Skip to main content

Full text of "Biblioteka Ossolińskich: pismo historyi, literaturze, umiejętnościom i rzeczom narodowym poświęcone"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



r 



flLOPBIlTT Or 




Jlmf^S, 



t gi 7 



A n T c s FcTiTT 




TIA YEKITAS 



r 



BIBlIOWt tSSOUlilKI 



PISMO HISTORYI, LITERATURZE, UMIEJĘTNOŚCIOM 
I RZECZOM NARODOWYM POŚWIĘCONE 



POCZET NOWY. 



Tom ósmy. 



» f ■ < 



LWÓW. 



w DBUKABtn ZAZZJU>0 NARÓD. OL OSSOUŃSKtOB. 

18(6. 



\%' 



.B£g 






/ou-:iWl 



Spis przedffliotÓT. . 

HiBTOBTAw 

Itr. 

Memoiyid SUnidawa Poniatowskiego, stolmka litewskiego, 
podany do Katarzyiij II carowe} moskiewskiej dnia 
21 sierpnia roku 1763 1 

Olgierdowicsa— IBchi^ drogi syn Ałezandra (Olelka) Włody* 
mirowicsea. władcy Kijowa — Iwan Włodymirowies i 
potomkowie jego^ ziąftęta Bielscy — synowie Teodora 
Iwanowicza zięcia Bielskiego ; przea Kazimieraa Stad- 
nickiego ^ 177 

pogromu Tatarów prsez Jana Sobieskiego, mar- 
szałka i hetmana wielkiego koronnego w roku 1.672 . 312 
jegomości marszałka i b^tmaiu wielkiego koronjaego. 
(Jana Sobieskiego) do króla jegomości, s obosn s pod. 
KiOosz^ dnia 14 OfAohru 1862 . / 324 

'^ ŁlTJBBATUBA. 

Btanidaw Trembecki przei Łueyana Siemieiskiego ... 22 

Poesye Wincentego Pola 115 

Jana Glrotkowskiego przekłady z obcych poetów .... 130 
Tryumf miłości poemat Franciszka Petrarki .... 134 
Tryumf wiary poemat Wilhehna Bartasa ..,••• 166 
O potrzebie zawiązania towarzystwa opiekującego się jęsjr- 
kiem i piśmiennictwem polskiem. — L Bzut oka na ko- 
leje literatniy i wydawnictwa w wieku XIX,-T-n. Wła- 



•tr. 
9noi6 antonkm — IIŁ Dziennikarstwo — TV. Teatr; 
pnes Wincentego Pola ...... ^ ... 251 

IjMIBJęTlfOŚCl. 

Znakomitsze odkiyda w systemie planetarnym w ostatnich 
dwóch dziesiątkach lat biei%cego stnlecia przez J; K. 
Steczkowskiego 287 

Kbonika zakładu. 

Sprawozdanie z czjnnoici zakłada narodowego imienia Os- 
solińskich, czytane na posiedzeniu publicznem dnia 12 
października 1865 roku. przez Maurycego hr. Dziedu- 
szyckiego kuratora - zastępcę 327 

Sprawozdanie Mieczysława Potockiego, konserwatora budo- 
wli i pomników wschodniej Oalicyi, czytane na temże 
posiedzeniu 342 

Spis darów złoftonych dla zakładu narodowego imienia Os- 
splińskich, oraz i dawców tychfte w ciągu lat trzech 
mianowicie 1861-— 1863 włącznie , 378 



. t . I ■« I 



1537 

•7/ 



MEMORY AŁ 
STltNISŁAWl PONIATOWSKIEGO, 

STOLNIKA LITEWSKIEGO, 

PODANY DO KATARZYNY II CAROWEJ MOSKIEWSKIEJ DNIA 2i 

SIERPNIA ROKU 1763. 



Z nabytków naokowych, którymi Zakład narodo* 
wy imienia Ossolińskich w czasach najnowszych cen- 
ne zbiory swoje pomnożył, zwraca przedewszystkiem 
znawców nwagę rękopism, składający się z siedmiu 
dwiartek w języka francuzkim pagina fraeta zapisa- 
nycłi* Po piśmie s§dz§c, zdaje się, ie ono jest 
własnoręczne Stanisława 'Poniatowskiego, podówczas 
jeszcze tylko litewskiego stolnika. Jestto memoryał do 
Katarzyny II, carowej moskiewskiej, wystosowany, a 
ołoiony w imienia całego swego stronnictwa i z Pa* 
ław datowany. Ważny i ciekawy on jest zt^, ie 
oddania nam z wielk§ dokładnością niektóre czynno- 
ści tego stronnictwa dot§d mniej znane, i stosanek 
jego tak do innych stronnictw w krają, jako też w 
ogókiości do całego narodu. Na białych połówkach 
kart porobione s§ t§ 8am§ Tfjką tu i owdzie dodatki 

t 



^K/^<'"' 



2 

_ « 

2 odpowiednimi przy texcie znakami; jedne z nich 
naleź§ widocznie do głównego iexta| i takowe wcią- 
ga jego drnknj^o, odznaczyliśmy tylko klamrami; in- 
ne nie daj§ się zlad z textem bez pewnego uszkodze- 
nia okresów Inb przerwania związku w opowiadania, 
podajemy je wi§c a dołu w przypiekach. Jakkolwiek 
staraliśmy się, iżby przekład polski memoryała tego 
był jak najwierniejszy ; to jednak nie uwolniło nas 
od podania samegoż orygini^u, i takowy, jako mate- 
ryał specyalny dla historyka, dołączamy niżej pismem 
drobniejszem , z zachowaniem zupełnem nietylko pi- 
sowni oryginała, ale nawet i Uędów pisz§cego. 



/ 

«■ 



Pragnąc przedewszys&iem zachowad nię w powa- 
żaniu i łasce u jej cesarskiej mości, zamierzamy so- 
bie w tym memoryale uchylió to, coby mo^o ścią- 
gn§ó na nas zarzut, żeśmy lekkomyślnie lub przeciw 
jej zamiarom postąpili. 

Dnia 4go grudnia n. s. roku zeszłego mieliśmy 
zaszczyt przesład jej memoryał wyłuszozaj§cy powo- 
dy, z których okazuje się, źe konfederacy a jest jedy- 
nym środkiem poprawienia wielu dziś istniejących 
wad naszego państwa, wad które gdyby jeszcze 
przez czas jakiś zostawiono, zgubiłyby prawie bez 
nadziei lekarstwa naszą nieszczęśliwą ojczyznę. 

Dnia 5go tegoż miesiąca wyłożyliśmy w drugim 
memoryale przyczyny, dla których nasze pojednanie 
z Brtthlem a temsamem z dworem naszym nie ze 



8 

I 

wszys&iem dałoby się pogodzid z naszym hońbrem 
i z na8z§ korzyścią. Ztemwszystkiem w przewidywa- 
nia tmdnoćci| któreby mogły może przeszkodzić jej 
cesarskiej mości w skłonienia się do konfederacyi, 
zakończyliśmy nasz dragi memoryał oświadczeniemi 
źe nierobi§c stanowczego pojednania naszło zBrtth- 
lem, moglibyśmy zawiesid kroki sądowe w popierania 
dowodami zfałszowania aktów, o któreśmy go oska-* 
rzyli, [a które nam były niewiadome w roka 1748, 
kiedy Brtihl otrzjrmał wyrok uprawniający pretensye 
jego do polskiego szlachectwa;] a to tym końcem, 
ażeby Briihl między obawą a nadzieją zostamon, mógł 
byd przjTwiedzion głośnym i silnym wyrazem dwora 
rosyjskiego do wynagrodzenia przyjacidt Bosyi; bo 
jnżciż aby ich zacho wad , trzeba szokad środków wy- 
nagradzających im wszystkie odmowy, jakich od dwa- 
nasta lat doznają, i niebezpieczeństwa'), na które si; 
w ciąga ostatniego sejmn narazili. 

Odpowiedź jej cesarskiej mości na te dwa memo- 
ryały datowana jest dnia ^%^ stycznia, i zawiera 
następujące wyrazy: „Podzięko] moim przyjacidtom 
za przesłane mi przez nich memoryi^y, oraz za of nośd, 
której mi dają dowody, i upewnij ich, że mogą zu- 
pnie liczyd na moją przyjaźń i poparcie. Uznaję 
w nich przyjaciół Rosjri i moich w szczególności. 



') Dowiedzieliśmy dę dopiero w kilka tygodni po pnybyeiu 
tutaj pułkownika Strekałowa o istotnym cela wskazanej nam pnez 
niego intencyi jej cesarskiej moicL Nasza nfiiojó i nasze pojwicce- 
nie dla niej kazały nam się chwydó, waż^c się na wszystko, jedy- 
ne} dTogi , mogącej jej cesarskiej moid widoki pogodzić s naszym 
bonorem i okolicznoidamŁ 



n 



Na pierwszy memoryał możesz oświadczyd w 
odpowiedzi nęciu Czartoryskiemu, źe pragn^abym 
wydobyd rzeczpospolitę z niełada; w jakim się nie- 
szczęśliwie znajduje. Będę wspierała przyjaciół moich 
pieniędzmi i wojskami, aby ich utrzymad; ale prze- 
dewszystkiem chciałabym wiedzied: 

„1. Wieleby do zawiązania konfederacyi jednych 
i drugich było potrzeba? 

„2. Gzy ta konfederacya przeciwko królowi? 
czy przeciwko nadużyciom? 

',,3. Jak? kiedy? i w jaki sposób zaczęłaby eHę 
owa konfederacya? 

,,4. Jakichto naczelników dad jej zamierzają ? 

I, Skoro w tych szczegółach objaśnioną zostanę, 
będę wiedziała co mam zrobid , i przedsięwezmę środ- 
ki stosowne. Nie odpowiadam na driigi memoryał; 
uwaiam tylko, ie trudno będzie aby się rzecz we- 
dług tego projektu udała. Ztemwszysikiem kazałam 

was objaśnid*) abyście polecili.... na urzędy i 

łaski , nie czekając na rozkazy ztąd a poledli 

szczególniej itd.^ 

Wyżej przytoczone wyrazy wydi^y się nam dośd 
stanowcze, abyśmy wierzyd mogli, źe jej cesarskiej 
mości podobi^a się myśl zawiązania konfederacyi za 
życia króla, konfederacyi któraby miała za cel re- 
formę nadużyd, nie zaś detronizacyę tego xięcia. 
I tośmy właśnie bardzo jasno wyłożyli w naszym 
memoryale z dnia '/ji lutego. W memoryale tym 
prosiliśmy szczególniej jej cesarską mośd o udzielenie 

*) Miejsca które ta kropkami osmaesamy, wykropkowane b§ 
takaamo w oryginale. Przyp, RedL, 



nam broni na 15.000 ladsi, zawsze w widokach tej 
konfederacji, a zarazem przedłożyliśmy jej, źe dla 
naszego bezpieczeństwa aź do ukończenia konfedera- 
cyi snma 50.000 dukatów była potrzebna na zaci§g 
miłego korpusu , któryby najprzód stanowił nasz§ 
straż osobista, a następnie był punktem oparcia dla 
przyss^ej konfederacyi* 

Jej cesarska mośd raczyła w odpowiedzi swej 
nwiadomid nas, źe broń ź§dana znajdzie się w Kijo- 
wie i w Smoleńsku, a skoro będzie czas, wysłana 
zostanie; i przysyła nam 30.000 dukatów obiecując 
nam, że reszta, to jest 20.000 niezwłocznie nadejdzie. 

Wprawdzie kaziła nam oświadczyó zarazem, ąże* 
by nie zaczynano konf ederacyi , ażby nas ostrzegła,- 
że czas jest po temu. Dlatego też nie myśleliśmy 
przystępować w czemkolwiek do wykonania^ dopóki- 
byśmy nie byli pewni przyzwolenia naszej dostojnej 
opiekunki, i tym końcem wyłożyliśmy jej z cał§ 
szczerotą nasze zamysły i środki wymagane w naszym 
memoryale z dnia %q maja, właśnie dlatego, aby 
nie była niespodzianie pociągnięta iśd dalej, niżby iśd 
chciała. Mieliśmy nadzieję, że w tem przynajmniej 
jej cesarska mośd raczy uznad dobr§ wiarę i bezzy- 
skownośd w naszych uczuciach dla niej. 

Tymczasem mieliśmy skrupi:^ uży wad owych przy- 
słanych przez ni§ 30.000 dukatów na jakibadź inny 
cel, niż ten, na który były przeznaczone i ż§dane. 
Zaczęliśmy robid zaciągi*); wszakże Radziwiłł i wielu 



') Zaciągi 8% zrobione za te pieniądse; salieaki zai na broń 
po fiibrykach srobione są równieł na rachunek tych 20.000 du- 
katów, które nadejió maj^. 



6 

z naszych przeciwników dali nam joi tego przyUad 
nierównie dawniej ') ; co większa , gwałty i zbrodnie 
niesłychane, których dokonali w Warszawie i Wilnie, 
dały nam nczad koniecznośd tego kroku dla naszej 
własnej obrony. 

Ztemwszystkiem zaci§gi nasze nie miałyby tyle 
. rozgłosu , gdyby różne deklaracye drukowane jej ce- 
sarskiej mości nie były oznajmiły z tak§ dobitności§ 
przyjaznych i łaskawych jej zamiarów ku utrzymaniu 
i przywróceniu naszych praw i wolności. 

Wszystkie serca prawe i obywatelskie tego króle- 
stwa ocknęły si§ pod tym promieniem świalla, do- 
zwalającego widzied w Katarzynie istotę równie do- 
broczynna jak sprawiedliwa i potężną ; przez któr§ 
Bóg raczył nakoniec raz przecie ten kraj nieszczęsny 
pocieszyd 

Wszyscy przekonani, źe nakoniec chynla szczęśli- 
wa nadeszła, rozpowszechnili wbrew woli naszej prze- 
świadczenie o bliskiej konfederacyi^). Naganiali nawet 
ze wszystkich stron nasz§ powolnośd. 

Doniesienia pułkownika Puczkowa"^) dały zapewne 



^) A ie zaczęli pierwej nierównie od nas i dotąd działać 
nie przestają, to tei mają pod bronią więcej ładzi niż my. 

^ Której nadzieja obudziła się zrazu po dokonanym skanda* 
la na ostatnim sejmie. Owoł wiadomo, ie skoro raz pablicznoió 
zaczyna mówió o jakiej rzeczy uważanej przez nią za pożyteczną 
i moiebną, najmniejsze okoliczności utwierdzają wiarę w rozno- 
szone o niej pogłoski. 

*) Prawdopodobnie jestto ten sam ptdkownik, który w arty- 
knle Nabielaka nazwany jest Puszkinem. Obacz Bibliotekę Oss. 
tom V str* 40. Prziifp, Red. 



poznad jej cesarskiej mości starania nasze i trndy, ja- 
kiećmj podejmowali, aby przeszkodzić oburzonym 
Litwinom zawi^ywad konfederacyc najprzód w 
Wilnie. 

Powstrzymaliśmy ich wszakże jedynie dlatego, aby 
nad sakres woli jej cesarskiej mości nie działad. 

Dowody naszego posłaszeństwa dla niej nie mog§ 
byd widoczniejsze , i to jest właśnie, cobyśmy głó- 
wnie w memoryale niniejszym przez jej cesarska mośd 
dostrzeżone mied chcieli. 

Pojmujemy to bardzo dobrze, źe zdarzaj§ si§ oko- 
liczności nieprzewidziane, które nawet największych 
monarchów zmnsid mog§ do odłożenia na czas po- 
żniejszy^ ziszczenia swych postanowień, a temsamem 
swoich obietnic*). 



^ Na weswanie Czartoiyskich kazała Katarzyna w lipcu je- 
SBCie wkroesyć wojska swemu pod generdiem Sołtykowem do* Li- 
twy. Nie podobało się to jej sprzymierzeńcowi, królowi pruskiemu, 
ie uetyniła krok ten bez uprzedniego z nim porozumienia się, 
oświadczył tedy wręcz jej posłowi, &e Jest i chce być nadal 
sprzymierzeńcem imperatorowej , ale za tern wcale nie idzie, iżby 
miał spokojnie na to patrzyć, jak cudzą własność najeżdŁa. Żą- 
da więc, aby poseł zawiadomił o tem najjaśniejszą monarchinię/ a 
razem, aby dano taki obrót wydarzeniu na Litwie, o którem się 
dowiedział z wielkiem zadziwieniem, iżby nie mii^ potrzeby po- 
wtórnie o to nalegać.*" To zachwiało na chwilę Katarzynę w jej 
dzii^aniu; odłożyła je do sposobniejszej pory, kaziła upewnić 
swoich przyjaciół o czynnej pomocy na przyszłość, a tymcza- 
sem wydała rozkaz do cofnięcia wojsk swoich z Polski, co je- 
dnakie pełniej pod różnymi pozorami zwlekano. Obacz Bibliote- 
ki Oss. tom y str. 40 — 41. Przewrotność i obosieezność ówcze- 
snej polityki moskiewskiej maluje się dość dokładnie w listach tej 



8 



Tembardziej tedy gotowi jesteśmy poddad się na- 
8zema losowi , jakkolwiekby on był smatny. Wszela* 



carowej, które przytacsea Sołowiew w najnowszem dzidku swojem 
Historya npadka Polsld (str. 14—^15 przekładu niemieckiego). 
Dajemy je tu, bo one rzucaj§ jwiatło na niektóre szczegóły do- 
tknięte właćnie w tym memoiyale. Po pamiętnej ucliwale rady 
senatu, zapadłej dnia 18 marca 1763, rozeszła się była pogło- 
ska , &e stronnicy dworu zdecydowani s§ użyć broni przeciwko 
Czartoryskim, którzy jak wiadomo w sprawie kurlandzkiej ^a 
Moskwa głosowali. Na odgłos tych wieści pisała Katarzyna dnia 
1 kwietnia tegoż roku do Kajserlinga posła swojego w Warsza- 
wie : „Oświadcz im wadpan, że jeśli się odwai% choóby jednego z 
przyjaciół Bosyi sprzątnąć i wywieźć do K5nigsztajnu , to ja za- 
ludnię Sybir mymi nieprzyjaciółmi, i puszczę kozaków źaporoz- 
kich, którzy chcą wysłać do mnie deputacyę z prośbą, abym im 
pozwoliła zemścić się za urazy przez króU polskiego (?) im wy- 
rządzone. ** W drugim liście, którego daty nie wymienia Soło- 
wiew, pisała carowa do tegot posła swojego: „Biskup zachodniej 
Bosy!, Jerzy (Koniski) podał do mnie prośbę w imien'u wszys- 
tkich prawowiernych, skarżąc się na nędzę) której w Polsce do- 
znają. Poruczam ich opiece waćpana; proszę mi donieść co do 
podniesienia powagi mojej i meg^ stronnictwa jest potrzebne ; ni- 
czego nie zaniedbam ,, cokolwiek do tego celu posłużyć może.** 
Dnia 14 lipca 1763 pisała do pomienionegoft posła swojego o 
Czartoryskich te słowa: „Widzę, że nasi przyjaciele gorąco biorą 
się do rzeczy, i gotowi są robić konfederacyę ; alei nie pojmuję, 
co za < cel może mieć konfederacya za życia króla zawiązana? 
Powiadam szczerą prawdę: szkatuła moja jest pusta, i będzie 
pusta tak długo, dopokąd finansów moich nie ureguluję, co nie 
może być dziełem jednej chwili; wojsko moje nie może wyruszyć 
w tym roku, dlatego polecam waćpanu wstrzymać naszych przyja* 
doł. Główna rzecz jest, aby się bez uprzedniego ze mną porozu- 
mienia do broni nie porywali: nie chcę być podągniętą dalej, niż 
tego korzyść moich spraw wymaga.*' Dnia 26 lipca pisała znowu do 



1 



d 

koź prosimy jeszcze jej cesarsk§ mośd, aby raczyia 
dla pociechy naszej uczynid to sprawiedliwe przyznk- 
nie, żeśmy zrobili to, co zaufanie najzupełniejsze w 
jej dobrod i najściślejsze zastosowanie się do jej woli i 
widoków podyktowad nam mogły zgodnie z naszemi 
patryotycznemi powinnościami. 

Bylibyśmy mniej godnymi pożałowania ze strony 
honoru, gdyby publicznośd mogła byd przekonana 
autentycznymi dokumentami i o czystości naszycłi za- 
mysłów i* o przyczynie naszej odt§d nieczynności. , 
Ale żeśmy postanowili sobie nie kompromitowad 
nigdy jej cesarskiej mości, przeto publicznośd uwierzy, 
iż powodowani po prostu osobistościami, podszyliśmy 
si§ jedynie pod dobro publiczne, ażeby napędzid stra- 
chu naszemu dworowi, i zmusid go do odpłacenia 
nam łaskami. Że jak tylko dwór rosyjski usiłował 
porozumied się z dworem saskim, tenże uczuł, iż 
mógł odtąd, bez względu na poprzednie tego mocar- 
stwa oświadczenia (które mu zrazu zaimponow^y) po 
kilkochwilowych zaledwie przymileniach i obietnicach 
wrócid do dawnych swoich bł§dóvr, dokonad tiarodo- 
wego zepsucia i zniszczenia 'państwa, a to celem do- 

tegoż Eajserlinga: ,,W moim ostatnim liście kazałam waópann 
wstrzymać moich przyjaciel od bezaiytecznej konfederacji; ale 
wraz daj im najuroczystsze zapewnienia , te ich we wszystkiemi 
co tylko rozumne, wspierać będę, wspierać aft do śmierci króla, 
która jak tylko nastąpi , działać będę t>ez wątpienia na ich' ko- 
rzyść. ** Nakoniec dnia 5go października 1763 pisała Katarzyna 
do Panina: ^Nie śmiej się ze nmie, ftem wyskoczyła z krzesła 
na wiadomość o króla polskiego śmierci; król praski, gdy j^ 

otrzymał > wyskoczył na stół z radości itd.^ 

Pnyp. Red. 

% 



10 

godzenia widokom niegodziwym lub chwilowym, i że 
tym sposobem imi§ i byt dobrego stronnictwa, stron- 
nictwa rosyjskiego, zniszczone zostaną wraz z ufno- 
ścią, która je stworzyła. 

A my, którzyśmy się łudzili przez chwilę, źe. zy- 
skamy piękne imię odnowicieli wolności, porządku i 
szczęścia naszej ojczyzny, ujrzymy się w obliczu na* 
szych ziomków, w obliczu cudzoziemców i potomno- 
ści zamieszanymi w tłum tylu złych obywateli , chci- 
wych, samolubnych, nierozważnych, których zle ukar- 
towane zamiary dawno juź wraz z nimi zaginęły'). 

Ale powtarzamy tu raz jeszcze : użalamy się na 
los, lecz nie na jej cesarską mośó. Mamy zbyt wyso- 
kie wyobrażenie o jej charakterze, abyśmy wierzyd 
nie mieli , że jeżeli są jakie środki zapobieżenia tak 
opłakanemu końcowi rzeczy, podjętych przez ludzi ucz- 
ciwych i w takim stopniu dla jej cesarskiej mości 
wylanych, tedy ona raczy ich użyd niezawodnie. 

Ponieważ ona cHce abyśmy z tego wszystkiego z 
honorem wyszli, ponieważ wierzy że i własny jej 
honor jest w to wciągniony, aby okazad że opieko- 
wad się nami nie przestaje, powinnibyśmy mied na- 
dzieję (chodbyśmy odtąd konfederacyi nie mieli na 
celu), że przynajmniej korpus generała Sołtykowa, 
zawsze pod pozorem jak najpowolniejszego przecho- 

^) Już kilka pism bezimieimych wystosowano do nas od 
ostatniego sejma. Wszystkie te pisma mówią nam : „Dobrzejcie 
zaczęli; jużeide sobie powalanie i przychylność naszą zjednali. 
Ale jeieU nie dokonacie tego , coście zaczęli, nie będziemy mieli 
zaufania do was, i nwierzymy, te ani chęć dobra publicznego^ 
ani cnota nie były waszymi istotnymi kierownikami^ 



u 

da zostanie jeszcze przez kilka miesięcy w Litwie; 
a korpus generała Chomoutowa, również pod jakim- 
b§dź pozorem ) aSatrzyma si§ czas niejaki w Polsce. 
To przynajmniej przeszkodzie że krwawe czyny na- 
szych nieprzyjaciół mnożyd się nie b§d§; tym sposo- 
bem będziemy może mieli przynajmniej znośne try- 
bunały ; przynajmniej głucha nadzieja uchowa się po- 
między naszymi przyjaciółmi, i utrzyma ich w przy- 
wiązaniu ku nam i ku Rosyi na dalsze wypadki; 
nadewszystko, jeżeli Sazonia jakimb§dź sposobem skło- 
niona będzie do uległości względem Rosyi i rozczaruje 
się z powziętej opinii, któr§ już nawet w publiczności 
szerzy d zaczyna , jakoby jej cesarska mośd z nią się 
poriSżnid lękała. 

Oto świeżo niejaki Sielicki gdy okazał w trybu- 
nale wileńskim czaszkę jednego ze swoich, zamordowa- 
nego przez wielce słynnego Wołodkowicza , trybunał 
ten skazał jeszcze Sielickiego na grzywny na korzyśd 
Wołodkowicza, bo to jest herszt Radziwiłłowskich 
hajdamaków. Sielicki nie mógł nawet znaleśd patro- 
na , któryby /śmiał stanąd ^ w jego obronie przeciw 
Wołodko wieżowi, ponieważ nieuchronne niebezpieczeń- 
stwo zagraża w Litwie każdemu, ktoby w jakibądż 
sposób przecii^ niemu występował. [W ośm dni póź- 
niej zamordowano wystrzałem z ulicy jednego z 
naszych przyjaciół, nazwiskiem Piszczałę, który 
spokojnie w domu swoim wieczerzał.] Do takich-, 
to bezprawiów posun^ się nierząd na Litwie. Goż- 
to dopiero będzie , jeżeli spieszne cofnienie się woj- 
ska rosyjskiego zapewni im zupełną bezkarnośd? Nie- 
skończona liczba naszych przyjaciół wszelkiego wie- 



12 

ku, między kt<5ryml znajduje się nawet zięd podkan- 
clerzego litewskiego y skazana została zaocznymi wy- 
rokami przez ten trybunał, przed którym stawid sig 
nie mogli, bowiem nie uznaj§ jego prawności, a to 
z przyczyn ') wy/oźonych w manifeście , którego od- 
pis wziął z sobą półkownik Puczków. 

Ostatnie zaoczne wyroki wszystkie s§ stylizowane 
w ten sposób, źe pozostawiają stronie przeciwnej 
wybór czasu do zajmowania dóbr tych co zaocznie 
zostali skazani. Charakter i czyny Radziwiłłowian są 
znane, i można z nich miarko wad w jaki sposób ko< 
rzystad będą z tych wyroków i z dworskiego faworu, 
jak skoro się i Rosyan i Konfederatów lękad prze* 
staną. Nie sąto ani urojohe, ani teź małej wagi nie- 
bezpieczeństwa. Wyrzuty tylu nieszczęśliwych a nie- 
winnych ludzi, którzy mogą myślęd, ie przez nas 
opuszczonymi zostali, będą dla nas rzeczą bardzo 
przykrą do zniesienia. 

W Polsce ndało się nam od dwóch lat utrzymad 
sprawiedliwe trybunały; Nie użyliśmy ich na korzyśd 
żadnej osobistej zemsty. Alei pomoc, którą tam lu- 
dzie uczciwi znachodzili, opłaciliśmy ubytkiem w rów- 
nej mierze wziętości u narodu, którato wziętośd 
utrzymywała nas przeciw dworowi. Jeżeli siła woj- 
skowa i wpływ dworu to nam jeszcze odbierze, 
a opinia o nas, że mamy podporę w Rosyi takoż 
upadnie, tedy pozostaniem bez żadnej powagi, nara- 



*) Król jednak w lijcie swoim pisaiijm do Badziwilła pod 
dniem 24 kwietnia, chwali go za to wszystko co zrobił dlą 
utwierdzenia obecnej trybunału w Wilnie, 



18 

źeni na wszelkie pociski naszych nieprzyjaciół'). Ci 
nawet którzy aź dot§d naszymi przyjaciółmi pozosta- 
li , ugną Bi§ takoż w końcu , albowiem na 2Q 
osób gotowycłi przystępid odważnie do konfederacyi, 
gdyż ta zdaje si§ im lekarstwem skutecznem , ledwie 
znajdzie si§ dwóch, którzy by mieli wytrwałośd bierna 
stawienia l>ezastannego oporu uciskom i pokusom, i 
którzyby chcieli po prostu wyszukiwad samych tylko 
paliatywnych środków. 

Nie pozostaje więc (jak skoroby konfederacya 
miejsca mied nie mogła) dla utrzymania i dla korzy- 
ści rosyjskiego stronnictwa nic innego,. jak tylko 
mied za sob§ trybunały i łaski dworu na. przyjaciół 
naszych spływające. 

Rzecz trybunałów w tegorocznej kadencyi stanie 
się w istocie moralnie prawie niemożliw§, jeśli woj- 
ska rosyjskie natychmiast z kraju ust§pia. Drugie s§ 
możliwe; lecz zależy to od tronu i od kroków jakie 
Rosya przedsic weźmie po porozumieniu si§ z panem 
Prasse, któreto porozumienie właśnie nieprzyjaciele 
nasi wystawiają jako hasło ich tryumfu, a naszego 
upokorzenia. Co do nas którzy znamy jej cesarska 
mośd, spodziewamy się, że kiedy nam nie pozwala 
zawi§zadkonfederacyi^), to przynajmniej chce, aby jej 



') A dla csego ich mamy? Oto, ponieważ stale sprzeciwia- 
liimy się grabieżom, pochlebcom i zepsucia szerzonemu przez rz§d. 

') Chociażby ta rzeczywiście nie nastąpiła, przeciwnicy nasi 
byliby nierównie skłonniejszymi do umów, jeśliby pozostała obawai 
iż się jeszcze zawiązać może konfederacya, gdyby się zbyt nieu- 
giętymi okazali. 



1* 

w Polsce stronnictwo odzyskało owo powalanie i 
powodzenie, jakich używało pod poprzedniemi pano- 
waniami. 

Puławy, dnia ^^/ai sierpjaia 1763. 



PROMEMÓRIA. 

Desiraat par dessos tout, de conseryer V estime et la bien- 
yeillanca de Sa MąjesŁć V Impóratrice, V objet de ce Mómoire est 
de detraire ce qiu poarroit nous faire taser d'avoir agi legerement 
o u contrę sos intentions. 

Le 4 de Dócembre n. st. de rannóe passóe nons avouB eu 
r honneur de lui adresser un Mómoiro, ou nous avoiis dódaits les 
raisons par les^uelles ii conste qu*aae Confedóration est le seol 
moyen de coiriger plasieurs deffauts actaels de notre Etat, les* 
qiłels, si on les laisse subsister encor qaelqae tems, detruiront 
presque sans esperance de remede notre malbeoreuse Patrie. 

Le 5 da móme mois noas avons esposó dans un seeond 
Mćmoire les raisons, qui rendoient notre reconciliation ayec Briihl 
et par consequent ayec notre Cour pen compatibles ayec notre 
bonneur et nos ayantages. Cependant par preyojance des difficol- 
tez qai pourroient empecber peut śtre Sa Majeste Imperiale de se 
determiner h one Confedóration, nous ayons terminós ce seeond 
Mómoire par dire, que sans faire une reconciliation formelle ayec 
Briibl , nous poorrions suspendre la poursuite juridique des preu- 
yes de falsification d^ actes que nous ayons k sa cbarge [et que 
nous ignorions en 1748 lorsqu'il obtint ce decret qui fayorise ses 
pretensions k la noblesse polonoise] afin que Brtibl flottant 
eątre la crainte et Y esperance put 6tre amenó par le ton bant 
et fermę de la Cour de Russie k beneficier les amis de la Hus- 
sie, puisque pour les conseryer, ii faut bie9 cbercher des moyena 



18 

de les recompenser des refus qn* ils essnyent depnis doaże and 
et des risąues^) auxquGls ils se sont exposez ^ la derniere Diette. 

La repoDse de Sa Majestó Imperiale ^ ces 2 mómoires est 
dattóe da '^/^g Janyier et contient les expressions sniyantes: „Re- 
merciez mes amis des mómoires qaHls m*ont fait pairenir, et de 
la confiance qails me temoignent et assurez les qu*ils penvent 
parfaitement compter sur mon amitiń et soutien. Je les reconnois 
amis de la Rassie et les miens en particalier. Sur le premier 

Promemoria Yoos ponvez *dire en reponse anx Princes Czai> 
torysld, qne je sonhaitterois de tirer la Republiqae dn desordre 
dans leqnel malheurensement elle se trouve, et qa' assnrement 
j' aiderai mes amis ayec argent et tronppes pour les sontenir, mais 
qa^ avant touttes choses je yondrois scAyoir: 

1® Combien il faudroit de Tnn et de V antre pour tine 
Confedćration? 

2® fil elle est conlre le Roj pu eontre les abus? . 

3^ Ła facon, coment et quand sera le commencement de 
cette Confóderation? 

4® Qui sont les 6he& qu* on est intentionnó d* ayoir? 

Des que je serai informóe de ces details, je pourrai me re- 
gier, et prendrai les mesures conyenables. Jene repond point aa 
second Promemoria, je frouye seulement, qu'il j aura de la peine 
a reussir, selon ce projet, mais cependant j^ ai ordonnó qu^ on 
Yous instruise . . . . que Yous recommendiez.... pour les Charges 
et graces sans attendre les ordres d^d .... et que ce soit particu* 
lierement... etc etc** 

Les espressions susdites nous ont paru assez .positiyes pour 
nous faire croire que Y Impóratrice goutoit V idóe d^une Confede* 
ration pendant la yle du Roj, qui auroit eu pour le but la refor- 
mę des abus, et non pas de dethroner ce prince. CW 



*) Nous n* aYons scu que quelque8 semaines apres V arrivee ici 
da Collonel Strekalow le reritable bat de V intention de S. M. Imp. 
qa'jl nooB a notific^. Notre coniiance et notre deroument .poar Elle, 
noas a«^fait cmbrasser k tout risqae la seule voje qui pouYoit 
combiner ses yuea avec notre honneur et les circonstances. 



16 

Cd t^ne nons arons tres clairement expliqQ68 dans ootre Memoire 
da '/|| Fetner, par leqael nons avons particulierement prićs S. 
M. Imp., de nons accorder des armes pour 15.000 hommes ton- 
jours en vae de cette Confederaiion , et en meme tems nons lui 
ayons representó qae ponr notre suretó ]a8qa'aa termę de' la Con- 
federadon nne somme de cin^ńante mil ducats nons etoit neces- 
saire ponr la levće prealable d*an petit corps de trouppes qui fit 
notre gardę piersonelle d^abord et pais nn point de ralliment ponr 
la Confedoration futurę. 

Sa Majestó Imperiale a eu la bontó en reponse. de nous fai- 
re sayoir que les armes demandóes se trouyeroient k Kijów et Smo- 
leńsk et partiroiont q[uahd ii seroit tems et nous a envoj6e trente 
mil ducats, en houb promettant que8 les yingt mil restans sal- 
. yroient incessament. 

EUe nous a fait dire en meme tems ii est yrai /de ne pas 
commencer la Confedoration , jusqa^a ce qu^elle nous ayertiroit 
qu^il est tems. Aussi n ayons nous pas peusć a mettre rien en 
execution, jusqu^a ce qae nous fussions oertains de Y approbation 
de notre augustę protectrice, ,et pour cette fiu, nous lui ayons ' 
detaillós ayec candeur nos idćes, et les mojens requis dans notre 
Memoire du '/,o May precisement ^fin de ne la pas entrai- 
ner par surpHse plus loin qu* Elle ne you^droit aller. 

Nous esperions que du moins en cela S. M. Imp. daigneroit 
reconnoitire la bonne foy et le desinteressement de nos seątimens 
pour Elle. 

En attendant nous nous serions fait scrupule d* employer a 
aucun autre usage les 30.000 ducats qu* ĘUe nous ayoit en- 
yoyós^), qu* k celui pour lequel ils ayoient et4s destiuós et demendćs. 

Nous ayons ćomencós k leyer du monde. Mais Hadziwil et 
nombre 'de nos adyersaires nous en ayoient donnós V exemple 
longtems auparayant'), et de plus, les yiolences et attentats inouis, 



') Les ley^es sont faites pour cet argcnt. Les arances pour les 
armes dans les fabrique8 sont faites aussi, k compte des vingt mil 
ducats qui deyjient suiyre 

^f Comme ils ont commencćs loogtems ayant nous et qu* ili 



1? 

% 

atLrqaels ils se sont portćs k Yarsoyie et h Yilna notzfl y&ecessi- 
toient ponr notre deffense. 

Nos levśos cependant n^auroient pas fait tant d* Sclat, si les 
diyerses I)eclarations imprimeós de S. M. Imperiale n*ayoient si 
fortement annoncóes ses fayorables et gracieuses intentions poor le 
soutien et le retablissement de nos lojz et libertez. 

Tout ce qu*il 7 a de coeurs honnetes et Gitoyens dans ce 
Bojaume se sont reveillós k ce rayon de lomiere, qui leor a fait 
envisager dans Gatheńne II, un ćtre aussi bienfesant qa^śquitable 
et poissant, par qai Dieu daignoit enfin consoler une fois ce mal- 
heureux pays. 

TooSy persyadós qae Y beurenx moment 6toit enfin yenu ont 
repandos malgró noos la persyasion generale d* une Confederation 
prochaine*). Ils nons ont reprochós meme de toos cotez notre 
lentenr. 

Łes relations de Mr. le GoUonel Puczków auront fait connoi- 
tre 4 S. M. Imp. le spin et la peine que nous ayons pris pour 
empecher les Łituanois indignós de former une Confederation 
d* abord k Wilna. 

Nous les ayons pourtant contenus uniquement pour ne pas 
agir audela des yolontez de V Imperatrice. 

Łes preuyes de notre dodlitó pour Elle ne scauroient dtre 
plus certaines. G'est ce que nous soubaitterions principalement 
dans ce Memoire de faire apperceyoir k S. M. Imperiale. 

Nous conceyons tres bien qu* ii 7 a des circonstances impre- 
yues , qui peuyent forcer meme les plus granda Princes k differer 
r effet de leurs resolutions et par consequent de leurs promesses. 

D* autant plus sommes nous falŁs pour nous soumettre k no- 
tre destinće quelque facbeuse qu* elle pubse śtre: mais nous 



continuent ju8qu* apresent,. ils ont plus de monde sous les armea 
que nous. 

*) Dont r esperance b* est elev^e d* abord apres V esdandre 
arrivć k la demiere Diette. Or ii est connu que des qtt' une fois le 
public commence a parler d' une cbose qu* ii regarde comme utile 
et possible, les moindres circonstances en accreditent les bruits. 



18 

śupplions dticor S. IŁ Imperiale de nons accorder potir consola- 
tion r ayea equitable, qiie nons ii'ayoD8 fait, qQe ce qae la con- 
fiance la plus entiere ^ ses bontez et la docilitó la pląs exacte h. 
aes Tolontez et conreniencea ponroit nona dieter confonnement k 
nos deyoirs patriotiq[nes. 

Nona serions moina k plaindre da cotó de 1' honnenr, si le 
pnblic pouToit. ćtre conrainca par des docnmena authenti^uea , et 
de la pnretó de nos intentions jnsąaici, et de la caose de notre 
inaction desormais. 

Hais eomme nons sommes resolus k ne jamais compromettre 
r Lnperatrice, le pnblic ya cioire qae conduits purement par des 
personnalitez , nons ayons pretext&s senlement le bien public, 
ponr &ire penr ^ notre Conr, et la forcer 4 nous benęfider. Qae 
des qne la Coor de Bnssie a cherchće A s* arranger ayec celle 
de Saze,, celleci a d* abord sentie qn* elle ponyoit desormais 
sana ^gard ponr les Dedarations anterienres de cette Puissanee 
(qni d^ abord lui en ayoient imposóes) reprendre , apres qnelques 
instans tont an plus de caresses et de plromesses yagaes, aea en- 
dena erremens, adieyer de corrompre la nation et de detmire 
r Etat ponr remplir des ynes iniques on momentannćes, et 
qn' ainsi le nom et Teristence dn bon Parti dn Parti Busse se 
detmiront ayec la confiance qni Tayoit formóe. 

Et nons apres nons etre flattćs nn moment de Tesperance dn beau 
nom de restanratenrs de la libertć, de V ordre et dn bonbenr 
de notre Patpe nons hons yerrons anx jeuT de nos Compatriotea 
des etrangers et de la posteritói confondns sans notre fąnte, 
dans la fonie de tant de manyais Citoyens, ayldes, mteressez, 
impmdens dont ayant nons les desseins mąl concertez ont pena 
ayec enz*). 



*) Plusienrs ecrits anon3rme8 nons ont deja et^s adre88(fs depnis 
la demiere Diette qni tons nous disent: Yous avez bien com- 
mencć, Yous yous attirez deja notre estime et notre 
affection: mais si Yous n*achevez pas, nous n* aurons 
plus jamais de confiance en yous, et nous croiron8qujece n*est pas 
la Tcrtu et le bien pnblic, qui font yotre yrai mobil. 



19 

ICais eneor one fois c est dn sort que nous nona plaignons et 
non pas de V Lnperatrice. Noaa ayons une idóe trop reley&e de 
son caractere, poar ne pas croire, que 8*11 est des moyeos d^ob- 
Tier a une fin anssi fachense ponr d' honnettes gens qui lai sont 
aussi devoaćs que nous, Elle daignera les mettre en oenyre. 

Poisą* Elle teut qne nous sortions de ceci ayec hon- 
nenr, pnisq* EUe 7 croit le sień meme enga^ó a faire 
▼oir qti'elle ne cesse pas de nous protąger, nons deyrions esperer 
qae da moins (sans ayoir desormais la Confederation ponr bat) 
le corps da generał Soltjkow toajoors soos le nom de la trayerse 
la plos lente sejoomat encor qaelqaes mois en Łitoanie, qae 
celni da Gkneral Chomontow resta anssi soas qaelqae pretexte 
encor qaelqae tems en Pologne. Da moins' cela empechera les 
actes sangtlińaires de nos ennemis de se maltipHer, da moins aarons 
noas peatetre par la des Tribanaax saportables, da moins one 
esperance soarde se conseryera dans nos amis et les tiendra at- 
tacbez ^ noas et k Bassie poor des cas Aitors sar toat si par 
qaelqae moyen la Saxe est misę dans la dependence de la Bassie 
et desaboJBÓe de Y opinion qa* elle commence meme a rependre 
deja dans le pablic, comme si V Imperatrice oraignoit aa fond de 
se broniller ayec EUe. 

Toat noayellement nn nommó Sielicki prodaisant aa Triba- 
nal de Wilna le crane d'aa de ses gens assassini par le trop 
&meax Wolodkowicz , ce Tribanal. a encor condamn^ Sielicki h 
one amende en fayeor de Wolodkowicz parce qae cest le cbef 
des Haydamacs Badziwiliens. Sielicki ne pat sealement tronyer 
d* Ayocat qai osat plaider pour lai contrę Wolodkowicz, parceqa'on 
coorre des risqaes certains en ŁitnaniOi des qa* on agit contrę 
lai d* ancane manierę. [Hait joars apres on a assassinó par nn eonp 
de fea tir& de la me, an de nos amis nommi Piszczała qai 
soapoit tranqaillement dans sa maison]. C^est ^ cet exces qn' est 
montó le desordre en Łitaanie. Qae serace si la prompte retraitte 
des froappes Basses lear assare toat a fait V impanitć? Un nom- 
bre infini de nos amis de toat 6tage, entre les qaels se troaye 
meme le gendre dn Pce Ohancelier de Łituanie sont deja pin* 
sieors fois contamacez dans ce Tribanal, aaqael ils n ont pa com 



2Cf 

paroitre ne le reconnoissant pas pour legał pour les raisons*) 
enonc6es dana le Manifeste dont le Collonel . Puczków a pńs copie. 

Les derniers Decrets de CoBtumace dont tous stilćs de facon, 
ąa on laisse ^ la partie adyerse le choix da tems pour se saisir 
des terres des contnmacez. Łe caractere et les actions des Ra- 
dziwiliens sont connos: on en peut inferer la manierę dont ils 
useront de ces Decrets et de la faveur de la Conr, des qn' ils ne 
craindront plus ni fitisses ni Confederation. Ge nc sont pas la des 
dahgers imaginaires ni de pen de conseąnence. Les reproches de 
tant de malheareTix innocens qai se croiront abandonnós par nons 
nous Seront bien dnrs h sontenir. 

En Pologne nou£k avons renssi depuis 2 ans a maintenir des 
Tribnnatx equitables. Nons nen avons pas nsćs pour aucnne 
yengence particuliere mais Taide qu 7 ont . trourós les bonnetes 
gens noufl a valu un contrepoid de credit ntftional qui nous a 
Boutenu contrę la Cour. Si la force militaire et 1* influence de la 
Conr nous ote encor cela, et que V opinion du soutien Russe 
pour nous se perde aussi., nous resterons s&ns aucune considera- 
tion , exposÓ8 k toutte la mauyaise yolentć de nos ennemis^j. 
Ceux meme qui jusqu* ici sont restćs nos amis plieront enfin aus- 
si. Car sur yingt personnes pretes a entrer k la Confederation 
ayec courage, parcequ* elle leur paroit un remede efficace, ii y 
en a I peine deux qui ajent la fermetó passiye d^ une resistenco 
continuelle a Y oppression et k la seduction, et qui yeuillent tra- 
yailler k des reciedes simplement palliatife. 

n ne resteroit donc (des que la Confederation ne doit pas 
ayoir lieu) pour .le maintien et Y ayantage du parti Russe , qae 
d' ayoir des Tribunaux k nous, et que les graces de la Cour fus- 
sent repeudues sur nos amis. 



*) Le Boy cepcndańt dans sa lettre du 24 Ainril au Pce Ra- 
dziwił le loue de tout ce qa' ii a fait a la fondation du Tribonal 
present k Wihia; 

^ £t poarqaoi en arons nous? Parce que nous nous sommes 
oonstament opposćs, aax rapines, aux flatteurs, et a la depraradon 
da goayemement 



21 

Ł' Article .de Tribanaux surtout dans le conrs de 
eeite annóe, est en veritó presqu* impossible morAlement si les 
troappes Russes sortent incessament. Łe second est possible 
mais ii depend da ton et des demarcbes de la Russie , dónt sera 
soirie Y oaverture faite au Sr Prasse, qae nos ennemis depei- 
gnent dans le pnblic comme le signal de leur triompbe et de no- 
tre hnmiliation. Pour nous, qui connoissons S. M. Lnp. nous espe- 
rons, qae si EUe ne nous accorde par la Confederation '} da 
moins £lle yent qae son Parti en Pologne regagne la consideratic^n 
et la prosperito qa' i| a perdu soas les regnes precedens. 

Palawy ce ^•/jj d' Aout 1763. 



*) Qaoiqa' elle ne doive pas avoir lieu reellement , nos adver- 
saires seroiont becucoup plus traitables si la cndote leur restoit, 
qa* elle pourroit bien encor se faire s* ils se roidissent trop. 



Juź po wydrukowania tego memoryału udzielił 
nam p. Henryk Schmitt, znany pracownik na polu 
historycznem, niektórych wypisów swoich zrobionych 
świeżo w Paryżu z biblioteki xx. Czartoryskich. Z nich 
dowiedzieliśmy się, iź memoryał niniejszy wraz z 
wielu innymi znajduje się takoż w owej bibliotece, w 
rękopismie pod liczb§ 798 zawierającym własnoręczne 
bruliony Stanisława Augusta. Z porównania ich oka« 
zslo się , . że text mempryału tu przez nas podany 
jest poprawpiejszy i zupełniejszy, niż w paryskim 
brulionie; że z wyjątkiem przypisku Igo, który śmy 
włączyli do textn i 3go wszystkie inne znachodz§ się 
tylko w rękopismie biblioteki Ossolińskich, słusznie 
więc uważad można ten text za późniejszą i więcej 
wykończoną memoryału redakcyę. 



STANISŁAW TREMBECKI 



Któregokolwiek z rymotworców epoki Stanidawa 
Augusta czytasz i badasz, jakiemu prądowi wyobra- 
ień alegał? niechybnie natrafisz na prąd wolteroskiej 
szkoły, tej potęgi, od której wszystko brało hasło, 
tak gabinety monarsze , jak pracownia aatorska , jak 
budoar elegantki. Każdy chcący się pozbyó skrupu- 
łów i przesadów, to jest: „przetrzed swój rozum^ jak 
si§ wyraża Trembecki, szedł oddychad fernejskiem 
powietrzem ; a jeśli niestaó mu było na pielgrzymkę 
do tej Mekki niewiary, przezierał pisma nowych apo- 
stołów dostarczane przez holenderskie prasy. 

Charakteryzować t§ szkołę, będącą składem róź- 
norodnyt^h pomysłów i sprzecznych zasad nurtujących 
w literaturze i umiejętnościach, w moralności i religii, 
w polityce i ekonomii społecznej, nie jest rzeczą 
krótkiego wstępu do przedmiotu, jaki wprowadzam 
mając zamiar przedstawić literata - poetę, przejętego 
wpływem tej szkoły, wypada ściślejszy pogląd ograni- 
czyć do samej poezyi. 

Aczkolwiek francuzcy historyografowie literatury 
najświetniejszą stronę talentu Woltera upatrują w je- 
go tworach poetycznych , nazywając je , dla wielkiego 



25 

w nich dowcipu i swobodnej werwy, najwymowniej- 
8z§ 6xpreBy§ ducha i charakteru narodowego, prze- 
cież trudno byłoby przyznad szkole tej poetyczne 
przymioty, kiedy ona wszelkimi środkami wysusza- 
ła te źródła, z których zwykło tryskad wyższe i 
prawdziwsze natchnienie*. 

Wiarę religijn§ zastępując ateizmem, wyższe po- 
budki moralne interesem osobistym, dogmat stworze- 
nia przypadkiem i zamętem , prawdy wieków para- 
doxami wątpienia — szkoła ta najeżona strzałami 
dowcipu, obdzierała świat ze znamion wielkości 
i piękna , słabiła szlachetne i wspaniałe porywy du- 
szy, rzucała grub§ zasłonę na początek nasz i prze- 
znaczenie , i robiła z człowieka jakby zabłąkana sie- 
rotkę w przestworach i labiryntach życia, niedając 
nadziei, że kiedykolwiek rozprósz§ się otaczające go 
mroki. Wątpienie rozpaczliwe, wątpienie igr&jące na 
szyderczych ustach filozofa jak potrójne żądło gadu, 
samo jedno zabijało wszelką poezyę; bo czemże jest 
wątpienie, jeśli nie grobem prawdziwej poezyi? 

Jeżeli tajemnicza moc czaru, jeżeli promienny 
wieniec otaczający czoło wieszcza, jakby nań ręką 
anioła włożony, ma jeszcze mieó urok i władzę; jeśli 
poeci, którzy sjpiewali światu przez tyle wieków, a 
świat dawał się im porywftd, byli czemś więcej, niż 
prostą igraszką fantazyjnych złudzeń, w takim ra* 
zie duch natchniony, bogactwo imaginacyi, gorąco 
serca i tryskające z niego słowo, muszą się nazy* 
wad poezyą. 

Niechże skeptycyzm zimny i urągliwy wstrząśnie 
przekonanie ; niech najgłębsze wierzenia w śmiesznośd 



24 

poda^ najpoważniejsze trądy cye w pro et zetrze, wę- 
zły splatające społeczność i rodzinę osłabi lub potar- 
ga, a umysłom odejmie zapał i światło — wiar§ w 
przeszłośd , pociecłic w teraźniejszości , nadzieję w 
przyszłośd — natenczas człowiek rzucony w ten od- 
męt, nie potrafi już stworzy<5 sobie idealnego świata 
zaludnionego cudami swej myśli', wonnego uczuciami 
duszy kochającej. W chaosie powstającym dokoła, 
nie pozostanie prawie miejsca na zaród wielkiej, two- 
rzącej myśli co gó robiło gorszym od chaosu staro- 
żytnych, który miał w sobie jakiś ożywczy pierwia- 
stek, czy to skutkiem pierwotnej powszechnej trady- 
cyi, czy też z wrodzonego instynktu usposabiającego 
do przyjęcia wielkich żywotnych prawd. Wolterycz- 
ny chaos przeciwnie: wymarzony na zimno przez umysł 
suchy, sprzeczny; zaczepny , zarozumiały, co kazał 
defilować przed sobą wszystkim ludom z całym pa* 
kunkiem wiar i obyczajów, plunął im w oczy pogar- 
dliwym wyrokiem: jesteście albo głupcy, albo fana- 
tycy. Czarodziejstwo natury będące dla' starożytnych 
źródłem tyłu poetycznych piękności, nie miało żadne- 
go znaczenia i powabu dla swarliwego materyalizmu 
przychodzącego chyba z tem, żeby przyuczać jak 
chylić czoło pod brzemieniem upadku, umysł ogra- 
niczyć mrokami , a serce rozbierać podobnie jak ana- 
tom kraje trupa. 

Dla tej, a nie innej przyczyny, szkoła ta nigdy 
nie wydała poety z wyższem namaszczeniem. Czemu 
zaś w swoim czasie Wolter używał tak głośnej sła- 
wy? tem się tłumaczy, że społeczność, której był 
wyskokiem i wyrazem, była na wskroś zatruta, a 



25 

wi§c w zapełnej zgodzie z jego myślami i uczuciami. 

Niekonsekwencja byłoby 8§dzid człowieka w oder- 
waniu, nie zaś śród warunków i okoliczności otacza- 
jących go. W podobn§ niekonsekwency§ popadłby 
botanik, któryby chciał oznaczyó i poklasyfikowad 
rośliny, bez wzglądu na grunt , klimat , uprawę. 

Dworska literatura siedmnastego wieku, ukoro- 
nowawszy przepychami wersalu Parnas, muzie grec- 
kiej kazawszy przybrad wyrafinowane maniery dwo- 
ru , za nic Sobie miidą poetyczny żywioł ^ wieków 
średnich, w oczach jej nieokrzesany i zbyt prosty, je- 
dnak że drgał jeszcze w niej pr§d chrześcianski , go- 
dziła jak mogła bóstwa Helikonu z poważna poezy§< 
biblijne. Sztuczna ta Jcombinacya musiała mincd jak 
majestat Ludwika XIY, upaśd, jak każda forma lite- 
racka nieciągn^ca soków z swego gruntu, niemaj^ca 
ani szczerych przekonań, ani prawdziwości uczud. 
W takiej chwili przyszedł Wolter. • 

Francyą wątpiła i przedrwiwała sama ze siebie, 
a on forn.ułował wątpienie i szydził; Francya pływa- 
ła w wykwintach poloru i kultury, on teżl był grzecz- 
nym i umiejącym wiele; Francya zepsuciem oby- 
czajów, słabością rządu, zwolnieniem węzłów społecz* 
. nych, wyrobem pojcd wstrętnych temu co było, 
zbliżała się do ostatecznego rozkładu; on ze swojej 
strony pchał do zamętu i ruiny^ 

Istny meteor utworzony z chorobliwych wyziewów 
krajna podminowanego wulkanem. 

Wpływ jego mierzy się gorączką społeczeństwa 
chcącego otrząśd się z form, jakie biegiem i pracą 
wieków nadał mu był organizm kościoła. Trądy cya 



26 

i zwyczaj y wiarą i powaga, miały ustapid przed iScie- 
rającym wszystko racyonalizmem, który cłic§c byd pe- 
wniejszym wygranej,, aźywi^ broni ironii i nicujące- 
go dowoipa , tej strasznej broni w jakiej Wolter nie 
miał sobie równego. 

Ze się na zachodnie odbywał ten ferment, mogło 
to mied swoje przyczyny w dojrzałości nowych ży- 
wiołów społecznych, które itnierz§c się z uprzywilejo- 
wanemi warstwami wołały dla siebie o miejsce , o 
prawo by ta, chociaż na polu wfjki moralnej i za- 
sług' mogły to samo zdobyd, do czego wylawszy 
morze krwi i pogwałciwszy wszystkie boskie i ludzkie 
prawa , niekoniecznie doszły.. Lecz , że ten ferment 
wylał si§ i na inne kraje, gdzie nie miał tych sa- 
mych warunków, przypisad można nowości i modzie, 
za któremi świat woli ubiegad się przez lenistwo du- 
chowe, skłonni^^sze do naśladowania gotowej rzeczy, 
niż do pracy wewnętrznej, dającej zawsze najzdro- 
wsze myśli, najpraktyczniejsze pojęcia. Najlepsze to, 
co się własną pracą zdobywa, można zarówno o po- 
jedynczym człowieku, jak o narodach powiedzid; a 
lubo bez obcych nabytków i potrąceń obejśd się tru- 
dno, a nawet starad się o nie potrzeba, jednakowoż 
i to ma swoje granice. 

Przy swajad sobie umiejętności, kunszta, wynalazki, 
poprawne gospodarstwo, rzecz chwalebna i niezbę- 
dna ; ale wciągad w siebie wyobrażenia podkopujące 
• kardynalne zasady, stanowiące treśd narodowego by- 
tu, przez to, że tam gdzieś stały się modą; wyszydzad 
prostotę obyczajów domowych dlatego , że nie licują 



.27 

Z eleganckiem z&psucictn ton dającej stolicy, to ja2 
grzech przeciw ducjbowi narodu. 

W siedmnastym wieka przez dwie Francazki| jiony 
królów^ które ze swego fraucymeru panny powyda- 
wały za najnioźniejszych (Senatorów rzeczypospolitej, 
z^z^y się U nas kfrzewió ściślejsze związki z Frań- 
cy§ , lecz te nie rpi^sekraczały jeszcze poza sferę połt« 
tyki. Dopiero W IStym, -gdy pierwszy emigrant, Le- 
szczyński, uformował sobie maleńki dwór* w Lota* 
ryngii, drobniejsza szlachta garnęła się tam dla na- , 
bycia poluru. Któ zna nfaturę ludzk§, łatwo od- 
gadnie, źe moralizuj^ce rady „dobroczynnego filo- 
zofa" mniej były słuchane, niź lekkie rozmowy 
marg^rabiuy Boufflers tytularnej pani domu; a syst^- 
mbta polityczne nietyle zapewne zaprzątały, co gra 
faraona, o której, opowiada William Wrażali, źe co 
wieczór, po oddaleniu się jego królewskiej mości, 
tak dalece opanowywała cały dwór, ie nawet lokaje 
i kuchciki brali w niej czynny udział. Młodzigniec z 
lada kapifaKkiem pędził do tej Kolchidy po złote ru- 
no modnej filozofii , modnych fryzur , gry hazardo- 
wnej i bon^mołs Woltera, a przeszastawszy fortunkę, 
nadweręży w82iy zdi^owie, i droższe jeszcze zdrowie 
duszy, powracał do ojczystych klusek i kaszy z wy- 
wrócona źrenic§, która życie otaczające go w domu, 
przedstawiała w postaci (ń^es^du, zabobonu i głup- 
stwa, godnego politowania i śmiechu. Stare domowe 
rycersb>-piltryarbhalne obyczaje, nazwane zostały sar- 
matyzmem ; wiarla religijna ciemnot§ ; prosty gospo- 
darski rozam głupstwetn. 

Dopóki tt& tronie eiedzii^ zaspany Sas, dwóri 



28 

t 

gdzie ton dawt^a surowych obyczajów, pobożna Ma- 
ry a Józefa , nie dawał otuchy podobnym . nowościom ; 
a możniejsze domy stosując Bi§ do tego- tonu, rozwi- 
jtJy czynnośd swoją' przy koronteyach cudownych 
obrazów, i przy wielkim kosztem podejmowanych ka- 
nonizacyach; co nie przeszkadzało rozwijad się ele- 
menłom, którym dogadziJ:o wstąpienie na tron Stani- 
sława Poniatowskiego, kawalera lekkich obyczajów, 
przesiąkłego łatwą filozofią, zawdzięczającego wynie- 
sieoie swoje miłosnej intrydze z kobietą, równie jak 
on ^psutą, lecz zdolną do śmiałej inicyatywy* 

Odtąd nowy prąd rozpostaił się w społeczeństwie 
polskiem daleko szerzej ^ a to za pośrednictwem par- 
tyi dworskiej i najgłośniejszych literatów- ukształco- 
nych w tej samej szkole , co i król , to jest : w salo- 
nach paryskich , czy to pani Geoffrin , czy pani du 
Deffand, czy panny Lespinasse, gdzie się zazwyczaj 
zbierały ówczesne znakomitości sekty filozofów, prze- 
drwiw|jące wszystkie zasady i powagi w imię wol- 
ności i filantropii. Niewiasty nasze najłatwiej lgnące do 
mody, w czem się nie róiinią od całej [^ci swojej, 
gęściej nawiedzając Paryż, przywoziły ztaratąd lek- 
kie obyczaje^ szał zabaw i strojów i duszę wychło- 
dzoną z tych świętości, jakie w nich zaszczepiało re- 
ligijne wychowalnie. 

Były one jednym z dzielnych czynników w prze- 
istoczeniu ducha narodowego. . 
* Najwyższe duchowieństwo, z małym bardzo wy- 
jątkiem, dało się również zhołdo^ad doktrynom osła- 
biającym powagę kościoła. Byd może, że jako za- 
siadające w senacie, przez wzgląd na świecką polit^- 



29 

kę chciało i&6 za swoja epokn, a więc dogadzając jej 
wymaganiom, mniej dbało o obowi§zki pasterskie. 

W każdym razie wyższe klasy wzbiły się w to 
filozoficzne pyszalstwo, źe nabrawszy filozoficznych 
wyobrażeń, można się. obejńd bez przesada religii, 
która dobr§ jest dla nieświadomych prostaczków, że- 
by ich trzymad w karbach biernego posłuszeństwa. 
W rzeczy samej , pojęcie to długo miało obieg w 
klasach mających się za wykształcoYie , i wystarcza, 
żeby zroz.Qmieó przez jaki to wpływ zrobił się mię- 
dzy 8zlacht§ a ludem w ostatnich latach rzeczypo- 
spolitej nierównie szerszy, przedział , niż był dawtfiej, 
chód może politycznemi ustępstwami pozornie łago- 
dzony. Główny punkt zbliżenia się raz usunięty, od- 
wracał od siebie te dwie warstwy ; chociaż nicośó 
politycznego bytu , w jakiej się Polska w drugiej po- 
łowie 18go wieku znalazła, była właśnie wskazówką, 
ku czemu należało zwróció usiłowania. Znalazło się 
wprawdzie kilku możniejszych panów opiekujących 
się dobrym bytem swych włościan, lecz te przykła- 
dy uważane za kaprys pański hołdujący modzie sie->- 
lankowości, nie.znachodziły naśładowników śród mniej- 
szych właścieli, a tem samem nie przyczyniały ^się do 
ogólnego podniesienia tego stanu. 

Nie śmiałbym też utrzymjrwaó, iżby wpływ zacho* 
dnich doktryn przycz}mił się n nas do wzmocnienia 
i naprawy wewnętrznego organizmn. 

Powie kto, że to nieunikniona koniecznośd w 
historycznym rozwoju cywilizacyi, aby i wiek Ponia- 
towskiego przebył ten paroxyzm libertyński , • jakie 
przebywał zachód Europy. Byd może ; a lubo nie je- 



80 

^tem zwolenDikiem historycznego fatalizmu i nieza- 
wsze.^eń wierzę, to jednak wicoej nfam trafności 
.pisma świętego, które mówi: „Ojcowie jedli jagodę nie- 
źrał§, a zęby synów icb oskominy cierpi§." 

Szkoła Woltera była t^ nieźrał§ i kwaśn§ |agod§, 
któr^ karmiono naród « wtenczas właśnie , , kiedy naj- 
więcej potrzebował byd samym sob^, czyli, stad przy 
kościele i narodowych tradycyach. Oszołomienie , en- 
tozyazm dla nowości, były tak przeważne; admiracya 
dla dowcipu fernejskiego mędrka tak opanowała wy- 
żej stojące osoby, ie literaci nie zdobyli się nawet na 
patryotyczn^ protestacyę, chociaż nie było im tajno, 
że ten bożek niewiary zacierał z radości ręce na 
każdy list Fryderyka pruskiego, lub Katarzyny, ile- 
krod donosił, czy o porwaniu biskupów, czy o pobi- 
ciu konfederatów barskich, .czy o dokonanym zabo- 
rze; i że śpiewa! hymny dziękczynne swego układu: 
Te Catharinam laudamtis, te Dominam confitemur! 
którym wtórowi^ chór encyklopedystów pod prze- 
wództwem d^Alemberta i Diderota. 

Osobliwy w swoim rodzaju .fenomen! Górujące 
talenta Krasickiego, Naruszewicza, Trembeckiego, Wę- 
gierski^o, jedynych pisarzy co mieli wpływ, a któ- 
rych trudno o brak polskich ucżud pos^id, nie zna- 
lazły ani jednego wyrazu potępienia za te dotkliwe 
ciosy, owszem, wyścigi^y się, żeby lutnie swe dostra- 
jad do tonu mistrza , i jak on , uwielbiad Fryderyka, 
lub się unosid nad Semiramidą północną. Jeżeli zaś 
odzywał się jaki głos przeciwny, to chyba z kbnfede- 
rackiego ol>ozu w ognistem kazaniu, lub w jakiej 



81 

piosenoe powołującej się do nozud i wiary narodti, a 
źal§cej się na skażenie ducha: 

Szkoda, że s matki 
Dobrej, złe dziatki 
Pierś słodką ssali.... 
Bo jadem trują, 
Wnętrzności snują « 
Bwą*z niej i serce 
Straszni mordercę. 

Ależ i te kazania i te piosenki i pisma powa* 
żnieJBze w obronie wiary, nazywano powszechnie pło- 
dem fanatyckim , ztetamłym przesądem. 

Po stronie nowatorów były talenta, była łatwośd 
i elegąncya słowa- dowcip, źywośd, i to co łechtało 
zmysły, a co najwięcej, owa broń i^mieszności , upo- 
karzająca, dotkliwa dla miłości własnej, która słabe 
ćtJi„r, ™ia wyw.bi.d ,p„«. okopliw ^, W,- 
rzeń, obyczaju. Wszyscy oni pod płaszczem protek* 
cyi królewskiej mieli się za jedynych luminarzów, 
rozpowszechniaczy światła, burzycieli przesądu, za- 
szczepców postępu. Uważam ich też za semioficyalae 
organa dworskie, rymowane monitory, biór§ce z-oko- 
Ifczności natchnienie w kierunku wskazanym przez 
pana, co miało nieraz i dobre strony, zwłaszcza gdy 
przyszło walczyd z duchem anarchii, zalecaó poprawę 
rządu, wystawiad korzyści sukcesyonalnego tronu, a 
nadewszystko umiarkowania, będącego jedyną siłą sła- 
bych. Że polityczne dążności ich odgadując prąd no- 
wej epoki, robiły rozbrat z przedawniałemi formami; 
źe biły na wady ze zgnuśnienia wylęgłe, jest owszem 
ich zasługą; w tem tylko chybili, gdy w rozpędzie 



32 

nowatorstwa uderzali w treśd żywotna, w podwaliny 
społeczeństwa I i z tymi igrając niebacznie , wraz z 
mucb§ zabijali człowieka. Słowem^ łiołchijąc logice 
materyalnej doktryny, woleli kadzid potęgom żela- 
zną r§k§ ciężącym na własnej ich esystencyi, niż 
nznawad i szanowad potęgę dachową , zastrzegającą 
sobie tylko rząd sumień. 

Było to całkiem w ducha Woltera i jego szkoły. 
Zbrodnie przemocy znachodziły w ich zwietrzałych 
sumieniach usprawiedliwienie, i to często z nędzniej - 
szych pobudek, raz, że koronowani sprawcy ich pi- 
sali się do sekty filozofów, potem ie na filozoficzne 
barki rzucali kosztowne futra, a w kieszeń graty- 
fikacye. 

Kamraderya i przekupstwo, oto moralna, pod- 
stawa tej szkoły, handlującej pokusami zwodniczych 
urojeń, bo przyrzekającej człowieczeństwu zaspokoje- 
nie wszelkich wielkości i żądz namiętnych. Wybornie 
ducha jej streścił jeden z głębokich myślicieli Józef 
Joubert: „Wolter — mówi on -r- jest to duch naj- 
bardziej rozpasany, a co gorsza , że kto mu się pod- 
da, rozpasze się jak on. Wpływem swoim odjął on 
ludziom surowę wytrawnośd rozuma; a chód mi^ 
trafny sąd, żywą wyobraźnię, umysł ruchliwy, smak 
wyśmienity — jednej mu rzeczy nie dostawało: mo- 
ralnego zmysłu. « 

Idąc za mistrzem szkoła ta dida umysłom piętno 
pozornie poważne , a w gruncie płoche. Od tego to 
czasu, chód Wolter wyszedł z mody, naipnożyło się 
co niemiara owych głosicieli oklepanych pospolitości 
owych proroków gminnego głupstwa, co Wszędy 



j 



33 

roztiószęc Credo powierzchownej i czczej dokti^yny, 
chwytającej się z dziwną łatwością głów najmierniej - 
szych , ' pną się do przeistoczenia świata za pomocą 
tak zrekrutowanej większości. Najnieznośniejszy to ro- 
dzaj, co pod maską ponurej powagi, szerzy naukę 
płytką i błahą. 

Wiek ośmnasty a nas miał tę przynajmniej za- 
letę, ie do pustej doktryny zastoso wy wał. formę; był 
lekkim, dowcipnym, galantomem. Dla dobrego kon- 
ceptu nie cofied się przed niczem, lubił uiywad nie- 
dbając o jutro; szczery epikurejczyk goniąc resztka- 
mi puścizny po wielkich przodkach, umiid jeszcze 
kiedy niekiedy świecid ich cnotami. Pod pudrowa- 
ną fryzurą błyskała niespodziewanie zdrowa myśl; 
pod jedwabn^ kwiecistym frakiem biło szlachetne 
serce. Jad toczył wierzchnie warstwy, nie dostąwdi 
się głębiej. . • 



1. 



« 

Na tern podmalowaniii, dającem w ^perspektywie 
wiek 18ty z jego ruchliwością, ironią, ziębiącem 
przeczeniem, idealizmem burzącym i lekkiem rozum- 
kowaniem, któremu wszystko dostępne, bo na wszys- 
tko się zrywa, chciałbym wymodelowad osobiatóśd 
poety, dotąd mało studyowaną, a zwykle odprawianą 
lada wypłowiałym a często niesprawiedliwym ogólni- 
kiem przez historyków naszej literatury, dawniejszych 
i świeższych. 

5 



I 

T9 o8obistoiści§ jest: Stanisław Trembecki. 

Zazwyczaj trzecie miejsce naznaczają ma w pleja- 
dzie poetów stanisławowskich; przed nim prym trzy- 
ma Krasicki, si^źc plejady, po Krasickim idzie Na- 
ruszewicz, on, trzeci z rzęda. Tak ncłi waliła opinia 
znawców i nieznawców, i zdanie się atrzymaje. 
* Nie myślę wytaczad o to sporu, i pierwszego 
lub drugiego spychad z piedestału , • aby natomiast 
postawió tego, o którym mam mówió. Rywalizacya o 
pierwszeństwo może mieó swoje korzyści za życia; 
po śmierci, żadnej. Wszakże i sam Trembecki sta- 
wiał się niżej od Krasickiego, gdy doń pisał: 

.... przyznaj mi to hrabia, 
Że twe przybycie dziwy w Warszawie wyrabia: 
Ja, com niechętnej mozy doznawał niełaski, 
* Com gorzej wiersze pisał niżeli Bielawski, 

Czując odmianę ^ióra mego ocil^wist§,. 
' Śmiem się ciągnąć do ciebie z słodkim organistą*). 

Tak samo i z Naruszewiczem nie cłicial się mie- 
rzyd: ,|Ty sobie galopnj po najwyższym parnasie ; 

Ja słaby, upragnionej wkrótce dojdę mety, 
Gdy między piechotnymi zliczysz mię poety. 

Labo skromnońd poetów bywa częstokrod udan§, 
aby tem żywsza obndzid dla siebie admiracyc, to 
przecież Trembecki nie potrzebował uciekad si§ do 
tego fortela, z prostej przyczyny, że do płodów swej 
mozy bie przywiązywał zbyt wielkiego znaczenia. Tam- 
tych nważi^t on za poetów z powołania, siebie za 



*) ^ Węgierskim autorem poematu żartobliwego: Organy. 



86 

wienzopisa z okoliczności, z przypadku. Puszczał teź 
w iSwiat rymy swoje i nie troszczył się o nie, jak 
drzewo , co 8i§ nie troszczy o kwiat zerwany zeń lada 
podmnohdhi. Kwiaty swej myóli rzucał bezimiennie, 
lub pod przybranetn imieniem, które go przecież nie 
zakrywało. Ta niedbatośd pochodziłaź z ufności w 
swój talent zdolny coś większego stworzyó? czy tei 
z podzielania uprzedzeń przyjaciółki swej, pani Geof- 
firin, perswadującej zawsze literatom nawiedzaj§cym jej 
salon, aby nie pisali xi§źek do druku? czy wreszcie 
filozofia robiła go tak obojętnym na te igraszki do- 
wcipu? To pewna, że i z pism jego i z różny cli ory- 
ginalności życia, osobliwie w latach podeszłych wi- 
dad, jak kocha sig w ideale greckiego mędrca-. Pita- 
gor> Erates — to jego słabośd; za młodu czcił Epi- 
kura i gonił za rozko8z§, a raczej usiłował znaleśd 
j^ we wszystkiem. 

' .... cała na tern sztaka 

Żeby j§ wszędy znalazł, kto dokładnie szuka. 

Nie ma więc po co wywalczad mu pierwszego 
miejsca w panteonie rymotworczych wielkości 18go 
wieku; główniejsza rzecz pokazad naturę talentPi 
wpływy dzia^aj^ce nań, kierunek wyobrażeń; schwy- 
cid charakter, fizyognomię, i o ile się da s^ożyd ten 
pokruszony pos^g, zbUżyd rozproszone czystki ducha, 
ożywid, żebyśmy się lepiej poznali z t^ niezmiernie 
wyrazista postaci§ poety i szambelana, dworaka i fi- 
lozofa , publicysty i galantoma, dobrego Polaka i wąt- 
pliwego patryoty — wszystko to bowiem mieścSo 
się w tej niepospolitej osobistości. 



86 , 
II. 

> r 

« 

Dom Trembeckich I gniazdowy w województwie 
krakowskiem, podzielił się na kilka linij, ^przeto je- 
dni piszę się z Tr§bek, dradzy z Łapszowa, inni z 
Ghronowa, z Drążkowa, Smarzowej — ^ a wszyscy 
piecz§taj§ się jednym herbem: Br o eh wic 

Tyle podaje Niesiecki. 

Na ozem pisdt si§ głośny w literaturze nasz Sta- 
nisław? nie wiadomo; tak, jak niewiadomy rok, i 
Oiiejsce jego urodzenia. 

Idęc za niektóremi wskazówkami, mo2na wnosi(f, 
ie przyszedł na świat około r. 1730, i źe go wyda- 
ła sławna proszowska ziemia« 

Na pierwszy wniosek naprowadza ta okolicznoś<5, 
ie w roku 1752 znajduję go zapisanym w album') 
akademii jagiellońskiej, wraz z bratem Ignacym^ o 
czem i Kołłątaj') natręca, powiadając, że sławny 
ten nasz wierszopis^ pierwsze początki gustu wziął 
pod profesorem Tomeckim, dobrym łacińskim poetą. 

Drugi wniosek objaśnia ika okolicznośd, że po oj- 
cu swoim Stanisławie, odziedziczył dwie wsie: Ja* 
strzębniki i Zielonki, w bliskości Działoszyc, z których 
jedna lub druga mogła byd jego kolebką. 



^) W album akademii krakowskiej, znalazłem pod rokiem 
1752, za rektorstwa Wojdecha Micińskiego następującą wskazów- 
kę : Sianislaus Stanislai (film) Trembecki pat. Grac — a po nim za- 
raz: Ignatiu9 Stanislai Trembecki pat. Crac. 

*) Stan oiS¥necenia w Polsce w ostatnich latach panowania 
Augusta III p. X. H. KoHąteja — wydanie E. Baczyńskiego w 
Poznaniu 1841. 



37 

Ani szczegółów wychowania domowego, ani w 
jakich szkołach odbywał stady a nim si^ zapisał do 
akademii, nie wyśledzono dot§d; przypadek może od- 
kryd jedno i drugie. Niewiadomo również co robił, skoń- 
czywszy nauki? Gzy zaraz .puścił si§ za granica? 
Czy trzymał się dworskiej klamki i wsparty protek- 
cy§ jakiego magnata odbywał te podróże? Jak dłu-* 
go bawił? kiedy wrócił? Z podań tylko i ze wzmia- 
nek w jego pismach,, dowiaduję się, że długi' czas 
przebywał we Francyi, najdłużej zapewne w Paryżu j 
że z głośniejszemi sławami epoki miał' ścisłe znajo- 
mości, że uczęszczał na salony pani Geóffrin, gdzie 
może zrobił pierwsza znajomośd z Poniatowskim, że 
nawet do dworu Ludwika Xy znalazł wstęp, czemu 
nie dziwiłbym się wcale. Okazała po^taó, wyborne 
maniery, wysłowienie się ^adkie i trafne, znamionu- 
j§ce dobrze umeblowana głowę, odpowiedzi przytom- 
ne bystrym okraszone dowcipem, talent podobania 
się płci pięknej, rycerski animusz w obronie jej ho- 
noru, bo jak mÓwi§, ze trzydzieści odbył pojedyn- 
ków, a wszystkie o kobiety — zgoła rozliczne te 
przymioty musiały mu zjednad wziętośd w wielkim 
świecie paryskim , podobnie jak zjedm^y kawalerowi 
d' Eon lub mulatowi Sł. Georges, który szpada 
otwierid sobie wstęp w najwyższe progi. Jeżeli je- 
dnak te towarzyskie zalety zniiały dlań progi salo- 
nów, to rzeczywista wartośd młodzieńca biegłego w 
naukach, robiła go pożądanym gościem na zebra- 
mach literackich, przez które zapewne znalazł wstęp 
w świetna towarzystwa stolicy. 

Taki bowiem był wtedy zwyczaj , że dystyngowa- 



88 



ny, cudzoziemiec , prezentował sif pierwej w salonie 
pani Geoffrin hib da - Deffand , gdzie sohadzali aic 
%5wczeiSni literaci, filozofowie, encyklopedyści , polity- 
cy; i z tymi dopiero zabrawszy znajomości starid 81$ 
zyskad opinię przyjemnego dowcipu, aby już potem 
wszędzie wstęp znaleśd, nawet w najwyższe progi 
wersalskie. Aoi w§tpid, źe Trembecki porobił tam 
znajomości z d' Alembertem, Diderotem, Grimmem, 
St Lambertem, Holbachem, a nie bez tego żeby szu- 
kał po kawiarniach i estaminetach spotkania się ze 
starym Pironem , lub nie odbył umyślnej pielgrzymki 
do Femej, ażeby w atmosferze otaczającej arcyka- 
płana filozofii I, grubsze stracid przesady, i przetrzed 
rozumu. ** 

Czud to z jego pism, gdzie snadno dostrzedz 
dług§ praktykę, i obycie się w tem ognisku repre- 
zentujs^cem ówczesne wyobrażenia , koncentrnjącem 
ruch umysłowy. Ze samego żywienia się xi§żkami, 
nigdy by nie weszło mu to w kreWy nie przerobiło się 
w soki żywotne, dlatego taka w nim wytrawnośd, 
taka pęwnośd siebie. Przesada, fanatyzmem swojej fi- 
lozofii nigdzie nie ' razi , płynie mu ona naturalni e 
jak z rodzimego źródła » jakby j§ wyssał z piersi 
matczynej; pedantyczne szorstkości wygładziły się otar- 
ciem o najlepsze towarzystwa. 

Jeżeli przez lat wiele używał zagranicznego poby* 
tu , z cał% swobod§ niezależności, i o własnym kosz- 
cie, nie dziw, co świadczy niektóre listy'), że nadwe- 



') Ł W. Wójcicki w Cmętann powyBkowskim , w ilodatkui 
do toma Igo przytacza kilka listów Trembeckiego s roku 1774 



8d 

I 

i^ył ojcowiznę, i niemogac si§ zapewne dłużej ntrzy*. 
mad, wrócił do Polski. 

Od lat kilku siedział Stanisław August na tronie, 
znany w świecie paryskim , najwięcej w salonie pani 
Geoffiin^, która mu nawet oddała niegdyś wielka 
przysługę wykupując z więzienia , gdzie się był do- 
stał za długi. Zbliźyd się do pana, z którym łączyła 
go może dawna znajomośó, a zawsze toźsamośd wy- 
obrażeń^ dawało Trembeckiemu otuchę na przyszłośd. 
Nigdzie jednak nie znajduję wzmianki, kiedy wrócił 
do kraju i kiedy dostał się do dworu?. 

Z tego co napisał K. W. Wójcicki, a co wyczy- 
tal w ppółczesnym rękopismie, że Trembecki miał udział 
w konfederacyi barskiej, że jeździł do Bielska w roku 
1770^ że był w Preszowie, gdziie się widział z xię- 
ciem Karolem Radziwiłłem , wnoszę , i* to nie bezza- 
sadnie, iż przez ciąg trwania konfederacyi, był uży- 
wany przez króla , czy do traktowania z generalne- 
fici§, czy do obserwowania jej czynności, dośd, że 
pełnił misyę dworskiego agenta. 

Poparcie powyższych domysłów znalazłem przy- 
padkiem w czterech listach pisanych po francusku z 
Bielska w końcu kwietnia i początku maja 1772 roku. 



1783, z których pokazuje się, &e majątek swój sprzedał i z iego 
powoda miiA jeszcze prawnicze zatargi. 

O Stanisław August okazał się wdzięcznym za tę usługę^ 
wyiwiadeaoną mu w Paiyftn; kiedy wstąpił na tron napisał do 
dawnej swej przyjaciółki: «Mamo! twój syn został królem, przy* 
jedi zobaczyć swoje 'dziecko.* Pani Geoffiin przyjechawszy do 
Warszawy zastiia apartament przygotowany dla siebie zupełnie na 
wzór jej pary^uego mieszkania. 



40 

S§ one bez podpisu i bez adresu; zapełnione opo- 
wiadaniem różnych zdarzeń, komera^źów i uwag o 
członkach generalności konfederackiej, francuszczyzną 
wyborn§ , z postrzeżeniami okazującemi znajomośd 
spraw publicznych, z obfit§ przymieszką humoru i do- 
wcipu, i tych niespodziewanych zwrotów zdradzają- 
cych bardzo biegłe pióro. 

Pilnie rozczytując si§ w nich, dostrzegłem, źe 
piszący należid do partyi królewskiej , i źe obserwa- 
cye swoje posyłał do innego akredytowanego ' agenta 
w Wiedniu. Ktoby to był? kto mógł wtenczas pisaó 
stylem listów Woltera ? ,Ze nie Francuz , pokazy wi^a 
dokladnośd ortografii nazwisk miejsc' i osób, niemniej 
'znajomośó -naszej dawnej historyi. Ktoź wi§c?.... 
W liście pod datą 8go maja, znajduję ustęp : „</' ał- 
łendais de Vous un houguet; avez vou3 óuhlU que je 
porte I illustre nom de Słanislas nom dont je suis 
łouł glorieux^ et gui egalera les plus cdehres dans 
t histoire.^ Stanisław? i to kadzidłp dla króla? któż- 
by inny, jeśli nie Trembecki, a ten, do którego pi- 
sy^wsd;, niezawodnie Corticelli, pełnomocnik królewski 
w Wiedniu. Wpadłszy raz na trop, przypomniałem 
sobie i podobieństwo charakteru, i okolicznośd, źe 
listy pochodzą od osoby spowinowaconej z generałem 
Gorticellim. 

Korespondencya ta wcale nieobojętny materyi^ do 
historyi owych czasów. Wiadomo, źe Stanisław Au- 
gust przeniknąwszy zamiary trzech sąsiednich mo- 
carstw względem podziału Polski, chwycił się dro- 
gi pojednawczej z konfederacyą i jej przywódcami, 
do czego używał ludzi sprytnych i posiadających jego 



41 

2aa&nie. Ż tej liczby był Trembecki. Cel jego misyi 
nietrudDy do odgadnięcia. Zdaje on właśnie sprawę 
z jednej awantury, jak dwóch pułkowników konfede- 
rackich Schiitz i Drozd pokłóciło się ze sobą , aŹ 
przyszło do czubków w kwaterze xi§cia Radziwiłła, 
lecz źe za ScbUtzem mówiły jakieś czyny wojenne, doko- 
nane we Lwowie, więc ujęto się za nim, a Drozda, choó 
równie dzielny żołnierz, usunięto. Oburzony t§ krzywdą 
Drozd, upił się i od ostatnich słów zwymyślał wszystkich 
marszałków, za co wzięto go do kozy, i oskarżono przed 
władzami cedarskiemi, jakoby Bielsk chciał podpalid, 
i w tern zamieszaniu konfederatów wydad Moskalom. 
Broni go Trembedki, i błaga żeby się Corticelli 
wstawił za nim u władz wiedeńskich. ^Mój Drozd 
przepadnie — pisze on — jeżeli mu nie dasz pomocy. 
Trzech urwiszów, niegodnych nazwiska oficerówi chce 
pod przysięgą zeznad na niego, źe z rozkazu Bra- 
nickiego, miał Bielsk, a potem Cieszyn podpalid. 
Pojmujesz, w jak niegodny sposób chcą Branickiego 
skompromitowad. Nikt rozsądny nie dałby wiary temu 
błazeństwu; ale Szlązacy biorą tę rzecz na sery o, i 
Drozda okutego wysłano juź do Opawy, gdzie ma 
byd sądzonym. Klnę się na Boga i duszę, że on 
niewinny; a jeżeli zawinił, to bhyba tem, że chciał 
na naszą stronę przeciągnąd wojsko Radzi wiłłowskie, 
i dad potrzebne objaśnienia o zamku Łanckorońskim, 
któregp był komendantem przez 11 miesięcy, a na- 
reszcie, że przyrzekł wrócid regiment Rzewuskiego do 
tego stanu, w jakim był przed przystąpieniem do 
konfederacyi. W tym zamiarze pisał on do naszego 

xięcia i do hrabiego Branickiego , który mu zape* 

e 



42 

Wnif stopień i płac§ pułkownika , jeśliby swoich obie- 
tnic dotrzymał. Staraj się przeto jako dobry chrze- 
ścianin zainteresowad kogo ze znacznych figur, żeby 
się uj^ za tym biedakiem, który nie maj§c potrzeby 
byd łotrem, może jeszcze wyjśd na porządnego czło- 
wieka; ma bowiem trzos tak dobrze nabity, że mógł- 
by codzień się upijad, nie potrzebując ruszad kapita- 
łu. Z resztą przykład ten miałby niebespieczne sku- 
ki , gdyby tym ludziom pobożnym , co sie ' biją za 
wiarę, wierzono na gołe słowo; niebawem przyszłoby 
do tego, że ja, lub kto inny, nienaleźący do ich 
szajki, byłbym posądzony o zamiar podpalenia Berna 
lub Opawy.** 

W następnym liście Drozd znowu na stole. 

„Chociaż w czasie tej awantury nie byłem w Bia- 
łej, jednak wmieszano mię do niej. Znajdujący «ię w 
licznem towarzystwie, znany ci może z reputacyi puł- 
kownik Gomoliński , był łaskaw umieścid mię w licz- 
bie podpalaczów tego miasteczka. Dowiedziawszy się 
o tern napisałem mu natychmiast, że lubo nie mam 
zamiaru palid miast niemieckich, wszela- 
ko mam niezmyśloną chęd palnąd w jego 
pustą mózgownicę. Widzę cię, kiedy to czytasz, 
jak przerażony drżysz o mnie drogi przyjacielu, i 
wyobrażasz sobie gwizd kul i mnie lub mego przeci- 
wnika broczących we krwi. Otóż ani jedno, ani dru- 
gie; zdrów jestem Bogu dzięki i Gomoliński także. 
Rycerz ten, który odbył tyle kampanij we Francyi, 
w czasie pokoju, przyszedł do mnie, aby podłem pła- 
szczeniem się zmazad potwarz; przyznaf się do winy, 
zwalił wszystko na plotki , którym uwierzył, i ze 



43 

i w oczach przyrzekł odwoład co mówiŁ Patrząc 
na te jego komiczne grymasy, nie miałem serca gnie- 
wad się dłużej, a nawet z wielką trudnością wstrzy- 
mywałem się od śmiechu. Jakoż dotrzymał słowa: 
zgorszone moim mniemanym występkiem osoby wy- 
prowadził zbł§du, i jeszcze więcej zrobił, niź miałem 
prawo domagad si§. Poczciwiec ten szalenie przywią- 
zany do życia.** 

Po tej scenie pojedynkowej, zakończonej dla Trem- 
beckiego tak pomyślnym rezultatem , jużby można 
odgadnąd człowieka znającego świat, i umiejącego 
sobie radzid z junakami tego gatunku co Gomoliński. 

W innym ustępie wydaje się ze znajomością sto- 
sunków paryskich, i literatury francuzkiej, gdy pisze: 

9 Niesłusznie tak pogardliwie wyrażasz się o na- 
szem Bielsku, nazywając je nudną dziurą; przeciwnie, 
Bielsko podobne jest do Paryża, ma się rozumied do 
przedmieścia St. Marceau, zwłaszcza, odkąd Francuzi 
zaszczepili tam niewątpliwy smak do galanteryi. Cza- 
sami bywają tii widowiska tragiczne, komedya zaś od- 
grywa się bez ustanku , a oprócz niej patrzymy na 
maryonetki. Ileż to rodzajów widowisk ! Wyświstujemy 
aktorów, za to łaskawiej obchodzimy się z aktorka- 
mi, które najczęściej występują w komedyi les prS" 
cieuses ridictdes; wszystkie nieszpetne, dostarczają 
materyi do kroniki skandalicznej. Bohusz człowiek 
niegłupi, lecz zły z temperamentu, smali cholewki 
do pani krajczyny litewskiej, za co mu wdzięczny 
pan krajczy, który ze swojej strony umizga się do 
ładnych Węgierek itd." 

W tym tonie kroniki skandalicznej ciągnie się 



44 

• 

reazta lista. Generalnoćd z całym taborem kobiet in- 
trygQJ§cyQh i umizgaj^cych się^ to prawdziwa woda 
oa młyn tak dowcipnego obserwatora, jak autor tych 
listów. Po tym, i po tylu innych rysach, frudnoby 
komu innemu niź Trembeckiemu, przypisad ich au- 
torstwo. 

Czy Trembecki juź wtedy miał godnośd szambe- 
lana, czy dopiero za te usługi zarobił na ten tytuł? 
pozostaje w^tpUwem. To jednak zauważałem z nie- 
których wyrażeń w tych listach, że lubo sprawę 
konfederaoyi uważał za bunt przeciw majestatowi, je- 
dnakowoż bolało go, kiedy tchórzliwe kupy kocfede- 
rackie zadawały kłam dawnej , wysławianej odwadze 
polskiego rycerstwa, co umiało kilkakroó liczniejszego 
zwyciężad nieprzyjaciela; i tak między innemi dono- 
si: „Otrzymaliśmy tu wiadomośó tern przyjemniejsza, 
że takie przyjemności trafiają się nader rzadko. Imci 
pan pułkownik Rudnicki (brat jego miał zaszczyt przez 
dwa lata nosid moj§ libęryę) na czele sześciu set ko- 
ni uderzył na 80ciu kirasyerów moskiewskich w Ja- 
iroidawiu, i cudów dokazał w tym dniu pamiętnym: 
trzydziestu bowiem wziął do niewoli, zarąbał dwó- 
dziestu, resztą salwowała się ucieczką. Miasto zapła- 
ciło mu trzy tysiące dukatów.^ 

Jest ta sporo ironii, z temwszystkiem królowi i 
jego partyi wiele zależało na tern, aby znaleźó mię- 
dzy konfederatami jak najwięcej ludzi dzielnych, i 
tych przeciągnąd do pułków regularnych, odkąd bo- 
wiem zamiary trzech dworów zaczęły występowad na 
jaw, tak król, jak patryotyczniejsi stronnicy koi}fede- 
)racyi, postrzegli, że sprawa domowej walki przecho- 



45 

dzi w stadyum obrony całości rzeczypospolitej, zaczem 
czuli się pociągnięci do dzitdania we wspólnej obro- 
nie. Był to jeden tylko moment; właśnie ten, kiedy 
Trembecki przebywał w Bielska, i patrzał jak wojska 
aostryackie zaj§ły Bi£\ł§ i o dwie mile kazały sig co- 
fii§d konfederatom .... • 

Misyi tej nie można nazwad uwłaczaj§c§ jego cha- 
rakterowi i patryotyzmowi. 

III. 

• 

Wspomniałem wyżej, ie Trembecki nie troszczył 
Bię o swoje pisma, i nigdy nie zajmował sig^ ich wy- 
daniem w jednym zbiorze. W młodszych latach nie 
dbał o to; na starośd nie pamiętał \ nie poznawał 
własnych wierszy. Jedón tylko przekład Syna Mar- 
notrawnego dał był do driika w roku 1780 i to 
pod zmyślonem nazwiskiem LudwikK Azarycża. Oko- 
licznościowe zaś rymy, najczęściej bezimiennie wycho- 
dziły nar świstkach. Z tych powodów jeżeli jaki zna* 
lazł się miłośnik dobrej poezyi, musiał gonid tych 
rozprosfi^eńców po tak zwanych sylva rerum, lub 
kalendarzach, i zebrawszy to i owo, przysposabiać 
edycyc. Zapewne zrażony temi trudnościami nie za- 
mieśdł go w zbiorze piaarsów połakicłi Mostowski; 
w Wilnie tylko w 1806 po ukazaniu uę Sofijówki 
w Dzienniku Wileńskim wyszedł pierwszy zbio- 
rek , którego nigdzie nie spotkałem* Obfitszy wydał 
w Warszawie Bruno Eaciuski, następnie krytyczniej 
cokolwiek Korn we Wrocławiu, Bobrowicz w Lip- 
sku , a w Wilnie 1836 miało ' wyjśd najzupełniejaze 



46 

Wydanie, które nie wiem dlaczego naleiy do takich 
osobliwości, źe ani w handlach, ani w bibliotekach 
o niej nie wiedza. To wiem tylko , źe jeżeli wydanie 
to zrobione jest podług krytycznych komentarzów Kli- 
maszewskiego , nie zostawiałoby nic do życzenia; ale 
Klimaszewski wyszedł za granicę po 1831 roka, a 
wydanie okazało się w pi§<5 lat później. 

W edycyach, jakie miałem pod r§k§, trudno io)66 
ładu co do porządku, w jakim pojawiały się wiersze 
Trembeckiego; nie wszystkie bowiem no8z§ sw§ datę 
w swej treści, nie wszystkie s§ okolicznościowe', jak 
i nie wszystkie mog§ byd jemu przyznane. Lubo o 
autorstwo wiersza: Do Maryańskiegó kowala 
upomniał się kiedyś Michał Mackiewicz, wice- marsza- 
łek nowogrodzki'); przecież literaci i wydawcy gwał- 
tem przyznaj§ go Trembeckiemu, i fundując się na 
tem robi§ uwagi nad. zmiennością jego usposobień i 
sentymentów. Podobnież dzieje się z Dum^ nad Bo- 
hem do Potemkina, któr§ napisał Bończa Tomasze- 
wski. Na wielu kawałkach cięży także w§tpliwośd, jak 
na wierszu do Naruszewicza: „Szczygieł między ka- 
narki^, który znajduję także w Węgierskim, wydania 
Mostowskiego. Wiem też, że przekład Jerozolimy wy- 



*) W Pamictoika warszawskim roka 1820 tom XYin pisze 
o tem Mackiewicz, i powiada, że Trembecki przeczytawszy ten 
wiersz jego, chwalił najbardziej to miejsce: 

Lecz oto spojrzał z góry, ten, co jwiaty włada 
Pogroził twórczym palcem na złego B^siada. 

i że w końcu własn% ręką napisał: J'admirai Us beaufis de eeUc 
piece et je desirc ardemment ien eonnaitre fauteur. 



ii 

sswolonej Alberta Miera ') jest po większej części ro- 
boty Trembeckiego^ do czego si§ sam Mier przyznał, 
a o co Trembecki nie dbał, czując delikatnym sma- 
kiem, źe ton przekłada ciężkimi alexandrynami , nic 
a nic nie przypominał muzycznej TasBa oktawy; tak 
samo, jak nie dbał o pierwszy akt przekłada trage- 
dyi Sierota chiński, który darował Radowickie- 
mu , aby tenże lichem tłumaczeniem reszty sobie do- 
pełnił. Dodawszy do tego brak systematycznego ukła- 
da,, i mnóstwo dowolnych opuą^czeń ze względu na 
przyszło^ y a nareszcie stek błędów robiących text 
niezrozumiałym, studyum nad tym najklasycaniejszym 
z naszych poetów bywa podwójnie mozolne tak dla 
trudnego zoryentowania się, j&k dla braku klucza do 
pewnych aluzyj i okoliczności dających mu do pisa- 
nia pochopu 

Że o Trembeckim żyjącym w stolicy, na dworze 
króla lubiącego się bawid, zamiłowanego w literatu- 
rze, w sztukach pięknych, w towarzystwie dobranych 
dowcipów i pięknych kobiet , nie ma wcale szczegó- 
łów, prócz, że figurował na czwartkowych obiadach; 
nie ma ani jednego imprompłu w rodzaju łych, jakie 
zostały po Krasickim, Naruszewiczu, Węgierskim, tra- 



') W Krasickiego dEiele o Bymotw.orstwie i Rynio« 
twórcach jest cząstka tego przekłada z lY pieini Jorolimy 
wyzwolonej. Zapewne więcej musi się znajdować w rękopismie. W 
listach generała Morawskiego (rękopism) czytam pod dat^ z Badomia 
1828 co następuje: ,, przyznał mi się Mier ze tłumaczenie jego 
z Tassa w większej częici jest Trembeckiego, ie razem robili^ 
lecz Łe on wiele rzeczy przeciw dobremu gustowi sprostował. ** 

Trembeckiego poprawiał!! -— 



48 

dno sobie wydumaozyd, chyba tern, ie albo gtał ro* 
1§ bardzo dyplomatycznie waŻDą, co nie zgadzałoby 
si§ z otwartością jego charakteru, albo, ie zatopiony 
w stosach xiag i szpargałów pędził żywot erudyła 
mało udzielający się na zewnątrz. To ostatnie ma 
wiele prawdopodobieństwa, jeżeli sobie przypomnimy 
odgłod publiczny przypisujący mu badania nad po- 
czątkiem narodu, co nawet kilka wierszy Węgierskie- 
go potwierdzad si§ zdaje: 

Ty co niezwiędłym liściem uwieńczywszy skronie 
Nieprzestając , tei usiadł na parnasu tronie , 
Zstępujesz do ciemnicy dziejów z oświeceniem • 
Nowego"" iwiatła darząc nasz naród promieniem*). 

Nierównie jednak ważniejszego dowodu o jego 
naukowych zajęciach na polu historyi dostarcza list 
Naruszewicza pisany doń pod dniem 6 marca 1790 
roku. Przytaczam go, jako jedng z najwymowniej- 
szych obron poety w obec tych sędziów, co jego 
kosztem usiłowali podnosi d Naruszewicza. 

„Mój ukochany, szanowny i łaskawy dobrodzieju! 
Zacząłem pisad historyc Piastów i skończyłem. Za- 
cząłem trochę i Jagiellońskiej i już po koronacyi 
Wyprawiłem Litwina neofitę na poselstwo dziczy swo- 
jej do Wilna. Chcę i dalej pisaó; ale czyi można 
przynajmniej w tych sejmowych hałasach ująd state- 
cznie pióro i myśl łańcuchem ciągłej reflexyi zwią- 
zad? Nigdy jednak nie wziąłem determinacyi porzucid 

') W wydania, Hbstowkiego poezyj Eaj. Wigierskiego, wiersz 
ten, jak kilka innych, ma nadpis: Do Trembeckiego — a fte to 
była także pośmiertna zbieranka wierszy tego rymotworcy, nie wiem 
jak dalece wiarygodne są te nadpisy. 



49 

X 

t$ pracę. Wiem. to, źe jej nie skończę j bo ars tongó^ 
vita hrems; ale przecie pracowad trzeba do śmierci, 
aby nie powiedziano, ie wzi§wśzy chleb, osia^ na 
próżnowania. Znam to, źe twoje szlachetne pióro, 
przewyższyłoby nieskończenie poziome moje czołganie 
się; ale na tej tak obszernej, rzeczy od ojców na- 
szych ttdziałanych, przestrzeni i wolik może chodzid, 
i orzeł lataó. Weźmij jeśli ći się podoba, panowanie 
Zygmanta Igo i kończ Jagiellony; a ja tymczasem 
będę robił około wyższych. Materyaltó w mieó będziesz 
odemnie ile zechcesz , bo do samego Zygmunta I 
mam w moim zbiorze dyplomatycznym więcej 40 to* 
mów dobrze opasłych. Zaspokoi się prędzej pablicz- 
nośd, a ja mied będę pociechę w koledze, pracy, 
którego wielbi d zawsze będę, równie jak koc^iad. 
Vale carissinie Stanislae.^ 

^ Naruszewicz robiąc siebie skromnym, pracowicie 
chodzącym wolikiem, a Trembeckiego latającym or- 
łem, ,dał tern samem miarę o wysokich zdolnościach 
przyjaciela, któremuby przecież nie narzaci^ tej pra^ 
cy, wymagającej długiego ślęczenia wprzód, nimby pi- 
szący przygotowi^ się do rzucenia strawionej rzeczy 
na papier. 

Ptf bachanaliach młodości, pracowita i stateczna 
dojrzsdośd męża, to bardzo naturalny porządek. Ta- 
kim rzeczywiście był Trembecki na dworze Stanisła* 
wa Augusta; a gdy mu się dziwiono, powtarztd, że 
do lat piędziesiędu aż nadto był młodym. W ogóle 
unikając Ucznych towarzystw, miał skłonnośd do sa* 
motności, z małą, jak mniemam, słabostką drapowa- 
nia się w powagę i białą tunikę greckiego mędr- 



6Ó 



6a, co jak wiadomo, zyskało mu n ]cr($la tiazw§ 
„naszfego Pitagorasa." 

Pozostaje więc szukad go w jego utworach, gdzie 
zwykle najszlachetQieji3z§ cząstkę swej indywidualno- 
ści zostawia poeta. Atoli todzaj rymotworczycli pło- 
dów Trembeckiego pijBanych z okoliczności , z ten- 
dencya wybitnie polityczną, nie dośd nam dostarcza 
osoby jego tyczących się szczegółW, mało wtajemni- 
cza w świat wewnętrzny, a raczej W ten świat poef- 
tyóznie - idealny, o jaki ubiegają się sercowi poeci 
trzymający sic*kodexu, pani de Staef), która mówi: 
„Bądźcie czyści, wierzący/ niezawiśli ; szanujcie to co 
kochacie, szukajcie nieśmiertelności w miłości, bóstwa 
w naturze; słowem obudujcie w duszy świątynię , a 
nawiedzi ją anioł myśli szlachetnych", do czego Mic- 
kiewicz dorzucił znane : „miej serce, i patrzaj w 
setce." 

Nic to innego, tylko przerzucenie środka ciężko- 
ści na inne miejsce. W wieku filozofującym, jak 18ty, 
poezya mająca pretensy§ do filozofii, siedzibę obrała 
w mózgu; w naszym chce wzszystko czuciem s^gady- 
wad, i przeniosła się do fierca. Cały dpór klasyków 
z romantykami, oto się najwięcej zahaczał; a lubo je- 
dni i drudzy nie byli w posiadaniu zupełnej prawdy, 
przecież bili się do upadłego dyskredytując wzaje- 
mnie. Romantyzm przemógł, i klątwa rzucona na pi- 
sarzów wieku stanisławowskiego, trwa dotąd w pe- 
wnych uprzedzeniach^ które jak mniemam, sfolgowaó- 
by powinny, przez samo uszanowanie dla tego pię- 



*) De V AUmagne, II partie^ chap. 40. 



BI 

knego i rzadkiego przymiotu daszj, jakim jest ro* 
zam, tak cz§sto i tak nierozważnie lekceważony 
przez poetów minorum gmłium. 

Od czasów lorda Byrona weszło w zwyczaj sza* 
kad analogii między autorem ą jego płodem ; po- 
chwytywaó każdy krzyk jego duszy, żeby albo w 
słabośd uderzyd, lub w nieskończonoćd rozd§d jego 
marzenia o ludzkości, o Bogu^ pokazując coby mógł 
zrobid, gdyby mu nie przeszkadzało głupstwo, ma- 
łośd, złośd ludzka i. inne najczęściej społeczne prze- 
szkody. Jeżeli częstokrod imaginacya biografa^estetyka 
bywida poetyczniejsz§ , niż sam ^oeta, to z drugiej 
strony i oryginalna indymdualnośd Śpiewaka Manfre- 
da i Lary pobudzała do naśladownictwa, co spraYda- 
ło, że utwory poetyczne - miewały charakter egotycz- 
ny, i że się gwałtem sadzono poza ciemną gaz% za- 
wiłych słów ukazy wad sw§ postad wampirycznie bla- 
dą, nieszczęśliwą, niezrozumiałą i tajemniczą jał^ kon- 
spirator. Pole domysłów szerokie, interes wzmagał się 
dla osoby autora spływając jednocześnie i na 4zi^o! 
a tak jedno, nadstawiano się drugiem. W ośmnastym 
wieku nie znano się na tej sztuce. Poezya będąc 
więcej rozmową, trudniła się światem zewnętrznym; 
poeta z osobistością swoją chował się za przedmiot, 
a Trembecki więcej niż każdy inny, jako tłumacz 
myśli politycznej swojego króla. 

IV. 

Podobnie jak Horacy, Trembecki zjawia się w 
nowym rzeczy porządku* Ostatni wysił starej republi- 



» I 



62 



N 



ki, konfederacja barska, sprowadzająca katastrofę za- 
boru, nie ma dla niego takich wspomnień jak dla 
rzymskiego poety miały ostatnie zapasy republikanc- 
kie z wznoszącym się cezaryzmem, ztąd całą duszą 
J)rzystaje^ do Stanisława Augusta , potrzebującego byd 
otoczonym przez ludzi światłych i dobrej woli, i nie 
targuje się z nim zapewne o swoją niezawisłość, ale 
mu J9 poświęca jak doświadczonemu sternikowi, co 
osiadły na mieliźnie statek ma wyprowadzić na pełne 
chiod namiętnościami rozhukane morze . . . Pokładając 
nieograniczoną ufnośd w jego mądrości i sercu , chce 
aby mu cały naród tak samo ufał. Tę swoją wiarę i 
przekonanie przelewa w te przepyszne wiersze rzeź- 
bione wzorem antyku na tle dzisiejszej myśli, i rzuca 
je publiczności, aby mohilium turha ąuiritum opa- 
miętała się, i poznała szczere intencye monarchy. Są 
one jakby dzisiejsze broszury wychodzące u Dentu i 
llumaczące myśl imperyalistowską. Rymowana ich for- 
ma zaręczała im pewniejszą popularnośd, niź gdyby 
się pojawiały w suchej prozie dogmatycznych trakta- 
tów o monarchii ; za Poniatowskiego bowiem, jak za 
Cezara Augusta , grasowała gorączka pisania i . recy- 
towania wierszy, 



• • . 



puerigue pairesęue severi 
Frondę comtu tńncti coenatU, et earmina didant, 

Trembecki był więc organem królewskim w ści- 
ąłem słowa znaczeniu. Dymy kadzideł, któremi jak 
obłokiem otaczał tron Stanisława, zarywały często na 
przesadę, defigurowały prawdę dając jej niewłaściwe 
rozmiary, lecz były to reminiscencye panegirycznego 



.53 

styln , a po częćoi i grzech od jakiego żadne stron- 
nictwo nie jest wolne. 

