowską nacecho- 
wane: ,W bramie del Popolo: wyjeżdżamy z Rzymu, nie bę- 
dziany jdakać ani w dzień, ani w nocy, będziemy w dobrem 
zd - uo widzenia". 

^^ były zewnętrzne wypadki w ciągu pogodnych mie- 
, su '^nych w licznem gronie różnojęzycznego towarzy- 

|r «/an Siemieńsld): « Ewunia, szkic na podstawie dzienników, 

1 gji r.«-h papierów pośmiertnych", Lwów, 1888, str. 40. 



I 



— 62 — 



i 



stwfiu Co się działo wewnątrz, w duchu poety, nie motea^ 
z równą dokładnością opowiedzieć; są atoli wskazówki, I 
dokonywała się w nim zwolna przemiana w dwu kienmkadi 
artystycznym i religijnym. i 

Pod względem artystycznym rozpatrywanie pobieżne daij! 
sztuki w ciągu podróży, a dokładne i ciągle ponawiające iti 
w czasie pobytu w Rzymie i w wycieczkach poza Rzjmea^ 
zaczęło , otwierać zmysły" poety dla sztuk, które ,oceM^ 
i rozeznawać* już był w możności. Wskazówki Allana, asaae 
gólniej Wojciecha Stattlera dopomogły w tej pracy nad solą 
samym, nad wyrobieniem uzdolnienia do fachowej oceny ar-^ 
tyzmu; poglądy Stattlera przemawiały do jego przekonania 
i wzbogacały jego umysł *). Ukształcenie poety w tej drieda* 
nie tak już postąpiło, że w kwietniu 1880 roku zamieraa/ ,n^ 
papier wyrzucić część teoretycznych a raczej praktycznyai 
myśli o sztuce, już gotowych* *). 

Stattler wprowadził poetę do pracowni Fryderyka Orer- 
becka, 41-letniego wtedy malarza, twórcy nowego zwrota. 
w swej sztuce, założyciela szkoły .Nazareńczyków", odznaca- 
jącego się glęboĄ i szczerą religijnością. I^sl poruszenie 
dzwonka — mówi Stattler — sam Overbeck stanąj w otwar* 
tych drzwiach przed nami, » Poeci zetknęli się jak jeden W' 
mień, poznali się jak znajome, odwieczne duchy. Overbeci 
pokazywał rysunki obrazów z Pisma św. Gdy po godąał^ 
pożegnaliśmy go, Adam urywanjrm głosem, jakby mu woe 
serca przeszkadzało, powiedział: »Nie wiedziałem na co pa- 
trzeć: czy na niego, czy na jego obrazy..." Mawiał później, ^ 
w dziełach tego mistrza jakby czytał pisma proroków'). 

Pod względem religijnym Mickiewicz, który podczas »d- 
dyów uniwersyteckich i w latach następnych zobojętniał o» 
zewnętrznych obrządków i tylko w nadzwyczajnych ^^ 



*) ,Korespondencya'*, t. IV, str. 112. 
») Tamże. 

') W. Stattler: „Przypomnienie starych znajomodd' w 
Wł. Blickiewicza: .Żywot* II, 103, 104. 



- 63 ~- 

jakby nałogowo, je wypełniał, teraz przypatrując się pa- 
^om chrześcijańskim w Rzymie, wśród otoczenia bogo* 
zwłaszcza w domu Ankwiczów, przestając nieraz 
^tmi polskimi, dość licznie wówczas w mieście wiecznem 
lymi, powoli zaczął uznawać znaczenie form i natchnień 
ijnych. ^Nieraz — opowiada Wojciech Stattler — późną 
o pełni księżyca, udawaliśmy się z nim na stare forum 
iloseum. Tam siadał skromnie, jak pielgrzym, pod drew- 
lym krzyżem, na środku areny będącym, i skupiał się 
*ie, jakby przerażony widokiem lwów i tygrysów, co po- 
ty chrześcijan na skinienie Neronów..." *). 
Z początku występował nasz poeta w obronie modlitwy, 
edzi, postu, życia zakonnego więcej może z ducha prze- 
gdy słyszał wygłaszane, zwłaszcza wobec kobiet, zdania 
*ne; ale ze wzmagającymi się wpływami na jego wra- 
umysł, przenikał się sam tem, co mówił, i zazdrościł 
lożnym ich naiwnej a gorącej wiary. Znamiennym w tej 
jest wiersz „do Marceliny Łempickiej w dzień przy- 
komunii świętej'' w Genezzano, malujący delikatnemi 
ami obraz niebiańskiego szczęścia, jakiego doświadcza 
la religijnie usposobiona, pojednawszy się z Bogiem '). 
młodym Stefanem Garczyńskim, który 3 marca do Rzymu 
rhal, a którego pokochał serdecznie, staczał dysputy filozo* 
Le, dowodząc, że rozum przy własnych tylko siłach nie 
la odkryć i zrozumieć prawdy; do tego potrzebne jest na- 
lienie, wynikające ze stosunku duszy ludzkiej z Bogiem, 
lierć dwu najdawniejszych przyjaciół, Jana Sobolewskiego 
Cypryana Daszkiewicza, których jako ^Filaretów liczył do 
rojej duchowej „rodziny'', podziałała przygnębiająco na 
lysł poety i zwróciła go ze swej strony do szukania pociech 



/. Stattler: , Przypomnienie starych znajomości' w przytoczeniu 
jwicza: ,Żywot- H, 108. 
ieirsz ten powstał podobno w początkach kwietnia 1830. Zob. 
z podróży-, Ul, 323. 



— 64 — 

Pomimo więc mnóstwa rozrywek i licznych znajomcA 
Mickiewicz i w tym czasie zabaw karnawałowych, sielari! 
miłosnej, wycieczek poza Rzymem, wewnętrznie zadowofcoi 
nie doznawał, do kraju i do przyjaciół tęsknił więcej sil 
dawniej i na samotność jak w początku lutego tak i w hne 
tniu się uskarżał. ^ Znasz mnie dobrze — pisał wtedy do li 
zefa Jeżowskiego — a raczej znamy się dobrze; jesteś wi^i 
pewny, że choć nieczęsto rozmawiamy, serce moje zawszfi J» 
dnostajnie bije dla ciebie; mam zaś taką naturę, iż w od© 
leniu jeszcze więcej kocham... Jestem moralnie samotny a 
pełnie, bo towarzysz mój dobry już całem niebem rótm ^ 
ode mnie i sposobem myślenia i czucia i nie mając mw 
sobą języka, zamknęliśmy się w skorupach; wyjąwszy to. a 
razem mieszkamy, zdaje się, żeśmy daleko od siebie' ). 

Ta samotność ducha dała się uczuć poecie jeszcze do* 
tkliwiej wówczas, gdy zabrakło i tego towarzystwa, w ktorfls 
znajdował bodaj zewnętrzną rozrywkę, gdy Ankwiczowi^ 
a następnie Anastazya Ghlustin z matką i Wołkońska Rzy^* 
opuścili. Zmiana miejsca wydała mu się pożądanym środiicffl 
do rozproszenia choćby na chwilę tęsknych zadum. ^ J^ 
wpadał. Oddawna już zamierzał odbyć wycieczkę do ^^ioa 
południowych; wabiła go myśl o podróży do Grecyi l 
Egiptu; teraz postanowił zamiar ten wykonać choć w częśei — 
i dnia 6 maja wyjechał z Rzymu. 



III. 

Do Albano, z którem łączyły się wspomnienia wscom 
z Ankwiczami wycieczki, towarzyszyli Mickiewiczowi m^ 
stępny Odyniec, Adolf Januszkiewicz i Stf 
Dalszą drogę do Neapolu przez Mola di Gu-^ ^ ,' 

Kapuę, Aversę odbywali już tylko we dwu nasi • 
W Neapolu, dokąd przybyU 8 maja, zastali * ^^ 



O „Korespondencya% t. IV, sir. Ul, 112. 



- 65 — 

jandra JPotockiego. Miasto i . okolice zwiedzali zwykle 

tylko z Odyńcem, bo poeta nasz^ był zadumany i chciał 

swobody milczenia*); obiady tylko i wieczory przepę- 

li w lowarzyst\vie. Bujna roślinność południowa, piękne 

pogoda stale sprzyjająca, przecudne widoki, usposabiały 

łtę do zupełnie biernego oddania się wrażeniom, jakich 

irczala przyroda. Mimo-to niepokój wewnętrzny trawił go; 

ial być zupełnie samotnym i po tygodniu pobytu w Nea- 

lu puścił się w podróż do Sycylii, gdzie przebył dni ośm, 

Ledawszy tylko Palermo i Messynę; Etna okryta była chmu- 

ki popiołów po lekkim wybuchu tak, że przystęp do niej 

się niemożliwym ^). Całe noce siadywał podobno w oknie, 

ttrząc w niebo i morze. To krótkie oddalenie się od towa- 

5tv;ra zwykłego wystarczyło mu; na dalszą podróż do Gre- 

czy Egiptu nie miał funduszów; powrócił więc do Nea- 

AxL (24 maja) i do poprzedniego w nim trybu przepędza- 

czasu. 

Na poczcie zastał już list do siebie od Ankwiczowej 
iHenryki, datowany z Florencyi 11 maja. Ankwiczowa z roz- 
ti?vnieniem wspominała chwile przebyte z poetą w Rzymie, 
■yka zaś opisywała szczegółowo kaskadę Terni, którą zwię- 
dła pilnie pomimo strasznego bólu zębów, ażeby jako „sio- 
'a* na życzenie , brata* piękny widok opisać. Z tego pierw- 
szego listu Henryki, nakreślonego z pewnym trudem, jakby za- 
ćpane wypracowanie, miał poeta miarę porównawczą do oce- 
! Hienia świetności stylu Anastazy i Chlustin; a jakkolwiek od- 
[jdalona Henryka mogła go pociągać szczerem uczuciem, blizka 
Anastazya zajmowała go żywością i błyskotliwością umysłu, 
ii znów wszedł Mickiewicz w koło obiadów, wieczorów, prze- 
Iżek, bilecików dowcipnych, a żył w niem praw^ie cały 

"ierwszym po powrocie poety z Sycylii punktem, na 
którego puścił się dużą łodzią w towarzystwie 



u. Odyniec: , Listy z podróży", IV, 18. 
iże IV, 53. 



— 66 — 

Wiary i Anastazji Ghlustin, jej brata Szymona, Aleksandra Pd 
tockiego, Odyóca i kilku innych osób, były Baje i okoliaa 
miejscowości, a mianowicie jezioro Awerneńskie z tak wsą 
, grotą Sybilli". Adam był w doskonałym humorze, śsM 
dowcipami, głównie odwdzięczając się pannie Ghlustin, ktflfl 
na wieczorze ofiarowała libacyą Neptunowi za to, iż Adami 
uprzejmie na łonie swojem piastował i zdrowego w obj^ 
Matki-Ziemi powrócił. Mickiewicz, trzymający właśnie pon* 
rańczę, odpowiedział śmiejąc się, że ponieważ nie ma sioł 
złotych na podziękowanie, ofiaruje jej to złote jabłko, ktort 
niech raczy przyjąć w zastępstwie wszystkich tnech bogiij 
między któremi biedny Parys musiał niegdyś wybierać JA 
Idzie ^). Niebawem potem nastąpiło zaproszenie od panny Ana- 
stazy i na wycieczkę do Pompejów, a , bardzo pokorny" i M' 
dzo trudny do wymówienia' Mickiewicz odpisał bilecik pelai 
elegancyi: „Za parę godzin przedstawię się pani jako biuletm 
urzędowy o swem zdrowiu. Tymczasem zawiadamiam Wielki 
Brytanią^), że się mam tak dobrze jak król Jerzy. Możesi 
Pani rozporządzać w sprawie Pompejów moją osobą a zara- 
zem uwielbieniem, jakie wyznaję dla niektórych przedmiotów 
bardziej nowożytnych a mniej odległych". Potem jeździli do 
Puzzoli i Solfatary, a po drodze zwiedzili tak zwany -ft^" 
Wirgiliusza". Mickiewicz miał wyrazić straszny gniew na uczo- 
nych pedantów, którzy dla popisu z erudycyą i krytycyzmoii 
obdzierają z uroku legendowych podań sławne dziejowe laiw 
lub pomniki, zdobione i czczone przez całe wieki. Przy ^^J 
sposobności z oburzeniem cytował Niebuhra, który w dzi»^ 
swojem piękne podania o poświęceniu Mucyusza Scewoli i no- 
racyusza Koklesa w puch rozbija. A przechodząc z tonu po- 
ważnego do żartobliwego, w całym tym krytycyzmie wskazy- 
wał sprawki tego kusego niemieckiego dyabła, co j^- * ^ 
ligii tak i w historyi wszelkim cudownościom przecząc, ' ""^ 



') A. E. Odyniec: „Listy z podróży* IV, .58, 59. 

>) Alluzya do Angielek i Anglików, którymi lubiła aie ' 



stinówna. 



67 — 

i poły '), - Dnia 27 maja zwie- 
akumby św. Januarego, a 29-go 
z. Mickiewicz z Odyńcem otuleni 
icym pamiątką jeszcze z Krymu, 
iteru i w jednej z bocznych roz- 

onych Świątek byli na obiedzie 
I, prymasa obojej Sycylii, Capece 
I, już z<1ziecinniaIego, wielkiego 
Adama za wielką cześć dla Na- 
imianę stanu rzeczy we Francyi, 
adku starszej linii Burbonów, Po 
jące w porcie, pokazywane mu 
iccia Filangieri. a następnie na 
palrywal się i przysłuchiwał im- 
gi dzień świąt przepędził z Ghlu- 
rując się pielgrzymkom ludowym 

się nowe wycieczki, a przede- 
dniowa, do Pestum. Na popasie 
iięcia Filangieri, doznali wiejskiej 
iszeni na podwieczorek przez go- 
wani byti z taką swobodą, natu- 
by dawni jacy znajomi. W ogro- 
)ie truskawki po grzędach, ubie- 
zeczności z płcią piękną, to jest 
1. Adam zwłaszcza cieszył się po 

Litwy, jak mówił, nigdzie dotąd 
ie zbierał. Przenocowawszy w Sa- 
l, martwą siedzibę Sybarytów, 
:az drugi Pompeje, przy obfitych 
5lin, których Adam słuchał w mil- 
iwe przejażdżki do Caserty, Sor- 
) życia w całej pełni. Lubo kasa 

podrtiy' IV, 61, 62. 



_^ 68 — 

Mickiewicza wyczerpywała się, mial on zapewniony przez Ale* 
ksandra Potockiego w Neapolu kredyt. 

Chwilami wracało wspomnienie Henryki. W jednej z diwil 
takich przerobił Mickiewicz śpiew Mignony z , Wilhelma Mei- 
stra* Goethego i napisał „Wezwanie do Neapolu*, jakby w lq 
myśli, że pośród pięknej natury, doznając ze wszech stron 
przyjemnych wrażeń, miałby raj, gdyby jeszcze Henryka z nim 
była. Stosunki wszakże z Chlustinami wcale na tych powro- 
tach wspomnienia nie cierpiały. Wdzięczni mu oni byli za 
wpływ zbawienny, jaki potrafił pozyskać na owego marzyciela 
krańcowego w duchu bajronicznym, brata Anastazyi, Szymona. 
Z nim samym odbył Mickiewicz 18 czerwca po raz trzeci wy- 
cieczkę do Pompejów. Przed wyjazdem z Neapolu wyprawił 
poeta nasz serenadę dla Anastazyi podczas obiadu. Panna była 
zadowolona. Mickiewiczowi i Odyńcowi dala po • prześlicznym 
koralowym cybuszku do cygar* ^). 

Dnia V3 czerwca opuścili Neapol, w^racając do Rzymu. 



IV. 

U bram Rzymu zastaH już czekających: Garczynskiego, 
jego kuzyna Apolinarego Gajewskiego i Stattlera; wjechawszy 
do miasta, dowiedzieli się, że już mają najęte mieszkanie. 
Uczucie pewnej błogości zagościło nawet w duszy Mickiewicza. 
który w tym właśnie czasie przesłał Wereszczakowej (matce 
Maryi) i Puttkamerowej po różańcu poświęconym przez sa- 
mego papieża, a do Ignacego Domejki pisał pod datą 23 czerwca, 
a więc w 3 dni po przybyciu do wiecznego grodu: -Jestem 
znowu w Rzymie; ledwo nie czulej go powitałem niż za pierw- 
szem przybyciem. Ze wszystkich miast zagraniczr ~ m 

jeden mógłby mię nazawsze zatrzymać, bo samo ez 

ludzi, na wiele lat dostarcza przedmiotów żabi. ci 

Położenie moje z wielu względów zdaje się być ero o- 



*) A. E. Odyniec: , Listy z podróży", IV, 1^2. 



— 69 — 

ści. Kiedy lulki paląc radzimy, czy karnawał w Neapolu czy 
Rzymie przepędzić, czy na zimę do Paryża albo Londynu je- 
chać, możnaby nas kłaść w równi z udzielnymi książętami, 
których tu tyle się włóczy. Mam przy tern szczęśliwy talent nie 
myśleć o jutrze; i nikt mnie nie wytlómaczy, żebym nie był 
wielkim panem, póki mam w kieszeni napoleondory" ^). 

W takiera usposobieniu bardzo wesoło przepędził dni 
dziesięć, mało bywając w galeryach i muzeach, częściej w wil- 
lach poza Rzymem, już-to piechotą z Odyńcem i Garczyń- 
skim, już-to powozem w towarzystwie księżnej Wołkońskiej, 
która podobno naumyślnie dla widzenia się z nim przybyła 
do miasta, wyludniającego się z turystów w tej porze. Był 
też na obiedzie u księcia Gagaryna. Naj weselej atoli przepę- 
dził dzień 27 czerwca, w którym odbył się ślub Stattlera 
z Klementyną Zerboni di Colonna. Na obiedzie poślubnym 
w dobranem gronie malarzy, przy podnieceniu rozmową i wi- 
nem, poeta nasz wystąpił z improwizacyą w języku francu- 
skim, wznosząc toast za zdrowie państwa młodych. Ponieważ 
talent i natchnienie — mówił — są darem bożym, wszelka 
więc sztuka i praca artysty powinna myśli i uczucia ludzkie 
obracać i podnosić ku celom boskim, zaczynając najprzód od 
niego samego. A stosując tę zasadę do dzieł Stattlera, to jest 
do jego obrazów („ Mojżesz *", „Machabeusze"), wynurzył ży- 
czenie a razem nadzieję, że plemienny wpływ matki, jako 
córki ojczyzny Rafaela, Michała Anioła i Rossiniego, w połą- 
czeniu z wpływem ducha i obywatelsko-chrześcijańskich uczuć 
ojca, jako Polaka, odbiją się i zleją razem w zdolnościach 
i natchnieniach ich dzieci *). Temat ten rozwijał tak pięknie 
i z takim zapałem, że obecni na obiedzie malarze włoscy 
Craflfonari i Sogni nie byli panami swego wzruszenia. Craffonari 
jrwszy, po skończeniu improwizacyi, zerwawszy się z krzesła, 
?zął ściskać i całować Adama, a Sogni płakał z rozrzewnienia. 
Odwiedziwszy grób księdza Parczewskiego, Mickiewicz 



») „ Korespondencja ** t. I, 59, 60; IV, 65. 
«) Odyniec: „Listy z podróży- IV, 137. 



"1 



- 70 — 



wraz z Odyńcem 1 lipca wybrali się do Szwajcaryi, przebie- 
gając Wiochy tak, żeby mogli zwiedzić niepoznane pierwej 
widoki lub dzieła sztuki, albo iet powlómem obejrzeniem wi- 
dzianych poprzednio wznowić wrażenie dawniej doznane. Przyj- 
rzeli się więc ślicznej kaskadzie w Temi, a Mickiewicz miał 
sposobność porównania opisu Henryki z rzeczyi;rtstością, od- 
wiedzili Perugia, a poeta nasz unosił się nad życiem i natchnie- 
niem Franciszka z Assyżu, byU w Arezzo i uprzytomniali so- 
bie postać Petrarki, który tu się urodził. 

Dnia 7 lipca byli już we Florencyi. Zatrzymali się tu 
dłużej, niż im było potrzeba dla powtórnego obejrzenia ga- 
leryi Uffizi i Pitti lub pogawędzenia z gościnnym i roanow- 
nym Ogińskim, gdyż spodziewali się doczekać zapowiedzia- 
nego przyjazdu Chlustinów. Gdy wreszcie wyczerpała się cierpli- 
wość Mickiewicza, zostawił dowcipny liścik do Anastazyi u po- 
sła rosyjskiego, ks. Gorczakowa *), i zdecydował się wyjediać. 
Odyniec chciał koniecznie widzieć Livorno, Mickiewicz byl 
temu projektowi przeciwny. Obrano drogę na Pizę, ażeby się 
dostać do Genui. W drodze do tego miasta (między 11 a 14 
hpca), które po raz pierwszy widzieć mieli, powstał wiersz 
„Do matki Polki" *), pełen smutku. i goryczy. Poeta, o którym 
wówczas czasopisma francuskie (Globe z 27 kwietnia, Beime 
encydopediąue z maja) bardzo pochlebnie się rozpisywały, b^ 



^) „Korespondencya", t. 1, 68. 

^) Rękopism wiersza, wklejony w pamiętniczek Henryki AnkwiczówsT, 
ma u dołu własnoręcznie przez Mickiewicza podpisaną datę: ,w drodze do 
Genui 1830". Zob. Mazano wski: , Adam Mickiewicz" od r. 18*9 -32, rozdz.Ifl. 
Tam przytoczone są argumenta, przemawiające za przyjęciem daty podanej 
przeze mnie w tekście, nie zaś październikowej. Twierdzenie Odyńca (.listy 
z podróży* II, 365), jakoby wiersz powstał już w 1829 r., kiedy z Slntn- 
cyi do Poggibonsi jechali, wobec notatki Mickiewicza okaziąje się oie 
mylnem. Władysław Mickiewicz („Żywot*, II, 124), przytoczywsa wa 
ojca swego, wyrzeczone w r. 1847: ,w Rzymie r. 1830 listopada i.. p»* 
sząc wiersz do Matki Polki, przeczułem powstanie, które za dni ] ^' 
buchło w Warszawie", — dodaje: ,w grudniu zapewne darował w- 
czównie wiersz natchniony mu w lipcu, lecz któremu ostateczny *" 14* 

dal dopiero w listopadzie". 



71 



iiemie rozdrażniony na rodaków- literatów zamieszkałych 

'żu, że zamiast pomagać, szkodzą- krąjawi swoimi arty- 

o Polsce. Jedną z takich niedźwiedzich przysług były 

Loiiioś<d o towarzystwie Promienistych, pomieszczone przy 

le talentu Mickiewicza w Revue encyclopćdiąue, nadające 

^arzystwu owemu ważne znaczenie poU tyczne. „Te artykuły — 

z Florencji Mickiewicz do Leonarda Chodźki, który praw- 

zdobnie dostarczył tych wiadomości autorowi oceny, d*Her- 

lto\^i — posłużą na dowody, bo zdają się być pisane przez 

:ych przyjaciół... Przypomnij, że oprócz mnie, wszyscy przy- 

lele są na wygnaniu, i że wystawiać ich jako ludzi niebez- 

lych jest-to im nazawsze drogę do powrotu zamykać. 

rozumiem, kto tych o mnie podyktował szczegółów, ale 

"W przykrem postawił położeniu, kiedy wszystkich moich 

jaciót i protektorów Rosyan ogłosił za malkontentów prze- 

rko rządowi, co jest fałszem i odstraszy od protegowania 

lydi moich kolegów... Na miłość kraju, zaklinam, abyś 

lal pilnował i ostrzegał zapaloną młodzież nasze, która 

mog^a poprawić się z dawnej wady: wiele krzyczeć, mało 

>bić- *). 

Rady te miały widocznie na celu przeciwdziałanie na- 
'ojowi , zapalonej młodzieży", która dużo krzyczała a mało 
^biła, i jako nauka hartowania ciała i ducha, napisane były 
myśli rozumnej i szlachetnej, lubo niektóre wyrażenia ze 
lOwiska etyki uważać musimy za niewłaściwe. Przedsta- 
lając Polakom za wzór Odkupiciela, który w Nazarecie „pia- 
>wal krzyżyk, na którym świat zhawił^ *), nie rozszerzył 
^o porównania aż do skutków „piastowania** swego krzy- 
wka, ale poprzestał na zaznaczeniu cierpienia jako konieczno- 



I ^Korespondenoya", I, 65. 

) Władyriaw Mickiewicz w „Melanges PosŁhumes" ^t. U, LIX) przy- 

^braz madonny Ra&ela, która patrząc na krzyż rozdzielający dwie 

dziecinne: św. Jana i Jezusa otoczone aureolą, przyciska dziecię swe 

i; przypuszcza, że obrazek widział poeta nasz w jednej z galery) 

■^ i że jego wspomnienie wpłynęło na utworzenie owych wierszy, 

szczeniu podałem. 



- 72 — 

ści nieodwołalnej. W pessyraislycznem usposobieniu nie vń-i 
dział dla młodego pokolenia, a więc dla przyszłości krajaj 
żadnej jaśniejszej, choćby dalekiej perspektywy; sądził owszasJ 
że ono nie pójdzie utkwić zwycięskiego krzyża w JenizaleEue 
ani „jak ś wiała nowego żołnierze, na wolność orać'*. Jak do- 
tąd, rzeczywistość nie zaprzeczyła tym sJowom poety; ale mi- 
mo-to zarówno etycznie jak estetycznie nie zadawalają one 
krytyki i dlatego wiersz cały, lubo w szczegółach piękny, wy- 
wołuje wogóle mętne wrażenie i stąd był już powodem różno* 
rodnych, sprzecznych z sobą sądów. 

Ponury ten, pessymistyczny nastrój nie trwał, zdaje się. 
długo w duszy Mickiewicza. Pięć dni pobytu w Genui zeszło 
dosyć wesoło. Poeta o mało co nie został autorem libretto 
do opery. Dyrektorem miejscowej orkiestry teatralnej był 40- 
letni Polak Mirecki, fanatycznie zakochany w muzyce. Dowie- 
dziawszy się, kim był Mickiewicz, usilnie go prosił, aby dla 
niego libretto napisał. Adam pochopny do improwizowania, 
natychmiast treść zgrubsza obmyślił, a do obrobienia zawezwał 
Odvnca. Lejjrionista Polak, imieniem Tadeusz, dla wyleczenia 
się z ran pozostał we Włoszech, a jako amator sztuk pia- 
nych, mianowicie muzyki, upodobał sobie w nowej ojczyźnie 
i zamieszkał w nadmorskiem miasteczku. Lubią go i szanują 
wszyscy, bo jest szlachetny, serdeczny, a nadewszystko mężny 
i dzielny. Tylko burmisti*z miasteczka, także zapalony melo- 
man, znieść nie może jego śpiewania, a on właśnie ma na- 
miętną żądzę i największą pretensyą do tego. Stąd niech^ 
i poróżnienie i stąd nieprzeparta przeszkoda do małżeństwa 
z córką burmistrza, Sylwią, która chociaż zdanie ojca co do 
śpiewu Polaka podziela, kocha w nim jednak rycerza i wszel- 
kich usiłowań dokłada, aby ojca z kochankiem pojednar. 
Wdają się w to i drudzy; cały magistrat stara się albo zmięk- 
czyć burmistrza, albo nakłonić Polaka, ażeby śpiewać zaprze- 
stał; — ale napróżno. Akt drugi miał się zacząć od obrazu 
popłochu w mieście. Nadchodzi wiadomość, że zbójcy morscj, 
Barbareski, ukazali się na wybrzeżu, kilka miast sąsiednich 
już złupili, i gotują się do napaści na miasteczko, gdzie się 



73 



dzieje. Potrzeba obrony, a nikt prócz Polaka nie zna 
na sztuce wojskowej. Stąd deputacya do niego. Ale on 
mina sobie Iliadę, którą czytał w szkołach, i pozuje na 
lesa, po wzięciu mu Bryzeidy. A i burmistrz też, jak 
emnon, czuje cslą swą dostojność i chociaż się boi 
zliwie, ma jeszcze nadzieję, że Barbareski nie przyjdą, 
e daje się ztamać w uporze. Akt II kończyć się miał chó- 
wieśniaków, uciekających do miasteczka z okolic, bo się 
Barbareski ukazali na morzu. Akt III miał się zacząć 
jr dzikiej przystani, śród skał, lasów, jaskiń, przepaści i wszel- 
rodzaju okropności. Barbareski z okrętu przypływają na 
ach i zakładają tam swój obóz, mając w nocy napaść na 
teczko. Celem ich głównym porwanie Sylwii, o wdzię- 
której dej algierski zasłyszał. Ona tymczasem w mia- 
ku odgrywa rolę Patrokla, udaje się sama do kochanka — 
miłość w połączeniu z honorem szlachcica polskiego odnosi 
mf nad sercem rycerza: nie pozwalają mu żyć dla niej; 
ie więc walczyć za nią i choćby zginąć w jej obronie. Za- 
rycerski udziela się kochance: staje sama (— jak Ży- 
a — ) na czele kobiet, aby kierować obroną miasteczka; 
y Tadeusz wyprawia się na czele mężczyzn, by znienacka 
ć na wrogów. W miasteczku jest muzeum starożytności, 
|tod strażą fanatyka archeologa, jak burmistrz i Tadeusz są 
fcnatykami muzyki i śpiewu. Sylwia dla swoich amazonek 
|fci%a z niego stary oręż i zbroje, w które się ubierają, mimo 
'oporu i rozpaczy ich stróża. Stary burmistrz, umierając ze 
>«hrachu, modli się z chórem niezdolnych do broni, za po- 
myślność wyprawy Tadeusza. Goniec od tegoż przynosi wieść 
^ zwycięstwie i o ucieczce Barbaresków. Dzwony zamiast 
tócia na trwogę, zaczynają „karyllonować" radośnie. Zwycięzcy 
PO' ,ct ,7 tryumfie. Amazonki we zbrojach spotykają zwy- 
Lud i magistrat błaga burmistrza. Ten błogosławi 
,7. Tadeusz, w uniesieniu szlachetnem obiecuje nie 
ligdy przed burmistrzem, poprzestając na duetach 
Pragnie tylko raz jeszcze zanucić pieśń łabędzią, 
1 'ony śpiewały. Lud a z nim i burmistrz wtó- 



cię 

ipi 

z 

pi< 



- 74 — 

I 

ruje chórem pieśni Tadeusza. Glos jego po raz pierwszj iH 
razi, ale owszem wzrusza burmistrza. Śpiewak tryumfuje i pM 
cze. Sylwia rzuca się w jego objęcia — i koniec '). I 

O wykonaniu tej sztuki, która pono, pomimo rzewnęp^] 
zakończenia, byłaby tylko wesołą farsą, — Mickiewicz prawdo-! 
podobnie nie myślał wcale na sery o; bądź- co -bądź Mireda bjłj 
jakoby zachwycony szkicem i cały wieczór bawiąc u naszrA 
podróżnych, układał już w myśli i nucił im melodye pnewi-- 
dywanych aryj i chórów... 

Od myśli o operze odwrócił zresztą Mickiewicza August 
Goethe, który podróżując wraz z Eckermannem, stanąi w tym 
samym, co i nasz poeta hotelu. , Siedzieliśmy przy śniada^ 
niu — pisze Goethe do ojca 16 lipca — gdy lokaj zaanonsował 
dwu Polaków. I któż to? Mickiewicz i Odyniec! Jakaż ratói 
z obu stron! wspomnienia... wirowały; wtem wszedł Sturlinf, 
a Mickiewicz złożył mu pozdrowienie od Otylii, z którem śę 
nosił od tak dawna\ Miło było Mickiewiczowi posłyszeć, ie 
w Weimarze wszyscy o nim mile wspominają. Ranek dnia 
17 zeszedł na wspóhiem oglądaniu z Mireckim i Augustem 
Goetliem znakomitszych pałaców i galeryj genueńskich a cali 
reszta dnia na burszowskiej hulance. August Goethe lubił pić 
po studencku i do wychylania kieliszków wszystkich zniewala/; 
nawet stary Eckermann, dodany mu do nadzoru, nie ni6gl 
się od nich wyprosić. Po obiedzie wyjechaU łodzią na spoto- 
nie wojennej flotylli neapolitańskiej ; August zabrał z sobą 
dobry zapasik butelek; kielichami więc salutowano Jej przy- 
bycie; a potem zwiedzano wnętrze fregaty amerykańskiej; 
z godzinę jeszcze pływano po morzu, późnym dopiero wieczo- 
rem pożegnało się wesołe towarzystwo. Przed północą zjawu 
się jeszcze Mickiewicz z Odyńcem u Augusta Goethego, by go 

pożegnać ^). i 

Przez Novi, Pavią przybyli 20-go lipca do Me* ^ 



1) Odyniec: „Listy z podróży*, IV, Ib^t— 186. 
«) Wł. Mickiewicz: „Żywot* II, 125, 126. — Odyniec: ^ 

droży-, IV, 187—191. 



— 76 — 

Tu pierwszą postacią, którą w kawiarni spostrzegli, byl Szy- 
mon Cblustin. Mile to spotkanie stanowiło jakby zapowiedź 
innych przyjemnych niespodzianek. Odyniec chciał złożyć wi- 
zytę najznakomitszemu wówczas poecie włoskiemu, Aleksan- 
drowi Manzoniemu, a nie zastawszy go w domu, zostawił 
bilet swój i Adama. W zastępstwie Manzoniego, bawiącego na 
wsi, przyjaciel jego w tym samym co on zamieszkały domu, 
lekarz Sogni, brat malarza, którego w Rzymie na weselu 
Stattlera poznali, rewizytował naszych podróżnych i z naj- 
większą serdecznością ofiarował się na przewodnika po Me- 
dyolanie. Zwiedzono najprzód szpital miejski, potem pracow- 
nie malarzy i rzeźbiarzy, nareszcie bibliotekę ambrozyańską, 
gdzie bibliotekarz pokazał im numer BihliotMąue Unwerselle 
z marca 1830, mieszczący w krótkim obrazie literatury pol- 
skiej chlubną wzmiankę o Mickiewiczu a nawet i o Odyńcu ^). 
Przewodnik ich cieszył się niewymownie, że goście, których 
oprowadzał, są takiemi znakomitościami. Zaprosił na obiad 
do siebie a dla ich uczczenia zebrał kółko złożone z poetów 
(Tomasz Grossi i Tomasz Torti), z kilku malarzy i bibliote- 
karza. Rozmowę zagajał głównie Adam, mówił o stosunkach 
łączących niegdyś Polskę z Włochami, wielbił Napoleona, 
przepowiadał zmiany we Francyi i podbił sobie zupełnie pocz- 
ciwych Włochów, którzy ugaszczali naszych podróżnych jakby 
braci rodzonych. Nazajutrz gdy Odyniec udał się na wieś dla 
złożenia hołdu Manzoniemu, Mickiewicz, czując się niezdro- 
wym, przepędził czas u Chlustinów, wybierających się do Ge- 
newy. Zebrali oni z sobą tłomoki Mickiewicza i Odyńca, tak 
że ci mogli już swobodnie odbywać zamierzoną wycieczkę 
w góry piechotą w stroju odpowiednim. Składała go zwierzch- 
nia bluza z szarego płótna, zastępująca płaszcz, długa do ko- 
1 i, z krótką pelerynką od szyi, przepasana czarnym lakiero- 
^ lym paskiem; kapelusz słomiany z szerokiemi skrzydłami 
i ornister ceratowy z blaszaną manierką na wierzchu dopeł- 
1 *y ubrania. 



i) Artykuł ten był pióra 18-letniego Zygmunta Krasińskiego. 



76 - ! 

Dnia 24 lipca ruszyli dyliżansem do Sesto Calende a s^ 
statkiem parowym przejechali Lago Maggiore, przenocowd 
w przystani Fariolo, a 26 o 6-tej rano w towarzystwie Inrf 
innych podróżnych, w dzień prześliczny, niegorący wybrali i 
pieszo na zwiedzenie gór. Część drogi mniej zajmującą « 
Yogogna przez Domo d'Ossola do Iselle przejechali szarabs 
nem, a o 6-tej popołudniu znowu pieszo wkroczyli w drif 
dzinę gór i stanęli na nocleg we wsi Simplon. NazajutnJ 
wdarli się na szczyt Simplonu, gdzie jest hospicyum zakał 
ników reguły ś. Bernarda. Zejście z gór do Brieg nad Roi 
nem tak ich zmęczyło, iż dalszą drogę przez Sion do Martigfl 
odbyli dyliżansem, pożegnawszy swoich towarzyszów. Dniai 
piechotą przez Gol de Balme, skąd się panoramie widoto 
ześrodkowanych około Montblancu przypatrywali, zeszli B 
przecudną dolinę Chamouny, ażeby 29 wejść na górę Flegen 
a 30 na Morze Lodów od Montanvert, która się im wyda 
pełną niebezpieczeństw i strachem śmiertelnym Odyńca pr» 
jęła ^). Na Montblanc żaden z nich wdzierać się nie myśW 
oglądali ją tylko ze stron różnych. Powróciwszy do Chamooff 
i przenocowawszy, puścili się częścią powozikiera, częścią p« 
chotą y)rzez Sallenches i Bonneville do Genewy, gdzie upn& 
dzeni listem Ciilustinowie oczekiwali już na nich. 

Zaledwie wysiedH 1 sierpnia z dwukołowej bidki i ^ 
szli na próg domu Chlustinów, Anastazya, spostrzegłszy Mic- 
kiewicza, zamiast witać go, porwała ze stołu jakąś fraflcusfl 
gazetę i, rozłożywszy ją, przyklękła przed nim, mówiąc: Stort 
au prop}(He! W gazecie był opis rewolucyi lipcowej w Paryżu. 
Przeczucia i pizepowiednie wieszcza co do upadku starszej 
linii Burbonów sprawdziły się. 

Wszyscy byli mocno zajęci wypadkami paryskimi; W' 
tyka była wszędzie, na ulicy, w kawiarni, w sal '^^°^* 

w której dyliżans przychodził z Paryża, wywoly i ^^ 

newe na ulicę; konie ledwo mogły postępoT*-^^ ^^^' 

»; Odyniec: , Listy z podróży", IV, 243—250. 



7 — 

[powiadał głośno naprawo i na- 
i czasem rozrzucał drukowane 
o je najprzód pochwycił, stawał 
j; wspinał się więc na pierwsze 
rolę mówcy, czytając lub opo- 
li a co wnel inni, w tenże spo- 
•h ulic, podobnież tłoczącym się 
ez dzień cały a nawet w nocy 
mblicznych '). W salonach obok 
izono gorące rozprawy o ruchu 
ego rozszerzenie się po caiej 

3ŚĆ poznania za pośrednictwem 
itszych osób w Genewie, mia- 

i nauki, i prowadzenia z niemi 
ropejskiej. Poznał się tu z Bon- 
lone mu przez Anastazyą czytał 

gorąco pragnął zobaczyć ,By- 
m przez Anastazyą wspomina" 
e znanego Mickiewiczowi dzieła 
)wej, de Candolle, sławny przy- 

Simon, autor podróży po An- 
vniei do grona znajomych Ana- 

który wraz z nią bywał u każ- 
częściej wszakże bawił u Bon- 
em! zobaczył zapewne pierwszą 
■yku, miss Garner. 
oły genewskie, wybrał się na 

i ze świeżo w Genewie pozna- 
lodzieńcem naówczas, do Fer- 
i pamiątek po Wolterze, lubo 



, IV, 357, — .Korespond." III, 298, 
)3), iż Mickiewicz poznał go jeszcze 
indeocja', 111, 134, 135. 



— 78 — 

wielbicielem jego wówczas podobno już nie byl i długo U 
mojskiemu opowiadał o zgubnym %vplywie filozofa^). 

W tym czasie (11 sierpnia) młodziutki Zygmunt Kr> 
siński, który bawił w Genewie pod opieką ^centkowatep' 
Jakubowskiego, a przyjaźni! się z młodym poetą angielskie 
Henrykiem Reeve, po raz pierwszy ujrzał Mickiewicza; WTdłj 
mu się na razie „zimnym, ponurym**, zdaniem jego, wygląa* 
„na rozsądnego bardzo człowieka**, gdy on sobie zupetae 
inaczej go wyobrażał. W rzeczywistości Mickiewicz wówczs 
chwilowo tylko bywał „zimnym i ponurym**, zwłaszcza g^ 
był sldbym, ale zazwyczaj, wypadki europejskie silnie go a)- 
mowaly, a lubo sama panna Anastazya stała się tak potóD^ 
„jak żona pierwszego syndyka Rzpltej**, nie zapomniał a» 
lekkiego dowcipu, ani galanteryi, mianowicie w stosimKa 
z Chlustinówną. Jest z tego czasu liścik jego do Anastazji, 
„Korynny z nad Borystenu**, zaadresowany do kantonu ,5"" 
gnon", na placu „aux Goeurs**, świadczący o swobodnej mf* 
śli i dobrym humorze poety. „Podpisany — mówi ^ " \* 
piec ubogi, ale sumienny, niesłychanie się trudził od jakiegoś 
czasu, by zapłacić monetą wartościową przesyłki materraio 
i spirytualiów, których bogaty dom pani raczył mu dosłarcw 
codziennie. Wskutek tego poruszył wszystkie zdolności rz«zy 
wisie i domyślne i przymusił je wyrabiać bezustankn i 
dostateczną komplementów, podziękowań, dowcipów i ^. 
walorów, mających kurs u płci pięknej. Niestety, poznał 
szcie niedostateczność takich operacyj, ponieważ ^ t 
waszym macie obfity zapas dowcipów, żartów i łrafojC^ 
powiedzi, a on je wyrabia z wielkim trudem i powoUt 
mówiąc już o improwizowanych konceptach, które iajo^^^ 
szym jeszcze mozołem. Ostatni przysłany ładunek zasUiR" 
nieprzygotowanego; jest więc zmuszony zawiesić wyp 
zaś nie został oskarżony o upadłość zbrodniczą, *" ^ , 
i oświadcza, że jest w posiadaniu znacznego zapasa • 
ności, który należy się pani jedynie bez podziału, le 

. ') Odyniec: .Listy z pod^óży^ IV, 270. 



