(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Andrzej Frycz Modrzewski : studjum z dziejów kultury polskiej w. 16"

STANISŁAW KOT 



=IANDRZEJ FRYCZ 



= M ODRZE W8KI 



STUDJUM Z DZIEJÓW KULTURY POLSKIEJ W. XVI 



KRAKÓW 
NAKŁADEM AKADEMJI UMIEJĘTNOŚCI 

SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI G. GEBEIUNERA 1 SPÓŁKI W KRAKOWIE 
GEBETHNERA 1 WOLFFA W WARCZĄ Wit: 

1919. 



Digitized by the Internet Archive 

in 2010 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/andrzejfryczmodrOOkots 



ilUuiiU^iC%. 



STANISŁAW KOT 



ANDRZEJ FRYCZ 
MODRZEWSKI 

STUDJUM Z DZIEJÓW KULTURY POLSKIEJ W. XVI 



KRAKÓW 
NAKŁADEM AKADEMJI UMIEJĘTNOŚCI 

SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI G. GEBETHNERA I SPÓŁKI W KRAKOWIE, 
GEBETHNERA I WOLFFA W WARSZAWIE 

1919. 








Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem J. Filipowskiego. 



PRZEDMOWA. 



Wśród nielicznego grona postaci z nowożytneg-o okresu 
dziejów Rzeczypospolitej, w których wyraziły się najwyższe 
szczyty rozwoju polskiej kultury duchowej, Andrzej Frycz Mo- 
drzewski zajmuje bezsprzecznie jedno z zaszczytnych miejsc. 
W dziedzinie idei polityczno-moralnych przypada mu w prze- 
szłości naszej takie stanowisko, jakie Jan Kochanowski zdobył 
sobie na niwie artystycznej. Toteż postać jego pociąg-a ku sobie 
badacza złotego okresu naszej twórczości ale zarazem szczegól- 
niejsze stawia wymagania, ścisłej żąda analizy i wszechstron- 
nego wyświetlenia. 

Ogłaszając niniejsze sludjum, w pewnej mierze jednostronne, 
nie wyczerpujące wszystkiego, czego się dziś oczekuje od mo- 
nografji o Fryczu, winienem czytelnikowi kilkft słów wyjaśnienia. 
Przed dziesięciu laty przystąpiłem do pracy nad wyświetleniem 
genezy idei politycznych, moralnych i kulturalnych Frycza, czego 
wynikiem było ogłoszenie rozpraw: ))A. Frycz z Modrzewia 
o wychowaniu i szkole« (Lwów 1910) i »\\'płyvv starożytności 
klasycznej na teorje polityczne A. Frycza z Modrzewia« (Kra- 
ków 1911). Usiłując zgromadzić odpowiedni matei-jał do poró- 
wnawczej oceny tych idei, ustalenia stopnia ich oryginalności 
i wpływu, napotkałem zasadniczą przeszkodę w brakach do- 
tychczasowych opracowań biograficznych, poświęconych Fry- 
czowi. Jakżeż można przystępować do oceny, dopóki się nie 
wie, z jakiego gruntu wyrastały pisma Frycza i w jakich wa- 
runkach powstawały, jakiemi drogami szedł jego rozwój umy- 
słowy, jaki był stosunek jego do politycznych i kulturalnych 
zagadnień, poruszających ówczesną Polskę, jak sam na ich prze- 
bieg oddziaływał i jakie wzajem od nich odbierał impulsy? 



Yl 



Wraz z wyschnięciem tych prądów, które były podstawą 
życia umysłowego Rzpltej za ostatnich Jagiellonów, postać Frycza 
i jeero rola historyczna poszły w zapomnienie. Już w XVII w. 
tak przeciwnicy jak również zwolennicy poglądów, rozwijanych 
w jego utworach, nic prawie nie wiedzieli o człowieku sa- 
mym. Dla ks. Pawła Ruszla, dominikanina, był Frycz ministrem 
heretyckim, któremu prymas Uchański »u siebie w kościele do- 
puszczał kazywać« (.)Tryumf na dzień chwalebny Jacka świę- 
tego« Wilno 1641 str. 49), — dla Arona Aleksandra Olizarow- 
skiego, światłego profesora akademji wileńskiej, żywiącego się 
humanitarnemi ideami Frycza, był on profesorem uniwersytetu 
krakowskiego (oDe politica hominum societate« Gdańsk 1651 
str. 263). Jeszcze w XVIII wieku księgarz warszawski Groll spo- 
kojnie druUował rozprawę niemieckiego uczonego Tromlera,, 
w której z Frycza przez pomieszanie z Krzyckim zrobiono bi- 
skupa i poetę (»De Polonis latine doctis« 1776 str. 18). Skąpych 
dat o nim trzeba się było doszukiwać aż u obcych szperaczy 
bibljograficznych, u Bayle'a i Bocka. 

Dopiero w roku 1819, równo sto lat temu, padło hasło do 
naukowego zajęcia się Fryczem, z ust ks. Franciszka Ksaw. Sza- 
niawskiego, profesora uniwersytetu warszawskiego, który na 
publicznem posiedzeniu uniwersytetu wystąpił z wykładem jego 
politycznych i prawniczych poglądów. W tymże mniej więcej 
czasie opracował we Lwowie Józef Maks. Ossoliński pierwszą 
charakterystykę Frycza jako postaci historycznej, która jedna- 
kowoż z powodu śmierci autora doczekała się światła dziennego 
zaledwie dopiero w 1852 roku (» Wiadomości historyczno-kry- 
tyczne* tom IV). Pobudzony* przez ten szkic, zakreślony na sze- 
rokiem podłożu europejskiem, ogłosił w r. 1864 Antoni Małecki 
swoją rozprawę o Fryczu (» Biblioteka Ossolińskich* tom V), 
której zarazem przypadła niezapomniana rola w naszej nauce 
jako pierwszej monografji historyczno-literackiej w Polsce. W ra- 
mach tej szczupłej rozprawy skreślił Małecki krótki ale na ów- 
czesny stan badań znakomity obraz postaci Frycza Modrzew- 
skiego, jemu zwłaszcza należy przypisać zasługę ustalenia dat 
i faktów z życia wielkiego pisarza. Nieco obszerniej opracował 
ponownie jego biografję młody badacz warszawski, Edmund 
Dylewski, w rosyjskiej rozprawie »Andrej Fricz Modrzewski* 
(Warszawa 1883), wyzyskując dokładniej dostępne naówczas_ 



VII 



luaterjały historyczne, odnoszące się do osoby Frycza. Wreszcie 
po kilku drohiiiejszycli pr/yozynkach (ks. Knupiński, Wierzbow- 
ski, Caro, ks. Miaskowski) ukazała s\ą w r. 1908 mała ale po- 
ważna treścią broszura ks. Ig-naceg-o Wannińskieg-o » Kilka no- 
wych kart z życia A. Frycza zwaney^o Modrzewskini* (Poznań, 
odb. z Rocznika Tow. Przyj. Nauk.), rzucająca nowe światło na 
niektóre chwile w życiu pisarza. 

Zasłuuą wszystkich tych cennych prac, w których uczestni- 
czyły Lwów, Warszawa i Poznań, było ustalenie g^łównych szcze- 
g-ółów biograficznych Frycza i rozwianie różnych fantastycznych 
hipotez, w które obfitowały dawniejsze bibljografje i podręcz- 
niki. Jednakże brakiem ich wszystkich było traktowanie osoby 
i działalności Frycza samej w sobie, jakby w oderwaniu od ów- 
czesnej rzeczywistości życia polskiego, niewyświetlenie związku, 
jaki niewątpliwie istniał między jeg^o pismami a tem, co się 
podówczas działo w ojczyźnie. Usiłowaniem mojem było właśnie 
tę lukę zapełnić, aby przez to umożliwić badania porównawcze 
nad samą treścią myśli Fryczowych. W jakim stopniu temu za- 
dość uczyniłem i o ile wyniki mych badań różnią się od do- 
tychczasowego stanu wiedzy w tym przedmiocie, baczny czy- 
telnik osądzi. Nowym materjałem rozporządzałem w niewielkiej 
tylko mierze, poszukiwania bowiem archiwalne szczupłe zaledwie 
przyniosły mi rezultaty; tem dokładniej za to starałem się wy- 
zyskać dane zawarte w dotychczasowych publikacjach, a prze- 
dewszystkiem w dziełach samego Frycza. 

Zaznaczam również, że świadomie ograniczyłem się na- 
razie tylko do historycznej działalności Frycza, odkładając na 
inną porę wszechstronną charakterystykę jego indywidualności, 
porównawczą analizę myśli, kwestję ich genezy, . oryginalności 
oraz wpływu ich w ojczyźnie i w Europie. Będzie to możliwe 
dopiero po szczegółowem zbadaniu wiekopomnej »Poprawy 
Rzeczypospolitej*. Główne to dzieło, w którem Frycz złożył re- 
zultaty swych teoretycznych rozważań, przyjęte było przez 
większość spółczesnych z pewną obojętnością jak(;^wytwór 
»szkoły« raczej aniżeli bezpośredniego udziału w sprawach 
Rzpltej. Oceniona sprawiedliwie dopiero w znacznie późniejszej 
epoce, polityczna » Poprawa Rzpltej* za życia autora mniej wy- 
warła wpływu i mniej zyskała rozgłosu aniżeli pisma jego, 
dotyczące zagadnień religijno-politycznych. Te właśnie utwory 



VIII 



w życiu Frycza większą odegrały rolę — taka też rzeczy kolej 
odbić się musiała również na niniejszem opracowaniu: »Po- 
prawie Rzpltej« poświęcono w niem skąpą ilość miejsca, daleko 
mniejszą niż niejednemu utworowi, którego dziś czytelnik nie 
bierze do ręki. Za to właśnie > Poprawa Rzpltej« będzie głów- 
nym przedmiotem badań w innem studjum, o ile warunki po- 
zwolą doprowadzić je do skutku. 

Kraków, w styczniu 1919 r. Si. K. 



Młodość i pierwsze wpływy w Ojczyźnie. 

Andr/ej Frycz Modrzewski przyszedł na świat w ziemi sie- 
radzkiej, w Wolborzu, około roku 1503, j;tko najstarszy i bodaj 
jedyny syn niezamożnego szlachcica Jakóba, trzymającego tam- 
że dziedziczne wójtostwo^). Wolborz, miasteczko wcale ludne, 
rękodzielnicze, własność biskupów kujawskich, mających w tam- 
tejszym zamku główną rezydencyę, wysyłał rokrocznie swych 
zdolniejszych synów na studja do Akademji krakowskiej, po- 
dobnie jak sąsiedni Piotrków i Brzeziny; wśród nich wybił 
się w czasach wczesnej młodości naszego pisarza mistrz Mar- 
cin, który, dopus/.czony do kollegiatury większej, sprawował 
w r. 1509 godność dziekana wydziału nauk wyzwolonych. 

Pierwsze po(;zątki nauk pobierał młody Frycz prawdo- 
podobnie w szkółce parafialnej wolborskiej, mieszczącej się 



*) Przypuszczalną datę urodzenia umieścif trafnie Małecki (Andrzej 
Frjcz Modrzewski 1864 str. 16) między r. 1502 a 1506, porównywając dwa 
następujące wyznania Frycza: stwierdzał on w r. 1562 (Orichovius k. D), że 
nie ma jeszcze lat 60, a w r. 1569 — , że przekroczył rok 63 (Sylvae str. 
219). Ponieważ zaś wpisat się do Akademji krakowskiej w r. 1517, należy 
przypuścić, że ukończył wówczas czternasty rok życia, to jest wiek prze- 
pisany dla przyjęcia do sludyów wyższych. 

Ze był pierwszem dzieckiem Jakóba, wynikałoby stąd, że chcąc wy- 
kazać ilość swych lat, powoływał się na datę ślubu rodziców, która za- 
tem musiała być nieodległa od daty jego urodzin. 

Nigdzie nie napotykamy śladu istnienia jego rodzeństwa; wzmianki 
Małeckiego (str. 12) i innych o bracie Janie Krzysztofie polegają na myl- 
nem przetłumaczeniu słów »Christoporinus frater*, odnoszących się do 
Jana Krz3'sztoporskiego, o czem niżej. 

O pochodzeniu i nazwisku Frycza por. Dodatki na końcu niniejszej 
książki. 

■■St. Kot: A. Frycz Modrzewski. 1 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



w rynku na dziedzińcu kościelnym ; wcześnie jednakże, bo juz 
w lipcu 1514 roku pojawia się jako żak w Krakowie, w para- 
fialnej szkole Bożegfo Ciała na Kaźmierzu i). Wiadomość o tern 
zawdzięczamy drobnym kłótniom s/.kolnym, które oparły się 
o sąd rektorski, sprowadzając przed oblicze Michała z Bystrzy- 
kowa bezpośrednie otoczenie Frycza, a zatem kierownika szkoły- 
magistra i kleryka Jana Łyska, bakałarza Marcina z Olkusza^ 
współufzniijw Hieronima z Kaźmierza, Feliksa z Krzywaczki 
i Mikołaja z Uniejowa, żaka przeszło 201etniego. Przyczyną 
procesu, który zaprzątał szkołę, były zarzuty, podniesione przez 
księdza Stanisława Srollę przeciwko Łyskowi o wyprawianie 
awantur i niemoralne prowadzenie się w budynku szkolnym. 
Młodziutki Andrzej z Wolborza przesłuchiwany był pod przy- 
sięgą jako świadek obelg, miotanych rzekomo przez Srollę na 
Łyska; zgodnie z prawdą jednakże zeznał, że nic podobnego 
nie słyszał ani widział. 1'roces Łyska zaprzątał szkołę blisko- 
przez dwa lata, nie mogąc znaleźć końca z powodu kłótliwości 
mistrza 

Czas spędzony ,w szkole kazimierskiej upływał naszemu 
żakowi zapewne trybem zwyczajnym na posługach kościelnych 
i nauce łaciny w zakresie gramatykalnym. Osiągnąw'szy pełnych 
lat 14, wiosną 1517 roku wpisał się Andrzej, syn Jakóba z Wol- 
borza, na wydział filozoficzny Akademii za rektoratu Stai isława 
Biela z Nowegomiasta, a dziekanatu Marcina z Koprzywnicy -)y 
zapłaciwszy dwa grosze, to jest czwartą część wpisowego zwy- 
czajem uboższych studentów^ 

Odtąd zaczęła się dlań serya normalnych studyów, które 
średniowieczny statut przepisywał dla zamierzających osiągnąć 
stopnie uniwersyteckie. Uzyskany po czterech półroczach baka- 
laureat, i to na pierw^szem miejscu przed gronem rówieśni- 
ków, ^j świadczy, że do nauk pilnie się przykładał. Przeszedł za- 
tem w całości program nauk t. zw. trywialnych, to jest szcścio- 
tygodniowy kurs gramatyki, wykład retoryki wraz z sztuką 
układania listów, główne zasady kalendarza i arytmetyki, oraz. 
wyczerpujący cykl nauk logicznych, na który się składały: W8tęf> 



>) Acta l{ect. I. 531. 

*) Album studiosoruin II. 177. 

') Muczkowski Statuta nec non Liber promotionuni str. 169. 



Pierwsze nauki szkolne ^ 



ogfólny l'iuli;i 1 lis/pana, Arystuteltsa ))Vetu8 ar8«, ))Aiialyti(a prio- 
ra« i »posteriora«, »KIenclii sophitjtici«. »Pliy8ica« i )>De aniinaw; 
każdy l tyih wykładów trwał 3 do 4 miesit^cy, »I'łiysica« zaś 
ciq>_rnt;ły się aż tr/,y kwartały; wykładom Iow ar/yszyły ))cwiczenia«, 
poleufające na rozwijaniu zdolności dysputatorskich, na wyta- 
czaniu arijuinontów /a i przooiw dla postawittnego twierdzenia. 

wSpis wykładowa wydziału filozoficznego przechował na- 
zwiska prelegfentów, których Frycz musiał słuchać; niema wśród 
nich nikogo wybitnego, sami przecit^tni mistrze, których na- 
zwiska poręczajii tyle tylko, że wykłady ich były monot nne 
i niezarażone duchem nowości. W zakresie języka i stylu ła 
cińskieEco oczywiście już nie tr/.ymano się niewolniczo w/.orów 
średniowiecznych; Cicero, Vergilius i Horacy nie schodzą już 
z wykładów, w r. 1518 właśnie pojawia s'ę pierwsza próba za- 
stąpienia odwiecznego »DocŁrinale« Aleksandra de Yilladei przez 
gramatykę Perotta, ale w dziedzinie filozofii panował niepo- 
dzielnie Arystoteles, komentowany po scholastycznemu. Być 
może, że mistrzom samym już za ciasno było w ramach prze- 
starzałych statutów, tak n. p. jeden z ówczesnych profesorów 
logiki, Grzegorz z Stawiszyna, popularyzuje w r. 1518 nowo- 
żytne podręczniki do filozofii arystotelesowskiej Jakóba Lefevre 
d'Etaples, francuskiego filozofa reformatora; oficyaliiy program 
jednakże nie uległ zmianie. To odstręczało żywsze umysły od 
niego i skłaniało do szukania pokarmu poza murami Akademji. 

Frycz w pierwszym rzędzie należał do tych, którym pro- 
gram Akademji nie wystarczał: nie poszedł torem, którym szedłby 
zapewne, znalazłszy się dziesięć lat wcześniej w Akademji, nie 
chciał ubiegać się o stopień magistra. Bezuąłpienia jednak pe- 
wien czas po uzyskaniu bakaląureatu uczęszczał na wykłady 
i trzymał się uniwersytetu; jeszcze w grudniu 1522 r. wniósł 
sprawę drobnej swej pretensji do kolegi, Ambrożego Piotrkow- 
czyka bakałarza, przed sąd rektorski, którego jurysdykcji obaj 
podlegali ^). 

Pewne ślady pozwalają przypuszczać, że Frycz mieszkał wów- 
czas w bursie Jerozolimskiej; wspomina mianowicie w swych pi- 
smach o zaprzyjaźnieniu się i wspólnych sludyach z Pawłem 
Głogowskim, który wpisany w metryUę w półroczu zimowem 



') Acta Rect. I. 613. 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



1520/1 był wychowankiem tejże bursy '). Podobnie jak Głog-ow- 
ski, Hozjus, Stanisław Dąbrowski, Marcin Gałczyński, którycti 
wymienia jako swoich współkolegów w studjach, zamierzał 
Frycz wtedy poświęcić się karjerze kościelnej, przyjął święcenia 
niższe i zajmował się w jakimś stopniu teologią, chociaż wykład 
jej nie pociągał młodych kandydatów, z zaciekawieniem nad- 
słuchujących odgłosów przełomowych reform religijnych, które 
rozpoczął w Witenberdze Marcin Luter 

Cifkawość ich, żądza wiedzy i nowości, zgoła nie znaj- 
dowały zaspokojenia w Akademji. Z nauczycieli młodości Frycz 
w pismach swoich nikogo nie wymienił; z ówczesnych pro- 
fesorów krakowslcich wspomniał z wyrazami uznania o trzech 
w którycii może należy dopatrywać się jego mistrzów. Jeden 
z nich — to lekarz i historyk, Maciej z Miechowa, który w po 
czątkach studyów Frycza, w latach 1518 i 1519, piastował go- 
dność rektorską 2). Dwaj inni. Jan Leopolita i Stanisław Ska- 
wińczyk, utrwaleni w jego pamięci jako doskonałe wzory dla 
kleru, godni wzmianki w jednym szeregu z świętymi, Ambro- 
żym. x\ugustynem i Stanisławem ^j, byli profesorami teologji. 
Może życiem świątobliwem i erudycją, może także dobrotlziej- 
stwami wyświadczonemi, zyskali oni w jego pamięci miejsce 
na tak wysokim piedestale; nic jednakowoż nie va skazuje, aby 
im właśnie zawdzięczał swój rozwój umysłowy. 

Ten znajdował podniety i strawę gdzieindziej. Jedyne, co 
w skarbnicy duchowej Frycza można określić jako nabyte 
w Akademji krakowskiej, to wyszkolenie djalektyczne. nadzwy- 
czajna ścisłość w rozumowaniu, biegłość w posługiwaniu się 
syllogizmami i zamiłowanie do dysputacji typu szkolnego*), 
chociaż to ostatnie mogło wyrobić się i później, za pobytu 



1) B Paulus Johannis de Glogow3ecz« (Album stud. II. 205), występo- 
wał w lutym 1522 roku jako Wonus w Loch era Sądzie Parysa, ode- 
granym na zamku pod kierownictwem Stanisława z Łowicza przez wy- 
chowanków bursy Jerozolimskiej. 

'] Opera wyd. bazylejskie z r. 1559 str. 85. 

') Opera 795. Za studyów uniwersyteckich Frycza Leopolita wykładał 
jeszcze jako magister artium Arystotelesa, jednakże wzmianka pochwalna 
(Opera 792) odnosi się wyraźnie do teologa. Coxe w swej pochwale Aka- 
demji krakowskiej (1518) również zaszczytnie go wymienia. 

*} Opera 234. 



w Akademji krakowskiej 



w W iliMihcrii/e. Źródeł i-cs/ly (')\\ c/fsiicj jci^o w iłul/y i upodo- 
han naukowych s^uka(" Ir/eba po/a AUiuleinją. a iniannwicie 
w żywym ruchu umysłowym, kliry ro/.w jał su; w Krakowie 
w laladi l.MS 1028.' 

Nie do wiary, aby przestai-zały prouiam wykładi')W olicjal- 
nych mói^ł był zadowahiiać aspiracje umysłowe młodzieży kra 
kowskiej w latach iiajwyż<zeŁro rtJZLrłosu Krazma z liotlerdamu 
z jeduej strony, wysląi)ienia Lutra z druyiej. Jeśli nie odrazu 
uśw iadamiano sobie treść i znaczenie rewolucji kościelnej, idącej 
z Niemiec, to jednakowoż ponad wszelką wąt[)liwość kultura 
duchowa i zewnętrzna ouólno-europejskieg-o humanizmu znaj- 
dov\ała w tym okresie w Krakowie zwolenników n etylko wśród 
wybitniejszych jednostek, ale już stawała się pntrzebą szer- 
szych kół. 

Miejscowy ru h wydawnic/.y owych lat poc/..jł od r. 1518 
przynosić przedrul\i utworiny E'azma; w roku 1518 ślub króla 
Zyuniunta z Boną wywołał cały turniej poetycki, równocześnie 
Hudolf Agricola doszedł do szczytu swej działalności humani- 
styczijej, an<^ielski humanista wędrowny Leonard Coxe rozpo- 
czął wówczas swoją pracę; już w roku 1521 Stanisław z Ło- 
wicza z tryumfem obwoływał zwycięstwo sztuk starożytnych 
i wszechwładztwo Polyhymnii^) 

I mury Akademji nie mogły s ę uchronić od przenikania 
humanizmu, chociaż go oiicjalne lektnrja ignorowały, [irzemógł- 
szy pierws/,y jego napór za czasów .lana Olbrachta, Kallimacha 
i Celtesa. Wśród młodszych mistrzów, ekstraneów, w kollegiach 
prywatnych i po bursach wzięły górę nowe prądy, w^ykłady 
niekontrobiwane przez dziekana odbiegały od staroświeckiego 
programu i ducha wszechnicy. Pouczające tego przykłady znamy 
z okresu studjów Frycza. Spis wykładów, na których kształcił 
się Erazm Bethmann, rozpoczynający sludja w li(.cu 1518, jest 
na wskióś humanistyczny, bez śladów prawMt- średniowieczyzny; 
nauczyciel Betlimanna, Stanisław z Rzeczycy w świetle spi.su 



') Morawski Hislorja Uniwer-sytelu J;igi(.'ll II. 238, 2H, 259. 

W.^tra\vn('imi historykowi polskiego huinani/.mu wydaje się rok 
l.")18 »|iO(l każdym względem szczyiDą chwilą w rozwoju wczesnego na- 
szego odro(lzeiiia« (Morawski Z dziejów Odrodzenia w Toiscc, T^izegląrl 
polski 18S4 str. 15). 



6 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

urzędowego zajmował się [)rzedewszystkiem tradycyjnym cyklem 
Arystotelesa, podług- notat ucznia zaś wykładał cały szereg au- 
torów starożytnych, niedopuszczonych do programu oficjalnego ^). 
Stanisław Łowiczanin wykładał na fakultecie w półroczu zimo- 
w^ym 1521/2 metafizykę Arystotelesa, a równocześnie w bursie 
Jerozolimskiej, której był seniorem, przygotowywał młodzież 
do odegrania na scenie zamkowej wybitnie humanisiycznego 
dramatu Lochera »Sąd Parysa«. 

Młodzież zapewne więcej zajmowała się tem, czego jej 
ucz no po bursach, aniżeli wykładami w kollegium wdększem. 
Zawartość biblioteki ówczesnego studenta świadczy dobitnie 
o poczytności autorów klasycznych i humanistycznych: wPrioraw, 
»Physica« i ))De anima« Arystotelesa wraz z Summa Alberta 
Wielkiego nikną wśród długiej listy klasyków, Yergiliusa, Ho- 
racego, Juvenala. Cicerona. Sallustiusa, Seneki, Herodiana, Per- 
siusa, Qu Curtiusa, Yaleriusa Maximusa, Suetoniusa, Apulejusa, 
obok których znajdują się Erazma »Copia verborum«, ))Adagia«, 
»Paribolae«, oColloąuia familiaria«, a nawet ))Moria« to jest 
»Pochwała głupstwa« -}. 

Nie posiadamy zupełnie źródeł, któreby nam użyczyły ja- 
kichkolwiek wiadomości bezpośrednich o rozwoju duchowym 
Frycza w jego młodości; najwcześniejsze wskazówki w tym 
kierunku mówią już o mężczyźnie trzydziestokilkoletnim. Ska- 
zani więc jesteśmy na snucie domysłów na podstawie ogólnych 
stosunków kulturalnych, cechujących środowisko, w którem żył 
i pracował. Droga ta nie wydaje się bezcelową, pisma bowiem 
Frycza okazują te same mniej więcej rysy poziomu umysło- 
wego aut ira, co utwory jego współkolegów, których zamiłowa- 
nia literackie i naukow^e wczesnej młodości i upływy, wśród 
jakich się rozwnjali, są obserwacji naszej dostępne dzięki szczę- 
śliwie dochowanym źródłom. Znając jego wrażliwość na nowe 
prądy i zapał do studjów, możemy śmiało przypuścić, że wśród 
fermentu umysłowego, który ogarnął młodzież krakowską w trze- 
ciem dziesięcioleciu wieku XVI, nie pozostawał on na uboczu, 
ale że wraz z innymi, jeśli nie przed nimi, poddawał się wpły- 



') Przedmowa Wislockiego w Liber diligentiarum str. XI — XII. 
2| Spis książek Melchiora z Głogowa, studenta w r. 1524 por. Acta 
Roct. I. 668. 



Podniety nowej epoki 



wowi atiuostery humanistycznej i z ciekawością śledził prze- 
biec: nicłui lorDiMnacyjnego. 

Rówiosiiikaini Jeg^o studjów i współUolcg^aini byli z [)<tśród 
osobistości, które siq z czasem wybiły w ruchu umysłowym 
w Polsce, tiicy jak kanclerz Ocieski, biskup Drohojowski, doktor 
Antoninus, opiekun Klemensa Janickiego, Andrzej Trzycieski 
ojciec, pionier reformacji w Krakowie, Aleksy Zuchta, polski 
propagatt)r Teofrasla Paracelsa, Mikołaj Rej. poeci humanisty- 
czni i epigramatycy: Piotr Rydzyński, Anzelm Ephorinus, Jan 
Rullus, Jan Lang, a w pierwszym rzędzie najbardziej do niego 
zbliżony wykształceniem, Stanisław Hozjus '). Wyjąwszy może 
Reja, któremu roczne sŁudjum w bursie Jeruzalemskiej »mało 
albo nic pomogło, bo już rozumiał co to jest dobre towarzystwow, 
•o wszystkich prawie wiemy, że kształcili się na literaturze kla- 
sycznej, że uwielbiali Cicerona i zachwycali się Erazmem 2). 

Jak na wielu z nich oddziałały płomienne pisma Lutra, 
dowiadujemy się od samego Frycza, który przed przyjacielem 
uniwersyteckim, Pawłem Głogowskim, rozwinął po latach kil- 
kudziesięciu następujące wspomnienia: »Nasuwają mi się na 
myśl owe czasy, kiedyśmy to obydM^aj wczesną młodością słu- 
chali magistrów artium. Wszystkiego raczej innego uczyliśmy 
się wówczas aniżeli teologii. Teologia ta coprawda, jak pamię- 
tasz, czerpana była nietyle ze źródeł, co ze strumyków, i to 
mało przejrzystych i zdaniem wielu niosących z sobą dużo na- 
mułu. Wielki wtedy pokój panował w kościele, mogę to bo- 
wiem wspomnieć wobec ciebie, z którym te same mieliśmy po- 
czątki studjów. Zadni mianowicie heretycy nie niepokoili pod- 
ówczas kościoła. A naraz pośród najgłębszego spokoju powstał 
Luler, podając w wątpliwość podstawy nauki chrześcijańskiej. 
Przywożono do nas księgi jego z Niemiec, w samej nawet Aka- 
demji krakowskiej publicznie je sprzedawano. Rozczytywało się 
w nich wielu miłośników wszystkiego, co nowe, z potakiwa- 
niem i pochwałami, nasi też teologowie ich nie potępiali. Aż 
wtem papież, zdaje mi się Leon X, zakazał wogóle ich czytania. 



') »Meus in adolescentia condiscipulust Opera 664 
*) O Hozjusa humanistycznych zauiilowaniach por. Miaskowski 
Z ni/odych lat Hozyusa, Przegląd kość. 1904 sir. 337 i nast , Jugend- und 
Studienjahre, Braunsberg 1916, oraz recenzyę moją w Kwart. hist. 1918 
str. 89. 



8 St. Kot: A. Frycz Modrzewskr 

przepisując karę wykluczenia z Uościoła, ktokolwiekby nie był 
powolny rozkazowi. Zdjęci przestrachem mistrzowie nasi nie- 
tylko że zaprzestali czytania ksiąg zabronionych, ale nawet rzu- 
cali je w ogień, obawiając się je przechowywać ^)«. 

O ruchu reformacyjiiym, wzbierającym na sile w sąsiednich 
Niemczech, bezwątpienia wiele w Krakowie wiedziano. Księ- 
garze zwozili obficie wydawnictwa; surowe zakazy królewskie, 
skierowane w pierwszym rzędzie po miastach pruskich do Kra- 
kowa, konferencja krakowska biskupów zebrana przez Łaskiego 
wdosną 1523, troski synodu łęczyckiego z r. 1523, świadczą, że- 
istniały przyczyny, zmuszające do szukania tamy dla budzącego 
się ruchu. Zakazy przeważnie nie dopinały celu. Różnemi dro- 
gami, głównie przez Wrocław, szły do Polski stosy druków^ 
stamtąd także oddziaływały wpływy wybitniejszych osobistości 
(C(jrvinus, Hess). Bezpośrednio też synowie mieszczan krakow- 
skich czerpali nowe hasła z Witenbergi; już w r 1520 spoty- 
kamy wśród uczniów Lutra przedstawicieli dwóch wybitnych 
rodzin krakowskicli, Stanisława Guttetera i Daniela Schillinga; 
ostatni, jak się z czasem okaże, był przyjacielem Frycza*). 

Nie ulega jednak wątpliwości, że witenberska lektura nie 
zmieniła poglądów religijnych młodego bakałarza i, jakkolwiek 
chciwie chwytana, ani jego ani współkolegów nie pociągnęła 
zbyt daleko, choć zaciekawienie się dalszą ewolucją Lutra i spra- 
wy kościelnej już odtąd przygasnąć nie mogło. 

» Wczesna młodość upłynęła mi na studjach szkolnych^ 
poczem zaprowadzono mnie na dwór, dla karjery« — opowiadał 
Frycz w r. 1556 papieżowi Pawłowi IV ^). Kiedy się to stało, 
ściśle niepodobna oznaczyć. Prawdopodobnie w r. 1523. Frycz 
wprawdzie nie wymienił, na czyj dwór poszedł, ale to pewna, 



*) Opera 661. W.spoinnienia le nawiązują, jak widać, do lat 1520 — 
1522. Bulla Leona X »Evsurgea mogła przyjść do Polski jesienią r. 1520- 

Słów powyższych o studjach teologicznych nie należy tak rozumieć, 
jakoby Frycz i Głogowski niemi wcale się nie zajmowali, a tylko, że ów- 
czesny sposób wykładania teologii wcale ich nie pociągał. 

2) Wpisali się w metrykę witenberska razem IH października 1520,. 
nadto tegoż roku nieznany bliżej Andreas Helis de Helis Cracovien. dioc. 
1 łyiai (Album acad. Yiteberg. I. 91, 99). 

') Opera 541. 



Nh (Iwurse prymasa LaRkiogo 9* 

Że wstąpił w służbę rodziny LasUich, / kl(')rą si(j odtąd dłu^i 
okres jotro życia wiąźc. 

W lyin czasie dwór miał tylko stary prymas i jakkolwiek 
na to niema dowodu hezpośrodiiieufo, uapewno UKJŻna twier- 
dzić, że dwudziestoletni bakałarz, który się poświęcił stanowi 
ducbownemu, wstąpił jako »clericus diecesis Gnesnensis« — 
tak się odtąd [)rzez lat kilka podpisuje - do kancelarji pry- 
masa, obierając karjerę podobną, jak wielu ówczesnych synów 
mieszczan i drobtiej szlachty, którzy posiadali wykształcenie 
i zapał do pracy i)rzy braku majątku. Czy pochodzenie z Wol- 
borza, przynależneiTo do archidiecezji Łjnieźnieńskiej i leżącego 
w pobliżu Laska, rezydencji rodzinnej , prymasa, ułatwiło mu 
tam dostęp, czy też zarekomendowało go prymasowi wyszcze- 
gólnienie się wiedzą, pracowitością i inteligencją wśród wycho- 
wanków Akademji, nie wiemy; zapewne jedno i drugie, dość, 
że Frycz, którego w dokumentach odnajdujemy dopiero 17 czer- 
wca lf)26 przy objęciu dyecezji poznańskiej przez biskupa La- 
talskiego jako już gotowego wnotarjusza z publicznego upowa- 
żnienia św Stolicy ap"Stolskiej«, bezwątpienia wprawił się do 
tej służby w kancelarji prymasowskiej. 

Z głębokim szacunkiem wsfiominał Frycz w swych pismacłi 
poszczególnych członków rodziny Łaskich. O prymasie wiele 
lat po jego śmierci wyrażał się z wielkim szacunkiem '), a rolę 
jego polityczną uważał za mądrą i decydującą In. p. w sprawie 
elekcji Zygmunta Augusta w r. 1529 2). Niezawodnie pobyt jego 
w otoczeniu sędziwego sternika Rzpltej był dobrą szkołą, w której 
mogły się ukształtować jego poglądy polityczne i kościelne. Po- 
lityka Łaskiego bowiem musiała odpowiadać skłonnościom Fry- 
cza, jakie z czasem w pismach jego odkrywamy. 

1'rzedewszystkiem imponować mu musiało doświadczenie 
prymasa w kierowaniu sprawami publicznemi a nakazywać sza- 
cunek ciągłe troskanie się Łaskiego o losy Ojczyzny, bezinte- 
resowność, cechująca jego działalno.sć polityczną — niezależnie 
od nepotyzmu, który ówczesnych nie raził —, skłonność do ofiar 
majątkowych na rzecz skarl)U publicznego, to właśnie, co pry- 



M DCIarissimus c-t .sjipientissiinus vii-, religionis et reipublicae noslrae 
piinceps* Opera 197. 
«) Opera 686. 



10 St. Kot: A. Fiycz Modrzewski 

masa czyniło niepopularnym w kołach wyższego duchowień- 
stwa. Tesame wymag-ania stawia z czasem w pismach swych 
-Frycz, ostrej poddając krytyce egoizm biskupów i kapituł. 

Frycz właśnie przekazał pamięci potomnych i naszej wcale 
szczegółowy zarys organizacji skarbu państwowego, ukryty pod 
nazwą oMons pietatis«. który prymas rozwinął na jednym z sej- 
mów w Piotrkowie ^j; projekt ów streszczony jest tak dokładnie, 
że widocznie dostał go Frycz do swych rąk w jakimś skrypcie, 
pracując w kancelarji prymasa Sposób, w jaki ów jirojekt czy- 
telnikom przedstawił, okazuje, iż był przekonany o wielkim pa- 
•łrjotyzmie i bezinteresowności Łaskiego. 

A właśnie w latach 1523 — 1525, w których przypuszczamy 
pobyt jego w kancelarji prymasa, miałby sposobność zbliska 
stwierdzić te cechy. Obydw^a sejmy piotrkowskie z owych lat 
(1523 i 1524/5), zajmujące się obmyśleniem dochodów na po- 
trzeby obrony granic, wypełnione były ostrymi atakami szlachty 
na duchowieństwo za opór przeciwko poborowi podatkowemu 
od dóbr duchów nych, gdy w^łaśnie prymas stanowczo godził się 
na nałożenie poboru i wbrew opinii kleru doprowadził do sza- 
cowania i opodatkowania dóbr kościelnych. Również sprawa 
reformy kościelnej, która, sądząc pozornie, winnaby młodego 
kleryka, rozczytującego się w literaturze reformacyjnej, odstrę- 
czać od prawowiernej głowy oficjalnego kościoła, okazywała 
wybitny umysł Łaskiego Był on wprawdzie bezwzględnym po- 
plecznikiem papieża i ortodoksji, ale stosunek jego do sprawy 
reformy znamionowały dwa samodzielne rysy. Uznawał miano- 
wicie, że wewnętrzne życie .kościoła jest skażone, że zwłaszcza 
obyczaje duchowieństwa uległy zepsuciu i wymagają stanowczej 
poprawy, i wskutek tego z niezwykłą ruchliwością zwoływał 
synody prowincjonalne dla f)rzeprowadzenia odpowiednich re- 
form (w Łęczycy 1522 i 1523, w Piotrkowie 1525, w Łęczycy 
1527, w Piotrkowie 1530j, wzmocnienia dyscypliny, podniesienia 
obyczajności i wykształ< enia kleru, reformy kaznodziejstwa 
i szkolnictwa. Powtóre dla wyrównania powstałych kontrowersji 
•dogmatycznych i obrzędowych uważał za niezbędne /wołanie 



') Blumenstok przypuszcza, że musinio to nastąpić na sejmie 
.piotrkowskim w r. 1510. por. Plany reform skarbowo-wojskowjch 1888, 
sti. 53. 



Praca notarjalna w Poznaniu II 

soboru {)o\vszecliiu»Łro, sUt*)!! płun^ły cz^stf jt*u:o iiale^^aiua na 
papieża o sobór (listom w r. 1024, przez Myszkowskiearo bez- 
pośrednio i /a pośrednictwem króla w r. 1525). 

W kole wpływów olbrzymieiro autorytetu prymasa pozo- 
stawał Frycz zapewne i pr/ez lata następne, kiedy /, kancelarji 
g'nieźnieńskiej przeniósł się do poznańskiej. Jan Latalski, pre- 
pozyt kapituły gnieźnieńskiej, przyjaciel i zwolennik Łaskiego, 
pop erany przez nieg-o gorąco, obejmując w dniu 17 czerwca 
1525 stolicę biskupią poznańską po Konarskim, zabrał z sobą 
młodego notarjusza. którego zdolności i biegłość w urzędowaniu 
musiały mu być znane. Od pierwszego dnia objęcia biskupstwa 
przez Latalskiego obserwujemy Frycza przy jego boku z nie- 
znacznemi przerwami, przeszło przez lat cztery, aż do 8 listo- 
pada 1529'). 

Sposób życia i rod/aj zajęć, kttu-e sf)ełniać musiał Frycz 
w okresie swej karjery kancelaryjnej (przypuszczalnie w latach 
1523— lo31), nie sprzyjał pogłębianiu studjów naukowych. Utru- 
dniał to najpierw brak stałego miejsca pobytu; tak Łaski bo- 
wiem jak Latalski prowadzili wra/- z swymi dworami żywot 
prawie koczowniczy. Łaskiego w latach 1523 — 1525 widzimy 
kilkakrotnie w Gnieźnie, Krakowie, Piotrkowie, Łęczycy i w ró- 
żnych stronach diecezji (Skierniewice, Łowicz, Uniejów); przy 
Latalskim, gdzie wprost tydzień za tygodniem czynności Fry- 
cza można sprawdzać, panował tryb życia również ruchliwy: 
spotykamy go co kilka tygodni g-dzieind/iej. w rezydencjach bisku- 
pich, w Poznaniu Ciążeniu, Dolsku, w różnych miejscowościach 
na wizytacjach diecezjalnych, na synodzie prowincjonalnym 
"W Łęczycy 3 lipca 3 527, na całym szeregu sejmów (w Piotr- 
kowie 3 stycznia 1526, w Krakowie 27 lutego 1527, w War- 
szawie 30 marca 152S i 23 stycznia 1529). 

Za to obecność przy rozlicznych sprawach, które opierały 
«ię o kancelarję gnieźnieńską i poznańską, obecność na sejmach 



*) O tern stanowisku Frycza po raz pierwszy doniosły sActa iuilicii 
Eccl. l'oznaniensls«, wydane przez Ul a, n o w s k i ego w »Aeta capitulo- 
ruin« U. 1902 sir. 844, 8i8, 852. Wy.świetlenie zaś tego okresu w życiu 
Frycza zawdzięczamy niezmiernie cennym przyczynkom ks. Ignacego 
Warmińskiego p. t. »Kilka nowych kart z życia Andrzeja Frycza« 
{Poznań 1908), opartym na poznańskich aktach biskupich; co do okresu 
gnieźnieńskiego brak niestety analogicznego materjaJu źródłowego. 



12 St. Kot: A. Frycz M ..irzewski 

i synodach, uczestnictwo w sądach biskupich, styczność z przed- 
stawiciehimi duchowieństwa wyższeoro i niższeg"o, magnatów 
i szlachty, mieszc/an i chłopów\ którzy ocieraH się już to o dwory 
biskupie, już to o sądy, musiała niesłychanie [irzyczynić się do 
rozszerzenia horyzo .lu um\słowego Frycza, który dotychczas 
ślęcząc nad księgami w murach burs, szkół i Akademji kra- 
kowskiej, nie miał sposobności obserwowania życia ówczesnego. 
Nadzwyczajna obfitość zagadnień praktycznych, jaką roztoczy 
z czasem w swych broszurach i »Poprawie Rzpltej«, przewyż- 
szając co do ich ilości w^szystkich naszych pisarzy politycznych 
aż do czasów Stanisławowskich, ma swoje pierw^sze źródło bez- 
wątpienia w jego obserwacjach i doświadczeniach z tego wła- 
śnie okresu. Zwłaszcza z zatradnieniami prawodawczemi i są- 
dowemi nie miał po opuszczeniu służby notarjalnej sposobności 
stykać się tak blisko. Za pobytu swego v^■ kancelarji Łaskiego 
mógł wykształcić się w znajomości prawa pod kierownictwem 
wybitnego prawnika Macieja SliwnicKiego, którego projekty re- 
formy prawodawstwa, podówczas Ofiracuwywane, opierają się 
w znacznej mierze na tych samych zasadach przewodnich, co 
wywody Frycza w Księdze o Prawnach. 

Z tych oczywiście lat wyniósł Frycz szczegółową znajo- 
mość sądownictwa kościelnego, z której korzystać będzie nit ba- 
wem w swych projektach poprawy procesu polskiego. 

»SwMętobliwy zaprawdę jest on obyczaj sądu duchownego 
fiudicii ecclesiastici) około przesłuchania świadków. Każdego,, 
który się do przysięgi bierze, osobno pisarz przysięgły przesłu- 
chawa, przekłada mu moc i zacność przysięgi, pyta, którego by 
był nabożeństwa. Takiem i)ytaniem dochodzi sumnienia i oby- 
czajów onego świadka: g idzienli tego, aby jego świadectwu 
wiarę dano czy niey Potem go pytają, jeśliże tę rzecz, o której 
św adczyć ma, widział, cz\ li jedno słyszał? jeśli go kto nauczył, 
jako ma świadczyć, a jeśli się z drugiemi śwń;idkami o onem 
św^iadectwie radził? Każdą z osobna okoliczność pilnie roztrzą- 
sają: miejs^^-e. czas, osobę i insze tym podobne rzeczy. Dr. z wa- 
lają sprzecziiikowi (advers;irio), mówić, co mu się zda i o sa- 
mych personach świadków i o sprawie. Sądy polskie, ik' w iem^ 
nie mają takich prób« ^). Ustęp powyższy zawdzięcza swą pla- 

') Opera 1H9: w pizL-Ula.lzie Bazylika, wyd. Tur. sir. 208. 

Dalsze ustępy, zaczerpnięto z praktyki w sądownict wie kościc'lnein» 



KorzNŚci d\v()r<Uii'j sjii/.by 13 

8tyczm)ś(' ii;iluraliii«' własnej [iraUlyfO Frycza, ztłohytej w cza- 
sach, kiedy to sam jako ^pisarz pr/ysięifływ (scriha iuralus) sądu 
biskupif/o przesłuchiwał ś\\ iadków i odbierał od mcii przysfjLrę. 

Przypaliywaiiie si(> życiu i pracom członków kapituły po- 
znańskiej nic iiio'jł(» być dla Krycza budujące, {'odłui.,'" świa- 
dectwa akt(')\\ biskupich i kapitulnych, stan moralny prałatów 
i kanoników tamtejszych pozostawiał wiele do życzenia. liiskup 
Latalski, który sam nie odznaczał się zl)ytnią surowością oby- 
czijów, wkrótie po objcjciu diecezji zmuszony był upominać 
ich z powodu niemoraliie<j:o zyria, skutkiem czego kaf)ituła wy- 
toizyła długi szerey: śledztw ') Już wówczas przekonywał się 
Frycz, jak mało tytułom prebend kapitulnych odpowiadają czyn- 
ności ich posiadaczy, co dało mu z czasem pobudkę do atako- 
wania kapituł za nuirnowanie grosza ofiaro wanetro na pożytek 
kościoła i społeczeństwa i domagania się, by nazwom odpowia- 
dała treść właściwa. 

W kwietniu 1526 roku zawitał do 1'oziiania, gdzie bawił 
Frycz przy dworze biskupim, dostojny młody gość. dziekan 
gnieźnieński lan Liski, ukochany synowiec, cliluba i nadzieja 
prymasa Wracał prosto z zagranicy, po dalekch i długich po- 
dróżach naukowych, wśród których najgłębsze nań wywarł ślady 
wielomiesięczny pobyt w Bazylei, w domu wielkiego Erazma 
z Rotterdamu. Przyjeżdżał jako goiący wielbiciel i osobisty przy- 
jaciel księcia humanistów, którego bibliotekę nabył za sowitą 
zapłatę a przywiązanie pozyskał przez bogate zalety swego 
umysłu i charakteru. Osiadłszy w ojczyźnie, stał się Laski ośrod- 
kiem, przyciągającym szerokie grono młod\ch uczonych i lite- 
ratów, którzy widzieli w nim c prawda protektora swej ka- 
rjery inaterjalnej z jednej strony, ale także z drugiej — świetnego 



dotyczą w)dawania wyroków na piśmie (Opera 140) i ferji świątecznych 
w teniże sądownictwie (Opera 150). W innem z pism sw-oich, wytykając 
oticjałowi kapituły i notarjuszowi nieprawne postępowanie w swojej spra- 
wie, pouczul ich Frycz o ich obowiązkach na podstawie dokładnej znajo- 
mości kościehiej procedury sądowej por, Narratio str. 122-123. 

') W ciągu samego 1526 roku sprawy następujących kanoników: 
28. I., 29. I. i 12. XI. sprawa ks. Anzelma Łukowskiego, 29. I. ks. Jana 
Wolskiego, 5. II. i 19. II. ks. Jana Siekirzeckiego, 12. X. ks. Jana Łęckiego, 
12. XI. ks. Andrzeja IConarskiego (Acta histor. XIII. 6, 7, 10 



14 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

reprezentanta kultury humanistycznej, znawcę doniosłych zaga-^ 
dnień rehgijnych, tilozoficznych i literackich. 

Krakowianie Hozjus i Rullus, ślązacy Pyrser, Lang, Epho- 
rinus, Fryderyk z Freystadt, węgier Antoninus, anglik Coxe, 
młodziutki uzdolniony francuz Aignan Bourgoin, zwany krótko 
Anianem, którego z sobą przywiózł z Paryża, plejada cała poe- 
tów i bakałarzy, poczęła się ubiegać o jego względy, towarzy- 
stwo, zasiłki na studja. Łaski stał się regulatorem aspiracji i po- 
glądów tego dorabiającego się koła wielbicieli nauk i literatury, 
które, jak widzimy, składało się z rówieśników i kolegów na- 
sze2:"o Frycza. Od wysokiego protektora przejmują oni kult Era- 
zma, przedtem zdała tylko podziwianego, przedrukowują jego 
utwory, każde nowe dzieło witają jako wydarzenie historyczne, 
marzą o wyjeździe do niego (Coxe, Trzycieski, Hozjus), list od 
niego uważają za cel godny wysiłków. Z czasem jednolite to 
grono podzieli się pod wpływem sprawy religijno-kościelnej;. 
narazie zgodne jest w zamiłowaniach humanistycznych — po- 
szukują zaginionych ksiąg Cicerona De republica — , w dążno- 
ściach krytycznych, niechęci do scholastycyzmu, w pragnieniu 
reform, w niechęci do Lutra jako barbarzyńcy, jednostronnie 
i sekciarsko traktującego sprawę odrodzenia kościuła. 

W sądach swych o reformacji niemieckiej pozostawał Ła- 
ski pod wpływem Erazma, «Hyperaspistes« zwłaszcza wywarł 
na niego silne wrażenie W Lutrze widział przedewszystkiem 
wkłanL-^two i bezw^tydność« i przesadę w »obelgach«; bolał, że 
»szaleństwa owych ewangelików zniszczyły prawdziwą swobodę 
słowa i z trudem tylko chronić się można przed ich zdwojoną, 
prawie tyranią«; wobec stryja wyrażał obawę, aby luteranizm. 
nie przysporzył więcej kłopotów Polsce niż Niemcom; Amer- 
bachowi donosił, że Polska nie może sobie pozwolić na roz 
dw^ojenie wewnętrzne, mając obok Tatarów, Turków i Moskwę,. 
Erazma zaś zai»ewniał, że »baczymy tu pilnie, aby Luter lub 
jego partja nic nie zdziałali«. Do 1529 roku nie widać śladu 
zapędów protestanckich u Łaskiego, reformizm jego wyrażał 
się conajwyżej w erazmiańskiej niechęci do zakonów i próżnia- 
ct\Aa mnichów 1). Ale i U-n kult Erazma w sferach ortodoksyj- 
nych nie uchodził bez podejrzeń; wobec prymasa przedstawiano 



') D alt on Lasciana, st- . 100, 103/4, lu7, 110, 112. 



w orszaku Janu Łaskiego 15- 

Erazma jako luteranina, przed któryjn ti» zarzutem wychowanek 

katotrorycznie ^o bronił. 

NaiKliodząct' z Nieni;ec wieśti o postępach luteranizniu 
wywoływały w (»\\em irroiiie rolleksje. Znala/i się w tiiiu przede- 
\\ szystkiein uczony młodzieniec, który świeżo przewędrowawszy 
Niemcy i wszedłszy w przyjacielskie stosunki z Melanchtonem, 
podtrzymywane później korespondencją, szerzył w Krakowie 
i w towarzystwach szlacheckich agitację za Lutrem; hył to- 
Andrzej Trzycieski. Zapewne i przez studentów witenberskich, 
coraz liczniej tam jeżdżijcych, i przez wa'ocławskicli przyjaciół 
(Hess. Przybyło, Rullus) nadchodziły informacje, wywierające 
wpływ, choćby yrruntownie nie przekonywały. 

W diecezji poznańskiej o Lutrze tu i ówdzie mówiono, 
ale poza odosobnionymi wypadkami wśród niemieckiego mie- 
szczaństwa, ruch nie zakorzenił się w ludności; wszystkie oskar- 
żenia o przynależność do ))sekty luterańskiej«, podniesione do 
r 1530 przed sądem biskupim opierały się li lylko na drt)biaz- 
gowych wyrażeniach, na nieprzestrzeganiu postu lub niemoral- 
ności obyczajów^); zresztą obsadzenie katedr szkoły Lubrań- 
skiego, podjęte przez Latalskiego (Antoni Niger z Wrocławia 
z towarzystwa Hessa i Rullusa, z czasem Hegendorf), wskazuje, 
że nie żywiono tam jeszcze poważniejszych obaw przed lute- 
ranizmem. W lym też okresie nie możemy przypuszczać posu- 
nięcia się Frycza w^ kierunku nowych prądów. 

Pod koniec roku 1529 znika Frycz z dworu biskupa La- 
talskiego. Stoi to zapewne w związku z śmiercią ojca, którą 
stwierdza dodane 8 listopada 1529 przy jego nazwisku wolim 
Jacobi«; może udał się na jakiś czas d(j Wolborza dla objęcia 
spadku i ułożenia spraw majątkowych. 

Odtąd na dw'a blisko lata tracimy go z oczu; dopiero w le- 
cie 1531 roku wzmianka o nim odkrywa, że w tymże czasie 
wszedł w bezpośrednie stosunki z młodym Janem Łaskim. Mia- 
nowicie po śmierci prymasa synowiec wybrany administratorem 



') N. p.: słusznie mówi Luter, ze księża powinni się żenić, lub: dla- 
czegóżbym nie miał jeść sera w piątek, kiedy Lutt^r nie nakazuje postów; 
albo w kłótni o dziesięcinę: nie będzie dobrze, póki wszyscy nie chwyci nvy 
się sekty luterańskiej ; najpoważniejszy wypadek zarzutu o herezję spowo- 
dowany był niepłaceniem dziesięcin (Acta capit. II. 844, 8i6, 847). 



16 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

archidiecezji, układając się l Maciejem Drzewickin,, nominatem 
g-nieźnieńskim, o należytości »de anno gratiaec, przedstawił mu 
w dniu 14 lipca 1531 w Wolborzu odpowiednie upoważnienie, 
wystawione przez współwykonawców ostatniej woli prymasa 
a podpisane »de manu et signo discreti Andree Jacobi Fricz 
de Modrzew Notarii auctoritate apostolica publici« ^). Dokument 
ów był bezwątpienia niedawno przedtem wystawiony w Gnieźnie. 
Czy bawił tam Frycz jako notarjusz kurji prymasowskiej czy 
też dopiero po śmierci prymasa wraz z Janem Łaskim do Gnie- 
zna przybył, niewiadomo. W ostatnim wypadku należałoby przy- 
puścić, że przeżył najświeższe koleje .lana Łaskiego jako bi- 
skupa nominata Vespryinskieg"o, a więc usługi oddawane Za- 
polyi przy boku brata Jarosława, interwencje w lutym 1530 
u króla i senatu w Krakowie, udział jesienią 1530 roku w zjeź- 
dzie poznańskim -). 

Odtąd to, od roku 1531 — o ile już nie dawniej — rozwija 
się niezmiernie bliski, poufały i serdeczny stosunek między 
Fryczem a Janem Łaskim, ubogim klerykiem bez benelicjów 
a możnym dygnitarzem, któregi* zdaniem ówczesnych czekały 
wysokie dostojeństwa duchowne w kraju a także na Węgrzech 
w razie sukcesu polityki brata Jarosława. Kontynuując swoją 
służbę dworską, rozf)OCzętą »dla karjery« po opuszczeniu Aka- 
demji krakowskiej, wstąpił Frycz w służbę Łaskiego ^j, w której 
wytrwa około 10 lat. W tym to okresie i on i pan jego odbyli 
bardzo głęboką ewolucję duchową, która ich z sobą ściśle ze- 
spoliła. 

Uporawszy się z sprawą spadku po prymasie, opuścił Łaski 
Gniezno, aby odtąd pędzić żywot męczący częścią w usługach 



') l\ or y t k owsk i Prałaci i kanonicy katedry raetr. gnieźnieńskiej 
1883, II. 506. 

*) Korytkowski II. .50^/4 Dalton Beitrage IV. 267. 

*) Akt notarjalny, wystawiony w Bazylei 11 stycznia 1538 o wy- 
pełnieniu testamentu Erazma, nazywa go «sinen (Łaskiego) diner* (Mia- 
skowski Erasmiana II. 80). 

Melanchton około r. 1540 nazywa go oDomini Lascii minister* 
(Corp. Ref. IV. 1057). 

Łaski w listach Frycza nazywa się adominus et palronus*, eherus*, 
obaro meusu i t. p (Gabbema Epislolae 1669 sir. 19, Dalton Lasciana 
rstr. 90). 



Ewolucjii (iuohowii przyjaciół \1 



/apolyi, ezt^ści.'} w zabiegrach imd kłopotliwem położeniem brata; 
o ile sądzić jnożna z skąpej yrarści listów, miejscem dłuższego pobytu 
dla Laskieijfo bywał Kraków, Kieżmark i zamek rytwiański. Ciąj^łe 
perypetje Jarosława, jeiro kłopoty pieniężne i trudności polityczne, 
wyprawy wojenne na poszczeg-ólne miasta węgierskie, kosztowne 
i niebezpieczne pcuiróże dyplomatyczne, wymacrały ustawicznej 
jego pomocy. Z wytężeniem pracował nad [)olepszeniem interesów 
brata; ciągłe rozsyłki lislów i gońców, instancje za nim wno- 
szone, gromadzenie dlań zasiłków — zrzekł się spadku na jego 
rzecz, — spłacanie długów, przytem choroba oczu — wszystko 
to nużyło go i zniechęcało do spraw światowych. Położenie jego 
wobec episkopatu stało się nieco fałszywe, ze względu bowiem 
na brała dbać musiał o utrzymanie dobrych stosunków z biskupami 
jak n. p. z Krzyckim, o których wiedział, że dziedzicznie prze- 
noszą na niego nienawiść, żywioną ongiś] ku prymasowi, i którycłi 
moralną w^artość bardzo surowo oceniał. Coraz usilniej starał 
się o wolne chwile i samotność, aby pogrążyć się w pracy my- 
ślowej, która go z roku na rok bardziej pochłaniała, aż go z la- 
tami doprowadzić miała do opuszczenia rodziny i majątku, ko- 
ścioła i ojczyzny. 

Wykwintnego światowca-humanistę coraz żywiej zajmo- 
wały zagadnienia religijne i kościelne; niechęć i podejrzliwość 
względem ruchu reform acyjnego szybko w nim słabła, a budzić 
się poczęło żywe zainteresowanie. Pisma Melanchtona, jakkol- 
wiek niejedno miał w nich do skrytykowania i uważał je za 
zbyt radykalne*), poczęły go pociągać. Co do Luira, w dalszym 
ciągu okazywał mu niechęć za jego szorstkość i rubaszność. 
Wobec Erazma podtrzymywał dalej swe uwagi niechętne refor- 
macji, chociaż stawały się one znacznie łagodniejsze w miarę, 
jak pod wpływem lektury i rozmyślań począł tworzyć się pe- 
wien osad w jego umyśle. 

Na tle takiego procesu psychicznego a zarazem w związku 
z położeniem politycznem, wyżej zarysowanem, zrodził się plan 
wysłania zaufańca, powiernika poglądów i zamiarów, Andrzeja 
Frycza, do Niemiec w charakterze informatora i wykonawcy 
zleceń. 



») Dalton str. 145. 
St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



18 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



n. 

Studja i podróże zagranicą. 

Z końcem 1531 roku Jarosław Laski rozpoczął niezmiernie 
gorączkowe zabiegi na terenie Rzeszy niemieckiej. Wyprawiając 
się do Niemiec pod pozorem godzenia Zapolyi z Ferdynandem, 
usiłował Ferdynanda osaczyć i doprowadzić do ścisłego współ- 
działania książąt Rzeszy, zwłaszcza Związku szmalkaldzkiego, 
Zapolyi, Francji, Anglji i Danji. Z powodu podejrzeń Karola V 
nie mógł wziąć osobiście udziału w zjeźdz'e zbuntowanych prze- 
ciw niemu książąt w Lubece (10 stycznia 1532), ale wysłał 
tam brata ciotecznego Macieja Lobockiego '), niedługo zaś zmy- 
liwszy w mistrzowski sposób czujność cesarza, odbył w marcu 
1532 konferencję z elektorem saskim w Torgawie, a w kwietniu 
wyprawił się w tajemnicy do Francji, aby tam z Franciszkiem I 
ułożyć plan wojny wewnętrznej przeciw Karolowi i spowodo- 
wać wysłanie do książąt niemieckich dyplomaty Wilhelma Du 
Bellay, bratu zaś Janowi wyjednać obietnicę biskupstwa w Francji. 

Wśród takich to w^ypadków spotykamy w Niemczech na- 
szego Frycza, wpisującego się w półroczu zimowem 1531/2 
do metryki uniwersytetu w \\'itenberdze. 

Zaciągnięty tam został jako ))Andreas Petrus Fritz« wraz 
z Anianem, młodym humanistą francuskim, wychowankiem 
swego patrona 2). Nie mieli wówczas widocznie na myśli dłuższego 
pobytu, gdyż Anian pojechał ponownie do Włoch, gdzie kon- 
tynuował w towarzystwie Hozjusa studja humanistyczne, a Frycz 
również po pewnym czasie, zapewne w związku z swą misją, 
oderv^ał się jak się zdaje od Witenbergi ^j. Niedługo potem 
musiał wrócić do Polski i znajdować się na którymś z sejmów 
piotrkowskich (w styczniu 1533 lub w styczniu 1534), gdyż po- 



') Hirszberg Jarosław Łaski str. 170. 

*) Album Acad. Yitenberg. ed. Fo ers te m ann 18il I. U^. Jako trzecr 
wpisaJ się z nimi nieznany bliżej Jan Weyraann (Winiarski?). 

') Może to na jego relacje z Norymbergi z sejmu Rzeszy (norym- 
berska ugoda religijna i objęcie królestwa rzymskiego przez Ferdynanda 
w lipcu 1532) powo/uje się Łaski wobec Krzyckiogo por. Dalton Lasciana 
str. 131, list z 29 lipca 1532. 



Wyjuzd do WittMibiMf^i 19 



zostawił iij\m /oń taU żywe wspouuiicMiia, jakie wynieść mógł 
lylko naoczny świadek'). Wryło się mianowicie w jey^o pamięć 
zabójstwo niejakiecfo Zag:órskieLr(), popełnione w F*iotrkowie na 
sejmie przez Parżnickietro wKról bardzo się lem przejijł, jak 
był powinien, zabójstwo bowiem dokonane zostało prawie że 
w jei^o oczacb. Prairnął też, by morderct} wydobyło z ukrycia, 
w^ którem się schow^ał, lub leż schwytano w ucieczce, pojmano 
natychmiast i ukarano, ale tymczasem przeszkodziły temu prawa 
ojczyste. Słyszeliśmy wówczas, że król g-orzko się skarżył z po- 
wodu tego oburzajfłceg-o zajścia. Niestety, bezowocne były te 
użalania, ponieważ nie tow'arzyszyła im należna kara«. Z wspo 
mnień tych okazuje się, jak baczną uwagę już wówczas zwracał 
Frycz na wadliwe prawodaw^stwo i grasującą bezkarność za- 
bójstw w Rzpllej. 

Rok lbS'6 spędził Jan Laski częścią w Krakowie i Rytwia- 
nach, częścią na Węgrzech, w^ ciągłym niepokoju o brata i o spra- 
wy węgierskie, które poczęły przybierać niepomyślny obrót. Na 
Ile wzajemnej nieufności przychodziło do coraz ostrzejszych 
zajść między Jarosławem a Zapolyą, do tego przyłączyły się cho- 
roba Jarosława i niepewnej wartośi-i układy z wysłannikami 
Ferdynanda. Przygnębiony tem wszystkiem Jan Łaski, przy- 
bywszy z początkiem 1534 roku do Krakowa, odczuł dotkliwie 
niechęć a nawet zawiść u wielu dostojników kościelnych, oba- 
wiających się jeuo współzaw^odnictwa-); położenie jego mate- 
rjalne było dosyć trudne, mimo to nie miał ochoty ubiegać się 
o stanowiska ani dochody, widocznie zniechęciwszy się do ka- 
rjery światowej W takim stanie duchowym wypadło mu po- 
wziąć decyzję o dalszych losach ukochanego wychowanka Aniana, 
który na jego wezwanie z końcem roku ló33 wrócił z Padwy 
przez Niemcy, odwiedzając po drodze w Wilenberdze Melan- 
chtona i Hessa w Wrocławiu-^). 

Gdzie wówczas Frycz bawił, w Witenberdze czy w oj- 
czyźnie, nie wiemy; Łaski jednakże porozumiał się z nim i w marcu 



1) Pisząc w dniu 1 marca l.óól o zaj-iciach na owym sejmie piotr- 
kowskim, podaje, że działy się one >aunos al)hinc prope v)ginti«, poprze- 
dni zaś sejm piotrkowski odb} I sie w r. 1530, zatem pr/.ed laty 21 (Opera 5). 

-) Dal ton Lasciana sir. 161. 

*) Miaskowski Z młodych lat Hoz} usa (Przegl. kość. 1904 sir. 
346) i Corp. Ref. II. 685 

9* 



20 St. Kot: A Frycz Modrzewski 



1534 wyprawił Aniana do Witenbergi, aby tam pod jego okiem 
kształcił się systematycznie w kierunku nowym, na teologa, łió- 
wnocześnie przed Melanchtonem, któremu przesłał pierścień 
jako zadatek przyjaźni, w taki sposób opisywał swe zamiary co 
do Aniana: »Pragnąc, aby studja świeckie połączył z teologicz- 
nemi, które obecnie kwitną u was tak wspaniale jak nigdzie 
indziej, i to właśnie pod twoim patronatem, nie widzę, gdzieby 
w nicli więcej mógł skorzystać niż u ciebie: proszę cię zatem, 
byś zechciał pracą swą wspierać go w tym kierunku ile mo- 
żności, a ufam, że charakter jego i zdolności przypadną ci do 
smaku« '). 

»Ozdobą wieku naszego« na/ywał Łaski w owym liście 
Melanchtona. najbliższego współpracownika Lutra, gdy w tym 
samym czasie sędziwy Erazm ostrzegał go przed zbytnią wzglę- 
dem Melanchtona ufnością: »Pisze on wprawdzie niezbyt gwał- 
townie, ale od dogmatów luterskich nie odstępuje nigdzie ani 
na źdźbło i, że tak rzekę, jest bardziej bodaj luterskim od sa- 
mego Lutrac 2). Tego rodzaju ostrzeżenia nie wpłynęły jednakże 
na Łaskiego odstraszająco, z Witenbergi Aniana ani Frycza nie 
odwołał a nawet odtąd stale począł zacieśniać przyjacielskie sto- 
sunki z reformatorem. 

Decyzję swą powziął Łaski bezwątpienia po dojrzałym na- 
myśle i rozw^ażeniu sprawy z Fryczem. Studjować w Witen- 
berdze oznaczało wówczas to samo, co kształcić się w duchu 
luterańskim, Witen berga była bowiem podówczas pierwszem 
i jeszcze jedynem uniwersyteckiem ogniskiem reformacji, ste- 
rowała nią pod względem teologicznym a w znacznym stopniu 
także politycznym. Znamienne jednak, że ani Łaski ani Anian 
ani Frycz nie wchod/ą w stosunki z Lutrem, który wtedy wła- 
śnie stoi u szczytu swego wpływu; korespondencja ich nie po- 
zostawia co do tego żadnej wątpliwości. 

Luter w kołach szlachty i ówczesnych humanistów pol- 
skich, objawiających sympatję ku reformacji, był niepopularny. 
Z Witenbergi całej pociągał ich ku sobie jeden tylko Melaii- 
chton. W przeciwieństwie do szorstkości, rubaszności i brutal- 



»j Dal ton str. 163. 

*) Wierzbowski Materjafy do dziejów piśmiennictwa |)olskiego 
1900 str. U. list z 5 marca 1534. 



1'izy boku Mchiiirliluiiu 21 

iiOMi Lutra, poirardy jeyo iHa nauk świeckich, niechęci ku hu 
uumizniDwi. w ysoka kultura umysłowa Mohiuchlona, delikatiioKĆ, 
takt, erudycja liunianistyczna, pojediiawczość i pewien rodzaj 
świadomej kokieterji, którą rozwijał w obec cudzoziemców, dwo- 
rów, szhiclity i biskupów, zyskiwały dlań w całej Europie uzna- 
nie i po[)uhirność Wiedziano o jetfo niesnaskach z Lutrem 
i najbUższem otoczeniem kościehiem. znano ^ogo przywiązanie 
do nauk i literatury, brak ranatyzmu, to leż tu i ówd/.ie łudzmio 
się, że perspektywa stworzenia mu gd/iciiidz ej dos^^odnych wa- 
runków dhi pracy literackiej i pedag^og-icznej uda się ^o <idcią- 
gnąc od Lutra i Witenbergi a może nawet odzyskać dla kato- 
licyzmu Właśnie w czasie pobytu Frycza w Witenberdze trwała 
w dalszym ciągu wszczęta w r. 1030 wymiana listów^ między 
Melanchtonem a Krzyckim, usiłującym za wiedzą Rzymu spro- 
wadzić g"o do Polski. Laski, któremu z odległego Fryburga Erazm 
o tych staraniach donosił, wiedział o nich bezwątpienia już da- 
wniej, może nawet były prov\'adzone w porozumiei^iu z nim, 
Krzycki bowiem i Łaski mimo niechęci osobistej i ridowej 
stale pisywali do siebie i utrzymywali wspólne koneksje lite 
rackie. W takim razie o tych zabiegach wiedziałby i Frycz. 
W owym czasie mimo nieufn* ści do Krzyckicgo jeden i drugi 
byłby początkowo rad osiedleniu się Melanchtona w Polsce, pó- 
źniej dopiero, gdy stosunki między Wilenbergą a katolicką Pol- 
ską zaostrzyły się z powodu zajść roku 1534/5. musieli inaczi-j 
patrzeć na usiłowania Krzyckieuo. 

Wiosną 1534 w kwietniu przybył Anian do Witenbergi 
i obaj z Fryczem, który jeśli nie razem z nim, to wcześniej już 
tu się znalazł, na podstawie rekomendacji Łaskiego zamieszkali 
u Melanchtona jako cenieni przez gospodarza goście ^j. Melaii- 
chton w owycłi latach utrzymywał u s:ebie rodzaj pensjonatu^ 



') Jako źródjfa infoiinacji o pobycie Aniana i Frycza w Niemczech 
sfużą następujące list}': 1) Łaski do Melanchtona 7 marca 1534 (Dal ton 
str. 163), 2) odpowiedź Melanchtona maj 1534 (W i er zbo ws li i Mat. stf. 
44), S) Łaski do Frycza bez daty (? 1534, Dal ton sir. 256), 4—5) Melan- 
chton do Łaskiego 2 lutego 15H5 (Cor. Ref. U. 838) i 31 lipca 15H5 
(Wierzbowski str. 50, Dalton Beilrage IV. 2i^.^), C) Frycz do Łaskiego 
20 czerwca 1536 ((}abbema Epistolac str. 19), 7) Melanchton do Wita 
Dietricha 15 maja 1537 (Uorp. Ref. II! 369), 8) Melancliton do Przybyły- 
Auctusa maj 1539 (Corp. II. f III. 703). 



22 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

do któreg'0 przyjmował młodzież szczególniej mu poleconą, udzie- 
lając nauki prywatnej i jadając przy wspólnym stole. Anian ujął 
go od razu swym wdziękiem i zdolnościami, Frycz doświadczeniem 
i rozwag-ą. dzięki rzemu zawiązał się między nimi szybko sto 
sunek bliskiej poufałości. Go do Aniana, siedmnastoietniego na- 
ówczas młodzieńca, to sądząc i z wieku jeuo i z wyrażeń się 
mistrza w^obec Łaskiego, oddał on się regularnym studjom pod 
kierownictwem Melanchtona jako profesora. 

Rola Frycza wydaje się odmienną. Nie zdaje się, aby on 
tam bawił btylko w charakterze pedagoga Aniana, to jest dla 
czynności, jaką wówczas pełnili starsi studenci względem mło- 
dych paniczów. Nie widzimy go też w roli ucznia Melanchtona. 
Opieka nad Anianem była raczej jego zadaniem ubocznem, 
a pełnił on w gruncie rzeczy misję inną, szeiszą z którą wiązał 
się cały jego pobyt w Niemczech: wykonywanie zleceń Łaskiego, 
gromadzenie dlań potrzebnych informacji, orjentowanie go w sto- 
sunkach politycznych i kościelnych. Potwierdza to treść jego 
korespondencji z Łaskim, jakoteż fakt, że bawił w Niemczech 
przed przybyciem Aniana i że zostanie tamże na szereg lat po 
rychłej jego śmierci Mamy też wrażenie, że w czasie swego 
pobytu zauranicą zachowywał on pewną samodzielność linan- 
sową i swohodę ruchów: jeździ bowiem po różnych miastach 
stosownie do własnego wyboru, przyczem Łaski nie zawsze 
wie o miejscu jego pobytu. Może swobodę tę zawdzięczał wła 
snym funduszom, dość wcześnie bowiem, zapewne w związku 
/ wyjazdem zagranicę, otrzymał od Lasockich probostwo w Brze- 
zinach, miasteczku t>ąsiadującem z Wolborzem, przynależnem 
do archidiecezji gnieźnieńskiej '). 

Koresp )iiden<ja między Fryczem a Łaskim była bardzo 
ożywiona, jak świadczą szczetróły zawarte w dwóch ocalałych 



') M()<^t inu Brzeainy u Lasockirh wyjeilnać Łaski, a może zawdzię- 
czał je swej znajomości z młodymi Lasockimi, którycłi kilku bawiło w la- 
lacłi 1532/3 na studjacłi w Lipsku (.Stanisław, .Jakób, Bartłomiej i Tomasz). 

Probotwo hizczińskie należało do lepiej uposażonych w okolicy; 
opró-z budynków, sadzawki, dziesięcin i danin posiadało trzy działy ornego 
gruntu pomiędzy polami mieszczańskiemi w Brzezinach, oraz \\ io.= kę za 
robną Przecławy, coprawda piasczystą i słabo zaludnioną (Łaskiego I^i- 
ber benef. H .H98— 400, ks. Adama Szelewskiego Wiadomość o kościele 
w Bizezinacli, Pani rei. ni«i. Ih.M XX.). 



Powrót do sludjów naukowych 28 



Z niej listach. Frycz przesyłał swe informacje za pośrednictwem 
księofarzy, osób przejezdnych, a tukAe przez umyślnych wysłań- 
ców; o jednym z nich, ZhiŁrniewie, wspomin.i list z 20 czerwca 
ir)3(x był to pr;iw tlopodobnie Zbigniew Rusiniewski, słuya Ła- 
ykie^f-o, używany przezeń za kurjera w sprawach, wymagają- 
cych zaufania i relacji ustnej 'j. Zwraca uwagę ostrożność i ta- 
jemniczość, której przestrzegają we wzajemnej korespondencji: 
treść listów umyślnie zaciemniona, niewszędzie dostępna dla 
niewtajemniczonego; Frycz stale nazywa się w nich »Petruso *); 
używa pisma szyfrowanego^); najważniejszy list dochowany da- 
towany jest z miejscowości fikcyjnej; zamiast do patrona adre- 
sował Frycz do Zbigniewa^). Tej obustronnej ostrożncjści nie 
wytłumaczy sama tylko obawa wykrycia się stosunków Ła- 
skiego i Frycza z ruchem re formacyjnym, ani obawa narażenia 
Frycza na utratę benelicjów kościelnych i kary przewid/.iane 
w mandatach królewskich; nie ulega bowiem wątpliwości, że 
pobyt jego w Witenberdze nie mógł zostać długo tajemnicą 
wobec ówczesnego ruchu młodzieży i przejezdnych i wobec 
uwagi, jaką w tych właśnie latach sfery katolickie zwróciły na 
ognisko luteranizmu. Musiały wchodzić tu w grę jakieś racje 
polityczne, zapewne wzgląd na niewyjaśniony stosunek Łaskich, 
Jana i Jarosława, a zwłaszcza ostatniego, tak do Ferdynanda, 
jak do Zygmunta Starego. Wszelkie jednakowoż domysły trzeba 
ograniczyć z powodu skąpości materjału źródłowego. 

W Witenberdze, przy boku Melanchtona, znalazł Frycz od 
powiędnie warunki dla studjów własnych; tu poświęcić się 
mógł W'Szeehstronnemu zgłębianiu aktualnych podówczas zaga- 
dnień religijnych, etycznych i lilozoficznych, które zapewne nie 
raz roztrząsał z Łaskim. 

Zaczął się w życiu jego okres nowy, czasy powrotu do 
sludjów i literatury. Nie przyszło to łatwo mężczyźnie przeszło 
trzydziestoletniemu, w służbie kancelaryjnej i dworskiej odwy- 



') Daito II sir. 250. 

^1 Taki dodatek widzieliśmy już w spisie metrykalnym w Witenber- 
dze 1532 r. ; następnie »mi Peire* zwraca się doń Łaski (Dalton str. 256); 
Piotrem zwie go Melanchton w obydwóch swych listach do Łaskiego, gdy 
tymczasem w listach niewysyłanjch do Polski mówi o nim bez obslon. 

') Dalton str. 257. Łaski wręczył Anianowi na drogę klucz. 

*) «Ne quid incaute agamus*. Gabbema str. 19. * 



24 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

kłemu od nauk. Przyzna się do tego kiedyś otvvarcie: »Spę- 
dziws/y wczesną młodość w szkołach, oddany zostałem na dwór 
dla karjery. Z czasem wróciłem do nauk, jak wygnaniec odzy- 
skujący ojczyznę, w dobrze już dojrzałym wieku; wprost nie do 
wiary, ile trudów dla nich poniosłem. A ponieważ widziałem 
szarpanie się o wiarę, zabrałem się do czytania pism obydwóch 
stron, z pełnem bezstronności usposobieniem, a równocześnie 
na tyle ostrożnem, aby nie utrudnić sobie poznania prawdy 
przez przyjęcie z góry jakiejkolwiek opiniio ^) 

Otoczenie, wśród którego Frycz w Niemczech się znalazł, 
pogrążone było w owych sporach o wiarę; wspólnie z niem 
przeżywał nasz pisarz przez lat kilka ustawiczne dyskusje, spory 
i zgody religijne, projekty i kompromisy. 

Dla Melanchtona był to okres wątpliwości, wahania się 
i ustalania zasad tak »prawdziwej« wiary jak doskonałej organi- 
zacji kościoła. Dokonawszy poprawnego i ulepszonego wydania 
komentarza Listu św. Pawła do Rzymian ^j, po którym obiecy- 
wał sobie pomyślne rozwiązanie wielu trudności, przystąpił do 
ponownej redakcji swoich »Pojęć zasadniczych teologii« ^). Wła- 
śnie w r. 1534, niedługo po przyjęciu w dom polskich gości, 
opracowyw^ał Melanchton swój najbardziej kompromisowy pro- 
jekt reorganizacji kościoła: »Consilium Gallis scriptum«, o który 
go w imieniu Franciszka I prosił słynny dyplomata francuski 
i zwolennik reformacji, Wilhelm Du Bellay, przysłany do książąt 
protestanckich skutkiem zabiegów Jarosława Łaskiego. W na- 
dziei pozyskania Francji, Melanchton wystąpił nadzwyczaj umiar- 
kowanie i oględnie, starając s:ę możliwie najwięcej z urządzeń 
starego kościoła zatrzymać w planie reorganizacyjnym. Kładąc 
nacisk głównie na pogodzenie się w sprawie juslyfikacji i do- 
brych ui'zynków, godził się na zachowanie papiestwa i ustroju 
episkopalnego, na zatrzymanie zew^nętrznych praktyk kościoła, 
a nawet spowiedzi i czci świętych, przyznawał nawtt możliwość 



'i »Animo ąuidem illo siinplici, sed tamen ita suspenso, ne quid 
praeiudicali afferrem, quod rectae cognilioni obesset« Opera 541. 

2) 27 pa/.dziprnika 1532 chlub:? się przed Krzyckiin pojednawczośoią 
dzieła, podkreślał tendencję przywrócenia w;igi ustrojowi kościelnemu. 
Łas\i czytał komentarz i krytykował. 

^) »l/0ci communes reruin thoologicarum seu łiypotyposes tlieolcgi- 
cae« ; pierwsze wydanie w r. 1521, drugie \o kilkuletniej pracy w r. 15h5. 



Na usliiij.tili piiirona 25- 

zachowania klasztorów i przestrzeg-atiia ct^libalu na wyższych 
stanowiskach w kościele. Klaborat ów, który przedostawszy nią 
w lat kilka tlo wiadomości publicznej, miał wywołać oburzenie 
kół prototitaiickich przeciw autorowi, rozwijał te same myśli 
kompromisowe, które zawierały listy Melanchtona do Krzyckietro,. 
i był dowodem, że autor jeg-o wierzył wówczas w możliwość 
potrodzenia się obozów, pokłóconych o dogmaty i org-anizację 
kościoła. Wobec takiego usposobienia zabiegi Krzyckiego o po- 
zyskanie Molanchtona wydają się zrozumiałe i niecałkiem nie- 
realne. 

Znalazłszy się w najbliższych stosunkach z Melanchtoneni, 
któremu zapewne służył radą przy opracowywaniu kompromi- 
sowych projektów, usiłował Frycz nawiązać nić przyjaźni mię- 
dzy nim a swoim patronem. Dał też wyraz swemu bezwątpienia 
szczeremu przywiązaniu do Łaskiego, przedstawiając Melanchto- 
nowi wysoką jego wartość moralną i umysłową l^oruszano tam 
pytanie, dlaczego przy takich zaletach Łaski od śmierci wuja- 
prymasa nie posunął się w godnościach; Frycz zachęcił Melan- 
chtona, aby swem wykwintnem i wśród dostojników polskich 
wysoko cenionem piórem skreślił zalecenie Łaskiego na jakieś 
otwierające się podówczas stanowisko. Gdy to Melanchton »ve- 
luti declamatorio modo« uczynił a Frycz odpis tej pochwały 
przesłał Łaskiemu, bawiącemu samotnie na zamku kieżmarskim, 
wiadomość o niej dotarła do Polski i wywołała nieprzyjemne 
dla chwalonego wrażenie, jakoby on sam był jej inspiratorem. 
Zakłopotany tern Łaski, który i ze względów rodzinnych i z nie- 
chęci do ubiegarua się o dostojeństwa nie chciał się narzucać 
z swą kandydaturą, zwrócił się do Frycza z prośbą o usunięcie 
jego nazwiska z owej »deklamacji« lub powiadomienie wszyst- 
kich, którzy pismo Melanchtona otrzymali, że powstało ono bez 
wiedzy i woli Łaskiego. Okoliczności tej zawdzięczamy list do 
Frycza, jedyny, który ocalał z kurespondencji Łaskiego do niego, 
r/.uc;ijący światło i na sympatyczny charakter Łaskiego i na 
serdeczne węzły, łączące z sobą obydwie wybitne umysłowości 
poszukujące prawdy, me karjery. 

oŻe tam o mnie nie zapomniałeś — zaczyna Łaski swój list — 
niezmiernie ci dziękuję, chociaż już dawniej to sobie po tobie obie- 
cywałem i teraz obiecuję, źe, gdziekolwiek się znajdziesz, zaws/e- 
będ/.iesz mi przyjacielem". Dziękuje mu następnie za wy- 



26 St Kot: A. Frycz Modrzewski 



jednanie sympatji Melanchtona. cieszy się, że Anian wszedł 
w poufałe z mistrzem stosunki ^j, i zazdrości obydwu bezpo- 
średniego obcowania z bumanistą-reformatorem. 

Anian istotnie pozyskał sobie głęboką sympatję Melan- 
chtona. Korzystne wrażenie, jakie nań wywarł ongiś za prze- 
lotnego pobytu, utwierdziło się przy współżyciu pod jednym 
dachem i nieraz później stwierdzał Melanchton, jak szczerze 
przywiązał sic do wychowanka Łaskiego. Niestety, niedługo 
mogli mistrz i student cie-zyć się sobą wz.ijemnie. 

W początkach grudnia 1534 roku wybierał się Mehuichton 
na konferencję do Kassel. Przy sposobności narady politycznej, 
podjętej z inicjatywy Filipa landgrafa heskiego w sprawie sto- 
sunków wirtemberskich, — właśnie osiadł n;i tamtrjszem księ- 
stwie ks. Krzysztof, przemocą wbrew cesarzowi wprowadzony 
na nie przez Filipa, — nawiązać się tam miało pierwsze poro- 
zumienie poróżnionych dotąd głównych kierunków protestan- 
■ckich, północnego i południowego. W' itenbergi z zwinglianizmem. 
Układać się miaf Melanchton z Bucerem. Głównym przedmio- 
tem sporu była różnica poglądów na sakrament Ołtarza. Wy- 
jazd Melanchtona budził szerokie zainteresowanie w Witenberdze, 
poprzedziły go narady, instrukcja Lutra, a na konferencję ową 
pełną nadziei \Aybrało się z Melanchtonem grono jego bliższych 
przyjaciół i uczniów, wśród nich Anian, pragnący [)rzy tej spo- 
sobności poznać dwory książęce a szczególnie landgrafa Filipa. 
Czy Frycz, brał udział w tej konferencji, nie wiemy. 

Rozmowa z Bucerem odbyła się 27 grudnia: oznaczała ona 
•dla Melanchtona i osób przebywających z nim ewolucję religijną, 
przełom, przejście od formuły Lutra, przyjmującej w całej roz- 
ciągłości realną obecność ciała Chrystusowego pod postacią 



*) Szczegół ten siwieidza poiuid wszihią Wfjlphw ość, że list Frycza, 
na który Łaski odpowiada, pisany byl za życia Aniana w r. lóSł, że za- 
tem wbrew przypuszczeniu Daltona i Cara zalecenie Melanchtona nic 
dotyczy kandydatury Łaskiego na dostojeństwa, opróżnione w r. 1535 
przez śmierć Drzewickiego i Tomickiego. 

Wogóle list ten musiał być jednym z pierwszych, wysianych przez 
Fi \cza z Witenbergi po zamieszkaniu z Anianem u Melanchtona, a zatem 
z majalub czerwca 1534, odpowiedź zaś nastąpiła niewątpliwie bardzo szybko. 

Skąd Caro (A. Fricius Modrevius, Zeitschrift der histor. Oesell. fiii' 
l'rov. Fosen 1905, XX. 95) zrobił z odeklamacjiB Melanchtona pierwszy 
utwór Frycza ? 



śmierć Aiiiuiia 27 

chleba, do poirlądt^w szwajcarskich i południowo niemieckich 
t. zw. sakrainentar/y o obecności symbolicznej. Data owa jest 
początkiem zbliżenia się Melancbtona do kierunku, na któreg"o 
czele stanie z c/.asein Kalwin, a fakt ten nie był również bez 
znaczenia dla rozwoju dou:matyczne<j;o relormacii w Polsce. 

1*0 przyjęciu łbrniuły kompromisowej wrócił Melanchton 
<lo WilenberŁri w dniu U stycznia 153.'), po/.ostawiając [)o drodze 
w Lipsku Aiiiana, który zetknąwszy się tam z gronem znajo- 
mych l\)laków, praiiiiął z nimi spędzie pewien czas i załatwić 
jakieś sprawy pieniężne. IJaremiiie czekano w Witenberdze jego 
powrotu; z poc/.ątkiem lutego wróciły już tylko zwłoki, A niań 
przeziębiwszy się zmarł w Lipsku na zapalenie płuc, mimo sta 
rannych zabiegów lekarskich. Zadającemu komunji pod dwiema 
postaciami katolicki Lipsk odmówił pogrzebu, który za to z cała 
okazałością odbył się w Witenberdze z udziałem uniwersytetu 
i mową pogrzebową Melanchtnna. W dniu 2 lutego przesłał 
Melanchton Łaskiemu szczegółowy opis smutnego zajścia, w peł- 
nych uwielbienia słowach rozwodząc się nad cnotami zmarłego. 
w którym upatrywał ewangelickiego »apostoła Polski« '). Spraw 
materjalnych spadku po Anianie, nie poru>zał, pozostawiając 
to Fryczowi, który zapewne zajmował się sprowadzeniem zwłok 
i pogrzebem -). 

Początek l5o5 roku przyniósł .-zereg wydarzeń, niesprzy- 
jających spokojnym studjom Frycza przy boku Melancbtona. 
W Wilnie, w dniu 4 lutego, wydał l<ról Zygmunt edykt gro- 



>) Hosii Epislolae I, 36, Corp. Ref. II. 838-841. Dal ton str. 164. 

Odkładając przesadne zwroty na karb slylu humanistycznego, trzeba 
jednakże stwierdzić, ze Melanchton zgonem Aniana głęboko był wzruszonj'. 
Móuit o nim i pi.sał w sposób tak gorący, jak o żadnym z swych zmar- 
łych "itudentów. Jeszcze w wiele lat później, gdy zmarł student polski Je- 
rzy Wirzba z Poznania, Melanchton szczegółowo rozpamiętywał zalety 
umysłowe Aniana, por. oQuartus liber scriptorum cjuae in acad. \^'lte- 
berg...)) 1551 k. Dg 

-) Dalton (stc. 16i) wspomina bez podania źródła bezimienną re- 
lację złożoną Łaskiemu, »patrono colendissimo*, o śmierci i pogrzebie Aniana 
przez ws()ółtowarzysza jego studjów witenberskirh f^onad wszelką wąt 
pliwość jest to relacja Fr3'cza, zapowiedziana prz>'z M^lanchtona. 1'odług 
informacji prof. Brucknera dochowała się ona w rękopisie Bibl. Publ. 
w Pelei slDurgu Łać. XVII fol. 57. k. 115 b;slosunki wojenne uniemożliwiły 
sprowadzenie kopii. 



28 St. Kot: A Fi ycz Modrzewski 

Żacy studentom witenberskim, /.e im się zamknie dostęp do ja- 
kichkolwiek godności i urzędów na przyszłość '). Edykt ów spo 
wodowany został pogłoskami o coraz to większym wzrośce 
wpływów Melanctitona i jego siły przyciągającej na Polaków^^ 
a przygotowały go zabiegi kanonika wrocławskiego Jana Coch- 
laeusa (Dobenecka). 

Teolog ów, znany z dawnych dysput i polemik z Lutrem 
i Melanchtonem, napisał w sąsiedniem Dreźnie szereg większycli 
i mniejszych broszur polemicznych, Utóremi pragnął bisku[)ów 
polskich ostrzec przed niebezpieczeństwem zarazy witenberskiej 
a w szczególności przed Melanchtonem. Od kwietnia do września 
1534 roku odbijali je drukarze lipscy a rozsyłał autor w wiel- 
kiej ilości po Polsce, alarmując kolejno prymasa Drzewickiego, 
biskupa przetnyskiego Jana Chojeńskiego, poznańskiego Latal- 
skiego, chełmińskiegii Dantyszkn, płockiego Krzyckiego, krakow- 
skiego Tomickiego, a wreszcie starostę wielkopolskiego Łukasza 
Górkę. Donosił im Cochlaeus, źe w Witenberdze bawi na stu- 
djach garść młodzieży szlacheckiej i ulega zarazie luterańskioj, 
którą po powrocie rozszerzą w Polsce; rodzice przypuszczają, 
że ich synowie studjują w katolickim Lipsku, gdy oni tymcza- 
sem w Witenberdze wpadają w sidła Melanchtona. Zwłaszcza 
Krzyckiego ostrzegał Cochlaeus przed Melanchtonem, świadom 
widocznie ich stosunków: wWiem — pisał doń, — żeś już da- 
wno okazał oburzenie na Lutra... lecz ile wiem, nie oświad- 
czyłeś dotąd publicznie, jak jesteś usposobiony względem jego 
obrońcy Filipa. Obawiam się przeto, aby przypadkiem za po 
średnictwem którego z swych uczniów nie wKradł on się pod 
pokrywką pobożności w twą przyjaźń i przy tej sposobności nie 
próbował zaszczepić luteranizmu w waszem przesławnem kri)- 
lestwie... Pilnujże się, aby przez swą przebiegłość nie n.irzucił 
Cl się ten zdradliwy lis, który jak syrena słodko schlebiającą 
wymową zjednywa sobie względy i okłamując obłudnie różnymi 
podstępami, przeciąga serca ludzkie ku sobie, ułudnemi słów- 
kami grając na sercu... Nie wiera mu, jeśli ci pisze, że nie po- 
chwala wszystkiego, co Luter uczy, tak bowiem obłudnie pi- 
suje dla zwodzenia nieostrożnych i niepodejrzywających mc 



1) Coi;hl;łcu^ Acta et sc-ripta Lutheri 1549 sir. 282/8. Fricsi' Hei- 
trasTR II. 5H. 



Alak Coohlai'us;i i ed^Ul Z>>;inuiiia 1 2*< 

/łoLTO. W siMvu bowiom iiiesłytlianio Lutra ceni. marnie opę 
tany pr^ez tego mnicha ap>st.»tQ« '). 

Hałaśliwa kampania Cochlaeusa przeciw Melanchtoiitiwi 
wywarła sUuleU, i^dyź zmusiła biskupów do starań u króla 
o zakaz studjowania w Witenberdze, który Zygmunt w^ydał, 
ehoe uprzednit) zaznaczył Cochlaeusowi, że nic mu pewnego 
niewiadomo o studjach poddanych swoich w Witenberdze ^j. 

Edykt królewski wywołał zaniepokojenie w Witenberdze, 
niektórzy z młodzieży odwołani zostali przez rodziców, Melan 
chton jednakże, w którego godziły zabiegi Cochlaeusa, n e chciał 
dać za wygrane. W obronie jego zabrał głos jeden ze studen 
tów. posiadacz kanonji gnieźnieńskiej, — według wszelkiego 
prawdopnlobieństwa mógł to być Maciej Konarzewski^) — , wy- 
chwalając Melanchtona w liście do arcybiskupa jako swego nau- 
czyciela, i zarzu<;ił Cocłilaeusowi, że zawziętość jego wypływa 



') Coclilaeus Yolilatu) w dedykacji z 12 czerwca 1534. 

*) Listem z 19 stycznia i.")35, który wyfi:i\vca (Wierzbowski Mata- 
rjaly str. ii) mylnie uważa za li-?t do Eika. 

Wilenberga do niedawna bardzo mafo J^olaków ściągała ku sobie: 
w latach ló21 — 1530 spotykamy w metryce jej uniwersytetu około 20 na- 
zwisk mieszczan z Polski, przeważnie z Prus; z szlachly zabłąkali się tam 
tylko bracia Soboccy, 'I'omasz, późniejsz}' kanclerz, i Jakób (lU cz'^rwca 
1525). 

Dopiero po sejmie augsburskim i powstaniu Związku szmalkaldz- 
Iciego (1530/1) pojawiają się Polacy obficiej. W loUu 1531 i 1532 wpisali 
się Hieronim Pisarski z Krakowa, Jan Niemieckowski, Jakób Łakieński, 
nasz Fi ycz z Anianem i Janem Winiarskim Andrzej Czema; w r. lóSi 
Walenty Hesner z Krosna, Alberl Miclial z Polski, Andrzej Kaczkowski 
z znanej rodziny w sieradzkiem; w r. 1535 Wojciech i Krzysztof Peni- 
powsc}'. Piotr Bojanowski, Troił Policki, Jan Leman z Gdańska, si(^slrze- 
niec i sekretarz Dant\szka, Maciej Konarzewski; w r. ]o3U Sebastjan Mar- 
szowski, Abraham Kulwieć, Maciej Godich (?) z Kcyni, Stanisław Wilczyń- 
ski, Franciszek Zelisławski; w r. 1537 Jan i Andrzej Kościeleccy z prece- 
ptorem Mikołajem Kołudzkim, Jan Baliński, Krzy.sztof Czema, Piotr Pem- 
powski, Gabrjel Grabów iecki, Jan Pempowski z Wojciechem Koźmińczy- 
kiem, Stanisław Ungar z Poznania, Jan Krzysztoporski (w lecie), Jan Le- 
śniewski, Stanisław Miękicki, Szymon Handel ze Lwowa, Piotr Górka; od- 
tąd z każdym rokiem rośnie liczba polskich studentów w Witenberdze. 

»j Jedyny to z kanoników gnieźnieńskich, którego spotykamy w Wi- 
tenberdze w owym okresie, wpisany w metrykę w lipcu 1535. 



30 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

nie z miłości relig;)i i Rzpltej, ale z zazdrości i nienawiści do 
Melanchtona i studjów naukowych ^). 

Czy w związku z zakazem królewskim, czy też — co bar- 
dziej prawdopodobne — w związku z sprawami Łaskich, które 
po wypuszczeniu Jarosława z więzienia Zapolyi w styczniu 1Ó35- 
roku wzięły niespodziany obrót (audjencja Jana Łaskiesro w lu- 
tym 1535 w Znojmie u Ferdynanda i przejście Łaskich na stronę 
habsburską^, opuścił Frycz na jakiś czas Witenbergę, zapewne 
aby spotkać się z swym patronem. W lecie 1535 emigrował 
Melanchton wraz z całym uniwersytetem do Jeny z powodu 
morowego powietrza, grasującego w Witenberdze; na odjezdnem 
lub też już z drogi. 31 lipca, zwrócił się do Łaskiego z listem 
polecającym trzech swoich bliskich przyjaciół, którzy wybierali 
się do Polski w orszaku weselnym Joachima II margrabiego 
brandenburskiego, żeniącego się z Jadwigą Jagiellonką. Byli to 
poeta Jerzy Sabinus, w rok później zięć Melanchtona, matematyk 
Carion. któremu Melanchton pomagał w wydaniu historji świata 
w r. 1532, i Franciszek Burchart, profesor uniwersytetu witen- 
berskiegn, hellenista i prawnik — wszyscy trzej dawni ucznio- 
wie Melanchtona. 

»Jeśli Piotr (t j Frycz) bawi przy tobie, mają w nim naj- 
poważniejszego świadka swych zalet«, — pisał w swej reko- 
mendacji Melanchton, stwierdzając temsamem, że Frycz grun- 
townie zżył się z humanistami witenberskimi; co do Burcharta 
dodał, że po/y.skał on szczególne sympatje Aniana przez swe 
zalety umysłowe i towarzyskie ^j. 



M Cochlaeus Acta str. 28ł, skąd streścił Raynald Ann. Eccl. 
XIII 345 

Oskarżenia Cochlaeusa. jak wiemy, nie zniechęciły Krzyckiego do 
utizymywania stosunków z Melanchtonem. Nie podzielam przypuszczenia 
prof. Cara (str. 93/4), jakoby Frycz uchronił Melanchtona od godzenia się 
na propozycje Krzyckiego i jakoby on dopiero otworzył mu oczy na cha- 
rakter K Iżyckiego: wszakże Melanchton nie żywił rzeczywistego zamiaru 
opuszczenia Witenbergi dla Płocka czy Poznania, — całe złudzenie było 
po stronie Krzyckiego — a utrzymywał stosunki z polskim biskupem po- 
dobnie jak 9 Albrechtem, aic) biskupem mogunckim. w przekonaniu, że 
może dojść do porozumienia w sprawie rozłamu kości<'lnego i że na taki 
wypadek pożądane byłoby pośrednictwo także dostojników katolickich; 
korespondencja jego z biskupami szczerością się nie odznaczała (G. EH i n- 
ger Ph. Melanchton 1902 str. :-łl2 314, 357—359). 

2) List ów ogłosił z rękopisu petersburskiego Wierzbowski (Ma- 



List do Łaskiego 31 



Wkrótce potem spotykamy Frycza / powrotem w Niem 
czech, przeżywająceyfo okres iiajbujniejszecfo rozkwitu prote- 
stantyzmu i wpływów \\'iteiiberg:i. Dowiatlujemy się o tern 
z najpewiiiejszeiro źródła, bo / jeyo własnego listu, pisanego 
20 czerwca 1536 do Laskiecfo, »|>atja i patrona«. l'ierwszy to 
dokument z jeŁ»:o ręki. którym posłu:^-yć się możemy w jego bio- 
Łrrafji, niezmiernie ciekawy, wybornie ilustrujący jego sposób 
informowania patrona. Widzimy zeń, jak wtajemniczony był 
Frycz nietylko w prace, ale nawet w plany i intencje teologów 
ewangelickich a przytem zorjentowany w ogólno-światowej sy- 
tuacji politycznej M. 



terjafy .«tr. 50i a zanim Dalton (BeitrJige IV. 295), jako pisany przez Ła- 
skiego (Jo Melanchtona. Uważam go bezwarunkowo za list Melanchlona. 
Pomijając juz nielogiczność dat — Joachim przybywa do Krakowa w końcu 
sierpnia, gdy list pisany wyraźnie opridie Kai. Augusti*. — jakiżby sens 
miało zalecenie Melanchtonowi trzech starych witenberczyków, zaprzyja- 
źnionych z nim, przez Łaskiego, który dotąd z nimi nigdy się nie stykał? 

Tembardziej nie do przjjęcia jest wyjaśnienie osoby »l*iolra« podan« 
przez Dal ton a (sir. 29ó), któiy dopatruje się w nim jakiegoś golibrody 
witenberskiego. 

Zarazem zwrot Melanclitona «si tecum es Petrus» obala przypuszczę 
nie Cara (str. 109), że pobyt trzyletni Frycza pizy boku Melanchtonn, 
trwał w jednym ciągu («Haben wir uns dcnselben konlinuierlich zu den- 
kcn»ł. Listy Frycza do Amerbacha okazują, że pobyt len byf często prze- 
rywany. 

Wogóle dzisiejsi hisloryc), mówiąc o pobycie i studjach młodzieży 
polskiej w wieku XVI na uniwersytetach zagranicznych, zamało zdają so- 
bie sprawy z nadzwyczajnej podówczus ruchliwości studentów, którzy pę- 
dzili zagranicą żywot wprost koczów niizy, wędrując co kilka miesięcy, 
nawet co kilka tygodni, z miasta do miasta, z uniwersytetu do uniwers}'- 
tetu, a nadto co pewien czas wpadając do domu rodzinnego dla spraw 
pieniężnych, rodzmnych itp. Przejażdżki z Niemiec, iSzwajcarji, a nawet 
W^foch do Polski urządzała młodzież ówczesna częściej n)OŻe, niż dziś się 
to praktykuje mimo nieporównanych ułatwień i szybkości komunikacji. 

') Łiist ów znajdujemy w zbiorze aliluslrium et clarorum virorun> 
Epistolae selectiores, superiore et hoc seculo scriptae. . ex autogr. ed... Si- 
mon Abbes Gabbema, Hist. Fris.n wyd. II., Harlingae Frisiorum 16ri9- 
str. 19—23. 

Zasługą Cara jest zwrócenie uwagi na ten list, — nieznany przedtem 
bliżej historykom polskim z |)owodu niedostępności zbioru Gabbemy — , któ- 
remu nadaje on »znaczenie ogólne jako jednemu z najbardziej bezpośre- 
dnirh — obok Myconiusa — świadectw co do okoliczności towarzyszących 



;B2 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Na podstawie listu tego, wcale obszerneg"o, odtworzyć mo- 
żna częściowo położenie Frycza w pierwszej połowie 1536 roku. 
W Polsce zaufaniec Łaskieg^o, Zbigniew, pisząc do Frycza 
w marcu z Krakowa, przekonany był, że Frycz bawi w Witen- 
berdze, i tam też skierował doń lakoniczne doniesienie o za- 
mierzonym przyjeździe Łaskiegfo do Witenberg"i. Frycz jednak 
nieprędko list ów otrzymał, opuścił bowiem Witenberg-ę i prze- 
niósł się do miejscowości, którą tajemniczo oznacza »Crotovium« 
i z której, otrzymawszy wreszcie list Zbig-niewa, pisze do Ła- 
skiego w czerwcu. Sądząc z szczegółów listu, należy oweg"o 
Crotovium dopatrywać się w jednem z miast leżących g"łęboko 
w Niemczech, ludnych i handlowych ())cum hac multi profici- 
-scerentar ad mercatum Vratislaviensemc(), utrzymujących żywe 
stosunki z Witen berga i z całym ówczesnym światem, dzięki 
czemu skupiały się tam szybkie informacje o ważniejszych wy- 
darzeniach politycznych, militarnych i kościelnych nietylko Nie- 
miec ale i całej Europy północnej od Anglii po Polskę. Z pe- 
wnością prawie w Crotovium domyślać się należy Norymberg!, 
tombardziej iż, jak się okaże z listów Frycza, pisanych w kilka 
miesięcy później, w ciągu roku 1536 bywał on w Norymberdze 
i miał tam punkt oparcia w domu Schillingów, rodziny kra- 
kowsko wrocławsko norymberskiej, której członek Daniel, czę- 
ściowo przebywający w Norymberdze, był jego przyjacielem. 

W mieście pobytu Frycza żywo interesowano się przebie- 
giem ówczesnych układów religijnych obozu reformacyjnego 
i zabiegano o informacje w tym kierunku; nie było to siedlisko 
kierunku sakramenlarskiego, ale raczej witenberskiego. W mie- 
ście tem Frycz otrzymywał listy od Melanchtona (»aliegoria... 
quam Philippus mihi miserat«), zapewne też od niego otrzymał 
opinię witenberską, wydaną w lutym 1536 o rozwodzie króla 
angielskiego Henryka VIII ())de divortio judicium singulare«). 
Wszystkie tego rodzaju zdobycze, jak i zebrane przt-z siebie 
'drogą poufną informacje, przesłał stamtąd Frycz Łaskiemu do 
Krakowa, nie wiedząc o tem wcale, że Łaski zdecydował się 
przyjechać do Witenbergi. Przesyłka ta nastąpić musiała w mie- 
rsiącu maju, gdyż doniósł w niej Frycz Łaskiemu, że projekto- 



'.zawarciu konkordji witenberskiej« (str. 106); komentarze jego jednakże 
^w wielu szczegółach okazują się przy dokładnej analizie nietrafne. 



Pobyt w >Crotoviuiu« - Norymberdze 83 



waiiy od roku sejm kompromisowy teologów protestanckich, 
odbędzie się w Witenberdze, co do wyboru zaś te^^o miasta na 
tniejsce obrad z powodu choroby Lutra decyzja zapadła dopiero 
w maju, poczem Mehinchton wyjechał prosić do Witenbergi 
teologów, zebranych jui w Grimma. 

O przebiegu i rezultatach ośmiodniowych obrad zakończo- 
nych przyjęciem t. zw. konkordji witenberskiej. dowiedział się 
Frycz wcale szybko i dokładnie, zgromadził też odpowiednie 
teksty, jak formułę zgody i treść kazania Bucerowego z 28 maja. 
Informacje jego w tym względzie pochodziły z źródła poufnego, 
przesyłając je bowiem sam zwracał Łaskiemu uwagę, że nic 
w sprawie konkordji nie będzie drukiem ani pismem ogłaszane, 
póki teologowie nie uzyskają aprobaty swych gmin i kościołów. 
Już po zamknięciu obrad witenberskich otrzymał Frycz 
spóźniony list Zbigniewa. W pierwszej chwili poruszony wia- 
domością o wycieczce Łaskiego do Witenbergi, uwierzył w jej 
urzeczywistnienie i z jednej strony wysłał umyślnego w tej 
sprawie posłańca do Witenbergi. z drugiej naglącym listem 
zwrócił się do Zbigniewa, aby podjął poprzednią jego przesyłkę, 
adresowaną do Łaskiego, i zatrzymał u siebie aż do jego po- 
wrotu z Witenbergi, w obawie, aby nie wypadła w obce ręce. 
Powziąwszy jednak te kroki ostrożności, uprzytomnił sobie, że 
list Zbigniewa pisany był jeszcze w marcu, że przez ubiegłe 
miesiące Łaski mógł porzucić zamiar odwiedzenia Witenbergi, 
mógł też przyjechać już tam i powrócić do Krakowa. Z tej re- 
fleksji Frycza, zanotowanej przezeń w liście, wynika niedwu- 
znacznie, że w Witenberdze ostatnimi miesiącami nie był, a więc 
i obradom o konkordję nie asystował, w takim bowiem razie 
byłby się dowiedział, że Łaski zaniechał swej wycieczki. W ostat- 
nich czasach nie miał też listów od Melanchtona — a więc 
i relację o konkordji nie od niego zaczerpnął, — bo milczenie 
w liście Melanchtona o przyjeździe Łaskiego do Witenbergi 
byłoby dlań dostateczną gwarancj;j, że Łaskiego tam nie było 
i że niema poco w^ysyłać tam kurjera^). 



*) W ten sposób upada szereg przjpuszczeń Cara o obecności Fry- 
cza w Witenberdze i otrz)maniu przezeń szczegółów o konkordji z rąk 
Melanchtona. List Frycza nie daje również podstawy do twierdzenia, ja- 
koby on czy ktokolwiek inny oczekiwał obecności Łaskiego na obradach, 
teologów w Witenberdze. List Zbigniewa, donoszący o niespodzianym pla- 

Sł. Kot: A. Frycz Modrzewski 3 



34 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

W swych przypuszczeniach o zaniechaniu wycieczki La> 
skiego utwierdził się Frycz w dniu 19 czerwca^ jeszcze przed 
powrotem posłańca z Witenbergi; przypadkiem bowiem zetknął 
się przy obiedzie, może przy stole Daniela Schilling-a, z pra- 
wnikiem Niemcem, prosto wracającym z Krakowa, który g"o za- 
pewnił, że w maju widział na własne oczy Łaskiego w któremś 
z polskich miasteczek. W dłuższej rozmowie z Niemcem do- 
wiedział się Frycz nowości z Polski: najpierw o niesłychanej 
drożyźnie zboża w Krakowie (prawnik pokazał chleb żytni 
i pszenny, stamtąd przywieziony na dowód wysokich cen za 
małą ilość), o złym wymiarze sprawiedliwości i przekupności 
sądów, o sprzedawaniu urzędów i godności duchownych, na 
co Frycz — jak sam doda — dość skarg nasłuchał się już 
w ojczyźnie. Nie była mu zapewne miła ta relacja niemieckiego 
podróżnika, ale doniesie o niej nazajutrz Łaskiemu, by wiedział, 
co o Polsce mówią obcy, a zapewne i dlatego, że podzielał su- 
rowe zdania o wystawianiu urzędów i biskupstw na sprzedaż; 
właśnie temu systemowi przypisywał on, że w ostatnich mie- 
siącach ominęły Łaskiego wszelkie godności. 

Nazajutrz po rozmowie z przyjezdnym, w dniu 20 czerwca^ 
Frycz upewniony, że nadarmo wysyłał posłańca do Witenbergi, 
korzysta z tego, że wielu kupców wybierało się na jarmark do- 
Wrocławia, i z wszelkimi środkami ostrożności pisze do Ła- 
skiego wyczerpujący list, będący właśnie źródłem niniejszych 
informacji i przedmiotem naszej analizy. 

Przechodząc od wyłuszczonych dopiero co szczegółów da 
wypadków w Niemczech, poświęca Frycz najwięcej miejsca opi- 
sowi narad witenberskich o konkordję. Jakby licząc się z tem,. 
co Łaskiego najbardziej obchodziło, wymienia kolejno nazwiska 
teologów, którzy przybyli z Niemiec południowych, o luterskich 
prawie nie wspominając, a szczególnemi pochwałami obdarza 
Bucera z Strassburga, przyw^ódcę sakramentarzy po Zwinglim 
())qui doctissimus omnium habetur inter eos«, »homo doctus et 
copiosus«). O ile jednak co do osób zauważyć można u niego pre- 
ferencję dla teologów z południa, to w kwestji dogmatu o obec- 
ności ciijła i krwi Chrystusa w chlebie i winie podziela poglądy 



nie Łaskiego, otrzymaf Frjcz już po zjeździe a z drugiej strony pisany ort 
był jeszcze w okresie, kiedy zjazd teologów naznaczony był do Eisenach. 



Mflaoja u sytuacji ugulnej w r. \b'Mi 35 



WitenberLri, zj^odiio /resztą z nauką katolicką Cieszy się, że 
Bucer*) wraz z s^\ym olto/.em zbliżył się w tym względzie do 
formuły Luteraii, i jest dla nich pełen uznania, że onie bacząc 
na własną chwałę, nie wahali się mężowie ci przyznać się pu- 
blicznie do błęduw. Relacja jeuo zdaje się opiei"ała się na infor- 
macjach teologów, radujących się / takiego obrotu rzeczy, a więc 
od wyznawców realnej obecności ciała Chrystusowego w sakra- 
mencie Ołtarza; zapewne byli to wysłannicy luterańscy z miej- 
scowości, w której Frycz bawił; im też zależeć musiało na spi- 
saniu i rozszerzaniu kazania, w którem Bucer przyznawał słu- 
szność- doktorom witenberskim, pod niebiosa ich wynosząc, 
a które Frycz w kopji przesyła też Łaskiemu. 

Donosi następnie o wykonaniu kary śmierci na Annie Bo- 
leyn, dodając uwagę: taki koniec ma to przeklęte małżeństwo I 
Uwięzienie anabaptystów przez landgrafa Filipa, pogodzenie 
się książąt saskich przez nacisk ich poddanych, pustoszenie 
Fryzji dolnej i oblężenie Groningi przez ks. Geldrji, ugodowe 
zakończenie wojny lubecko-duńskiej, obleganie Kopenhagi przez 
ks. Meklemburskiego, uwięzienie inicjatora wojny lubeckiej Wul- 
lenwebera (przekręca go na WuUenkreuta) przez ks. Brunsz- 
wickiego, zaostrzenie się stosunków między cesarzem a Fran- 
ciszkiem I — wypełniają dalszy ciąg obfitego, choć niezwykle 
ścisłego i treściwego listu. Suma wiadomości, które przynosi, to 
istotnie wzorow^y obraz ówczesnej sytuacji politycznej; wszystkie 
one, egzaminowane przez historyka, okazują się autentyczne'*^). 
Do listu oprócz wspomnianego kazania Bucerowego dodał Frycz 
najświeższe paszkwile i proroctwa, dotyczące cesarza, i ozdo- 
biony poematem obraz św. Jerzego, ongiś jeszcze nadesłany 
przez Melanchtona. 

Relacja jako całość jest bard/:.o objektywna; Frycz przed- 
stawia wypadki r/.eczowo, prawie że całkiem v\strzymując się 
od komentarzy. Pewne jednakże rysy poglądów jego przezierają 
z wierszy listu. l'rzy ustępie o naradach witenberskich odczuwa 
się, że opisuje je katolik może, ale mimo całego spokoju ktoś 



1) W lat 25 później w.spotninał Frycz o ówczesnym postępku Buceia, 
zaznaczając z wielkiein uznaniem, że Bucer wówczas dla mądrej zgody 
poświęcił własne poglądy (Ue Mediatore III, str. 82). 

2) Caro sir. 98-101. 

3* 



36 ^i- Kot: A. Frycz Modrzewski 

blisko stojący teolo2:ów. sejmujących w Witenberdze - jak ró 
wnież czuje się, że adresat nie jest ich przeciwnikiem a może 
już nawet czemś więcej niż objektywnym obserwatorem. Zau- 
w-ażamy dalej wyraźne potępienie małżeństwa króla angielskiego 
z Anną Boleyn i rozwodu z żoną prawowitą, o którym to roz- 
wodzie wydana opinia Lutra i Melanchtona określona jest jako 
»osobliwa« — Frycz widocznie nie pisał się na nią. Z widoczną 
niechęcią traktowane jest wszelkiego rod/aju wichrzycielstwo 
(»seditio«), tak gdy mowa o' WuUenweberze jak anabaptystach: 
poniosą karę śmierci, bo landgraf nie zwykł os<^czędzać »wi- 
chrzycieli«. Widać stąd, że Frycz w ocenie zajść monastyrskich 
nie stoi po stronie anabaptystów, widzi w nich tylko żywi( ł 
buntowniczy zgodnie z opiiiją ówczesnego patrycjatu Noryiii- 
bergi, Witenbergi i innych miast niemieckich, zgodnie też ze 
zdaniem humanistów i reformatorów, Erazma i Vivesa, Lutra 
i Melanchtona. W ocenie stosunków polskich, których dotyka, 
mówiąc o zepsuciu sądów i rozdawnictwie dostojeństw, brzmi 
już ta sama nuta krytyczna, która z czasem będzie przewodnią 
jego dzieł literackich. 

W trzy tygodnie po napisaniu powyższego sprawozdania 
do Łaskiego zaszedł wypadek, który Frycza, obracającego się 
dotąd między Witenbergą a Norymbergą, wyrwał z dotychcza- 
sowych stosunków i wprow^adził w styczność z innem gronem 
humanistów, mającem ułatwić przyszłej jego pracy literackiej 
w^yjście na arenę światową. Oto w dniu 12 lipca 1536 zmarł 
w Bazylei Erazm z Rotterdamu Laski, który jeszcze za życia 
wielkiego humanisty zakupił jego bibljotekę za królewską za- 
płatą i pozostawił mu jej używanie do śmierci, zlecił Fryczowi 
jako swemu dworzaninowi odebranie cennego zbioru i przewie- 
zienie do Polski '). 

W listopadzie przybył Frycz do Bazylei i dnia 11 listopada 
wpłacił w imieniu Łaskiego nadesłanych przez bank Fuggerów 



1) Szczegółowy opis tranzakcji Łaskiego z Erazmem podał ks. K;iz. 
Miaskowski »Die Kun ospoiidenz des Erasmus mit I^olena I Di-is. Bre- 
slau, Poznań l'.!01, Anhang II. Listy Fryt-za do Amerbacha, na których 
opiera się ainiejszy rozdział, zawdzięczamy tównież poszukiwaniom ks. 
Miaskowskiego: ogłosił je w Pam. Lit. 1905 str. 512—518 («Pięć listów 
A. F. M.k) na podstawie oryginałów, przecłiowanych w Bibliotece uniwer- 
syteckiej w Bazylei. 