Wiersz, na dzień 7 września, w rocznicę ko- 
ronacji Stanisława Augusta, rospoczyna szereg tej 
apologii. Widad, że poeta obawia się czy jego słowu 
uwierzą, czy go nie nazwą bajarzem, ^ kiedy na po- 
czątku wzywa .bóstwa Prawdy, aby kierowało jego 
piórem* Rzeczywiście, śród umysłów rozgorączkowa- 
nych tak świeżą wojną domową, i świeższym jeszcze 
faktem pierwszego podziału, potrzebną była' ta po- 
moc, aby przygotowad źle uprzedzonych do słucha* 
nia wymownej obrony. Nie wchodzi on inmediasreSj 
jakby tego żądad można po publicyście; lecz bierze 
Poniatowskiego do kolebki, i znaczy go piętnem 
wysokich przeznaczeń. 

Skłonnoici jego, pierwsze i wiek nader młody 
Wydały w nim do berła sdatnoici dowody, 
Czuł Bwe' losy wspanii^e , i zaraz z pieluszek 
Wyższe zabawki kpchij świefty genioszek. 

ćwiczenie się- w językach, podróże, funkcye dy- 
plomatyczne przygotowywały go do berła, tem ińę* 
cej że 

Wuj prowadził, którego w polityków kole 
Kład§ między Byszelich i między Walpole. 

Wyniesiony wolą narodu na króla, zaj^ się le« 
czenieni ran w schorzałem ciele rzeczypospolitej. O por* 
wania senatorów, wybuchu konfederacyi barskiej ani 
dowa ; zato rozwodzf się nad zamachem spiskowych 
w nocy 3go listopada i dośd komicznie przedstawia 
uwięzienie króla 






I ^ 



64 • 

. . . , wleczony po błocie 
Z jedn§ nog§ w trzewikii, dnig§ nie w swym bacie. 

.Wiersz ten trywialnością 8woj§ tworzy tak^ dys- 
harmonic w ci^ości nastrojonej na wysoki ton, źe 
śmiałbym go nwaźad za podpisany przez kogoś inne- 
go dla sparodyowania tej apoteozy niemiłego ma 
króla. ^ 

Angast przebacza swoim porywcom. Dziwna rzecz, 
poeta nagania^mu zbytnia łaskawośd 

, . . . . gdy jej bardzo wiele 
Zwykła czaseol okropne ośmielać Eromwele. 

Naganiano Horacema, że przez pochlebstwo dla 
Cezara Augnsta nieprzychylnego imperzałizmowi An- 
tystyusa Labeona znakomitego prawnika, nazywa sza* 
leńcem 

.... Labeone insanior ifUer 
Sanos dicatur. 

Tretnbecki w gorliwości swojej idzie dalej, i Wy- 
rzuca królowi zbytni§ dla buntowników pobłażliwośd. 

Jak nie miały brad rogów bantownicze dachy, 
Gdyj aprsedzid odpastem nie czekając skrachyi 

Czuł on potrzebę żelaznej ręki , chciał żeby ener- 
gia kary wypływała z energii żelaznych postanowień, 
ale król był chwiejnego amys^u i zawsze w koli- 
zyi. Mii^e karaó konfederatów, że chcieli kraj wy- 
swobodzió z pod wpływu Moskwy ? polityka jego za- 
sadzająca się na temporyzowaniu z opiekuńczem mo- 
cwBtwemt> obienda zawsze pośl*edni§ dro^c, noszą* 



66 

ć9 smamic diabości. Ale Trembecki umie i to obró- 
cid na jego korzyśd; i aby upi^knid portret powiada: 

Jedno mit^. takie serce Bóg*, drugie dał tobie. 

Bij§c na potwarz obwiniająca króla o uległośd 
mocniejszym sąsiadom , wyprowadza łańcuch przyczyn 
ze złej polityki , lab słabości poprzednich królów. 
Przepyszny to ustęp wielkimi rysami historyka ma- 
lnj§cy koleje upadku rzeczypospolitej , a kończący 
się wjonownym argiunentem: 

Giji Polsko sił, ni rady, ni dostatków miała, 
Nie dziw żei uszkodzona, dzW te& kiedyi sti^a. 

Rezygnacy§ wśród tej konieczności politycznej ła- 
godzi nadzieja, że August to co jest, ochroni od 
upadku i zagłady : wpada nawet w prorocze natchnie- 
nie, widzi dziedziczna dynastyę, króla piastującego 
prawnuków, ^ których uczy „trudnej królowanie sztuki.^ 
Ten wiersz wyglądający na program, moźnaby 
. odnieśó do roku 1773, przebija w nim bowiem wiele 
goryczy i oburzenia, jak to się dzieje zazwyczaj po 
politycznych katiastrofach. Zapewne nie podobał si§ on 
w przeciwnym obozie, z temwszystkiem fakta przy- 
walające Bmutn§ rzeczy wistości§ , przeciw którym 
niepodobna było zasłaniad się patryotycznemi inten- 
cyami, kazały chwytad się tej drogi, jak§ Trembecki 
wskazywał, i umysły nagłym zwrotem zaczęły skła- 
niad się do króla. , ' - ' 

Tę zońanę .widad JBŹ w późniejszy m o lot kilka 
liście do Stanisława Augusta powracającego z podró- 
iy wołyńskiej. Celem podróży był Wiśniomec re^- 
dencya Mmszchów, dok^d w roku 1781 jeźd^ dla 



66 

mdzeniB, się zhrAhią du Nórd^ czyli wielkim zięciem 
Pawiem nast§pc§ rosyjskiego tronu. Poeta i ta hoj- 
n§ rck§ sypie kadzidła uwielbień dla. pana, atoli o 
wiele w nicli umiarkowańszy ; znad źe opozycya mniej- 
sza, tron czuje 819 silniejszym , a król używa po- 
pularności. 

Poczwary już zapa^, czarna potwarz znikła 
Ojczyzna cię poznika i kochać przywykła. 

Ubezpieczony co do głównego punktu, widzi juź 
ład i rzsfdnośd, nauki krzewi§ce się, zgoła zdoby- 
cze wewnętrznej pracy , a byle kraj kierował się 
roztropnością, * to nawet złych sąsiadów może zrobid 
sprawiedliwymi dla siebie. Tu nawija mu si§ na- 
,der szczęśliwe porównanie słabości i bezbronności 
Polski do pierwszego człowieka stojącego w bezbron- 
nej nagocie pośród silniejszych od niego potworów 
i zwierząt. 

Zdawało BiCr ie postać naprzód zginie nasza: 
I^w ją kłem. 8łoń ogromem, wół rogiem przestrasza. 
Słaliszy zwierz, ale który wzi^ł roztropność w podział, 
Zjadł woła, wsiadł na donia, lwią skórą się od^ał. 

W tym malowniczym obrazie rozumnej walki, w 
tem' zwycicztwie siły ducha nad sił§ fizyczną , wytknął 
poeta wprawdzie nie krzyżową drogę, wybrukowaną 
holokaustami z iycia i mienia, bo wierzył więcej w 
cierpliwośd, roztropaośó i męską energię, niż w fa- 
natyzm ofiaiy; ale. dał zdrową radę na dziś, a 
wiele pewności na przysłośd... Znałem wiele staro- 
świeckich ludzi, którzy umieli te pztery wiersze na 
pamięd i lubili je przy sposobności przytaczaó. Znana 



57 

apostro£si Krasickiego do ojczyzny jakże wydaje się 
mdł§ i deklamacyjn§ obok tych genialnych- iskier 
nmysła mającego gł§bok§ świadomość rzeczywistego 
położenia ! 

Jeżeli w poprzedzającym wierszu na rocznicę 
koronacyi dziwiło poniekąd, dla czego poeta nie 
zrobił najmniejszej wzmianki o Katarzynie, chód za- 
czął pod zaklęciem bóstwa Prawdy, to juź w tym 
niepodobna mu było niespotkad się z tą „nie- 
śmiertelną matką'' 

która... jak' owa niegdyi^... pióro 819 durnieje, 
Chcę ją równaó — równego nic nie maJ9 dzieje. 

Zapewne cisnęła się pod pióro Semiramis pół- 
nocna, lecz to byłby plagiat z Woltera, wolał więc 
uciąd, i niezrównaną otoczyd obłokiem kadzidła. 

Jak już powiedziałem, wiersze te miały text ga* 
binetowej dyplomacyi. Pó świeżo dokonanym zabo- 
rze trudno było odwoływad się do uczud wspania- 
łomyślnej Katarzyny; ale teraz po katastrofie tej 
przesun^o się już lat kilka, nowy porządek rzeczy 
publicznej ustalał się, wyrabii^, a chód nieproszo- 
na opieka nie ustawała , wolał rząd cierpid ją a swo- 
je robid, niż się przeciw niej oburzad i draźnid. 

Inaczej trudno sobie wytlumaczyd tego apoteozo- 
wania Katarzyny, które w wierszu do Naruszewicza 
towarzyszącego królowi w podróży kaniowskiej (1787) 
dosięga prawie zenita. Widzenie się Stanisława Au- 
gusta z imperatorową w Kimiowie nad Dnieprem 
wróżyło pomyślniejsze widoki. Wszechwładna pani 
gwarantowała nietykalnośd granic Rzeczypospolitej, ze- 

8 



/ 



68 

swalała na powiększenie wojska narodowego, na pod^ 
( niesienie podatków, pozwoliła wysyład ambasadorów 

)' do obcych mocarstw, cofnęła nawet od dawna konsy< 

stojące wojsko rosyjskie na Ukrainie, a w zamian 
za te ustępstwa zastrzegła sobie, żeby podczas roz- 
prawy jej ż Turkiem, król nie dopuścił zawiązka 
konfederacyi zbrojnej , któraby mogła w jej działa- 
niach zrobid dy wersyc. Pomyślniejsze więc zbliżały 
się chwile i opieka gwarąutki stając się mniej ucią- 
żliwą i wymagającą , pozwalała myślid o wewnętrznych 
' poprawach, dających rękojmię większej udzielności. 
Wszystkie te okliczności i nadzieje wprawiają muzę 
Trembeckiego w taką extazę, że prawie gubi miarę 
w uwielbieniach dla Katarzyny. 

Goi opnicił wielkiego umysł jej wspaniały? 
Którego jej rodzaja Die przysądzić chwały? 
Zyskała cze£ć od iywych, zyska od potomnych 
Depcąc havdoid zuchwalców, a podnosząc skromnych . . . 

Tymi skromnymi, jak się łatwo domyćlid, są Po- 
lacy, co jeszcze wyraźniej rozwija dalej:' 

... my nadzieję mamy. 

Że nam od niej gojące pojoną balsamy. 

Barbarzyńskim tyranom podpory obcięte, 

Cnotliwym beria dane, a szkodzącym wzięte. 

• 

Z tego zjazdu nionarchów spodziewa się najpo- 
myślniejszych odmian , i oddaje to w poetycznej 
apostrofie do Dniepru , która acz prześliczna , na 
wskroś trąci pogaństwem : 

Gdy się dwie szczęsne zejdą planety na niebie 
Bpkują ztąd jmiertelni pomyślność dla siebie. 
Puśćmy cugle nadziei... 



69 

O Dnieprze! tobie trwałym aiech będsie zaszczytem , 
Żeś ich zbliżenie swojem ułatwi korytem. 
Jeili po nieszkodliwych wód twoich głębinie 
Losów ojczyzny mojej ulepszenie płynie, 
Wzg^d będę miał dla ciebie bż do żyda kreso, 
Większy niż Indyanie maj§ dla Oangesu. 

Ta , gdzie tak natnralnie cisnęło się pod pióro 
gorące 9 proste westchnienie do Boga za pomyślniej- 
szy los ojczyzny; on kanonizuje Dniepr, żeby so- 
bie zeń zrobid bindazkiego bożka. Cała ta filozofia i 
poezy a ówczesna siliła sic^ żeby w największe}^ sprzecz* 
nońci stad z wyobrażeniami i pojęciami narodu. 

Z tern wszystkiem Trembecki, pochlebca w ry- 
mach, nie wydaje się byd dworakiem goniącym za 
pensyjkami, orderami, pierścieniami. Nie mógł nie* 
wiedzied, że przy boku królewskim w Kaniowie ła- 
twoby- mu było jakim zgrabnym madrygałem zwró- 
cid na siebie uwagę monarchini ; przecież nie ma go 
tam, jest tylko Naruszewicz,, który się przedstawia 
Katarzynie , ofiaruje jej T a u r y k ę z szumna dedy- 
kacy§, i w zamian dostaje komplement, krzyż i bry- 
lanto?ry pierścień. Wprawdzie, jak sam powiada, już 
mii^ szczęście oglądad j§, i 

Wtedy najfortanniejszą uczniem godzinę , 
Kiedym tę ujrzał pani§ przepłynąwszy Dżwinę , 
Noszę wiecznie w nmyjle jej konterfekt żywy, 
Niech ją raz jeszcze widzę,- jnż umrę szczęśliwy! 

Zapewne widzif^ j§ w Smoleńsku, lub Połocku 
może wysłany tam przez króla dla powzięcia wiado- 
mości o osobach towarzyszących imperatorowej i o 
zwyczajach, jakie zachowuje w podróży, a może też 



60 

dla zniesienia 8i§ z jak^ zaufana figar§ dworską? 
W Kaniowie go jednak nie było. Wróciłźe do War- 
szawy? Takby się zdawało « gdy na. wstępie pomie- 
nionego wiersza pisze jakby ze stolicy: 

Już nam Kij&w rozlicznych wrócił partyzantów, 
UjrziJy iony męiów, kochanki amantów 

a ciebie biskapie jak nie ma , tak nie ma : 

Wysoka w odległoici trzyma cię oshiga, 

I cieszy się z tego, i có moment podsuwa mu 
,matery§ do opisania iych miejsc i zdarzeń, jakich 
jest świadkiem. Nigdzie ani półsłówkiem nie zdradza za- 
zdrosnej rywalizacyi, tak zwj^kłej między dworakami, do 
tego z autorskiego cechu, a dającej się łatwo wytłuma- 
czyd przez ź§dzę pozyskania sławy, i zwrócenia na siebie 
uwagi koronowanej ^owy, co już wystarczało, żeby w 
owym czasie nabyd wielkiego rozgłosu i znaczenia. Wol- 
ter, Diderot, d' Alembert, Grim niedarmo ubiegali się 
o to. Trembecki w żadnym wierszu nie przymawia się 
o takie względy dla siebie, ani dziękuje za otrzyma- 
ne. I nie wiem, czy kiedy dostał jak§ pensyę łub 
upominek. Przecież żeby mu szło o taka gratkę, byłby 
niezawodnie wśrubował się do kailiowskiegó orszaku 
i tak samo jak Naruszewicz, jak tylu innych, uniósł 
jak§ wstążeczkę. Filozofia jego , mająca wiele stron 
bardzo nagannych^ ratowała go od tych zdradliwych 
pokus, łatwiejszych u dworu niż w innem położeniu; 
jej on winien, a może wrodzonemu lenistwu, które 
także jest małym odcieniem filozoficznych usposobień, 
że poza obrębcin obowiązku przyjętego względem 



.61 

króla umiał . zachowad pewn^ mezawii^oiSd > chara- 
kteru. 

Nie wiem szczególnych przyczyn, dla czego nie znaj- 
dował się z królem ; czy go do Warszawy ciggnęły na- 
ukowe pracę, czy osobne polecenia monarsze? Lecz 
z ibnych wierszy pisanych *w tym czasie, daje się 
widzied, źe na spotkanie wracającego pana znalazł 
się. w kole obywateli województwa sandomierskiego , 
i ułożył pieśń na powitanie króla nawiedzającego dom 
kasztelana Popiela , jeden z piękniejszych , gdzie ude- 
rzając w historyczną tradycy§,. wielką przeszłością 
podnosi terazniejszośd: 

Tu się załoiyó zdało niebiosom 

Gniazdo dzielno jei i cnotj; 
Ztąd był CzamiecŁi , co smutcijm losom 

Szczęśliwsze dawał obroty. 

' We krwi arabskiej, gdzie wschodz§ zorze 
Zwycięzkie zmoczywszy znaki, 
Niejliicie one nad riawskie morze 
Między niewierne Pmsaki. 

Krewnych niezgoda' gdy kraje traci 

Was gniew Łokietka poruszył, 
Wasz miecz odzyskdt ciinionych brad, 

I czeskie jarzmo rozkros^ył. , 

Wasza waleczność szerzyła ziemię 

Niebezpieczeństwem i zliojem; 
Wylde rzetelne Słowaków plemię 

Inni są waszym podbojem. 

Któż się podejmie doj^ć bez zawoda 

Beockich wierzchów skalistych? 
Doszedł ich jeden z waszego rodu 

Kiąże poetów ojczystych. 



62 

O Otamoleaia dziadzieu -dawny, 

DziJ ta b7lby4 nam potrzebny, 
Spiewałbyi papa, a wiersz twój sławny 
, Bawiłby okręg podniebny. 

Jeżeli poruszył te wielkie postacie i wspomnienia, 
to jedynie ^eby wzbadzid wi§ksz§ miłośd dla „ojca 
ojczyzny ^Y który umyślnie odwiedza patłyotycznyeh 
tych stron mieszkańców, kiedy innych nasuwał ma 
tylko trafimek. Jednad królowi umysły i serca, oto 
cała jego asilnośd i zabiegliwośd. W Radomia , gdzie 
monarcha witało obywatelstwo województwa, nie rzu- 
ca mu juź lirycznych wieńców, lecz poświęca jedu§ 
z tych argumentujących apologij, gdzie kaidy Wiersz 
urobiony na efekt chce wszczepid się w przekonanie, 
stad się opini§ ogółu, i nie przypuszczając żeby kto- 
kolwiek tak oczywistym faktom śmid: zaprzeczyd, wiel- 
kiemi cięciami dłuta rzeźbi zasługi Stanisława Au- 
gusta: 

Tołue winniśmy ćwialio, które nas oiywia. 
Tobie polor, co oba narody zadziwia. 
Ty i nam bezpieczne w domach uczynił mieszkanie, 
Ty£ nam młódź ugruntował, świetne wychowanie; 
Ojcowską się nad nami opiekując straią 
Dowiodłeś, że Polacy wszystkiego dokażą; 
Słowem, tyś nas nauczył, wdawił i ozdobił. 
Jędzo! powstań i powiedz, co mógł a nie zrobił? 

Ostatni ten wiersz, to jakby rzucona rękawica 
powątpiewającym jeszcze o dobrych zamiarach króla, 
a razem usprawiedliwienie go przed potomnością, źe 
w warunkach pod jakimi panował zrobił wszystko,^ 
co można było zrobid, Uległośd Rosyi była tym wa- 
runkiem, który polityka jego przyjmowała jako nie- 



63' 

/ 

Qniknjon§ konieczność; naród myślał inaczej, i za- 
czął szokad innego opiekana • » . . 

Chwila ta zbliżała się. Czy przeczuciem, czy teź 
bystrością ogarniaj§c§ bieg wypadków, natracił o niej 
Trembecki o kilka wierszy wyżej , gdy w imienia 
Sandomierzan błaga Stanisłtiwa Aagasta: 

Czas ei spocząć, nas zażyć; dziel trad między nami, 
Nas jest tylu, jednego tylko dębie mamy. 

To jakby zapowiednia nowego okresa, w którym 
naród przygotowany wychowaniem, wdrożony w no- 
wy rzeczy porz^ek, ma byd powołanym do podzie- 
lenia się władza z panującym. 

Ledwo też dwa roki apłjrnęło jak Trembecki zno- 
wa przemówiła do spółziomków zebranych na sejm, a 

zwany czteroletnim. Jest to pełna powagi i znajomo- 
ści charaktera narodowego przestroga. Pojąwszy cał^ 
waźnośd tego prawodawczego zgromadzenia, nabiera* 
j§cego si§ do reform, z g<$ry zaczyna od znanego 
przydowia, którema nźycza całej patetyczności odpo- 
wiednej wielkiema dzieła: 

liądiy Polak po szkodzie ? — już były te szkody . . 
Dzii na na9 obrócony wzrok maj^ narody; 
Łub nas rzfdnycb, przezornych, czynnych iwiat pochwali. 
Lub nas chcących swej zguby, nikt się pie uftalL 

Nie znam nic patryotyczniejszego z tych czasów > 
rozbudzonego publicznego życia, nad ten przepyszny 
wiersz. W kamieniu kud każdy wyraz, takg ma wa- 
gę i donośnośd. Jasna prawda , przestroga , groj^ba 
wylatuje jak z ust drugiego Skargi, a chód nie ma 
w niej ciepła i skrzydeł religijnego uczucia i zapałn, 
za to jakiż ogrom intcjcyi poetycznego rozumu, umie* 



64 

j^cego moźebne ewentualności zrrsijó, ocenid, prze* 
widzied ! Jak we wszystkich jego poetycznych manife- 
stach, i ta na piedestala stawia osobę królewska, i 
pokazuje pierwszy raz ze strony, z jakiej jeszcze nie 
pokazał. Wprawdzie wzywając w pomoc wszystkich 
bogów Olimpu nie potrafiłby ze Stanisława Augusta 
zrobid ani bożka wojny, ani hetmana, robi więc prze- 
zornego monarchę, który wie, źe tylko siła zdobyta 
sobie bezpieczeństwo i poszanowanie. Król od samego 
początku myślał o podiwiguieniu siły zbrojnej. Jakaż 
najdzielniejsza młodzież ? zapytuje , jeśli nie ta , co 
wyszła z korpusu kadetów? Któż Kraszewskiego zro« 
bił możnym za* ranę poniesiona dla ojczyzny, jeśli 
nie król? Kto wyprawiał turnieje będące wojny obra- 
zem, jeśli nie król? Kto budząc duch rycerski, wzniósł 
Sobieskiemu posąg? król, i zawsze król. Wywiódłszy 
tó, zawiązuje zagrzewającem wezwaniem: 

Id&mj uczcid ten posąg walecznego Jana, 
A przed nim na dobyte przyślemy pałasze 
Za niepodległość kraju loiyó gardła nasze. 

Posąg łazienkowski króla Jana nasuwa mu uwagę 
o niewdzięczności tych , których orężem swym zba- 
wił, i wkłada w usta Mustafy smutną o losach Pol- 
ski przepowiednię, zwróconą szczególniej do polityki, 
jakiej chwytały się już umysły wielu gorliwych pa- 
tryotów na sejmie, polityki szukającej aliansu z Pru- 
sami. Nie podzielał jej król, nie podzielał Trembec- 
ki; mimo ułudnych obietnic Łuccheziniego partya 
dworska . widziała większą rękojmię w sojuszu z dwo- 
rem petersburskim. Toż i dwa wiersze. 



es 

Jes2cze ći niewiadoma tego Niemca s^uki i 
Napełni nadziejami, a w rcecay oasuka, 

zawierały wymowna przestrogę i obawę ^ która nie- 
stety! aź nadto się a|)raw(lziła. "" 

Nie wyobrażajmy sobie, żeby ta kombinacya poli- 
tyczna, za }ak^ poszli panowie Ignacy i Stanisław 
Potockie Niemcewicz, Małachowski marszałek sejmu, 
i wszyscy najgłofoiejsi jej popieracze, którym 3ano 
nazwę patryotów ^ar ectcellence , nie wywoływała u 
wielu osób znanych z rozumu i patryotyzmn takich 
samych argumentów, z jakimi odzywał się i teraz i 
po upadku kąnstytucyi Trembecki. Kto zna Krasic- 
kiego list: Organy (niedrukowany w jego zbiorze 
pism) przekona się, jak myśleli ludzie trzeźwo zapa- 
trujący się na rzeczy. Zgromadzone stany porównywa 
on do organów: 

Gdzie każdy klawisz tknictj swą powinnojó czyni, 
Organistą zaś na nich teraz Lucchesini. 
Miecby przyszłego szczęścia nadzieją nadęte, 
Kalikuje z msta dama za ręce ujęte. 

O królu pruskim tak§ daje definicyc: 

Mówią wszyscy, że wspaniały, 
Nie chce zysku , ale chwały ; 
A widząc orla białego 
Nadto z pierza obdartego, 
Ofiantje swe starania 
Do piór dawnych odzyskania . 
Lecz wamnek kładzie na < tym, 
By biały został srokatym. 

On zań sam myślił o Prusaku to co Radziwiłł 
wojewoda wileński: 



Ś6 



Kiedy komecznie być mamy darci 
I od' sąsiedzkich orłów pożarci,. 
Lepiej jest te^y mości paDowie, 
Niech nas drze orzeł o jednej głowie. 

Dowcip ten kwestyc uproszczał, ale dalekim był 
od rozwiązania jej. Przeczuwał to wieszczym duchem 
Krasickie gdy z robót sejmu* i konjunktur po]it}'cz- 
nych niewielkie wyprowadzał' nadzieje: 

' A tak, gdj Tarek Moskwie Krym zapłaci, 
Gdy cesarz Belgrad zyskać nadzieję utraci ; 
Gdy Szwed od Moskwy czegoi nie nabędzie, . 
/ Prusakom Inflant w stanie dać nie będzie, 
Gdy ponikn^ nadzieje , co ich dzisiaj zwodzą , 
Mnie się zdaje, ie Polską szkody swe nagrodzą. 

Widad z tego, jaka zgodnośd zachodziła w sposo- 
bie zapatrywania się ówczesnych luminarzów na ów 
pr§d gwałtowny, pędzący do wyrwania się. zpod 
opieki moskiewskiego sojuszu, aby go na inny, zdra- 
dliwszy zamienió; ale trzeźwy ten sposób widzenia 
gorączkowi politycy odrzucali prawie ze wzgardą, ce- 
chując go mianem rosyjskiego stronnictwa, albo kre- 
atur zaprzedanych dworowi. Był to obłęd namiętno- 
ści, która przywłaszczywszy sobie wyłączny tytuł pa- 
tryotyzmu; do dziś jeszcze bałamuci naszych histo- 
ryków. 

Okrzyczany wiersz Trembeckiego: Do posłów 
powracających z Grodna 1793, jest ostatnim 
z tego szeregu poetycznych odezw do narodu. Po tym 
akcie samobójczym, który wyczerpi^ siły fizyczne i 
moralne rzeczypospolitej , nie miał co pisad; rola 
dworskiego poety skończyła się dla niego. Pierwszy 



67 



nstęp t^o Usta sączęty przepyssnem porównaniem 2 
rzymskiej iiiatoryi, malaje o^om boleści jakę' ża* 

krwawiło' się serce Polaka. 

» 

Z jakiem duszy rozdarciem , z jak głębokim żalem 
Z apnłakiej wtacaj^ce bitw/ z Mnibalem . 
Witał swe niedobitki Baym skonania bliski, 
Z takim odemnie dane przjjm^cie uiciski.., 

i zaraz robi zwrot do samego siebie. 

Bjfem wolnj pdłnocnik; los' gdy jarłmo wtłoczył, 
W jakiego^ południowca dzi^ mię przeistoczył. 
Lecz póki się do wiecznych nie przeniosę cl^iki, 
Serca zawsze polskiego nic mi nie odmieni. 

Pierwszy to raz co m<5wi o sobie^ i nie bez zna- 
czenia. Zdawałoby się, źe jednym tym silnym ?rier- 
Bzem chciał powetowad wszystkie przek§8y i zarzuty 
opinii , pomawiającej go ' za kadzidła sypane Kata- 
rzynie o brak ucznd polskich, o duszę Moskwie za-* 
przedan§. Polityk, póki ten rodzaj manifestacyi był 
mu potrzebny, nie dumącz]^ si§; gdy przemin^a po- 
trzeba , serce swoje odsłonił. 

Niektórzy, co o poezyach Trembeckiego pisali, 
starali się dowodzid , źe wiersze pisane z. natchnienia 
Stanisława Augusta były pochlebcze, cyniczne i nie- 
patryotyczne ; te zaś co pisał ze siebie, nie radząc 
się koronowanej Egeryi, tchn^y najiy wszem uczuciem 
narodowem i były bardzo dobre; pierwsze zdanie 
popierali przytaczając List do posłów powraca- 
jących z Grodna, drugie, Wiersz do Ma« 
ryańskiego, kowala. W obu tych przykładach 
zdanie ich nie miało żadnej podstawy; a lubo w 
pierwszym mogliby się zasłaniad swoim kolorem po- 



68 

lityoanym, to przecież w drugim całkiem nie mieli 
racyi^ bo ten wiersz wiejmy duchem kołł^tajowskiej 
szkoły napisał kto inny, a nie Trembecki; Wyrok 
potępienia rzucony na poetę za List do posłów 
p odwracających z Grodna, gdzie podpisano 
groźbami Siewersa wyciśnięty drugi podział Polski, 
wzi^ł pochop z zawartej w nim krytyki sejmu kon- 
stytucyjnego. Trembecki przecież ani jednem słowem 
nie potępił dzieła konsfytucyi i reform, potępił tylko 
niezręczna namiętnośd ówczesnych polityków maj§- 
cych przewagę w sejmie, których 

... mjjl wzięła płocba 
ITmie^dd los ojcsjzny na szczerości Włoeba. 

Mowa tu o Lucchesinim zawracającym głowy 
szumnemi obietnicami swojego pana, który bojąc się 
przewagi połączonej Rosy i z Austryą, chciał do swej 
ligi wci§gnad Polskę. Łatwa to była sprawa przypia- 
gn5<5 krzywdami Moskwy tak długo upokorzone umy- 
sły, zwłaszcza , ie w machinacyi tej niemałą grała 
rolę osobista obraza niektórych przeWodców ^ lekko 
traktowanych przez Katarzynę podczas kaniowskiego 
zjazdu , o czem Trembecki nadmienia 

• ' * 'i 

. . . było wtenczas wielu 
Którzy swe tylko mieli urazy na celu. 
' A ci pozorną idąc patryotów drogą 
Chcieli dać aczuć Moskwie, *ie się zeinicić mogą. 

Zaufawszy tedy Wilhelmowi obiecującemu złote 
góry, rzucono niebacznie rękawicę Moakwia Jaki taki 
moWca sejmowy zdoby waf sobie popularnośó deklamu- 
jąc przeciw imperatorowej, żauiany, źe ma za plecyma 
Prusy, a na zawołanie stotysięczn^ narodową armię. 



69 

f 

Tymczasem Wilhelm gdy Rosya z Turkiem skończy- 
ła, wyrzekł się aliansu ze słab§ Polska, i połączył 
się z mocniejszym. 

A Polakom , w isapłatę pnjohyloych ma czynów 
Hultajskie nadać raezył imię Jakobinów. 

Owa teź armia stotysicczna została na papierze; 
w rzeczywistości liczba nie doszła nawet sześćdziesię- 
ciu tysięcy, a Aarb ofiarami także się nie zapeł- 
nił ... . Coź robi sejm ? ' oto cbc§c jse siebie zwalid 
* winę , wojsko małe i pustę skarbnicę oddf^ pod 
władzę króla... Król przyj§ł te danajskie dary, sy- 
nowca swego postawił na czele armii , sam nawet 
rwał się do obozu, ale silniejszy wróg otoczył i parł 
szczupłe szyki . . . Przy jedności umysłów można było 
jeszcze daó dzielny odpór, gdy w terp 

4 

Kodaków z satrapami poczet zgromadzony' 

Krzyczy: „Odstąpcie króla i nie gińcie mamie; 

Do nas, prawdziwych zbawców niech się ftołnierz gamie. 

Jedno jeat królów ałtichaó*, co jęezyó w kajdanach; 

Cida swobód podpora w -nas, bogatych panachl" — 

To głos Targowiczan ! EjtóI lil^kł się tego głosu 
i nie bez przyczyny, kiedy go poparł silniejszy list 
imperatorowej .... Ale o fakcie przystąpienia do tar- 
gowickiej konfederacyi milczy wiersz Trembeckie*' 
go . . . Natomiast uderza na ministrów i członków sej* 
ma rej wodzących w lej sprawie, ie wyemigrowa- 
wszy do Drezna i Berlina 

Prago§ króla okłamaó , a siebie ocsyioió. 

I sypnął garćcic argumentów w obronie Staniała- 
wa Augusta, z których każdy stał się zarzutem prze. 
ciw niepolitycznemu .postępowaniu sejmu : 



70 



Och I krdl winien, śe Sasi, ±j6 lubiąc nudnie, 
Ponęty podgrzane wzgardzili- rozsądnie ) 
Król winiep, ie na sejmie monarchini liona 
Z której jedyna Polsce mogła hj6 obrona;. 
Król ni^lił, fteby wilka z owezami§ sprzyjainió ; . 
Król nas żądał z największem mocarstwem podrainió; 
Król winieii^ fte me dosiągł zwjcięzkiego wieńca 
Bez broni, bez pieniędzy, i bez sprzymierzeńca 



t • 



Ostatnie tó ju2 przemówienie Trembeckiego w 
obronie krdla przed opini§ naroda. 

Nie. ma w tycb słowach pochlebnego kłamstwa; 
sumienny historyk nie znajdzie zbijających argumen- 
towi kiedy w istocie tak było. Wymagad zaś niea- 
gictości charakteru i żelaznej ręki od monarchy, któ- 
ry nie posiadał tych przymiotów mogących zbawid 
upadające państwo , jedno jest , . co winid opatrznośd 
dla czego nie stworzyła go innym jak był. Z tern- 
wszystkiem król przyjąwszy rolę kreatury rosyjskiej 
zrozumiał czem byd mógł w danych warunkach. Oto 
konserwatystą tronu zostającego na łasce; ztąd taka 
upokarzająca uległośd ambasadorom dworu petersbur- 
skiego, takie unikanie związków dyplomatycznych z 
obcemi . mocarstwami , taka bidrnośd do poddańczości 
posunięta. Widad źe cżuł słabośd swoją , więc gładką 
powolnością osłaniał resztki Polski od ostatecznej za- 
gbdy. Zżymała się na to butnośd narodu, pamięd 
dawnej wielkości wstrząsała podnioślejszemi sercami, 
ale umiał on i na to radzid. Zwolennik nowej filozofii, 
za pomocą w tej szkole wykształconych pisarzy usi- 
łował rzuoid na przeszłośd nieprzyjazne lub obojętne 
świadoy.aby od niego zaczynała się nowa era; sam 



Ii 

clośd wolnych obyczajów, oddał na pastwę dowcipnych 
modnisiów surowy obyczaj staroświecki ; zazdrosny 
swej władzy, a do tego chłodny katolik, nie znosi] 
wpływu kościoła, podobnie jak wszyscy ówcześni mo- 
narchowie zostali filozofami, żeby ńie tylko nad ciałem 
ale i nad dusz§ poddanych panowaó. Cechy te je- 
dnakże tak wybitnie charakteryzujące monarchów eu- 
ropejskich, nie były wyraźnie i szorstko zdetermino- 
wane w Poniatowskim ; sama natura dawnego repu- 
bhkanizmu a i wrodzona jego migkkośd modyfiko* 
kowi^y je. Napoleon, który się znał Ha ludziach, 
ocenił Stanisława Augusta , powiadając źe to był król 
jakiego Polsce było potrzeba. Widocznie rozumiał tu 
nie geniusz, nie bohatyra^ co dobyt§ z ogółu iskr§ 
zapisu mógłby naród z długiego zbudzid letargu i 
do dzieł wielkich prowadzid; poprostu^ widział w nim 
rozumnego polityka układającego się do okolicznośei,* 
żeby tylko zakonserwowad jaki taki bjrt i tytuł mo- 
carstwu, którem rzadzld. Polska zmieniła pod nim 
swój średniowieczny organizm i układała się do ró- 
wno wi^ z innemi państwami;, on sam ciągle tę d§- 
żnośd popierał, bo tylko w tych warunkach mógł 
się zdolnym pokazad. Trzebaż mu było zaufad i po- 
wierzy d się, a byłby tę skołataną' nawę Rzeczy po- 
*8politej, jeśli nie do bezpiecznego portu zaprowadził, 
to przynajmiej ochronił ją od roztrzaskania się o 
skały. Czy Napoleon potrzebowałby stwarzad xięztwo 
warszawskie, gdyby był zastał chód kościotrup z 
imietiiem Polski...? 

Wazystkie poezye Trembeckiego poUtycznej treśd 
[m>pagowały ten konserwa^mn, wypowiadając z dzi'- 



wn^ wytrawnego publicysty srcoznolci^ i^ystemat, 
jakim si§ król kierował i jaki rzeczywiście prędzej 
doprowadziłby do celu, niź niefortunna polityka wiel- 
kiego sejmu, lab zabójcza konfederacyi targpwickiej. 
Czuł to Trembecki pisz§c ów List do posłów 
z Grodna, że rola. zachowawcza ju2 się skończyła. 
Zabolała go może i miłośd własna , że tyle jego wiel- 
kich przestróg odzianycb w najpyszniejsz§ szatę po- 
ezyi , przebrzmiało , dla tego *teź kończy ironicznym 
ukłonem 

Jestem wassmo&ciów bratem ftjczUwym uprzejmie... 

jNiesłusznię więc błotem obrzucono Trembeckiego 
za ten wiersz, tern więcej, że on nie gitnił ustawo- 
dawczych czynności sejmu konstytucyjnego, tylko 
wytknął polityczne grzechy: jak alians z chytryoot 
Prusakiem, jak porwanie się do wojny bez wojska 
i« pieniędzy, jak wreszcie drażnienie Katarzyny. Prze* 
ciwnie, podziwiad należy jego odwagę cywilna, że w tak 
-gorących i rozjątrzonych chwilach śmiał naga prawdę 
powiedzieć w oczy. 

Dla rewolucyi kościuszkowskiej muza jego nie zna- 
lazła ani jednego akordu; fakt ten całkiem wykraczał 
za obręb monarchicznej doktryny, której był najwy- 
n^owniejszym organem. Jednemu tylko naczelniko- 
wi powstania, Kościuszce, poświęcił dwa wierszę, 
z powodu obiadu , który jadł w jego namiocie : 

* Tai miłoić swej ojcejanj, tał- cnoUiwa dusza, 
Tai waleczno j<S, a nawet obiad Kurcyusza. 

Na lutni Trembeckiego nie było elegicznej stru- 
ny, więc bole swoje śród gromów nieszczęśd pubUcz- 
oych zamknął w głębi duszy. Natchnienie jego wi^* 



zsio się z o8ob§ króla; tp był jedyny pnokt wyjęcia,; 
z którego spoglądał na losy krają ; nie stdto go^ 
wi§c i on zamilkł. Po^wie ktoś: ale naród zawsze zo-< 
stał narodem. To prawda , lecz stracił kształt swój, 
widom§ postaó, a Trembecki w głgb dacha nie się- 
gał; dla niego z usunięciem króla Polską przestała 
faktycznie istpied, straciła 8woj§ historyc; dla niego 
z wyobrażeniem króla łączyło się wyobrażenie naro- 
du ; był to ogólnik dla rozumu , symbol dla uczucia, 
widome tętno źycia^ dla ludu. On , co się umiał tak 
z rzeczywistością zespolid, i tak j§ na wskroś prze- 
nikidt, nie znalazł dla siebie żadnej już podstawy, jak 
żyjący, któryby na cmentarz poszedł szukad dawnych 
towarzyszów życia. ,, Kiedy (cudnie powiedział to Sien- 
kiewicz) na gmachach rz§du puszczyk spićwa; kiedy 
w pustyni Holy-Roodu milcz§ - malowane króle bez 
następcy; kiedy pałac dożów dla Niemcaf, a zamek 
Wazów dla Moskala w gospodę zamieniony: tam śmierd 
polityczna; tam państwa, tam nie madz historyi 
państwa.^ 

Zreszt§ nie był to młodzian , żeby w różowym 
obłoku przyszłośd sobie wystawiał, i leciał w ni§ 
śpiewając hymn nadziei. Jego nadzieja była w Augu* 
ście. Hamletowa zagadka': hyi albo nie. byd, roz- 
strzygi^a się w tej jednej osobie, i odt§d cały szereg 
faktów pomyślnych i niepomyślnych nie' zdołał tej 
zagadki inaczej rozstrzygu§d. 

■ '. ' ' V. ■ . .■ 

Kilkanaście listów poetycznych i wierszy do ro« 
zmaitych osób, jak: Gośd w Heilsbergu do Krasie*- 

10 



u 

I 

I 
• . • • • 

kiego, do Karasie wicza, Rybińskiego, Komarze wakie- 
go, Czartoryskiego, Bielawskiego; jak wiersze Na roi- 
nę Jezuitów, Do fiakrów, Joanes Sarcasmus^ Ma pan 
rozunl, Do 8§du sejmowego, Polanka, Fraczek i wiele 
drobniejszych , mo2naby nazwad konarami tego drze- 
.wa, około którego, jak wyżej wskazałem, wiły się 
wszystkie jego uczucia i myśli. W każdym też widad 
jedno zajęcie, jeden ci§g rozumowań, odnoszących 
się do głównego założenia. Rybińskiemu winszując 
infuły kujawskiej, nie zapomina przypomnied mu z 
naciskiem, kfmu ja winien, i kończy: Jeślibyś kiedy 
miał 

WęŁem b/d temu , którjr dary na cię leje , 

I omylUS o sobie ojczjsny nadzieje , 

Wras B tob^ proszę bóstwa: niecb dni twoje skróci. 

Krasickiego zaklina, żeby, pamiętał w swej bur- 
sztynowej ziemi, komu winien znaczenie i sławę; wszak- 
że August 

.... gdy swe państwa biegłymi obdarzał,. 

Ciebie umiał wynaleió, a innych postwarzał. 

« 

W wierszu tym: Gośd w Heilsbergu, najdo- 
bitniej wyłożył program polityki królewskiej , jakby 
wtajemniczy($ chciał w ni§ dostojnego pasterza. O ile 
świetnemi barwami maluje sojusz z północną Miner- 
^9i ^ tyle każe się mied na ostrożności od chytrych 
Teutonów, co ' 

Uśpili nas przyjaźnią, a śpiących okradli 

W Sarkazmusie biczem potężnej satyry chlo- 
szcze piszących przeciw sukcesyi tronu; szczególniej 
wsiada na Alberta Turskiego znanego ideologa i war- 



75 

ehołai któremu potężnie okłada boki za jakobińskie 
zachcianki , doradzające wystrzelad królów i panów^ 
a porobid w to miejace konzulów: 

Witajfte polski Gonto , witaj rsymski Brodę, 

i prowadzi tego nowego konzula do czubków. Z nie* 
porównana energia dwukrotnie występuje przeciw pasz- 
kwilantom: pierwszy raz przeciw .Węgierskiemu, gdy 
młode piórko >saprawiał .na szarpanie sławy kobiet; 
drugi przeciw politycznym paszkwilom podczas wiel- 
kiego sejmu*); w obydwóch razach zawsze |>od imieniem 
Bielawskiego, skrzydłowego adjutanta królewskiego, 
sławnego z manii pisania lichych wierszy, co jednak 
nie ujmowało mp osobistej zacności. W wierszach 
tych rozpalonem żelazem infamii napiętnował Trem- 
becki pokutnych oszczerców zwykle zjawiających się 
u nas w chwilach . najpow&sbiiejszych prac publicznych; 
istne skrzeczenie źab przy wiosnianej melódyi dowi- 
ka; lecz on bynajmniej nie użył tego delikatnego 
porównania, ale wywodz§c następstwa z tych szpe- 
tnych początków, obiecywał paszkwilantom karyerc 
l^Iandrynów i Kartuszów, w czem nie wiele się po- 
myliŁ 

S8aloQ§ werwę satyry rozwinął w wierszu Ma 

pan rozum. Z tego wyrażenia się w Xawerego 

^Branickiego lifcie do' Adama Ponińskiego ,. marszałka 

^) Nędzne to ramoty nicaj§ stawę wszystkich bez wyjątku 
osób, tak dygnitarzy koronnych i litewskich, jak członków senatu 
i izby poselskiej, nie przebaczając nawet prywatnym stosunkom. 
Paszkwil ten ułożony w formie sagadek, do których wyjaśnie- 
nia są na końcu. Liche wiersze, dowcipu ani cienia, a koneepta 
uliczne. 



76 

sejmu podpisującego pierwszy rozbiór Polski, wzial 
pochop do wystąpienia przeciw Branickiemu , który 
z wielkiego przyjaciela stał się wrogiem królewskim, 
i był jednym z tych', co w początku wielkiego sej* 
mu zapozwali Ponińskiego przed sąd , robiąc go win- 
nym zdrady ojczyzny. Gdy wytoczono ten proces o 
i^rzyjanie Rosyi, dwór w J niemałym był kłopocie z 
powodu swej polityki opierającej si§ na tem mocar- 
stwie; tym sposobem król i całe jego stronnictwo 
mogło byd podciągnięte pod kategory§ zdrajców. Trem- 
becki dzielnie użył tu swojego pióra i wykazał jak 
na dłoni, ię sędzia nie był lepszym od sądzonego, 

Cud boski! Xawer z łotra dziń mściciel ojczyzny. 
Choć icb wprzód jedną było moina mierzyd piędzią, 
Dsi j nie tak : Adam więźniem , a Kawery sędzią. 
Adam stracił, więc winny; S^weiy nazbierał. 
Sądi Xawerze Adama; caasi ieby umierał! > 
Jak cię zbytek z licznego wyzuje folwarku, 
Cbudego łatwiej polski miecz się imię karku. 

Poniński karciarz i utraoyusz miał byó kozłem 
ofiarnym, k oraz krwawa przestrogę Ala stronników 
rosyjskiego przymierzać Był to nader zręczny fortel 
mający przygotować alians prjaski z jednej strony, z 
dragiej zdyskredytować króla w opinii, żeby zape* 
wnid szanse partjri potemkinowskiej. W wierszu Do 
s§da sejmowego odbywa się w tejże materyi do 
marszałka Małachowskiego zinstaiicy§ za Ponińskim^ 
żeby go nie skazywano na gardło, 

Bo krzywd takich nie zma&e nawet krwi przelanie. 

Lecz zwątlić złych na zawsze, lecz nie zdjj^ć z nich plamy, 

Od twojej i od 8%du m§droJci czekałby. 



77 



Xi§źc Czartoryski, generał ziem podolskicli , prze^ 
mówił był w izbie za wolnością druku, z potępieniem 
paszkwilu. Chwyta to Trembecki i zgadza &\ę z mow-p 
c§, gdy ten podaje 

. • . sposób 
Wytykania wad, ale szanowania osób. 

Jednakowoż robi zastrzeżenie, stawiając taką zagad- 
kę. Przypuśćmy, ie dwaj starsi synowie spiskują na 
życie matki, widzi to trzeci syn i boi się powiedzid 
wyraźnie , tylko ostrzega ją ogólnikiem , którego ona 
nie zrozumiawszy, bo nie przypuszcza , żeby synowie 
właśni chcieli ją życia pozbuwid, chroni si§ sąsiadów 
i czeladzi , a tymczasem ginie z ręki synów .... 

, Przeciwnie, gdyby ten syn ostroiny, lecz szczery 
Szekł: matko! chce cię zabió Ejizimierz *), Xawery, 
O jak tern ostrzeżeniem postąpiłby godnie: 
Śmierć od matki, od synów oddaliłby zbrodnię. 

Wid ad jak Trembecki do serca brał nieprzyjaciół 
królewskich, których za jedno uważał z nieprzyja- 
ciółmi ojczyzny; wiersze, któremi ich' ścigał miały 
podobieństwo do wężów Eumenid, syczały i dławiły 
ściganych. Pióro Gorresa w chwilach łamiącej się 
wszechwładzy Napołeonai, nazywano czwartym sprzy- 
mierzeńcem; cos podobnego moźnaby i o pi(frze Trem- 
beckiego powiedzid, że było jedynym, najwierniejszym 
sprzymierzeńcem Stanisława Augusta. Umiało ono w 

*) Mówi on tu o Kazimierzu Nestorze Sapieźe, który jako mar- 
B2i^ek sejmu wielkiego xic8twa litewskiego, z razu trzymał się partyi 
Branickiego (matka jego była Branickiego siostrą), lecz potem prze* 
Bzedł on d(# obozu prawdziwych patryotów, a za Kościuszki stanął jak 
prosty kanonier w szeregach powstańczych. 



78 

kaźdem zdarzenia przedstawiad, jaka była myśl stann, 
jak się zapatrywała polityka rządu, to zwierzę dwó- 
nożne, służące Boga w ten sposób, żeby dyabła nie 
obraźad Definicyę tę /dał nie pomnę któryś autor, i 
zapewne musiał mied przed oczyma politykę państwa 
czującego swą niemoc. Poezye Trembeckiego uwalam 
tez za doskonały komentarz do panowania tego mo- 
narchy. ' 

Weźniy np. głośną, europejską kwesty ę zniesienia 
zakonu Jezuitów, a zobaczymy, jak w dwocli , pod 
innym względem wybornych odach naszego poely 
na ruinę tego zakonu , odbija się stan opinii dwor- 
skiej, którą przypisując fanatyzmowi religijnemu po- 
wstanie rycerzy barskich, i w tiągłej wojnie z nun- 
cyuszem utrzymującym stronę konfederatów, pałała 
nieudaną nienawiścią przeciw stolicy apostolskiej'). 

Jedna z tych ód znajduje się we wszystkich wyda- 
niach. Ton jej dośd przyzwoity, lubo nie bez ostrych 
przycinków do Klemensa Xiy, który bul§ swoją 
skasował , ten zakon. 

Z jakiej przyczyny, ojcowie mili 
< Ten Ganganelli was gnębi? 

^) Nancyuaz Dnrini pisze do Klemensa XIY z Warszawy: 
^Z ,u8t królewskicli słyszałem: ^^Te mnichy psują i fanatyzują 
.Polskę; a Polska tylko wtedy mod^e grać rolę na świede, jeŁeli 
wypędzi wszystkich mnichów. Nam dosyć na Pijarach , Misyona- 
rzach, a wreszcie na Jezuitach, aby młodzieJs bez przesado^ wy- 
chować. *"** Dwór to istna Genewa {Theiner Qemms der XIY). Kle- 
mens Xiy odpowiada Duriniemu: ^Rzecz to okropna widzieć w 
tych smutnych zdarzeniach, o jakich mi donosisz , podwójny upa- 
dek, duchowy i doczesny do jakiego nieszczęśliwa Po^ka zmie- 
rza** (Ibid). 



WsżakieJcie władzę jego szerzyli, 
• Wasz rozkm wiary nie ziębi. 

A wyliczywszy zasłagi Towarzystwa , jakoto : na- 
wracanie Chińczyków i Japondw, cywilizowanie In- 
dyan w paraguajskich osadach , przyznaje im , źe nie 
jak inne mnichy mieczem i ogniem, tylko słowem 
boźem .walczyli: 

Bo synów Ignacego ta sława przed . światem: 
Tysi§e z nich męczenników, żaden nie był katem. 

Prawda f na to zgadzaj§ się nawet ich nieprzyja- 
ciele. Jednakże zakon dlatego podnosi, aby tern 
ostrzej dociąd głowię kościoła. 

Chcąc zupełnie wywrócić gmach iwiątyni stary, 
Trzeba było najpierwej obalić filary, 
Tym końcem towarzystwa cios zadając silny, 
Ten raz wierzę Klemensie żei Jest nieomylny. 

Zjadliwa to ironia podszyta oUadn§ litoŚbi§ nad 
losem rzymskiego kościoła ! Całej tej szkole woltery- • 
ańskiej, do której liczył się jtak król, jak jego poe- 
ta, wypadało z taktyki bronid Jezuitów, aby faktem 
kasaty Icłud oczy Rzymowi. Był to taran, wybornie 
nadający się do tłuczenia porysowanych ścian iwi§ty- 
ni Piotrowej, . 

W drugiej odzie : Danieł Kalwiński do jmci 
pana. Trembeckiego przy zniesieniu Jezu- 
itów, nigdzie , niedrukowanej, któr§ Trembecki pod 
pseudonimem Daniela Kalwińskiego do siebie wysto- 
sował, język poety nie zna hamulca, z zajadłością 
hnsycką wybucha przeciw papieżowi i mnichom, i 
zaiste źal się robi widząc jak jego talent potraja się, 
dowcip wysila , ieby z prawdą się mihąd Ale jakże 



6d 

wytnągad po nim uszanowania i wyrozumienia dla 
głowy koiScioła, gdy zaraz z początku robi takie wy- 
znanie wiary: 

• / 

Chód złote nosi klacze od nieba 
Równj mi papieł z Turczynem. 

Nie ma sig czemu dziwid, jest to najczystszy do 
gmat filozofii ówczesnej. . W tyni tonie śpiewa dalej, 
poniżając a raczej mieszając z błotem Dominikanów, 
Franciszkanów i inne mnichy. Zapewne w nich to 
uderzył piorun Watykanu? O uie! 

W ciebie, o zacne, srodze ugodził 

^ojoii zgromadzenie; 
Jni ten gmach, wierzchem co w niebo wchod;Bił 

Hozsypne liczj kamienie... 
. Wasze to ramię papiezkiej roty 

Dzielne grenadyery 
Sprawiło , że się nie wdarli w płoty, 

I katolickie kwatery ... . « 

Coi macie za to mężni żołnierze, 

Jąkajcie zapłatę wzięli? 
Dziś wam waleczne sztandary bierze 

Niewdzięczny mnich Ganganelli. 
Zwija w was pierwsza, choć fraszka o nią. 

Straż odpustowej szafarnie; 
Ale to gorzej, iż z waszą tonią 

Zagiu^ nauki mamie. 
Ma swoje Francuz i Włoch abbaty, 

a Niemiec swe pedagogi, 
Nasz Polak żywi tysiączne braty 

A w ludzi zdolnych ubogi... 
' Dobry architekt król nasz uczony 

I z tych cokolwiek tdomków 



^ 



81 

diociAŻ na mniejsze zło&j faaony , 
Dla twych ojczyzno potomków... 

Wybr^em z tej ody kilka mniej obraźliwycłi 
strofek. Poeta gra na fałszywej strunie, kiedy cał§ 
win§ zwala na Ganganellego. Czy podobna żeby 
nie wiedział prawdziwej historyi prześladowania Jezu- 
itów? O. Pombalu, Arandzie, Choiseulu, pani de 
Pompadonr, Jansenistach i o prowincyonalnych par- 
lamentach francuzkicb, jakby nigdy nie słyszał, ani 
pisn§ł; a przecież od lat kilkunastu klika filozo- 
ficznych tych ministrów i metres rozciągnęła nad 
Towarzystwem najsroższe prześladowanie od Lizbo- 
ny po Dunaj. Czemuż na te okrucieństwa na jakie 
dziś dtisza si§ wzdryga, nie wzdrygnął się tolerant i 
filozof? Czemu poeta nie znalazł ani jednego wyrazu 
piętnującego łakomstwo rz§dów świeckich wyobraża- 
jących sobie, że zrujnowane finanse pokrzepisz złu- 
pieniem urojonych skarbów jezuickich?') Czemu na- 
koniec nie wystąpił przeciw absolutyzmowi rz^dów^ nie- 
mogących ścierpięd osobnej organizacyi w państwach 
przyjmujących charakter centralizujący? Tego nieu- 
miał potępió, jak nie potępiała cała sekta filozofów 
i encyklopedystów przesadzając} się w schlebianiu 
despotom; ale uderzad na papieża, dla tego, że nie 

*) Frydeiyk drugi pisał do d* Aleuiberta: «Les bestnns dei 
frincei qui se sorU endetleSf leur f(mt ddiirer les ritAesehes acćumu-^ 
lid d€M les m<ma$leres , a(fames de cś$ łfiens , iU penseni a se k$ 
appropier. Cest la toiUe leur jwlUique. W dwóch krajach tylko, 
gdzie Jezaici dóbr nie mieli, Towarzystwo ich znalazło opiekę. 
Fryderyk utrzymał ich w Prnsiech, Katarzyna w Bosyi. Ostatnia 
nawet w obronie ich napinała złośliwy list dó papieża. 

11 . 



«2 

i 

Wyobrażał władzy materyalnej , tylko dacłK)w§ , na- 
zywało się ' w ówczas , a i dziś nawet , odwagą nie- 
podległej dalszy. Tymczasem nie sposób, żeby Trem- 
becki nie wiedział , co robiły burbońskie dwory i in- 
ni chrześciańscy panowie^ aby zmusid jeszcze EJe- 
mensa XIII do skasowania Jezuitów; jak grożono 
Jblokadą Rzymu, podburzeniem ludno^ści przeciw pa- 
pieżowi, jak znowu przy wyborze Ganganellego in- 
trygowano i. wymuszano na nim piśmienne przyrze- 
czenie kasaty. Pod tylu gromami uległ Klemens 
Xiy nigdzie nieznajduj§cy oparcia; w ozem chybił, 
zapominając że władza jego całkiem moralna powinna 
kierowad opinię a nie ulegad jej. Pojmował to zape- 
wne Trembecki potężnym swoim rozumem, ale duch 
szkoły nie pozwalał odsłonid prawdy, przeciwnie ska- 
sowanie zakonu było wod§ na młyn sekciarzy, a łzy 
ich podobne do łez krokodylich. Przecież znane jest 
sławne powiedzenie Woltera: nUne fois que nous 
aurons dStruił les Jesuiłes, notM aurons beau Jeu 
contrę J injdme^. Co znaczy F infdme w jego ję- 
zyku , nie potrzebuje tłumaczyd. 

. Jedyna szczera prawda , któr§ Trembecki w swym 
wierszu łatwo znalazł, bo była dotykalna, jest gdy 
z upadkiem Jezuitów obawia się o publiczne wycho- 
wanie, o oświatę. Ta obawa okazała się we wszys- 
tkich krajach niepłonn§, i jeszcze przyniosła ze sob§ 
przykry zawód dla rządów, które zamiast zbogaeid 
swój skarb dobrami pojezuickiemi , widzid^y się zmn- 
szone oddad wszystko , i kilka krod tyle dołożyd, że- 
by opatrzyd fundusz szkół publicznych przechodzą- 
cych w ręce nauczycieli świeckich. Go jest jeszcze 



83 

prawdziwego w tycli dwocli odach , to 2ąl powszech- 
ny za zniesionym zakonem, i ijd Stanisław Augast 
umiei dobrze nźyd członków rozprószonego towarzy-i 
stwa: najzdatniejszego zatrzymał przy Bwym boku, 
zdatnym pootwierał karyery. Po rozwiązania instyttt- 
cyi zoBtały tylko indywidua, które nie mogły hyó 
niebezpieczne ani filozofom, ani królom. 

Bozciagnąłem się nieco dłoźej nad temi odami, 
któ!re niejednego czytelnika mogłyby . w błąd wpro- 
wadzid co do pojcd religijnych. Trembeckiego; go- 
tów bowiem kto nieznajęcy stanu umysłowego owej 
epoki podejrzyiwd go o ferwor katolicki , co byłoby 
najniesłuszniejszem podejrzeniem. Owszem Trembecki 
ściśle jest konsekwentay i logiczny w swojej doktry* 
nie antireligijnej. Wprawdzie w poezyach jego drukiem 
ogłoszonych, rzadkie s§ takie miejsca, lecz to nie z 
jego winy; usunęli je zapewne wydawcy, równie jak 
i kawi^ki lubieżnie nieprzyzwoite. Zostało jednak dośd, 
ieby mieó wyobrażenie o tej doktrynie. Wiadomo źe 
filozofowie ośmnastego wieku przechwalali się swoj§ 
toleranoyc i były io najwy:^sze szczudła, na których 
lubili chodzió; wszakże tolerancya ich nie ograniczała 
się na słusznej wolności wyznań, owszem posuwdia 
się do zup^nej negacyi każdej religii. I tak w kró- 
tkim lecz prześlicznym poemaciku Polanka w roz- 
mowie ze starym włościaninem , zapytuje go poeta: 
czy katolicy żyj^ w tej wsi w zgodzie z żydami i 
mennonitaiiii ? Chłop mu na to odpowiada, że żyj^ 
i pracuje i pomagaj§ sobie w najlepszej zgodzie; ale 
co ostatnich dwóch wierszy to pewnie nie powiedział: 



84 

Hodlim się więc, esy kopiąc, o^ pędząc na paBBę, 
Hy za ich nawrócenie, a oni za nasze. 

Ani żydzi, ani mennonici, ani Turcy, ani Ohińczy* 
cy^ nie modlą się za nawrócenie katolików, jest to przy* 
wilej a raczej przymiot religii katolickiej.../ Lepiej udało 
się mu powiedzieó w liście do biskupa Rybińskiego, 
gdzie mu radzi wstępującemu na katedrę kujawską: 

Będziesz nutojć bliźniego nadewszystko niecił; . 
O mniemania chrześcian gniew poskromisz podły. 
Za midowieme czyniąc przedwiecznemn modły. 
Nie, fteby je wygnbtł, lecz fteby ojwieoił. 

Zabawna to jednak , źe Wolteryarfn uczy bisku- 
pa jak ma' spełniad pasterski swój obowiązek. Sekta 
ta miała się za wyższą nad wszystkie religie i nad 
faistoryę ... W obec takiego rozumienia o swej wyż- 
szości nie zastanawia mię, dlaczega poecie tak obrzy- 
dła Warszawa, jak to opisuje w wierszu: Powązki. 
Obarza go fanatyzm stołeczny: 

łlłódek bez doświadczenia i lękliwych starek 
Zwodzicielo wśród stolicy nwija się Marek. 
Przed niedołężną tłoszczą prorokiem się mieni, 
Oko ma w niebie, rękę w bliźniego bieszeni. 
Uchodzi mu bez kaiy ładzić tak bezwstydnie... 

Tę wspaniałą, natchnioną i najpopularniejszą po- 
stad konfederacyi barskiej jakże z błotem zmieszał! 
Przekonywa to do jakiego stopnia i królowi i jego 
poecie , bo nigdzie ich nie oddzielam od siebie , nie- 
nawistnym był ten duch jaki objawił się w konfede- 
racyi; świętobliwego xicdza, którego wysokiej poboż- 
ności i czystości przypisują osobliwe łaski a nawet i 



85. 

cnda zlewane na wiernycb^ robi oazustem i zwodzi-^ 
cielem. Fanatyk materyalizma , gdzie tylko napotka 
silniejszy objaw duchowy, nnosi się przeciw niemu, 
przesadza i staje się płaskijn. 

Wyobrażam sobie jakie wrażenie musiał zrobid, 
na nim i na jemu podobnych osobliwy przypadek, 
zdarzony pod te czasy w Warszawie , i bardzo gło- 
śny. Opowiadał go hrabią Józef Wielopolski woje- 
wodzie W. który t§ relacy§, i z innych jeszcze ust 
8ły8zan§, zaci§gn§ł w swój pamiętnik w tych sło- 
wach: „W wili§ nowego roku, mówi sam aktor 
sceny, pojechaliśmy z Ronikierem na spacer konno 
ku Willanowu, a był w tedy mróz suchy, zimno zaS 
średnie. Wtem spotykamy drog^ idącego xicdza Mar- 
ka, brewiarz czytającego. A że mieliśmy trochę wi- 
nem zagrzane głowy, dognawszy go , zawołałem z < 
przekąsem : poćaź nam cud xigże Marku. Ledwom 
to wyrzekł , gdy xiądz Marek wzniósł oczy do nieba . 
i w ten moment piorun uderzył pod konie naisze. 
Pospadaliśmy oba z nich i ledwo masztalerze mogli 
nam .je połapąd, ale to wszystko obeszło si§ bez szwan- , 
ku." Współczesne pamiętniki wspominając o tym cu- ,; 
dotwbrcy, przyznają mu bez wyjątku wielką poboź- 
nośó i dar proroczy; tłumy z prostego ludu , jak z , 
wyższych stanów cisnęły się do niego po radę i po- 
moc duchową. Brygadyer Koped ciągnąc na wojnę, 
prosi o błogosławieństwo xiędza Marka. Niepodobna więc 
przypuścić, żeby taką wiarę i zaufanie mógł wzbu- 
dzad zwyczajny oszust, spekulujący na cudzą kieszeń. 
Ritowicz powiada, że Moskale złapawszy, podobnoś 
pod Baremi. tego kapłana , obili go batożkami ; Trem- 



d6 

beoki chdał mtt takie ze swojej strony dad pamiętne 
i obatoźył go ełowami. 

Polityk i filozof, w wielkiej pogardzie miał wszys- 
tkie głębsze tajemniee ducha , i nie zadawał sobie na- 
wet pracy poznad je , chód one leżały w pobożności 
i wierze lądu, dla którego mii^ jak cslsk szkoła Jana 
Jakuba Rousseau sympatyc nacechowana fiE^szywym 
sentymentalizmem, usiłującym dzikiego Karaiba przed- 
stawid za wzór dla ludzkości, za doskonałośd niezna- 
j§c§ innej szkoły, prócz natury; po prostu była to 
kryiyka ówczesnych ^ stosunków socyalnych , a nie 
n&iłośd ludu. 

Sam jego sposób pisania , nader wytworny, pełen 
przenośni , porównań , branych z oczytania się w kla- 
sykach, maj§cy treściwośd starożytnych, jeżeli z jednej 
strony należy do pereł naszej literatury, to z dru- 
giej nie mógł mied żadnego wpływu na mniej oświe- 
eony eh czytelników, Przeciwnie zdawi^oby się, że 
umyślnie używa jakiegoś hierotycznego języka, żeby 
tylko poświęceni byli go w stanie rozumied. Horacy- 
uszowe Odi profanum vvlgus^ to kodex tej pysznej 
2 zarozumiałej sekty. 

Kiedy serce wystudzi się z wiary, kiedy głowa 
odwróci się od prawd rel;gii pozytywnej, zazwyczaj 
wtedy wstawiamy w tę próżnię jak§ niedorzeczną 
mżonkę własnego wyrobu; czasem zapalamy się dla 
doktryny którego z greckich lub chińskich mędrców, 
a najczęściej potrzebę ducha staramy się zaspokoid 
wiar§ w sny, w nekromancyę , pukające stoły, a nawet 
w kabiny panny le Normand.. Trembecki znajdując 
się w tern usposobieniu nader trzeźwej filozofii, chwy* 



87 

cił B19 asapewne w chwilach ro^mj&laA nad pr2e2na' 
czeniem doszy swej po śmierci , nanki' egipskich hie^ 
rofantów o metampsychozie , kt($r§ Pitagoras upo- 
wszechnił był w Grecyi. Lubo miał do wyboru Plar 
tofia i Sokrata, jednakowoż materyalista par exceL' 
lence ^ wolał doktrynę, która nie pojmowała ducha 
oddzielonego od ciała, z reszta stara Helada ze 
swoimi lubieżnymi bogami i boginiami zachwycała 
go i napełniała tcsknot§^, a wstrętem do obrządków 
chrześciańskich. 



• Szkoda, ie labę rozgoniwszy bogi 
Zniszczył wspaniałe i wesołe iwiątki, 
A na ich miejsce, ów Konstantyn srogi 
Twarde i smntne wprowadził obrządki (Dó Witowej). 

Rzeczywiście król go nazywał , i on sam miał 

Sig fea Pitagorasa, lub za którego z jego. uczniów. 

Wprawdzie s§ to tylko poetyczne fantazye, nie sy- 

stetnat dogmatycznie przeprowadzony; jednakowoż 

nie jest on bez analogii z jego sposobem życia. 

W poemacie: Powązki popisuje sig ze swoję 
wiar| w metampsychozg: 



fc w ładzące Pitagora zdanie 
£e dubb, nieznając zgonn przemienia mieszkanie** 

udaje si$ z modlitwa do knidyjskiej bogini: 

,iKIedy nieprzebłagane nakażą wyroki, 

Abym odddi iywiołon^ ducba mego zwłoki, 

Parki będą dni moich docinały aznorka, 

Ty mię odziej naówczas piórami mazurka, 

Będf sobie jwiegoti^ skacząc po gałązkach, 

Jedno być w raja Turków, 00 wróblem w Powąakitch' 



Jeszczeby to mogło ujśd . za lubieżna swawola 
dowcipu ; lecz w S ó f i j ó w ć e wprowadzając roz- 
mowę mędrców ateńskich, więcej już doktorskim to- 
nem teoryę t§ wykłada: 

-Byliśmy, czem jesteśmy, miliony razów, 

1 póki potrwa ziemia, póki stafczy słońca, 

Zyó, gasnąó, odradzać się będziemy bez końca. *^ 

Tacy sami jak dziś jest^jsmy, z tymi óbycsajamii 
potrzebami, przyjaciółmi , urodzimy się znowu kiedyś 
w wielkim peryodzie, czyli w filozofów roku. Wia- 
domo, źe podług nauki kapłanów egipskich -dusza 
rozstawszy się z ciałem przechodziła w rozmaite 
zwierzęta, ziemne, wodne, powietrzne, a odbywszy 
tę wędrówkę^ w ci§gu trzech tysięcy lat, czyli „wiel- 
kiego peryodu^ ztiowu wracała w człowieka.. Doktry- 
nę tę czy Orfeusz, czy Pitagoras przyniósł dó Grecyi, 
gdzie się zmodyfikowała w warunkach cokolwiek 
moralniejszych , przechodzenie bowiem duszy w roz- 
maite postacie zwierzęce uważano jako karę za po- 
pełnione winy, kiedy jeszcze zamieszkiwała w czło- 
wieku; podług tego systemu, . wszystkie zwierzęta 
od ptaków do płazów były naszymi przodkami w 
różnych stopniach grzesznymi,, którzy odpokutowy. 
wali za dawne życie. Coż ztąd wynikało w osta* 
tecznym sensie? oto że trzeba było wstrzymad się od 
mięsnych pokarmów, a tern samem nie zabijaó zwie- 
rząt, ażeby duszy swego antenata nie wypędzid z 
mieszkania przeznaczonego jej od bogów. Pitagoras i 
pitagorejczycy nie cofali się przed t^ konsekw.ency§ i ści- 
śle poprzestawali na pożywaniu pokarmów roślinnych. 



» •• • 

Ziemia/ przychylna matka, odpędsaj^cgłoct^ 
Na pokarm di^a siama, owoce, j^S^ody, 

powiada Trembecki, zapewne na seryo; tak samo 
jak na sery o t^oźył był listę pokarmów, i napojów'), 
które poklasyfikowi^ na cztery oddziały: „Najlepsze, 
mniej dobre, bardzo podejrzane, szkodliwe^ i tego 
przepisu trzymał się lat trzydzieści, oieuźywaj^o 
mięsa. Czy to było z chęci dłagiego iycia, czy na- 
leżało do strony praktycznej doktryny o metampsy? 
chozie? trudno kategorycznie rozstrzygnąć, z tęm- 
wszystkiem dziwactwo tęgo rodzaju, bai*dzo łatwo 
mogło się przyczępió do człowieka, który za nic sobie 
miał naukę kościoła, a czuł potrzebę zast§pid j§ czem 
innem, choóby mżonk§ metampsychozy, nieużywaj§- 
c§ nawet u starożytnych wielkiej powagi. Ateneusz 
zabił j§ raz na zawsze , gdy powiedział : „Niepamięta- 
j§c czymeśmy wprzód byli , ani nawet przeczuwając 
czymeśmy . byd mogli, jak§ź korzyść odnieślibyśmy 
z takiej nieśmiertelności?" Nic trafniejszego: warun-' 
kiem nieśmiertelności jest identyczność i pamięć^). 

VI. 

Bozum potężny, górujący nad sercem, więcej mo* 

że z koniecznego przekonania , jako antidotum prze* 

■ • 

^) Obacz Ąstreę pismo wydawane w Warszawie. Rok 

1822 N. 3. 

•) Rozwlokłem się szerzej w tej materyi przechodzenia dusz, 
gdy* i za naszych czasów doktryna ta plątała się po głowach, 
z ią jednak różnicą^ ie Pitagorejczycy nie pamiętali, jakie dossa 
ich zamieszkiwała ciała*, dzisiejsi zwolennicy nietampsychozy 
utrzymuje ie pamiętają. 



90 

* 

eiw miękkości - słowiańskiej , niź z btaka tego orga- 
na; wiadomośd rozległe, studya klasyczne doskonale 
strawione', trafne słowo na zawołanie, a nigdzie pu* 
siego słowa ; * dowcip z ust tiyskający, chód często 
hamowany; nieidgca ddej poprawność stjlu, która 
zArywdtaby na wymuszohoiSd , gdyby nie miała cech 
lapidarnej zwięzłości i heroicznego brzmienia miedzia- 
nej tarczy; bogactwo poezyi, nie tyle w głównym 
pomyśle, co w szczególnych obrazach i porównaniach 
wijących się wstęgą jak fryza rzeźb oplatających ko- 
lumnę Trajana; sztuka rymowania przyprawiająca na- 
śladowników o rozpacz, co dobrze czuł Feliński, kie- 
dy zazdroszcząc mistrzowi napisał: 

Zda flifi, ifce nie ty lymn, lees lym ciebie szuka; 

• 

a nakóniec ten szczęśliwy dar spoetyzowania niepoe- 
tycznego przedmiotu, w sposób, jak robi klejnotnik 
co gruby głaz szlifuje w niezliczone ścianki^ aby od- 
kradzionemi barwami tęczy, olśniewał oczy: oto są 
własności pisarskiego daru Stanisława Trembeckiego. 
Czy mi się powiodła ta charakterystyka? nie wiem; 
ale to wiem, źe jego poezya ma takie piętno l^harak- 
tera, ii mośnaby ją nazwad oryginalną «, gdyby w 
tym wieku płytkiego encyklopedyzmu oryginalnośd 
była moźebnąi gdyby on sam Horacego nie nazywał 
swoim patryarchą. • To pewna, źe Trembecki kiedy 
śpiewa przedmioty publicznego interesu, wziąłbyś go 
za Rzymianina; w erotykach za Greka. Francuzi zbyt 
,wyexaltowali aobie Andrzeja Chenier, atoymnjcc, 2e 
się tak zbliżył do aniyku, jak nikt z nowożytnych; 
lecz zUem mojem w całym zbiorze tego męczenni- 



^ 



91 . ^ 

ka gilotyny, nie ma jednego ktfwiJka mogącego się 
2mierzy<5 z Od^ do Naruszewicza, kt<$rej począ- 
tek dziwn§ harmonia kontura, i niezrównana plasiy- 
k§ przypomina nie jedno z arcydzieł rzeźby greckiej. 
Postad apolino#ego wieszczka-kapłana stoi przed nami: 

Wieńcz twe akraiie» wieizesf bierz UAą, 
Śnieżny nbior i złotą pnepaskę. 
• Zapal w niesaezapłej na ołtarzach więzi 
Ognie z Peneidj niecone gidęzi; 
Niejmiertebiych bi^pij piaez darjr. 
Syp kadzidła » ttnate kj ofiaiy. 
Oto zstępuje ojdeo giomeirfady» 
Pod jego zienua zatnęiła aę ilady ; 
Oczy gniewne jak ałońca błyszczą, 
Szatf roszyłi srogie widuy jwiszczą...^ 

W całej tej odzie zapał, jak rwący się romak 
powstrzymywany wędzidłem siedzącego na nim wodza 
pieśni Każde słowo tak pewne, a tak modelaj§ce 
główna myćl, jak Aderzenie mistrzowskiego dłuta mo- 
deluje z bryły kszt^t posagu* We wszystkich wyda- 
niach bywa przy tym arcytworze umieszczony dopi* 
sek: 9 poeta w tej odzie naśladowad chciał styl Na- 
mszewicza.^ Jestto zapewne koncept Brunona Kiciń- 
skiego mimowolnie poniiaj§cy poetę. Trembecki tro- 
chę więcej miał smaku i poetycznego instynktu, nii 
ieby się miał bawid naśladowaniem naruszewiczo* 
wskiej muzy, która boj^c się zaztębid przy ex- Jezui- 
cie, chodziła w berlaczach i ogromnem futrze. 

Powiedziałem wyżej, źe Trembecki w politycz- 
nych wierszach brał ton zbyt wysoki, ieby mógł byó 
przez wszystkich czytanym i rozumianym; i tak było 
w istocie , co wszakże nie znaczy, żeby talent jego 



92 

9 

% 

nie był zdolnym rywalizowad z Krasickim prostotę i 
jasnością. Jego bajki lubo nie maj§ tej lekkości z ja- 
kiej słynie biskup warmiński, mają jednak zacięcie 
rubaszno -jowialne przypominające sposób opowiada- 
nia dawnych naszych jowialistów. Sam on to czuł, 
gdy na wstępie jednej bajecziki, westchnąwszy, źemu 
jiiepodobna stad się takim prostakiem jak Zdrojo- 
wjcz (Lafonłaine) powiada: 

» 

Dzień nam się BacłimuY^ył , 
Zimno przykre; pon^dimy nędem pny kominie. 

Utopmy frasunki w winie, 
A ja stary będę. wam żle esy dobrze bzdurzył.... 

I bzdurzy, nie dobierając wprawdzie nowych te- 
matów, lecz kontentując si§ Ezopem, Fedrem, Lafon^ 
tai nem, układa z nich małedramata, gdzie aktorowie 
wybornie ucharakteryzowani rozmawiają wcale niekon- 
wencyonalnym lecz potocznym prostaczków językiem. 

I w innych rodzajach poezyi umiał Trembecki 
zachowad ton popularny. Na nieszczęście najwięcej 
złożył takich, którymby można dad osobną rubrykę: 
cdrmina obsccena. Dawniej krążyło ich wiele w odpi- 
sach. Czy się znajdzie jaki amator lubieżnej rozpusty 
aby je drukiem ogłosił? nie wiem; ale byó może i iż 
wychodząc z zasady jawności , czyli jawno - grze- 
sznictwa, i te szpetnóści gorszące, tak samo odda na 
pożytek publiczny, jak w zeszłym wieku oddawano 
we Francyi romanse markiza de Sade, i cały ten 
zbiór drobnych tomików służących do excytowania 
pożądliwości zrujnowanych deboszÓw. Co się mnie 
tyczy, wyznaję, że nie ciekawy byłem śledzid talentu 
Trembeckiego w t^ch elukubracyach, Z resztą nicbym 



00 

w nich innego nie odkrył, tylko co tdem; źe w 
wolnych chwilach od powaźuej myćli, bywiJ labie* 
źnym, cynikiem, zapewne nie z wyroznmowan§ d§- 
źnośei§ tej filozoficznej opozycyi, oo chcfc podkopad 
cnoty chrzeiSciańskie , czyatośd ciała i mewinnoń<$ ser- 
ca, propago Wiała rozpustę cielesna i świadomośd złe- 
go. Był on raczej jowialist§, jak tyla naszych starych 
poetów; a różnica, że tamci grzeszyli krew koście, ten 
wyuzdaniem. . 

Pomijając tedy t§ kategoryę, jest kilka wierszy 
Trembeckiego w rodzaju lekkim, w których tyle po- 
kazał oryginalnej werwy, tak natrafiał na żyłę praw- 
dziwej poezyi, źę aź żal zbiera, czemu nie zostawił 
więcej prób tego zakroju? 

Niedrukowany podobnoś wiersz: Babia Góra 
do Pawła Czempińskiego doktora medycyny, jedyny mo- 
że, gdzie poeta korzysta z wyobrażeń fantazyi gminu, 
i wprowadza j§ w swój świat klasyczny. Jestto praw- 
dziwa nowośd, dająca mu patent wynalazku roman- 
tyczności, jeszcze dośó zanieczyszczonej Olimpem, ale 
mającej już. odrębny charakter. Czempiński zwiedzi* 
wszy kraje zagraniczne, gdzie go nie mogły uwięzió 
boginie Benu, Tamizy, Ty^bru, Sekwany^ wróc3 na 
pociechę Warszawianek, lecz oto wybiera się do Kra* 
kowa i Karpat, i płeó piękna drży o niego, aby nie 
doznał losu młodzieńca rozszarpanego przez wściekłe 
Menady. Poeta widzi go już na Babiej Górze: słońce 
zapada., niebo 'krwawi się na burzę, wicher dmie od 
Tatro w: 

Gdzieft ij to lecisz Imiałj edenie? ^ 
Csaiy tam ssme od wieków; 



u 



ino tuapuB ptraoh widsi zieniei 
Ty BsnkaiS idiiess tam leków. 
Ale jak widac drwisz s naafeej wiaiy, 

I gąrdzin nd^ fnjjdad 
Nie wilftnfc w daehj, npieij, ouiy, 

Smiejeai aię i ojców bojaini... 
Dwanajde wieków jak Pobka stoi 

Widomy dotychcsaa tab bjly; 
Szes^liwy, kto^ eią bał ich i boi, 

Śmiałego lawaae zgEbify.' 
Nie jeden pidgnym caynił pnyńK^: 

Jako ich atraśatie wyrdu; 
Widziano z lodzi ptzm aob pei^ 

Wilki, Yopochy i amokL 
Łab jeili który młodzik się ważył 

Krok tam posonąó zuchwały, 
PrzymoB go dzikiej pastwie obnażył, 

I one kwiat krwi wyssały... 
Ach nie narażaj im swojąj twarzy 

Jeżeli zostać chcesz całym, 
Krwawy wzrok ona na cif rozżarzy, 

Ale ty jestej zbyt jmi^jrml 
Pizebóg! co słyszę? powietrze iwiszczy, 

Zjeżone włosy powstigą, 
Wrzawa straszydeł hnczy i piszczy. 

Miody, latarnie spadają. 
Już widzę larwa gt^ymi tropy 

Na smolnym pędzi ożoga, 
Przed mą tańcig^ bies kojdostopy 

Okropnie beczy na rogu. 
Ucichło. Ale nad ów zgiełk srogi 

Sroższe to jeszcze milczenie; 
Hekate światłem pdniąc swe rogf 

Blade przeciera promienie. 
Z tydi niigle jeden na cię rzucony 

Znchwalca. kmocbom wydaje. 



95 

• 

Bj grot JowMsa, blaridem Bwej łony 

Baadł je na tył o. staję. 
Nie tik kropidła poeiak mistyczny 

Złe dachy w dele aatrndsi. 
Nie tak przerazi grot ^elektryczny 

Za jednem tknięciem sto ludzi; 
Jak one raztai ujrzawszy ciebie, 

Moo% eU&ione nieznana 
flfdz^y swigąpnepaió w Ikebie, 

Że taia» «k«4 wysfel|yi zostaną. 

Ochłonęły jednak z przerażenia , . i jedna siadłszy 
na łopacie tak się odzywa do' sióstr: 

Szpiega wy swoich ofiar ta Miacia 

Zrywa aaajoine nam cioła* 
Twardowski, lg4ko mógł one arywać 

Przesalynu dawno czasan^; . 
Wolno mu było ta niegdyś bywać , 

Ale on sprawę miał z nami| 
Lecz jako w nasze wszedł tajemnice 
,. Ten obcy śmiałek i młody? 
Poznasz, co moiem csamoricinicei 

Doznasz twej na de nrodyl 
Bsekła i zgisytła; ta zapd dziki 

Sprośne im twarze roziega; 
Chwytają smolne mHy^ motyki... 

Po ftycia naszego szpiega I 
Ta wzrok aaiśkrzy jako zarzetide 

Ody olej podląfess wrzący. 
Ta kodły w siogim najeiby gniewie 

Jak szczeć macioiy biegnącej , 
Ootowa poirećl zawzięto skoczy 

Krzyk, świst, ryk, zajadła wrzawa... 
Zatolę słach mój' i zamknę oczy, 

Z samymi czarty ta sprawa.... itd* 



$6 

Zdaje mi się, ie w kawałku tym nie brak kwali- 
fikacji do balady, i lepszej, niź wiele balad za jakie- 
mi przepadano w pierwszych dniach zakwitającego 
romantyzmu. Odważyłbym si$ nawet znachodzid pe- 
wne podobieństwo między tym ' wierszem a tonem, 
zacięciem i rytmem niektórych . balad Mickiewicza, z 
reszta wielkiego admiratora mązy Trembeckiego. 
W każdym razie obrazek ten szabasu czarownic zdy- 
banych przez śmiałka niewtajemniczonego w ich gu- 
sła, stoi jakby przeczucie tej poezyi, jaka się miała 
w lat czterdzieiSci lub trzydzieści później rozwinad. 

Przykład ten utwierdza mię tylko w przekonaniu, 
źe Trembecki ze wszystkich rymo^worcow wieku Sta- 
nisława Augusta najwięcej miał poetycznego daru,, 
i kiedy inni coraz starzeję się, on konserwuje 8w§ 
świeżośd Żyjąc w innem otoczeniu, pod wpływem 
innych wyobrażeń, mniej trujących poezyę, byłby 
niezawodnie >sachował olimpską młodośd^ niestarzeją^ 
cą się nigdy. 



VII. 

Smutny to był dzień dla Warszawy, kiedy król 
na zawsze musiał opuścid swoj§ stolicę. Po kilka ra- 
zy lud dumnie zbierał się przed zamkiem, jakby chciał 
; protesto wad przeciw wywiezieniu swego pana. Niektó- 
rzy przypisywali td pokątnym poduszczeniom przyjaciół 
królewskich, lecz niesłusznie; przeczucie publiczne mówi* 
ło : póki króla poty Polkki; chciano go więc zatrzymacl, 
żeby cieszyó się choó cieniem pozornego bytu. Trudno 



67 

Jednak było zwtóczyd dłnźej , zwłaszcza , ^e rozsazy 
Moskwy z każdym dniem stawały się kategoryczniej- 
sze. Nastąpił więc wyjazd dd Grodna... Powozy kró- 
lewskie śród tiiumionycłi łez i westchnień potoczyły 
się przez most na . Pragę. Czy Trembecki towarzyszył 
królowi w orszaku dworzan? Nie nmiem powiedzied; 
lecz to niezawodna, 2e przebywał z nim w Grodnie. 
Dziwi mię jednakże, dla czego Elarpiński 'opisnj^c 
wizytę swoj^ n króla w Horodnicy pod Grrodnemf 
nie wspornica nic o Trembeckim? Czyżby unikał ich 
towarzystwa nastrojonego na smutny ton w długich 
posępnych wieczorach? Prawdziwie trudno jest cza- 
sami wniknąó w stan duszy dworskiego poefy. Zda-> 
wałoby się, że każda rzeczy wistoćd zaciera u niego 
pamięó najświeższej przeszłości, chodby najboleśniej- 
szej, tak łatwo godzi się z wszystkiem , że nieledwo 
zabrania sobie pomyśled o mogącym go zgryśó lub 
zirytowad przedmiocie. Czyżby w ten sposób pojmo* 
wał horacyuszowskie impamdwm feriefnt rutnoa f 

W§tpliwośd tę nasuwa wiersz jego napisany do 
xięcia Repnina, i śpiewany na balu przez oficerów 
rosyjskich, zapewne Polaków: 

Jni oko suche I promieniem skromnym 

W now% się dolę wpattoje, 
Już serce szczęściem jęte przjtomnem 

Trosków minionych nie cstije* 
Jui nam fortuna ulepsza rzeczy, 

Dotąd jesteimy jej mili, 
Tego nas bacznej oddiia pieczy, 

Kogojmy sobie życzyli. 

Lat dwa nie minęło jeszcze od rzezi Pragi | od 

15 



irjwiesienia króla, od wymazania narodu z karty ty- 
jących, a jego oko ja2 suche, serce nie czuje trosko w 
minionych, owszem napawa si$ nadzieją, ie pod roz* 
kazy nceia Rephina dostał się król i naród, z tronu 
i bytu wyzuty! Dziwna lekkgśd i oboj§tnośd, t^hoóby 
włożona w usta oficerów rosyjskich, jeszcze nie do 
przebaczenia. Tym wierszem poeta najbardziej sponie- 
wierał swój talent, charakterowi ubliżył. Chyba na na- 
leganie króla, który miid nader strawny ioł^dek, uło« 
iył te wiersze; ale uległośó powinna mied swoje 
griinice. 

Po &nierci Katarzyny kazano królowi jechąd do 
Petersburga. Trembecki zapewne towarzyszył mu w 
drodze z Grodna do Wilna. W przejeździe podejmo- 
wali obywatele dawnego pana. W jednym dworze do 
bogatego szlachcica zajechali na obiad, i byH hojnie 
pKyjęci. Król smakował w starym węgrzynie i obra- 
oaj§c Bi§ do gospodarza, chwalił: dobre wpan masz 
wino f 

— Znajdzie się lepsze, szlachcic odpowiada. 
. Usłyszawszy to Trembecki chdal gospodarza z 
kłopotu wybawid i dodał: Tamto zapewne przy koń- 
cu obłądu będziemy pili? 

Na to niezmieszany szlaichcic obracajs[C się do 
króla : 

«^ Najdoskonalsze wino, jakie mam w piwnicy 
będziemy pili w ówczas najjaśniejszy Panie, gdy 
wasza królewska mośd szczęśliwie i pomyślnie dla 
^ dobra kraju będziesz powracał do swojej stolicy. 

Na tę odpowiedź i król i jego szambełan po« 
spuszczali głowy, i ucięła się rozmowa... 



99 

Był to prawdziwy odwct sa „snebe.oko^ i 'HMrt 
oe nieczuj^ce trosków minionych.^ 

■ » 

Nie wiem^ gftzie ńę Trembecki zatrzymdi, ale w 
korespondenćyi królewskiej do Baociarellego ') znaj* 
dnjc, że dopiero w jakiś czas po królu przyjechał dOi 
Petersburga razem z drugim -szambelanem Wolskim^ 
i zapewne zostawał tam do fimierci królewskiej (1798) 
a może i dłużej. * ' 

Na prywatny jego stosunek do Stimiidawa Augu-* 
sta rzuca niejakie świallo maleńki wierszyk napisany 
do portretu Kiopka, faworytnego szpica króla jego* 
mości« Niektórzy biografowie Trembeckiego srodze 
go sponiewierali za te kilka wierszy, u ważaj§c je za 
fion plus ulira* ^^dio&ci. Posłuchajmy i os§4^my: 

t 

Czy dola szczęsna, czy skołatana 

Przez dzikie ludów narowy, 

Ten, zawsze strzegąc stóp swego pana 

Żywot" dać przy nich gotowy. 

Z równością myśli wszystko to znosi, 

Co zdarza dola niebieska. 

Służy najwierniej, o nic nie prosi. 

Mójte to obraz y czy pieska? 

« 

Jest to wyraz melancholii, jakiej próżnobyś szu- 
kał we wszystkich jego wierszach; rzewne uczucie 
przywiązania ozwalo się w porównaniu do wiernego 
zwierzęcia i nic więcej; przywiązanie bezinteresowne. 



') Obacz przeze mnie wydany : Ostatni rok ftyda Stanisława 
Anguata w Krakowie 1862 roku. 



100 

wiernoińd wypróbowana sawense jeat rysem aslache- 
tnego charąktera, a czy ten stosunek zachodzi mię- 
dzy dwoma prywatnemi osobami, 8zy między- dwo- 
rzaninem a monarchą, rzecz sama na tem nie traci. 
Jeśli zaś ten ośmiowiersz złożony 'był w intencyi 
zręcznego przypomnienia si§ łasce królewskiej, to po* 
eta za wierne usługi mii^ prawo przypomnieć się pa- 
nu , dbaj^emu moie więcej o tych ,. których wierno* 
ści był niepewny, niź o prjsyjacioł wypróbowanego 
przywiązania. Bądź jak bądź, pokazuje się z tych wier- 
szy jak z .porównania innych wzmianek , źe po- 
chlebstwa, i pochwały, sypane królowi przy każdej 
okoliczności, nie miały na celu osobistego zyskn, lub 
wyniesienia się. Chwalił go i uroczo malowid z pra* 
wdziwego przywiązania i chęci wzbudzenia do jego 
osoby szacunku w narodzie; chwalił, bo pragnął że- 
by hołd oddawano majestatowi; chwalił nareszcie 
z tych przymiotów, których król nie miał, a mkó 
był powinien. Laudando praecipere bywa nieraz dziel- 
niejszym środkiem naprawy, niź surowa krytyka. 

Że Trembecki nie był dworskim pocłilebcą z in- 
teresu, mam to najgłębsze przekonanie i widzę w 
tem jego lepszośd od ^ cfd:ej sekty encyklopedystów, 
schlebiającej za pensye i podarki. Wiemy, jak wy- 
znań osobistych szukaó u niego ze świecą, a przecież 
napotykam jedno w erotycznym wierszu do Irydy: 

Ja, który nawet przez sen nie bywam łakomy, 

« 

wyrażające najniewyszukańszym językiem jego oboje- 
tnośó dla zbiorów. 

Zostając tak długo przy boku królewskim, mógł 



101 

bjł pami^tad o Mbie, nałapad npominkdWi pens^jek, 
zapewnid sobie , intratne dożywocie i starzec ziedm*' 
dziesięcioletni ze zgonem Stanidtawa Augusta nie 
byłby znalazł się bez przytułku. Powie kto: bulisz i 
tracił; lecz«kto żył trybem Pitagorejczykai kto wcale 
zaniedbana miał toaletę, a nawet modzie nie h(rfdo- 
wał obchodząc się bez fryzy era, kto wreszcie w sza^ 
chy grywał ze swoim pokojowcem , ten nie wiem na 
coby miał tracid? Mylne to wyobrażenie o nim 
ztąd poszło, że zasłyszawszy coś o jego awantur- 
niczej młodości, przeszczepiono j§ w dojrzalsze lata; 
tymczasem z młodego paryzkiego eleganta, słynnągo 
z dowdpu i przydomku: taeusr des marcuis, zostid 
się dla płci ''pięknej szambelan szarmancki , a dla . to- 
warzystwa męzkiego mąż poważnej rady, uczony i 
poeta. 

Niekorzystne padałoby światło na prywatny cba- 
rakter Stanisława. Augusta, gdyby tenże testamentem 
nie zapewnił jakiego funduszu tyloletniemu przyjacie- 
lowi i domownikowi. Lecz tak nie było. Król legował 
mu tysiąc czerwonych złotych na zapłacenie długdw 
w jego dużbie zaciągnionych , po tę słuszną preten- 
syę Trembecki zgłaszał się do synowca nieboszczyka 
króla, xięcia Józefa Poniatowskiego, aby tenże wy- 
płacił mu legowaną sumę, zapewnie przywiązaną do 
spadku, jaki ziążę odziedziczył po stryju. 

Nie znam odpowiedzi xięcia, ale musii^a niebar- 
dzo byó grzeczna, kiedy między innemi wcisnęło się 
wyrażenie: „wiem tylko tyle, żeś waszmośd dla kró- 
la robił wiersze.'' Takie lekceważenie nietylko jego 



/ 



108 

Maług^^ ftle talentu, do żywego tknęło poetce Oddał 
«łc tei porządnie w tych słowach:*) 

„Monseigneur ! 

Stylu* do mnie użytego nie przewidziałem i nie 
mogłem się spodziewad. Kiedy komu dystyngowane 
ci§gle oświadczają względy, jest w tem trochę barba- 
rzyństwa choied rozmyślnie takowe serca odpychad i 
obra^d. 

Rzecz , o któr^ chodziło , jest takowa : mnie zruj- 
nowanemu zupełnie król naznaczył tysiąc dukatów na 
opłacenie części długów moich, i nie uskuteczniwszyi 
umarł. Udaję się do jego synowca i proszę g^ sa* 
mego rozpoznad tę pretensyę. Jeżeli mi jc sam przy* 
8§dżi : dobrze jest; jeżeli nie przysądzi, i tern się kon« 
tentuję^ bez dalszej ąpelacyi. Już na tem wszystkoby 
się było skończyło, i nie potrafię zgadnąd, czemu 
się nie skończyło? 

Oddaję pod s%d którejkolwiek osoby, czy z gra* 
bych czy obyczajnych ^narodów, czyli tu w ozemkol* 
wiek uchybiłem? Xi§żę synowiec życząc sobie zatrzy« 
mad to, co mi stryjowska destynowała sprawiedliwośd 
i nie chcąc sam by d sędzią, chód go o to proszono, 
odsyła mię do komisyi. 

Aż poty, nie mam na to nic odpowiedzied; wszystko 
to jest w naturze. Jedna ztąd dla mnie wynika szko- 



List ten znajduje się w dziełku: Pamiątki i wspo- 
mnienia rozmaite, zebri^ i wydał Sylwester Węiyk Oroza 
w Wilnie u Zawadzkiego roku 1848 str. 78. 



lóś 

AsL^ ie nie mam szczęścia, jako widzę, od cięcia hyd 
znanym. Żeby więc o mnie błędnej nie miał opinii, 
obiecuję mu i niechybnie dotrzymam , iż jeżeli przy- 
padkiem komisya tę kwotę mi przysądzi, tegoż same- 
go dnia, którego się jej dotknę, rozdam, ja na uboż-' 
szych ode mnie, aby prosili Boga, żeby on tym, któ- 
rym znakomite zwykł dawad męztwo, wszelkich tak- 
że innych udzielid raczył darów ... 

Ta koniec interesu^ Teraz niech mi się spytad 
godzi, jaka przymuszała potrzeba, Aby bilet xi§żęey 
do mnie, napdiniony był persyflażem od początku 
do końca. Ustępując w każdej innej mierze, mam 
sobie* za obowiązek przestrzedz , że t takowej strony 
ja mocniejszy jestem; ale do osób, którym cokol- 
wiek należy względu , uży wad go nie zwykłem ; a na- 
wzajem ani do mnie używanego nie lubię, a czasem 
i nie ścierpię. Jestem z profesyi miłośnik prawdy: 
wyraziłem był , iż nie wiem czy kto więcej nade mnie 
dla króla podj^ htizardów; i to jest nąjczysoiejszą praw- 
dą. Na to siążę odpisuje: iż Wie, że ja dla króla 
robiłem 'wier&ze. 

Były niegdyś wieki tak grube, tak ciemne, w 
których rozumiano, iż człowiek umiejący czytad albo 
pisad, niewięściuch jest i do niczego więcej zdad się 
nie może. W naszych czasach insze jest zdanie; i 
gdyby świadectwo za sobą samym nie było podcgrzgr 
ne, powiedziałbym: iż ani mniej ani więcej j ale 
właśnie tyle znam się z ruszniczym prochem, ile- z 
piaskiem do posypywania. Jeżeli to byd może, na 
kolanach proszę, aby temu xiążę na gołe słowa wie* 
rzyd tBCzjl* Nie chcę podnosid wiele innych nieprzy* 



io4 

• 

^Woitych i przykrych biletu wyraz<$W| bo to mogło- 
by mię zaraz zaprowadzid dalej, niź pragnę. 

Zostaje mi najpokorniej snplikowad o jedn^ ła- 
skę , i jnź nigdy więcej o ^2adn^ dragę , a ta jeat : 
aby zięźę jegomośd wszelkiego do mnie pisywania 

r 

łaskawie przestad raczył na zawsze, gdyż to mogłoby 
mię aczynid nieszczęśliwszym niź dot§d jestem; co 
byłoby przeciwko wspaniałości i słuszności.^ 

W starcu zawrzała krew młodzieńcza :- grozi wy- 
zwaniem za obelgę, ale zarazem błaga na kolanach 
xięcia, aby słowu jego uwierzył, niewierząc bowiem 
zmusiłby go do dobycia or^ża przeciw krwi ukocha- 
nego króla, a to zrobiłoby go prawdziwie nieszczę- 
śliwym. Łatwo domyślid się , źe po tak . kai^b^j 
lekkdmyślnośd xięcia odpowiedzi, nie było juź co 
dalej wdawad się w walkę .na pióra. Jaki zaś obrót 
wzięła sprawa o te tysiąc dukatów, czy je xi§źę 
wypłacił, czy komisya likwidująca długi królewskie? 
mniej nas to obchodzi. Dośd, że Trembecki na 
swoje stare lata znalazł się bez funduszu i przytuł- 
ku. Szczególniejszy dworak i pochlebca, który przez 
lat trzydzieści służąc przy wielkim płtarzu nie po- 
myślał o sobie 1 

Wiadomośd o jego krytyoznem położeniu doszła 

dó zięcia generała ziem podolskich , i ten przyszedł 

mu w pomoc Dwór puławski był wtedy jedynym 

muz przytułkiem i pocieszycielem. 

• - • . 

QuQt iola trittfis rajńcU Camoenas. 

Lecz Puławy dostały się pod zabór austryadki; a 
Trembecki nie mógł jakoś pogodzid się z Niemcami^ 



106 

Wi^ te^ pi^jj^i zaproszenie do Granowa , dóbr x\^ 
cia Czartoryskiego leżących na Podoln, i tam jakiś 
czas bawił. Zdaje się jednak, źe niedostatek wykwin* 
tniejsze^o towarzystwa, do którego był nawykły, a 
więcej może niedostatek dobrze zaopatrzonej bibliote- 
ki, czynił mn pobyt ten nudnym. Posyłał wi§c czę- 
sto do ]eź§cego o kilka mil Tulczyna , gdzie była 
liczna biblioteka, i gdzie często przebywał Jan Po- 
tocki, i ztamtąd zasilał się xi§żkamiy i listowna ro» 
zmową z uczonym badaczem początków dowianskiob, 
głoiSnym ze swoich podróży. 



VIIL 

Chrząszcze wski w pamiętnikach swoich wydanych 
przez Kraszewskiego, powiada, że Szczęsny Potocki 
po roz wiedzenia się z żoną 'swoją z domu Mniszchó- 
wna, a wzięcia ślubu z rozwódką, pięikną Zofią Wit* 
tową, zaprosił Trembeckiego do Talczyna*, i ofiaro- 
wał mu stałe mieszkanie i wszystkie wygody. 

Osoba starego poety oddawna dobrze była znaiią 
i zaleconą tulczyńskiemu dynaście. Przed laty kilka* 
nasta, kiedy Potocki dwa pcdki kosztem swym wy- 
stawione , i kilkanaście armat, darowii był rąeczypo* 
spolitej , kiedy złożył godnośd wojewody, a dii . się 
obrad podem z powiatu bracławskiego , aby się zbli- 
ży ó do' braci, szlachty, popularnośó jego stała się gło* 
śniejszą nad wszystkie współczesne idtawy. Muzy war- 
szawskiego Helikonu biły mu czołem, wijąc obywatel- 
i wieniec. Trembecki uczcił go także piosenką na 

■ 

li 



loe 

pr§c[oe w towarzystwie kobiet uło2on§, bardzo pro- 
sta i woln§ od wszelkiego- pochlebstwa,- bo opowia- 
da rzeczywiste jego zasłagi: 

> 

On cnotliwych wart byiS wzorem , 
Bez krwi lania bonty koi, 
Uzdrawia dotkniętych morem. 
Na strai Dadz§ swój lad zbroi. 

Miłośd własna i duma pana Szczęsnego obrażona 
na wielkim sejmie, zwróciła go z drogi obywatel 
skiej. Stronnik rosyjskiego przymierza poszedł za da- 
leko w swojej opinii , a znalazłszy na tej drodze kiU 
ku ludzi przewrotnych, i przedajnych intrygantów, 
złączył 8i§ z nimi, i wykopci przepaśd targowick§. 
Trembecki piętnując innych, jego w swych wierszach 
oszczędzał... Nowy ten gośd pożądanym był na dwo- 
rze tttlczynskim, który zawsze lubiąc rywalizować^ z 
Puławami, chciał także uchodzid za protektora i opie* 
kuna literatury ojczystej. Dyzma Tomaszewski niezły 
wierszopis , był prawie domownikiem ; udzony Jan 
Potocki, fiajmund Korsak, Chodkiewicz często tam 
przebywali. Groho to jednak nigdy nie nabyło 'tego 
wpływu, co go miały Puławy. G-ospodarz był kwa- 
śny mizantrop, gospodyni Greczynka źle mówiła po 
polsku , a diy^ skład osób miał więcej pociągu do 
karciarstwa i galanteryi , niż do zajęd naukowych i 
literackich. 

Potocki, który sam pisywał melancholijne wier- 
sze, i usposobienie miał sentymentalno - romansowe, 
umyślił na ukraińskim stepie stworzyó romansową 
natufę, jaka chyba spotyka się w dekoracyach czaro* 
dziejskiej opery, lub w jakini heroiczny n]t ^ pejzażu. 



107 

Przywołany iniynier Metzel, dziki jar pod Hama- 
niem, którego dnem płynęła niewielka struga, prze- 
istoczył w prawdziwe muzeum kaskad, fontan, świą- 
tyń, pieczar, urwisk, labiryntów, cichych dolin, po^ 
święconych gajów, złamanych kolumn i pamiątek »... 
Ogród ten dostał miano Sofij^ówki od imienia. Zo* 
fil, nowej iony pana Szczęsnego, dla której zrobił tę 
siurpryzc. 

Kiedy Sofijówka powstała, poemat Delila: 
Ogrody, gdzie był ustęp poświęcony opisowi Pu- 
ław, używał ciągle wielkiej u nas sławy, i unoszono 
się w porządku dziennym nad jego pięknościami , i 
deklamowano przy każdej sposobności. 

Czy z natchnienia Potockiego, czy samemb Trem* 
beckiemu szepnęła coś muza, dośó, źe poeta przed- 
sięwziął rymem wysławió ten cud cudów Ukrainy. 
Miał juź wtedy lat siedmdziesi§t z okładem, kiedy za- 
brał się^ do pracy, i zrobił się poemat najdłuższy z 
jego poetycznych utworów, chód liczył niespełna pięó- 
set wierszy. Taka tam masa treści , takie zgęszczenie 
słowa, źe te same myśli i obrazy pod piórem Delila, 
lub czyjem innem, byłyby w spory tom nabrzękły. 
Każdy wiersz wykuty jak z marmuru. Trembecki nie 
był pejzażysta , malarzem ; wyrażenia jego miały ra- 
czej wypukłośó rzeźby, mŁ koloryt; zt§d też Sofi- 
j ó w k ę odmalował nam nie w pejzażu z ci^ym prze- 
pychem barw żyj§cej , rozkosznej natury, lecz, oddał 
j§ w j^askprzeźbie , przypominającej te sztukaterye, 
któremi w przeszłym wieku zdobiono sale placów. 
Pośród fantastycznej wegetacyi liści, kwiatów, moty- 
lów, ptaszków i faunów, w pewnych odstępach widaó 



108 

medaliony prsedatawiająoe jak§ scenę mitologiczną, 
popiersie antyku, lub jaki erotyczny kaprys. W gir- 
landy i powoje lotnej myśli poety pi-zerzucąj^cej si§ 
w ,coraz nowe postacie, mieszają się medaliony Amor- 
ka strzelającego z łuku; Peleja romansującego z Te- 
tydą, Charona na stykowej łodzi, Cyrcy ludzi zamie- 
niającej w potwory, mędrców ateńskich, i dwa po- 
piersia Szczęsnego i Zofii. Oto. cała niemal osnowa 
* Sofijówki. 

Aczkolwiek utwór ten uchodził długa za najdo- 
skonalszy płód literatury naszej, jednakowoż nie są- 
dzę go byd lepszym i wyższym od innych wierszy 
Trembeckiego ; owszem , znad w nim niejiostatJci od 
.podeszłego nieodłączne wieku. Poeta mniej ta wynaj- 
duje , a więcej sobie przypomina. Owych kilkanalcie 
wierszy poświęconych na początku opisowi Ukrainy, 
są tylko przerobieniem zastosowanem do miejscowo- 
ści, wstępu' do Polanki; owe porównanie do Jo- 
wiszowego drzewa w dodońskim lesie było wprzód 
cedrem na damasceńskiej górze ; a innych zwrotów i 
wyrażeń przychodzących w dawniejszych poezyach nie 
mdtp się zaplątało., wraz z tym samym zapachem 
kadzidła, jakiego używał przy okadzaniu różnych swo- 
ich politycznych i niepolitycznych bogów i bogiń. 