— 79 — 

lOże inaczej wypłacić jak tylko monetą uczuć i wes- 
iń. Ale rynek wasz wydaje się przeładowanym tymi wa- 
li, a pewien spekulant obcy, świeżo przybyły, tak je 
rl, te już mają jedynie kurs nominalny. Wypadnie więc 
pani wyrzec na swojego nieszczęśliwego korespondenta 
lik. uwięzienia fizycznego, gdyż wyrok uwięzienia ducho- 
JUŻ został ogłoszony i wykonany* ^). A do brata Ana- 
Szymona pisał: „Tak mi tu dobrze w Genewie! Niebo 
ma Anastazya, jezioro i pan Bonstetten, gazety i pan 
[ondi... doprawdy nie wiem, jak się od tego wszystkiego 
'wać potrafię ^. 
Ale gdy tak po salonowemu dowcipem szermował, serce 
ogarniał niepokój o los rodziny Ankwiczów, która dla 
;ów musiała pojechać do Paryża i znajdowała się tam 
JLjezasie wybuchu rewolucyi. Ankwiczowa pisała wprawdzie 
[ląd, ale jeszcze przed wybuchem, listu jednak tego wów- 
nie odebrał poeta; tylko od Ghlustinów się dowiedziała 
-Ankwiczowie mieli przybyć do Genewy w początkach sier- 
; sądził, że się ich doczeka, albo dostanie jakieś objaśnię- 
Zatrzymał się więc w Genewie dłużej nad zamiar pier- 
ly; wszakże 14 sierpnia ^raczej z nudy niż ciekawości* 
rbrat się na zwiedzenie Oberlandu, wysławszy list, malujący 
iszenia, jakie sercem jego miotały: „Od dwóch tygodni — 
lI — corano wracamy od okna poczty z uczuciem, jakiego 
życzę nieprzyjaciołom moim. Jak tłómaczyć milczenie pani? 
^lażeś pani się nie domyśleć, że my tu czytamy gazety, 
le odgadnąć, co się dzieje w mojem sercu przy tem czy- 
lU. Gdybym przynajmniej wiedział, na której ulicy miesz- 
acie państwo, możebym porównawszy z historyą tych bi- 
byl spokojniejszy. Mimo całe przekonanie, że cudzoziem- 
r podobnych politycznych rozruchach nic złego przytrafić 
może, bo ich obie partye zwykle szanują, nie mogłem 



Korespondencya*, I, 70. 
unie, t. III, 298. 



— 80 — 

pozbyć się obawy o zdrowie państwa... Uciekam znowuwgfflj 
bo już nie mara cierpliwości czekać, czekać i czekać.. O (i4 
pis na kolanach błagamy" *). 

Na statku parowym płynącym do Vevey zeszli się JDfi 
kiewicz. Odyniec, Krasiński i Jakubowski. Krasiński mooii 
życzył sobie odbyć podróż dalszą razem z Mickiewiczm di 
Jakubowski miał już ułożony inny plan wycieczki; do|»e«! 
w ostatniej chwili „po polsku* zdecydowano się na wspoi^j 
wyprawę. Zygmunt cieszył się bardzo, że będzie mógł pozd 
bliżej poetę i prawdziwie szczęśliwą nazwał tę godzinę, wkiói^l 
ostatecznie i^zecz się rozstrzygnęła. Z Vevey piecliotą przeby- 
wali miejscowości upamiętnione przez Roussa w , Nowej He- 
loizie*, zanocowali w sławionej przez turystów wiosce iW 
reux. naprzeciwko skał Meillerie, niedaleko Chilloński^ zamka, 
opiewanego przez Byrona. Zamek ten zwiedzili naturalflk 
szczegółowo, a Mickiewicz, pobudzony poetyckiemi wspomnifi* 
niami, wpadł w zapał i mówił z przejęciem o znaczenia poeci 
i potędze natchnienia. Nazajutrz rankiem udali się na wierz- 
chołek góry, zwany Dent de Jaman, wzniesionej wysoko m 
błękitnym Lemanem. Z niej widok przepyszny: .całe jezioro 
błękitne, cale niebo błękitne, wieniec gór wokoło, lekkie iagte 
na jeziorze, srebrne chmury na niebie, i przestrzeń ogromna^ 
uśmiechająca się, ciągnąca się aż do pasma gór Jura, które 
zdawało się być zagrodą między ziemią a widnokręgiem* )• 
Dalej idąc z gór okrytych sośniną, zstąpili między wąwozj: 
a kiedy zabrakło pięknych widoków, Krasiński z Odyńeem 
przypominali sobie warszawskie dysputy z Koźmianera, Osiń- 
skim, i obiady, ,na których tak żwawe bywały kłótnie'. Tak 
przeszedł im dzień aż do wieczora; nocowali w CfcUeao 
d'Oex, wiosce dość nędznej, pomiędzy dwiema skalami. Doia 
l6-go obudzili się pośród deszczu bijącego w okna i niepnj* 



») „Korespondencja', II, 148, 149. 

*) Zygmunt Krasiński w liście do ojca, druk. przy ^Ustach i P^ 
'droży' Odyiica, IV, 392. 




81 



odbywali dalej podróż w malutkich, niewygodnych po- 
i. Deszcz drobny, ale przenikający aż do kości, towa- 
rl im przez cały dzień następny. Przebyli owymi powo- 
calg^ przestrzeń aż do właściwego Oberlandu, nocując 
issenburgu i Thoun. Stąd po trzygodzinnej przez jezioro 
trawie dostali się do Interlaken. Z powodu zamieszkania 
tnuejscowości przez przyjezdnych Anglików, Mickiewicz po- 
^nywal ich peregrynacye do wypraw krzyżowych z tą róż- 
t%, te lam cel był religijny, tu światowy; tam — bronią 
icerz i kopia, tu — gwineje i franki. Dla niepogody zatrzy- 
LO się w Interlaken, a Mickiewicz z przyjemnością przysiu- 
'al się walcowi Webera, granemu przez Zygmunta. Do- 
*o 20 sierpnia zrana przez jezioro Brienz udali się nasi 
'óżni do pięknej kaskady Giessbach. „Spadające jej po- 
z ^wysokiej na 8000 stóp góry, pięknie, dyamentowo się 
LwaJy przy promieniach jasnego słońca, a mnóstwo tęcz 
:oby girlandami z kwiatów wokoło ją opasywało". Mickie- 
z Krasińskim poszli na sam wierzch, a poeta nasz z po- 
lu tęczy, która zależy jedynie ód położenia oka patrzącego, 
:o pięknie mówił o świecie, jakimby się wydał, gdyby 
nim człowieka nie było*. 

Wróciwszy do Interlaken, wybrali się do doliny Lauter- 
len, odległej stamtąd o milę. U wnijścia do niej zatrzy- 
LO się nad ułamkiem skały, sterczącym nad strumieniem, 
napisem w głazie wyrytym, tej treści: „w tem miejscu pod- 
niepogodnej nocy jesiennej baron z Rutli zabił przed 
lystu laty własnego brata". Gała dolina działała na wrażliwe 
»ze zgodnie z tem podaniem. Połamane w przepaści ogromy 
lI zarosłe borami, szumiące, huczące wodospady, góry krzy- 
ijące się w coraz innych kształtach; a nad wszystkiemi Jung- 
-*"wna Manfredem Byrona i tem, że nikt jeszcze dzie- 
jej śniegów nie dotknął stopą ^) — imponujące to 

mant Krasiński w liście do ojca. Zob. , Listy z podróży" Odyńca 



'emttU, T. II- 



— 82 — 

były widoki i straszne. Mickiewicz, dotąd zazwyczaj ib^ 
raówny, zawsze spokojny, cichy, ożywił się i zapoznawariii 
lepiej z nowymi towarzyszami, rozwinął przed nimi bogactw! 
swego umysłu. ,0! jakże fałszywe sądy były o nim w W^ 
szawie — pisał 21 sierpnia zachwycony 19-letni Krasiński - 
Rozległej on jest nauki; umie po polsku, po francusku, p 
włosku, po niemiecku, po angielsku, po łacinie i po greda 
Doskonale zna politykę europejską, historyą, filozofią, mate- 
matykę, chemią i fizykę. W literaturze nikt może w Pobw 
tyle nie ma znajomości. Słysząc go mówiącym, zdaje się, i* 
każdą książkę czytał. Sądy ma bardzo rozsądne, poważne 
o rzeczach. Smutny zwyczajnie i zamyślony; nieszczęścia jnt 
mu zmarszczki na trzydziestoletniem czole wyryły... Ale tm 
we wzroku, że rzucona iskra zapali śpiący płomień w pier- 
siach. Wydał mi się być ideałem człowieka uczonego i ^ 
niuszu pełnego". Mickiewicz w dłuższej rozmowie powstó«« 
na nierozsądnych zwolenników romantyzmu, którzy W7ZWol^ 
nie się z pod ciasnych formułek pedantów albo z dowolnra 
więzów narzuconych przez modę, wzięli za jedno z pogardą 
odwiecznych praw zdrowego rozsądku i dobrego smaku tak 
w myślach jak i w wysłowieniu. Za istotną zasadę roman- 
tyzmu podając możność i wohiość studyowania prawdy na- 
giej, z odrzuceniem jej draperyj czasowych, całe balladowo- 
romantyczne przejście w literaturze naszej porównywa! do 
Lauterbruńskiego wąwozu, pod tym względem, że jak on 
choć sam chaotyczny i dziki, prowadzi przecież do widniejącej 
na końcu najpiękniejszej z Alp, góry Jungfrau: tak i obeco^ 
poezya romantyczna u nas ma również w perspektywie poeJfl 
narodową, jaką była w starożytności poezya grecka, aj^ 
w czasach nowszych wstrzymało lub skrzywiło ślepe naśla- 
downictwo poezyi starożytnej *). 

Dnia 22 sierpnia wyjechali z LauterbruL ^^ 

gęstej mgły przeszli wierzchołek Wingernalp; ^' '^* ' 



») Odyniec: .Lisly z podróży*. IV, 300, 301. 



-1 • 



— 83 — 

Gńndelwald mgła się rozeszła. Nazajutrz drogą męczącą 
brzegiem przepaści pomiędzy skalami udali się do wsi 
ngen, leżącej w pięknej dolinie Oberhasli, gdzie dla od- 
ka dzień cały przesiedzieli. Dnia 25 przez dolinę Hasli 
rund wjechali w dziką okolicę góry Grimsel. Skały okrą- 
e, -podobne do fal potoku, które, z góry spadające, sita 
nieznana w głaz zamieniła^, grzmot lawin, cocbwila 
eś się staczających, ponury huk potoków, spadek rzeki 
, z ogromnej skały w potrójną przepaść z hukiem lecą- 
z tęczami wokoło, z kłębami piany — oto widoki, które 
ie w umyśle poety utkwiły ^). Nocowali na dzikiej, opusz- 
ej, żadną trawką ani drzewem nieocienionej górze Grim- 
w nędznej gościnie drewnianej, w najsmutniejszem poło- 
iu. Na drugi dzień z trudnością zstępowali z góry, u stóp 
»rej odkrywa się jeden z największych lodowców alpej- 
gdzie Rodan źródło bierze. Wdrapali się potem z wiel- 
in znużeniem na wierzchołek Furki, pamiętnej noclegiem 
tbego, po ścieżce zasianej kryształami skalnymi, i stąd 
eli pyszny widok na całe pasmo gleczerów Oberlandu. 
odzili dalej obok góry św. Gofarda, zwiedzili Most Dya- 
i zanocowali w Andermatt, miasteczku na skraju tej „gór- 
1^3 krainy". 

Z Andermatt 27 sierpnia pojechali powozem do Altorf, 
t stąd popłynęli jeziorem Czterech kantonów, oglądając oko- 
fice pełne wspomnień o Tellu. Po kilkogodzinnej żegludze 
Irzybili do portu we wsi Brunnen. Tu wieczorem zerwała się 
•okropna burza: „łamały się z sobą wściekłe fale; czasem bał- 
wan, odrywając się od środka jeziora, suwał się po modrej 
przestrzeni z szybkością błyskawicy i rozbijał się na głazach 
tt brzegu... Nazajutrz niebo już było czyste, wiatr uśpiony, 
* " tonie — zwierciadlane*. Podróżni nasi wyjechali 
^i 3ię dostać na Rigi, skąd widok rozciąga się daleko 

po .lice Szwajcaryi, do Włoch i Niemiec, i obejmuje 

•^nsma gór helweckich z jednej strony, a z drugiej 



-»«ond.* I, 72. 



6* 



1 



- 84 — 



łańcuch Jura, 14 jezior, kilka stołecznych miast kanlonalnyA 
Przechodzili przez zawalone upadkiem wierzchu góry, opiewane 
u nas przez Brodzińskiego, miasteczko Goldau, w któmD 
w końcu wieku zeszłego 500 ludzi śmierć poniosło. Opuśdię* 
szy tę smutną okolicę, udali się na wierzchołek Rłgi. g^ 
zastali mgłę ciemną i musieh cały dzień następny pndę^ 
w gościnie, mgłą otoczeni. Czekanie nie było wcale nużącaa; 
towarzystwo bowiem wędrowców na Rigi wiele liczyło osób 
płci obojej, a między niemi Szymona Ghlustina, który pny- 
niósł wiadomość, że Ankwiczowie są już w Genewie i że listj 
ich z Paryża zostały przez Anastazyą przesiane do Bernu. 
Wesoło więc było wśród owej gromadki; gawędzono i grano. 
Dnia 30 o 4-tej zrana dźwięk rogu pasterskiego ozDajmil 
wschód słońca na czystem niebie, budząc podróżnych. ,SIonte 
jeszcze nie ukazało się, ale dote chmury u wschodu czekał? 
na pana; ocean z mgły zalegał całą przestrzeń, a wierzcbcrffił 
Rigi zdawał się wyspą nad nim, równie jak i ione wysoki(i 
gór szczyty. Pyszny to był obraz! Mgła wisiała niewzroszona 
między nami a ziemią — powiada jeden z uczestników wy- 
cieczki. — Byliśmy nad chmurami, a chmury wydawa/y sf 
powierzchnią zbitą ze śniegu i lodu. Lecz kiedy weszło sloDce. 
ta powierzchnia rozrywać się zaczęła i przez otwory w mej, 
coraz bardziej się rozsuwające, to przebijał błękit jakiego je- 
ziora, to zieloność jakiej łąki lub lasu. Wreszcie, kiedy mg® 
zupełnie się rozsypała, ujrzeliśmy krainę wokoło: szeroką, roz- 
maitą, daleką, czternaście jezior, gór tysiące i Włochy i NiemC 
w oddali" '). 

Zszedłszy z Rigi do Weggis nad jeziorem Czterech kan- 
tonów, po spokojnej dwugodzinnej żegludze zawinęli szczęśli- 
wie do Lucerny, a stąd powozem przejeżdżając kolo jeziora 
Sempach, pamiętnego zwycięstwem Szwajcarów, i H' ^'°' 
słynnego zakładem wychowawczo-agronomicznym Fe^'' P* 

*) Zyg. Krasiński w liście do ojca. Zob. Odyńca , Listy *J 

t IV, str. i-Oi. 



86 



1 września stanęli w Bernie, Tu podziwiali niedźwiedzie 
ione i ifcywe, przypatrywali się cudnemu zjawisku, zwa- 
AlpgliŁhen (czerwień płomienna Alp), odebrali listy 
iczów. Po całodziennej podróży w zamkniętym powozie, 
deszczu, 3 września stanęli w Lozannie w pięknem 
żeniu z widokiem na Leman i góry. Zanocowali tu, 
o od 5-tej obejrzawszy miasto, pospieszyli do Ouchy 
brzegiem jeziora, skąd po sześciogodzinnej żegludze na 
wym statku Winkelried zawinęli szczęśliwie do Genewy 
eśnia. 

Pierwszą wizytę złożył Mickiewicz z Odyńcem Clilusti- 
, u których był skład ich rzeczy. Adam przed samym wy- 
em obslalował sobie ubranie nowe, czekające już na jego 
ót. Wyświeżony więc i elegancko ubrany, z nowo kupio- 
zegarkiem, powitał pannę Anastazyą, a ta mu oznajmiła, 
jest narzeczoną p. de Gircourt, blizkiego krewnego i pierw- 
o niedawno sekretarza księcia Polignaca. Anastazyą była 
eciwniczką systemu tego ministra, cieszyła się z jego upadku, 
rewolucył lipcowej mawiała z entuzyazmem; ale nie prze- 
odzito to jej w przeciągu dwudziestu dni, jakie Mickiewicz 
ebyl w górach, przyrzec rękę człowiekowi światowemu, 
lomacie wypartemu z areny politycznej, który olśnił ją 
oże swem wielkiem oczytaniem i swadą nieprzebraną. Nie 
je się, ażeby ta wiadomość miała sprawić przykrość na- 
mu poecie; w każdym jednak razie wpłynęła na zmianę 
osunku do panny. Osobistość narzeczonego, którego Mickie- 
icz poznał niebawem, mimowoli swobodę w obcowaniu od- 
erała; był- to bowiem człowiek gruntownie ukształcony wpraw- 
gładki w obejściu, interesujący w rozmowie, ale zbyt 
ttczył się z każdem słówkiem, zbyt chłodnym i sztywnym 
a rzedstawiał, ażeby dawniejsza swoboda w stosunkach 
Al .lazyi mogła się objawiać. Prócz tego jako wobec upa- 
* dyplomaty niepodobna było poruszać wielu najbardziej 
zajmujących kwestyj, ażeby go nie dotknąć. Anasta- 
.amiała położenie i starała się tę sztywność stosunku 
^ <ile się to jej nie udawało; z poufałego musiał się 



IMe 



ii 



>M#%Q 



- 86 — 

stać ceremonialnym. Bywał Mickiewicz w jej domu i w t 
warzystwach, do których go wprowadzi/a, lecz nie tak 
jak przedtem i nie czul się w nich tak zadowolonym j 
dawniej. 

Częstszym natomiast gościem stał się teraz u Ankwi- 
czów, którzy po śmierci ojca samej hrabiny przywdziali ża- 
łobę. Henryka i Marcelina pobladły i pomizemiały; oprcicz 
bowiem żalu po dziadku, ciągłe wstrząśnienia i niepok&j 
w Paryżu podczas dni lipcowych i potem, niekorzystnie wpły- 
nęły na ich zdrowie. Ze słów zaś Henryki można się bjio 
domyślać, że przybycie do Genewy nazajutrz po wyjeździe 
Adama *) nie miało na nią wpływu pokrzepiającego. Sama 
Ankwiczowa mówiła nawet otwarcie, że ich ta okoliczność 
tak dalece zmartwiła, iż dla rozerwania tęsknoty, nie odpo- 
cząwszy prawie po uciążliwej podróży z Paryża, puśdh śę 
na zwiedzanie okolic tych właśnie, w których ADckiewicz jut 
był (a o czem ich Anastazya powiadomiła), aby dalsze zwie- 
dzać już razem. Ankwicz, rozruszany wielce wypadkami pa- 
ryskimi, które Adam niemal przepowiedział, okazywał dla 
niego wiele uprzejmości i nadzwyczaj grzecznie do częstych 
odwiedzin zapraszał. 

Zygmunt Krasiński niebawem z Ankwiczami się poznał 
i bywał razem z Mickiewiczem codziennym niemal u nich 
gościem, polubiwszy towarzystwo samej Ankwiczowej, której 
naiwność prawdziwie dziecinna i najosobliwsza otwartość, 
przy wykształconym umyśle i doświadczeniu życiowem, ba- 
wiła go wielce. Zapuszczał się on z nią w kazuistykę uczuć 
niewieścich, a panny, bojąc się zbytniej otwartości matki, 
musiały się mieszać do rozmowy, skąd wywiązywały się gwarne 
dysputy, w których i Adam brał czasem żywy udział. Wie- 
czorki te przy ulicy de la Gorraterie nietylko w ty 
wieczorom rzymskim przy via Mercede, ale je — jt- 
szały wesołością. 

Prócz posiedzeń w domu były też cl., ki 

•) Według listu Anastazyi Chluslin uKoresp " '" 




87 — 

tą, to łódką razem z Zygmuntem 
slem, Henrykiem Reeve, którego 
lim', ponieważ posiadał najlepszą 
Lemanie. Jednego wieczora Kra- 
oa jeziorze. Race, zlotone w jego 
selity między nogami jego przyja- 
z znajdował się w łódce Reeve'a 

TiilosneJ Adama z Henryką była 
Chlustinów do doliny Arwy przy 
n: powrócił z niej Adam, mając 
!k z węzłem gordyjskim. Inne wy- 
śnię to miejsca pobytu pani StaSl, 

ciągłycli rozrywek cały miesiąc. 
»z zwykłych swych gości świetną 
ni Zygmunt Krasiński dobrze się 
' września, zdążając na stały po- 
laniu Mickiewicz, który .już daw- 
jdróżnych Henryki ofiarował był 
h przez siebie w tym celu u stóp 
isł jej jeszcze pieczątkę z krysz- 
koby znalazł u stóp Montblancu; 
inie godła, jakie ma być na pie- 
Opatrzności z napisem: , Zdajmy 
pozostał jeszcze dni pięd w Ge- 
ifonić Ankwiczów podróżujących 

oprzedni zbliżył Krasińskiego do 
azmów i obcowania streścił mlo- 
w sposób pełen zapału i uwiel- 
lem się od niego — pisał on — 

U, 135. 
fiodróiy IV, 37Fj. 



— 88 — 

zimniej, piękniej, bezstronniej rzeczy tego świata uwa 
wielu przesądów, uprzedzeń i fałszywych wyobrażeń aę 
zbyłem. Niechaj ojciec wierzy, że to nie stronnoś<5, ale prania 
co powiadam, Jest-to człowiek zupełnie na równi z europefi 
ską cywilizacyą; umiejący dziwnie dobrze godzić rcałneit 
suchą życia z najwznioślejszymi pomysłami poezyi i filozoS 
idealnej; mający najczystsze zamiary i chęci, a razem ohsz«'- 
nego umysłu, sięgającego do wszystkich nauk i sztuk; wybór* 
nego sądu o rzeczach politycznych i scyentyficznych; rozsadka 
niezachwianego w rzeczach codziennych; spokojnego, cicb^ 
cłiarakteru; widać, że przeszedł przez szkołę nieszczęścia. Zu- 
pełnie mi wyperswadował [tj. przekonał], że szumność jff< 
głupstwem, tak w działaniu, jak mowach, jak w pisaniu; śe 
prawda i prawda tylko może być piękną i ponętną w naszyni 
wieku; że wszystkie ozdóbki, kwiatki stylu są niczem. Kędy 
myśli niema; że wszystko na tej myśli polega i że chcąc bjc 
czemś teraz, trzeba uczyć się i uczyć i uczyć, i prawdy wszę- 
dzie szukać, nie dając się ułudzić przez błyskotki, które ^wiecą 
przez czas jakiś, jak robaczki na trawie w maju, a potem 
gasną na wieki. Spotkanie się z nim wiele mi dobra przy- 
niosło i niezawodnie wpływ będzie miało na dalsze moje ży- 
cie, wpływ dobry i szlachetny" *). 

Dnia 10 października, po 14 miesiącach spólnego poby- 
cia rozstał się Mickiewicz z Odyńcem. Rozstanie było smutne 
i rozczulające. ,Myśl, że może już nigdy się nie zobaczą, ku- 
cała barwę boleści na tę chwilę •). Ściskali się długo: Odym^ 



») Zob. Odyńca .Listy z podróży* IV. 405, 406. 

«) Z. Krasiński w liście do ojca. Zob. Odyóca , Listy z podróij^'/^ 
407. W dzienniczku Odyńca znajdi]Qą się następne słowa: ,10 go godzffli 
rano. Jezus! Jezus! jak mi smutno! Ani snu w nocy, ani chwili sp''^'''"^ 
O południu wyjedzie. Boże mój, Boże! Cóż jest szczęście ludzkie * 
prędko przemija! W kaźdem rozstaniu uczymy się niejako umierać, "* 
chce pocieszyć, gada mi o Litwie, o Zosi [narzeczonej Odyi^ca], • 
kiedyś przyjedzie. Jakby on sam mógł wiedzieć, co będzie*. Dalej ^ 

Mickiewicza: ^Genewa 10 października. Do widzenia się w Li' ' 




- 89 — 



oczach, Mickiewicz ze stalszą postawą, ale z tw 
znać byJo najgłębszy smutek. Tak się rozj 
c żałował go jakgdyby kochanki «. 






^-^U;^'*l "^^ *" P"'""^- ""^ ««n>iał. o. niecW go B 

^ Sr^*™.*" '''«'*'^ "^ '''«''y- ^ O" P»"k«ł-- Zob. .Dzi« 

267 Odyiica przez Adama Pługa w .Pam. Tow. lit. im. V 



■» ■♦■ 



tyit Mickiewici w azczupłem Łóiku; w stosonku do Henryki aalRf »" 
wywać się chłodno. — Wrażenie, sprafrione wieścią o powstamn hstófw 
wera. — Zajęcie się wypadkami w kraju. — Pnemiana " "''J'"* 
gijności MickiewicM; j^o spowiedź. — Opuszczenie Riymu. "- ^ 
rencyi do Ankwiczów. — List z Genewy do Siyman owakiej — t™ 
tryotyczne poety. — W Paryżu nie znajduje prawdawego ff"**' 
sprawy polskiej. — II. Pobyt w W. Ks. PoEnańakiera pod imiwuM 
Mijhla. — Bodzina Bojanowskicb. - Konstancya Łnbieńska. - &> 
Ciszek i Józef Grabowski. — HI. Usposobianie dta wychodiw" " 
czech, — Drezno. Towarzystwa polskie tu zebrane. — Kótto li( 
usposabiające go do twórczości. — III część ,Dzisd6*'' "" 
poematu pod względem pomysłów. — .Ustęp' i drobniej«« ^A^on 
wypadków z powstania. — Wyrobienie stylu poety<^ic^. ~ Roi^"' 
pęd do pisania. — Chęć ogłoszenia drukiem poematów, powslalyn"^ 
sktania Mickiewicza do przedMęwzięda podróiy parjoieł 



Mickiewicz wracał do Wioch przez Si;.., 
mu było w tych miejscach i pokojach stawać, e 
10 tygodniami miewali z Odyńcem „piechotne. we' 
W Medyolanie zastał Ankwiczów. Tu wśród ói~ 
ogniska miała się odbyć scena gwałtowna. P" 
dobno tonie przykre wyrzuty, że poWażan' 



^ 



- 91 — 

liebezpieczeństwo i żądał, aby wyraźnie oświadczyła Mic- 
Iczowi, że starania jego są daremne. Ankwiczowa oparła 
temvł i powiedziała, że w związku z poeta widzi zapew- 
L\e szczęścia córki. Mąż miał na to odrzec: „Wolałbym ją 
Leć na marach! niechby ją raczej trupem wyniesiono 
ibtiego domu*. Wybuch ten wszakże był, zdaje się, chwilo- 
ym tylko; a nazewnątrz o tyle dał się uczuć poecie, że wbrew 
J^ U'wagom, męczono słabą Henrykę wożeniem w różne 
pejsco^rości. ^Niemdo dotknęło mię to — pisał do Odyńca — 
widział w Medyolanie. Zdrowie H(enryki) w bardzo złym 
le i smutną zgaduję przysdość. Nieopatrzni rodzice, jeden 
hwną oziębłością, druga zbytnią troskliwością zapewne ją 
tęczą; nie uwierzysz, jak ją po jeziorach i górach włó- 
li!...- ^). 

Poeta opuścił miasto, w którem Ankwiczowie pozostali, 
tory i zgryziony"; na Parmę, Ankonę, Loret pojechał do 
LU, gdzie zajął mieszkanie po swym znajomym, Julianie 
'czewskim, , wygodne i niedrogie". Z Ank wieżami stosunku 
lajmniej nie zerwał i przybywszy do Rzymu, pisał do hra- 
ly donosząc, że był w ich mieszkaniu na via Mercede, że 
tpodarz bardzo rad z zapowiedzianego przybycia, ale że mu 
idnej nie dawał pewności* ^). Zdaje się jednak, że już nie- 
twem po przybyciu do Rzymu powziął myśl powolnego usu- 
inia się od serdeczniejszych z rodziną hrabiowską stosun- 
ków. Postanowienie to nie przysdo mu bez trudności i walki 
rewnętrznej, ale godził się z ^ przeznaczeniem" i 19 listopada 
pisał do Odyńca mówiąc w tej sprawie: ,Mon parti est pris" 
[■ (MecydowsJem się; wiem, co robić), 

Pomimo, że pogoda była bardzo piękna, nie skusiła ona 

poety do robienia wycieczek; zamknął się w domu i czytał 

^ '^iedziny poezyi, historyi sztuki i narodów, wreszcie 

j 7,agadnieó religijnych. Dante, Winckelmann i jego 

j krytyczny dziejopis Rzymu, Niebuhr, ksiądz La- 



^poudencya*, t. IV, str. 113, 114. 
■ - t II. str. 150. 




list 



lad 

(lot 

byl 

drc 

us[ 

bjl 

potrzebniejsze wizyty zredufcować". Zdrowie mu s/użyio; duik 

jego były do maja ubezpieczone; przy spokojnym tryi 

zebra! rozproszone wrażenia i spisał , dziennik podróżj 

miał W7sla(; Malewskiemu, dla drukowania go bez 

w .Tygodniku Petersburskim", wychodzącym od i 

roku 18.S0 pod redakcyą t^oż Malewski^o i Józefa Ei 

l'rzeoławskiego*). 

Z Polaków, mieszkających wówczas w Rzymie, r 
szynii jigo gośćmi i rozmówcami byli: Garczyński, G 
ks. Stanisław Chołoniewski, wielce pobożny, ascetyc 
pJan, ale zarazem wykształcony człowiek, znawca i i 
jacie] filozolii niemieckiej. Poznał się z nim Mickieff 
poprzednio na wiosnę r, 1830, ale teraz dopiero się 
zaprzyjaźnił, długie prowadząc rozmowy, często zachofl 
jego mieszkania'). Świeżo natenczas przybył do Rzym 
z żoną. Henryk hr. Rzewuski, niegdyś towarzysz poely 
droży krymskiej. Z nim Mickiewicz najchętniej w eiągt 
paiia przechadzał się i rozmawiat Przynosił on mu naji 
wiości z ki-aju, a prócz t^o .tradycyami, angolami 
ciiakini stylem, świeżo ze wsi wziętym' ożywiał g" 

') .Kiirespiiiidencja' L IV, 114. 

'1 Tiimże, t. i, 77. 

'I Ks, .Inn Badeni: .Ksiądz Stanisław Chołoniewski *, 1 



— 93 ~ 



.y, słuchając jego polszczyzny — pisał Mickiewicz 20 

ida do Malewskiego — jak wiele tracę przez niedosta- 

>\ą;^ek., a co gorsza, rozmowy polskiej od lat tylu. Jak- 

c\ic\al wszystkich języków zapomnieć, książki obce na 

zarzucić i zamknąć się na rekolekcye w jakiej bibliotece 

^^\ 3ak-lo ustawicznie człowiek nierad z siebie, zmienia 

^ \ żądania i wielki to dowód dobroci Boga, że bezkarnie 

jtecza takie umysłowe kaprysy. Na Północy tęskniłem do 

Rudnia, a tu tęsknię do śniegów i lasów. Nie uwierzysz, 

:ą rozkoszą, ledwie nie ze łzami powitałem na stepach 

Szw^ajcaryi] wegietacyą północną, zieloną trawę i jodły!" 

Z końcem listopada przybyli do Rzymu Ankwiczowie 

. zim^. Sam hrabia, spotkawszy poetę na Monte Pincio, 

;ejznie zapraszał go do odwiedzin. Mickiewicz poszedł; ale 

^oviranie się jego względem Henryki uległo zmianie; było 

^widocznie wynikiem owego ,parti pris". Poeta okazywał 

chłodnym; unikał rozmów sam na sam; poprzestawał na 

^klych, salonowych grzecznościach. 

Tymczasem nadchodziła- chwila, która miała odwrócić 
Lgę Mickiewicza zarówno od zajęć naukowo-literackich, jak 
-od miłości. W grudniu na jakimś wieczorze u wysokiego 
inika^), sekretarz wręczył temuż depeszę. Urzędnik prze- 
i ją o obecni mogli dostrzedz na jego twarzy niejaki 
*az pomieszania. Była-to wieść o powstaniu listopadowem 
Warszawie. Zwyczajem dość częstym w owych czasach po- 
Izono się biblii; gdy ją otwarto, wyczytano słowa: Domine, 
linem non habeo (, Panie, nie mam człowieka"). Niebawem 
iety całej Europy pełne byJy sprawozdań o ruchu. Poeta 
izedł do spowiedzi, a od ks. Chołoniewskiego dostał dziełko 
'omasza z Kempen: „O naśladowaniu Chrystusa" z dopiskiem 
Arwszej stronicy słów następnych: „Tę książeczkę ofia- 
f^^hanemu panu A. Mickiewiczowi X. Stanisław Choło- 



ator artykułu w , Czasie" z r. 1855, N. 288 twierdzi, że lo był 
^., minister spraw zagranicznych; ktoś inny tamże 1856 N. 13, 
« nn«At rosyjski. 



— 94 — 

niewski na pamiąlkę dnia 8 grudnia r. 1830, którą nic o- 
tracić nie zdoła w sercu jego" ^). 

Jakie myśli, jakie poglądy w tej sprawie miał Mickie* 
wicz na razie, tego nie wiemy; prawdopodobnie w pnedw* 
stawieniu do gorącego za patii, jakim miody Garczyński pij- 
jął wiadomość o ruchu, musiał poeta wystąpić z chłodniejsai 
rozwagą; ale wielce hazardownem byłoby mniemanie, iż zgóry 
przewidując klęskę rodaków z powodu nierówności siŁ któ» 
do walki wystąpić miały, wyznawał te myśli, jakie w chwiłl 
pesymistycznego nastroju w niektórych ustępach wiesza ,Do 
Matki Polki" wypowiedział. Zdaje się, że usposobienie jego 
w ciągu grudnia dobrze streszczają listy, jakie 30 i 31 tego 
miesiąca pisał do Szymona Chlustina i do Anastazy!, jul oa^ 
ówczas Adolfowej de Circourt W liście do Szymona prosi go^ 
o odesłanie jakiejś sumki, donosi, że wskutek bankraclwi 
Barbezata w Paryżu stracił 6000 firanków (za wydanie pa* 
ryskie poezyj swoich), ale że mimo to ,za dni kilka* ma wy- 
jechać do kraju. Żegnał go, ściskał, z całego serca, prosł 
o słówko odpowiedzi i radził, żeby się jak tylko może naj* 
dalej od „tego lądu" odepchnął. W liście do Anastazyi iiąjri- 
wiedliwia się ze smutnych słów, jakie musi przesłać świeio 
zaślubionej w jej miodowym miesiącu; ,ale cóż robić — po* 
wiada — napróżno oczekuję chwili wesołości, a nawet spo- 
koju tylko. Od niejakiego czasu niezdolny jestem dotyć dwa 
myśli razem. Dawniej, sam zamiar pisania do pani ożywiM 
mię dziwną dziecinną wesołością, jaką umiałaś nafchnąc 
wszystkich do ciebie się zbliżających. Dziś wspomnienie twoje, 
pani, nie może myśli mej wyrwać z otrętwienia-. Opusaac 
prawdopodobnie Rzym i Włochy, być może, w bardzo króUfflo 
czasie... Nic innego teraz nie robię tylko w dzień biegam b® 
celu, a wieczorem myślę..." *). 

Ten stan gorączkowego niepokoju, spowc^ ^^ 

ogólną niepewnością, już-to brakiem stanow( — -^ ^ 



»} Wł. Mickiewicz: , Żywot « II, 143. 
*) ^Korespondencya* I, 78, 79. 



I on, że kraj liczył na niego, 
odości" śpiewano w ratuszu 
< Warszawy; ale nie mając 
będąc przygotowanym do 
amentarnej, wogóle publicz- 
ipalonej młodzieży biedź na 
ydać należy, że towarzystwo 
lie zamyślał ani sam wziąć 
ić nikogo ku temu. działało 
;dy przeciwnie stosunki jego 
aty na zawadzie wykonaniu 
3WCZ0. Tymczasem właśnie 

między zamiarem wyjecha- 
ku tego zamiaru, umysł go- 

się szybciej. Lubo cierpiał 
iby cudownie uzdrowionym. 
au gotówkę, jaką tenże po- 
unato na wyprawę; dla je- 
)iecał pieniądze odesłać na- 

zbiegiem okoliczności suma 
.ewicza. 

ikwapliwie wszystkie wiado- 
w w kraju: .mokry arkusz 

ńe" (II, 144) z opowiadać aiostrze 
rost przeciwną znanfni pc^lądom 
I on jakoby odwiadczjć, iż pójdzie 
jatek — odpowiedział mu Mickie- 
liędzmi powinien riużyć Itrajowi*. 
- rzeki Rzewuski — ale oto piszę 
lerwsze zawezwanie eumę tę obo- 
. HicfciewicE nieimiemie łaJonał, 
^wej tej epoce zatracił wymowny 
oryka Rzewuskiego. — Wiadomo, 
lecz jeszcze dwie limy w Rzymie 
nie wiemy; a jeieli nawet dawał 
pamięć p. Góreckiej nie zawiodła 
)wiadał ?„. 



— 96 — 

niemieckiej brudnej gazety* więcej go teraz zachwycał ni 
, wszystkie Vinci i Rafaele"; muzeum jego było teraz na pba 
Colonna Sciarra »w brudnej jamce*, noszącej nazwę .galfr 
netu lektury". Bral naturalnie udział w sejmikach braci szlachty, 
gromadzącej się w domu Ankwiczów i tworzących ^usa^ 
spolitą raercedeńską" ; stosunki bowiem jego z Ankwiczaal 
bynajmniej nie ustały; a nawet chłód, do którego się w koDd 
roku 1830 względem Henryki przymuszał, znikał pod gorą^ 
tchnieniem sprawy ogólnej i coraz silniej uwydatniającej -ic 
religijności poety. 

Coraz bardziej Mickiewicz nabierał przekonania, że wian 
jego w stosunek świata ziemskiego z nadziemskim, cdowiea 
z Bogiem, znajdzie najlepszy wyraz w zastosowaniu się m 
wiary narodu, do katolicyzmu. Uczuciowość, znamionują 
utwory poety, poczynając od wiersza ,Romantyczność'. tnj* 
mana na wodzy rozumu lub wrażeń życia rzeczywistego foOr 
czas pobytu w Rosyi, rozkołysana wzruszeniami, jakich dozna- 
wał na widok dzieł sztuki i krajobrazów natury, oraz z przy- 
pominania sobie rozmów mistyka Oleszkiewicza, któr^^'^ 
(17 października 1830 r.) bardzo silne wywarła na nim wra- 
żenie — rozszerzana miłością dla Henryki, pogłębiana nie- 
pewnością o losy kraju, znowu wzięła górę nad rozuw^ 
potępiając wszystko, co rozbiorem, analizą trąciło. Znalafl»r 
zaś w wierze, wyznawanej zarówno przez wielkie masy naroa 
własnego i obcych, jak i przez koło wykształconych, ^^ 
którego się Mickiewicz obracał, zaspokojenie wątpliwości uczu- 
ciowość przybrała cechy silnie religijne. Czytanie dzm 
mennais'go i wpływ osobisty ks. Chołoniewskiego, dla lAo^ 
wyznawał poeta ;, wdzięczność i uwielbienie", którema wnu 
był „wiele pociechy, wiele chwil szczęśliwych, nou^ " 
świata, ludzi i nauk* *), nadały jej formy określone, dopn 

Wiersze, pisane w tym czasie: „Aryman i Oromu2 ^ ^ 
mowa Wieczorna", „Mędrcy", „Arcy-Mistrz*, ,Rozui 
wskazują nam wyniki tej wewnętrznej przemiany. 



») „Korespond." IV, 115. 



— 97 — 



jj się z trudem i cierpieniem, o których mówi poeta, zwra- 
się do Boga: 

Gdy mię spokojnym sowią dzieci świata, 
Burzliwą duszę kryję przed ich okiem, 

I obojętna duma, jak roghy szata, 

Wnętrzne pioruny pozłaca obłokiem; 

1 tylko w nocy, cicho, na Twe łono 
Wylewam burzę, we łzy roztopioną. 