Podróż do Baz\lei i Paryia 37 



200 y;uldenó\v jako resztcj nale/.ytości do rąk w ykoiiaw C('>\v te- 
stamentu Erazmowego, drukarza Frobena i prof. prawa Hotii 
łacego Amerbacha, przy tej sposobności zawierając bliższą zna- 
jomość z kołem, które otaczało Krazma. zatem z Amerbachem 
samym i Frobenem, Andrzejem Cratandrem, Mikołajem Kpisco- 
piusem, Janem Herwag-enem, księgarzami i drukarzami. Z listów 
jego, i)isanych w następnym roku do Amerbacha, wynika, że 
/nahizł u Bazylejczyków bard/.o życzliwe przyjęcie. Bibljotekę 
Erazma Vv imieniu egzekutorów testamentu wręczył nm Amer- 
bach; przy odbiorze powstały wątpliwości co do kilku cennych 
rękopisów, czy były one własnością Erazma (Augustyna »De 
civitate Dei«, rękopis wypożyczony Gocleniusowi do Lowanium, 
Chryzostoma ))Acta« po grecku i fragment ))Antiquitatum« z ma- 
lowidłami), rozstrzygnięcie co do nich odłożono na później Bi- 
bljotekę w obecności Fryc/.a starannie spakowano. Przy zamianie 
guldenów na walutę bazylejską okazało się, że z powodu ró- 
żnicy w kursie i oszustw bankierskich należy jes7XZ(ł dopłacić 
nieco ponad 'ó'ó guldeny, — po resztę ową miał jechać Frycz 
do Łaskiego, równocześnie zarządzając wysyłkę pak do Noryni- 
bergi pod adresem Daniela Schillinga. 

Zamiast jednak towarzyszyć wysyłce, uległ Frycz namowie 
młodego Polikarpa Cratandra, który właśnie wybierał się w in- 
teresach firmy do Paryża, i opuszczając Bazyleję w końcu listo- 
pada, w ostatniej chwili zdecydował się na wycieczkę do Pa- 
ryża. Jeszcze z drogi napisał z Lugdunu do Schillinga, aby w razie 
nadejścia bibljoleki zatrzymał ją w Norymberdze do jego po- 
wrotu z Francji. Wycieczka do Paryża zajęła prawie sześć ty- 
godni (grudzień i początek stycznia) zamiast przewidywanych 
czterech; mimo niepokoju o losy przecennej bibljOteki, który 
go dręczył, Frycz rad był bardzo z zwiedzenia Paryża i innych 
miast francuskich po drodze leżących O stosunl<ach francuskicłi' 
niejedno zapewne wiedział (irzedtem z otoczenia Melanchtona,. 
od Francuzów przyjaciół Witenbergi (n. p. Du Bellay), jedna 
koWoż żadnych uwag o Francji i Paryżu nie znajdujemy w jego 
listach ani dziełach, skutkiem czego żadnych nie możemy snuć 
przypuszc/.eń o zawartych tam znajomościach i wyniesionych 
spostrzeżeniach, których bezwątpienia było wiele. dO nowo- 
ściach, któreśmy już to widzieli, już to słyszeli", kn naszemu 



38 ^t- I^ot: A. F^rycz MoHrzewski 



Żalowi nie pisał do Amerbacha, albowiem relację o nich złożyć 
miał towarzysz podróży. 

Podróż odbywał Frycz kosztem własnym; gdy mu się pie- 
niądze wyczerpały, zapożyczył się u Cratandra. Wracał inną 
dróg-ą, wprost ku wschodowi przez Lotaryngję w wielkim po- 
śpiechu, aby coprędzej znaleźć się w Norymberdze. 

Dnia 11 stycznia 1537 stanął w Strassburgu, gdzie zabawił 
trzy dni; z wzmianki o odwiedzinach u wybitnego reformatora 
Kaspra Hediona wninskować można, że ponawiązywał' stosunki 
wśród strassburskich przywódców ruchu. Od Hediona usłyszał, 
jakoby zmarł Zygmunt Stary: »oby to nie była prawda — zau- 
ważył wobec Amerbacha, —jeśli jednak tak się Bogu podobało, 
drżę o to, jaki obraz przedstawi nasza Rzplita«. Przed opusz- 
czeniem Strassburga napisał jeszcze list do Amerbacha, swą 
paryską wycieczką usprawiedliwiając zwłokę, jaka może na- 
stąpić w odsyłce reszty zaległości do Bazylei, i z prośbą, aby 
tej zwłoki nie kładziono na rachunek Łaskiego. Przyrzeka w naj- 
większym pośpiechu zdążyć do Krakowa, aby tam jeszcze za- 
stać Hieronima Kriigla i wysłać przezeń pieniądze dla Frobena 
na najbliższy jarmark frankfurcki; gdyby zaś się opóźnił, po- 
stara się o wysłanie należytości przez bank Fuggerów. 

Już 20 stycznia stanął Frycz w Norymberdze i natychmiast 
odwiedził Schillingów. Nie zastał ani Daniela ani jego brata, 
ale dowiedział się, że dnia poprzedniego nadeszła bibljoteka 
z Bazylei. Jednakowoż co do zapowiedzianej podróży do Kra- 
kowa znów zdecydował się odłożyć ją na później, aby móc 
się wybrać na 7 lutego do Szmalkaldu na zjazd książąt pro- 
testanckich Wyszukawszy kogoś, jadącego do Krakowa, wrę- 
czył listy do Łaskiego o natychmiastowe przesłanie przez Fug- 
gerów należytości do Bazylei, i do swej rodziny^) o wysłanie 
kwoty, na którą się w Paryżu zadłużył u Cratandra. Tymczasem 
nadjechał brat Schillinga i oddał mu paki i listy od Amerbacha 
i Frobena. 

Bazylejczycy prosili o zwrot sumy dość znacznej, którą 
musieli przed wysyłką bibljoteki opłacić jako podatek miejski 
od towaru zakupionego przez cudzoziemca. Frycz listem z 29 
stycznia przyrzekł zwrócić ów wydatek, ale przy tej sposobności 



'Ad ąuendiim nieorum«. 



Sprowadzenie bibIjoŁeki po Erazmie 39 

<hil ujście sweiuu rozdrażnieniu z powodu oszustw, których 
ofiarą padał u bankiera bazylejskiego przy zmianie pieniędzy, 
a przede wszyslkiein z powodu teyo podatku, który uważał za 
niesprawiedliwy. Przed Amerbachein, jako prawnikiem, wyto 
czył skarg-ę na » prawa niesprawiedliwe«; w niej już poznajemy 
pisarza, który z czasem poświęci swą twórczość walce z nie- 
sprawiedliwem prawodawstwem. 

Oto ustęp z jego wywodów, ciekawych tak dla poglądów 
gospodarczych, jak i przez styl, okazujący już całkowicie wyro- 
biony sposób wyrażania się i ujęcia przedmiotu, który cechować 
będzie pisma polityczne Frycza: »Ovve prawo miejskie na cu 
dzoziemców wydaje mi się i niesprawiedliwem i szkodliwem 
pod względem społecznym. Czyż ulegają mu kupcy wasi, którzy 
wywożą stamtąd swe towary, aby je gdzieindziej sprzedać? 
A ufdybyż tak bibljoteka owa taksamo została wywieziona dla 
dokonania sprzedaży w innej miejscowości a nie w Bazylei ! 
Jeżeli bowiem przyczyną podatku ma być to, iż kupiec przy- 
bywający do Bazylei musi tu różne koszty ponosić i na utrzy- 
manie się i na przeróżne wydatki niezbędne dla wywiezienia 
towaru, w takim razie przyczyna ta bezwarunkow^o jest więcej 
niż wykrętna, że już dosadniej się nie wyrażę. Właśnie z po- 
wodu tych kosztów cudzoziemcy tu przybywający powinni raczej 
być zw^olnieni od płacenia takich podatków, boć przecie też 
same koszty musieliby ponosić obywatele wasi, chc^c wywieźć 
towar na sprzedaż gdzieindziej. A choćby nawet twórca owego 
prawa, dla nadania mu jakiegoś pozoru sprawiedliwości, ogra 
niczył je był przynajmniej do towarów, które kupcy dla zysku 
sprzedają, to jakież my zyski ciągniemy z bibljoteki, która jak 
wszystkim wMadomo nabyta została dla celów naukowych? Wy- 
pisuję ci to Amerbachu, nie iżbym nie chciał spłacić wam po- 
zostałego długu, lecz byś wiedział, że potępiam prawa, stano- 
wione wbrew poczuciu uczciwości«. 

Jeszcze jeden zwrot charakterystyczny dla Frycza zwraca 
uwagę w liście powyższym: opisawszy nadużycia, jakich dopusz- 
czono się nań przy wymianie pieniędzy w Bazylei, zaznaczył, 
że spostrzegł się na nich wkońcu, gdy mu się już dobrze dały 
we znaki, »należę bowiem do rzędu tych, co to mądrzy są po 
szkodzie«. 



40 St- Kot: A. Frycz Modrzewski 

Przepakowawszy część zbioru przy pomocy słynnego księ- 
garza norymberskiego Kobergera, któremu pozostawił kilka 
egzemplarzy ))Colloquiorum« Erazma i Listów św. Hieronima, 
wyprawił Frycz bibljotekę do Krakowa, odbiór zaś jej w zu- 
pełnym porządku potwierdził Laski dnia 5 kwietnia. 

Zjazd szmalkaldzki, dla którego Frycz odłożył swój wyjazd 
do Polski, był niecierpliwie oczekiwany przez całe protestanckie 
Niemcy. Nietyle zapewne sprawa rewizji zgody witenberskiej 
i stosunku obozów protestanckich do nauki o sakramencie Ołta- 
rza pociągała Frycza do Szmalkaldu, co naprężające zagadnienie 
jedności kościelnej i soboru powszechnego. Na skutek zabiegów 
Karola V zapowiedział papież Paweł III na rok 15B7 sobór do 
Mantui dla rozstrzygnięcia sporów religijnych, dzielących świat 
a Niemcy w pierwszym rzędzie. Cesarz wywierał nacisk na 
książąt protestanckich, by ich teologowie wzięli udział w so 
borze. Wśród polityków i teologów reformacyjnych zawrzało: 
przeważna większość z elektorem Janem Fryderykiem i Lutrem 
na czele stanowczo odrzucała możliwość uczestnictwa w soborze, 
Melanchton natomiast był zwolennikiem udziału przy pewnych 
zastrzeżeniach. W listach swych i opinjach przyznawał on pa- 
pieżowi prawo zwołania soboru, nie uznając w nim jednakże 
przez to samo sędziego; nieobecność na soborze spowodowa- 
łaby potępienie protestantów bez ich wysłuchania; niepodobna 
narazić się na zarzut, iż się odtrąca rękę wyciągniętą do zgody; 
uczestnictwo w soborze leży w interesie szerzenia się ruchu 
w innych krajach; urządzenie własnego soboru, ściśle prote- 
stanckiego, przyniosłoby tylko szkodę, uświęciłoby rozłam 
w chrześcijaństwie a nadto podcięłoby reformację przez ujawnie- 
nie wobec świata całej rozbieżności mniemań w łonie samego 
protestantyzmu. 

Melanchton wiedział, że te poglądy a zwłaszcza zgoda jego 
na zatrzymanie monarchicznego ustroju kościoła z papieżem na 
czele, napotykały na ostry opór współwyznawców, liczył jeszcze 
na pomoc ze strony stanów świeckich dla swego ugodowego 
programu, ale naogół przygnębiony przybywał do Szmalkaldu 
i pełen obaw, że zjazd zamiast zbliżyć pokłóci obóz reforma- 
cyjny. Choroba Lutra przeszkodziła oficjalnemu przyjęciu jego 
bezwzględnych t. zw. artykułów szmalkaldzkich, wysiłki Melan- 
chtona i Bucera załagodziły spór o sakrament Ołtarza, pod nie- 



Udział w zj(>7.(izie sziiiulkuldzkiin 4t 



sioiiy pr/e/ ziiyfnrzałych luleraii pod wodzą Osiandra, ale tak 
stany świeckie jak teolog-owie przygrniatającą większością uchwa- 
lili wbrew Melanciitonowi odmowę udziału w soborz*' maii- 
tuańskim. Rezultatem zjazdu było poy^łębienie przepaści i zao- 
strzenie stosunków między katolicyzmem a protestantyzmem: 
uchwała zjazdu zredaji^owana przez tegoż samego Melanchtona, 
już rezygnującego z własnego zdania, stanowczo wykluczała 
wszelkie porozumiewanie się z papieżem i potępiała rzymską 
organizację kościelną. Przedmiot i przebieg obrad zjazdu najzu- 
pełniej usprawiedliwiał zainteresowanie, które dlań Frycz oka- 
zywał, — pisarz nasz w lat kilka po powrocie do ojczyzny stanie- 
wobec analogicznych zagadnień. W czasie trzechtygodniowych. 
obrad miał Frycz zapewne sposobność bliższych rozmów z Me- 
lanchtonem i innemi gwiazdami teologji protestanckiej; że po- 
dzielał ugodowe stanowisko Melanchtona, nie można wątpić- 
wobec poglądów^, stale przezeń wyrażanych. 

Czy Frycz po zjeździe udał się do Krakowa podług da- 
wnego planu czy też listownie zdał swemu patronowi sprawę 
z obrotu wypadków, nie wiemy: już w dniu 1 maja spotykamy 
ich obydwóch w Lipsku. Skrupulatności Frycza, której dowody 
z sympatycznym pedantyzmem złożył w załatwieniu interesów 
z Bazylejczykami, zawdzięczamy wiadomości o tem; znalazłszy 
się bowiem w Lipsku z pieniądzmi — tak należytością Łaskiego 
dla Frobena, jak długiem własnym dla Cratandra — , uprzedził 
natychmiast Amerbacha, że z powodu zdzierstwa pośredniczą- 
cego kupca nie może ich tak szybko, jakby chciał, wysłać do- 
Bazylei. W liście czytamy, że, przyjeżdżając do Lipska, już miał 
z sobą wspomniane sumy, — zapewne więc przyjeżdżał z kraju 
wraz z Łaskim, — oraz że niedługo spodziewa się wspólnie 
z patronem odwiedzić Bazyleję. 

Swemu najzaufańszemu przyjacielowi Camerariusowi zwie- 
rzał się MelanchtoM w tymże dniu 1 maja: wWieleśmy przez, 
te dni rozprawiali o dogmatach, bawi tu bowiem Jan Łaskie 
znany ci z Bazylei, a w rozmowach tych często wspominaliśmy 
o tobie z uznaniem«. Zetknięcie się Łaskiego z Melanchtoneni 
było oczywiście przygotowane przez Frycza; wybór katolickiega 
Lipska na spotkanie świadczy, że Łaski omijał celowo Witen- 
bergę i Lutra; z Melanchtonem właśnie, w którym cenił huma- 
nistę i upatrywał pod wielu względami charakter sobie pokrewny. 



^2 f^^- f^ot: A. F>ycz Modrzewski 



pragnął przedyskutować trapiące go zagadnienia religijne; w dys- 
kusji uczestniczył zapewne i Fryc/., bardziej od patrona zżyty 
z ostatniemi stadjami ewolucji religijnej Niemiec. Niepodobna 
przypuszczać, aby jui rozmowy lipskie nasunęły Łaskiemu mo- 
żliwość opuszczenia kościoła katolickiego; raczej tylko utrwaliły 
w nim wątpliwości, nad których rozwiązaniem dalej z Fryczem 
miał pracować. 

Wraca więc Laski do ojczyzny, a Frycz za jego zgodą 
osiada na dłuższy pobyt w Norymberdze, gdzie go iMelanchton 
porucza szczególniejszej opiece W i ta Dietricłia, swego obok Ca- 
merariusa najbliższego przyjaciela tak osobistego jak religij- 
nego — ta bouiem trójca humanistycznych teologów pozosta- 
wała w rozdźwięku z kierunkiem luterańskim. zbliżając się do 
obozu szwajcarskiego i połudiiiowo-niemieckiego. 

W poleceniu swem z dnia 10 maja^) wspomina Melan- 
•chton o trzechletniej przeszło zażyłości z Fryczem. Jak zażyłość 
tę rozumieć? Z obrazu zajęć Frycza w ostatnich dwóch latach, 
•od lata 1535 r. do obecnej chwili, wynika, że nie mogło tu być 
mowy o stałem w^spółżyciu w Witenberdze w ostatnich trzech 
latach 1534 — 1537 2), a tylko o utrzymywaniu bliskich i poufa- 
łych stosunków, pewien czas w Witenberdze samej, poza tern 
zaś z Norymberg! i z Polski. Jak twierdzi Melanchton, Dietri- 
chowi znana była — zapewne z niejednokrotnego pobytu Frycza 
w Norymberdze — jego niezwykła roztropność, wierność i skru- 
pulatność w spełnianiu obowiązków; od siebie dodaje Melan- 
chton, że nielylko ceni Frycza dla wspólności upodobań nau- 
kowych, lecz przedewszystkiem za to. iż go »często w sprawach 
trudnych wspomógł i podparł swą radą i przemówieniemw, 

Z rady Frycza mógł reformator skorzystać przedewszyst- 
kiem w swych projektach reorganizacji kościoła snutych w ro- 
ku 1534, z pomocy — przy naradach szmalkaldzkicb. kiedy 
to poza plecyma Lutra i ortodoksyjnych luteran szukał dla swego 
pacyfistycznego stanowiska poparcia u teologów i świeckich, 
operując takim zwłaszcza argumentem, jak wzgląd na sprawę 
reformacji w krajach ościennych; wogóle zaś przy wybitnie 



') Corpus Reforin:iloruin (Op ta Melanchtonis) III 369. 
2) Chybaby odnieść takie określenie do lat 1532—1535, co jednak 
sarniej prawdopodobne. 



Przyjaźń i Mcl.mohloiicMU 43 

skłoiuiein do ruztrząsań i dysput usposobieniu Frycza niejedną 
z nim spędzić musiał chwilę rozmowy, dla obydwóch stron 
pouczającej. 

Na umysłowości Frycza wywarł Melanchton ślady nieza- 
tarte: zwrócił i^o ku zaŁjadnieniom etycznym i relitrijnym, prze- 
poił etyką stoicko-chrześciańską, nauczył zgłębiać Pismo święte. 
Frycz w trzeciej mowie przeciwko główszczyźnie w r. 1545*) 
wywnętricy się: »zdaje mi się, że nie minęło lat dziesięć, jak 
wyczytałem w Piśmie św. o karze bożej na mężobójców, o której 
tylekroć wspominam, a przecież nie byłem znów tak całkiem 
w piśmie nieobyty« — to zgłębianie szczegółowe biblji, prze- 
ciwstawione powierzchownej znajomości, przypada, jeśli poró- 
wnać lata, właśnie na okres współżycia z Melanchtoneni. 

Oficjalnym powodem osiedlenia się Frycza w Norymberdze 
była podług listu Melanchton.a chęć nauczenia się języka nie- 
mieckiego i poznania tamtejszej sztuki i uczonych; czyżby po 
za tern nie ukrywały się inne cele, polityczne, naprzykład inte- 
resy Jarosława Łaskiego?*) 

O pobycie Frycza w Norymberdze, jak długo trwał, czem 
był wypełniony, żadnych nie mamy wiadomości. Jedyny list, 
dochowany z tego okresu, pisany do Amerbacha wkrótce po 
przyjeździe. 15 czerwca, dotyczy wyłącznie zaległości bązylej- 
skich: kupiec Leonard Cobelth zmienił pieniądze i prześle je 
za pośrednictwem mieszczanina strassburskiego Antoniego von 
Schigeltzheim; o listy i zwrot kwitów prosił Frycz pod adresem 
Daniela Schillinga. 

Z Meianchtonem pozostawał dalej w stosunkach; rozstając 
się z nim jeszcze, szczególnej jego opiece polecił młodego Jana 
Krzysztoporskiego, syna Piotra, poważanego szlachcica z sie- 
radzkiego, nad którym Melanchton istotnie przez lat trzy życzliwą 
roztaczał pieczę, wyraźnie zaznaczając wobec wspólnego znajo- 



») Opera 749. 

2) Równocześnie z Fryezem, ale listem osobnym poleci! Melanchton 
Dietrichowi osobistość inną, skądinąd nam nieznaną, ale pozostającą w bli- 
skiej z Fryczem łączności : jest to Jan Yinarius, dizIow iek łagodny, oby- 
czajów kulturalnycha ; spotkaliśmy go w metryce witenberskiej razem 
z Fryczem w zimowem półroczu 1531/2 jako Jana Weyiiianiia. Miał on 
jakiś czas zamieszkać u Frycza w Norymberdze dla poznania miasta. List 
polecający por. Corp. Ref. III 369. 



44 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

nieg-o ^), że zajął się nim »na polecenie Frycza, które u mnie 
.bardzo wiele znaczy«. Osobiście zetknęli się także na zjeździe 
frankfurckim w 1j40 roku ^j. 

Ze przez resztę swego pobytu w Niemczech Frycz pozo- 
stawał w służbie Łaskiego, stwierdza ostatni z listów jego do 
Amerbacha, pisany z Frankfurtu 17 września 1538. Znajdował 
się tam podczas słynnego jarmarku przy boku swego pana, 
który dopieroco opuścił ojczyznę, aby, wyjąwszy raz jeden spo- 
wodowany śmierc'ą brata, nie wracać już do niej przed starością. 
Laski pragnął dla uzupełnienia bibljoteki nabyć rękopisy po 
Erazmie, swego czasu zakwestjonowane, przedstawił własno- 
ręczny spis Erazma, w którym rękopisy owe zanotowane były 
jako jego własność, i polecił Fryczowi nabycie ich za osobną, 
dopłatą. Porozumiawszy się z obecnym na jarmarku Episco- 
piusem, Frycz prosił Amerbacha o sprzedaż rękopisów i odpo- 
wiednie poprawki w kontrakcie, dołączając notatkę Erazma, jako 
dowód, że wspomniane rękopisy miał Erazm nietylko ypiasc ale 
i xtta£c — terminy owe, wtrącone w pospiesznym liście, świadczą 
o spoufaleniu się autora z językiem greckim. Rękopisy i no- 
tatkę ma Episcopius przywieźć pa przyszły jarmark do Frank- 
furtu, dokąd widocznie Frycz z Łaskim zamierzali przybyć. 
Wyżej przywiedziony urywek listu Melanchtona stwierdza, że 
jeszcze w 1540 roku Frycza w Frankfurcie widziano. 

Kiedy opuścił Niemcy, bliżej niewiadomo, jak również nie- 
wiadomo, jakie jeszcze kraje i miasta niemieckie przewędrował; 
to tylko pewne, że za owej bytności zagranicą objawiał nie- 
zwykłą ruchliwość. Tak n. p. w pierwszej swej broszurze, po- 
wstałej w r. 1542, przytacza swe wspomnienia z pobytu w Wie- 
dniu »). Jeśli wędrówek po tamtych stronach nie podejmował 
litylko dla dokładniejszego poznania Niemiec i Ausirji, ale w ja- 
kiejś misji, to musiały się one wiązać z interesami Jarosława. 
Łaskiego. 



*) Tak pis>J w innju 15^9 do Ura Macieja Przybyły w Wrocławiu 
por. Corp. Ref. III 70;i 

■-) >Amico ciiidamo donosi Melanchton bez daty (Corp. Ref. IV 1057): 
>Francofor(lia(' cum ossem iii conyeiilu Priiiui|ium proxiiiio veie, iiarrabat 
mihi Andreas Doniini l-ascii minister, commiMidaluin milii esse Lascii literis. 
adoiescentt-m Ainst"rdaincnsem, magiiopere piacd:ciin.s ciu.* ingeniuni*. 

') »N.iir;tbii hospes meus Yiennensis etc.« Lasciii*, Opera 703. 



w sfuł.bie ()l)oro\vo) Ąf\ 



Walka przeciw niesprawiedliwemu ustawodawstwu. 

Z dyplomatą i wojownikiem Jarosławem, naJQ:łośniejszym 
podówczas członkiem rodziny Łaskich, łączą się koleje Frycza 
bezpośrednio po, jego powrocie do ojczyzny. Powrót nastąpił 
w roku 1540 lub wkrótce potem; bardzo jednak prawdopodobne, 
źe już w latach 1537 — 40 Frycz był prze/, jakiś czas przy boku 
Jarosława Łaskiego, którego »domownikiem« nazwie się z cza- 
sem wobec jego syna ^). Jakżeż bowiem inaczej wjtłómaczyć 
sobie wzmiaiilvi jego o służbie wojskowej w szeregach tego dy- 
gnitarza? Podług nieulegających wątpliwości wspomnień Frycz 
zaznał życia obozowego. » Wid ziałem ja sam Jeronima Łaskiego, 
wojewodę siradzkiego, wielce mądrego pana a wielkiej sławy 
męża i walecznika. gdy bufy już sprawione objeżdżał, do mę 
żnego je potykania napominał, cześć a zapłatę mężnym a ni- 
kczemnym karania i sromotę obiecując, jako pogody do wszyt- 
kiego (oicasiones omnes) sam pilnował a do każdego kąta wojska 
dojeżdżał« — plastycznie opowie kiedyś w Księdze o Wojnie ^j. 
Do tych to przeżyć odnosi się ustęp listu do Stanisława Pot- 
kańskiego, w którym Frycz przywodzi: »i w domu i w obozie 
żyliśmy w koleżeństwie« ^). Pisząc o wojnie, będzie umiał Frycz 
podać wiele praktycznych uwag o ćwiczeniach wojska, czerpa 
nych widocznie z doświadczenia, chociaż po rady obszerniejsze 
odeśle do tych, którzy od niego więcej na wojnie bywali*). 

Od początku wmieszania się w sprawę węgierską Łaski 
ustawicznie przedsiębrał większe i mniejsze wyprawy, zrazu po 
stronie Zapolyi, od roku zaś 1536 na rzecz Ferdynanda; niema 
bliższych danych, któreby pozwoliły wspomnienia wojskowe 
Frycza połączyć z pewną datą; naj naturalniej odnieść je do lat 
późniejszych^), w każdym razie przed rokiem 1540, kiedy Łaski 

») Opera 721. 

*) Uperu 187, ustęp zacjtowany w przekładzie Hazylika, wyd. Tur. 278 

*) W przedmowie do traktatu o Opatrzności, Libii tres str 98 
(w r. 1562). 

*) »Qui in bellis magis versati sunt« Opera 181. 

^) Uodzaj i szybkość wypraw Łaskiego dobitnie charakteryzuje Kle- 
mens Janicki w liście z 28 czerwca 1537 do Kilowskiego: >Pan wojewoda 



46 St. Kol: A. Frycz Modrzewski 

wybrał się w poselstwo do Konstantynopola, aby zeń wrócić 
do Kieżmarku już śmiertelnie chorym. 

Stamtąd przewieziono Łaskiego do Krakowa dla opieki 
lekarskiej. U łoża chorego spotykamy znowu Frycza. Znaleźli 
się tam przyjaciele Łaskiego, żona i dzieci. Sterany walkami 
i tułaczką bohater prze/, pewien czas spodziewał się odzyskać 
zdrowie i obiecywał sobie w takim razie oddać się życiu po- 
kojowemu, sprawom majątkow^ym rodziny i pracy politycznej 
w ojczyźnie. Na tern tle wywiązywały się rozmowy, w których 
roztaczał przed przyjaciółmi bogale skarby doświadczeń swego 
gorączkowego żywota. Wszakżeż tyle narodów i miast zwiedził, 
znał Francję, Niemcy, Danję, do Turcji wielekroć w poselstwie 
jeździł 1); znał metody wojny i sposoby rządzenia w pokoju, 
nauczył się rozwiązywać trudności mieczem i pomysłowością. 
To też z uwagą słuchali obecni wywodów jego ))o sprawach 
gospodarczych, o najdoskonalszym ustroju Rzeczypospolitej, 
o prawach, któremi się ustrój ten najlepiej utrzymuje«. Frycz 
w rozprawkach tych żywy i czynny brał udział, przytaczając za- 
pewne i swoje doświadczenia, których z Niemiec wyniósł nie- 
mało. 

Będąc gorącym przeciwnikiem wpraw niesprawiedliw)ch«j 
skierowywał rozmowę na te prawa ojczyste, które wydawały 
mu się główną przyczyną niedomagań Rzplitej. Wśród nich 
najbardziej jego zdaniem stało na przeszkodzie doskonaleniu się 
jej ustroju prawodawstwo, uświęcające bezkarne zabijanie spo- 
kojnych obywateli. Łaski uznawał to i żałował, że za czasów 
swego zasiadania w senacie przyczynił się do utrwalenia głów- 
szczyzny. Sam przytaczał zdania Pisma św. i pisarzów świe- 
ckich, wykazujące konieczność kary śmierci na morderców. 
W tych też rozmowach bezwątpienia wspominany był znany 



H eroniin Ła^ki ostatnimi dniami zdob\ł czterj- zamki na pograniczu pol- 
sko węgierskiem i przyjął w poddaństwo króla Ferdynanda, a niema pra- 
wie tygodnia, w którymby zaniedbał przyjechać do Krakowa. Takiej to 
mąż blyskawiczności i czujności, godzien nazwy drugiego Ulyssesa*. 
(Wierzbowski Materjafy str. 64); Frycz także przyrównywał go do 
Ulyssesa por. Opera 69U/1. 

') Wszystkie te szczegóły podaje Frjcz w swej charakterystyce Ła- 
skiego, umieszczonej na czele pierwszej mowy o karze na mężobójslwo, 
będącej znakomitym portretem (Opera (i6d 691); uzupełnia je w mowie 
drugiej (Op. 721) i trzeciej Op 762). 



Przy łożu śiniertelnein Jarosfuwa Łaskiego 41 

nam z późniejszych pism Frycza malerjał z praw różnych na- 
rodów, dotyczących m(}żobójstwa, z praw niemieckich, duńskich, 
W(}criorsUich, omawiano też zwyczaje tureckie, które Frycz z cza- 
sem cht^tnie będzie cytował. W rozprawacii owych przy łożu 
śmiertehiem Laskieyfo zrodził się w głowie Frycza plan podjęcia 
walki publicystyi-znej przeciwko prawom niesprawiedliwym. 

Ktoby byli przyjaciele umierającego, uczestniczący w dys- 
kusjach, Frycz nie wspomina. Może znajdował się tam Erazm 
Kretkowski, kasztelan brzeski, któreg-o z Łaskim łączyła zna- 
jomość Turcji, i tam już przytaczał surową opinię młodego króla 
Zygmunta Augusta o główszczyźnie. Był lam brat cioteczny 
umierającego Maciej Łobocki, był brat Stanisław, a także w li- 
stopadzie zjechał do Kieżmarku Jan Łaskie zawezwany z odle- 
głej zagranicy ij. 

Śmierć Jarosława Łaskiego, która nastąpiła w Krakowie 
22 grudnia 1541, wywarła na Fryczu głębokie, ale i podniosłe 
wrażenie. Spokój i równowaga ducha, którą okazywał umiera- 
jący bohater wieku, uprzytomniła mu doniosłość straty męża,, 
w którym wraz z wielu współczesnymi widział najbardziej 
uzdolnionego w Europie wodza i dyplomatę dla odparcia ro- 
snącego niebezpieczeństwa tureckiego. 

Po śmierci Jarosława spotykamy nazwisko Frycza w związku 
ze sprawcą Jana Łaskiego. Złożywszy słynną przysięgę prawo- 
wierności wobec prymasa Gamrata, biskupa chełmskiego Dzierz- 
gowskiego i innych w dniu 6 lutego 1542 w Krakowie, wy- 
stawił Łaski tegoż dnia plenipotencję dla czterech przyjaciół, 
mających odzyskać jego beneficja; wśrórł tych pełnomocników 
wymieniony został Andrzej Frycz, proboszcz brzeziński-'). Bez- 
pośrednio polem wyjechał Łaski zagranicę, skąd wrócić miał 
dopiero w r. 1556 z głośnem nazwiskiem teologa i reformatora, 
syt prac i niebezpieczeństw, aby w skołatanej starości pracować 
około organizacji kościoła reformowanego w ojczyźnie. Pełno- 
mocnictwo krakowskie z r. 1542 jest ostatnim znanym nam 

») Przy samym zgonie Jan Łaski nie l)y} obecny; o jego pizyjeździe 
i ostatnich chwilacli Jarosława por. Buchholtz Geschichte der Regierung 
Ferdinand I, V 162; Hosii Epist. I 117, 119; Dal ton LiPciuna sir. 291 — 
294; Hirszberg Jarosław Łaski str. 317. 

*) Winc. Zakrzewski Rodzina Łaskich, Ateneum 1882 IV 267 na 
podstawie »Acla capit. Crac. Libri Archivi« IV 252. 



^8 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

objawem stosunków Frycza z Łaskim. Rozstają się fizycznie, 
ale czy i pod wzg-lędem przekonań? Łaski już stanowczo prze- 
kroczył Rubikon. Gdybyśmy nie wiedzieli o przebytej przezeń 
w Lowanjum i Emden ewolucji religijnej »od niewoli babiloń- 
skiej do szczęśliwej swobody ewangelicznej « ^), przekonałoby 
nas o tern jego polecanie się i oddawanie w opiekę Albrechtowi 
ks. pruskiemu »jako patronowi wszystkich ewangelików«, czy- 
nione w tymże dniu 6 lutego 1542 2) 

Frycz mimo że wcześniej od Łaskiego zetknął się z ogni- 
skami ruchu reformacyjnego. nie dał mu się przekonać o ko- 
nieczności zerwania z kościołem; może nie zaszedł tak daleko 
w swych poglądach, a może nie widział racjonalności takiego 
kroku w stosunkach polskich, umiejąc przytem bardziej pano- 
wać nad sobą, niż gorący patron. Niewątpliwie też otoczenie, 
w którem znalazł się w Krakowie, przebieg wypadków w Polsce, 
a w pierwszym rzędzie refleksje Jarosława Łaskiego 3) skiero- 
wały jego energję i dążności reformistyczne ku zagadnieniom 
politycznym. Wobec milczenia, jakie Frycz w swych pismach 
zachowuje względem osoby tyloletniego pana i przyjaciela, mo- 
żnaby przypuścić, że rozstali się nieco poróżnieni, Frycz bowiem 
obok chłodu pozornego umiał darzyć gorącem uczuciem i czę- 
stem wspomnieniem swych przyjaciół i dobroczyńców, — po- 
chwały jego dla osoby Jarosława Łaskiego są tego pierwszym 
przykładem. 

Osiedliwszy się na stałe w ojczyźnie, nie miał Frycz po 
co wracać do Wolborza, gdyż wójtostwo po ojcu było wczyjemś 
obcem ręku. przesiadywał natomiast dłuższymi okresami na 
swem probostwie w Brzezinach, które stanowiło źródło jego 
dochodów. Drugiem miejscem jego pobytu był Kraków, do któ- 
rego ciągnęła go tamtejsza atmosfera; stolica Polski bowiem 
w latach 1542 — 1548 stanowiła ośrodek niezmiernie żywego 
ruchu umysłowego a zarazem fermentu, który po śmierci sta- 



') Tak się wyraził w liście do biskupa kujawskiego Górki por. Hi- 
pler Pastoralblatt fur die Diócese Ermland 1893 str. 110; Dalton str. 28i-. 

«) Dalton str. 289. 

') Znany on był z nieprzyjaźni wobec luteranizmu, a zmarł, jak Frycz 
świadczy (Opera 691), »de medio et veluti de sinu et gremio Ecclesiae po- 
pulorum Christis, co należy rozumieć: podług przepisów kościoła dopeJnil 
pożegnania się z światem. 



I 



Krakowscy uczeni za reformą wewnętrzną 49 

reu:o króla przybrawszy nowe zabarwienie, doprowadzić miał 
do burzy politycznej i kościelnej. 

Rok 1042 i początek 1543 spędził Frycz w Krakowie. 
W tym to czasie rozpoczął swą działalność literacką, której 
pierwociny łączą się z sprawą reform wewnętrznych Rzplitej. 
Akcja w lym duchu prowadzona od wstąpienia na tron Zy- 
gmunta I pchnięta została żywiej priez rokosz lwowski 1537 
roku. Przybierała różne formy i objawiała się w różnych po- 
stulatach, mając u'łówne dwa źródła: z jednej strony dążność 
żywiołu szlacheckie2:o do ujęcia steru rządów Rzpitej w ręce 
szlacheckie, skrępowania władzy królewskiej, przełamania poli- 
tycznych i gospodarczych podstaw możnowładztwa senatu oraz 
ograniczenia przywilejów^ duchowieństwa; z drugiej - troskę 
króla, podzielaną przez wybitniejszych senatorów i część posłów 
szlacheckich, o napniwienie wadliwego prawodawstwa, niedo- 
statecznej organizacji skarbowej i wojskowej. Dwa te prądy, 
będące właściwie walką o władzę, zrzadka tylko harmonizowały 
z sobą. Protiram reform, popierany przez dwór i senat, wymaga 
od szlachty ofiar, do których nie okazywała gotowości; program 
reform szlacheckich, zacieśniony do potrzeb stanowych, nie 
uw/,ględniał dostatecznie potrzeb państwa. Król, czyniąc ustęp- 
stwa szlachcie, daremnie starał się zyskać wzajem ofiary na 
rzecz usunięria niedomagań Rzpitej. Tu i ówdzie zaledwie po- 
wiodło iiiu się przeprowadzić jakąś zmianę, wychodzącą na ko- 
rzyść całości państwa i jego przyszłości. 

Grozę sytuacji odczuwały najlepiej te czynniki, których 
położenie nie przez reformy, wzmacniające siłę państwową, ale 
przez zwycięstwo egoizmu możnowładztwa czy szlachty naj- 
bardziej było zagrożone, to jest król i świat urzony. Ludzie 
tego typu co Hozjus, Kromer, Leonard Wyszogrodczyk, Roj- 
zjus, Przyłuski, Rotundus, sekretarze królewscy i prawnicy, pi- 
sarze i notarjusze, profesorowie i bakałarze, najwięcej okazywali 
zrozumienia potrzeb państwowych, najmniej będąc zaintereso- 
wani w dążeniach poszczególnych sianów. Znajomość stosun- 
ków obcych, wykształcenie prawnicze, żywsze poczucie etyczne 
użyczało im swobody i odwagi sądu. Na czele owej grupy wfilo- 
zofów«, dosyć licznej acz nie ujętej w ż;idną organizację, wy- 
twarzającej mimo to wcale solidarną opinję whominum schola- 

•St. Kot: A. Frycz Modizewfki. ■* 



50 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

sticorumw, wysunął się Frycz jako ten, który najbardziej pogłębił 
aktualne zagadnienia polityczno społeczne, najdłużej nad niemi 
przenayśliwał, najwięcej posiadał odwagi cywilnej, nie byf uza- 
leżniony od żadnych protektorów, krępujących otwartość sądu, 
i przyuczył się naj konsekwentniej rozumować. 

Przedmiotem roztrząsań w kole uczonych były wady pra- 
wodawstwa, jasno okazujące się zwłaszcza od czasu sejmu kom- 
promisowego 1538 roku, nienaprawione firzez następne sejmy 
z r. 1539, 1540, 1542. 

»Homines scholastici« z kancelarji królewskiej już od kilku 
lat prowadzili akcję w sprawie najbardziej jaskrawego zanie- 
dbania, w sprawie ustaw dotyczących męźobójstwa, najbardziej 
sprzecznych z poczuciem prawa i zdrowym rozsądkiem. Na sej- 
mie 1539 roku usiłował król przeprowadzić zaostrzenie kar, na 
mężobójstwo oznaczonych przez dotychczasowe ustawodawstwo, 
niezdolne do pohamowania szerzących się morderstw a nadto 
niesprawiedliwie faworyzujące szlachtę. Podług ustawy z r. 1496 
za głowę szlachcica skazany miał być szlachcic na rok i sześć 
niedziel więzienia oraz 120 grzywien główśzczyzny, za nie- 
szlachcica — na 10 grzywien bez wMeży podług statutu wmśHc 
kiego; o ileby zaś plebejusz był zabójcą szlachcica, czekała go 
podług statutu z r. 1532 kara śmierci. Wniosek królewski o pod- 
niesienie wymiaru kary aż do kary śmierci włącznie za mord, 
bez względu na przynależność stanową mordercy i ofiary, zo- 
stał w r. 1538 odrzucony; sejm zgodził się jedynie na niezna- 
czne zaostrzenie warunków więzienia dla szlachty. 

Na następny sejm zapowiedział król ponowne obrady nad 
tą sprawą; instrukcja na sejmiki powiatowe, ułożona przez Ho- 
zjusa^), stawiała przed oczy szlachty groźny obraz rozbojów^ po 
kraju i płynące stąd niebezpieczeństwa dla Rzpltej. Mimo to 
sejm nietylko kar nie zwiększył, ale owszem demonstracyjnie 
żądał cofnięcia zeszłorocznych zaostrzeń, podtrzymując równo- 
cześnie karę śmierci dhi plebejuszów. Po tej porażce kancelarja 
królewska wróciła z sprawą w^ instrukcji, rozesłanej sejmikom 
jesienią 1541 roku^j; znowu bezskutecznie, gdyż szlachta na 
sejmie 1542 roku odmówiła obradowania nad mężobójstwami, 



1) H o s. Epist. I. 80. 

2) Rkps Bibl. Czart. Nr. 280, sir. 19. 



Walka kuocelarji królewskiej prceciw glówszczyinie 51 

wymawiając sitj nieobecnością króla. Zło jednakże takie przy- 
bierało ro/.uiiary. że senat, wysyłając z sejmu poselstwo do króla 
do Wilna, obszernie je poruszył'). W ślad za tern poszły na 
sejmiki ponowne perswazje instrukcji królewskiej, rozesłanej 
30 li.stopada 1542*). Autor instrukcji, oczywiście Hozjus, jak 
stale w poprzednicb, tak i obecnie podkreślał obawę i^-niewu 
bożeg-o. 

Do tycb listów zapowiednich, jakoby z nimi współdziała- 
jąc'), nawiązał Frycz swoją akcję, podjętą niezawodnie w blis- 
kiem porozumieniu z kancelarją królewską i Hozjuseni, i uło- 
żywszy traktat, uzasadniający proponowaną reformę, rozpo- 
wszechnił go wśród sfer podobnie myślących ())bonis ąuibusdam 
et eruditis viris«); za ich radą zdecydował się owe otractatio et 
commentationes« ogłosić drukiem pod auspicjami młodego króla*). 
W uczonem gronie, z którem współdziałali niektórzy politycy 
(kasztelan brzeski Kretkowski, podczaszy nadworny Tomasz So- 
bocki), wiedziano o tem, że Zygmunt August jest zwolennikiem 
reform, a w szczególności, że potępiał ustawę o główszczyźnie. 
Kretkowski zaręczał, że na sejmie 1538 roku, gdy po długiej 
dyskusji senat zatrzymał karę główszczyzny na mężobójców, 
wówczas młody król usłyszawszy o rozdwojeniu zdań senatorów 
zauważył, iż należałoby za mężobójstwo ustanowić dwie kary: 
śmiercią karać ewentualne zabójstwo tych senatorów, którzy 
oświadczali się za karą śmierci, pieniężną zaś nałożyć za za- 
bójstwo, dokonane na zwolennikach główszczyzny^). 

Frycz wiedział, że rozprawa jego będzie czytana przez 
Zygmunta Augusta, pewna też nieśmiałość towarzyszyła ogła 
szaniu pierwszej pracy literackiej. Aby stępić ostrze przewidy- 
wanych zarzutów, zarazem folg"ując wrodzonej skromności, usu- 
nął osobę własną w cień, a wywody swoje włożył w^ usta zmar- 



>) Teka Narusz. Rkps Czart. Nr. 59 str. 721/2. 

2) tamże sir. 616. 

*) «...Occasionem dederant mihi mandata et literae luae, quas tum 
de morę dederas ad conventus iimnicipales. ąuibus literis et tibi legem di- 
yinara de homicidis cordi esse significasti et ad eam perferendam populos 
tuos adhortatus ess — pisał do króla Zygmunta 1 kwietnia 1546 na czele 
Czwartej mowy. Opera 749. 

*) Opera 749. 

S) Opera 701, 187. 

^* 



52 St. Kot: A. P>ycz Modrzewski 

lego Jarosława Łaskiego, przyczem nadto powołał się na stary 
•zwyczaj dysput szkolnycłi, puzwalającycłi każdemu wypowie- 
dzieć swe zdanie za czy przeciw w omawianej materji. 

Wobec zwołania sejmu na styczeń — obrady zacząć się 
miały 21 stycznia — na nowy rok 1543 ułożył Frycz przed- 
mowę do Zygmunta Augusta uzasadniającą, dlaczego ośmiela 
się brać go za patrona rozprawy. W ciągu stycznia druk jej 
u Yietora został ukończony, a w dniu 1 lutego dodał jeszcze 
autor na sam koniec krótki list do Olbrychta Łaskiego, 7-let- 
niego synka Jarosława, wychowywanego na zamku kieżmarskim, 
wyrażając w ten S[)Osób swe przywiązanie do rodziny Łaskich. 
Jeszcze podczas trwania sejmu, ukazała się całość pod tytułem; 
»Lascius sive de poena homicidii« jako broszura maleńkiego 
formatu, kart 43. 

»Lascius« Frycza jest w pewnej mierze zjawiskiem rewolu- 
cyjnem w piśmiennictwie naszem. Nie przez to, że stanowi pier- 
wszą drukowaną rozprawę na temat reform wewnętrznych, ale 
dlatego, że oto po raz pierwszy człowiek prywatny, nie posia- 
dający żadnego mandatu, nie zalecający się ani pochodzeniem 
ani godnościami, wystąpił w sprawie reformy wewnętrznej pań- 
stwa, będącej przedmiotem roztrząsań najwyższjch instytucyj 
w Rzplitej, i wystąpił z wyraźnym celem pozyskania opinji pu- 
blicznej dla swego poglądu, wywarcia przez nią nacisku na 
ciała prawodawcze, aby pogląd jego wprowadziły w życie. 
Nie była to satyra, drażniąca i bawiąca ale bezpłodna, jak dja- 
logi o sejmie azjańskim, nie poetyckie narzekania (Janicki, 
Dantyszek), nie traktat prawniczy, zamówiony przez kierowni- 
ków państwa lub przeznaczony dla określonego grona. Nawet 
wydane równocześnie Turcyki Orzechowskiego nie zbliżają się 
do tego typu, są (me wyrazem opinji szerokiej, obawiającej się 
niebezpieczeństwa tureckiego a nie próbą zdobycia tej opinji 
dla hasła popularnego, przynoszą ostrzeżenie, nie nacisk. »Las- 
cius« jest klasycznym typem literatury reformistycznej, pierw- 
szym objawem publicystyki polskiej w doslownem, dzisiejszem 
znaczeniu. 

Porywając się do walki z popularnem przekonaniem szla- 
chty uświęconem tradycją, liczył się Frycz z trudnością sytua- 
cji. To też nietylko przysłonił swą osobę autorytetem Zyg- 
munta Augusta i Łaskiego, ale nadto dobitnie zapewnił, że 



Dziafulność literacka Frycza w CEasio sejmu 1543 53 



obce są mu \vszt*lkit» osobiste interesy przy krytyce niespra- 
wiedliweyfo prawa. Podkreślił też, że krytyka jego nie pochodzi 
ani z ducha sprzeciwu, ani z trorączki nowości, lecz <.rdy pod 
obrady przyszła decyzja w tej sprawie, sądził, iż każdemu wol- 
no wypowiedzieć, co według* je^o najlepszeufo [)rzekonania 
leży w interesie Rzpltej V- Mimo wzburzenia do głębi hamo- 
wał się Frycz w słowach i myślach, w^[)rowad/.eiiie na scenę 
Łaskiego pozwoliło mu łatwiej zapanować nad sobą. Całą siłę 
dowodzenia skoncentrował około krytyki główszczyzny i po- 
stulatu kary śmierci na mężobójców. Jakkolw iek nie umiał ukryć 
swej litości dla uspośledzonycii plebojuszów z powodu prawa 
o mężobójstwie, jednakże nie wysunął tej sprawy jakby przez 
ostrożność, aby nie wywołać burzy u szlachty. Silił się na spo- 
kój, czasem nawet na chłód. 

Tomimo lo wszystko publikacja więcej przyniosła mu 
zarzutów niż uznania, jedni wyśmiewali jego przedsięwięcie, 
drudzy wprost .potępiali, niewielu tylko [irzyjęło je życzliwie 2). 
Może wpłynęło to na wstrzymanie się z ogłoszeniem drugiej 
inwektywy, którą Frycz w ciągu obrad sejmowych zredagował 
»na uchwałę sejmową, pozw^alającą odbierać mieszczanom posia- 
dłości ziemskie«. 

»Mowa Prawdomówcy Perypatetyka«, wydana drukiem 
dopiero w dwa lata później, pokazuje w tytule, iż »zoslała wy- 
głoszona w senacie ludzi nauki w dniu 1 kwietnia 1543« — 
sejm zaś rozszedł się 12 kwietnia. Pobudkę do tego działania 
dały Fryczowi również ostatnie sejmy. Uchwała sejmu 1538 
roku, nakazująca mieszczanom wyprzedanie dóbr ziemskich 
w przeciągu lat czterech, wywołała bez wątpienia niepokój 
i żywe dyskusje w p.itrycjacie polskim a zwłaszcza w Krakowie, 
cały bowiem szereg bogatych mieszczan krakowskich wsie po- 
siadał. Frycz nie tylko teoretycznie ową decyzję sejmową uwa- 
żać musiał za krzywdzącą ; przebywając w Krakowie, stykał 
się ciągle z wykształconem mieszczaństwem, do którego za- 
liczała się przeważna ilość »hominum scholusticorum« — wie- 
my o jego przyjaźni z rodziną Schillingów. — i miał sposo- 
bność zbliska przekonać się, ile krzywdy wyrządza mu nowe 



O Opera 692. 

2) Oratio tertia k. Aj w liście dedykacyjnym. 



54 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

prawo. W roku 1542 upływał obowiązek wyprzedania się mie- 
szczan. Sejm tegoż roku zachowywał się wrogo względem 
mieszczan, a szlachta z naciskiem zwróciła się do króla, żą- 
dając usunięcia ich z wsi i dóbr ziemskich ^). Na sejmie na- 
stępnym 1543 roku skutkiem nalegań szlachty król zobowią- 
zał się do wykonania uchwały i powołał się na to, że »już 
niektóre osoby o-tośmy przed się pozwy naszemi listownemi 
przyciągnęli« '). 

Przed zamknięciem sejmu Frycz napisał swą broszurę; 
nie chcąc narazić się na zbytnią gwałtowność ataków, wybrał 
i tym razem formę, usuwającą niejako w cień jego osobę au- 
torską. Wprowadził czytelnika na posiedzenie koła swych przy- 
jaciół-filozofów, którzy jako prawi perypatetycy trzymają się 
przepisów mistrza Arystotelesa i nie krępując się względami 
postronnymi, w usługach czystej prawdy przyznają sobie » pełną 
swobndę dyskutowania na każdy przedłożony temat« ^). Sena- 
towi Rzpltej przeciwstawiają nasi arystotelicy . swój mały se- 
nacik (senatulus); w tamtym rozstrzygają różne względy stano 
we, gdy filozofom jako »wykształconym podług zasad prawdy 
przystoi zdała od wszelkiego wzburzenia umysłów, zdała od 
miłości czy nienawiści ku jednemu lub drugiemu stanowi, roz- 
trząsać tamtych postępkic \W dysputacjach mają się prawdą 
jedynie kierować, jakkolwiek sami należą bądź to do stanu ple- 
bejskiego, bądź szlacheckiego. 

Sam autor, ))Prawdomówca«, który na obecnem posiedze- 
niu zapowiedział krytykę uchwały sejmowej 1538 roku, podkre- 
ślił wyraźnie: »Ja chociaż urodzony z rodziców szlacheckich, 
przecież wiedziony niezmiernym zapałem poszukiwania prawdy, 
tak powiem moją opinję, jakbym ją wypowiadał na zgroma- 
dzeniu bogów, w obecności Boga Najwyższego, który widzi 
myśli ludzkie, bada ich wnętrza i serca« *). Po takim wstępie 
orzekłszy, że dyskutowane prawo jest wnawskróś niesprawie- 
dliwe, wydane wbrew rozumowi, wbrew prawom boskim i ludz- 
kim«, nie dziwna, że Frycz mimo całej oględności i objekty- 



') Teka Narusz. Kkps Czart. Nr. 59, str. 725. 
2) Rkps Czart. Nr. 281, str. 428. 
') Opera 774. 
*) Opera 769. 



Usunięcie się rio BrzcEin 55 



wności, włożonej w dalsze rozumowania, nie móy^ł znaleźć po- 
klasku dla swych wywodów publicystycznych Może odradzono 
mu oddawania » Prawdomówcyw do druku. 

W lecie lf)4o r. zaraza rozpędziła ludność z Krakowa, a ustała 
dopiero w roku następnym. Frycz przeniósł się do Brzezin, raz 
jednak w okresie zarazy w końcu 1543 roku odwiedził Kraków. 
Powołały go tam z narażeniem żytia jakieś naglące sprawy; 
załatwiał je ws[)ólnie z Stanisławem 1'otkańskim, z którym prze- 
żył wiele przygód poprzednio — , widocznie zatem wycieczkę 
do zapowietrzonego Krakowa spowodowały pilne interesy Ła- 
skich. Całe życie pamiętał Frycz obraz ówczesny stolicy: z do- 
mów bezustanku wynoszono zwłoki, na ulicy w oczach jego 
padał coraz ktoś porażony. Szczęśliwie uporawszy się z inte- 
resami, wybrali się przyjaciele w drogę powrotną; tu czekała 
ich najbardziej krytyczna chwila. Nocą zimową stanęH w Pro- 
szowicach w gospodzie i gotowali się do spoczynku, gdy do- 
wiedzieli się, że w sąsiedniej izbie skonała gospodyni z dwie- 
ma służącemi. Przerażeni tak bliskiem sąsiedztwem zarazy, 
czynili wyrzuty gospodarzowi, że ich nie ostrzegł, ale zasłyszane 
kwilenie trzymiesięcznego dziecka, które matka karmiła w chwili 
skonu, a które pomimo to nie uległo zarazie, dodało im odwagi. 
Ufni w opiekę Opatrzności, przenoco\\ ali w zarażonym domu 
i opuścili go nazajutrz szczęśliwie, rozpamiętowując w dalszej 
drodze istotę Opatrzności bożej ^). 

Pobyt w Brzezinach potrzebny był także do uregulowania 
spraw majątkowych Frycza; uwikłany został bowiem podówczas 
w jakiś długi, nużący proces, którego genezy ani szczegółów 
nie znamy. Możny przeciwnik obsiadł jego dobytek; Frycz 
w sądzie nie mógł doprosić się sprawiedliwości, sędzia mimo 
wstawiennictwa wielu poważnych mężów — interesował się 



•) Szczegółowy opis owej podróżj-, znajduje się w liście Frycza, pi- 
sanym 10 stycznia 1562 do Potkańsliiego, zamieszczonym na czele lisięgi 
i>De providentia et praedeslinatione Dei aeterna* str. 98 — 100. Z przejścia 
powyższego wyciągnął Frycz następującą naukę: »Nie twierdzę ja, żeby 
czlowieii obdarzony rozumem* nie miał chronić się przed zarazą, owszem 
powinien unikać chorób i ich przyczyn; kto jednaliże nieostrożnie wpadnie 
w morowe powietrze, niech nie traci ducha i pol^-ci się Bogu. który i mór 
zsyła za grzechy ludzkie i tych tylko gubi, których chce, których zaś nie 
chce zgubić, tym nic zaszkodzić nie może, choćby zarazę wchłonęli*. 



56 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

tern nawet Sobocki — nie chciał badać sprawy. Z powodu gnie- 
wu jakichś osobistości i niedotrzymania obietnicy Frycz do- 
świadczył »złamania wiary i przysięgia; wkońcu tak go znie- 
chęciły owe utrudnienia w dochodzeniu sprawiedliw^ości, że ra- 
czej wolał ponieść szkodę, byle nie w formie obrażającej jego 
poczucie prawa, i zgodził się na przyznanie zajętego dobytku 
przeciwnikowi, byle to się stało na mocy wyroku sądowego 
a nie przez gwałtowną samowolę^). Zapewne był to proces 
z Lasockim, panem Brzezin i patronem prepozytury, którą Frycz 
dzierżył; innych posiadłości w^ówczas nie miał, a że w Brzezi- 
nach ciężkie były stosunki z Lasockimi, widać z procesu, który 
w lat kilka później aż przed sądy królewskie wytoczyć musiał. 
Lasoccy byli rodziną możną i tak wpływową w powiecie brze- 
zińskim i województwie łęczyckiem, że istotnie niełatwo było 
uzyskać przeciwko nim wyrok w sądownictwie ziemskiem. 

Pomimo utrapień domowych Frycz nie przerywał pracy 
publicystycznej. Nie jesteśmy pewni jej treści, gdyż nie docho- 
wały się druki jego z r. 1544, wiemy jednak stanowczo z wła- 
snych jego słów, że podówczas publikował jakieś mowy, przy- 
pisane Tomaszowi Sobockiemu, jeszcze jako wojskiemu łęczyc- 
kiemu, a zatem sąsiadowi ^j. Może to było wcześniejsze wydanie 
mów znanych nam z edycji 1545 roku ())Prawdoniówcy« lub 
drugiej przeciwko główszczyźnie ^), a może Sobockiemu dedy- 
kował polskie tłómaczenie swych mó\\', które gdzieś w tych 



*) Opera 729 i list do Sobeckiego w Oratio tertia k. Ag 

*) Oratio tertia: «Coramendavi tibi oliin orationes nostras, 
sed tum ut viro nobilissimo et homini gratiosissimo commendavi, ut tua 
authoritat.e aliis essent co mmen d ati o res. Nunc Cancellario re- 
gni commendo, non ut iam eas tantum ab obtrectatoribus, quod adhuc 
humanissime fecisti, defendas etc.«. 

8) Jest bardzo prawdopodobne, że mowy te już raz w r. 1544 były 
wydane. Ze mowa druga pisaną była w r. 1544, wynika z słów w niej 
zawartjeh : nCoraposueram anno superiore... de poena homicidii Ora- 
tionera eamąue Hieronymo Lascio... tribuerauiB — tak wyrazić się o pu- 
blikacji z r. 1543, można było właśnie w roku następnym. 

Nadto w bście do Sobeckiego czytamy (k. A^): aSunt qui putent his 
inscripcionibus me aliąuem facere ąuaestumR; toż dotąd jedna była tylko 
•inscriptioB mowy pierwszej, a znane nam z r. 1545 wydanie mowy dru- 
giej nie posiada żadnych dedykacyj. Wzmianki w liczbie mnogiej o >inscri- 
ptiones* i oorationesa wskazują właśnie tę publikację, dziś nam nieznaną. 



d 



Wsnowienie akcji przeciw glówszczyźnie 57 



c/asiich się pojawiło. Jakkolwit^k bibljoLTralowie nigdy o iiiem 
nie wiedzieli, musiało ono istnieć, wnioskując z tak niezawod- 
nego świadectwa, jakie przynoszą inwentarze księgarzy owcze 
snych. A whiśnie w notarjalnyin spisie książek, pozostałych po 
Helenie SdiarlTenberuerowej, znajduje się pozycja niewątpliwa: 
trzy egzemplarze polskich mów Fryczami. 

))Lasciusc( skutku nie odniósł Sejm 1543 roku rewizji pra- 
wa o mężobójstwie nie dokonał, niektórzy z senatorów wspo- 
minali mimochodem o jej potrzebie, ale będąc w zbyt szczupłej 
liczbie, by móc przegłosować wdługi rząd krzeseł«, nie posta- 
wili w tej mierze wniosku własnego i ostatecznie oświadczyli 
się za utrzymaniem główszczyzny 2); me zdołali nawet przepro- 
wadzić zaostrzenia kary za zabójsiwo z premedytacji ani za- 
dane w kościele lub mieszkaniu^) Sprawa jednak dzięki wystą- 
pieniu Frycza miała sukces otyłe, że poruszyła opinję publiczną. 
Stary król, który mowę Frycza czytał^), kilkakrotnie wypowie- 
dział się publicznie za wprowadzeniem kary śmierci^), wielu 
senatorów i na radzie i prywatnie przyznawało, że zagranicą 
ustawodawstwo polskie w tej sprawie spotyka się z potępie- 
niem *^); niektórzy z kaznodziejów wykazywali konieczność za- 



*) sOralionuin Fricii exempl. polon i cali a 3« (B e a i s Male- 
rjaly do hisloiji drukarstwa i ksi^gaistwa I w Archiwum do dziejów liter. 
VII str. 215). Inwentarz s|)adku Helen) Galczanki, wdowy po księgarzu 
Scharffenbergerze, sporządzony został 12 kwietnia 1549. W pozjcji cyto- 
wanej wykluczona jest pomyłka, obok niej bowiem osobno wymienione są 
sOrationes Friciia, lo jest znane nam mowy łacińskie. Tenże sam spis 
w podobny sposób notuje Turcyki Orzechowskiego: raz «Orationum Orze- 
chuYsky exempl. latina 12» i obok osobno: ROrationum Oizechovsky exenipl. 
polonica 3«. 

«Książki Stanisława Orzechowskiego O ruszeniu ziemie Polskiey 
przeciw Thurkowi, z łacińskiego języka na polski wyłożone*, ocalały do 
dziś w dwóch egzemplarzach (Estreichera Bibl. XXIII 451), gdy mowy 
Frycza przepadły bez śladu. Tłumaczenie ich ukazało się zapewne w r. 
1543 lub 1544 pod wpływem wrażenia wywołanego nowością, podobnie 
jak «Książki» Orzechowskiego pojawiły się bezpośrednio po pier wszem 
wydaniu »Mów przeciwko Turkom«. 

2) Opera 73U. 

=*) Volum. legum I 573. 

*) Opera 751. 

5) Opera 721. 

«) Opera 724. 



58 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

stąpienia główszczyzny przez karę śmierci z ambon w czasie 
obrad sejmowych, polecając nawet sprawę modłom publicznym ^); 
na pierwszem miejscu działał zapewne bliski przyjaciel Frycza 
Leonard z Wyszogrodu, kaznodzieja zamkowy, wstrząsający 
podówczas tłumy swą wymową. 

Bolesną sprawę przypomniała znów instrukcja na sejmiki, 
rozesłana 6 września 1543 -), a gdy sejm piotrkowski (styczeń 
1544) pominął ją milczeniem, wznowiona została z naciskiem 
przez instrukcję następną z 6 września 1544 s) 

Grono uczone nie kryło swego oburzenia z powodu do- 
znanego zawodu. oCzyż Fryczu zlekceważony przejdzie twój 
Łaski, i męska rada? Nic nie pomogą wywody ust tak niezwykle 
wymownych? nic rozum? wszystko nadarmo?... Chwyć ponow- 
nie za pióro i u/brój je jadem ! Nim przepojone, niech dotrze 
do głębi trzew i zatargała — tak wzywał go Piotr Rojzjus, 
uczony hiszpan, sprowadzony w 1542 roku na katedrę prawa 
rzymskiego *). 

Frycz posłuchał wezwania, pióra nie złożył, zadość czyniąc 
własnej potrzebie wewnętrznej. Natura jego, raczej uparta, nie 
była trwożliwa; gryzł się niepowodzeniem, ale z tern silniejszą 
wytrwałością przystępował do prowadzenia kampanji. Bezpo- 
średnim rezultatem była druga mowa o karze za mężobójstwo, 
powstała jakoby w zmowie z kancelarją królewską. Autor zwra- 
cał się już nie do króla, bo ten był i pozyskany i bezsilny, ale 
»do senatu, szlachty i narodu polskiego« podług adresu, w treści 
zaś samej tylko do senatu. Pomny oburzenia wywołanego przez 
to, iż on, człowiek prywatny, ubogi kleryk, niesenatorskiego po- 
chodzenia, ośmielił się wypowiadać zdania o reformie państwo- 
wej, przybrał teraz jak najskromniejszą postav»'ę; na jej tle tem 
żywiej i jaskrawiej odbija temperament autorski. Po raz pierw- 
szy mówi tu Frycz bez zasłony, wprost od siebie. Argumentów 
nowych n'e przynosi, ale wytoczone dawniej pokrótce przypo- 
mina, dodając im siły przez rozpęd wymowy, drgającej gnie- 
wem. Tendencje demokratyczne występują żywiej i odzywa się 



*) Opera 722. 

2) Rkps Czart. Nr. -283 str. 21. 
») Rkps Czart. Nr 283 str. 325. 
*) Oratio secunda k. A.^. 



Wytoczenie sprawy przed Rpnatem i klerem 59 

motyw relig-ijiiy, y^roźba kary od Boga obrażonego. Ponadto po 
raz pierwszy natrafiamy tu na pogróżkę rewolucji przeciw samo- 
lubnym rządom szlachty, oraz na obawy o egzystencję Rzpltej. 
Sejm zebrany w Krakowie w styczniu 1&45 sprawy mężo- 
bójstwa nie załatwił. Mimo to Frycz na drugiej mowie nie za- 
niechał swej akcji przeciwko główszczyźnie i sam wyraził prze- 
widywanie, że nie spoczni<\ póki jakiejś poprawy nie wywal- 
czy. w.Iak okręt, w ruch wprawiony uderzaniem wioseł, włas- 
nym mknie rozpędem i z tą samą posuwa się chyż^ścią, choć 
wiosła spoczną, tak ja, zacząwszy ubiegłemi laty rozwijać ową 
sprawę i niejako wypłynąwszy na to morze, nie mogę powstrzy- 
mać r.^zpędu łódki mojej i brnę dalej w nadziei, że łódź tę 
prz.y poparciu waszem doprowadzimy do upragnionej przy- 
stanie — takiem oto nadzwyczaj trafnem porównaniem określił 
sytuację, w której się znalazł '). 

Tembardziej zacinał się Frycz przy swej akcji, że usta 
wicznie mnożące się morderstwa i bezkarność zbrodniarzy sta- 
wiały mu przed oczy całą grozę sytuacji. Niedługo po wydaniu 
»Łaskiego« zginął z rąk opryszków kolega jego, ksiądz Jan Bie- 
siekierski. Opadł go tuż pod murami Łęczycy na drodze unie- 
jowskiej szlachcic gołota Mikołaj Dzierząziński zwany Gomółka 
z bandą zakapturzonych pomocników i zamordował 2). Proces 
wytoczony mężobójcy dostatecznie utwierdził Frycza w jego 
krytyce ustawodawstwa. Gomółka, skazany przez króla na in- 
famję, chodził bezkarnie; brat zamordowanego ksiądz Maciej 
Biesiekierski, przyjaciel Frycza 3), wybrał się aż do Wilna do 
króla ze skargą; Gomółka dopadł go tam i na rynku wileńskim 
zamordował. Zygmunt August, wzburzony zuchwałą zbrodnią, 



') Opera 735. 

*) Nazwisko mordercy, niewymienione przez Fr3"cza, znajduje się 
w aktach tej sprawy, dochowanych w Archiwum Głownem w «Zapisach 
Trybunału Piotrkowskiego> tom IX, 247, tom X, 169 i nast. 

W dniu 25 stycznia 1544 bracia zabitego, Maciej i Marcin, oskarżyh 
Gomółkę, »impossessionatum et odardum aUas golothaa, żądając ukarania 
go wedfug sstatutuin Regni contra Omicidas presbiterorum editumc. Edykt 
królewski, skazujący mordercę na infamję, wydany został 10 marca 1544. 

Aktów dotyczących powtórnego morderstwa nie powiodło mi się 
odszukać. 

') >Fainiliaris meus, vir nobdis et optimis virtutibus praeditusc 
Opera 754. 



60 St. Kot: A. Frycz ModfzewsUi 

rozesłał pościff za moi'dercą po drog"acłi i puszczach litewskich^ 
P'>słał obwieszczenia aż do Inflant — wszystko nadarmo: nie- 
dołęstwu orj^anów wykonawczych przypisywał Frycz niewy- 
krycie zbrodniarza. Jedyny to wypadek mężobójstua z owych 
lat, o którym Frycz imiennie wspomina, tak go bowiem zabo- 
lała strata przyjaciela; innych nazwisk nie chciał wymieniać^ 
aby osobiście nie piętnować. 

Za pobytu w Brzezinach opracował Fryc/ dwie mowy 
w sprawie główszczyzny. Oto znów listy zapowiednie, rozesłane 
latem 1545, nalegały na szukanie sposobu zmniejszenia morderstw 
i rozbojów; była nadzieja, że sejm jesienny, zwołany do Piotr- 
kowa, wkońcu sprawę rozważy. 

Frycz zastanawiał się, do jakich teraz zwracać się orędo- 
wników, gdy poprzednie apele skutku nie odniosły. »Czy do 
króla? A toć on od wielu lat czyni godne chrześcijańskiego 
władcy wysiłki dla przeprowadzenia prawa bożego, lecz nie- 
wiadomo właściwie, czemu tyle jego świątobliwych upomnień 
spotyka się z lekceważeniem Czy do innych wybitnych mężów^, 
którzy są tegoż co król zdania? A toć ich powaga nie znaczy 
więcej od powagi królewskiejw ! i) 

Po namyśle zwrócił się z swem pismem w stronę, w której 
z urzędu spodziewał się znaleźć pomoc dla swych postulatów, 
mianowicie do episkopatu i duchowieństwa. Wybór takiego 
adresata wpłynął na układ i ton "trzeciej mowy o prawie na 
mężobójstwoc którą w dniu 24 czerwca 1545 przypisał Soboc 
kiemu. świeżo mianowanemu kanclerzem. Ducbowieństwa nie 
wypadało informować o prawie przepisanem przez Pismo św. 
ani też przekonywać o potrzebie działania w tym kierunku. To 
też nie zapuszczając się w argumentowanie, ograniczył się Frycz 
do uwydatnienia grozy sytuacji, aby tym obrazem niedbałych 
podniecić do działania. Wybrnął z zadania może niecałkiem po 
litycznie: ton jego mowy ostry, rozdrażniony, że musi udzielać 
rad i upomnień tam, skąd by się raczej należało spodziewać 
inicjatywy. Niepodobna przytem zapominać, że to do kleru prze- 
mawia zw^olennik reformy, który otarł się o ogniska ruchu pro- 
testanckiego, którego stosunek do hierarchji kościelnej był jak 
najbardziej krytyczny. Umiał on jednak tak przymusić się do 

*) Opera 74:7. 




Skarga nn podeptanie prawa bołego 61 



kompromisu, żo ani słowem nie objawia niechętnych kościołowi 
poŁrlfjdów; nie ujmując myślom swoim nic z siły ani jasności. 
tak je kształtuje, że mÓLrłby je podpisać zarówno katolik jak 
protestant. Aby dla realizacji uprat^rnionearo celu, dla obalenia 
Krzywdzącegfo prawa pozyskać kler, naturalnego w tem dążeniu 
sprzymierzeńca, hamuje uirruntowaną niechęć, składając przez 
to dowód znakomiteufo wyrobienia polityczneiro. (Jdwa/nie wzy- 
wa do pójścia wbrew prądowi, do walki z potężnymi stanami, 
rozwijając bez obsłonek prog^ram demokratyczny: zniesienie nie- 
równości kar, wprowadzenie jednolitych bez wzi^lędu na szla- 
chectwo i plebejuszostwo. 

Niestety, bezowocnie minął sejm krakowski, upływał 
czw^arty rok kampanji publicystycznej, a rezultatu nie było Frycz 
widział, że tu siła przekonywania nie będzie czynnikiem roz- 
strzygającym, że gdyby za główszczyzną dał się wytoczyć choć 
jeden tak poważny argument, jakich szereg przeciwko niej 
istnieje, toby nikt nie zdołał naruszyć pewności siebie jej obroń- 
ców. Wiedział, że ci obrońcy, nie mając najsłabszego argumentu 
a opierając się jedynie na swym splendorze i »wielmożności«, 
okazują mu pogardę, ośmieszają go jako głupiego, wysiłki jego 
zniekształcają, powiadają wreszcie, że to, co on umie i wypi- 
suje, dobre jest do s/koły, ale nie do senatu Rzpltej *). Przyja- 
ciele odwodzili go od dalszej walki, widząc, jak tej jedynej 
sprawie poświęca wszystkie myśli i troski 2) Nie kryje tego, że 
))wszelki kamień poruszyłby dla przeforsowania prawa bożego«, 
ale przekonany, że wszystko to na nic, zamierza ustąpić z placu. 
Z głębokim rysem nielancholji i żalu opowiada o tem staremu 
królowi, nie mogąc powstrzymać się od wyrzutu, że król nie użył 
swej władzy dla wprowadzenia prawa bożego. Akcję swą zakoń- 
czyć chce tylko wskargą na podeptanie prawa bożego«, ale skargi 
tej nie kieruje już do możnych »Z wami, którzy nie macie nic 
wspólnego z zarządem Rzpltej, pragnę* podzielić się skargą ni- 
niejszą i smutkiem., na tę biesiadę niej i ko myśli moich za- 
prosić umyśliłem was, którzy zdała żyjecie od dworu, którzy 
obracacie się nie na widowni Rzpltej, ale po wioskach, ulicz- 
kach i zagrodacha ^). 



>) Opera 764. 
-) Opera 751. 
8) Opera 757. 



62 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

» Skarga na podeptanie prawa bożego «, poprzedzona listami 
do obydwóch królów ^) a zakończona rzewną parafrazą psalmu 
Dawidowego ^ autor właściwie tylko to zakończenie nazwał 
»czwartą mową« — przynosi jednakże nietylko użalanie się; 
mimo swego elegijnego tonu jest ona jednym z najbystrzej- 
szych, najbardziej przekonywających traktatów Frycza. Z cięto- 
ścią i sarkazmem zbija w niej kolejno wszystkie argumenty, 
jakie obrońcy główs/czyzny, zapewne w izbie sejmowej i se- 
nacie, zdołali przeciwko niemu zgromadzić; po mistrzowsku 
rozprawia się z ślepym konserwatyzmem, zwłaszcza z bezmyśl- 
nem uwielbianiem tradycyjnych błędów, popełnionych przez 
przodków. Rozdrażnienie, oburzenie, rozczarowanie, ironja ce- 
chują poszczególne ustępy »Skargi«, nadając im rozmaite zabar- 
wienie; całość tchnie tak silnem poczuciem sprawiedliwości, tak 
czystym duchem chrześcijańskim i tak gorącym patrjotyzmem, 
jak żaden przedtem utwór w literaturze polskiej i żaden później 
aż po kazania sejmowe Piotra Skargi. Z kazaniami sejmowemi 
ma jeszcze » Skarga na podeptanie prawa bożego« wspólną 
i niesłychaną odwagę cywilną i przewidywanie kary boskiej: 
upadku Rzeczypospolitej. 

Zwraca uwagę w tej mowie ustęp, w którym Frycz roz- 
prawia się z przeciwnikami atakującymi go osobiście 2) za to, 
że powołując się tylko na swoją wiedzę i studja, nieupoważniony 
przez żaden urząd, miesza się do spraw publicznych. Frycz 
przyznaje, że urzędu nie ma, że sił swych nie przecenia, ale 
rzuca pytanie zasadnicze: dlaczegóż to uważają za rzecz nie- 
właściwą, aby ludzie uczeni byli dopuszczani do rządzenia 
w Rzpltej? ))Tu nic o sobie nie mówię, ale tego przecież nie 
mogę zamilczeć, co widziałem i tu i w innych państwachw. We 



1) List do Zygmunta L ciekawy i ważny, datowany jest z Brzezin 
1 kwietnia 1546; sądząc z treści, wyszedł on z pod pióra Frycza już po 
napisaniu całej »Skargi<, z którą pozostaje w ścisłym związku. 

Natomiast list do Zygmunta Augusta datowany z Krakowa 20 czer- 
wca dodany został w ostatniej ctiwili podczas druku, głównie dla poru- 
szenia sprawy Biesiekierskiego, o której bezpośrednio nadeszła do Krakowa 
wiadomość. 

Wreszcie uzupełnia publikację gładki wiersz pochwalny ślązaka Jana 
Langa, nie przynoszący nic osobliwszego w treści. 

=) Opera 764/5. 



Odwołanie się prsed trybunał rozumu 63 

wszystkich zaś państwach dobrze zorganizowanych ci zawsze 
najzdrowiej radzili i rządzili, którzy posiadali wykształcenie nau- 
łłowe Przytoczywszy roltj uczonych w Rzymie, pog-Iądy Tomic- 
kiego, wraca Frycz do sprawy osobistej: wNie przyrównywam 
się ja do tych panów, którzy wyszydzają moje wysiłki, ani co 
do wpływu ani powagi ani dostatków ani znajomości jakich- 
kolwiek sztuk; przyznaję im wszystko to, czem są wielcy. Ale 
przekonany jestem, że w akcji przezemnie podjętej tam, gdzie 
zwalczam ich poglądy, mnie więcej słuszności przyznają zacni 
mężowie. Byle tylko sprawa wytoczona została nie przed lekko- 
myślny sąd przewrotnych afektów, ale przed trybunał ro- 
zum u« ! 

To odwołanie się do trybunału rozumu, tak pełne po- 
czucia słuszności własnej sprawy, oznacza u Frycza koniec wszel- 
kich wahań się i obaw. Odtąd nie zastraszy go ani pohamuje 
żaden wzgląd na możnych przeciwników, na niebezpieczeństwa 
grożące mu za swobodne wypowiadanie zbyt śmiałych myśli. 
Świadomość własnego ubóstwa, braku stanowiska w społeczeń- 
stwie, nie powstrzyma go od sięgania myślą do najwyższych 
zadań: reformy ustroju ojczyzny i ustroju kościoła. 



IV. 
Wołanie o reformę kościoła. 

Sprawa reformy kościelnej z roku na rok stawała się w Pol- 
sce coraz bardziej palącą. Poza Prusami i grupami niemiecko- 
mieszczańskiemi, w zachodniej części Polski obozu protestanc- 
kiego jeszcze niebyło, ale istniało wrzenie w umysłach, rosnące 
z każdym rokiem z powodu niezadowolenia z ówczesnych sto- 
sunków kościelnych. Wyróżniają się dwa źródła fermentu: z je- 
dnej strony ostre spory między szlachtą a duchowieństwem 
o dziesięciny, o sądownictwo kościelne, o beneficja, o udział 
w wydatkach na obronę potoczną, i wogóle zawiść s/lachty 
o przywileje duchowieństwa i jego potęgę materjalną i poli- 
tyczną; z drugiej strony przełom w pojęciach religijno kościel- 
nych, objawiający się coraz to większem zainteresowaniem dla 
haseł reformy niemieckiej i szwajcarskiej, podsycany przez na- 



64 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

pływające z zachodu pisma wrogie kościołowi katolickiemu, jego 
organizacji, nauce i obrzędom, oraz przez coraz to tłumniejsze 
podróże młodzieży szlacheckiej do krajów i uniwersytetów no- 
wowierczych. 

Kier polski, stłumiwszy początki agitacji luterańskiej w la- 
tach 1520 — 1525, nie doceniał niebezpieczeństwa a częstokri>ć 
nawet go nie dostrzegał. Najwybitniejsi jego przedstawiciele 
tak mało przejęci byli duchem religijnym, tak bardzo zajęci 
życiem świeckiem, sprawami politycznemi, majątkowemi i ro- 
dzinnemi, że niezdolni byli do organizowania obrony przed 
napierającym duchem opozycji, niezdolni do wczesnego napra- 
wiania złego, przez co możnaby było uchronić kościół polski 
przed dezorganizacją. Właśnie lata 1531 — 1541 wykazują wielką 
bezczynność kleru. Od śmierci Łaskiego czterech było pryma- 
sów, Drzewicki, Krzycki. Latalski, Gamrat, ale podobnie jak 
wszyscy inni ówcześni biskupi, nie dbali oni o przywrócenie 
porządku w kościele polskim. » Wydawali ustawy — wytyka 
Frycz ^) — o procesach i sądach, o przywilejach osób przyjmo- 
wanych do kościoła, o goleniu bród i o wielu tym podobnych 
sprawach: o naukę i jedność kościoła żadna ich się nie imała 
troska«. Episkopatowi i klerowi zarzuca Frycz wprost, że » bez- 
piecznie pod firmą kościoła spało wszystko na obydwoje uszu, 
gdy tymczasem przyszedł nieprzyjaciel i nasiał kąkolu pośród 
dobrego nasienia«. Najlepsi z biskupów, 'i^omicki, Chojeński, 
Maciejowski, obracali wszystkie siły na sprawy polityczne, ad- 
ministrację państwa i dyplomację. Stolice biskupie dostawały 
się /asłużonym dworakom, często wprost za pieniądze sprze- 
dawane. Biskupi czuli się przedews/ystkiem senatorami, prag- 
nieniem ich było otoczyć się jak najliczniejszym dworem, wy- 
stępować efektownie na sejmach, przez ogładę i usłużność zdo- 
bywać łaski u dworu i wyzyskiwać wpływy dla wzrostu ma- 
jątków rodowych. Ześwieczczeniu episkopatu towarzyszył upadek 
niższego duchowieństwa. Szlachta coraz ostrzej atakująca uprzy- 
wilejowane stanoMisko duchowieństwa nie natrafiała u niego 
na taką siłę moralną i umysłową, któraby jej nakazała szacunek, 
nie miała w niem wzoru dla własnego życia ani odpowiedzi 
na coraz żywsze wątpliwości co do słuszności i prawowitości 

1) Opera 795. 



Duchowieńtilwo polskie wobec reformy kościoła t)5 

t.ik tradycyjnej nauki kościoła, jak jego ustroju. Najbardziej 
wykształconym z pośród episkopatu jak Krzycki i Daiityszek, 
znanym szlachcie ze zbyt swawolneL-o /yeia, i)rako\vał() auto- 
rytetu moralneufo. 

Wśród samego duchowieństwa, zwłaszcza w tern pokole- 
niu, które urodzone po 1500 roku i chowane w kulcie Erazma 
przeszło w swej młodości wstrząśnienie, wywołane wystąpieniem 
Lutra, a poczęło około 1540 roku dochodzić do znaczenia, obej- 
mować kanonje i prałatury a z czasem także stolice biskupie, 
prawie nie było obrońców dotychczasowego stanu. We wszyst- 
kich tkwiło głębokie przekonanie o konieczności reformy. 

Jedni zadowoliliby się wykorzenieniem chwastów, [)rzekup- 
stwa, świeckości, ciemnoty niższego kleru, nepotyzmu, skupiania 
beneficjów, coby można uskutecznić drogą pewnych reform 
u goryl); drudzy szli dalej, posuwając się do krytyki podstaw 
samej doktryny i obrządków kościelnych. Jedni i drudzy pra- 
gnęli zwołania soboru powszechnego, po którym pierwsi obie- 
cywali sobie reformę wewnętrznych stosunków, drudzy zaś 
spodziewali się rewizji tradycji kościelnej a nawet dogmatów. 
Ponieważ papieże od wystąpienia Lutra wciąż rozważali ko- 
nieczność zwołania soboru i do niego odkładali ostateczne za- 
łatwienie postulatów wysuniętych przez protestantyzm, stąd też 
pragnienie tego soboru ogólnem się stało, nawet w sferach naj- 
bardziej do tradycji przywiązanych. Rzym zaś sobór zwoływał 
i odraczał przez całe lat dziesiątki, odbierając przez to ludom 
busolę wiary. W oczekiwaniu soboru coraz ktoś nowy wysuwał 
nowe projekty i nowe poglądy, a wynajdując dla nich oparcie 
w Piśmie Św., obiecywał sobie i zwolennikom zwycięstwie na 
soborze. Zwolennicy ortodoksji byli bezsilni i sami napierali na 
papieży o jak najszybsze zw^ołanie tego soboru, w którym upa- 
trywano ostateczny trybunał dla sporów, rozdzierających chrze- 



») Nawet prawowierny Hozjus odzywat się z rozgoryczeniem o at- 
mosferze kurji rzymskiej: sBędzie rzecz dziwna, jeśli nns ich obyczaje nie 
zmuszą, aby.śmy chcąc nie chcąc przeszli do obozu Lutra; im kto więk- 
szym bezecnikiem, im kto marniejszą osobistością, tern więcej znajduje 
w Kzymie wiary i poważania* — skarżył się do Dantyszka 22 kwietnia 
1541, dając wyraz przekonaniu i biskupa Samuela Maciejowskiego i kan- 
celarji królewskiej (H o s i i Bpistolae I 1U5). 
St. Kot: A. Fncz Modizowski 5 



66 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

ścijaństwo na dwa a z czasem i więcej obozów Nawet w Nieni- 
czech, gdzie rozłam w wierze bezpośrednio zagrażał pod wzglę- 
dem politycznym dynastji panującej, ani Karol V ani Ferdynand 
nie widzieli możliwości przywrócenia jedności przez oręż iliczyli 
na sobór, przez kolejne prowizorja tolerując odszczepieństw^a. 

Tembardziej w Polsce, gdzie polityczne skutki rozłamu re- 
ligijnego, nie uwydatniającego się jeszcze zbyt ostro, nie wyda- 
wały się tak groźne, władza państwowa prawie że zaniechała 
zakazów, gróźb i kar fizycznych i tolerowała ruch kiełkujący 
W' nadziei, że na soborze w^szystko się załagodzi i uspukoi. Mno- 
żyli się przeciwnicy Rzymu, przeciwnicy kleru, ale tak oni, jak 
żywaoły ortodoksyjne, nie zdawali sobie sprawy z tego, że ów 
podział na obozy może się utrwalić. Zwolennicy tradycji prze- 
konani byli, że świat chrześcijański poczyniwszy na soborze ko- 
nieczne reformy pozyska waelką część obozu opozycyjnego a po- 
tępi skrajne odszczepieństwo. które tern samem skazano będzie 
na zagładę; zwolennicy nowości pewni byli, że sobór im przy- 
zna rację w zasadniczych postulatach, zwłaszcza co do justyfi- 
kacji t. j. usprawiedliwienia przez wiarę, a wówczas oni będą 
mogli poczynić ustępstwa w spraw-ach drugorzędnych. Obydwa 
obozy wierzyły w możliwość przywrócenia jedności kościoła, 
gdyż obydwa rozłam uważały za groźny dla politycznej i mo- 
ralnej przyszłości Europy, zagrożonej przez mahometanizm z je- 
dnej, ruchy rewolucyjno-sekciarskie z drugiej strony. 

W Polsce, gdzie wiara w skuteczność soboru a tern sa- 
mem poczucie jego potrzeby były nader żywe, nieprędko wy- 
szły na jaw różnice w wierze i nieprędko doszło do rozłamu. 
W ostatnich latach Zygmunta I w Krakowie, w którym sku- 
piało się życie umysłowe Rzpltej, odbywały się ożywione dyskusje 
w sprawie reformy, w których brali udział tak zwolennicy Rzymu, 
jak głosiciele reform. Wiadomo było, że król i jego kancelarja, 
episkopat i senat, pragnęli zebrania się soboru, oczekując od 
niego lekarstwa. Król kilkakrotnie dawał wyraz radości na wieść 
o zwoływaniu a smutku i niezadowolenia wobec odraczania so- 
boru powszechnego*). \>' listach Hozjusa śledzić można, jaka 
istniała w kołach prawowiernych w Polsce nieufność do papieży 



1) W r. 1537, 1538, 1542, 1546 por. Wierzbowski Uchansciana V 
210—217. 



Frycza mowa u wysianiu posłów na sobór 37 

Z powodu ich niejasiieufo stanowiska wzirlgdein soboru, król 
Zygmunt otwarcie tę nieufność wyraził wobec Pawła IIP). 

Gdy nareszcie 15 grudnia r. 1545 otwarto sobór w Trydencie, 
uwierzono w Polsce, że sobór naprawdę zwołany i obraduje, 
wobec czego wyłoniła się kwestja uczestnictwa w nim. Król 
jednakowoż, który dotychczas stale podkreślał zamiar wysłania 
nań posłów, zawahał się wobec nowych scysyj między papieżem 
a cesarzem, rozgoryczonym na sposób prowadzenia obrad Pry- 
mas Dzierzgowski, nie otrzymawszy z Rzymu zaproszenia — 
przysłane ono było jeszcze Gamratowi, który zmarł ubiegłego 
roku — nie kwapił się do jazdy, ale postanowił oddać sprawę 
[)od decyzję synodu prowincjonalnego i co do jego zwołania 
pytał o radę innych biskupów. Z ich zaś strony nie było widać 
żywszej chęci w tym kierunku ani zrozumienia pilności sprawy. 
Biskup kujawski Zebrzydowski, najwięcej wśród episkopatu 
okazujący zainteresowania soborem, doradzał, aby nie wysyłać 
posłów przed synodem a synodu nie zwoływać przed sejmem 2). 
Znikąd nie podnosił się głos stanowczy za poważnem zajęciem 
się obradami w Trydencie. Taki był stan rzeczy jeszcze w lipcu 
1546 r. 

Wówczas to pośród powszechnej obojętności wystąpił 
Frycz z zwięzłą »Mową o wysłaniu posłów na sobór chrze- 
ścijańskie, skierowaną »do króla, biskupów, duchowieństwa oraz 
ludów Polski i całej Sarmacji«. Zabrał głos dla wypowiedzenia 
troski nietylko własnej, ale i »wielu ludzi swojego stanu« za- 
niepokojonych, że troski takiej o przywrócenie zgody w ko- 
ściele wcale nie widać u książąt kościoła polskiego ^). 

Jakiego to typu byli ludzie, których mówcą stał się Frycz, 
domyślamy się już na podstawie jego publicystycznej akcji prze- 
ciw główszczyźnie. Ma on na myśli koło uczonych przyjaciół, 
z którymi dzielił swe myśli, projekty i zmartwienia. Na pierwszy 
plan wśród nich wysuwał się Leonard z Wyszogrodu, który 
swemi wystąpieniami z ambony przeciwko niesprawiedliwym 
prawom już przedtem sekundował literackim atakom Frycza; 



') List Zygmunta I z 12 kwietnia 1545 w rękopisie Bibl. Czart. Nr. 
62. Hosii Epistolae I 173, 187, 203. 

=") Zebrzydowskiego Korespondencja wyd. Wisłocki, str 14. 
") Opera 794. 



68 St Kot: A Frycz Modrzewski 



jemu to nasz pisarz obecną swą mowę przed wydaniem po- 
wierzył do oceny. 

Gdzieindziej, w dwadzieścia lat później, w^spomni Frycz 
o gronie przyjaciół krakowskich, z którymi wspólnie roztrząsał 
właśnie w roku 1546 zagadnienia religijne ^j. Że wśród nich 
juz nie mogło być Hozjusa, Kromera, Rojzjusa. Rotunda, to 
zrozumiałe, ci bowiem uczeni jakkolwiek osobiste stosunki, 
nieraz przyjazne, długo jeszcze potem utrzymują z kolegami 
młodości, jednakże przy całem pragnieniu usunięcia zepsucia 
z kościoła stoją obecnie twardo przy kościele oficjalnym i nie- 
chętnie patrzą na zwolenników ))nowinek« 2). Ale prawdopodo- 
bnie byli tam inni duchowni, sprzyjający poglądom Frycza i Leo- 
narda, do których na podstawie podejrzeń kapituły i później- 
szego ich życia śmiało zaliczyć można kanoników Uchań- 
skiego i Drzewickiego, Drohojowskiego, biskupa kamienieckiego, 
oraz prowincjała Franciszkanów Lysmanina. Napewno w gronie 
tem wybitną odgrywali rolę Andrzej Trzycieski, Jakób Przy 
łuski, Bernard Wojewódka, — ich bowiem obecność przy na- 
radach tego rodzaju zapisał wiarogodny świadek owych czasów, 
Stanisław Budziński, sekretarz Lysmanina 3) — , wszyscy trzej 



') Sylvae str. 81. 

*) O Leonardzie pisał Hozjus l<i lipca 1546. że nic jest »calkiem wolny 
od podejrzeń o nowinki« (Epistolae I 219i. Już 6 lutego 1545 w imieniu 
kapituły upomina Leonarda, aby pr/ed ludem nie poddawał namiętnej 
krytyce obrzędów kościoła itp. a 27 kwietnia wchodzi do komisji, wysa- 
dzonej przez kapitułę dla badania prawowierności kanoników, »zarażon_)ch 
herezją luterańską« (Episl. I 422 3) 

Leonard był naprawdę niezwykłą osobistością wśród ówczesnego 
kleru. Gdy w lipcu 1546 mianowany został biskupem kamienieckim na 
podstawie próśb tamtejszego rycerstwa kresowego, Frycz składając mu 
z tego powodu życzenia podnosił niezwykłość nominacji: po pierwsze, że 
stolicę biskupią otrzymał jako teolog i kaznodzieja, jedynie wskutek swych za- 
sług duchownych a nie dzięki wysługiwaniu się na dworze, powióre że 
otrzymał ją nip przez narzucenie z góry ale zgodnie z prośbami przyszł3ch 
owieczek. Zapowiedział też Frycz, że Leonard wjbiera się na rezydencję 
do Kamieńca; fakt również niebywały, żaden bowiem z tamtejszych bisku- 
pów me osiedlał się w djecezji z powodu jej ubóstwa i odległości. 

') Z rękopisu jego przytoczył ową informację Andrzej Wiszowaty 
sNarratio compendiosa. cjuoinodo in ł'olunia a Trinitariis reformatis sepa- 
rati sunt Christiani Unitarii« (Sandius Bibl. Antitrinit 1684 sir. 216/7). 



Wspólnicy jego dążeii refurmistyoznych 69 



wybitni liiunaniści i wielbiciele Era/iiKi a niedłuy:o potem zde- 
cydowani zwolennicy reformacji. 

W bliskich stosunkach z ^n)nem krakowskich nowatorów 
pozostawali pisarze i duchowiii z różnych stron Polski, przez 
których nowe idee promieniowały po kraju. A witjc w pierw- 
szym rzędzie Stanisław Orzechowski, zażyły przyjaciel 1'rzyłus- 
kieL;-o, którei^o bliskie stosunki z Fryczem już za krakowskich 
czasów się nawiązały; dalej Paweł Głogowski, podówczas ar- 
chidjakon poznański *), Jan Zaleski, kanonik sandomierski, se- 
kretarz Jana Tarnowskiego ^j, Mikołaj Rej, przyjaciel Trzycies- 
kich, i wielu innych młodych, których nazwiska nie zdołały czy 
nie zdążyły uświetnić się w naszych dziejach 3). 

Z osobistości tych, głośnych w najbliższych lalach na are 
nie publicznej w Polsce, na niwie kościelnej, politycznej, lite- 
rackiej, prawniczej itd,. wyjdą z czasem i gorliwi ewangelicy 
i dostojnicy kościoła rzymskiego a nawet apologeci. W owych 
latach wszyscy są mniej lub dalej posuwającymi się zwolenni- 
kami reform, chociaż zdaje się żaden nie myśli jeszcze o zer- 
waniu stanowczem z kościołem. Stanowisko takie zajmują nie- 
tylko duchowni, z których jeden po drugim przejdzie wkrótce 
na stolicę biskupią — Leonarda godność ta spotkała właśnie 



') Z czasem Głogowski przeszedł na stanowisko ortodoksyjne. W r. 
1554 pisał do Hozjusa: i-Bogii najlepszemu korne składam dzięki, że mi 
łaskawie pozwolić raczył naprawić błędy młodości. Od wczesnych bowiem 
lat młodzieńczych, kiedy i sąd miałem niedojrzały i nie byłem uzbrojony 
lekturą lepszycti pisarzy, przyznam otwarcie, obłędne te i szaleńcze ich 
(luleran) pisma, na które się rzuciłem nietyle z złośliwości, co z lekko- 
myślności właściwej wiekowi, dość mnie pociągały i fałszywym pozorem 
niejakiej pobożności zwodziły. Teraz zaś, gdy łaska boża wskazała mi 
lepszą drogę, tak mi zbrzjdły, iż żałuję niezmiernie, że kiedykolwiek ich 
się dotykałem (Hosii Epistolae II 1015). 

») Pozostawał on w bliskich stosunkach z Orzechowskim, który mu 
się zwierzał z swą broszurą przeciwko celibatowi (Korz.e n i o w sk i Ori- 
choviana str. 59/. Frycz w księdze De libero arbitrio lu61 (str. 90- 92) scha- 
rakteryzował go obszernie. W kołach oitodoksyjn\ch uważano Zaleskiego 
za luteranina. Mowa, którą w imieniu kanoników sandomierskich witał 
w maju 1548 Zygmunta Augusta, okazuje istotnie w myślach i stylu wpły- 
wy reformacji por. Oratio gratulatoria... a Stanislao (!) Zaleski canonico, 
Luterculo occulto* w rękopisie Bibl. Czart. 66, nr. 48. 

') Do takich nieznanych wypada zaliczyć »B. R.<, autora pochwal- 
nego wiersza, zamieszczonego na czele Frycza »Mowy o wysłaniu posłów«. 



70 St- Kot: A. Fiycz Modrzewski 

W r. 1546 — , ale nawet ci, którzy jak Frycz lub Trzycieski 
zetknęli się bezpośrednio z ruchem protestanckim. 

Znamienne świadectwo umiarkowanego ich poglądu znaj- 
dujemy w wspomnieniach Frycza o rozmowie krakowskiego 
grona z niderlandzkim antytrynitarzem, która się w r. 1546 
odbyła na temat dogmatu św. Trójcy. Gość ów, nazywający się 
Spiritus, w czasie kilkudniowego pobytu w Krakowie, zapro- 
szony został na obiad przez Trzycieskiego. 

»Zanim zasiedliśmy do stołu — opowiada Frycz — , prze- 
szliśmy do bibljoteki gospodarza, pełnej ksiąg wszelkiego ro- 
dzaju. Gdy każdy z nas — ■ a było nas wielu — - stosownie do 
upodobania przeglądał książki, które chciał, natrafił Spiritus na 
jakąś książeczkę, zawierającą modlitwy chrześcijańskie. Znalazł- 
szy w niej modlitwy, jedne do Boga Ojca, drugie do Boga Syna, 
trzecie do Boga Ducha świętego, rzecze, zwracając się ku nam: 
Oho, czyż wy trzech macie Bogów^, zacni ludzie? 

»A kiedyśmy odparli, że mamy Boga jednego, który w je- 
dności istoty obejmuje trzy osoby, on na to: A przecież, co obej- 
muje i co jest objęte, są to rzeczy odmienne; czem innem jest 
więc Bóg ów, obejmujący troje, od tego trojga, które są przez 
niego objęte. Myśmy odrzekli: Ależ ty bawisz się w sofistę, Spi. 
ritusio; wyznanie naszej wiary jest proste; Bóg jest jeden co do 
istoty, troisty co do osób. Ów na to: macie zatein Boga i troi- 
stego i jedynego. Zapewne — odpowiedzieliśmy — lecz każde 
pod innym względem. Wtedy on: jeśli zatem ów troisty jest 
jeden, po cóż ich wzywacie rozmaitemi modlitwami? dlaczegóż 
w tych modlitwach prosicie każdego o inne dobrodziejstwa, 
które mają zsyłać na ród ludzki? Takeśmy to się między sobą 
z jednej i drugiej strony przemówili. Ponieważ zaś rzecz samą 
uważaliśmy za najbardziej niewzruszalną z pośród wszystkiego 
i skrupuły religijne nie pozwalały nam o nią się spierać, obró- 
ciliśmy rozmowę na co innego«. 

Rozmowa powyższa, żywo. zapisana w pamięci Frycza, 
który napewno sam był oponentem niderlandzkiego gościa ^), 



M Postać Spiritusa pozostanie zagadką, jak nią była dla pisarzów 
wieku XVII a zapewne i dla Krakowian, goszcząc3'ch go w r. 1546. Wi- 
szowaty (? Sandius) podejrzywal w nim Adama Pastora, wybitnego refor- 
matora niderlandzkiego, jednakże historycy dzisiejsi kategorycznie to przj- 



Umiarkowany (.-ha rak ter projektów 71 

Świadczy, że nasi zwolennicy reform świadomie nie chcieli się 
posuwać do zaprzeczania ustalonych przez kościół dog-matów. 

W tym też duchu utrzymane są wywody Fryczowej mMo- 
wy o wysłaniu posłów na sohór chrześcijańskie. Nie znajdziemy 
w niej żadnej krytyki nauk wiary, każde jej zdanie mócł pod- 
pisać bezkarnie katolik przed soborem trydenckim, choć również 
na każde móg-ł się g-odzić protestant ówczesny. Frycz, przema- 
wiając nawet bardzo ostro do episkopatu polskiego, zachowuje 
postawę członka teg-oż samego kościoła; proboszcz brzeziński 
stawia się formalnie w obozie katolickim, protestantów określa 
jako »przeciwników« *). 

Ale ton »Mowy« i jej postulaty w oczach ówczesneg"o epi- 
skopatu łaski znaleźć nie mogły: była ona atakiem na nieudol- 
ność i bezczynność przywódców kościoła polskiego, a w spra- 
wie soboru rozwijała wnioski, sprzeczne z ówczesnym ustrojem 
kościoła. Frycz zdawał sobie sprawę z tego, że episkopat nie 
będzie skłonny podzielać jego zdania i że się obrazi jego na- 
tarczywością i śmiałością propozycji. 

))Sama świadomość moja położenia współczesnego — uprze- 
dza z góry — nie pozw^ala mi pominąć tej sposobności przy- 
pomnienia wam obowiązku waszego; świadomość ta, jak mnie- 
mam, będzie dla mnie kiedyś wystarczającym świadkiem, że 
nie zaniedbałem tej czynności. A poniew^aż poruszam sprawę 
trudną i nader ciężką do wyłuszczenia, proszę, byście mnie po- 
słuchali łaskawie i uw^ażnie i byście mi też wybaczyli, jeśli 



puszczenie obalają (Kiihler Het Socinianisine in Nederland, Leiden 1912 
str. 5). Wydawcy pism Pastora iCramer i Pij per Bibliollieca Neerlaa- 
dica V, 's Gravenhage 1909 str. 326) uważają wszelkie dociekania co do 
osoby Spiritusa za daremne. 

Zeltner (Ruari Epistoiae str. 503) i Bock (Hist. Antitr. 1. 1. str. 366) 
dopatrywali się w nim Eberharda Geesterana, również bezpodstawnie, 
gdyż ten, pastor reformowany w Alkmaar, jest osobistością drugiej poJowy 
wieku XVI. 

Nazwisko Spiritus mogło być latynizacją holenderskiego »geest« lub 
»adem«, a najprawdopodobniej użyte zostało jako pseudonim. Tak więc 
ivszystkie przypuszczenia rozwiązać się dają tylko negatywnie. 

t) »Nos... negligenda putamus omnia ab adversariis usurpata,... edi- 
ctis ac reiigione a libris haereticorum maxiraam literatorum partem repel- 
limu8« (Opera 787); sadyersariorum libros... per edicta pontificia legere non 
licebata (Opera 794). 



72 St. Kot: A. Frj'cz Modrzewski 

powiem coś nie po myśli którego z was, nie chciałbym bowiem 
w mej mowie niczyjego zdania przesądzać, bo nie jestem tak 
lekkomyślny, iżbym nie posłuchał teg-o, kto lepiej pouczy« ^). 

Mowa rozpatruje trzy pytania: czy wysyłać posłów na so- 
bór, kto i jak ma ich wybierać' i jakich kandydatów wybierać 
należy. 

Na pierwsze pytanie odpowiada autor po krótkich uwa- 
gach potakująco. Nie obesłać soboru, gdy się jest narodem 
chrześcijańskim a papież wzywa, ściągnęłoby hańbę na Polskę, 
tembardziej, że już na soborze bazylejskim miała Polska swego 
przedstawiciela, jak zapisano w »Aktach soboru bazylejskiego«. 

Krótko też określa warunki osobiste, niezbędne dla kan- 
dydatów na posłów. Ród szlachetny, bogactwo, dostojeństwa 
nie tyle przydadzą się na soborze, co wytworność obyczajów, uczo- 
ność i powaga zdania. Niezbędna jest biegłość w łacinie i zna- 
jomość greckiego o tyle, aby jeśli nim nie władają, rozumieli 
przynajmniej, o czem się mówi. »Takich, co znają języki łaciń- 
ski i grecki, wielu mamy w ojczyźnie — dodaje Frycz, okre- 
ślając zarazem i swoje wykształcenie językowe, — choć hebraj- 
ski język także potrzebny, wątpię jednakże, czy mamy tylu 
biegłych w nim, aby można z pośród nich wybierać« ^). Oczy- 
wiście posłowie muszą mieć wykształcenie literackie, być mocni 
w djalektyce i retoryce i przemyśleć zagadnienia teologji; nie 
można wysyłać nowicjuszów w tej mier/ie. Powinni dbać o prawdę 
i przyznać rację temu, kto w imię słuszności występuje, choćby 
z uszczerbkiem miłości własnej i zdania własnego, jeśli błędne 
było; nie upierać się do upadłego przy swojem dla ambicji, 
nie mówić bez potrzeby, mieć własny sąd o tem, co się omawia 3). 

Najszerzej rozwija Frycz pytanie drugie; zastanawiając się 
nad tem, kto ma wybierać posłów na sobór i jak ten wybór 
należy przeprowadzać, wypowiada to, co stanowi oryginalny 
dorobek jego ))Mowy«. 

Posłowie powinni pochodzić z wyboru; wyboru należy do- 
konać na synodzie prowincjonalnym, który znów winien być 
złożony z wysłanników synodów djecezjalnych Szczegółowe roz- 



♦) Opera 783. 
«) Opera 791. 
») Opera 793. 



Hipoteza o bl(i<la.h kośi-ioja 73 

ważania, jak zabezpieczyć bezstronność i celowość wyboru, pro- 
porcjtj ffoometryczną i arytmetyczna, nietyle są ciekawe, co sam 
poirląd, iż wysłanie doloufalów polskich na sobór powszechny 
tiie jest sprawą UUm-u, :\\e wszystkich wiornycli, cal:pg:o kościoła. 
Na synody djocezjalno winni biskupi zawezwać wszystkich. 
gdyż sprawa reformy kościoła wszystkich na równi obchodzi. 
Kilka osób prywatnie nie może powziąć decyzji w sprawie, od 
której zależy zbawienie całeao narodu. Każdy kościół winien 
być zawiadomiony, o czem ma być n;\rada na synodzie; prze- 
mawiać ma być wolno wszystkim z pełną swobodą zdania, ża- 
rów- n> świeckim jak duchownym. Wszak synod zwołany dla 
reformy - to nie kazanie, w którem przed ludem nie porusza 
się kwestji spornych. Jeśli reforma potrzebna, to dlatego, że do 
kościoła wkradły się błędy; dla wyświetlenia ich i wyrównania 
różnicy poglądów niezbędne są dyskusje, w których jeden i drugi 
pogląd będzie uzasadniany. .Tak w dysputach geometrycznych 
musi się wyjść z pewnych założeń, tak i «w tych dyskusjach 
musimy się domagać, aby nam w^olno było przyjąć, że kościół 
może błądzić. Jeśli zdania tego nie można zaliczyć do twier- 
dzeń uznanych same przez się, do pojęć zasadniczych, to niech 
się je przyjmie choćby jako hipotezę, bez tego bowiem niepo- 
dobna posunąć się do dalszych roztrząsań. Zastosujmy to, co 
jest przyjęte w szkołach łilozoficznych: jak tam przypuszcza się, 
że matematyk nie błądzi, ale ludzie w kwestjach matematycz- 
nych błądzić mogą, tak i my uznajmy, że kościół wprawdzie 
błądzić nie może, ale ludzie w sprawach do kościoła należących 
mogą w błędy popadać« ^). 

Na ów postulat kładzie Frycz silny nacisk w przekonaniu, 
że przyjęcie hipotezy, o którą mu chodzi, jest nieodzowną gwa- 
rancją owocności obrad soborowych że bez jej uznania wszyst- 
kie kwestje sporne rozstrzygnięte będą przez autorytet papieża, 
wobec czego zwolennicy nowych f)rądów niedopuszczeni do 
dyskusji usuną się od soboru, ugruntują własne kościoły i roz- 
łam zamiast zostać załagodzonym, raz na zawsze będzie przy- 
pieczętowany. Równocześnie jednak postępuje w rozumowaniu 
swem jak naj ostrożniej, aby nie odstraszyć bezwzględnych zwo- 
lenników autorytetu papieskiego. W sprawie tej istotnie zasa- 

') Opera 78ri/7. 



74 ?t. Kot: A. Frycz Modrzewski 

dniczej, jeśli sobór prawdziwie powszechny miałby dojść do skutku 
i zaradzić rozłamowi, zajął Frycz takie same stanowisko, ja- 
kiemu dawali wyraz katolicy prag"nący zgody a w pierwszym 
rzędzie cesarz Karol V. 

Pi^aktycznie Frycz wyobrażał sobie, iż synody poszczególnych 
djecezyj, przeprowadziwszy odpowiednią dyskusję, powołają przez 
losowań '6 dziesięciu wyborców a ci wybiorą dwóch lub więcej 
posłów, którzy z mandatem swych synodów stawią się na sy- 
nod prowincjonalny. Tam zaś po ustaleniu instrukcji na sobór 
powszechny, za pośrednictwem dziesięciu losem powołanych 
wyborców wyznaczy się wobec notarjuszy, z zachowaniem 
wszelkich formalności, trzech posłów do Trydentu. 

Frycz nie taił, że opracowanie całego planu kosztowało go 
wiele trudu, że plan ten spotka się z krytyką, prosiło wymianę 
zdań i przyrzekał chętnie zmienić swe poglądy, jeśli ktoś wy 
stąpi z rozumniejszym projektem. Prosił, aby mu za złe jego 
wystąpienia nie poczytano, gdyż wypłynęło jedynie z troski 
o zgodę w kościele: »o wiele łatwiej mógłbym układać gratu- 
lacje tym, co nowych godności dostępują, mógłbym też innym 
wypisywać prawdziwie zasłużone pochwały, lecz sam nie wiem, 
czemu usposobienie moje wzdraga się przed tym rodzajem mów, 
których źródło nie w prawdzie ale w chwilowych okoliczno- 
ściach« — kończy swą mowę aluzją w stronę, zapewne ówcze- 
snym czytelnikom wiadomą i). 

Wystąpienie Frycza, jasne, logiczne i S[iokojne, wywarło 
silne wrażenie Nawet ci, którzy nie mogli podzielać jego za- 
barwionych nowinami poglądów, zostali pobudzeni do żywszego 
zajęcia się sprawą obesłania soboru. 

^Znakomity dowód przywiązania swego do Rzpltej złożył 
nasz Frycz — pisze Leonard Wyszogrodczyk — przez swe mo- 
wy, w których żąda stosowania zarządzenia boskiego i lex Cor- 
nelia de siccariis względem krwawych mężobójców; że praca 
jego nie pójdzie na marne, pozwala się spodziewać tak spra- 



li W roku 1545 po wyniesieniu Samuela Maciejowskiego podkancle- 
rzego na biskupstwo krakowskie posypał się deszcz poematów gratulacjj- I 
nych (Fianconius, Lang, frzyluski); zmarłej zaś królowej Elżbiecie po- 
chwah' poświęcała cała plejada poetów (Jerzj' z Tjczyna, Wacław Szamo- 
tulski, Przyłuski, Holtorp, Lang i i.). 



wpływ mowy o wysianiu posłów 75 

wiedliwośc króla naszeuro, pielęcrnująceoro tę cnotę, przez którą 
królowie królują, jak i bogobojiiość narodu polskieijro, który nie 
puści mimo uszu zlecenia boskieiro i powszechnego prawa na- 
rodów. A oto znowu Frycz teraz jasno pokazał, jak dobrze ży- 
czy kościołowi Chrystusowemu, jak prag^nie uporządkowania 
spraw jego. Jak w tamtej sprawie wypełnił obowiązek dobrego 
obywatela, tak w tej — dobrego chrześcijanina«. 

Leonard wyrażał nadzieję, że upomnienie Frycza pobudzi 
duchowieństwo do spełnienia tego, co do niego należy. Istotnie 
wkrótce po ukazaniu się »Mowy o wysłaniu posłów na sobór* — 
wyszła z drukarni Scharffenbergera 13 sierpnia 1546 — na- 
stąpił ruch w kapitule krakowskiej, w której zasiadali Hozjus, 
Uchański, Drzewicki. Odbyło się 22 października umyślne po- 
siedzenie kapituły, poświęcone sprawie obesłania soboru try- 
denckiego przez kościół polski, na którem stwierdzono, że pry- 
mas Dzierzgowski sprawę zaniedbuje, i uchwalono w^ezwać Ma- 
ciejowskiego, aby za zgodą króla wysłał delegata krakowskiej 
przynajmniej djecezji. Życzenie to kapituły przedstawić mu mieli 
Uchański, Hozjus, Przerębski i Przecławski '). 

Hozjus, jak z tego widać, uważał uczestnictwo Polski 
w soborze za rzecz konieczną, ale pomimo to nie godził się na 
wszystkie wyw^ody Frycza Zaatakował go o w^yżej omówione 
zdanie, jakoby kościół pobłądził: Frycz odparł zgodnie z pravA dą, 
że zdanie to wygłosił tylko jako hipotezę, potrzebną do rozwi- 
nięcia dyskusji. Spór ich miał charakter ostry podług relacji sa- 
mego Hozjusa 2). Pierwsza to scysja między tymi dwoma mę- 
żami, których koleje splotły się od wczesnej młodości; koledzy 
z ławy szkolnej, obaj humaniści, wielbiciele Cicerona i Erazma, 
obaj przyjaciele Jana Łaskiego i Aniana, z czasem współdziała- 
jący na niwie reform w^ewmętrznych w ojczyźnie, której niebez- 
pieczeństwa od w^ewnątrz grożące dostrzegali, obecnie zaczynają 
się różnić z powodu sprawy kościelnej, która coraz bardziej 
będzie ich oddalać, aż staną się wrogami. Nietylko życie, ale 



') Hosii Epistolae I 427. 

^) List do Dunt^szka z fi stjcznia 1547: »Cum Fricio magna mihi 
fnit contentio de eo, quod scripseiat Ecclesiain errasse; qui negat se id 
tanąuain veium scripsisse, sed tanąuani id, quod concedi sibi peteret, dis- 
putandi causa. De mittendis ad Cuncilium in Coiuitiis fortasse consulta- 
bitur« Epistolae I 228. 



76 St. Kot: A. FY3CZ Modrzewski 

i twórczość pisarska obydwóch tycli mężów wiązać się będzie 
odtąd dość ściśle; obaj bowiem stają się od te^o czasu naczel- 
nymi reprezentantami dwóch kierunków myśli kościelnej, ście- 
rających się w Polsce przez cały bieg panowania Zygmunta 
Au^-usta. Już teraz, jakkolwiek osobistych stosunków nie zry- 
wają, przeczuwają nawzajem w sobie niebezpiecznych przeciwni- 
ków; skromny kleryk wyrośnie do rozmiarów groźnych dla dzi- 
siejszego kanonika kr.ikowskiego a niedłuiio biskupa i senatora, 
kardynała i przedstawiciela papieża. 

Wezwanie Frycza do uczestnictwa w soborze trydenckim 
znalazło żywy oddźwięk wśród senatorów. Z ich inicjatywy po- 
stanowił król Zygmunt wiosną 1547 roku, nie czekając na kroki 
episkopatu, wysłać przedstawicieli od siebie i senatu. Wybór 
wysłanników musiał zadowohiić Frycza, byli nimi bowiem dwaj 
bliscy jego znajomi, podzielający jego poglądy, biskup chełmski, 
Jan Drohojowski i wojewoda sieradzki, Stanisław Łaski^). Wszakże 
gdyby ci wysłannicy na sobór wyjeżdżali, on byłby ich natu- 
ralnym sekrt^arzem i doradcą. Wyznaczenie tych właśnie de- 
legatów było oznaką, że w senacie wziął górę pogląd reformi- 
stów na sprawę soboru; z tern t)czywiście wiązał się w'zrost 
powagi Frycza w oczach współczesnych. Zamiar wysłania sena- 
tora świeckiego, jak również podkreślany z czasem nawet przez 
prymasa, Maciejowskiego i Hozjusa postulat »wolnego soboru« 2) 
dla pozyskania protestantów, świadczą, że opinje Frycza coraz 
śmielej torowały sobi(! drotrę w kierowmiczych sferach społe- 
czeństwa. W ślad za jego »Mową« wystąpił w r 1547 także 
Stanisław Orzechiwski z namiętnem oskarżeniem celibatu, skie- 
rowanem do soboru, a dodając mu wkrótce »Obronę«. podniósł 
częściowo takie jak Frycz żądania w sprawde metody obrad 
i uchwał soboru; uważał mianowicie za konieczną swobodę 
zdania o kościele, przypuszczenie do głosu nietylko zawodowych 
teologów, usunięcie od wpływu upartych dekretystów, którzy 
wszelkie reformy odrzucają, powołując się na dotychczasową 
tradycję kościoła ^). 



1) Korzeniowski Orichoviana str. 81. 
-) Hosii Epistolae I 241. 

*) Apologia illustri ... Aridieae de Górka, datowana 29 maja 1547 por. 
OrichoYiana str. 72—88. 



Zrodzenia nię planu Poprawy Rzpitoj 77 



•IftliKik/A' \\(-)l)ec iKidcliod/ącycli wieści o przeniesieniu so- 
boru do l-Jolonji (doUoiiaiuMH w marcu 1547), o zatargu między 
papieżem a cesarzem i usunięciu się Niemiec od jazdy do Bo- 
lonji. wysłannicy polscy wstrzymali się z wyjazdem. Zarówno 
synod prowincjonalny, obradujący w Łęczycy, jak król (piórem 
Hozjusa) z sejmu w Piotrkowie, odm('»vvili jazdy do Bolonji, 
apelując do jiapieża o kontynuowanie snboru w Trydencie w zyo 
dzie z cesarzem i o ściągnięcie [)rotestantów na sobór ^). 

Tak więc na razie wobec obrotu wypadków wystąpienie 
Frycza nie dało rezultatu f)rzezeń uprag-nionegfo. ale zawsze 
przyniosło sukces, gdyż w obojętnem dotąd społeczeństwie wy- 
wołało poruszenie i zainteresowanie się sprawą soboru i reformy. 