Za napisanie tego poematu ofiarował mu Potocki 
tysiąc, czy dwa tysiące dukatów. Już po śmierci 
Szczęsnego, zapewne ktoś, co miał odpis, dał do 
druku, Sof ijówkę w Wilnie, 1806 roku. Zjawie- 
nie się jej i innych kawałków poezyi Trembeckiego 
zbudziło pamięó o zapomnianym starcu. Młodsze, wię- 
cej literackim pracom oddające się pokolenie, zaczęło 



1 

819 dowiadywad o pisarza^ przy którym w8Z3r8cy współ- 
cześni gaśU; znaleźli się i tacy, co amyśln§.dla wi- 
dzenia go i rozmawiania z nim przedsiębrali podróż. 
. Jedna z dam, hędąc w Tulczynie, w tych sło- 
wacłi zanotowała wspomnienie swoje o Trembeckim. 
yUjrzdam nagle na salonach tulczyńskich człowieka 
na sze&6 stóp wysokiego , z twarze pełn^ wyrazn i 
powagi. Ubiór jego francazki, włosy w tył zaczeaa* 
ne, które w dni świąteczne w czarny z tyłu ujmo- 
wid woreczek (catogan). Niepospoljta grzeczność ozna- 
czała człowieka wyższych towarzystw świadomego, 
usta krasił uśmiech lecz nieco złośliwy ... Na zebra- 
niach czytywano Delila, Trembecki z pamięci powta* 
rżał nam całe ustępy z Sofijówki. Odt§d juź nie pi- 
sał nic wierszem. Lubił grad w karty i szachy. W ko* 
ściele nigdy nie bywał. W rozmowach często natrę* 
cał .0 av?anturach miłosnych za młodu. Z Janem Po* 
tockim często wszczynał Aaukowe rozprawy, i dowo« 
dził, źe Niemcy, przywłaszczyli sobie sławę naszych 
najdawniejszych przodków; a gdy Jan Potocki nale- 
gsl o udzielenie mu tych domysłów historycznych, 
zawsze wymawiał się Trembecki , ' dodając : znajdziesz 
po mojej śmierci całą historyę Polsk§ od jej poc^ą* 
tków a2 do naszych czasów'' . . • 

Ta sama osoba opisała wizyta swoj§' w mieszka- 
niu poety: „Miał na sobie szlafrok tak wypłowiały, źe juź 
ani śladu pierwotnej barwy nie miał; podszyty zaś 
był skór§, która niegdyś była futrem. Leżał wycią- 
gnięty na kanapie,, niesłychanie brudnej; ogromne 
foli^y mając przed sobą na stoliku ... Za wejściem 
naazem taka wzniosła się z posadzki ohn^usa popiołu 



• - 



110 

I 

tytoniowego, ie wszystkie przedmioty dmiac dokoła, 
ledwie nas nie zadusiła ..; '^ ') 

Zdaje nil się , źe trafniej nie mogę zakoóczyd te- 
go biograficznego studyum , jiak przytaczając ułamki 
dwoch listów pisanych przez Michała Konarskiego, któ- 
ry był świadkiem ostatnich chwil Trembeckiego. 

10 stycznia 1813 roku. „W Tulczynie poznałem 
uczonych: Rajmunda Korsaka, Dyzmę Tomaszewskie- 
go , Jana Potockiego , a nakoniec i Trembeckiego , a 
co większa, tego' ostatniego pozyskałem łaskę i 
przyjaźń, jakiemi mało kogo zaszczycał. Przez dwa 
miesiące przepędzałem godziny z tym weteranem, jak 
z równym sobie i w stanie i wieku. Niestety! liiedo- 
syd długo cieszyłem się tem przyjemnem obcowa- 
niem. Dnia .12 grudnia (1812) bez żadnej choroby i 
dolegliwości, oprócz ośmdziesi§t - kilkoletniego wieku, 
umarł, do ostatniego zgonu zachowując jednostajna 
przy tomnośd umysłu i wesołośó , tak właśnie, jak sam 
wyraża w Sofijówce w wierszu 438', 

obci^iony wiekiem 

Tożnał, że już przychodzi przestać bjć człowiekiem, 
Tak 8i§ spokojnie złożył z przodkami pospołu, 
Jak, gdy po walnej uczcie wstawałby od stołu.* 

6 Jutego 1813... „Pisałem o śmierci Trembeckie- 
go, teraz donosz§ o jego r§kopismach. Przed półtora 
roku, kiedy bardzo chorował, zrobił testament, przez 
który wszystkie swoje manuskrypta odkaza^ pani ge- 
nerałowej Potockiej (Zofii), która widz§c .go słabym, 
rozkazała te manuskrypta nie mieszkając przenieśd do 

* 

*) Przyjaciel Ludu w tesznie. Rok HI. 



111 

fi^ojej biblioteki, gdzie widziałem one w potężny tu 
opieczętowanym knfrze. Przyszedł potem do zdrowiai 
ale juź manuskryptów nie odbierał. Nikt u niego nie 
bywi^, bo nikogo nie przyjmował prócz Jana Potoc^ 
kiego sławnego literata, i generała Hadźkiewicza. Ten 
drugi wprowadził mig do niego i zaznajomił. Potrafi- 
łem podobad^si^ ctarcowi, i już odtgd codziennie a 
niego bywałemu. Pytałem się co w owym kufrze za 
manuskrypta? ale on straciwszy wiele po chorobie na 
pamięci, zawsze mi odpowiada, że nie pamięta. Na* 
wet gdy mu pokazałem tomik jego wierszy drukowa- 
nych w roku 1806, oprócz Syna Marnotrawne- 
go, co do reszty nie wiedział czy jego s§. „Ale nie 
ma tu najważniejszej rzeczy- powiedział tonem żarto- 
bliwym, który aż do śmierci zachował, „nie ma ody 

Pirona, którą na żądanie przetłumaczyłem .^ 

WSofijówce drukowanej znalazł wiele omyłek^ i sam 
mi swoją ręką poprawił. Zgrzybiały, pracowadjuż nie 
mógł ,* i nie chciał, bo był całei życie leniwy. Jednak 
czytając mu Myśli o Pismach Polskich (xięcia 
Adama Czartoryskiego generała ziem podolskich) gdy 
go prosiłem, żeby swoje uwagi o nich pisał, długo 
się wzbraniał ; ńakoniec , . pod warunkiem , że go ńie 
wydam (za jego życia), . napisał kilka arkuszy, i czy^ 
tał przedemną kawałki. Napisał fiistoryę Polską csa- 
sów pierwiastkowych j dzieło od dwochset arkuszy, 
którego wszakże sam nie widziałem. Idąc przeciwko 
opinii powszechnej , chciał , ieby nie prędzej , aż po 
śmierci jego była ogłoszona. Oddał ją pod tym wa- 
niukiem podobno Ozackiemu. Nic już tedy* liie za« 
stałem u niego wtenczas, kiedy raczył łaskawie przyj** 



112 



inowad mię u, siebie, i nic teź dowiedzie- 8i§ nie tath 
głem , co jest między owymi manuskryptami ; ' niepo- 
dobna zaś, żeby były, jak mówił, same listy miło- 
sne. Był to mbźe w świecie jeden poeta, który tak 
mało dbał o swoje wierszę. Nigdy swojego imienia 
na żadnych nie położył. Kiedy mu powiedziałem tę 
apostrofę, ktor§ w Okolicacłi Krakowa (Fr. 
Wężyka) na końca drugiej pieśni poeta uczyni do 
niego, nazywając go boskim, rs^ekł z podziwie- 
nicm: „za co mię oni bogiem robi§, kiedy ja całe 
życie byłem sobie dyabłem."* Chodził w jednej kró- 
tkiej koszuli i brudnym płóciennym podwłośniku, bez 
niczego więcej^ nawet bqso. ' Kołnierz u koszuli nigdy 
nie zawiązany, piersi gołe, w ręku kij ogromny, i 
lulka zawsze. 

Latem miewał otwarte okna i wróbli pełninteńko. 
Zapewnia!, że regularnie przylatywało ich ^00, to 
jest , cała familia , która on wychowy w^ , i każdego 
z nich znał lata i rodziców. W stancyi brudno; pa- 
piery, xi§żki, wszystko upstrzone wróblim pomiotem. 
Służących miał kilku, którym nie pozwalał dp siebie przy- 
chodzid, tylko po zapłatę, wyjąwszy jednego chłopca, 
z którym grał w szachy i o kobietach rozmawidt. 
Ubogim dając co tydzień, kobietom więcej dawaŁ 
Taki był sposób dni jego życia, na które patrzyłem. 
Uprzejmośd i politykę, do. której się na dworze La* 
dwika XV przyzwyczaił, zachował do ostatka. Lat 
trzydzieści mięsa nie jadł i wina nie pił; wszelako 
na rok przed śmiercią sposób życia odmienił. Ulubio* 
ną jednak zawsze jego potrawą były raki. Nad tymi 
codzień kilka godzin się bawił. Żył lat blisko dzie- 



113 . • 

więdziedięt; umarł prawie w żartach. Często powin- 
raał, źe do lat pięddziesicciu byl bardzo w obyczajach 
młodym. Trasydzieźci pojedynków na róźn^ broń od- 
był, a wszystkie o kobiety. Cała prawie Europę ob- 
jechał, a* we Francyi strawił znaczna cz§śd życia,* 
gdzie z Wolterem, Janem Jakubem Rousseau, i ze 
wszystkimi znał się ówczesnymi literatami. Siedmdzie* 
si^t Idlka lat miał, kiedy Sofijówkę piscdt. Przeszłe 
go roku jeszcze przełożył Sofijówkę na francuzk^ 
prozę dla hrabiego de Lagarde, młodego poety, 
który umyślnie przybył z Petersburga dla opisania 
Sofijówki wierszem francuzkim; ale ten przeczytawszy 
Trembeckiego nic nie chciid swojego komponowaó, 
lecz tłumaczenie prozaiczne wierszem ułożył i wyzna* 
wid, że~ więcej sobie obiecuje sławy z tego tłumacze- 
nia 500 wierszy Trembeckiego, jak żeby swoich kil- 
ka tysięcy zrobił. Wielkim jego został chwalc§, i cho* 
eiaź drogie tyle we francażkiem przybyło, tłumaczenie 
jednak <»yU ^nłoienie na wiem dobm «9 udało. 
Pan Jan Potocki napisał do tego po francuzku żyda 
Szczęsnego Potockiego a Rajmund Korsak w tymże 
języku historyę narodów ukraińskich, Vivien dobry 
rysownik zrobił dwanaście najpiękniejszych estampów 
i portret Trembeckiego. Słowem , pyszna ta edyoya 
obok z testem oryginalnym miała byd wydan§ w 
Wilnie, dok§d się Chevalier (Lagarde de Messancej 
wybierał; ale okoliczności nie pozwoliły ; on zaś, oba- 
wiając się wojny, wsiadł w Odessie na okręt i po- 
płynął do Konstantynopola, gdzie może od dżumy 

15 



m 



lsgib§ł^. Szkoda byłaby Sofijówki tak pięknej.^)'' 
. 6§d§c w Tulczynie przed wiel§ łaty, wypytywa- 
łem o miejsce spoczynku Trembeckiego , odpowie- 
dziano mi, ie zwłoki jego, razem ze zwłokami Szczę- 
«nego Potockiego złożono w podziemnych, sklepach 
kościoła XX. Dominikanów. Nagrobnego kamienili i na^ 
pisu nigdzie nie znalazłem. 

S§dz§, źe uzupełniona i poprawna edycya poezyi 
tego genialnego pisarza, zastąpiłaby najokazalszy mo- 
nument 

LUCYAN SlEMIEŃSKI. 



a. 



*) Hrabia Łagarde de Hessance tiie sginął od dżainj, ▼ 
Wiednia znalaał się w czasie zjazdu monarcliów na kongres, i 
wjial swoje tłumaczenie w przepysznej edycji z. rycinami. Spo- 
tkałem go, nad spodziewanie moje dobrze trzymającego się jeszcze, 
W Brozeli w roku 1847. Opowiadał doić &ywo o pobycie swoim 
na Ukrainie i o różnych familiach w Polsce, ale pamięć już się 
plftała , a raczej coi widział i słyszał; ale ile kombinował , jak 
tego dowiódł w swoich pamiętnikach o kongresie wiedeńskim, 
gdzie wiele anegdot o polskich stosunkach powtrącał. 

«) Dziennik Wileński z r. 1815 tom I str. 118 



» ^ 



POEZYE 



AVINOENTEQO POLA- 



Ka wiadomość o śmierci Syrokomli. 

Jq^t zła nowina — ' Syrokomla skończył, 

I jnt ostatnią gorzką łzę 'wysączył , 

I jnż ostatnia kropla krwi się spiekła 

W sercn palopem od ziemskiego piekła! 

A coż wy na to? — wieciei co, zostawił? 

Jaką miłością w tej pieśni się strawił? 

Z jaką boleścią po ziemi się nosił? 

I co n Boga i Indzi wyprosił? 

Proszę przeczytać dzisiaj „Zgon Acerna", 

Moie biograf coś z tego zkorzysta 

Albo liistoryk albo analista: 

Że mamie ginie w ziemi bracia wierna. 

Skończona walka — wyschło wielkie iróffio, 

I serce zgonem dopiero wychłódłb 

Z wielkich boleści bez folgi trapiących 

Z gorączki myśB i ocznó gorących. 



Skończona walka — i poszła wieść głucha, 

Łzy krokodyle leją gazeciarze, 

Lecz gdzież pociecha dla wieszczego ducha, 

Co dary nieba złożył na ołtarze? 

Wy mu niesiecie po śmierci ji&łmażnę . 

Dla jego dzieci — ale, za żywota ' 



116 

Żadne ma. serce nie zni^o cdę dłaine, 
Żadne się duszy nie otwarły wrota, 
Nikt nie pomyśW, by sam mógł 8 miłością 
Dziatwę przygarnąć do swego ogniska, 
Cho<J był krwi dobrej, z wiernej kości kością 
i dał wam z siebie duchowe igrzyska. 



Wy o ducliową dziś czuli puściznę, 

Jaką zostawiał spadkiem dla narodu, 

Ha, bo wy znacie jak kocbid ojczyznę 

Niepomni na to, ite ta dusza wierna 

Jui raz skonała tym „Zgonem A cer na** 

A kiedy- tworzył , nikt jego zawodu 

Nie śledził w życiu — - i owo ohyda 

Nikt jej nie cenił i nie znsi prócz żyda! 



Dzisiaj nekrolog ogłoszą za duszę 
Nikczemne skryby i faryzeusze, 
A gazeciarze po swojemu wezwą 
Naród do składek na pomnik odezwą. 
I stanie pomnik i ktoś wiersz napisze. 
Ktoś obok niego i drzewo posadki, 
I w pismach górnie współczesnym podkadzi, 
I nad pomnikiem świerk się zakołysze , 

« 

I wszystko razem miłe będzie oku; 
A więc fotograf odda to W widoku, 
A naród powie sobie w zacnej dumie, 
Jak swe geniusze wynagradzać umie . . . 



Jam twej młodości synu błogosławił, 
Gdy mnie doleciał bracie głos twój z Litwy, 
Dobrześ po duchu i w ziemi się sprawił, 
Skończona walka, odbyte gonitwy; 



IIT 

I ty odpooudeai biodny bracie w grobie, 
Boi w ziemi ojców dachem wiola otył, 
Boi cenną perłę w siarym skarbca źło&ył, 
Więc tę łzę gorzka ja poświęcam tobie ) 



m^^^t^^^^^mm^m 



KHÓLOWA UBOGICH. 

W wielkim tłomie abogich jest uboga\jedna 
Nieszczęjliwsza nad wszystkie i tak bardzo biedna, 
Iż boleje wszystkiemi na ciele rai^ami , 
Kiedy dasza jej płacze wszystkibmi Płozami, 
Jakie ludzkość wylała od apadka człeka; 
A cho6 cierpi i milczy i wierzy i czeka, 
I jak Matka bolesna a stóp krzyża stój : 
Nikt nie niesie jej algi, nie poda pociechy, 
I nikt łez jej nie otrze, nikt ran jej nie goi, 
Lecz .boleici ogirojca zwiększa tylko grzechy. 

Ta królowa abogich jałmainy nie bierze. - 
PoczGid ją tylko można w miłoóei i wierze , 
Słożyó jej tylko można żywota ofiarą, 
A w ofierze mamoici ziemskich wyrzeczeniem. 
Ulżyć jej tylko można bożej prawdy wiarą, 
A zbawić tylko własnej duszy wybawieniem. 



Do niej to*się odnoszą słowa najłaskawsze 
Samego Zbawiciela niegdyi wyrzeczone, 
Gdy Magdalenę jwiętą brii pod swą obronę: 
yUliogieb mieć ł>ędzieeie ale mnie nie zawsze**! 

Napisane we Lwowie 8 maja ł862. 



•X 



118. 
Pod trierasem 8. 

W naONNIRD w. R. 

Wnysey jni w grobie, ci co nas miłoicif 
Wiązali w dziejacb z ziemia i z narodem , 
Wszyscy ja& w grobie , co i krwi§ i koSoi^ 
Zrosbzy z t% ziemią, szli przed nami przodem, 
Więc dokąd zwrócić serce na rozstania? 
Miłoby było obrócić do ftywych, 
Poparcie znaleM w ich pracy' i zdania, 
I bole wieka podać do szczęśliwych, 
I priioą wieku niezłamanych w dooha. 
Lecz na Bóg żywy, i coi się to dzieje? 
Ogniw zabrakło w dziejowym łańcucbu, 
I wnak przeczący wśród dziejów się chwieje , 
Niby chwast wiotki co posiewa zręby. 
Pytam wąs pytam, czy tam się ostoL, 
Gdzie się zwaliły, czarnoleskie dęby. 
By cerze ducha i rycerze zbroi? 

Kogo Bóg w dziejach do słaiby powoła. 

Kładzie nm gwiazdę za znamię na czole, 

I daje miłość na stró&a anioła , 

Aby. jak szermierz stał w ojczystem kole, 

Pośród rycerzy od świętego ducha; 

Na nim nicT pryśnie ogniwo łańcacha , 

Co od naddziadów idzie w pokolenia | « 

Bo siłą wiaiy i prawdą sohiienifli 

.Prawdę i s^ę w narodzie podwaja, 

I przeszłe dzieje z nadzieją ludzkości 

Trzyma i zbliża i wiąże i spaja. 

Jako krew ze krwi, i jako kość z kości! 

Kto w dutbie ziemi nie stanie przed Bo^em 

Niby stróż anioł tej wielkiej przeszłości, 

Nie będzie zbawcą narodu, lecz wrogiem. 

Bo ni duch z ducha, ani jest kość z kości t 



/ • 



iń 

Niecli Bóg 2 modlitwą daje tobie ranek, 
Dzień pracowity, a na jwięto wianek, 
I cichy wieczór, a i noc pogodną, 
I dobrą wołg, i duBzę swobodną; 
I jak czaje^czka płjń mi przez te lata 
Lekko i łatwo, bez iala i troski. 
Niech to, co boże, wiąie cię do świata, 
I dom ukochaj, i ąacisze wioski; 
A jeili trzeba bliźniego pocieszyć, 
To go i pociesz, pokrzep gdy załaknie, 
To ci i pociech w tern życiu nie braknie, 
I zdołasz nawet twem sercem rozj;rze8zyó , 
I obciążonych, i błądzących' w świecie. 
Szczerze bierz życie, a dobrze się złoży. 
Bo z dobrej roli rośnie boże kwiecie, * 
A czyste serce, to polski dom boży. 



Przez całe życie szukałem spokoju. 

Więc i serc prostych , i wody u zdroju | 

I ciszy laąów, i polnego kwiatu, 

I zorzy rannej bożego szkarłatu, 

I z tymi skarby chciałem żyć w ukryciu, 

I po bożemu spłacili ten dług życiu. 



IRe tak się steło, bo i wiat x burzy w bune 

Bzucrf me serce i moje kochanie, 

(Pięknem jedynie było to zaranie), 

Ale nte dla mnie i eisze i róże. 

Nie dla mnie ziemia w świątecznym oddechu, 

I twarz bliźniego w szczęSliwym uśmiechu. 



% 



1«0 

Bo Bóg 098 wysłał na pochybne ktn, 
A krzywda ziemi, prawd bożych zatrata, 
I wielkie obcych , « i swoich «łoiSci , 
Biły taranem w rodzime miłojei, 
I gdybym nie był Bogn chował dnszę , 
Byłbym z szatany przepadł w zawierusze. 

Dzij, gdy tej drogi koło jnż dobiega, 
Jak po rozbiciu chwytam się u brzega, 
W rozpaczy prawie, tych piBrwszych miłoici, 
I pytam : gdzie s^ oni w sercu proici 
Których kochałem? .co kochać uczyli? 
Że nie zwątpiłem jeszcze do tej chwili? 

Ze nie zwątpiłem ani w prawdy bo&e, 
Ani w zasługę ojczyzny dziejową, 
Ani w człowieka, ani w ludzkie słowo, 
I że za próbę biorę to rozdroże , 
Na które Bóg nas wysłał dla poprawyj 
Dla chwały Polski, i koidoła sławy? 

Otóż to łaska, i walki nagroda, 

że Bóg zwątpieniem nie karze za grzechy; 

Otóż to owe tajemne pociechy, 

Prawda serce prostych i źródlana woda,. 

Której pragnąłem tak bardzo od młodu , 

I nie zmąciłem nigdy dla narodu. 

Z tą tedy łaską dig Boże ifó dalej, 
Choó t-^A^ dęży, chociaż przeszło jó pali, 
Bo powiedziano]: ^dłngi sseiBg bratni, 
Ki my ta pierwsi, ani te* ostatni,* 
Jak się ta warta &sAsxj w łasce bożej, 
To ktoS i siaUę na grobie położy. 



tfW^WM 



■ li» 



121 



DO PANI B. K. PO DlinJDZI£STU ŁATACH. 

Eleonora — to matki mej imię — 
I w tern imienia tak wiele tam drzymie 
Dla mego^aerca, że wzrok zwrócić trzeba 
Od nędzy ziemi do Boga i pieba. 
Eleonora — to dla mnie zaklejcie — 
Bom po niej Boga pokochał ja jwięcie, 
A gdy aię w dziejach rozpatrzyła dusza, 
Ziemięm nkochał tem sercem Janusza, 
I tych miłości na ływot mi stało , 
I nieszczęśliwie, ale z niemi cało 
Niosłem się w &ycin przez demie i głogi, 
Alem nie zeszedł nigdy z mojej drogi. 

I otoi powiem dziś Eleonorze, 

Gzem w iyciu stałem, i czem łaski boie 

Darzyć raczyły w tej ziemi przychodnia: 

Hatkę wspominam przy modlitwie co dnia, 

A wiernych moich towarzyszów broni 

Wspominam co dzień w tej modlitwie po niej, 

I tyle z niebem sojuszu i z ziemią. 

A choó w boleści te usta oniemia 

Na długo nie raz, to dla duszy staje 

Co miłość matki i tej ziemi daje. 

Otóż z tej małej skarbonki grosz wdowł 

Niech lepsze dzieje młodości opowie. 

Ja grosz ten wdowi składam w twoim progu, 

I wraz z tą dziatwą polecam cię Bogu. 



U 



122 



Do PAMIĘTNIKA PANNT A. K. 

Z drobnych 819 chwilek £ycie nasze składa, 
I niepowrotnjle każda w przepai$6 pada^ 
Że się i tradno sercem z niemi liczyć, 
Ze je i myil§ Łmdno ,od§^aniczy<S, 
I niepodobna zbli&yć, ni oddalić, 
Ani powstraymad, ani je utrwalić. 

Z lotnych się składa to tjde widoków; 

Na tle smug żywych i jasnych obłokćw 

Jak myjlł lotne mijają postacie 

W odmiennych ruchach , w coraz zmiennej szacie, 

Biegną i stają i płyną i krążą 

I ibobne chwile w pasmo żyda wiążą. 

WJród tego pasma wieczystego ruchu 
Chwil i postaci jak się ostać w duchu? 
Trzeba znać wartość każdej drobhej chwili. 
Za nim się wagą ku przeszłośd schyli, 
I brać ją lekko , albo ująć mocno , 
A ktćrai przecież Będzie, i owocną. 

Wirćd tłumu ludzi potrzeba wyboru, 

A ci najlepsi, co nie zwrócą z toru, 

Z drogi żywota, serca ani ducha. 

Przy których dobrze, gdy się człek osłucha 

W ich słowach, myilach, uczuciu i zdaniu, 

Co, chociaż obcy, równi w przekonaniu. 

Lecz coż da miarę, jak oceniać chwile, 
I w paśmie chwil tych płynące postade? 
Potrzeba w domu stać o własnej sile, 
I w wierze ojców i w rodowej szade 
Patrzyć na zmienne żywota widoki , 
I demne smugi i jasne obłoki* 



123 

Kto na jwiat patrzy a takiego ogniska, 
Wjjdzie szczęśliwie z tradnego igrzyska. 
Jemu się oko bliźnich zaanieli, 
I świat i ziemia wiernie go obdzieli, 
iNsiędzie sobie deho w tych drzew^eienin, 
I znajdzie skarby w ziemi i somieniu. 



NA ŻYWOTACH SKARGI OFIAROWANYCH PRZYJACIÓŁCE t, Ł. 

Jest męczenników takich w tej ziemi nie mdo, 

Dla których w ziędze męczeństw miejsca jnż ńie sti^o, 

To niech dasza po Boga co iywoty czyta, 

ich imiona w rzewnej modlitwie zapyta; 

Bo nie do nich, lecz za nich modlió się potrzeba, 
By uprosić dla ziemi miłosierdzie nieba. 
Jedni z tych męczenników idą krwawa dtogą 
Niby z Bogiem, lecz trafić do Boga nie mog§, 
Inni znown w modlitwie załamawszy dłonie, 
Jak wyznawcy niezłomni stoją przy zakonie, 
W pogardzie rzeczy ziemskich i serca suchości , 
Do ojczyzny nie mogą trafić i miłości. 
Jest więc człowiek bez Boga i Bóg bez człowieka. 
Martwa wiara i miłość jest bez namaszczenia, 

1 świat pod się we lurwi i krzyż pański czeka 
Żywej wiary, miłości, prawdy i sumienia. 
Wtym poczcie męczenników są jeszcze i tacy, 
Których żywot upływa i w męce i w pracy, . 
Co choć czują tę nędzę, nędzy służyć muszą, 
Choćlyy chdeli żyć w Bogu modlitwą i duszą. 
Świat im nie da wytchnienia, nie zwolni z roI)oty, 
Ale coraz cięższymi każe im kuć młoty. 

Dopóki przy kowadle nie padną w mogiłę. 
Tjeh to winą 9 że światu służyli nad siłę; 



124 



. A cboć i jawna była i prosta ich droga, 
Świat idł pracy nie ceni i niebo samkni^te 
Dla nich, bo chociat eicili i znali eo święte, 
Nie miy§ po tych mękach wracad a czem do Boga.* 
Są tedy męczennicy nowi z niewybranych , 
Co się trudzą w n^ęczamlach aż dotąd nieznanych; 
Wielka tylko modlitwa podźwignąć ich może, 
Zjednać łaskę i ściągnąć miłosierdzie boże 
Dla te) ziemi, co daje nowych męczenników 
Pośród natchnień narodu i piekła okrzyków. 



DO J. D. 

Mości Juliuszu! ty biały lwie wschodtl, 
Wielki koniuszy wielkiego narodu, 
Kiedy na ciebie i twe konie patrzę, 
Nic tej dzielności w duszy mej nie.zatrze, 
Jaką świeciły wielkie nasze dzieje, 
I jaka w przyszłość posiewa nadzieje. 
Póki od pęcin do łba żyłkowany 
Rumak się znajdzie, poty rycerz znany 
Będzie w ojczyźnie po Wiśle i Dnieprze, 
I poprze sprawę i wrogów odeprze. 

Wielka uciska dziś Polskę żałoba, 
Lecz ja to czuję, że dożyjem oba 
W ojczyźnie naszej tej wielkiej pociechy, 
Że cnota polska odkupi te ^grzechy, 
I że wódz hetman co stanie na przedzie 
Na twoim koniu tak wroga dojedzie, 
Ze się rozeprzem zi^owu w tej ojczyźnie 
Jako w rycerzy i w mofpł puściznie. 



125 

Czidem to dzisiaj, wi^o tobie to, daję . 
Biaij lwie wschodu, i niech rumak staje. 
Twardy oft staniu dla pana hetmana, 
A ja wam obom skłonię się w kolana; 
Temu co ducha i co da rumaka 
W Melkiej 'potrzebie powstańca Polaka. 



Jak hetman mszy z narodem w poshichu, 
To ja ci powiem : to ńa twoim koniu 1 
A ty mi powiesz: to po twoim duchu! 
I spojrzy m oba po tern krwaWem błoniu. 
Ha ! i powiemy z cicha w duchu sobie , 
Że praca nasza stanęła na dobie. 
A może ktoć tam i z narodu powie, 
Że^my obydwaj byli swojakowie , 
I tak służyli jako Bóg przysądził, 
Chociaż z nas każdy ach i nieraz zU§dził. 



Z tym dzii wyrazem żegnam twoje konie , 
Co iwiat podziw! w obcej świata. stronie, 
A chlubny z chwi^ mojego narodu 
Powiem ci tylko, ty hiały lwie wschodu, 
Że nas to bardzo a bardzo zaszczyca, 
Iż cesarz prosi koni u szlachcica. 
Ale upraszam konia mi zachować 
Trzech orlich piórek, bo ma poharcowaó 
Na nim ów hetman, którego czekamy , 
W oścież serc naszych otworzywszy bramy. 



Z tem cię dzii ściskam i daję ci rękę 
Na wielką serca i duszy podziękę, 
Zdrów bądź Juliuszu! ty biały lwie wschodu. 
A jak król stanie da Bóg wśród narodu 



126 

To nie sostawisa; go przecie bez koni, 
Jak orzeł ruBzj przy znaku Pogoni, 
To ja rozumiem, ie także wjruszy 
Biały lew wsclioda koronny koniuszy. 



• I 



AVE. 

Serca wplecione w koronę cierniową, 
Której W myo£ci Bogu ofiarowiJ, 
Składają wdzięczne kapłanowi słowo, 
Prosząc byś one wraz z darem przecbował. 
Niecbaj najświętsza rodzicielka boża 
Patrona Litwy xiężna z Ostrej bramy 
Modlitwy nasze, przyjmie u podnóża, 
Które za tobą u stóp jej składamy. 
A ty kapłanie módl się za nas wiernie, 
I za ojczyznę ofiaruj modlitwy. 
Aby zbawienie wybłagało ciernie 
Dla biednej Polski i nieszczęsnej Litwy! 



00 MOJEJ^CZAJECZU. 

Czajeczko moja! zbieraj radzę tobie. 
Dopóki mlodośó i póki na dobie, 
Bóg tego wiedzie i Bóg tego wspiera. 
Go rozprószone skarby w ziemi zbiera, 
I na czeió Boga i bożej rodsicy, 
Do narodowej układa skarbnicy. 



127 

Zbieraj csajoczko! bo ty będaiesz rosła, 
I abiory twoje będą z laty rosły; 
To i z nabytkiem przyjdą dobre posly, 
Ha i znaj o tern, fte to co tam wniosła 
Poczciwa wola do ojców skarbnicy, 
Świeci jak jwiatlo dla botej rodzicy! 

Zbieraj czajeczkol stary wieszcz ci radzi: 
Niecli Bóg twe serce i rękę prowadził 
Tyle człek trzyma co z młoda uzbiera, 
To niech ci anioł -strójf wrota otwiera 
Do ońycfa skarbów, które Bóg żgotowi^ ' 
Tym, co w swej łasce tutaj umiłował. 

Zbieraj czajeczko !' bo kto wcześnie pocznie, 
To wczelnie także po pracy odpocznie; 
A miło będzie jak na pełnym kłosie, 
W po&niejszem iyciu i przy nieba* rosie 
Spojrzeć za siebie i na swoje zbiory, 
Sercem miłojci i duszą pokory. 



t>0 t»AMI$TNIKA t>ANNir V. 

« 

Eto pamiętnika w 6erca swem nie nosi , 

Nawet u Boga. karty nie uprosi, 

Na której stałoby to napisane. 

Co ma byó wzięte w narodzie, nie dane. 

A jejli z wziętej pujćizny przychodzi 
Do .pamiętnika złożyó jaką kartę: 
Czyi młodą duszę zasmucać się godzi 
Tem, co skrwawione, i tem co rozdarte? 



128 

A wice coi; powiem? jnicii powiem, pani, 
Że młodoiSć piękna i wiosna czarowna, 
Ze nikt <i wdzięków i kwiatów nie gani, 
Że sprawa Polski wiólka i wymowna. 

Ale &e piolon na mogiłach rojnie, 
I 2e te stare i jwieże mogiły 
Mówią do serca tak bardzo ftiJoinie, 
Jakby o wszystkich wiekach razem jniły... 

Powiem, ie kochać to jedyne, dobro; 

Że wierzyć silnie wyższe od miłojci; 

Bo jeili pojrzysz ią przeszłością chrobrą , 

To tylko zacnych bieleją się ko^ci, 

I na ołtarzu, na pobojowisku 

Tylko to świeci, co w ziemi zakonne. 

Co i 'po mieczu i po duchu' wonne 

Składa ofiaiy dla ziemi w ucisku, 

Jako daninę i ojczystą spłatę, 

Polską ofiarę i bożą objatę*). 

Otóż w te skarby trzeba się sposobić. 

Aby ojczyznę wesprzeć i ozdobić 

W skarby miłoid i w klejnoty wiary: 

To w podróż żyda daje ci wieszcz stary. 



61ELANRA. 

Czeremchy pachną i żabki grzechocą, 
I błyskawice zdała gdzieś migocą, 
I znowu wracasz z twym urokiem wiosno 1 
Za co^ ja patrzę duszą tak żałosną 



<) Ofiarę. 






12d 

Na t«roje esaiy? i coft mnie tak stauei? 
Co mi iwiat sabrał, jaskółka nie wróci. 

Wiród csarów siemi i. Ływego tchnienia 
Stoję jak więzień póirodka więzienia , 
I nie wiem , w j|ak§b7 się pnjció drogę , 
Bo zaklęć csarów wjmówió nie mogę, 
I komoż na to będę aię jni ialil ? 
Czji wiosna wróci to^ co pioron spalił? 

Pachną czeremchy i liió młody szumi » 
Lecz bólów serca wiosna nie roznmi, 
I płynie strumień mruczy Jak łza czysty, 
W gwiazdj się stroi niebips sklep wieczysty. 
Za cpś się serce w tym pokoju smuci? 
Co mi grób zabrał wiosna nie powrócił 



* W PAmyrNKU J. K. 

Tyi> na de sorca głęboko się wpisał , 

Co od cię wziąłem zostanie^ niestarte , 

Bo nam to dałei, coj sam z matki wyssiJ« 

To racz tu przyjąó do albumu kartę. 

I coż ci powiem? co powiem ci brade? 

Coby nie było powiedzianem dla cię? 

Kiedy j wystąpił, wielkim serca krzykiem 

Cały dom kipiał: teŁ naszym Garrykieml 

Jefteli innych porównanie łechce | 

Ja ciebie z nikim pofównywaó nie chcę, 

Dla serca mego oi^o nie wystarcza, 

^Eaidy ^a siebiel^ oto nasza tarczą, 

I taki napis stoi w krwawem polu 

Dla tych» co wzroili w mitoid i w bólu. 

!7 



430 

Cznd to w twym głosie, fte poosdwie frierzystf , 

X pnmiąhotą s^awę ziemi mierajss. 

Cioć to w twym głosie, Łe kochass serdecznie. 

Żeś w przekonaniu niezłomnym statecznie 

Podj^ ten ciężar naszego iywota, 

Że cię Bóg wspierał i ta polskie cnota. 

Bóg daje geniusz , który dzieie zdobi , 

Lecz człek waiC tyle ile z siebie zrobi 

Komu nie pły^9 polskie łany falą, 
Koma te polskie źródła się nie żalą, 
.Do kogo głosem swym nie przemówiły 
Kurhany bratnie i stare mogiły, 
Kto się nie skąpał w przeszłości • podaniu , 
Nie uczuł bólu i szczęścia w kochaniu, 
Kto po przeszłoiei przyszłości nie zmierzył, 
Kto razem z nami nie cierpiał, n|e wierzył, 
me kochał ci^ej duszy swej zapałom ^ 
I kto nie walczył z nieszczęścia nawałem 
Za przekonania i święte puścizny. 
Za Boga ojców i szczęście ojczyzny: 
Ten nie pojmuje tego, co nas grzeje, 
Zkąd ten hart duszy, zkąd bo&e nadzieje -^ 
Cidowiek w narodzie, zkąd je naród biorze? 
I czem dla żywych dziejowe przymierze? 
Ty to pojmujesz w głębi twego ducha. 
To też z rozkoszą słowa twego słucha 
Koło wybranych i w nadziei bierze, 
Co duchem wzmacnia to nasze przymierze. 
Cześó niech ci będzie bracie między swymi, 
Boś jak wybrany poszedł z najlepszymi 
Po wielkiej drodze tego posłannictwa. 
Która prowadzi wyzutych z dziedzictwa 
Za palcem bożym i do ojców proga, 
Do prawd żywota, i w końcu do Boga I 



im GROTKOWSKIEGO 

PRZEKŁADY Z OBCYCH POETÓW. 



Przed dwoma laty staraliśmy się w osolmym 'ar« 
tyknle podad niektóre - rysy do charakterystyki poe^ 
tó w polskich yvieka XVU , a zarazem zebrad wia** 
dom ości o ówczesnych poetach takich, któny mieli 
wprawdzie głośne inCiic między spółźyj§cymi , ale 
twory ich b^ź częściowo, b§dź całko wide zostdly 
zatracone, i tylko dowiadujemy się dziś o nich z po* 
bieżnych wzmianek natrafianych u innych pisarzów '). 
Wypatrywać te twory w stosach gdzie nigdzie dziś 
jeszcze bntwiej^cych rękopismów, i co godniejszego 
pamięci w nich się znajduje, podawad do wiadomo^ 
ści powszechnej, winno byd jednem z głównych aa* 
dań dzienników^ naukomi i literaturze ojczystej po- 
święconych.. Zt^d teź . obok znakomitszych płodów 
poezyi polskiej najnowszej nie zaniedbujemy w pi- 
śmie naszem umieszczad od czasu do czasu- dawniejsa 
tego rodzaju nieznane lub mało- znanid zabytki. Dają nam 
bowiem one nietylko coraz dokładniejsze wyobrażę* 
nie o literaturze swojego wieku ^ ale niekiedy odsła* 

^) Obaez Biblioteki Ossolińskich tom lY str. 28. 



182 

niaj§o oras bliiej gamo ijde ówosesne naasych 
przodków, mieszczi W, sobie tak pod względem ne« 
czy jako teź języka ważne dla teraźniejszości ska- 
zówki j jak to szczególniej postrzegaó się daje w licz- 
nych a niedośd jeszcze znanych i rozpowszechnionych 
u nas poeźyach Wacława Potockiego. 

Do głośnych w. swoim czasie, a dziś znpełnie 
prawie nieznanych poetów Xyn wiekn należy Jan 
Grotkowski. Już w roku 1645 słynął on z swoich 
poezyj. Andrzej Morsztyn, sam poeta niepospolity, 
który go w nagrobka dla dziada swego, Otwinowski^- 
go, wtedy właśnie pisanym spomniał, a w innych 
poeźyach swoich obszernie się o nim rozpisuje, jest 
dla niego z największem uwielbieniem, przyznaje mu 
pierwszeństwo przed wszystkimi swojego czasu poe- 
tamii i poddaje pod sąd jego swoje utwory. Z niego 
dowiadujemy się, że Grotkowski był pisarzem poko* 
jowynft królewskim i internuncyuszem w Neapolu, 
gdzie z polecenia królewskiego ]^zajmował się spraw- 
sum po królowej Bonie Polsce przypadających; że 
posiadiJ biegłośó w językach obcych, mianowicie 
zaś włoskim i łacińskim. Łatwo też dostrzedz wpływ 
włoszczyzny w poeźyach samegoż Morsztyna | gor§* 
cego wielbiciela Grotkowskiego , który' to wpływ i 
zamiłowanie w poezyi ^ włoskiej zapewne mu się 
za pośrednictwem owego mistrza jego udzieliły. 
Wszystkie te okoliczności rozważywszy nie można 
nie przyznad trafiiości domysłowi rzuconemu przez 
Ludwika Nabielaka, iż piękny przekład polski 
sonetów Petrarki, których próbkę z rękopismu 
biblioteki ordynackiej Zamojskich wyjęt§ w Unnie 



133 

IV pisma naszego umieściliśmy, równie jak i inne 
niektóre w owym rękopismie znajdujące się poezye 
B§ pióra Grotkowskiego. Za t§ 8kazówk§ wypadło 
nam pójśó dalej i postarad 819 o wierny odpis owych 
poezyj. Uskutecznił tó na nasze prośby z wielk§ do- 
kładnością p. Stanisław Przył§cki , znany i zasłużony 
w literaturze ojczystej pisarz , dawniej kustos zakła- 
da nar. im. Ossolińskich , a dziś bibliotekarz w "Wi- 
lanowie. Dwa tedy głośne w swoim czasie poe- 
mata, z których pierwszy z Petrarki, drugi z Bartasa 
przełożony, tu umieszczamy. Żałujemy, że nie jeste- 
śmy w stanie obeznad. zarazem czytelników z bUższy- 
mi szczegółami życia tego ^umacza. Z Morsztyna to 
tylko pewna , że żył i słynął już za panowania Wła- 
dysława lY, i temu też królowi przekład swój poe- 
matu Petrarki sonetem oryginalnym poświęcił. Jan 
Czechowicz uwielbił naszego poet§ jako . swojego do- 
broczyńcę rytmem łacińskim, w dzień jego urodzm 
roku 1662 mu zwożonym'), zk§d się dowiadujemy że 
jeszcze w tym roku był sekretarzem . królewskim^ 
króla Jana Kazimierza; nakoniec Andrzej Kantelli, 

') Graluhiio ad felix diei naialis atupieban; magnifico aę ge^ 
neroMO domino, domino Joanni de Grołkow GrołkowsU śaeroB regim 
majalatis Seerkario ete. etc, domino et patrono obserpondistimo eie. 
eic. ą Joannę Czechowicz artium et phUosophice bacealaureum ojidosm 
gratulationii ergo oblata; anno 4662. Cracovix m offieina Jfsrltfii 
Philipowiki. W poświęcenia tego tytma .mówi międiy innemi' 
aatoi^: 

Hax tibi de tńridi Muice sua munera Pindo 

MiUunt PhoBbea edebrande Igra, 

Ipee caput dignum sertis dngit Apollo, 

QwB propria quondam textdt ipse chdg itd. 



134 

« • 

uczeń p0d<5wozas gr&matyki napisał pnsy tejże spo- 
sobności ośmiowiersz łaciński na herb Grotkowskiego 
Ogoóczyk.. Oto jest wszystko co dots^d dowiedzieć 
się nam o nim powiodło. Pisał Grotkowski i orygi- 
nalne poezye, jak to widad z napomknień Morsztyna '). 
Byd może, źe i one się z czasem wykryje; w każ- 
dym atoli razie przybywa już dziś do historyi 
literatury polskiej wieka XVII nowe imię , nowy po- 
eta, któremu, jeśli uwzględnim należycie czas jego, ani 
zdolności is^ni zasługi pewnej odmówid nie można. 



TRYUMF MILOSGI. 

POBMA 
FBANCISZKA PETRARKI. 



DO NAJJAŚNIE^SZJEGO WŁADYSŁAWA ZYGMUNtA POLSKIEGO 1 
SZWEDZKIEGO KRÓLEWIGA PANA MEGO MIŁOŚCIWEGO. 

Tryumf miłoici w polski kopieniak ubrany, 

Za twoim rozkazaniem, o gwiazdo zimnego 
Trjona, tu przywiodłem do progu twojego, 
Zewleczony z tuakai^Bkiej ilicznej palandrany. 

Wprawdzie prostym przejmowan piórem, niezrównany 
On Apollo odemnie parnasu włoskiego:' 
Tji mi sam ducha dodał, ftem się waiył tego, 
Aby był teras do nóg* twych ofiarowany. 



*) Kowe zaloty i nowego tworu 

Do swojej Janie wyprawujesz Zozy, 

W których raz szczerze, drugi jak u dwoni 

Twarz jej wysławiasz a ganisz powrozy itd. 

Ob, Poesye Morsztyna^, Pozniai 1844 str. 73. 



135 



Ma82 konie, wÓ2, oręfte, postrzały i rany, 

Hasz brańee , masz i pęta , łańcuchy, okowy, 
Fortole i przebiegi, ucbody i kraje, 

I wszystko, czem udło^ci słynie król surowy, 
' I boski i teł ludzki rodzaj zholdowąny. 
Szczęśliwa Lauro! przez cię taki tryumf wstaje* 



ROZDZIAŁ PIERWSZY. 

Czasu, który ponow§' jest wzdychania mego. 

Gdy on dzień bywa n mnie mile wspominany. 
Przyczyna i początek boln tak długiego: 

Jui był wół. złotorogi od słońca zagmany, 

Córa tytońska bieice ku miejscu pierwszemu, 
Zmrożona wracała się na kres odbierany, 

Hiłoici, urazy, płacz i chwila potemu, 

Tam mnie osobno była zawarła samego, . 
Gdzi^ serce ciężarowi folg^ ma wszelkiemu. 

Tam na trawie zemdlony od płaczu ciężkiego, ' 

I snem zmorzon blask widzę niezmierny ćwiatłoid. 
Wpośród niej dosyóżalu z igrzyska krótkłego': 

Widzę zwycięzcę w jego sławie i dzielności 

Ifaksztidt tych, co u dawnej kapitolskiej Aały 
Prowadzą wóz tryumfu i niejmiertelnojci. 

Mnie się takowe rzeczy w nowinę być zdały 

Dla złego wieku, w którym iyje utrapiony. 
Gdzie kaftdy pychy pełen, ó cnotę niedbały. 

Na strój szumny nadzwyczaj i nowo wniesiony, 
Patrzę podnosząc oczy cięftkie i zbolałe, 
Bo wiedzieć co najlepsza zabawa z mej strony. 

Gzteiy dzianety widzę nad śnieg wybielide 

W ognistym wozie, na nim dziecko bez litojd, 
Z łukiem i ze strzałami, boki okazd^^ 



isę 



Etóiych hartowny paii nie strayma ostróiei; 

. Bóinych £urb skrzydła, wielkie z ramion się wydi^, 
Łecs nimi nre okrywa ostatka nągośd. 

Około niego idzie ludu gmip niemidy, 

Czcić w bitwach poimana, częić co 'gardła zbyła, 
Część miała jeszcze w ciele śmiertelne postrziJy. 

Chęć mię nowiny wielka słyszeć uwodziła 

Tak, żem, się też nakoniec już pomieszid z tymi, 
Etćiych miłoić przed czasem z da8z§ rozłączyła. 

Tam didałem się przypatrzyć, jeJli między nimi 
Poznam kogo wpośrodka wojska tak gęstego 
Monarchy, ktćry łzami karmi się Indzkiemi; 

Alem nie mćgł, a jeili zocz jłem* którego, 

Cb mi bywa wiadomy, ^warz mu się zmieniła, 
Lubo śmiercią, lubo też z więzienia ciężkiego. 

Od mary jednej., która nie tak blada była, 
Na potkaniu imieniem jestem mianowany, 
I rzecze, miłostka nas tego nabawiła. 

Zdumiawszy się odpowiem: Jakoż ja poznany 

Tobie jestem, gdyż z tobą nie mam znajomości? 
To srogie , ona na to , sprawują kajdany. 

Ciężary, które noszę, i gęste ciemności, 

Któreć. wzrok odejmują. Lecz wiedz , ^d£em ja tolńe 
Przyjaciel, z tobą zrodzon na Tutańskiej włości; 

Po słowach, i po staiym mówienia sposobie 

D^bzedłem tego, na co przeze mgłę patrzałem, 
Ztamtąd na miejsce kałe szliśmy oba sobie, 

I zacznę:. czas niemały gdy się spodziewałem 

Widzieć cię wespół z nami, bo pierwszemi laty 
Z twojej twarzy, że tak być miido wyczytałem; 

I było to po prawdzie, mnie miłosne straty 

Tak strwożyły, żem nawet odbieżid wszystkiego, 
Zkąd spłatane mam. piersi, spłatane i szaty; 

Takiem ja rzekł, jego zaś, gdy rzecz pojął z mego 
Besponsu, z uśmiechaniem takie słowa były: 

< ^ O synu I nie uszedłeś zapidu srogiego. 



137 

* 

Nie srozomiiJem w Łenczas , jednak 819 tak wbiły 
Te riowa w głowę moje od czasu onego, 
Żeby się na marmurze lepiej nie wyryły. 

A &e i zmysł i ję^yk za wieku młodego 

Prędszy i śmielszy bywa, niechbym się dowiedział, 
Odpuść, rzekę, co zacz s§ zgraje gminu tego? 

W krótkim czasie sam przez się lepiej będziesz wiedział, 
I zrozumiesz, między tych liczbę poczytany. 
Pęta na cię (ty nie wiesz) gotuje, powiedzidf; 

Wprzód twarz twoja i włosy doznają odmiany, 
Nił szyja twa odporna, i te nogi obie 
Zbędą łańcucha*, który tobie ukowany. 

Wszakie uczynię gwoli tak młodemu tobie, 

Powiem o nas, lecz. o tym wprzód, co nam panuje, 
Który wolnoćó i żywot nasz przywłaszcza sobie; 

Ten to jest, co Amorem jwiat go tytułuje. 

Przykry jak widzisz , i sam lepiej doznasz tegO , 
Kiedy też tak jako nas i ciebie zhołduje. 

Cicha dziecina, ale przebiegu starego. 

Ten sam wie, kto doświadczy, nie teraz poznany: 
Tysiące lat minęły, i wiedz to do niego, 

Z próżnowania, z lubości ludzkiej na świat dany, 

W rozkosznych i wesołych myślach wychowany, 
I za Boga u świata ^upiego jest miany: 

Ten zniewoleń od niego, drugi zatrzymany 

Pod srogim prawem, codzień oblewa się łzami. 
Tysiącem pęt, tysiącem kluczów zamykany. ' 

Ten co to ma twarz pańską sławny tryumfami, 

Wprzód idzie cesarz . rzymski , kraju egipskiego 
&ólowa go związda wonnymi kwiatkami. 

Słuszna, że^ tryumfują już teraz a samego. 

Oli świat podbił, podbitym sam się wzajem czcye; 
Tak zwydężon ma sławę z zwycięzcę swojego. 

Ten drugi jest syn jego, którego miłtye 

Aż nad wiarę Atgustus cesarz zawołany, 
Co. drugiemn Liwią cieszką odejmuje. 

18 



138 



Teseus. 



Herkules 



A trzed Nero srogi i godoy nagany, 

Patrz jak idzie niechęcią, gniewem napełniony: 
Białej płci uległ, lubo za dużego miany. 

Pat^rzaj on Markus cesarz godzien być uczczony, 
Pełen nauk, wymowy, pełen i mądrości. 
Od Faustyny swej tn jest na yel Wystawiony. 

Pwoch razem widzisz, pełnych strachu, nieufności, 
Tu Dyonizyusza, tu zaś Alexandra, 
Wszakże i ten przypłacił swojej trwo&liwoścL 

Ten drugi, który płacze u góry Antandra 

Śmierci Ereusy, odjął inszemu kochanie, 
Co i syna i pociech zbawił był Ewandra. 

Słyszałeś kiedy o Cym, któiy na żądanie 

Nie pozwolił, macochy swej szalenie chciwej, 
I aby zbył jej prośby, wolał swe rozstanie , 

I tak czystości onej swojej iwiątobliwej 

W nagrodę śmierć otrzymi^, bo one lubości 
W nienawiść obrócone od Fedry złośliwej, 

Jej kpniec snąć był pomstą onej niewinności, 
kr^zAnj Tesea, Hyppolita pnego. 
Bo śmierć sobie nalazła z gorącej miłości. 

Czasem sam się ten hańbi, kto hańbi drugiego, 
I kto się w oszukaniu kocha 1 w cbytrości. 
Niech nie ma. za złe , kiedy podąjdą samego. 

Patrz jak sławny Teseus w męstwie i w dzielności 
Prowadzeń między dwiema zmarłemi siostrami, 
Jedna weń on zaś w drugą wlepił swe żądości. 

Z nim niewolnik miłości Herkules, siłami 

Sławny; i Achillesa tu widzisz mętnego. 
Zginął ten zdradliwemi uwiedzion ślubami; 

Ten drugi Demofoon, Filida do tego; 

To Jazon, to Medea obok zaraz jemu. 
Miłość prze tak wiele miejsc prowadziła jego. 

Ta zaś jako nieprawa z bratem ojcu swemu, 
Barziej miłośnikowi niezboiną się stała. 
Im baraiej godna łaski zdała się onemu. 



139 

Hipsifile za nimi; ta wszystka zbolida, 

Że Barbarczyk chiidzinę na zdradzie miłowi^, ' 

Po niej ta CO' w gładkości pierwszy tytuł miała: 
A pastticb tuż, co sobie śliczną twarz smakował 

• We zły czaS) bo stąd burza powstała straszliwa, 

Którą tak się był wszystek świat powarypwał. 
Słucbaj, jaka to inszych skarga ii^ojciwa 

Na Paiysa Enony, a Menelausa 

Na Helenę , Orestes Hermiony używa. 
Łaodamia swego Protesilaiusa , ' laut. 

Argia Polynice wierniejsza swojemu 

A niż żona łakoma Amfiarausa. 
SłucbaJ, jakie wzdychanie, płacz i skwirk, ku temu 

Tych nędznic pałających, które ducha swego 

Oddali w ręce panu niemi władnącemu "^ 
Trudno imion i trudno wyliczyć każdego, 

Bo nie tylko tu ludzie, ale i Bogowie, 

Mieszkańcy są t^j gęstwy cienia mirtowego. 
Wej Jak Mars przy Wenerae patrzając surowie, 

Stoi wszystek we zbroi wulkańskiej roboty, 

Pldto i z Proserpiną w swym osobnym rowie. 
Juno pełna zazdrości, i Apollo złoty. 

Ten dla zniewagi łuku i wieku młodego 

Miał na się w Tesaliej niemałe kłopoty. 
Co ja mówię przeważu dosyó mam jednego , 

'Wszystek Waronow regestr bóstwa tu zebrany, 

Wszystkie pęta, łańcuchy i sidła; do tego 

Jowisz sam wprzód przed wozem idzie okowany. 



ROZDZIAŁ WTÓBT. 

Juzem ustał patrzając » na tym jeszcze miio, 

OgLndam aię tam i sam , lecz czasu nie stanie , 
Aby wszystko przypomnieć, co się tam widziało. 



140 

Myjl jedna z drugiej rosła, kiedy nad mniemanie 
Dwóch cienfów, co mijały, serce się cbwydło. 
Znad wdzięczne lekko idąc miafy rozmawianie: 

Na ich strój cudzoziemski patrząc miło było, 
BospraWianie ich ohce i mnie niepojęte, 
Lecz od mego zmacza zrozumiane było: 

Kiedym jui co zacz wiedział, bezpieczeństwo wzięte, 
Żem się ku nim przystąpił, z nich miłe jednemu 
Imię rzymskie duchowi, drugiemu przeklęte. 

O Masynisa. dawny, tak rzekę pierwszemu, 

Prze twego Scjpiona. prze te, co przy tobie, 
Nie miej za złe, proszę cię, bespieczeństwu memu. 

Pojrzii na ipnie i mówi: o twojej osobie 

Niechaj się pierwej dowiem i skąd to przychodzi, 
Że moje doległoćci maęz wiadome sobie? 

Hieć stanowi, odpowiem, memu się nie godzi 

Tak zacnego poznawcę ; bo w dalekie strony 
Z midego ognia wielkie jwiatło nie pochodzi. 

Tyj działem swym królewskim wszędzie rozgłoszony, 
I lub cię kto nie baczył, ani cię obaczy, 
Każdy pety miłojd. tobie zniewolony. 

Powiedz mi, w jakiej zgodzie ten pan was mieó raczy, 
Hetmana ukazując; ta para w sfomości 
Co zacz ? wierna , i rzadka miloió się z niej znaczy. 

Mowa twoja przychylna mojej dostojności 

< Wydawa cię , odpowie , ftei jui wiadom tego , 
Wszakie powiem chcąc ulżyć swej ciężkiej żałoici; 

Wlepiwszy cale serce w człeka tak zacnego, 
^W czem i Łelinsowi nie chcę ustępować, 
Nigdym się nie oddalid od chorągwi jego; 

Onego zwykła zawsze fortuna piastować, 

Lecz nie tak jak wysokie cnoty godne były, 
Któremi nie dal inszym przed sobą przodkować. 

Skoro się rzymskie wojska sławne wytoczyły 
W ostateczne zachodu słonecznego strony, 
Tam serdeczne afekty te ze mną spoiły 



Ul 

I nie był nigdy sapiA tak wdsięoznie niecony, 

W dwóch serceck i nie będzie, lecz ach w midej chwili 
Nocy krótkich byłem z swych pociech olnażony. 

Próżno jarzmo midżeństwa na 819 wzięli byli, 
Nie nszły nam wymowy zapahi srogiego 
On związek świątobliwy oraz rozłączyli. 

Ten zaj, co swą potęgą przemagał każdeg<^, 

Nie cbdał słowa odmienió, które JwiątobUwie 
Wyrzekł, ani mszyły nasze bole jego. 

A4ubo mam przyczynę narzekać rzewliwie, ^ 

Coż ? widziałem , ie cnota jaiaie w nim pidida ; 
Kio słońca w dzień nie widzi, ten w ciemności żywię; 

Srogie prawo , w kochaniu krzywda jest niemała , 
' Rada jego , której chcii^ abym naśladował 
Ślepą skałą miłosnym zaciągom się stała: 

CzoUem go jako ojca i jak syn miłowi^, 

Łfity równi skąd jego słachaó jako brata 
Musiidem, chociam w sercu żal serdeczny chował. 

:Zaczym kochana moja postradała świata, 

Że widząc się w niewoli śmieró raczej obri^a. 
Niż w cudzych ręku trawić^ swe nieszczęsne lata. 

Znam, że przyczynę ze mnie żalu mego miałaj 
Bo prosząca i prośby tejże gorącośd, 
Żem wolał ból swój, aby ona nie bolida. 

I posfdem truciznę, lecz w jakiej ciężkości 

Serca, wiem, lepiej opa będzie mi wierzyła, 
I ty, jeśliś co doznał uprzejmej miłości. 

Mnie dziedziczny płacz taka żona zostawiła. 

Wszakże wolałem pociech wszystkich odżidować, 
Żeby cnota i wiara moja eska była. 

Ty maszli co w tej kupie , czemu się dziwować , 
Upatruj bo czas krótki, żeby go zaś sti^o , 
A prace więcej niż dzień pozwoli pracować. 

Żal mię zdejmował myśląc, że szczęście nie dało^ 
Aby dłużej oboje w tej miłości żyli,. 
Serce we mnie jako śnieg na dońcn tajiJo. 



142 



Ai usłyszę głos taki, giy jui odchodsili, 

Ten przecie jeszcze godzien wzroku łaskawego, 
Wszakfte bodaj mi wszyscy nigdy się nie śnili. 

O Sefonisbo , rzekę / zaniechaj takiego 

Gniewu, Kartago twoja już od naszej siły 
Trzykroć leży zniszczona od razu trzeciego. 

A ona, co inszego możesz rzec mój miły, 

Afryka ^acze, Włochom nie do śmiechu było, 
Inaczej węszę dzieje będę tłumaczyły. 

Zara9 uśmiechając się między sobą miło, 

Nasz i on jej przyjaciel wśród gmrau wmieszany, 
Z nim wespół i widziadło z oczu ustąpiło. 

Jak pielgrzym w niewiadomym kraju obłąkany, 
Coraz stanie i patrzą w te i owe strony, 
Zanlysł z drogą niezgodny, on sam ztarbowany: 

Tak z tej miłosnej pary w umyśle strapiony 
Ledwo idę wątpliwy przecie pragnę tego, 
Żebym widział, jaką kto miłością ściśniony. 

I pojrzę w lewo z drogi, aż widzę takiego. 

Który pragnie i szuka to, co rad najduje 
A cieszy się i z wstydu i z wesela swego: 

Oddać tę, którą ślubną i milą kto czuje, 

O ludzkość niesłyszana, o dziwne kochanie! 
Także też same i wstyd i radość farbuje. 

Idą pospołu z sobą, a ich rozmawianie 

O uciesznych kłopotach , których zażywali , 

Po syryjskiem królestwie było ich wzdychanie. , 

Przystąpię się do tych trzech duchów, co mijali. 
Widząc, że do gościńca brali się inszego, 
Tamże pierwszego proszę aby poczekali; 

Onemu, głos języka słysząc łacińskiego. 

Twarz się wnet odmieniła, sam się zahamowid, 
A właśnie jakby wiedział , com chciał spytać jego. 

Jam Seleókus, to syn mój, mówi, co wojował 
Z wami kiedyś, Antyoch imię jest onemu. 
Wszakże rozum natenczas sile ustępował: 



143 

To żona moja pierwej , potem dana jemu 

Ode mnie, chcąc ratować od śmierci chorego, 
Wczem Rię upodobania dosyć stało memu : 
. Stratonice ją zowlą, nierozdzielonego 

Z wami związku, zkąd się tet to łatwie znać dawa. 
Ze nasza miłoić wierna i trwała do tego; 

Tym się cieszym, te ona mnie królestwo zdawa. 
Ja swe uciechy, zdrowie ten odważył fiobie, 
Zkąd miłość zobopólaa większa się wydawa;^ 

I gdyby nie subtelny dowcip w tej chorobie 
Łelcarza ćwiczonego, który postrzegł tego, 
W kwitnącym wieku swoim leżałby już w grobie 

Milczeniem i kochaniem bliski końca swego; 

Kochanie z musu było, a z cnoty milczenie, 
Satunek z ojcowskiego afektu mojego. 

Rzekł, a jak człowiek , który odmienia swe chcenie , • 

Z dokończeniem słów onych w swą drogę się puścił , 
Zem z^rudna i ostatnie rzekł mp -pozdrowienie. 

A ja jak skórom on cień z oczu swych upuścił, 
Serce mi ciężkie było, idę ze wzdychaniem, 
A onej jego mowy z myslim nie wypuścił, 

Aż .coś pocichu rzecze: nazbyt, mojem zdaniem, 

W rzeczach tak rozmaitych jednęś myśl zasadził, 
Czas krótki, który długim trawisz rozmyślaniem, 

Jak wiele wojska Aerxes na Greki prowadził ; 
Tak wiele miłośnika i brańca nagiego, 
Wzrok na gęstwę patrzając oczom ledwo radził, 

Wszyscy różnych języków i z kraju różnego. 

Ze z tysiąca ich trudno powiedzieć jednego, 
bwiadkiem 'samo , że z wielu mianuję rzadkiego. 

Perseus tam był jeden i pytam onego, 

Jak mu się Andromeda murzynka nadała. 
Panienka czarnowłosa i wzroku ślicznego. 

Z nim on miłośnik mamy, którego stradała 

Jego kochana gładkość , a, ztąd opłakany, 
Ze się w nim sama sobie patrząc udawała^ 



144 



I stał Bię bez owoctt SUcznj kwiat kochanki 
Także i ta, która też miłując onego 
Żywy głos, przewierzgniona w opoćzyste iciany. 

Widzę i na nieszczęście swoje skwapliwego 

Ifin , co inszych lubiąc obmierzł' był sam sobie ; 
I wiolo uczestników krzyża tak dzikiego , 

Którzy chcąc żyć w miłości, byli prędko w grobie, 

Odziem wspomniał na niektórych czasu dzisiejszego, 
Lecz ich mianować próżna praca o tej dobie. . 

Tamże wzór towarzystwa wiecznie trwającego, ^ 
Alcyon i Ceice, a przy słonej wodzie 
Gniazda swe wiją czasu morza spokojnego. 

Opodal Esaj myśląc o swojej przygodzie. 

To dla swej Hesperiej wiesza się nad skałą. 
To górą wylatuje, to się kąpie w brodzie. 

WidziiJem i Nisusa córkę zakamii^ą. 

Ona ucieka lecąc, a Talantę w skoku 
O pozór, o trzy jabłka złote nader dbałą; 

Hipomenes rąozością nie ustąpi kroku, 

Któiy sam jeden między zawody onymi. 
Zwycięstwo z ogólnego otrzymid wyroku. 

W tej kupie z miłośnik! baśniom podobnymi , 
Atys i Galatea na łonie u niego, 
Polifem się urażał żartami takimi, 

Olaukus pływał w pośrodku szeregu wodnego 
Bez tej^ którą on sobie poślubił za żonę 
Mieniąc drugą być serca nader okrutnego. 

Z Earmentą widzę Pikus siedzi w drugą stronę, 

Pierwej król nasz ; teraz ptak , ten co zsadził jego , 
Królewski mu płaszcz spuścił, imię i koronę. 

Egeriey zdrój widzę płaczu obfitego, 

Scylla się w twardą morską skałę prZewirzgnęła, 
Na wieczną hańbę biegu sycyliańskiego. 

Ta zaś co w prawą rękę smutne pióro wzięła, 

By wpadszy z żalu w rospacz ból swój opisała i 
Lewą ręką żelazo śmiertelne ujęła* 



145 

Z Pigmalionein jegoiywa żona stała, 

Tysiąc ich Kastalia i tei Aganippe 

Po obu stronach rzeki śpiewających miała: 

Była nawet i jabłkiem zmamiona Cydippe. 



ROZDZIM. TEZECL 

Hyfl moja już tak pełna onych cndów była , 

Żem stan^ jako wryty,, podobny do tego, 

Co czeka, aby mn zkcd rada przystąpiła: 
Ai mój przyjaciel do mnie przyszedszy; ty czego 

Stoisz, mówi? co myślisz? czegoś się zadnmiał?' 

Wiesz, iem ja z gminn, z którym mnszę iść, gęstego: 
Przyjacieln, odpowiem, tyś mięjni zrozumiał. 

Że samą tylko pałam żądzą wiadomości. 

Która skntek hamując, chce bym nic nie umiaŁ 
A on, łubom ja milcziJ, znałem twe żądośd. 

Cfhcesz wiedńeó, co za szereg teraz następuje, 

Wypowiem , jeśli mówić przyjdzie bez ciężkości. 
Widzisz onego, co go każdy tak szanuje, 

Pompejusza, obok Kornelia jego, 

Na Ptolemeusza się skarży i frasuje. 
Tu Oreci^a wielkiego upatrującego, 

Egista z Klitemnestrą widzisz; ta żle broi, 

Ztąd poznać, jeśli miłość nie jest coś ślepego. 
Przy inszej cnocie ipsza miłość się ostoi 

W Hipemnestrze , Kramus z Tyzbą u Fontany, 

Łeander w morzu pływa, Hero w ołmie stoi. 
Tu Ulisses cień z gładką mową zawołany, uiimm 

Którego Penelope tak długQ czekała, ' 

Lecz od Circe miłości pętend zatrzymany. 
Widzisz i Annibala, co mu nie zdołała, Hannibal 

Ptzez tak ćttugi czas walcząc, wszystka rzymska sSa, 

Biała płeć w Apuliej mama go związała. 

19 



146 



Dawid. 



S«lAmon 



Tanur. 
AbaoIoB. 
SaiBion« 



Judyt 



Holofer- 
1101. 



Słeh«- 
■iia. 



Ta 00 Ba panem id^e, warkocsów pozbyła, 

Krajom nad czamem moraem kiedyi panowała, 
Teraz dc gwoli niemu w niewolą wprawiła. . 
Tu Porbia, która stal ogniem hartowała, 
A to Julia, która na mcfta styskuje, 
Że mu się druga nad nic baizo spodobała. 
Już pojrzy w drug§ stronę, jako nie żałuje, 
Patiyarcha on święty ani się tok kaje, 
Że lat czternaście słutąc Bachel usługuje 
Żywa mflojó w trudnościach, tym więtsza pono taje. 
Patrz na ojca, patrz zaraz i na dzida jego i 
, Że z jedn§ Sar§, z domu idzie w cudze kraje. 
Tu zaś miłość zwycięża, i wiedzie do złego 

Dawida, że popełnia to co się me godzi, ^ 
GMzie potem w ciemnych lochach opłi^kiwa tego. 
Taż grzechu zmaza potem i za synem chodzi, 
I- onę jego dawę mądrości tym hydzi , 
Która z góry od Boga samego pochodzi. 
Drugi kocha się oraz i oraz się brzydzi, 
Oto Tamar, oto jej Absolon rodzony^ 
Do którego z swym ż'ą)em uciekać się widzŁ 
Przed nią trochę on Samson stoi niezwalczony, 

Więtszy w sSię, niż w rozum, co w nieszczęsnym łonie 
NieprzyjacicUki głowę położył zmamiony. 
Patrz jako między gęsto i drzewca i bronie 

Wdowa idzie i twarzą i gładką swą mową, 
Zmorzonego i winem i snem w toj obronie 
Holofema zwycięża, a z swą białogłową 

Sama Bogu* dziękując, słusznie za wygraną. 
Uchodzi o północy z brzydką trupią głową. 
Widzisz Sychema , widzisz krew jego zmieszaną 
^ Z obrzeską, i co za nią szła śmierci srogością, 

I ojciec jego i lud poległ jedną raną. 
Temu Aak nieujętą przyczynę miłpścią; 

Asswerus on w kochaniu sposób bez nagany 
(Aby pokój zatrzymać) nalad swą mądh>ścią: 



147 

Tę ponrocił , wziął dragą , słaszme takie rany, 

Taki plask, taki środek na takowe złości, 

Gwoźdź gwoździem, a klin klioem bywa wybijany. 
Chcesz widzie<i w jednem sercu miłość i przykrości, 

Żółć i słodycz? Heroda masz ta okmtnego, iiero^ 

Tego w koło obiegły iądze i srogości: 
Patrz jako zraza pała, potym ial ma tągo, 

Ale nie w czas takowe było idowanie, 

I Maryunna córka nie obce słacliaó jego. 
Patrz na te trzy miłością zwycięj^one Fanie, 

Prokrin, Artemizyą, Dyadenuą, swymi 

Przymioty sławne, pr^ nich trty złe niesłychanie 
Semiramis i Biblis, Mirrha wespół z nimi ^mii?' 

Jak zdadzą się, ie za swe zbrodnie się wstydają, * 

Sprawami ogłoszone świata niezbojinynu, 
Masz tu I tych ,* co o nich gęste pisma bają , 

Łancellota, Tristana,, gromadę błądzących, 

A słusznie się ich drudzy, co błądzą trzymają. 
Tu Gineora i Sotta kupa miłujących 

I ptoa Aremińska, każdy nieszczęśliwy 

Opłakiwa swych idąc amorów gorących. 
Tak rozprawiał. Ja jako ten , co boja&liwy 
* Przyszłe złe upatruje, i przed trąbą- pada, 

Czując raz (chocia jeszczę][nie. tyka go) iywy: 
Twarz u mnie jak u tego, co z grobu wjstil, blada: 

A z niewina% czystością widzę panna z boku 

(Z jaką synogarlica na drzewie nie siada) 
Pojmą mię, ja który nie ustąpię kroku, 

Przysiągłbym, choćbym widział przed sobą *zbrojnegO| 

Na sjowa na skinienie czuję się być w troku: 
Właśnie jakby co ńa myśl przyszło istotiiego 

On mój przyjaciel dawny, bliżej ptey mnie, stanie, 

I śmiechem chcąc ihi przydać J)olu tym więluuM^: 
W uchu , rzecze , mią) teraz już pewne ufanie , 

Żeć wolno z każdym mófrić^ z kim się będzie* idiAO| 

Bo wszyscy już w jednakiej chodzimy sukmanie. 



'• 



148 



Ja jak jeden #s tych, eo mii większy ból zadi^o 

Cndze dobro, niż swe złe, ponieważ mię była 
Wolnego zniewoliła, tak się jej widziało 

Kiedy mię aż po szkodzie modrym uczyniła; 

Jej jliczność upatruję końcem życia mego, 
IGłoJiS , niewiara , zazdrość ogień podnieciła. 

Już z wdzięcznej twarzy oka nie spuściłem swego. 
A jako chory nie jest tego nasycony. 
Co mu smakuje lubo szkodzi zdrowiu jego; 

Ślepym i niemym będąc afektem wiedziony 

* Idę za nia przez miejsca trudne, nieprzebyte, 
Zadrżeć muszę wspomniawszy one błędne strony. 

Odtąd w nieśmiałych oczu łzy zawsze obńte. 

Serce w myślach, uchody, puste miejsce miewam, 
Żrodła, rzeki, krzewiny i padoły skryte. 

Odtąd już ciepłym zdrojem papier swój oblewam, 
Inkaust, łzy, myślenie, jedno pióro leje. 
To zedrę, tu odmienię, tu nie dokonywam. 

Odtąd wiem miłosnego serca skryte dzieje, 

W czym sobie dobrze tuszy, czego się obawia , 
Kto czyta z czoła pozna zewnętrzne turnieje. 

Widzę tę swawolnicę, że się srogo stawia, 

Niec[bając na mię, ani na moje ciężkości, 
Swą cnotą a mym łupem tylko się wysławia. 

Zaś jeśli się nie mylę na mej wiadomości. 

Ten monarcha, któremu wszytek świat hołduje. 
Boi się jej, zkąd człowiek traci swe ufiiości: 

Bo do obrony serca ani sił nie czuja; 

Tak i ten co w nim ufał, musi pochlebowaó, 
'Łub sam i mnie i drugich okrutnie biczuje: 

Ta żadnych obowiązków nie zwykła przyjmewać. 
Zgoła pana nie znając swobody zażywa. 
Sama jedna ani chce chorągwi pilnowaif 

Wprawdzie między • gwiazdami idońcu się zrównywa, 
Osobne ma postępki i przymiot 'kochany. 
Śmiech , chcenie i niechcenie , mowa osobliwa. 



149 

WłoB złoty lab plecioiiy. lubo rozczesany, 

Oczy^ które fiiebiesk^Jświatłoćcią p<^ftj§) 

Skąd nie dbam tym poftarom będąc' na łap dany^ 

Tmdno jej obyczaje wspaniałe by<S mają 

Wysłowione, i cnota tak hojnie nadana, 
Jak' morzu potok , tak me lymy jej zrównają. 

Nowa rzecz zgoła, przedtym nigdy niesłychana 

» 

Nie ujrzana napotem okrom razu tego, 
I ładnymi języki niewypowiedziana 

Tak ta swobodna mnie ma w więzieniu nędznego, 
We dnie i w nocy proszę (o surowe nieba!) 
Lecz ona nie przyjmuje słowa namniejszego. 

Srogie prawo miłością wszakże z krzywdą trzeba 
Podlegaó jemu, bo t{k niebem z ziemią włada, 
Nieuchronna, niezbyta i wieczna potrzeba. 

Teraz wiem, jak się serce na dwoje rozsiada. 
Jako wojna i pokój, rozejm w niem bywa. 
Jak dotknione czymkolwiek swój skryty ból zbada. 

Wiem jako w oka mgnieniu , jak śnieg się rozpływa , 
Gdy krew policzki barwą rumianą farbuje, 
Zkąd ono lubo bojaiń, lubo wstyd odkrywa: 

Wiem już jako się czasenr w zielu wąż znajduje, 

Co spać nie spiąć, drzymąjąc wartę odprawowaćy 
Jako się kto nieżywym ani martwym czuje, 

^em y. jak swą bojowniszkę mam śladem najdowaó , 

Jak pod strachem ją naleśó; wiem jako w miłoid 
Miłośnik zwykł się w miłą rzecz swą transformować. 

Wiem, jak w długiem wzdychaniu .a, krótkiej radości. 
Byt, wola, barwa, różno zwykły się wydawać. 
Jaki żywot w rostaniu dusze i wnętrzności. 

Jak się tysiąc kroć na dzień zwykłem oszukawać. 

Wiem jak za ogniem idąc gdziekolwiek on chodzi, 
Oorać z daleka; jak się zbliżu lodem stawać. 

Wiem, jako się z umysłem mym miłość obchodzi, 
A jako wszytek rozum przed nią ustępuje; 
Wiem jak wiela sposobów- ona sercu szkodzi ; 



150 



THemi fte na sidło mało nici potrsebuje 

Dueli aalachetny, który sam szczególny zostanie, 
Eaedy Itadnej obrony i rady nie czuje. 

Wiem, jak strzela Enpido; wiem jego latanie, 

Jak czasem grozi, czasem tei uderzy zgoła; 
Wiem jui jego najazdy, gwaity^ czatowanie. 

Wiem jak s% lekkie jego i obrotne koła, 

Jak wątpliwe nadzieje, jak pewny ból bywa. 
Jak temu, có obiera, nigdy nie wydoła: 

Jako się ogień jego w kości zakradywa, 

Jak w ftyłach niewidomych srogie czyni rany, 
ZkąA pewna śmierć, a zguba od zapału żywa: 

Krótko , wiem jak niepewny i jak opłakany. 
Śmiały i I>ojaźliwy miłośó iywot daje, 
Gdzie krótki smak gorzkećdą długą wetowany. 

Wiem pieśni i wzdychania , wiem i obyczaje , 
Nagłe milczenie a głos coraz przeiywafiy, 
Skąpa radość, sowity płacz z siebie wydaje, 
Właśnie jak miód z piołunem na poły zmieszany. 



EOZDZIAŁ CZWAKTY. 

Widząc, ie mię Fortuna w cudzą władzę dała; 
Odjąwszy wszytek fortel do iycia wolnego. 
Którego mi cokolwiek przedtym udzielała 

Com przedtym nad jelenia prętszy był dzikiego, 

Sti^em się wnet rochmany pospołu z drugimi 
Niewolniki dęikiego łańcucha onego. 

Widziałem nędzę, widziid co się dziidp z nimi. 
Jaką sztuką, jakimi ich manowcanu 
Miłość wiodła, sieciami nakrywszy swoimi. 

Tym czasem patrzam wszędy, jeśli między nami 
Nie masz kogO| co dostd imienia sławnego 
Łub starymi, lub tei nowymi rymami 



151 



Widziałem Eurydykę swą miłującego, 

A on za nią w podziemne , smutny idąc kraje 
Martwym językiem wzywa cienia nieżywego. 
Aleeus swym miłoinem piórem na iwiat wstaje, 
Pindarus , Anakreon swe ż|igle miłpśd 
W porcie suszą, ich muza w pamięd zostaje. 
Wirgiliusza |Widzę , on w umiejętnoid 

I w udechach*ludimi się osadził sławnymi, 
Co wielkiej onczas byli u iwiata godnośd: 
Owidius, Tibullus, Propercyus z nimi, 

Ą przy tym i ELatuUus, którzy wystawili 
Wyraźnie i z afekty miłoić gorącymi. 
Tamie i grecka Safo, c tymi co tam byli 
Fisoiymy spół idąc wesoło śpiewała, 
Z gładkich i rzadkich rymów wszyscy ją chwalili. 
Tak patrząc to tam, to sam na zwrok się podała 
Dolina wonnem zielem z kwiaty ozdobiona, 
GUzie kupa ich rozmowy o miłojd miała. 
Dantes Beatrix i Cyn Pistojczyk, Guittona 

Z Amsu, przy Salwaggi widzę ten styskuje, 
Ze mu nie pierwsza miejscem biera naznaczona. 
Dwaj dawnych kiedyś Owido po nich następuje, 
Poczdwy on Balanczyk i on Sycikani, 
Każdy, z nich kiedyś pierwszy, tu tyłu pilnuje, 
Senucdo z Franciskinem ludzkością uznani. 

Chorągiew ludzi dągnie w też tropy za nimi, 
Ci w różne gęsta, mózgi, koncepty przybrani, 
Pierwszy Amadl, Daniel wielki między swymi, 
Miflitn miłośd, którego sławę dotąd stała 
Ziemia jego , i słynie słowy wydwomymi, * 
Byli d kióiych miłośd lżej już okowała, 

Dwaj Pi^try, i nie bardzo sławny on Amaldo: 
Drudzy też których większą czatę zhołdowi^ 
A zwłaszcza pierwszy i z nim on drugi Rymbaldo 
.Tych rymem, w Montferade Beatrix słynęła, 
Stary Pier d^ Alwernia, przy nim toż IBraldo 



Virgi!ius 



Oyidiut. 



152 



Polkiet, którego sobie Marsylia wzięła, 

Odjąwszy od G^nni, potym do lepszego 
BjtD , lepsza ojczyzna onego przyjęła -, 

Dzianfrę Budel, co śmierci końca skwapliwego 
Sam szakal dobrowolnie wiosłyi żaglami, 
Guilhelm, co pisząc skrócił dni wieka młodego, 

Amerikus, Bemardas, Ugo z Anselmami, 

I inszych wielkie gromady, z nich język kaidego 
Stał mu za zbroję, paiż za łuk i z strzałami, 

Tamie chcąc mieó ró&nicę jaką bola swego , 

Obróciłeci się do swych ^ aż na stronie boka 
On Tomasso ozdoba miasta Bolońskiego 

O nietrwała rozkoszy 1 o srogi wyroku! 

Co mi- cię wzdam takiego tak nagle porwi^o, 
Bez któregom ja nigdy nie mógł stąpió kroku: 

Odzień teraz jest? Czemu cię już przy mnie nie stało? 
Próżno, żywot nasz kiedy nie ma smaku swego, 
Snom^ choiych, baśniom staiych równa się niemiło. 

Łedwom zstąpił na stronę z gościńca onego 
Sokrates i Łelius, widzę dwie osobie 
Wiodą się, a ja z nimi wciąż iśó pragnę tego: 

jaka para ludzie i tak zgodnych sobie, 

Któiych żaden żadnemi nie wysłowi pióiy, 
Tak jako przyznać musi cnocie samej w sobie. 

1 z temi dwiema przeszedłem rozmaite góry. 

Wszyscy trzej jarzma będąc jakoby jednego, 
Typiem się zwierzył ran swych i na com był chory, 

Żadne miejsca i czasy od społku takiego, 

Nie rozłączą mię tuszę, i to mój ślub prawy, 
Aż bliski będę progu cienia ostatniego} 

Z tjrmim ja dosiągł wieńca nieśmiertelnej sławy, 

Któiy mię w tej przed czasem ma u świata cenie; 
Pamiątka z miłą moją mej czystej zabawy. 

Wszakże od tej , co sercu zadała trapienie. 
Nie dostałem giJązki, ni liścia żadnego: 
Tak gorzkie drzewa tego i cierpkie korzenie! 



153 



Ztąd Inbo zhj6 nie.mog^ bola okrutnego, 

Tak krwawy nras mając, to co ja swoimi 
Oczymfb widział, bólu j^st hamulcem mego; 

Ti^i snbjekt, fte godzien rymami zacnymi 

Być do nieba wyniesion, ii ten poimany 
Któiy (rię nad dowcipy zdał bo^em tępymi. 

Wszakie pierwej niecb powiem swoje własne raiiy, 
Potem cndae, rzecz której nie zd(^a ma siła, 
Ani Orfeus, ani Homer zawołany. 

Idziemy tam gdzie jasna sierió nas prowadziła 

Koni w bród farbowanych przez gęste doliny, 
« Aft przyjdziem, kędy władza matki jego była: 

Od łańcachów nie wolni, lecz tejfte godziny 
Bozposafteni między pustynie i skriy 
, Żaden swojej nie poznał, w której był, krainy. 

Łeijr, kędy greckiego morza huczą wały, 

Wyspa w tyle, nad insze w rozkosze .obfita, 
He ich słońce grzeje, i morza oblały. 

Wiród góra cieniem wdzięcznym i trawą okryta, ' 

Zkąd zapach wonny wieje, słodkie płyną miody, 
Tak Łe się zmiękczyć musi postać nieuftyta: 

Ta jest ziemią, gdzie Wenus ma swoje uchody, 
I jeszcze jej naonczas poiwięcona była , 
Gdy wesołej nie znały wiosny zimne lody, 

I dotąd jeszcze w dobroć tak się obnaiyła, 
Niepolepszającbytu onego marnego. 
Że się złym spodobi^a,' dobiym uprzykrzyła. 

Tam tryumf odprawowid z nas kraju różnego 

Dobry pan, których podbił i zbawił wolnoici. 
Od morza indyjskiego do lodowatego: 

W łonie swem troski trzymał, a w ręku mamojd, 
Bozkosz Uf^ywająca, ftałoić niewątpliwa, 
Bóia zimie/ lód szczery w same gorącośd. 

Przed nim radość nietrwała, nadzieja wątpliwa, ' 
Za nim kajanie, niewczas i ból nienstc^, 
Jakie mii^ Rzym i jakie Troja nieszczęśliwa. 



154 , 

Jlzeki po wszystkiej onej dolinie skaridtij^ 

Krzyk ptastwa, a po obu stronach brzeg leżący, 
Zielony » tdłty, modry, czerwony i biały: 

Żywych wód gęsty stromień wesoło płynący, 

Gliłód przyjemny, gdy letysz od ziela swieftego, 
O^te cienie i letni wiatr inile wiejący. 

Zaś gdy chwila się wraca powietrza zimnego, 

Ciej^e grunty, tam iarty, nczty, próżnowanie, 
Bzeczy które prostaczka uwiodą niewinnego. 

'W tę dobę. włainie było, Juedy porównanie 

Stawa się dnia i nocy, a Progne w radoici 
Ponawia z siostrą swoją swe miłe kumanie. 

O szczęścia niepewnego nietrwałe ufności! 

W tem miejscu, o tym czasie, i o tej -> godzinie, 
Kiedy ł^y lać potczeba w serdecznej gorżkości 

Tryumf miał ten« co bożkiem u pospólstwa słynie. 
Tam widzieó l)ó], lamenty, dokonanie tego. 
Który się w piiłośó zaprzągł, ani go to minie; 

Błędy, marzenia, cienie trupa człowieczego, 
Koło ti^umfalnego wozu zewsząd były, 
Nad okny rozumienia pełno fałszywego, 

Slizkiej drogi nadzieje di*abinę okryły 

Strata z pożytkiem, a zaś szkodliwe zyskanie 
Stopnie, które spaśó prędzej , a uiż wleśó tuszyły; 

Wczas niewczesny, a niewczas za odpoczywanie, 

Sławna niesława, sława w niesławie się sadzi, 
Niewierna wierność , wiara szczere oszukanie. 

Skrzętne szaleństwo, rada która nic nie radzi, 
Do więzienia szeroka droga bez ciężkości, 
Skąd ciasna insza droga wyjściu dziwnie wadzi: 

Wniść łatwo, nazad wyniśó nie Iza boz trudności, 
Wewnątrz^ myśl zawikłuia, a z mm pomieszany 
meomylny ból , wespół umarłe- radości. 

Nigdy tak nie gorają wulkanowe ściany 
Łipacis, liongibello, Ichia, Stomboli; 
Zły sam sobie, kto w tej grze za śmiałego miany. 



155 



W tak ciasnej v.w tak eienmej byliimy niewolił 

Jak w klatce,' 8k%d się w insze piene odmieniłem, 
I w inszy głos czasowi takowemu gwoli. 

Wtem jednak o wolnojci swej pierwszej mydliłem, 
A duszę , któr^ jakieś wspierdo ufanie , - 
Tych rzeczy, co mijały, widziaiBem cieszyłem, 

Tając jak gdy na słońcu inieg się nię ostanie; * 

Tak ja widząc cnych duchów w więzieniu głębokiem, 
Przebiegam za krótki ezaa długie malowanie, 
Jak gdy kte przed się idąc nazad rzuca okiem. 



TRYUMF WIARY 



POEKiLT 



WILHELMA BABTASA. 



PIEŚŃ PIERWSZA. 



Jui jutrzenka od Indów asorzę poprzedzała , 
A zorza słońce, kiedy wroty rogowymi 
Morfeos do mnie wnijdzie, a sławna zacnymi 
Tryumfy panna iwi^ta mnie się pokazała. 

Wiara imię jej było: ta pióro z zięgami 

Wsd^ó mi każe i pisać, co tajemne nieba 
Natenczas objawiły, i co też potrzeba, ^ 
By było między wnuków wiadomo wnukami. 

Znam, że nierówna moja temu izida siła. 

Znam, że imiertelne oko wzrokiem swym nie zdoła, 
ITcbo nie pojmie, rozum tego nie wydoła; 
Wiara sprawi, by moż!na rzecz z niemożnej była. 

O przedziwna iwiadoici^ niech chmura przeklęta 
Hgły gęstej tu ustąpi, która mi twe daiy, 
Lice twoje zadania, a dodaj mi wiary. 
Bo wiara nie mQże być bez wiaiy pojęta. * 

Siedzi panna na wozie, ten ^wietny w kamienie 
Drogie Tubal wystawił od złota z Ofiru, 
Od światłych dyamentów, rubinów, safiru, 
I co tu ma w niepodłej duch łakomy cenie, 



157 



Koła takiej loboty mós^ wdz bespiecame, 

Jakid 8WB Ezeclluel kiedyi opisąje. 
Jedna. je ehcó, jeden wiatr | jed^n doeh kieruje , 
' Sprawnjys jednostajnie fai^g irwąi^ey wiecznie. 

Ptak co chorągwie zdobi rsymskiego aieregiit 

Ptak, któiy nie zammij oka bezpiecsnego 
' Przed pochodnia przedniejsaę 'nieba wyzokiego, 
Daleki ziemie cięgnie wóz w obłoeznym biega. 

Złotogłowy, Uawatj nie. bywa odziana. 

Kie szarłatem, który Tyr boga^ farbuje, 
Pogotowia bieUdłem płd swej nie malaje, 
Jaka jest 4ama w sobie, tak chce być widziana. 

Cdonki ciała przechodzę ślicznpió cida- wszego, 
Oczu pełne, jak pawia ogon złotopióry, 
Oczy, które wzrok iwięty podnosząc do góry, 
Twarzą w .twarz przez niebioBa widzą najwyższego; 

Na chwałę bo^ w ustach języki olifite, 

A tysiąc koł, które ją prętkimi obroty 

W oka mgnieniu windują na finAament złoty, 

PrzenoMąc świata tego mury nieprzebyte. 

Wieniec spaniide skronie ślicznej barwy zdobi, 

Nie z sosny, z dębu, z bobka, z oliwy pleciony. 
Jaki nieuk bojownik' lub Greczyn uczony • 
W Istmie , Delfie w Nemei i w Olin^ie robi ; 

Ale z niezwięfiej i^awy kwiatu róianego. 

Temu lodem nie szkodzą mro^e Akwilony, 
Ani snćhem, gorącen^ Syiyuą azalony, ^ 
Sama go zawsze skrapia raka NajwjHIszego , 

Prawda chorąty w białe odzienie przybrany, 

W ręku dwa t^tamenty za znaki piastąje, 
Z nią gorliwość wojenna szeregi sprawuje, 
I lud śmiały pod świętą chorągiew zebrany. 

Stateczność ma broń w ręku z obu stron osinoną. 
Cierpliwości próbowna tarcz z ramion wiliała. 
Która swym glaucem więcej cudów dokazała,^ 
Niż ^awny paii z swoją Minerwą 



' 



I ; 



168 

Wdsi^csno&S, skłomiość i mSość z flobf lozmawiały 

zysk nie trwąj%o, raczej ftjcu^ go dnigiema. 
Pokuta i nadzieja, pokora ku temu 

Wdz wiaiy tryumfalny z obu stron trzymały. 
A iśde bez tycb panien wiara własna mara, 

1 płonne domniemanie bez wszelkiej pewno Jci; 
Prędzej słoneczny promień będae bez jwiattoid, 
Ogień bez ci^a, a nit be^ nich prawa wiara. 

Przed tymłe wozem widzieiS panią zpiewoloną, 

Która zraza zda się byó Helena w g^adkoici, 
Ale blisko pojrzawszy przecłLodzi w szpetnojci 
Hegerę i Alektf z sproiną Tesifoną. 

Nie chodzi nigdy jako wiara bez zasłony, 

Lecz kaptur na ki^turze, płaszcz na płaszczu bywa, 
Tak szatą szpetne członki pozorną okrywa, 
By sprojny skład jej ciała nie był wynurzony. 

Ma tysiąc jako wiara języków z wargami, 

Alo blu&nierstwa nimi mówi niewstydliwie. 

W nocy ostroWidzami a w dzień są kretami;^ 

Z obu ramion skrzydło się jak wierze wydaje, 
Lecz skoro się pod niebo wybió usiłuje, 
I lotu Kreteńćzyka ćmiała nafladnje. 
Promieniem febosowym wosk u skrzydeł taje 

Ta, Która łtezrozumny rozum jest ochrzooną; 

Odtąd jak ograniczl^ Bóg ftywiołów brzemię, 
Ogniem powietrze, wiatrem wodę, wodą ciemię, 
Z niewinną panną wojnę wiedzie nieskończoną: 

Królom broń w ręce dając i chcąc perswadowawaó, 
Że się to majestatu tyką Isrólewsldago 
Przed Bceptrem* w^ary sceptra uchylaó swojego 
I swoją władzą cudzej władzy ostępowaó. 

Czasem jadu dodając tym, co u ilepego 

Mniemaniem upojeni za mędrce są iwiata: 



*) Tu w rękopismie wiersi jeden opuszcsoay. 



169 



Tym, co na tern strawili i prace i lata, 
Abj ladzie do cienia wiedli głębokiego. • . 

Ale Bóg, którj' nigdy swych nie odstępuje, 

Pizy wierze zawsze stójko, z swojej boskiej mocy 
Aż dotąd znacznej wiense do^awid pomocy, 
Że jeszcze przeciwnikom w pokoju panuje. 

Przed ni§ gwałt wielkich ziąiąt idzie okowanych, 
Którzy, aby się z jarzma prawdy wychdznali, 
Btoni§, ogniem Chiystusan tijL przeiladpwali, 
Że krwią niewinną widzim siła państw spłókanych. 

Ten wprzód idzie, co pierwszy, gdy świat był stworzony. 
Zmazał się krwią nieszczęsny brata rodzonego. 
Po nim tyran uparty Nilu obfitego, 
Co w pogonią za dr^dy w morzu pogromiony. 

Ten, co Zachaiyasza zabił, blisko niego 
Atalia, Abiam i Ochozyasa, ^ 
Wespół widzę Amona, Jorama, Aohasa, 
I w^ystkie króle kraju samarytańskiego. 

Widzę z Senacherybem i króla hardego, ^ 
Który obaczył rękę piszącą na idenie , 
Hplofema, Amana i co pańskie mienie 
Trawą żywiąc przemienił w kształt zwjerza dzikiego. 
Saifasza, 'Annasza, i w Jerozolimie 

Nfi ołtarz kładącego bałwana swojego, 
Od piądu £ydów braci przezwydężonego, 
Zkąd ialu jego żaden wiek już nie odejmie i 

Tyrana z Palestyny niewinniątek plemię 

' Gubiącego, że świnią lepiej snaó u nii^go 
Było być, a niż sjrnem; z nim złego sędziego. 
Co sądził tego , który ma przyjść sądzić ziemię. 

Cesarza, który żony z matką pomordował, 
^ I bradą swą i siostry i który szalony 
. Na wierzchu wieże patrzał, złością uwiedziony. 
Ody pałace budowne w Szymie o^eń psował. 
W tej sforze gdzie Septinium Seyerum wiedziono, 
Julius Haziminus i Hasimianus, 



Kaim. 



Farao. 



Seoacheryb. 



160 



Srop Oaleritts; wjdeldy on Domi<^aiiQSy 

Ćo niesliotoy chcii^, by. go za boga chwalono. 

Widziałem i lyrana, który Siipot^o 

SiTzemieniem był czas dłagi Aureliana, 
I oknitnego w łykach z nim Hostyliana, 

I Decytim^ Licinium, z nimi Maximiego. 

Widki T^AJan , ^Aureli Harek , eo go chwali 
Bzym z nauki, był weepdł, Dyoklecyana: 
Widzę cesarzów, których mądrość niezrównana, 
By byli kościołowi za wilki nie stali: 

Teodoza, Justyna, z synem Konstantyna, 

Walent, Konstant, Herakli, srogi Gh^czyn z nimi, 
Xi§że bizanckie, który kacerstwy swoimi 
Czwartą istnóśó w istności boskiej przypomina. 

Z Botarym barbarowie, ŁombardzI mijali 

Honoryk i Trasimond, Genserik, Wendowie, 

Teodonk, Alaryk, Totyla, Gotowie, 

Co Włochy i Afiykę krwią chrześcian zlali. ' 

Lecz kto to, c^ na sobie tysiąc oków nosi? 

Którego tak wiele jędz we dnie w nocy dręczy, 
Którego tysiąc katów co godzina męczy, . 
^ I który spraw niesłusznych słuszną każń odnosi? 

Zaiste on Machomet, co ostrem ielazem 

Bardziej nift alkoranem od mnicha spisanym,' 
Monaithą na wschód słońca został zaw<danymt 
I najlepszą część świata osiadł jednym razem. 

I Saladyn tu, który w Egipcie panował, 

Lecz sekty agareńskiej miłośnik gorliwy. 
Hali, wielu kalifa, i król niewstydliwyi 
Co w Edesie z pannami ołtarz sprofanował! 

Ottoman pdien gniewu i ialu cię&kiego, 

Z twarzy smutnej kajanie, niewczas pokazuje. 

Wtóry Machomet, zęby ścigając iałuje. 

Że Greki starł , i państwo zniósł morza czarnego. 

To się 1 'z Bajazetem mizernym toczyło; 

Który u Tamerlana w klatce był wielkiego; . 



I z tym co pierwszy przebył bród morza ważkiego, 
Które Azy§ zdawna z Europą dzieliło. 
Tq Macbomet ten, który Tatarzyna zraził, 

I przeniósł «aś za morze sceptrom ojca swego. 

Tu i drugi Amurat, co wojsko onego 

If łady sława zniósł, bo on pierwej go porazi. 

Orkban zwycięsca Fiygów, i ten co obozy 

Zygmunta zbił w Nikopol od ojca zwąilone, 
. Bajazet' dragi z Niemców łupy niezliczone 
Z sław§ bierze, zaiywszy na icb butę grozy. 

Ten, którego braterską krew ręce przelały, 

I ojcowską*, padł wiecznym upadem, a 'jego 
'Syn poraził Ludwika króla węgierskiego: 
Przed nim Bodus i Budzyń jako ryba drzi|ły. 

Tuż wedle Solimana goły plac zostaje 

Temu , który tureckie dzi j rządzi narody, . 
Który się z królów naszych bogacąc niezgody, 
Odgraża na niemiecjcie i zacbodnie kraje. 

Nieszczęśni cbrześcianie tym czasem, gdy swego 
Wnętrzna zapamiętałem macacie żelazem, 
Niestetyż bisurmanin wszystkie paibtwa razem 
Tłoczy nieochraniając dziedzictwa pańskiego. 

Wtenczas gdy się przeciw Ił Greczyn Bułgarowi, 
Zażywa jako mostu Turczyn tej niezgody. 
Przez który wezeinie przebył hellesponclde brody, 
I pogańskie swe państwa w Grtecyi stanowi 

Horeę taż niesnaska braciej im w moc ddla, 
Bodajże to, co teraz bracią zajuszyły, 
Wojny, ostatnią zgubą chrześcian nie były, 
Gdzieby się im na zachód droga już podfda. 

Złóżcie o' ohtzeicianie afekt fundoi^any 

Na muszej nodze, waśni porzućcie już swoje, 
A złączy ws^ ^braterskie i serca i zbroje, 
Znoicię przeciwko wier%e naród zbuntowany. 

Czas wojska do Egiptu wiećó i do Azyej, 
Antyochią czas wziąć. Gazę, Askalony, 

«1 



• n 



162 

Damietti, Soliny, Joppe, Tyr, Sydony, 
Z Famogostą wydarta moinej Wenecyej. 



PIEŚŃ WTÓRA. 

V 

Łnbo mf|k wymyilili tyrani srogo jd. 

Ołtarze Bazyiida, falaryskie woły, 
Oemonijskie drabiny, a cztery iywioły 
Cłicieli mieć za oprawce swojej ókmtnoid; 
Wszakże tej koidołowi nie zadali rany, 

Jak§ pisma uczonych, którymi iwiat zwodzt^ 
Te katnj§ sumienia i piórem zawodzą: 
Tam ból na cisio tylko bywa rozciągany; 
Bowiem nadęci wi.k«in swej u^ejętnojci, 

Nie wstydzą się szacować czynu zupełnego 
Doskonałego mistrza t choć zakazał tego, 
Byjmy się nie badali tajemnych skrytoćd. 
I labo niskim lotem w skrzydł naszych słabojd 

Ledwo ziemię strychujem, a wszakże się z tego 
Wa^ w niebo wylatać, miarkując z swojego 
Bozumu wiarą słabą głębokie wiecznojd. 
Ich subtelna nauka włainie jest nieuka , 

Która. w prawdzie zbyt gmyrząc, samą prawdę trąd, 
Prawdę, która z hardymi nigdy się nie brad, 
Ale do znajomoid swej pokornych szuka. 
Istotną prawdę zięgi prawdziwie odkryją 
Obojga testamentu, nie mózgi szalone, 
Które smakigą cuda nowo uczynione, 
U któiych ołów złoto, bajki Mtoryą. 
Tego rozum rozumu duc^.ich własnego, 

Aby kośdoł popsować i wiarę wywrócić; 
Teraz widzę chdeliby nazad się zai wródć. 
Odbiegłszy pierwszych błędów i żyda pierwszego. . 



163 

W pierwszym szeregu id^ gimuoz<^towie, 

W też tropy zaraz perscy magowie za nimi, ' 

Drudzy z Chaldeiczyki nauką sławnymi , 

1 kwiM wszystkich sofistów, wschodni Brachmanowie. 

Pitagoras, Nauades, Zenon, Xenofanes,> 

Parmenides, Teleukus^ Architas z Tarentu, 
Demokiyt i Łeucipus, i on z Agrygentu 
Empedokles, Heraklit, przy nich Nausifanes. 

A krótko wszyscy włoskiej sekty doktorowie. 

Włosy swe rwą, łzami się rzewnie oblewają, 
W piersi się bijąc, I)ł9dóm swoim winę dają. 
Toż czynią i Janickiej fakcyej hersztowie; 

Tales z Anasimandrem w tym hufcu mijają. 

Do nich z Anazag9rą Sokrates wmieszany, 
Anaximenes troskom niezbytym poddany, 
Narzekanie swe światu wszystkiemu dać znają. 

Tamże z nimi Kleantus, Chrysip, stoikowie, 
Którzy częstokroć nader się zapominali 
Trochę dalej ci, których . powrozy związali, 
Dyogenes, Antysten, Erates, Cynikowie. 

Tamże dwóch akademiej wielcy panowie 

Xenokrate6, Xeusippus i Krantor z Platonem, 
Kameades, Klitomach i z-Łacidą onym, 
I ten co ich zabiega przyjaźni panowie. 

Ten darmo się morduje,' Piron, syn Fistarcha, 
Któiy dziwak to wierzy, co ucho pojmuje, 
Wzrok widzi; smak smakuje, ręka ma, nos czuje; . 
Z nim Timon i Hekates wiodą Anai^archa. 

Tuż Stagiryta, któiy w swe uczone dzieje 

Wysokich nauk koło zawarł ilicznym wzorem; 
Ten żałuje, że wielu uwiódł swojem piórem, 
Z nim Łampsacen i Straton i Teofrast mdleje. - 

Tam delesny Epikur oblewa się łzami, 

I z swoim Metrodórem tam widzieó pierwszego ; 

Z drugimi Arystypa, Afeta i tego, 

Co wprowadził arcyzłą sektę nad sektami, 



164 



Teodora rozomiem onego wściekłego, 

Któiy, ie Boga nie mass, bluźnierskie wy^nawa 
I ie mądry moie być, jak czas z miejscem dawi, 
' Elamca, zdrajca, łakomca, Sodomczyk do tęgo. 

NiesteŁyi , fte przypowieść^ dawna jest prawdziwa , 
2Semia nad wolą ludzką złe zioła wywodzi, 
A dobre ziele rzadko., że się samo rodzi, 
Alę ciężką nie lekką pracą się nabywa. 

Zarazo grecka ! twoje śmiertelne korzeb'.e ' 

Morza, by w Bzymie dało latorośl, przebyło; 
A z Bzyma na Europę wszystkę przedobyło 
Skał, które Włocby dzielą, okrutne kamienie. 

Pełne tego pękowia śmierci pańskie dwory, ^ , 

Pełen kościół, pełen jest senat, ,trybunały. 
Wszystkim się te pękowia królestwom dostidy, 
Osadziło niem grzbiet swój wojsko chrześciauf^kie. 

Ale wróćmy się zaś tam, zkąd się wzięła mowa» 
Wszyscy ci najwyższego dobra nie poznali, 
Złe o Bogu , o duszach , o miejscu trzymali 
Gdzie po śmierci lub chwdia lub kara gotowa. 

Dmdq^ potem gdy słońce to sprawiedliwości 

(Chrystus pan) tu na naszym horyzoncie wstało, 
Którzy ludzi w cień wieczny zawiedli niemało. 
Cierpią karanie równe, swojej przewrotności. 

Między nimi Symmacha widzę, Porfirego, 
Celsa i Łecyana, a ci lubo. znali 
Światło ewangeliej,. chytrze zacierali 
Z Julianem najgorszym rodu cesarskiego: 

Bo widząc, że męki są daremne roboty, 

Ze świętych z przedsięwzięcia nie mógł zbić świętego, 
. Erasomownym językiem chciał dokazać tego, 
Czyniąc cnotę z niecnoty, a z niecnot zaś cnoty. 

Widzę że rabinowie przy nich obrzezani. 

Ci kabałą z Talmudem , który z piekła wzięli , 
Kościoła (buntownicy) pokój wzruszać chcieli, 
I burzyć mesyasza, sami na śmierć zdani. 



165 

Podobni padalcowi, który ogon wznosi, 

Łeb straciwszy i w sztuki będąc porąbany 
A giH)iąc głównikowi, gęsto pokonanj^, 
Zawziętą pomstę z sobą ai do grobu wnosi. 

Blisko nich saraceńskiej reguły muftowie, 

Którzy jadu do jadu Rosząc przydawają^ 
I częid j.wiata zasłoną grubszą zacieiuniają ; 
Ich cięiki ial łatwieznać po zwieszonej głowie. 

Przebóg, co to za ludzie, którzy cerę mają, 

Hado, barwę, jak wiaiy żołnierze wybrani, 

Jednak idą srogiemi pety ^ko Wani? 

Widzę że hnfy święte ^o nich się nie znają. 

Jeśli się ja nie mylę, są heretykami. 

Harde , ciekawe dusze , które o to stały, 

By marnym swarem ziemię z niebem pomieszały, 

Ofalędnemi w błąd ludzi • prowadząc ścieszkamL 

Właśnie jak wiatr zawarty, który kiedy wstawa, 

. Ciężkiem wianiem z tajemnej wykrada się dziury, 
, Bardziej więc zdrowiu szkodzi, a nii ten wiatr, który 
Wolno wiejąc w równinie dziarstwą poigrawa; 

Jako, ów 'nieprzyjaciel, który siarczystymi; 

Pioruny mury tłucze, nie tak miastu szkodzi. 
Jak ten, który wśród minsta zdradą się obchodzi, 
Niecąc nieszczęsną wnętrzną wojnę między swymi. 

Nie takie *iyd , poganin i Turczyn urazy 

Wierze zadi^ bołej, i wotworzyście szkodzą. 
Łatwiej sztuki ich odbió, kiedy na nas godzą | 
A niż zdrajców tych skrytych nieuchronne razy. 

Mają* swój pozór wrzkomo podobny naszemu, 

I kościół jeden, jedne wrzkomo ciąją wiarę, 
Jedną biblię świętą i jeduą ofiarę, 
Lecz chytre kościołowi łasice wiernemu. 

W pierwszym szeregu idą Saduceuszowie , 

Którzy prą zmartwychwstania, a biorą duchowi 
Złemu pieUo szaleni, niebo aniołowi. 
Sprośny Essejczyk, chytrzy Faiyzeus^owie. 