Rozum ludzki, nazywany przez świat „niezmiernym ocea- 
jm*, wydal mu się „kroplą" we wszechmogącej dłoni Boga, 
jest w porównaniu z wiarą; a jego zarozumiałość i pycha 
sejmowała poetę uczuciem wstrętu; gdyż pomimo olbrzy- 
ich uroszczeń, nigdy rozum ten nie mógł wznieść się do 
a bez wiary byłby zgoła „niewidomym". Ukorzył się 
ięc poeta, choć górnie błyszczał na niebios błękicie, przed 
iem, gdyż poznał, że blask jego jest tylko „słabem odbi- 
ciu* ogniów Przedwiecznego. Ukorzenie się to w duchu nie 
^starczało już jednak Mickiewiczowi; popęd wewnętrzny, 
:tykami katolicyzmu kierowany, nakazywał pokorę swą 
>jawić nie w cichej jedynie rozmowie z Bogiem, ale wido- 
lie i zewnętrznie wobec przedstawiciela Boga na ziemi. I oto 
niedługim przeciągu czasu po raz drugi dopełnił aktu po- 
cory i skruchy. W tajemnicy przed znajomymi, zamówiwszy 
>rzód księdza staruszka i przygotowawszy się czytaniem 
aelka o naśladowaniu Chrystusa, poszedł w pamiętny wy- 
Iborem nowego papieża, Grzegorza XVI, dzień 2 lutego 1881 r. 
lo kościółka za miastem, ażeby się wyspowiadać. Wprost z ko- 
śdoła zaszedł, zwykłym obyczajem, do Ankwiczów. Tu mu 
opowiedziano sen Henryki, w którym dwukrotnie widziała 
poetę ubranego w bieli, w sukni jakiejś długiej do ziemi, pia- 
na ręku białego baranka. Widzenie to Henryki ude- 
ie wstrząśniętą całym procesem przetwarzania się 
wyobraźnię Mickiewicza; poczytywał je za sen 
rodzaj objawienia duszy umiłowanej tego, z czem 
nie zwierzał. Owa „obojętna duma**, z jaką nie- 
-^nętrzne pioruny", przed ludźmi ukrywał, była 

7 



.81 
t 

i 

P 

s 

P 



n 



/ 



— 98 — 



] 



zapewne także dotkniętą pólodkryciem tajemnicy. Ale akt pih 
kory musiał być dopełnionym całkowicie; wyznał więcAnW* 
czom, iż wraca od Stołu Pańskiego. Sen Henryki zbliżył Adami 
w duchowym względzie do niej samej. W trzy dni potem, gfr 
nowo-obrany papież zasiadł nSl grobie św. Piotra, by vMśi 
błogosławieństwo „Światu i Rzymowi", Mickiewicz w chwB 
zwrócenia się Grzegorza XVI w stronę, gdzie stalą AnW- 
czówna, pochwycił jej rękę i trzymał ją poty, dopóki się pa» 
pież gdzieindziej nie odwrócił, a potem szepnął Henryce pfi* 
głosem: .Najwyższy pasterz kościoła razem nas pobfogoslawJ; 
patrzył się na nas, a więc połączeni jesteśmy*. Słowa te a* 
pewne znaczyły tyle tylko, że poeta, przywiązujący teraz wagj 
do każdego obrzędu, widział w błogosławieństwie papieża po- 
twierdzenie związku dusz, zresztą bez zamiaru zamienienia go 
na związek małżeński. 

Nastrój ten rehgijny nie zamienił się jednak wtedy by- 
najmniej na usposobienie ascetyczne, na chęć zerwania a 
światem i jego zabawami. Właśnie 2 lutego przybył do Rzymu 
dawny jego znajomy z Moskwy, Sergiusz Sobolewski Z nim 
razem bywał u księżnej Wołkońskiej, u Aleksandra Galicyna 
żonatego z Chodkiewiczową, u Henryka Rzewuskiego; 2 lum 
razem robił wycieczki poza Rzymem i odbywał przechadui 
po Rzymie. Wydawał się dosyć zadowolonym ze swego loso, 
ale dręczyła go i kłopotała niemożność udania się do kraju, 
bo chociaż przyznawał się Sobolewskiemu, że według J^ 
przekonania, rewolucya nie uda się i będzie miała straszne 
następstwa, uważał za swój obowiązek, jako poety narodo- 
wego, dzielić losy narodu *). 

W uskutecznieniu zamiaru wyjazdu do kraju „po nfW* 
tnieniu różnych przeszkód* dawniejszych, zaszły nowe *e 
Włoszech pojawiły się rozruchy. ,Rzym pełen trwop "^ 
Mickiewicz do Maryi Szymanowskiej pod datą 20 lut ^ ^* 
roku *). — Boją się wszyscy gminu i transteweryT*^" ^ 



») .Korespondencya*, III, 65, 66. 
•) Tamże, I, 80. 



99 — 



cielów i cudzoziemców za jedna mają. Licho jakieś wnio- 
Grabińskiego na dowództwo w Bolonii, co tytuł Polaka 
ttło iwe Włoszech niebezpiecznym. Chodzimy tu po ulicy 
iletami w kieszeni, oglądając się na koltelatę, a wieczo- 
zaxnykaiay się po domach. Muzea zaparte, galerye puste, 
niedawno tak cichy i wesoły, może kto wie jakich 
doczekać się. Radbym jaknajrychlej stąd zemknąć i wy- 
łam statku parowego, bo lądem coraz trudniej będzie". 
►rai wreszcie (w końcu lutego lub pierwszych dwu dni 
*ca) pieniądze od Garczyńskiego; miał o czem ruszyć; 
diociaż w Romanii trwały rozruchy i drogi nie były bardzo 
spieczne, zamyślał wyjechać*). Co go wstrzymało przez cały 
:ec i znaczną część kwietnia, nie wiadomo. Sam Mickie- 
w liście do Wojciecha Stattlera z kwietnia mówi tylko 
dnikowo o , przeszkodach, o których długoby pisać* *). 

Nakoniec zamiar dawno obrany zaczął się urzeczywt- 

liać; poeta wyjeżdżał z Rzymu; ale zależało od okoliczno- 

,jak i kędy" miał się obrócić. Wilią wyjazdu spędził na 

nsL Mercede. Miał ze sobą poezye Byrona. Był to egzemplarz 

:wiczówny. Poeta zakreślił wiersz Farewell, if ever fondest 

"CUfer (Pożegnanie), kończący się smutnemi myślami, brzmią- 

li (w przekładzie S. Duchińskiej): 

Choć żal mną miota i rozpacz wre we mnie, 
Z nsŁ próżnej skargi nie wybiegną słowa, 
Ach, to wiem tylko, żem kochał daremnie 
I tylko szepcę: bądź zdrowa!!*). 

Odchodząc, uścisnął Mickiewicz rękę Henryki i szepnął: — 
iKiech Cię Bóg błogosławi. — Widzieli się wtedy po raz ostatni. 
Nazajutrz 19 kwietnia „z żalem ^ opuścił miasto, które 
labil i z którem wiązało go tyle wspomnień. Odbywał drogę 
j "" buszem Sobolewskim, oraz z rodziną Aleksandra Gali- 



i 



Korespondeneya", I, 81 (list do Grarczyńskiego z 2 ma^ca). 

J5, J, Siemieński: , Ewunia*, 84. W spisie rzeczy przy wierszu 
^nlsai poeta datę ,April 18. 1831. Romę". 

7- 



— 100 — 

cyna, jadącego z żoną, synem i malarzem nadwornym, WŁo-- 
dzimierzem Ghwoszczyńskim. Podróż na Civita CastełiaiHu. 
Terni, Foligno, Perugia, Montepulciano do Florencji była bar- 
dzo zajmująca. Galicyn i syn jego wygłaszali opinie patryoUiw 
rosyjskich, żona jego, mająca dwu synów z pierwszego mał- 
żeństwa (Chodkiewiczów) w wojsku polskiem i Mickiewfcar 
byli oburzeni; Sobolewski i Chwoszczyński przechodzili z oboia 
do obozu; stąd ciągle rozprawy, rozterki i godzenie się. W obo- 
zie polskim objawiały się także różnice opinij; Gralicynow*. 
wierzyła w powodzenie, Mickiewicz zaś nie wierzył nietylfco 
w powodzenie, ale nadto, w razie powodzenia, w jego ciągłość 
i dobre następstwa *). 

We Florencyi bawiono blizko dni cztery. Z tego miasta 
26 kwietnia napisał Mickiewicz list do Ankwiczowej, świad- 
czący zarówno o żywem zajmowaniu się wypadkami w kraju, 
jak i o troskliwości względem rodziny Henryki. Uspokajał on 
w nim przedewszystkiem Ankwiczową, żeby nie dawała a^ 
zatrwożyć „fałszywemi doniesieniami", jakie o klęsce Polaków 
naówczas się rozszerzyły, i żeby zbyt łatwo na sercu nie upa* 
dała. I, Wiadomość fałszywa — pisał — była przeze mnie 
ściśle śledzona i dostatecznie wykryta. Oto jej treść. List z Me* 
dyolanu pod datą 20 kwietnia donosi, że w Wiedniu odebrano 
wiadomość o zupełnej naszych porażce; musiałoby więc to 
doniesienie wynijść z Wiednia 16 lub 17 kwietnia; tymczasem 
urzędowe depesze wiedeńskie pod 18 nic o tem nie wiedzą. 
Nadto Gazeta MedyoJańsha pod 21 także nic podobnego nie 
wspomina. Dziwną jest rzeczą, że mimo tak oczywistych do- 
wodów, Polacy tutejsi cały dzień wczorajszy chodzili powa- 
rzeni. Widać, że do naszych wad narodowych należy nigdy 
na daty nie uważać, jakgdyby w naszym katechizmie był arty- 
kuł, nakazujący wierzyć we wszystko, co jest dr... }0- 
mniałem o urzędowej depeszy rosyjskiej. Mar&-. cz] 
przyznaje się, że stracił 31 marca i pierwszego .^ >00 
ludzi i 12 dział. Skrzynecki podaje stratę jeg^ ^~ cy. 



>) „Korespondeucya", IH, 66, 67 (opowi?*'*- 



— 101 — 

depesza potwierdza, że Dwernicki, manewrując z częścią 

łka ku Wiśle, z drugą częścią wpadł na Wołyń na po- 

:u apryla. Nad Wisłą z obu stron spodziewają się walnej 

. Resztę będziecie państwo mieli w Ał/gemeine Zńtung^ ^). 

Towarzystwo Galicy nów pozostało we Florencyi, a Mic- 

icz w dwa dni po napisaniu powyższego listu, wraz z So- 

jwskitn pojechał w dalszą drogę na Bolonią, Modenę i Parmę. 

W Parmie rozstał się z Sobolewskim i puścił się sam 

podróż, nie wiedząc napewno, dokąd się skieruje. Dnia 

maja bawił jeszcze w Genewie, skal pisał do Maryi Szy- 

LOvrskiej, pobudzony głównie wyjątkiem z „Tygodnika Pe- 

►urskiego*, przytoczonym w gazetach niemieckich, który 

głęboko poruszył. 

Pismo owo w Nr. 24 i 26 (z BI marca i 3 kwietnia 
ii r.) pomieściło streszczenie broszury, wydanej w Berlinie 
iedrukowanej w Petersburgu po polsku i po rosyjsku, 
n. -Kilka uwag o teraźniejszej rewolucyi polskiej przez 
watela Królestwa polskiego" (Quelques observations sur 
derniere revolution de Pologne par un Polonais*), gdzie 
lor, przedstawiwszy błogi stan Królestwa Kongresowego za 
^ksandra i Mikołaja, rewolucyą uważał za bezpodstawne 
tpowanie Paryża i Brukselli... „ Tygodnik *" podawszy stre- 
jnie, wyraził autorowi jego oraz tłómaczowi rosyjskiemu 
Izięczność za rozpowszechnienie tak zdrowych poglądów, 
ie poprzestając jednak na tem, zapewniał, że Litwini nie 
imą udziału w zawierusze, przyczem wdał się w rozpa- 
dnie stosunków Litwy z Polską i twierdził, że stosunki te 
fy się dla Litwy jaknajzgubniejszymi. Litwa, według „Ty- 
ika j)etersb." z przyrodzenia jest państwem rosyjskiem; 
też w przeciągu 3B lat lepiej się zrosła z monarchią niż 

ki z Rzeczpospolitą; Litwa lubi rząd monar- 
j£.jLxą dla Litwy jest Rosya. Autor nie wątpił, że 
Litwini rozumieją i czują... 



. wyaniKowała najpierw „Gazeta Lwowska" 1885, Nr 77, 
--'' '-'•"''"•ij^ i literacki* we Lwowie. 



/ 



_ 102 — 

List do Szymanowskiej, z powodu tego artykułu napi* 
sany, brzmi gorzką i bolesną ironią. 

Sympatyczne odezwy dziennikarstwa francuskiego o nir 
chu polskim, a może i wieść o formującym się w Parrżuod* 
dziale Polaków, którzy jakoby okrętem mieli się dostać dtt 
Polągi na Żmudź, gdzie jak słyszał, , Załuski, Roniker i Wol* 
mar naczelnikowali*, zdecydowały Mickiewicza, że dalszą po- 
dróż zwrócił ku stolicy Francyi, dokąd przybył w czerwca ^). 
Wrażenia, jakich tu na miejscu doznał, nie były, zdaje ac, 
bardzo przyjemne; Paryż wydał mu się , Atenami za czasów 
Demostenesa*; stronnictwa — „egoistami zdemoralizowanymi; 
lud — pospólstwem, które lubi wrzeszczeć, odmieniać mów- 
ców, ale którego serca rak toczy. Wyróżniał jednego tylko 
księdza Lamennais, redaktora pisma VAveniK Powiadał o nio, 
że „szczerze płakał nad nami", dodając, iż to były jedyne br, 
jakie widział w Paryżu! *). Owa wyprawa na Żmudi nie pny- 
szła do skutku z powodu niechęci rządu szwedzkiego, sprawie 
polskiej tak nieprzychylnego, że posłowi, Romanowi Załuskionu, 
wysiąść na brze^ Szwecyi nie pozwolił, Mickiewicz, nie wi- 
dząc celu w dalszym pobycie w Paryżu, postanowił zbliiy^^ 
się do kraju. Wraz z Antonim Góreckim, znanym sobie po«4- 
legionistą jeszcze z Wilna, pojechał, przybrawszy nazwisko ffl^ 
mieckie, do Drezna, a stąd po niedługim czasie do W. Ks. ro* 
znańskiego. Przybył tu prawdopodobnie w paczątkach a^* 
pnia. O smutnym wyniku powstania nie można już było wątp i 
poeta nasz jednak chciał się dostać na miejsce walki. 



>) Wł. Mickiewicz: , Żywot'* II, 151.. Podczas lej jego podróży, ^f" 
szawa pamiętała o poecie. Na wniosek, czy to Niemcewicza, czy ^^^^^^ 
Towarzystwo Przyjaciół Nauk powołało go na swego członka korespo 
i ogłosiło o teni podczas publicznego posiedzenia w dniu 'S w 
Brodziński miał swą enluzyastyczną mowę o narodowości. 

") „Kore^jpond." I, 9i. 



[I. 

ECsięstwa, Ksawery BbJanowskL, 
mielona, majątku szambelana 
stroroga, w pobliżu miasteczka 
rólestwa Polskiego. Poeta chciał, 
I, lecz uległ perswazyi i odlotyt 
alo już wówczaa wojsko pruskie 
ogach wsi stało po czterech tot- 
wagę na każdy krok mieszkań- 
Iziedziców. Mickiewicza nazwano 
czycielem ich dziatwy. Po dwu 
arzystwie samej hr. Górzeńskiej 
ynów, Antoniego i Władysława, 
i w godzinę stanął we wsi Ko- 
icą, w domu dzierżawców, Flor- 
ie przez Górzeńską, Mickiewicz 
chwili sposobnej do przekrocze- 
reszcie Florkowski, że z powodu 
icznych, przeprawa narazie jest 
ickiewicz tak samo jak przyje- 

na chwilę pomyślniejszą. Pró- 
'stwie wielce sobie życzliwego 
leprawić się przez Prosnę. Po- 

a poeta nasz, gdyby umiał był 
dążyć z nim razem '). 
:ilką tygodni, ale doc/.ekal się 
zawy, Przez ten czas byl mało- 
s zadumanym; a ponieważ cała 
a wyższego i nakazywała usza- 



izy ks. J»a Sieroieilski iv książce p. t 
ienniczka Henryki Ankwii-zówny We- 
i przeszedł do Królestwa ,za pomoc% 
;o niedługo (Wt. Mic. .Żjwof II, 158). 



— un — 

nowanie. oficer pruski Frankenberg, rezydujący w Smielowie, 
nie bardzo wierzył w jego przybraną bakalarską godność jako 
Adama Muhla i powtarzał nieraz: — Ten pan wygląda oi 
księdza! 

Towarzystwo w Śmielowie było miłe i wielce ożywiona 
Sama pani domu, kobieta niezwykle piękna, wykszlalcona; 
siostra jej Konstancya z Bojanowskich Łubieńska, rowniei 
uderzającej piękności, postawy okazalej, o czarnych omd 
i kruczych włosach, wesoła, dowcipna, swobodna w obejśaa. 
trochę literatka, pragnąca hołdów, egzaltowana i zalotna: bra- 
cia obu sióstr zapamiętali myśliwi; Ksawery uszczypliwy, Ka- 
likst żywy, wesoły, zaczepiający zwłaszcza sensatów i pedan- 
tów, szydzący z nich dowcipnie, ale serdeczny i dobrocią roz- 
brajający naj obraźliwszych nawet 

Po długim za granicą pobycie, Mickiewicz, tak tęskniący 
do północy, za przyjazdem do kraju, z radością dziecka witał 
wszystko, co polskie; dlatego lubił i zachwalał zupę z P^ 
i cieszył się, że mu kawę, jak za dawnych czasów na Litwie, 
podano w kamiennych imbryczkach; a gdy raz miejsce ka- 
miennych zastąpiły srebrne, żalił się na tę niekorzystną zmianę 
i prosił usilnie, aby mu nadal przykrości takiej nie wyrzą- 
dzano. Z Bojanowskimi, gdy nastąpiły polowania, jeździł na 
każde czy to w Śmiełowie, czy w Krzekotowicach, Szczoorze- 
jowie, czy w Dębnie u hr. Stanisława Mycielskiego- Z Gorzen- 
ską lubił długie prowadzić rozmowy zazwyczaj o tem, co wów- 
czas wszystkich zajmowało. 

Najchętniej atoli i najczęściej przestawał z Konstencyą 
Łubieńską. Trzydziestoletnia, ta kobieta, zamężna od lat faiw» 
używała całej swobody towarzyskiej, wcale przez męża niewc^ 
powana, gdyż ten uważał jej zalotność za wynik protno^ 
i sądził, że gdyby seryo upominał żonę o zmianę postępom* 
nia z mężczyznami, zalotność ta mogłaby się w coś gorsze? 
przeobrazić. Konstancya posiadała wiele talenclków, l^tore 
umiejętnie uwydatniać potrafiła: komponowała w lot uderza- 
jące zręcznością i podobieństwem karykatury, pisała spry^^ 
bajeczki i satyryczne ucinki, które w towarzystwie mi^'! ^' 



"C"^ 



— 106 - 

enie. Zawróciło I o jej głowę; marzyła o wsławieniu się 
^lu lilerackiem. puszczała się na koinpozycye większych 
|Daiarów, szukała znajomości z mistrzami, ażeby i od nich 
JL samo jak od salonowców zbierać pochwały. Próżność ko- 
|Ly pięknej połączyła się z próżnością sawantki, ażeby ją 
^yć do Mickiewicza. Zapłonęła ku niemu tym sztucznym 
tern. co wynika z zapalonej wyobraźni, ale nie mniej silnie 
nakrótko, oddziaływa, jak i gorące uczucie. Na wrażliwy 
jsl naszego poety i ta przelotna fantazya wpływ miała 
y i wplątała go później w przykre zawikłania. Widy- 
|tfi się oni w Śmidowie, w Budziszewie (majątku Łubień- 
h)f następnie dla uniknienia podejrzeń, to w Konarzewie pod 
czem, to w Kościańskiem w Kopaszewie u Skórzewskich. 
ie także dąb nosi nazwę Mickiewicza, gdyż pod nim jakoby 
ie spędzał wieczory poeta nasz z Konstancyą.. Surowa 
zasadach siostra Łubieńskiej, Górzeńska, czuła się bardzo 
tkniętą lekkiem jej postępowaniem; niechętnie nawet wspo- 
ała o Mickiewiczu; podrastający dąbek zakazała nazywać 
imieniem *). 

t* Wśród łych zabaw i wzruszeń, wśród poznawania na- 

ry i ludzi w Wielkopolsce, zeszło poecie trzy miesiące. Po- 
stanie się skończyło. Wojska polskie przechodziły granicę. 
ajstarszy brat Mickiewicza, Franciszek, ranny, wszedł do Prus 
z z oddziałem jenerała Rybińskiego (5 października 1831 r.). 
[Zasłyszawszy o tem Adam, rozpisał listy, ażeby się dowiedzieć 
O miejscu jego pobytu, przesłać mu pieniędzy i dalszym jego 
losem się zaopiekować. Miłość braterska odezwała się w jego 
w sercu z całą silą; zapewniał, że spać spokojnie nie będzie, 
spóki listu od brata nie odbierze. Istotnie nie ustał w listowych 
poszukiwaniach poty, dopóki brata nie odszukał, funduszami 
ni i u jednego z nowo poznanych obywateli poznań- 

'rt '*'a Grabowskiego, w bezpiecznem, a dla tułacza- 

la ^ «^hronieniu, w Łukowie, nie umieścił. 



-iu5«.aU: , Mickiewicz w Śmiełowie'* (^Ruch literacki" 1875, 
tor miał te wiadomości od Markiewiczównej, oraz od wła- 



dc 



— 106 — 

W tym też czasie znajomości jego w W. Ks. Pozna& 
skiera znacznie się rozszerzyły; gtówniejsi przedstawiciele cstoy- 
watelstwa (Turnowie w Objezierzu, Taczanowscy w Eo^jtń 
Bnińscy, Ponińscy i t d.) poważali go i byli mu przyjaźni 
a Mickiewicz takie powziął wyobrażenie o gościnności Wiełfco- 
polan, iż bez wahania pisał do brata, kiedy ten był jeszcM 
w Elblągu: ,w Poznańskiem w każdym dworze będą dłs 
ciebie konie, chociażby u nieznajomych* *). Z wojaczki pch 
wrócił też Stefan Garczyński. Z nim widywał się <2gsto te 
w Poznaniu, to w Objezierzu u Turnów, to w jego majątku^ 
Lubostroniu; filozofował chętnie i coraz ściślej się zapncyja- 
źnisJ. Już w początkach stycznia 1832 będąc w Poznania 
umawiał się z nim o wspólny wyjazd do Drezna*). Urzeczy- 
wistnienie jednak tego projektu przeciągnęło się; resztę sty- 
cznia, luty i początek marca przepędził w Horyni u Tacia- 

nowskich. 

Ośmiomiesięczny pobyt w W. Ks. Poznańskiem miał dht 
Mickiewicza wielkie znaczenie w sprawie głębienia charak- 
teru narodowego. Dotychczas znał on tylko rodaków z Litwy 
i Rusi; z innych zaś części b. Rzeczypospolitej spotykał jeno 
osobistości pojedyncze, nie w normalnych, lecz w wyjątko- 
wych warunkach, bo na obczyźnie we Włoszech, żyjące. 
W W. Ks. Poznańskiem po raz pierwszy zetknął się z masami 
szlachty i ludu, siedzącemi na swojej ziemi, wprawdzie wśród 
specyalnycli okoliczności, bo wśród gorączki ruchu, ale bądź- 
co-bądź w warunkach dość zbliżonych do normalnych. Miał 
możność porównania tych wspomnień litewskich, jakie się 
w duszy jego ułożyły, z wrażeniami, których doznawał w cią- 
głych stosunkach towarzyskich, bawiąc w Poznańskiem, pro- 
wadząc rozmowy, z natury ówczesnego położenia, dotykające 
kwestyj naj^.ywotniejszych dla narodu. Za pośrednictwe-^ iei- 
kopr)lan dowiadywał się o usposobieniu ludności w acb 

polskich i na Śląsku. Porównanie tego, co już wiedział ym 



») ,Koresp.- I, 86 
») Tamże, I, 89. 



107 — 

acyi i z dziejów, z tem, co świeio 
[o, nietylko rozszerzyło pogląd poety 
' pod względem rzetelnej wewnętrz- 
)ieni& i rozszerzenie zapatrywań na 
I nurlu patryolycznego nowymi do- 
lywalo na dojrzałość talentu twór- 
barakteru. 
06 zdaleka się przypatrywfj, które 

wogóle jako Polak, ale i jako brat 
udział, ożywiły trochę może przytę- 

za granicą czujność na ogólne po- 

w świadomości jego żywiej i doty- 
! jest tylko jednostką, mającą żyć 
;e jest członkiein narodu, dla któ- 

po święcić powinien. 
Le spotęgowane szeregi myśli, pod- 
osobienie i twórczość poety, który 
o spokoju zzewnątrz, pewnego sku- 
mego otoczenia przyjaznego, a zna- 
>j z nowymi poglądami i nowymi 
wystąpić i okazać zgodny z naturą 
co ten naród najmocniej obchodziło, 
w Dreźnie, dokąd w początkach 
ny już dawniej od Garczyńskiego ^). 



III. 

esięcy po upadku powstania wśród 
jy zdała za granicą stużyć mu we- 
ibionych i za zbawienne uważanych, 
niejsze charakter. Wprawdzie nie- 
różnorodnych poglądów, niezgoda 
tania silnie uwydatniona, nie znikła 

ie z przeazlości* str. 398. 



— 108 — 

wśród emigrantów, ale nie przeobraziła się jesz- ze w famdy- 
czną zaciętość, niedozwalającii porozumieć się zwolennikoBi: 
odmiennych zapatrywań. Spólczucie, znajdowane przez wy- 
chodźców w podróży przez Niemcy, a objawiające się Am- 
lowym co prawda, ale głośnym i wystawnym, na zinjsły 
przyjemnie działającym entuzyazmera, łagodziło niesnaski w- 
wnętizne i nakazywało wobec cudzoziemców zachowywać ac 

wychodźcom jako jedno ciało i jedna dusza. PrzyjmowMi 

'I* * 
w charakterze bohaterów przez ludność niemiecką, rosli naa 

wojacy we własnych oczach, nabierali otuchy coraz większej 
w możność i to rychłą powetowania poniesionej klęski i z tą 
łatwością przemiany uczuć, na jaką nasz temperament do- 
zwala, łatwo przechodzili z pognębienia w stan upojenia i ma- 
miących rojeń. To, co słyszeli na ulicach, .czemu się przypa- 
trywali w teatrach, na których grano sztuki s}Tnpatycznie Po- 
laków przedstawiające, co wyczytywali w gazetach i bro5ZD- 
rach, utwierdzało umysły, pochopne do przyjmowania miłych 
wrażeń, w mniemaniach napojonych tęczo wemi barwami nadflfii- 
W Saksonii szczególniej, a zwłaszcza w stolicy jej Dre- 
źnie, od tak dawna ulubionej Polakom, sympatye dobrodusr- 
nych mieszkańców ujmowały serca wychodźców i zachęcały 
ich do dłuższego pobytu. Duszą polskiego towarzystwa w Dre- 
źnie była Klaudyna z Działyńskich Potocka, z wielkiej pani-y 
siostra szpitalna z obciętym włosem, w czarnej sukni ujętej 
paskiem, z krzyżykiem zawieszonym na piersi, oddająca osta- 
tni grosz na potrzeby braci, a nawet pracą własną przyspa- 
rzająca funduszu dla potrzebujących rodaków. Zaraz za pr?/' 
byciem do Drezna, założyła tu ona komitet dobroczynnosa 
i chcąc mu zapewnić trwałość, oddała go pod prezyde/?cf4 
Dobrzyckiej, znanej już nam damy dworu saskiego, sama 
czuwając nad tern, ażeby biedzie i nieszczęściu przynieić raa^ 
skuteczną lub pociechę przynajmniej siostrzaną*). Zarówno 
dawno już osiadłe w Dreźnie rodziny polskie (Józefostwo Łu- 
bieńscy, jenerałowa Dąbrowska, księstwo Sapiehowie, hr. K^" 

1) „Klaudyna Potocka" (Usque ad finem) str. 7. 



w^ 



109 — 



^wska, hrabianka Aniela Czacka^ Komarowie i t d. ^), jako 
f- święto po powstaniu przybyłe (szczególniej Klementyny 
*ańskicli Hofmanowej, znanej Polsce całej wychowawczyni 
lego pokolenia niewieściego) znajdowały punkt skupienia 
:ności w domu wątłej, często chorującej strasznie, ale 
Lej i szlachetnej Klaudyny. 

Zebrania naturalnie w tylu domach polskich były, liczne 

'arne. a po większej części nie smutne; opowiadano sobie 

gemne szczegóły walki, dyskutowano o tern, co dzienniki 

'opejsMe pisały, rojono o przyszłości świetnej, klęski ponie- 

le za przeszłość minioną, a stan niepewności za tymcza- 

poczytując. 

CSdy Mickiewicz przybył do Drezna, przyjęto go jako 

^Ikiego poetę serdecznie, lubo się nim nie interesowano 

łącznie*), gdyż było tyle ważnych przedmiotów, ciągle roz- 

ijących uwagę i zapełniających wyobraźnie. To. że nie 

udziału w powstaniu, nie było mu poczytywane za winę; 

gdy raz w zapale odezwał się, iż należało raczej zagrze- 

LĆ się pod gruzami Warszawy, niż uchodzić z życiem za 

Lcę, ktoś (podobno E[azimierz Małachowski) miał mu dać 

ić niewłaściwość takiego sądu, wypowiedzianego przez 

towieka, który w żadnej bitwie nie byJ; miał powiedzieć 

irkastycznie: chyba dlatego wypadało tak postąpić, abyś pan 

lial jedną ruinę więcej, na której z boleścią mógłbyś opiewać 

upadek*). Prawdopodobnie zdania uszczypliwe wojaków 



^) Odyniec: , Wspomnienia* sir. 431. 

*) Dnia S3 marca 18312 zapisywała Hofmanowa w swoim Pamięt- 

.Poznałam dziii Mickiewicza; zastał nas przecież; bawił przeszło go- 

zapełnię odpowiedział mojemu oczekiwaniu. Młody, twarz wyrazu 

mówi mało, ale dobrze i z uczuciem. Ubiór schludny, a zaniedbany; 

'^^eninszu; w całym układzie jakaś pewność a nie zaroiu- 



.r* 






Jski: .Gescbichte der polnischen Dichtung", t. U. 187. — 
'- należał do ruchu, spotkał Mickiewicza najprzód od Rosyanina, 

itina, który 22 listopada 1831 r. pisał do niego z Genewy: 

_3, Mourir Ik-haa edt ćtó un beau aort digne de tous. La yie 

-eut 6tre que le choix d'une mort. Vous en aviez 



— 110 — 

w tyra kierunku dochodziły wiadomości poety, a może nawel^^ 
jak w powyższym wypadku, przez niego samego bywały wy* 
wołane; napełniały one goryczą jego serce, ale nie Ami^ 
w nim chęci okazania na właściwem sobie polo, jakie mo^ 
krajowi oddać usługi, ^owa takie miały wszakże ten skotet 
że Mickiewicz usuwał się od towarzystwa liczniejszego iw saaa- 
płem tylko gronie przyjaciół spędzał błogie, szczęśliwe diwilŁ 
rozmawiając, odbywając dalekie przechadzki, np. do Szwajci* 
ryi Saskiej, — i pisząc. 

To szczupłe kółko przyjaciół, wśród którego mógł podi 
z całą otwartością uczucia swe i myśli wypowiadać, które f^^ 
czciło i kochało, składali; Odyniec, Garczyński, Domegko. Ga- 
sami przyłączał się do niego Antoni Grorecki, Wincenty PoL 
towarzysz Domejki podczas ostatnich dni walki i przą>ra*7 
do Prus, Janusz Czetwertyński i Adolf MalczewskL W gronie 
przyjaciół Mickiewicz przypominał sobie czasy wileńskie, oij* 
wiał się, rozgrzewał; od uczestników walki zasikał szcz^ów 
dotyczących całego ruchu, przejmował się głęboko uczuciaini, 
które walczącymi kierowały, wyrabiał sobie pogląd na sprawę 
kraju, łącząc ją coraz ściślej z ideami religijnemi, wytwono- 
nemi podczas drugiej zimy, w Rzymie przepędzonej. 

Jaka była treść tych poglądów w pierwszym zaraz mie- 
siącu pobytu w Dreźnie, możemy powziąć pewne wyobrażenie 
z listu Mickiewicza, pisanego 23 marca 1832 r do Joachima 
Lelewela, z którym pragnął się gorąco skomunikować, ald)y 
mieć od niego objaśnienie , wielu wypadków niepojętydi 
i dowiedzieć się o widokach mistrza niegdyś swojego na ^' I 
szlość kraju. ,Bóg nie pozwolił mi — pisał tu poeta — być 
uczestnikiem jakimkolwiek w tak wielkiem i płodnem na f^' 
szłość dziele. Żyję tylko nadzieją, że bezczynnie ręki na pief" 
siach w trumnie nie złożę,.. Tu [to jest w Dreźnie] pows**^^ 
skargi na niezgodę, łatwą do przewidzenia, bo wy^ '°^ 



une belle sous la main, sans avoir pu ratteindre. Cest triste'. ^ 

t III. 144). Opinie Chlustina, pomimo wpiywu wywieranego ""** ^ 
przez Mickiewicza, odznaczały się krańcowodcią. 



— 111 — 

Lwy i tylko dojrzewającą we Francyi. Mnie się zdaje, 

Ini ufają rządowi francuskiemu, drudzy narodowi albo 

mx du mouvemenL Ja oba te stronnictwa francuskie mam 

Lję egoistów zdemoralizowanych i nic na nich nie liczę... 

>kladain wielkie nadzieje w naszym narodzie i w biegu 

LÓw nieprzewidzianych żadną dyplomatyką*. Dodawał 

Lem, iż; dążeniom narodowym należałoby nadawać „cha- 

religijno-moralny, różny od finansowego liberalizmu 

icuzów* i oprzeć się wyraźnie na katolicyzmie. 

Takie myśli nie mogły trafić do przekonania Lelewela, 

w Paryżu należał do najczynniejszych demokratów, opie- 

'ch swe nadzieje na powszechnym ruchu narodów, 

wsparciu się na katolicyzmie bynajmniej nie myślących, 

więc dziwnego, że Mickiewicz odpowiedzi na list swój nie 

►rai. Poeta coraz częściej zwracał się ^ ku wspomnieniu 

dego pobytu w Rzymie, dokąd go Zeneida Wołkońska 

tniająca się do katolicyzmu i przebywająca najchętniej 

[•towarzystwie Ankwiczów i ks. Chołoniewskiego, całem ser- 

wzy wała *). Przypominał się Julii z Grocholskich Rzewu- 

tj, mieszkającej w Rzymie, dopytywał się o Henryka, któ- 

z powodu barwnych, anegdotycznych opowiadań o wieku 

m nazywał .kochanym uniwersalnym historykiem polskim", 

?o ks. Chołoniewskiego, któremu , miałby różne rzeczy do 

desienia", jako człowiekowi, co mu nowy widok na świat 

rorzył. Pragnąłby mocno być we Włoszech, gdyż mu inne 

ije bardzo zbrzydły, ale były „trudności liczne i trudne do 

skonania' *). 

2^uszony poprzestać na szczupłem kółku przyjaciół, 
którymi był połączony myślą i duszą, uczuł chęć do pisania, 
ijprzódf jakby do przygotowania się do twórczości orygi- 
I — 1\ zaczął tłómaczyd ^Giaura*, którego już w Wilnie był 
.jzął; doszedłszy atoli do spowiedzi kalajora, zatrzymał 
'^vt raz, modląc się w kościele, poczuł, »jakby się nad 



^respondencya*, t. III, 145. 
•mże, t. IV, 114, 115. 



— 112 — 

nim bania z poezyą rozbiła*. Wziął się wic^ do konfnBB* 
wania -Dziadów*. iNapisai podobno najprzód czę:>vi jakąś, tli 
rej, mimo próśb przyjaciół, nie pokazał nikomu; miak (bm 
obejmować obraz pobytu poety w Rzymie; zaginęła calkowkśi 
Gzy z tym utworem zatraconym ma jaką styczność fragfBflJ 
p. t »Sen w Dreźnie*, spisany z , widzenia* bez popriwdt 
a odnoszący się do wspomnień o Henryce Ankwiczównie, sil 
oczywiście pewnego powiedzieć niepodobna. Potem dopto 
zaczął tworzyć tak zwaną część III, do której treść brał pofr 
dewszystkiem z własnych wspomnień, następnie ze wspomnirf 
Odyńca i Domejki, a niewątpliwie także z broszury LeJewełi 
wydanej roku 1831 w Warszawie po polsku i po francusku*); 

Za Wiitek poetycki obrał poeta proces filaretów i filo- 
matów z r. 1823/4, zgodnie bowiem ze swem usposobi^uan^ 
Mickiewicz podoljnie jak Góthe to tylko głęboko i świetnia 
przedstawiać umiał, co sam przeżył, co duszą jego do g^cfeł 
wstrząsnęło, co się wplotło w treść jego istoty. Nie mógł atoli 
i nie chciał pozostać historykiem owej chwili wyłącznie; wziął 
ją tylko za punkt wyjścia, za materyalny podkład uczuć i po- 
glądów, wynikłych i wyrobionych w ciągu lat ośmiu, jakie 
od niej ubiegły, a zwłaszcza wypadków z r. 1831. W dustf 
poety dokonał spływ owych dwu różnych stanów duszy 
z r. 1824 i 1831, spływ tak doskonały, że w chwili tworze- 
nia przynajmniej nie potrafił już ich odróżnić i mógł twier- 
dzić z całym spokojem sumienia, iż w skreśleniu scen z r. 1824 
i charakteru osób działających nic nie dodał i nic nie przesa- 
dził. Rozważając te sceny symbolicznie, przyznamy Mickiewi- 
czowi słuszność najzupelniejszą. 

Nie jest ona wyrazem pojęć i poglądów poety z czasów 
wileńskich; jeżeli bowiem wówczas istniała, to tylko w stanie 
zarodkowym, który dopiero pod wpływem Oleszkiewicza w Pe- 
tersburgu, a zwłaszcza stosunków rzymskich i ks. Chołoniew- 



^) Wykazuje to A. Mazanowski w rozprawie: ,A. Mickiewicz od roło 
182!9— 1832" (Lwów, 1884, str. 81, 8ź). Sam zresztą poete zdaje sif wska- 
zywać w przedmowie do III części dziełko Lelewela, jako jedno ze swy(k 
źródeł. 



113 — 

inial. Świat nadzmyslowy, nad- 
jjszych częściach .Dziadów' przy- 
owolnie na tle wyobrażeń ludo- 
y, w noWopowstałem dziele uka- 
[ie tradycya kościelna im nadała. 
T zjawiają się nietylko jak owe 
.Dziadów", ale nieustannie, lubo 
idzi, czekają na objaw ich myśli 
)ą walki, ażeby duszę człowieka 
lać. Nie silnie rozwinięty rozum, 

najszlachetniejszym płomieniem ; 
zstrzygają o wartości człowieka, 
obrze dla narodu. Hasło, wygło- 
,Romantyczność": Czucie i wiara 
mędrca szkiełko i oko, a mogące 
idzaju uczuć i wiar zarówno do- 
li, teraz przybrało znaczenie szcze- 
czucia religijnego i kornej wiary 
ly rozumu analitycznego i buntu 
5ci. Cześć dla formuł i obrzędów 
oety tak daleko, że z naiwnością 
Itwarza scenę wypędzania dyabła, 
i, za pośrednictwem egzorcyzmów, 
^wialne mieszają się i łączą z pod- 
ały pomysłem. 

tu widzenia daje się zrozumieć 
litworu. 

lusta" staje zakład pomiędzy 60- 
niebieskimi, a MelisŁofelesem, du- 

i wolę jednego człowieka; tak 
adów' ') aniołowie światła i ciem- 

ntościną) miejsce bowiem poematu pod 
■.d częścią IV, zDaoą juł z wydania roku 
:e względów chronologieinych jak i psy- 



1 



— 114 — 



ności czuwają nad śpiącym więźniem (Gustawem z IV cz^dju 
ażeby myśl jego pochwycić i stosownie do jej natury ogłosić 
tryumf nieba lub piekła. Więzień, jak każdy człowiek bogata 
wyobraźnią obdarzony, nie mogąc sobie wytlómaczyć 
mowo zjawisk swego ducha (sennego marzenia, fantazyi), 
miast winić własną nieświadomość lub niemoc, albo iet 
kac cierpliwie rozwiązania zagadek z uihością, że kiedyś.^ 
choćby nieprędko, zagadkami być przestaną, oskarża mędrcóir. 
chlubiących się swoim analitycznym rozumem, że wyobraźnię' 
znając tylko z wieści, objaśniają niedorzecznie jej objawy. 
Myśli tych powodem są właśnie owe zastępy duchów, unosząca 
się w jego celi; przytomność ich czuje Gustaw, a poszepty 
ich słyszane w sennem marzeniu, dochodzą do jego świado- 
mości, budząc w nim pomysły i postanowienia, Grdy od anioła- 
stróża tą drogą dowiedział się, że będzie wolnym, żegna swi| 
przeszłość, swe cierpienia indywidualne, swój zawód miłosny, 
a zmianą imienia Gustawa na Konrada zaznacza nowy okres 
w rozwoju swego ducha. Zmiana to doniosłości wielkiej; od- 
tąd Konrad nie będzie już myślał o sobie, nie będzie czul 
swych dolegliwości, ale wchłonie w siebie myśU narodu, ma- 
gnetycznie przejmie w siebie jego uczucia. Zmiany tej nie 
można datować według napisu położonego w prologu (1 listo- 
pada 182B), gdyż ona była wtedy dopiero w początkowem 
siady um rozwoju; ale ją odnieść należy do czasów pisania 
poematu, kiedy w nim ugruntowała się głęboko świadomość 
zadania wieszcza narodowego. Mickiewicz nie kreśli historyi 
tej przemiany; zaznacza tylko najważniejsze i najbardziej zna- 
mienne jej rysy. 