Ostatnie pisma Frycza, ogłoszone w r. 1546, okazały talent 
literacki autora w całej pełni. Jakkolwiek wybierając z pośród 
spraw Rzpltej i kościoła tylko niektóre zagadnienia, rozmyślnie 
ograniczał zakres swych roztrząsań, jednakże ze sposobu ich 
traktowania widoczne były rozległość jego horyzontów, pogłę- 
bienie myśli, zdolności spostrzegawcze, powaga odpowiadająca 
przedmiotowi, temperament i giętkość w wyrażaniu idei, eru- 
dycja niezwykła choć dyskretnie chowana - słowem rysy za- 
powiadające wybitnego pisarza. Uzdolnienie krytyczne, ścisłość 
w analizie, dochodząca do pedantyzmu, odwaga cywilna, skłon- 
ność do pociągania utartych opinij przed »trybunał rozumu«, 
szczególnie usposobiały go do snucia myśli reformistycznych. 
Było oczywiste, że pisarz ten, o ile spróbuje wyjść na szersze 
pole i ogarnąć myślą krytyczną całość ówczesnego życia, po- 
siada wszelkie warunki ujęcia w system dążności reformistycz- 
nych, któremi oddychało ówczesne pokolenie 

Mimo całej skromności Frycz zdobył się na tę ambicję 
i obmyślił plan dzieła, w którem zawrzeć się miał całokształt 
jego poglądów. Miało to być dzieło żywota, w które wciela się 
cały pisarz. Wszystkie strony życia Rzpltej, poglądy i obyczaje, 
prawa i urządzenia, obrona i wychowanie, miały \y niem być 
oświetlone ze stanowiska krytycznego, celem doskonalszego ich 
rozwinięcia. Każda książka, którą chw^ytał, każda rozmow'a, którą 
z rodakiem lub obcym prowadził, każde zetknięcie się z no- 
wymi stosunkami traktuje odtąd jako materjał, z którego wy- 



Hosii Epistolae I 240-242, 245-247. 



78 St. Kot: A Frycz Modrzewski 

dobywa treść użyteczną dla swego syntetycznego dzieła. Myśli 
cudze, które mu się wydawały trafnemi, urządzenia obce, re- 
fleksje własne — wszystko to stapiało się w jego głowie na 
system jednolity. Prawdopodobnie tez już wtedy począł pisać 
poszczególne rozdziały swego systemu »Poprawy Rzeczypo- 
spolitej«. 

Warunki, w jakich Frycz się znalazł w latach 1547 — 1550. 
przyczyniały się znacznie do rozszerzenia jego pola obserwacji 
i dodawały mu śmiałości w przedsięwzięciu. Wszedłszy miano- 
wicie w dorywczą służbę kancelarji królewskiej z tytułem se- 
kretarza królewskiego, użyty został do kilku z rzędu poselstw. 
Stało się to zapewne dzięki staraniom wojewody Stanisława 
Łaskiego, który, mianowany w r. 1547 posłem polskim na sobór 
powszechny, a gdy tę jazdę odroczono — posłem królewskim 
do cesarza Karola V, zapragnął mieć przy boku swym uczonego 
i wypróbowanego dworzanina swego rodu. Zapewne także pod- 
kanclerzy koronny, Mikołaj Grabią, również sieradzanin, ułatwił 
jego nominację. Daty mianowania Frycza sekretarzem królew- 
skim nie znamy, ale należy przypuścić, że uzyskał je w ciągu 
roku 1547 przed wyjazdem do Niemiec. 

Wyjazd Łaskiego z Piotrkowa wraz z wielkim orszakiem 
nastąpił we wrześniu 1547. Powierzył mu król trudną misję 
doprowadzenia do skutku porozumienia z cesarzem w sprawie 
pruskiej. Wówczas to właśnie, gdy cesarz Karol rozgromił Związek 
szmalkaldzki, czynił mistrz krzyżacki. Wolfgang Milchlingen, 
gorliwe zabiegi o wyprawę wojenną przeciwko Albrechtowi ks. 
pruskiemu, zachęcając cesarza do wcielenia Prus do Rzeszy. 
Cesarz, stojący u szczytu powodzenia, okazywał niejaką skłon- 
ność w tym kierunku, tembardziej, że ks. Albrecht podejrzany 
był o popieranie zbuntowanych przeciw niemu protestanckich 
współwyznawców. Zadanie Łaskiego było niezmiernie trudne: 
przekonać cesarza, że nie ma żadnych praw do Prus, sparali- 
żować zabiegi mistrza, uzyskać zniesienie banicji nałożonej na 
Albrechta, wyjednać ustanowienie korzystnej komisji dla polu- 
bownego załatwienia zatargu i pozyskać dla stanowiska Polski 
poszczególnych książąt niemieckich. Zwłaszcza kancelarja cesar- 
ska broniła uparcie pretensji Rzeszy do Prus, powołując się na 
różne dokumenty historyczne, z polskiego punktu widzenia po- 
zbawione wszelkiej wagi. Dochodziło do tego, że kancelarja, 



Prace nu 8t']ini<3 augsburskim 79 

ignorując zupełiik' stosunki istniejące i jakby szukając zaczepki 
do zutartru, posyłała niiastom Gdańskowi i Elbląufowi wezwania 
do sławienia sitj przed sądem sejmowym Rzeszy. W razie gdyby 
cesarz me okazał cłięci ustąpienia żądaniom Zygmunta a goto- 
wał sitj do zbrojnego działania przeciw Albrechtowi, miał Łaski 
•zapowiedzieć, że król jego nie colnie się przed orężnem popar- 
ciem swego siostrzeńca i lennika') 

Przez kilka miesięcy pobytu w Augsburgu — powrót na- 
stąpił już po śmierci króla Zygmunta w kwietniu 1548 roku — 
Laski i jego pomocnicy w nieprzychylnej atmosferze ciężką mu- 
sieli spełniać pracę. Cesarz okazał się bardzo niechętny, trzeba 
było używać rady i pomocy różnych dostojników, paraliżować 
zabiegi wrogie, układać odpowiedzi na wywody przeciwników. 
Relacje z Augsburga stwierdzają, że uczestnicy poselstwa mieli 
żmudną pracę dniem i nocą 2); Łaski donosi królowi, że »posy- 
łani przezeń domownicy znajdują i wstęp i posłuchanie tam, 
gdzie sami posłowie innych królów dopuszczani nie są« ^). 
W pierwszym rzędzie do tych domowników należał oczywiście 
Frycz, który z całą sumiennością starał się odpowiedzieć swemu 
zadaniu. 

»Czterykroć — wspomni kiedyś*) — byłem wysyłany z po- 
słami królewskimi do królów i książąt chrześcijańskich. Zawsze 
naprzód starałem się poznać całą sprawę, .dla której wyprawiać 
miano poselstwo. W ten sposób spełniałem powinność moją 
względem posłów i byłem im doradcą nieopieszałym. Mógłbym 
wymienić legatów papieskich, którzy obracali się na dworze 
cesarskim lub króla rzymskiego i widzieli, jakie trudy ponosiłem 
dla posłów. W pierwszym rzędzie wymienię wybitnego męża, 
kardynała Sfondrati, który był na sejmie augsburskim w r. 1547. 
Tego ja częstokroć odwiedzałem w imieniu posła mojego Sta- 
nisława Łaskiego, nieraz też sam od siebie, rozprawiałem z nim 
i naradzaliśmy się wzajemnie. On mógłby zaświadczyć, ile pracy 
i to gorliwej spełniałem dla posła«. 



») Dokumenty dotyczące poselstwa Łaskiego zebial Mil<oIa) Mali- 
nowski: St. Łaskiego prace naukowe i dyplomatyczne. Wilno 1864 str. 
CVIII -CXLVI. 

2) tamże str. CXXXVII. 

8) tamże str. CXXXV. 

*) Opera 54B. 



80 ^t- ^ot: A. P"rycz Modrzewski 

Przy innej sposobności dowiadujemy się, że Frycz stale 
uczestniczył w oficjalnych naradach Łaskiego z Granvellą, choć 
nie zawsze mógł w nich głos zabierać, gdyż Łaski zapewne dla 
dobitniejszego porozumienia się z potężnym doradcą cesarskim 
podejmował nieraz rozmowę po włosku lub francusku'). 

Z wielkiem prawdopodobieństwem można przypuścić, że 
Frycz był autorem historycznego wywodu o prawach Polski do 
Prus, który Łaski wygłosił na publicznem posłuchaniu przed 
cesarzem i stanami Rzeszy ^j, a który wywołał replikę pisemną 
ze strony mistrza krzyżackiego. Łaski, przesyłając skrypta owe 
do Polski, dodaje: aUdpisało się dostatecznie przeciw nikov\ i na- 
szemu« ^) — także bezwątpienia piórem Fryczowem. 

Pomimo wytężających starań w'racał Łaski do Polski z re- 
zultatem bardzo skąpym; wyrok banicji na ks. Albrechta znie- 
siony nie został, komisji dla ustalenia [»raw Polski i Rzeszy do 
Prus narzucił cesarz z góry kierownictwo króla Ferdynanda; co 
zaś do miast Gdańska i Elbląga, na życzenia stanów podtrzymał 
cesarz wezwanie ich na sąd Rzeszy z uzasadnieniem, że wpo- 
mienione miasta nie od dziś dnia, ale od wieków do cesarstwa 
należą i w album miast cesarskich są zapisane, tak dalece, iż 
bez ciężkiej krzywdy i uszczerbku cesarstwa oderwane by być 
nie mogły« *). To rozumowanie oburzyło Frycza, dopatrywał się 
bowiem w niem szukania pozoru do wojny. Zanotował też 
w swojej Księdze O Wojn e: ))Nie mogą ścierpieć Niemcy, że 
l^olska panuje nad Prusami i prawa swoje wywodzą z jakiegoś 
album prowincji swego cesarstwa... A przecież zanim owo album 
zostało założone, były czasy, w których Niemcy nie panowali nad 



») Ho SI I Episiolae I 391. 

2) Dogiel Codex dipl. IV SU. 

») Malinowski str. CXXXVI. 

Z mowj' tp) kancelarja królewska nie była zadowolona, sądząc z li- 
stów Hozjusa I króla Zygmunta. Uważano, że Łaski niepotrzebnie zapu- 
szcza! się w \v>wody historyczne i ściągnął odpowiedź, przez co z sejmu 
Rzesz}- stała się jakoby wyższa instancja sądowa dla praw Polski do Prus. 
Trzeba jednakże uwzględnić, że Łaski wyraźnie zastrzegał się w swej mo- 
wie przeciwko takiemu traktowaniu jego wystąpienia. Niezadowolenie Ho- 
zjusa z całego przebiegu poselstwa Łaskiego pijnęło po części stąd, że 
Laski nie chciał się trzymać ściśle instrukcji przezeń ułożonej. 

*) Dogiel IV 323, odpowiedź z 10 marca 1548. 



Układy o t. zw. Interim 81 

Prusami, i po tein album nastały czasy, w których Prusy uciekły 
«ię pod zwierzchnictwo króhi polskiecfo, co odpowiada intere- 
som lak Tohików jak Prusaków... Cóż zrobią Niemcy? Czyż 
•więcej folgować będą próżnemu album i zestarzałym dokumen- 
tom, a właściwie swej chciwości i chwale, niż interesom pol- 
skim i pruskim ?«*) Również zgodnie z instrukcją królewską 
daną Łaskiemu, wypomina Frycz, że tylko przez niepokoje od 
€trony pruskiej nie mogli Polacy użyć swego oręża przeciw 
^nawale tureckiej -). 

Pobyt w Augsburgu przez zimę roku 1547/8 był dla Fry- 
cza skądinąd niezmiernie pouczający i pełen następstw w póź- 
niejszej jego akcji kościelno-reformatorskiej, bezpośrednio bo- 
wiem miał sposobność obserwować najpoważniejszą próbę kom- 
promisu wyznaniowego, jaka w okresie reformacyjnym została 
.przez władzę świecką podjęta, mianowicie t. zw. Interim augs- 
burskie. Warunki dla ugody znalazły się wcale pomyślne: ce- 
sarz Karol z jednej strony zyskał taką przewagę nad stanami 
protestanckimi, że mógł liczyć na narzucenie im kompromisu, 
a znalazł nawet wśród niektórych książąt i teologów ewange- 
lickich gotowość poparcia tego programu, z drugiej strony będąc 
"W ostrym zatargu z papieżem Pawłem III, nie krępował się 
jego autorytetem i czuł się dość na siłach, aby wymusić zgodę 
Rzymu na formułę ugodową w stosunku do protestantów. Da- 
iremnie kardynał Sfondrati zabiegał przeciwko tej akcji. 

Na żądanie cesarza po wielu uprzednich pertraktacjach 
zebrała się w lutym 1548 przy jego boku komisja teologiczna, 
złożona z przedstawicieli trzech wybitnych kierunków kościel- 
nych: ortodoksji katolickiej, katolicyzmu reformistycznego (w du- 
■chu Erazma) i luteranizmu. Stanowili ją sufragan moguncki 
Michał Helding, biskup naumburski Juliusz Pflug i przywódca lu- 
teran brandenburskich Jan Agricola. Duszą układów był Pflug, zna- 
ny z ugodowego stanowiska, pasterz diecezji nawskróś zlutrzałej; 
jego też projekt, opracowany wciągu 1547 roku, stanowił punkt 
wyjścia rokowań i nie uległ zmianom zasadniczym. »Interim« 
.zatrzymywało główny zrąb ustroju kościelnego i obrzędów, 
•uznawało zwierzchnią władzę papieża, choć silniej akcentowało 



>) Opera 171/2. 

•) Opera 172, Malinowski str. CXXIX. 

-St. Kot : A. Frycz Modrzewski 



I 



82 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

))samodzielność« władzy biskupiej, zatrzymywało mszę Św., acz- 
kolwiek w interpretowaniu jej znaczenia czyniło ustępstwa pro- _ 
testantyzmowi; w nauce o usprawiedliwieniu uwzględniano wy- I 
rażenia," do których protestanci przywiązywali wagę. Jedyne 
rzeczywiste ustępstwa polegały na uznaniu małżeństwa księży 
i komunji świeckich pod dwiema postaciami, z zastrzeżeniem 
ostatecznej decyzji soborowi ^). 

Frycz opuścił Augsburg, zanim Interim zyskało moc obo- 
wiązującą (kwiecień 1548), zanim zaogniło się pytanie, czy ma 
ono być kompromisowem wyznaniem całych Niemiec czy tylko 
krajów protestanckich, zanim wreszcie wybuchły spory o wpro- 
wadzenie go w życie, które jak wiadomo zakończyły się oba- 
leniem kompromisu. O dalszych kolejach miał znaleźć później 
sposobność informowania się. Na razie wracał do kraju z świa 
domością, że kompromis jest do uzyskania, że konieczność rfr 
form uznają nawet tak katolickie sfery jak cesarz Karol i nie 
mieccy biskupi, że należy nie cofać się przed złamaniem oporu 
papieża w tym względzie i że wreszcie najwłaściwszym czyn- 
nikiem, który winien wziąć inicjatywę reformy w swe ręce 
i przeprowadzić ją z naciskiem, jest władza świecka, monarcha 
W szczególności postać Karola V wywarła nań wrażenie: sza- 
cunek nakazywała mu nietylko powaga i aureola zwycięska 
władcy na dwóch półkulach — zwycięstwo nad Związkiem: 
szmalkaldzkim w r. 1547 przypisywał raczej jego obrotności niż 
sile, — ale przedewszystkiem jego przejęcie się sprawami re- 
ligji i kościoła, troska o załagodzenie rozłamu, liczenie się z uczo- 
nymi, historykami, prawnikami i teologami ^j. 

Łaski z swym orszakiem powrócił do ojczyzny w kilka 
dni po śmierci starego króla i oczekiwał w Krakowie przyjazdu 
Zygmunta Augusta. 

W tym czasie z rozkazu ks. Albrechta pruskiego, zaniepo- 
kojonego o swój los, dwukrotnie zjawił się w Krakowie poseł 



i 



') Rankę Deutsche Geschichte im Zeitalter der Reformation VI 261 
i nast. Ellinger Ph. Melanchton str. 530 i nast. 

-) Opera 187, 30. Z podziwem Frycz zapisuje, że cesarz wszędzie 
z sobą wozi >tablice, na których są położenia krain, zawroty okręgów 
niebieskich, położenie i biegi gwiazd«, (Opera 31, Tur. 40). Ze w Polsce 
>cesarz KarzeJs cieszył się powagą, świadczy także »Zwierzyniec« Reja 
(wyd. Bruchnalskiego str. 14). 



Poselstwo do ks. Albrechta pruskiego 83 

jego Aliasver Brant. raz aby uzyskać od Laskiey:o szczegółowe 
infonuacjo z AiiLrsburga, powtórnie zaś celem skłonienia mło- 
dego króla do gorliwszego zajęcia się sprawą pruską. Kiedy 
król, wysłuchawszy sprawozdania Łaskiego, za radą senatorów 
postanowił Albrechtowi odpowiedzieć przez umyślnego posła, 
wybór padł na Frycza jako tego. » który przy wszystkich ukła- 
dach w Augsburgu był obecnym. List kredencyjny z 11 czerwca 
wspominał ogólnikow^o, że ))venerabilis Andreas Modrzewski 
Fricz Praepositus Brzesinensis et Secretarius noster, devote no- 
bis dilectusa ma zlecenie »pewne rzeczy w imieniu króla za- 
komunikować księciu« '), instrukcja zaś królewska wręczona 
Fryczowi wyszczególniała, iż ma księcia poinformować o tern, 
co się działo w Augsburgu, wręczyć mu kopję odpowiedzi przy- 
wiezionej przez Łaskiego od cesarza, oraz zapewnić go, że król 
na najbliższym sejmie rozważy kroki celem obrony księcia i ziem 
pruskich -). 

Frycz, obarczony nadto przez Łaskiego zleceniami prywat- 
nemi do księcia Albrechta^), wybrał się pospiesznie w drogę 
w towarzystwie Branta i w niedługim czasie wywiązał się z swej 
misji; już 30 czerwca odsyłał go książę z powrotem, z ustną 
odpowiedzią, zamierzając sytuację omówić bliżej z królem oso- 
biście podczas pogrzebu Zygmunta Starego *). 



') Oryginał w Archiwum państw, w Kiólewcu, Herzogl. Briefarchiv 
B I. Odpis tego listu, jak i następnych, zawdzięczam Dyrekcji Arch. państw. 
w Królewcu, oraz uprzejmości P. Dra Pawła Kargego, tajnego radcy 
arch., który w rozprawie hHerzog Albrecht von Preussen und der Deutsche 
Orden« (Altpreuss. Monatsschrift XXXIX 1902 str. 477/8), omawiał poselstwo 
Frycza, wysoko ceniąc jego rolę i osobę. 

") Instrukcję z kopji niedatowanej w Liber legationum 1548—1549 
ogłosił Wierzbowski Materjały str. 88. 

') Łaslci prosił lis. Albrechta o jaką.ś interwencję u króla, co mu 
książę przyobiecał (por. koncept listu ks. Albrechta do Łaskiego z 30 czer- 
wca 1548 w Archiwum królewieckiem, Herz. Briefarchiy Entwurfe B 2 
30/VI 1548), oraz zdaje się o pożyczkę, której nie uzyskał. Jeszcze 3 lutego 
1550 pisał doń Albrecht: »Qaod petitionem qua per nobilem Andream Fri- 
cium, secretarium regium, Mag. Vra apud nos usa est, attinet, recenti me- 
moria tenemus, quid responsum illi per nos tum temporis fuerit, in quo 
adhuc acquiescere cogimur«. Wotschke Herzog Albrechts Briefe an Jo- 
hann Laski w Altpreuss. Monatsschrift XLV 1908 str. 455. 

*) Koncept listu uwierzytelniającego w Archiwum królewieckiem 
(Herz. Briefarchiy Entwurfe B I. 30/VI 1548). 

6» 



84 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Kilka następnych miesięcy, spędzonych w ojczyźnie, w Kra- 
kowie i Piotrkowie, stanowi niezmiernie ważny okres w roz- 
woju twórczości Frycza. Należąc do sekretarzy królewskich, był 
bezpośrednim świadkiem wydarzeń, które tak obficie wypeł- 
niają początek rządów Zyofmunta Augusta, jako to uroczysty 
pog-rzeb starego króla w lipcu, uczczony mowami i pismami, 
gwałtowne wystąpienia kaznodziejów przeciwko zepsuciu ko- 
ścioła i ujawnianie się rozłamu religijnego, namiętna kampanja 
paszkwilów i mtryg* przeciwko małżeństwu królewskiemu, wre- 
szcie jesień wypełniona burzliwym sejmem w Piotrkowie. Po- 
wszechne wołanie o reformy, choć jeszcze nieujęte w żaden pro- 
gram, zamiary reform istyczne króla, hasła egzekucyjne szlachty, 
walka z przewagą duchowieństwa, żądanie zmian w kościele — 
wszystko to utwierdzało Frycza w jego planie wystąpienia na 
arenę z własnym głosem, klóry już mógł się oprzeć na mate- 
rjale przemyślanym i ugruntowanym. Nie zadowalniały go już 
rzeczy drobniejsze, które pisał: np. wspomina o liście do przy- 
jaciela, w którym poddał krytyce ówczesny sposób pisania pa- 
negirycznych mów pogrzebowych^) — zapewne pod wpływem 
rozlicznych mów, ogłaszanych po śmierci Zygmunta I. Na ten 
właśnie okres przypuścić wypada powstanie znacznej części 
»Poprawy Rzpltej«, zwłaszcza jej części politycznej. Ale nie było 
mu dane rozwijać w spokoju myśli. 

Powierzając nowe poselstwo do cesarza Karola i króla 
Ferdynanda Hozjusowi, świeżo mianowanemu biskupowi cheł- 
mińskiemu. Zygmunt August przydał mu Frycza w charakterze 
sekretarza. Zadaniem Hozjusa było przeprowadzić odnowienie 
przymierza z Habsburgami i urzeczywistnienie tych żądań w spra- 
wce pruskiej, których niekorzystna sytuacja w 1547 roku nie po- 
zwoliła Łaskiemu pomyślnie załatwić. W marcu 1549 wybrał 
się poseł w drogę, mając jako sekretarzy Frycza i Podoskiego. 
Obecność Frycza była potrzebna ze względu na jego znajomość 
sprawy pruskiej i doświadczenie nabyte w poprzedniej misji. 



W Archiwum nie dochowały się żadne ślady późniejszych stosun- 
ków Frycza z ks. Albrechtem; jedyny ich objaw to egzemplarz ^Poprawy 
Rzplteja z r. 1554 w Bibl. uniw. w Królewcu z własnoręczną dedykacją 
Frycza: >lllmo dei gratia principi Prussiae dno dno clemen.«. 

*) Opera 100. Utwór dziś nieznany. 



w Pradze przy boku lliiz)iisa 85 



Że opanowywał on dobrze w szczeg-ółach zag^adiiijMiia, dla któ- 
rych poselstwo zostało wyprawiono, widać z listu, pisanego 
przezeń z Praufi do wpływowego dworzanina królewskiego, Sta- 
nisława Bojanowskiego, w którym przedstawił obraz pertaktacji 
dyplomatycznych, toczących się między Hozjusem a królem 
Ferdynandem i jego radcami, od przybycia do Fragi do początku 
maja. Sprawozdanie to bardzo obszerne, mające na celu poin- 
formowanie wpływowych kół na dworze, których wyrazicielem 
był Bojanowski '), o trudnościach rokowań, wydaje się ułożo- 
nem w porozumieniu z Hozjusem; Frycz wyrażając się o Ho- 
zjusu w sposób pełen szacunku, jak przystało na lojalnego 
współpracownika, składał zarazem wyczerpujące świadectwo 
zręczności i dobrego orjentowania się królewskiego posła. Rola 
jego jednakże była tym razem skromniejsza, gdyż Hozjus sam 
pracował z nadzwyczajną pilnością i obrotnością. Towarzystwo 
Frycza nie mogło mu być całkiem miłe po zatargach, jakie ich 
powaśniły, a także z powodu zasadniczej różnicy w poglądach 
na autorytet papieża i kościoła, która w ciągu poselskiej podróży 
jeszcze bardziej miała się pogłębić. 

Rok niespełna trwająca podróż, połączona z długiem wy- 
czekiwaniem na dworach. pozost;iwiała Fryczowi wiele czasu 
i sposobności do studjów i pisania. Najdłuższy był pobyt w Pra- 
dze na dworze króla Ferdynanda, od początku kwietnia do po- 
łowy lipca r. 1549. Mając nadzieję pomyślnego załatwienia sprawy, 
Hozjus roztropnie zabiegał o życzliwość królewskich radców, 
żył więc wystawnie i urządzał przyjęcia, na których w uczonem 
gronie rozprawiano przedewszystkiem o aktualnych podówczas 
zagadnieniach reformy kościelnej 2). 

Czeskie ruchy religijne, Husyci, Kalixtyni i Taboryci, Wal- 
densi i Bracia Czescy, skupieni w Jednotę, nastręczały wiele 
tematu do rozpraw, a zwłaszcza oryginalne dzieje postulatu 



>) Bojanowski przesłał 18 maja 1549 kopję sprawozdania ks. Albrech- 
towi, dzięki czemu dochowała się w Archiwum królewieckiein (Herz. Brief- 
arcłiiv B 2, II B 67). >Mitto Illinae V. Dlioni, quae ad me Fricz collega 
Hosii scripsit, ex ąuibus intelliget, nostras lam artiliciosas practicas non 
ita succedeie, ut nos de nobis omnibus spem facimus< — lemi słowy uza- 
sadniał Bojanowski przesłanie kopji. 

2) »Mensas nostras huiuscemodi colloąuiis tanąuam cibis ddicatissi- 
mis repleri solere« — pisze Frycz w maju 1549 (Opera 504). 



86 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

komunji pod dwiema postaciami. Jako pozostałość kompromi- 
sowego rozwiązania walk kościelnych istniała jeszcze podów- 
czas grupa Kalixtynów, którzy za zgodą kościoła katolickiego, 
od którego przyjmowali ordynację biskupów, dopuszczeni byli 
do używania kielicha. Tych król Ferdynand pozostawiał w spo- 
koju. Natomiast grupy radykalniejsze, które w poczuciu solidar- 
ności z protestantyzmem niemieckim odmówiły poparcia Habs- 
burgom w wojnie szmalkaldzkiej, narażone były właśnie w la- 
tach 1547 — 1549 na ciężkie przejścia. Jednota z miast kró- 
lewskich skazana została na w^ygnanie i szukała schronienia 
w Polsce. 

Z zetknięcia się z Jednotą wyniósł Frycz bardzo korzystne 
wrażenia, które odbiły się WM)Poprawie Rzpltej«i). Zakaz tańców, 
gry i biesiad, wyrzucanie ze zboru członków naruszających dyscy- 
plinę, unikanie próżnowania, ćwiczenie się w rzemiosłach, orga- 
nizacja opieki nad chorymi, a zwłaszcza rozczytywanie się w Pi- 
śmie Św. (wmają bowiem księgi święte w rodzinnym języku, 
a wielu z nich umie czytać«) — wszystko to zjednało podziw i 
Frycza dla dyscypliny kościelnej »Bratrzyków«, chociaż ich uważa 
za heretyków i niewszystkie urządzenia pochwala. Zobaczył 
Pismo Św. w języku czeskim, drukowane w Wenecji 2), i stwier- 
dził, że prości »bracia« bardziej są w niem biegli »niż u nas 
wielu księży «. 

Dwa postulaty reformy pogłębił Frycz za swego pobytu 
w Pradze: wprowadzenie języka narodowego do kościoła i udzie- 
lanie świeckim komunji pod dwiema postaciami. Ostatniej spra- 
wie poświęcił wyczerpujący traktat, złożony z dwóch dialogów, 
powstałych w maju 1 czerwcu 1549 pod wpływem rozpraw, to- 
czonych przy stole Hozjusa. Grono dostojnych gości oprócz go- 
spodarza i Frycza stanowili dwaj biskupi i Jan z Hasenbergu,] 
wychowawca arcyksiążąt. Na przyjęciu w święto Wielkanocne 
goście, rozważając słowa Ewangelji o biesiadzie w Emaus, kry- 
tykowali przyjmowanie komunji przez Kalixtynów pod dwiema 
postaciami. Ton nadawał rozprawie teologicznej Hozjus, a dwo- 
rzanie króla Ferdynanda, gorący ortodoksi, popierali jego wy- 
wody; wówczas Frycz sam jeden wystąpił w obronie kielicha 



>) Opera 9U, 371. 
«) Opera 623. 



Dialog o udzielaniu świeckim kielicha g7 



dla świeckich. Spór oczywiście nie został wyczerpany, jak zawsze 
w takich razach bywało, i Frycz arjirunienty swoje zebrał 
w ))DialoŁr o przyjmowaniu sakramentu Ołtarza przoz świeckich 
pod dwiema postaciami, spisany nie dhi rozstrzyg-ania, ale dla 
dyskusji i pouczenia się«. 

Hole dialog-u, który poświęcił Janowi z Hasenbergu, po- 
dzielił mitjdzy llarpagusa, przeciwnika kielicha, i Aratora, rów- 
nież katolika ale zwolennika pewnych reform w kościele. Har- 
pagus, przez którego widocznie przeziera Hozjus, zajmuje sta- 
nowisko bezwzględnej ortodoksji, niecierpłiw'i się wywodami 
swego rozmówcy czerpanymi z Pisma św. i opieka się głównie 
na powadze kościoła, który świeckim kielicha zakazał. Arator — 
oczywiście Frycz sam — nie godzi się na takie rozstrzyganie 
sprawy: »Tylekroć mówiłem, abyśmy teraz nie wciągali autory- 
tetu kościoła; pragnąłem bowiem z tobą o przyczynach zakazu 
kielicha rozwinąć dyskusję a nie opierać się o autorytet ko- 
ścielny; wszakże wiesz, że go wysoko stawiam i we wszystkiem 
jestem mu posłuszny, ale inny jest sposób rozumowania w dys- 
kusji, iimy, gdy odwołujemy się do autorytetu. A ponieważ obaj 
należymy do tego samego obozu, starajmy się, aby ci, co w cie- 
niu kościoła śpią na obydwoje uszu, usłyszeli wreszcie słowa 
pańskie: Strzeżcie się ufać słowom kłamliwym, powtarzającym 
MŚwiątynia Pańska, świątynia Pańska, świątynia Pańska !« Jakaż 
to bowiem świątynia Pańska, która przekracza przepisy jego sło- 
wa?« 1). Zwłaszcza mocno oburza się Arator-Frycz, gdy przeciwnik 
grozi oddaniem w ręce inkwizytorów tych, co z uporem trwają 
przy zdaniu niezgodnem z autorytetem kościoła 2), akcentując 
zasadę wolności dyskusji, którą wygłosił już w »Mowie o wy- 
słaniu posłów na sobór«. Ostrzejsze wyrażenia Frycza o roz- 
mówcy, odmawiającym mu prawa swobodnej dyskusji nad urzą- 
dzeniami kościoła, są bezwątpienia echem ówczesnego jego sto- 
sunku do Hozjusa, który staje się coraz drażliwszym. 

Rozmowa Aratora z Harpagiem odbija w^cale wiernie stan 
<3wczesny w kościele polskim i sposób patrzenia najgłębszych 
jego myślicieli na sprawę reformy Z jednej strony występował 
duch nowy, krytycyzm, opierający się tylko na Piśmie św\, 



1) Opera 519. 

»i Opera 526-530. 



38 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

odrzucający tradycję kościelną, o ile ona nie godziła się z brzmie- 
niem Pisma, przypuszczający zatem, że w kościele nagro- 
madziło się wiele błędów, i przypisujący sobie prawo ich po- 
prawiania; z drugiej przeciwstawiał się kierunek tradycyjny^ 
opierający się przedewszystkiem na autorytecie kościoła, bez- 
względnie posłuszny papieżowi, odmawiający wiernym prawa 
krytyki. Zrazu reformiści mieszczą się obok ortodoksów w ra- 
mach kościoła katolickiego, gdyż obawiają się jego rozbicia 
i wierzą w możliwość reform. Ale gdy pierwsi stosują bez- 
względnie swą metodę krytyczną i, nie uznając autorytetu, gro- 
madzą argumenty z Pisma św. i żądają usunięcia wszystkiego^ 
co ich krytyki nie wytrzymuje, drudzy podejrzy wają ich o ciche 
sprzyjanie herezjom i rozdrażnieni śmiałemi ich wystąpieniami 
woleliby ich widzieć poza obrębem kościoła, jeśliby powaga ko- 
ścioła, poparta ramieniem świeckiem, nie mogła przywieść ich- 
do uległości. 

Żądanie kielicha dla świeckich na podstawie Pisma św.^ 
oznaczające zniesienie pewnego rodzaju przywileju, z którego- 
dotąd tylko duchowieństwo korzystało, było pierwszym postu- 
latem katolickich reformistów w Polsce, obok którego wkrótce- 
wysunął się postulat drugi, także równający kler z świeckimi: 
zniesienie bezżeństwa księży. Jak pierwszy, tak i drugi, zna- 
lazły swego teoretyka we Fryczu, który w dalszych miesiącach 
tejże samej poselskiej podróży, za pobytu w Belgji, oświetlił 
krytycznie odpowiedni ustęp Pisma Św., stanowiący podstawę 
zaprowadzenia celibatu przez kościół. 

Załatwiwszy bowiem pomyślnie sprawy u Ferdynanda, 
ruszył Hozjus z swym orszakiem przez Niemcy do Niderlandów, 
na dwór cesarza Karola. Przez Ratyzbonę, Dylingę, gdzie ich 
przez trzy dni gościł kardynał Otto Truchsess, przyjaciel dworu 
polskiego, przez Norymbergę, Wiirzburg, Heidelberg, Neustadt,, 
wszędzie przyjmowani przez biskupów lub dworzan elektor- 
sJiich, zawierając znajomości z wybitnymi pisarzami katolickimi, 
Dominikiem de SoŁo, Piotrem Canisiusem, profesorami ingolsz- 
tadzkimi Staphylusem i Isingrinem ^), zdążali wysłannicy polscy 
do Lowanjum i Antwerpji. Tu spędziło poselstwo większą część 
września, oczekując przyjazdu dworu cesarskiego, i tu powstała 



') Reszki Hosii Vi ta, Epistolae I, str. XVI -XVIII. 



Podróż do Niderlandów i rozprawa o celibacie 89' 

(Irugra rozprawa reformacyjna Frycza, dotycząca zniesienia celi- 
batu, poil tytułom: wTraktat o słowach ś\v. Pawła z listu do 
Koryntjan 1, 7. Bonum ost lioniini uxorem non tany^ereK '). 

Nie zwalczał tu Frycz wprost celibatu, wykazywał tylko 
że ów zasadniczy tekst św. Pawła wcale nie zawiera w sobie 
zakazu małżeństwa księży. Pismo św. i rozumowanie są jego 
orężem w traktacie. »Ponieważ na żadnego mistrza słowa nie 
przysiągłem — kończyn), — mniemam, że należy mi się to 
ustępstwo, iżbym w dyspucie wyżej stawiać mógł wzirlędy ro- 
zumu niż autorytety, zwłaszcza iż ile wiem nie ubliżam w ni- 
czem religji ani zdaniom Boga nieśmiertelnego«. 

Nie przewidywał zapewne Frycz wówczas, jaką rolę Dia- 
logi jego odegrają w polskim ruchu reformacyjnym, że ich tezy 
i obronę nieraz będzie zmuszony rozwijać, że przeciwko nim^ 
wystąpi z własnymi Dialogami sam Ho/jus, również zachowując 
rolę Aratora i Harpaga. 

Na razie w jego towarzystwie pełnił Frycz obowiązki se- 
kretarskie, stosownie do potrzeb misji poselskiej. W relacjach 
Hozjusa spotykamy dwukrotnie wzmianki o tych czynnościach. 
Tak naprzykład dowiadujemy się, że w dniu 12 i 13 września 
1548, gdy do Antwerpji zjechał dwór cesarski, Frycz z polece- 
nia posła parokrotnie udawał się do Antoniego Granvelli o wy- 
jednanie audjencji u cesarza. Granvella oczekiwał wizyty Ho- 
zjusa, ten zaś, wysoko nosząc majestat swego króla, nie chciał 
go odwiedzać, zanim nie będzie przyjęty przez cesarza. » Po- 
słałem tedy Frycza — opisuje Hozjus Kromerowi 3) — , aby wy- 
badał, czego sobie życzy, a zarazem wytłómaczył mnie, iż udać 
się doń tak szybko nie mogę, nie mając pod ręką koni. On na 
to: cały dzień wczoraj oczekiwałem odwiedzin. Odrzekł Frycz, 
jak mi sam opowiadał: a on (Hozjus) nic o tern nie wiedziała 



») Czy dwie te rozprawy ogłoszone zostały bezpośrednio przez Frycza 
drukiem? W początku r. 1558 wspomina o nich : sprzed ośmiu prawie laty 
wydałem dwa Dialogi« (Opera 596), ma zatem na myśli rok 1550; żadna 
jerliiakże edycja Dialogów z przed r. 1554 nie jest nam znana. W każdym 
razie forma przedmowy i zakończenia »Traktatu o słowach Św. Pawła«: 
z r. 1549, zwróconych wyraźnie »do czytelnika*, świadczy, iż pisząc prze- 
znacza! go Frycz do publikacji. 

*) Opera 540. 

3) 1 października 1549 (Hosii Epistolae I 349— 3.Ó0). 



90 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



jak tylko to, że się zgłosił. Czyż chciał — odpowiedział Granvella — 
abym ja się do niego wybierał? Pytał następnie Frycz, czy mogę 
udać się do cesarza. Odpowiedział, że za cesarzem będę musiał 
jechać do Brukseli, ale mogę odwiedzić księcia Hiszpanji (Fi- 
lipa), byle tylko wiedział, z czem się doń zwrócę... Nie było mi 
też przyjemnie, iż Frycz mu nie w^yjaśnił, że wiozę tylko przy- 
jacielskie życzenia i pozdrowienia. Wnet przeto posłałem Po- ą 
doskiego z kartką itd«. 

Gdzieindziej zaś, w relacji złożonej królowi^), wspomina 
Hozjus o udziale Frycza w pertraktacjach z Granvellą, dotyczą- 
cych wyznaczenia komisarza cesarskiego dla spraw pruskich. 



V. 
Poprawa Rzeczypospolitej* 



1 



Po trzymiesięcznym pobycie w Brukseli na dworze Ka- 
rola V powróciło poselstwo polskie z początkiem 1550 roku do 
Ferdynanda, bawiącego w Wiedniu, i dokończywszy spraw po 
myśli króla Zygmunta Augusta, stanęło w marcu W' Krakowie. 
Hozjus otrzymał sakrę biskupią, — Frycz osiadł w Krakowie 
i oddał się pracy pisarskiej, nadzwyczaj wytężonej. Jakkolwiek 
tytułuje się sekretarzem królewskim, jednakże prawdopodobnie 
nie był stale opłacanym i stale zatrudnionym w kancelarji kró- 
lewskiej. 

W tym to czasie w przeciągu roku kończy dwa dzieła 
pomnikowe, które stały się dlań źródłem sławy, ale i wielu Ą 
przykrości zarazem. Jedno z nich rozwinęło program dążeń re- 
formy kościelnej w Polsce, drugie — program reform politycz- 
nych i społecznych. Obydwa znane nam są pod wspólnym ty- 
tułem wpięciu Ksiąg o Poprawie Rzeczypospolitej^, ale w pier- 
wotnym pomyśle, jakby wynikało z odrębnej ich struktury 
i chęci drukowania ich osobno, miały tworzyć dwie odrębne 
całości. 

Dzieło polityczne z powodu zbiegu wypadków ukazało się 
wbrew planowi autora pierwej, wyszło mianow-icie z drukarni 



^) 23 czerwca 1550 w IMotrkowie (Hosii Epist. I H91) 



Pierwsze wytlaiiie »I'oprawy Kzpltej* 91 



Łazarza z końcem czerwca 1501 p. t. oCommentariorum de Re- 
publica emendanda lihri quiiuiiie«, przynosząc jednak zaledwie 
trzy księg-i: o obyczajach, o prawacli i o wojnie, poprzedzone 
dłuższą przedmową do króla Zyufmunta Aug-usta i krótszą do 
wszystkich stanów narodu polskiego. Już z przedmów tych 
okazuje się, że nowe dzieło jest świadomą kontynuac3Ją dotych- 
czasowej działalności publicystycznej, którą autor przerwał w r. 
1546. aby nie rozpraszać się na drobne akcje a opracować sy- 
stem rozleg-ły, dotykający wszystkich dziedzin życia publicznego. 

Pobudki wewnętrzne, które go skło^iiły do tej pracy, wy- 
mienia te same co i dawniej. Najpierw krytyczny pogląd na 
stan ojczyzny, opartej na wadliwych fundamentacli, niepokój 
o jej przyszłość i oburzenie z powodu praw tak niesprawiedli- 
wych — główszczyzna i tu na pierwszy plan się wybija; autor 
obawia się. że ustrój niezdrowy Rzpltej poderwie jej byt przy 
nadejściu jakiejkolwiek gwałtowniejszej burzy z zewnątrz. Po- 
wtóre — pragnienie, aby sternicy nawy państwowej korzystali 
z doświadczeń historycznych i dorobku filozoficznego ludzkości; 
ponieważ zdanie uczonych jest pogardzane, Frycz usiłuje wy- 
walczyć dlań poszanowanie i nie waha się wystąpić z radami, 
Mwyniesionemi raczej ze szkoły niż z dworu«. Wobec tych zaś, 
którzyby mu odmawiali prawa zabierania głosu w sprawach 
publicznych, powołuje się na przysięgę, którą złożył przy wpi- 
saniu w poczet sekretarzy królewskich, a która zobowiązywała 
go ))przed królem i rządzącymi nie ukrywać niczego, cokolwiek 
by wiedział o sprawach tak szkodliwych, jak pożytecznych 
i uczciwych, obchodzących Rzpltą«. 

Dzieło swoje oddał Frycz w opiekę młodemu królowi. 
»Spodziewając się, że te moje roztrząsania nie będą ci niemiłe, 
tobie je do przeczytania przedkładam i pod wezwaniem twego 
imienia ogłaszam« — pisze w dedykacji do Zygmunta Augusta, 
Treść owej dedykacji i ton jej są bardzo charakterystyczne dla 
autora; ani słowa tam uniżoności, ani jednego frazesu zdawko- 
wego, ani jednego zwrotu dworackiego. Przemawia w tonie 
pełnym powagi, wypływającym z poczucia wartości własnej 
pracy, ale zarazem z szacunkiem należnym majestatowi kró- 
lewskiemu; niema tam śladu owej buty lekkomyślnej, z jaką 
odzywał się do króla Orzechowski w swym wWiernym podda- 
nym(^ Owszem, poprzez rady i ostrzeżenia, których królowi 



92 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

udziela, przebija się przywiązanie a nawet miłość do dynastji 
Jagiellońskiej i najmłodszej jej latorośli; wiara w szczęśliwą 
gwiazdę i dobre chęci Zygmunta Augusta napawa go optymi- 
zmem i zachęca do snucia uwag przed królem, który pozwalał 
żywić nadzieję, iż je potraktuje poważnie i życzliwie. 

Poza królem do nikogo nie zwraca się Frycz imiennie;^ 
a tylko poleca książkę »senatowi, biskupom, duchowieństwu^ 
szlachcie i ludowi sarmackiemu«, z góry ostrzegając, że będzie 
objektywny, sprawiedliwy, ale i bezwzględny, że nie myśli 
ubiegać się o tanią popularność i nie będzie wysilał się na wy- 
chwalanie stosunków polskich, które zasługują na krytykę. Kto- 
by tego w jego dziele chciał szukać, niech go nie bierze do- 
ręki, bo jego zamiarem jest »okazać błędy w obyczajach, pra- 
wach i sądach, wytknąć nadużycia różnych stanów i akcji i po- 
dać spo!-ób powrotu na właściwą drogę«. 

Dzieło o poprawie Rzpltej nie miało opiekunów, nie bro- 
niło interesu żadnego stanu, żadnej możnej grupy, ani jednostki. 
Wprawdzie szlachta w owym okresie występowała z gwałtowną 
krytyką polskich urządzeń państwowych i stosunków społecznych^ 
wytykała również błędy i nadużycia, ale jakże odmienne- 
były jej dążności od tych, które ożywiały dzieło Frycza! Obok 
niektórych słusznych pretensji do magnatów i biskupów, ataki 
szlachty zdążały do wyzyskania urządzeń państwowych na rzecz 
swego egoizmu stanowego, gdy Frycz najostrzej sprzeciwiał się 
wszelkim wyłącziiościom stanow^ym i walczył o wzmocnienie 
autorytetu państwa, o pierwszeństwo dla interesu ogólnegO' 
i poprawę doli tych stanów, którym najbardziej zagrażała ro- 
snąca wszechwładza szlachty. 

Rozważania jego stoją też w bardzo luźnym stosunku da 
ówczesnego ruchu reformistycznego, który prow^adziła szlachta 
na sejmach i sejmikach; ten i ów projekt jego mógł znaleźć 
uznanie szlachty lub magnatów, jednostki bardziej bezstronne 
i patrjotyczne mogły nawet darzyć jego dzieło cichym szacun- 
kiem, ale wziętości pod żadnym warunkiem zdobyć nie mógł. 
Był też tego świadom i na popularność nie liczył — ta mogła 
przypaść Orzechowskiemu, który przeplatał swą krytykę ówcze- 
snych stosunków grubem schlebianiem szlachcie Lub ducho- 
wieństwu. Wśród dśobistości współczesnych nie widzimy też; 
nikogo, ktoby odważył się słowem czy pismem poprzeć wystą- 



Zimne przyj«;cie polityi'zn}ih jej ksiąg 93 

pienie Frycza; Jitu diarjusze sejinowo ani spółczesne broszury nie 
przynoszą nam wyraźniojszcLTo echa jot^o pu^^lądów. Może taki 
Jan Tarnowski stal w niejednem j)0 stronie autora »Popra\vy 
Rzpitejtt, wykształceni przedstawiciele stanu mieszczańskiego 
zapewne wdzięczni mu byli za obronę plebejuszów, dzieło bez- 
wątpienia było szeroko czytano, na ogól jednak nie odnajdu- 
jemy żadnych objawów w ówczesnem życiu politycznem i iite- 
rackiem Polski, którcbyśmy poczytać mog-li za bezpośrednie na- 
stępstwo pojawienia się » Poprawy Rzpltej«. Późniejsze dopiero 
czasy, inni ludzie, a często dopiero cudzoziemcy, oddać mieli 
sprawiedliwość autorowi. 

Zupełnie inne przyjęcie zg"otował los drug-iemu dziełu Fry- 
cza, które, jakkolwiek później obmyślane, wcześniej gotowe 
było do druku niż »Poprawa Rzpltej«. Księga o Kościele ogło- 
szona być miała pierwej, jak Frycz wyjaśnia, »z pewnych a za- 
prawdę poważnych przyczyna ^j, bezw^ątpienia z powodu pono- 
wnego zwołania soboru na 1 maja r. 1551 do Trydentu. Fryczowi 
jak i zwolennikom reformy zależało na tern, aby poszczególne 
jej hasła mógł najbliższy sejm WTaz z królem rozważyć i z od- 
powiedniemi instrukcjami wyprawić polskich posłów na sobór. 

Druk Księgi o Kościele postępował szybko w jednej z dru- 
karń krakoW'skich, gdy wieść o niej spowodowała wkroczenie 
cenzury kościelnej i konfiskatę"^). Cenzura spoczywała podów- 
czas od r. 1523 w rękach Akademji; z świadectwa Orzechow- 
skiego wynika, że istotnie przeciwko księdze Frycza wystąpili 
profesorowie Akademji, ))impuri homines« podług sposobu wy- 
rażania się Orzechowskiego 3). Wobec tak niespodzianego obrotu 



') De Rep. emend. 1551 karta ostatnia. 

*) Z druku owego fragment tylko do naszych czasów ocalaf; odna- 
lazł go ks. Ignacy Warmiński w Bibl. miejskiej w Wrocławiu, liczy on 
S arkuszy, liczbowanych A — H^, to jest obejmuje większą część dzieła; 
z czcionek i papieru wnioskuje ks Warmiński, że książkę drukował Ła- 
zarz (Kilka kart str. 22). Logiczne jest także przypuszczenie ks. Warmiń- 
skiego, że do uPoprawy Rzpltej* miał być ten sam druk dodany w sposób 
mechanicznj' w razie przepuszczenia go przez cenzurę synodalną. 

») iDoluisti aliąuando literis ad me datis — przypominał Frycz 
Orzechowskiemu — quod me impuri homines de Ecclesia agere passi non 
sunt librumąue meum de hac ipsa Ecclesia ex prelo librario eiecerunt Clare 
etiani testatus es probari tibi libros meos« fOrich. C3). 

»Tu abhinc fere decennium impuris hominibus, sic enim vocabas 



94 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

rzeczy postanowił Frycz dzieło owe wcielić jako księgę czwartą 
do swej politycznej wPoprawy Rzpltej«, do której trzech ksiąg' 
(o obyczajach, prawach, wojnie) dołączył jeszcze jedną: o szkole. 
Taką też zawartość wymienia nam karta tytułowa wydania »Po- 
prawy Rzpltej«, które się ukazało w Krakowie u Łazarza w po- 
łowie roku 1551; wewnątrz jednakże wbrew zapowiedzi nie 
znajdujemy ani księgi o kościele ani o szkole, a tylko krótkie 
zawiadomienie autora na ostatniej karcie, podpisane 25 czerwca 
r. 1551, wyjaśnia czytelnikowi, że »dziwne losy przeszkodziły« 
pojawieniu się ich, i obiecuje ogłosić je, »o ile losy te kiedyś 
się odmienią«. 

W lat kilka później dotrzymując tej obietnicy, tak autor 
przedstawiał przyczynę owego zakazu: »Rzecz była już rozpo- 
częta; wszakoż, by jej nie doprowadzić do końca, wmieszały się 
pewne osobistości, zacne ćoprawda i uczone, ale zbytnio lękliwe, 
obawiające się, »by przez ogłoszenie mego dzieła religja nie 
poniosła uszczerbku« ^). Wieść o zakazie druku, uzasadniona 
w taki sposób, rozpowszechniona została szeroko, co autora 
mocno zabolało. Zwrócił się więc do tych, »za których wolą 
i rozkazem cała sprawa się rozgrywała«, z prośbą o wyzna- 
czenie mu czasu i miejsca, na któremby mu oskarżyciele wy- 
tknęli błęd}^ on zaś mógłby się z nich wytłómaczyć. 

Owym czynnikiem rozstrzygającym miał być synod pro- 
wincjonalny, zwołany na 8 czerwca 1551 do Piotrkowa. Frycz 
posłał książkę pod ocenę synodu, oświadczając, że gotów jest 
poprawić, jeśli w czem zbłądził 2). Synod jednakże konfiskaty 
nie uchylił, opierając się na przedstawieniu sprawy przez Ho- 
zjusa, który Fryczowi z Piotrkowa odpisał, iż potępia jego próby 
samodzielnych rozumowań, odbiegających od urzędowej i tra- 
dycyjnej interpretacji nauki katolickiej ^). Upragnionej dyskusji 



Magistros ąuosdain et Canonicos Cracovienses, irascebaris qui me de Eccle- 
sia agere passi non sunta (Orich. Dj). 

O Opera 214. 

2) Hosii Epist, II 519. 

') sScripseram Fiotrcovia, mihi non placere singulares intellectus* 
Epist. II 79). Że Hozjus tak właśnie rozumiał swój zarzut, świadczy jego 
charakterystyka odszczepieństwa: »Segregaveruńt se suo ąuodam singu- 
lari iudicio, nam cum idem antea sensissent, quod nos et qaod uniyer-sa 
sentit ac semper sensit Ecclesia, ab eo postea recesserunt atąue ita sin- 



Kontiskala Księgi o Kościele 95. 



Frycz nie uzyskał: zasłoniono się brakiem czasu i pilnemi za- 
jęciami »). Nie mając wyjścia, poddał się na razie wyrokowi 
i » I 'oprawę Rzpltejc, oułosił bez Księi^i o Kościele, ale Hozju- 
sowi odpowiedział ostrem pismem, krytykując także synod 
w sposób, który się Ilozjusowi wydał protestanckim 2). 

O piśmie tem, dzisiaj nieziianem, wyraża się Frycz nastę- 
pująco: wZebrawszy razem wszystkie zarzuty, z różnych stron 
mi stawiane, wytłómaczyłem się osobnem pismem, które roze- 
słałem zarówno różnym osobom publicznie i prywatnie, jak 
i właściwym sprawcom owego zajścia, spodziewając się a nawet 
prosząc, aby rozprawili się ze mną w całej tej sprawie piśmiennie, 
gdy nie chcieli osobiście; lecz ani tego nie uzyskałem«. Z ca- 
łego przebiegu wynika niedwuznacznie, że za sprawcę swych 
przykrości i istotną sprężynę konfiskaty uważał Frycz od samego 
początku Hozjusa i że do niego odnosił swe wyrażenia o oso- 
bach zacnych i uczonych a lękliwych. O zakulisowym rozwoju- 
sprawy musiał on byc dobrze poinformowany: Hozjus w liście 
do Kromera 3) wprost wskazuje, że poza wystąpieniami Frycza, 
przeciw synodowi kryje się postać tego, który z obrad synodu 
usunięty został. 

Był nim Jakób Uchański, stary znajomy Frycza, przedtem 
kanonik krakowski i referendarz koronny, od grudnia 1550 bi- 
skup nominat chełmski. Hozjus zgodnie z opinią ortodoksyjnego 
duchow^ieństwa był przekonany o istnieniu poufnego sojuszu 
między Fryczem a Uchańskim w walce przeciw istniejącemu 
porządkowi kościelnemu. Uchański już od lat kilku uchodził' 
w kołach kościelnych za zwolennika reformacji, tak z powodu 
poglądów, które wygłaszał, jak wskutek przestawania z oso- 
bistościami, podejrzanemi o sympatje luterańskie; obecnie zaś 
miał on szczególne powody do rozdrażnienia przeciwko Rzy- 
mowi, jak i miejscowemu klerowi wyższemu. Mianowicie otrzy- 
mawszy od króla nominację na biskupstwo chełmskie, spotkał 
się z oporem kurji, który był następstwem zabiegów i oskarżeń 

gulares ąuosdam suos intellectus seąuuti, in varias partes dissecti 
suntc (Confessio 1553 k. 43v). 

') Opera 214. 

*) »More cacangelicoruin«, list ów otrzyma! Hozjus w końcu sierpnia. 
^Bpistolae II 79). 

») 3 września 1551 (Epistolae II 79). 



96 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

ze strony duchowieństwa polskiego. W kwietniu 1551 zamiast 
prekonizacji przysłano z Rzymu artykuły, z którycłi Uchański 
miał się oczyścić na śledztwie kanonicznem. Kapituła krakow- 
ska zajęła wobec niego stanowisko nieżyczliwe; przywódcy jej 
z Kromerem na czele, układając instrukcję na synod czerwcowy, 
przed którym Uchański chciał się tłómaczyc, wystosowali prze- 
ciw niemu długą listę oskarżeń, podnosząc między innemi, że 
rozczytuje się w książkach heretyckich, w rozprawach broni 
herezji, z heretykami przestaje i przyjaźni się^). Skutkiem tych 
podejrzeń i oskarżeń synod piotrkowski wykluczył Uchańskiego 
od uczestnictwa. Rozgorj^czyło go to, ale nie odstraszyło: w za- 
biegach sw^oich o stolicę chełmską znalazł poparcie u samego 
króla, któremu umiał wytłómaczyć, iż sprzeciw^ Rzymu ubliża 
jego władzy zwierzchniczej. Wbrew duchowieństwu król po- 
szedł tu za radą Jana Tarnowskiego, który prosił, aby w spra- 
.wie Uchańskiego wysłać do Rzymu umyślnego posła w osobie 
Bojanowskiego lub Krzysztoporskiego 2); w lipcu istotnie Krzy- 
sztoporski wyjechał do papieża z pismem królewskiem, które 
odniosło pożądany skutek. 

Zabiegi te Uchańskiego i jego przyjaciół czynione były 
w Krakowie w miesiącu czerwcu i lipcu, to jest wtedy właśnie, 
gdy Frycz wzburzony na decyzję synodu przygotowywał roz- 
prawę z Hozjusem. Jego literacka praca stała w ścisłym związku 
z temi kołami politycznemi i kościelnemi, które niezadowolone 
z ówczesnego stanu planowały przeprowadzenie reformy w ko- 
ściele. Rzeczą znamienną jest, że znajdował on się w bliskich 
stosunkach osobistych z tymi właśnie politykami, których Kro- 
mer wymienia Hozjusowi jako popleczników Uchańskiego ^). 
U Jana Tarnowskiego bywał już przedtem gościem przy stole''); 
świadectwo jego poufnych stosunków z Bojanowskim mamy 
już w korespondencji 1549 roku; Krzysztoporski, rodak z sie- 
radzkiego, był jego przyjacielem od lat wielu i miał nim zostać 
na przyszłość; nim to opiekował się Frycz w młodości, za stu- 
cljów witenberskich, a w starości zwracał się do niego w sło- 



») Zebrzydowskiego Korespondencja wyd. Wislocki str. 483. 
*) Wierzbowski Uchansciana V 90—96. 
») Epistolae II 67. 
♦) Opera 77. 



WspótilKiuIanit) z Uchańskim 97 



wach u^orących, pełnych uczucia braterskiefco i). Wpływ Tarnow- 
skiego na dworze królewski ni w owym okresie dostatecznie 
jegt znany; Rojanowski i Krzysztoporski, dworzanie, gorący 
zwohMinicy reformy, ohcowaH z królem ustawiczni*^ i poufale; 
z innych przyjacn)ł Frycza byli potiadto na dworz*' .łan Luto 
mirski, kasztelan brzeziński i starosta łęczycki, piastujący go- 
dność podskarbiego nadwornego 2), oraz Stanisław Drohojowski 
brat biskupa kujawskiego, obaj przyjaciele nowego ruchu. 

W kołach ortodoksyjnych panował wielki niepokój o za- 
chowanie się króla w sprawie kościelnej. Jeszcze za życia bi- 
skupa Maciejowskiego uważał Hozjus za konieczne wplatać 
w swe raporty polityczne przestrogi dla Zygmunta Augusta, 
ie naruszanie autorytetu papie/a w rzeczach kościoła i wiary 
pociągnie za sobą upadek autorytetu władzy monarszej w rze- 
czach świeckich. Przytaczamy tu owe ustępy, tern bardziej, że 
są one zarazem odpowiedzią Hozjusa na żądania Frycza, wy- 
suwane w porozumieniu z wpływowymi na dworze czynnikami. 
Hozjus pisał 3): »Gdybym chciał bredzić, przyznawałbym sobie 
prawo orzekania, że apostołowie zbłądzili, zakazując duchownym 
i diakonom zawierania małżeństwa; że zbłądziły sobory i wszyscy 
Ojcowie kościoła, tegoż będący zdania, iż duchowni nie powinni 
się żenić; że Ja tylko jeden mądry jestem wraz z owym zacnym 
Jowinjanem, przed tysiąc laty za herezję potępionym, za którego 
sprawą księża i zakonnicy się żenili a zakonnice opuszczały 
klasztory i wstępowały w związki małżeńskie. Mógłbym twier- 
dzić, że wówczas Duch św. nie był w kościele, lecz że krył się 
gdzieś po lasach. Ale ja Boga proszę, by mnie uchronił od ta- 
kowego obłędu; taksamo i w sprawach Rzpltej nigdy w obt'- 
■ciiem mojem poselstwie nie dopuszczę do niczego, coby nie 
było zatwierdzone przez wszystkie odpowiednie czynniki, a przy- 
najmniej polecone mi przez króla. Jak bowiem teraz religja jest 
w niebezpieczeństwie z tej właśnie przyczyny, iż nie słucha się 
jednego tylko namiestnika Chrystusowego na ziemi, ale każdy 

'I Poświęcając n)u w r. 1561 swe traktaty o grzechu pierworodnym 
i wolnej woli, nazywa go »suoini bi-ateni«, z czego mylnie w) wniosko- 
wano o istnieniu Jana Krzysztofa Modrzewskiego, brata naszego pisarza. 

'■') Hosii Epistolae II 30. 

') Epistolae 1 383. 

St. Kot: A. Frycz Modrzewski 7 



98 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

podług- własnego rozumienia cłice w rzeczacłi wiary stanowić^ 
tak i Rzplta przyjść musi w niebezpieczeńslwo, jeśli każdy 
w jej sprawa(;li zechce mieć swobodę stanowienia podług swego 
widzimisię anie podlegać raczej rozkazom jednego, wydawanym 
na podstawie zgody ogólnej. Proszę Boga, aby u nas do tego 
nie przyszło, aby podobnie jak wielu niedoświadczonych uważa 
za godziwe rozprawiać o zarządzeniach kościoła i podawać je 
w wątpliwość a nawet odwoływać nie. wiem na podstawie ja- 
kiej władzy, aby taksamo nie uważali za godziwe podawać 
w wątpliwość postanowień królewskich a cóż dopiero kryty- 
kować je i potępiać. Jakże bowiem mieć będzie powagę i .sta- 
łość to, co jeden król postanowił, gdy wagi i stałości mieć nie 
będą decyzje świętej Stolicy apostolskiej, wszystkich królów 
i książąt, całego zgromadzenia biskupów, wszystkich świata ca- 
łego stanów, powzięte na soborze powszechnym« ? i) 

Coraz częścit-j pojawiające się. zwłaszcza w Małopolsce, 
małżeństwa i odstępstwa księży (Feliks Krzyżak, Jakób Sylvius, 
Walenty z Krzczonowa, Marcin z Opoczna. Marcin Krowicki) 
a przedewszystkiem zajścia z Orzechowskim znajdowały go- 
rących popleczników wśród magnatów i szlachty, którzy unie- 
możliwiali biskupom karanie a czasem nawet sądzenie pozwą- _ 
nych. Na ostatnim sejmie 1550 roku wybuchła burza przeciw^ ' 
biskupom, posłowie w długich mowach rozwijali » prawdziwą 
myśl« Ewangelji w poszczególnych artykułach wiary i napadali 
na »błędy papieżnikówK. Podług opisu spółczesnego^), na próby 
sprzeciwu ze strony bisku[)ów posłowie ))odcinali się z nawiązką, 
oburzając się na nieprawdopodobne nieuctwo i ślepotę bisku- 
pów, zaklinali ich na Boga, by leniwcy czytali przynajnuiiej; 
Biblję i Nowy Testament; na ogół nigdy tak otwarcie i jawnie 
z biskupami nie mówili o Ewangelji; przedtem biskupi uważali 
za żart i zabawę, gdy kto rozprawiał o religj.i, ale teraz widząc, 
iż szlachta przejęta jest Ewangelją z takiem zacięciem i pewnego 
rodzaju nabożnym zapałem, zoczyli, że położenie jest bardzo po- 
ważne«. Na sejmie szlachta rozrywała pisma Kalwina i Zwin- 



') Pisane w czerwcu 15i9, ponownie przypominane królowi w czer- 
wcu 1550 (Hosii Epist. I 383). 

2) List Jana Mączyńskiego z 24 sierpnia 1550 (Wot&chke Bnef- 
wechsel der Schweizer mit den Folen str. 28 — 30). 



w ziost di)/.iiości do reformy kośiielncj y9 

y;leyf(). .lesicnia lófM) r. zt"brał si<j pirruszy synod prolcstiuicki 
w Pińczowie, na kh>ryin przyjtjto za radą Staiikara orjcranizacjfj 
zborową podłu^r wzoru 1. zw. kol<>ńskietro i pcczcjto wprowa- 
dzać iiahożtMislwo protestanckie. 

Wszystkie to objawy przeraziły biskupów, /a cenę ukoro- 
nowania Barl)ary wyjednali od iu-<')la przywilej z \'2 Ł»-iudnia 
15ńO*), w którym zobt)wiązał się jedność ko.ścioła ulrzynuić, od- 
stłjpconi LTodmiści ani uizęilów nie dawać, a nawet karać ich 
poHłni; dawnych surt)wych statutów. Minio to szczerość króla 
nie była pewna a wkrótce tdiazało się, że edykt powyźs/y nie 
jest ściśle stosowany i że król edstępconi pobłaża Próby ak< ji 
na własną rękę, podjęte przez biskupów i kap tuły, zwłaszc/.a 
krakowską, natrallły na tak silny opór szlachty, że tracono wiarę 
w ich powodzenie. Nie wróżyło pomyślnie dla kościoła samo 
postępowanie biskupów i ich brak trorliw'ości w rzeczach wiary. 
Jedni z nich otwarcie sprzyjali reformie, jak Leonard, Droho- 
jowski, Uchański, inni i lo większość - nie posiadali albo wy- 
kształcenia albo ducha pobożności albo wogóle powołania, nie- 
zbędnego do spełnienia swej misji (Izdbieński, Noskowski, Ze- 
brzydowski, a przedewszystkiem arcybiskup Dzierzgowski). 

Świadomość zepsucia w' kościele i rozdźwic.-ku między wy- 
mai^aniami reliirji a praktyką ówczesneg-o społeczeństwa chrze- 
ścijańskiego była lak żywa i tak ogólna, że nawet światlejsze 
jednostki z pośród kleru ortodoksyjnego dawały jej ułośny wyraz, 
.lako karcący nadużycia zasłynął wówczas ponad w^szystkirh 
Łukasz z Orłowa, kaznodzieja katedry krakowskiej a z czasem 
kaznodzieja nadworny. »Nie szczędzisz króla ani senatora, ani 
biskupa ani księdza ani ludu — chwalił go Frycz, pilny słu- 
chacz jego kazań, dedykuiąc mu 1 maja 1551 traktat o poście — 
pod tym względem, ile wiem. niczego więcej od ciebie w^yma- 
gać niep')dobna« 2). Tego rodzaju public/ne wystąpienia wpajały 
w zwolennik(')w gruntownej reformy kościoła nadzieję, że nie- 
daleką już chwila, w której Rzym i hierarchja porzuca swe 
nieubłagane stanowisko. Frycz napierał też na Orłowczyka. 
aby posunął się krok dalej w swej krytyce istniejącego stanu:. 



') Zakrzewski Pow.stanie i wzrost reformacji str. 62.; Korze- 
niowski Orichoviana sti-. 698. 
«) Opera 434. 



100 St. Kot: A Fiycz Modrzewski 

powołując się na szerokie groiiO wspólnych wybitnycli przyja- 
ciół, żądał odeń, by w interpretacji podstawowych zagadnień 
religfji bardziej trzymał się Pisma św. niż tradycji i przestał się 
krępować względami na zwierzchników kościoła: inaczej narazi 
się na posądzenie, że prawdę, o której jest przekonany, zamilczą 
nieszczerze, li tylko dla pr/.y podobania się wyższym '). 

\\'oliec taiiiego r zkładu we\^■nętrznego i takiej agresy 
w-ności rcformistów niełatwo było stawiać czoło nadciągającej 
burzy. Z biskupów zdecydował się na to jeden t\lko Hozjus 
a sojuszników znilazł w kanonikach krakowskich. Z ich to 
wsf)ólneg<) wysiłku synod piotrkowski powziął szereg postano- 
wień, mających na celu uzdrowienie najpierw wewnętrzn^vch 
stosunków kościoła polskiego: usunięcie podejrzanych osób 
z dóbr duchownych, zakaz obcowania i dysputowania z podej- 
rzanymi, zakaz czytania ksiąg heretyckich, a przedewszystkiem 
odcięcie od kościoła żywiołów niepewnych przez narzucenie ca- 
łemu klerowi a także świeckim wyznania wiary katolickiej, 
które s} nod polecił ułożyć Hozjusowi. 

Te same właśnie dwa czynniki, śwnadome niebezjiieczeństw 
reformy, Hozjus i kanonicy krakowscy, oceniały jasno doniosłość 
dzieła Fryczow'ego o Kościele i dostrzegały jego łączność z wzbie- 
rającą v\ kraiu falą. Zwolennicy reformy w Polsce nie zdobyli 
się dotąd na sformułowanie i uzasadnienie swych dążeń; lute- 
ranie ograniczali się do wydawania w Królewcu katechizmów 
i broszur, nie ważąc się na podobne wydawnictwa w I^olsce; 
tu pojawiały się w nowym duchu zaledwie luźne pieśni, alluzje 
w satyrach i dialogach, jeden tylko Orzechowski posunął się 
do otw^artego zaczepienia sprawy celibatu. Pobudkę do wystą- 
pień czerpano wyłącznie z pistn obcych, nieprzystosowanych do 



») W odpowiedzi niejalio na powyższ.ą aluzję pisał Hozjus. dedy kując 
królowi w linieniu prjniasa Dzierzgowskiego pierw.sze wydanie piotrkow- 
skiego Wyznania wiary (Epistolae II 1003): »Wielu z tycti, którym się 
siara wiara kościoła niepodoba, posunęło się do tego stopnia zucłiwalstwa 
i szaleństwa, że odważają się wmawiać nawet w mężów katolickich, ja- 
koby byli jednego z nimi zdania. Następnie zaś gdy widzą, iż katolik, cie- 
szący się opinją uczonego, trwa w prawoinyślności, nie wahają się sta- 
wiać mu n aj ohyd niej szego zarzutu, jakoby co innego miał w sercu niż na 
języku i jakoby takie udawanie uprawiał ze względów oportuni.stycznych 
(temporis causa)*. 



Księ^B o Kościele programem reformacji polskiej 101 



warunków pulskicli; szlachta /rcs/lą, która iimiahi uzasadnić- 
swe [)relensje do kleru w zakresie spraw niaterjaluych i poli- 
tycznych, nie hyła dostatecznie przyy^otowana du dyskusji reli- 
gijnych. 

Tej polr/.ebie systematyczneg-o ujęcia punktów spornych, 
z poUkiego stanowiska najhard/.iej wymagających reformy, i uza- 
sadnienia ariTumentami z Pisma św. i historji kościelnej, za- 
radzić chciało dzieło Frycza, będące umotywo\\anym progra- 
mem reformacyjnego ruchu polskiego, tak jak on się w swych 
początkach przedstawiał. Dlatego to właśnie tak zależało auto- 
rowi na jak najszybszem jego ogłoszeniu, dlatego [)ragnący re- 
form politycy duchowni pilnie zaopatrywali się w fragmenty 
i odpisy druku Pryczowego i pchali go do ogłaszania całości, 
ale dla tejże rówmeź przyczyny Hozjus i synod stanęli w dro- 
dze publikacji Szanowany przez Frycza Łukasz Orłowczyk, prze- 
czytawszy księgę w rękopisie, odradzał Fryczowi ogłoszenia go, 
jakkolwiek na treść się godził; zdaniem jego przez |)rzedwczesne 
zastosowanie lekarstwa choroba bardziejby się mogła zaognić ^). 
Hozjus, kiedy z polecenia synodu przystąpił do opracowania 
Wyznania wiary katolickiej, uważał sobie za obowiązek odpo- 
wiedzieć w tem zasadniczem dziele na wywody Frycza 2). wPo- 
nieważ powierzono mi napisanie wyznania wiary, — wyjaśnia 
prymasowi — przeczytałem uważnie książkę Frycza, nazwiska 
jego ani razu nie wymieniłeo), a tylko tu i ówdz'e tych za- 
cytowałem, z których on swe poglądy zaczerpnął, i mimo- 
chodem wykazałem, w których punktach odstępuje on od katoli- 
cyzmu« 3j. 

Sytuacja jednak dojrzewała tak prędko, wywody Frycza 
tak odpowiadały ówczesnej potrzebie politycznej i szlachty 
i wielu magnatów, iż zanim' Księga o Kościele mogła ukazać 
się w druku, zanim nawet Hozjus gotów był z swem polemi- 
cznem Wyznaniem wiary, Frycz zaczął zyskiwać popularność 
i powodzenie. Triumfem był dlań i osobistym i sprawy, której 
orędował, sejm piotrkowski, obradujący przez luty i marzec 



') l^ist Frycza do Łukasza z 1 maja 15)1 (0|ifia 435i. 
^) H września 1551 donosił KrorruTowi : »ruiiis (sc. Fiiciit libello re- 
spondere in (Jperl^ quod scnbo. cuiavi« (Epistulae II 79). 
8) Hosi i Epistolae II 515). 



102 '^t- I^ot: A. Frycz Modrzewski 

1552 roku, cały prawie poświęcony sprawie kościelnej. Z nie- 
słychaną gwałtownością wybuchła na nim nienawiść świeckich 
do biskupów i duchowieństwa wogóle; posłowie sejmowi, ujmu- 
jąc się za szlachtą (Stadnicki, Lasocki, Ostroróg"), którą biskupi 
z powodu odstępstwa od kościoła skazywali podług- statutów 
średniowiecznych na utratę czci i mienia, i za Orzechowskim 
skazanym za ożenek, znaleźli poparcie wpływowych senatorów 
i przełamali powag-ę biskupów pogróżką wstrzymania dziesięcin, 
wymógłszy na nich zawieszenie ich jurysdykcji. W samym epi- 
skopacie przyszło do rozdwojenia, gorliwcy jak Dziaduski, Ho- 
zjus znaleźli się bez oparcia a do wpływu przyszedł Droho- 
jowski. Frycz na sejm przyjechał, ściągnięty nietylko S[)rawami 
ogólnemi. lecz także prywatnemi. a mianowicie procesem, który 
jako prepozyt brzeziński wytoczył przed sądem królewskim 
przeciwko Krzysztofowi Lasockiemu, właścicielowi Brzezin ^). 

W Piotrkowie obracał się oczywiście w gronie mężów, 
których poparciem cieszyły się jego prace; w owym też zapewne 
czasie, tak groźnym dla Orzechowskiego, oddał mu te usługi, 
które w kilka lat potem przypomni niewdzięcznikowi^). Orzechow- 
ski, jak wiemy z własnej jego relacji ^j, stanąwszy w Wolborzu, 



>) Lasockiego poz\v;il Fi'ycz, iż poddanych j«"go kmieci z wsi I^ize- 
clawy. przynależnej do prepozylury, przymuszać do robót u siebie, że za- 
brał mu nieprawnie ryby z dwóch -sadzawek w PrzecJawach, zająf konia 
maści czarnej a nadto używał do robót, sześciu innych koni Frycza, wy- 
prowadzając je samowolnie z jego stajni. Mimo doręczenia pozwu przez 
woźnego Piotra Mniszka ze Slradomi, Lasocki przed sądem me staną/. Po 
powtórnem wezwaniu król polecił Fryczowi stwierdzić rozmiaiy krzywd 
doznanych przysięgą »na ręce biskupa lub kogokolwiek upoważnionego, 
jako że jest osobą duchowną«. Frycz szkodę oceniał na 600 grzywien, nie 
wliczając konia. Sprawa traktowana była na sesjach sądowych w dniach 
8, 15 i 22 lutego, i marca, 9 kwietnia. Wyroku nie znamy, zapewne był 
dla Frycza pouiyślny. Akty sprawy znajdują się w »Zapisath Trybunału 
Piotrkowskiegoa XV f. 269, XVI f. 4, li, 75, 76, 412, 413 (Archiwum Głó- 
wne w Warszawie). 

-) i>\N'iadomo ci było, że dążenia moje są zgodne z twymi i że wiele 
się troskałem o ciebie w owym czasie, ciężkim i groźnym dla ciebie. Po- 
znałeś to jasno z listu mojego do ciebie... Odpisując pochwaliłeś moje rady 
i żądałeś odemnie pomocj- w ich wykonaniu, co też uczjniłem podług 
siły. Wówczas nazwałeś mnie mężem najzacniejszym, człowiekiem uczo- 
nym, pisałeś sio chętnie bratem i przyjacielem moimc — wspomina Frycz 
Orich. k. B,. 

*) Annales wyd. Działy ński 1854 str. 103 — 105. 



Triiiiiif na sejmie piotrkowskim 1562 r. 103 

•/.łi)2ył swą spraw t» w rtjce Drohojowskietro i .lana Taniuwskiego, 
a wi(jc (]yu:iiUar/.y, z który»ni Fryfza bliskie łączyły stosunki; 
wówczas to poirłtjbiły siq między "bydwu pisarzami węzły przy- 
jaźni, w której bardziej bezmteresttwuym i wiernym miał się 
okazać Frycz. Po przeprowadzeniu zwycięskiej walki przeciwka 
jurysdykcji l)iskupiei i obronieniu nowatorów, zwolennicy obozu 
reformacyjne^-o zysi<ali znaczny wpływ polityczny i osobisty. 
W ich też ręce przeszła sprawa obesłania soboru powszechnego. 

.lako poseł polski miał jechać do Trydentu Hozjus, wyzna- 
vZony pr/.ez sejm 1550 roku a przez biskupów opatrzony man- 
datem na synodzie piotrkowskim; nie wyjechawszy jednak 
z braku odpowiedniego wypos rżenia na drouę, doczekał się 
tego, że wrogi duchowieństwu sejm 1552 roku usunął go od 
tej m sji. Rozdrażniony tem, opuścił Piotrków jeszcze przed 
końcem sejmu, król z;iś między 20 a 26 marca zgodnie z wolą 
senatorów i szlachty opozycyjnej mianował poselstv\o nowe pod 
przew'odnictwem biskupa Droliojowskiego, któremu towarzyszyć 
miał Uchański i wojewoda krakowski Stanisław Tęcz\ński. 
Wybór tych właśnie delegatów, uchodzących za zwolenników 
reformy, przypisywał episkopat tajnym zabiegom żywiołów^ mło- 
dycb, gdy prz^ciwaiie ^"'rycz podkreśla: » przez nas (t. j. szlachtę) 
publicznie zostaliście wybrani« *) dodając, że osłowein królew- 
skiem« jemu, Fryczowi, rozkazano wraz z nimi jech;ić na sobór, 
r.. zumie się w charakterze sekretarza, znawcy kwestji spornych. 

Był to pierwszy [)rawdziwy sukces w życiu Frycza, speł- 
nienie jego najśmiełszych marzeń. W skromności swej nie wy- 
powiadał on się z takiemi ambicjami, ale już z »Mowy o wy- 
słaniu polskich posłów^ na sobór« z r. 1546, w której określał 
warunki niezbędne dla delegata do Trydentu, wyczuć można, 
iż pragnął taki mandat uzyskać. Uwzględnienie osoby jego było 
aktem sprawiedliwości ze strony szlachty : wszakżeż to on od 
tylu lat śród ogólnej obojętności głosił konieczność obsyłania 
soboru, on zaznajomił się gruntownie z zagadnieniami, których 
roztrząsanie musiało się znaleźć na porządku dziennym soboru, 
on z całym zasobem erudycji i pracowMtości wtajemniczał Pol- 
skę w owe kwestje subtelne i zawiłe. Prześladowana Księga 



*) oOccultis ąiiibusdam juventuiis suiTragiis* — pisał Zobrz5'dowski 
do kardynała Mafeo 26 inarca 1552 (Korespondencja str. 398); Opera 214/5. 



104 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

O Kościele doczekała się satysfakcji, jej to wywodom wyraził 
sejm wraz z królem zaufanie, w cień usuwając jej przeciw^nika 
i cenzora Hozjusa Była to bezwąlpienia najszczęśliwsza chwila 
w życiu Frycza, gdy patrzył na sukces swej żmudnej pracy li- 
terackiej, na wnikanie swych poglądów w ciała kierownicze 
narodu, a żywić mógł nadzieję, że pomyślne to wydarzenie 
będzie początkiem realizacji całego obszernego programu. Nie 
ostudziło jego zapału odroczenie soboru. Właśnie gdy już po- 
selstwo przygotowało się w drogę, gdy Fryczowi przy tej spo- 
sobności kiól wyznaczył stałą pensję roczną *), nadeszły wieści 
z wiarogodnetro źródła, że sobór w Trydencie rozwiązany ^). Isto- 
tnie na sesji 28 kwietnia ogłoszone zostało odroczenie soboru 
na dw^a lata. 

Zwłokę ową postanowił Frycz wyzyskać dla pogłębienia 
studjów, dla bardziej systematycznego i starannego roztrząśnięcia. 
z;igadnień spornych i uświadomienia ich narojlowi, aby otrzymać 
aprobatę swych w^niosków i odpowiednie wskazówki na sob(')r. 
))Gdy słowem królewskiem rozkazano mi jechać na sobór razem 
z w'ami, którzyście przez nas public/.nie zostali wybrani — pisał 
do posłów W' r. 1553 — . uchybiłbym poprostu memu obowiąz- 
kowi, gdybym się nie oddał rozmyśhiniu nad kwestjami, które 
mają być na soborze omawiane. Widząc zaś, że z poklaskiem 
wielu czytane są pewne opinje, niegodne kościoła bożego i wol- 
ności chrześcijańskiej, mniemałem, iż nie wystąpić przeciwko 
nim, choć się ma możność, mógłby tylko człowiek, lekceważący 
sobie sprawę chrześcijaństwa i niedbały o zgodę chrześcijańską. 
Cóż naprzykład sądzić o zdaniu głoszonem przez niektórych 
z wielkim uporem, że mniej g'rzeszy ksiądz żyjący w rozpuście 



I 



i| Nadanie królewskie z dnia 30 kwietnia 1552, opiew;ijące na sumę 
100 zJp rocznie z salin wielickich w ratach kwartalnych (edopóki uie 
otrzyma od nas lepszego zaopatrzenia*), powołuje się na usfugi oddane 
przez Frycza (Rkps Bibl. Ossol. Nr. 180 k. 36). Z tekstu nadania zdaje się 
wynikać, że dotąd Frycz initno tytnlii .sekretarza całej pensji nie otrzymy- 
wał a zatem widocznie w kancelarji królewskiej stale zatrudniony nie byf. 
Zapewne i w dalszym cągu me pełnił pracy w kancelarji, przynajmniej 
w pismach jego żadnej wzmianki o tem nie spotykamy. 

'i sPrzydzielonj' zostałem posłom wybranym na sobór powszechny. 
I już bylibyśmy wyruszyli w ową diogę, gdyby ludzie najwiarogodniejsi 
tiie donie.śli nam, że sobór iozwiązany« (Orich. k. C^). 



I 



Przygoinwania do udziału u soborze powszechnym 105" 

i cudzołóstwie iiiz pojmujący żonę? albo że do sądzenia w r/e- 
czach wiary na soborze dopus/czeiii hyć ino<rą sami tylko i)i- 
skupi? Czyż pierwsze nie jest hlużnierstwem, drutrie tyrań- 
stwem?') Wszcząłem zatem rozprawę nie o artykułach wiary 
katolickiej — niech mnie tu nikt nie zniesławia — ale o takich 
właśnie zdaniach i podobnych, co do którycli każdy czytający 
wywody moje łatwo spostrzeże, iż nie są na tyle zdecydowane 
i ustalone, aby się je miało zaliczać do artykułów wiary chrze- 
ścijańskiej. Owszem, niektóre z nich są w jaskrawej sprzec/nościi 
z wolnością soboru pt) wszech n ego, tak przez wszystkich upra- 
gnioną; le[)iej też postanowić coś o nich j)r/.ed terminem soboru 
zamiast tralUować je jako nietykalne, aby wkońcu na soborze 
chrześcijańskim nikt nie ważył się ich doradzać czy zatwierdzać, 
o ile nie będzie publicznej na nie zgody kościołów. Ponieważ 
zaś najskuteczniejszym sposobem docieczenia prawdy jest roz- 
trząśnięcie arg-umentów z obydwu stron, każdy miłośnik Rzpltej 
chrześcijańskiej winien wedle sił przeciwstawić swoje zdanie 
i skrytykować, o ilebym ja z niedoświadczenia czy też z powodu 
słabeg-o zdrowna lub innej [)rzyczyny cośkolwiek pominął albo 
niewłaściwie potraktował, tak aby wszystko, cokolwiek w swoim 
czasie powie się na soborze w imieniu naszego narodu, było 
przez wzajemne dyskusje wypracowane i uslalane« -) 

Zasiadł więc do układania nowych rozpraw, których dziś- 
nie znamy 3). oraz do uzupełnienia i rozszerzenia Księg-i o Ko- 
ściele, którą 76 względu na nową sytuację, wytworzoną przez 
desygnowanie poselstwa na sob()r jakoteż na życzenie samychże 
posłów i innych osobistości *) postanowił ogłosić drukiem wbrew 
wszelkim cenzurom. Atakowany później przez biskupów za tę 



') Hozjus uznał to za aluzję rlo siebie: »Qunniaiii vero Kricius in. 
pi-aefatione sua ml legato^^, qiii sunl ar! ooncilMim designati, duo se potis- 
siinuin iinpugnaluiuin in confessjoiie Christiana si-ribit, quorum unum ły- 
rannicum esse dicit..., altoruni l)laspheniuni .. tiacc duo loca videor mihi- 
noces-sario defendere debere* 28 lulfgo 1555 (E;)i'^t II 519). 

^) Opera 215. 

') Opera 214- wspomina, że przeciwnicy (Hozjus) przestali inilczonienł 
zbywać wywody jego, »quas ubi longiore teniporis intervallo et nostris 
e I i a u) n u ni n o v i s s c r i p t i o n i b u s nieiius perspeotas habure coeperunt« ; 
słowa te odnosić się nio^ą tylko do ol<i'esu przed wydaniem Confessio, za- 
tem do roUu 1552; pism tych nie znamy, ziipewne nie były drukowane. 

*) Opera bii. 



106 St. Kot: A Frycz Modrzewski 

pracę, bronił się rozkazem królewskim: »Kazał mi z posłami 
jecłiać, rzecz jasna ni»' dla spełniania prostycłi posług, do tego 
bowiem mieli oni dosyć służby i lo zdatnej. Lecz mnie, sekre 
tarza swego, przydzielił swym senatorom, abym im pracą moją 
służył w sprawach poselstwa, publicznie zatem dano mi mo- 
żność i obowiązek badania, dochndzenia i śledzenia wszystkiego, 
co do poselstwa należało.. Jakżeż bowiem? spać miałem, nic 
nie myśleć, nic nie robić?... pisałem więc a uwagi moje udzie- 
lałem drugim... I nie występowałem w pismach tych jako pra- 
wodawca ani nie przy()isywałem im siły niewzruśz;ilnej. owszem, 
wszystkie pisma moje poddawałem iiod sąd soboru, do którego 
się przygotowywałem« ^). 

Do przyspieszenia publikacji Księgi o Kościele nauliło go 
pojawienie się w początku 1..5o roku-), ułożonej przez Hozjusa, 
»Confessio Fidei Catholicae Christiana Authoritate Synodi pro- 
vincialis, quae habita est Petrcoviae Anno MDLI Mensę Junio 
edita«. W książce tej wydanej bezimiennie a dedykowanej 
przez prymasa Dzierzgowskiego królowi, znalazł Frycz szereg 
ustępów, polemizujących z wywodami swego rękopisu. Nazwisko 
jego wprawdzie ani razu nie zostało wymienione, ale każdy 
kt ) znał jego dzieło / drukowanego fragmentu lub odpisów, 
na pierwszy rzut oka musiał odgadnąć, z kim piotrkow.-kie ^^'y- 
znanie wiary się rozprawia^). 

Książka Hozjusa dawała systematyczny przegląd doktryny 
katolickiej, szczególny kładąc nacisk na te jej ustępy, które zo- 
stały zakwestionowane przez protestantów; gdy partje nieza- 
czepiane wyłożone /.ostały krótko i zwięźle, tamtym poświęcił 
autor bardzo wiele miejsca, przechodząc od spokojnego, obje- 



>) Opera 404. 

*) Hosii Epist. II 307, 309. 

') Pierwszy Winc. Zakrzewslti w r. 1886 w przypisach do kores- 
pondencji Hozjusa (Epist. II 520) zauważył, ze onieklóre rozdziały Wy- 
znania Hozjusowego wydają s'ę napi^^ane CiiłUowicie dla zbicia książki 
■Frycza* i dla pizykładu podał rozdziały Wyznania 15, 23 i 55, a w re- 
cenzji Pisarzów politycznych Tarnowskiego (Przet;ląd Pol. 1887 str. 146) 
sctiarakterj-zował ogólnie polemikę obydwóch pisaizy. Uwagi te jednakże 
pozostały prawie niespustrzeżone. Hipler, omawiając w r. 1893 przeci- 
wników Hozju>;a (l'astoralblatt fur die Diózese Ermland Nr. 12), nie wie- 
•dział o Fryczu. 



I 



Polemika Hozjush z rijkopiseni Frycia 107 

klywne<i:o'' wykłatlu d»> polemiki, pełnej werwy i sarkazmu. 
Przytem lic/ył sitj ł aktualiiemi potrzebami polskieg-o kościoła, 
ffdyż iiietyle użył wysiłku na stronę dourmalyczną co na zag'a- 
dnienia praktyczne, onraiiizację kościoła i obrztjdy, aby w tym 
zakresie wykazać prawowitośc urządzeń katolickicb. To leż po- 
ruszajifc z szczeg:c)lnym zasobem temperamentu te kwestje, 
w którycb ówczesny kościół polski czuł się bezpośrednio zagro- 
żony, natralił na Frycza, jako główne|jro orędownika nowości 
a właściwie jedyneyro icb umiejętnego w Polsce wyraziciela. 

Rozprawie z Księc:ą o Kościele Frycza f)oświęcone zostały 
obszerne partje Wyznania; rozdziały 15 — 19 wyczerpały zaga- 
dnienie wyłączności autorytetu I*isma św. i stosut)ku jego do 
kościoła, rozdziały 20 — 2S sprawę autorytetu i ustroju kościoła, 
rozdział 34 — kwestję usprawiedliwienia, 39 — kielidia dla 
świeckich, a obszerny rozdział 55 sprawę celibatu ^). 

IIozjus traktuje jeszcze Frycza raczej jako człowieka sta- 
czającego się na pocliyłej drodze ku odszczepieńcom, jako do- 
piero odcinającego się od kościoła, aniżeli jako zdecydowanego 
już heretyka na jednym poziomie z Lutrem i Melanchtonem. 
Licząc się m;i/.e z ewentualnością wstrzymania go, wydobywa 
■cały zapas argumentów i ironji, aby go steroryzować widokiem 
konsekwencyj odszczepieństwa; zapewnia go, że poglądy jego 
nie są ugruntowane na wiedzy teologicznej a tylko na szkolnej 
dialektyce i retoryce, że jesro krytyka tradycji i kościoła płynie 
z zarozumialstwa i pretensjonalności, z zbytniego zaufania 
w własny rozum, że grzeszy przez odrzucanie wykładu kościoła 
na rzecz własnej, samodzielnej, indywidualnej interpretacji nauki 
Chrystusowej. Jakoby jednak zdając sobie sprawę, że wszystko 
to, niejednokrotnie osobiście przezeń Fryczowi przedstawiane, 
i teraz nie potrafi go odwieść od jego reformistycznych poglą- 
dów, w ostatnim ustępie, poświęconym rozprawie z uporczy- 
wym przeciwnikiem, w rozdziale o małżeństwie księży wybucha 
wprost napastliwem szyderstwem przeciwko Fryczowi. »Oto 
•ci teolog, praw obojga znawca, gramatyk, retor, medyk, mate- 
matyk, łaziebnik, wróżbita, linoskoczek i co jeszcze nie?«2) — 



1) Do wywodów i wyrażeń Frycza bezpośrednio nawiązują ustępy 
Wyznania na k. 2o— 29, U, 42-43, 56, 69, 73, 97-99, 207, 216. 

2) Confessio k. 207. 



108 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

tak go parafrazą z Juwenala złośliwie scharakteryzował, zarzu- 
cając mu mieszanie się w nieswoje rzeczy. 

Taka metoda właściwa wyniosłej i autorytatywnej umy- 
słowości Hozjusa, była jak najmniej odf)Owiednia dla przeko- 
nania Frycza, który przywykł autorytety pociągać pod krytykę 
))trybunału rozumu«. Nie znajdując u Hozjusa żadnycłi ustępstw, 
żadnego zrozumienia potrzeby naprawy stosunków, o którą 
wołał duch czasu, widział w jego Wyznaniu li tylko chęć nie- 
bezinteresownego uzasadnienia istniejącego stanu rzeczy, nie- 
sympatyczną próbę bezwzględnej obropy władzy i autorytetu. 

Zgorszony nieustępliwością Hozjusa, podniecony zaczepkami 
osobistemi, uporządkował swą dotychczasową pracę, zaokrąglił 
w pewną całość, uzupełnił kilku rozdziałami, w których juz 
poddał krytyce opinje Wyznania, a nadto dla obrony swych po- 
glądów w bardziej zasadniczych punktach dodał samodzielne 
»apologje« do kilku rozdziałów, poświęcone wyłącznie polemice 
z Wyznaniem. Dotyczyły one zagtidnienia katolicyzmu i pro- 
testantyzmu jako dwócii party) w kościele, autorytetu Pisma 
Św., usprawiedliwienia małżeństwa księżyc) Hozjusa nigdzie 
Frycz nie nazwał a uderzeń a jego odbijał bezimiennie pod 
adresem nkrytykówa, ))przyganiaczy« itp. Na wstępie tylko 
oświadczył, że orjentu'e się w at;iku przeciwnika, ale nie da 
mu się wyprowadzić /, równowagi: oNie jestem na tyle pozba 
wiony rozumu, iżbym nie dostrzegł, na kogo się wypuszcza te 
żądła, przez pewnych mężów zebrane i nagromadzone w ten 
sposób: oto ci teolog, praw obojga zna\^caitd. Widzisz czytel- 
niku jadowity szereg ukąszeń, zapewne wziętych z jakiejś sa- 
tyry, tylko że dodano w nim kilka ozdóbek czy to dla wykwin- 
tności czy raczej, aby całość szumniej brzmiała i złośliwiej od 
uszczypliwego wiersza kąsała... Ja zaś wyżej sobie ważę su- 
mienie własne niż czyjekolwiek zjadliwe głosy. . I z tej przy- 
czyny w pracach moich ani odrobinę się nie zawaham« -). 

Rezultatem tej f)racy byłą z;item p<inowna redakcja Księgi 
o Kościele, którą postanowił wbrew cenzurze kościelnej ogłosić 



*) Opera 24-2/3 do rozdziału V — odpowiada na Confessio k. 4H 

i 34; str. 252-257 do rozdziału Vii — na k. 25, 2H, 29; str. 270—273 do 

rozdz. XI — na k. 69, 73; str. 322—341 do rozdz. XX na k. 196-216. 

«) Opera 215/6. 



Publikacju i t-huiaktcr Ksitjgi o Kościelo X()9 

Ziitrrauicą, polociws/y ją w (Iłuższej pr/e(lm<»\N ie (tpiece Dnilio- 
j(i\\ sUieg"o, UoliańskicLTo i 'r<,'c/yriskieij:(» jako posłów narodu pol- 
skiog'!) na sohm- ptiw s/.cfliny. W obecnem opracowaniu urosła 
ona na znar/nc ro/uiiaraini d/ioło, tej niian()v\ icit* wiolkości co 
razem wzu^te Ksu^-s^i o ( )l)ycza)acli i o rraw.icli. Obok niej 
miała ujrzeć naros/cii' światło d/icniH? lak/c l\si(;ua o Szkole, 
kl"ra w r. I.'\")l ra/.ein z nią ules^ła koniiskacie. Frycz zdecy- 
dował sif; obydwii> wciebć do wToprauy l^/,pllej«. klóre| nowe 
powKjkszotie wydanie przyg-olowywał. ale aby j)odkreślic j)ewną 
i<di odnjbnnść, za()|)atr/ył je własną kartą tytułową, poprzedził 
-deklaracją, oddającą je pod sąd soboru, i w wymownym pięk- 
nym Iiś-ie przypisał /yy-muntowi Aug"uslowi 

l'rzedkłada|ąc krttlowi swe myśli, cbarakteryzował je jako 
"Zmierzające jfdynie do przywrócenia uprat:nionej jedności ko- 
ścioła i wzywał g-o do pracy nad uzdrowieniem stosunków re- 
iig-ijno-kościelnyrb. W słowacii wzruszających, pełnycii szcze- 
rości, malował mu stan rozdarcia wewnętrzneo^o społeczności, 
która w sprawach wiary straciła wszelką busolę. 

»Z powodu niezliczonej ilości opinij cały prawie świat 
chrześcijański już od dość dawna poi)adł w zamieszanie. Nikomu 
nie tajno, /.e te mniemania w ostalnicli latacli wtargnęły do 
twojej Sarmacji. Słyszeliśmy bowiem, jak przyszło do kłótni 
o religję nie w skryt'iści jak dawniej, ale jawnie, na tłumnym 
zieździe wszystkich stanów. Ludzie odrzucają powszechnie do 
g-maty przez kościół przyjęte i nie wahają się sami sobie przy 
znawać \Aładzy stanowienia w sprawach religji. I nie robią 
teg"o, jak to się niektórym zdaje, z nienawiści do księży — wy- 
jąwszy tycli, coby się chcieli zbogacić ich majątkami — ani 
z jakiejś złośliwej pasji, ale raczej z głęboki<'go i żarliwego 
przekonania. kt(')rem ich napełniły i przepoiły różne pisma. Kryje 
się w tern ta zhi strona, że niema [)rawie nikogo, ktoby co do 
swego zdania żywił skrupuły, nikogo, ktoby cudzego zdania nie 
potępiał. Jeśli s ę temu wczas nie zapobieże cóż inszego nas 
czeka, jeśli nie rozpadniecie się jedności kościelnej, odziedzi- 
cz(uiej po przodkach, i przepaść z dnia nadzień głębsza« ? ') 

Księga o Kościele jako całość pragnęła królowi, posłom 
na sobór i wszystkich zainteresowanym nakreślić nie nowe w^y- 

») Opera 211. 



110 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

znanie wiary ani nawet projekt nowej org-anizacji kościoła, ale 
tylko próbę prosrramu poprawy istniejrjcych stosunków kościel- 
nych. Jako dzieło aktualne, publicystyczne, charakteryzuje tu 
i ówdzie objawy degeneracji dawnych zdrowych urząd/eń i pra- 
ktyk kościelnych, ale nie zajmuje się systematycznie ich opisy- 
waniem; najszerzej zastanawia się nad upadkiem duchowieństwa 
pod względem moralnym i umysłowym, poniżeniem nauki 
i uczonych, rozpanoszeniem się przywilejów szlacheckich w ko- 
ściele. Szczegółowiej i wszechstronniej rozważa stronę pozyty- 
wną, środki poprawy. Jedyny ratunek przeciwko utrwaleniu się 
rozłamu wskazuje królowi w soborze powszechnym, ale z za- 
strzeżeniem, że dla dopięcia takiegfo celu musiałby sobór nale- 
życie być przyg-otowany, wszystkie sprawy sporne troskliwie 
i wszechstronnie rozważyć, zapewnić swobodę zdania i mieć 
pełne prawo ostateczneg-o rozstrzygania. 

W poszczei^ólnych rozdziałach Księg"i stosuje Frycz wy- 
mag:ania owe do zagadnień konkretnych, a więc uzasadnia k - 
nieczność powierzenia na serjo soborowi pracy nad reformą 
tego, co zepsute, ściągnięcia nań wyznań chrześcijańskich, Rusi 
i Ormian, dotąd nieprawnie odsuwanych od jedności, dopusz- 
czenia na sobór świeckich i prze()rowadzenia gruntownej re- 
formy »w głowie i w człoiikachcf, od [)a[)ieża do najniższeuc 
kleryka. Nie ulega dlań w^ątpliwości, że dokonanie takich zmian 
usunie główne przyczyny rozłamu, ponieważ zdaniem jego i ie 
spory o dogmaty i obrzędy ale zepsucie kleru i hierarcłiji były 
istotnym powodem rozbicia kościoła. Spory dotyczące nauki 
dadzą się usunąć przy dobrej woli obydwóch stron: jedne z nich 
bowiem są tylko kłótniami o słowa, drugie — nieporozumi"- 
niem co do definicji, a inne — Sfiorami prawdziwie jałowemi, 
w których najlepiej każdemu pozostawić swobodę wierzenia. 
Wykazaniu, że tak jest, poświęcił Frycz kilka rozdziałów' Księgi, 
w których usiłował wniknąć w istotę 2:łośniejszych sporów do- 
gmatycznych epoki, i stąd to przy pierwszem wejrzeniu r(bi 
ona wrażenie rozprawy teologicznej; w gruncie rzeczy jednakże 
jest to dzieło wybitnie polityczne, traktujące aktualne sprawy 
reformy kościelnej tak samo, jak traktowały je liczne sejmy 
ówczesne, nie stające się przez to jeszcze synodami. . 

Ale sprawy religijno-kościelne nie pochłonęły Frycza nie- 
podzielnie. Jak po sejmie lóó2 roku, wypełnionym walką szlachty 



Zwrot ili) zsigadiiifu politycznych 111 

2 biskupami, w rok potem przyszedł następny w Krakowie, na 
ktitrym zapanowały sprawy świeckie, spychając kościelne do 
rztjdu jedneifo z postulatów »etrzekucji« og:ólnej, podobnie i Frycz 
w roku \:ńr2 po ukoiic/enin redakcji Ksitjiri o Kościele })r/e- 
rzucił się do zairadnień ściśle porilycznych. Uczynił t(K także 
w związku z wspomnianym sejmem krakowskim, który choć zwo- 
łany na 18 stycznia, i powodu ociąo-ania sig podburzonej prz<z 
Jana Tarnowskieyo szlachty rozpoczął si() (h)piero z koiicein lu- 
leiro a rozjechał 29 marca 

t^ejm cały zbicLił wśród tarć, przechodzącjłch czasem w ostrą 
walk(j międ/y posłami a królem opartym o senat; w imieniu 
szlachty formułowali Jarosz Ossoliński i Mikołaj Sienicki szcze- 
gółowy progTam ))egzekucji« — od króla zbijał go kanclerz Ocie- 
ski W propozycji tronowej żądał król nowei^o podatku na 
uobrontj potoczną« zagrożonej granicy wschodniej, zapowiadał 
ustawę o nadzwyczajnych sądach ostatniej instancji dla osą 
dzenia olbrzymiej ilości spraw zaległych, któremi zająć się we 
własnej osobie, nie miał czasu, oraz- projektował ograniczenie 
liczby posłów na sejmy. Mówcy szlacheccy wystąpili stanowczo 
przeciw wszystkim punktom tego prog-ramu. Zdaniem ich na- 
leżało przeprowadzić g-runtowną rewizję całego ustroju poli- 
tyczneiro i społecznego państwa i nawrócić do starego ustawo- 
dawstwa, którego nieprzestrzeganie wywołało wszystkie cho- 
roby Kzpltej. Dążności szlachty, formalnie przedstawiające się 
jalv0 konserwatywne, w istocie były bardzo radykalne; w pe- 
wnej tylko mier/e godziły się z interesem państwa jako ca- 
łości, przeważnie jednak zmierzały do ujęcia steru życia poli 
tycznego i gospodarczego w ręce szlachty, jako odrębnego stanu, 
a skrępowanie króla, senatu, duchowieństwa i mieszczaństwa. 
Przez urzeczywistnienie ścisłej unji z Litwą chciano ograniczyć 
króla, a zarazem spodziewano się uciironić od projektowanych 
ciężarów, na obronę potoczną; przez sprawdzenie tytułów pra- 
wnych w posiadaniu królewszczyzn, ustawę o incompatibiliach. 
i organizację sądownictwa po własnej myśli zamierzano prze- 
łamać przewagę społeczną magnatów, wyrażającą się w życiu 
politycznem przez wpływy senatu; zniesienie jurysdykcji bisku- 
piej miało osłabić duchowieństwo, ustawodawstwo ekonomiczne — 
zgnieść mieszczaństwo, zaprowadzenie karności wśród organów 
władzy wykonawczej — uniezależnić szlachtę od urzędników.. 



l\2 St. Kot: A. Fiycz Modizeuski 

Frycz śledził przebieg obrad sejmu krakowskiego. Zdawa- 
łoby się, że on, autor pomysłów reform istycznych a zarazem 
związany od poprzedniego sejmu z przywódcami szlacłity, pój- 
dzie za nimi, że porwie go ich wymowna krytyka ustroju 
Rzpltej, podczerniana stylem cycerońskich Filipik, — wszakże 
on tak dosadnie charakteryzował wady publicznego życia w Pol- 
sce, groził upadkiem i wołał o zasadnicze reformy. Tymczasem 
stało się wręcz przeciwnie: z podziwu godną niezależnością, 
jaka zawsze myśl jego cechowała, po sejmie krakowskim nie 
zawaiiał się Frycz wysląpic przeciwko akcji posłów a całą siłą 
dowodzić racjonalności programu królewskiego i kanclerskiego. 
Wszystkie wywody polityczne, jakie z pod jego pióra wyszł-y 
w^ ciągu roku i553, są jakby szczeg<>łowem uzasadnieniem czy 
obroną królewskiej propozycji sejmowej oraz przemówień kan- 
clerza Ocieskiego ^), tylko, że dzięki swemu taktowi wystrzegał 
się w nich tej wyniosłości, na jaką król i Ocieski mogli sobie 
pozwolić w traktowaniu postulatów szlacheckich. 

Ówczesne stanowisko Frycza poznać można z szeregu uzu- 
pełnień, które w tymże 1553 roku poczynił w księgacti 1 — 111 
»Foprawy Kzpltej« "'*), oraz z osobnego traktatu pt. wPrzydatek 
do ksiąg o Poprawie Rzpltej «, datowanego z Krakowa 51 paź- 
dziernika 1553 a zawierającego mniej więcej te same uwagi 
co uzupełnienia, — widocznie był to rezultat tej samej pracy 
myślowej. Dwukrotnie omawiał autor te same zagadnienia za- 
pewne z tej przyczyny, że uzupełnienia słał do druku, aby od- 
powiednio rozszerzały i precyzowały poszczególne rozdziały » Po- 
prawy Rzpltej «, ))Przydatek« zaś miał wyjść jako osobna broszura 
dla szlachty, stanowiąca dla siebie całość tak dalece, że powta- 



*) Szujski Dyaryuszi; sejmów koronnych str. 8-16. 

*) Spotykamy je w Księdze I: o posłach sejmowych (Opera 42), po- 
tę[)ienie handlarzy (57), o demoralizacji mieszczaństwa przez szynki (61), 
o próżniactwie szlachty (61, o rugowaniu złych urzędników (75). — tu 
Fiycz korzystał z Contanniego; w Księdze II; pi zykład nierównomiernego 
traktowania zabójcy plebejusza a szlachcica przez ustawodawstwo (115), 
o zastępcach starostów (121), o wprowadzeniu sędziów z innja-h ziem (122), 
o świadkach w sądach kościelnych (139), o motywowaniu wyroku (142i. 
o przysiędze sędziego (143), o niewystarczaniu króla jako sędziego (149 . 
projekt trybunału koronnego (149), nowy rozdział »o walnych sej miech* 
(151); w Księdze III: o zamkach na ukrainie (168), komentarz do Łaskiego 
projektu skarbowego (198), o strażnikach skarbu koronnego (200). 



Poparcie stanowiska króla i Ocieskiego 113 



ii'z;vły sitj w nim prawie dosłownie pewne ustępy z »Poprawy 
łi/pltej«; w druku uUa/ał się orrzydatekw dopiero w r. 1559 
Av zbioroweni wydaniu dzieł z opuszczeniem tych właśnie ustę- 
pów M. Celem >)l'i-zydatkuv była chęć skierowania szhichty na 
droirę prawdziwych reform sądowych i skarbowych Ciiarakte- 
rystyczne, że tak uzupełnienia jak »Przydatek« są ujęte bardzo 
.zwięźle i poświęcone wyłącznie praktycznym zagadnieniom po- 
Jitycznym, z usunięciem teoretycznego moralizowania. 

Frycz nie sprzeciwiał się temu, że szlachta na sejmach 
poddawała kontroli gospodarkę króla i senatu: wCzynicie jako 
wam przystoi, szlacheckiego stanu panowie, gdy nie chcecie, 
:aby co w Rzeczypospolitej stanowiono, was się nie dołożywszy. 
Na tern bowiem jest stan wasz, aby nie jedno Rzeczypospolitej 
•od nieprzyjaciela bronił, ale aby też temu zabiegał, żeby ona 
abo w obyczajach abo w prawach szkody jakiej doma nie cier- 
piała" *)... »Widziałem to sam, gdy wiele rzeczy zacnych a po- 
trzebnych postanowiono u nas za uchwaleniem szlacheckiego 
•stanu, wiele rzeczy szkodliwych odrzucono za nieprzyzwoleniem 
jego — co panie boże daj, aby na wieki trwałocd^) 

Ale po tem stwierdzeniu, na owe czasy zapewme sprawie- 
•dliwem, idą zastrzeżenia. Z jednej strony 'razi autora konser- 
watyzm szlachty, upieranie się przy ustawodawstwie dawnej 
epoki, opieranie całego programu na egzekucji starych statutów: 
»A wszakże, iż żadnego miejsca u siebie dać nie chcecie no- 
wym a niesłychanym radom, w tem by nie bez przyczyny kto 
miary niejakiej u w^as potrzebował; jest bowiem wiele rzeczy 
acz nowych i przedtem u nas nieużywanych a wszakże uczci- 
wych i wielkich pożytków pełnych, których nieco w księgach 
o Poprawie Rzpltej wyłożyłema ^). 

Z drugiej strony przejrzał Frycz odrazu ducha egoizmu 
stanowego, który kierował wystąpieniami szlachty i był pod- 
stawą programu egzekucyjnego; zauważył bez ogródek, że po- 
■slowie anazbyt stan swój miłują a nie tak dalece o Rzpltą 



') Opera 665—680. 
^] Opera 667, Tur. 332. 
») Opera 42, Tur. 58. 
*) Opera 667, Tur. 332. 

«it. Kot : A. Frycz Modrzewski. 



114 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



dbają jako pilnie wolności swoich bronią« *). A w interpreto- 
waniu i wyzyskiwaniu tych » wolnością Frycz bardzo różnił się 
od izby sejmowej. Dla niego miarą nieszczerości w akcji refor- 
mistycznej szlachty było to, że krusząc kopję o reforma i po- 
prawę wszystkiego, ani słówkiem nie wspomniano o krzywdzą- 
cem stany niższe ustawodawstwie, n. p. o mężobójstwie. Prze- 
rażał go wzrost swawoli szlacheckiej, z której mnożyły się bez- 
karnie gwałty, rozboje i demoralizacja całego narodu. Stawiał 
zatem szlachcie przed oczy wypadki najświeższe, umyślnie uni- 
kając nazwisk: »Słyszeliśmy, że druga jednego człowieka, idą- 
cego dla zakładu otrzyii.ania od sędziego, od niecnoty przeci- 
wnika krwią zmazana — doszło nas i to, że ściany tych, kióv/.j 
na granice wyjeżdżali, krwią ludzką skropiono — od wiela ludzi 
też to wiemy, że roki nie wiem którego powiatu dla srogiego- 
morderstwa smętne a żałobne były ^)... A to przelewanie krwi& 
nie hamuje się w dorosłym wieku, przychodzi już i do dzieci: 
słyszeliście tak trzy lata, iż chłopiec chłopca zabił u Piotrkowa^ 
słyszeliście też tego roku, iż pod Sędomierzem dwa chłopcy 
jednego chłopca okrutnie zabili i na sztuki rozsiekali« ^j. 

Jakkolwiek będąc gorącym zwolennikiem reformy, życzycby 
winien zwycięstwa szlachcie walczącej z biskupami, to jednak 
nie waha się Frycz odsłaniać i atakować obłudę szlachty, usi- 
łującej pod pokrywką zapału religijnego urzeczywistniać swe- 
cele egoistyczne a nieskłonnej do oddania sprawiedliwości ple- 
bejuszom: » Uskarża się pospólstwo na kapłany, że zaniedba- 
wają powinności swej, abo ją nie tak dobrze jako trzeba od- 
prawują, a fiodobno nie bez przyczyny; ale też i ci sami, którzy 
uskarżają, na cudze występki nazbyt wydarli oczy, a na swe 
bynajmniej... To jednak jest dziwna rzecz, że po te lata nieda- 
wno przeszłe posłów ziemskich bardzo wiele na sej miech by- 
wało, którzy o zgwałceniu testamentu bożego i odnowieniu pra- 
wa bożego jawnie przy bytności wielu stanów mówili a o pra 
wie bożein przeciwko mężobójcom i słówka nie przerzekli — 
jakoż mamy roz.umieć, aby się ci kochali w rzeczach bożychu ?*) 



M Opera 42, Tur. 58. 

2) Opera 673, Tur. 341. 

3) Opera 678, Tur. 349. 
*) Opera 671, Tur. 340. 



Krytyka prof^rainu egzekucyjnego szluchly 115 



Na własnej skór/.e odczuł Fryc/,, jak lo szlaclita, cliwy ła- 
jąca si«} reforin.icji, cztjstokroć miała na oku jedynie grabież 
dóbr kościelnych. W liście do króla wskazał już, że to nie wy- 
czerpuje ruchu reft.rmacyjnet^fo, który ma głębokie podstawy 
w szczerej dążności dusz relig-ijnych do poprawy życia kośiiel- 
ne^ro, ale nie mógł się pohamować od napiętnowania obłudnych 
żarliwców reformy kościelnej, i-zyhających jedynie na opano- 
wanie dóbr kościelnych, aby znaleźć fundusze na rozpustę: 
MMnog-ich rozchód przechodzi dochód - stąd potem popasienie 
łąk g-wałtowne, wydzieranie zboża i zwierząt tak czworonog'ic!i, 
jakoteż pływających i inszych rzeczy, ktemu rozmaite forl»'le 
nachodzić na cudze rzeczy. Niektórzy to czynią wilczem pra- 
wem, drudzy, co jest r/.ecz dziwniejsza, pod zasłoną nabożeń- 
stwa na wzór onych, kiórzy w Niemczech targnęli się na ko- 
ścielne majętności" ^). . Widoczna tu aluzja do pana na Brzezi- 
nach, Krzysztofa Lasockiego, który na wezwanie [»rymasa w r. 
1552 staje pod sądem o wprowadzenie »czyslego słowa bożego«, 
a równocześnie na pozew Frycza odpowiadać ma o zabieranie 
dochodów jego probostwa, wwydzieranie zwierząt tak czworo- 
nogich jakoteż pływającychw (koni i ryb itd). 

W bezstronności swej Frycz nie waha się oddać wysokich 
pochwał prymasowi Dzierzgowskiemu, którego skądinąd, ze sta- 
nowiska dbałości o religję i kościół, bezwątpienia szanować nie 
mógł. Ale Dzierzgowski na sejmie krakowskim okazał skłon- 
ność do ofiar na rzecz obrony potocznej, tak niechętnie przy- 
jętej przez szlacheckich przywódców egzekucji. Podnosi zatem 
Frycz »zacne słowa oiiego wielkiego a zacnego człowieka, Mi- 
kołaja Dzieizgowskiego, arcybiskupa i prymasa, który na prze- 
szłym sejmie, gdy mu naprzód wotować zlecono, powiedział, 
żeby to Rzpltej było potrzebno, aby był skarb założon, a z kló- 
regoby szedł nakład na wojnę i na msze Rzpltej potrzeby, 
a ten skarb nazwał na imię Montem pietatisa^). Dla poparcia 
królewskiej propozycji stworzenia stałych dochodów na stałą 
obronę granic, uzupełnił Frycz rozdziały I i VI Księgi o V\oj- 
nie^) i opracował rozdział II »Frzydatku«. Propozycję, dotyczącą 



1) Opera 675, Tur. 344. 
«) Opera 671, Tur. 339. 
») Opera 168, 198, 200. 



\{Q St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

sądownictwa popiera i rozwija w wielu uzupełnieniach rozdziałów 
VI, XV i XVI Księgi o Prawacii ^) i w całym »Przyd.itUu«; kry- 
tykę sejmowania przeprowadza w uzupełnieniu rozdziału X 
Księg^i o Obyczajach i świeżo dodanym rozdzielę XV!1 Księgi 
o Prawach 2), w kiórym popiera tak niepopularne u szlachty 
ograniczenie liczby posłów 3^'. Z postulatów szlachty jeden tylko 
znalazł w oczach jego uznanie całkowite, mianowicie żądanie 
porządku, karności i poszanowania prawa u urzędników*), czę- 
ściowo także skargi poselskie na wyzysk ze strony kupców 
i handlarzy °). Co do całości okazuje się, że Frycz, narażając 
swą popularność, zdoDytą przez projekty reformy kościelnej, 
zachował w sprawie programu egzekucji zupełną niezależność 
od akcji szlachty i samodzielność własnej myśli politycznej, 
która mu podyktowała popieranie propozycji króla i Ocieskiego 
wbrew szlachcie, wbrew zapewne także tak możnym jego pro- 
tektorom jak Jan Tarnowski i biskup Uchański. 

VI. 

U szczytu sławy i niebezpieczeństw. 

Że wystąpienie Frycza nie było dyktowane chęcią pozy- 
skania łask dworu, świadczy fakt, że bezpośrednio potem, prze- 
sławszy nowe rękopisy do druku do Bazylei ^j, opuszcza Kra- 



1) Opera 122, 139, 142, 14H. 149. 

S| Opora 42, 151. 

') Opera 151. 

*) M. 1. uzupełnienia rozdz. XłX Księ^ri o Obycz. Op. 75, uzup. rozdz. 
\'l Ks. o Prawach, Up. 121, oraz rozdział I sPrzydatku^. 

^) Uzupełnienia rozdz. XVI Ks. o Obycz. Op 57 i roz. III »Przydatku« 

«) Sława światowa Frycza wiąże się z tą pomyślną okolicznością, 
że znany drukarz bazylejski Oporyn, następca FYobena, podjął się druku 
jego pism i pełen uznania dla naszego pisarza, wydawał je w bardzo sta- 
rannej szacie. Nawiązanie stosunków z Opory nem zawdzięczał Frycz bądź 
to dawnym znajomościom w Bazylei, bądź przyjacielowi Danielowi Schil- 
lingowi z Wrocławia, który pośredniczył w przesyłaniu manuskryptów. 
Autorytet zaś Frycza u Oporyna i innych Bazylejczyków ugruntowany zo- 
stał przez najwybitniejszego z tamtejszych humanistów i literackiego do- 
radcę Oporyna, Włocha Celio Secundo Curione, który o >r^oprawie ł^zpltej< 
wydał pochlebną opinję: nopus dignum Coelii nostrii iudicio«, wyraził się 
o niej Włoch Giustiniani, któremu widocznie Oporyn ów sąd powtórzył 
(Opera 802). 