166 

TVldzę szalbierza tego, który naprzód wznowił 

Łakome iwiętokupstwo : z nim ten, eo zwyczaje 
Małżeńskie święte depcąc, nowy zakon daje. 
Który nie Platon, ale sam Plnton stanowił. 

Widzę znaki opodal w szczidbatce nakrytej 
Roiny, która koiSci staiła Ceryntowi, 
Kiedy ten w łaźni bln£ni§c, nie chciał Chrystasowi 
Przyzńaó nlttmy boskiej w naszem- ciele skrytej. 

Że Bogn człowiekowi wt§ z boskiej njmuje 

Istno jd, Karpokrates wespół z Ebionem, 
Pawłem, z S^ofotynem i też Artemonem 
Z czoła wy czpaó, te icb sumienie katuje. 

Tam on Manes z Mary ej płakaó nie przestawa, 

Co zmyilił boga s^sczęjcia i nieszczęścia boga: 

Tam Walentyna trapi ustawiczna trwoga, 

Który cifd zmartwychwstania z grobu nie przyznawa. 

Cerdon, któremu trzymać stoików się zdało, 

Z Menandrem, z Marcyonem srodze lamentuje. 
Tam narzeka Apelles, który przypisuje 
Nie własne lecz zmyślone Chrystusowi cii^o. 

Tam Bazylides złotnik, który podmiatuje 

Mękę Cyrenejczyka Chrystusowej męce: 

Tam Monian wściekły, który krwi^ zmazi^ swe ręce, 

Że rze^c niewiniątka ofiary sprawuje. 

Seweryan, Tacyan, z nimi Enkratyste, 
Sabelliani, którzy że nader jedności 
Szukali, Trójcę w bożej stracili istności, 
I kln§ swe, ale nie w czas, nauki nieczyste. 

Zwodnik alexandryjski ' tui , co trzewa swoje 

W miejsce sekretne zronił, klórego jad srogi 
Ledwie nie wszystkie świata omamił był progp, 
Wzniecając -wielkie burdy, rozterki i boje. 

Macedona; Eunoma, smutnych ma przy sobie, / 
Którzy wprzód jego byli naśladownikąmi, 
Fotem nowej nauki sprośnymi mistrzami, 
Zkąd od imion ich teraz icowią sekty obie. 



167 



Nestor 1 Pelagiasz sektarze ćwiczeni 

Z *nimi Donat z Łibiej lnc3rfe]7ani. 
Tamie i Eutjchiste* i Piyscylliani , 
Czoło od gniewa marszczy mrucząc jak szaleni. 
Czy zamilczę Serweta? Nie wspomnę deistów, 

Et4Srych obfitość tymi czasy Polska chowa ? 
'Czy zapomnę Mańsera ? którego czcza głowa 
Namnożyła tak wiele sekt anabaptystów. 
I4ej zliczyć piasek morza sycyliańskiego , 

Niż wypisać tych, których szpargały mamiące ' 
Onoiły swym błędem duchy latające 
A zwłaszcza czau tego, ach opłakanego: 
Bo teraz tak się szatan do serca ludzkiego 

* Wkrada, które jest pełne wszelakiej ślepoty, 
Ze nie wynajdzie takiej przeklętej roboty, ' 
Kt<^raby wnet nie miała zastępcę swojego. 
Już widzę Antychrysta z wszete(^noiSci% oną, 

Która tu ehce na ziemi jako bóg być czczona, 
A na siedmi pagórkach poi zasadzona, > 
Ziemskie xiążęta wi^em z tituszczą odrzuconą. 
Już dalej następując widzę schizmafyków, 

Co niezszytą Chrystusa suknię rozszywają, 
I krwawego w koiciele noża dobywają. 
Naśladując w tem' bnych diawnych heretyków. . 



H • 



PIEŚŃ TBZEGIA. 

O synu, wielki Boga obrazie żywego, ^ 

Umyśle z przedwiecznego umysłu wydany. 
Początku » końcu rzeczy i dawco nam dany, 
Dwakroć rodzon , i w czasie I wprzód wieku* swego I 

Słońce obu tiyonów nam za fiwia^o dane! 

O imierci, śmierci naszej żywocie nlasz żywy, 
Święty, mocny i dobry, królu sprawiedliwy, 
Słowo żadneml słowy niewypowiedziane ! 



168 ' 

Wyrwij. mię Panie, wyrwij z poiród lada ^ego, 
Którego no^ , ręce na sAę się targają, 
Który widząc oczy się izami zalewają , 
I bez ftala nie mogę wymówić żadnego. 

Lecz wybrnąłem o Boże, wychodzę w riadoici 

Jnż 'do Syona z Babel , do ziemie żywiących, 
Miasta iwiętych, korabiu, który się huczących 
Wałów i nagłych wichrów nie boi srogoćci. 

Wielcy bohaterowie, co dziełem walecznem 

Wstręt tyranom dawali ; którzy dusze, ciała 

Swoje Bogu oddali i których została 

Pamiątka w zięgach iwiętych charakterem wiecznym. 

Bóg z tobą o ż(^ierzu ćwięty na wsze czasy, 

Pójdź mężny bojowniku, niech ręce palmami 
• Ozdobię, bobkowymi czoło twe wieĄcami, 
Ta sława niech twe przeszłe nagodzi niewczasy! 

Pójdźcie królowie święci, o ziążęta iwięte 

I panowie na tryumf, których możne siły 
Szatana przeklętego królewstwo tłumiły, ^ 
Chcąc mieó po pa&stwach swoich imię wiary wzięte. 

Pierwszy ten, co uwolnił Izaaka plemię, 

Trzyma za rękę wodza, który modły swymi 
Cofiiął bieg słońdi i wzi^ wojska potężnymi, 
Potomkom Abramowym obiecuje ziemię. 

Za nim ten , co czeluicią oślą pogan zraził ' 
Tysiąc, masz i Sangara i Otoniela, 
Ahoda i Biuraka, Jeite, Samuela, 
I co wojsko Oreba niezbożne poraził. 

Tu rymopis, psalmista, prorok, król wybrany 
I bojownik, co Asa biJwana obalił, 
I co bogów fałszywych ołtarze rozwalił, 
^ Obchodząc potem on fest przejścia zawołany. 

Tuż Jonatan, Jozafat, masz i Azarego 

Z królem, co go Bóg życia dłuższego nabawił, 
I co go buf niebieski oblężenia zbawił, 
Zniósłszy potęgę wojska w lot asyrijskiego. 



16d 

Z machabejskiini cxuij Mardochensz braty, 

Dziedadcy właifni ojców serca gorliwego 

Dank zasłużony biorą s ręku najwyżssego, 

I diorągwie podnosząc wetcgą ich straty. 
Na czele komanika i hufca pańskiego 

Idą ojcowie iwięci, których rzadka cnota 

« 

Szatana pogromiła i nauka złota , 
Burząc przeklęte siły wojska piekielnego. 
Enoch wprzód, którego Bóg pczyUadem ta chował 
Pobo&noJci| chcąc aby za wodza był czczony, 
I któfy potem w niebo iywo przeniesiony^ • 
A po nim ten, który iwiat w korabia zaehowri. 
Ta zaraz Sem i Jafet, Abraham wierząqrch 

Ojciec I z nim na ofiarę syn kiedyl wiedziony, 
I wntik, co widział hufy skrzydlate nspiony 
Drabiną wstępujących, widzid zstęptyących. 
Za nimi Eleazar, Fineos z Aronepi, 

I Jojada, i inszych mnóstwo pomazanych, 
. Z Boga, z natury, z iaru iwiętego obranych. 
By kładem szafowali zakonu zwierzonym. 
Ojciec tego, co drogę głosem swym gotował 
Przyszłemu mesyiaszu, i on domniemany 
Ojciec syna boiego, i co przed kajdany 
Nio^ dziecię, wes<de pienie odprawowi^. 
I Tytus i Bamabas przeciwnicy złoici, . 

Tymoteusz, który wzi^ od Pawła ówiczenie; 
I Dyonizy, dońca co widząc zaćmienie^ 
Za zaómienie to słońca miii sprawiedliwości. 
Za nim) insze hufce, co tryumf zdobiły. 

Proroków wielkich , którzy proroctwa wydali, . 
I przysnę rzeczy wszyatkie tak nam zwiastowali. 
Jakoby samą rzeczą już pełnione były. 
IGędzy nimi ten, który wozu ognistego Bliau. 

' W niebo zażyF, od ducha pańskiego porwany. 
I drugi on widzący dziedzic mianowany EyiMu 

Nankii obyczajów i też płaszcza jego. 

n 



170 



Jonasz. 



Joannes 
Baptista. 



Stefenuf 
. proto- 
martyr. 



Lauren- 

tius, Po- 

licarpuSf 

el alii. 



Po nim zaj.on, co syna Jessego strofował 

Z występku dwojakiego Amos^ Ezechiel. 
Potym Joel, Abdyas, ^emeja, Daniel, . 
I ten co do pokuty Niniwe najdował. 

Tam&e był i ten, co go spłodził Barachiasz, ^ 

Nahum, Bakuk, Abakuk, Ezdras, Jeremiasz, 
Ageusz, Micheaszów dwaj z nimi, Achiasz, 
Sofbniasz, Ozeasz i też Malachiasz. 

Przed nimi jeszcze widzieć szeregi idące 

Męczenników tych, którzy tak gorliwi byli, 
• Że dla wiary krew swoją własną wytoczyli, 

* 

Taft krwią pieczętowane ich listy wierzące, 

To jest ona krew iwięta, co za róże stała. 
Którą rola koicioła była odżywiona. 
To jest broń ona. ostra, którą porażona 
Jest zgraja bałwochwalstwa, że tył dać musiała. 

Bo jako okrzesanie sadowi nie szkodzi, 

Zkąd jedno drzewo siła nowych szczepów dawa, 
A z ich nowych gałązek nowy owoc wstawa: 
Tak jedna śmierć marfyra sto martyrów rodzi. 

Abel pierwszym jest w pułku, i on syn Jojady, 

Który w przysionku [Świętym dał ducha mężnego, 
I co od Menasesa zabit krwi chciwego , . 
Co ganił kazirodztwo złej Herody ady. ' 

Salome i z dziatkami, której dana wina. 

Że JBogu się podobać nie królowi chciała, 
Zkąd się na śmierć i z synem śmiała pobudziła. 
Godny syn takiej matki, godna matka ayna. 

On święty protomartyr, a z wielkimi dary, 

Co kamieńmi od ludu poległ żydowskiego. 
Na j^awicy Chrystusa widząc siedzącego, 
Tych i te wiedzie, którzy pomarli dla wiary. 

Z tych jednych muchy miodem zjadły namazanych, 
Drugich ludzie; inszych zaś^kleszczami targali. 
Inszych na roście piekli, inszych krzyżowali, 
Do bes^ drudzy dani głodem rozgniewanych. 



171 



Obok 8 nimi cichego "żołnierza pidk całjr. 

Poznałem tam Bebekę, Sarę i Baclielc, / 
Posnąłem i Deborę, Jndyt i Jabelę, 
Które dla wiaiy bi^oni mczkiej dobywały; 

Ona, która do boku wzięta królewskiego, 

Żydów s wy cl^ ochraniała, z Rut pospołu stała, 
I z Noemi; tu& przy nich ona, co obri^a 
Śmierć raczej, a niż ^mazę łoża małżeńskiego* 

Oka od onej kupy odwrócić nie chciałem. 
Upatruję idące ońe iwięte panie. 
Których o grobie pańskim daremne staranie. 
Tam Annę i Martę i Elżbietę poznałem. 

Kiedy mię blask ogarnął oku niestrzymany 
Niepojętej ilicznoici onej, która była 
Matką ojca, a syna panienka powiła, 
Miłojci i cnót wszelkich przykład niezrównany. 

Ta to. (o muzo moja) jasna zorza nowa , 

Która słońce poprzedza w tej i wiata demnoici, 
I cii^em i też duszą panieńskiej czystoici. 
Siostra córka i ńlubna matka Chrystusowa. 

Kojciół I>oży, drabina Jakubowa ona, 

Której z ziemie stawido do nieba jasnego, 
Kosztowna nawa, barka piloty wielkiego, 
W której świetna tytońska lampa utajona. 



Leffio 
ThebM 
sub Ju- 

lUino. 



Eslar. 



Zaunna 



Maria 
daipara 



Fnichit 
uteri 
ąjus. 



PIEŚŃ CZWARTA. 



Jlozumiałem, żem już swej dobieżdi granice, 

Chcąc mieć lubo niegodny dank mojego biegu, 
« Ale widzę po rzeczach, żem daleko brzegu, 
Niei wyliczywszy pompy boju połowice. 

Prz^ wozem tryumfalnym obrazy odkryte, 

Na których boski malarz ręką swą prawdziwą, 
Naksztalt walecznych Rzymian podał furbą żywą 
Niezwyciężonej wiary dzieła znamienite: 



172 

t 

Ta wnet widsę Jerycha mury obalone, 

Zbite od działa wiary wyryćbtowanego , 
Jw^' ^^ wojsko niezwalezone króla niewiernego 

Wiar^ Lsaiasza bez broni gromione. 

Mojżesz Faraonowi największe trapienie 

W gniewa i jada zbroje robactwo abiera, 
Lwom paszczęki Daniel wiar^ swą zawiera, 
Wiarą przemaga smoków dzikie przyrodzenie. 

Wiarą na wyspę Paw^ imęty wyrzucony, 
Nie boi się gadziny iądła śmiertelnego. 
Jonasz « otchłani srogiej morza wzruszonego, 
W brzuchu wielorybowym jest ubespieczony. 

W drugim obrazie widzę ślicznie wyrażone. 

Kunsztem nad, kunszty zdrowia dobrego ozdoby 
I śmierć nieubłaganą i blade choroby, 
Które tysiąckroć iywą wiarą zwyciężone. 

Wiarą Mojżesz Maryej siestrze swej trąd sprawił, 
Elizeusz natydmiast trądu plugawego 
Nabawił także- wiarą sługę łakomego , 
Którego wprzód Syiyej namiestnika zbawił. 

Aby wiarę przywródł krajowi świętemu, 

Prorok suszy i leczy prawą w jednej dobie, 
Temu co dziesięcioro pokolenia sobie 
Oderwał przeciw Bogu i panu własnemu. 

Elima czarownika ślepi Paweł święty, 

U nóg zą słusznym gniewem Piotra stadło chciwe 
Ejrzywopirzysiągłszy wiarą upadło nieżywe: 
Godny takowej kary występek przeklęty. 

Tobiasz wiarą syna wzrok bierze swojego , 

I cieszy się z słonecznych po niebie promieni; 
Wiarą są dwaj ubodzy, chromi uzdrowieni,* 
Ten w Łistrze , u podwoja "drugi kościelnego. 

Wiarą Pawłk czerwona niemoc jest żleczona , 
Co wnętrze Malteńczyka wyżęła cnego, 
I która Łidyjczyka trapiła chorego 
Czas niemidy, Symona ^arą jest zniesiona. 



f 
t 



178 



Pawd w Troadałe żywot EutyclioWi dawa, 
EHaBż dncba wraca Sereptańczykowi , * 
I ElizenBz dosze Snnamitezyko^, 
Tabit wiarą Symona w Joppe z groba wdtawa. 

Na dmgiej stronie obraz obaczę wiszący, 

W którym przednie ftywioły j wiata wyraione: 
Ogień czerwone lubi, a ziemia zielone, 
Powietrze farby różne, sińoić zdrój dekący. 

Slizensz, że wozy ogniste pnszbżają 

* Przeciwko 'Syrejczykom nieba, Wiarą sprawił: 
Eliasz Baalit4Sw sromoty nabawił 
Gkly bez ognia (starze mokre ogień dają. 

Wiara trzech Hebrejczyków, z rozkazn zbytkami 

Króla sprośnego w on piec ognisty wrzuconych, 
Od płomienia broniła, a oprawców onych 
Eażni swcg własnej, miała ezekntorami . 

Wiarą Mojżesz pożaiy z nieba spnszczdnymi 
^ Żydowskie wojsko czyjei,. i trawi każdego, 
Który niezbożną ręką imiał się ważyó tego. 
Przybytek boży knrzyó kadzidły obcymi. 

Tenże dyszan od Boga zastępów Wielkiego, 

Wiarą czyni , że grunty gór się otwierają, 
I z trzęsieniem szemrzących żywo pożerają, 
A które ziemia bierze do wnętrza czarnego. 

r 

Mojżesz przez wiarę czyni, że hojny zdrój dawa 
Twarda ftki^a l>ez wody, którym posiłkuje 
Swe wojska izraelskie; wzajem sai sprawuje, 
Że morze w. morzu , woda witód wody ustawa! 

Przez wiarę tenże 'Mojżesz mieni słodkie zdroje 
W juchę smakiem i hthą czarną i plugawą; 
Przeciwnym zai sposobem czyni wiarą prawą 
Z gorzkich wód smakowite i zdrowe napoje. 

Trzykroć się rozstąpmy Jordanu bystrego 

Brody^ aby lud hotj bezpiecznie przechodził 
Czasu, gdy pierwszy sędzia u żydów rej- wodzS, 
I czasu Heliasza , czasu Elizego. 



1T4 



Zaiste wiara (Byni świętego Tesbtty, 

Że Bi) jasna pogoda w chmarę obróciła. 
Zaiste sama wiara powietrse wzmszyłai' 
Że pola izraelskie zlewa deszcz obfity. 

Nawet rodzaj skrzydlatjT, co powietrzniąj głębi 

Pstrem wiosłem wały porze, słuchać jąj gotowy* 
. Krok w jaskim przez wiarę sługa Tesbitowy. 
Przepiórek Mojżesz, Noe zażywa gołębL 

O Bóiel i ktoft takiej wierze nie h(^duJQ, 
Jejli ostre żelazo wiar§ tępe bywa, 
Jeili ielazo wiar% i na wodzie pływa, 
I wierze Heliasza twarde' ustępuje. 

Wiara nie tylko wszystkim narodom panuje, 
Najwyższe prawo mając, ale i samego, 
Statut ma w ręku swoich Boga najwyższego, 
I jego trybunału dekreta kasuje. 

Od Niniwe za grzechy pokutującego 

Gniew srogi wszechmocnego wiara oddaliła, • 
I Ezechiaszowi, granic przysporzyła > 
•Jego potężna wjara życia tak krótkiego. 

Jeili ten, od którego wiara obfituje. 

Zda się być mocnej wiaiy powolnym żądoici; 
Czemu się mam dziwować widząc, że z wolnoici. 
Wiara iwiętych ani<dów kiedy chce wyzuje. 

Ezechiasz wojąje wiarą, aniołami, 

Tesbicie wiarą saioi żywności dodawa, 
Piotr wiarą ich wodzami z depmice doznawa, 
Jakub je w cudze kaje ma przewodnikami. 

Dwanaście kroków niemal przed tymi pompami 
Gromady różnych muzyk, które wydawiają. 
I pod oUoki wiary imię wynassają, 
Niezwyciężone imię, różnymi dźwiękami. 

Mateusz, Marek, Łukasz, Jan, człowieka * boga , 
I mesyasza własne trąby, od granice 
Nilowej głosem pebym wielkiej tajemnice, 
Bozgłaszają do Tulę ostatniego proga. . 



176 



Dwaj Jtkahów, tamtego spłodsił Zebedetidt, 

Tego Alfeusz, Sjmon, TomasE, i Andrzeja 
Tu widzę z Bartłomiejem, Filippa, Macieja, 
Pawła mistrza narodów, przy którym Tadeusz/ 

Wszyscy swoje komety zgodnie wydymają, 

Grłojne tam kędy słońce wschodzi, gdzie zachodzi. 
Zda się, Łe on gęstj duch z jednych płuc wychodzi, 
I że jednakie palce na nich przebierają. 

l^rmczasem, gdy się rozum bada tych skrytoid, 
Progne jwięgotliwa pod stropem zaczynając 
Nowe mieszkanie i dom nowy zakładając. 
Przerwała szczebiotaniem mój sen, me radoici. 

Niemiło mi, ftem ze snu porwał się wdzięcznego, 
I ftyczyłbym był sobie na sto lat byó onym, 
Który na lat ojmdziesiąt cale był uśpionym. 
Bym dręczenia nie doznał niespania nędznego; 

Bo czująe patrzaó muszę, acl^l fte tryumftije 
Bożnica ńad koiciołem , te i górę bierze., 
A sprośnej iwięta wiara hołdąje niewierze, 
I że szczęście złych bardziej, niż dobrych piastuje. 

Widzę że to największa w ten czas o^akany 
Gorliwość jest każdego, mordy nieujęte , 
bezbożne serca nasze i ręce przeklęte. 
Tytuł tylko Chrystusa mamy malowany. 

Człowiek wilk cdowiekowi> porubstwa są imiechy. 
Za cnotę sobie wiary nie dotrzymać mają, 
Chrystusa niewstydliwie swem bluźnierstwem łają, 
Med^skie sztuki godnoić, sodomstwo ucieiehy. 

Panienki bez bojażni, bez wstydu płeć bidhi, 

Xiążęta tyranowie, wiciekłoić w ludziach pluży, 
Wiek nasz dawniejszych wieków równa się kiiuży, 
Do której się wszach niecnot obrisydłojć .zebriJa. 

Przestań, przestań, o serce wzdychania ciężkiego, 
Zatrzymajcie me, oczy ciepłych łez krynice, 
Zaniechaj duszo moja tak srogiej tęsknice. 
To co mię boli, folgą jest bólu mojego. , 



176 



Niet to mój sen prawdmury ; wkróieem pewien tego. 
Że wiara piać otrzyma , bo szatan ie czuje 
Za&nieme władze swojej, bardzie} usiłiye 
Zathsymaó bieg jak mogąo ^zwyoięztwą sławnego. 

Jejli się na, magnesie kompasu morskiego 

Nie mylę, widzę, w porcie będziem prędko stali, « 
Odzie próżni nagłych przygód, nie będziem się bali 
Szalonych wiatrów, ani morza burzliwego. 

Hasz od Oomoty wzięty postępek wszeteczny: 

Wnętitene rozruchy i iwiat napełnień wojnami. 
Znaki z nieba groż%ce iście s§ gońcami 
Chrystusa, fte ju& idzie na sąd ostateczny. 

Bliski dzień złepin straszny, łaskawy dobremu, 
Chrystus łabędziom z kruki uczyni róioice, 
Dzieląc kozły od jagniąt, kąkol od pszenice; ' 
Bliski czas ttyumfowi temu. szczęiliwemu. 

A tymczasem o Boże I nim się wygotuję » 

Nim obaczę upadek nijezbożników srogi, 

Nim sobie ten .iwiat wszyst^ pędbijeśz pod nogi. 

Niech nad rozumem żywa wiara tryumfąje; 



OLGIERDOWICZE*) 



Michał druCi syn Alexandra (olelka) Włodymirowigza 

władcy kijowa. 

Michał kni4ź' na Eopyla zamkD§ł poczet x\ąiąt 
litewskich ze szczepu piannjącego , którzy kolejno 
przez półtora wieku piastowali urząd namiestników 
w Wielkim Nowogrodzie. Pierwszym był Narymunt 
syn Giedymina (roku 1383), ostatnim Michał Gie- 
dymina praprawnuk. Tytuł szumny, ale nic więcej, 
a do tego przywłaszczony ; władza żadna. 

He razy rzeczpospolita nowogrodzka obawiała si§ 
nieprzyjacielskiego napada, miała zajścia z Moekw^. 
albo przeczuwała nieprzyjazne usposobienie u wład- 
ców Litwy dla siebie, natenczas aby świeció* sprzy- 
mierzeńcem , lub teź paraliżować^ szkodliwe jej ^a^* 
miary; pospieszała zapraszaó do siebie jednego ze sy- 
nów; wnuków albo pobocznych krewnych ówcześnie 
panującego wielkiego xi§cia Litwy i oddawała mu w 
dzierżenie w początkach dziedziczne potniej doczesne 
tylko jeden gród obronny i kilka małych posiadłości. 
1^6 dozwalała mu przy tem ani najmniejszego wpły* 



^) Obaes BibCoteki tom Vn* sir. 2S3 i Adtte. 

» 

S3 



178 . 

wa na jej tprawy, ani mn poruczałą dowództwa nad 
8ił§ zbrojna w pokoja i wojnie. Kiąźcta, którzy z 
nakaza zwierzchnika a po części z przyczyny szcza- 
płej dotacyi swojej, z potrzeby szli na to stanowisko, 
znudzeni roI§ fetyszów, na którą -byli skazani , znoie- 
ni przy rycersko - feadalnem sW em usposobienia gwar- 
liwem i burzliwem życiem gmino władztwa, po kilku 
miesiącach opuszczali je ustępując miejsca innym xią- 
źętom lub zostawiając zastępcę. 

Pomimo zabiegów tych o zyskanie sprzymierzeń- 
ców, a przy tem ciągłych starań około zadiowam'a 
niepodlegości, możny na pozór Nowogród przeczawad 
musiał, iź przy wzmagającej się potędze Litwy z je- 
dnej a wielkich kniaziów Moskwy z drugiej strony, 
stopniowym upadku małyeh zięstw, obojętności lub 
nieprzyjaźni innych sąsiadów, dnie żywota jego są 
już policzone. Wobec tego niebezpieczeństwa instynkt 
zachowawczy wskazywsd koniecznośd mnożenia za- 
sobów, rozszerzania granic posiadłości swoich. To też 
Nowogrodzanie w osJ;atnich dziesiątkach czternastego 
wieku zapuszczali się w dalekie wyprawy wojenne 
sięgające raz ai do brzegów rzeki Ob na granicy 
Sybiru, a znowu przesz bogaty chanat Kazana aż do 
kaspijskiego morza. Ale bez okrętów, bez siły zbroj- 
nej dostatecznej do obrony tak odległych osad od 
okalających nieprzyjacieli i barbarzyńskich ludów, 
wyprawy te nosiły, cechę rozbojów, a sił nie przyspa- 
rzały. Przeciwnie pod pozorem szkód wyrządzonych 
w przechodzić poddanym i posiadłościom wielkich 
xiążąt Moskwy wymagano okupu, a ten- stopniowo 
niezawisłośd uszczuplał. W roku 1386 lOune ukazanie 



179 

819 Dymitra dońskiego na czele dwndeiesta sseśdn 
chor§gwi pod murami Nowogrodu zmusiło mieszkań- 
ców do zobowiązania opłaty rocznego podatku na 
znak zwierzchnictwa do kaźni wielkosi^źccej. Ale 
najdotkliwszym ciosem dla rzeczypospolitej było po- 
wolne wciskanie się wielkicb kniaziów do posiadło* 
£ci jej nad Dźwin^, źródła jej bogactw i przewagi, 
bo te krainy dostarczi^y Wielkiemu Nowogrodowi 
kosztowne futra, srebro sybiryjskie , dwa przedmioty, 
których handel wyłącznie koncentrował się w jego rę- 
kach. W roku 1^97 udało się nawet wielkiemu zię- 
ciu Bazylemu zajcd cidy kraj bez krwi wylewu. Ezecz- 
pospolita w roku następnym odebn^a go wprawdzie 
z bronię w ręku na powrót, ale oraz i naukę, na jak 
w§tłe) posadzie polegała jej władza. Psków, Litwa, 
zakon inflancki równie dobitne jej. stawiały dowody, 
ile na nich rachowaó moie. Nakoniec w roku 1456 
wielki xi§2ę zażądał zadosyduczynienia zadany przy- 
tułek w Nowogrodzie dwom xi§iętom , któtych miał 
za buntowników, i wkroczył niezwłocznie z licznem 
wojskiem w terytoryum rzeczypospolitej zajmując 
bogata miasto Rusę. Nowogrodzanie stawili silny ale 
bezskuteczny opór. Musieli przystąpid do układów, 
zrzec się prawa przytidku, którem miasto św. Zofii 
najwięcej szczyciło się, uznad wielkiego kniazia za 
sędzię najwyższego w ich sprawach, przyjąd pieczęd 
jego. Uzyskano tem pokój na lat kilkanaście, przez 
któren przeciąg czasu utworzyły się w mieście dwa 
stronnictwa, litewskie i moskiewskie. Duszą 
pierwszego była pod złą wróżbą niewiastą Marfa, 
wdowa poposadoiku Boreckim; matka dwóch synów 



1«0 

joi piftBtDJooych nrsędy* Liczyła 819 do nsjsamoiniej- 
azydh w mieśeie i hojnie ssafowała dostatkami swoimi. 
Pomawiano ją o zamiar pollubienia jednego z ziąźąt 
litewskich, co byd mogło. Ale pociski, które nań 
miotido stronnictwo przeciwne , przekleństwa któresii 
pami9<$ jej obarczyły kroniki kreślące te wypadki 
wskazują , źe wpływ jej był rzeczywiście wielkim. 
Przemógł teź teraz. Wiele się do tego przyesyniła 
gorąca wola krajowców utrzymania samoistności, któ* 
rej przymierze z Litwą mniej zagracało, niż przymie- 
rze z Moskwą, a pierwszym wynikiem tego zwrota 
była prośba wystosowana do króla Polski Kazimierza, 
aby krewny jego Michał Olelkowicz zjedidt 
do nich na rezydencyc. Brat tegoi Szymon kijowski 
zaszczytnie na całej Rusi był znany, a rodzony ich 
stryj iwan Włodymirowicz niedawnymi czasy rezy* 
dował w Nowogrodzie; król przystid i Michid w po- 
inej jesieni roku 1470 przybył do grodu, gdzie go 
mieszkance z wielką uroczystością przyjęli'). 



^) Nowogrodzka kronika druga roku 6979: f^Toj 
oseni prijeehat w Nowgorod kniai Michajło Alesandrowia u LUton.'^ 
A więc roku 1470, bo rok ruski zaczynał się od 1 wrCeinia, a 
z innych d4t wiemji ie w listopadzie dopiero Michi^ Olelkowicz 
pnybył do Nowogrodn. Toftsamo nowogrodzka czwarta kronika 
pod rokiem 6978^ 

Pskowska kronika pierwsza roka 6979: ^Ta^ie 
mtestaca [Nojabra L j. lUtopada) w 8 deń prijeckat w Nowgorod na 
stół kniai Midiajło Oldkouńa kniaz^ kijewddch iz korolewoj rtib 
Nowgorodcy ispronen, a s nim ludq mnogo silno, i Nowgorodcy 
prijaszajego czestno.^ 

Bofijska druga kronika roku 1471 ^A korot Kazi- 
mer im iatt Miehąita kniazia OMamcza l^twskaęo^ kgiiai za IBduf- 



18t 

O fr^m flamym osssie tj. w listopcMisie rokn 1470, 
amari arcybiakap Nowogroda , a gmina bwwioomie 
wybrida następcę w osobie Teofila. Nowoobrany ma- 
Biał się Btawid w Moskwie, aby otrzymad poświęce- 
nie z r§k metropolity Rosi .północnej^ i miasto wy^ 
Błaio depatacyę do wielkiego zięcia Jana z proćb9 o 
list glejtowny dla biskupa. Stosonki rzeczypospolitej 
z ivielkiem zięstwem Moskwy były natenczas nafffę- 
źone. Moskwa midbi liczne .zażalenia^ ba Nowogród 
był akorym do łamaoja przyjętych zobowiązań i pod. 
danych swoich w karbach trzymad nie umiał. Wiel- 
ki zi^źę wydał więc Kst glejtowny na przyjazd bi- 
skupa do stolicy, ale w liście tym Nowogród nazwał 
ojcowizną SW0J9, a poetom poruczyłi aby rzeczy- 
pospolitej przypomnieli, ie jest panem rodowym te* 
go grod^ '). Słowo owe głoszone na wiecach za po- 
wrotem pocAów i^ucając zasłonę z bliskiej przy/izłości| 
która dumn§ gminę czdci^ , wielkie wzburzenie spra- 
wiło i usuwając wszelkie środkowanie podzieliła ją 
na dwa stronnictwa, jedno było po sta rem a aa 
Moskwą, drugie za Litwą*).' Drugie przemogło po* 



to wjeAtL w Nowgorod i prijasza jego Nowgarodeff $ wmkoju czesHu.^ 

Litewska tak zwana kronika Bychowea: ^W lieto 8979 pO" 
$łtm lyl hmi ISdiajto od karoh Kaumor^ k HUtibfiiii Nomgorodu 
tumieitnikam*^ 

*) ^Btagowiemiii ie gosudar kniai wdikij foiałówat i woju 
0ictinuWdikij Nowgorod'' (Kionika Sofijaka pienrsaa i«k 1471.) 

^tdai oiwiet datUduj: ato ołeńM moj Nowgorod. .•,. kk U 
rod jekny YfotodmerAuk i Nowgoroda WeUkogo i więa Mnm^ Wo- 
akreteiUd latopia Tamie. 

^) Oi0tt ie ikotiacku ta welikogo knituia po Horkm k Ihokwio^ 
• drugU za koroia k LiiwU^^ Woskreaeński latopis. 



182 

wtórnie i przył§czy! Bi§ do niego arcybisknp nomi* 
nat Teofil , którego tei obrano, aby zawarł traktat s 
krdlem Kazimierzem. 

Traktat ten przyszedł niebawem do skntka, gdyi 
Michał Olelkowicz wszystkie przedwstępne rokowania 
załatwił. Nadawał tenże królowi więcej niź zwierzch- 
nictwo, bo władzę nad Nowogrodem'). Władzę sw§ 
miał on wykony wad przez namiestnika, który wprawdzie 
nie w obrębie miasta, ale w przyległem horodyszczn re- 
zydowad^był winien, a nie większą mied siłę zbroj- 
ną nad pięddziesiąt Indzi. Król także nie był mocen 
podwody wybierad, wyprowadzad ludzi do państw 
swoich , nabywad niemchomoćci i osiedlad nań Litwi- 
nów w obszarze rzeczypospolitej. Ale wszystkie zie- 
mie i grody Nowogrodowi podległe składad miały 
królowi daninę a namiestnik jego i przydani ma cy« 
wani z jednym posadnikiem cądy sprawowad będą. 
W państwie zań tylko z handlu źyjąceńi sądy góro- 
wały nad wszystkiem innem. Za to król w razie, jeśli 
wielki kniaź moskiewski wojnę wyda Nowogrodowi, 
ma wsiąśd na koń i spieszpą pomoc udzielid, w nie- 
bytności jego rada litewska zastąpid go muci. 

Obawa zaś przed tą wojną z Moskwą tsk opa- 
nowała umydy kapców nowogrodzkich, ie osobny 



*) Traktet ten wydrukowany w oiyglnale n Karanuyna w 
notiidi nosi datę roku 1471 (6979|. Prócz tego w aktaeh komiayi 
areheograficznej wydanych roku 1836 tom L Daniłowicz podał a 
niego wyjątki w „Skarbca Litwy" tom II w tihimacsenin polakiem. 
Piarwaqr ustęp opiewa: „4 deriaU w amii k&rol Nowgand na nj 
za kre^twg gramoHe.^ 



188 



nst^p w traktacie stypaloje dla króla całoroczny po- 
datek, jeżeli mu 819 uda pc^odzid miasto z wielkiem 
xi$ciem. 

Nigdzie wiadomoćd o zawarcia tej ugody wi$k* 
Bzego zadowolenia Jlie sprawiła jak w Moskwie, prze- 
ciw ktdrej wymierzon§ była. Wielki idąiŁę Iwan HI 
postanowił jui był widocznie położyd koniec udzięl- 
noćci Wielkiego Nowogrodu, a okoliczności dziwnie 
sprzyjały temu przedsiswziccia. 

Tlido jeszcze na całej Rosi wzburzenie umyć^dw 
wywdiane uni^ florencka, dziidalności§ metropolity 
kijowskiego Izydora, a przede wszystkiem rozerwą* 
niem jednpńci cerkwi ruskiej przez utworzenia dwóch 
odrębnych metrępolij kijowskiej i moskiewskiej, 2 
których pierwszą z podlegaj^cemi jej biskupstwami 
litewskiemi stała od roku 1458 w unii z kościołem 
rtymskim >). Cerkiew moskiewska ząwistniejszem okiem 
niź na Rzym patrzała na metropolię kijowsk§, ktdr} 
otaczał zawsze urok starożytności pomników naror 
dowych i świętości. Wielki Nowogród równie, po- 
mimo ie chylił się do upadku , wiele jeszcze waiył 
na północy. Ą teraz arcybiskup, którego sobie obnd 
nie otrzymawszy jeszcze poświęcenia od metropolity 
w Moskwie, zawiera utnowę, która oddaje rzeoBpo^ 
spolitii w ręce wielkiego zięcia Litwy. Jakie nie 
mied obawy, ie porwany raz tym pr§dem uda się on 
o poświęcenie do Kijowa a nie dó Moskwy, a tiem 
nowy cios zada cerkwi północnej. 

Wielki kniaź Moskwy, i stronnicy jego w Nowo- 



') ObscB Biblio- tom Vn itr. 283 nwtępae. 



(' 



184 

grodzie, acz na teraz w mniejszości, doskonale n^o- 
sobfehie owe nmysMw na swoj^ korzyćd obrócidma- 
sieli. Wprawdzie omowa zawierała waranki, które 
najźarliwsze sumienia zaspokoić mogły. 

Namiestnik mosiał byd greckiej wiary „of naszoj 
więry ot greczeskoj ot prawosławnogo ehristiansłwa*. 
Król nie miał w niczetu 1ykad t^j wiary, ni mieszad 
mc do wyboru władyków, ni stawiad rzymskie cer- 
kwie w d^ym obszarze rzeczypospblitej. Ale gmin 
warunków ugody świadom byd nie mógł, a i metro 
poUts Izydor mienił się byd Grekiem i w prawosła- 
wnych cerkwiacłi odprawiał święte obrz§dki. 

Różne s^o wrogie wróżby i tak juź niepokoiły umy- 
sły. W takiej cłiwili czerńce i niższe duchowieństwo 
puszczają w obieg pogłoskę, źe bojarowie zaprzedali 
miasto królowi Lachów, który im narzuci łaciński^o 
biskupa, źe Marfa zdrajczyni i mniemany jej gach 
Michał Olelkowicz s^ to zesłańcy piekła , aby Nowo- 
gród wtr§ci^ w otchłań latynizmu'). 

W te same struny uderzył wielki la^ię. iCano- 
wał on się zawsze wszech władca Rusi całej a przeto 
i Nowogrodu , który nazywał .zawsze ójczyzn§ swoj§. 
A teraz ta ojczyzna jego poddaje się królowi Ła- 
chów, nadaje mn władzę, jakiej on wielki kniaź nigdy 
Aie miał. Przeto powód dostateczny do wypowiedze- 
nia wojny. Ale pcmiimo szumnych tytułów, siły, które 

<) Kromki sofijska pienrsza i woskreseńska. Dziwnem jest 
ie dtciy kroniki Nowogrodu do dzii dnia mano i wydane, miano* 
wide eswarta w rzędzie wydanych ta]^ szczegółowa, o Harfie 
Boreckiej i synach jej, którzy równie jako stronnicy Litwy tak. 
bardzo w tych rajdiach esymi} byli, ani słówkiem nie wspominają 



186 

Moskwa miała do rozrządzania były natenczas jeszcze 
małoznaczące. Dla dokonania zamierzonego dzieła na- 
leżało zapewnid sobie sprzymierzeńców, a tych hasło 
zagrożonego prawosławia najliczniej zgromadzi. Wiel- 
ki xiaź§ odbywa więc poboźn§ pielgrzymkę od cer- 
kwi do cerkwi w Moskwie oraz po wszystkich monasty- 
racU, gdzie groby przodków jego i świętych cudo- 
twórców, i jak kronika wyraża się')^ błaga by wsta- 
wieniem swojem inu dopomogli do karania tych, co ' 
od prawosławia odstąpili. Zwołnje potem na wiece 
do Moskwy całe duchowieństwo wyższe Rusi półno- 
cnej, kniaziów i bojarów jemu podległych i przed- 
kłada im sprawę. Wszyscy oświadczają się za wojną. 
,, Jak niegdyś Dymitr Iwanowicz przodek twój, ode- 
zwał się metropolita Filip, podniósł oręż na bezboż-^ 
nego Mamaja chana Tatarów, tak ty podnieś oręż, na 
odszczepieńców; nowogrodzkich"*). Iwan SI też wypo- 
wiedział wojnę (z końcem maja roku 1471), przyją- 
wszy uroczyste błogosławieństwo od biskupów zgroma- 
dzonych. Była to wojna krzyżowa i ona / sprowadziła 
liczne zastępy pod chorągwie Moskwy, mianowicie 
Psków, któren nie pomniał, że upadek bratniego 
grodu i jego zgubę za sobą pociągnie. Nowogród z 
rozpoczęciem wojennych kroków zoczył, o ile jest 
opuszczonym. Sam arcybiskup zatrwożony przechylił 
się na stronę Moskwy. Przy pierwszem nieprzyjaciel- 
skiem spotkaniu konnica rzeczypospolitej wzbraniała 
się uderzyó na pułki wielkiego kniazia^ twierdząc, że 



O Woskresoński latopis. 
«) Tamłe. 



U 



186 

im to władyka zakazał'). Dopiero po odniesionej po- 
rażce nad rzek^ Szelona gmina Wysłała gońca do 
króla Kazimierza, aby stosownie do zawartej umowy 
wsiadł na koń i spieszył jej na pomoc. Ale goniec, 
który mógł z łatwością przerzn§d si§ przez posiadło- 
ści porozrzucane pskowskie i ówczesne pustkowia w 
granice Litwy; obrał sobie dłuższy trakt na Inflanty, 
statecznie rzeczypospolitej nieprzyjazne i zwrócił z dro- 
gi z doniesieniem , źe mistrz kawalerów inflanckich 
wzbrania mu przechodu do Litwy'). 

Pomimo to należna pomoc na czas zawsze jeszcze 
nadejśd mogła, bo wojna trwsda od początku czerwca 
do połowy sierpnia 1471, .doi§d głośna była, a król 
Kazimierz w miesiącu kwietniu tegoż roku przebywał 
w Wilnie i juź natenczas wiedzied mógł, co Nowogród 
czeka^). Ale wówczas był on zajęty wyłącznie wc- 
gierskiemi i czeskiemi sprawami, osadzeniem synów 
swoich ną obcych tronach i zapomniał o Nowogro- 
dzie. Może teź więcej obiecał, niż dotrzymad był w 
stanie, bo siła zbrojna samej Litwy mało ważyła a 
podczas jej nieby tności mistrz inflancki, sprzymierzeniec 
Moskwy, mógł wkroczyd do xicstwa. Z tego teź po- 
wodu juź lat kilkanaśde temu król Kazimierz pisał 



') Kronika nowogrodzka 4ta. 

*) «/ poiłasza Nowgorodcy poda w Liłwu, czioby Korol wsiei nc 
koń za Nowgorod i poso^ jezdił kriwytn putem w Niemcy do me- 
stera liwońskago i wzwrałisia w Nowgorod głagoluszcze , jako tnesier 
ne dast' pojH czrez swoju zemiu tu Litwu jechaf**. Nowogrodzka 
kronika. 

*) Wedłog Długosza przepędził święta wielkanocne w roku 
1471 w "Wilnie, a te przypadały w tym roka na 14 kwietnia 



187 

t 

do mistrza Krzyżaków, źe daje Nowogrodowi 
X i § ź § t, ale nie wojsko '). Możny Nowogród więc opu- 
szczony od opiekuna i zwierzchnika swego , okolony 
przez hufce nieprzyjacielskie widz§c przez szybki za- 
bór ziemi dźwiiiskiej podcięte żyły żywotne swoje^ 
błagać o pokój musiał. Okupił go utratą najpiękniej*^ 
szydi posiadłości swoich, obowiązaniem zerwania wszel- 
kich stosunków z Polską i Litwą, uznaniem zwierzch- 
nictwa wielkich xiążąt Moskwy i oddaniem w ręce 
ich władzy sądowniczej. Pozostał m,u tylko cień nie- 
podjegłości, a i ten utracił w siedmiu następnych la- 
tach (1478^-9) bez rozlewu krwi, po długich targach 
ale słabym oporze, z wielkim żalem bojarów i posa- 
dników, ale nie ludu. 

Dziejopis Litwy zapisując ten upadek mówi, że 
był to d)a Litwy pierwszy stopień ku schyłkowi z 
wysokości, na której ją był Witold postawił*). Dziejo- 
pis polski Długosz świadek naoczny jaskrawymi ko- 
lorami opisuje zabór i złupienie Nowogrodu.. „Daleki 
od udziału dla pokonanych mówi przeciwnie, że Jan 
Bazylewicz mąż olbrzymiego ducha bolał na tem, 
iż Nowogród, największa i najbogatsza ze ziem ru- 
skich i którą uważał za swą własnośó, berłu jego 
nie podlegała. Drżał w duchu, że lud ten zniewieścia- / 
ły obfitujący we większe skarby niż Wenecya, lek- 
ceważył sobie władcę wielkiego kniazia i według woli 



» • _ 

') Karamzyn Historya Rosyi iłumacsEenie BucsyńBldego tom 
V 8tr. 271 pod rokiem 1443—45. 

2} ^Atąue hic primus gradw fuU de/lueiUis tilmniae ob aUo quo 
eam Yiioldus evexerat Kojałowicz Historia Łithuanie tom II. 



188 

postanawiał przełożonych sędziów i ich według wi- 
dzimisię z urzędu składał. Bacząc więc, źeKa- 
zimierz król polski iwielkixia2ę litew- 
ski Nowogród opuścił zupełnie '), chociaż rzeczpospoli- 
ta opłaciła mu roczna bardzo znakomitą daninę, po- 
stanowił jc zawojowaó i wcielirf do państw swoich*).* 
Opowiadając dalej, ile przez ten zabór stał się 
wielki xiąźę strasznym sąsiadem , i źe Litwini czując 
się zagrożeni zamierzali wystąpió przeciw niemu, cy- 
tuje Długosz własne słowa króla Kazimierza dążące 
do uśmierzenia wojennego zapału poddanych swoich, 
i które dobitnie odsłaniają słabą stronę Litwy, a przy- 
tem świadczą o głębokim poglądzie i przenikliwości 
monarchy. Radził więc król Kazimierz Litwinom, „aby 

')Po takiem opuszczeniu i ' to przeciw zawartej umowie^ Qie 
cbce się oczom swoim wierzyć, gdy się czyta w instrukcyi danej 
roku 1494 posłom wysłanym do Moskwy przez wielkiego zięcia 
Alezandra syna Kazimierza, aby żądali pomiędzy innemi nie tyl- 
ko wiecznego ustąpienia z Wielkiego Nowogrodu , ale i ulcarania 
tegoż {kaźniti) za wiarc^omnoić jego bez najmniejszej ze strony 
• xięcia mosldewskiego przeszkody (obacz Skarbiec Litwy nr. 
2066). 

') AffiigdfiU ingentii tpiritus virum (Jana Bazylewicza) Nowgo-- 
rod terrarum Rutiae et kUimma eł ditissima quam^ mi jurU 8uaeque 
diłionii astruebał ademtum. Tremebaigue animo « guod gen$ ^eminata 
infinitis dMtik tnagis quam Yenetorum imperium onuita, iuum impe- 
rium fastidirel et tHi ^ms veliU pro libUu ^ducet eł chiUarchoi conUi- 
iueret eŁ' destituereł, Quam cum a Coiimiro rege Pohmiae eł magno 
duce Ułhuanice deserłam neglecłamgue, quamvi8 sibi annis singulis 
centum milia ddorum penderet^ offbndissel protinus iUam tn diłionem 
iuam redegił** (Arfno 4479). 

Stryjkowski pod rokiem 1477 szczegółowo wylicza daniny, 
które Nowogród opłacał królowi. 



189 

oni iaki we wojennej sztuce postarali się o posiłki 
wydwiczonyóh wojsk polskich, nim zaczepia wielkiego 
zięcia Moskwy potężnego tylrt zwycięstwami i świe- 
żymi zaborami. Niechaj równie nie pokładają wiele 
nadziei na Rusinach , nawet tych co Litwie podlega- 
j§ , bo oni wszyscy s§ ' im nieprzyjaźni dla różnicy 
wiary, ą w razie wojny z Moskwa przyklaskiwaliby 
więcej klęsce, niż zwycięstwu Litwinów')." 



f^ 



Michał Olelkowicz ostatni namiestnik Wielkiego 
Nowogrodu z ramienia Litwy nie ^ był wcale czynnym* 
w stanowczych tych dla rzeczypospolitej chwilach, 
Zjechawszy (jak wyżej powiedziano) do gro^u w gru- 

' duiu roku 1470 spostrzegł, jakie chmury nad jej wi- 
dókręgiem wisiały. Wiedzied musiał, że król zwierzch- 
nik w jej obronie oręża nie podniesie^, a gdy on 

. sam z gwardy§ pięćdziesięciu ludzie któr^ t^ędług 



') Contra quem dum LUhuani emarentur insurgerćf averŁebat U- 
loi Casimirus rex Polonia: dimadens prudenter et modeśto , ^ne tyro^ 
nći tpyi non proeurato' siU perprius exercitałorum miUtum ex Polonia 
auxUio teniarent eonfligere cum duce, pluribus vicioriis et opibus aue^ 
to. Parvamque in Ruihenis suae diiionis suięue ducatus spem pimerent, 
quos sibi pr&pter diipariUUem ritus 9uapte sponte infeslot nouent^ 
nec ioim pro vicłma Lithuanorum^ quani pro Yuina ri dimicatio cum 
Moi€hven9ibu$ fieret^^adnUisuros"*. Vera pritdicere vwu et annunciare 
xqui$ auribus a sensatit et pru4entibu$ audiduUur. 

Sii^jhowski cytując w wyciąga te słowa królewskie dodaje: 
^Dlateg^ z moskiewskim na kilka l«t Kaaimierz prEymierze wziął 
a Nowogród Wielki i kilo xięstW raskieh od Litwy oderiraoych 
przepadło*. 



190 

• ■ ^ 

» 

urno wy mó^ mied przy boka swoim nie wieleby wy- 
dólsi , szukał sposobności ustąpienia ze swego stano- 
wiska. W marcu roku 1471 doszła go wiadoinośd o 
śmierci brata Szymona kijowskiego. Togo spowo- 
dowało udad się bez zwłoki do Kijowa po pobycie 
czteromiesięcznym w Nowogrodzie '). Kronika Pskowa 
mdwi.,. ie go Nowogrodzanie póki między nimi prze- 
bywał obsypywdi darami, a on wydalaj§c cię wyssał 
mieszkańców i dopuścił się wielkich grabieży na icłi 
posiadłościach. Przytem kronikarz zapominając , że 
Psków także prawie do ostatniej chwili udzielnego 
bytu swojego miewał u siebie namiestników lite* 
' wskich, moralizuje, że to są skutki odstępstwa Nowo- 
grodzanów od wielkich kniaziów i szukania opieki u 
Litwy, przez co ściągnęli na siebie gniew wielkiego 
kniazia i wielki krwi przelew*). , 



Rozczarowanie wielkie spotkało Michała Olelkowi- 
cza, gdy do Kijowa zjechał. Ziemia, którą władał 



*) Kniai-ze Michajio prebysf u nich ne dolgo wremia i pńjdt 
jmu wiesft czŁo brat jego słarejszij kniaź Semen na Kijewie- presta- 
wisią: on ze toj zimy pojde iz Nowgoroda k Kijewu. Kronika sofij- 
ska draga. 

Togo ze miesiąca (w marcu) w 45 deń wgjędia iz Nowgoroda 
kniai Michajło Kijewskij a pojecha na Kijew na swoju otczinu^ a bffi 
w Nowgorodie 4 miesiacy i 8 dnej**' a potem jak dalej w texcie 
Kronika pskowska pierwsza. 

^/ po $merH' kniazia Semena brat jego kniai Michajło opustiw- 
Sty"* (Nowgorod), Elronika tak zwana Bychowca litewska. 

^ Kronika pskowska pierwsza. 



) 



191 

dziad , ojciec , a nakoniec brat jego , teraz wymazana 
ze rzędu xicstw udzielnych.. Na próżno lidzue głosy 
krajowców domagały się, by oddano rz§dy namiestni- 
kowi byłemu Nowogrodu. Gasztołd (Crasztawd) obcy 
Eajowianom rodem i wiara zaj§ł jako namiestnik sto- 
lec xi§ź§cy'). Micłiał zniechęcony wrócił do ojczystej 
zagrody Kopyla. W lat kilka później wdał się w spi- 
sek szeroko rozgałęziony między kniaziami rusko- 
litewskimi pod naczelnictwem Teodora xięcia Biel- 
skiego , brata swego stryjecznego , któren . spisek był 
wymierzony ku oddaniu w ręce wielkiego kniazia 
znakomitej czystki Litwy i jak się zdaje przeciw ży- 
ciu króla-). Spisek wykryto, ale mniej szczęśliwy od 
innych spólników, którzy na czas do Moskwy zbiedz 
mogli, Michał udział swój głow§ przepłacił. Ujęty wraz 
z towarzyszem kniaziem Holszańskim także krewnym 
króla po matce, z nakazu, tegoż stryja swego dnia 30 
sierpnia roku 1482 (prawdopodobnie w Kijowie) ścię- 
tym został*). 

') Obacz Biblioteki tom Vn str. 261. 

^) Obacz rozdział następny. 

') Kronika ruska wydanie Daniłowicza i sofijska druga. ToJii* 
samo latopisiec kijowski wydany wraz z kronika nowogrodzką ro- 
ku 1836 w Moskwie przez xięda OboleńskiiBgo z dodaniem daty 
eiekncyi, i że byli jej obecnymi namiestnicy wileński Olechno 
Sudymnntowicz i trocki Marcin Gasztołd. Wina ich, mówi. ta kro- 
nika ^Bogn tylko wiadoma". Nakoniec sławny list Iwana Dymi- 
trowicza xiccia Bielskiego potomka naczelnika sprzysiężonych do 
króla Zygmunta Augusta (o którym później mowa będzie), gdzie 
tak się wpaża: ^kto nie wie z prawowiernych chrzeJcian, jakim 
zdradzieckim sposobem dziad twój Kazimierz zabił pokrewnego 
naszego- Michida Olelkowicza''. Że zostali ścięci w Kijowie wno8z§ 



192 

Zostawił z żony Anny syna Szymona^. Ten 
rozpoczyna szereg niedługi xis|2ąt znanych w dziejach 
pod nazwą Olelkowlćzów słnckich tj. na Słac- 
ku, dokąd rezydencyc swoją z Kopyla przenieśli. Czy 
praojciec Michał Olelkowicz przewinił lab nie, to jak 
kronika uważfli, Boga tylko wiadomo. Ale potomkowie 
jego nie poszli za przykładem innych krewnych. Za 
śmierd tragiczną ojca nie mścili się na ojczyźnie, ani 
teź łączyli się z obcymi przeciw królom swoim hospo- 
darom. Zeszedłszy, Qa małych prawie powiatowych 
xiąźąt zaniedbani od tronn^ gdzie wiedziano dobrze, 
źe oni starszą od panującej linię przedstawiają, rfislo- 
ważeni od możnych litewskich panów, nie mając in- 
nego przywiłeja jako iciążęta krwi tylko ten czysto 



s tego, iż kromka kijowska tak dokładnie ten wypadek opisnje, 
równie z lista drugiego Iwana Dymitrowicza zięcia Biekkiego do 
hetmana Chodkiewicza, w którym ma wyrznca/jako tego& przod- 
kowie zdradzieckim obyczajem osądzili w Kijowie krewne- 
go jego iGchała Olelkowicza. Obacz Skarbiec Litwy tom II nr. 
2376 rok 1667. * 

Kronika litewska tak zwana Bychowca całkowicie inną i uro- 
joną wersyę podaje o jmierci Michała Olelkowicza. Mówi, fte 
znajdował -się na uczcie u Marcina Gasztołda, gdy nadeszła wia- 
domoió o wzięciu Kafy przez Turków, czem tak zabolał, Łe sko* 
nał podeza^ uczty i w Kijowie pochowany. Str. 61 (roku 1471). 
Wydawca Narbutt uwagę robiąc, fte tu chronologia, mylna, mówi, 
fte tą patryotyczną iSmiercią. umarł Szymon Kufa. Eto był ten 
Szymon Kufa o tern mil(»y.' 

') O tern iwiadczą głównie liramoty wydane w aktach zacho- 
dniej Rusi tom I pod latami 1483-89, 1492. Nra 83, 94, 99. 
Ostatnie dwa są zapisy matki i syna na monastyr iw. Trój^ w 
SłuckiL 



lionorowy, ie w rlidzie wi6lkoxi§2$o6j i na 6ejmaeh 
w Wilnie zajmowali pierwsze miejsce po biskapie ka- 
tolickim wileńskim, pomimo to bronili zawsze mętnie 
krańce państwa od napada Tatarów, często nawet 
odpierali je zwjciczko. Szymon ze szczupłym bardzo 
zasiłkiem litewskim przed śmiercią sw§ odniósł dwa 
śsnakomite zwycięstwa nad Tatarami , jedno w rokn 

1502 pod Bobrnjskiem nad- rzeką Uszą, dmgie w roku 

1503 za Prypecią pod Gródkiem'). 

Zeszedł tegoż roku 14 listopada ze świata'). Li- 
twa i Ruś przy tej sposobności uroczyście objawiły, ile 
pamięd Olelkowiczów im jest drogą. Po śmierci kró- 
la Kazimierza, gdy^ szło o wybór jego następcy na 
wielkie xi§sti^o, x\a sejmie wileńskim ważyły się gło- 



'} Kronika litewska tak zwana Bychowoa. Stryjkowski. 

Kronika gusty ńska (tom II latopisców mskioh) mówi: ^W4fi 
ie leto (i^OS) prijdosza jpod Słucko Tatare i plenisza daie do NaW" 
harodka, i w to un'emia sobrasia na nich Sitneon kniai Siudńj $o prO". 
ezimi panami i honisza za Tatary daie do Pripdi , hdieie pohromieza 
ich i polon otjasza*^. 

Jak riabe były posiłki, które Litwa stawić mogła, dowoU 
kronika, litewska powyłej wzmiankowana prsy opisie tydi wypad* 
ków. Mówi pod rokiem 1502, &e król zawiadomi Szymona Słao^ 
kiego o groi^eym napadzie Tatarów i przydał mu w pomoc je* 
dnego wojewodę podolskiego Jana Buczackiego i z nim dworzan 
litewskich, ruskich i Baców nie maio. Tego samego rokn. gdy 
Tatarowie oblegali Słuck, król wysłi^ i to po niewcaasie nie- 
wielu panów {nidLoiorydi nemnogiA dworian ępoidi) w pomoc 

*) Preelawitia błakowimjff i ekriU^IMwi/j kmai Semen HRAnę-* 
hwiez Mezandrowiez SAiet^*. 

. i5 



194 

Hy między Alexandrem synem królewskim a Szymo- 
nem Michałowiczem ')• 



Syn Szymona Jerzy^ którego ojciec w niemowlę- 
cych odomari latach, wraz z matk^ pozosti^§ sięin^ 
wdow^ Anastazy§f równie, jak twierdza, praprawnucz- 
k§ Olgierda przez ojca Iwana, wnuka Lugwena 01- 
gierdowićza*), prawie bohatyrskie zyskali sobie imię. 
Szlachta najliczniej garnęła się pod ich chorągwie i z 
jej 'pomoc§ xięźna tak dzielnie w roka 1505, zamek 
w Słacka przeciw Tatarom broni);a, źe odst§pid mn- 
sieli od oblężenia^). W kilka lat później na cięższe 
próby wystawion§ została. Kniaź Michał G]iński 
słynny wichrzyciel, ale stojący natenczas na szczy* 
cie potęgi i znaczenia, ubiegał się o jej rękę. Za- 
mierzd: wskrzesić xięstwo kijowskie, moie utwo- 
rzyć carstwo,. a mienił łatwiej to urzeczywistnić, gdy 
zostanie ojczymeda a wtedy i opiekunem małoletnie- 
go Jerzego Semenowicza, wnuka i prawnuka sią- 
£§t kijowskich Olgierdowiczów, bo pod t% opiekuń- 



*) Acz tei Szyihon Olelkowicz Michałowicz xi^9 Shicki ze 
strony swoich' przyjaciół miał wota na się. Stryjkowski pod ro- 
kiem 1492. 

^) Obacz Akta zachodniej Bosi tom I przypisek do doka- 
menta 10. * 

^ Kronika ^styńska mówi pod rokiem 1505: f,BUikerę 
(wódz tatarski) ide pod Słueko, hde ie zapresia kniahima Simeona 
Anastazija wdowa so moiodym sffnom swoim Juryem i ehotiadtu Talare 

I 

w%i(Uy SłuAo, i ne mohosza, bina bo ich iz hrada kripko. 



195 

cz§ tarczę prócz Kijowa, Słack i Eopyl można by 
zagrabid. 

Otrzymawszy ze strony wyrozumiałej, godnej wdo- 
wy odmowną odpowiedź rozpoczął obl§ienie Słucka; 
Ale i tu odparty został i tylko ogniem i mieczem ni- 
szczył sierocińskie sipła'). Sierota Jerzy Semeno- 
wi oz cbłopicciem jeszciie będąc z Andrzejem Nie- 
mirowiczem namiestnikiem kijowskim zadał Tatarom, 
roku 151 i wielką klęskę za Kijowem i odtąd stawał 
do każdej znakomitszej wyprawy wojennej'). Przypu- 
ścid wolno, źe do tego przyczynUo się wiele bliskie 
zkoligacenie z bohatyrskim rodem kniaziów Ostrog- 
skich , bo dwie iony Konstantego Iwanowicza Ostróg- 
skiego betmana wielkiego litewskiego Tacyanna i 
Alexandra były obie siostry Jerzego Semenowicza 
xięcia na Słucku^). 



') Tamie. ^Hlińskij Siubko ehoti unialy pod Atuutaziqu knia-- 
hmgu SmeomwcjUj no ne może. Obszerniej Stryjkowski. Kojałowics. 

^) Tamte i NiesieckL 

*) W źródłach do dziejów Polski Malinowskiego i Pnes- 
dzieckiego tom II znajdują się: a) zapis kniazia Konstantyna 
Ostrogskiego pierwszej swej ionie Tacyanie Semśnównej 
wiana tysiąca kóp groszy litewskiej monety na zamku Turowie 
z roka 1514 Inny zapis tegoi Kotistantyna Ostrogskiego W" a- 
ktacb zachodniej Rosyi tom U' z. roku 1516 dokument 96 dowo^ 
dzi, ,ie ta Seraenówna Tacyana, jak wydawcy domyślali się, 
była i^iężniczką Słuck§, bo na wstępie maika jej nazwana Ana- 
sta^rą. Obacz wy tej. 

Ale pomimo to w aktaeh zachodniej Bosyi kniaftanka Ta- 
cyana Holszańska podana jako pierwsza tona hetmana Ostrpg* 
skiego (tom I prżypisek do dokumentu 4^8), bez bliiszego dowodo« 
^ b) Intercyza ślubna między Konstantym óstrogakim a drug) 



1(96 

Jerzy zań pollabU Helenę Radziwiłłównę, cór- 
kę Mikołaja kanclerza litewskiego i wojewody wileń- 
skiego. l^ymi czasy wyszła na świat ciekawa dośd 
korespondencya jego te stolica rzymską w tym przed- 
miocie'). W roku 1529 siąźę pisze do papieża, źe 
zamierza pojąd za żonę osobę rzymsko-katolickiej 
wiary. Qdy zaś jest wyznawcf wiary wschodniej 
fecclesiae orientdlU in fide Ckristi miks) i w tej wie* 
rze ^rzez przodków mu przekazanej pozostaó chce, 
uprasza przeto papieża o upoważnienie do zawarcia 
tego mieszanego małżeństwa pod warunkiem, aby 
synowie byli chrzczeni i wychowani we wierze ojca, 
córki zaś szły za matk§. Papież dopiero w roku 1531, 
przeto po dwóch latach i tp. na wstawienie się króla 
Zygmunta (który jak widad z odezwy papiezkiej nie 
przyzn^ się do pokrewieństwa, ale zięcia Słuckiego 
tylko poddanym swoich mianuje), dał pożądane upo- 
ważnienie. Ale trzymając się unii florenckiej , pomi- 
mo że ta już natenczas bardzo zwichniętą była dla 
obrządku ruskiego, w tym razie większe koncesye 
robi, niż te o które go. proszono, bo postanawia, że 
jeżeli xięstwo kilka córek mied będą, „alternatą^ je- 
dna z nich w łacińskim druga w. ruskim obrządka 
chrzcone byd powinny.^ 

Z tego mi^eństw^ było dwóch synów, Szymon 
jeden z mężów Halszki xiężniczki Ostrógskiej, słynnej 



jego ion§ Alezandrą ziężniczką Shicką*'z roku 1520, kt^rą kniai 
bierze za ftooc według obyczaju greckiej wiary. Xiętniczka otrzy- 
mi^e w posagu tysiąc złotycb czerwonych węgierskich a wypra- 
wę w wartoid 3000 kóp groszy litewskich. 
^) Theiner MónumerUa Pohfdae tom IŁ 



197 

% burzliwych kolei jakie przebyła, dragi Jerzy, któ- 
ry doczekał się zgonu ostatniego króla m$zkieg'0 
Jagiellonów szczepu, i pierwszej elekcyi spólnego krop- 
la po zawarciu unii z Litw^ ^). 

<My tron po Zygmuncie Auguście osierociał, ra- 
da koronna z EIrakowa wysłała listy do wszystkich 
dostojników litewskich z wezwaniem na sejm konwo- 
kacyjny, gdzie radzid miano o najważniejszych spra« 
wach państwa. Pominięto xi§cia Jerzego Słuckiego 
bez wątpienia, bo nie piastował urzędu senatorskiego. 
Urażony tern pominięciem xi§ię udał się do zgroma- 
dzonego sejmu konwokacyjnego z listownetn zaźale- 
niem, „mieniąc się do rady należed wedle przysięgi 
uczynionej, wedle przywileju swego dawnego, w któ- 
rego używaniu i on sam i przodkowie jego zdawna 
zawsze byli, i król Zygmunt mu go potwierdził, zą- 
czem profiił, aby przy tej prerogatywie i przywileju 
swym był zachowany, a w radzie koronnej o pśwnem 
miejscu wiedział obiecując o dohYn jej wspólnie ra- 
dzid. ^ 

List ten publicznie odczytano i zapadło postano- 
wienie , aby następującą udzielid odpowiedź; ,,ii tak 
jako przez pisanie swoje iądiJ, aby mu miejsce w 
radzie, jako senatorowi przysięgłemu ukazali , tedy 
mu je naznaczyli za wspólną zgodą tam, gdzie je 
pierwej w radzie koronnej i przed unią miewał tj. po- 



') W aktach sacbodtiiej Boayi tom IH przed rokiem Hflt 
króla Zygmunta Augusta do kniazia Jereego Jnryewicza Słuckią* 
go w duchownych sprawach b xo\n 1568. 



198 

dle siędza biskupa wileńskiegOi a to aby zasiadł gdy 
na elekcy§ przyjedzie, tego mu pozwalali.'' ') 

Xi§źe Jerzy Joryewicz pomimo tej odezwy nie 
zjechał na sejm elekcyjny^). Słasznie kiedy jeszcze 
ciało królewskie nie było do grobu złożone, nie wy- 
padiio, aby krewny nieboszczyka na wybór nowe- 
go króla gromadnie pod szop^^osował. Jakież smu- 
tne uczucie ogarn§d go musii^o , gdy z opodal' do- 
chodziły go wiadomości, jak każdy z konkurentów 
o koron§ wakująca miał stronników swoich, Francuz, 
Niemiec, Szwed, wielki xi§ź§ Moskwy, a potomek 
Olgierda, jedyny obecny przedstawiciel szczepu, który 
osiadłszy na tronie Polskę slaw^ okrył, podniósł i 
póki mu żywota stało, utrzymał j^ na wysokości 
państwa pierwszego rz§du, szczepu, którego ostatni 
namazaniec zrzekł się w tym celu z wielk§ krzywda 
krwi swojej tronu swego dziedzicznego w Litwie, ni 
jednego nie uzyskał głosu. Eoleśniejszym je- 
szcze musiał mu byd widok Litwy, bo tu w rodzime 
godzono struny. Kicstwo to uważało się zawsze jako 
patrimonium rodu Giedymina, „Rex fit, dux na- 

*) Kronika Marcina Bielskiego pod rokiem 1573. Widać s 
tej odpowiedzi ^ te zgromadsenie miejsce to w radzie pisyzniło 
zięcia Słnckiema tylko na sejm elekcyjny, bo co do jego stano- 
wiska na przysa^ość orzekać nie miało prawa. Zresztą przywilej 
ówy na który się ziąię powołuje, nadany ma być masiał przei 
poprzedników króla Zygmanta Augusta, bo tenfte uniesiony przy* 
jaźnią swą dla doniu Hadziwiłłów, przyzni^ pierwsze miejsce w se- 
nacie litewskim w wetowaniu po biskupie wileńskim, wojewodiie 
wileńskiemu Mikołajowi Sądziw^owi. Obacz Skarbiec Litwy Da- 
nilewicza tom U, dokument 3360 Ust króla z 20 sierpnia 1560. 

«) Tamże. 



icitw — 8tawaJ9 si§ królowie ludom, a siąźcta itii 
8i§ rodz^'' mówi jeden publicysta polski jeszcze przed 
zawarciem unii, wyrażając temi słowy dobitnie i tre- 
ściwie różnicę kardynalna między Polską a Litw§.:.. 
„król Zygmunt August będąc jeszcze w żywocie ma- 
tki swojej juź był xi§ż§ciem litewskim... a tak w 
Litwie jako xiąż§ta się rodzą tak teź tam poddani 
xiąźętom swym się roc(z§" '). 

He razy opróżniony został stolec wielkoxi§żęcy 
w Wilnie , liczne głosy powoływały nań Olelkowi- 
czów, bo ci przez wiek blisko cały władali sumien- 
nie Kijowszczyzną , owym najpiękniejszym klejnotem 
pomiędzy zaborami Litwy, i dzielnie broniU ją od 
najezdników. A teraz w kilka lat po unii z Koroną 
Litwini wysyłają deputacyę do Moskwy, aby się do- 
wiedzied, pod jakimi warunkami wielki kniaź skłoni 
się do przyjęcia korony'), a "gć^ negocyacya do sku- 
tku nie przyszła , na sejmie elekcyjnym w Warsza- 
wie wywalczyli wybór Henryka Walezego*). O 01- 
gierdo wieżach Słuckich ani. wzmianki. Jakby nie żyli 
między nimi. 

Bez wątpienia gwiazda Olgierdowiczów do zachodu 
się chyliła i zniknie niezadługo z widowni. Tak t^ 
się stało. Jerzy Juryewicz xiążę na Słucku pojął za 
żonę Katarzynę Tęczyńską i z nią spłodził trzech 

O Qdncunx^ dziełko Orzechowskiego. 

^) Butoriea Rusriae monumerUa tom I dokument 170, 'releejra 
posła Harabnrdj. 

*> ObacB dsieje elekcji we wszystkich lustoryach Polski. tA* 
twa za przewpdnictwem Badnwiłłów i Chodkiewicaów pnewaftyła 
szalę, na stronę Heniyka Walezego. 



m 

8yii($w: Jerzego, AIexandra i Szymona, t^i- 
aali się oni z bożej łaski 'xi§i§ta na Słacka, i im 
to dedykował Stryjkowski kronikę^ sw§ Litwy pier- 
wsza, która na świat wydana została'). 

Alezander i Szymon według wiarogodnych 
podań przeszli na rzymsko-katolicka wiarę i umarli 
bezpotomni między rokiem 1691 a 1593*). 



O Obacz kromki Strjjkowskiego dedykację wstępna i ker- 
1)arz6 polskie i litewskie. 

W aktach aachodniej Bosyi w tomie III Nr. 132 liramotę 
tych tnech braci nadaj§c§ archimandryę przy monastyrze kw> 
Trójcy w Slucka znanemu W historyi końeielnej owych czasów 
Bahozie. W tomie IV nadanie Szymona i Alezandra Słnckich 
na rzecz tegoi monastyru z roku 1589. 

W muzeom Bumiańcowa nadanie Jerzego Olelkowicza spię- 
cia BInckiego z roku 1584 grodu i pastwisk w Mohylewie miń- 
skim. Przyczepiona pieczęć z herbem xią&ąt ruskich, z czegoby 
wnosić wypadło, że ci zi^icta zrzekli się Pogoni, rodowego swe- 
go herbu. Obacz opisanie tego muzeum. 

*) Niesiecki wprawdzie podi^ bardzo bi^amutny rodowód ri^- 
iąt Słuckicb, ale w tern główna wina Kojałowicza (obacz her- 
barz jego rękopiśmienny), którego on ćlepo trzymał się, i na któ- 
reg^ większa częjć winy spada, bo obrawszy sobie pole mniejszej 
objętości niż Niesiecki; mógł przynajmniej rodowody panującego 
domu dokładnie skreślić; a tymczasem on według ulubionego sy- 
stemu heraldyków, kronikarzy i dziejopisów Litwy, z jednej ga- 
łęzi dwie utworzył. O przcgśeiu Alexandra i Szymona na wiarę ła- 
cińską Kojałowicz nic nie wie, ale Niesiecki z aktów konwentu swe- 
go tak dokładne podaje szczegóły o tem przejiciu, tudzież, że Ale- 
zandar w Krakowie a Szymon w Lublinie w kośeioładi Jezui- 
tów pochowani , że Szymon był jednym z fundatorów klasztoru Je- 
■ttitów wLułklinie, nakoniec daty imieroi ich, że trudno mu fałsz 
zanucić. Tylko s osnowy cytowanych powyżej dwóch fundacyj- 
nych dokumentów wnosić należy, że to pniyócie dopiero w. oeta* 



201 

Jerzy najstarszy z braci z Barbarą Kisżczanką 
spłodził jedną tylko córk§ Zofię, żonę Janusza na 
Biriach i Babinkach xi§cia Radziwiłła, kasztelana 
wileńskiego, która bezpotomna zapisawszy mężowi 
l^trck i Eopyl zmarła ostatnia^z xiąźąt słuckich roktl 
1617 dnia 19 marca'). Pocliowana w monastyrze św. 
Trójcy w Słucku. 

Heraldyk litewski Eojałowicz twierdzi , ie un^arła ' 
obciążona klątwą kościelną, bo była mężowi w czwar- 
tym stopniu spokrewnień a ^)i Pozostały mąż zaś wysta- 
wił jej pomnik w cerkwi w Słucku z następującym 
napisem 9 który dla rzetelności podanego w nim ro- 
dowodu ma wartośd dokumentu historycznego. 

* 

Słucice 
inmonasterio 

Graecomm 

Magm lAihuanicae Dynastarufn propagini. 

Ex iUustrissima Słticii ac Kopylii ducum familia 
eheul uttinuB Sofiae Olelkowiciae patre avo 
proavo Georgio, bbavo Simone^ ałavo Michaelę 
in SłtLcko et Kopyle ducibus: tritavo Olelkone Jagieł- 
lont Połoniae regis Jratre (?)l^) Olgierdi M. D, Lithuaniae 

tnich latach żyda ich nastąpiło. Ssymon miał za żonę Zofię Mie- 
leck§> córkę hetsuma koioBBego i f^^woAj poćMskiego Mikołaja, 

V Taką datę podaje napis w cerkwi: „presta^mia MiAotMer- 
fu^a 'Sofia Słudcaja OleUtowna Juryewmewna^ Olgierdowo plemia i 
fobdena bysf w Uuckie monastyrem. Obaez Dziennik warszawski 
na dzień 12 czerwca rokn 1863. 

*) Koji^owicz Herbari Ulewski. 

*j Ta zachodzi ndytka, bo Olelko był nie bratem ale sy- 

16 



202 

dticts nepoie^ Gedymini pronepołe^ Yiteni abnepote^ 
matre vero Barbara ex Kiscarum familia prognała 
Janusius Radziwiłł Birzarum ac Dubinkąrum in 
Słuckó et Kopyle dux suprenms, podllałor M. D. Li- 
ihuaniae conjfigi desiderałissimae posuit Vixit annis 

Bowcem króla JagieOj przez swego ojca Włodzimierza Olgierdo- 
wieża I któiy ta pominięty został. 

') Starowdski HonumeiUa Sarmatarum. 

Dla WTJainienia podaję ta rodowód zi9^t adzielnych na 
Słacka i Eppyla Oldko-Olgierdowiczów, odk^d osobn% linię 

tworzyć poczęli. 

< 

Rodowód zi^t na Słacka i Kopyla. 

Michał 
syn Olelka tj. Alezandra zięcia na Kijowie i Anastazyi córki 
wielkiego kniazia Moskwy, wnak Włodzimierza zięcia na KijowiOi 
prawnak Olgierda jcięty roka 1481, żona Anna 



syn Szymon ł 1503 żona Anastazya córka 
kniazia Iwana woaka Łagwena Olgierdowicza 



Tacyanna Alezandra fto- Jerzy t ^^^2 żona He- 

ny hetmana Konstantę- leaa Eadziwi&ówna 



go zięcia Ostrogskiego 



Szymon mąż Halszki Jerzy t 1578 żona 

a Ostroga Kataizyna Tęczyńska 



I 



Alezander t l^^l Jerzy Szjrmon f 1593 

żona Barbara żona Zofia Mideckii. 

Kiszc^anka 



Zofia t 1617 żona Ja- 
nasza zięcia BadziwSła 



^ 203 

t 

C. IWAN WŁODYMIROWICZ I POTOMKOWIE JEGO, XIĄŹąTA 

BIELSCY. 

Trzecim synem Włodzimierza Olglerdowicza był 
Iwan. Ten jeżeli był rzeczywiście przytomny, jak je- 
dno źródło miejscowe podaje, zaślubinom i koronacyi 
króla Wła4y sława Jagiefiy w latym roku 1386 *), mu- 
siał natenczas byd jeszcze w dziecinnych latach, bo 
odt§d pierwsza wzmianka o nim znachodzi się dopiero 
w latach 1420 — 21 z okazyi skojarzonego małżeństwa 
jego z Bazylinc kniaziank§ Wiazemsk§, przez któ- 
ry związek został szwagrem króla, stryja swego. To 
powinowactwo podwójne tak opisuje kronikarz lite- 
wski swojem naiwno-gburowatem piórem, co wszakże 
opisowi jego tem większa cecb§ wiarogodności nada- 
je: ,,Królowi Jagielle umarła trzecia żona (Elżbieta 
Pilecka 12 maja roku 1420), a orf poznał u kniazia 
Szymona dwie synowiec tegoż bardzo urodziwe. Star- 
szej było na imię Wasi lisa, młodszej Zofia. I 
mówił Jagiełło do Witolda: miałem już trzy żony, 
dwie Łaszki, trzecia Niemka, a wszystkie bezpotomne. 
Proszę ciebie więc, wyjednaj mi u kniazia Szymona, 
aby mi dał Zofi§ młodsz§ jego synowiec na żonę; 
może mnie Bóg z Rusinka udarzy potomstwem. I gdy 
Witołd pomówił o. tem z kniaziem Szymonem, ten mu 
odrzekł: brat twój jest królem i wielkim, hospodarem. 
Nie mo^oby więc lepszego nic zdarzyd się mojej syno- 
wicy, jak żeby została żonę jego. Ale nie chciejcie mnie 



*) Kronika litewska tak zwana Bychowca str. 29 i ostęp 
niniejsiego piama j,o Włodlimiena Olgierdowicia*' na końcu. 



204 

tej hańby a starszej jej siostrase tej sromoty ćżynid, aby 
młodsza przed m§ za m§ż wydąn§ byd miała. I dlat^o 
niechaj jego królewska mośd starsza za iouę pojmie. 
Gdy Witołd o tern doniósł królowi, ten odpowiedzii^ 
Wiem ja o tem dobrze, iż starsza siostra jest urodzi- 
wszy i kształtniej 8z§ ; ale ja stary, nie śmiem więc o 
ni§ sig pokusid'). Witołd zatem naradziwszy się t 
kniaziem Szymonem wezwali Iwana Włodymirowicza 
Bielskiego do siebie i zaręczyli go ze starsza siostrę 
W a 8 i 1 i ś a 9 młodsz§ siostrę zaś Zofię zaręczyli z kró- 
lem Władysławem Jagiełłę. I dwie te synowice kniazia 
Semena były córkami Andrzeja Olgimuntowicza Hol- 
szanskiego"*). 

Iwan Włodymirowicz przystąpił wraz z bra- 
tem Andrzejem do przymierza 'zawartego między 
Świdry giełł§ a zakonem krzyżaków w roku 1432'). 
Gdy zaś w tym ^amym roku Swidrygiełło z wielkie- 
go xię8twa wyzuty został i całe Ruś w sprawie 
swojej poruszył, Iwan Włodymirowicz stał się je- 
go przeciwnikiem , o ^ czem świadczy list Swidry- 
giełły do mistrza krzyżackiego, donoszący, ii mu się 
udało wzi§d w niewolę ionę nieprzyjaciela swego 
Iwana Włodymirowicza*). 



^) ^Sam to ja znoju j H sestra starnaja jest cudmejszoja niiU 
motodnaja, majet us (yr^sj), a to znamenujei, ii diewka jest mocnajfi/^ 

^) Kronika litewska tak zwana Bj-cbowca str 37. 
' *) PodpuMui obaj na traktacie, któfy w ułamka tylko docho* 
wbŁ się. Obacz Swiłrigail von August von Kotzebue. 

^) In auifo Ojrusko (według wssielkiego podobieństwa, obacs 
niżeji Bielsko) eor^unx Iwoni Yladimirf, inimiei mHt reginae Młfifae 



iCfb 



Gdy w roka 1445 Jerzy Lngwenowicz 1j. syn 
Lugwena Olgierdowicza , który w naBt^pBtwie po oj- 
cu rezydował w rzecżypospolitej wielkonowogrodzkiej 
ua grodach mn wydzielonych, udał się do Niemiec, 
a potem. do Moakwy, Nowogrodzanie ,. którzy zawBze 
na to baczyli, aby inied reprezentanta Litwy tj. człon- 
ka panującego domu w swoich murach, zaprosili 
Iwana Włodymirowicza, by do nich zjechał, co tenże 
uczynił , cyy rok aź do powrotu Jerzego Lugweno- 
wicza grody tegoż dzierżył i w małych wyprawach 
sił^ zbrojn§ miasta dowodził '). Jest to ostatnia wzmian- 
ka i któr§ w źródłach dot§d znanych napotyka si§ o 
tym zięciu. 

On w kronikach, synowie jego i dalsze potom- 
stwo w kronikach i dokumentach nawet w czasach, 
gdy już się zupełnie wynarodowili aż do wygaśnięcia 
szczepu , zawsze nazwani Bielscy od grodu i ziemstwa 
nie Bielska na Podlasiu, ani Białej w wojewódz- 
twie brzesko-litewskiem, ale jak się niżej z dokumen- 
tu wykaże od Białej w województwie smoleń* 
skiem nad rzek§ Opsza, i to na mocy nadania* we- 
dług wszelkiego podobieństwa króla Władysława Ja- 
giełły, gdy Iwan Włody miro wicz został jego sz wągrem •)• 



gernuma cum pUeru eapH et ad not tunt adducH,*^ Switrigail yon 
Kotsebne str. 68—89. 

^) Roku 1445 prijechai kniai Iwan WołodinUrowicz w Nowgo^ 
rod na prigorody, na kotorych był Lugwen i iyn jego Juryj po nowgo- 
rodzkomu proszeniu. 

Koka 1446 kniai Iwan otjechai w LUwu, ,Eronika nowo- 
grodzka 4ta. 

*) W Bkarbca Litwy Daniłowicsa na nieszczęide bardzo 



1 

I 



206 



POTOMSTWO IWANA WŁODYMIROWICZA 

« 

Iwan syn Włodzimietea wnuk Olgierda miał cór- 
kę jedn§, źon§ Jania Chodkiewicza ') i synów czterech: 
Jana, Janusza, Teodora, Szymona. Pierwsi 
dwaj nie pozostawili śladu po sobie w dziejach. Jan 
miał udział jak zdaje się podrzędny w spisku uknu- 
tym przez brata jego Teodora i innych ziaźąt na 
króla i całośó wielkiego xięstwa^). 

Teodor zaś a mianowice potomkowie jego. zaj- 



niepoprAwnie wydanym, c«csto ci ziąikęŁa Bieircy nazwani 
Bielewscy, co jest htąi^ bo byliby to .w takim razie xiąłęta 
z Biele-wa, grodu nad rzek§ Oką. Na to zii4 tom bardziej ba- 
czyć należy, iż o tym samym czasie równie i ci xiążgta Bielewscy 
tj. z Bielewa, którzy dotąd hołdowali Litwie, odstąpili od niej i 
poddali się wielkiemu zięciu Moskwy (obacz o tern Skarbiec 
Litwy Daniłowicza tom U dokuinent 2055 - 57, 2060 a. roku 
149d> 2067 z roku 1494); Co do Białej to Herberstein autor 
współczesny dzi^: Commentarius rerum moieomHearum tak ją 
opisuje: Bida prineipątus cum caiiro et eivitate ęjusdem nomims ad 
fiuviutn Opscha. Hujus olim principes ex Gedimino oriundi erant^ 
ted Carimiro rege imperante Barilius (fałsz, powinno by6 Teodor) 
prineeps.Bidae, qui alias Biebki appellatur, ad Joannem (Moscaviae) 
patrem Bańlii defecit se 8uaque illi iubdidii. Str. 71. B. 

') Obaoz Akty zachodniej Bosyi tom I dokument 126 z roku 
1495. Imię jej w dokumencie nie przytoczone , ale syn AIexan- 
der Chodkiewicz. 

') Wzmianka o nim w liide jednym Heleny, żony króla 
Alexandra, do ojca z roku 1503 (ob. Skarbiec Litwy t II Nr. 2151). 



207' 

maj§ niepoiSlednie stanowisko i to przez wiek cały 
mniej w dziejach Litwy niź Moskwy, a Szymona 
żywot i ^ziałalnpćd odbijaj§ się smntnie i dla niego 
niezaszczytnie ną tle kroniki Olgierdowiczów. Koleje 
Z9L& obu tych braci w tak ścisłym związku zd aobę 
stoj^f, źe yr opisie rozdzielać ich niepodobna. 

Roku 1482') tri§c, mówią kroniki ruskie, powstał 
bant na ziemi litewskiej; krajowcy kniazie: Holszański, 
Olelkowicz i Teodor Bielski zamierzali oderwad 
od Litwy ziemie aź po rzek§ Berezynę na rzecz wiel? 
kiego kniazia (Mo8kwy)|. ale jeden ze spólników wy- 
dał ich. Król ukarał śtniercią Holszańskiego i Olei* 
łowicza , n kniaź Tepdor Bielski , który dopiero co 
się był ożenił, zostawił żonę, a sam uciekł do wiel- 
kiego kniazia Moskwy, a żonę jego król uwięził; i 
wielki kniaź wstawiał się u króla, by j§ na wolnośó 
puścił, ale król odmówił*)^. 



O Co do roku niepewność zachodzi. Kroniki północnej Rusi 
opisują tó zajicię pod rokiem 14Ś2 (6990), Latopisiec kijowski 
sai wjdanj w Moskwie roku 1836, oraz kronikarz Krahz pod 
rokiem 1481 (6989). 

') MTogo ze leta hyst miaŁei w lUow$koj zemle. Woickotiaza 
wotcsiczi Olizańskoj, da Olenkouńcz, da kniai Tedor BieUkoj, po Bere^ 
tgtdu rieku ołiiuU na weUkoho kniatia lUowskoj zemlij jłdin ze ich 
obgoworU korol ie Olizańskogo tŁiał, da i Olenkouńeza; kniai ie 7e- 
dor BieUkoj pńbieza k welikotnu kniaziu (toliko bie ienihia i jedinu 
nocz' spot i neju, da ostawia jeje, da pribifizał na Mosiwu) a knia- 
giniu jego korol pojmą t itd. (Tom szósty zbiom roskich latopisów. 
Sofijska latopis droga). Łatopis kijowski powyżej cytowany ścięte- 
go Olelkowicza^ nazywa Michałem, obacz oddział poprzedzający. 
Herberstein Commentarius rerum Moscotńticarum: „uxoremque tuam 



2Ó8 

Ten sam wypadek kraaikarz s^aiedaich Inflant 
pi8z§cy w Xyi wieku tak opisuje: „Boku 1481 wład- 
ca Moskwy wszedł, jak twierdza, w skryte poroża- 
mienie z niektórymi litewskimi ziąźctami złymi cbrze- 
ścianami i namówił i podburzył ich do zabida króla 
Polski, 'ten bowiem prawy i rodowity icb pan w 
dziedzictwie po ojcu obj§ł nad nimi władzę. Ale wła- 
dza i potęga wzbudza zwykle zazdroćd. Pomiędzy 
możnymi znajdowali się tacy, którzy równie mienili 
mied rodowe prawo do władania Litwę: (wyraźna 
aluzya na członków spisku, xlęcia Olelkowicza i Biel- 
skiego, którzy obaj byli z linii starszej Olgierdowi- 
czów), ze zgładzeniem króla zajęliby jego miejsce* 
Postanowiono więc to do skutku doprowadzid. Umó* 
wiouo się o miejscu i dniu, w którym ojcobójstwo 
na królu i królowej spełaionem byó miało. Ale prze- 
wrotny spisek wykryty zojstał. Król z wielkę óglę- 
dności^ wejrzawszy w sprawę, gdy miał dowody, ja- 
śniejsze od światła dziennego, uknutego spisku sprzy- 
się2onych uwięzió i śmiercią ukarad kazał.... Wielki 
Xji§2ę Moskwy zaś, gdy zamacb do skutku nie przy* 
szedł, udawał, 2e nic o tymże nie wie')''. 



i^iMk* 



eo mołu in lAOiuania rdida, atiam in Mo8covia iuxU^. Str. 
71. C. 

') Yandalia authore Kranz xicga XIII rozd. 21. Fertur idem Muś^ 
goviae (id eit Moscovide) princeps oecuUum inisse consUium >etim normulUs 
Leluaniae prindpibus mali dirisłianis, gnoi in regem PoUmiat per 
pacis simulationem trucidandum ammavił inflamavUque. lUa enim ex 
genie rex Ule nałus^ quod tupra $aepe osłendimus^ jusłe illie patema 
tuecessione dammatur. Sed sine inoidia non possunt magnae res poń^ 
deri* Eranl ex proceribui^ qui u quoque gubemandae lAtuaniae naioi 



Świadectwa dwa te zestawione z Czasów bliskicti 
tym wypadkom, pochodzące zę źródeł od siebie odle- 
głych a nie podejrzanych, nie zostawiają ani cienia 
w§tp]iwości, ie spisek istniał, i źe naczelnikami byli 
krewni ki-óla dwaj po mieczu xiaź$ta Olelkowicz i 
Bielski, jeden po kądzieli' kniaź holszański. Dziejopis 
litewski Narbntt z rękopismu ze XVI wieku bliższe 
szczegóły o wykryciu onegoź podaje. Wybuch nastą- 
pid miał podczas wesela Teodora Bielskiego z Zofi§ 
córką Alexandra Czartoryskiego. Tapicer królewski 
trafił na skład broni ukryty w komnatach zamko- 
wych i doniósł o tem ochmistrzowi. Rozpoczęto śledz- 
two tajne: jeden z dworzanów wzięty na tortury 
wyznał wszystko'). Kara śmierci spełniona na ujętych 
przewodnikach była więc sprawiedliwą, i na próźtlo 
potomkowie zbiegłego Teodora staraili się obałamucid 
historyę dając temu spisKowi powód i pozór religij- 
nego prześladowania, bo tego nie można dopatrzeó 



arbitrarentuTy ad quos iublato rege prindpaius deuenird. ConsłUere 
omnia proditionii consilia, deputata loca et tempitra parricidio, ubi rex 
et regina cum aliquantis filiis in manus putabatur perventurus. Prodiit ta- 
men undecungue malignum consUium: rex prudeniisiime omnia circumspi-^ 
ciens cum comperisset luce clariora ejus imtituti parricidii łestimonia, 
jussos comprehendi, eonsilii cruenti conscios, gladio ultor percuml: ita 
proditionu consilium, quod juste debuit, intercepit malignitatis authores. 
Princeps autem MusgovUB, vbi noti proeesrit iniłUutum, nihil se intel- 
lexme prołinus ńmulabat*^. ^ 

Dla barbarzyńskiej łacinj autora i demnych jego zwrotów 
doriowne tłumaczenie było mi niepodobne. 

I) Dzieje narodu litewskiego toni VIII dodatek 10. ŻiUować 
nalety, ie nie wydał tego rękopismu w pierwotworze, tylko treid 
onegoi własnej redąkcyi podał. 

• • 17 



tię i Aadn. yJakiejie czci doznawali^ pisze wnok 
zbiegłego Teodora Bielskiego do króla Zygmunta 
, pradziad nasz Iwan, dziad nasz xi§Ź9 Teodor, który 
nawet był zmoszony wyrzec się swej prawowiernej 
wiary i ledwie w koszuli uciekł do wielkiego kniazia 
moskiewskiego'' ')« 

Inne pytanie, czyli zdrowa polityka nie radziła 
ułaskawienie raczej , czyli dając odpowiednie stano- 
wisko xi§2ctom tak bliskim tronu podobne zamachy 
uniknęd nie dałyby się. Ukrzywdzonych lub tych co 
się za takich mieli, nęcił przedei do siebie władca 
potężny Moskwy Iwan Bazylewicz , którego duch za- 
borczy i ' na Litwę szpony swoje rozciągał , chcąc ją 
ścieśnid i osłabid, zaoim się z Polską całkowicie ze- 
spoli. Znakomite nsługi, które zbiegli siąźcta Bielscy 
i inni z ich szczepu, których losy także do Moskwy 
zagnały, przybranej swej oj&yźnie oddali, wiernośd, 
którą jej z małymi wyjątkami dochowali , riuźą za 
wskazówkę , czemby byli dla rodowych swych pa- 
nów, gdyby ich nie odpychano. Milczenie dyploma- 
tyczne kroniki litewskiej i następców jej Stryjko- 
wskiego i Kojałowicza, oraz Kromera, są prawdopo- 
dobną oznaką, że wyrok surowy króla ani od współ 
czesaych ani polomno&^i dobrze przyjętym nie był'). 



>) Bkarbiee Litwy Daniłowicza t. H dok 3373 s loka 1567 
W powyftasym^ ostępie ocsjwistil jest śpraecsnojd, bo jeieli jui 
musiał snee się swej wiary , naeoiby jeszoace zbiegał do Moskwy. 

*) Narbntt sarsaca Stryjkowskiemn, te nieuważnie ten wypa. 
dek opisał, a.tymcsasem w kromce tegoŁ nie ma o tem wcale 
wsmiankL Powołuje się równie na Kromera, a tymczasem Krtmier 
spisek ów takie milczeniem pokrywa i tylko w formie anekdo- 



211 

Mo2e i sam król go pożałował. Przynajmniej nie ma 
śladn , aby i^dał od wielkiego kniazia wydania zbie- 
głego Teodora Bielskiego, do czego miał prawo. Zar^ 
trz3anał tylko źon§ jego na Litwie ale i to zgodnie 
z jej wol§, bo gdy po śmierci króla następca • jego 
na Litwie wielki xi§2c Alesander w pismach nrzędo- 
wjch oświadczył, iź wyjazdowi jej do Moskwy na 
przeszkodzie nic nie stoi, xi§źna z tego nie korzysta- 
ła i umarła na Litwie '). 

" Wielki kniaź Moskwy przyj§l dobrze zbiega Teo- 
dora Bielskiego , i zaraz na wstępie dał mu grody 
Demon i Morew z licznemi włościami^). W roku 1486 



tyesncg opowiada o xi§iętach mewierskicfai , którzy gdj w oBta- 
tnim roku panowania króla Kazimierza jednego razu w Wilnie do 
niego przypnszczeni nie zostali, #i jednema z nich, któiy gwałtem 
wejió chciał, odźwierny palec przeciął podwojami, tern (pomimo 
ii odźwierny śmiercią ukarany zostid) tak się cztdi obraźotiymi, 
ie przeszli w służbę wielkiego kniazia Moskwy. Byli to zaii me 
xi§ftęta Bielscy ani Siewierscy, lecz Worotyńscy, Bielewsey, Me- 
aeccy, Wiazemscy, którzy w ostatnim roku panowania Kazimierza 
jakoteft zaraz po jego śmierci przeszli w dhiżbę Moskwy. Toczyła 
.się o nich korespondencya między wielkim kniaziem Iwanem i 
wielkim xięciem Alezandrem litewskim (ob. Skarbiec Litwy wydanie 
DanSowicza tom U, pod rokiem 1493 doknmenta 12055 *-57). 

*) W Skarbon Litwy Daniłowieza znajdują się dwa lisfy 
wielkiego zięcia Alezandra z roku 1495, w któiych posłom mo- 
skiewskim oświadcza, że „nie wzbrania byMimniej xięftnie Biel- 
skiej Teodorównie odjechać do męża, lecz gwałtem wysłaną być 
nie może, b«o nie istnieje w Litwie żadne prawo zmn- 
s z aj ące żony udania aię z a mętami''.^ Widocznie więc 
nie chciała tego ziężna. 

*) « 7*0^0 i^ Mti pribieial h LUwy k weKhmu knkaiu lumnu 
WasUewiau ot korola Kazimira knioi Fedor Iwanowia BkUkij"*.,., 



212 

Teodor towarzyszył mu w wyprawie na Twer i tern 
przyczynił się do zadania dotkliwego ciosu Litwie a 
więcej jeszcze królowi, któremu sprzeniewierzył się})* 
Xi%i§tą Tweru przechowywali zawsze jeszcze w pa- 
mięci , źe oni przedstawiają linię starszą od tej, któ- 
ra obecnie władała Moskwą, i źe córka z ich domu 
była matką króla Władysława, babką wówczas, p^anu- 
jącego króla. Uchylając się więc ilą możności od tde« 
głości wielkim kniaziom Moskwy zbliżali się do Li- 
twy. Przerażony upadkiem Wielkiego Nowogrodu Mi- 
chał Borysewicz zkwarł przymierze z królem Kazi- 
mierzem., w którem w razie wojny wzajemną sobie 
przyrzekają pomoc*). 

Gdy wiadomośd o tem doszła wielkiego sięcia 
Moskwy, groźbą wojny niezwłocznej wymógł na Mi- 
chale Borysowiczu, źe niefylko odstąpił od przymie- 
rza z królem, ale ogłosił się jego hołdownikiem i 
rzekł się wszelkich stosunków z Litwą ^). Lecz' i to 
go nie ocaliło. W^^^ki xiążę ścieśniał coraz w*ięcej je- 



a kniai welikij jego poiałował, dał jemu gorod Demon w otczinu da 
Morewu 8 mnogimy wołosfmi*^. 

^) Łatopis Bofijski. 

^) Skarbiee Litwy tom II str. 222 rok ] 485. Karamzjn mó* 
wiąc o tem przymierzu dodaje, £e Michał zwrócił się ku osobie 
króla, który będąc wdowcem myćlał ożenić się z jego wnuka. 
Oczywista myłka, bo &ona króla Kazimierza Elżbieta zaćlnbiona 
mu roku 1454 umarła dopiero 1505 , więc Kazimierz w roku 
1465 nie był wdowcem. Ale nie może być także- mowa, aby Mi* 
chał miał żenić się z jak§ wnak§ królewską, bo Kazimierz nie 
doczekał się ze synów wnuka, a córki jego w roku 1485 me 
były zamężne. , 

') Karamzyn Dzieje Bosyi pod rokiem 1485. 



# 

go granice , przyciągał do siebie bojarów twerakich, 
a gdy nieszczęsny ktiiaź ndał się w ostateczności do 
krewnego o pomoc albo tylko przytułek, listy jego 
przejęte poczytano mu za zdradę. Wielki sisfźę zaj§ł 
jego ziemie za pomoc§ przekupionych bojarów i wcie- 
lając je do Moskwy położył koniec udzielności xic- 
stwa Tweru. „Itako skończą tpelikoje kniażesłwo łwer- 
skoje^ mówi jeden kronikarz. Michał zbiegł da Li- 
twy '). Na naglące ź§dania Iwana Bazylewicza o wy- 
danie jego król usprawiedliwiał się, ii xi^ę Tweru 
jako jego sprzymierzeniec szuka u niego przytułku. 
Nie da mu król źędanćj pomocy do odzyskania ojczy- 
zny z r§k moskiewskich, lecz nie może mu odma- 
wiad chleba i soli, ani teź wzbraniaó wolnego odja- 
zdu. Alexańder zaś następca jego w Litwie obowi^rf 
się wielkiemu xięciu Moskwy w traktacie z toku 
1494 nie wypuszczad z Litwy zdrajcy Michała 
twerskiego; gdyby uszedł, nie przyjmowad go na 
powrót , przeciwnie wspólnie ' z Moskwą przeciw nie- 
mu działad*). 

Król Kazimierz umarł w czerwcu roku 4492. i. 
natenczas Teodor Bielski powzi^ zamiar jeżeli może 
nie powrotu, to zbliżenia się do Litwy. Srogą kata*- 
strofę , w którą przytem wwikłany został , kronika 
ruska tak opisuje: „W styczniu roku 1493 ukarał 
wielki kniaź Moskwy kniazia Jana Łukomskiego i 



^) Łatopis kijowski wydany w Moskwie. Łatopis woskrese^- 
ski pod rokiem 6994. 

*) Skarbiee Litwy pod latami 1487 i 1494, str. 223 i 233 
(astęp 8my) tom II. 



214 . 

Lacha Mateusza zamacza z urzędu, kaźco, ich w 
klatce na rzece Moskwie żywcem spalid ; także dwóch 
braci Selewinów ze Smoleńska, z których jeden Boh- 
dan umarł na torturach, a drugiemu Olóchnie ^owc 
ścięto, za to, źe przez pośrednictwo niejakiego Wo- 
łyniewa przesyłali pisma i doniesienia Alesandrowi 
wielkiemu zięciu Litwy. A kniazia Iwana Łukomskie- 
go wysłał król Kazimierz na dwór wielkiego kniazia, 
wymogłszy na nim . przysięgę , źe wielkiego kniazia 
zabije albo otruje i truciznę mu wiiięczył, któr^ potem 
u winowajcy znaleziono. Kniaź Iwan Lukomski wy- 
dał także kniazia Teodora Bielskiego, że chciał zbiedz 
do Litwy i za to Teodora skazał wielki kniaź na 
?r|rgnanie do Galicza merskiego')''. 

Co w ci^ym tym ustępie góruje jest pocisk rzu- 
cona na króla Kazimierza. Dziejopiś Litwy^) wasala- 
chetnem oburzaniu wykazał, że to jest nikczemna a 
przytem niezgrabna potwarz§ , tem bardziej , że we- 
dług źródeł miejscowych ów kniaź Łukottiski, które- 
go król Kazimierz w ostatnich latach roku panowa* 
nia swego wysłaó miał w morderczych zamiarach do 
Moskwy, już w roku 1473 a więc w lat 20 pierwej 
przesiedlił się tamże ż Litwy dobrowolnie. Wielki 
kniaź Iwan Bazylewicz z natury nie był okrutnym. 
Po srogości wymierzonej kary należy więc wnosid, 
że Iwan Łukomski niezadowolony ze swego stano- 
wiska zapuścił się wspólnie z podrzędnym agentem 
polskim j(takim , jakich nawzajem daleko więcej i z 



') Łatopis woskreseński w sbionse kronik rnsldek. 
<) Nurbutt Dsieje Litwy tom yUI str. 275 i dalsso. 



216 

lepszym skiitkiem miała Moskwa w Litwie) w spisek 
na życie wielkiego xi§cia. W męczarniach tortary 
zwalił częśd winy na króla nieboszczyka. Mo ie teź to 
była tylko wieśd, która obiegała między lądem, i 
którą powtórzył łatwowierny jedeb latopisieo , bo in^ 
ni milczą o tem*). Gdyby dał się wykryć ślad wia** 
rogodny, źe zmarły król głównym tego spiska był 
motorem, jakże skwapliwie uchwyciłby go wielki kniaź, 
aby usprawiedliwió machinacye swoje na Litwie, gdzie 
jeden kniażyk po drugim odpadał od niego. A tym- 
czasem w korespondencyi jego z wielkim zięciem Lir 
twy Alexandrem ani o tem wzmianka. S§ nakoniec 
pewniki w historyŁ Takim pewnikiem jest, że nikt « 
roda Jagiellonów nie dopuścił się podłego czynu, tem 
mniej zbrodni. Czyści jak kryształ stoj^ oni przed 
trybunf^em potomności. 



Przewina Teodora Bielskiego nie musiała byd wiel- 
ka, kiedy w lat kilka po tych wypadkach nietylko 
wrócił z wygnania, ale w roku 1497 ożenił się z 
córks^ zięcia na Riazaniu, urodzoną ze siostry wiel- 
kiego kniazia panującego '^). Dostąpił przy tem rangi 
wojewody i dowodził w roku 1499 jednym oddziałem 



*) Karamzyn bez krytyki, nawet bez zastanowienia podaje tę 
potwarz jako fakt histoiycżny niewątpliwy, i śmieszno • poważnie 
rozprawia ^ ie monarcha nie ma prawa zabijać ' monarchę. Smu- 
tniejsza, Łe tyle zasłn&ony Daniłowicz poiszedł za Karamzynem« 
Obacs Kronikę ruską jego wydania pod rbkiem 1493, notę, 

*) Łatopis sofijski pierwszy w zbiorze ruskich dzie}opisów. 



216 

wojska zedanego w pomoc carowi Kazania^). Mógł 
więc wnuk jego w liście do Zygmunta Augusta przy- 
pominając królowi upośledzenie przodków awycE w 
Litwie słusznie powiedzieó: ^dopiero wielki kniai (Mo- 
skwy) obdarzył dziada naszego znacznymi dochodami 
i godnościami ^y^. 



W czasach kiedy wszyscy spiskowali, Teodor sią- 
łę Bielski czując si§ upośledzonym w swojej ojczy- 
zniC; wdał si§ także w spisek, potem aby ratowad 
życie swoje zbiegł do Moskwy, dokąd tyle juź knia- 
ziów z Litwy a mianowicie ze szczepu jego dobrowol- 
nie przenieśli się. Nie mamy odwagi potępiania jego, 
gdy się go postawi na szalę z rodzonybi jego bratem 
Szymonem^). • 



') Tamie. '„Kniai welikij k Kazani w pomoizcz wf^ewod swoiA 
kniazia Fedora Iwanowicza Btehkago^ itd.. 

^) List aiięcia Bielskiego Jana Dyjnitrowicza do Zygmunta 
Augusta z roku 1667, Skarbiec Łjtwj tom II. 

*) Wykazano na wstępie tego oddziału, ie Iwan Włodjmi- 
rowicz Bielski, ojciec Teodora i Szymona ożenił się ze siostra 
królowej Zofii, czwartej żony króla Jagiełły, i że według umowy 
jlnb jego miał poprzedzić zaćlubiny króla. 6Jy zaj ślub króla 
rnisl miejsce w lutym roku' 1422 więc najpóźniej z początkiem 
roku tegoi 1422 ożenił się Iwan. Synowie jego zaś młodzi Teo- 
dor i Szymon zaczynają być czynnymi dopiero między laty 1480 
— 1500. Teodor pierws^ raz w roku 1480, po raz dru^ w roku 
1496 ożenił się i z drugiego małżeństwa miał potomstwo. Szymon 
dopiero w roku 1600 zbiega do Moskwy. Albo więc ci dwaj bra> 
da młodzi przyszli na iwiat najmniej 20 lat po ślubie rodziców, 
§11)0 też pochodzą z drugiej jakiej żony Iwana Włodymirowicza, 



Gdy Teodor Bielski zbiegł do Moskwy, król Kts^ 
simierz z powodów, źe zdrajca ,, jeżeli zbiegnie nie 
uderzywszy czołem przed hospodarem swoim, mie* 
nie. jego nie spada na nikogo z krewnych, ale 
tylko na hospodara^, 2&j§ł cały jego majątek i 
obdarzył nim brata jego Szymona. W roku 1495 
Alexander Iwanowicz Chodkiewicz, syn siostry liąiąt 
tych Bielskich wniósł do s^u wielkpsiąźccógo zaża- 
lenie, aby ze zabranego majątku zwrócono mu spadek 
matczyny. Wielki xi§ź§ Alexander odrzucił jego zaża- 
lenie i utrzymał Szymona w posiadaniu^. 