W scenie pierwszej, skreślonej realistycznie i odtwarza- 
jącej prawdopodobnie według rzeczywistości to, co się działo 
w celi Mickiewicza u bazylianów, poznajemy grono towarzy- 
szów doli Konrada, odznaczonych odrębnemi właściwościami 
temperamentu. Patryarcha całej gromadki, Tomasz Zan, mó- 
wiący o poświęceniu siebie dla ocalenia kolegów prostemi 
słowy, jako o rzeczy zwykłej, nic go napozór niekosztującej, 
i Jan Sobolewski, opowiadający bez śladu nastroju patetycz- 




- 116 - 

nego zdarzenia, i rzewnie wesoły FYejent, gawędzący dużo 
i pośpiesznie, chwytający się różnych konceptów, i jowialny 
gospodarz Żegola (Ignacy Domejko), opowiadający bajeczkę 
Góreckiego, to postaci tak żywe, tak naturalne, tak prawdziwe, 
jakby przed nami sama rzeczywistość stawała. Nie zapomniał 
też poeta w odmalowaniu grona tej młodzieży rysu wolno- 
myślności religijnej, która wśród wychowańców ducha .wieku 
oświeconego' istniała. Nawet ponury śpiewak i milczący prze? 
większą część sceny towarzysz, któr^o młodzież kochiJa 
i czciła, Konrad, gdy słyszy piosenkę Jankowskiego, szydzącą 
z wiary, nie karci go za samo szyderstwo, bo się nie miesza 
,do wszystkich świętych z litanii", lecz za wciągnięcie do 
niego imienia Maryi, które od dzieciństwa wielbić przywykł, 
a za tat młodzieńczych uwielbienie to wspomnieniem pierw- 
szej miłości ukrzepił. Pieśń ta stanowi psychologiczne przej- 
ście do widzenia, w którera poeta, czując w sobie pot^ę na- 
tchnień, lotem orła wznosi się ponad ziemię, ponad , plemię 
człowiecze", rozcinając źrenicą swą jak mieczem brudne przy- 
szłości obłoki i chcąc czytać ,księgę sybilińską przyszłych lo- 
sów świata*. W przekonaniu romantycznem o wszechmocy 
wyobraźni, dumny Tytan chce gwałtem się wedrzeć we wnę- 
trze tajników; zdaje mu się, że jego potędze nic się oprzeć 
nie zdoła. Ale oto wobec niego jako orla zjawia się ptak 
olbrzymi, o skrzydłach czarnych jak burzliwa chmura, a sze- 
rokich i długich „nakształt tęczy luku", i zasłaniając sobą 
niebo całe, plącze myśli orła-poety. Ptak ten wydaje mu się 
przeciwnikiem; więc go .krukiem* mieni, który nie pozwolił 
mu dojrzeć, nie pozwolił zbadać „księgi sybilińskiej przyszłych 
losów świata". Z tym .krukiem' stanąć musi orzeł do walki. 
A obraz tej walki stanowi scenę drugą, scenę „improwiza- 
c '. Walka odbywa się bez świadków ziemskich; rzecz natu- 
r i; bo się toczy cala w duchu poety. Najprzód uprzyto- 
r a sobie orzeł -poeta potęgę swojej twórczości; jak myśli 
d "7wa sam z siebie, jak je wciela w słowa, jak ruch ich 
z "ak nim kieruje; a uniesiony poczuciem siły, ze wzgardą 



1 



— 116 — 



wspomina o wszystkich poetach, mędrcach i prorokach, kió* 
rych dotychczas świat wielbił, i powiada: 

Gdyby chodzili dotąd wśród swych dusznych dzied; 

Gdyby wszystkie pochwały i wszystkie oklaski 

Słyszeli^ czuli i za słuszne znali; 

I wszystkie sławy każdodziennej blaski 

Promienianii na wieńcach swoich zapalali: 

Z całą pochwał muzyką i wieńców ozdobą, 

Zebraną z wieków tyla i pokoleń tyla. 

Nie czuliby własnego szczęścia, własnej mocy. 

Jak ja dziś czigę w tej samotnej necy, 

Kiedy sam śpiewam w sobie, 

Śpiewam samemu sobie... 

A upojony tą rozkoszą twórczą, popada w złudzenie siły: 
sądzi, że jak słowa w pieśni układa, tak samo zjawiska przy- 
rody potrafiłby według woli swej wiązać i rozwiązywać; ze 
ptaki wędrowne, żeglujące na ledwie dostrzeżonem skrzydle, 
mógłby zatrzymać w locie wzrokiem swoim, że na kom^ 
spojrzawszy całą mocą duszy, mógłby nie puścić jej z miejscs. 
Nie próbował wprawdzie dotąd, czy na jego słowo nie ru- 
nęłaby ta „martwa budowa*, którą gmin światem zowie, łK) 
nią gardził; ale czuje w sobie, że gdyby wolę swą 3, ścisnął, 
natężył i razem wyświecił, możeby sto gwiazd zgasił a drugie 
sto wzniecił". To złudzenie siły, będące wynikiem sz^u na- 
tchnienia, upojenia twórczego, daje orłowi - poecie śmiałość 
zmierzenia się z twórczą potęgą Boga, który mu w pierwszej 
chwili szału się przedstawił. 

Najprzód występuje z prośbą; chciałby posiąść .rząd 
dusz", bo tylko ludzie „marni, ale nieśmiertelni* nie uznają 
jego władzy, nie poddają się jego woli, jak słowa pieśni lub 
jak „przyrodzenie". On kocha nie jedną rodzinę, nie len 
wiek, ale cały naród, wszystkie przeszłe i przyszłe jego j co- 
lenia, kocha go jak przyjaciel, kochanek, małżonek i c iec- 
Ale w tej miłości jest bezwzględnym, i gdyby mu »rząd r sz* 
się dostał, byłby tyranem. On chce czuciem rządzi^^ Lak 

żeby jego wolę wszyscy odgadywali i spełniali. 



cy, nieprzytomny, gorączkowo 

żelazne swej woli okucie, du- 

ly świaUa i ciemności, które w prologu nad nim czuwały, 

teraz właściwe swe role spełniają: jedne pragną wzmódz 

fchę Konrada, by zgrzeszył bluźnierstwem, drugie usiłują go 

nDiriiołf^^ Modlitwa, którą pobożni za duszę Konrada zano- 

iwia, że ten przed wymówieniem ostatniego bluź- 

) słowa omdlewa. Tak duch pychy, oszołomiony za- 

lojęciem jak złudzeniem swojej potęgi, doprowadzony 

lo poczucia swojej bezsilności wobec wszeclimocy 

; a najszlachetniejsze jego pragnienia, skażone samo- 

31 dumy, nie są narazie zaspokojone, dopóki pokutą 

rzt.-nA.rm nie zmaże orzel-poeta grzechu, którego się 

ie dumnemu, lubo najszlacbetniejszemi uczuciami prze- 
poecie, lecz prostemu braciszkowi, ks. Piotrowi (uoso- 
wszystkich wpływów religijno-mislycznych, jakim ule- 
kiewicz) dostaje się w udziale wiedza księgi sybiliń- 
rladza nad złymi duchami, dar proroczy. On bowiem 
rmierzy ani wiedzą, ani uczuciem, ani własną wolą, 
kornej wierze, z uznaniem całej lichoty swojej, znosi 
, obel^ i policzki bez szemrania, ufa jedynie Bogu 
mocy, na jego rozrządzenie się zdaje, pełniąc jednakże 
izek swój odważnie i wytrwale. On-to Konrada podnosi, 
ta z niego szatana pychy, przepowiada mu wielką przy- 
daje mu wskazówkę postępowania zgodnego z wiarą_ 
czerpiącego natchnienie i siły do czynu. 
V tych dwu postaciach — Konrada i ks. Piotra — sku- 
zasadnicza idea poematu, dająca stanowcze i zwycię- 
erwszeństwo kornej wierze nad zapędami najbujniej- 
mantycznej egzaltacyi. Sam Mickiewicz uważał podobno 
łizacyą Konrada za , punkt zwrotnikowy bajronowskiego 
tu w poezyi', twierdząc, że w niej ,szal pychy rozumu 
i ostatecznych swych gi^anic, a tylko pokorna wiara 
icijańska miłość brata Piotra broni go od ostatecznego 
' zguby". Przeciwstawiając ks. Piotra Konradowi, po- 



w innych luźnie zestawionych scenach III części .Ina* 
dów*, poeta znakomicie odmalował stosunki wileńskie, s po- 
trosze i warszawskie, wydobywając na jaw piermastki a- 
psucia , lecz nie zamilczając także o stronach dodatoidi 
Z pomiędzy kilku postaci, zgnilizną moralną nacechowan«h, 
wymienić potrzeba Doktora, które- w końcu aktn abij* 
piorun '). 

Ogólny sąd poety o społeczeństwie naszem idaje ^ 
zawierać w stówach Wysockiego, który powiedział do sn 
młodych towarzyszy: 

Niisx naród jak lam: 

Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa; 
Lecz wevnictrznego ognia sto lat nie wyziębi... 

Wspomnienie osobiste było powodem umieszczenia sc 
w domu wiejskim pode Lwowem, przedstawiającej rozm' 
Marceliny z Ewą, modlitwę Ewy za autora piosnek (Koma 
wdzięczne widzenie zesłane jej przez aniołów. ChęĆ upa""! 
tnienia modłów, zanoszonych w Rzymie w domu Ank^if*"* 
za jego nawrócenie, skłoniła Mickiewicza do związama tep' 
faktu z wypadkami wileńskimi. Połączenie to o tyle nie rw. ■ 
o ile ogólny nastrój poematu nie jest tylko odbiciem oaslroju ^ 
z czasów wileńskich, ale i z późniejszych. Przyczynia się o"" ■ 
do wyjaśnienia wpływów, które wywołały zmianę poff^"" 
w Konradzie. 

Ostatnia scena ma właściwie na celu zev.. ^' 

czenie tej części .Dziadów' z poprzedniemi; s "" 

zaakcentowania raz jeszcze faktu zaznaczonego '^' 



■) A. E. Odyniec w liście do L. Slenuebskieg" 

i mistyka", str. 148. 



— 119 - 

icenia przez Konrada uczuć osobistych. Taż dziewczyna, 
^w- II części przyszła na uroczystość Dziadów, i za którą 
Gustawa jak cień postępował, zjawia się i teraz jako 
AAeta* i chce tego ducha zobaczyć. Odbywają się zaklęcia? 
to Bajkow *) i Doktór z dukatem na czole palącym go 
srebro stopione. Ukazują się zatem te osoby które przed 
^vn\ą napisania poematu umarły. Duch Konrada nie przy- 
bywa na zaklęcia; guślarz i kobieta widzą go jednak w gro- 
ftie towarzyszów lecącego. Konrad raz tylko spojrzał w stronę 
laaaentarza, gdzie stała kobieta. 

Razem z tą Ul częścią -Dziadów* napisany został „Ustęp*, 

ikończony wierszem „Do przyjaciół Moskali". Miał ten „Ustęp" 

lo^rić przejście do dalszych części „Dziadów". Ukazują się 

nim przelotnie Konrad i jego towarzysze, ale nie działają, 

»atrują się tylko nowym dla siebie stronom i ludziom. 

.Droga do Rosyi", „Przedmieścia stolicy", „Petersburg", „Prze- 

ląd wrojska", „Oleszkiewicz": oto napisy wskazujące kolejną 

„Ustępu". Przedstawiają one pogląd poety na ziemię 

ludzi. Widzi ścisły związek pomiędzy naturą kraju i umy- 

low^ością jego mieszkańców. 

We wspomnieniu poświęconem Oleszkiewiczowi złożył 
>eta hołd pamięci zmarłego już wtedy człowieka, którego 
charakter czysty i szlachetny silnie nań oddziałał, i którego 
[owa rzuciły w jego duszę pierwsze rodzajne ziarna wiary 
[jnistycznej, rozwinięte później pod wpływem innych czynni- 
[ków tak bujnie, że tłumiły czasami żywotność ziarn odmien- 
'tiego gatunku. 

Oprócz ni części „Dziadów^ i „Ustępu", powstały jesz- 
cze w Dreźnie cztery pomniejsze utwory, których treść wzięta 
była z opowiadań Garczyńskiego, Domejki, brata Franciszka 

"^^tników ruchu. 
,nie sprawiało poecie naszemu rozkosz praw- 



..^^ow, rzeczywisty radca stanu, szambelan, jadąc do Wilna 
, tknięty apopleksyą, nagle życie zakończył*. {Gazeta PoUha 
«0 z 23 marca). 



— 120 — 

dziwą. «Mnie tu dosyć dobrze w Dreźnie — pisał do hratai 
Franciszka 1 kwietnia — zasklepiłem się w domu i widł 
teraz piszę; prawda, że część nie będzie mogła być drub- 
wana w Polsce nigdzie; ale Uómaczenia wkrótce puszczę m 
świat, co mnie też znowu finanse nieco zasilL Póki pisic, 
czuję się szczęśliwy i o niczem nie myślę; gotów jestem ty- 
dzień z domu nie wychodzić. Powinienbyś tedy wiersze za- 
wsze kropić; przynajmniej nie takbyś tęsknił do Lilwy*^)- 
Przy końcu zaś tego miesiąca donosił Józefowi Grabow- 
skiemu: ^Stałem się Schreibniaschine i przez cale te kflh 
tygodni pióra z ręki nie wypuszczam. Jeszcze nie wszystko. 
com zaczął, pokończone, a póki nie skończę, to nie ruszę 
z Drezna, chyba mnie wypędzą, do czego na teraz niemaa 
podobieństwa. Gdzie się potem udam , jeszcze nie wiem 
i, prawdę mówiąc, nie myślę wcale o tem, bo pisanie jest 
rodzajem cietrzewiej piosenki, z której i wystrzałem trudno 
przebudzić" *). 

To zupełne oddanie się pracy twórczej tłóraaczy się w- 
gactwem myśli i. uczuć, jakie poeta uzbierał podczas wę- 
drówki swej po Europie, usposobieniem do pisania, oraz 
zdobyłem władztwem nad językiem i stylem. Istotnie Micb^ 
wicz doszedł już wówczas do najwyższej doskonałości we 
władaniu narzędziami poezyi, które stały mu się posłusznemi 
jak mistrzowi. Użycie dobitnych, znamiennych, malowiu- 
czych wyrazów, zastosowanie przymiotników wybornie okre- 
ślających dany przedmiot, posiłkowanie się przeno:>w^| 
świeżemi a jednak niewyszukanemi, które umiał vjpjsm- 
w sposób jak najobszerniejszy bez obrazy logiki lub smaW- 
tworzenie porównań pełnych plastyki, a nie kulejących ^^' 
zie, gdy się rozciągnie je do szczegółów: oto główniejsze przy- 
mioty stylu prostego, jasnego, a jednak silnego i cb**'"' '^' 
stycznego. 



») „Korespondencya" IV, 116. 
«) Tamże, I, 95. 



— 121 — 

:zne sposoby rozdjmania pomysłów, wszelka 
a bez odpowiedniego w istocie rzeczy zna- 
petnie z pism poety. To co było dawniej 
Ijnie utworów, teraz staje się właściwością 
1, Pobyt za granicą, a mianowicie przjpa- 
■ze i rozglądanie się w sztukacti pięknych, 
lylu: dążność do plastyki w wyrażeniach, 
najwybitniejsze. Porównania też brane są 
Świeżo tkwiących w pamięci wrażeń, gdy 
u Marka Aureliusza, albo o alpejskich ka- 

tylko w większych utworach szwankuje; 
wnie do .Dziadów'. Nie mówiąc tu już 
znej, gdyż ta wybitnieje w dyalogu jedynie, 
e ni część nie jest artystyczną całością, ale 
ie z sobą połączonych; następstwo ich zu- 

dowolności poety, nie zaś od konieczności 
;o wypadków lub psychiczn^o ludzi. Jest to 

zawierający tylko akt pierwszy, których 
myślę poety miało być trzy ^). Wszystkie 
sze utwory celują wykończeniem jako ca- 
rkonane, 

naja pokończył już Mickiewicz zamierzone 
jtował je do druku; ale oprócz .Reduty 

Dreźnie ogłosił, nie mógł ich publikować 
:ił się więc znowu do Lelewela (dnia 20 
m, czy będzie mógł zająć się drukowa- 

i czy może znaleźć pożyczkę na koszta 
ikiej objętośd jak .Wallenrod", albo o trze- 
). Co odpowiedział Lelewel , nie wiemy; 
£, widząc, jak rząd saski, ochłódłszy w do- 



J. Kallenbactia o autografie 111 części , Dziadów* 
itnita tow. lit i. SL* (1891). 
icya* I, 97. 



lychczaa 
gowal i 



resa. za' 
miał osi 



ROZDZIAŁ IV. 

óź do Bz¥ajcai7l. Tydanie „P&na TadBusza" 
rwiec 1832 — lipiec 1834). 

7Ża zamącona smutnem przeezadem. — Stosunki 
jaryatim. — Zamęt pojęć i dążeń. — Rozterki 

Obiad dla Dweroickiego. — Adres mlodzieł; z Be- 
lski. — U. Bady Mickiewicza dla emigracji. — 
* i .Księgi pielgrzymstwa polakiego*. — 01. Odczyt 
itwa ziem ruskich o duchu oarodowym. — Druga 
>adonego. — Druk IK części .Dziadów*. Zamiar 
«malu 1^0 zaniechaDy zostai z powodu powzięcia 

— IV. Rozpoczęcie ,Pana Tadeusza* w grudniu 
rzy tworzeniu tego poematu. — Spółndaal Hickie- 
icyjnych; założenie .Stowarzyszenia naukowej po- 
' polskim'; ,0 projekcie dziennika francuski^o' 
^elgrzymie polskim' r. 1833. — V. Choroba Ste- 
k jego poematu .Wacława Dneje". — Srautki Mic- 
ikn z Ankwiczami i Konstancyą Łubieńską. ~ Tłó- 
yJBzd Hjckiewicia do Szwajcar;! dla pielęgnowania 
rczyńskiego 20 wrzeinia 1833 r. — VI. Powrót do 
ibliotek publicznych w Polsce.— Tworzenie .Pana 
ewnętrzny, sprowadzony ciągle wzmagającym się 
Poprawianie poematn w gronie najbliższych przy- 
leuaza* ukończony w połowie r. 1834. — VII, Prze- 
9 reatistyczoy Bpoaób tworzenia, rsunięcie Awiata 
itowe rozważanie uczuciowości. Prawda w odtwa- 
rwisŁych. — U B[ickieivicza zarodki takiego trybu 
iatniej^e od początku zawodu poetyckiego, docho- 
rozkwitu w ,Panu Tadeuszu*, (^wilowa harmonia 
«ila indywidualności i wpływ otoczenia. Przedmiot 
Świat stworzony przez poetf. Tło dziejowe i miej- 



i.^-,D«j !j-_-4,^Qej i takilnej: Ja»k — Ewa; Zosia — Tadeoa; Telimena - 
H-i^j. — Zi-.arp maiittjire: Sędzia — Giernazy; SzlachU asaankun; 
Ym:-^ b-J MickimL — Walka o niepodległość; stosunek do nieprtjjsóót; 
Ft,; i Hitiw. PoCiJne Btooczenie, lekką przTĆmione chmurką, — fctj- 
ofr.-ny. — IŁ Brak w .F^uin Tadeuszu* idealnych doskotwiiKa; Intt 
I neciT nujaj* poda prlMmiotowo. czyniąc tylko pomiędej nimi wiboc 
i p^«iiac ocenę wiffiJoeJ mrta-d objawów i przedmiotów a posredaidww 
Mfiihi. rocreimienia i ironiL Ironia czasami przecbcMiii w artunL — 
ri,Lfi i syl piiecnalu. — Ciy można go nazwać epopeją? — Brak w ■» 
F-riT^i^jiinf i«U miesicismslnrsi i kohiely-obywatelki. — Niema potrwbt » 
^ur,4C ,Pa[u Ta.iensia* t epopejami preckiemi. — Zaaczenie jegodbBtt 



I. 

Pod koniec czerwca 1832 roku wybrał się JlictiemU 
w dropę do Paryża w towarzystwie ośmiu wrchodżców. )«- 
clkili wij>ólnie jednym duiym powozem. Podróż nie byi» 
nuJna. Mickiewicz Diial chwile wesołe, górował nad inanm 
}ul to oiKiwiailaniem rzeczy domowych, t^oczesnyeh czy ^' 
?torvcaivcli. jui rarlami i pobudzanifem do gawędki. gdy l^ 
warzv?ze zOawali się ustawać '). Jowialny ^acy Doniejko, 
towarzvrZ <\\ lawy uniwersyteckiej, lubił gawędzić tywo: puł- 
kownik Liigowski. stary Kościuszkowski żołnierz i legionista, 
iitH>wiadal .cuda* o Maciejowicach, legionach, major i-p* 
piitku Sliibicki - o Grochowie, Dębem Wielkiem itd.; kapŃUn 
I NafHłleońskicj służby, towarzysz Napoleona na EJbie, Ptm- 
tner — o Borodynie, o Waterloo; żartobliwy poseł orłowski 
Fr.inciszek Trzciński, zanilodu adjutant Dąbrowsiiego, sie( 
l-pi pułku Mazurów, rozweselał opowiadaniem pociesaiycli 
scen ze zjazdów, sejmików i hulanek szlacheckich: — a" "*" 
rwaoU posłowie z ostatniego sejmu: Aleksander Jelov ■cii, 
Ainancyusz Żarczyński i Henryk Nakwaski prowadzili n ™J 
i;iiti«ie dalszy ciąg długich dyskusyj i interpelacy* """ 

') IgiiHcy Dumejko: .Panii^lDiki Wypiańca* {rękf^"' 



orymber^, Bayreuth, Karlsruhe do 

:ądów, ludność niemiecka, szcze^lniej 
iszczę bardzo uprzejmie przyjmowała 
:ich popasach i noclegach witano icl< 
jnie, a nawet opłacano ich podró?. 

tak obdarowywanych; na prośby bo- 
ichowano dla więcej potrzebującycl i. 
, odpowiadano, ie i dla tych wystar- 
awet książę panujący okazał łaskawe 
gościnne do awego teatru; podróżni 
lie po jego parku, ogrodzie, pałacu. 
warzystwo naszych podróżnych zranitij- 
em i Żarczyński odjechali inną drog^j, 
la Strasburg. Od tego miasta, gd/M' 
i się z jenerałem Dembińskim i dokto- 
[ickiewicz miał w dalszej podróży jc- 
ignacego Domejkę. W Nancy (18 lipcii) 
nienia filozofa dobroczynnego, Staiii- 

Chalons nad Mamą stanęli 19 lipiM. 

zdarzenie. W mieście grasowała cho- 
', do której zajechali, umarł n^le im 
olski; widok cholerycznego trupa lak 
na Mickiewiczu, że mu ono pi/i/. 
zachmurzyło umysł. Miał się wówc/,us 
)baczysz, że umrę z cholery"'), i'<>- 
jskim cmentarzu; złożono składkę mt 
ka; Mickiewicz napisał dla niego ii;i- 

i .Okopy Attyli", potem pojechali ilu 

/, 5, 6. (List Domejki do ts. Jana Sie >ii- 



— 126 — 

małego miasteczka Suib dla przypatrzenia się obchodowi roesr— 
nicy rewolucji lipcowej. 

Dostęp do Paryża dla cudzoziemców^ a zwłaszcza PoIł— 
ków, był wówczas trudny, gdyż z powodu niedawnych nwm-- 
chów czerwcowych stolica pozostawała w stanie oblężenia.; 
wychodźców zaś polskich starano się o Ue można trzymać od 
niej zdała, w tak zwanych « zakładach* (depots), w Awetóo- 
nie, GhiiteaurouŁ, Besancon, Bourges. Dla zamieszkania w fti* 
ryżu potrzeba było mieć osobne pozwolenie. Mickiewicz z Dci- 
mejką musieli się o nie starać. Grdy odpowiedz ministra na 
podanie, zrobione przez poetę, długo nie nadchodziła, gdy mi- 
nister kazał prefektowi Chalon'u zebrać wiadomości o osoba^ 
pelentów, za poradą jednego z urzędników, postanowili po- 
jecłiać do Paryża kuryerką rządową, której nikt ani w dro- 
dze ani przy wjeździe do miasta zatrzymać się nie ośmielił*), 
Lelewel, uprzedzony o dniu ich przybycia, czekał na nich 
w biurze ,mesażeryi^ i wprost z dyliżansu zaprowadził Mickie- 
wicza do mieszkania Bohdana Zaleskiego, którego poeta nasz 
znał dotychczas tylko z pism, z korespondencyi i opowiadań 
wspólnych przyjaciół. Odrazu stanęli z sobą na stopie pray- 
jacielskiej; w dniu zaznajomienia się do późna w nocy czytał 
Mickiewicz Bohdanowi HI część , Dziadów *" *). 

Pierwsze dni pobytu zeszły poecie na rozglądaniu się 
w stosunkach emigracyjnych. Były one w stanie najwyższego 
naprężenia. Wszyscy wprawdzie wychodźcy mieli na oku eeł 
jeden, ale przy wybujałym naszym indywidualizmie, przy 
krewkości i porywczości usposobienia, przy małem wyrobieniu 
umysłowem, trudno im było zgodzić się na środki, do urze- 
czywistnienia celu tego prowadzące. Jak już podczas samej 
rewoluc}-!, tak i teraz na wychodźtwie potworzyły się stron- 
nictwa, zacięcie swoich poglądów broniące, względem siebie 



• h l Domejko: , Pamiętniki Wygnańca*. 
•) .Koresp.* t. I, 170. Co do dnia przyjazdu Domejko (.Koresp." 
IV, 6^ podaje 1 sierpnia o 3 zrana. Słowacki (w .Listach*) już 31 Kpca 
tJouosi matce, że Mickiewicz przybył do Paryża. 



- 127 — 

nieprzejednane. Jedni drugich oskarżali 
przez naród; jedni na drugich winę i 
pragnęli. A że nieszczęśliwi bywają naji 
wymi, oskarżenia te objawitJy się w sp^ 
miętny; od rozpraw, sporów, swarów 
łatwo do zarzutów zdrady, a stąd do 
pojedynków, jakby nie dosyć byto jeazc 
polach bitew, jakby sami siebie wytępi 
pojęć polityczno-społecznych a obok nią 
kiegokolwiek ruchu i działania wywol] 
opinij i dążności, nieopisane zamieszanii 
rączkowy stan ducha. 

Grunt paryski, i wogóle francuski, 
tylko nie przyczyniał się do ochłodzenia 
rączkę ich stokrotnie pot^ował. B;ł-t( 
projektów, najgwaltowniejszych teoryj, d 
lub zmienienia wszystkiego, co się do ow 
ChStel proponował reformę katolicyzmu, 
zard i Enfantin — zmianę we władaniu 
pacyą ciała i kobiety; George Sand wj 
nemi inwektywami na niedorzeczność u 
romantycy egzaltowali się do wszelkich i 
litycy-doktrynerzy rozwijali szeregi planó 
państwowego. Wszystkie gorętsze umysły 
świadczone, że się znajdują w przeded 
miego przełomu, w którym wszystkie ■ 
bane będą, a nowe, dotychczas niewidzii 
wane, ukażą się zdumionym tiumom, za 
im zapewnią. 

Wohec tego szalon^o zamętu, jaki 
;h i tęczowymi wyziewami z nich się 
,ąc się na ogniste odezwy, broszur 
liążki, pociągając ku sobie nieprzeparl 
■Jtnego stylu i szlachetnych humanita 
dojrza/ym umysłom trudno było zad 
■*■* pojęć, a cóż dopiero mówić o 



Najruchliwszem i najglośniejszem było stronnictw " 
mokratyczne, które przypisując niepowodzenie rewolucji 
woli" luda, jak nazywano stosunek poddaóczy, d^y'' 
dewszystkiem do jego wyzwolenia, piorunując na ," 
kralów". 

Obok tego towarzystwa istniary jeszcze zarówno « 
ryżu jak na prowincyi po .zakładach' różne kluby. lo« 
którym przewodziła co bujniejsza mtodziei. Do spoti 
usposobionych, ale samą nazwą ściągających pewną nieu 
ogółu wychodźców należało założone 10 grudnia 1831 
.Towarzystwo litewskie i ziem ruskich" mające na celu 
dewszystkiem .zbieranie materyalów, potrzebnych ioopi 
powstania litewskiego i również jego opisanie", tudaei ■ 
szenie drukiem dziel opisujących zwyczaje Litwy, siope 
cywilizacyi, charakter narodowy, usposobienie moralne 
szkańców, pamiątki historyczne i t. p. przedmioty- 

Blizko 6000 wychodźców zebranych w Paryżu, po ' 
szej części bez zajęcia, miało dosyć czasu do igromi 
się i rozprawiania, tembardziej, że najbiedniejsi nawe i 
clioć częściowo zabezpieczony byt przez .Komitel ^oci 
polski" pod prezydencyą towarzysza Kościuszki w Ame 
gorącego przyjaciela Polaków, jenerała Lafayelte, .■ 
z ludzi dawnych europejskich, w którym jest jeszcze -• 
święcenia się, reszta ducha chrześcijańskiego' — " 
żenią Mickiewicza. 

Wśród tej gwarnej rzeszy poeta nasz nie znik 
dzie, ale też nie zajął wydatnego stanowiska 



— 129 — 

bral udziału w rewolucyi, nie uważano go za uprawc 
do radzenia o losach emigracyi; członkowie towarzyst' 
mokratycznego, wogólności niewielcy wielbiciele kośdt 
tolickiego, oburzeni bullą Grzegorza XVI przeciwko r 
rewolucyjnemu, nie lgnęli do człowieka, o którym opo 
świadkowie z Drezna, jak do kościoła chodził, jak 
żarliwie się modlił, o którym mówiono, że uniewinnia p 
a nawet bullę. Ceniono go jako poetę, ale nie robio 
odznaczeń jako patryocie, 

W dniu 4 sierpnia wydali wprawdzie Litwini ob 
cześć jego, a poeta poprosiwszy Lelewela o temat, ] 
razy ze dwie godziny improwizował*); ale gdy w 
mniej więcej po przybyciu do Paryża, dnia 7 sierpnia 
wiano ucztę na cześć jenerała Dwernickiego, Mickiewi( 
na niej drugorzędne tylko znaczenie. Obiad odbywał się i 
mnym domku, otoczonym zewsząd drzewami ogrodu I 
zejskich. W sali, ozdobionej dwukolorowemi chorągwie 
siadło o godzinie 5 około stu biesiadników; a ci, dla 1 
miejsca przy stole zabrakło, musieli być tylko widzar 
pierwszem miejscu siedział Dwernicki, po prawej jeg 
jenerał Umiński, po lewej — wojewoda Antoni Ost 
Szereg toastów rozpoczął Ledóchowski; poczem przen 
Zwierkowski, Umiński, Sołtyk, Leonard Chodiko, Fra 
Grzymała. Następnie 21-letni oficer Hieronim Kajsiewici 

głos i jako ułan z korpusu Dwernickiego odczytał 
p. n, Oinne irinum perfectum, na upamiętnienie zwycię 
oerała nad trzema dowódcami rosyjskimi: Gejsmarem 
tzem i Rudigerem. Potem wystąpił z wierszem Antoni ' 
i jeszcze kilku innych. Wtedy dopiero różne głosy 
wywoływać nazwisko Adama Mickiewicza. Poeta, wysti 
r Jrodek sali, „z zwykłym sobie talentem i łatwości 
f wizował .piękny" wiersz przez kwadrans prawie 
t "^ując się, i oświadczył Dwernickiemu zgodne wss 

) Z listu Jana Koitoiana. Zob. jego życiorys w .Przeglądzie 

1 -siyt lipcowy, str. 44 i 45. 



— 130 — 

rodaków uczucia *). Przemowy wogóle trwały trzy godziny Iw 
przerwy. 

Hieronim Kajsiewicz, który pierwszy raz publicznie jakft 
poeta wystąpił, chciał w duszy zaznajomić się z MickiewicOB 
i posłyszeć jego zdanie, ale wydatne już opinie demokra- 
tyczne, jakie wtenczas wyznawał, a szczególniej opinie tadi 
z którymi żył, nie pozwoliły mu zbliżyć się zaraz do wieszca; 
uczynił to dopiero po kilku miesiącach, za pośrednictwefl 
Bohdana Zaleskiego i Stanisława Worcella. Z innego trocbs 
powodu nie chciał zrobić pierwszego kroku do przypomnienii 
się pamięci poety 24-letni Juliusz Słowacki, który przed ate- 
rema laty z taką nieśmiałością poddawał swoje pierwsze próbj 
poetyckie pod ocenę Mickiewicza, ale teraz dumny święto wy- 
drukowanymi dwoma tomikami poezyj głowę nosił wysoko* 
Mickiewicz, zobaczywszy go, gdy towarzystwo przechadzko a? 
po ogrodzie, widząc w nim może żywe przypomnienie dohjA 
czasów wileńskich, a może powodowany też delikatac^il 
uczucia względem młodzieńca, którego ojczyma w HI czcjo 
„Dziadów" jeszcze drukiem nieogłoszonych, tak srodze, luta 
zdaniem swojem sprawiedliwie dotknął, przystąpił do dumnego 
i ambitnego Juliusza i zaczął z nim rozmowę, przypominaj^^ 
mu, że go znał dzieckiem. Słowacki ze swej strony napomknął 
o wizycie Mickiewicza w domu matki, gdzie się zszedł z Ja- 
nem Śniadeckim. Śmiał się Adam z przypomnienia i nad* 
mienił o wierszach Juliusza nadesłanych sobie do oceny. Sło- 
wacki zdobył się na komplement, że uważa Mickiewicza » 
pierwszego poetę... gdy jeden z Polaków, stojący za JuliusMOL 
podchmielony zapewne, zaczął powtarzać »jak echo*: nadto 
jesteś skromny... i temi słowami pomieszał zupeftiie roi- 
mowę ^). 

Wkrótce wszakże ta chłodna atmosfera, k' ^ 



*) -Pamiętnik emigracyi** w broszurze p. n. „Mieć* 
43—24 w artykule p. n.: .Przyjęcie Dwernickiego w Paryżu', - *^ 
Hier. Kajsiewicza, przez Br. Zaleskiego w .Roczniku' To* ^' ^' 

ryżu, r. 1878, str. 267. 

*) J. Słowackiego: .Listy do matki*, wyd. °* * 



— 131 — 

rorzyla się około Mickiewicza, zaczęła się rozgrzewać. MIo- 

zwłaszcza litewska, wdzięczna za obudzenie w sobie za- 

przez czytanie poezyj rodaka, pośpieszyła złożyć mu hołd 

lia. Czterdziestu siedmiu wychodźców, będących w „za- 

rie" w Besancon, po większej części studentów lub kan- 

itów uniwersytetu wileńskiego, przesłało poecie pierścień 

:ą wraz z adresem datowanym 8 sierpnia. 

Oprócz tego objawu sympatyi uczuć młodzieńczych otrzy- 

Mickiewicz w tym czasie dowód uznania od osób star- 

rch na emigracyi. „Towarzystwo litewskie i ziem ruskich** 

propozycyę Eustachego Januszkiewicza, zrobioną 30 lipca, 

fbrało go członkiem swoim (6 sierpnia), a niebawem (20 

mia), kiedy Towarzystwo podzieliło się na dwa oddziały: 

toryczno-polityczny i przyrodniczo-techniczny), poeta nasz 

naczelni~kiem czyli prezesem pierwszego. Na tem właśnie 

siedzeniu rozszerzono zakres prac Towarzystwa, 

Książę Adam Czartoryski, niegdyś kurator wydziału wi- 
skiego, główny reprezentant tak nazwanego na emigracyi 
rstokratycznego** a raczej monarchicznego stronnictwa, przy- 
iwszy do Paryża w połowie września, dla przeciwdziała- 
ruchom zapaleńców demokratycznych, chętnie Mickiewicza 
domu swoim gościł i poważał go wielce. 



n. 



Ożywiony tym przychylniejszym dla siebie zwrotem umy- 
>w, Mickiewicz pomimo „bied i kłopotów**, wywołanych jego 
>sunkiem z Konstancyą Łubieńską, która często jeżdżąc za 
uce. scrozilsL odwiedzeniem poety w Paryżu i różnymi dzi- 
rojektami, które ledwo można było wyperswadować 
^tnionej histeryczce, raźnie wziął się do pracy, chcąc 
aciom swoim w ciągłej rozterce żyjącym dać zbawienne 
-^ i wskazówki. Nie przychylił się on do żadnego ze 
../ istniejących na wychodźtwie; podzielając bowiem 
^o orzekonania każdego z nich, nie mógł się go- 

9* 



— 132 — 

dzio na wszystkie, nie mógł przyjąć głoszonych przez nie ha* 
stł i stanąć wyraźnie pod którymkolwiek ze sztandarów. Mkl 
on już wyrobiony własny pogląd, którego główne zasady po* 
wsiały w Rzymie przy czytaniu dziel ks. Lamennais i w roa- 
mowach z ks. Chołoniewskim i hr, Rzewuskim; szczegóły za* 
wyjaśniły mu się za pobytu w Dreźnie, ostatecznie zaś skry- 
stalizowały się w Paryżu na widok rozpraw i czynności wy* 
chovl7.twa. Ponieważ pogląd ten był właściwie zastosowaniem 
tylko zasad katolickich do interesów, potrzeb, słowem całtco 
położenia narodu polskiego, sądził poeta, że jeżeli go potnjB 
przedstawić jasno i przekonywająco, wszyscy rodacy przyjmą 
go i do niego postępowanie swe zastosują. Dla osiągnięcii 
pożądanej jasności i siły przekonania za najodpowiedniejszą 
formę literacką poczytał Mickiewicz styl biblijny, do obrania 
którego skierował go jego nastrój owoczesny. Tym sposobem 
powstały •Księgi Narodu Polskiego* i » Księgi Pielgrzymstwi 
Polskiego', które wypracował poeta w ciągu jesiennych niie- 
sieov r. 1S32. 

^Księgi narodu* — to sibie, namiętne przeciwstawienie 
ideałów społecznych egoizmowi i własnemu interesowi; czd 
dla ideału sprawiedliwości, bałwochwalstwu celów nizkich, ma- 
teryalnych. Idea mesyaniczna, napomykana już przez innych 
pisarzów naszych, została przez Mickiewicza dobitnie zobra- 
zowaną. 

Jak się wychodźcy mają zachować, to wyraził poeta 
w szeregu nauk i przypowieści. 