Osiedlenie się w Wolborzu 117 



ków iwi stałe i przenosi się na wójtostwo do Wolborza. Krctk 
ten uczynił w porozuniieniu z ówczesnym panem klucza wol- 
borskieco, biskupem kujawskim Drohojowskim, do którego obok 
wspólności poglądów zbliżyły go wspólne przygotowania do so- 
boru powszedniego. Ponadto do osiedlenia się w Wolbor/u 
musiał go zachęcić brat biskupa i z jego ręki trzymający sta- 
rostwo wolborskie, Stanisław Drohojowski, dawny student wi- 
tenberski (z r. 1542) i znajomy Frycza / dworu Zygmunta Au- 
gusta, z czasem kasztelan przemyski; miarą ich przyjaznych sto- 
sunków^ było, że starosta Drohojowski prosił Frycza na ojca 
chrzestnego swego pierworodnego syna Jana *). 

Kontynuują- zobowiązania popizedników swych na stolicy 
biskupiej, Drohojowski wystawił Fryczowi przywilej, zapewnia- 
jący mu v/ójtostwo wolborskie do trzech pokoleń, poczem ró- 
wnież kapituła włocławska przywilej ów bez trudności zatwier- 
dziła w dniu 5 stycznia 1554 ^j 

Usuwając się z stolicy, z szerokiej widowni politycznej, 
ośrodka ruchu religijnego, umysłowego i literackiego, nie za- 
mierzał Frycz zasklepić się w życiu gospodarskiem Czas jego 
jednakże był odtąd ograniczony, mu^^iał go bowiem dzielić mię- 
dzy zajęcia wójtowskie i troski gospodarskie i domowe. Wy- 
posażenie wójtostwa wolborskiego zapew^niało żywot skromny, 
ale wystarczający przeciętnemu szlachcicowi *). Do obowiązków 



') Jan Drohojowski, chrzestny syn Frycza, kształcił się w Heidelbergu 
w r. 1571, piastował z czasem godność kasztelana sanockiego, był do śmierci 
zwolennikiem kalwinizmu, w r. 1595 podpisał zaproszenie na słynny synod 
generalny toruński. 

*) sAd trinam advitalitatem« por. Akta kapituł z w. XVI, wyd Ula- 
no wsk i 1 328. Ze nadanie Drohojowskiego było formalneiii zatwier- 
dzeniem dziedzictwa rodzin)' fryczów, wynika z ^łów Diohojnwskiego do 
papieża Pawła IV: Fricius Volboiiae ...moraiur iii advocalia et bonis, ąiiae 
illi in haeraditate obvenerunt, et quae iuri polonico ut caeteiorum 
eąuituin subsunt moribus nostris*. Relacje nuncjuszów I 26 

') i^odług slnwentarza dóbr i dochodów bisUupsłwa włocławskiego 
z r. 1534«, ogło-Jzonego przez Ul a n o ws k i c go (Arch. Kom. hist. 1916, 
X 61), do uposażenia tegoż wcijtostwa należał: młyn jednokołowy (podług 
ksiąg poborowych z r. 1553 istnieje ocirca oppidum Volborz... molendinum 
advocati 1 rotae« por. Pawiński Wielkopolska II 267) i ła/.nia w Wol- 
borzu, pięć łanów roli, czynsz od cephu piekarzy i szewców |io 3 gr. od 
piekarza i po 1 '/^ g''- od szewca od kramu (idąue de cameris seu stationi- 



118 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

wójta należało sądzenie wszelkich spraw cywilnych i karnych 
wśród mieszczan oraz ustanawianie cen sprzedaży chleba, mięsa, 
piwa i innych środków żywności stosownie do sytuacji. 

Zajęcie, któremu się śladem ojcowskim miał Frycz oddać, 
nie było podług- pojęć ówczesnych ubliźającem: w sieradzkiem 
i łęczyckiem wójtostwa dziedziczne spoczywały, jak prawie 
w całej Polsce, w ręku szlachty; mimo upadku wójtostw, szybko 
postępującego w w. XVI, w dobrach duchownych utrzymują się 
one wcale silnie ^). Obowiązki swoje wykonywali wójtowie oso- 
biście lub przez zastępców. Frycz jeszcze przed 20 laty wy- 
stąpił ostro przeciwko wójtom szlachcicom, wyręczającym się 
zastępcami: »Dlacze<20 — pytał 2) — szlachta trzyma wójtostwa 
w wielu miastach? Nie uwierzycie, że czynią to z zamiłowania 
do wymierzania sprawiedliwości mieszczanom. Wzdrag-ają się 
bowiem przed wszelkiem obcowaniem z mieszczanami i sądo- 
wnictwo oddają w ręce któregoś z mieszczan, sami zabierając 
tylko rolę, posiadłości, czynsze i wszelkie dochody«. 

Frycz zgodnie z swem przekonaniem obowiązki wójtow- 
skie spełniał osobiście i z zadowoleniem. Toteż kiedy mu w lat 
kilka później Orzechowski rzucił w oczy docinkiem, jakoby był 
»sołtysem biskupim«, mógł mu swobodnie odpowiedzieć: »\^ ój- 
tem jestem; nie potrzebuję wyjaśniać, czem się to stanowisko 
różni od sołtysa, bo każdy to wie. Wielu mężów znakomitych, 
szlachta i wielmożni pełmą po miasteczkach i wsiach niektó- 
rych ten urząd, co ja w Wolborzu, a są wójtami, nie sołtysami, 
i takby się tytułować nie pozwolili. Czynność cała moja polega 
na wymierzaniu sprawiedliwości moim mieszczanom, których 
jestem sędzią czyli jak dziś się mówi, wójtem. Urząd ten może 
cię mierzi, bo chętniej bierze:?z się do ryzykownych czynów 
Marsa niźli do prac pokojowych. Ale ja najzupełniej nie żałuję 



bus), cały sep z łanów, z którego jednak odpada 10 kamieni sepu czystego 
czyli smalcowanego dla dworu biskupiego, wreszcie trzeci denar od kar 
pieniężnych. Ponieważ Wolborz należał do ludniejszych miasteczek, mogła 
z lego uzbierać się poważniejsza suma dochodów. 

Do dziś część gruntów Wolborza od strony Modrzewka nosi nazwę 
wójtostwa. 

') Pawiński Źródła dziej. Wielkopolska I, 1883 str. 154-156. 

») Or. Phil. Peiip. Opera 777. 



iSkromne warunki >.ycia i pracy 119 



niojeJTo losu; obym tylko inót^ł sprawiedliwie i uczciwie speł- 
niać wszystko, co należy do ur/.ędu mojeg-ow!*) 

Oprócz sądownictwa zajął aię Frycz uprawą roli. należącej 
do wójtostwa, co mu zabierało czas /, w łaszczą wiosną i latem. 
Tu i ówdzie w pismacłi swych wspomina o tej pracy, zawsze 
z pewneiro rodzaju odcieniem zadowolenia; ))wróciłem do mej 
posiadłości, cdzie przez całe lato zajmowałem się gospodarką 
w polu jak najg-orliwiejw — pisze w r. 1556 ^j. 

Nieboszczyk ojciec byłby zapewno mocno zdziwiony taką 
niepraktycznością syna; niełatwo by mu przyszło zrozumieć, że 
przekroczywszy pięćdziesiąty rok życia, po wieloletnich studjach 
zagranicą, po osiągnięciu praktycznej i teoretycznej znajomości 
pierwszorzędnych spraw Rzpltej, przy szacunku, jakim go da 
rzyli senatorowie i posłowie, Andrzej osiada na pięciu łanach 
wójtostwa i przykłada się osobiście do spraw sądowych wol- 
borskich piekarzy i szewców: ■ — uważałby to bezwątpienia za* 
zwichnięcie jego karjery życiowej, on, który wcześnie skierował 
go z ławy uniwersyteckiej na dwór Łaskich wopum causao. 

Tymczasem nasz Frycz zupełnie nie okazywał niezadowo- 
lenia z swego życia. Zapewne byłby wolał nieco wnęcej do- 
statku; czasami bolało go to, że z powodu ciężkiej pracy na 
cliudej roli — grunty wójtostwa wolborskiego nie były uro- 
dzajne — musiał odrywać się od umiłowanych zajęć literackich- 
źe na lekturę i pisanie trzeba było wyrywać godziny wolne od 
prMcy na chleb, że wreszcie w otoczeniu wolborskich rzemieśl- 
ników i wieśniaków nie ma podniet do pracy umysłowej, ale 
nigdy nie skarżył się na swój los, jak to naprzykład czynił 
w swych pismach Marcin Bielski, w zbliżonych żyjący warun- 
kach. Owszem z pewną dumą podkreślał, /e własną pracą na 
roli zarabia na chleb dla siebie i rodziny, i głosił zasadę filo 
zoficzną, że każdy winien być zadowolony z tych warunków 
które mu wyznaczyła natura, to jest Bóg sam ^). 

Nic dziwnego, że wobec takiej skromności w wymaganiach 
i takiego usposobienia próby pozyskania go przez niektórych kato- 
lików widokami materjalnymi były daremne, — w tym kierunku 



') Orichovius k. A^. 

•) Opera 443. 

«) Orich. k. A,. C„ E,. 



120 St. Kot: A. Frycz Modrzewskł 

Frycz żadnej ambicji nie posiadał. Jeśli pragnął sukcesu moral- 
nego i literackiego, to daleki był od chciwości na majątek i go- 
dności. Wiedza jego. talent pisarski, znajomość spraw publi- 
cznych przeznaczały go do karjery politycznej. Gdyby był został? 
w kościele, szybko byłby doszedł do beneficjów i dobrobytu^ 
mając zwłaszcza za sobą jednego i drugiego z biskupów. Skłon- 
ności reformacyjne nie stanowiłyby przeszkody, jak nie utru- 
dniały one drogi do dostojeństw wielu kanonikom a nawet bi- 
skupom. Zaleskiemu, Drzewickiemu, Głogowskiemu, Leonardowi^ 
Drohojowskiemu, Uchańskiemu. On jednak w tej dziedzinie 
kompromisów nie znał, to też nie chcąc dyplomatycznie zakry- 
wać swego zdania i hamować krytyki, którą uważał za zdrową 
i konieczną, wczas zrezygnował z szukania godności w kościele. 
Najwyższe odznaczenie, jakie w swem pracowitem życiu 
osiągnął, to tytuł sekretarza królewskiego wraz z pensją; tytuł 
*ów cenił wysoko i chlubił się nim, chętnie też wspominał swó) 
udział w poselstwach zagranicznych, ale widocznie do karjery 
dworskiej i kancelaryjnej zapału nie żywił, kiedy mimo popar- 
cia potężnego hetmana Tarnowskiego i Uchańskiego — mógł 
też zapewne zyskać poparcie wszechwładnego Mikołaja Ra- 
dziwiłła — nie pragnie utrzymać się przy dworze, ale dość 
spiesznie usuwa się w odległy zakątek, do Wolborza. 

ówczesne mieszczaństwo wolborskie nie posiadało wyższej 
kultury umysłowej, aby Frycz stosownie do swej chęci obco- 
wania z mieszczanami mógł wśród niego znaleźć towarzyszy 
swych myśli i prac pisarskich'); szukać ich mógł tylko na 



1) łMiasieczko to — charakter jzowai Wolborz w r. 1561 iNan. 122) — 
nie zajmuje się naukami a cóż dopiero teologją; jest siedzibą rzemieślni- 
ków i rolników, conajw^żej młodzież pobiera początki nauk«. 

NiH słyszymy o zwolennikach reformacji pośród tamtejszych mie- 
szczan. Nowe ideje leligijne jednakże i tam docierały, w Wolborzu n. p. 
znalazł biskup Drohojuwski pedagoga Stanisława, którego z swymi kre- 
wniakami wysłał do Witenbergi. Oficjał tamtejszy ks Andrzej Mogilnick* 
posługiwał się na ambonie kazaniami Lutra, które sam czytywał (Narr. 122). 

Wspomniany wyżej inwentarz z r. 1534 wylicza szczegółowo wszyst- 
kich mieszczan wolborskich po nazwisku; okazuje się, że nie było tan> 
wcale żywiołu pochodzenia niemieckiego, wszystkie nazwiska są pol.skie 
typu chłopskiego; Parzyżyła, Kupidura, Kapiwrona. Kidahł, Ciupka, Mor- 
daka należą jeszcze do piękniejszych, mniej obrażających dzisiejsze nasze 
poczucie estetyczne. 



1'rzyjain z biskupem Drohojovv»kiin 121 

(Iwor/.e starościńskim, u duchowieństwa miejscowej kolesrjaly, 
a przedewszystkiem na dworze biskupim, ów też dwór, tak za^ 
L)roh»>jowskieg:o jak później za IJchańskieg-t*, stanowił pewien 
ośrodek ruchu umysłowego, nietylko dłatego, że słiupićtł w okr«*- 
sach sejmów szlachtę, zjeżdżającą do sąsiednieiro Piotrkowa, ale 
przedewszystkiem dzięki osobistym właściwościom obydwóch 
biskupiny. 

Drohojowski należał do osobistości na owe czasy wybi- 
lnvcli i wpływowych. Był to człowiek nawskróś świecki, go- 
dności swe zawdzięczał znsługom politycznym i łaskom dworu;, 
podług relacji Frycza nie przejmował się swymi obowiązkami 
pasterskimi: raz czy dwa razy przez 8 lat zasiadania na stolicy 
kujawskiej nauczał w kościele. Wyniósłszy z Włi eh wykształ- 
cenie humanistyczne — był jakiś czas w Rzymie sekretarzem: 
kard. Ghinucciego — przez ( ałe życie miał żywe potrzeby umy- 
słowe; wiele zajmował się sprawą reformy kościelnej i nie krył 
się z tem. że za konieczną uważa reftrmę w zakresie obrząd- 
ków i władzy papieskiej, udzielania świeckim kielicha i znie- 
sienia celibatu; \a' głębi duszy był zwolennikiem zmian daleko- 
idących, ale ze względów oportunistycznych z tem się nie wy- 
dawał poza ścisłem kołem zaufanych przyjaciół. Uczonych to- 
warzystwo lubił i chętnie z nimi rozprawiał: w zażyłych z nim. 
pozostawał stosunkach brat cioteczny Stanisław Orzechowski, 
w najzażylszych Frycz, który zyskał nań znaczny wpływ i). Od. 
samego przyjazdu do Wolborza Drohojowski okazywał mu głę- 
boką życzliwość, przestawali z s^bij ustawicznie, chyba że za- 
jęcia biskupie czy senatorskie odwoływały go z Wolborza; ile- 
kroć jednakże bawił na miejscu, Frycz miał zawsze swobodny 
do niego dostę[).2). Wśród najbliższych osobie bisUupa przyjaźnił 
się jak wiadomo z bratem jego Stanisławem, a także z Andrze- 
jem .laktorowskim, marszałkiem dworu biskupiego, kolegą Sta- 
nisława z studjów witenberskich, którego biskup traktował jak. 



'I Takie rysy Drohojowskiego uwydatnił Fcycz w Księdze o wolnej, 
woli (Libi-i tres str. 92 — 96) oraz bioŁCfaf bezimienny (według Frycza. 
Orzechowski) w napisanym po śmieni Drohojowskiego żywocie ^Uri- 
chov. Fj). 

2) Opera .ó40. 



122 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

brata i wtajemniczał w swoje poglądy religijne ^). Czterej ci 
mężowie stanowili zżyte koło o wspólnych poglądach i dążno- 
ściach, ożywione zwłaszcza przekonaniem o konieczności reform 
•kościelnych, których roztrząsaniu niejedną godzinę poświęcali. 
W dyskusjach tych górował oczywiście Frycz jako najbieglejszy 
w Piśmie św. i w argumentacji a zarazem najśmielszy w kon- 
kluzjach: traktaty jego powstałe w następstwach tych dyskusji 
okazują, jak Ingicznem rozumowaniem pociągał wahających się 
do zajęcia stanowiska zdecydowanego. 

Z pierwszych zaraz tygodni jego osiedlenia się w Wolbo- 
rzu posiadamy opis tego rodzaju rozprawy. Oto w lutym 1554 
roku zmarła żona Stanisława Drohojowskiego Urszula Karłowna, 
córka Gilcciego florentczyka, dworzanina Bony, również zwo- 
lenniczka reformacji; p'^dług starego zwyczaju odbył się w ko- 
ść ele wolborskim uroc/.ysty pogrzeb wraz z nabożeństwem ża- 
łobnem. Po pogrzebie wobec liczniejszeL''<) grona osób rzucił 
owdowiały Drohojowski pytanie, jaką w istocie korzyść odnieść 
może zmarła z tych modłów i ofiar spełnionych na intencję jej 
duszy, jaki jest cel ich rzeczywisty. Wywiązała się stąd wymiana 
zdań, w której Frycz rozwijał poglądy (odbiegające od trady- 
cyjno-kościelnych. Wbrew Drohojowskiemu, który ulegał poję- 
ciom odziedziczonym, Frycz wywodził, że Boga niepodobna 
przebłagać ofiarami ani hekatombami a jedynie przez ułożenie 
życia i wszystkich czynności podług jego przykazań; obrażający 
go człowiek może apelować do jego ojcowskiego miłosierdzia; 
obrzędy zewnętrzne są tylko wyrażeniem wdzięczności, jaką 
człowiek żywi za łaski boskie. Póki życia, należy oddawać się 
czynnościom publicznym i prywatnym, byle je stosować do 
wskazań wiary, a wówc/as zasłuży się na zbaw^ienie po śmierci 
Kto źle żył, temu po zgonie zbawienia zapewnić nie zdołają 
żadne modły i zabiegi pozostałych Ponieważ rozprawia na ów 
temat była wszczęta dorywczo i ni^przeprowadzona systema- 
tycznie, Frycz po pogrzebie wraca do niego i spisuje w duchu 
swoich wywodów traktat, który w dniu 29 lutego 1554 prze- 
l^yła Drohojowskiemu z wyrazami przyjaźniej. Zaznacza w nim 



'i Libri Ires str. 93. 

*) »De saciificiis, purgatono et indulgentiiso, wydrukowany dopiero 
-w V. 1559 (Opera 491 — 500j. 



^ 



Pełne wydanie »Poprawy Uzpllej« 123 

wyraźnie, że w krytyce tradycyjnych oliar i modMw za zmar- 
łych opiera siej na niaterjale, zohranym przez pisarzy współcze- 
snych, którzy wystąpili z krytyką obrzędów i nauki kościoła 
rzymskiego Nawiasem zaś dodaje: »Nie widzę racji, dlaczegoby 
ich czytać nie mieli ci, którzy mają spory religijne rozeznawać 
i rozstrzygać. Wiem, że wielu wstrzymuje się od tej lektury 
z bojaźni przed edyktami rzymskimi, lecz sprawy zaszły już 
tak daleko, iż wszyscy winni być zwolnieni od tego zakazu 
a przeciwnie nawet do owej lektury zachęceni, jeśli mają przy- 
nieść jakową pomoc zagrożonej Rzpltej chrześcijańskiej « '). 

Takiemi to wezwaniami, popartemi cytatami z ewangelji 
i krytyką nauki kościelnej, zachęcał Frycz swe otoczenie do 
zerwania z tradycją. 

Autorytet jego wzrósł nadzwyczajnie, gdy wreszcie w sier- 
pniu 1554 r. ukończony został w Bazylei druk pięciu jego ksiąg 
o "Poprawie Rzpltej «. uzupełnionych dialogami z 1549 roku 
i gdy wspaniale pod względem zewnętrznym wydane dzieło 
dostało się do Polski. Piękny papier, kształtne czcionki, staranny 
druk a przedewszystkiem ceniona na rynku światowym firma 
wydawcy uprzedzały korzystnie dla autora. 

Oporyn, przejęty prawdziwem uwielbieniem dla Frycza, 
nietylko interesem wydawcy wiedziony, rozrzucił »Poprawę 
Rzpltej « jak najszerzej po rynku księgarskim Europy a nadto 
porozsyłał od siebie egzemplarze głośniejszym pisarzom religij- 
nym i politycznym. Już w jesieni 1554 roku czytana była we 
Włoszech, w Niemczech i w Austrji. l'rzyjęta gorąco przez zwo- 
lenników reformacji, zaniepokoiła przywódców katolicyzmu 
w wysokiej mierze, stanowiąc oznakę przechylania się Polski 
w stronę reformacji, l^ierwszy zaalarmował z tej przyczyny ko- 
ściół polski Piotr Canisius, Jezuita niemiecki, znajomy Ho- 
zjusa a zapewne i Frycza z czasów ich pobytu na dworze 
króla Ferdynanda. Dnia 6 października pisał on z Wiednia 
do Kromera: ))0 Andrzeju Fryczu sekretarzu królewskim, któ- 
rego dzieło o poprawie Rzpltej Oporyn właśnie wydrukował, 
to tylko nadmienię: bardzo się obawiam, aby i autorowi i kró- 
lowi i królestwu waszemu nie przyniosło to wstydu, co on wraz 
z lylu apologjami wywodzi o kościele. Przyznaję ja mu wy- 

«) Opera 494. 



124 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

tworność i swobodę, ale w rzeczach teologji nie mo^ę przy- 
znać nauki nacechowanej trzeźwością. Bo i po cóż to było tak 
nicować papieża, biskupów i synod trydencki, głaskać sekciarzy,. 
patronować błędom oddawna już potępionym; w teraźniejszym 
zwłaszcza czasie tak rozdrażnionym i rozgorączkowanym, gdzie 
zgorszenia mamy aż nadto, tego pokroju ludzie napraw^dę nie 
leją zimnej wody a raczej dodają oliwy do ognia«. Poczem na- 
stępował wyrzut pod adresem opieszałości kleru polskiego: »To 
ja z przyjaźni muszę powiedzieć kościołowi polskiemu, nie 
iżbym chciał bawić się w cenzora, i tem bardziej się trapię, im 
smutniejsze stamtąd nadchodzą wieści o burzeniu się opinji po- 
spólstwa w kwestji religijnej. Trudno nie zganić, że Wiedeń 
ogląda teraz z Krakowa autorów luterańskich a katolickich zu- 
pełnie prawie nie otrzymuje« i). Zdaje się też, że egzemplarz 
wydania bazylejskiego Frycza, który Kromer pierwszy wśród 
duchowieństwa polskiego otrzymał,, nadesłany był przez Cani- 
siusa; interesował się on nadal stosunkiem katolików polskich 
do księgi Pryczowej i powracał do niej w swej korespondencji. 
W kilka tygodni znów, 15 stycznia 1555, donosząc Kromerowi 
o krwawem stłumieniu protestantyzmu w Anglji, dodawał: »oby 
Frycz dobrze to sobie rozważył, zanim ściągnie na siebie i swo- 
ich i na szlachetną Polskę tę plagę; raz rozpiliwszy płomień, 
choćby chciał, nie będzie go mógł stłumić ani nawet przy- 
gasić « 2). 

Do Polski doszły pierwsze wieści o księdze Frycza w począt- 
kach listopada 1554. Na nieudałym synodzie w Piotrkowie, który 
nie doszedł do skutku z powodu niestawienia się biskupów, — 
prymas zastał tylko Zebrzydowskiego, Noskowskiego i Hozjusa^ 
Drohojowski nie przybył rzekomo w obawie, aby nie musiał 
godzić się na konfesję 3) — opowiadał prepozyt łowicki bi- 
skupom, że Frycz ogłosił coś przeciw konfesji piotrkowskiej;, 
nie chciano temu wierzyć, co najvA^yżej przypuszczano, że to- 
biskup Drohojowski, posądzany o kalwinizu), knuje coś prze- 
ciwko niej w Wolborzu przy pomocy Frycza^). Ale zaniepokoił 

*) B. Petri Canisii S. J. Epislolae et acta coli. Otlo Braunsberger 
1896 I 510-511. 

=*) Tamże str. 515/16. 

») Hosii Episi. II 496. 

*) Hozjus do Zebrzydowskiego (Epist. II 495!, do Kromera >Calvinum 



Alarm Canisiusa z powodu K<*iQgi o Kościele 125 

sil} llozjus, który jak '/i(')raw czujny domyślał się niebezpieczeń- 
stwa, nietylko jako biskup katolicki, ale, i to w f)ier\vszyni rzę- 
dzie, jako autor piolrkowskieLTO Wyznania wiaiy. Ten instynkt 
podyktt)\vał mu stanowczy o[)(')r pr/.eciwko postanowionemu 
wówczas wnio>ko\\i /obrzyilow skiego, aby naradę religijną 
zwołać w czasie sejmu i dopuścić do niej także zwolenników 
reformacji celem wzajemnego porozumienia się; pod naciskiem 
biskupów zgodził się jedynie na to, aby na następny synod, 
o ile papież pozwoli, wezwać nowatorów dla pouczenia ich, 
a i tego ustępstu a żałował w obawie, aby tego rodzaju synod 
nie zechciał przekształcić się w rodzaj »soboru narodowegow '). 

Utr/.ymaws/.y od Kromera wiadomość Canisiusa o Fryczu 
i zapytany, czy już ma wPoprawę Rzpltej«, Hozjus odpisał 7 gru- 
dnia w następujące, niezmiernie ciekawe słowa: » Książki Prycza 
wydanej w Bazylei nie widziałem. Dawno już poznałem zu- 
chwalstwo tego człowieka nie do zniesienia; gdyby nie to, 
wszelkimi sposobami byłbym go się starał zatrzymać przy so- 
bie. Książka ta — Hozjus ma na myśli wPoprawę Rzpltej« 
w takiej redakcji, jaką czytał w r. 1551 na synodzie piotrkow- 
skim — nietylko grzeszy przeciwki) religji; także lam, gdzie 
rozprawia o obyczajach i o prawach, zawiera obelgi na ojczyznę 
naszą a zwłaszcza na stan szlachecki, to też wydanie jej wielką 
hańbę przyniosło narodowi naszemu, którego i obyczaje i prawa 
gwałtownie są w niej atakowane; z tego samego już tytułu 
można by mu niemało narobić kłopotu! Pragnąłbym zobaczyć 
pozostałą część Księgi o Kościele« ^). 

Niedługo ciekawość Hozjusa została zaspokojona, gdy Kro- 
mer nadesłał mu egzemplarz »Poprawy((, ale za to dotychcza- 
sowy niepokój przeszedł w najżywszą irytację i wprost wzbu- 
rzenie, którego ten rozważny i panujący nad nerwami dygnitarz 
nie zdołał przez dłuższy czas pohamować. Świadczy o tern długi 
szereg listów — mówimy tylko o dochowanych 3) — , które roz- 
pisuje na wszystkie strony, do prymasa i jego kanclerza, do 



sapere (sc. Drohojow.'^ki) et apud euiD cudere ąnaedain contra confessio- 
tiein Chrislianam Fricius dicilui« (Epist, II ¥lb). 
M Epist. II 5U5. 

2) Epist. II 475. 

3) Epist. II 495, 496/7, 501, 519-520, 522, 537, 10 tl, 549, 555, 624. 



126 ''^t- Kot: A. Frycz Modrzewski 

Zebrzydowskiego, do kanoników Kromera i Kijewskieg-o, jako 
do dzierżących władzę, podburzając ich, żądając zakazów, kon- 
fiskat itp. Podrażniło go nasamprzód to, że księga Frycza wy- 
dana została znacznie staranniej i poprawniej niż jego Wyzna- 
nie, istotnie najeżone błędami drukarskimi. Treść wydała mu 
się pełną jadu i zarazy V- »Nie sądzę — pisz;e do Zebrzydow- 
skiego -. aby dotychczas w królestwie polskiem napisano cnś 
bardziej niebezpiecznego i zdolnego rozpalić przeciwko nam 
nienawiść świeckich. Daje nam bowiem zaszczytne tytuły: na- 
zywa nas komedjantami, sirupie.-załymi, próżnia Uami. pasibrzu- 
chami. którym najmniej chodzi o rehgję. Sąd o Piśmie chce 
oddać raczej każdemu z tłumu niż nam biskapom, a owszem 
pisze, że my sami winniśmy być przez świeckich sądzeni. Ró- 
wnocześnie jednak nie oszczędza także stanu szlacheckiego ani 
wobec .sauie2'o majestatu królewskiego nie okazuje względów, 
rzadko który z satyryków był od niego uszczypliwszyo. Krome- 
rowi zaś [)Owtarza: »Znam bezczelność tego człowieka: był by 
mi się bardzo p tdobał, udyby sam w sobie mniej był zako- 
chany". Zbiera pilnie informacje, czy książka jest czytana; nie 
uspokajają go zapewnienia Kromera ani fakt, że inni biskupi, 
nie lubiący się kło[)otać, o jej rozpowszechnianiu nie wiedzą; 
obawia się, /.e ją już wręczono królowi; z broszurki polemi- 
cznej, wydanej w Gdańsku przeciwko tamtejszemu kaznodziei 
katolickiemu Bonawenturze z Nissy. stwierdza z niepokojem, 
że 1 tam ją już znaji: dowiaduje się, że »z wielkim pnklasiviem« 
przyjmują ją liczni nowatorzy; prymasowi i jego kanclerzowi 
daje do zrozumienia, że mogą się w nią zaopatrzyć u bisku|»a 
kujawskiego. 

Zebrzydowskiego upomina: » Uważam za konieczne użycie 
ws/.elkich środków^, aby książka ta tak jadowita nie dostała się 
do rąk WMelu«. Kromera zaklina, aby w razie poselstwa do \A ie- 
dnia poruszył nuncjusza, który bezwijtpienia zna książkę Frycza, 
i przezeń wpłynął na króla Ferdynanda, aby on, choćby w in- 
teresie swej cttrki, królowej polgkiej. nie dofiuśeił do podkopan a 
religji w Polsce przez ideje F'ryc/a. Przed kanonikiem Kijew- 
skiin. wpływowym w kapitule krakowskiej, oburza się: »Poża- 



•) sLiber yirulentusi, 'liber peslilens* — lak się zazwjczaj wyraża 
(Epi«t. II 496. 497, 519). 



Wzburzenie Hozjusu i zabiegi o represje 127 

lowaiiia to ŁTodiie, że tak wszystkim wszystko wolno bezkarnie«. 
Na ]ego naley:aiua prymas wzywa biskupa krakuwskieuro o wy- 
danie drukarzom i księa^arzom krakowskim zakazu sprzedaży 
książki Frycza i tym podobnych. 

Przez atak Frycza ucierpiała bardzo ambicja autorska Ho- 
zjusa: usiłuje przekonać prymasa i innych, że zaczepienie na- 
pisaneg-o przezeń Wyznania jest targnięciem się na powagę ca- 
łego synodu i obraża cały kościół polski. Boli go to, że wyjąw.-zy 
Kromera, który w zrozumieniu niebezpieczeństwa szturmował 
do swego biskupa i do prymasa o represje, inni nie okazują 
dostatecznego przejęcia się całą sprawą; straszy więc prymasa, 
że z jego nazwiskiem zwiąże się haniebne wspomnienie całko- 
witego upadku kościoła w Polsce, a wubec Kromera i kanonika 
Stanisława Dąbrowskiego przyznaje rację zdaniu Frycza że bi- 
skupi polscy nie mają najmniejszej troski o religję. Co gor- 
sza, zmuszony jest zgodzić się z przypuszczeniem Kromera, że 
cały atak Frycza dokonany został w porozumieniu z biskupami: 
»wszakże jeden go u siebie chowa (Drohojov\ ski) a drug; za- 
wsze bardzo wysoko go cenił (Uchański); jest nawet pewny, że 
gdyby był Uchańskiemu stosownie do jego prośby użyczył rę- 
kopisu drugiej części Wyznania, to zanimby ją wydrukował, 
już Frycz byłby się z nią rozprawił. 

l^od wpływem pierwszej lektury » Poprawy Rzpltej« de- 
cyduje się Hozjus na polemikę, czuje potrzebę odpowiedzi i za- 
pewnia, że mu ona łatw-o pójdzie; zastanawia się tylko, c/y ma 
ją wcielić do drugiej części Wyznania czy też wydać osobno, 
i pyta w tej sprawie o radę prymasa, Zebrzydowskiego. Kro- 
mera, Canisiusa. Układanie odpowiedzi na wywody Frycza po- 
chłonie przeważną część jego pracy literackiej w najbliższych 
dwóch latach 1055—1556. Zwłaszcza za pilne uważa roz}>ra- 
wienie się z dwoma zarzutami, postawionymi mu przez Frycza 
w liście do posłóu na snbór, w sprawie małżeństwa księży 
i dopuszczenia świeckich do sądzenia w spraw'ach wiary. Na 
to drugie pytanie ułożył odpowiedź w przeciągu miesiąca, a prze- 
syłając ją prymasowi wraz z odpowiednimi ustępami Frycza 
pisał: ))Nazywa on nas głupcami, tępymi, kłodami, wszelką ju- 
rysdykcję usiłuje nam odebrać, sąd w sprawach wiary przenosi 
do świeckich, i nad wyraz się obawiam, choć Wasza Wielebność 
książki tej jeszcze nie widział, by jej nie czytało tylu, iżby to- 



"128 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

naruszyło spokój kościoła: zachodzi bowiem niebezpieczeństwo, 
aby po zebraniu się synodu na pierwszy plan nie wysunął się 
spór o to, komu przysługuje sąd w rzeczach wiary, i aby nie 
usiłowano oddać go świeckim z wykluczeniem biskupów«. Po- 
cieszał się wprawdzie Hozjus tem, ze surowa krytyka egoizmu 
stanowego szlachty, przepełniająca dzieło Frycza, zniechęci do 
niego izbę poselską. »Pełna jest ta księga — pisał do Dąbrow- 
skiego — obelg na nasz stan a zarazem na stan szlachecki; 
•gdyby go nie był z naszym złączył, byłaby zapewne popular- 
niejsza«. A wobec Kromera zwierzał się: wGdyby był tak ostro 
'nie zaatakował stanu szlacheckiego, przekonany jestem, że na 
przyszłym synodzie bardzo wielu domagałoby się, aby raczej tę 
fksięgę zaaprobowano niż \Vyznanie«. 

Wogóle myśli o przyszłym synodzie czarno rysowały się 
w głowie Hozjusa: »Jaki to będzie ów przyszły synod, nie wiem, 
obawiam się, źe burzliwy. Zjawi się autor zapowietrzonej księgi, 
zechce rozprawiać o zasadach w niej postawionych, nie zgodzi 
się na sąd biskupów. Jakżeż zatem? mamyż dopuścić do sporu 
mad tem, co przez ciąg tylu wieków przyjęte było i uznane 
■pr/.ez vvszystkich za jednomyślną zgodą całego świata chrze- 
ścijańskiego, i czy pozwolimy sobie narzucić sędziów z tłumu? 
Mojem zdaniem na wszystko raczej winniśmy być gotowi ani- 
żeli dopuścić sprawę do tego stopnia. A co z tego wyniknie, 
jeśli nie dopuścimy? Będzie się chełpił ten najbezczelniejszy 
z wszystkich, że wyzwani na dysputę nie znaleźliśmy w całem 
gronie naszem nikogo, ktoby się poważył z nim zmierzyć, i bę- 
dzie usiłował ściąg'nąć na nas największą nienawiść, że pozba- 
wieni oręża z Pisma lub logiki siłą i gwałtem usiłujemy zdusić 
prawdę. Nie zbraknie takich, którzy nietylko nogami ale i rę- 
koma staną po jego stronie!« Hozjus podejrzywał istnienie ja- 
kiejś zmowy, której głową miałby być Mikołaj Radziwiłł, i oba- 
wiał się, aby już na sejmie nie dokonano jakiegoś zamachu 
przeciw kościołowi. Trafność jego przewidywań potwierdzić 
miała niedaleka przyszłość. 

Ten wylew oburzenia Hozjusa na wPoprawę Rzpltej«, za- 
rzuty jego i obawy zasługują na szczegółową obserwację, gdyż 
wydadzą one wkrótce owoce i będą źródłem następstw brze- 
miennych dla dalszych losów Frycza. Stawiany mu teraz i nieraz 
później przez Hozjusa zarzut zuchwałości lub bezczelności 



Obawy Hozjusa o wpływ dzieła 129 



tr/ebii oc/ywiśoic tr.iktowiK' lvrytv(!zni«', dolyc/ył on l)()\\'iem 
litylko r»')żiiicy pr/.eUoiiań i śmiałości, z j;>Ua Frycz wyrażał 
w swych pismach zdania, odhieirajace od doktryny Uościehiej. 
Co Frycz poczytywał za swój obowiązek i zasłucrc, to w oczach 
Hozjusa było objawem najbardziej irodnym potępienia; 2"dyby 
Frycz oświadczał się za autorytetem kościoła i papieża, miałby 
był w llozjusu, jak z własnych tei>oż oświadczeń wynikało, 
przyjaciela i protektora, a zarazem otwartą drog-ę do karjery 
i wpływów. 

Okazawszy się nieugiętym, naraził się Frycz na ostrą walkę. 
Zanim jednak doznał na sobie przykrych jej objawów, prze- 
zywał błogie chwile zadowolenia autorskiego. 

Przedewszystkiem otrzymawszy swe ukochane dzieło w tak 
pięknej wydane szacie, nienaruszone przez cenzurę, z niecierpliwo- 
ścią śledził, jakie wrażenie wywoła wśród społeczeństwa. I 'rzy całej 
swej skromności autorskiej niepokoił się o los dzieła ze względu 
na projekty i poa'lądy w niem wyrażone, o których urzeczy- 
wistnienie walczył. Rozsyłając egzemplarze przyjaciołom, przy- 
znawał się, że jak Apelles śledzi z poza obrazu sądy ludzi 
o swym utworze ^). 

Z wiosną 1555 roku » Poprawa Rzpltej« rozeszła się sze- 
roko po ziemiach Polski; sprzedawano ją publicznie w Krako- 
wie, Poznaniu, Łęczycy i w Piotrkowie podczas sejmu'-*), rozpo- 
czętego w końcu kwietnia, o którym Hozjus tak groźne żywił 
przeczucia. 

(Jdpowiadając atmosferze owego sejmu, dzieło Frycza mu- 
siało być bardzo pilnie czytane i komentowane, wszakże za- 
wierało naukowe uzasadnienie wielu z tych artykułów, których 
uznanie posłowie szlachty pragnęli od króla uzyskać 3). Przez 
trzy tygodnie obrad sejmowych walczyła szlachta, popierana 
przez część senatu z Tarnowskim na czele, o wprowadzenie 
w życie swych postulatów, które możnaby określić jako mini- 
malny program reformacji polskiej. Ograniczały one całkowicie 
władzę biskupów, zaprowadzając równouprawnienie nowatorstw 



>) Z listu do kanonika Drzewickiego (Opera 802). 

«) Opera 592. 

») Zakrzewski Pow.^^tanie i wzrost reformacji str. 75—92. 

St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



]30 St. Kot: A. Fr^cz Modrzewski 

Z katolicyzmem, w dziedzinę dogmatów nie wkraczały, a tylko 
podtrzymywały zmiany w obrzędach, komunję pod dwiema po- 
staciami, swobodę małżeństwa księży — wszystko jako prowi- 
zorjum do rozstrzygnięcia przez sobór powszechny lub prowin- 
cjonalny polski. Z powodu zaciętego oporu biskupów zmuszona 
została szlachta do poprzestania na skromniejszych ustępj^twach 
i zgodziła się na zawieszenie dalszych kroków przeciw kościo- 
łowi z jednej, sądownictwu biskupiemu z drugiej strony, aż do 
zebrania się soboru narodowego, który zwołać miał król, przyczem 
sędziami byliby biskupi wspólnie z świeckimi delegatami monarchy. 
Jaiv słusznie przewidywał Hozjus, szlachta podjęła podkreślony 
tak ostro przez Frycza postulat odebr;inia biskupom wyłącznego 
prawa rozsądzania w rzeczach wiary i zażądała dopuszczenia 
świeckich na równi z nimi W naznaczeniu przez króla posła 
do Rzymu w osobie Stanisława Maciejowskiego i ułożeniu dlań 
punktów, na które miał uyjednać zezwolenie papieża (nabożeń- 
stwo w języku polskim, kielich dla świeckich, zniesienie celi- 
batu, zwołanie soboru narodowego), słusznie upatrywać móał 
Frycz rezultaty swej pracy i swoich wpływów na izbę poselską, 
a przez nią na ogólny bieg polityki narodowej. ^ 

Hozjus na sejm nie przybył, nie chcąc narazić się na ataki 
triumfującej szlachty i pragnąc bez wątpienia uniknąć spotkania się 
z Fryczem ^); rozważając plan wybrania się na koniec obrad 
sejmowych, wyraźnie prosił Kromera bawiącego w Piotrkowie: 
»daj mi znać o Fryczu, czy jest tam«. Frycz oczywiście przybył 
do Piotrkowa dla popierania spraw y, której w swem dziele orę- 
dował; »Popravva Rzpltej« zapewne wysoko podniosła jego po- 
wagę [)isarską w oczach szlachty, na jej temat wiele rozpra- 
wiano, chwalono i krytykowano. Orzechowski odgrażał się — 
naturalnie nie w obecności Frycza — , że rozprawi się publicy- 
stycznie, tak z wielu poglądami Księgi o Kościele jak innych 
ksiąg o Poprawie Rzpltej^j. Biskup Uchański i brat jego Stani- 
sław, przyjaciel i kolega Frycza, domagali się od niego dokładniej- 
szego rozwinięcia poglądów o sakramen<ie Ołtarza '). Frycz 
rozpoczął z nimi dłuższą debatę na temat swego dzieł. i; ta 



») Hosii Epist. II 545. 549. 
«j Narratio str. 136. 
») Opera 442/3. 



\V[łly\v Ksit;gi iia sejm piotrkowski \bhb v. 131 

jetliiak nie doszła do końca, srdyż biskupa jako znawcę prawa 
polskieyfo odwołano do spraw politycznych, umówili się więc 
na swobodną chwilo po sejmie. Nawet niektór/.y. nie piszący 
się na projekty kcłścielne Frycza, wyrażali mu uznanie za wy- 
soki poziom dyskusji, widoczne dążenie do znalezienia dro^n» 
aby wszystkich pogodzić, i unikanie ataków i zaczepek') 

Ale przeciwnicy uświadomieni, ci, którzy przewidywali na- 
stępstwa wpływu Frycza na umysły, nie próżnowali: instrukcje 
Hozjusa, wskazującego, jak podkopać popularność ))l*oprawy 
Rzpitejc, znalazły gorliwych i ruchliwych wyk'>nav\ ców. Omi- 
jając Księgę o Kościele, której atakować nie byłoby zręcznie 
w ówc/.esnej atmosferze, uderzono na księgi treści politycznej, 
na sprawiedliwą krytykę ustroju politycznego i społecznego 
Rzpitej. Podniesiono przeciw autorowi oskarżenie, iż zaszkodził 
ojczyźnie wobec Europy, że nie powinien był przed obcymi 
odkrywać polskich błędów i że w swej krytyce przeszedł wszelką 
miarę-). Frycz sam żalił się, że wiele wpływowych i [)()tężiiych 
osobistości wystąpiło przeciwko niemu bardzo nienawistnie^); 
że niektórzy z nich użyli jego krytyki wad Rzpitej tylko jako 
pretekstu, pragnąc z tej okazji uniemożliwić mu wogóle pracę 
literacką, a czynili to z taką zaciętością w obawie, jakoby wpływ 
jego wzrastał i jakoby niektórzy wybitni mężowie poczęli uzna- 
wać jego autorytet naukowy *). Przyjaciel Frycza, kanonik Drze- 
wicki, stwierdzał, że istotnie »Poprawa Rzpltej« narobiła mu 
wrogów, którzy pr/.y każdej sposobności prześladują jego pracę, 
aby go poprostu zniszczyć, bez żadnej korzyści dla siebie =*), — 
bezwąt|>ienia Drzewicki miał tu na myśli Hozjusa i jego kra- 
liowskich pomocn ków. których opinja musiała mu być dobrze 
znana. 

Aby odef)rzeć oskarżenia, jakoby źle przysłużył się ojczy- 
źnie, ułożył Frycz zaraz w czasie sejmu, 1 czerwca, list do 
nie/nanego nam dzisiaj Marcina Załogi, jednego z przyjaciół, 
który go o tych zarzutach z różnych strun zasłyszanych po- 



1) Openi 592. 

2| Opera 798. 

») Opera 8u6. 

*) Opera 800. 

^) Opiera 8U6. 



132 ^f- Kot: A Frycz M.)ilrzevvski 

wiadamiałM. W liście tym wyłuszcza. że chcąc slsłonid rodaków 
do poprawy, musiał bł(;dy pokazać, wyliczyć, /analizować i na- 
piętnować Nie boi się zarzutu zniesławienia ojczyzny przed 
obcymi, nicdy i niG:dzi<i bowiem nie było narodu, któryby me 
miał w swem łonie wielu złych członków; obcy to rozumieją; 
wybitni pisarze, Sallustjus w Rzymie, Salwjan biskup Marsylji 
w rozkładającym s ę świecie starożytnym, nie mówiąc już o pro- 
rokach żydowskich, najsurownej piętnowali występki swych na- 
rodów. oCzyż to błąd zatem, jeśli i ja najmiłościwszą ojczyznę 
moją krytykuję, aby ona wraz ze mną — boć przecież zarówno 
p;szę dla siebie jak i dla drugich - ocknęła się i wystrzegała 
się tego, czeg'0 wytykanie ją boli. Przecie/- nikogo nie napadam 
obelżywie, a tylko |)iętnuję pewne błędy, których źródło w czy- 
nach ludzi, odbiegających od swej powinności. Wystąpiłem z do- 
sadniejszą naganą, bo wiem, iż suche morały nie skutkują: musi 
się użyć takiej mowy. klóraby słuchaczy chorujących na pewne 
wady poruszyła i od nich odstraszyła, wolnych zaś od błędów 
pocieszyła i zachęciła do doskonalenia się I nie wątpię, że zacni 
a umiarkowani rodacy staną po mojej stronie w pracy około 
poprawiania wad narodow^ychw. Auior wyraża przekonanie, że 
zyskałby wielką popularność, gdyby Polskę na różne sposoby 
wychwalał, choćby kłamliwie, ale sumienie jego na to mu nie 
pozw^oli Kto nie chce. aby o nim źle mówiono, niech złego nie 
robi; aby ludzi zmusić di milczenia o tem, co widzą i słyszą, 
trzebaby w-zystkim języki powyrywać i usunąć historję. Frycz 
przyznaje wprawdzie, że ne widzi dotąd skutku swych nawo- 
ływań, ale to go nie zraża na drodze, którą sobie wytknął. 

Po wspomnianym liście napis ił Frycz w ciągu czerwca, 
jeszcze na sejmie w Piotrkowie, krótki traktat teologiczny 
w formie dialogu 2), uzupełniający dawne dwa dialogi o przyj- 
mowaniu komunji pod dwiema postać ami, aby zadośćuczynić 
niektórym krytykom z katolickiego obozu. Widać stąd, że liczył 
się z każdym gło-em krytyki opartym na argumentach, a za- 
razem, że nie lekceważył sobie opinji katolików ortodoksyjnych, 
że się od nich nie odgradzał, jak to czynił (ówczesny proteslan- 



') sMartino Zalogae, aiiiico )suo« — »Anno Chrisii 1555 Calondis Jii- 
niis, ex conventii l'etricoviensia (Opera 798 — 801). 
-) »Dialoijiis tertmscc (Opera 530 — 553). 



i'iinł' Kry( za poiic-zas sejmu l.ili 

ty/.in, alo usiłował ich pi/rUoiuu- i pociągiiiić. W sprawach 
wiary dowodzenie jego jest niezwykle Ojyclędne. delikatne i spo- 
kojne, wzburza się tylko, ilekroć wspoiiiina o Rzyinie i jeiio 
wyłączności. Wyznając pr/.ekonanie, rozwinięte nu czele Księgi 
o Kościele, iż cały świat chrześcijański jest jednością i że obrządki 
wschodnie nie powinny byc traktowane wzgardliwie, podkreśla 
i w ostatnim traktacie, że trzy patrjarchaty. antjocheński ale- 
ksandryjski i konstantyncpolitański »dziś w wit Ikiej części przy- 
gniecione tyraństweni poganc, udzielają świeckim kielicha, jak 
Ghrystus i apostoJo\Aie przekazali »( óż to LyJa za śmiałość 
ze strony Rzymu ( djywać się od trzech patrjarchów, siebie 
tylko ogłaszać za katolików a innych za heretyków, czyż nie 
wydaje się bardziej katolickiem (pow szechneni) tamto, czego 
przestrzegają trzy patrjarchaty. jak otrzymały od Chrystusa, 
niźli to. co postanowił jeden tylko i to w olbrzymiej odległości 
od czasów Chrystusa i apostołów, bez żadnej słusznej przy- 
czyny a jedynie z chciwości władzy, aby w ten sposób [lokazać, 
że w jego n)ocy leży kwadratura koła«?^i 

Frycz zdawał też sobie sprawę z tego, że nienawiść orto- 
doksów do jego Księgi o Kościele ma źródło w krytyce pa- 
piestwa: »Wiem ja. że początek mej księgi podobał się bardzo 
wielu; ale gdy przyszli do tego miejsca, w którem wyrażam 
zdanie, iż przedewszystkiem należy poprawić i sposób obierania 
i czynności papieża, wówczas dopiero rozgorzeli przeciwko mnie 
ci, co ze względu na własne godności i korzyści wyobrażają 
sobie, iż dzisiejszy ustrój kościoła nie da się utrzymać przy ja- 
kiejkolwiek odmianie obioru i rządów papieża*' ^1 

Zapewne niebezpodstawnii- Frycz lo zauważał, choć jeszcze 
nie wiedział, jaka burza gotuje się nad jego głową: zebranie 
biskupów, oiibyte 16 czerwca dla założenia protestu przeciwko 
soborowi narodow^emn, uchwaliło wysłać do Rzymu umyślnego 
posła w osobie Franciszka Krasińskiego, który miał szukać tam 
pomocy do zwalczan a przywódców niebezpiecznego ruchu 
i udzielić o nich informacji. 

Na razie był Frycz na wyżynie swego wpływu. Poprawiło 
się jego położenie malerjalne, bo król, niejako odpowiadając 



') Opera 583. 
^1 Opora 59 .'. 



134 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

na dedykację » Poprawy Kzpltej«, »w uwzględnieniu wiernych 
jego usług i w^yjątkowej nauki« podwyższył mu w dniu 5 lipca 
pensję do wysokości 200 złp rocznie i). Równocześnie nadeszły 
z zagranicy głosy o jego dziele, tak pocłilebne, że mogły wpra- 
wić go w zawrót. Dowiedział się, że nietylko gorąco zostało 
przyjęte przez humanistów bazylejskicti (Oporyn, Celio Secundo 
Curione), ale że sława jego przekroczyła Alpy. Niezwykłą radość 
sprawił mu list humanisty padewskiego Jana Giustiniano, przy- 
wieziony z Włoch przez kanonika Drzewickiego. W ustronnym 
Wolborzu zajęty pracami rolnemi, w^śród których niełatwo znaj- 
dował godzinę na lekturę^), czytał z dalekiego południa nie- 
zwykłe i niespotkane w ojczyźnie zdania: 

»Mój Fryczu, chociaż nie zwykłem przywłaszczać sobie 
prawa osądzania pomników najuczeńszych mężów, przecież po- 
dług tej miary, jaką mnie Pan w swej hojności obdarzyć raczył, 
ośmielę się stwierdzić, iż od tysiąca lat nie pojawiło się dzieło 
w tem rodzaju, któreby tak pożyteczne było społeczeństwu 
i zarazem z równą korzyścią a nawet rozkoszą dało się czytać: 
skłonny jestem wierzyć, że gdyś je pisał, służyło ci radą bóstw^o 
jakieś, przeżyczliu e rodzajowi ludzkiemu... Idź dalej z tą samą 
myślą i męstwem, przesławny Fryczu: sic itur ad astra... A co 
do formy i stroju i ozdobności, to jest co do stylu twojego... 
tak stroisz słowa w myśli jasne i sprecyzowane, na odwrót zaś 
tłómaezy.-?z myśli tak jasneini słowy, że niepodobna uczynić tego 
doskonalej. To też dzieło to tak cenię, iż pragnąłbym je wi- 
dzieć przełożone na wszystkie języki świata chrześcijańskiego 
i rozpowszechnione... Byś zaś nie sądził, że to jałowe pragnie- 
nie, oto już jedną księgę tw-oją, mianowicie o wojnie, przeło- 
żyłem na język hiszpański«. Przekład sw^ój przeznaczył Giusti- 
niano dla króla czeskiego Maksymiljana, aby mógł korzystać 
z [)raktycznych rad Frycza o przygotowaniach do wojny z Tur- 
kami, i niezadługo prześle go królowi w rękopisie; Drzewicki 
poświadczy, jak w przedmowie do Maksymiljana scharaktery- 
zow'ał Frycza i jego dzieło. Kopję prześle zaś królowi angiel- 
skiemu; jeśli Maksyiniljan zażąda, gotów jest dla niego także 
całe dzieło przetłómaczyć. »Oby to nasi książęta tak cenili rady 



») Nadanie »in Malowiczas (Hkps Bibl. Ossol. nr. 180 k. 75). 
^) Opera 542. 



Gorące przjjęci** Popriiwy Kzpltej zajjraim-ą 1^5 

zdrowe, jak chwytają się przyjemnych; nie żal by mi było resztę 
życia mei^fo poświęcić na tłómaczenie tecro znakomitepro dzieła 
tak na hiszpańskie, co już zacząłem, jak na włoskie« ') 

Pomimo tak olbrzymich pochwał list Giustiniaiia tchnął 
szczerością, wolny był od zdawkowej frazeolog-ji humanistycznej, 
owszem przebijał zeń umysł pełen powagi i troski og"ólnolu- 
dzkiej, zwłaszcza gdy dotykał tak bolesnej dla Frycza sprawy 
główszczyzny. Giustiniano nie żądał od Frycza ani zapłaty ani 
podarków a pisał na propozycję Drzewickiego dla nawiązania 
przyjaźni z autorem, który go tak podbił. Drzewicki potwierdził 
Frycziwi, że Gustin;ano pisze szczerą prawdę, że istotnie do- 
konał hiszpańskiego przekładu Księgi o Wojnie i poprzedził go 
pełną uznania oceną »Poprawy Rzpllejc 

1 rzeczywiście doszedł do króla czeskiego rękopis tego 
przekładu, zatytułowany: »Mądre i święte rady przesławnego 
Pana Andrzeja Frycza Modrzewskiego Polaka, sekretarza i radcy 
najjaśniejszego króla polskiego Zygmunta, dotyczące wojny prze- 
ciw niewiernym, przełożone z łaciny dla Maksymiljana. szczę- 
śliwego króla Czech, przez Jana Giustiniana« -i. W przedmowie 
objaśnia tłómacz, że, choć obcym jest poddanym, pragnąc do- 
pomóc zagrożonemu chrześcijaństwu, ofiarowuje Maksymiljanowi 
przekład ks^ięgi * wielce uczonego i s^ławnego pana (varon) 
i mistrza (M. maestro) Andrzeja Frycza, sekretarza i radcy najj. 
Zygmunta króla polskiego, waszego szwagra i dobrego brata«. 
Podając zaś treść »! 'oprawy Hzpltej« opowiada Giustiniano: »Czy- 
tałem tę księgę z wielkiem zadowoleniem i po rozwadze zdała 
mi się ona dziełem, zasługującem na szacunek i uwielbienie 
każdego monarchy, który pragnie dobra swych poddanych i całej 
Rzeczypospolitej chrześcijańskiej. Dlatego to zrodziło się we 
mnie pragnienie, iżby dzieło to światli lud/.ie przełożyli na 
wszystkie języki chrześcijańskie« Dodaje wreszcie, że jeśli księgę 
jedną tylko przetłómaczył, to nie dlatego, iżby inne na to nie 



') List datowany z Padwy 27 maja 1555, zamieszczony w Opera 
802—805. 

-) Przedmowa podpisana jest w t'adwie 21 sierpnia 1555. Rękopis 
nader staranny przechował się w Bibl. nadwornej w Wiedniu, liczy 
kart 51 pergaminowych 40. OpisaJ go KarJowicz Rękopis hiszpańskiego 
przekładu Księgi o Wojnie, Prace Filologiczne I 159. 



J[36 St. Kot: A. Fijcz Modrzewski 

zasłusiwały, ale że grożące niebezpieczeństwo nagliło go do' 
jaknajprędszego przetłórnaczenia tej właśnie księgi, o wojnę ^). 

Frycz był wzruszony treścią entuzjastyczną listu uczonega 
Włocha, odpisał mu też natychmiast ^j, odsuwając od siebie 
z nadzwyczajną skromnością gorące jego pochwały. Wylawszy 
przed nim swoje rozżalenie z pow^odu niewzruszalności głów- 
szczyzny, doniósł, że cz:tery Mowy przeciwko krzywdzącemu 
ustawodawstwu posłał do Oporyna z prośbą o przedrukowanie^), 
i dziękował za dodanie mu otuchy wobec napaści ze strony 
tycłi rodaków, którzy obdarzeni umysłowością jałową i ciasną 
chcą wsławić się przez zołiydzanie cudzych dzieł. »Kiedym 
czytał list twój, zdawało mi się prawdziwie, że słońce alpejskie 
promienie swoje aż ku nam zesłało, aby rozprószyć te chmury 
niechęci a raczej ciemnię nienawiści i napaści. Mniemam na- 
prawdę, że to wola boska cię pchnęła do tak szczodrego chwa- 
lenia tego dzieła, którego wydanie ściągnęło na mnie niesły- 
chaną zawiść z wielu stron«. 

Co pew^ien czas otrzymywał Frycz z zagranicy dowody, 
jaką pow^agą cieszyło się jego dzieło, zwłaszcza w obozie re- 
formowanym w Szwajcarji. Teolog i pedagog zurychski Jan 



') Giustiniano, humanista wioski mniej rozgłośny, rodem z Kiety, 
żyl w przyjaźni z Oporynem i Curionem, widocznie zatem byl zwolenni- 
kien) reforniaiji; w literaturze znany jest jego >Brevis commentariolus nie- 
morabilis f.icli Maximiliani Bohemiae regis« 1554 oraz sEpistolae familiares^ 
scholasticae sive morales et declamatoriae«. DzieJo Frycza przysfal mu 
Oporyn z prośbą o zdanie, a rozmawiaj z nim o niem Drzewicki w prze- 
jeździe przez Padwę w maju 1555. Genezę swego listu Giustiniano tak przed- 
stawia: »Kie(iy t\ mi dniami odwiedziJem dla złożenia mego uszanowania 
zacnego męża i znakomitego prałata Jana Maurycego Drzewickiego, Po- 
laka, rozmowa zeszła na wymowę i n^iukę współczesnych, przyczen) wiele 
mówiliśmy o różny, h osobistościach i naszych i zaaipej^^kich; on chcąc 
udowodnić, że w waszej Sarmacji sa^ mężowie, zasługujący słusznie na ty- 
tuł uczonjch a zarazem wymownych, pokazał twoją księgę o >Pof)rauie 
Rzpllej«, świeżo od ciebie otrzymatią. i twój list. w którym tnu piszesz, 
że jak Apelles z poza obrazu śledzisz sądy ludzkie. Gdy mu powiedziałem, 
że i ja mam to dzieło, i wyjawiłem, co o nim sądzę, bardzo się uradował, 
jako że cię nadzwyczaj miłuje, i zachęcił mnie. abym o tem cośkolwiek 
do cii-bie napisał, a w takim razin on dopilnuje, at)y list na pewno cię 
doszedło (Opera 8ii2). 

2) Opera 805-807. 

*i Ukazały się przy następnein w \ daniu w r. 155&. 



• Tlómaczenia na obce jęeyki 137 

WollT pr/.ysłał imi |)r/ł'z Lysniiinin.-i li>t stwierdzający, ie lektura 
uPoprauy H/.pUcjn zachtjciła go do nawiązania /. nim stosun- 
ków'). Teolog' z kantonu l)azylejskieg'o \\'oiry:an<^ Weissenburg, 
zachwycony dziełem podobnie jak Giustiniano. przystąpił do 
[)rzetłómaczenia całości na język niemii*cki. uzasadniając swoją 
pracę następującemi słowy: »Tenże Andrzej Frycz, który bez- 
wątpienia z natchnienia boskiego napisał swe szczere nauki 
1 upomnienia dla dobra teofo złego i przewr(icoiieg-o świata, nie 
z mniejszym pożytkiem jak to przed wiekami czynili starożytni, 
mianowicie Plato de legibus, Arystoteles w su ej Polityce i Etyce, 
Cicero i Ambroży de officiis i inni, dziś musi być o tyle od 
tamtych użyteczniejszy i dla nas zrozumialszy, że ciioroby i wady 
naszej epoki łatwiej mógł rozpoznać« % Przekład Wei jsenburo:a, 
zatytułowany ))\'oii Wrbesserung des gemeinen Niitz fiinti' Bii- 
cher Andreae Fricii \Iodrevii, koniglicher Majestet zu I^olen 
Secretariiw ukazał się w sierpniu 1557 roku w djalekcie szwaj- 
car^kinu w wielkim toijancie, wydany ku czcm Kai-ola margra- 
biego badeńskieg'0 a »zu gutem ganzen Teutschen Lande«. Po 
niemieckim ukazał się przekład francuski, jak v\ynika z dwu- 
krotnego wyrażenia się Frycza, dziś nam nieznany ^) 

Ale przez ten czas gromadziły się chmury nad głową Fry- 
cza; akcję ujął w sw^e zapobiegliwe ręce Hozjus i doceniając 
doniosłość pism przeciwnika, zdwoił energję, aby go powalić. 
Z jednej strony opracowywał odpowiedź, komunikując jej szkic 



») I^ist pi-^uny w Zurychu 23 stycznia 1556 (Wolschke Bricfwei-hsel 
der Schweizer mit den Polen str. 37/8). 

') Biizyleja 1Ó57 w Przedmowie. 

^) »Meos libros legunt. non tantum lalinos, ut me facti sunt, sed et 
germanicos et Łrallicos, et aliąuos eoium hi?;p;tniGOS, foilasse <liai)i elru- 
soos. ut a nonnullis earum iincruaium perilis sunt ronversi« — pisał (Nnr- 
ralio str. 37) w i. lófil, gdy niemiecki przekład Weissenburga, drukowany 
w liazylei »bey Niclaus Br\iinger im Jar 15o7«, tuiał w reku a o przekła- 
dzie księgi jednej na hiszpańskie i zamiarze tNunaczenia na włoskie po- 
wiadomiony b\} przez G u^tiniana; z toku myśli wynikałoby, żt; o francu- 
skim piZ'd(iadzie miał pewną informację. 

Po raz wtóry pisał o swem dziel- w r. 156S: »legitur enim non tan- 
tum latine, ut a me scriptns est, sed et (lerinanice et Gallice et Hispanicea 
(Sylvae sli-. lói) Przekładu francuskiego mimo wszelkich staraii nie udało 
mi się odszukać; wobi^c prawdomówności Frycza istnienie jego należy, 
uważać za pewne, choć może po/oslał lylUo w rękopisie. 



138 St. Kot: A. Frjcz Modrzewski 

uczonym przyjaciołom w Krakowie, Wilnie. Wiedniu i Rzymie 
i prosząc o uwagi i poprawki, .łaź 11 maja 1555 przesłał Ca- 
nisiusowi ustęp, polemizujący z najgroźniejszą zdaniem tego tezą, 
że świeccy winni być dopuszczeni do rozstrzygania w rzeczacłi 
wiary, z znamiennym dodatkiem: » Jeśli nie było ci uciążliwem 
czytać, co przeciwko katolicyzmowi napisał Frycz, mam nadzieję, 
że tern bardziej zechcesz przeczytać, co w jego obronie napi- 
sałem « i). Temu żalowi, jakoby w obo/ie katolickim zamało inte- 
resowano się jego pracą apologetyczną, dał też wyraz w liście 
do Kromera z myślą o biskupach polskich. »Nie przypuszcza- 
łem — odpowiadał na jego relację o obradach sejmu — , że bę- 
dzie się składać wyznanie wiary lub rozprawiać o rzeczach 
wiary, a tylko, że o sędziach mających przev\'odniczyć przyszłemu I 
soborowi. Ponieważ zaś o tern moje /danie wypisałem, nie uwa- 
żałem za potrzebne zjawiać się osobiście. Lecz albo nie czytano 
pisma mojego albo też rozum nic tam nie miał do mówienia, 
piszesz bowiem, że o mało nie wykluczono biskupów od narady 
w sprawach wiary. Okazuje się, że pilniej odszczepieńcy czytali 
wywody Frycza, niż nasi to, co przeciwko temu napisałem« 2). 

Przy tej sposobności donosił Hozjus, że przeczytał jakąś 
nową książeczkę Frycz-i, widocznie nadesłaną mu przez Kro- 
mera, a zarazem oburzał się, że w Krakowie wszystko pozwalają 
drukować ^). Niewiadomo, coby to był za druk, może streszczony 
powyżej »Przydatek do Poprawy l{zpltej'( może jakiś traktat 
teologiczny, ale w każdym razie było to ostatnie pismo Frycza 
jawnie w Krakowie drukowane, odtąd droga do tamtejszych 
drukarń była dlań zamknięta; o ile nie posyłał na przyszłość 
pi;?m swych zagranicę, musiał uciekać się do drukarń prote- 
stanckich, które w tym właśnie czasie poczęły fjowstawać 
w Polsce. 

W Rzymie, dokąd archidiakon Krasiński przyniósł wieści 
o zamieszkach religijnych w Polsce, a zarazem przywiózł listy 
Hozjusa, jak się zdaje, oskarżające biskupa Drohojowskiego 
■o protegowanie Frycza, autora tak groźnych dla kościoła pism*), 

') Epist. II 1040, 

^) List z 28 maja 1555 (Epist. II 555). 

^) »Fricii Iibelluin legi; quod licet Cracoviae quidvis typis e.\cudere, 
probare non pussuin< (Epist 11 556). 

*) The i ner N^etera monuinenta Poloniae II 58i'5. 



Przygotowania Hozjusa do odpowiedzi 139 



również żywo interesowano się odpowicd/ią Hozjusa. Kardynał 
Tuteo przeczytał ją z zaciekawieniem i radził Ilozjusowi wcielić 
w nowe wydanie Wyznania wiary; że nie lekceważył on Fry- 
cza, wynika z je<jro sł(')W do Hozjusa: » porów riawszy argumenty 
i rację obydwóch, widzę, żeś dzielnie pobił tego nader mocnego 
szalbierzaw '). Zanim jeszcze jego polemika przeciw Fryczowi 
wyszła drukiem, już z Rzymu rozeszła się o niej wieść pochle- 
bna i llozjus odbierał z zagranicy zachęly do jej drukowania ^j. 
Uskutecznił to dopier(j w r 15ó7. 

Z jesienią 1555 r. otucha wstąpiła w Hozjusa: przyjechał 
wreszcie do l'olski upragniony przezeń Alojzy Lipomano, nun- 
cjusz świeżo obranego papieża Pawła IV Caraffy, wysłany celem 
•odzyskania dla kościoła chwiejącego się króla, obalenia posta- 
nowionego na sejmie soboru narodowego, który krył w sobie 
wielkie prawdopodobieństwo odstępstwa, oraz celem wytępienia 
wszelkich wahań wśród episkopatu polskiego. Hozjus, dotąd 
skrępowany niepewnością sytuacji, obecnie śmiało przeszedł do 
akcji zaczepnej. Najpierw szorstko odrzucił podsuwane przez 
Uchańskiego [iróby kompromisu z nowatorami ^j. 

Uchański, którego poglądom odpowiadała uchwała o zwo- 
łaniu soboru narodowego, radził zrezygnować z jurysdykcji bi- 
skupiej w sprawach herezji, przyjąć język narodowy w kościele 
polskim a reformę ograniczyć do sianu rzeczy, uświęconego 
przez pierwszych siedm soborów powszechnych; jak Hozjus 
słusznie rozumiał, oznaczało to w praktyce dopuszczenie mał- 
żeństwa księży i przyznanie świeckim kielicha — był to zatem 
ten program minimalny, któremu i Frycz i sejm dotąd orędo- 
wali. Hozjus sprzeciwił się stanowczo nietylko temu programowi, 
ale nawet omawianiu go na jakimkolwiek synodzie polskim, 
przyczem złośliwie zastawił się tu argumentacją Frycza: ■> wszakże 
pewien subtelny dialektyk słusznie to przywiódł z Gracjana, że 
tego rodzaju zebrania biskupów nie są upoważnione do okre- 
ślania i postanawianiao. Będąc przekonanym, że Uchański 

») »llobustissiinuin nebulonem* w liście z 5 paździeiniUa lEpist II GOSj. 

2) »Si;i iptuin Rmi Dni Yanniensis laudant, qui Itoniae viderunt. inihi 
monduni licuit adspiceie; non dubito. quin Hdveisuin Amireain P'ricium 
praeclare multa excog:itarit et dextre conscripserit* — pisał Canisius do 
Ktomeia z Pragi 9 kwietnia 1556 (Hosii Epist. II 1057). 

») Epist. II 522--528 



140 St Kot: A Frjcz ModizewsUi 



swoje postulaty spisał w (lorozumiemu z Fryczem, Hozjus- 
umyślnie czynił wzmianki o arg-umentach Księtri o Kościele. 
Tak n p. wobec obaw^ Uchańskiego, aby w razie niedokonania 
drobnych reform nie przyszły do Polski prądy niebezpieczniej- 
sze — obaw, jak najbliższa przyszłość pokazać miała, aż nadto 
uzasadnionych — Hozjus zauwa/a ironicznie: >)Jeżt'li słuszne jest, 
przyczi-m upiera się pewnen subtelny dialeklyk. jakoby powinno 
się ponownie roztrząsriąć sprawy raz już na soborze powsze- 
chnym (tryd-Mickim) określone, n;e widzę przyczyny, dla któ- 
rejby nie należało także o tem wszcząć rozprawy, czy v^yn ma 
być czcznny i adorow^any tak .samo jak Ojciec«. Zv\raca też 
uwairę ostre w^ytknięcie Uchańskiemu, że w materjach teolo- 
gicznych posługuje się językiem p •Iskini. or;iz że w księgach, 
słowiańskich i bułgarskich szuiwi wyj.iśnifń. dolyczących wiary 
katolickiej- 

Na Uchańskim mścił się llozjus docinkami tylko za jego 
przyjaźń z Fryczem, Drohojowsluego ci(;ższa miał;i spotkać kara,, 
i to wprost z ręki [-apieża. Opierając się na oskarżeniach epi- 
skopatu polskiego, papież T^aweł IV zażąd.ił od niego natych 
miastowego usunięcia Frycza z \N'olborza ^) Doszło uszu na- 
szych — brzmiało pismo papieskie z 5 1 stopada 1555 — , /e 
jesteś takim opiekunem tamtejszych heretyków, iż ośmielasz się 
nawet chować u siebie i bronić tych. którzy się mianują, piszą 
i wyznają niejako herszt.nmi tejże sekty i którzy ogłosiwszy pu- 
blicznie księgi, [)ełiie największej bezbożności, wszelkich chwy- 
tają się sposobów, aby beretyi^ów utwierdzić, katoHków zepsuć,, 
a jedtiych i druffich do ostatecznej doprow^adzić zguby« ^). Od- 
nosiło się to oczywiście do jednego tylko Frycza. Pismem z 28 
grudnia polecił papież Lipomanowi przeprowadzenie tajnego 
śledztwa w tej sprawie. Śledztwo jednakże ni''C() się opóźniło 
i list upominający nie mógł być l)roh()iow'skiemu zaraz po na- 
dejściu do Polski doręczony, i2'dyż sprawy publiczne spowodo- 
wały wyjazd jego zagranicę. 

\Vydawał mianowicie król Zygmunt Aignst siostrę swą 
Zoiję za Henryka, księcia hrunszwickiego. i z lic/nym orszakiem 
wyprawiał ją do \\'oirenbuttel, rezydencji przyszłego szwagra. 
Dla dokonania formaln< ści i spisania umowy ślubnej towarzyszył 



'1 '!" li e i II o r Yctora moniunonta II 585. 



Frycz w poselstwie do Brunszwiku 141 

Urólownie / poleceniu ZyLi-imiiita Aujusta jako joi^-o poseł biskup 
Drohfjowski, którenni dodany został Frycz w cliarakterze se- 
krclar/.a Kozkaz królewski spadł na Krycza niespodziewanie 
w końt-ii stycznia IboB w Krakowie, udzie bawił dla porady 
lekarskiej, |ak >ain podawał'), a co bardziej prawdopodobne, 
dla naradzenia sic^ z przywódcami reformacji, którzy podów^czas 
przyg-otowy wali wielki synoil w Seceminie dla położenia pod- 
walin nowej orgranizacji (21 — 28 stycznia 1556). I 'o woła nie do 
misji poselskiej Frycza, który jakkMJwiek pensję sekretarską 
z łaski królewskiej pobierał, jednakże od lat kilku do żadnej 
służby nie był wzywany. nastą|)iło bezwątpienia na wnio.^ek 
Drohojowskiec-o; mocno trapiony podag'rą, poseł królewski czuł 
się bardzo źle i potrzebował takieg-o sekretarza, któryby g-o w^e 
wszystkiem wyręczał a w potrzebie nawet całkowicie zastąpił; 
wiedział on przytem. że Frycz zna Niemcy, którą to znajomość 
pragnął, jeśli nie sam. to jadący razem brat Stanisław \a yzyskać 
dla nawiązania tam stosunków. Królewna wraz z orszakiem 
wyruszyła 29 stycznia z Warszawy a Frycz, już nieoczekiwany, 
dopędził poselstwo w^ trzy czy cztery dni w Wielkopolsce, wy- 
brawszy się z Krakowa tak, jak stał. Goszczeni w Poznaniu przez 
wojewodę sieradzkiego .lanusza Kościeleckiego. we Wschowie 
powitani przez księcia Joachima, biskupa brandenburskiego, i po- 
słów brunszwńckich, podążali przez Głogowe, Zgor/.elec, Budzi- 
szyn, Torgawę. Lipsk. Halle, Halberstadt, Osterwick — w drodze 
przez Saksonję podejmowani przez elektora Augusta — , do 
Wolfenbiittel, gdzie stanęli 22 lutego 2). Po podpisaniu umowy, 
której zapew^ne Frycz ze strony polskiej dopilnowywał, i doko- 
nania obrzędów orszak polski wybrał się w drogę powrotną 
szlakiem północnym. 

1'oselstwa owocze:?ne odgrywały wybitną rolę w życiu 
kulturalnem, z ich okazji nawiązyw^ano znajomości, dowiady- 
Avano się o nowościach, wynueniano usługi. Ze [>rohojowski wraz 
z Fryczem nie omieszkali w sw^ej podróży zetknąć się z wy- 
bitniejszymi cudzoziemcami, okazuje ich przejazd przez Sakso- 
nję. Tak n. p. w Lipsku w^dał Drohojowski śniadanie dla tam 
tejszych profesorów, u których kształcił się jego siostrzeniec 



') llelac-je nuncjuszów I 28. 

2) Pr ze źtlz i ec k i, Jagiellonki [jolskie 11 222—224. 



142 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

dziekan wolborski '), w Magdeburgu odwiedzili Flaciusa. Głośny 
ów teolog laterański, Maciej Flacich, pochodzenia słowiańskiego 
z Dalmacji, stąd zwany Illyricus, pracował podówczas nad olbrzy- 
miem dziełem wyświetlenia pierwotnej historji kościoła, znanem 
jako »Cenluriae Magdeburgenses«; dążeniem jego było prze- 
ciwstawić tradycji katolickiej inną, równorzędną, a ujętą w du- 
chu protestanckim, dlatego w r. 1556 ogłaszał pracowity swój 
aCatalogus testium veritatis«, w którym na honorowem miejscu 
znajdował się nasz polski Biernat z Lublina. W tym również 
ceiu troskliwie szukał starych ksiąg teologicznych słowiańskich, 
spodziewając się w nich znaleźć prawdziwy obraz obrzędów 
i nauki pierwotnego kościoła. Drohojowski wraz z Fryczem za- 
znajomili się z Flaciusem w przejeździe przez Magdeburg; za- 
stali go w bibljotece, obłożonego naokół księgami. W dłuższej 
rozmowie Frycz i Flacius potrącali o wspólne prace — Flacius 
bezwątpienia znał Księgę o Kościele — i o sprawy religji. Fla- 
cius, zdaniem Frycza »mąż wybtnej nauki i niezwykłej zacno- 
ścią, prosił gości Polaków o wyszukanie dlań ks'ąg ruskich 
z pierwszych wieUów kościoła a zwłaszcza o teksty Pisma św. 
w języku ruskim i bułgarskim 2) — wszyscy po powrocie do 
Wolborza zakrzątali się około dotrzymania obietnicy: biskup 
Drohojowski posłał na Litwę |)0 rękopisy, Frycz zwrócił się do 
Orzechowskiego z prośbą o poszukiwania na Rusi. wskazując 
przedewszystkiem zbiory klasztorne w Kijowie, a także pewno 
i do Uchańskiego, który oddawna z szczegół nem zamiłowaniem 
rozczytywał się w pismach starosłowiańskich. 

Poselstwo polskie przez Berlin, gdzie je podejmował ele- 
ktor brandenburski Joaciiim II wraz z żoną Jadwigą .Jagiellonką, 
przez Frankfurt i Po/nań, przybyło w dniu 21 marca do War- 



') Nazwisko jego niewiadome. W Witenberdze kształcił się podów- 
czas bratanek biskupa, Tomasz Drohojowski, wraz z kilku krewniakami 
z ziemi przemyskiej pod opieką pedagoga Stanisława z Wolborza od czer- 
wca 1555. Przejeżdżając}' przez Saksonję sliyj - biskup zabrał go z sobą do 
ojczyzny, |ak się okazało w śledztwie, które Lipomanu wj tocz\ ł przeciwko 
Drohojowski emu. 

-) Opisuje to Frycz w li.ście do Orzechowskiego z 1 listopada 1556 
(Opera 482/3), nadto porówn. list Stanisława Drohojowskiego do Flaciusa 
z 6 czerwca 1556, ogłoszony z rękopisu w Wolfenbiittel przez Wotsch- 
kego Stancaro (Altpreuss. Monatsschrift XLVII z r. 1910 sir. 496/7j. 



śledztwo przeciwko Drohojowskiemu 14^ 



szawy, skąd Drohojowscy i Frycz po zJożeniu sprawy zawrócili 
do Wolborza. Teraz nastały dla Frycza ciężkie czasy. 

Zacztjło się od przykrej niespodzianki: wybrawszy się po 
zwyczaju w odwiedziny do dworu biskupiego, został Frycz po- 
wiadomiony, że ŁTo biskup nie przyjmie, oraz że nie życzy so- 
bie, aby więcej do nie<j:o przycbodził. Zabolało ^o to, ze łzami 
w oczacb wrócił do domu, ale na wytłómaczenie niedłuo;() cze- 
kał; w kilka dni odwiedził y"0 zaufany domownik biskupa, za- 
pewne Jaktorowski, i wyjaśnił, że Drobojowski z powodu sto- 
sunków z nim narażony jest nu ciężkie przejścia, że otrzymał 
ostry list od papieża, który może się tylko do osoby Frycza 
odnosić, i że wobec tetro postanowił wstrzymać się od prze- 
stawania z nim M- 

Drobojowski musiał istotnie przedsięwziąć wszelkie środki 
ostrożności, gdyi nie mogło mu być tajnem, że Lipomano już 
od pewnego czasu prowadził nakazane przez papieża śledztwo 
przeciwko niemu. Protokół śledztwa, którego kopja docbowała 
się do dzisiaj 2), zawiera niezbite dowody istnienia jak najpo- 
ufalszycb stosunków Frycza z biskupem, oraz pokazuje, że te 
właśnie stosunki były bodaj najcięższem podejrzeniem prze- 
ciwko prawowierności Drohojowskiego. \\'śr<')d 15 artykułów, 
co do których zeznawać mieli przesłuchiwani pod przysięgą 
świadkowie, dwa, to jest dzewiąty i dziesiąty, godziły bezpo- 
średnio w Frycza. 

Pierwszy z nich opiewał: » Wybadać świadka, czy wie, 
gdzie teraz przebywa Frycz, wójt wolboiski; a jeśli wymieni 
miejsce, jakoteż przy czyim boku bawi, pytać, czy tenże Frycz 
już dawniej o herezję był okrzyczany i czy to on był ongiś 
służebnikiem odstępcy Stanisława (!) Łaskiego, który swą za- 
bójczą nauką całą Anglję zaraził; oraz c/.y to jego biskup wło- 
ławski wziął teraz z sobą do Niemiec, odwożąc Zofję, małżonkę 
księcia Brunszwiku, i czy go przyjacielsko do stofu przypuszcza, 
?iwierzając mu się z swymi planami«. Następny artykuł brzmiał: 
)Zarazem wypytać świadka, czy wie, że ów Frycz napisał pewne 
Dłędne dziełka o kościele, bardzo różniące się od soborów Ojców 



M Z lislu Frycza do papieża Pawła IV (Optra 540/1). 
'^j Ilkps Bibl. Atiibrozjań>^kiej w Medjolanie I). 175 Inf. fol. 109-134; 
idpis w posiadaniu prof. Ulanowskiego. 



144 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Świętych i od kościoła katolickiego, których ong^iś me pozwolono 
mu drukować w Krakowie, i że je oddał do druku w Niem- 
czechc Inne zarzuty przeciwko Drohojowskiemu, o które Li- 
pomano w śledztwie wypytywał, były wprawdzie ciężkie, ale 
opierały się raczej na pogłoskach i domysłach, które niełatwo 
było sprecyzować, aniżeli na niezbitych faktach. 

Wysyłając pa[»ieżowi pierwsze zeznania z Łowicza w dniu 
17 kwietnia 1556, zdążył Liponićino przesłuchać pięciu ważnych 
świadków, a mianowicie kanonika gnieźnieńskiego Gabrjela 
z Łowicza, Ma^cieja Wolborczyka, który znajdował sie w orszaku 
Drohojowskiego w czasie poselstwa do Br-unszwiku, dziekana 
włocławskiego Jakóba Paczyńskiego, archidiakona pomorskiego 
Andrzeja Duchnickiego i kanonika włocławskiego Stanisława 
Stempowskiego. Zanim niogł > nadejść do Polski breve papieskie, 
które na skutek powyższych zeznań powoływało Drohojowskiego 
do Rzymu pod groźbą zasuspendowania go w urzędzie i za- 
rządzie diecezją ^j, Lipomano przesłuchiwał w Uniejowie, Gnie- 
źnie i Włocławku dalszych świadków, a mianowicie prepo/.yta 
chodeckiego Mikołaja Sobieburskiego, znanego nam archidiakona 
płockiego Pawła Głogowskiego, kanonika jiłockiego Marcina 
Goślickiego, mistr/.a .szkoły katedralnej w^ Włocławku Wojciecha 
i kilku kanoników włocławskich. Przesyłając do Rzymu zezna- 
nia ich, prze\A ażnie niekorzystne, żądał nuncjusz surowego 
ukarania biskupa i zapewniał, że aściany i kamienie krzyczą 
przeciwko nieniu« ^j. 

Na trzynastu świadków, dwunastu — wyjąwszy ostatniego — 
potwierdziło f)y tanie artykułu dziesiątego, co świadczy o roz- 
głosie, jaki miała księga Pryczowa; Goślicki coprawda przyznał, 
że książkę uznawał za heretycką litylko na podstawie słów 
Hozjusa. Autora wszyscy prawie znali osobiście, niektórzy od 
lat wielu, jeszcze z czasów jego służby u Jana Łaskiego, kilku 
spotykało go częstokroć u stołu Drohojowt^kiego, inni o zażył 
ości tej od drugich słyszeli. Uchodził w ich oczach za przyja- 
ciela Drohojowskiego, który jego teorje gorąco pochwalał. Naj- 
w^ażniejsze zeznania zło/ył Gabrjel z Łowicza; zapewniał on. 
że Drohojowski nie chciał w^ żaden sposób jechać do Brunszwiku 



') Wierzbowski Uchańsciana V 126. 

*) llelacje nuncjuszów I 26, list z 18 czerwca 1556. 



Lipumanu przeciw Fryczowi 145 

bez Frycza*) i podług: własnej zapowiedzi w razie wznowienia 
soboru powszechneŁr«» pojedzie nań wraz z Fryczem. Maciej, 
towarzysz ostał nieiro poselstwa, zeznawał, iż całą drogę biskup 
trzymał Frycza w swym powozie, nikogo więcej. 

W^obec chwiejności zeznań, dotyczących innych zarzut(jw, 
Lipomano zakomunikował Drohojowskiemu, przed którym śle- 
dztwo niedługo pozostać mogło w ścisłej tajemnicy, że ocała 
sprawa poszła o Andrzeja Frycza, który wydał heretycką Księgę 
o Kościele« *j. Przed niewtajemniczonymi jednakże nuncjusz 
maskował dyplomatycznie swi)ją wrogą zawziętość przeciwko 
Fryczowi. Wobec kogoś z Polaków, który przy odwiedzinach 
zastał go z księgą Frycza w ręku, wyraził się; wCzasem zwy- 
kłem przeglądać Fryczową książkę; widzę, że to mąż zacny 
i uczony, ale to muszę zganić, iż pisał przeciwko piotrkow- 
skiemu Wyznaniu wiaiyw^). 

Drohojowski nie pozostał dłużny odpowiedzi na oskarżenie 
i w obszernym liście do papieża z 20 czerwca wyjaśnił wyczer- 
pująco stosunek swój do Frycza. Nie wdawał się w orzekanie, 
czy Frycz jest heretykiem czy nie; przyznał, że Księgę jego 
widział, ale jej nie czytał, wyjaśnił, że pisarz nie jest jego sługą 
ani żadnej pensji od niego nie otrzymuje, że siedzi w Wolborzu 
na wójtostwie i majątku dziedzicznym, podległym li tylko prawu 
polskiemu jak majątki innej szlachty. Poselstw^o odbywał w to- 
warzystwie Frycza dlatego, że jego właśnie jako jednego z swych 
sekretarzy król mu przydzielił, podobnie jak go przedtem już 
■do kilku poselstw używano. Po drodze nie rozprawiał z nim 
o religji ani o herezjach, z powodu bowiem ataków podagry, 
złych dróg i niepogody więcej miał do czynienia z chirurgami, 
niż z kimkolwiek innym. Stosunek swój do reformacji określił 
Drohojowski następująco: »Schadzek heretyków nie popierałem 
ani nie popieram, nie mam styczności z żadnym z nich, jak 
tylko przy załatwianiu spraw świeckich, co jest nieodzowne, 
gdy się żyje w jednem państwie. Ale ani obyczajów ich nie 



*) »... Quod alio modo Episcopus praedictus nolebat ire in illa socie- 
tate, nisi eum secum haberet, et quod designabat eum conducere secum 
a,d Concilium Oecumenicuin, ąuando celebraretur«. 

*) Relacje nuncjuszów I 27. 

') Opera 592. 

St. Kot : A. Frycz Modrzewski 1^ 



14(5 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

pochwalałem ani w obrzędach me uczestniczyłem ani nauki ich 
nie wyznawałem. Wszystkich zaś przy każdej sposobności wzy- 
wam, aby dr)ali o jedność kościoła i żadnych nowości nie 
wszczynali; jeśli cd ich razi w obrzędach, niech oczekują w tej 
sprawie orzeczenia soboru powszechnego zamiast cośkolwiek 
[irzyjmować od autorytetu osób pryvA'atnych« i). 

Tłótnaczenie się Drohojowskiego było bardzo zręczne, wy- 
nika z nieg"') jednak, że nie poczuwał się do żaiinej winy i nie- 
myślał odmienić postępowania względem Frycza; na jego pod- 
stawie można też orjentować się. w jakim duchu oddziaływał 
on na Frycza, a mianowicie, że, przyznając słuszność jego kry- 
tyce, hamował go od przejścia do obozu otwartych wrogów 
katolicyzmu, póki nie rozstrzygnie o wszystkiem sobór. 

Zgodnie z przedstawieniem sprawy przez Drohojo\A skiego 
i oczywiście w porozumieniu z nim rozpoczął też Frycz opra- 
cowywać od siebie obszerne pismo do papieża Pawła IV, aby 
go przekonać o niesłuszności oskarżeń Hozjusa i Lipomana; })0- 
nieważ jednak przy tej sposobności zapragnął wyłuszczyć swoje 
poglądy na ustrój hierarchiczny kościoła, sprawa się nieco prze- 
ciągnęła. 

Przez ostatni rok, począwszy od sejmu, pogrążył się Frycz 
całkowicie w zagadnieniach tenlogicznych; sprawa reformy ko- 
ścielnej prawie wyłącznie opanowała jeg'o myśli i plany, a wszystko 
inne wydało mu się W(jbec niej błahem i drugorzędnem. Z spo- 
sobu załatwienia jej na sejmie niecałkiem był zadowolony i ni- 
cował je z właściwą sobie nieubłaganą logiką. Zakaz wprowa- 
dzania dalszych odmian i usuwania nabożeństvA'a katolickiego 
z kościołów, przy równoczesnem pozwoleniu każdemu na urzą- 
dzanie sobie prywatnie w domu nabożeństw wedle woli. wy- 
dał mu się milczącem przyznaniem racji nowatorom. Rozu- 
mował, iż rząd, zezwalając na reformację w zakresie prywa- 
tnym, przez to samo stwierdzał, że te odmiany nie obrażają 
Boga, że zatem niejedno z nauki katolickiej i obrzędów publi- 
cznych wymaga poprawy ^j. Wobec tego przewidywał, że nie- 
długo nastąpią dalsze odmiany nietylko w obrzędach, ale i w na- 



'i llelacje nunc. I 27 — 29. 
=>) Opera 482. 



Najnowsze traktaty teologiczne 147 

uce, i skupił całą swa wiorl/ij luul cloci«»k;iiiipin. w jiiUiin duchu 
one iść powinny. 

Z pracy toj wynikł szerey: rozpraw teolog^icznych, będących 
wyjaśnieniem i uzupełnieniem wywodów Księcfi o Kościele 
a ruających podług- planu autora złożyć się razem na Ksi^orę 
druirą. F*owst<iły wówczas traktaty: 1) o powadze słowa kościoła 
i słowa bożeg-o, 2) o usprawiedliwieniu przez wiarę i uczynki, 
o konieczności i niezbędnej łączności obydwojga, 3) o pewności 
sumienia, odpuszczenia grzechów i żywota wiecznego, 4) o spo- 
sobie bytności ciała Chrystusowego w sakramencie Ołtarza, 
5) o sposobie spożywania ciała Chrystusowego w sakramencie 
Ołtarza, 6) o sposobie przeistoczenia chleba i wina w ciało 
i krew Chrystusa, 7) o uw'ielbieniu Chrystusa w komunji Św., 
8) czy dusze zbawionych po śmierci wraz z Chrystusem kró- 
lują?, wreszcie 9) o stanach w kościele'). 

Traktaty pow^yższe. rozsyłane w ciągu 1556 roku różnym 
przyjaciołom (Uchański, Tarnowski, Orzechowski, Jaktorowski), 
świadczyły o pewnem przesunięciu się dogmatyki autora w stronę 
reformacji; widoczne zwłaszcza jest zbliżenie się jego do po- 
glądów Kalwina w kwestji sakramentu Ołtarza, oparte zresztą 
na samod/ielnem jej zgłębianiu (traktaty 4 — 7). Na ogół jednak 
góruje stanowisko wybitnie kompromisowe, dążność do wyka- 
zania, że we wszystkich tych zawiłych Zćigadnimiach można 
znaleźć drogę do pogodzenia skłóconych obozów, o ile się za- 
przestanie walki o terminy i nadmiernej subtylizacji pojęć a ogra- 
niczy do bardziej praktycznego ich ujęcia, na które Pismo św. 
pozwala, pozostawiając każdemu swobodę pojmowania momen- 
tów ściśle teoretycznych, oderwanych, dla celów /bawienia 
zbędnych. 

W miarę wykończaiaa dzielił się Frycz sw^emi pracami 
z przyjaciółmi, którzy dla nich szczególniejsze okazywali zacie- 
kawienie. W dniu 25 maja przesłał traktaty o sposobie bytności 
i spożywania ciała Chrystusowego w sakramencie Ołtarza Uchań- 
skiemu, którego to właśnie zagadnienie, dzielące wówczas ka 
tolików i luteran od kalwinistów, ołęboko zajmowało. Gdy Frycz 
oświadczał się pr/eciw realnej obecności ciała Chrystusowego 



1) Opera 408-415, 416-426, 4i6-4.S4, 442-476, 477—481, 481-488, 
488-491. 5h0 50 +, 549- 592. 

10* 



148 ^^- Kot: A. Frycz Modrzewski 

W tymże sakramencie, a Uchański lakie pojmowanie krytykował, 
obecnie Frycz z wielkim aparatem erudycji ponownie rozpatrzył 
zagadnienie i porównał argumenty obydwócłi stron, aby dojść 
do bardziej jeszcze niż dawniej zdecydowanego poglądu 

W dniu 4 lipca poświęcił Jaktorowskiemu, marszałkowi 
dworu biskupa Drohojowskiego. krótki traktacik, roztrząsający 
na życzenie prz.yjaciela pytanie, czy dusze zbawionych po śmierci 
wraz z Chrystusem królują, bardzo znamienny dla jego prakty- 
czności i pojednawczości w kwestjach wątpliwych. wSądzę — 
pisał — , że zagadnienie to nie rozbija jedności wi.iry pomiędzy 
tymi, którzy się zgadzają co do innych zasad religji naszej: 
w^szakżeż i ci, którzy upierają się przy tern, iż dusze ulatują 
z ciała natychmiast do królestwa niebieskiego, i ci, którzy nic 
o miejscu twierdzić >ię nie ważą. ale przypisują im zaśnięcie 
W' nadziei, z którą ze świata zeszli, wyznają wiarę w nieśmier- 
telność dusz, co jest podstawą naszej religjic '). Zamiast dociekań 
miejsca pobytu dusz naszych po zgonie, dokładajmy raczej sta- 
rań za życia, aby przez postępowanie śladami Chrystusa zapra- 
cować sobie na zbawienie: unikajmy próżniactwa, nie uchylajmy 
się od znoju, żyjmy z pracy rąk własnych, nie czyhajmy na 
cudze, służmy bliźnim; »a jeśli zgodnie z prawem przypadnie 
nam co zarobionego pracą cudzą, tego nie obracajmy na zbytek 
i nie trwońmy w wygodach życia i rozpuście, ale szanujmy 
jako dar niebios i nie obracajmy na nasze potrzeby, chyba 
w sposób umiarkowany, a raczej na potrzeby Rzpltej i bliźnich« ^). 

Niedługo po liście do Jaktorowskiego, w sierpniu r. .1556, 
znika Frycz z Wolborza. Przyjaciele go ostrzegli, że z pewnej 
strony nastawia się sieci, aby go wpędzić w niebezpieczeństwo 
głowy i mienia, i że winien się mieć na baczności pr/ed gwał- 
tem otwartym i tajemnym ^j — , to go skłoniło do nagłego opu- 
szczenia w^ójtostwa i stałej siedziby i szukania osobistego bez- 
pieczeństwa na tułaczce. Ostrzeżenia te stały bezwątpienia 
w związku z akcją prześladowczą przeciw pr/ywódcom refor- 
macji, którą zdaniem polskich nowatorów' rozwinął podówczas 
Lipomano w porozumieniu z częścią episkopatu. Dziś niepodobna 



*) Opera 501. 
') ( )pei a 503. 
») Opera 541. 



Nagle opuszczenie Wolborza 149 



ocenić, o iU* u/asiulmone b}ły oskiir/.enia, podniesione przeciw 
LiponiHiiowi o podburzanie króla do krwawych represyj, oraz 
o prowadzenie pr/.ezeń akcji na własną rękę w tym kierunku. 
Chęć ugaszenia niepokojów relii^ijno-kościelnych przez teror 
zgodna była z ciiarakterem nuncjusza, ówcześni \^ ierzyli tym 
podejrzeniom i mieli się na baczności, jak świad(zy najlepiej 
krok samego Frycza. 

Wiosna i lato 1556 roku przyniosły szereg prób /.aslia- 
szenia głównych działaczy reformacyjnych przez areszty i pro- 
cesy. Po edyktach królewskich z 1 marca przeciwko zebraniom 
i zjazdom różiiowierców nastąpiły represje w Wielkopolsce, 
w połowie lipca przystąpił znów biskup Zebrzydowski do chwy- 
tania w Małopolsce ministrów [)rotestanckich i kilku, wśród 
nich Krowickiego, dostał w swe ręce ^). Jest prawdopodobne, 
że osobistości, upatrujące w Fryczu głowę ruchu opozycyjnego 
w Polsce, poczyniły po cichu kroki u któregoś ze starostów 
o schwytanie go i oddanie jako kleryka i proboszcza w ręce 
prymasa jako jego władzy duchownej, z planem teroryzowania 
go c/.y nawet zgładzenia bez hałasu; wszakże tak m sposobem 
U[)orał się świeżo biskup Zebrzydowski z dwoma wybitniej- 
szymi apostatami swej diecezji, niDrząc ich w więzieniu. Mnże 
liczono na to, że o niezamożnego i nieskoligaconego wójta nikt 
wpływowy się nie upomni, że nie staną za nim rzesze szla- 
checkie, które poprzednimi laty obroniły Orzechows^kiego i Lu- 
tomirskiego, zwłaszcza gdy główniy jego protektor Drt)h(>jowski 
zmuszony był do oficjalnego zerwania z nim stosunków. 

Lipomano przez swych posłańców wybadywał, czy Dro- 
hojowski istotnie usunął Frycza z sweuo otoczenia. W kores- 
pondencji Hozjusa dochowało się znamienne doniesienie kan- 
clerza pryma-^owego, Stanisława Dąbrowskiego, który w końcu 
lipca przez 8 dni śledził w Wolborzu, jak się prowadzi Droho- 
jowski i co Frycz porabia. Zdając sprawę Hozjusowi^) — re- 
lacyi jego dla Lipomana niewątpliwie ciekawszej nie znamy — ,, 
donosi, że Drohojowski w ostatnich dniach bardzo się zmienił, 
niewiadomo tylko, czy to nie symulacja. ))F'rycza do siebie już 
nie dopuszcza, a usilnie oto się dopytywałem, jednakże od nikogo 



1) Troskolański Andi-zej lliidwan Zebrzydowski 1907 II 65 
") Hosii Epist. II 737. 



'150 S''- ^'^ot: A F^iycz Moiiizewski 

dowiedzieć się nie mogłem, iżby go po powrocie do Wolborza 
kiedykolwiek do siebie przypuścił, chybaby to się w nocy stało; 
ale Frycz sam tamże przebywa na przedmieściu w domu swego 
wójtostwa. Brata (Stanisława Drołiojowskiego) niema również 
od dwóch miesięcy, kanclerz Turobińczyk bawi w Krakowie, 
tylko Jaktorowski jego marszałek dworu i Żardowski, również 
uchodzący za podejrzanych, znajdują się przy nim... Po prawdzie, 
gdyby brata zupełnie od siebie oddalił i kanclerz więcej do 
■niego nie wrócił, podobnież i Frycz, zdaniem ogólnem może 
byłby zeń dobry biskup. Obecnie ciągle poświęca się lekturze, 
czyta Augustyna; przy stole już nie dysputuje, jak czynił 
dawniej Frycz jednakże bawi tam na przedmieściu w domu 
swego W'ójtostvva — widziałem go raz. Wybady wałem pilnie, 
czy ma dalej jakikolwiek kontakt z biskupem; nie mogłem od 
nikogo wyśledzić, owszem wszyscy przeczą, jakoby u niego był 
lub jakoby go widziano z biskupem, chyba że w nocy robią to 
potajemnie itd.«. 

Dąbrowski pisał ten list 3 sierpnia; niedługo potem, w dniu 
25 sierpnia datuje Frycz obronę swą do papieża Pawła IV, już 
nie z Wolborza, a z Cieśli, wsi oddalonej o trzy mile na po- 
łudnie od Piotrkowa, własności rodzinnej Ciesielskich •); zatrzy- 
mał się tam widocznie tylko przelotnie, w drodze do Mało- 
polski, gdyż już w kilka dni później, 1 wr/.eśnia, spotykamy go 
na dworze hetmana Tarnowskiego u Wiewiórce pod Tarno- 
wem ^j. Opuszczając Wolborz, zabrał z sobą tylko rękopisy 
swych traktatów, które w okresie tułaczki uzupełniał, zaopatry- 
wał w przedmowy i rozsyłał. 

Pismo Frycza do papieża Pawła IV jest niezmiernie cie- 
kawym dokumentem dla jego biografji i poglądów pacyfika- 
cyjnych. Oskarżony przed papieżem przez duchowieństwo pol- 
skie ^) o przodowanie herezjom, z polecenia papieża zagrożony 
utratą mienia i prześladowany przez Lipomana, przedstawia mu 
swe położenie z całą otwartością i śmiałością, niczego z swych 



'i »Fabrilio« Opera 550. 

2 Opera 407. 

^) »... Ad te ab hoininibus maleferiatis delati sumus. Utinam isti in 
animum inducetent. domi potius nianerę, rei vel familiari vel publicae vel 
ecclesiasticae operam dębiłam praestando, quam istic in aula tua haerere, 
ainbilionc contendendo sacerdotia .a Opera 548. 



Obrona przed Pawiem IV 151 



pr/.ekonań nie ukrywając ani zmieniając. Fisze tonem spokoj- 
nym, jak przystało poważnemu hununi iście, bez zuchwałości, 
Avłaściwej pisarzom reformacyjnym, bez docinków i napaści, ale 
także bez leiro respektu, któryby cecliował przemóv\ienie owieczki 
do naczelneiro pasterza, /wraca się doń, jak równy do równeuo. 
Snąć wówczas jeszcze Paweł IV Caraffa nie miał w 1'olsce 
opinji tak ujemnej, jaką późniejsze lata w historji mu pozosta- 
wiły, urdyż Fryc/, nietylko w tym kierunku żadnych nie czyni 
wzmianek, ale owszem -wyznaje: » Którzy cię znali jako kardy- 
łiała, mówią o nieskazitelności twych obyczajów i świątobli- 
wości życia, jak również, że czynności twoje nie płynęły z am- 
bicji ani z chęci uświetnienia tweij^o imienia, ale wszystkie zmie- 
rzały ku chwale bożej i dobru kościoła« ^). Nie wah;i się nawet 
czasem tytułować go: » ojcze święty «, choć zazwyczaj odzywa 
się doń bezceremonialnie: »mój papieżu!« 

Aby obalić podniesione przeciwko sobie oskarżenie, wy- 
łuszcza obszernie, w jaki sposób pod wpływem troski o jedność 
kościoła wziął się do studjów teoiog-iczno-kościelnych, jak z po- 
uodu wyznaczonej mu misji na sobór z urzędu poprostu zmu- 
szony był do ogłoszenia swych dociekań i poddania ich przed 
sąd ogółu; zatem nie clięć wprowadzania zamieszek w życie 
religijne narodu, ale pragnienie spokoju i zgody podyktowały 
jego Księgę o Kościele, za którą to pracę raczej uznania niż 
prześladowań spodziewał się od głowy kościoła. Podkreśla, że 
unikał w swych badaniach pai-tyjności i kościoła nie opuścił: 
wlej zawsze miary się tr/.ymałem — pisze, — aby niczego nie 
•ogłaszać za pewnil<, a we wszystkich czynnościach mego życia 
stosowałem się do przyjętych zarządzeń i obrzędów... 2)«. ))Nie 
pisałem praw ani edyklów ale komentarze, pisma moje poświę- 
ciłem soborowi chrześcijańskiemu i pod jego sąd poddałem...')*. 
»... Sprawy sporne tak traktuję, że ponad wszystko widoczna jest 
dążność moja do zgody... Niezawsze może mówię to, coby się 
tobie podobało, ale też i nie to, coby chcieli [)rzeciwnicy. Boć 
przecież w.stępująe na tę drogę, nie mogłem tego patrzeć, któ- 
rędy zajść na twoje lub tamtych stanowisko, ale którędy jednych 



Opera bdH. 
Opera 541- 
Opera .5^3. 



152 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

i drugich sprowadzić możnaby do tego samego punktu« ^). 
W tej działalności pośredniczącej pragnie iść śladami pisarzy, 
którzy nie zważając na osoby i godności szukali drogi do zje- 
dnoczenia kościoła przez analizę rzeczywistości i wykrywanie- 
nadużyć, przyczyn rozłamów; najwybitniejszego wzoru dostar- 
czyła mu akcja Erazma z Rotterdamu, tak cenionego przez pa- 
pieży i kardynałów, a współdziałającego z Sadoletem i Pflugiem. 
Nie może natomiast godzić się na metodę stosowaną przez nie- 
których pisarzy — naturalnie przez Hozjusa, — którzy nie uznają 
potrzeby reform i poprawy, a upierają się przy utrzymaniu obe- 
cnego stanu kościoła, broniąc w^szelkich zboczeń i nadużyć, byle 
nie narazić na szwank swego autorytetu. Tędy nie dojdzie się 
do zgody, którą osiągnąć można jedynie na drodze powszechnega 
soboru, po wysłuchaniu obydwóch obozów, rozlrząśnięciu wza- 
jemnych zarzutów przy udziale i decyzji jednej i drugiej strony. 

Gorąco zwłaszcza ostrzega papieża przed próbą uśmie- 
rzania rozłamu kościelnego siłą i karami fizycznemi i oburza 
się na tych, co doradzają zdecydować o wszystkiem przez auto- 
rytatywny wyrok papieski, a opornych pc^dług starodawnego ka- 
talogu heretyckich błędów^ potępić i wysłać na stos — gło-^sy 
takie nadają się na zgromadzenie obłąkańców. Ze rozłam nie 
da się usunąć orężem, dostatecznie okazały bezowocne wysiłki 
cesarza Karola \' przeciw luteranom, podjęte z inicjatywy pa- 
pieża Pawła 111. ))A widzę, że wy Rzymianie tę. drogę uważacie 
za najwłaściwszą do usunięcia herezji; niektórzy twoi działacze 
przyznają — jeśli prawdziwy jest list szeroko krążący — że do- 
radzali niektórym królom, a także naszemu, aby wykorzenili 
herezję, ściąwszy głowy pewnych osób« -j. Frycz wyraża nadzieję, 
że król odrzuci te zbrodnicze podszepty, a papież też powinien 
zerwać z taką metodą: » Usunąć trzeba przyczyny chorób, jeśli 
chcesz ciało prawdziwie uzdrowić; przyczyną chorób, o których 
mówimy, są błędy i fałsze, a te innymi iiaprawdę sposobami 
mogą być usunięte, nie żelazem i orężem« ') 

Do tego listu, będącego arcydziełem stylu, argumentacji 



') Opera 545. 

*) Op. 548, aluzja do wydanego w lecie 155& p-rzez Yergeriusa listuj 
rzekomo pisanogo przez Lipomana do Contari niego-. 
*) Opera 548. 



Rozprawa o stanach w kościele 15S- 



i 7Avitj/.łości, dodał Kryć/, obs/eniy truklai teoretyczny »0 sta- 
nach w kościele«, w którym ro/.wija przed papieżem swoje po- 
glądy na hierarchję kościoła a zwłaszcza na rolę papieża. Bro- 
niąc papiestwa jako instytucji, pragnąłby jednakże przez W[)ro- 
wadzenie ustroju reiJublikańskieg-o ogranic/yc władzę papieżów 
w najwyższym stopniu. W rzeczy samej ów spokojny wywód 
teoretyczny daUko jest ostrzejszy, aniżeli powyższy śmiały list 
do Pawła IV. Frycz, który w opracowanie swego systemu orga- 
nizacji kościoła włożył wiele pracy, uważał go za wielką za- 
sługę, jak wynika z następującego dopisku : 

»Masz, Paule czwarty papieżu, podarek od F" ryczą, copra- 
wda niewielki, ale podług mego zdama niezwyczajny. Niczego 
bowiem, ile wiem, nie powiedziałem d'a skaptowania sobie 
łaski, jak zwyczajnie wielu postępuje, pragnąc ci się przychlebić 
rzekomemi usłuLfami. Wierzę jednakowoż, iż rozpoznajesz głosy 
syrenie i widzisz, co jest prawdą i w czem polega ocalenie ko- 
ścioła oraz prawd/iwy spokój « ^). Wezwaniem papieża do szyb- 
kiego działania nad poprawą kościoła, do postępowania śladami, 
apostołów, kończy autor swe oryginalne pismo. «Proszę Boga, 
aby litując się nad tobą i nami wszystkimi, pobudzał nas do 
tego, co mu jest miłe« - taki sposób przemawiania do papieża 
jak do zwykłego śmiertelnika a tylko bardziej od innych obcią- 
żonego odpowiedzialnością, nie mógł zapewne wywołać w Rzy- 
mie przychylnego usposobienia dla Frycza. Wogóle nie mamy 
pewności, czy pismo jego do Rzymu diszło: wysyłając je, sam. 
musiał mieć co do tego wątpliwości, przypisując bowiem Pa- 
włowi IV swój traktat, zauważał: »dam go drukarzowi do ogło- 
szenia, gdyż nie mam innej drogi przesłania go do ciebie«. Po 
latach jednakowoż, wspominając " zaniechaniu prześladowania 
przez Rzym, skłonny był powyższemu oczyszczeniu się przed 
papieżem przypisywać tę zmianę, niezawodnie z innych f)rzy- 
czyn płynącą 2). 

Traktat »0 stanach w Kościele« ukazał się drukiem w nie- 
spełna trzy lata |)o napisaniu, w /.biorowem wydaniu dziel' 
Frycza, kt(')ry mu wyznaczył miejsce na końcu Księgi drugiej;^ 
o Kościele. 



») Oper.i 592. 

') Sylvao str. 154. 



J54 St. Ivot: A. Frycz Modrzewski 

Księi^ę drugą zredag-ował Frycz jesienią 1556 ruku, bawiąc 
w gościnnem schronieniu na dworze Jana Tarnowskiego, naj- 
pierw w Wiewiórce pod Tarnowem, potem w Osieku koło San- 
-domierza. Tarnowski, ii tory już od lat Frycza znał i często do 
swego towarzystwa przypuszczał^), w owym okresie występował 
gorąco za . minifnalnyin programem reformacyjnym, uctiodził 
łiawet za głowę tego ruchu. Podług relacji Lipomana właśnie 
w piiczątku września, gdy zjechał doń Frycz, odbył się u niego 
zjazd szlachty, na którym ułożono artykuły na sejm, między 
innymi o komunji pod db1i postaciami, o małżeństwie księży, 
mszy po polsku, zniesieniu annat^): z biskupów w bardzo ści- 
słym z nim związku był wówczas jak i oddawna Uchański. 
Tarnowskiemu też dedykował Frycz nową Księgę o Kościele 
w długiej, pięknej przedmowie ^). 

Do króla nie zwracał się tym razem. Z słów przedmowy 
wyczuć się daje żal do Zygmunta Augusta, iż widząc pra- 
wdę nie odważa się dla niej działać i toleruje nadużycia bi- 
skupów, pozwoliwszy im sobie wmówić, jakoby względy spo- 
koju publicznego nie dopuszczały poprawy stosunków kościel- 
nych. Tarnowskiemu nie stawia Frycz żadnych zadań reforma- 
totskich, prosi go tylko o patronowanie ^wej publikacji, wielbi 
za jego rozum i energję, znaiomość spraw religijnych i poli- 
tycznych, zamiłowania i prace literackie, za otaczanie się i opie- 
kowanie uczonymi, którego sam doznał obecnie w cię/kich dla 
siebie chwilach. Niepewne [)ołożenie, połączone z uczuciem za- 
wodu, odbija się na owych wynurzeniach Frycza. Wyznaje, że 
po swej Księdze o Kościele nie miał zamiaru nic ogłaszać 
w sprawach kościelnych, aż zejdzie się sobór powszechny i zde- 
cyduje prawnie, czego s^ię w sprawach religji trzymać a co od- 
rzucić; stałe jednakowoż zmniejszanie się nadziei na sobór skło- 
niło go do zebrania szeregu rozpraw, doląd udzielanych tylko 
przyjaciołom, dla uzupełnienia i skorygowania f)oprzedniej Księgi. 
W skład nowej weszły mianowicie oprócz wymienionyih wyżej 
9 traktatów, powstałych w ostatnim roku, także dialogi o kie- 



') Opera 406. 

-) lielacje nuncjuszów I 39. 

») Opera 395 - 407. 



rrzfiJinowa du Ksu^t^i ditigiej o Kościele 155 



łichu z 1549 r. w im/ z uzupełnieniem z r. 1555, rozprawa o mał- 
żeństwie z ir)4y, (t poście z 1551 i otiaracli za zinarłycii z l.ór)4. 

Ubolewając nad wciąż potrłtjbiajcącym się rozłamem w ko- 
ściele i słabiujcymi widokami /Li^ody, |)odnosi P^rycz jako jedną 
z irłównych przyczyn bezwzyi:lędne postępowanie Rzymu, który 
w dotychczasowycii sesjach trydenckich na każdym kroku utru 
dniał protestantom /.bliżenie a w stosunkach polskich stawia 
zaporę w^ postaci świeżo przyjętej na synodzie łowickim formuły 
wiary. W prześladowaniach, których sam zaznał, również widzi 
objaw bezwzględnej wyłączności rz*ymskiej i niechęci do zgody. 
W niezwykle ciekawy sposób klasyfikuje przytt^m przeciwników 
swojej pracy literackiej: jedni atakują go skutkiem przekonania, 
że Polacy ))jako umysłu zbyt surowego i tępego« nie powinni 
zabierać głosu w sprawach rehgji a tylko iść za zdaniem innych 
narodów; drudzy zwalczają go jedynie z zazdrośi-i, sami bowiem 
pragną rzekoirią swoją »skromność«, przejawiającą się w tern, 
iż iiic nie piszą, wyżej postawić od pracowitości łych, Ulórzy 
piszą; trzeci wreszcie nań się gniewają, i/, krytykuje uchwały 
ich zebrań, których podług ich zdania osobie prywatnej kryty- 
kować nie wolno. 

Wszystkim tym kategorjom przeciwników autor odpowiada 
znakumicie. Żądać od Polaków bezmyślnego wleczenia się za 
obcemi idejami znaczy tyle, co twierdzić, iż wnikt z narodu })ol- 
skiego nie powinien patrzeć własnemi oczyma ani słuchać wła- 
snemi uszyma, a wierzyć lylko cud/.ym oczom i u-zom«. Za- 
zdrośnikom zwraca uwagę, -że on nikogo, Kto pisanie za zbro- 
dnię uważa, nie popycha do pisania i, podrwiwając z ich wskrom- 
ności, polegającej na próżniactwie*, przeciwstawia życ/.liwe 
sądy cudzoziemców o swej pracy. Najdobitniej rozprawia się 
z trzecią kategorją. której zarzut formułuje na [)od stawie zna- 
nego mu skądś listu Hozjusa do prymasa Dzierzgowskiego, pię- 
tnującego Księgę o Kościele mianem Dzapowietrzonejc Swobodę 
słowa uważa Frycz za konieczną a Hozjusom wytyka dążności 
tyrańskie i brak miłnśpi chrześcijańskiej. »Spodziewałbym się — 
pisze, iż ci, co sobie tak wielką przywłaszczają władzę, skromniej 
powmni sami o sobie myśleć i uczyć się raczej w siebie wglądać 
niż drugimi pomiatać. Jal\ bowiem sprawiedliwi są względem 
mnie i moich wysiłków, dostatecznie okazują, poczytując mi za 
ibłąd, iż pisma ich krytykuję, sobie zaś za błąd nie poczytując^ 



156 St. Kot: A. Fiycz Modrzewski 

iż osrółowi narzucają uchwały, częścią tyrańskie, częścią bluź- 
niercze. Ale przypuśćmy, że to grzechy nieświadomości lub sła- 
bości ludzkiej. Jakiegoż jednak one ducha są owocem? Wielu 
mnie obszczekuje, kąsa, gotuje mi nieszczęścia i zgubę: jedni 
miiiie tytułują heretykiem, drudzy nawet herezjarchą, niektórym 
zacnym mężom po nazwisku zaka/ano obcowania ze mną, zbro- 
dnicze zasadzki knują na mienie i głowę moją — i to wszystko 
z powodu Księgi o Kośc;ele!« '). 

Tu podobnie jak wobec I awła I\' wyjaśnia Frycz zale- 
żność Księgi od swej misji 'na sobór i podkreśla jej dyskusyjny 
charakter oraz poddanie wszystkich roztiząs;iń pod auiorytet 
soboru. W^^bec tego zaś, że główną przyczyną napaści były jego 
krytyczne uwagi o niektórych artykułach W^yznaiiia piotrkow- 
skiego, oświadcza, że na przyszłość tego rodzaju konfcsyj wogóle 
nie będzie dotykał; słysząc o ponownem wydaniu W yznania 
w^ zwiększonej objętości, usiłował uzyskać je. aby się dać pouczyć 
i stosownie do tego f)0czynić zmiany, ewentualnie wytknąć 
braki; niestety, nie chciano mu użyczyć tej nowej edycji do 
wiadomości. Zatem tylko swoje myśli oddaje pod sąd publiczny 
i prosi o^oby. poświęcające się takim samym studjom, o wza- 
jemne udzielanie swych poglądów. 

Xa gościnnym dworze Tarnowskiego doszły Frycza wieści 
o synodzie biskupów i kapituł polskich, id bywającym się 
w dniach 8-11 wr/.eśnia w Łowiczu pod przewodnictwem Li- 
pomana Nuncjusz narzucił synodowi przyjęcie be/- dyskusji 
»Formuły wiaiy chrześcijańskiej« -). którą sam zaproponował na 
podstawie uchwał uniwersytetu lowańskiego. Formuła ta od- 
rzucała wśzelkit' postulaty reformacji w sposób tak stanowczy,, 
że n. p. zamieściła tego rodzaju aitykuł (14): >)^^'iara, w której 
ktoś niezłomnie wier/.y i napewno >obie obiecuje odpuszczenie 
grzech" w dla zasług Chrystusa <'raz uzyskanie żywota wiecznego,, 
nie ma żadnego w Piśmie ś\a'. świadectwa a owszem jest mu 



'I OppiH 403 , 

*) Uelacje nuncjuszów I 4-" -44. 

Przedmowa Frjcza do T;iinnwskiego, w której (Op. 39S) atakuje ey- 
nod lowicUi, datowany jest »Calendis Septenibritius l.o56«. ^:dy Formuła 
synodu uchwalona została dopiero 11 września. WyiiiUa stąd, że — o ile 
>Sept»^mbribus« nie jest pomyłka zamiast Oclobribus lub Nov( mbribus. — 
przedmowa niniejsza została później uzupełniona. 