Tak obdarzony z łaski dwóch hospodarów łupem 
na bracie zabranym, jakie się za to wywdzięczył? 
W roku 1495 król Alezander ślubiąc przed wstą- 
pieniem na tron jako wielki xiąźc Litwy Helenę cór- 
kę wielkiego xi§cia moskiewskiego Iwania Bazylewicza 
wydad mnsiid pisemne przysięgą ztwierdzone zaręcze- 
.nie ,. że żony nie będzie zn\uszał do przyjęcia rzym- 
skiej wiary (nam jego doezeri ne nudiłi k fimskomu 
zakonu, deridti jej swój grećzeskij zakony). 

Dotrzymywał sumiennie słowa, jak to wyznał w 
liście w tym przedmiocie pisanym do papieża , cho- 
ciaż wiedział,, że takowe wyznanie ojcu świętemu mi'* 
łe nie będzie. Ale ani chciał, ani mógł przeszkodzió, 
aby na katolickim dworze, jakim był jego w Wilnie, 



*) Ohacs wyrok wielkiego xięcia Alesandra w aktach zacho- 
dniej Sosyi tom I dokument 126. Ustęp cudsysłowem objęty 
dotdownie jest e niego tłumaczony. 

^) obornik Muchanowa 72. Skarbiec Litwy tom U dokument 72, 
2070 i 2071 rok 1494. List .papieża do Alexandra z roku 1501 
przedrukowany w Monumenta P0kfmm Theineni tom BE dokument 806. 

S8 



• ^ 



21Ś 

dncliowni i świeccy nad naVn*($ceniem xicźbyv rózitoiie 
się drog§ perswazji, nie pracowali"). Działo się to 
tak oględnie i łagodnie, iź przez pierwsze pięd lat 
pożycia małżonków nawet Iwan Bazylewicz, który z 
- nieprs^wan^ czajności§ śledził wszystkie kroki córki, 
zażaleń nie wnosił, wyjąwszy co do cerkwi , któr§ 
chciał niie<^ dla córki w zamka wielkoxiażccym w 
"W^ilnie;. czema Alexander stanowczo się sprzeciwiał 
i odwołaniem na prawa krajowe, które zakazuje sta- 
wiania nowych cerkwi na Litwie; w Wilnie zaś cer- 
kwi jest dosyd, do którycli xięźna nczęszczaó moźe^). 
Co więcej, nrok i wpływ, xiężny na małżonka był w 
pierwszych latach tak znaczny^ że pomimo, iż anią 
kościołów na mocy bali stolicy rzymskiej z roka 
1458 na Rusi litewskiej urzędownie istniała^), obrani 
natenczas przez biskupów dwaj metropolici kijowscy 
Makary w roku 1495, Józef Sołtan w roka 1497 
ndalj się o potwierdzenie i błogosław^ieństwo nią do 
Rzymu ale do Carogrodu^). Makary uchodził w Moskwie 



') *Qu(B (tj, zaręczenia powyiej wzmiankowane) tua, mhibias 
^uamm perńiciosa sałis et jurt contraria fuerint per quinquennium ob- 
seryare curavit , nunquam iUam ad ritum romanum compeUendo: ni- 
hUominus Ula ab riłus romani' hotninibus siBCularibus ac reUgtosismo^ 
nUa, ut te tuce nobilitati tn riłus romani obseryantia eonformastett 
it4. List papiefta jak wyiej. ^ 

') .Skarbiec Litwy Daniłówicza tom II dokument 2077 — 85 
z roku 1495. 

') Obacz Biblioteki toin Vn str. 266. 

^) Tamże. O Sołtanie pisze papież do wielkiego zięcia Ale- 
xandra pod rokiem 1501. j^Cum enim constantinopoliłanus palriardia 
nuttus iU alius guam Joannes episcopus portuenńs, ńescimui cuonam 
poeto promoHo facta per iUum hcerełieum Joachimum óonsłiMum vioUnta 



219 

nawet za prawosławnego, bo wielki kniaź Iwan wy- 
mawiid zięciowi, źe nie ten duchówąy (natenczas ąr* 
chimandryta wileński), ale biskup łaciński ślub dał 
córce jego'). Ta zaś powolnośd Alexandra grameę 
8w§ znalazła. Józef Sołtan b9d§c jeszcze biskupem 
(władyką) smoleńskim sprzyjał unii ale skrycie, ina« 
czej nie miałby przystępu do xi§żny Heleny, która 
go tak wysoko ceniła, łe mu pozwali^a prawid jej O 
kwestyach religijnych i nie zostałby metropolita kijo* 
wskim^). Ale dostąpiwszy faz przez wybór biskupów, 
tej godności , wielki xią2§ ^ Alexander gorliwy katolik 
wezwał go , aby teraz chcąc byd od niego w ,tej go- 
dności uznanym wystąpił otwarcie i wyłamawszy się 
zpod zwierzchności pseudo • patryarchy w Carogrodzie 
rezydującego wyznanie wiary oraz oświadczenie co do 
poddania się ustawom soboru florenckiego do Rzymu 
przesłał^). 

Sołtan wiedział, ile wjelki xiąźę Alexander pra- 
gn^ zachowując się przytem biernie według danego 
ojcu jej zaręczenia, by żona jedną z nipi wiarę, wy- 
znawała, wiedział także, źe papież kilkakrotnie nad 
tern radę składał, i nakoniec w nadziei tej sfynnej 



manu in sede conslanHnopolUana per łyrannum Turearum a nobis de* 
heat approbari"^. 1 heiner MonumeiUa Pohnias pod rokiem 1501 

') Karamzyn tom YI str. 234 f^omaczeiiie Bacajiakiego. 

') ^Comlal {Josephum Sołtan) Alexandro prindpi eitm adhue 
Smolensci(B episeopus cs^ei, op^am naioaese ad Helenom prindpi$ ani' 
juyem Moschi fUiain a schitmate avertendamf ęuare Aleamder non 
inimiciUas modo eibi ied et beUtim moieot^tofm grandę canflamt^n 
Kojałowicz Miseellanea, 

^ Obacs Biblioteki t9m YH str. 257. 



MO 

koniitrersyi^ wyósl bnlf dla dyecezyj Wilno , Łn^ i 
Miedniki tej OBnoWyi że Rusini, którzy przechodx§ 
na łacińska wiar§ drugi raz chrzceni byd nie . po- 
winni'). Aby wi§c posi^sd metropolię kijowska, a w 
tym oelu uspokoid Rzym co do wątpliwej swojej orto- 
doxyi podwoił on swe zachody około nawrócenia 
wielkiej xiciay, w czem mu pomagało kilku Bernar- 
dynów niedawno do Litwy sprowadzonych^), którzy 
propagajadę w tym duchu bez wątpienia i po dwo- 
rach niektórych kniaziów ruskich rozpoczęli. Sami 
dziejopiso.wie polscy przyznaje, źe Sołtan z potem 
czoła nad nawróceniem wielkiej xicźny pracował (m 
coTwersione fcBmncB miUtum inmdassey). Ale na pró- 
żno: xięinek twarda jak skała odpierała wszystkie na- 
mowy^)! a Sołtan tylko krwawa wojnę i srogie klęski 



^) Instrukcja króla Alezandra dana posłom wysłanym do 
Moskwy w roku 1503, w której znajdają się te ^owa: „Papiefc 
kilkakrotnie składał radę z kardynałami ^wmateryi nawrócenia 
królowej, skatkiem czego zaszło postanowienie, ±e nie ma potrze- 
by nielylko królowę ale i Roś cał§ chrzcić powtórnie , jeżeli wy- 
zna posłuszeństwo stolicy apostolskiej. Metryki litewskie. Obacz 
Narbutta tom YJLli str. 472 nota. Bula w tym przedmiocie wy- 
s^a roku 1501. Obacz Theinera. 

^ Sprowadzeni Bernardyni zostali do Litwy roku 1489. W ro- 
ku 1494 darowid im Alezander w Grodnie plac, na którym był 
dawniej zamek zi^ąt litewskich. Zbiór dyplomatów litewskich 
wydanych przez komisyę archeograficzną wileńska. 

*) Kiilozyński Spedmen ecdesias ruthenietB, 

^) »DifftcUUmttm et' inexarabilem se semper prccitUtif itaut 
pauea <pes de eonver9ume eju$ rdinęwUur*, List papieża do wielkie- 
go zięcia Alezandra z roku 1501. Theiner MamaneiUa dokument 
308 tom UL 



. I 



«1 

• 

na ojcKjznę sprowadsd. Wielki xi^9' Moskwy, nie 
spuszczał z oka tego, którego odkąd tenże uznał 
zwiehsehnośd Rzymn nazywał smoleńskim renegatem 
odmawiając mu ty tała metropolity. Pod pozorem obro* 
ny prawosławia zawojował on niedawno tema Wielki 
Nowogród, a teraz jaskie nie spieszyd na oswobodze- 
nie córki, jęczącej pod naciskiem latynizmti, na po- 
moc kniaziom sąsiednim, knszónym przez kilku wę- 
drujących Bernardynów do przejścia na rzymską wia- 
rę, kiedy przytem nadarza się sposobnośd rozszerze- 
nia granic państwa swego na koszt zięcia. Ale chciiJ 
pierwej zapewnid sobie sprzymierzeńców w Litwie i 
wsze^ w tajemne rokowania z pogranicznymi knia- 
ziami. Przyrzekł im jćźeli przejdą w służbę jego i z 
nim się przeciw Litwie połączą nietylko utrzymanie 
przy teraźniejszych posiadłościach^ ale nadanie nowych 
w Moskwie i wszystko co orężem na ojczyźnie swojej 
zdobędą % 

Pierwszy co przystał do wielkiego kniazia był 
Szymon Iwanowicz Bielski starzec, stryjecz- 
ny brat w drugim stopniu wielkiego zięcia Alexandra, 
rezydujący w Smolanach na. drodze ku Sm(^ńsku^), 



') „/ po9ytajet tajemne do kniazia Semena Iwanmriesia Biekkago 
i do kniazia Semena hoanatoicza Moiajskogo, Oby mi % gorody i wih 
fćitnU otttupUi od ziatia jego wdikogo kniazia Alexandra i $o wsim 
hfm Uidgli jemu- a k tomu obiecał im mnegii gorodg i wołoMii mm 
i koiorf/ją gorody i wołotH oni pod Lkwt^u poberul » to im W96 de^ 
rial%'^\ ob. Kronika litewska tak swana Bychowca 8tr» 67. 

*) •Kmi Semen Iwanowiez Bielski perwie je9zcx4 wzi^Ha Brań- 
ska prijechai k Moskwie i so wsąju otezinoju prikassal sta welikemu 
kniaziu Modiowskomu^, ob. Kronika litewska tak awaaa Bjrc|iowea, Ła- 



222 

drugi Sflymon Iwanowica^ kniaź na Moźajska"; które- 
go ' Alesander utwierdził w posiadaniu grodów Staro - 
dub, Homel, Czernichów, Nowogródek siewierski, Rjlsk 
a przeto oi^ej Siewierszczyzny '). Tak więc jeszcze 
przed rozpoczęciem wojny wphód do Litwy był juź 
w rękach Moskwy. Potem na dniu 12* kwietnia roku 
1506 zjawia się Szymon Bielski w Moskwie i bij%c 
czołem przed wielkim kniaziem błaga, jak by między 
nimi nic uprzednio nie było zasdo, by się ńad nim 
zmiłował i w służbę go swoj^ przyjął , gdyś wielkie 
prześladowanie spadło teraz na grecka, wiarę. Wielki 
kniaź litewski Alesańder bowiem nasyła żonie swej 
Helenie Józefa władykę smoleńskiego, odstępcę pra- 
wosławnej wiary, potem swego biskupa i czerńców 
Bernardynów, aby j§ nawrócid na łacińska wiarę. 
Wtym samym celu zsyła swych czerńców do knia- 
ziów, mieszczaństwa wileńskiego i całej mu poddanej 
Rusi. Na to wielki kniaź Moskwy ' zmiłowiJ 9ię nad 
Szymonem, i przyjął go w swoj^ diuźbę wraz z jego 
posiadłościami^. 

Wielki xi§2ę Alezander, gdy go wiadomośd doszła 
o dokonanej zdradzie i powodach ^ , którymi j§ unie* 
winaid chciano, wysłał poselstwo do Moskwy z zada- 
^, aby oa wvLo '^^.o^mego .bU^ S^o- 



topiB woBkreseAski , sofijski. Smolnianj król saj^ na Scpnoiue 
BieUkim jako zdrajcy i nadał je w rokn 1601 tonie, wielkiej 
ziężnie Helenie (Skarbiec Litwy tom II dok. 2136)/ 

^) Skarbiec Litwy tom U przywilej pod jiethą 2107 s roko 
1499, oras kronika Litwy jak wyiej str. 67. 

^ Latopis woakreeeński , eofijski. 



223 

&ft Bielskiego'). W czystości snmienia z pogard§.od' 
parł potwarz, jakoby w jego kraju prześladowano 
kogo o. wiarę: „Nie posypałem biskupa wileńskiego 
do Szymona Bielskiego, zdrajcy tego od lat trzech 
nie widziałem, tern mniej zamierzałem zmosid go 
gwałtem do zmiany wiary. Wszak tyle kniaziów ru- 
skiej wiary żyje spokojnie na Litwie*)." Szlachetny 
xi^i§ zamilczał o tcm co naj wymowniej okazywało 
nikczemnośd potwarzy, o przywileju, który wydiJ dla 
duchowieństwa cerkwi wschodniej w państwie swo'* 
jem, nadającym mu wolności jeżeli nie większe to 
pewnie nie ciaśniejsze niź ich w^ Moskwie używało^. 

Ale zanim poselstwo posłuchanie otrzymało^ Jan 
Bazylewicz już rozpoczął kroki nieprzyjacielskie. W 
miesiąc po przybyciu Szjrmona Bielskiego (w maju 
roku li500) wojewodowie jego wkroczyli do bezbron- 
nej Litwy, zajęli Briańsk, Putywl, Drohobuź, odfe* 
brali przysięgę od okolicznych znakomitszych knia* 
ziów, nakoniec w lipcu na głowę pobili i wzięli w 
niewolę hetmana litewskiego Konstantego xięcia Ostroga 
skiego^), jedynego wodza, którego Lftwa im na prze- ' 
ciw stawid mogła. 

Wielki x\ąię domny z tych sukcesów odmówił 
wydania xięcia Bielskiego, wymawiał posłom lite- 
wskim, ie ich pan stawia bożnice (tak nazywał ko « 
ścioły łacińskie) i zagroził, ie jeżeli Alexander pracowad 

^) Łatopis woskrędeński 

*) Skarbiec Litwy tom U pod rokiem 1500, dok. 2119. 
?) Tamże pod rokiem 1499 doknment 2105. 
*} Nad rzeką Wedmchą (teraz Trostną) w województwie 
smoleńskiem, . ' 



224 

będzie, aby Ruń ma podległa przeszła na wiarę ła- 
cińska, ona cała przejdzie pod jego berło*)* 

Nieszczęsna ta wojna, gdzie Litwa nietylkb z Mo* 
sjsiw^ ale i z jej przymierzańcąmi wojewod§ mołdar 
wskim i chanem Kryma walczyd mnsiała i która za- 
grażała jai bytowi jej,, gdyby nie interwencya i po- 
moc udzielona jej ze strony zakonu Inflant, zakończy* 
ła ;8ię sześcioletnim rozejmem, a ten w roku 1508 
na stałe przymierze pokoja zamienionym zosti^. Mo- 
skwa zatrzymi^a wszystkie zabory, Czemidbów, Sta- 
rodub, Rylsk, Nowogród Siewierski, Homel, Trnbeck, 
Briańsk, Mceńsk, Lubecz, Serpejsk, Masalsk, Doro- 
hobaź, Toropiec^. Odzyskał je w części polski oiręi 
dopiero' po przeciągu 130 lat 

O ile zaś nacisk religijny wywierany na wielka 
sięinę Helenę' usprawiedliwiał ow§ wojnę, której był 
hasłem, na to niech odpowiedzą własne jej słowa, za- 
warte w liście jej do ojca, piętnuje one oraz 
Szymona Bielskiego główne narzędzie w krwawej tej 
sprawie. „Wspomnij ojcze (mówi xięźna), źem wyda- 
na za równego ci brata^ któremu wiesz sam com w 
dom przyniosła. Mimo to wszystko jednak mai 
mój Aleiander nie pogardził mn§, przez upłynione 
lata poczciwie się ze mn^ obchodził, miłował jak 
przystało na dobrego męża, i dziś nawet (łj. podczas 
wojny) łaski swej nie ujmuj§c, zachowuje mnie w 
greckiej wierze, nie broni uczęszczaó do cerkiew, 

') •h^ Attfi, kotarojejemu iłuiat, k rimskamu zakonu ne nudU, a ot 
Łoj nuH pcjjdut k nam i nam idi prijmali i 8 wokzinami. Woskre- 
Beński latopifl rok 1500. 

*) Skarbiec Litwy tom II pod rokiem 1503 dok. 2156. 



|35 

I 

tnkd dmhownyeb pop<JW, dyskonóyr, tfieyrtkótr qA 
swyjn dworze, dozwala odprawiad n^ze według cer- 
kiewnych obrzgddw nietylko w Litwie ale i w Kwo? 
nie mianowicie w Krakowie") i po wapystŁiob mia- 
stećh polskich. Czyni to mój ^m§ź dlatego, aby ńwij- 

cie 4otrzymał danej ci ojcze obietnicy Stokrod 

znofiniejby mnie było u twoich ndg skonąd we wla- 
snem państwie, aniżeli tu cAyszed zewąz§d ^craywdza- 
ce odgłosy: „dlatego snad wydał /sw§ cdrkę 
do Litwy, aby bezpieczniej przejrzał Jcze- 
czop§ ziemię i potem j§ zagarnął 

Niech się z tego nie radaj§ zdrajcy nasi, któ- 
rych ojcowie zdradzili przodków naszych w Moskwie 
a dziś ich dzieci zdradzaJ9 tn w Litwie. 

Ci to zdrajcy zwa&uli was hospodarów, a -mię- 
dzy nimi prawdziwy Judasz Szymon Bielski , który 
będ^c tu w Litwie pokłódł własnych braci IGcIiała 
i Iwana, a xifcia Teodora wygnał w obce strony*). 



« I 



Na tle ciemnego tego obrazu odbija tsm jalniej 
wzniosła dusza i iwi§tob|iwe usposobienie króla Ale. 
xan4rą. Wychowany przez mątk§ w gorliwem przy- 
wi§zaniu do wiary rzymsko katolickiej, aby słabej 
Litwie rodzimemu swojemu padstwn zaskarbid pokój 

•) Do d«< dnia istnieje ir katedne krakowskiej kaplica 
pEiynfdsana dla wielkiej lięłaj Heleny. 

*) List zięiny Heleny do.ojea z roku 1503 drukowany w 
cdej rozciągłości w aktach archeograficniej komisy! yr Moskwie. 



26 strony imimej^zego i coraz natarczywszego sąsia-' 
da, wBzedł w zm^zek małżeński z ziężniczkę inno- 
wiem§ z obowiązaniem f źe jej nie b§dzie zniewalać 
do przejścia na łaciński zakon. Dopełnił samiennie 
obietnicy, ale beż wątpienia gorętszego nie ży- 
wił życzenia, jak widzied żonę u tycli samycli co i 
on mbdl§c§ się ołtarzy. Rok po roku zań mijał, a 
życzenia jego nie spełniały się. Skrępowany przysię- 
ga on sam nie chcieć uźyd ani przewagi służącej 
mu jako panującemu i małżonkowi, ani uroczego te- 
go wpływu, który był udziałem jego rodu. A teraz 
zamiast uznania jego sumienności , pod potwarczym 
pozorem, źe zgwałcił słowo dane, zdrada okc^o nie- 
go podnosi głowę, a Litwa nawiedzona* srogą wojn§. 
W zwątpieniu swojem nie spuszcza on przecie z oka 
tego, co było mu najszczytniejszym celem w życiu, 
lecz udaje się przez posła poufnego do papieża o oj- 
cowską radę, co mu w tej ostateczności czynid 
wypada, gdyż mało ma już nadziei nawrócenia 
żony *). 

Odpowiedź była surową. Papież skarciwszy przy- 
rzeczenie Alexandra dane wielkiemu kniaziowi Mo- 
skwy nienawracania żony, zwalnia go z onegoż i 
nakazuje mu, by wszystkiemi siłami pracował nad 
jej nawróceniem. Jeżeli siężna nadal opór stawiać 



') Poselstwo to spntwowi^ jak widać 2 odpowiedzi papie- 
skiej Erazm Ciołek (YiteHas) natenczas kanonik wileński poiniej 
płocki, sekretarz królewski. Obacz Theiner Mcnutnenta Poloniae pod 
rokiem 1501 dokument 308. „/to tU jam pauca de iju$ eonperriime 
ipes relinguatur. Quare not eonsulis, quid pro mułua salute amma" 
rum tuarum faciendum ecMeatnui^. 



227 

hędsAej natenczas biskap wileński otraymnje polecenie 
dziiJania na Di§ karami kościelnemi i innymi środ- 
kami, a gdyby i to nie skatkowi^o, separowania jej 
od zięcia , małżonka '). 

Nakaz tej treści bezwzględnie wykonany zadałby 
śmiertelny cios Litwie i tak nszczuplonej i rozszar- 
panej. Ale kiedy doszedł do Wilna, król Polski Jan Al^ 
brecht joź nie źył, a w kilka miesięcy po tem Alezander 
miejsce jego zajął. Nie z wielkim siedem Litwy ależ 
królem Polski toczyła się więc odtąd sprawa. Zrozu- 
miał to Iwan Bazylewicz i zwolniał w krokach nie- 
przyjacielskich, biskup wileński uchylił się takie od 
przykrego zadania, a AIexander mógł żywid nadzieję, 
źe oddalenie z Litwy, blask tronu, wpływ świadego 
duchowieństwa koronnego zbawiennie na wielką xię- 
źnę Helenę działaó będ^. Ale gdy przekonał się, źe 
Helena wolała zrzec się uroczystej koronacyi i tytu- 
łu królowej, niż okupió je odstąpieniem wiary przod- 
ków swoich, i źe duchowieństwo mianowicie w Kra- 
kowie miasto łagodzenia jątrzyło tylko ten stosu- 

') List papieża Alezandra YI do wielkiego xięcia Alezandra 
z dnia 8 czerwca roku 1501. O przyrzeczenia powjftszem tak 
ńą wyra&a: *quae tua noUlUoi qtuimva pernieio$a m(m et jn^ 
ri contr aria fuerint... katpie volumu» ut non obitantibui jura^ 
mentis praedidis, quihu8 te nuUatenut teneri dedaramus, omnia agoi quo 
eadem uzor tua rdieta pessima Ruthenorum teda chrittianam 
retigionem obierveL Quod ń reeusabit mandaimus episeopo Yilnenti, 
ut eandem Helenam, si opu$ esi^ per cemurai eederiasticas et aita jurii 
remedia eogat, ut ad unitatem eedesiae redeat\ quod ti ta perUnada 
pentiterit eandem Helenam a habitatione thori tuo $epard.» hmty tej 
samej treśd wystosowane zostały do Fiyderyka kardyniJa brata 
Alexandra i do biskupa wileńskiego. 



32a 

nek% udał 819 król znowu do papieża Jnliosza II ^ 
phEedstawieniem I źe wykonanie buli poprzednika je- 
go w całej rozci|głości nowe klęski na państwo jego 
sprowadzi, bo.teśd jego daleko potężniejszy, nie znie- 
sie obelgi córce wyrządzonej. Na co papież uwzglę- 
dniając te powody w roku 1505 zezwolił, by mi^- 
źonkowie pomimo różnicy wiary nadal razem żyli, 
lecz tylko póki żyje ojciec wielkiej ^ężny i pod 
warunkami, jeżeli xiężna podda się ustawom soboru 
florenckiego, wzgardy dla obrządku łacińskiego oka- 
zywaó, ani też drugich na .swoj§ wiarę tiawracaó 
nia bj^ie'). 



O O tern złem usposobieniu kapituły łunkowskiąj iwiadciy 
list króla Alexandra do brata Fryderyka kardynała. ^/nleUert- 
mus ex certis fide dignis, ąuomodo capUtdum Craeoviense plures troć- 
(ahu de matrimonio nosŁro saepins habuefit, muba Ulic in lemtaŁem 
n»itram allegantes, quae eHam in lotis pritatu eomfnemorati $elent, 
ubi not a fide Christi alienum et ialułit iu^e negli- 
gentemdeclarant et quod ab offieii$ ecele$iu$tiei$ e«<- 
tarę VBlle minanlur: tamquam praetentia nottrataera Dei propha- 
nare dsbeśmut.*^ Dalej miwi król: „Wsaakite sami udawalićiay się 
do papieła, i tobie ob pomcsył śznhAi irodków, im do tęga une- 
Bmi 119 die pńystoL Wreioie gdyby aHi stanl sAakoarfisI iwia- 
tłem na pftonie pod sduretem myiU swe W tq mieise otwietdi, 
byłbym im wdzi^ooMn, ale takioh postępków diciej wsbtonK". 
Kardynał ńa to odpowiada, że nieukontentowanie kapitidy )cra- 
kowakiijj stcd poekodzi, £e on magąe sprawę mi&eństwa któla 
aobie pnea papieża pomcaoną, nie jej się radziŁ'' Listy te wydtf 
a aicłiiwwa BadaiwiSów w Nieświeżu Gk>tębk>wski w Dziejach Polski 
aa panoi^ania Jagidłonów tom m. * 

^ BnU pżpiefta a tbku li06 w Theinera Mommienta fV 
loniae. Ta nie moina zamilczeć itwagif że tego włateie m6 cbdal 



m 



SYNOWIE. TEODORA IWANOWICU JOĘCU BIEL$KIBCO 



ł » 



O potomstwie Szymona Iwanowicźa siccia Biel- 
skiego nie docłiowi^ mę ślad w históryi^ Brat zmA 
jego powyiej wzmiankowany Teodor Iwano wica xi9i9 
Bielski mii^ z xi§źniceki na Riazanin trzeoh synów : 
Dymitra, Iwana, Szymona'), którzy wddejaoh 
ówczesnych Moskwy czysto, 8§ wzmiankowani, gdyi 
nowa ta ich ójczyoia n^etylko im dida pizytidek, ale 
czećd i odpo¥nedme świetnemu ioh pochodzenia sta^ 
nowiako. Wielcy kniaziowie Moskwy względy swoje 
dla nich ńielylko do niezwykłego poUażania, ale (rzeoz 
mesłychana) do wspaniałomyślności posuwali Wszy-' 
BCj trzej bracia w pierwszej młodości (ojciec ich o2e- 
nił 81$ z ich matk§ w roku 1497) dostąpili godności 
wojewodów, dwaj starsi przewodzili wojskiem na pła- 
ca boju, ale nieszczęśliwie. W roku 1519 Dymitr 
nąjstarezy z nakazu 'Wielkiego kniaua ndai się do 
Kazania, osadził na tronie kreaturę tego2 i odebrał 
od zgromadzonych zwierzchników przysięgę uległości 
i wierności Moskwie'). Ale joŁ w roku 1521 h<^o« 

ojdec wielkiej ziężny Iwan Baiylewics Aj pnystępSa do uii] flo- 
renckiej , bo temby nznida wiadzę papieska i przeto odstąpiła od 
priiwosławia. 

*) Bodowód -ń^ąt HtewskiA w tomie VII zbiom rMkich 
dziefopisdlf. 

Berbćfitein CtnnaUttnus rerum moMniticarum: Ex qud (^. dra-* 
giej iony) łres tu$cepU filioi, qnoi non apud principem ińdimus, e ^tfo* 
rum numero Demetrius prapter puHs tui auAorUfUem magno ptcmio 
hMUHregue habebalur. 

') ^Weliky goiudar-WaiiHj jo Ka»ań postoi coria $aiaH na cdT'^ 



280 

wnik Moskwy srzacony z tronu został, a chan Eryma 
zwierzchnik dotychczasowy państwa kazańskiego, aby 
odj§d wielkiemu kniaziowi chętkę mieszania się w jego 
sprawy, zawarł przymierze z Litw§ i z wojskiem po- 
sSkowem onej tj. kozakami pod dowództwem atama- 
na Eustachego Daszkowicza wkroczył do Moskwy. Bi- 
twa stoczona nad rzek§ Ok^, skończyła się dla Moskwy 
haniebn§ przegran§. Grłówny wódz Dymitr Biel- 
ski wraz z bratem panującego wielkiego kniazia ra* 
towali się ucieczka *)• Stolica Moskwa i wielki kniaź 
byli w największem niebezpieczeństwie. Ocaliły ich 
przyrzeczenie opłaty haraczu, przytomnośd umysłu 
jednego bojara i zbieg różnych okoliczności, które 
zmusiły chana do odwrotu. Gdy potem wielki kniaź 
złożył s§d na wojewodów, którzy nieprzyjaciela wpu* 
źcili w gł§b kraju, główny dowódca Dymitr Bielski 
uszedł bezkarnie i utrzymał się przy władzy'). 

O tym czasie bliski krewny Bielskich Jan xi§źę 
na Riazaniu, gdy nie taił się z zamiarem wydobycia 
się zpod opieki a właściwie zwierzchnictwa wielkie- 
go kniazia Mo^skwy i wszećtt z tego powodu w poro- 
zumienie z chanem Krymu, głównym tejże wrogiem, 
stawiony został przed s§d Bazylego Iwanowicza, któ- 



itwo kniazia DmUrija Teodor owiaa Bielskago.,.*... I on ie jechaw 
w Kazań posaduza Siigalia earia na earsiwo**. Woskreseński latopis. 

• ') ^Demeirius knes Bielski homo juvenis cum exercitu a prindpe 
miuus viso hoUe turpi se fugoe mandavil^, Herberstein Commeniariui 
rerum mo$eoviticarum i Karamzjn. Drugi po nim acieU z placu 
boja Andrzej brat wielkiego kniazia. 

* *) Herberstein Comeniarius rerum moscotnticarum, ELaramzyn 
tom VU. 



SŚl 

1^ gd SSAwy rokował wyzutym z rodzinnego kniaztwA. 
Riazań dotąd udzielny wcielon został do Moskwy^, 
xi§ź§ zaś korzystając z zamieszania podczas wojny 
wyżej opisanej schronił się do Litwy, wszedł w zmo- 
wę z dwoma starszymi braćmi Bielskimi i z nimi 
pospoła ' z królem polskim , wszyscy w nadziei, źe 
król udzieli sierocie pomocy do odzyskania xi§8twa 
swego. 'Gdy nadzieja ta ich zawiodła, porozumienia 
z dworem polskim wyszły na jaw, a xi§źę riazański 
znikł bez śladu , natenczas Dymitr i Jan Bielscy 
przeprosili wielkiego kniazia. Ten im przebaczył na 
wstawienie się metropoUty ruskiego i soboru, kon- 
tentując się zapisem, który każdy z osobna wydad 
musiał) i w którym przyznaje się do przewinienia, 
bije czołem przed swym hospodarem, co się zlitował 
nad swoim chłopem, przyrzeka nie wydalad się nigdy 
do Litwy, tamże ani poselstwa syład, ani wiadomo- 
ści udzielad, z królem Polski żadnych stosunków nie 
mied, nakoniec wydawad nawet własnych braci, gdy- 
by go ci namawiali do przejścia do Litwy ^). 

Iwan Bielski przewodniczył w roku następnym 
(1524) a po raz dragi w roku 1527 wyprawom na 
Kazań, główny- cel ambicyi wielkiego kniazia Bazyle- 



*) Eombinając daty i mając na uwadze, &e fiielscy rodzili 
się z zjciniczki Biazania, ie najmłodszy z brad Szymon Bielski 
iądi^, aby król Zygmunt pomocnym mu był do odzyskania Biaza- 
nia nie można inaczej tłumaczyć te zapisy starszych braci, któ- 
rydi osnowę podałem w teście. Zapis Dymitra wydrukowany w 
8karł>en Litwy tom II dokument 2294. Karamzyn wiedział tylko 
o zapisie Jana i dlatego opacznie go łamaczy. 01 acz tom YU 
pod r<dLiem 1524. 



2S8 

go Iwanow^cza. Earoniki miejscowe nawet iSwiadcz^, 
że mógł z łatwości§ zdobyd stolicę i twierdzę. I je- 
den i drugi raz odst§pił kontentaj^c się oświadcze- 
niem uległości ze strony zwierzchników gu^iny* Po 
drugiej wyprawie oburzone tern postępowajiiem woj- 
sko oi^arzało wodza o przekupstwo, ale wielki kniaź 
nie dał wiary tym za3karzeniom i Bielski ocalić'). 
Względnośd i przychylność dla tych krewnych swo* 
ich (gdyi babka macierzyńska Bielskich była aioafcr^ 
ojca jego Iwana Bazylewicza) dochował wielki xx%ię 
do śmierci. Na łożu śmiertelnem polecił ich docho- 
wieństwn i bojaromi i położył Dymitra i Jana na li- 
ście członków rady najwyższej, która miała wraz z 
wdow^ carowa rz§dzid państwem podczas mi^oletpo- 
ści carewicza^. 

Ale zaledwie przeniósł się do wieczności roku 
1533^ doświadczyli xi§ż§ta Bielscy, ile tern ich sta- 
nowisko zachwianem zostało. Carową regentk§ była 
Helena z rodu kniaziów Glińskich| tego nieprzebłaga- 
nego wroga Olgierdowiczów, a w radzie najwyższej 
zasiadali Sznjscy dum§ i ambicy§ górujący nadlany- 
mi, i którzy zazdrościli więcej pewnie niż względów 
i łaski n tronu pochodzenia ich od pannjącego domu 
i pokrewieństwa z wielkim kniaziem Moskwy. Zale- 
dwie też doszła wiadomośó do Moskwy, że Szymon 
najmłodszy z braci Bielskich przeniewierzył się jej i 



4 

^) Nikonowska i kazańska kromka u Earamzyna tom Vn 
rok 1627. 

*) Obaoz spifl członków rady najwyisaą) u Karaio^yna Łom 
YIII noU 2. Takie text pod latami 1532 i 1533 i pakowsk^ 
kronikę pierwsza. 



zbiegł do Litwy (roku 1534) a burza zaczęła natycn- 
miast gromadzid si§ nad głowami starszych braci. 
Nie tknęła ona najstarszego Dymibra,. bo osobistość 
jego nie wzniecała obawy, wzictośd zaś u dworu była 
zawsze wielką; z tego powodu Szujscy szukali nawet 
z nim skoligacenia, a on został czynnym naczelnikiem 
wojsk, aź do śmierci zaszłej w roku 1650'). 

Ale brat jego Iwan bez s§du na samo^ podejrze- 
nie, że stał z bratem Szymonem w porozumieniu, 
okuty w kajdany i do więzienia wtrącony został. 
Uwolnienie nastąpiło dopiero po czterech latach (roku 
1538), gdy dumny Bazyli Szujski zamierzał poślubid 
córkę ochrzconego króla kazańskiego, Piotra, a ciotecz- 
ną siostrę panującego cara, bo mu bzło o to, aby Dy- 
mitr Bielski, brat uwięzionego, w radzie temu nie 
sprzeciwiał się. Zaledwie zaś Jan zajął dawne swoje 
stanowisko i zbliżył się do młodego cara, podejrzliwy 
Bazyli Szujski pod błahym pozorem osadził go na 
powrót w więzieniu. W tem umiera Bazyli Szujski 
(roku 1538). Brat jego Iwan staje na czele rady, a 
z nim samowola , grabieże , bezrząd a przy tem gnu- 
snośd tchórzliwa w. sprawach obrony kraju dochodzą 
do najwyższego stopnia. Kazańscy Tatarzy napadjtją 
i plondrują moskiewskie krainy. Chanowie, carzyki 
urągają stolicy i przebąkują o należnym im haraczu. 
Niezawisłośd i -wzmagająca .się potęga Moskwy, owa 
wzniosła budowla wielkiego Iwana Bazylewicza, chwia- 

*) Karatnzyn go słusznie temi słowy cliarakteryziije : ^Biel- 
ski (Dymitr) amarł nie bcdą& zapewne zdrajcą ani biegiyni wo« 
dżem , ani . ambitnym magnatem , inaczej Szujscy nie pozwoliliby 
mu apokojnie zasiadać w radzie^. 

SO 



234 

ła się w swych fondamentacL Nadmiar ncisku i p<v 
niżenia nakoniec obudził ducha w narodzie i coraz 
liczniejsze głosy domagały si§ Jana Bielskiego. 
Pierwszy pop§d wyszedł od duchowieństwa. Metropo- 
lita Moskwy otworzył sam wrota więzienia i Jana 
; Bielskiego wprowadził do wielkiej rady (roku 1510). 
Na czyn ten śmiały umilkł, raczej zaczaił się Szujski. 
Wszyscy przed Olgierdowiczem uchylili gł,ow§, a on 
z t§ wspaniałomyślnością niezrównana, zbytni§ na- 
wet , która cechowała ród jego , nie mścił się za 
utratę wolności i doznane urazy, nie rozbroił nawet 
wrogów swoich, przeciwnie zostawił ich na dawnych 
posadach , i tylko wszelkiemi siłami starał si§ zagoid 
rany, które państwu zadali. W krótkim przeciągu 
czasu dokazał cudów. Nietylko uchylił ucisk i po- 
skromił gwałty, ale obudził ducha wojennego w narodzie 
i stworzył tem wojsko- Chan Tatarów i car Kazania, 
którzy mniemając Moskwę bezbronn§ kaźden ze swej 
strony posunęli się ^a2 w głąb kraju, trafili niespo- 
dzianie ńa opór. tak dzielny, że ucieczk§ ratowad się 
musieli. Krzyk radości rozległ się po kraju, lecz nie 
znalazł odgłosu w sercu dzikiego, zawistnego Szuj- 
skiego. Przeciwnie postanowił on pozbyó się na zawsze 
przeciwnika, którego zasługi coraz dobitniej wyświe- 
cały jego nikczemnośó. Utworzył spisek między mal- 
kontentami i jednej nocy Jan Bielski w Moskwie 
porwany, pod strażą do Białego -jeziora odwieziony 
i tam przez najętych morderców zabity został (roku 
1541)'). 

» 

') Nikonowska i synodalna kronika cytowane w historyi Ea- 
ramzyna. 



235 

Kniaź Kurbski, który za Zygmunta Augusta zbie^ 
z Moskwy do Polski w pamiętnikach swoich tak pa- 
micd jego uczcił: „I zabili mcia tęgiego, wielce od- 
ważnego wojownika i wielkiego pochodzenia, bo był 
z rodu xi§ź§t litewskich,' krewny króla polskiego Ja- 
giełły, nazwisko mu kniaź Iwan Bielski. Odznaczii 
on Bię nietylko męstwem ale i rozumem i w niektó- 
rych xięgach pisma iSwiętego był biegły*)." 

Trzeci i najmłodszy z braci Bielskich 
Szymon był juź wojewod§^ tj. naczelnikiem oddziału 
wojsk w roku 1533 i wraz z braómi bronił granic 
państwa od napadu chana krymskiego'), po śmierci zaś 
wielkiego kniazia.Bazylego Iwanowicza poduszczony za- 
wiścią, zaślepiony dum§, jak mówi^ kroniki ruskie, 
ale w rzeczywistości, ponieważ trafuiej od starszych bra- 
ci przewidział, iź złe czasy na nich nastały, przeszedł' 
w służbę króla Zygmunta I wraz z Iwanem Lackim, 
drugim szlachcicem polskim^). Król ich dobrze przy- 
jął, majętnościami w Litwie według stanu obdarzył i 



*) »I perwyfe tAi$za mida presUnago, ueto Arohrago $trałgga i 
wdik(Mrodnago , Ue był rodu kniaiat titowskich jedf/Mkolenen korolewi 
pobkomu Jngajiu menem kniai Iwan Bielski , He M iokmo bj/i nNide-' 
siwen, no i w rozumie mnog , i w iwioizcienngch piMniach niekoło* 
rych iskusen*. Skazanija kniazia Eurbskago. Petersburg 1833 tom 
I str. 6. 

*) Łatopis woskreseńflk) pod rokiem 1633. 

') ^'^ogo ie leta (1534),.. ołjechaU ot gotudara welihogo kniaua 
Iwana WasUewicza \vsea Rusii 8 Moskwy w IMtwu nauaemem wraiiim 
i rozgordiwsia swoim beiumiem kniai Semen Biekkoj, da Jwan Lackoj 
s synom^. Ułamek ruskich dziejopisów w tomie YI ibiom str. 
293. Takie woskresenski latopis II, 287. 



236 



nawet do rad tajemniejazych przypuścił'), W roku 
1435 Szymon Bielski odbywał wyprawę pod dowódz- 
twem hetmana wielkiego koronnego Tarnowskiego na 
posiadłości Moskwy w Siewierskiem') 

Ale w roku 1637 król Zygmunt zawarit z Mo- 
skwa rozejm na łat pi§d. Niejspokojny Szymon Bielski 
nie miał już wi§c przed sob^ pola do działania. Mot 
źe też i Zygmunt chcąc utrzym^d dobre porozumienie 
z wielkim kniaziem niechętnie zbiega widział u sie- 
bie. Pod pozorem więc ślubowanej pielgrzymki do 
ziemi świętej wydalił się Bielski za upoważnieniem 
króla z Litwy i udał się na wschód. Ale już w Ca- 
rogrodzie zapomniał o ślubie swoim. Przyjęty dobrze 
bardzo przez stdtana Solimana wiernego sprzymie- 
rzeńca i przyjaciela króla Zygmunta uzyskał od nie- 
go zapewnienie, że jeżeli król ruszy przeciw Moskwie, 
on sułtan natenczas udzieli mu pomoc i wyda rozka- 
zy do cara Perekopu i do dwóch podwładnych san- 
dżaków w Sylistryi i Kafie, aby wkroczyli w posia- 
dłości wielkiego kniazia. Uradowany Szymon Biel- 
ski postanowił z tego dla siebie korzy stad i udaje 
się do króla Zygmunta listownie z propozycy§, aby 



') Erozłika Marcina Bielskiego. Stryjkowski pod rokiem 1535 
mówi, ie król dał kniaziowi Szymonowi Bielskiemu Zizmoiy, 
Stokliszki, Kormiałowo; a Iwanowi Łackiema Żołudek i Wysoki 
Dwór w wojewódstwie trockim. 

^) Da liatdu>j hetman Jan Tamowskoj , da izmimnik (zdrajca; 
welikogo kniazia kniai Semen BieUkoj idticzy k Starodubu . Homeń 
wziali (roku 1535). Woskreseński latopis. Tarnowski wraz z 
Andrzejem Górką starostą wielkopolskim wysłani byli Litwie w 
pomoc przez króla po śmierci hetmana Konstantego Ostrowskiego. 



287 

był mu pomocnym . do odzy akaaia sicstwa Riazuua, 
matezynoj i jemu zapisanej, tudziei Biały ojcowskie) 
dziedziny^) i w tym cełu wysłał hetmanów swych 
wielkich z wojskiem na Moskwę, a natenczas anłtan 
prayszle mu posiłki do siedmiu tysięcy ludssi. Przył^*' 
czył odpisy listu sułtana do króla, okazów 4o cha* 
nów podwładnych i prosił oraz o list glejtowny, aby 
mógł zjechad na Litwę. Czy pisma sułtana były rze-r 
telne lub też podrobione , . trudno rozBtrzygA§d. Ale 
król widocznie nie dowierzał oświadczenkou krewnia* 
ka. W odpowiedzi swojej daje mu do zrozumienia, 
ie mu. nici poruczył * iadnej misy i do Carogrodu* Co 
do listu glejtownego przypomina kniaziowi, źe jest 
królewskim sług;,, posiada na Litwie mienia przez 
Icróla mu nadane , nie potrzebuje więc listu glejto* 
wnego do powrotu w siedzibę swoją. Zezwalając przy- 
tern, uby dwór i służba kniazia udali się bez prze- 
szkody do pana swojego w Perekopie , co do głó- 
wnego punktu negocyacyi, tj. aby wesp<^ z sidtaneni 
odebrał oręiem na Moskwie xięstwa Riazań i Biidę, 
król odpowiada, że gdy mu kttiąź wręczy oryginał 



*).Zemli riazanskoj iiedizm iwęj^ , koi&raja i$lńe jett zopkoHM 
i id dtczini tuH^e^ Bifiłoje. Widać s tego, fte BUloje był gród, 
(jak się na wstępie powiedziiJo) Bii^a nad' nek% Obsza , która 
od roka 1503 na. mocy pnymiena rozcymo^ego była w ręka 
Moskwy. 

Herberstein Comeniariui rerum moicmticm^utn. mówi: »Porra 
ki łra fratres Bielski quamvi8 ex poUma hcereditałe (tj. Biały) twe- 
bani, ejuicue asmuit redditibui alebaniur, eo tamen ire wm audebani, 
fwm Mo$eovice prineeps prineipatum iłU$ ademii, titulum ńbi usurpabai*^ 



/ . 



288 

Kśta, kt(5ry sułtan w tym przedmiocie do niego wy- 
stosował, natenczas o tern postanowi ■)! 

^ Odpowiedź tej osnowy Bielskiego zadowolnid nie 
mogła. Postanowił wi§c ze swojej strony zbliźyd się 
do Moskwy i ndaŁ się do* carowej wdowy o pozwole- 
nie powrota. Ale zapoźno. Chan Krymu Islam, skry- 
ty sprzymierzeniec Moskwy, zawiadomił radę najwyź- 
8e§ o knowaniach jego w Carogrodzie. Żądano irięc 
wydania kniazia jako. zdrajcy i zbiega. Ten los go 
ozekfdf gdyby nie Tatarzy nogajscy, którzy o tym 
czasie Krym najechali, chana Islama zabili^ przyczem 
i Bielski dostał się w niewolę. Nowy chan był prze- 
ciwnikiem Moskwy. Zależno ma wielce na tem, aby 
gotnjąc się do wojny,, miał przy boku swoim do- 
świadczonego i biegłego wspólnika. Wykupił więc Biel- 
skiego, który osiadł odtąd w Perekopie'). 

Trzy lata przeszły w pokoju. W roku 1540 — 41 
sąsiedzi Moskwy chanowie Kazania i Krymu korzy- 
stając z osłabienia jej podczas małoletności panujące- 
go, w wspólnem porozumieniu rozpoczęli na nowo 
kroki nieprzyjacielskie. Szymon Bielski o tych ich 
zamiarach donosi z Perekopu królowi polskiemu, ale 
widocznie w celu położenia sobie większej zasługi u 
niego, twierdzi, źechan zamierzał nąjechad Litwę, 
ale on go od te^o odwiódł i przysięgą zobowiązał, 

') ^Togda toi uezinim, jak budei prigozo^. List ten króla Zy- 
gmnnta do Szymona Bielskiego , s którego powyższe szczegóły 
wyjęte, znajduje się wydrukowany w aktach zachodniej Bosyi 
tom n rok 1537 nr. 189. 

'') Elara^mzyn Historya Bosyi tom Vin rok 1537, wedhg 
arehiwuio państwa. 



ie Biły swoje, ol^róci' przeciw Moskwie. Pisał przy tern 
i do Jana Hornostaja. podskarbiego i pisarza Zy- 
gmanta, aby go łasce królewskiej polecił. 

Na ' to król Zygmnnt (w liście z 9 października 
roka 1540), wynurza ma wdzi§cznoś(5 8woj§ za te 
posługi oddane jemu , . zwierzchnikowi swojemu (nam 
panu swojemu priroimomu) i jako dobremu i wierne- 
mu dtudze daje mu polecenie, aby bawiąc w Pereko- 
pie przy boku chana* pilnie przestrzegał dobra hospo-. 
da^a swego i państwa, oraz chana utrzymywał w 
stosunkach przyjaznych do króla. Hornostaj zaś 
z polecenia króla przesłał- przez brata swojego Biel- 
skiemu ^to kóp jaroszy, które zmienił na złote : prosi 
kniazia, by nie dziwował się nad małości§ daru, bo 
król ma wielkie ciciary a i przesłana kwotę musiał 
poźyczyó u wojewody wileńskiego')* 

O tym czasie brat Szymona Jan Bielski (jak wy- 
żej powiedziano) stanął powtórnie u steru rz^du w 
Moskwie. Widząc niebezpieczeństwo, które groziło pań- 
stwu od s^siadó^Y, oraz stan tegoż opłakany, chciał 
ile da się zaźegnad burzę i będąc świadom jakim 
znakomitym czypnikiem polityki chana był brat jego 
Szymon, wyrobił dla niego amnestyę u młodego cara i 
wysłał gońca do Krymu z wezwaniem brata do po- 
wrotu , oraz aby - wstrzymał chana od zamierzonej 



^) Obacz akta zacLodniej Bosji tom II dokument 206 — 7 
z roku 1540. Listy Bielskiego nie . dochowały się, ale odpo- 
wiedzi na nie króla i Hornostaja osnowę onych podaje. Hor- 
nostaj podpisał się ^podskarbi ziemski, marszałek i pisarz hospo- 
darski , nisko czołem bije.* Wspomina w liicie p bracie swoim 
Onikiejn Hornostaja. 



/ . 

wyprawy na Moskwę. Jak twierdzi Bielski (w liście 
do króla Zygmunta), dołączono do wezbrania bogate 
dary i obietnicę , źe jeżeli do powrotu skłoni się, zo- 
stanie opiekunem państwa i młodego cara (T)*). Co 
bądź, Szymon Bielski oceniając słusznie ślizkośd tych 
.obietnic i przewidując, źe brat długo przy władzy 
nie utrzyma się (co się też stało), głuchym okazał 
się na ponętne wezwanie, przeciwnie uwiadomił o tern 
króla. Donosi mu oraz, źe wojsko chana ruszyło ku 
granicy 6 lipca roku 1541 a on z niem'). Z innej re- 
lacyi wiadomo, źe temu wojsku on wskazywi^ szlaki'). 
Dziwnym trafem stanął przeciwko niemu na ziemi 
moskiewskiej brat jego Dymitr, główny naczelnik 
wojska wielkiego kniazia, a drugi brat Jan organi- 
zował obronę, był w owej chwfli duszą i zbawcą 
narodu moskiewskiego. Wyprawa skończyła się bar- 
dzo niepomyślnie dla chana. Zapuściwszy się za bar- 
dzo daleko w głąb kraju, napotkał opór niespodzie- 
wany, i ucieczką ratowaó się musiał^). Ale Szymon 



'; Akta zachodniej Boiyi pod. rokiem 1541, liBt Bielskiego 
do króla, tom II dokument 211. To więc co Karamsjn mówi, &e 
goniec z amnestyą nie zastał już w Bjrymie kniazia, pokazuje się 
mylnem, albo też moie drugi goniec wyprawiony został. Bielski 
sam w listach wspomina, ie s Moskwy wezwania ciągle odbiera. 

*) List powyżej cytowany Bielskiego i latopis woskreseński. 

*) Karamzyn według kroniki synodalnej pod rokiem 1541. 

*) Obacz wyżej pod Janem Bielskim. Ale Szymon Bielski 
w HJcie do króla (Akta zachodniej Bosyi tom U dokument 213 
z fokn 1541) tę wyprawę jako tryumf chana wystawia, że zie- 
mie nieprzyjaciela zwojowid , wyplenił , wypalił , n^es«kańcó# <ia 
statkach wywiózł, kilka twierdz zdobył , dwa razy wojsku wid- 



'iii 

hie był dalekim od prawdy, gdy piśze do króla, ie 
pobudzając chana do tej wyprawy głowę swoję daje 
w zastaw'}. Bo rzeczywiście głowa jego była w nie- 
bezpieczeństwie , gdy mu . chan w obozie wyrzucał, że 
go w bł§d wprowadził, twierdząc, iź Moskwa bez- 
bronna, i źe do jednego nie przyjdzie strzału'). Oca* 
liła go zaś dobra jego gwiazda, a on wiedząc, źe 
wprowadziwszy mimo udzielonego mu przebaczenia 
za dawniejszą przewinę nieprzyjaciela w głąb kraju 
powrót pod rządy wielkiego kniazia uczynił sobie 
niemoźebnym, został odtąd. wiernym sługą króla Zy« 
gmunta i tegoż agentem u dworu chana krymskiego. 
Z tego bardzo krótkiego okresu życia jego dochował 
się spis królewskich darów ofiarowanych przez jego 
pośrednictwo ijhanowi Krymu i jego sługom, oraz U- 
8ty tegoż chana i jego urzędników wystosowane' 
do kniazia natenczas w Litwie bawiącego w celu, 
aby króla do wojny z Moskwa namawiał^). 

Ale na próżno. Król, miłośnik pokoju, zawarł w 
roku 1542 nowy rozejm z wielkim kniaziem na lat 
siedm i tem położył kres dalszym działaniom Szymona 
Bielskiego. Odtąd też tracimy ślad jego. 



kiego kniazia klęskę zadał, tegoż z ci^ą jego rads^ ze stolicy 
wygnał. 

') ^Caria i wojsko jeśm wziął na swoju sziju*^ Akta zacho- 
dniej Bosji tom U dokument 211—213. 

*j Łatopis woskreseński pod rokiem 1541: „/ prizwa car 
kniazia Semena Bithkogo i naczal opaiatisia*^. 

^) Akta zachodniej Rosy! tom II doknmenta 217, 218^ 224, 
226, 227 z lat 1641—42. ' 

5i 



Takie były kokje trzech pierwszych generaeyj 
kniaziów Biekkich, odkąd przesiedlili się do Moskwy. 
Jan i Szymon prawdopodobnie nie mieli potom- 
stwa!). Dymitr miał córkę Eudosyc, żonę bo- 
jara Michała Morozowa, słynną z pobożności i świę- 
tości jycia t straconą wraz z mężem i dwoma synami 
z rozkazu Jana Srogiego^)^ i syna Jana namiestni- 
ka włodzimierskiego, którego ojciec dla zabezpieczenia 
życia i fortuny ożenił (roku 1555) z córką Bazylego 
Szujskiego, zawziętego ich wroga'), i na którym wy* 
gasł, przynajmniej dla historyi, rÓd Olgierdowicsów 
kniaziów Bielskich^). 



*) KojiJowicz pisze o Szymonie: Biehkii postero ahiqu£ hae^ 
redę decessisse argumento esły quod ditiones ei allribuŁae Zyzmory, 
Stokliszki , Kormialowo desierunt esie ecueslris juris. 

^j^Skazanija kniazia Eurbskago — Karamzyn tom IX str. 
243 tłumaczenie Baczyńskiego. 

^) Karamzyn tom YII wyci^ dopełniający z kronik owo- 
czesBycłi str. 103. 

^) Heraldycy rosyjscy maj§ także ród kniaziów Bielskich sa 
wygasły od końca wieku XVI. 

Ostatnia o nim wzmian^ka -pod rokiem 1570 — 71 podczas 
wyprawy krymskiej. Karamzyn tom IX .noty 361 — 353. — Wspo- 
mnieć tu jeszcze należy, że w tym samym czasie, ale już na 
schyłku wieku ^VI istnieli inni Bielscy, którzy byli zapewnie 
detentorami Biały po wygarnięciu kniaziów tegoż nazwiska. I 
tak był jeden Dawid Bielski, który roku 1581 zbiegł do 
Litwy, poddał się królowi i od niego otrzymał w dożywocie wsie 
Miswicze, Michnowo, Beczowę w powiecie puńskim w tera- 
zniejszem województwie augustowskiem. Król Zygmunt III zostawił 
jego żonę Apolonię Oboleńską przy tem dożywociu. AJsta za- 
chodniej Bosyi tom IV dokument 131 i £jiramzyn tom IX nota 
656. 



Temaź Iwanowi Dmitro wieżowi Bielskiema dzieje 
Litwy winny pomnik niemałej dla nich wagi. Za 
jego czasów w drugiej połowie wie]^a szesnastego 
znajdowało sif, jak wiadomo, prócz niego na dworze 
wielkiego kniazia w Moskwie kilkunastu kniaziów li- 
tewskich po większej części na wysokich stanowiskach, 
których ojcowie w różnych czasach opuściwszy oj- 
czyznę poddali się jego berłu. Pomiędzy tymi xiążę- 
ta byli Mścisławscy potomkowie wielkiego xięćia Litwy 
Jawnuty Giedyminowicza. W roku 1567 podczas epo- 
ki najsmutniejszej dla Moskwy tj. epoki bezprzestan^ 
nych najdzikszych mordów i niesłychanie srogiego 
ucisku, które piętnowały panowanie Iwana Gfroźnego, 
okazały się i zaczęły obiegad listy, jakoby pisane przez 



Drugi był Bogdan Jakowlewicz Bielski miecznik i najbliższy* 
sługa Jana Groźnego, który 13 lat przebył przy nim, zawsze 
sUi w łaskach (groHosissitnus) i w jego pokoju sypii^, a w roku 
1610 przez pospólstwo zabity został. Po88evinus Moiowia — £«• 
ramzyn tom XII str. 220—21. 

Ale ci zawsze podrzędniejsze zajmowali stanowiska i nigdzie 
kniaziami nie 8§ nazwani. 

Co zai do kniaziów Bielskich, ile o nich. wiedziano 
na Litwie, najlepiej dowodzi następujący ustęp z Herbarza ręko- 
piśmiennego Kojałowicza, głównego heraldyka Litwy: Bielski ducalis 
familia tnLUhwima. Deiceniere eos a ducibus originit Rusiae 
erislimo atąue a territorio et arce Biota teu Biela cognomen stwip- 
sisse. Cum Jagielloni nepotes vehementius per Russiam subjedionem 
sedi apostolicae promoveri curareni, dtices Biehcii in schismate obsłinaH 
cum (initimis possaionibus subjecerunl se Moscho itd. 

Następują powyiej wzmiankowane szczegóły o nadaniu dóbr 
Szymonowi Teodorowiczowi Bielskiemu. Nieiiecki i jegQ ^ poprze-^ 
dnicy równie o Bielskich prawie nic nie wiedzą. 



244 

króla Polskiego Zygmunta Augusta i hetmana wielkiego 
litewskiego Grzegorza Chodkiewicza do kilku z tych 
kniaziów, mianowicie krewnych króla powyżej mia- 
nowanych xi8fż§t Bielskich i Mścisławskiego, a które 
im wr§czył niejaki Iwaszko, syn Piotra Kozłowa, mnie- 
many eduga królewski. W tych listach wzywał ich 
król, aby porzuciwszy służbę wielkiego kniazia Mo- 
skwy wrócili do 'Litwy pod jego panowanie, czyniąc 
im przytem ponętne; świetne nawet obietnice. Zatrwo- 
żeni takiem wezwaniem kniaziowie, gdyż sami oto- 
czeni szpiegami widzieli codziennie mężów ich stanu 
ginących śmiercią męczeńską bez żadnej winy i za 
mniej znaczące poszlaki, pospieszyli listy carowi zło- 
żyd oraz prawdopodobnie odpowiedzi nań przygo- 
towane, nietylko rozumie się odmowne ale z wstrętem 
i obelżywą pogardą odrzucające propozycye królewskie. 
Nad wszelkie oczekiwanie kniaziowie wyszli niedcnię- 
ci i bez najmniejszego szwanku z tej niebezpiecznej 
przeprawy. Wielki kniaź nie oddał ich pod śledztwo, 
utrzymali się nawet na swych stanowiskach, co do- 
wodzi wyższośó ich nad sferę ich otaczającą, której 
uledz musiała nawet srogośd Iwana Groźnego. 

Listy mniemane króla i hetmana zaginęły. Wie- 
my tylko o osnowie ich z ustępów wcielonych do 
odpowiedzi kniaziów, z których kopie zdjęte i do ar- 
chiwum państwa złożone zostały ')• • 

Blstoryk rosyjski Karamzyn wstrzymując się od 
stanowczego ,s§du skłania się do zdania , że listy owe 
były utworem wielkiego kniazia Iwana, który chciał 



') Karamzyn tom IX rok 1^67, 



246 



na próbę wystawid wiernośd kniaziów swoich, i na 
poparcie tego przytacza tę okolicsspośd , źe labi§c za- 
wsze robid wymówki Zygmuntowi Augostowiy w kore- 
spondencyi swojej z królem jednak o tych listach, 
które przecież dawały powód uzasadniony do zażaleń, 
nigdy nie wzmiankuje. Pomimo .to wiele mówi prze- 
ciw tej hipotezie. Jeżeli wielki kniaź zgubid. postano- 
wił tych kilku kniaziów, to bcd§c sam władc§ w ca* 
łem słowa znaczeniu nad życiem swoich poddanych, 
nie potrzebował nżywad, ani też używał krętych dróg 
i 'zawiłych zasadzek, aby to uskutecznid. Jeżeli zaś 
chciał ich wiernośd wyprobowad , co nie było nawet 
w jego charakterze, jakże mógł s^dzid, że kniaziowie 
ci widz§c siebie otoczonych więcej jeszcze od innych 
zdrad§ i szpiegami^ nad którymi ciągle wisiał miecz 
katowski , dadz^ się ująd w sidła tak niezgrabnie na- 
stawione ^ wejd§ w porozumienia tajemne z obcym 
monarcha co do przejścia w jego służbę i dadz§ się 
do tego namówid' przez niedorzeczne listy, wręczone 
im przez obcego podrzędnego sługę, oni co hetmana 
litewskiego pogardliwie od siebie odpychali ')• A Iwan 
Groźny trapiony ci§głym niepokojem, ten typ niepo- 
hamowanej gwałtowności, podszyjeż się on pod imię 
króla Zygmunta Augusta, którego nienawidził? bę- 
dzież pisał albo dyktow^ frazesy o wolności i rów* 
ności międ2y lądźmi? będzie się zapusztU w przeszłośd 
panującego domu na Litwie? nakoniec fingował listy 



') Obacz ich listy^ do hetmana Grzegorza Chodkiewicza w 
Skarbca Litwy tom II dokument 2376 i 77. 



346 

hetmana litewskiego Grzegorza Chodkiewioza , o któ- 
rym może i nie słyszał')?" 

Z drugiej strony ani możnośd przypuszczenia , aby 
te listy ile s§ z wyciągów znane, wyszły z kan- 
celaryi k^óla !^ygmunta Augusta. On, jeden z naj- 
światlejszych monarchów swojego czasu, wychowany 
i wykszti^cony przez Włochów, a przytem tak oglę- 
dny, tak szlachetny i ladzkośó lubiący, ile Iwan Gro- 
źny był krwi chciwy, nie b§dzie listami lada komu 
powierzonymi wzywał krewnych i plemienników do 
opuszczenia tyrana i poddania się jego berłu, kiedy 
wiedział, ie to może ich życia i to w hajsroźszjch 
katuszach pozbawió. 

On, który pracował przez csiy przeciąg panowa- 
nia swego jak najgorliwiej nad uni^ Polski z Łitw§ 
w jedno ciało, zrzekał si§ w tym celu prawa swego 
dziedzicznego do wielkiego xi§8twa , nie będzie knia- 
ziów emigrantów nęcił do powrotu, obietnica nadania 
im xicstw udzielnych na Litwie tern mniej, źe to nie 
było w jego mocy, a na powrocie tym nikomu wie- 
le nie zależało. Król znał dokładnie history§ domu 
swojego. Wiedział, że jeżeli co królewskim phsodkom 
jego, mianoiyicie dziadowi, ojcu i jego braciom za- 
rzució można było, to często zbyteczną surowośd, 



*) Według Karsmzyna tom IX nota 181 odpowiedzi xi§iąt 
Bielskiego, lUciidawskiego i Worotyńskiego, złożone w archiwum 
pańdtwa w oddziale spraw polskich zajmaj§ 1 54 stronic. Nie mniej- 
szej objętości być musiały i listy mniemane króla oraz i het- 
mana, kiedy na nie punkt za punktem odpowiedziano, I taka mo- 
zolna bazgranina mitdaby wyjść z kancelaryi wielkiego kniazia, 
^Ltóry jednem skmieniem tysiące ludzi na tamten świat wyprawiał. 






S47 

sawsze zaś obojętnoiSd dla pobocznych linij icb szcze- 
pu^ które często zmuszały tychże do Bzukańia a obcych 
przytułku'). Nie wspominałby wi§c kniaziom Biel- 
skim i Mścisławskim 6 czci, której doznawali przod- 
kowie ich na Litwie, bo mógł ich odpowiedź prze- 
widzieć. 

Ale listy przecie istniały. Iwaszko Kozłów dorę- 
czył je adresatom, a autentyczności listów hetmana 
Chodkiewicza nie da się nic stanowczego zarzucid. 
Może więc to d i 1 e m a w następujący sposób dałoby 
się rozwi§zad. 

GWy w roku 1666 rozpoczęły się rokowania o 
pokój między Polska a Moskw§, Moskwa ź§dała wy- 
dania Andrzeja kniazia < Kurbskiego , który był zbiegł 
do Litwy. Król na to przystawał, jeżeli Moskwa wy- 
da mu kniaziów do Moskwy zbiegłych, jakoto knia- 
ziów Lugwenowiczów Bielskich, Glińskich, 
Trabeckich itd..'). Miał więc król uwagę swoj§ już 
na tych kniaziów zwrócon§, a Szymona Bielskiego 
znał za młodu na dworze ojca króla. Jeżeli reklamu- 
jąc ich powpdowany był udziałem nad losem krewnych 
i plemienników jęczących obecnie pod jarzmem Iwa- 
na Groźnego , to przypuśció wolno , że nim , który 
był prawdziwie opatrznością dla Polski i Litwy, ile 
śmiertelny nim byd może, inne jeszcze zamiary kie- 
rowi^y. Zbliżała się chwila, gdzie Polska, organizm 



*) Królowie Kazimierz Jagiellończyk i Alezander w pismach 
swoich nigdy ich krewnymi nie miannj^. Król- Zygmunt stary 
, Szymona Bielskiego zawsze nazywa tylko sług^ swoim. 

*) Kojałowicz historya Litwy tom II. 



jnź niemłody z Litw§ drugim organizmem na pół 
rozwiniętym a mimo to ztyrąnym, rozpadnictym, za« 
groźonym w swoim bycie zlad się miała w jedno 
ciało. Były sobie dot^d dośd obce, nawet nieprzyja- 
zne, a kto będzie ich wspólnym sternikiem, tajem* 
nica, bo król stracił jui nadzieję potomstwa. ChcisJ 
więc przed śmiercią zgromadzid około siebie wszys- 
tkich pozostałych Giedymina potomków, których lo- 
sy zawistne . opodal od ojczyzny zagnały. Może czcz^ 
w nich Litw^a wnuków dawnych jej panów, Pol* 
ska krew Jagiellonów, obie dadzą się skłonid do ofia- 
rowania jednemu z nicK berła. Polecił więc Łetma- 
^nowi Grzegorzowi Chodkiewiczowi wybadad, czy i ja- 
ką drogą powrót tych kniaziów do dawnej ojczyzny 
dałby się uskutecznid. Polecenie dostało się widocz- 
nie w nieudolne ręce. Negocyacya niezgrabnie roz- 
poczęta rozbiła się o stanowczą odmowę kniaziów. 

Odpowiedzi te odmowne stanowią (jak wyżej wspo- 
mniano) wa^ny materyał historyczny, gdyż odsłaniają 
C£^ą stronę jedną dziejów Litwy, którą w grubej po- 
.mroce utrzymywano, a wśród gburowatych obelg, 
niezasłużonych wyrzutów przebija się w nich przez 
wieki gorzki żal, głos wywłaszczonych i ppważnie 
odbija przy nieustającym radosnym panegiryku, któ- 
rym jest dotąd historya polska. 

Pomijając na teraz list Jawnutowicza xięcia Mści- 
sławskiego, który jakby z grobu Giedymina powsta- 
wał, prawnuk Olgierda Iwan Dmitrowicz xiążę Biel- 
ski zaraz n^ wstępie w poczuciu swojego pochodzenia 
wita Zygmunta Augusta jako brata. Mówi potem: 
i^Co piszesz o naszych przodkach, jaka nas cześd 



spotkała? Wszak do nas naleźi^o ojczyste wielkie 
xicstwo litewskie, bo pradziad naaz wielki xi§ź§ Wło- 
dzimierz był synem Olgierda. I gdy wielki sl^źg Ol- 
gierd pojął dragą ion§ iięźniczkę twerską, dla tej 
nsanął naszego pradziada i oddał stolec wielkiego 
xi§8twa litewskiego dzieciom z drugiej żony, mianowicie 
Jagielle. Jakąż prosz§ cześd okazywał pradziadowi 
naszema xi§ź§ Jagiełło, jak obchodził się z młodszy- 
mi jego bradmi Lagwenem , Świdrygiełłą oraz dalszą 
młodszą bracią? Kto nie wie, jakim zdradzieckim spo- 
sobem dziad twój Kazimierz zabił pokrewnego 
naszego xi§cia Michała Olelkowicza i zawładnął je- 
go ojczyzną? Jaklejźe czci doznawali pradziad nasz 
Iwan, nasz dziad xiąż§ Teodor, który nawet był 
zmuszony wyrzec si§ prawowiernej swej wiary i le« 
dwie w koszuli uciekł do wielkiego xi$cia moskie- 
wskiego. Nie wielką byłoby dla' nas częścią zostad 
udzielnym panem a służyd temu, który jest naszym 
bratem, bo tak my jak i ty pochodzimy od Olgierda, 
ty w czwartym a ja w piątym stopniu. 

Wtedy moglibyśmy iyó w zgodzie, gdybyś nam 
odds^ wielkie xi§stwo litewskie i ruskie, a sam prze^ 
stawszy na polskiem królestwie, chciał z nami zosta- 
wad w zależności od cara*)^. 

Kazimierz Stadnicki. 



*} Gwiitowniejsze daleko są listy łych zi§ż%t do Grzegonii 
Chodkiewicza. Duma rodowa występuje tu w ci^ej sile. Przypomi- 
naj§ mu , fte był kiedyś ich poddanym , ie ród Chodkiewicsów 
pochodzi od niewielkich kijowskich bojarów. Oburzają się na jego 
zuchwalstwo, &e do ich wieliczestwa imiał pisaó bezpośrednio itd. 



850 



te powyżej analizowane wydał nąjpierwej s ardńwniii 
państwa Nowików w Starożytnej bibliotece rosyjskiej , dziele za 
obrębeoi Bosyi bardzo mało znanem. Po nim w wyciągach Karam- 
zyn tom IX nota 181 i Daniłowicz w Skarbca Litwy tom II 
nr. 181. Ponieważ sąf wielkiej objętości i zawierają zapewne próes 
podanych szczegółów niejeden ważny dla historyi Litwy, byłoby 
to godnym przedmiotem dla towarzystwa archeologicznego w Wil- 
nie zajęcia aią kiytycznem ich wydaniem. 



Bodowód 

kniaziów Olgierdowiczów Bielskich. 

Jan (Iwan) 
syn Włodzimierza zijęcia kijowskiego, wnnk Olgierda, kniai na 

\ Białej (Biełoje). 
żona 
Bazylina córka Andrzeja Olgimnntowicza kniazia Holszańskiego, 
pana na Wiazmie, siostra czwartej żony Władydawa Jagiefiy; 

potomstwo 

I 



córka 

żona Jana 

Chodkiewicza 



Iwan Janosz 



I 



Alerander 



Teodor Szymon 

zbieg do Mo- zbieg do 
skwy Moskwy 

żony 
pierwsza Edoxya Czartoiyska 
druga córka xiccia na Kazania 

I 



V ■« 



Dymitr t l^^O Jan t ^^^1 Szymon 

^ zbiegł z Moskwy 

do Litwy i o- 
siadł w Perekopie 



Iwan 

namiestnik w W/o« 

dzimierzu nad Kla- 

zmą (roka 1567) 

żona 
kniahini Sznjska 
córka Baisylego. 



£odoxya 
żona bojara 
Michdia Mo- 

rozowa. 



I POTRZEBIB ZAWIĄZANIA TOWARZTSTWA 

0P1EKUMGE60 SIĘ 

JĘZYKIEM I PIŚMIENNICTWEM POLSKIEM. 



I. : 

* 

BBUT OKA NA KOŁBJB UTARATUB? I WYDAWNICTWA W WIBKC XIX. 

9 

Po maciejowickiej bitwie wielka cisza rozsiadła 819 
w całym kraju; wszyscy pisarze wieka Stanisława 
Angnsta albo nmilkli , albo zeszli ze sceny, poczyna^ 
j§c od zmai^ego już w roka 1773 Konarskiego, któ- 
ry był niejako dachowym reprezentantem swojego 
wieku, a kończąc na świecznikach poezyi, jakimi 
byli Krasicki i Karpiński. 

Otrętwienie gioralne ogarnęło cały naród; mło- 
dzież pocz^ się zbieraó w szeregach legionów wło- 
skich, a Czartoryski, Czacki i Albertrandy zbierali 
rozbitków strzaskanej nawy ojczystej i usiłowali two* 
rzyd nowe ognisko dla umysłowego iycia i narodo- 
wej reprezentacyi tak na zewn§trz jak na wewnątrz. 

Tak powstały z początkiem tego wieku instytucie 
i zakłady, stowarzyszenia i wydawnictwa, które daj§ 
świadectwo, fe nalród mający wielką przeszłość dzie* 



252 

jow§ może stracid 8WOJ9 niepodlęgłoćd polityczna, a 
pomimo to rozwijad swoje narodowe i dachowe życie 
na całym obszarze swej ziemi , na cidym obszarze 
swych dziejów, odpowiednio, do wiekowych tradycyj 
i swojej historycznej misyi. 

Przytaczamy ta wielkie słowo Staszyca: y|Paśd 
może i naród wielki , zniszczed nie ' może , tylko nik- 
czemny^. 

Ta wiara była gwiazdą przewodniczącą naszych 
dziadów i ojców. Prywatne lab osobiste npiłowania 
charakteryzają tę epok§ pod względem instytacyji 
zakładów i nowych ognisk oświaty i literatory naroda. 

Tak powstało Towarzystwo przyjaciół naak z po- 
cz^tkiem tego wieku , tak powstał uniwersytet wileń- 
ski z całym swoim naakowym okręgiem obejmujący 
całą Litwę i Raś, tak powstało liceam w Krzemień- 
ca j biblioteki i zbiory w Puławach , w Porycka , w 
' Warszawie i we Lwowie. Obok nowych ognisk i za- 
kładów kształcili się naukowi ludzi, gromadziły się 
zbiory i biblioteki. Mimo dwudziestoletnich wojen, w 
których Polska mii^a najżywszy udział, szerzyła się 
z każdym dziesiątkiem lat nowa oświata więcej w 
narodzie z nowożytnego europejskiego stanowiska pod* 
jęta, z każdym dziesiątkiem lat przybywało literatu- 
rze nowych sił i nowych dzielnych pracowników, a 
to tak dalece, iż w przeciąga lat trzydziestu przeszła 
ta oświata kraj ci^y i wydała owoce w literaturze, 
przechodzące nawet najświetniejsze epoki historyczne 
Polski kwitnącej. 

Goż się przyczyniło do rozszerzenia tej oświaty? 
Oto najprzód sokoły narodowe i wydawnictwo xiążek 



263 

elementarnych,' odpowiednich potrzebie wiekn i czasu 
swojego. Każdy lepiej usposobiony nauczyciel lub pro- 
fesor wypracował xi§£k$ w swoim zawodzie, która 
go nagradzała sowicie za jego pracę. 

Nauczyciele i profesorowie byli dobrze płatni , za 
odznaczenie si§ otrzymywali gratyfikacye, koszta na 
naukowe podróże i pomoce, a po latach wysługi 
zabezpieczała emerytura ich starośó, a rząd dawał 
opiekę ich rodzinom; słowem mówiąc pozycya ludzi 
pracujących na polu oświaty narodowej była i za- 
szczytna i ubezpieczona. 

Druga okolićznośd, która dopomagała do rozsze* 
rżenia oświaty, były obok wydawnictwa xiąg elemen- 
tarnych i naukowych publikacye nowych bibliotek 
w exemplarzach , których liczba odpowiadała ówcze- 
snej potrzebie. 

Szereg tych publikacyj rozpoczynają wydania 
Mostowskiego, m§ia wielkiej ofiary publicznej, 
a Towarzystwo przyjaciół nauk potrzeba 
uwaiad za dalszy ciąg tego rodzaju wydawnictw, bo 
nie wyszło w przeciągu dwudziestu lat żadne dzieło 
ważniejsze, któreby nie było wydane przez członka 
Towarzystwa przyjaciół nauk, któreby nie 
było zpowodowane staranienl jego, lub w końcu przez 
Towarzystwo zalecone narodowi i nagrodzone za- 
szczytnie. 

Pod t]rm wpływem wybito medal Kopczyńskiemu 
za gramatykę a Lindemu za idownik; pod wpływem 
tej zachęty założył Staszyc gmach i bibliotekę dla 
Towarzystwa przyjaciół nauk w Warszawie, utworzył 
Ossoliński Zakład narodowy we Lwowie, a w ślad 



264 

tej tradycji powstała biblioteka Baczyńakiego w Po* 
znania. Zbiory Itrcheologicznej komiayi zidoionej przez 
Eustachego Tyszkiewicza w Wilnie i dom Towarzys- 
twa naukowego krakowskiego przez Franciszka Wę- 
żyka zi^ożony i w końcu Towarzystwo naukowe w 
Poznaniu. 

Tak widzimy, iź w przecięgu pół wieku był za- 
wsze ktoć, co oświacie narodowej i literaturze orę- 
dował. 

Dom nie był bez gospodarza. Możni ladzie po« 
czuwali się do ofiary dla natodu, tworzyli nowe ogni- 
ska dla oświaty i literatury, a naród pojmował do* 
m'osłośd ich ofiary i nadawał jej znaczenie wedle ro- 
zmiarów sprawy narodowej. 

Po publikacyach Mostowskiego, uniwersytetu wi- 
leńskiego, liceum krzemienieckiego i Towarzystwa przy- 
jaciół nauk, pojawiły się publikacye pod przybrana 
firm^ Gidęzowskiego, obejmujące pomniki historyi i 
literatury naszej dawniejszej częścią po raz pierwszy z 
rękopismów wydane, częścią zaś w rzadkich tylko 
exemplarzach po bibliotekach zamożniejszych znajdu- 
jące się. 

Brak jednak polskich ziężek dawi^ się zawsze je- 
szcze nczuwad narodowi, bo dzieła znakomite tak 
zygmuntowskich pisarzy jako też i epoki Stanidawa 
Augusta były dośd rzadkie i dla większej publiczno- 
ści niedostępne, a panowanie cara Mikołaja zagrażało 
po 31 roku narodowości i literaturze polskief. Ta 
przybył tedy w j)omoc potrzebom narodu B o b r o- 
wicz wydaniem tanich i licznych przedruków kla- 
syków polskich w Lipsku, i należy tu przyznad, iż 



256 

wiela piuBfzy tak z epoki zygmontowskiej jako i 
Stanidąwa Augusta znalazło odt§d upowszechnienie 
w narodzie niepraktyk^owane dawniej, i źe to wyda- 
wnictwo Bobrowicza mimo nieszczęśliwego a nawet 
nagannego przerobienia herbarza Niesieckiego przy- 
czyniło* si§ znacznie do znajomości rzeczy polskich a 
nawet nadało zupełnie inny i szerszy obrót następnym 
wydawnictwom. Od tego czasu nastały tańsze druki 
polskie i możnośd została podana nabycia wyboro- 
wych dzieł z różnych epok literatury dla mniej za- 
możnych obywateli. Xi§źki polskie mnoź§ się, drukar- 
nie obcych krajów zajmuj§ się ich wydaniami na ca- 
łej przestrzeni od Petersburga do Rzymu, od Wie* 
dnia i Pragi do Londynu. 

Rzeczywiście teź jest to naji^wietniejsza epoka li- 
teratury naszej , w której z europejskiego stanowiska 
przekazali narodowi swe dzieła Malczewski i Mickie- 
wicz, Brodziński i Witwićki, Niemcewicz i Lelewel, 
Goszczyński i Bohdan Sialeski, Słowacki i Krasiń- 
ski, Lenartowicz i Baliński i tylti innych, którzy do 
tej twórczej epoki naleź§. . 

W ślad wydawnictw Bobrowicza ]d§ publikacye 
Raczyńskiego i pomnikowe dzieła Działyńskiego, *któ- 
ry wydaniami przepysznemi obdarzył naród, na jakie 
kraj nie stad. Tu trzeba także wspomnieó o wyda- 
niach Włodzimierza Dziednszyckiego naukom ścisłym 
i przyrodniczym poświęconych, któreby nie znalazły 
naldadców i nie ujrzałyby świata^ gdyby je Dziedu- 
szyoki nie był wjdsi. Kazimierz Turowski daje nam 
Bibliotekę polską w tanich drukach, która prawie to 
wszystko wyczerpała ze starszej literatury polddej^ 



26« 

co albo wyiSwiecad mog^o przeszłoś dziejową, albo 
pod względem ducha nai'odowego wpłjn§(5 mog^o do- 
brze na usposobienie narodu w czasie obecn}rm. 

Zbytkowe wydanie Wzorów sztuki średniowie(»nej 
nieco za drogie dla publiczności naszej i naszych sto- 
sunków, zawdzięczamy jeżeli nie ofiarze', to stara- 
niom Rastawieckiego i Przezdzieckiego. Emigracyjna 
literatura wzbogaciła takie szeregiem ważnych pubłi* 
kacyj piśmiennictwo nasze. Zasługę tę oceniamy tern 
"Wyżej, iż to s§ prace na gorzkim tułaczym chlebie 
wydane, które tylko świadczą, że pisarze nasi byli 
zawsze gotowi do ofiary bez względu na osobiste po- 
zy cye a zawsze ze względem na pc^ożenie kraju. 

Szereg publikacyj w tym wieku zamyka w koń- 
cu wydawnictwo katolickie Wielogłowskiego xi§g 
moralnych i religijnych, które odpowiadało potrzebie 
wieku i narodu. 

Prócz tego byli pojedynczy xięgarze jak: Za- 
wadzki , GlUcksberg w Wilnie; Eorn we Wrodawiu 
a Orgelbrand w Warszawie, których publikacye ra- 
zem wzięte uważad można za osobna bibliotekę, tu- 
dzież towarzystwa, za których staraniem od czasu 
do oeasu pojawiłby się popularne albo ważne nau- 
kowe dzida. 

Wszystkie te wydawnictwa odpowiadały czasowi 
swemu i dowodzą, że tylko albo ofiara prywatn§ al- 
bo zbiorowemi siłami można odpowiedzied bieżącym 
potrzebom literatury. Dziś ustały ofiary, a zbioro- 
wych sił nie ma, dla tego też jest literatura w ci§- 
głym upadku, bo nie ma gospodarza, któryby jej 
sprawie orędował. 



%B1 

Dodajmy jeaacze i to tataj , ie litcratora poUkA 
przeszła w ci^ga XIX stalecia w ręce innej warstwy 
społeczeństwa y któr^ mozolnie walezyd mAsi o exy- 
stencyę swój) i z codziennemi potrzebami iyoia. 

. Dziś m« piracHJ^ na polu literatury seuałorowie, 
biskupi , mciowie stai^Uf ^ obywatele moini , hetmanił 
kanonicy lab zakonnicy, którychby byt lob pozycya 
w społeczeństwie zapewnion§ była, Korpns naokowy 
mcśów z powołania jest bardzo szczopły, bo nanka 
nie daje chleba ani zapewnienia iycia, a geniusze 
lob wyisze talenta powołuje tylko Bóg z rzadka da 
służby kościoła i narodu. Ktoi tedy op§dza biedę tej 
literatury i potrzeby jej bieżące? oto ludzie ubodzy, 
którzy się powołani czuj§ na polu literatury i do 
doiby w ojczyźnie. 

Kaidy, colitęratarze słuily, musi si^ wyrzec wszys- 
tkich korzyści społecznych, znaczenia, maj§tkóW| wpły- 
wów, karyery, spokojnego życia i zapewnionej staro- 
ści. E^ażdego jak dot§d dosic^^y i dosi^gn^ prześla- 
dowania obcych i swoich, pociski stronnictw, za- 
zdrości ,^ nienawiści , którd go* w kpńcn nie tylko za- 
dugi na tern polu, ale nawet poczciwego imienia 
pozbatviaj§. Nikt nie' może odpowiednio do uq[)OSO"> 
bienia i zdolności swoich rozwin%ó aiły swoja ^ po- 
wodu braku i środków naukowej pomocy, i głównie 
z tej pnyczyny, że za dwóch robió musi, z-^których 
jedw wywalcza mozolna . exystencyc , a drugi na po- 
lu literatury pracuje; nie zdoła nigdy ani e&ystancyc 
wywal<»yóf ani dojśó do wyższych rezultatów na po* 
lu nankowej pracy w literaturze* Dodajmy tn jeszcze 
ueiflk sifigarzy nakładców, którzy od ywoj^o wkła* 

55 



dowegd kapitida zażądali utopijnych korzyści, ko* 
rzyści od aatorów, których ani żaden kapiti^, ani 
żadna fabryka, ani żaden finansowy obrót nie daje, 
korzyli których pióro ani siężka daó nie może, a 
dad nomsi. Dodajmy tu jeszcze , że autorowie jako 
Indzie bez wpływa i mienia masz§ w zięgarzu i w 
nakładcy jednego a w lichwiarzu drugiego of^acaó 
lichwiarza , tamtego dla wydania dzieła , tego dla 
opędzenia potrzeb życia: a ocenimy, że , literatura 
polska na barkach najuboższych ludzi, najwięcej ud- 
żniętych w całem społeczeństwie i owszem odsądzo- 
nych od wszelkich praw społecznych, na przyszłość 
staó nie może i nie będzie. . 

Dodajmy tu jeszcze, że ofiarą i poświęceniem dla 
literatury może pisarz ją zasilió krwią własnego ser- 
ca na chwilę , ale na takiem wysileniu nie może prze- 
cież stad sprawa narodu^ która ma byd wysoko i 
poważnie trzymana : niezawiśle i wszechstronnie , bo 
ma bronid wielkiej przeszłości i otwierad wierzeje 
przysdbści. 

Szczebiocemy ciągle o wielkiej misyi naszego na- 
rodu , ale gdzie szukad owych ' szermierzy, którzy* 
by wstąpili w szranki wieku ; czy ich stworzył na- 
ród? czy ich wywołał? czy uznał tych, których Bóg 
powcrfał na szermierzy wieku ? czy podparł -ich usi- 
łowania? nie jestże to niesumiennem samochalstwem, 
to szczycenie się ideami i mężami wiekit, obcą zasłu- 
gą, do której się niczem nie przyczyniło społeozeń- 
gtwo, kiedy od Bogusławskiego i Kamińakiego, od 
Lelewela i Mickiewicza począwszy, a kończąc na Gho- 

i Balińskim każdy w nędzy skończył? 



W9 

esy podał kraj cho<$ jednemn mciowi sasłoioiiemii 
na pola literatury rękę? ozy podparł go w jego asi- 
łowaniach ? ozy zapewnił ohod jednemu ' życie łub 
Btarośd? 

Moieź byd bardziej gorzka ironia jak to nr§gi- 
wieuiie się z zaaługi i pracy i podszywanie ńę pod 
obcą chwałę, która zapewne , 2e należy do narodu, 
ale nie należy do samolubnych pasorzytdw spcdeczeń* 
stwa ]ego. 

Mecenasi starożytnej Polski wymarli bezpotomniei 
a naród nie amid; dot^d być sam sobie mecenasemi 
mi wziad w opiekę literatury, bez której w upadku 
i demnolci trzoda niewolników bidzie, ale nie bę- 
dzie narodem, bo bez myśli dziejowej i bez pracy 
wiekowej odpowiedpiej postępowi czasu, nie można 
dziś byd w Europie narodem. 



11. 

W^SNOŚĆ AUTOBSKA.. 

Jeżeli udowodnienia nie potrzebuje, że społeczeń- 
stwo nie daje żadnej opieki ani obrony autorom na 
poltt litenikuy polskiej pracującym, wyświecid to wy- 
pada, w* jakim wysokim stopniu ich prace wyzyska- 
je, i że 8^ oni istotami wyjętemi zpod prawa. 

Coż to jest bowiem własnośd autorska? Spc^e- 
ozeństwo nasze stawia tę własnośd na zerze, a xię- 
garze i nakładcy na 75 procent niżej zera. 

W^łasnośd autorska jest to nieoznaczona cyfra m 
partibus w opinii publicznej. Wszystko ma wartoid, 



260 

ó klA^d^ Własttofó licsy * się spislMEoństwo i iwiat x 
irłaćcicielem ; jeden tylko autor nie ma praw własno* 
tSci. Dlaczego ? Bo nie cenimy pracy, i owszem , bo 
pogardzamy ' pracą w społeczeństwie^ której opł&ci^ 
ni^ jesteśmy, zmuszeni koniecznie. 

Ozem to zbywa społeczeństwo autora, jeżeliby się 
o swoj§ własno(k$ autorską upomnid? Oto powiada 
mu, ie siążki są materyaiłem zbytkowym; źe się bez 
nich nasze społeczeństwo obchodzid może; dalej, ie 
autora nic nie kosztuje wydobycie z siebie tydi my- 
śli uczud lub nauki, jeżeli ma talent; śe zostając pi- 
sarzem przyjmuje na siebie obowiązek szafowania wspa- 
niałomyślnie skarbami ducha i umysłową własnością 
narodu, a w końcu, że nagrodą pisarzy jest w naro- 
dzie rozsławione imię za życia, a w history i literatury 
dawa po śmierci. 

Wszystko to wielka prawda, jeżeli jest prawdą 
dde takie zwożenie. Jestto umycie . rąk nietylko od 
obowiązków obywatela w narodzie , ale nawet od ja- 
kiejkolwiek solidarności z duehowem życiem narodu. 
Autor ma obowiązek dźwigania całego ciężaru litera- 
tury, wymagania publiczności są dla autorów naszych 
bez granie ; kto raz wstąpił na tę arenę , musi byd i 
wiecznie . świeżym i nowym, niewyczerpanym i pło- 
dnym, musi odpowiedzieó uroszczenion^ wszelkich stron- 
nictw i wszelkim czy rzeczywistym 'Czy urojonym 
potrzebom czasu i wieku. 

Naród żąda po nim oryginalności i źródłowych 
badań, a jeżeli jest oryginahijon i da z' siebie wydo- 
byto rzeczy, jeżeli wyświeci w nich własne zdanie, 
siłę przekonań i charakteru, wówczas mówi świat, że 



261 

r 

I 

on ma eicśy, źe chce narodowi narzum^ leiwoje prśe*- 
konania, i oskarża go o zarozumiałośd i zł^ ;wol9. 
Jeieli autor idzie powszednia i bardzo atar^ drog§, 
wówczas zarzucają mu brak oryginalności, talentu, 
stanowiska odpowiednego do wysokiej sytaacyi spo- 
łeczeństwa i wielkich wymagań postępu i .wieku. Je- 
żeli jest ściśle natakowym, oskariaj% go o niepopu* 
lamośd, nietrafność i niepraktycznośd ; jeżeli jest pon 
pulamym, wówczas ź§daj§ od niego głębszych my- 
śli i wyższych dążności, któreby miały wielka do^ 
nio8łoś<5 społeczną. 

Nikt tego w społeczeństwie naszem zrozumied nie 
chce, że życie umysłowe ma w każdym autorze pe^ 
wne warunki konieczne. Nikt tego nie chce rozumie<{, 
że nie z przypadku wchodzi autor na t§ lub ow) 
drogę, że przejścia w pojedynczych epokach żywota 
Uteratuiy lub autorów s§ konieczne i majf żelazna 
logikę i grunt swój w pschychologicznym przeoho^ 
dzi^ literatury, umiejętności i sztuki, niesionych pe- 
wn^ koniecznością dziejową, za którą pojedynczy 
człowiek odpowiadad nie może. * Nikt nie wyłamie się 
zpod myśli, wrażeń, zpod stylu i wpływu swojego wieku i 
czasu. Od autora wypadiioby to brad, co dobrą wolą da<- 
je, to na co go stad, co pod wpływem ewojego wieku, 
swojego czasu od narodu wziął na ziemi i w duszy ludu 
odczytał, lub z siebie mozolnie wydobył. 

Nikt wszakże u nas nie sądzi autora pofiug dzieł 
jego, ale podług swego widzimisię, nikt nie bierze owo- 
ców ducha przedmiotowo, ale każdy je odnosi do 
jakiejś pewnej teoryi, o której słydzał i ; z . którą dzie- 
ło autora porównywa jednostronnie. My eht^en^y ta-' 



t6t 

■ 

Idch a talach dzieł naukowych , takich a takich 
poeayj. 

Taki ^cte podnosi wiecznie wrzaskliwa krytyka i 
podaje recepty^ podług ktdrej poeta ma pisad poe* 
mata, powieściarz powieóoi, a naukowy człowiek 
umiejętne .dzieła. Pod takim uciBkiam. nierozuma, 
krytyki i ztronnictw, którym zupdbie o co innego 
chodzi, jak o literaturę, pod takim mówię niemoral- 
'Uym uciskiem krytyki, czyż się moie w narodzie 
ostad poe^zya lub umiejętnośó? 

Nie jeztie tego rodzaju d§inośd z gruntu . zaprze- 
czeniem własności autorskiej? i czyi można to za 
umysłowe dobro uwaźad, za jakąkolwiek własnośd, 
kiedy juź w dndiowej sferze walczy przeciwko niej 
negacya z całą potęgą siły swojej. 

Czy literatura może się rozwijad podług zadania 
i recepty tendencyjnej? Czy historya wszystkich lite- 
ratur nie dowodzi jak najjaśniej t^o faktu, że dla 
duchowego rozwoju , nietylko poUtycznej ale duchowo 
narodowej swobody potrzeba ? Czy nie dowodzą dzie- 
je literatury powszechnej, żq właśnie tam zawaze li- 
teratura albo upadała zupełnie, albo przybierała zu- 
pinie nowe zwroty , gdzie ją chciano ująd w karby 
pewnego formalizmu, gdzie jej prąd chciano pościd 
sti^em niezmiennem korytem w skutek pewnych dok- 
tryn, końweniencyj lub teoryj?'. 

Smii^o to powiemy, że w żadnym narodzie euro- 
pejskim nie stoją pisarze pod takim uciskiem moral- 
nym, i niemoralnym koła czytelników swoich, jak 
w naszym narodzie. To tedy jest, co autorów po- 
zbawia dachowej własności ich pracy, bo praca nie* 



963 

ttznaiia, nieodniesiona do własnej sfery, przestaje hjó 
własnoćcic i pozostaje tylko 8prowad2on§ do marnego 
bezowocnego usiłowania. 

Jeżeli już własnoćd moralna autorska zostaje za- 
przeczona, zobaczmy teraz, co si§ z ni§ dzieje w 
świecie obrotów materyalnycb , i do jak wysokiego 
stopnia społeczeństwo pracę i własnoścf autorska wy* 
zyskiwa. 

Pszenica i żyto, wół i osioł, wódka i drzewo 
ma na targa swoje pewne ceny; lecz zapy tajemy, 
gdzie jest targ , na którymby własnośd aatorska pe- 
wn§ cenę miała? i czy cały obrót literatury naszej 
nie przyczynia, się do tego, aby wyzyski waó pracę 
pisarzy i czciciowo pozbawiaó ich własnońci?' 

Zbiorowe pisma, kalendarze, ówictojanki, albamy, 
pokłosia i w powszechnoćd wszelkie zbiorowe pisma 
i wydawnictwa na dobroczynne cele , lub dla wjipar* 
cia towarzystw i zakładów dobroczynnych ogłaszanci 
ma8z§ autorowie wspieraó bezpłatnie swoimi artyku^ 
łami, które jui nigdy ^o nich jako własnośd nie 
wracają więcej, bo można to wykazad i poprżeó do* 
wodami, że żaden autor u nas nie posiadid środków 
zebrania i wydania wszystkich pism swoich częścio- 
wo wyszłych w edycyi zupełnej. 

Druga tego rodzaju luka, którą autorowie praca- 
mi swemi zapełniad mu8z§, są to dzienniki polityczne 
i literackie, odcinki w gazetach, roczniki naukowych 
i rolniczych towarzystw, dowem wszystkie pisma cza- 
sowe i zbiorowe, które przecież czemś zapełnió wy- 
pada — dla honoru domu i towarzystw, których au- 
torowie 8§ członkami , lob . dla podtrzymania pism 



cssadowydi, poUtjrcsnych i literackich, kt^ prMoieź 
nie mo^c byd bas współpracowników. Każda redak- 
cya nowo zapowiedzianego pisma aderza najprsód na 
autorów- przypomina im ioh obowiązki, potrzebę 
aoianych imion ^ w literaturze dla przyszłego pisma i 
wzifoia j^o w publiczności, liumaczy się z góry, iź 
niepodparta mMęryalnymi środkami, nie moie ani 
dawad ani przyrzekad honpraryum dla pisarzy, kaśda 
redakcya wzywa do c^ry i mniej lub .więcej stoi 
tylko ofiarą pracujących na polu literatury. 

KbŁAj autor tedy jest niejako zniewolony moral- 
nie do wzięcia udziału w każdym doraźnem lub cza* 
aowem przedsięwzięciu literackiem, a artykuły, które 
daje, B§ jako ^łasnośd autorska dla niego stracone, 
bo sam nie zbierze i nie wyda tych prac nigdy, gdyż 
najczęściej musiały byd ad hóc zastosowane, a się* 
garz. nie chce nawet mówid o artykułach, o nauko- 
wycłi i literackich pracach , które jui raz praez zbio- 
rowe {Hsma lub dzienniki przeszły. 

Więc chciejmy roaważyd , Ue tu pracy i własnośd 
antorakiej idzie na mamośd, a dodajmy tu jeszcze i 
to, że literackie przedsiębiorstwa i wydawnictwa na- 
Ież§ do jednodniowych zjawisk , że na ruinie jednych 
redakcyj powstają drugie, na ruinie jednych wyda- 
wnictw nowe, że te efemerydy przechodzą bez mo- 
ralnego wrażenia dla narodu, ak że zawsze ci sami 
ludzie są tylko powołani do pracy i ofiary. Dodajmy 
tu jeszcze i to, ile to marnych rad, zehądżek i sesyj 
odbyd potrzeba, zanim najmniejsze przedsięwzięcie 
lit(»radkie dojdzie n nas do skuKkn; dodajmy tu i 
to, że w l^ch naradadh mają i maszą mied aibóał 



266 

aato.rowie, którzy to swoję pracą ostateoznie sapła- 
cid muszą, a będziemy mieli obraz nędzy tych aabie* 
gów, straty czasu, zmarnowania sił, które w innym 
kierunku użyte, mogłyby poprowadzić do wieUudi 
rezultatów na polu literatury i dziejów. 

Idźmy dalej. Jeżeli na stronie zostawimy te 
wszystkie drobne i cząstkowe prace, które jako wła- 
snośó autorska dla autora niepowrotnie giną, nie* 
przynosząc mu ani korzyści; sm dobrej sławy; jeżeli 
na stronie zostawimy stratę czasu, jedynej własności 
autora u nas, i będziemy go ńledzió na drodze jego 
aź do chwili, w której łamiąc się z przeciwnościami 
moralnemi i mateiyalnemi dokona w końcu tworu 
poetycznego, lub naukowej pracy większych rozmia- 
rów, to przypatrzmy się nareszcie, w co się owoce 
jego talentu lub pracy u na& obracają. 

Trudno jest u nas doprowadzid większe artysty* 
czne lub naukowe dzieło do końca, trudniej cza- 
sem o przepisanie dzida już skończonego niż o na- 
pisanie jego ; bo mamy autorów , ale nie ma pitepi- 
sywaczy, bo autor musi zrobió swoje, ale pisarz na- 
wet za dobre pieniądze nie przepisze dobrze, bo autor 
musi pracowaó bezpłatme, a pisarz musi byó dzień* 
nie dobrze i z góry płatny. 

Dajmy na to , że w końcu jest i dzieło skończo- 
ne i do druku wygotowany rękopism, coż wówczas 
ma z nim począó autor? pisze listy do xięgafzy i 
wydawców, że ma do pozbycia takie a takie dzie* 
ło. Na tej korespondencyi upływa miesiąc jeden, dro^ 
gi i trzecia a możemy te wszystkich zapewnió, że bardzo 
często jeden, drugi i trzeci rek przechodzi, zanim można 



266 

doprowadzi- jakikolwiek układ do skuika. W przeciąga 
tego czasu porozumieją się z Bob§ wszyscy xicgarze i 
wydawcy, aby pbstawid autora in minus ^ aby mu 
okazad, ie dzieło jego nie jest na czasie, źe nie hę^ 
dzie mii^o pokupu, i ie tem samem nie ma żadnej 
wartości Artykuły i artykuliki w pismach czasowych 
za rozkazem nakładców i xi§garzy pisane podaj§ w 
w^tpliwośd wartoid a cz^stokrod nawet exystency9 
wyjśd mającego dzieła; wydawcy prze8yłaj§ w odpo- 
wiedzi na listy autorów artykuły w ich widokach i 
za ich natchnieniem pisane. 

Coź ma autor przedsiębrad w takiem położeniu 
rzeczy? Nakładcy strasz§ go wielkimi kosztami dzie- 
ła, i oświadczają z góry, iź w żadne układy weho- 
dzid nie mog§ , póki dzieło cenzury nie przejdzie; ale 
dzieło nie przejdzie nig^y cenzury, dopóki autor r$- 
kopismu nie przeda; bo sami nakładcy staraj§ się 
jak najusilniej o to, lubo w pozycyach kosztów edy* 
cyi figuruje zawsze: „koszt przeprowadzenia dzida 
przez cenzurę. ^ 

Autor musi się zobowiązad do wszelkich poprą* 
wek i odmian w rękopismie względem nakładcy , ja- 
kich cenzura saź^da, a dodad tu potrzeba, że to 
wszystko się listami odprawia , i źe jak mówię mie- 
siące i lata upływaji, zanim jakikolwiek układ przy- 
prowadzid można do skutku. 

Jeżeli w końcu przyjdzie układ do skutku, jakiż 
to jest rodzaj wypłaty? Nakładca płaci pieniędzmi, 
które podług kursu w owym czasie najgorzej stoj§; 
płaci wexlami płatnymi za 8 lub 10 miesięcy, któ- 
rych eskonto 2 procent na miesiąc kosztuje. Gzęćd 



267 

r 

rękopismn ginie zazwyczaj jakoby w cenzurze; więc 
nowe korespondencye I cowe dopełnianie i przepisy- 
wanie rękopisma, a wskutek tego wstrzymanie wszel- 
kich wypłat, lub zawieszenie całego interesu. Jeżeli 
dzieło jest kilkotomowe , to trudności wzra8taj§ w 
miar§ obszerności dzieła, tak z cenzur§ jak z na^ 
kładcami. 

« 

Nie mniejszy kłopot z wolnością druku jak z pre- 
wencyjną cenzurą mają autorowie, bo przy wolności 
druku bierze juź nakładca cały haz&rd kosztów edy- 
cyi na rozwagę i każe autorowi za to ręczyd, oso- 
bnymi wexlami za koszta nakładu, gdyby rząd za- 
brał edycyc. 

Gdzież jest miara tego zrozumieć autorowi, czy 
edycya przejdzie, czy nakładca i autor odniosą tyl- 
ko ostatecznie proces w zysku? Tu tedy jak mówię 
jeszcze trudniejsza pozycya autorów, bo już na nic 
liczyó nie można. Wolnośó cenzury zawisła bowiem 
od sposobu widzenia prokuratora i czasowych poli- 
tycznych stosunków i względów. 

Te wszystkie trudności zniuszają w końcu autorów 

dzieła ; jakoż , jeżelt się pi*zypatrzymy edycyom , mia- 
nowicie dzieł ważniejszych w literaturze naszej, uj* 
rżymy, że zostały przez samych autorów wydane. 

Jakaż jest wszakże pozycya autora w takim ra- 
zie? Nie traci on w prawdzie czasu na układach z 
nakładcą, ale trudności czy z prewencyjną cenzurą czy z 
wolnością druku zostają te same, a przybywa nowa, to 
jest: potrzeba kapitału na nakład o własnych siłach. 

Mimo wszelkiej rękojmii i pewności musi autor 



268 

ocftateosnie wypoźyczyd na lichwę potirzebDy kapitid, 
liby mógł wydad dzidto, ale coź z nim pocz§d, gdj 
wyjdzie z pod prasy? coś exemplarzy rozbior§ przy- 
jaciele i znajomi , i [^ac§ kapanym groszem , lub nie 
jiAOBf wcale; ileż* to znowa korespondencyj przepro- 
wadzid potrzeba , i opłacid przesyłek , aby .tn dojśd 
do jakiegokolwiek rezultatu? 

Po zaspokojeniu pierwszej ciekawości, w którym 
to czaaie jeden exemplarz obiega całe okolice krają 
naszego I poźyc2any i z rąk do rąk podawany, 
przepisywany nawet, leży cała edycya właściwie na 
składzie, który autor opłsccad musi. Skoro bowiem 
autor wyda własnym kosztem dzieło, znoszą się wszy* 
scy xi§garze i nakładcy z sobą, i żaden ani nie 
weźmie cidkowitego dzieła, ani nawet pojedynczych 
exemplarzy edycyi, i znowu upływają lata, lichwa 
rośnie od pożyczonego kapitału, a edycya leży i 
cięży na autorze; w końcu żąda publicznośd nareaz* 
cie exemplarzy tego lub owego naMadn; xi9garze i na* 
kładcy widzą, że dzieło może mied pokup, i poczynają 
wchodzid z autorem w układy. Lecz jakiegoż rodzaju są 
(e układy? jeżeli autor da w komis dzieło, musi dad 
Yg rabatu, i nigdy nie odbierze pieniędzy za exem- 
plarze rozesłane, bo termina rocznych obrachunków 
i^użą każdemu, tylko nie autorowi, i chciałbym wi« 
dzied tego autora, któryby nawet po upływie lat 
otrzymał należytośd od xięgarza za dzieło dane w 
komis. 

Jeżeli xięgarze nabywają od autora większą licz- 
bę exemplarzy i to za gotowiznę, w takim rasie da- 
je każdy autor bardzo chętnie 50 a nawet 100 od 



n9 

100 rabata; a mówi$ ta tylko o aatorach ^erwsss^ 
rzęda, o których opinia publiczna twierdzi, ie robi^ 
złote interesa. 

Taki jeat stan autorów- ozy rękopisma przedaJ9> 
czyli własnym kosztem dzieła swe drukają. Moźnaby 
wszakże s^dzid, źe mozolna praca całego życia napr 
grodzi się w końca kompletni edycy§ wszystkich 
dzieł, z któremi pojedynczo trzeba było prźecho- 
dzid tyle zabiegów i kłopotów bez . korzyści : z 
cenznr^ i z wolnością drukai z naUadcami lob na* 
kładami własnymi. 

Wówczas wszakże przychodzą żniwiarze', co pra* 
cc i posiew całego życia bez względa na prawa aa* 
torów zabierają dla siebie. 

Pisma najwięcej poszukiwane, a wśród nich dziiria 
tych autorów, których publioznośó najwi|^cej polabi* 
ła, staj§ się ta łupem piratów i korsarzy na pola 
literatary. 

Tomy dzieł, na które autor z boleśei§ spoglądał 
przez lata i które mn dawały tę jedyn§ pociechę, ie 
ma zapewnią starośd albo sieroctwo jego dzieci, to* 
my te mówię,, uważa nieuprawniony korsarz za ko* 
rzystną zdobycz i wydaje je w nieuprawnionych prze* 
drukach, niepytając się nawet autora o własnośó je* 
go, nie wchodząc w to, co mozołu kosztowało prze* 
prowadzenie i wydanie każdego dzidta z osobna, i i 
czego autor na starośd żyd będzie, lub dzieci swoje 
zaopatrzy. 