Nauki te i przypowieści zawartesą w, Księgach Pielgrzymstwa 
Polskiego". Nie podaje ich Mickiewicz za swój wytwór własny, 
ale za wyraz usposobienia i przekonań zbiorowych. Zgodnie 
bowiem z zasadą ks. Lamemiais rozum jednostkowy nie miaj 
dla niego znaczenia, nie mógł głosić prawdy, lecz tylko rozum 
powszechny, a w zastosowaniu do kraju, rozum polski wogóle. 
ujawniający się w pismach i mowie ludzi przenikniętych tra- 
dycyą narodową. Dlatego też Mickie\vicz wyraża swoje lekce- 
ważenie i pogardę dla wszelkicłi doktryn i teoryj indywidua!* 
nyeh: dlatego potępia naukę i cywilizacyą zachodnią, jako 



133 — 

: rozumu indywidualnego i samo- 
ezy to jednak potępienia rozumu 
;ie — powiada poeta — aby urząd 
trzez się zta była, ale je ludzie ze- 
iryslusa byl-to .krzyi, na którym 
przybijać i męczyć dla dobra dru- 
rystusa była słowem bożem, chle- 
tak było, szanowano urząd i nauki, 
częli cisnąć się do urzędu jak do 
spać, a cenili miejsce urzędowania 
; wedle dochodów jej; ludzie za.^ 
chleba truciznę i głos ich stał się 
w których nie było już zboża wiary, 
kt się z nich nie nakarmi, 
lego powodu, skłaniającego Mickie- 
Eumu indywidualnego i cywilizacyi 
ufU z okoliczności ówczesnych wy- 
jaij zapal Europy dla sprawy pol- 

następną względem zwyciężonych, 
1 próbę wartości cywilizacji euro- 
:iego. Dlatego zwracając się do wy- 
bitwach, więzieniach i ubóstwie nio 
■z, aniżeli nauki Woltera i H^la, 
auka Guizota i Cousina, którzy s-.i 
■azem dodaje, że wychodźcy są po- 
anowania w kraju i w calem chrze- 
Urząd znowu musi się stać równo- 
lauka musi się stać żywą i prowa- 
nazywają w Europie „modne i wy- 
cuchtiię, wygodne karczmy, piękne 

słowem dobrobyt materyalny. Do- 
I i sztuk i nauk; nietylko u Euro- 
w i u dzikich można się nauczyr 
należy atoli pamiętać, że na tern 
, że musi być udoskonaleniem du- 
.ńską. Pod tym względem pielgrzymi 



polityczne, odmalował Mickiewicz bardzo IraCnie w prijpo- i 
wieści o rozbiciu się okrętu. .Część ludzi — powiada — wy- 
płynęła na brzeg cudzy. Byli zaś między tymi, co wypijn^i^ ■ 
żołnierze i majtkowie i rzemieślnicy i uczeni. Wszyscy nanfr 
kali i clicicli do ojczyzny wrócić i weszli w radę. Lud bnepi 
onego nie dawał im okrętu, ani łodzi, a będąc diciwy, nie 
dawał im drzewa bez pieniędzy. Poszli tedy do lasu i za<^' 
opatrywać dizewa, a rozprawiać, wief e tych drzew i jw' "^ 
zbudować, czy podobny do dawnego, czy nowym tsilaileni, 
czy fregatę, czy bryg, czy kuter. Tymczasem ludzie owego 
brzegu przybiegli na odgłos kłótni i wygnali rozbitów z lasn f. 
Zaczęli więc narzekać i weszli w Fadę. Mówili jedni, iż f-T' j 
CAtjuu rozbicia był sternik i chcieli go zabić, ale był ul"'"?'' | 
diudzy skarżyli majtków, ale mieli tylko kilku ludzi morskich 
i, zabiwszy ich, nie mieliby z kim płynąć; więc ich lylw ' 
jali i urągali się nad nimi. Niektórzy wywodzili, ii roibio^ , 
przyszło z wiatrem północnym; inni składali je na wiaf 
chodni, inni obwiniali skałę podwodną*). I stała się międli 
nimi kłótnia wielka; trwała zaś rok cafy, a nic nie uradioao- ■ 
Rzekli więc: rozejdźmy się, a szukajmy sposobu do i;o ■ . 
Więc cieśle poszli budować domy, a mularze murować, a aasu j 
ksiąiki pisać cudzoziemcom, każdy rzemieślnik wedle tkwO" ^ 
sla swego. I stało się, że wszyscy tęsknili do ojczyzny-' ^ P" j 
nie umieli budować wedle rozkazania budowniezy^h i™''*^ i 

') Alluiya do rozmieszczenia wychodźców po .wkładach'- i 

■) Lud w poddaiistwie. 



— 136 — 

nie umieli pisma onych ludzi. Narzekali 
w radę'. 

obraz położenia, a rozpoczynają rady sa- 
ującego w charakterze człowieka prostego, 
t, bo był cichy", 

ki odnoszą się do strony umysłowej, dru- 
dne mają na względzie owe huczne roż- 
na różne stronnictwa podzielonych, dru- 
ostępowania. 

4sania o arysŁokracyi i demokracyi, o pra- 
lń, uważa Mickiewicz za zupełnie zbyteczne 
nego pożytku. 

bo istotną rzeczą jest dbać o udoskona- 
ile powiększycie i polepszycie duszę wa- 
swicz. — Z tej zasady wypływają wszyst- 
powania. Mickiewicz wiedział, że gruntując 
loralnej przemianie ludzi, na ich udosko- 
n, domaga się reformy najtrudniejszej do 
e krążąc wówczas ci^le w sferze pojęć 
arę niezachwianą, że zmiana taka dokonać 
foją opierał na analogii sprawy pieigrzym- 
vem. 

konaniem, iż słowo żywe, chleb życia nie 
rzedaż, Mickiewicz pisemka owe, stylem 
rozsyłał darmo, szczególniej po „zakła- 
■wali prości żołnierze. Do wykształconych 
jm samym duchu, ale innemi słowy, mu- 
formy rozumowania, chociaż czuł do niej 
mutny, pisał, miewał odczyty i drukował 
iwym i mchami konwulsyjnymi" powia- 
ni od szaleństwa. 



fi", poeta żył w odosobnieniu, w kółku 
Zaleskiego, brata jego Józefa, Domejki 



— 136 — 

i kilku innych Litwinów, Ukraińców i Wolyniaków. Zajmował 
się drukiem IIL części , Dziadów*, korespondował ze ałajo- 
mymi, a zwłaszcza ze Stefanem Grarczyńskim, który pod wpły- 
wem Mickiewicza zarzucił swoje filozoficzne studya, czytywsi 
.Żywoty Świętych* i wypracowywał ostatecznie swój główBf 
poemat , Wacława Dzieje*. Zajęty udoskonaleniem wewn^rz- 
nem, Mickiewicz zaniedbał się zewnętrznie, o strój nic się nie 
troszcząc, tak że Słowacki, zobaczywszy go na wieczorze n Czar- 
toryskich, pisał do matki: ,Nie możecie sobie wystawić, jak 
po liderlichowsku wygląda; z pomiętym od koszuli kolnierzon 
i we fraku zasmolonym* *). 

W życiu emigracyjnem niewielki brał udział i to tylko 
w ważniejszych zdarzeniach. Oburzały go krzykliwe objawy 
demokratyzmu; najhałaśliwszych więc jego naó wczas przed- 
stawicieli dotkliwie charakteryzował w wierszach, nieprzezna- 
czonych zresztą do druku. Oto parę wyjątków z tych ^igra- 
matów '): 

Słyszysz, ile dział z Litwy przywiózł Krępowiecki 

I cel Dym strzałem mierzy w cały stan szlachecki... 

Choć nie mam prócz Parnasu innych posiadłości 

I nadzieja dochodów moich w potomności, 

Jestem pono szlachcicem, truchleję z obawy 

Przed bohaterem sławnym z litewskiej wyprawy. 

Jest sławiony w kantyczkach rabin z Świętogrodu, 

Najraężniejszy przed wieki z Hebreów narodu. 

Który kiedy Chrystusa związali Rzymianie 

I wystawili na śmiech i na biczowanie, 

śmiał w synagodze, zbrojną wdziawszy rękawicę, 

Uderzyć bezbronnego Zbawicicła w lice, 

Tego męża był praprawnukiem naturalnym 

Żyd, który za mych czasów był w Mirze kahalnym; 

Sławili go z niezwykłej odwagi niechrzczeni, 

Iż śmiał Radziwiłłowi dać figę w kieszeni. 

Od tego żyda idzie mąż sławny w tułactwie. 

Przy nim stoi na deskach IHiławski przeczysty 
I wznosi rozczulony głos ewangielisty. 



») .Listy do matki" I, 84.. 

*) Ogłosił je dopiero W. Mickiewicj w , Żywocie* II, 198 — 204>, 



1 



— 1B8 — 



inysli. że pozostając w Paryżu, będzie się musiał z nim spo-« 
tykać, wyjechał 26 grudnia do Szwajcaryi *). 

Ale inni przyjęli poemat z zachwytem. Wyrazem opinii 
publicznej był niewątpliwie głos Niemcewicza, zamieakalejo 
wówczas w Londynie, który odebrawszy III część .Dziadów* 
przesłał poecie pieczątkę z głową Groethego jako ,hold wimif 
jego talentom i obywatelstwu*, a przytem list, przepefakfflf 
serdecznem spółczuciem i uznaniem. ,,Nie mogę przenieść m 
sobie — pisał Niemcewicz — bym nie pośpieszył z wynune- 
niera wdzięczności mojej kochanemu ziomkowi za piękny dar 
jego. Jest-to śliczne dzieło, szczytne, czuZe. dowcipne, histo- 
ryczne, słowem wyższe nad wszystkie pochwały. Oby każdy 
talentu swego, jaki mu Bóg dał, tak pożytecznie, jak znako- 
mity Mickiewicz używał; ale, niestety, wolimy się gryźć mię- 
dzy sobą, a czernić przed obcymi. I ja już w 76 roku żydi 
mego jeszcze gryzmolę, nie tak z natchnienia jak raczej z na- 
łogu, którego i w zgrzybiałości pozbyć się nie mogę. P(sJaIan 
wam ramotę moją; przebaczcie starcowi, który nie wie co 
plecie. Nikogo nie widzę jak Mickiewicza, coby był w stanie 
napisać poema epiczne w rodzaju Danta. Zachęcam do l«go 
szanownego, kochanego ziomka; gieniusz jego dokona tego 
z chwałą dla siebie, a to i na ojczyznę nasze spłynie. Niech 
was Wszecłunocny, jako ozdobę muz polskich, jaknajdluźej 
w zdrowiu, siłach i przedsięwzięciach zachowuje. I jrzysz jesz- 
cze kochaną Polskę; ja już nie" *). 

Z uczuciem rozrzewnienia musiał poeta odczytać to pismo 
człowieka, którego uczczenie w grodzie litewskim widział przw 
laty. który następnie tyle mu okazywał sympatyi w listadi 
do niego pisanych i w odezwach do znajomych. Widać to 
z odpowiedzi, jaką Mickiewicz przesłał weteranowi literatury 
polskiej. » Zawsze jesteś łaskaw na mnie — wyznał poeta — 
ja też nie przestanę być wdzięcznym. Dawniej przychylna 
twoje wyrazy były dla mnie ośmieleniem i zachęceniem, i ^^ 



") Słowacki: , Listy do matki". 1, 145. 
■) ,Korespon(i€Dcya* Ul, 170, 171. 



s 



- 139 — 

chę i uważam je za nagrodę. Ze 
nie twoje o czwartym tomie [tj. o III. 
utworzyła 4 tom pism Mickiewicza 
wało mi się, te podsłuchałem przy- 
ozwól autorowi cieszyć się tem zlu- 
iezmiernie, że odgadnąłeś cel i plan 
^wzięcie szerokie i bogate w przed- 
natchnienie! 



IV. 

aówczas Mickiewicz w usposobieniu 
nych dalszych części „Dziadów" nie 

pomysł innego poematu, który miał 
arcydzirfem i najświetniejszym poe- 
ia 8 grudnia donosił Odyńcowi, już 
mu w Dreźnie: „Piszę teraz poema 
mana i Dorotei Goethego; już ukro- 
doba się bardzo szlachcie tutejszej, 
ibie; ale tyle miałem zgryzot, tyle 

tego różnych bazgrań, rozprawek, 
> sam nie wiem, jak czasem mogę 

tego poematu, tak raźnie i z takiem 
, stanęły jako przeszkody trzy głównie 
drywaty poetę od pracy, albo zatru- 
zny i pisać nie dozwalały. Były to 
yjne, powtóre następstwa dawnych 

wreszcie — choroba Garczyńskiego 
go , Wacława". 

cz trzymał się zdała od robót i nie- 
vaial niekiedy za rzeczywisty obo- 
i w jakiejś ważnej sprawie, czy prze- 
też zabierać głos w dziennikarstwie, 
ależy do założenia instytucyi, która 



1 



140 



wychodźcom niemałe usługi zrobiła. Było to .SŁowarzjsaniB 
w celu naukowej pomocy". Celem jego było zastosowanie 
wszelkich środków, któreby młodzieży polskiej za granicą nU- 
twić mogły nabycie pożytecznych wiadomości zaróiinio w »• 
wodzie naukowym i artystycznym jak i w rzemieślniczym. 
Prezesem Stowarzyszenia został Adam Czartoryski, a cdoo* 
kami-założycielami: jenerał Knłaziewicz, L. Pac, Bonaweitnn 
Niemojowski, Ludwik i Cezary Platerowie, Aleksander i^ 
wieki, Adam Mickiewicz i Karol Marcinkowski. Oni stanowfli 
„radę założycieli" i wybierali z grona swego trzech członków, 
składających „wydział funduszowy". Oprócz tych dwu włads 
był „wydział naukowy" składający się 1) z dozoru, 2)zaaą- 
cych, B) z uczących się. Na członków „dozoru" i na .uczą- 
cych" powoływała „rada założycieli*^, albo ludzi ze swąp 
grona, albo zzewnątrz to jest z grona ^członków wspomaga- 
jących", którymi mogU zostać: a) ci, co oświadczyli gotowość 
złożenia jakiej ofiary na cel Stowarzyszenia, b) ci, co dowiedfl 
możności zbierania funduszów na cel Naukowej Pomocy, c) a 
co okazali chęć i zdolność dawania kursu jakiego, d) albo tez 
chęć i zdolność poświęcania się wyłącznego jakiej nauce, 
sztuce lub rzemiosłu ^). Mickiewicz uczestniczył w pracach wj- 
działu naukowego, do którego należeli Platerowie, książę Ga- 
t Wertyński, Ignacy Domejko i Feliks Wrotnowski. Wydział*® 
zajmował się wyborem nauczycieli, kwalifikowaniem ucauo^' 
załatwianiem spraw z zakładami naukowymi. Starając ąC 
o pozyskanie poparcia ze strony cudzoziemców, sprawozdanie 
wydawano w języku francuskim *). 

Pod koniec r. 1832 powstało za wpływem Mickiewicza 
pisemko, wydawane przez Eustachego Januszkiewicza, p. ^• 
„Pielgrzym polski*. Czynny w niem udział poety jako publ*" 
cysty jest bardzo wczesny; ale dopiero od kr*''"* 



lica 



nsa 



^) Zarówno akt Stowarzyszenia jak i jego ort,.^.* 
spisane zostały ręką Mickiewicza i mieszczą się w jego " ' 

t. II, str. 182—187. 

») Wł. Mickiewicz: , Żywot* II, 234, 23o 




— 141 — 

ca 1833 r. stal się nieprzerwanym. Poruszając zagadnie- 
bieżące, zdolne zająć ogól wychodźców, rozwijał Mickie- 
myśli rzucone w „Księgach narodu i pielgrzymstwa*. 
tawal miano^sYlcie na zaniechanie złych środków w wal- 
o przekonania, utrzymując, że kłamstwo a tembardziej 
arz w polityce, jako zabytek czasów zepsucia, powinny 
stanowczo usunięte, że nadszedł czas, kiedy prawda musi 
ć się nietylko hasłem, lecz istotną kierowniczką dziennikar- 
a, parlamentaryzmu i całej wogóle polityki. Marzył o urzą- 
iu społeczeństwa ludzkiego^ a przedewszystkiem europej- 
ego na zasadzie idei chrześcijańskiej. SądzU, że należałoby 
owić „koncylium europejskie*, któreby wyższem było nad 
stkie jednostkowe i jednoplemienne interesa, któreby się 
o orędownikiem wszystkiego, co szlachetne, wielkie i poparcia 
e, a śmiertelnym wrogiem wszelkiej nikczemności i po- 
Hośd. Wierzył, że takie „koncylium** jest możliwe, byleby jeno 
nie zbraUo zapału i ufności w jego urzeczywistnienie. Go do 
ijffaw bliższych, nastawał na nieodzowną potrzebę zaniechania 
^chów wybuchowych; zaniechania pogardy dla pewnych klas 
:1iarodu, dzielenia się na stronnictwa, na konieczność nadawa- 
nia chłopom wolności i oswabadzania od czynszów itp. 

Gdy artykuły publicystyczne nie wywierały zamierzonego 
^ywu, zaprzestał tej niewdzięcznej pracy, zwłaszcza, że stan 
zdrowia Stefana Garczyńskiego przymusił poetę do opuszczenia 
Paryża. 



V. 



Wiadomość o wzmożeniu się choroby przyjaciela ode- 
brał Mickiewicz jeszcze wówczas, gdy kończył druk Ul części 
iC i » Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa" gdy narzekał 

M 'ekty, różne biedy i kłopoty, i gdy mimo to 

^J poczynał swą „powieść szlachecką" w rodzaju Her- 

m; roty. Pisząc o tem Odyńcowi, dodał: „Donieś mi 

w ach o zdrowiu Stefana Garczyńskiego. Choroba jego 

jei -" -^^a mnie ciosem, strasznie mię smuci; ile razy 



w Dreźnie udecydowalo. Na wiosnę może sobie gdae rend^' 
Yous damy, a stamtąd albo do Szwajcaryi albo do "J*"* 
ruszymy, jeśli tobie tak dogodnie będzie, gdyż ja pojadę ^^• 
gilzie będziesz' '). 



') .Korespondencja* I, lt6. 

<} Nazwisko tego doktora drezdeńskiego, wielkiego pr 
kijw. Odyoiec podaje: Hedemts (.Wspomn. z praesdości*' 
') .Korespondencja" III, ICi, 165. 



143 — 

i się troszczył autor, dostat się 
wicza, bo dopiero po miesiącu 
1833 r. Pod tą datą odpisywał 
'ytem prawdziwie przyjacielskim: 
tawa. Wrażenie zrobił na mnie 
nadzieje o nim. Kiedyś czytał 
niedokończone albo zamieszane; 
stanowią całe indywiduum. Już 
, co dawniejbym odmieniał. Czy- 
idnemu z przyjaciół, który wiele 
I; uderzyły go mocniej niż moje 
>kazuje się, ic. więcej przez głowę 
E moją, choć je wiele lepiej wy- 
ciawie, nad którymi dumam jak 
ąc o kołacli, które musiały w tył 
koleinę wygryzły! Możesz być 
ie leży w teraźniejszym czasie 
wielu ludzi. Ja niezmiernie cieszę 
loralnym zrobi skutek zbawienny, 
; przez długą drogę rozumkowań. 
zazdrość poetycką; ale mnie się 
nie twoim utworem, tobym może 
[ocham go jak gdyby wspólne 
idzieć jaknajdoskonalszem; , pieśń 
)nował odmienić na coś naro- 
że „Fausta" przypomina. ,Może 
ib zrobię jaką piosenkę, jeśli ze- 
i^em kwadrowala, tak aby ani 
ie wyrzucić... Gdzieniegdzie myślę 
larmonii; może tylko kilka od- 
tego nie nadużyję.~ Od dawnych 
Schillera i Byrona, nic mię głę- 
iedz mnie, jak idą dalsze części; 
znie dalej". Ażeby zaspokoić nie- 
la, donosił, że druk po naradzie 



■- 146 — 

ie będzie można uniknąć skandalu, 
dy i żadnych kroków nie przedsię- 
: o zajściu musiała się dostać do 
sprawić przykrość dotkliwą, zwlasz- 
Izo serdecznymi, a nawet natarczy- 
owej i jej córki. 

ńę w Rzymie, Mickiewicz korespon- 
losil szczegóły ze swego życia, wy- 
wie Henryki - Ewy. Tak było aż do 
ly ostatni list z Paryża wyprawił. 
,e, świadczące o pewnem rozdrażnie- 
;m się — pisał tu Mickiewicz z iro- 
!y dla pani więcej interesujące, nii 
znajomych"), Ankwiczową zabolało 
więc z okoliczności zbliżających się 
a. że chociaż to już drugi rok, jak 
ętego Adama brakuje, przecież go 
: nimi. „zanosząc mu sercem i myślą 
czenia przyjacielskie"; protestowała 
1, mówiąc: , żadne dla mnie pismo 
irzyjemniejszem, jak ręką Pana skre- 
ugiwać sobie na j^o przyjaźń i są- 
prawo za moją szczerą przychylność, 
lę zawsze* ; donosiła wreszcie obszer- 
ckiewicza zainteresować mogto, czy 
Polaka... 

;dy nie będziemy wiedzieli wewnę- 
ioniły poetę do upornego, prawdzi- 
nilczenia*), do pozostawienia listu 
jdzi. Przypuszczać jedynie można, iż 
atmosferze wielkich zagadnień spo- 
a przytem niepokojony stosunkiem 



t* III, 166, wzmianka w liście Aakwiczonej; 
ticzaa nie odsiukaDo. 
cją* IV, 116. 



1 



^ 147 — 

został niewzruszonym. Ile w tem zachowaniu się współucze- 
stniczyło uczucie dawne, ile stosunek z Łubieńską, ile duma 
człowieka ubogiego, ale niezależnego, wobec rodziny magna- 
ckiej, ile postronne okoliczności, zbadać niepodobna. W je- 
dnym z listów do Stefana Garczyńskiego znajdują się słowa, 
świadczące o stałem postanowieniu Mickiewicza, słowa, 
w których można się dopatrzyć tłumionej goryczy, a nawet 
jakiejś niechęci. Oto te słowa: , Często jestem moralnie zmę- 
czony, wiesz z jakiej przyczyny. Nieszczęściem, dotąd nie mogę 
odpokutować i mdzę chęć wplątania mnie enowu koniecznie; po- 
stanoioiltim nic nigdy vie odpisywać, nic też o tem nie gadaj 
i nie pisz nigdzie***). Sam Mickiewicz wytrwał w postanowie- 
niu i na ponawiane błagania o odpis, ani słówkiem nie od- 
powiedział. 

Wśród takich -to okoliczności przeleżał rvkopism Gar- 
czyńskiego u Mickiewicza przez styczeń i luty. Po naradzie 
2 Domejką czekał założenia nowej drukarni, gdzieby mniejsze 
koszta wydania być mogły, niż w jedynej naówczas, utrzymy- 
wanej przez panny Pinard. Nadeszły wreszcie pieniądze od 
Garczyńskiego, który się coraz bardziej niecierpliwił i o druk 
naglił. Trzeba było poprzestać na drukami dawnej i jedynej, 
w której autorowie polscy, drukujący mnóstwo broszur, sie- 
dzieli sami i wyrywali sobie prasy. Druk rozpoczął się w końcu 
warca; a w początkach kwietnia wyszedł dopiero pierwszy 
arkusz z powtórnej korekty. Mickiewicz zajmował się Wacła- 
«^«» więcej niż swojemi dziełami; sam robił poprawki, sam 
korygował, ciągle się zachwycając poematem przyjaciela 
i twierdząc, że epoka jego ogłoszenia bardzo szczęśliwa. „Nie 
Mą mieli czasu recenzenci — powiadał — - drobnostkowemi 
uwagami oślinić dzieło. Nikt teraz nie myśli o szlifowaniu 
w* "y i mikroskopowaniu wyrażeń; a twoje poezye właśnie 

*) „Korespondencya* I, 109. Możnaby te słowa odnieść do stosunku 

z ^ietiską, gdyby się okazały jej listy z tego czasu; nieodpowiadanie na 

^ inkwiczowąj i jej córki jest natomiast dostatecznie stwierdzone. Do- 

^ «ba, że Garczyński z Ankwiczową korespondował; zob. ,Korespon- 

^ - m, 166, 167. 

10* 



całością uderzą. Czy 
części; uderzyły ich 1 
do - zadziwienia; wił 

Opatrzność wyda dzieio twoje me pierw«j i me puiuiej jm 
potrzeba"*). Korekta byJa niewątpliwie rzeczą nudną, alejffir- 
jacielowi autora sprawiała wiele przyjemności. .Zdawało ml 
się — pisał do niego Mickiewicz — te z twoją duszą gada- 
łem, niekiedy dysputowalem , kłóciłem się , a zawsie. jak 
i w ?,yciu naszem, rozstaliśmy się w zgodzie... Ach! jat da- 
wno my z sobą nie dyskutowali; jak wiele razy. zbierając 
różne argumenta, myślę o tobie, jfotując je. nie jako oręio, 
ale jako różne prezenty dla kochanki!'^ Skrupuły rdigijne. 
ożywiane czytaniem dzieł inislycznych. objawiały się u na- 
szego poety w żądaniu pewnych poprawek w poezyach praj- 
jaciela. Raz np. chciał ,nie jako poeta, ale jako chrześcijanin*. 
jeden wiersz przemienić albo parę, gdzie Garczyński idawal 
się nie wiedzieć, co się z duszą stanie... 

Tak się zajmując korektą pism przyjaciela, pisując arty- 
kuły do , Pielgrzyma", w kwietniu skończył wreszcie prze- 
pisywanie i poprawianie .fataln^o" Giaura, .szelmy i noc- 
nika", a skończyć musiiJ, bo obiecywano mu zań pieniądze, 
którjch mu brakło tak, że musiał zastawić szpilkę, ażeby mi^" 
gotówkę. Wrócił więc do .wiejskiego poematu', który bjl 
natenczas jego .pieszczonem dzieckiem", a który pisząc prM- 
nosil się myślą do ukochanej Litwy: żył ,w lasach, kara- 
mach, ze szlachtą, żydami etc' Rzadko gdzie wychodził; cią- 
gle z Witwickim, blizkim wtedy sąsiadem, czasem z Bohda- 
nem Zaleskim. Czytał mato; jadał w domu o południu, po 
wiejsku i ledwie-kiedy miał potrzebę zajrzeć do miasta. Na 
początku maja skończył trzecią, a pod koniec t^o miesiąca 
czwartą pieśń .Tadeusza', lak bowiem nazwał r '^^ 

poema* w liście z 6 maja 1833 r. Mieszkał wl J 

Saint-Nicolas d'Anlin w apartamencie dość ob^.^ 



') jKoreapondencya" I. I 
*) Tamże, atr. U9, 120. 



-149 — 

ał po sto i sto pięćdziesiąt wierszy 
[ wieczorami najbliższym przyjacio- 
papierze. Zachęcał przytem rymu- 
16 rapsody szlacheckie, które miał 
la pamiątkę stosunków serdecznych, 
ąt wierszy Witwickiego ') w opisie 
wplóU do poematu Mickiewicz. 
etnie. Adam, który więdnął i secbt 
lami zabiegał na jeden dzień i dn^i 
iiieszkającego w Sevres pod Pary- 
k i do chlypnienia wiejskiego po- 
ele pragnęli, ażeby Mickiewicz opu- 
H, jak wiemy. 

rczyński pod opieką Klaudyny Po- 
dążać przez Strasburg do Szwaj- 
cową. Prosząc Mickiewicza, ażeby 
iecba), smutnie stan swój opisywał: 
rkanie lekarstw ustawiczne, dziwnie 
Niepodobny jestem do siebie, ko- 
lętności nie pojmowałem dawniej ; 
d/iś mi duszę tak wyziębili, że jej 
' dzień o zdrowie do Boga wzdy- 
)staty i zdaje mi się, żebym jeszcze 
zas mało ulgi miałem' *j. Do Stras- 
; nie mógł „dla zupełnego braku 
lortowych"; ale przyobieciJ przybyć 
e miał leczyć się Garczyński. Ula- 
e, sprzedawszy „Giaura" na wła- 
brawszy z sobą ,Tadeuszka', opu- 
pca*), jadąc w znaną sobie drogę. 

łydrutoiial je W. Mictienici w „Żywocie" 

181, 182. 

aikach' zapisuje pod 8 lipca, iż Mickiewiiz 

iewicz3(,Rorespondeauya" I, 120) z Slipca, 



- 160. - 

Podróż ta, pomimo ji dnodniowej choroby w Lozannie, orze- 
źwiła poetę. „Widok gór i błękitnego Lem a nu — pisał wtedr 
do Domejki, który dalszym drukiem poezyj Stefana miał się 
zająć — przeniósł mnie w dawniejsze, weselsze lata. Pny- 
znam ci się , że politycy paryscy jeszcze głupsi i mniejsi tern 
wydają się niż przed tygodniem. Jak wielkich ludzi czas i od- 
dalenie powiększa, tak liliputów pomniejsza i pożera\ Sielan- 
kowe marzenia, wzmożone i widokiem wsi szwajcarskich 
i przypomnieniem Litwy, którą w , Tadeuszu* malował, za- 
pełniły wówczas jego głowę. Do Odyńca pisał: ,Gdybjm miał 
wielkie sumy, sprowadziłbym cię tu z Zosią; kupilibyśmy 
parę krów szwajcarskich i koguta, żeby pod okiem piejąc, 
Litwę nam przypominał; kupilibyśmy też gęsi i indyków etc* 
Jak jednakże ten zarys wiejskiego spokojnego życia byl 
krótki i urywkowy, tak też i chwile niezamąconego dumania po- 
jawiały się w rzadkich czasu odstępach. Stan zdi*owia Garczyń- 
skiego zmuszał Mickiewicza do myślenia raczej o środkach 
ratunku, aniżeli o urzeczywistnieniu projektów szczęścia i swo- 
bodnej twórczości. W środku lipca musiał z Bex wywiezc 
przyjaciela do Genewy i razem z Klaudyną Potocką czuwai 
nad jego zdrowiem. Zaledwie miał wtedy czas na przepisanie 
czwartej pieśni .Tadeusza". 

Nieobecnego obgadywano na rozmaite sposoby. Puszczono 
między innemi wieść, że bawił we Florencyi i tara się ożenił*). 
Towarzystwo demokratyczne w swoich naradach przy nliCT 
Taranne także brało go w obroty. 

Garczyński słabł coraz bardziej, a niepokoił się niesły- 
chanie brakiem wiadomości o druku swoich poezyj. .Nie uwie- 
rzysz — pisał Mickiewicz do Domejki w końcu lipca — J^ 
Stefan o to troszczy się, ustawicznie mówi o tem, myśli, lcw 
się, aby w Poznańskiem nie wzięto go za oszusta, a ^^^ 
ma podejrzenie, że po moim wyjeździe ty wszys*"" ^^ 
rzucasz i zajmować się nie chcesz. Trzeba zateu* -~ ^^^ 
dziecko uspokoić. Jeżeli druk skończony, przyślij nan- ' ito 



*) „Korespondencya** I, 128. 



- 161 - 

się, każ wydrukować jego korekty, choćby 
iplaray. Trzeba znać jego chorobę, ieby 
ftżdą omyłką rozpacza, jakie mnie robi 
aczne ma podejrzenia'... 
y chwile straszne; przez kilka godzin co- 
jymptomata konania. Mickiewicz nie miał 
n w dodatku chorował na zęby i kaszel, 
górą tygodni, za bramy Genewy się nie 

ze znajomych tamtejszych nie widział, 
ł się do końca sierpnia, kiedy zdecydo- 
lodanem pojechać do Awenionu, ażeby 
). Obrano zaś tę daleką drogę dlatego, 
ielcy dyplomaci' odmówili choremu pa- 
:koDania pod piękniejszem niebem", a we 

się „łatwiej tę jedyną łaskę wyżebrać" *). 
nia pisał poeta do Domejki: ,ŹIe bardzo, 
isz wystawić sobie biedy podróży z cho- 
I z pojazdu do mieszkania dźwigać trzeba, 
riyści spojrzawszy mu w oczy i widząc 
a, przyjmować nie chcą! Jak daleko tra- 
f jechać do Marsylii, a stamtąd do Włoch — 
rzez wszystkich doktorów, chociaż dodają 

Marsylii, albo na morzu życie zakończy. 
Montpellier. Wtenczas uwiadomiłbym cie- 
do nas. Jestem tak strudzony, tak bez- 
; pie mogę. Bądź zdrów. Pieniądze wszyst- 
dałem w podróży, pięć lieues na dzień 
m jak Szwajcarya. P. Potocka przysłała 
I Paryża, ale jej tu zwróciłem; póki mam 
:hcę" '). Garczynski był tak chory, że nie 
wić całej prawdy. Marzył o podróży do 
ie przejść przez pokój, na cudzych opie- 

do Awenionu przyjechał z Genewy Wiel- 

n' I, Blr. 129, 
nicza, V, 5t. 



— 162 — 

kopolanin Pągowski, dawny przyjaciel Stefana, Mickiewicz udał 
się do Marsylii, niby dla wystarania się o paszport do Wioch, 
aby biednemu cłioremu nadziei nie odbierać. 

Bohdan Zaleski, dowiedziawszy się o tern, dla pociesze- 
nia znękanego tylu biedami i ktopotanii przyjnciela, pędem 
puścił się do Marsylii; ale go tu nie zastał; Mickiewicz we- 
zwany bowiem naglącym listem, wrócił do Awenionu. Przy- 
była tu i Klaudyna Potocka. Garczyński nie doświadczał już 
bólów fizycznych; dręczyła go tylko niecierpliwość, chęć pr^ 
kiego przenoszenia się z miejsca na miejsce, a zarazem uczu- 
cie wzmagającej się słabości; śmierć swoją często przepowia- 
dał, ale równie często pełen był nadziei, a w ostatnich dniadi 
więcej niż kiedykolwiek. Tej nocy, kiedy żyć przestał (20 wrze- 
śnia), Mickiewicz był przy nim do późna, potem znużony bez- 
sennością i drogą , poszedł spać. Pągowski czuwał pny łóżku. 
Przerażony zbyt cichym snem chorego, zbliżył się i znalazł 
go bez życia ^). 

Mickiewicz, który cierpienia swe zwykle zamykał w so- 
bie, nie rozszerzał się nad boleścią po stracie przyjaciela. 
W dwa dni po jego śmierci napisał tylko te słowa: Jestem 
podobny teraz do Francuza wracającego z 1812 r.: zdemo- 
ralizowany. słaby, obdartus zupełny, bez butów prawie. O m- 
czein myśleć dotąd nie mogę, ale z czasem wypocznę i zdro- 
wie, mam nadzieję, że wróci. Pągowski po tygodniu straci! 
apetyt i sen, a ja byłem dwa miesiące w takiem położeniu. 
Uważani za łaskę nieba przybycie tu Pągowskiego i Po^ 
ckiej; bez ich pomocy możebym padł na łóżko**). Xapi^^ 
po łacinie nagrobek dla druha, serdecznie i głęboko kocha- 
nego, oraz nekrolog krótki, ale wymowny, zakończony przy** 
toczeniem wierszy zmarłego, charakteryzujących gotowość na 

śmierć i krótką młodość poety: 

_ — , 

*) „Korespondencya" I, 131. 
«) Tamże, str. 13-2. 



r 



— 163 — 

Ja-m się w szkole nieszczęścia jako wiatr na górze 
Wyhodował i wyró^; jak wiatr może zginę; 
Ale przeczekani jeszcze tę jedne, godzinę 

I przyjmę z męstwem równem, na co-bądź zashiżę ^\ 



VI. 



Dla przejażdżki udał się Mickiewicz do Nimes, a stam- 
tąd wróciwszy jeszcze raz do miejsca, bolesnem wspomnie- 
niem omglonego, wybrał się na jakiś czas do Lyonu, gdzie 
go wreszcie odnalazł Bohdan Zaleski. Przechodząc kolo jakie- 
goś hotelu, zoczy! go w oknie z papierem w ręku. Po wej- 
ściu do pokoju, zastał poetę codoslownie „zacietrzewionego* 
nad Tadeuszem, Tegoż jeszcze dnia puścili się w podróż ku 
Paryżowi. Wprost z dyliżansu udał się poeta na dawniejsze mie- 
szkanie, chociaż zimne, przy ulicy Saint-Nicolas d'Antin. Wy- 
dobrzawszy z różnych chorób, wrócił do dawnego sposobu 
życia, przerwanego chwilowo wezwaniem od Towarzystwa 
Cywilizacyi, utworzonego pod prezydencyą hr. Lasteyrie, zięcia 
Lafayette*a *), ażeby napisał »notę" o smutnym losie biblio- 
tek publicznych i prywatnych w Polsce, a zarazem wystoso- 
wał wezwanie do Francuzów o złożenie biblioteki dla wy- 
chodźców polskich w Paryżu. Ułożywszy żądaną notę*), sie- 



*) Nagrobek wydruk, w .Korespondencyi* J, 131. Nekrolog widocznie 
przeznaczony do druku, ale dla niewiadomych przyczyn niepublikowany za 
żyda Mickiewicza znajduje się obecnie w V tomie „ Dzieł** (str. 49—51). 

») Inni członkowie tego Towarzystwa, które zresztą, o ile wiadomo, 
działało bardzo krótko, byli: wiceprezes Daniel Saint- Antoine, sekretarz 
Mangeat, Bertin, Ghardel, Reffiay de Sulignan, Jullien de Paris (M^langes 
Po^^^^meBj IŁ 111). — O samem Towarzystwie wspomina Mickiewicz 
w io Kajsiewicza: ^.Korespondencya*', I, 135. 

Fa nota, wydrukowana z malemi zmianami w dzienniku ,Le Po- 
lon mmerze styczniowym roku 1834. podpisana była przez komitet 
,T j^-wa Cywilizacyi* i przez członków komitetu centralnego francusko- 
pol >. Przedrukowano ją z autografu w M^langes Posthumes II, 
itr. 1^ P* Q* «D6pouiliement des bibliothćques et musees de Polo- 
gnc — i-u,, majduje się w „Dziełach" t. V, str. ti49— 254. 



— 164 — 

dział w domu ,jak ćwik" i pisał; z „Tadeusza*" w 
października utworzył pieśń piątą i rozpoczął szóstą, sądata 
że niebawem dobije do końca, gdyż całość według ówae- 
snego jego obliczenia miała się zawrzeć w 8 pieśniach. Ma- 
jąc nadzieję rychłego ukończenia, pozostał w Paryżu, chodat 
go to miasto bardzo znudziło i wielce mu dokuczyło. Wie- 
czorami przy herbacie lubił gawędkę w gronie ściślejsssydi 
przyjaciół: Domejki, Zaleskiego, Witwickiego, Stefana Zana. 
który go grą rozweselał. Odczytywał im poeta świeżo nap- 
sane częj^ci. Jakie wrażenie robił utwór i obejście się twórcj, 
opowiada Bohdan Zaleski: „W czasie odczytów żyliśmy jat 
przemienieni, przeniesieni cudownie do Polski między brad 
i siostry; zapominaliśmy bied i trosk powszednich tuładwa, 
zopominaliśmy piekących tęsknot, poojczystych i porodzinnydi-. 
Nuciliśmy pieśni litewskie, białoruskie, ukraińskie, w chorowód 
za wieszczem. Adam opowiadał nam chętnie ustępy z dziejów 

• 

swej młodości, w -Nowogródku, Wilnie i Kownie, wyzywają 
nawzajem do poufnych zwierzeń, że każdego z nas znal nie- 
jako nawskróś. W uroczystych godzinach, z lubością rozpra- 
wiał o tajemnicach zaziemskiego życia, o świecie duchów 
i hierarchii, wedle świętego Dyonizego Areopagity, jednem 
słowem, do subtelności mistycznych miał już od owego czasu 
niepowściągnioną skłonność. W codziennem obejściu się z nami 
był nadpodziw dobrotliwy, słodki, rzewny, że poniewolnie Wi- 
twickiemu i mnie przypominał się dobroduszny Kazimierz 
Brodziński: umiał każdemu umilić dolę wygnańca, zażegnać 
boje i bóle wewnętrzne, których nam nigdy nie brakło*^). 

Tę pogodę duszy, tę słodycz w obcowaniu czerpał Mi- 
ckiewicz w coraz głębszem przejmowaniu się nastrojem ren- 

• 

gijnym, zasilanym czytaniem pisma Św., księgi o naśladowaniu 
Chrystusa i innvch dzieł mistyków średniowieczn ^ 

późniejszych, jako to: Ludwika Klaudyusza de Sr ^ 



^) B. Zaleski: „A. Mickiewicz podczas pisania i drakowai ^ 
Tadeusza-, przedruk, w ^Koresp.** II, str. XIX, XX. — Wspomniał ^ 

Dyonizego Areopagity nie są autentyczne; wytwór-lo średnich - 



- 166 — 

iszka Baadera (1766—1841), a nawet 
6—1862), autora .Jasnowidzącej z Pre- 
się przekonywując, że zadowolenie we- 
zy jest wynikiem udoskonalenia i może 
wszelkich okoliczności pobocznych, od 
!nania ludzkiego, sławy i t p.. starał się 
ższe udoskonalenia tego szczeble, zale- 

swoim przyjaciołom i znajomym. 
iy emigracyjnej, pozyskał wtedy kilku 
w, którzy go mistrzem duchowego życia 
li byt i ów Hieronim Kajsiewicz. który 
rch opinij politycznych nie chciał się był 
;kiewicza. Do niego to i do j^o kolegi 
;ers, Leonarda Rettla. napisał Mickiewicz 
st obszerny,- podający znamienne wska- 
doskonałości wewnętrznej. ,Nie nazy- 
nauczycielem — przestrzegał — jest to 
na moje barki. Serce wasze potrzebuje 
onałości, więc ubieracie w doskonałości 
Ąc ich i zdobiąc promieniami. Strzeżcież 
złoto i blask B(^u i kościołowi, a dla 
zawsze dla wszystkich suknię milosier- 
nagosć; uszyjcie i dla mnie tę suknię; 
e żądam. Napisano jest: nie nazywajcie 
Apollom, ale Chrystusowi. Nie wierzcie 
:i i moje każde słowo sądźcie, bo dziś 
jutro fałsz; dziś dobrze robić, jutro żle... 
ust moich przyjęło się na sercu waszem, 
oje, ale tylko przechowane; poznacie po 
że pada cicho i leży długo, a potem 
ocem j^o jest miłość i zgoda. Goethe 
m heiligsten ? das, was die Menschen ver- 
)wo fałszu, słowo ludzkie wypada z hu- 
itawia zaraz po sobie ranę lub śmierć... 
[la rozeznanie dobrych od złych, prawdzi- 
Kiedy powezmę jaką myśl religijną lub 



zie sioją, pewnie wtenczas i w głowie zamęt, sumieaie jiai-w 
żołądek duszy. Nie myślcie, że słowo prawdy uwodzi was od 
tentacyi. od walki; owszem im żołnierz czujniejszy i tclsiy, 
lem częściej wódz go posyła na niebezpieczeństwa; hultajÓT 
i tchórzów zostawia w obozie, ale oni prędzej od mężiita 
^ną. Ciężką-to jest walką życie! Doświadczycie saioi iwoj 
dziwnej: rozkosze i przyjemności, które uciekają od nas, la«^ 
gonimy za niemi, skoro zaczniemy wyrzekać się icii, ^<^ 
gonić za nami... Ludzie sławni u ludzi są-to ludzie gardiącr 
sławą i ludźmi, ale skuszeni nakoniec od świata. Im kto wyi- 
szy, tern łatwiej i niżej spaść może... Piszę to wam. bo wiem 
waszą miłość ludzi, ojczyzny, wolności: lękam się. abyści* nie 
myśleli, że walka wewnętrzna jest stratą czasu, jest niepoty- 
teczną światu zewnętrznemu. Od walki wewnątrz i o^^ ^' 
cięstwa zależy cala siła zewnętrzna. Kraj i człowiek, wewnątri 
bezwładny, upada. Ludzie wewnętrzni często jako sternik wsroo 
burzy rzucają się do rudla: patrzą w niebo, ruszają się mai", 
ledwie ręką czasem skiną, a los łódki jest w ręku ich. W- 
dzy biegają po pokładzie, krzyczą i mieszają tylko ponąaei, 
a cały krzyk ich jednej fali nie odwróci, jednego wiatru me 
opanuje. Tylko nie myślcie, że to pisząc mam siebie n» '^' 
doku; piszę o ludziach, których nam potrzeba, klórTcŁ h- 
byśmy mieli, toby łódka nasza nie zatonęła* '}. 