Krytyka synodu towk-kiego 157 

pr/ec'i\\na«. Przyjęcie tetro artykułu obok innych ucliwał, jak 
odebranie świeckim kieliclia. (art 20), nakaz klękania przed 
•obrazami świętycli (art. 34), wiara w og-nie czyścowe (art. 35), 
wzburzyło Frycza, jak i ouół szlachty i maufnatów, prag^nących re- 
form w kościele Uchwały tukie, igiioiujące wołania ogółu, 
uważał Frycz za szkodliwe a w postęfiowaniu Lipomana trafnie 
up.itryvv;ił chęć stwarzania prejudykatów dla ewentualnego so- 
boru narodoweg-o a nawet powszechneg-o. Dodaje przy tern, że 
formuły Lipomana pi wszechnic wydały się ułożone tak lekko- 
myślnie i nierozważnie, iż nawet teologowie synodalni wstydzili 
się ich i wypierali. D'>bitne potwierdzenie tego sądu znajdu- 
jemy w współczesnym liście kolegi i przyjaciela Frycza. Pawła 
Głogowskiego, archidiakona płockiego, który wystąpił wobec 
Hozjusa z krytyką Formuły, zwłaszcza jej artykułu 14 jako »zbyt 
bezvvzględnego i narażonego na zirzuty heretyków«; Głogowski 
był wręcz zdania, że twierdzenie w nim zawarte jest absurdem, 
że Pismo św. całkiem przeciwnie twierdzi o skuteczności wiary 
aniżeli Formuła łowicka ^). Wogóle konfesja łowicka pod żadnym 
względem nie odegrała korzystnej roli w rozwoju kościelnym 
"W Polsce, w oczach katolików zachwiała powagą nuncjusza; 
wobec ówczesnego sianu umysłów^ prymas nie spieszył się z jej 
■ogłoszeniem, natomiast u<^zynił to skwapliwie zacięty wróg Rzy- 
mu, ongiś biskup Capo d'Istria, P. I*. Yergerio. 

Na tymże synodzie łowickim sprawa małżeństwa Orze- 
chowskiego wzięła niepomyślny obrót: Lipomano wymawiał bi- 
skupom, że bezprawnie udzielili mu dyspensy, i wymusił obło- 
żenie go na nowo cenzurami, wbrew zdaniu polskiego episko- 
patu-). Surowe to zarządzenie wywołało u Orzechowskiego nie- 
słychane rozdrażnienie przeciw Rzymowi, o mało nie dopro- 
wadzając go. do apostazji. Zapewne wieść o zabiegach Orze- 
chowskiego wobec nuncjusza spowodowała Frycza do zwrócenia 
się z gorącym, przyjacielskim listem do Orzechowskiego. Prze- 
syłając mu z Osieka w dniu 1 października swe rozprawy 
o przeistoczeniu i adoracji ciała Chrystusowego w sakramencie 
■Ołtarza, wezwał go do odegrania w polskim ruchu reformisty- 
■cznym tej roli, do jakiej go jego zdolności powołując). 



1) Hosii Epist. II 759. 
-) Relacje nunc. I 38. 
') Opera 481—483. 



158 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

))Nie brak ci niczego — zachęcał go — , co należy do pra- 
wdziwej uczoności. Posiadnsz i talent potężny i wykształcenie 
i wprawę godne uczonego, a wszystkie te zalety zwiększyłeś 
przedziwną zdolnością wymowy. Wiem, że piszesz historję spraw 
spółczestiych Lecz odłóż, proszę cię, wszystkie prace na inne 
czasy. Weźmij się do tego, co dziś najważniejsze, najbardziej 
koniecznecc Przypomniawszy Orzechowskiemu śmiały jego krok, 
pojęcie żony wbrew kanonom ale zgodnie z słowem bożem, 
w/.yv\ał go, by nie zatrzymał się na tym jedynym wysiłku: 
»Wielu ty dziełami okazałeś talent twój i ducha względem 
Rzpltej i nauk, ale głęboko przekonany jestem, że najwięcej 
zdziałałeś dla nieśmiertelności imienia tweiro, okazując przez 
wybór takiego właśnie kierunku życia tę szlachetną podniosłość 
umysłu, która wypływa nie z pychy, lecz z świadomości czynu 
wielkiego i pięknego. Ciesz się więc, Orzechowski, tym postęp- 
kiem twoim i nie wahaj się przodować w podobnych czynach, 
w razie bowiem gdybyś tego zaniechał, musielibyśmy sądzie, 
iż jedynie małżeństwo leży ci na sercu, innych zaś momentów 
religji albo wogóle nie rozumiesz, albo też je lekceważysz«. 

x\()el powyższy był miarą, do jakiego stopnia [)Ochłonęły 
Frycza sprawy religijne w okresie tułaczki, a zarazem stwier- 
dzał istnienie przyjaznych podówczas stosunków między nim 
a Orzechowskim. Dla zwolenników reformy obaj oni w tym 
czasie uchodzili za naczelnych pisarzy obozu. Andrzej Trzycieski, 
który wówczas, jesienią 15r)6 roku, ogłaszał swoją elegję »0 po- 
czątku, rozwoju i wzroście świętej ewangelji w państwie króla 
polskiego od odsł anęcia Antychrysta«, groził papieżowi piórem 
obydwóch tych pisarzy. Sąd jego o Fryczu należy do najbardziej 
hojnych w pochwały: widzi w nim i wielki talent i wybitną 
wymowę: powaga obyczajów i olbrzymia uczoność stawiają go 
w jednym szeregu z największymi mężami świata chrześcijan 
skiego; pisma jego, przez które stał się groźnym przeciwnikiem 
papie/a. godne są czytania na wieki i). 

Tułac/ka Frycza nie trwała długo dzięki energicznemu 
ujęciu się Jana Tarnowskiego, pod którego przemożną osłoną 
czuł się bezpiecznym. Nieustępliwy Hozjus wytężał wszystkie siły, 
aby uo zirnębić, ale bez powodzenia. Dowiedziawszy się mia- 



') Bukowski Dzieje iffonnacji w Poi^scc I 69.o. 



n 



Maiiilat kn»lewski w obronie Krocza ]59 

nowicie o miejscu jesjro schronienia, usilnie nalegał na Tarnow- 
skietro. aby w żaden sposób nie pomasjał »tyni, którzy / nim 
o reliirję spór wiodą i bezwątpienia schronią się do nies-o (t. j. 
hettnanau '). Tarnowski, otrzymawszy list ów w Warszawie pod- 
czas zjazdu seiiatorskieŁTO, odpisał natychmiast wymijająco za- • 
pewniając llo/.jusa, iż »przeciwnikom jeyo nie będzie patronował 
w niczeni, coby sprzeciwiało się prawdziwej reiig-ji i mog-ło być 
złym [)rzykładem(', zresztą obiecał w tej mierze porozumieć się 
z nim osobiście. Hozjus jednakże na zjazd me przybył, a z bi- 
skupów jedyny pojawił się Uchański, z którym Tarnowski bez- 
wątpienia omawiał położenie wspólnego ich uczoneg-o przyja- 
ciehi. W kilka tyyodni później, na sejmie warszawskim, który 
6 grudnia rozpoczął obrady, »za pokornymi prośbami pana Fry- 
czowemi a za przyczynami też ich mości panów« wdział prze- 
śladowanego pisarza sam król Zygmunt August w opiekę 2)^ 
wydając mu glejt oraz mandat do prymasa Dzierzgowskiego, 
którym wyjął Frycza z pod jurysdykcji kościelnej. 

»Jakkoiwiek nie wątpimy — brzmi charakterystyczne uza- 
sadnienie tegoż mandatu 3), — że wasza dostojność dobrowolnie 
życzliwością swą otacza ws/.ystkich uczciwych i uc/.onych, wszakże 
wielebnego Andrzeja Frycza, prepozyta brzezińskiego i sekre- 
tarza naszego, tembardziej otoczyć winien, ponieważ dowód 
swej nauki złożył w ogłoszonej Księdze o Poprawie Rzpltej 
i Kości<iła. Słyszymy wprawdzie, że z powodu wydania tej księgi 
ściągnął na siebie wiele nienawiści, ale nam praca mężów za- 
cnych i uczonych godną się zdaje nie nienawiści, tylko pochwały 
i naśladowania. Jeżeli Frycz w rzeczy pospolitej lub kościele 
wytyka coś ku poprawieniu, nie robi lego sam jeden, ale ma 
wielu towarzyszy i poprzedników. Byłoby zaś to sprzeczne z go- 
dnością naszą i wręcz niegodne majestatu królewskiego, abyśmy 
tego rodzaju ludzi me chcieli trzymać w naszej Rzpltej, gdy 
władcy i monarchowie obcy chętnie ich w swoich krajach ży- 
wią, chowają i zaszczycają. Nadto z wielu stron umiarkowanie 
Frycza na tej podstawie nam zahcają, że pisma swoje poddał 

») Hosii Episl. II 756; Tarnowski odpowiedział 30 wrz^-śnia. 
^) Dzienniki sejmów 1555 i 155H, str. 225. 

') ^ l^opji niedatowanej wrkpsie Bibi. publ. w Pet<,-rsburgu, Cod. Aut. 
Dr. 62, list 10. 



j^gQ St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



pod sąd soboru powszechnego i o poprawienie ich prosi wszyst- 
kich zdatnych i chętnych. Wypada przeto, aby wasza dostojność 
względami i życzliwością swą Frycza otoczył i wedle możności 
chronił przed wszystkimi, którzy usiłują sprawiać mu kłopoty. 
Aby zaś wasza dostojność nie miał co do Frycza żadnego skru- 
pułu, zawiadamiamy go i w.^zystkich, których należy, żeśmy 
Fryczowi publicznie dali poręczenie, aby mógł żyć bezpiecznie 
w naszych krajach i aby nikomu prócz nas samych nie było 
wolno go karać; wyjmujemy zatem Frycza i zwalniamy od 
wszelkich innych sądów, cenzur i kar. Chociaż czynimy to 
w sposób niepraktykowany, poważne zaiste przyczyny i wielkich 
mężów wstawiennictwo skłoniły nas do tego. Dlatego także 
pragniemy, aby i w^asza dostojność tego przestrzegał, i wszyst- 
kim innym zapowiadamy, aby Frycza przez sądzenie, karanie 
lub stwarzanie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa nie niepokoili 
ani mu nic niewłaściwego nie wyrządzali. Ktoby inaczej postąpił, 
nakładamy nań kary. ustanowione na gwałcicieli fidei publicae«. 
Motywy mandatu te same. które Frycz podniósł w swym 
liście dedykacyjnym do Jana Tarnowskiego, objawiają, za czyim 
to z pośród panów rad » przyczynieniem" Zygmunt August tak 
■wyjątkowy mandat w^dał; z czasem też dowiemy się, że mandat 
ten prymasowi ))okazał służebnik j. m. pana krakowskiego«. 
Tak zabezpieczony mógł Frycz spokojnie wracać do Wolborza. 



VII. 

W walce z hierarchją. 

Przedtem jednakże, obserwując stanowisko szlachty na sej- 
-mie warszawskim, zapragnął Frycz raz jeszcze zaapelować do 
niej w obronie pokrzywdzonej sprawiedliwości. 

IMerwsze tygodnie sejmu warszawskiego, zwołanego dla 
xichwalenia obrony na wojnę inflancką, upłynęło na ponownej 
w^alce szlachty z biskupami; posłowie pod przewodnictwem Mi 
kołaja Sienickiego natarczywie domagali się zupełnego znie- 
sienia jurysdykcji biskupiej i dopuszczenia stałej swobody wy- 
znawania nowej wiary. Frycz, który jak najgoręcej życzył po- 
chodzenia ich akcji, tak z przyczyn zasadniczych jak zapewne 



Krytyka postępowania szlachty protestanckiej 161 



i osobistych, nie entuzjazmował się jednakże stanowiskiem szla- 
chty nowowierczej. Pojmował on sprawę relij^ijną głębiej i wznio- 
słej niź przywiklcy sejmowi; obce mu były cele materjalne 
i stanowe, które zauważał w akcji izby poselskiej przeciw epi- 
skopatowi; nie zadowalniały go frazesy szlachty o »czystem« sło- 
wie bożem, pragnął on bowiem nietylko reform w dziedzinie 
nauki i obrzędów, ale prawdziwego zreformowania życia i oby- 
czajów. I dlatego był zwolennikiem reformy religijnej, że spodzie- 
wał się po niej podniesienia życia etycznego w Rzeczypospolitej. 
Wobec takiego pojmowania sprawy reformy, niepokoiło 
-go stanowisko szlachty protestanckiej, wydając mu się nieszcze- 
rem i powierzchownem. Zdaniem jego domaganie się posłuchu 
dla nakazów IMsma św. nie powinno ograniczać się litylko do 
szaty zewnętrznej życia kościelnego, ale rozciągać się taksamo 
na stosunki publiczne i prywatne w życiu świeckiem. Za na- 
czelne zadanie zwolenników reformacji uważał zniesienie krzywd 
ustawodawstwa, zrównanie plebejuszów z szlachtą, obalenie 
stronniczego statutu o główszczyźnie. Jasną było rzeczą, że 
przywódcy szlacheccy, których znał oczytanie w Piśmie św. 
i wykształcenie ogólne, świadomi byli w tej mierze przepisów 
religji i że nie mogła ich tłómaczyć nieświadomość, która uspra- 
wiedliwiała postanowienia dawnych statutów. To też Frycz 
zmuszony był podejrzywać ich o powierzchowne, litylko ze- 
wnętrz,ne pojmowanie całej walki o ))czystą« wiarę, a zarazem 
o brak prawdziwej miłości chrześcijańskiej, której uczucie nie 
pozwoliłoby im na takie zaniedbywanie krzywd uciemiężonych 
bliźnich. 

Całą też tę prawdę postanowił otwarcie postawić szlachcie 
przed oczy i w tym celu podczas obrad sejmowych na Nowy 
Rok 1557 niejako »na kulędę« wystosował obszerny list do 
szlachty Polski i reszty Sarmacji^), z pełnym wymowy zapałem 
przedstawiając dwuznaczne jej postępowanie. Zwięzły ten utwór 
należy do najchlubniejszych rozdziałów spuścizny literackiej Fry- 
cza, stanowiąc niezapomniany dowód bezwzględnej uczciwości 
jego przekonań i odwagi, lekceważącej wszelką popularność, 
jaką się zyskuje przez schlebianie egoistycznym zapędom masy. 



») Opera 681-685. 

St. Kot: A. Frycz Modrzewski 11 



1Q2 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Frycz okazał, iż był niezdolny do popierania półprawdy i przy- 
mykania oczu na niskie tendencje, skrywające się pod osłoną 
clioćby najwznioślejszych łiaseł. 

. Oto bieg' jego myśli: Niemożliwa, aby szczerze o poprawie 
nauki religijnej i obrzędów prawili tacy, którzy świadomie mil- 
czą o prawie boskiem na niężobójców. Bogu mniej zależy na 
reformacji kultu i ceremonjału zewnętrznego, aniżeli na uszla- 
chetnieniu życia ludzkieg-o. Kto w akcji reformistycznej traci 
z oczu jej cel istotny: człowieka, a ogranicza się do form ze- 
wnętrznych, tego duch nie jest przepojony miłością. Obłudą jest 
domagać się przyjmowania w kielichu krwi Chrystusowej, gdy 
się lekceważy krew człowieka przezeń odkupionego, a bliźniego, 
o ile jest plebejuszem, darzy się pogardą. Na nic wszelkie na- 
bożeństwo, póki się nie wypełni obowiązków miłości względem 
bliźniego. Jeśli się chce oczyszczać drobne tylko uchybienia 
w kościele a ciężkie nadużycia zostawia się po dawnemu, lepiej 
wogóle milczeć o religji. Jeśli szlachta na [)odstawie słowa bo- 
żego domaga się użyczania kielicha ludowi, dlaczegóż zapomina 
o słowie bożem tam, gdzie chodzi o naprawienie krzywdy spo 
łecznej? Daleko przed siebie patrząc w przyszłość, wołał Frycz 
głosem natchnionej logiki: 

»Przez Rzeczpospolitą, która najmilszą wam być winna. 
błagam was i zaklinam, abyście się wyzbyli tej zbytniej miłości 
waszego stanu, a przejęli się prawdziwą miłością bliźniego, albo- 
wiem i na imię wasze ściągnąć możecie wielką hańbę i klęskę 
na Rzeczpospolitą, która dotychczas trzyma się przez boskie 
dobrodziejstw^o... Wielkie widać wszędzie i jakby złowieszcze 
rozluźnienie dyscypliny, co jest nader smutną oznaką zbliżają- 
cego się jakowegoś nieszczęścia. Żadna nigdy Rzplta nie została 
zgnieciona orężem zewnętrznym, której by wpierw nie nadwą- 
tliły złości wewnętrzne. Baczcie więc. abyście nadal brnąc w zu- 
chwałości, nie przyspieszyli zguby i swojej i Rzpltej... Jakim.s 
obrotem popadła ona w niewolę możnych, ci zaś. cokolwiek 
robią dla własnego interesu, zawsze zasłaniają się dobrem 
Rzpltej, jakgdyby ono polegało na swywoli szczupłej garstki 
a nie na szczęściu powszechnością... 

Gorący ów list przygotował Frycz zarazem jako przedmowę 
do nowej edycji swych dawnych mów przeciwko głów'szczyźnie, 



I 



Uzupełnienie trzeciego wydania Poprawy KzpUej 165 



którą stosownie do zamiaru roz\vit)ięteii:o przed półtora rokiem 
wobec Giustiniana pratriiął uskutecznić w Bazyleji. 

Zahezpifczony mandatem królewskim, wrócił b'rycz /. st-j- 
mu do Wolhtorza do pracy literackiej. Sejm warszawski, jak- 
kolwiek lonnalnie zakończył się edyktem / 13 stycznia r. 1557 
niechętnym reformacji, jednakowoż przyniósł nowe nadwątlenie 
jurysdykcji biskupiej, którą król na swoją jurysdykcję przeniósł. 
Lipomano Polskę opuścił, episkopat po burzach i atakach, wy- 
wołanych jeg:o działalnością, jakby oniemiał: Frycz mógł się czuć 
spokojnym i biskup Drohojowski nie potrzebował kryć się 
z przyjazną ku niemu życzliwością. Złożony chorobą, z której 
już nie miał się podnieść, tembardziej pożądał towarzystwa Fry- 
cza, a w ostatnich tygodniach życia słuchał jego rad i upomnień 
jakby swego spowiednika i pocieszyciela. Na jego to perswazje 
z jednej strony ślubował w razie dojścia do zdrowia otwarcie 
przyznać się do zasad wiary reformowanej, z drugiej wziął się 
do naprawiania krzywd, wyrządzonych chłopom w swych do- 
brach *); — jak bowiem od ogółu szlachty, tak i od niego Frycz 
wymagał, by słowom wiary i pobożności na ustach w praktyce 
odpowiadały czyny sprawiedliwości względem stanów niższych, 
uciskanych. Na ręku prawie Frycza, uspakajany przezeń w swych 
skrupułach i troskach przedzgonnych ^j, powtarzając za nim sło- 
wa Modlitwy Pańskiej, zmarł Drohojowski w czerwcu 1557. 

Dane biograficzne nie odsłaniają nam toku prac literackich 
Frycza w ciągu roku 1557, ale z wielkiem prawdopodobień- 
stwem można przypuścić, że kontynuując wysiłki, którym dał 
wyraz w noworocznym liście do szlachty, zwrócił się w owym 
roku ku zagadnieniom politycznym i społecznym, których owo- 
cem są obfite zmiany, rozszerzenia i uzupełnienia trzeciego 



») »Na moje nalegania na kilka dni przed śmiercią polecił obejść oko- 
liczne swoje wsi i wypytywać chłopów, czy nie doznali krzywd jakich od 
niego, gdyż pragnie uszystkie naprawić. Ohy to był uczynił za dobrego 
zdrowia!* — pisze o nim Frycz (De libero aibitrio str. 94). 

2) »Gdy skończył swe wyznanie wiary w Boga, rozpocząłem pono- 
wnie powtarzać głośno Modlitwę Pańską. Przypominałem niezmierzone mi- 
łosierdzie Boże na przykładach Magdaleny, Piotra, prawego łotra i innych 
świętych, wspominając tych, którzy z głową naszą Chrystusem królują, 
rozbudzałem także pragnienie żywota niebieskiego, powtarzając raz po raz 
słowa: W ręce Twoje ł'anie polecamy tego człowieka* (De lib. arb. str. 93). 

11» 



164 '^t. Kot: A. Fiycz Modrzewski 

wydania »Poprawy Uzeczy pospolitej «. Rozszerzenia te dotyczyły 
wyłącznie prawie trzech pierwszych ksiąg-, były wcale obfite, 
a nie mają charakteru przypadkoweg-o ^). 

Cały ich szereg' nacechowany jest jednolitym rysem asce- 
tycznym, autor zwracał w nich żywszą uwagę na sprawy dy- 
scypliny chrześcijańskiej i moralności. Dd tego odnoszą się liczne 
uzupełnienia w Księdze o Obyczajacii n. p o obowiązkach wzo- 
rowego piK)wadzenia się rodziców ze względu na dzieci, o do- 
borze zabaw dziecinnych oduczaniu pychy synów magnackich, 
o wprowadzeniu urzędu dozorców inałżeńi-tw, odmalowanie 
szkodliwości biesiad, maszkar, karciarstwa, sprośnych tańców, 
wykazywanie skutków próżnowania zwłaszcza w życiu dwor- 
skiem, wycieczka przeciw używaniu szat nieskromnych, urzą- 
dzaniu schadzek rozpustnych, demoralizacji kobiet, podnoszenie 
konieczności urzędu opieki nad ubogimi itp. 

W zakresie teorji politycznej zwraca uwagę celowe uzu- 
pełnianie wywodów o panujących w duchu ograniczania ich 
władzy. Podkreśliwszy za Ciceronem, że króla podobnie jak 
sternika dobierać należy wedle jego zdolności rządzenia i zna- 
jomości spraw państwowych, rozwija Frycz w Księdze o Oby- 
czajach opinję, że królowde istnieją litylko dla dobra ludu a nie 
odwrotnie, że muszą się podporządkowywać interesom podda- 
nych, a w Księdze o Prawach wykazuje konieczność prawneg'o 
opisania elekcji oraz sposobu ograniczenia króla przed zapę- 
dami tyrańskimi; z tem wiążą się wywody przeciwko dożywot- 
ności urzędów. Spotykamy też wiele uzupełnień o charakterze 
nawskróś praktycznym, spisanych na podstawie doświadczenia 
życiowego, zwłaszcza w Księdze o Prawach i o Wojnie; wśród 



') Ważniejsze rozszerzenia są następujące: W Księdze o Obyczajach 
w rozdziale VI na str. 21, 22, 24, w rozdz. IX na str. 29, 38, 39-40, roz- 
dział XIV przybył cały nowy, w rozdz. XV na str. 58, w XVII na sir. 
60—61, 62, rozdział XVIII cały prawie nowy, w rozdz. XIX na str. 7H, 
w XXIII na str. 82—83, 86, 88—91, rozdział XXVII cały nowy; w Księdze 
o Prawach w rozdz. VI na str. 122-123, w XII na str. 135, rozdział XIII 
cały nowy, w XVI na str. 141, 146, 149, w XXI na str. 163 — 164; w Księ- 
dze o Wojnie w rozdz. I na str. 169, w rozdz. IV na str. 181—182, w V 
na str. 184-185, w VII na str. 189, w VIII na str. 190, w XI na str. 196; 
w Księdze o Kościele rozszerzenia są bardzo nieznaczne, w Księdze o Szkole 
w rozdz. II na str. 388. 



Pismu poleinii-znt* llozjusa 165 

nich ciekawy, niespodziewany zresztą, rozdział o sposobie Lra 
szenia pożarów, nadto w Ksicjdze o Szkole upominanie siej o po- 
lepszenie niaterjalneLro bytu nauczycielstwa. 

Praornąc dokonać zbioroweuo wydania swych dzieł, wysłał 
I-''rycz do Bazyleji do Opory na całość dotychczasowego sweg-o 
dorobku literackieu-o. Materjał ów miał objąć trzy tomy; w miarę 
wykończania przesyłał ero za pośrednictwem swego przyjaciela 
z lał młodych i zwolennika Daniela Schillinga, osiadłego w Wro- 
cławiu, który wraz z bratem Fryderykiem chętnie i skrupula- 
tnie tę usługę mu wyświadczał^). Tom pierwszy i największy 
wypełnić miało fiięć ksiąg » Poprawy Kzpltej«, następny — 
Księira druga o ICościele, trzeci — drobne pisma polityczne. Po- 
nieważ jednak Oporyn z powodu jakiegoś kryzysu mimo chęci 
na pewien czas przerwał swą pracę drukarską, /dążył Frycz 
opracować i wysłać dwa jeszcze traktaty polemiczno-teologiczne, 
do których zasiadł pod wpływem świeżych publikacyj swego 
nieubłaa-anego przeciwnika, Hozjusa. 

Jak wiadomo, natychmiast po ukazaniu się ^Poprawy 
Rzpltejtt uchwycił Hozjus za pióro dla zwalczania tych postu- 
latów Frycza, którym przypisywał szczególną doniosłość prakty- 
czną, jak udział świeckich w soborze, dopuszczenie ich do 
kielicha i małżeństwo księży. W obawie, że sprawa dopuszcze- 
nia laików do współdecyzji w rzeczach wiary najgToźniej może 
zaognić walkę izby poselskiej, a nawet senatu, z duchowień- 
stwem, Hozjus postanowił najpierw odpisać w tej materji i skrypt 
swój już w lutym 1555 przesłał prymasowi Dzierzgowskiemu, 
a potem Canisiusowi w Wiedniu, kardynałowi Puteo w Rzy- 
mie i innym, wahając się, czy ogłosić go samodzielnie czy też 
wcielić do nowego wydania pi )trkowskiego Wyznania W Rzy- 
mie, w Wiedniu, Augsburgu, gdzie dzieło Frycza wywołało silny 
niopokój. interesowano się żywo odpowiedzią Hozjusa, który też 
za radą zagranicznych przyjaciół zdecydował się ten problem 
wraz z Icilku innymi omówić na odpowiednich miejscach Wy- 
znania a na kwestje, podniesione ongiś przez Frycza w dialo- 
gach (dopuszczenie kielicha i ziiiesienie celibatu), odpowiedzieć 



') t^lr. list Oporyna do tSchillinga, zamieszczony na końcu wyd. 
l5.o9 



166 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

osobnym utworem, do którego wziął się w końcu 1555 roku, 
zaraz po przygotowaniu nowej edycji Wyznania. 

Gdy w Wyznaniu polemizował z Fryczem w sposób dys 
kretny, nie mogąc zbytnio naruszać dogmatycznego cłiarakteru 
wykładu, ulwór drugi miał przedewszystkiem i otwarcie po- 
służyć do zmiażdżenia śmiałego przeciwnika. To też wybrał 
dlań tę samą formę dialogu, którą ongiś Frycz zastosował, 
oraz rozdał role tym samym rozmówcom, których Frycz wpro- 
wadził za pobytu w Pradze 1549 roku. Tak powstała wRoz- 
mowa o tym, godzili się laikom kielicha, księżej żon dopuścić 
a w kościołach służbę bożą językiem przyrodzonym sprawo- 
wać« ij. Do dialogu tego Hozjus wielką przywiązywał wagę, to 
też choć gotów już był w lutym 1556. przez dwa przeszło lata 
uzupełniał go i opiłowywał, nie ważąc się na ogłoszenie, a ko- 
pje tylko rozsyłał przyjaciołom i dygnitarzom w Polsce i za- 
granicą, Kromerowi, Mikanowi, kaznodziejom dworskim, kano- 
nikom, Lipomanowi. senatorom katolickim, Salmeronowi; dru- 
kiem ogłosił go dopiero wiosną 1558 roku w Dylindze Canisius 
z [lolecenia kardynała Truchsessa, wielbiciela pisarskiego talentu 
Hozjusa. Koła katolickie w Polsce. wśi'ód których dialog krążył 
bezimiennie w rękopisie, chlubiły się nim jako skuteczną broriią, 
zdaniem ich rozbijającą w puch wywody Frycza i upierającej 
się prz) jego postulatach szlachty retormistycznej. To też F^rycz 
otrzymawszy odpis za pośrednictwem swego przyjaciela, kaszte- 
lana brzezińskiego Jana Lutomirskiego, postanowił nań odpo- 
wiedzieć bezzwłocznie. 

Forma i ton polemiki Ho/.jusowej oburzyły go a zarazem 
napełniły niesmakiem. Oto sam, polemizując z wywodami Ho- 
zjusa czyto ustnymi jak w praskich dialogach, czy drukowanymi 
jak w Księdze o Kościele, przestrzegał wymagań taktu, nie po- 
zwolił sobie na żadną aluzję osobistą ani wskazanie palcem na 
przeciwnika, a tem mniej na żaden docinek uwłaczający lub 
choćby złośliwy; nie podawał w wątpliv\ość ani dobrej wiary 
ani uczoności ani charakteru Hozjusa, owszem wyprowadzając 
niegdyś na scenę Aratora z Harpagiem, obydwóch zalecał jako 



') Tak brzmiał tylul przekładu polskiego w r. 1562. Ostatnie z za- 
gadnień \vyini(!nionych w tytule, przez Frycza przedtem niepoiuszane, 
dodał Hozjus pizy sposobności z przyczyn aklualtiycli. 



n 



Wyszydzenie dialogów Frycza 167 

mężów uczciwych, uczonych, pozostających w kościele mimo 
różnic w iiiter[)r('to\vaniu ji^lto praktyk. Pokazał, żf można kry- 
tykować poprk-jdy drusfich, nie poniżając os(')h, że mu nie cho- 
dziło o osobę przeciwnika, ak» o rzecz samą, o szukanie prawdy. 
Tymczasem Hozjus po kartach svveo:o dialog'u rozsiał tyle jadu, 
tyle złośliwych dowcipów ku jeu'o osobie skierowanych, nadto 
z taką wyniosłością i lekceważeniem ufo traktował, że zdaniem 
Frycza naruszył niezbędne zas.idy })rzyzwoituści i godności pi- 
sarskiej. Przy tem dowcipna rzekomo argumentacja Hozjusa zro- 
biła nań wrażenie powierzchownej sofisterji i pogoni za zbyt 
tanimi triumfami. 

W dialogu Frycza żądał Arator dopuszczenia świeckim 
kielicha, Ilarpagus bronił tradycji kościelnej; nazwy obydwu 
rozmówcom nadiił autor podług zwyczaju humanistycznego, nic 
ZHmier/.ając przez ich dobór wyrażać jakichkolwiek aluzyj. Ho- 
zjus na tem oparł formalną stronę swej polemiki, że wprowa- 
dzając tych samych rozmówców, zamienił ich role Jego Arator 
zaczął od wyf)arcia się dążności, przypisanych mu ongiś przez 
Frycza; uważając imię swoje za łacińskie tłómaczenie polskiej 
nazwy orac/a, wieśniaka, oświadcza, że jemu wypada rozpra- 
wiać o chowie bydła lub uprawie roli, ale nie o sakramentach, 
i to jeszcze w duchu przeciwnym kościołowi, — tego podjąć 
się może chyba Harpagus. którego istotą jest wszystko dla siebie 
[lorywać ^), sobie wszystko przywłaszczać, wszystkich poza sobą 
osądzać jako głupich tępych ^j i ponad opinję całego kościoła 
wyżej stawiać swoje własne zdanie; Arator wreszcie, jako po 
łacinie nazwany, hołdować winien nauce rzymskiej, nie greckiej, 
której może sobie bronić nazwany po grecku Harpagus. Wobec 
takiego oświadczenia Harpagus, na którego spadła rola obrońcy 
kielicha, nie ma ochoty ani odpowiedniego uświadomienia, by 
krytykować stanowisko kościoła, i wypiera się śladem Aratora 
wszelkiej wspólności z zwolennikami komunji pod dwiema po- 
staciami, którą to rezygnację wyzyskuje Arator dla szydzenia 
z Frycza: Jak może porywać się na cenzurowanie mniemań 



') apuag, 'Apicdya)V. 

2) i^ A^^ ^ _. aluzje do stów Frycza, zresztą jaskrawo przez Ho- 
zjusa nadużywane. 



168 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

całego świata autor, który w rozdzielaniu nam ról taki bezsens 
okazał? 

Tak lekko pozbywszy się przeciwnego zdania, mógł Ho- 
zjus dialog swój zaraz po wstępnych kartach ukończyć, nie- 
dochodząc do treści zagadnień; jednakże zauważywszy to, usi- 
łował w sposób niebardzo zręczny wszcząć dyskusję, o tyle- 
uciążliwą, że obaj rozmówcy nie różnili się w swych poglądach. 
Rolę kierowniczą od samego początku powierzył Hozjus x\rato- 
rowi, który wskutek tego wybadywany przez Harpagusa znalazł- 
się w niemiłem położeniu; zaręczywszy bowiem, że j-iko wie- 
śniak nie rozumie się na teologji, w dalszym przecież ciągu- 
zapuszcza się w obszerne wywody. Z trudności usiłuje się wy- 
wikłać w ten sposób, że wywody owe niejako powtarza za pe- 
wnym wuczonymcc teologiem, od którego je słyszał — tak więe 
mimo drwin z Frycza skończył Hozjus na tem samem, że Ara- 
tor prowadzi prym w rozmowie polemicznej. 

Dla Frycza wynajduj*^ Arator różne przezwiska: mędrek,, 
duktor niezłomny, oszalały, zuchwały śmiałek \j; za najcięższą 
winę poczytuje mu nskrajne, nie do zniesienia zuchwalstwo« 
(arrogantia), iż się w swej zarozumiałości poważa sprzeciwiać 
ustalonej tradycji kościoła 2); Księira o Kościele najeżona jest 
mnóstwem ciężkich błędów, pełną absurdów, bluźnierstw i bez- 
bożności 3). Przechodząc do żądań stawianych przez Frycza na 
podstawie Pisma św. i odpo^viednich argumentów, zbija je Ho- 
zjus szczegółowo, opierając się na autorytecie kościoła, u którega 
możliwość błędu wyklucza, a który z pewnych przyczyn wpro- 
wadził komunję pod jedną postacią i celibat. Żądanie kielicha 
na tem tle jest grzeszne nie dlatego, iżby się sprzeciwiało sło- 
wu bożemu, ale dlatego, że wykracza przeciwko przepisom ko- 
ść oła, któremu przysługuje wyłączne prawo interpretacji poleceń 
Chrystusa. W całym wywodzie jest Hozjus przedewszystkiem 
obrońcą autorytetu kościelnego, któryby został naruszony, gdyby 
się uczyniło jakiekolwiek ustępstwa opozycji w sprawie kielicha^ 
celibatu lub języka; to pociągnęłoby dalszy rozwój herezji, aż. 



*) >Doctorculus«, Dirrcfragabilis*, >insanum caput«. 
*) !<• A„ E5. 
») k. E.,. 



Odpowiedź Ho/jusowi w obronie dialogów 169 

dt> ateizinu. Kto niezadowolony z iiieustf^pliwości kościoła, niech 
z f)ini zerwie 

Frycz na życzenie LutoniirskieLjo podjął rzuconą rękawicę 
i opracował zwięzłą odpowiedź, którą dedykował Lutomirskiemu 
z Brzezin 1 marca I5."t8 p. t.: wObrona przyimowania przez lud 
wieczerzy Pańskiej bez oarraniczeń, swobody zawiązania mał- 
żeństw przez duchownych oraz używania języka narodowego 
w publicznych modłach w kościele, przeciwko Rozmowie Ara- 
tora i Harpaga, wszystko to zwalczającej« *). W przedmowie 
rozprawił się autor z Hozjusem o pomieszanie ról rozmówców 
praskich dialogów: zamiast czynić z Aratora obrońcę tradycji 
R/.ymii i tą drou"ą łatwo po/bywać się oponenta, lepiejby było 
wynaleźć mocne argumenty dla Harpaga. Odmawian e Arato- 
rowi swobody osądzania praktyk kościelnych, dlatego że )),\rator« 
oznacza po polsku wieśniaka, krytykuje jaKo naciągane: Arator 
było to imię przypadkowe, tak samo jak Harpagus nie kryjące 
żadnej aluzji, a choćby wieśniaka oznaczało, to i wówczas na- 
leży mu pozwolić mieć swoje zdanie, o ile umie je uzasadnić. 
Erazm z Rotterdamu bez czyjejkolwiek nagany wprowadził 
w dialogu teologicznym rzeźnika z przekupniem ryb; wogóle 
argumentowanie podług brzmienia nazwisk dowodzi powierz- 
cbowności: gdyby zamiast Aratora Frycz włożył swe poglądy 
w usta Fabra (kowal) — nazwiska tego było dwóch głośnych 
teolouów wieku XVI, Jan z Konstancy i Jakób d'Etaples — czy 
i wówczas odmówionoby im głosu jako pracującym w kuźni? 

Nazwiska sweuo przeciwnika Frycz nie odkrywa; przy- 
puszcza, że wystąpił bezimiennie »z obawy, by w razie poka- 
zania się jakiego błędu w jego pismach nie naraził się na 
imienne zwalczanie; dla mnie jednak obojętne wiedzieć, kto 
pisał, powstrzymując się bowiem od osób. postanowiłem spra- 
wie przeciwstawić sprawę« ^). Że jednak doskonale znał autora, 
okazuje na innem miejscu: »wspólnikiem praktyk waszych wy- 
daje mi się ten, który w liście do osoby swego stanu tak na- 
pisał: nazywa nas Frycz głupcami, tępymi, kłodami itd.« ^}. Na- 



') Opera 59o-6aO. 

?) Opera 598. W druku jednak Hozjus podpisał się w tytule Roz- 
mowy; widać z tego, że do marca 1558 druku togo Frycz nie znal. 
3) Opera 6U8. 



J70 ^t- ^'^ot: A. Frycz Modrzewski 

wiasem zaznacza Frycz, ze milczeniem pomija ten ostatni za- 
rzut, tak chełpliwych słów bowiem nig-dy nie pisał i). 

Oceniając argumenty wytoczone przez Hozjusa, dziwi się 
Frycz, że tak łatwo przechodzi do porządku nad jego wywo- 
dami i powtarza swą melodję, jak g"dyby ich wcale nie czytał; 
nie widzi, iżby g'o w czemkolwiek Hozjus przekonał, zasadnicze 
bowiem kwesije wymija a szeroko rozprawia o drugorzędnych. 
To też w »Obroiiie« krok za krokiem podtrzymuje swoje wy- 
wody, lakonicznie a stanowczo oponując argumentom Hozjusa 
z wielkim zasobem logiki i dowcipu, obelgi zaś i frazesy 
ironiczne wyniośle i z naciskiem pomija ^j. »Obrona« odznacza 
się niezwykłą żywością dowodzenia, do którego materjał czerpał 
autor nietylko z Pisma św. ale także obficie z dziedziny etycznej 
i społecznej; w kwestji kielicha i celibatu rozwinął znane swe 
poglądy, w obronie języka narodowego wystąpił oryginalnie, 
jakkolwiek z zwykłą skromnością przyznaje się do czerpania 
z cudzych wywodów. 

Na uwagę Hozjusa, że ustępstwo w sprawie kielicha, ce- 
libatu i języka jest początkiem zerwania z kościołem, nie waha 
się Frycz poraź pierwszy spojrzeć w twarz tej ewentualności: 
jeśli nie zechcecie poczynić ustępstw — oświadcza — , separacja 
gotowa; jeśli zechcecie, przyjdzie do zgody. »Zaiste pozostawać 
w kościele, który ponad święty związek małżeński przenosi roz- 
pustę i cudzołóstwo księży, który synów bożych wstrzymuje od 
przyjmowania krwi Syna Bożego, który lubuje się w chwaleniu 
Boga modłami niezrozumiałemi, w jedności — powiadam — 
z takim .pozostawać kościołem nie może zbytnio pragnąć, kto 
chciałby czcić Boga podług jego zarządzeń« ^). Z tak zwanymi 
heretykami trzeba nawiązywać i obcować, liczyć się z ich ra- 
cjami i szukać drogi do sklejenia zerwanej jedności. 

Zaledwie Frycz wygotował pow-yższą odpowiedź na dialog 
Hozjusa, doszła go druga publikacja biskupa warmijskiego, ró- 
wnież })rzeciwko niemu w wielu rozdziałach wymierzona. Z koń- 
cem 1557 roku ukazało się mianowicie długo przygotowywane 
ponowne wydanie pioti-kowskicgo Wy/nania, dwukr>. tnie większe 



') Opera 598. 

2) Opera H07-610, 619. 

') Opera 617. 



Ponowny atak w Wyznaniu włary 171 



objętością od pitM-wszeg:© z r. 1;');")^; do d;i\\ lu^iro opracowania, 
w litórem obecnie pewne rozdziały zostały bardzo rozszerzone, 
dodany został tom druy:!*), a cały ten rozrost przeważnie spo- 
wodowany został chęcią rozprawienia t<ię z Fryczową Księg-ą 
o Kościele. Główny atak mieścił się w rozdziale, omawiającym 
skład soboru pows/echnetic), w którym Hozjus w sposób t^wał- 
towny wystąpił f)rzeciwko mo/liwości dopuszczenia świeckich 
choćby samych monarchów do soboru, który zdaniem jego mógł 
wyłącznie składać się z biskupów. Polemizuje tam Hozjus wprost 
z Fryczem, z niezrozumiałych wzŁ^lędów przemilczając jego na- 
zwisko: nazyvA'a go stale Yaremundus -); ironicznie mianuje go 
dialektykiem, to znów wykrętnym rozprawiaczem lub papugą, 
powtarzającą niezrozumiałe słowa, i traktuje go jako heretyka, 
a w szczególności jako wyznawcę konfesji augsburskiej Rozpatrzy- 
wszy argumenty teologiczne Frycza, którym stara się przeciw- 
stawić własne, atakuje go Hozjus przedewszystkiem. jako bu- 
rzyciela istniejącego ładu społecznego. Frycz podnosił, że istnieją 
częstokroć osoby świeckie, wykształcone w teologji i godne do- 
puszczenia do soboru bardziej niż niejeden n'eświadom owych 
trudnych zagadnień biskup, — Hozjus przyznaje, że są tacy, 
ale odmawia im prawa jakiejkolwiek decyzji w sprawach ko- 
ścioła i religji, gdyż według ustalonego porządku hierarchicz- 
nego prawo to przysługuje jedynie biskupom; podobnież mog^ 
być osoby prywatne, bardziej obznajomione z prawem niż kró- 
lowie, książęta i sędziowie pełniący władzę: »(-zyż więc ty — 
zwraca się wprost do Frycza — , ponie\\aż uważasz się za mą- 



•) Najbardziej lozszerzone zoslaly rozdziały polemizujące z Fryczem, 
zwłaszcza r. XXIV »Sobór powszecłiny przedstawia kościół katolickie (da- 
wniej k. 41—44- in 4°, obecnie k. 27—40 folio) i r. LVI »o przeszkodach 
małżeństwa*. W tomie diugim także rozdziały LXI — LXXIV (k. 188—236), 
■dotyczące usprawiedliwienia przez wiarę i znaczenia dobrych uczynków, 
polemizowały z Fryczem. 

-) Dlaczego właśnie Vareinundus? Niepodobna wynaleźć historycznej 
ani tradycyjnej postaci tego imienia, której charakter lub postępowanie 
miałby Frycz przypominać. Zdaje się, że genezy jego raczej należy szukać 
w słownictwie niemieckiem, z którein Hozjus doskonale był obeznan}'. 
Podług Foerstemanna (Altdeutsches namenbuch I 1900 kol. 1133i 
1536) »munda« oznacza strażnika, »wara« — piawde, Yaremundus ozna- 
czałby tu zatem strażnika czy obrońcę prawdy, w znaczeniu oczywi- 
ście ironicznem. 



172 St. Kot: A. Frycz ModizewsUi 

dreg-o i obrotneg^o, no i poza wszystkiem także za prawnika, 
będziesz strącał króla czy księcia z jego tronu i sobie samemu 
uzurpował prawo jurysdylvcji, któreg-o ci nikt nie przyznał? 
czyż można pomyśleć lub powiedzieć coś niedorzeczniejszeg"o 
i bardziej nadająceg-o się do wywołania buntu wśród ludu 
przeciwko uprawnionej władzy ?« ^)... »Czyż ty raczej w jakiemś 
rewolucyjnem usposobieniu nie chcesz torować drogi tyraństwu, 
gdy pasterzy z miejsc ich usuwasz, biskupów gwałtem z prawa, 
ich obrabowujesz i do uległości zmuszasz, a przynależną im ju- 
rysdykcję laikom usiłujesz przekazać ?« '^). W podobnym tonie, 
pełnym już to lekceważenia już to niebezpiecznych dla Frycza 
napomknień, mających nań zwrócić czujność władz, polemizuje 
z nim Hozjus w różnych ustępach sweuo Wyznania. 

Frycz, którego stałość w bronieniu własnych przekonań 
daleka była od zacietrzewionego kłótnictwa, nie miał zamiaru 
wdawać .się w polemikę z Wyznaniem; oświadczył też jeszcze 
przed dwoma laty, że nie będzie wogóle dotykał tego rodzaju 
konfesyj, nie widząc żadnej korzyści z polemik, które za to na- 
rażają go na ciężkie przejścia osobiste. I obecnie, w 1558 roku, 
doznał nowych kłopotów skutkiem nienawiści, jaką żywił dlań 
episkopat, stale drażniony przeciw niemu pr/ez Hozjusa, a zwła- 
szcza prymas Dzierzgowski i jego konsystorz, kierowany przez od- 
danego Hozjusowi i oddawna niechętnego Fryczowi kanclerza 
Dąbrowskiego. Ciągłe powtarzanie przez Hozjusa. jakoby Frycz 
był hersztem herezji w Polsce, i przypominanie, jakoby Frycz 
całość episkopatu traktował jako »głupców, tępych i kłodycc. 
wywierało wrażenie, tembardziej, że żaden z prałatów nie zadał 
sobie trudu sprawdzenia, czy istotnie Ho/jus zdania jego wier- 
nie przytaczał. Wreszcie w roku 1558 prymas, w którego die 
cezji Frycz dzierżył parafję, wziął się do niego et)ero-iczniej 
i ))odsądził plebaniej brzezińskiej, iż nie wierzył jako jego ko- 
ściół rzymski uczy ^i^ pozbawiając go dochodów z paratji. Man- 
dat królewski i glejt, wydany na sejmie warszawskim, zape- 
wniły mu swobodę osobistą, ale nie uchroniły pr/.ed zabraniem 
probostwa; prymas zresztą usiłował zlekceważyć dokumenty 



M ('oiifi'Ss:o 1557 U. .".2. 

2) Tamżfi k. 39. 

^) D/jonniKi .«cinióu' 1.^55 i 1558 str. 225 



odebranie pui-ufji brzi-zińskiej 173 

królewskie i t^ily mu je okazał osłużebiiik pana krako\vskiego« 
{Tarnowskieufo), odebrał je i odmówił zwrotu. Kiedy zaś szlacłita 
wraz z woźnym poszła do prymasa protestować w obronie 
Frycza, kanclerz arcybiskupi Dąbrowski żadnej apelacji dopuścić 
nie chciał, a nawet w wątpliwość podał autentyczność owych 
■dokumentów. Ostatni ślad pobytu Frycza w Brzezinach spoty- 
kamy w wspomnianej wyżej dedykacji Lutomirskiemu z 1 marca 
1558; parafję brzezińską niedługo potem wbrew woli patrona 
Krzysztofa Lasockiego nadał prymas księdzu Marjanowi Leżeń- 
skiemu. 

Nękany wciąż osobiście, uległ Frycz rozgoryczeniu, widząc, 
że najlepsze jego wysiłki i poświęcenie całej energji dla sprawy 
jedności kościelnej ściągają nań li tylko ciosy. Wiedział, że 
gdyby zamiast pracować próżnował i używał wygód, biegłoby 
mu życie spokojnie i dostatnio. Zwłaszcza dotkliwie odczuł po- 
sądzanie go o chętki tyrańskie i zapędy wywrotowe. Nie mógł 
zrozumieć, że koledzy lat jego młodych, z którymi wspólnie 
chował się, rósł i kształcił w szkołach chrześcijańskich, w ko- 
ściołach rzymskich, w Rzpltej polskiej, okazują zupełny brak 
łagodności i wyrozumiałości w tak trudnych do roz\viązania 
sprawach jak religijne, że przynależąc do jednego obozu, krzy- 
wdzą zwolenników drugiego, usiłują pozbawić ich dobrego imie- 
nia, majątku a naw'et życia. Jemu tego rodzaju skłonności były 
całkowicie niezrozumiałe i obce. »Nietylko natura takim mnie 
ulepiła — wyznaw^ał — , lecz i jakie takie nauki pouczyły kie- 
rować się zawsze łagodnością i litością a wzdragać się przed 
srogością i okrucieństwem«. Zwłaszcza dziwił się Hozjusowi, 
tak wykształconemu i uczonemu, że widząc niesłychaną roz- 
bieżność mniemań u najuczeńszych w świecie, zamiast współ- 
czuć temu rozbiciu, atakuje przeciwnika jadowatem piórem, 
•oskarża wobec rodaków w Rzymie i, co sił starczy, nastaje na 
bezpieczeństwo jego życia i mienia V)- 

W takiem będąc usposobieniu, nie myślał o nowej pole- 
mice z Hozjusem, ale nalegania wpewnych pierwszorzędnych 
mężów« skłoniły go do wzięcia za pióro; bał się zarzutu, że 
zastraszony groźbami opuszcza obronę dobrej sprawy, ł)ędącej 



1) Opera 639-640. 



1 



174 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

właśnie u zwrotneg'o panktu ^). Ci pierwszorzędni mężowie wy- 
chodzili zapewne z gTona duchownych; zapewne liczył się do 
nich Uchański, od kilku miesięcy nie mogący objąć biskupstwa 
kujawskiego z powodu oporu papieża, oraz Paweł Głogowski, 
wysoko wykształcony i ruchliwy kanclerz kapituły płockiej,, 
współkolega Frycza i Hozjusa z ławy uniwersyteckiej i później, 
związany z Fryczem ścisłą przyjaźniąc). 

Częścią dla odparcia krytyki Hozjusa, częścią zaś dla wy- 
łuszczenia osobistego stanowiska opracował Frycz »Obronę tego,, 
en dawniej napisał o soborze powszechnym, o usprawiedliwieniu 
chrześcijańskiem, o zasługach naszych uczynków i o tem, że 
liapłan raczej winien unikać rozpusty niż małżeńst\va« i dedy- 
kował ją z Krako\Aa 1 czerwca 1558 Pawłowi Głogowskiemu 2). 
»Obrona« składa się z przedmowy i czterech traktatów, stoso- 
wnie do zagadnień w tytule wymienionych, a kończy ją obszerna 
))Apostrofa« do Głogowskiego, w której autor streszcza własną, 
ewolucję religijną, podobnie — a tylko znacznie swobodniej — 
jak to w r. 1556 uczynił w liście do Pawła IV, ora? poddaje^ 
ocenie stosunek Hozjusa do pracy sv\ego życia. Przypomniawszy 
Głogow.-^kiemu wspólne przeżycia z czasów studjów, kiedy to 
nadeszły do Krakowa pierwsze odgłosy wystąpień Lutra, opi- 
suje Frycz rozszerzanie się nauki Lutra w latach poprzednich 
zagranicą i w Polsce. 

» Kiedy do nas przywożono pisma mężów^ uczonych i wy- 
mownych, któżby ich się nie dotknął? Budziła w nas skrupuły 
bojaźń klątwy papieskiej, lecz ponieważ zakazy tego rodzaju 
podobnie jak inne sprawy w wątpliwość podano, czy mają ja- 
kowe znaczenie czy nie, nie mogliśmy się pohamować od czy- 
tania, co wpadało do ręki. Jednak początkowo wstrzymywaliśmy 
się od godzenia się na te nauki. Trudno bowiem wyzbyć się da- 
wnych wiar, które się wchłonęło prawie że z mlekiem matki, 
w których [)rzodkowne nasi — jakeśmy to dobrze wiedzieli. — 
żyli i do ostatniego tchnienia dotrwali. Jednakże z czasem, jak 
ci, co wiele po słońcu chodząc ogorzeją, chociaż przechadzali 



•) Op.-631. 
2) Op 665. 

8) Opera 631—666. »Obioiiy« obydwie weszły jako dodatek do Księgi 
drugiej o Kościele w skład zbiorowego wydania dziel Frycza z r. 1559. 



Apostrofa do Głogowskiego 175 



się nie celem opiileiiia su>, t;iU też w iniar(} jak uważniej roz- 
czytywałem się we wspomnianych księyach dla poznania ich, 
musiało przyjść do iclto nieuchronnie, że dawne przekonania 
we mnie się. nadwątliły a zakiełkowały nowe. Wprawdzie do 
tych nowych poglądów niŁ2:dy tak nie przyltifnąłem, iżbym je 
miał wyznawać albo podług- nich żyć: żyłem naog-ół podług- 
zwyczajów odziedziczonych. Tak samo jak pozostaję w Rzpltej, 
w której niewszystkie prawa aprobuję a główszczyznę nawet 
przez ogłoszone publicznie pisma atakowałem, podobnież nie 
przesiałem należeć do kościoła, którego nauki ani obrzędów 
w całości uznawać nie mogę« ^). 

Frycz zdawał sobie sprawę z odrębności i samodzielności 
swego stanowiska religijnego: wNiezawsze to piszę, co by się 
wszystkim podobało; któżby to bowiem podołał wobec takiej 
niezgody obozów! Niektóre poglądy moje potępiają luteranie, 
inne papieżnicy — stąd ani jedni ani drudzy nie zaliczają mnie 
do swych szeregów«. Ale na opapieżników" bardziej był roz- 
żalony za to, że niektórzy z nich prześladują go z oczywistej 
zawiści, i tu wyliczył przed przyjacielem młodości cały szereg 
swych pretensvj do Hozjusa, unikając wymieniania jego nazwiska. 
Żali się na obelgi i przezwiska (Yaremundus), któremi go obsy- 
puje, na oskarżanie go w Rzymie, na wzywanie władz przeciwko 
niemu-), a przedewszystkiem oburza się na autorytatywność 
biskupa warmijskiego: napisał on » Wyznanie wnary« dowolnie 
i stronniczo i nadawszy mu miano prawowiernej konfesji wiary 
katolickiej oraz firmę synodu, mści się na Fryczu za to, że 
ośmiela się krytykować jego poglądy, usiłuje go piętnować 
jako heretyka, odmawia mu miana katolika i prawowiernego. 

^Apostrofa do Głogowskiego« wybornie maluje ewM)lucję 
religijną Frycza i wyjaśnia psychologję jego napozór niezrozu- 
miałego stanowiska względem kościoła. Frycz bowiem szczerze, 
jak to zaw^sze miał odwagę czynić, podaje motywy swego po- 
stępowania: on istotnie do owego czasu z kościołem rzymskim 
nie zerwał, do żadnego z organizujących się wyznań nie przy- 
stał, w żadnym synodzie nowowierczym udziału nie' wziął, 



') Op. 662. 

2) >Vitio vertunt praesidibns, qui ne conU-a levissimum homuncioneni- 
(me indicantes) aliquam jurisdictionem exsrcere audeanta (Op. 665). 



176 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



a z kościoła, w którym się urodził i wychował, nie chciał dać 
się wyrzucić, jakkolwiek duchowo był mu przeważnie obcy. 
Spodziewał się wciąż, że przyjdzie do reformy, która urzec z,y- 
wistni zasadnicze jego pragnienia i rozłam załagodzi. Przeko- 
nanie takie dzieliło z nim wiele wybitnych osobistości tak świe- 
ckich iak i duchownych, wśród których po śmierci Drohojow- 
skiego na pierwszy phm wysunął się Uchański. 

Ale w tym właśnie 1558 roku nadzieje Frycza bardzo ^ię 
zachwiały i gwałtownie słabnąć poczęło przekonanie, iż Rzym 
zgodzi się na najpilniejsze przynajmniej reformy. Przyczyniły 
się do tego zajścia z Uchańskim. Niedługo po śmierci Droho- 
jowskiego otrzymał on z rąk króla biskupstwo kujawskie; znane 
jego sj mpatje reformacyjne nietylko nie stanowiły przeszkody 
w awansie z ubogiej stolicy chełmskiej na dostatnią włocławską, 
ale bodaj one to właśnie wpłynęły na nominację królewską. 
Zygmunt August, licząc się z atmosferą szlachty i sejmu, a za- 
pewne także ztrodnie z w^łasnem usposobieniem zdecydował się 
wynieść Uchańskiego, otwartego zwolennika minimalnego pro- 
gramu reformacji polskiej, z którym do Rzymu jeździł Stanisław 
Maciejowski. Po linji politycznej króla leżało wzmacnianie wśród 
episkopatu tego kierunku, który skłaniał się do ustępstw- wobec 
ducha czasu i życzliwie był widziany w kole poselskiem oraz 
u wpływowych senatorów. Ale papież Paweł IV, stanowczy 
przeciwnik wszelkich ustępstw, umacniany nadto w niechęci do 
Uchańskiego przez Lipomana i królowie Bonę, odmówił zatwier- 
dzenia go na nowej stoHcy biskupiej. Król stanął twardo przy 
swojej decyzji, kapitule włocławskiej rozkazał oddać dobra bi- 
skupie Uchańskiemu i nalegał, aby nominat jaknajprędzej objął 
diecezję^). Najwybitniejsi senatorowie jak Tarnowski i Tęczyń- 
ski a nawet tak znani katolicy jak Maciejow^ski i kanclerz Ocie- 
ski podtrzymywali króla w jego stanowczości: zdawało się, że 
wraca żyw^y jeszcze w świadomości ówczesnej okres walki Ka- 
zimierza Jagiellończyka z papieżem o prawdo obsadzania stolic 
biskupich, dających zarazem krzesło w polskim senacie. Opór 
papieski podniecał umysły w Polsce, odstręczając naw^et nie- 
zdecydowanych od polityki kurji, i dawał jaskrawy dowód am- 
bicyj politycznych i nieustępliwości Rzymu: Uchański miał po 



») Wierzbowski Uchansciana V 149. 






Traktat o prymacie papieskim 177 

-swej stronie poparcie wszystkich c/yiiiiikńw wpływowych w Pol- 
sce i narażony na opór odleL^łych Uurjalistów, nie znających 
stosunków w Polsce i nieznanych w niej nikomu, rozważał 
śmiałe phiny zerwania z Rzymem. Dla dygnitarza kościelnego, 
pomimo sympatji ku reformie stojącego dotąd na gruncie do- 
gmatów katolickich, był to krok niełatwa; sam jeden nie byłby 
się nań odważył, chociaż za wolą królewską i milczącą aprobatą 
innych biskupów decydował się na ingres do diecezji. Chwila 
jednakże sama nadawała się do poruszenia sprawy zależności 
€^piskopatu kościelnego od Rzymu i zbadania autentyczności 
•zwierzchnic/ych praw, na których papież opierał swe wyma- 
gania posłuszeństwa i przysięgi od biskupów. 

Sprawą tą zajął się traktat kościelno-polityczny »0 pry- 
macie papieskim «, który ukazał się podczas najbliższego sejmu, 
bez wymienienia autora i miejsca druku i). Drukarz, niewątpli- 
w^ie pińczowski Daniel z Łęczycy, zaznaczył na karcie tytułowej, 
że »autorem jest mąż pewien pobożny i uczony«, oraz że tra- 
ktat powstał w październiku r. 1558. Jakkolwiek nie istnieją żadne 
świadectwa zewnętrzne w tym względzie, traktat należy przy- 
pisać Fryczowi, poglądy bowiem w nim zawarte, sposób dowo- 
•dzenia, dobór argumentów i styl w każdym szczególe wskazują 
ponad wszelką w^ątpliwość na utwór jego pióra. 

Na wstępie określa autor jako źródło wabsolutnej i tyrań- 
skiej władzy papieża« potrójne uroszczenie, że cały kościół ma 
słuchać dowolnych zarządzeń papieskich jak wyroczni boskich, 
że papież może wedle woli rozporządzać królami i państwami 
i że może, kogo chce, przeznaczać na szczęście wieczne lub 
.potępienie w życiu przyszłem. Celem rozprawy jest wykazanie, 
że uroszczenia owe nie mają żadnej podstawy w asłowie bo- 
izem« ani w najstarszej tradycji kościelnej. Rozpatrzywszy dro- 
l)iazgowo odpowiednie ustępy Pisma Św., zwłaszcza słynne 
miejsce z ewangelji św. Mateusza XVI, 18— 19 (Ty jesteś Pio- 
trem -,opoką itd.), na którem opiera się nauka katolicka o pa- 



') »De primatu Papae. Aiitore ąuodain pio et erudito viro. Huic ac- 
cedit formuła iurisiurandi, quod per Episcopos Kegni Poloniae Papae 
praestari solet, brevissimis commentariis iUustratum. Mensę Octobri MDLVIII« 
mała 16*. 

■«t. Kot : A. Frycz Modrzewski. ^^ 



178 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski m 



pieskiej władzy kluczów, oraz przytoczywszy świadectwa Ojców 
kościoła, Św. Hieronima, Augustyna, Cyprjana i Grzegorza, do- 
chodzi do wniosku, że cała teorja o z"wierzcłiniczej władzy bi- 
skupa rzymskiego jest wymysłem podcłilebców i żądnycti pano- 
wania papieży czasów późniejszych. Autor nie zaprzecza po- 
trzeby papieża jako pierwszego biskupa w kościele, widomego 
przedstawiciela i rozjemcy w sporach między biskupami, ale 
odmawia mu prawa narzucania swej woli innym biskupom 
i mieszania się do spraw świeckich i politycznych. Papieże, 
którzy prowadzą wojny, kłócą między sobą monarchów, zakazują 
wiernym czytania Pisma św. w języku ojczystym, wyciągają 
złoto z wszystkich krajów, utrudniają zebranie się soboru po- 
wszechnego, są w jego oczach wrogami religji a nieomal anty 
chrystami; w interesie zbawienia własnego musi się każdy 
chrześcijanin od nich odwrócić, na taką drogę zejść mogło pa- 
piestwo jedynie przez barbarzyństwo i zabobonność poprzedniej 
epoki. 

Do szczególnych nadużyć papieży zalicza autor broszury 
uzurpowanie sobie przez nich władzy nad osobami świeckimi 
i duchownymi, zwłaszcza nad biskupami. wJakimi więzami — 
pisze ^) — papież przykuł do siebie biskupów, widać z przy- 
sięgi, którą zwykli mu składać: jest ona tego rodzaju, iż ust 
nawet otworzyć im nie wolno przeciwko biskupom rzymskim, 
lecz obowiązani są strzec ich godności, jacy kolwiek !?ą, i wszystkie 
tajemnice im odkrywać«. Biskupi też naśladują papieży w zdo- 
bywaniu sobie władzy świeckiej, pozostawiając obowiązki du- 
chowne swego urzędu wikarjuszom i sufraganom. W Polsce 
zwłaszcza rozpanoszyli się w senacie, zajmują się sprawami 
wojen, pokoju, zamków, byle tylko nie kościoła; prócz sukni 
biskupiej i głowy podgolonej niczem nie różnią się od panów 
świeckich. \^' państwie tw^orzą państwo własne, samowolnie 
odbywają zjazdy, wykluczając świeckich, chociaż sami mieszają 
się w wszystkie sprawy polityczne, i za to każąc sobie dobrze-- 
płacić. Za wzorem Wenecji należałoby ich i w Polsce odsunąć 
od polityki i poddać urzędom państwowym, aby nad wszyst- 
kimi był jeden król i jedno prawo. 

Myśli przewodnie broszury ))0 prymacie papieskim « sąi 



') k. E, 



WspuidsiułaniH 2 ( Jrzei-howskiin 179 

oczywistą kontyiiimcj.^ poŁrlądów, \vyrażt)nych priez Frycza 
w traktacie »0 stanach w kościele« pr/eshinyin Pawłowi W. 
Już tam mieściły sitj główne ari^umenty przeciwko prymatowi Vi, 
które obecnie zostały systematycznie rozwinięte i przystosowane 
dl) aktualne!ji:o naprężenia między IV)Iską a IJzymem. Broszura 
niniejsza powstała zapewne w ścisłem porozumieniu z Uchań- 
skim, w którego interesie leżało uspokojenie króla i senatorów 
kaiolickich, iż przez zerwanie z papieżem nie wchodzą w sprze- 
czność z słowem bożem, a zara/em zwrócenia ich uwagi na 
szkodliwą dla państwa zawisłość episkopatu od Rzymu. Ze P'ryc/ 
wierny swoim poglądom potępiał rozpolitykowanie biskup(')W 
i zaniedbywanie przez nich obowiązków religijno-kościelnych, 
to nie /wracało się przeciw Uchańskiemu osobiście, który uważał 
się za gorliwego pasterza diece/ji. 

Dlaczego Frycz wbrew zwyczajowi nie położył na bro- 
szurze swego nazwiska, jeśli był jej autorem? Może została 
wydana nie pod jego okiem, może rękopis zasadniczo nie był 
do druku przeznaczony, ale najbardziej prawdopodobnym mo- 
tywem była obawa nowego prześladowania ze strony episko- 
patu. Frycz już wobec papieża Pawła IV podkreślał, iż świadom 
jest drażliwości kościoła na punkcie władzy papieskiej, z którą 
wiąże się cała organizacja hierarchiczsia^); przyznanie się do 
autorstwa tak niebezpiecznej dla Rzymu rozprawy byłby za- 
pewne przypłacił nowemi przykrościami. 

Mimo całej ciętości i siły argumentacji pisał Frycz o pry- 
macie papieskim spokojnie i bez obelg; to też wywody jego 
bledną wobec drugiego traktatu, który wydawca zamieścił 
w tejże broszurze a który, nie zapuszczając się w zasadnicze 
roztrząsania, z namiętnym patosem żądał wydalenia biskupów 
polskich z senatu i oskarżał ich o zdradę ojczyzny jako szpiegów 
obcego mocarstwa, Rzymu, związanych przysięgą do walczenia 
przeciw własnemu królowi w razie, gdyby popadł w konflikt 
z papieżem. Na czele w całej rozciągłości podany został tekst 
przysięgi, złożonej papieżowi przez prymasa Dzierzgowskiego, 
jako najbardziej obciążający dowód, iż biskupi polscy więcej są 



») Op. 567- 575 i inne. 
«) Op. 592. 

12' 



]^30 ^''- ^'^"*'- ^- f^rycz Modizewski 

otldani Rzymowi niż ojczyźnie. Autorem tego namiętnego ))obja- 
śnienia przysięgi« był Stanisław Orzecliowski. 

Gdy w następstwie akcji Lipomana papież odmawiał 
Uchańskiemu konfirmacji na biskupstwo a Frycza wyrzucał z po- 
siadłości kościelnej. Orzechowski przeżywał okres największego 
rozgoryczenia przeciw kościołowi rzymskiemu Przyjaciele znali 
jego »Rozbrat z papieżem rzymskim«; niedawno zaledwie po- 
wstrzymał go Uchański od ogłoszenia tego pamfletu. poczem 
odwrót jużby stał się dlań niemożliwy '). Wzburzony na Rzym 
i biskupów polskich, którzy go na synodzie łowickim poświęcili 
pod naciskiem Lipomana, Orzechowski również może w jakiemś 
porozumieniu z Uchańskim przygotował swoją inwektywę na 
sejm piotrkowski. Przesada w zarzutach i gwałtowność t(mu nie 
znalazła uznania u Frycza: mimo niechęci do ześwieczczałych 
biskupów nie posuwał on się do piętnowania ich jako zdrajców 
ojczyzny i obcych szpiegów — o szpiegostwo na rzecz Rzymu 
posądzał co najwyżej inkwizytorów papieskich 2). 

Wywody Frycza i ataki Orzechowskiego, mające się wkrótce 
ukazać drukiem w jednej broszurze, padły na grunt jaknaj bar- 
dziej podatny dla ujęcia się za Uchańskim. Na najbliższym sej- 
mie, który 5 grudnia rozpoczął obrady w Piotrkowie, sprawa 
uniezależnienia kościoła polskiego z pod zwierzchnictwa papie- 
skiego odegrała wybitną rolę, kwesija zaś pr/ysięgi, składanej 
papieżowi, stała się głównym motywem ataków na episkopat. Jak 
w r. 1552, tak i obecnie rozwinął Orzechowski pełnię energji w oso- 



1) Jesienią 1557 roku por. Korzeniowski Orichoviana str. 490. 

2; Opinję swą o tym ataku Orzechowskiego wypowiedział Fryc2 
w cztery lata później, gdy go Orzechowski publicznie oskarżył o odbie- 
ranie stanowi biskupiemu wraz z papieżem jego godności. oJakżebym 
chciał robić to biskupom, o których wiem, iż są dziećmi ojczyzny, sena- 
torami Rzpltej i naczelnikami świętego sianu? Jeśli kogo pragnę poprawić 
czyż tego chcę strącać z jego stopnia? Nie leży to w polskiej krwi dążyć 
do usuwania kogokolwiek ze współrodaków w Rzpltej lub do strącania 
go z jego stopnia. Ty pierwszy Rusinie z gór karpackich, jak sam powia- 
dasz, nazwałeś papieży zakałą, największą hańbą kleru, biskupów — zdraj 
canii państwa, wrogami ojczyzny i szpiegami, kanoników i gromady mni- 
chów — spiskowcami przeciwko królowi. Czyżbyś już tych wyzwisk ża- 
łował?... Bo ja, nie umiejąc siedzieć na dwóch stołkach, jestem tego zdania 
<50 zawsze, a mianowicie, iż tego, co uczciwe i potrzebne, nie należ} 
niszczyć w razie nadużyć, ale raczej poprawić*. (Orich. k. Fg). 



Sprawy Uchańskiego i Frycza na sejmie 1559 r. 181 

bistej af^itacji: grorący swój skrypt odczytywał na zebraniach 
i przy biesiadach, rozsyłał w odpisach, popierał przeniówienianni. 
Frycz z naocznej obserwacji przypominał później Orzechowskiemu 
następujący obraz: wpamiętasz jak przy stole pewnetro znako- 
mitesro męża (zapewne Tarnowskieą-o), grdzie i ja byłem, w tłum- 
nem towarzystwie za[)ytałeś członka stanu duchownego, po 
czyjejby stanął stnniie, przy papieżu czy przy królu, gdyby 
w jakiej sprawie przyszło między nimi do sporu i walki A gdy 
on ociągał się z odpowiedzią, nacierałeś nań ostro, aż wreszcie 
pod twym natrętnym naciskiem dał ci odpowiedź, wolę nie 
przypominać jaką... Z tego rodzaju mów twoich i pism popę- 
dliwsi wzięli pochop do podkreślania, że w interesie Rzpltej 
leży. aby duchowieństwa nie dopuszczać do narad publicznych 
ani przyznawać im miejsc w senacie... « ^j. \\' ciągu tej agitacji 
broszura ))0 prymacie papieskim« wraz z dodatkiem Orze- 
chowskiego wyszła drukiem. 

Sprawa zale/.ności od Rzymu w związku z losem Uchań- 
skiego była isiotnie treścią najefektowniejszych mów przywód- 
ców izby poselskiej, mianowicie mowy Jarosza Ossolińskiego 
w dniu 16 stycznia 1559, Stanisława Stadnickiego dnia 24 sty- 
cznia, oraz przemówienia marszałka izby, Mikołaja vSienickiego, 
przy wręczaniu królowi recesu sejmowego w dniu 2 lutego. 
Bezpośrednim skutkiem tych wystąpień było złożenie przez bi- 
skupijw w ręce króla przysięgi senatorskiej, której dawniej nie 
składali. Przy rozprawach senatu nad sprawą zależności od pa- 
pieża Uchański zachowywał się dyskretnie, orzekając w^ymija- 
jąco: ')[)óki ojciec święty... super cathedra Petri będzie chciał 
uozyć i rozkazować to, co Piotr i inni apostołowie rozkazali, 
tedychmy go pow^inni słuchać, wedle nauki boskiejcc^j. Uchański 
dopiął też tego, że izba poselska w swym recesie upomniała 
się o jego sprawę, stawiając ją na zasadniczym gruncie unie- 
zależnienia kościoła polskiego od zwierzchnictwa Rzymu. Sie- 
nicki sformułował ją bowiem następująco: ».-\ iż tego u ^^^ K. 
Mci prosimy, aby księża biskupi renuncjować raczyli tym przy - 
sięuom papieskim, które okazowaliśmy być tak szkodliwe bardzo 
Rzpltej. tedy widziemy teraz, że jeno dla tego samego ksiądz 



') Orich. 1{. F5. 

-) Dzienniki sejmów str. 208. 



182 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

biskup kujawski spokojnego dzierżenia w daninie od W. K. Mci 
jeszcze nie ma. Tedy panowie posłowie pokornie proszą, aby 
już W. K. M. authoritate sua to uczynić raczył, aby ksiądz; bi- 
skup kujawski stateczny pokój a dostateczną administracją 
sweQ:o urzędu miał. A to wszystko coś W. K. M. z radą i z przy- 
zwoleniem ich m. panów rad uczynić raczył na biskupstwo 
kujawskie, to wszystko abyś W. K. M. vigore constitutionis con- 
ventus konfirmow^aó i aprobować raczył, na wszystkie czasy 
■w niocy pozostawując, także i innym na potym biskupom« i). 
W odpowiedzi na to król dał Uchańskiemu formalne zezwo- 
lenie na objęcie diecezji, ignorując zakaz papieski. 

Xa tymże sejmie piotrkowskim poruszona także została 
sprawa Frycza. Użalił on się przed szlachtą na pozbawienie go 
parafji brzezińskiej przez prymasa, wobec czego przy spisywaniu 
wszystkich »;ingaryj«, jakich szlachta doznawała od jurysdykcji 
biskupiej, posłowie województwa łęczyckiego w dniu 19 stycznia 
ujęli się za krzywdę, wyrządzoną Fryczowi. Powołując się na 
uchwałę piotrkowską z r. 1555, »iż ci, którzyby inaksze mnie- 
manie rozumieli być o kościele rzymskim a niż kościołowi bo- 
żemu co przyczytano być miało, a zarzuciwszy rzymskie ustawy 
naśladowali światłości wiekuistej prawdy a słowa Krystusa mi- 
łego, mieli być w pokoju zachowani od jurisdiciej ich m. panów 
duchownych aż do jakiego postanowienia w Koronie Jego K. 
IMci przez concilium nationale«, oskarżali urząd arcybiskupi — 
prymasa Dzierzgowskiego osobiście nie atakując, gdyż tego dnia 
rano nadeszła wiadomość o jego śmierci — , że wbrew tej 
uchwale »mocą a uporem, bez rozsądku słowa bożego« Frycza 
))jako niegodnego tego urzędu pasterskiego odsądził i pro wenty 
wszystkie jemu z tej plebaniej odjął« *), a mandat królewski 
i glejt zignorował. Zapewne jednak nie było widoków odzyskania 
Brzezin dla Frycza, gdyż skargi i mowy szlachty w dalszym 
ciągu obracają się już tylko naokoło odmówienia tej paratji 
księdzu Marcinowi Tarnowskiemu, przedstawionemu przez Krzy- 
s/.tola Lasockiego ^). 

Przez odebranie probostwa stracił Frycz pewne dochody, 



') Dzienniki sejmów .str. 267—268. 

*) Dzienniki ."^tr. 225. 

») Dzienniki sir. 226, 233-235. 



I 



Przyjaźń z Uchańskim 183 



od/yskał jednak w wy/szym stupniu niezależność osobista, jako 
»venerabilis praopositusc bowiem podległy był jurysdykcji arcy- 
biskupiej, która clioć od sejmu do sejmu /awieszana, jednakowoż 
Av pewnej mierze groźną dlań chwilami bywała. Spadły również 
z nieg:o krępujące więzy święceń mniejszych, tak że obecnie miał 
swobodę wejścia w /wiązki małżeńskie. l*o pewnym też czasie, 
zdaje się dopiero w roku 1560, ożenił się z szlachcianką Jadwigą 
Kamieńską 

I*ozbawi()ny Brzezin. })rzebywał odtąd wyłącznie w Wol- 
borzu, bliżej jeszcze zacieśniając stosunki przyjaźni z Uchańskim, 
który z rozkazu królewskiego objął biskupstwo i w marcu 1559 
zjechał do Wolborza na stały pobyt. Gdy dawniej po opuszcze- 
niu Krakowa stykał się Frycz z nim dorywczo, przedewszyst- 
kiem na sejmach, odtąd zbliża się doń całkowicie. Dzieli z nim 
myśli i plany, pozostając niedaleko jego boku, póki Uchański 
zajmował biskupstwo kujawskie, a i później, gdy przeniósł się 
ina stolicę prymasM, obustronny związek trwa prawie nierozluź- 
niony. Zewnętrzne warunki nie były zdolne rozerwać wzajem- 
nego szacunku i zaufania tych dwóch wybitnych indywidual- 
ności. Obaj się uzupełniali: Uchański, wysoki dostojnik, wpły- 
AA'owy polityk, obrotny prawnik, skrzętny administrator i w każ- 
dym calu praktyk, oraz Frycz, skromna osobistość, ubogi wójt, 
niepraktyczny gospodarz, głęboki filozof, teoretyk przedewszyst- 
lviem. Charaktery obydwóch nacechowane są rysem głębokiej 
powagi, objawiającej się tak w życiu jak w myśleniu. Mimo, że 
jeden był senatorem, przeznaczonym przez losy na pierwszego 
interrexaRzpltej a drugi autorem politycznej »Poprawy Rzpltej«, 
"W latach wolborskich umysły obydwóch głównie zakrzątnięte 
były zagadnieniem religijno kościelnem. 

Pozornie stać powinni byli na przeciwległych biegunach: 
biskup a niedługo prymas, oficjalna głowa urzędowego kościoła 
w Polsce z jednej strony, z drugiej - pozbawiony parafji kleryk, 
pierwszy propagator polskiej reformy na szeroką skalę, nauczy- 
ciel szlachty reformistycznej w zakresie obrzędów i dogmatów. 
Obydwaj byli jednakże dyssydentami w swoich obozach: Frycz 
zachował swą bezwzględną samodzielność wobec wszystkich 
doktryn protestanckich a zwłaszcza wobec powstających nowych 
organizacyj kościelnych, Uchański odbiegł w swych poglądach 
i planach rcforraistycznych jak najdalej od ortodoksji rzymskiej. 



184 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Godzili się całkowicie na konieczność reform i usunięcie nad- 
użyć w kościele, żądając cofnięcia szeregu praktyk kościoła^ 
rzymskiego, jako nieuzasadnionych w Piśmie św. i najstarszej- 
tradycji chrześcijańskiej, uznawali możliwość błędów w kościele- 
a za pierwsze kryterjum wiary uważali Pismo Św., zwalczali 
przyjmowanie autorytetu powszechności przez kościół rzymski,, 
zacieśniony do jednego tylko z pierwotnych patrjarchatów i od^ 
pychający od siebie kościół wschodni, ubole^wali nad rozłamem 
religijnym wieku XVI i usiłowali przyciągnąć odszczepionycli 
z powrotem do jedności a powrót ten pragnęli ułatwić prze/, 
usunięcie z kościoła urządzeń, najbardziej protestantyzm drażnią- 
cych; za najlepszą drogę do przywrócenia jedności, porządku 
i karności uważali sobór powszechny, na którym i protestanci 
swoje postulaty mogliby wytoczyć i na którym decyzja !?poczy- 
wałaby w ręku osób świeckich na równi z duchownymi; zniechę- 
ceni do zwierzchniczej władzy papieża dążyli do decentralizacji 
i autononiji kościołów w poszczególnych państwach, nie lękając 
się wzmocnienia wpływu państwa i króla na sprawy kościelne — 
stąd plany ich i myśli przez szereg lat zgodnie krążyły naokoło- 
ideji soboru narodowego a poniekąd także narodowego kościoła. 

Obydwaj wzajem szanowali swą wiedzę i bystrość sądu,, 
to też przy wspólności poglądów i charakterów wzajemnie na. 
siebie silny wpływ wywierali: Frycz utwierdzał Uchańskiego 
w niechęci do ortodoksyjnej hierarchji, w dążności do reform 
i ustępstw w duchu łagodnego protestant^^zmu, oraz w poczuciu 
tolerancyjności wobec ruchów nowowierczych — Uchański ha- 
mował Frycza od zbyt ostrych na zewnątrz wystąpień, które- 
by go radykalnie musiały odciąć od kościoła, i wstrzymywała- 
go od zasklepienia się w ciasnych organizacjach ówczesnych 
zborów reformistycznych. W pełne m zaufaniu obaj przyjaciele 
wspierali się wzajemnie: Uchańskiego ani upomnienia Rzymu 
ani żądania kapituły ani nacisk gorliwców nie zdołały skłonić- 
do odtrącenia przyjaciela; Frycz, stojąc przy nim, poświęcał wi- 
doki Wielkich wpływóvA' w ruchu protestanckim, któryby mu 
jak \\'(jlanowi mógł był przynieść dobrobyt, a równocześnie 
przez fakt swojej przyjaźni zjednywał Uchańskiemu powagę,, 
posłuch i popularność w obozie reformistycznym w kraju i za- 
granicą. 

Stosunek jego do Uchańskiego nacechowany był zupełną. 



Autoi-siwo Jedynej obrony Uchańskiejfo 18&- 

pod wziylędfm materjalnym bezinteresownością, jak wogóle sto- 
sunek jeŁTo do wielkich panów, do 'rarnowskieŁ,'-o, Sobockiego, 
Lutoniirskieu:o, Drohojowskieufo, Ossolińskiego, Stadnickiego. Cie- 
szył się ich przyjaźnią i względami, w chwilach krytycznych, 
korzystał z ich politycznej opieki, ale nikogo nie prosił o zasiłki 
ani jiirŁrclty, o które całe życie żebrał poniżając się zasobny 
Orzechowski, — stąd też nie uzależniał się od nikogo. Wogóle 
nie umiał zabiegać o korzyści materjalne; cechowała go w tym 
względzie szlachetna wrażliwość, korzystnie wyróżniająca go 
od ówczesnych literatów humanistycznych; rys ten towa- 
rzyszył mu od początku działalności publicystycznej, od pierw- 
szych mów przeciwko główszczyźnie, kiedy to zazdrośnicy po- 
sądzali go o ciągnienie jakichś zysków z pióra — zdaje się 
z dworu — , co z oburzeniem odpierał^). 

Wbrew wersjom, tu i ówdzie rozsianym, nie mamy ża- 
dnych autentycznych dowodów, jakoby Frycz poza wójtostwem 
trzymał jakiekolwiek inne majątki kościelne; co najwyżej chwi- 
h)wo wydzierżawiał mu Uchański jakąś rolę; nie jest też prawdą, 
aby był rządcą dóbr biskupich koło Wolborza 2). 

Z radą i poglądami Frycza liczył się Uchański poważnie. 
Czy używał jego współpracy w ciągu 1559 r., układając swe ostre 
pisma przeciwko Rzymowi, niepodobna dziś stwierdzić. Literacka 
apelacja Uchańskiego do soboru powszechnego przeciwko wy- 
rokowi inkwizycji rzymskiej, pozywającemu go do Rzymu dla 
oczyszczenia się z zarzutów ))szału kacerskiej złością, nie do- 
chowała się do nas. Hozjus, który ją w Rzymie czytał, wyrażał 
wobec Kromera przekonanie, może słuszne, że autorem jej był 
Frycz 3). Komentarz zaś jego do tekstu inkwizytorskiego pozwu, 



*) W przedmowie do Sobockiego (Oratio tertiu de homicidio k. Aj). 

2| Knapinslii (str. 48) i Wierzbowski (Uch. V HIO) sądzą, że 
hyl rządcą dóbr Uchańskiego kofo Skierniewic — ale to odnieść należy 
do innej osobistości z rodziny Modrzewskich. 

Informacja nuncjusza Caligariego z r. 1579 (Epistolae et acta 1915 
wyd. Boratyńslci str. 230), jakoby Uchański trzymał Frycza przy swoim 
boku aż do śmierci («ha tenuto Fritio heresiarca in sua casa fin che visse») 
nie znajduje znikąd potwierdzenia; powstała ona na podstawie tradycji 
o zażyłych stosunkach Frycza z prymasem. 

») »Ego vero credo, quod etiam in conclavi iam sit eius appellatio 
lecta. — Yidetur hic homo medium sextuin sensum habere. Mirum, ni sit 
a Fricio scripta haec appellatioa — Rkps Bibl. Jag. Nr. 60 str. 165 -170. 



186 ^^t. Koł: A. Frycz Modrzewski 

zatytułowany: » Jedyna obrona, prawda boża, księdza Jakóba 
Uchańskiego przeciw pozwowi księży zawieśników rzymskich 
badaczów«, powstały 9 lipca 1559, nie zawiera żadnych rysów, 
które by zdradzały autorstwo Frycza ^). Za to wpływ^ Frycza 
objawił się w całym kierunku kościelno- politycznej myśli i dzia- 



') T. Wierzbowski w dziele o Uchańskim (V 175 i nast.) rozwinął 
twierdzenie, jakoby części obrony Uchańskiego wyszły z pod pióra Frycza 
(sąd ten podziela Troskolański Zebrzydowski II 1(58). 

»Nie pomylę się zapewne — wywodzi Wierzbowski — , jeśli prz}- 
znam je Modrzewskiemu. Tchną one antykościelnym a raczej ant3katoli- 
cliim ducliem; odrzucają opaitą na tradycji hierarchję i zwierzchnictwo 
Rzymu; w nich znajdujemy takie wyrażenie o spowiedzi i pokucie, które 
nie mogło wyjść z ust Uchańskiego; w nich także powiedziano, że prawo 
stanowienia czegokoiwieic oi<oło religji mają »biskupowie i my uczeni lu- 
dzie*. Modrzewskiego uważam za współautora >Obrony<i dlatego, że t\lko 
on być mógł w danym razie tym »uczonytn« człowiekiem, że on tylko 
w ciągłych pozostawał z Uchańskim stosunkach i że on do pióra i do 
literackiej polemiki o podobnych kwestjach zawsze był bardzo skory. Kto 
wie nawet, czy nie on namówił Uchańskiego do dania tej piśmiennej i pu- 
blicznej odpowiedzi na pozew?* 

Ostatnie przypuszczenie co do inicjatywy i zachęty Frycza jest zu- 
pełnie prawdopodobne. Ale »Jedyna obrona*, w niczem nie zdradza jego 
sposobu pisania, owszem dość wyraźnie okazuje pióro i tok myśli prawnika 
i praktyka; ()rzylem cytaty z Fisma Św., których używa, nie należą do 
typowego zasobu cytatów Frycza w kwestji Rzymu i papieża. Powoływanie 
się na Pismo Św., Ojców kościoła i najstarsze sobory odpowiada całkowicie 
poglądom Uchań^^kiego (por. list jego do Hozjusa z 2 listopada 1555V, wy- 
rażenia o spowiedzi i pokucie są zbyt lakoniczne, ab\' na nich budować 
wnioski. 

Ustęp »Jedynej obronys, na którym głównie oparł Wierzbowski 
swoje twierdzenie brzmi: »A w rzeczach duchownych są też w Koronie 
Polskiej p'zełożeni chrześcijańscy, arcybiskupowie. biskupi, starszj' i my 
uczeni ludzie, na których po-^tanowieniu jako głów ną rzecz około wiary, 
tak i to co za nią idzie i dzieje się około mnie. przestawać będzie miało 
według Tecessu pospolitego przeszłego sejmu Piotrkowskiego i według ape- 
lacji i odezwania imieniem mojem i moich na bliższy sejm walny albo na 
'wolne bezpiecznego i przystojnego miejsca tego concilium chrześcijańskiego 
złożonegoł. (iiups łiibl. Jag. Nr. 5267, sir. 194). 

Zwrot: (>\ my uczeni ludzie* (sstarszy y my uczeny ludzie*), stano- 
wiący główną poszlakę autorstwa Frycza, polega li tylko na błędzie ko- 
pisty, oryginał mógł tam mieć tylko: »biskupi, starszy i inni uczeni 
ludzie*, konstrukcja bowiem całego zdania, jako wygłaszanego przez 
Uchańskiego w pierwszej osobie, wyklucza taką niespodzianą odnuanę 
podmiotu. 



wydanie zbiorowe daiel Frycza 187 

łalności llchańskietro a prze/eń nawet sięjrał wy/ej, do po- 
ghj(l('>\\ i polityki kościelnej ZyLrmunt;i Auuusta w pewnym okre 
sie lat. 

W ciąg-u roku 15Ó9 nadeszły do Polski wieści o ponownem 
zainteresowaniu się literacki^ pracą Frycza zag^ranicą. Obóz ka- 
tolicki zwrócił nań baczniejszą uwagę jako na niebezpiecznesfo 
przeciwnika i wcielił jego główne dzieło do indeksu ksiąg zaka- 
zanych. Po raz pierwszy znalazło się nazwisko jego w Indeksie 
lowuńsikim, wydanym w r. 1557 z rozkazu króla Filipa II; ma- 
gistrowie lowańscy potępili »Poprawę Rzpltej«, wymieniając jej 
v.ydanie krakowskie z r 1551^). Przy sporządzaniu w tymże 
1558 roku indeksu rzymskiego Paweł I\' zaliczył Frycza do za- 
kazanych pisarzy »pierwszej klasy«. 

W roku 1559, w sierpniu, doszło do skutku w Ba/yleji dawno 
przez autora oczekiwane zbiorowe wydanie pism, rozdzielonycłina 
trzy tomy razem oprawne z jednolitą paginacją 2). Wyszło w szacie 
okazałej, pięknym drukiem, zaopatrzone w szczegółowy spis (27 
stron) imion i rzeczy i wykaz miejsc z Pisma Św., komentowanych 
w tekście. Do dzieła dołączył Frycz swą korespondencję z Giustinia- 
nim a wydawca dodał dla pochwały autora wiersz nieznanego 
bliżej poety Jakóba Herteliusa, oraz list własny do Schillinga. 
Hertel w pięknym poemacie jambicznym, świadczącym, iż za- 
znajomił się z treścią »Poprawy Rzpltej«, wielbił przed Miko- 



') Fr. H. Ueusch Der Index der verbotenen Biieher 18S3 1437-438 

Widocznie z opinji ogólnej słyszano tam o opozycyjnem stanowisku 
Frycza względem oticjalnego kościoła i na jej podstawie, nie znając póź- 
niejszych edycji »Popra\vy<i, wcielono do spisu ksiąg zakazanych wydanie, 
nie zawierające właściwie niczego sprzecznego z nauką kościoła. 

W bibljotece uniwersytetu w Lowanjum znajduje się jeszcze dziś 
egzemplarz krakowskiej »Foprawy Kzpitej*, zapewne ten sam. który był 
podstawą wpisania autora na inrieUs; innych pism Frycza bibljoteka ta 
nie posiada. 

2) Karta tytułowa posiad;i jako główny tytuł »De liepublica emen- 
danda«, przyczem wymienia ogólniliowe tytuły reszty rozpraw. Niewia- 
domo, z jakiej racji nie został położony właściwy tytuł »Opera(i ani dla- 
czego na karcie naczelnej nie zaznaczono sTomus I«, jakkolwiek na dru- 
gim i trzecim numerację ich wymieniono, a w tytułach indeksów mówi 
się o sOperaa. Dla ułatwienia cytowano w niniejszej książce wydanie 
zbiorowe z r. 1559 nie jako »De Republica emendanda«, ale jako oOperao. 



188 St. Kot: A. Frycz Moclizewski 

łajem Dłuskim, siostrzeńcem Myszkowskich, bawiącym na stu- 
djach w Bazyleji, wymowę Frycza, równą Ciceronowej i Demo- 
stenesowej, i jego rady polityczne, mające Polskę ocalić od zgu- 
bnych skutków wadliwego ustroju. Poglądy polityczne Frycza 
stawiał Hertel wyżej ponad prace Solona, Likurga i Platona: 
gdy tamci jedynie wskazania natury ujęli w^ swem prawodaw- 
stwie, nie mogąc przeniknąć myśli boskiej, otulonej zasłoną 
wyroczni, Frycz z natchnienia Ducha św. przystosował wyma- 
gania naturalnej sprawiedliw^ości do słowa bożego, przyznając 
mu głos naczelny. Oporyn ze swej strony tłómaczy się z opóź- 
nienia druku przed światem uczonym, oczekującym z utęsknie- 
niem owej edycji Frycza, i powołując się na zdanie Giustiniana,, 
wyżej jeszcze ocenia »Poprawę R/pltej«: wPodług mojego sądu 
nie pojawiło się podobne dzieło nie od tysiąca lat, ale wogóle- 
od początku świata gie wydali niczego w tym rodzaju ani sta- 
rożytni ani nowożytnie. Przy tej sposobności Oporyn jako dru- 
karz to jest »publiczny sekretar^ Muz« uskarża się na świeży 
Indeks rzymski, który klątwami okłada i najuczeńszych auto- 
rów — wśród nich Frycza — i drukarzy publikujących ich po 
bożne dzieła^). 

Nie posiadamy tak obfitych źródeł jak z r. 1555, by móc 
śledzić wrażenie wywołane w Polsce przez nową publikację 
Frycza. Z fragmentów korespondencji Hozjusa wiemy, że jego 
zaciekawienie nie osłabło; bawiąc w Rzymie, dowiedział się 
o zbiorowem wydaniu od Kromera i zaczął doń szturmować 
o nadesłanie księgi. »Pragnąłbym, abyś mi posłał księgę Frycza 
zwłaszcza to, co pisał o Kościele« — prosił 2 grudnia 1559; 
»gwałtowhie pragnę dostać książkę Frycza, myślę bowiem o prze- 
druku Wyznania w Dylindze i możebym mimochodem w od- 
powiednich miejscach na niejedno odpowiedzałc — nalegał 
9 grudnia; »radbym obejrzeć księgę Frycza« — powtarzał 30 gru- 
dnia ^j; niestety w okresie, w którym żądane dzieło doszło jego 
rąk, urywają się listy, którehy nas mogły objaśnić o wrażeniu 
lektury. 



') 1'oemat Herteliusa i list Oporyna mieszczą się na pięciu ostatnich 
nieliczbowanych stronach wydania z r. 1559. 

2) iJkps Bibl. Jag. N-. GO str. 165-170, 607: Kkps Bibl. (jzart. Nr. 1619> 
sir. 811. 



Dotychczasowy stosunek do zboru inałupolskiego 189 

\ 111 
Zbliżenie się do kalwinizmu. Poiemika z Orzechowskim. 

Wydanieiu /biorowem pism zaniknął Frycz jeden okres 
swej działalności reformistyc/.no-kościelnej, zaczęty ))Mową o wy- 
słaniu posłów na sobór powszechiiy« z r. 1546. Istotą pracy 
jeŁTO z górą 20-letniej, dokonywanej w obrębie kościoła kato 
iit-kieg"o, było wpływanie na króla, senat i biskupów, aby spo- 
wodowali przeobrażenie organizacji i praktyk kościoła stosDwnie 
do wymagań nowej epoki, oraz polemika z obrońcami ustroju 
dotychczasowego, z konserwatywnymi poglądami, nie dopuszcza- 
jącymi zmian ani poprawy. Rezultaty tej pracy nie zadowalniały 
go: dostojnicy hierarchji kościelnej, wyjąwszy pewne jednostki, 
już to w działalności pojedynczej już to w decyzjach zbiorowych 
na synodach oparli się reformie, król nie zdecydował się na 
ujęcie sprawy reformy w swe ręce, on /aś sam, Frycz, za swe 
najlepsze intencje naraził się na prześladowania. 

Równolegle z jego działalnością publicystyczną rozwijał się 
w Polsce ruch protestancki i zyskiwał coraz to liczniejszych 
zwolenników wśród szlachty, rozlewając się coprawda płytko, 
ale szeroko. Protestantyzm polski odgrodził się od starego ko- 
ścioła i usiłował wzorem zagranicy wytworzyć sobie własną 
organizację kościelną, dobijającą się uznania przez państwo i pra- 
wo. W zakresie nauki i obrzędów sympatyzował Frycz bezwąt- 
pienia z powstającym kościołem małopolskim, widział w nim 
bowiem dążność do oparcia się na tych zasadach, które w swych 
pismach rozwijał; wszak/e tam bez wahania przyjęto »czyste 
słowo boże« za podstawę wiary a praktyki oczyszczono z tego 
wszystkiego, co w katolicyzmie jako naleciałości czy nadużycia 
krytykował. Jednakże do nowego kościoła nie przystąpił i w jego 
pracy organizacyjnej udziału nie brał, gdyż taki właśnie obrót 
wypadków podług jego zdania pogłębiał rozłam religijny, od- 
suwał widoki zreformowania się całego kościoła i rozwiewał 
marzenia o jedności. 

Dopiero doszedłszy do przekonania, że nadzieja reformy 
ogólnej coraz bardziej traci podstawy, zdecydował się Frycz na 
zbliżenie się do organizacji protestanckiej i wzięcie przynajmniej 



190 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

pośredniego udziału w jej życiu wewnętrznem. Po początko- 
wych wahaniach się w kierunku luterańskim i chwilowem uza- 
leżnieniu się od Jednoty Braci czeskich, polski kościół inno- 
wierczy w swej przeważającej większości oparł się o doktrynę 
szwajcarską, przedewszystkiem o Kalwina. Konsolidację w tym 
duchu a zarozem odpowiednią organizację przeprowadzał sihią 
i wprawną ręl^ą Jan Łaski, sam bardzo zbliżony do kierunku 
kalwińskiego. Wróciwszy do ojczyzny w* końcu roku 1556, przez 
trzy lata gorliwie pracował, otoczony autorytetem apostoła, parł ku 
ujednostajnieniu doktryny, kładł podwaliny nowego ustroju ko- 
ścielnego, aż zmęczonego tułactwem i chorobami śmierć powa- 
liła w styczniu 1560 roku. 

Nie posiadamy zupełnie śladów jakichkolwiek stosunków 
Frycza w tych latach z protektorem i przyjacielem swej mło- 
dości, pod którego wpływem odbywał się jego przełom duchowy.. 
W pismach swoii h raz tylko wspomniał Łaskiego jako »męża 
wielkiego i szanowriego« ^), ale nigdzie nie potrąca o osobiste 
stosunki. Nie jest to chyba przypadUowem. Niepodobna przy- 
puścić, aby się w latach 1557 — 1559 nie zetknęli os(,'biście, jeden. 
i drugi musieli szukać wzajemnego porozumienia i współdzia- 
łania; zwłaszcza Łaskiemu, przystępującemu do skupiania roz- 
proszonych zwolenników ))Czystego słowa bożego« w nowej 
organizacji, nie mogła być obcą wartość wciągnięcia do niej 
Frycza, którego wiedza, charakter i powaga autorska, zyskane 
przez tak rozgłośne pisma, bardzo dobrze były mu znane. A je- 
dnak Frycza nie spotykamy wśród członków tej gromady, którą 
Łaski na częstych konwentacli i synodach ujmował w karby 
organizacji. Widocznie zaszło coś między nimi, co uniemożliwiło 
współdziałanie; musiały okazać się głębsze różnice zdań. Może 
Frycz nie godził się na dogmatykę Łaskiego, posiadającą ostre, 
wyrobione kontury, wykluczającą możliwość zgody z katolicy- 
zmem, może nie pisał się na jego taktykę bezw^zględną i auto- 
rytatywną. 

Takie przypuszczenie znajduje oparcie w zachowaniu się 
Frycza wobec t. zw. sporu Stankarowskiego, który rozgorzał 
w zborze małop.olskim jeszcze za życia Łaskiego i, tłumiony 
jego energiczną ręką, nie ugasł długo po jego śmierci, dopro-^ 



*) »Suininus et spectatus vir€ — Narratio str. \ib. 



Hnzjnmca w sporze Stankaruwskirn 191 



wadzając do oshibionia spoistości orgfanizacyjnej a wkrótce do 
rozlaniu doLrinalycznei^o w młodym kościele reformowanym. 

Staiikar, ruchliwy i wykształcony eniigrant włoski, obda- 
rzony chorobliwą skłonnosścią zasfłtjbiania się w subtelności do- 
gmatyczne, choćby całkowicie pozbawione wagi praktycznej, 
z niezwykłym temperamentem i kłótliwością podtrzymywał 
swoją indywidualną naukę o pośrednictwie Chrystusowem. Rdzeń 
jej polegał na twierdzeniu, iż Chrystus pośredniczy między Bo- 
giem Ojcem a ludźmi jedynie przez swą naturę ludzką, jako 
człowiek; zdaniem jego wulgarny pogląd o pośredniczeniu przez 
obydwie natury razem, a zatem i boską, prowadzi do obniżenia 
jego boskości; kto bowiem pośredmc/y. słabszy jest od tego, 
u którego drugim oręduje, sam nie będąc na siłach spełnić tego, 
co stara się w-yjednać; Chrystus zatem, pośredniczący u Ojca 
jako Bóg, stwierdzałby temsamem niższość swej boskiej natury 
w porównaniu z bóstwem Ojca. 

• Dla nauki swej, którą z temperamentem narzucał, pozyskał 
Stankar wśród ministrów zboru małopolskiego niewielu tylko zwo- 
lenników, ale zato zjednał sobie możne rody szlachty kalwińskiej; 
pr-parciem darzyli go między innymi przywódcy izby poselskiej, 
Ossoliński i Stadnicki, Stanisław Drohojowski, przyjaciel Frycza,, 
to jest ci właśnie z pośród świeckich członków zboru, którzy 
największy wpływ wywierali na zewnętrzną organizację kościoła 
reformowanego oraz na polityczny kierunek ruchu protestanc- 
kiego w Polsce. Łaski, póki żył, surowo tłumił opozycję Stan- 
kara; pociągnąwszy za sobą ogół duchownych, Stankara jako 
heretyka ze zboru usunął a uczniów jego do usprawiedliwienia 
się wezwał; wobec patrjarchalnej powagi, jaką się cieszył, nie 
ważyła się szlachta sprzeciwiać, jakkolwiek z jednej strony wy- 
dało się jej to ograniczeniem swobody zdania, znajdującego- 
podporę w logicznej argumentacji, z drugiej nie podobało się 
jej ujmowanie steru spraw zborowych przez ministrów, orze- 
kanie przez nich o czystości doktryny i wykluczanie oponentów. 
Upatrywali w takim rozwoju stosunków analogję do zwyczajów 
kościoła rzymskiego, w którym »nieznośne tyraństvvo« tak ener- 
gicznie zwalczali 

To też gdy Łaski zamknął oczy a najbliższy synod przy- 
stąpić miał do zupełnego oczyszczenia zboru z Stankarzystów,. 
Jarosz Ossoliński wraz z przyjaciółmi zakrzątnął się około kontr- 



192 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

akcji. Powadze ogrółu ministrów zborowych oraz potępiających 
Stankara zagranicznych reformatorów zapragnął przeciwstawić 
odpowiedni autorytet, zwrócił się więc o pomoc do Frycza. 
Lepszego orędownika nad niego znaleźć nie mógł: rozgłos euro- 
pejski, głęboka erudycja powszechnie uznana, niepodejrzana 
bezstronność, abstynencja od wewnętrznych sporów wśród no- 
w^owierców, zasługi około formowania dróg reformacji polskiej, 
powszechnie znana nieugiętość w walkach z Hozjusem i Rzy- 
mem, wysoko postawiły Frycza w oczach obozu reformacyjnego 
i doskonale kwalifikowały go na rozjemcę. Zapraszając go do 
swych Goślic i wzywając do rzucenia autorytetu na szalę roz- 
gorzałego sporu, zapewne świadom był Ossoliński, że zapatry- 
wania Frycza nie godziły się z taktyką Łaskiego, że zatem od- 
powiadają jego wddokom. 

Frycz wezwaniu Ossolińskiego uczynił zadość. Niejaką rolę 
w tej decyzji grały stosunki osobiste to jest zażyłość z patronami 
Stankara; wiemy, w jak bliskiej był przyjaźni z Drohojowskim, 
z Ossolińskim zaś, Stadnickim, Łukowskim, których wystąpień 
politycznych na tylu sejmach był świadkiem a częstokroć go- 
:rącym zwolennikiem — wszak razem z nimi należał do koła 
politycznych wypływów Tarnowskiego — . zapewne go także cia- 
śniejsze łączyły węzły. Ale jak zwykle w jego krokach, roz- 
strzygnęły względy zasadnicze: głęboko niepokoił się kłótniami, 
które osłabiały obóz reformacyjny w chwili, gdy episkopat pod- 
niecany z Rzymu przez Hozjusa do agresywnych wystąpień, 
pilnowany przez nuncjuszów papieskich, powoli wracał do wpły- 
w^ów. Stankara nie znał Frycz osobiście i pism jego stanowią- 
cych przyczynę zaburzeń nie czytał, znał tylko dawniejszy jego 
traktat o Trójcy św , który wydawał mu się znakomitym ^). Spór 
-cały uważał za fatalny dla reformacji, odstraszał on bowiem 
niezdecydowanych od nowych nauk — zapewne odnosiło się to 
i do Uchańskiego — , potwierdzał zarzuty Hozjusów, Kromerów 
i innych obrońców ortodoksji o chaosie różnowierczym i budził 
zgorszenie w samym zborze ^). 

Tem wszystkiem skłoniony przystąpił Frycz do rozejrzenia 
się w istocie kontrowersji a zgłębiwszy ją, wszczął akcję pisarską, 



M De Mediatore str. 12. 
«) Med. str. 3, 12. 



Sludja o pośrednii-twie ChrystusH 193 

iktóra zabrała mu kilka miesięcy w ciągu 1560 i 1561 roku. 
\\'yf>łyi)4ł z niej seereu; traktatów, częściowo ubranych w formę 
listów, które z czasem ełożyły się na spory tom »De Mediatore«. 

W roku 1560 zwrócił się w tej materji najpierw w kwie- 
tniu listem »do ojców i braci«, mających za miesiąc obradować 
4)a synodzie w Włodzisławiu. Szczery jak zawsze, nie ukrywał 
Frycz, że spór o charakter boskiego pośrednika tiigdy mu przed- 
tem myśli nie zaprzątał, wystarczała mu wiara, iż Chrystus jest 
pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, wszystko jedno przez 
którą naturę. Dopiero obecne kłótnie zwróciły jego uwagę na 
samo zagadnienie. Za św. Augustynem skłania się do poglądu, 
«ż Chrystus jest pośrednikiem jako człowiek, dzięki zaś swej 
•drugiej naturze, boskiej, zapewnia pośrednictwu swemu siłę 
i skuteczność. Pogląd to zatem bliski Stankarowemu, choć nie 
identyczny, w' każdym razie wybitnie kompromisowy. Wogóle 
zagadnienie całe ni-e zasługuje w oczach Frycza na tyle wysił- 
ków i roznamiętnienia; zdaje mu się, że strony kłócą się tylko 
o słowa, w rzeczy samej myśląc jednakowo, pocóż więc rozżarzać 
«pór do takiej gorącości i zacietrzewienia? Lepiej by te wysiłki 
■obrócić na zaprowadzenie zgody i pokoju ^). , 

List Frycza, poznany zapewne na włodzisławskim kon- 
wencie seniorów, w dniu 28 maja obradującym, wywołał zamie- 
szanie: poparcia Stankara z tej strony ministrowie nie spodzie- 
wali się, to też dla przekonania Frycza o swej słuszności zasy- 
pali go mnóstwem publikacyj oraz przysłali mu opinje zagra- 
łiicznych naczelników reformacji, potępiające Stankara ^j. Prze- 
-czytawszy pisma polemiczne, które go nie przekonały, oraz słysząc, 
ie Stankarzystów, jak Krzysztofa Przechadzkę, Grzegorza Orsa- 
tiusa, usunięto ze zboru pińczowskiego. na wezwanie Ossoliń- 
skiego "W czerwxu zabrał Frycz głos ponownie dla ułagodzenia 
namiętności. Co do istoty sporu — silniej jeszcze podkreślił 
swe stanoW'isko pojednawcze: przyznając przeciwnikom Stan- 
kara, że w pewnym sensie Chrystus jest pośrednikiem przez 
obydwie natury, stwierdził jednakże, że niema istotnej różnicy 
między tymi, którzy przypisują pośrednictwo obydwu naturom, 



') Str. 11. 
«) Str. 13. 

Sł. Kot; A. Frycz Modrzewsk.i IS 



194 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

a tymi, którzy przypisują je samej tylko ludzkiej; jedni bowiem^ 
traktują natury oddzielnie, drudzy łącznie *). wCzyżby — pytał, — 
na podstawie tej krótkiej formuły nie można sprowadzić zgody 
między stronami ?« a zarazem zacietrzewionych upominał: 
»Baczcież, aby ani ci tamtych nie potępiali ani tamci tych nie 
obrzucali wyzwiskami a raczej niech obie strony starają się nie 
gorszyć braci i nie rozbijać kościoła. Obyśmy wszyscy nauczyli 
się uważać więcej na sens tego, co drudzy twierdzą, niż na 
słowa, a także myśli nasze najpierw ściśle ujmować, zanim je 
publicznie wygłosimy!« ^). 

Tak skarciwszy zaciętość Pińczowian a zarazem kłótliwość 
Stan kara, Frycz wierny swemu dążeniu do wydobywania treści 
zagadnień i wartości ich dla życia, nie mógł powstrzymać się 
od odpowiedniej uwagi względem Ossolińskiego. wPochwalić 
muszę twoją gorliwość, jaką okazujesz dla spraw Rzpltej i pie- 
lęgnowania prawdziwej religji... Obyśmy to jednak zrozumieli, 
że podstawą odrodzenia tak Rzpltej jak religji jest zabezpie- 
czenie życia i całości ludzi podług wiecznego i nienaruszalnego- 
zarządzenia bożego a nie podług ustaw sarmackich, nieludzkich, 
nadętych i pyszałkowatych; bo niema w nich miejsca na uczciwe- 
życie społeczne ani na prawdziwą sprawiedliwość, kryją w so- 
bie najwyższą zgryzotę i krzywdę, oraz wielkie niebezpieczeń- 
stwo, nieuchronnie grożące, jeśli Bóg na nas nie wejrzy. Zdu- 
miewająca to rzecz naprawdę, że wy, którzy tak zabiegacie 
około zreformowania religji i z takim zapałem zajmujecie się 
sprawami Rzpltej, nie zaczynacie od tej podstawy. Czy to płynie 
z nieświadomości czy z niedbalstwa o cnotę, nikt uczciwy tego 
wam nie pochwaliw^j. 

Otrzymawszy od Ossolińskiego zaproszenie na synod ge- 
neralny, mający zebrać się w Książu 15 września dla ostatecz- 
nego rozsądzenia sporu Stankarowskiego, ograniczył się Frycz, 
do napisania krótkiej zachęty do wukochania pokoju i prawdziwej 
religji « i poprosił wpływowego przyjaciela, by z jego czerwco- 
wym wywodem zaznajomił uczestników synodu. Ogół ministrów^ 
zebranych w Książu, bezwzględnie wrogi Stankarowi, nie chciałl 



») Str. 19, 21. 
«) Str. 22. 
») Str. 2 i. 



Opinjtf teologów szwajcarskich 195 

słyszeć o zgodzie i naukę Stankara potępiono, ale wśród sceiv 
burzliwych, w których omal nie przyszło do bójki, Ossoliński 
narzucił synodowi czteroniiesitjczne zawieszenie sporu, póki nie 
nadejdą ponowne wyjaśnienia od Kalwina, Bezy, Bullingera 
i Martyra, wezwanych na sędziów. Wystąpienie Frycza nie prze- 
konało teolo2:ów pińczowskich, odczuli je jednak boleśnie i pra- 
gnęli, aby mistrzowie szwajcarscy w polemice z Stankarem z nim 
również się rozprawili. Przesyłając Bullingerowi do Zurychu 
ostatnie listy Frycza, pisał Lysmanino 20 października: »Zdzi- 
wisz się, że mąż tak uczony jak pan Andrzej Frycz nie wzdraga 
się przed tym potworem, który więcej szkodzi kościołowi aniżeli 
wszyscy tak możni biskupi papieżnicy« ^) Frycz sam nie krył 
się przed Szwajcarami z swymi poglądami. Ten sam Sebastjan 
Pech, ongiś sługa Łaskiego, księgarz zborowy, którego mini- 
strowie wysłali z listami do Szwajcarji, wiózł także przesyłkę 
od Frycza do Oporyna: traktaty ))De Mediatore« z przeznacze- 
niem do druku. Oporyn powiadomiony widocznie, że wielbiony 
przezeń pisarz zajął stanowisko nieprzychylne reformatorom 
szwajcarskim, posłał rękopis do Bullingera z prośbą o zaopinjo- 
wanie, czy należy go drukować czy też zwrócić autorowi 2). Rę- 
kopis skwapliwie był czytany przez teologów kalwińskich 3), 
którzy Oporynowi oczywiście na druk nie zezwolili, Fryczowi 
zaś polecili wyrazić ubolewanie, iż popadł w herezję Stanka- 
rowską*), ale publicznie nie ośmielili się zaczepić jego autory- 
tetu. Zuryski profesor teologji, Josias Simler, odpowiadając Stan- 
karowi w imieniu teologów szwajcarskich, wyraźnie oszczędzał 
Frycza. W swej ))Responsio ad maledicum Francisci Stancari 
librum« liczy on się szczególnie z jego poglądami, z jego ai"gu- 
mentami staranniej się rozprawia, usiłuje go przekonać, że spór 
cały toczy się o treść realną a nietylko o słowa i już w przed- 



•) Wotschke Biiefwechsel der Schweizer mit den Folen str. 117. 

') Tamże str. 120; w liście pisanym z Bazyleji 21 lutego 1561. 

») Str. 424. W dniu 10 marca 1561 pisze Ursyn do Birkenhahna 
w Neumarkt: »Fricii scriptura Stancaricum vidi, vult agere conciliatorem 
sicut in suo operę de reformatione ecclesiae et Philippum bene fiicat, sed 
lam sibi sentiet alium Tiguri partum esse Philippum. Edita est responsio 
Tigurinorum a Martyre scripta duabus epistolis ad Polonicas ecclesias de 
causa mediatons, quam propinabimus Fricio et Stancarianis«. 

*) De Mediatore str. 30. 

13» 



I 



196 St. Kot: A. Fr^oz Modrzewski 

mowie podkreśla, że uważając polemikę z Stankarem za bezna- 
dziejną, pr/,ystępuje do niej jedynie dlatego, iż »stronę Stankara 
trzymają także mężowie uczeni : umiarkowani©, z którymi spo- 
dziewa sę dojść do puruzumienia \l 

Również najwybitniejszy z teologów zuryskich Piotr Mar- 
tyr Yermigli, pisząc w tym czasie swój komentarz do księgi 
Królów^, zaznaczał swoje uznanie dla Frycza jako wmęża wy- 
szczególniającego się wykształceniem i uczonością« ^j. 

Jego tymczasem całkiem oHmienne zagadnienia i nieprze- 
widziane zajścia oderwały od sporu o pośrednictwo, -luż od lat 
kilku zastanawiał się Frycz nad motywami uczynków ludzkicb 
i wartością ich dla zbawienia i zadośćuczynienia za grzechy: 
obecnie postanowił pogłębić problem grzechu pierworodnego 
i wolnej woli. w słusznem przekonaniu że bez analizy przyro- 
dzonej grzeszności rodzaju ludzkiego i związanej z nią sprawy 
wolności woli człowieka niepodobna ocenić stopnia zasługi na- 
szych uczynków. Do owych zagadnień teologicznych przystąpił 
Frycz z świadomością, iż należą one do najtrudniejszych, roz- 
począł tfż od ostrożnego porównywania istniejących poglądów 
1 wybrał św. Augustyna za przewodnika w wyw^odach, które 
spisał dla własnej pamięci, pozwalając każdemu uznać je lub 
odrzucić Na ogół tak w Księdze o grzechu pierworodnym jak 
w rozprawie o wolnej woli, które obydwie poświęcił staremu 
przyjacielowi Janowi Krzysztoporskiemu ^j, zajmuje stanowisko 
zbliż<me do kalwinizmu, jakkolwiek nieco złagodzone. Cele pra- ■ 
ktyczne tej analizy są tak przejrzyste, że mimo pozornej wy- 
łączności metafizycznej obydwie rozprawy stanowią uzupełnienia 
Księgi o Obyczajach z oPoprawy Rzpltej«. 

Spokojny lok prac Frycza, oddanego sprawom pisarskim, 
rodzinnym — w owym okresie przyszedł mu na świat syn — 
i gospodar.-twu. przerwany nagle został przez niespodziewane 
zajście, które wytrąciło go z równowagi duchownej, dotkliwiej 
jeszcze niż ongiś w r. 1556 akcja Pawła IV. Zajście to ze względu 



' Zurych 156i k. 2—3, 7—9. Siml r Fr3cza nigdzie po nazwisku nie 
wymieni}. 

*) Melachim id est l^eguni libri duo posteriores cum comraenlario, 
Ziirjch 1571 k. 105 v. : »Friciu? quoque vir Polonus doetiina et eruditione 
praestans censet etc.«. 

') Z Wolborza 4 lutego 1561. 



Dotychczasowe stosunki z Orzechowskim 197 

n.i swtSj charakter, osoby w niein grające rolę, następstwa lite- 
rackie, a wreszcie jako wyiątkowo ściśle iidokuiiier)towany obraz 
ówczesnetro ży(;ia kulturalueyfo w Polsce, zasług-uje na szczegó 
łowy opis 

Sprawcą wstrząśnienia był nie wróg, lecz przyjaciel, od 
lat 20 stu blisko dzielący z nim sławę pisarską') i podobnie 
jak on, choć z odmiennym temperamentem, pracujący literacko 
nad reformą kościoła i ustroju Rzpltł*j, Stanisław Orzechowski. 
Jeszcze za lat ostatnicli Zygmunta I zbliżyły ich wzajemnie 
wspólne dążności reioriiiistyczne i wspólni przyjaciele a z cza- 
sem także wspt')liie przykrości, doznawane od hierarchji ko- 
ścielnej. Orzechowski wyrażał Fryczowi żywe współczucie, gdy 
mu kapituła krakowska skonfiskowała Księofę o Kościele, Frycz 
służył Orzechowskiemu radą i pomocą w jego walce z episko- 
patem, oraz publicznie brał w obronę jego małżeństwo. Jakkol- 
wiek Orzechowski nie szedł tak daleko jak on w planach re- 
formy kościelnej a nawet podrażniony rozgłosem literackim Fry- 
cza zamierzał z nim polemizować, to jednak stale godzili się 
w sprawie kielicha i celibatu, jakoteż co do konieczności udziału 
w soborze powszechnym całego kościoła chrześcijańskiego łą- 
cznie z patrjarchatami wschodnimi. Stosunki ich zacieśniły się 
w czasie działalności "Lipoinana, niebt^/piecznej dla obydwóch, 
a związała ich wspólna zażyłość z biskupem Drohojowskim: 
pamiątkę jej skreślił Orzechowski w »Zywocie Drohojowsk ego«, 
w którym pełnymi szacunku i przyjaźni słowy przedstawił wpływ 
Frycza na zmarłego biskupa -). Wreszcie łączyła ich osoba LJchań- 



*) W pierwszych latach ich (Izialalności literackiej publiczność ów- 
czesna tak nie odióżnia/a ich indywidiialnuści, iż bezimiennie wyriiiny tra- 
ktat Orzechowskiego oFidelis subditiis* przypisywano Fryczov\i mimo jego 
zaprzeczeń; dopiero na świadectwo Jana Zaleskiego, wspólnego przyjaciela 
obydwóch, uwierzono w Krakowie w autorstwo Orzechowskiego (Orich. 
k. Agi. 