Kiedy na kongresie wiedeńskim okładano mię- 
dzynarodowe prawa , zabezpieczono od przedruków 
Niemców i Francuzów, Moskali i Prusaków; nadto za* 



270 

pewniły w tyoh wBzyBtJdcłi państwach osobne ustawy 
o własności antorskiej własnośd aatorsk§ tych kra- 
jów; ale nikt nie myślał wówczas, źe dzieła 
polskie drnkowaó si§ b$d§ w Niemczech, we Fran- 
oyi i w Rosyi i nikt nie zabezpieczył autorów pol- 
eskich od przedruków nieuprawnionych. 

Na tern tedy jad§ krajowi i zagraniczni xi$ga- 
rze, i zabierają autorom u kresu ich życia ich wła- 
snośó. Każdy, • co się zna trochę z historyc naszych 
wydawnictw, wie o których autorach, o których na- 
kładcach i bibliotekach przez nich wydanych mówię. 
Edycye te s§ pospolicie tanie i ściśle wydań, a w wiel- 
kiej bardzo liczbie exemplarzy nałożone. Wydawca 
może je daó tanio, bo go nie kosztowała ani praca, 
ani własnośó, ani przeprowadzenie przez cenzurę, 
słowem, bo go żadne, ani względy polityczne,^ ani osobi- 
ste, ani finansowe nie krępuje. Po takich edycyach gpnie 
już niepowrotnie własnośó każdego autora na zawsze 
dla niego i jego rodziny. Z takimi nakładami nie wy- 
trzyma konkurencyi a zwłaszcza , jeżeli ^ycye s^ 
ilustrowane lub w ci^em znaczeniu tego słowa ściśle 
drobnym drukiem i na lekkim papierze wydane. Tu 
już nie ma autor żadnego środka walczenia przeoiw 
temu rozbojowi; bo xięgarze protegnj^ tego rodzaju 
nakłady, publiczność kupuje je jako dzieło zebrane 
w komplecie, a opinia publiczna, ani dziennikar- 
stwo nie staje w obronie autorów. 

Mamy wydział krajowy, mamy sejm i radę pań* 
stwa, ale czyż kto pomyśM o zapewnieniu własno- 
ści autorskiej autorom polskim na drodze prawo- 
dawczej lub dyplomatycznej? czy o historycznych 



271 

indywidualnościach móv^i%c i o autonomiach narodo- 
wych ocenił ktokolwiek, ie lylko literatura i język 
daje nam cechy autonomiczne, i ie ona stanowi o 
historycznej indywidualności społeczeństwa. 

Otoź to jest własnośd autorska ! i zapytujemy 
Aę , czy przy takim stanie rzeczy moiemy mied Ute- 
ratnrc na przyszłość? 

111. 

DZIEHKIKABBTWO. 

I 

■ 

Od pocz§tku bieżącego stulecia było najmozolniej- 
Bzem usiłowaniem pracujących na polu literatury oźy- 
wid dziennikarstwo krajowe tak w sferze polityczneji 
jak w sferze naukowej i beletrystycznej. 

JeżelibyŚmy przeszli dzieje dziennikarstwa, znaj- 
dziemy w nich imiona wszystkich pisarzy XIX wie- 
ku kupi§cych się w kolumnach gazet politycznych 
lub dzienników literackich w tym widoku, aby o2y- 
wid polityczne , naukowe i artystyczne, życie narodu. 

Ofiary autorów poniesione w sprawie publicznej 
i wydawców tych gazet lub dzienników i wsp<^pra« 
cewników s^ podobne do ofiar rzucanych Molocho¥n, 
bo ści§gn^y na autorów i redaktorów tylko prześla- 
dowania , były zawsze połiczone z ogromnemi matę- 
ryalnemi stratami przedsiębiorców i redaktorów, a nie 
przyniosły żadnej korzyści autorom. 

Autor będ^c współpracownikiem pism czasowych 
musiid odkładad wszelka ważniejsza własna pracę na 
stronę i musiid caŁj swój czas poświęcaó niewdzięcznej 
pracy dziennej, która nie pozostawia po sobie śladu, a 



272 

więcej zabiera czasa i wyczerpuje sił moralnych , od 
najważniejszych prae naukowych lub artystycznych. 

Te ofiary Molochowi rzucane na pastwę przes 
przeciąg p6ł wieku, nie zostały wszakże bez skutku; 
autorowie wyrobili stanowisko dla dziennikarstwa, 
nauczyli pubiicznośd czytad, przyzwyczaili j§ do co- 
dziennej karmy umysłowej, obudzili w niej rnjSL i zwró- 
cili uwagę na ważnośd wypadków bieżących, a to tak 
dalece, źe dziennikarstwo st^o si§ w ciągu XIX wieku 
taką potrzebą społeczeństwa naszego, dla stosunków pu- 
blicznego, literackiego, artystycznego i prywatnego ży- 
cia, jak jest chleb powszedni dla ciała. Za wzorem wszys- 
tkich innych narodów żyjących życiem powszedniem, 
wyrobili autorowie jak mówię stanowisko dla dzien- 
nikarstwa krajowego i dali w ten sposób niejako 
ciało dla ducha literatury. Usiłowaliśmy dojśd w li- 
teraturze naszej do chleba powszedniego, do karmy 
duchowej codziennej, a doszliśmy tylko do powsze- 
dnich rzeczy, nie mających ani wartości, ani znacze- 
nia w życiu dudiowem, stworzyliśmy cii^o bez ^u- 
szy, posąg gliniany na grobie bohatyra i szermierza 
wieku; stało się to z naszą* polską literaturą w ciąga 
XIX wieku, co się z pracą całego europejskiego 
społeczeństwa stało. 

Wielkie kapitały, którymi dziś europejska giełda 
frymarbzy, powstały z krwawej pracy rolnika, z mo 
zolnej pracy rzemieślnika i fabrykanta i z wielowie- 
kowych zabiegów kupiectwa. Giełda wszakże europej- 
ska oderwała swój interes od interesu roli, przemyda 
i handlu, od interesu umiejętności i inteligencyi i 
nielylkoy że nie bierze w opiekę roli, przemysłu, 



• 2M . 

handlu , nmiejętności i . inteUgencyi : alę i owszem 
stanęła wbrew tema wszystkiemu i każe sobie ópła- 
cad lichwę naJ8traszlIwsz§ , tytułem wydanych przez 
siebie papierów, które na niczem nie maj§ zapewnie- 
nia; musi jej mówię opłacad lichwę rola, przemysł, 
handel, umiejętność i inteligencya. 

Użyłem tego porównania, bo nie ma większego 
podobieństwa, jak giełdy europejskiej i potęg, z któ- 
rych powstała, a które obecnie lichw§ zabija; nie 
ma mówię większego podobieństwa, jak tej giełdy do 
dziennikarstwa naszego, do pracy i własności autor- 
skiej, z której dziennikarstwo powstało; do patryo- 
tycznych usiłowań narodu, którą dziennikarstwu uto- 
rowały drogę, do myśli poetycznych geniuszów na- 
rodu, których dziennikarstwo nie zrozumiało i nie 
pojęło, do misyi w końcu dziejowej orzeczonej przez 
autorów a wyzyskiwanej dziś jedynie przez dzienni- 
karstwo. 

Zdawaóby . się mogło , że jesteśmy- z • zasady prze* 
eiwni dziennikarstwu; protestujemy jak najuroczyściej 
przecie temu zarzutowi, pracowaliśmy sami nad tem, 
aby literatura nasza. miała pisma czasowe, znamy ich 
korzyści, oceniamy ich wielkie znaczenie w społe- 
czeństwie dzisiejszem; oceniamy doniosłośó politycz- 
nego życia, umysłowego i literackiego ruchu w na- 
rodzie; wiemy o tem, iż dzienniki s§ najpopularniej- 
szym środkiem upowszechnienia pewnych myśli, za- 
sad, wynalazków i korzyści w społeczeństwie; twier- 
dzimy, że bez nich nie miałoby ani życia, ani ustro- 
ju, ani przyszłości dzisiejsze społeczeństwo nasze po 
ciężkich katastrofach, któreśmy przebyli i w położę- 

S6 






274 



nin, w któtem nas te katasftofy pozostawiły; jesteś- 
my zwolennikami europejskiego żywota, którema dro- 
gę tomje dziennikarstwo i nie użalamy się na dzien- 
nikarstwo , ale na krzywy, wypaczony i niesumienny 
jego kierunek w narodzie. Użalamy się na to, że nie 
odpowiada wysokiemu powołaniu swojemu, że niero- 
związuje żadnej kwestyi krajowej, naglącej i bieżą- 
cej; że się krajem i literaturą zupełnie nie zajmuje; 
że tylko stany pomiędzy 8ob§ różni, polityczne poło- 
żenie kraju utradnia, szerzonemi deńuncyacyami i 
skandalami ducha narodu gorszy, a sprawę narodową 
znieważa i poniża w oczach swoich i obcych. 

W położeniu naszem politycznem nie zdołamy pod 
tymi warunkami nic rzucid na szalę, coby przeważy- 
ło w sferze zasad, polityki lub umysłowego życia 
szalę na korzyśd naszych losów. 

Postęp europejskiego społeczeństwa jest niestety 
i bez naS; tern, czem jest: jest postępem mimo nas, 
którego rydwan nas tratuje. Nam trzeba korzyści z 
postępu i nabytku wieku i nie obrabiaó teoryi, ale 
wziąd się praktycznie do kwestyj specyalnych, do 
naprawy i reformy społeczeństwa w ramach danych, 
do zastosowania korzyści wydobytych, do nagrodze- 
nia straconych, do dopełnienia rzeczy omieszkanych, 
upadłych lub odroczonych; słowem mówiąc nam nie 
trzeba uczyd tych , co poszli przodem i wiedzą kędy 
idą, ale potrzeba nadążyd za nimi, za postępem 
wieku , za nabytkami jego , za jego ludzkiemi korzy- 
ściami, jeżeli nie mamy wiecznie pozostad owymi obo- 
zowymi ciurami, co spóźnieni, niekarnie, luźnie 



275 

• 

£a zastępem zbrojnym wlok§ się, w n§dzy, narzekania i 
w pogardzie świata. 

Smutna jest rzecz , co ta powiemy , źe przy krzy- 
wym i niesumiennym kierunku naszego dziennikar- 
stwa, sti^ si§ rozwój narodowego i umysłowego ży- 
cia niepodobnym i pod Jadnym warunkiem niemoźe- 
bnym ! Kto chce wiedzied , jak narody konają , i gdzie 
szukad zgnilizny . społecznej , niech &}§ przypatrzy 
obrotom dziennikarstwa naszego ; a będzie miał ge- 
nezę i obraz wszelkich upadków społecznych. 

Na szczęście niema pałę dziennikarstwo nasze ta- 
kiego kierunku; s§ zaszczytne wyjątki , którymi się 
chlubid możemy, wśrÓd tej rozcieczy moralnej, która 
narodowe społeczeństwo nasze rozłożyła chemicznym 
procesem negacyi. 

Wszakże przy znad zarazem potrzeba , że przy zna- 
rowionych umysłach i krzywym kierunku zasad cich- 
nie głos owydh dzienników i blednieje wyznawstwo 
przekonań prawdy i sumienia obok buty szatańskiej, 
obok negacyi bez gruntu i palącego jadu skandalów. 

Stara to sprawa. Szatan jest tem potężny, że jest 
szatanem; ale my żyj§c w narodzie krzyża i wiary 
odpieramy się szatana przy chrzcie i wiemy, że nam 
nie da zbawienia! 

Krzywy i spaczony kierunek dziennikarstwa za- 
bił literaturę polska, nikt tego nie powiedział tak 
okr§gło i otwarcie; nadszedł wszakże czas, gdzie się 
z nieprzyjaciółmi narodowego ducha obliczyć potrze- 
ba, i odróżnić nieprzyjaciół sprawy naszej od przy- 
jaciół. 

„Po owocach ich poznacie je!'' 



27ę 

Krótko powiem : nic nie* ia^ , wszystko wzięli ; czyli 
jaśniej jeszcze mówiąc: rozbili nam literaturę, jedyne do- 
bro nasze, jedyne bogactwo, którego ani miecz, ani 
ogień, ani woda nie zabrała; jedyn§ pociechę, jak§ mi^ 
naród w uciska swoim bez granic; jedyn% nadzieję, 
która była jego przewodni(^§c§ gwiazdą i kotwicą 
bożą; jedyną cliwałę, którą się pocieszał w nędzy 
swojej , jedyną siłę , która go wspierała w dźwiganiu 
dybów i kajdan żywota. Co więcej — oni starli świę- 
tokradzką ręką z czoła narodu i człowieka sakramen- 
talne namaszczenie narodowego ducha i wydaH go 
na hańbę upodlenia i upadkii w tem pokoleniu, któ- 
re ze szkoły tej negacyi wyszło. 

Widzieliśmy w poprzedzającym ustępie, jaki jest 
stosunek autorów do nakładców i xięgarzy; obecnie 
tedy rozpatrzmy się, jaki je^t ten stosunek do dzień, 
nikarstwa. • 

Redakcya każdego pismsT wyobraża sobie w. budę 
swojej, źe jest najwyższym wyrazem opinii" publicz- 
nej, zapowiada to z góry i głosi zuchwale, że prze- 
ciw takiemu trybanid:owi apelacyi nie ma. Wszystko 
tedy , co w swoich kolumnach powie , jest dogmatem 
przez usta Dalaj - Łamy wypowiedzianym, a nieprzy* 
znanie się do tych dogmatów jest w obec niej zdra- 
dą stanu przeciw ludzkości i narodowi , bo jest targ- 
nięciem się na to, co naród i ludzkośd ma najświęt- 
szego, to jest, na majestat opinii publicznej, którą 
każda redakcya z gruntu i wyłącznie reprezentuje. 

Opinia pubUczna, czyli raczej mówiąc: cały świat 
stojący za kołem dziennikarstwa nie wnosi na takie 
reklamy i uniwersały protestacyi. 



277 

Kiaźcly drwi Bobie i szydzi w swojem serca z nich| 
każdy czuje głęboki fałsz tej uzurpacyi, patrzy ze 
wzgarda na te obroty samocłiwalstwa i głupoty, zu- 
chwałej bezczelności i bezwstydu, publicznego; ale 
żaden uczciwy człowiek nie wystąpi w szranki z ulicz- 
nikami politycznymi ^ bo tu nie ma pola dla szermie- 
rzy, bo z tej walki nie wyjdzie żaden rezultat, nie 
wyłoni się żadna prawda. Każdy szuka godnego sie- 
bie zapaśnika, i bez chwały i bez nadziei z wy cicztwa 
lepszych przekonań nie chce iśd w zapasy z 'politycz- 
nymi i literackimi rzezimieszkami. 

Opatrzmy teraz, jaki jest stosunek autorów do 
dziennikarstwa. 

W każdym narodzie historycznym s^ stronnictwa 
wynikłości§ dziejów. Pojmujemy tedy i naturę i po- 
trzebę stronnictw , i o ile takowe z narodowego grun- 
tu nie zchodz^, oceniamy nawet ich pożyteczność 
dla ispołeczeństwa , jeżeli jest coś, co te stronnictwa 
łgcży. 

W narodach żyjących pełnem i niepodległem ży- 
ciem 8§ stronnictwa dźwigniami lub regulatorami w 
społeczeństwie. Wszakże i tam s§ pewne hasła, świę- 
te dla każdego stronnictwa, i wbrew narodowemu 
interesowi działad nie wolno, ani popierad opinij, 
któreby go o moralne lub materyalne przeprawiały 
straty. 

U nas wszystko wolno, i przed każd§ katastrofa 
mówimy sobie „jakoś to będzie! '^ a po każdej klęsce 
publicznej mówimy sobie „stało się!'' 

Otóż zapytujemy: gdzie sc owi sternicy nawy 
narodowej? gdzie jest owa rozumna potęga opinii 



278 

publicznej I która dziennikarstwo reprezentować rozu- 
mie, kiedy przed kata8traf§ nie umiemy ani przewi- 
dzied, ani odwrócid straszliwej burzy, która grozi; 
a po klęsce nie mniemy wziąd nauki dla siebie, 
obrad kierunek nowy i goid rany. 

Każdy to czuje , źe z jednej strony fałszywe po- 
łożenie narodu, z drugiej strony slepę naśladownictwo 
zagranicznego dziennikarstwa stworzyło u nas tego ro- 
dzaju skrajne opinie, tr§caj§ce si§ o ostateczności. 
Naśladownictwo w literaturze nie doprowadziło nas 
do nic;pego, trzeba było odrzucid formy zużyte i się- 
gn§d do głębi narodowego ducha, do zasobów jego 
wedle potrzeb wieku. Rozumiem tedy, że i naślado- 
wnictwo w dziennikarstwie nie doprowadzi nas do 
niczego ; tu trzeba własnem okiem zapatry wad się na 
stosunki nasze, i odpowiednio do potrzeby rozstrzy- 
gad bieżące kwestye wedle domowego rozumu i da- 
nych pozycyj. Tu potrzeba byd tak oryginalnym, jak 
w literaturze twórczej , tu potrzeba o sobie i za sie- 
bie działad, a kto nie ma narodowej myśli, i nie 
ocenia położenia swego, nie znajdzie lekarstwa Ba 
chorobę społeczn§ i chorobę wieku, nie stworzy po- 
lityki własnej. 

Nie cała wina przypada tu na odcień skrajnego 
dziennikarstwa; dezercya z narodowego obozu ludzi 
wysokiej pozycyi, społecznej wziętości, wpływu, trą- 
dy cy i narodowej, dezercya. mówię z narodowego 
obozu tych , których Bóg wysoko postawił , którzy 
przez wieki odnosili wył§czne korzyści z pozycyi swo- 
jej, wywołała takie dziennikarstwo u nas. 

Kto ^ miejsca ustąpił, na którym stad był powi- 



279 

nien z obowiązku historycznego, niech 8i§ nie dziwi, 
źe to miejsce zostało zaj§te przez ludzi rzutnych, 
nieskrępowanych niczem i nie dających żadnej rękoj- 
mii społeczeństwu naszemu. Kto stracił poczucie obo- 
wiązku, traci prawa do obywatelstwa i życia, bó 
tylko pełnieniem obowiązków dowodzi człowiek w na- 
rodzie praw . swoich. 

Jeżeli gorszycielom narodu nie pobłażamy, składa- 
my największą częśd ich winy na dezerterów z naro- 
dowego obozu. 

Tę gorzką prawdę trzeba było wypowiedzieć obom 
skrajnym partyom, i tej, co ruchliwą swoją złośliwo- 
ścią i tej , co bezsumienną gnuśnością przeciwko spra- 
wie narodowej grzeszy. 

Powszechne są żale na krzywy i spaczony kieru- 
nek pewnego odcienia dziennikarstwa naszego/ ale 
któż temu winien? Oto koło czytelników, które ta- 
kie dzienniki trzyma , które sobie w skandalach' i w 
brudach społecznych lubuje. 

Naród wypuścił z opieki swojej dziennikarstwo, 
a pewien odcień jego stanął wbrew literaturze i ca- 
łemu społeczeństwu. 

Co nie jest kierowane rozumnie w narodzie a do 
potęgi wzrasta, musi pójśd zawsze samopas ze szko- 
dą narodu. ' 

Jest to wielka społeczna , prawda , i w naro- 
dach żyjących nawet pełnem życiem organizują stron^ 
nictwa opinię publiczną i mają w największej pieczy 
dziennikarstwo, które jest tam rzeczywiście wyrazem 
opinii publicznej , albo stronnictw zorganizowanych. 

U nas palą. się ofiary kosztem ofiamików, a stra* 



280 

ta majątku I pozycji, jakiejkolwiek eiystencyi, prze- 
śladowanie i więzienie, jest pospolicie owocenoi za* 
' biegów dziennikarzy. 

Zapytujemy, czy to zawsze tak byd ma? czy ni- 
gdy nie zmienimy nieszczęśliwego położenia naszego 
dziennikarstwa? czy nigdy nie oprzemy go na sile 
kapitała i na programacie jasnym, za którymby kraj 
mógł pójśd, widząc sprawę 8woj§ w opiekę wziętą? 
czy nie postawimy nigdy programata, w którymby 
najważniejsze sprawy narodu , naród reprezentowany 
widział? czy niewidzi naród całego niebezpieczeństwa 
tego położenia, aby pojedynczy ladzie nie zawsze da- 
jący rękojmie potrzebne, kierowali jego opinią i lo- 
sem? czy nie widzi niebezpieczeństwa tej sytuacyi peł- 
nomocnictwa bez mandatu, zrzeczenia się prawa 
moralnej udzielności swojej na rzecz pojedynczych 
ludzi? Zapytujemy się raz jeszcze, czy kraj nie po- 
stawi tiigdy programu swego? 

Nie ma się co łudzió; dziennikarstwo zastąpiło miej* 
sce literatury, i życie twórczej literatury powróci wów- 
czas tylko, jeżeli naród cały w opiekę weźmie dzienni- 
karstwo i częściowo wypaczony kierunek jego spro- 
wadzi na poważną drogę narodowego powołania w 
dziejach. 

Tylko dziennikarstwo dobrze prowadzone może 
wyrównad szkody i nagrodzid straty, o jakie przy- 
prawiło naród. Tylko dziennikarstwo dobrze kiero- 
wane może zachęcid do umysłowej pracy, może wy- 
woład na powrót miłośd dorzeczy ojczystych i twór- 
czośd w literaturze. 

Zbezwładnienie umysłowe dowodzi tylko jidowe- 



go seite, braku miłoiSci i braka poczdiwyćb paciziei 
w społeczeństwie, słowem braka moralnych pobudek,, 
bez których społeczeństwo żadne istnit^d uie może. 

Nie wierzę w to,, żeby do czegokolwiek powródd 
można, celem naprawienia rzeczy; ale wierzę w to, 
źe nasz naród ma jeszcze dosyd siły do wydobycia 
z siebie nowych żywiołów i zasobów, które twórczoćd 
}ego ducha ożywid i wyświecid zdołają. 

Tak jak dziś dziennikarstwo stoi , staje się ono 
tylko nieszczęściem dla samych dziennikarzy, nie daje 
pisarzom z powołania przykmioty ^) a społeczeństwie 
korzyści; ale poti-zeba się o to postarad, żeby dzien^ 
nikarstwo w opiekę narodu wzięte, miało jasny i 
szeroki programat, żeby się obok niego znalazło 
miejsce dla literatury twórczej, i żeby pojedyncze 
dzienniki nie reprezentowi^y jedynie składu redakcyi 
lub obrotowego kapiti^n, ale żeby reprezentowały 
sprawę narodu i interesa bieżące, społeczeństwa w 
ramach prawem objętych. 

IV. 

T8ATB. 

Dziennikarstwo tedy i teatr s§ ostatnią ucieczką 
literatury, i cała jej usilnośd została ostatecznie zre- 
dukowaną do tych dwóch czynników, tern większem 
tedy staraniem wypadałoby otoczyd tak dziennikar- 
stwo jak scenę narodową, bo i na dziennikarstwie i 
na scenie narodowej odbija się najwidoczniej upadek 
literatury. 

') Podstawy. 

S6 



283 

lVwoga 1 groza przejmuje duBzę gdy przejdziemy 
dzieje soeny polskiej w przeciąga lat sta ostatnidi. 
Scena polska mii^ ze wszelkiemi przeciwno^ami do 
walczenia f miała do przełamania wszelkie tradności 
jakie tylko na narodzie, na człowieka pojedynczym, 
na artyście i sztace zaci§źyd mogą. Niepodparta 
materyalnymi środkami, nieostoniona ipątytacyą, nie 
znajdująca nieraz przez całe dziesiątki lat uznania pa- 
bliczności ^ przerzucana z miejsca na miejsce , dora- 
biająo si§ wszędzie wszystkiego na nowo była ona 
rzeczywiście tym Łazarzem narodowym który otwar*- 
temi ranami dawał świadectwo moralnej i materyal- 
nej nędzy narodu. 

Wszelkie katastrofy polityczne, wszelkie, zmiany 
terytoryalne, wszelkie powodzenia i niepowodzenia na 
pobojowiskach całej Europy , obiji^y się o scenę pol- 
ską , znosiły ją do gruntu , rozprasziJy artystów, ni- 
szczyły krwawo uzbierane zasoby i zniewalały ją albo 
do szukania nowych ognisk albo do wytrwania na 
dawnem miejscu pod wpływem najnieprzyjaźniejszych 
i najniekorzystniejszych stosunków. 

Scena polska odegrała pomimo to w czynnikach 
narodowych wałną bardzo rolę: była stróżem czystości 
języka, pobudzała twórczośd autorów, była stróżem 
narodowych trądycyj i jedyną reprezentacyą narodo- 
dową^ w latach najtrudniejszego przejścia i zamętu 
politycznego. 

Sceną polska spełniła swoją misyę, rozwiązała 
dęźkie zadanie które jej przypadło, ale zapytujemy, 
co zrobiło społeczeństwo nasze dla sceny w nagrodę 
jej zasług? i dla czego dziś przy postępie inatytucyj 



288 

wolujch , nie obmyślamy przyszłości sceny narodowej 
ani pod względem materyalnym , ani pod względem 
moralnym ? 

Zapytujemy kto broni całemn obywatelstwa, kto 
broni opinii publicznej i reprezentaoyi narodowej po- 
stawienia speny polskiej na niezawisłem i ubezjue* 
czonem stanowiska? 

Tak długo kłamaliśmy i okłamywaliśmy się na- 
wzajem ze 3zkod§ ojczyzny, iż sprawy krajowe zo« 
stały w końcu doprowadzone do tego punktu, źe u- 
czncie prawdy nie śmie podnieśd głosu; otoi jeieU 
nie drogę to przynajmniej ścieżkę albo ścieźeczkę 
potrzeba prawdzie zosta wid. Zt§d niech to nie 
zadziwia, 2e naga przedstawiam rzecz kiedyśmy do 
tak smutnej rzeczywistości doprowadzili kraj, przez 
krzywy kierunek opinii publicznej, przez niedbalstwo 
i prywaty. , . 

Ileż to razy słyszymy powtarzane szumne frazesy: 
^scena polska jest instytucy§ publiczna, jest szkoła 
języka i narodowości', a nawet szkołę moralności^ itd. 
Ale teatr polski pusty , ale exy stencya jego jest za- 
grożona agitacya, każdy talent nowy czy to drama- 
tycznego pisarza, czy, to artysty dramatycznego , jest 
już na wstępie zdeptany, i ^ g^ry potępiony jeże- 
li się nie umiał wkupid w łaskę tego lub owego 
dziennika. 

Ze czterdziestu kilka sztuk nowych wprowadzo- 
nych w przeciągu jednego roku na scenę, nie zdołi^a 
żadna wejśd stale do rępeftoaru i atrzymad się pod 
wpływem tej agitacyi. Scena staje się w ten spoBÓb 
owym Molochem pożerający m.talenta pisarzy i artystów. 



284 

a dyrekcya teatru, jakckolwiekby ona była, nie po- 
trafi ząradzid złemu w takiem położeniu rzeczy pod 
teroryzmem negacyi , która nic nie stawi , ale wszys- 
tkiemu tylko przeczy/ 

Dodajmy tu jeszcze i to , źe pisarze oceniając po- 
łożenie ' literatury naszej , ii teatr jest ostatnią uciecz- 
ką dla piszących , zwrócili się dziś głównie na pole 
dramatycznej poezyj. Mamy znakomitych kilka talen- 
tów któreby mogły o2ywió scenę i wzbogacid utwo- 
rami swoimi komedyc i dramat polski, otoi właśnie 
w takiej chwili występuje wbrew duchowej dążności 
narodu w literaturze niesumienna * agitacya , a co 
najlepsze , że to czyni pod zasłoną opinii publicznej. 

Można byd długo cierpliwym, ale zbrodnią jest 
dłużej milczyó, kiedy niepowołani na szkodę kraju 
zajęli głos. 

Zawdzięczamy to stuletnim zaiAugom sceny pol- 
skiej, postępowi czasu i instytucyj, pod któremi ży« 
jemy, że soena polska nie jest już dziś owem „esy 
lex^ politycznem. 

Wiemy o tem , że w f undacy i śp. hr. Skarbka 
ma' scena dla siebie zapewnioną exystencyę i kura- 
tora , który nad wykonaniem fundacyi czuwad ma. 

Wiemy o tem , że wszelkie fundusze krajowe, 
mają zostawad pod zarządem * wysokiego Wydziała 
krajowego, i byd administrowane w duchu autono- 
mii kraju. 

Wiemy o tem, że ostiatecznie ma sejm/ kontrolo- 
wad wydział i obmyślad wszelkie sprawy narodowe. 

Qtoż bardzo naturalną jest rzeczą, że opinia pu- 
bliczna zapyta w końcu i kuratora i wydział i sejm, 



285 



co nozyniK dla podiźwignieiua sceny narodowej, i po- 
stawienia jej na niezawisłym stanowiska odpowiednio 
do instytocyj krajowych, tak pod względem morale 
nym jak pod materyalnym względem? 

Drobno snbwencye i pozorna kontroja nic ta nie 
pomo2e; dla sceny polskiej . potrzebą żywej opieki, ży- 
wego udziału najprzód tych, co z obowiązku pozycyi 
ąwojej nad jej losami czuwad powinni, a następnie 
żywej opieki i udziału K^ałej ćwiallej publiczności: 

Tu nie stoj^ dziś rzeczy na łasce i prot^cyi; . 
kraj ma prawo domagania się przez posłów swoich 
od kuratora sceny polskiej i wydziału krajowego, aby 
scena polska w skutek instytucyj narodowych zakwi* 
ilsy i była tem, <»em powinna byów narodzie. Tak ku- 
rator, wydział krajowy, jak sejm powinien powoła- 
artystyczny komitet z ludzi światłych i specyaluych, któ- 
ryby czuwał nad kierunkiem sceny narodowej, przedśtar 
wiał jej jiotrzeby, wytykał jej niedostatki i obmyślał 
w ten sposób narodowej sceny przyszłośd, i przyszłośó 
driimatycznej poeźyi w literaturze. Pojmujemy równy 
podział funduszów teatralnych w skutek równego 
uprawnienia; ale wszelkie fundusze zmarnuje się w 
dzisiejszym stanie rzeczy daremnie, jeżeli powaga in- 
stytucyj publicznych nie weźmie w opiekę scenę pol- 
ska i nie zasłoni j^ od niesumiennej agitacyi, zbio- 
rowemi siłami, postawieniem korpusu inteligenoyi pc^e- 
eiwko burzącym pierwiastkom negacyi. Jeżeli te dwa- 
gi okaznj§ smutne położenie literatury w powszeoh- 
nośd, a gałęzi pewnych z ni§ w zwi§zku będących w 
szczególności, to pewnę rzecz- jest, że tylko zbiorowemi 
siłami można podźwignad z upadku literaturę, dla której 



\ • 



2«6 

jciź tylko w naszym krają zostało jeszcze otwarte pole. 

Na mocy prawa o stowar^syszeniacU trzeba zawią- 
zać „Towarzystwo opieki języka i pis mień* 
nictwa polskiego''^ bo powtarzam: prywatne ofia- 
ry osti^y, a zbiorowych sił nie ma, któreby walczyły 
w obronie języka i pismiennnictwa polskiego, w obro- 
nie praw własności autorskiej; któreby się za- 
jęły pablikacfyą literatury bieź§cej i wzięły w opiekę 
tak dziennikarstwo jak scenę narodową. 

Z wielkich upadków tylko wielką usilnością dźwi- 
gn§d się można i nie wątpię, że się dźwignieinyi oce- 
niwszy groźne podłożenie rzeczy. 

Grono obywateli i literatów powodowane temi przeko- 
naniami zaj^o się wypracowaniem statutów „Towarzy- 
stwa opieki języka i piśmiennictwa polskiego^ na wzór 
tego rodzaju towarzystw praktykowanych w innych 
koronnych krajach z najlepszypi skutkiem oddawna. 

Statuta te są już wygotowane i zostaną wysokie- 
mu rządowi w tych czasach do zatwierdzenia prze- 
łożone. Otóż chodzi tylko o poparcie usilności tego 
towarzystwa gdy już w życie w^stąpi i dzii^ad pocz- 
nie. Każdemu zostanie tu sposobnoló ppdana na- 
bycia tanich druków literatury bieżącej. Towarzys- 
two stanie jako pośrednik pomiędzy autorami a czy- 
tającą publicznością; małe drobne wkładki roczne 
ntworzą wielkie zbiorowe sumy i literatura dźwignie 
się z upadku nie już o&rą prywatną, ale rozumem 
publiczujrm. 

Wincenty Pou 



ZNAKOMITSZE ODKRYCIA 



w SYSTEMIE PŁANETAKNTM 

W OSTATNICH DWOGH DZIBSIĄTKAGH LAT BiEŹ\CEj&0 STULECIA^ 



^ 



Minęły już niepoWrotnie te czasy,, gdzie naaki 
szczególnie przyrodę za przedmiot mające , rzadko 
wymykały się za obręb pracowni uczonych , gdzie 
jedynie znosili się z sobs^ w jednymie zawodzie pra« 
cający, udzielając Bobie wzajemnie wyników Bwyeh 
doświadczeń i wynalazków, gdzie nareszcie nabyte na 
pola nauko wem wyniki, ogłaszano w pismach, któ- 
re sami tylko kapłani z tej świątyni czytad i roza<« 
mieó mogli. 

Ludy, szybkim d§ź§ce krokiem do swego uczło* 
Wleczenia a następnie uzacnienia, chciwe wiedzy, za* 
pragnęły dowiedzied się coś więcej nad to, ie je pan 
Bóg jedynie do pracy i używania stworzył. Ale źle 
mówię, pracującemu ludowi -śni się kiedyś śniło wdzie* 
rad się w, tajniki przyrody, przestając na tern czego 
się z katechizmu nauczył i oomu xiadz .z kazalnicy 
powiedział. Uczonych to a pełnych miłości bliinięgo 
mężów było dziełem, źę wyśledziwszy sami rozmaite 
zakątki przyrody, w których lud spotykał, ba i je- 
szcze spotyka ąame nadprzyrodzone zjawiska, zbada- 



sas 



. Wdzy órass zupełnie natoralnjr pojaw tych cudów, uża- 
lili 81^ biednych i ślepych ludów, i zaczęli przema- 
mad do nich , nie jak pierwej , lecz zrozumiidym ich 
językiem. Niewiele też upłynęło lat, a dostarczyli cii 
uczeni xi§źek w każdym przedmiocie wielkiej nauki 
przyrody, które, prawie każdy czytad umiejący zróza- 
mied może. Od tego też 'czasu, już nietylko mała 
liczba wybranych, ale całe narody gam§ się do przy- 
bytków nauk, żebrząc oświaty. 

Lubo nasz naród jeszcze dot§d nie przyszedł do 
tego poczucia w takim stopniu , jak to widzimy w 
Anglii, Francyi i Nienrczech, to przecież i u nas 
dośd często napotyka się . dziełka 'ułatwiaj§ce zroza- 
mienie umiejętności, będ§cych udziałem samych uczo- 
nych. Ale nie dośd * na tem , jak bowiem przyroda 
bez uBtanku jest czynna, tak i pracownicy na tej ni- 
wie również nie próżnuje. Dowodem tego jest ta 
prawda, że wynalazki wszystkich poprzednich, jak 
historya zasięga^ wieków, nie mog§ wytrzymad poró- 
wnania z odkryciami nawet dwóch a może trzech 
ostatnich dziesiątków lat bieżącego stulecia. Prawda, 
że poprzednie wieki miały z innemi potrzebami do 
walczenia; ani też ówczesne okoliczności powodowały 
wtedy żyjące ludy do podobnych naszym wynalaz- 
ków. Druga niezbit§ prawdę także przytoczyd wypa- 
da, że korzystając w obecnych czasach ze spuścizny 
poprzedników, łatwiej i raźniej nam praco wad na tej 
bujnej skibie, znajdując poniekąd już wy karczowane 
przynajmniej większe zarośla. Dlatego to nie napoty* 
kając zawady, na którejbyśmy pług wyszczerbid 
mogli, orze nam się na tej niwie sporzej i swobo* 



S8d 

dniej. Ale tei dlatego właśnie większa tia fias ciciy 
przed potomnością odpowiedzialność, niź na przesdto- 
sci w naszych czasach, której dośd chętnie i bez ia- 
dnego względa lubimy przypisywad daźo zaniedba- 
nia, chociaż na to rzeczywiście nie zasłużyła. Skoro 
uczeni populamemi pismami przypuścili już cał§, ro- 
zumie się czytaj§c§, społeczhośd do pri&ysionku przy- 
rody, należy naturalnie obznajamiad j§ z każdym po- 
stępem wynalazków, ażeby ja utrzymad na równi i 
nie dozwolid pozostad w tyle, co wyrównywa cofnię- 
ciu się w oświacie. Należy zatem zawiadamiad po- 
wszechnóśd o każdem i w każdej gałęzi wiedzy no- 
wem odkryciu. W narodach wyżej wspomnionych 
dopełniaj§ tego obowiązku uczeni bodaj w kalenda- 
rzach, które w Niemczech na kopy liczyd można. 
Nie masz też odkrycia, o któremby przynajmniej in- 
nemi naukami zaprzątnieni, zaraz nie wiedzieli a nie- 
bawem i ogół. U nas, którzy niezaprzeczenie więcej 
niż rzeczone narody potrzebujen!iy powszechnej oświaty, 
gdzieindziej poczynione, a każdego zając mogące od- 
krycia, duszą, że tak powiem, uczeni między sobą, 
a nie chcą, czy nie odważają się, albo może nie 
widzą potrzeby podzielid się z większą publicznością 
tern, co na polu ich nauki sami odkryli lub gdzieindziej 
odkryto. Wszakże powinni to z własnego doświadczenia 
wiedzied , że nawet poświęcający się naukom , ale w 
innym pracujący kierunku, pewno nie wezmą do rę- 
ki żadnego, nietylko obszernego dzieła, ale nawet 
dziennika poświęconego wyłącznie nauce w żadnym 
z ich kierunkiem względzie niespokrewnionej: a wsze- 
lako , nikomu roszczącemu sobie prawo do uczoności 

57 



290 

nie wolno jni teraz, jak to bywało za dawnych bło- 
gich czasów, nie wiedzied co się dzieje w innych 
umiejętnościach. Skądże się więc maj§ o tern dowie- 
dzieć? Oto wychodzą u nas różne czasopisma ilustro- 
wane i nieilostrowane, które, zwłaszcza pierwsze, pra- 
V wie każdy chwyta, żeby przynajmniej drzeworyty obej- 
rzed. W takich dziennikach umieszczane nowe w przy- 
rodzie odkrycia, nawet niechętne dla nauk przyro- 
dniczych oko (gdyby się jeszcze takie znajdowało) 
prędzej na siebie ściągną, niż zawarte w obszernych 
dziełach i naukowym pisane językiem. Bo zaiste dzi- 
wne ogarnia uczucie, skoro wpośród naukami zaprzą- 
tnionych wspomni się o jakiem ważnem odkryciu, 
które niemal cały uczony świat gdzieindziej zajmuje, 
a ci, nawet z powołania uczeni, nic albo bardzo 
mało i niedokładnie o niem wiedzą; kiedy przecież 
każdy na polu naukowem pojaw każdego, a tern 
więcej w naukach pracującego zając i obchodzid po- 
winien. 

Ale niech się uczeni nie wstydzą nawet kaleada- 
rza, z powodu, że kalendarzowe wiadomości poszły 
w przysłowie i pośmiewisko , bo kalendarz jest xiąż- 
ką najpospolitszą, lecz zarazem najwięcej między niż* 
szemi warstwami ludności upowszechnioną. Jeżeli więc 
naszym w przyrodniczych naukach pracującym uczo- 
nym leży na sercu oświata swych braci, niech zstą- 
pią z piedestału, na którym w hierarchii uczonych 
stoją i udzielą zgłodniałemu ludowi chodby suchy 
kawałek chleba, za co w swym czasie przynależną po- 
dziękę sobie zasłużą. Bo powtarzam, źe na powszechną 
oświatę, której teraz prawie każdy łaknie, nie wpły- 



291 

nie umieszczanie oowych odkryd w dziennikach tym 
jedynie przedmiotom poświeconych, a najświetniejsze w 
którejkolwiek gałęzi przyrody odkrycie, jednające swe- 
mxx antorowi, a nawet całemu narodowi sławę, pra- 
wdziwej korzyści temaź narodowi nie przyniesie, je- 
żeli przynajmniej wickszośd' jego , nie uzna się nieja- 
ko autorem rzeczonego odkrycia. 

Tak przekonanemu, skoro nigdzie w naszych pi- 
smach nie napotykam wzmianki, na jak§ zasługuję 
w ostatnich dwóch dziesiątkach lat bieżącego stulecia 
odkrycia w systemie słonecznym, niech wolno bę- 
dzie, chociaż nie kapłanowi alę wielbicielowi Uranii, 
podzielid się z większą publicznością uzbieraną wiąz- 
ka z czytania pism astronomii poświęconych. Nie bę* 
dę ja tu wszelako mówił o wszystkich w przeciągu 
rzeczonego czasu zrobionych odkryciach , ale podam 
tylko najwydatniejsze a podziwienie .i uwielbienie 
uczonego świata na siebie ściągające i o których nie- 
wiedzied jest wstydem. Do takich należy niezaprzecz- 
nie: aj odkrycie nowego narodu, prawdziwych lili- 
putów niebieskich, zamieszkującego obszary niebios 
między Marsem a Jowiszem ; bj najświetniejsze od- 
krycie planety Neptunem nazwanej a zawodzącej swo- 
je koło słońca korowody z tamtej strony Uranu; na- 
reszcie cj dotąd jeszcze zagadkowe odkrycie planety 
najbliższej słońca bq między niem a Merkurym. O tych 
więc odkryciach, ile mnie staó^ następnie jak najkró- 
cej opowiem. 

Od najdawniejszych czasów aż do naszego roda- 
ka Kopernika liczono siedm planet Ani w owych 
czasach myślano, żeby ich mogło byd więcej, bo licz- 
ba 7 była u nich kabalistyczną, niejako świętą. W 



•> « 



292 

poczet atoli tych planet zaliczono słońce i xiciyc, 
ziemi zaś jako mieszkania jej pana (człowieka), wyi- 
sze naznaczono stanowisko. Dopiero Kopernik 
przyznawszy przeciwnie słońca pierwszeństwo pomię- 
dzy wszystkiemi, osadziwszy je oraz na niewroszo- 
nym tronie (ale tylko względem planet), zaliczył zie« 
mię w poczet dworzan słońca , a xi§życowi naznaczył 
miejsce w przedpokoju, czyli raczej uczynił go sła* 
gą ziemi. Uszykował zaś te planety koło słońca w 
następujcGjnn porządku: najbliżej stolicy (słońca) od- 
bywa swoją koło niej drogę Merkury, potem Wenas 
nasza jutrzenka lub wieczorna gwiada, po niej zie- 
mia wraz z swym xięźycem , dalej Mars , jeszcze da- 
lej największa ze wszystkich planet Jowisz, a na- 
reszcie ^atum. Tjrm sposobem zostało tylko sześd 
głównych planet, sześciu magnatów, otaczających wraz 
z swoją, później, bo dopiero teleskopami dostrzeżo- 
ną służbą, tron swojego władcy (słońca). 

Ta liczba planet, ten obszar słonecznego państwa, 
którego graniczne słupy w odległości bez mała 200 
milionów mil od stolicy zabite, pozostały aż do r. i 781 
w którym wielki Wilhelm Herszci, Anglik, odkrył siód- 
ma planetę Uranem nazwaną, i tem odkryciem od- 
sunął rzeczone słupy prawie o drugie tylid. 

W następnych latach nie myślano wcale o roz- 
szerzaniu granic tego wielkiego państwa, ale raczej 
zajęto się wewnętrzną jego organizacyą , przepisując 
dla każdego departamentu inny statut stosowny do 
jego potrzeby: chcę tu mówió o tablicach obracho* 
wanych dla każdej planety. Wśród tej organizacyi 
niemało też myślano i nad tem, dlaczego przestrzeń 
dzieląca Jowisza od Marsa jest większą , niżby z pe- 



298 

« 

wnych a wąinych względów byd powinna? Powszechnie 
twierdzono, mianowicie astronomowie, ie w tej prze- 
strzeni koniecznie znajdowad się musi planeta, której z 
niewiadomej przyczyny dotąd nie dostrzeżono. Kant, ta 
wielka a Niemców powaga, twierdził, iź w rzeczonej 
przestrzeni żadnej nie masz planety, już bowiem przed 
wieki pochłonion^ została przez olbrzymiego sąsiada 
Jowisza ; dodając nawet » że ten ostatni połknąwszy 
biedną jak pigułkę, swej żarłoczności zupełnie nie 
zaspokoił, ale jeszcze musiał i dalszemu Marsowi 
nieco z jego tuszy ująd (dlaczego też jest teraz mniej- 
szym niż ziemia, boby rzeczywiście byd nie powinno, 
uważając wielkośd planet w ich po sobie następstwie). 

Pomimo takiej powagi, astronomowie nie wierzy- 
li tym filozoficznym dowodom i wnioskom , gdyż to 
są empirycy, u których cała filozofia, rozumie się 
niebieska, jest w teleskopie lub na końcu pióra, lub 
w obojgu razem; są to istni Tomasze, żadnej w 
swej dziedzinie nie uwierzą powadze, jeżeli im się 
nie pokaże lub cyframi nie dowiedzie. Śledzili oni 
też ciągle między gwiazdami, azali się tam jaki 
przybysz nie zjawi. Nie wiedząc bowiem jeszcze w ja-' 
ki sposób szukad mają tego, czego rzeczywiście nie 
zgubili , pewnymi wszelako byli , że to co prawdopo- 
dobnie poprzednie wieki dla niemocy swojej tam za- 
gubili, prędzej lub później znajdą. Taką to mają 
moc wnioski matematyczne, że się nawet, niby mędr- 
szym od siebie , filozoficznym zwalczyd nie dadzą ! 
One też same są dotąd prawdziwymi, inne zaś mniej 
więcej tylko prawdopodobnymi. 

Że matematyczne wnioski astronomów nie zawiodły 



. 294 " 

świadkiem tego sam początek bieżącego XIK stulecia. 
Panormitański bowiem astronom Piazzi będąc w 
tamtejszem obserwatoryiim zajęty ułożeniem spisa 
czyli katalogu gwiazd stałych, a następnie mając 
dośd i ciągle do czynienia z tym* miryadowym na- 
rodem niebieskim, w dniu 1 stycznia ISOl roku do- 
strzegł gwiazdę siódmej do ósmej wielkości w miej- 
scu, gdzie dawniej żadnej nie było. Obserwaoye nie 
wielu następnych dni pokazały mu, że to nie jest 
gwiazda stała, ale włóczęga czyli planeta, którą on 
Cererą nazwał. Pobieżny też rachunek pokazał, iź 
dziedzina jej przypada właśnie w owym przestworze, 
w którym s^gubionej czyli zabłąkanej planety szukano, 
niższy atoli rachunek całkiem nie zadowolił astro- 
nomów. Gdy oni bowiem spodziewali się tam planety 
większej niż Mars, znaleziona okazała się bardzo małą. 
Mając już teraz niejaką skazo wkę do swych po- 
szukiwań, podwoili czynnośd, która też w krótkim 
czasie , bo w następnym zaraz roku pomyślnym ska- 
tkiem uwieńczoną została. W tym bowiem roku 1802 
odkrył 1 b e r s w Bremie, .drugą w tejże samej prze- 
strzeni planetę, również małą, którą on Paladą na- 
zwał. Obie te planety razem wzięte, nawet w części 
nie odpowiedziały oczekiwaniom astronomów. To tei 
nie przestano śledzid dalej w rzeczonej przestrzeni, i nie 
na próżno, bo w roku 1804 Hareling w Lilien- 
thal, zajęty będąc w tym czasie wydaniem kart nie- 
bieskich, odkrył trzecią jeszcze mniejszą niż dwie po- 
przednie planetę, Junoną nazwaną. Atoli jakby 
astronomom na przekor i to jeszcze było za mało, 
bo wszystkie trzy razem wzięte nawet jednej tysiącz* 



S95 

nej cz§i$ci spodziewanej planety nie wyrównywały. A 
chociaż w roku 1807 wyże] wspomniany 01 bers 
odkrył jeszcze czwarta, ^ któr§ West^ nazwał, i jaka- 
kolwiek ta była największa, to przecież wszystkie 
cztery razem stanowiły mał§ tylko czystkę planety, 
jak§ .tam myśl astronomów osadziła. ^ 

Po odkryciu' atoli tych czterech planet, wy rodziło 
się między uczonymi mniemanie , że te planety 8§ 
tylko ułomkami roztrąconej przed wieki jakąś kata- 
strofa owej wielkiej planety; oraz że tych okruchów 
nieporównanie więcej zńajdowad się musi ; sądzono 
nawet że tak nazwane gwiazdy spadające są ró- 
wnież, tylko nieskończenie mniejszymi z tego roztrą- 
cenia okruchami. 

W tym stanie pozostały rzeczy aż do wielkiego 
przedsięwzięcia berlińskiej akademii nauk, jak naj- 
dokładniejszego przejrzenia pasa sklepienia niebieskie- 
go, szerokiego na trzydzieści stopni; wydania kart 
niebieskich obejmujących wszystkie w tym pasie przez 
najlepsze teleskopy widzialne gwiazdy aż do dziesiątej 
wielkości. Skoro się wzięto wspólnemi siłami do pra- 
cy (a wzięli w niej wielki udział nawet miłośnicy 
astronomii), obcując niejako z gwiazdami każdy na wy- 
dzielonym sobie kawałku, łatwiej i prędzej odróżnid 
mogli włóczęgów od glehae adscriptis '). To też w krot- 
ce dyrektor pruskiej poczty w Driesen, Hencke, 
wielki miłośnik astronomii, odkrył w roku 1845 pią- 
tą małą planetę Astreą nazwaną, a we dwa lata 
później tj. 1847 szóstą przezwaną Hebe. Od tego 
czasu żaden rok nie przeminął bez odkrycia jednej 
lub więcej z tych małych planeta a w latach 1852 
"! >) Osiadłych. 



296 

i 1857 odkryto ich po ośm; w roka za^ 1861 nu- 
wet dziesięć! To teź kiedy do roku 1845 znano ich 
tylko cztery, do dnia dzisiejszego mamy ich jnź 
ośmdziesi^t sześd! Zamiast więc jednej, odkry- 
to prawdziwe rojowisko małych planet , istny liliputów 
naród, stanowiący z potężnymi magnatami pewien a 
niezawodnie konieczny związek, pewn§ solidarnośd 

Łatwo bowiem pomyśled, źe nie kto inny tylko 
ten naród hamuje śmiałe niekiedy zapędy najpotę- 
żniejszego satrapy Jowisza, iż ten nie miesza spo- 
kojności tak bliższych jako też i odleglejszych sąsia- 
dów, przez co pokój ci^go państwa jest ubespieczo- 
ny. Ale zapewne jeszcze nie koniec tym małym pla- 
netom, i spodziewad się należy, że żadna ze znako- 
mitszych w tej przestrzeni nie ujdzie uzbrojonego 
astronomów oka, podsłuchali już bowiem tajne ich 
schadzki i gęst§ sied rozciągnęli tak, że się żadna 
niewidzialnie prześliznąd nie może, wyjąwszy gdyby 
straż zasnęła lub też gdyby w czasie jakiej burzy przeby- 
widy rzeczona siatkę. Mówię tu o najdokładniejszych 
kartach niebieskich właśnie tego pasa , a szczególniej 
tych okolic nieba, którędy te małe planety przeby- 
wad n^uszą w swych koło słońca drogach, wydanych 
przez marsy Iskiego astronoma Szakornaka (Cha- 
cornac)* 

Temu, jak wyżej wspomniałem,' rojowisku ciał 
niebieskich tak miłych, że powierzchnie niektórych 
8§ mniejsze niż którekolwiek z mniejszych królestw 
europejskich, nie chciano nawet przyznad nazwiska 
planet, chociaż im się słusznie należy. Ale zwyczaj- 
nie, jak to się i u nas na ziemi dzieje, nie chcąc 



ubliźyd poważnym magnatom, nadano tej pirawdi^i- 
wie chodaczkowej szlachcie nazwę asteroidów^ pla- 
netek lab planetoidów. Nie uzmpnj§c. więc t^rtutu mo- 
żnych figuruje dot§d między magnatami pod ostatnia 
nazw§. 

Nie zatradniaj§c dłużej czytelnika tymi, jak je 
nazwidtem, IHiputami niebieskimi, lubo i ten naród nie- 
m^ym jest podziwem i zagadka uczonego świata, 
spieszę do odkrycia, które szczególniej między uczo- 
nymi najgłoćniejszem się st^o. 

Skoro rozpoznał Uerszel, że dostrzeżona przez 
niego w roku 1781 niewielka bo piątej do szóstej 
wielkości gwiazda jest rzeczywiście planeta (co je- 
dnak nie prędko nastąpiło, bo j^ poczytywano na- 
wet za kometę), z kilkoletnich obserwacyj Urana po- 
znano dośó blisko pierwiastki jego koło słońca dro- 
gi. Do roku 1820 miano już prawie 40stoletrie re- 
gularne, w południku robione obserwacye Urana, a 
w ogólności więcej niż stoletnie : gdyż berliński astro« 
nom Bodę znalazł pomiędzy obserwacyami Flam- 
steed^, że tenże obserwował Urana już w roku 
1690 ale jako gwiazdę stał§. Tenże Bodę, potem 
Łemonnier, Bessel i Burkhardt, wynaleźli 
w dawnych obserwacyach, że Tobiasz Mayer w 
roku 1756, sam Herszci w latach 1760 i 1763 a 
Bradlej w roku 1753 także obsei powali Urana, 
ale zawsze jako gwiazdę stał§. Nareszcie Bourard 
znalazł między obserwacyami obserwatoryum pary z- 
kiego, że sam wyżej wspomniany Łemonnier obser- 
wował rzeczoT)§ planetę dziewięó razy, D;e domyśla- 
jąc się w obserwowanej gwiazdzie planety, bo jedy- 

S8 



Źd8 

nie zmiana miejsca mogła j§ odróźnid od innych 
gwiazd stałych, podobne zaś przypadkowe obserwa- 
cye nie prowadz§ do poznania tej zmiany. Przeko- 
nano się z powyższych poszukiwań w dawnych astro- 
nomów obserwacyach, że od roku 1690 aż do ITSl, 
czyli że przed poznaniem przez Herszla w tyle razy 
wspomnianej gwiaździe prawdziwego włóczęgi Urana, 
obserwowano go 19 razy. 

Tak dawne jako i nowe obserwacye Urana ze- 
brawszy Bonyard, i stosując do nich przez Łaplasa 
podane zwichnienia (perturbałiones) sprawione przez 
Jowisza i Saturna, jako najmożniejszych planetarne- 
go systemu olbrzymów oraz Uranowi najbliższych, 
przedsięwziął ułożyó tablice jego ruchu. Lecz wśród 
rachunku natrafił na trudności, których w żaden spo- 
sób pokonad nie mógł. Rachując bowiem według te- 
oryi pierwiastki ruchu Urana' z obserwacyj przed ro- 
kiem 1781, późniejsze obserwacye nie przystawały 
do tych pierwiastków. Przeciwnie, porachowawszy 
rzeczone pierwiastki z późniejszych, po odkryciu 
planety robionych obserwacyj, znowu do nich nie 
przystawały dawniejsze. Aby wi§c tablice ułoży d, po- 
zostawało Bouyardowi odrzucid albo pierwsze albo 
drugie obserwacye. Naturalnie, iż si§ skłonił do za- 
trzymania nowych , ufając im wi§cej niż dawnym, i 
na ich podwalinie obrachował tablice ruchu Urana, 
które wydi^ w roku 1821 zostawiając następnym 
czasom rozwiązanie zagadki tej niezgody. 

Atoli, jakkolwiek bliskie tej epoki następne ob- 
serwacye dośd się zgadzały z rzeczonemi tablicami, 



299 

to przecież wkrótce dostrzeżono, źe w miarg oddala- 
nia się od róka 1821, różnice óbserwacyj z tablica- 
mi stawały się coraz znaczniejsze. Sławni astronomo- 
wie łamali sobie głowy, zkądby te różnice pochodzid 
mogły, ale żaden nie znalazł icb przyczyny. Arcyka- 
płani Urani'. zacz§li nareszcie podejrzy wać, że może 
nieznana nam za Uranem planeta, w tak niegrzeczny, 
bo ukradkowy sposób, niepokoi swego śniada; ale 
jakby podejśd i na gor§cym niecnotę schr. /taó uczyn^ 
ka? trndna była rada, bo jedynie poszlaki jego na- 
padów a żadnego rysopisu nie było. Bessel^ ta wiel- 
ka astronomiczna powaga, znający wskroś życie po- 
dobnych włóczęgów, nie widział innego sposobu jak* 
zostawid to przyszłości, dostarczając jej tylko coraz 
nowych poszlaków wichrzeń rzeczonego niecnoty; ob- 
jawił też nadzieję, iż następcy przekonają się, że 
przyczyną batamuctw w ruchu Urana jest rzeczywi- 
ście nieznaną dotąd planeta. Miał on też prawdziwą 
pociechę , że prawie już konający (umarł dnia 1 7 
marca 1847) dowiedzii^ się na łożu boleści, że wich- 
rzyciela schwytano. Jakim się to sposobem stało, w 
krótkości opowiem. 



Ponieważ wyżej wspomniałem, że żadnego ryso- 
pisu owego opryszka nie było, zatem należało tako- 
wy z samych poszlaków sporządzid. Jakoż w roku 
1845 sławnej pamięci A rag o zachęcił młodego ale 
bardzo zdolnego matematyka Leverriera^ do pod- 
jęcia tej pracy, wskazując mu, że z wielkości spra- 
wionych w ruchu Urana zwichnień możnaby ponie- 
kąd wniosko^ad tak na wielkośd jako też i położenie 
nieznimęj planety^ tj. otrzymad rysopis. i okolicę, w 



300 

której w pewnym czasie przebywa. Leverrier asła- 
chsl tej rady i dzczerze wzi§ł si§ do pracy. Ale ja* 
każ to była praca! Potrzeba było przedewszystkiem 
obrachowad jak najdokładniej zwichnięcia rucha Ura- 
na nie pochodzące od działania na niego znanych 
dot§d planet; potem należało przyj§d zgodne z tabli- 
cami albo raczej z teory§ pierwiastki jego rucha i 
te według owych zwichnicd poprawid dla ułożenia z 
nich tak nazwanych efemeryd, dających dzień za 
dniem przez pewny przeciąg czasu położenie Urana 
na gwiazdzistem sklepieniu niebios, iżby potem poro- 
wnad było można z temi efemerydami w różnych 
czasach robione ^ obserwacye , a ztąd ofrzymad wi- 
doczne zwichnięcia sprawione w ruchu Urana przez 
nieznana planetę, ^aiste ogromna to i mozolna, a 
wielkiej pilności, cierpliwości i wprawy w podobne 
rachunki wymagająca praca! 

Skoro ten mozolny rachunek ukończył Łeverrier, 
porównywając obserwacye z ułożoną jak się rzekło, 
efemerydą, dostrzegł pewnych ważności zwichnięd ru- 
chu Urana, których mu teorya nie dawała. Wpro- 
wadziwszy te w analityczne wyrażenie zamykające 
też zwichnięcia w przypuszczeniu nieznanej za Ura- 
nem planety, otrzymał tym sposobem przybliżone pier- 
wiastki jej koło słońca ruchu. Powtórzywszy ten sam 
rachunek znalazł rzeczone pierwiastki jeszcze, bliższe 
prawdy. Tym sposobem ukończywszy swoją pracę, 
otrzymał bardzo prawdopodobny rysopis tegOi jak go 
wyżej nazwałem opryszka. Nie ufając aby paryzka 
policya sama jedna zdolną była zdybad wichrzyciela, 
zaraz rozesłał gończe listy z gotowym już rysopisem 



301 

do innych krajów, zwłaszcza tei do tych , o których 
wiedział, źe maj§ wzrok bystrzejszy (lepsze telesko- 
py), lub z położenia swego łatwiej podejśó mog§ nie- 
cnotę, wskazując im zarazem, w którjr pankt skiero- 
wad maj§ swe gwintowe dzii^a, iżby go lem 'pewniej 
ngodzió. I otoź Galie, obserwator berliński, oddbra* 
wszy ordynans w dniu 23 -wrżeArńsL 1846, i skiero- 
wawszy tego samego dnia wieczór wedłag komendy 
swe działo, mi^o nie w samo serce ugodził oprysz- 
ka. Gdy bowiem z rachunku Leverriera wypadło miej- 
sce ukrywania si§ jego pod 327 stopni i 24 minut, 
Galie ubił go pod 326 stopni i 32 minut! Zrobiwszy 
oględziny, znalazł rysopis prawie z rzeczywistościsf 
zgodny. Nie wiem zaiste co tti mam wprzód podzi- 
wiać, co. naprzód uwielbiaó? Czy nieporównana Łe- 
verriera bystrośd w prowadzeniu tak zawiłych ra- 
chunków, czy moc geometrycznej analizy, czy -teź 
prawdziwośd a dosadnbśd praw ciężenia powszechne- 
go przez Newtona odkrytych, czy nareszcie potę- 
gę ludzkiego rozumu, który podobne i w tak nie- 
zmiernej odległości tajemnice albo raczej kryjówki 
przyrody wykryd może! Nie, tu nie masz wyboru, 
nie masz pierwszeństwa, bo tu każde w swym ro- 
dzaju jest wielkiem, jest żadziwiającem ; więcej po- 
wiem, jak w tym tu przypadku, jedno bez innych 
jest niepodobnem. Niechże w obec tego czynu wyst§- 
pi^ wszyscy krępujący biedny rozum, naznaczający 
mu granice; sami nie wiedząc gdzie, i niech wskażą 
jak to daleko jest mu wolno, dokąd niebezpiecznie, 
a gdzie się zaczyna ów chiński mur, za który niko- 
mu nie wolno? Niech staną i ci, którzy rozum kdz- 



802 

ki za bardzo nieudolny poczytaj§ i niech powiedzą, 
które prawdy 8§ mu przystępnetaii , a o które kusid 
si§ nie powinien? Zaiste ci wszyscy ludzkiego roza- 
mu gnębiciele 8§ sami niedowiarkami oraz bluźnier- 
cami. Jak bowiem Bóg jest wszechmocnym i nie- 
skończonym, tak duch człowieka, jako iskierki tegoż 
samego bóstwa, nieskończonym byd musi i zdolen 
zbliźad się ci§gle coraz więcej do wszechmocności, 
nigdy jej jednak nie dosięgając. Jeżeli więc chc§ ro- 
zumowi połoźyd granicę, tę jedynie może byd wszech- 
mocnośd, która w tak wielkiej leży odległości, źe 
pochodu rozumu w coraz dalszem doskonaleniu się 
nigdzie wstrzymad nie może; rozumy bowiem wszys- 
tkich następnych wieków, wystawid sobie można jako 
szereg liczb w naturalnym porządku 1, 2, 3, 4, 5, 
itd. idących. W tym szeregu ostatnia liczba w naszej 
tylko myśli będąca, albo raczej myślą ścigana, jest 
wszechmocnoścją, jest Bogiem, a pomimo to nie prze- 
szkadza bynajmniej poprzednim do stawania się co- 
raz większemi , bo nie masz obawy, żeby się która 
stała ostatnią. Podobnież człowiek doskonaląc się co- 
raz dalej, rozum jego zbliża się coraz więcej do Bo- 
ga, ale nigdy w całej wieczności stad się nie może 
Bogiem. 

Żeby czytelnicy powzięli chodby tylko diibe wyo- 
brażenie ważności odkrycia Leverriera, sądzę, że do- 
syd powiem zwracając ich uwagę na to, że wszys- 
tkie, aż do roku 1846 zrobione w astronomii odkry- 
cia, mianowicie: planet, komet lub innych w prze- 
strzeni wszechświata zjawisk, zawdzięczamy jedynie 
przypadkowi. Odkrycie Leverriera jest pierwszem za- 



S03 

sadzajęcem się na wnioskach i rachunku, a 2 tego 
jednego powodu juź jest bardzo waźnem. Druga , do 
ważności w mowie będącego odkrycia, przyczyniająca 
81$ okolicznośd jest ta, źe jak ze zwichni§<5 Urana, 
znaleśd było można Neptuna , tak następnie nasze 
prawnuki ze zwichnięd tego ostatniego znaleśd b§d§ 
mogli jeszcze dalszą planetę, jeżeli się optyka dagle 
doskonalid będzie, o czem wątpid nie można. Tym 
sposobem późni nasi potomkowie będą mogli ciągle 
rozszerzad państwo słoneczne, dopóki ich nie zatrzy- 
mają prawdziwe graniczne słapy, łub' teź niedono- 
śnośd narzędzi. To mając na uwadze, nikogo zape- 
wne nie zadziwi , źe Leverriera spotkidy największe 
zaszczyty tak monarchów jako i uczonych. Jego bo- 
wiem odkrycie jest w obecnym czasie szczytekn rozu-- 
mu ludzkiego; nietylko, źe odsunął od stolicy gra- 
niczne słupy bez mała nie o drugie tyle, bo Neptun 
jest od słońca odległym przeszło 620 milionów mil, 
ale, co jest najwaźniejszem, nauczył jaką bronią po- 
dobne twierdze zdobywad. 

W tem atoli miejscu duma narodowa nie pozwala 
mi pominąd milczeniem sławnej pamięci rodaka na- 
szego Kopernika, podziwiając jeszcze więcej i wy- 
żej kładąc jego niż JLeverriera geniusz. On to bo- 
wiem nie mając do swej pomocy ani teleskopów 
wspierających słaby wzrok człowieka, aini nietylko 
tak wydoskonalonej, ale żadnej analizy, ani nawet 
przygotowanych przez swych poprzedników materya- 
łów jak Leverrier, jedynie mocą swego wielkiego ge- 
niuszu, głębokiej nauki i badawczego ducha skutków 
i przyczyn, wydobył świat słoneczny z okropnego 



304 

ssatii§ta , w którym go gruba starożytnych niewiado- 
mośd pogr§źyła. T§ż 8am§ moc§ swego geniusza od- 
gadł tajemnice , . nad pokazaniem których naocznie 
wieki pracowały i rzeczywiście w końcu czołem praw- 
dzie uderzyły. Krótko powiem, Kopernik wprowa- 
dził wszystkich swoich następców na prawdziw§ a 
prost§ drogę, któr§ postępując, dochodzą do odkryć 
tek 8z<«ytaych prawd jak poprzednio widzieUśmy. 
Smii^o więc twierdzid można, że wszyscy wielcy po 
Koperniku pojawiający się mężowie uważam byd 
musz§ za godnych uczniów Kopernika. 

Tenże sam najisiawniej 3zy w podbojach niebie- 
skich artylerzysta Leverrier, wypróbowawszy na oo 
dopiero opowiedzianem odkrycia donośnośd swych 
dział, pokusił się zwiedzid także obręb samej stolicy 
słonecznego państwa; mianowicie zaś przekonad się, 
czy od najdawniejszych czasów znany obywatel te- 
goż państwa Merkury jest rzeczywiście ostatnia a 
stolicy najbliższa planetg, lub też, czy w ci^n§cej 
się od niej aż do stolicy przestrzeni, w tej prawdzi- 
wej Saharze, znajduje się jeszcze jaka oaza? Co Łe- 
yerriera spowodowało do tej wyprawy, pokrótce opo- 
wiem i csls^ walkę wraz z jej skutkiem opiszę. 

Jeden z najdawniejszych, bo jeszcze naszym pra- 
pradziadom zoany, a najspokojniejszy obywatel sło- 
necznego , państwa Merkury, podobnież jak Uran nie 
może statutem sobie wyznaczonej drogi spokojnie i 
wygodnie bez wszelkich wstrz^śnień przebywad, bo 
go nieznana jakaś siła, lubo nie wiele, ci§gle spycha 
to w tę to w owę stronę. Chociaż to astronomom nie 
przeszkadza do znalezienia go w każdej chwili mię- 



306 

I 

dzj g^azdami, gniewa ich/ to wszelako, źe się me 
trzyma ściśle przepisanego sobie przez barona Lin* 
d e n a n statatu. Ponieważ do roku 1845 były dokła- 
dne obserwacye 21 przechodów Merkurego po przed 
tarczę d[oneczn§, w różnych robione miejscach, a 
oprócz tego 200 obserwacyj południkowych wparyz- 
kiem obserwatoryum od roku 1836 do 1842 wykor 
nanych, opaz wiele innych, tak w europejskich jako też i 
zaenropejskich obserwatoryach robionych, przeto Le- 
verrier pokusił się sporządzid dla Merkurego nowy sta- 
tut, czyli raczej now^ jego teoryc, nowe tablice jego ru- 
chu obrachowad. Praca ta była może mozolniejsz§, niż 
pierwsza, bo zacz^ó musiał od teoryi ziemi czyli raczej 
od przejrzenia dokładności tablic dońca. A poznawszy, 
źe te ostatnie na nowo obrachowad potrzeba , prze- 
kons^ się zarazem , iż przedewszystkiem należało mu 
zwrócid 819 do gwiazd st&tych; zasadniczemi przez 
astronomów nazwanych, z powodu, że wszystkie inne 
obserwacye i rachunki do nich się odnoszą. Leverrier 
nie wzdrygn^ %ię tak ogromnej pracy. Użył on naj- 
sumienniej do swej pracy nie mniej jak 8000 obser- 
wacyj z różnych zaczerpniętych źródeł. Skończywszy 
ten przygotowawczy rachunek, dopiero przystąpił do 
tablic lE^ońca. Te obrachował z tem wewnętrznem 
przekonaniem, że na ich podstawie, każd^ dalsza 
budowę rozpocz^d można. , 

Za pierwsza godn^ budowę osadził nowe tablice 
Merkurego, bo się przekonsd, że na wyżej wspo- 
mnianej podwalinie zbudowane, są budow§, chociaż 
mi^o, ale ci§gle chwiejną i niepewną. Dokonał też 
rzeczywiste swego dzieła, mając, jak się wyźiej wspo* 

59 



306 

mniało , otbfity do tego materyi^ , tj. lięssąe obserwa- 
cje tej planety. Atoli wśród tej pracy przekonał 8if, 
źe nawet według tak poprawionego siatata Merkaiy 
nie będsie, ani nawet może pilnowad wytkni$t^o 
so^ie tom, z powoda już wyżej rzeczonej a nieznanej 
siły, szarpiącej go zwolna we wszystkich kierunkach. 
A że tak był szczęśliwym, że wykrył nieznanego 
sprawcę niepokoju, Urana, odważył się zatem i tu 
próbowad, czyli przypadkiem Merkury nie ma nie- 
znanego a bliżej stolicy mieszkającego scsiada, któij 
starego swego krewniaka niepokoi. A lubo olbrzymia 
praca Leyerriera nie doprowadziła do żadnego pe- 
wnego wypadku , to przecież naprowadziła gó na to 
przekonanie , iż rzeczonych małych nierówności Mer- 
kurego inaczej wytitumaczyd nie można, tylko przyj- 
mując nieznaną, między słońcem a Merkurym ki^- 
ż§c§ koło słońca planetę, łub nie jedn§, ale podobne 
rojowisko planet, podobny liliputów naród, lecz za- 
pewne nieskończenie mniejszych, jaki między Marsem 
a Jowiszem w tych ostatnich czasach odkryto. Myśl 
to zaiste wielka, a uważana jedynie jako pomyd, już 
na uwielbienie zasługuje. Pomysł dopiero co rzeczo- 
ny objawił Leverrier akademii umiejętności w Pary- 
żu na posiedzeniu dnia 12 września 1859, polecając 
go troskliwości i pilności astronomów; oświadczył 
zarazem,, że z powodu takiej bliskości dtońca tej 
przez siebie domniemywanej planecieii chyba tylko w 
czasie ciJkowitego lub blisko całkowitego zadmienia 
dońća, lub też w czasie jej poprzed tarczę słonecz- 
ną przechodu w postaci plamy ostro określonej* i 
okrągłej dostrzedzby ją można. 



- / 



807 

Jakież było Leyerriera, zdamietiie , gdy prairde w 
trzy mie8i§c6 potem, tj. przy końcu grudnia, odebrał 
list od nieznanego sobie lekarza z Orgeris, mia- 
steczka departamentu Eure et Loire, nazwiskiem Łes- 
carbaulta, donoszący mu, źe jeszcze w dniu 26 mar- 
ca tegoż roku dbserwował na tarczy słonecznej okrą- 
gła a ostro ograniczoną plam§, którą nietylko za 
planetę poczytuje, ale mocno jest przekonanym, iź 
odkrył przez Leverriera domniemywaną planetę. W rze- 
czonym liście opisuje Lescarbault całą obserwacyęi 
mianowicie co do czasu trwania przechodu tej plamy 
przez tarczę słoneczną, jej wielkofid itd. Na takie do« 
niesienie, zabrawszy z sobą swego przyjaciela jako 
świadka, udaje się Lererrier koleją żelazną do Orge- 
ris , chcąc na miejscu zbadad istotę rzeczy, mianowi- 
cie zaś, azali środki prywatnego człowieka, jedynie 
miłośnika astronomii, bo z powołania lekarza, są rze- 
czywiście takie, że mógł to widzieó, o czem do niego 
pisiJ:. Za przybyciem na miejsce, znalazłszy najprzód 
samego Lescarbaulta jako człowieka już od dawna 
poświęcającego z najwiękśzem zamiłowaniem zbywa- 
jący od praktyki czas obserwacyom ' astronomicznym, 
dalej narzędzia! jego zdatne do podobnych obserwa- 
cyj , a nareszcie wybadawszy wszelkie szczegóły do- 
tyczące rzeczonej obserwacyi, w szczególności zaś ty- 
czące się miejsca, wielkości kształtu i czasu widzia- 
nej plamy, wziąwszy. w końcu całą obserwacyę, jak 
ją Lescarbault zapisał, pod rachunek, znalazł, że 
widziana plama potrzebowałaby do przebycia średnicy 
słońca 4 godzin 26 minut 48 sekimd. A gdy nad 
to . Lescarbault oświadczył, że jeszcze w roku 1837 



808 



I ^. 



mii^ to pnekonanie , ii między, Marsem a Jowiszem 
nie cztery, do owego czasa 2nane, planetoidy, ale 
daleko więcej ich się tam znajduje, niemniej, skoro 
Leyerrierowi pokazał swego pomysłu przyrządy do 
obserwowania przejścia Merkurego poprzed tarczę 
słone(»n§ w roku 1845 oraz dodi^, iź od owego 
czasu powziął stałe przedsięwzięcie przeglądania ile 
mu tylko czas i pogoda dozwoli, tarczy słonecznej w 
zamiarze, azali między plamami bardzo często okry- 
wającemi tarczę słoneczną, nie dostrzeże różnej od 
zwyczajnycbi Leverrier widział- w Lescarbaulcie eńo- 
wieka dobrze pojmującego rzecz, o którą chodzi. 

Te przeto wszystkie okoliczności zniewoliły Le- 
yerriera do przyznania, że Lescarbault widział rze- 
czywiście nową planetę, lub przynajmniej jedne z 
grupy planetoidów. Krótki rachunek pokazał, że ta 
nowa planeta, którą Leyerrier Wulkanem nazwał, 
odległą jest od słońca trzy do czterech milionów mil, 
i że potrzebuje do całkowitego okrążenia słońca bli- 
sko 20 dni czasu. 

Za powrotem swoim zdał Leyerrier akademii umie- 
jętności z swej podróży sprawę i ogłosił, że Łescar- 
bault zbalazł albo raczej widział domniemywaną przei 
siebie planetę. 

Gdy atoli wedle uwagi i rachunku Karyngtona 
(CaiTington) taż planeta, jeżeli ją rzeczywiści Łe- 
scarbault widział, powinna była znowu między dniem 
25 marca i dniem 10 kwietnia, a powtórnie między 
dniem 27 września i dniem 14 października 1860 
roku w przechodzić swoim poprzed tarczę słoneczna 
byd widzianą, a tego żaden z astronomów, pomimo 



809 

największej usilności nie dopatrzył, podniosły si$ t 
róźnydłi stron przeciw Lescarbanltowi głosy i to w 
tonie niegodnym uczonych , nazywając go nawet 
szarlatanem i wmawiając w niego, że rzeczoną ob* 
serwacyc zmyślił. Ale otoź znoyni w ubiegłym roku dnia 
8 maja obserwator w Konstantynopolu, Arystydes 
Coombary, widział o godzinie 9 minucie 23, jak sam 
pisze do Leyerriera, mały ozamy punkt odrywający 
albo raczej oddzielający się od jednej z plam, kto- 
remi w tymże czasie tarcza słoneczna była pokrytą. 
z pocz9tka nie był on tego zjawiska pewnym, dla- 
tego tei bojąc się osłabid oko przez ciągłe przypa- 
trywanie się, a następnie byd w swem mniemaniu 
omamionym, odsunął od teleskopu oko na kilka mi- 
nut Spojrzawszy atoli znowu do teleskopu, ani juź 
mógł wątpid *o zmianie miejsca rzeczonego punktu; 
dostrzegł go bowiem jui w dwa razy więks&ej od 
plamy odległości^^niź wprzód. W takiej odległości 
mó^ Conmbary rozróźnid w tymże punkcie okrągłe 
ciało i ciągle posuwające się . po tarczy słonecznej. 
Przy zejściu swojem z tarczy, co w 4^ minut po 
pierwszem spostrzeżeniu nastąpiło, zdawało się ob- 
serwatorowi to cii^o owalnem i jakby przedzielónem 
w środku tak, iżby sądzid było można, jakoby dwa 
ciała były blisko siebie, co zapewne przypisad nale- 
ży już ztrudzonemu oku lub teleskopowi. Lubo i ta 
obserwacja nic nam stanowczego nie przynosi, słu- 
żyd wszelako może za wielkie prawdopodobieństwo 
obserwacyi Lescarbaulta. Zdaje mi się nawet, że na 
pewno sądzid można, iż Coumbary widziid nie toż sa- 



SIO 



mo ciało co Lescarbault, ale źe ksżij 4b nich widział 
jednę z grapy planetoidów zcajdającyoh się miedzy 
słońcem a Merkurym; nie podobna bowiem, żeby oba 
uwiodło złudzenie. Nareszcie ponieważ Leverrierowi 
najwięcej na tern zależało, iżby się przekonad czy 
podana przez Lescarbaulta obserwacya była istotnie 
lub nie, ten zaś, jak się wyżej rzekło, takowe za 
rzeczy wist§ nznii, myślę, że się nawet nie godzi tak 
znakomitemu astronomowi w ten sposób, jak wspo- 
mniał|8m, ubliżad, gdyż to na to samo wychodzi, jakoby 
Leverrier nie był w stanie ocenid Lescarbaulta i isto- 
ty rzeczy dokładnie wybadad. Bo że się rachunek 
Karyngtona nie- sprawdził , nie jest tó jeszcze dowo- 
dem, żeby między słońcem a Merkurym planety lub 
grupy planetoiddw nie było ; z jednej bowiem obser- 
wacyi prawie nie znamy jej ruchu , a następnie i o 
jej położeniu w pewnym czasie wnioskowad nie mo- 
żemy. Słuszniejby tu można wnioskowad, że ponie- 
wdż doiąd Wulkana nie dostrzeżono, między idońcem 
a Merkurym znajduje się nie jedna ale prawdopodo- 
bniej rojowisko małych planetoiddw, których zwich- 
nięcia, jako bliskich tak potężnej przyciągającej sile 
jaką ma słońce, oraz niepośledniej, z powodu także 
bliskości , sile Merkurego , muszą ich drogi bardzo 
znacznie za każdem okrążeniem słońca zmieniaó. Ody 
wszelako te zmiany w każdjrm razie muszą mieó swoje 
granice, których przekroczyd nie mogą i w których 
się wszystkie rzeczone zmiany odbywają, zatem przyj- 
dzie znowu czas, gdzie planetoidę widzianą przez Le* 
scarbaulta w roku 1859, astronomowie kiedyś zobacz§. 



311 



Tak tedy co do nowej planety, Wnlkanai jeszcze. 
sub judice lis est i dopiero przysdiold okaie, z czyjej 
strony jest prawda. 



Pisałem dnia 15 stycznia 1866. 



V. 



J. K. Steczkowski. 



DZIENNIK POGROMU TATARÓW. 

PRZEZ JANA SOBIESKIEGO marszałka i hetmana wielkiego 

KORONNEGO W ROKU 1612*). 



Z obozn pod Petrank§ die 45 Odobrii 4672. 

18 S^ptemhris złączył jegomoćd pan marszałek 
pod Telatynem wojsko z Ukrainy zjegomoćci§ panem 
Podlaskim zeszłe, z tem co przy jegomości zostawa- 

m * 

*) Pamiętny ten pogrom, którego widownia były iriuśnie tutej- 
sze okolice, ma podwójny dla czytelników naszych interes, tein 
chętniej więc opis jego ze spółczesnego rękopisma biUioteki wiła* 
newskiej wyjęty, a przez bibliotekarza jej p. Stanisława Przy- 
łęckiego uprzejmie nam udzielony, wraz z listem Sobieskiego do 
króla tu umieszczamy. Sobieski, podówczas jeszcze tylko hetman, 
rozwinął w tej wyprawie nadzwyczajną spręŁystoić. Sp<Hcze8n6mii 
tym wypadkom śpiewakowi, Wacławowi Potockiemu, natehn^ ten 
pogrom, poezyę, jednaj z najpiękniejszych, zatytułowaną Merkn- 
ryusz nowy, którąjmy w tomie YI pisma niniejszego, z kilku rę- 
kopismów porównaną i poprawioną umieścili. Prócz głosów, jakie 
go od uczestników tej wypi'awy zalatywały, miał, jak się zdaje, 
Potocki przed oczyma niniejszą samegoŁ Sobieskiego o niej rela- 
cyę, a wiemojó w kreśleniu tego, co rzeczywiście się działo, nie 
uchybiła w niczem pięknocie tworu, ani ujęła górnego, prawdzi- 
wie natchnionego lotu jego muzy. Pniyp, Bfii. 



ło; i 2 woli je^o królewskiej mości naprzód pod tta*" 
bieszowem ,. potym 

29 8qptemhris pod KraBoostawem obozem stanął; 
tam jęzjkowie, z podjazdów przywodzeni', twierdzili/ 
że kilkadziesiąt tysięcy ordy miało wkrótce podpaśó 
pod obóz, 8znkaj§c wojska, gdzie się obraca. 

4 Ocłobris napadła orda na chorągiew stoj^cc na' 
pasie w Krynicy pod Żamościeboi, i goniąc j§ aź pod 
obóz trwogę nczyniła; dlatego zaraz jegomośd' pian 
marszi^ek zpod. Krasnostawu obóz na bezpieczniej- 
sze miejsce pod Krupę ruszyła żeby go na niesposo- 
bnein miejsca potencya nieprzyjacielska nie zastała. 
Sam jednak tej nocy pbd Krasnostawem kommnni- 
kiem został. 

6 Octobris ruszył jegomośd pan marszi^ek ku Za« ' 
mościn, zk§d się był pokazał nieprzyjaciel, gdzie pod 
Sitancem dla wytchnienia koni trochę BtiGtn§wszy, . po- 
słał do pana Haneńka w Zamościa będącego , dając 
znad o sobie i zapraszając w koinpanią przeciwko , 
nieprzyjacielowi ; ale się jnź był on raszył z mołoj- 
cami swymi, ą|6 chcąc nadchodzącego jegomości cze- 
kaó; twierdził źe pod Bełzetn miał ordę przejmowad. 
Zaczytn sam jegomosd pan marszałek sprawiony z 
języków, których natenczas pan Zawisza z podjazdu 
przyprowadził, raszył zpod Sitańca na całą noc ku 
Krasnobrodowi, posławszy podjazd z panem Pruszczyc- 
kim pod Turobin i Zwierzyniec. Dochodząc nad świ- 
tem Ejrąsnobrodu, wziął wiadomośó, źe pan Haneńko 
tamże napadłszy na Tatarów i Kozaków powracają- 
cych z plonem, uderzył w nocy, bydło i konie im 
pobrał, i trzech albo czterech ubiwszy i kościół za- 

40 



314 

paliwszy, do Zamościa bez języka powrócił, nie chcąc 
się z jegomościa panem marszałkiem łęczyd. 

Tegoi dnia. pod Rawą pan Atanazy MiączyńskI 
rotmiatrz przed kilką dni na. podjazd posłany, Ag i 
Zor murzow pogromił. Zor marzę z niemałą inszych 
zabiwszy, siedmiu żywcem wziąwszy, jasyru kijkaseł 
odbił. ' 

6 OctohrU stanąwszy w Krasnobrodzie jegomośd 
pan marszałek, równo z świtem spłoszonego nieprzy- 
jaciela po lesie szukać kazał, gdzie wielu Tatarów i 
Kozaków, a między nimi Szaohtjrmir murze wziąwszy 
niemało trupem po lesie położył , gdzie i Zatyasza 
zgioią], który miał nad tym zagonem komendę. Dzie- 
ci porzucone pozbierawszy i do Zamościa odesła- 
wszy, kilkunastu Tatarów i Kozaków królowi jego- 
mpści posławszy^ ciągnął dalej za Abas murz^ z plo- 
nem także przodem uchodzącjrm. Ale ten od pogro- 
mionych w Krasnobrodzie postraszony, kilkaset jasy- 
rp w Ssęarejwoli porzuciwszy ucieU. Zaczym jego- 
mość pan tnarszałek obrócił ku Narolowi, wszystko 
Podsanie w ogniach obaczywszy, a ^tem z języ* 
ków, przez pana Zawiszę zpod Narola przyprowadzo- 
nych , .sprawiony o nieprzyjacielu pod Narolem , i że 
tern skrzydłem między Wieprzem a Sanem Dziambet 
GKerej sołtan, Zemirkazy murza^ i innych znaosnych 
wiele , z zagonów powracają , sprawiwszy wojsko ra« 
szył pod Narol już zapalony, i tam na dwa zagony 
pp^a^ająci^ uderzył. Kredencował w tej potrzebie je- 
gomośó pan Łasko z pułkiem xięcia jegomości Ostro- 
w^ięgo; goniło wojsko uciekającego nieprzyjadela aż 
do 'cienmej nocy, siekąc i w Tanwi rzeee topiąc; 



815 

wiele Tatardw iy woein wsictych, wiele na szlaka tra* 
pem padło; szlachcianek dzieci i ludu pospolitego na 
dwa tysiąca odbito, bydła tąkźe wiele dostało się 
wojska i bachmatów niemiło. Pod Naroleol trzy albo 
cztery godziny ^wytchnąwszy, przed p(9noc% raszył je- 
gomośd pan marszałek ka Lubaczowa, gdzie gęste 
pożogi o nieprzyjaciela znad dawały. . 

7 Ocłobris skoro dzień pan Linkowicz porucznik 
pana oboźnegO polnego z pierwszą straią idąc o6aa 
Tatarów, (którzy się od kosza odbł§kawszy wsi pali* 
li) złapał. Ci twierdzili, że Diambet Grierej sołtan 
pnodem ka Lwowa od Tarn||roda idzie, zaczym je* 
gomośd pan marszałek podawszy ku Lubaczowa je- 
gomośd pana strażnika koronnego, jegomość pana 
Łaska, a ku Cieszanowu jegómośd pana Łaźnickiego 
rotmistrza, sam z wojskiem prosto przecinając Dziam- 
bet Giereja, szedł ku Niemierowu. Tak jegómośd pan 
strażnik jako i pan Łaziński (?) trafił na powracają*- 
ce czambuły, w których znaczhą uczyniwszy szkpdc, 
jasjnru po kilkuset odbili, żywcem kilku wzięli. Zgi* 
ncło jednak jegómośd panu Łażnickieifta dwóch to** 
warzystwa a dwodi postrzelonych. W tom jegómośd 
pan marszałek idąc naszedł pod Brusnią wiele bardzo 
bydła, i dzieci niemiło na koczowisku tatbrskiem po- 
rzuconych, od których bardzo nie wiem czem astra- 
szona uciekła orda. Dlatego tem prędzej spieszył się 
za nieprzyjacielem, którego pod Horyńcem dogoni^ 
wszy^ a wprzód pana Linkowicza z częścią ocl|otnika 
bokiem per campendia (na przełaj), aby ich od Nie- 
mirowa przejmował, posławszy kilkaset ochotnika to* 
warzystwa, a przed nimi pana Łastowieckiego z znacz- 



316 



kiem ftwcnm dla większej ochoty ordynował, a tyła 
następowad rezkazująCf w posiłku zaraz pana Zbroś- 
ka, panów strażnika i chorci^ego koronnych, pana 
Kozubskiego, pana Boruchowskiego ordynując; od 
których nieprzyjaciel na wielkie' przeprawy napędzo- 
ny, jasyr rzucad kilku śći^wszy począł , a potem jak 
pczy wybrał na picd albo sześd szlaków wprzód, 
wzad i poprzek rzuciwszy się , konie zdobyczne i 
własne bachmaty rzucając, pieszo w las gdzie oczy 
nio^y uciekał; pan Kobyłecki, pan Łaźnicki, pan 
Tamawskii pan Linkowicz, pan GsJ:ecki różnymi azla- 
kami goniącemu wojsku kredencowali , wielką klęskę 
w nieprzyjacielu czynili Zginęło 6 albo 7 murzow 
znacznych, a inszych trupem kilka szlaków na dwie 
m^ili znaczne zostały. Wzięty Tuchaj murza żywcem, 
a inszych; kilkadziesiąt; dzieci, biąłychgłów i inszego 
ludu szlacheckiego i pospolitego na dwanaście tysięcy 
odbito; koni i bachmatów bardzo siła wojsku się do- 
stało. Z naszej strony pan Gryzna towarzysz po- 
strzelony w kilka dni umarł; pan Łastowiecki bnn« 
czuczny jegomośd pana marszałka i pan Pruszkowski 
porucznik jego królewskiej mości żywcem wzięci : łK> 
gdy ochotnik nas:^ na wiele szlaków za* uciekają- 
cym nieprzyjacielem rozdzielił się , nowej ordy e- bo- 
ku kilka tysięcy zagon przypadła który tych dwóch 
zagarnąwszy począł był naszych tym szlakiem gOnią- 
Cych wspierad, ale ichmośd panowie straiżnikowie obaj 
także jegomośd pan chorąży koronny nastąpiwszy, 
złamali nieprzyjaciela, i w las uciekającego rozsypali. 
Dziambet Gierej sołtan w kiłkudziesiąt koni przodem 
umknął. 



817 

8 Octohru pan komendant jaworowski wypadszy 
z zamku uderzył na niedobitków, których się kilka- 
set z pogromu tego różnymi szlakami pod Jaworo- 
wem zebrało; tych rozgromił i kilkaset ostatka jasyru 
odbiŁ Jegomośd pan marszałek kazawszy rano na 
szlakach dzieci pozbierad, i do bliższego monastyru 
zwieść, jałmużnę na to naznaczywszy, ruszył zpod 
Niemirowa, po drodze błąkających z pogromu Tata- 
rów zbierając, pod Kochanówka przecinając szlak ja- 
rosławski stan^^ zkąd kilkunastu języków Jego kró- 
lewskiej mości posłał. 

9 Octobris zpod Kochanówki ruszył jegomośd pan 
marflzałek ku Gródkowi, którego dochodząc, od zła- 
panego tapi Tatara sprawiony, źe Omer Ali świeżo 
pod Gródkiem przeprawiwszy sie z plonem ku Lwowu 
idzie, posłał pana Pakoszowskiego towarzysza pana 
oboźnego koronnego we dwudziestu koni za nimi, 
który ich ' między Gródkiem a Zimnąwodą dogoni- 
wszy pogromił, jasyru kilkadziesiąt odbiwszy, Turków 
i Tatarów kilku żywcem przywiódł. Sam jegomośd 
pan marszńłek ku Komarnu, gdzie o większym nie- 
przyjacielu gęste pożogi znad dawały, przez gęste i 
niecnotliwe przeprawy spieszył, gdzie i zastał Nura- 
dyn sołtana, który gotował się do szturmu do Ko- 
mama. Było pięd razy więcej nieprzyjaciela niż woj- 
ska naszego, bo ordy było ]rO,000, litewskich Tatarów 
4000, Kozaków 220, Semenów 200, janczarów 200, 
polska nadworna chorągiew Doroszeńko wa ; a nasze- 
go wojska częśd znaczna zdobyczą obciążona albo 
powróciła, albo się irmtilem ad pu^iam uczyniła, 
częśd znaczna w błocie na gęstych przeprawach po- 



318 



została, a wszystko juź wojsko zmordowane półosmy 
mile tego dnia uszedłszy niesłychanie złemi przepra- 
wami ; Wziąwszy jednak pana Boga na pomoc, użali- 
wszy si§ krwie chrześciańskiej , której tak wide w 
niewol§ prowadzono, jegomośd pan manizidek podał 
w oczy pana Kobyłeckiego, pana Linkiewicza, pana 
Łaźnickiego, pana Tarnawskiego w kilkaset koni odio- 
tnika, ordynując za nimi jegomośd pana strażnika 
koronnego i pana Łaska z pułkami^ którzy gdy się 
pokazali, rozumiejąc nieprzyjaciel, ie wycieczka z 
miasta, znaczną rezystencyą zrazu dawał bez szkody 
jednak naszej, z znaczną klęską swoją. Ale skoro je- 
gomość pan marszcdek sam z boku nieprzyjaciela 
przerzynaó począł, skoro muzyka marsowa krzylwę- 
ła, sromotnie zaraz uciekaó począł, goniony aż do 
ślepej nocy. Począł był zrazu jasyr ścinaó, ale mu i 
na to czasu nie pozwolono. Zaczem wszystek porzu- 
ciwszy, xicży, szlachty i pospólstwa na dwadzieścia 
tysięcy, najwięcej jednak dzieci i bfi^ychgłówi na ró- 
ine szlaki nazad gdzie oczy niosły uciekał. Wzięto 
Turków, Kozaków, Tatarów kilkadziesiąt. Wzięty Iwan 
Bernata pułkownik, wielki faworyt Doroszeńków. 
Chcieli byli Kozacy figla zażyó, bo obaczywizy na- 
stępujące wojsko, porzuciwszy konie, samopały, aami 
między jasyrem, się schowaó chcieli; ale gdy sięspra 
wid, gdzieby ich brano nie umie]j , paucis Jrmu pa- 
trodnatd. Wiele Tatarów w błota, w lasy porzuci- 
wszy bachmaty rzuciło się, osobliwie ci, którzy we 
wsi w Koropuźu aż do koszule rozkochali się ^ byli, 
ale ich pan Zbrożek i strażnik polny z swym pułkiem 
z wczasu ruszył, i umyó się na ofiarę Plutonowi 



819 • 

j 

przjnonasił, ohłopów im sacrificidos crdinando. W ten 
sam czas gdy sołtan aciekad pocz§ł, piędset ordy, 
na boku swój kosz mającej obaczywszy uciekającego 
sołtana, w stronę na bardzo złą przeprawę zerwane- 
go stawu komamiańskiego, porzuciwszy z tysiąc jasy- 
ru, rzucili się; ale ich i dwocbset nie wyszło, na« 
pół nagich; wszyscy inni z bachmatami w wirowatej 
przerwie potoncli, cośmy i sami widzieli, i potem z 
tej partyej języków, których nazajutrz już za prze- 
prawą wziął trzynastu pan Linkiewicz (ale biorąc pa« 
lec u ręki stracił) powiadali. * 

Tejie nocy Toch'tarkazy murza powracając z czamr 
bułu, a nie wiedząc co się stało, w półmilu od woj- 
aka w Koropuźu stanął; ale gdy nagi jeden Tatai*, 
poznawszy swoich, z błota wyfazł i powiedzieć co. się 
z Nurądynem stało, porzuciwszy zaraz wszystek plon 
ncieU. Wzięto tego dnia jedne sołtańską drugą ko- 
zacką chorągiew. 

10 Octobris. Wziąwszy wiadomośó jegomośó pan 
marszałek, źe Adzi-Gierej sołtan po Zaniestrzu idzie, 
którego i ognie gęste pokazowały, domniemywając się 
źe i pogromiony Nuradyn sołtan, ponieważ nazad 
uciekał do niego^ przybierał się , i rozumiejąc że ku 
Lwowu za chanem ciągnąd mieli, umyślił ich prze- 
rzynad pod Rozdołem pky Nieslrowej przeprawie; 
zaozem tęgo dnia pod Komarnem most i przeprawę 
na zerwanym stawie goto?rad kazał, która gdy nocą 
stanęła; 

11 Octobris przeprawiwszy częśd wojska przypa* 
da chłop , który tej nocy z kosza Adzi « Giereja zpod 
GruBzowej za mostem uciekł, powiadając, ze 8ołtan 



320. 

pewnie na Komarno ićdma, i Niestr we wsi Mostach 
przez moBt przechodzid, niezliczony plon ludzi, bydła 
koni, z wybranego Podgórza prowadząc. Zaraz jego- 
mońd pan marszidek rozkazawszy przeprawionema 
wojsku się wracad, i za sob§ ińd, sam się z ozęści) 
wojska ku temu mostowi ruszył, gdzie na wielkie rozla- 
nego na dwie mili Niestrn powodzi trafiwszy, zostawi- 
wszy wojsko na tej stronie mostu przed przeprawami dla 
dnia jui nachylonego, sam z pancerna chor^gwi^ swoja, 
dragonia, i rajtary§ tegoi dnia yrielkimi potopami, i pły- 
waniem milę przez g§ste chrósty równo z zaściem słońca 
most przeszedł, tam dnia czekając kazał mostu poprawid. 

12 Octohris. Świtem wojsko nadeszło, któremu 
jegomośó pan marszsdek na półtory znowu mile przez 
głębokie nierozerwane i na wielu miejscach koniem 
niezgruntowane brody, pływając, ai do Ebniszowej 
kredencował ; ale tam nie> zastid nieprzyjaciela, bo ten 
złotym szlakiem, Drohobycz i Stryj mijaj§c a pa- 
ląc postępował. Z Hriiszowej (gdy się mira eeleritate 
bo w pięciu godzinach tak wielką przeprawę przeszło) 
ruszywszy stanął półtorej mili przed Stryjem, gdzie 
ze trzy f^dziny odpocząwszy, na ci^ą noc ruszył 
wojsko, w nocy Stryj rzekę i miasto przechodząc. 

13 Octohris. Na świcie, gdy Stanków wieś mija- 
ło wojsko, chłopi rozumiejąc źeTatarowie, huk uczy- 
nili z strzelbą i strzelaniem wys]rpa\irdzy się w pole 
kilkaset chłopów; który tumult nii się uspokoił, kil- 
ka godzin wojsko koniom wytchnęło. Ztąd ruszywszy, 
a szlak tatarski ku Dolinie w prawo puściwszy, prze- 
rzynając nieprzyjaciela milę od Kałasze stan^ jego- 
mośd pan marszidek, gdzie od wiadomych sprawie* 



m 

liy, ie nieprzyjaciel dla wielkich zasieków w bodnd^ 
rowskim lesie miał się nazad cofnąwszy mimo Kida* 
szc wyrzynad, posłał do bliższych zameczków w Ka* 
łuszy, w Nowicy, w RoŻTiiatowie, aby chłopi na gło- 
wę z orężem, jakim kto mógł, W las na caią noc 
wchodzili, co ich zaraz kilka tysięcy uczyniło ochotnie* 
14 Octohris. Ruszył się jegomośd od północy 
przez niesłychane werteby, góry, błota, strugi i rzecz* 
ki, przechodząc nieprzyjaciela, z- którym się juź w 
nocy. był porównał. Kilka godzin na dzień pod No* 
wic§ wyprzedziwszy już nieprzyjaciela, dolinami^ chró- 
stami ku / niemu się skradając w oczy, pana Boru- 
chowski^go z jednej strony, z drugiej papa Kozub-? 
skiego ordynuj§c, żeby boków nieprzyjacielskich pil- 
nowali, sam w oczy postępowe^. Przodem obaj soł* 
tani przed koszem szli (bo wczora wieczór pogromio- 
ny pod Komarnem Nuradyn, Adzi-Gierej spłtana 
dogonił .w półtora tysięcy niedobitków), którzy oba- 
czy wszy czg^d wojska naszego zza góry się pokazu- 
jącego, nie widz§c chorągwi umyślnie schylonych, 
rozumieli z razu, źe swoi Tatarowie. Ale skoro kil- 
kaset towarzystwa ochotnika ku nim skoczyło, zrozu- 
miawszy źe nie swoi, poczęli re^ystenoy^ czynid bez 
szkody jednak naszych; dopiero gdy za ochotnikiem 
ichmośd panowie strażnikowie , za nimi jegomońd 
pan chor§źy korony z pułkami , a za tym sam je- 
gomośd pan marszałek z tisary§ pokazał się, gdy 
muzyka zagrała, skakad nazad poczęli. W ten sam 
czas pan Gałecki chorążego sołtańskiego dojechał, 
chorągiew wydarł i chorążego zabił ; chcieli byli na 

boki strzelid , ' ale ich na to ordynowani %araz 

' ' ■ ki 



\ 



322 

ie wszyscy, jasyru na dziesicd tysięcy szlachty, szlach- 
cianek , dfideci najwięcej a bidiychgłów, ka lasowi się 
rzucili, pod którym poczęli się byli brakowad i coś 
czynid; lecz i na to niepozwolił im rekolekcyej pan 
Bóg. Sc^tani obaj jako w przedzie byli, tak na 
odwodzie zostali. Padło zaraz trupa bardzo* gęsto 
przed lasem, wzięto i żywcem kilkudziesi^t znacznych, 
między nimi Alisza Agę, wezera Nuradynowego, czło- 
wieka 'wielkiego, który pod Ładyiynem niedawno 
wojsko nasze gromił. Wzięci podskarbi i koniuszy 
tegoż sołtana, i szafarz chański, murzów ośm albo 
dziewięd ; wszystkie co ich było chorągwi oóm , trzy 
sołtańskie , • dwie semeńskie , ' jedna syryńska j jedna 
nahajska i bnńczuk. ' Rzuciwszy ' się wszyscy w las 
bardzo gęsty i już chłopów pełny, gdy wojsko na- 
Bze nastąpiło , bieichmaty, sajdaki , co tylko mieli po- 
rzuciwtey,' gdzie kogo oczy niosły pieszo uciekali. 
Zaczem jegomofió pan marszfJek dragonie i pacholi- 
ków spikn^wszy, trz§fó las jozkazał (dwa dni potem 
trzęsiono) szło wiele i towarzystwa ochotnego, którzy 
bardzo gęsto trupem nieprzyjacielskini las zagęścili, 
wielu żywcem W krzakach i na drzewach zbierając 
tak^ że tego dnia wziętych Tatarów, Turków i Ko- 
zaków 120 liczba przewyższyła. Sołtani (jako potem 
constitił) pieszo uszli ; konie , juki , sobole , szaty nu* 
radynowe pojmane. • Didt znaó jegomt)śd do Stanisła- 
'wowa<, Halicza, Tyśmienice^ o tym pogromie, za- 
czein wiele ich ludzie z tych zamków wypadający 
pochwytali i pobili. Niektórzy głodem przyciśnieni 
dobrowolnie się poddając wychodzili. Jeden znaczny 
bojąc się by go chłopi nie zabili , kartę jak§ś papie- 



a33 



m w drewno wszczepił i tak niósł. A gdy go cU^opi 
z Bereźnice zabijad chcieli, począł z ruska woład, źe 
z listami poseł idzie, żeby go do pana prowadzili, 
do którego przyszedłszy prosił o jećd, poddając się; i 
kozacy sobie czuprynkl wyrywali a^a jasyr ^ się uda* 
j§c , ale im. to nie uszło. 

16 Ocłobris. Solenne Te Dema etc. Domirijo Exer' 
cituum przy mszy świętej i okrzykach wojennych tam- 
że . zkąd nieprzyjaciel uciekad począł odprawione. ' 
Dzieci bardzo . wiele na szlaku bez matek porzucone 
kazał jegomońd pan marszałek zbierać. Co żeby ocho- 
tniej i prędzej stało się , za każde dziecię kto je przy- 
niósł lymfa dano. Zajczem bardzo wiele zniesionych, 
kilkąnastą wozów do Kałusze .odwieziono, którym 
dom, źywnośd i wychowanie jegomośd pan marszałek 
opatrzył. 

la compendio sam pan Bóg bił tego nieprzyjacie- 
cielą, który nierównie w większej kupie zawsze był 
niżeli my, przy pilnym jegomośd pana marszałka do- 
zorze, i niesłychanych nie wczasach i pracach: nigdy 
prawie nie spiąć, nie rozbierając się, ognia nie niecąc, 
mało ledwie co jedząc (bo w spustoszałym kraju, o 
chleba bochenek trudniej było niż o tysiąc Tatarów) 
w tak wielkich i niecnotliwych przeprawach ocJ stu- 
porem wszystkiego wojska. 



824 



LIST JEGOMOŚCI MARSZAŁKA I HETMANA W. ROR. 

(JANA SOBIESKIEGO) 
do kr61aJegomoi«i s obozn spod Kałusze de data 14 Octobrii 1672. 