Ten wysoki nastrój, w którym przemawiał do mIodj-« 
]>rzyjaciót, mniej surowo objawia! się w obcowaniu z rówie- 
śnikami, którzy w codziennem, powszedniem jego życiu ud^t- 
niczyii; ale natury swojej nie zmieniał. Nie odwracał on 0Q 

') .Korespondencya- I, 137—139. Warto tei lanotowa., "^ 

Komitet narodowy Emigracji polstięj weznaDJein i 3 lipa I' '^ 
dzone było wotowanie (aa piśmie) co do wjtłorn kandjdatiw - 

członków tego Itomitelu, Mickiewiei pozyskał 1160 kresek (M Mi "* 

iącyt-h). Zob. .Pielgrzym Polski" r. 1833. pólartusi 28-in' " ' ^' 
wszedł do składu komitetu, Dieniadomo. 



r 



f 

— 167 — 

poety wszystkich przykrości i bólów, nie chronił od „splinów 
gwałtownych*, które go często »jak grajcarem* w sercu wier- 
dly; ale znajdował w nim poeta zawsze cichą przystań uko- 
jenia powolnego. 

Fluksye i kaszle dręczyły go całą zimę; ale nie ode- 
rwały go od pracy nad „Tadeuszem*; postępowała ona ra- 
źnie, tak że od października do lutego większą część poematu 
napisjj. W połowie lutego 1834 r. pod szarą godzinę, kiedy 
znajomi blizcy zebrali się na zwykłą herbatę u Mickiewicza 
i pocichu gwarzyli, widząc gospodarza w drugim pokoju przy 
kominku , szparko machającego piórem po papierze*, powstał 
od stolika Adam z rozpromienioną twarzą i zawołał do nich: 
diwała Bogu! oto w tej chwili podpisałem pod „Panem Ta- 
deuszem* wielkie finis. Radośnie przyjaciele powtórzyli: chwała 
Bogu! i wykrzyknęli trzykrotny wiwat! z oklaskami przy win- 
szowaniach i uściskach jak najserdeczniejszych. Nazajutrz wy- 
słuchali najprzód mszy w kościele Saint-Louis d'Antin a po- 
tem zaprosiU poetę na obiad do Palais-Royal. Uczta była 
niewystawna, ale dostatnia i z gęstymi toastami na cześć 
Adama i jego , pieszczonego dziecka*. Godowali jeszcze i w dniu 
następnym, równie skromnie i ^po emigrancku*. 

Samego poety ukończone dzieło nie przejmowało zado- 
woleniem; odrzucał je jakby ciężar jaki, a chciał iść dalej, 
wzlatywać wyżej. Ukończony utwór, który go podczas two- 
Renia tak mile w kraj rodzinny przenosił, nie zatrzymywał już 
na sobie uwagi twórcy, bo on rwał się do innej pracy, do 
dalszych części , Dziadów* pewnie w tym kierunku, jak go 
Niemcewiczowi przedstawił. W tym samym czasie i w tym 
samym liście, w którym donosił Odyńcowi o skończonej pracy, 
pisał te znamienne słowa artysty, który nie wypowiedział się 
całk , a oraz człowieka religijnie nastrojonego, który 

w ij ^ już rodzaju chciałby działać: , Oprócz win własnych 
mnc "-"wdziwego nieszczęścia niema. Nie oglądać się na 
nikc .^iko na siebie; mato dbać o świat i ludzi, to jest 
jedj -^uka, którą łatwo powtarzać, ale której ważność 
jpćźi «<> czuć w całej rozciągłości. Ja tu żyję prawie 



-> 158 - 

samotny; z ludźmi coraz rai trudniej; a im mniej ich widzę, 
tern lepiej mnie. Przekonywam się, że się nadto żyło i pri- 
cowaio dla świata tylko, że nigdy już pióra na fraszki nie 
użyję. To tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może 
poprawić się i mądrości nauczyć. Możebym Tadeusza zanie- 
chał, ale już byl blizkł końca*. Tak więc i Tadeuss nawet 
nie był, podług ówczesnego zdania poety, dziełem, z któregoby 
człowiek mógł się poprawić i mądrości nauczyć; widział w nim 
„wiele dobrego", ale też i „wiele marności". Gieniuszowi wolno 
być względem siebie niesprawiedliwym. 

Bądź-co-bądź trzeba się było zająć wydaniem poematu, 
a przedtem jeszcze odbyć ceremonią jego „imienin i chrzcin*, 
jak się sam Mickiewicz miał wyrazić, rozumiejąc przez \o 
„niezbędne poprawki". W pierwotnym tekście znajdowały się 
imiona własne, rodowe i przeróżnych miejscowości na Litwie, 
które wypadało zastąpić wymyślonemi. Zaprosił więc Mickie- 
wicz przyjaciół na te chrzciny. Na pierwszem zaraz posiedze- 
niu nawymyślali oni bez liku dziwnych imionisk, które Adam 
rozgatunkowywał: przyjmował je lub odrzucał. Najpożytecmiej 
w tej mierze służył mu Domejko, który .jako spółpowietaik 
pana Tadeusza, doskonale znał miejscowość. Mickiewicz wy- 
magał także, zaklinając na przyjaźń, aby, póki czas jeszcze 
potemu, wskazywali mu do sprostowania ważniejsze błędy, 
czy to w duchu, czy w treści, czy w formie, czy wreszcie 
w słowach i wyrażeniach czemkolwiek grzeszących. Mckiewicz 
z piórem w ręku sam czytał poemat księgę po księdze, a kiedy 
uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopism ku Witwickiemo albo 
Zaleskiemu do czytania. Z początku krytykowanie szło przy- 
jaciołom trudno; ten i ów bąkał' jednak uwagi, które poeta 
po krótkim namyśle uznawał za słuszne lub niesłuszne i na- 
tychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał do pop.. Jo: 
a czynił to, jak mówi Zaleski, „z nieocenioną skrorar dą 
i nawet z pokorą". Nieraz w czasie czytania wyrywał le- 
skiemu rękopism i przekreślał piękne wiersze bezlitoś:*' ^J' 
praszali je przyjaciele wymownie; poeta zbywał ich ó- 

pnem lub glębokiem słówkiem; „wiersz umorz""^ ^*" no 



- 169 — 

pszenicy rozrodzi się tem bujniej* i i d. Najwięcej takich 
Avykreśleń było przy Telimenie. Stefan Witwicki bil ostro na 
tę panią. Adam potakiwał mu, utrzymując tylko, że mu byta 
arcypotrzebną dla kontrastu i dla przeróżnych kombinacyj 
poematu. Zgodził się nakoniec na wyrzucenie wielu jej tyrad. 
Ktoś inny, przy mowach Buchmana i przy swarach szlachty 
zaściankowej, powiedział, że zniżają one nieco nastrój po- 
ważnej epopei. Mickiewicz podkreślił wiersze wskazane, ale 
dodał: „Hę! wiem ja, mój drogi, czego ty chcesz, ale nietylko 
w tych tu miejscach, co wskazałeś, ale i w całym poemacie 
potrzebaby podnieść nastrój o jakie półtonu. To naprędce nie 
da się zrobić; klamka już zapadła. Po dziś dzień huczy mi 
w uszach wasz Taranne. Poprawię się, da Bóg, w innej po- 
wieści, bodaj w Synie Pana Tadeusza, a najprawdopodobniej 
w dalszych częściach Djńadów,," 

Nakładca oddawna już był zapewniony dla „Pana Ta- 
deusza". Na wiele miesięcy przed podaniem go do druku, 
Mickiewicz zgłosił się do Aleksandra Jełowickiego, wtedy księ- 
garnią polską w Paryżu otwierającego, i opowiadał mu, jak 
Milikowski, księgarz ze Lwowa, nie daje mu spokoju w domu 
i na ulicy, dobijając targu o poemat, w połowie nawet jeszcze 
nie napisany, i ofiarując mu dwa tysiące franków. Jełowicki 
odrzekł wtedy poecie: „Skoro ci, panie Adamie, Milikowski 
daje za twój poemat dwa tysiące franków, ja dam z przy- 
jemnością i chlubą cztery tysiące. A więc, szczęść Boże w pracy 
i pospieszaj ku końcowi*. Przy dalszych układach, zawaro wał 
Mickiewicz, ażeby płatnym korektorem Pana Tadeusza był nie 
kto inny tylko Bohdan Jański, młodzieniec szlachetny i go- 
rący, głęboko religijnie usposobiony i propagujący patryotyczny 
katolicyzm wśród emigracyi. Rozpoczął się więc druk poematu 
postępował spiesznie, dozorowany przez niecierpliwiącego 
ię autora, który, pomimo korekty Jańskiego, robił sam rewi- 
yą. Na początku kwietnia pierwszy tom „Pana Tadeusza" 
i na ukończeniu; a Mickiewicz dla tem pilniejszego dozoro- 
inia druku i korekty przeniósł się na ulicę Seine-Saint-Ger- 
un, do hoteliku, w którym mieszkali: Bohdan Jański i Ste- 



na wiosenny wypoczynek, najął sobie mieszkanie na pagórku 
ku Bellevue, nieopodal od staruszki księżnej Giedrojciowej. 
przy której bawity jej córki: Bialopiotrowiczowa i Rauten- 
sztrauchowa, z któremi znal się nasz poeta i u nich bywiŁ 
Wiosna lego roku była nadzwyczaj piękna, ciągle prawie po- 
godna, ciepła, wonna. W towarzystwie Bohdana Miekiewicj, 
,nieznuiony piecliotnik* , codziennie robił wycieczki poza Sems 
ai do Saint-Germain, odwiedzając po drodze rodaków, to do- 
mając lub gwarząc. W zanadrzu i po kieszeniach nosił zawsze 
korekty i przegląda! je najczęściej leżąc na murawie z ołów- 
kiem w ręku. 

Wśród tej swobody wypoczynku zjawiały się jednak 
chwile, w których nagle się chmurzył i dosłownie ściemniał ; 
na obliczu. Wtedy odosabniał się, zamyksił się w domu M 
cale dni. Jedną z przyczyn tych nagłych smutków był zamiar 
pisania dalszych części „Dziadów*, z których chciał acirnii 
jedyne swoje dzieło .warte czytania, jeśli Bóg dozwoli skoń- 
czyć". Ile razy zabierał się do tworzenia tych dalszych Kcści. 
doświadczał wielkich wzruszeń i cierpień. Istotnie w tym czasie 
na luźnych kartkach pisał nocami nieczytehie ootaty i urywki 
do tych rojonych uzupełnień'). Drugą przyczyną, z któr^ we 
zwierza! się najbliższym nawet przyjaciołom, było postano- 
wienie ostatecznego zdecydowania się, czy ma się ożenić, oj 
nazawsze bezżennym pozostać i może stan duchowny ohrae. 
Przechylił się ku łatwiejszemu do wykonania — jak powia- 
dał — zamiarowi, bo ,do trudniejsz^o nie cnil w sobie do- 
syć siły i lękał się niebezpieczeństw, które niezawsze udawało 
nm się zwalczać" '). Tak rozstrzygnąwszy r "' ' ''"MD 
życiu, rozpogodził się i .niemal odmłodniał'. 



') B. Zaleski; ,A. Mickiewici podczas pisRD 
Tadeusza', przedr. w .Koreap.* II, str. XX— XXV. 
') .Korespondencja' t. I, 1ł7. 



161 - 

na początku lipca odbijał się 
■na Tadeusza, dzieła, które miało 
;zości poetyckiej wieszcza naszego. 



VII. 

iza' zakończyło okres twórczości 
ozpoczęto nowy okres rozwoju 
rzeszedlszy w poprzednich utwo- 
awiciela przez główue fazy i do- 

rozbudzenia wyobraźni i rozża- 
lualnycb jak narodowych, prze- 
bierać olbrzymi spadek po swym 
), a nadto główne jego składniki 
1 kierunkiem jasnego i rozl^I^o 
traz wybujałe formy, po większej 
do dawniejszego stanu w roz- 
ego w pieśniach i baśniach ludo- 

przemiany neo- klasycznych po- 
lą historycznie rolę, okazały się 
niana się dopełniła. Duchy więc, 
dyably 1 anioły, musiały zejść 
j utworach artystycznych stano- 
i-ludzkim postaciom, któreby bez 

ludową wytworzonych, a także 

żyć i działać, przemawiając do 
tórego nienapróżno minął ,wiek 
ijnej wyobraźni tylko, ale takie 
co, czyli inaczej mówiąc, języ- 
sj, który z powodu odmiennych 
yi musiał się różnić od języka 
eważ ów świat fantastyczny .był 
wej działalności człowieka, pra- 
igadek świata i zagadek ducha 
ięść tych zagadek wytłómaczono 



r 



163 — 



maniycznej, straciła na znaczeniu. Kiedy poprzednio poeta 
w postaciach, powoływanych przez siebie do życia, uosabiał 
swoje stale lub chwilowe usposobienia, każąc im czuć, myśleć 
i mówić po swojemu, teraz trzeba było odtwarzać wszystkie 
usposobienia, wszystkie rodzaje czucia, myślenia i mówienia, 
jakie na świecie się wśród ludzi zauważyć dały, nietylko 
wzniosłe, świetne, potężne, ale także powszednie, codzienne, 
a nawet ułomne, gdyż i jedne i drugie znajdują się w rzeczy- 
wistości. Prawda w odtworzeniu zjawisk świata stała się ha- 
słem poetów i artystów. 1 romantycy wołali: prawda i na- 
tura! — ale w ich okrzyku tętniało to najgłębsze i po większej 
części szczere przekonanie, że odwzorowując w poezyach swo- 
ich nietylko lirycznych, ale też epicznych i dramatycznych, 
stany własnego ducha, najdoskonalej prawdę i naturę odtwa- 
rzali. MieU niewątpliwie słuszność o tyle, że ich sposób czucia, 
myślenia i mówienia był istotnie cząstką natury i prawdy; 
ale popełniU omyłkę, gdy tę cząstkę za całość uważać chcieli. 
Ażeby posunąć dalej rozwój poezyi, potrzeba było wyjść poza 
ten podmiotowy sposób widzenia i przedstawiania rzeczy i ludzi, 
potrzeba było obserwować i odtwarzać inne, odmienne od 
swojego stany i wstrząśnienia duszy. I dzieło poety miało być 
tern doskonalsze, im w przedstawieniu najróżnorodniejszych 
objawów życia ludzkiego więcej było obserwacyi, wyzwolonej 
o ile tylko można z pęt podmiotowego jedynie oceniania zja- 
wisk. Nie było-to bynajmniej równoznacznem z wyrzeczeniem 
się indywidualności poetyckiej; bo najprzód dla wylewów uczu- 
cia indywidualnego pozostawał zawsze obszerny dział poezyi 
cgotycznej, a powtóre pomimo największych starań o przed- 
miotowy sposób widzenia rzeczy nawet w naukach, a cóż 
dopiero w poezyi, niepodobna się pozbyć całkowicie podmio- 
tów „abarwienia w tem wszystkiem, co zzewnątrz do umysłu 
nas: ^ napływa. Nie o ścisłość zatem umiejętną, nie o szkie- 
leto prawdę objawów życia chodzić miało poecie, ale o to 
prz( — 'slkiera, ażeby zakres swoich spostrzeżeń rozszerzył 
prz( me różnorodności objawów życia, jako też przez 

uab '^'''^nania, że zadaniem jego nie jest odtwarzanie 



— 164 — 

tylko stanów własnego serca i umysłu, ale także stanów od- 
miennych, które musiał poznać w catem ich bogactwie bez 
podmiotowych uprzedzeń, wyłączeń i kaprysów. Im szerszy 
zakres tych objawów różnorodnych mógł objąć i wiernie 
przedstawić, tem talent jego był bogatszym, tem dzieło jego 
wszechstronniejszem. 

W Mickiewiczu możność do przemiany z romantyka 
w realistę istniała od samego zarania twórczości. Rozpoczął 
on nie od podmiotowych wylewów uczucia indywidualnego, 
ale od obrazka zdjętego z życia w sposób przedmiotowy 
(„Zima miejska") oraz od pieśni lirycznych, wypowiadających 
uczucia ogólniejsze, przez pewną grupę ludzi podzielane (utwory 
filomackie i filareckic). Następnie, w czasach najnamiętniejszego 
rozbujania uczuć i fantazyi, kiedy go Schiller i Byron „roz- 
poili" tak, iż szukał „najmocniejszych trunków" *), zawsze obok 
fantastycznych lub podmiotowych obrazów i wybuchów umiał 
zachować spokój, rozsądek i szeroki pogląd na rozmaitość 
objawów ducha ludzkiego i interesów świata historycznego 
lub spółczesnego. Obok ballad pisze , wiersz do Lelewela' 
i „Warcaby"; obok „Dziadów" umieszcza „Grażynę". W , So- 
netach Krymskich" niepokój serca koi widokiem wspaniałych 
lub groźnych zjawisk przyrody. W „Konradzie Wallenrodzie* 
przy ogólnym jaskrawo-uczuciowym kolorycie umiał utworzyć 
„powieść wajdeloty", tchnącą względnym spokojem. W III. 
części „Dziadów" wreszcie obok improwizacyi, widzeń, chóru 
duchów znajdują się sceny wzięte wprost z życia rzeczywistego 
i nakreślone sposobem realistycznym. 

Były więc w^ tej szczęśliwej organizacyi poetyckiej wszyst- 
kie siły i czynniki do wydania utworów, które treścią swoją, 
nastrojem i układem spełnić mogły ideał sztuki nowożytnej; 
ale działały one przez czas długi osobno, w rozłączeniu i a- 
tego wydawały utwory jednostronnie tylko doskonałe; o- 
trzeba było, ażeby się skupiły, ażeby się zestrzeUły w j lo 
ognisko — a mógł powstać utwór doskonały pod ka: m 



») „Korespondencya* U, 144. 



- 165 — 

': arcydzieło gieniuszu. Takie harmo- 
:b wielkich potęg duchowych istniało 
pisania .Pana Tadeusza* i objawiło 
łni i w całej wszechstronnej dosko- 

ący z sarnio arcydzieła, a choćby 
ycia poety świadczyły napozór prze- 
a faktu takiego, to musimy raczej 
yjaśnieniu przeciwieństw, aniieli od- 
i swe uzasadnienie wewnętrzne, psy- 
czas pisania „Pana Tadeusza" przy- 
;J poeta przynosił do domu z wiel- 
izy pełne stuku, przekleństw- i ktam- 
rów, zapóżnych żalów, potępieńczych 
:tórej rodacy, zawiedzeni w pr^nie- 
rządy, co ich egoistycznie do walki 
eraz ich za nią potępiały, rozdzieleni 
siehie zaciekle i żarli się wzajemnie, 
ogólne, ale i jednostkowe cierpienia 
gdy tworzył swe arcydzieło; choroba 
chariszycb przyjaciół nie była-to oko- 
:yjać zachowaniu wewnętrznego spo- 
[ickiewicz sam czuł i wiedział dosko- 
Bszczęść i bólów niepodobna mu od- 
aklęcia poezyi i był do głębi prze- 



jmie pochlebiać sobie. 
to czarowDC słowo, 
£pacz marmuroną, 
10 pod^mie kamienne, 
1^ łez brzemienne?... 

O wszystko, poeta odnalazł w sobie 
d tych klęsk ogólnych i cierpień in- 
ni do pomieszania, a uczucie do roz- 
', zachować jasny, pogodny pogląd 



iywują wypadki zewnętrzne, że przeciwnie ducby poięme i 
i dzielne, do jakich należał nasz poeta, lubo ulegają nalural- ■ 
nie wpływowi otoczenia, potrafią przecież utrzymać swą sa- j 
mortzietność w tej mierze i tyra zakrt^ie, jaki im stopień idi j 
talentu lub gieniuszu i charakteru naznacza. Wśród szaloDej I 
burzy zewnętrznej duchy takie mogą spokój zachować, ociy- | 
wiście nie spokój bezwrażliwości i bezczucia, ale spokój tego 
podniesienia umysłowego, które mocą głębokiego przeniknięcia 
się prawami przyrody i prawami ducha, albo mocą gienial- 
nego jasnowidzenia wchłaniając w siebie przemijając 
z pewną tylko chwilą dziejową złączone szczegóły, umii 
znaczyć im właściwe miejsce i stosunkową doniosłość w 
regu zjawisk, jakie przeszłość wypełniły, a przyszłość wyi 
mają. Na takich wyżynach umysłowości człowiek, odczui 
nawet bardzo silnie, troski, bóle i cierpienia teraźniejszości, 
nie poddaje się im przecież całkowicie, nie ulega ich uaci- 
skowi, ale góruje nad niemi głową i sercem, przewiduje 
i wieszcząc owę chwiię błogą, kiedy nietylko on i jemu po- 
dobni, lecz ogól tak^.e do względnej przynajmniej harmonii 
7 sobą przyjść będzie w możności, Mickiewicz, tworząc ,PaM 
Tadeusza", był u szczytu męskiej dojrzałości (lat 34—36). 
kiedy burze namiętne uspokoiły się; kiedy rozum skalfciem 
mnóstwa rzeczy widzianych, słyszanych i czytanych dosięgną! 
mocy najwyższej; kiedy wyobraźnia ujęta w karby rozsąilkowe, 
nie straciła barwności i mocy, a pozbyła się dowolności i nie- 
porzi^dku; kiedy cały człowiek jako istota zmysłów 
przyszła do równowagi w swych czynnościach, ni, 
łając się ani w stronę wrażliwości młodzieńczej 
runku zobojętnienia, starzenie się zwiastującego. - 
laka w umysłach bogato uposażonych jest zjawisk 
kiem i królkotrwaleni, gdyż ich wytężona dzia'-'" 



— 167 — 

nerwowej nader łatwo narata na prze- 
cznościom. I u Mickiewicza chwila Ła rów- 
się niedtugo; dusza jego nlebawein zwró- 
ronę uczuciową jak za czasów mlodzień- 
uczuciowości zabarwieniem. Bądź-co-bądź 
i wydala nam .Pana Tadeusza', 
lia poety w równowadze przyczynił się 
ot pracy twórczej. Mickiewicz z kilkoma 

przy kominie", zamknął drzwi od ,Eu- 
wał się myślą do ziemi lal dziecinnych, 
y, w której trochę szczęścia zaznał, bo 
1 się w wyobraźni , święty i czysty jak 
iezaburzony błędów przypomnieniem, nie- 
udzeniem, ani zmieniony wypadków stru- 
ąc w tej krainie, tak uroczo mu się przed- 
i w porównaniu z obcemi stronami, gdzie 
icem, nie mógł ani pozyskać ani oSaro- 
lania, takiej miłości, jak u siebie na wła- 
Iziny i drogich towarzyszów, łatwiej mu 

nastroju pogodnym, prfnym życzliwośd 
nocą woli, czarodziejstwem wyobraźni żył 
jedno ialem, cierpieniem, goryczą, niepo- 
(le napełniało go radością, weselem, uko- 
przynajmniej szczęściem ; w pierwszem 
rzeklinał, w drugiem sam doznając twór- 
owal wszystkich miłosne m lub poblażli- 
eniem i wypowiadał słowa pokoju i po- 
laniu tych czynników powstał świat nie- 

najwyźsza i najdoskonalsza sztuka stwo- 
Hipelniony postaciami żywemi, których 
vę i czynności znamy dokładnie, a które 

wzniosłe, powszednie i komiczne, jak 
lywistym, skąd przez poetę zostały wzięte, 
stem one przeminęły, gdy w świecie sztuki 
}ć będą nazawsze. 



Postarajmy si' 

Chwila dziejo 
w niej stworzonych przez siebie osobistości, to pamiętny okns 
w dziejach Europy, kiedy ,ów mąż, bóg wojny, otoczon dimuri 
pułków, tysiącem dział zbrojny, wprzągłszy w swój rydwan 
orły złote obok srebrnych, od puszcz libijskich latat do Alpów 
podniebnych, ciskając grom po gromie, w piramidy, w Tabor, 
w Marengo, w Uhu, w Auslerlitz". Pod działaniem tych gro- 
mów cliwialy się trony, krajały się ziemie i układały w takie 
kształty, jakie im ręka .boga wojny" zakreślała. Zdawało się, 
że świat całkiem nowe przybierze kształty na skiaienie olbrzymi 
wzrostem małego. Przy lakiem wstrząśnieniu powszechnon 
Polacy robili wysiłki, ażeby pod opieką zwycięskiego Napo- 
leona odzyskać utraconą samoistność polityczną; umysły były 
rozgorączkowane i roiły plany najśmielsze. Odgłos tych walt 
i tych nadziei był tak potężny, że dochodził do najdalszych 
zakątków Litwy, gdzie wieszcz umieścił akcyą swego poematu. 
I tu wiedziano o zwycięstwach „boga wojny' i tu rozpowia- 
dano, jak to jenerał Dąbrowski ż ziemi włoskiej stara się przy- 
ciągnąć do Polski, jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu 
i .zwycięzca wydartych potomkom Cezarów rzucił w oczy 
Francuzów sto krwawych sztandarów", jak Jabłonowski la- 
biegł, aż kędy pieprz rośnie, gdzie się cukier z trzciny wyta- 
pia i gdzie pachnące kwitną lasy. 

Chwila-to była najsłodszych wspomnień poety ze swego 
dzieciństwa , sielskiego i anielskiego", kiedy trosk dotkliw- 
szych niewiele zaznał; a kraj, o którym pisał, to jego rodzinne 
strony nowogrodzkie, gdzie mu ubiegły Ij-'" ''-^ 
dodane. 

Na tern tle czasu i miejsca przedstawił p 
do którego jak spragniony do zdroju uciek' 
„pełnych stuku". Trzy sprawy wprowadzają w ' 

tego świata mieszkańców, są sprężyna du-' , 



paniczne splecenie Łych spraw 
'ż3zym artystycznym tryumfem 
eh nietylko naznaczyć właściwe 
e także wystawić odpowiednią 
m rozumowania, lecz za pośre- 

I w zakresie uczuć indywidual- 
resów materyalnycb ; trzecia — 
igów narodowych. Przedstawi- 
I Zosia, Telimena, Hrabia i Re- 

— Sędzia, Gierwazy i szlachta 

trzeciej jest całe społeczeństwo 
lę, a przedewszystkiem najwy- 
I w tym kierunku członek, Jacek 
'yznacza poeta miejsce bardzo 
icie, jeżeli pominiemy wyjątki, 
ja sprawa przeprowadzona jest 
iiateryalne, jako codziennie się 

najidealniej urządzonem życiu 
chociaż przez to nie zyskują 
jży wotniejszego znaczenia , Łak 
lacie, gdzie trzecia sprawa, lubo 
winieta krócej, stanowi właśnie 
skupiającą w sobie rozproszone 
erunkach rozstrzelone życzenia, 
i niezależnego bytu narodu po- 
rstkie uczucia, godzi sprzeczne 
iną dla siebie przejmuje miło- 

i ustopniowaniu spraw, oraz 
a w poemacie widzimy dowód, 
tuszu' nic nie zrobił w celu 
lyl się nad zap^ami miłosnymi 
eh, ognistych lub romansowych; 
ącemi scenami patryotycznemi, 
przedstawiał zarówno ważność 

ojczyzny, wiedział przecież, że 



— 170 — 

wybuchy jednej i drugiej właśnie dla swego wybuchowego 1 
charakteru nie mogą być normalnie długo- trwałymi, gdyt .; 
alboby się przemieniły w szaleństwo, alboby się stały kome- 
dyą. Interesa zaś materyalne, nie obudzające tak namiętnrdi i 
wzruszeń, zajmują ludzi ciągle i musiały też być przez poetę, ; 
który pragnął pozostać wiernym rzeczywistości, traktowane 
obszernie. Nie wyłączają one naturalnie ani miłości rodzajo- 
wej ani miłości ojczyzny, tylko objawy ich sprowadzają do 

form spokojniejszych. 

i 

Trojakiego rodzaju miłość rodzajową przedstawia Mic- \ 
kiewicz w „Panu Tadeuszu": namiętną, spokojną i zalotną. 

Jak wielka zachodzi ró^.nica pomiędzy traktoivaniem mi- 
łości romantycznem a realistycznem , pokazuje Mickiewia. ■ 
przedstawiając stosunek Jacka Soplicy do Ewy Horeszkówny. 
W głównych rysach jest-to stosunek Gustawa do Maryli: po- 
łożenie towarzyskie obojga kochanków jest podobne, tempe- 
ramenta też same, zawód miłosny — analogiczny, a przecież 
i wynik odmienny i sposób przedstawienia całej rzeczy różny. 
chociaż zarówno o jednym jak o drugim słyszymy z ust za- 
wiedzionych kochanków. Różnicy przedstawienia zawodu mi- 
łosnego nie można tłómaczyć tem tylko wyłącznie, że Gustaw 
wylewa swe żale niebawem po utracie kochanki, nie prze- 
szedłszy żadnych późniejszych kolei złych czy dobrych, Jacek 
zaś po latach wielu i po wielu różnych przygodach, jako za* 
konnik, gdyż w wyznaniach Jacka najmniej właśnie cechy za- 
konnika zaznaczył Mickiewicz. W tem jest główny powód 
różnicy, że Gustaw — to marzyciel, a Jacek — człowiek stwo- 
rzony do czynu. 

Jacek, szlachcic zaściankowy, rębacz zawołany, wielki 
paliwoda, klótnik, trzystu kreskami Sopliców rządził wedle 

woli, trzęsąc całym powiatem i kiedy wyjeżdżał ze "t- ' 

ścianka, to liczniejszy dwór miał niżeli książęcy, a L. iJi 

dostawał, to kilka tysięcy kordów błyszczało wok ^ 

sząc zamki pańskie. Temperament to był nami*;tny " f; 

czyny Jacka nie były wynikiem rozwagi, ale chwil_. *- 

żenią i uczuć domagających się natarczywie n«łTr/,i — ; ro 



riko cześć przed słabością 
i matkę własną jak i przez 
abszych i opiekowania się 
zycznie. Taki człowiek gdy 
lać i błądzić przy księżycu 
której nic nie słyszał, ale 
g i żji. z nią po ludzku, 
ę, córkę magnata, stolnika 
ibski był jeszcze za nizką 
kowym' nazywa!, chociaż 
lik według dawnego trybu 

przyjmował ,pana brata", 
> zaściankową zapotrzebo- 
biesiady, wnosił niejedno- 
niesioną do góry szklenicą, 
loplicę. Szlachta domyśliła 
ijewódka lak chętnie przyj- 
:a; a życząc dobrze swo- 
litarskie progi za wysokie 
lię z przestróg, udając, i.e 
iwiąc, że jeśli bywa u Ho- 
; żonę pojmie tylko sobie 
ty bodły mu duszę rogatą 
iał, iż każdy szlachcic jest 

korony, a przypominając 
iż Tenczyński dostał żonę 
, ród Sopliców z Tenczyń- 

czemkolwiek od tamtych: 
1 służbą Rzeczypospolitej. 

zacności swego rodu, Ja- 
lie ubliżyłby sobie, gdyby 
oreszko „chytrze dumny", 
o do głowy, iżby Soplica 
(riązek; a gdy byli sam na 
yznaniem, zręcznie zwracał 
'wał o łowach, procesach. 



— 172 — 

sejmikach. Poznał się w końcu na obłudzie Stolnika Jacek 
Wąsal; a gdj musiał odwzajemniać się uściskiem, to tak w nim 
złość wrzaJa, że obracał ślinę w gębie, a dłonią ściskał r<g»ko- 
jeść, „chcąc plunąć na tę przyjaźń i wnet szabli dostać*. Cók 
wstrzymywało tego gwałto wnika i zawadyakę? Nie znaczenie 
Stolnika bynajmniej, bo rozporządzając dowolnie zaściankami^ 
mógł się go nie lękać; ale błagające spojrzenie Ewy i bladość 
jej lica. ,A był- to taki piękny gołąbek, łagodny, wzrok mia^ 
uprzejmy taki! tak pogodny, taki anielski", że Jacek nie miał 
odwagi „zagniewać ją, zatrwożyć*. Mógłby ją był porwać 
przy pomocy szlachty z Dobrzyna i czterech innych zaścian- 
ków, ale tu znowuż wątłość Ewy nie pozwoliła pomyśleć 
Jackowi o wykonaniu takiego zamiaru. „Ach — mówił Jacek 
po latach wielu gdyby ona była, jak nasze szlachcianki, 
silna i zdrowa! gdyby ucieczki, pogoni nie zlękła się i mogła 
słuchać szczęku broni!... lecz ona biedna! tak ją rodzice pie- 
ścili! słaba, lękliwa! Był-to robaczek motyli, wiosenna gąsiai- 
nica! I tak ją zagrabić, dotknąć ją zbrojną ręką, byłoby ją 
zabić!..." Ale temperament taki, jaki wrzał w Jacku, chocial 
ulegał urokowi słabości, nie był przecież zdolny (Jo poświęce- 
nia swej dumy, do wyrzeczenia się nadziei bez uczucia po- 
trzeby zemsty. Postanowił więc Wojewódka w zaniku nie 
bywać, miłość z serca wykorzenić, wziąć ślub z inną, a potem 
wynalazłszy jaką zaczepkę, pomścić się na dumnym i chytrym 
magnacie. Rzeczywiście ożenił się z pierwszą, jaką napotkał, 
dziewczyną ubogą, nie kochając jej wcale; ale mimo to mi- 
łości dla Ewy wyrwać z serca nie mógł; darmo się zmuszał 
do pilnowania gospodarstwa, stał się zły, opryskliwy; nie mo- 
gąc znaleźć pociechy w niczem na świecie, w końcu zaczął 
pić. Zrobił w rzeczywistości to, co Gustaw zmyślił tylko, nie 
chcąc, ażeby Maryla wiedziała, że się z miłości dla niej życia 
pozbawił. Bezład w domu Jacka, jego „nałóg haniebny" po- 
dały go na wzgardę sąsiadów, i ten, który niedawno trząsł 
całym powiatem, stał się przedmiotem śmiechu dzieci wło- 
ściańskich. To zwiększyło jeszcze gorycz w jego sercu i przy- 
dało nowego żywiołu „biesowi zemsty". Nadarzyła mu się 



^ 



173 — 

Stolnik, jako zwolennik i obrońca 
wystawiony był na prześladowanie 
przymierzeńców. Zamek j^o był 
nie. Jacek przypatrywał się obro- 
alnik mi^ł zostać zwycięzcą. Gdy 

jak brylantową spinką ku słońcu 
nie i wzrokiem dumnym spoglą- 

jemu to w szcze^lności urągał 
Nie namyślał się, kurczowo po- 
ie mierzył prawie, wypalił i zabił 

była równie gwałtowna i wybu- 
li ale formy jej przejawiania się 
alistycznem odtworzeniem rzeczy- 
aw, lubo również z natury wzięty. 
rznie. Miłość Jacka nie jest samą 
1 którąby nic a nic nie wpływały 
[i towarzyskie i społeczne kocha- 
, któremu towarzyszą, wzmagając 
czne, nieraz drobne okoliczności 
irnętrzne; a pod wpływem tychże 
tak a nie inaczej; gdy przeciwnie 
iwa, jako objawu odosobnionego 
w nieoznaczonej przestrzeni i cza- 
Ten charakter konieczności w roz- 
wynikiem a zarazem i dowodem 
fwistości w jej artystycznem od- 

objawacb miłości prostej, między 
L ona w sercach osób z tej samoj 
[ usposobieniem i nawyknieniam i 
rzeszkody w naturalnym rozwoju 

mają charakter odraczania tylko 
lie tamują bynajmniej ich popę- 
w objawach swoich nie podnosz^j 
1 gorących wylewów, ale istnieje 



- 174 — 

i trwają jako wyraz życzliwości wzajemnej, przyjaźni trochę 
żywszej niż między osobami płci jednakiej. Zosi w tych sto- 
sunkach, w jakich ją poznajemy, niepodobna sobie wyohraac 
jako doznającej gwałtownych wzruszeń, a tembardziej jako 
wypowiadającej słowa namiętne. Jest-to panienka, która do* 
piero rok czternasty zaczyna. Dzisiaj takie panienki są jeszcze 
w szkole, ale w owych czasach, kiedy nawet trzynastoletnie 
wychodziły za mąż, nauka kończyła się bardzo szybko, bo ac 
ograniczyła do czytania, pisania i rachowania, a w wycho- 
waniu główną zwracano uwagę na możność rychłego ukazania 
się w towarzystwie, a więc na ogładę za pośrednictwem umie- 
jętnych dygów i tańców. Zosia lubo od cioci pięknie dygać 
wyuczona, niebardzo o tę zaletę dbała, bo nie było dla kogo 
z nią się popisywać, bo u stryja, gdzie bawiła, zwykłymi 
gośćmi bywali „pleban, co pacierz mruczał lub w warcaby 
grywał, i palestra z fajkami". Miała zamiłowania czysto wiej- 
skie: lubiła się zajmować drobiem, uprawiać grzędy ogródka 
bawić się z dziećmi chłopskiemi. Maniery też jej dalekie byty 
od salonowej wykwintności owego czasu: patrzała śmiało, 
kroku nie drobiła. Ale wdzięk naturalny i zręczność instynktowa 
mogły w bardzo krótkim czasie — nierówności i niewłaściwosa 
przy wyknień życia na zupełnej swobodzie, bez krępowania się 
konwencyonalnymi przepisami, wygładzić lub usunąć. O uczu- 
ciach swoich nie umie ona nietylko rozprawiać, ale i mowić 
dużo; odgaduje, kto jej jest życzliwy, oddaje mu się z zaua- 
niem zupełnem, zrzekając się własnej woli w sprawach wal- 
nych, które do mężczyzny należą, jak jej to nieraz zapewne 
powiadano. Słowa jej są powtórzeniem wyrażeń, które sły- 
szała w ciągu krótkiego swego życia, gdyż ani nauka aoi do- 
świadczenie nie mogły jej dostarczyć zapasu poglądów wy- 
różniających się od tradycyjnie przechowywanych * 
szlacheckich. Główki jej atoli nie skrzywiły żadne . ^' 
ności; Zosia ma ten zdrowy, chłopski rozsądek, kt'^ '* 

■ 

kłej praktyce życia najlepszym bywa przewodniki ^^ 

jest ani upartym ani zarozumiałym; dobre, rozui '^ 

trafi do niego łatwo, jak dó przekonań^*** ^ ^ 



^nizm zdrowy i silny, pracy 
< życia wiejskiego, nie pra- 
a matem. 

iami podobny jest do niej 
fi on silny, krzepki i rzeżwy, 
^zamiłowany, ale obdarzony 
zciwem. Charakter jego był 
ai, lecz kiedy wziął na kieł, 
inowych zwyczajach się nie 
>rzez kobietę o zdrowie, po- 
jmał z pogardą, a zniecier- 
pybiega z pokoju i trzaska 
est panować nad sobą, nad 
nu w sercu pogodnie, wy- 
:hmurno — milczy jak za- 
zy. Marzenia a tembardziej 
sa i nie rozumie; bez ogró- 

się zapłacze w jakieś sieci, 
ać zręcznością, ale przecina 
W trudnościach i kollizyach 
ej jak zwątpieniem chwilo- 
B zwątpienie trwa krótko, 
. zastosowanie częste. Jest 

ie Tadeusz biegnie w stronę 
itopić, ale sam widok wody 

ochładza. Do samobójstwa 
go Jacek; ale narazić życie 
tywiście spadkiem odziedzi- 
w, dla których samobójstwo 
rć w walce — wielkim za- 

:awiera szczegółów, któreby 
wych karmią. On ją spo- 
ie ubraną, zlatującą z par- 
sa kwiaty*. Widział ją przez 



— 176 — 

czas krótki, bo zapłonienie dziewczynki wprawiło go w klopoL | 
z którego rychlem wyjściem z pokoju się wybawi! Potem : 
wziął o wiele starszą kobietę za owo urocze zjawisko i bala- ; 
mucit się dopóty, póki omyłki swej nie poznał; a wówczas . 
nie mógł jej odrazu naprawić, nie mógł się zbliżyć do Zosi ^ 
gdyż przy niej był inny młodzieniec. Zły na siebie, .opiły tru- 
cizną zazdrości", udawał, tak jak ojciec jego Jacek, obojętność, ' 
ale żółć w nim wzbierała strasznie. Nie przemawia do Zosi > 
ani słowa; a Zosia dopiero przy pożegnaniu, gdy Tadeusz wra: 
z innymi oddalał się do Księstwa Warszawskiego, i gdy po- 
słyszała jego ze stryjem rozmowę, przy której łzy mu w oczach 
stanęły, przynosi mu rełikwiarzyk i w prostych a serdecznych 
słowach zaleca mu, żeby obrazek i relikwie te zawsze miał 
przy sobie i żeby pamiętał o niej. Kilka słów urywanych było 
całą odpowiedzią Tadeusza i całem wyznaniem miłości. A gdy 
zostali już narzeczonymi, mówią z sobą poprostu, bez unie- 
sień, przypominają sobie niedawno ubiegłą przeszłość i radzą 
o tem, jak urządzą gospodarstwo. Mowa ich tak naturalna, 
tak spokojna, że już sama przez się pokazuje, jak te dwa 
serca sobie ufają, jak się znają, jak im nie potrzeba żadnych 
słownych upewnień, bo dusze instynktownie czują ku sobie 
pociąg wzajemny, o którego trwałości myśleć nawet do głowy 
im nie przychodzi, gdyż nie nauczyli się uczuć swoich rozbio- 
rowi poddawać. 