■^j Obszerny urywek z tego życiorysu, dziś nieznanego, przytocz}! 
Frycz (Oiich. k. Fg — ^), pytając: ))Czyż to nie twoje słowa, Hrzechowski? 
Zaprzeczysz twoim zwyczajem, jakobyś to pisnt z zamiarem ogłoszenia. 
Zgoda. Ale proszę: czy napisałeś to szczerze czy leż dla jakiegoś interesu?* 

Bibljoleka Ossolińskich posiada w rękopisie rozprawę Orzecliow- 
skiego De Baptismo Christiano, w której pierv\szych i ostatnicłi słowach 
zwraca się autor do jakiegoś Andrzeja (»mi Andrea« por. Ossoliński 



198 St. Kot: A Fr\ cz Modrzewski 

skiego, zaprzyjaźnioneg-o z obydwoma, i wspólne bywanie na 
dworze Jana Tarnowskiego, który obydwóch chętnie widział. 

W roku 1560 pod wpływem przejść, bliżej niewyświetlo- 
nych a będących bezwątpienia w związku z działalnością nun- 
cjusza Berarda Buongiovanniego, Orzechowski przechylił się gA\"ał- 
towiiie ku ortodoksji katolickiej, rozpoczynając ostre ataki na 
nowowierców polskich, zwłaszcza na Stankara i jego popleczni- 
ków, jakoleż konstruując paradoksalną teoiję polityczną, podług 
której król polski podlegać był winien hierarchji kościelnej. 
Polemiczny ów zapał i zwrot ku poglądom teokratycznym, tak 
nieoczekiwane u człowieka, który dotąd z hierarchją walczył 
i walnie się przyczynił do skompromitowania jej w Polsce, 
uważali spółcześni za skutek zręcznej taktyki Bnongiovannieuo, 
który podobnoś mu przyrzekł zdjęcie ekskomuniki a nawet obiecał 
uzyskać w Rzymie uprawnienie jego związku małżeńskiego. 
W pełnym rozpędzie ortodoksji, zachęcony przez nuncjusza, wy- 
brał się Orzechowski w lutym 1561 roku na synod warszawski 
gdzie wystąpił z entuzjastyczną mową »Pro dignitate sacerdo- 
tali<'. Z Warszawy zabrał go z sobą do Wolborza Uchański, 
który właśnie zaszczycony został przez synod misją na sobór 
trydencki. 

Z wrodzonego zamiłowania do rozpraw religijnych czy też 
w chęci wyj;»śn'enia spornych kwestyj ze względu na ową misję, 
umyślił Uchański urządzić w Wolborzu wyczerpującą dysputę 
Fryc/.a z Orzechowskim. Wciąż niezdecydowany, może od jej 
wyników uzależniał swoje stanowisko w sprawach reformy. 
Frycz zaproszony na dłuższą gościnę do pałacu biskupiego, chę- 
tnie przyjął wezwanie Uchańskiego i gorąco powitał Orzechow- 
skiego^) Nie tajna mu wprawdzie była /miana jego poglądów, 



Wiad. hist. kryl. III 2 str. 291). Jakkolwieii rozprawa datowana jest z r. 
1558, a więc z okresu najzażylszych stosunków Orzechowskiego z Fryczem, 
nieina dostatecznej podstawy do przypuszczania, że owym Andrzejem był 
Fiycz. W wzajemnej polemice obydwaj pisarze lak szczegółowo roztrząsali 
da vniejsze swe stosunki, że jeden lub diugi byJby potrąci! o dedykucję 
owego (lakiatu, o ileby on istotnie do Frycza byl skierowany. Frycz za- 
ga Inienia chrztu w pismach swych dotychczas obszerniej nie rozważaj. 

V) sSermones serebamus cum de literis, tum de rebus variis, quae 
se offerebant, ut fit inter amicos, qui rarius conveniunt et habitant a se 
longissimea Narralio str. 1U9). 



I^iijoiedniowa dyspula w Wolborzu 199 

•ale to <?o nie zrażało do niego; różnolitość mniemań, tak ja- 
skrawa w owych latach, nie powinna jeg"o zdaniem naruszać 
stosunków przyjaznych niit^dzy ludźmi M 

W dniu 24 marca zasiedli we trzech do dysputy, która 
miała rozciąufnąć si(j na dni kilka. Zamknąwszy się, przez cztery 
dni rozprawiali, dotykając z pełną swobodą drażliwych zaga- 
dnień. Poruszyli ich bardzo wiele, przyczem okazała się zna- 
<;zna różnica zdań: Frycz otwarcie dav\ał wyraz swym poglądom 
jreformistycznym, Orzechowski z uporem bronił doktryny orto- 
■doksyjnej przy pomocy starego aparatu logiki scholastycznej. — 
Uchański zachowywał się neutralnie. Zapaśnicy rozgrzewali się 
pi*zy sprzeczkach nie przekraczając jednakże miary, wskazanej 
życzliwym stosunkiem przyjacielskim. Przez cały ciąg dysputy 
podkreślał Orzechowski swoje przywiązanie do Frycza do tego 
stopnia, że nie chciał zasiadać do stołu biesiadnego w jego nie- 
obecności 2). 

Przedmiotem roztrząsań były zarówno poszczególne do- 
gmaty, jak organizacja kościoła, hierarchja i obrzędy. Wobec 
teokratycznych twierdzeń Orzechowskiego wytoczył Frycz oskar- 
żenie nadużyć popełnianych przez papieży, przyznawał soborowi 
•powszechnemu prawo pociągania ich do odpowiedzialności 
•i miał się nawet wyrazić, że papież, oskarżony o zbrodnię, po- 
"winien w kajdanach postawiony być przed sąd soboru *). Twier- 
dził, że papieże wyprowadzili do nauki chrześcijańskiej wiele 
własnych wymysłów, które należy odrzucić, i że można być 
•dobrym chrześcijaninem nie podlegając papieżowi^); miał się 
•też lekceważąco wyrażać o rzymskich edyktach, ekskomunice 
i klątwach^), krytykować posty, jałmużny i obrzędy^). 

Równe roznaraiętnienie wywołały zagadnienia dogmaty- 
•czne. Z inicjatywy bowiem Uchańskiego dotknął Frycz dogma- 



') Orich. k. Bj. 

«) Orich. U. E,. 

*J Znać tu echo puWicystyUi soborowej \viokuXV np. Jakóba z Paradyża. 

Orzechowski Frieius k. 50, Orich. k. B^: »Quae ąuiriem verba 
«i dixi, calore disputationis dixi. An vero, quae semotis arbitris omnibus 
•dicuiitur, fas est evuilgaii?« 

*) Orz. t>icius k. 54. 

5) Tamże k. 70. 

■«) Tamże k. 68, Orich. k. C«. 



200 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

tów. nad którymi nie dyskutował*): zapewne w związku 
ze sporem Stankarowskim wypłynęła sprawa natury boskiej. 
i ludzkiej w Ciirystusie Panu, zagadnienie wszecłiobecności 
Chrystusa (ubiąuitas) i współi^totnośei. homouzji *). Frycz roz- 
różniał właściwości obydwóch natur w Chrystusie, na to zaś 
Orzechowski wytaczał niewłaściwie pojęcie homouzji, które zda- 
niem Frycza odnosi się me do dwóch natur w Chrystusie ale 
do osób Trójcy św. ^): zaznaczyć trzeba, że spór toczył się o sto- 
sunek natury boskiej do ludzkiej w Chrystusie, ppzyczem jeg"o 
boskiej osoby nie kwestjonowano. O-rzechow&ki swoje poglądy 
uzasadniał przy pomocy wielu figur i tryb6w syllogistycznych,. 
które Frycza nie zadowalniały *). 

Wśród żywego sporu i podniecenia zaproponował Uchań- 
ski, by każdy na piśmie ujął tok swoich wywodów. Zasiedli do- 
tego w piątym dniu rozpraw: Frycz spisał swoje rozumowanie 
krótko i zwięźle, Orzechowski obszernie, używając obficie syl- 
iogizmów ^), Uchański też wynotował swoje poglądy. Następnie 
wszyscy trzej odczytali kolejno własne streszczenia, zamierzając 
podać je do wiadomości i pod ocenę drugich, — Orzechowski 
zapowiedział, iż prześle skrypt do arcybiskupa Przerembskiego^). 

Tegoż dnia — 28 marca — przy obiedzie wśród licznego- 
grona gości ponownie każdy odczytał swoje wywody. W czasie 
obiadu rej wodził Orzechow^ski; najpierw począł wynurzać swe 
uczucia przyjazne dla Frycza, zalecać go biskupowi, wychwalać 
jego wiedzę, oświadczać się z wdzięcznością za li&t, pochwala- 
jący ongiś jego małżeństwo '), poczem zabrał się' do odczyty- 
wania jakichś dialogów własnego pióra, — był to zapewne 
pierwszy rzut »Dyalogu około exekucy ej. polskiej korony«. Uchań- 
ski jednak przerwał lekturę, zarzucając Orzechowskiemu jakiś- 



1) »Sanctissin)e hoc affirmare ausiin, cum nemine unąuam me de- 
iis dogmatis disseruisse, de quibus tecum disserui Authore ąuidein epis- 
copo, qui solus colluqiilo nostro adfuiu — Orich k. Fg. 

2) Dialog na len temat streszcza Frycz szczegółowo (Narratio sir. 
13B— ]3i). 

') Narratio str. ISt. 

*) Orich k. E^ ». 

*) Narratio str. 134 

«) Orich. k. B^. 

') Narr. str. 1('9, Orich. k. Bg— g. 



H 



OPECchowski w roli oskarżyciela 201 

błąd, pctczem wzięto się do kielichów. Wychyliwszy ich wiele 
wraz z całein Lri''>iuMn hiesiadnoiii, Orzechowski nawrócił do 
dyskusji dos^inatyc/ncj i (>()c/j}ł dla poparcia sweyo poLrljjdu cy- 
tować Averroesa. Frycz się sprzeciwił: i)Averroes pisał o spra- 
wach przyrodzonych, nie o boskich, o których myśmy rozpra- 
wiali« — a zarazem zaczepił syllogizmy. które Orzecliowski 
wcielił do wywodu, przeznaczonego dla arcybiskupa: »<i:odne to 
raczej ćwiczeń chłopięcych niż poważr)ej dysputy mężów«. Orze- 
chowski wybuchnął oburzeniem, — Fryc/, na to oświadczył, że 
zamilknit' i woli mówić o kielichach lub czemkolwiek innem. 
F^odchmieloneiro Orzechu wskieg;© słowa te w najwyższym sto- 
pniu obraziły, uznał je za uchybienie swej godności i nadawszy 
się, krzyknął: wPowinienbyś uczyć się ty Fryczu odemnie, po- 
wiiiienbyś mówić do mnie jak do męża znakomitego, s/lachcica, 
dobrze urodzonego« ^) Nie chcąc wdawać się w karczemną kłó- 
tnię, wstał Frycz od stołu i 0[)uścił zebranie. 

Następny dzień — 29 marca — spędził Frycz przy pracach 
gospodarskich w polu z swymi wieśniakami, skąd wrócił do- 
piero na noc do Wolborza. Tu ku zdumieniu swemu dov\ iedział 
się o tern, jak zemścił się Orzechowski za wczorajszą urazę. 
Oto ułożył on szereg tez w obronie kleru i papieża i przybił 
je na odrzwiach kolegjaty wolborskiej i pałacu biskupiego 
z wezwaniem do Frycza, aby tezy te podpisał: jeśli tego do za- 
chodu słońra nie uczyni, w takim razie uznaje się publicznie 
»za jawnego heretyka, niegodnego biskupiego stołu a wszyscy 
wierni w Chrystusie mają go unikać jako owcy zarażonej i za- 
powietrzonej«; dodał nadto Orzechowski zapowiedź, iż tezy 
swoje udowodni wobec arcybiskupa Przerembskiego jako pra- 
wnego sędziego kościoła polskiego a zarazem ordynarjusza 
archidiecezji, do której Wolborz firzynależy. 

Przeszkód nikt w tern Orzechowskiemu nie staw. al: oficjał 
kolegjaty wolborskiej, Andrzej Mogilnicki, sam niezbyt życzliwy 
Fryczowi, przyjął te/y do wiadomości i pozwolił ogłosić je na- 
bramie kolegjaty, tembardzi/^j iż Orzechowski zagroził mu w ra- 
zie odmowy skargą do Trzerembskiego a przytem powołał się 
na aprobatę kanclerzu aicybiskupiego Dąbrowskiego, który tegoż, 
dnia przybył do Wolborza odwiedzić tutejszą swą prepozyturę.. 

') Orich. k. Bg. 



"202 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Uchański wprawdzie nie pozwolił notarjuszowi przyjąć skryptu 
Orzechowskiego do aktów biskupich ale do urzędowania ofi- 
cjała Mogilnickiego nie móg"ł się mieszać, nie sprawując ju- 
rysdykcji biskupiej w Wolborzu, przyciśnięty zaś przez Orze- 
chowskiego zgodził się sam na przybicie tez na drzwiach wła- 
■snego pałacu, zapewne nie chcąc w obecności Dąbrowskiego 
narazić się na zarzut ochraniania Frycza w tak drażliwej dla 
liierarchji sprawie... 

Frycz oczywiście do zachodu słońca tez nie podpisał, nie 
przeczuwając, jakie sidła nastawił nań obrażony przyjaciel. Orze- 
chowski tylko na to czekał i z nadejściem wieczoru wybrał się 
z licznem gronem ciekawych, wśród których znaleźli się kanonik 
Dąbrowski i prepozyt łowicki Marcin Gałczyński, do konsystorza 
wolborskiego, gdzie wobec oiicjała tezy swoje wraz z odpowie- 
dnią protestacją wciągnął do aktów kon>ystorskich W prote- 
stacji, wpisanej przez notarjusza kolegjaty Feliksa z Bolemowa, 
podkreślił, że Frycz karty jego » podanej mu do wiadomości « — 
<30 było nieprawdą — nie podpisał »ku zniewadze i pogardzie 
arcybiskupa«, że zatem »ma być traktowany jako przekonany 
o herezję« '). Całą sprawę prowadził Orzechowski z wielkim ha- 
łasem, odgrażając się przytem, że w obronie swych tez gotów 
z Fryczein czy z każdym, ktoby mu się sprzeciwiał, rozprawić 
się orężnie 

Frycz, dowiedziawszy się wieczorem o treści skryptu przy- 
bitego na kościele, — o zabiegach w konsystorzu dopiero w kilka 
dni później go poinformowano — zapłonął obur/.eniem. a za- 
razem zgryzł się niesłychanie. Odrazu bowiem stanęły mu przed 
oczyma konsekwencje zdradzieckiego czynu Orzechowskiego: 
•okrzykną go za heretyka, zmuszą Uchańskiego do usunięcia go 
z wójtostwa, podburzą arcybiskupa przeciwko niemu, podejmą 
dalsze prześladowania, narażą go na tułaczkę, obecnie tern przy- 
krzejszą od poprzedniej, że obarczony był żoną i niemowlęciem. 
Ponieważ ten kawałek ziemi pod Wolborzem stanowił pod- 
stawę jego bytu i zapewniał mu sp,okojny dach nad głową, stąd 
ogarniało go tak silne rozdrażnienie, ilekroć usiłowano mu go 
wyrwać za karę za jego poglądy religijno kościelne; tak było 
raz za papieża Pawła IV w r. 1556, obecnie ponownie groziła 



M Narratio str. 119. 



Protest Frycza wobec Uchańskiego 2U3 

.mu utrata wójtostwa wskutek prowokacyjnej zaczepki. Krzywdę 
odczuł tein dotkliwiej, że zadana została przez człowieka, od 
którego najmniej si(> spodziewał takiej odpłaty za swoje usługi 
i przyjaźń. Postanowił też natyclmuast szukać zadośćuczynienia. 

Na/ajutrz, w niedzielę palmow;|, wybr.ił się w południe do 
pałacu biskupieg"o. Zastał t.un Ucłiańskiego w s^ali obiadowej, 
w otoczeniu przyjezdnych kanoników Dąbrowskiego, Gałczyń 
skiego i pn^pozyta Wszystkich Świętych w Krakowie Jana Dę- 
.biiickiego, kanoników wolborskicłi Mogilnickiego, Rajskiego 
i Czerwijowskiego, wybitnego /iemianina z sąsiedztwa Tomasza 
Dembowskiego, t»raz cały dwór biskupi. Wszedł również Orzechow- 
ski, ale zobaczywszy Frycza, cofnął się. Na prośbę Frycza posłał 
poń biskup, uwiadamiając, że Frycz pragnie przeciwko niemu 
wystąpić z zażaleniem, Orzechowski jednak odmówił zjawienia 
'-się. oZrobiłem wc/.oraj com chciał, bez Frycza — oświadczył — ) 
niech i on robi co chce bezemnie«. 

Wobec tego Frycz, wyraziwszy ubolewanie, że nie może 
Orzechowskiemu (>owiedzieć prawdy w oczy, wytoczył całą 
sprawę i kizywdę swoją przed biskupa i obecnych. Wykazał 
najpierw, że Orzechowski zachował się względem niego pod- 
-Slępnie, że oskarżając go, nie zawiadomił go o tem ani sam 
ani przez żaden urząd, i zapytał, jakiem praw^em występuje 
■Orzechowski w roli sędziego. Nawet rola oskarżyciela mu 
nie prz\stoi: wszakże sam przez Pawła IV zaliczony został 
do heretyków i wciągnięty na indeks, za co papieża tego po- 
traktował jako »tyrana. świętokradcę, potwora w ludzkiem ciele, 
wilka, bandytę, .szalbierza, truciciela, osła, szUodliw^ą bestję an- 
tychrysta i tam dalej". Ale choćby mu wypadało oskarżać, skądże 
011, człowiek prywatny, uzurpuje sobie prawo przepisyw^ania 
usiaw i, jeśli ich kto nie posłucha, zasądzania na kary? Sam 
jest oskarżycielem, sam ustawodawcą i sam sędzią — wszystko 
to rob ąc bez wyznaczenia rozprawy sądowej, bez przesłuchania 
osk 'TŻoiiego a nawet bez powiadomienia go o tem; a <hoćby 
.na\vi't wszystko to było mu wolno, skąd wszczyna prncesy re- 
ligijne poza sejmem, gdy król odłożył je wszystkie do przyszłego 
Sfjmu? Tego rodzaju kroki mają cechy [)rowokacji a zmierzają 
do bez[)rawia i do zaburzeń. Wobec tego })rosi Frycz o obronę 
i)iskupa jako pana na Wolborzu i senatora a kanoników Dą- 



204 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

browskieg-o, Gałczyńskiego i Dębnickiego o współczucie jako- 
tych, oz którymi jeszcze w młodości był w zażyłych stosunkach<c. 
Biskup wyraził mu swe ubolewanie, bezwątpienia szczere, 
i przyrzekł obronę na właściwem miejscu, Dąbrowski nawet 
go żałował, przyznając, że Frycz zawsze zachowywał się skro- 
mnie i nigdy nie wtrącał się w cudze sprawy, a Dębnicki ostro 
potępił krok Orzechowskiego: »tak nie postępują filozofowie ani 
teologowie, chyba tylko żołnierze, kiedy jeden drugiego wyzywa 
na pojedynek, ale i wtedy wyzwanie dojść musi do wiadomości 
wyzwanego — przy oskarżaniu o herezję musi być wyznaczony 
termin rozprawy sądowej«. Frycz uspokojony poprosił biskupa 
o wyznaczenie notarjusza publicznego do spisania zażalenia,, 
poczem opuścił pałac, będąc zbyt zbolałym, by móc zabawiać - 
się w towarzystwie biesiadników^ Wówczas dopiero przyszedł 
do stołu Orzechowski, humory jednak były skwaszone ^), tak że 



') Orzechowski opisał (F^ricius k. 82 — 87) rozmowę prowadzoną 
przy obiedzie, z której wynika, że bardzo bjl ni( zadowolony z poufałego 
sto'5unku Uchańskiego do Fr'ycza. Warto zacytować ustęp z jego opisu, 
ubarwionego zresztą retorycznie: 

»Wchodzącego przyjął mnie biskup z uśmiechem : Dajże chłopcze — 
powiada — pokój wojnie, umyj ręce i jedz... Podczas lego opowiadano we- 
soło, jak to ksiądz pewien na Mazowszu, spowiadając kogoś, kto przyznał 
się do nierządu z konkubiną spowiednika a za tak zbrodniczą rozpustę 
nie chciaJ przjjąć jako pokut}' dziesięciu czwartków o chlebie i wodzie, 
tak długo okładał go kijem z pomocą swego bękarta, aż penitent nawpół 
żywy zawołał: O na Boga. panie plebanie, już mi darujcie, będę pościł! 
Tu biskup wesół, pochopny do żartów, zwrócił się do mnie: »Cóż Orze- 
chowski, gdyby Frycz przyszedł do ciebie do spowiedzi, jakbyś go potra- 
ktował, gdyby ci odmówił pokuty ?« Tak samo — odrzekłem —jak posiąpił 
ów pleban z rjwalem, gd}' go kijem ukarał za nierząd z swoją nałożnicą. 

»Pragnąłbym tylko, ab}' jak najwięcej wśród nas było plebanów tam- 
temu podobnych, którzyby śmiercią karali nierząd, gwałtem dokonywany 
względem oblubienicy Chrystusowej... Teraz zaś gdy wszelka kara z wa- 
szej strony zastanowiona, heretycy najswobodniej grzeszą nawet na oczach 
waszych. A czemużhy nie mieh grzeszyć? gdy nie tylko żadnej kary za 
swe zbrodnie nie ponoszą, ale mieszkają nawet w waszych objęciach, wa- 
szym gruntem się pasą, waszych dobrodziejstw zażywają, waszą przyjaźnią 
się rozkoszują. Drzwi wasze zawsze im stoją otworem, rozwarte domy, 
odźwierni wasi i pokojovvcy są ich zausznikami, katolików zaś od was 
odsuwają. Z nimi wy odbywacie tajemne rozmowy, dzielicie się planami, 
odbywacie biesiady, pisma ich i słowa są dla w as kartami sybiliińskiemi... 
Ale ta sprawiedliwa kara zagraża wam za ów grzech, że herezje na was 



•opowieść o iiict>\ uułoiii zajściuf 205 

tetroż dniu wyjechuł z Wolborza, zaopatrzywszy się w kopje 
swej protestarji iiotai-jaluej, któro zamierzał po drodze do Kra- 
kowa w różnych niiaslacii przybijać. 

Kiedy Frycza doszły wieśoi o owej protestacji, użalił się 
punowiiie pr/.cd biskuf)ein w dniu IH kwietnia na olicjała Mo- 
g^ilnickieg-o za udzielenie tak wydatnejjfo po[iarcia akcji Orze 
chowskieiro; j.iko znawca sąclovTnictv\ a kościelneg-o wykazał, że 
olicjał koleg-jaty woiróle nie miał prawa mieszać się w sprawę 
herezji a tern mniej użyczać formy prawnej bezprawnemu po- 



biskiipów przodewszystUiiMii wrogiem spoglądają okit-in i myślą o zgubie 
Wiiszej i zniszczeniu stanu wiiszego... Jeśliś paslerzem, strzeż się wilków, 
jeśli ich przyjmujesz, sam stajesz się wilkiem, thoćbjś odziany byl w stuJę 
lub szatę paster.ską. Udawanie zaś, jakol)y się tą drogą heretyków ściągało 
do starej zgody z kościołem, czem niektórzy winę swą pokrywają, nie ma 
żadnego znaczenia... Heret\cy, o ile się nie opaniięt;iją, powinni być przez 
bisliupów szatanowi rzuceni a nie chowani ich kosztem, obiadowy wani 
ich pensjami, żywieni z gruntów biskupich, przyjmowani na pokojach bi- 
skupich i dopuszczani do ich stołów. A to właśnie, prawdę ci powiem 
Uch.iński, było powodem, że dzisiaj, tyle razy przez cię przywoływana, 
nie chciałem tu wejść w obecności Frycza. 

>Bolesne bowiem było dla mych oczu patrzeć, jak w obrębie twojej 
owczarni, w tych ścianach poświęconych istocie biskupiej, przestaje ta za- 
raza sakramentarska, którą przepojony Frycz przez całych tych sześć dni 
wykrzykiwał na wasz majestat biskupi, nękał stolicę. Apostolską v\szel- 
kiemi obelgami, poddawał ją pod sąd szewców, tragarzy i rzezimieszków, 
za bałwochwalstwo potępiał, świętości zaś religji naszej i obrzędy, na któ- 
rych czele stoicie wy, biskupi, z ramienia stolicy Apostolskiej, skazywał na 
podeptanie. W tymże ty sobie gotujesz stałego przjjaciela? z tak okropnym 
heretykiem ty. biskup, będziesz chodził w parze? zaszczycisz go nieŁ\lko 
stołem twoim biskupim, do którego nie powinien mieć dostępu nikt zma- 
zany herezją, ale nawet rolą twoją wolborską i wspólną s^pialnią? przed 
tym, któremu, dopóki w obłędzie, nawet pobyt w mieście biskupiem nie- 
dopuszczalny, otworem stać będą twe podwoje i komnaty ? wreszcie wszystko 
twoje będzie do jego rozporządzenia i dla niego jednego nic u ciebie nie 
będzie zapieczętowane ani zamknięte? Tego ty przy obiedzie będziesz sa- 
dzał przed twoimi kapłanami, którzy obecnie siedzą przy stole biskupim? 
on tu będzie siedział na pierwszem miejscu? na tych katolików, sługi ko- 
ścioła wolborskiego. przy twoim obiedzie wygadywał będzie co zechce 
w twej obecności?... Ty to będziesz znosił i na to zezwalał a równocześnie 
siebie przedstawiał jako obrońcę i w tych czasach prawie jako opiekuna 
kościoła zamiast raczej...* 

Tu przerwał Orzechowski potok swej wymowy, jednakowoż rzecz 
zrozumiała, iż po takim tonie nie wypadało mu pozostawać w Wolborzu. 



206 St. Kot: A Frycz Modrzewski 

stępkowi napastnika. Mogilnicki przyznał się do przekroczenia. 
kompetencji, co wszystko Frycz spisał w akcie notarjalnym i). 

Wobec rozgłoszenia całego zajścia przez Orzechowskiego, 
chełpiące^io się rzekomym triumfem, a także w obawie, aby 
prymas Przerembski nie został popchnięty do nieprzyjaznych 
względem niego kroków, postanowił Frycz opubhkować szcze- 
góły napaści z odpowiednią odprawą. Tak w ciągu kwietnia 
powstała broszura pod tytułem »Prosta opowieść o niebywałem 
zajściu i najgorszym przykładzie a zarazem skarga o skrzywdzenie 
i żałoba na Stanisława Orzechowskiego«. Załączając kopje do- 
kumentów, związanych ze sprav\ą, przedstawił w niej Frycz 
przebieg wypadków wolborskich. poczem przystąpił do roztrzą- 
sania motywów kroku Orzechowskiego. 

Analiza owa rzuca tyle światła na postać Orzechowskiego 
a przedewszystkiem na poglądy samego Frycza, jest zarazem 
tak bystra i dowcipna, że zasługuje na bliższe uwzględnienie. 
Zdaniem autora pchnąć Orzechowskiego do wywołania awan- 
tury mogły następujące przyczyny: przywiązanie do katolicyzmu,, 
naruszanego przez Frycza, chęć osiągnięcia zwycięstwa nad 
współzawodnikiem literackim, zaufanie w własną prawowieriioś6 
i uczoność, wreszcie nadzieja jakiejś korzyści. 

W szczerą miłość Orzechowskiego do nauki kościoła ka- 
tolickiego nie mógł Frycz uwierzyć; w takim razie czemużby 
przez tyle lat szerzenia się w Polsce reformacji milczał a do- 
piero teraz nagle porwał się do jej obrony? »Gdyby wczas i na- 
leżycie wziął się do tego, byłby mi usunął sposobność przyjęcia 
nauki helweckiej — tak ją bowiem teraz zwykło się nazywaćo...-). 
»Miał na oczach Dubiecko, miał Pińczów^, gdzie naukę religji, za 
którą ja idę, donośnie głosi wielu profesorów, gdzie według niej. 
ustanawia się zbory, odprawia nabożeńslw-a i wszystko odbywa 
podług urządzeń kościołów zreformowanych w Niemczech«. 
Wszakże te zbory bardziej plamią naukę katolicką niż Frycz,. 
»żyjący prywatnie i nie mieszający się do spraw' relłgijnych«.. 
Odniesienie zwycięstwa nad szeregowcem nie może przynieść 
sławy Orzechowskiemu, niech weźmie się raczej do powalenia. 
Oecolampadiusa, Zwinglego. Bucera, Kalwma. Martyra. Zazdroś6 



«) Narr. str. 121 — 128. 
«) Tamże str. IHO. 



Aiiiiliza pi»sU;pku Orzechowskiego 207 

pisarska z tetro powodu, ze Frycza pisma są czytane i tłómu- 
czone, cechowałaby wumysłowość plobe)ską« — Orzechowski ma 
przecioż własną zasłużoną sławtj literacką. Jeśli chodzi o auto- 
rytet Rzymu, toż sam chyba nie jest bez winy. Łatwo tu przy- 
szło Fryczowi przez powołanie się na życie i pisma przeciwnika 
a zwłaszcza jeiro atak na przysięyfę biskupów polskich wykazać, 
że Orzechowski z punktu widzenia rzymskiego jest podwójnie 
heretykiem, bo i przez papieża za takieg:o został ogłoszony 
i [)rzez miotanie obelg na papieży sam się w rzędzie heretyków 
stawia, wbrew papieżowi pojął żonę a drugim on, autor wRoz- 
bratu z Rzymem«, przykazuje posłu^-zeństwo papieżowi jako 
konieczny warunek zbawienia. Kiedy samemu ten warunek nie- 
dogodny, opuszcza [lapieża i wydaje mu wojnę; gdy mu lo do- 
godne, staje po jego stronie i walczy w jego obronie. Z wszyst- 
kiego wynika, że chyba tylko jakiejś korzyści szukał, urządzając 
napastliwą scenę w Wolborzu: jedni mówią, że przez okazanie 
swej gorliwości przeciwko nowowiercom chce wydobyć pensję 
albo dobra od dygnitarzy kościelnych, drudzy, że tą drogą pra- 
gnie uzyskać z Rzymu absolucję i uprawnienie małżeństwa. To 
wydaje się najprawdopodobniejszą przyczyną urządzenia tego 
osobliwego sądu i ogłoszenia wyroku z powodu niepodpisania 
jego tez. oNie rozum ci je podyktował, nie prawo, nie sprawie- 
dliwość, ale namiętny charakter a raczej szał«. 

I tu przechodzi Frycz do określenia swego stanowiska 
wobec wolborskich tez Orzechowskiego: » Chciałbyś może, abym 
jednem słowem podpisał je lub zaprzeczył, abyś miał sposob- 
ność wykrzyknięcia: pobityś Fryczu, heretykiem jesteś! — nie 
tak ci odpowiem«. Skrytykowawszy scholastyczne ich sformu- 
łowanie, zauważa Frycz, że co w nich słuszne, to on dawno- 
w swej Księdze o Kościele rozwinął, że przyznał tam należną 
godność stanowi kapłańskiemu, uzasadnił potrzebę hierarchji 
jak i konieczność utrzymania papieża, oddzielając odeń, co mu 
nie przystoi. Natomiast protestuje Frycz przeciwko przypisy- 
waniu klerowi, papieżom i soborom takich uprawnień, które mu< 
się zdają sprzeczne z rozumem i prawdą historyczną. Naprzy- 
kład z powodu twierdzenia, że sobory nie mogą się mylić, przy- 
tacza uchwałę soboru w Yienne, która przyznawała papieżowi- 
zwierzchność nad cesarzem i prawo sukcesji na cesarstwo w ra- 
zie wakansu, i wnioskuje: zatem mógłby papież takiem samem> 



208 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

prawem obejmować tron polski, a cóżby tak na to nasze stany 
powiedziały? A jeśli obecnie sobór trydencki jest prawowity 
i nie myli się, to dlaczego kler nie chce wykonać jego nakazu, 
by każdy biskup i prałat osobiście wykładał ewangelję? Pry- 
matu papieskiego i sukcesji św. Piotra Frycz właśnie jako ka- 
tolik uznać nie może: Wszakże papieże dzisiejsi zmieniają to, 
co Chrystus ustanowił n. p. małżeństwo księży lub komunję 
pod dwiema postaciami, a jeśli są czyimi sukcesorami, to chyba 
cesarza Konstantyna. Czyż od tysiąca lat był między nimi taki, 
coby sam uczył ewangelji lub sprawował się podług przepisu 
Chrystusowego? Zajmują ich władza świecka, sprawy polityczne, 
wojny, wspaniałe szaty, przepych 

Pełni władzy także papieżom [)rzyznać niepodobna, gdy nie 
:słucha ich ani Azja ani Grecja ani Ruś Trudno też posłuszeń- 
-stwo papieżowi poczytywać za niezbędny do zbawienia waru- 
nek. Tu Frycz, nie mogąc powstrzymać oburzenia na kome- 
djanctwo Orzechowskiego, zv\raca się ad hominem: czyś ty sam 
isłuchał papieża, biorąc żonę, wygłaszając mow^ę przeciw celiba- 
towi, chwaląc małżeństwo Jana Łaskiego? czyż ty myślisz, że 
jest ktoś tak naiwny, iżby uwierzył, że ty ową tt-zę szczerze 
napisałeś, przeciwko której dotąd pisałeś i dzałałeś? godzien 
jesteś politowania, że takie absurda pleciesz wbrew własneiDU 
przekonaniu. Przytoczywszy znów szereg cytatów^ atakujących 
Rzym a zwłaszcza papieża z »Komentarza do przysięgi bisku- 
pieJK. powiada Frycz ironicznie: Dlaczegóż drugich napadasz? 
zacznij od siebie i stwierdź nietylko słowy ale i czynem swą 
wiarę w konieczność posłuszeństwa papieżowi: oddal żonę! 
Przypomniaw^szy znów obelgi Orzechowskiego na PaM^ła IV, 
pyta go: jeśli Pius równy Chrystusowi, dlaczegóż Paweł an- 
tychrystem? czyżby za Pawła ciągłość sukcesji apostolskiej zo- 
stała przerwana? i złośliwie radzi zaczekać z wychwalaniem 
Piusa IV, który dopiero rządy rozpoczął: »A co będzie, jeśli od 
niego nie uzyskasz absolucji, o którą podobno zabiegasz? czy 
i wtedy będziesz go podtrzymywał w tym prymacie i pełni wła- 
dzy zwierzchniczeja ? 

Kończąc swoje żale, Frycz pokazuje, do jakiego zaprze- 
czenia przeszłości chciałby Orzechowski siebie i jego dopro- 
wadzić przez swój prozelityzm: Sam będzie słuchał papieża, 
-wychwalał dekretały, oddali żonę. napisze pochwałę celibatu, 



Pod opieką IMucsowian 209 



aajmie się inkwizycją, ogłosi heretykami łych, co się różnią od 
papistów, Frycz zaś zacznie chodzie* do kościohi, słuchać mszy, 
modlić się do świętych, czynić śluby, składać ofiary, przestrzegać 
•obrządków, — wroirowie cieszyć się będą z ośmieszenia się 
obydwóch, przyjaciele zaś błagać o powrót do upaniiętania. »Oto 
wasz prozelita, dostojnicy rzymscy, triumfujcie za jego przewo- 
■dem, dopóki jest waszego zdania, bo jeśli mu żółć naruszycie, 
niedługo będziecie korzystać z jego talentów, bądźcie zdrowi 
i bijcie oklaski, dokąd się da, albowiem pOL^^romiony został Frycz 
przez Orzechowskiego!« — tą subtelną ironją kończy Frycz swą 
»Opowieść«, pisaną taktownie i spokojnie, bez nienawiści lub 
onściwości, nacechowaną raczej rozżaleniem do przeciwnika, tu 
i ówdzie zaprawionem ironją. Odpierając podstępną krzywdę, 
wystrzega się napastliwości i mimo swego oburzenia i żalu nie 
próbuje obniżać zasług literackich i uczoności Orzechowskiego, 
a rac/ej boleje, że sprzeniewierzył się wysokim wymaganiom 
ihumanistycznym, które zdaniem jego obowiązują pisarzów filo- 
zoficznych i teoloŁricznych. Przedstawienie samego zajścia wy- 
daje się tak bezstronnem i prawdziwem, że w czytelniku uma- 
•cnia zaufanie do wiarogodności autora. Broszury polemiczne 
XVI w., dotyczące osobistych spraw autorów, nie przyczyniają 
zazwyczaj blasku ich glorji literackiej, przeciwnie zaś sposób f)0- 
Jemizowania Frycza utrwala dodatnie pojęcie o jego takcie i po- 
ziomie moralnym, mimo to nie osłabiając zalet literackich i lo- 
gicznych broszury, która się zaleca żywością, zręcznem zastoso- 
waniem szczerego patosu i dalekiej od brutalności ironji, przed- 
stawieniem jasnem i zwięzłem. 

»Opowieść o niebywałem zajściu« wydana została w l'iń 
•czowie w drukarni Daniela z Łęczycy, z której od lat kilku 
wychodziły książeczki, wybitnie nacechowane piętnem reformacji 
szwajcarskiej. Poprzedził ją dedykacją Uchańskiemu nieznany 
wydawca — Frycz zapewniał, że sam nie wie, kto się kryje 
pod inicjałami »C. K.« i). Wydawca ów w swej przedmowie 



t) w gronie ówczesnych pisarzy, zbliżonych do Pińczowian, nie spo- 
tykamy osobistości o takich inicjałach; jeśliby one hyly dobrane sztucznie 
dla zakrycia prawdziwego nazwiska autora, możnaby przypuszczać, że 
4)yJ nim Cyprjan Bazylik; wydawcą zdaje się nie był teolog ale literat- 
ł>akałarz, obeznany z stosunkami akademji krakowskiej, 

St. Kot: A. Frycz atodrzewski 14 



210 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

zajmuje się nietyle Fryczem co Orzechowskim, nawiązując do- 
pochwały tegoż pisarza, ogłoszonej przez pewnego »męźa za- 
cnego « (»którego kocham dla jego zamiłowania do wymowy 
i filozofjitt) — aluzja to do panegiryku, jaki na Orzechowskiego 
•umieścił profesor krakowski Jakób Górski na czele wydanych 
przez się ;)Listówo w maju tegoż roku. Anonimowy pisarz gani 
»zaślepione rozkochanie się« Górskiego i zapewnia, że zachwyty 
nad Orzechowskim, jako »pogromcą luteran i sakramentarzy« są. 
przedwczesne; kto przeczyta skargę Frycza, uzna, że to szale- 
niec; zapewne znajdą się tacy. którzy powalonemu przez Fry- 
cza podadzą rękę i podejmą nowe napaści, ale Frycz na to- 
przytrotowaiiy, przeciwko kłamstwom, sofizmatom i frazesom 
retorycznym wystąpi na plac, zbrojny w prawdę, a nie zbraknie- 
mu wymowy ani gładkiego pióra. Ale takie walki wewnętrzne 
uważa wydawca za szkodliwe i dla religji chrześcijańskiej i dla 
Rzeczypospolitej, więc zwraca się do rządców państwa, by ha- 
mowali wewnętrzne zaognienia a w szczególności prosi Uchań- 
skiego, by w obrębie swej władzy nie dopuszczał do wybryków 
ludzi szalonych i na ich pastwę nie wystawiał »męża znako- 
mitego i uczonego, klienta swego«. 

Charakterystyczne to znamię dla ówczes-nej epoki, że no- 
wo wiercą zwracał się do jednego z pierwszych biskupów o obronę- 
pisarza relormacyjnego przed napaściami gorliwca-papieżnika,, 
ale z drugiej strony zastanawia oddanie się Frycza pod skrzydła 
Pińczowian. Być może, że na wybór ich drukarni skazany był 
koniecznością, albo też tam jego skargę wydrukowano bez jego- 
wiedzy, ale bezwątpienia świadomie wspomniał w tekście o sym- 
patyzowaniu z t. zw. i^auką helwecką, wyznawaną w Dubiecku 
i Pińczowie — Frycz wymienił umyślnie o-bok siedziby oficjal- 
nego kościoła reformowanego także stolicę ruchu Stankarow- 
skiego, aby zaznaczyć, ze nie pochwala rozłamu i ruch nowo- 
wierczy traktuje jako całość. Czy chciał przez to powiedzieć,, 
jak to później podchwycił Orzechowski ^j, że należy do kościoła 
reformowanego? Prawdopodobnie nie. Mówi tylko, że tam głosi 
się dogmaty, które są też jego wiarą, ale równocześnie przy- 
należności do organizacji kościelnej przeciwstawia swój stait 



») Orich. k. B, 



Wrażenie Opowieści 211' 

juko osoby aprywatnej, nie mieszającej się do spraw religijnych«, 
to jest do urządzania iiowetro kościoła. Nie do pogodzenia też 
byłby z stanowiskiem 1'ii^czowian pogląd jego na potrzebę hie- 
rarchji kościelnej i papiestwa, nawet z temi zastrzeżeniami, któ- 
renii te instytucje obwarowywał. 

Wrażenie wOpowieści o niebywałem zajściu« musiało być 
dość silne; przyczyniła się ona do okazania zmienności i obłudy 
w postępowaniu Orzechowskiego, który rozpoczynając w tymże 
1561 roku ostrą walkę z nowowiercami, r<3wnocześnie rad byłby 
nie utracić miru wśród szlachty i subwencyj od magnatów. Na 
jakimś zjeździe odbytym w sierpniu — mogło to być tylko 
w Tarnowie na pogrzebie hetmana — groził Fryczowi zemstą 
za ))Opowieść« ^). Wszakżeż to go nigdy dotąd nie spotkało, 
człowieka tak chełpliwego i jak nikt inny wrażliwego na po- 
pularność, podobne bezceremonjalne potraktowanie. Wśród szla- 
chty poczęto lekcew^a/yć jego kameleonowy charakter i rozcza- 
rowywać się do patetycznej frazeologji i sofistycznych dylema- 
tów *). Uchański cofnął mu z tej przyczyny wypłacaną dawniej 
pensję, co Orzechowski w sposób następujący przedstawił: »Niektó- 
rzy z duchownych, którzy mi jurgelty przedtem dawali, skórom je- 
dno vj Sztankara a we Frycza i w inne szkodliwe koronie pol- 
skiej kacerze ostrzem zawadził i harcu za łaską bożą wygrałem, 
o duchownych wszystek stan z kacerzmi harcując, zarazem mi 
jurgeltów dawać przestali* '). 



1) Orich. k. A,. 

*) Z tego okresu pochodzi list starosty wolborskiego, Andrzeja Cie- 
sielskiego, znanego później w literaturze politycznej, powstały pod wpJy- 
wein Orzechowskiego » Listów « i zapewne wieści o dyspucie wolborskiej. 
Ciesielski zajął się obszernie wykazaniem fałszów i komedjanctwa Orze- 
chowskiego, a list jego, rozszerzany przez protestantów w odpisach, był 
tern dotkliwszy, że Ciesielski uchodził za katolika (Rkps Bibl. Jagiell. Nr. 
5267). Wierzbowski, ogłaszając list ów z pełnej błędów kopji (Mate- 
rjaly 1 109 — 111), przypuszcza, że adresatem, wymienianym tylko po imieniu: 
>Andrea charissime«, >frater Andrea«, był nasz Andrzej Frycz. Jest to 
możliwe, Frycz był w bliskich stosunkach z Ciesielskim nietylko dzięki 
wspólnemu pobytowi w Wolborzu, ale już przedtem spotykaliśmy go w Cie- 
ślach, a i później stwierdzimy różne jego transakcje z teściem i szwagrem 
Ciesielskiego. Niektóre jednakże zwroty listów Ciesielskiego nasuwają do- 
mysł, że odbiorca jego Andrzej mógł być katolikiem. 

*) Quincunx, wyd. Tur. str. 32. 

14* 



212 ^t- ^^^^^' A. Frycz Modrzewski 



Mijały miesiące; zapowiedzianej zemsty oczekując, uspo- 
kajał się Frycz zwolna i otrząsał z przy^fnębienia. Do nowycli 
jirac pobudzał łjo ruchliwy Stanisław Stadnicki, pan na Du- 
biecku, w którym umieścił Stankara wraz z jeg-o szkołą, sam 
również zaczepiany przez Orzechowskiego. Celem doprowadzenia 
do jedności małopolskiego różnowierstwa, zabiegał on o pogo- 
dzenie IMńczowiati z Siankarem, co nastąpić miało na sierpnio- 
wej konterencji w Slobnicy i na wrześniowym synodzie w Wło 
dzisławiu') L^c/ąc się ze stanowiskiem Frycza, zapraszał go do 
pomocy piórem i przyja/du na synod. »Umysł mój. złamany 
i przygnębiony brzemieniem krzywd, stracił energję do pracy 
naukowej i pi-^ania; ty jednakże Stadnicki — dziękował mu Frycz 
z Wolborza 9 września — obudziłeś zasypiającego niejako nad 
sprawą i podnieciłeś do przerwanego biegu, do ukończenia 
tego, co porzuciłem rozpoczęte« 2). Na synod jednakże nie po- 
jechał, tłómacząc się zajęcianti gospodarskiemi, żniwami, siano- 
kosami i uprawą roli, z której żyje, ale pośród tych zajęć wy- 
szukiwał wolniejsze chwile, aby uykończyć trzecią najobszer- 
niejszą księgę De Mediatore. 

Do opracowania jej podniecał go bodziec inny. silniejszy 
od zachęty Stadnickiego, mianowicie wzgląd na teologów szwaj- 
carskich, których autorytet bardzo wysoko cenił. Od przyjeżdża 
jących z Szwajcarji — wrócili wówczas Pech, wysłannik Pińczo- 
wian, i Krzysztof Przechadzka, zwolennik Stankara, — dowiedział 
się, że w Genewie i Zurychu pierwsze dwie księgi De Media- 
tore przyjęte zostały niechętnie, że O pory nowi druku odradzono 
a jego posąd/.ono o herezję. Równocześnie napłynęły nowe opi 
nje przeciwko Stankar<.wi od Kalwina i Martyra. Frycz wziął 
się ponownie do lektury Pisma Św., komentarzy biblijnych 
zwłaszcza św. Augustyna, pism Stankara i przeciwników, i p' 
badaniach utwierdził się tylko w dotychczasowem mniemaniu 
Z drżeniem, jak zaznacza 3), przystąpił do podtrzymywania te 
o[)inji przeciwko wybitnym teologom, których zdaniem dotą( 
przeważnie się kierował, ale uznał, że w interesie zgody ko 
ściołów polskich musi bronić swej tezy, zdolnej jak mniema 



«) WotschUe Stancaro w »Altpreu8S. Monatsschrift* 1910 str. 581 
») Uh Mediatore str. 28. 
») Tamże sir. 30. 



Opozycja przeciw teolojfoin szwajcarskim 213 



poufodzir obydwie strony. »Gdyby panował spokój, nie obawiał- 
bym siłj przyłączyć do jednetro czy druLrieiro obozu« — v\y- 
znaje, ale wobec namitjtnetro sporu uważa za konieczne szukać 
kompromisu, zastrzegając si(} przytem, że nikomu nic cbce na- 
rzucać swych opiiuj jako wyroczni pityjskicii, są one tylko wopi- 
nją Frycza to jest człowieka jedneg-o z pośród wielu «. 

Po tern znaniiiMinem zastrzeżeniu, objawiającem w pewnej 
mierze sceptycyzm dogmatyt-zny, zag-łębił się Frycz w roztrzą- 
saniu problemu chrystologicznego. W traktacie uwziJ:lę(lnił prze- 
dewszystkiem argumenty Szwajcarów, Kalwina i Be/y, Lozań- 
czyków i Zuryszan, Bullingera i Marły ra, ale po to tylko by 
dojść do przekonania, że w gruncie rzeczy Kalwin i Stankar 
zgadzają się w treści a różnią sposobem wyrażania ') i że cała 
kontrowersja polega jedynie na .^łowach. Świadomość, że mimo, 
to z kontrowersji wynikają rozłamy, posądzanie o herezję, wy- 
kluczanie, bolała go niezmiernie i pragnął natchnąć obie strony 
swemi dążnościami ugodowemi i ochłodzić ich /acietrzewienie. 
»Podobnoś twierdzą niektórzy, iż gotowi są narazić się na śmierć 
za swoją opinję, ja /aś wcale nie widzę, iżby cały spór wart 
był narażania czyjejkolwiek głowy. Ci co się bawią w te kłó- 
tnie, zdradzają brak albo miłości chrześcijańskiej albo zdrowego 
rozsądku albo jednego i drugiego, albo wreszcie ja ich wcale 
nie rozumiem« — taką nader szczerą a nietylko w poszczegól- 
•nych częściach ale w całości swej słuszną konkluzją zakończył 
Frycz swe dzieło De Mediatore Do tej kontrowersji nie miał 
już zamiaru w racać 2). 



M Tamże str. 79-81. 

■■') W bibljogi-afjach i 1 oz prawach witr-ku XIX pojawiJa się \ver,sja 
(in. i. Kn a p 1 ńsk i Andrzej Frycz .Modrzewski sir. 36, Estreicher Bibl. 
XXIII 44, Wotschke Staiiuaro, Altpr. Mon. 47 str. .ó7li). jakoby z pod 
pióra Frycza wyszła »Narratio histoiiea eoriiin, quae per Stancaruni iam 
denuo in i^nczovia sunt acta<, wydana w {'iiuzuwie 1561 roku. Jedyny 
egzempiai-z tej książeczki znajduje się w Bibljulece dzikowskiej hr. Tai-- 
nowskich; z badaczy nie miał go dota/1 w ręku nikł po ks. Hier. Ju- 
szyuskini, którego ręką znajduje się na karcie tytułowej dopis;in\' prz\- 
puszczalny autor: Modrzewski 

Druk ten, wydany w imieniu ministrów pińczowskiih pizeciw Slan- 
karowi, nie ma nic wspólnego z Fryczem; o jego autorze 1 znaczeniu na- 
piszę gdzieindziej. 



214 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Zgodnie z swem sysŁematycznem usposobieniem pragnąc 
naszkicować całość dogmatyki chrześcijańskiej, podjął zaraz Frycz 
przerwane przez marcowe zajście badania metafizyczne, po grze- 
chu pierworodnym i wolnej woli przyszła kolej na wOpatrzność 
i przeznaczenie«. Rezultatem ich był obszerny traktat, docho- 
dzący również do formuły kompromisowej między kalwinizmem 
a katolicyzmem, a opartej o własne przeżycia, mianowicie szczę- 
śliwe uniknięcie powietrza morowego w czasie znanej nam po- 
dróży do Krakowa w r. 1543. Wspomnienie tego momentu, głę- 
boko w duszę zaryte, skłoniło autora do poświęcenia traktatu 
staremu przyjacielowi, z którym wspólnie go przeżył, Stanisła- 
wowi Potkańskieniu ^). 

Wszystkie prace powstałe w ciągu dwóch lat ostatnich ze- 
brał Frycz razem, przystosował do druku i ogłosił w roku 1562 
w wspólnym tomie. Wypełniły go: 1) »Trzy Księgi, z których 
pierwsza o grzechu pierworodnym, druga o wolnej woli czło- 
wieka, trzecia o Opatrzności i o wiecznem przeznaczeniu bo- 
skiem«, 2) »'rrzy księgi o pośredniku« i 3) powtórnie wydana 
»Opowieść o niebywałein zajściu« ^j. Tom ów zbiorowy ukazał 
się bez wymienienia miejsca druku, bezwątpienia w Bazyleji; 
wierny Oporyn wydał go zapewne potajemnie, aby się nie na- 
rażać teologom szwajcarskim ') 

Kłopoty życiowe nie sprzyjały twórczości literackiej Frycza. 
Zmuszony myśleć o zabezpieczeniu bytu rodziny, wyrywał sobie* 
chwile między jedną pracą w polu a drugą, aby móc bez po- 
kr/.ywdzenia przyszłości żony i dziecka zająć się pisaniem. Lat 
przybywało — liczył ich około 58 — , dochody zaś były bardzo 
szczupłe a nadto niepewne. Wszakżeż podstawa ich, wójtostwo, 



') Z Wolborza 10' stycznia 1562. 

-) Paginacja owego tomu zbiorowego wykazuje lukę: Libri de Me* 
diatore l\ończą się na stronie 8i, a Nai ratio zaczyna się dopiero od str. 
107. Na stronicach 85-106 istniał bezwąlpienia jakiś traktat (czyżby De 
prnnatu?), z niewiadomych względów usunięty przed oddaniem książki do 
introligatoia 

'I Sandius Bibl. Antitr. str. 36. Frycz nie utrzymywał stosunków 
z innym drukarzem zagranicą. Ze książka wyszJa w Szwajcarji, wskazywać 
może i ta okoliczność, że z 22 egzemplarzy, znanych dziś piszącemu, za- 
ledwie trzy znajdują się w bibljotekach polskich a 19 zagranicą, w tern 13 
w Szwajcarji, poludn. Niemczech i Francji. 



Górskiego porównanie Krycza z Orzechowskim 215 

jak okazały przejścia z Lipomanem, mnęrło przepaść w razie na- 
cisku ze strony Kzynui. Skromna pensja, pobierana z łaski kró- 
lewskiej, również mouła zawieść. Te obawy stanowiły troskę 
Frycza i zmuszały go do coraz to nowych zabiegów i oszczędności. 
Dopóki Ucluiński siedział na stolicy kujawskiej i rezydował 
w pałacu wolborskim, nie groziła mu nędza bezpośrednio, mo- 
żliwe że trzymał od niego jakąś wieś w dzierżawie*), ale za- 
szczyt, który dostojnego przyjaciela spotkał w kwietniu 1562 r., 
wyniesienie na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, bezwątpienia go- 
rąco przezeń powitane, przynosiło dlań zapowiedź niepewnej 
przyszłości, tembardziej, że biskupstwo kujawskie przypadło Mi- 
kołajowi Wolskiemu, niechętemu nowatorom a do tego zażar- 
temu przeciwnikowi Uchańskiego. 

Frycz zmuszony był zakrzątać się około zapewnienia sobie 
i rodzinie podstaw inaterjalnych, o które troska pochłonie mu 
odtąd wiele czasu aż do ostatnich chwil żywota. Odtąd też zaj- 
mie się różnemi transakcjami majątkowemi i nazwisko jego bę- 
dzie się przewijać poprzez akty ziemskie i grodzkie, w których 
dawniej głucho o nim było: pożyczki, dzierżawy, zastawy, ku- 
pna przeprowadzać będzie z niezwykłą skrzętnością i ruchli- 
wością, byle dojść do jakiej takiej zasobności. Ostatecznie to mu 
się [)Owiodło; umierając po 10 latach zapobiegliwej starości, po- 
zostawiał wdowie i dzieciom — z czasem jeszcze córka przy- 
była .— wystarczający dobrobyt 

Troska o byt odsuwała go od zagadnień politycznych; 
«a sejmy przyjeżdżał, ale głównie dla załatwiania swych inte- 
resów. 

Zwołany na listopad 1562 do Piotrkowa sejm, pierwszy 
po pamiętnym piotrkowskim 1558/9 roku, przyniósł mu zgry- 
zotę, jakiej już się nie spodziewał. W przeddzień obrad sejmo- 
wych, niezwykle tłumnie obesłanych ze względu na sprawę 
egzekucji dóbr koronnych i przywilejów, rozrzucił Orzechowski 
wśród szlachty od kilku miesięcy przygotowaną odpowiedź na 
zeszłoroczną »Opowieść«, pod .jaskrawym tytułem: »Do Jakóba 



•) Stanisław Góiski do Hozjusa 12 marca 1562: »Uchanscius Fri- 
•cium hereticum apud se in Wolibórz fovet. Dedit ei villam episoopalem e 
possessiones, cum se seniper concludit, consiiia captata (Łukaszewicz 
Dzieje kościołów wyznania helwecki^sfo w białej Polsce str. 46). 



21 1) St. Kot: A. Fr3cz Modrzewski' I 

Uchańskiego biskupa kujawskiego — Frycz czyli o majesUicie- 
stolicy Apostolskiej «. Broszura była obszerna, dwukrotnie więk- 
sza od Opowieści Fryczowej. Otwierał ją długi list dedykacyjny 
Jakóba Górskiego do biskupa Wolskiego, w którym Górski sze^ 
roko rozprawia się »z pewnym przyjjacielemc, wydawcą Opo- 
wieści, i wykazuje bezinteresowność swego entuzjazmu dla 
Orzechowski^o jako znakomitego pisarza i bojownika katoli- 
cyzmu. Ten sam wzgląd co wobec dawniejszych utworów na- 
kazuje mu zaopiekować się ostatnią polemiką przyjaciela pize- 
ciwko Fryczowi, »mężowi coprawda wymownemu i pod wszel 
kim względem uczonemu, ale trzymającemu się odmiennej 
religjiw. 

Górski wyraźnie unika wszystkiego, coby mogło obrazić 
Frycza, jakkolwiek wbrew zdanm swego przyjaciela »C. R.« 
niżej go stawia w polemice od Orzech(jwskiego. choćby z tego 
względu, że jest wrogiem nowatorstwa. Oto jego paralela: »Jeśli 
porównać sprawę Orzechowskiego ze sprawą Frycza, lub zasoby 
nasze z zasobami tamtych, walka będzie nierówna. W rzymskimi 
obozie pod sztandarem Piotra zbroi Orzechowski niezwyciężone 
zastępy w obronie świętego miasta Chr}Stusowego — Frycz 
pod Kalwinem, srogim tyranem, nowym Katyliną, szykuje tłum. 
zbrojnych w nierozsądek i zuchwałość. Orzechowski gasi bez- 
bożne płomienie — Frycz wznieca uśpiony pożar Arjus^za, od 
którego ongiś świat płonął Orzechowski stoi przy zwycięskim. 
ko.ściele — Frycz broni bezbożnego arjanizmu, Frycza talent 
zdatny do nauk chwalimy — Orzechowskiego podziwiamy. 
Wśród łożyska płynie siła wymowy Frycza — Orzechowskiego 
rozpęd wylewa poza brzegi. Frycz prowadzi chcących iść za 
nim — Orzechow^ski porywa opornych. Na równinie Frycz oka- 
zuje swoje szyki — Orzechowski wzlatuje na Alpy, nic tak ^ 
stromego niema, na coby się nie wdarł, nic tak trudnego, cze-| 
goby nie zdobył swoim orężem. Frycz opowiada spokojnie, pły- 
nie łagodnym nurtem — Orzechowski rozrywa tamy i żadnym, 
przeszkodom nie pozwala hamować swego rozpędu. Sam zre- 
sztą pr/.ebieg okaże, którego zasoby większe, którego sprawa 
słuszniejszact ^j. Pozatem długie wywody poświęca Górski osobie- 
Uchańskiego, co do którego pragnie ostudzić zapały nowow ier- 



•) Orzechowski Fiieus k. A-. 



OrzochowsUipgn . Friciust 217 



ców — ;i iispokdK- iiiebezpodstawiic oliawy katolików - zh- 
pewnienioin. ż«> Uchański to kiUolicki Fabius Maxiinus. który 
kuiiktatorslwom osłabia szyki reftirmacyjne, a z nowowiercami 
obcuje jedynie celem przekonania ich przez pobożne i uczone 
perswazje'). Of)rócz Górskietro zalecają atak Orzechowskiego- 
wiersze Wawrzyńca TioślickieLTO i Wojciecha Wędrogowskiego 2), 

D/iś każdy pisze się na uwai*-! Górskieuo o tenipł-rannencie 
i żywiołowości wymowy Orzechowskiego, ale trudno podzielać 
jego zachwyt nad dziełem polemicznem, które w świat wpro- 
wadzał; był on partyzantem sprawy, której Orzechowski orę- 
dował, a nie bezstronnym sędzią oFricius* należy do najmniej 
sympatycznych utworów przez swój ton i smak, a także pod 
względem konstrukcji okazuje rażące niedostatki. Wobec pra- 
wdy luiwet najbardziej ognista wymowa jest bezsilna, tern 
mniej poradzą sotizmaty: Orzechowski mimo wszelkiego upięk- 
szania swego postępku nie mógł zaprzeczyć, że podstępnie bez 
uwiadomienia Frycza usiłował chwycić go w pułapkę i narazić 
na prześladowania, aby móc się chełpić łatwym triumfem. To- 
też tę stronę całego zajścia, w którą uderz^łła Fryczowa Opo- 
wieść, wszelkimi sposobami omija w swej odpowiedzi, rozwodzi, 
się natomiast nie[)roporcjoiialrue nad urzędem papieskim, pry- 
matem, sukce.sją Piotrowa, zwierzchnictwem papieża nad kró- 
lem polskim, naturą boską i ludzką w Chrystusie i t. d. Orjen- 
tował on się trafnie, że postępku swego bezpośrednio obronić 
nie zdoła, to też uderzył zasadniczo w Frycza ' jako heretyka, 
i w jego radykalne poglądy na uprawnienia stolicy Apostolskiej, 
aby tą drogą zyskać poklask hierarchji. Zbyt jednakże upoka- 
r/.ającem przyznaniem się do brzydkiego postępku względem, 
dawnego przyjaciela byłoby dlań, gdyby osobę jego pozostawił 
w spokoju, to też utwór cały przeplata aluzjami i ostrzeżeniami 
do niego, zbyt często przechod/.ącemi w niesmaczną napaść. Na. 
wstępie zaczął z tonu jakoby szlachetnego: . •■ 

»Zawsze ja — powiada - ceniłem Fryczu twój charakter 
i miłowałem twoją wierność, naukę miałem w podejrzeniu ale 
życie kochałem... Polegałem na Lwem umiarkowaniu i skrom- 



1) Tamże k. Ag B, 

2) Goślicki wyraża się o Fiyczu (Bg): Fricius inde abcat patnae- 
qui iura prophanat: Iinmeinor est patiiae qui officiiąue sui. 



218 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

fiości« *). Zaprzeczył za to, jakoby istniała między nimi przy- 
jaźń; była tam tylko »niejaka zażyłość, spowodowana przez pe- 
wne wzajemne przysługi« i tą zażyłością krępuje się dziś on, 
Orzechowski, g-dy rozprawia się z Fryczem o wiarę, walczy 
z nim zatem przyzwoicie, nie o honor lub życie, ale o przeko- 
nania i poglądy, w której to walce chodzi tylko o zwycięstwo 
prawdy 2). Niestety na dalszych kartach zapomniał Orzechowski 
o tych pięknych zasadach i zamiast dysputować o przekonania, 
począł w sposób złośliwy poniżać osobę przeciwnika, lekceważąc 
wymagania przyzwoitości i honoru. 

Żądając od Frycza ukorzenia się przed Rzymem zgodnie 
z własnym przykładem, przepisuje mu wypowiedzenie wobec 
-papieża następującej spowiedzi: » ..Nie zadowalniając się rozumie- 
niem rzeczy, po wszech nem w twojej owczarni, wymyśliłem 
własne, odrębne, by się wyróżnić w tłumie i lekkomyślnie cie- 
szyć się szeptaniem bab przechodzących: Oto ten jest Frycz, 
wróg religji! Ponieważ sławy ani szacunku w Polsce zyskać 
łiie mogłem przez ród mój znakomity, gdyż był plebejski ni- 
-«kiego pochodzenia, ani przez majątek, gdyż jest szczupły i wą- 
tły, ani przez naukę, gdyż na piędź w filozofji nie postąpiłem 
poza gramatyką i retoryką, ani przez żaden zaszczytny stopień 
w kościele, gdyż byłem prostym laikiem w tłumie, wobec tego 
nie mając innej drogi do rozgłosu, usiłow ałem zdobyć go przez 
złoczyństwo... i aby nie oddalać się od Herostrata, napadłem 
twoją łódź, Ojcze święty, wraz z saskimi i szwajcarskimi kor- 
sarzami; porabowałem świątynie, wykorzeniłem z nich nabo- 
żeństwo, wyrzuciłem kapłaństwo, ołtarze twoje rozwaliłem, wre- 
szcie świątynię samą doszczętnie poburzyłem« . .^i 

Jakżeż inaczej przedstawia Orzechowski wartość własną! 
»Wiedzże Fryczu, że Orzechowski... od dzieciństwa przez naj- 
lepszych nauczycieli kształcony, z nadzwyczajną pilnością długo 
i szeroko studjował najwyższe nauki, najpierw w Polsce, potem 
MV Niemczech, wkońcu we Włoszech, i że teraz jeszcze w naj- 
:starszej i najwznioślejszej filozofji jakby w jakiejś podręcznej 



') Tamże k. 5. 
') Tamże k. 6. 
») K. 49. 



Atak na Frycea i Uchańskiego 219 

gospodzie tak sobie wypoczywa, że poza tem zajęciem żadnych 
innych nie odczuwa rozkoszy*). 

Oprócz tego rozsiał Orzechowski w swej książce takie 
uszczypliwości, jak że Frycz wściekł się i oszalał, że w dys- 
kusji zachowywał się jak pijany ))Z chorym wzrokiem i obrzę- 
kłymi policzkami«2), że należy do inwentarza biskupieufo, a na- 
wet nie zawah.ił się przed tak plugawą złośliwością jak podej- 
rzenie, że syn Frycza, który niedawno się urodził, nie może być 
jego prawem dzieckiem; bez ceremohji zmyśla kłamstwo, ja- 
lioby Frycz miał już lat 90, aby pozwolić sobie na żarty, że 
))płód ten starczy i nadgrobny« może być tylko wsynem przyo- 
biecanym«, jak ongiś Izaak w St;irym Zakonie^). 

Nie mogąc zaś śfierpieć, że najwyższy dygnitarz kościoła 
polskiego, Uchański, udziela Fryczowi poparcia i podejrzywając, 
że on dostarczył Fryczowi rękopisu Rozbratu i innych pamfletów, 
wyp(^minamu Orzechowski swoje rzekome przysługi w walce z Pa- 
wiem IV i kurją i usiłuje w nader zręczny sposób odstraszyć 
go od przyjaźnienia się z Fryczem a zarazem skompromitować 
publicznie w oczach nuncjusza Buongiovan niego, w którego ręku 
leż.iło.zatwierdzenie Uchańskiego na stolicy gnieźnieńskiej. »Prze- 
Tażii mnie to — pisze między innemi do Uchańskie^ro - , że 
widzę tyle śladów berety. -kich, zwracających się ku tobie a ża- 
dnych odwrotnych. A że Frycz, potępiony jako heretyk przez 
opinję apostolską, jest w twem otoczeniu, przestaje z tobą, 
z twoich zasobów korzysta i od ciebie wciąż dobrodziejstwa 
otrzymuje, gdy ja, przeciwnik jego, nara/am się na utratę twej 
łaski i rocznej pensyjki. ile/ to zwiększa obawy mijt !.. Zakli- 
nam cię, jeśli na biskupstwie chełmskiem i kujawskiem here- 
tycy mieli w tobie przyjaciela, niechże w arcybiskupie gnieź- 
nieńskim znajdą wroga, zaniechajże raz wszelkiej symulacji 
i obłudy, która ci dawniej i interesom twoim mogła być po- 
trzebna«.. . *) Nawiasem mówiąc, przy całej gorliwości prozelickiej 
•Orzechowski nawet w tej broszurze obrzuca papieża l'aułaIV 
najokropniejszemi obelgami, zwalcza celibat i "dmawia soborowi 



') K. 72. 

■') K. 68. 

») K. 69. 

*.) K. 88. 



220 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

trydenckiemu powszechności, jeśli nie zjawią się nań trzej pa- 
trjarchowie wschodni. 

O ile po zajściach wolhorskich ogarnęło Frycza rozgory- 
czenie i żal, to pamflet Orzechowskiego wywołał w nim naj- 
głębsze wzburzenie. Tej sumy oszczerstw, insynuacyj i wykręt- 
ności nie mógł mimo całego wstrętu do polemiki zostawić bez 
odpowiedzi, bał się, że milczenie jego poczytanoby za pr2yznanie 
racji Orzechowskiemu. To też natychmiast po przeczytaniu na- 
paści, w początkach sejmu w grudniu 1562 napisał od jednego 
rzutu odpowiedź pod tytułem » Orzechowski czyli odparcie 
oszczerstwa i wydrukował ją z dedykacją biskupowi Wolskiemu ^). 

Odpowiedź, pisana w widocznem porozumieniu z Uchań- 
skim, prote.'<towała przedewszystkiem przeciwko wciąganiu w dys- 
kusję osoby prymasa. Nale/.ało od tego zacząć wobec zarzutów, 
spadających na pryma-a za jego przyjazne stosunki z naszym 
pisarzem; zwłaszcza Hozjus pospieszył z przytykami^). Zatem 
Frycz czuł obowiązek stwierdzenia, że ani Uchański nie do- 
starczał mu żadnych sekretnych pism Orzechowskiego przeciw 
Rzymowi — Frycz dość ich widział u hetmana Tarnowskiego 
a zresztą w swej Opowieści cytował tylko- z publikacyj druko- 
wanych — ani też Orzechowski nie f)onosił żadnych ofiarwsftra- 
wie Uchańskiego; ^^zumne jt^go frazesy o narażaniu się papie- 
żowi z powodu zatargu o biskupstwo kujawskie nie odpowia- 
dają prawdzie, Uchański bowiem jedno tylko wydał przeciwko- 
papieżowi pismo i to w języku polskim, które sam ułożył 2). 



') Ukazała się bez miejsca druku. 

*) W liście z Trydentu 15 grudnia 1562: »...latere iiolo, quod versan- 
tur hic in manibus patruin libri in Polonia editi ąuorum nonnulli Basileae- ■ 
quoque sunt inipressi, per Orechoviuin, Friciuni, Stancarum, in ąuibus ^ 
aeąue suaruin esse partiurn Rmam Do. Vram contendunt haeretici atąue 
catholici. Cuius generis .scriptis aestimationi Umae Do. Vrae non bene con- 
sulitur... Etiam Francofortum ex Polonia libri iam perleruntur, inde postea 
perveniunt in omnes orbis Chrisliatii partes ac avide nonnulli legiintur 
propler stili eiegantiuni, quam et Byto et Bachio concedere necesse est« 
(Rkps Arch. w Frauent)urgu Ab 5 fol. 1 1). 

8) Wynurzenia Frycza, oparte bezw ątpienia na informacjach samego 
Uchańskiego (»ego vero ex Episcopo audivi« k. Ag-Bj) rzucają światło na 
polemikę Uchańskiego z Rzymem w r. 1559; uszły one uwagi Wierz- 
bowskiego, autora monografji o Uchańskim. (V 174/5). Również przy- 
noszą one skądinąd nieznane i przez biografów Orzechowskiego niewyzy- 



Energicsna ubroiiu Frycza 221 

Broszura Frvc/a. królUa i /\vi(j/la, jest nio/mieiiiiie cennein 
źrótUeni do po/iiaiiia jeufo cliarakteru. /muszony przez zaczepk: 
OrzechowsUieijro mówić o sobie, odkrywa otwarcie swoje [lo 
glądy i usposobienie. Podniecenie w którem pisze, nadaje wy 
znanioin jeiro cechę bezpośredniości i tern łatwiej pozwala zau 
ważyć niejeden znamienny rys jecro umysłowości. Mimo nieje 
dneijfo zw-rotu t)streyo, rzuconego w podrażnieniu, cliarakter Fry 
cza w lem świetle jeszcze więcej budzi szacunku i zaufania. 

Pizedewszystkiem sympatycznie uderza brak wyzwisk i zło 
śliwych insynuacyj. (Jto najostrze^jsze zwroty: Gdy mu Orze 
chowski zadał zarzut, że w swych twierdzeniach o naturze Cliry 
stnsi jest heretykiem Nestorjaninem, w pierw^szym popędzie 
odcma mu się: to ty raczej z swymi poglądami jesteś herety 
kiem. bo idziesz za Eutychescm, w tej samej jednak chwili 
miarkuje się i dodaje: » daj myż jednak spokój tym głupim oskar- 
żeniom i rekryminacjomI« *). A gdy Orzechow^ski zarzucił mu, 
że się wściekł, odpowiada: obyś tak był wolny od lunatyzmu, 
jak ja od szaleństwa; słyszałem od towarzyszy, którzy z tobą 
żyli we Włoszech i w Polsce, żeś zapadał na lunatyzm; mu- 
siałeś być chory w chwili napadu na mnie 2). To zresztą wy- 
jątkowe zwroty, zbliżone do poziomu polemiki przeciwnika. Poza 
tem w każdym ustępie odpowiedź Frycza jest pięknym wzorem 
taktu. 

Wobec zaprzeczenia Orzechowskiego, jakoby istniały między 
nimi węzły i obowiązki przyjacielskie, odpowiada: wybacz mej 
naiwności, że świadom życzliwości mojej ku tobie S[)odziewałem 
się u ciebie uczuć wzajemnych; jak się martwiłem o ciebie pod- 



skani! szczegófy o antyizymskich utworach Orzechow.sUipgo, jak sCommen- 
tariutn in luramenlum episcoporam«, BRepudium papne Honiani«, »Vita 
Joannis Droiovii«, pismo osobne przeciwko Pawłowi IV por. Orich. k. Bj, 

') k. E.-,. 

*) k. Cj. Że Orzechowski j«st lunatykiem, twierdzili takie kanonicy 
krakowscy, Kromer, Górski i Myszkowski w r. 1551 (Zebrzydowskiego Ko- 
respondencja str. 483). 

Sam Orzechowski zwierzał się przed sekretarzem Commendoniego, 
<jraz'anim, że snigdy nie zwykł zasiadać do pisania inaczej jak tylko mo- 
<!no podpity, wtedy dopiero gdy go wino nawskróś rozpali, styl jego staje 
«ię wymownym, wtedy płynie mu treść i słowa do treści stosowne* (Gra- 
tiani De scriptis invita Minerva 1746 II 111). 



222 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

czas twoich ciężkich przejść, miałeś dowody w listach; odpi- 
sując, chwaliłeś me rady i prosiłeś o pomoc w ich wykonaniu^ 
co też wedle sił spełniłem; wtedy nazywałeś mnie nnajzacniej- 
szym mężem«, »człowiekiem uczonym« i podpisywałeś się jako 
wszczery brat i przyjaciel* — w mej naiwności dawałem leinu 
wiarę a teraz widzę, że trzeba mieć więcej ostrożności^). 

Orzechowski, pragnąc go poniżyć, traktował go jako ple- 
bejusza. nędzarza i nieuka — wobec takiej argumentacji wyraził 
Frycz zdziwienie: wszak to znamio^ia obojętne, adiaphora, nie 
wspominałbyś o nich, gdyby była w tobie okruszyna głębszego 
filozofa lub poważnego teologa^). I tu następuje ciekawa od- 
powiedź: 

»Co do majętności moich — przyznaję ci, że są szczupłe 
i maleńkie, dochody czerpię głównie z roli. z której żyję jak 
mogę wraz z rod/.iną«. Gdybyś i ty na chleb pracował, mniej 
miałbyś czasu do napadania ludzi. Wykształcenie moje niewiel- 
kie i jak powiadasz, ani na piędź nie postąpiło w filozofji. Je- 
dnakowoż w tym jeszcze wieku staram się uczyć rzeczy poży- 
tecznych i w miarę możności udzielam drugim. F^ochodzenia 
mego nigdzie nie podawałem jako znakomitego, nigdy też nie 
naśladowałem ciebie, któryś żądał, bym do ciebie mówił jak do 
znakomitości. Żyją krewni moi po ojcu i matce, szlachta, z któ- 
rych ród mój się wywodzi, ci w potrzebie mogą zaświadczyć,. 
z jakich przodków pochodzę«. 

»Klo przeczyta, co we mnie wmawiasz, jakobym ograbit 
kościoły, poburzył świątynie, pomyśli, że żyję z rabunku, ale 
kto mnie zna, wie, że to wierutna nieprawda. Na trzeźwo czy 
po pijanemu to pisałeś, że ja pogwałciłem jakieś urzędy? Jak- 
gdybyś nie wiedział, iż w domu siedząc zajmuję się mojemi 
sprawami a nie mieszam się do spraw religijnych? Jeśli piszę, 
to nie dla urządzania czegokolwiek, gdyż to do mnie nie należy, 
ale celem służenia radą tym, którzy są powołani do decyzji. 
Jeśli się komu podoba, co piszę, to dobrze; Jeśli nie, nikt nie 
jest zmuszony mnie słuchać«. 

Do żywego oburzyły go niskie aluzje Orzechowskiego co- 
do nieprawego urodzenia synka, tembardziej, że Orzechowski 



') k. B.. 
*) k. C,. 



Poziom moralny polemistów 223- 



przed awanturą odwiedziwszy go w Wolborzu, radował się 
z przyjścia na świat dziecka i nawet z twarzyczki zauważał po- 
dobieństwo do ojca. ))Tera/ zaś z nienawiści chcesz mnie, dziecko 
i żonę ograbić z dobrej sławy« — wyrzuca mu Frycz i ciągnie 
z troryczą: oSkądże wiesz, że mam lat 90? Mogę zapisem urzę- 
dowym udowodnić, że nie mam nawet 60, a żyje jeszcze świa- 
dek, który był starostą na weselu moich rodziców. Ani pijakiem 
nie jestem, ani na oczy nie choruję, tak mi one dotąd służą,, 
jakbym dopiero miał lat dwadzieścia. Młodość moja Bogu dzięki 
nie była tak nieumiarkowana, iżby miała sprowadzić niemoc w sta- 
rości lub wyniszczenie ciała«. Za wszystkie obelgi życzy Frycz 
Orzechowskiemu zdrowego wzroku, nieobrzękłych policzków, 
trzeźwej myśli, sądu uczciwego i przytomnego, i jak najener- 
giczniej protestuje, jakoby mówiąc o zabiegach Orzechowskiego- 
o uprawnienie małżeństwa, chciał rzucać cień na prawowitość 
jego potomstwa: » Mylisz się, jeśli tak sądzisz; nie pozwoliłoby 
mi na to ani moje poczucie sprawiedliwości ani charakter ani 
usposobienie, według mych pojęć nie powinna odpowiadać ani 
żona ani syn za krzywdy wyrządzone przez ojca, a żonę twoją 
uważam za godną v\ szelkiego szacunku i dzieciom twym jak 
najgoręcej szczęścia życzę« '). 

Przez tak szlachetne postawienie spraw- jaskrawiej uwy- 
datniła się różnica poziomu moralnego obydwóch pisarzy ani- 
żeli przez argumenty samej polemiki. Czytelnik dzisiejszy, a za- 
pewne i ówczesny, mimowoli musiał przytakiwać Fryczowi, gdy 
Orzechowskiemu, przechwalającemu się swą wielką uczonością,. 
odpowiadał: »Miej sobie wszelkie mądrości, jeśli się nie wy- 
zwolisz od przewrotnych popędów charakteru, nie możesz być 
ani nauczycielem obyczajności ani inkwizytorem heretyków !« 

Na tej obronie Frycza zakończyła się polemika. Orzechow- 
ski mimo swej ciętości i ambicji nie wygotował odpowiedzi. 
Jeszcze w marcu 1563 roku rozsyłał egzemplarze swego »Fry- 
cza« przyjaciołom w kraju i zagranicą. Kromerowi, Płazie, księ- 
garzowi kolońskiemu Cholinowi, kaznodzieji cesarskiemu Zittar- 
dowi, przechwalając się, że Frycza »arjanina« zmusił do milcze- 
nia 2); niedługo potem otrzymał odpowiedź przeciwnika, gdyż. 

*) Korzeniowski Orichoviana str. 540, 543, 545, 548. 



224 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

już w maju donosi Hozjusowi, że przygotowuje odpowiedź Fry- 
czowi, wymienia ustępy tej polemiki oraz prosi o wyjaśnienia 
w sprawie nieobecności wschodnich patrjarchów w Trydencie, 
aby tern skuteczniej powalić przeciwnika. Hozjus żądanych wy- 
jaśnień udzielił'), ale Orzechowski odpowiedzi zaniechał, jakkol- 
wiek do końca życia przechował nienawiść do Frycza, o czem 
świadczą docinki po różnych jego pismach rozsiane. 

Polemice z Orzechowskim, której konieczność była dla 
Frycza bardzo przykrą, zawdzięczamy możliwość bliższego po- 
znania go jako człowieka. O ile bowiem działalność i indywi- 
dualność literacka Frycza jest dziś wielostronnemu badaniu do- 
stępna, obraz człowieka trudniej odtworzyć z powodu zbyt skąpej 
ilości świadectw spółczesnych; również nic prawie nie ocalało 
z jego korespondencji, któraby pozwoliła wejrzeć w tajniki jego 
charakteru Stratę ową wynagradza częściowo obfitość wynurzeń 
jego o sobie, zamieszczonych w obronach i polemikach. 

Wysoki poziom moralny Frycza, niezwykła prawdomów- 
ność, pogarda kłamstwa, nadaje wyznaniom owym cechę wia- 
rogodności, pozwalając opierać się na nich jako na materjale 
najbardziej autentycznym; gdyby wyjście na jaw jakichś świa- 
dectw postronnych pozwoliło kontrolować to, co sam mówi 
o sobie, wolno żywić nadzieję, że wiarogodność jego zwierzeń 
nietylkoby nie została nadwątlona, ale raczej umocniona. 

))Mąż to był słusznej postawy, o siwej brodzie kędzierzawej, 
nie zanadto długiej; wydawał się prostaczkiem i niewymownym, 
ale pisma pokazują, jakim był« — zauważył o nim autor bez- 
imiennej charakterystyki 2). 

))Ci co ze mną bliżej żyją — mówił Frycz sam o sobie ') 
zwykli mi wyrzucać moją milkliwość; jedni są zdania, iż nie 
znam się na niczem, drudzy — że nie umiem się wysłowić, 
niektórzy znowu — że nie rozprawiam z nimi o sprawach po- 
tocznych z jakowejś zazdrości, inni wreszcie uważają mnie za 
udawacza i zakrytego«. Okazuje się stąd, iż Frycz pomimo 
skłonności dysputatorskich, tak wybijających się w utworach. 



') Hosius De loco et authoritate lioinani pontificis 1567 k. A, 
str. 30-44. 

*j Uwagi rękopiśmienne na egzemplarzu Bibljoteki Dzikowskiej »De 
dlep. emend.4 z r. 1559. 

») Orichovius k. F,. 



1 



Charakter Frycca 225 



"W rzeczywistości nieskłonny był do rozs^adywania się; sam wy- 
znawał, że w towarzystwach, przy stole, niechętnie rozprawia 

doj^matach, co najwyżej mówi o najbardziej utartych postu- 
hitach, aby g"o nie posądzano, że się wynosi nad drug-icii i t^far- 
dzi wymianą zdań. Odmienny to typ od polskiego gadulstwa, 
a zwłaszcza kontrast do Orzechowskiego, który na zjazdach, na 
zebraniach i ucztach zagłuszał wszystkich swą rozlewną wy- 
mową, zmuszając do wysłuchiwania paradoksów i do zachwy- 
•cania się mówiącym — Frycz napomyka, że sceny te nie za- 
wsze kończyły się dlań przyjemnie, że z powodu jego gwałto- 
wnego języka dochodziło do bójek, w których Orzechowski na- 
wet pod stołem szukać musiał schronienia"). 

Narzucania się, wtrącania się w cudze sprawy, skłonności 
•do zaczepiania kogokolwiek w Fryczu nie było; stwierdzali to 
jego przeciwnicy. Kanclerz arcybiskupi Dąbrowski, który go śle- 
dził, pozbawił parafji w Brzezinach i chciał usunąć z Wolborza, 
sam o nim zaświadczył, »że zawsze zachowywał się z umiar- 
kowaniem i nie mieszał się w niczyje sprawy «; nawet Orze- 
chowski, pisząc swój jadowity pamflet, musiał pochlebnie wy- 
rażać się o jego charakterze, umiarkowaniu i skromności. 

Frycz należał do tych charakterów, co przedewszystkiem 
społeczeństwu pragną być użyteczne i wolą więcej bliźnim 

1 siebie dawać, aniżeli brać. Zajście z Orzechowskim, od któ- 
rego za swoją przyjaźń i przysługi nie spodziewał się takiej 
■odpłaty, pouczyło go na starość, iż zbyt naiwnie traktował lu- 
•dzi, sądząc, że za życzliwość odwzajemniają się życzliwością. 
•On bowiem za okazaną mu pomoc umiał poczuwać się do 
"wdzięczności, jak świadczy jego sposób wyrażania się o Tarnow- 
skim, Drohojowskim, Uchańskim, a zwłaszcza o Łaskich, których 
prawie z wzruszeniem wspomina. Pamiętamy, że piękne świa- 
•dectwo jego przywiązania, niesłabnącego mimo oddalenia, wy- 
stawił mu Jan Łaski 2). 

Jak wysoko cenił przyjaźń, pokazuje się z dedylcacyj pism 
gego. Wbrew zwyczajowi ówczesnemu, bynajmniej nie są one 
obliczone na kaptowanie osób wysoko postawionych, ale prze- 



1) Tamże k. Cg 

*) Dalton Lasciana str. 256. 

St. Kot: A. Frycz Modizewski 15 



226 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

dewszystkiem świadczą o afekcie przyjacielskim. Sprawy, któ- 
rych bronił, wymagały czasem, aby utwór przypisać osobisto- 
ściom naczelnym, jak królom Zygmuntom, Sobockiemu. Tar- 
nowskiemu, — zazwyczaj jednak poświęcał swe utwory przy- 
jaciołom, i to nieraz takim, którzy mu żadną protekcją służyć 
nie mogli. Wiek XVI miał swój sposób patrzenia na dedykacje, 
zwłaszcza w pismach, idących szeroko po rynku europejskim. 
Były one naówczas wysoko cenione jako wybitny środek rozgłosu, 
dla osobistości, którym utwory były przypisywane. Frycz umy- 
ślnie dla okazania uczuć przyjacielskich starał się uświetniać 
imiona przyjaciół, z którymi dzielił myśli i dążenia: obok zna- 
nych z szerszej areny, Uchańskiego i Leonarda, Lutomirskiego, 
Ossolińskiego i Stadnickiego zwracał się w dedykacjach i do 
mniej głośnych, do Stanisława Drohojowskiego, Krzysztopor- 
skiego, Głogowskiego. Łukasza Orłowczyka, a nawet do niezna- 
nych, jak Potkański, Załoga, Jaktorowski, którzy jemu tylko- 
zawdzięczają. że ich nazwiska przechowane zostały potomności. 
Już występując z pierwszym utworem na widownię literacką,, 
dołączył doń niepodejrzanie świadczący o jego bezinteresow- 
ności list do siedmioletniego Olbrychta Łaskiego, aby go za- 
chęcać do wejścia w ślady bohaterskiego ojca. 

Frycz nie szukał towarzystwa możnych i wpływowych 
osobistości, ale przeciwnie był przez nie poszukiwany. \\'ido- 
cznie ujmował bogatymi darami swego ducha, kiedy jednostki. 
wysokiej kultury, zajmujące pierwsze stanowiska w Rzpltej, 
pragnęły go mieć przy swym boku, a nawet gotowe były znosić 
podejrzenia i oskarżania z powodu przyjaznych z nim stosun- 
ków. Kto się bliżej z nim zaznajomił i zżył, ten uczył się cenić 
jego osobę i współdziałanie. Sam przegląd grona mężów, z któ- 
rymi się splatały losy krakowskiego bakałarza a z czasem wójta 
wolborskiego, pokazuje łączność jego z elitą umysłową Polski 
ówczesnej. 

Młodość Frycza wypełniona była wieloletnią przyjaźnią 
z Janem Łaskim; okres krakowski charakteryzują bliskie sto- 
sunki z Hozjusem, Leonardem, Zaleskim, Rojzjusem, Langiem,. 
Trzycieskim, Ephorinem, Orzechowskim, Łukaszem Orłowczy- 
kiem; już wtedy cieszył się względami Jana Tarnowskiego,, 
które nie miały osłabnąć do śmierci hetmana. W okresie wol- 
borskim przyjaźnił się tak gorąco najpierw z Drohojowskim^ 



n 



Stosunek jego do ludzi 227 



następnie z Uchańskim, że śmierć tylko zdołaJa ich wzajem od 
siebie oderwać: Drohojowskiepfo on przeżył, Uchański je^o. 
Zżywa się po bratersku z wykształconą szlaciitą, z Stanisławem 
Hrohojowskim, Krzysztoporskim, Lutomirskim; zabiecrają o niego 
przywódcy izby poselskiej, Ossoliński i Stadnicki. Z obcych prz^ 
jaźnią się z nim Melanclilon a w latach późniejszych Dudycz, 
prawdziwe ozdoby wieku, jeśli uwzględnić ich subtelną uiny- 
słowość, uwielbiają go Schilling z Wrocławia i Oporyn z da- 
lekiej Bazyleji. W kole tak wyborowem pod względem kultury 
umysłowej niewielu Polaków XVI wieku miało sposobność 
znajdować przyjaciół. 

Usposobienia był Frycz łagodnego i spokojnego. Największy 
czuł o to żal do Or^echowskiegi), że przez swoją napaść naru- 
szył mu spokój, którym się cieszył w Wolborzu. Z całego zaj- 
ścia okazuje się, że kłótni unikał. Tak samo przed kilku laty, 
gdy Hozjus nie ustawał w napaściach nań za krylykę konfesji 
piotrkowskiej, oświadczył Frycz, że dla świętego spokoju nie 
będzie więcej o tej konfesji wspominał. W procesie, w którym 
możny przeciwnik miał po swej stronie sędziego wbrew prawu, 
wolał zrzec się dochodzenia krzywdy, ani/eli drażnić się wido- 
kiem niesprawiedliwości. 

Nad przeciwnikami nie lubił się znęcać, raczej smucił się, 
że bliźni jego pod wpływem namiętności zdolni są wyrządzać 
krzywdy. Jakkolwiek krzywdy te dotkliwie odczuwał, usiłował 
zachować równowagę i nie dać unieść się wzburzeniu do tego 
stopnia, aby im równą miarą odpłacać; choć go bolało, starał 
się z pewną pobłażliwą wyniosłością traktować doznane od nich 
przykrości. 

Znamienna jest niechęć jego do wymieniania swych wro- 
gów po nazwisku; wyjątek zrobił tylko względem Orzechow- 
skiego, który napadł go publicznie i z użyciem pewnych form 
niby prawnych. Tak samo piętnując zbrodnie, wypadki mężo- 
bójstwa, krzywoprzysięstwa itp , nazwiska winnych zamilczał, 
nie z obawy, aby sobie wrogów nie mnożyć, lecz z zasady, której 
się całe życie trzymał, iż nie zwalcza osób ale błędy. Że nie 
brak było mu odwagi, okazała cała jego twórczość pisarska, 
walcząca z opinją panującą i częstokroć przeciwstawiająca się 
najbliższym; mówił prawdę w oczy i królowi i szlachcie, nawet 

15» 



228 ^^- Kot: A. Frycz Modrzewski 

takim możnym panom opinji szlacheckiej jak Ossoliński i Sta- 
dnicki. 

Cechowała go zawsze prawdomówność i niechęć do schle- 
biania, stąd nie miał popularności; niezdolny był do pochlebstw 
nawet względem protektorów i dobroczyńców, dla których pełen 
był wdzięczności, charakterystycznym tego przykładem jest skre- 
ślony przezeń portret biskupa Drohojowskiego Wobec ludzi 
starał się być objektywnym i szczerym; jak sam powiadał, na 
dwóch stołkach siedzieć me umiał. I sobie leż nie pochlebiał. 
Chociaż kilka razy przytoczył pochlebne sądy o swych pi- 
smach, wyrzeczone przez cudzoziemców, uczynił to nie dla 
przechwałek, ale tylko dla przeciwstawienia ich niechętnemu 
milczeniu albo nawet prześladowaniu, którego doznawał od 
wpływowej partji w ojczyźnie. Z pism jego nie dowiedzieliby- 
śmy się, jak wysoko był w wielu kołach ceniony; p(juczają nas 
o tern przygodne wyrażenia się spółczesnych, pełen szacunku 
i przywiązania stosunek doń wielu najwybitniejszych mężów 
Rzpltej a przedewszystkiem zawiść przeciwników i niepokój 
ich na wieść o każdem jego wystąpieniu. Uznanie, z którem się 
spotykał, i słowa przepełnione uwielbieniem nie odurzały go 
ani nie wzbijały w pychę, — uważał się bowiem za rycerza 
sprawy, dla której pi^al i walczył, i więcej smutku odczuwał 
z jej niepowodzenia aniżeli radości z swoich sukcesów literackich. 

Całe życie ciężko i sumiennie pracował, czy to będąc 
w dworskiej służbie czy pełniąc czynności publiczne, czy też 
siedząc nad księgami. Słabe zdrowie, na które już wcześnie się 
uskarżał i które pomimo wstrzemięźliwego i skromnego życia 
wciąż osłabiało jego energję twórczą, konieczność żmudnej pracy 
na chleb, brak bibljoteki należycie wyposażonej — wszystko to 
nie odstraszało go od wytrwałych studjów i wytężonej pracy 
pisarskiej. 

Jakkolwiek przywiązał się do swych poglądów na ludzi, 
religję i Rzpltą, które sobie z wielkim nakładem trudów wy- 
pracował, nie był jednakże zarozumiały ani zazdrosny. Cieszył 
się z powodzenia drugich i zachęcał ich do współzawodnictwa. 
Ludzi cenił i kochał bezinteresoM-nie, bez względu na ich stan, 
klejnot, znaczenie, a raczej nawet drożsi mu byli ci, od których 
żadnej nie mógł się spodziewać sławy ani korzyści: serdecznym, 
ciepłym tonem ożywiają się jego słowa, ilekroć mówi o dzieciach 



Początki ant,vtrynitHiyzinu w Polsce 229 

a naJGTorętsze wyilobywa z siebie akcenty, gdy wspomina o naj- 
bardziej nieszoztiśliwych i upośledzonych, o ofiarach ucisku, wy- 
zysku i yrwałtu, o plebejuszach woe^óle. a chło[)ach w szcze- 
gólności. 

W swych pojtjciach i uczuciach był typem niezuykle uspo- 
łecznionym: w wioku eyoizmu i indywidualizmu objawił nad- 
zwyczajną wrażliwość na pragnienia i potrzeby ogółu, krzywdy 
i choroby publiczne Przed oczyma miał ideał człowieka i oby- 
watela prawdziwie humanistyczny, do niego pragnął zbliżyć 
umiłowany gorąco swój naród, dla którego w pierwszym rzędzie 
wszystko pisał, ale rozumiejąc, że wszelka filozotjn jest martwą, 
jeśli się jej w czyn nie wciela,' samemu s ibie przedewszystkiem 
stawiał surowe wymagania życia i działania podług teorji, którą 
wyznawał. 

IX. 

O zgodę róźnowierców i sobór narodowy. 

Usprawiedliwiając pośpiech, w jakim pisał »Odparcie osz- 
czerstwa, zaznaczył Frycz, iż podczas sejmu przywalony był 
mnóstwem zajęć. Nie tyle to zapewne były sprawy prywatne 
co publiczne, a mianowicie dotyczące religji. Właśnie bowiem 
podczas obrad sejmowych rozgrywały się w Piotrkowie zajścia 
doniosłej wagi. które sprowadziły przewrót w dotychczasowem 
życiu i rozwoju małopolskiego kościoła reformowanego. 

Spór Stankarowski, do którego i Frycz się wmieszał, wy- 
wołał ferment wśród polskich nowowierców. Zacząwszy od roz- 
trząsania natury bo-skiej i ludzkiej w Chrystusie, teologowie szli 
coraz dalej w kierunku, na który się dotąd nieliczne tylko je- 
dnostki w Europie poważyły. Gdy Stankar z wielkim zasobem 
dialektyki i terminologji scholastycznej akcentował dogmat 
Trójcy Św. i jedność istoty wszystkich trzech jej osób, zwalcza- 
jący go Pińczowianie ') podali w wątpliwość pojęcia te i terminy, 



M Jak .silna byJa świadotnośe, że wystąpienie Stankara spowodowało 
tę ewolucję, świadczy pogląd wybitnego przywódcy ant} irynitaizy, Wa- 
lentego Gentilisa (podług streszczenia I^ysmanina): »Dicit deuni excilaspe 
Stancarum, ut pseudodeus et pseudochristus detegeretur ex contentione 
Stancaricatt (Wotsctike Bricfwechf^el str. 179i 



230 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

nie znajdując dla nich dostatecznego uzasadnienia w Piśmie 
Św.; rozwinięcie ich bowiem i ułożenie w system dogmatyczny 
było dziełem Ojców kościoła i wielkich soborów IV — V wieku, 
którym teologowie pińczowscy nie chcieli przyznać autorytetu 
nieomylności. Już w r. 1561 obydwaj senjorowie kościoła ma- 
łopolskiego. Blandrata i Lysmanino, narazili się na zarzuty pra- 
wowiernych kalwinistów (zgodnych na tym punkcie z katoli- 
kami), że nadwątlają dogmat Trójcy Św., odrzucają symbol ni- 
ceński i św. Atanazego i podważają pojęcie współistotności 
osób Trójcy Św., przez co albo utorują drogę pogańskiej wierze 
w trzech bogów albo też, jeśli dla uniknięcia tego akcentując 
wiarę w jednego Boga popadną w odwrotną skrajność, w arja- 
nizm. Osłabią boskość Syna jego. 

W ciągu lat następnych ewolucja dogmatyczna Pińczowian 
miała istotnie pójść temi obydwiema drogami. Pierwszem jej 
stadjum było konsolidowanie się poglądów antytrynitarskich. 
Z wyjątkiem kilku mniej wybitnych. Sarnickiego, Gilows^kiego, 
Syiviusa, Wawrzyńca Niezgody z Przasnysza, ogół ministrów 
małopolskich oświadczył się za tą doktryną, mającą na razie 
charakter raczej negatywny. Odtrącili oni tajemnicę Trójcy Św., 
ale nie posunęli się jeszcze do zaprzeczania bóstwa żadnej 
z trzech osób boskich, pozostając wobec tego na stanowisku 
tryteizmu — nazwano ich też »Trójbożanami« w przeciwieństwie 
do »Trójczaków«. Szczupłe grono teologów prawowiernych, które 
się stanowczo oparło nadwątlaniu tradycyjnego dogmatu, odwo- 
łało się do magnatów, patronów małopolskiej organizacji ko- 
ścielnej, o p)moc i wykluczenie skrajnych teologów z młodego 
kościoła. Właśnie podczas sejmu piotrkowskiego rozłam ów 
uwidocznił się w organizacji: po dłuższych dysputach przeciw- 
nicy Trójt y Św., mimo że nie czuli się pokonani, zobaczyli, iż 
są odosobnieni wśród świeckich członków kościoła, którzy z ró- 
żnych względów nie chcieli towarzyszyć ich skrajności. Gdy 
z pomiędzy mini-trów do antytrynitarzy przysłali wszyscy wy- 
bitniejsi, wśród nich Grzegorz Paweł, Stanisław Lutomirski, 
Marcin Ivrowicki, Stanisław l'al<lepka. Jerzy Szoman. to z szla- 
chty oświadczyło się przy nich grono nieliczne z .łanem Nie- 
mojowskim. Hieronimem Filipowskim i Mikołajem Sienickim. 
W ciągu roku 1563 stworzyli oni kościół mniejszy, oparty 



UoEtam w zborec matopolRkim 231 

•o Pińczów, trdy właściwi kalwiniści zwą się odtąd kościołem 
większym. 

Frycz, który nawet za czasów Łaskiego do nowej oru:ani- 
zacji nie wstąpił, pozostał poza kościołem talv mniejszym jak 
większym, trzymając się boku Ucłiańskieg-o, przez którego spo- 
•dziewał się przeprowadzić ogólną reformę w Polsce*). Ale spra- 
wy kościoła małopolskiego a zwłaszcza kontrowersja o bóstwo 
'Chrystusa zajmowały go żywo; już w dyspucie wolborskiej 
i potem w wOdparciu oszczerstwa widoczne było, że go n. p, 
zagadnienie współistotności rozgrzewało. Nie decydując się na 
•razie na żadną stronę, ubolewał szczerze nad samym faktem 
rozłamu; w nim też Lysmanino, usiłujący odegrać rolę pośre- 
•dnika, upairywał objektywnego rozjemcę sporu i jakkolwiek 
"W r. 1561 sam przed Szwajcarami krytykował jego mieszanie 
«ię do sporu Stan karo wskiego, obecnie jemu właśnie z pełną 
ufnością posłał do oceny swoją kompilację: ))Brevis explicatio 
■doctrinae de sanctissima trinitate«. Łudził się on, że to dziełko 
■u^yjaśni sprzeczności i pogodzi obozy, gdy tymczasem ono go 
naraziło na utratę zaufania i Szwajcarów i na nieuzasadnione za- 
liczenie w poczet antytrynitarzy. Frycz mimo nawału zajęć na 
sejmie rękopis przeczytał i zaświadczył zgodność poglądów Lys- 
manina z tradycją pierwszych wieków kościoła, miał go też 
polecić Uchańskiemu, czem się Lysmanino chlubił przed teolo- 
tgami zuryskimi^). 



•) Kanonik Stanisław Górski donosił Hozjusowi z Krakowa 19 sier- 
pnia 1563: »Archiepiscopus Yertnmnus nosler, lametsi se in omnes umtat 
fornias, nihil proficit tanien... Non est alienus ab haeresi, licet occulle id 
agat. Friciuin illuin in deliciis habet. Eius spirilu Ecclesiam vult in tiiduo 
■reaedilicarea (Arch. w Fiauenburgu Ab. ó. fol. 69—72 w odpisie Akademji 
Umiej.). 

') »Clarissimus et doctis.sinius vii- D. Andreas Fricius Polonus Hegius 
Secrelarius in epistoła nd Franciscuni Lysnianinum data Petrcoviae 26 Martii 
1563 nianu propna scripta et subscripta. 

8. D. Librum ąueni misisti de Tiiiiitale divina, legi cursini, ut scilicet 
potui in meis occupationibus. Qaantum aniinadvertere polui, nihil in eo 
vidi, quod non ad hunc diem audiverim dici et praedicari in ecclesia. 
Iteni. Ego vero non vidi, im quo aristarchum, ut tu vis, me agere oporteret 
dn hoc libro tuo, quem ex veterum scriptis coUegistic (Lysmaninus 
©revis explicatio 1565 k. g,). 

Zaraz potem ^przesyła Lysmanino rękopis do Zurychu i donosi Wol- 



232 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Kompromisowy pogląd Ly&manina już nie zdołał pogodzie 
skłóconego obozu. Pińczowianie w najbliższych miesiącach po- 
sunęli się w kierunku antytrynitarskim tak radykalnie, że po- 
częli otwarcie potępiać dogmat &w. Trójcy. Na czele tego ruchu 
stał minister krakowski Grzegorz Zagroblny z Brzezin, znany 
jako Grzegorz Paweł, który w niedługim, czasie wydał szereg 
pism, wywołujących powszechne wzburzenie u kalwinistów i ka- 
tolików a pomagał mu piórem szlachcic-teolog Jan Kazanowski^ 
specjalnie rozprawiający się z Kalwinem. Kościół większy, nie 
mający po rozłamie wybitniejszych teologów^ ani pisarzy, stał* 
bezradny w^obec ataków; senatorscy jego patronowie słusznie 
obawiali się, iż jaskrawię teorje Piń-czowian pogłębią kłótnie 
wewnętrzne, osłabią powagę ich kościoła na zewnątrz, zrażąi 
króla do nowowierstwa i ułatwią triumf katolicyzmu, który 
właśnie skonsolidował &woją doktrynę w^ uchwałach soboru try- 
denckiego. To też uznawszy naukę Grzegorza Pawła za herezję, 
poczęli domagać się od króla wydania mandatu przeciwko an- 
tytrynitarzom a w szczególności w-ydalenia z kraju cudzoziem- 
ców, nie uznających Trójcy Św., których uważali za właściwych 
sprawcóW' herezji. Hozjus sprzeciwiał się karaniu jednego tylko- 
skrzydła nowowierczego, aby tą drogą reszta milcząco nie zy- 
skała uznania i na przekór kalwinistom bronił antytrynitarzy 
jako opolskiej waarki« przed wyjątkowemi represjami, doma- 
gając się banicji na \a szystkich heretyków. Wobec tego oporu man- 
dat parczowski z 7 sierpnia 1564 stał się groźnym jedynie dla 
cudzoziemców, ale sam fakt, iż o niego /abiegał kościół większy 
przeciw mniejszemu, wywołał taki zamęt w obozie nowowier- 
czym, że odtąd współdziałanie ich było niemożliwe. 

Na tle teuo chaosu dogmatycznego i organizacyjnego ko- 
ściół katolicki pod zręcznem kierow'nictw^em nuncjusza Com^ 
mendoniego i kardynała Hozjusa szybko począł się skupiać, od- 
zyskiwać straty w ludziach, wpływ na króla i senat, oraz odra- , 
dzać się na wewnątrz na podstawie uchwał trydenckich. Dla- 
zwolenników powszechnych reform w kościele sytuacja stawała, 
się coraz trudniejsza. 



fowi 27 kwietnia r. 1563, że pracę swą zal^omunikowal >Jacobo Uchanio... 
mec veteri amico, quam sententiam laudatam a doctissimo viro Andrea 
Fricio promisit se diligenter lecturum* (Wotschke Briefwechsel der 

Schweiz^r mit den Paleń s^'r-. 177) 



Wrażenie uchwat soboru trydenckiego 233- 

Uchański od czasu iioiniiuicji ii;i arcybiskupslwo gnieźnień- 
skie nieustannie ponawiał zabieg-i o urzeczywistnienie dawnego 
protrramu minimalneiro W ostatnim roku obrad soboru try- 
denckiego nacskał na Hozjusa o wyjednanie kieliciia dla świe- 
ckich i zniesiiMiio celibatu'), uchwały trydenckie wywołały jego 
rozczarowanie i nie radził królowi przyjmować ich bez uprzed- 
niego roztrząśnięcia 

Frycz odsłania nam powody tej rezerwy a zarazem wy- 
jaśnia, dlaczego przyjęcie dekretów soboru wydaje mu się nie- 
właściwem. Zdaniem jego sobór trydencki nie wypowiedział 
prawdziwie dążeń ogółu katolickiego, papież zmajoryzował wy- 
słanników wielkich narodów przez mianowanie szeregu nowych 
biskupów u/.ależnionych od siebie, uchwały żadnej nie powzięto 
swobodnie, ale rozstawnymi końmi zasięgano w każdym wy- 
padku decyzji papieża »Wielu pobożnych i uczonych uczestni- 
ków soboru bolało nad tern i otwarcie twierdziło, że niesłusznie 
przypisuje się te uchwały Duchowi Św., gdyż przyjeżdżały one 
z Rzymu w zamkniętych sakwach« ^). W objektywności swej 
zaznaczał Frycz, że nie jest przeciwnikiem wszystkich uchwał 
trydenckich, niektóre z nich nawet uważał za pożyteczne i zba- 
wienne — bezwątpienia wszystkie odnoszące się do poprawy 
dyscypliny kościoła i obyczajności kleru ^) — ale odmawiał mocy 
wiążącej tym, w których widział sprzeczność z słowami Pisma 
Św. Oczywiście miał na myśli pr/.edewszystkiem kielich i celibat. 
Oburzało go, że sobór sprawy komunji pod obiema postaciami 
nie rozwiązał samodzielnie, ale ją przekazał papieżowi do roz- 
strzygnięcia. 

» Jakżeż to — pytał Ojców trydenckich — - mądrość pa- 
pieża większa jest od mądrości waszego soboru, zebranego pad 
znakiem Ducha św ? Jeśli nie, pocóż stroicie żarty w sprawie 
tak niesłychanie poważnej? Jeśli tak, na co wogóle potrzebny 
wasz sobór? Czyżby nie nadeszła do was na czas z Rzymu 
sakwa, z której moglibyście zaczerpnąć Ducha Św.? a może na- 
deszła z zakazem zrobienia czegokolwiek, coby naruszyło waszą 



*) Listem z 30 września 1562 (Aich. w Frauenburgu D. 10, Wiei-z- 
bowski Uch V 247—250). 

2) Sylvae str,. 125. Tak twierdził Dudycz por. Dodatki II. 
' 3^ Tam ze st--. 130 



"234 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Stolicę apostolską?.. Sądzę, że Ojciec św. mile uśmiał się z tej 
waszej interpretacji, pochodzącej z natchnienia ducha waszego. 
Bo proszę: jeśli kielich niedozwolony, jakżeż papież może na 
używanie go pozwolić? a jeśli dozwolony, na co prosić papieża?« 

Celibat został przez sobór potwierdzony, ale równocześnie 
nadeszła do Polski wiadomość, że legat papieski w Niemczech 
bada. czy w pewnych wypadkach nie dopuścić małżeństwa 
księży. To również wydało 5«ię Fryczowi sprzecznością, obniża- 
jącą autorytet soboru. Niepokoił go wzrost władzy papieskiej, 
ułatwiony przez sobór wbrew dążnościom wszystkich mocarstw 
europejskich. »Sobór zwołany pod znakiem Ducha św. nie wie, 
co robić, a papież wyjątkową obdarzony mądrością robi, co ze- 
chce. Oni okładają interdykcją i klątwą, on znosi interdykcje 
i klątwy. Na cóż więc zda się zwoływanie soboru, nie umieją- 
cego sobą rządzić ?« 

Duchowieństwu polskiemu miał Frycz za złe, że protestuje 
przeciwko zakazowi skupiania beneficjów w jednem ręku a mil- 
czy o celibacie i kielichu, i wytykał to jako objaw chciwości. 
To też od kleru me oczekiwał żadnego ruchu w kierunku po- 
prawy. 

Uchwały soboru trydenckiego nie wywarły w 1'olsce na razie 
głębszego wrażenia poza kapitułami, w które godziły dekrety o re- 
zydencji i wielości beneficjów; ogół tali katolicki jak nowowier- 
czy nie pr/.ewidywał, jak doniosłą rolę odegrają one w sprowa- 
dzeniu t. zw. reakcji katolickiej. Król, rozdrażniony wzajemnemi 
kłótniami i coraz to nowszen)i skrajnościami w obozie różno- 
wierczym, przyjął księgę uchwał życzliwie, ale nie czuł się nią 
skrępowany, a tembard/iej nie wiązały one państwa; oawet ko- 
ściół polski przez szereg lat ociągał się z oficialnem ich przy- 
jęciem" To też bezpośrednio z ich dalą nie łączy się nowa era 
w ukształtowaniu życia religijno-kościelnego ani nie przerywa pro- 
ces wrzeniareligijnego, takżywpgood wstąpienianatron Zygmunta 
Augusta. Prymas Uchański nietylUo nie rozstał się z myślą po- 
godzenia kleru z szlachtą i zgody kościelnej za cenę pewnych 
ustępstw^), ale nawet uchwały trydenckie raczej dodały mu 
■energji do żywszego zakrzątania się około realizacji tych pla- 
nów. W roku 1564 i 1565 czyni on najgorliwsze wysiłki 



1) Wierzbowski 316 i nast. 



Pomysł soboru narodowego 235 

celem zwołania synodu prowincjonalneffo — właśnie pod pozo- 
rem przyjęcia ucliw ał trydenckich — w przekonaniu, że uda się 
z jednej strony s/lachtij z sejmu czy umyślnie ściąi>-nąć na 
obrady synodalne, a z drug-iej że kler za ceną zgody matę- 
rjalnej z szlachtą skłoni się do ustępstw na rzecz nowowier- 
ców. Frj cz podzielał to przekonanie i skutl\iem teiro wstrzy- 
mywał się od czynnej roli w duchu protestanckim oraz unikał 
tak ostrej krytyki Rzymu i papiestwa, z jaką występował za 
Pa\\ła IV. 

Któż miał wystąpić z inicjatywą do układów delinity- 
wnych? Prymas był gotów z całej duszy, ale paraliżowały go 
zręczne przeciwdziałania nuncjusza i Hozjusa. Senat od czasu 
egzekucji dóbr koronnych był osłabiony, a nadto zabrakło w nim 
tego, który w poprzednich latach głównie orędował za mini- 
malnym programem reform i zdolny był zdobyć większość 
dla tej akcji, to jest Jana Tarnowskiego. Król wciąż niezdecydo 
wany uzależniał swe kroki w owych latach od plan(')W wojen- 
nych i osobistych (sprawa rozwodu z Katarzyną), przyczem me 
wid/iał jasno swego interesu w przeprowadzaniu reform. Leżały 
one najbardziej w linji politycznej izby poselskiej, opanowanej 
jeszcze przez większość nowowierczą i prowadzonej przez Sie- 
nickiego, i hasło wyszło istotnie stamtąd w postaci żądania so- 
boru narodoweg): gdy sejm warszawski 1563 roku og()lnikowo 
tylko wspominał o potrzebie takiego zebrania ^), .sejm piotrkow- 
ski zwołany w styczniu 1565 rozpoczął od postulatu »concilium 
nationale świeckiego«. Na propozycję sejmową odpowiedział 
Sienicki w imieniu s/.lachty prośbą, aby Zygmunt. August ))jako 
wolny chrześciański król rozmowę chiześciańską w państwie 
swojein złożył i czas i miejsce na nią mianował, a sam się przy- 
patrzył i dojrzał, kto przy słowie bożem stoi, a kto przy ludz- 
kich \vymysłach« -). Król prośby zasadniczo nie odrzucał, ale 
zastrz(^gł się, że nie może być sędzią w rzeczach wiary, wobec 
ponownego zaś nacisku zasłaniał się lóżnicą zdań w tej sprawie 
•wśród senatu i posłów. 

Szlachta z swego żądania nie rezygnowała i rozpoczęła 



') Wierzb, str. 300. 

*) Ch o ii> ę t o ws k i Dyarjusz se]mu 1565 loku sLf. 35-40, 51 — 56, 
■70-80. 



236 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

kroki dla przygotowania zgody wewnętrznej, bez której sobór- 
narodowy nie byłby możliwy. Planowano odbycie podczas obrad 
sejmowych synodu wszystkich obozów różnowierczych w na- 
dziei, że może się powiedzie skłonić i katolików do uczestnictwa 
a wówczas albo ów synod poweźmie decyzje ogólne, albo też 
sejm cały przeprowadzi debatę religijną, której rezultat będzie 
obowiązywał całe królestwo. Frycz wysunięty został na czele 
owego ruchu pojednawczego, który przy ówczesnem rozbiciu 
nowowierców niełatwy był do osiągnięcia; on też oczywiście 
był poufnym łącznikiem między prymasem a szlachtą. Nuncju- 
szowi Conimendoniemu zawdzięczamy informację o tej wybitnf^j 
roli Frycza. »Tu na sejmie — donosił on 2 marca 1565 do Rzy- 
mu — mają heretycy odbyć synod, może tak chcą zagaić otiólne 
rozprawy o wierze. Idę do Hozjusa a tu u niego już był Uchań- 
ski z wieścią że »różnowiercy nakoniec postanowili pDWSzechny 
swój sobór tu otworzyć, że wezwali Frycza, człowieka głośnego 
ze swoich pism i nauki, już od dawnego czasu odszczepieńca, 
ale najściślej złączonego z arcybiskupem, aby zajął miejsce w ich 
zgromadzeniu i wskazał środki zdolne położyć koniec tym licz- 
nym różnicom wyznań i pojednać je między sobą; że Frycz po 
długim rozbiorze tego przedmiotu starał się ich przekonać, iż 
ks. kardynał w'armijski, mąż takiej cnoty i nauki, że ks. arcy- 
biskup, znający doskonale całą tę sprawę, oraz że nuncjusz apo- 
stolski pragną rozmówić się z nimi« ^). 



1) Listy J. F. Commendoni do Karola Boromeusza 1851 str. 80. 110; 

Sekretarz nuncjusza A. M. G razi ani zapisaf w swym »Żywocie 
Commendoniegoo (Padwa 1685 str. 152, 403), iż Uchański marzyj o soborze 
narodowym, »nad tą jedyną sprawą dniem i nocą się zastanawiaj, to po- 
tajemnie smażył z Fryczem to jest Modrzewskim, człowiekiem niskiego 
rodu, ale rozgłośnym przez napaści na kościół katolicki i starodawną re- 
ligję, przeciwko której wiele tomów swych pism wydał zagranicą*. 

W opracowanych później pamiętnikach (De scriptis invita Minerva II 
Florencja 1746 str. 208) pisząc o marzeniach Uchańskiego, iż stanie na 
czele kościoła narodowego w Polsce, dodał Graz i ani: ^Niektórzy z po- 
śród heretyków zapoinocą pochlebstw żywili tę jego nadzieję; chował on. 
w swym domu niejakiego Frycza, człowieka o głuśnem wśród heretyków 
nazwisku, który nawet publicznie ogłosił pisma przeciwko wierze katolic- 
kiej*. Na uwagę zasługuje tu szczegół, iż Graziani poprzedni zwrot swój 
o niskiem pochodzenm Frycza (»obscuro ąuidem genere«), zaczerpnięty 
z Orzechowskiego, zastąpił odmiennem wyrażeniem (shaud obscuri inter 
haereticos noiniiiis"). 



l'owoJanie Frycza do godzenia różnowierców 237 

Do owepfo polskieufo soboru ii;i sejmie naturalnie nie doszło 
i to z kilku przyczyn, tych samych, które i w następnych latach 
pomysłowi stały na przeszkodzie. Przedowszystkiem Commen- 
dnne, który straszył króla złowróżbnym przykładem francuskiego 
»colloquium(( w Poissy, i Hozjus nigdyby nie dopuścili do obec- 
ności katolików na takich naradach, taką też odpowiedź dał od- 
ra/u llozjus Uchańskiemu na \ego wybadywanie; po wtóre w ciągu 
marca zaostrzyły się stosunki między izbą poselską a biskupami 
i samym Uchańskim o sprawę jurysdykcji kościelnej, a co naj- 
ważniejsza, w tymże miesiącu przyszło do jaskrawych kłótni 
w samym obozie różno wierczym, które zakończyły się zerwa- 
niem wszelkich nici pomiędzy kalwinistami a antytrynitarzami. 