Po napisanym zpod Komarna do waszej kró- 
lewskiej moóci liście, ruszyłem się nazajutrz przez 
komarzeńsk§ przeprawę, której naprawa całą noc mi 
wzięła, a gdy juź częśd wojska na tamt§ przeszła 
stronę, dał mi znad chłop uciekający o Tatarach za 
Dniestrem , o dwie tylko mile od nas koczujących; a 
źem nie zastał w pewnej przerwie, gdzie się nocy 
przeszłej kilkaset utopiło Tatarów, nie powracając do 
obozu , po wojsko jako najprędzej . posłałem ; jakoż 
nie zamieszkidto ochotne rycerstwo, osobliwie to na 
tamtej stronie będące, które przednie straże potka- 
wszy się' z kilkaset niedobitków do ostatka rozgromili, 
i kilkunastu żywcem wzięli ; spieszno tedy idąc sta- 
nąłem u Dniestra, który zastałem nieprzebyty,- bo na 
dwie prawie wylał był mile , a most w pośrodku 
zrzucony. Gdym tedy nad tą przeprawą z wielkim 
deliberował żalem, bo się wszystkim do przebycia 
zdała niepodobna, zawołał chłop" z lochów, obiecując 
za słuszną a pewną kontentacyą lepszą pokazad prze- 
prawę; co się gdy zaraz^ stało prowadził wojsko, ale 
takimi . przecie brodami , gdzie częstokrod pły wad przy- 
chodziło. Nazajutrz jednak do południa wszystko tę 
złą przebyło przeprawę wojsko, a gdy na tern miej- 
scu, gdzie ten chłop udawi^ nie zastałem nieprzyja- 
ciela, poszedłem ku Drohobyczy, zkąd pewnej zasiągł- 
8zy wiadomości , że Adzi > Gierej najmłodszy sołtan 
pominąwszy Drohobycz poszedł poza Stryj na Bo^ 



826 

leobdw i Dolinę, zaraz na cBlą noc pn^eiłem 819 M 
nimi; Stryj przede dniem pominąłem, wpoładnie Bo* 
lechów, a za I>olin§ na noc stanąłem. Z tych wszys- 
tkich zamków i ibnych strzelano na nas, inajcc nas 
za Tatarów, bo cale tego nikt i w pomyślenia nie 
miał, aby kiedy wojsko w tych widzieó miał krajach. 
Obnooowawszy tedy za Doliną o pół mile od Ro- 
źniatowa,' o półtory mile od Kałusze, wziąłem pewną 
wiadomośó, źe Nuradyn sołtan s^łączył się jakoby 
to wcżora ż młodym tym pod Bolechowem Bołtani<> 
kiem, przyszedłszy we dwóch tysięcy do niego ko^ 
munika bez jasynr, który wszytek pod Komamem 
porzució mnsiał, a sam puściwszy wojsko w różne 
strony ciJą noc uchodząc lasami i błotami . nieprze- 
bytemi aź poza Samborem DnieBtr przeszedłszy z osta- 
tkiem się salwował. Widząc ^tedy z ogniów ich, że 
ku Haliczu kierują w lasy bednarowskie podpbnemii 
tatarskiemi sławne klęskami , posłałem zaraz w nocy 
do ELałuszy, aby chłopi w lasy rozpuszczeni te im 
tam zarąbali szlaki; sam zaś z weściem miesiąca ra« 
szyłem «ę bardzo złemi przeprawami, tak ie ledwie 
nie trzecia częśd wojska na zadzie po drogach pozo- 
stad musiała. W godzinę po wschodzie słońca przy- 
szedłem na nich z bpku w tył im puściwszy (aby 
się byli .tak jako pod Komarnem wzad ku Polsce 
nie cofnęli), pułk jegomości pana wojewody ruskiego. 
Zmieszali się zaraz obaczywszy wojsko 1 ale przecie 
jasyru puśoió się im nie ehciiSo, aź kiedy jui komu- 
nik, a zaraz za nim i pułki wsiedli na nich. Sołtani 
sami byli i wszyscy murzowie i dwór ich na odwo^ 
dzie; chcieli uczynid jakąś ostatnią rezolucyę, ale 



i * 



«2« 

pftn Bóg y ktdremu tą wszystko przypisad potneba, i 
wojsko nie da}o im tego czasu. Mało się tedy obró- 
ciwszy, lubo ich komnnika nam niej pod ośm tyaiccy 
oprócz Kozaków i Tul*ków rachowało 819 ; nas zaś 
na półtora tysiąca, nciekaó lotnie ka pomienionym 
pocżfU lasom ^ gdzie ich doszedłszy wojsko nasze na 
gbwc pogroi9iU. Wszytkie bowiem chor^wie wzic- 
to, co aby się kiedy z Tatarami trafió mifdo dawniej- 
sze nie w^pominaj^ dzieje. Zaczem drogi, lasy i szla- 
ki pełne trapa, Aga Nuradyn - sołtanów, albo raczej 
wezyr, wódz j żołnierz wielki, który teraz ćwieio pod 
Batowem naszych rozgromił, koniuszy, podskarbi, 
starszy nad Semenami i inni prawie wszyscy dwor- 
scy , a boku obudwoch sołtanów pilnujący iy wcem 
wzięci, .ostatek z lasów jeszcze dotąd chłopi i cze- 
ladź wy włóczą, ale więcej zabijają, ospbliwie chłopi, 
między któremi jest wielka na to pogaństwo zawzię- 
toćó. Więźniów jui oddanych sto czterdzieści , mię- 
dzy którjrmi jest dwóch aź z wielkiej TaCafyej , ale 
i pod ohąrągwiami jest jeszcze ni^mido. Sołtani albo 
zabici albo po lasach aię tułają^ bo nawet powodne ich 
konie, suknie i opończe w zdobycznych się najdnją rę- 
kach. Jasyru pod dziesiątek tą okazyą odgromiło się ty- 
sięcy, między którymi jest dosyd krwi szlacheckiej, a 
paj więcej z suiockiego kraju. 

Te tedy prace moje i całego wojska męstwo i 
ochotę ^ z przesdemi pańskiemu .waszej królewskiej 
mości majestatowi i respektowi aaledwszy, w niektó- 
rych a uniżonych wojska całego na pana caeśnika 
poznańskiego referuję się dezyderyach a sam zostaję itd. 



B ezynnoici sakładn narodowego imienia Ossolińskich, csytane na 

posiedaenin publicsnem dnia 12 października 1865 rokn pnes 

ICaarycegd hr. Dsiedassjckiego* koratora^sastępo^ 



Wypełniając obowiązek od założyciela Zakłada na nas wło- 
żony: aby wam dostojni i szanowni zgromadzeni przy należytem 
uczczenia dnia tego, zda<S ^sprawę ze staną- i postępów tej insty- 
tacyi w roka ubiegłym, przystępujemy do tego zadania wprawdzie 
z my£I§, ie niejedno dałoby się zapewne lepiej wykonać, ale i z 
głębokiem wewnętrznem przeświadczeniem, fte staraliśmy się we- 
dług sił 1 możności obowiązkowi naszema zadość uczynić. Jak 
w każdym bowiem skomplikowanem zadaniu tak i ta> niepoślednią 
grają rolę siły i fundusze rozrządżalne i okoliczności, które me 
zawsze przewidzieć się dają, a od woli naszej nie zawisły. Aby oee- 
nić należycie rozwiązanie, potrzeba nietylko znać dokładnie wa- 
runki, środki i trudności, z jakiemi się ma do walczenia, ale być 
oraz sprawiedliwym i wyrozumiałym. Te ostatnie przymioty, któ- 
re za granicą tworzą tak silny węzd między publicznością a po- 
jedynczemi instytucyami , obfitująoemi zresztą w siły moralne i 
mającemi łatwy wybór odpowiednich organów, są niestety n nas, 
gdzie właśnie przedwny jest stosunek , nader rzadkiemi. 

Miło nam jest wszakże, że nie zbywa i tu na znawcaclt, co 
oceniając szczere chęci i zabiegi, nie przestają dawaĆ nam dowo- 
dy swej życzliwości , zasilają nas radami, pomocą i hojnemi dara- 
mi. Zanim więc roztoczę przed wami obraz tegorocznych czynno- 
ści, nagli mnie wdzięczność głośnego uznania bezinteresownych a 



328 . 

obywatelskich przysług. A najprzód nader ważną jest ta. którą W 
trudnych sprawach ekonomicznych odległych dóbr fandaszowych 
Bakowca wyświadczają nam panowie Leon Sachodobki z Sosno- 
wa, pan Wojciech Jankowski z Rozsochowadźca i pan Ludwik 
Ejistory z Podbajec. Pan Włodzimierz Dziedaszycki zajmuje się 
umiej ętnem szykowaniem licznego zbioru konch Iliów, który dla 
braku specyalńych sił w samym eakfadzie , wymagałby innej ze- 
wnętrznej a kosztownej pomocy. Zapomogi! nas literackimi lob 
artystycznymi darami liczni nietylko w obrębach tego kraju ale i 
w pobratymczych prowincjach roiesizkający, mianowicie : Pan Ale- 
zander Weryha Darowski z Kijowa, Zygmunt Radzimiński i Jó- 
zef Bejzym z Wołynia , Eustachy Tyszkiewicz i Józef Zawadzki 
ź Wilna, dyrekcya. głównej szkoły warszawskiej. Wałecki ku- 
stosz tamecznego mineralogicznego gabinetu i tamtejsi uczeni Dr. 
Andrzej Janikowski, Kazimierz Kaszowski, Jan Pepłowski i Sta* 
nisław Przyłęcki *bibliot6karz wilanowski, Leon Wegner x Po- 
znania. 

• Baczą tei przyjąć naleine dzięki najgrzewielebniejsze kra- 
jowe konsystorze, Towarzystwo naukowe krakowskie z prezesem 
swym Dr. Józefem Majerem, krakowscy literaci: Józef' Dietl, Igna- 
cy Czerwiakowski , Karol Rogawski,' Michał Koczyński, Teofil 
Żebrawski , Konstanty Hoszowski , Michał Zieleniewski , Włady- 
sław i Hipolit Seredyńscy, Edward Stehlik', niemniej bliisi nam 
a po części obecni panowie, generał Jćzef Załuski, pani Teofilowa 
Januszewska, Ludwik Skrzyński, Mieczysław Potocki, Wincenty Pol, 
Karol Szajnocha, Bronisław Zamorskii Karol Mikuli, ziądz Sadok Ba- 
rącz, Władysław Zawadzki, Wawrzyniec Żmiirko, Antoni Sozański, 
Jan Dylewski, Jakub Zakrzewski, Teodor Torosiewicz, Kornel Szle- 
gel| Franciszek Wyspiański, Hipolit Stupnicki, Karol Maszkowaki, 
bracia Jeleniewie i akademicy tutejsi Jan Branka i Jan Lewicki. 
A. jakkolwiek, otrzymaliśmy i tego roku bardzo cenne upo- 
minki z zagranicy, a między tymi od cesarskiej akademi w Pe- 
tersburgu i od wszechnicy norwegskiej w Chrystyanii, to Ładnym 
2 nich nie chlubimy się tak bardzo, » jak 'darem wielkiego monar- 
chy, co władając losami Francyi umiał na swej skroni połączyć 
autorski z wawrzynami pokoju i wojny, i raczył nietylko zaazciy- 



329 

eii nas jednym ezemplanem swwego dsieła o iycin JnUnmla Ce- 
sara w praepyszoem wydaniu wyłącznie dla głów koronowanych i 
oajsńakomitaaych osób i instytutów przeznaczonem, ale i na wieczna 
dla sakładn pamiątkę ozdobić ten dar własnorccsnem przypisa- 
niem i podpisem. 

Piąecbodsf do najsuchszej ale podobno najważniejszej częici 
magf^ sprinroadaiuay obejmującej stan finansowy, biorąc za podsta 
wę rachunki w tych dniach wysokiemu Wydziałowi krajowemu 
za czas po 31 gmdnia 1864 złoiyó się mające: 
Fundusz biblioteczny miał 

z tym dniem . . . . . 408.906 złr. 79 kr w wartościach 

i gotowiznie. 
Fundusz stypendyjny . . . 1945 „ 467] n w gotówce, a 

4266 „ 40 « w efektach. 
Fundusz zapasowy .... 6700 , — ,i w efektach 
« Biblioteki Brodz- 

kiego . • 17010 „ — „ w gotówce. 

, Stadnickiego . . 2185 „ 65 „ wgotowiznie,a 

2480 « i 300 franków w 

efektach 
^ rezerwowy, którego 
w roku 1851 ani saseląga nie 

było, liczy dziś . . . . . 11305 „ 7 ,i w gotówce, a 

29988 , 20 « w efektach 

Cały majątek posiadał w war- 
tościach, zspasach i gotowiznie: 441.352 ,977) 

a 43.730 „ w efektach. 
Ha zaspokojenie dawniejszych pretensyj biblioteki Brodskie- 
go wydzielono do tej biblioteki xią&ki w warto jci 16406 złr. 
747] l^r, a cdy długo zalegające raty z dóbr Borek na ten fan- 
dusz przeznaczone znów naraz w kwocie 3681 złr. 70 kr. uzy- 
skaiło, nabyto za nią znraz xiąiki do tej biblioteki. Teraz po 
śmierci posiadac/a Borek zaczęła na nowo od 1 lipca 1864 żale- 
gaó owa roczna spłata 130 dukatów, i będzien^^ zapewne musieli 
niyó uzyskanego jai wyroku sadowej 'sprzedarzy, je&eli opiekun 
obry sposób nie ^afatwi. • 



• 



390 



Podobnie ealegają roczne raty po 25 bukatów z zapisów Ko- 
pesty^akiego i Pawlikowskiego, i równie nieprzyjemne wywołują 
kroki. Ktoi nie widzi, że takie z kosztami połączone zawody nsżesn- 
plają roczny dochód, który i tak nigdy nie dochodził do 15000 słr., 
a którego zawsze znaczna częśó^mnsi byd obracaną na peiuye 
urzędników i pensyonistów ' zakłada , na kosztowne utnymanie* 
gmachu i wewnętrznych porządków i na opłacenie bardzo znttn- 
nych podatków. 

.W ciągu roku bie&ącego spotkały go jeszcze dotkliwe me- 
przewidziane wydatki. Trzeba było albowiem nietylko pomalować 
na nowo całą kopułę i dach . biblioteki , ale jeszcze odałonió zna- 
czną ćzc£ó dachu na gmachu zakładowym, podeprzeó go nowsmi 
krokwiami i belkami i zastąpió zepsuty cynk sprowadzonym w 
znacznej ilojci ze Szląska metalem ; nakoniec wystawić nowy go- 
spodarski budjmek w Rakowcu, tak te wydatki te nadzwyczajne 
wyniosły 6076 złr. 44 kr. 

Lecz nie zaniedbano dla tego bynajmniej potrzeb- naukowych 
i obrócono w roku 1864 : 

li Na przykupno ziąg, rękopismów, map i oprawę 4327 złr. 5 1 kr. 

2 „ n obrazów i rycin 1018 «. 90 , 

3. „ „ numizmatów 239 „50, 

4. „ ^ muzealiów ....... 30 , — ' , 

5. Na urządzenie muzeum i czytelni * . . . 1110 « 2 

6. Na wydawnictwo biblioteki Ossolińskich • . 2926 « 39 

więc ogółem 9652 słr. 32 kr 

Z drugiej strony spieniężono: 

Dawne nakłady za 90 złr. 35 kr. 

Bibliotekę Ossolińskich za 428 , 50 ^ 

Słownik Lindego bądź w gotówce bądi w 

wartości zamiennej . za 1095 „ 50 ^ 

Przez co uzyskano razem 1614 zb. 35 kr. 

Ody powyższe spieniężanie Słownika Lindego najdobitniej 
wykazuje szerszą coraz wziętośó tego nakładu, przedsięwzięliśmy 
przez przyjaznego nam rodaka i bibliotekarza ceaarakiej ziążni- 






S81 

ej w Petersburga, pana Antoniego Iwanowskiego, odpowiednie kro- 
ki, aby to dzieło mogło się raźniej rozpowsaeclmiaó we wszystkich 
krajach pod berłem rosjjskiem zostających. 

Jakoi w skutek sprawozdania i wniosków uczynionych na 
posiedzeniu komitetu uczonych przy ministerstwie oświecenia przez 
członka onegoż pana Oałachowa , zalecono wszystkim uniwersyte- 
tom i gimnazyom tego rozległeg^o państwa, aby to dzieło naby- 
wały i wskazano im pana Iwanowskiego jako pośrednika, któremu 
te& pewną liczbę exemplarzów w tym celu posłaliśmy. 

Co do dalszych wewnętrznych czynności naleły nadmienić, 
że spisuje się xiąikowy inwentarz polskich medalów i monet , na 
podstawie dotychczasowych pojedynczych ka&dą sztukę z osobna 
obejmujących kartek, i że ten inwentarz znacznie jut postąpił. 

Usiłowaliśmy także uzyskaó wyłączne prawo do nakładu 
druku i sprzedaży wszystkich xiażek w polskim języku dla 
szkół przepisanych, jakie przysłużą co do ruskich tutejszemu in* 
stytutowi stauropigialnemu. Mieliśmy w tem na względzie nietyl* 
^0 właściwe powołanie zakładu i materyalne korzyści, ale i korzy śó 
dla uczącej się młodzieży, której nierównie taniej niż teraz ziąż- 
ki owe przed awaóbyśmy mogli. Zamiar ten , jakkolwiek od wyso- 
kiego Wydziału krajowego poparty, nie odniósł w wyższych sfe- 
rach pożądanego skutku.' 

Wiadomo wam szanowni panowie, że w roku ubiegłym wy* 
daliśmy dwa grube tomy YI i VII pisma literackiego pod tytułem 
„Biblioteka Ossolińskich **. Obejmują one, jak i poprzednie, roz- 
prawy i rozbiory literackie., ściśle naukowe, krytyczne; ważne 
wiadomości pod względem bibliograficznym, a nie zbywa im i na 
żywiole powieściowym i poetyckim. Śmiem nawet twierdzić, że te 
ostatnie tomy przewyższają popularniejszą swą treśdą poprzednio. 
Takiego wydawnictwa może się podjąć tylko taki zakład, i zawo- 
dząc okiem po szerokim obszarze ziem polskiego języka, nic po- 
dobnego nigdzie nie znajduję. Nie szczędzi się jak widzieliście 
ani kosztów, ani trudów, a imię przewodniczącego redakcji, pana 
Bielówskiego, niezłą jest także rękojmią wewnętrznej wartości i 
sttfannoid wydania. Jakoż OoraB to więcej rozszena się k(4o na- 



332 

bywających to pismo. Nie tajno nam, ie odzywają się głosy la 
daiennikiem i praywodzą §. 37 głównej astawy, gdzie założy- 
ciel wyraził w roku 1817 życzenie, „aby dyrektor z przybraną 
pewną ' liczbą pracowników wydawał dziennik pod tytnłem : 
« Wiadomości o dzidach uczonych*'. Nietylko jednak nic z fonda- 
szów bibliotecznych na ten cel nie przeznaczył, ale snponował je- 
szcze , ie zysk z pisma takiego tak znacznym się okaże, iż nie- 
tylko wystarczy ;ia nagrodę dla pracujących , ale po części ow* 
szem zasili własny fandusz biblioteczny. Co jednak tak pod wzglę- 
dem zakresu tego zadania jak i nadziei korzyści zdawało się 
byó w 1817 możliwem i odpo Wiedniem , to już w 10 lat potem 
za csądów 'SJęcia Henryka Lubomirskiego ukazało się w znp^ie 
innem świetle, i pierwszy pod okiem jego pracujący dyrektor, 
Siarczyński, dobrze obeznany z potrzebami ówczesnej oświaty, nie 
dziennik ale takie samo właśnie pismo, jakie dziś u nas wychodzi, 
wydawać począł w roku 1828. Nie odstąpiono i później, mimo 
niejednokrotnej okolicznościami zrządzonej przerwy od wskazanej 
raz drogi i znane wam są szeregi pisma przez Zakład wydawane- 
go , które za dyrektorstwa Kłodzińskiego zostawało pod światłem 
i pożytecznem zawiadowstwem Wincentego Pola. 

Bozumieli ci zacni a utalentowani mężowie, którym wzrost 
zakładu i zachowanie woli Ossolińskiego pewnie było na sercu, ie 
tu chodzi o istotny zamiar nie o słowa, o najwłaściwszy sposób 
osiągnienia wskazanego celu, nie o tytuł lub formalność; i że naj- 
mądrzejszy nawet z^ożyeiel sam ze zmianą czasów i okoliczności 
nicby nie miał do powiedzenia, gdzie korzyść była i jest widoci- 
nieJBzą. Zostawiając więc dzienniki pojedynczym literatów nsiłowa- 
mom , nie przestaniemy i nadal zaprzątać się nierównie tnidni^- 
szem , mozolnieJBzem i kosztowniejszem przedsięwzięciem , odpo- 
wiadającem myśli Ossolińskiego, a powołaniu i powadze jego ia- 
stytncyi. 

Nie zdarzyło nam się dotąd wspomnieć o pewnym zamianę 
Ossolińskiego, który nie zostawszy nigdy urzeczywistnionym, by- 
wa od niektórych nieświadomyfth rzeczy podnoszonym jako brak 
czuć się dający. 

W układzie w roku 1818 z hr, Marcellą Worcellową w^ę- 



833 

dem ftindassa Btypendyjnego sawartjm wTrasił Osiolińsk] , M 
^będą dla stypendystów dawane praez dyrektora i knstossa bi* 
blioteki (eo wtorek i eiwartek) od 4 do 5 po południa łekeye hi- 
sŁoryi, literatury i bibliografii, na którycb i obcym 
wolno będzie znajdować się. Sposó^ ncsenia, mówi, osobno prsepi* 
826 się*^. 

Oto& nietylko nigdy myili swej i obowiązków nisędników w 
tej mierze bliftej nie określił, ale w tadnym nawet z połniejszycb 
awycb nrzędownie zatwierdzonych fundacyjnych aktów o projekcie 
tym najmniejszej nie uczynił wzmianki. Bo co na razie w 1818 
isdi^o się. byó mo&liwem i uiytecznem , przedstawiło się później 
mętowi tak praktycznemu v/ zupełnie innem świetle. I zaiste, czy 
zwatymy rzeczy, o które chodzi, czy osoby udzi^ w tern mieó 
mające, czy inne okoliczności z biegiem lat nastało, zawsze zro*zu* 
mierny, dlaczego projekt ów nigdy do skutku nie przyszedł. Znał 
zamiary Ossolińskiego śp. Henryk ziąię Lubomirski a pierwsi dy- 
rektorowie X. Siarczyiski i Słotwióski, mogli takie słyszeó nie- 
raz z ust samego z^otyciela, co i jak o zakładzie rozumiał; a ni- 
komu ani na myśl nie przyszło wprowadzić w tycie ów zamiar. 
Bo musiałby być dyrektor i kustosz oraz profesorem i pedago- 
g[iem; bo sami owi nieliczni stypendyści właśnie bywają wybierani 
z młodzieży uczęszczającej na kursą publiczne i ledwie mogą pa- 
rę godzin dziennie poświęcić kształceniu się i pracom zakładowym, 
a tworzą jedynych podrzędnych pomocników • przy zajęciach wy- 
dawnictwa, inwentarskich, katalogowych itp. ; bo zresztą często 
się zmieniają; bo dalej truduo pojąć, jak (odliczając parę miesii^cy 
niezbędnego dla samych urzędników odpoczynku) moinaby z po- 
żytkiem wyłożyć w kilkudziesięciu tak przerywanych godzinach 
rocznie bistoiyę, literaturę i bibliografię , z których katda dla 
siebie więcejby potrzebowała czasu. Wiadomo takie , te sti^e pu* 
bliczne prelekcye podlegają osobnym praepiaom, bo w rasie ich 
dopuszczalności, sala zakładowa stidaby się sukkuzsalą wszeclmicy; 
kto ma nakoniec choćby najlżejsze wyobrażenie o pracach i obo- 
^^priązkach obu wzmiankowanych urzędników przy rosnących od 
dnia do dnia zbioradł i wydawnietn^ach, ten przyznając im nawet 
zemną niezmordqwaną gorliwość i poświęcenie dla dobra zakłada 



884 

b^dzi^ittiisiał w^siumS, "fte do wykonania pówjistBgo satnTiłn nie 
jednego, ale dwóch potrżebabj dyrektorów i kastoasów*). 

Jedh4 ■ nkj#atnieJ8zych gałęzi aakładu twony niesapnecse- 
nie esytolnia, na którą nietylko my, ale jak słosznie i cała pu- 
bliczność wielką zwraca uwagę. Pragnąc pomówić o niej nieeo 
wy wodniej zaczniemy od rezultatów, jakie przedstawia nam w bie- 
tącyta roku, a nio jak Wiadomo nie jest wyinowniejsaem nad cy* 
fiy. Xięga zapisowa czytających wykazała ich:. 

W października 1864 '. 464 

„ listopadzie „...'..;..'.... 779 

„ gnidiiiu „ , 1102 

, Blycznlu 1865 .............. 1902 

„ lutym 2344 

„ marcu „ .....'... 1475 

„ kwfetniu „ 1041 

n majtl n ' ' 1131 

„ czerwcu „ 1105 

, wrześniu „ *,...' • 391 

^ paździemikii bieżącym 161 

Ogółem 11,895 

Co odliczywszy niedzielę i święta, wykazuje w przeciągu 53 
czytających dziennie. Znając zagraniczne biblioteki i czytelnie w 
Paryżu, Wiedniu i Dreźnie możemy upewnić, że nasza nie o wie- 
le im w tem ustępuje, a tem różni się od kilku zagranicznych i 
w monarchii austryackiej będących, że jest z jedynym wyjątkiem 
dni świątecznych codziennie przez pięó godzin dla publiczności 
otwartą, kiedy indziej nieraz pewne tylko dni w tygodniu aą do 
tego przeznaczone. Ze tutejsze urządzenia odpowiadają potrzebom 
miejscowym, to poświadcza już sam powyższy rezultat. Ma ta czy- 



lA. 



*) Upewniono knratoiyę po posiedzeniu i właśnie w skutek sły- 
szanych owych- uwag ze strony bardzo wiarogodncrj , ie sam Ossoiii- 
ski, utyskawasy swym wpływem katedrę polskiej literatury dła lwo- 
wskiej wszechnicy, którą objął Michałowicz , ntni^ , ie w obee mg 
powyższy jego aamllr,'! tak trudny do uskutecznienia, stał się zby- 
feeznyni. 



n6 



telnia Ao tysiąca tomów bespoJrećJDio sobie prsjrdzielonyoh, dzi 
klasycznych- polskich i innych więcej ciytaoych belletrystykę o- 
bejurających. Ktokolwiek wszakże zaiąda innych w bibliotece głó* 
"wnej będących » może je zawsze otrzymać aa pnsyźwoleniem od* 
poipriednich urzędników, a nikt znający cenzurowe krajowe prze- 
pisy nie będzie się dziwił, &e w tej mierze zachować się mnsz^ 
pewne ostrotooici i granice, nietylko ze względu' na treść dzieła, 
.ale i na osobistość i wiek czytających. 

Otwieranie czytelni w godzinach poobiednich jeszcze byłoby 
niemniej ze względów potrzebnego służbowego nadzoru jak i t)ez« 
pieczeństwa samegoż zakładu niemożliwem. Bo gdy w innych 
irickszych bibliotekach ilość urzędników mieniąc się im kolejno 
dozwala , tu szczupła i zatrudniona ich liczba po 5 godzinn^ pra* 
cy dłuższemu wyłącznemu w czytelni zaprzątnieniu podołaćby nie 
mogła. Nierównie ważniejszym jeszcze powodem jest, że gdy czyteU 
nia najwięcej w krótszych jak widzieliśmy dniach zimy, wiosny i 
jesieni zapełnia się, należałoby po południu utrzymywać przez 
pafę godzin liczne światła w samej czytelni, a co gorsza chodzić 
nieraz ze światłem do biblioteki, coby ten skarb tak nieoceniony 
na niepowetowaną stratę narazić mogło. Jeżeli wszakże kiłkoty* 
sieczna armia czytających mogła zadowolnić się w godzinach 
oznaczonych , nie pojmujemy, dlaczegoby jeszcze jeden lub drugi 
pluton wybredniejszych amatorów nie mógł iść za tym przykładem. 
Ależ (powiedzą nara) są literaci, są profesorowie, są ludsie 
dojrzali gdzieindziej w rany eh godzinach zajęci, niemogący ko« 
rzysUĆ z czytelni. Rozumiemy, bo mamy i sami w tern doświad* 
ezenie. Takim też pożyczają się xiążki do domu, jak świadczy e 
tern paręset rewersów*, lecz długoletnie doświadczenie kazało nam 
być w tem wielce ostrożnymi i oględnymi Nie małp już dzieł 
pożyczonych przepadło bez wieści, a co smutniejsza, że w roku 
bieżącym zdarzyły się niesłychane dotąd znikania ziążek z sa* 
mejże czytelni, których mimo usilnych kroków odzyskać w zupeł- 
ności nie zdołano. 

Taki^ ostrożności, jakie tu się zachowują w czytekii i przy 
pożyczaniu ziążek do domów, istnieją, nawet w dalelLO ostrzej- 
szym sposobie, we wszystkich europejskich bibliotekach , bo w 



ttiektiSrych poiycaanie ió domu jeet Dawet beswEględnie sibiomo* 
nem; 007 uwsględnłając osoby i okolicsnoiic], chcemy tylko rękoj- 
mi nieoBzkodzonego i akturatnego zwrotu poiycusonych ziąiek, 
lecz to ostatnie nawet rządkiem jest niestety zjawiskiem. Słuszna 
jest nakoniec rzeczą, ajby ci, co z niemiłym nieraz trudem do czy* 
telni przybywają, znajdywali tam ziątki ftądane, zamiast przy- 
krego zaWodu, ie je ktoś wygodnie u siebie odczytuje. 

Niepodobna nie wspomnied, z jak rzewnem uczuciem wypd* 
niHśmy obowiązek czynnego udziału w wybiciu medalu dla na- 
szego zasłużonego Alexandra Fredry, a przycayniwszy się do po- 
krycia części kosztów, chlubimy się to odpowiednia uroczystość 
dnia 26 marca r. b, rozpoczęła w tern miejscu. Szanowny^ ko- 
mitet przewodniczący temu chwalebnemu przedsięwzięciu racsył 
ofiarować dla zaldadu matrycę ońego medalu wzorowo w Paryiu 
wykonaną, a złożyć tu oraz na wieczną pamiątkę odpis wieny* 
teiny akt;u doręczenia tej zaszczytnej oznakL 

Co do zbiorćw posiadamy obecnie < 

Dzi^ i broszur drukowanydi . . . - 53796 

Prób druku ^670 

Bękopismów . • 1621 

Bycin . . . . . 5980 

AutografiSw. 2402 

Dyplomów 334 

Bzeczy muzealnych 987 

Obrazów ^ 424 

Map i planów ....:. 448 

Medalów polskich 563 

Monet „ , 1650 

01>cokrajowych z dubletami ok(^o 8000 

Na to przybyło w roku niniejszym: 

a) Dzieł drukowanych z kupna .... 935 w 1197 tomach 

z darów .... 176 „ 215 , 
zamianą .... 6 « 7 ^ 

ogółem 1117 w 1419 tomach 
nie licząc kilkaduesiąt dubletów. 

b) Prób dmkń sztuk 506 • 



.» 



P7 

e) Bękopismów kupiono 26 otarsyznano darem fi 

d) Rycin „ 80 , . . « 171 

e) Autografów ^16 « '» 2 
/•) Dyplomów , ,29 » ^ . — 
g) Bzeczy muzealnych „ 3 ^ „32 

A) Obrazi^w olejnych J akwarel kupilijęiy 19,. darowano 3 
i) Map i planów nabyliśmy 12. darem przybyło 24 

Przy nabywaniu takich naukowych zasobów mamy pniedo' 
wszyatkiem wzgląd na rzeczywistą wewnętrzną, ich warto jó. Ka- 
pujemy nietylko wszystko, co w polskim języku wychodził ale i 
w innych językach według możności cokolwiek do pierwszorzę- 
dnych utworów należy, lub ogólnie do postępu umiejętności przy- 
czynić się może. To co zakład nabywa może ozdobió każdą bi- 
bliotekę, a nastręczają mu się nieraz rzadkości, którychby na pró- 
żno szukał po podobnych stołecznych zbiorach. 

Porównywając stan rzeczy jaki był przed 14 laty z dzisiej- 
szym , może każdy przekonać się, że nietylko biblioteka ale i 
różne części tutejszych zbiorów przyrosły o trzecią częśó, a dość 
przeglądnąć sprawozdania poprzednie, aby dostrzedz, że nie tylko 
ilość ale i wartość naukowa nabytków znacznie się wzmogła. 

Dla wykazania, o ile to w bieżącym roku nastąpiło, wy- 
szczególnię dla znawców przynajmniej niektóre z wyliczonyoh po- 
wyżej przyrostów. 

A. W xiążkach i drukach: 

Uniwersał Zygmunta I wydrukowany w czasie jego korona- 
cyi w Krakowie 1507 na pergaminie, z własnoręcznym podpisem 
kanclerza Łaskiego. 

P^teryk pec.e«kiej Ławiy w pierwszem wyd^uu. 

Bardzo rzadkie dzieło Erazma RotŁerdąmczyka f^Yon der Zung^^ 
wydane w Bazylei 1515 i przypisane kanclerzowi Krysztofowi 
Szydłowieokiemu. 

Nowy testament w 12 językach ogłoszony w Norymberdze 
1603 w dwóch foliantach. 

Porządek czyli artykuły pi:awa Magdeburskiego, Kraków 
1660. 

Biblia wydana w Londynie po cłiińska. 

I 45 



%u 



Ślemma Samosciortm ab iUustrissimo heroe Joannę Samoteio ^ń^ 
seńptum et filio dedieaium, Samoscii 1609 ab Mamo Burrio editum 
(nader rzadkie). / 

Oospodarstwo duchowne x. Piotra Skargi. Wydanie pierwsze 
krakowskie roka 1601, którego ju& sam autor, jak powiada w 
przedmowie do drugiego wydania, nie mógł* u xięgarzów znaleic. 

Tegoż nie mniej rzadkie Modlitwy nazwane Gospodarstwo 
duchowne w Bjrakowt9 1606 z autografem nieimiertelnego kazno- 
dziei. 

Tegoż żywoty SŚ. wydanie 1615. 

Belius Hungma antigua et nova, Jforxmbergx 1725. Foliant z 
planami i widokami. 

Anłfquitś$ ruśses, ogłoszone w Koppenliadze 1852 w dwóch 
folSkntach. 

Znaczny zbiór dzieł nader cennych historycznych « staroły- 
tniczych i beletrystycznych w języku rosyjskim i w narzecza 
nkraińskiem dostarczony nam z Kijowa przez p. Alex. Weryhę 
Darowskiego i t. p. 

B. W rękopismach i autografach: 

Selacya poselstwa polskiego do Turcyi odbytego w 1667 
pi^ez Hieronima Radziejowskiego. 

Dy.aryusz legacyi Tomasza Alexandro wieża tamże w 1766. 

Foliant miscelaneów tyczący się spraw akademii krakowskiej 
z własnoręcznymi podpisani! Kołłątaja, Śniadeckiego i innych, ol>ej- 
mtijący sztuk przeszło 200. 

FoGant obejmujący listy różnych senatorów, hetmanów i dy- 
gnitarzów pisane w lataeh 1756 - 1758 do generała bracławskie- 
go Adama na Zakliczynie Jordana. Samych autografów sztuk 451. 

Opisanie najazdu i uwięzienia Franciszka Ponińskiego sta- 
rosty kbpanićkiego przez Sasów z roku 1734. 

SUva rerum od roku 1631 do 1767, gdzie i pzekład polski 
Aminty Ta^sa^ z roku 1753. 

Clavi$ archm urbis Cracovien$is z roku 1694 (Akta sądowe itp.). 

Artieidi eonsłitutionum belHćaruih in comitiis generalibus Magm 
Duc. LUh, constUuti supremi exerdtuum dueU 1550 Georgii Chod^ 
Ueińcii Coitellam YUnenm, 



339 

Ł!«fy F^iesego snanego bistorjka i królewskiego sekretnM 
pisane po niemiecku 1785 z, Warssawy do Odańska w 9pra« 
'Wach politycznych. 

Memory^ własnoręczny Stanisława Poniatowskiego do caro- 
"^ej Katarzyny U, gdy był jeszcze stolnikiem litewskim, datowa- 
ny z Puław 10 sierpnia 1768; i własnotęezny list tego króla dó 
Rejzyma urzędnika ziemskiego wołyńskiego. 

Kilka listów tureckich w sprawach publicznych. 

C. W obrazach i rycinach: 

Mohort akwarela Piotra Michałowskiego, którego podołme 
ręczne utwory są nawet w Anglii bardzo poszukiwane i drogo 
Of^acane. . 

Mohort pędzla znanego rodaka Januarego Buchodolskiegb 

Kajetan Sufczyński na koniu przez Juliusza Kossaka. ' 

Stanisław Tarnowski w stroju góralskim przez Orotgera. 

Góral podbalanin pr^ez Cpghena. 

Olejny karton Czechowicza do obrazu dla fary poznańskiej 
zrobionego przedstawiający wskrzeszenie Piotrowina. 

Obraz bizantyńskiej szkoły Chrystusa Pana, z dawnef cerkwi 
pocliodzący. 

Bysunek kolorowany wyobrażający oUętenie Gdańska ssa 

czasów Leszczyńskiego, z planem tego miasta, mapką Polski i 

■ 

wizerunkami kilka ówczesnych znakomitości. 

Bardzo starożytny drzewoiyt przedstawiający wskrzeszenie 
Piotrowina. ; 

Wizerunek królowej szwedzkiej Krystyny rylca sławnego 
Grdańszczanina Falka. 

Wizerunek Władysława lY z obrazu Bubensa przez Pontiuaa. 

Album rycin obejmujące sztuk 229 a między temi najcel- 
niejszych zagranicznych rytowników jak Łukasz Kranach, Łukasz 
z Łejdep, Karol Mallery, Jakub Callot, Marcin de Nos i innii, 
zbierane za granicą przez znawcę. 

a • 

Rysunek własnoręczny kolorowany Stachowicza wyobrażający 
pamiętne posłuchanie bisknpa krak. Andrzeja Gawrońskiego u 
cesarza Franciszka I. 

- Przepyszna rsymska chromolltografia z okaiys/ ogłoszenia* 



340 

dogmatu Niepokalanego Pocsęeia N. P. s portretowanemi figurami 
głównych odsidi w tern biorących osób. 

D. W numizmatyce: 

Unikat znany dotąd wielkiego arebmągo medala wybitego w 
rokn 1724 na pamiątkę .koronacyi Matki Boskiej Sokakkiej, i 
kilka monet polskich tak nadawycsajnie. dzii rzadkich » te moina 
nawet po^ątpiewaó o ich antenfycznoici, chociai mając wszystkie 
jej. cechy eo do metalu, wagi i gbdd mennicznych, mogą łatwo 
poehodzióz jakiegoś w ostatnich latach rozproszonego zbioru. Te- 
mi są: . 

1. Dukat podwójny koronny Zygmunta I z roku 1533- 

2. „ , litewski Zygmunta Augusta ',, « 1548. . 

3. Talar koronny Stefana Batorego « „ 1580 

4. DukUt . , , , „ . „ 1586 

5. Póhalar tegoft 

6. Dukat pojedynczy koronny Zygmunta III „ , 1592 

7. 9 „ ^ Michała Eorybuta z roku 1671 
£: W dyplomach: 

12 Sztuk dyplomów pergaminowych z pieczęciami, tyczących 
się spraw krajowych , między którymi jaśuieje dyplom Kazimie- 
rza Wielkiego z 1334 r. opątrzoi^y wielką pieczęcią majestatyczną. 

4 dyplomy ruskie tyczące się. dóbr Hulcza na Wołyniu. 

F. W mapach i atlantach: 
. Wielka po generale Mrozińskim pozostida mapa Tureezy^y 
wykonana ręcznie przez polskie kwatermistrzostwo w kampanii 
roku 1828. 

Wielld atlas świata przez Merkatora i Hondiusa w 3 folian- 
tach z testem. 

O. W rzeczach muzealnych: 

Krzesło z. Piotra Skar^ przechowane w gmachu niegdyś 
jezuickim dziś sądowym w Krakowie, darowane przez p. Win- 
centego Pola. 

Starożytne poręczowe gobelinami pokryte krzesło pochodzące 
z Załoziee Inb innego zamku krajowego, darowane przez paua 
Włodzimierza Dzieduszyckiego 

Szkatułka drewniana sayldkretem wykładana^ zdobyta w oho* 



341 



sie tareckim pod^ Wiedniem, dar pana Zygmunta Radzimiński 6go. 

Miednica, z nalewką z miedzi wjzłacanej po Tadeuszu Czao- 
kiiDy dar pani Januszowskiej. 

Krzji srebrny wyzłacany, turkusikami i rnbinkami wysadza- 
ny w smaku bizantyńskim. 

Wotum staropolskie srebrne pozłacane z płaskorzeźbami i ber- 
bami polskimi. 

Puginał w jaszczurowej pochwie z herbami i napisami pol- 
skimi, z rączką agatową wysadzaną rubinami, z cyfrą S. C. w 
dro^cb kamieniach, najpodobniej po Stefanie Czarneckim. 

Mumia kota przywieziona z Egiptu. 

Kamień ze złotej bramy w Kijowie. 

Mosiężny wizerunek N. P. z napisami słowiańskimi. 



SPRAWOZDANIE 

Mieczysława Potockiego, konserwatora budbwli i pomnikiw 
wschodniej Galicyi, czytane na ternie posiedzeniu. 



DziesięiS wieków dobiega, jak naród pobki wystąpił na wido- 
wnię dziejów ; to tak dłngie iycie musiało koniecznie po sebie 
zostawić ślady nietylko na kartach pisanych ale i na powierzchni 
zamieszki^ej przez niego ziemi. Jakoft kaidy wiek zostawił po 
sobie jakiś zabytek, jak§ś miłą pamiątkę^ tern drołszą dla aere 
naszych, im do odleglejszych czasów należy. 

Odybyśmy na chwilę kraj nasz zamienić mógli w jedną roz- 
ległą płaszczyznę, i nadprzyrodzoną opatrzeni siłą wzniósłszy się 
nad tę płaszczyznę wzrokiem orlim od końca do końca przejneć 
ją mogli, ujrzelibyśmy kraj nasz zasłany mocami, wałami, gro- 
bowcami, świątyniami i zwaliskami odwiecznych zamków i gn>- 
dów. Widok ten podwójne w nas obudziłby' uczucie: pierwszem 
byłoby uczucie szlachetnej dumy, bo zaiste musiał to być dzielny 
i waleczny nar^d, który ziemię swoją zasłii tylu mogiłami; mosiiJ to 
być naród mocno przejęty zasadami świętej wiary, kiedy tak licz> 
ne a niekiedy tak wspaniałe wznosił przybytki Bogu; musiał to 
być naród silnie do swojej ziemi i swobód przywiązany, kiedy 
dla ich obrony postawił te zamki , dziś - jeszcze ogromem swych 
zwalisk dziwiące. Ale niestety to uczucie szlachetnej dumy ustąpić 
nieraz musi przed uczuciem żalu na widok tego zaniedbania i tej 



843 

ftonnej obojętności , któr^ jakoby smutna cecba bieżącego stulecia 
na każdym niemal pomniku piętno swoje wyciska. Rzekłbyś nie- . 
kiedy, ie przodkowie nasi na to sypali mogiły, żebyśmy je dzij 
rozozywali ; na to wspanii^e wznieśli świątynie , żebyśmy je dziś 
obracali na składy różnego rupiecia; na to te zamki stawiali, 
abyśmy z ich materyałów klecili gorzelnie i dworki. Coraz .więcej 
naąwają się z oczu naszych zabytki naszej przeszłości: niszczy , 
je czas i gorszy częstokroć wróg od niego nasza własna oboję^ 
tność a niekiedy i chciwośó. 

Jeżeli tym sposobem damy zniknąć z tej ziemi dro^m pa- ' 
miątkom naddziadów, coż wpuściżnie zostawimy potomkom? ja- 
kimiż zabytkami przedstawimy im na oczy, żeśmy tutaj żyli?. 
Wszakże dzieje naszego narodu nie są tylko zapisane w xięgach; 
są one nadto głęboko wyryte mogiłami, kościołami, zamczyskami. 
Widok każdego z takich pomników, połącaony z dziejowem wspo- 
mnieniem przywiązanem do niego, daleko silniej przemawia do 
serca, daleko mocniej utwierdza' się w pamięci, niż gołosłowe 
jego opisy. 

Ta potrzeba przechowania pamiątek przeszłości spowodowała 
ustanowienie centralnej komisyi w Wiedniu ,. czuwającej nad od- 
szukaniem i zachowaniem historycznych pomników w całej monar- 
cbiL Instytucya ta rozpoczną swoje działanie w. 1853 roku. 
TI nas mianowano zrazu tylko konserwatora dla miastji Krakowa, 
a od dwóch lat dopiero rozciągnięto tę opiekę na resztę kraju, w 
skutek czego mianowany zostałem honorowym konserwatorem na 
wschodnią Oalicyę.. 

O ile z jednej, strony ucieszył mnie ten zaszczyt, o tyl^ z 
drugiej przejęła mnie obawa, czy temu zadaniu i położonemu we 
mnie zaufaniu przy innych moich zajęciach godnie odpowiedzieć 
zdołam. Udzielona mi instrukcya pozwalała odezwać się do wszys- 
tkich urzędów, korporacyj 4 towarzystw krajowych , ' wzywając ich 
pomocy i współudziału. Jednem zaś z głównych zadań owej in- 
strukcyi było ułożenie opisu wszystkich* dawnych zabytków budo- 
wli i dzieł sztuki, na danej przestrzeni kraju rozrzuconych. I do 
kogoi miałem się udać z prośbą o przesyłanie pojedynczych opi- 
sów? Zaiste do nikpgo pewniej i skuteczniej, jak do Towarzy- 



344 

stwa gospodarskiego, sło&pnegp z osiadłych po krają ^ obywateli, 
którym jego prze8«Io£d obojętną być. nie moie. J^omitet towarzy- 
stwa chętnie przychylił się do mego życzenia, i w kaŁdym po- 
wiecie wezwał jednego z członków, ' któryby opis rzecaony wefflng 
podanego wzoru ułoiyó i do komitetu odesłać raczył. Z Lałem je- 
dnak wyznać naleiy, ie dotąd mała tylko liczba członków odpo- 
wiedziała temn wezwania. Z kilkunastu więc dotąd nade^anych 
opisów, jako też z własnej w tym celu po .kraju odbytej objaidftki 
samierzyłem przedstamć stan znaczniejszych starożytnych bndo^ 
i pomników, które pod względem historycznym, artystycznym, 
lub przywiązanego do nich ludowego podania, zasługuje na uwagę 
i większą p swe utrzymanie obudzają troskliwoió, 

. I)odać tu wiźłienem, że komisya centralna w Wiednia nsna- 
jąc słuszność mego przedstawienia co do potrzeby osobnego nad- 
Boru nad pomnikami miasta Lwowa, zamianowała' na stałych Ieo- 
respondentów moich dwóch mężów znanych spółrodakom ze swo- 
jego światła, biegłości w ocenianiu przedmiotów starożytnych i ze 
szczelrej gorliwości w poświęcaniu swoich usług i czasu dla dobra 
kraju, tj. ulubionego naszego wieszcza Wincentego Pola i biegłego 
rzeczy ojczystych znawcę , xiędza kanclerza Jana Stupnicki^o. 
Pan Wincenty Pol przejęty chęcią obznajomienia spółziomków s 
celniejszymi zabytkami przeszłości znajdującymi się we Lwowie, 
zamyślS, w tym jeszcze roku, wydać Album starożytności miasta 
Lwowa, ozdobione nąjdokładniejszemi fotograficznemi. odbidand. 
l?ę dokładność jako też czystość wydania zawdzięczać będziemy 
dyrektorowi akademii technicznej panu Beisingerowi , któiy wła- 
snym kosztem sprowadził potrzebne ku temu ulepszone narzędzia. 
Nieprzewidziane przeszkody opóźniły pożądane wszystkim wyda- 
wnictwo) usilnem wszakże jest staraniem obu panów koresponden- 
tów, aby zamierzona praca w jak najkrótszym czasie dokonaną 
została. 

(Opuszczamy tu całą część sprawozdania odnoszącą się do 
miasta Lwowa z powoda,. że jest niejako powtórzeniem tągo, oo 
pan Wincenty Pol w rozprawie swojej, czytanej na zeszłorocznem 
posiedzeniu zakładu, a drukowanej w VII tomie Biblioteki Osso* 
liiisUch, do publicznej podi^ wiadomości). 



Co się tyczy pomników w obwodzie lwowskim- ^d^cyclii d 
tych iadnej dotąd od Ziikogo nie odebrałem wiadomości; bliższe 
ioh zbadanie odkładam na czas, późniejszy. 

Z kolei przechodzę do obwoda brze&ańskiego , a w szczegól- 
ności do samego miasta Brzeżan. Komui nie jest 2^any, przynaj^ 
mniej z opisu, starożytny zamek 'Sieniawskich, a w nim prze- 
ślicznej architektury, kaplica, kryjąca ich zwłoki? Pisma publiczne 
kilkakrotnie podawały ich opis ; nie będę go tutaj powtarz^. 
Wiadomo także z publicznego rozgłosu, jakiemu zaniedbaniu, ja- 
kiej zniewadze te szacowne uległy zabytki. Kaplica ozdobiona 
pysznymi marmurowymi. nagrobkami przeznaczoną została na skład 
rzeczy wojskowych, zamek złupiony ze wszystkich swoich ozdób 
zamieniono na koszary i browar. Głos oburzonej opinii publicznej 
pobudził przynajmniej do częściowej restauracyi kaplicy, która 
niebawem zupełnej uległaby ruinie. Ten pierwszy krok daje nam 
otucłię , że właściciel Brzeżan , zadość czyniąc powszechnemu ży- 
czeniu sposoby wateli , rozpoczętej restauracyi dokona. 

Panowie Waleryan E^rzeczunowicz i Hieronim Kunaszowski 
nadesłali mi ciekawe opisy miasteczka Bołszowiec i znajdującego 
się tamże klasztoru xięży Karmelitów. W pięknem położeniu , na 
wzgórzu nad rzeką* Lipą, wznosi' się okazały kośqoł wraz z 
klasztorem xięży Karmelitów, zbudowany .w stylu gotyckim, około 
roku 1624 pi*zez hetmana polnego koronnego Marcina Kazano- 
wskiego. Spółfundatorami byli Edzwadowscy i Kunaszowscy, któ- 
rych prochy w grobach kościelnych sppczyw'ają. Nad tymi gtoha^ 
mi były niegdyś umieszczone płyty kamienne z odpowiednimi na- 
pisami; jakaś barbarzyńska ręka, przed niewielą laty,* użyła tych 
-pljt na posadzkę kościelną, na ich miejsce osadziwszy grube bra- 
sy dębowe; nie przebaczono nawet freskowym malowaniom her- 
bów, zataiła je sziizotka mularska. Wszakże jeżeli jeszcze co da 
się przywrócić, zaniedbanem nie będzie. W^ ołtarzu tego kośąicda 
jest cudami wsławiony obraz matki boskiej, o którym taka w 
ustach ludu przechowuje się legenda. Kiedy pe^^mego razu Kaza- 
nowski stał" ze swoim .oddziałem nad Dniestrem, oczekując na 
nadciągających Tatarów i rozmyślając nad sposobem odparcia na- 
jazdu, pies stojący przy nim śledził ciągle oczyma jakiś przed* 

44 



346 

tniot, irodkiem rzeki płynący. Na roskas Kasanowski^fo piei 
skoczył w wodę i wynSosł na brzeg obraz matki boskiej. Kąsano- 
wsk! wzi^ to za pomy jłną wróżbę , solenne nabożeństwo w obo- 
zie przed tymże obrazem odprawił , Tatarów pobił , i rzeaony 
obraz w. kościele bołszowieickim w ołtarzu nmiesciŁ Wnętrze ko- 
ścioła ozdobione jest freskami, nie dawno npiejętn^ odnowionymi 
ręką, przedstawiającymi popiersia fandatórów i dobrodziejów ko- 
idoła. Opodal od klasztom stdt niegdyś obronny zameczek: w 
dłngiem zaniedbania n nas rzeczy publicznej mieszczanie Tosebrali 
jego mury tak dslece , że dzU zaledwie ślady ich zostały. 

Częstych najazdów tatan^kich w tej' okolicy dowodzą Hezne 
mogiły, jakoto w samym Bołszowcu, w Eorosto wicach , pod 
Martynowem i pod Kołodziejowem, W Szumlanach w pola jest 
nawet jakiś pomnik z kamienia bez napisu, którego znaczenia 
dziś odgadnąó trudno, który wszakże do dalekiej starożytności 
odnoszą. 

W Sarnkach dolnych , na wysokiej górze , stoi olbr^rmia 
skiia, na wskroś wydrążona, gdzie według ustnego podania lud 
miejscowy miał aię ukrywać przed najazdami.^ W ścianach Bkfłj 
aą łożyska, w kształcie katakomb wykute, których przeznaczenie 
dotąd nie zostało zbadane. 

W Łipiey górnej uchowały się . szafce ,, w któiycb bronił się 
dzielnie przeciw oblegającym, go Tataroiń waleczny Silnicki, ka- 
mieniecki kasztelan. Zariugttje jeszcze na uwagę dzwonnica przy 
cerkwi w Korostowicach. W niej znajduje się dzwon o jednej tylko 
kresie; tak zwany półdzwon, po >usku Uepało: posługują aię 
nim, uderzając sercem w tę jedną połowę, tylko w czasie wiel- 
kich uroczysteśct kościelnych. 

We wsi Telacze, na granicy od wsi Łitatyna, leżał ^okoj- 
nie od najdawniejszych czasów znacznej wielkości .kamień « z wy- 
żłobionemi na nim łyżką, nożem i widelceni, oraz z literami L 8. 
a podobno i rokiem.. Według podania mida to byó pamiątka po 
Sobieskim. Król Jan przechodząc tędy z wojskiem do Podhajee, 
posilżł się w tem miejscu i odpoczął. Kamień ten do^ero pned 
kilką lafy sniU zupełnie; powiadają, że jakiś więcej gorliwy niż 



847 



oivieeo]i7 Wegmriiłer rzeesony kamień na szoter do drogi poAio 
roskazil. 

W obwodzie czortkowskim znajdoje się kilka wspani/iłych 
swaliak dawnych zamków, a między niemi odznaczają 0ię swoim 
ogromem ruiny zamku Jałowieckiego, z któremi łączy się znana 
powszechnie legenda o śmierd ostatniego Jazłowieckiego , w głę- 
bokiej studni zamkowej i o jego pojawianiu się dotąd w pewnych 
csasaoh wiród rzeczonych ruin. Zamek ten przez oblężenia i 
poAar zup^emi^ uległ zniszczeniu: dzii sterczące jego gruzy za- 
dziwiają jeszcze swoją wielkością, mocą i sposobem budowy. Sam 
tylko czas dopełnia powolnega ich niszczenia, bo zresztą troskli- 
woić dzisiejszego właściciela chroni je ile moinoiSd od ludzkiej na- 



. Miasteczko Jazłowiec, jak wiadomo, było pierwszą siedzibą 
prsybyfych do nas z Azyi Ormian: ślady ich moina tu wszędzie 
napotkać, a piękne ozdoby rzeźbione w oddrzwiach wielu domów 
g^dne są uwagi. • . , • 

W Kudrydcach stoją na wysokiej gói'ze oka;Bide ruiny zam- 
ku, niegdyś Herburtów. Zwaliska zamku budzanowskiego» prze- 
robione dziś na klasztor panien miłosierdzia, pamiętne dzielną 
obroną pizedwko Tatarom i bohatyrską śmiercią Łu&eckiego; W 
Husiatynie był niegdyś obronny zameczek , z którego dziś. tylko 
dwie okrągłe uchowały się baszty. W zameczku tym we^ug po- 
dania, miał czas jakiś przebywać sułtan Mahomet lY^ po zdoby- 
cia Kamieńca, oczekując na skutek układów z pdnomocnikami 
polakimi o granicę Podola. 

We wsi Kociubińczykach są dwie bardzo starożytne mogiły: 
jedna z nich większa służyć mogła za miejsce na ofiary palone 
bogom , /druga oI)ejmnje prawdopodołmie popioły znakomitycł^ prze* 
wodników ludu 

Na samym krańcu obwodu czortkowskiego , . w samym cyplu 
przy uśeiu Zbrucza do Dniestru, leiy ma^ mieśdna otoczona wa- 
łami , z dwiema .dotąd stojącemi warownemi bramami : są to tak 
zwane Okopy św. Trójcy, a pamiątka po Janie III, który tu 
założył obronne stanowisko dla swojego wojska,, w ciągłych swo- 
ttfliłowaniacb o odebranie Eamieitca Turkom. Czas uszkodził 



348 

te bramy; mam jednak nadzieję, £e. pomimo stawianych pree- 
Bzkód i trudności, utrzymane i odnowione zostaną. Okopy św. Trój- 
cy służyły jeszcze jako dogodny punkt działań wojennych z|l ce- 
sarza Józefa II w 'roku 1786 w czasie wojny tureckiej, pny 
obleganiu Chocima przez wojska cesarskie pod dowództwem feld- 
marszałka Einmajera. Śród samej mieiciny sterczą ruiny mrfego 
kościółka , dotąd silnie opierając się czasowi. W kościółku tpn 
według podania, za konfedoracyi barskiej kiedy oddział Puławskiego 
opuścił Okopy i przeszedł za Dniestr do Turcy i , kilku konfede- 
ratów zamknęło się i poty się broniło, póki co do jednego nie 
polegli wszyscy. Kościół spalony odtąd z gruzów nie powstał; 
ciała tych walecznych spoczywały w lochach kościelnych i dopie- 
ro w przeszłym roku odkryte, przeniesione na cmentarz. Sam ko- 
ściółek niewielkim kosztem mógłby być odnowiony, okoliczni 
mieszkańcy, chcą się chętnie lio tego przyczynić ofiarą składek i 
ręcznej pusługi ; coi kiedy brak zachęty i pomocy z g<Sry uda- 
remnia ich zabiegi. 

W paśmie gńr miodoborskich ciągnących aię nad Zbruezem, 
we Wsi Horodnica i Postołówka , są rozległe okopy, a w nich 
obszerne sklepione piwnice całkiem zasypane; wszystko upowałni. 
domysł, że sięgają pogańskich czasó.w i były warownemi osadami 
ówczesnego ludu, który miał tu takfte swoje, świątynie. U podnó- 
ża właśnie tych wzgórzów, w rzece * Zbruczu , przed kilkunastą 
laty znaleziono ów powszechnie znany posąg Świętowita. Pan Le- 
onard Horodyski w korespdndencyi swojej wspomina o wielu mo- 
giłach koło wsi Mszańca, Chorostkowa i Koeiubiniec; dowodzą one 
wszystkie . częstych i krwawych najazdów tatarskich. 

W obwodzie kołomyjskim we wsi Kamionka znajduje się ka- 
mienne bożyszcze Łelum - Polelum , jak się zdaje to samo , któ- 
re po rusku zwano Pek i Osyna: czy to jest istotnie ręki ludz- 
kiej . wykucie , czy iylko gra natury , dotąd jeszcze ostatecznie 
nie zbadano , głównie z tej przyczyny ; ie kamień ciężarem swo* 
im znacznie zapadł w ziemię. 

Obertyńskie mogiły świadczą dotąd o krwawej bitwie stoczo- 
nej przez hetmana Tarnowskiego z Wołochami 1531 roku. Mogiły 
te z roku na rok coraz bardziej rozoiywano i uszcauplaiio: na 



349 . 

usilne moje przedstawienie połoŁon^ zostanie zapewne tama temu 
zniszczenia. 

Pod samą Kołomyją na polach wsi Ceniawy wznosi się 
niezbyt wysoki kopiec, na którym w roku 1485', wedhig zacho- 
wanego dotąd podania , ustawiony był tron , a na nim król Ka- 
zimierz JagjiellońcE^k w obliczu całego swojego wojska odbierał hołd 
i przysięgę wierności od Stefana hospodara wołoskiego. Podanie 
jeszcze mówi, ie na owym kopcu rozpięto wielki pyszny na- 
miot, pod którym król hołd odbierał, i te w czasie obrzędu, kiedy 
Stefan,, otoczony licznym pocztem bojarów u stóp tronu przykląkł 
i słowa przysięgi wymawiał, nagle. opadły zasłony namiotu, zar 
pewne dla tego , aieby akt ten od całego wojska był widziany. 
Zimować przychodzi, ie czas i niedbałośó ludzka znacznie kopiec 
uszkodziły. 

W obwodzie przemyskim już sama stolica jego Przemyil, 
odległą starożytnością swoją na pilną zasługuje uwagę. .0 Prze- 
myślu jako grodzie jui wspomina Nestor pod rokiem 981 do- 
dając wyrazie, że gród ten zabrany został Polakom a był jednem z 
tych miast, które wówczas nazywano czerwieńsk iemi. Jest to tedy 
bez wątpienia jedno z najstarożytnjejszych miast Galicyi. Na wy- 
niosłej górze nad miastem sterczą dwie baszty wspaniałego i obron- 
n^^go niegdyś zamku wzniesionego jak mówi podanie , staraniem 
Kazimierza Wielkiego: dawny bowiem zamek xiąłąt ruskich w 
innem stał miejscu. Sądząc z pozostałych murów musiał to byd 
gmach wielki i okazały. Wiele musiał wytrzymać oblężeń, 
klęsk i przygód ; wkrótce też i te baszty^ które dziś widzimy 
byłyby się zupełnie rozsypały w gruzy, gdyby nie gorliwa bacznośó 
na dawne pamiątki adwokata dr. Sermaka i godna powszechnego 
uznania troskliwość gminy miasta, która swoim kosztem rzeczone 
baszty z zachowaniem starożytnej ich cechy doskonale odnowiła; 
a przez to na długie lata drogą narodowi pamiątkę od upadku 
zachowała. Pierwsza baszta od wejścia, będzie w ten sposób urzą- 
dzaną , że zwiedzający ją goście z łatwością będą się mogH- do- 
stać ha najwyższe jej piątro i ztamtąd podziwiać cudne położe- 
nie zamku , miasta i całej nadsańskiej okolicy. 

. Przemyśl ma kiU^a kościołów i dwie Ińskupie kaitediy, z tych 



860 

dawniejssf jest ładńska, bo początkiem swoipi sięga XVgo wieko, 
obejmuje grobowce biskupów Dziadaskiego i Fredry, kilka innych 
iKSwnie z XVIgo wieku, tudzieft kilka z nowszych joft czasów. W 
ogólnoici kojcioł wewnątrz nie Ł\e jest utrzymany, ale aewn^trz 
piękna jego budowa wymaga starannej i spiesznej ^ restaoracyi. 
Katedra obrządku wschodniego powstała z dawniejszego kośeiob 
Karmelitów. Prócz prześlicznej rzeźbionej ambony, przedstawiającej 
okręt z ftaglami i linami, najdokładniej, wyrobionemi, ładnej inmj 
starożytnej pamiątki w sobie nie zawiera. Z nowszych, pamiątek 
zdobi ją marmurowy pomnik, wystawiony kosztem kapiti^, dla 
czcigodnego i powszechnie szanowanego ś. p. biskupa Snigozskie- 
go. Ki^ścioł ten wjrmaga róifniei stayaunego ednowMua i takowe 
wkrótce ma byó podjęte. 

Kojciół xięży Franciszkanów powstał dopiero w połowie m* 
srfege wieku, nie ma w sobie ładnych dawniejsaych uwagi go- 
dnych pamiątek. Spabny przed kilku laty i iwiato odnowiony, 
r&A oko wewnątrz ^pstrokadsńą rozmaitych koloi^ir m jzewnątn 
plęhn% kanarkową barwą wcale niestosowną de powagi i ai^ln 

Skromny kościółek ojców Reformatów, równiei s pnesałego 
wieku pochodzący, nader starannie i porządnie utraymaay, nie 
obejmuje ładnych ciekawych pomników. 

Były jeszcze w Przemy jla> koieioty DominilLanów, Boaifia- 
tióiw, Hisyonarzy i Dominikanek, których dsij i śladu tndno de^ 
paitrzyd W śiodku miasta wznosi się jeszcze pięknej arehitektoiy 
koócioł niegdyi xięiy Jezuitów, ozdobiony dwiema wyniodemi 
wieiiami, dzii .pszafloiaczoi^ na skład mundurów wojslcowycb. 

We wsi Bekitnioy istnieje mulrowany koieidek, sięgijąc^ 
swojen poełiodseniem do roku 1460. Pod nim maj% aę ^iĄĘoęfi 
rozległe piwsiee i katakomby, . lecz i€ od daiwnydi aaaaów 
rowane, przea nikogo zwidzane i zbadane ai^ ftgrły; pióoa 
ładnego dawniejszego pomnika w koiciele dpjrzeó nie moina. 

OlMHiemiejsz% wiadomość o Mościskach podał mi pan Wła* 
dysław Junga. Kośdoł parafialny jest pamiątką po Władjraławie 
JagteUe, załoftony bowiem został roku 1404. Kościół niegdyś Do- 
równy pierwszemu starołytilości^i A w zesałym wieku 



t ' 



351 

ftamkniftjr, 1>7łb7 .niebawem rossjpd ric w graejTi gdybgr lue 
gmina miejska, która ów.koidół wraa i klesstorem na swoj^ 
własnoió nabywsaj, aamiersu tę odwieesn§ pamiątkę od sagłady 
nehowady sreatanrować i na powrót służbie boftej pnjwróeió. 

W poUiftn Hoiciskf we wsi Zaketcielu, stoi mały modne- 
wiowy kośdc^ek iwiętego Michała, otocsbnjr wałami Weidług po^ 
dimia, ma to byó najdawniejśaa w tej okolicy 4wi%tynia, bo się- 
ga XIV wieko, i w owym jnź esasie była koidołem parafialnym. 
Sskoda, fte ten starodawny aabytek pnes brak troskliwej nad 
nim opieki pod bnemienłem piędn blisko wieków ooras więccg 
upada. 

W kieninkn południowo-wschodnim od Prsemyśla tai koło 
miasta widać bardso wyraśne jesscae ilady okopóir, usypanych 
w regularny «C8Worol>ok. Podanie móid, Łe królowa Jadwiga, idęc 
B wojskiem na odsyskanie Bud, praes osas niejaki oboaem tn 
atała. 

W obwodzie Samborskim wiele miast, osad i monastyrów la- 
flinguje na uwagę s powodu dawnoid swoji^j i pamięitek dnejo* 
wyeh. A nąjpnód miasto Drohobycs spomniane jui jest międiy 
snakomitssymi grodami tutejszymi w idamku geograficsoym a wie- 
ka XIV. W budowie kośdoła faniego' łsidńskiego dają się tu 
widaieó posęgi kamienne l>oftków pogańskich, caęfdami w idany 
kośdehie aewnątri wmurowane. Zamożny gród ten słyn^ i wtbo- 
gacał się głównie handlem soli od csasów dawnych. Jest tn teft 
basyliański monastyr, jeden s najdawniejszych. 

Co de Sambora, rozróżnić trzeba gród stary od nowego. Stary 
Sambor, czyli jak go dzii nazywają. Stare miasto leły po pra- 
wej stronie górnego Dniestru o milę wyiej od Sambora nowego; 
ma w rynku murowany kośdoł ftmy, łaeu&skiego obrządku, któ- 
rego Imdowy częić jedna na bardzo dawne czasy wskazuje. Za- 
mek był w tem miejscu jak teraa stoi cerkiew, nie abyt dawno 
na większe rozmiary zbudowana i w około której są jeszcae <lady 
dawnych okopów. Niegdyi stała tu stara, jodłowa i ezy tei mo- 
drzewiowa cerkiewka, a w niej był po jednej stronie wyneaany 
na ódinie następujący napis kiryliką: Cerkaw połwiaiiiia roku bo^ 
iaJU 4308 m^a tfnte 9. Prenamęe i. oka N^Mfą. Pe dngiąj 



J3S2 , 

i * 

.ątronie tu icianie cerkwi Wyrzeune były' te słotna i Hoku bidokn 
4648 miesiąca Ok(Łiabria) iSho Kozaki 8 Tatary szturmoioaĄf do Sta- 
roho mieUa w piaŁok. W londe raku był, hlad welyj na chryMUjmf 
dwa roki. Dxzewo ze ściany owej cerkiewki starej, na którem jest 
ów napis wzięto do cerkwi nowej i złożono na chórze , a ^reszty 
zaś jej materyała -zbadpwano stajnię. Jest podanie między mie-' 
szkańcami tutejszymi, te pierwotny Sambor le&ał jeszcze wyŁeJ nad 
Dniestrem, mianowicie o 3 ówierci mili od Starego miasta, tam 
gdzie teraz jest wieś. Spaś. Jakoi monastyr dawny bazyliański w 
Spasie był niegdyś stolicą biskupów samborskicb. 

Wyżej Spasa, w rozdołach, pod samemi, górami leży wieś Ław- 
rów ze starym monastyrem b»syliańskim. W roku 1767 wstys 
tkie zabudowania drewniane monastyru tego zgęrzały, została była 
,tylko kaplica murowana z grobowcami xiążąt ruskich. Bjl od ro- 
ku 1769 igumenem monastyru tego Polikarp Wolań^ki, ten porozu- 
miawszy się z przełożonymi monastyrów sąsiednich, otworzył gro- 
bowce. Znaleziono w, nich dwie trumny, grubą srebrną Uachą po- 
kryte ze sztukateryą i napisami. Na jednej z nich wyczytano imię 
Łew; na drugiej imię Ławr. ^Blachy te zostały w cichości pood- 
rywane i potopione , a srebra i innych znalezionych tam koazto 
wności użyto na odbudowanie monastyru, który po dziś dzied w 
dośó dobrym stanie znajduje się. Szczegóły te o monaatyne iaw- 
rowskim rozpowiadał świadek naoczny tych zdarzeń czcigodnemu 
niedawno zmailęmu xiędzu Eompaniewiczowi bazylianowi. Niektó- 
rzy nasi uczeni, jak Dyonizy Zabrzycki i xiądz Pietruszewics s%- 
dzą, że ów Łew był to syn Daniela, zmarły około roku 1301. 
Nam się zdaje rzeczą prawdopodobniejszą. że to był raczej Łew 
drugi xiążę, żyjący około roku 1320; a ziążę Ławr był to zape- 
wne Bymont syn Trojdena, o którym rozpowiada latopisiec bibli- 
oteki Saczyńskiego , i^e otrzymał na chrzcie iinię Ławra czyli 
Ławrysza a na starość mnichem .został. 

Nakoniec Nowy Sambor, jest znacznie niżej, po lew^f stronie 
Dniestru przez królów polskich założony, o którym niesie podanie, 
jakoby go zi^ożyÓ miała królowa Bona w teiu właśnie miejscu, gdzie 
własną r<^ką na polowaniu zabiła jelenia, i takowego też za herb 
miastu nadała. Tak mówi. wprawdzie wieść gminna. Tymczasem 



S6Ś 

t 

tospatKi^ąe licsne djplamj i dawne prsjwileje miąjskie, ftżA^ 
chowane w magistracie, natrafiłem na djplom Władysława War- 
neńczyka 8 roku 1439 , nadający od dawna ta istniejącej osadzie 
prawo magdeburskie; ocsywiicie więc miasto nierównie dawniej 
powstało. W środku rynku wynoszący się ratusz teraz włainie 
oduawiaoy jest kosztem gminy bez naruszenia pierwotnej cechy. 
Nad bocznem weji^ciem do ratusza są umieszczone w mi^ch me- 
dalionach gipsowych popiersia kilku królów polskich: jakiś barba- 
rzyniec pokrył je grubą wapienną powłoką; usilnem jest jednak 
staraniem dzisiejszego przełożonego gminy, aieby te medaliony, 
o ile to da się zrobió, do pierwotnego stanu przywrócić. 

K6ścioł j)arafialoy pochodzący z Xyi wieku po kilku pożar 
rach prawie na nowo przebudowany, tadnych nie zachowi^ pa- 
miątek. Dawniej za miastem był kościół z klasztorem ojców Ber- 
nardynów. Dziś tamie mieszczą się sąd obwodowy i więzienie. 

Pozostała z całego dawnego gmachu w całości kaplica wię- 
sienna z swojem śmiałem ostrołukowem sklepieniem, którego koń- 
ce oznaczone grubemi wypukłemi żyłami, krzyżując się z sobą 
tworzą rodzaj sieci, niezawodnie jest zabytkiem bardzo dawnym, 
i tak ze względu na swą starożytność jako też na rodzaj budo- 
wy zaduguje na staranne utrzymanie. Xięża Bernardyni mieszczą 
się dziś w dawnym pojezuickim kościele ; posiadają oni szczegól- 
ny przywilej, nadany im z Szymu, a potwierdzony przez bisku- 
pa krakowskiego roku 1525, dozwalający im używać armat, i in- 
nej broni dla obrony od napadów tatarskicłi. 

W niewielkiej odległości za miastem na drodze ku wsi Bi- 
skowioe stoi murowany słup, a w nim osadzony obraz Matki bo- 
skiej. Do tego słupa wiąże się podanie, że w czasie konfederacyi 
barskicij, gdy dwaj bracia Puławscy, wojując z osobna zupełnie o 
sobie nie wiedzący, niespodzianie zbiegli się w Samborze, obsa- 
dzonym pod ówczas przez oddział Franciszka, brat jago Kazi- 
mierz sądząc, że miasto zajęte jest przez Moskali chciał je sztur- 
mem zdobyć, i ztąd o mało co do krwawej nie przyszło walki; 
lecz gdy wkrótce błąd został odkryty, dwaj bracia połączyli się 
razem i tu dowiedziawszy się o śmierci ojca, zmarłego w więzie- 
niu w Stambule, razem zgon jego opłakiwali. Otóż ów słup mu- 

45 



ydwahy jlotącl istniejący ma hji pamiątką spotkania i połąeMnia 
w tem miejscn braci Puławskich. 

Z uczaciem fcala i podziwn sbliżmy się teras do uro- 
czych zwalisk, sterczących na wyniosłej górze, jako do ssesątków 
wspaniałego niegdyś dobromilskiego zamku, dawnej siedziby zna- 
komitej i możnej w Polsce rodziny Herburtów, teraz siedliska pn- 
haczy i kmków. Z licznej owej rodzitiy pozostały same prochy, 
w sklepach kilku świątyń ukryte, a z ich siedziby tylko 
gruzy nad całą okolicą sterczące. 8ą one dokoła ' olnosłe la- 
sem , którego wyniosłe świerki wdzierają się coraz więcej w opu- 
stoszałe mury i na ich poszczerbionych szczytach swobodnie rozwi- 
jają konary. Nad bramą wchodową, która dotąd oparła mę zni- 
szczeniu, była tablica z herbem Herburtów i napisem, z którego 
teraz tylko wyraz obrona z. trudnością wyczytać można. Nieza- 
wodnie więc zamek ten był postawiony dla obrony okolicsnyck 
mieszkańców od obcych najazdów. Widok z wierzchołka tych 
zwalisk nie da się opisać, a uczucie żalu, jakiego się donice 
wszedłszy w ich wnętrze ,' nie da się opowiedzieć : trzeba być na 
miejscu, trzeba je widzieć własnemi oczyma, zmierzyć własnymi 
krokami , żeby tę piękność podziwiać , ten żal zrozumieć. Ptses 
długi czas barbarzyńska ręka niszczyła te. ruiny dla własnego ^- 
sku; dziś one wyłącznie oddane, są na łup czasu. Do tego zam- 
czyska wiąże się podanie o orłach Herburtów. Tych orłów w po- 
bliskich lasach miało się zawsze wylęgać tyle, ile było żyjących 
członków rodziny Herburtów, i to tak ^go, dopókiby ród ist- 
niał; gdy jednak któiyś z nich, niedowierzając przepowiedni, 
własną ręką jednego orła zabił, zginął beaipotomnie , na nim ca- 
ły ród jego wygasł, a zamek rozpadł się w gruzy. 

Dobromil, starożytne miasto, ma kośtiół parafialny, sdiożo- 
ny w roku 1531 przez Jana z^ Fulsztyna Herbnrta. W kościele 
znajduje, się spisana na papierze i w ramy oprawiona genealogia 
Krasińskich; jako osobliwość dodamy tutaj , że autor, rodowód ten 
rozpoczyna rokiem 300 przed Chrystusem. Są tn wszyscy edon- 
kowie rodziny w małych popiersiach i herby spokrewnionych do- 
mów. Obraz ten genealogiczny, wykonany na początku zesriego 
stulecia, zasługuje na bliższe rozpatrzenie. Szukałem jnlnie w 



I 



366 • 

Dobrofflilct szesątków domu , mieszczącego w sobie ow§ drakar* 
nię , z której po raz . pierwszy wyszłj na 4wiat pierwsze sz^M 
si^g histoiyi Długosza i odszukać nie mogłem. Dowiedziałem się, 
±e drukarnia nie była w samym Dobromilu, ale w przyległa wio- 
sce, podobno Huczko. 

'W klasztorze oo. Bazylianów, tujs pod zamkową górą leżą- 
cym, jest kilka szacownych , pamiątek , które ^ mi z największą 
uprzejmo jcią przełożony klasztoru ukazd. , W niewielkiej oo. 
Bazylianów cerkiewce znalazłem kilka ciekawych obrazów, nie ty- 
le pod względem pędzla ile pod względem przedmiotu. Jeden z 
tych obrazów przedstawia oblężenie Poczajowa przez hordy Ta- 
tarów i Kozaków pod wodzą Chmielnickiego w 1675 roku, h 
obronę tegoż miejsca za przyczyną spoczywającego tamże błogo- 
riawionego ojca Zelizo« Dziwny tu atoli zachodzi anachronizm: 
Clunielnieki dawno już przed tym rokiem żyć przestał, a z§ jego 
życia ani tej cerkiewki ani ojca Zelizo nie było , jak się zdaje, 
na jwiecie. Drugi obraz przedstawia cudotwórcze sceny z życia 
iw. Onufrego i' iw. Pafaucego. Widziałem tu także obraz jw. Me- 
todego i Cyryla, w całej pos^ci. W refektarzu i samymże koście- 
le zasługują jeszcze na uwagę doskonałe portrety fimdatorów i do- 
brodziejów klasztoru, jako 'to: Jana Herburta, Albrechta l^a- 
fiińskiego, Szczęsnego Potockiego itd. f 

Zwracając się z Dobromila na 'wschód ku południowi na- 
trafimy na bardzo starożytną osadę i starożytny w niej ko&cioł: 
jest to miasteczko Fulsztyn. Rodzina Herburtów przyszła do Polski 
z Turyngii, jak się zdaje w pierwszej jeszcze połowie XIYgo 
wieku. Pierwszem ich siedliskiem był Fulsztyn i ztąd się też pi- 
sali. Oni zidożyli tutaj parafialny koidół, który przez różne prze- 
chodząc koleje, tylko w sklepionej ostrołukowej nawie swojego 
prezińteryum dochował starodawną cechę swojego pochodzenia. 
Reszta kojciola, jak widać, później dobudowana, lub też po 
zniszczeniu przez og^eń na nowo przesldepiojią zostiJa. Opodal 
od ko Jcioła stojąca wieża również odległej starożytnoici dosięga. 
W koieiele, przed wielkim ołtarzem, leży płyta kamienna z na- 
pisem łacińskim, gockiemi literami. Czyjby to był grobowiec, tego tru- 
dno dociec, gdyż 9 napisu oprócz wyraźnej daty roku 1495, nic wię- 



356 

cej nie sdołałem wyczytać. Obok ołtarza 89 piękne 2 mannimi 
wyknte nagrobki Floryana z Fnlsztyna Herbnrta i jego tony; w 
kaplicy zaó bocznej jest z alabastra przeAicznie wyrzeźbiony na* 
grobek Walentegp Herbofta, biskupa przemyskiego, który był 
na soborze trydenckim i w roku 1572 nmarł. Leży on wyrobio- 
ny w całej postaci z pastorałem w ręku, z infułą na głowie i w 
p^ym ornacie; robota piękna, delikatna, staranna i bardzo do- 
kładna, postad biskupa w niozem prawie nieuszkodzona dotąd; 
nie wiem tylko z czyjego natchnienia jakiś miejscowy artysta 
wszystkie ozdoby tak tego pomnika jakoteż powyżej wymienio- 
nych nagrobków na 6wój' sposób odnowił, to jest wszystko pilnie 
*wapnem powlókł a przez to i rysy twarzy i zdobiące pomnik de- 
likatne rzeźby zamazi^. Dzisiejszy wszakże właiciciel Fnlsztyna, 
pan Stanisław Katyński , człowiek z sercem przejętem ezdą dla 
pomników naszej przeszłości, umiejący ' zarazem Ocenić historycziią 
i artystyczną ich wartość, restauruje własnym kosztem kościół, po- 
mniki i wieżę. Jemu też jedynie wnuki nasze zawdzięczać będą 
zachowanie tych drogich pamiątek. ^ 

Wieś Sąsiadowice ma piękny kościół z klasztorem xx. Kar- 
melitów fundacyi Herburtów. Kilka dobrego pędzla obrazów, umie- 
szczonych w ołtarzach, jakoteż nagrobek Franciszka z Kozar 
Borzęckiego i żony jego a córki Ludwika Pocieja z roku 1747, 
zdobią ten schludny i starannie utrzymany ^przybytek. 

- Przechodząc następnie w obwód sanocki, zatrzymamy się 
przedewszystkiem w mieście Sanoku, które aczkolwiek' załoieniem 
swojem dalekich zasięga czasów, bardzo mido starożytności 
swojej przechowało śladów. Kościół parafialny, zmurowany jak 
mówią za Kazimierza Wielkiego przed kilką laty dopiero w cza- 
sie pożaru piasta zniszczony zostaŁ Długo sterczały okopcone mu- 
'y* A gdy się nikt do ich restauracyi nie zabierał i bliikim 
upadkiem groziły, rozebrano je do reszty z rozkazu rządu. Uehował 
się dotąd stojący w rynku kościół z klasztorem xx. Frandaska- 
nów, fundowany prze^ Elżbietę, siostrę Kazimierza Wielkiego 
a matkę Ludwika króla węgierskiego i polskiego. Ani styl budo- 
wy ani sklepienie kościoła nie świadczą o pierwotnem pochodze- 
niu jego*, musiał w przeciągu czasów nie iednemu przerobienia 



uleds, nie Bawiera teft w sobie Ładnych staiyet istkjikifw, próei 
tego tylko wspomnienia , ie w nim Władysław Jagiełło w roktt 
1417 aawiierid mi^ieńskie flnbj^ z owdowiałą po dwoeb mętach 
£libietą Pilecką. W przedsienia kościoła umieszczono z czarnego 
marmnni nagrobek z wyrzeżbion3rmi pięknie herbami Bogala i Ja- 
strzębea dla Ignacego Adama Bogaia Lewickiego, kasztelana zię* 
stwa inflanckiego i jego małżonki Maryanny z«Tamawieekic!i, zmar- 
łych w połowie zeszłego wieka. Nagrobek ten postawił im syn Sa- 
muel starosta krzeczkoWski Jest tu takie tablica inarmurowa dla 
uczczenia pamięci Amalii z Brfłhl<Sw Mniszchowej, generriowcg 
wielkopolskie} zmarłe) w Dałdi. 

<3erkiei^ w Banokn jest nowszej budowy, widki jej ołtarz 
nie tflko jest szczelnie zabudowany ikonostasem, ale nadto 
carskie wrota ukryte są zasłoną, za którą wznosi się wypukły da- 
szek w kształcie altany na czterech słupach oparty, a pod nim 
sam ołtarz do odprawiania świętej ofiary ; za ołtarzem na śeiaiBia 
nmieszezo dopiero obraz ukrzyżowanego Zbawiciela, uważany jakb 
eadowny. W głównym ołtarzu jest krzyż grecki okryty liesnemi 
i doU pięknie wyrobionemi rzeźbami; ołtarz 1>oczny zachował ce- 
chę odległej stareżytnoiSci a pochodzi z dawnej już nie istniejącej 
cerkiewki, W tym ołtarzu jest obraz matki boskiej w srebrnej sa<- 
kience, bizantyńskiego stylu a według ustnego podania, już przed 
pięcia wiekami tutaj przeniesiony. 

W pobliżu Sanoka leży nad Sanem wioska Międzybrodzie 
zwana: w tej wiosce, w małej dzwonnfty, koło starej drewnianef 
cerkiewki, uderza ta osobliwość, że w miejsce dzwonu zawieszo- 
na jest. na łańcuchu sztaba żelazna, która udenana młotem wy- 
di^e gioiay dźwięk i za dzwon ^ży. Od kiedy ta sztaba i w 
tym celn tamże zawieszoną została? ddjjó nie podobna. Tyle tyl- 
ko dowiedzieć się mogłem, że się tam od niepamiętnych czasów 
znajduje, takie zai o niej słysaidem podanie. Bardzo już temu 
dawno na przeciwległej górze stać miał klasztor mnichów ob- 
rządku greckiego; gdy d nie bardzo pobożne* i nie Imrdzo surowe 
pędzili życie, nagle cudowną mocą wraz k klasztorem zapadli się 
w ziemię, a na tem miejscu ztetało tylko wklęśnięcie i nieco 
gruzów. Dobrze już później jakaś kobieta w pobożnej , swoj^ 



868 

wfdrówee iDalasła na. tjeb grosach telasną ssynf, podjęła j§ i 
do pobliskiej ubogiej ofiarowała cerkiewki, gdsie fte nie było 
dzwonu, analeaion^ 8Btal>ę w wyśej opisany sposób uftywać sa- 
/Bsęto. 

We wsi Dobra &yje dot%d kilka rodsin, których prsodkowie 
otraymali od królowej Bony dyplomy sslacheetwa aa dan^ jq 
pomoc w prsykrym wypadku ciężkiego wywrotu , ktedj podróio* 
wała w tych stronach. 

We wsi Uluos pochylona na wagórau prawie upadająca jni 
drewniana cerkiewka stoi w miejscu , gdaie. był niegdyi obroDny 
aameczek, którego ii^oga, i okolicinych miesakańoów słoftona, 
dsielnie się pneciwko Sa^redom broniła. DaU słabe jui tylko fls- 
dy murów aaledwie dopatrayó moina. Fnj cerkiewce był ni^ji 
klasztor oo. Bazylianów. Jest jeszcze w tej wsi drtiga cerkiew pa- 
rafialna murowana z kamienia; według miejscowego podania prze* 
robiono ją ze zboru luterskiogo po wydaleniu Lutrów z tej okoli- 
tj. W cerkiewce drewnianej , powyiej wspomnionej snajduje bą 
chorągiew a .czasów Jana III a 1683 roku. Całe wzgóiae, zwaof 
na Dębniku, we wnętrzu swojem ma zawieraó według podania 
rozległe piwnice I a w nich rótne skarby, składane przez okolica- 
ną szlachtę dla uchrony przed najazdem. 

W miasteczku Bymanowie kościół parafialny stan^ na miej- 
scu dawnego, drewnianego, jeszcze w roku 1412 zbudowanego, 
a ku końcowi dopiero zesdego wieku epalonego kościoła. W ko* 
ściele teraźniejszym murAranym znajduje się kamienny nagrobd 
Jana Sieni^skiego, kasztelana halickiego, zmarłego w 1580 roku; 
przeniesiono go tu ze starego drewnianego kościółka. Nagrobek 
przedstawia dwie osoby leięce, z gipsu ulane, mężczyznę i ko- 
bietę I w górze tarcza o czterech polach , a na ' nich herby 6o- 
daiemba, Dębno, Ślepowron.i Gk^zdawa. Napis na tym grobowa 
jest wierszem polskim ułotony, ciekawy dla ówczesnej pisowni i 
sposobu wyraftenia. Przytaczam go więc w całości. Napia pod 
mężczyzną taki : 

Postój mi^o przeczoij sobie, 
-Kto też leky w tym grobie. 
Spoczywa tu .Sienińaki Jan 



859 



Ten był halicski kaistaUn 
Wespołek i małżonką swoją 
. Z' domn Psniowską Zofią, 
Ze wssymi potomki swemi 
Od Pana Boga danemi 
Czekają ciid smartwyehwstania 
Z Panem Bogiem królownnia 
Boku 1580. 
>U spodn taki napis: 

Nie dsiwnj się nics kamienia 

Ani ftadnemn anamieniu 

Ale daiwnj odmianie 

NacB teft tobie pnyjdzie Panie 

Byłem ja tefc jako csłowiek 

Pocsciwiem żył przes wszystek wiek 

Otosz masz me osiadłoszezi 

W midem grobie liche kości 

Nie dziwnj się bracie miły 

Jusz czi to stare nowiny 

Isz ją tu leżę w tym grobie, 

Pewniecz takiesz będzie tobie. 

Widzę bracie stąpasz, pyszno. • 

Nie wiem bycz na dobre wiszło ' 

Bocz niedługo czekasz tego 

Ze tesz ze mną skoczysz psiego 

Nie wiem czego npatrujesz 

Jeśli się herbom dziwajesz v 

Pewnie skorocz śmierć da kijem 

Isz mi wnet zostaniesz stryjem. 

Gdy cuży grób oględujesz 

Przecz tegb nie upatrujesz 

Iżecz rychło ma na to przidż 

Isz tesz w takim sam musisz być. 

Dńwna to rzecz na^ nędzniki 

Isz gdy widzą nieboszczyki 

Isze się ich przygodami 



aso 

Nie kaft^ mt zgiit^ sami 

JacB tn osekam łaski Bóiy 

Tobie bycz nie moŁe gonej 

JeszU na to nie pomjrślasz 

Isz tes. B. to Ukiesz pnyjd. in.n. 

Byłem ja tei jako ty 

Patrz ezo mi śmiercz uczyniła 

I na czieoz kosę ostrzyła. 

Nie dziwuj się mili bracie 

Ii ta lefty w tej komnacoie 

Spadnie ona pani z kos^ 

Sprawi że c»ę teŁ poniosą. 

Kiedy patrzysz na grób cudzy /^ 

Badzę niech czie stracli pobudzi 

Abyez swe. czasy rozmyślał 

Kczemu masz przyjdź pilnie krestd. 

Badzęcz pilnie upatrowacz 

Gdy kogo prowadzisz ohowacz 

Isz. drudzy u drzwi czekaj§ 

Czo czie teft prowadzić mają. 

Dziwne ludzkie przyrodzenie 

*Widzącz groby i kamienie 

Czo umarło przykrywają 

•A przed się świata łapają. 
Miasteczko Bymanów w dawnych wiekach zwało się Lesław, 
albo Łasław; dzisiejsi jego mieszkańcy są potomkami niewolnikowi 
których ^Władysław Jagiełło po bitwie pod Grunwaldem 1410 
roku tutaj osadził. Od czasu tego osiedlenia żołnierzy krs^a- 
ckich zwali się oni Grinvalden»e$, Grynwaldowie , Gry mano wie, ał 
nareicie sama osada przezwaną została Bymanowem. 

W Iwoniczu zadziwia swoją starością drewniany modrzewio- 
wy koiciolek , jeszcze w roku 1464 zbudowany i dotąd starannie 
utrzymywany: ten jego poważny wifk poświadczają żywe świad- 
ki, rosnące w oko^o niego, zadziwiającej objętości dęby, które je- 
żeli nie sp<Hcześnie z kościołem, to pewno nie wiele później obok 
niego wyrosły. 



We wsi Jasionowie w kojciołkn drewnianym i nie bardsso 
dawnym znajduje się chrzcielnica z prostego kamienia wyknta, 
w kształcie kielicha, na którym w około wyrzeźbiono 16 herlnSw 
szlacheckich, a w środku herb jakby podłu&ne promieniste słońce. 
Ksztidt, robota i napis każą się domyślać, te mnsi pochodzić z 
połowy Xy wieka. Zkądby się zai tam wzięła^ i kto ją postawił, 
na to żadnego nie ma podania. 

Dukla ma piękny murowany kościół z drugiej połowy ze- 
szłego wieku, fundacyi Mniszchów. W bocznej kaplicy w poś^rodku 
stoi wspaniały marmurowy grobowiec Maryi Amalii z Bruhlów 
Mniszchowej, żony Jerzego Wandalina ^z Wielkich Kończyc* Mnisz- 
cha, kasztelana krakowskiego, zmarłej w Dukli roku 1772 w 36 
roku życia. Osoba cała z bi^o- brudnego marmuru leży na pp- 
stamencie w czepku i całem ćwczesnem ubraniu, z xiążk9 w rę- 
ka. Cała ^ postać jest prześlicznie wykończona , rysy twarzy są . 
nader delikatne, regularne i pięknością swoją ujmujące; noga ma- 
ła, zgrabna w trzewik z wysokim korkiem ujęta; zgoła wszystko 
jest tak pięknie wyrobione, że zdaje się, jakoby to żywa i tylko 
śpiąca leżała osoba. 

Są tu jeszcze, inne nagrobki Mniszchów, na marmurowych 
tablicach , w ściany kościoła wmurowane, dziwne z tego powoda, 
że je stawiały osoby żyjące, prosząc o Zdrowaś Mary a za duszę 
swoją. I tak: 

(Ludwika z Mniszchów Potocka żyjąca, Jan Wandalin Mni- 
azech, Elżbieta z Mniszchów Wielopolska i Teresa z Mniszchów 
Lnbbmirfika., zmarH , proszą o. pobożne westchnienie do Boga. 
Dalej: 

Jerzy Wandalin Mniszech kasztelan krinkowski, generał wiel- 
kopolski żyjący, prosi pobożnych o westchnienie do Boga za sie- 
bie, a po. śmierci za dusz^ swoją o Zdrowaś Marya (bez roku). 
W tymże kościele w wielkim ołtaifzu godnem jest zastanowie- 
nia, że Chrystus pan nie jest ukrzyżowany na krzyżu, ale na 
gałęzi koralow^, mającej zupełnie kształt jeleniego rogu, tak że 
l>rócz ciała z kości słoniowej w kształcie krzyża rozpiętego, na 
przeciwległych w górę głównego pnia sterczących odnogach jjiora- 
lu, innc^ śladu krzyża nie dojrzysz* Jest ta jeszcze piękny 

46 



362 

lii.r»iaro«,^ il<igrol,ek i<r.n<a8zk<> ze Żmigrodu hr.b! Suanlckiego, 
przełożonego grodu ostneszowskiego , dowódcy iniUcji wojewóds- 
twa halickiego, kawalera orderów polskich, zmarłego w 1810 ro- 
ku. Lubo koicioł wewnątrz ioió jest czysto utrzymany, zewnątre 
jednak poodłamywane gzymsy, poszczerbione mury wymagają na- 
prawy, która jeżeli rychło nie nastąpi, przybytek ten godny po- 
szanowania i .opieki całkowitej ulegnie ruinie. Stojąca przy ko- 
ściele piękna wie£a razi swojem zai^iedbanlem. 

Z Dukli niedaleka już droga do Krosna, a chociażby tet 
była dziesięć razy dalsza wartoby ' ją odbyć , ażeby zwiedzieć 
owe, piękne i starożytne miasteczko , ' założone przez Kazimieru 
'Wielkiego. Mądry ten , gospodarny i troskliwy o dobro powierzo- 
nego sobie ludu monarcha, zakładając każdy gród nowy, obda- 
rzał go przywilejami, nadawał mu grunta i różne swobody, zape- 
wniając tym sposobemi wzrost i zamożność jego w przyszłości. 
Król ten jakkolwiek hojny w swoich nadaniach dla żydów, nie 
musiał w nich jednak widzieć najnżyteczniejszych osadników mia- 
sta , skoro osobnym przywilejem wy raicie zabronił im -w Krośnie 
osiadać. Pięć wiekói? minęło, a zakaz ten był święcie dochowywa- 
ny; dopiero dzisiejszy prąd czasu, pociągając za sobą równou- 
prawnienie , wprowadził żydów do Krosna. Czy na tern miastecz- * 
ko wiele zyska, przyszłość pokaże. Tymczasem powierzchowny 
nawet pogląd na Krosno przekonywa nas o jego odległej staro- 
żytności. Co krok niemal napotykasz w niem na jakiŚ starodawnj 
budynek, lub kilkowiekowym mchem porosłe gruzy. Kamienice 
w ryiiku zabudowane^ są w kszti^cio dawnych miast włoskich, tj. 
ze sklepionemi szerokiemi podsieniaini, któremi dawniej cały ly- 
nek dokoła można było obejść. Tuż za rynkiem wznosi się po- 
ważna świątynia, dzido jeszcze króla Kazimierza: trudno w isto- 
cie u nas wspanialszą i więcej zajmującą napotkać budowę. Da- 
wniej przy kościele stida wyniosła* wieża , jak utrzymują najwyż- 
sza w Polsce, lec7 ta niedawnymi czasy rozpadła się w gruzy. 
Wszedłszy do kościoła za pierwszym rzutem oka z otaczających 
nas przedmiotów sądzić można, żeśmy niejako przeniesieni w od- 
ległe wieki, tak dalece nie zatarły się tu jeszcze ślady pradzia- 
dów naszych; rzekłbyś architektoniczna mumia nienaruszona w swo- 



363 



jej całości. Wszjrstko, co cię tu otacza, jest podwójnie święte, bo 
poiwięeone Boga i uiwięcone czci^ tjlu pokoleń. Taka ta jest 
liesba grobowców, pięknych starołytnycb rzeźb i zajmujących 
obrazów, te trzebaby nie mało czasu i, nie mtio pracy, ażeby je 
z całą dokładnością wszystkie opisać. Z obrazów wspomnę choć. 
o jednym: J0sŁto obraz wielkich rozmiarów, przedstawiający- sąd 
Piłata , piszącego wyrok na Clirystusa po polsku i to wierszem^. 
Rzeźby ołtarzów przypominają doskonałością swoją dłuto Wita 
Stwosza. W kaplicy Porcy uszów, niegdyś mieszczan krosieńskich, 
są portrety Porcy usza, jego żony i syna. Mieszkance Krosna 
przechowali o nim dotąd wdzięczne wpomnienie. Był to csdowiek 
bardzo .bogaty, o dobro swojego miasta dbały, o całośd i ozdpbę 
świątyni nader troskliwy, a żył w Xy wieku. Powiadają tedy o 
nim , że sprowadziwszy wino z Węgier , w jednej beczce zamiast 
wina znalazł złoto. Zdziwiony odsyła tę beczkę napowrót właści- 
cielowi do Węgier, sąd^sąc że przez omyłkę była mu przysłaną,. i 
żądając wina nie złota. Właściciel beczk; przyjąć nie chciał, 
utrzymując, że sprzedawał to co w beczkach było, i znowu becz- 
kę ze złotem wyprawił do Krosna. Wtedy Porcy usz ' złota tego 
użył na odnowienie i ozdobę świątyni pańskiej i zmurowanie ze- 
garowej wieży, która dotąd nienaruszona stoi. Z żalem jednak obok 
tej powagi i piękności wiekowej widzisz wszędzie w kościele wan- 
daliczne nowych już czasów poprawy. I^ tak zdawało «ię komuś 
niestosownem szare gotyckie sklepienie, a więc cały kościół różo 
wo z zielonymi pomalował brzegami ; inny nagrobki pobielił wa- 
pnem , a ktoś dawniej jeszcze przybudował zewnątrz różne przy- 
stawki i poklecil budki > szpecące całość pięknej budowy: należa- 
łoby je rozrzucić przy tiówej restauracyi kościoła. Z resztą resta.u- 
racya ta jaknajrychlej nastąpić powinna. Upadek tego kościoła 
byłby nieodżałowaną stratą i niczemby powetować się nie dał. 
W skarbcu kościoła była niegdyś szczerozłota, bardzo I)ogata i 
znacznej wielkości monstrancya: szacowano ją na milion złotych 
polskich, uległa ona znanemu losowi sreber kościelnych. Pozostał 
pó niej tylko futer^ jako pamiątka i olejno malowany wizerunek 
w bocznym umieszczony ołtarzu. 

Jest jeszcze w Krośnie kości<^ xięży Franciszkanów, równie 



3«4 



staroijŁny gak pierwssr^, podobuieł gotyckiej budowy. Bseiba 
wielkiego ołtarza- zadziwia bogśctwem lysunku. Obok ołtarza są 
nagrobki :s Jana Kamienieckiego z ró&owego marmum , Jadwigi 
Firlejowej zmarłej 1609 roku, i piękny alabastrowy pomnik przed- 
stawiający Jeiącą kobietę z paciorkami w ręku, w ftitrzanym czep- 
cu na głowie. Nagrobek ten , bez podpisu , czyjby miał byd, nie 
wiadomo. Z aktów tylko koicielnycb a więcej z tradycyi domy- 
ślają się zięia Franciszkanie, ie to jest pamiątka po Zabokrzy- 
ckiej wielkiej dobrodziejce tego konwentu. W ścianie kościebiej 
jest jeszcze nagrobek Jędrzejowskiego, dziedzica *Potoka i jego 
małżonki. Wszystkie te nagrobki juft to całkowicie jut tei w 
rzeźbionych okoleniach swoicb pokryte zostały grubą warstwą wa- 
pienną , tak dalece , że i napisy i twarze w części zatarte zosta- 
ły: trzebaby bardzo wprawnej ręki na zdarcie tej barbarzyńskiej 
powłoki. W kaplicy panny Maryi różańcowej jest piękna rzeiba 
proroka Jesse , z którego piersi wyrasta genealogiczne drzewo 
mnogich pokoleń » zakończone w górze figurą matki l>oskiej z 
dzieciątkiem Jezus na ręku: przedmiot sztuki godny widzenia i 
podziwu. Przy tymże kościele jest kaplica Oświedmów^ z dmgiej 
połowy XVII wieku. Po królewskich kaplicach w Krakowie nie 
ma bez wątpienia piękniejszej w ci^ym naszym kraju : ozdoby 
^psowe, armatury, herby, rozety, girl^dy kwiatów, wszystko to 
tak piękne , tak. misterne , tak ii^ykończone , że się dosyć napa- 
tj^yó i nadziwió nie można. Cóż kiedy i tu nieszczęsna szczotka 
mularska niedorzecznem bielidłem całą delikśtnośó rysów zatarła. 
W ołtarzu tej kaplicy Jest- obraz świętego Stanisława wskrzeszają- 
cego Piotrowina. Malarz pozwolił sobie postawić nar świadków t^ 
cudu ustrojonych ze szwedzka Oświecimów, widocznie portretowa- 
nych, a żyjących dopiero w połowie XVIIgo wieku., Obraz ten 
przypisują Wandykowi. Grrób pod kaplicą, z prochami obojga 
Oświecimów, dość porządnie utrzymany. W tymże grobie leży do- 
brze zachowana mumia Pełki, syna Kazimierza Wielkiego i 
Esterki, a człowieka,, jak widaó, olbirzymiej postaci. Tak kapli- 
ca, jako też i kościół, gwałtownie wymasają restauracyi, na któ- 
rą już nawet wysoki rząd pewną sumę 'z fdnduszu religijnego 
wyznaczył, . 



865 



Koietoł 2 klaflsłoiem rięij Kapucynów, nowszej budowy, 
dobrze ntrzymftnj. Przeeiwnemu uległy losowi gmachy wielkiego 
kolegium Jezuitów, które przeszedłszy na własność rz^dow^, do- 
tknięte poftarem, coraz bardąiej niszczeją tak, it wkrótce kupa z 
nicli tylko gruzów zostanie. Zdaje się jednak, ie wysoki rząd nie 
dopuści tej octatęcznoici i, pozostałe mury albo na prywatną wła- 
sność odprzeda, a^bo je sam na jakiś uftytek pujiiliczny odbudo- 
wać poleci. « . 

Miasto Krosno , jak to widzimy na dawnym rysunku , wyda- 
nym staraniem i kosztem pana Łenkiewicza, miejscowego i o za- 
chowanie pamiątek przeszłości troskliwego obywatela, było nie- 
gdyś 'wysokim obwiedzione murem, którego dziś. słabe tylko. 'po- 
zostały ślady. Z tego wszystkiego, cośmy tutaj pobieżnie tylko za-; 
pisać ^mogli , przekona się kaidy ojczystych rzeczy miłośnik , iTe 
Krosno pod względem pamiątek ^ jest jednym z najciekawszych 
grodów naszego kraju, możnaby go słusznie małym nazwać 
Krakowem; jakoi, ktoby chciał wiedzieć, jak tek io nasza 
Polska przed kilką wyglądała wiekami, niech zwiedzi kościoły i 
ruiny Krosna. 

Z Krosna mała tylko mila do Odrzykonia; a ktokolwiek już 
jest w Krośnie, wspaniałych zwalisk odrzykońskiego zamku zwie- 
dzić nie zaniedba. Droga - prowadzi przez 'miasteczko Korczynę , a 
następnie po stromej górze pomiędzy zadziwiające'mi ksztidtem 
swoim czamorzeckiemi skałami. Kto i kiedy zamek ten na owej 
górze zbudował, dziś z pewnością wiedzieć nie można; to pewna, 
że nie od razu musiał on takim powstać; ale przechodząc różne kole- 
je, od XIVgo wieku, w posiadaniu możnych rodzin Hoskorzewskich, 
Kamienieckich, Bonarów, Firlejów i innych, ciągle był przefoudo- 

• • • 

wywany i rozprzestrzeniany; aż go doprowadzono do tych wielkich 
rozmiarów, if jakich go dzisiaj widzimy. W roku 1657 najezdnik 
siedmiogrodzki fiakoczy zftmek zdobył i .zniszczył: zdaje się, że 
od owego czasu nikt o jego odbudowaniu nie myślał , chylił się 
więc coKUB bardziej do upadku. Przecież w połowie zeszłego wie- 
ku musiał być choć w części jeszcze zamieszkały, ibfniała tam 
l)owiem kaplica, w której odprawiano nabożeństwo, a z której 
dziś ślad tylko w kamiennej kropielnicy pozostał. Z pewnością 



366 

tedj atrajmywa^ można, ie dopiero od połowy zeszłego wieku 
zamek odrzykoński w zupełna zamienił dię ruinę; kiedy z jednej 
strony występna obojętnóćć na rzecz publiczna opanowała umy- 
sły, z drugiej rządo^wa niemoc oddawała na łup chcrwoici i samo- 
woli szacowne pomniki narodowej przeszłoiSci , zostawiając je bez 
wszelkiej opieki i dopuszczając, aby je pierwszy lepszy na wy- 
ścigi z niszczącym czasem rozbierał i burzył. Tak się tei stało 
z odrzy końskim zamkiem. Cały kościół i klasztor Kapucynów w 
Krośnie, obszerne stajnie i kostary żandarmeryi w Korczynie 
prócz wielu innych mniejszych budowli, powstały z murów odrzy* 
końskiego zamku; ą pomimo to dziś jeszcze zwaliska jego za- 
dziwiają swoim ogromem. Nigdzie, na nich. dopatrzyć się nie ' mo- 
żna jakiego bądź napisu: na jednej tylko ścianie uti^zymuje się 
dotąd wykuty z kamienia herb Pilawa, dowodzący, te zamek 
ten był własnością Kamienieckich. ' Z całego zamku opierają się 
jui tylko zniszczeniu zewnętrzne ściany: wnętrze jego jest kupą 
gruzów, pośród których ]y>zeznaó jeszcze inożna f>ołożenie mie- 
szkalnych komnat- i zarysy (^bszerhych podziemnych sklepów. 

Zwaliska te większe dziś niż kiedykolwiek budzą zajęcie: 
one t>owiem natchnęły Goszczyńskiego, który na nich osnuł piękną 
^ swoją powieść o Królu Zamczyska. Bóhatyr powieści Mach- 
nicki znany był dobrze w całej okolicy i istotnie w lochach zam- 
ku .przebywid. Tak geniusz poety stanął na straży tej wielkiej 
ruiny, której odtąd jedynie burze czasu zagrażać mogą, bo tro- 
skliwa opieka i właściciela i rządu niszczeniu ręki ludzkiej pi^o- 
żyła tamę. 

Brzozów, miasteczko należące do biskupów przemyskich, z 
daleka wabi oko wędrowca pięknym, o dwóch wieżach , blachą 
pokrytym kościołem. Zewnętrzna jego budowa odznacza się szcze- 
gólniej kształtną dwupiątrową, z pośrodku dachu sterczącą kopu- 
łą. Wnętrze zaleca się czystością, porządkiem i kilką dochowany- 
mi pomnikami. Kościół ten założony ku końcowi XVII wieka 
przez Stanisława Sarnowskiego, biskupa przemyskiego, ukończony 
w takiiji stanie, w jakim dotąd pozostał, przez proboszcza Bartło- 
mieja Misiałowicea w roku 1693 ze zbieranych przez niego jał- 
mużn. Ciało gorliwego i dotąd w pamięci ludu ze czcią, świątobli* 



367 



tro[$ei tyjącego proboszcza, spoczywa w grobacli iwiąlyni, r^cd' 
zaś, któremi lebrał, przechowane sc w małej tnimience w zakiy- 
styi : ręce te doskonale b§ zasuszone , ręka zal prawa pozostała 
złożona w kształcie żebrzącym. i?ablice marmurowe osadzone w 
ścianach koiicioła uwieczniają pamięd: Sebastyana Sierakowskie- 
go, biskupa Szembeka. biskupa Sarnowskiego, Bartłomieja Misia- 
łowicśa i xiędza Goślińskiego proboszcza. Wszystkie te nagrobki 
postawił Wacław Sierakowski, biskup przemyski, w roku .1759. 
W osobnej kaplicy w ołtarzu umieszczono cudowny obraz matki 
boskiej ognistej, pocbodzącyj jak mówią, ze starego drewnianego 
kościoła z XIV wieku; zwany zaś obraz dla tego ognistym, ie 
w czasie pożaru owego kościoła sam tylko nieuszkodzonym pozo- 
BtaJt. Ściany koiaidła zdobią jeszcze- dwa doskonałego pędzla obra- 
zy: Św. Katarzyny męczenniczki i Wniebowzięcia matki boskiej. 
Czyjem są dziełem, nie wiadomo; bądź co bądź i biegłością wykonania 
i delikatnością rysunku i pięknym układem osób zasługują na uwa-^ 
gę i poszanowanie. W końcu przydaó ppwinniśmy, fte kościół 
brzozowski piękne i wzorowe utrzymanie swoje zawdzięcza dzi- 
siejszenm proboszczowi, xiędzu kanonikowi Załuskiemu^ członko- 
wi Towarzystwa naukowego 'krakowskiego, niezmordówanemti pra- 
cewnikowi w kapłańskim swoim zawodzie. Nie dalekę od Brzozo- 
wa leży StaraWieś, z pięknym kościołem o dwóch wyniosłych 
wieżach, starannie utrzymanym, wraz z klasztorem należącym 
niegdyś do xx. Paulinów częstochowskich, dziś zajętym przez 
oo. Jezuitów, mających 'tutaj swój nowicyat W kościele nie zna- 
lazłem żadnych dawnych , godnych -uwagi zabytków : jest on 
nowszej architektury, założony ił roku 1726 |)rzez Alexandra 
Fredrę , biskupa przemyskiego ; czy zaś posiada jakie staike fun- ' 
dusze na swoje utrzymanie, tego dowiedzieć się nie mogłem. 

Miasteczko Li8ko,.a podpóża gór leżące, ma stary, ale zu- 
pełnie już' na dom mieszkalny przerobiony zamek. Jest tu także 
starodawny z końca Xiy lub początków XV wieku pochodzący 
kościół. Obok niego stoi piękna wieża. Szkoda, że tak kościół, 
jako też szczególniej owa wieża są nieco opuszczone i zapewne 
od dawnego już czasu restaurowane nie były: W grobach tego ko- 
śdc^a ma spoczywać jeden z braci Puławskich. W potyczce i 



I • 



3Ś8 



HoskalAmi, pod .niedalekim stąd Hoszowem cięiko rannj i pnj- 
wieziony do Liska ; życia dokonał. Za lat kilka , wiek cały ubie- 
gnie od owego zdarzenia , a przecież dotąd nie znaiaała się je- 
szcze dobroczynna ręka , któraby prochy jednego a najznakomit- 
szych przewodców pamiętnej konfederacyi choćby prostym tylko 
kamieniem uczciła. ■ * • , 

W obwodzie stanisławowskim bez wątpienia najwięcej jest 
zajmującem miasteczko Buczacz , dziś niestety ! w gruzach leiąoe. 
Wspaniały kościół wraz z klasztorem xx. Bazylianów, fundacji 
Potockich zniszczony * pożarem , powoli i mozolnie dźwiga się z 
! gruzów. W§tpió. nie mo^na, że rodacy ochotnie wesprą ten zakon, 
który po zniesieniu Jezuitów oljął kierunek oświaty w snaczn^ 
częś(S dawnej rzeczypospolitej polskiej i do ostatnich chwil naro- 
dowego bytu 9 zawsze wiemy świętemu powszechnemu kościołowi 
i .ojczyźnie krzepił katolicką wiarę, kształ<^ił język, narodoirą 
przechowywał trądy cyę, a przez to nabył prawa do czci i wdzię 
czności współbraci. Słynny stm*08ta kaniowski' Potod^i uposażył 
ten klasztor >. wyznaczył oraz fundusz na utrzymywanie i naukę 
dwunastu chłopców ubogiej szlachty polskiej. XX. Bazylianie od 
dawna trzymają się raz powziętych zasad i ściśle dopełniający 
przepisów Sw4>jej fundaćyi zapewne tego obowiązku nie tylko nie 
zaniedbają, ale owszem dalszem kszUłceniem powierzanej sobie 
młodzieży . zasłuż^ sobie jak dawniej na powszechne .uznanie i 
"poważanie w kraju.- 

Kościół parafialny . łacińskiego obrządku piękny i poważnj. 

W małej na przedmieściu .cerkiewce,^ Pokrowy, kształtnej i 
zajmującej budową, dziś zniszczonej pożarem, znajdują się anty- 
pedya, całe rzeźbione i przedstawiające cuda podobno św. Miko- 
łaja. Szanowny i gorliwy o dawne .zabytki x. proboszcz Kmyło- 
wicz obiecał te płaskorzeźby, szczęśliwie od ognia uratowane, 
odfotografowad , komentarzami objaśnić i tym sposołiem^ wydanie 
'ich na widok publiczny ułatwió. Czekamy^ z zajęciem sp^nieni^ 
obietnicy^ 

. W pośrodku miasteczka, na rynkn , stoi pusty spalony ra- 
tusz, pieścidełko sztuki budowniczej, boz wątpienia najpiękniej- 
•szy budynek w luraju. Uległ on przemocy niszczącego żywioin 



lecz. w swoim zewnętrznym kształcie stoi dotąd mi^o uszkodzony. 
Czy przepalone pyszne kamienne rzeźby i figury nie popękają 
i nie rozpadną się, czas pokaże. Ratusz ten postawiony kosztem 
Mikołaja Potockiego, od dawnego już czasu stał zupełnie zanie- 
dbany i pusty, tak &e każdy wędrowiec napodziwiawszy jego kształ- 
ty i ozdoby z żalem w sercu odchodził, bolejąc nad jego opu- 
szczeniem, którego przecież nie brak dobrycli chęcf ale prosta 
niemożnoćć była przyczyną. Może przecie kiedyś znajdzie się do- 
broczynna ręka, która ów budynek dźwignie z upadku dlat wła- 
snego pbżytku i dla chluby kraju. Działalność tymczasem konser- 
watora budowli i pomników ograniczyć się musi na użaleniu się 
nad minami gmachu, zachwycającego swoją pięknością i na udzie- 
leniu jego właścicielowi dobrej rady celem restauracyi, która 
zawsze będzie próżną , jeżeli jej nie będą popierać odpowiednie 
fundusze. 

Ze wszystkich korespondentów jeden tylko pan Leopold 
Lustig z Delatyna nadesłał opis starego zamku w Pniewie, skre- 
ślony zupełnie według podanego przeze mnie wzom, za co mu też 
publiczne tutaj składam dzięki. Gdyby tak wszyscy wezwani odpo- 
wiedzieli zadaniu, inwentarz zabytków naszego krftju byłby wkrót- 
ce dokonany. 

Zamek w Pniewie, właaność br. Senarda, w czasie najaa- 
dów tatarskich zburzony, nie zawiera w sobie żadnej szczególnej 
ciekawości. 

We wsi Jarucie, nie daleko od Delatyna, stoi pomnik przed 
pół wiekiem postawiony z pospolitego kamienia na pamiątkę 
założenia drogi przez Delatyn do Węgier. 

Obwodu stryjskiego sam dotąd nie zwiedzałem , z szano- 
wnych zaś pp. korespondentów żaden nie raczył mi nadesłać 
opisu choćby też najmniejszego pomnika lub budowli , których 
przecież , jak wiadomo , w obwodzie tym nie brakuje. 

W obwodzie tarnopolskim najbardziej zajmują każdego wę- 
drowca zwaliska trębowelskiego zamku, sławnego w naszych dzie- 
jach kilkakrotnem przez Turków i Tatarów obleganiem, a pamię- 
tnego szczególniej bohatyrską obroną Chrzanowskiej. I tutaj zno- 
wu spotykamy się z cieniem Kazimierza Wielkiego. Onto l>owiem 

47 



370 

przebudował, rozszerzył) a moie też i całkowicie wzniósł na nowo 
zamek, którego dzii widzimy ruinę. Zamek, jak wieió niesie, je- 
Bzcze do połowy zeszłego wieka stał w całości, dopiero po 
zdarzonym pożarze opuszczony, tak szybko nachylał się do 
upadku , że dziś połowy już jego nie staje. W czasie powszechne- 
go zaniedbania pamiątek rozbierali go bezkarnie mieszczanie n« 
swoje domy, i dopiero niedawno dalsze jego rozbieranie surowo 
zabrónionem zostało, za co należą się dzięki panu naczelnikowi 
powiatu. Ponieważ zaś przystęp do zamku z powodu stromej i 
usuwającej się góry był dla zwiedzających za przykry, przeto 
gmina miasta zobowiązała się przystęp ten wygodniejszym* uczy- 
nić i całą górę nizkimi osadzić krzewami, któreby dalszego jej 
usuwania się nie dopuszczały. W pośrodku zamczyska, jeżeli wie- 
rzyć można podaniu, ma się znajdować grób owej l>ohatyrki 
Chrzanowskiej. Wkrótce nadchodzi druga stuletnia rocznica obie* 
żenią zamku, a wtedy może uda się uczcić jej procłiy jakimi 
skromnym lecz więcej bijącym w oczy pomnikiem 

Na przeciwległej temu zamkowi górze leżą w prześlicznem 
położeniu nad Seretem ruiny starożytnego monastyru xięży Ba- 
zylianów. Mury jego, które dziś oglądamy, wskazują na archite- 
kturę nowszych czasów. Być jednak może, iż pierwotne monastym 
tego założenie odnosi się do czasów bardzo dawnych, może na- 
wet aż do czasów panującego niegdyś w TrębowH zięcia Wasyl- 
ka Rościsławicza, na co jednak dowodów -żadnych nie mamy. 
Szkoda wielka, że tak szacowna narodowa pamiątka trwająca w 
całości niemal aż do końca zeszłego wieku , bez żadoego celu zba- 
rzona, dziś pomnaża tylko liczbę i tak zbyt mnogich ruin krajo- 
wych. W obecnej chwili, gdy pamięć na dawne zabytki więcej 
jest nieco ożywioną , zamiarem jest wielu osób stojącą tamże i do- 
tąd ocaloną cerkiewkę odrestaurować i dachem pokryć : leży tyl- 
ko na przeszkodzie nieustalone dotąd prawo własności owych min. 

W środku miasta Trębowli stoi kościół z klasztorem xiąij 
Karmelitów, obwiedziony murem z czterema dobrze zachowanemi 
narożnemi basztami. Klasztor ten nie mniej jak zamek dzielnie 
odpierał w 1675 roku szturmy tureckie i przez Turków zdobj 
tym nie był. W obszernym i pięknym kościele, pochodzącym s 



371 

Xyil wiekn, znajdoje się jeden tjlko pomnik Samuela Dolskiego. 
1^ samym zai klasztorze do niedawnego jeszcze czasu znajdo- 
wał się xięgozbi<Sr, w ciekawe rękopisma zaopatrzony, mocno jui 
przez nierozważnych amatorów splondrowany., 

W cerkwi parafialnej bardzo starej , w przeszłym wieku pra- 
wie na nowo przebudowanej , znajduje się napis teraz iwieżo od- 
nowiony, a świadczący o czasie owej restauracyi za papieża Piu- 
sa YI pod panowaniem cesarza Józefa II, o jej poiSwię'ceniu przez 
biskupa lwowskiego Bielańskiego , nakoniec o jej restauracyi sta- 
raniom kanonika kamienieckiego Rymbajły. ' 

W Trębowli , jako w znakomitem niegdyś mieście było jeszcze 
kilka innych kościołów, lecz tych trudno teraz śladów' odszukać. 
Taż za miastem stoi słup marmurowy, podobno na pamiątkę zmar- 
łych w czasie grasującego powietrza i tamże pochowanych. W 
okolicy Trębowli wykopują dziś nie raz bardzo wiele przedmio- 
tów, sięgających pogańskich czasów, a' liczne do koła miasta mo- 
giły świadczą o krwawych bojach , w późniejszych' już czasach z 
Tatarami i Turkami tutaj ztaczanych. 

Łaskawie obiecanych opisów niektórych miejscowości z tego 
obwodu z niecierpliwością oczekujemy. 

W obwodzie złoczowskim samo miasto Złoczów już w końcu 
XV wieku wraz z licznemi włościami należało do znakomitej ro- 
dżiny Sienińskich; z istniejących jednak tamże kościołów ' lub ,z 
innych jakowych zabytków żadnego powziąć nie można dowodu 
o starożytności miasta. Ifiało ono być kiedyś murami i wałami 
opasane. Za miastem na wzgórku utrzymuje się dotąd zamek, 
wewnątrz zupełnie w nowszych czasach przeiobiony; otaczające 
go jednak warowne mury ze swojemi fosami, basztami i brama- 
mi stoją dotąd nietknięte i dać mogą wyobrażenie warownych zam- 
ków z XVI i XVII stulecia, i dla tego zasługują na staranne 
zachowanie. W tym zamku w roku 1690 jesienną porą król 
Jan właśnie obiadował, kiedy nagle wielka ćma Tatarów opadłr 
szy zamek , byłaby takowy niechybnie wraz z królem zajęła, gdy- 
by nie przytomność umysłu hetmana Jabłonowskiego , który a 
garstką walecznych wypadłszy, króla i zamek z niebezpieczeń- 
stwa uwolnił. ' 



872 

Zborów, tak pamiętny ztoeaoną ta krwawą bitw% z kosaka- 
mi pod dowództwem Chmielnickiego za Jana Kazimierza w ro- 
ku 1649, nie dochował żadnej pamiątki, uwieczniającej to zda- 
rzenie i chlubny zgon Ossolińskiego, Krajewskiego i tyla innych 
tamże poległych, Natrafić można w polu na kilka mogił , ale i te 
już bardzo mało są widoczne. 

Brody miasto niegdyś Koniecpolskich powstało dopiero w 
początkach 'Xyil wieku. Za miastem był zamek bardzo obronny, 
murem i głęboką fosą obwiedziony w kształcie pięciokąta. Było 
to bezpieczne schronienie od kozackich i tatarskich napadów. Za- 
mek dopiero przed 50cią laty z rozkazu rządu rozebrany słabe 
tylko ilady dawnego przeznaczania dochowiJ. Miasto Brody, czę- 
stymi pożarami niszczone, nie ma też żadnych zabytków. 

We wsi Hodowie niedaleko Zborowa stoi mały pomnik ka- 
mienny w kształcie piramidy z krzyżem na szczycie, postawiony 
z rozkazu króla Jana. na tern miejscu , gdzie dzielny Zaborowski 
na czele * sześciuset walecznych , zasłoniony parowami i płotami, 
odpędził ćmę Tatarów, ubiwszy ich, jak mówią do 4000. Bitwi 
zakończona bohatyrskim zgpnem Zaborowskiego odbyła się w ro- 
ku 1694, jak świadczy napis na pomniku umieszczony. Sam 
pomnik, przez czas i zaniedbanie znacznie uszkodzony, dzisiaj 
staraniem miejscowego właściciela pana Głowackiego został pilnie 
odnowiony, wzmocniony i sztachetami zabezpieczony. Gorliwość 
pana Głowackiego w zachowaniu tak m'łe} narodowej pamiątki 
godna ze wszech miar powszechnego uznania. 

We wsi Wiejniu prześlicznej budowy z ciosowego kamienia 
kościół zięży Bazylianów, uległszy pożarowi, stał opuszczony tem 
bardziej, iż Bazylianie, przedawszy swoją własność, z Wiejnia 
się wynieśli. Kościół, który pod względem architektury niepośle- 
dnie mógłby zajmować miejsce miedzy kościołami lwowskimi, juk 
był przeznaczony na rozebranie, kiedy przecież c. k. powiatowy 
urząd zakazał surowo wszelldego uszkodzenia pozostałych murów 
Może też zjawi się. z czasem dobrodziej, który je służbie hoi%j 
powróci. 

Gołogóry ^ licha mieścina ma dabe już tylko szczęty waro- 
wnego niegdyś zamku, w którym według podania czas niqaki 



373 

przebywał Ludwik król węgierski, a poćniej Stefan Batoiy. Zni- 
szczenie zamka postępowido szybko raz z powoda, 4e iadnej nad 
nim opieki nie było, powtóre że go ćhciwoić miejscowego iydow* 
stwa bezkarnie na własne rozbierała budowle. ^ 

Z kolei zbliżmy się do Podborzec. Zamek podhoreoki stof 
cały^ piękny, okaziJy, w niczem nienamszony, istotny król wszys- 
tkicb dawnych zamków naszego krają. Ody inne zaległy w gru- 
zach albo zupełnej uległy przemianie, on tylko sam dumnie pod- 
nosi czoło I urągając burzom czasu i złej woli człowieka. To też 
kiedy się zbliżysz do niego, inne cię owładnie uczucie od tego, 
jakiegoś , doznawał w dobromilskich i odrzykońskich zwaliska«h. 
Tam smutek, tu pociecha; tam żal, tu swobodna l>łogośó; tam 
oburzenie na czas i ludzi, tu zadowolnienie i jakoby wdzięcznoió 
dla czasu i ludzi, że tę narodową pamiątkę od zagłady uchowali. 
Gdy wstąpisz w te hetmańskie komnafy, y^dy spojrzysz na te pro- 
porce, na te starodawne zbroje przodków, na tyle innych nagro- 
madzonych tutaj zabytków, zda d się, jakobyś nadziemską siłą 
z XIXgo w XVIIte przeniesiony stulecie wszedł do zamku żyją- 
cego hetmana i czekasz tylko, aż liczni dworzanie i sam hetman 
wyjdą na twoje spotkanie. Opisaó te skarby drogiej nam prze- 
szłości .byłoby w tej chwili niepodobieństwem, a wreicie zimny 
opis nie zrobi nigdy tego wrażenia, nie obudzi tego uczucia, ja- 
kiego dozna każdy, kto osobiście zechce te pr^dnuoty oglądać, 
dotknąć się fych świętości i przejść się. po tych komnatach, gdzie 
Bi^dyś królowie, senatorowie i wodzowie przebywali. Kaplica 
szczególniej zamkowa tak się dochowała, że zdaję się, jakoby łtct- 
man Koniecpolski lub Rzewuski tylko co . z niej wyszlL Wszys- 
tkie sprzęty stoją od dwochset lat z górą też same nie tknięte. 
Ukorzyć się istotnie trzeba przed opiekuńczą' władzą opatrzności, 
która pomimo tylu najazdów i wszechstronnych wrogów gmach 
ten w całości dla podziwu i nauki potomnych przechować raczy- 
ła. Zamek był niegdyś obronny, ale z czasem ubezpieczające go 
-waiy na tarasy ogrodowe widocznie przerobione zosti^. 

Przejrzawszy tyle starych budowli i pomników, wstąpmy je- 
szcze w obwód żółkiewski, gdzie tak wiele i tak drogich sercu 
naszemu pamiątek napotkać można. 



874 

Miasto Żółkiew powstało w pocz^tkaełi Xyil wieku, załoio- 
ne przez Stanisława Żółkiewskiego lietmana poległego pod Ceco- 
ra. Koicioł piękny, wspaniały, już samą swoją powierzchownością 
zasługuje na uwagę. Wejdź teraz do jego wnętrza, spojrzyj na 
tfi grobowce sławnych w dziejach naszych Żółkiewskich, Dauiło- 
wiczów, Sobieskich; rzud okiem na te olbrzymie obrazy odniesio- 
nych zwycięztw ; * a jeżeli na ich widok serce twoje żadnem nie 
zadrgnie uczuciem, o! wtedy opuszczaj czemprędzej tę świąty- 
nię, bo dusza twoja zaumarła na wszystko có wzniosłe i piękne! 
Nie będę opisywał szczegółowo ze])ranych tu pamiątek, bo ko- 
muż z nas nie są one znane? Z resztą gdy niebawem oczyszczone i 
odrestaurowane zostaną, zdolniejsze bez wątpienia . pióra obszer- 
niejszą o nich poda wiadomość. Tu wspomnę tylko, łe kiedy 
pomniki te, pyłem okryte i wpływem czasu nieco ju& nadweręio- 
BO, zdawały się ulegać zapomnieniu, znaleźli się szlachetni obywa- 
tele, którzy je do pierwotnego świetnego stauu przywracają. W 
tym celu za zezwoleniem wysokiego rządu zawiązał się komitet, 
zajmujący się najtroskli wszem i najdokładniejszem ich odnowie- 
niem. Że takowe zupełnie odpowiednio powszechnemu ftyczenin 
z pilnem zachowaniem starożynych cech przeprowadzonem zosta- 
nie, za to ręczy dobór osób składających komitet, na którego 
czele stoi mąż zacny i prawy, znany w kraju ze swojej 
gotowości i szczodrobliwości w podniesieniu wszystkiego co naro- 
dowe, pożyteczne i piękne. Jest nim p. Włodzimierz Dziedu- 
szyckL Drugim, również gorliwym i gorąco tą sprawą zajętym 
mężem jest szanowny teraźniejszy proboszcz żółkiewski, x. Jan 
Nowakowski , który z wytrwi^ością i znajomością rzeczy sam kie- 
rując odnowieniem pomników zasłużył sobie na wdzięczność nastę- 
pnych pokoleń. Ale wspominając tych dwóch mężów pop^niłbym 
niesprawiedliwość, gdybym nie uchylił czoła przed ogółem moich 
spółziomków, którzy na ich wezwanie do składek na odnowienie 
żółkiewskiego kościoła i znajdujących sie w nim pomników z 
serdeczną przystąpiwszy ochotą, złożyli 15000 złr. , sumę do^ 
stateczną nie tylko na dokonanie przedsięwziętych rol)ot, ale mo- 
że i na .odnowienie posągu Jana III, który x. Nowakowski w 
środku miasta postawić namyśla Oprócz odnowienia dawnych gro- 



375 

« 

bowc<Sw przybędzie to jeszcze nowy, postawiony dla królewietfw 
Jakóba i Konstantego Sobieskich. 

Ta gorliwość i bojnojć, z jaką całe przedsięwzięcie podjętem 
i przeprowadzonem zostało , dodaje i mnie otucby w powierzonem 
mi zajęcia : nfam , że szanowni spółrodacy , jak teraz na iółkie. 
wskie tak i na inne npadające w kraju naszym, pomniki nie od- 
mówią mi swojego wsparcia i pomocy. 

Miasto Żółkiew ma kilka innycb pięknych kościołów: takim 
jest kościółek z klasztorem xx. Bazylianów, takim jest kościół 
Dominikanów, fundacyi Daniłowiczów , ozdobiony nagrobkiem i 
portretem Marka SobieskiegOi starszego brata króla Jana, poległe* 
go w nieszczęśliwej bitwie pod Bstowem. Był ta jeszcze kośció- 
łek pp. Dominikanek , dotąd w całości stojący, lecz obrócony na 
magazyn wojskowy. Po zniesienia zakonnic za Józefa II, jedna 
z nich nie chciała opuścić swego kościółka, osiadła przy nim, i 
dopiero przed dwudziestą kilką laty umarła. 

Całe miasto było niegdyś mocno obwarowane i wysokim ob- 
wiedzione murem, który po większej częAsi dotąd się utrzymał, 
wraz z dwiema warownemi bramami. W środku miasta wznosił 
Bię zamek zamieszkany pr^ez króla Jana. Przed samem wejściem 
do zamku stały posągi* króla Jana , jego ojca , hetmana Radzi- 
wiłła i kilka innych. Gdy zamek zost^ opuszczony, posągi owe 
stawały się celem złośliwej swawoli żołnierstwa, i coraz więcej 
niszczały, aż nakoniec nabył je właściciel 'Magierowa i z Żółkwi 
wywiózł. Część zamku, będąca własnością eraryalną, dobrze jest 
zachowana i utrzymaua: napis, nauczający kiedy i przez kogo 
zamek był zi^ożony , oraz marmurowe herby Żółkiewskich , sta- 
rannie są oczyszczone. Z żalem jednak wyznać przychodzi, że 
część główna zamku, stanowiąca niegdyś właściwe pomieszkanie 
króla, a będąca teraz własnością prywatnego obywateU, nie dłu- 
go zniknie może zupełnie z widowni, bo obojętny na nią właści- 
ciel rozbiera muiy i materyat miejscowym żydom przedaje. 

Z nadesłanych przez korespondentów opisów różnych miej- 
scowości , najcenniejszy , najdokładniejszy i najwięcej szczegółów 
obejmujący jest opis Sokala i Tartakowa, nadesłany mi przez p, 
Michała 01exińskiego. Praca tego szanownego obywatela stanowi 



m 

sama pnses się odrębną całoć<5 i zasługnje na to , aby w jakiem 
publicznem piśmie umieszczoną została. Tymczasem cznje aię obo- 
wiązanym złożyć mu za nią najwdzięczniejsze podziękowanie. 

W Sokala jest kojcioł wraz z klasztorem oo. Bernardynów, 
przed dwudziestą laty spalony, teraz odnowiony: nie zaleca się 
on ani swoją budową ani żadnymi pomnikami , bo te , jakie nie- 
gdyś były, w pożarze zginęły. 

. Kościół dawniej Brygidek, dziś parafialny, obwiedziony jest 
wysokim murem i trzema osobliwszej budowy w kształcie kaplic 
basztami , bardzo już nadwerężonemi , z którycb jedna przecież 
mogłaby jeszcze być odnowioną i istotnie zasługuje na to. Zni- 
szczenie tego kościoła i klasztoru nastąpiło za czasów Cbmiel- 
nickiego. 

W Tartakowie kościół parafialny, fundacyi Potockich w 
pierwszej połowie zeszłego wieku, ozdobiony portretami Trzciń- 
skicb i Potockich, w dobrym jest utrzymany stanie. 

Szanowny korespondent 01exiń8ki wspominając o dwóch 
murowanych cerkwiach w ''Sokalu rzuca myśl, że w ogóle kopu- 
łowa budowa wszystkich cerkwi nie jest bynajmniej bizantyńską, 
wschodnią, ale przeciwnie jest typem zachodniego, albo raczej 
północnego budownictwa, przyniesionym ńa Huś ze Skandynawii 
przez Waregów. Że podobny styl budownictwa był przyjętym 
także w Polsce , świadczy pozostała jeszcze stara dzwonnica w 
Bochni, której kształt u nas na Rusi przy każdej cerkwi po- 
wtarzany tam jest przedmiotem podziwienia. Kzecz ta wymagają- 
ca czasu i głębszego poszukiwania udzieloną będzie do zbadania 
ludziom światłym , z tym przedmiotem gruntowniej obeznanym. 

W Sokalu i Tartakowie są jeszcze obszerne, murowane bti- 
dynki , pochodzące z przeszłego wieku , zwane bazarami , w któ- 
rych dziś* mieszczą się kramy, a część zajęta jest na pomieszka- 
nia. Sama ich nazwa i dotychczasowe użycie wskazują pierwotne 
ich przeznaczenie, a zarazem dowodzą, jak dalece miasteczka te 
były dawniej handlowne. 

Okolica tamtejsza dochowała mnóstwo mogił, murowanych 
słupów i okopów, z których najczęściej same tylko ludzkie kości 
wygrzebywać można. Okoliczność ta dziwić nas nie będzie skoro 



37? 



zwsŁymy, ie sam Sokal był jedynaide razy napadany prseB l^a^ 
tarów i Kozaków;, a nadto i Szwedzi za Karola XII nie mało 
w tych stronach krwawych stoczyli bitew. Żałowaó wypada > te 
tak mo^^ jak okopy coraz bardziej podorywane są płogiem, a 
sa lat kilka lab kilkanaście iladn ich nawet dopatrayó nie bę- 
dzie można. 

Na tern kończę niniejszy przegląd znakomitszych budowli i 
pomników krajowych. Przedstawiając g6 tatąj miałem n# cela 
nietylko bliższe obznajomienie rodaków moich z owymi skarbami 
naszej przeszłości, coraz bardziej z przed ocza naszyoh nikną- 
tythi, ale zarazem zachęcić do zajęcia się ioh^opbem; nadewszys- 
tko do troskliwego czawania nad tern , eo naaa jeszcze pozostało. 
Aż nadto pewny jestem, ie koma miła pamięó przodków i zie- 
naia ojczysta, chętnie podejmie się tego zatmdnienia , które samo 
z siebie nader jest zajmające i pożyteczne. 

Co do mnie, mając sobie powierzony nrząd konserwatora ba- 
dowli i pomników, nie będę szczędził ani czasa ani pracy, aże- 
bym choó w częici odpowiedzieó mógł położonemn we mnie przez 
wysoki rząd zaufEmiu i pozyskać zadowolenie krąja; tego wszak- 
że wielkiego zaazczyta wtedy, tylko będę mÓgł dostąpić, jeżeli 
rodacy spółdziałania swego i poparcia odmówić mi nie zechcą. Tym 
tylko sposobem dopełniając, włożonego na umie obowiązka nie 
zaniedł)am nżyć wszetkich dozwolonych mi irodków» ażeby nie 
jedną miłą narodową pamiątkę odgrzebać, utnsymać i od saptf- 
nego npadką ochronić. 



4S 



Śt>te DARÓW ^ 

UCZYNIONYCH DLA ZAKŁADU NARODOWEGO 

IMIENIA OSSOLIŃSKICH , 

ORAZ I DAWCÓW TYCHŻE W CIĄGU LAT TRZECH 

MIANOWICIE 1861—1863. 



W roku 1861. 
ODDZIAŁ L 



DO BIBLIOTEKI. 



1. Dr. J, & Czerwiakowski. Dzieło swego ntwoni: Opisa- 
nie rojlin dwuliatniowycli lekarakieli i prsemyałowych, cs^ 
pi^ta. Kraków 1860. 
^2. Mieczysław Darowski. Inscriptio intimationian a sede 
ordinaria odsissióii et reverendis8imi domini domini Cajetani 
Ignatii Sołtyk, episoopi cracorlensis , docis Seyeriae etc. ab 
anno 1780 pro eodesia Cmolassiensi snb regimine Martim 
Boibaeki (r^kopism). • 

Łostracya starostwa zagoszciskiego ctfyli zagojskięgo ; i 
oryginała roku 1660 pisanego kopia autentyczna (r^kopism). 
3. Kawery GpdebskŁ Hacliette. Traitó elćmentaire des ma- 
eliines. Paris 1819 z 31 rytemi tablicami. 

]Grał>eaa, Des lettres de Ćachet et des prisons d^itat Ham- 
bonrg 1782. 2 tomy. • 

Chojecki Cliarles Edmond. Ł^Africain, comedie. Pazis 1860. 

Gbloyine. La Pologne et la Bossie. Leipzig 1860. 

O towarzystwie literackiem przyjacidi Polski w 'Anglii. Pa* 
lyż ,1857. 



J 



379 



4. Kajetan Hitkiewies. Pn>vincianim ragni Poloniaa geo- 
graphica descriptio. Augsburg (bes roku}. 

5. Jótet Łepkowflki. Dzieło swjego ntwom: O tradycyadi 
narodowych*. Krakdw 1861. 

6. X. Józef Brown. Catalogns sociomm et officioram provia- 
eiae Oaliciae SocietatiB Jesu. 1861. 

.7. Towarzystwo poznańskie przyjaciół nauk. Tom 
I roczników swoich., Poznań 1860. 

8. X. Zygmunt Odelgiewicz. Dzi^o swego utworu: 
Braterstwa nierówne czyli jaki zasiew taki zbiór , obraz oby- 
ezigowy z fcycia czeladników rzemieślniczych w 3 aktach. 
Lwów 1861. 

9. Senat wszechnicy lwowskiej. Program swój na pier- 
wsze półrocze 1861 (3 ex6mplarze). 

10. Karol Szajnocha.. Dzida swego utworu: Jadwiga i Ja- 
gie&o Lwów 1860 <r- 61. 3 tomy. 

Szkice historyczne. Lwów 1861. Tom UL 

11. Konsystorz lwowski obrz. ład. Szematyzm duchowień- 
stwa swego na rok 1861. 

12. Wydawnictwo kwartalnika umiejętnoici zDu- 
. blina w Irlandyi. The Dublin Quarterly, joumal of 

science. Dublin 1861. 

13. Maryan Chyliński. Dzieła swego utworu: Mytli o nauce 
obcych języków. Kraków 1861. 

Słowniczek francusko polski. Kraków 1861. 

r 

numaezenie dosłowne Telemaka. Kraków 1861 (zeszyt I). 

14. Maurycy hr. Dziednszy cki. Oolian. Bacznoló katolicy 
i słowo o prawdziwem zjednoczeniu. Kraków 1861. 

15. A. Ku n i k. Dzieło swego utworu: O russko •» bizantijskich 
monetach Jarosława I Władimirowicza. Sanktpeterburg 1860. ' 

16. Józef hr. Załuski. Dzi^o swego utworu: Wspon^nienia 
w skróceniu z roku 1831. Kraków 1861. 

17. Mieczysław Romanowski. Dzida swego utworu: Pro- 
jekta powie jó. Lwów 1860. 

Dziewczę z Sącza Lwów 1861. 



/ 



380 

18. Nie majo my. Karol BarańfikŁ Nowa próbka uponego dsie- 
rzenia staiyeb przesadów. Lwów 1861. 

19. Szkołą poUka w BatignoUes we FraneyL Spn- 
wozdanie swoje z lat 1857 do 1 paidziernS^a 1860 (2 exem- 
plarze). 

20. Wiktor Dłutniewski. Dzi^ swego ntwozu: Poglfd na 
dzieje ludzkie z dwunasta punktów. Warszawa 1860. 

Zbiorek wierszy. Warszawa 1859. . 

21. Seweryn EorzelińskL Pzi^o swego utworu: Opia po- 
dróży do Australii i pobytu tamie, od 1852 do 1856 roko. 
Eiraków 1858. 

22.Bedakcya Przegl ^du po ws.zechnego. Sprawoada- 
nia z posiedzeń sejmu galicyjskiego od 15 do 26 kwietnia 
1861. Lwów 18C1. 

23. Henryk Felsztyński. Świtkowski Tomasz. O wzięcia 
WolL Paryi 1833. 

Karol Wielki i Witykind, drama historyczne.' Warttawa 
1808. 

S^rótkie objaśnienie dla przystępującycb do towarzystwa 
wa^ajemnych ubezpieczeń od ognia. Kraków 1861. 

Łiflt. otwarty do ludu wiejskiego. Bzeszów 1861. 

24. X* Seweryn Morawski. Dzidko swego utworu: Uwagi 
nad broszurą: Historische Skizze iiber die Dotation des mthe- 
nischen Gleras in Oaliiieu. Lwów 1861. 

25. D. E. Friedlein. Fantaajjne objawy zmysłowe przea Dra. 
Szokalskiego. Kraków 1861. tom I. 

26. Karol Forster. Dla kaftdego kto a pracy kjje, krótki po- 
radn^L Berlin 1861 (2 exemplarze). 

Przed wyjśdem na iwiat Berlin 1862 (2 exempUrze). 

27. Maciej Wszelaezyński. Joannis Bapt. Uorvatłi 8. J. 
Elementa matheseos philosopbiae auditorum usibus accommo- 
data. Tymaviae 1772. 

Mathesis Wolfiana in usum juventutis scholasticae. Yindo- 
bonae 1776. 

Zabawki wierszopislue i krasomowskie przez Józefa Bzewu- 
skiego. Pocaajów 1762. 



881 

28« Edward Socbańs]^!. Dzieło^ Bwego utworu: BnBmieiiie 
głosek polskich i pisownia polska. Kraków 1861. 

29. Wydział stanów morawskich. Besztl^ zeszytów dzie- 
ła: Die Łandtafel des Markgrafthums Mlthren. Brtimi 1861. 

30. KoTisystorz przemyski gr.kat. Szematyzm duchowieil- 
sŁwa gr. kat. na rok 1861. 

31. Łiicyan . Tatomir. Dziełko swego utworu: Ifieszczanin 
krakowski w XIV wieku. Lwów 1861. 

32. Henryk Schmitt Dzidko swego utworu: Kilka słów bez- 
Btrimnyoh w i(^rawie ruskiej. Lwów 18&1 

3d. Wydział historyczno statystj^czny towarzy- 
stwa morawskiego w Bernie: Schriften der histo- 
riach statistisehen Bektion. 

Die Yerfassung und Yerhaltung yon Oesterreieliisch « Behle- 
flien in ihrer historisehen AusbUdung von Christian d^^Elyert. 
Bninn 1854^ 

Glesciucłite der Yerkehrs - Anstalten in Ml&hren und Oester- 
reichisch - Schlesien von Christian d'Elvert. Briinli 1855. 

Demutfa. Kniha Tovaćov8ka. v Bme 1858. 

34. Leopold Jakubowski. Dzieło swego utworu: Zasady go- 
spodarstwa społecznego. Żytomierz 1860. 

35. Onufry Skoro drąc ki. Calepinus. Dictionarium. BasiliBae 
(bez roku). 

36. Adolf Kudasiewicz. Dziełko swego utworu: Przeszłość 
i teraźniejszość ortografii polskiej ocenione ze stanowbka za- 
sad wymowy. - , 

37. Oeyr Karol. Ustawy prawa ziemskiego polskiego wydanie 
krakowskie z roku 15791. ^ 

38. Alexander hr^ PrzęzdzieckL Dziełko swego utworu: 
O włóczni zwanej św. Maurycego. Warszawa 1861. 

39. Towarzystwo naukowe południowo słowiańskie 
(jugosloveńske) w Zagrzebiu: Bibliografia litwatska. U Zagre- 
bn 1860. 

40. J. SL Steczkowski. Dzieło swego utworu: Astronomia 
sposobem dla kaidego dostępnytu. Kraków 1861. 

41. Jego c. k. mość Alexan.der II cesarz rosyjski. Dal- 



382 

826 tomy sbiora praw rosyjskich pod tjtałem ^Swod sakonow*. 

42. X. Jaworski. Redę des nogariscłtoii Laodtagsal^geordneten 
Adolph Ritter voii Dobrzańsky in* der Adresangelegenkcit. 
Wien 1861. ' . 

Małyi powistki dla mołodiiy sostawył Jazon Koiytko. Wi- 
deń 1861. 

43. Modest baron Ker f. Karatiyew. Cfaronologiczeskaja rospii 
sławiańskich knig 1491^1730. Sanktpeterbnrg 186i: 

44. Jan Wi ernikowski. Tłumaczone przez siebie dziob: 
Frytyof poemat bohatyrski Izajasza Tegnerli. Petersburg 1861. 

45. Teodor Tor Osiewicz. Dzidko swego atwom: O syropie 
kartoflanym i o winie z syropu. Lwów 1861. 

46. Karol Wild. Baczyński. Katalog ilustrowany machin. Lon- 
dyn 1860. 

Bohdan Zaleski. Chwała Bogu , hymbk Paryi 1860. 
Papuga i wr<Sbel (bajka). Paryi 1844. • 

47. Dr. Wojciech Urbański. Dziriko swego atwom: Pisint 
drobne. Lwów 1861. 

48. Franciszek Węftyk. Dziełko swego utworu: I ja teł 
czyli rzeczpospolita babińska, komedya łiistoryezna w 3 ak- 
tach. Warszawa 1861. 

49. Julian Jan Turczyńsk.i. Dzido ąwego utworu: Kiej- 
stut. Lwów 1861 (2 exemplarze). 

50. Feliz Strzelecki. Dzieło swego utworu: Badania fizykal- 
ne. Lwów 1861. 

51. Henryk Łaneri. Pharmacopcea Wirtenbergica. Stutgąrdic 
1750. 

Codex medicamentarius seu pharmacopoea Parisiensis Joannis 
BaptistsB Foyer. Paris 1758. 

Pharmacopoea eolłegii regalia medicorum Łondinensis. Parisiis 
1788. 

PharmacopoB^ eztemporanea per Th. Fuller. Boterdami 1709. 
Joannis Philippi Yogler Pharmacologia siye pharmaca selec- 
U OiesssB 1801. 

Taschenbuch fUr Scheidekilostler . und 'Apotheker auf^ d«s 
Jahr 1809. Weimar. 



I 



383 

I 

■ t^edn Angostowego bajki wybrane po łactnie » po polska i 

« 

po francnzka, przdołenie nowe z przypisamr; Lwów 1767. 

52. Heyzman Udalrjk. Dzieło własnego atwoin: Najnowsze 
prawa koJci(^a katolickiego w państwie knstryackiein odnoinie 
do konkordatiL Kraków 1861. 

53. Marceli Twardowski Klnnker. Unterthans-Yerfassang 
fiir Galizien. Wien 1845. 3 tomy. 

54. Konstancja hr. Starzeńska. Zjelnik Syreniusza. 

55. Łeopoldyna Trzeciakówna. Yogelmann. Zdobycie Ka- 
zana. Lwów 1861. 

56. I>r. Michał Zieleniewski. Dziełko swego atwora: Po- 
gl^ na rach i postęp sedrojowisk ojczystych. Kraków 1861. 

57. X. Henryk KsięiarskL Dzidko swego atwora: Pne- 
mówienie na pogrzebie jp. Feliza Badwańskiego. Kraków 
1861. . 

58. Dyrekcya II wyftsżego gimnazyam. Sprawozdanie 
swoje na rok' 1861. 

59. X. Ba dok Ba racz. Kazania Massilona adwentowe, przekład 
z. J. K. Szeiewskiego. Warszawa 1827. 

Amerykanki, przez zięcia de Beaamont Warszawa 1785. 
6 tomów* 

_ _ I 

60. X. Tomasz Stańkowski. Mowa pogrzebowa na czejó 
zięcia Adama Czartoryskiego miana w Paryża dnia 27 lipca 
1861 przez z. Alezandra Jełowickiego. Paryż 1861. 

Tegoż dwa kazania narodowe miane w Paryża. Paryż 1861. 

Mowa pogrzebowa na cześć Karola Sienkiewicza miana w 
Montmorency dnia 21 maja 1860. Paryż 1861. 

Naaka z powoda nabożeństwa żałobnego odbytego za pole- 
głych w Warszawie dnfa 27 latego 1861, powiedziana w Pa- 
ryża dnia 9 marca 1861 przez z. EBeronima Kajsiewicza. 
Paryż 1861. 

61. C. k. ministerstwo staną. Dr. J. Ph. Kalik. BeitriCge 
zar Aafl($sang hSherer Oleichangen tiberhaapt and der kabi-* 
sćheo Oleichangen insbesondere. Prag 1860. 

62. Jan Badwańskil Dziełko swego atwora: Przegląd 



384 

Światło jako ogmwo^^ jednoczące i wiat węwnęinny 2 ftewnętn- 
nym. Kraków 1853. 

Podsuii PoUki koDgresowej pod wtględem religijnym. Kra- 
ków 1861, 

-63. Dyrekcja towarzystwa kredytowego. Sprawozdanie 
z. czynnoici swych od ostatniego ogólnego zgromadzenia ai 
po koniec rokn 1860. 

Wnioski do zmiany statutów. 

Protokół czynności IV zgromadzenia odbytego w lipcn 1861. 

64. Towarzystwo gospodarskie lwowskie. Rozpraw 
swoich dwa tomy. 

Regnlamin urządzenia wewnętrznego szkoły rolniczej w' Dn- 
blanach. Lwów 1861. . ^ ' 

Sprawozdanie towarzystwa gospodarskiego do c k. namlest- 
^ nictwa w sprawie propinacyi nłoione przez Kornela E^zeesn- 
^ nowicza. Lwów 1861. 

• O czem to dzii u nas każdemu wiedzieć należy. Lwów. 
1861. 

Sprawozdanie z czynności swoich od 1 lipca 1860. 

Ustawy c k. galicyjskiego towarzystwa gospodarskiego (wy- 
4Anie drugie)^ Lwów 1861. 

Wyciąg z uwag nad cenami katastralnemi ziemiopłodów w 
Galicyi wschodniej Lwów 1861. 

65. Kazimierz hr. Stadnicki. Kożmian. Mowa na pogrzebie 
Marcina Badenięgo. Warszawa 1824. 

Kopia listu Dominika Kuczyńskiego do posła tykocimskiego 
1809. 

Kopia listu tegoż do posła. N. N. 1809.. 

Odezwa Alezandra Bożnieokiego 1809, • 

Bozkas szlubu wojska polskiego 1809. 

Wypis z protokołu sekretaryatu stanu królestwa polskiego 
dotyczącego ustanowienia biletów kasowych. 1810, 

Johannes. Propbezńhui^ii der herUfamtesten Proj^beten uod 
Seher. Wien 1848. 

lleikwUrdige Proidiezeihuog. BraaieiŁ 1848. 



S86 

i 

Snindecki Jean. Reflezions sar V oavrage Ae ^M. ViUei^. 
1804. 

Hedszewski. Józef hr. Wodzicki. 1847. 

Mowa zięcia Adama Czartoryskiego na pogrzebie Bielińskie- 
go (rękopism). 



ODDZIAŁ n. 

MAPY I PLANT. 

1. Antoni Sozański. Jana Jakuba Kantera Segni Poloniae 
magni dncatas Łitnaniae etc. nova mappa geographica. Begio- 
monti 1770. 

2. Kajetan Hitkiewicz. Carte des pays SlaTo^Polonais par 
Leonard Chodźko. Paris. 



ODDZIAŁ m. 

OBBAZT I BTCINT. - 

1. Jan Dobrzański. Rycina na pamiątkę obchoda nnii Li- 
twy z Koron§ w Horodle. 

2. Tytus hr. Działyński. Fotografia z oryginału obrazu 
Norblema wyobraiajęcego posiedzenie sejmowe na dniu 3 
maja. 

Chromolitografia wyobrażająca króla polskiego goniącego 
na ostre. 

3. D. E. Friedlein. Rycina przedstaidająca oddrzwia wieiy 
ratuszowej w Krakowie. 

4. Włodzimierz hr. ^Dziedu szyck i. Fotografie 5 pole- 
głych w Warszawie w lutym 1861. 

5. Bernard Preyhuber. Jedyny ezemplarz ryciny Sewery- 
na Oleszczyńskiego wyobrażającej Kazimierza Brodzińskiego. 

6. Modesta z Cieńskich Czosnowska. Portret Józefa 
Dzierzkowskiego (akwarela). 

7. Jan Lenkiewicz. Litografia przedstawiająca miasto Kroano. 

49 



6. KaBimiers br. Stadnicki. Bydoy pnedstawiaj^ : 
a) Dr. Fischhofa, b) Bamforda, e) Kossutha. 



ODDZIAŁ IV. • 

MEDALE I MONETY. 

1. Józef Csad ek. Czworak litewski Zygmunta AnguBta z ro- 
ku 1665. 

2. Julian Łojasiewicz. Zloty^polski Stanisława Augusta 
z roku 1767. 

Moneta Wol%anga biskupa Stjtyi i Karyntji z roku 1714. 
Fenik cesarstwa niemieckiego. 

3. Walenty Szydłowski Szeląg Stefana Batorego x roku 
1684. 

Szeląg' miasta Rygi za Stefana Batorego z roku 1682. 

Półgroszyk koronny Alexandra Jagiellończyka z roku 1504- 
, OroBz brandeburski Jana Jerzego z roku 1693. 
4Czaczkow8ki. Szeląg koronny Augusta III z roku 1765. 

Szeląg koronny Jana Kazimierza z roku 1664. 
6. X. Antoni Klosson. Dwie monety srebrne rzymskie 
Tirąjana. 

6. Menasze Załos.cer. Moneta rzymska Sewera (srebrna). 

7. Łericbe. Ort Zygmunta III z roku 1622. 

8. Xawery Krzeczunowicz. Półgroszków Iwowskicb Wła- 
dydawa Jagiełły sztok 13, , 

Półgroszków koronnych Władysława Jagiełły sztuk 7. 
Półgroszków ruskich Władysława Jagiełły sztuk 3. 

9. Konstanty Bobowski. Nieznany medal zaślubin z XYn 
wieku. 

10. Izydor Szaraniewicz. Pieniądz srebrny kuficki. 

Trojak litewski Stefana Batorego z. roku 1680. 
Pieniąl^k srebrny turecki. 

11. Polikarp Strzelecki. Szostak koronny Jana III s roku 
. 1684. 

Grosz' Stanisława Augusta z roku 1767. 



887 

P<iłgro8Z7k Stanidawa Augusta z roku 1767. 
Szostak Fryderyka Wilhelma elektora brandeWskiego z ro- 
ku 1684. 
Krajcar Maiyi Teresy z roku 1765. 

12. Leonard b-r. Błaiawski. Grosz ko|xumy Zygmunta Ul 
z roku 1608. 

Di^e kopiejki rosyjskie z roku 1812. 
Półtorak Maryi Teresy z roku 1763. 
Półtorak Gustawa Adolfa z roku 1633. 
Półtorak Jerzego Wilhelma elektora brandeburskiego z roku 
1622. 
Dwa szelągi iiiflantskie. 
Pięć centymów francuzkich. 
Dziesiątka królestwa polskiego za Alezaudra I. 
Krajcar Maryi Teresy z roku 1774. 
Pięó kopiejek rosyjskich z roku 1838. , 

Dwa szel^ miasta Elbląga z czasów Gustawa Adolfa. 

13. Bóia hr. Łanck orońska. Tynf Augusta HI. 

Półtorak koronny Zygmunta III. 
Grosz koronny tegoż. 
Szostak koronpy tegoż z roku 1604. 
Szostak koronny togoż z roku 1626. 
Szeląg litewski Jana Kazimierza z roku 1664. 
Srebrnik Stanisława Augusta. 
Gros^ miedziany Augusta IIŁ 

Szeląg litewski miedziany Jana Kazimierza .z roku 1661. 
Grosz miedziany Stanisława Augusta z xoku 1767. . 
Szeląg elblągski Gustawa Adolfa z roku 1630. 
Szeląg rygski Krystyny. ' 

Szeląg rygski Karola Gustawa, 
Szeląg elblągski tegoż. 
Szeląg inflantski tegoż. 
Szeląg miedziany Jana SLazimierza. 

Trzykrajcarówka Leopolda arcyiicoia anztiyaeki^go z roku 
1699. 
laczman KaroUsty królowej 






388 

ODDZIAŁY. 

PAMIĄTKI I ROZMAITE RZBGZT. 

i, Leonard br. Błażowski. Fajka tareeka wykopaas u 
szańcach jazłowieckich. 

2. X. Flory an PaKer. Dyplom pergaminowy z kancelaryi 
Zygmonta Augusta z roku 1566. 

Takii dyplom z podpisem Zygmunta HE z roku 1595. 

3. Xawery Godebski, Dyplom Jana III datowany z 7/Ar 
kwi dnia 30 grudnia 1684. 

4 Konstanty Matczyński. Dyplom pergaminowy Wła4j- 
sława lY z roku 1641. 

5. Adam Bogalski.. Kamień płaski trójkątny z trzema dsior- 
kami znaleziony na polu w Dyniskach. 

6. Stanisław Ładuński. Koszulka drudanna. 

T.Justyn Głowacki. P<Urelikwiarz spiżowy w kształcie 
krzyża. 
Grot żelazny. 
Ostroga żelazna. 

8. Netrebski. Czaprak gwardyi królewskiej z czasów Stani- 
sława Augusta* 

9. X. Kajet^an Kajet anowicz. Pubar szklanny z lytyni 
12 apostc^amL' 

10. Błocki z Bartatowa. D^e- podkowy tatarskie. 

Ostroga żelazna. . 

11. Hr. Komorowski z Olcbówka. Kamea prawdziwa i 
rzeźbą przedstawiającą Adama i Ewę. oprawna w złoto. 

12. Jan Pogłodowski. Bronzowe wykopaliska z Waaerhely 
w Siedmiogrodzie: a) dwa sierpy, h) siedm celtów, c) nara- 
miennik. 

13. Karol Piwocki. Tabakierka a koici irfcniowej, którą miał 
> darowaó Stanisław August Stanisławofri MiUacbowskiemu na 

jednym* z czwartkowych obiadów. 

14. H. Juryewicz, Kilka sztuk starych pism i dokumentów. 



389 

15. Janasry SkarsyńskL Sses^&i sokai Cecylii BeiMtjr io- 
nj Władysłanra IV, w ktdrej swłokł jej bjly .pochowane.. 

16. X. Jan StapnickL Piecs^ć kawaleryi narodowej s osasów 
Stanisława Angasta. 

Pierścień kroBzoowy snaleziony w Dzibnłkach w ż<Siki6wskiem. 
17« Paweł Mikłosie wicz. Relikwiarz mosię&ny składany (oł« 
tarzyk obozowy). 

18. X. Jakub Axentowicz. Dwie blachy miedziane lyte. 

Xł9żeczka po arabskn pisana. 

19. Antoni Filipowski; Starożytna tabakierka złocona zcy- 

20. Włodzimierz hr. Dziednszy.ckL 36 sztidc papierowych 
pieniędzy prywatnych knrsnjfcych w Kongresówce w rokn 
1861. . 

21. Michał Gnoiński Belikwiarz kmszeowy w kształcie krzyfta 
Wykopany w Kraanein w obwodzie złoczowskim. 

22. AIexander hr. Stadnicki. 57 sztnk kwitów na Oj^atę 
kwarty ze starostwa trzcinieckiego z lat 1714 — 1772. 

Czterysztnki libertacyj z tegoż starostwa z lat 1770—1772. 

23. Kazimierzhr. Stadnicki. Patent na chorążego w milicyi 
radziwiłowskiej z podpisem uccia Eanda Radziwiłła. 

Włosy Napoleona L . 

Gwiazda ordem Łw. Stanisława po Franciszku StiMbiickim. 

Banknot kossutowski. 

W roku 1862. 

oddzIał i. 

DO BIBLIOTEKI. 

1. Adam Okmiński. Żywotu Jw. Każeja ułamek (rękopism 

na pergaminie). 

2. Henryk Schmitl Dzieło swego utworu: Narodowoió pol- 
ska, jej podstawy, rozwój dziejowy, przeobrażenia i zboczenia, 
a oraz stosunek do' chwili obecnej. Lwów 1862. 

3. Z. L Wywiałkowski. Ruch literatury polskiej w 1862 
roku. zeszyt L 



890 

4. WiBoenty Smagłowskl PetycjB w spraMe polikiej. 
FiMyż 1861. 

Odeaswa koniiTi potraeb emigracyjhyeh do rodaków. Paiyt 
1861. 

Kwailakie idanie sprawy komisji potrsob emigraeyjnjeli. 
Paryft 1861. 

5. Konsystorz łacińskf lwowski. Szematyzm dnchowień. 
vliv« na lok 1663. 

6. Jan hr. DziałyńskL CoUectan^a vitam resque gestas Jo- 
annis Zamojsoii iłlnstrantia; edidit-Adamos Titos comes de 
Kojdelec Dzii^ński. Poznań 1861 (wydanie ozdobne in 4toj. 

Zr&dłopisma do dziejów unii , ozęió II oddział I drakiem 
ogłosił A. Tytus DziałyńskL Poznań 1861. 

7. Ferdynand HoscL. Rękopiśm pod tytułem: DarsteDoog 
der galizischen Znstande im Jahre 1846. 

8. Józef Łepkowski. Dzieło swego utworu: Z przoszłoćd, 
sakice i obrazy. Kraków 1862. 

9. Jan Zachary asiewiez. Powieić swego utworo: Świctj 
Jur. Lwów 1862. 

10. Jozafat Zielonaok.i Dzieło swego utworu: Naoka o po* 
siadaniu i zasiedzeniu własności . według prawa rzymskiego. 
Lwów 1862. 

11. Karol Forster. Bodzina, lekoye filozofii moralnej przei 
Pawła Innet, przekład z francuzkiego. Beilin 1862 (2 ezemp.) 

Przewodnik moralnoici, wydanie^ trzecie Berlin 1862 (2 ezemp)- 
Ekonomia. Berlin 1862 (2 ęzemplarze).. 

12. X. Kołacz yński. Wiadbmoió o zacnoiei bractwa E* 
terackiego w kolegiacie zamojskiej pod tytułem N. Panny, 
zwiastowania. 

13. Józef Borkowski. Appendiz theatri A. Ortelii et atlan- 
tis Gt, Mercatoris, continens tabulas geograpbicas divenarum 
orbis regtonum nunc primum editas cum deseriptionibos. Am- 
stdodami 1731. 

14. O. Wielogórski. Einleitnng zu den enropiisohen Staaten 
und derselben BescUuss. Frankfurt und Leipmg 1708.* tom 
Iszy i 3ci. 



S91 

15. Amhtokj Grabowski. Do biograBi ip. Jót/A thąjmi- 
liana br. z TęczTna OssoMskiego, tadziei liatj tego& Osso- 
lińskiego do X. Ankwicza arcjbisknpa lwowskiego w odpisie 

(rękopism). 

16. Mateusz Szreniawa Sarty^i. Dzi^ swego utworo: 
Pomiar ciała ludzkiego z zasad morfologii a metodą Karola 
Gnstaw/i Karus. Lwów 1862. 

Gradobicia w wschodnich obwodach Galicyi od r. 1S21 — 
1859. Lwów 1860 (3 zeszyty). 

17. Galicyjska kasa oszczędności. Zamknicoi^ rachun- 
ków swoich z dniem 31 grudnia 1861. 

18. Konsystorz przemyski gr. kat Szematyzm. ducho- 
wieństwa gr. kat. na rok 1862. 

19. Konstanty Hoszowski. Dzieło swego utworu: Żywot 

* 

Andrzeja Zawiszy Trzebickiego bbkupa krakowskiego. Kra- 
ków 1861. . 

20. Mieczysław RomanowskL Dzieło swego utworu: Popiel^ 
i Piast Lwów 1862. 

21. Dr. Sławikowflki. Dzieło swego uWoru : Pogląd poró- 
wnawczy na rozwój^ początkowy zaómy, ślepoty czarnej i zie* 
leniabk Kraków 1862. 

22. Włodzimierz Wagilewicz. De asphizia aut nońnullis 
morbis periculosis subitaneum medici auzilium ezplorantibuS| 
dissertatio inauguralis aućtore Joannę" Scbessan. Yindobons^ 

• 1845. 
28. Zofia Radwańska z woli ip. Andrzeja Badwai- 
8 kie go. Utwór tego& w rękopićmie: Słownik wyrazów ^po- 
tocznych polskich (w 47miu konwolutach). 

24. Cesarskie rosyjskie towarzystwo archeologl-^ 
czne w Petersburgu. Izwiestija imperatorskago areheo- 

• logiczeskago obszczestwa. Sanktpeterburg 1859 — 1861. 2 
tomy. 

25. Cesarska archeologiczna komisya w Peters- 
burgu. Odcaet imperatorskoj archtologieieekoj komisii za 
god 1859 — 1860. Sanktpeterburg 1862. 

26w Cesarska akademia umiejętności wPetersbur- 



392 

. gn. ICemoires de V Aeademie imperiale des scienees de &t. 
Petersbonrg. 2 tomy. 

Bńeletin de 1* Aeademie imperiale des scienees de St Pe- 
tersbonrg (dalsze zeszyty). 

27. Prze^ poselstwo rosyjskie w Wiednin nadesłano: 
'^Swod nstawow o powinnoitiadi. Sanktpeterborg 1862. 

28. Marceli Dłażniewski. Dzid:o swego utworu: Dawna 
Polska ze. stanowiskd chrzećciańskiego. Lipsk 1861. 

29. Erysztof br. Bła&ówski. Dzieło z. Sadoka Barącu: 
Pamiątki jazlowieckie. Lwów 1862. 

30. Teofil ŻebrawskL Dzieła swego utworu: Wiadomoić o 
Adamie Eocbańskim i pismach jego matema^cznych. Kra- 
ków 1862. 

Nowe rozwiązanie podziału kąta. Kraków 1862. 

31. Szkoła polska w Batignolles we Franeyl. Distń- 
bution. solennelle de priz annóe scolaire 1861 — 1862. Pa- 
ris 1862, 

32. X. Jan Stupnicki. Dwa listy pasterskie wydane dnia 10 
stycznia i 25 maja 1862 przez metropolitę Jachimowicsa do 
duchowieństwa. 

33. Władysław Czaplicki. Dzieło swego utwom: Powieić 
o Horożanie. Lwów 1862. 

34. X. Józef Hołubowicz. Genealogia' domu Michałowakieh 
roku 1781 ułożona (rękopism). 

35. K. Filip Klimesz. Dzidio Hugona J. Harlika: Grttndung 
der PrKmonstratenser Abtei Tepl in Bdbmen. Łeipsig nnd 
Heissen 1856>, 

• 

36. Henryk Nowakowski. Dzieła swego utworu: Dwa po- 
żegnania, dramat. Lwów 1860 (2 exemplarze). 

Kasper Karliński. Lwów 1862 (2 exemplarze). 
Album Lwowskie. Lwów 1861 (2 ezemplarze). 

37. Jozafat Ohryzko. Yolnmina legum, tomy 5* 6. 7. i 8. 
88. WladysłafT' Dzwonkowski. Dziełko swego atwom: 

Uwagi w kwestyi włoidaiskiej ruskiej i ftydowski^. Fmrjt 
1862 (2 eiemplame). 



S9d 

39. Dyrekcja drugiego ^jż&zego gimttaayUin. Spra-* 
wosdanie swoje na rok 1862. 

40. Szczęsny Kulczycki. Dzieje błogosławionego ojca Sobo- 
li Andrzeja, kapłana towarzystwa Jezusowego, napisane przei 
X, Ambro&ego Swictomiana. Paiyi 1854. 

41. Władysław Zawadzki. Tłumaczone przez siebie dzieło 
Buckla: Historya cywilizacyi w Anglii tomu Igo częić Isza. 
Lwów 1862. 

42. Stowarzyszenie czytelnicze akademii wiedeń- 
skiej. Sprawozdanie swoje za rok 1861/,. 

« 

43. Micbał Suchorowski. Dziełko swego utworu: Szczytna 
pie^ń Sławianów. Lwów 1863. 

44. Cels Lewicki Teofila Borzęckiego Logika poprzedzona 
krótkim wykładem psycbologii. Warszawa 1862. 

Wiktora Hugo Ernani dramat przekładu Barankiewicza. War- 
szawa 1862. 
O pańszczyżnie sprawozdanie. Warszawa 1862. 

45. B. Helfert Dzieło swego utworu: Berieht fiber die Aus- 
stellung von Schul - und Unterricbtsgegenstfinden in yTien. 
Wieti 1862. 

46. Franciszek Adolf Wickenhauser. Dzieło swego utwo- 
ru: Moldawa oder* BeitrUge zu einem Urkundenbucbe f)lr die 
Moldau und Bucowina. I Heft Wien 1862. 

47. Nieznajomy. Głos ludu polskiego w tysiącletnią rocznicę 
zgonu Piasta przez Karola Balińskiego. Pary 1 1861. • 

Hasło polskie, poemat Karola Balińskiego. Poznań 1862. 

48. Towarzystwo naukowe krakowskie. Boczników swo- 
ich pocztu Ulgo tom V. YI i YU. 

49. Ludwik O aj e w s k j. Yersucb einer Anwendung ' der Ge- 
setze tiber scbwere Polizeiiibertretnngen von Felis Yon Trau- 
enstern. Gratz 1834 4 tomy. 

Die Landwirthschaft in den deutscben, bShmischen und ga- 
liaischen Proyinzen Ton F. J. Schopf. Wien 1835 2 tomy. 
60. Bracia Jeleniewie. Dobriańsky. Nauki cefkowniL Pere- 
myszl 1861. 

80 



51, Dr. Iticłiał Zieleniewski. Dzidka dwego utworu: &UA 
zdrojowiska w Kijnicy w roku 1861. Kraków 1862. 

Przewodnik podrófty do zdrojowiska krynickiego. Kraków 
1862f. 

Pamiątka z Kiynjcy. 1862. 

55. Józef Beitzenheim. Dziełko swego utwom: Juliusz Bło- 
wacki. Paryi 1862. 

Łes monuments Polonais k Paris. Paris 1860 — 1862 (dwa 
zeszyły). 

Do emigracyi i do pomników polskich wiersz Deotymy. Pa- 
ryż 1861. 

53. Kawery Go dębski. Histoire gónóalogłque des souyeruns 
de r Europę. Paris 1811. 2 tomy. 

Meyer. Yoyage en Italie. Paris an X:^ 
D* Alvimar mentor des rois. Paris. 1826. 
De V agricultnre en Irlande et dans la grandę Britagne. Pa- 
ris. 1840. 2 tomy. 

54. Bronisław Zamorski. De T usage des passipns par Se- 
nault. I^aris 1660. 

55. Bernard Kalicki. Dzwonek pismo ludowe, tom YII. 

56. Szykowski. Zasady arytmetyki ułoione przez byłego pro- 
fesora matematyki. Warszawa 1827, 

57. Towarzysto gospodarskie lwowskie. Sozpraw swo- 
ich tofi XXX. 

Statuta towarzystwa celem ziUoienia i upowdzechnienia je- 
dwabnictwa w Brzeżanach. 
68. X. Henryk Felsztyński. August Lafontaine. Arystomen 
i Ooigus. Kraków. 1806. 

Bys ftycia w. x. Konstantego Pawłowicza. Warszawa 1833. 

Barwy uczuó naszych, poezye ulotne Felsztyńskiego i Schnej- 
dera. Lwów. 1850. 

Adresse der dem ^sterrdchischen Reichsrathe augehdrenden 
Hetropoliten und Bisch5fe an 8eine k. k. apostolischen Maje- 
stat Wien 1861. 

Posłanie do rodaków. 1861. 



u 



3$£ 



Posłaniec do lada wiejskiego o pierwssjiii sfgmie krajowjrm 
we Lwowie. Bzeszów 1861. 
Str^bskiego kalendarz na rok 1854. Warszawa 1854. 
Kohidzkiego Aagostyna Tbron ojczysty. Poznań 1727. 
Woltera wiersz o człowieka. Kraków. 1795. 
Praskiego wiersz do Polek. Lwów 1848. 
Pwa zbiorki piejni polskicb. 

59. Antoni Sozański. Bocznik' towarzyąfwa piankowego kra- 
kowskiego tomy II — V. 

Haldrdcbs Zwingli Łeben and aasgewttblte 3cluriften Yon P. 
Cbristoffel. Elberfeld 1857. 

Bozkaz dzienny do wojska polskiego naczelnego wodza Kon* 
atantego z dnia '^35 września 1818. 

Die Bibel von Angast Tbolnek. Łeipzig 1851. 

Gedicht von d^r Frań Karolinę von Walten zom GedKcbtniss 
Seiner kais. Majest&t Alezander I. 

Dziennik poznański z lat 1859, 1860 i 1861, roczniki nie- 
kompletne. 

60. Jan Badw&ński. Dziełka własnego ntworn: Nieco o mitolo- 
gii polskiej i słowiańskiej w ogdle. Kraków. 1862. 

Kiąika wieczysta. Kraków 18^2. 

O roka założenia wszecbnicy krakowskiej. Kraków 1862. 
Kartki wypadłe , czyli mateiyał do histoiyi czasów ko icin- 
Bzkowskich. Kraków 1862. 

Utwory obce mianowicie: Kilka rysów z żywota Katarzyny 
ze Szrederów generałowej Sowińskiej i jej pogrzeb w War- 
szawie. Kraków 1863. 

Żywoty tegoczesne mętów znakomitych w rozmaitych zawo- 
dach. Kraków 1848 (2 zeszyty). 

Teofila Zebrawsktego: Wiadomo Jó o Adamie Kpćhańskim. 
Kraków 1862. 

Tegoż: Nowe rozwiązanie podzii^ kąta na trzy równe 
części. Kraków 1862« 

Kołodziejskiego: Projekt do statntn organicznego dla sto* 
warzyszenia ciesielskiego. Kraków 1862. 



396 

61. Kornel Erzeeznnowicz. Rozprawy swego ntwom: Bsecs 
o katastrze w OalicjL Kraków 1860. 

« 

Betfachtangen Ub^ die Behandlang der Sireitigkeiten zwi- 
schen den gewesenen Herrschaften and den ehemaligen Unter- 
thanen in Galizien. Wien 1861. 

Der Bericbt des Finanz-Ansschnsses im Hanse der Abgeord* 
neten tiber die Regienmgsyorlage wegen 'Bevision des Gmnd- 
steaerkatasters. Łemberg in Mońatbe Angust 1862. 

Die Benutzung der Yerkehrspreise der Bealitfttea znr Yer- 
tbeilung der Beakteuer aof die Kronl&nder in Osterreicb. Łem- 
berg in Monatbe Juli 1862. 

Uber die Regienings • Yorlag^ betreffend die Reviston des 
< stabilen Chrandstenerkatasters in Osterreicb. Łemberg im Mo- 
natbe Juli 1862. 

Die Orund- und Seryitntenstreitigkeiten in Galizien. Wiec 
1862. 

O poda&n, gruntowym i domowym w Galicy i. 

Denkscbrift flber die Grundertragsscb^itzung in Galizien und 
Krakan. 

62. Królewski Uniwersytet w Ghrystyanii. Saga Olafs 
Konngs ens Helga. Chiistiania 1853. 

^ Monrad. Der kongelige norske Frederiks - TIuiYersitets - Sdf- 
telse. Cbristiania 1861. 

Gnldberg. Om Cirklers BerSring. Christiania 1861. 

Dr. Mobn. Om Kometbanemes Indbyrdes Beliggenbed. Cbri- 
stiania 1861. 

Dr. Sars. Sipbonodentalium yitrenm. Cbristiania 1861. 

Uniyersitó de Cbristiania, programme pour le premier se- 
mestre 1861. Cbri^ania 1851. 

Solennia academica uniyersitatis literaris regi» Fredericiana 
antę Ł annos conditse die 11 Septembris. 1861. 

Welhayen. Cantate ved det norske TJniyersitets Hąlvhnodred- 
aarsfest. 186i. 

63. Kazimierz hr. Stadnicki. Das yerbesserte System der 
niuminaten yon Adam Weishaupt Frankfurt und Łeipzic 
1788. 



397 

Plinins. Hisloire naturelle. Paris 1771—1782. 12 tomów. 

Kleine Chronik der Reiehsstadt Niimberg yon Dr. Morils 
Maz Ma^er. NUmberg 1847, 

Oeayres de M. Bńllanche,. de X academie de Lyon. Paris 
1833 6 tomów. 

TJiber die altertbiimlicbe Sitte der Angebinde bei Deatscheni 

« 

Slayen mid Lithauem yon J. HannS. Prag 1855. 

Dentscbes )lecbt in Oesterreich im XIII Jahrhnndert von 
J. A. Tomascbek. Wien 1859. 

Yoyage an Cap Nord par la Snede *la Finlande et la Lapo- 
nie par Acerbi. Paris 1804. 3 tomy. 

Bjs krótki bistorji Indu żydowskiego w Europie przez An* 
toniego Stadnickiego. Kraków 1834. . 

Begestram cenisuum in snmmis reemptionalibus solyendoram 
pauperibus bospitalis Biecensis ad ecclesiam 8. Spiritus anno 
1650—1668 (rękopism). 

Odezwa Stanisława Angusta do wojsk obu narodów z roku 
1792. 

Regestr aktów granicznych a zi^g starych podkomorskich 
dJego województwa krakowskiego (rękopism). 

/ 

ODDZIAŁ II. 

MAPT I PLANT, 

1. Towarzystwo naukowe krakowskie. Mapa zdrojo- 
wisk lekarskich w Galicyi i Bukowinie przez Teofila Zebra- 
wskiego. 

2. Maurycy hr. DzieduszyckL Mapa przez niego wydana 
Palestyny i niektórych ziem okolicznych. 

3. Jan Papłoński. Mapa przez niego wydana Słowiańszczy- 
zny lechickiej z X— XII wieku i Prus z X — XIII wieku. 

4 Antoni Sozański. « Neuester Plan yon Wien yon Franz 
yon £lekes Wien 1844. « 

Neuester Plan yon Wien yon Ernest Carl FrOhwirth. 1834. 
'Post und Eisenbahnreisekarte yon* Deutschland, Holland, 






m 

9elgien ete. Ori(^iud>eiehniuig voii O. Htoser. Nfinib«f 
1846. 

Post nnd Beisekaite yon Italien yon Johann Bapt Boost* 
Mtiiicben. 

Statbtiscbe and Strassenkarte yon Oalizien yon Johann Blain 
(robota ręczna). 

Plan de Paris par Aug. Łogerot 1847. 

Plan routier de la yiUe de Paris. 1815. 

Plan figuratif de la cbambre de deputes. 



ODDZIAŁ m. 

OBRAZY I BTCIMY. 

' 1. Józef Beitzenheim. Wizerunek Jnliosza Słowackiego 
(rycina). 

2. Członkowie dyrekcji galicyjskiego towarzy- 
stwa kredytowego. Łitografowany portret Kasimiarza hr. 
Krasickiego prezesa towarzystwa 

3. August br. D z i ed u sz y c ki. 30 sztuk różnych widokóv 
(litografie). 

4.Felicyan Laskowski. Portret łitografowany Stanisława 
Zaremby sędziego ziemskiego sendomierskiego, fundatora kla- 
sztoru, koicioła i gimnazyum w Krośnie. 

5. Teodor Szajno k. Portret fotografowany Kazimiena Bro- 
dzińskiego (2 exemplarze). 

ODDZUŁ IV. 

MEDAŁB I HOMBTT. 

l.,Królewski uniwersytet w ChrystyaniL Medsl 
^p^owjy tńty na pamiątkę SOlętniego obchodu zidoienia oni- 
we^y^^ w Cbrjrstyanii. 

2.#X. Józef Hołubowicz. Pó^oaz ruski Władysława Js- 
. pełły. 
8*elj|g inflancki cbodJLięwiczowski Zygmunta Augusta^ 



399 

* 

Denar podwójny litewski Batorego z roku 1676. 
l*rojak kurlandzki Ernesta z roku 1764. 
Dwie monety bizantyńskie, oraz 71 sztak różnych monet 
mniejszej wartości numizmatycznej. 
3.' Włórdzimierz Wagilówłcz. Trzy grosze polskie z ro- 
ku 1831 (jedna sztoka miedziana). 
Mosiężny jeton z popiersiem Wiktora Emanuela. 

4. AIexander Dębczański. Ort koronny Zygmunta III s 
roku 1622. 

5. Izydor Bzaraniewicz. Półgroszek kofonny Władysława 
Jagidły. 

6. Ludwik Po wid aj. Ort gdański Zygmunta Ki z roku 
1625. 

7. Pelagia i Justyna Gostyńskie. Różnych monet pol^ 
skich sztuk 22 , włoskich sztuk 4 ; między polskiemi 6 sre- 
brnych a 18 miedzianych, między włoskiem! 2 srebrne a 2 
miedziane. ' 

8. Dr« Stanisław Czerkmwski. Orosz pruski Zygmun- 
ta I z roku 1530. 

Denar węgierski Jana Zapolskiego z roku 1533. 
Szyling duński Frydryka II z roku 1563. 

9. Mieczysław Pawlikowski. Pieniądz rzymski spiżowy 
Alexandra Sewera. 

10. Juliusz Kleberg. Szostak koronny Jana Kazimierza z 
roku 1667. 

11. Mieczysław Witkowski. Mpnete rzymska Antcttiinsza 
Piusa. 

Szeląg litewski Jana Kazimierza. 

ODDZIAŁ V. 

PAMIĄTKI I BaZMAITB JŁŻ^CZt. 

1. Kazimierz hr. Stadnicki. Oblat sądowyohi regestrów, 
odezw, mów i listów różnych aztuk 36 , międ^ innemi Ib^ 
Ossolińskiego I Siarczy ńsldego, Kopczyńskie i innych pisa- 



400 

He w tóinjdi czasach do Antoniego hr. Stadnickiego. 

Dyplom z rokn 1486: Factse sant granicies et limitea in- 
ter possesiones magnifici Domini Jacobi de Dambno et Spth- 
conifl de Melsztyn. 

Dyplom z rokn 1577: Łitterse graniciemm sen limitum in- 
ter Popowicze, Tiscoyicze, Chodnovicze. 

Dyplom z roku 1727 pergaminowy Augusta II. 

Taki dyplom z roku 1715 Augusta II, obydwa tyes^ się 
majątkowych spraw familii Grabowskich. 

2. Emilian OajewskL Bilet skarbowy rady najwy&azej naro- 
dowej z roku 1794 na 25 zł. pol. 

3. Józef Pressen. Wykopaliska z Milatyna: Czteiy podkowy 
końskie. 

Kawałek ostrogi. 

Ostroga szwedzka wykopana. w ziemi przemyskiej. 

4. Antoni Filipowski. Tabakierka starożytna kokosowa w 
rzeźbach. 

5. Teofil JanuszowskL Biust ^psowy Juliusza Słowa- 
ckiego. 

6. Henryk Baklaus. Klin krzemienny, ostroga ftelasna i 
sprzączka mosiężna wyorane w Majdanie kolo ŁellchówkL 

7. JózefSupiński. Starożytna ozdóbka z koicL. 

8. Alexander Wybranowski. Arpa czyli sika broń sta- 
rożytna Daków stalowa. 

Kawałek relikwiarzyka bronzowego. 

9. Antoni Sznajder. Dyplom Stanisława Augusta z rokn 
1784, mocą którego mianuje Alexandra Zielonkę podczaszym 
smoleńskim. 

Spartacz wykopany w Skwarzawie. 

10. Stanisław Przyłęcki. Medalion gipsowy z popiersiem 
Stanisława Piłata, przez Władysława Oleszczyńskiego wyko- 
nany w roku 1847. 

11. Franciszek S eh w ind. Wykopaliska z kołomyjakiego: 

Półtoporek kamienny, klin krzemienny. 
13. Tomasz Łysogórski. Figurka z bakszteinu przedstawia- 



401^ 

Jaea etarea z wąsami i brodą t głową ogoloną W zawoju 
trasymającego w lewej ręce zarzuconą' na plecy gdąź. 
i3. Albin Korytjński. Utwór swój muzykalny pod napisem: 

Zaręczyny Zosi. 
14. Z zapisu ip. pułkownika b. w, p. Jakuba Kolunna 
Czosnowskiego. Ejrzy^ polski „virtati mUitari./' ' 
Krzyi £rancuzki legii honorowej. 
Medal świętej Heleny. 

Medal gdański duiy srebrny z roku 1754, oras trzy doku- 
menta w orygin^e i jeden w odpisie, odnoszące się do tych 
osobistych jego dekoracyj. 

w roku 1863. 
ODDZIAŁ I. 

DO BIBLIOTEKI. 

1. Cels Lewicki. Oralewżilu. Kolenda dla dzieci pokkich. 
Warszawa 1863. 

2. Dr. Wiktor Piotr JankowskL Dzidko swego utworu: 
Cholera azyaty oka. jest do wyleczenia. Lwów 1863. 

Nauka dla ludu o cholerze azyatyckiej. Lwów 1863. 
Wykład naukowy o cholerze azyatyckiej. Lwów 1863. 

3. K,rólewski uniwersytet w Chrystyanii. Uniyęrsita- 
tis Fredericianae Solennia academica celebranda. Christia- 
nia 1861. 

Sars • BescriYelso over Lophogaster Typicus. Christiania 1862. 

Geologiske Undersogelser i Bergens Omegu af Th. Hior- 
dahl og. M. Irgens. Christiania 1862. 

Die Cultui^flanzeU Norwegens beobachtet yon Dr. F. C. 
Schttbeler. Christiania 1862. 

4. Włodzimierz hr. Broel-Plater. Akta polsko mantu- 
ańskie z archiwom poxiąiccego zebrdf Włodzimierz hr. de 
Broel-Plater. Tom I. (rękopism o 529 stronicach). 

5. Henry^k Łodzią Brodzki. List otwarty do Józefa Pia- 
seckiego posła i sąsiad* od Heaiyka Łodzią firodzkiego. 

Kraków 1863. 

51 



402 

6. Jan Pilarski. Falkenstein. Thadd&as Eofcioszko. Łeipsic 
1834. 

Ohega Uibęrsicht der Hauptfortschritte des Eiseabahnwe - 
sens in dem Jahrzebende 1840 — 1850. Wien 1852 (z atlasem). 
Belidor. Neaer carsns matbematicos. Wien 1746. 

7. X. Jan Stupnicki. Szematyzm kiera gr. kat. djecezyi lwo- 
wskiej na r. 1863. 

s 

8. Jan Sidorowicz. Skarbiec dyplomów papieskich, cesar- 
skich itd. zebrany przez Ignacego Daniłowicza. Tom ligi 
Wilno 1862. ^ # 

9. X. Henryk Felsztyński. Patrologiae cursns completos 
wydanie paryskie x Mignę, w warto jti 17$ firanko w. To- 
mów 25. 

List pasterski Wierzchlejskiego Wskupa przemyskiego wy- 
dany w roku 1859. 

Societas cni ab aura corona nomen. Jasło 1860. ' 

Bractwo iw. Anny. 

Bractwo i5w. szkaplerza. 

Oblationes. Jasło 1860. 

Ęurrenda infułata Hoppego z roku 1862. 

Szematyzm kleru łaó. dyecezyi przemyskiej na rok 1851. 

Wiadomość o języku bosańskim w Galicyi zebrana przes 
darodawcę (rękopismj. 

Trzy sztuki pism różnych. 

10. Wydział kr aj owy galicyjski. 29 różnych sprawozdań, 

projektów, ustaw, regulaminów, wniosków itd. z kadencyi 

sejmowej w roku 1861, 

» 

11. Józef Łepkowski. Dziełko swego utwora: Przegląd za- 
bytków przeszłości z okolic Krakowa. Warszawa 1863. 

12. Królewska biblioteka w Kopenhadze. Falbe et 
Łindberg. Numismatique de T ancienne Afri(][ue. Copenhague 
1860 -^ 1862. 3 tomy. 

13. l^arceli Dłużniewski. Dzieło swego utworu: Nowa 
•Polska i federacya narodów w obec chrześcianizmu. Przemyśl. 

1863 (2 exemplanie). 



403 

» 

14. Antoni Schneider. Statut organiczny wewnętrznego urzą- 
dzenia senatu krakowskiego z roku 1833« 

Statut orgiinicznj o zgromadzeniach politycznych wolnego 
miasta Etakowa i jego okręgu z roku 1833. 

Statut organiczny uniwersytetu .krakowskiego z roku 1833. 

Statut urządzający dyrekcyę pplicyi w Krakowie z roku 
1840. 

Urządzenie służby iandarmeryi wolnego miasta Krakowa i 
jego okręgu z roku 1837. 

Przepisy co do okreflenia władzy i obowiązków- do urzędu 
wójtowskiego przywiązanych z roku 1833. 

Prawb o opłatach stemplowych w mieście Krakowie i jego 
okręgu z roku 1844. 

15. Ignacy A. hr. S^omorowski. Dziełko własnego utworu: 
Wspomnienia podchorążego z czasów W. X. Konstantego. 
Lwów 1863. 

16. Adam Rogalski. Balbi. La verdarea Relacinn de todo lo 
que el anno de MDLXV ha sućcedido en la Isla de Malta. 
Barcelona 1568. 

Beughem. Blbliographia juridica et politica. Amstelodami 1660. , 

Naude. Bibliographia milltaris. Jenae 1683. 

Petit. Diatriba. Amstelodami 1649. 

De Sacrorum dissidiorum causis. Amstelodami 1649. 

17. X.JózefHołubowicz Ułamek psałterza Dawidowego na 
pergaminie ozdobnie pisany w języku łacińskim z Xiy wieku. 

18. Tadeusz xiążę Lubomirski. Dzieło swego utworu: Ko* 
dex dyplomatyczny xię8twa mazomeckiego. Warszawa 1863. 

Miecznikowski. Przewodnik dla kowali. Warszawa 1862. 
Rogalewicz. Przewodnik dla garbarzy. Warszawa 1862. 
Henrich. Przewodnik dla stolarzy. Warszawa 1862. 

19. Karol Wilhelm Rasp. The britisch consuPs manuał 
being et practical guide for consuls etc. by E. W. A. Tuson. 
London 1856. 

Geschichte des Ursprungs, Fortschritts und Yerfalls der Re- 
formation in Polen vom Orafen Yalerian' Krasiński. Leipzig 1841/ 

20. Jan Slayicola. (pseudonim). Doidko swego utworu: Cy- 



/ 
I 



404 

rillns ae MeUioditifl apoBtoli Slavoram post 1000 annos cdebra- 
ti. Łeopoli 1863. 

21. Tadeuss OłowackL Donata gramatid argnmenta oompen- 
diaria in tabolas Ovidianae motamorphosis , qmbii8 addita est: 
Paleotti CamiUi sjlya cui titoluB Amor. Yiennae 1513. 

Dionisii Afri de sita orbia. Yiennae 1512, 

Fenestella. De Bomanorom magistratibas , item Albriei.de 
imaginibuB Deorum. YleoniB 1510. 

Panegyryci yariorum anctoram. Yiennae 1513. 

Joacbimi Yadiani, Helyetu mythicum eyntagma ,cai titolni 
Gallos pognana. Viennae 1514. (Wszystkie te dzida druko- 
wano u Hieronima Yietora w spółce z Janem Singri- 
ninsem). 

22. Jego cesarska mość cesarz rosyjski Alezander 
IŁ Tischendorf. Bibliomm codez Sinaiticns Petrgpolitanus. Petro- 
poli 1862. 4 tomy. 

23 Emilian Czyrniański. Dzieło swego utwon: Theorie 
der cbemischen Yerbiudungen. Krakan 1863. 

24. Bernard Kalicki. Dzwonek, pismo ludowe, tom YDI 

25. Antoni Małecki. Dzieło swego utwora: Gramafyka języ- 
ka polskiego większa. Lwów 1863. 

26. Cesarska komisya archeologiczna w Petersbur- 
gu: Otczet imperatorskoj archeologiczeskoj iLomisyi za god 
1861. Sankt JPeterburg. 

27. Michał Zieleniewski. Dziełka swego utworu: Czy dro- 
go czy tanio w naszych zdrojowiskach? 1864. 

Treić sprawozdania o Krynicy za rok 1862. Kraków 1863. 

28. C. k. ministerstwo stanu w Wiedniu. Statistische 
Ubersicht iiber die Yolkszfihlung im Jahre 1857. 

29. D E. Friedlein. Żywot iw. Teresy. Kraków 1863. 

Czerwiakowski, Opisanie roślin dwulistniowych, botaniki szcae- 
góln^ ezęśó 6ta i ostatnia. Ejraków 1863. 

Szokalski. Fantazyjne objawy zmysłowe, tom II. Kraków 
1863. 

30. Nieznajomy. Do Bodaków tułacz kończący tułactwo. Pa- 
ry t 1863. 2 ezemplanse. 



405 

41. Fraaeiasek GrsybowskL Fontille. Adam Miokiewicz, 
rys bio^aficamj!. Kraków. 1863. 

Mentorka. Ejraków. 1863. 

Łeśniowska. Ko^eiaszko. Kraków. 4863. 

Dyplomata polski z XIX wieko. Kraków. 1863. 

Kilka rysów ź iywota Katarzyny ze Szrederów generałowej 
Sowińskiej. Kraków 1863 

Deliere. Obraz narodowego koicioła. Kraków. 1862. 

Wolski Włodzimierz. Śpiewy powstańcze. Paryi. 1863 2 
exemplarze. 

32. Nieznajomy. Awolsa Hamania* wydi^ Edmund Ostoja 
Solecki. Wenecya 1862. 

33. Wiktor br. BaworowskŁ Tłumaczone pnez siebie dzie- 
ło : Don Zuan lorda Bajrona. Tarnopol 1863. 

34. Łncyan Tatomir. Dzieło swego utworu: - Skarbniczka dzie* 
jów i rzeczy polskich część I. tom I. Lwów 1863. 

Oaultier. Geografia powszechna, wydanie 3cie. Lwów 1863. 

35. Izydor Szaraniewicz, Dzieło swego utworu: Istoria 
hałycko • wołodymirskoj Busi. -Wi Lwowi 1863. 

36. Kaz.iiflierz br. Stadnicki Akta oryginalne starostwa 
koronnego Wiszniów w województwie lubebkiem z lat 1742 — 
1806 (rękopism). 

Akta maryampolskie tyczące się wojny z roku 1809 i po- 
wstania narodowego w obwodzie stanisławowskim z tegoi roku. 

Ziemia lwowska za rządów polskich przez Alezandra br. 
Stadnickiego (odbitek z Biblioteki Ossolińskich tomu Illgo). 

36. Karol Forster. Biblioteka nauk moralnych tom YIII i IX. 
Berlin 1863. 

Dra. Wincentego Kraińskiego dzieła: Filozofia i polityka. 
Wrocław 1858. 

Józefa i Teodor, oraz wiersze różne, Wrodaw 1856. 
Mesyasze polscy i proiba do Polek. Wrocław 1865. 
Anna i Ścisław. Wrocław 1855. 
Lionka Natalia i Dobrogost Wrodaw 1856. 
Pocieszyciel i pocieezydelka. Wrodaw 1855. 



406 

f 

Polacy i kazania polskie na baiykadach wrocławskich 1848. 
Wrocław 1865. 

Polka. Wrocław 1865. 

Julia i Wacław. Wrocław 1866. 

Katoliczka polska. Wrocław 1866. 

Xi9dz Wincenty. Wrocław 1858. 

Nabożeństwo dla Polek. Wrocław 1658. (po 2 ezemplarze). 
38. Alexander Weryha Darowski. Znaki piecsętae ru- 
skie. Paryż 1862. 

PieM Erysztofa Arciszewskiego. Lwów 1863 (4 ezempl). 

Lament Skwirski. Legenda ukraińska. 

Xią&e Jeremi Wiszniowiecki. Lwów. ^ 

Pan Samuel Maszkiewicz. Bmxella 1862. 

Mała verba prorocant. Bruxella 1859. 

Trzej królowie, legenda. Lipsk 

Do dziejów Ukrainy. Lwów 1863 (4 ezemplarze). 

Collationes (quas diount fecisse miituo rex Salomon sapien- 
tissimus et Harcolpbus facie deformis et turpissimus, tamen 
ut fertur eloquentissimus) seąuuntiir (bardzo rzadki inkunabuł). 

Quitarćt. Dictionaure des proyerbes. Paris 1842«^ 

Tegoż Etudes sur les proyerbes. Paris 1860. 

Memoires du duc de Lauzun. Naumbourg 1862. 

Lelewel. O monetacb błaznów i niewinni§tek. Bruzella 1860. 

1000 serbskicb prisłowow^ Budyszyn 1862: 

Laet Joannes. De imperio magni Mogolis. Lugduni 1631 

Pallayicino. Operę scelte. Yillafranca 1,660. 

Pallayicino. L^anima. Yillafranca 1643. 

itoyaeus. Zoermondius. Leida 1664. 

EpistolsB 8. Hieronymi cum scboliis Erasmi Kotterdami. Co- 
lonia, 1524. 

Żywot £w. Stanisława Kostki Grodzisk 1863. 

Galitzin. Hólanges sur la Russie. Paris 1863. 

Pieiń Krysztofa Arciszewskiego (wydanie z roku 1864). 

Jant, L^ liistoire du prince Osman. Paris 1670. 

Przeżdziecki. O włóczni tak zwanej £w. Maurycego. War- 
szawa 1861. 



407 

Paasmonser. Łe partage de la Pologne. Łoiidon. 

Transamptam priyilegii a Jacobo archidiacono Łeodiensi le- 
gato pontificio neophitis Prntei^is anno 1249 frękopism). 

Copia processus pro magistro et ordine, theatonico contra 
omnes subditos ' Prutenos (rękopism). 

Kutasów nud Ągnes Marynowska yon Schneider (rękoptsm). 

Castera. Histoirę de Catharine II. Paiis 1799. 4 tomy. 

Les Eyangiles de Qaenoaille6. Paris 1855. 

Relation de trois amb^ssades de M. le comte ^de Garliste 
par le prince Auguatin Oalitzin. Paria 1857. 

Awulsa Humania, wydał Edmund Ostoja Solecki. Wenecja 
1862. 

Yoyages et Ambassades de M. Guillebert de Łannoy. Mona 
1840. 

Liber ragatorum. Strasburg 1862. 

Wojna chocimska 1621 roku. Paryż 1862. 

Matbias Bernardi a Schweitzer. Epaenetieon ad defensores 
Yienns. Hispali 1684. 

Saratowskije muczeniki. Berlin 1863. 

39. Wawrzyniec Żmurko. Dzieło swego utworu: Wykład 
matematyki tom I. Lwów 1862. 

40. Władysław Ścibórowski. Dzieła swego utworu: Rady 
dla matek. Warszawa 1863. 

Elrótki rys historyczny chorób zaraźliwych i epidemicznych 
w Polsce do końca XVin wieku. Warszawa 1861. 

41. Bogumiła Czerwińska. Kalendarz Duńczewskiego z rp« 
ku 1751. 

Dignitas principia Adami Czartoryski per R. P. Emericum 
Szadbej. 31762. 

Honor w prześwietnym Małachowskich domu przez Miehida 
Londyngiera 1755. 

Jasnoić imienia jw. jegomoid pana Jana Fiydryka Łuka- 
sza Sapiehi. 1752. 

42. X. Sofron Witwicki. Dzieła swego utworu: Trzy ży- 
wotne kwesty e tutejszokrajowe. Lwów 1861. 

Hyłost* i zhoda. Lwiw 1862. 



408 

Bratnaja nezhoda. Łwiw. 1862. 

Dwa bółubj woda pyły. a dwa kołotyły. Łwiw. 1863. 

Kys historyczny o Hacałach. Lwów 1863. 
43. Hieronim Wysłobocki, Memoires poor sernr a V hi* 
stoire de la earapagne 1796. Paris. 1818. 

Callet. TabW portali ve8 de logaritmes Paris. 1821. 

Wojna w Polsce roku 1831. Lwów. 1861. 

Lamy. Traitó thóorique et pratique des batteries. Paris. 
1827. 

Jomini. Histoire critiqne et militaire des gaerres de la » 
yolation. Paris. 184Ó. (4 tomj z atlasem). 

AUaize. Cours de mąthematiqaes. Paris 1832 (z atlasem). 

Okonneff. Considerations sur la Compsgne de 1812. Bro- 
zeUes 1841; 

Xylander. Waffenlehre. Mttnchen 1820. ' 

Xylander. Terainlehre. Hilnchea 1822. 

Xy}ander. Tmppenlehre. Mtlncben 1820. 

Xylander. Taktische Verbindung8lehre. Milncben 1823. 

BUlow * Cummerow. Uber preussisch landschafUiche Credit- 
Tereine. Berlin 1863. 

Boquancourt. Cours ólćmentaire. d*art et d*histoire militsir« 
Paris' 1831 (3 tomy z atlasem). 

Berton. Precis historiqne des batailles de Fleunzs et de 

Waterloo. Paris 1818. 

Decker. Die Taktik der drei Waffen. Berlin 1833. 

Miller. Yorlesun^en niber Taktik. Freiburg.1833. (2 tomy 
8 atlasem). 

Grundsaetzfr der Strategie. Niimbei^ 1838. 

JominL Obraz rozbiorowy przedniejszych kombioacyj wojoj. 
Mont de Marsan 1835. 

Bezout. Cpurs de mathematiques. Paris 1788. (4 tomy). 

Elsner. Oeschichte dea Eaisers Napoleon. Stuttgart 1834. 

Decker. Erg&nzungstaktik. Berlin 1834 

Attszug ans dem Ezercier- Reglement Wien 1846. 

Aide. Memoire i T usage des officiers d^ Artillerie. Stras- 
boorg 1831. 



' I 



40§ 

Jabłonowski. Kilka słów o sła&bie polowej jazdy. Łwonf 
1848. 

Nonrins. Geschiclite des Feldzags von 1813. Darmstadt 1832 
2 tomy. 

Pr^zjński. Tlieorie des Krieges. Bielefeld 1840 2 tomj. 

Lorenz Grandriss der Mathematik. 

Willisen Tbeoiie des grossen Krieges. Berlin 1840 (2 tomy). 

Wysocki. Kurs sztnki wojskowej^ Parji 1842 — 1844 
2 tomy. 

,ValentinL Der Ttirkenkrieg. Berlin 1833. 

44. Towarzystwonaukowepołudniowo-słowiańskię 
(jngoslayeńske) w Zagrzebia: Arkiy za powiestnicn jngo- 
slayensku. kmga VI — . VII. 1863. 

* Snpplementi al saggio bibliografico delia Dalmazia et del 

Montenegro di Giaseppe Valentinelli. Zagrabia 1462. 

45. ZamorskiBronisław: Słotwiński Prawo narodów nata- 

» 

ralne. Kraków 1822. 

Rostkowski. Krótki zbiór nwag o stylu i jego rozmaitoid. 
Warszawa 1822. 

Mowy i listy jmóp. Wacława Rzewuskiego wojewody podol- 
skiego H. P. K. roku pańskiego 1761 w drukami jego króle* 
wskiej moźci Poczajowskiej. 

Woronicz. Przemowa przy spuszczaniu do grobu imiertel- 
nycb zwłoków £p. Józefa zięcia Poniatowskiego. Kraków 
1817. # 

Ustawa rządowa; prawo ucbwalone w Warszawie dnia 3 
maja 1791. 

Bucboz. Krótka wiadomość o kawie. Kraków 1795. 

Krug. Ftir Polenfreunde und Polenfeinde letztes Wort. Łeip- 
zig 1831. 

O zbawieniu Polski Lipsk. 1862. 

8taszyc« Przestrogi dla Polski. Warszawa 1790. 

46. Dyrekcya drugiego wyższego gimnazyum. Spra- 
wozdanie swoje z roku 1863. 

47. Konstanty Podwysocki: Georgii Koniski episcopi Al- 
bae Russiae ritus graed non uniti senno ad Stanislaum Au- 

5S 



410 



^stam regem Poloniae 22 Juli 1765. Adnectimtar: 
X. Turkiewicza archidyakona ostrogskiego , list jego do bi- 
skupa i odpowiedź Koniskiego (rękopism). 
Chomentowskiego wojewody mazowieckiego relacja z poseł- 
, stwa do Porty Ottomańskiej roku 1712 (rękopism). 

Awulsa Humania. Dowód ubikacji sprawiedliwej dóbr len- 
njch Czarnej Kamionki z odpowiedzią na wszjstkie zarzuty 
stron j przeciwnej (rękopism). 
58. Antoni Zjgmunt Helcel. Dzieło swego utworu: Ba- 
dania w przedmiocie dziesiędn koicielnjcb w Polsce. War- 
szawa 1863. 
49. Łubin Olewiński. Dzieło swego utworu : Nauka steno- 
grafii polskiej. Wiedeń 1864 (2 ezemplar^e). 

ODDZIAŁ n. 

iłAPY I PLANT. 

1. Hieronim Wjsłobocki. Carta delie stationi militari in 
Italia et in Dalmazia. 

Duche de Brabant, wjdanie frankftirtskie. 

Das osmanische Europa oder die europSische Tiirkei. Wei- 
mar 1829. 

Uit>ersichts - Charte des angenommenen Eriegsscbailplatzes. 
Ntimberg 1838. _ 

2. Jan Pilarski Tjpographiscber Atlas von den funf um 
die Hauptstadt Paris liegenden Departaments von Frankreicb 
und den BheinlKndem von Strasburg bis Łandau. Wien 1803. 
(atla» z 32 kart). 

3. Karol Wild. Plan Poznania z roku 1856. 



ODDZIAŁ EL 

MBDAŁB I MOITETT. 



V 

1. Franciszek Elobusznik: Medal towarzjstwa strzeleckie- 
go krakowskiego, jako nagroda za najlepszj strzał. 



4H 

2. Zygmunt Radzimiński. Medal złoty gdański na urodze- 
nia syna Władysława IV z roku 1637. 

Medal srebrny na pamiątkę akta sejmowego powiększające- 
go wojsko narodowe w roku 1789 (Proprio MaHe tuta). 

3. Michał W^gilewicz. Półgroszy k koronny Zygmunta J 
z roku 1508. 

Grosz Frydryka U zięcia szląskiego na Łignicy i Brzegu 
z roku 1545. 

4. Cywińska z Ossowiec: 36 sztuk półgroszków ruskich 
Kazimierza Wielkiego, Ludwika i Władysława Opolczyka. 

22 półgroszki czeskie Jana Łuxemburczyka I. i Karola IV 
z XIV wieku. 
5 Floryan Wysocki: Talar hiszpański Filipa rV z roku 
1631. 

Talar brabancki Alberta i Elżbiety. 

Dukat niderlandzki z roku 1649. 

Dwie sztuki szelągów rygskich Krystyny. 

Półtorak elblągski Oustawa Adolfa z roku 1630 

Półtorak" brandeburgski Jerzego Wilhelma z roku 1624. 

Dziesiątak gdański Zygmunta III z roku 1618. 

Ort Zygmunta III z roku 1623. 

Ort Zygmunta Ul z roku 1622. 

Ort Zygmunta III z roku 1622 odmiennego stępia. 
, Półtorak koronny Zygmunta III z roku. 1620. 

Półtorak koronny Zygmunta III z roku 1621. 

Trzy półtoraki koronne Zygmunta III z roku 1622. ' 

Dwa półtoraki koronne Zygmunta III z roku 1624. 

Dwa grosze litewskie Zygmunta III z roku 1626. 

Trojak Zygmunta m z roku 1622. 

Dwa grosze litewskie Zygmunta m z roku 1626. 

Szeląg litewski Zygmunta III z roku 1623. 

Dwugroszówka koronna Jana Kazimierza z roku 1650. 

Grosz litewski Jana Kazimierza. 
6. F&bian Kozaryn. Talar brabancki Filipa IV z roku 1623. 

Dwie monety rzymskie Antonina Piusa i iony jego Faustyny. 

Dwuzłotówka Augusta III z roku 17&4. 



412 



Gro82 pragski Jana V z Xiy wieku. 
Półtorak koronny Zygmunta III z roku 1623. 
Grosz Prydryka II 'zięcia na Lignicy i Brzegu z roku 1543. 
Pół-abbas gruzyjski z Tyflis. 

Pietnastówka (15 kr.) Leopolda I cesarza z roku 1696. 
Szostak tegoi (6 kr.) z roku 1674. 
Grosz cesarza Karola YI z roku 1716. 
Grosz Józefa I cesarzli z roku 1705. 
Grosz tegoż z roku 1711. 
Solidus pruski Alberta I z roku 1539. 
Trzy sztuki półgroszków zatartych , pra?rdopodobnie Zyg- 
munta I. , 



ODDZIAŁ IV. 

OBBAZY I RYCINY, 

l.Jan Pilarski. Malowniczy atlas kolei żelaznej idącej 
przez Semmering. 

2. Franciflzek Grzybowski. 14 sztuk rycin przedstawia- 
jących portrety niektórych dowójdców i ró&ne aceny z osta- 
tniego powstania polskiego. ' 

3. Z legatu 8. p. Emanuela Kratochwila de Kron- 
bach urzędnika o. k. nadwornej kancelary i we 
Wiedniu Byciny przedstawiające rótne widoki Karpat gali- 
cyjskich w 29ciu sztukach wraz _z opisem onych w 6cia ze- 
szytach pod tytułem: Darstellungen aus dem K5nigreiche Ga- 
lizien insbesondere der Karpathen. (po niemiecku i francusko. 
Dzieło to zapisał L p. de Eronbach Zakładowi jako wdzięct- 
ną pamiątkę dłuiszego swego pobytu w Galicji; — nadmie 
nić tu Aalety, i± tenj^e tak miłe wspomnienia o Galicy i łj- 
wiący urzędnik jedeh exemplarz tego dzieła zapisał takie 
wiedeńskiej bibliotece uniwersyteckiej dla tego, że tak często 
polscy studenci daremnie onych poszukiwali. Słowa testamen 
tu: da so oft polnische Studenten fruclitlos damadi 
fragtenj. 



413 

4. Wiktor hr. Baworowski. Litografia prsedstawiaj^ea pa- 
łac w Strafi9owio 

ODDZIAŁ V. 

PAMIĄTKI I BOZMAITE RZECZY 

1. X. Józef Hołnbowicz. Bnla papieska Benedykta XIV 
datowana w Bzymie roku 1749 zatwierdzająca wszelkie pra- 
wa biskapstwa przemyskiego (na pergaminie z dowianą pie- 
^z'ccia). ' 

> Dyspensa przez Klemensa XIV papiefta dla Kaspra Świe- 
żawskiego i Anny z Ołogowskicfa Prekowej na ręce bisknpa 
chełmskiego tymże w sprawie małżeńskiej udzielona roku 
1775 (na pergaminie z pi^eczęcią ołowianą). 

Pozwolenie na kapliczkę domową przez Klemensa XIII pa- 
pieża Augustowi hr. Ulińskiemu i żonie jego udzielone w 
Kzymie dnia 20 kwietnia 1762 (na pergaminie) 

Dokument w języku hiszpańskim na pergaminie spisany, ty- 
czący się wili świętego Makarego (Villa desancte Mncary:, 
• datowany w tejże wili dnia 23 lutego 1490 roku. 

2. Antoni Sznajder. Sola-wexel na 20 kopiejek do dzie- 
rżawcy folwarldi w Tomaszowie z roku 1861. 

3 Kajetan Jabłoński. Urywek z rocznika 1863 Biblio- 
teki warszawskiej zawierający rozprawę darodawcy o życiu i 
pismach Franciszka Xawerego hr. Gozdawy Giżyckiego. 

4. Kazimierz br. Stadnicki. Skrypt Kajetana Ossolińskie- 
go na 76 dukatów dłużnych Antoniemu Stadnickiemu z dnia 
11 czerwca 1722. 

Bewerz hetmana Ogińskiego wydany Stadnickienlu dnia 10 
września 1797. 

Rewers Feliza Łubieńskiego na otrzymany wexel od Stad- 
nicki^o wydany w Warszawie dnia 28 października 1797. 

5. Bronisław Zamorski. Bilet skarbowy na 4 złp* z roku 
1794. 

Dyplom Augusta Ol. z roku 1759 moeą którego nadaje 
tenże król małżonkom Piotrowi i Annie Pazczołkowakim w 



• 



414 

dołjirocie wie< Niediwudówkę w du>nomii mołułowsUą} po- 
łożona 

Dyplom Aagasta m z roku 1759, nadający Piotrowi Pascsoł- 
kowskiemu włok picd po Ludwiku Krassowskim , włok siedm 
po Dorocie Sejbałowej i włok trzy i trzy ćwierci po Bartło- 
mieju Trockiewiczu we wsi Niedżwiadówce. 

Dyplom Stanisława. Augusta s roku 1781, mocą którego 
tente król mianujó Piotra Erassowskiego cliorą&ym w regi- 
mencie pieszym buławy wielkiej wojsl^ koronnego po postą- 
pieniu na porucznikowstwo urodzonego Konstantego Szcsepan- 
kiewicza^ 

6. X. Sofron Witwicki. Siedm gatunków minerałów kar- 
packich. 

7. Czosnowski z Wołynia. Ołówek w pochewce srebnej 
Juliana Niemcewicza darowany przez tego na pamiątkę Lud- 
wikowi Kropińskiemu, wraz z autografami Kropiuskiego i je- 
go córki Czetwertyńskiej, udowadniającymi rzetelnośó pocho- 
dzenia tej pamiątki. 

Ołówek ten służył Niemcewiczowi w jego podróżach. 

8. X a w e ry 6 o d e b s k i. List Franciszka Bojemskiegodo Ctefana 
Komorowskiego pisany z Warszawy ^dnia 4. września 1749. 

List Jana Małachowskiego do J. Komorowskiego s dnia 4 
września 1758. 

List Kajetana Sołtyka do J. Komorowskiegę a dnia 8 
września 1758. 

Konnotacya kwitó# Stefana Komorowskiego z lat 1747 i 
1749. 

9. X. Sadok Barącz. Dekret ziemski województwa smoleń- 
skiego wydany w sprawie Papłońskiego z konwentem smo- 
leńskim sięży Dominikanów (w języku ruskim z dwoma pte- 
czadami). 

Tray kwity moskiewskie za dostarczony wojsku prowiant w 

latoch 1709 i 1735. 
10. Leoncyusz Wybranowski. Wykopalisko s Pompej 

lampa rz3rm8ka z gliny w formie kaganka. 
!!• Władysław Bylski. Bożek egipski Apis, spiżowy. 



416 

12. Tomasz Bybicki. Znak wojenny, Signum legii rzjtil- 
skiej, wykopany w Myszkowie w obwodzie czortkowskim mię- 
dzy Seretem a Dniestrem roku 1862. Jestto rączka bronzo- 
wa, trzymająca w palcacb knlę ziemską, na której widać 
resztki odłamanycb stóp bogini zwycięstwa, Wiktoryi. Na rę- 
ce niżej dłoni czyta się następujący napis starożytny: J(ovi) 
O(ptimo) M(aximo^ Doliceno Salns Optio Cohors Ima bisp, 
Y^otum) S(olvit) L(egio) M(erito).