Ipaczej jest w miłości zalotnej. Tu świadomość uczuć 
i ich odcieni, umiejętność zastosowania się do rozmaitych cha- 
rakterów, pojęć i okoliczności, wprawa w użycie środków do- 
brze zastosowanych do osiągnięcia zamierzonego celu, są ko- 
niecznymi warunkami powodzenia. Telimena o warunkach tych 
wiedziała i starała się uczynić im zadość. Z dwu niejako istot 
składała się jej osobistość: jedna była-to Litwinka, dobrem 
sercem obdarzona, trzeźwa w ocenie stosunków życio^^Tch 
najbliższych; druga — to kokietka, w której uwydatniły się 
cechy tej ogłady powierzchownej, jaką starały się sobie przy- 
swoić u nas tak zwane wyższe stany, wzorujące się według 
mody i zwyczajów towarzyskich Francyi. Ten pokost francu- 



N 



- 177 - 

ralną barwę jej fizyi^nomi cielesnej 
I przejść aż do serca. Żyjąc długo 
względem moralnym stosunków, tak 

w Petersburgu, zatraciła poczucie 
l^tębszych i silniejszycti zasad etycz- 
, zalotną i narzucającą się a w miarę 
ła się jej oporność względem zale- 
2h tylko. Ponęt swoich używała jako 
u głównie na ludzi, w których ręku 
obywatelstwa. Jako Polka miała na- 
sj powodzenie znaczne, słynna pięk- 
sztatceniem, umiała się zastosować 

i do każdego ^Tieku. Jej rozmowa, 
rtych ogólników albo z niby dowci- 
lie mogła zająć umysłów naprawdę 
wala wszystkich, co stopniem niżej 
n, albo w lekturze belletrystycznej 
mie podtrzymywała sztuką, a niedo 
EU mogła się wydać i piękną i młodą, 
jku" był fałsz jakiś; a niedyskretne 
V licznym tłumie nietylko pod brodą, 
[roniach. Podstarzałej chodziło o to, 
ć za mąż, i w tym celn wszelkich 
jak młodzi i niedoświadczeni chłopcy 
zh od siebie kobiet i łatwo pozy- 

i powodować dają, skorzystała z po- 
mął za , urocze zjawisko", widziane 
liebie zamieszkiwanym, ośmieliła go 
to i ukazała przyjemności miłostek. 
: natury silnych namiętności, cenić 
lorodnym mlodzieńcu i garnęła się 
z wyrachowania tylko; sądziła, że 
ieci Tadeusz, przez punkt honoru, 
>slawienie i ślubem kościelnym za 
zaś w^lędy jej nie płynęły z na- 
Tadeuszu nie zranił jej serca. Robi 



— 178 — 

mu ona wprawdzie gwałtowne wyrzuty, gniewa się nań i obo- 
rzą: — ale to tylko słowami a nie duszą« To też, gdy zoba- j 
czyla na twarzy jego coś jakby cłięć samobójstwa, odzywa j 
się w niej poczciwa litewska natura; Telimena cale zajście, j 
a z niem i niby-milość i niby-oslawę swoją , głupstwem* na- ] 
żywa, chcąc Tadeusza od kroku rozpacziiego powstrzymać. 

Ależ bo Telimena już przed tą sceną zwróciła była oko ' 
na innego mężczyznę, na Hrabiego. Postać- to znamienna z po- 
czątku naszł go stulecia. Należał on do tego pokolenia panów 
polskich, które utraciwszy po upadku Rzeczypospolitej zna- 
czenie polityczne, nie wiedziało samo, co począć z sobą, jak \ 
zapełnić dni, miesiące i lata. Siedzieć na roli i pilnować go- 
spodarstwa nie chciało się ,królewiętom*, bo taki rodzaj za- 
trudnienia uważali za przyzwoity tylko dla szlachty; zajmować 
się szerzeniem oświaty w kraju przez zakładanie szkól było 
dla nich myślą mało dostępną, gdyż sami posiadając niewielki 
zapas powierzchownych wiadomości i talentów, nie rozumieli 
doniosłości nauki dla ogółu narodu; o podniesieniu przemysłu 
i handlu w kraju wyobrażenia nawet nie mieli, uważając tę 
sprawę za niegodną ich klejnotu rodowego. Nie potrzebując 
pracować na utrzymanie, a nie umiejąc spożytkować i mienia 
i czasu na rzecz dobra powszechnego, nudzili się i dla roze- 
rwania się w nudach, obwozili je po stolicach europejskich, 
zbierając po drodze w towarzystwach arystokratycznych za 
granicą i w galeryach okruszyny dyletantyzmu artystycznego 
i literatury pięknej, awanturując się, gdy kto był żywszego 
usposobienia, w przygodach romansowych. Z takich wycieczek 
za granicę przywozili do kraju niektóre nabytki wykwintniej- 
szego sposobu życia, zamiłowanie do obczyzny, a lekceważenie 
natury, zwyczajów i obyczajów ojczystych. I ostatni Horeszko 
^po kądzieli" nie wyróżniał się od tego tłumu t- 

panków. Miał jednakże cechę sobie właściwą: ^ o 

sentymentalnego marzycielstwa w formach pseur*'^- i; 

naczytawszy się dużo romansów, roił o zostt. 
bohaterem, a z czynem swojej odwagi, kiedy l & 

damy od brygantów pod Birbante-Rocca, '"^'^ ć 



) - 

f/em pochmurnem i nudnem 
oglądania pięknych widoków 
ówek przewodników — przy- 
iżytemi przenośniami i poró- 
Icenie artystyczne, dalekie na- 
k się to pokazuje z jego po- 
eh nic nie mówiących komu- 
'glasza Ładny frazes, według 
łyl mu najmilszem wraieniem, 
, przenosząc je nad wrażenia 
Do uczuć głębokich zdolnym 
iubo jeszcze tak miody. Gdy 
d wyjazdu z kraju i nakłonić 
da frazesami, jakby na pamięć 



będę bohaterem; 
vę pooieszycieUi ; 
będę ręką trjelki. 

■y, szlachetny popęd, po przod- 
a ojczyźnie; własnym kosztem 
iwi Księstwa Warszawski^o. 
fch jego popędów, które się 
/ó wczas kiedy był próżniakiem 
' z pułkiem swym przybył na 
i, pozostał tymże dylelantem 
ującym „punktów widzenia", 
co dlatego głównie robi wy- 
osobność wypowiedzenia kilku 

na które Telimena, zrzucając 
da głosem trzeźwej, powsze- 
ego; nie jestem planetą z łaski 
;obietą i już wiem resztę, prze- 

jakby wieńcząc dzieło swojej 
1, którzy zawiedli jej nadzieje, 
lalemu, będąc pewną, że nad 



— 180 — 

tym żwawym jeszcze, lubiącym giesŁa, ale dość ograiiiaM)nyiB 
człowiekiem zupełną władzę posiędzie, kierując nim wedlnf 
woli, zacząwszy od dnia zaręczyn, kiedy mu się we frak przy- 
brać kazała. Zaloty jej kończą się małżeństwem konwencyonal- 
nem. A jakby dla zaznaczenia, że tak się stosunki pomiędz? 
dwoma płciami najczęściej kojarzą, obok tej występuje druga 
para narzeczonych: Asesora z pólwieczną panną, Teklą Hre- 
czeszanką. 

Tak to daleko odbiegliśmy od wulkanicznych wybuchów 
uczucia w sercu Gustawa! Nie mamy czego żałować: od ma- 
rzeń zbliżyliśmy się do rzeczywistości. 

Tęż rzeczywistość znajdziemy również w drugiej sprawia 
„Pana Tadeusza*, w obrazie zatargów majątkowych. Proces 
długotrwały o kawałek gruntu i starą ruderę zamkową, oto 
początek i koniec zatargu; ale pomiędzy początkiem i końcem 
ciągnie się długi szereg śniadań, obiadów i kolacyj, przecha- 
dzek, wycieczek i polowań, rozmów, rozpraw, anegdot, zakła- 
dów, sprzeczek i kłótni, czyli innemi słowy cały szereg obja- 
wów zwykłego, powszedniego życia na wsi litewskiej w po- 
czątkach bieżącego stulecia, objawów, które z malemi zmia- 
nami na całej przestrzeni kraju widzieć się dawały i dają. Bo 
w procesach takich, jakkolwiek chodziło niewątpliwie o wy- 
gianie sprawy, o zyskanie tytułu posiadania cząstki ziemi 
i wzmożenia swojego majątku, bardzo ważną rolę grała zawsze 
chęć gromadnego zbierania się, gromadnego jedzenia, picia 
i gawędzenia. Szlachta, mieszkająca nieraz daleko od siebie, 
rada była liczniejszemu zjazdowi, bo miała powód i potrzeb^^ 
przejechania się po sąsiedztwie, zobaczenia się z wieloma, 
wynurzenia swoich opinij, wygadania się ze swemi dolegliwo- 
ściami. Sądy graniczne, goszczące długo na jednem miejscu, 
ściągały cały zastęp świadków, życzliwców i ciekawców, r ~^ 
to urozmaicały jednostajny porządek żywota wiejskiego, ►- 
siły ruch i gwar w spokojne zazwyczaj siedziby szlach' 5. 

Spór pomiędzy Soplicami i Horeszkami oprócz o 

indywidualnego ma i typowe znaczenie, jako charaktu,.. a 
licznych i częstych zatargów pomiędzy sąsiadair' ^^'''"' J 



. ^ 161 - 

i dalszymi, jako znamienny rys skłonności do pienia ctwa 
w szlachcie naszej, jako obraz wreszcie niechęci pomiędzy 
panami a szlachtą, pomimo zgody pozornej. Właściwie nie 
dba tak bardzo Sędzia o stare zamczysko, ale głównie o po- 
stawienie na swojem, ponieważ mu strona przeciwna zaprze- 
czała prawa do tej rudery. Pomiędzy Soplicami i Horeszkami 
oddawna już istniały niechęci, które dodawały zaciętości stro- 
nom w podtrzymywaniu procesu. 

Sędzia to brat młodszy Jacka Soplicy Wąsala, którego 
Targowica do swoich zaliczyła stronników na zasadzie owego 
zabójstwa Stolnika Horeszki. Gdy Jacek, zdrajcą obwołany, 
uciekł z kraju, majątek jego przeszedł na Sędziego, który jako 
ubogi, przyjął dobra, nie robiąc sobie skrupułu z zatrzymania 
cudzej bądź-co-bądź własności. Z sumieniem łatwo mu po- 
szło; uspokoił je wzięciem pod swą opiekę sieroty pozostałej 
po Ewie, córce Stolnika. Z sąsiadami nie miał wiele kłopotu; 
urok bogactwa jak dzisiaj tak i dawniej działał na ludzi po- 
tężnie; szlachta zaściankowa nie odmówiła szacunku i powa- 
żania bogatemu Soplicy, nie wglądając w to, jakim sposobem 
do majątku doszedł; uczciła urzędem obywatelskim, wybrała 
go na sędziego. Naturalnie przy nadarzonej sposobności przy- 
pomni ona sob.e swoje do niego niechęci; wymówi mu naj- 
przód to, że wyrósł ze „szlachciury*, wytknie mu następnie, 
że się dmie zanadto, że od obyczajów szlacheckich się od- 
strycha, bo gdy pić nie chciał na zebraniu, a w gardło mu 
lano, krzyczał: „gwałt się dzieje"; a gdy prosił go szlachcic 
zaściankowy o rękę Zosi dla swego syna, odpowiedział, iż je- 
szcze mała, a tymczasem już ją komuś innemu przyobiecał. 
Znajdzie się wszakże i wtedy obrońca Sędziego, dowodzący, 
że Soplica w stosunkach z zaściankiem szuka zawsze zgody, 
UJ ^puje nawet ze swego, że on pierwszy zabronił chłopom 
ki niać się sobie do ziemi, za grzech to poczytując, że gro- 
m -dę do stołu zapraszał, że płacił za włość podatki, że Pol- 
sk ' kocha nad wszystko i polskie chowa obyczaje, że Sopli- 
co o — to centrum polszczyzny. To wszakże niewątpliwa, 
,że w zwyczajnych warunkach życia Sędzia darzony jest po- 



■^ 



- 18J — 

wszeclmem uznaniem i zasługuje na nie swoimi postępkanu. 
Mniej ma burzliwy i namiętny temperament niż bral jego 
starszy; ale rodowe podobieństwo pomiędzy nimi uwydataia 
się silnie. I on umiał kochać; po śmierci swej narzeczonej nie 
próbował już szukać pociechy w pożyciu małżeriskiem, po- 
ślubiwszy wierność zmarłej. I on był porywczy; pomimo zwy- 
kłej sobie powagi, łatwo się unosi, krzyczy, tupie nogami 
I on był dumny: kochał kraj, gotów cały swój majątek oddać 
na jego potrzeby, nawet życie zaofiarować, ale nie chciał wy- 
ciijgnąć pierwszy ręki do zgody z Hrabią, cłjociaź mu wyka- 
zywano, że zgoda ta dla kraju będzie pożyteczną. Nawet 
w jego miłości ojczyzny przebija się duma; skory jest do po- 
święceń dlatego, żeby go kto inny w nich nie wyprzedziL 
żeby nie wydarł pierwszeństwa Soplicom. 

Nominalnie w sporze z Sędzią zoslaje Hrabia, ale w grun- 
cie rzeczy nie jest on rzeczywistym jego przeciwnikiem, nie 
on przedstawia zaciętość pieniacza. On nie znając dobrze sto- 
sunków domowych Sędziego, żałuje, że Sędzia nie ma córki 
któraby przez obudzenie w nim miłości wywołała za wikłanie 
dramatyczne, walkę obowiązku z uczuciem, możność pokony- 
wania przeszkód i wywoływania te&trJlnych efektów. SaDi 
nawet najazd, który miał proces zakończyć, albo nanowo go 
rozpocząć, ma w jego wyobraźni raczej znaczenie popisu ry- 
cerskiego niż siły, co mu zaprzeczone dobro powrócić zdoła. 
Istotnym przedstawicielem strony wojującej praw^em i mieczem 
z Sędzią jest Gierwazy Klucznik. Scyzoryk, Szczerbiec^ Mo- 
panku. Pólkozic, stary sługa domu Horeszków, gdyż on wchło- 
nął w siebie wszystkie uczucia swych panów i stanął na 
straży ich pamięci i ich dobra, dokładając wszelkich sił, ażeby 
marzycielskiego Hrabiego do działania pobudzić. On był świad- 
kiem śmierci Stolnika i poprzysiągł zemstę Soplicom, chocia.» 
wiedział, że Stolnik w przedzgonnej chwili swemu nawet za- 
bójcy przebaczył. Pomimo starości żywość w nim pozostała 
młodzieńcza, a każde jego słowo wychodziło mu z głębi serca, 
miłością lub nienawiścią przepełnionego, i stąd wprawiał<» 
w ruch nieustanny całe jego ciało. Ma wspomnienie przeszłe- 



»ennie jakby w nabotnem roz- 
ozpamiętywal, na twarzy jego 
Ikiej i rozpaczy". Żyl i żyje nie 
>ich; a najdroższym mu przed- 
ą w interesie swych chlebodaw- 
ial nigdy żony, nie miał diie- 
lą i dzieckiem : nig^dy się z nim 
iroku pieści! go; w nocy kladi 
jest istotnym sprawcą i orga- 
wy zyskując rozszerzoną wieść 
z Rosyą. Gdy królowie z kro- 
je on — to czyż szlachta ma 
elkiego będzie dusić; my duśmy 
daje mu się, że nietylko lakiem 
sprawy publicznej, lecz owszem, 
dy jego cały:., Z góry i z doJu — 
naJych mali, jak zaczniem ciąć, 
tak zakwitnie szczęście i Rzecz- 
swem przywiązaniu do chlebo- 
wnycli rezydentów szlacheckich 
awę magnata, któremu służył, 
■pospolitej, której by( wolnym 

it szlachta okoliczna, gęsta jak 
porywcza do bitew, swarząca 
iw o sławie i życiu spótbraci, 
ici w sercu i łatwo dająca się 
atnych do pomożenia sprawie 
nieprzyjacielowi. Hałaśliwa ta 
1 pożywienia i napoju, a obda- 
istrzonym pracą i ciągiem prze- 
Tzu, lada jest wszelkim oka- 
obfity stanowi składową część 
zy i do namysłu lub rozwagi 
prędszy u niej posłuch, bo d!a 
'ów i rozumu potrzeba silnych 



— 184 — 

i doraźnych ciosów. Stąd glos Bartka zwanego Prasakieffl. I 
który był gazet pilnym czytelnikieni, świadomym polityki glos 
przemawiający za porządkiem, za zrobieniem konfederacyi jak 
w Wielkopolsce; również jak glos Buchmana, doradzającj 
dojrzałą a systematyczną dyskusyą, obija się tylko o tezj 
słuchającej szlachty; gdy przeciwnie Maciej Kropicie!, co nie- 
nawidzi oczekiwania, igra słówkami i konceptami, a wpada 
w rym gorączkowemu usposobieniu zebrania dobitnym wyra- 
zem: „kropić!* — pozyskuje ogólne uznanie. 

Patryarchą tej kłótliwej rzeszy był Maciek nad Maćkami, 
zwany także Kurkiem na Kościele, z powodu częstego prze- 
chodzenia z jednego stronnictwa do drugiego, albo Zabokiaa 
dla zwyczaju chwytania ciągle jakby za pałasz, albo wreszcie 
Królikiem, iż z szczególniejszem zamiłowaniem zwierzątka te 
pielęgnował. Doświadczenie, w długiem a przeróżnemi zapel- 
nionem przygodami życiu nabyte, zrobiło go rozumniejszym od 
współbraci, którym nieraz gorzkie mówił prawdy, na nic się 
nie oglądając. Nie lubił on czczej gadaniny, nie cierpiał swa- 
rów osobistych, prawdę mówił wszystkim w oczy i bez ogródki; 
zazwyczaj był milczący, a nawet , ponury*, ale gdy wpadł na 
jaki przedmiot, silnie go poruszający, mówił wiele, wyrazy 
wylatywały mu z ust szybko, a zaprawne były pospolicie go- 
ryczą: nieraz przychodzących do siebie po radę fukal i ^wy- 
pychał milczkiem za drzwi domu*. Wpływ jego był znaczny 
w zwykłym trybie życia zaścianku dobrzyńskiego; Maciek bo- 
wiem zarówno się znał na prawie jak na gospodarstwie, 
a zmiany powietrza zgadywał częściej niż kalendarz. Więc 
czy-to siejbę rozpoczynać, czy wiciny wyprawiać, czy zboże 
żąć, czy procesować się, czy umowy zawierać: nie działo się 
w Dobrzynie nic bez Maćka rady. Ale podczas wzburzenia, 

kiedy on patrząc na nierozsądek spółbraci, lecących d ''*"! 

w interesie prywatnym Hrabiego, nie raczył wdai j 

w rozprawy i tylko głupcami nieustannie ich nazyw'*' 
wanie się jego pozostało bez wpływu. Starość zrobiłs ^ 
liwym, a przyzwyczajenie do rządzenia umysłami szła" 
ściankowej, wytworzyło w nim skłonność do '^^^^'^ * 



- 186 — 

któremu wszyscy bezwarunkowo poddać się byli powinnL 
Jako gorliwy katolik nie wróżył nic dobrego Napoleonowi, 
jeżeli się na wyprawę wybrał bez Boga. Jako narodowiec, 
z boleścią patrzał na strój i uzbrojenie wodzów polskich przy- 
branych z francuska. On jeden tylko nie podzielał ogólnej ra- 
dości, jaka się w Soplicowie objawiła na widok zbrojnych 
zastępów narodowych, idących na północ pod rozkazami 
,boga wojny ^ 

Zajazd skończył się właściwie tylko na wielkiem spusto- 
szeniu wszelkich zapasów żywności i napojów; najedzonych 
zwycięzców zwyciężył w końcu sen. Słodkiem było zasypianie, 
ale bolesnem przebudzenie. Wszystka szlachta zaściankowa 
ujrzała się w dybach, w które zakuło ją wojsko rosyjskie. 

I tu znajdujemy się wobec trzeciej sprawy poematu, 
najważniejszej, najdonioślejszej, skupiającej w sobie i jedno- 
czącej rozróżnione interesa indywidualne i rodzinne, dopro- 
wadzającej do zgody i harmonii uczucia i dążności wszyst- 
kich żyjących w tym świecie, przez poetę stworzonym. Zgodę 
tę i harmonię sprowadziło samo położenie rzeczy, ponieważ 
pomiędzy powaśnionych braci wdarł się obcy, który był za- 
równo nieprzyjacielem obu stron, toczących spór ze sobą. 
Atoli żeby położenie to mogło być wyzyskane na rzecz braci 
a przeciwko obcemu, potrzeba było odnaleźć środki do walki 
skutecznej. Odnalazł je bernardyn, ksiądz Robak. Był-to ów 
Jacek SopliAi, który okrzyczany zdrajcą, od przyjaciół opusz- 
czony, od współobywateli wzgardzony, czując wyrzuty sumie- 
nia, uciekł z kraju, ażeby uniknąć szyderstw, obelg i poniże- 
nia, ale zarazem, ażeby okupić swe grzechy krwią i poświęce- 
niem się. Bił się wszędzie za kraj, gdzie tylko znalazł potemu 
sposobność, a następnie przywdział habit mniszy, by się do- 
h 'owolnie upokorzyć i dlatego też przybrał przydomek Ro- 
to ika. Jako emisaryusz zwiedzał wszystkie części dawnej Pol- 
s i, roznosił nowiny, zagrzewał serca, budził umysły, przygo- 
t< wywał rodaków do mogących nadejść wypadków, które wy- 
z skać należało na rzecz niepodległości narod&t^*. Umiejąc 
p zemówić do wszystkich stanów stosownyi^językiem, zdołał 



/ 



/ 



— 186 — 

pozyskać zaufanie nielylko u braci szlachty, ale także u żyda 
Jankiela, przetwarzając go ze zwykłego handlarza, dbającego 
o zyski, w człowieka, który obok zysków miał także na wi- 
doku dobro narodu, czując się jego cząstką, podzielając jege 
cierpienia i starając się przybliżyć dni radości- SZowa Robaka, 
wypowiedziane w karczmie do szlachty zaściankowej, iż przed 
spodziewanym przybyciem Napoleona trzeba wymieść śmieci 
z domu, słowa zużytkowane przez Klucznika w interesie 
Hiabiego, wyAvoIują zawikJanie, które on tylko na rzea 
sprawy ogólnej mógł rozwiązać. Zebrawszy więc coprędzej 
szlachtę z zaścianków, niewciągniętą do wyprawy na Sopli- 
cowo, przyprowadza ją na odsiecz tym, co byli w dybaA; 
a zręcznym podstępem osłabiwszy siły spólnego nieprzyjaciela, 
zagrzewa do stoczenia bitwy, w której przeciwko mocy regu- 
larnego, dobrze wyćwiczonego, ale spitego żołnierstwa, staje 
potężnym indywidualizmem nacechowany, niekarny animusz 
szlachecki i — zwycięża. 

Wojsko rosyjskie zostawało pod kierunkiem dwu głó- 
wnie wodzów: majora Płuta i kapitana Rykowa. 

Major był z* pochodzenia Polakiem, a przemieniwszy 
narodowość, stał się zawziętszym nieprzyjacielem swoich nie- 
gdyś rodaków, aniżeli Rosyanie rzeczywiści. Fanfaron zapala- 
jący fajkę asygnatami, uważający się za dowcipnego i z tego 
tytułu prawiący niegrzeczności damom, srogi, gdy iest w bez- 
pieczeństwie, a tchórz ostatni, gdy się czuje zagrożonym, 
Płut — to jedna z tych istot pospolitych i nizkich, którym 
tylko bezczelność toruje drogę do pięcia się coraz wyżej, do- 
póki się im noga nie powinie. 

Ryków przeciwnie, to natura z gruntu uczciwa. Bez 
uksztalcenia, bez ogłady, rubaszny, posługujący się w myśleniu 
i w mówieniu zabytkami tradycyjnej mądrość, 
stałymi w przysłowiach, zabobonny, wierzący r ■ 

anegdoty o czarodziejstwie Bonapartego i Suwar. ' 

służbistą i dba o swoje 8 medalów i B krzyże, ' 
nienie rozkazów władzy wyższej nie wyehoc^ 
w zgodzie z Polakami, jako dobrymi i d'^ «^ 






— 187 



fllki, kocha swój kraj i rozumie, że każdy kochać ojczyznę 
klasną powinien; potrzeby ma niewielkie, tak że mu j^o 
iBczuply żołd kapitański wystarcza „na ponczyk i lulkę ta- 
baki"; dlatego też ofiarowanej sobje kiesy dukatów nie przyj- 
muje i gotów bezinteresownie stanąć w obronie szlachty, gdy 
odbywać się będzie śledztwo co do zaginionej roty całej. Bil 
aię on mężnie, dowodził rozsądnie, ale ze spitymi jegrami do 
lądu dojść nie mógł. 

Szlachta nie miała dowódcy; każdy był sobie wodzem. 
I pomiędzy nią znajdowali się ranni, a największą klęską 
w walce była utrata księdza Robaka, który ugodzony śmier- 
telnie, zaledwie miał czas opowiedzieć wysoce dramatyczne 
dzieje swego życia, otrzymać przebaczenie Klucznika i rozpo- 
rządzić, jak się szlachta ma nadal zachować. Młodzież prawie 
wszystka udała się do Księstwa Warszawskiego, ażeby się do 
szeregów polskich zaciągnąć. W kilka miesięcy potem mło- 
dzież ta, a mianowicie Tadeusz i Hrabia, znaleźli się znowu 
w Soplicowie, razem z jenerałami Dąbrowskim i Kniaziewi- 
czem i uczestniczyli w uczcie, na której Jankiel zachwycił 

• 

i rozrzewnił wszystkich swą grą na cymbałach, wyrażającą 
po mistrzowsku uczucia, jakich doznawali Polacy w ciągu 
ostatnich lat bytu politycznego Rzeczypospolitej, i nadzieje, 
J^ie budowali na legionach. Wszyscy byli weseli, wszyscy 
z upojeniem radości spoglądali w przyszłość; tylko Maciek 
z pochmurzonem czołem uciekł do swych królików. Tym spo- 
sobem pogodne zakończenie wszystkich zawikłań nadziej;| świe- 
tnego w przyszłości losu ojczyzny, konieczne ze względu na 
przeświadczenie spółuczestników zdarzeń, przyćmiewa nieco 
dostrzeżona zaledwie chmurka niepowodzeń dalszych, chmurka, 
ttórą wtedy widzieli wyjątkowo niektórzy tylko. 

ystkie te sprawy rozwijają się wśród wiosek litew- 
s' >d pól, lasów i puszcz, przy najrozmaitszem oświe- 

^* . mem, południc wem, wieczornem i nocnem, przy 

Si ^'^odzie, raz tylko szybko przemijającą, ale straszną 
^ lafionej. Krajobrazy te, tak samo jak ludzie, nie są 

8 ibinowane, nie są naciągane do stanu uczuć 



/ 



-- 188 - 

i usposobień w duszy człowieka, jak to nieraz w romantyzmie 
bywało, ale bierze je poeta wprost z rzeczywistości, maluje 
ze spostrzeżeń, które mu silnie w wyobraźni utkwiły. Te 
drzewa i te puszcze, to obłoki przebiegające po niebie, le 
stawy' i te pola, te wschody i zachody słońca, te blaski księ- 
życa, jakie w poemacie na wieki utrwalone, podziwem i uwiel- 
bieniem dla fantazyi mistrza przejmować będą, to nie są do- 
wolne wyniki romantycznego kultu natury, wymagającego cią- 
głych zachwytów i uniesień, ale to konieczne, nieodzowne 
części obrazu rzeczywistości, w którym nie może brakować 
otoczenia, nietylko będącego tłem czynności ludzkich, ale też 
wpływającego na nie częstokroć bardzo potężnie. Gdyby bra- 
kowało tych krajobrazów, to nietylko nie byłoby właściwydi 
im piękności w poemacie, ale nadto, co ważniejsza, nie byłoby 
tej całkowitej prawdy, jaką, odtwarzając rzeczywistość, dał 
nam Mickiewicz w ,Panu Tadeuszu*. 



IX. 



Malując rzeczywistość, poeta nie mógł tworzyć ideahaycb 
doskonałości, w jakie obfitowała zarówno klasyczna jak i ro- 
mantyczna poezya. To też niema ich w ,Panu Tadeuszu*: 
żadna tu postać nie jest ani bezwzględnie złą i brzydką, ani 
bezwzględnie dobrą i piękną; każda jest mieszaniną różno- 
rodnych skłonności, popędów i nawyknień tak, jak bywa w ży- 
ciu. Dla Mickiewicza w „Panu Tadeuszu" niema uprzywilejo- 
wanych bohaterów, którymiby się ze szczególniejszą sympatyą 
obchodził, starając się dla nich zjednać względy czytelników; 
ale też niema i takich osobistości, któreby lekceważąco lub 
pogardliwie traktował, usiłując je zohydzić lub poniżyć 
stał na owej wyżynie, z której wszystkie objawy i przei 
chociażby najdrobniejsze i najmniej znaczące, ukazują ko. 
ność swego istnienia, a stąd na jednakową zasługują u 
badacza; każdy trzeba poznać i każdemu właściwe nab 
miejsce zgodne z naturą, jeżeli całość ma być ist'^*'^ ' 



Mickiewicz z równą starannością 
Die obłoki i grę Wojskiego na rogu, 
; stąd podaje równie szczegółową 
icy jak Maćka nad Maćkami, kłótnię 
cianku; stąd równie go interesują 
igo K pozwem, jak i tragiczna spo- 

edmiotowo tworzący artysta. Ale 
na obrazie pomieścić nie można, 
wybór; jeieli w tej czynności pój- 
astrojem lub kaprysem, to utworzy 
namieniem podmiotowości swojej; 
zwadze uchwyci najznamienniejsze 
st takie, które nietylko przez niego 
[że i przez większość ludzi znają- 
b objawów, z których wybór został 
za najlepiej ją uprzytomniające: to 
topień przedmiotowej prawdy, do 
janego człowiek: w pewnym danym czasie dojść może, Mic- 
kiewicz, według głosu powszechnego, wybrał istotnie i unie- 
irtelnit w .Panu Tadeuszu" takie tylko objawy i przęd- 
ły, które istotnie dany czas i miejsce wybornie charakte- 
>waly, Ani jednego tu niema krajobrazu, ani jednej osoby, 
jednego szczegółu ważnego, któryby byt fałszywym, któ- 
' nie odpowiadał czasowi i miejscu, wziętym za przedmiot 
wiadania. W drobnych szcz^ółach, mianowicie chronolo- 
Qych, są uchybienia, ale tak maloznaczne i niewidoczne, 
e tylko przy szczegółowym rozbiorze dostrzedz i wskazać 
na. 
Atoli obok wyboru musi jeszcze istnieć w dziele sztuki 
>•! względnej wartości objawów i przedmiotów, przez 
«j przedstawionych; chociaż bowiem wszystko, co istnieje, 
wynik konieczności ma swój powód bytu; to przecież 
złowieka nie wszystko ma jednakową wartość i donio- 
Natura istnieje dla siebie a nie dla człowiekc; dzieło 
'"Vi podaje człowiek tylko dla człowieka; a więc musi 



■^ 



— 190 — 

zadość uczynić jego rozumowym, estetycznym i etycznym po- ] 
glądom, poczuciom i popędom. Dawniejsi twórcy narzucali 
zgóry opinie swoje czytelnikom; pewne wybrane osobi^osd 
ukochane przez nich, pewne uczucia i poglądy, których sami 
byli wyznawcami, pewne popędy, które ich działalność powo- 
dowały, były silnie uwydatnione w dziele sztuki i stanowiły 
dla widza lub czytelnika miarę, według której miał oceniać 
wszystkie inne osoby, uczucia, pomysły i pragnienia. Dzisiejsi 
ułatwiają tylko czytelnikom i widzom wyrobienie sobie prze- 
konania o stopniu wartości pewnego objawu lub osoby, praed- 
stawiając okoliczności, wśród których one powstały, siły, któ- 
remi rozporządzają, powody lub motywy, które ich ukazanien 
się lub działaniem rządzą, wreszcie skutki, jakie po ich uka- 
zaniu się lub działaniu nastąpiły. Mickiewicz robił tak samo; 
każdy w „Panu Tadeuszu* objaw jest pod tymi wszystkimi 
względami przedstawiony, już dlatego samego, że jest z samej 
rzeczywistości wzięty; każda osobistość działa tu z motywów 
wynikających z jej charakteru i nie mogących być innymi 
Czytelnik więc stosownie do stopnia swego rozwinięcia i ro- 
dzaju swego umysłu oraz sfery, w której żyje, może sobie 
wytworzyć pojęcie o względnej pożyteczności lub szkodliwości, 
wyższości lub niższości każdego objawy i każdej osoby. Ale 
poeta nasz na tem nie poprzestaje. Dawniejszy jego sposób 
tworzenia, zawarunkowany rozwojem poezyi romantycznej, 
podmiotowością silnie nacechowanej, musiał się odbić nawet 
w „Panu Tadeuszu*, lubo w rozmiarach nadzwyczaj już szczu- 
płych. Poeta wprawdzie bardzo rzadko mówi wprost od sie- 
bie, i to zaledwie w krótkich oderwanych zdaniach, ale zato, 
chcąc zaznaczyć stosunkową wartość zjawisk lub osobistości 
i ich działań, używa trzech środków artystycznych, mających 
charakter podmiotowy: zapału, rzewności i ironii. 

Zapał, albo ogólniej, wysoki nasb:ój dramatyczny panuje 
w spowiedzi księdza Robaka, w jego urywanych i splątanych 
wyznaniach. Rzewność przebija się wszędzie, gdzie jest wzmianka 
o kraju rodzinnym i o wspomnieniach młodości. Ironia, aie 
ironia łagodna, pobłażliwa, najszerzej się rozlała po całym 



191 - 

;cb tak licznych miejscach, gdzie 
zeważnie fizycznem życiu szlachty 

i zaściankowej, oraz w obrazie 
;o, Asesora i Rejenta. Ironia ta, 
la, ma na celu sprowadzić do 
enia obszernie traktowane szcze- 
;owy, nie mógł on ich pominąć. 

zajmowały miejsce w rzeczywi- 
śmiechem łagodnym traktowa! tę 
go, tak małe z takim wysiłkiem 
. tylko ironia ta przechodzi w sar- 
już wyraźnie te osobistości, które 
:racza w takich razach z zakresu 

przechodzi w dziedzinę satyry. 
: w obrazie postaci Buchmana, 
cieniu Hrabiego, kiedy-to poeta 
IT istocie byl wielkim dziwakiem", 

porównania ośmiesza jego czyn- 



a albo za szarakiem, 
)o pogl^dał ialodnie, 
óbte aa w^aokiej so^ie; 
trzelby, błąkał aię po gaju, 
ęato siadał prz; ruczaju 
!y głowę nad potokiem, 
r^by chcąca połreć okiem... 

a od przedmiotowego trybu two- 
Tadeuszu' i można je za wy- 

jego są dowodem wiernego pil- 
JUad nie jest w najdrobniejszej 
anej kombinacyi, idzie bowiem 
ladków, które z początku rozta- 
polo wy, utworu żywszym biegną 
erwy dla podrażnienia ciekawości 
■o efektu dla wzmocnienia tych 



- 192 — 

wrażeń, jakich sama rzecz czytelnikowi dostarcza. Styl w (co- 
władaniu samego poety prosty, z wyrazów potocznej roaaowj 
złożony^ świetniejący tylko trafnemi porównaniami i wybonie 
rozwiniętemi przenośniami, w dyalogu i przemowach odtwa- 
rza temperament, stopień i rodzaj uksztalcenia, oraz chwilowy 
nastrój rozmówcy; dość przypomnieć sobie sposób mówiaia 
Hrabiego, Asesora, i Rejenta, Gierwazego, szlachty zaścian- 
kowej, księdza Robaka w karczmie i na łożu śmiałdnem, 
wreszcie panegiryk na zaręczyny Tadeusza i Zofii, napisany 
w stylu deklamacyjno-klasycznym, ażeby ocenić rótnorodnok 
i znamienność w charakteryzowaniu wyrażania się osób 
poematu. 

Czy „Pan Tadeusz* jest epopeją? Jeżeli to oznaczme 
estetyczne rozumieć będziemy według reguł spisanych z wzo- , 
rów greckich, to odpowiedź wypadnie naturalnie przecząca; 
ale jeżeli przez nie chcemy określić utwór poezyi, obrazującr 
caJe życie narodu w pewnej danej chwili dziejowej, to po- 
mimo, że „Pan Tadeusz" nie wyczerpuje wszystkich cech 
życia naszego w początkach XIX stulecia, ze względu jeo- j 
nak, iż najważniejsze w sobie mieści, miano to przyznać mu 
trzeba. 

Z braków, jakie zauważyć można, dwa mianowicie za- 
sługują na wymienienie: brak przedstawiciela mieszczaństwa 
i brak kobiety-obywatelki. Mieszczaństwo na Litwie zaznaczyło , 
swoje społeczno-polityczne znaczenie co najmniej od r. i<^' ^ 
a w początkach XIX stulecia należąc do różnych stowarzy- 
szeń dobroczynnych, naukowych i społecznych, wa^o czynny 
udział w rozwoju spraw narodowych. Jeżeli Mickiewicz z bar- 
dzo nielicznej grupy żydów - obywateli wybrał Jankiela, to 
z równą słusznością mógł i mieszczanina-objrwatela przedsta- 
wić. Pominięcie to daje się jednak wytłómaczyć obivi ^ 
jako miejsca rozwoju opowiadania; żyd na wsi móg ^ 
najmniejszego naciągania do poematu wprowadzon ^' 
czanin zaś — nie. Brak kobiety-obywatelki jest o ^ 

tkliwszym. Trzy wyraźniej narysowane kobiety w ^" 



dl, 
irez< 



tąJĘ 



pn 

5gO 



Z tem ziistrzeieniem, „Pana Tadeusza' r 
'popeją. Zresztą mniejsza o nazwę; z nią lub 
tanie on poematem najpiękniejszym, najwsp 
ileratura nasza posiada, poematem, który w 
aej artystycznej nowy okres rozpoczyna. Zest 
■ównywać z epopejami greckiemi w celu u 
z niemi, jest dowolnością 
uzasadnienia. ,Pan Tadeusz 
ataniem epopei greckich i już 
ijszy nie może mieć tego ol 
i, co one. A powtóre uzna 
lla epopei pierwszej po Horn 
ly mogli, gdyby nasz naród 
cywilizacyi, jak je mają Hel 
two w oświacie Francuzom. Ai 
sze stosunki stfJyby się inti 
S wczas każda z postaci .P 
czajnego uroku, jakiego doda 
rodu, którego owe postaci 
. Zanim to nastąpi, ,Pan T 
nakomitszym poematem, jak 
i. Że my w poemacie tym 
i, nii w Jerozolimie Wyzwolo 
Hermanie i Dorocie, niż w I 
się rozumie; gdyż każdy nai 
ąjlepszą karm" umysłową dl 



1 



— 194 — 

kać może, jako w wyniku świadomych siebie myśli o bycie 
i działalności własnego narodu ^). 