Od dnia 22 do 30 marca odbywało się w I^iotrkowie słyime 
Colloąuium, mające na celu doprowadzenie do zgody w kwestji 
Trójcy Św. ^). »Niektórzy panowie pobożni, już rozróżnieni będąc 
w rozumieniu a zachowując miłość dawną między sobą, będąc 
w kupie na sejmie w IMotrkowie rozumieli to być za rzecz do- 
brą wezwać do siebie z obu stron ministrów i starszych na 
rozmowy, aby je mogli do pomiarkowania przywieść«. W obec- 
ności Braci czeskich z Wielkopolski zasiedli przywódcy do pu- 
blicznej dysputy pod bokiem króla i za jego zgodą. Ze strony 
antytrynitarzy przew^odniczył Hieronim Filipowski, sędziami byli 
marszałek izby Mikołaj Sienicki, kasztelan sieradzki Jan Luto- 
mirski, znany nam przyjaciel Frycza, oraz brat jego Stanisław, 
dysputatorami — Jan Niemojowski, Grzegorz Paweł i Jerzy 
Szoman. Ze strony »Trójcobrońców« przewodniczącym był ka- 
sztelan sandomierski Stanisław Myszkowski, sędziami — mar- 
szałek kor. Jan Firlej, kasztelan gnieźnieński Jan Tomicki i Ja- 
kób Ostroróg, dysputatorami — ministrowie Sarnicki, Sylvius, 
Prażmowski i rektor szkoły krakowskiej Krzysztof Trzecki. — 
Wśród słuchaczy może i Frycz się znajdował, cieszył on się bo- 
wiem szacunkiem obydwóch stron ^j. 

Pięć posiedzeń, wypełnionych namiętnemi rozprawami 
i odczytywaniem piśmiennych wywodów, przygotowywanych 



*) Dokładny protokół pióra Jana Kazanowskiego przechował się 
w rękopisie w Arch. Status Unitariorum w Koloszwarze. 

*) Na argumenty przytoczone w Colloąuium powołuje się Frycz 
w Sylwach str. 55. 



238 '^t. Kot: A. Frycz Modrzewski 

W przerwach przez obie partje, nietylko nie zbliżyło ku sobie 
uczestników, ale owszem zaostrzyło przeciwieństwa i okazało 
niemożliwość współdziałania. »Trójcobrońcy« pienili się na an- 
ty trynitarskie argumenty główneg'0 mówcy Grzegorza, Niemo- 
jowskiego i Szomana, tem więcej, że w niejednem ich wyra- 
żeniu poczęli podejrzywać zaprzeczanie boskości Chrystusa, 
aż wreszcie napiętnowawszy przeciwników jako bluźnierców, 
szatanów i grożąc upadkiem ojczyzny za ich herezję, opuścili 
dysputę wśród śpiewu pieśni o Bogu w Trójcy jedynym. 

Tak niefortunny Wynik rozprawy wywołał radość katoli- 
ków, — »nic teraz z soboru narodowego« donosił zadowolony 
Hozjus^) — za to zmartwieniem przejął wszystkich, którzy ro- 
zumieli, że rozbicie się nowowierców^ przekreśla wszelkie plany 
reform ogólnych. Nad tą scysją ubolewał gorąco Frycz a nie 
była ona pomyślna także dla planów Uchańskiego. Wreszcie 
i król ze względów politycznych nie był rad z takiego obrotu 
sprawy, rozłam i zaognienie wśród różnowierstwa. powstawanie 
nowych sekt i kościołów przejmowało go niepokojem o poli- 
tyczną jedność pańslwa i spokój wewnętrzny. Myśl wygrywania 
jednych przeciwko drugim była mu najzupełniej obcą, a obo- 
jętność na sprawę religji nie pozwalała rozumieć fanatyzmu, 
z jakim jedni dogmatu Trójcy św. bronili a drudzy atakowali; 
mimo oficjalnych odpowiedzi odmownych, udzielonych szlachcie 
na sejmie, nie rezygnował on jeszcze z myśli o możliwości ure- 
gulowania sporów kościelnych drogą soboru narodowego 2). 

Wówczas to zapewne pod wpływem osobistości podobnie 
myślących zwrócił Zygmunt August uwagę na Frycza i zażądał 
od niego, aby dokonał tego dzieła pojednawczego, do którego 
on przede wszystkiem nadawał się zdaniem Uchańskiego i innycłi 
spółczesnych. 

Współautorem tego pomysłu mógł być i\ndrzej Dudycz, 
biskup Fięciokościołów, ongiś delegat kleru węgierskiego na 
sobór trydencki, obecnie poseł cesarski na dworze polskim. Du- 
dycz przybył do Piotrkowa podczas sejmu, wysłany w sprawie 
żony królewskiej. Tu zetknął się z Fryczem i odrazu zadzierz- 
gnęły się między nimi węzły szczerej sympatji, która u młod- 



') 6 kwietnia do Kromera (Rkps Bibl. Jag. Nr. 60 str. 161). 
*) Listy Commend. str. 125, 286, 239. 



wpływ Uudycza 239^ 



szego Dudycza przemienić się z czasem miała w pietyzm wobec 
pamięci Frycza. Mimo ró/nicy wieku i trodiiości dwaj ci mężo- 
wie byli jakby predestynowani na f)rzyjaciół; Frycz nie móg-łby 
wówczas w Polsce i w krajach ościennych znaleźć człowięlva, 
któryby bardziej niż Dudycz zdolny był zrozumieć i ocenić jego 
ustrój duchowy oraz stosunek do religji, etyki i filozofji. W mło- 
dym przyjacielu spotkał on wwsponiałe talenty, wytworną wy- 
mowność i niezwykłą roztropność sądu« '). Pomijając wszech- 
stronne zadziwiające wykształcenie, zwłaszcza w filozofji. ma- 
tematyce i astronomji, był Dudycz typem wybitnie intelle- 
ktualnym; umysł niezwykle krytyczny, subtelny, racjonalista, 
niezdolny do fanatyzmu, niezadowolony z rozmiarów pozna- 
nia ludzkiego, stracił on życie na uganianiu się za prawdą,, 
rozwiązania zagadek bytu szukał w metafizyce i alchemji, po- 
wątpiewał we wszystkie dogmaty zarówno filozoficzne jak re- 
ligijne. Wśród elity umysłowej w całej Europie wielu miał przy- 
jaciół rzeczywistych dzięki szlachetnym rysom charakteru, któ- 
rych zajęcia dyplomaty nie zdołały zatrzeć. Godność biskupia 
uzyskana bez zasługi osobistej była mu ciężarem, tak z powodu 
niechęci do Rzymu i papiestwa jak przedewszystkiem z powodu 
jego poglądów na wiarę i życie. Przybywszy do Polski, zakochał 
się w pannie Straszównie, skutkiem czego już w następnym 
roku złożył infułę a nawet zwolna przechylił się do protestan- 
tyzmu. Znajomość z Fryczem była dlań zapewne cenną rozrywką 
umysłową na tle nużących go prac dyplomatycznych w Piotr- 
kowie; poglądy jego poznał z rozmów i dzieł, które od niego 
otrzymał w darze, do dziś dochowany egzemplarz nosi obfite 
ślady jego lektury i namysłu'^). Zbliżyła ich wspólna niechęć 
do fanatyzmu dogmatycznego, do rozłamów wyznaniowych i prze- 
konanie o możliwości skupienia całej ludzkości w jednej religji 
i w jednym kościele. W rozmowach wspólnych pogłębił Frycz 
dawne swe plany kompromisu i pacyfikacji wyznaniowej, wyra- 
biając sobie poglądy ironiczne, oparte na przekonaniu, iż można 
zaspokoić metafizyczne i teologiczne dążenia ludzkości przez 
wynalezienie formuł kompromisowych, których oczywistość, zgo- 

>) Sylvae k. B, 

*) Egzemplarz >De Rep. Bmend.s z r. 1559 w Bibl. król. w Sztok- 
hiolmie por. Dodatki II. 



1 



240 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



dna Z rozumem, będzie mieć dla każdego siłę pociągającą. Roz- 
namiętnienie dzielące katolików od protestantów a zwłaszcza 
świeże zadrażnienie między kalwdnistami i antytrynitarzami, na 
które patrzali. nie wydawały im się niemożliwe do usunięcia. 
Byli pewni, że w sporach tych można dojść końca, że w sy- 
stemach wyznaniowych istnieje jedna tylko prawda, którą można 
odkryć przy usilnem śledzeniu, i że kto praw^dę tę odkryje, po- 
godzi zwaśnionych. Leży ona albo na uboczu poza obozami, 
albo w jednym z nich. Kto ją chce odkryć, musi być absolutnie 
bezstronny, o wzroku niezaciemnionym przywiązaniem do ża- 
dnego obozu, winien zatem wyzwolić się od mniemań odzie- 
dziczonych, aby nawet w podświadomości nie przechylać się na 

którąś stronę. 

Otóż do takiej to pracy w sprawie uciszenia kontrowersji 
o Trójcę Św. zachęcał Frycza Dudycz, sam niezdolny do opra- 
cowywania obszernych traktatów. Jak zaś Frycz nam przekazał, 
pracy takiej zażądał od niego sam król Zygmunt August. wKiedy 
cię królu żegnałem, zajętego przygotowaniem wyprawy mos- 
kiewskiej - przypominał mu Frycz tę chwilę ') — odprawiając 
mnie wezwałeś, abym usiłował doprowadzić do zgody tych, 
którzy się u nas poróżnili o boską Trójcę. Choć w świadomości 
słabych sił moich słusznie mogłem się wymówić od tak trudnej 
sprawy, widząc jednakże umysł twój zatroskany i nie mając 
czasu na namysł i poradzenie się, co ci odpowiedzieć, odrazu 
przyobiecałem pracę moją z zastrzeżeniem tylko, o ile mi zdol- 
,ności i siły pozwolą «. 

Świadectwo Frycza o królewskiej inicjatywie nie ulega 
wątpliwości tembardziej, że powtarza się kilkakrotnie. Między 
innemi powołuje się on także wobec króla, że otrzymał od niego 
polecenie porównania argumentów obydwóch stron w sprawie 
Trójcy ŚW.. przedłożenia ich pod rozwasrę wszystkich kościołów 
<;hrześcijańskich. by oświadczyły, w^ czem prawdę widząc), — 
miał to być sposób uzyskania opinji powszechnej, któraby za- 
stąpiła sobór światowy. 

Jakże król mógł wezwanie swoje rozumieć? Czyżby je na 
leżało poczytywać tylko za zręczny wybieg, którym pragnął się 



») Sylvae k. bi- 

h Tamże k-.b^, str. 147. 



Man •roBinuwyt rKligi]nej 241 



schylić od rialeirań iiowowierczej izby poselskiej o przeprowa- 
dzenie, reform kośoielnychy Czyżby Zygmunt Aujrust przez taką 
(propozycję zamyślał postawić nowowierców w zakłopotanie 
i pośrednio przekonać ich o bezcelowości ich dążeń i koniecz- 
ności pozostania przy starej wierze? Nie wydaje się to prawdo- 
podobna. 

Z sprawozdań Commendoniejro dowiadujemy się, że wio- 
sną 1565 roku po sejmie wysunął Uchański program ))rozmowy« 
katolików z różnowiercami, zasłaniając się przytem autorytetem 
.królewskin); słusznie czy nie, trudno dziś rozstrzy^niąć. Podług 
intormacyj Uchańskiego, udzielonych Commendoniemu w dniach 
24, 27 1 28 maja, miał król oświadczyć, że sprawa kościelna 
•nie da się załatwić bez rozmowy z różnowiercami, że katolicy 
powinni wyznaczyć na nią uczonych mężów a on sam obejmie 
(przewodnictwo. Dysputa ma odbyć się poza sejmem. Przytem 
miał król krytykować niektóre postanowienia soboru tryden- 
ckiego jako niejasne i w pewnych szczegółach tylko słowami 
różniące się od konfesji augsburskiej; zachowanie kościelnej 
aiauki o Trójcy św. i sakramencie Ołtarza uważał za konieczne, 
■ale uznawał potrzebę odmiany w tych sprawach, które opierały 
«ię na zarządzeniach papieskich. To może być droga do zgody; 
gdy raz ustali się porozumienie, łatwo będzie zdusić herezję, 
w przeciwnym razie każdemu musi się pozwolić wierzyć, w co 
zechce i). 

Na pytanie Commendoniego kr<31 informacjom tym zaprze- 
•czył, ale czyżby istotnie Uchański zmyślił wszystko od początku 
•do końca? Byłby to w takim razie li tylko pogląd Uchańskiego. 
Jednakowoż bardzo jest możliwe, że król taki projekt, choćby 
podsunięty przez prymasa, rozważał a przed nuncjuszem przez 
dyplomację przyznać się do tego nie chciał. Projekt taki nie 
■stoi w sprzeczności z usposobieniem króla w owym momencie 
tembardziej, że brany być musiał pod uwagę już ze względu 
na ogólnikowe obietnice, dane szlachcie na sejmie. Inna rzecz 
że król ze względu na uciążliwą wojnę z Moskwą i potrzeby pie- 
niężne mógł nie upierać się przy nim, aby sobie nie zrazić pa- 
pieża i kleru. Udzielenie posłuchania Fryczowi, wezwanie go 

') Listy Commend. str. 236-240, Wierzbo w slii Uch. V 343—345. 

St. Kot : A. Frycz Modrzewski. J^g ' 



242 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

do pracy nad pogodzeniem poróżnionych o św. Trójcę, oraz oka- 
zanie mu swej łaskawości potwierdza w znacznej mierze wiarogo- 
dność relacji Uchańskiego. Król opuścił Piotrków 9 czy 10 czer- 
wca; przed wyjazdem, 9 czerwca, »na prośbę Andrzeja Dudycza« 
podpisał zatwierdzenie pensji rocznej, pobieranej przez Frycza 
od 1555 roku, przykazując wypłacać mu ją iiajregularniej póki 
życia bez osobnych pism królewskich ^). 

Frycz zachęcony tym dowodem łaski, który był dlań za- 
pewne ulgą w położeniu niaterjalnem, bezzwłocznie przystąpił 
do pracy podług zlecenia królewskiego i rady przyjaciela. W pełiu 
świadomości, że sobie wielu narazi, zdecydował się wyjść z tego 
założenia, że nie hołduje żadnej z istniejących nauk o Trójcy 
Św. i nie krępuje się ani nauką katolicką czy protestancką ani 
negaty wnem stanowiskiem Pińczowian. Żadna z istniejących do- 
gmatyk nie obowiązuje go, nie będzie więc bronił ani zw^alczał 
żadnej z nich a wyłącznie indukcyjną drogą pocznie szukać 
prawdy, jakby do tego czasu o dogmacie owym nic a nic nie 
wiedział. . 

Wejście na taką drogę mimo pozorów idealnej bezstron- 
ności już go kłóciło z wyznawcami dogmatów, dla których samo 
postawienie się w stan takiej doskonałej niewiedzy już ozna- 
czało herezję. \^' pływowe czynniki ze strony katolickiej, które- 
wiedziały o królewskiem zleceniu i przywiązywały wagę do roz- 
strzygnięcia Fryczowego — więc oczywiście Uchański — za- 
chęcały go do rozstrzygnięcia w duchu katolickim ^j, oń jedna- 
kow^oż wyszedł z założenia niekatolickiego i z rozważań sw^oich 
usunął powagę tradycji i wielowiekową interpretację kościoła; 
godząc się na metodę traktowania tych zagadnień przez skrajne 
skrzydło reformacji, przyjął tylko «słowo boże«, w Piśmie św. 
wyrażone, za jedyne źródło badania problemu Trójcy św. czyli 
z góry wykluczył naukę katolicką o tym dogmacie, jak wiadomo 
opierającą się — co zwłaszcza Hozjus dosadnie podkreślił — 
nie na Piśmie św. bezpośrednio ale na nauce soborów i Ojców 
kościoła. Frycz nie lekceważył soborów ani wielkich pisarzy 



') Rkps Bibl. Ossol. Nr. 180, k. 140. 

^) »...Erant Romanae sententiae praecipui fautores, qui nobis ne<!cio 
quid magni poUicerentur, si suam sententiam sartam, ut aiunt, tectam red- 
clidissemus...« Sylvae str. 88. 



Studja nad dogmatem Trójcy św. 243 

chrześcijańskich z pierwszej ery kościelnej, choć nie przyznawaf 
im podobnej wairi jak kośció^ chętnie też byłby świadectwa 
ich wciąyał do swych badań, ale warunki mu na to nie pozwo- 
liły. »Brak mi i ksirjg: potrzebnych — usprawiedliwiał się — 
i zdolności, a także kłopoty domowe i sprawy publiczne odry- 
wają mnie od studjów i nie pozwalają mi na taką pilność i roz- 
pęd pracy, jakich potrzeba«. Oy:raniczył się więc do Pisma Św., 
tu i ówdzie tylko powołując się na świadectwa z pierwszych 
wieków kości 'ła*). 

Dru<^im czynnikiem, który uznawał, był rozum. Nie na tyle 
jednakowoż, aby miał zaufanie do spekulacyj filozoficznych, bu- 
dujących całe rusztowanie dogmatyki na podstawie pewnych 
ustępów Pisma podług zwyczaju scholastycznego. Rolę rozumu 
pojmował skromniej: potrzebny on do interpretacji samego Pisma 
i negatywnie do usunięcia zakorzenionych nauk, sprzecznych 
z logiką. Logikę bowiem uważał za wnarzędzie w dociekaniu 
prawdy «; cokolwiek pragnie się z tekstów wywnioskować, musi 
wytrzymać krytykę rozumowania syllogistycznego *i. 

Tak uzbrojony zgromadził Frycz wszystkie ustępy Starego 
i Nowego Testamentu, na które powoływali się obrońcy dogmatu 
Trójcy Św. i na których opierała się nauka o poszczególnych 
osobach boskich. Z analizy tej powstała w ciągu półrocznej 
pracy obszerna rozprawa ))0 trzech osobach i jednej istocie bo- 
żej«*), obejmująca trzy traktaty. 

W pierwszym traktacie ułożył Frycz argumenty, wydobyte 
z Pisma św. dla poparcia wiary w jednego Boga w trzech oso- 
bach podług nauki powszechnego kościoła; wykładowi towa- 
rzyszył krytyczny rozbiór każdego argumentu, każdego cytatu, 
z której to krytyki wjedność istoty « (unitas essentiae) nie wy- 
szła cało. Obszerny rozdział o jedności istoty Ojca i Syna stresz- 
cza 34 dowody współistotności Syna z Ojcem, zaczerpnięte 
z Pisma Św., przeciwstawiając im rozumowanie krytyczne, które 
w wszystkich owych dowodach odkrywa słabe strony. Dla oba- 



1) Tamże k. b,. 

*) Tamże str. 57. 

») W latach późniejszych tytuł ten nadany został przez autora tylko 
pierwszemu traktatowi, całość zaś otrzymała nazwę Sylwy »o Trójcy świę- 
tej a, o ozem niżej. 

16* 



244 St- Kol: A. Frycz Modrzewski 

lenia owego dogmatu posługuje się Frycz najchętniej argumen- 
tami, które przeciw pisarzom katolickim wytoczył Kalwin, do- 
wody zaś, przez Kalwina samego wysunięte na rzecz dogmatu, 
nicuje przy pomocy Erazma lub własnem oryoinalnem rozumo- 
waniem Zdaniem jego ustępy Pisma upoważniają jedynie do 
wniosku, że Ciirystus nigdy sam sobie nie przypisywał równości 
a tern mniej współistotnnści z Bogiem Ojcem, że Bogiem jest 
nie z natury, ale skutkiem udzielenia mu bóstwa pr/.ez Ojca, 
że posiada cieleśnie pełnię bóstwa, jest nieskończenie dosko- 
nalej Bogiem niż jakakolwiek kreatura^). Wobec niewystarczal- 
ności miejsc z Pisma św. rozważa Frycz logiczne rozumowanie 
Ojców kościoła, na którem zbudowano naukę o Bogu jednym 
w trzech osobach, i podnosi przeciwko niemu następującą wąt- 
pliwość: jedność istoty pociąga za sobą nieuchronnie jedność 
osób; jeśli natura boska wcielona została jedynie w osobie Syna 
a nie we wszystkich osobach, to musi być inną w Synu a inną 
w Ojcu i Duchu Św., a wobec tego i istota boska i bóstwo 
samo nie jest to samo w Ojcu, Synu i Duchu św^ 2). 

To też traktat drugi rozważa już tezę o trzech istotach 
boskich w trzech osobach. Na podstawie znów Pisma św^ \a y- 
kazuje Frycz charakter wyższości, znamionujący osobę Boga 
Ojca: Syn sam ustawicznie podkreśla, że bóstwo jego jest po- 
chodne, że je otrzymał od Ojca, który ma je sam z siebie, pod- 
kreślenia zaś te odnoszą się tak do jego natury ludzkiej jak 
boskiej. Tu zauważa Frycz, że świat chrześcijański mimowoli 
uznał odrębność istoty osób Trójcy św. w modlitwach swoich, 
które kieruje do każdej osoDy z osobna, każdą o co innego pro- 
sząc, i przyznaje, że szczegół ten, wskazany mu przed 20 laty 
przez niderlandczyka Spiritusa w Krakowie, utkwił w jego pa- 
mięci i d(jmagał się rozwikłania Przyjmując odrębność istoty, 
zastrzegł się jednak energicznie przeciw posądzaniu go o wpro- 
wadzanie trzech Bogów^ Niema wielobóstvA'a zdaniem jego — 
i tu dowód wydaje się kruchym, — Syn bowiem otrzymał ży- 
wot i uświęcenie ud Ojca i od nieiro podobnie jak Duch św. 
swoje bóstwo wywodzi, Ojciec tylko Bogiem jest sam z siebie, 
źródłem i początkiem wszelakiej boskości. Synowi i Duchów 



i 



1) Sylvae str. 60-61. 
"j Tamże str. 65, 71. 



n\ 



Nioinoiliwośó rozplataniu sprzeczności 245 

przed wiekami użyczonej. Przyznając, iz Chrystus równy jest Boa^u 
Ojcu co do woli i mocy, nie godzi sit; Frycz na naukę o wspóf- 
istotności jego z C)jcem. Trzy byty boskie są realnie oddzielne, 
inna jest istota Ojca, inna Syna. inna Ducha św. Gdyby tak nie 
było, w takim razie należałoby przypuścić, iż Syn daje Ojcu 
wszystko to samo, co Ojciei^ jemu, więc n p. on dałby Ojcu 
życie. Tradycyjny dounial o Trójcy św. wydaja mu się wypły- 
w^em filozofji platońskiej '); nie przeczy, że każda z trzech osób 
jest w swej istocie Bogiem, lecz istota owa nie jest stopiona 
z trzech a tylko przeA Ojca użyczona Synowi i Duchowi Bo- 
giem bez zastrzeżeń i bez dodatków jest tylko Bóg Ojciec, 
Chrystus zwany jest tylko Synem Bożym lub Bogiem z Boga, 
Duch święty zawsze Duchem bożym 2). 

Traktując wcinż świadomość swoją w sprawie Trójcy św. 
jako ))tabula rasa«, doszedł Frycz na podstauie racjonalistycznej 
analizy Pisma św. do rezultatów tylko negatywnych względem 
dogmatu tradycyjnego. Pozytywnie nie powiodło mu się ująć 
w system zadowalniający stosunku Boga Ojca do Syna i Ducha 
Św. Wykonał dzieło krytyki filozoficznej, co jednak z punktu 
widzenia teologicznego nie moirło go zaspokoić, rozumiał bo- 
wiem, że pokłócony śv\iat pragnie w miejsce zburzonego do- 
gmatu otrzymać prawdę now^ą, któraby się nie dała nadwątlić. 
»Namiotawszy się gorączkowo na wszystkie strony — przed- 
stawia stan ów niezwykle obrazowo — zapędziłem się jakby 
na pełne morze, ale już nie mogę dostrzec portu, do którego- 
bym mógł zawinąć. Wogóle znalazłem się, mówiąc starem przy- 
słowiem, między młotem a kowadłem « ^}. 

Aby uświadomić czytelnika, jakie mu się sprzeczności 
nasuwają, na czele trzeciego traktatu streścił rozumowania, z po- 
śród których nie mógł się wyplątać*). Oto rozumowanie, pod- 
trzymujące jedność istoty: 

».Teżeli Logos jest Synem Boga Ojca, to musi rodzić się 
z Ojca a Ojciec musi mu użyczyć swojej istoty. Nie może bo- 
wiem nikt być czyimś synem, jeśli się z niego nie urodzi, a bez 



') Str. 82. 

=) Str. 87. 

») Str. 89. 

*) Str. 89—90. 



246 St. Kot: A. F^rycz Modrzewski 

udzielenia istoty nie może nastąpić żadne urodzenie. Chyba że 
jest to urodzenie tytularne, co przypuszczać u Boga jest niedo- 
rzecznością. Idąc dalej: czy całej istoty swej udzielił Ojciec Sy- 
nowi czy tylko cząstkę? Ostatnie niemożliwe, bezbożnością by- 
łoby bowiem przypuszczać, że istota boska jest podzielna. Cała 
zatem i doskonała istota Ojca mieści się w Synu. Grzeszne zaś 
byłoby zdanie, jakoby przez to Ojciec ją utracił. A więc dosko- 
nale i całkowicie posiada ją jeden i drugi i w ten sposób wspólna 
jest u Ojca i Syna«. 

A oto rozumowanie przeciwne: 

» Wszyscy wierzący, iż Bóg ma Syna, przyznają, że Syn 
przyjął naturę ludzką i że tak urodzony, był człowiekiem, cier- 
piał, został ukrzyżowany i krew przelał za rodzaj ludzki. Nikt 
nie twierdzi, aby to wszystko spotkało Ojca. Stąd wniosek: jeśli 
Syn stał się człowiekiem a Ojciec nie stał się człowiekiem, za- 
tem nie jest ta sama istota Ojca co Syna. Jakimże bowiem spo- 
sobem mogłaby się wcielić istota Syna a istota Ojca nie, jeśliby 
istota obydwóch była jedną ilościowo? Niemożliwa, aby jedną 
była istota wcielonego i niewcielonego. Ze zaś istota Syna wcie- 
liła się, wszyscy uznają; co do istoty Ojca — wszyscy przeczą. 
Ponadto istota zrodzonego i nierodzonego nie może być jedna. 
Istota Syna jest zrodzona; nie mógłby bowiem nazywać się Sy- 
nem, gdyby się nie urodził. Istota Ojca jest nierodzona, a w od- 
wrotnym wypadku byłby nie Ojcem lecz Synem i musiałby 
mif-ó innego ojca«. 

Wobec tych dwóch wykluczających się rozumowań stanął 
Frycz niezdecydowany: »Nie widzę rozwiązania, któreby miało 
choćby pozór prawdy «»^). Ciemności nie rozpraszały się, gdy 
przystępował do roztrząsania istoty Logos, Zarzucał scholasty- 
kom, że snują rozległe i pracowite kombinacje na ów temat, 
nie mając dostatecznych danych w Piśmie dla jego wyświe- 
tlenia. Czy Logos przyjął na się tylko ciało ludzkie czy też całe 
człowieczeństwo? — w drugim wypadku miałby dwie osoby, 
boską i ludzką! — czy Logos był na początku rzeczy stwarza- 
nych i sam liczy się do kreatur — chociażby na pierwszem 
miejscu — czy też jest przedwieczny? czy nazywa się Synem 
Bt>żym przed narodzeniem się z Marji? — oto pytania, na które 

') Str. 91. 



Sceptycyziu wjnikieni badań 247 

»iiie znajduje wyraźnej odpowiedzi. Zamiast jednak pogrążyć się 
w ich rozwiązywaniu, pr/yłącza sig Frycz do zdania, iż wa- 
żniejszą jest rzeczą rozważać, co Chrystus dla nas uczynił i co 
w nas działa, aniżeU czem jest sam w sobie *). 

Wreszcie porusza wątpliwość co do Ducha św. Za p]raz- 
mem stwierdza, że »ktoby nie chciał przyjąć niczeji^o, co nie 
jest wyrażone w I*iśmie św.«, dla teg-o niepodobna wynaleźć 
dowodów boskości Ducha Św., i zauważa, że nig-dzie w Piśmie 
nie przyznano mu imienia ))Bóg"«. Ze zdumieniem — może fio- 
zornem — konkluduje: nze zdziwieniem wyczytałem to i roz- 
ważałem; nie wiem zupełnie, co to znaczy« *j. 

W ten sposób przewędrowawszy najważniejsze tajemnice 
wiary chrześcijańskiej, dokonał w oofiędnej wprawdzie i łagodnej 
formie, ale bądź co bądź głębokiego wstrząśnienia i nadwątlenia 
wiary w dogmat Trójcy Św., w równorzędność bóstwa Chry- 
stusowego i wogóle w bóstwo Ducha św. Sam był zaniepoko- 
jony radykalnością wyników swoich badań. 

Przedkładając je w grudniu 1565 królowi, wyrażał to swoje 
zakłopotanie: »Do tego czasu — pisał — stąpałem niejako po 
■rozpostartej równinie wiary; o Trójcy osób boskich i jedności 
ich istoty tak głęboko byłem przekonany, że raczej życie dał- 
ibym sobie wydrzeć, niż to przekonanie... W opinji tej trwałem, 
widząc przedewszystkiem tak jednomyślną zgodę ubiegłych wie- 
ków. Wreszcie na tym zakręcie życia mojego, gdy i nieskoń- 
czona ilość prac gospodarskich i mnóstwo zajęć publicz- 
nych odrywało mnie od wszelkiej lektury, nie miałem chwili 
czasu na rozczytywanie się w nowościach. Dopiero popchnięty 
twojem. królu, wezwaniem jakoby głosem z niebios — tak to 
bowiem sobie tłómaczę — do rozpatrzenia pism dawnych i no- 
wszych, które mogłem mieć pod ręką, celem przygotowania 
zgody, zapędziłem się wogóle dalej niż dojść się spodziewałem«. 

»Świadczę się zaś Bogiem, który sądzić będzie tajniki 
ludzkie, i świadomością moją, która wśród szarpiących rozmy- 
ślań nieraz milkła jakby znieczulona, że w niczem nie skłania- 
łłem się na żadną stronę, lecz od początku roztrząsań przybrawszy 



•) Str. 108. 
«) Str. 118. 



248 St. Kot: A. P>ycz Modrzewski 

rolę zupełnie niewiedząceg-o, co należy sądzić o Trójcy, do końcai 
w niej wytrwałem i). 

Rozstrzygnięcie, jakiej nauki się trzymać, trzeba zostawić 
kościołowi, to jest mężom pobożnym i uczonym, którym jedynie 
przysługuje prawo rozsądzania po rozpatrzeniu wszystkich za. 
i przeciw. Zaniechawszy zagadnień niekoniecznych, należy czcić 
Boga i Syna Bożego: wogóle dociekania, wzniecane przez teo 
logów scholastycznych i współczesnych, o wierze, grzechu, sa- 
kramentach zanadto wszystkich poruszają, gdy tymczasem ludz- 
kość dba zamało, ażeby żywą wiarą służyć Bogu nieśmiertel- 
nemu i jego Synowi, to jest przez pokój i m-iłość bliźniego — 
tem ostrzeżeniem, odbiegającem od teologicznego filozofowania- 
a przenoszącem punkt ciężkości religji od dogmatu do etyki 
i życia, kończy Frycz swoją wędrówkę po najzawiiszych. tajem- 
nicach wiary. 

Wykończywszy traktat o Trójcy Św., zapytał sam siebie^ 
o ile odpowiedział zadaniu, które nań król włożył. Czy rezul- 
taty, do których doszedł, mogły się przyczynić do uspokojenia^ 
zamieszek i^eligijnych, wznieconych przez wystąpienie antytry- 
nitarzy? Bynajmniej. Zbyt był szczery, aby wzorem różnych 
teologów obcych jakąkolwiek formułę kompromisową, jakiekol- 
wiek wyznanie wiary pośredniczące, podawać chciał królowi za 
propozycję pogodzenia wszystkich skłóconych. Ov\szem zdaw aŁ 
sobie nawet sprawę, iż rezultaty jego dociekań bardziej rzecz 
całą wikłają i stronnictwa religijne, jak je nazywał, raczej za- 
drasnąć mogą niż pogodzić. »Powiedziałem — wyznaje kró- 
lowi - pewne rzeczy, które nie spodobają się wyznawcom Rzy- 
mu i konfesji augsburskiej, inne znów będą ganione przez Piń- 
czowian, inne wreszcie — wiem to dostatecznie — niepodobać 
się będą jednym i drugim, albowieni i mnie samego nie zado- 
walniają. Więc cóż? Czy miałem je zamilczeć ?« 

Wyłożywszy wszystkie swe wątpliwości, zapragnął jednak. 
\vyszukać jakąś konkretną radę dla króla i znalazł ją w haśle,, 
które ostatni sejm tak żywo podkreślił a którem Uchański 
w ciągu roku 1565 cały był pochłonięty, w haśle soboru naro- 
dowego. Uzasadnieniu tego postulatu poświęcił traktat dodat- 
kowy ))0 konieczności odbycia zjazdu dla uśmierzenia sporów 

') Str. 117-11& 



Program prac soboru narodowego 249* 

rfliurijnychc, który wraz z traktatem o Trójcy śvv. przesłał królowi 
w ijrrudiiiu iri6ó. nazwawszy obydwa ))Sylwami« ze względu na 
różiiolitość zaufadiiień i idi charakter, pełen tajemniczości i za- 
wiłości •) 

O ile Sylwa pierwsza, o Trójcy Św., istotnie przedstawia 
las a raczej puszczę, w której gąszczach i matecznikach błąka 
się myśl autora bez widoków wyjścia na jasną drogę, o tyle 
Sylwa druga zawiera projekt jasny. 

Zanim mężowie głębokiej nauki, równi prorokom, dokto- 
rom, ewangelistom, ustalą." w co wierzyć w sprawie Trójcy — 
możliwe zaś, że żaden człowiek wyjścia nie znajdzie, — stron- 
nictwa religijne winny się w praktyce tolerować i nie uważać 
się wzajem za wrogów religji chrześcijańskiej. Wszyscy razem 
za mało mamy bystrości do wykrycia prawdy, stąd zrodziła 
się niezgoda religijna. Nie wolno bliźniego za to, że się różni 
w wierze, uważać za poganina lub celnika. Wprawdzie Chry- 
stus tak przykazał względem tycn, co nie słuchają kościoła, ale 
gdzie dziś kościół prawdziwy? Tyle dziś rozłamów a każdy 
z.kościołów, tak rzymski jnk ewangelickie, okazuje tyle znamion 
niewiedzy, błędów, zmienności! 

Wobec tego do króla należy nakazać stronom pokój i po- 
czynić przygotowania do przywrócenia jedności kościelnej. 
Wprawdzie »obyczaje naszych czasóww^) nie pozwalają, by król 
zwoływał sobory w rodzaju tego, który zwołał cesarz Konstan- 
tyn Wielki z powodu Arjusza, ale dopuszczalne jest urządzenie 
zjazdu, któryby wziął sobie za cel porozumienie się poróżnionych 
w wierze obywateli R/pltej. Wszak król sam na ostatnim sej- 
mie na prośbę posłów ziemskich uznał potrzebę takiej »rozmowy, 
któraby uśmierzyła wszelkie spory a pokttzała pewMiy i stały 
sposób oddawania czci Bogu« *). Nie należy się krępować sobo- 
rem trydenckim wobec jego składu, braku niezależności i nie- 
liczenia się z »<łowein bożem«, i tu ro/wija Frycz obszernie 
swój krytyczny znany nam Już pogląd na obrady i uchwały 



1) singredienti mihi in .sylvam ampli.^jsimam (utinam perinde iucun- 
dain et reium bonariim non yacuaru) certaminum et dissensionum de Triadę 
divina, non id agenduni est, quod aiterutri partium graluin esse videatur« 
(Sy]vae k. cj 

^'. Tamże k. b^. 

3) Sir. 125. 



:250 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

trydenckie. Nawet jednak choćby się je uznało za zg"odne z sło- 
wem bożena, nie przynoszą one rozwiązania sporu o Trójcę, 
który w Trydencie nie był omawiany. ))Rozmowa« polska mia- 
łaby ten właśnie spór rozstrzygnąć a ponadto wejrzeć »w ca- 
łość nauki, w zepsucie dyscypliny i szerzące się błędy« ^). Zwła- 
szcza usunięcie błędów zakorzenionych w duchowieństwie uwa- 
żał Frycz za pilną konieczność, obawiał się nawet, że łatwiej 
da się uzyskać zgodę co do dogmatów niż poprawę zepsucia^). 

Najpierw wymienił sprawę celibatu. wKsięża katoliccy znie- 
sławiają małżeństwa ewangelickich jako hańbiące i niedozwo- 
lone, ale sobie pobłażają, choćby się oddawali wszelkiego ro- 
dzaju rozpuście«. Tu cytuje Frycz używane w XVI wieku wy- 
mówki kleru n. p. »jeśli nie niewinnie, to przynajmniej ostro- 
żnie«, amniej grzeszy ksiądz, uprawiając rozpustę z stu różnemi 
kobietami, niż gdyby się z jedną ożenił«, dodając z oburzeniem, 
iż głosiciele tych »wszetecznych zasada doszli do wysokich za 
szczytów w kościele^). Następnie przedstawia królowi skutk 
-celibatu u wielu księży w Polsce: » Wchodzą do świątyń księża, 
których nałożnice wraz z ich bękartami każdy palcem pokazuje 
z ambon nauczają tacy, których nierządnice lud zna, wykwintnie 
wystrojone, władające w księżych domach, sypialniach i jadał 
niach. Mają synów, którzy się ojców wstydzą i których wzajem 
wstydzą .się ojcowie. Ci to ojcowie częstokroć sądzą, karzą i usu- 
wają z miejsc księży żonatych. Wierzaj mi królu, przysięgam 
•ci. że z bólem o tem mówię, ale trzeba mówić«*). 

Dalej zarzuca Frycz duchowieństwu katolickiemu sprowa- 
dzenie religji litylko do ceremonjału zewnętrznego: »w czytaniu 
i śpiewaniu ewangelji, przynoszeniu kr(')iowi księgi do pocało- 
wania, ileż to używają ceremonij, ale o prawdziwe zrozumienie 
i praktykowanie ew^angelji albo wcale się nie dba, albo bardzo 
niewiele«. Jest to postępowanie na opak. Gdy lud będzie obzna- 
jomiony należycie z słowem bożem i przyuczony do pobożnego 
życia, to darzyć będzie sakramenty należytą czcią. Dziś pracują 



M Str. 133. 

2) Str. 141. 

*) llady »Si non caste, saltem caute« udzielał dziewczętom Krzjck 
(por. Carinina wyd. Morawski sir. 295), drugie twierdzenie pochodzi od 
,Hozjusa. 

*) Str. 134 -186. 



I 



Pierwszeństwo luforiu pra.klyczno-kościelny«h 251 

lisięża nad wystawnością nabożeństwa, chyba w lyin colu, by 
przy tej sposobności sami wzrastali w oczach wiernych. Do teg-o 
te/, zmierza posłn^riwanie się w kościele językiem obcym, nie- 
zrozumianym dla prostaczków. 

Następnie przedkłada Frycz jako pilny postuhit reformę 
doboru i mianowania księży. Dziś kler sam się narzuca na wy- 
bitniejsze beneiicja, zamiast dochodzić do nich droirą powołania 
przez lud, wskazaną przez starożytne kanony; stąd to duchowni 
nie zajmują się nauczaniem wiernych, ale sprawami materjal- 
nemi, stąd płyną kłótnie o pierwszeństwo kr/esła i usuwanie 
się od troski o dobro duchowne ludu. 

Krytykując łączenie w ręku biskupów dostojeństw świec- 
kii h i rządu kościeineg-o, żąda Frycz przywrócenia dawnego 
sposobu obierania biskupów i prałatów. Dziś przy rozdawaniu 
godności kuściebiych patrzy się na pochodzenie i krew szla- 
checką a nie na zdolności, skutkiem czego lepsi i zdatniejsi muszą 
słuchać gorszvch wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi. Rzecz- 
pospolita nie może być własnością oligarchów, ustawy o obie- 
raniu biskupów i starszych musi się ułożyć podług śvv. I'awła. 
nie podług naszego widzimisię. »To mówię nie dla obrażania 
■kogokolwiek — zastrzega się Frycz ze względu na króla, — 
lecz ponieważ zdaniem niojein byłoby zbrodnią pominąć to 
^.\ niniejszej rozpr<i\Aie« '). 

Ci kt<')rzy czują się zagrożeni przez takie reformy, upięk- 
•szają stan dzisiejszy w różne sposoby, ogłasza lą księgi dla utrw^a- 
lenia lego stanu, powołują się na tradycję Jednakże sprawa ta 
winna być omówiona na niezależnym soborze. 

Wobec tego, że duchowieństwo nie dba o karmienie ludu 
■słowem bożem ani o cześć boską, troska ta staje się obowią- 
zkiem króla, tembardziej, że wzniecenie sporu o Tró,cę pociągnie 
powi-tanie jeszcze jednego kościoła w Rzpltej. Powinien więc 
król wykonać decyzję swą. wydaną na ostatnim sejmie, i »jak 
najprędzej zwołać zjazd narodu polskiego dla omówienia spraw 
spornych i obyczajów dyscypliny chrześcijańskiej i zawezwać 
nań wszystkich, którzy w tak ważnych zagadnieniach mogą głos 
zabierać i rozstrzygaća^). Obrady jego można poprowadzić podług 



M Ktr. 140. 

■*) »Coiiventum nominis Sarmatici« tamże str. 14H. 



252 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

zasad wyłuszczonych w Księdze o Kościele a pozatem zjazd 
sam postanowi sposób zabierania głosu i obioru sędziów. 

Jak zatem wynika z powyższych wywodów, będących zre- 
sztą jedynem w okresie akcji o sobór narodowy literackiem wy- 
łuszczeniem tego hasła, przenosi Frycz środek ciężkości obrad 
projektowanego soboru z dziedziny dogmatycznej do spraw 
praktyczno-kościelnych. Wspomina wprawdzie spór o Trójcę św.^ 
ale wydaje się, jakby chciał go użyć tylko za powód zwołania 
soboru, aby na nim przeprowadzić te reformy, które mimo nie- 
zgody w dogmatach mogłyby się dać urzeczywistnić przez na- 
ród pod kierownictwem króla. Więc obok załatwienia sprawy 
kielicha, o której odwleczenie ostro krytykuje sobór trydencki, 
wysuwa na pierwszy pian reformę życia kleru i dyscypliny ko- 
ścielnej, osiągalną przez zniesienie celibatu, poprawę nabożeń- 
stwa, wprowadzenie języka ojc/^ystego do kościoła, nakaz nau- 
czania ludu i obieralność dostojników kościelnych. To ograni- 
czanie się do zagadnień praktycznych, tak umiarkowane po bez- 
pośredniej krytyce najbardziej podstawowych dogmatów chrze- 
ścijaństwa, bezwątpienia przypisać należy wpływowi Uchań- 
skiego,- który dążył do zwołania soboru polskiego nie dla zmiany 
dogmatów a tylko dla reform praktycznych, które zdaniem jego 
miały wówczas widoki powodzenia zarówno w świeckiej części 
obozu katolickiego jak nowowierczego. 

Rok 1565 był okresem najgorętszego współdziałania Frycza 
z prymasem; nigdy dotąd skargi M^śród katolików na ów sto- 
sutiek nie były tak żywe. W czasie sejmu Commendone pod- 
kreśla niejeden raz w swych listach do Rzymu wpływ Frycza, 
na Uchańskiego na skutek ostrzeżeń Hozjusa i Padniewskiego ^), 
jesienią zaś kapituła gnieźnieńska odw'aża się na urzędowe upo- 
mnienie prymasa za gorszące przestawanie z nim, czegoby bez 
poważnej przyczyny nie czyniła. Uchański oświadczył, że przy- 
jaźni się z Fryczem, aby go skłonić do pojednania z kościołem^ 
i odciągnąć od zażyłości z nowowiercami, dzięki bowiem wy- 
bitnej nauce mógłby dodać ewangelikom wiele śmiałości w ich 
walce z kościołem, gdyby się z nimi związał 2). Tłómaczenie się 



>) Listy Coinmend. str. 80, 96, 109, 110. 

2) Acta decret. capit. Gnesnen. 15t)5 6 listopada por. Wierzbowski 
Uchańsciana I 355—356. 



1 



Klęska planów Uchai^skiego i Frycza 253 



■UcIiańskieLTo nie było kłamliwe, ule ziiwierało tylko część pra- 
wdy; j«*inu zależało wprawdzie na utrzynianiu Fryc/a na uboczu 
od organizacji kościoła refon«owanog:o, ale w znacznym sto- 
pnu dlateiro, iż praLmął Jeiro wsp(')łdziałania w przeprowadzeniu 
relorni przez siebie zaniierzonycli. 

Czy nie dowierzając obietnicom królewskim w sprawie re- 
ioi iny czy też prayfiiąc właśnie dla niej g-runt przyg-otować, zwołał 
Ucbański w sierpniu synod prowincjonalny d(, Piotrkowa na 
14 października pod pretekstem narady nad wykonaniem uchwał 
soboru trydenckiego^). Dla Commendoniego i Hozjusa nie ule- 
gało wątpliwości, że prymas zapragnie [irzeprow^adzić na synodzie 
żądanie małżeństwa księży i kielicha dla świeckich Niedarmo 
dopytywał on Commendoniego, czy papież, ustępstwa te poczyni 
dla krajów cesarza Ferdynanda; w rozesłanych przezeń poufnie 
artykułach na synod zamieszczona była następująca niedwu- 
znaczna propozycja: » ponieważ niedawno dla utrzymania po- 
koju innym krajom zrobiono ustępstwo w rzeczach uznanych 
za słuszne: czy z jakiegokolwiek tytułu nasze kraje powinny 
żądać od stolicy apostolskiej takich rzeczy, które mogłyby się 
przyczynić do trwalszego utrzymania wiernych przy kościele 
katolickim, do nawrócenia i powołania do kościoła omamionych 
zdradą heretycką« ^). 

Że przy zręcznej taktyce kler polski był do pozyskania dla 
minimalnego programu reform, przekonał się w'net Ci)mmen- 
done, gdy synod diecezji gnieźnieńskiej pomimo niechęci kapi- 
tuły upoważnił w instrukcji posłów do starań o kielich i mał- 
żeństwo księży. W zamian za te ustępstwa obiecywał Uchański 
zgodę szlacłity na materjalne postulaty duchowieństw^a. Ale ta 
właśnie ostatnia pretensja stała się w ręku Commendoniego 
i wykonawcy jego. podkanclerzego Myszkowskiego, narzędziem 
do pokrzyżowania syrfOdalnych planów prymasa: Myszkowski wy- 
jednał u króla list, odradzający odbywania synodu, z obawy nowych 
kłótni między szlachtą a klerem, Commendone zaś wraz z Ho- 
zjusem wygrywając tę niespodziewaną pomoc, potrafili wywrzeć 
odpowiednią presję na biskupów, aby synod uniemożliwić. 

Dzień 10 października 1565, w którym nuncjusz i Hozjus 



») Wierzbowski Uch. V 345-353. 

2) Wierzbowski Uch. V 347, II 200, Listy Commend. str. 280. 



254 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

przybyli do Łowicza, by nie pozwolić Uchańskiemu na jazdę do- 
Piotrkowa i wymusić na nim odwołanie synodu, jest. dniem 
pierwszej zasadniczej klęski refurmistycznych planów prymasa,^ 
od której począwszy plany te stają się coraz mniej realne. Na 
razie jednak nie uważał on się za powaloneg-o i przy pomocy 
Frycza przystąpił do dalszej agitacji za urządzeniem rozmowy 
religijnej. W takiej to sytuacji, po takim zawodzie doznanym 
nieoczekiwanie od króla, powstała Pryczowa Sylwa -wO koniecz- 
ności odbycia zjazdu dla uśmierzenia sporów religijnych^ i tern 
się tłómaczy ton jej nieco niepewny a zarazem niezwykła ostro- 
żność w wyrażeniach i umiarkowanie w konkluzjach. Chodziło 
o ponowne zyskanie króla dla myśli, które czasem nawet od 
niego wychodziły, ale w których się chwiał, ilekroć nań z boku 
nacisk wywarto. 

W tych też zabiegach leży przyczyna, dla której Frycz na 
zakończenie l^ylwy wbrew swej bezwzględności w żądaniu kro- 
ków, które za dobre uważał, roztrząsa szczegółowo wobec króla 
pr/e^zkody, stojące w drodze zwołaniu soboru narodowego. Je- 
dną przeszkodę widzi w mnogości spraw politycznych, które 
zaprzątają czas i energję króla. Pomimo wszystkich zatrudnień 
winien jednakże król znaleźć czas na poprawę kościoła, bo wła- 
śnie to zaniedbanie czci bożej jest przyczyną obracania się 
spraw Rzpltej na gorsze; jeżeli poprawa nie przyjdzie wczas^ 
należy się obawiać nieszczęść narodowych. Druga przeszkoda 
tkwi w trudności samego przedsięwzięcia; opinje są tak roz- 
bieżne a tak zakorzenione, nadto przedstawiciele ich są tak na- 
miętnie do nich przywiązani i tak pysznią się z swej wiedzy,, 
iż nie chcą w niczem ustąpić. Na to jedyną radą jest przyjąd 
naukę Chrystusa za podstawę w decyzjacłi zjazdu, ale to już 
należy do zjazdu samego. Groźbą większego jeszcze rozbicia 
a nawet obawą wojen domowych, które inogą wybuchnąć jak 
w Niemczech i Francji i spowodować upadek Rzpltej, kończy 
Frycz swe natarczywe wezwanie do króla o wykonanie obie- 
tnicy, danej izbie poselskiej na sejmie piotrkowskim. 

Na czele Sylw zamieścił dwie ttardzo ciekawe przedmowy. 
W pierwszej z nich, zwróconej do wszystkich ludzi uczonych 
i pobożnych »jakichkolwiek kościołów Chrystusowych«, prosi 
chrześcijański świat uczony, bez względu na wyznania, o wy- 
siłki dla odwrócenia grożących kościołowi niebezpieczeństw 



Ostatnia próba pozyskania króla 25f> 

i zbudowania jakiey:<»ś rozwiązania na podstawie materjału. 
który w Sylwach nagromadził. Sani bowiem nie czuje się na 
siłach mimo. iż zebrał nias rzeczy i myśli« do oświetlenia sporu. 
C. do pracy swej oświadcza: »Nie chcę, iżby ktokolwiek na 
na mnie się zdawał, irdyż nawet sam sobie zadość nie czynię 
i 'na nikoofo się nie zdajęw. Ale prosi o wypowiedzenie o niej 
/dania i pochwalenia jej lub skrytykowania. wNiech sobie tak 
nikt nie myśli, aby Frycz urodzony i wychowany w g-łębokiem 
barbarzyństwie me mótrł niczeg-o trafniej ująć od dawnych pi- 
sarzy... Ja nic sam z siebie nie powiedziałem, ale zebrałem 
w całość, co u drug-ich znalazłem, przyłożywszy nieco pilności 
i pewnego krytycyzmu, na ile stać było moje słabe zdolności 
i ubog-ie wykształcenie« ^). Usprawiedliwia się przytem, że wielu 
potrzebnych dzieł nie miał pod ręką, wiele z powodu ustawi- 
cznych kłopotów mnże zbyt pobieżnie studjował lub niedość 
pr7,etrawił, dał jednak, co móg-ł, w chęci przyjścia z pomocą 
skłóconemu chrześcijaństwu; tą samą chęcią powodowane muszą 
obce kościoły wysilić się dla uciszenia sporów, g-dyż inaczej 
ściąg-ną na siebie burzę, która dziś rozrywa kościół polski. 

Druga przedmowa, skierowana do Zygmunta Augusta, 
chwali go za inicjatywę w sprawie załagodzenia sporu antytry- 
nitarskiego, przedstawia metodę dochodzenia prawdy, obraną 
w Sylwach, a kończy błagalnem wezwaniem króla o uleczenie 
choroby kościelnej. «Jakżeż szczęśliwy będzie to dzień, kiedy 
owoce twojej rady zbierze rzeczpospolita chrześcijańska, w której 
wszyscy, mający w tobie jednego króla, mieć będziemy także 
edną religję i jedno nabożeństwo do Boga Ojca i Syna i Du- 
3ha św... Gdy do tego przyjdzie, wówczas ani ja trudu żałować 
lie będę ani ty, sądzę, nie będziesz się wstydził sługi twego, 
3rzez którego tę pracę przeprow^adzałeś, i łatwiej zniosę nie- 
lawiść ludzi, którą z powodu tych właśnie wysiłków ku mnie 
ozgorzeliw. Wiara w możliwość takiego dnia, dziś dla nas trudna 
io pojęcia, tak gorąco przenikała Frycza, że nie porzucił jej, 
3hoć pierwsze jego prace w tym kierunku pozostały bez echa. 

•j Sylvae k Eg. 



I 

:256 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



X. 

Ostatnie lata. 

Sylwy pozostały bez wpływu na dalszy przebiei^ wypad- 
■ków. Po przesileniu w roku 1565 sprawy religijne na naj- 
bliższym sejnnie, w Lublinie w maju 1566, jak i na następnych 
przestały być osią polityki wewnętrznej. Wyłoniły się sprawy 
unji, uporządkowania sukcesji tronu i inne, a nowowiercy zbyt 
byli pochłonięci trudami skonsolidowania swego prawego skrzy- 
dła a zgnębienia lewego, aby móc liusić się o zreformowanie 
całości życia religijno-kościelnego. Uchański, korzystając z obioru 
nowego papieża Piusa V, usiłował jakiś czas w Rzymie 
i w ojczyźnie podtrzymywać żądanie synodu prowincjonalnego, 
ale wszystkie jego kroki coraz łatwiej paraliżowane były przez 
Hozjusa, zwłaszcza odkąd w szeregi episkopatu wszedł mąż silny 
i zdecydowany, wierny sojusznik Rzymu, Stanisław Karnkowski, 
biskup kujawski. Już w roku 1567 było oczywiste, że Polska 
pozostanie przy katolicyzmie i że nietylko sobór narodowy ale 
nawet synod prowincjonalny katolicki, któryby w czemkolwiek 
chciał czynić ustępstwa nowowiercom, nie mają zupełnie widoków. 

Dwie Sylwy są też ostatnią pracą Frycza, związaną z sy- 
tuacją ogólną w Rzpltej i odpowiadającą równoległej akcji kie- 
rowniczych czynników polityczno-kościelnych. Troski domowe 
i wiek pochylony nie sprzyjały dalszej pracy; odosobnienie 
w^ Wolborzu, który od czasu wyjazdu Uchańskiego coraz mniej 
posiadał podniet do ruchu umysłowego i), zniechęcało go do 
mieszania się w sprawy publiczne. Widoczne stało się u niego 
zmęczenie i upadek energji. Zaprzątnięty zabiegami o poprawę 
bytu rodziny, pożyczkami i kupnami, nie przestał jednakże pisać. 
Tylko, że odtąd rozprawy jego nie przynoszą nowych idei, ale 
ograniczają się do ciaśniejszej roli; zajmuje w nicti teoretyczne 
stanowisko wobec zagadnień teologicznych, które wypływały 
w łączności z najskrajniejszym kierunkiem reformacji polskiej, 
z antytrynitarzami. 



1) Frycz skarżył się już w r. 1566, że jest »sociis studiorum In hac 
£olitudine a literatis prorsus destitutus* (k. a^). 



Polemika z nowo(ihrzczeńcami 267 



W marcu 1566 roku ukończył traktat »0 chrzcie nieniowląta, 
wywołany najświeższym sporom, który zaburzył sam obcjz an- 
tytrynitarski. Piotr z Goniądza, Marcin Czecłiowic i inni wystą- 
pili tam z krytyką chrztu dzieci, wykazując racjonahiość chrztu 
czy raczej ponurzania dorosłych. Umyślny sobór w Brzezinach, 
odbyty w lipcu r. 1565 dla rozstrzygnięcia tej scysji, nie przyniósł 
pomyślnego rezultatu. Frycz zajął stanowisko zdecydowane za 
chrztem dzieci, w tym bowiem kierunku znajdował odpowie- 
dnie dowody w Piśmie św. a nadto nie widział, iżby przez jego 
stosowanie wiara luh miłość chrześcijańska cokolwiek cierpiała. 
Tutaj też po raz pierwszy spotykamy u niego lekkie żachnięcie 
się na niepohamowanych nowatorów: »Jeśli tego uszczerbku 

-(wiary i miłości) wykazać nie mogą, niechże zaniechają tego 
przedsięwzięcia i nie rozbijają kościoła« i). 

Sylwę o chrzcie układał » wśród trosk i najpilniejszych za- 

Jęć«, od których odrywał się chwilami do pisania; stąd też opra- 
cowana jest zwięźle, stylem urywanym. Dochowała się do na- 
szych czasów w rękopisie bez wstępu dedykacyjnego; sądząc 
z końca Sylwy, zwracał się w nim autor do kogoś z możnej. 

") O istnieniu tej Sylwy podaia wiadomość pierwszą i jedyną »Bi- 
'hliothecainstituta a Conrado Gesnero« (Zurych 1574 str. 33), podług której 
rękopis Sylw Frycza obejmował tizy części, pierwszą o trzech osobach 
i jednej istocie bożej, drugą o konieczności odbycia zjazdu, trzecią o chrzcie 
niemowląt (»nondura quod sciam in publicum editae«). Już jednak 8an- 
dius (Bibi. Antitr. str. 38) uznał tę wiadomość za mylną, ponieważ powyż- 
sze tytuły i rozkład treści trzech traktatów nie odpowiadają Sylwom, ogło- 
szonym drukiem w r. 1590. Wskutek tego zaprzeczenia żaden z później- 
szych pisarzy Sylwy o chrzcie niemowląt nie wspominał. Jednakże świa- 
dectwo bibljografa i profesora zuryskiego jest decydujące, Siraler bo- 
wiem, wydawca Bibljoteki Gesnerowskiej, znał i studjował pierwszy rękopis 
Sylw, o czem niżej. Nawet w Sylwach drukowanych dochował się ślad 
stwierdzający autentyczność powyższych tytułów: mianowicie mimo że 
Sylwa pierwsza w tekście ma napis: »De Trinitate Divina« (c,), na karcie 
tytułowej i w przedmowie do króla zatrzymali wydawcy tytuł pierwotny: 
• primum librum Sylvarum qui est de tribus personis et una essentia Dei«. 

Fragment Sylwy o chrzcie niemowląt znalazł się w rękopisie Sylw 
pochodzącym z księgozbioru Izaaka Yossiusa, dochowanym w Bibl. Uniw. 
w Lejdzie (MS Lat. Voss. Nr. 27). O rękopisie tym zapowiadał osobną roz- 
prawę Karłowicz (» Wiadomość o rękopisie lejdejskim Sylw A. Modrzew- 
skiego* Spraw, z pos. Ak. 1890. Wydz. filol. str. 39), która się jednak nie 
ukazała. 

St. Kot: A. Frycz Modrzewski 17 



258 St. Kot: A. frycz Modrzewski 

szlachty, aby mu wyrazić wdzięczność za jego »łaskawość, za- 
darmo mu okazy waną«; w zakończeniu wyznaje Frycz przed 
owym » panem « swe ubolewanie nad » zamieszaniem pojęć, które 
u nas panuje, tak w sprawie udziału w rządach Rzpltej jak co 
do składania przysięgi" i wzywa króla, senat i wszystkich za- 
cnych mężów do wysiłków około poprawy rozprzężenia, gdyż 
przerasta to siły jakiego-kolwiek jednego człowieka i). 

Trzy owe Sylwy, o trzech osobach i jednej istocie bożej, 
o konieczności odbycia zjazdu i o chrzcie niemowląt, wysłał 
Frycz w roku 1Ó66 Oporynowi do druku. Jednakże fatum jakieś- 
chciało, aby to dzieło, do którego tak wielkie przywiązywał na- 
dzieje, nieprędko dostało się do rąk europejskiej publiczności. 
Nasamprzód. gdy druk pierwszej Sylwy znacznie postąpił, wstrzy- 
mał go sam autor. Doszła go bowiem wiadomość, iż w Szwaj - 
carji pojawiło się jakieś wyczerpujące dzieło o Trójcy św. i za- 
pragnął przesludjować je przed ogłoszeniem swoich dociekań. 
Liczył na to, że pewien przyjaciel, wracając z Szwajcarji, przy- 
wiezie mu egzemplarz, ale zawiódł się w oczekiwaniu i z po- 
wodu ponownych starań znacznie opóźnił druk Sylw. Potem 
zaszły nowe przeszkody. 

Rok 1567 przyniósł Fryczowi ciężkie, już nieoczekiwane 
przejścia. Latem zmarł biskup Wolski, który w zupełnej obo- 
jętności na interesy religji i kościoła nie mieszał się do Frycza 
i jego wójtostwa. Panem na W^olborzu został po nim bezwzglę- 
dny i gorliwy zwolennik Rzymu, Karnkowski, cies/.ący się peł- 
nem zaufaniem Piusa V dzięki poparciu Hozjusa, któremu w spra- 
wach kościelnych całkowicie ulegał. Pius V odrazu szczególny 
nacisk położył na reorganizację wewnętrzną kościoła i dopilno- 
wywał surowo we wszystkich krajach katolickich, by chleba- 
kościelnego nie jadł nikt, hołdujący nowowierstwu. Szczególną^ 
czujność objawiał wobec pisarzy, zamieszczonych na indeksie 
pierwszej klasy. Pierwszy padł ofiarą Gilbert Cousin z Nozeroy, 
sekretarz ongiś Erazma z Rotterdamu, obecnie proboszcz w Bo- 
sancon: w lipcu lu67 zażądał Pius V od parlamentu w DóIe na 
tychmiastowego uwięzienia tego » wychowanka szatana i złością 
jako figurującego na indeksie a przez to samo potępionego- 
przez sobór trydencki; rozkaz zaraz został wykonany a Cousin. 



») RUps Voss. k. 126. 



Usunięcie 2 Wolborza 259 



zmarł vvkr(3tce w wiczitMiiu arcyhiskupitin '). ludcj pr/.yszhi iia 
Frycza. 

W jesieni teiifoz i^)ku. przesyłając Kanikowskiemu konfir- 
niacjtj na biskupstwo kujauskie, dołączył papież osobne breve 
polecające pospieszne usunięcie b^rycza »heretyka« z wójtostwa^). 
Stało się to prawdopodobnie z inicjatywy Conimendoniego, który 
Frycza uważał za szczee^ólnie niebezpieczneg-o dla kościoła z po- 
wodu jego wpływu na prymasa. Dla reform ujące^-o się po uchwa- 
łacb trydenckich kościoła niepożądane byłi) oczywiście przebywanie 
tak wybitneg-o nowowiercy na sędziostwie w mieście biskupiem, 
a chodziło też o ukaranie Frycza /a je<>'0 skłonności ku no- 
watorom. 

Karnkowski zapragnął }>rzez szybkie załatwienie sprawy 
z Fryczem, którego osoba i znaczenie dobrze mu były znane, 
okazać papieżowi i Hozjusowi swoją gorliwość; to leż bezzwło- 
cznie jeszcze przed konsekracją energicznie do rzeczy się zabrał 
i już w kilka dni po otrzymaniu breve mógł donieść Hozjusowi 
o sv\oich krokach. Mianowicie \a' sposób stanowczy oświadczył 
on Fryczowi, iż jeśli zaraz nie wróci na łono kościoła katolic- 
kiego, musi porzucić wójtostwo, i posłał doń swych dworzan, 
kanclerza i marszałka dworu, aby go zachęcali do pogodzenia 
się z Rzymem. Podług ich relacji Frycz jakoby nie wykluczał 
takiej ewetitualności, jednakże oświadczył, że zrobić by to mógł 
tylko dobrowolnie a nie pod przymusem, i dziwił się, jak mogą 
wymagać od niego, by przez taką zmienność narażał swoje 
dobre imię u ludzi. Dworzanie twierdzili nawet, jakoby Frycz 
obiecywał zmienić poglądy religijne, ale »gdzieindziej i kiedy- 
indziej«, sam jednak Karnkowski nie dowierzał temu, tembar- 
dziej, że otrzymał od Frycza list po polsku napisany, zawiera- 
jący tylko prośbę o zatrzymanie go w spokoju na wójtostwie 
lub pozostawienie przynajmniej na jakiś czas, nic więcej. Gdyby 
Frycz istotnie przyobiecywał powrót do katolicyzmu, Karnkow- 
ski, który umiał bardzo zręcznie materjalnymi wpływami ope- 
rować i nie wahał się wybitnemu przywódcy reformacji, Jakó- 



') lleusch Der Index der verbotenen Biicher I 437 — 438. 

2) Donosi o tern Karnkowski Hozjusowi '29 grudnia 1567 por. Rkps 
Arch. bisk. Frauenburg D 26 fol. 66-67 (kopja w Akad. Umi(^j.). Tekst po- 
dają sEpistolae ill. virorum« przy Historji Długosza II 1638 9. 

17* 



260 'St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

bowi Niemojowskiemu, dłuższy czas zostawiać wsi biskupiej 
Dźwierzna'), nie byłby zlekceważył sposobności odzyskania dla 
kościoła tak głośnego pisarza, jakim był wójt wolborski. Wido- 
cznie zatem Frycz nie pozostawił mu żadnych złudzeń w tej 
mierze, jeśli Karnkowski w tym samym liście do Hozjusa, w któ- 
rym przytacza powyższe szczegóły, doniósł zarazem o swej 
decyzji usunięcia so z Wolborza. Wykonanie decyzji postanowił 
nieco tylko oda lec, ażby się odbył zapowiadany podówczas sejm, 
obawiał się bowiem, by protektorowie Frycza nie wywołali 
z jeg"o przyczyny na sejmie zaburzeń. Liczył się także z tem, 
że według statutów polskich nie wolno wójta siłą usuwać bez 
wyroku sądu ziemskiego i że, gdyby trafiło na sędziego nowo- 
wiercę, sprawa mogła by być skierowana przed trybunał kró- 
lewski, gdzieby Frycz mógł ją wygrać. W^obec tego prosił 
Karnkowski Hozjusa o poradę. 

Kardynał, stary przeciwnikFrycza, jak należało przewidywać, 
odpisał bezzwłocznie, że jeśli Frycz, »raz wyparłszy się Chry- 
stusa, nie chce z powrotem go wyznawać«, powinno się wy- 
konać rozkaz papieski ^). 

Skłoniony tym naciskiem Karnkowski. po naradzie z zna- 
nym nam Stanisławem Dąbrowskim, zaniechał przewlekania 
sprawy i zawarł z Fryczem umowę, w myśl której Frycz wza- 
mian za spłatę 1000 złotych zgodził się dobrowolnie ustąpić 
z wójtostwa 3j. To wyjście musiało zyskać aprobatę Hozjusa, 
gdyż już 20 marca 1568 r. mógł Karnkowski donieść papieżowi 
o takiem załatwieniu nakazu *), przyczem nie omieszkał zazna- 
czyć, że na bezwzględne usunięcie Frycza nie pozwoliło przy- 
znanie mu potrójnego dożywocia przez Drohojowskiego za zgodą 
kapituły. Równocześnie nuncjusz Ruggieri miał o całej sprawie 
złożyć raport do Rzymu, z czego widać, jaką do osoby Frycza 
wagę przykładała kurja rzymska. Wprawdzie Frycz jeszcze 
w maju pisał się demonstracyjnie jako »dziedziczny wójt w Wol- 



') Monumenta dioeceseos Wladislaviensis, zeszyt X. 1894 str. 12. 
*j List z 9 stycznia 1568 por. Epistolae ill. vir. I 1651. 
*) List Karnkowskiego do Hozjusa z 17 lutego 1568 por. Rkps frauen- 
burski D. 26 fol. 72. 

*i Wierzbowski Llchansciana II 248. 



Użalenie się przed Piusem V 261 



borzuo *), ale zapewne w tym okresie opuścił Wolborz, gdyż 
już w czerwcu spotykamy g-o na tułaczce w niedalekiej Trzep- 
nicy *), której właściciele Trzepieńscy zapewne udzielili mu wraz 
I, rodziną chwiloweg"o przytułku. 

Jak onffiś w 1556 roku, uchodząc z Wolborza, z sąsiednich 
Cieśli zwracał siQ z zażaleniiMU do |)apieża Pawła IV, tak teraz 
z Trzepnicy wystosował Frycz dłuższy list do ł*iusa V z przedsta- 
wieniem nowej krzywdy, załączając świeży swój traktat wO Jezusie 
Chrystusie, Synu BoŁra i człowieka a zara/em Bogu i Panu 
naszymw. Tylko gdy dawniej celem pisma do Pawła IV była 
skarga na krzywdę doznaną, obecnie sprawa osobista nie sta- 
nowiła wyłącznej treści listu. Frycz raczej prag"nąłby skłonić papieża 
do interwencji w celu ułagodzenia sporu anty try nita rskiega 
i w tej myśli przedstawia mu znaczenie rozłamu i wystąpienia 
l^ińczowian oraz obiecuje objektywnie wyłożyć ich poglądy bez 
dawania konkluzji z swej strony. I^o uprzednim apelu do ogółu 
chrześcijańskiego, zwraca się Frycz obecnie do papieża jako naj- 
bardziej powołanego do uśmierzenia burzy; i sam bowiem jest 
obeznany z nauką chrześcijańską i pod ręką ma legjon mężów 
uczonych. Legaci papiescy, którzy się w Polsce* z ruchem anty- 
trynitarskim zetknęli, uchylali się od odegrania jakiejkolwiek 
roli w tej sprawie; wobec tego przedkłada Frycz obraz jej bez- 
pośrednio papieżowi. I^rzy sposobności radby zalecić mu rów- 
nież swoje wysiłki, wiedząc, że papież ma o nich opinję nie- 
przychylną i że z tej racji nakazał wyrzucenie go z jego skrom- 
nej chudoby. Takiej nagrody nie spodziewał się za swoje trudy^ 
za czujność w wykrywaniu niebezpieczeństw grożących kościo- 
łowi i otwarte, swobodne przedstawianie sporu. Co do wartości 
swych prac, to nie przypisuje im doskonałości, ale może się 
powołać na pełne uznania sądy z różnych stron. Przypomnia- 
wszy znane nam już zachwyty Giustiniana i Oporyna, nadmienia, 
że w pewnej publikacji przytaczano urywek jego pióra jako 
jednego »z najbystrzejszych i najuczeńszych wśród ewansreli- 
ków« oraz cytuje pochwały z listów otrzymanych w ostatnicłi 



1) Wierzbowski Materjały I 138, dnia 20 ninja 1568. 

2) Sylvae str. 216. 



262 •'^t- K<'t: A. Frycz Modrzewski 

czasach ^) i powołuje się na przekłady swych pism na różne 
języki 2). 

Podkreśla wreszcie, że nie jest wrogiem papiestwa, któ- 
rego potrzebę wykazywał »wbrew życzeniom i zdaniom wielu« ^). 
Za to wszystko nie należała mu się z Rzymu kara: nawet Pa- 
w'eł IV pozostawił go w spokoju, gdy przed nim wyłuszczył 
pobudki swego postępowania, od jego następców też żadnej nie 
doznał krzywdy, aż dopiero Pius V dał posłuch doniesieniom 
osób niestosownie się wyrywających, które piszącemu dobrze 
są znane. Wszakżeż nie Frycz winien ponosić odpowiedzialność 
za wstrząśnienia, które kościół w wieku XVI przechodzi: owszem 
on na pierwszy rozłam, wywołany przez Lutra, szukał lekarstwa; 
tak samo, aby je wynaleźć po drugim rozłamie, dokonanym 
przez Karlstada, Zwinglego i Kalwina, zagłębiał się w pismach 
Św. Augustyna, Ambrożego, Bertrama, Tomasza, Skota, Biela, 
Ecka i innych. ))Nie wszystko zapewne — zauważa — , co po- 
wiedziałem, mogło się spodobać kościołowi rzymskiemu, ale 
jednakowoż znalazłoby uznanie u starszyzny i wybitnych Do- 
ktorów kościoła kat<ilickiego«. Tak samo pracował nad sposo- 
bem uleczenia ostatniej scysji, która naruszyła podstawy wiary, 
ale tu rozstrzygnięcia między sprzecznymi poglądami nie wy- 
myślił i dlatego apeluje do papieża, który ma przy boku tylu 
doświadczonych i uczonych mężów*). 

Traktat załączony poświęcił Frycz studjom nad osobą Je- 
zusa Chrystusa, to jest zagadnieniu chrystologicznemu, które 
po najwcześniejszej fazie ścisłego antytrynitaryzmu na długie 
lata zaprzątnąć miało polskich przeciwników Trójcy św. W do- 
datkowej przedmowie zaznaczał, że spór o Chrystusa, choć może 



') Tiinti te facio et lua scripta Frici, ut ne syllabain ąuidem interire 
veliiu« - tak pisał doń może Oporyn, który mimo niechęci teologów 
szwiijiarskicli przystąpi! do druku ostatnich traktatów Frycza. W innym 
liście pisano: oTanti ego tua omnia et feci hactenus ci eliainnum facio, 
ul. nulio cuiusąuam piaeiudicio iila mihi yilescere puliar*. Z sądów tych 
widać, że u niektórych wielbicieli pism Frycza entuzjazm nie stabt mimo 
córa-', radykalniejszej ewolucji jego przekonań religijnych. 

2) Niektórzy pisarze nijlnie zrozumieli, jiikoby tu bjJa mowa o tló- 
maczeiiiach S)l\v: Frycz miaJ na myśli przekłady ^Poprawy Hzpltejo, wzglę- 
dnie poszczególnych jej ksiąg. 

s) Sylvae str. 154. 

*) Str. 156. 



Simler przpLMw Fryczowi 263 

•nie tak zawiły jak sprawa Trójcy Św., kosztował sfo wiele trudu, 
ale pohieffo zadowolenia praca mu nie przyniosła, albowiem 
z powodu ciąyfłych kłopotów, troski o dzieci i ustawicziie<jo po- 
szukiwania stałeuo domostwa nie n\ógl obrócić na t)ią tyle pil- 
ności, ile potrzeba. Sylwa o Chrystusie, datowana w Trzepnicy 
w czerwcu 1568, podzielona została na dwa traktaty: w pierw- 
szym wyłożył Frycz własiieini słowy naukę Pińczowian, uznają- 
cych w Chrystusie człowieka podniesionego do godności bóstwa, 
w dru/im rozwinął sw(\je zastrzeżenia przeciw skrajności teo- 
•losfów pińczowskich. Wykazywał, że Chrystus istniał już przed 
■początkiem rzeczy jako Syn Boży i że wszystkie argumenty 
Pińcziiwian odnoszą się do Chrystusa człowieka, do jego natury 
ludzldfj, a Pińczowianie wbrew słuszności i Pismu Św., usiłują wy- 
kluczyć zeń naturę boską: według takiej metody zdaniem jego 
możnaby widzieć w człowieku litylko cechy cielesne i w na- 
stępstwie odmówić człowiekowi duszy. Fiycz chwali antytryni- 
tarzy za usuwanie »osobovvośc w boskich jako wymysłu sofisty- 
czneLiO — sam tego nie umiałby również obronić, — ale ostrzega 
przed zbyt radyUalnem traktowaniem tajemnic. Nie należy bez- 
krytycznie niczego przyjmować z tradycji, co się sprzeciwia wy- 
raźnej nauce wiary katolickiej, ale z drugiej strony nie powinno 
się zuchwale odrzucać wszystkiego, co starożytność z rąk do 
rąk pi-zekazała ^j. 

Xa zakończenie podkreśla Frycz swoim zwyc/.ajem, że 
w grujicie rzeczy dociekanie istoty Chrystusa nie przynosi dla 
•chrześcijanina korzyści a daleko ważniejsze jest naśladowanie 
żywota Chrystusowego. I tu zwraca uwagę papieża, że obyczaje 
i dyscyplina kleru daleko od te2"0 ideału odbiegają, wyrzuca mu 
zaniedbywanie obowiązku nauczycielskiego, co pociągnęło za 
-sobą rozrost herezyj, naruszających u wielu powagę religji i zgodę 
publiczną, użala się wreszcie na wyzuwanie go »z dóbr ojcow- 
skich i dziadowskich « ^] 

W jakiś czas po napisaniu owej Sylwy otrzymał Frycz 
•oczekiwane dzieło z Szwajcarji, dla którego wstrzymał druk rę- 
kopisu u Oporyna. Prawdopodobnie dziełem tern był gruby 
i.om »De aeterno Dei filio Jesu Christo et de Spiritu Sancto«, 



») Str. 211-212. 
- Str. 216. 



264 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

w^ydany w r. 1568 w Zurychu przez wybitnego teologa tamtej- 
szego Josiasa Simlera, który po śmierci Piotra Martyra Vermi- 
gliego objął wspólnie z Bullingerem kierownictwo kościoła zu- 
ryskiego. Simler księgę swą napisał głównie z powodu niebez- 
pieczeństw, grożących kościołowi reformowanemu w Polsce, 
i dedykował ją gronu magnatów polskich z Myszkowskim 
i Firlejem na czele. Już przy pobieżnem przejrzeniu pracy Sim- 
lera wpadło w oczy Fryczowi, że sławny teolog znał rękopis 
jego pierwszej Sylwy, że przytacza z niej dosłownie obszerne 
ustępy i polemice z nią poświęca bardzo wiele miejsca i argu- 
mentów. 

Simler rzeczywiście nader baczną uwagę zwrócił na rę- 
kopis Frycza i choć nie wymienił autora ani razu po nazwisku,, 
znaczną część swego dzieła w^ypełnił zbijaniem jego poglądów. 
Widać było, że argumenty Sylw uważał za bardzo groźne i oba- 
wiał się ich wpływu, ale autora nie odważył się traktować 
szorstko, jak to czynił z innymi przeciwnikami, z Serwetem, 
Ochinem, Gentilisem, Kazanowskim. Wyraża się o nim zazwy- 
czaj oględnie a nawet z szacunkiem, kilka razy zowiąc go »mę- 
żem wielkiego nazwiska«. Na tle ówczesnej niewybredności 
w atakow^aniu obrońców antrynitaryzmu, których obrzucano wła- 
śnie w Szwajcarji najgorszemi obelgami a w najlepszym razie 
traktowano złośliwie, respekt okazywany Fryczowi przez Sim- 
lera może służyć jako miara powagi, którą cieszył się nasz pi- 
sarz na gruncie szwajcarskim. Skrupulatność Simlera w zbijaniu 
drugorzędnych nawet ustępów Sylwy wymagała odpowiedzi. 
Frycz nie czuł się w żadnym prawie punkcie przekonany, to 
też ograniczywszy się do drobnych tylko zmian w pierwszej 
Sylwie, prosił Oporyna o kończenie druku i natychmiastowe ro- 
zesłanie dzieła z jarmarku frankfurckiego do teologów i profe- 
sorów wszystkich wyznań chrześcijańskich. 

Tymczasem okazało się to niemożliwem, albowiem rękopis 
znikł z drukarni. Sprawcą intrygi był w^spółrodak i znajomy 
Frycza, jeden z filarów kościoła reformowanego w Polsce, Krzy- 
sztof Trzecki, rektor szkoły kalwińskiej w Krakowie ^). Trzecki 
oparty o protekcję wszechwładnego starosty krakowskiego, Sta- 
nisława Myszkowskiego, spełniał w okresie rozłamu wśród ma- 



^) Podpisywał się »Thrfitiusa, może pochodził z Trzeki w Wielkopolsce.. 



Wykradzenie rękopisu Sylw od Oporyna 265- 

Jopolan doniosłą rolę pośrednika nuędzy kościołem reformowa- 
nym polskim a teoloiraini szwajcarskimi, do których rokrocznie 
jeździł, donosząc im o przebiegu sporu w Polsce, o najnowszych 
publikacjach, wypraszając stamtąd polemiki i odpowiedzi. On to 
informował Zuryszan, jak wielką powag-ą w Oczach rodaków 
cieszą się pisma i osoba Frycza, i skłonił Simlera do tak wy- 
czerpującej rozprav\y z Sylwami, które się jeszcze nie ukazały. 
O dążnościach Sylw i wysłamu ich do Oporyna musiał Trzecki 
zasłyszeć jeszcze w Tolsce; znalazłszy się w Bazylei w lecie 
1567 roku, odwiedził Oporyna i poprosił go o wypożyczenie rę- 
kopisu, co bez trudu uzyskał od drukarza, nie podejrzywającego 
podstępu. Tą drogą dostał się ów rękopis do rąk teologów 
szwajcarskich. Bezy, Bullingera i innych. Przestudjowano go 
zarówno w Genewie jak w Zurychu. »0 książeczce Frycza, — 
donosił Beza 15 lipca 1567 Bullingerowi — zdaniem mojem 
nawskróś niebezpiecznej, napisałem już nieco do ciebie w osta- 
tnim moim liście. Wogóle pragnąłbym, aby nasz pan Simler 
uważnie ją przeczytał i zbił; byłoby to bardzo pożyteczne dla 
kościoła i nadwyraz potrzebne« *). Odkrywa się zatem zagadka, 
w jaki sposób rękopis Frycza przed wydrukowaniem mógł się 
stać przedmiotem polemiki Simlera. Z rąk przeciwników skrypt 
do drukarni nie wrócił, czy zatrzymany w Zurychu, czy też 
uwięziony do Polski przez gorliwego Trzeckiego, który uważał 
za swój obowiązek przeszkodzić ogłoszeniu niebezpiecznego dzieła. 
Po jego powTOcie z Szwajcarji spotkał go Frycz w Kra- 
kow^ie — było to zapewne jesienią 1567 roku — i wypytywał,. 
czy nie widział Oporyna i czy nie słyszał czego o druku książki. 
Trzecki oświadczył, że ani Oporyna nie widział ani o Sylwach 
nic mu niewiadomo. Po dłuższym czasie, zapewne w- r. 1568, 
Oporyn, nie doczekawszy się zwrotu rękopisu, powiadomił autora 
o tem, co się stało. Frycz wówczas ostro zaatakovA'ał Trzeckiego- 
jako kłamcę, zarzucając mu »miedziane ozoło« 2), i zażądał od- 



1) Beza Epistolae theologicae 1597, Wotschke Christoph Tretius^ 
Królewiec 1907 str. 65/6. 

»l Opisuje to zajście Lub i e n i e c k i (Hist. Reform. Polon. str. 221 — 
222), oraz Sandius (Bibl. Antitr. str. 38) na podstawie rękopiśmiennej hi- 
storji Budzińskiego, który w rozdz. 36 zapisał: »Fost hoc Trecii factum 
Frieium sylvas suas ex adyersariis suis ac fere reiectaneis chartis iterum 



266 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

dania rękopisu, a spotkawszy się z odmową, poskarżył się przed 
Myszkowskim jako organem królewskim, którego jurysdykcji 
Trzecki podlegał. I lu jednak nic nie uzyskał. Myszkowski bo- 
wiem, polityczna głnwa kalwinizmu polskiego, okazywał bez- j 
względną wrogość przeciwko ruchowi antytrynitarskiemu a przy- 
tem całkowicie ufał Trzeckiemu, który był jego agentem i wy- 
chowawcą jego siostrzeńci')W. 

Wówczas Frycz zasiadł ponownie do pracy nad zrekon- 
struowaniem skryptu z notatek. Zaniechawszy traktatu o chrzcie 
niemowląt przygotował dwie pierwsze Sylwy, uzupełniając je 
gdzieniegdzie, i oprócz poświęconej Piusowi V Sylwy »0 Je- 
zusie Chrystusie«. odtąd oznaczonej jako trzecia, dodał krótką 
obronę swych poglądów, atakowanych przez Simlera, którą w obe- 
cnym zbiorze nazwał Sylwą czwartą »0 homousion«. j 

Całą tę żmudną pracę ukończył w czerwcu roku 1569 
w jak najuciążliwszych warunkach, pozbawiony stałego zamie- 
szkania i materjałów, potrzebnych do studjów. Sylwę czwartą 
datowfłł ))ex acuto prato F'oticaniorum«, z czego widać, że zna- 
lazł chwilowy przytułek w Ostrołęce, wiosce powiatu radom- • 
skiego, u dawnego przyjaciela Stanisława Potkańskiego ^). ^ 

Na czele ostatniej Sylwy zamieścił list dedykacyjny do 
Uchańskiego, w którym już niema aluzji do wspólnych planów, 
■do soboru narodowego, a jedynie ogólnikowe wezwanie, aby 
jako prymas starał się o załagodzenie sporu trynitarskiego, który 
w^ciąż nieukończony, pogłębia rozłam Rzpltej. »Pamiętam — pi- 
sze — , żeś przed ośmiu mniej więcej laty, gdy już w obydwu 
kierunkach pojawiły się książki, zachęcał pewnych teologów do 
rozstrzygnięcia tego sporu i żeś wyznaczył za to dość pokaźne 
nagrody. Między innemi wzywałeś do tego imiennie niektórych 
z pośród tak zwanych Jezuitów, którzy słynęli z szczególniejszej 



concinnasse, alque librormn Transsylvanicoruin (qui interim iii liicein pro- I 
dieranti adminiculo eas auxi?se«. 

San di u s podaje równitz dystych Erazma (3 twi n o \vs k i e go, po- 
święcony temu zajściu: »Rex Aiigiistus iussit, Fricz scripsit, Trecius aslu 
— Sub praelo scripta haec bis niger impediilc 

1) Właścicielem Ostrołęki, przynależnej do parafii Wrzos, byl w r. I 
156:) »Stanislaus Podkańsky«; w sąsiedniem Bukownie mieszkał Jerzy Dom- I 
-bowski, z którym Frycz przeprowadza w r. 1571 obszerne tranzakcje o wieś j 
KotiLszów por. Pawiński XIV 312. 



ł*ono\vne opracowanie iS^lw 267 

nauki; o ile jednakowoż wioin, nic dcitąd w tej sprawie nie 
zdziałalitt '). Doniosłości saniegro sporu nie zamierzał prymasowi 
wyłuszczać. »Ty — powiada — nie potrzebujesz moich najuj- 
mnień, bo sam trafnie wszystko to widzisz; chodzi o to, byś przy- 
stąpił do działania... Spojrzyjże i na obowiązek urzędu twt»jeg"0 
i na wiek twój podeszły. Nie mogą już być długie dni twoje 
ani moje, wszakże już przekroczyliśmy wiek t. zw. klimakte- 
ryczny irok 63), czas więc już przestać się troszczyć o cokol- 
wiek innego prócz samego Boga i słowa jego« ^). 

W osobnej przedmowie wyjaśnia Frycz, co spowodowało 
kilkoletnie opóźnieaie się druku Sylw,. przyczem w tak pobła- 
i^liwy sposób wyraża się o brzydkim postępku Trzeckiego. nie 
wymieniając naturalnie podług swego zwyczaju jego nazwiska: 
))dołączyła się także gorliwość pewnego rodaka mojego, świad- 
cząca może o jego pobożności, ale zdaniem mojem nierozsądna, 
zabrał on bowiem książkę moją z Bazylei i wywiózł przy po- 
mocy pewnych sztuczek, że inaczej się nie wyrażę« ^). Tego 
jednak, że SyKvy przez taki przypadek dostały się do Zurychu, 
wcale nie żałuje, przekonany jest bowiem, że z tamtejszej ;ika- 
demji znakomitych teologów^ wyjdzie najlepszy wykład całej 
kontrowersji, który oby położył kres kłótniom! Tylko czy dziś 
głos jednostki, choćby najmędrszy, zyska posłuch? W to Frycz 
nie wierzy i dlatego uważa za konieczną współpracę wielu pi- 
sarzy, aby tą drogą przez wypowiedzenie się opinji różnych 
krajów wytworzyć pewien surogat soboru powszechnego; z tą 
też myślą decyduje się na ogłoszenie i swoich dociekań. 

Sylwa czwarta jest tylko uzupełnieniem wywodów trzeciej 
i obroną kilku ustępów pierwszej. Co do współistotności za- 
puścił się autor w badania historyczne, aby wykazać, że w pierw- 
szych wiekach kościoła panowała chwiej ność w sprawie sto- 
sunku istoty Syna do Ojcowskiej, że nawet w okresie wielkich 
soborów aż do konstantynopolitańskiego przeważał pogląd, iż 
Syn Ojcu nie jest współistolny a tylko istoty podobnej (l)omoiu- 
sios). W obronie tezy pierwszej Sylwy, która odrzucała jedność 



•) Sylvae str. 217. 
2) Str. 219. 
«i Str. 221. 



268 St. Kot: A. Fr3cz Modrzewski 

istoty w Ojcu i Synu, przytoczył szereg rozumowań, podtrzy- 
mujących dawne twierdzenia. 

Najciekawszym, świeżym jest koniec yylwy, w którym 
Frycz omówił obowiązki dobrych chrześcijan a zwłaszcza królów 
i teologów wobec sporu dogmatycznego. Teologów odwodzi od 
rozumowań, odbiegających od Pisma Św., i ostrzega przed spu- 
szczaniem się na tradycję, która jest zawodna, ludzkość zaś całą 
wzywa do wzajemnego miłowania się bez względu na różnice 
w dogmatach. Wywody temu poświęcone złożyły się na piękny 
i szlachetny wykład tolerancji religijnej. Autor nietylko argu- 
mentami z dziejów ówczesnych, bezcelowością wojen Karola V, 
błogimi skutkami ugody passawskiej i pokoju augsburskiego, 
oraz okropnością francuskich wojen religijnych dowodzi pra- 
ktycznej konieczności tolerowania różnych wiar obok siebie na 
jednem terytorjum: posunął się dalej, do żądania wolności prze- 
konań religijnych, udowadniając przy pomocy analizy psychiki 
ludzkiej bezowocność wszelkiego przymusu w' dziedzinie ducha 
i myśli i bezwartościowość przekonań wymuszonych. Ludzie nie 
mają prawa karać za różnice w wierze; tych co myślą i wierzą 
inaczej niż ogół, należy pozostawić Bogu, gdyż i tacy mogą być 
zbawieni. 

Potrącając o stosunki polskie, zauważył Frycz: »Jakże po- 
chwalić trzeba umiarkowanie i sprawiedliwość króla naszego,, 
który, trzymając się wiary katolickiej, żadnych przykrości nie 
wyrządza wyznawcom innych wiar i wyraźnie objawia, że woli 
skierowywać ludzi na drogę prawego żywota przez środki pra- 
wne aniżeli przez gwałtowne, przez rzezie, płomienie, wygnania, 
konfiskaty dóbr itp.«. Tym zaś, którzy chcieliby podejrzanych o he- 
rezję wykluczać z Rzpltej i od obcowania z bliźnimi, oświadcza 
Frycz, iż kara taka daleko słuszniej spaść winna na zwolenników 
i obrońców główszczyzny. Bo sprzeciwiać się wyraźnemu prawu 
boskiemu, to jest naprawdę herezja: kto lekceważy człowieka, 
będącego obrazem Boga na ziemi, popełnia daleko większą zbro- 
dnię aniżeli ci, wktórzy przez błąd czy jakąkolwiek słabość po- 
rzucili rozporządzenia Rzymu« '). 

Jak się okazuje, wrażliwość na krzywdę ludzką, uwidocz- 
nioną w prawie o mężobójstwie, pod której wpływem przed 

«) Str. 257—258. 



Wpływ i losy dzieła 269 



•26 laty rozpoczął Frycz swoją twórczość literacką, nie opuściła 
go do końca; mtjżobójcy i icti obrońcy są mu równie niena- 
wistni, grdy mu już pióro wypadało z ręki, jak byli w czasie 
tworzenia pierwszej mowy przeciwko główszczyźnie. 

Tym przerastającym epokę wywodem na rzecz tolerancji 
r.'li(ri)iiej zamknął Frycz swoją humanitarną pracę literacką. 

Sylwy nie zostały dostatecznie wygładzone, nie pozwoliły 
na to ))troski wielorakie, niepomyślny stan zdrowia autora a także 
czas sam do tego się dołożył«. jak Frycz pod Sylwami dopisał; 
próbował wprawdzie przygotowywać notatki dla obrony icłi 
przed pojawiającymi się tu i ówdzie atakami — jedna z nicti 
nawet ocalała M — ale na pisanie już się zdobyć nie mógł. 

Mimo gorącego pragnienia nie doczekał się Frycz za życia 
druku Sylw -). Jakkolwiek ukryte w rękopisie, wywoływały one 
przez kilka lat niepokój ortodoksyjny cłi teologów i kto miał spo- 
sobność je czytać, spieszył z polemiką. Nie łatwo dziś odgrzebać 
nazwiska i dzieła owych przeciwników Sylw Frycz, jakkolwiek 
przy ostatniej redakcji na różnych miejscach im odpowiadał, 
jednakże starannie zacierał nazwiska, podobnie jak i oni ze 
względu na rękopiśmienny charakter rozprawy traktowali go 
bezimiennie. Stwierdzić tylko można, iż po Simlerze najobszer- 
niej rozprawiał się z Sylwami drugi głośny przyw^ódca kościoła 
reformowanego, Hieronim Zanchi, głowa teologów heidelber- 
skich. Na czele swego olbrzymiego foljału, który miał być osta- 
tniem słowem kalwinizmu w sprawie Trójcy Św., zatytułowanego 



1) Znajduje się w wydawnictwie Sylw z r. 1590 (str. 266-273) pod 
tytułem »Quaestio theologica*. Autor roztrząsa w niej pytanie, w jaki 
sposób zjednoczenie boskiej i ludzkiej natury Chrystusa dokonafo się 
w jego osobie a nie w naturze, i kończy ostrą wycieczką przeciw teolo- 
gom za ich scholastyczno-dogmatyczne spekulacje. Żądając powrotu do 
prostoty apostolskiego Składu wiary, oświadcza: >Nie w wymyślnych ter- 
minach ani w różnorakiej analizie rozumowej leży religijna pobożność. 
Wymaga ona prostoty w nauce, wierze, obyczajach i życiu calem. Jeśli 
do niej nie wrócimy, nigdy spodziewać się nie możemy pobożnej i trwalej 
zgody w kościelea. 

'■') Wydane zostały dopiero w r. 1590 w drukarni rakowskiej na pod- 
stawie kopji sporządzonej przez Dudycza, przechowanej dodziś w Bibl. 
uniw. w Lejdzie por. Karłowicz > Wiadomość o rękopisie* Spraw. pos. 
Akad. 1890 str. 39. 



270 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

»De tribus Elohim«, scharakteryzował Zanchi rękopiśmienny 
traktat wójta wolborskiego następująco: 

» Musiałem przeczytać, cłioć z wielkim gniewem, Głupie 
warjactwa nowycti arjanów i focynjan i mogę to stwierdzić, że 
niczego w icłi pismacti nie znalazłem, coby miało krztę choćby 
subtelności, której wiele zawierały księgi starodawnych herety- 
ków; wszystko to albo stary bigos stokrotnie odgrzewany albo 
nowe nonsensy. Jeden tylko jest, którego po nazwisku nie w^y- 
mieniam. ponieważ ani książka jego nie została wydrukowana 
ani otwarcie nie przeszedł do obozu przeciwników, i nazywam 
go medjatorem dlatego, że pragnął załagodzić między nami 
i przeciwnikami spór ten, który jednakże żadną miarą pogodzić 
się nie da, musi się bowiem albo szczerze przyznać albo otwarcie 
zaprzeczyć, że Chrystus jest Bogiem prawdziwym i wiecznym, 
podobnież i Duch święty, i że obydwaj wraz z Ojcem jednym 
tylko są Jehową. Ten zatem jedyny bystro o dogmacie tym roz- 
prawiał w książeczce rękopiśmiennej, klórą też całą, nie w tym 
wprawdzie porządku jak napisana, ale stosownie do mojej metody 
zbijałem" ^). 

Z polemiką Zanchiego Frycz już nie mógł się zapoznać; 
gdy powyższe słowa, kreślone w Heidelbergu 1 września ló72, 
nadeszły do Polski, ów sjedyny bystry« sceptyk w dziedzinie- 
dogmatów nie był wśród żywych. 

Ostatnie trzy lata jego życia, poczynając od czerwca 1569, 
kiedy z Ostrołęki przesyłał Uchańskiemu czwartą Sylwę, znamy 
tylko jednostronnie, bo wyłącznie z źródeł natury gospodarczej 
i finansowej. Zaciążył nad nim brak stałej siedziby, zmuszając 
go do krzątaniny około zebrania środków, potrzebnych do zdo- 
bycia pewnego dachu nad głową. Kwity, potwierdzające odbiór 
wyznaczonej mu przez króla pensji, wystawia w Wieliczce 1 1 lu- 
tego 1570 i w Żabnie 29 września 1571, co dowodzi, że umyślnie 
tam jeździł po odbiór do podskarbiego koronnego Bużeńskiego; 
o jakiejś łasce królewskiej świadczy szczegół, że w dniu 20 m.aja 
1571 r. sekretarz królewski Stanisław Fogelweder wypłacił mu 



') Hi«roriyini Zanchi i De tribus Elohiin, aeterno Patre Filio et 
Spiritu Sancto, uno eodeiiiąue Jehova. libri XIII, iii duas distincti partes. 
Pars prior. Francofurti ad M. 1572. list dedykacjjny do prymasa Angiji { 
Edmunda Grindalla, fol. b. 



Ostalnif pruce i śmierć 271' 

w Warszawie 20 złp. »z rozkazu i łaski królewskiej« ^). W ciąą:u 
lat 1570 i 1Ó71 wśród różnych kłopotów śriąorał ulokowane 
na pożyczkach oszczędrułści, poczeni przystąpił do usadowienia 
się na ziemi. Nabywszy w kwietniu I.")?! Kotuszów w powiecie 
opoczyńskim od Jerzego Deuibowskieg-o, odslą|)ił e:o zaraz 
w czerwcu Konrad/.kiemu, aby w rok potem zakupić od mło- 
dego Mikołaja Korycieńskiego, szwagra Andrzeja Ciesielskiego, 
wsi Skrzynki i Małecz w powiecie brzezińskim, które w dniu 
14 lipca 1572 formalnie i zapewne faktycznie objął w posia- 
danie ^j. Oszczędności jego dosięgły wcale znacznej sumy, ku- 
pując bowiem obydwie wsi za 7 tysięcy złp., pozostał dłużny 
zaledwie 1150 złp. 

Na czas owych zabiegów przypada zapewne zacieśnienie 
się stosunków jego z Andrzejem Ciesielskim, którego mowa »De 
Regni defensione et justiciae adininistratione«, wydana w po- 
czątku 1572 roku, i w pomyśle i w treści objawia znaczną za- 
leżność od Frycza. Ciesielski jakby chcąc okazać swą względem 
niego w'dzięczność, wymienił go w broszurze w sposób pełen 
szacunku; może Frycz sam był w jakiejś mierze jej współautorem? 

Nie było mu jednakże dane cieszyć się tym uśmiechem 
losu, który mu przyniósł kąt własny: 29 grudnia tegoż roku 
spotykamy żonę jego, Jadwigę z Kamieńskich, już jako »wdowę 
po Andrzeju Fryczu« w grodzie piotrkowskim, gdzie Mikołaj 
Korycieński darował jej dług ciążący na Skrzynkach i Małczu 
a nadto • pożyczył jej 50 złp. 

Frycz jesienią 1572 roku padł ofiarą szalejącego we wscho- 
dnich powiatach Wielkopolski morowego powietrza, które z nie- 
zwykłą złośliwością grasowało od lipca aż po zimę, wywierając 
nawet pev\ien wpływ na przebieg politycznych wypadków bez- 
królewia. Zamieszanie ogólne, w które się pogrążyło życie po- 
lityczne i umysłowe Rzpltej, było przyczyną, że śmierć wiel- 
kiego pisarza przeszła niepostrzeżenie, niezanotowana podówczas 
przez nikogo. Jedyną o niej wzmiankę zawdzięczamy czasom 
późniejszym. Z okazji tragicznej śmierci jego syna w r. 1587 
od strzału rusznicy, bezimienna ręka, w której z znacznem pra- 
wdopodobieństwem można się dopatrywać Hieronima Powo- 



1) Wierzbowski Materj:\ły I 14G, 160, lob. 

2) Tamże str. 145, 152, 157, 174—176. 



272 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



dowskiego, zapisała na karcie tytułowej zbiorowego wydania 
jego pism, iż zmarł na zarazę jesienią 1572 roku w Wolborzu 
i pochowany został w świeżo nabytym Małczu. Podług- tegoż 
źródła wyrazić miał pragnienie katolickiej spowiedzi, »łecz ka- 
płani w obawie zarazy pouciekali, i tak niejako w opuszczeniu 
dokonał żywota jesieniącf ^). 

W bogatej literaturze bezkrólewia raz tylko wspomniane 
zostało jego nazwisko. Wymienił je w swej literackiej » Mowie 
na pogrzebie Zygmunta Augustact Jan Dymitr Solikow^ski, z cza- 
sem arcybiskup lwowski a naówczas tylko sekretarz królewski. 
Podnosząc obfitość mężów uczonych za rządów zmarłego króla, 
bez względu na ich stanowisko kościelne, pisał: »Spójrzcie na 
Hozjusa, Kromera, Orzechowskiego, Frycza i. t d.« ^). Z długiej 
listy pisarzy, w której ruch reformacyjny reprezentowali Frycz, 
Trzycieski, Broniewski i Wolan, nazwiska te przy ponownem 
wydaniu »Mowy« w lat kilkanaście znikły, a w miejsce Frycza 
wpisany został Sokołowski. 

Zapowiedź to nowej a długotrwałej epoki t. zw. reakcji 
katolickiej, w której imię Andrzeja Frycza Modrzewskiego świa- 
domie przykryte zostało grubą niepamięci powłoką. 



1) De republica emendanda, wyd. z r. 1559, egz. Bibl. Dzikowskiej, 
por. Dodatki II. 

*) Solikowski In funere Sigisinundi Augusti Oratio 1574 k. Gi, 
wydanie drugie obok Kromera »Polonia« 1589 str. 715. 



DODATKI. 



Nazwisko i pochodzenie. 

Nazwisko i pochodzenie wielkiego pisarza do dziś nie jest 
dostatecznie ustalone. 

Co do nazwiska — historycy literatury do niedawna na- 
zywali go krótko Modrzewskim, niektórzy zaś Fryczem Modrzew- 
skim, ale po stanowczym sprzeciwie prof. Winc. Zakrzewskiego 
i Carai), ks. Ignacy Warmiński przystąpił w r. 1908 do wyka- 
zania, że » przenigdy Modrzewskim się nie nazywał« a dodatek 
»de Modrzewft lub ))Modrevius« oznacza »nie nazwisko ale je- 
dynie gniazdo rodowe« 2), mówił więc o nim wyłącznie tylko 
jako o Fryczu. 

Ze z jednej strony autor »Poprawy Rzpltej« istotnie Fry- 
•czem powinien być nazywany, z drugiej zaś jednak, że nie 
można tak kategorycznie odsuwać od niego nazwiska Modrzew- 
ski, jak to uczynił ks. Warmiński, wynika z następujących przyczyn: 

Sam pisarz przywiązany był do przydomku: Frycz i pod- 
pisywał się A. Fricz, lub po łacinie — gdyż przeważnie używek 
przy podpisie brzmienia łacińskiego — A. Fricius; tak go krótko 
nazywają przyjaciele i przeciwnicy, tak też sam o sobie mówi 
najczęściej i na pieczęci herbowej tylko inicjałów »A. F.« używa »). 

•) Zakrzewski w jPrzeglądzie Polskim* 1887 str. Ub w recenzji 
Tarnowskiego Pisarzów politycznych; Car o w »Zeitschrift hist. Ges. Po- 
sena str. 58: >Er war also kein Modrzewski* (r. 1905). 

') Kilka kart z życia A. Frycza str. 38, 43, 45. 

») Warmiński str. 39 naliczyZ U odcisków, w tern 3 z listów ogło- 
szonych przez ks. Miaskowskiego (Para. lit. 1905, str. 510 ł nast.), 
B z >MaterjaIów« Wierzbowskiego (nry 183, 248, 258, 264). 

3t. Kot: A. Frycz Modrzewski jq 



274 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Obok tego na dokumentach, skargach, kontraktach, kwitach^ 
w aktach urzędowych podpisywał się brzmieniem obszerniej- 
szem: A. Fricz de Modrzew, na tytułach dzieł A. Fricius Mo- 
.drevius stosownie do zwyczaju humanistycznego^). Ani on sam 
nigdy nie podpisał się poprostu »Modrevius« lub wde Modrzew« 
bez Fricz wzgl. Fricius ani też nikt ze spółczesnych w XVI w. 
tak się o nim nie wyraził; o ile zaś kto nazywał go Modrzew- 
skim, to nigdy samodzielnie ^j, lecz zawsze łącznie, pisząc Frycz 
(Fricius) Modrzewski. Nawiasem mówiąc nazywanie go przez 
obcych Modrzewskim, pozornie tak naturalne, wydarzało się za 
jego życia bardzo rzadko: spotykamy nazwisko jego w różnych 
dokumentach przeszło sto razy, w tem zaledwie kilka razy jako 
A. Fricz Modrzewski 3). Ten sposób nazywania go przyjmuje się 



Wiele przemawia za tem, że nazwisko to wymawiano w w. XVr 
jako »Fryc« fw księrJze promocyjnej zapisano go »Frici, Muczkowski 
str. 169) i tak stale pisze prof. Bruckner (Kwart hist. 1908 str. 719-724, 
Dzieje literatury polskiej 1908 I 143); ponieważ jednak wtedy jak i przez 
następne wieki stale je wyrażano graficznie przez »cz« a nazwisko lo 
w późniejszych wiekach lównież pizez >cz« wymawiano, nie uważam za 
właściwe porzucać utartego dziś brzmienia. 

») Modrevius jest latynizacją zwrotu »de Modrzew^", uczynioną podług 
wymagań humanistycznych i przepisów ówczesnej stylistyki. 

Erazm, na którym Frycz się kształcił, w swojej stylistyce (De con- 
scribendis epistolis, cap. XIII de salutatione, Opera ed. Clericus I 368) 
sprzeciwia się, aby »cognomenta quae ducuntur a loco vel oiiginis vel 
dominiia pisane były w sposób »Picus de Mirand ul aa, gdyż właściwy 
sposób jest bPIcus M i rand u łanu s«. 

*; Dokumenty też takie, w których jest mowa o Andrzeju Modrzew- 
skim (a nie o A. Fryczu M.l, trzeba uznać za odnoszące się do mnej osoby 
takiego nazwiska. Tu zatem należy zaliczyć całą sprawę niejakiego An- 
drzeja Modrzewskiego, właściciela Węgrzynuwic w pow. rawskim, którego- 
Dylewski str. 156 — 7 i Wierzbowski Mat. str. 116, 144, utożsamiają 
z naszym pisarzem. Sam już brak tytułu »Secr. S. Reg. Mtis.o, któ fg(y 
Frycz w aktach urzędowych skrupulatnie przestrzega, uprzedza o tem. 

Tak samo nie mogę odnieść do Frycza oskarżenia, które młynarz 
Biel z pod Skierniewic wniósł do kapituły gnieźnieńskiej na »Modrzew- 
skiego wójta* a na którem zbudow^ał ks. Wł. Kna piński własne oskar- 
żenie przeciw Fryczowi o rzekome nękanie ludu (Enc. kość. XIV 523). 

') Po raz pierwszy nazywają go tak urzędowe pisma, dotyczące po-- 
selstwa jego do Królewca w r. 1548, a mianowicie 1) pismo uwierzytelnia- 
jące do ks. Albrechta z 11/'VI (Archiwum królewieckie, koresp. książęca^ 
B. Ij, 2) notatka w Liber legalionum (Wierzbowski Mat. str. 88) i 3) re- 



Właściwe brzmienie nazwiska 275 

dopiero po jego śmierci. Tuk ii p. wdowa po iiiin luizywana 
jest początkowo ))H<Hlvi'c^is Friczovva«, dopiero później w wyka- 
zach województwa łęczyckietjo z r. 1576 ))Hedvigi8 Modrzewska 
relicta ol. Andreae Fricz« '), syn zaś w akcie upełnoletnienia 
z r. 1580 nazywa się wnob. Andreas Frycz Modrzev\ ski« -), w tymże 
też czasie na karcie tytułowej przekładu » Poprawy Rzpltej« 
w r. 1577 Bazylik mówi o » Andrzeju Fryczu Modrzewskim «. 

Z powyższeo;o sposobu nazywania wynika jednakowoż, że 
owo »de Modrzew« w/gl. Modrevius w tłómaczeniu polskiem 
pisać trzeba nie wz Modrzewia« ale »Mo d rze wski«, to bowiem 
nietylko odpowiada polskiej zasadzie tworzenia nazwisk od miej- 
scowości, ale także ma za sobą poparcie ov\'ych kilku dokumen- 
tów speiłczesnych Fryczowi i całej tradycji późniejszej. Należy 
zatem zaniechać wprowadzone2:o przez ks. Warmińskiego spo- 
sobu nazywania go »A. F. z M odrz e wi a«, który począł się 
przyjmować w ostatnich latach 3). 

Skądże ów przydatek: de Modrzew^? 

Oczywiście pochodzi od miejscowości, z którą Frycz lub 
przodkowie jego złączeni byli jakimś węzłem, jeśli nie pocho- 
dzeniem, to posiadłością. Wsi Modrzew, Modrzewie a także Mo- 
drzewo napotykamy od wieków w różnych stronach I'olski, 
w powiecie piotrkowskim, rawskim, opoc2;yńskim, brzezińskim, 
sandomierskim, w województwie poznańskiem, a nawet na Po- 



komendacja od ks. Albrechta z 30/VI (Arch. król, B. I) nazywają go »ve- 
nerabilis Andreas Modrzewski Fricza, chociaż już list nieoficjalny kance- 
larji ks. Albrechta z 30/VI do Łaskiego mówi o nim A. Fricius (tamże). Następ- 
nie w aktach grodzkich piotrkowskich (Wierzb. Mat. sir. 117, 138, 152) 
w r. 1563, 1568, 1571, nazywa się >generosus A. Fricz Modrzewski*, przy- 
czem jednakże w cytowanych aktach forma owa pojawia się odosobniona 
w porównaniu z zwyczajną A. Fricz lub A. Fricz de Modrzew. Wreszcie 
w akcie spisanym w r. 1561 pod dyktandem Orzechowskiego przez nota- 
rjusza koliegjaty wolborskiej, Feliksa z Boleniowa (por. Frycza Narratio 
str. 119) czytamy: »Dominus Andreas Fricius Modrzewskia. 

1) Wierzbowski Materjały str. 176 pod r. 1572 29/XII; Pawiń- 
ski Żródla dziejowe XIII, Wielkopolska II. sir. 94. 

2) Dylewski Andrej Fricz Modrzewskij str. 157. 

') Do tego stanowczego przekonania przyszedłem po rozważeniu 
wszystkich okoliczności, jakkolwiek sam w dawniejszych swych rozpra- 
wach o Fryczu tak go pod suggestją wywodów ks. Warmińskiego na- 
zywałem. 

18^ 



276 St Kol: A. Frycz Modrzewski 

morzu, w powiecie bytowskim ^). W łych też stronach istniały 
szlacheckie rodziny Modrzewskich, których herbarze wykazują 
cały szereg, pieczętujących się różnymi herbami: Grzymała, Je- 
lita, Rola, Nieczuja, Drzewica, Ostoja, Rogala. 

Najnaturalniejsze jest przypuszczenie, że Frycza wiązały 
jakieś stosunki z wsią Modrzew w powiecie piotrkowskim. Zwana 
w XV i XVI w także Modrzewy lub Modrzewo, wieś ta istnieje 
po dziś dzień jako Modrzewek, jak ongiś należy do parafji wol- 
borskiej i graniczy bezpośrednio z Wolborzem, przytykając na 
całej przestrzeni do tych właśnie gruntów w południowej stronie 
miasteczka, którymi wyposażone było wójtostwo wolborskie. 
Wieś ta naeżała w końcu XV i początku XVI wieku do nie- 
zamożnej rodziny Modrzewskich, której podupadanie śledzić mo- 
żna przez kilka pokoleń w aktach ziemskich i grodzkich piotr- 



') Modrzewie w pow. rawskim, kolo Węgrzj nowie, por. Łaskiego 
Liber benef. II sir. 324; do tamtejszych Modrzewskich odnoszą się doku- 
menty w Materjalach Wierzbowskiego str. 116, 144, 126, 138, u P a- 
wińskiego XVI str. 165. Byli oni herbu Ostoja, por. Wittyg, Arch. 
Kom. hist. XI 270. 

Modrzewie w pow. opoczyńskim, gniazdo Modrzewskich, do których 
odnoszą się Wierzb. Suram. nr. 11060, Łaski Lib. I 637, Pawiński XIV 
str. 312. 

Modrzewie w pow. brzezińskim, kolo Łagiewnik, por. Akta ziems. 
brzez. VI f. 55 (Arch. GI ). Pawiński XIII 98. 

Modrzew w pow. sandomierskim por. Pawiński XII 182, Wierzb. 
Summ. nr. 18385. 

Modrzew w wojew. poznańskiem por. Dzienniki sejmów 1555 i 1558 
str. 37 — stąd wywodził Frycza ks. Knapiński, Enc. kość. XIV 490. 

Modrzewo w pow. bytowskim por. K. Kościński: Czy Andrzej 
Frycz Modrzewski nie pochodził z Pomorza? (Zapiski Tow. Nauk. w To- 
runiu 1908 I 26). W Modrzewskich z bytowskiego heraldyka niemiecka 
upatruje Niemców spolonizowanych. B Koerner w rozprawce »Poloni- 
sierte Familiennamena (Der deutsche Herold 1906 str. 88) twierdzi, że Mo- 
drzewscy nazywali się właściwie v. Mark, v. Ruedgisch, v. Slendeck aus 
Modrow; byli między nimi Mieścina, Pachołek itp. por. Słownik geogra- 
ficzny VI 575. 

W Pa wińsk i ego ^Źródłach dziejowych* spotykamy nadto Modrze- 
wie w pow. kcyńskim i Modrzewie koło Kurzelowa. Bron. Chlebowski 
w Słowniku geogr. W 574—5 wymienia jeszcze inne wsi tej nazwy w ló- 
żnych stionach Polski. O Modrzewskich w pow. radomskim por. Pawiń- 
ski XIV 312. O Modrzewskich z pow. tucholskiego wspomina Wierzb. 
Summ. nr. 14749 pod r. 1526. 



Cu oznacca nazwisko MudrzewsUi 277 

kowskichM, iiż wreszcie znikii stamtąd około r. 1530 bez śladu. 
Wszelkie jednakże próby odkrycia jakiefroś z\\ iązku między tym 
Modrzewiem i jeiro właścicielami iModrzewskiini a Fryczem lub 
ojcem jeąro zawodzą. Mimo mozolnych poszukiwań nie udało 
się woyróle natraru' na ślad źródłowy posiadłości Fryc/a w ża- 
dnym Modrzewiu. 

A przecież wątf)liwości nie podlega, iż ów przydomek ))de 
Modrzeww miał swoje uzasadnienie w rzeczywistości jako ślad 
tradycji pochodzenia z Modrzewia. Przedewszystkiem sam fakt, 
że używa go człowiek tak prawdomówny jak Frycz, usuwa 
przypuszczenie, izby mógł być uzurpowany bezpodstawnie, je- 
dynie dla podszycia się pod znane nazwisko szlacheckie. Poglądy 
Frycza w tym względzie cechuje szlachetna rzetelność. Kiedy 
go Orzechowski nazwał sołtysem i przyrosłym do roli biskupiej, 
zaprzeczył, wytykając przeciwnikowi, że go chce poniżyć przez 
zarzucenie mu niskiego pochodzenia: ')Gdyby tak było, wcale- 



') Na podstawie A. gr. (inscr. 1491 — \bOi f. 49, 185, 208 i i.) i ziem 
(15U— 1523 f. 186, 225 i i; 1523-1529 f. 214, H27 i i.; 1539-1541 f. 175, 
308 i i.; 1542 — 1543 f. 118, 159, 168 i i.) ustalić można naslępującą ich ge- 
nealogję w okresie interesującym ze względu na Frycza: 

W r. 1497 Marcin Modrzewski zapisuje wieś synowi Hieronimowi; 
w r. 1516 Hieronim już nie żyje, z synami jego Janem, Jakóbem, Maciejem 
i Stanisławem, procesuje się stryj Maciej Modrzewski od lat 1517 — 1528; 
w latach następnych wszyscy Modrzewscy znikają z wsi, której posiada- 
niem dzieli się wdowa po Hieronimie Weronika 2-do voto Krzewska z Ja- 
nem Mojaczowskim, piszącym się odtąd ehaeres de Modrzewa. \V r. 1542 
po śmierci Weroniki zaczyna się wieloletni proces Mojaczow skiego z mto- 
dymi Krzewskimi, którzy występują jako »de eadem Modrzew haeredesc 
Wieś przechodziła w początkach XVI wieku kryzys gospodarczy, opusz- 
czona była przez chłopów; w wykazie ksiąg poborowych z r. 1511 ii'a- 
wiński XIII 198) zapisano: >Modrzew deserta*, niema też o niej wzmianki 
w księgach poborowych z r. 1518 a nawet 1553 (str. 267i. 