») Obszerniejsze sludya o ,Panu Tadeuszu" pisali: Edmund Cho- 
jecki: ,De Tespril poetiąue de la Lathuanie. L'oeuvre de llickiewicz* (w Re- 
vue Contemporaine'* 1862; tom 60-ty str. 775—808); toż w ,La Polopic 
captiYe" 18(>4; Hugo Zathey: .Uwagi nad Panem Tadeuszem*, Pconan 
1872; Albert Gąsiorowski: „A. Mickiewicz od wyjazdu z Petersburga i Paa 
Tadeusz" (Wadowice, 1874; wyszedł tylko tom pierwsz)); Frandszek Ha- 
bura: ,Pan Tadeusz a Iliada* (Kraków, 1874); Władysław Nehring: ,Pan 
Tadeusz- (.Ateneum"* 1877 i w „Studyacb* 1884); Stan. Tarnowski: Od- 
czyty o Panu Tadeuszu, wygłoszone w Warszawie 1878 (dotychczas niedru- 
kowane); Adam Hzażewski (A6r): ,Studya nad pojedynczymi utworami A. 
M-a. I. Pan Tadeusz\ (.Dziennik Poznański" 1S84); Henryk Biegelasen: 
^Pan Tadeusz*, Warszawa, 1884; Adam Bełcikowski: , Kilka myśli o Panu 
Tadeuszu* (w dziele: ,Ze studyów nad literaturą polską* Warszawa I^); 
Walery Gostomski: „Arcydzieło poezyi polskiej*. Kraków, 1893: W. L 
Bruchnalski: ,Reminiscencye w Panu Tadeuszu z Homera, Werigilinsi 
i Tassa* (w ,Pam. Tow. lit. i. M.* II, 95—121); F. Krezek: ,Najwcześni^ 
sze sądy współczesne o Panu Tadeuszu* (tamże, II, 175—186); R. Rlal: 
,Opis matecznika w trzech redakcyach* (tamże lY, 154—168); tcnżs: ,ATł- 
tografy pierwszych trzech ksiąg Pana Tadeusza* (tamże V, 75—140); Kazi- 
mierz Łapczyński: „Flora Litwy w Panu Tadeuszu" (Kraków. 1894); Jóaf 
Tretiak: „Dwie Zosie Mickiewicza* (w jego „Szkicach literackich* Kraków 
1890), Wł. Mickiewicz: .Żywot* (U, 303— 312 —zdania spółczesnych o Panfl 
Tadeuszu). — Zob. mój artykuł „Oceny Pana Tadeusza* (.Ateneum* 18S5, 
zeszyt majowy) i „Nowe studyum nad Panem Tadeuszem* (tamie, 18i4}. 



'A. 
3CZYŻNIE. 



s 



jęBykn franeuBkiin. Historya Polski 

- październik 1838). 

>W9ką- — Herwsze miesiące pożycia mał- 
bbwe, — Zatoienie towanjatwa ,Brad 
fmame. — Prace literackie cudzoziemców 
■cone. — Artykuły Mickiewicza w języku 
zaniechanie jej. — II. Gągłe wimaganie 
wyroagania co Aa zadania poety. — Tni- 
ragi I pism Jakdba Buhme, Anioła Szlą- 
oniec 1836 r. oebola do pisania wraca. — 
francuskich. — Uickiewicz ma nadzieję 
i pisze dramat po francusku. — Zdania 
i George Sanda. Oddany do teatru PoiŁe- 
ny. — Rozhiór „Konfederatów Barskich". 
Wojewody i Emędza Marka. Charaktery: 
■ Wykonanie dramatu. — Styl. — Urywek 
u francuskim. — IV. Zajęcie dę dziejami 
em ht. Raczyńskim. — Charakterystyka 
aki^*. — Różnorodne plany propagandy 
Tidzącej Parran. — Jak pojmował Mickie- 
iwiązki rodzinne. 



e ,Pana Tadeusza* się odbiJE^y, 
;t przed najbliższymi przyjaciółmi ') 



— 198 — 

postanowił przyprowadzić do skutku y^rniflr ożenienia aę, 
Prz}'pommal sobie córkę Maryi Szymanowskiej, Celinę, którfj 
w Petersburgu lubił dawać nauki moralne, drażniąc się i nią 
i przekomarzając, ale lubiąc ją ^jako dziecko dobre, żywe 
i wesołe-. Marya Szymanowska umarła w r. 1831 podczas 
cholery; córka jej starsza, Helena, wyszła za uniwersyteckiego 
przyjaciela Mickiewicza, Franciszka Malewskiego; Celina miesz- 
kała u dziadka i babki w Warszawie. Za pośrednictwem wspól- 
nego znajomego, doktora Stanisława Morawskiego, oświadczy! 
poeta jeszcze w lutym 1834 r. chęć ożenienia się z Celiną, 
którą przed trzema laty, po śmierci jej matki, opuścił byl Ba- 
rzeczony, Celina w towarzystwie kuzynki swojej, Laury Brze- 
zińskiej, w}-brała się na Drezno do Paryża, gdzie stanęła 
29 czerwca *). Krewni jej, Franciszkowie Wołowscy, mieszka- 
jący w Paryżu, pomieścili ją u siebie. Oświadczyny formalne 
nastąpiły 2 lipca, przygotowania do ślubu odbyły się pocichu; 
w przeddzień aktu napisał Mickiewicz lakoniczną karteczkę do 
Ignacego Domejki: , Jutro mój ślub, Masz tedy ubrać się 
pi^^kiiie we frak i przyjść o pół do dziewiątej zrana do Zana, 
a z nim przed dziewiątą do Wołowskich, skąd udamy się na 
ceremonią. Nie mów nic o tem nikomu i pamiętaj nie spóźnić 
sie*. Nazajutrz, we wtorek, 22 lipca 1834 r. poszło wszystko 
weiilug ułożonego planu. Na ślubie była tylko rodzina Celiny 
i kilku przyjaciół Adama, a między nimi Julian Ursyn Niem- 
cewicz *). Państwo młodzi zamieszkali przy ulicy de la Pepi- 
nióre N. 160 .prawie na przedmieściu, jak na wsi*. Mieli 
ładny domek z ogródkiem; a w tym domku prócz nich była 
tylko rodzina jego właścicieli. Urządzili się jak można naj- 
skromniej w ti-zech pokojach, ale wygodnie, mając , własne 
meble* i spodziewając się mieć wkrótce „własny fortepian*. 
Ślub Mickiewicza, wedle żartobliwego wyrażenia samego 



N 



^) Wł. Mickiewicz: .Żywot" H, 292—295. 

«) ,Koresi)ondencya' I. str. 14.9 w hście Celiny do Heleny Malew- 
skiej. Akt ślubny podpisali: Niemcewicz, Stanisław Wołowski, Aleksando" 
Jełowicki, Ignacy Domejko, ksiądz Skórzyriski, który ślub dawał, i ksiąłli*'- 
01ivier (Wl. Mickiewicz: .Żywot*, str. XXVIII dodatku). 



— 199 — 

poety, » przez kilka dni przerwał w Paryżu dyskusye poli- 
tyczne (wśród wychodźców) i ledwo nie tyle zajmował nowi- 
niarzy, ile przyjazd Lubeckiego"^. Po i, nudach pierwszych wi- 
zyt" rzadko gdzie wychodzili. Wieczorem zbierało się u poety 
dawne towarzystwo: Domejko, Stefan Zan, Witwicki; czasem 
parę innych osób zaglądało do nich. Znajomi Mickiewicza nie 
odrazu przywykli do jego „nowego mebla" i byli „trochę że- 
nowani*. Przez trzy pierwsze tygodnie poeta próżnował i uży- 
wał tylko życia; nie był ani razu „w kwaśnym humorze", 
często czuł się „wesoły i pusty", jakim oddawna nie był" *). 
Dawne upodobanie w płataniu figlów i wykonywaniu zabaw- 
nych pomysłów niekiedy mu wracało. Raz wybierając się na 
przechadzkę włożył Celinie, ubranej w czarną suknię, kapelusz 
męski na głowę; i tak wyszli. Nie podobało się to wielu. „Fa- 
milia żony — pis£j z tego powodu Mickiewicz żartobliwie do 
Klaudyny Potockiej, która nakrótko przedtem była w Paryżu 
i odwiedziła młode małżeństwo — przysłała do mnie urzę- 
dową deputacyą, protestując przeciwko takim abuzom władzy 
mężowskiej". A Potocka w tym-że tonie odpisała poecie: 
„Słusznie bardzo rada familijna zebrała się w obronie pani 
Celiny! Kazać jej w męskim kapeluszu chodzić, kiedy żurnai 
mód o tem nigdy nie pisał, a to bezprzykładny mężowski 
szał! Przypominam się pamięci tej męczennicy pańskiej, życzę 
jej, żeby się niezbyt cieszyła tem, co w niej chwalić będą, ale 
i nie zrażała, jak jej doświadczać przyjdzie, że i ona wszyst- 
kim dogodzić nie poti^afi" *). 

Oboje małżonkowie byli z siebie w wysokim stopniu za- 
dowoleni i czuli się szczęśliwymi. We dwa tygodnie po ślubie 
pisał Mickiewicz do brata Franciszka: „Szukałem pociechy 
w domowem szczęściu, póki można być w domu. Chociaż 
boje nie mamy majątku, póki żyję, będziemy mieU kawał 
ileba. O przyszłości wiesz, że mało myślę i wcale mi to nie 
uje szczęścia, że nie wiem, jak długo to szczęście potrwa. 



*) .Korespondencya'*, I, 150. 
>) Tamże, t. III, 191. 



— 2lX) — 

f^iina jest żoną, jakiej szukałem, śmiała na wszystkie prr- 
gt>.ly, przestająca na malem, zawsze wesoła^. Jeśliby df te 
rzuci na ziemię francuską, znajdziesz u nas kochającą cię 1 
rodzinę, mały pokoik, polski barszcz i kaszę'. Odyńcowi za? < 
donosił po trzech tygodniach od dnia ślubu: .Rozwodsć sf 
nad teraźniejszem szczęściem jeszcze za wcześnie... Życz mnit^ 
tylko, ażeby tak zawsze było... Trzy tygO(inie szczęśliwe: do- 
bre i to Da świecie!... Od rana Celina robi kawę, potem nibjło 
gi»si»odaruje. kręci się, świegoce i śmieje się aż do wieczora*. 

Celina znów ze swej strony pisała w tym czasie do siostrj: 
,Mog^ cię tełaz zapewnić, moja droga, żem znalazła nareszcie 
szczęsi ie, o klórem marzyłam. Adam dla mnie jest światem; 
o nic więcej nie dbam. ilało bardzo wychodzę; ty wiesz, ie 
mój pan nie lubi wizyt ani etykiety; ale mamy przyjaciół. ^ 
o nas nie zapominają. Nie byłam na żadnym teatrze, odkła- 
dam, aż przyjadą Włochy; francuskich niebardzo jestem cie- 
kawa, jetinak pójdę choć po razu, żeby ci zdać sprawę z tego. 
com widziała i słyszała, chociaż mi będzie trudno opisać do- 
kła«inie. Pac wyjechał z córką na kilka miesięcy do Włoch* 
przez ten czas zostawił nam swój fortepian; będę dużo mu- 
zykować, tem przynajmniej mogę rozerwać kochanego Adama- 
Kazia pisała, że się wybierasz mię łajać za to, żem roznosiła 
zawcziisu o moim projekcie. Co ja temu winna; szczęście zu- 
pełr.ie mnie przewróciło w głowie; ja dotąd sobie jeszcze cza- 
sem nie dowierzam; ale błogosławię tę chwilę, tę godzinę 
i tych. którzy się przyczynili do mego losu" *). 

To żywe poczucie szczęścia nie mogło naturalnie trwać 
długo, ale nigdy nie przeszło w zobojętnienie. Mickiewicz byl 
szczerze i serdecznie przywiązany do żony i starał się oddalić 
od niej wszelkie strapienie, o ile to było w jego mocy; a żona 
Oilpłacała mu zupełną w niego ufnością i wiarą, całkowitem 
woli jt^o poddaniem się. 

Tak upłynęły szczęśliwie młodemu małżeństwu pierwsze 



>) , Korespondencya *, I, 148. 
*\ Tamże, I, li*J. 




/ 



.i 



— 202 — 

myślny. Piotr Semenenko, wyglądał jak św. Jan ewangielelaj 
wielu innych, a między nimi Hieronim Kajsiewicz, w jep 
ślady wstępowało. Cli wiła do utworzenia bractwa religd,iiefl 
na emigracyi wydala się Mickiewiczowi bardzo stosowna; po» 
rozumiawszy się z Antonim Góreckim, Stefanem Wit^v!ekiIn^ 
Cezarem Platerem, Bohdanem i Józefem Zaleskimi, utworrrl 
wraz z nimi d, 19 gi'udnia 1834 r. po spowiedzi i komunii sto- 
warzyszenie pod nazwą , Braci Zjednoczonych". Obowiązki 
stowarzyszonych, skreślone w akcie zawiązania związku, b]^ 
proste i nieliczne: ^modlić się codziennie za siebie, ojczyznę 
i bliźnich, za przyjaciół i nieprzyjaciół; przykazania pańskie 
słowy i uczynki wypełniać; przykładem swym do tego roda* 
ków zachęcać i na drodze tej spoiną siłą utrzymywać się*. 
Myśl patryotyczna towarzyszyła związkowym i była jednym 
z głównych motywów założenia towarzystwa') Do wyżej wy- 
mienionych przyłączyli się niebawem Ignacy Domejko i Boh(ho 
Jański. Ten ostatni najgorliwiej się zajmował związkiem i utwo- 
rzył potem w mieszkaniu swojem ^klasztorek* (1836 r.), w któ- 
rym młodzi wychodźcy, czujący jakiś niepokój sumienia i pra- 
gnący pociech religijnych, znajdowali i przytułek i pociechę 
religijną. Mianowicie Piotr Semenenko i Hieronim Kajsiewicz 
w tym klasztorku poczuli powołanie do stanu duchownego, 
a w następnych czasach zostali założycielami nowego zakonu, 
„Braci Zmartwychwstańców*", zatwierdzonego przez Kościól 
Czytanie, pisanie lub tłómaczenie książek treści religijno-mi- 
stycznej stało się jednem z zajęć „Braci Zjednoczonych* a w tej 
pracy i Mickiewicz przyobiecał spółudział, mając zamiar prze- 
łożyć ulubionego sobie Dyonizego Areopagitę. 

Zanim się jednak do pracy tej mógł zabrać, musiał po- 
myśleć o zapewnieniu sobie dochodu dostatecznego do utny- 
mania w Paryżu dwojga osób i spodziewanego potomstwa. 



N 



*) Ciekawym jest projekt, przez jakiegoś bezimiennego podany Mickie- 
wiczowi, założenia wśród wychodźców świeckiego zakonu, któryby się njno- 
wai udoskonaleniem wewnętrznenr własnych członków i kształceniem mło- 
dzieży. Pnyekt ten datowany był 18 maja 1833 r. Zob. WŁ Micidewici: 
, Żywot* II, 55i-255, oraz XIX— XXIII dodatku. 



— 204 — 

„Księgi narodu i pielgrzymstwa polski^o*, i poprzeanfszj 
przekład gorącą przedmową, zapraszał na swoje medaeins 
wieczory, gdzie się gromadziło dużo młodzieży, a między fflr 
nymi wsławiony później krytyk Sainte-Beuve i utalentowany 
obrońca katolicyzmu Fryderyk Ozanam *). 

Z Wiktorem Hugo zapoznał naszego poetę znajony 
z Weimaru rzeźbiarz David z Angers, który w serdecznych 
wciąż z Mickiewiczem pozostawał stosunkach. Oto, jaK anig? 
znajomy z Weimaru, Wiktor Pavie, opisuje to zetknięcie się a 
twórców, z których jeden, wielkością swoją już wówczas prz^ 
jęty, zaledwie się raczył ukłonić swemu litewskiemu gościowi, 
może nawet nie wiedząc o jego gieniuszu, jaki dopiero po 
niej cenić się nauczył:- „David d*Angers przyprowadzi* Mic 
wicza do Wiktora Hugo i wieczór bardziej się odznaczy* 
borem osobistości, niż znaczeniem ich zejścia się. ^^^^ 
myśl nie przyjdzie wspaniały obraz natchniony poecie 
kiem słońca zachodzącego w morzu? Zdało się, ź® ^^^ 
spotykają się z sobą jak dwaj cesarze! Ale niel e/eofl 
tylko ruszyło słońce. Nasz cesarz [Hugo] podniósł się z 
o tyle tylko, aby obdarzyć gościa ukłonem protekcyjnyi" 
tychmiast zwrócił się ku figurantom wieczoru, obcyni i J 
i nam, dworakom chwały, cisnącym się do jego ognisK ^ 
zajętym schlebianiem Wiktorowi Hugo, że wielkie nn^C .^ 
kiewicza nie zrobiło na nich żadnego wrażenia. Bęby 
dla, wijące się przed głową francuskiego poety, ^^'^ ' 
mu sąd wszelki. Mickiewicz zjawił się zapóźno... Led^^^ . 
zówka zegara w stylu Ludwika XIII, wiszącego nad k^ 
obiegła jedną godzinę, wielki poeta polski wymkną* siC 
nie niepostrzeżenie, jak był przyszedł. Wychodząc ^ ^^ 
zem, nie wiedzieliśmy, co więcej podziwiać: czy nieuwag 
narchy Placu królewskiego [nazwa ulicy, Place ^^ .- 
której mieszkał Hugo], naiwnie pogrążonego w swej ^ 



») Wł. Mickiewicz: .Żywot" II, 206, cytata z dzieł Qm^^^^' 




\ 



Hand {Aurora Uudevant) i z pełnym męstieg-o smuLKu a poa- ; 
nioslej dumy Alfredem de Vigny, nie wiemy, ale to pewM. '. 
ie z niemi obojgriem stosunki Mickiewicza byty trwalsze, bo 
na wzajemnej sympatyi oparte, chociaż pod wzgjędeni pne- ■ 
konań i poglądów różnili się bardzo. U pani Sand, umiejącej 
odczuć natchnienia poety, spotykał się on często z Mussetein, 
a później z Chopinem, oraz z panią d'Agoult (Danielem Ster- 
nem). Alfred de Vigny zachęcał Mickiewicza do pisania po . 
francusku, ofiarował mu się z pomocą i ubolewał nad nie- 
pewnością jego położenia zdała od ojczyzny *). 

Opowiadano sobie wtedy bardzo głośno o świetnych do- 
chodach kilku znakomitszych pisarzy francuskicli. Dtrzymy- 
wano, że Scribe miał do stu tysięcy franków rocznego do- 
chodu, że Wiktor Hugo i Aleksander Dumas mieli przynaj- 
mniej po trzydzieści tysięcy, że Eugieniusz Sue, Balzac. Paweł 
LacroiK, a z leljetonistów i krytyków Juliusz Janin, Saiote- 
Beuve liczyli około dwudziestu pięciu tysięcy. Każdy z nich 
trzymał kabryolely i lokajów. A przecież niedawno jeszcze a 



>) W(. Mickiewicz: .Żywol' II, 3łl, 342; aulor nie podaje mjdte t«i 
anegdoly, ale ulrzyrauje, iż ową damą-gospodfoją bjla majoir- - '^•^ 
Karolina Sobańska, która jui zdążyła wjjśi po rai Ineci m i ' 

t tomu iV , Żywota" dowiadujemy się, że i tą panią widziat się M._ ■ 
dopiero w r. 1851. Otóż do tej daty (niewątpliwej, bo opartej na — " I 
notatce Bohdana Zaleskiego) niepodobna odnieść anegdoty, 
umart już w r. 1847. Zostawiam ją więc na tein miijscn. "■ 
u kogo obiad ów się odbywał. 

•) Tamże II, 33(i, 3*2. 



— 208 — 

szlości* w języku francuskim, którą wykończył podobno cał- 
kowicie na schyłku r. 1832 w Paryżu *), PoddaJ ją pod ocenę 
swego młodego wielbiciela, hr. Montalein berta. Ten zaczął tlo- 
maczyć poecie, że obraz skarłowacenia dusz, nakreślony praez 
najsławniejszego z pisarzy polskich, ogłoszony we Francyi, 
byłby okropnem potępieniem króla Ludwika Filipa, od któ- 
rego zależy byt materyalny wychodźtwa polskiego, że wydru- 
kowanie takiej książki mogłoby „sprowadzić zmniejszenie lub 
skasowanie żołdu wypłacanego tułaczom*. A że przytem sa- 
mego poetę „raziła sprzeczność zachodząca między własną głę- 
boką chrześcijańską wiarą w lepszą dolę człowieka, a dilod- 
nym opisem stopniowego upadku i ostateczna© upodlenia 
społeczeństw europejskich"; więc „z obawy, aby pod parciem 
finansowej potrzeby, albo nalegań przyjaciół, nie ogłosił ręko- 
pismu w chwili nieodpowiedniej, rzucił w ogień owoc kilko- 
letniej pracy". Zachował jedynie kilka ćwiartek brulionu z po- 
wodu przepowiedzianego w nich powrotu Napoleonidów do 
władzy i chciał, ażeby ślad tej przepowiedni pozostał w jego 
papierach, gdyż był przekonany, że ów powrót wywrze wpływ 
na losy ojczyzny'^). 

W pierwszym z zachowanych ustępów maluje poełA 
walkę stronnictw we Francyi i zapowiada rewolucyę wojskową, 
która ma Napoleonidów wynieść na tron. 

Wyciągnąwszy konsekwencye w duchu religijnym z ^>^ 
nawistnych sobie doktryn cywilizacyi materyalnej, przedstawia 



1) Tak wnosić można z listu hr. Montalemberta do Henryki Abi^ 
czówny, pisanego przed 22 lutego 1833 roku. Czytamy tu o Błickiewicza: 
-Będzie on wkrótce drukował po francusku pracę, którą ja mam prsejrwc. 
Oczekuję jej z wielką niecierpliwością*. Zob. Jan Siemieński: „Ewunia*, 
str. 142, 143. 

8) Wł. Mickiewicz: «Żvwot» 11, 224 z opowiadał . ^ 

Urywki ocalone z Historyi przyszłości znajdują się w ^Mel ^ . ^ 

(I, 161 — 182) p. n. „Premier chapitre des guerres fdtures". Na t- ** 
łożył je, wstępem opatrzył i ogłosił drukiem p. t. , Tryumf prolr" ' 
Agaton Giller w ^Świcie** lwowskim 1872 r., Nr. 1—3; in"« ■* 

(L. Rettla) w , Dziełach" Mickiewicza (\\ i 11— 2®''* -^ " 

w przyszłości". 



ia nie odpowiad^a potrzebom ludzi 
I ludzi bogatych i możnych, kierują- 
edy już .królewskość', uważana po- 
iw wdzieraniu się moUochu, ^zdawała 
I potrzebną na nic w czasach pokoju", 
resztki zbytku zaczęły obrażać dumę 
tanowienia władz rządowych zaczęły 
iwidzone jak rozkazy despotyzmu, try- 

uszanowanie i cześć u ludu, bo są- 
twej litery i wskazówek władz poli- 
już odwoływać ani do Boga, którego 
enia, któr^o znaczenie wraz z nazwi- 

W takim stanie moralnego nieładu, 
ię dochowała, gdyż rozporządzała siłą 
była armia. Ona miała rozstrzygnąć 

na dwa stronnictwa: legitymistyczne 
oiści ^jadowici i zawistni jak wszyscy 
dyplomatycznej zręczności, ale stracili 
nie śmieli używać przemocy, bo nie 
Ponieważ niegdyś stawali po stronie 

1 zbuntowanych chrześcijan; ponieważ 
liwości monarchicznej chłopa hiszpań- 
lachtę, pokazywało się stąd najwldo- 
Iko polityczne uczucie: obawę rewo- 
gmat: panowanie Burbonów. Ale i re- 
: nie mieli oni za sobą ani siły ma- 
I, ani wspólnego dogmatu; ,ich de- 

groźby, ich odwoływanie się nieu- 
z 1793 roku czyniły ich najpierw 
ai w końcu: nazwyczajono się patrzeć 
T pysznych i bezsilnych". Wobec ta- 
stronnictw, wojsko , zelektryzowane 
iwstało i władzę swoją nad Francyą 
nadzieje i nienawiści wszystkich pod 
> nazwiska, 
odmalował Mickiewicz walkę prole- 
14 



— 210 — 

tarjuszów z ostatnim przedstawicielem monarchii europejskiej, 
oraz starcie się republikanów francuskich z potężmejiejm 
wciąż proletaryatem. 

Bądźcobądź ta próba, choć nie ogłoszona drakiem, da- 
wała Mickiewiczowi poczucie siły we władaniu językiem fran- 
cuskim. Gdy więc nastręczyła się -sposobnoćć, nie omiesdol 
skorzystać, by w pismach francuskich wziąć udział, diodiż 
się okazało, że udział ten miał być bardzo krótkotrwałym. 

Pierwszym drukowanym artykułem Mickiewicza w języka 
francuskim była znana już nam odezwa, w imieniu pary- 
skiego Towarzystwa cy wilizacyi napisana, o potrzebie założenia 
biblioteki polskiej dla tułaczów ^). 

Od marca r. 183B miał wychodzić w Paryżu pod kie- 
rownictwem J. E. Boulet i przyjaznego Polakom R. 0. Spa- 
ziera, czasopismo zatytułowane: ,Revue de Etats du Nord et 
principalement des pays germanigues'. 

Prawdopodobnie zachęcony przez Spazienu który si^ 
zbliżył do naszego poety, by mieć od niego pomoc przy o- 
mierzonem tłómaczeniu ,Pana Tadeusza* na język niemiecki 
Mickiewicz zaraz do pierwszego zeszytu czasopisma owego dal 
artykuł p. t : ,De la peinture religieuse modernę des Allfr- 
mands". Rzecz wydrukowana wstępem dopiero być miała do 
szeregu artykułów o malarstwie religijnem w Nianczech. Wi- 
dzimy tu entuzyastyczne uwielbienie dla sztuki średniowied- 
nej, jako wyrażającej doskonale ideał chrześcijański, smrowe 
potępienie t zw. czasów Odrodzenia, kiedy duch pogański za- 
panował nad umysłami papieży, uczonych, literatów i «rtf' 
stów, wreszcie ogromne lekceważenie eklektyzmu w sztuce 
którego wyobrazicielem mieni Mickiewicz Rafaela Mengsa, oraz 
zejście sztuki na poziom powszedniości dla zadowolenia boga- 
tych mieszczan i kramarzy w obrazach szkoły flamr^ ^J- 
Mickiewicz kładzie nacisk na znaczenie idei, natu- ^ 
w dziełach sztuki, uważając formę, technikę za nec ^' 
rzędną. Rafael w pierwszej fazie twórczości swojej, ^ *' 



») Zob. t. II, str. 153 niniejszego dzieła. 



— 211 — 

ówkami Penigina, dosiągł szczytu sztuki 
lóźniej zanadto się przeje kultem dla 
asycznych, tak jak MicłuJ Aoiol, .dusza 
2 mógt odwrócić oczu od czoła Jowisza 
postępem czasu sztuka, odwracając się 
Dslego celu religijnego, zeszła do szynków 
le w cliwili największego upadku, roz- 
tpszemu. Rewolucya francuska, wstrzą- 
>dów, wywarła takie wptyw orzeźwia- 
i malarz Jakób Ludwik David wypro- 

sfery życia powszedniej i prozaicznej 
nę rodzaju tiistorycznego. We własnej 
bie naśladowców nie miał; za to we 
edtem sztuka nie spadła tak nizko jak 
:uzów, Cammucini przewyższył Davida 
fi, dokładnością rysunku i blaskiem ko- 
ligijnym atoli pozostał eklektykiem, nie 
lości *). 

;zy wstęp. W dalszym ciągu miał za- 
zeniu malarstwa religijnego wśród Niem- 

rzucone w liście do Stattlera*): ,Już 
! uznani za pierwszych mistrzów; już 
próby zajęły bardzo tutejszą publiczność; 
i nie oddali im należnej sprawiedliwości, 
,ają poznawać, że tylko malarstwo chrze- 
obą przyszłość, a inne rodzaje są tylko 

ricz nie drukował (czy też wogóle nie 

i pnedrukowany r. I8i6 w czasopiśmie ,L'Arti- 
la peiDtore*; ogtiml go ponownie J. Eallenbach 
k.- (t. V, 136—341). Pnetlómaczyt go Ukłe na 
lądrie Polskim' (1891, stycz.) i .Tyg. Unatr." (Lr.), 
i37 nkaud się przekład bezimienn; i bez mymie- 
ijętnikn Naukowym* (t. I. Sł— 31] p. t: ,0 ma- 

' I. 168. 



— 212 — 

napisał) dalszego ciągu swej rozprawy o malarstwie rdigij- 
nem, nie wiemy ^). Natomiast dal do ,Revue des Etats (fa 
Nord" inny swój utwór, powiastkę p. L: .Semaine de mid 
d'un eonscrit, fragment des mómoires d'un sergent polonais*; 
a powiastka ta okazała się w zeszycie majowym r. 1835. 
Jest to bardzo pięknie wykonany obrazek, osnuty na tle wy- 
padków z r. 1831; przedstawia młodego ochotnika, który naj- 
przód, zachwycony samą zewnętrznością wojska różnej broni 
waha się, jaką ma sobie obrać, a następnie, zostawszy kano- 
nierem, kocha się w swojej ośmiofuntowej armatce, czuwa 
nad nią w dzień, marzy o niej w nocy, drży o jej losy. jakby 
o szczęście ukochanej żony i doznaje niewyslowionego uczuda 
ublogosJawienia, gdy pod Stoczkiem przyczyniła się do zwy- 
cięstwa i do zdobycia wielkich armat rosyjskich... Jest w tym 
obrazku dużo powstrzymywanego uczucia, wiele humoru i ła- 
godnej żartobliwej ironii, doskonale zastosowanej do opowia- 
dania, włożonego w usta samego bohatera, wykształconego na 
wspomnieniach dziejowych *). 

Na tem się skończyło spółpracownictwo Mickiewicza 
w „Revue**. Przyniosło mu ono oczywiście bardzo mało. 



n. 



Inne myśli i inne projekta oderwały Mickiewicza na czas 
pewien od piśmiennictwa francuskiego. Donosząc Odyńcowi 
o urodzeniu mu się 7 września 1836 r. córeczki, w której 



*) Wł. Mickiewicz w , Żywocie* II na str. 329 w przypiaku ntny- 

muje, że usunięcie się Spaziera z redakcyi ,RevTie* było tego nri?cz?in, 

a na str. 330 w tekście, że „ przechwałki* tegoż Spaziera, jah^ 7^ 

Pana Tadeusza wspólnie z autorem (in Gemeinschaft mit '\ 
zniechęciły poetę do Revue. Jedno przypuszczenie wyklucza d 

*) Obrazek ten znajduje się obecnie w .Mślanges pc [^ 

133 — 147) p. t.: „Memoires d'un sergent polonais. Ma premio '•* 

po polsku zaś w V-tym tomie „Dzieł* str. 193—204 p. n • » 
bitwa*. 




— 213 — 

Siędziwy Niemcewicz, mieszkający wtedy pod Paryżem, zaraz 
m^ pokochał i dytyramby na cześć jej pisał, powiada poeta: ,Ró- 
t łne plany tworzę na przyszłość, ale jeszcze nie wcielają się i prze- 
, suwają się jak cienie... Teraz siedzę w prozie, czytam kroniki 
'H mam zamiar napisać krótką historyą polską". Równolegle 
wszakże z wczytywaniem się w kroniki, Mickiewicz nietylko 
'•; z nastroju swego, lecz i z obowiązku członka „Braci Zjedno- 
I czonych* zagłębiał się w studya mistyczne. Protestancki szewc- 
• teozof XVI wieku, Jakób Bóhme (1676-1624), który widział 
[ pierwiastek ciemny, lecz wciąż się światłem rozjaśniający 
w samym Bogu, i który twierdził, że bez zła, bez cierpieniai 
nie może się rozwinąć dobro i doskonałość; — mistyczny 
poeta katolicki Jan Scheffler, zwany Aniołem Szlązakiem 
i (1624 — 1677), utrzymujący, że do rozwoju istoty swojej Bóg 
potrzebuje człowieka, tak samo jak człowiek potrzebuje Boga; — 
francuski tłómacz dzieł Bóbmego i jego wielbiciel, Ludwik 
Baudyusz Saint-Martin (1743 — 1804), podnoszący potrzebę 
ofiary i pokory wśród materyalistycznie i zuchwale usposo- 
bionego „wieku oświecenia* — oto główni w owej dobie 
przewodnicy Mickiewicza po krainie mistycznej. Mało z nich 
brał wówczas pod względem teoryi, ale obficie czerpał pod 
względem nauki moralnej, dającej wskazówki postępowania 
w życiu, by możliwą dla człowieka doskonałość osiągnąć. 
Świadczą o tem przetłómaczone przezeń myśli SL-Martina. 
Nie przeznaczał tego przekładu do druku, lecz dla własnego 
zbudowania go tylko spisał^). Dość będzie paru przytoczeń, 
by poznać nastrój ogólny: 

„Starajmy się wszędzie otrzymać żądzę Boga. Aby do- 
piąć tego celu, pracujmy nad zwyciężeniem otaczających nas 
pozorów, nad uczuciem nędzy naszej. Ale nadewszystko usi- 
/iiim^r ^3zędzie nosić z sobą tę myśl, że obecność wiernego 
1 ' liela nam towarzyszy, prowadzi nas, karmi nas i wspiera 
^ "lym kroku. Uczyni to nas cierpliwymi i zaufanymi! 

i 

1 głosił je Wł. Mickiewicz w „Żywocie* t. U, str. XXin— XXVI 



L 




Da nam 
te dwie . 
.Ni 
się pochc 
urodziny 
wieczora 
przy wes 



przez ktd 
nie woln 

Po( 
1836): .Zdaje się, te korzystałem wiele, myśląc i czytając 
kilka tylko ksiąiek, które dostarczają zapasu na d/ugie medj- 
tacye. Z tych książek, jeśli co znajdziesz, radzę ci czytać. Ta- 
kiemi są dzieła Saint-Martina, rzadkie bardzo i maio znane. 
Wyszukaj tei koniecznie w Dreźnie książkę pod tytułem: Ihi 
hitłere Lciden Jesu Christi, Munchen, druga edycya. Są-to wi- 
zye mniszki Emmerich. Naszem zdaniem najwznioślejsze poema 
i wyższe od Elopstocka. Zabierają się tutaj moi znajomi to 
dzieło Uómaczyć, iile nie wiem, czy dobrze zrobią' ')■ 

Studya nad pismami mistyków, oprócz właściwego w ów- 
czesnem usposobieniu Mickiewicza pożytku duchowa, bjlj 
dla naszego wieszcza ucieczką przed smutkami .osobistymi 
i familijnymi", jakie go w ciągu lata 1836 trapiły*), ' ^^^ 
powały mu towarzystwo przyjaciół, którzy w owych ciasaai 
albo sit; porozjeżdżali, albo rozróżnili w przekonaniach i Ada- 
mem. Witwicki mieszkał na wsi, Zaleski ciągle politykowal 
i .komitetował", a tym sposobem odstrychal się od Micbe- 
wicza, bo ten. .przekonany o próżności perswa2yj i dysput . 
o niezem z nim nie mówił, co się tyczyło ludzi i rzeczy na 

') .Korespondencja" I, 154, liiS. Znajomi a może dof 
kładu, ale drukiem go nie ogłosili Dopiero w nAu 1814 wjs... 
szawie Uómaczeoie polskie tej książki przez ka. Bojanonskiego: ,- 
męka Zbawiciela świata*, a potem dru^e, r. 1863, dokonane pi 
mniewaką, — i doczekało się wielu irydaA. 

') Tamże, str. 155. 



— 215 - 

idan zaś, zrażony tein, rzadko do niego za- 
;z stosunek swój ówczesny do Bobdana wy- 
n: .jesteśmy jak dwa instrumeaty, na któ- 
łina razem, bo każdy inaczej nastrojony*. 
Iko i Stefan Zan byli gtówDjrmi jego wtedy 
mcewicz do swojej „pieszczoszki" za^^lądal 

3 na zadanie poety Mickiewicz coraz stawał 
moralno-religijnego stanowiska. Poemata hi- 
Iności , wszystkie formy dawne' uważa! za 
t, a w odżywianiu icb widziai tylko cbęć 
elników. .Prawdziwa poezya naszego wieku — 
, 1836 r. do Hieronima Kajsiewicza, który 
y do oceny nadedal — jeszcze może nie 
) widać symptomata jej przyjścia. Zbyt wiele 
awy, albo celów zbyt małych. Przypominaj 
Saint-Martina: On ne devrait 4irire des vers 
t un miracle. Mnie się zdaje, te wrócą czasy 
gdzie być świętym, żeby być poetą, że trzeba 
i i wiadomości zgóry o rzeczach, których ro- 
e umie, żeby obudzić w ludziach uszanowa- 
ÓTtL nadto długo była aktorką, nierządnicą 
zeta. Te myśli często budzą we mnie żal 
zotę; często zdaje mi się, że widzę ziemię 
jak Mojżesz z góry; ale czuję, żem nie go- 
sj. Wiem przecież, gdzie leży, i wy młodzi 

stronę. Nie znajdziesz jej na teatrach, ani 
V pochwałach tak zwanej opinii. Przekonasz 
jest sława, i jak ci nie sprawi ani jednej 

i często może będziesz najbardziej żałował 
największe wzbudziły echo' '). 

wielkich i podniosłych wymagań, wobec 
że do obiecanej krainy poezyi nowej zajść 
mcz zwątpił chwilowo o swojej twórczości, 

tncya' I, 1 56. 



- 216 - 

biedził się z pisaniem historyi, a gdy Jelowicki. wydawca 
^Pana Tadeusza" i ,Giaura*^, chciał pozbierać pomniejsa 
wiersze dla utworzenia z nich osobnego tomu i wydama go 
w roku 1836, trudno mu było „na kilka ćwiartek się zdobyć* 
dla dokompletowania tomiku; wskutek czego druksięwlede 
tego roku zatrzymał i aż do zimy spoczywał. Dal wreszae 
poeta Jełowickiemu „Zdania i Uwagi z pism Jakóba Bóhme. 
Anioła Szlązaka i Saint- Martina" zebrane i wierszem wyra- 
żone ^). 

Była-to jedyna ówczesna produkcya wierszowana na- 
szego poety, będąca bezpośrednim literackim wynikiem jego 
zagłębienia się w pismach mistycznych. Z zasady wypowie- 
dzianej w dwuwierszu „Słowo i Czyn*, według której .tru- 
dniej dzień dobrze przeżyć niż napisać księgę*, oraz i dru- 
giej, twierdzącej, że lubo miłe jest pienie aniołów, ale ,da- 

• 

leko milsze człowieka milczenie*, Mickiewicz wolał przy ogni- 
sku domowem w milczeniu wypełniać cnoty rodzinne, niz pi- 
sać wierszCj nie czując natchnienia, nie mając pomysłu, któ- 
ryby dusze mógł porwać ku Bogu, jedynemu źródłu wszyst- 
kiego dobrego w tern i przyszłem życiu, według wiersza: 

Mówisz: niech sobie ludzie nie kochają Boga, 
Byle im była cnota i ojczyzna droga. 
Głupiec mówi: niech sobie źródło wyschnie w góracłi, 
Byleby rai płynęła woda w miejskich ruracłL 

Stan ten niemocy w pisaniu trwał przez znaczną częsc 
roku 183B. Lato przepędził poeta wraz z rodziną w DomoDi 
blizko Paryża w domu znanego rzeźbiarza Davida i zamierza/ 
tam zostać na zimę dla większej oszczędności. W pobliżUi 
w Montmorency mieszkali Witwicki i Niemcewicz. Z iwid' 
często się widywał. Zaleski odjechał był już do Strasburga 



4 

*) Zob. rozprawkę W. A. Bnichnalskiego: „ZdaniL . 
Szlązaka w przekładzie Adama Mickiewicza* (w Pam. toT" '" 
t. m, 201—211. Zestawił tu autor 40 ^zdaó' z odpo-^'"^ ^ 

szami oryginału: „Gberubinischer Wandersmann*. 



ai7 



lując obszerne listy z Molsheima, gdzie 
1 od stepu". 

k roku tego ochota do pisania wróciła, 
źcem byl bardzo smutny stan finansów. 
[ęboko obowiązkami meta i ojca, nie 

ażeby żona i dziecko głód cierpiały, 
ik najmniej. Dobrze mu było w domu; 

wielką uciechę, bo była zdrowa, silna, 

nie mówiła w 16-tym miesiącu prócz 
i^le wymyślała i znowu ich zapomi- 
I , domową komedyę zawsze nową i za- 
■dzo i zajmował się nią tak dalece, że 
[uchach sadzać na ziemi, kładł się obok 
iego, nauczyła się pełzać. Marysia bar- 
1 zasnąć inaczej jak na rękach ojca, 
mli nosił ją po pokoju, gdyż nie po- 
izie wieczorem. To też pełen serdecznej 

używać wybiegów, aby uśpić czujność 
ęc kiedy miał wyjść wieczorem, a po- 

zamknąć się nie chciały, zapowiadał, 
I znajomych. Ubierano ją zatem w ka- 
ojciec wynosząc swoją pieszczoszkę do 
oju, opowiadał, że zstępują ze schodów, 
L d., dopóki ukołysana nie zasn^a na 
ipisal nawet wiersz, opiewający niepo- 
lymioty Maryni; ale potem zastanowi- 
tyłaby z tego powodu uróść w dumę, 
awdę, podarł go i spalił'), 
dya domowa", ażeby być „zawsze nową 
iię oprzeć na pewności, że chleba po- 
nie. Drobne sumki już to od rodziny, 
literatury odbierane, topniały w mgnie- 
o nader ciężkie, jeśli Mickiewicz w po- 
?al się prosić, za pośrednictwem Czarto- 



damie Mickiewiczu' (str. 5, 6) przez Harją Górecką. 



— 219 — 

sposobienia, -w przeciągu dwu ostatnich 
pisał ') prozą francuską pięcioaktowy dra- 
fśdśrós de Bar". 

ąc sobie samemu co do języka i stylu 
cza. że najbliższy jego wówczas przyjaciel, 
rażal wielkie swe pod tym względem wąt- 
: poddał swój utwór ocenie znanych ju2 
ie autorów: dramatyka-poety, Altreda de 
sarki. George Sand. 

:ma 1837 roku przesiał poecie naszemu 
apewniat że utwór jego przeczytał kilka-