Wszystkie dane powyższe przytaczam dla wykazania, że akta gro- 
dzkie i ziemskie piotrkowskie nie upt)ważniają do postawienia Frycza 
w żaden związek z rodziną Modizewskich, sąsiadującą z Wolborzem; nie- 
podobna w Jakóbie Modrzewskim dopalr\wać się ojca naszego pisarza, 
gdyż nigdy — a wymieniany jest kilkakrotnie - nie towarzyszy mu ani 
dodatek Frycz ani wzmianka o wójtostwie wolborskiem, które wszakżeż 
ojciec i dziad Frycza posiadali. Z drugiej strony niema też śladu posia- 
dania jakiejś cząstki Modrzewia przez Frjczów w owjm okresie (Fr}cz 
podpisywał się >de Modrzevv« już w r. 1525 por. Ulanów ski Akta kapit. 
1908 str. 2). 



278 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

bym się z tobą nie spierał... Wiem, że korzyści losu nie zależą 
od nikogo. Wiem, że każdy powinien być zadowolony z tego 
stanu, jaki mu przeznacza natura, to jest sam Bóg« ^). 

Geneza przydatku »de Modrzew« musiała być dla spółcze- 
snych Frycza znana i jasna. Nie jest prawdopodobne, aby mógł 
go tak swobodnie używać i aby wszystkie urzędy ziemi piotr- 
kowskiej stale mu go przyznawały, gdyby sąsiedzi jego, znający 
go z ojca i dziada, nie byli przeświadczeni o jego zasadności. 
Wszakżeż pierwsi napiętnowali by go w przeciwnym razie wła- 
ściciele sąsiedniego Modrzewia, zwłaszcza Modrzewscy sami. 
Ale nietylko z tymi Modrzewskimi Frycz się styka: w ostatnich 
latach życia nabywa Kotuszów' w powiecie opoczyńskim 2), opodal 
tutejszych Modrzewskich, i prowadzi transakcje ze Szpotami 3), 
w^łiścicielami SiodłkowMc i Kuniczek, graniczących z ich Mo- 
drzewiem, ponadto także nabywa Skrzynki i Małecz w powiecie 
brzezińskim^), w pobliżu Modrzewia i Węgrzynowic powiatu 
rawskiego, w których mieszkają tamtejsi Modrzewscy — w Małczu 
tym Frycz mieszka i umiera. 

Pisząc się ))z Modrzewiacc już od wczesnej młodości, czynił 
to zapewne nie pierwszy w rodzinie, ale bez wątpienia przejął 
ową formę po ojcu. Niestety, brak zupełny wolborskich ksiąg 
miejskich i starościńskich z owej epoki 5) — Fryczowie, jako 
zamieszkali w Wolborzu, w kluczu biskupim, nie pojawiają się 



*) Orichovius U. A, 

2| Wierzbowski Materjaly str. 156/7. 

3) Czyżby przepadkiem bjło, że w powiecie tucholskim w Prusiech 
oti z\ mują nadanie królewskie na dobra Gliszno wspólnie Paweł Modrzew- 
ski i Jerzy Szpot (w r. 1526 por. Wierzb. Summ. nr. 14749)? 

*) Wierzb. Mat. sir. 174—176. 

'") Starostwo wolborskie nadawali biskupi kujawscy drogą dzierżawy; 
według inforniacyi, zasiągniętych z archiwum kapitulnego w Włocławku, 
nie dochowały się tam żadne akta wolbor-skie. Ksiąg miejskich ani sądo- 
wych z przeszłości Wolborz dzisiejszy nie posiada; najstarsza zaś z prze- 
chowanych w Archiwum Głownem obejmuje lata 1565—1.^71 i nie zawiera 
żadn.^j wzmianki o Fryczu, który zresztą w tym czasie opuścił wójtostwo 
tamtejsze. Opis klucza wolborskiego, sporządzony w r. 1534 (»Inwentarz 
dóbr i dochodów biskupstwa włocławskiego* wyd. Ulanowski, Arch. 
kom. hist. X, 1916 str. 61), wymienia wprawdzie uposażenie wójtostwa, ale 
nie przynosi żadnej wzmianki o dzierżących wójtostwo. 



Geneza rodzi n\ Fryczów 279 

W akluch ziemskich ani irrod/kicli ziemi piotrkowskiej — nie 
pozwala (1/iś odkryć iiajiiuiiejszeg"o szczegółu o ojcu i rodzinie 
Frycza. 

Pochodzenie rodziny Fryczów nie jest nam zupełnie znane. 
Nazwisko to spotykamy w Polsce wieku XV i XVI w różnych 
warstwach: wśród szhichty zamożnej i drohnej, w mieszczaństwie 
i chłopstwie. 

Frycza z Sh^ska ustanowił jeszc/e król Wacław namiest- 
nikiem wielkopolskim, na kartach kroniki Długosza spotykamy 
Fryczów sprawujących urzędy ^) — ci Fryczowie byli przeważnie 
śląskiego pochodzenia, l^odług aktów grodzkich ziemi piotrkow- 
skiej istnieli w^ XVI wieku w powiecie opoczyńskim w pobliżu 
Modrzewia wolborskiego Fryczowie, drobna szlachta, właściciele 
wsi Wąwol *). Lwów i Poznań miały liczne rodziny Fryczów 
mieszczan^), w Metryce koronnej spotykamy rodzinę chłopską 
Fryczów*). O istnieniu Fryczów szlachty w XVI wieku wspo- 
mina również rymowana lista wgrafów polskich«, to jest rodów 
szlacheckich, nie nazywających się na -ski^). 

Niema powodu przypuszczać, aby Fryczowie, drobna szla- 
chta — a cóż dopiero chłopi, — koniecznie byli pochodzenia 
cudzoziemskiego i osiedli na podstawie indygenatu. Wszakżeż 
nazw sko ich samo przez się nie dowodzi obcego rodowodu: 
jak niemieckie ))Fritz« lub ))Fritsch« poszło od »Friedrich«, tak 
samo Frycz jest rodzimem polskiem przekształceniem imienia 
Fryderyka czyli Frydrusza, mogącem powstać w różnych oko- 
licach kraju. Imię Fryderyk nie było w Polsce osobliwością, 



'I Długosza Historja wyd. Z. Pa ul ego III 52vi, IV 28-32, V 247, 
25fi, 2H-!. 

-) Szlachta ta była zapewne uboga. Z dwóch sióstr Fryczównych, 
właścicielek cząstki wsi Wąwol, wyraźnie zapisanych jako szlachcianki 
i dokonywających transakcji dziedziczną posiadłością (Wierzb. Mat. str. 
119, 12H) jedna jest żoną >laborio-si Blasii«. 

') Fryczowie lwowscy są znaną rodziną cyrulików por. Wierzb. 
Suinni. nry 13557, 20142, 21289. Metryka kor. wymienia też w Warszawie 
Frycza. prepoz3ta szpitala św. Ducha w r. 1528 (nr. 1545B). O Fryczach 
AV 1'oznaniu por. Warmiński str. 41. 

*i W Walenczowie koło Krzepic w r. 1537 (nr. 18358). 

*) »Frycz — Mrycz* por. Wierzb. WierszR polityczne, satyry i pasz- 
ikwile XVI w. str. 13. 



280 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

zwłaszcza w wieku XV, dało ono również początek historycz 
nemu nazwisku Fredrów. Jest niezmiernie naturalne, że jakaś 
rodzina szlacłiecka od imienia jednego z swych członków Fry- 
deryka, a więc Frycza, zatrzymała przydomek ten jako rodowy 
dla potomstwa Pryczowego. Tak np. w rodzinie Tworzyańskich: 
w powiecie rawskim spotykamy przydomek ))Frydrych« ^). 

Mogli też Fryczowie wytworzyć swój przydomek od innego 
jeszcze imienia, mianowicie od Fredhelma. Od przodka tego 
imienia poszedł wielkopolski ród Fryczów z Jutrosina, którego 
to przydomku ewolucję niezmiernie dla nas pouczającą, pozwa- 
lają dokumenty śledzić od samego początku. Wnuk głośnego 
wojewody Maćka Borkowica, Fredhelm albo Fredel, właściciel 
Jutrosina, zwany był także w pocz. w. XV Friczo de Jutrosino; 
pod koniec wieku potomek jego pisze się Nicolaus Frycz Ju- 
troski lub krótko Nicolaus Frycz, synowie tegoż Petrus et 
Stanislaus Frycz Jutroskie albo P. et S. de Jutrosin, w XVI w. 
spotykamy Jana Frycza Jutroskiego obok córki Małgorzaty Ju- 
troskiej -). V^ndoczne tu zatem tosamo, co u naszego Frycza,, 
najzupełniej dowolne używanie nazwiska wraz z przydomkiem, 
to znów wyłącznie nazwiska albo wyłącznie przydomka, a co 
najważniejsze, na żywym przykładzie pokazane, |ak z obcego 
imienia tworzył się przydomek czysto polskiej rodziny Fryczów. 
Wszystko to analogicznie mogio się stać i w rodzinie Modrzew- 
skich w ciągu XV wieku, tak że u wójtów wolborskich Fryczów 
poczucie pochodzenia z gniazda — z Modrzewia — było jeszcze 
żywe, mimo, że już utrwalili nowe nazwisko własnej odrośli 
rodowej, a możliwe jest także, że przydomek Frycz był w ich 
rodzinie dawniejszy od nazwiska Modrzewskich. 

Fryczowie wolborscy byli szlachtą. Szlachectwo naszego 



I 



') Wit ty g Nieznana szlachta polska 1908 str. 335. 

-) Małecki Stuilja heraldyczne II 229, Lekszycki Die allesten 
grosspoln. Grodbucher I 179, 186, 187, 198,216, 290, II 222 3, Kozierow- 
ski w Roczniku Tow. Prz. Nauk. w Poznaniu 1916 str. 264-, Archiwum 
Sanguszków II 233/4. Y 75, Acta Capitulorum wyd. Ulanowski II 1902 
str. 735/6. Zwrócenie uwagi na Fryczów Jutroskich zawdzięczam prof Wf. 
Se ni k o w iczo w i. 

Pisarz sądu kościelnego gnieźnieńskiego przy rozpatr\waniu spiawy 
zabójstwa niejakiego Andrzeja Frycza, nazywa syna jego Jana iFryczyca. 
(w r. 144-2 Acta Capit. II 136). 



Kwestja szlachectwa 281 



pisar/a nie uletrało wątpliwości dla iiikotro w sieradzkiem i łę- 
czyckieni. W dłutrini s/.ereg:u traiwakeyj tnajątkowych z tam- 
tejszą szlachtą, z Korycieńskimi, Dembowskimi, Szpotami, Hze- 
piszewskimi, Saiidami, Sośiiickimi, Konradzkimi, traktowany jest 
zawsze jako szlachcic -ziemianin, akty grodu i ziemi piotr- 
kowskiej stale darzą lto tytułem wnobilisc a nawet »generosus« ^), 
otoczenie wolborskie uważa g-o za szlachcica ^j; bez najmniej- 
szych przeszkód kupuje, posiada i odprzedaje ziemię ^). To że 
siedział na wójtostwie, nie w/.budzało w sieradzkiem wątpli- 
wości co do jetro szlachectwa, t^dyż wójtostwo wolborskie było 
dziedziczne a w ziemi tej w wieku XVI szlachta notorycznie 
trzymała dziedziczne wójtostwa w dobrach królewskich i du- 
chownych *). 

Orzechowski, poróżniwszy się z Fryczem, w złośliwej po- 
lemice traktując go jako biedaka, nieuka, ojca niepraweg-o syna, 
zarzucił mu tak/e plebejskie pochodzenie. Zaczepiony odpowie- 
dział na to spokojnie: »Zyją krewni moi po ojcu i matce, szla- 
chta, z których ród mój się wywodzi; ci w potrzebie mog-ą za- 
świadczyć, z jakich przodków pochodzę« '^). Tej g:ot'tu'ości do 
wywodu szlachectwa, brzmiącej jakby wyzwanie, do wytoczenia 
mu nagrany szlachectwa, nie mógłby był Frycz oświadczać pu- 
blicznie, gdyby co do pochodzenia jego istniała wątpliwość. Raz 
już zresztą na początku swego zawodu publicystycznego sam 
podkreślił, że jest po ojcu i matce s/.lachcicem "). aby go nie 
posądzano, że w walce o prauo posiadania ziemi dla nieszlachty 



>) WicM-zb. Mat. sir 115, 117, 123, 125, 128, 129, 131, 1.S5. 136. 138, 
145, 152, 156, 157, 174, 185, 176. 

«) »Nobilis dominusa, »generosus flominus« por. Narraiio str. 116, 127. 

3) Wierzb. Mai. 156, 157. 174, 176. 

*) W latach 1516 - 1522 wójtostwo w Piotrkowie miał »nobilis Adam 
Midzieskid lA. z. 1514 — 1528 I". 135, 163), w r. 1533 ..nobilis Calherinac 
owdowiała po wójcie w Sulejowie (A. z. 1530-33 f. 71), w r. 1539 »nobilis 
Nicolausa jest wójtom w Rv[)utlowicach A z. 1.Ó39-41 f. 165); Korycień- 
scy, przyjaciele Fiycza, Irzymają wójtostwo w Kotomji w r. 1560 [A. gr. 
1270 f. 319i; w r 1571 Melchjor Pudłowski jest wójtem w Krzepicach 
(Księga Wolb. sub. anno). Wójt wolboiski miał zastrzeżony od r. 1538 
obowiązek stałego mieszkania w Wolborzu por. Hocznik piotrkowski na 
1872 rok str. 65. 

5) Por. Orzechowskiego »Friciii3« k. 49, >Oricliovius« k. 0^. 

«) Opera str. 769: nego parente utroąue nobili natus«. 



282 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

kierował się osobistemi pobudkami. Wobec bezwzględnej pra- 
wdomówności autora powyższe dwa oświadczenia są najważ- 
niejszem świadectwem jeg'© szlacheckiego pochodzenia. Nikt też 
z ówczesnych nie wziął serjo zarzutu Orzechowskiego, a poto- 
mność, przed którą lekkomyślność języka a nawet kłamliwość 
Orzechowskiego w niejednej sprawie tem jaskrawiej się odsło- 
niła, zarzutowi temu nie przyznawała wagi. I 

Dopiero ks. \Vł Knapiński, przez niewłaściwą gorliwość 
-ortodoksyjną podejmując kontynuację ataku Orzechowskiego na 
tv^órczość pisarską, poglądy religijne i osobę Frycza, wyraził 
przypuszczenie o jego nieszlacheckiem pochodzeniu. Odtąd tu 
i ówdzie pojawiają się skrupuły piszących w tej sprawie'). Pe- 
wne wątpliwości budzić może sposób nazywania naszego pisarza 
w młodości. Księgi Akademji krakowskiej wymieniają go jako 
Andrzeja z Wolborza*), — u studenta oznacza to jednak tylko 
miejsce urodzenia, według ówczesnego zwyczaju uniwersytec- 
kiego wpisywane do ksiąg bez przesądzania szlachectwa czy \ 
plebejuszostwa. Tak samo tytuł »discretus« dodany przy jego 
nazwisku jako żaka i jako kleryka, nie jest argumentem w tej 
mierze, gdyż studentom i klerykom on właśnie przysługiwał 
mimo ich szlacheckiego pochodzenia ^). Otrzymawszy prepozyturę 



') W i ri L-. Zakrzewski twierdzi, że »on był bardzo wątpliwego 
szlachectwa . , że właściwie był tylko sołtysowiczem albo Wojtowiczem* 
(Prz. pol. 1887 str. 141), Chlebowski widzi w nim »skromnego mieszcza- 
nina wolborskiegoc (Myśl li:"J4), B riick n er jest przekonany, ze »Orze- 
chowski zarzucający mu plebejuszostwo wiedział, co robi* (Kwarl. hist. I 
19n8 str. 719) a Tad. Grabowski nazywa Frycza wprost »mieszczani- 
neni, który podszywał się pod nazwisko szlacheckie Modrzewskich* (Lite- 
ratura arjańska sir. 153). 

2) uDiscretus Andreas nacione de Wolborz* 4'VII 1514 (Acta Kect. I 
5311, sAiidreas Jacobi de Wolborza w r. 1517 Album studiosorum II 177), 
oAndreas de Wolborz* w r. 1519 przy promocji na bakalarza (Muczk. 169. 
• Andreas de Wolborz, aiciuni lib. baco* w 1522 (Acta Rect. I 613'. 

Tu zaznaczam, że »Andreas de Wolborz, plebanus Lipnensis*, po- 
siadacz książki H. Pratensis >Ser!iiones de tempore* dochowanej w Bibl. 
Jagiell. (Wisłocki Incunabula typogr. str. 399 i 557i jak również >An- 
dreas de Wolborz*, w r. 1519 zawiadowca kaplicy Olbrachtowskiej w ka- 
tedrze krakowskiej (Metryka kor. vol. XXXI f. 505), są to osobistości zu- 
.pełnie odmienne. 

') »Discretus* tytułowana- jest Frycz w najstarszej notatce, jaką o nim 



Przypuszczenie niemieckiego pochodzenia 283 

brzezińską, przył)it'ra Frycz tytuł »venerabilis«, który z chwilą 
utraty Brzo/.iii zaiiiioiiia si(j na ))iiobilis« lub »Lrenerosus«. 

W ostatnich latach wyszedł ponadto na jaw decydujący 
arg^ument za szlachectwem Frycza: pieczęć jeg'© herbowa na 
szeregu listów i kwitów od r. 1536 do 1571 okazuje nam, że 
pieczętował się Jastrzębcem. Gdyby Frycz uważał szlachectwo 
swoje za niepewne czy nadwątlałe, toż przyszłoby mu bardzo 
łatwo przy jego stosunkach z kancelarją królewską, przy po- 
parciu wybitnych senatorów, którem się cieszył, przy względach 
Zygmunta Augusta, wobec pos^ług publicznych, do których go 
używano, uzyskać uszlachcenie czy potwierdzenie szlachectwa, 
a tymczasem nie spotykamy go zupełnie w rzędzie Ciołków, 
Kromerów, Górnickicli, Patrycych, Trzeckich. utwierdzających 
wątpliwe szlachectwo lub starających się o nobilitację. 

Wreszcie słów kilka o jego narodowem pochodzeniu. Ma- 
łecki, przypuściwszy jakieś pokrewieństwo naszego pisarza z ro- 
dziną Fryczów wyszła z tśląska — co następni pisarze powtó- 
rzyli, — dał pochop prof. Caro do uznania Frycza za Ślązaka 
i wywiedzenia go z krwi niemieckiej. »Jakiekolwiek nazwisko 
było podstawą jego (Frycza), Fritz czy Fritsch czy Frick, wszystkie 
wskazują niemieckie pochodzenie rodzinya — twierdził Caro ^j, 
a poparcie swego poglądu znalazł w tej okoliczności, że Frycz, 
usunięty w r. 1569 z wójtostwa wolborskiego, szukał schronienia 
»Tiepnicii« 2). Utożsamiając miejscowość tę z Trzebnicą koło 



posiadamy (Acta Kect. I 531), a później niekiedy jako notarjusz n. p. 8/XI 
15-i9 Warmiński str. 11) i 14/VH 1531 (Ko ry I k o wsk i I-'ra}aci 1883 
II 5(iG) 

Że tytuł »disriitus« należał się studentom wogóle, widać z aktów 
rekloiskicli. Bardzo skrupulatny w doborze lyluiu dla każdego stopnia 
i stanu Wojińech z Rędzin, pisarz akademji za rektoratu Michała z By- 
•strzykitwa (A. \i I 511 — 565], z zasady nazywa tak studentów, choćby szla- 
<>.hockK-h (Niegolewski, Zaborowski, Wolski, Żdżarowski, Ponikiewski, La- 
skowski); nawet gdy czasem zaznaczy przy studencie »nobii s«, nie po- 
mini.' właściwego tytułu «discretus« — bakałarz jest »honorandus«. magi- 
ster - >veiierabilis«. doktor — »egregius«, sługa — vcircumspectusa. rze- 
mieślnik — »providus«, mieszczanin — »honestus« lub »famalus«. — W o- 
wjch latach księgi uniwersyteckie często nawet przy bardzo znanych ro- 
dach szlacheckich pomijajcą tytuły (A. R. 1607-685: Okuń, Latalski, Jask- 
inanicUi, Herburt, Olszanowski. Wargawski, Cieciszowski). 

M Str. 58. 

•-) Sylvae str. 216. 



284 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Wrocławia, umocnił się Caro w swem mniemaniu, gdy w trze- 
bnickich księgach miejskich z XVI wieku wynalazł Fritschów: 
wywnioskował zatem, że Frycz schronił się do swych krewniaków. 

Tymczasem litera nocuit: »Trepnicium« oznacza Trzepnicę, 
wieś w powiecie piotrkowskim, niezbyt odległą od Wolborza, 
własność naówczas Trzepieńskich, klientów Łaskich. Pozatem 
ani biografja ani charakter Frycza w niczem nie uprawnia do 
przypuszczania pochodzenia niemieckiego. Caro też to przyzna- 
wał: ))sam on zdziwiłby się, gdyby mu ktoś powiedział, że 
w nim jest coś niecałkowicie polskiego« ^). 

Istotnie, pomijając żarliwy patrjotyzm polski u Frycza, za- 
stanawia fakt, że dopiero po kilku latach pobytu w Niemczech^ 
począł się według świadectwa Melanchtona uczyć języka nie- 
mieckiego. Gdyby był pochodzenia niemieckiego, to spędzając 
młodość w Krakowie, gdzie jeszcze żywa była niemieckość 
wśród mieszczaństwa, oraz przestając z młodzieżą i literatami 
śląsko-niemieckimi, jak Ephorinus, Isinder, Lang. Jan Conradus, 
byłby Frycz, jak wszyscy nasi pisarze z domieszką krwi nie- 
mieckiej, władał językiem niemieckim. Tymczasem u niego nie 
spotykamy śladu niemczyzny, a znamienne to właśnie, że Frycz 
posługujący się wyłącznie łaciną, jedną z niewielu doctiowa- 
nych dedykacyj, które własnoręcznie na ofiarowanym egzempla- 
rzu swej książki po polsku wypisał, zwrócił do swego kolegi 
i przyjaciela, Niemca krakowskiego, osiadłego w Wrocławiu^ 
który z pewnością niezbyt biegle językiem polskim władał. 
»Prziaczyelowi szwemu łaskawemu panu Danielowi Schilin- 
lingowi« 2) byłby Frycz bezwątpienia raczej już po niemiecku 
przypisał swoją »Poprawę Rzpltej«, gdyby miał świadomość ja- 
kiejś łączności z krwią niemiecką. 

Po rozprawie prof. Cara. napisanej w r. 1894 a ogłoszonej 
w 190.5. i odczycie jego w Wrocławiu p. t. ».\. Fricius, ein 
Staatsmann und Reformator schlesischer Abstammung* 2), śląsko 
niemieckie pochodzenie Frycza uznane zostało za pewnik; w li 
cznych swych pismach powtarza to historyk reformacji polskiej 
Dr. W^otschke, stale nazywając naszego pisarza »Fritsch« dla 



') Str. 60. 

-) Na egzemplarzu Bibl. miejsUiej w Wrocławiu por. Dodatek II. 

'I Caro w Zeitschrift d. hist. Ge.s. fiir Prov. Posen 1905 str. 105. 



Konkluzja 285 

nadania nazwisku niemiecUieg:o kolorytu, a nawet polscy ba- 
dacze poddają się tej suirt^estji '). 

Wobec bezpodstawności twierdzeń o plebejskiem z jednej, 
a śląsko-niemieckiein z drugiej strony pochodzeniu Frycza, ma- 
my prawo poczytywać go za szlachcica czysto polskiej krwi; 
a co do nazywania go, należy tak postąpić, jakby on sam pra- 
gnął i jak sam o sobie mówi, to znaczy potocznie używać nazwy 
Andrzeja Frycza, która mu była miłą i którą u spółczesnych 
okrył sławą, w miejscach zaś reprezentacyjnych, naprzykład 
w tytułach, podawać pełne brzmienie jego nazwiska: Andrzej 
Frycz Modrzewski. 



»l G. Korbut Literatura polska 1917, I 186: >PochodziI z rodziny, 
Ittórej przodkowie przybyli do Polski z Niemiec*. 



II. 

Pokłosie bibijograficzne. 

Pragnąc zebrać chociażby ułamkowe wiadomości o tem^ 
jak szeroko czytane były dzieła Frycza w wiekach ubiegłych, 
zająłem się zbadaniem dochowanych do dziś egzemplarzy utwo- 
rów jego, wydanych w w. XVI. Stwierdziwszy istnienie 290 ta- 
kowych egzemplarzy w krajach Europy środkowej i północnej 
(Bibliografia Estreichera XXII 487—494 znała ich tylko 80), ze- . 
brałem materjał zawarty w 254 egz. w formie rękopiśmiennych 
notatek na kartach tytułowych i marginesach; 36 egz. było mi 
niedostępnych z powodu w^arunków czasu wojennego. 

Badanie to przyniosło interesujące wyniki. Z szeregu wła- 
snoręcznych dedykacyj Frycza okazuje się, z jakiemi osobisto- 
ściami pozostawał w przyjacielskich stosunkach, niektóre zaś 
egzem [)larze czterech mów przeciw^ko główszczyźnie przyniosły 
własnoręczne poprawki i uzupełnienia autora, które znajdą 
uwzględnienie w zamierzonym przez Akademję Umiej, prze- 
druku zbiorowych pism Frycza. Wielka ilość egzemplarzy prze- 
kazała nam nazwiska bądźto swych właścicieli w wiekach ubie- 
głych, pośród których nie brak osób głośnych w Polsce i na 
Zacłiodzie, bądź też instytucyj, które dzieła Frycza posiadały — 
materjał to pierwszorzędnej wagi dla poznania, jak szeroko 
i w jakich sferach znajdowały one czytelników. Niezwykle wre- 
szcie ciekaw^em świadectwem wrażenia, jakie w ubiegłych wie- 
kach wywoływały, są rozliczne dopiski na marginesach egzem- 
plarzy, w których czytelnicy rozprawiali się z autorem, jużto 
potakując jego w^ywodom, jużto z nimi polemizując. 

Oto wykaz egzemplarzy, z których riiiałem sposobność ko- 
rzystać, wraz z uwagami, w których bibljotekach istnieją, oraz 
z ciekawszemi notatkami rękopiśmiennemi: 



Pokłosie bibljugranczne 287 



1. 

Lasriiis sive de poena ho in ici d i i, Kraków, Wictor lótH. 

1. Jagitdl. 2. Czartor. 3. Ossul. i. Pizożdz. 5. Poznań Tow. Prz. N. 
6. Kornik 7. Gdańsk miejs. 8. Wrocław uniw. 9. Drezno król. 10. Wiedei> 
nad w II. Sztokholm król. 12. Upsala uniw. 

Nr. 9 oprawny razem z czterema mowami Frycza posiada na k. tj t. 
własnoręczna dedykację autora: »Viro clarissimo dno Melchiori Isindero 
bonarum artium professori — A. F ii c i us« (Melchjor Isinder, z Świdnicy znany 
jest naszej hibljografji z przekładu greckiego utworu Caincrariu-sa De in- 
Yocatione aanctorum, wydanego w r. 1546 w Królewcu, gdzie był profe- 
sorem świeżo założonego uniwersytetu). Nr. 9 wykazuje obfite -ślady lek- 
tury z w. .W'I, na k. Elg dopisek: »digna sententia«. 

Nry 11 i 12 zawierają szereg poprawek w tekście z ręki Frycza. 

Nr. 3 okazuje na k. tyt. dopiski: a) »Sum fida supellex — Martin us 
Rngalius 1551(8?)«; b) »MDLXI«. 

Nr. 8 ma podpis właściciela »M. Christop Tona (?)€ oraz obfite dopiski. 



II. 

Or:itio secunda de poena homicidii. Oratio Philalethis 
Kraków, Scharffenberg 1545. 

1. .liigiell. 2. Czartor. 3. Ossol. Ł Przeźdz. 5. ICrasiń. 6. Kornik 
7. Chreptow. 8. Drezno król. 9. Wiedeń nadw. 10. Sztokholm król. 

Nr. 10 ma poprawki z ręki Frycza. 

Nr. 3 — na k. tyt. dopisano ręką XVI w.: »Emptus Posnaniae pos. 
...Conventum generałem exhibitus... 15..«, w tekście korektury i dopiski 
z XVI w. 

Nr. 5 — na U. tyt. dopisano »Fratris Maxiniani Kopciczkij Carmelitae 
m. pria*. 

W Nrze 1 na k. Ejy. przy wyliczaniu kar grożących Polsce za nie- 
sprawiedliwe sądy (»Non mirum erit, cum totae familiae excindentur«) ręką 
XViI w. (zdaje się Jana Brożka) dopisano: >Vide vitam Petri Kmitae una 
cum annalibus Orichovie editam Dobromilia. 

III. 

Oratio tertia de poena homicidii, Kraków, Yietor 1545. 

1. Czartoi-. 2. Ossol. 3. Przeźdz. 4. Gdańsk miejs. 5. Drezno król. 
6. Wiedeń nadw. 7. Sztokholm król. 



r 



Nr. 7 — liczne poprawki ręką F'ry cza. 

Nr. 4 był własnością Walentyna Schlieffa, patrycjusza gdańskiego. 



288 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

IV. 

Quaerela de contemptione legis divinae. Oratio ąuarta, 
Kraków, Scharfenberg 1546. 

1. Czartor. 2. Ossol. 3. Baworow. 4. Poturz. 5. Krasiń. 6. Przeźdz. 
7. Chreptow. 8. Brunsberga akad. 9. Gdańsk miejs. 10 — 11. Drezno król. 
12. Weimar 13. Monachjum uniw. 14. Sztokholm król. 

Nr. 3 z bibl. Czarneckich w Rusku posiada na k. tyt. własnoręczną 
dedykację autora: >Viris clariss. Senatoribus urbis Cracoviens. — Andreas 
Fricius donavit«, oraz szereg jego własnych poprawek i uzupełnień 
w tekście. W tytule po stówach »Oratio quarta« wpisał Frycz sad Deum*. 

Nr. 13 zawiera dedykację autora: i)Viro clariss. d. Anselmo Ephorino 
Medico — And. Fricius s. d.« oraz tesame zmiany w tekście co w egz. 
Nr. 3. (Ephorinus, Ślązak z pochodzenia, humanista i zwolennik reformacji, 
był fizykiem miejskim w Krakowie). 

Nr. 8 ma dedykację autora: "Łaskawemu swemu panu Janowi Ba- 
rzikowi — Andr. Fricz dał«. (Ksiądz Jan Barcik, kolega uniwersytecki 
Frycza, pozostawał w bliskich stosunkach z kapitułą krakowską, Hozju- 
sem i Kromerem, których interesów materjalnych pilnował). 

Nr. 14 — tesame uzupełnienia w tytule co Nr. 3. 

Nr. 12 był w XVII w. własnością B. F. H. von Logau, syna znanego 
jpoety niemieckiego (ród śląski z Świednicy). 

V. 

Oratio de legatis ad concilium mittendis, Kraków, Scharf- 
;tenberg 1546. 

1. Czartor. 2. Akadem. 3. Ossolin. 4. Baworow. 5. Pawlików. 6. Zamojs. 
7. Przeźdz. 8. Brunsberga akad. 9. Gdańsk miejs. 10 — 11. Królewiec uniw. 
12. Drezno król. 13. Sztokholm król. 14. Stróngnas katedr. 

Nr. 7 posiada dedykację autora: »Optimo dno Joanni Conrado Swi- 
nicensi Silesio — And. Fricz Modrevius Polonus d.«, a ponadto no- 
tatkę: «Hunc libellum dono accepi a ... honestoąue adolescente Valentino 
Kpa)[xepo araico meo suavissimo — Zwidniciae Anno 1563*. 

Nr. 8 ma dedykację autorską: >Łaska\vemu swemu panu Janowi 
Barzikowi — Andr. Fricz darowałc. 

Nr. 10 był własnością Pawła Speratusa, zwierzchnika kościoła lu- 
terańskiego w Prusiech wschodnich; zanotował on na k. tyt. : »8andecensis 
misit. Accepi XVII Octo. Anno XLV(II)«, skąd się okazuje, że otrzymał go 
za pośrednictwem znanego drukarza Jana Małeckiego z Sącza, podówczas 
ministra w Ełku. 

Nr. 6 zawiera notatki: a) »A Magistro Nicolao Cominscio (Crivinscio?) 

donatus Paulo — Andrzeiow Zapartowius (!) et amicorum eius« ; b) ręką 

-XVII w.: >Fr. Theophilus Bereza pro loco S. Caroli Kielcensis* (kościół 

pod wezwaniem św. Karola na Karczówce koło Kielc wystawił w r. 1628 

JDiskup Szyszkowski i oddał Bernardynom). 



l^oklusie bibljograficzne 289 



VI. 

Liber do Eoclesia (8" ark. A— J, fragment, brak tytułu, por. wyżej 
str. 93i. 

1. WiocJaw niiejs. 

Egz. pochodzi z dawnej bibljoteki kościelnej św. Marji Magdaleny 
^w Wrocławiu. 

VII. 

C o Ul m e n t a r i i de 11 e p u b 1 i c a e in e n d a n d a, Kraków, Łazarz 
Andr. 1551. 

1. Czartor. 2. Ossolin. 3. Zaniojs. 4. Włocławek sem. 5. Raczyńs. 
6. Wilno 7. Brunsberga akadem. 8. Wrocław miejs. 9. Ołomuniec studj. 
10. Berlin U ról. 11. Weimar 12. Lowanjum uniw. 

Nr. 8 pochodzi z kościoła Marji Magdaleny w Wrocławiu, ma dedy- 
kację własnoręczną Frycza: sPrziaczyelyowi szwemu lascawemu panu 
Danielowi Schilingowit. 

Nr. 10 zawiera niezmiernie liczne dopiski różnych rąk, a na k. tyt. 
■notatki: a) uSum ex bibliotheca Krzywczyckya, b) >Hic liber dono datus 
est Nicolao Sienicki a Mag. D. Alexandro Krzywczycki A. D. 1603 Maij...« 
(Krzywczyccy i Sieniccy mieszkali w ziemi chełmskiej — obydwie rodziny 
kalwińskie), c) sNicolaus Sienicky hunc librum dono dedit Joanni Hilken 
Prutheno Ao 1603«, d) Sum ex libris Joannis Hilken Thoruniensis Pruteni«. 

Nr. 2 — ręką XVI w.: »Liber Domus SS. Corp. Christi Can. Reguł. 
•Casmiriae ad Cracoviam«. 

Nr. 3 — ręką XVI w.: »...Notarij Crasnicensis« (reszta odcięte), 
w tekście uwagi np, k. E,, w. 9—13 »locus pulcher*, na k. Ag ręką XVII w. 
»Pro anima Adalberti Sacerdotis absolvendae Missae Nr. 5 — Pro anima 
Antonii Sacerdotis 11«. 

Nr. 7 i>Ex liberalitate R. P. Greg. Schónhoff inscriptus catalogo libro- 
<rum Colleg. Braunsb. Soc. Jes.a 

Nr. 5 •Ex bibliotheca Senatus Gedanensis*. 

Nr. 11 był w XVII w. własnością B. F. H. von Logau. 

VIII. 

Commentarii de Republica emendanda, Bazyleja, Opo- 
:ryn 1554. 

1—2. Jagiell. 3. Czartor. i. Dzików 5. Ossolin. 6. Lwów uniw. 7. Ba- 
■worow. 8. Poturzyc. 9. Warszawa uniw. 10. Krasiń. 11. Zamojs. 12. Poznań 
Tow. Prz. N. 13. Kórnik 14, Wilno. 15. Gdańsk miejs. 16. Królewiec uniw. 
17. Wrocław miejs. 18. Wiedeń nad w. 19—20. Drezno król. 21. Lipsk miejs. 
22. Fiirstenstein hr. Hochberg 23. Berlin król. 24. Kilonja uniw. 25. Lu- 
neburg miejs. 26. Getynga uniw. 27. Hanno wer król. 28. Wernigerode hr. 

:St. Kot: A. Frycz Modrzewski. 19 



290 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

Stolberg 29—30. Heidelberg uniw. 31. Fryburg uniw. 32. Sztutgart kraj. 
33. Tybinga uniw. 34. Monachjura państw. 35—36. Monachjum uniw. 37— 
.88. Augsburg miejs. 39—40. Bazyleja uniw. 41. Aarau kanton. 42. Genewa 
uniw. 43. Metz miejs. 44. Paryż naród. 45. Sorbona 46. Arsenał. 47. Ma— 
zarin. 48. Kopenhaga król. 49. Sztokholm króL 

>^'r. 16 posiada dedykację własnoręczną Frycza dla ks. Albre- 
chta: »Iilmo dei gratia principi Prussiae dno dno clemen.u 

Nr. 10 ma na k. tyt. notatkę: »Vita mihi Christus, mors mihi dulce 
lucrum — Laurentius Criscovius possessor* a w tekście obfite uwagi 
kilku rąk XVI wielcu. Bardzo charakterystyczne są uwagi Krzyszkowskiego, 
antytrynitarza, ministra w Nieświeżu, znanego w literaturze teologicznej 
tlómacza (um. 1573 r ). Pod wpływem anabaptysty Piotra z Goniądza był 
on przeciwnikiem chrztu niemowląt a zwolennikiem »ponurzania« doro- 
słych; tern się wyjaśnia jego zwrot do Frycza na str. 345: »Queris, ąuare 
nullus sensus Baptismi, mi Frici? In promptu causa: Paedobaptismus sci- 
licet. Nam tum infans quid aliud sentit quam lavacrum aquae, mysteiium 
vero illius internis sensibus non percepit.a — Wywody Frycza w obronie 
chłopów spotkały się z uznaniem Krzyszkowskiego, któremu dawał wyraz 
w tego rodzaju uwagach: »Bavari cuiusdam nobilis humanitas erga suum 
colonum, pia et Christiana, exempii vice nostris Nobilibus ad imitandum 
propositaa (str. 69) — nHaec diligenter expensa et examinata facile decla- 
rant, unde sit tanta Nobilium in colonos tyrannis orta< (str. 70, w. 25) — 
»In Lithuania ac Russia horrenda subditorum ser-yitusa (str. 71) — oYita 
colonorum non dissimilis vilae mancipiorum*, sDe servitute plus quam 
Aegyptiaca cmethonum«, »Cmethones nil aliud quam ministri perpetui* 
(str. 181). Notatki, rozsiane po marginesach całego tomu, świadczą, iż le- 
ktura Frycza wywołała żywy oddźwięk u Krzyszkowskiego. 

Nr. 11 — na k. tyt. podpisał się jako właściciel »Simon Simoni- 
desa; po całjm egz. wiele uwag ręką XVI w. 

Nr. 9 obfituje w notatki rękopiśmienne z XVI i XVIII wieku. Czy- 
telnik XVI wieku z uznaniem komentował wywody Frycza w obronie chło- 
pów i krytykę główszczyzny (str. 116, 117, 128, 129), na str. 74 zaś zauwa- 
żył: >lepiey objczaye chedogim odzlacz czialem niż schatą drogą, skoda 
złota na parsziwe czialo — cznotą ochedosz cziało swe a nie schatą ko- 
stowną«. Z dopisków czytelnika XVIII w. przytaczam ciekawsze: sNon sic, 
domine Politiceo (str. 5, w. 12 — 16) — »Utinam et hodie haec lex sancta in 
usu foret (str. 5, mowa o karze śmierci na morderców) — »Graviori poena 
deberent puniri qui sunt altiori gradu peccantes, quoniam scandaium majus 
ex eis: et sicut in sole notior quam in minori sydere macula, ita se habet 
res et in iudicio humano de actionibus humanisa (str. 105) — »Homo hic 
Pontificius et quomodo scribit« (str. 21G w. 14—17). 

Nr. 7 pełen jest uwag z XVI, XVII i XVIII wieku. Czytelnik z XVI 
wieku nie zgadzał się z żądaniem Frycza kary śmierci na mężobójców 
i dawał temu wyraz na marginesach np. »Si hanc sententiam considerasses- 
diligentius, non ea temeritate legem homicidariam impugnasses* (str. 106. 
^v. 12) — »Certe si septemplex, nequaquam capitalis. Absurdum enim est. 



Pokłosie bibljograliozne 291 



queinpiain scpties i-apite pleoti posse. Neque huc facit lcx ilU capuŁ capiŁe 
yindicans. Ea enirn post Caimum lata est, quod ipse fateris fol. 148 iinea 
lic (str. 115). - Czytelnik z XVIII wieku wystąpił z ciekawą uwiigą na 
marginesie ustępu Frycza o roli posłów sejmowych: »Haec lex et coiisue- 
tudo maxime est immutata et pene abrogala, nam moderna tempestate le- 
gati ex conventu generali domum revertontes, quid aotum sit in comitiis, 
omnino ignorant praeter aliqua vix modo fama ad se devuluta et haec 
a domesticis; quod malum orlurn est ex perversitate legatorum qui privatis 
student et ex noslra negligentiu et nimia indulgentia« (str. 39 w. 9). 

Nr. 42 był własnością słynnego humanisty Celio Secundo Curione 
(por- powyżej str. 116), jak świadczy notatka na k. tyt.: »Sum Abielis Pe- 
realdi xal xd»v cf)tXu)v — d. d. Basileae Uoelius Secundus Curio, perceptor meus 
amantissimus*. Inna ręka zapisała cenę kupna egz. : »Num. 19 tax 2 ff«. 

Nr. 40 był w posiadaniu innego literata humanistycznego: sConradi 
Lycosthenis Rubeaquensis 1558«, ma ślady lektury zresztą tylko w Księdze 
o Szkole. 

Nr. 48 był własnością »Johannis Pistorii Husensis 1555<, dygnitarza 
protestanckiego w Danji, który interesował się także polityką. Np. na str. 
27, gdzie mowa o ograniczeniu władzy królewskiej, zapisał: »itidem est 
apud Danos« a o Polsce dodał następującą uwagę: »In Polonia ut reges 
non nascuntur sed communibus senatus et equitum suffragiis eliguntur, 
ita etiam sine auctoritate eorundem nihil decernere possunt, quamvis sint 
potentissimi et militibus voluntariis superbissimos quosque reges supe- 
rantur«. 

Nr. 24 ma napis »Ego H. Husanus Augustae Yindelicorum emi hunc 
librum anno 1556 Cal. Augusti 2 taleris compactunid. Husanus, prawnik 
i dyplomata, był kanclerzem meklemburskim. 

Nr. 28 oliarował »Johannes Kuglmann parochus in Enns — dno Tho- 
mas s. med. Doctori*. 

Nr. 32 zawiera notatki: a) i>Dno Martino Bram amico suo singulari 
Hierony. Hyrusius d. d.«, b) »D. Cornelio Feurstain suo affmi d. d. M. 
Braem«, c) »1565 Cornelius Feurstein*. 

Nr. 29 był własnością »Johannis Baplistae Meckhardi Augustani... 
a Rudolpho Imp. expulsiis Ao 1579, nunc pastor in Stamheim prope Stut- 
gardiama, obok zaś dopisano: » Johannes Meccardus Augustanus ao 1584. 
Exul itemque propter Calendarium iussu principum non exceptum«. 

Nr. 30 ma notatkę: »In perpetuam sui et fraternae consuetudinis 
ac amicitiae tenacissimae memoriam Fricium hunc Stephano de Reiger 
anno s. 1584, 9 aprilis St. Gregor, doao dabat Adamus a Kersenbrock«. 

Nr. 36 pochodzi >Ex libris Joh. Egolphi a Knoringen«, biskupa augs- 
burskiego, zmarłego w r. 1575. « 

Nr. 38 — z bibljoteki biskupiej w Eichstatt. 

Nr. 31 — z bibljoteki Dominikanów fryburskich; ma uwagę ręką 
XVL w. : »Est liber prohibitus in indice Trident.a. 

Nr. 40 — z klasztoru Kapucynów w Rheinfelden, Nr. 46 z klasztoru 

19» 



292 St. Kol: A. P>ycz Modrzewski 

Bernardjnów w Blois, Nr. 44 Bernard, w Parjżu, Nr 45 — z seminarjura 
Misjonarzy, Nr. 3 z klasztoru w Weingarten 1659 r. 

Nr. 27 ma notatkę: »HPR Londini in Angl. 1606«. 

Nr. 25 podaje wJaściciela: uHieron. Jordan a. 1652 Gottingaec. 

Nr. 1 zawiera notatkę z XVIII w.: sBłbliothecae Collegii Majoris Uni- 
wersitatis Cracov.'i 

Nr. 43 należał do sufragana w Metz, de Madaure, który go ofiarował 
tamtejszemu kollegjum Jezuitów, skąd w r. 1764 dostał się do klasztoru 
Św. Arnolfa. 

Nr. 47 zawiera wiele uwag i ślady pilnych studjów w wieku XVIII. 

Nry 3i, 36 i 41 zawierają tylko księgi I — III sPopr. Rzpltej«, Nry 2, 
20 i H8 tylko księgi IV— V. 

IX 

Von Verbesserung des genieinen Niitz, tlóm. Wyssenburg, 
Bazyleja, Brylinger 1557. 

1. Krasiń. 2. Wilanów 3 — 4. Gdańsk miejs. 5. Wrocław uniw. 6. Lipsk 
miejs. 7. Halberstadt gimn. 8-9. Drezno król. 10. Detmold kraj. 11. Gotha 
książ. 12. Cassel kraj. 13—14. Wolfenbiiltel ksiąź. 15. Giessen uniw. 
16. Darmstadt nadw. 17. Lubeka miejs. 18. Fryburg uniw. 19. Erlaiigen 
uniw. 20—21. Graz uniw. 22. Krernsmiinster klaszt. 23. Innsbruck uniw. 
24—26. Bazyleja uniw. 27. Paryż Mazarin. 

Nr. 3 ma napis: »Dis Buch gehoret Matts Swichttenberger im 1561 
Jahre*. Nr. 4 pochodzi z bibljoteki Walentyna Schlieffa, patrycju^za gdań- 
skiego. Nr. 13 — z uniwers3tetu w Helinstedt, Nr. 14 — z biblj. ks. brun- 
szwickiego Augusta, Nry 20 i 21 — z kollegjum Jezuitów w Grazu. 

X. 

De primatu Papae, b. m. 1558. 

1. Czartor. 2. Paryż naród. 

Nr. 2 ma na k. tyt. podpis właściciela: »Andr. Dudith. cons. Caes.t. 
Broszura cala zawiera liczne uwagi Dudycza, potakujące wywodom autora, 
m. i. przypu.?zczenie co do jego osoby na k. A^: oyidetur esse scriptus ab 
Andr. Fricio*. Nad komentarzem do przysięgi biskupów polskich dopi- 
sano ręką XVI w. »per -Stanislaum Orichoviumf. 

XI. 

De Republica emendanda, Bazyleja, Opory n 1559. 

1. Jagiell. 2. Czartor. 3. Czapskich 4. Dzików 5 Sucha 6. Ossolin. 
7. Ba worów. 8. Poturzyc. 9. Pawlik. 10—11. Krasiń. 12. Zamojs. 13. War- 
szawa sem. 14. Nieborów 15. Włocławek sem. 16. Kórnik 17. Kijów uniw. 
18. Petersburg publ. 19. Gdańsk miejs. 20. Królewiec uniw. 21. Krumłów 
ks. Szwarcenberg 25. Wiedeń nadw. 26—27. Drezno nadw. 28. Lipsk uniw. 
29. Lipsk miejs. 30—31. Jena uniw. 32. Wolfenbiittel książ. 33. Bonn uniw. 



Pokłosie bibljograficcne 293 



34. Maihinpen H5. Wiosbaden kraj 36. (Jetynga uniu. 37. Kolonja iiiiejs. 
H8. Sztutffart kraj. 39. Ulm niiejs. io. Augsburg iuipj.-^. 41. Moiiaihjum 
państw. 12. Moiiachjuin uniw. 43. Zurych central, łł. Hazyleja uiiiw. 45— 
47. l'aryż naród. 48. Sorbona 49 Arsenał. 50. Mazarin. 51. LJriti>;h Mus. 
62. Lojda uniw. 53. Kopenhaga uniw. 54. Kopenhaga król. 55. Sztokholm 
król. 66. Upsala uniw. 

Nr. 4, wyzyskany czi^'ściowo w 1'isarzai-h politycznych Tarnowskiego, 
przedstawia dla nas największą wartość. Byl on własnością spólczesnego 
Fryczowi teologa katolickiego, który go pilnie studjowal, jak świadczą 
liczne dopiski. Ostrzejsze protest} ze strony innych czytelników XVI wieku 
wywołał traktat i>De modo essendi corporis Christi in sacramento coenae 
Dominia, zwłaszcza od str. 451—457, gdzie margines obfituje w tego ro- 
dzaju okr zyki : »nacziąga — falso — nihil ineptius funestius — mentiris — non 
credo — o coeluin o terra — o wiwody — taki iako y thy (Uabanus) — 
o capharnaita — iudicium perversum — wolno czo wolia — o lgarzu«. 

W XVII w. znalazł się egz. u Cystersów w Lądzie, jak wskazuje 
notatka: »Liber B. M. V. et S. Nicolai in Landa S. O. C.« 

Pierwotny właściciel egzemplarza znał Frycza i po jego śmierci 
poświęcił mu na karcie tytułowej następujące wspomnienie: 

sFricius peste obiit Wolborii Anno 1572. 

»Vir fuit iustae staturae cana barba crispanli non admodum prolixa. 
Yidebatur esse simplex et infacundus, sed scripta ostendunt ąualis fuerit. 
In Malczo pago quem emerat humatus est prope Wolborium. In extremo 
actu vitae confiteri voluit sed sacerdotes melu pest's aberant sicąue quasi 
desertus tinem habuit vitae suae in autumno«. 

Notatlię powyższą uzupełnił autor później następującym szczegółem: 

i»Huius postea filius unicus dum ex ephebis excessisset, globo sclopeti 
transverberatus Anno 1587 interiit, haereditas ad filias devoluta, quae etiam 
liberalius pudicitiam exponentes ab aniatoribus raptae sunt studio et cupi- 
ditate haereditatis poliuiidae. Mater quoque in viduitate solutius vixit, de- 
mum Magnussevio nupta post obiit«. 

Obok notatki o Fryczu zamieicił właściciel książki wspomnienia po- 
śmiertne o innych wybitnych osobistościach, wpisywane podług dat ich 
zejścia, a więc zapiski o JaUóbie Niemojewskim, Jakóbie Ponętowskim ka- 
sztelanie brzeskim, Mikołaju Kosobuckim kasztelanie ciechanowskim, o królu 
Stefanie Batorym (wszystkich zmarłych w r. 1586 , Marcinie Leśniowolskim 
kasztelanie podlaskim, profesorze .Sokołowskim i marszałku kor. Andrzeju 
Opalińskim (zmarłych w r. 1593), o biskupach poznańskich Łukaszu Ko- 
ścieleckim (1597) i Wawrzyńca Goślickim (1607), wreszcie o podkanclerzym 
Stanisławie Mińskim (1607). 

Z wzmianek owych okazuje się, że ich autor, gorący katoliU, przy- 
jaciel Leśniowolskiego, Mińskiego, Kosobuckiego i Niemojewskiego, kształcił 
się za młodu w Krakowie wraz z Leśniowolskim u profesora Sokołow- 
skiego, poczem wstąpił do kancelarji królewskiej za życia Zygmunta Au- 
gusta i pełnił obowiązki sekretarza jeszcze za Henryka Walezego i Bato- 
rego, który go zaprzysiągł w Malborgu, następnie brał udział w posiedzę- 



294 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

niach trybunału koronnego w Piotrkowie w r. 1586 i 1593, w którym to 
roku wyg/osil tamże mowę na pogrzebie Leśniowolskiego, żyl wreszcie 
jeszcze w r. 1607. 

Wszystkie te szczegóły zdają się wskazywać w autorze osobę zna- 
nego kaznodziei Hieronima Fo wodo wski ego. Co do niego bowiem 
wiadomo, iż rozpoczął pracę w kancelarji królewskiej już za Zygmunta 
Augusta a żył jeszcze w r. 1607 (zmarł w r. 1613), bjł też deputatem du- 
chowieństwa do trybunału piotrkowskiego. Z powodu braku autografów 
Powodowskiego w zbiorach krakowskich niepodobna było na razie stwier- 
dzić wartości powyższego przypuszczenia. 

Nr. 6 posiada na poszarpanej karcie tyt. urywki dedykacji własno- 
ręcznej Frycza: »S. P. S. B. R.... syncerę amiciti... tuum dedit An.... 
vigesima nona A...« Na tejże karcie zapisało się jeszcze dwóch właścicieli 
książki w wieku XVI: a) BAlexander Drohyczynsky verus possessor huius 
libria, b) »Ex iibiis Hieronimi Cikow ski mp.« (Drohiczyński z ziemi chełm- 
skiej; Cikowski był wnukiem Stanisława, kasztelana bieckiego — obie ro- 
dziny kalwińskie). Marginesy całego tomu upstrzone są dopiskami, zazwy- 
czaj pełnymi uznania dla autora. Czytelnicy należeli do kół różnowierczych, 
jakby wnosić można z częstych ataków na Hozjusa (str. 256, 396, 4U3). 
Frycz go wprawdzie nigdzie po nazwisku nie wymienił, ale domyślny czy- 
telnik protestancki świadom był, o kogo chodzi, i dawał wyraz swym po- 
glądom w takich zwrotach jak »Osius impudensa, nOsiana blasphemia*. 

Nr. .ń5 był własnością Dudycza z daru Frycza, jak świadczy no- 
tatka na k. tyt. ręką Dudycza: sAndr. Dudith, munus ab ipso aucŁore Fe- 
tricoviae in Comitijs anni MDLXV«. Obfite dopiski, którymi Dudycz pokrył 
marginesy księgi, przynoszące już to uogóhiienia, jużto wyjaśnienia za- 
wartych w niej myśli, a niekiedy także zastrzeżenia przeciwko nim, do- 
wodzą pilnej lektury i zagłębiania się nad zagadnieniami, opracowanemi 
przez Frycza. Otj kilka ciekawszych dla przykładu : Na sir. 24i) wspomniał 
Fr3'cz o żalach protestantów na kierownictwo soboru trydenckiego w r. 
1551 — Dudycz dodał: »et post 1561 cui ego orator iiiterfui et quae non 
miserrima vidil«; Frycz zauważ} ł, że przewodnicy soboru w każdej spra- 
wie posyłali do papieżi po decyzję — Dudycz dodał złośliwie: »spiritus 
sanctus nimirum sarcmis inclusus veredaiiis lioma Tridentum deferendus 
tradebatur«. — Gdy Frycz na str. 285 radził pozostawić każdemu wiernemu 
su obofię w kwestji wzywania świętych, Dudycz sprzeciwił się: j>non próbo, 
alteruin oniin tenenduni necessario videtur«. — W rozprawach Frycza 
z bezimiennym przeciwnikiem (str. 240, 'dób, 402, 405, 596, 598, 659, 660) 
odkrywał Dadycz Hozjusa, notując np. »Haec ab Osio omni loco et in 
oinnes dici solere« (str. 598), »Verba Hosii omnibus locis inculeata« (str. 660), 
»In Hosii ineptias ista torquentur« (s. 659i. — Gdy Frycz w liście do Tar- 
nowskiego (str. 402) powoływał się na pochlebne zdania obcych o sobie, 
Dudycz zauważył: >Haec poterant taceri, sed omnes ambitio attingita. — 
Szczególnie starannych studjów ślady nosi »Lascius«, którego Dudycz roz- 
bierał z oratorskiego punktu widzenia i z którego ułożył wyczerpującą 
dyspozycję, pokazując, że »Lascius« może służyć za wzór klasycznej sztuki 
oratorskiej. 



Pokiosio bibljojcralicEne 295 



Nr. 27 należaJ do bibljoteki elektorskiej, jak świadczy zloty wycisk 
•na wspanialej oprawie: dM. O. v. S. — M. O. H. S. 1560a, na k. tyt. nadto 
.-napis ttSuin Arnoldi Grethusen* i\'ką XVI w. 

Nr. 42 poc-hodzi »Ex bibliotheca Jo. Ej^. a Kiiuringen«, Nr. H5 — 
z bibl. uniwersyletu w Herbom, Nr. 36 był własnością Ton)aszu Knyvelt 
1583 r, Nr. 21 — paratli św. Marji Magdaleny w Wrocławiu. 

Nr. 10 zawiera następujące notatki: a) >Liber prohibitus ab liinia D. 
Castelanisa Ohelmensi Conventui Wiclgoinlinensi datus ad suppressionein 
21 Octob. 1642«, b) >U. P. Floriaiius Abramowicz Prior Wielgomłinensis 
Patri Andreae GoJdonowski pro Hibliolheca in Donic Novitiorum ad S. Bar- 
barani obtulit AU 16i4ff, c) nPro Convenlu Vielunensi«. HyJ to zatem egz. 
Paulinów. 

Nr. 1 ma notatki z XVIII w.: a) »Ex libris M. Joannis Pałaszowski 
U. J. P. mp.oi, b) »Bibliolheoa Collegii luridicia. 

Nr. 12 ma podpis z XVin w.: »Ant. ł'ooiey«, poczem inną ręką: >Ap- 
plicwit pro sua fundatione Vlo(laviensi« (Pociejowie ufundowali z pocz. 
xviii w. klasztor Paulinów w Włodawie). 

Nr. 8 pochodzi »Ex bibliotheca Senatus Gedanensis«, z podpi.^u da- 
wniejszego właściciela zostało tylko imię »Joannis...(( 

Nr. 9 był własnością »Conventus Lucensisa (jezuici w Łucku wpro- 
wadzeni w XVII w.), Nr. 19 pochodzi »Ex bibliotheca Nicolai Pahl Dant, 
Borus.«, Nr. 29 należał do Henr. Juliusa Scheura, Nr. 39 — do podróżnika 
i zbieracza Erharda Schade ok. r. 1620, Nr. 37 — do i>Coll. Soc. Jesu 164:9a, 
Nr. 30 ma notatki a) »Joh. Georg Dorsch D 1639<-, b) »Joh. Andr. Danz P. 
P. Jen. 1704«, c) oln Catal. librorum philo Madridensi ponitur Fricius inter 
autores damiialos pag. 2«. 

Nr. 7 pochodzi »Ex libris ab Illnio Fundatore (?) donatis 1710« 
Nr. 5 — »Ex Biblioth. Jozephi Załuski... Supremi Regni Referendarii... aichid 
in Cath. Ploc. Can. Cracov. F^raep. C. Vars. et Infulati Kodnen. 1731«, 
Nr. 22 w spadku po lekarzu wrocławskim Chrystjanie von Hellwich dostał 
«ię do klasztoru Augustjanów, Nr. 45 był własnością »Convent. Capucin. 
Assumpt. B. M. Paris* (dopis.: »Quaitu^ hic tractatus in multis sapit hae- 
resima), Nr. 47 — »Oratorii Parisiensis catalogo inscriptus 1762«, Nr. 48 — 
>De conventu Parisiensi fr. Minorum«, skąd otrzymał go »Univ. Kegia Fa- 
cah. Theolog. Paris«, Nr. 49 — »Ex Bibliotheca Oardinalitia* (Mazariniego), 
Nr. 32 posiadał August ks. brunszwicki, Nr. 38 — ]\I. Malth. Merkel 1707, 
Nr. iii — Christian Gottlieb Buder, profesor prawa w Jenie, Nr. 54 — Du 
Jardin, Nr. 41 — »Ex libris Bibliothecae Acadeiniae Basdiensis 1653«. 

Nry 42 i 44 niekompletne. 

XII. 

Narratio simplex rei novae, Pińczów, Daniel 1561. 

1. Jagiell. 2. Czartor. 3. Dzików 4. Ossol. 5. Warszawa uiiiw. 6. Krasiń. 
7. Kornik 8. Chreptow. 9. Gdańsk miejs. 10. StrongnS.s katedr. 

Nr. 5 ma na k. tyt. ostrzeżenie: >Haereticus«, Nr. 6 pocliodzi »Ex 
13ibi. Joach. Com. Chreptovvicz«. 



296 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

XIII. 

Libri tres. De Mediator e. Narratio, (Bazyleja) 1562. 

1. Czartor. 2. Ossolin. 3. Pawlików. 4. Królewiec uniw. 5. Budapeszt 
uniw. 6. Berlin król. 7. Wolfenbiittel książ. 8. Hannower król. 9. Jena uniw, 
10. Fryburg uniw. 11. Sztutgart kraj. 12. Tybinga uniw. 13. Norymberga 
miejs. 14. Augsburg miejs. 15. Monachjum państw. 16 — 17. Zurych central. 
18. Bazyleja uniw. 19. Genewa uniw. 20—21. Paryż naród. 22. Mazarin. 
23. Kopenhaga król. 2Ł Wilno synod. 

Nr. 6 ma na k. tyt. notatkę: 'EXs3aov rniac & y.upis Cći3vxac ze. v.<ń, 9-avóvTa$: 
— Hieronymi Wolfii Oetingensis Augustae Yindelicorum 1562 Novem- 
bris Sc (Wolf znany w XVI w. filolog-humanista był rektorem gimnazjum 
w Augsburgu). Egz. byl później własnością senjora kapituły mogunckiej 
Fil. Wilh. Boineburga, skąd przeszedł do bibl. uniw. w Erfurcie. 

Nr. 13. »Conradi Agrii est Anni 1563«, później należał do bibljote- 
karza norymberskiego Adama Rudolfa Solgera. 

Nr. 2 ma na pięknej oprawie wyciśnięty herb Gozdawa z literami 
A. B. (Andrzej Bal ?), nadto napis »Ducunt viam fata Anno Domini 1566«. 

Nr. 3 zawiera na końcu obszerną polemikę z autorem ręką XVI w., 
Nr. 20 — obfite uwagi, czasem polemiczne, podobnie Nr. 18. 

Nr. U ma napisy: a) ))Consistoiium«, b) »Sum ex libris Pauli Jenischiia 
ręką XVII w., Nr. k — i)Ex bibl. Albert! Ducis«, Nr. 7 — z uniw. w Helmstedt. 

Nr. 23 ma przy nazwisku Modrzewskiego dopisek z XVI w.: spastor 
in Polonia*, na końcu księgi De Mediatore uwaga: »Bene est. Ergo indi- 
ctum hoc esto, eo quod aut Stancaro applaudet, aut putet inter ipsum et 
Philippum duntaxat esse Xoyojiaxiav«. Właściciel w XVn w. podpisał się: 
»M. Joachimi Cyrenij«. 

Nr. 24 niekompletny, zawiera tylko De Mediatore. 

XIV. 

Orichovius sive depulsio calumniarum, b. ro. 1562. 

1. Czartor. 2. Dzików 3. Ossol. 4. War.szawa uniw. 5. Zamojs. 6. Kornik 
7. Gdańsk miejs. 

Nr. 4 ma na k. tyt. dopisek: >Inde jam incipit prohibitus Andr. Fri- 
cius ex Indice librorum prohibitorum primae classis*, Nr. 1 — rękąXVinw. 
»Haereticus«. 

XV. 

O poprawie Rzeczypospolitej, tlóm. Bazylik, Łosk, Karcan 1577. 

1. Czartor. 2. Dzików 3. Ossol. 4. Baworow. 5. Warszawa uniw. 
6. Zamojs. 7. Czetwert. 8. Wilder antykw. 9. Poznań Tow. Prz. N. 10. Kor- 
nik 11 Toruń gimn. 

Nr 1 był własnością »Domus Professae Crac. S. J ad S. Barbaramc. 

Nr. 3 podaje na k. tyt. następujących właścicieli: a) »1578 Jeronimi 

Lanskorunski Zbrsezya mp.<i b) »Antonii Sneebergeri P. Tigurini Heluetii, 



Pokłosie bibljograficzne 297 



medici physioi est. tlonalus a Magnilico Do Ilifroinnio Lanskorunski mp. 
Anno lóTSc, (I.ancUoroński, kalwinistH, byUowczyn) sandoniicrskini; Schnee- 
berger, pochodzący z Zurychu, wyznania helueckiego, był znanym leka- 
rzem w Krakowie), c) »D. V. S. Jesu (.'rac. ad S. Barbaram.. «, d) z Książek 
Teodora Karwickiego, e) Hibljoteka Brodzkich, f) Instytut Ossolińskiego. 

Nr. 1 pochodzi »E.\ Bibliotheca Monasterii S. Orucis Montis Calvi< 
{Tiik^ XVI w.). 

Nr. 6 ma na k. tyt. nieczytelne notatki a) »Chara charissimaąue Sup- 
pellex« b) >)Ex libris Generosi Domini... Pocillatoris Tarno(?...) ...Sacrae 
Rcgiae Maiestalisc, c) ex libris Stan. Zamoyski 1804. Na egz. dopisywało 
wielo rąk od XVI -XVIII w. swe uwagi, np. na k. A^ ręką XVn w.: sZbor 
abo zborowy to byli Chfop co te Xięgi zebra} y zpłsa^<. 

XVI. 

Sylvae ąuatuor, (Raków) 1590. 

1. Jagiell. 2. Czartor. 3. Akadem. 4. Dzików 5. Sucha 6. F^rzemyśl 
semin. 7. Ossolin. 8. Baworow. 9. Lwów uniw. 10. Warszawa uniw. 11. Za- 
mojs. 12. Kornik 13. Łabuńki 14. Chreptow. 15. Kijów uniw. 16. Gdańsk 
niiejs. 17. Poznań Wilhelm. 18. Królewiec uniw. 19. Wrocław uniw. 20. Dre- 
zno król. 21. Berlin król. 22. Kilonja uniw. 23. Hamburg miejs. 24. Ge- 
tynga uniw. 25. Woifenbiittel książ. 26—27. Jena uniw. 28. Wernigerode 
hr. Stolberg 29. Strasburg uniw. 30. Wiedeń nadw. 31. Koloszwar unitar. 
32. Genewa uniw. 33. Paryż naród. 34. Kopenhaga król. 35. Sztokholm król. 
36. Oxford Bodloj. 

Nr. 3 ma na k. tyt. u dołu wpisane ręką XVII w. miejsce druku: 
»Racoviae«. Na odwr. stronie czytamy: i>Psalmo 37 v. 3. Spera in Jehova 
et fac bonum; inhabita terram et pasce veritatem; et delecta te in Jehova; 
et dabit tibi petitiones cordis tui. — Politissimo juveni Duo .Matthię Wę- 
gierscio, amico et conlubernali charissimo, benevolentiae atque sempiternae 
recordationis ergo scrib. Francofordi cis Wiadrum 23 Augusti Stephanus 
Woynarowius, per anag. Si tu novus, spera in Ihova, Eq. Pol. 1606<(. — 
Na końcu książki mieści się dwie i pół strony starannego skryptu, pod 
nim notatka: »Haec pauca de hominis coram Deo justificatione Michael 
Gitichius Yenetianus in sui memoriam D. Matlhiae Vęgerscio, amico sin- 
gulari Francoforti ad Oderam 10 Augusti stylo veteri Anno 1606 exsciipsil« 
(W uniwersytecie frankfurckim wpisał się Wojnarowski z preceptorem 
Gitichem — obaj arjanie — 31 paźdz. U;05, Maciej Węgierski z rodziny 
ministrów kaI\^ ińskich w Opolu w marcu 1606). 

Nr. 11 był własnością łBibliothecae Maioris Coli. Univ. Cracoviens.« 
w XVII w., na str. 273 dopisano: »Intemerata Virgo confunde ingenium 
et conatus haereticorum*. 

Nr. 19 pochodzi z bibl. uniw. w Frankfurcie nad Odrą, Nr. 32 — 
*Ex dono Ornatiss. Vir. DD. Davidis Clerici professoris hebraei in inclyta 
Genevens, Acad. et fratris eius Danielis Ao 162U«, Nr. 26 — z bibl. Chry- 



298 St. Kot: A. Frycz Modrzewski 

stjana Gottl. Budera, Nr. 2 — )>Ex libris Stanis. Korvin Kochanovski« ręką 
XVII w., Nr. 5 ze zbiorów Andrzeja Koźmiana. 

Fr. Sam. Bock opowiada (Hist. Antitr. I 1, str. 479 — 487), że imal 
w ręku egzemplarz Sylw z śladami lektury i uwagami Fausta Socyna 
i Michała Gitticha. W Sylwie pierwszej na str. 10 przy wykładzie słów św. 
Pawia z listu do Rzjmian zaprzeczył Gittich Fryczowi: »Haec verba non 
ita leguntur nec is eorum sensus apud Apostolum«, na str. 266 zaś do słów 
Frycza »novas istas et mirabiles formulas« dodał Socyn: »vere rairabiles 
et barbarasd. 

Uwaga: Nrów I 6. II 6, 7, IV 7, V 4, 14, VII 4, 6, 9, VIII 5. 12, 13, 
XI 3, 13-18, 23, XII 7, 8, 10, XIII 5, XIV 6, XV 4, 5. 7, 10, XVI 6, 9, 12— 
15. 31 nie miałem sposobności zbadać. 



Spis osób i miejscowości. 



Aarau 290 

Abramowicz Florjan 295 
Agricola Jan 81 

— Rudolf 5 
Agrius Konrad 296 
Albert Wielki 6 

Albrecht arejbp nioguncki 30 

— ks. pruski 78, 8U-85, 274, 275, 
290, 296 

Aleksander de Yilladei H 

Aleksandrja 133 

Alkniaar 71 

Ambroży św. 4, 137, 262 

Amerbach Bonifacy 14, 31, 36 — 44 

Amsterdam 44 

Andreas 197 

Andrzej z Wolborza 282 

Anian Mikofaj 14, 18—30, 75 

Antjochja 133 

Antoninus Jan dr. 7, 14 

Antwerpia 88-89 

Apelles i29 

Apulejus 6 

Arator 87, 89, 166-169 

Arjusz 216, 249 

Arystoteles 3—4, C, 54, 137 

Atanazy św. 230 

Auctus p. Przybyło 

Augsburg 79-8:^, 165, 268, 290-291, 

293, 296 
August ks. brunszwicki 292, 295 
August ks. saski 141 
Augustyn św. 4, 37, 150, 178, 193, 

196, 212, 262 
Averroes 201 

Bachius 220 

Bal (?) A. 296 

Baliński Jan 29 

Barbara Radziwiłłówna królowa 99 

Barcik Jan 288 

Batory Stefan 293 



Bayle Piotr VI 

Bazyleja 4, 13, 16, 36-41, 72, 116, 
123-125, 134. 137. 163, 165, 187— 
188, 195, 214, 227, 265, 267, 289—296 

Bazylik Cyprian 12, 45, 209, 296 

du Bellay Wilhelm 18. 24, 37 

Benis Artur 57 

Bereza Teofil 288 

Berlin 142, 289, 296. 297 

Bertram 262 

Bethmann Erazm 5 

Beza Teodor 195, 213, 265 

Biel 274 

— Gabrjel 262 

— Stanisław 2 
Bielski Marcin 119 
Biernat z Lublina 142 
Biesiekierski Jan 59 

— Maciej 59 

— Marcin 59 
Birkenhahn Abel 195 
Blaiidrata Jerzy '^30 
Blois 292 

Bluiiienstok Alfred 10 
Bock Fryd. Sam. VI, 298 
Boineburg Fr. Wilh. 296 
Bojanowski Piotr 29 

— Stanisław 85, 96, 97 

z Boleinow a Feliks 202, 275 

Boleyn Anna 35, 36 

Bolonia 77 

Bona 5, 122, 176 

Bonawentura Tomasz z Nissy 126 

Bonn 292 

Boratyński Ludwik 185 

Borkowic Maciej 280 

Boromeusz Karol 236 

Bram Marcin 291 

Brant Ahasver 83 

Braunsberger Otto 124 

Broniowski Marcin 272 

Bruchnalski Wilhelm 82 



300 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Bruckner Aleksander 27_, 274, 282 

Bruksela 90 

Brunszwicki ksiąze 35 

Brunszwik 143, 144 

Brunsberga 7, 287. 289 

Brylinger Mikołaj 137, 292 

Brześć kuj. 47 

Brzeziny 1, 22, 47, 48, 55, 56, 60, 62, 
71, 83, 97, 102, 115, 159, 166, J69, 
172. 173, 182, 183, 225, 232, 257. 
271, 275, 276, 278. 283 

Bueer Marcin 26, 33-35, 40, 206 

Buchholtz 47 

Budapeszt 296 

Buder Chr. G. 295, 298 

Budziński Stanisław 68, 265 

Budziszyn 141 

Bukowno 266 

Bukowski Juljan 158 

Bullinger Henryk 195, 213,264, 265 

Buongiovanni Berardo 198, 219 

Burchart Franciszek 30 

Bużeński Hieronim 270 

z Bystrzykowa Michał 2. 283 

Bytów 276 

Bytus 220 

Caligari Jan Andrzej 185 
Camerarius Joachim 41, 42, 287 
Canisius Piotr 88, 123-127, 138,139, 

165, 166 
Capo d'lstria 157 
Carion 30 
Caro Jakób VII, 26, 30-33, 273, 28:^, 

284 
Celtes Konrad 5 
Chełm 47. 76, 95. 96, 176, 219, 289, 

294, 295, 
Chlebowski Bronisław 276, 282 
Chodecz 144 
Chojeński Jan 28, 64 
Cholinus Maternus 223 
Chomętowski Wład. 235 
Chreptowicz Joachim 295 
Chryzostom św. 37 
Ciążeń 11 
Cicero 3, 7, 14. 16, 75. 112, 137. 164, 

188 
Cieciszowski 283 
Ciesielscy 180 
Ciesielski Andrzej 211, 271 
Cieśle 150, 261 
Cikowski Hieronim 294 

— Stanisław 294 
Ciołek Erazm 283 
Ciupka 120 
Clericus Dawid 297 

— Jan 274 



Cobelth Leonard 43 
Cochlaeus Jan 28—30 
Commendone Jan Franc. 221, 232, 

236—238, 241, 252, 253, 259 
Conradus Jan 284, 288 
Contarini Kasper 112 

— Piotr kard. 152 
Corvinus Laur. 8 
Cousin Gilbert 258 
Coxe Leonard 4, 5, 14 
Cramer 71 

Cratander Andrzej 37, 38, 41 

Crotovium 32 

Curione Celio Secundo 116, 134, 136, 

291 
Curtius Qu. 6 
Cyprjan św. 178 
Cyrenius Joachim 296 
Czechowic Marcin 257 
Czerna Andrzej 29 

— Krzysztof 29 
Czerwijowski Jan 203 
Częstochowa 295 

Dalton Herman 14, 16—23, 26, 27, 31, 

47, 48, 224 
Daniel z Łęczycy 177, 209, 295 
Dantyszek Jan 28, 29, 52, 65, 74 
Danz P. 295 
Durmstadt 292 
Dawid 62 
Dąbrowski Stanisław 4, 127, 128, 149, 

■ 150, 172. 173, 201-204, 225, 260 
Dembowscy 281 
Dembowski Jerzy 266, 271 

— Tomasz 202- 
Demostenes 188 
Detinold 292 
Dębnicki Jan 203, 204 
Dietrich Wit 21, 42, 43 
Długosz Jan 259, 279 
Dłuski Mikołaj 188 
Dobeneck p. Cochlaeus 
Dogifl Maciej 80 

Dole 258 
Dolsk 11 

Dorsch Jan Jerzy 295 
Drezno 28. 287-289. 292, 297 
Drohiczyński Aleksander 294 
Drohojowski Jan biskup 7, 68, 76, 99, 
102, 103. 109, 117, 120, 121, 124- 
127, 138—149, 163, 176, 185, 197, 
221, 225-228, 260 

— Jan 17 

— Stanisław 97, 117, 121. 122, 14U 
142, 150, 191, 192, 226. 227 

— Tomasz 142 
Drzewica herb 276 



Spis osób i iniejscuwoóci 



301 



Drzewicki Jan M. 6S. 75, 120. 129, 131, 

13^-136 
Urzi'\vicivi Maciej arcybp 16, 26, 28, 

64 
Dubiecko 206, 210, 212 
Duchiiicki Anrlizej 144 
DucIncz Andrzej 2'il , 233, 238-242, 

269, 292, "i 9 4 
Du Jaidin 295 

Dylewski Edmund VI, 274, 275 
Dylingłi 88, 166, 188 
Dziaiiuski Jan 102 
Dzialyński Tytus 102 
DzieizązińsUi Mikołaj 59 
Dzierzgowski Mikołaj arcybp 47, 67, 

75, H9. 100. 106, 115. 155, 159, 

165, 172, 179, 182 
Dzików 213, 224, 272, 289, 292, 295- 

297 
Dźwierzno 260 

Eck .Jan 29, 262 

Ei.-hstatt 291 

Eisenach 34 

Elbląg 79, 80 

Ellinger G. 30, 82 

Elżbieta królowa 74 

Ełk 288 

Emaus 86 

Emden 48 

Enns 291 

Ephorinus Anzelm 7, 14, 226, 284, 
288 

Episcopius Mikołaj 37, 44 

Erazm z Rotterdamu 5 — 7, 13—17, 
20, 21, 36, 37, 40, 44, 65, 69, 75, 
81, 152, 169, 244, 247, 258, 274 

Erfurt 296 

Erlangen 292 

Estreicher Karol 57, 213, 286 

Eulyches 221 

Faber Jan 169 

Faber Stapulensis p. Lefevre 

Fabius Max. 217 

Feliks z Bole mowa 202, 275 

— z KrzYwaczki 2 

Ferdynand I 18, 19, 23, 30, 45, 46, 

66, 80-88, 90, 123, 126, 253 
Feurstein Korneli 291 
Filip II 90, 187 

— heski 26, 35 
Filipowski Hieronim 230, 237 
Firlej Jan 237, 264 

Flacius Maciej 142 
Fogelweder Stanisław 270 
sFórstemann Ernest 18 

— Karol 171 



Florencja 122, 236 

Franciszek I 18, 24, 35 

Fiancoiiiu>< Macii'j 74 

Frankfurt 38, 44, 220, 270 

— nad (Jdra 142, 297, 

Frauenburg'220, 231, 233, 259, 260 

Ftedhelin p. Frycz Jutroski 

Fredrowie 280 

Frick 283 

Frii'se 27 

Fritsch 283, 28 i 

Fritz 283 

Froben 37, 38. 41, 116 

Fryburg bad. 21, 290-292, 296 

Frycz Andrzej 280 

Frycz-Fredhelm z Jutrosina 280 

Frycz Mikołaj Jutroski 280 

Fryczowie 279, 28i), 283 

Fryczyc Jan 280 

Fryderyk Andrzej z Freystadt 14 

Frydrych 280 

Fuggerowie 36, 38 

Furstenstein 289 

Gabbema Abbes Szymon 16, 21, 23, 31 

Gabrjel z Łowicza 144 

Gałczanka Helena 57 

Gałczyński Marcin 4, 202-204 

Gamrat Piotr 47, 64. 67 

Gdańsk VI. 29, 79, 80, 126, 287, 288, 

292, 295—297 
Geesteranus Eberhard 71 
Geldrja 35 

Genewa 212, 265, 290. 296-298 
Gentilis Walentyn 229, 264 
Gesiier Konrad 257 
Getynga 289, 292, 293, 297 
Ghinucci Hieronim 121 
Giessen 292 
Gilowski Paweł 230 
Giltich Michał 297, 298 
Giustiniani Jan 116, 134-137, 163, 

187, 188, 261 
Gliszno 278 
Głogowa 141 
Głogowiec 8 
Głogowski Paweł 3, 4. 7, 8, 69, 120, 

144, 157, 174, 175, 226 
z Głogowy Melchjor 6 
Gniezno 9, 11, 16. 22, 144, 215, 219, 

237, 252, 253, 274, 280 
Goclenius Konrad 37 
Godich (?) Maciej 29 
Gołdonowski Andrzej 295 
Gomółka p. Dzierząziński 
z Goniądza Piotr 257, 290 
Górka Andrzej 75 
— Łukasz 28, 48 



302 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Górka Piotr 29 
Górnicki Łukasz 283 
Górski Jaliób 210, 216, 217 

— Stanisław 215, 221, 231 
Goślice 192 

Goślicki Marcin 144 

— Wawrzyniec 217, 293 
Gotha 292 

Gozdawa iierb 296 

Grabią MikoJaj 78 

Grabowiecki Gabrjel 29 

Grabowski Tadeusz 282 

Gracjan 139 

Granvplla Antoni 80, 89, 90 

Graz 292 

Graziani Antoni Marjan 221, 236 

Grethusen Arnold 295 

Grimma 33 

Grindali Edmund 270 

Groninga 35 

Gróll VI 

Grzegorz Św. 178 

— Paweł p. Zagroblny 

— z Stawiszyna 3 
Grzymała herb 276 
Gucci Karol 122 
Gutteter Stanisław 8 

Haga 71 

Halberstadt 141, 292 

Halle 141 

Hamburg 297 

Handel Szymon 29 

Hannower 289, 296 

Harlinga 31 

Harpagus 87, 89, 166-169 

Hasemberg Jan 86, 87 

Hedio Kasper 38 

Hegendorf Krzysztof 15 

Heidelberg 88, 117, 269, 270, 290 

Helding Michał 81 

Helis Andrzej 8 

Hellwich Ciir. 295 

Helmstedt 292, 296 

Henryk VIII 32 

— W^alezy 293 

— ks. brunszwicki 140, 143 
Herbom 295 

Herburt 283 
Herodian 6 
Herostrat 218 
Hertelius Jakób 187, 188 
Herwugen Jan 37 
Hesner Walenty 29 
Hess Jan 8, 15, 19 
Hieronim św. 178 

— z Kaźmierza 2 
Hilken Jan 289 



Hipler Franciszek 48, 106 

Hirszberg Aleksander 18, 47 

Holtorp Bernard 74 

Horacy 3, 6 

Hozjus Stanisław 4, 7, 14, 18, 19, 
27, 47, 49-51. 65-69, 74-76, 80, 
84-90, 94— 98, 100-108, 123— 
131, 137-140, 144, 146, 149, 152, 

" 155, 157-159, 165-175, 185-188, 
192, 215, 220, 224, 226, 227, 231 — 
238, 242, 250-253, 256-260, 272, 
288, 294 

Husanus H. 291 

Hyrusms Hieronim 291 

Ingolstadt 88 

Innsbruck 292 

Isinder Melchjor 284, 287 

Isingrin ^larcin 88 

Izaak 219 

Izdbieński Benedykt 99 

Jadwiga Jagiellonka 30, 142 
Jaktorowski Andrzej 121, 143, 147 — 

150, 226 
Jan Fryderyk ks. saski 40 

— Olbracht król 5 
Janicki Klemens 7, 45, 52 
Jaskmanicki 283 
Jastrzębiec herb 283 
Jelita lieib 276 

Jena 30. 292, 295-297 
Jenisch P. 296 
Jerzy św. 35 

— z Tyczyna 74 
Joachim II brandenb. 30, 31 

— bp brandenb. 141 
Jordan Hieionim 292 
Jowinjan 97 
Juszyński Hieronim 213 
Jutrosin 280 
Jutroscy 280 
Julroska Małgorzata 280 
Jutroski Jan 280 

— Piotr 280 

— Stanisław 280 
Juwenal 6, 108 

Kaczkowski Andrzej 29 

Kallimach Filip 5 

Kalwin Jan 27, 98, 124, 147, 190, 195, 

206, 212, 213, 216, 232, 244, 262 
Kamieniec 68 
z Kamieńskich Jadwiga Fryczowa 183;. 

271, 275 
Kapiwrona 120 
Karcan Jan 296 
Karczówka 288 



Spis osób i miejscowości 



303 



Karge Paweł 83 

Kailstaii Andrzei 262 

Kailowicz Jan 185. 257, 2G9 

Kailowiia Urszula rJ2 

KainUowski Slamslaw 2h6, 258 — 260 

Karol V 18, 'Ab, 40,66, 7ł, 78, 81,82, 

8i. 88, 90, 152, 268 
Karol baileński 137 
Karwicki Teodor 297 
Kassel 26. 292 
Katarzyna królowa 235 

— z Sulejowa 281 
Kalylina 216 

Kazanowski Jan 232, 237. 264 

Kazimierz Jagiellończyk 176 

Kaźmierz 2, 289 

z Kaźmierza Hieronim 2 

Kcynia 29, 276 

Kersenbiock Adam 291 

Kidala 120 

Kielce 288 

Kieżmark 17, 25, 46, -47, 52 

Kijewski Wojciech 126 

Kijów 142, 292, 297 

Kilonja 289, 297 

Kilowski Stanisław 45 

Knapiński \VJadvsIaw VII, 185, 213, 

274. 276, 282" 
Knoringen Jan Egolf bp 291, 295 
Kn\velt Tomasz 295 
Koberger 40 
Kochanowski Jan V 
Kochanowski Korwin Stanisław 298 
Koerner B. 276 
Kolonja 99, 293 
Koloszwar 237, 297 
Kołomyja 281 
Koludzki Mikołaj 29 
Komiński |?) Mikołaj 288 
Konarski Andrzej 13 

— Jan bp. U 
Konarzewski Maciej 29 

Kon rad zk i Franciszek 271, 281 

Konstanca 169 

Konstantyn 208, 249 

Konstantynopol 46, 133, 267 

Kopenhaga 35, 290, 293, 296, 297 

z Koprzywnicy Maciej 2 

Korbut Gabrjel 284 

Kornik 287, 2^9, 292, 295-297 

Korycieńscy 281 

Korycieński MikoJaj 271 

Korynt 89 

Kor^tkowski Jan 16. 283 

Korzeniowski Józef 69, 75, 99, 180, 223 

Kosobucki Mikołaj 293 

Kościelecki Andrzej 29 

— Jan 29 



Kościelecki Janusz 141 

— Łukasz bp 293 
Kościński K. 276 
Kotuszów 266, 271, 278 
Kozierowski Stan. 280 
Ko/.mian Andrzej 298 
KoźmińczN k Wojciech 29 

Kraków 5^ 11, 12, 15-19, 29-34, 38, 
40, 41. 46- 49, 53, 55, 59, 62, 66, 
70, 82. 84. 90, 93-96, 100, 103, Ul, 
112, 115. 116, 124, 126, 127, 129, 
138, 141, 144, 150, 173, 174, 183, 
197, 203, 214, 231, 237, 244, 264, 
265, 282, 284, 287-290, 293, 296— 
298 

Krasiński Franciszek 133, 138 

Kraśnik 2S0 

Kremsmiinster 292 

Kreta 136 

Kretkowski Erazm 47, 51 

Kromer Marcin 49, 68, 89, 95, 96, 101, 
123-130, 138, 139, 166, 185, 188, 
192, 221. 223, 238. 272, 283, 288 

Kromer Walenty 288 

Krosno 29 

Krowi ck i Marcin 98, 149, 230 

Królewiec 83, 85. 265. 274, 275, 287— 
289, 292, 296, 297 

K rum łów 292 

Kriigel Hieronim 38 

z Krzczonowa Walenty 98 

Krzepice 279, 281 

Krzewscy 277 

Krzewska Weronika 277 

Krzjcki Andrzej VI, 17, 18, 21, 24, 25, 
28, 30, 64, 65. 260 

KrzyszkowsUi Wawrzyniec 290 

Krzysztof wiirttemberski 26 

Krzysztoporski Jan 1, 29, 43, 96, 97, 
196, 226, 227 

— Piotr 43 

z Krzywaczki Feliks 2 
Krzywczycki Aleksander 289 
Krzywiński (?) Mikołaj 288 
Krzyżak Feliks 98 
Książ 194 
Kuglmann Jan 291 
Kulwieć Abraham 29 
Kuniczki 278 
Kupidura 120 
Kurzelów 276 
Kiihler W. J. 71 

Lanckoroński Hieronim 296, 297 
Lang Jan 7, 14, 62, 74, 226, 284 
Laskowski 283 
Lasoccy 22, 56 
Lasocki Bartłomiej 22 



304 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Lasocki Jakób 22 

— Krzysztof 102, 115, 173, 182 

— Stanisław 22 

— Tomasz 22 
Latalski 283 

— Jan bp 9, U, 13, 15, 28, 64 
Ląd 293 

Lefevre d'Etaples Jakób 3, 169 

Lejda 71, 257, 269, 293 

Lekszycki J. 280 

Leman Jan 29 

Leon X 7, 8 

Leonard z Wyszogrodu 49, 58, 67 — 

69. 74, 75, 99, 120, 226 
Leopolita Jan 4 
;Leśniowolski Marcin 293, 294 
Leśniewski Jan 29 
Leżeński Marjan 173 
Likurg 188 
Lipno 282 
Lipomano Alojzy 139—150, 152, 154, 

156, 157, 163, 166, 176, 180, 197, 

215 
Lipsk 27, 28, 41, 141, 289, 292 
Locher Jakób 4, 6 
Logau B. 288, 289 
Londyn 292 

Lowanjum 37, 48, 88, 156, 187, 289 
Lozanna 213 
Lubeka 18, 35. 292 
Lubieniecki Stanisław 265 
Lublin 256 

z Lublina Biernat 142 
Lubrański Jan 15 
Lugdun 37 
Luter Marcin 4-8, 14-17, 20, 21, 

26, 28, 29, 33, 36, 40-42, 65, 107, 

120, 174, 262 
Lutomirski Jan 97, 166, 169, 173, 

185, 226, 227, 237 

— Stanisław 149, 230, 237 
Liineburg 289 

Lwów V-VII, 29, 272. 279, 289, 297 
Lycosthenes Konrad 291 
Lysmanino Franciszek 68, 137, 195, 
229—232 

Łabuńki 297 
Łagiewniki 276 
Łakieński Jakób 29 
Łascy 9, 30, 119, 225, 284 
Łask 9 

Łaski Jan arcybp 8-12, 16, 21, 64, 
112, 276 

— Jan 13-27, 30—48, 75, 83, 143, 
144. 190-195, 208, 225, 226, 231 

— Jarosław 16—19, 23, 24, 30, 43— 
48, 52. 53, 56 



Łaski Olbrycht 52, 226 

— Stanisław 47, 76—84, 275 
Łazarz Andrysowicz 91, 93, 94, 288, 

289 
Łącki Jan 13 
ŁeczYca 8-11, 56, 59, 77, 97, 118, 

lv9, 182, 275, 281 
z Łęczycy Daniel 177, 209 
Łobocki Maciej 18, 47 
Łosk 296 
Łowicz 11, 124, 144, 155-157, 202, 

254 
z Łowicza Gabrjel 144 
Łowiczanin Stanisław 4—6 
Łuck 295 

Łukasz z Orłowa 99, 101. 226 
Łukaszewicz Józef 215 
Łukowski Andrzej 13 

— Bartłomiej 192 
Łysagóia 297 
Łysek Jan 2 

Maciej z Koprzywnicy 2 

— z Miechowa 4 

— z Wolborza 144, 145 
Maciejowski Samuel 64, 65, 74-76, 97 

— Stanisław 130, 176 
de Madaure bp 292 
Madryt 295 
Mafeo kard. 103 
Magdalena 163, 289, 295 
Magdeburg 142 
Magnuszewski 293 
Maihingen 293 
MaksymJljan II 134-136 
Mai borg 293 
Małecki Jan 288 
Malinowski Mikołaj 79-81 
Malowicza 134 

Małecki Antoni VI, 1, 280, 283 
Małecz 271, 272, 278, 293 
Mantua 40 
Marcin z Koprzywnicy 2 

— z Olkusza 2 

— z Opoczna 98 

— z Wolborza 1 
V. Mark 276 
Mars3lja 132 

Marszowski Sebastjan 29 
Martyr p. Yermigli 
Mateusz św. 177 
Mączyński Jan 98 
Meccardus Jan B. 291 
Medjolan 143 
Meklemburski książę 35 
Melanchton Filip 15-37. 40-44, 

107, 195, 227, 284, 296 
Melchjor z Głogowy 6 



82. 



Spis osób i miejscowości 



305 



Merkel Maciej 295 

Metz 290, 292 

Miaskowski Kazimierz \'II, 7, 16, 19, 

36, 273 
Micunus Stefan 166 
Michał Albert 29 
MichaJ z Bystrzykowa 2, 283 
z Miechowa Maciej -i 
Mieiścina 276 
Midzicaki A. 281 
Miękicki Stanisław 29 
Mikołaj z Rypullowic 281 

— z Uniejowa 2 
Milchlingen Wolfgang 78 
Miński Stanisław 293 
MirandoUa Picus 274 
Mniszek Piotr 102 
Modro w 276 

Modrzew, Modrzewek, Modrzewie, 

Modrzewo 16, 118, 27H— 280 
Modrzewscy 185, 276—278, 280, 282 
Modrzewska Jadwiga z Kamieńskich 
183, 271, 275 

— Weronika 277 
Modrzewski wójt 274 

— Andrzej 274 

— Frycz Andrzej syn 275 

— Jalłób 1, 2, 15, 16, 282 

— Hieronim 277 

— Jakób 277 

— Jan 277 

Krzysztof!?) 1, 97 

— Maciej 277 

— Marcin 277 

— Paweł 278 

— Stanisław 277 

Mogilnicki Andrzej 120, 201—203 

Moguncja 30, 81 

Mojaczowski Jan 277 

Monachjum 287, 290, 293, 296 

Morawski Kazimierz 5, 250 

Mordaka 120 

Mrycz 279 

Muczkowski Józef 2, 274, 282 

Myconius 31 

Myszkowscy 188 

Myszkowski Jerzy 11 

— Piotr bp 221, 253 

— Stanisław 237, 264, 266 

Naruszewicz Adam 51, 54 
Naumburg 81 
NeumarUt 195 
Neustadt 88 
Nieborów 292 
Nieczuja herb 276 
Niegolewski 283 
Niemieckowski Jan 29 

St. Kot: A. Frycz Modrzewski. 



Nicmojowski Jakób 260, 293 

— Jan 2S0, 237, 238 
Nieśwież 290 

Niezgoda Wawrzyniec 230 
Niger Antoni 15 

z Nissy Bonawentura Tomasz 126 
Norymberga 18, 32, 36-38, 42, 43, 

88, 296 
Noskowski Andrzej bp 99, 124 
Nowemiasto 2 
Nozeroy 258 

Ochino Bernard 264 

Ocieski Jan 7, 111, 112, 176 

Oecohimpadius Jan 206 

Okuń 288 

Olizarowski Aron Aleksander YI 

z Olkusza Marcin 2 

Olszanowski 283 

Ołomuniec 289 

Opaliński Andrzej 293 

z Opoczna Marcin 98 

Opoczno 271, 275, 276—279 

Opole 297 

Oporyn Jan 116, 123, 134, 136, 165, 
188, 195, 212, 214, 227, 258, 261- 
265, 289, 292 

z Orłowa Łukasz 99, 101, 226 

Orsatius Grzegorz 193 

Orzechowski Stanisław 52. 57, 69, 76, 
91-93, 98, 100, 102, 118, 121, 130, 
142, 147, 149, 157, 158, 179-181, 
185, 189, 197-212, 215—227, 236, 
272, 275, 277, 281, 282, 292 

Osiander Andrzej 41 

Osiek 154, 157 

Ossoliński Jarosz 111, 181, 185, 191— 
195, 226-228 

— Józef Maks. VI, 197 
Osterwick 141 
Ostoja herb 276 
Ostrołęka 266, 270 
Ostroróg Jakób 102, 237 
Otwinowski Erazm 266 
Oxford 297 

Pachołek 276 

Paczyński Jakób 144 

Padniewski Filip 252 

Padwa 19, 134-136, 236 

Pahl Mikołaj 295 

Paklepka Stanisław 230 

Pałaszowski Jan 295 

Paracelsus Teofrast 7 

Parczów 232 

Paryż 37, 38, 290, 292, 293, 295-297 

Parznicki 19 

Parzyżyła 120 

20 



306 



St. Kot: A. Frycz Modrzewski 



Passawa 268 

Pastor Adam 70 

Patrycy Andrzej 283 

Pauli Zegota 279 

Paweł ŚW. 24, 89, 251, 298 

Paweł lii 40, 67, 81. 152 

Paweł IV 8, 139, 140, 146, 150—153, 
156, 174, 176, 179, 187, 196, 202, 
203, 208, 219, 221, 285, 261, 262 

Pawiński Adolf 117, 118, 266, 275- 
277 

Pech Sebastjan 195, 212 

Pempowski Jan 29 

— Krzysztof 29 

— Piotr 29 

— Wojciech 29 
Perealdus Abiel 291 
Perottus 8 
Persius 6 

Petersburg 27, 159, 292 
Pflug Juljusz 81, 152 
Picus p. MirandoUa 
Pięcioliościoły 238 

Pij per 71 

Puiczów 99, 177, 193-195, 206, 209— 
213, 229-232, 242, 261, 263, 295 
Piotr Św. 163, 177, 181, 217 
Piotr z Goniądza 257, 290 

— Hiszpan 3 
Piotrkowczyk Ambroży 3 
Piotrków 1, 10, 11, 19, 58, 59, 77, 

78. 84, 90, 94, 96, 100-103, 106, 
114, 121, 124, 125, 129, 130, 132, 
145, 150, 156, 165, 170, 180, 182, 
186, 215, 227, 229-231, 235-239, 
242, 253, 254, 272, 275 -277, 279, 
281, 284, 294 
Pisarski Hieronim 29 
Pistorius Jan Husensis 291 
Pius IV 208 

— V 256, 258, 261, 262, 266 
Plato 1H7, 188, 245 

Płaza Tomasz 223 

Płock 30, 144, 157, 174 

Pociej Antoni 295 

Podoski Łukasz 84, 90 

Poissy 237 

Policki Troił 29 

Pomorze 276 

Ponętowski Jakób 293 

Ponikiewski 283 

Potkański Stanisław 45, 55, 214, 226, 

266 
Powodowski Hieronim 271, 294 
Poznań VII, 11, 13, 16, 26-30, 36, 

69, 129, 141, 142, 275, 276, 279, 

280, 287, 289, 296, 297 
Fraga 85, 86, 189, 166 



Pratensis H. 282 

Proszowice 55 

Przasnysz 230 

Przechadzka Krzysztof 193, 212 

Przecławski Andrzej 75 

Przecławy 21, 102 

Przemyśl 117, 142, 297 

Przerembski Jan arcybp 75, 200, 201, 

206 
Przeździecki Al. 141 
Przybyło Jan dr 15, 21, 44 
Przyłuski Jakób 49, 68, 69, 74 
Pudłowski Melchjor 281 
Puteo kard. 165 
Pyrser Maciej 14 

Kabanus 293 

Radom 278 

Radziwiłł Mikołaj 120, 128 

Rajski Grzegorz 203 

Raków 269, 297 

Rankę Leopold 82 

Ratyzbona 88 

Rawa 274-276, 278, 280 

Raynald 30 

Reiger Stefan 291 

Rej Mikołaj 7, 69, 82 

Reszka Stanisław 88 

Reusch Fr. Henryk 187, 259 

z Rędzin Wojciech 283 

Rheinfelden 291 

Rogala herb 276 

Rojzjus Piotr 49, 58, 68, 226 

Rola herb 276 

Ropczycki Maksymjan 287 

Rotundus Augustyn 49, 68 

Ruar Marcin 71 

Rudolf II 291 

V. Kuedgisch 276 

Rugalius Marcin 287 

Riiggieri Juljusz 260 

RuUus Jan 7, 14, 15 

Rusiniewski Zbigniew 23, 32, 33 

Rusk 287 

Ruszel Paweł VI 

Rydzyński Piotr 7 

Rypułtowioe 281 

Rytwiany 19 

z Rzeczycy Stanisław 5 

Rzepiszewscy 281 

Rzym 21, 63-67, 81, 95. 96, 99, 121, 
130—183, 138, 139, 144, 153, 155, 
157, 165, 169, 173, 175-181, 184— 
188. 192, 198, 207, 208, 215, 218, 
220, 233, 235, 236, 239, 252, 256, 
258, 259, 262 

Sabinus Jerzy 30 




Spis osób i miejscowości 



30T 



Siuloleto Jakób 1.^2 

Salluslms 6, 132 

SaliMcion Alfons 166 

yalwian 132 

Saniims Krzysztof 68, 70, 2U, 257, 

265, 266 

Sandomierz 69. lU, 154, 237, 275, 

276 
Saiidowie 281 
Sanguszkowie 280 
Sanok 117 

Saiiiicki Stanisław 230. 237 
Sącz 288 
Schade E 295 
Scharffenberg Maciej 57, 75, 287, 

288 
Scharffenbergcrowa Helena 57 
Scheurl H. J. 295 . 
Schigeltzheini Antoni 43 
Schilling Daniel 8, 32, 34, 37. 38, 43, 

53, 116, 165, 1«7, 227, 284, 289 

— Fryderyk 165 
SchlietT Walentyn 287 
Schneeberger Antoni 296, 297 
Schónhoff Grzegorz 289 
Sootus 262 

Secemin 141 

Semkowicz Władysław 280 
Seneka 6 
Serwet 264 
Sfondrati 79, 81 
Siekirzecki Jan 13 
Sienicki Mikołaj 111,160, 181, 230, 
235, 237 

— Mikołaj 289 

Sieradz 29, 43. 45, 76, 78, 96, 118, 

141, 237, 281 
Simler Josias 195, 196, 257, 264— 

266, 269 
Simonides Szymon 290 
Siodłkowce 278 
Skarga Piotr 62 
Skawińczyk Stanisław 4 
Skierniewice 11, 185, 274 
Skrzynki 271, 278 
Sobiebur.ski Mikołaj 144 
Sobocki Jakób 29 

— Tomasz 29, 51, 56, 60, 185. 226 
Socyn Fauptus 298 
Sokołowski Stanisław 272, 293 
Solger Ad. R. 296 

Solikowski Jan Dymitr 272 
Solon 188 
Sośniccy 281 
Soto Dominik 88 
Speratus Paweł '^88 
Spiritus 70, 7t, 244 
Srolla Stanisław 2 



.Stadnii-ki Stanisław 102, ICI, 186, 

191, 192. 212, 226-228 
Stamhi>im 291 
Stanisław św. 4 

— z Łowicza 4—6 

— z HzeczNcy 5 

- z Wolborza 120, 142 

Staiikar Franciszek 99. 142, 190- 

198. 200, 212. 213. 296 
Slaph\lus Fryderyk 88 
z Stawiszyna Grzegorz 3 
Stempowski Stanisław 144 
V. Stendeck 276 
Stobnica 212 
Stradomia 102 
Strasburg 34. 38, 43, 297 
Straszówna Regina ł39 
Stron gnii^ 288, 295 
Sucha 292, 297 
Suetonius 6 
Sulejów 281 

Swichttenbergor Maciej 292 
Sylvius Jakób 98, 217 
Szamotulski Wacław 74 
Szaniawski Franc Ks. VI 
Szelewski Adam 22 
Szmalkald 18, 29. 38, 40, 42, 78, 8^, 

86 
Szoman Jerzy 230, 237, 238 
Szpot Jerzy 278 
Szpotowie 278, 281 
Sztokholm 239, 287, 288, 290, 293, 297 
Sztutgart 290, 291, 293, 296 
Szujski Józef 112 
Szyszkowski Marcin bp 288 

Śliwnicki Maciej 12 
Świdnica 288 

Tarnowski Jan 69, 93. 96, 97, 103. 111, 
116, 120, 129. 147, 150. 154, 156, 
158-160, 173, 176, 181, 185, 192,_ 
198, 220, 225, 226, 235, 294 

- Marjan 182 

- Stanisław 106.273,293 
Tarnów 150, 154. 211 
Teczyński Stanisław 103, 109, 176 
Theiner Augustyn 138, 140 
Thomas dr. 291 

Thretius p. Tizecki 
Tomasz z Akwinu 262 
Tomicki Jan 237 

— Piotr bp 26, 28, 63 
Tona (?) Krzysztof 287 
Torgawa 18, 141 
Toruń 117, 276, 289, 296 
Tromler Karol Henryk VI 
Troskolański Tadeusz 149, 18& 



308 



St. Kot : A. Frycz Modrzewski 



Truchsess Otto 88. 166 

Trydent 67, 74—77, 93, 103, 104, 

124, UO, 155, 198, 208, 220. 221, 

224, 232-234, 238, 241, 249-255, 

291, 294 
Trzebnica 283, 284 
Trzecki Krzysztof 237, 264—267, 283 
Trzeka 264 
Trzepieńscy 261. 284 
Trzepnica 261, 263, 283, 284 
Trzycieski Andrzej 7,14,15, 68—70, 

226 

— Andrzej svn 158, 272 
Tuchola 276,"' 278 
Turobinczyk Jan 150 

Turowski Kazim. Józef 112, 113 — 

115, 211 
Tworzyańscy 280 
Tybinga 290, 296 
z Tyczyna Jerzy 74 

Uchański Jakub VI. 68. 75. 95. 96, 99, 
103, 109. 116, 120, 121, 127. 130, 
139, 140, 142. 147. 148, 154. 159, 
174. 176, 177-187, 192, 197-204, 
209, 211, 2 1 ó -220, 225—227, 231 - 
238, 241. 242, 248, 252-256, 266, 
270 

— Stanisław' 130 

Ulanowski Bolesław 11, 117, 143, 

277, 278, 280 
Ulm 293 
Ulysses 46 
Ungar Stanisław 29 
z Uniejowa Mikołaj 2 
Uniejów 11, 59, 144 
Upsala 287, 293 
Ursyn Zacharjasz 195 

Yalerius Maximus 6 

Yaremundus 171, 175 

Yergerio Piotr Paweł 152, 157 

Yergilius 8, 6 

Yermigli Piotr Martyr 195,196,206, 

212, 213, 264 
Yertumnus 231 
Yesprym 16 
Yienne 207 

Yietor Hieronim 52. 287 
de Yilladei Aleksander 3 
Yives Ludwik 36 
Yossius Izaak 257 

Wacław król 279 

Walenczów 279 

Walenty z Krzczonowa 79 

Wargawski 283 

Warmiński Ignacy 11, 93, 273, 275, 284 



Warszawa YI, VII, 11, 102, 141, 
142, 159, 16i), 163, 172, 198, 235, 

271, 279, 289, 292, 295-297 
Wąwol 279 
Weimar 287, 289 
Weingarten 292 

Weissenburg Wolfgang 137, 292 
Wenecja 86, 178 
Wernigerode 289, 297 
Weymann p. Winarski 
Wędrogowski Wojciech 217 
Węgierski Maciej 297 
Wegrzynowice 274, 276, 278 
Wiedeń 44, 90, 123, 124. 126, 135, 

138, 165, 287, 289, 292, 297 
Wielgomłyny 295 
Wieliczka 104, 270 
Wieluń 295 
Wierzbowski Teodor YII, 20, 21, 29, 

30, 46, 66, 83, 96, 144, 176, 185, 186. 

211, 220, 233, 234, 241, 252, 253, 

260, 261, 271, 273-276, 279, 279 
Wiesbaden 293 
Wiewiórka 150, 154 
Wilanów 292 
Wilczyński Stanisław 29 
Wilno VI, 27, 51, 59, 79, 138, 289, 296 
Winarski Jan 18, 29, 43 
Wirzba Jerzy 27 
Wisłocki Władysław 6, 67, 96, 

282 
Wiszowaty Andrzej 68, 70 
Witenberga 4, 5, 8, 15, 18-21, 23, J 

26-37, 41, 42, 96, 117, 120, 121, ] 

142 
Wittyg Wiktor 276. 280 
Włocławek 117, 144, 176. 260, 278, 289, i 

292 I 

Włodawa 295 ' 

Włodzisław 193, 212 
Wojciech z Rędzin 283 

— z Włocławka 144 
WojewódUa Bernard 68 
Wojnarowski Stefan 297 
Wolan Andrzei 184. 272 

Wolborz 1, 9, 15, 16. 22,48, 102, 117— 
124, 134, 140, 142-145, 148—150, 
160, 163, 183, 185. 196. 198, 201- 
207, 211-215, 220, 223, 225, 227, 
231, 256. 258, 260, 261, 270, 272, 
275-284, 298 

z Wolborza Andrzej 282 

— Maciej 144, 145 

— Marcin 1 

— Stanisław 120 
Wolf Hieronim 296 

— Jan 137, 231 

Wolfenbiittel 140-142, 292, 296, 297 



Spis osób i miejscowości 309 



"Wolski 283 Zbijfiiiow p. Rusiniewski 

— Jan 13 Zebrzydowski Andrzej bp 67, 96, 99, 

— Mikołaj bp 21">, 216. 220, 258 1(»5. 124, 125, 126, 149, 186, 221, 
"WoUschkłi Teodor 83.98, 137, 142, 19ó, 262 

212, 213, 229, 232. 235, 265, 284 Zoitnt": 71 

W rocław 8. 15, 19, 32-36, 41, 93, Zt^orzclec 141 

116, 165, 227,284, 287-289, 292, Zittardus Maciej 223 

295, 297 Znojm 3i) 

Wrzos 266 Zofja Jagiellonka 140, 143 

AYschowa 141 Zuchta Aleksy 7 

Wullenweber 35, 36 Ziirvch 136, 137, 195, 196, 212, 213, 
AYurzburg 88 231, 257. 264, 265, 267, 293, 296, 

Wyszogrodczyk Leonard 49. 58, 67 297 

Zygmunt I 5, 23, 27, 29, 38, 49. 51, 
Zaborowski 283 57, 62, 66, 67, 76, 79, 80, 83, 

Zagroblny Grzegorz zwarty Fawel 84, 197, 226 

230, 232, 237, 238 — August 9, 47, 51, 52, 60, 62, 69, 
Zagórski 19 76, 82,84.90-92,97, 109,117, 140, 

Zakrzewski Wincenty 47, 99, 1U6, 141, 154, 159, 160, 176, 187, 226, 

U9, 273, 282 234, 238, 240, 241, 255, 266, 272, 

Zaleski Jan 69. 120, 197, 226 283. 29H, 2P4 

Załoga Marcin 131, 132, 226 Zwingli Ulryk 26, 34, 98, 206 
ZaJuski Józef 295 

Zamojski Stanisław 297 ^abno 270 

Zanchi Hieronim 269, 270 Zardowski 150 

^apartowius Pawef 288 Żdzarowski 28H 

^apolya Jan 16 — 19, 30, 45 -Żelislawski Franciszek 29 



Errata. 

Na str. 239 (wiersz 3 od dołu) zwrot >poglądy ironiczne* należy po- 
prawić na; sireniczne* (taką nazwą określano w wieku XVI i XVII 
dążność do pogodzenia wyznań chrześcijańskich). 



SPIS RZECZY. 



Przedmowa str. V 

ROZDZIAŁ I. 
Młodość i pierwsze wpływy w Ojczyźnie (1503—1531). 

Pierwsze nauki szkolne. — W akademji krakowskiej. — Podniel^y 
nowej epoki. — Na dworze prymasa Łaskiego. — Praca notarjalna w Po- 
znaniu. — Korzyści dworskiej służby. — W orszaku Jana Łaskiego. — 
•Ewolucja duchowa przyjaciół str. 1 

ROZDZIAŁ II. 

Studja I podróże zagranicą (1532—1540). 

Wyjazd do Witenbergi. — Przy boku Melanchtona. — Powrót do 
studjów naukowych. — Na usługach patrona. — Śmierć Aniana. — Atak 
•Cochlaeusa i edykt Zygmunta I. — List do Łaskiego. — Pobyt w »Cro- 
toviurao — Norymberdze. — Relacja o sytuacji ogólnej w r. 1536. — Po- 
dróż do Bazylei i Paryża. — Sprowadzenie bibljoteki po Erazmie. — Udział 
"W zjeździe szmalkaldzkim. — Przyjaźń z Melanchtonem .... str. 18 

ROZDZIAŁ III. 

Walka przeciw niesprawiedliwemu ustawodawstwu (1541—1546). 

Przy łożu śmiertelnem Jarosława Łaskiego. — Krakowscy uczeni za 
Teforraą wewnętrzną. — Walka kancelarji królewskiej przeciw główszczy- 
źnie. — Działalność literacka Frycza w czasie sejmu 1643 r. — Usunięcie 
się do Brzezin. — Wznowienie akcji przeciw główszczyźnie. — Wytoczenie 
sprawy przed senatem i klerem. — Skarga na podeptanie prawa bożego. — 
■Odwołanie się przed trybunał rozumu str. 45 

ROZDZIAŁ IV. 
Wołanie o reformę kościoła (1546—1549). 
Duchowieństwo polskie wobec reformy kościoła. — Frycza Mowa 
<o wysłaniu posłów na sobór. — Wspólnicy jego dążeń reformistycznych. — 



312 

Umiarkowany charakter projektów. — Hipoteza o bZędach kościoła. — 
Wpływ mowy o wysianiu posłów. — Zrodzenie się planu Poprawy 
Rzpltej. — Prace na sejmie augsburskim. — Układy o t. zw. Interim. — 
Poselstwo do ks. Albrechta pruskiego. — W Pradze przy boku Hozjusa. — 
Dialog o udzielaniu świeckim kielicha. — Podróż do Niderlandów i roz- 
prawa o celibacie str. 63 

ROZDZIAŁ V. 

Poprawa Rzeczypospolitej (1550—1553). 

Pierwsze wydanie Poprawy Rzpltej. — Zimne przyjęcie politycznych 
jej ksiąg. — Konfiskata Księgi o Kościele. — Współdziałanie z Uchań- 
skim. — Wzrost dążności do reformy kościelnej. — Księga o Kościele pro- 
gramem reformacji polskiej. — Triumf na sejmie piotrkowskim 1552 r. — 
Przygotowania do udziału w soborze powszechnym. — Polemika Hozjusa. 
z rękopisem Frycza. — Publikacja i charakter Księgi o Kościele. — Zwrot 
do zagadnień politycznych. — Poparcie stanowiska króla i Ocieskiego. — 
Krytyka programu egzekucyjnego szlachty str. 90- 

ROZDZIAŁ VI. 

U szczytu sławy i niebezpieczeństw (1554—1556). 

Osiedlenie się w Wolborzu. — Skromne warunki życia i pracy. — 
Przjjaźń z biskupem Drohojowskim. — Pełne wydanie Poprawy Rzpltej.— 
Alarm Canisiusa z powodu Księgi o Kościele. — Wzburzenie Hozjusa i za- 
biegi o represje. — Obawy Hozjusa o wpływ dzieła. — Wpływ Księgi na, 
sejm piotrkowski 1555 r. — Prace Frycza podczas sejmu. — Gorące przy- 
jęcie Poprawy Rzpltej zagranicą. — Tłómaczenia na obce języki. — Przy- 
gotowania Hozjusa do odpowiedzi. — Frycz w poselstwie do Brunszwiku. — 
Śledztwo przeciwko Drohojowskiemu. — Lipomano przeciw Fryczowi. — 
Najnowsze traktaty teologiczne. — Nagłe opuszczenie Wolborza. — Obrona 
przed Pawłem IV. — Rozprawa o stanach w kościele. — Przedmowa do 
Księgi drugiej o Kościele. — Krytyka synodu łowickiego. — Mandat kró- 
lewski w obronie Frycza str. 116 

ROZDZIAŁ VII. 

W walce z hierarchją (1557—1559). 

Krytyka postępowania szlachty protestanckiej. — Uzupełnienie trze- 
ciego wydania Poprawy Rzpltej. — Pisma polemiczne Hozjusa. — Wyszy- 
dzenie dialogów Frycza. — Odpowiedź Hozjusowi w obronie dialogów. — 
Ponowny atak w Wyznaniu wiary. — Odebranie parafji brzezińskiej. — 
Apostrofa do Głogowskiego. — Traktat o prymacie papieskim. — Współ- 
działanie z Orzechowskim. — Sprawy Uchańskiego i Frycza na sejmie 
1559 r. — Przyjaźń z Uchańskim. — Autorstwo Jedynej obrony Uchań- 
skiego. — Wydanie zbiorowe dzieł Frycza str. 160> 



313 

UUZDZIAL VIII. 
Zbliżenie się do kalwinizmu. Polemika z Orzechowskim (1560 1662). 
holyilu zasowy stosunek do zboru matopolskief^o. — I{ozjeiiica 
w sptiize Staiikarowskini. — Studja o pośrednictwie Chrystusa. — Opinje 
hMilojrow szwajcarskich. — Dotychczasowe stosunki z Orzechowskim — 
l'i(;ciodnio\\ a dysputa w Wolboizu. — Orzechowski w roli oskarżyciela. — 
l*rMtest Frycza wobec Lchań-kiego. — Opowieść o nieb\wa/ein zajściu. — 
Analiza postępku (!)rzechowskiep:o. — Pod opieką Pińczowian. —Wrażenie 
Opowieści — Opozycja przeciw teologom szw ajiarskim. — Górskiego po- 
równanie Frycza z Orzechowskim. — Orzechowskiego F^ricius. — Atak na 
Frycza i Uchańskiego. — Ent-igiczna obrona Frycza. — Poziom moralny 
polemistów. — ('liarakter Frycza. — Stosunek Jego do ludzi . . str. 189 

ROZDZIAŁ IX. 
O zgodę róinowierców i sobór narodowy (1563—1565). 
Początki antytrynilarj zinu w i^olsce. — Hozlam w zborze małopol- 
skim. Wrażenie uchwał soboru trydenckiego. — Pomysł soboru naro- 
dowego. — Wezwanie Frycza do godzenia różnowierców. — Wpływ Du- 
d}cza. — Plan rozmowy religijnej. — Studja niid dogmatem Trójcy św. — 
Niemożliwość rozplatania sprzeczności. — Sceptycyzm wynikiem badań. — 
Program prac soboru narodowego. - Pierwszeństwo reform praktyczno- 
kościelnych. — Klęska planów Uchańskiego i Frycza. — Ostatnia próba 
pozyskania króla str. 229 

ROZDZIAŁ X. 

Ostatnie lata (1566-1572). 

Polemika z nowochrzczeńcami. — Usunięcie z Wolborza. — Użalenie 
się przed Piusem V. — Simler przeciw Fryczowi. — Wykradzenie ręko- 
pisu Sylw od Oporyna. — Ponowne opracowanie Sylw. — Wpływ i losy 
dzieła. -- Ostatnie prace i śmierć str. 256 

DODATKI. 

I. Nazwisko i pochodzenie. 

Właściwe brzmienie nazwiska. — Co oznacza nazwisko Modrzewski. — 
Geneza rodziny Fryczów. — Kwestja szlachectwa. — Przypuszczenie nie- 
mieckiego pochodzenia — Konkluzja str. 273 

II. Pokłosie bibliograficzne str. 286 

Spis nazwisk i miejscowości str. 299 

ErtPta str. 310 

Spis rzeczy str. 311 



t.ri^iliM-i^ 




\ 



DK Kot, Stanisław 

4.25 Andrzej Frycz Modrzewski 

.3 
F7K6 
1919 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 

UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY