(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Dziea. Wyd. nowe. Pod red. Narcyzy michowskiéj z dodaniem yciorysu i objanie"

fSĄ 



DZIEŁA 

KLEMENTYNY Z TAŃSKICH HOFMANOWiJ. 



óH 



DZIEŁA 



KLEMENTYNY Z TAŃSKICH 




WYDANIE XOWE 

pod redakcy^ 

NARCYZY ŻMICHOWSKifiJ 

z dodaniem 
ŻYCIORYSU I OBJAŚNIEŃ. 

TOM iii. 



WARSZAWA. 

NAKŁADEM SPÓŁKI WYDAWNICZEJ KSIĘGARZY: 

GEBETHNER I WOLFF. MAURYCY ORGELBRAND. 

MICHAŁ GLIJCKSBERG. G. SENNEWALD. 

EDWARD WENDE. 

1876. 









; 1 : 1972 

V Of 10' 


^osBOJieHO II,eH3ypoK) 


Bapmaea, 3 


Jle«a6^x 1875 




fC- 




7/f8 




^C</ 




ISIS" 




t.3 



DruK J. Ungra, Warszawa, Nowolipki Nr. 2406. 



Listy Brata i Siostry. 

LIST PIERWSZY. 

Zdzisław do Wandy. 

Pierwszy raz w życiu odbieram list od ciebie kochana 
Wando, i przyznaję, że mi wielką radość sprawił. Piszesz 
że tułając się długo po obcych domach, osiadłaś nareszcie 
u Ciotki naszśj, która już za córkę cię uważa. Zaczęła 
swoją opiekę od przedstawienia ci twoich obecnych 
powinności, i ona pierwsza cię nauczyła, że nie mając ro- 
dziców, w starszym bracie powinnaś widzieć opiekuna i ojca. 
Rozrzewnił mnie twój list, i słodką ku Ciotce przejął wdzię- 
cznością; w samśj rzeczy rodzeństwo osierocone, więcćj od 
innego kochać się powinno, a wzajemnćm przywiązaniem 
łagodzić wspólną i niepowetowaną rodziców stratę... Ale 
dlaczegóż kochana siostro, te uczucia po francuzku wyra- 
żasz? wszakeśmy oboje Polacy? wszak w kraju polskim mie- 
szkamy? po polsku więc pisuj do brata. Mowa ojczysta naj- 
milsza i najprzyzwoitsza każdemu, wyrazy przywiązania 
w niśj kreślone, jeszcze snadniej do serca trafiają, bo sam 
dźwięk narodowego języka słodko to serce porusza... Pa- 



miętam, żeś od dzieciństwa wielką, wróżyła do wszystkiego 
zdatność; wiem że gdziekolwiek byłaś, wszędzie twoją, pil 
ność chwalono: z odebranego świeżo listu widzę, że te na- 
dzieje i te pochwały mylnemi nie były, w dwunastu leciech 
trudno tłómaczyć się gładziśj i jaśniej, a jeszcze w obcćj 
mowie; wyglądam zatem z praw^dziwą niecierpliwością; listu 
od ciebie po polsku napisanego. AYierzaj mi, podwoi się tym 
sposobem wdzięk korrespondencyi naszśj, bo gdzież szukać 
milszój mowy odmowy naddziadó w? iw jakiśjżeby uczucia i my- 
śli łatwiśj wydać można jak w tśj, która najpierwej usta nasze 
przemówiły. 



LIST DRUGI. 

Wanda do brata 

Biorąc pióro, żeby do ciebie pisać dzisiaj, mój kochany 
bracie, doświadczam daleko bardziśj większego kłopotu, jak 
kiedym do ciebie pisywała po pierwszy raz. To jest wielka 
szkoda, że nie ma tylko listy pisane po polsku, które ci są 
przyjemne, bo ty mi odbierasz tędy całą możność rozma- 
wiać z tobą w języku, co ja posiadam daleko lepiej jak mój, 
i co umiałby daleko lepiej malować moje uczucia. Może 
być jest to źle, ale to jest, jak mnie wychowano. Czuję 
sama, że ja ci prawię tutaj nie do rzeczy, ale chciałabym 
tak mocno dowieść całe moje przywiązanie, i mićć z twoich 
nowin, że wolę lepiej ci posłać te wyrażenia śmieszne, jak 
chować milczenie, i być pozbawioną z twoich listów... Ale 
ty mi darujesz krótkość tego; trzeba żebym się ćwiczyła 
nim będę mogła ci zrobić jeden bardzićj długi, a potćm, nie 
umiałbyś uwierzyć jak to mi jest trudne związać co, w tym na- 
tłoku słów i wyrażeń z jednego języka i z drugiego, które 
się przedstawiają mojej myśli; zaledwie ja mogę znaleźć 
wyrazy, żeby tobie powiedzieć że ciebie kocham i ciebie 



szacuję z całego mego serca... Jestem doprawdy tak zakło- 
potana, i ten list mi wziął tyle czasu, że ja cię błagam, że- 
byś raczył mnie uwolnić od ciężkiego obowiązku pisać do 
ciebie po polsku... Ale jeżeli ty masz się gniewać, wolę 
lepiej być odmówioną. Będę się ćwiczyć tyle i tyle, że na 
koniec rzecz się zrobi łatwa; czyż nieprawda? mój kochany 
bracie, ty za to pokochasz lepiej twoją małą i posłuszną 
siostrę 

Wmide. 



LIST TRZECI. 

Zdzisław do siostry. 

Wiesz com zrobił z twoim polskim listem? nie doczy- 
tawszy go rozdarłem. "Wybacz Wando, ale w pierwszej 
chwili nie mogłem się wstrzymać. Wiesz com jeszcze zro- 
bił? oto na nieszczęście wpadł mi zaraz potem pierwszy 
twój list w rękę i ten podarłem, bom się szczerze na ciebie 
rozgniewał. Tak dobrze na wiek swój obcym pisząc językiem, 
jak możesz w ojczystym takie brednie prawić? Wstyd mnie 
za ciebie, a gdy sobie przypomnę, żeś gotowa do uznania 
tego błędu, szczerze cię żałuję. Nazwałaś mnie sama swoim 
opiekunem i ojcem; starszy od ciebie sześcioma laty, mam nie- 
jakie prawo do użyczania ci rad dobrych; nie dziwuj się 
więc, jeśli do ciebie po ojcowsku napiszę: pochlebiam sobie 
że i ciotka gniewać się na mnie nie będzie; ona dobrocią 
swoją tę śmiałość mi nadała. 

Na miłość którą masz ku mnie, zaklinam cię siostro, 
wejdź w siebie, zastanów się, i uznaj, jaką to jest niedorze- 
cznością przyswajać sobie obcą mowę, w niej jedynie mówić, 
czytać, pisać, mając własną tak piękną i bogatą. Wiem nie- 
stety! że ten przesąd jest niemal powszechnym u płci two- 
jśj; że pomimo pozornej jakowejś odmiany, ciągle u was obcy 



_8^_ 

język nad ojczystym przewodzi; wiem, że plemię wzrastających 
dziew^cząt, niewielkie postępy mowie naszśj wróży; wiem, że 
gdybym w tój chwili mógł przejrzeć cudem jakim wszystkie 
dziewczynek twego wieku i stanu, dzienniki, listy, zeszyty, 
imienniki, modlitwy nawet, znalazłbym wszędzie francuzki 
język w robocie, a zaledwie odkryłoby się dziesięć na sto, 
które ojczystą zamiłowały mowę. Lecz ta ślepota im po- 
wszechniejsza, tćm więcśj szkodliwa i bardziej bolesna. Ję- 
zyk polski drogą jest po ojcach naszych spuścizną, za jego 
jedyną pomocą możemy podnieść literaturę krajową. Jakżeby 
gardzić tym skarbem!.. 

Twój list rozgniewał mnie, ale gdym się nad nim za- 
stanowił, boleść miejsce gniewu zajęła, i nie do ciebie je- 
dnćj, ale do wszystkich rówiennic twoich głęboki żal po- 
wziąłem. Ach! pomyślałem sobie, gdybym miał z dziesięć lat 
więcej, gdybym już pisał dobrze, zrobiłbym odezwę do 
wzrastających dziewcząt za mową ojczystą; możeby moje 
słowa do ich serc trafiły. Ale tak, cóż uczynić mogę? 



LIST CZWARTY. 

Wanda do brata. 

O mój Tiochany bracie! jakiemże szczególnym uczuciem 
twój list i twoja odezwa mnie przejęły. Strapiona żem to- 
bie przykrość sprawiła, żem cię rozgniewała, zawstydzona 
wymówkami twemi, przekonana uwagami zaczęłam od tego, 
żem się rozpłakała. Przyszła na to Ciocia z Wujaszkiem 
i oboje zupełną słuszność twoim słowom przyznali; moje 
zaś łzy pochwalili, zachęcając do jak najprędszój poprawy. 
„Tak — mówił Wujaszek —bardzo słusznie Zdzisław pisze, 
zostawione to jest wzrastającym dziewczętom upięknić ję- 
zyk polski i więcćj go upowszechniać. W tak młodym wieku 
mogą, skoro zechcą szczerze, dać swemu krajowi ten dowód 



miłości i przyczynić się do jego chluby. Ty Wando — do- 
dał, obracając się ku mnie — czytaj ten list brata wszystkim 
młodym przyjaciółkom twoim, a co więcój usłuchaj go sama, 
zobaczysz że twój przykład wiele za sobą pociągnie; bo 
mylne jest zdanie tych dziewcząt, które mówią: Cóż z tego, 
że ja będę mówić, czytać i pisać po polsku: cóż ja jedna 
pomogę, kiedy prawie wszystkie panienki mego wieku ina- 
czej czynią. Powtarzam, jeden dobry przykład czasem wiele 
sprawi; a wreszcie dająca go, już ma to przekonanie, że 
się w niczem nie przyczynia do rozszerzenia złego. Słuchaj 
więc brata! powiedział jeszcze Wujaszek. — Dobrze, odpowie- 
działam, ale proszę mnie nauczyć, jak się mam wziąść do 
spełnienia jego woli. Jabym bardzo chciała umieć dobrze 
po polsku, ale nie wiem jak zrobić? — „Zapytaj się Zdzi- 
sława, ja mu nie chcę odbierać chluby jemu należnej; niech 
on tobą kieruje, jemu samemu bądź winna twoje nawróce- 
nie; ja podejmuję się tylko poprawiać listy do niego: bo po- 
cóż go martwić tą francuzką polszczyzną? i pocóż ty masz 
się wprawiać w tak nieznośny sposób pisania." Tak uczynił 
dobry Wujaszek; ja napisałam ten list do ciebie moim spo- 
sobem. Wujaszek czytając go śmiał się i gniewał. Jak go za- 
czął poprawiać, tak wszystko prawie przemazał i ledwie 
kilka słów moich zostało. Ale to mnie wcale nie zniechęca, 
chcę szczerze nauczyć się dobrze po polsku, chcę jak mó- 
wisz przyczynić się do chwały kraju mojego; ta myśl na- 
pełnia mnie nawet słodką i szlachetną dumą i podnosi mnie 
w własnych oczach! chcę także godną ciebie okazać się 
siostrą... Ty bracie nie opuszczaj mnie, dokończ tego coś 
zaczął; napisz mi dokładnie, jak sobie mam teraz postępo- 
wać. Już na chęci nie zbywa, ale jeszcze sposobności nie 
ma. Jakże szczęśliwą będę, gdy późnićj sama bez niczyjej 
pomocy list do ciebie prawdziwie po polsku napiszę; bo 
i ten dodatek Wujaszek poprawiał. 



10 



LIST PIĄTY. 

Zdzisław do siostry. 

Luba Wando! otóż teraz cię kocham, otóż teraz się 
szczycę, żeś jest siostrą moją. liadbym cię uściskał, za ten 
dowód przywiązania do brata; żałuję żem się mógł gniewać 
na ciebie, żem był łez twoich przyczyną... Pocieszam się 
jedynie myślą, że ten gniew i te łzy na dobre ci wyjdą. — 
I ty i Wujaszek chcecie oboje bym dokonał zaczętego dzieła, 
i wskazał ci sposoby poprawienia się z szkodliwego nałogu. 
Pochlebia mi ta chęć wasza, ale podobnobym jej sam zado- 
syć uczynić nie potrafił; młodym będąc, mało mam nauki, 
mniej jeszcze doświadczenia. Ale właśnie jak gdyby na 
szczęście zrobiłem przed kilkoma miesiącami znajomość, która 
nam teraz wielce się przyda. Poznałem osobę dwudziesto 
kilko letnią, posiadającą język francuzki, prawie tak dobrze 
jak wszystkie lepiej wychowane Polki, a przytem mówiącą 
i piszącą po polsku jak nie wiele kobiet w naszym kraju. 
Ten jej przymiot ponętą był dla mnie, starałem się widy- 
wać ją często, rozmawiać z nią, bywać w jćj domu, i doszło 
do tego, że mnie uważa jak brata. Gdym więc odebrał list 
twój ostatni, przyszło mi na myśl zasięgnąć jej rady, nim ci 
odpiszę, i zapytać jćj się jakim sposobem wśród powsze- 
chnćj prawie zarazy, potrafiła jej uniknąć? Chcąc ufnością 
na jćj zaufanie zasłużyć, poniosłem jej listy twoje. Wj-slu- 
chała mnie z uwagą; gdym skończył: „Szczęśliwa siostra 
twoja — zawołała — że w tak młodym wieku do tćj poprawy 
się bierze; nierównie jej łatwiej przyjdzie, aniżeli mnie: ja 
siedemnaście lat już miałam, a jeszcze mowa ojczysta była 
mi prawie obcą; uwiedziona niemal powszechnym przykładem, 
przyzwyczajona od dzieciństwa uczyć się wszystkiego w fran- 
cuzkim języku, wzrosłam w tem przekonaniu, że niepodo- 



11 

bną jest rzeczą dla kobiety napisać list, lub cokolwiekbądź 
iiinego po polsku. Do tych lat więc francuzka mowa by^a 
jakby rodowitą dla mnie, nie umiałam w ojczystej kilku 
słów gładko skleić, a jednak dziś uleczona z tego przesądu, 
jeśli zupełnie dobrze nie mówię i nie piszę, nie mam przy- 
najmniej powodu do wstydzenia się za moją polszczyznę"..- 
Gdym to usłyszał, błagałem jej usilnie, żeby mi raczyła po- 
wiedzieć, jakim sposobem ta cudowna przemiana w nićj się 
stała, jak nabyła tej potrzebnej znajomości? Odpowiedź jej 
dosłownie tu wypiszę. ,,W Pamiętniku Warszawskim, nie 
pamiętam dobrze z którego roku, mówiła, była piękna za 
językiem polskim przemowa, i ta tak do mojej duszy tra- 
fiła, żem nagle w sobie uczuła wzruszenie, a razem wstyd 
i żal niezmierny, iż dotąd tak mało dbałam o ojczystą mowę. 
Natychmiast umyśliłam się poprawić, nie zrażać się bynaj- 
mniej trudnościami, i niezmęczoną pracą czas stracony od- 
zyskać, błąd popełniony nagrodzić. Najprzód zastanawiałam 
się nad sposobami poprawy, i taki był owoc uwag moich. 
Mając głowę napełnioną francuzczyzną, uznałam, że wypa- 
dało koniecznie zaniechać zupełnie na czas jakiś czytania 
ksiąg francuzkich i zająć się jedynie polskiemi, ażeby zapo- 
mnieć cokolwiek trybu obcćj mowy, i przejąć się prawdzi- 
wym narodowym tokiem. Czytałam więc pilnie klasycznych 
naszych pisarzy. Chcąc potem wziąść się do pióra, boć 
i pisać dobrze każdej lepiej wychowanej kobiecie należy^ 
wyrzekłam się wszelkich tłómaczeu, gdyż się przekonałam, 
że przekładać z francuzkiego na polskie, tym jedynie wy- 
pada, którzy są w mowie ojczystej ugruntowani; inaczej 
przejmują nieznacznie składnią słów francuzka, a ta jest 
zupełnie naszej przeciwna. Dla nabycia niejakiej w pisaniu 
wprawy, tego użyłam sposobu: wzięłam Krasickiego tak 
śliczne i moralne dzieła prozą pisane; zaczęłam od powie- 
ści jego; wybrałam krótką, oto jak dziś pamiętam, tę która 
Powieści Arabskiej tytuł nosi; przeczytałam ją kilka razy 



12 

z uwagą, a potom zamknąwszy książkę, napisałam całą 
z pamięci. Tak czyniłam z innemi Krasickiego powieściami, 
z uwagami jego, i gdym prawie wszystkie przeszła, zna- 
cznój biegłości w pisaniu polskióm nabyłam. Wtedy sma- 
kując codzień więcćj w rzeczach ojczystych, zapragnęłam 
nauczyć się dokładnie dziejów kraju mojego. Ich czytanie po- 
dwoiło tę chęć we mnie, wzięłam Wagę, Albertrandego, Bandt- 
kiego, Naruszewicza, póki go starczyło; czytałam w każdym 
z tych pisarzy opis jednego panowania, lub pewnój epoki^ 
a potom zebrawszy w jedno te rozrzucone tu i owdzie wia- 
domości, pisałam treść ich z pamięci. Było pracy i gryz- 
mołów dosyć, ale to ćwiczenie wyuczyło mnie dobrze dzie- 
jów polskich i wprawiło w styl czysty. Wtedy wzięłam się 
do tłómaczeń, ale więcćj tłómaczvłam z niemieckiego, niżeli 
z francuzkiego. Wszystkie zaś te piśmidla poprawiała mi 
osoba znająca doskonale gramatykę Kopczyńskiego. Nie 
wyszło trzech lat, kiedym tyle nabyła biegłości w mowie 
ojczystej, że już czysto i poprawnie piszę. Odtąd język fran- 
cuzki jest tylko u mnie posiłkowym językiem, czytam w nim 
piękniejsze dzieła, mówię i piszę kiedy do tego przymuszoną 
jestem, ale mowa ojczysta jest główną, zwyczajną i ulubioną 
mową moją; i to j^j zamiłowanie tyle mi przyjemności 
sprawia, tak nawet zaspokaja sumienie, że wszystkim zna- 
jomym tę poprawę zalecam, i prawdziwie szczęśliwą jestem 
gdy mi się którą nawrócić uda. Do siostry twojćj, dodała 
uprzejmie, już wielką skłonność czuję, i zawczasu proszę 
ażebyś mnie o jćj postępach uwiadomił." 

Jakieżbym ci mógł, droga Wando, lepsze rady przesłać 
nad te słowa przykładem stwierdzone, zapewne i Wujaszkowi 
się podobają. Słuchaj ich więc, weź się do czytania polskich 
książek, przez te kilka lat zwiększyła się znacznie ich liczba; 
weź się do pisania: zacznij także od Powieści Arabskiśj Krasic- 
kiego; jest w tomie szóstym na karcie 88, wydania Dmochowskie- 
go. Zgromadź polskich dziejopisów, będziesz mogła łatwo mieć 



13 

zbiór nierównie znaczniejszy, gdyż w tycli czasach co rok 
pomnażają się skarby nasze historyczne. A nadewszystko 
pracuj usilnie, nie myśl po francuzku chcąc po polsku pi- 
sać; proś kochanego Wujaszka, żeby ci poprawiał prace 
twoje, a nie wątpię, że jeszcze prędszy i pomyślniejszy 
skutek twoje usiłowania uwieńczy, bo wszyscy mową, że im 
kto młodszy, tśm mu łatwiejsze każde przeistoczenie. Pra- 
cuj więc, luba siostro, naucz się dobrze pisać po polsku, 
a uradujesz twojego 

Brata- 



LIST OSTATNI. 

Wanda do brata. 

Twój list ostatni, kochany bracie, czytałam już trzy 
razy, a zawsze z nową radością; już teraz ani wątpię, że 
i ja kiedyś nauczę się dobrze po polsku. Kiedyć w siedem- 
nastu leciech, można nabyć tej wiadomości, w dwunastu je- 
szcze łatwiej do niej się wprawić! Słuchać będę ślepo 
i z największą przyjemnością twojej i tćj osoby rady. Tak 
mam głowę tą przemianą zajętą, że mi się aż dzisiaj coś 
o niej śniło. Zaraz jutro wezmę się do żądanej pracy, 
a przez cały dzień dzisiejszy same przygotowania robię. Już 
mam zeszyt na powieści Krasickiego, już tom szósty pism 
jego w)-jęty z biblioteki. Powieść Arabska "papierkiem na- 
znaczona, już mam Faleńskiego, Miklaszewskiego, Wagę 
z dodatkami Lelewela, całą librę papieru na gryzmoły i śli- 
czną książkę ponsową od Cioci do przepisywania treści na 
czysto. Może ja kiedy tę historyą i do druku podam, bo to 
będzie moja własna robota, i zupełnie nowa. Wujaszek 
obiecał mi dostarczyć jeszcze więcej historyków polskich, 
obiecał także święcie poprawiać cokolwiek napiszę; a jak 
jego nie będzie w domu, to poproszę nauczyciela moich ku- 



14 

zynów. Nie uwierzysz, kochany bracie, jak jestem szczęśliwa, 
jak się cieszę z tych nauk. Szkoda, że Krzemieniec tak 
daleko, posyłałabym ci kopie tego wszystkiego co pisać będę. 
Ale nie, nie poślę żadnej; prędzej do nas przyjedziesz, 
a wtenczas z jakąż dumą stanę przed tobą. Jaka to bę- 
dzie radość popisywać się z tak potrzebną i chwalebną umie- 
jętnością przed tym, któremu ją winna będę. Bywaj zdrów 
kochany, jedyny, drogi bracie, kłaniaj odemnie tej Osobie, i po- 
dziękuj że się mną interesować raczy. Może to będzie nie 
pięknie, ale mnie się zdaje, że ją prześcignę, i prędzej jak 
we trzech leciech lepiej od niój pisać i mówić będę po pol- 
sku. Już w tym liście Wujaszek cokolwiek mniej błędów znalazł; 
bo też w tym czasie przeczytałam kilka książek polskich. 
Bywaj zdrów, i pewny o przywiązaniu i wdzięczności twojej 

Siosirij. 

Może młodym czytelnikom miło będzie dowiedzieć się, 
że Wanda codzień większe postępy w mowie ojczystej czy- 
ni, codzień w niej więcej smakuje, i codzień wdzięczniejsza 
jest bratu, iż ją namówił do tak miłej i potrzebnej nauki. 
Zdzisław zaś dumny z nawrócenia siostry, ujęty jej powol- 
nością, pochlebiając sobie, że jej przykład nie jedne młodą 
dziewczynkę zachęci, chwyta skwapliwie każdą sposobność 
okazania jćj przywiązania swego, i nawet pracy ku temu 
nie szczędzi. Tak w czasie przeszłorocznych wakacyi, prze- 
czytał umyślnie dla siostry niektóre dzieła kilku dawnych 
i sławniejszych pisarzy naszych, których ona dla młodocia- 
nego wieku swego, i dla ich rzadkości, czytać całkowicie nie 
może i wypisał z każdego treść i wyjątki, za pomocą któ- 
rych, jeśli nie dokładną znajomość, to przynajmniej wyobra- 
żenie powziąść można tych szacownych literatury naszej 
zabytków. Te wypisy swoje ofiarował Wandzie w dzień Nowego 
Roku i nazwał je Kolędą Polki. Wanda przyjęła ten dar 
z najwyższą wdzięcznością, a nie chcąc sama jedna z niego 



15 



korzystać, pozwoliła udzielać go cząstkami rówienuicoin swoim. 
Nie wątpię, że z równą jak ona przyjemnością czytać go 
zechcą. 



WYJĄTKI 

SŁUŻĄCE DO UKSZTAŁCEIA SERCA I STYLU. 

żywot człoAYieka poczci\veg'o. 

Przez MIKOŁAJA REJA. 
Krótka wiadomość o pisarzu i o dziele. 

Mikołaj Rej, herbu Oksza, urodził się w Żórawin mia- 
steczku ruskićm, nad Dniestrem, r. 1515, w sam Wtorek mię- 
sopustny; zkąd jak mówili spółczesni wziął się w nim smak 
do pustoty, który do późnej starości zachował, będąc do 
końca życia wielkim żarłokiem i dziwnie krotofilnym. Rok 
śmierci Reja jest niepewny, wiadomo tylko, że sędziwych 
lat doczekał. Ojciec jego Stanisław, miał go z drugiój żo- 
ny s\vojej Barbary Herburtównej i miał jedynakiem. Pie- 
ścił go też na wyścigi z matką, nie dając uczyć niczego, tylko 
karmiąc i tucząc jakby cielątko i pobłażając psotom. Na- 
myślił się nareszcie, mimo płaczu żony, na wyprawienie go 
do szkół; ale wnet sam stęskniony za synkiem, odebrał go 
zaledwie czytać i pisać umiejącego, tusząc sobie że dowcip 
jego wrodzony zastąpi dalsze umiejętności. Przecież gdy 
młodzieniec doszedł do lat dwudziestu, a nic nie umiał 
i niczem nie był, wstyd ogarnął rodziców i oddali go An- 
drzejowi Tenczyńskiemu wojewodzie sandomierskiemu. Był 
to jeden ze znakomitych panów ówczesnych, mąż zacny 
i mądry, na dwór którego garnęli się uczeni; polubił on 



16 

młodego Reja i rozpoznał w nim zdatność niepospolitą, acz 
bynajmniej nie ćwiczoną,. Wprawiał go więc w polskie li- 
sty, księgi dawał mu do czytania, a nadewszystko przysłu- 
cłiiwać mu się kazał rozmowom zacnycli osób. Począł tedy 
potrocliu nasz Mikołaj rozeznawać i rzeczy i liidzi i to 
czego mu niedostawało; jął się muzyki, poduczył się nie 
źle łaciny, a niebawem do tego przyszło, że i pisać za- 
czął z głowy. Pieśni nabożne i świeckie, wiersze rozliczne* 
wszystko jak z rękawa sypał, a najczęścićj nocą, bo we dnie 
jadł, pił, używał świata i ożywiał dwór Tenczyuskiego we- 
sołością, żartami, a nadewszystko obżarstwem swojćm, któ- 
rego dawał chętnie potężne dowody. Wkrótce dał się ró- 
wnież poznać i na dworze starego króla, i tam równąż 
wziętość uzyskał: nie pochodziła ona może tyle z szacunku 
ale więcój z tego, iż rozśmieszał i bawił, i że wreszcie 
wiersze, pisma, igraszki słów były wówczas jeszcze nowoś- 
cią; pobłażano im przeto, jak pobłażamy dzieciom w ich 
ladajakich konceptach, kiedy dopiero mówić zaczynają. 

Rej mając życie łatwe i przyjemne, nie przykładał się do 
nauk, jakby był mógł i powinien; co gorsza, nieugruntowany jak 
przystało w wierze ojców, niebaczny w zawieraniu zwią- 
zków przyjaźni, wdał się z licznymi wówczas różnowiercami 
a przyjąwszy ich zdania, pisał przeciw katolikom. Atoli 
we wszystkiem niestały, wkrótce ich porzucił, i znowu za 
Rzymem obstawał; postępowanie, które mu ściągnęło zacię- 
tych nieprzyjaciół w obudwóch obozach, a złości i potwarzy 
wtedy przeciw niemu miotanych, do dziś dnia czas ani zmył, 
ani odsłonił zupełnie. Dotąd Rej lubo ma szczerych wiel- 
bicieli, ma i takich jeszcze, którzy go nielitościwie potę- 
piają i jako pisarza i jako człowieka; wady zaś jego i błędy 
były raczćj wychowania i lekkości, niźli zepsutego serca 
skutkiem. — Przyszedł tćż i na niego wiek, kiedy się zna- 
cznie ustatkował; ożenił się z panną Rosnówną z Sędzi- 
szowa; a ta mu trzech synów powiła. Zbogacony jśj wia- 



ii 

nem, darami dwóch królów i stryja, mieszkając w Nagło- 
wicach, założył dwa miasteczka: Okszę i Rejowiec od herbu 
i nazwiska swego. Nie pnąc się do żadnych dworskich 
urzędów i tytułów, obywatelskiemi nie gardził; był po kilka 
razy posłem ziemskim, a życzliwy swemu krajowi, przytśm 
zawsze świat lubiący i dworu ciekawy, nie tylko żadnego 
sejmu ale żadnego zjazdu, żadnej koronnej sprawy nie omie- 
szkał: owszem w każdej miał udział, jeżeli nie czynny, to 
przynajmniej uważający. W lata zachodząc począł też, 
i czytać więcej i pisać inaczej; czytał mianowicie Pismo 
Święte, wtedy już u nas godnych tłómaczy polskich mające, 
tłómaczył je sam, wziął się do pisania niekiedy prozą, która 
u niego nierównie jest lepsza od wiersza; wydał Zwierzy- 
niec stanów szlacheckich, Życie i sprawy Józefa Patryarchy, 
Rady dla białych głów, dla kmiotków dyalogi rozmaite, po- 
stylle i wiele innych rzeczy. Lecz najcelniejszem jego dzie- 
łem było i jest: Żywot człowieka poczciwego czyli jak je 
słusznie nazywał: „Zwierciadło albo kształt, w którem ka- 
żdy stan snadnie się może swym sprawom przypatrzyć jako 
we zwierciedle." — Napisał je z serca, tchem jednym, a już 
miał wtedy lat przeszło pięćdziesiąt. Bawiąc czas jakiś w Mo- 
gilanach, u kasztelana krakowskiego, Spytka z Mielsztyna; 
patrząc na żywot poczciwy tego zacnego pana, coś go mo- 
cno pobudziło, aby to co widział, na papier przenieść; za- 
czął dzieło w Srodopostną Niedzielę, a dokonał w świąte- 
czny Wtorek, i niebawem dał do druku; bo był to pisarz 
nie z nauki, tylko z przyrodzonej łatwości i daru. Pisma 
tćż jego wszystkie, a nawet to najlepsze bez wad nie jest; 
ma niepoprawności, grubijaństwa, miejsca rozwlekłe, powtó- 
rzenia, ale z wielu względów jest nieocenione: szczere, natu- 
ralne, prostomyślue, -niekiedy wymowne, żywo i wiernie ma- 
luje ówczesnych Polaków. Niemamy drugiej takiej pamiątki 
po owych wiekach, równie wiernego obrazu obyczajów ów- 
czasowych i domowego życia. Czytając „Żywot człowieka 
Dzieła Hofmanowej. Tom III. 2 



18 

poczciwego" przenosimy się zupełnie w tamte odległe czasy 
i poznajemy stan rzeczy lepiej niźli z najgłębszycłi dzieł 
liistorycznych. Jest on jak portret zrobiony z natury a po- 
dobny; nie znając nawet osoby, którą wystawia, poznasz że 
trafiony; i ma dla ciebie wdzięk prawdy, wdzięk niczem nie 
zastąpiony, choćby tóż pędzel i farby nieco były grube. 
Praca Keja tóm jest szacowuiejsza, iż arcynarodowym 
pisarzem nazwać go można: chociaż nauczył się łaciny i cytuje 
ją często, przecież właściwie mówiąc, nie pisał tylko po 
polsku, a co ważniejsza, jak sam o sobie powiada: „Z granic 
Polski milę nigdzie nie wyjechał." Wyrażenia więc jego 
„myśli" postrzeżenia, rady, obrazy, porównania, malują do- 
kładnie charakter owego wieku, a zbierał je nie tyle z ksiąg 
co z ludzi, bo i prawo pospolite i potrzeby narodu poznał 
z obejścia, z doświadczenia, raczój przy kieliszku niż przy 
kałamarzu. Śmiało zatem rzec należy, iż „Żywot człowieka 
poczciwego" Mikołaja Reja, jakkolwiek z pośpiechem napi- 
sany i niepoprawny, winien być jedną z pierwszych książek 
polskiej biblioteki, a ci którzy przyszedłszy do lat dojrzałych 
nie przeczytali go choć raz, wstydzić się mają tej oboję- 
tności. Do dzisiejszego dnia każdy znajdzie w tćm dziele 
prócz wiadomości dawnych czasów, nie jedną naukę na obe- 
cną chwilę, moralność rzetelną i religijną, rady zdrowe, 
a dla języka, dla stylu, mimo długich niekiedy peryodów, 
mimo niektórych przestarzałych wyrazów, mimo zbytecznego 
upodobania w zdrobniałych nazwaniach, będzie zawsze 
w prostocie i czystości swojej wyśmienitą szkołą. Zna- 
chodzi się w nićm nawet, czytając je z uwagą, źródło wielu 
przysłowiów naszych, powiastek, i sposobów mówienia, które 
dotąd powtarzamy uiewiedząc zkąd się wzięły i co znaczą. 
Wielkim także przymiotem tego dzieła jest wesołość. Jest 
miejsc wiele, które czytając choćby samemu, ani podobień- 
stwa wstrzymać się od śmiechu, a dar ten obok obyczajności 
wielki jest. Nierównie łatwićj piszącemu rozrzewnić jak 



19 

rozśmieszyć czytelnika; wreszcie wesołość w pisarzu zawsze 
więcćj zajmuje. Układ tćj pracy Reja jest niewymuszony 
a logiczny, w podobieństwie do życia człowieka, które od 
kolebki do grobu przedstawia; dzieli się na trzy główne 
części czyli księgi, a te znowu na rozdziały i nagłówki. — 
Całe napisane prozą; na początku tylko i na końcu każdój 
księgi umieścił bardzo liclie wiórsze. Niniejsze wyjątki ze 
wszystkich trzech ksiąg wypisane, lubo stosownie do okoli- 
czności i do osób jakim są przeznaczone, objąć nie mogły 
wielu celnych miejsc Żywota człowieka poczciwego, prze- 
cież dadzą, jak się spodziewam, wyobrażenie rzetelnych 
zalet i właściwego rodzaju tego autora. Będąc wypisane 
nie dla lingsvistów ale dla młodzieży, użytą do nich została 
pisownia nowsza niż w oryginale i dopuszczono się niektó- 
rych małych odmian, jako to: te zamiast //^j/, one za ony^ 
co w miejscu czo, go za gi i t, d. Co do wyrazów prze- 
starzałych, któreby od osób młodszych i nieświadomych 
języka mylnie zrozumiane być mogły; obok dawnego wy- 
razu położony jest dzisiejszy lub tamtego objaśnienie, o ile 
się to uczynić dało przy braku wszelkich słowników. 



WYJĄTKI 

z Żywota człowieka poczciwego. 

KSIĘGI PIŻRWSZE, 
obejmujące żywot człowieka od urodzenia jego aż do średnich lat. 

Ja/ro Bóg stworzyć raczył człowieka. ,^Chcąc aby z tćj 
marnćj ziemi powinna cześć a chwała Bogu Wszechmogące- 
mu szła zawdy, stworzył człowieka w niewinności, w świą- 
tobliwości i w nieśmiertelności, mało nie jako i anioła; je- 



20 

dno iż różDO tego w widomem ciele, a anioła zasię zaś 
w niewinności. A niechcąc go tak zaniechać jako pustelni- 
ka, powiedzieć raczył: „Iż źle mu być tak samemu, trzeba 
mu jakiego podpomożenia.*' I stworzył mu niewiastę tóż 
urodą podobną kniemu, ale która jednak mdlejszego już 
była przyrodzenia i namówiła człowieka do złego." 

O różności i dziwach .stworzenia. ,,Patrzajże jako tu 
widzimy na tej nędznej ziemi rozmaite różności w przyro- 
dzeniu, tak między zwierzęty, także między rozlicznemi pta- 
ki, rybami, drzewy i między zioły rozmaitemi, tak iż każde | 
stworzenie wedle natury swej a wedle raz uczynionego de- 
kretu Pańskiego musi używać obyczajów i przyrodzenia 
swego, a nigdy się już żadne inaczej odmienić nie może, 
już tak aż do skończenia świata wszystkiego. A cóż jeszcze 
rozumieć masz o onych mocach niebieskich, w jakich je 
dziwnych różnościach, sprawach i możnościach ten Pan, we- 
dle woli swej świętćj postanowić raczył. O czćm nam dzi- 
wno i myśleć i mówić, bo tego rozum człowieczy żaden wła- 
śnie nigdy zrozumieć nie może. Acz tego potem Pan z łaski 
a zmiłosierdzia swego ludziom uczonym, a łaską jego ozdo- 
bionym dopuścił był potrosze rozumem dosiądź i wyro- 
zumieć." 

Wpływ ciał niebieskich na ziemię. „Wszechmogący 
Pan tak postanowić raczył, iż sprawiwszy te dziwne biegi 
a te różne planety niebieskie, które się ustawicznie z tćm 
niebem toczą, którego tu po części kęs widzimy około tej 
malśj a okrągłej ziemi, na której jesteśmy rozsiani wszędy, > 
a gmerzemy około niej nieinaczej jedno jako mrówki roz- * 
sypane około jakićj góry, tedy z jakićm przyrodzeniem pla- 
neta na którą część onśj ziemi nastąpi, takież się też spra- 
wy i wszystkie postępki wedle przyrodzenia onej płauety 
mieszać i broić muszą." \ 

Różne natury człowieka. „Ciało człowiecze rodzi się ze 
krwi, z kolery albo żółci, flegmy a z melankolii. A te cztery 



21 

wilgotności są sobie bardzo różne i sprzeczne. Bo krew czyni 
człowieka wesołego., liojnego, wspaniałego. Flegma zasię le- 
niwego, ospałego, bladego. Kolera pysznego a zuchwałego. 
A melankolia frasownego a rzadko wesołego. A snadnie to 
każdy obaczyć może, którego przyrodzenia w nim więcśj zo- 
stawa, i na co go ciągnie i jako iimiarkowańszy i pomierniej- 
szy stać się może. i jakie się w nim obyczaje i przypadki 
według natury onych wilgotności okazować i stanowić będą, 
a pospolicie w pijanym najrycblćj to poznać bywa. Bo kole- 
ryk wnet z myślą swą wzgórę wyleci, wnet chce być hetma- 
nem, a choć nic nie masz, przedsię (przecie) się sobie panem 
zda. Krewnik zasię wesół, skacze, miłuje, ściska, dałby bardzo 
rad każdemu by jedno co miał. Melankolik zasię lamentuje, 
wszystko mu nie wczas, wszystko mu się krzywdą widzi. 
A flegmatyk zasię chrapie, sapi, śpi, a na brzuch pluje, 
a przedsię i po omacku kufla podle siebie maca." 

Ja/fo Bóg ozdobił i obdarzył człowieka. ,.Pan Wszechmo- 
gący nie chciał zaniechać człowieka jako innego błędnego zwie- 
rzęcia, które tylko tak żywię (żyje), jako go jego nieme przy- 
rodzenie ciągnie, ale mu dał ducha rozumnego, aby tu swe 
to zwierzęce ciało tak onym roztropnym duchem rządził 
a sprawował, aby ani tym biegom niebieskim, ani temu zawi- 
kłanemu przyrodzeniu swemu nie dał się rządzić a unosić od 
poczciwćj powinności swojej; ale jako twardym munsztukiem^ 
onym świętym rozumwse Ujry-^tko w sobie h amow^ił i stanowił 
A ktemu jeszcze przydał dobrotliwy Pan przykazanie swoje, dał 
różność dziwnych nauk które się rozsiały po wszemu światu, 
rozważnie przestrzegając człowieka jakoby się miał sprawować, 
aby wżdy i Pan miał chwałę z niego, a on tćż nędznik sławę 
i wdzięczność i zdrowie. Cóż jeszcze dalej uczynić raczył, nie 
dufając oućj krewkości a odmienności jego, założył nań straszny 
d«^kret: iż jeśli się nie będzie zachowywał wedle ś. woli 
Jego, srogą śmiercią umrzeć musi i doczesną i wieczną. Do- 
czesną tu, gdy się dusza miła rozdzieli z tem śmiertelnem 



22 _ 

ciałem. Wieczną, znsię gdy powstanie z tśinże ciałem, a sta- 
nie na sądzie Pańskim, tam już ma być na wieczne męki 
i potępienie zdana. A jesliże sig zachowa w tym żywocie 
wedle rozkazania Pana swego, a zgwałcą v.' sobie ono swo- 
wolne przyrodzenie swoje, tedy nigdy nie iiiurze, jedno tak 
przestąpi z tego żywota omylnego do wiecznego, od wieków 
z dziwnemi rozkoszami zgotowanego." 

Bóg nie chce aby kio złym był. „Niech aj że tego tak 
nikt nie mówi. Ej! by był Bóg nie chciał, nie byłbym ja ni, 
gdy ani zły, ani potępion." Pewnie iż tego Bóg nie chce, 
a owszem się o to stara i upomina, aby był każdy dobrym, 
a iżby był zbawion, bo do siebie wszystkich, nie brakując 
żadnym stanem, jawnie a jaśnie powoływa, a chce aby wszy- 
scy byli zbawieni. I przez Mojżesza nieomylnego posła swo- 
jego pawiedział: „Oto wam kładę przed oczy wasze prze- 
klęctwo i błogosławieństwo, złe i dobre; obierajcież sobie 
co chcecie wedle woli swojej." 

Juko mają rodzice starać się o wychowanie dziatek. 
„Rodzice poczciwi, gdy się im rodzą dziatki, mają pilnie 
obaczać, jeśli nie z płanet, tedy wżdy z przyrodzenia ich ku 
czemuby się na potom sprawy ich i postępki ich pociągać 
miały!... Panie matki zwłaszcza, które są przyrodzenia do- 
brego, bardzoby dobrze aby same dziatki swe i karmiły 
i wychowywały. A jeśliżeby tak być nie mogło, tedy iście 
pilnie trzeba szukać mamki nie kordiacznćj, nie melankoli- 
cznśj, ale coby była przyrodzenia dobrego, obyczajów uczci- 
wych, która aby wnet obaczala, ku czemuby się przyrodze- 
nie onego dzieciątka ściągało, jeśli ku gniewu, ku ospaP 
stwu, jeśli ku zbyrniemu płaczowi albo lamentowi; tedy go 
potrosze nie gniewem, nie fukiem, ale jakoby igraniem, 
a nadobnem i łagodnem upominaniem pohamować.... Bo wi- 
dzisz i wosk póki miękki, tedy się w rychlćj pieczęć przyj- 
muje, iiiźli kiedy stwardnieje." 

Jadło jakie ma być dzieciom dawane. „Gdy się już 



23 



imię (zacznie) dziecię jeść, trzeba mu i pokarmy rozezna- 
wać według przyrodzenia jego a nie pieścić go, nie żufe- 
czkami (zupkami), nie temi wymyślonemi pieścidełkami, nie 
winki też, bo i mdlejsze będzie, i żołądek czemu z młodu 
przywyknie, tego mu się zawżdy będzie chciało- A potćm 
gdy przyjdzie na grube potrawy, tedy i z trudnością będzie 
je przechowywać mogło i onemu żołądkowi rozpieszczone- 
mu każda rzecz zaszkodzi. Patrz na te kraje gdzie cebrem 
piwo piją, jacy się chłopi by żubrowie rodzą: patrzże zasię 
na owe winiarze jako chodzą jako kokoszki z zadrobionemi 
Twarzyczkami, a ledwie go połowica na świecie, a i między 
hłopy już dziś urodziwszego najdzie, niżli między tą roz- 
pieszczoną szlachtą, co się winki a papinki zadrobili." 

Jakie ma być ćwiczenie obyczajów młodych. Gdy już 
będzie podrastać dzieciątko, nie trzeba go tśź nazbyt w gro- 
zie chować, bo ona młodość jego, gdyż jeszcze zmysły słabe 
we mdłem ciele być muszą, tedy zbytnią grozą a frasun- 
kiem snadnie może być zgwałcona, iż potem zawdy stra- 
szliwa, tępa a głupia być musi. Ale bez zbytniej grozy 
a bez frasunku, nadobnem upominaniem przedsię mu po- 
trosze trzeba ujmować obroków, aby nie rosło jako wierzba, 
którą jako nachyli także tćż rość będzie. Także go tćż już 
będzie trzeba strzedz od głupich a plugawych chłopiąt, od 
zbytniej czeladzi, bo co z młodu widzi, słyszy, to mu się 
snadnie wbije w onę młodą pamięć jego i także z nim bę- 
dzie rosło. Bo i od starszych to sły chamy, iż lepićj to 
więc pamiętają co się z młodu około nich działo, niźli co 
przed małym czasem czynili. Boć może dzieciątko czyście 
się igrając i' paciorka i łacińskich słów wiele nauczyć i a, 
b, c, d, bardzo mu się to snadnie igrając w pamięć wbić 
może. Nie dajże mu też wiele leda (lada) czego szczebiotać, 
jako to inni bardzo radzi widzą, a zowią to szpaczkiem, 
bo jako mu to w obyczaj wnijdzie, tedy mu potem z tego 
wszeteczeństwo urośnie, którego potćm trudno oduczyć bę- 



24 

dzie. Także też i panie matki około dzieweczek swoich po- 
winny takież pilność mieć, gdyż to jest naród mdły, a na 
wszystko snadnie nałomny"... 

Jaki nauczyciel i nauki mają być. „Gdy już dzie- 
ciątko podroście, starajże mu się pilnie o jakiego cnotliwe- 
go, statecznego, trzeźwego a pomiernego preceptora, aby 
nauki słuszne i obyczajnie poczciwe, mógł z niego brać 
i obaczać. A najlepiśj go doma do czasu pochować, bo 
wżdy i rodziców i preceptora potrosze przestrzegać się bę- 
dzie, i lepszy wczas w swem młodem wychowaniu mieć mo- 
że, i wżdy z onemi sprosnemi chłopięty szkolnemi pospołu 
rość nie będzie, i ich obyczajów sobie do młodśj głowy nie 
nabije. Nie dajże się nim z młodu łamać twardemi a wi- 
chrowatemi naukami, boć mu snadnie w młodćj głowie 
wszystko pomieszają, ale co najpilniśj uczyć go czytać, 
a potrosze słowa na język polski wykładać, coby mu ku 
cnotom a poczciwym obyczajom ono młode przyrodzenie 
przywodziło. A to jest najpilniejsza, aby dzieciątko, które 
już ku lepszemu rozumowi będzie przychodziło, uczyło się 
rozumieć co jest Bóg, a co jest wola Jego? Gdyż jako Sa- 
lomon pisze: iż to jest „ najwiętszy początek każdćj mą- 
drości poznać Boga a uczyć się bojaźni Jego." A jako Da- 
wid powiada: „iż od dziatek ssących już idzie chwała Panu 
na wysokości." A tak trzeba iżby preceptor o tćm wiedział 
i dziecię aby się tego od niego uczyło, iż wedle zgody Pi- 
sma Ś. tu przez Ducha Ś. na świat jawnie a jaśnie wyda- 
nego: iż Bóg jest istność dziwna, żadnym rozumem nieogar- 
niona, wszechmogąca, najlepsza i namożniejsza, który wszy- 
stko wie i widzi tak na ziemi jako na niebie, i wszystko 
rządzi a sprawuje wedle woli a zdania swego; którego ża- 
dne oko nie widziało ani żądny rozum słusznie dosiądź nie 
mógł, ani Go żadne pismo wyjaśnić, ani wypisać mogło, tyl- 
ko iż się nam przez głos swój i przez rozliczne głosy pro- 
rockie, przez Ducha Św. nieomylnie na świat wydane, po 



25 

części objawić raczył, a nakoniec nawięcśj przez onego Je- 
dynego Syna swego, który z Nim od wieków w jedyności 
Bóstwa zawdy był, i tu się na świat w człowieczeństwie 
swśm okazać raczył... A wierzyć musimy, iż jest jedyny, 
wierny, a pra^vy Bóg Ojciec, Syn i Duch Ś., chociaż w tro- 
jakim stanie ale w jednćj istności, iż jest Bóg złym srogi 
bardzo, a dobrym miłosierny, i sam powiedzieć raczył: „Ile- 
kroć się nędzniczek obaczy w upadku swoim, a zawoła do 
mnie o miłosierdzie moje; tyle się razów będę powinien 
nad nim zmiłować." 

O co mamy modlić się. „Gdy wiemy, iż Bóg tak jest 
miłosierny, iż się Ojcem naszym być ożywa, wołajmyż do 
Niego jako do Ojca, a uczmy się jeszcze z dzieciństwa wy- 
znawać tćj ś. możności, tego dziwnego Bóstwa Jego; a pro- 
śmy Go ustawicznie, aby nas pod mocą, pod obroną, a pod 
królestwem swem ustawicznie chować raczył, aby nami ża- 
dna niepobożna moc nie władała, jedno moc a królestwo ś. 
Jego. A w tśm królestwie Jego, a w tśj Opatrzności Jego, 
a w bezpieczeństwie naszem, aby się między nami święciło 
one od wieków ś. a błogosławione imię Jego, a wola ś., aby 
się wszędy szyrzyła tak na niebie, jako i na ziemi. Prośmyż 
Go aby nas raczył opatrować potrzebami doczesnemi jako 
miłościwy Ojciec dziatki swoje; prośmy Go, aby nam raczył 
odpuszczać przestępki nasze, gdyż zawdy upadać musimy 
z przyrodzenia skażonego swego. A my tćż bądźmy powin- 
ni także wszystko odpuszczać winowajcom naszym, dla imie- 
nia Jego ś. w czćmby nas niesłusznie obrazili. Prośmyż Go, 
aby na nas niedopuszczał żadnych pokus, któreby nas miały 
odwodzić od ś. Bóstwa Jego, ale iżby nas zbawił od wszy- 
stkiego złego, gdyż jest Jego moc, Jego władza, Jego króle- 
stwo na niebie i na ziemi, a żądny nas mocarz z tego wy- 
bawić nie może, oprócz tej dziwnśj mocy ś. Bóstwa Jego." 
O wytrwałości ui wierze ojców. „A będąc pewnemi 
pismy utwierdzeni, nie dajmy się leda wiatrom zwodzić, 



26 

a stójmy przy kościele krześcijaiiskim, który tak o nieroz- 
dzielnóm Bóstwie od wieków rozumiał, i tak przytóm i dziś 
ustawicznie stoi i wiecznie stać będzie. A żaden naród aż 
do tego czasu od tego się nigdy nie oderwał, cliyba to te- 
raz kęs płocliycłi główek." 

Jakie mają być dalsze nauki. „A gdy się już tego 
dzieciątko nauczy, jako ma rozumieć Boga, i jako jest sro- 
gim i miłosiernym, jako do Niego wołać i jako Mu dufać 
będzie miało: to już potćm i do innych nauk będzie sna- 
dniej szy przystęp miało. Niecłiże go z młodu nie bawią, 
owemi zawikłanemi poeckiemi fabułami. Bo, a co mu po- 
tem jako Circes ludziom głowy odmieniała, albo jako Uli- 
ses pływał, albo co Helena broiła, albo co Penelope czy- 
niła? acz to potem powoli, gdy się już czego inszego podu- 
czy, nie wadzi sobie dla krotofile czytać. Ale niecli czyta 
historye onycli zacnych pierwszych ludzi, jako niczego in- 
nego nie patrzyli jedno sławy, cnoty a poczciwości. A nie 
czynić gwałtu zbytniego w przyrodzeniu, bo więc widamy 
drugie: iż się tak zacztą (zaczytają) albo zamyślą, że i od 
pamięci odchodzą a omdlewają; co to na potćm onej mło- 
dej fantazyi wiele zaszkodzić moża." 

Jaka różność w przyrodzeniu ludzkiem i jako złe po- 
konać. „Kto się chce przypatrzyć jakiemi dziwnemi przy- 
padki natura nasza zawikłana a zamotana jest, ma się czć- 
mu podziwować. Bo patrz, iż się jednemu chce gospodar- 
stwa, drugiemu konia a szarszuua (gatunek szabli), drugie- 
mu prawa, drugiemu pokoju a czytania, drugiemu tańczu, 
maszkary, drugiemu opilstwa, więc szyrmirstwa, i rozmai- 
tych poskoków. Owo jako mędrzec napisał: „Iż każdego to 
do siebie ciągnie, kto się w czem kocha." A czemże te 
chuci nasze różne a zwłaszcza te, które były szkodliwe 
okrócić mamy, jedno rozumem a roztropnem uważiiniem." 
Co nam nizkąd inąd snadni ćj przypaść nie może, jedno 
z nauk poczciwych, a z ustawicznego ćwiczenia. Bo się już 



27 



ztąd snaduie nauczyć możemy, jako swój stan poczciwie za- 
chować, jako się rzeczy szkodliwych a niepoczciwych prze- 
strzegać mamy, jako przyrodzenie swoje nałomne, gdy nas 
do czego niesłusznego wiedzie, zgwałcić i zwyciężyć mamy, 
jako się przyszłych przypadków lękać nie mamy, gdyż wi- 
dzimy iż wszystko s% rzeczy nieobacznie i)rzeminąłe, tylko 
co sobie w głowie uścielemy, to z nami zawzdy i w'stać 
i ukłaść się musi." 

Nauki bez owocu są niczem. „Co pomogą wystawne 
a zafarbowane z gramatyki słowa, jeśli prawda a skutek 
daleko się z niemi mija? Są prawie jako gdy na się kto 
cudną szatę oblecze, a błotem ją spluska albo pierzem na- 
strzępi. Albo co pomoże geometria, iż się kto nauczy świa- 
ta albo cudzych gruntów rozmierzać, gdy się sam rozmie- 
rzyć poczciwie nie umie. albo i tego grunciku co mu Pan 
Bóg dał, aby go umiał pobożnie, pomiernie używać. Albo 
co pomoże komu umieć astronomią, to jest z biegów nie- 
bieskich przyszłe a przypadłe rzeczy, a on tych co przed 
oczyma ma, nie umie użyć, ani rozeznać. Drży gdzie się 
niema czego bać, a nie boi się uszczyrbić sławy, cnoty, bo- 
gobojności swojćj. Uczy się zasię drugi szyrmierstwa, anoby 
się lepiej uczyć tych sztuk wyprawić, któreby były nado- 
bnemi obyczajmi ozdobione. Uczy się drugi jako konia 
munsztukiem załomić, jako mu go przyprawić, jako nim za- 
taczać, i jako go z razu wybość, anoby się pierwej nau- 
czyć: jakoby swą wolę w sobie zalomić, albo jak się wy- 
bość ze złych obyczajów. Uczy się drugi rozmaitych potraw^ 
a przysmaków wymyślać, a tego się nie uczy co mu 
z tych wymysłów snadnie przypaść może. Bo naprzód spro- 
śna utrata, a potem smętne ubóstwo prędkie a marne ska- 
żenie ciała. I fabułyć by mało wadziły, wiedzieć o świecie, 
o morzu, jakie się tam niebezpieczeństwa ukazują, jakie 
tam są skały i zawroty, co się o nie okręty rozbijają, ja- 
kie się tam dziwy abo śpiewające syreny ukazują, kiedy- 



28 

byśmy tóż to sobie rozmyślali: w jakiśin tśż tu niebezpie- 
czeństwie morza tego, a świata^ obłudnego pływamy. Bo 
choćbyś tóż czytał i najmędrsze philozophy, wszystko to je- 
dno jakobyś groch miotał na ścianę, jeśli że tego nie bę- 
dziesz uważał, a nie rozmyślał sobie." 

Przestroga dla rodziców. „Poczciwi rodzicowie mają 
to sobie pilnie uważać, w jakie ćwiczenie a jakie sprawy 
dziatki swe wprawować mają, gdyż się przyrodzenie nasze 
rodzi jako goła tabliczka, a co na nićj napiszą, to już tak 
zawdy na sobie nieść musi." 

Jako z czytania i z rozmów korzystać. ,,Nie tylko czy- 
tania ale i rozmowy mogą niemało ćwiczenia do rozumu 
podawać, a nie wszeteczne, nie opiłe, a nie leda o czśm, 
ale takie jakie miewali przedtem oni mądrzy philozofowie, 
którym się i dziś ludzie dziwują. Przytem tćż to mićj na 
pierzy, iż cokolwiek smacznego przeczcisz albo usłyszysz^ 
niechże to nie będzie u ciebie jako miedzianym brzękiem, 
który tylko iż mimo uszy leci, ale donoś wszystko do one- 
go wszech zmysłów wójta a do wójtowćj, to jest do rozu- 
mu a do pamięci, a co wójt rozezna iż potrzebnego jest, 
to wójtowa niechaj mocno schowa i zapieczętuje, bo to tam 
już będziesz miał jako w skrzyni, ku wiernej ręce schowa- 
nćj. Boć mało potym byś najwięcćj przeczetł i przesłuchał, 
jeśli żeć to przy pamięci nie zostanie, tedy będzie podo- 
bno ku onemu chłopu, co milę idzie do kościoła, i powiada 
przyszedłszy do domu, iż było czyste kazanie. A kiedy go 
spytasz, o czćm: tedy i słówka nie umie powiedzieć. Patrzaj 
jako pczółki nadobnie się w tóm sprawują. Napierwićj so- 
bie ulepią nadobny plastrzyk z wosku, potem się rozlecą 
po rozlicznych ziołach, a co niepotrzebne to precz omijają. 
A nazbierawszy miodu, do onego plastrzyka nanoszą; a na- 
nosiwszy potćm nadobnie po wierzchu zalepią. Także tćż 
baczny człowiek cokolwiek widzi, słyszy, albo przeczyta, ma 
znieść do onego uliku, to jest do rozumu a nadobnie pamię- 



29 



tać ono zalepić i zapieczętować, iżby to tam długo trwać 
mogło. A jako pczółka niepotrzebne zioła omija, także też 
ten czego mu nie trzeba długo pamiętać, a coby mu się 
•w niwecz na potśm nie przygodziło, może obminąć a nie 
chować." 

O podróżach do cudzych krajów. ,.A gdy już sobie pan 
młody podroście, a jakiem takiem ćwiczeniem domowćm, 
wżdy też sobie główkę naszychtuje (nepełni), nie wadzi mu 
się też czasem i do cudzych krajów przejechać, a zwłaszcza 
tam gdzie są ludzie pomierni, trzeźwi, obyczajni, a iż się 
rozumem a poczciwemi naukami parają (rządzą). Albowiem 
iż jest nałomue przyrodzenie nasze, zawdy każdemu lepiśj 
być między takiemi ludźmi, z którychby przykładów do- 
brych nauczyć, a rozmów się nadobnych a pożytecznych 
nasłuchać mógł. A zbierać sobie co potrzebniejszego z przy- 
kładów, rozmów i obyczajów, jako pczółka zbiera sobie 
z ziółek przysmaki swoje. Boć pewnie z łopianu ani z po- 
krzyw, ani z piołunu nic nie przyniesie. Dostawszy pomier- 
nego a statecznego towarzystwa, ukazać się ma młody czło- 
wiek w cudzych trajach, jakoby i sobie i krajowi swemu 
lekkości nie uczynił. A czasu przedsię darmo tracić nie ma, 
aby sobie nadaremnej pracy nie zadawał tłukąc się po gó- 
rach, po skałach i po innych miejscach niebezpiecznych, 
tylko bawić się poczciwemi sprawami ludzkiemi a naukami 
potrzebnemi. A gdy już tam w tych zacnych a obyczajnych, 
krajach będziesz, nie rośćże jako krzywa sosna boru, ale 
rość, jako drzewko oliwne, którego i listki nadobnie pa- 
chną i jagódki się wżdy ku hidzkiemu pożytku przygadzają. 
A pomnij' czymeś stworzon i na coś stworzon? Boś stwo- 
rzon człowiekiem, a mało nie jako aniołem, ozdobioncś ro- 
zumem, czymeś różny daleko od zwierząt. Nie chowaj że tćż 
tego rozumu, jako czyża w klatce, ale się staraj abyć za- 
kwitnął pięknemi sprawami, a obyczajmi twemi, aby na- 
przód Pan twój który cię tak stworzył, cześć a chwałę 



30 

z ciebie miał, przyjaciele radość a pociechę, a ty tśż zasię 
poczciwość a sławę. Nie dajże się ani młodości, ani złemu 
przyrodzenia, ani złemu towarzystwu wodzić, bo wierz mi, 
iż to wszystlio bardzo twardouści zrzebcy, a trzeba na nie 
nie lada munsztuków. Albowiem na coby cię przywieść 
mogli, barzo trwa krótko, a barzo długo szkodzi... A kto 
jedno cłice, łacni uchno się temu i doma przypatrzyć może: 
z jakim wstydem tego na starość ci używają,, którzy mło- 
dość swą, marnie a nierozmyślnie utrącają." 

Co Jest za wada młodości ludzkiej. „Nie idzie tam 
gdzie rozum chce, ale tam gdzie go nałomne a swawolne 
przyrodzenie nie inaczej jedno jako za rękaw ciągnie." 

Sposób pociągiiienia młodego do dobrych obyczajów. 
,, Czy taj rozprawy uczonych naszych o zacnych, mądrych 
a rozważnych postępkach onych zacnych ludzi, którzy jeszcze 
i dziś, jako żywi między nami słyną. Przypatruj się też 
i dzisiejszym żywym, w jakićm wszeteczni są u poczci\vych 
obrzydzeniu; a w jakiśj zasię poczciwi a skromni powadze 
i baczeniu: jest się czśm i ustraszyć i pocieszyć. A wsza- 
koż nie tylko patrz na słówka a na podobieństwa, zkąd 
masz przykłady brać; poglądaj radzęć głębićj, a prawie do 
gruntu; aby się słówka piękne także z pięknemi skutki zga- 
dzały, aby wszystkie ściągały do onego celu i znaku, gdzie 
cnocie z rozumem gospodę zapisano; boć rzadko gdy pospo- 
łu w jednćj gospodzie nie stają, chyba iżby gospodarz był 
nie po temu a nie był gościom rad... Gdy tak słówka i po- 
stępki ludzkie w sobie nadobnie umiarkujesz, tedy na po- 
tśm ludzie z ciebie takież przykłady będą brali, jako ty te- 
raz tćż z drugich bierzesz." 

Z postawy poznać sprawy młodego. „Tępego a boja- 
źliwego poznasz wnet: gdy co chce poważnego mówić, aliści 
on piętą wierci, palce skubie, brodę muszcze, postawki (mi- 
ny) stroi, rzkomo szepluni, a każde słówko na troje prze- 
kąsi. Ale gdzie umysł stateczny i nic na się wszetecznego 



31_ 

nie czuje, czegoby się powstydać miał: tedy już i wzrok 
i słowa, i postawa jako u orła, co wszystko w słońce patrzy 
a jako u onego hetmana, który rycerstwu swemu i sprawą 
i postawą swoją dobrśj m}'śli dodawa, także tóż ten, onym 
co go słucłiać mają." 

Jeszcze o podróżach do cudzych krajów. Małoćby po- 
mogło choćbyś widział Etnę pałającą, rzeki bystro ciekące, 
morza one srodze burzliwe, wieloryby po nich pływające, 
miasta, zamki i pałace rozmaicie się błyszczące, jeśli toż 
złe do domu w obyczajach z sobą przyniesiemy, cośmy byli 
z sobą wzięli. Trzeba tam będzie czego inszego pilnować 
więcój niźli tylko tego, czemby się oczy napasły; pilniejsza 
daleko czemby się umysł napasł, nacieszył, a w uczciwych 
postępkaeh aby się sprawił i postanowił... A nie tylko ma 
być pielgrzymem, iż tam się zawlókł; daleko mu to pilniej- 
sza, aby ustawicznie wędrował po gło\\ie a po rozmyśle swoim. 

Dobre są i pomniejsze umiejętności. ,,Jako są różne 
natury ludzkie, tak też różne są i chęci i rozumy i ćwicze- 
nia. Bo się jednemu chce umieć skakać, drugiemu strzelać, 
trzeciemu szyrmować, czwartemu śpiewać, piskać, na lutni 
grać. A wszystko to nic poczciwemu nie wadzi, a równie to 
jest ku innym poczciwym sprawom, jako przysmaki do po- 
traw, albo cukier na kaszę, chociaż ta kasza i sama bywa 
czasem dobra." 

Co na widoku głównie miody mieć mu. „Człowiek umy- 
słu wielkiego, widzi jako cnota i fortuna daleko różnemi 
gościńcy od siebie ciągną; przypadki fortuny lekceważy, je- 
dno się puści na rzeczy rozważne, na rzeczy sobie na po- 
tem i ojczyźnie swej potrzebne. Już się o to stara, jakoby 
nie jedno sobie, ale wszystkim wedle stanu każdego, go- 
dnym a potrzebnym mógł być. Albowiem zawdy to zacniej- 
szy pasterz bywa, który stado owiec pasie, niźli ten co jedno 
jedną kozę; także też ten, co i innym pożyteczny być może, 
nie tylko jedno sobie." 



32 



Należy mieć cel w życiu i który jest najpotrzebniej- 
szy. „Patrzaj, że i malarz farb nie rozetrze, aż sobie pier- 
wśj płótno albo tablicę nagotuje, i to co malować ma, już 
sobie w rozmyśle swym postanowi. I strzelec luku swe- 
go nie pociągnie, aż sobie pierwej cel upatrzy, do którego 
strzelać ma. I pisarz papieru nie podniesie, aż sobie pier- 
wćj rozmyśli, co na nim pisać ma. Także mądry a roztrop- 
ny człowiek, gdy co rozważnego a statecznego zacząć ma, 
pierwćj ma uważać sobie cel, do którego celu on zaczęty 
jego umysł pociągać się ma, aby darmo a na wiatr nie strze- 
lił, albo iżby lada czego w swym poważnym umyśle darmo 
nie malował. Aczci jest celów dosyć rozlicznych świata te- 
go, ale nie wszystko potrzebnych. Ale to jest cel najpo- 
trzebniejszy człowiekowi poczciwemu, upatrzywszy sobie on 
krzaczek, gdzie sobie cnota gniazdo uwiła, tam pilnie uga- 
dzać, aby się nigdy daleko nie odstrzelił od niego." 

Z cnoty rośnie sława. „Od każdego takiego, który się 
około świętej cnoty bawi, daleko na wschód, na zachód, na 
północ i na południe, a także i na wsze strony cień zala- 
tuje, i tu jeszcze za żywota i po śmierci. A snadź jeszcze 
mało nie więcej po śmierci, każdemu swemu czyniąc nie- 
śmiertelną pamięć, a tych najwięcej zdobi, którzy w pracach, 
w trudnościach, w ranach, a w poczciwych potrzebach przy 
nićj zawdy mężnie stali. Tym szeroko po świecie latająca 
sława wieczną pamięć czyniła." 

O użyciu czasu. „A nie daj czasowi nigdy darmo upły- 
nąć; widzisz, żeć to szkodliwa utrata kto czas marnie traci, 
bo się już ten wrócić nigdy nie może, a co godzinka na ze- 
garze uderzy, to już czas przeminął, a co dalej, to do kresu 
bieżemy. A tak albo czytaj, albo się wżdy czego ucz, albo 
się czemu przypatruj, a rozeznawaj sobie, upatrując co lepsze, 
a co gorsze." 

II róciwszy z postronnych krajów, co miody czynić ma. 
„Nie bądźże tćż zasię jako darmo leżące drewno, pytaj si§ 



_33 

o zwyczajach rodzinnego kraju swego, pytaj się o sprawach 
publicznych, pytaj się w jakićm prawie siedzisz, a staraj się, 
abyś nic nie opuścił coś powinien Bogu, sobie, przyjaciołom." 

O dtcorakim s-fanie. „Jeśliby ci się doma uprzykrzyło, 
jeślibyś się udał do dwora, tedy wierz mi, trzeba tam pil- 
nie upatrować gdzie stąpić; jako po grudzie bosemi nogami. 
Bo będzieć się zdało, iż cię wnet wszyscy chwalić i miłować 
będą, między się pociągać cię będą; a no wierz mi, iż cię 
tak będą nosić po kolendzie (ogadywać, obmawiać), iż się 
długo nie obaczysz co się z tobą dzieje. xUe ty przecie nic 
się nie ślizaj na tej gołoledzi, stój mocno przy dobrćm przed- 
sięwzięciu swojem, ^długo się rozmyślaj niźli co masz czynić; 
a cnoty, prawdy, miary strzeż pilnie jako oka w głowie; czyń 
poczciwość każdemu, niemów źle głośno ni o kim... Nie kryj 
się w kąt wedle staniku (majątku) sw^ego, i nie żałuj tam 
dać. gdzie ma być słusznie dano. A wszakoż to uważaj, aby 
się gęba z mieszkiem zgadzała, a nie daj jej naprzód wy- 
skakować. Bo jakoć przodek weźmie, już potem mieszka le- 
dwie kijem do kresu dopędzisz. I będziesz się ciągnął nad 
stanik twój, ostrzegaj potśm aby się około ciebie niepraw- 
da nie mnożyła; bo taki już musi jednemu dać, a drugiemu 
wziąć." 

W domu jako się ma zachować młody. „Gdyć Pan Bóg 
pozdarzy przyjechać do domku twojego, miejże to na pilnej 
pieczy, abyś ni w czem nie był przykry rodzicom twoim, 
abyś je na wszem w poczciwości miał, takoż i czeladcetwo- 
jćj to pilnie rozkazowa!. Albowiem wiesz jaki srogi Pan na 
to zakład założyć raczył, powiadając : „Miej w poczciwości 
rodzice twojej chceszli długo żyw być na świecie." Też i in- 
szym powinowatym swym zachowaj się czem możesz, aby 
cię i miłowali i wspomagali i sławili i z ciebie się cieszyli. 
Też nie leż doma darmo; miej się czasem do konika, do 
zbroiczki i do innych potrzebnych rzeczy... A to miej na 
pilnej pieczy, abyś czytał kiedy możesz; bo widzisz, iż każ- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 3 



_ 34_ 

demu zwyczaj stoi za drugie przyrodzenie. Bo jakoć to ze 
zwyczaju wypadnie, już wiedz, że potom książki będą war- 
czały na cię." 



KSIĘGI WTÓRE, 

obejmujące żywot człowieka poczciwego w średnich jego latach. 

O stanie matieńnkim. „Gdy pan młody przyjdzie do 
lat wieku średniego, musi się starać jako się umiarkować 
i postanowić; a postanowienie jego żadne poczciwsze, przy- 
stojniejsze ani pobożniejsze być nie może: jedno sobie wziąć 
żonkę poczciwą, a w bojaźni Bożćj wyćwiczoną. A w onej 
nadobnśj społeczności starać się, jakoby żyw^ot swój stano- 
wił ku czci Panu Bogu swemu, ku pociesze powinowatym 
swoim, a takoż i ku czci a sławie swojej; także jeśliby się 
do tego pozdarzył ku krajowi swemu, a ztąd i ku podpar- 
ciu i ku porządkowi lepszemu dobrego mienia swego." 

Jakim kszłałlem ma mlodij człek szukać ożenienia swe' 
go, „Jeśliże już tak myśl swą postanowisz, tu dopiero roz- 
tropnie uważać, jakiego towarzysza szukać i obierać masz. 
Bo wierz mi, iż tu już nie o rękaw idzie, ale o całą suknię; 
bo to nie do jutra ma być. Albowiem i w tem są dziwne 
rozmysły ludzkie. Jeden sobie szuka żony z wielkich stanów, 
nadziewając się z tego powagi i tytułów i rozmnożenia do- 
mowi Lwemu dostać. Drugi zasię nie dba ni ocz, jedno iż 
mu się co z miłości, a z dobrej myśli, tak bez wszego roz- 
mysłu upodoba: to już wiedzie jako kozę za rogi. Drugi za- 
się nie dba ani o miłość, ani o urodę, ani się żadnym oby- 
czajom przypatrując; kiloby (byleby) miała ze dwie wsie, 
a w trzeciej połowicę, by też była i żadna i głupia i szpet- 
na, tedy jednak będą powiedać, „iż się bardzo dobrze oże- 
nił." Także też i dziewki gdy kto dawa za mąż, tćż się 



35 



rzadko rozmyśla na obyczaje, na wychowanie; kiloby miał 
półczwarty wsi, tedy wnet powiadają: ,,iż bardzo dobrze po- 
szła." 

Zda mi się, iż ci wszyscy nie prawie do celu dobie- 
gli co się tak ożeniają. Bo ów co się z wielkiego stanu oże- 
nił, nie może być inaczej aby wżdy staniku swego przy- 
niewolić nie miał; bo już większym kosztem ona Miłościwą, 
chować musi, uiźli powinien. Już czerwony rząd musi być 
na Woźniki (konie cugowe), a niedźwiedzie do kolan; ko- 
bierce z kolebki wywieszaj z obu stron, a gałki aby się 
błyszczały. Już dwie służbiste, a trzecia coby im kwokała, 
a trzy bramy (listwy u sukni) aby były na każdej. Już ścia- 
ny obić musi; już z półmiski kapusta. Przyjedzie gość. już go 
w większój ceremonii chować musi, bo już musi być wino, 
i z Bożą męką malowana sklenica, i kasza ryżowa na wie- 
czerzą, bo się już jęczmień dla pani nie godzi. Przyjedzie 
szwagier w kilkadziesiąt koni, to już na sześć mis zarębuj 
już wszystkim równo nalewaj, bo każdy będzie z lisim koł- 
nierzem, trudno poznać który pan. Drugim też do wsi obro- 
ki dawaj, owsa dosypuj że go ledwie gąsiętom kęs na wio- 
snę zostanie, i to w pudle gdzie pod dachem, aby go nie 
naleziono... A konik, chartek, ptaszek, jeśli się co u pana 
zięcia przytrafi, to już nie jego, pana szwagra, i już się tak 
każdemu wymawiać będzie. Ów zasię co się z miłości ożeni, 
to też żadnym obyczajem długo w dobrym stanie trwać nie 
może, bo będą prędkie wymówki: „A nie wziąłem nic po to- 
bie." Także tćż zasię ona będzie odpowiadała: „A któż cię 
prosił, abyś mię był pojmował.'' Bo powiadają: między gło- 
dnemi nie długo miłość trwa, a snadź iż lada mucha cza- 
sem zawadzi. A tak już ani gospodarstwo, ani żadna rzecz 
w dobrem postanowieniu być nie może, u tego co się tylko 
oczyma ożenił. Ów też zasię co się tylko na grzegorze albo 
na wasiłki (sztuki pieniężne) rozmyślał, nie upatrując sobie 
ani urody, ani obyczajów, ani porządku żadnego, tam też 



36 

sprawa dobra trudno ma długo być. Bo jako pani panu Ą 
nadmierznie, a pani tćż pan, bo to inaczej nie może być, 
jeśli obaczy iż pan wichruje, to już pójdą każdy w swą. Pan 
do sąsiada zajedzie, to już tam trzy dni pije; do targu za- 
jedzie, ledwie się czasem w tydzień wróci, a pani tćż do pa- 
ni matki, albo też gdzie do sąsiady, a czasem się też i co 
gorszego przygodzi..." 

Równego z równym ożenienie najlepsze. „Ale jeśli ju- 
żeś tak na tem swą myśl postanowił, iż w tym poczciwym 
stanie chcesz żywot swój postanowić, a staniku swego po- 
miernego, poważnego, statecznego i bogobojnego użyć, szu- 
kajże sobie żonki staniku sobie równego; wychowania a ćwi- 
czenia roztropnego, obyczajów nadobnych a wstydliwych 
a pomocy wżdy takiej jaka może być, bo powiadają, iż to 
są przysmaki do dobrego ożenienia: uroda, obyczaje, przy- 
jaciele, a pomoc. A nie zawodźże się na wielkie trudności, 
na wielkie zgraje, na wielkie koszta; boć mału potem, iż 
bęben przed tobą kołace, a surma (narzędzie muzyczne) 
wrzeszczy, a chłopi się po płotach wieszają, ukazując sobie: 
gdzie tu pan młody jedzie? Bo znajdziesz u drugiego co da 
wszystko na tę przejazdke, a na przynosiny posagu mu nic 
nie zostanie; i będzie długo sypiał, aż do południa, bo go 
kurek żaden nie obudzi. Ale ty nie rozmyślając sie, ani na 
żadne zbytnie miłości, ani na żadne powagi, aui na żadne 
spadki albo wielkie pomocy, gdyć się już w obyczajach 
i w urodzie i w przyjaciołach upodoba poczciwa dziewecz- 
ka, miejże ty Pana Boga dzićwosłębem, a anioły Jego swa- 
ty; a bez wszech wielkich zalotów uczyń powinności swej 
chrześcijańskićj dosyć, wziąwszy z sobą przyjaciela albo dwa 
a to cobyś miał na bębny, na surmy, na opierzone swaty utra- 
cić, lepiej, iż tśm podpomożesz gospodarstwa swego. A tamci 
już P. Bóg pozdarzy wedle obietnic swoich, że z unym mi- 
łym, a wdzięcznym, a sobie równym towarzyszem, używiesz 
długu rozkosznego żywota swego, i wszystkoć się sporzyć 



37 

i mnożyć będzie około ciebie, jako ono powiadają, jakoby 
wianki wił. Bo co jest po długim żywocie, jeśli nie będzie 
wdzięcznego a miłego postanowienia koło niego." 

Jako Jesf wdzięczne małżeństwo zgodne. „Bo to sobie 
snadnie każdy uważyć może, jakie rozkosze, jakie miłe przy- 
padki z takiego wdzięcznego stanu każdemu ' przypadać 
mogą. Już przygoda, już choroba, już każdy niedostatek 
lżejszy być musi niźli komu innemu, gdy już jedno dru- 
giego onem wdzięcznym upominaniem cieszy, ratuje, i czćm 
może wspomaga. 

Już zawdy dwoją radość i żałość dwoją pospołu z so- 
bą chodzi. Już zawdy wszystko sporo, bo jedno drugiego 
o wszystko się radzi, wszystko się nadobnie a roztropnie 
stanowi, wszystkiego się sporo przymnaża. Przyjedzie przy- 
jaciel, już mu miło na oną nadobną zgodę, a na oną wdzię- 
czną społeczność patrzyć; ano mu oboje usługują, oboje 
ochotę ukazują, tak iż na równej rzeczy przy onej ochocie 
>yoli tam każdy zostać, niźli ondzie, gdzieby mu i korcem, 
zasępiwszy nos dosypywano. Nuż gdy się tóż zasię gdzie 
między ludzi trefi ona tak wdzięczna a zgodliwa para, 
w jakiej poczciwości, w jakiej powadze i baczeniu osobnem 
u każdego być musi? Już się tu do nich wszyscy kupią, 
już tu z niemi sobie nadobne rozmówki mają, już się tu 
sobie leda czemu uśmieją. A oni dwa gdy się trefi między 
ludźmi co z sobą różno chodzą, a jako wilcy zdaleka na 
się zaglądają, też się inni ludzie jako wilkom zdaleka 
dziwują; i owszem się ich strzegą, a żonom uczciwym za- 
kazują, aby z takiemi towarzystwa nie miały, a ich się 
onych zasępionych obyczajów nie uczyły. 

Nuż zasię w domku sobie mieszkając taki poczciwy stani- 
czek, azasz mało rozkoszek swych nadobnych pomiernie użyć 
może? Azaż sobie nie mają onych nadobnych przechadzek 
po sadkach, po ogródkach? Już oboje grzebią, ochędożają, 
oprawują, szczepią, ziołeczka sadzą; ano wszystko sporo. 



38 

ano się wszystkiego z wielką ochotą i dozrzeć, i o wszy- 
stko starać si§ chce. Już przyszedłszy do domeczku, ano 
chędogo, ano wszystko miło, kąseczek chociaj równy ale 
smaczno uczyniony. Już obrusek biały, łyżeczka, miseczka 
nadobnie uchędożona, chleb nadobny, jarzynki pięknie przy- 
prawione, krupeczki bieluchne a drobniuczko usiane, ku- 
reczki tłuściuchne. Owa w każdy kącik gdziekolwiek wej- 
rzysz, wszystko miło, wszystko jakoby się śmiało, a wszy- 
stko wdzięczniej niźliby u drugiego na trzy misy nakładane. 
Nuż gdy jeszcze owi przyrodzeni błazenkowie, a owe dzia- 
teczki wdzięczne przypadną; gdy jako ptaszątka około stołu 
biegając świrkocą, a około nich kuglują, jaka to jest roz- 
kosz a jaka pociecha! Już jedno weźmie, drugiemu poda, 
tedy się tu sobie uroskoszują, to się tu im jako najlepszym 
błazenkom uśmieją. A ono gdy już imię mówić, tedy leda 
co bełkocze, a przedsię mu nadobnie przystoi. — To już 
patrząc na onę swoje pociechę, jakoż nie mają P. Boga 
chwalić? jakoż Mu dziękować nie mają! A Pan tóż nie 
może jedno wdzięcznemi oczyma na onę taką społeczność 
i na onę ofiarę swoje, którą Mu podawają w poczciwćm 
rozrządzeniu swojem patrzyć, i im wedle obietnic swoich 
błogosławić. Abowiem to mocno zaślubić raczył takiemu 
każdemu stanowi, kto sie w nim wiernie, pobożnie, 
pomiernie, a wedle woli Jego zachowywać będzie, iż boga- 
ctwo a poczciwość około nich zawdy zamnażać się będzie; 
a obiecuje strzedz i rozmnażać obory ich, stodoły ich, gu- 
mna ich, tak iż w obfitości zawdy będą używać dobrodziej- 
stwa Jego, a ziemia im dobrowolnie będzie rozmnażała po- 
trzebne owoce swoje. Żonka ona jego będzie jako winna 
macica podawając wdzięczne gronka, i P. Bogu ku czci 
a ku pociesze cnemu towarzyszowi swemu. Dziatki będą 
jako oliwne gałązki około stołu jego. A sam w swćj sta- 
łości stanie jako drzewo cedrowe nad pięknym zdrojem mocno 
stojące, które już żadnym wichrem poruszone być nie może." 



39 



O .szlachectwie. „Jeśliżeś szlachcic, żywże poczciwie 
jako na szlachcica przysłusze. Boć to samo przezwisko 
szlachcic, zawdy ten dekret na cię feruje; abyś się zacho- 
wał jako szlachcic, aby cię nikt ni w czem winować ani cię 
nie trefnie z jakich twoich nieforemnych przypadków 
strofować nie mógł. Jeśliżeś też stanu mniejszego, także 
aż do kmiotka, przedsię każdy stan gdy zachowa powin- 
ność swoje poczciwą, pobożną, pomierną, a nic się nie unosi 
od przystojności swojćj, jednostajnie ma przywileje od Pana 
swego nadane: gdyż u niego braku nie masz; gdyż tam nie- 
masz wymiauki jeśli pan albo kmiotek, ale zgoła prorok 
powiada, iż „sprawiedliwy człowiek zakwitnie w zebraniu 
Pauskiem, jako gałąź palmowa kwitnie na drzewie swojćm, 
A wszakoż jeśli kto będzie ozdobion stanem szlacheckim, 
jakoż się już to zdawna na świecie rozniosło, tedyć jeszcze 
nie to prawe szlachectwo, gdy cnotami nie będzie ozdobione, 
iż go tak zowią, albo sygnet z jakim herbem na palcu nosi, 
albo iż go na sznurze na szyi powiesi; albo iż się czerwonym 
albo zielonym woskiem pieczętuje, albo na wrociech nadobnych 
na tablicach herbów nawiesza albo naprzybija; albo iż się 
chlubi dziady, pradziady, albo inszemi przodki swemi: toć 
jeszcze mało na tem. I owszem, jeśliś ty sie wyrodził z nich 
jakiemi wszetecznemi obyczajami swemi, tedyby ich snadź 
lepiej i nie wspominać, boś je już zelżył; aby byli żywi, 
bardzoby się gniewali, iż się ich potomkiem zowiesz. A acz 
możesz być twarzą albo urodą do nich podobien, ale da- 
leko obyczaje od nich różne. A nie wiem by się ciebie nie 
zaprzeli, abyś im co jako żyw w rodzie być miał." Al- 
bowiem szlachectwo jest prawie jakaś moc dziwna, a prawie 
gniazdo cnoty, sławy, każdej powagi i poczciwości. A kto 
to gniazdo tak zacne dobrowolnie sam przez się szkaradzi, 
jest podobien ku owemu śmierdzącemu dudkowi, co i sam 
śmierdzi i gniazdo swe zawdy zaplugawi, czego inszy żądny 
ptak nie czyni." 



40 

Klóre pomniki trwale są. ,,Aleksauder Wielki, Agezi- 
laus, Agatokles, i inni cnotliwi królowie gdy im pochlebcę 
chcieli swym kosztem słupy z osobami ich kować, malować 
albo wystawiać, tedy tego nigdy dopuszczać nie chcieli, po- 
wiadając: iż ten słup nikogo szlachcic nie będzie, jedno 
temu sławę uczyni, kto go nadobnie ukował albo zafarbo- 
wał. Ale prawe szlachectwo nie na słupie, ani na żadnćm 
malowaniu zależy. A każdy stan, który chce mieć wieczny 
słup swćj pamięci, niechże go wykuje z cnót, a zafarbuje 
miłosierdziem, stałością a sprawiedliwością; tedy to słupy są 
niedoczesne, a nigdy się obalić nie mogą, i owszem będą 
zawdy aż do skończenia świata stały." 

Obraz szarej pijchij czyli .szlachcica dumne>yo. „Patrz 
jedno na jego postawy, jeśli się nie masz czemu i pośmiać 
i podziwiać; ano idzie nawieszawszy dziwnych pstrych cho- 
botów około siebie; na ludzi nie patrzy, tylko sam na się 
pogłąda, cień upatruje, spluwa choć mu nie trzeba; rękawice 
ztśj ręki, na której sygnet, zdejmie a w drugićj ją dzierży; 
kaszle, krzaka, choć mu się niechce, z kamyka na kamyk 
stąpa, kroku strzeże aby go nie zmylił, na pachołki się 
ogląda jeśli je ma. Owa cóżkolwiek pocznie, to wszystko 
ku sprośnemu a głupiemu chłopu bardzo podobno. A jeśli 
też już gdzie na miejscu między dobremi towarzyszami 
usiędzie, tedy jeśli co mówi, to już z oną powłoką, z oną 
postawią, z onćm przekąsowaniem słówek, z onóm rzkomo 
zająkowaniem, aby tak rozumiano, iz z rozmysłem mówi. 
Paznokcie ogląduje, czapki poprawuje; a łotrowie mu sie- 
dząc pochlebują, a jeden na drugiego pogłąda; a bardzo go 
snadnie na wszystko przywiodą, iż im szynkuje, albo musi 
posłać po co jedno każą." 

Zazdrość lud z ha. „Gdyby kto albo u prawa, albo na 
jakiej poważnćj sprawie, i nnjpięknićj i najdokładnićj mó- 
wił, tedy ujrzysz zazdrośnika, a on na drugiego pogłąda, 
oczkiem mruga, gąbeczki zakrzywia, jakby rzekł: „Widzisz, 



41 

iż ja wszystko baczę i rozumiem." A potem przyszedłszy do 
niego z uśmiechaniem powieda: „Oby był jeszcze owdzie tro- 
cłię doraził, ale się nie obaczył!'' Jakoby się tern zdobiąc, 
iżby on lepiej umiał. A kiedyby go spytał: czego miał do- 
razić? pewnie by ze wszystkiego nic nie było. Albo niechaj 
kto najpiękniej na koń wsiędzie, albo co ozdobnego uczyni, 
bo wnet znajdzie sędziego i podsedka około siebie. Jeden 
mówi, iż nie tak ma nogę dzierżyć w strzemieniu; drugi po- 
wiada, iż nie tak miał kobierca uwiązać; drugi zasię powia- 
da, iż się ten koń sprawuje, ale on go nie dobrze wiedzie. 
Jakoby rzekł każdy: „Iżbym ja umiał lepiej." 

O zbytku w ubiorach. „Namnożyło się u nas łakomstwa; 
ale jak się to stać mogło, patrząc na nasze koszty, 
na nasze zbytki, tak w piciu jako w jedzeniu, także też 
w nastrzępionych a dziwnych przyprawach i w pojezdziech 
naszych i w ubiorach. Albowiem patrz, gdy sobie wspomnisz 
one rozliczne włoskie, hiszpańskie wymysły; aż dziwno i stra- 
szno o nich mówić, a drugi już ani zwać, ani rozkazać 
sobie umie, jedno krawcowi poruczy, aby uczynił jako dziś 
noszą. A też słyszę w postronnych krajach gdzie się trafi 
każdy naród namalować, tedy Polaka nago malują, a postaw 
sukna przed nim: ,,krajże sobie jako raczysz." Aby dzie- 
sięć kroiów na każdv tydzień wvmvślił, tedv każdy chwalą. 
Ja wierzę by kto pozłociwszy rogi na łeb włożył, tedy nie- 
wiem by nie powiedali, iż to tak czyście; bo wszystko czyście, 
by się jedno co dziś pojawiło, czegośmy wczora nie wi- 
dzieli." 

O potrawach u-ymyślnych. Patrzajże zasię na koszta 
a na dziwną utratę wymyślnych potraw naszych, jeżeli to 
nie jest wielka pr/yczyna niepobożnego żywota naszego? 
Przypatrz się jedno owym dziwnym półmiskom, a owym spro- 
śnym wymysłom świata dzisiejszego. Patrz na potrzaski 
rozliczne, patrz na pozłotki, na farby, na malowania dziwne, 
a snadźby ich mógł zwać potrawami ale obrazki malowa- 



^2^ 

nemi. Ano na jeduśj misie baran pozłocisty, na drugiej le\\v 
na drugiej kur, na trzecićj pani jaka ubrana; a potrawa 
w pośrodku za dyabła stoi: ona zaprzała a śliska, daleko- 
by lepsza i sniaczniejsza była, kiedyby ją z polewanego garn- 
ka ciepło na półmisek wyłożył." 

Mniejsze stany jak naśladują te zbytki. ,,Więc już 
i mniejszego stanu bracia nasi tak się tego chwycili, że nie 
znajdziesz już dziś leda na biesiadzie, jedno każda potrawa 
musi przyjść jako kasztelanka: albo samotrzecia albo samo- 
czwarta. Już to wżdy jako tako, kiedy pieczyste albo co 
w rosole, coby miało być na jednćj misie, iż to różno ro- 
złożą, iż będzie gęś na inszej misie, kur na inszej, także 
też mięso albo cietrzew na inszej. Ale owg niewolnice mu- 
szą za panem grochem albo za panią kapustą wędrować. 
Więc się już tu pani z panem jeszcze z wieczora radzą, co 
mają przy grochu a co przy kapuście postawić? Pan powie- 
da, iżby dobrze przy kapuście drugą kapustę chociaj czarną; 
pani zasię powieda, iż „dobrzećby, ale rozynków ani cukru 
niemamy. Ale wiecie co, nasmażę ja ciastka jakiego." To 
się już tak smażą, pieką, że masła w garncu na drugą nie- 
dzielę bardzo mało zostanie, a ś. Wojciech wież to Bóg kie- 
dy nastanie, niż się drugie pocznie zbierać. Więc one ser- 
wety wyszywane, one listwy około obrusów! A powiedali na 
jedne panią, iż ujrzała obrus z listwami na stole u ziemia- 
nina, i powiedziała onćj ziemiance: ,,iż już nie wiemy cd 
mamy przed wami wymyślać, już muszę dać perłowe listwy 
do obrusa uczynić." A ziemianka stojąc powiedziała: „Więc 
i my tćż chociaj drobniejszemi perełkami, miłościwa pani, 
ale przedsię w tenże wzór co i W. M. wyszyjemy." 

Skutki tych uujmyslóu\ „Przodkowie nasi oni święci, 
nie mając ani pisma, ani żadnego upominania, ani praw ża- 
dnych ustanowionych na się, tylko tak z przyrodzonćj cno- 
ty swojej; patrz jako pięknie: trzeźwię, pobożnie, a na wszem 
pomiernic żyli, i na wszem się sprawowali; a jako długo 



_43 

onych rozkosznych, wesołych a szczerych żywotów swych uży- 
wali. Ale jako różność obyczajów na świat przypadła, także 
też za niemi różność we wszem odmienna przypaść musiała. Bo 
gdy nie bywało tak wymyślnych potraw, nie było tćż tak wy- 
myślnych kucharzów, piekarzów,tortarzów,smażaczów, apteka- 
rzów, i inszych do tak wielkich zbytków rozlicznych rzemieślni- 
ków. Nie było też tak różnych a z dziwnemi wymysły doktorów, 
barwierzów, i dziwnych cyrulików. A czemu? iż pomierne ży- 
cie było, pomierneml też ziółki bez wszech trudnych przypraw, 
przypadłą choróbkę sobie snadno uleczyli. Oprawiła to by- 
liczka, bukwiczka, kopytniczek, podróżniczek, i insze drobne 
ziółka. A jako nastała różność wymyślnych pokarmów z dzi- 
wnemi przezwiski, także też nastały i dziwne wrzody i z dzi- 
wnemi przezwisk!, co ich pierwej słychać nie bywało." 

Xauka moralna, „A tak poczci\\7 człowiek uważy^vszy 
sobie te wstydliwe zbytki, wziąwszy rozum, cnotę, a bojaźń 
Bożą przed się, może to w sobie snadnie zahamować, oba- 
czywszy co za szkodliwe przypadki z tego zawdy przypadać 
muszą; obaczywszy też jakie rozkosze z poczciwego, z po- 
miernego, a z pobożnego żywota także snadnie przypadają. 
Bo sława dobra spełna, zdrowie spełna i mieszek nie tak ry- 
chło sklęśnie, jako u wójta nazajutrz po ś. Marcinie, kiedy 
z dwora idzie." 

Sa opilstwie i obżarstwie czas marnie ginie ^ i dusza jest 
w niebezpieczeństwie. „Człowiek poczciwy, to szlachetne stwo- 
rzenie, szkoda i jednej godzinki, aby ją miał marnie stracić, 
a popluskać ją sprosnem plugastwem; gdyż każda godzinka 
jakożkolwiek nam, a zwłaszcza w nietrefnćj sprosności upły- 
nie, już nie nasza jest, już ją pan dyabeł za swą własną 
pochwyci. A człowiekowi nic nie jest droższego jako czas; 
a trzeba mu strzedz każdćj godzinki aby jej nie upuścił, aby 
mu ten szlachetny klejnot, czas żywota jego, jako po wo- 
dzie liść, nikczemnie a niepotrzebnie darmo nie spłynął. 
Azaż mało być może inakszych poczciwych biesiad i ina- 



44 



kszych zabawek, z którychby się i ciało trzeźwię i ona szla- 
chetna duma ucieszyć mogła? Albowiem jeśli ciało w tym 
tak sprośnym opiłym przypadku napoły jako nieżyw'e jest, 
cóż rozumiesz o miłśj a wdzięcznej duszy, jeśli tśż tain 
obumrzeć nie musi, siedząc w tak plugawój wieży; która 
(dusza) jest nie z tćj plugawój gliny zlepiona jako to spro- 
śne ciało, nie wyszła z onego grodu niebieskiego, z onych 
piękuych żywotów a obyczajów anielskicłi, której się myśl 
zawdy jako płomień ku górze ciągnie: jakoż nie ma być 
smętna siedząc w tak plugawym gmaclin, równie jako po- 
czciwy więzień w śmierdzącej wieży błotem uapluskanój? 
A wszakoż i poczciwy Avięzień tedy się wżdy stara to przez 
listy, to przez posły, jakoby swe rzeczy stanowił a powin- 
ności swój dosyć czynił. Także tóż ten nędzny a smętny 
więzień, ta dusza święta, chociaż bardzo zbolała w tem plu- 
gawćm więzieniu swojem, przedsię się stara a jako może 
przestrzega tego sprośnego gospodarza swego, gdy się tóż 
kiedy obudzi: aby się uznał, aby się obaczył w tej pluga- 
wój sprawie swojój. A cóż gdy on sprośny nałóg, który 
snadź mocniejszy jest niż przyrodzenie, AYszystko popsuje, 
a na żadnój radzie nie przestanie onego więźnia swego, któ- 
ry znając to nigdy bez smętku nie może być, siedząc w tak 
plugawój a ciemnój wieży, bo się już pewnie nadziewa z cie- 
mności tych doczesnych do ciemności wiecznych iść." 

Ludzie są ła/tomi^ kto z f^ołcmi rękoma j)rzi/cłiO(l:i^ nic 
nie wskóra. „Powiadają o jednym panie, iż gdy ubogi kmio- 
tek przyszedł do niego w jakiejsiś potrzebie swojój; na- 
stawszy się długo u drzwi poszedł do domu: niechciano go 
puścić. Potom po chwili przyszedł wziąwszy na się barana, 
a stanąwszy u drzwi począł baranowi ogon łamać, a bara- 
nisko tóż poczęło wrzeszczóć, i kazano go wnet puścić, i spra- 
wił sobie wszystko co mu było potrzeba. Potom przyszedł- 
szy do gromady żartował sobie z tego powiedając: „Już da- 
wno panu służę, dzień pilno robię, nigdym niczego nie za- 



45 

mieszkał, a wzdym żadnego grosza nie wysłużył. A mój ba- 
ran skoro przystał, tójże godziny został u pana przyjęty." 

Smutna prawda. „Niemasz takiej niecnoty, czegoby nę- 
dzne pieniądze a marny a krótki pożytek, aby ci dwa pa- 
nowie nie sprawili." 

Jako człowiek tytułów i hogaciu) jest chciicij. ,, Prosto 
jest człowiek jak on wójt we wsi, co mu gromada mówiła: 
„Cóżci też po tem iż się do tego dwora ciśniesz? masz wszyst- 
kiego dobrego z łaski Bożej dosyć, i jeszczebyś się lepiój 
miał, gdybyś swego domku był pilen; a przedsię tam le- 
ziesz; więc tobą robią jako osłem na każdy dzień, a doma 
siedząc, dzień odrobiwszy, miałbyś już sobie pokój. Więc 
tam rychlej nałają a czasem i we grzbiet się dostanie." 
Powiedział wójt: ,,Iżci to wszystko jest prawda, ale mi przed- 
się miło, bo się z panem namówię, a też mi i to miło iż 
mię panem wójtem zowią." Także nam wszystkim się tego 
chce, aby nas temi wójty zwano. Nic to spokój utracić, 
nic to ustawicznej pracy używać; nic to w każde się tru- 
dności wdać, kiloby nas Wójty zwano, a iżby rzeczono: iż 
to pan idzie; anoby mu właśnićj możono rzec: iż to niewol- 
nik idzie świata tego. Abowiem patrz tak jako słychamy 
gdy się okręt rozbije, a kto się deszczki ułapi, wierz mi, 
iż ten tłumoków nie wiąże koło siebie. Także i my mogli- 
byśmy się rozmyślść, iż bardzo w słabym okręcie pływamy 
po tśm burzliwem morzu świata tego, a już ledwie się de- 
ski nie chwytamy, a przedsię tłumoki wiążemy pilno około 
siebie; a wiesz to Bóg, jeśli nas gdzie i z deskami strasznie 
nie zatopią!... Inaczej myślał on Stylibon mędrzec; gdy ucie- 
kał jedno w koszuli z pogorzałego miasta, tedy go żałował 
Demetrius, a on powiedział: „I czemuż mnie żałujesz? nie 
zgorzałoć mnie mego nic, wszystkoć ja swoje z sobą noszę." 
Powiedział mu Demetrius: „A cóż nosisz niebożę? a to nie 
masz nic jedno koszulę." Powiedział mu Stylibon: „Iż no- 
szę rozum, cnotę, sławę, poczciwość, a to są własne skarby 



4:6 _ 

moje; a to co mi zgorzało toć było nie moje; tak mi tego 
szczęście było do czasu pożyczyło." 

Co Jest najpotrzebniejsze. „Dobreć jest bogactwo, do- 
brać jest uroda, dobreć sa kształty, ubiory i inne przypadki 
wedle świata tego, ale gdzie to v/szystko rozumem a cnotą 
nie będzie ozdobiono, tedy to wszystko jest jako malowana 
łódź, pięknie przyprawiona, a dziurawa." 

Cnoty wyrzec się trudno. „Ta można królowa bardzo 
jest podobna ku słońcu. Bo słońce jeśli w nocy za góry zaj- 
dzie, tedy tam przedsię innym narodom świeci. Jeśli je tćż 
jakie chmury we dnie zasłonią,, tedy przedsię na inszćm 
miejscu świeci, jako to wiec po górach widamy. Także tśż 
cnota chociaj się kęs w kim zabawkami świata tego jako 
ciemnemi zasłoni, ej! przedsię ona wynurzyć się a zawdy za- 
błyszczyć musi." 

Przeciw pysze i pogardzie ludzi. „Pan nad pany. Król 
nad królmi siedząc na wysokościach niebieskich, ostąpiony 
dziwnemi tłumy aniołów, przeciwko którym królowie ziem- 
scy sa jako prochy, a patrzże z jaką, powagą ten Pan uży- 
wać raczy stanu swego? Niemasz tak nędznego żebraczka, 
któregoby On do miłosierdzia swego przypuścić nie raczył; 
nas nędzne stworzenie swoje, a zlepienie rąk swoich syna- 
czki swemi,. braciszki swemi zwać raczy! A ty nędzna mu- 
cho, czemże się nadymać chcesz? A cóż ci potem iż siedzisz 
jako malowana opona za kęsem kamienia wykowanego? albo 
za jaką malownną ścianą, albo za jaką upstrzoną kobierczy- 
ną nadawszy nos swój? Ono choć ci kęs w oczy pochlebują, 
odszedłszy wszyscy się śmieją, wszyscy o tobie szepcą, wszyscy 
tobą choć nie w oczy gardzą; a ty nie dbasz kiloby kilko 
wąsatych chłopów z lisiemi kołnierzami przed tobą stało, 
a iżciby czterej ręcznik dzierżyli, a ty abyś jedno chrapał, 
spluwał, na stronę spoglądał, z postawą mówił, a ludzie 
abyć się jedno dziwowali... A zapomniałeś podobno onych 
świętycłi przodków swoich, a wielkich miłośników Pańskichl 



47 



Mało ci znali alabastrów, marmorów, złota, srebra, pstrych 
opon i innych dziwnych przysmaków ku temu grzechowi; 
kwiateczki a piękna traweczka, to było obicie ich; namiotek 
abo chróściana budka, to były marmory i alabastry ich, pod- 
płomyczek na wegłu upieczony a kawalce barauinki, to były 
półmiski ich; miłość wierna, powinność życzliwa, sprawiedli- 
wość, bogobojność, to były wszystkie ubiory ich i klejnoty 
ich. A zwali się sługami Bożemi i sługami bliźnich swo- 
ich..." 

Zaniedbujemij duazi) dla ciała. „Patrz, iż cosiękolwiek 
na świecie dzieje, to się wszystko marnemu ciału dzieje 
kwoli, nic się na miłą dusze nie rozmyślając. Patrz jako 
na wszem świecie rozmaity kołat, łoskot, kłopot. Nie pró- 
żna ziemia, nie próżne góry, nie próżne wody, gdziebyśmy 
wszędy nie skryślali szukając pożytków, a wszystko nędzne- 
mu ciału kwoli. Patrzże zasię na rozliczne kupie, na za- 
trudnione furmaństw^ó, na rozliczne a dziwne rzemiosła, ja- 
ki skrzyp, jaki kołat na każdym rynku i na każdej ulicy; 
jakie dziwne a wymyślne warsztaty, że nie tylko o nich pi- 
sać, albo mówić, ale i wydziwować im się trudno! A on naj- 
szlachetniejszy warsztat, gdzieby też co na nim kwoli nie- 
winnej duszycy być miało robiono, bardzo zardzewiał. Już 
ono ta sława, pomierność, poczciwość, pobożność, dawno za- 
ziębia leży, i kram dawno zawarto gdzie ją polerować mia- 
no; zkąd miała przypaść ona droga a kosztowna nieśmier- 
telność, której nadzieją ta wdzięczna duszyczka zawdy cie- 
szyć się miała!'' 

Ja/la winna być krotofdu czyli zabaua. Mogą być 
między uczciwemi ludźmi krotofile bez owych niepotrzebnych 
żartów; bo to stara przypowieść: „z przyjacielem igraj słów- 
kiem rzadko, ale rączką nigdy!" i to słówkiem poczciwem, 
a nie obraźliwem, boć i słówko czasem rychlej obrazi niźli 
rączka." 

Rozumem rządzie się trzeba. „Sąć przypadki przyro- 



48 ^ 

(lżenia naszego, którym się ciało obronić może. Jest zby- ł 
tnia radość, zbytni smętek, zbytni śmiech, zbytnia bojaźń. 
Ale co będzie rozumem a stałością zakowano, to nikomu ża- 
dnej szkody uczynić nie może. Bo co mi może uczynić smę- 
tek, gdy się ja do rozumu ucieknę: iż się trudno woli Bo- J 
żćj sprzeciwić, a iż to pewnie wiem, będęli w tem cierpli- 
wie trwał, iż mi się to ma sowito nagrodzić. Także a co 
mi ma uczynić strach, bym dobrze i rany i krew na sobie 
widział, gdy sobie wspomnę na sławę, na poczciwość swoje, 
żem to powinien i dla sławy swćj i dla kraju wszystko 
z chęcią znosić!" 

Obraz gniewu. „Słusznie starzy gniew^ człowieczy do- 
czesnćm szaleństwem zwali... Azaż nie widamy jako z onej 
nadobnej a łagodnej twarzy, wnet się stanie sprośna, sroga, 
zadęta, zabladła, że straszno nią patrzyć. Azaż się one za- 
palone oczy wiercić nie będą jako u szalonego? azaż nie 
drżą wargi? azaż nie zgrzytają zęby? azaż może spokojem 
postać? jedno się wierci, kręci, nogami depce, a nie wić 
gdzie się wrazić. Azaż ręce spokojem zadzierżeć może? je- 
dno niemi kiwa, grozi, a jeśli się pomścić nie może, tedy 
abo się drapie, abo z szalonego łba włosy skubie. Już mo- 
wa, już wzrok, już słuch, już wszystkie zmysły w nim spro- 
śnie odmienić się muszą, już ni rozum, ni pamięć, ani ba- 
czenie żadne tam spełna być nie może. Już wszystkie Bo- 
że inne dary, które hojnie nad inne zwierzęta nadane mamy, 
władzy swej ani urzędu używać nie mogą, gdyż już marnie 
tym sprośnym przypadkiem zgwałcone a zniewolone być 
muszą." 

Gniew rozumny potrzebny jest. „Alebyś tak snadź rzekł: 
„Wzdyć bez gniewu być nie może, bo go potrzeba, albo 
na nieprzyjaciela, albo na złych ludzi, który karania bywa- 
ją godni. Toć już nie jest gniew, ale sprawiedliwość; a jeśli 
gniew, tedy gniew pobożny a rozmyślny. Boć się nie gnie- 
wa burmistrz na złodzieja a wżdy go da objesić. Nie gnie- 



49 



a się mistrz na dziecię, a wżdy mu czasem miotełką wy- 
tnie. Także i z nieprzyjacielem gnićw być musi, ale ro- 
zmyślny a poradny gniew. Bo jeśli go rozmysłem a dobrą 
tidą nie zwalczysz, byś też nań najbardziej zdaleka zgrzy- 
tał zębami, tedyć mu to nic nie zawadzi. Wreszcie gdzie- 
kolwiek chcesz pojrzść, nigdzie nie upatrzysz aby nie było 
nic coby się wżdy pokarać mogło. Owa wszyscyśmy ludzie, 
jednoż pleban człowiek. I któż jest taki, któryby powinność 
^wą zachował, a nigdy z niej nie wykroczył? Wszędy a wszę- 
dy wilków pełno, wszędy a wszędy nasadził się jeden na 
ilnigiego, aby go w czem podejść a podstępie mógł. Wszę- 
dy a wszędy łakomstwo a swawola tak szeroko rozbiły sieć 
swoje, że trudno i niewinnemu, aby się kto z niej wybić 
niiał. A tak potrzebny jest gniew poczciwego człowieka, aby 

•ztropnem a pomiernem napominaniem, a czasem tćż i po- 
I zciwem karaniem niszczył, zacierał, a ku dobremu końco- 
wi przywodził te sprośne wszeteczeństwa lud/kie." 

Na/c:// unikać ohazyi do grztc/iu. „Kto widzi szpetną 
(limurę przed sobą a nadziewa się prędkiej pluty, wczas so- 
f' e opończę odwięzuje. Także tćż ty gdy widzisz jaką chmu- 
rę" na jakiej biesiadzie, a ona się na tę nieszlachetną burzę, 
ua gniew, a na zwadę zanosi, odwięzuj wczas opończę, wczas 
rozwódź, a sam się hamuj, a nakoniec raczej idź precz, a nie 
daj sobie tej plucie kapać za szyję." 

Lekarstwo na gniew. „Na rozważeniu przyj acielskiem 
iiła rozgniewanemu człowiekowi zależy. Bo piękne a ro- 
zważne słowa są jako młot, a przerażają aż do serca czło- 
wieczego. A wszakoż nie wtenczas go już hamuj, gdy go 
ujrzysz z zapalonemi oczyma jako psa wściekłego; ale albo 
przed tem, albo po tśm iż go kęs ona furya ominie. A to 
pomnij co mu będziesz mó^\ił, iż gdyby też potem na cię 
juka fur}'jka przypadła, abyś też one słówka sobie na pa- 
mięć przywiódł. A dalekoć to piękniej będzie iż się i sam 
w sobie pocichu ufrasujesz, i sam się nadobnie pohamujesz. 
Dzełn Hofmanowej. Tom ITI. 4 



50 

Albowiem to nadobny rachunek, kto idąc na pokoiczek swój 
sam z sobą poczet uczyni, co dnia tego przystojnego a co 
nie przystojnego uczynił. A to iście uczynek przystojny po- 
hamować rozgniewanego, choćby mu też to maluczko przy- 
kro było." 

Korzyść z cnót. „Przypadłości nasze od szczęścia wszy- 
stkie się mienić a mieszać muszą, jedno święte cnoty, te 
nas aż do grobu doprowadzić mają, a i po śmierci między 
ludźmi pozostałemi, tedy nas nieśmiertelnemi czynią, a po- 
czciwą sławą zawdy pamiątkę naszą obwoływają,- tak iż 
mało niejako napoły żywi między ludźmi chodzimy." 

Szpelnośó i nzkodliwość fałszu. „Już nie może być 
szkodliwsza rzecz, jako gdy kto nadobnemi farbowanemi 
słówki, a oną anielską postawką pokrywa prawdę świętą, 
a fałsz onego nieszlachetnika chce prawdą uczynić. Jeszcze 
to snadź szkodliwszy, niźli on pies, co się idąc do ciebie 
łasi, a marda ogonem, a gdy się nie obaczysz, alić on za 
nogę cap. Bo wżdy ów co szczeka przestrzega: że wżdy 
człek nań sobie kija szuka, albo sobie kordą poprawi. Al- 
bowiem taki człowiek onemi takiemi obleśnemi (pochlebne- 
mi) słówki ucukrujeć tak potrawkę, iżby najsłońsza, tedyć 
się słodka będzie widziała. Podać tak piękne a zafarbowa- 
ne słówka, żebyś ty przysiągł, że to szczera prawda, i dasz 
się snadnie na wszystko przywieść." 

Wdzię/f, zaleta i korzijść j/rawdij i slaloHci. „To .jest 
nadobny przymiot każdego poczciwego człowieka, gdzie są 
słowa jasne, a nie ponure, prawic sękowate, a iż się twarz 
i postawa i sprawa nadobnie wszystko z poczciwym skut- 
kiem zgadzają... Szczerość a prawda, wielkie to są klejnoty 
u Boga i u ludzi. A gdy to jeszcze będzie stałością jako 
pięknym płaszczem pokryto, już taki człowiek może się 
prawie błogosławionym zwać; już jego sława zawdy będzie 
jasna jako słońce i u Boga i u ludzi... Bo jeśli co może 
ozdobić poczciwego człowieka, tedy stała a stateczna myśl; 



Di 

iż go ani szczęście ani nieszczęście, ani żadna przygoda 
nigdy z stateczności jego nie uniesie, iż stały w przyjaźni, 
stały w prawach swoicli, iż go ani stracłi, ani dobrodziej- 
stwo żadne od jego poczciwej przystojności nigdy nie od- 
wiedzie. Stateczna i wspaniała myśl cieszy się odmiennością 
czasów, iż to jeszcze i przyjść i odmienić się może, a także 
drugim otuchy dobrćj i serca przydaje , przywodząc im na 
pamięć jalvo ludzie z morza na deskach wypływają, jako 
z przegranych bitew i z zdobytych miast zdrowo wychodzą, 
jako drudzy już i pod mieczem bywają a wżdy wychodzą, 
jako więźnie srogiego wiezienia próżni (wolni) bywają, g''^ ^ 
już czasem jedno do jutra śmierci czekali; a pospolicie więc 
bojowi ludzie i wielcy hetmani na lepszćj pieczy i na wię- 
kszćj łasce zawdy takie więźnie miewali, który sobie idąc 
w okowach przy koniu z wesołą myślą śpiewa, niźli owe- 
go co już zdechł napoły... albowiem każdy frasowny dwie 
sobie szkody czyni z jednaj, a myśl wspaniała na w^szystko 
się przygodzi, sobie i ludziom serca dodać może. Czytamy 
. o jednćj hetmańskiśj dziewce, gdy jej ojca zabito, który był 
hetmanem w oblężonćm mieście, i już nieprz}'jaciele w bra- 
mę się łamali i mury ubieżeli. Ta wnet skoczywszy popa- 
dła ojcowski miecz i przyłbicę na głowę włożyła, i krzy- 
knęła na ludzi którzy już byli poczęli uciekać. „Opomnij- 
cie się źli ludzie, co czynicie! a gdzież ucieczecie? a chociaj 
hetman zabit, hetmańska dziewka żywa: za mną kto cnotę 
miłuje! Bo jaki to wasz wstyd i lekkość będzie, jeśli mnie 
ubogiej dziewki nie ratujecie!" Skoczyła na mury a za nią 
wszyscy jako wodą linął. A tam jej Bóg poszczęścił iż mia- 
sta obroniła, i wielką szkodę w onych ludziech uczyniła 
tak iż musieli od miasta odciągnąć." 

O frasoirnej myśli. ..Frasowna myśl ku czemu do- 
bremu Przygodzic się może? bo i uboleje, i nic sobie w ża- 
dnćj rzeczy pomódz ani poradzić nie może. Zachorzałemu 
ciału byś mu i cukier dał, tedy mu się wszystko gorzko 



52 

widzi. Także zacliorzałemu sercu, i otucha i dobra myśl 
i nadzieja dobra, wszystko to u niego pod wątpieniem, 
a wszystko mu się gorzko widzi." 

Obraz przyjaciela. „Kto przjgaciela niśma, już wiele 
niśma, a jest jako malowany obraz jaki na ścianie, co na 
wszystkich patrzy, a z żadnym nie mówi, abo jako on żubr 
odyniec, co go od siebie stado wybije, iż jedno sam pusto- 
pas chodzi, a żadnego społku z iunemi zwierzętami nie 
używa. Albowiem która może być wdzięczniejsza rzecz ja- 
ko miły przyjaciel, który już wszystko a wszystko społu 
z tobą niesie, i smutek i wesele i szczęście i przygody, tak- 
że złe i dobre i wszystką majętność swoje czasu potrzeby 
jakiej radby z tobą zawdy napoły rozdzielił. Już dwie 
skrzynie za jedne, dwa domy za jeden, dwie stajnie za je- 
dne. Już gdy zjadą się, wszystko miło, wszystko wesoło, 
wszystko jakoby się śmiało. Już wszystko co się nie kmyśli 
wodziło, a co we łbie jako w kotle wrzało, to się snadnie 
wnet uspokoić, a w dobre obrócić się może... Przypadnąli 
t6ż trwogi albo nabezpieczeństwa jakie, już jakobyś miał 
trzecią rękę; już rada, rozmowa, pociecha wdzięczna, żeć 
napoł}' serca przybędzie, gdyż drugiego takiego widzisz po- 
dle siebie jako sam właśnie.... Już ci on wszystko nadobnie 
rozważy, rozwiedzie coby mu się do kogo i do ciebie sa- 
rniego nie podobało i z czegobyś się sam w sobie pokarać 
i pohamować miał. Ano to od przyjaciela miło, od nie- 
przyjaciela byłoby gniewno; i pewnieby tego z tobą, ten 
coby mu nic do tego, nigdy nie mówił, radszćjby się z tego 
pocichu z kim innym naśmiał... Ale gdy mićć będziesz ta- 
kiego przyjaciela, umiejże cenić go, jako złoto go chowaj. 
Bo wierz mi, iż nie leda skarb znajdzie, kto takiego czło- 
wieka sobie znajdzie, a zwać go śmiało będziesz mógł alter 
ego, to jest drugi ja." 

Coby z rzetelności wynikło. „Ustałyby one niewierne 
zapisy, one niepoczciwe cyrografy, na których więcśj wie- 



53 

rżymy kęsu papierowi a kęsu woskowi niżli cnocie a po- 
czciwości swojej, kiedyby słowa nasze wedle powinności na- 
szej szlacheckiej i chrześcijańskiej były: jest — jest niemasz 
— niemasz: toby to piękne słowa były." 

O trafiiości w czynieniu darów. „Trzeba uważać co 
komu czynić mamy. Bo daszli myśliwemu lutnią, staremu 
drumlę, kupco\\i jastrzębia, doktorowi łowczą trąbę, ber- 
nardynowi strzelbę, białejgłowie ostrogi, alchimiście sahaj- 
dak (kołczan na strzałj'): tedy to żadnemu z tych nie 
będą wdzięczne upominki, bo będzie każdy z nich rozumiał 
iżby to im na pożartek było dano. A tak trzeba uważać co 
przez kogo czynić mamy i co komu przystoi." 

Nie wszijsiko iiicażaritij sobie za dobrodziejsta-o. „Gdy 
kto komu dawa poczciwą radę, piękne upominanie, ostrożną 
przestrogę, coby go miały przywodzić do sławy i do cnoty, 
a iż mu nie da upominku, tedy się to u niego za pośmiech, 
a za jakąś przykrą przysadę zda. Aby się obaczył iż to 
wielkie upominki i wielkie bogactwo bierze: bo mu ztąd 
i rozum, i cnota, i sława, i wdzięczność ludzKa hojnie roz- 
szerzyć się może. Jako i mistrz gdy komu dziatki nadobnie 
wychowa, cnoty pomierne i piękne obyczaje w nich posta- 
nowi, zda mu się iż nic przeń uczynił kiedy mu suche 
dni zapłaci, ano nierównie więcej ten mu dał niźli on mu 
daje." 

O niewdzięczności dzisiejszej. ,, Mówią iż za starych 
ludzi, dobrodziejstwa i od chudych pachołków długo pamię- 
tali; ale dziś, takie wieki i tacy ludzie nastali, iż póki 
widzą, poty pamiętają, a skoro z oczu, to już wszystko na 
stronę precz. Prawdać jest, iż naonczas mogła być u każ- 
dego dłuższa pamięć, bo się tak głowa ludziom nie mie- 
szała jako dziś." 

Kto najszczęśliwszy. ,,To snadź najszczęśliwszy jest, 
kto nic ni od kogo nie potrzebuje, a na równem staniczek 
swój umiarkowawszy przestawa a nie stara się ani o urzędy. 



54 

ani o żadne zawikłane sprawy świata tego, tylko sobie obie- 
rze, aby w spokojnym a pomieruym staniku swym żywota 
swego używał, a komuby mógł i czemby mógł, aby się fun- 
ciku (talentu) swego od Pana nadanego każdemu zachował, 
z każdym się obchodził wiernie, powinność swą każdemu 
okazał, tak jako należy." 

Jakie dobrodziejstwo najlepsze? „To dobre najlepsze, 
które nietylko jednemu ale i drugim przygodzie się może. 
Jako gdy poczciwy pan, widząc krzywdę jaką pospolitą, mo- 
cno się o to zasadzi, mocno tego pilnuje, a strzeże i ku 
lepszemu końcu przywodzi; to już ten nie tylko jednemu 
dobry ale wszystkim. Ale powiadają, iż mało takich dziś, 
snadź wymarli w on pośledni przymorek." 

Korzyści poczciwego żywota. ,. A jakoż się tu o taki ży- 
wot niestarać? Anoś już pewien zdrowia, boć go wszyscy 
życzą, pewieueś pokoju, bo cię wszyscy strzegą, pewieneś 
dobrego mienia, bo cię zawdy wszyscy ratują i wspomogą^ 
a co nad najwyższe, pewieneś onćj nieśmiertelnćj sławy, 
która i za żywota twego poczciwe głosy o tobie roznosi 
i po śmierci nigdy umrzeć nie może. Pewieneś onśj nieśmier- 
telności wiecznej, której wszyscy z radością czekamy, gdyż 
sobie żyjesz jako przezroczysty kryształ, nic nikomu nie 
będąc winien, ovvszem wszystkim służąc i jako mogąc po- 
magając. A oni tćż zasię wszyscy błogosławią i Pana Boga 
za cię proszą. A powiadają tak, iż się głos Pański zgadza 
z temi głosy, na który się tśż wiele ludzi zgadzają." 

Jak człowiek dzielić się ma. „Człowiek nie saui tylko 
się sobie rodzi jako bezrozumne zwierzę, ale część sobie, 
a część też przyjacielowi." 

Więcej dbamy o ciało niżeli o duszę. „Cóż nas do te- 
go przywodzi, iż o sławę i poczciwość mniśj dbamy? nic 
innego jedno nieszlachetne ciało, którebyśmy tak radzi upie- 
ścili jako anioła jakiego. Już ziemia, morze, lasy, nigdy nie 
są spokojne a ustawnie wojowane być muszą, ani dlacze- 



55 

go, by jeduo dla tego mizernego a nieszlachetnego ciała. 
Gdyż dusza ani rozlicznycli kształtów, ani ustrzępionycłi 
ubiorów, ani dziwnych a pstrych pojazdów nie potrzebuje. 
Albowiem to jej saneczki, na którychby si§ najradszej wo- 
ziła: ozdobna cnota. To jej ubiory wszystkie — poczciwość. To 
jej potrawy najroskoszniejsze — sława, którą ona tak wdzię- 
cznie nasyconą bywa, jako ciało uajpiękniejszemi z ośmią 
herbów marcepany." 

Jak zwykle ludzie ile się prowadzący przestrogi przyj- 
imiją. „Jako małe dzieci, kiedy im brudne koszulki zdejmu- 
ją, a w białe, a we pstre nadobnie wyszyte je ubierają, tedy 
przedsię płaczą, a nic temu nie rozumieją, iż to ku ich do- 
bremu. Także też ci nasi bracia, gdy z nich pięknem upo- 
minaniem a rozważnemi przestrogami, ten brud ich obycza- 
jów sprośnych chcą odrzeć, a w piękne je obyczaje oblec, 
tedy im to bardzo nie miło, a dobrze iż jako dzieci nie 
płaczą." 

Przy występnych nalotach szczęśliwym być nie można. 
„Możeć i łakomiec i marnotrawnik i swawolnik, za oponami 
siedzieć, i na srebrze jadać, a cóż kiedy myśl zabolała a pię- 
knem! sprawami nie ozdobiona. Równie podobien taki ku 
owemu, co pod namiotem na malowanem łóżku a na pstrych 
poduszkach leży, a przedsię tak go boli jako onego, co na 
prostem lipowera łóżku także leżeć nie może"... 

Ciało z przyrodzenia mało wymaga. „Małoć ciało o tem 
myśli, kiedy się naje, jeśli na srebrze, jeśli na glinianśj 
misie jadło? kiloby się najadło. Mało też o tem myśli, je- 
śli na pstrej kołdrze, albo na prostym wezgłówku spało, 
kilo iż smaczno spało, albo iż się naspało. A co jego przy- 
rodzeniu trzeba więcej? Albo także jeśli z malowanej albo 
z prostej Myślimickiej sklenice się napiło? bo mu dosyć na 
tśm, iż się napiło." 

Zakładanie ogrodów rzecz poiyltczna. „Nasadzisz drze- 
wek, naszczepisz pniaczków, wineczka i różyczek przysądzisz, 



56 

bo się to wszystko za małą pracą przyjmuje. Grządki na- 
dobnie każesz pokopać, nasiejesz ziółek potrzebnycli, rzod- 
kiewek, sałatek, czerzuszek. Nasadzisz meluneczków, ogóre- 
czków. I majoranik, i szałwijka, i inne ziółka, wszystko to 
nic nie wadzi. Więc włoskich grochów, więc wysokich ko- 
piów, więc i innych wiele rzeczy, co się to wszystko przy- 
godzi. Bo zasię kiedy wzejdzie, tedy to i panienki, albo 
inne domowe dziewki mogą wypleć i ocbędożyć. Więc nie- 
wadzi brzoskwiniową, morelową kosteczkę wsadzić, albo tćż 
włoski orzeszek, bo to wszystko prędko uroście, a przedsię 
i pożytek uczynić może. Grosz dawszy chłopu na dzień, si- 
ła grządek może nakopać co stanie za dziesięć. Ale naj- 
dziesz drugiego takiego niedbalca, co mu się to bardzo tru- 
dno widzi, i powiada więc: „Oj! wolałbym ja tu gnoju na- 
wozić, a jęczmienia nasisić." Ale jeśli być może i gnój, 
i jęczmień, i to wszystko, a cóż ci to wadzi? coć i rozkosz, 
i krotofilę i pożytek czyni... Azaż lepiej iż ci łopian pod 
okny śmierdzi, a pokrzywa cię parzy, niżlibyś co innego na 
to miejsce posadził? Bo być tóż to i pożytku żadnego pie- 
niężnego nie uczyniło, tedy azaż mały pożytek potrzeba 
domowa? Bo z jabłuszka możesz sobie kilka potrawek uczy- 
nić; dobre warzone, dobre smażone, dobre pieczone; dobrze 
mi gęś nadziać, dobra kasza z nich przetarłszy przez dur- 
szlak, dobrze je ususzyć i w pudle na cały rok chować. 
A sama jedna rozkosz przechodzić się sobie i sam, i z przy- 
jacielem między onemi roskoszkami swemi; a zacz ci to sta- 
nie? A wiosny co najpilniej bądź pileu, boć to głowa wszy- 
stkiemu rokowi." 

O gofi/jodarutwie Iwbiecem. „Nuż też pani łaskawa do- 
mowa, azaż tćż nie może bez wielkiej pracy a napoły 
z krotofilą nadobnych pożyteczków naczynić, gdy się zaba- 
wi koło ogrodów, około nabiałów, około lnów, około kono- 
pi? wszystko może się to sowicie opłacić, i domek się napeł- 
ni. Bo to zimie zasię z dzieweczkami poprzedzić, płocie- 



57 

nek nasprawuje: może i uprzedać, może i potrzebę domową 
zawdy poczciwą mieć. Nuż też i gąska nie zła, bo i piór- 
ka i mięsko wżdy też darmo uie wyjdzie; a mały to koszt 
trawki nasiekać, ukropkiem gorącym ją obmiękczyć, otrąbka- 
mi posypać, to się tak tem dobrze gęś uchowa jako owsem, 
bo jej to snadniej i połknąć i przechować. Nuż też kurczą- 
tko, nuż kaczątko, nuż i gołębiątko, wszystko to nic nie wa- 
dzi, bo to bez trudności a napoły z krotofilą wszystko być 
może; a przedsię i sława i pożytek z tego roście, iż wżdy 
rzeką: iż porządelv w domu... A na jesień cóż to jest za tru- 
dność już kapusty, rzepy, pasternaki, pietruszki, i inne rze- 
czy dobrze opatrzywszy, kapustki nadobnej osobno obrawszy, 
fasę jedne na to obróciwszy, napoły główki przekrawając 
nadobnie ją ułożyć, ćwikiełką przekładać, koprzyku do niej 
nakłaść, tedy będzie i srnaczna i czerwona; także z niej ro- 
sołek będzie nadobny i onemi ziołki pięknie pachnący. Nuż 
też ćwikiełki w piec namiotawszy, a dobrze przypiekłszy, na- 
dobnie ochędożyć, w talerzyki nakrajać, także w^ faseczkę 
ułożyć, chrzanikiem co nadrobniej ukrążawszy przetrząsać; 
bo będzie długo trwała; także koprem włoskim troszkę prze- 
tłukłszy przetrząsać, a octem pokrapiać, a solą też trochę 
przesalać: tedy to jest tak osobny przysmak: ani twoje li- 
monie! bo i rosołek bardzo smaczny i sama pani ćwikła; bo 
już będzie i bardzo smaczna i bardzo nadobnie pachnęła:... 
Albo też rydzyków nasolić, grzybków nasuszyć, ogóreczków 
nakwasić, także też koprzykiem a wiśniowemi albo dębowe- 
mi liśćmi przekładać, aby były mocniejsze. Zasz też wadzi 
i powidełek sobie nadziałać; oayoców nasuszyć, różyczek 
albo innych ziółek nasmażyć, wódeczek napalić? wszystko to 
roskosz a krotofilą; a dom wszystkiego pełen, co jest bardzo 
wielki przysmak ku roskosznemu a spokojnemu żywotowi 
człowieka poczciwego." 

Rofikosze ziiny. „Nuż nachodziwszy się po swem go- 
spodarstwie, już też sobie w ciepłej izbie usiędziesz, albo 



58 

sam, albo z przyjacielem. A jeślić jeszcze Paii Bóg dziatk 
tlał, toć już jako błazeiikowie kugiują, żonka z panienkami 
szyje, też si§ z tobą rozmawia, albo też co powiada; pieczeń 
się wieprzowa dopieka, cietrzew w rosołku, a kapłon tłusty 
z kluskami dowiera; wiec rzepka, wigc inne potrawki. A cze- 
góż ci więcśj trzeba? a czegóż ci uiedostawa ku poczciwe- 
mu wychowaniu twemu, byś jedno sam chciał i użyć umiał"? 
tedyć Pau Bóg wszystkiego dosyć dał. A jeśli umiesz czy- 
tać, azaż to nie roskosz sobie czas upatrzywszy nad książ- 
kami posiedzieć, prawa i powinności swej się dowiedzieć? 
Więc się namówić z onemi filozofy, z onemi mądremi, prze- 
ważnemi a rycerskiemi ludźmi: nie trzebać będzie wielkiego 
nakładu, zbiegasz wszystek świat lekkim kosztem; tuż na 
miejscu siedząc, tak jakobyś tam wszędzie oczywiście był, 
a jakobyś wszystko widział, acz nie tak dobrze ale wżdy le- 
piej niż nic. Nuż zasię azaż to nie roskosz ^^iedzieć przy- 
rodzenie każdego zwierzątka, każdego ptaszka, każdego ziół- 
ka, z czego można się i gospodarstwa wiele nauczyć, i w przy- 
godzie sobie czasem pomódz, i między ludzi przyszedłszy 
nie siedzieć darmo-bit, gdzie się wżdy będzie umiał i ku te- 
mu i ku owemu przymówić." 



KSIĘGI TRZECIE, 

które w sobie zamykaj.^ trzeci wiek człowieka poczciwego, to jest 
już starszych lat jego, aż do powinnego dokończenia. 

h'zeslro>ri dla slan/c/t. „Natura człowieka zawdy się 
burzy jako moszcz wino niewytrawne, aż gdy się ustoi, to 
tśż jedno lagier co się niczemu dobremu nie godzi, na dnie 
zostanie. Ale ty mój miły chrześcijański bracie, któremu się 
Pan Bóg da przebić przez to omylne a burzliwe lato mło- 



dości, i średniego wieku twojego, uie bądźże tym moszczem 
ani tym lagrem, ale uczyń czystem a przezroczystym winem; 
aby twe cnotliwe sprawy pięknie się na wsze strony błyszcza- 
ły; jako gdy łuna bije na wsze strony od nadobnćj skleni- 
ce, jako od kryształu, w której piękne a przezroczyste wi- 
no stoi. Bo widzisz przez jakie się miejsca przebijasz, wi- 
dzisz przez jakie morze płyniesz, widzisz jako jest na niem 
wiele dziwnych a srogich rozbójników po tych gościńcach 
rozsadzonych, że do onego wdzięcznego portu, gdzie cnota, 
rozum a bojaźń Boża wysiadła, trudno się bardzo przed nie- 
mi przebić masz... Jeszcze tedy ostrożniejszej pilności koło 
siebie potrzeba, bo już płyniesz do onego portu, gdzie jako 
kupiec z dalekich stron przypłynąwszy, radości a pociechy 
używa w domku swoim i z miłemi przyjacioły swemi, któ- 
rzy się radują z onego szczęśliwego wrócenia jego z onych 
dziwnych niebezpieczeństw." 

Jaka pomoc starcowi najlepsza jest. „Najlepszą po- 
mocą starcowi do poczciwego żywota jest wiara, nadzieja, 
a łaska. Bo wnet do wiary przybędzie pobożność, stałość, 
cnota. Do nadzieje przybędzie wnet stateczna myśl, a nie- 
omylne dufanie o Panu swoim. Do łaski przybędzie spra- 
wiedliwość, miłosierdzie, wierna życzliwość każdemu bliźnie- 
mu jako sam sobie... A tak chodząc w bezpieczeństwie 
i poczciwości, a czegóż już innego oczekiwać masz, jedno 
jako Pismo powiada: nie umrzeć, jedno przestąpić z tego ży- 
wota swego doczesnego, do onego żywota wdzięcznego, a wie- 
cznego z dawna sobie obiecanego... Bo patrzaj, iż wiara jest 
jako szczep pięknie uszczepion. Łaska jest jako kwiatki na 
onym nadobnym szczepie rozkwitłe, z której wszystkie dobre 
a miłosierne uczynki pochodzą. Nadzieja jest prawie jako 
on majowy deszcz, który on szczep nadobnie pokrapia, aby 
one wdzięczne kwiatki na nim nie uschły." 

ir starości czas jest bardzo drogi, a nie zawsze cenio- 
ny. „Patrz, mój miły bracie, jako nas czas jako złodzićj 



60 

pocichu okrada. Jiiżci ukradł i młode i średnie lata two- 
je Już jako ono powiadają na ostatecznym szczeblu swoim 
stoisz, jedno cię zepchnąć, a bierzesz się na daleką drogę! 
A poczciwy człowiek kiedy się gdzie na mały czas w cudzy 
kraj spuści, tedy z pilnością rozprawuje domek swój i po- 
trzeby swoje. Roztropny marynarz gdy się ma puścić na 
głębokości morskie, tedy opatruje żagle swoje, powrozy, ma- 
szty i kotwice swoje. A tybyś się obaczyć nie miał?... Tam- 
temu tylko idzie o rzeczy doczesne, a tobie już o rzeczy 
wieczne! A wżdy takową niedbałość widamy i w tych sędzi- 
wych leciech ludzkich... a snadź jeszcze z takiemi laty, i ła- 
komstwo i staranie roście, że pilniejszy tego nędznego świa- 
ta niźli W'dzięcznych a wiecznych przyszłych radości swoich... 
a tak nam się zda, jakobyśmy tu sobie ten świat wiecznie 
zakupili." 

Poicaga starości. ,, Patrz, gdy ujrzysz człowieka po- 
czciwego a sędziwego, już się go i wszetecznik i nikczemnik 
jakoć ulęknąć musi; już go na lepszem baczeniu i na lepszćj 
pieczy mićć musi, niźli owego darmolega, chociaj nań cza- 
sem i złota jako pstrocin na dzięcioła nawieszają. A czem- 
że się to dzieje? gadaj ! Pewnieć nie z jego łysiny, ani z sę- 
dziwśj brody to idzie; bo najdziesz drugiego z siwą brodą 
tak szalonego jak z gagatkową. Ale człowiek sędziwy a cno- 
tami ozdobiony jest nieco ku Bogu podobny sprawami swe- 
mi... i ma w^ sobie jakieś Boże dary, których się ludzie ra- 
dzi nieradzi zawstydzać muszą!" 

Wiek człowieczy jest jako rok biezącij. „Widzisz iż 
wiek twój równie z wiatrem bieży. Widzisz też, iż czas 
twój podobny jest ku rokowi wedle przyrodzenia bieżącemu. 
Zbieżałać już wiosna onej kwitnącćj młodości twojej, kiedy 
wszystkie kwiaty zakwitają. Zbieżałoć lato onej gorącćj 
średniości, kiedy się wszystkie rzeczy zagrzewają. Przypa- 
dła na cię już chłodna jesień, kiedy już wszystkie rzeczy 
dojrzewają, a kiedy już mają być do swych spiżarń chowa- 



61 

ne. Już niczego nie czekasz jedno onej spokojnej zimy, abyś 
tśż sobie odpoczynął od wszelkiej pracy swojej... Opatriijże 
pilno, jakoby te twe czasy tobie darmo a marnie nie wycho- 
dziły, a jakobyś one pierwsze roboty pierwszych czasów 
swoich tak zachował, abyś mógł bezpiecznie za niemi przyjść 
do onego wiecznego odpoczywania twego." 

Starość poczLlica icielc znuczi/. „Staraj się tylko o to, 
abyś poczciwością ozdobił a zahaftował ostateczne czasy 
swoje; bo choćbyś sobie wspomniał, iż cię kiedy młodość 
twa unosiła, nic się przed tem nie trwoź; widzisz iż zawdy 
złe przed dobrem uciekać musi, jako śnieg przed słońcem; 
wszystko to się zatrze a zapomni, gdy to ozdobisz na sta- 
rość poczciwym a sławnym żywotem twoim. A tu tćż sły- 
szysz, iż masz takiego Pana, iż gdy się do Niego obrócisz, 
nie chce On nigdy wspominać błędów młodości twojćj." 

niebezpieczna rzecz przestaicar ze ziemi. „Nic nas nie 
uwodzi snadniej z poczciwćj drogi, jedno omylne towa- 
rzystwo, a ich obłudne przykłady i obyczaje. Bo pospoli- 
cie kto się pośliznie, rad się drugiego łapa, i obadwa bywa- 
ją, na ziemi." 

Pochwała cnoty, skutki występku. „Patrzaj jako cno- 
ta jest coś dziwnego, poważnego, wspaniałego; a prawie by 
królewskim klejnotem a zacnych ludzi kosztownym skarbem 
mogła być nazwana. A miłośnik! swe, którzy jćj naśladu- 
ją, zawdy czyni wesołemi, wspaniałemi, bezpiecznemi, zdro- 
werai i nadobnie rumiauemi. Patrz zasię na tych co wy- 
stępkom przysługują, jeśli że są kiedy prawie weseli, prawie 
zdrowi, albo prawie rumieni. Bo łakomca wysuszy ona je- 
go ustawiczna praca a myślenie o łakomstwie jego. Darmo 
pycha też unosi ona pawia myśl jego, że ani dobrśj myśli, 
ani dobrych czasów użyć nie może. Gniewliwego a upor- 
nego, także też gniew a upór jego zawdy wymdlić a wysu- 
szyć musi. Pijanica ten wżdy kęs poskacze a ostatka żywo- 
ta swego zaśpi, a potćm spanoszeje, perełkami twarz osa- 



62 

dzi, wągrów a cudzoziemców w nos napuści, i jako gęś na 
wiosnę wyblednie." 

Dobre jest bogactwo ale niebezpieczne. „To jest prawda, 
iż zawdy lepiój jechać na koniu niżli piechotą iść. Lepiój 
mieć białą koszulę niźli brudną. Lepsze zawdy wino niż 
woda. Także tćż każdy woli się dobrze mieć, niźli źle. Ale 
każda rzecz i bogactwo gdy go kto źle a niepomiernie uży- 
wa, tedy się zawdy w gorsze niż w lepsze obrócić może.. 
Niechże się nie chlubi nikt bogactwem, bo to wszystko ple- 
wy; a iż u tego nie będzie cnota szafarką, a rozum podskar- 
bim, tedy się to prędko jako dym albo popiół przed dom 
wysypany rozleci, kiedy go wicher rozpłoszy." 

/ w sędziwym icieku użytecznym krajowi być można. 
„Do spraw publicznych lepsze są bacznego a uważnego czło- 
wieka pięć słów, niźli owego niedbalca co nic ani widał ani 
słychał. Bo ów chociaj nie sprawą, ale radą, pismem a roz- 
tropnćm rzeczy przyszłych rozważeniem, siła może ku dobre- 
mu publicznemu posłużyć, a mało nie więcćj niż ów co piór- 
kiem czubek nastrzępiwszy, jako kania po polu lata. Bo by 
tćż był i najmężniejszy, nic po tćm, jeśli dobrćj sprawy 
a opatrzności nie będzie. I nie darmo mędrcy napisali: 
„Próżno się na polu wadzisz, jeśli doma nie uradzisz." A mą- 
drzy walecznicy zawdy siwe a poważne ludzie, którzy i wi- 
dali i słychali i czynili, tedy na lektykach albo na kolebkach 
każą za wojski wozić, a ich rady i pamięci używają." 

Boga bać się należy^ bo icidzi wszystko. „Nie mniemaj 
abyć Bóg wszystkiego daleko nie upatrował, a iżby wszyst- 
kiego nie miał na pieczy, albo za wszystko nie karał. Bo 
jeśli ty tu wszedłszy na wysoką górę widzisz mil kilkadzie- 
siąt, a iżby On z takiej wysokości nie miał vvszystkiego świa- 
ta opatrzyć? Albo jeśli ty rozmysłem swoim w jednćj go- 
dzinie będziesz we Włoszech, w Turczech, i wszystko tam 
tylko na słuch rozmyślasz co się tam dzieje; a cóż On bę- 
dąc nieskończoną mądrością nie ma wszystkiego rozmyślść 



63 



i wiedzieć gdzie się co dzieje?... A ma On i szpiegi po wszy- 
stkiemu światu, anioły swoje." 

Każdy zbytek jeat złym. „Cokolwiek jest nazbyt, już 
aobrym być zwano nie może. Takoż i zbytnia dobroć; kie- 
dy kto będąc przełożonym złycli nie karze, równie jakoby 
łotrowską, szkołę zbudował, a sam w niej był bakałarzem, 
.: uczył je jako mają złemi być. A tak cłiceszli sławnym, 
zacnym a zawdy poważnym być, i Panu Bogu się swemu po- 
dobać, uważajże na wszem w każdej rzeczy słuszną pomia- 
rę ozdobioną poczciwą roztropnością. . A bądź jako piękne 
zwierciadło, w którem każdy swe zmazy upatrując w sobie 
je poprawuje." 

Drugic/i //ocir.sziic umiemy^ a niebie nie. „Patrz, gdy 
na pogrzebach bywamy, albo przyjacioły w przygodacłi cie- 
szymy, tedy mało odszedłszy na stronę pokiwawszy głową, 
pocichu sobie rozmawiamy: „Bracie, a cóż działać, wszystkim 
ci nam tam być." A gdyż to wiesz z cudzego przykładu, iż 
to wszystko na cię wisi co u drugiego widzisz, a cóż się 
frasujesz gdy na cię złe przyjdzie. Wiedz, iż dom, dzieci, 
żona, jeśli ją masz, skarby i inne bogactwa, wszystko to jest 
jako pajęczyna w ręku twojem, gdyć to z przypadkiem albo 
za żywota zginąć może, albo też tego pewnie odbieżyć 
musisz." 

Narzekamy na krótkość życia ^ a skracamy Je sami. ,,Nie 
jeden mówi, iż dłużej kruk albo jeleń będzie żyw niźli czło- 
wiek, a to niema twarz. Ba! wlejże ty jedno jeleniowi pół 
garnca gorzałki w gardło, ujrzysz będzielić długo bujał. Al- 
bo także krukowi, nasyp mu jedno pełno pieprzu w nos, 
a zalej mu małmazyą, wierz mi iżci nie będzie długo kra- 
kał. A przedsię to zowią sławą a zachowaniem. O! nędznaż 
to sława a sprośne zachowanie, przez które i żywot sobie 
krócimy; a czasem się jako w nieme zwierzęta obracamy! 
A przypatrz się kto chce temu, nie więcejli najdziesz siwych, 
łysych, a przedsię tłustych i nadobnie rumianych między 



64 

ludźmi prostymi; którzy acz grube potrawy jedzą- ale tylko 
do sytości, a brzucha ani jako wańtucha (wór) nie natkają, 
ani jako bukłaka (dzban) nie naleją, niźli między zacnymi 
ludźmi? Bo acz też także i chłopek czasem naleje, ale 
z rzadka, i to ktemu chłodnem piwem, a potśm wszystko 
wypracuje z siebie. A schorzały taki chociaj i doczeka sta- 
rości, a cóż mu po tem? z jakąż tego roskoszą na łóżku, 
a jeszcze ktemu blizko pieca postawionem kaszląc a plując 
użyje? ano już flegma w piersiach skrzypi, ano już dycha- 
wica mówić nie dopuści .. a jeszcze ludzie sobie o nim sze- 
pczą: „A trzebaż mu tego było?" 

Poróiimaiiie ciiotUwej aluroHci. Poczciwy człowiek gdy 
przyjdzie ku doskonałym latom swym, nieinaczśj jakoby 
przyszedł po wielkićm upracowaniu do jakiój pięknej a wo- 
niejącej łaźni, w której one wszystkie prace i trudy z sie- 
bie nadobnie wypoci a jeszcze sobie gorzałeczką, oliwką, 
a barskiem mydełkiem grzbiet natrze. To potem smaczno 
mu się wszystko zdać będzie, i smaczno uśnie. Także tćż 
ty, mój miły człowiecze, gdy już obaczysz one pr/eminąłe 
czasy zatrudnione i zawikłane swoje, a wszedłeś prawie ja- 
ko do pięknćj łaźni do sędziwych lat swoich, wypoćże pierw- 
sze a zamotane sprawy, i odrzuć je od siebie; natrzyj się 
roztropną powściągliwością, ożyw poczciwsze zwyczaje i świeć 
się a biel zdaleka poczciwemi sprawy twojemi. Po tćm po- 
łożysz się roskosznie na ostatecznćm łóżeczku swojćm, cze- 
kając onego wdzięcznego zawołania Pana swego, gdyć każe 
do siebie przyjść, jako miłemu przyjacielowi, do onych ros- 
kosznych pokojów swoich " 

Umierać nam się nie e/ice. „My co po tym świecie do 
kresu nam obiecanego wędrujemy, jesteśmy podobni ku 
onym co w drogę idą, i potkają gdzie jakie piękne drzewo 
a cień rozkoszny pod nićm; to się tu pokładą, to się tu ro- 
zuwają, to się ocierają; drugim się przespać chce i nikomu 
się nie chce z cieniu tego. A przedsię kochuj się ty jako 



65 

chcesz, dalćj w drogę wędrować, a tam być gdzie każdy 
być musi, potrzeba... Prosto jesteśmy jak on dziad co o nim 
Ezop bajał, który niósł w gorący dzień brzemię drew z ła- 
sa na sobie. I stanąwszy także pod drzewem w cieniu, zrzu- 
cił z siebie ono brzemię i powiedział: „Ej! jiiżbym snadź 
wolał śmierć niżli się z temi drwy dźwigać." A śmierć wnet 
podle niego stanęła: „Czego chcesz, bracie, owom ja goto- 
wa.'' Dziad wejrzawszy jej w oczy uląkł się, i powiedział 
stojąc pokornie: „Nic, moja miła siostro, chciałem cię pro- 
sić, byś mi pomogła tych drew na ramię założyć; ale już 
nie trzeba, bom sobie odpoczął, założę sam." 

Smkrcią ani .się (roskuć, ani buc jej się potrze bu. „Śmier- 
ci nikt nie ujdzie, skoro się urodzimy, tedy już mrzeć po- 
czynamy; po picciudziesiąt lat z tych co ich tu dziś widzisz 
najmłodszych, ledwie że dziesiąty zostanie, wszyscyśmy tern 
prawem osądzeni, a pod ten dekret poddani; ani żadeu król, 
ani żaden święty apellować od niego nie mógł; każdy go 
skromnie przyjąć musiał; a czegóż my się tćż nędzni ro- 
baczkowie nadziewać mamy? Owszem uważywszy to sobie 
czekajmy śmierci z dobrą wolą. Wszak i gość wdzięczniej- 
szy co sam z chęci a z miłości przyjdzie do kogo, niżli ów 
co go wloką a on się wydziera. Prawdać, iż przyrodzeniu 
naszemu straszna rzecz rozłączyć się z światem; ale uciekł- 
szy się do rozumu, iż to inaczej być nie może, a ktemu do 
obietnic Pańskich, iż wierny żądny nie umiera, jedno idzie 
do lepszego żywota; czemużbyśmy się nad tem troskać albo 
wzdrygać mieli? starajmy się jedno aby nas czas wiernemi 
tak zastał, abyśmy wedle obietnic Pańskich zawdy żywi byli; 
nie ubezpieczajmy się na nic, bądźmy zawdy gotowi, gdyż 
czas a śmierć dybie ustawicznie, a nie patrzy ani wieku, 
ani stanu człowieka żadnego; zwłaszcza ty, mój miły chrze- 
ścijański bracie, który już jako na drabinie stoisz u sztur- 
mu ostatecznego." 

Zakończenie dzieła całego. „A tak mój miły bracie, 
Dziełf) Hofinanowej. Tom III. 5 



66 

tu już masz wypisane wszystkie wieki swoje, jako się w nich 
masz poczciwie zachować; przyjmij to odemuie proszę, jako 
od prostaka. A gdy się tu jako z rejestru obaczysz w spra- 
wach swoich, snadnie potem znajdziesz między mędrszemi, 
czego dalej w sobie poprawować i jako się sprawować bę- 
dziesz miał. Jedno nie leż darmo: czytaj, szukaj, biegaj, 
a dowieduj się o powinności twojej. Bo i Pan Bóg na nas 
woła, abyśmy się dowiedowali o piśmiech, na których zale- 
ży i sława, i poczciwość, i zbawienie nasze. A zatem cię 
Panu Bogu poruczam trojakiemu w Stauiech (w Osobach), 
a jednemu w Bóstwie, który króluje bez początku i będzie 
bez końca na wiek wieków. Amen. 



DWORZANIN POLSKI 



Łukasza ii ó r n i c k i e g o. 



Łukasz Górnicki starosta tykociński i wasiłkowski 
wsławił się najwięcej za panowania Zygmunta Augusta, 
u którego w łasce i w urzędzie sekretarza zostawał; mie- 
szczony jest w rzędzie pierwszych pisarzy wieku Zygmunto- 
wego, tak dla jasnego i dobitnego wykładu rzeczy, jako 
i dla czystćj i płynnej polszczyzny. Dzieła jego w ojczystćj 
tylko mowie nam znajome są: Dworzanin polski. Dzieje w Ko- 
ronie Polskiej od 1538 do 1572 r.; Droga do zupełnej wol- 
ności; Rozmowa Polaka z Włochem; Rozmowa złodzieja 
z dyabłem; Nowy karakter polski i ortografia; Rzecz o do- 
brodziejstwach z Seneki wzięta. 

Dworzanin polski, dzieło dosyć obszerne, w czterech 
księgach, wydane poraź pierwszy w Krakowie 1566 r., przy- 



67 



pisaue Zygmuntowi Augustowi, jest nćiśladowaniem włoskie- 
go dzieła: „^7 Coztegiaao Kastylio nu;'''' tak jednali zastosował 
go autor do ducha narodowego, zwyczajów i obyczajów pol- 
skich, iż znawcy i sędziowie literatury poczytują go za ory- 
ginał. Treść jego następująca: W domu Samuela Macie- 
jowskiego biskupa krakowskiego schodzą się różne osoby 
będące na dworze Zygmunta Augusta: Kryski, Myszkowski, 
Wapowski, Kostka, Bojanowski i inni; ci w poufałych rozmo- 
wach układają wzór Dworzanina polakiego; to jest: jakim 
powinien być człowiek, który na dworach możnych panów 
przebywa? jakie mają być jego zalety? jak ma sobie poczy- 
nać i radzić w rozmaitych stosunkach życia? Oto niektóre 
z tych rozmów wyjątki, czerpane są z powtórego tegoż dzie- 
ła wydania z roku 1639. 

Wyjątki z „Dworzanina Polskiego" 

przez Łukasza Górnickiego. 

A'.y/f^c/ /, sir. 13. .,Kto na świat się urodzi, wchodzi nie 
na swą własną, ale na pospolitą dziedzinę." 

Sir. 16. „Gorzej jest niechcieć dobrze czynić, niż nie 
umieć." 

Sir. 17. „W każdej rzeczy tak trudno znaleźć prawdzi- 
wą doskonałość, że się zda jakoby rzecz niepodobna, aby ją 
kto upatrzyć mógł; a to dla tego, iż każdy człowiek ma swo- 
je około każdćj rzeczy osobliwe zdanie." 

„Chcę najprzód, aby się nasz Dworzanin w szlacheckim, 
zacnym doum urodził, abowiem nie tak sromotna rzecz jest 
nie szlachcicowi, nie czynić spraw poczciwych, jako szlachci- 
cowi, który jeśli najmniej zstąpi z tćj drogi, którą szli przod- 
kowie jego, zostawi zmazę na domu swym, a nie tylko nie 
przybawi (przyda) nic, ale straci i to, co było nabyte. Gdyż 
szlachectwo jest jako rozpalona pochodnia, która objaśnia 
i kładzie przed oczy, dobre i złe człowiecze sprawy, pobu- 



68 

dza, zapala ku cnocie, tak bojaźnią niesławy, jakotśż na- 
dzieją czci i chwały... Widzimy patrząc na drzewa, że ich 
gałęzie zawżdy (zawsze) są do pniaka podobne; a jeśli się 
kiedy odrodzą, to tam nie przyrodzenie winno, ale ogrodnik 
niedbały. Także się tśż dzieje i w ludziech. Kiedy około 
wychowania mają dobre gospodarze, niemal zawżdy są po- 
dobni tym, z których idą i częstokroć je przechodzą. Ale 
jeśli ogrodnik dobry nie przystąpi, ćwiczenia nie będzie, wte- 
dy jako drzewo ogrodne w leśne się obraca, tak i człowiek 
prędko zdziczeje." 

Sfr. 20. „Chcę, żeby nasz Dworzanin miał tę przyje- 
mność przyrodzoną, któraby go wdzięcznym do ludzi czyni- 
ła; tak, iż ktoby go widział, zaraz i sam miłować go mu- 
siał, i najdował go być godnym łaski każdego wielkiego pa- 
na; bo za taką przyjemnością, wszystkie sprawy, wszystkie 
postępki jego, waet ozdobniejsze, wnet droższe, wnet chwa- 
lebniejsze będą." 

Str. 24. „Gdy się ów Dworzanin zacnie i tak szczęśli- 
wie urodzi, zakon, a zawołanie jego, abo (jako dziś mówią) 
profesya, nie chcę aby była inna, jedno (tylko) rycerskie 
rzemiosło, w którem, naprzód wiarą przeciwko Panu swe- 
mu, a potćm męztwem, siłą, ochotą, i przeważnością potrze- 
ba żeby między drugimi słynął, czyniąc temu dosyć po 
wszelki czas i na każdćm miejscu; najmniejszśj rzeczy nie 
puszczając mimo się, któraby mu niesławę przynieść miała: 
bo szwank w tćj mierze, a ustąpienie na lewo, by o włos, 
wieczną sromotą pachnie... Niezwyciężone i wielkie serce nie- 
chaj się w nim zawżdy najduje; rychlćj czasem na małych rze- 
czach niż na wielkich sercach poznać... Chcę żeby ów Dworzanin 
chociażby dobrze widział, iż ani ma na się szpiega nieśmiało- 
ści, ani może mieć świadka męztwa, przedsię (przecie) to 
czynił, co dobremu, cnotliwemu należy, pomniąc, iż najpe- 
wniejsze świadectwo jest sumienie własne, a za cnotliwe 
sprawy sama cnota hojną zapłatą jest. A kto dla tego 



69 



poczciwie czyni, aby był widzian, ten się z cnotą fałszywie 
obchodzi, okazując jej miłość; gdyż ku czemu innemu, a nie 
ku niej skłonne jest jego serce. Zgoła Dworzanin, sercem 
męzkiśm, a wspaniałą myślą, zawzdy się znacznie popisać 
ma. Jedno tćż nie cticg, aby zuchwalstwo w nim panowało, 
iżby pochmurnym wejrzeniem, postawą srogą, odętym wą- 
<em, straszyć miał, a nie umiał łagodnie mówić, jedno 
z fukiem, a wszystko o wojennych rzeczach; bo kiedyby 
'akowy miał być, prędkoby każdemu człowiekowi obmierzł, 
i zasłużyłby słyszeć owe słowa, które pani jedna takiemuż 
zuchwalcowi na biesiedzie powiedziała; bo gdy ten kilka- 
kroć poczczon był (proszony) tym od niej, żeby się albo do 
muzyki przysiadł, abo tańcował, abo rozmową się jaką 
z pannami bawił, a każdy raz nic innego nie powiadał, je- 
Ino iż to jest lekkich ludzi dzieło, a nie jego ćwiczenia 
rzemiosło; spytała go nakoniec pani: „A to rzemi.osło W. M. 
jakież jest?" Odpowiedział jćj uczyniwszy pierwej po- 
stawę srogą: „Tf> krwi nieprzyjacielskiej brodzić, a swśj 
nie żałować!" IŁzekła zatem pani: „Mnieby się zdało, po- 
nieważ teraz wojny nie masz, abyś W. M. dał się czyście 
(czysto) tłustem namazać, a wespołek (razem) ze zbroją, 
i z tćm wszystkićm czego W. M. przeciwko nieprzyjacie- 
lowi używasz, dał się gdzie do szafy schować, aż do tego 
czasu kiedy wojna będzie, abyś W. M. bardziej niż teraz 
nie zardzewiał." 

Sir. 30. Gładkość zaś u naszego Dworzanina niechaj bę- 
dzie taka, któraby nic niewieściego w sobie nie miała; bo 
jedwabna postawa, słowa pieszczone, zemdlona mowa, nie- 
wiem komuby się na świecie podobać mogła: mężczyzna 
ma być mężczyzną, i twarzą, i postawą, i słowy. 

...Chcę przeto aby był dobrze wyćwiczony w tśm wszy- 
stkićm co żołnierzowi umieć należy; aby umiał dobrze z każdą 
bronią, tak pieszo jako i na koniu, a ich wszystkie znał i wie- 
dział fortele.... żeby z łuku dobrze strzelał, pięknie stał 



70 

za nim, dociągał, zapasy chodzić (wyścigać się w biegu) 
umiał, żeby był dobrym jezdcem, konia znał, wiódł go pię- 
knie, i kształtownie na nim siedział.... Nie przepomnę także 
kamieniem ciskania, skakania, takoż i pływania, które jest 
bardzo potrzebne człowiekowi rycerskiemu. 

Słr. 40. „Chce aby w mowie, w sprawach, żadnego 
nie miał wydwarzania (przesady); niech myślą, ludzie iż to 
co czyni, samo mu tak płynie, i jako dar, bez wszelkiej 
pracy i zdobywania przychodzi. Wnet straci swą gracyą 
rzecz każda, którą człowiek gwałtem czyni. Kto się nie 
musi śmiać? kiedy kto ziemi nie dostępując, z wielką pil- 
nością aby nie zmylił, wyciągnąwszy szyję, nie zginając 
się nigdzie, jakoby kij połknął tańcuje? A jako przystoi 
mężczyźnie i białej głowie kiedy niedbale tańcuje; a mó- 
wiąc co z kim, abo żartując, w rzeczy nic o tańcu nie my- 
śli, prosto jakoby zmylić ani umiała ani mogła." 

^fr. 45. „Nasz Dworzanin będzie miał we wszystkiem 
gracyą, a zwłaszcza w mowie, jeśli się strzedz będzie ^yy- 
dwarzania; której wady pełno wszędzie, podobno u nas 
w Polsce, więcej niż gdzieindziej; abowiem nasz Polak, by 
jedno kęs z domu wyjechał, wnet nie chce inaczćj mówić, 
jedno tym językiem, gdzie trochę zmieszkał; jeśli był we 
Włoszech, to za każdem słowem, S/gnor: jeśli we Francyi, 
For ma foi: jeśli w Hiszpanii, to AVy.s- otrofi carciglieros; 
czasem drugi chociaż nie będzie w Czechach, jedno iż gra- 
nice Szląska przejedzie, to już inaczej nie będzie chciał 
mówić, jedno po czesku, a czeszczyzna, wie to Bóg jaka 
będzie? A jeśli mu rzeczesz, żeby swym językiem mówił: to 
powiada, iż zapomniał, abo że mu się przyrodzony język 
prawdziwie gruby widzi, czego dowodząc wyi-wie jakie sta- 
ropolskie z Boga Piodzice słowo, a z czeskiem jakićm gła- 
dkićm słówkiem na sztych je wysadzi, aby swego języka 
ubość, a obcego piękność pokazał. 

Sir. 47. Pisanie powinno być takie Jak mowa; gdyż 



71 

pisanie nic innego nie jest, jedno jakiś kształt, wyobrażenie 
mowy, które zostaje chociaż już człowiek wypowiedział, ja- 
koby wizerunkiem tego co się rzekło; a prosto, jest pisanie 
ta rzecz, która daje żywot słowom. 

Sfr. ńl. Niektórzy nasi, clicąc pokazać iż wiele umieją 
co trzecie słowo, to po łacinie mówią, a może (można) je 
przyrównać do owej kufy, w której troszkę wina, abo do 
peclierza, w którycli jedno kilka ziarn grocłiu; abowiem gdy 
zakołaczesz w próżną kufę, wielki dźwięk daje, a pełna nic 
jako i pęcłierz pełen grochu. Także i ci, iż kilka tylko słów 
umieją, więc z nimi coraz na plac. 

^^r. ńP). Nie trzeba dla tego przenosić jednego ję- 
zyka nad inne, że nim są nauki pisane. Ten dank nie ję- 
zykom ma być, ale ludziom; abowiem ciż ludzie, gdzieby 
się byli urodzili, tożby byli uczynili; a przeto obfitość tę 
ludzie czynią nie język... I nasz język polski rychłoby 
urósł, gdybyśmy się go rozmiłowali; ale nie wiem czemu tak 
podle rozumiemy o swoim języku, jakoby nauk w sie wziąść 
niemógł? co się mnie wielkie głupstwo widzi. 

Sir. .77. Chcę żeby nasz Dworzanin mądrze mówił 
i mądrze pisał; ale musi wiele umieć, za czem mu to przyj- 
dzie; bo kto nie ma pierwej w umyśle swym gotowych i nie 
lada jakich rzeczy, temu słown nie popłyną... Chcę... gdy 
trafi na co trudnego, aby słowy ku temu sposobnemi, rzecz 
onę tak wywiódł, żeby ją każdy pojąć a wyrozumieć mógł. 
Zasię (zaś) gdy o wielkich rzeczach mówić przyjdzie, aby 
poważnie, rzeźwie i potężnie mówił, obierając słowa własne 
jasne, łatwie, dobrze złożone, a te którychby pospolicie uży- 
wano; abowiem też pospolite słowa uczynią rzecz ozdobną 
i poważna, jeśli je Dworzanin przerobić a usadzić dobrze 
będzie umiał. Tu się niechaj stara, aby rzecz jego, ka- 
żdego ruszyła; aby mógł przywieść ku żalu, ku gniewu ku 
miłosierdziu; i umiał zapalić, podnieść, zmiękczyć, zwycię- 
żyć, przełamać, wedle potrzeby swej serca ludzkie; abowiem 



72 



to jest cel, do którego wszyscy wymówce strzelają. Czasem 
-tśż aby umiał podać ludziom słodkiego zprosta: a nie dwor- 
nie mówiąc, i tak łatwie, iżby każdy kto słucha, zdał się 
sobie módz w to trafić; a gdyby skosztował, aby dopiero 
poznał, iż daleko jest od onego, co mniemał by było ła- 
twie (łatwo). 

Słr. 61. Umysł od dusze pochodząc, daleko jest wyż- 
szego dostojeństwa niż ciało; przeto tćż przystoi starać się 
bardziej o jego ćwiczenie i ozdobę niż o to, co ciało szla- 
chcic ma. Pisało wiele filozofów o cnocie, dzieląc ją na 
części, i subtelnie o dostojeństwie każdćj części dysputując; 
nadto dali jakieś upominki swoje, któremi miałby sobie 
wiele pomódz człowiek, do życia błogosławionego. W to ja 
naszego Dworzanina tak głęboko wdawać nie chcę: dosyć 
na tern, iż będzie dobrym, cnotliwym człowiekiem, bo tu 
w tern jest mądrość, sprawiedliwość, mężność, powściągliwość 
i wszystko inne co ku przystojności należy; abowiem tego 
Ja samego mam za filozofa, który chce być cnotliwym 
człowiekiem, i w kim jest ta chęć, temu mało czego więcój 
trzeba. Dla tego Sokrates powiedział, że mu się widziała 
jego lekcya, siła już sprawić, kiedy któżkolwiek z słucha- 
nia jśj przyszedł na tę drogę, iż chciał poznać i nau- 
czyć się cnoty. Jakoż kto już do tego kresu przyjdzie, iż 
niczego więcej nie pragnie jedno tego, by był dobrym, ła- 
twiuchno sie nauczy jako przyjść ktemu (ku temu). — Gdy 
już nasz Dworzanin ozdobi umysł swój cnotą, po cnocie 
nie zda mi się abym go w co piękniśj przybrać mógł, jako 

w naukę Chociaż niemal większa część Polaków mają 

sobie nauki dobre za nic... żadna rzecz właśniejsza, żadna 
przyzwoitsza człowiekowi nie jest, jako umienie; a nauki 
dobre, które Bóg za skarl) najkosztowniejszy ludziom na 
świat posłał, są pożyteczne i potrzebne ku życiu i ozdobie 
naszćj. 

...Któż jest tak nędznej myśli, tak małego a strapio- 



73 

nego serca, iżby czytając sławnych hetmanów dzieje, za- 
palić się ku takowej dzielności nie musiał? a nie wzgar- 
dził wnet tym nędznym żywotem, aby doznał takiego źy- 
AVota nad którym śmierć nie ma mocy? Abowiem to jest 
dopiero prawe ożycie, kiedy kto sławnie umrze... Ale kogo 
nie ucieszyło nigdy pismo, ani zna tego smaku, który hi- 
storye abo i inne rzerzy w księgach dają, ten sławy wjćj 
.najestacie nigdy widzieć nie może... — Widzi się niektó- 
rym, iż póki Polacy czytać nie umieli, poty w Polsce było 
więcej cnoty; teraz za tą nauką wszystko złe przyszło; nic 
/.da mi się, aby w tem nauka co winna była, abowiem ta 
na złe nie radzi: ludzie to podobno w tym krzywi. I tak, 
przyczyna złego naszego inna nie jest, jedno zbytnia chci- 
wość nabywania, za którą idzie to, iż żaden zawołaniu swe- 
mu dosyć nie czyni, ale umiłowawszy każdy z osobna po- 
żytek własny, a pospolity pożytek i dobro na stronę odrzu- 
ciwszy, to przedsiębierze czemby dom swój ubogacił? ani 
:ia to patrzy: przystoili to jego zawołaniu abo nie? czego 
się jął; by on jedno miał wsi dosyć, ma za to, że potomka 
;"ego pytać nie będą: jako tego ojciec dostał? Otóż ta 
chciwość zaślepiła ludzie, iż tego nie widzą: że jeśli Po- 
spolita rzecz zginie, nikt swego nie odzierży. Ale o tćm 
iż się bez żalu mówić nie może, lepiej milczeć, do Dwo- 
rzanina się ja naszego wrócę... 

Łaciński, grecki język chcę aby umiał; niemiecki, włoski, 
ftancuzki, hiszpański niechaj rozumie. Poety wszystkie. Orato- 
ry i historyki, z pilnością wielką trzeba żeby przeczcił i zwerto- 
wał, aby mógł wiedzieć co się w którym kraju dzieje i świadom 
był każdego miejsca. Niechaj umie z głowy pisać list cu- 
- dny, rzecz poważną, i wiersz. A jeśliby rozumiał, iż jego 
pisanie nie doszło tćj doskonałości, żeby je ludzie radzi 
czytać i chwalić mieli; niechajże go światu nie ukazuje, 
aby z siebie nie uczynił śmiechu; to ćwiczenie przyniesie 
mu ten pożytek, że będzie mógł lepiej sądzić o pisaniu 



drugiego, niż ten kto się w pisaniu nie ćwiczył; nadto, bę- 
dzie mu też zawdy słów dostawało, i za takowem ćwicze- 
niem gruntowniej może mówić. Ale nad wszystko niecliąj 
to naszemu Dworzaninowi tkwi w głowie, aby w tern 
i w każdej rzeczy ostrożnie poczynał sobie, a radniej był 
bojaźliwym niż śmiałym. Tego czeso nie umie, niechaj 
nierozumie osobie aby umiał, abowiem. z przjTodzenia ka- 
żdy z nas barziej niż przystoi pragnie chwały: i żadnej 
muzyki tak rade nie słuchają nasze uszy, jako kiedy kto 
ku chlubie naszej co powiada... I takich wiele jest, którzy 
znają to jaśnie, iż im pochłebują, a wżdy (przecież) na po- 
chlebcę są łaskawi: a na owe patrzyć nie mogą, którzy im 
prawdę mówią. 

Sfr, 70. Jako złoto zdobi tę rzecz każdą, która jest 
uczyniona z niego, tak też i uczynki sławne zdobią pisa- 
nie, i są wielką tego przyczyną, że ono trwa wiek po 
wieku. Abowiem każdy rad czyta 'tę księgę, i wielce ją 
sobie waży, w której rzeczy poważnych, przykładów pię- 
knych, cnych skutków, siła widzi: a owa księga pod lawą 
lega, która się słowy, a nie rzeczą nadstawia. 

...Chcę jeszcze aby nasz Dworzanin był muzykiem, 
iżby abo śpiewać, abo grać na lutni, abo na jakim instru- 
mencie umiał: abowiem nie rozumiem, aby ucieszniejsza 
zabawa miała być ku wybiciu sobie z głowy wiele frasun- 
ków jako ta? U starych też w takiej powadze była, że ją 
mieli za rzecz świętą,. , Dusza nasza kiedy muzykę słyszy, 
jako ze snu ockniewa się i bierze żywość i posiłek od niej 
ku potwierdzeniu mocy swojej... Plato i .Arystoteles piszą, 
iż który człowiek ma być dobrze wychowany, temu trzeba 
żeby i muzykę umiał... rozkazują, iżbyśmy się jej z dzie- 
ciństwa uczyli: nie tak dalece dla tego. iż ją lubią uszy 
nasze, jako dla tego, iż mn tę moc odmienić nas w co lep- 
szego, a dać nowy zwyczaj, który się ku cnocie garnie; 
który to zwyczaj czyni duszę sposobniejszą ku dostąpieniu 



iO 



l)łogosła^viellst^va; jako praca czyni ciało czerstwiejsze... 
Kto nie czuje muzyki smaku, temu (rzecz pewna) źle w gło- 
wie ułożono... Muzyki używają w kościele dla chwały Bo- 
żej, i wielkie podobieństwo, iż jest Panu Bogu wdzięczna; 
a iż On ją nam dał dla ochłody i niejakiej uciechy w pracy 
i frasunkach naszych, ztądże owo jest, iż kmieć w gorące 
dni śpiewając sobie o Lipce, mało pracy i potu czuje. 
Takoż i owa kmiotówna (chłopka), która w zimie do dnia 
prząść albo tkać wstaje, nie zdrzymnie się śpiewając, a ro- 
botę swoją uczyni sobie miłą. Żeglarze na morzu, którym 
wiatr, deszcz i inny niewczas dokuczy, nie mają się do 
czego innego uciec, aby zapomnieli wszystkiego, jedno do 
muzyki. Ta sie cieszy podróżny człowiek, ta więzień w cie- 

%, tek/ kL ł, * ^ V *y 

żkich okowach. Nakoniec przyrodzenie samo (aby to każdy 
znał. iż muzyka jaka taka niewczasy ludzkie odpędza) na- 
uczyło mamki śpiewać, aby śpiewaniem dziecinny płacz tu- 
liły; bo unet dziecię uspokoi się, uśnie, i zapomni sobie 
przyzwoitego płaczu; który płacz dało nam Przyrodzenie 
za znak, iż nędzny a mizerny żywot nasz. ma być na 
świecie." 

KSIĘGA II. 

Str. 76'. Wielekroć z niemałem podziwieniem rozbie- 
rałem to sobie, i macałam przyczyny, zkądby to rosło, iż 
ludzie starzy niemal wszyscy skarżą się na dzisiejsze czasy 
a one pierwsze zbytnie chwalą; ganią teraźniejsze sprawy 
nasze, obyczaje, i to czegokolwiek oni w młodości swojój 
nie czynili, i twierdzą, iż wszystko idzie co dalej, tóm go- 
rzćj... Rzecz dziwna, iż sędziwe lata, które za długićm 
rzeczy doświadczeniem, baczenie i rozsądek człowieczy do- 
skonalszy czynią, w tej mierze tak błądzą; nie bacząc: iż 
kiedyby tak szło eo dalćj to gorzej, to jest iżby zawzdy 
ojciec był niż syn lepszy, jużbyśmy byli dawno do onego 



76 

ostatniego kresu złości przyszli, gdzieby się pogorszyć nie 
mogło. Przyczyny obłędu tego, ja innśj w swój głowie 
nie najduję, jedno tę: iż lata przecz bieżąc, biorą z sobą 
wiele dobrego i odejmują siłę, a z nienagła gubią żywość 
za którćm ginieniem człowiek się mieni: żyły, muskuły' 
członki słabiej ą, przez które duch nasz rozpostrza (rozpo- 
ściera) swoje władzę. A przeto jako w jesieni pada list 
(liść) z drzewa, tak wtenczas odchodzi od naszego serca 
wszystko, co nam było w młodości miło; a na miejsce do- 
brej i wesołej myśli wchodzi w nas zła i smętna; a jeszcze 
nie sama, ale przywiedzie z sobą wszystkie niedostatki, 
wszystkie niewczasy; tak, już wtenczas nie jedno ciało, ale 
i duch w człowieku choruje; a to co człowiek dobrego miał 
albo widział na świecie, wszystko zginie, chyba pamięć 
tylko zostanie, i jakoby obraz onego lubego wieku, gdy 
człowiek młody. Bo ten czas jest jak wiosna: wszystko się 
około nas śmieje, ziemia wszystka nasza; na myśl nie przyj- 
dzie bolesny smętek, ale radosne wesele z dziwną uciechą; 
owa (zgoła) Raj się widzi przeciwko innemu czasu. Za- 
czśm bodajby nie lepiej, kiedy przyśpieje włos siwy, 
a człowiek na dół idzie, opuszczając to w czem się kochał, 
aby brał zaraz z sobą i pamięć tych wszystkich rozkoszy... 
...Staremu człowiekowi tak się widzi jako owemu, któ- 
ry w okręcie na morze, abo w czółnie na rzekę z brzegu 
się puści; patrzając na brzeg zda mu się, iż brzeg bieży, 
a okręt abo czółno stoi; a to wprawdzie inaczej się ma, 
abowiem tak brzeg jako czas i wszelakie krotochwile (ucie- 
chy, zabawy), w jednćj mierze stoją, a my w tćj łodzi, 
w tym okręcie, gdzie śmierć steruje, płyniem jeden za dru- 
gim po tćm niebezpiecznćm morzu, które wszystko zaleje 
i pozrze; ani wolno do brzegu nazad się wrócić, ale musi 
człowiek wciąż pędzić, a naskakawszy się po okrutnych wa- 
łach i nakarmiwszy się srogiego strachu nakoniec utonąć, 
gdzie się okręt o jaką rozbije skałę... 



77 ■ 

Sfr. 83. Żadna lubość wdzięczną nie jest, jeśli jćj nie- 
lubość nie uprzedzi; komu może być miłe odpocznienie, je- 
śli pierwćj nie uczuł niewczasu z prącej? komu smakować 
może jedzenie, picie, spanie, jeśli pierwćj nie łaknął, nie 
pragnął, a sen go nie morzył? 

Str. 89. Już tedy wiadomo co Dworzanin mieć i umieć 
powinien, teraz dokładam: iż ku nabyciu prawdziwćj chwały 
i dobrego mniemania u każdego, a łaski u tego Pana na 
czyim dworze będzie, potrzeba aby siebie sam, obyczaje 
>we i żywot swój umiarkować, i w pewną rezę stawić umiał; 
;i użyć mógł na Dworze tych darów, które mieć będzie bez 
zawiści. Co jako jest rzecz trudna, ztąd to znać możemy, iż 
rzadki kto ku tej doskonałości przyszedł kiedy; bo po 
jirawdzie to ma każdy człowiek, iż radniej pogani gdzie co 
złe, niż pochwali gdy co dobre, a jest w drugich jakaś 
złość przyi-odzona, iż chociaż znają jawnie, że to dobre jest 
co widzą, jednak sadzą się gwałtem na to, aby w tym ką- 
kol znaleźli. A przeto Dworzanin niechaj będzie w tern co 
pocznie ostrożny, niechaj się nie tylko o to stara, aby je- 
go godności i przymioty były osobne (niezwyczajne), ale też 
aby sposób życia jego zgadzał się z godnością, aby zawżdy 
był jednaki, a we wszystkich rzeczach nie był od siebie 
różny. Lecz z tych wszystkich godności i przymiotów, nie- 
chaj uczyni iednę masę, tak iżby każua sprawa jego pa- 
chnęła vvszyo,tkiemi cnotami. Aczkolwiek w każdym uczynku 
jest jedna główna cnota, wszakoż tak się z sobą wszystkie 
cnoty poplotły, że ich rozerwać trudno: i tak splecione ku 
jednemu końcu bieżą, a do każdćj gruntownej sprawy wszy- 
stkie się zgodzić mogą. A tak trzeba aby ich Dworzanin 
umiał użyć, bo iż cnoty zdadzą się czasem jakoby między 
sobą były przeciwne, kiedy je pospołu jako i:a sztychu po- 
stawi, jedna drugą zdobić będzie. Jako dobry malarz cie- 
niem wysadza rzecz, a jasnością poda na dalą, na głębią 
zniży, skróci podług potrzeby, kładzieniem różnych farb je- 



J8 

dnej rzeczy drugą wspiera, i umiejąc a wiedząc gdzie co 
przeciwko czemu położyć, to co chce oczom ludzkim ukaże; 
ztądże owo jest, iż sig nam z podziwieuiem podoba mąż za- 
wołany, kiedy układnie a skromnie we wszystkiem poczyna 
sobie... mało mówi a wiele czyni, niechwaląc się sam z uczyn- 
ku cbwalonego. 

Str. 94. Gdy Dworzaninowi do rozmowy przyjdzie, chcg 
iżby pomniał z kim co mówić ma, aby z uczonym o księ- 
gach, a z żołnierzem o wojnie rzecz prowadził; nie tak jako 
on pan, który jednej białogłowie począł powiadać jako 
wiele głów zabił, jako jest mężny, jako z każdą bronią do- 
brze umie; nakoniec nie odszedł od niej, aż ją począł sztuk 
uczyć, puginała dobywszy: niebożątko białogłowa struchlała 
bojąc się, aby jej tak nie zabił, jako którego z onych o któ- 
rych jćj powiadał. 

Str. 99... Starzy pospolicie są mędrsi niż młodzi, powścią- 
gliwsi, dalej pati"zą rozumem; ale są skąpi, trudni, nieużyci, 
bojaźliwi, skrzętni, dziwacy; młody człowiek zasię śmielszy, 
hojniejszy , szczerszy , ale wnet się zwadzi , uieustawiczny 
l)rędko się jednego rozmiłuje, i zaraz go opuści, na biesia- 
dę, na rozkosz chciwy, nieprzyjacielem temu kto go z czego 
upomina. Owa, wiek stały, a ; stateczny, to jest najlepszy, 
człowiek już one dymy młode z głowy sobie wyraził i to 
co jest złego w młodości zagubił, a starość surowa ze swe- 
mi złemi przymiotami nie przystąpiła. 

Str. W4... Niech mój Dworzanin zawżdy pamięta, iż 
on jest sługą, a pan panem; niech go miłuje, woli jego 
słucha, rozkazaniu dosyć czyni, podobać mu się stara... Już 
tu przyjdzie zostawić złą myśl doma (w domu) a i)rzed 
panem z wesołą twarzą stawać, nie pochmurną, ani niemą... 
Niechaj tćż nie będzie Dworzanin obmówcą, złośliwym, 
zwłaszcza o panie swoim, jakoż to na Dworze pospolita, iż 
ci którym pan najwięcej uczynił dobrego, które z ciemno- 
ści na światło, z błota na suszą wyrwał, i uczynił pauy. 



79 

i: aj bardziej sie ua paiiy skarżą i najgorzej o nich mówią; 
\iechaj on żadnych nowinek nie nosi, niech lada czego nie 
mÓNYi, prawda niechaj w uściech zawżdy będzie nie kłam- 
stwu, ani pochlebstwo. Pana niech ma w takowej uczciwo- 
ści jako przystoi, niech z nim nie poczyna jako z bratem .. 
Łaskawej twarzy pańskiej i wszelakiego pokazu laski, uie- 
haj zbytnie nie łapa (chwyta), niechaj nie będzie jako ci, 
Atorzy będąc w wielkiej łasce tak się nią bardzo upiją, iż 
nie wiedzą co czynią przed radością..., łaskę pańską i wsze- 
laki jej pokaz, chcę żeby sobie ważył, ale nie tak bardzo, 
iżby się bez tego obejść nie mógł... 

Sir. Ilu. Jasnej, gołej skromności w Dworzanhiie nie 
chcę, ale z godnością pospołu złączoną, bo to oboje czyni 
człowieka wziętego i wdzięcznego u ludzi... 

Sfr. Ul... Gdzieby Dworzanin za swem nieszczęściem 
na złego a uiepobożuego Paua trafił, wnet skoro to pozna, 
ma odstać od niego, to dla tego, aby się nie zdał być po- 
ćhwalcą złych rzeczy, a ktemu chceli ujść tej napaści, tej 
męki, którą cnotliwie ludzie cierpią służąc złym panom. 

^//'. IW... W ubierze swoim niech nadewszystko bę- 
dzie ochędożnym a snażny, 'wszakoż aby nie było białej- 
głowy ochędustwo ale męźczyńskie, a ktemu aby nie w je- 
dnej rzeczy był ochędożny, a w drugiej nic, ale we wszy- 
stkiem jednakowo... Za jakiego się będzie chciał udać, niech 
się takiego stroju trzyma, aby i ci którzy go nie znają, ua 
pierwszem wejrzeniu, mieli go za tiikiego, za jakiego się 
laieć sam chce... 

!Sli'. rJL Jest coś co człowiekowi wiele przydać i ująć 

może dobrego mniemania i wziętości, a to jest zachowanie 

przestawanie; a spoina przyjaźń z kim ją kto wiedzie! bo to 

rozum pokazuje, iż jakiego kto sobie przyjaciela obrał, z kim 

za jednego żyje, taki i sam być musi. 

Stf. 123. Doskonała przyjaźń sama żywot ten nędzny 
nasz słodzi; za tą mamy, cokolwiek jest dobrego na świe- 



80 

cie.,. a jeśli kto psuje a burzy ten dar Boży złćm używa- 
niem, przedsig jednak nie mamy jój od siebie wydziedzi- 
czać, ani dla złych ludzi tego tak wielkiego błogosławień- 
stwa dobrym odejmować... Przeto nasz Dworzanin ma je- 
dnego szczerego przyjaciela; a potom drugie wszystkie niech 
czci, waży, miłuje, podiug każdego stanu, godności, zawoła- 
nia; będzie li cliciał aby go czczono i miłowano? potrzeba 
aby tćż sam czcił i miłował, trzeba aby był układnym, łioj- 
nym, ludzkim, przychylnym każdemu, wdzięcznym w rozmo- 
wie, uczynnym, pilnym, w posłudze przyjacielskiej, tak kiedy 
przyjaciel przy tćm jest, jako też w niebytności jego. Jeśli 
tćż jaki przyrodzony a nieszkodliwy niedostatek (wadę) 
w przyjacielu obaczy, aby go cierpiał radnićj, niśliby miał 
się z nim gryźć lada o co, a sam też kiedy go z czego 
upomina, aby to w sobie pohamował. Niechaj się nad niko- 
go nie przekłada, niechaj się nie ubiega do ^Yyższego miej- 
sca; niechaj mu nie lada co wadzi, jako sa niektórzy tak 
przemierzli, co niechcą. jedno wszystko po swemu: nowyby 
jakiś światek stworzyć im trzeba. 

Sir. 126... Ja memu Dworzaninowi biesiad, krotochwil, 
gry nie bronię, ale nie chcę by tak w teni wszystek leżał, 
żeby inne sprawy potrzebniejsze dla nich mimo się puszczał. 
Niechaj gra ale przegrawają,c niechaj się nie gniewa, nie łaje, 
nie drapie kart, kostek nie zarzuca, bo ztąd ludzie skąpego 
a mizernego takiego być rozumieją. Jeśli tćż wygrawa, nie- 
chaj zaniecha żartów, śmiechów, zbytniego wesela; niech 
nadobnie, bez frasunku. 

Sir. 129... Gdy będzie miał mój Dworzanin przyjechać 
na czyj dwór, tam gdzieby^ go nikt nie znał, chcę, aby się 
starał pilnie, żeby jego przyjazd dobra o nim sława i mnie- 
manie uprzedziło, bo o to się każdy usilnie starać ma, aby 
na początku wnet dobrze się postawił i mniemanie o sobie 
dobre uczynił. 

Sir. 137. Z natury człowieczćj nie jest to, aby zawżdy 



81 

w tern, w czćm się ćwiczyć, ku skończonej doskonałości przy- 
szła; niecliajże to człowiekowi złej myśli ani rozpaczy nie 
czyni, kiedy widzi iż nie może czego, na wybór doskonale, 
tak jakoby chciał umieć... Starając się wszystką siłą o rze- 
czy doskonałe, mój Dw^orzanin niechaj na tem przestaje 
czego doszedł, gdyż w nauce każdej jest okres pierwszego 
miejsca; wtóre, trzecie, czwarte i każde dosyć uczciwe; a kto 
się wszystką mocą zapędzi, aby na wierzch góry przyszedł, 
rzadko się trafi, iżby choć przez połowicę przejść nie miał. 
S/f. 143. Rozśmieszyć i ucieszyć trefną powieścią, 
rzecz jest przystojna Dworzaninowi, ale co się tycze trefno- 
ści, w tćj jako nauki tak i mistrza niemasz ani było; bo 
sie z tem człowiek urodzić musi. 

Str. 149. W trefnowaniu kres i baczenie mieć nale- 
ży... ustawicznie trefnować nie przystoi Dw^orzaninowi; trze- 
ba także, aby wiedział kogo dojechać ma; bo z nędznego 
a upadłego człowieka, abo tćż ze zbrodnia a bezecnego, 
kiedy kto szydzi, nikt się temu nie rozśmieje; źli ludzie 
większego karania są godni niż tego, które się śmiechem 
kończy: a nędzni ludzie mają te korzyść z sw'ej nędze, iż 
się z nich śmiać nie przystoi... Tych, którzy miłość a za- 
chowanie mają, tykać nie trzeba, zwłaszcza możnych, bo 
igrzysko z nimi jest niebezpieczne. 

Str. 151. Trojaki jest sposób trefnowania: jeden któ- 
ry w długiem a dworskiem jako się co stało powiedaniu za- 
leży; drugi, który w jednem a węzłowatem rzeczeniu za- 
wisł; trzeci, w którym byw^ają i trefne i prędkie rzeczenia 
i długie a foremne powieści, w którym rychlej się kunszt 
i śmiech, niż wielka szkoda towarzyszowi najdzie. 

Str. 183. Jest takoż trefność, którą zowią z greckie- 
go Ironia, jest bardzo przystojna wielkiemu panu. W tćm 
był najsposobniejszy tego wieku król Zygmunt, sławnej 
pamięci Ociec Pana naszego, któremu trafiło się to, iż raz 
mając się umywać, zdjął z palców kilka kosztownych pier- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. '' 



82 

ścieni, aby ich nie zmaczał, i dał je trzymać jednemu, 
który blisko stał, w rzeczy nie patrząc komu. Po umyciu 
gdy się król o pierścieniach nie pytał, on dobry pan ro- 
zumiejąc, że król mając czóm \vi§kszem zabawioną głowę, 
nie tylko nie miał pomnieć komu je dał, ale ani tego 
aby je miał kiedy na palcach, zadzierżał je u siebie. Wyj- 
dzie dzień i drugi i trzeci, wyjdzie tydzień i drugi, miesiąc, 
kilka, aż rok; więc iż o pierścieniach nigdy wzmianka nie 
była, a u króla na palcach już drugie widział, miał to zape- 
wnie, że i pożytek doma i sława spełna. Także po roku gdy 
się król takoż umywać chciał i pierścienie począł zdejmować 
z palców, ściągnął on dobry sługa rękę po nie. A król mu 
schyliwszy do ucha poszeptał: „Miej dosyć na pierwszych, 
bo te przygodzą się komu drugiemu"... Powiadają też, że 
kiedyś do tego króla starego, gdy pieczęć wakowała, jeden 
zacny sekretarz przyszedłszy, chciał wyrozumieć wolą kró- i 
lewską. „Miłościwy Panie, prawi, wszystek dwór tam o mnie 
powieda, że mam być Pieczętarzem". A król do niego: „Daj- 
cie wy sobie pokój, wszak ludzie znacie? a czego oni nie 
splotą". 

'Sfr. W4. Ciągnie za sobą śmiech i to, gdy kto odpo- 
wieda na to, czego mu nie mówiono. Jako jeden uczciwy 
człowiek, przyszedłszy do zacnego kasztelana, który że nie 
był tak baczny, żeby sam siedząc, onemu tóż siedzieć kazał, 
postawszy trochę, rzekł: „Gdyż to jest wola, a rozkazanie 
W. M. abych siedział, tedy ja siędę!" i siadł. 

S/r. 196. We wszystkiej trefności żadna rzecz tra- 
fniejsza nie jest, jako wyrwać co nad pomysł człowiecza, 
iżby ten kto onego słucha, inną rzecz usłyszał, niż tę któ- 
ry z myślą swą czekał. 

Sir. 197. AYolą niektórzy przyjaciela stracić, niż tre- 
fne rzeczenie. Takowa chciwość wielkiej przymówki godna. 

Są jeszcze w używaniu na dworach żarty abo kun- 
sztowne posługi, to jest: jakieś oszukanie przyjacielskie 



83 

w rzeczy ani szkodliwej ani obraźliwej; te najbardziej chwa- 
lą, w których jest najmniej sprosności i obrazy, a najwięcej 
misterstwa; żart każdy takowy ma mieć w sobie przysto- 
jeństwo i foremność. 

KSIĘGA III, str. 228. 

...Kiedy W. M. tak chcecie, powiem teraz jaką dworna 
jiani podług mojego pomysłu byćby miała... Naprzód, wiele 
przymiotów które Dworzaninowi należą, zgodzą się też i jej, 
ale nie wszystkie... Naprzykład, w postawie, w^ słowiech, 
w postępkach, prawie ma być białogłowa od mężczyzny róż- 
na, bo jako mężczyzna ma to w każdój sprawie swej poka- 
zować, iż jest jako dąb, tak w białćjgłowie ma być coś pie- 
szczonego w miarę przystojnego żeńskiej niedużości, aby 
w stanie, w chodzie, w mowie i cokolwiek pocznie, nie było 
znać w niej nic mężczyńskiego. Co kiedy dworna pani za- 
chowa, dopiero te rzeczy Dworzaninowi naznaczone służyć 
.jej mogą, jako to: szlachcianką się urodzić, strzedz się wy- 
dwarzania, mieć wdzięczność w tśm wszystkiem co pocznie, 
mieć dobre obyczaje, umieć nie mało rzeczy, mieć dowcip 
wielki, dobre baczenie, nie być hardą, zawisną, plotką, 
'Yarliwą, kłamliwą, o nikim źle nie mówić, umieć sobie 
pozyskać łaskę, nie jedno tej księżnśj abo królowej na któ- 
rej dworze z małżonkiem swym będzie, ale też i wszystkich 
innych tamecznych łudzi... Ma też doglądać bystrem okiem, 
al)y o niej źle nie mówiono; zgoła tak ma postępoAYać, aby 
nie tylko w' czem nicprzystojnóm nie była doznana, ale też, 
iżby w podejrzeniu najmniej szem być nie mogła... bo wiele 
dworna pani ma rzeczy wspólnych z innemi białemigłowa- 
ini; wszystkim poczciwym, trzeba cnoty małżeńskiej, trzeba 
wstydu, dobroci, baczenia, porządku, umiejętności, jako dom 
swój rządzić, jako dziateczki, jeśli je Pan Bóg da, wieść ku 
dobremu, jako zebranie (majątek) małżonka swego zacho- 



84 

wać; i okrom tego, wiele jeszcze jest, czego wszystkiego wy- 
liczyć trudno... Ale dwornśj pani to trzeba miść własnego... 
aby była przyjemna w rozmowie, iżby tern umiała uczciwie 
a z wdzięcznością podług czasu i miejsca, zabawić każdego 
tego, kto się z nią w rzecz wda, uważając osobę każdego 
i wiedząc co z kim mówić. Lecz do tego trzeba pięknych 
zwyczajów, skromności, przystojeństwa (od którego się w ża- 
dnym postępku odstrzelać nie ma), i rozumu, aby to każdy 
znał, iż tak wiele jest krotofilną i trefną jak mądrą, wsty- 
dliwą i stateczną... Niech też ani sama mówi ani słucha 
z chęcią, kiedy kto źle przed nią mówi o innych białych- 
głowach; owszem kiedy co takowego usłyszy, niechaj się ra- 
dniej zasmęci niż rozśmieje, nie wierząc onćj powieści... 
Ćwiczenia tćż białejgłowie przystojnego niechaj nie zanie- 
chywa; a jeśli czego nie będzie umiść, niechaj nie pokazuje 
aby umiała... Kiedy pójdzie w taniec, nie zda mi się, aby 
ochotę zbytnią żartkim skokiem pokazować miała, aie nie- 
chaj tak tańcuje, iżby znać było niedużość jej, i jakąś przy- 
rodzoną pieszczotę, tej płci bardzo przystojną. Ktemu też 
tego chcę, aby każdy postępek jój był z pokorą i ze wsty- 
dem złączony; bo te dwie cnocie białogłowę zbytnie zdobią. 
A do tego niechaj będzie przystojny jej ubiór, aby pierz- 
chliwości żadnej w nim znać nie było, A iż tego białym- 
głowom dopuszczono, aby się stroiły, aby się starały o cu- 
dność, i o to jako jej przystojnie pomoc, potrzeba dworućj 
pani aby siebie sama dobrze znała, czćm się ozdobić, czem 
oszpecić może? aby sobie nie farbą, nie wódkami, ale ubio- 
rem, ochędostwem pomagała, lecz tak skrycie, tak nie- 
znacznie, iżby się tak zdało, iż nie dba najmnićj o to.., Dwor- 
nśj pani potrzeba takoż nabytego z ksiąg rozumu. A przeto 
ma czytać, ma jaką muzykę przystojną jej płci umićć dla 
uczciwćj zabawy... 

Str. 239. Dała białymgłowom natura, iż nie mają tej 
siły, tćj surowości w sobie, którą ma mężczyzna; wiec czu- 



85 

jiic to do siebie musza być bojuźliwsze, ostrożni ejsze, do- 
zoriiicjsze, niż my, a dla tego one małe dziatki chowają, 
■d podrosło ojcowie ćwiczą... A to co mężczyzna siłą i dziel- 
nością swoją majętności przybawi, to białogłowa gospodar- 
stwem i pilnością w dobrćj mierze zachowa, za co nie mniej- 
szej pochwały godna, niż ten kto tego umie dobrze nabyć. 

Str. 240. Dziatki oddają dobrodziejstwa wzięte w dzie- 
ciństwie rodzicom swoim starym, bo im służą i niedostatku 
cierpieć im nie dopuszczą; potem je jakoby odnawiają pu- 
szczając też dziatki swe na świat, od których w starości 
onegoż się wzajem nadziewają, co sami rodzicom swoim 
czynili. 

Si/: 266. Chciałbychja aby był srodze karan ten każ- 
dy, kto niesprawiedliwą powieścią swą, poczciwśj białogło- 
wy sławę maże. 

Str. 270. Szlacheckićj powinności jest dosyć czynić, 
przy prawdzie stać, a białychgłów sławy bronić. 

Str. 288. Kto lepiej frasunki z głowy wybić mężczy- 
źnie, kto ulżyć ciężkość, wzbudzić dobrą luyśl, uspokoić 
serce, osłodzić gorzkość tego świata może nad żonę? Nadto 
aza białogłowy wielokroć przyczyną nie są, iż się rozum 
człowieczy ostrzy, i śmiałości w bitwie dostaje? Pewna 
rzecz jest, iż w które serce raz iskierka cnotliwćj miłości 
wpadnie, już tam sprośna myśl, bojaźń, nikczemność, nie 
może popasać. 

Str. 298. Oczy są to pewni od serca posłowie. 



KSIĘGA IV. 

Str. 310. ...Dworzanin tak doskonały jako się go 
opisało, jest rzeczą dobrą, i godną wielkiej chwały, ale 
najwięcej dla końca, ku któremu przywiedzioną być może... 
Koniec ten tedy i cel jest ten, aby przez te wszystkie przy- 



SG 

mioty swoje, Dworzanin tak bardzo pozyskał łaskę pana, 
przy którym b§dzie, iżby mu zawzdy mógł prawdę powie- 
dzieć, a przedsię był pewien nie stracić tern łaski jego 
sobie. Bacząc myśl pańską skłonną ku czemu nieprzystoj- 
nemu, iżby śmiał przeciwko temu mówuć, a umiał użyć onćj 
nabytej łaski na to, aby pana od rzeczy niesłusznych od- 
wiódł, a przywiódł go na drogę cnoty i poczciwości... Przy- 
mioty inne, owe krotocbwilne zabawy są jalvoby kwiatem... 
to nawodzenie pana ku dobremu, odwodzenie od złego 
jest prawdziwym owocem tego Dworzaństwa... Przymioty 
owemi wkradnie się Dworzanin w łaskę pańską, za którą 
będzie mógł wolnie, bezpiecznie mówić z nim o wszystkiem. 
a nigdy sie nie uprzykrzyć. A będzieli takim, jako się 
powiedziało, za małą pracą przyjdzie ktemu, a w rzeczach 
^YSzelkich panu oczy otworzy, i prawdę snadnie a bez 
obrazy powie. Nadto jeszcze będzie mógł znienagła, po- 
trosze, wpraw^ować pana w dobrotliw^ość, uczyć go powścią- 
gliwości, mężności, sprawiedliwości, mierności; pokazując 
mu na oko, jako wiele słodkości przykryła ta mała gorzkość, 
którój człowiek musi troszkę uczuć, kiedy się namiętno- 
ściom przeciwi; które to namiętności są zawdy szkodliwe, 
przemie}'złe, a za niemi osława, lekkość i hańba w te tropy 
chodzi, jako za cnotami sława, pociecha i pożytek... A po- 
nieważ do cnoty jest trochę tęskliwa droga, przeto Dwo- 
rzanin potrząśnie one panu swemu zieloną trawą, zioły, 
kwieciem, aby się nie tak przykra widziała... jako czynią 
mądre matki, które chcąc dać dziecięciu wypić dla zdrowia 
co gorzkiego, kraj tego kubka z którego pieszczone dziecię 
pić ma, mażą miodem abo czćm słodkiem. Otóż gdy Dwo- 
rzanin używać w ten sposób będzie tych rzeczy lubych, 
każdego czasu i na każdem miejscu dojdzie onego kresu, 
onego końca, ku któremu był myśl swoje obrócił; a zatem 
będzie godzien dobrze większej chwały i odpłaty, niżby 
którą inną rzecz znacznie dobrą czynił na świecie, bo ża- 



S7 

nej rzeczy niemasz pod słońcem, któraby wszem ludziom 
• obec tak była dobra i użyteczna, jako jest pau cnotliwy 
, zasię żadnej rzeczy tak niemasz złej, a któraby bar- 
ziej wszem w obec ludziom szkodziła, jako pau uiespra- 
icdliwy. 

Str. 343. ...Jako w innych rzemiosłach kto się chce 
zyć, tak i w cnotach, kto je ma statecznie pojąć mistrza 
mu potrzeba, któryby zdrową nauką i dobrem napomnie- 
niem wskrzesił i ożywił w nas one cnoty, których nasienie 
zauiknione w sobie, a utajone mamy, iżby ten mistrz jako 
dobry gospodarz onemu nasieniu pomógł, a otworzył mu 
drogę wykopawszy około niego zielsko, ciernia, oset; to jest 
żądze a cielesności nasze, przez które wielekroć człowiek kwi- 
tnąć w dobroci nie może, ani dać z siebie onego szczęśliwego 
owocu, którego samego na świecie wszyscybyśmy sprawie- 
dliwie pragnąć mieli. 

Sir. 344. Cnotę ktoby chciał wyłożyć co jest w sobie, 
mógłby ją nazwać mądrością: bo ona wie, rozumie i umie 
obrać to co jest dobre; niecnotę zasię mógłby nazwać głu- 
pstwem, a nieumiejętnością, która oszukiwa człowieka, 
a złe za dobre pokazuje. 

Stf. 346. W wielu argumentach i wywodach, więcej 
jest postawy niż wątku. 

Str. 351. Dusza bez namiętności, jest jako ów że- 
glarz na morzu, który okrętowi biegu dać nie może, kiedy 
zniskąd wiatry nie wieją. 

Str. 350. Tego wolnością nie mamy zwać, iż kto po- 
dług swćj woli żywię (żyje), ale to jest prawdziwa wolność 
i swoboda, żyć podług prawa. 

Ciało na to się rodzi, ażeby duszy było posłuszne... 
Ci ludzie którzy się niczem innćm nie pętają, ni o niczem 
innćm nie myślą, jedno żeby ciału swemu wczas wszystek 
uczynili, tak są różni od cnotliwych, jak jest różna dusza 
od ciała. 



88 

Str. 358. ...Pan Bóg kocha się w paniech (panach), 
lecz nie w takowych, którzy pokazując wielką możność 
i władzę swoją, i każąc ledwie nie padać przed sohą, Bogu 
tem podobni być chcą; ale w takich, którzy uiimo tę wła- 
dzę, za którą mogą co chcą, sadzą się na to, aby naślado- 
wali Pana Boga w dobroci i w mądrości, dzieląc między 
ludzie, jako dobrzy szafarze te dary, które sami od Niego 
biorą. 

Str. 3,W. To jest wielki znak dobroci pańskiej, kiedy 
poddani cnotliwie żyją. 

Str. 370. Potrzeba mieć staranie i pieczą o ciele, 
ale nie dla ciała jedno dla dusze. 

Sir. 374. Chocia Pana Boga na każdy czas czcić 
i miłować nam przystoi, ale w szczęściu dobrze więcej, niż 
kiedy inedy (indziej) a to dla tego, abychmy go mogli 
w przeciwnem szczęściu słuszniej, i z lepszćm ufaniem 
o łaskę, a o miłosierdzie prosić. 

Str. 376. Mnieby się widziało tak najlepiej, kiedyby 
między poddanymi więtsza ich część była, ani nader boga- 
tych ani barzo ubogich. Abowiem bogactwo pospolicie 
rozpycha człowieka i czyni go hardym, upornym; a ubóstwo 
zasię lekkim i ku zdradzie skłonnym. W miernym dosta- 
tku ludzie nie mając sobie czego zajrzeć, żyją bezpiecznie, 
i jeden pod drugim dołu nie kopa. 

Str. 378, Obyczaje złe w ludziech prędzej królestwo 
każde skażą i w niwecz obrócą, niż nieprzyjaciel gwałtowny, 
któryby się z wielkiem wojskiem na nie obożył. 

Dobra fortuny i ciała dla tego mają być pożądane, 
żeby umysł jako pan wszystkiego, mógł rozpostrzeć swe 
proporce. 



89 



NIEKTÓRE ITŚLI I WYJĄTKI 

z rozlicznych dziel 

STANISŁAWA ORZECHOWSKIEGO. 

Stanisław Orzechowski urodził się 1515 roku, za pa- 
nowauia Zygmunta I, na Rusi, w Przemyślskiej Ziemi; był 
to jeden z największych geniuszów piszących w Polsce: 
śmiały, wymowny, wyobraźni bujnej, bogaty w myśli, uczony, 
pracowity, łacinnik doskonały, w mowie ojczystej lubo 
wtedy krzesać się dopiero zaczynającej dosyć biegły, zasłu- 
żył na przydomek „Demostenesa Ruskiego"; szkoda nieodża- 
łowana, iż zmiennym sposobem myślenia, gwałtownością 
namiętności, niespokojnością umysłu, imię swoje skaził, ży- 
cie goryczą napełnił. Będąc księdzem katolickim pojął 
żonę, a żyjąc za czasów Reformy tak był zmienny, niezrę- 
czny i burzliwy, że i wyznawców kościoła Rzymskiego 
i uczniów Lutra jednakowo przeciwko sobie oburzył i ze 
wszystkiemi, z samym sobą, żył w wiecznych kłótniach 
i niezgodzie. Dzieł zostawił bez liku — wiele bardzo pu- 
blicznych: przijwykl bijt bowiem na każdy Sejm jakąś od 
siebie posyłać naukę, o każdym ważniejszym w Rzeczypospo- 
litej rozprawiać wypadku, ale rzadko kiedy uwagi jego, 
i rady były trafne. Celniejsze z dzieł jego są: „Turcyki 
czyli Mowy", któremi jak niegdyś Demostenes Greków na 
Filipa Macedońskiego, tak on Polaków na Turka zagrzewa; 
„Mowa pogrzebowa Zygmuntowil", wzórkrasomówskiej sztuki, 
której dotąd uczniowie polscy uczą się na pamięć; „Kronika 
czasów w których żył"; „Życie i pogrzeb Jana Tarnowskiego", 
,,0 bezżeństwie księży", dzieło które wiele narobiło wrzawy; 



93 



>/e inne pominę. — Dokładnej wiadomości o tym znakomi- 
tym męża, nabyć można w 3-m tomie Wiadomości o Pi- 
sarzacli polskich lir. Maksymiliana Ossolińskiego; ztamtąd 
czerpane są wyjątki i myśli tu umieszczone, które ten uczony 
autor z łaciny w tak jędrną przestroil polszczyznę. 



WYJĄTKI I MYŚLI. 

Nic na wieki w jednej mierze nie trwa, a kostka lo- 
sów rozmaicie się tocząc, nie zawsze na toż samo lice wy- 
pada. 

Gmachy pozbawione przyciesi upadają, tóm zaś jeszcze 
nietrwalsza niesprawiedliwa przemoc. 

Szczęście i mądrość stanowią o losie jak państw tak 
i rządców; oayóż Nieba podług swojego upodobania szafują, 
tej użycie każdego zostawiają przewadze. 

Gdzie ludzie tam i występki. 

Póki w tych więzach ciała dyszemy, podlegamy przy- 
warom, z któremi pewnie nie rychlśj się rozbratamy, jak 
dusza oswobodzi się z swojćj lichśj i nikczemnćj powłoki. 
Koniec łiońcem wszyscyśmy chromi. 

Gdybyś się koniecznie uparł nie patrzyć na występki, 
pozbyć się z oczu występnych; musiałbyś się wynieść w jaką 
bezludną puszczę. 

Więc wwiązawszy się w społeczność ludzką, i trwa- 
jąc w nićj, powinniśmy krewkości, niedoskonałości towarzy- 
szów znosić; wreszcie nikt z nas bez ale... Jeżeli wychy- 
lisz głowę za drzwi lub za okno domku twego, a w siebie 
zaś nigdy nie wejrzysz, będziesz wyciągał od innych strychu, 
a sam niżej miarki zostaniesz... Pamiętaj, że się nie w wy- 
borze mędrców, ani pomiędzy treścią doskonałości żyje, 
a wtedy będziesz cierpliwie znosił niedołężności i dotrwasz 
do godziny, kiedy każdemu jego miarkę odmierzą... 



91 

Ubolewamy rzewnie, że w folwarku naszego pana la- 
(iajacy namiestnicy rej wodzą, zalewamy się łzami, że mają- 
tek jego idzie pod wiechę, jednak dla tego straży na nas 
/danej nie porzucamy. 

Pracujmy nad naszą udzialką, nie przenośmy się w upły- 
nione wieki, żyjmy w tym, który nam przypadł, starajmy się 
tylko, ażeby nas nie osądzono za próżniaków. 

Towarzystwo kościelne nie może jak i żadne inne stać 
■lez kogoś na swojem czele, i kierować się bez sternika. 
Pewnieby się był rozsypał oddawna sam niezmierny świata 
ogrom, gdyby było Opatrzne przyrodzenie rozlicznych jego 
przęseł w głównym łańcuchu wzajemnym nie stężyło węzłem, 
w którym skoroby jedno z milionowych ogniwo pękło, na- 
tychmiast całaby się zgrucbotała machina. Wszakże i w roju 
pszczelnym, żywym społeczności ludzkiej obrazie, skrzydlata 
gromadka utraciwszy króla, w oka mgnieniu miesza się i obu- 
miera. 

Nie godzi się złego zbroić, żeby dobre z niego wy- 
nikło. 

Poczciwy Polak poprostu i szczerze, jak myśli tak 
i mówi. 

Los to ledwo nie powszechny naszych uczonych Pola- 
ków, jednym brak ochoty, drugim są na wstręcie okoliczno- 
ści. Owi leniwi, gorących hamują przeszkody, wszakże na 
dowcipie żadnemu nie schodzi. Zwiedziłem nie jeden kraj, 
żyło się i przestawało nie z jednym, nie natrafiłem na ta- 
kiego, któremuby nasz Polak nie mógł wyrównać. 

Tkwi w umyśle rodaków bujne ziarno, lecz u wielu tłu- 
mi je ubóstwo, u wielu gnuśność w kłos mu się wy wić i doj- 
rzeć nie dopuszcza. 

Gotuję pobudkę na zagrzanie moich spółziomków do ćwi- 
czenia się w filozofii; przez zaniedbanie tej nauk królowśj, 
wzięły u nas górę: ślepota, płochość, nieroztropność, zu- 
chwalstwo. 



92 



Jakie nasienie na pierwiastkowij, padnie ziemię, taka 
z niego Avyrasta krzewina, i życie człowieka bądź prywatne, 
bą,dź publiczne, zależy od początkowych w miękki umysł 
wpojonych zasad; ten, który poznaniem i miłością obowiązków 
swoich z młodu nie nasiąknie, martwy członek towarzystwa, 
próżno ciężyć będzie dźwigającej go ziemi. 

Dobry ojciec ledwie ujrzy dzieci swe z powicia i pie- 
luch rozpasane, wnet krępuje je na nowo więzami wstydu, 
skromności, pobożności; nie myląc się w tśm, że na jakiej 
drodze staną, taką dalej pójdą. Wszystko co ma być z dzie- 
cięcia iści się w pierwiastkowem ćwiczeniu; ta pora jeżeli 
płonnie minie, inna do tegoż celu dogodna już się nie zda- 
rzy... Nie powierza wychowania syna cudzoziemcowi, nie uży- 
wa wędrownego nikomu w kraju nieznanego nauczyciela, ale 
powierza Polaków poczciwemu, dobre u swoich imię mające- 
mu, rodowitemu Sarmacie. Nie chce bowiem, żeby dla Pol- 
ski przeznaczonych, jaki obcy mistrz wypaczał na postronny 
model, żeby w nich wpajając zagraniczne obyczaje, obmie- 
rzał im narodowe; chce owszem knijowem ćwiczeniem dla 
kraju ich usposobić. Nie włada, wierzcie mi, tym światem 
traf ślepy, ani mus nieodpartćj konieczności. Rozum nad 
wszystkiem panuje: gdzie rzeczy na wstecz idą, czyli nie- 
sfornym mieszają się nieładem, nie żadne to przeznaczenie 
sprawuje, ani przypadek zdarza, brak tam prawdziwego ro- 
zumu. Zazwyczaj głupstwem potomków niszczeje owoc głe- 
bokićj przodków mądrości. 

Tych, którzy nie lubią słuchać mówiących prawdę, — 
Bóg pochlebcami karze. 

Zacność urodzenia bez własnej cnoty nic nie warta. 

Cnota nie spada puścizną po rodzicach jak imię i ma- 
jątek. 

Biada temu krajowi, gdzie własna zasługa, gdzie oso- 
bista cnota nie popłaca. 

Moc Twórcza rzuca w nas drobną iskierkę rozumu: nam 



9 



'j 



zaś zostawuje podniecać ją nauką, pracą, doświadczeniem. 
Do nas samych należy zażegać to światło, żebyśmy w okro- 
pnym mroku bez usterku postępowali. Zaniedbamy]! go 
pilnem ćwiczeniem podsycić, snadno go wicher naszych na- 
miętności zgasi, lub gruba mgła to zepsutych obyczajów, 
to gminnych przesądów stłumi. 

Obierz sobie za głównego przewodnika filozofią, już nie 
ową, którą hardzieli dawni mędrcowie, raczej tę niezmiernie 
zacniejszą od niśj, płód Sviecznego Bóstwa, co ją sam nasz 
Zbawiciel z łona najczystszej prawdy przyniósł na ziemię; 
która do cnotliwego, świętobliwego, wstrzemięźliwego życia 
jeszcze i rękojmią nieśmiertelnych nagród pobudza, najdo- 
skonalej obłudną chwałę od prawdziwśj odróżnia, drogę naj- 
pewniejszą do celu niezawodnego wskazuje. 

Nikt nic wielkiego nie wykonał nie opatrzony zapasem 
naukowym w zdolne narzędzia, bo przyrodzona sposobność 
potrzebuje przetarcia od nauki, aby przejrzała, potrzebuje 
jej pielęgnowania, ażeby się z pąka doskonale wywiła. 

Stronę muzyczną gdy pofolguje, łacno do miary in- 
nych naciągnąć; nawet niech i kilka puści, można jeszcze je 
nastroić, albo przynajmniej jak tak brząkać; ale kiedy wszy- 
stka lutnia rozprzężona, i najlepszy mistrz na niśj nie za- 
gra. 



NIEKTÓRE WYJĄTKI Z DZIEŁ 

Andrzeja Frycza Modrzewskiego. 



Frycz Modrzewski urodził się w r. 1503 w Wolborzu. 
Był to jeden z najznakomitszych myślicieli i pisarzy poli- 
tycznych Zygmuntowskiej epoki. Kształcił się w akademii 



di 

Krakowskiej, przebywał jakiś czas na dworze rodziny Ła- 
skich, ztamtąd udał się do Niemiec r, 1537. Zawód pisar- 
ski rozpoczął r. 1543, licząc lat 40 wieku. Zygmunt August 
oceniając naukę i wyniosły talent Frycza, wezwał go na swój 
dwór w godności sekretarza królewskiego r. 1546. Na tym 
urzędzie w charakterze już towarzysza czyli sekretarza po- 
selstw wysyłany był do różnych znaczniejszych dworów po- 
st)'onnych. Dzieła celniejsze „O naprawie Rzeczypospolitej, 
o Kościele i szkole" dzieło to wywołało obrazę dostojników 
Kościoła i bardzo wielu innych. Spory ze Stanisławem Orze- 
chowskim obwiniającym go o herezyą przyśpieszyły koniec 
życia Frycza: rok śmierci jego niewiadomy. 



O POPRAWIE KZECZYPOSPOLITEJ. 

KSIĄG CZTERY. 

Do Zygmunta Augusta, do senatu i stanu rycerskiego, 
i wobec do wszech ludzi sarmackich, językiem łacińskim 
r. 1551 napisane; przełożone na polski przez Cypryana Ba- 
zylika r. 1577, nakładem hr. Aleksandrowicza przedrukowa- 
ne 1770 r., w któremto wydaniu opuszczono księgę o Ko- 
ściele. 

Wyjątki z księgi pierwszej. 

o obyczajach. 
Z p V z e d m o w y. 

... Acz się nie spodziewam, żebym co pewniejszego nad 
onych, którzy o Rzeczypospolitej pisali, przynieść mógł; ani mi 
ozdobućj i ochędożnej mowy dostawa, przedsic podjąłem się 
w tśj materyi pisać, abym jako na jakićj tablicy ukazał co 
mi się zda w naszej Polsce, poprawy być godnego... Znam 



.95 

się do tego, że ze mnie (jako z tego, który sie nie z wyso- 
kiego stanu urodził) mała pomoc i ratunek Rzeczpospołita 
mieć może; nie mogę się więc wstrzymać, abym jej, przyuaj- 
umiej jako potrafię, wszystkie stany napominając, nie usłu- 
go\Yał... Wiem takoż, że gdzie co czynić każę, doskonałe czy- 
nienie przepisuję, a sam daleko od takiej doskonałości je- 
stem; lecz cóż to lvomu wadzi, żem ja jest jałio osełka, Idó- 
ra acz sama rzezać nie może, inne narzędzia do rzezania 
ostrzy... Co się tlaiie pilności, starania i pracy około zbie- 
rania tycli rzeczy, tedym tak o to stał, jakom mógł najle- 
piej: jako mi się zdarzyło. Bogu to polecić; bez którego po- 
mocy, żadne człowiecze staranie, by największe było, nie mo- 
że nic do skutku przywieść. Co zaś, jeśli sama chęć w rze- 
czach wielkich godna jest chwały, mam za to, że ta praca 
moja z chęcią przysługi złączona, słusznie ganioną być nie 
może. 

Z ROZDZIAŁU I. 
Co to jesł Rzeczpospolita? 

. . . Jest to zgromadzenie ludzkie porządnie zebrane, 
z rozmaitych sąsiadów złączone ku dobremu a szczęśliwemu 
życiu postanowione. A iż się człowiek lepiej niż które in- 
sze stw^orzenie, do takowego zgromadzenia i spólnego obco- 
wania zgodzi, ukazuje to jego przyrodzony dowcip i mowa; 
albowiem te dwie rzeczy między ludźmi, przyjazną ich ku 
sobie skłonność najwięcej mnożą, i są najprzedniejszą sto- 
warzyszenia związką, w którem to wszyscy, prace, starania, 
roboty, do-wcip do tego ciągnąć mają, aby się onym spoinie 
w towarzystwie żyjącym obywatelom, na wszem dobrze po- 
wodziło... Bo Rzeczpospolita jest jakoby ciało, którego żaden 
członek sam sobie nie służy, ale i oko, i ręce, i nogi, i wszyst- 
kie insze członki, jakoby spoinie o sobie radzą, a urzędu 
swego tak używają, aby się wszystko ciało dobrze miało. 



96 



które gdy się dobrze ma, tedyć i członkom krzywdy nie 
masz, a gdy się ciało nie dobrze ma, tedyć i członki pewnie 
jaki niewczas cierpieć muszą; a jako którykolwiek członek 
od ciała oderwany, już nie żyje i nie godzien żyć... Niechże 
tedy ten skutek będzie mieszkania w spółku Rzeczypospolitój, 
aby wszyscy obywatele szczęśliwie, to jest uczciwie, a do- 
brze żyć mogli. 

Z ROZDZIAŁU II. 
Jako są różne Rzeczypospoliie? 

. . . Trojakie, a takie ich greckie przezwiska: Monar- 
chia, Oligarchia, Politia. Monarchia zowią, to państwo, któ- 
re jedna tylko osoba rządzi; jeśli wedle pewnych praw kró- 
lem bywa nazwana, a ono państwo królestwem; lecz jeśli 
wedle chęci, a upodobania swego rządzi, tedy tyraństwem 
bywa nazwana. Oligarchią zowią gdy kilka celniejszych onej 
ziemi osób, państwo rządzą, które jeśli się w tej mierze tak 
sprawują, jako cnocie przynależy, zowią ją arystokracyą, to 
jest porządne osób zacnych panowanie; lecz jeśli bogactw, 
zacności domu, szczęścia swego, więcej niż narodu patrzą, 
tedy je prosto, zgoła Oligarchią zowią. Politią zowią tę Rzecz- 
pospolitą, którą wiele osób rządzi, w którćj urzędy i dostoj- 
ności za spólnemi głosy, zezwoleniem mnóstwa ludzi dawają, 
a jednako się wszyscy do sławy cnotą nabytćj i do panowa- 
nia mają; co iż przynosi wielką uczciwość i pożytek, tako- 
we państwo zowią Rzeczpospolitą; abowiem to jest rzecz 
wszystkim wspólna... Ale jeśliby pospólstwo samo się rządzi- 
ło, płochą radą nie przestrzegając uczciwości i pożytku 
wszystkich wobec, ale tylko samych ubogich, tedy ono pań- 
stwo zowią Demokracyą, to jest pospolitego człowieka pano- 
wanie. Lecz takową Rzeczpospolitą za najlepszą mają, któ- 
ra sposób onych pierwszych trzech w sobie zamyka, to jest 
gdzie królewska władza wszystko rządzi, osobom zacnym cel- 



07 



iiiejsze urzędy dawają, a wszystkim zarówno wolno docho- 
'Izłć sławy... nad wszystkiemi prawo jedne opiekę ma... 



Z ROZDZIAŁU III. 
Czem w caFości zachowana bywa Rzeczpospolita? 

Trzema rzeczami: pierwsza, aby ludzi spoinie mieszka- 
jących, towarzystwo w dobrym porządku było, i obronę so- 
bie przystojną miało; druga, aby nabożeństwo, abo wiarę 
swą, ku Bogu, wedle szczerości Pisma Św., statecznie zacho- 
wano; trzecia, aby dziatki i młodzieuce do wszelakich cnót 
i nauk ćwiczono... Do utrzymania pierwszej takoż trzech rze- 
czy potrzeba: uczciwości obyczajów abo zwyczajów, srogości 
sądu i biegłości w rzeczach wojennych; ztąd ja trzy księgi 
napiszę: o obyczajach, o statucie, o wojnie, a nie tykając spo- 
sobu wiary abo nabożeństwa, boć każdy wiś co to jest: 
w czwartej księdze o szkołach nieco przypomnę. 



Z ROZDZIAŁU IT i V. 
Jako wiele zależy na zwyczajach. 

Porządne życie obywatelów przychodzi abo ze zwycza- 
jów za ustawę wziętych, abo z praw pisanych; wiele więc 
na tćm zależy, aby te zwyczaje dobre były i żeby dopiero 
za spólnem zezwoleniem statecznych, poważnych, a uczci- 
wych ludzi przyjmowane były, bo zwyczaje może bardziej 
jeszcze niż pi"awa rzeczpospolitą rządzą; one z pewnego po- 
wodu serdecznego pochodzą, i więcej nas w powinności za- 
trzymywają, niźli najsroższe kaźni prawne. Co zaś jest zwy- 
czaj dobry? Wiadomość i ustawiczna zabawa rzeczy uczci- 
wych: ztąd wszystko dobre pochodzi; wszystko złe zaś z nie- 
umiejętności, abo z ustawicznej złych rzeczy zabawy. Abo- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. '' 



98 

wiem to jest pewua rzecz, iż człowiek wszystkie zwierzęta 
przechodzi przyrodzonym rozumem, i są. w nim jakoby nie- 
jakie iskry roztropności i cnoty; tak też jeśli onego przyro- 
dzonego rozumu nie wyćwiczy umiejętnością, jeśli onych 
iskier cnoty, ćwiczeniem nie l3edzie wzniecał, bywa to, iż do 
rzeczy uczciwości przeciwnych, na oślep pójdzie, i nie ma 
nadeń nic szaleuszego, nic sprośniejszego, nic niemierniejsze- 
go, nic złościwszego: żadne zwierzę tak okrutne nie bywa... 
O to się więc każdy ma najwięcej starać, aby o każdej rze- 
czy dobrze rozumiał, a potem, aby chęć swą rozumowi pod- 
dał i nim namiętności swe tak trzymał, iżby żadna granic 
uczciwości nie przeszła. Siebie samego zwyciężyć, pokonać, 
wielkiego to i mężnego serca rzecz jest... Człowiek roztro- 
pny w gniewie nie działa; jako Plato, który rozgniewawszy 
się na niewolnika, rzekł do niego: „Bym się nie gniewał, 
nie pomałubym cię teraz bił;" czeka on i odkłada aż ono 
zapalenie krwi opłonie, a dymy wewnętrze ucichną abo zni- 
kną; nieinaczej jako woda mętna, której nie pijają, aż się 
ustoi, aby zdrowe picie nie obróciło się w niezdrowe... Usta- 
wiczne tćż w dobrem ćwiczenie koniecznie potrzebne; bo ża- 
dne przyrodzenie nie może być tak dobre, któreby się nie 
miało zepsować, jeśli go zaniedbają; jako pola, które chocia 
bywają same przezsię płodne, owocu nie przynoszą abo nie- 
potrzebne zielska rodzą, jeśli ich oracz uprawą dobrą, nie 
wyprawi... 

Z ROZDZIAŁU YI. 
Jakie staranie ma być l<oJo dziatek i młodzieńców. 

Weźmijmy początek onego, w ćwiczeniu w dobrem od 
wieku dziecinnego, bo nic się do serca ludzkiego bardziej 
nie wlepia, jako to do czego z miodu przywykło. A tak jeśli 
dzieciom między nauki przymicszają co szkodliwego, nie 
mniej to mocy w nich, na wieczne czasy będzie miało, je- 



99 



dno jakobyś młodą rószczkę gdy ją szczepisz, jadem napoił... 
Kiecli przeto rodzice ku ćwiczeniu dziatek swoicli, wezmą so- 
bie na przykład one sprawę Chrystusową, gdy sfukawszy 
licznie, którzy dziatkom do niego przycliodzić nie dopuszczali, 
rzekł: „Dopuśćcie dziatkom iść do mnie, bo takowych jest 
Królestwo Boże. Zaprawdę mówię wam, ktobykolwiek nie 
przyjął Królestwa Bożego jako dzieciątko, nie wnijdzie do 
niego." I całując je, kładł na nie ręce i błogosławił. Azaż 
się z tych słów jawnie nie znaczy, iż Bóg wielkie staranie 
ma o dziatkach? które Chrystus na swych ręku nosi, które 
modlitwą swą Ojcu niebieskiemu zaleca, do których prosto- 
ty przyzywa wszystkich, którzykolwiek chcą wnijść do Kró- 
lestwa Bożego? Obaczże tedy każdy, jako źle czynią rodzice, 
którzy zaniedbują dobrego ćwiczenia dziatkom od siebie na 
świat puszczonym, a do Królestwa Bożego naznaczonym. 
A dla czegóż inszego, Heli ofiarnik i z synami swemi, był 
od Boga skarany, jedno dla tego zaniedbania? A którzy dzia- 
tkom swym obrażenie przynoszą, aza nie lepiej było im, jak 
mówi Chrystus, aby zawiesiwszy żarna młyńskie u ich szyje, 
w morzu je potopili? Niechże tedy pilności przyłożą rodzice, 
aby syny swoje temi naukami wyćwiczyli, z którychby oni 
zaraz z dzieciństwa poczęli poznawać co jest uczciwego, a co 
sprośnego? o co mają stać, a czego się wystrzegać? a naj- 
więcej, aby je powściągali od roskoszy, bo gdzie te panują, 
tam się cnota ostać nie może. Trzeba też aby im zamie- 
rzyli mierność żywności, któraby była niewy dworna, a wnętrz- 
ności nie zapalająca; abowiem ten wiek gorącoścłą sobie wro- 
dzoną pała, .nie potrzeba ognia do ognia przydawać. A nie- 
tylko niech je ciągną do mierności jedzenia i picia, ale tśż 
niech je zwyczają ku wycierpieniu zimna i gorąca, i twardćj 
pościeli; tylko tego strzedz, aby co siłom ich i zdrowiu nie 
szkodziło, o które trzeba pilne staranie mićć, aby myśl wol- 
niejsza była i do wszystkiego goto wszą. Niechby im tćż za- 
kazowali towarzystwa ze złemi ludźmi; słowa i sprawy ich 



wszystkie niechajby stosowali ku czci, przystojności, sprawie- 
dliwości, skromności, cichości; zaś krzywdy, gme\yu, zazdro- 
ści, nadętości, zbytku i okrutności, niech się im każą pilno 
strzedz. Szczebiotliwość w nich niechaj hamują, z której 
rośnie wielomówność i płochość języka, w każdym wieku nie- 
nawistna i przemierzła... Potrzebnąby też rzecz uczynili ro- 
dzice, gdyby wysławianiem cnoty, a przypominaniem przy- 
kładów dawali pobudkę dziatkom do dobrego... Ktemu też 
sentencye zacne, to jest wierszyki, nauki, abo przykłady ja- 
kie w sobie zamykające, o cnotach, o powinnościach, wiele mo- 
gą w dziecinnym a młodym rozumie, póki jeszcze jest czysty, 
złemi myślami nie splugawiony; jako jest ona piękna przy- 
powieść: „Nie dla tegoś żyw, abyś jadł, ale dla tego jesz, 
abyś żył;" abo i ona: „Źle nabyte, źle ginie" i t. p... 

Rodzice, aby do każdej cnoty dziatkom swym drogę otwo- 
rzyli, niech je nietylko od złościwych spraw i sprośnych słów, ale 
też i od myślenia rzeczy złych co najwięcój mogą, odwodzą; 
czego nie inszym sposobem snadniój dowieść mogą, jedno za- 
bronieniem próżnowania. Niechajże tedy tego pilnie patrzą, 
aby chłopięta i dzieweczki pierwszych młodych lat swoich 
nie wiodły w próżnowaniu; niechaj się starają, aby zawdy 
co robiły, a iżby liczbę roboty ich od nich wybierali. A nie 
wadzi tśż nic w robocie zabawiać się jakiemikolwiek żarty, 
któreby w sobie sprosności żadnej nie miały; mogą być do 
tego obrane jakie chędogie baśni abo historye, któremiby 
się dzieci pobudzały do roboty; których lenistwo a ospałość 
godzi się słowy karać; a jeźliby od powinności swej daleko 
odstępowały, tedy i rózgą karać słuszna jest. Bo i Salo- 
mon mówi: „Nie oddalaj od dziecięcia twego karności: chu- 
cią go uderzysz rózgą, nie umrze; ty go bijesz, a duszę je- 
go z piekła M-ybawiasz." A iż przyrodzenie nasze tak jest 
sprawione, iż pospolicie po robocie szukamy odi)OCzynku, 
igry, i jakiejkolwiek ochłody, abo też i wolniejszej myśli; przeto 
rodzice niechaj się starają, aby igry dziecinne były uczciwe, 



101 



' łacniej przyjdzie, jeśli abo oni sami przy dzieciiinycli 
-racli będą, abo kogo statecznego, a dobrego przy nich bę- 
^ chcieli mieć, któregoby dzieci w nczci\YOŚci miały, wsty- 
ały się go i obawiały... Mogą też dzieciom nie bronić ja- 
ly na koniu i pieszej pracy, to jest: abo przechadzek, abo 
{akania jakiego, abo ciskania kamieniem, abo grania piły, 
inszych tym podobnych gier; jedno by tego miernie uży- 
aly, ponieważ zdrowie i siły człowiecze pomiernemi praca- 
i stwierdza się i rośnie, a praca i igry zbytnie, gwałtownie 
wątłą ciało; a niech wszystkie będą uczciwe, nie wszeteczne, 
gamrackie, błazeńskie, a nie wstydliwe. Ktemu też trzeba 
pacholęcia uczyć, jako się przeciw drugiemu zachować mają; co 
winni rodzicom, co sąsiadom, co Ezeczypospolitej? którym spo- 
sobem towarzystwo z ludźmi i zgodę w całości zatrzymać i t. d. 
A najwięcćj wszystkim to należy, aby dziatki ma- 
łe ćwiczyli w nabożeństwie, w prawdziwćj ku Bogu wie- 
rze, co Chrystus sam ukazuje, gdy każe dzieciom przyjść do 
siebie, i im błogosławi. Trzeba tedy Chrystusa ukazować 
dzieciom, a znajomość Boga w nie z nienagła cedzić, aby 
wiedziały od kogo się wszelkiego dobra spodziewać mają, za 
czyją się wolą wszystko dzieje, kto karze złości, a kto za 
dobre sprawy odpłatę dawa. A przetoż trzeba je wodzić do 
kościołów na kazania, aby poznawały sposób chwały Bożćj, 
i ceremonie święte, aby Sakramenta miały w uczciwości, mo- 
dlitwą się bawiły i do tych rzeczy chętnie się miały, które- 
miby i Boga łaski dostąpiły i ludziom się podobały. Poba- 
czywszy a wyrozumiawszy rodzice rozum abo dow^cip mło- 
dzieńczy ka swego, niech go wprawią w takoA'e nauki abo rze- 
miosło, do którychby je przyrodzenie ciągnęło, aby takich 
nauk, abo rzemiosł, pierwsze zaprawowanie poznawać, i mi- 
łować poczynał, któremiby się potćm przez wszystek czas 
swego żywota bawić miał. Ajeśliby go w obcy kraj posłać 
miano, trzeba go statecznie napominać, aby się przypatry- 
wał co tćż w obcych ziemiach za obyczaje, co za prawa, co 



102 

za karność? aby to, wróciwszy do doma umiał drugim po- 
wiedzieć ku poprawieniu, a dobremu postanowieniu porząd- 
ku w ojczyźnie swej. A ponieważ dziatki nie tylko uszy ma 
ale też i oczyma od starszych, a najwięcej rodziców biorą 
przykład, a uczą się, coby też oni czynić mieli; przeto ro- 
dzice niech się wszelkim sposobem o to starają, aby oni sa- 
mi tak się sprawowali, jakiemiby je chcieli mieć. 

Zaiste ojciec pijanicanie dokaże tego, aby miał w synu 
trzeźwości miłość wzbudzić; utratnik też majętności, a na zby- 
tnie kosztowne szaty wysadzający się, nie zaleci dziatkom 
swym mierności i skromnego życia. Taktćż gwałtownik, 
a w gniewie okrutny i krwi pragnący i morderz nie będzie 
mógł dziatkom swoim stanowić praw cichości, układności i ku 
ludziom skłonności, ponieważ ludzie młodego wieku mają 
to sobie za rzecz piękną, rodziców we wszem naśladować. 
Wielkich panów synowie niemal wszyscy w pieszczocie 
a w rozpustności bywają wychowani, bawią je tańcami, lu- 
tniami, sprośnemi pieśniami, ustawicznie pochlebcę miewają 
około siebie, tak sługi jako i bakałarze; z młodu się uczą 
nadętości, zbytniśj powagi i zuchwalstwa, pierwój poznawa- 
ją jedwabne szaty niż mówić poczną, dziwują się złotym 
łańcuchom i mnóstwu czeladzi; rozmyślają sobie jeszcze 
w młodości sposób panowania, biorą sobie w pamięć różność 
potraw, a zbytnią pieszczotą wszystką moc rozsądku i do- 
brego baczenia tracą, nie nauczywszy się posłusznym być, 
chcą rozkazować... Gdy się takich obyczajów napiją, już ich 
żaden mistrz tego nie oduczy; czego się z mlekiem nassały, 
tego się przez wszystek czas żywota trzymać będą... 

z ROZDZIAŁU VII. 
Obyczaje Dworu i pożytki. 

W obyczaj poszło, iż rodzice którzy chcą aby ich dzie- 
ci ku jakiś] sławie przyszły, posyłają je do Dworu, ale nie 



103 



zawdy to bywa z pożytkiem onego młodzieńca, bo nie wiem 
jakim sposobeir, obyczaje dworskie bardzo się ku próżności 
i hardości nachyliły... Ci którzy główuiejszą zwierzclmość 
u Dworu maja, powinni wielkie staranie czynić, aby cnoty 
i roztropność używali w sprawowaniu rzeczy i wszem w obec 
i każdemu z osobna należi],cych, i aby czeladź swoje, która 
sie przy nich bawi, i im się w sprawę dała, do wszelakiej 
powinności ćwiczyli... Czas trawią dziś dworzanie na kost- 
kach, gamracyjach, na biesiadach i na trunliach; źle mówią 
i czynią, a to wszystko z próżnowania idzie, bo nie tylko 
ręczna u nich w pogardzie robota, ale i wolne nauki umieć 
u nich zda się być rzecz chłopska... Od takowej zarazy 
młode ludzie, pohamować mogą tylko mężowie zacni, któ- 
rzyby złe obyczaje srogo karali: bo wiele na tśm zależy, 
jakim sposobem człowiek, pierwszy żywota swego wiek prze- 
żyje. 

z ROZDZIAŁU YIII. 

Jakie ma być u Dworu młodych ćwiczenie. 

Ponieważ wiek młodzieńczy bardzo łacno i wielekroć 
upabć może, przeto niech młodzi u D woru będący, z ludźmi 
mądremi towarzystwo mają, i przykłady ich naśladują, w spra- 
wach publicznych i domowych. Panowie zaś niech się sta- 
rają, aby młodzież u Dworu bawiąca, miała ćwiczenia i nau- 
ki, do czci i sławy pobudzające; niech im stawiają przed 
oczy zacne przykłady męztwa, powściągliwości, wstydu, czy- 
stości i innych cnót, do którychby ci młodzi ludzie swe 
obyczaje stosować mogli... młodzi nauczywszy się u Dworu 
i mówić i czynić, przewiedzieli sposób rządzenia Pizeczypo- 
spolitej i bronienia jej i sprawowania własnego domu... 

Z ROZDZIAŁU X. 
O Panach Radnych, Posłach Ziemskich i t. d. 

...Gdy takie wielkie brzemię królewskie, niepodobna 
aby go sam nosić mógł; przeto jest bez mała wszędzie ten 



104 

obyczaj, że królom, senatory i inne urzedniki przystawiają, 
którzyby z nim R. P. rządzili... Mimo nich i króla, u Pola- 
ków bardzo wiele może stan szlachecki, który posyła z każ- 
dego powiatu posły na sejm i bez których zezwolenia, 
żadne prawa i ustawy ważne nie są: oni powinni pilnie 
tego przestrzegać, żeby R. P. ubliżenia jakiego nie od- 
nosiła; widziałem to sam, że tak czynią, co Panie Boże daj, 
aby na wieki trwało.., Ale też niekiedy dają się w tem 
uznać, iż nazbyt stan swój miłują, więcej wolności swśj jak 
R. P. bronią; niechaj się tego pilnie strzegą posłowie, aby 
dla nich kiedy R, P. wielkićj szkody nie wzięła, z wielką 
stanu ich sromotą i nędzą!!! Wiele także i na tem zawisło, 
aby senatorska ławica, co najlepiej była postanowiona, któ- 
ra po królu, w każdej R. P. jest najprzedniejsza. U nas jest 
złożona mało nie ze wszelakich urzędników, tak duchownych 
jako i świeckich. A przeto wielką pilność król czynić ma 
około obierania tych urzędników, któremi zwyczaj jest za- 
sadzać koło senatorskie, które jest najwyższą R. P. radą 
pospolitego dobra i zacności stróżem, które króla do pię- 
knych a uczciwych rzeczy pobudza, od sprośnych odwodzi, 
a złe jego chęci hamuje, bez którego rady, zdania, nic ani 
w ziemi ani za granicą czynić się nie godzi. Okrom senatu, 
który dla ważnych tylko spraw zbierany bywa, godzi się 
królowi miewać przy sobie kilka osób, z któremiby się 
o wszystkich rzeczach namyślał i naradzał; takowi trzeba 
aby byli wierni, i milczeniem ozdobieni. Bo wiele złego ztąd 
przycliodzi, gdy rady zwierzchnich panów nierozmyśnie przed 
czasem bywają rozgłaszane... 

Z ROZDZIAŁU XI. 
Co przynależy na Senat i na inne osoby Radne. 

Tak wielkie rzeczy na swej głowie nosząc, powinni Ra- 
dni panowie bardzo być pilni i uważni, rządzić się nie oso- 



105 



bistością, uie popędliwośeią; w w}'jawianiu zdania, ale rozu- 
mem, który jest jako oko rozeznawające ś^Yiatło od ciem- 
]iości, zdrożne od uiezdrożnycli rzeczy; żaden z uicli niech 
nie idzie ani za pożytkiem własnym, ani go miłość, ani 
■A'aśń przeciw komukolwiek niech nie unosi. Bo serce miło- 
ścią abo nienawiścią pałające przeciw komu, prawdy poznać 
nie może. Należy też na wiernego senatora, na drugich 
uczciwe wota zezwalać; a dla waśni, którąby miał przeciw 
nich, nie odrzucać ich zdania, gdyż gardziciele prawdy, cięż- 
ko przeciw Bogu i przeciw ludziom grzeszą; a są i tacy, 
którzy przeto odrzucają cudze wota, iż się wstydają toż sa- 
mo powtórzyć, co rzecz prawdziwie nikczemna i śmieszna... 
Takoż szkodliwą widzi mi się rzeczą liczyć wota, a nie wa- 
żyć ich, a w dowód, to mówię: „Miały między sobą jednego 
czasu członki ciała człowieczego rozmowę o słońcu, jeśli 
jest światłe, czyli ciemne? a gdy wszystkie członki woto- 
wały, że jest ciemne, same tylko oczy powiedziały, że jest 
światłe. Rozum człowieczy odrzuciwszy one wota, które dru- 
gie członki powiedziały, chociaż ich było wiele, na samych 
oczu wotum pozwolił i za nimi skazał. Kozgniewały się 
bardzo drugie członki; ale gdy ich pytano coby była za ró- 
żność między światłem i ciemnością, a one nie mogły na to 
odpowiedzićć, pochwalili rozumu rozsądek." Dla tego może- 
by lepiej było, aby większa była wiara dana jednemu, któ- 
ry ma po sobie dowód i świadectwa pisma, niźli wielkiemu 
mnóstwu, bez dowodu i świadectwa. 

Z ROZDZIAŁU XII. 
O starostach abo przełożonych zamkowych abo miejskich. 

Są to ci, którzy ani sądzą, ani wyrokami swemi co 
stanowią, ale co drudzy postanowili, wykonywają; najprze- 
dniejsza ich powinność jest, pokój domu między ludźmi sta- 



106 

uowić, nagłemu wtargnieniu nieprzyjacielskiemu odpór da- 
wać, rozkazania i wyroki królewskie i sędziów wykonywać; 
bo próżnoby ci stanowili i sądzili, jeśliby onych nie było, 
którzyby takie rozkazania wykonywali... xUe sam widziałem, 
dzieją się po grodach i zamkach bezprawia, nieinaczój je- 
dno jako w lesie, abo na puszczy, gdzie przełożonego nie 
masz. O! za prawdę, Miłościwi, sławni i Wielmożni panowie, 
bardzoście leniwi, a to z wielkiem pospolitem złem, i prze- 
toście ciężkiego karania godni... 



z ROZDZIAŁÓW XIII. XIV, XV i XVI. 
O dozorcach obyczajów i małżeństw, rzeczy przedajnych domów. 

Jest też mem zdaniem i on urząd R. P. potrzebny, 
któryby doglądał obyczajów ludzkich. U Greków i u Rzy- 
mian bywali takowi... Musiał Radny pan, szlachcic, niewia- 
sty i wszystko pospólstwo powinności swej patrzyć, bo ina- 
czój karani bywali. Miały i małżeństwa stróżów swoich, bo 
one są najmożniejsze towarzystwa ludzkiego związku, świę- 
te dobrych ludzi źródła. Takoż dobrze byłoby, aby byli do- 
zorcy, którzyby pilno na rynku i targach strzegli, co prze- 
dają jak i poczemu sprzedają? aby cenę wszystkiego do ceny 
zboża stosować i niedopuszczać tej piekarzów i szynkarzów 
przewrotności, którzy po tejże cenie i chleb i piwo gdy zbo- 
że tanie przedawają, jako i kiedy drogo; takoż zniszczyć 
ten obyczaj, że jeden zakupuje jaki towar po wszystkiem 
państwie, aby sam przed awał, i wielki ztąd zysk miał; bo 
wtedy jeden albo kilku nazbyt bogacieją a wielu ubożeje, 
i otwiera się chęć łakomstwa, która jest wielu złości matką... 
Gmachy i domy pospolite powinny mieć dozorców, któreby 
je od upadku, a mianowicie od ognia strzegły... 



107 

Z ROZDZIAŁU XVII. 
O urzędzie, któryby się o domowy pokój starał. 

Powinien być w R. P. dobrze opatrzonej, urzędnik, 
któryby pijanice i hultaje srogo karał, zbytków, rozpusty, 
biesiad, zabaw karczemnych zakazywał i próżnować nikomu 
nie dał; boć Pan Bóg tak na początku świata postanowił, 
aby wszyscy clileb jedli w pocie czoła swego, aż się wrócą 
do ziemi, z której poszli... Członków człowieczych rozmaitość 
nie na próżnowanie dana jest, ale jako ptakom skrzydła do 
latania, tak człowiekowi dane są członki do roboty. Zmysły 
ciała naszego czerstwieją i stwierdzone bywają pracą, zaś 
próżnowaniem nikczemnieją i więduieją. Tak bardzo dla ro- 
bót urodziliśmy się, iż kiedybyśmy się jaką poczciwą robotą 
nie zabawiali, wnet się skłaniamy do jakiegokolwiek wy- 
stępku... To są nędznicy i między błogosławione nie mają 
być liczeni, którzy się karmią pokarmem pracą rąk cudzych 
nabytym. A jako jest szerokie prac ludzkich pole, łacno 
obaczy ten, który w potrzeby żywota tak tego jako i przy- 
szłego pilnie wejrzy, boć i sercem, abo myślą i ciałem pra- 
cować trzeba, kto się do żywota błogosławionego mocnie 
bierze. Tąć oboją pracą, ludzie nie leniwi zabawiają się... 

Z ROZDZIAŁU XVIII. 
O dozorcach ludzi ubogich. 

Są ludzie prawdziwie ubodzy, którym schodzi i na si- 
lach i na żywności; ci niech będą opatrzeni, ale ci którzy 
po ulicach żebrzą, zmyśliwszy sobie jaką niemoc albo cho- 
robę, ci jeśli tubylcy a mogą robić, niech je przymuszą do 
roboty; jeśli obcy, niech je do swoich miast odeślą, bo godzi 
się, żeby każde zgromadzenie miało staranie o tych, którzy 



]08 

się w uiśm porodzili. W każdem mieście s% docliody roczne, 
naznaczone ubogim; powiększajmy je darami, udzielajmy 
rzeczy doczesnych tym, którzy nas do wiecznych domów 
przyjąć mają; kładźmy ochotnie do skrzyń po kościołach 
i innych miejscach będących: prawdziwa to szczodrobliwość 
uczynić dobrze tym, którzy tego żadnym sposobem nie 
mogą nagrodzić. Wszakże nie omyli nas w zapłacie on 
najłaskawszy Ojciec Niebieski, który i czarę wody zimnej 
w Imię Swoje daną obiecał nagrodzić,.. Wszyscy jesteśmy 
bracia jednego Ojca Niebieskiego synowie, słuszna jest rzecz 
bratu w potrzebie podać ratunek... Niech tedy będzie nyy- 
sadzony urząd, któryby miał staranie o ubogich, i tćm 
dobrze szafował, co będzie na ich potrzeby naznaczono. 



Z ROZDZIAŁU XIX. 
Przy dawaniu dostojeństw rzego najwięcej patrzyć. 

Koniecznie wiele na tem R. P. należy, aby zacnych 
uczynków patrzano przy rozdawaniu urzędów... ziębnie bo 
cnota gdy widzi, ano część jej należącą odejmują od niej, lu- 
dzie leniwe i nikczemne przekładają nad nią; tedy abo 
w pracach mdleje i wątleje, abo do czego nowego bywa, 
napędzona. Niech przeto będzie między obyczaje włożono, 
aby w rozdawaniu urzędów największe baczenie miano na 
cnotę. Niech się nie dawa król, abo ten komu to staranie 
należy, tym herbom dymowi podobnych, starożytnych przod- 
ków abo domów oszukać, niech pierwej pilnie przypatruje 
się rozumowi i przyrodzeniu tego, którego wywyższyć umy- 
ślił, niech przesłucha mo^Yy abo w Radzie abo na sądziech; 
niech doświadczy jego rady, niech pozna jego sprawy, abo 
na rycerskim chlebie, abo doma. Bo ktoby w każdej ta- 
kowej rzeczy nie był gotów, tak z strony rozumu, jako 
z strony nauki; ktoby pracy uczciwej nie umiał, coby po- 



loy 

tern zacnego na urzędzie będąc sprawić mógł. Urz%d roz- 
mnożyłby skutki złości i nieumiejętności jego... Wielu 
mniema że w rozdawaniu urzędów pierwej patrzeć trzeba 
szlachectwa, zacności domu niźli godności; przeto trzeba tę 
omyłkę poprawić a tak postanowić, aby prawdziwe szla- 
chectwo zależało na godności i cnotliwych postępkach. 
Bo któż tego nie baczy, iż żaden nie jest tąż osobą którą 
ojciec jego... Jeśliże lekarze z lekarzów, rzemieślnicy z rze- 
mieślników się nie rodzą, powinnaż to rzecz, aby się rodził 
szlachcic z szlachcica... Nie więcej tobie pomoże zacność 
rodu i starożytność domu, jeśli do niego nie przyłączysz 
cnoty i zacnych uczynków, jedno jako ślepemu światłość słone- 
czna, głuchemu wdzięczny dźwięk, po morzu żeglującemu pług. 

Z ROZDZIAŁU XX. 
O ludzkości preciwko poddanym. 

Ale imo te dostojeństwa które król abo R. P. dawa, s% 
niektóre insze, na które synowie po ojcach następują: jako to 
rozkazują tym ludziom którzy ich rodzicom poddani byli, 
które to panowanie bardzo srogie jest u nas, gdyż nie go- 
dzi się kmieciowi, by też i największą krzywdę miał, ska- 
rżyć się na pana; a są niektórzy panowie tak okrutni, że 
nieinaczej używają kmieci swych jedno jako bydła. I toby 
trzeba w zwyczaj wwieść, aby dozorcy czynili opyt o takich 
panów, i aby było dla okrutnych karanie. Bo jeśli co jest 
na tem R. P. aby kto nie używał źle rzeczy swej abo cu- 
dzćj, jakoż daleko więcej, aby nie używał źle ludzi... Pa- 
nowie którzy mnogim ludziom rozkazują, niech się starają 
aby synowie ich dobrze wychowani byli, aby sami byli naprzód 
posłuszni; bo kto chce dobrze rozkazować, potrzeba, aby sam 
wprzód dobrze posłuszny był; potrzeba żeby im to często na 
pamięć przywodzili, że żadna nie ma być różność między ojcem, 
a między dobrym panem, i że nieinaczej mają być rozu- 



^ 110 

miani kmiecie, gdy powinności swój dosyć uczynią, i czynsz 
zapłacą, jedno jako sąsiedzi... Zakon mahometanów broni 
tego, aby ktokolwiek tejże wiary w liczbie niewolników miał 
być poczytan... a my którzy się prawdziwej ku Bogu wiary 
dzierżymy, nie wstydamy się mieć Chrześcian niewolnikami... 
używają jej panowie odejmując swym kmieciom ziemig, ma- 
jętność, a w niektórych powieciech przedawając je jako 
bydło. O! jak się owi nie boją onego karania, które król 
Achab za winnicę Nabotową poniósł... 

Z ROZDZIAŁU XXI. 
Aby Sie białogłowy w urzędy nie wtrącały. 

Ono tćż trzeba postanowić, żeby białogłowy do spraw 
R. P. nie były przypuszczane, które Bóg pod moc mężów 
poddał... Białogłowy do błędu skłonniejsze są. Niech się 
przeto oni w^stydzą, którzy rozumiejąc się urzędów godnemi, 
nic nigdy nie uczynią, jedno to, co im niewiasty rozkażą. 
Jakoby w tern jaka różność była, żeby niewiasty urzędy 
trzymały, abo oni, któremi niewiasty rządzą, gdyż te obie 
rzeczy na jeden gościniec się schodzą. To pewna, że się 
niewiasty da kądzieli urodziły... sprawy domowe, nie R. P. 
mają im być zlecone. 

Z ROZDZIAŁU XXII. 
O powinności poddanych. 

A ponieważ do dobrego R. P. rządu, należy nietylko 
to, aby ci którzy rządzą, zachowali się w powinności swej 
ale tśż i ci, którzy bywają rządzeni; przeto tóż i ci niech 
wiernie a pilnie powinność swą wykonywają. Wiele jest 
poddanych, których występki abo wady ich urzędników 
obrażają, i dla tego je nie tak jako winni w uczciwości 
mają. Ale zgoła wszystkim Apostołowie rozkazują, aby 
zwierzchności posłusznemi byli, abowiem te zwierzchności są 



111 



0(1 Boga zrządzone... Uczciwość przełożonym powinna, tak 
zdobią, iż i pospolite modlitwy za nimi czynić każą, a nie- 
' ylko dobrym i łaskawym, ale też przykrym i ciężkim po- 
słusznymi być zalecają. Zda się, jakoby nam rozkazowali, 
żebyśmy wady icli i występki skromnie znosili, a odkładali 
je do Bożego sądu, którego ta wola jest, aby ludu swego 
grzechy srogością panów^ karał. Aleby się nic lepszego na 
świecie stać nie mogło, jedno gdyby zwierzclmi panowie byli 
[lobożui, mądrzy, wszelakiemi cnotami do rozkazowania po- 
trzebnemi ozdobieni... A jeśli inaczej bywa, jeśli się w czem 
niesłusznie z nami obchodzą, to na Boga spuszczać mamy- 
Abowiem on Bóg, który świata tego sławy strząsa, kiedy 
chce, skarze, czasu swego złość i nieprawość przełożonych. 
Na poddanych zaś przynależy rozkazaniu im zadosyć czynić 
a we wszystkiem tem, czćmby E. P. i wiary Chrześcijańskiej 
zacność nie była zgwałcona, posłuszuemi być: przeciwko 
wszystkim i postronnym nieprzyjaciołom i obywatelom po- 
kój wzruszającym, przy nich stać. Boby ułożenie R. P. nie 
długo trwało, kiedyby poddani rozkazaniom przełożonych 
posłuszni nie byli... 

z ROZDZIAŁU XXIII. 
O zbytku w szatach, pckarmach. O biesiadach. 

...W zbytku i w rozmaitości szat wielka jest marność 
szaty dla potrzeby są wynalezione, żeby od zimna i gorąca 
broniły a ludzie marno chlubni, ku ozdobieniu samych sie- 
bie je obracają; a dla ich świetności, chcą być za wielkich 
poczytani. O! jakaż to płochość, cześć cnocie i godności po- 
winna wełnie przypisować!.. Nie mówiąc tego w ten sposób, 
abym nie miał ganić niedbalstwa, abo plugastwa około; 
ubioru; bo skromny a uczciwy ubiór dobrego przyrodzenia 
zda się być znakiem, a ochędostwo osobę zdobi i niejako 
zaleca. Ale wszelakiego zbytku ludzie mądrzy, nigdy nie 



112 



chwalili, bo i wiele kosztuje i płoche przyrodzenie wrdawa. 
Złote łańcucliy, kosztowne sukna i futra, mają być szlache- 
ctwa, bogactwa oznaką,? zapraw^dęć, szlachectwo ma być 
okazowane sprawami, a bogactwa hojnością... Aza ty koszto- 
wną a w7dworną szatę wdziawszy jesteś mędrszy, ozdobniej- 
szy? Nie. Bo prawdziwa ozdoba cnotą ma być nabywana; 
a okrom niej, ani pomyśleć o tem. Kosztowne szaty są 
naczynia pychy; różność kształtów i barw u szat nie co in- 
nego pokazuje, jedno obyczajów różność i nieustaAYiczność... 
Jeszczeby przystojniej żeby dzieci abo podrostkowie takich 
strojów, jako jakich przynęt do cnoty wabiących używtili; 
ale y męzkiemu stanowi przystoi aby się więcej kochał w tćm, 
że się czuje w męzkich uczynkach, któremiby się popisać 
mógł, niż jakiemi herbami fortuny... Również jedzenia i picia 
zbytne, nieprzystojne jest człowiekowi; bo ciało rozmaitemi 
niemocami zaraża; człowieka do statecznych spraw niespo- 
sobnego i jako bez uzdy konia z drogi błądzącym czyni. 
Wino człowieka naprzód czyni wesołym, potem gdy go 
się więcej napije, dodawa większego o sobie rozumienia; po- 
tem gdy się go jeszcze lepiej nachyli, przydawa ufności, 
śmiałości do mÓAYienia i czynienia prędkości, tak iż człowiek 
bywa jakoby sam nie swój... Wtenczas tajemnice tobie 
zwierzone łatwo się wymkną, wtenczas się wiele mówi cze- 
goć potom żal; "wtenczas niema żadnćj różności między przy- 
jacielem i nieprzyjacielem, między żoną i siostrą, wtenczas 
płużą zwady, guzy, szarpaniny, boje. A nie dziw temu; po- 
nieważ straciwszy rozsądek, utopiwszy rozum, zatoną wszy- 
stkie sposobności do uczciwych uczynków, a wynurza si*; 
ona ślepych, i nieukróconych chęci zgraja. Bydlęta nieme 
przechodzą nas trzeźwością, bo więcej niż trzeba, pić nie 
umieją... a w Chrześcijańskich 11. P. ta wada tak moc 
wzięła, że jej uleczyć nie Iza; bo mało nie wszyscy wdali 
się w pijaństwo, tak panowie jako pospólstwo... A mało 
co pomaga, chocia ich z tych wad strofują; i jakoby zwąt- 



113 

piwszy o polepszeuiu przetnijmy to miejsce słowy Proroka: 
„Biada wam, którzy wstawacie rano, abyście szli za pijań- 
stwem, a pijecie aż do wieczora, abyście pałali winem." 
Wszakże którzy uczciwość miłują a Boga się boją, ci za- 
wdy to sobie rozmyślają, że pokarm i napój dary Boże są 
dla zachowania żywota ludzkiego zgotowane. A przeto nie 
trzeba ich na złe obracać, ale z dziękowaniem używać. Ma- 
lowania, pieśni, rozmowy, powieści nie skromne, bardzo szko- 
dliwe; toć są wdzięczne przynęty, to przysmaki smaczne, to 
uciechy rozkoszne, które zmysły ludzkie głaszczą, myśl za- 
bawiają, rozum mamią, a wolą pod moc swą i panowanie 
swe podbijają. Tego trzeba zabraniać dzieciomfi młodzieńcom; 
tego się i każdy wiek, każdy stan, każde pogłowie ma strzedz; 
to z miast i z E. P. społem i z temi, co to wymyślają, ma 
być wykorzenione... Schadzki nieprzyzwoite, uczty nieprzy- 
stojne, takoż niebezpieczne; tam pokarmy i napoje dawają 
wydworne, tam jedzą i piją nie do sytości, ale do obżarstwa 
i do pijaństwa; potem grają, tańcują, skaczą: wszystko drogę 
otwiera ku źle czynieniu abo źle myśleniu... O! nieszczę- 
śliwi rodzice i mężowie, którzy córki i żony mają, którym 
się takie podobają biesiady! O! nieszczęśliwe mężat- 
ki i dzieweczki, które się w takowych schadzkach ko- 
chają! a która tam będzie, coby się ztamtąd lepsza wróciła?.. 
Wszakże ja nie jestem ten, abym zabaw, abo tańców lu- 
jdziom pobożnym zgoła zabraniać miał, by jedno były uczciwe, 
skromne, trzeźwe, z postawą przystojną. Lecz sprośne 
E;abaw7 i skoki, niech będą oddalone od ludu, który się 
wszystek Bogu poświęcił, a wszemi słowy sprawami ma 
wielmożyć Pana Boga Zbawiciela swego. 



Dzieła LIoftuaRcwej Tom Iii. 



114 



Z ROZDZIAŁU XXIV. 
O pysze. 

... Za zbytkiem idzie wszystko złe, a osobliwie pycba, 
ona płochej zacności miłość, ona przewrotna przewyższania 
w którejkolwiek rzeczy cbęć, z nadętością serca i umysłem 
wzgardzenia drugich złączona. Rozmaita jest w ludziach: 
jeden chce przewyższać gładkością, drugi ciała dużością, in- 
szy nauką, inszy rozumu ostrością. Jest też, kto się rodza- 
jowi swemu wielce dziwuje, herbami się popisuje, i długi 
przyjaciół porząd wylicza; niektórzy zacność swą okazują bo- 
gactwy; inni jeszcze górności szukają z płonnych i nikcze- 
mnych rzeczy, i które w sobie wadę mają. Chodzeniem, sie- 
dzeniem, staniem, igraniem, głowy zwieszaniem, kłanianiem, 
chcemy drugich przechodzić. Szatą, trzewikiem albo butem, 
czapką, kordem, pasem, perłą świetną, kamykiem osobliwym, 
chcemy się popisować. Zdradę, oszukanie, zbytnie picie, 
obżarstwo, wszehiką niemierność za pochwałę sobie mamy... 
Zgoła pycha wiele złego przynosi, a najwięcej się rodzi 
i rośnie z nieznania samego siebie. Boć czegóż wynosić się 
nad drugich? wszakże wszyscy jednako się rodzimy, wszyscy 
początek nasz przywłaszczamy jednym rodzicom, wszyscy się 
chlubimy z jednego Ojca niebieskiego; wątłość przyrodze- 
nia, wychowanie, bieg żywota, postępek wieków, naostatek 
śmierć, czyni nas wszystkich sobie równemi... Chlubić się tćż 
z bogactwa, możności, nie przystoi; są to rzeczy niepewne, 
nieustawiczne, częstokroć w maluczkiej chwili giną... gardzić 
zaś kim dla tego, iż się nie urodził szlachcicem, a co insze- 
go jest, jedno Boga, sprawcę rodzenia, milczkiem strofować?... 
Cóż tedy jest w czemby przewyższania żądać trzeba; co je- 
dna cnota, która i trwalsza jest, i temu, kto ją ma, sławę 
i dostojność przynosi ! Ale cnota w człowieku nie doskona- 



I, 



115 

hi jest, a nie wszystka jednemu bywa dana. Żaden jeszcze 
nie jest widzian na świecie, w którymby się jednako wszyst- 
kie cnoty świeciły, i nią się więc nie przewyższajmy, gdyż 
cnota bez skromności, wnet cnotą być przestanie. A ponie- 
waż sami nie możemy być od wady próżni, przeto słusznie 
mamy drugich, chocia i występnych litować, a nimi nie gar- 
dzić. Za cnoty zaś nasze i dobre uczynki, nie szukajmy 
rhwały ludzkićj, bo stracimy tę, która jest od Boga. 



z ROZDZIAŁU XXY. 
O próżności siów w nazywaniu i t. d. 

... Z pychy też pochodzi ona chęć łagodnych słów w na- 
zywaniu i rozmowach... Ivażdy się gniewa, gdy do niego mó- 
\\ią jako do jednego: prawieśmy stracili używanie tego sło- 
wa ty. Mówiąc do jednego, tak trzeba rzecz stosować, jak- 
by się do wielu mówiło. Drudzy nie przestawają na odmie- 
nieniu liczby, jeślibyś osoby nie odmienił .. Ztądże ono mnó- 
stwo Wielmożności, Jasności, Miłościwania, Wielebności, 
Swiętobliwości i t. d. Śmieszny to zaprawdę jest obyczaj; do 
tego przystąpił jeszcze i ów wszystką naszą mowę raczeniem 
abo Wasz Mościami nadziewać, siebie i swoje służby każde- 
mu zalecać, a bez braku każdemu posługi, abo uczynności 
nasze ofiarować. Z temi złączone są i owe postawy, do 
zmyślania i ochylania uprzedzone, podrygania, czapki zdej- 
I mowanie, poczciwości wyrządzanie, abo tym, które lekcewa- 
żysz, abo których nie rad widzisz; co wszystko więcej przy- 
stoi małpom, niż ludziom, których zwierzchowna postawa, 
abo kształt z myślą wnętrzną zgadzać się ma... Zły też i on 
obyczaj onych, którzy przy pogrzebie rzecz o kim czyniąc, 
najwięcej się na wychwalanie cnót zmarłego wysadzają, a wy- 
stępków jego nie ganią, ani wspominają. Ja tak mniemam, 
że w takich oracyach, nietylko to przekładać trzeba słucha- 



116 



czorn, czegoby trzeba naśladować, ale tóż i czego się wy 
strzegąc. 

z ROZDZIAŁU XXYI i XXVII. - 
O pojedynkach i o noszeniu broni. 

Przydajmy też nieco i o pojedynkowych bitwach, w któ- 
rych się ludzie z leda przyczyny zabijają. W rzeczypospolitśj 
prawami obwarowanej, zabronićby je trzeba; skrzywdzony niech 
bierze na pomoc urząd, któremu i sądy i miecz na ręce jest 
dan, bo do oręża tylko przeciwko obcym uciekać się godzi; 
a ponieważ łacniej ustrzedz się występku, gdy przyczyny nie 
będzie, przeto zda się być rzecz potrzebna zakazać, aby ża- 
den w mieście i w schadzkach nie śmiał nosić broni szko- 
dzącej; bo ludzie czując ją przy boku, prędsi są do uczy- 
nienia la'zywdy. 

Z ROZDZIAŁU XXVIII. 
O jednaniu. 

Tak wielu występkom i wadom podań jest żywot czło- 
wieka, iż jeślibyśmy wiele rzeczy nie przebaczali, a występ- 
ków sobie zobopólnie nie odpuszczali, nie długoby to towa- 
rzystwo, a złączenie ludzkie trwało. . Są jednak niektórzy 
do obrażenia drugich bardzo prędcy, a do jednania abo le- 
niwi, abo zgoła niedbali; jeśli jaka potrzeba przymusza je 
do jednania, wszakże mają to sobie za sprośną rzecz, jawnie 
to po sobie dawać znać; wolą cicho wleźć do zgody, niźli 
jawnie wniść... ale takie tajemne jednania, o rzeczy jawnie 
obrażające, nie długo trwają... Niech przeto pierwszy stopień 
cnoty u ciebie będzie nikogo nie obrażać; wtóry, tego kogoś 
z przygody obraził, przejednać. Kto się na pierwszym sto- 
pniu nie zostoi, niech się stara aby się na drugim został; 
a to twarzą, postawą, mową dawać znać, że onego uczynku 



117 



żałuje i do tego h>ię garnie, że z ouyin obrażonym w miłości 
mieszkać pragnie. Bo z tego wtórego stopnia, żaden nie mo- 
żf zstąpić, żeby nie musiał cigżko upaść; gdyż gniew przeci- 
\v!vo onemu, któregoś nie przejednał urośnie i chęć źle czy- 
ni tiiia. Człowiek cłirześcijański ma się pilnie o to starać, 
alty z każdym był w łasce, obrażenie szczerze odpuszczał, 
swe występki pokornie odpuszczenia prosił, bo nie może 
'ć przystępu do Ojca niebieskiego ten, który się innym 
- awi pysznym ku pojednaniu. Z maluczkiej rzeczy nie bierz- 
iiiv tćż wielkiego obrażenia, boć to jest jako choroba myśli; 
a zaprawdę, serdeczne niemocy niebezpieczniejsze są niźli 
cielesne, i częstokroć one bywają pi'zyczynami tych. Jeśli 
to mamy za słuszną rzecz, aby nam występki nasze odpu- 
szczano, czemu my też sami nie przebaczamy cudzych wy- 
-t.'pków. Na chrześcijańskiego człowieka, należy drugim od- 
l»iiszczać, jeśli też i on chce, aby mu Bóg odpuścił. Nędzna 
t'' jest rzecz, że my urodziwszy się w szkole Chrystusowćj 
l>;dąc wychowani i wyćwiczeni w niej, nie chcemy uznać 
nauki naszćj. Na każdy dzień się modlimy, aby Królestwo 
1". >że do nas przyszło, a któreż to inne, jedno sprawiedli- 
" ści, pokoju, zgody i spólnej miłości? Wszakże Chrystus 
hasło, miłość i pokój nam zostawił. 



Wyjątki z księgi drugiej. 

o prawach. 

Z ROZDZIAŁU I i U. 

. . . Gdyby w której rzeczypospolitej święte obyczaje moc 
miały, tedyby tam praw nie trzeba, bo te są tylko dla złych 
ustanowione wędzidła... Praw i obyczajów ta jest różność, 
^e prawa rozkazują mieć dobre obyczaje, a złych zabrania- 
ą; prawa powinny więc być dla słusznych przyczyn usta- 
nowione... 



118 



Z ROZDZIAŁU III. 
O sprawiedliwości praw. 

Wszystkie prawa powinny być i sprawiedliwe, i do po- 
spolitego użytku obrócone; bo kto rad temu lekarstwu, któ- 
re jedne część ciała uzdrawia, a drugiej szkodzi? Jako w na- 
szśj rzeczypospolitej jest prawo, iż człowiek prostego stanu, 
jeśliby szlachcica zabił albo srodze ranił, da gardło, a szla- 
chcic okupić się może. Iżali dla Boga, takie prawo nie jest 
sromotne; własnyć to warunek praw i opatrzenie, aby oby- 
watele cnotliwie żyli, a iżby w karaniu złości, żadnego ba- 
czenia na osoby nie było... Prawa ku temu końcowi ściągać 
się powinny, który rozkazuje to drugim czynić, cobyśmy ra- 
dzi widzieli, aby nam czyniono... Niektórzy chcą, aby w sta- 
nowieniu praw miano baczenie na ich zasługi, abo nie wiem 
jaką wolność... zaprawdę, prawdziwa wolność nie należy 
w swawolności czynienia co się podoba, ani w zbytniej fol- 
dze praw przeciwko tym, którzy się głównych występków 
dopuścili; ale należy w pohamowaniu ślepych a upornych; 
w rządzeniu rozumu, nic milszego i rozkoszniejszego nie mia- 
łoby być, jako wędzidłem praw hamować pożądliwości, a ja- 
ko powozy dobrym koniem sprawy swe toczyć; możeć się to 
zdać pętem abo związkami jakiemi, ale zaprawdę takowe 
są: że nas od uporu, swawolności, okrucieństwa, i od inszych 
wad hamują, a wiodą nas do cnoty... Boć jest bardzo spro- 
śna i szkodliwa ona wolność, która źle czynić pozwala, ubo- 
gich ludków ciemięży; u nas ile jest szlachciców, tyle jest 
ich nad chudzinami królów. W porządnej rzeczypospolitćj 
występki jednakićm karaniem mają być karani, a jeśliby by- 
ła srogość na kogo większa, ta niech się na większego wy- 
wiera; bo możniejszym nie tak snadnie kto krzywdę uczy- 
nić może, jako chudzinie; a ubodzy ludkowie, nie tak do- 



119 



brze będąc do cnoty wyćwiczeni, skłonniejsi są ku wy- 
stąpieniu. 

Z ROZDZIAŁU IV i V. 
Warunki praw i rozdział ich. 

Prawa mają każdego w powinności jego zatrzymać, dro- 
gę do szkodzenia ludziom zagradzać, światłość złych łiamo- 
wać, niewinność każdego bezpieczną ze wrszech stron czynić, 
radzić o tern, jakoby dobrzy ludzie w pokoju i w zacności 
swśj zachowani byli; swary, niezgody i różnice ile mogą wy- 
gładzać, a spokojne rzeczypospolitej postanowienie uma- 
cniać i bronić go... Wszystkie zaś prawa, jedne z przyrodze- 
nia urosły, drugie obyczajmi i ustawami ludzkiemi są uchwa- 
lone, niektóre też sa Boskie. 



Z ROZDZIAŁU VI. 
Prawa o urzędach. 

Naprzód prawda niech będą stanowione o zlecaniu urzędów. 
Na cnotę, na naukę najpierwćj trzeba mieć baczenie, i do 
czego się kto zgodzi. Ci którzy w r/eczach rycerskich są 
biegli, niech województwy byw^ają uczczeni; którzy w pra- 
wie są ćwiczeni, niech będą sędziami. i\a starostwa niech 
bywają obierani ludzie sprawiedliwi, pokój lubiący... Którzy 
abo sami przezsię, abo przez kogo inszego proszą, ci na 
urzęda niechaj nie będą przyjmowani... daleko też mniej 
tym, którzy je kupić chcą; bo też tego być nie może, aby ci, 
którzy czego handlem, abo obyczajem kupieckim dostali, nie 
mieli sobie z tego pożytku czynić... Niech także nikomu 
w żadnym powiecie urzędu nie dają, jedno temu, któryby 
tam miał osiadłość, aby nie był niedbałym w swoim urzę- 
dzie, gdyby gdzieindziej miał mieszkać; niech także zawdy 



120 

dosyć będzie jednemu ua jednym urzędzie; a jeśliby ich wię- 
cej miał, tedy niecli nie będą sobie przeciwne... Niech tśż 
będą prawem zagraniczone powinności wszystkich urzędni- 
ków, w coby się mieli wdawać, póki a jako. Aby na każdy 
rok jawnie z urzędu trzymanego liczbę czynili; ktemu tćż 
karanie srogie, jeśliby w czem na onym urzędzie wystąpili, 
ma być postanowione, W czem też zawieram prawa o wra- 
caniu pieniędzy, abo podatków niesprawiedli^Yie wziętych... 

Z ROZDZIAŁU VII, YIII i IX. 

Potrzeba praw i dla osób urzędów nie mających, na 
władzę, którą ma ojciec nad synem, pan nad kmieciem, mąż 
uad żoną... potem o sierotach i o opiekunach; o różności 
prostego a szlacheckiego stanu, i dla tych, którzy mają wro- 
dzone abo darowane szlachectwo. Którzy zacni są cnotą 
i zasługami przeciwko rzeczypospolitej sławni, ci chociażby 
nie szlacheckiego byli rodu, za szlachcice niech będą poczy- 
tani. Bo sama rzecz szlachcicami je czyni — a między ry- 
cerzami i szlachcicami niech będzie postanowiona różność — 
boć rycerze nie rodzą się; rycerska dostojność bywa nabywa- 
na, częścią zasługami przez rzeczpospolitą, częścią pewne- 
mi obrzędami, i nie przechodzi z ojca na syna jak szlache- 
ctwo... Niech też wszelka dzierżawa, kupno, pożyczka, ręko- 
jemstwa, mają swoje ustawy... 



Z KOZ DZIAŁU X. 
Prawo o krzywdach. 

O tern ma być pilne staranie, aby podłego stanu lu- 
dzie, od krzywd co najwięcćj byli bezpieczni... Niech żaden 
nie ma za to, aby który człowiek by najuboższy, miał być 
taki, żeby krzywdę nie skaraną, miał skromnie znosić. Im 






121 

to bogatszy i zacniejszy, tern sroższemi kaźniami od czynie- 
ia krzywd, niech będzie odstraszou... a krzywda jednemu 
; czyniona, niech każdego obrusza... Każdy gwałt srogi, 
zwłaszcza meżobójstwo, gardłem karane być ma, a nie 
ieniędzmi, ktokohviekby go popełnił; bo za mały grzech on 
vystępek mają. który możua okupić; i prawo, które na to 
pozwala, uia być poczytane za rzeczpospolitej zmazę, i ska- 
zę przyrodzenia ludzkiego... Niechby dosyć było prostym na 
tym, że chociaby cnotliwi i dobremi naukami ozdobieni byli, 
nie mogą trzymać przedniej szych urzędów: niechże im nie 
będzie przydana ta nędza, aby ich gardło trochę pieniędzy 
były płacone. Zaprawdęć rzeczpospolita samą tylko szlachtą 
kwitnąć nie może. Bo któż nam będzie dodawał żywności, 
jeśli oracza nie będzie? kto odzienia i ubioru, jeśli nie bę- 
dzie rzemieślników? któż i-zeczy potrzebne będzie przywoził, 
jeśli żadnego kupca nie będzie? Cóż to tedy za okrutność 
jest, iż bez których posługi obejść się nie możemy, tych gar- 
dło tak lekceważymy'?... Lecz to wszystko się mówi, jakoby 
groch na ścianę miotał: nic nie dbamy na tak częste uskar- 
żania; nic nas nie rusza utrapienie pospolitego człowielca, nic 
nas nie rusza krew ludzi niesłusznie pobitych... trzeba się 
więc obawiać jakiego gwałtu z Nieba, jakiej gwałtownej bu- 
rzy, któraby nas wszystkich, i domy, i narody, a naostatek 
i samego imienia Polskiego, z gruntu nie wywróciła... 



Z ROZDZIAŁU XI i XII. 
Prawa przeciwko zbytkom i próżnującym. 

Niech takowe ustanowione będą; niech będą zakazane 
wnoszenie wszelakich rzeczy do zbytku przynależące; bo to 
są waby do nierządnej pożądliwości, jako też i wszelkie one 
przysmaki, które obżarstwo wzniecają. Takoż niech kto pi- 
janym będąc, złość jaką komu uczynił, srożej karanym bę- 



122 

dzie od tych, co trzeźwi będąc, toż uczynili; bo pijaństwo 
samo przez się, już godne karania. Głos Boży postanowił, 
aby każdy w pracy, a w pocie chleba używał; leniwcy 
i próżnujący powinni być karani, jako i ci, którzy nakłady 
większe czynią, i sług więcej chowają, uiźli ich majętność 
znosi. 

Z ROZDZIAŁU XIII. 

O uwiarewaniu pożogi. 

.... Kiedy się u nas ogień ukaże, rzadko aby nim cała 
ulica, a czasem i całe miasto nie zgorzało; niech więc będzie 
prawo nakazujące wszelaką w tej mierze ostrożność, niech 
każde miasto ma urzędników ku temu, a każdy dom naczy- 
nia potrzebne do gaszenia... 

i 

z ROZDZIAŁU XIY i XV. J 

V 

O odwłokach, przysięgach. > 

i 

Potrzeba takoż praw na odwłoki: dziś kto dopuści się 
złoczyństwa, przeto że bogaty, rok mu dają czasu; i on so- , 
bie chodzi gdzie chce, sługi i życzliwych sobie jedna. Dla 
czego złoczyńca, od urzędu tego miejsca gdzie się zbrodnia 
stała, nie ma być natychmiast pojmany i do więzienia 
wsadzony? a choćby i niewinność jego miała się okazać, ka- 
żdy wić, że nie więzienie czyni sromotę, ale występek... Przy- 
sięgi takoż prawem obostrzyć należy, z ostrożnością jej wy- 
magać, świątobliwą ją uczynić, bo wielkim grzechem jest 
krzywoprzysięztwo. . . 

Z ROZDZIAŁU XVI. 
O sadach i sędziach. 



A ponieważ próżnoby prawa były stanowione, kiedyby 
nie byli ci, coby wedle nich sądzili; przeto w rzeczypospo- 



I 



123 

litej są potrzebni sędziowie, słudzy praw, którzy trzeba aby 
byli dobrzy i mądrzy ludzie, nie uchylali sie ua tę lub ową 
strouę, ale na prawo i na słuszność oczy obracali: tacy trze- 
ba, aby w prawie wielką biegłość mieli, gdyż ani ślepy o far- 
bach, ani głuchy o różności wdzięków, rozsądku dawać nie 
może; i aby żadnych darów nie brali, i mieli sobie raczej 
już wyznaczone z urzędu dochody. Najprzedniejszą sędzie- 
go powinnością jest sprawę obojój strony powodowej i obża- 
łowanej dostatecznie wyrozumieć, słuchać jej; nie z gniewem, 
nie z miłością, nie z miłosierdziem, nie z przewrotną chęcią, 
ale z samą prawdą; naprzód strony do jednania ciągnąć, 
a jeżeli nie ma nadziei o ich zgodzie, siedząc na stolicy są- 
dowej, z powagą i uroczyście, dać sprawiedliwy wyrok; ten 
wyrok, i powody jego, lepiej aby pierwej od sędziego napi- 
sane były: bo śliskie są myśli ludzkie, pamięć nie trwała, 
a w mnóstwie spraw ledwie się sama czuje. Przeto w^szyst- 
kie myśli i postanowienia nie będą-li pismu, jako jakiemu 
stróżowi poruczone, łacno zginą, i z pamięci wyjdą. 

Nie wspominam tego, iż samem pisaniem, a liter jakoby 
malowaniem, nie tylko pamięć się umacnia, ale tćż i ci co piszą, 
bywają jakoby napomnieni, ku dościgauiu wiela rzeczy, któ- 
rychby samem tylko myśli roztrząsaniem, ledwie snąć i za- 
wietrzyć mogli... To też trzeba postanowić, aby żaden rze- 
czy swćj sędzią być nie śmiał; bo na każdym sądzie trzy 
osoby mają być: powodowa strona, obżałowany i sędzia... Ta- 
koż i to, aby kmieciom wolno było pozywać panów do sę- 
dziego, bo inaczej odjęta im jest wszelka wolność... I to po- 
stanowić należy, aby nie wszystkie sprawy do króla i sejmu 
odnosić, ale aby były sądy główne inne, bo widzimy, że 
król żadnym sposobem nie może sprostać sądzeniu tak wiela; 
sejm raz na rok bywa, a tymczasem, ludzie bywają rozmai- 
temi sposoby od swych przeciwników ściśnieni, i czekając, 
często umierają to z tęsknicy, to od miecza... Niechby więc 
w znaczniej szem mieście sąd był np. z dziewięciu mężów 



124 

I)ra\vaycli złożony; trzej z miejskiego, trzej z szlacheckiego, 
trzej z duchownego stanu, od której liczby niechby je są- 
dem lub ławica dziewięciu zwano: niechby ustawicznie na 
sądzie siedzieli, okrom świąt, czasu żniwa i sejmu. 

Czas rozsądzenia i kończenia każdej sprawy, niechby był 
trzy miesiące. A iżby strony prawujące sie nie były zbytniemi 
nakładami od sądu obciążone, trzebaby postanowić, jaką 
mierną zapłatę tak za pisanie jako też za pracę sędziów... 
A niechby ci sędziowie mieli moc skutecznie kończyć wszy- 
stkie sprawy, bez dalszego odzywania; niechby nikomu nie 
było wolno od ich wyroku odwołać, chyba żeby była rzecz 
jaka nowa i niesłychana; tożby dopiero sędziowie do króla 
i na sejm odezwania dopuścili, a wyrok króla jużby im 
za prawo służył na potem. Mieszkanie tym sędziom trzaby 
obrać zdrowe, w-ygodne, obszerne, aby ich pisarze i żony 
i dzieci mogli mieszkać, niechby mieli blizko gmachu są- 
dowego, kościół, gdzieby Bogu nieśmiertelnemu sprawy 
poruczali, od któi-ego sprawiedliwy sąd pochodzi; niechby Ii. 
P. wsz3'stkie ich potrzeby obmyślała, miasto zaś ku takim 
sądom dogodne, zda mi się być Kraków, abo Piotrków, 
przeto że od wszystkich powiatów prawie równo leży... 



Z ROZDZIAŁU XYII. 
O walnych sejmach. 

Gdyby takie sądy były postano wiene, krótszeby sejmy 
bywały, ale zawsze corocznie potrzebne. Naprzód dla opa- 
trzenia ran Państwa i wyleczenia ich, potem dla posłów 
postronnych; dla wywiedowania chęci sąsiadów, czyli jakich 
szkód abo trudności nam nie zadali? Wojnę jeśli trzeba 
przeciw komu podnieść? podatek ustawić? urzędy niektóre 
i*ozdać, rozchody skarbu zliczyć, ostatka dopatrzyć... 
Pożytecznie byłoby, gdyby posłowie ziemscy zjechaw- 



125 



szy się, nic z skarbu nie brali; możnaby te pieiiią-dze na 
żołnierze, abo na jakie budowanie obrócić. 



Z ROZDZIAŁU XXVIII. 
o stronach i Rzecznikach. 

Okrom sędziego, muszij, być dwie osoby u sądu: kto 
skarży, i kto odpór czyni. Obie co najprościej rzecz swą 
przełożyć mają i co najkrócej. Przed laty zav/ierzano czas 
mówiącym rzecznikom czyli obrońcom, dziś przynajmniej 
postanowić, by trzeba, aby żaden o swoje rzecz mówiąc, od 
niej nie odstępował, abo zinąd pomocy ozdobnych nie uż}"^- 
wał; takoż trzaby zakazać aby żadna strona z mnóstwem 
ludzi, abo zbrojno do sądu nie przychodziła, bo sądu ustra- 
szyć nie wypada. 

Z ROZDZIAŁU XIX i XX. 
O katach i o osądzonych. 

Sędziowie wyrok czynią, drudzy urzędnicy go wyko- 
nywają. Do niektórych wykononia miecza potrzeba, ten więc 
który ten miecz nosi, acz kat, jest urzędowy. Niechże więc kat 
nie będzie od gromad ludzkich i od kościoła wyrzucon; niech 
się nikt urzędem jego nie brzydzi, boć on nic złego, owszem 
dobrze, bo rozkazaniu sędziów zadosyć czyni. Osądzeni, 
powinni też wszelkiemu skazaniu dosyć uczynić, urząd ści- 
śle niech tego wykonania pilnuje, bo i na cóż się przyda 
wyrok, jeśli wykonanym nie będzie? 

Z ROZDZIAŁU XXI. 
O poprawie praw. 

Ale tego wszystkiego głową jest, aby prawa były po- 



126 

prawione, a pewuą, drogą i pewnym sposobem pisane, i je- 
dnakie dla wszystkich w jednymże kraju zamieszkałych; bo 
i sędzia jak sobie da radę, kiedy dwie drogi przed sobą 
widzi? Trzeba tedy, aby raz obrano ze wszystkich stanów 
łudzi co naj biegłej szych, którzyby praw ojczystych, postron- 
nych, kościelnych świadomi byłi, w każdej nauce wolnej 
biegli; ci niech prawa dobrze a porządnie spiszą i ludziom 
potomnym za długowieczne zalecą. A niech będą spisane 
słowy znacznemi, którychby nie Iza wykręcić, a niech też 
będą jakie przyczyny przydane, któreby słuszność ich utrzy- 
mywały. A tym prawom raz przyjętym niech każdy pod- 
lega, począwszy od króla: bo większa jest rzecz panowanie 
poddać pod moc praw, niźli panow\ić, i porządna R. P. nie 
wedle w^oli królewskićj, ale według praw pisanych ma być 
rządzona. 



Wyjątki z księgi trzeciej. 

o wojpie. 
Z przedm("wy. 

Pożądliwości ludzkie nienasycone, sprawiły to, iż w po- 
koju żyć zawsze nie możemy: dla tego też fortele wojenne 
są wymyślone; broni mnóstwo nasprawowano, którąbyśmy 
postronnym nieprzyjaciołom odpór dawali i dla tego R. P. 
porządna do wojny zawsze gotową być powinna. Niemasz 
tego u nas, przeto by najmniejsza nowina o wojnie powstaje, 
jakaż oraz i rozpustność w stanie szlacheckim, który na 
oną wojnę wyjeżdża! już oni pierwej niż nieprzyjaciel zie- 
mię ojczystą zwojują, ludziom krzyw^d naczynia, i wyjeżdżają 
mając na sobie płacz i narzekanie pospólstwa. O! inaksze- 
goby tu urządzenia potrzeba; często ja o niem myślałem; 
a jako najpodlejsi żeglarze widząc bliską nawałność, dodają 



I 



127 



biegłym sternikom rady, jakoby jej ujść mogli, tak ja też 
najceluiejszym stanom śmiem dać radę do uwiarowania 
tych niebezpieczności. 

Z ROZDZIAŁU I. 
Staranie o pokój, obrona granic. 

Iżby dobrze było, gdyby wojny ^Yieść nie było potrzeby, 
przeto najlepiej starać się o pokój, ze wszystkiemi postron- 
nemi Państwami, o pokój stateczny i trwały, bez podsady; 
a oraz być zawsze w gotowości do wojny i do odporu. 
Niech granice nasze będą jako żołnierzmi tak innemi obro- 
nami opatrzone; to ustrasza sąsiady, a zwłaszcza Tatarów, 
którzy gdy słyszą, że żołnierze nasi na granicy leżą, na- 
szych ziem nie wojują. Niech zamki pograniczne będą 
dobrze zbudowane, w żywność opatrzone. Niech starosto- 
Avie nigdy z onych nie wyjeżdżają a królowi abo hetma- 
nom oznajmują co się w nieprzyjacielskim kraju dzieje, 
a gdyby się miał do wojny, wtedy namawiać go przez po- 
słów, aby temu dał pokój, bo wszystkim niech będzie ja- 
wna ta wiadomość, że przelaniem krwi ludzkiej bardzo się 
brzydzimy, tem sobie i ludzi i Boga zjednamy; dopiero 
gdy inaczej nie można, broni naszej dostać należy, i król, 
któremu dla tego miecz jest od Boga dan, niema nic omie- 
szkawać. ale zaraz rozbójstwo nieprzyjacielskie wojną uga- 
niać. 

Z ROZDZIAŁU II i IIL 
O sprawiedliwości wojny, i jej świętobliwości. 

Kto się krzywdy uczynionej przystojnie mści, kto o na- 
bożeństwo, o dom, o żywot, o majętność ludzi swoich wal- 
czy, ten ma sprawiedliwą przyczynę do wojny, ten zwycię- 
ztwa spodziewać się może. Ale kto jedno wszczyna wojnę 



1-28 

dla sławy, abo dla rozszerzenia Państwa, ten źle czyni: 
rozsławi swe imię płaczem i narzekaniem ludzkićm, frasunku 
sobie doda; bo cóż inszego jest szerokie Państwo, jedni« 
wielkie a ustawiczne frasowanie, i któż może ouym tak 
rozlicznym sprawom jak przystało podołać? A jeśli trzymanie 
wielu królestw i ziem daleko od siebie leżących jest trud';e 
i niebezpieczne, jakżeż wystrzegać się trzeba, aby go mocą i mie- 
czem nie dostawiać... Tatarskać to rzecz i Turecka, mocą, 
ogniem, mieczem, pustoszeniem pól, krwią ludzką nabywać 
krajów i sławy, i Bóg takowej wojnie chyba na karę zwy- 
cięztwo dawa... Wojna zaś sprawiedliwa i świętobliwą na- 
zwać się może, bo przestronny plac okazuje mnogim i wiel- 
kim dzielnościom: męztwu, miłosierdziu, wierze, bojaźni Pa- 
na... A przetoż wy, o szlacheckiego stanu ludzie, i wszy- 
scy którzykolwiek R. P. mieczem bronicie, gdy się gotujecie 
na wojnę, nie gotujcie się jako na łup ani jako na rozpu- 
stę, ale jako do roboty świętej, do posługi Bogu i ludzior.i 
wielce wdzięcznej... A ty, o królu, krzywdy i niebezpieczeń- 
stwa od ludu odganiaj, swawole srodze karz, upatruj, coby 
uspokojeniu R. P. należało; aby jeśliby przez twą niedbałość 
przeciwko Bogu i ludziom zbrojono, nie powstała jaka sroga 
burza, któraby i Twej głowie, królu nie folgowała i R. P. 
nie wywróciła... 

Z ROZDZIAŁU IV. 
o biegłości i ćwiczeniu rycerskiem. 

...Jeśli w jakiej rzeczy, to w rycerskiej potrzeba bie- 
głości... i jako wszystkie nauki, tak i rycerska rośnie wy- 
chowaniem i ćwiczeniem... Niech więc dziatki hartowane 
będą i w sprawach rycerskich ćwiczone: niechby ku temu 
i szkoły osobne były; niechby dorośli rycerze w czasie po- 
koju nie odwykali od broni i niewygód... niechby się 
i młodsi i starsi w obroty wojenne ćwiczyli... niechby na 
każdy rok był czas, któregoby się na pewne miejsce wszy- 



129 



tek stan rycerski zjeżdżał z bronią,, z końmi, z opatrze- 
niem, tak jako na wojnę jechać winien. O konie ćwiczone, 
niech także baczni będą, bo na tych wiele zależy... Co zaś 
ilo fortelów wojennych, szykowania wojska, różności broni 
i żołnierza i o inszych rzeczach do wojny potrzebnych pisać 
abo nankę dawać, nie jest moja rzecz, są w tej mierze mi- 
strzowie. 

Z ROZDZIAŁU V. 
o obyczajach i karności żołnierzy 

...Żołnierzom żywot taki wieść trzeba, któryby je oka- 
zał być bojącemi się Boga, a miłośnikami nczciwości... bo 
'vtóż będzie śmiał w huiie stać, kiedy go sumienie będzie 
rwożyć... nietylko nieprzyjaciel, ale szum listlvów na drze- 
cie będzie go trwogą napełniał... Niechajże tedy żołnierze 
aiłują Boga, a przykazaniu Jego posłuszni będą; imienia 
lego niech nie bluźnią, niech miłują trzeźwość, zbytku 
i wszelakiej roskoszy się strzegą; skromność i mierność 
V każdej rzeczy niech zacho^\ują; nikogo niech nie zbiją, cti- 
Izych rzeczy nie biorą; niech przesta wają na swym żołdzie. 
.Ctoby przeciw temu wystąpił, niech będzie surówko łiaran... 
.V wojsku niech panuje zgoda, bo trudnićj czasem swoicli 
itrzymać, niźli na nieprzyjaciela uderzyć... niech także żoł- 
nierze powolni starszym będą; bo, a cóż jest męztwo żoł- 
iiierskie, oki'om posłuszeństwa, jedno upór: żołnierzom nie 
łacą za radę, ale za pracę. A przeto chocia nie wie rady 
tarszych swoich, ma być posłuszny... i chociaby o żywot 
izło, niema się wzbraniać rozkazania. 

Z ROZDZIAŁU VI. 

O wodzach. 

...Na czele wojska winni być walecznicy i wyćwiczeni 
rycerze, niech więc obierani będą nie z rodzaju, abo z bo- 

Dziełfi Hofmanowej. Tom III. 9 



130 



gactw, ale z dowcipu, z biegłości w rzeczach rycerskicii, 
z doświadczonego wielkiego serca i ineztwa w bitwach. Wo- 
dzowie powinni być więcej ćwiczeni w każdej wojenućj ])0- 
trzebie niźli żołnierze, bo to żołnierzy posłusznymi i ocho- 
tnymi czyni. Powinni nietyłko mieć męztwo ale i nauk^^ 
a hetman ma wszystkich przechodzić karnością, rada dobra. 
O sobie nadzieją, stałością, a uajwiccćj bać się Boga, i Je- 
mu samemu ufać... 



Z liOZDZIALU V]I i VIII. 
o oznajmieniu wyprawy i zbieraniu się. 

Trojemi wiciami wojenna wypruwa bywa oznajmiona 
tym, którzy R. P. od postronnego nieprzyjaciela bronić jio- 
winui, często i trzecia rycerzy naszych gotowemi nie zasta- 
wa, bo zwykle żadnej rzeczy na wojnę potrzebnej nie 
miewają. Gdyby w pogotowiu się trzymali, dosyć byłoby 
tych wici, z który chby pierwsze kazały się gotować; wtóre- 
mi naznaczono dzień okazowania; trzeciemi dzień ciągnie- 
nia i miejsce na któreby się wszyscy ściągać mieli... Do- 
brzcby, aby po dawnemu, każdy kasztelan zebrawszy wojsk*^' 
z swojego powiatu, zawiódł je do wojewody, i oddał mii 
w ręce jako wodzowi, a w'ojscy aby strzeg porządku 
i żołnierzy zbierających się swawole hamowali. i 



Z EOZDZIALU IX i X. 
O próżnowaniu w obozie, żołdzie, nagrodach k rach. 

(jdy się wojsko do obozu zejdzie, u nie walczy jeszcze, 
szkodliwa rzecz dopuszczać żołnierzom próżnowania; niech 
im gry, gonitwy, ćwiczenia rycerskie wodzowie wydają, aby 



131 



iie guuśuieli... Hetuuiu niech sie takoż pilnie stara, aby p(»- 
Aiuuy żołd iia czas był zapłacou. Bo oinieszkauie i prze- 
-słoka zapłaty bardzo przykrą, i czyui żołnierza ociętnym 
nieposłusznym; niech męztwo bardzo bywa nagrodzone; 
iiężui ludzie mają być obdarzeni i słowy uczczeni, miejscu 
jeluiejsze, urzędy, mają im być dawane; a którzy się tak 
jnotą i męztwem oszhichcili, herby szlacheckiemi mają być 
zdobieni i hełmy; zasłużonym a ubogim żołnierzom, godzi- 
łoby się majętności jakie dawać, gdzieby i oni przyszedłszy 
ilu starości sobie odpoczyuęli, i drugim przykładem do za- 
^ługowauia R. P. i do mężnych uczynków byli. A jako za- 
>łużonym ma być nagroda czyniona, tak nikczemni mają 
l)yć sromotą i karaniem wedle sposobu występku trapieni, 
aby szlachcicom szlachectwo odjęto, a nie szlachcice w nie- 
wolniki obracano, z urzędu składano, majętności brano; abo 
też jeśli wielki występek i na gardle karano. 



Z ROZDZIAŁU XI i XII. 
O dostawaniu pieniędzy na wojnę potrzebnych, o podałl<ach i t. d. 

A ponieważ wszystka moc i wojny należy w pienią- 
dzach, przeto powiem nieco, jako ich dostawać... Bo u nas 
dwojaki jest sposób wojny. Idą na nieprzyjaciela, ci, któ- 
rzy to wedle praw i obyczajów winni, a każdy z tych swoim 
kosztem służyć powinien, gdyż i wolności wielkie mają, 
i majętności, « których to R. P. powinni, a zowią to pospo- 
lite ruszenie; idą także na wojnę żołnierze za pieniądze na- 
i^ci, i na tych są podatki od łana, ale niestałe i niedostar- 
czające. Należałoby inaczej tę rzecz ułożyć: niechby ten 
czyja majętność szacowana być może za trzy tysiące złotych, 
jednego konia na wojnę godnego, ustawicznie chował i zbro- 
j'^' dobrą miał, aby skoro potrzeba przypadnie, na wojnę bez 
)iaieszkania jechał; dwa, z których każdy ma majętności po 



132 

półtora tysiąca złotych, niechby jednego kouia stawili, a tak 
każdy wedle majętności swćj niechby na wojnę jechał. Któ- 
rychby majętność na mniejszą sumę szacowana była, ci nie- 
chajby pieszo służyli, tak aby pięćset złotych jednego pie- 
szego wyprawowało. Tak byłoby wojsko, w wielkiej potrze- 
bie szliby w^szyscy we spółek i jezdni i piesi, w zwyczaj- 
nych, niechajby wszystkie tych la-ain powiaty na siedm lub 
ośm części podzielono, aby z kolei każda na pewien czas 
występowała, mając na czele swego wojewodę czyli hetma- 
na, a tak R. P. nie byłaby nigdy bez obrony, a stan ry- 
cerski miałby czas i ćwiczyć się i odpoczywać... 

Dla innych zaś potrzeb tak w czasie wojny jak pokoju 
niechby założony był skarb pospolity. Wszyscy bogatsi niechby 
zrzucili w pierwszym roku połowicę swych rocznych pożytków, 
a potem niechby dwudziestą część tychże dochodów, każdy co 
rok dawał. Kto na jaki urząd wstępuje, bądź duchowny, 
bądź świecki, jakie folwarki, wieczne posiadłości od króla 
i R. P. dostaje, ma dać dochód on cały z jednego roku do 
skarbu; kmiecie zaś zda mi się, że zgoła od wszelakiego 
podatku mają być wolni, ponieważ oni na każdy rok dają 
czynsze panom i na każdy dzień robią; wielkie z nich 
i ustawiczne pożytki idą, ledwie kiedy wytchną od ciężkich 
brzemion, słuszna więc, aby wytchnęli od podatku wszel- 
kiego: raczej go nałożyć na kupców, rzemieślników, szynka- 
rzy, aby i ci jakąś część zysków swoich do skarbu składali. 
A tak założony byłby skarb R. P., pieniądze za winy brane, 
opatrywałyby go takoż; niechby był chowany w Ivrako- 
wskim albo Piotrkowskim zamku, niechby byli trzej mę- 
żowie, którzyby go strzegli, jeden z Wielkićj Polski, drugi 
z Małej, trzeci od króla. Przy odbieraniu pieniędzy do 
skarbu, i przy szafowaniu, dawaliby i brali cyrografy. A li- 1 
czbę z odbierania i wydawania czyniliby wszyscy we spółek 
na każdy rok na sejmie, a mieliby takich, którzyby po ca- 
łym kraju te pieniądze wybierali, i do skarbu donosili, a ci 



133 

mogliby poborcami być zwaui, i jako oni trzej starsi ludzie 
znaczni i przysięgą obowiązani... O! jakiby to pożytek tego 
skarbu mógł być, byłby jako jedna spina abo cięciwa woj- 
ny na każdego nieprzyjaciela; E. P. i inne potrzeby swoje 
'opatrywać z niegoby mogła, a jeśliby tych pieniędzy nie po- 
trzebowała, mogliby obywatele swą, ktoby chciał z tego 
skarbu pożyczać, ileby zastawy abo rękojemstwa na to mógł 
mieć. A ten ktoby pożyczył, niechby był winien cztery abo 
l)ięć złotych od sta dawać, któremi pieniędzmi skarbby się 
przymnażał; ale trzebaby dobry warunek na każdą sumę 
pożyczoną czynić. Podatek zaś ustanowiony każdy ma pła- 
cić, nietylko dla bojaźni kary od urzędu, ale i dla sumienia; 
bo obronna R. P. nie może być okrom wielkich nakładów 
i pomocy... Ale też i zwierzchni urząd ma tego dojrzeć, aby 
'le nie obracał tego, co dla R. P. dano. 



Wyjątki z księgi dodatkowej. 

o szkole. 

Z ROZDZIAŁU I. 

Zalecenie szkoły i jej pożytki. 

Starodawny, a jeszcze od początku wszystkich rzeczy 
lest obyczaj, że o szkołach ma staranie R. P., w których 
dobrśm postanowieniu położone są wielkie żywota ludzkie- 
, go i nabożeńst^va ozdoby, a w zaniedbaniu ich wielkie oszpe- 
i' cenie. Nie wddzę żadnego narodu wypolerowanego, któryby 
'i nie miał osobliwego starania o dobrem ćwiczeniu młodych 
^1 ludzi. Przeto też miejsca na to postanawiali, do którychby 
• się dla nauki młodzi schadzali; i mistrze przekładali, któ- 
' rzyby dobre nauki podawali, a ten wiek bardzo śliski, zdro- 
' wemi naukami do ludzkości i do w^szelakiego sposobu po- 



134 

czciwego życia zaprawowali. Znamienity obyczaj i urząd 
wielkiej pracy pełen. Dla tego t^ż, którzyby się tym żywo- 
tem nauczycielstwa bawili, ci od wszelkich powinności R. P. 
wolnymi i oswobodzonymi byli... Bo a jakożby zgromadze- 
nia ludzkie były rządzone, jakożby kościół Boży był uczon, 
kiedyby ludzie nie byli w szkołach, którzyby podaM'ali dro- 
gę przeduiejszych nauk, praw i nabożeństwa? Bo acz nie- 
którzy zacni ludzie, samym tylko dowcipem przyrodzonym 
niemając w sobie nauk, z wielką sławą mądrze sobie w spra- 
wach poczynali; wszakże i to musimy zeznać, iż żadne przy- 
rodzenie nie jest tak osobne, któreby będąc naukami wy- 
ćwiczone, nie miało być osobniejsze i znamienitsze? 

Owo pewna, że w rzeczach trudnych a wątpliwych, do ni- 
kogo się więcej nie uciekają, jako do ludzi szkolnych; u starych 
ludzi oni prawa pisali, abo stanowili, i wiele rzeczy ukazali, 
które człowieka przez żywot jego przestrzegać i prowadzić^ 
mogą... Przetoż tak mamy rozumieć, że filozofowie w R. P. 
jakieś swoje osobne królestw^o mają; na straży prawdy, ja-] 
koby pospolitego dobra, zasadzeni są; i mocy swojćj uży- 
wają ku przywodzeniu ludzi do wszelakich rzeczy uczciwych... 
ich stan z zasługami swemi przeciw R, P. o porównani* 
z najwyższemi stanami spór wieść może. Bo szkoły otwied 
rają naprzód źródła i przyczyny wszystkich cnót, na któryci 
R. P. każda stoi; one są i praw rodzicielkami, one daj{ 
nam mówce wymowne, wielkim panom poradniki roztropne 
i wdzięczne, R. P. sprawce mądre... Zgoła, rozumiejmy, że 
szkolny stan jest najcudniejszy, i rzeczom ludzkim najpoży-| 
teczniejszy; że wszelakim sposobem ma być bronion prze- 
ciwko przewrotności sądwv, i rozpuście niektórych ludzi na- 
szego wieku, którzy pragnąc tylko mnóstwa bogactw i świ( 
tności, nauki, i ten wszystek uczenia się i nauczania wal 
sztat, ludziom podłym zostawują. 



35 



Z ROZDZIAŁU II, III i JV. 
O opatrzeniu szkół i ich postanowieniu i t. d. 

Kiedy mistrzowie i licznie takiej czci godui, trzeba je- 
dnym słnszną zapłatę, drugim opatrzenie potrzeb obmyślić- 
Ducliowni to mają opatro^Yać. Boć same imiona ich dosto- 
jeństw i zakładów podają do tego drogę, iż do ćwiczenia 
w nankacli, do ouycli rozkrzewienia przeznaczeni, a icłi ma- 
jętności do ich wspierania... boć to ich właściwy urząd 
światła promienie szerzyć, młodzi do ćwiczenia się pomagać, 
a tern oczekiwaniu I\ościoła i R. P. zadosyć czynić... Co zaś 
do porządnego postanowienia szkół, wiele o tern ludzi uczo- 
nych pisało, przeto trzeba ich rady słuchać... ja tylko prze- 
strzegę ludzi uczone, aby tego stanu którym się bawią pilni 
byli, aby nauki swojej używali ku służbie Bożej i ludzkiej 
a chociaby żadnemi dostojeństwy nie byli obdarzeni, niech 
się radują, bo kto religii, abo zgromadzeniu ludzkiemu bez 
zapłaty się przysługuje, rzecz Bogu bardzo wdzięczną czy- 
ni, i godną człowieka chrześcijańskiego. 

Zamknienie tycli ksiąg. 

Przełożywszy tyle rzeczy, teraz ten wszystek spis skoń- 
czymy, w którym jeśli się komu zdamy hjć abo przydłużsi, 
abo krótcy, ten niech wie, iż tak bardzo ludzkie dowcipy 
są różne, że im wszystkim nie może jeden nigdy dosyć 
uczynić. Sama tej rzeczy, o którejśmy pisali, wielkość, a do- 
wcipu naszego mdłość i niesposobne zdrowie, ktemu też 
starania i sprawy rozmaite, wielką chęci mej i pilności przy- 
niosły trudność, żem wszystko nie tak, jakoby trzeba, wy- 
prawił. Wszakże jednak to wszystko takeśmy kierowali, 
żeśmy w każdćj rzeczy do cnoty, aby na nią największy 
wzgląd miano, ukazali. Którćj cnoty, wiem żem nie tak jako 



136 



przystoi, wysławił; aleć zaiste sama przez sie taka jest, iż 
ydyby sig jej przypatrzono, a ona moc swą okazała, dzi- 
wnieby serca ludzkie Im miłowaniu siebie poruszyła; nie 
trzebaby praw, ustaw, ani żadnej pracy około rozkazowauia; 
Pana Boga tedy proszę, aby nas zapalił sprawiedliwą mi- 
łością cnoty, i dodał nam mocy ku czynieniu tego, coby 
było ku zacności R. P., i wiary świętej a na potem, aby 
nas żywotem wiecznym przez J. C. darował. 



Kazanie przygodne 

o PKAWACH KIESmAWIEDLIWYCH, 
PiOTRA SKARGI. 

Biada tym,, którzy stawiają prawa uiein-a- 
wne. i piszący niesiirawiedliwość piszą, aby 
ucisnęli ubogie na sądach i gwałt czjuili 
w sprawie małych ludu swego." 

Izajasz, lo. 

Jest choroba królestw, dla której umierać i ginąć mu- 
szą, i Bóg je wykorzenia, prawa złe a niesprawiedliwe, któ- 
remi ludzie a zwłaszcza ubodzy (bo panom możnym rzadko 
prawa szkodzą) uciśnieui, do nieba o pomstę wołają. O czśm 
mówiąc za pomocą Boską pokazem, jako prawa sprawiedliwe 
potrzebne są każdćj Pi. P. a niesprawiedliwe jako są szko- 
dliwe. Prawo jest jako nauka życia i sznur praw ludzkich , 
którym prostują postępki swoje. Dwie rzeczy ma w sobie 
prawo: drogę, którą iść jako świeca w ciemności okazuje. 
i karanie, aby z niej nie ustępować. Jest napierwsze prawo, 
które Bóg na sercach naszych palcem swoim napisał, z któ- 
rem się każdy rozumny rodzi, i zowie się przyrodzonśm. 
..Narody, które Zakonu pisanego nie mają, mówi Apostoł, 
z przyrodzenia to czynią co zakonnego jest; a prawa ta- 
kiego nie mając, sami sobie są prawem. Ukazują uczynki 
prawne pisane na sercach swoich, gdy im sumienie świadc- 



137 



ctwo daje i myśli oskarżające i broniące się." Napisano 
w Zakonie: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, czcij 
ojca i matkę:" to, wszystkie narody pisma takiego nie ma- 
jąc czynią; a jeśli występują, samo na nie ich sumienie ża- 
łuje i w sobie samych na myśli boleją. To przyrodzone 
prawo jest wieczne, nieodmienne i prawie Boskie; na któ- 
rem sie wszystkie inne budują, i z niego jako ze źródła 
rzeki wychodzą. To prawo grzechami, grubością i niedba- 
lościa osłabiło sie w ludziach i naruszyło. Bo drudzy do- 
brego rozumu, który jest tego prawa początkiem, odstę- 
pując grzechów, które rozum przyrodzony ganił, za grzech 
nie mieli; dla tego Bóg wznowił Zakon ten przyrodzony, 
napisał go na onych tablicach, i przez Mojżesza rozszerzył. 
Co jeszcze doskonalej w Nowym Zakonie przez Syna swego 
uczynił, który usty swemi pra^YO dał nam wszystkim wier- 
nym. Te prawa zowią się Boskie pisane, nad wszystkie 
inne pierwszeństwo mają i nawieksze n nas poważanie. 
Trzecie prawa są, które ludzie duchowni stanowią, które 
kościelnemi zowiemy. Czwarte są królewskie i R. P., które 
ladzie dla porządku, sprawiedliwości i karności stawią na 
dobre poddanych swoich, na zatrzymanie państw; o któ- 
rych tu się mówi, na przestrogę, abyście nie pisali praw 
złych, ale święte, dobre i spraNYiedliwe. A iż królowie 
i Rzeczypospolite mają moc stanowić sobie prawa, Pismo 
samo świadczy; ale mówi i te słowa: „Biada tym, którzy 
niesprawiedliwie prawa stawią." Na początku świata, póki 
w ludziach ostrzejszy był rozum i prostota większa, prawa 
nie było potrzeba. Sami królowie i panowie prawem swo- 
icli poddanych byli; co oni rozkazali, to być musiało i za 
prawo się poczytało. Przed Mojżeszem były królestwa od 
Nemroda poczęte, Assyryjskie, i inne, w których samo 
upodobanie królów wszystkiem bez pisanego prawa rzą- 
dziło. Jednak daleko lepiej do możnych prawa przysądzać, 
dla pewniejszego rządzenia i niedostatków ludzkiej do złego 



138 

skłonności. Bo panowie nie zawdy dobrzy i prędko się psu- 
ją, w pychę roskoszy i niesprawiedliwość upadają. Rychlej 
dwu abo trzech naleźć mądrych i świętych, którzy dobre pra- 
wa na rządzenie ludzkie napisać mogą, niźli królów i tych 
co na urzędzie siedzą, którzyby wszyscy byli mądrzy i do- 
brzy, a nic nad sprawiedliwość nie czynili. 

Prawa nie mają żadnych namiętności, i uwieść się krzy\Yo 
nie dadzą. Niepomagają za powinnym: nie mają w sobie gnie- 
wu ani popędliwości; o dary nie dbają, namówić się do złe- 
go i oszukać nie mogą. Co się w ludziach najdować zawdy we 
wszystkich nie może. Prędko się lada czem uwiodą i moc mając 
wolną zabłądzą, jeśli ta ich moc prawem piranem się nie 
umiarkuje. Przetoż u Mojżesza i na króle i na sędzię pra- 
wo jest napisane, aby tacy byli, i wedle napisanych ustaw 
panowali i sądzili. Tak potrzebne są prawa w każdej Pize- 
czypospolitej, jako potrzelme są oczy w ciele; bo przez nie. 
jako mówi Apostoł, nie tylko grzechy i)Ozuawamy, ale też 
sprawy nasze wszystkie prostujemy. Dla tegoż Bóg one usta- 
wy, które napisał, kazał królom ustawicznie w nocy i we 
dnie czytać, i innym pospolitym ludziom kazał je na podwo- 
jach u drzwi, któremi często wchodzą i wychodzą, zawieszać. 
U starych llzymian praw onych na dwunastu tablicach spi- 
sanych, dzieciom się uczyć, i jako piosnki śpiewać kazano. 
Co się u nas szczęśliwiej dzieje, gdy dziateczek praw t>o- 
żych, na dwóch tablicach pisanych, nauczamy i mówić je ra- 
no i wieczór rozkazujemy. Co u łódki sttn'nik, woźnica u wo- 
zu, wódz u wojska, to prawo jest w Pzeczypospolitej, któ- 
rym rząd się wszystek zatrzymawa: ludzki pokój i dobre się 
rozmnaża. „Lepiej być miastu bez murów, rzekł jeden, niźli 
bez praw." Bo ochronić się jakiem wojskiem może, a bez 
])raw stać i trwać żadne nie może. 

Lecz do praw urzędu zawdy potrzeba, któryby od praw 
mówił, i żywym był statutem. Bo nie mogłyby się nigdy 
swary kończyć samem pisanem prawem, jeśliby do nicli sę- 



139 



dzia przysądzony nie był. Pociągałby każdy prawo za sobą 
i na swoje stronę kr-^cił. Potrzeba jako fib^zof rzekł: 7>/.y///w 
(intmalum, to jest, sprawiedliwości żywej i mówiącej; gdyż 
litera i pismo za nikim dekretu nie czyni, jedno urzędowi 
ukazuje jako postąpić ma; i poleca mu okoliczności, które 
się zawdy mienią, i wedle których rozum, jako dusza praw 
wszystkich, rozsądek dobry czyni. Takie prawa ludzkie nie 
są przeciwne wolności chrześcijańskiej, która na tśm jest, 
abyśmy u grzechu niewolnikami nie byli, jemu nie służyli, 
a nie na tern, abyśmy praw dobrych starszych naszych, któ- 
remi nas do cnoty, karności i pobożności wiodą, słuchać nie 
mieli. Jako rozkazano: „Posłuszni bądźcie i podlegajcie star- 
szym waszym." Wolność chrześcijańska nie wyzwala z urzę- 
dowego posłuszeństwa, od- praw i statutów, ale od grzechów 
i piekła. Dla tegoż zapewne się trzymać i wyznawać ma, 
iż prawa ludzkie, kościelne i królewskie tak na grzech obo- 
więzują, gdy je kto przestępuje, jako i prawa Boskie. Bo 
tym tyło różne są ustawy Boskie od ludzkich, iż Boskie są 
trwałe i wieczne, i odmiany nie przypuszczają, a ludzkie są 
doczesne i odmienić sif; mogą. Ale w obojgu jedna jest moc 
Bi^ża, jednakie ma być posłuszeństwo. O czćm Apostolska 
nauka jest bardzo jasna, gdy każe urzędów słuchać, znając, 
że moc ich od Boga jest; i sprzeciwia się Bogu, kto się mo- 
cy Jego w urzędach sprzeciwia, i przeciw sumieniu czyni. 

Ale wszystko na tem należy, aby prawa były sprawie- 
dliwe, wszystkim pożyteczne, cnoty, a najwięcej bogobojność 
szczepiające, chwały i czci Boskiej ochraniające; a nakoniec 
dobrą egzekucyą i karnością opatrzone. Bo które ustawy 
w sobie sprawiedliwości nie mają, a jaką krzywdą ludzką 
pokrzywione są, nie są prawa ale złość szczera; gdyż spra- 
wiedliwość jest fundamentem wszystkiej Pizeczypospolitej; 
które jej królestwa nie mają, nie królestwami ale rozbójstwem 
nazwane być słusznie mogą. Któreż też prawo jednemu sta- 
nowi służy, a drugiemu wadzi i on psuje, nie ma być pra- 



140 

wein iiazwaue; bo powszechne na pożytek wszystkicli oby- 
watelów mają być ustawy. Jako głowa nic jednej ręce nie 
rozkazuje coby drugiej szkodzić miało; ale co obiema po- 
żyteczno jest; tak i w Rzeczypospolitej, która jest jedno cia- 
ło, nie ma nic jednemu stanowi pomagać, coby drugiemu 
szkodzić miało; bo wszystko ciało psowałoby się samo od 
siebie. A najpilniej prawa, cnotę ludzką, szczepić, oną, po- 
lewać, i obronę wszelaka dawać jej mają. Bo to jest koniec 
każdćj zwierzchności, aby ludzie dobre, et bonos cwes czy- 
niła. Gdyż to jest największe szczęście onego królestwa, 
gdy ma w sobie ludzie ^Y poczciwości i prace się kochające, 
wstyd, trzeźwość, i mierność miłujące, posłuszne, karne, mą- 
dre, mężne, a miłością jeden kii drugiemu zaprawione. Do 
tego wszystkie prawa jako do celu skłaniać się i zmierzać 
mają; wdedząc, iż cnotami takiemi każda Rzeczpospolita stoi; 
a przeciwnemi niewstydy i swowoleństwem wszelakiem upa- 
da. A gdzie prawa do bojaźni Bożej wiodą, tam jest naj- 
szczęśliwsza Rzeczpospolita; gdy nie taksrogościąpraAY ludzkich, 
jako bojaźnią )iaj wyższej na niebie mocy, lud się do posłu- 
szeństwa i innych cnót przywodzi. Nigdy tak prawa ludz- 
kie hamować od złego nie mogą, jako bojaźń Boga, która 
serca przebija; gdy myśli człowiek iż ludzkiej ręki ujść mo- 
że, wić że przed Boską nigdzie się nie skryje. Przetóż Cy- 
rus mówił: „Daj mi takie poddane, które się na bojaźń Bożą 
oglądają, tacy i sami sobie i mnie nic złego uczynić nie 
mogą." 

Prawo tćż to, żadnego pożytku nie niesie, które się 
dobrem i płlnem wykonaniem nie opatrzy i potężnością do 
przymuszenia nie przyprawi. Piszem prawa,' a więcej tych, 
które żadnego wypełnienia nie mają. Ivarty mażem, a pa- 
pier ukazujem, i po staremu w nierządzie żyjem. Na czem 
to królestwo bardzo chramie. Mówić, pisać, wywodzić umie- 
my, a czynić najmniej. Nie masz pilnych, nie masz ostrych, 
nie masz porządnych, nieodproszouych urzędników. Lada 



141 



czem się od wykonania uwiedzie, ustraszy, przedaruje. Urzę- 
dy mocy nie mają, któraby złe ludzie hamowała i do dobre- 
go przymuszała. Jurysdykcye źle opatrzone, rozerwane i ro- 
zmnożone, jedna drugiej przeszkadza; odjąć się złym i zu- 
chwałym, bronić królewskiej powagi wielu urzędników nie 
mogą; a drudzy się przykrzyć i nieprzyjaźni nabywać nie 
chcą. I tem wszystko słabieje: prawa na kartach, a na 
hidzkich obyczajach złość i swowohiość zostaje. Wielkiej 
mądrości, biegłości, umiejętności i cnoty, stawienie praw 
i opatrzenie ich wykonania potrzebuje, aby się w sprawie- 
dliwości, w pożytkach powszechnych i w dochowaniu całości 
Rzeczypospolitej nie pochybiło. Xa to obierano we wszyst- 
kich narodach, ludzie uczone, w rządzeniu ludzkiem doświad- 
czoue, a temu pobożne. Ci którzy u pogaństwa prawa pi- 
sali, udawali się za te, którzy z bogami mawiali, i od nich 
prawa one mieli. A tak i wy nie lada jako do stawienia 
praw przystępujcie, nie lada komu pisać ich zlecajcie. Nie 
pospólstwu, nie prostym a nieuczonym, nie złym i podejrza- 
nym w cnocie, nie oziębłym w pobożności, ale tym, którzy- 
by wszystkie potrzeby, umiejętności praw mając, i cnotę mi- 
łując, goduemi byli przybytkami Ducha Bożego. 

Nad złe i niesprawiedliwe prawa nic zaraźliwszego być 
każdemu królestwu nie może, i dla pomsty Bożej, i dla szkody 
ludzkiej, która za niemi następuje. A niesprawiedliwych praw 
w statutach waszych jest wiele, które ktoby mądry i umiejętny 
przebieżał, wieleby tam nieprawości ualazł, któremi się spra- 
wiedliwość ściska i zabija. Dla Boga! uchodźmy tego prze- 
klęctwa i tćj biady, którą nam Bóg przez Proroka grozi. 
Zepsujcie złe, niesprawiedliwe prawa; wszak wiecie, iż ko- 
niec ich jest pożytek pospolity, któremu gdy szkodzą, odmie- 
nić się mają. Nie mó^Yi się tyło o tych, które zawsze złe 
były i szkodziły, które żadnej nigdy sprawiedliwości w sobie 
nie miały, ale i o tych, które mogły być starym ojcom na- 
szym dobre, ale nam czasu tego szkodliwe. Są czasy je^lne 



142 

różiie od drugich; dla odmiany ludzkich obyczajów odmie- 
niać się też prawa mają; ahy zamiast pożytku, szkody wiel- 
kiej uie czyniły. Za ojców naszych, tych grzechów, tak swa- 
wolnych i uiezbożnych ludzi nie było; poczciwością, wstydem 
i dobrą sławą wiele się hamowało. Teraz złego wiele się 
nasłało; ostrzejsze prawa być muszą. Bóg sam prawa stare 
Nowym Zakonem odmienił; bo do czasu były pożyteczne, a gdy 
inszy czas nastał, znieść się musiały. Nie oglądajcie się ua 
stateczność, ale na pożytek ludzki; bo trwanie przy złem 
i szkodliwem, nie czyni żadnego zalecenia statku męzkiego; 
ale raczej upornym się być i głupim taki pokazuje, który ze 
złego nie wychodzi, z błota, w które wpadł, nie [jowstaje. 
Nie skwapiajcie się też na pisanie i rozmnażanie ustaw, po 
których ugęszczaniu złe obyczaje i uiezbożność ludu poznać. 
Lepiej się na nie dobrze rozmyślić, a potężne im i nieodwło- 
czne wykonanie dawać; prosząc Boga, aby On oczy wasze 
oświecał, i Ducha swego wam zesłał... 



O PRZYJAŹNI 

Andrzeja Maczuskiego. 

Tisiiio to wydane w Dobromilu, według wszelkiego do 
prawdy podobieństwa między rokiem 1530 a 1540, ogłosił 
na jaw z dodatkiem tekstów oryginalnych, Symon Feliks Żu- 
kowski w Wilnie w r. 1817. Z tego pięknego i starannego 
wydania czerpane są następujące wyjątki. 



A', ó. Słońce zdejmują z nieba, którzy przyjaźń z ludz- 
kich spraw znoszą. 



J4o 

1\. 8. Umrzeć dla tego co go iiiiłujemy nie ciężko. 

A'. 18. Największy i uajzuaczuiejfszy jest rozsądek, któ- 
rym pospolite sprawy i domowe rządzą sig, którego imię jest skro- 
iimość i sprawiedliwość. Kto tedy cnót tych z przyrodzenia 
l)cłen i jako brzemienny onemi jest, szuka sam wszędy, gdzie- 
by one ukazać pięknie i jakoby urodzić mógł. I kiedy naj- 
dzie u kogo duszę ])icknie urodziwą, do nauki sposobną, 
wielce sie cieszy. 

A'. '2li. AV ty cli rzeczacli, w który clieśmy niepożyte- 
czui, nie będzit; nas nikt miłował... I^żytecznym będziesz 
jeśliś dobrym... 

A'. 26. Wszyscy ludzie porodzili się du przyjaźni. 
Jest tedy przyjaźń nic innego, jedno wszystkich Boskich 
i ludzkich rzeczy z checia i z miłością Avielkie złączenie; 
nad którą wyjąwszy sarnę mądrość, nic lepszego człowieko- 
wi bogowie nieśmiertelni nie dali. 

A'. 28. Ivomu może być żywot żywy, któryby ua chę- 
ci przyjacielskiej nie \ysparł się"? co słodszego jako mićć 
z kim wszystko śmiesz mówić, jako sam w sobie myślisz? 
co za pożytek z pociesznych rzeczy, byś nie miał, któryby 
iiiwno jako ty cieszył się? a przeciwne rzeczy znieść trudno 
bez tego, któryby je ciężej, niż ty sam znosił. 

A'. 28. Gdy wiele i wielkich pożytków prz}'jaźii przy- 
nosi, ten jest największy, że zawdy dobrą nadzieją świeci; 
ani zwątlić serca, ani upaść nie dopuszcza. I na prawdzi- 
wego przyjaciela kto patrzy, jako ua wizerunek jaki swój 
liatrzy. Dlatcgóż i w niebytueści obecni i w niedostatku 
dostatni i w niezdrowiu zdrowi są, a co jeszcze trudniejsza 
i umarli żywą. 

K. 32. Nie masz nic milszego nad cnotę; nic coby 
bardziej ciągnęło do miłości. 

Pierwsze prawo o przyjaźni niechaj będzie, abyśmy 
przyjaciół o rzeczy uczciwe prosili, dla przyjaciół rzeczy 
uczciwe czynili; ani czekajmy, póki nas prosić będą: ale echo- 



144 

ta niechaj bgdzie zawdy, wymówki niech nie będą; radę do- 
brą dawajmy bezpiecznie; niechaj najwięcej dobra rada 
u przyjaciół powagę ma, i napominanie nie tylko jawne, ale 
i ostre, jeśli tak będzie potrzeba: a niech też dobrćj rady 
przyjaciel słucha. 

A'. 48. Jeśli pracy się strzeżemy, tedy i cnocie dajmy 
pokój, która nie może być bez pracy... Kłopot, który dla 
przyjaciela często trzeba podejmować, nie tak wiele może, 
aby zniósł przyjaźń, niemniej jako cnoty, iż niektóre pra- 
ce i frasunki przynoszą, odrzucać. 

Co jest tak bezrozumuego jako kochać się w stanie, 
w dostojeństwie, w budowaniu, w szacie, w ochędostwie; 
a w umyśle cnotą ozdobionym, który i miłować i odmilownć 
może, nie kochać sie? Nie masz nic nad oddanie chęci i nad 
oddanie uczynności wdzięczniejszego. 

A", óo. Któż jest przebóg! ktoby chciał ani miłować 
nikogo, ani być miłowanym ni od kogo, tylko w dostatku 
i obfitości żyć? 

Nie masz nic niezuośniejszego nad szczęśliwego głupcii. 

K. 54. Przyjaźń jest każdemu stateczna i nieodmien- 
na majętność. 

A'. 56. Przyjaciel prawdziwy nie rachuje ściśle, aby 
więcej nie oddał niż wziął. 

K. ó8. Jeśli czasem nieszczęśliwieśmy przyjaciela obrali, 
rozumiał Scipion, że zuosić go raczej przychodzi, niż o nie- 
przyjaźniach kiedy myśleć. 

A". 6'4. Przyjaźnie najstarsze jako wino są najsłodsze... 
W górach i w lasach kochamy się, w którycheśmy się po- 
rodzili, albo długo mieszkali. 

K. 6b. Owocu dowcii)u i cnoty i wszystkićj zacności 
wtenczas najbardzićj używamy, gdy go najbliższyni swoim 
udzielamy. 

Są niektórzy, co albo narzekają, albo wymawiają, jeśli 
uczynność jaką albo pracę dla przyjaciela podjęli. Przykry 



^\ 



145 

zaprawdę uaród ludzi tych, którzy uczynności wymawiają; 
które pomnieć ma ten co je wziął, a wymawiać nie ma kto 
je uczynił. 

A'. /'::'. Nic nie jest sprośniejszego jako z tym wojnę 
wieść, z którymeś pierwój w przyjaźni żył. 

Starać się trzeba, aby niezgody między przyjacioły nie 
było, a jeśliby co takiego stało się , aby zagaszone raczej 
niż zaduszone przyjaźni były. 

A". 14. Przyjaciel umysł przyjaciela tak ze swoim łą- 
czy, że się stawa prawie jeden ze dwóch. 

K. 76. Godzi się pierwej być samemu człowiekowi 
dobrym, potem drugiego takiego szukać. 

Cnót wszystkich pomocnikiem dana jest przyjaźń. 

Rozszerzyła się przez wszystek ludzki żywot przyjaźń; 
i żaden wiek nie może być bez niej. 

A'. (iO. Iviedyby który bóg nas wziął od obecności 
ludzkićj (mówi Ciceron) i na pustyni gdzie postawił i tam 
•lodawał nam wszystkich rzeczy obfitość, których prz3'rodze- 
nie itotrzebnje, a człowieka żadnego nie dał do widzenia; 
ntoby tak żelazny był, żeby ten żywot mógł znieść i które- 
umby skutek wszystkich rozkoszy nie odjęła pustynia? Pra- 
wdziwie tedy Archyta z Tarentu mawiał: że kiedyby kto na 
;;iebo wstąpił i przyrodzenie świata i piękność gwiazd opa- 
trzył, nie wdzięczneby mu to podziwienie było, choć wdzię- 
czniejszego nie mogło nic być, gdyby nie miał koniuby o tem 
powiedział. 

A'. (S2. Którego uszy zawarte są prawdzie, że od przy- 
jaciela prawdy słuchać nie chce, tego zdrowie zwątpione 
est. 

Daleko lepiej niektórym przykry przyjaciel pomaga, 
iż ten, który słodkim się widzi; tamten często prawdę rze- 
ze, ten nigdy... W przyjaźni żadnego moru większego nie 
asz jako pochlebstwo i oblesność. 

jJzieła Hofmanowej Tom III. i o 



14G 

K. 88. Jeśli na igrzyskach i na komedyacli, gdzie rze- 
czy zmyślone i cieniami przykryte miejsce mają, prawda ma 
swojg moc, cóż ma być w przyjaźni, kiedy sama prawda na 
wadze jest? w której jeśli otworzystych piersi nie widzisz, 
i jemu też swoich nie ukażesz, nic pewnego być nie może, 
i miłować i miłowanym być nie możesz. Bywa, że ten po- 
chlebcom, najbardziej otwiera uszy swe, który sam sobie 
pochlebuje, sam sobie najbardziej sie podoba. 

K. 90. Cnota złącza przyjaźni i zachowuje; w onej bo- 
wiem najduje się równość rzeczy, w onej statek: która gdy 
sig wyniesie i ukaże światło swoje i ujrzy w drugim, do 
niego się przyłączy i wzajem weźmie, co u drugiego jest: 
zkąd wynika miłość albo przyjaźń, która nic innego nie jest, 
jedno w tamtym się kochać, kogo miłujesz, bez żadnych po- 
żytków; które przecie idą z przyjaźni, chociaż o nich nie 
myślisz i nie starasz się. 

K. 92. Ponieważ ten sposób jest życia i przyrodzenia 
naszego, że jeden wiek idzie z drugiego, tegośmy sobie ży- 
czyć mieli, abyśmy z równemi, z któremi jakoby w zawód 
od kresu wypuszczeniśmy są, do drugiego kresu dobiegli. 

K. 98. Jako czerw w drzewach młodych i słodkich 
najprędzej się zależę, tak dowcipy zacne, sławy pragnące, 
dobre i ludzkie, najprędzej przypuszczają pochlebcę i onego 
karmią. 

Ciężka rzecz jest wtenczas dopiero poznać, że przyja- 
ciół nie masz, kiedy przyjaciół trzeba. Lepiej jako pienią- 
dze, tak przyjaciela mićć doświadczonego, pierwej niż go 
potrzeba. 

K. 102. To pochlebstwo jest najgorsze, które się naj- 
mnićj zda pochlebstwem. 

A'. 104. Nakształt kucharzów, którzy gorzko czyniąc 
pieprzem a kwaśno limoniami, tćm smaczniejsze potrawy 
czynią: tak pochlebcy rzekomo gorzko i kwaśno mówią, tćm i 
się smaczniejszemi czynią. 



U7^ 

A'. lOU. Pochlebca jako zwierciadłu, każdego twarz 
w sobie wyrazi. 

Nie takiego przyjaciela trzeba, coby sig za tobą pochy- 
lał, bo to lepiej umie cień; ale takiego, coby prawdę mówił 
i o sprawach prawdziwie sądził. 

A'. 110. Jako lekarz, co może ścieraniem uleczyć, le- 
kuchno ściera; co myciem, ług pachnący uczyni; a gdy to 
nie może pomódz, urżnie palec, aby ręka cała zdrowa była: tak 
przyjaciel co może z sławą i chęcią do dobrego przywodzi. 
A'. 112. Jest przyjaciel jako dobry muzyk: wyciągnie 
i spuści struny, aby tą odmianą pomógł; a pochlebca zawdy 
jednym sposobem brząka, nie umie się ani rzeczą przeciwić, 
ani słowem. 

A'. 120. Powiadał Carneades, że nikt lepiej prawdy 
synom bogatych ludzi jako koń nie pokaże; bo pochlebują 
im w szkole, pochlebują u dworu, pochlebują na wojnie: sam 
tylko koń nie dba jeśli pan, albo ubogi; jedno jeśli źle na 
nim siedzi, tedy go zrzuci. 

K. 126. Bias pytany, jakie jest uajszkodliwsze zwie- 
rzę, powiedział: że między dzikiemi tyran, między swojskie- 
mi pochlebca. 

K. 130. Uczynność, która jest od przyjaciela, nie ma 
miść w sobie żadnego okazania. Tym sposobem Bóg sam 
czyni dobrze ludziom, choć ludzie Jego dobrotliwości nie zna- 
ją; a dlatego dobrze czyni, że z przyrodzenia dobrym jest. 

K. 132. Pochlebca nie ma w sobie nic sprawiedliwo- 
ści, nic prawdy, nic prostoty; jedno bieganie, wołanie, po- 
cenie, marszczenie, żeby się zdało, że wielką pracą i waci- 
kiem staraniem coś czyni, jako obraz, który różnemi farba- 
mi wymalowany jest, aby był podobień do żywego, a prze- 
cie żywym nie jest. 

Największa uczynność, jeśli ją wymawiają, przykra jest 
i nieznośna. 



148 

K. 144. rym, którym szczęście służy, najbardziej po- 
trzeba przyjaciół, którzyby wolnie napominali i zbyteczna 
wyniosłość umysłu skracali. Bo mało takich jest, którzy 
mogą być razem i szczęśliwemi i mądremi: a więcej ludzi 
jest, którzy potrzebują cudzego rozumu i rady, któraby icłi 
do szczęścia wyniosłych, ściskała. 

A". 146. -Jako chorego leczyć trzeba, a nie wyliczać 
przyczyn choroby, aż uzdrowiwszy go żeby znowu w choro- 
bę nie wpadł; jako piastunki gdy dziecię upadnie nie łają 
mu, ale podnoszą, myją, leczą, a dopiero łają i karzą: tak 
przyjacielowi czynić trzeba, ratowawszy w błędzie, dopićro 
ten błąd karać. 

A". 154. Najprzedniejszy jest sposób napominania, kie- 
dy samych siebie do winy przymieszywamy; tym sposobem 
i Sokrates młódź napominał, jakoby i on był w tejże nie- 
umiejętności, i żeby mu trzeba było społem z niemi jąć się 
cnoty i prawdy szukać. 

K. IfiH. Jako miasto, które jest blisko nieprzyjaciela, 
ustawiczna wojna i strach uczy trzeźwości, czułości, zaczem 
lepiej się rządzą, i prawa lepiej zachowują: tak i nieprzy- 
jaźń uczy pilności, ostrożności; a zatem pomaluczku przy- 
chodzi, że i grzeszyć oduczają się. 

A'. 114. Nieprzyjaciel uczy darmo, czegobyśmy się 
strzedz mieli: bo nieprzyjaciel więcej wie i widzi niż przy- 
jaciel, gdy miłość ślepi. 

A'. 1H4. Między iunemi przyczynami i ta jest niemniej- 
sza, czemu mało przyjaciół mamy, że ich wiele mieć chce- 
my. Dziecię gdy wiele kwiatków narwie, nie wić który 
z nich cudniejszy? Wejrzyjmy we wszystkie wieki przed na- 
mi, i patrzmy jaka wiadomość o przyjaciołach prawdziwych 
do nas przyszła; najdziemy tedy, że parami zawdy przyjacio- 
ły mianują: Thesea i Pirithoa, Achilia i Patrokla, Oresta 
i Pylada, Phintia i Damona, Epaminonda i Pelopidę. A iż 



149 

przyjaciela zowią saui drugi, nic innego nie jest, jedno, że 
para jest przyjaźni miara. 

A. 186. Kiedy w domach bogaczów widzą wiele tych, 
co im nadsługiiją, zwykli je chwalić, że siła przyjaciół ma- 
ją: tym sposobem jaku w kuchni muchy bez jadła nie zosta- 
ją się, tak i owi przyjaciele bez pożytku. 

A'. WO. Szczera przyjaźń złącza, spaja, a złączone za- 
trzymywa rozmowami i uczynnościami. 

K. W2. Jako Briareus, który stem rąk kładł jadło 
w pięćdziesiąt brzuchów, nie miał nic nad tego, który dwie- 
ma rękami jeden brzuch nakarmi; tak do pożytków przy- 
jaźni, w wielkości siła pracy, a mało pożytku... 



PRZYSŁOWIA MORALNE, 

czyli 

O CNOCIE I FORTUNIE, 

Stanisława Lubomirskiego. 



Stanisław Lubomirski książę, marszałek W. Koronny, 
rodził się około roku 1640, umarł 1701. Dla cnót swoich 
i męzkiego umysłu, Katonem Polskim, dla mądrości Salo- 
monem przezwany. Mamy po nim pisma w łacińskim i w pol- 
skim języku,, niektóre z nich po sześć edycyi miały. Łaciń- 
skie przełożył na język ojczysty ksiądz Bohomolec i wydał 
1771 r. ' 

Treść pierwszego przysłowia 

Człowiek. 

Do was mówię śmiertelni! którzy do poznania stanu 
człowieka, umysłem przystępujecie... Oto pierwszy wstęp do 



150 

żywota jest doskonałym do śmierci stopniem, wprzód do pła- 
czu niż do światła rodzimy się!... Nędzni! bo na wszystkie 
przypadki urodzeni; nędzniejsi! bo do występków skłonni; 
najnędzniejsi! bo ustawiczne do śmierci pielgrzymy. A prze- 
cie, jakże wielka w nas jest do nędzy i próżności skłonność; 
wszystkie rzeczy za któremi się ubiegamy, do których obra- 
camy nadzieje, są, omylne, przypadkowe, niepewne. Niepewne 
życie, niepewne zdrowie, niepewne dostatki, niepewna sława, 
niepewny przyjaciel, niepewne potomstwo, niepew^na śmier- 
ci godzina, nadto niepewny i pogrzeb. Słowem, na wyra- 
żenie składu wszelkiej nędzy, próżności i udręczeń, dosyć 
jest wymówić: „Człowiek.'' Do czegożeśmy się porodzili? 
Zapewne nie do występków, nie do biesiad i rozkoszy, nie 
do uciech i do igrzysk, nie do zbierania dostatków, nie do 
próżnego zwycięztwa, ani do doczesnśj chwały. Do czegóż 
więc? Do życia dobrze. 



Treść drugiego przysłowia. 

Szlachetność człowieka. 

Próżnemi ktokolwiek bawi się rzeczami, od istotnych 
się oddala; a kto niegodne ciało pieści, umysłem pogardza. 
W umyśle jest szlachetność człowieka, w^ umyśle panowanie 
swoje myśl wieczna założyła, ciało zaś za niewolnika obra- 
ła; w umyśle promień się jakiś bóstwa zamyka. Jeżeli więc 
chcesz żyć dobrze, strzeż się ciała, w umyśle cały przesta- 
waj, w umyśle prawdziwa jest wolność, niezmyślone szczę- 
ście; przez umysł jesteś nieśmiertelnym i blizkim Boga. 
Umysł zaś udoskonala się czynieniem sprawiedliwości, za- 
chowaniem pobożności, deptaniem pychy, strzeżeniem skro- 
mności, darowaniem uraz, bronieniem prawdy, wspomaga- 
niem potrzebnych, lekceważeniem niebezpieczeństw, życiem 
na śmierć zawsze gotowem. Ćwiczże się w tych rzeczach, 



151 



ii żyć do)3rze będziesz. Więcej rzekę: Błogosławionym zo- 
staniesz. 

Treść trzeciego przysłowia. 
Pobożność. 

Ktokolwiek umysłem rządzonym być pragnie, niecli się 
])odda Bogu. Bo umysł od Boga jest, i Bóg sam jest umy- 
słem nieśmiertelnym; od Niego cnota, rozum, światło, jako 
od źródła wiecznego pochodzi. Niechże więc pierwszą ci bę- 
dzie cnotą Boga uznać, czcić i całym szanować umysłem. 
Cokolwiek jest, od lioga jest. Że żyjesz, masz, radujesz 
się, bolejesz, pocieszonym bywasz, wszystko to od Boga. 
Uważaj tedy, jak wieleś Temu powinien, od którego wszystek 
jesteś, wszystko masz, wszystkiego czekasz... Tak cię wielce 
ukochał ten nieśmiertelny Ojciec, że stw^orzywszy cię i po- 
święciwszy, podobieństwo Swoje w ciebie, twoje w Sie])ie 
przeniósł. Poddajże się Mu całym umysłem, czcij Go czy- 
stćm i uniżonem sercem; cokolwiek czynić będziesz, czyń 
i zaczynaj od Niego, a dobrze czynić będziesz. 



Treść czwartego przysłowia. 

Sprawiedliwość. 

Żeby dom nie upadł— potrzeba fundamentu; żeby świat 
moralny nie zginął — sprawiedliw^ości; ażeby więc wiekowała 
cnota w tobie, sprawiedliwość ci najpierwćj utwierdzić po- 
trzeba, ona wszystkich innych jest świątynią i twierdzą. Że- 
by uczcić Boga — sprawiedliwość radzi, żeby prawo Jego świa- 
tu służyło; sprawiedliwość wymaga, żeby żyw^ot każdego 
był bezpieczny; sprawiedliwość sprawuje, żeby prawdziwy 
honor nie został obrażony; sprawiedliwość broni, żeby nie- 
winność i prawda jaśnie były widziane; sprawiedliwość 



152 



oświeca, żeby cuota za lepsza od występku była uznaną* 
sprawiedliwość naucza, żeby życie daleko od zbrodni prowa- 
dzone było: spiawiedllwość zaleca i dokonywa. I tak do 
wszystkiego dobrego sprawiedliwość jest drogą, światłem, po- 
budką, powodem i towarzyszką. Promień Boskiego światła, 
przez nią myśl wieczna ciemności człowieka bada, rządzi 
i karze; im ją kto doskonalćj sprawuje, tem bliższym jest 
Boga. Jako słońce dniowi, tak Bóg sprawiedliwość cnotom 
przełożył; a człowiek sprawiedliwy słońcem jest między lu- 
dźmi. On nic nie postanawia, nie obiera, nie rozkazuje, coby 
Bogu i cnocie przeciwnego było; a pierwszym jest do wy- 
konania tego co na drugich postanawia, bu niesłuszną było- 
by rzeczą, własnem prawem być pokonanym. Sprawiedliwość 
jest cnót mistrzynią, przez nią do czynienia inszych cnót 
najłatwiejsza droga; przez sprawiedliwość będziesz dobrym, 
bo nikogo nie urazisz i nie uciśniesz; będziesz pobożnym, 
bo oddasz Bogu co jest Boskiego, będziesz mężnym, bo cię 
nic od cnoty nie odbije; będziesz pomiarkowanym, bo nic 
nieprzystojnego nie zapragniesz; będziesz skromnym, bo ta- 
kim się sądzisz jakim jesteś. Słowem żebyś był cnót wzo- 
rem, bądź sprawiedliwym. 



Treść piątego przysłowia. 

M ę z t w o. 

Nie chcesz upadać, wzmocnij się cnotą: nie chcesz 
zghiąć, uzbrój się mężnym umysłem: niech on będzie nie- 
zwyciężony, żelazem nieukrócony, złotem niepokonany, usta- 
mi nieskłoniony, strachem niezłamany. Choćby pioruny w cię 
mierzyły, choćby wzburzone powstały przeciwko tobie mo- 
rza; choćby ziemia przeciwko tobie biła, choćby płomienie 
swą groziły ci śmiercią; ty umysłem mężnym jako niewzru- 
szona skała, trwaj w czynieniu cnoty i w bronieniu prawdy. 



153 

Nacierać na cię ludzie będą, nie ustępuj; szukać cię będą 
podarunki, nie dbaj: przyciśnie cię zazdrość, nie bój się; za- 
smucać cię wszystko złe będzie, nic upadaj: prześladować 
cię będą, nie wzruszaj się; dręczyć cię będą męki, nie 
chwiej się. Albowiem cnota i prawda w ręku jest Boskiem, 
nikt zginąć nie może, kto ich wiernie pilnuje, gdyż ręka 
Boga z nim jest; a nikt upaść nie może, kim Bóg rządzi. 
Mężnemu umysłowi nic też zaszkodzić niepotrafi, bo on nie- 
śmiertelny jest, żadnem cielesnem złem nieskazitelny; nikt 
ci go wziąść nie może, bo on wieczny. Nie masz nic chwa- 
lebniej szego nad umysł mężny, cnoty i sławy zbroją otoczo- 
ny, którego ponęty nie dobędą, trwogi nie obalą, nie prze- 
nikną przeciwności; przybytkiem on jest Boskiej cnoty i ła- 
ski, najwyższego dobra podporą i twierdzą. 



Treść szóstego przysłowia. 

Jednostajność umysłu. 

Ale cóż rzec, kiedy wszystkie doczesne dobra i wszy- 
stkie życia pociechy odstąpią? kiedy nastaną na żywot nie- 
przyjaciele, fałszywi powstaną świadkowie, niesprawiedliwy 
sędzia potępi, kiedy wydrą ci honor, kiedy stracisz maję- 
tność, dostatki; kiedy ci rodzice, żona, dzieci i przyjaciel 
umrze — cóż wtedy począć?,.. Takim hurmem złego naciśnio- 
ny, będzieszże jeszcze umysł dręczył? od innych obrażony, 
na nimże mścić się zechcesz, i jedynie lekarstwo twoje w tru- 
ciznę zamienisz? O nie! niesłuszną byłoby rzeczą, ażebyś sro- 
żącemu się losowi, kiedy ci wszystko już wydarł, umysł 
jeszcze rzucił. Nie odmieniajże więc nigdy umysłu twojego, 
niech zawsze będzie jednaki; niech pamięta, że choćbyś naj- 
większe nieszczęścia i straty poniósł, zawsze jest pociecha. 
!Nastają na żywot twój, ale masz umysł nieśmiertelny, któ- 
ry umrzeć nie może: ćmią cię zarzutami fałszywi świadko- 



154 

wie, niesprawiedliwy sędzia potępia, ale jest prawda, która 
się późiiiój czy prędzej odkryje, jest Bóg który cię już nie- 
winnym widzi; giną ci majętności, ale masz większe bogactwa, 
cnotę, naukę, obyczaje; umierają ci rodzice, mąż, żona, dzie- 
ci, przyjaciel! ale cóż? kiedy tam idą gdzie i ty pójdziesz... 
Niechże .więc to cię jedynie trapi, co jest cnocie przeciwne- 
go; a tego gdy się nie dopuścisz, zawsze jednostajnego umy- 
słu być możesz, bo ci wszyscy wszystko wziąść mogą, ale 
cnoty żaden. 

Treść siódmego przysłowia. 

Prawdziwe zwycięztwo. 

Gdy innym rozkazywać pragniesz, bądźże sobie posłu- 
sznym, a gdy innym podlegać nie chcesz, ucz się żebyś sam 
sobie podlegał; gdy walczyć pragniesz, naprzód na siebie 
zażyj wędzidła, albowiem żadnej niema mężniejszćj jako 
z samym sobą potyczki, żadnego chwalebniejszego zwycięz- 
twa, jako z siebie samego. Szukasz nieprz)'jaciół, w polu 
się z nimi potykasz, a w domu masz nieprzyjaciela, prze- 
ciw któremu wojować nie śmiesz namiętnościami rozerwana 
i jakoby rozdwojony sam w sobie; ledwie zaczynasz z sobą 
wojnę już ustępujesz, i sam od siebie zwyciężony, niesła- 
wnym pojmańcem zostajesz. O! jakaż to nieozdobna wojna! 
Starajże się samego siebie pokonać, staw cnoty naprzeciw 
namiętnościom, a sławniejszym niż z tysiąca innych zwj'- 
cięztw wyjdziesz, bo człowiek niema większego nieprzyja- 
ciela nad samego siebie, on jeden cnoty pozbawić może. 

Treść ósmego przysłowia^ 

Mądrość. 

W ślepćj i przepaścistej życia ludzkiego drodze, któż 
ziemskiemu pielgrzymowi prawdziwy pokaże gościniec? kto 



155 

mu światłem będzie? Oto Mądrość. Ona sama błogosławio- 
na i czysta, ona cnót mistrzyni; bez niej nie możemy ani po- 
znać, ani obrać, ani rozeznać, ani strzedz się żadnćj rzeczy. 
Przez nią poznajemy stan nasz, tajną i skrytą wadę, sposo- 
bność do czynienia cnoty, czas l^ażdej rzeczy; przez nią 
obieramy cnotę przed wszystkiem, pożytek we wszystkićm; 
przez nią rozeznajemy przysługę bez interesu, przyjaźń bez 
przesady, honor bez próżności, fortunę bez niebezpieczeństwa; 
przez nią strzeżemy się okazyi do występku, uczuć niepomiar- 
kowanycb, człeka obłudnego, zmyślonego przyjaciela, chwa- 
ły ust własnych, spraAvy z przewrotnemi, dumy nikczemne- 
go próżnowania, nieuważnego podejrzenia, zbytecznej for- 
tuny. Gdy ona przewodnikiem ci będzie, cokolwiek uczynisz, 
roztropnością się nazwie. 



Treść dziewiątego przysłowia. 
Łaskawość. 

Kto się krzywdami nie wzrusza, kto się nie gniewa, 
ten i sam ma pokój, i każdego nim obdarza. Gdzie gniew 
jest, tam spokojność ustępuje; gdzie łaskawość i słodycz 
przystąpi, pokój zakwita, zgoda się zgromadza; gdzie się 
zemsta knuje, tam obraza rośnie, nienawiść się zapala; gdzie 
łaskawość przewyższy, miłość się rozżarza, gniew gaśnie. 
Jeżeli się zgubienie gotuje, nieprzyjaciel się cieszy, bliźni 
umiera; jeżeli łaskawość odpuszcza i uwalnia, nieprzyjaciel 
ginie, przyjaciel się rodzi. Ten który jadowitym gniewem 
zaostrzonych piersi, łaskawością i słodyczą nie łagodzi, ten 
gorszy od dzikich zwierząt, bo rozmyślniej szkodzi; ten któ- 
ry nie sądzi się być szczęśliwym, póki nad nieprzyjacielem 
się nie pomści, który nie rozumie się być potężnym, póki 
niższemu ciężkim nie jest, nie zna wcale co sławie jego przy- 
zwoite. W^szak Boga przez dobrodziejstwa poznajemy, a za- 



156 



tern jeśli naśladować chcesz Boga, darni urazy, nieprzyja- 
ciołom odpuszczaj i owszem dobrodziejstwy ich zwyciężaj. 
Nigdy wdzięczniejszym nie jesteś Bogu, jak kiedy prze- 
puszczasz. 

Treść dziesiątego przysłowia.- 
Honor. 

Honor jest każdemu skarbem drogim i szacownym: 
z nabytego chlubisz się, cieszysz się z popartego, nad obra- 
żonym bolejesz, żadne dobro tyle ci frasunku nie przynosi, 
a chceszże wiedzieć żeś sam często zabójcą jego, a mógłbyś 
zawsze być panem? chcesz wiedzieć jaką śmiercią honor 
twój kona, jakim mógłby wiekować żywotem? Oto pycha 
śmiercią jest honoru, skromność zachowaniem jego. Tamta 
wynosi żeby pogrążyła, ta uniża żeby wyniosła; tamta szczy- 
ci się i jest wzgardzona, ta się ukrywa i jest szukana. Py- 
cha przymiot nadęty, córka głupstwa, matka niesławy; skrom- 
ność, cnota ozdobna, córka roztropności, matka honoru; py- 
cha jest cień niczego, przepaść zguby: siiromność światłem 
doskonałości, bramą zachowania. Mylisz się więc, jeśli py- 
chę obroną honoru twego rozumiesz. Ona nieprzyjacielem 
która cię z niego obiera: ona złodziejem, który ci dobre 
imię kradnie, ona grobem, gdzie grzebiesz sławę twoje; bo 
nikt kłamliwszym nie jest, jako pyszny o sobie. Honor zaś 
dwojaki miewa początek: z uczynków i z ust; niech pierwszy 
ma od ciebie, a drugi od ludzi. Ty czyń, a niech mówią 
drudzy. 

Treść jedenastego przysłowia. 
Hojność 

Hojność szlachetną jest cnotą, towarzyszką wspaniałe- 
go umysłu, zwierciadłem dobroczynności Bóstwa. Ktokol- 






157 

wiek darami fortuny obsypany został, niech wie, że pod- 
skarbim jest Nieba, i że w tych, któremi się cieszy dobrach 
insi także część mają. Insi, ale nie wszyscy; gdyż bogactwa 
twoje z cnoty i dla. cnoty, rozdawać potrzeba, dobrodziejstw 
przed niewdzięcznych sypać nie należy. Dawaj tym, których 
tłoczy nieprzyjazne cnocie ubóstwo i którzy z niem się pa- 
sują; dawaj tym, których zazdrość złupiło; ale występnym? 
pr<)żniakom, podłym, nie dawaj, dla nich hojność jest truci- 
zną: niech nie jaśnieją dobrodziejstwy ci^ którzyby je nie- 
wdzięcznością przyćmili. Hojności twojej przydaj to godło: 
potrzebie i cnocie. 

Treść dwunastego przysłowia. 

stateczność. 

j 

Wysoki gmach jest cnota, upadnie niepodparta; pod- 
porą cnoty jest stateczność; cnota człowieka, ona cnotą do- 
skonali. Ale jakże wielu jest takich, których lada wietrzyk 
wzrusza i płonny zmiennej fortuny płomień, tam i sam po- 
ędza. Trzciny niemocne, koła wietrzne, mowa ludzka ich 
agina, tocząca się fortuna obraca; są igrzyskiem, piórkiem 
lotnem, kostkami do rzucania, według zmiennego losu, 
odli, nędzni, niegodni mężów imienia!... Ty raz obrawszy 
notę, bądź przy niej stałym; niech ci się zawsze podoba do- 
TB, które ci się raz podobało; niech się nie podoba złe, 
tóre się raz nie podobało; niech czyni umysł, co raz czynić 
ostauowił; wtenczas doskonałym i chwalebnym czcicielem 
oty zostaniesz, gdy zawsze będziesz jednakim: męzka rzecz 
st zawsze jednego chcieć i jednego nie chcieć. W tem 
szystkiem coś powinien Bogu, co bliźniemu w szczęściu 
nieszczęściu, słowu w rzeczach obiecanych, sobie w posta- 
wieniu i uczynkach, bądź stateczny. Słowem, jeśli chcesz 
)skonałym być mężem, niczego nigdy upornie nie broń, 
zy wszystkiem dobrem stój statecznie. 



1j8 
Treść trzynastego przysłowia. 

Cierpliwość. 

Pięknem cnót wszelkicli zakończeniem, niezwyciężonego 
umysłu siostrą, córką, męztwa, szczęścia matką najpewniej- 
szą, jest cierpliwość. Naucz się więc cierpieć, lekceważyć 
i znosić trudności; sam Bóg doskonałą cierpliwość naznaczył, 
bo ją obrał sobie, i ujmą cnoty swojej byłby sądził, gdyby 
nie był cierpiał. Boska też to cnota, i do wykonania naj- 
trudniejsza; ale nad nią pożyteczniejszej niema; bo nic czę- 
stszego jak zasmucenie, boleść, niedostatek, a ona jedna 
ciężkim okowom złego ulżyć umie; ona jedna prześladowa- 
nia losu odpędza, ona jest pieczęcią cnót i doskonałości 
ludzkiej. 

Treść czternastego przysłowia. 

Fortuna. 

Z Świątyni cnoty przystąpmy do fortuny przybytku, 
z trudnego i cienistego domostwa zbliżmy się do łatwej, 
wspaniałej budowli: pozorny jej napis, zawsze i wszystkiem 
zachęca przechodnia; złota nadzieja na kwiecistej kotwicy 
oparta wzywa go, łakoma dostatków i honorów chciwość 
pobudza. Cóż czynić? wnijść. Nie! przejrzyj się raczej w zwier- 
ciedle cnót, które mądrość trzyma, a poznasz jak mylne te 
pozory. Obaczysz ciemny gmach, raczej do więzienia podo- 
bny; tam gmin zaślepiony, pełen chciwej pożądliwości, nie- 
smaki zamiast bogactw pożera. Tam pani tego miejsca po- 
czwara nie niewiasta, nie łaska lecz jędza, naśmiewa się 
z tych, którzy ją niewolniczem czczą kolanem; depce ich, 
morduje, zabija. Tego cierniem wieńczy, owego dostatkami 
dławi, tego rozdziera pazurem zazdrości, owego złotym dusi 
łańcuchem... I taż to jest ulubieńców fortuny rozkosz! O! po- 






159 

dlii i zmienna bogini! ledwie do siebie pociągnie, już zdra- 
dza; ledwo sprzyjać pocznie, już ustaje; ledwo dopomoże, 
już porzuca; ślepa, omylna, fałszywa, śliska, cnoty i prawdy 
nieprzyjaciółka, iluż niegodnych panami uczyniła, ilu panów 
żebrakami! Ileż razy zbrodnię wyniosła, cnotę pognębiła, ile 
razy pysznych uczciła, skromnych zdeptała! Nauczże się czło- 
wiecze jak jej masz wierzyć, jak z nią postępować. Przed 
igrającą uciekaj, umizgającą sie pogardzaj, wielką okiełznaj, 
mierną trzymaj, na trwałą oglądaj się, krótkiej nie żałuj, 
niebezpiecznej nie szuliaj, przeciwną znoś, zbytecznej strzeż 
się, swoje poznaj, cudzej nie żądaj. Bo ci pewniejsza i lepsza 
nizka z cnotą chata, niż wysold z fortuną pałac. 



Treść piętnastego przysłowia. 
Chwała. 

Świetną niewolą, wspaniałą rozwaliną, cieniem które- 
go gonią śmiertelni, jest chwała; podnieca ich do niej pró- 
żność i pycha, a nie wiedzą, że ile honorów, tyle ciężarów, 
ile godności tyle igrzysk fortuny, ile wysokich stopni tyle 
nasienia smutków i starań, tyle celów piorunom, tyle dla 
nieszczęścia ścieżek. Nie było jeszcze siedzącego na wyso- 
kim szczycie chwały, któryby żywotem błogim, spoltojnością 
umysłu się cieszył. I będzieszże żądał wielkości i chwały? 
Ach! nic bliższego ziemi jak tron, nic bliższego Nieba jak 
cnota. Nie ubiegaj się więc za omylnem dobrem. Wierz mi, 
berła wielkim nie czynią, ani złoto, ani świecidła, ani też 
odętego gminu zgraja, ale cnota wielkim czyni; wszelka 
władza cnocie, nie próżnej chwale służy, ten jest panem, kto 
sobie swoje królestwa daje, którego wieńczy cnota i prawdzi- 
wą chwałę dusza cnotliwa osiada. Tej najlepszej, prawdzi- 
wej, nieśmiertelnej rozkoszy, gorąco wam życzę. 



160 



O MBiacli wpolonjcl w powszecliiści i w szczególności. 

KSIĄG DWIE, 

przez ks. Ignacego Włodka roku 1780 w Rzymie wydanych. 

Z ROZDZIAŁU I. 
O istocie i podziale nauk. 
Treść. 

Słowo uauka, według autora pochodzi z słowiańskiego 
wyrazu iiawuk, co znaczy wprawę; i od którego mówimy: 
nawykam, przywykam, ale istotę nauki opisać, wyrazić jej 
znaczenie w krótkich słowach, rzeczą niepodobną, być mieni: 
o to się kusić, mówi, byłoby jedno, co na małej tabliczce 
chcieć świat cały dokładnie odmalować. Rozdziela naukę na 
trzy rodzaje: przyrodzona, wlana, nabyta; przyrodzoną zowie 
wiadomość pospolitą wszystkim ludziom gdy do lat rozezna- 
nia przyjdą; wlaną mianuje nadawaną cudownie od Boga, 
jaką mieli patryarchowie, prorocy i apostołowie: nabytą są- 
dzi być tę, która uważaniem własnem, pracą, doświadcze- 
niem, czytaniem, albo słyszeniem się nabiera. Xauki dzieli 
na wyzwolone i niewiadome, dla czego niewolnicze. Wyzwo- 
lone są wszystkie które się siłami dowcipu i rozumu od- 
prawują, jako to: krasomówstwo, poezya, muzyka i t. p.; 
niewolnicze mają być te, do których sił ciała potrzeba, gdzie 
więcej ręce i nogi niźli głowa pracują, których najpierwszy 
cel, zarobek; słowem, rzemiosła. 

z ROZDZIAŁU II. 

O początku nauk pięknych. 

Treść. 

Nauki wyzwolone , które do obyczajów chwalebnych, 
i przyjemnego z ludźmi obcow^ania służą, zowie pięknemi, 



161 



i o tych jedynie mówić zamierza. Nauk, mówi, taż saaiii- 
była kolebka co i ludzi; na Wschodzie się narodziły, a potem 
kolejno wzrost brały w Chaldei, Assyryi, Egipcie, Indyi, Fe 
nicyi, Grecyi, Rzymie, zkąd rozeszły się po świecie całym. 
Tu, autor dzieli dzieje ludzkie od stworzenia świata do ro- 
ku 1776, w którym pisał, na siedm okresów. 

Pićrwszy, od stworzenia świata do Potopu, zamyka 
w sobie lat 1656. 

Drugi, od Potopu do narodzenia Abrahama, lat 383. 

Trzeci, od narodzenia Abrahama do wyjścia Izraela 
z Egiptu, lat 506. 

Czwarty, od wyjścia z Egiptu, do zaczęcia kościoła Sa- 
lomona, lat 474. 

Piąty, od zaczęcia kościoła, do Cyrusa, lat 493. 

Szósty, od Cyrusa, do Narodzenia Zbawiciela, lat 537. 

Siódmy, od Narodzenia Zbawiciela, do czasów, w któ- 
rych pisał. 

W tym ostatnim okresie przechodzi koleją wieki, wy- 
mienia w każdym ludzi ćwiczących się w pięknych naukach, 
a tymże naukom naznacza od początku świata trzy wieki, 
w których kwitły: wiek Aleksandra Wielkiego, Augusta Ce- 
sarza Rzymskiego, Leona X Papieża; Francuzom zaś, któ- 
rzy czwarty pod nazwiskiem Ludwika XIV liczą, zaprzecza, 
i dosyć niechęci przeciw temu narodowi okazuje. 

WYJĄTKI. 

Kar. 44. „Jako prostota jest chwalić wszystko, tak 
płochość ganić łatwo. Nauki nie są to rzeczy łatwe, ażeby 
w nie każdy czas i każdy kraj obfitował, ale i wieki całe 
i Państwa obszerne są w nie jałowe." 



Dzieła Ilofmauowej. Tom III. n 



162 



Z ROZDZIAŁU III. 
O przyczynach nauk pięknych. 

Treść. 



Mniemanie i przesąd jakoby powietrze, niebo, gwiazdy, 
działać miały nad umysłem, jakoby w jednych narodach lu- 
dzie sposobni rodzili się do nauk, w drugich zupełnie nie- 
zdatni, autor zbija; powstaje na podróżujących, szczególniej 
Francuzów, tak płochych w sądzeniu o obcych ludziach, 
zwłaszcza o północnych; przytacza różne o rozmaitych na- 
rodach, osobliwie o Polakach zdania, nie bardzo pochlebne; 
zbiera nawet Województw, Powiatów przydomki, i wyszy- 
dza astrologią. 

W Y J Ą T K I. 

Kar. 126. Przejeżdżający kraje, nie mogą być dobre- 
mi o nich sędziami, bo ci jadą gościńcem w'alnym i pozna- 
ją ludzi na szlaku mieszkających, którzy się wcale różnią 
od obywatelów krajowych. Wedle tego jak im się trafią 
gospodarze, ich czeladź, woźnice, podw^odnicy, tak o całym 
kraju sądzą. Zwłaszcza, gdy się komu w jakim kraju jaka 
szkoda, jaka kłótnia, jaki wstyd, jaka krzywda, jakie nie- 
szczęście przytrafi, choćby temu wszystkiemu jedna tylko 
osoba winna była, ów urażony cudzoziemiec, przeciw całe- 
mu narodowi zabiera gniew i nienawiść. 

Kar. 128. Chcąc poznać naród jaki, nie dosyć kraj prze- 
jechać, trzeba obcować ze wszystkiemi stanami ludzi, i to 
nie w barwie gościa, ale domownika, boć wiemy jak to przy 
gościach wszystko inaczej. 

Gdyby się teraz jaki Cygan wyrwał, i zaczął o gwia- 
zdach ogłaszać, że z nich jedne są białogłowy, a drugie 
mężczyźni, że się między sobą żenią, a na różne pokoleni'^ 



163 



się rozmnożywszy, wojny między sobą wiodą, a gdy w po- 
koju zostają wtedy się różnemi rozrywkami bawią: to rozma- 
wianiem między sobą, to ucztą, to łowami, to tańcowaniem; 
jedna chleb piecze przy słońcu, druga kądziel przędzie przy 
księżycu, trzecia krowy doi na zwierzyńcu, czwarta trefi wło- 
sy przy gotowalni; rzekłby każdy: co to za sny, co za bajki 
i głupstwa? To głupstwo jest mówić, aby gwiazdy tańcowa- 
ły, aby się trefiły, a nie głupstwo, że rządzą Królestwami, 
że rozdają bogactwa; że jedne mózg w głowie ludzkićj ukła- 
dają, drugie krew w żyły wlewają, jednych do nauk, innych 
do rzemiosł, innych jeszcze do występków sposobią... Spy- 
tałby się kto Cygana, zkąd to wszystko wie? kiedy je wi- 
dział, słyszał? a onby mógł odpowiedzieć: „Przez te same 
szkła i rury dociekłem tych wiadomości, przez które wróżko- 
wie swoich postrzeżeń dostrzegli." 

Pod jaką się kto gwiazdą rodzi, takim ma więc być 
życie i charakter jego? Cóż to za głupstwo! czyliż bowiem 
przyrodzenie jest służebnica nazwiska, i wedle tego ma się 
z swemi przymiotami stosować. Czyliż przez to wyspa Ro- 
dus pachnie, że się różą nazywa? 

Kar. 154. Niewdzięczny Włoch naszego Sarbiewskiego 
słodko brzmiącą wymowę przypisuje włoskiemu powietrzu, 
w którem mieszkał, a nie wiedział o tern, że Sarbiewski 
tak dobrym wierszopisem z Polski przyjechał. 

Kar. 167. Są jedne ziemie i kraje dla tych drzew 
i owoców, a drugie dla innych; są jedne dla tych zwierząt, 
a drugie dla innych, człowiekowi zaś Pan przyrodzenia nie 
dał ani mieszkania, ani odzienia, ani jedzenia i napoju oso- 
bliwego... ale gdziekolwiek się urodzi, Vv'szędzie żyć może, 
i szczęście dla siebie znaleźć... bo nie człowiek dla świata, 
ale świat dla człowieka stworzony jest. 

Na wolności człowieka wszędzie być dobrym albo wszę- 
dzie złym, i jako cnota tak i występek domu i Ojczyzny 
nie ma. 



164 



Z ROZDZIAŁU IV. 
O przyczynach nieomylnych nauk pięknych i uczonycli ludzi. 

Treść. 

Naprzód tłómaczy autor co jest mądrość i krasomów- 
stwo? Krasoinówstwo zaś u niego obejmuje wszelkie dobre 
wysłowienie się bądź na piśmie, bądź ustuie, bądź wierszem, 
bądź prozą, bądź w małych, bądź w wielkich rzeczach. Po- 
tćm mówi, że zdanie o uczonych często bywa omylne, że bio- 
rą za takich ludzi, którzy niemi nie są; bo i czytanie ksią- 
żek i wydawanie ich, często nie jest mądrości znakiem; 
chcąc zaś wyszydzić mędrków^ przytacza szkołę Lucyana, 
który ich na wyszydzenie odmalował. Przyczyn prawdziwych 
nauk pięknych i uczonych ludzi, naznacza cztery: 1-a, Do- 
bre wychowanie od rodziców w pierwszycli zaraz latach; 
2-a, nauczyciele sposobni; 3-a, uczących się chęć do nauk, 
pilność, cnota, statek; 4-a, panów i rządców kraju naukom 
i uczonym sprzyjanie. Zachęca do ćwiczenia się w języku 
ojczystym, powstaje na język francuzki, zaleca grecki i ła- 
ciński język. 

WYJĄTKI. 

Kar. 199. . . . Gdzie dowcip się rozpościera, tam rozsą- 
dkowi małe miejsce zostaje, i gdzie pamięć góruje, tam roz- 
sądek na dół idzie. Dzieci tćż pospolicie w pamięć obfitu- 
ją, ale im na rozsądku brakuje; w starych zaś gdzie rozsą- 
dek panem, tam im na pamięci zbywa. 

K. 202. Mądrość u dawnych z trzech się rzeczy skła- 
dała: z życia dobrego, dobrćj umiejętności i dobrego kraso- 
mów-stwa. Bo gruntownie mądry, naprzód sobie powinien 
być mądrym, a potem drugim; powtóre, powinien mićć skarb 
umiejętności, którym ma szafować; nareszcie powinien wie- 
dzićć sposób i miarę tego szafowania. 



165 

A'. 203. Jako może taki na skuteczne i dosadne śro- 
dki do cudzćj cnoty się zdobyć, któremu też same brakują 
do własnśj, 

A'. 205. Umiejętności same w sobie mają, szacunek 
Avewnętrzny, przez wymowę nabierają szacunku powierzcho- 
wnego. One są pieniądzem, a krasomówstwo cechą, one s% 
ciałem, a krasomówstwo duszą... one są postawem pięknego 
jedwabiu na suknie, a krasomówstw^o jest krojem tego 
odzienia. 

K. 209. Nie ten, który wiele czytał, ale który poży- 
teczne rzeczy, mądrym zwany być powinien. 

A'. 210. Wiele czasu na czytanie łożyć potrzeba, ale nie 
wielu książek, bo inaczćj nabędzie się wielomówności, ale 
nie mądrości. 

A'. 223. Jeśli wielość książek uczonym czyni, któż bę- 
dzie mędrszy nad księgarzów albo nad stróżów królewskich 
książnic? 

A'. 224. Wprzód trzeba nauk się z gruntu uczyć, a po- 
tem to czytaniem książek utrzymywać i powiększać, bo wie- 
cie do czego podobny jest ów, który się na czytanie książek 
udaje nie uczy wszy się nauk? Podobny do owego chłopca, 
który wszedłszy do śpiewalnicy i zastawszy rozłożone różne 
narzędzia grania, z ciekawości albo płochości młodym przy- 
rodzonej, każdego ruszy; tu piśnie, tu świśuie, tu zarżnie, 
tu zaskrzypi, tu zadmie, tu zabeczy, i rozumie, że już mu- 
zyk zawołany. Czytać książki bez poprzednićj nauki, jest-to 
brzdąkać i rzempolić po dziecinnemu, a nie grać po ludzku. 

K. 231. ' Bardzo miękkie łoże, zrazu tylko miłe jest, 
a potem nieznośne; smak jak prędko sobie w wielki śj słody- 
czy podoba, tak łatwo w niej obrzydzenie czuje; bo we 
wszystkich rzeczach zmysłowych za największem upodoba- 
niem tuż idzie i naprzykrzenie. 

A'. 234. Smak zmysłowy nie we wszystkich ludziach 
jest jednakowy, i do niego wszystkie przysłowia o odmień- 



166 



uości smaków stosować się powinny; o smaku zaś w naukach 
tego mówić nie można, bo ten zasadza się na rozumie, któ- 
rego roskosz jest dobro rzetelne, a nie urojone, jako się po- 
spolicie w zmysłach trafia. Bo to dobro nie co innego jest 
tylko prawda, która jest jedyna, powszechna i nieodmienna; 
bo we wszystkich rozumnych dziełach prawda jest istotą,^ 
ozdobą, wdziękiem, pięknością, dobrocią i siłą. Przeto ten 
smak rozumu jest niezawodny: co jest dobrego w naukach, 
powinno być wszystkim dobre, wszędzie dobre i zawsze do- 
bre; dobroć albowiem rzetelna sie nie odmienia. Dzieło ka- 
żde jest albo złe, albo dobre, albo mierne, albo tćż ze złych 
gorsze, albo z dobrych lepsze. 

K. 237. Pisarze są rozmaici, tak co do rzeczy, jako 
do sposobu pisania; jednak między dobrymi, jest że tak po- 
wiem jedna barwa piękności. 

Smak jest początkowy i doskonały; początkowy, jest to 
owa iskierka światła rozumu od przyrodzenia w nas wlana, 
doskonały z nauki się rodzi. 

K. 245. Z tej liczby ksiąg, które od stworzenia świa- 
ta wyszły (a wielka ich jest gromada) nie mówię większa 
połowa, ale setna ich część ujść może, a bardzo mała gar- 
stka takich, które się dobremi nazwać mogą. Ksiąg w ka- 
żdym narodzie tak wiele wyszło jak włosia na głowie, a pi- 
sarzy dobrych w każdym kraju, w każdym rodzaju tak ma- 
ło jest, że ich 'ua palcach zliczyć można. Dwa są znaki 
upadłych nauk, gdy albo żadnych książek nie wychodzi, albo 
wiele bardzo. 

K. 246. Tak jest nieszczęśliwe pięknych nauk rzemio- 
sło, że każdy jego umiejętność sobie przypisuje. Nikt się 
nie podejmuje strzelby zrobić, któby się ślusarstwa nie uczył; 
nikt się nie bierze do zrobienia szafy, stołu, kto się w stolar- 
stwie nie wyzwolił: jedyne są uczone dzieła, około których 
ci nawet się bawią, którzy, co są nauki, nie wiedzą. 

K. 256. Jeżeli wasze nauki nie mają służyć do cze- 



167 

go innego, tylko do próżnej chwały między głupiemi, do żar- 
tów między niewiastami, do zdrad i oszukania między bliź- 
niemi; jeżeli z was nie maja czynić dobrych sędziów, rajców, 
wodzów, dworzan, żołnierzy, poddanych, obywatelów, ludzi; 
jeżeli was prowadzą do straty cnoty, poczciwości, sławy, ro-^ 
zumu: popalcie wszystkie wasze książnice, rozpuśćcie szkoły 
powieszajcie wysoko mistrzów. Nauka i mądrość, która wam 
szkodzi i ojczyźnie waszej, nie jest nauką i mądrością, ale 
zarazą i powietrzem. 

Jest wielu nie uczonych, którzy zdradą swoją i sztu- 
ką za uczonych u świata udawać się umieją. Tych są ró- 
żne gatunki... oni zażywają pamięci, śmiałości, głosu, ciała 
poruszenia, gładkiej wielomówności, niewstydu, pochlebstwa, 
zuchwałości; starają się wszystkich nauk nazwiska, opisanie, 
podział, i pierwsze początki na pamięć umieć; książek wielu 
napisy, i treść wiedzieć; kawałków pozorniej szych z różnych 
pisarzów się nauczyć; mają tćż obrót, frantostwo i ostro- 
żność; wiedzą gdzie zmilczyć, gdzie, co, kiedy i przed kim 
mówić; jak cudze rzeczy za swoje, przygotowane umyślnie 
za raptowne udać, zmyślać różne dzieje, przywodzić pisa- 
rzów, których na świecie nie było, i t. p.... Z takich to źró- 
deł wychodzą miejscy baje i błazgony, którzy różne wiado- 
mości, i tajemne w umiejętnościach i przyrodzeniu wynala- 
zki przedają, jako to: Zęborwoty, Okoleki, Lekoruby; którzy 
swoje towary powabną wymową okraszają, i pieniądze wraz 
z sławą nauki swojej od pospólstwa zyskują. Ztąd wycho- 
dzą wesołki i smyki, którzy różne dzieje i przypadki, pie- 
śni i rozliczne wierszów rodzaje, to z pisma, to z pamięci; 
to śpiewaniem, to graniem, to mówieniem, to wezwani, to 
nie proszeni, prawie na otwartych ulicach udają. Ztąd wy- 
chodzą krążyświaty i biegasy; po krajach nieuczonych chle- 
ba szukają, i wstęp sobie do domów pańskich, to przez ję- 
zyków, to tańców, to szermierstwa, to grania uczenie, czy- 
nią; a potem powszechnemi wszystkiego mistrzami, panów 



168 

i pań bałwanami się stają... Zkąd wycliodzą błazny i tre- 
fnisie, których panowie dla śmiechu i rozrywki trzymają; 
którzy ze wszystkich szydzą, wszystkich zaczepiają, wszy- 
stkim przymawiają; którzy w mowie żadnego względu na 
Boga i ludzi, na wstyd i uczciwość nie mają: im zuchwalsi 
tern lepsi i im bardzićj błądzą, tem w sztuce swojćj bie- 
glejsi. Ztąd wychodzą pasobrzuchy, darmojady, pleciuchy 
i bałamuty, którzy się na to puszczają, aby próżnując 
z cudzego żyli: ci tedy ustawicznym obchodzeniem i nawie- 
dzaniem obcych domów się bawią, i z języka się żywią, 
bo im różne wieści, nowe przypadki, pochlebstwa, kłamstwa 
i swary rozsiewają. Ztąd wychodzą świerzupki i świegoty, 
którym język na kołowrocie biega, którzy nic utrzymać, co 
im ślina do gęby przyniesie, nie umieją, Ztąd wychodzą sto- 
rzypiętki, którzy półmiski u dworu oblizując, razem się 
rozmowom pańskim u stołów przysłuchując, różnemi wiado- 
mościami język sobie pomazali, i tym między czeladzią szer- 
mują, i prostszych nauką swoją omamiają. Ztąd wychodzą 
świzdrygały i trzpioty, którzy najwięcej nadrabiają ruchawo- 
ścią, żywością, prędkością mówienia, i różnemi oczu, twarzy 
i ręku migami; wszystko potwierdzać, i wszystkiemu się 
sprzeciwiać zdają; nie zagabani rozmawiają i za drugich 
odpowiadają, i z wielu razem rozprawiają; o wszystko się 
sprzeczają i nikomu nie ustępują: hałasem, krzykiem, śmia- 
łością tego nagradzają co im z nauki uiedostaje. 

K. 273. ...Ludzie w naukach doskonali, poznają do- 
brze tych oszustów nikczemność i zdradę; z tćm wszystkiem 
nie mogą nic przeciw nim mówić. Bo któż się ma tćj po- 
wodzi pospolitego mniemania oprzeć? Niechnoby tylko kto 
pisnął słowo przeciwko tym z obcego kraju mędrkom, któ- 
rych głupie państwo na ręku nosi? wszyscyby go zaraz 
okrzykn;;^!!, wszyscyby go wyszydzili. Niechnoby przy ja- 
kiej pani rzekł kto, że ten jej dzieci dozorca nic nie umie* 
oczyby mu zaraz wydarła. Jakto, jakto (rozjadłszy się by 



169 

i-zekła) nasz pan D)-ol nic nie umie? który cudze kraje ob- 
jechał, który po francuzku wyśniienicie mówi? który tak 
pięknie rozmawia? w co go tkniesz, na wszystko odpowie? 
"Widzisz go, jaki łepski! chciałby nam szacunek i przywią- 
zanie, które do pana Drola mamy wcale zepsuć? niedoka- 
żesz tego; ty raczej na oczy mi się tu nie pokazuj. Zada- 
wać jednemu, co po francuzku umie, głupstwo, nie jestże to 
nowe szaleństwo?-' To słysząc ludzie w naukach dobrze 
objaśnieni, ramionami tylko ściskają, iw język się gryzą. 

K. 275. Głupi, śmiały i gadatliwy, uchodzi za uczo- 
nego, byle tylko miał dowcip prędki, śmiałość nieustraszoną, 
i mowę na dorędziu. 

K. 278. ICto kocha nauki, im się dalćj w nie udaje, 
tem więcej znajduje przyczyn upokorzenia się i poznania 
swojćj nieudolności; bo tam znajduje obszerne i niezwie- 
dzane kraje, które się nieinaczej przebyć mogą, tylko 
z wielką i długą pracą. I jako w dhigiej jakićj drodze, 
choć się sztuka jaka wielka przebędzie, widzi się jednak 
jak wiele jeszcze do chodzenia zostaje; tak i w naukach, im 
się dalej w nie zachodzi, tem się jaśniej odkrywa jak da- 
leki kres ostatni. Puste głowy zaś i samej pychy dymem 
nadęte, już rozumieją, że na wierzchołek góry weszli, gdy 
ledwo krok na dolinie jeszcze uczynili i bez żadnćj pracy 
i przyłożenia się, roją sobie w głowie, że mogą latać bez 
skrzydeł, kiedy oni ledwo się czołgać po ziemi potrafią. 

K. 279. Chciałb}Tn ja, aby nauczyciele zawczasu 
wbijali to w swoich wychowańców, aby nie przestawali ni- 
gdy na skosztowaniu nauk, aby ich odrobina wiadomości 
nie nadymała. Niechaj im pokazują z razu, jako nauka 
jest to morzem niezmierzonem; niechaj im przekładają li- 
czbę nauk, umiejętności, trudności, niezliczoną moc pisa- 
rzów, którzy około objaśnienia, wydoskonalenia, mocno pra- 
cowali: niechaj im skazują książnice dziełami wielkich lu- 
dzi napełnione, aby zrozumieli jak wiele jest rodzajów 



170 



części, środków i narzędzia mądrości; aby to było wędzi- 
dłem na pyclię i wyniosłość, lvtóra się z lada jaliich w na- 
uce poczatliów, w dziecinnych i niedojrzałycli umysłach ro- 
dzi. Nadto zachęcać ich mają, do pracy i pilności; łatwo 
zaś im to wytłómaczyć, jaka jest rzecz wstydu godna być 
głupim, a jako jeszcze bardzićj jest rzecz obrzydliwsza nieu- 
miawszy nic, albo mało co, mieć wielkie o sobie rozumie- 
nie. Gdyby tak sobie rodzice i nauczyciele z młodemi po- 
stępowali, a nie przeciwnie, małoby się między młodzią 
dudków z wyniosłem! czubami znajdowało. Ale kiedy to 
ojciec rozumie, że jego synek już się stał Salomonem, bo 
już przebąkać i paplać to po łacinie, to po francuzku, to 
po niemiecku umie; kiedy matka rozpływa się, gdy widzi 
że jej dziecię przy książce siedzi, i chwali się z jego ży- 
\vości, z jego pięknego dowcipu; mają tedy na siebie na- 
rzekać, a nie na kogo innego, kiedy o ich synach dorosłych 
ludzie uczeni powiadają, że nic nie umieją, że trzeba ich 
do cechy dudków zapisać, bo ci młokosi nadęci temi okr^óy- 
kami, i pochwałami od domowych i nieuczonych, przedają 
wszędzie swoją naukę, której nie nabyli. Gdyby wiedzieli 
ci mędrkowie, że najpewniejszy znak rieuczonego jest popi- 
sywać się z nauką, nigdyby się nie pokazywali ze swemi 
bredniami. 

K. 306. Pierwsza przyczyna nauk pięknych i uczo- 
nych ludzi, jest tedy dobre wychowanie od rodziców w pier- 
wszych zaraz latach. Te pierwsze lata są od roku trzeciego; 
już wtedy matki mają trzymać dzieci pod rządem swoim, 
mają je uczyć dobrych obyczajów i łamać złe namiętności, 
starać się, aby dziecię pojmowało Boga, i umiało Go sza- 
nować; aby poznawało siebie, że jest nikczemne stworzenie, 
i do jakiego końca stworzone; aby gniew poskramiało, aby 
się nie napierało lada czego, i gdy mu co bronią, nie dą- 
sało; aby szanowało rodziców, zwierzchność, i starszych 
w latach; aby ochędożne było około siebie, w jedzeniu nie 



171 

łakome, niezbyt ciekawe mieć i wiedzieć, bo pierwsze 
wprawa w złodziejstwo, a drugie w rozwięzłość: aby się 
nie wynosiło z sukien, z mieszkania... A jeżeli dzieci są, 
sposobne uczyć się obyczajów, czemuż nie nauki, przynaj- 
mnićj początków... nie aby je okładać niemi, ale aby je 
kosztowali; to je przysposobi do nauk dalszego wieku, to 
im przeszkodzi aby się nie udali na próżnowanie i na roz- 
rywki zbytnie, gdzie się dusza dziecięca rozpływa i zatapia, 
tak dalece, że ją, ciężko potem do nauk wciągnąć, przyu- 
czoną do ustawicznycłi grów i zabaw próżnych; ale jedne 
mają przegradzać drugie, i rozrywki same mają być przy- 
stojne, pomagające zdrowiu, a nie szkodzące duszy i obycza- 
jom. Wreszcie wtenczas najlepiej dzieci wprawiać do nauk, 
kiedy sąnajsposobuiejsze: w pierwszych zaś latach zc^aje się 
ta sposobność być z nielitórych miar największa, bo w nich 
jest ciekawość wielka wiedzenia, ,i chociaż nie mają po te- 
mu wielkiego rozumu, mają łatwe przylgnienie pamięci... 

Do matki (która w domu zawsze zostaje) należy, aby 
dzieci miały układność powierzchowną przystojną, i skłon- 
ność woli do dobrego... Matka powinna wiedzieć, kiedy 
ma poskromić niektóre sprawy i poruszenia ciała gru- 

|'bijańskie: jakie są, albo płacz zbytni, albo krzyki, ska- 
kania i t. p.; ona staraniem swojem ustawi cznem i 
słodkiemi napomnieniami, bez hałasów, trzasków, bicia, 
bez zrzędności i gdyrauia wielkiego, dokaże tego, że 
to dziecię weźmie na się postać taką która przystoi, i wpra- 
wia członki swoje do tego poruszenia, że i głowę trzymać 
jako potrzeba i ramionami ruszać jak należy, i chód i całe 
ułożenie tak miarkować będzie, aby niczyich oczu nie obra- 
żało. Ma się starać matka o to, aby w tem ułożeniu naj- 
przystojniejszem dziecięcia, nie wydawała się żadna przy- 
sada; aby nie znać było, że ta postać jest z rozkazu tylko 
na czas niejaki ustrojona, ale niech się raczej wydaje, że 
zwłasnei woli nochodzi, i żenię szukana sztucznie, ale jak- 



172 

by się o nią nie dbało. Tak matka dobra, jak tylko spo- 
strzeże, że umysł dziecięcia i skłonności zdają się wydawać 
powierzchownie, starać się ma, aby je kierowała i prowa- 
dziła do doskonałości większój, nie przystając na powierz- 
chownym tylko dziecięcia ułożeniu. Albowiem ma to wie- 
dzieć dobrze, że powierzchowna postać przyjemna często- 
kroć być może jak maszkarką jaką, do oszukania tylko 
drugich, jeżeli z tą układnością, z tą przyjemną twarzą nie 
będzie złączona wola i chęć życzenia drugim dobrze. Ma 
to wiedzieć dobra matka, że prawdziwa przystojność i oby- 
czajność jest w sercu, a nie w innych powierzchownych 
częściach ciała; i że sama z serca udziela się wszystkim naszym 
sprawom; tak dalece, że gdy całego ciała postać pokazuje 
względem drugich przyjaźń lub uszanowanie, którój w sa- 
mćj rzeczy niema, wtedy wszystka powierzchowna układność 
i przyjemność jest udaniem kuglarskiem, albo raczój rze- 
czywistą zdradą. Tak powinna z dziećmi postępować, jak 
ten, który sporządza i nastawił zegary; niedosyć jest, aby 
skazówka pokazywała liczbę przyzwoitą, ale trzeba, żeby 
wewnętrzne łańcuszki były do tego nakręcone, i kółka szły 
swym porządkiem, któreby skazówkę wedle potrzeby pomy- 
kały, bo inaczśj będzie zegarek nierzetelny. 

Powierzchowne członków ułożenie, jest jako skazówka ja- 
ka zegarowa, a umysły nasze są jako wewnętrzne sprężyny, 
z któremi czoło zegaru zgodzić się powinno. Dlaczego matka, 
niech nie przestaje' na tem, że wyuczyła dziecię, jak ma przy 
drugich pokazywać się powierzchownie z tą postacią, która 
uczciwym osobom przystoi; ale jak postrzeże, że w dziecię- 
ciu rozum pokazywać się zaczyna, niech się stara napajać 
go prawdami dobremi i naukami chwalebnemi, któreby 
gruntem były powierzchownych spraw. Naprzykład, chcąc 
aby dziecię przyjemne było, i ludzkie powierzchownie w ob- 
cowaniu z ludźmi, trzeba mu od dziecieństwa zaszczepić 
miłość bliźniego, tłómaczą,c mu, że wszyscy ludzie jednegoż 



173 



są rodzaju, jednejże krwi i istoty, że różnica jest przypad- 
kowa stauu i inajętuości; że wszyscy są należący do nas, 
mając wzgląd na rozmnożenia początek; że wszyscy są nam 
pożyteczni, i ci którzy z nami obcują, i którzy od 
nas daleko są; wszyscy (wyjąwszy próżniaków) przyczyniają 
się do uszczęśliwienia rodzaju ludzkiego, przeto godni są 
wdzięczności; tak ten co ciężary nosi ma być szacowany 
dla swoich usług, jako i ten co w^ojskiem rządzi. 

Sami mówię próżniacy (lubo być powinni kochani jako bli- 
źni) nie godni są jednak szacunku i wdzięczności, ale raczćj 
próżnowanie ich, pogardy i nienawiści. Między zaś usługami 
bliźnich mają być szacowańsze te, które ściągają się do zgroma- 
dzenia jakiego lub Rzeczypospolitej, niżeli które czynione 
szczególnym osobom; i wdzięczność ta powinna być wymie- 
rzona według zasług i stopnia tego ludzi, na którym są 
względem nas; jako Rodzice, Nauczyciele, Dozorcy, Opie- 
kuni, i zwierzchność jaką mający, mają być szacowani pier- 
wej i bardziej od drugich. Matka tedy ma się zabawiać 
około wszczepiania tych nauk w dzieci swoje... bo dobra 
matka powinna być troskliwa o wszystko, i wszystko obra- 
cać na pożytek dzieci swoich; gdy spostrzeże jakiekolwiek 
znaki pychy lub okrucieństwa, niech ich się lęka i myśli, 
jako im zabieżyć? W małych rzeczach ona uważa różne 

: skłonności dziecinne. W igraszkach i zabawach ma ich 
uważać i kierować, tak że się nie spostrzegą; ona dopuszcza 

jj im aby wolno sobie postępowali, aby tam wydały się z swe- 
mi skłonnościami, i nie przymawiając im zaraz, i oczywiście 
coby ich zraziło na potem, i byłyby frantosko ostrożne 
pokątnie złośliwe, na napominania i groźby nieczułe; ale 
szuka sposobności czy w mowie, czy w sprawach innych 
objaśnieć oweż dzieci, aby się takow-ej strzegli namiętności, 
wszczepić im odrazę i wstręt do podobnych występków. 
Jeżeli na przykład widzi w nich serce nie czułe na cudzą 
nędzę, albo początki okrucieństwa w natrząsaniu się z cu- 






.174 

dzój biedy, tak że się pokazywać zdadzą, i skorzy nawet 
do szkodzenia drugim, i wyrządzania złości, w^tedy za po- 
daną sposobnością starać się ma pilno wzbudzać ich do li- 
tości, miłosierdzia, różnemi sposobami; ale nie ma ich ani 
strofować zaraz, ani potom surowo ich łajać, lub karać, bo 
przez to przyprowadziłaby ich do zaciętości; ale ich pięknie 
prowadzi i nakłania do czynienia dobrze drugiemu, podając 
im różne środki, i za podaniem sposobności dając im po- 
znać nędze cudze, godne litości. Jeżeli zobaczy jaki miło- 
sierny uczynek, czyli w domu, czyli gdzieindziej, czyli w swo- 
ich dzieciach, czyli w cudzych, niech zaraz ten postępek 
chwali i jakiemi łakotkami nagrodzi. Przeciwnie zaś, na 
wszystkie sprawy, w których się wydaje łakomstwo, okru- 
cieństwo i złość jakaśkolwiek, niech pokazuje nieupodoba- 
nie i wstręt. Toż mówić o najmniejszej iskierce każdego 
grzechu, którą zaraz ugasić, zatłumić, starać się powinna^ 
sposobami coraz nowemi, u zawsze wedle czasu i miejsca 
przyzwoitemi. Taż matka uczyć ma synów swoich, aby nie 
patrzyli, jako świat zwykł, na pozór tylko uczciwości iprzy- 
stojności; albowiem świat szacuje tylko cnotę lekką, na oko 
a nie poważa prawdziwśj ludzkości. Matka tedy przestrzeże 
dzieci swoje, aby nie szły za światem, który rozumie że 
jest dosyć mieć barwę i pozór cnoty; owszem niech w nie 
wpaja, aby we wszystkiem starały się o prawdę i rzeczywi- 
stość a nie o pozór, czyli w nabożeństwie, czyli w pilności 
około nauk, tak w słowach, jako i w uczynkach; wiedząc 
dobrze, że kto nie szanuje prawdy uznanej, to nie szanuje 
ani Boga, ani praw ludzkości... Niech dziecię nic nie sły- 
szy ani zmyślonego, ani niepewnego, ale tyllio rzeczy pra- 
wdziwe, jakie są rzeczy wiary. Przeto głupie mamki niech 
dzieci niczem nie straszą, i umysłu ich nie bałamucą. 

Eozum i pamięć dzieciunajest jako płótno czyste rozcią- 
guione na ramach domalowania; jeżeli zrazu na nićm zaczną 
być rysowane piękne, prawdziwe wyrażenia, tak zostaną zawsze 



175 



i z ciężkością je można zmazać; jeśli zaś poczwary, ni to, 
ni o^Yo, tak podobno zostanie, i tego ani poprawić, ani za- 
mazać będzie można. Taż matka ma przestrzegać, aby się 
dziecię nie uczyło gadać od domowych; (jeśli ci nie umieją 
doskonale wymawiać) niech nie dopuszcza, aby domownicy 
z pieszczot mieli mówić językiem popsutym do dziecięcia, 
i same niech tak zawsze mówią jak należy, bo jaka jest 
mowa matki, taka będzie i dziecięcia. Dopieroż, żeby się 
miało pierwej uczyć języka obcego jak ojczystego? 

Przytaczam tu mowę jednego z panów, gdy żona jego 
mamkę francuzkę dla syna przyjąć radziła. „Porzuć W. Pani 
te podłe myśli, nie, chcę ja, aby syn mój z mlekiem innych 
skłonności, innych obyczajów, innego języka nabywał, a nie 
raczej ojczystego. Niech on pierwej Polakiem będzie do- 
brym, a potem potrafi i z Francuzami obcować, kiedy się 
trafi. Co za potrzeba dziecię polskie pierwej uczyć po fran- 
cuzku a potem po polsku. Jestże jaki naród, aby pierwćj 
dzieci swoje obcego języka uczył? niemasz żadnego tak 
głupiego; a my nie wstydzimy się na pośmiech podawać 
obcym narodom, które to usłyszawszy o nas mówią żeśmy 
oszaleli; a my na to gniewać się możemy, ale oprzeć się 
I zelżywej przymówce sprawiedliwie nie możemy"... 



Z ROZDZIAŁU OSTATNIEGO 

dalsze wyjątki. 

„A". 316. ■ Przysposobiwszy w domu do cnoty i począt- 
kowych nauk syna, rodzice dla niego dalej starać się mają 
lo takiego nauczyciela, któremuby roztropnie ufać mogli ^ 
)rzekładając zawsze znanego człowieka, aniżeli jakiego po- 
datnego, chociaż zaleconego nie wiem jak, zwłaszcza cudzo- 
tiiemca. Kwintylian pisząc o tern, gdzieby lepiej mogli się 
tóAiiczyć w naukach młodzi, czyli w domu, czyli w szkołach 



176 

odpowiada że w szkołach; i to stwierdza wielą, dowodami: 
przydaje jednak, że jeżeliby szkoły były zepsutych obycza- 
jów i niebezpieczne, choćby były najlepsze do nauk, wtedy 
raczój w domu dzieci trzymać, gdyż cnota powinna by*^ 
bardziój szacowana niż wymowa. 

K. 322. Sposób uczenia prędki, raptowny, powierz- 
chowny, że w kilka dni pokazują nauczyciele rodzicom, że 
ich uczniowie postąpili, pokazuje nierozum nauczycieli, 
szkodę uczniom, zawód rodzicom czyni. Niech sobie wszyscy 
to wbiją, że nauki nie są jak grzyby, które znagła wycho- 
dzą z ziemi, ale są jak drzewa wielkie, które się nie zaraz 
poczynają, i do rośnienia czasu potrzebują. 

Głupstwo i pycha jest, chcieć sobie samemu drogę 
otwierać do nauk, i to co tysiące ludzi i przez tyle wie- 
ków wynajdowali, poprawiali, doskonalili, chcieć przez sa- 
mego siebie, i w krótkim czasie wymyśleć, wyrobić, i do 
doskonałości przyprowadzić, bez wzoru, bez wodza, bez po- 
mocy, bez światła. We wszystkich rzeczach, każdy się pe- 
wnej drogi trzyma, ale tylko w szukaniu nauk manowców... 

K. 224. Że bez ćvviczenia się w języku ojczystym 
kwitnąć nauki nie mogą, dowodem tego są te państwa, gdzie 
nauki Się zaczęły, gdzie rosły, gdzie się rozmnażały, gdzie 
długo trwały,.. Bo jako rzemiosła nie mogą być bez na- 
rzędzia, tak nauki bez języka... Do zaszczepienia tedy 
nauk, najpierwsza potrzeba jest doskonałość języka ojczy- 
stego, bo język do nich tak potrzebny, jak ręka do rze- 
miosł, a jako głupią byłoby rzeczą, nie swoją ręką chcieć grać, 
pisać ale cudzą lub przyprawną, głupia nie swojemi zębami 
jeść, ani swemi nogami chodzić, ale przyprawnemi; tak 
głupia nie przez środek swego języka, ale przez obce, nauk 
szukać. A mówiąc w szczególności o języku francuzkim, 
ten nie tak jest środkiem, jako raczćj szkodą wielką innych 
nauk; bo niewiadomość rzeczy najpotrzebniejszych, wyba- 
czają tćj lub temu, który po francuzku umie i dobrze wy- 



177 

mawia... Uczyć si^ języka obcego, aby rozumieć książki 
w tymże jeżyku wydane, nie jest rzecz naganna; ale po- 
dłość umysłu mówić obcym językiem, dla tego, żeby nas 
cudzoziemcy chwalili, albo żeby się pospólstwo dziwowało. 

K. 32H. Te narody, które zaniedbawszy swego języka 
chwytają się obcych, i niemi między sobą gadają, podobne 
są do niewdzięcznych synów, którzy matkę własną z domu 
wyrzuciwszy, przyjęli przychodnią jakąś niewiastę, i ją so- 
bie za matkę mają. To można mówić o nas niektórych 
Polakach; wygnaliśmy za próg matkę naszą: a obcą jakąś 
przyjęli na miejscu matki. Matka nasza siedzi nędzna na 
folwarku między czeladzią, a owa gościnna niewiasta sie- 
dzi w pokój acli między nami; ona z nami u stołu siada, 
z nami wyjeżdża, z nami na wszelkich biesiadach i zgro- 
madzeniach jest: wszyscy ją szanują, wszyscy jśj się kła- 
niają, a kto jój nie zna, za prostaka, i niegodnego towarzy- 
stwa szlacheckiego poczytany bywa; a gdy my tćj cudzo- 
ziemce nadskakujemy, gdy ją między sobą za boginią ma- 
my, jćj krewni i rodacy z boku się na to patrzący z nas 
się natrząsają, i płochość naszą palcem wytykają. Matka 
w kąt zarzucona, bez pow^agi, bez ozdoby, bez dostatku zo- 
staje, o żebraninie żyć, w sukniach łatanych chodzić musi; 
ta zaś nowa Jejmość w klejnociki naszej matki się stroi 
i suknie matczyne nie do swego wzrostu ani twarzy robione 
bierze, tak, że ani tym sukniom na niej ani jej w tych su- 
kniach nie przystoi. Kto przez ojczysty język do umieję- 
tności dąży, ten idzie drogą królewską, otwartą, bitą i bez- 
pieczną; kto przez francuzki, angielski do tego końca zmie- 
rza, idzie omylnemi ścieszkami... Nauczyciel powinien się 
trzymać tej drogi bitćj, i w początkach uczenia przez ję- 
zyk ojczysty prowadzić uczniów do umiejętności. I bardzo 
mylą się ci, którzy sądzą, że języka ojczystego, wyszedłszy 
z dziecinnych lat, nie trzeba się dalej uczyć; wielu we 
Włoszech i Francyi ludzi, którzy drogą nauk idą, w swoim 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 12 



178 

języku ćsNiczenia nie przestają, i uie śmieją, nigdy mówić, 
że już w tym rodzaju umiejętności mają dosyć; nie wstydzą 
się radzić w tej mierze biegłych, nie mają za przykrość wy- 
bornych pisarzów swoich czytać, i w nich ułomność języka 
uważać, sobie je dla pamięci zbierać, i często przepatrując 
przypominać. 

K. 331. Nie mają się skarżyć Polacy ua szczupłość 
swego języka; bo ja za zdaniem idę naszego Ivnapskiego, 
który za to słowo nie polskie, akomodować się komu, kła- 
dzie właściwe, dogadzam komu, przypodobam się, gwoli być 
komu, ulegać, przestawać z kim. Widzisz, mówi tenże, jak 
obfity język polski, i jak niepotrzebna rzecz, obce słowa 
z innych języków zabierać. Szczupłość ta mniemana pocho- 
dzi z niedbalstwa i uprzedzenia, że Polacy nasi uwiedzeni 
zdaniem, że w polskich księgach nie ma co do czytania, ich 
się nie chwytają, ale cali są na wartowanie francuzkich, an- 
gielskich. 

A'. 336. Itozwięzłość i złe obyczaje zepsuły i zeszpe- 
ciły czystość języka naszego, próżnowanie, które w grubości 
trzyma rozumy i dowcipy, przyczyną jest tej zarośli, tych 
badylów w kwitnącym niegdyś ogrodzie krasomówstwa na- 
szego... Tego wieku głupio złego to piętno jest, że żadne 
pismo, żadna mowa, żadne dzieło w ojczystym języku się nie 
podoba, w cudzym tylko smak się czuje. 

K. 341. Słodycz mowy zawisła na słów dobrem zaży- 
waniu. Zażywanie zaś dobre nie co innego jest, tylko kie- 
dy słowa są przyrodzone rzeczy, którą wyrażają: jak obraz 
milszy jest, im bardzićj do osoby, którą wyraża, podobniej- 
śzy; tak np. dobierać trzeba do rzeczy wielkich słowa wiel- 
kość znaczące, do małych małość, do podłych podłość, wspa- 
niałość do wspaniałych, smutek do smutnych, wesołość do 
wesołych... 

K. 345. Jedną z przyczyn zepsucia języka polskiego 
są białogłowy. Te dla pychy sobie wrodzonćj nie mogąc 



179 

się czem innem zalecić w naukach, pokazują wiadomość 
swoje języków, zażywając w polszczyznie słów obcych... 

K. SIS. Nie masz jeżyka tak prostego, grubego i nie- 
doskonałego, któregoby krasomówcy używając, z grubiau- 
stwa wyprowadzić, z wad oczyścić, z ciemności objaśnić nie 
mogli. Mają pisarze sposoby, sztukę prawa i środki; jako 
rzemieślnicy około kamieni, z niegłaznych, chropowatych 
i ciemnych, gładkie, jasne i okazałe robią. 

K. SS3. Sam uczeń jest sobie przyczyną aby wyszedł 
na uczonego, albo nie. Aby zaś wyszedł na uczonego, trze- 
ba aby był cnotliwjTii, chęć mający, pilny i stateczny. Po- 
winien być cnotliwy, bo niecnoty przeszkadzają do nauk... 
Ale niedość jest, że uczący się będzie cnotliwy, chęć mają- 
cy, pilny; trzeba nadto, aby był stateczny w dalszych la- 
tacli, aby te nasiona cnoty i nauki nie zniszczały, ale coraz 
bardziej rozkrzewialy się i pożytkowały. Bo inaczćj tak bę- 
dzie jako z ogrodem pięknie założonym, zasadzonym i za- 
sianym; gdy nie przyłożysz pracy do jego zachowania, wszy- 
stka pierwsza praca w niwecz pójdzie... Oto jest, com słyszał od 
zacnego i biegłego nauczyciela:... „Wiesz, mówił do mnie, 
iżem przez lat wiele, gdzie najszlachetniejsze są szkoły, mło- 
dzież nauczał. Miałem przez te lata wiele bardzo dzieci 
sposobnych, ochotnych do nauk, i takich, którzy znaczny 
postępek z wielką moją pociechą uczynili, którzy najprze- 
dniejszych łacińskich pisarzy rozumieć i naśladować (jako 
na wiek ich przystało) potraiili; i którzy z swojćj głowy 
dzieła jakie krasomówskie w^ymyślić, często rozporządzić 
i wymową przyzwoitą wyrazić zdołali; zgoła wielką nadzie- 
ję, że na wielkich w ojczyźnie rajców, sędziów, krasomów- 
ców, wierszopisów, dziejopisów wyjść mieli, czynili. Po kil- 
kunastu leciech (gdy ci moi uczniowie nie tylko szkoły po- 
kończyli, ale już do lat męzkich przyszli), trafiło mi się przez 
ten kraj przejeżdżać, gdzie z ciekawości, co się też z memi 
wychowańcami dzieje, w domach ich odwiedziłem. Nie 



180 

uwierzyłbyś jakie mnie i podziwienie, i żal, i nienawiść na 
uważanie wielkiej w nich odmiany ogarnęła. Jeden piękne 
owe przymioty i dary w miodzie i gorzałce utopił; nie za- 
staniesz go inaczej tylko z lulką, albo z kieliszkiem. 

Inny sposobność \Yielką i ochotę do nauk i cnoty,' wca- 
le zatarł i zatłumił, skrzętnem i ustawicznem około gospo- 
darstwa staraniem; nie zobaczysz u niego innśj książki, tyl- 
ko folwarczne karby, długie szeregi wydatków omłotów, i t. p. 
„A Cycero, mości paniej Wirgili przedtem ukochani, jak się 
teraz podobają,?" „A co mi tam teraz po nich; siano co ju- 
tro trzeba kosić, to u mnie Cycero, a pole pod lasem jeszcze 
nie orane, to u mnie Wirgili." Inny przeszłą ową ochotę 
do nauk i cnoty zagasił i zniszczył przemierzłem łakomstwem 
i nienasyconem pieniędzy zbieraniem; wszystkie jego szu- 
fladki różnemi pieniędzmi założone... z wójtami, poborcami, 
żydami, o ostatni szeląg się umawia. Inny umysłu łagodne- 
go, i do nauk zdatności miernej, ale nie małej pilności, to 
wszystko co w szkołach nabył, wylaniem się na przyjaźni, 
znajomości, odwiedzenia sąsiad, przyjmowania, biesiady i roz- 
ryw^ki domowe zagłuszył; nic tam nie zobaczysz, ani usły- 
szysz, tylko przywitania, pożegnania, częstowania, tańce, gry; 
zawsze tak bez pożytku zabawny i rozerwany. Inny cały się 
udał na łowy; codzienna zabawa jego za zwierzem się uga- 
niać, psy chować i tuczyć. Rozmowa nie insza, tylko o po- 
lowaniu, o zajęcach, sarnach, jeleniach i t. p. Tak cały za- 
topiony w łowach, czy można, aby mógł się doskonalić 
w naukach?... Inny tak zniewieściał, że tam nic w nim mę- 
zkiego nie znajdziesz, cały przy goto walni, między zwiercia- 
dłami, pięknidłami, zapachami, umoczony, wymuskany. Ca- 
ła praca i zabawa, nastrajać sobie twarz przyjemną; ukła- 
dać usta i czoło, uczyć się jak rozśmiać, jak się umizgnąć, 
jak chrząknąć, jak kichnąć, jak głowę trzymać, jak ziewnąć, 
jak się ukłonić, jak nogą ruszyć, jak podskoczyć, jak się 
gładko usunąć, jak nogi nakrzyż założyć, jak siadać lub 



181 

powstawać gładko. Nie usłyszysz zaś innej rozmowy, tylko 
o nowowymyśluych wzorach sukien, krojach. I możnaż się spo- 
dziewać, żeby takowy miał sie zaprzątać książkami? i utrzy- 
mywać to co w szkołach nabył. 

Dlaczego niesłusznie niektórzy na szkoły narzekają 
mówiąc: nie widzimy, aby z nich kto mądry wyszedł; przy- 
czyna bowiem nie z nauczy cielów, ale z uczniów, ze szkół 
wychodzących; ponieważ te skarby nauk. które zebrali w szko- 
łach, wyszedłszy z nich, nie pomnażają ani utrzymują, ale 
raczej rozpraszają i wcale gubią. 

K. 391. Sprzyjanie rządców i panów naukom wielką 
jest przyczyną do ich wzrostu; bo ludzie uczciwi zwyczajnie 
się tego chwytają stanu życia, z którego się spodziewają, 
że im będzie z sławą i pożytkiem... 

Za czasów Augusta i Mecenasa nikt do godności lub 
bogactw przyjść nie mógł, tylko przez nauki... Nagroda wie- 
le pomaga do nauk; jćj albowiem nadzieją taki się pobudza 
i zapala do większego w nich wydoskonalenia i ugruntowa- 
nia, spodziewając się, że ta jego umiejętność otworzy mu 
do znaczenia drogę... 

...Roztropnie sobie postępowali przodkowie nasi, nie 
dawali się cudzoziemcom zwodzić; nie była otwarta brama 
tym kręcinogom, urwiszom, nie przypuszczano tych, którzy 
z cielęcemi tłomoczkami do nas przychodzą i zostawiwszy 
torbę za płotem, wchodzą do dworu, udając, że ich woźnica 
odwiózł. Wzywali niekiedy cudzoziemców ale znakomitych... 
Tak uczynił ów wielki Zamoyski, który po zwiedzeniu kra- 
jów, założywszy szkołę powszechną nauk w Zamościu, nie 
włóczykija jakiego, ale sławnego Mureta światu znajomego, 
do Polski zapraszał, i rządy nauk powierzał... 

(Tu się kończą wypisy Zdzisława z dzieła o naukach 
wyzwolonych. Nie wiem jakie będzie czytelników zdanie? 
ale mnie Ignacy Włodek, minjo nieprzyzwoitych czasem 
i przesadzonych wyrażeń, bardzo się podoba. Może przy- 



182 

czyną tego jest jednakowy sposób widzenia wielu rzeczy?... 
Cokolwiekbądź, widzę w nim moralność, narodowość, do- 
wcip satyryczny i trafny, i niezmiernie żałuję, że nie mie- 
szkał ciągle w kraju; pisma jego jeszcze więcej polskie, wię- 
kszyby na ziomków wpływ miały. Xa końcu dzieła o nau- 
kach wyzwolonych, jest słownik; zdało się Zdzisławowi, iż 
niektóre wyrazy przydać się mogą dla chcących dobrze ro- 
zumieć, pisać i mówić po polsku; wypisał więc część znaczną 
dla siostry, a ja za jego idąc przykładem tu je mieszczę, 
tem chętnićj, żem się z nich wiele nowych dla siebie rzeczy 
dowiedziała). 



WYPISY Z SŁOWNIKA. 

Bełt, broń do ciskania, z rodzaju strzał. 

Bierka, narzędzie gry, po łacinie calcuhis. 

Blaskooki, co jedno oko często zmrużą. 

Brzechwa, strzała bez żelezca. 

Buta, pycha, butny, pyszny. 

Cektanie się z kim, sprzeczanie się. 

Chabina, rózga. 

Choboty, obuwie skrzydlaste Merkurego. 

Chyba, chybienie. 

Czernidło, inkaust. 

Czynię prawem, prawuję się. 

Dośpieję, potrafię, zdążę- 

Drab, żołnierz piecliotny. 

Dukać, powtarzać jedno z naprzykrzeniem. 

Dużość, moc. 

Dwójżeniec, co miał dwie żony. 

Dybkiem iść, na palcach. 

Fiute, człowiek leklcomyślny. (Ztąd to mówii} niektórzy fiut, fiut, 

kiedy u kogo coś niezwyczajnego widzą). 
Formierz, rzemieślnik, który wytłacza obrazy na wosku i gipsie. 
Galuska, golanka, owoc na drzewie, dopiero zawiązany po odpa- 

dnieniu kwiata. 
Gamrat, zalotnik. Ten wyraz powstał za Zygmuntów. 
Gawiedź, hałastra, czeladź podlejsza, dworska, wojenna, miejska. 



183 



Giermek, ttn co bron za kim nosi. 

Glejt, żelazny list, świadectwo urzędowe. 

Gnilec, skorbut. 

Godzinnik, zegar. 

Grobowisko, cmentarz. 

Gronisty, gronorodny. 

Jacy, tylko. 

Jarmułka, czapeczka ludzi kościelnych. 

Jednacz, co jedna strony. 

Jeństwo, niewola. 

Junak, młodzik. 

Kał, błoto rzadkie. 

Kaleta, wacek, mieszek, worek na pieniądze. 

Kapcie, obuwie chłopskie. 

Karacena, zbroja w łuskę robiona. 

Kiermasz, rocznica poświęcenia kościoła. 

Kwacz, pędzel mularski. 

Klecha, mistrz szkolny na wsi. 

Kłobuczki, pączki róży nie rozwitej. 

Kluczka, zdrada. 

Kobieli się szata, gurbi się. 

Koczkodan, kot morski. 

Kołczan, sajdak do strzał. 

Korab, łódź nakryta. 

Koścień, kostur, kij, laska. 

Książki pamiętne, pugilares. 

Kurdwan, rzemień, skóra zwłaszcza kozia. 

Kusza, broń i narzędzie wojenne do wypuszczania strzał i włóczni 

wielkich. 
Kuty drzeć z kim, na udry chodzić, spierać się, nie chcieć ustąpić. 
Łagiew, łagiewka, naczynie do napoju z drzewa, z skóry, do podróży. 
Listny, drzewo w liście obfitujące. 
Listownia, poczta. 
Łomisty, łomny, kruchy, 
honistość, fałdowanie. 
Łzawy, łzy wyciskający. 
Machlarz, szalbierz. 
Macierzyzna, majątek z matki. 
Mączka, krochmal. 
Alaczuga, pałka. 

Mierziączka, niesmak, obrzydzenie. 
Miesiączek, promienie nad świętemi na obrazach, kółko. 
Moszcz, wino młode. 

Mózgowiec, szumiteb, pomieszany, uparty. 
Mroczek, mniżek, co oczy mroczy, mruży. (Ztąd gra Mroczek). 



184 



Na doręczu, ua dorędziu. 

Nadmiarek, przydatek. 

Narzekalnica, płaczka. 

Naslychnąć, dosłyszeć czegoś. 

Nawidzę go, kocham, rad widzę. 

Nierozjętny, nierozdzielny. 

Nierymowność, gdy się jedno z drugiem nie klei, nie wiąże: 

Nierzkąc, nie żebyś. 

Nieśladny, niepoślakowany 

Niespieję, nie potrafię, nie zdążę. 

Nie trafny, grubian, niegrzeczny. 

Nie trefny, nie żartowny. 

Nie ujętny, że go ręką wziąść, ująć, nie można. 

Niewistka, sjmowa. 

Niewynoszony, nie był w biedzie. 

Nie wytwarzać się, nie sadzić się w mowie lub w ułożeniu. 

Niezapomny, który wyjść nie może z pamięci, 

Niezgasisty, trudny do zgaszenia. 

Niezgorzyste, co się nie spali, jak płótno kamienne. 

Ni kęsa, ni krty, bynajmniej, nic. 

Ninie, teraz, (ztad niniejszy), 

Nocnica. straszydło nocne, ćma. 

Niziołek, łokietek, karzeł. 

Nowak, nowotny w sztuce lub w nauce jakiej 

Nowinne. podarek za nowinę. 

Nowosiedliny, uczta, którą wyprawia nowy mieszkaniec. 

Nurek, nowochrzceniec. 

Obeszły w życiu, w napoju, pomiarkowany, skromny. 

Obojętność, pojętność. 

Obłąk, kij zgięty nakształt łuku, półkole; (ztąd możnaby mówić: 

siedzą przed stołem w obłąk). 
Obruszny, co się łałwo obrusza, uraża. 
Odbiegać?, dezerter. 
Odgniewać się, udobruchać się. 
Odłogiem puścić nauki, zaniedbać. 
Odziemek, pień drzewa. 
Oknisty, wiele okien mający. 
Okresiciel, który co opisuje. 
Opełzł, stracił barwę. 
Opieńki, ostatki zębów. 
Opowiadać kogo panu, meldować. 
Oralny, orny, grunt co orać można. 
Orędownik, poseł, sprawca. 
Oścień, bodziec. 
Oskard, narzędzie żelazne do rozwalania murów. 



183 



Ostrew, słup nabiły kolcami drewnianemi do włażenia na dach. 

Ostrów, kępa na rzece, na jeziorze, traw^, chrustem odziana. 

Otucha, ufność, nadzieja. 

Papinki, przysmaczki. 

Parskać śmiechem, ślinić się w śmiechu. 

Part, płótno konopne grube. 

Partacz, latacz, co stare łata. 

Pasożyt, darmojad. 

Pawęza, rodzaj tarczy ze skóry. 

Pierwożęć, pierwszy wżętek. 

Płaskur, opłatek. 

Pław, każda rzecz co pływa. 

Plusk, ogon rybi, (/ctąd pluskać się). 

Pluta, niepogoda. 

Płużyć, słynąć. 

Po ludziach kogo nosić, osławiać. 

Po mojsku, po twojsku, moim, twoim obyczajem. 

Pochwałka, próżna chwała. 

Potnik, sucha wanna, kąpiel parowa. 

Poczesne, podarunek panu lub zwierzchności. 

Podróżne, wyprawa na podróż, 

Pochaniec, poganin. 

Pokład, depozyt. 

Pokłosie, kłosów zbieranie. 

Pokłośna, co kłosy zbiera. 

Pokraka, trajedya. 

Pokiytość. nieszczerość. 

Półbrat, z jednej matki, z innego ojca. 

Polityka, sprawowanie Rzeczypospolitej według Boga i rozumu. 

Ponik, jama, dziura, w którą woda ciekąca wpada i znika. 

Postnik. co pości. 

Poś%viata, widna noc księżycowa. 

Poświątne, grunt do kościoła lub księży należący. 

Potemny, snadny, powolny. 

Potkliwy, co się potyka. 

Powatka, chleb ubogich. 

Poważ, drąg którym siano na wozie się przyciska. 

Powiara, zabobon. 

Powiewaczka, wachlarz. 

Powietrznik, chorągiewka na dachu. 

Prawidło, linia. 

Pry, prawi, mówi. 

Przegon, przejazd przez grunt sąsiedzki. 

Przegranek, granie pierwsze jakby na doświadczenie. 

Przekabacić, przewyższyć. 



18(3 



Przepis, prztiys, kopia. 

Przesłaniec, poprzednik. 

Przestanek, odpocznienie. 

Przewabiacz cudzego, compilator. 

Przyluda, ponęta. 

Rączka u zegara, index. 

Rataj, kmieć, włodarz. 

Rohatyna, rodzaj włóczni do ciskania. 

Rostruchan, kielicli wielki. 

Rostrucharz, kupiec, albo dozorca konny. 

Równianka. wł.-jzanka, snop kwiatów, girlanda, bukiet. 

Rozgardias, biesiada hałaśna. 

Rozjemny, rozdzielny; np. dusza rozjemna z ciałem. 

Ruszam do \vyższego sądu, apeluję. 

Rybałt, śpiewak psalmów. 

Rydwan, wóz nakryty. 1j' 

Ryza, powinność, kluby. 

Rzjjp, stadnia nie żywej wody. », 

Rzecznik, patron. ' 

Samokupstwo, monopolium. 

Samopas, zwierzę pasące sie bez stróża. 

Schowalnia, miejsce do chowania. 

Serdak, kaftanik. £ 

Siara, pierwsze mleko po ocieleniu krowy. 

Skamiałość, obrócenie się w kamień. 

Słonecznik, kompas. 

Smuk, pole długie, ważkie pod lasem, lub między zasianem zbożem. 

Sobiepaństwo, swoboda, wolność. 

Spisek, rejestr, inwentarz. 's 

Spiża, miedź lana. 9 

Spółmiłośnik, rywal. • 

Sporysz, szkło powiększające. ' 

Spowiednia, konfessyonał. Ł 

Stągiew, wielka beczka miejscowa. " 

Starek, starka, dziad, baba. 

Stoję kim, utrzymuję się łaską czyją. i 

Storcz, krawędź. 

Strona powodna, ta która pozywa. 

Strona odporna, ta która pozwana. 

Stworzysty, który może być stworzony. 

Suchooki, twardy do płaczu. 

Surma, piszczałka. 

Świątnik, zakrystyan. 

Świecznik, lichtarz. 

Swieść, siostra męża. 



i 



187 



Sadź, rosa mrozem ścięta. 

Szatnica, garderoba. 

Szefelin, włócznia, oszczep. 

Szermierska sztuka, fechtowanie. 

Szlak, paraliż. 

Szpaczkować, przedrwiwać, żartować. 

Szram, blizna. " " 

Szubrawiec, hultaj oszarpany. 

Szypułka, ogonek u owocu. 

Tok do kopii, tok proporca, naczynie w które się wkłada broń 

i chorągiew, żeby na końcu stała. 
Tułów, ciało bez rąk i nóg. 

Ukanąć, krople spuścić; nie ukanęła mu łza z oka. 
Umywalnia, lawaterz. 
Uszczknąć, urwać. 

Uwiązek, ta rzecz która przywiązuje. 
Waleta, żegnanie. 

Warchoł, szukający kłótni o lada co. 
'^'■artogłów, niespokojny. 

Wesołek, wesołka, mężczyzna, niewiasta wesołego humoru. 
Wiąże księgi, oprawia, ksiegowiąż, introligator. 
Wieloliczny, ^^nele zawierający. 
Wiemek, kochanek wierny. 
Wiła, głupi, (ztąd szaławiła). 
Wiosnują, kwitną. 
Własnoniiętność, przywłaszczenie. 
Wolny list, paszport. 
Wręcz, zbliska. 
Z nieobaczka, znienacka. 
Zadzierg, węzeł trudny do rozwiązania. 
Zalotne, podarunek zalotnika. 

Zaświecie, miejsce za światem, które sobie kto w myśli wystawia. 
Zawicie, welum. 
Zawrót życia, schyłek, starość. 
Zbracieć, złączyć. 
Zdobiciel, panegirysta. 
Zdrewnieć, zdrętwieć. 
Źelazociąg, magnes. 
Ziołopis, botanik. 
Żmigrosz, skąpiec. 
Zmyślnodziej, romans. 
Zółwica, siostra żony. 
Zwierzyniec niebieski, zodyak. 



188 



Wfjąffi słnżpe lo iibzfalcenia serca i stjlc, 

z ROZRYWEK DLA DZIECI. 



O liolirej sławie. 

Dobra sława jest-to ten odgłos i^owszecłmy, Ictóry cno- 
tom i zasłudze publiczną sprawiedliwość oddaje. Nieomyl- 
na w zdaniu, leniwa w wzroście, wartość człowieka wyraża. 
Po zaspokojonem sumieniu, nic nad nią nie ma droższego; 
ona jest wonią cnoty, godłem zaufania, zadatkiem szacunku, 
owocem nieskażonćj uczciwości, rozkoszą pięknśj duszy. 
Wielkiem to było dobrodziejstwem stwarzającego nas Boga, 
że w niej cześć szczęścia naszego założył. Dodał przeto za- 
chęty cnocie, wynalazł dla zbrodni hamulec, spoił mocnym 
węzłem ludzi, gdyż chcąc zasłużyć na dobrą sławę i ceniąc 
ją wysoko, każdy szlachetnie myślący pracuje nad nabyciem 
przymiotów, występków się strzeże, pozyskać powszechną 
przychylność się stara. Nie powinna być ona zapewne głó- 
wnym i jedynym celem chlubnych ofiar, czynów i postępków 
naszych; zadość uczynienie Bogu, własnćj duszy zaspokoje- 
nie, nierównie wyżśj kłaść należy; lecz godzi nam się i o nią 
być troskliwemi. Sam król mędrzec wyrzekł: „Dobra sława 
duszy siły dodaje, a piękne imię lepsze od bogactw naj- 
większych." Jakoż jakże nie czuć w sercu najsłodszej za- 
chęty i pociechy, kiedy wiemy, że o nas wszyscy dobrze 
wspominają, i że skutkiem dobrćj sławy naszej, możemy 
i przyjaciołom być użytecznymi. Nie sposób zapewne, aże- 
by głos jaki przeciwny się nie odezwał; każdy człowiek, nie- 
stety! choćby najmniejszy i najlepszy ma przecież nieprzyja- 



189 

'.iół; lecz nigdy to :izemiauie iiie zagłuszy powszechnego od- 
_łosu i żadne potwarze dobrej sławy zupełnie zaćmić nie 
zdołają. Przebije się ona wśród zawistnych sobie, jak słon- 
ice z za chmur się przebija!... 

Dzieci drogie! nawyliajcie do cenienia tego sliarbu. 
Właśnie w waszym wieku gotować się trzeba do pozyskania 
go nazawsze i już zacząć nad tem nabyciem pracować. Nie- 
jeden z nas starszych wrócićby chciał do lat dziecinnych, 
-tanąć na waszem miejscu i życiem uieskażonem zasłużyć 
-obie na dobrą sławę. Lecz już zapóźno. 

O wy! którym pora sprzyja, wy! dzieci niewinne i szczę- 
śliwe! korzystajcież z nićj; raz upłyniona już nie powróci! 
Nie mówcie o przeszkodach: niema ich. Kto tylko żyje, sko- 
•0 zechce, może żyć cnotliwie, może w swoim sposobie być 
iżytecznym; a te są dwa dobrej sławy i pięknego imienia 
warunki. -Jeśli lube dziecię, ród twój jest nizki, szlachectwo 
liedawne, lub nie masz go wcale, to nie jest przeszkodą; 
Aiększa jeszcze zasługa i chluba uzacnić samemu nieznany 
joczątek: cnota najdawniejszem, najrzetelniejszem jest szla- 
chectwem. Jeśli majątek rodziców twoich szczupły, sposób 
eh życia w oczach świata nie przynoszący zaszczytu? i to 
lie jest przeszkodą. Ilużto wielkich ludzi ubogiemi było? 
;adne rzemiosło, byle uczciwe, żadna praca jeszcze nikogo 
iie shańbiła. Jeżeli nawet (co w oczach moich jedynym rodu 
aoże być zakałem) jeżeli mówię, tak nieszczęśliwym jesteś, 
e imię które nosisz shańbione zostało zbrodnią, płacz lube 
ziecię, ale nie rozpaczaj; możesz cnotą zmazać tę ohydę, 
dla siebie dobrą sławę i piękne pozyskać imię. A jeśli 
§ż sławni naddziadowie, ród wysoki, bogactwa, zaszczyty 
odziałem są twoim, jakaż łatwość do zyskania tego skarbu, 
ki wstyd dla ciebie, gdybyś tę drogą puściznę z rodziny 
ivojćj wypuścił. Nawykła od pieluch do chlubnych przykła- 

Iiw i wzorów, dusza twoja sposobniejszą do cnoty być po- 
-- — —■'"■ 



190 



ma dla każdego urok swój szczególny, już jest piękne; ty, 
staraj się jedynie utrzymać go w tśj piękności, idź ojców 
torem, a dobra sława ich wieńcząca, i twoje skronie ozdobi. 

O prac y. 

Praca jest jedną z pierwszych powinności naszych;" 
praca jest konieczną dla człowieka potrzebą: praca jest 
przeznaczeniem naszem. Pracowita pszczółka, skrzętna mrów- 
ka, całe przyrodzenie, układ towarzystwa, tój prawdy nas 
uczą. Nikt od pracy nie jest wolny: król na tronie, oracz 
przy pługu pracować musi, i często niewiadomo którego 
większe są trudy!... W pracy jedyny jest sposób wypłacenia 
się Bogu i rodzicom; do pracy zawczasu wprawiać się na- 
leży. O wy, dzieci drogie! które dopiero wstępujecie w zawód 
życia, wielka jest przed wami przestrzeń, ale też i wielkie 
czekają was obowiązki. Krótkość dni waszych, sił słabość, 
jeszcze wam nie dozwoliły prawdziwśj oddać się pracy, a już 
wpisane do nićj jesteście, samem powołaniem człowieka 
i samą wdzięcznością. Tak! już tyle osób dla was pracowało 
i pracuje! Od chwili urodzenia się waszego, matka was kar- 
mi, strzeże i hoduje, ojciec wszystkich potrzeb dostarcza, 
żebyście miały co jeść, gdzie mieszkać, w czem chodzić; rol- 
nik ziemię potem zlewa, rzemieślnicy zabiegów nie szczędzą: 
ludzie dnie i noce trawią, chcąc wam potrzebnych nauk 
udzielić: jesteście więc celem pilnćj pracy, tysiącznych sta- 
rań: a wy cożeście dotąd dla kogo uczyniły?... Lecz nie tro- 
szczcie się, stoi dla was całe życie otworem, możecie dopeł- 
nić tćj szlachetnej powinności, możecie się wypłacić hojnie 
z zaciągnionego długu. A wy miłe dziatki, które czytając 
te słów kilka, uczujecie w rozwijającćj się duszy szlachetny 
ku dobremu zapał, których delikatne serce już zna jaką jest 
przykrością, być dłużnym, a nie módz się wypłacić; które 
już sobie wystawiacie rozkosz oddania sowicie tego cośmy 



191 



dostali: wy dopełnicie snadnie wszystkiego czego po was 
powołanie człowieka wymaga. Wprawiajcie się tylko do pra- 
cy, miłujcie ją; dopełniajcie z upodobaniem obowiązków, ja- 
kie na was rodzice, nauczyciele wkładają, przezwyciężajcie^ 
lenistwo, unikajcie próżniactwu. Niech każde z was wstaje 
rano, niech sią stara, ażeby żadna chwila w dniu całym 
marnie mu nie zeszła; odbywszy zatrudnienia swoje, niech 
-żuka wytchnienia i spoczynku, w przyzwoitej zabawie, nie 
zaś w gnuśnej bezczynności. Żałujcie dziecka, które z przy- 
musem do nauki idzie, a odbywszy jakkolwiek zadaną so- 
bie pracę siedzi w kącie z założonemi rękoma lub w śród 
dnia drzymie, marnuje życie, nudzi się, nigdy prawdziwie 
człowiekiem nie będzie, nigdy się nie wypłaci Bogu i rodzi- 
com, nigdy na piękne nie zasłuży imię. Wy zaś sposobiąc 
^ię już teraz do pracy, i)okochacie ją zawczasu, a skoro was 
lata wiekiem i siłą zbogacą. oddacie z pociechą serca ode- 
brane od rodziców łaski i dary, podacie im rękę pomocną 
w starości, przyczynicie się do szczęścia ogółu, do chwały 
.larodu, a wypłaciwszy dług wasz, staniecie zasobne w za- 
sługi przed Stwórcą. 

O w (I z i <> c z n o ś c i. 

Obiecawszy mieścić w tem piśmie wyjątki do ukształ- 
cenia młodocianych serc służyć mogące, pozwólcie, lube 
dzieci, niech w kilku słowach o wdzięczności wspomnę. 

Wdzięczność jest to cnota dusz czystych, serc wiernych 
uczucie. Choćby los zawistny chciał wszystko dobre pomię- 
dzy ludźmi zagubić, gdyby nam wdzięczność pozostawił, je- 
szczebyśmy kochać mogli, jeszczebyśmy cnotliwemi byli! 
Wdzięczność nazwaćby można treścią wszystkich cnót 
uczuć, bo człowiek jej prawdziwie wierny, najpiękniejsze 
V sobie mieścić potrafi. Będzie pobożnym, będzie czułym 
5ynem.' pilnym uczniem, dobrym obywatelem, przyjacielem 



192 

tkliwym. Wdzięczuość uauczy go bez trudności tych najwa- 
żniejszych obowiązków. Ona jest także cnotą, która się naj- 
pierwśj w duszy uaszśj rozwija i przezto sama dowodzi, iż 
w niśj zaród wszelkiego dobra spoczywa. Jeszcze dziecię nie 
wie że żyje, już do tćj która go karmi, pieści i nosi, rą- 
czyny wyciąga, już płacze kiedy odchodzi, cieszy się gdy 
powraca. Cóż nióm powoduje? wdzięczność. Lecz niestety! 
mało serc chowa wiernie to wrodzone nam uczucie; zamiast 
rosnąć z wiekiem i w cnotę się zamienić, często niknąć 
zwykło... Jakże mało dzieci, któreby dla Boga, dla rodziców 
i nauczycieli żywą wdzięczność miały! Zwyczajem to jest 
małych, a podobno i nas większych, że wszystko samym so- 
bie przypisujemy. Wychowa się dziecię zdrowo, wybrnie 
z wielu chorób i przypadków'? to jego szczęście sprawiło. Na- 
będzie wiele światła i wiadomości? ma talenta jakie? to 
owoc własnej pracy. Dojdzie później do znaczenia, sławy i ma- 
jątku? to skutek zabiegów jego. Każdy wszystko sobie przy- 
właszcza, rzadko kto powodzenia swoje Opatrzności, ludziom 
przypisuje, i tym sposobem od wszelkiej uwalnia się wdzię- 
czności. 

O dzieci drogie! nie wzrastajcież w tern mylnem prze- 
konaniu; uczcie sie zawczasu bvć wdziecznemi; będziecie 
Bogu, będziecie ludziom miłe, spełnicie powinności, prze- 
znaczenie wasze. Całe towarzystwo ludzkie na wdzięczności 
się toczy i utrzymuje; wdzięczność łączy ziemię z niebem: 
dzieci do rodziców przywiązuje, uczy młodzieńca by poważał 
nauczyciela, zwierzchnika i starca, obywatela by kraj swój 
kochał; wdzięczność jest uczuciem, które najczęścićj serce 
nasze pobudza. Od pieluch do grobu ciągnie się bowiem dla 
nas tkliwy dobrodziejstw łańcuch. Bóg, rodzice, nauczyciele, 
rządzcy, ojczyzna, przyjaźń, miłość składają tkliwe jego 
ogniwa. Zostawiony samemu sobie, cóżby człowiek począł? 
Rodząc się już potrzebuje pomocy, dziecinne lata jego iluż 
starań wymagają? Każdy krok, każdy postęp, to słowo któ- 



193 



rc wymawia, każda wiadomość jakićj nabywa, bi^dź umy- 
słowa, bądź ręczna, wszystko to jest skutkiem dobrodziejstw, 
długiem wdzięczności. Wy dzieci! nie pojmujecie jeszcze słu- 
szności tego obowiązku; nawykłe od kolebki do odbierania 
pieszczot i starań rodziców, sądzicie, iż takowe postępowa- 
nie jest icli obowiązkiem; żadnemu z was nie przyszło może 
na myśl być wdzięcznćm osobie, która was napomina lub 
uczy, krajowi który was żywi, rządzącym co myślą o oświe- 
ceniu waszem; lecz na słowo moje, bądźcie im wdzięczne: 
starajcie się ile możności okazywać to uczucie, ażebyście 
później wyrzutów i zgryzot nie miały. Przyjdzie wiek, który 
was względem wdzięczności oświeci, i wiecie jakim sposo- 
bem? Oto kiedy z kolei rzeczy ludzkich, które z was dzie- 
ci, uczniów z obowiązanych, podwładnych mieć będzie, wtedy 
doznając od nich niewdzięczności, serce wasze zażalone wy- 
stawi sobie jaką wdzięczność być powinna, a sumienie ode- 
zwie się z wymówkami, jeśliście v,' podobnym razie choć 
cząstki takowej nie czuły. 

k»r/.;)ś('i il7.ie('iiiiie;;o >ri«'kn. 

Nie wiem, czy które z was, lube dzieci moje, zastano- 
wiło się już kiedy nad nieocenioną korzyścią wieku swego. 
Ach! porzućcie na moment gry i zabawy wasze, zbierzcie 
ten umysł zwykle roztrzepany, i zastanówcie się coprędzej 
nad szczęściem waszem; bo każda chwila spłyniona ujmuje 
cząstkę tego drogiego skarbu, a żaden nie przebiera się ła- 
twiej. Poznajcie go więc nim go ntracicie, bo porzuci on 
was, jak i nas starszych porzucił... Dziś w czystćj duszy wa- 
szej śpią jeszcze burzliwe i niebezpieczne namiętności, zale- 
dwie z imienia zbrodnie. i występki znacie; serce wasze swo- 
bodne niewinnemi tylko napojone jest ncznciami, dalekie od 
wybujałych pragnień i żądań, lada czem się cieszy, lada 
czem zaspokojone; wszyscy na was z pobłażaniem patrzą; tyle 

Dzieła Hofmanowej. Tora III. 13 



macie życzliwych sobie, każdy wam chętnie rękę podaje, 
umysł nieświadomy oświeca, dobrćj rady udziela; zachody, 
starania, kłopoty życia, złość ludzka, obcemi są, dla was: 
żyjecie jakby w innym i w szczęśliwszym świecie, używacie 
swobód i korzyści, których już żaden wiek nie powtórzy. 
Tak, majowej zieloności, miłego śpiewu słowika, sama tylko 
używa wiosna... Poznajcież się na tern szczęściu waszem, 
umiejcie go cenić, a co lepsza korzystajcie z niego! Wiek 
dziecinny jest wiekiem, w którym jak wam już wiadomo, 
wszystko się zaczyna, wszystko się rozwija, wszystko z ła- 
twością, przychodzi. Serce, które niedawno bić zaczęło, jak 
snadno wprawić, ażeby jedynie dla szlachetnych uczuć biło- 
duszy niedawno ocknionej, jak łatwo czerstwość i siłę nadać, 
karmiąc ją, tylko zbawiennym pokarmem: umysł zupełnie 
zdrowy, bez wielkiej pracy da się uchronić od błędów zara- 
zy. Ale nie traćcie czasu, o dzieci lube! niech każde z was 
pracuje, starania dokłada żeby codzieu być lepszem i umie- 
jętniejszera; niech słucha wiernie rodziców i starszych, niech 
nie utracą żadnej z korzyści wieku swego; niech zaraz przy 
tym wstępie życia, ku drodze cnoty i prawdy kroki swoje 
zmierza: wtenczas choć was lata dziecinne porzucą, szczęście 
wam zostanie, nie tak swobodne jak dzisiejsze, ale mnićj 
pospolite, a przeto jeszcze droższe. 

M Ii » {^ a (■ t w i e. 

Wiele jest zdań niesłusznie od wielu ludzi przyjętych; 
w niejednśj okoliczności człowiek sam się ogaduje, i lepszym 
jest niźli w mowie utrzymywać pragnie. Powszechnie na- 
]U'zykład twierdzą, i wy dzieci lube, zapewneście nieraz to 
zdanie słyszały, że niemasz nic skuteczniejszego ku pozy- 
skaniu przyjaciół i dobrego imienia u ludzi, jak być boga- 
tym. Złoto ma wszystko zastąpić: cnotę, rozum, dobroć; 
złoto ma zyskiwać szacunek, przyjaźń i dobrą sławę. Boz- 



195 

liczue dowcipy clicii rozszerzyć te mniemanie i piórem i ust- 
nie; ja zaś w prostocie mojśj śmiem utrzymywać mylność 
jego, i radabym to przekonanie przelać w was dzieci dro- 
gie. Wierzajcie mi, nigdy nikt nie był prawdziwie szacowa- 
nym i kochanym dla samych pieniędzy. Bogacz znajdzie kil- 
ku podłych pochlebców, ale całe bogactwo jego nie prze- 
szkodzi prawdzie, żeby wad jego i występków jego wykryć 
nie miała; cały majątek jego, serca nie zmusi żeby go ko- 
chało; wszystkie '.-karby nie zniewolą ust żadnych, żeby 
szczerą pochwałę jego wyrzekły; niedola lub zgon jego, je- 
dnej łzy z niczyjego nie wyciśnie oka, jeśli bogactwa duszy 
z bogactwem fortuny nie złączy. Przeciwnie cnota, choć 
uboga, zjedna sobie dobre imię, wszystkich szacunek i mi- 
łość wielu. Następujące prawdziwe zdarzenie, niech rzetel- 
ność słów moich potwierdzi. W wielkiem jednem mieście 
umarła bogata pani, kilka milionów liczyła majątku, a ża- 
dnego in-zyjaciela, bo cnotą wzgardziła; miała wsie. miasta, 
suUimy złożone u ludzi, większe jeszcze skarby zakopane, 
a żadnego szacunku, cienia dobrej sławy, gdyż tych jej serce 
godnem nie było! Kiedy niebezpieczną złożona chorobą, le- 
żała na śmiertelnćj pościeli, otaczające ją osoby, nagląc żeby 
testament zrobiła, tem wrażeniem zgon jej przyspieszyły; 
ledwie ducha oddała, zamiast płakać nad jej ciałem, roz- 
pierzchli się krewni i mniemani przyjaciele, a zostawując 
nieostygłe jeszcze zwłoki, zakopanych skarbów szukać po- 
biegli. Prawie nikogo na jśj pogrzebie nie było, właśni 
włościanie znieważyli złocistą trumnę, świece które dla przy- 
zwoitości dziedzice majątku kupili, rozkradli domowi; tysią- 
ce złorzeczeń, skarg, przekleństw poszło za nią do grobu: 
jednej łzy jej zgon nie wycisnął, a wzgarda powszechna roz- 
niosła po całym kraju wraz z bogactw odgłosem, niedo- 
brego imienia sławę. 

W tymże samym czasie w maleńkiej mieścinie umarł 
ubogi aptekarz; poczciwość i cnota były majątkiem jego; 



196 _ 

miłość pracy bogactwem, serce czułe i uczynne bkarbem je- 
dynym, a przecież wielu przyjaciół liczył, i od wielu imig 
jego ze czciii, i szacunkiem wymawiane było, Kiedy przy- 
szła na niego smutna chwila zgonu, żona, dzieci, krewni, 
przyjaciele, własnego życia ofiarą byliby chcieli w-strzymać 
ulatującego ducha; gdy zaw^arł powieki, gdy po długiem 
powątpiewaniu żadnej już nie zostało nadziei, i pomimo łez 
gorących zastygła wyzuta z duszy powłoka, rozpacz objęła 
rodzinę domowych, sąsiadów, znajomych jego; kilka tysięcy 
ludzi towarzyszyło pogrzebowi, dobijano się o zaszczyt nie- 
sienia ubogiej trumny; o kilka mil w około, zbiegli się 
wieśniacy żeby za grosz ostatni świeczkę za duszę jego za- 
palić, a w^dzieczność rozgłosiła daleko imię jego wraz z cnót 
i uczynności wspomnieniem. Chłowiek ten nie był przecież 
bogatym, był tylko cnotliwym. Dobry mąż, dobry ojciec, 
w skromnem położeniu swojem czynił ile mógł dobrego; 
mając cokolwiek lekarskiej wiadomości, leczył ubóstwo, 
dawał darmo lekarstwa; potrzebującym żywności, odzienia, 
nawet pieniędzy użyczał, lubo sam miał ich mało. Wszys- 
tko dla bliźnich uczynić gotowy, lecząc biednego żyda na 
zgniłą gorączkę, zaraził się, i z tej słabości w kwiecie 
wieku umarł... Dzieci lube! cóż mówicie? lepszeż boga- 
ctwo od wszystkiego? Ach! ta łza czułości, która w tćj 
chwili błyszczy w oczach waszych, jest mi odpowiedzią. 
I wasze oko było suche, gdyście o zgonie bogaczki czytały^ 
dopiero nad opisem śmierci ubogiego, ta droga łza wytry- 
sła. Słuchajcie tego świadectwa prawdy! tyra sposobem ona 
z duszy waszćj się odzywa; starajcie się o cnotę, kładźcie 
ją nierównie wyżej od bogactwa; a czy zamożni, czy ubo- 
dzy, i przed Bogiem i przed ludźmi piękne pozyskacie imię. 

O [fogarilzit* Inigaflw. 

Niema nic milszego dla serca kochającego cnotę, jak 
napotkać żyjące jej wzory; niema nic skuteczniejszego jak 



197 

głosząc jój prawidła, opierać je ua przykładacłi; niema więk- 
szej dla duszy słodyczy, jak te wzory i przykłady między 
swemi znaleźć. Ach! pocóż mamy tylko obcych uwielbiać, 
i u nich cnót szukać? poco się żywić jedynie pokarmem, 
który nam tyle przystać uie^może, kiedy u siebie potrafimy 
serce i dusze napoić. Czyż każdemu nie najzdrowsze ro- 
dzinnej ziemi owoce?... Z najżywszą więc radością, z łu- 
bem przekonaniem, że tym sposobem najdzielnićj do ukształ- 
cenia serc waszych się przyłożę, niosę wam dziś, dzieci 
drogie, prawdziwy i ojczysty przykład pogardy bogactw 
umiarkowanych życzeń, przywiązania rodzinnego, a pewna 
jestem, że ten prosty opis więcej was ku cnocie zniewoli, 
milszym wara się wyda, niż gdybym oschłe zbierała zdania 
lub wzór ten czerpała daleko. 

Było trzech braci Ivopytowskich: synowie prostego 
kmiotka, pracą rąk własnych ua kawałek chleba zarabiać 
musieli; jeden został na roli ojca, drugi poszedł w służbę 
za ogrodnika, a trzeci Paweł osiadł w Warszawie, i na 
swoje ogrodnictwem trudnić się zaczął. Wszyscy trzej byli 
bogobojni, poczciwi, pracowici, ale Pawła zajęcie było naj- 
zyskowniejsze; przy ciągłćm więc staraniu, i z pomocą do- 
brej żony, po wielu latach został właścicielem dworku 
i ogrodów, a gdy część swój posiadłości Ptządowi na drogę 
publiczną sprzedał, mógł złożyć w ilagistracie dwadzieścia 
tysięcy złotych, zachowując jeszcze u siebie dość znaczne 
pieniądze. Lecz gdy tak mu się wiodło, umarł właśnie 
w tym roku; zostawił po sobie nieskażone imię, żal i sza- 
cunek w sercu żony i sąsiadów. Ale potomstwa nie zosta- 
wił, ani żadnego testameutu, i wdowa jego zważała, że nie 
mógł do niej należeć cały jego majątek. Skoro więc od- 
dała mężowi ostatnie chrześcijańskie usługi, zaczęła myśleć 
o tóm, ażeby ta jego puścizna' jak uczciwie zarobiona, tak 
sprawiedliwie rozrządzoną została. Wezwała do tój czyn- 
ności sumiennego sąsiada, świadomego praw krajowych, 



198 

i oświadczyła mu, że nie mając dzieci, z rodzonymi braćmi 
nieboszczyka, żyjącymi dotąd w ubóstwie i pracy, mająt- 
kiem jego równo chce się podzielić. „Dobra chęć W Pani, 
odpowiedział jej sąsiad, zgadza się zupełnie z prawem 

wspólności majątku między małżonkami, które vf podo- 
bnym razie taki przepisuje podział." Ucieszyła się wdowa 
i przyzwała do Warszawy obydwóch braci. Zasmucili się 
wieścią o śmierci brata. Gospodarz opuścił swój zagon 
i chatę, ogrodnik opowiedział się państwu swemu, i oba 
razem u bratowej stanęli. Żałując wi-az z nimi nieboszczyka, 
wdowa kazała prosić do siebie wspomnionego sąsiada; przy- 
szedł i oświadczył dwom braciom, że majątek dosyć zna- 
czny pozostały po ś. p. Pawle Kopytowskim, między nich 
i żonę jego ma być podzielony. Usłyszawszy te słowa oba 
bracia, zdziwili się mocno: nareszcie starszy obi-acając się 
do owego sąsiada, powiedział: „Widzęć ja to dobrze, że 
wielmożny pan jest jakąś słuszną osobą, i dlatego nie poj- 
muje wcale, czemu o nas biednych wieśniakach tak źle 
sądzić może. Czyż dla tego żeśmy uijodzy, mamy na cudze 
dobro być chciwi? Czyż dla tego żeśmy nie uczeni 
wiedzieć nie mamy, że w^ara tobie od cudzego? Ani ja, ani 
ten brat młodszy, który tu przed wami stoi, w niczem nie 
przyłożyliśmy się do majątku nieboszczyka: skiby ziemi ża- 
den z nas mu nie obrócił, ziarnka zboża nie dał: owszem 
on nas w^raz z panią bratową ratował w każdej potrzebie . 

1 my mielibyśmy tak być niegodziwi, iż kiedy on Bogu 
ducha oddał, mielibyśmy wdowie jego majątek odbierać? 
Nie, tego nie zrobimy! ten majątek cały do niej należy, bo 
ona na niego wspólnie z nieboszczykiem krwawo pracowała. 

— Ale mój kochany! odezwał się na to sąsiad, cóż wy 
prawicie? a wiecież wy, że nietylko pani bratow^a, lecz i prawo 
tego chce podziału? Jedna połowa majątku po bracie wa- 
szym, żonie jego, druga wam braciom się aależy. Jak? 
jest ten cały majątek, tego dokładnie nie wiem, bo nie jest 



199 

jeszcze spisany i oceniony, ale to już wiem że jest złożo- 
nych w gotowiźnie dwadzieścia tysięcy, i z tych wy, po 
pięć tysięcy złotych dostaniecie. 

— My! zawołał gospodarz, a to za co? Jać tam nie 
wiem dobrze co to jest to prawo, o którem wielmożny pan 
wspomina, ale to wiem, że kiedy człowiek odbiera drugiemu 
czego mu nie dał, i do czego się nie przyłożył, niesprawie- 
dliwie czyni. I chociaż i prawo i pani, bratowa tak chce, na- 
sze sumienie tak chcieć nie może, i Pan Bóg ukarałby nas 
ciężko za tę krzywdę kochanej bratowej. 

— Kiedy was żadnym sposobem przekonać teraz nie 
można, tu rzekła ■ rozrzewniona wdowa, zostawmy to dal- 
szemu czasowi, a dziś w dowód mojej wdzięczności dla 
ukochanego męża i przywiązania ku wam braciom jego, przyj- 
mijcie przynajmniej po 2000 złotych. 

I to mówiąc otworzyła szafę, wyjęła dwa worki, i wy- 
sypała cztery tysiące złotych na stół. Na ten widok oba 
bracia zdumieli i umilkli na chwilę, ale nareszcie starszy 
odzyskując mowę tak powiedział: 

— Moja pani bratowo! wy dobrze wiecie, że mnie 
naraz tak wielu pieniędzy nie potrzeba: jabym nawet, 
Bóg widzi, nie wiedział co z tern zrobić, gdzie to schować? 
Ale kiedy tak łaskawi na nas jesteście, niech te bogactwa 
u was zostaną, a jak mł kiedy braknie na podatki, jak nie 
będzie za co soli kupić, jak będę chciał mojej kobiecie albo 
wnukom gościńca przywieźć, to przyjdę do was, pani brato- 
wo, i zechciecie mi po kilka złotych udzielać. Wiem, com 
odbierał od braterstwa za życia nieboszczyka, wiem, że i po 
śmierci jego pani bratowa wspierać mnie zechce w potrzebie. 

Wiedząc, że ze starszym nic wskórać nie może, wdowa 
równie jak i oni szlachetnie myśląca, udała się w prośby do 
młodszego; ale i ten był nieubłagany: ani podziału, ani tym- 
czasowego daru przyjąć nie chciał, i na wszystkie nalegania 
tak odpowiedział: 



200 

— Wiecie co, pani bratowo? jam dotąd wiek mój na 
służbie po dworach trawił; co się mam dalćj poniewierać 
u obcych? wolę wam służyć: pójdę do mego teraźniejszego 
państwa, podziękuję im za ich chleb, a wy mnie do wa- 
szego ogrodu przyjmijcie. Pracowałem szczerze dla obcych, 
dla was pani bratowo, tem bardziej rąk żałować nie bę- 
dę. Tych pieniędzy w miejsce zasług potrochu mi udzie- 
lajcie. 

Po długich targach przystać musiała na te układy dobra 
bratowa, nie mogąc jednak przenieść na sobie, ażeby bra- 
cia jćj męża pierwszy raz z jój domu z próżnemi odeszli 
rękami, małym choć upominkiem obdarzyć ich chciała. 
Miał Paweł Kopytowski jako na stan i majątek jego przy- 
stało, odzież uczciwą i chędogą. Wzięła więc piękną ka- 
potę i prawie nowy kapelusz, i prosiła starszego brata że- 
by je przyjął. Kmiotek obejrzawszy te dary, zawołał; 

— Oj! i tego przyjąć nie mogę! wytykałyby mnie palcem 
dzieci wiejskie, gdybym się w tak śliczną suknię wystroił. 
Wszakci to i nasz Wójt gminny takowej nie ma. I kapelusz 
zbyt piękny! On może dwa talary, może dwa dukaty kosz- 
tował. Dla mnie dosyć za dwa złote, nawet i od święta.'' 

I tak oba byli nieubłagani, mało mając, mało 
żądali; przywykli grosz każdy z potem czoła zarabiać, ła- 
cny przyjąć, niesprawiedliwością im się zdawało. O! jakże 
ten ich postępek wielu zawstydza bogaczów? A wy dzieci 
lube, kiedy w późniejszem życiu waszćm, grosz jeden nie- 
słusznie nabyć zapragniecie, kiedy które z Avas z chęci po- 
większenia majątku lub znaczenia, podłości jakićj dopuścić 
się będzie chciało; kiedy zbogacenie się wasze najmniej- 
szą krzywdę sumieniu i bliźnim przynieśćby mogło, wspo- 
mnijcie na ten przykład pognrdy bogactw, w prostych i ubo- 
gich kmiotkach: niech was zawstydzi, niech was upamięta! 



201 



Uciigia innych u.iuk pHcIstanii b^ć winna. 

Cóż może być godniejszego i więcój zgadzającego się 
z wolą Stwórcy i z wielkością człowieka, jak rozszerzać coraz 
dalej granice pojęcia umysłu i coraz więcej światła zgroma- 
dzać? Im kto lepiej widzi, tćm pewniejszym krokiem w dro- 
dze prawdy postępować winien; i oświecenie, ten szczyt do- 
skonałości rozumu ludzkiego stałoby się niezawodnie źró- 
dłem szczęścia, gdyby go na gruntownych wiadomościach 
zakładano, gdyby pierwszy promień jego, pochodnią Religii 
zapałał. Wtedy dopiero prawdziwie byłoby zbawiennem, 
prawdziwie użytecznćm. Wszystkie nauki służyłyby ku roz- 
krzewianiu chwały Boga, bo wszystkie zaszczyt czyniąc czło- 
wiekowi, wykonywają wielkości Stwórcy i dzieł Jego. Same 
nawet rękodzieła tenby cel miały; gdyż w nicli człowiek 
naśladując rzeczy stworzone, lub zgadując ich użytek, hołd 
cudom natury i Sprawcy jćj oddaje. 

Lecz nie wszyscy ludzie okiem prawdy na nauki i na ręko- 
dzieła patrzą. Często astronom zmierzywszy niebo nie pomyślał 
o jego Stwórcy! żeglarz objechał morza, a nie uznał ręki, która 
je w oznaczonych granicach wstrzymuje; filozof prawa ludziom 
kreślił, nie dostrzegłszy prawdziwego prawodawcy i widoków 
jego; rękodzielnik naśladował cuda natury, a w niewdzię- 
czności swojćj zaprzeczył prawicę, która te jego wzory zło- 
żyła; mędrzec świecki wszystkie przeczytał księgi, wybladł 
nad niemi, a nad księgą żywota się nie zastanowił. Prze- 
cież wszystkie nauki, prócz nauki wiary i moralności, (które 
we dwie, Religią składają) choćby do najdoskonalszego po- 
sunięte stopnia, błache są i nietrwałe. Najuczeńszy czło- 
wiek złożony z ziemi, wróci do ziemi, zarówno z nieoświe- 
conym kmiotkiem: z ciała obudwóch garstka prochu zosta- 
nie! a jeżeli wieśniak w niewiadomości swojćj, Boga mocniej 
kochał, powinności swoje lepićj pełnił, mędrszą dnsza jego 
stanie się w oczach Pana! i „zaiste, gdy dzień sądu na- 



202 

dejdzie, nie o to pytać się nas b§dą., cośmy czytali, lecz coś- 
my czynili," 

Świeckie nauki do Religii, Religia do świeckich 
nauk zachęta. Widok usiłowań ludzkich do nabycia 
przemijającego światła, staćby się powinien dla każdego 
bodźcem do zbogaceuia się w nieśmiertelne. Wszyscy wiemy 
że to życie z pędem wiatru ulata, że człowiek na ziemi wą- 
tłym jest kwiatem. Poranek widzi go świeżym, a nim noc 
zapadnie, już zwiędłym leży. W drugiśm dopiero życiu, żyć 
będziemy na wieki. Kiedy więc dla uprzyjemnienia tych 
kilku chwil, dla pozyskania imienia, które tchnienie czasu 
zdmuchnie i pył wieków zatrze, tyle trudów i starań łoży- 
my, nie żałujmyż zachodów na pozyskanie wiecznego szczęścia. 
Pielgrzym ledwie spojrzy na izbę, w której noc jedne ma 
spędzić; ale stanąwszy w lubśj ojczyźnie, u tego końca po- 
dróży swojej, objąwszy dom gdzie już dni wszystkie prze- 
pędzać zamierza, pilnie go ogląda, i opatruje, i zna do- 
skonale każdy zakąt jego. Jeśli więc ludzie wyższego wy- 
chowania winni oddawać się świeckim naukom, tem większy 
ztąd obowiązek poznania Religii powstaje. Ludzkićm świa- 
tłem wsparty człowiek poznaje lepiej Boga i cuda Jego, 
obejmuje łatwiej naukę Wiary, rozumie lepićj moralność. 
Wreszcie w wieku, w którym rozum ludzki prawie ubóst- 
wiony, w którym tak niesłychane uczynił postępy, małoby 
stronników miała Religia, gdyby oświecenia broniła. Sprzyja 
mu tćż owszem: sama będąc światłem, światła się nie boi; 
stworzona dla udoskonalenia człowieka, niszczyć nie może 
jednego z najpiękniejszych jego przymiotów. Chwała jej 
nawet nie byłaby zupełną, gdyby ją sami prości i nieoświe- 
ceni ludzie wyznawali. Piękności jćj ciemną i grubą po- 
włoką okryte, nie takby jaśniały, nie tyleby cenione i po- 
jęte były. Nakoniec, któżby zarzutom niedowiarków odpo- 
wiadał, gdyby oni sami wszystkie świeckie zagarnęli umie- 
jętność? Mędrcom świata, poważniejszą światłym chrzęści- 



•_>o;^ 



Janom, milszą staje się Religia, którą Paweł nauczał, Augu- 
styn wykładał, łłieronim tłómaczył, nasz zaś Hozyusz ł)r(»- 
nił, Skarga opowiadał. 

Jakie winno byv iio^ieititwuiiic chr/cścijuiiiiia <■» tlo Religii. 

Unikaj zawsze rozpraw o Religii, nie staraj si ę nigdy 
pokonać kogo słowami: lepsza daleko broń w uczynkach. 
Mało komu przystoi wglądać w cudze sprawy i sposób my- 
ślenia, przekonywać, nawracać do Wiary; ale każdego chrze- 
ścijanina jest powinnością przykładem moralności uczyć. 
Niech nieprzyjaciele Religii, ci którzy obojętnie na nią pa- 
trzą, ujrzą w jej wyznawcach wszystkie cnoty połączone, 
słodycz i pobłażanie na czele, a zapewne wkrótce na ich 
stronę przejdą. Kiedy faryzeuszowie zarzucali Chrystusowi, 
że nie jest Messyaszem, cudami odpowiadał. Podobnie jak 
Mistrz nasz czyńmy, zarzutom niedowiarków, gadaniom 
złych, odpowiadajmy uczynkami. Do końca świata najsku- 
teczniejsze obłąkań ludzkich zbijanie, będzie nie w słowach 
ale w życiu człowieka, który we wszystkiem według ustaw 
Religii postępuje... I jeżeli niedowiarki, ludzie źli, srogi 
cios Religii zadają, większą jeszcze przynoszą jej szkodę ci, 
którzy chowani w jej Boskich przepisach, mając wiarę, mo- 
ralności nie mają, i sądzą, że Religia zawarta w słowach, 
bez uczynków obejść się może. 

l'osłuszei'islwo kniiieeziiie (MitrzelMie. 

Może się komu zdawać, że nie żleby to było, gdyby 
słuchać nie trzeba; ale jakżeby to człowiek mógł się 
obejść bez posłuszeństwa? Trzebaby na to, żeby nikogo nie 
potrzebował; a jakimże się rodzi? słaby, niedołężny, nic 
nie może, nic nie umie: wzywa koniecznie pomocy. Gdyby 
go rodzice opuścili w pierwszych dniach, żyćby przestał; 
gdyby go nikt niczego nie uczył, nicby nie umiał. A ja- 



204 

kim sposobem wychował się i wyuczył'? Takim, że słuchał 
starszych i mędrszych od siebie. Bo człowiek żaden bez 
pomocy i rady nic uczynić nie zdoła; a zatem posłuszeń- 
stwo jest dla każdego nieuchronna i nieodzowną potrzebą. 
Najwięksi bohaterowie, najwięksi lubownicy prawdziwej 
wolności: Washington, Kościuszko i im podobni, nie uszli 
tój kolei. W dzieciństwie słuchali rodziców, w młodości 
nauczycieli, przez całe życie sumienia i prawa. Tak wszy- 
scy ludzie czynić muszą i czynić powinni. Szczęście ro- 
dzaju ludzkiego zawsze w miarę tego posłuszeństwa zwięk- 
szać się będzie, a wtedy do najwyższego dojdzie kresu, 
kiedy wszystkie dzieci rodziców słuchać będą; słudzy panów, 
ludy rządzących, a rodzice, panowie i rządzący sumienia 
i prawa. 



PRZYPOWIE.^CI. 
Kwiaty zagraiiic/iic. 

Młoda Eliza siedziała sobie wśród zimy w pięknie 
utrzymanćj szklarni, i oglądała księgę, w którćj biegły ma- 
larz wystawił dokładnie, piękne cieplejszych stref rośliny 
i kwiaty. Zdziwiona że lubo z nazwisk znała je prawie 
wszystkie, w kolorach i wielkości znaczną upatrywała od- 
mianę; spytała się ojca zkądby ta ł"óżnica pocliodziła? „Córko 
moja, powiedział jćj na to ojciec, płód żaden nigdzie 
tyle powabnym i szacownym być nie może, jak na tej zie- 
mi, która go światu powiła." 

i^iewfzesiie ilrzew paczki. 

W pierwszych miesiącach zimy nadzwyczaj łagodnój, 
omylone drzewa puszczać zaczęły, i mały Władyś przybiegł 



205^ 

dniu jednego do ojca trzymając w ręku gałązkę bzu z pliczka- 
mi. „Jakie szczęście! wolał, skacząc po pokoju, już wiosna, 
już niedługo kwiatki, jagody i owoce będą". „Nie ciesz się 
napróżno, powiedział mu ojciec, będą jeszcze mrozy, a wio- 
sna w tym roku może później niźłi innych łat nadejdzie." 
Władyś wierzyć nie chciał, radował się ciągle, i niezmiernie 
żałował ojca, że się tak pevvną nadzieją nie cieszy. Tymcza- 
sem nie jego lecz ojca wróżby się spełniły: przyszedł mróz, 
zwarzył zupełnie niewczesne pączki, i wiosna odsunęła się 
daleko. Władyś ledwie nie płakał z żalu, tem bardziej że 
ojciec wcale zmartwienia jego nie dzielił. 

Taka to nad młodością dojrzałego wieku korzyść: mnićj 
ma od nićj nadziei, ale mniej zawodów. 



Ilwaj |MMlróżiii.^ 

Z pierwszym brzaskiem jutrzenki, dwóch podróżnych 
^^ybrało się w drogę; oba do jednego dążyli miejsca, oba 
przed wieczorem u celu stanąć mieli: obudwóch na końcu 
czekała nagroda. Droga ich była naprzemiany miła i przy- 
kra, łatwa i trudna: jeden z nich szedł prosto i bez prze- 
stanku, dobrze się usposobił na podróż, nabył wiadomości 
od ludzi doświadczonych i rozsądnych, którzy przed nim tę 
drogę odbyli, a w trudniejszych razach radził się jeszcze 
tablic dobroczynnych po drodze przybitych. Drugi puścił się 
wcale nie opatrzony, nikogo nie słuchał, sam chciał sobą 
kierować: a gdy j uż raz był w drodze, każdego przechodnia 
się pytał, i na jego słowa się zatrzymywał, zbaczał to w tę, 
to w ową stronę. O samem południu pierwszy stanął z clilu- 
bą u celu podróży; przyjęty był z weselem, nagrodę otrzy- 
mał; drugiego, ciemności nocy wpośród drogi ogarnęły, wstyd 
i żal został jego udziałem. 

Dzieci! wy jesteście podróżuemi; życie jest drogą, wiek 



20C 

dzieciiiuy i młodzieiiczy, czasem podróży. Jeśli szalluj^^c 
iiapomuieuia i przestrogi rodziców i nauczycieli, iść będzie- 
cie wskazanemi przez nich ślady; jeśli uie tracąc czasu na 
usterki, krok NYasz ciągły i baczny będzie: jeśli sumienie i pra- 
wość przewodnikiem waszym się stanie: dojdzie każde z was 
wcześnie do wskazanej sobie mety, dopnie naznaczonego celu, 
i od wdzięcznych współbraci chlubną nagrodę otrzyma. Lecz 
jeśli przeciwnie, które z was własnym rozumem rząazić się 
zapragnie, a potem lada kogo usłucha: jeśli kroki jego będą 
niepewne i marnować czas zechce, nie dojdzie chlubnego 
celu, minie czas podróży : wstyd srogi , żal zapóźny , całym 
będzie jej owocem. 

1'tHszki w /jiitie. 

„Bóg czuwa nad każdem stworzeniem swojem, o naj- 
umiejszej nie zapomina ptaszynie, każdego byt zabezpieczył." 
Tak uczyła pobożna matka jedynaka swego. „Mamo, zawołał 
chłopczyna, który właśnie przy oknie siedział, patrz, jaki 
mróz, jaki śnieg na dworze, a co tu biednych ptasząt; gdzie 
one potrafią znaleźć wyżywienie?" „Poczekaj, odpowiedziała 
matka, i chodź ze mną." Poszli oboje: wzięła matka pszeni- 
cy w dużą chustę, a stanąwszy pred domem sypała ziarno 
na ziemię. Wnet przyleci tił jeden ptaszek, za nim drugi 
i trzeci, a za temi niezliczone mnóstwo. „Widzisz, synu mój , 
rzekła wtedy matka, jakim sposobem Bóg zabezpieczył byt 
tych ptasząt w ciężkićj zimie; podobnie On i z ludźmi uczy- 
uił. Zdawać się może czasem, iż ich niejednakowo podzie- 
lił, jednemu dał wiele, drugiemu dał mało; tego na majątku, 
tamtych na ciele lub umyśle upośledził; lecz tym sposobem 
dał życie tysiącu cnót, powiązał ludzi słodkiemi więzy litości 
i wdzięczności: zaiste, gdyby ubóstwa, kalectwa, niedoli nie 
było, połowa szlachetnych uczuć, ofiar i poświęceń, jeszcze- 
by dotąd nieznana w sercach ludzkich spoczywała." 



207 



m {^ ła. 



„Ojcze! mówił mały Kostuś w dzień mglisty marcowy, 
patrząc z zadziwieniem w górę, jakież to dziwne zjawisko 
na niebie! nie księżyc, bo on daleko większy: cóż to jest?" 
„Nie poznajesz, odpowiedział ojciec, przecież to słońce." Ale 
nie, zawołał chłopczyk, słońce takie małe, tak blade, bez ża- 
dnycłi promieni!" „Czyż nie widzisz, rzekł dalej ojciec, tej 
grubej mgły, która z ziemi wychodząc, pomimo południowej 
pory, ciemność nocy wrócićby rada? Ona to nam źródło 
światła zasłania, i tak je przeistacza... O! bogdajby, mój sy- 
nu, ani w życiu, ani w sercu twojćm, mgła, tśj podobna ni- 
gdy nie powstała! bogdajby ani błędy ludzkie ani występek, 
nie zasłoniły nigdy przed tobą prawdziwego światła." 

Pierwittsnek. 

Anioł, który w słowiańskich krainach polne i leśne 
kwiaty odziewa i stroi, raz w początku ostatniego zimy mie- 
siąca, siedział samotnie i dumał. Tęskno mu było bez kwia- 
tów jak matce bez dzieci, rzekł więc, a z twardśj opony 
wyszedł kwiatek nowy: zwierzchnie jego listki na wzór zi- 
mowych ubiorów, kosmate, ciemne i przymknięte były, lecz 
kryły w wewnętrznych delikatną tkaninę i barwę. Lud zdzi- 
wiony przezwał ten kwiatek Pierwiosnkiem, bo zakwitł pier- 
wćj od wiosny. 

Dzieci lube! oby patrząc na rychłe cnoty wasze, każdy 
sobie Pierwiosnek przypomniał. 

F i j o ł e k. 

„Prawda że fijołek pięknie pachnie, skromnie między 
listkami się chowa, ale też bardzo nikczemny i drobny; i nie 



■20b 

wiem czy godzien tylu pocliwal, kturemi go obsypuj^i wier- 
szem i prozą'?" Tak mówił Władyś do ojca, przypatrując się 
fijołkom świeżo ua darninie zerwanym." Zapominasz o naj- 
większym fijołka przymiocie, powiedział na to ojciec, o tem 
że rychło kwitnie; temu on winien niezliczone owe pochwa- 
ły; jeden z pierwszych darów wiosny, zwiastuje nam dalsze 
jćj dobrodziejstwa i przeto tak miły: gdyby kwitł w Czer- 
wcu, zaledwieby o nim wspomniano. Obrazem on jest przy- 
miotów dziecinnego wieku; drogie są i wielbione dlatego naj- 
więcej, iż większe zwiastują. Biada byłaby ziemi, gdyby wio- 
sna dary swoje na fijołkach skończyła; biada mnie, synu mój, 
gdybyś poprzestał na przymiotach i światłe, które dziś po- 
siadasz." 

Pracii oilkłailaiiii. 

I^rzy jednym wiejskim ogrodzie był spory l^a wał ziemi 
zupełnie zaniedbany; p( śród mnóstwa kamieni wyrastały 
gdzieniegdzie kępy ostu i innego zielska. „Ojcze! my ten 
kawał ziemi oczyścimy! powiedzieli dnia jednego trzej bra- 
cia do właściciela: daj go nam na rok jeden!" „Chętnie!" 
odpowiedział ojciec, i kawał ziemi na trzy równe części po- 
dzielił. Było to na końcu ^larca, już do gruntu puściło; dnie 
bywały piękne i naj zdatniejsze do podobnej roboty; trzej 
bracia wzięli się do swojej i dwaj starsi w przeciągu tygo- 
dnia oczyścili dział swój prawie zupełnie. Młodszy więcej 
się bawił, niż robił, i tamtych skończona była praca, kiedy 
on swoje zaledwie zaczął. Gdy mu ojciec te opieszałość wy- 
mawiał, odpowiedział: .,0! dopiero początek wiosny, dosyć 
czasu będzie!" Tymczasem dzień za dniem schodził, a Fra- 
nus odkładał nadal pracę. Nadeszło lato, z latem upały; ile 
razy wziął się do roboty, pot lał mu się z czoła i przesta- 
wać musiał. Nadejdzie chłodna jesień, mówił sam do siebie. 
to będzie pora najlepsza. Nadeszła jesień. Ale jednego dnia 



209 



-wiatr zasypywał Franusiowi oczy, drugiego deszcz go kropił. 
„Prz}^'dzie zima, mówił, bywają dni pięliue i jasne, ja to 
w mgnieniu oka zrobię." Przyszła zima, Franus do kamieni 
i do zescliłych łodyg; lecz cóż? przymarzły zupełnie: nic zro- 
bić nie mógł... 

Jak niebaczny Franus błądził, tak błądzi każdy, który 
pracę na dalszy ciąg odkłada, a w obecnśj obwili 
próżnuje. Co masz do czynienia, dopełnij jak najprędzej: 
teraźniejsza godzina sprzyja twćj pracy, a któż ci za dalsze 
ręczyć potrafi? Jeśli zawsze pomyślniejszej pory czekać bę- 
dziesz, może cię śmierć zimna zaskoczyć, nim rękę do dzieła 
przyłożysz. 

Drzewa i dzieci. 

Wiosna wróciła, a sypiąc obficie ozdoby swoje, maiła 
liściem lasy i gaje, krzewy i owocowe drzewa kwiatem okry- 
wała. Ludwik z młodą żoną przechadzał się po ogrodzie 
swoim. Przed kilkoma laty był to kawał nieurodzajnego 
gruntu, dziś dzięki ciągłym staraniom zamienił się w sad 
przyjemny; drzewa które Ludwik sam szczepił i pielęgnował 
obsypane kwiatem, jaż gdzieniegdzie zawiązek owocu nosiły. 
„Patrz, luba żono, mówił, jak uwieńczona praca nasza; nie 
żal mi moich zabiegów: ten widok sowicie wszystkie trudy 
nagradza," Usłyszały te słowa dzieci idące zwolna za rodzi- 
cami. „Tato! zawołał syn najstarszy, i z nas będziesz miał 
kiedyś podobną pociechę. Eównie jak te drzewa hodujesz 
nas i strzeżesz, i my się tobie równie svypłacimy." Uściskał 
Ludwik syr.a, i z upodobaniem to na drzewa, to na dzieci 
spoglądał. 

Hwiatlii owocowe. 

„Ach! jak ten wiatr srogi strząsa z drzew te białe 
kwiatki, drobne listeczki rozmiata; zasłana niemi ziemiai 
Dzieła Hofmanowej. Tom III. 14 



210 

jakby śniegiem w zimie: o! żal mi ich bardzo." Tak mówił 
Władzio do nauczyciela. Ten mu odpowiedział: „Chciałbyś 
wigc żeby przez rok cały drzewa kwiatem okryte były?" 
„O nie! cały rok to zanadto, rzekł Władzio, boć i gruszki 
1 śliwki wyborną, są, rzeczą!" „A pocóż narzekasz? mówił 
dalej nauczyciel, te białe listki muszą opaść, jeśli ma wzróść 
zawiązek. Kiedy chcesz owocu, trzeba się z kwiatem poże- 
gnać, bo dla większego dobra, zawsze mniejsze poświęcać 
należy." 

Pleban i kmiotek. 

Pobożny jednej wioski pleban przechadzając się po 
polu, napotkał młodego kmiotka. Kmiotek był zadumany, 
patrzył ze smutkiem na zagony. „Cóż ci to moje dziecię!" 
zapytał się go dobry pleban. „Trapię się i kłopocę, odpo- 
wiedział chłopek, mój jęczmień wschodzić nie chce". „Próżne 
i niepotrzebne te troski, zawołał pleban: pocóż się martwić 
rzeczą, której zaradzić nie zdołasz? żebyś tu cały dzień stał 
i dumał, czyż dla tego jedno ziarnko kieł wypuści? I mój 
jęczmień jeszcze nie zszedł, ale ja się tćm nie trapię. Upra- 
wiłem dobrze rolę, wyczyściłem ją z zielska, wrzuciłem w nią 
czyste ziarno, resztę zostawiam Bogu. Bo zorać i zasiać 
nędzny człowiek może, ale wzrost i plon w ręku jest Nieba. 
My ludzie dopełniajmy tylko dokładnie to co do nas na- 
leży, wszystkie dalsze troski i owoce pracy naszej polecaj- 
my Bogu. On o nas pieczę mieć będzie. On naszą nieudol- 
ność zastąpi". 

Motyl. 

Na łące, w pięknym ogrodzie biegając tu i owdzie, 
zadyszany chłopczyna ujrzał pięknego motyla i chciał go 
złapać koniecznie. Najmniejsze stworzenie ceni wolność swo- 
je; motyl lubo zajętym zdawał się kwiatkami, na których 



iii. 

spoczywał, przecież za każdem zbliżeniem się chcącego go 
uwięzić, coraz dalej uciekał? Lecz czegóż chęć stała i szczera 
dokazać nie może? Chłopczyna tak długo za motylem go- 
nił, aż nareszcie ten się zmęczył i schwytanym został. Za- 
jaśniało szczęście w oczach dziecięcia, krzyknął radośnie, 
usiadł na trawie patrzył z uśmiechem na spełnienie życzeń 
swoich. To zajęcie trwało pół minuty. Wtej krótkiej 
chwili nasycił się zupełnie owocem długich zabiegów, otwo- 
rzył rączkę i tak gorliwie żądaną zdobycz dobrowolnie wy- 
puścił. 

O! jakże często podobnie i nam się przytrafia, k^edy 
za marnśm dobrem gonimy. 

Róża. 

Ożywiający promień Czerwcowego słońca w ogródku 
młodej i pięknej Ludwini, pierwszą różę otworzył. Wesoło 
skoczyła dziewczynka, żeby jej się zbliska przypatrzeć. 
i ujrzała na ścianie za krzakiem te słowa: „Tak kwitnie 
młodość, tak niewinność jaśnieje, tak się radość uśmiecha". 
Łza radości zrosiła kwiat świeży, a szczęśliwa Ludwinia 
skacząc odbiegła. W kilka dni przyszła na toż miejsce, 
ale już zmienił kwiat nadobną postać, a za nim te słowa 
napisane były: „Rączo mija młodość, łatwo niewinność umiera, 
krótko radość kwitnie." Łza smutku spadła na kwiat wię- 
dniejący i Ludwinia zamyślona pomału odeszła. Następnego 
wieczora poszła raz jeszcze odwiedzić kwiatek, ale jakaż 
zmiana! już róża bezlistną była, a za nią ten napis: „Korzy- 
staj z młodości; niewinności strzeż; radości ochraniaj". Czy- 
sta łza, łza zbawiennego postanowienia spadła na rozsypane 
po ziemi i zmienione róży listki, a Ludwinia rzuciła się 
w objęcia stojącego obok niej ojca. 



212 



Powój i rezeda. 

„Jaka szkoda, że ogrodnik tyle tej nikczemnśj rezedy 
zasiał, mówiła Olesia do matki, chodząc w południe po 
ogrodzie: głuszy inne kwiatki, a tak niepozorna. O! przez 
nią. prawie nie widać tych ślicznych powoi niebieskich, któ- 
rych żywy kolor tak bije w oczy. Nad wieczorem, gdy 
wolny czas mieć będę, przyjdę tu, powyrywam tę niezno- 
śną rezedę, ładny powój oswobodzę." Przyszła Olesia, lecz 
cóż? już wszystkie powoje zwiędłe zastała, a miły zapach 
rezedy, wietrzyk wieczorny o kilkanaście kroków w około 
roznosił. Zastanowiła się dziewczynka, i wkrótce zmieniła 
zamiar. „Zostawię tę rezedę, zawołała, nie tyle co tamte 
kwiatki pozorna, widzę, że trwalsza i milsza." I zostawiła. 
Minęły powoje, większa część kwiatów letnich przeszła, 
a rezeda kwitła ciągle i lubą wonią napełniała ogród. 
Obraz to płochych znajomości i prawdziwej przyjaźni; czę- 
sto tamte milsze nam się wydają, lepićj pochlebić umieją; 
już je przełożyć nad dawnego przyjaciela chcemy; lecz ileż 
tamtych przeminie, a on zawsze i luby i stały. 



Dwa drzewa wiśniowe. 

W ogrodzie, gdzie sztuka pracowała z naturą, żeby 
oko i smak zaspokoić, stały koło siebie dwa wiśniowe drzewa: 
jedno pełnym niezwyczajnym okryte kwiatem, jakby pękami 
róż drobnych ozdobione jaśniało; drugie kwitnąc bieliło 
się skromnie. Stanęła pod temi drzewami matka z młodą 
córką, a widząc jak się unosiła nad niezwyczajnemi kwiaty, 
z jaką pogardą na pospolite patrzyła, te słowa tylko wy- 
rzekła: „Przyjdziemy tu w czasie owoców." 



213 

I przyszła do dwóch drzew matka z córką swoją, 
w czasie, kiedy już wszędzie pełno wisien było; przyszła, 
a córka zdziwiła się mocno, gdy na tak pięknie kwitnącćm 
drzewie żadnego nie obaczyła owocu, a pospolite jaśniało 
z daleka od śklniących się purpurowy cli jagód. „Matko! 
cóż się to stało?" rzekła. „Widzisz, dziecię moje, świetnćj 
piękności bez przymiotów, skromnych powabów z cnotą 
wierny i prawdziwy obraz. Patrz i wybieraj." 



Bławatki. 

„Ach! gdyby to zagony samemi bławatkami były za- 
siane! wołały naprzemiany Basia i Józia idąc z matką 
przez pole kłoszącem się żytem okryte, jakby to przedzi- 
wnie było! Jakiebyśmy miały bogate wieńce, a tak mały 
tylko uzbierałyśmy pęczek, bławatków trochę, ^a tych utra- 
pionych kłosów tyle!" „Dzieci! dzieci! odpowiedziała im 
matka, jakże płoche to wasze żądanie? czyż nie wiecie, że 
nie te kwiaty z których nie ma użytku, ale kłosy są celem 
wszystkich rolnika zabiegów? Pole, do życia przyrównać 
można, bławatki do zabaw i igraszek, kłosy do starania 
i pracy. Ktoby zabawom i igraszkom dni swoje poświęcił, 
byłby podobny temu, któryby wszystkie zagony bławatkami 
zasiał; czas jakiś zdawałby się widok powabny i wesoły, ale 
w chwili żniwa, nicby do zebrania nie miał." 



Grządka gwoździków. 

„Ach Mamo! daj każdemu z nas grządkę kwiatów, 
mnie jedne, Edwardziowi drugą, a Peluni trzecią; każde 
z nas będzie miało o swojej staranie!" Tak mówił Leoś do 
matki; wysłuchała próśb jego, i dała każdemu z dzieci 



214 



grządkę zasadzoną gwoździkami najpiękniejszego gatunku. 
Dzieci uszczęśliwione tą pierwszą w życiu własnością, cie- 
szyły się, skakały i mówiły: „Jak się te gwoździki rozwiną, 
00 to za radość będzie!" Bo nie nadszedł jeszcze czas 
gwoździków, pączki dopiero miały. Ale Leoś bardzo był 
niecierpliwy, nie lubił czekać i cli ciąłby żeby jego gwoździki 
pierwej od wszystkich się rozwinęły. Chodził więc nieustan- 
nie koło swej grządki, brał pączki w rękę, zaglądał w ka- 
żdy i jednego wieczora ucieszył się bardzo, gdy przecie 
czerwieniejące się brzeżki listków spostrzegł. Nazajutrz 
wstał rano, i pobiegł natychmiast do ogrodu, pewny że już 
wszystkie gwoździki rozkwitłe zastanie; ale one bardzo 
mało od wczorajszego wieczora się posnnęly. Zniecierpli- 
wiony, umyślił sam ten miły widok przyspieszyć; porozdzie- 
rał zieloną powłokę gwoździków i roztrzepał niedoszłe lis- 
tki każdego z osobna; to uczyniwszy, zaczął wołać na brata 
i na siostry: „Chodźcie! chodźcie! moje gwoździki już kwi- 
tną!" Przyszli i zdziwili się mocno. Ale skoro słońce wy- 
źćj się wzbiło, kwiatki uchyliły główki, a nim przyszło po- 
łudnie zupełnie powiędły. Leoś w plącz; żałowało go rodzeń- 
stwo, matka zaś tak mu powiedziała: „Slusznieś za niecierpli- 
wość ukarany. Bogdajby to była ostatnia uciecha, którą 
własną winą utrącasz! bodajbyś pamiętał zawsze, że nieroz- 
sądne przyspieszenie pomyślnej chwili, oddalić ją zupełnie 
może. " 

II y a (• 3 II t. 

Mała Emilka żaliła się, iż zima trvva tak długo. Ża- 
liła się, bo miała wielkie w kwiatach upodobanie; w lecie 
w ogrodzie rodziców hodowała je własną ręką. Wyglądała 
więc z tęsknotą końca zimy. Ojciec kupił jej piękną hya- 
cyntową cebulkę. „B^^dziesz miała wnet kwiat śliczny, po- 
wiedział jej, ale musisz troskliwie kolo niego chodzić,,. 



215 

„Jakże ja to potrafię, wyrzekła dziewczynka: śnieg cały 
ogród przykrył, ziemia twarda jak liamieu." Nauczył j% 
dopiero ojciec, że i w doniczce kwiat wzróść i kwitnąć 
może; oświecił jak sobie postąpić w tej mierze. Emilka po- 
słuszna radom ojca wsadziła cebulkę w pulchną ziemię; ale 
czyniąc to, jeszcze na niego niedowierzając patrzyła; w jój 
małej główce zmieścić się nie mogło, jakim cudem kwiat 
wyrośnie i zakwitnie, bez ciepła wiosennego, bez rosy po- 
rannćj i miłych wietrzyków. Po kilku dniach podniosła się 
ziemia w doniczce i wyjrzały z niej koniuszczki zielonych 
listeczków. Na ten niespodziewany widok podskoczyła ra- 
dośnie Emilka; ojcu, matce, całemu domo.yi oznajmiła na- 
rodzenie młodej rośliny. Rodzicom miła była jej radość 
i mówili do siebie: „Patrzmy ciągle jak ona tę roślinę 
jakby dziecię hodować będzie: jak ona pełna miłości i na- 
dziei, jej przyszłym kwiatem się cieszy; tak my nią się cie- 
szymy." Emilka tymczasem starannie podlewała roślinę 
czystą wodą, a potem uśmiechała się patrząc na nią. 

„Dobrze czynisz, mówił do niej ojciec. Po deszczu 
i rosie, promienie słońca następować powinny. Promień 
miłego spojrzenia dodaje wartości dobrodziejstwu, które 
ręka świadczy. Uda się twój kwiatek, Emilko." Niedługo 
wyszły zupełnie długie liście z łona ziemi, i zajaśniały lubą 
zielonością. Emilki radość była niezmierna. „O! mówiła 
z pełności serca, choćby już i kwiatka żadnego nie było, 
ja już zaspokojoną będę." „Mało żądające dziecię, powie- 
dział ojciec, więcej ci danem będzie niźli się spodziewasz, 
i taka zawsze bywa skromnego pomiarkowania nagroda." 
Pokazał jej wtedy pąk kwiatka, który krył się między liś- 
ćmi. Wzmogła się radość i troskliwość Emilki, i wraz 
z rosnącym kwiatkiem wzmagała się codziennie. Ostrożnie 
oblewała roślinę wodą, pytając się czy nie nadto, czy nie 
zamało? a kiedy słońce na chwilę zajrzało do pokoju, po- 
dawała kwiat promieniom jego, czystym tchem odmuchiwała 



216 



kurz z listków, podobnie jak wietrzyk poranny pył z róży 
zdmuchuje. „O! nadobny związku przywiązania i niewinno- 
ści, mówiła matka. Im czystsza dusza, tern miłość tkliwsza."^ 
Z myś]ą o kwiatku, Emilka zasypiała w wieczór, z nią bu- 
dziła się rano. Nieraz we śnie widziała hyacynt w pełnym kwie- 
cie, a kiedy rano pobiegłszy do doniczki nie ujrzała ziszczo- 
nój nadziei, śmiała się sama z zawodu swojego i mówiła: 
„To jeszcze nie jest, ale być może." Często pytała się ojca, 
jaka będzie barwa kwiatka? A gdy wszystkie jakie tylko są 
wyliczyła, mawiała: „To mi jedno, byle kwitnął." Nareszcie 
kwiat się rozwinął. W chłodzie porannym dwanaście dzwon- 
ków się roztworzyło. Na okrągłej i gładkiej łodydze, mię- 
dzy pięcioma zielonemi listkami, zwieszały kolejno główki 
swoje w pełnej i młodocianćj piękności. Barwa ich była 
blado-różowa, podobna do rannćj jutrzenki, albo do rumieńca 
okrągłych policzków Emilki. Balsamiczny zapach rozszedł 
się po pokoju. Emilka zaledwie pojąć się mogła z radości. 
Przyglądała się kwiatkowi, klękała żeby podejrzeć w niego 
lepićj. AYeszli na to rodzice i postrzegli razem uradowane 
dziecię i kwiat rozwinięty: „Czćm ten kwiat dla ciebie, rzekł 
rozczulony ojciec, tem ty dla nas, Emilko." Skoczyła dziew- 
czynka, rzuciła się w objęcia rodziców, a po dhigićm uści- 
śnieniu, wymówiła cichym głosem: „O! bodaj bym podobnie 
wasze nadzieje spełniła, jak on moje spełnił." 

Strumyk. 

W gorącym dniu sierpniowym, mała Zosia, szukając 
ochłody, usiadła z matką nad brzegiem czystego strumyka. 
Patrzała z upodobaniem na kamyczki leżące na dnie, na nie- 
bo, drzewa i kwiaty odbijające się w spokojnćj i przezro- 
czystej wodzie. Wtem wiatr powstał, zmieszał wodę i zni- 
kły miłe obrazy. Zasmuciła się Zosia. „Niech ci ten wi- 
dok nauką będzie, powiedziała jej matka: swój obraz nie- 



217 



chcący widziałaś. Pókiś czysta i spokojna, poty czytać w ser- 
cu twojćin można,, poty w niśm samo niebo sig odbija; lecz 
skoro namiętności, gniew, zazdrość, upór, powstaną, w twśj 
duszy, zmiesza się spokojność twoja, przestaniesz być czystą, 
nadobną i miłą." 

Ślepy. 

W ciemnym przechodzić posadzono ślepego z pocho- 
dnią zapaloną w ręku; trzymał ją, oświecał wszystkich, a sam 
był w ciemnościach.— Dzieci moje! gdy które z was doro- 
śnie, naukę posiędzie, i drugim udzielać jej zechce, niechże 
się strzeże od dobrowolnego z tym ślepym podobieństwa. 

Mręte ścieżki. 

„Dlaczego ojcze, wszystkie prawie ścieżki tu wydepta- 
ne są kręte? mówił syn do ojca, chodząc z nim po górach 
i polach; mnie się zdaje, że prosta droga najkrótsza." ,,Mój 
synu! odpowiedział ojciec, jedni tak wydeptali te ścieżki dla 
wygody, przez lenistwo, chcąc kamień, rów, wzgórek ominąć; 
drudzy tak uczynili przez nieuwagę, nie patrząc na cel, do 
którego dążyć byli powinni; szli to w lewo, to w prawo, 
i tych zapewne najwięcej się trafiło: ich torem reszta po- 
szła. Tak i ludzie w wędrówce swojej do szczęścia czynić 
zwykli. Jedni przeszkód i trudów na prostej drodze będą- 
cych nie chcą pracą i stałością przezwyciężyć, wolą je prze- 
biegami, dowcipem ominąć i krętemi idą ścieżkami. Drudzy 
nierozmyślni udają się gdzie ich oczy prowadzą, i tak z pro- 
stej zbacznją drogi. Synu mój, nie idź wydeptanym od nich 
śladem, strzeż się manowców, trzymaj się drogi prostej, 
a najprędzej dojdziesz do celu." 



218 



Wschód słońc a. 

Mała i ciekawa Cesia pytała się raz matki, dlaczego 
nie uczy jćj odrazii wszystkich rzeczy, któreby ona umieć 
chciała; dlaczego z odpowiedzią na wiele zapytań lat star- 
szych czekać jej każe? „Chcesz wstać jutro o piątćj godzi- 
nie?, powiedziała jćj matka, zaspokoję twoją ciekawość." 
„O, wstanę i ranićj!" zawołała dziewczynka; i w samój rze- 
czy, jeszcze było zupełnie ciemno nazajutrz, kiedy się obu- 
dziła i wystała. Matka kazała jej usiąść w oknie na Wschód 
położoaóm. Powietrze było czyste, widok otwarty; zobaczy- 
ła wnet Cesia pierwszy brzask jutrzenki; zrazu ledwie był 
dojrzany, ale potrochu w^zmagało się światło, a szerząc się 
zwolna, ogarnęło nieznacznie widnokrąg cały: już wszystkie 
przedmioty widzieć dobrze było można, kiedy dopiero uka- 
zało się ogniste słonce, i do reszty oświeciło przyrodzenie. 
„Otóż widziałaś, rzekła tu matka do Cesi, odgaduienie obcho- 
dzenia się mojego z tobą; w^zór przedwieczny i wymowny, 
jak z udzielaniem światła postępować należy. Równie jak 
oczy nasze nie wytrzymałyby tego, gdyby od jednego razu 
noc ciemną ogniste słoneczne światło zastąpiło, tak i umysł 
dziecięcia nie zniósłby nagłćj oświaty. \Y fizycznym i mo- 
ralnym świecie, zawsze zorza słońce poprzedza." 

Dwie jabłonie. 

Jeden ogrodnik miał dwóch synów, rok tylko między 
nimi było różnicy. W Maju darował obudwom po ślicznćm 
drzewie, jabłoni. Jednego wzrostu, jednego gatunicu, jednej 
czerstwości były oba te drzewa, i lubo stały na dwóch koń- 
cach przeciwnych ogrodu, oba zarówno okryte były kwiatem. 
„Synowie moi, rzekł do nich, daję wam piękne i jednako- 
we dary; od was zależeć będzie piękność ich w jednakowym 



219 



utrzymać stanie; ale ostrzegam, że bez pracy i starania tu 
sie nie obejdzie." Starszy uważny i pilny, szczęśliwy z po- 
darunku ojca, umiał się z nim obchodzić. Obrał drzewo 
z robactwa, przywiązał go do pala, skopał wkoło ziemię, 
żeby wilgoć łatwiej do korzeni dochodziła, słowem, prawdzi- 
wym był opiekunem jego. Młodszy płochy i niedbały, za- 
pomniał zupełnie o swojej jabłoni, i dopiero w Październi- 
ku, gdy w całym ogrodzie do zbierania owoców się wzięto, 
przypomniał ją sobie. Pobiegł do drzewa, ale ani jednego 
jabłka nie zastał; liszki część owocu jeszcze w zawiązkach 
zjadły, resztę wiatr strącił. Zasmucony, poszedł obejrzeć 
jabłoń brata i zdumiał na jej widok. Drzewo znacznie się 
rozrosło, a jabłka piękne i duże z daleka się czerwieniły. 
Rozgniewany i zazdrością zdjęty pobiegł z żalem do ojca: 
„Tato!, zawołał, jak mogłeś dać memu bratu takie śliczne 
i rodzajne drzewo, a mnie brzydkie i niepłodne." „Jednako- 
.wo was udarowałem, odpowiedział ojciec; ale twój brat utrzy- 
mał i polepszył dar mój staraniem, a tyś go zniweczył nie- 
dbalstwem. Jaka praca, taki zysk." 

Ileżto razy podobne w życiu trafiają się zdarzenia! Rodzice 
dadzą dzieciom jednakie wychowanie, jednaki majątek, a dzieci 
niejednakowy użytek z tych darów uczynią. Lecz czyjaż w tem 
wina? 

Cienie. 

W jasnym dniu jesiennym, lubiący się zastanawiać 
chłopczyk, uważał niemal ciągle cienie, które ciała rozmaite 
rzucały; widział juk ogromne w długich poranku godzinach, 
małe były i prawie żadne w południe; jak potom rosły zno- 
wu i ogromnemi się stawały. Tłómaczył mu światły nauczy- 
ciel tych odmian przyczynę, a do tych nauk fizycznych, tę 
dodał moralną: „Jak cienie od ciał, tak przykrości od czło- 
wieka nieodstępne; raz małe, drugi raz wielkie, wtedy tylko 



220 



niemal żadne, kiedy szczęście na wysokim szczycie stanie: 
lecz to południe trwa krótko, a wieczór i poranek dłu- 
gie." 

Starzec. 

Młody panicz jadąc z polowania zatrzymał się przed 
domkiem leśniczego, a wszedłszy do sieni, z wielkiśm podzi- 
wieniem obaczył go siejącego w skrzynię ziemią napełnioną, 
ziarnka gruszek i jabłek. Leśniczy już przeszło siedmdzie- 
siąt lat liczył, nie mógł zatem mióć nadziei doczekania owo- 
ców z swojój pracy. „Na co się trudzisz napróżno?, rzekł 
panicz do starca, zapewne żyć nie będziesz, kiedy z tycłi 
ziarnek drzewa wyrosną." „Czyż my dla siebie tylko żyje- 
my?" odpowiedział mu leśniczy, i rumieniec wstydu okrył 
lice młodego panicza. 

Szczyt góry. 

„Kiedyż i kiedyż na tym szczycie staniemy, mówiły 
dzieci do ojca wchodząc z trudnością na wysoką górę; kie- 
dyż ujrzymy ów piękny widok, który nam obiecujesz od po- 
czątku drogi?" „Cierpliwość i wytrwanie, odpowiedział im 
ojciec, postępujcie z wolna lecz ciągle; a jeśli podróż przy- 
krą wam się wydaje, umilajcie ją wyobrażeniem radości, 
czekającój was na końcu." Usłuchały dzieci i prędzej niż się 
spodziały, na szczycie góry stanęły. Tam widok rozległy 
i czarujący, który za jednym rzutem oka objęły, nagrodził 
im sowicie poniesione .trudy; zapomniały ich nawet, a z uczu- 
ciem wdzięczności mówiły do ojca: „Dziękujemy ci." 

Tak i z nami będzie. Idziemy prawie w^szyscy drogą trudną 
i często przykrą; ale cierpliwość i wytrwanie. Prowadzi nas 
Ojciec niebieski na wysoką górę, skoro na jćj szczycie sta- 
niemy, trudy zapomniane będą, sama radość i wdzięczność 
zostanie. 



221 



Sen i śmierć. 

Bratersko ujęci wędrowali z sobą anioł snu z aniołem 
śmierci. Było to w wieczór. Siedli na pięknym wzgórku 
niedaleko mieszkań ludzkich. Cichość panowała w około; 
odgłos wieczornych dzwonów przebijał tylko kiedy niekiedy 
powietrze. Spokojnie i milcząc (jak to obyczajem ich bywa) 
siedzieli dwaj bracia, a noc zbliżała się. Wtem powstał 
anioł snu z miękkićj darniny, i jął sypać dary swoje z ro- 
gów, które trzymał w ręku. Wieczorne wietrzyki rozniosły 
je na skrzydłach po mieszkaniach strudzonych rolników. 
Wnet sen słodki wszystkich ogarnął, od starca, który na 
kiju się wspiera, do niemowlęcia w kołysce. Chory zapo- 
mniał o bólach, nieszczęśliwy o smutku, ubogi o nędzy; po- 
wieki wszystkie oczy przykryły, wszystkie stany się zrówna- 
ły. Dopełniwszy obowiązku swego, dobroczynny anioł sam 
się położył obok czuwającego brata. Gdy zorza zajaśniała, 
porwał się i zawołał radośnie: „Błogosławią mnie teraz lu- 
dzie, jako przyjaciela i sprawcę dobrego. O! jakaż to roskosz, 
niewidzialnie dobrze czynić! Posłańcy wielkiego Ducha, jak- 
że szczęśliwi jesteśmy, jak piękne, ciche, powołanie nasze!" 
Tak mówił snu anioł. Spojrzał na niego anioł śmierci z bo- 
leścią, i przyćmione już czarne oko jego, łza jeszcze przy- 
ćmiła. ,,Ach! czemuż?, wyrzekł, i ja myślą o wdzięczności 
synów człowieka cieszyć się nie mogę? mnie ludzie swym 
nieprzyjacielem zowią!" „Co mówisz? bracie, powiedział snu 
anioł, czyż i ciebie sprawiedliwy przy wielkióm ocknieniu 
swojem dobroczyńcą nie uznaje? czyż ci nie błogosławi? nie 
jesteśmyż braćmi, posłańcami jednego Ojca?" Tak powie- 
dział, i oko anioła śmierci błysnęło także radością. 



222 



^(ic (tierwnizcgo duia roku. 

Podczas zimnśj nocy pierwszego dnia roku, Aleksy, sta- 
rzec siedmdziesiątletni siedział w oknie: smutne oczy raz 
wlepiał w niebo okryte gwiazdami, drugi raz spuszczał na 
ziemię. Grób jego odmykać się zaczynał; już zeszedł siedm- 
dziesiąt stopni, a w miejscu uspokojenia i lubych wspomnień, 
dźwigał srogą pamięć błędów i ciężar zgryzoty. Zdrowie 
jego zniszczone, dusza skołataną była, serce przepełnione 
żalem, wiek sędziwy znaczony goryczą. Dni upłynionój mło- 
dości stanęły mu nagle przed oczyma. Wspomniał na tę 
ważną chwilę, kiedy mu ojciec dał do wyboru dwie drogi: 
„Jedna z nich, mówił, prowadzi do krainy szczęścia i po- 
koju; druga wiedzie do ciemnej i ponurej pieczary, gdzie ga- 
dy jadowite mieszkają." 

Niestety! węże serce jego ujęły, trucizna skaziła usta, 
wiedział już teraz, którą obrał drogę... 

Wzniósł znowu oczy do nieba, i zawołał z boleścią: 
„O, powróćcie dni młodości mojej! Ojcze! postaw umie znowu 
na rozdrożu życia, ażebym wybrai inaczej!" Ale Uiłodość już 
uleciała, a ojciec oddawna nie żył. Ujrzał dwa błędne ognie, 
powstały z bagnistej doliny i uciekły, a on rzekł: ,, Takie 
były dni obłąkań moich!" Zobaczył gwiazdę spadającą, le- 
ciała i znikła w przestrzeni: „Tak ja z świata tego zniknę!" 
zawołał, a wyrzutów sumienia ostrze przeszyło wskroś serce 
jego! Wtedy ogarnął myślą wszystkich rówienników swo- 
ich, którzy z nim razem, dziećmi i młodymi byli, a teraz 
dobrzy obywatele, ojcowie przykładni, miłośnicy wiary i cno- 
ty, spokojnie i bez łzy uronienia kończyli rok jeden, drugi 
zaczynali... Wtćm odgłos dzwonów zwiastujący nowy postęp 
czasu, obił się o jego uszy. Odgłos ten przypomniał mu 
rodziców, przypomniał mu prośby, które niegdyś za syna 
w takowej chwili nieśli do Boga, przestrogi jakie mu da- 



223 

wali; prośby, których stał się niegodnym, przestrogi, z któ- 
rych nie skorzystał!... Przywalony ciężarem żalu i wstydu, 
nie mógł już patrzeć dłużej w to niebo, gdzie mieszkał oj- 
ciec jego, spuścił oczy, rzuciły się z nich łzy rzęsiste, głu- 
che westchnienie dobyło się z serca, i zawołał raz jeszcze: 
„Powróć, luba młodości! ach powróć!" 

I młodość wróciła! bo to wszystko snem było przykrym, 
który dręczył Aleksego pierwszej nocy Nowego Koku. W sa- 
mym kwiecie wieku będąc, starość była marzeniem, ale błę- 
dy istotną prawdą. Obudziwszy się powstał z łoża, padł na 
kolana, podziękował Bogu, że mógł jeszcze porzucić drogę 
występku, wyjść z ciemnej pieczary, wrócić na drogę cnoty, 
i dojść do krainy szczęścia i pokoju. Powrócił i doszedł. 

Wróćcie się wraz z nim, młodzi czytelnicy, jeźliście jak 
on zbłądzili. Ten sen Aleksego, kiedyś sędzią waszym będzie. 
Bo gdy później przyciśnieni żalem i zgryzotą zawołacie: 
„Powróć! luba młodości! ach! powróć!" młodość nie powróci. 



KALENDARZE. 



Kalendarz zdarzeń, czyli zebranie pamiątek: na baźdy dzień 
roku; bądź religijnych i bistorycznycb, bądź gminnych.. 

STYCZEŃ. 

Możeby naród żaden lepiśj od nas źródłosłowa każde- 
go z 12-tu miesięcy wyprowadzić nie mógł. Tak Styczeń 
można brać z Kopczyńskim od stykania się roku starego 
z nowym; albo od życzenia w dniu tym niegdyś powtarza- 
nego: „Bóg cię stykaj;" albo nareszcie z wyrazu shj dzień 



224_ 

lub studzeń^ który w języku słowiańskim, zimny lub mroźny 
znaczy; wszak i teraz studzić i ziębić są jednoznaczne wy- 
razy. Styczeń jest u nas miesiącem najtęższćj zimy. 

D. 1. Ten dzień nietylko miesiąc, ale i rok nowy za- 
czyna; zawsze i wszędzie w narodach uobyczajonych dzień 
ten świetnie był obchodzony i używany jako czas życzeń, 
upominków, oświadczeń. U nas, bardzo wygodną modą, świ- 
stki znaczone nazwiskiem, godności osób i pierwszemi zgło- 
skami życzeń zastępują w^szystko. 

1 Stycznia 1467 roku urodził się Zygmunt I. 

2. Roku 1235 potwierdził papież Grzegorz IX nadanie 
ziemi Dobrzyńskiej Krzyżakom. Tegoż dnia r. 1615, umarł 
Grochowski Stanisław poeta. 

3. R. 1601, zwycięztwo u Karkusa nad Szwedami. 
E. 1571, śmierć Janidłowskiego, po trzy razy rektora aka- 
demii krakowskićj i professora prawa kanonicznego. 

4. R. 1663, zwycięztw^o Czarneckiego nad wojskiem Za- 
porozkiem pod Staryninem. 

5. R. 1663, Bychów od nieprzyjaciół zdobyty, przez Ja- 
na Kazimierza odzyskany. 

6. Dzień ten świąteczny Trzech Króli, jako i wieczór 
poprzedni, szczodrym był daw^nićj zwany, bo w tym czasie, 
najwięcej rodzice dzieciom, gospodarze czehidzi, możni są- 
siadom, plebanom parafianie, rozdawali kolendy. Pospólstwo 
piekło niegdyś na ten dzień rodzaj chleba pszennego, który 
szczodrak lub rogal zwano; nim obdarzano się w sąsiedztwie 
i ubogim dzielono. W przeddniu i w święto Trzech Królów 
chodziły i chodzą dotąd żaki po domach z latarnią w kształ- 
cie ruchomej gwiazdy i śpiewają. W ruskich obwodach ta- 
ką pieśń nucą: „Czy piekliście szczodraczki, bochnaczki? daj- 
cież i nam. Nagrodzi wam Pan Jezus i święty Jan." Jeżeli 
obdarzeni, śpiewają na podziękowanie: „Niech się wam rodzi 
pszenica jak rękawica, a jęczmień tak wielki jak koń." Je- 
żeli zaś nic nie dostaną, tak wyrażają guiśw sw^ój gospodyni: 



3Ł 

„Kiedyś nie miesiła, bodajeś się powiesiła." Ruś to świę- 
to czci szczególniej; przed dniem ścisłym postem, a sam 
dzień wody święceniem, co Jordanem zowią. W obrz. łac. 
do zwyczajów dnia tego należy święcenie złota, miry i kre- 
dy, którą to kredą po wielu domach piszą na drzwiach rok 
i pierwsze głoski imion Trzech Królów: Kasper, Melchior, 
Baltazar. Zwyczaj obierania króla migdałowego czyli gro- 
chowego był i jest zachowany w Polsce, ale tylko u możniej- 
szych. Rozdają ciasta zebranśj drużynie: komu się z migda- 
łem dostanie, królem zostaje, biesiadę sprawić musi i nowe 
ciasto z migdałem nowego króla. Król migdałowy odda- 
niem wiązki kwiatów dobierał sobie królowę; ztąd dziś w wie- 
lu miejscach, bukiet jawnie ofiarowany zastępuje ukryty mi- 
gdał.— D. 6-go Stycznia r. 1355, księztwo Mazowieckie przez 
j)acta do Polski wcielone zostało. 

7. R. 1429, zjazd w Łucku Zygmunta ces., Władysła- 
wa Jagiełły i Witolda ks. Litewskiego.— R. 1775, śmierć Jó- 
zefa Załuskiego biskupa kijowskiego, założyciela głośnej bi- 
blioteki. 

8. R. 1638, śmierć Tomasza Zamoyskiego kanclerza 
państwa. 

9. R. 1433, przywileje i nadania Władysława Jagiełły 
w Jedlni uczynione, potwierdzone w Krakowie. 

10. R. 1664, śmierć Szembeka, pracowitego teologa. 

11. R. 1655, Chmielnicki zwyciężony pod Ochniatowem 
przez Czarneckiego i Lanckorońskiego. 

12. R- 1441, hołd szlachty księstw oświęcimskiego i Za- 
torskiego Jagielle. 

13. R. 1697, w bezkrólewiu po Janie III, konfedera- 
cya wojska. 

14. R. 1626, śmierć Szymona Birkowskiego, kaznodziei. 

15. Dzień ten poświęcony św. Antoniemu Ojcu pustel- 
niczych zakonów, patronowi od choroby wielce zaraźliwćj 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 15 



i u nas ogniem św. Antoniego zwanśj.— R. 1582, pokój w Za- 
polu. Inflanty i Połock odzyskane. — R. 1619, pokój w Diwilnie. 

16. R. 1698, wjazd nowoobranego Augusta II do War- 
szawy.— R. 1559, śmierć Mikołaja Dzierzgowskiego, prymasa. 

17. R. 1734, koronacya Augusta III.— R. 1732, urodze- 
nie Stanisława Augusta. 

18. Dzień św. Piotra i S. Pryski, pamiętny przysło- 
wiem: „Dziś S. Pryska, przebije lód pliska." Ale tylko w la- 
tach nadzwyczaj łagodnej zimy. 

19. R. 1649, koronacya w Krakowie Jana Kazimierza. — 
R. 1608, śmierć kardynała i prymasa Bern. Maciejowskiego. 

20. Dzień św. Fabiana i Sebastyana. Św. Sebastyan 
czczony był jako patron od morowćj zarazy, która kraj nasz 
często nawiedzała. Trwa dotąd pamięć wdzięczna w świe- 
cacłi ogromnych na jego ołtarze składany cłi. Lekarze nasi da- 
wnićj najwięcćj imię to nosili. Tak Petrycy, Sieczkowski, Mi- 
czyński, — R. 1320, koronacya Łokietka w Krakowie. — R. 1826, 
śmierć pełnego sławy Stanisława Staszica. 

21. R. 1635, hołd oddany Władysławowi lY na księ- 
stwo pruskie. — R. 1504, na sejmie w Piotrkowie statut Aleksan- 
dra obwieszczony. — R. 1600, śmierć Jerzego Radziwiłła kar- 
dynała. 

22. R. 1577, Maksymilian A. Ks. Rakuski od Krakowa 
odpędzony. 

23. R. 1649, potwierdzenie praw koronnych na sejmie 
przez Jana Kazimierza. 

24. R. 1706, potyczka pod Grodnem. 

25. Znaczny dzień, bo jaka chwila dziś się zdarza, 
takie czasy gmin zapowiadał na cały rok. Jasny, dobre i po- 
myślne znaczył; wichry i burze wróżyły wojnę; mgły i śnie- 
gi, choroby i śmierć.— R. 1588, dnia tego Jan Zamoyski zwy- 
ciężył pod Byczyną Maksymiliana Arc. Ks. Rakuskiego. 

26. R. 1507, koronacya Zygmunta L— R. 1560, śmierć 
Filipa Ligęzy, arcybiskupa lwowskiego. 



_227 _ 

27. R. 1510, pożar w żupie Wielickiśj, pamiątka po- 
święcenia się Andrzeja Kościeleckiego i Seweryna Betmana, 
którzy z niebezpieczeństwem życia pożar ten ugasili. 

28. R. 15^7, śmierć Mikołaja Dorosłajskiego wojewody 
połockiego, dzielnego męża i wodza. 

29. R. 1477, śmierć Grzegorza z Sanoka, arcybiskupa 
lwowskiego. 

30. R. 1638, zwycięztwo u Sinych wód nad Tatarami, 
otrzymane przez Koniecpolskiego. 

31. R. 1610, poselstwo pod Smoleńskiem do Zygmun- 
ta III. 

LUTY. 

Miesiąc ten od mrozów wielkich jest mianowany, czyli mu 
przyznamy pochodzenie od wyrazu luty, znaczącego dawnićj 
srogi i okrutny, czyli od luta, to jest lodu, jak niegdyś mó- 
wiono. Równie jak Styczeń mroźnym bywał i bywa; zkąd 
dawne przysłowie: „Spyta cię Luty, masz-li buty?" 

D. 1. R. 1651, Sapieha Szwedów zwycięża. — R. 1733, 
śmierć Augusta II. 

2. Dzień ten jest pamiątką Oczyszczenia N. P. Gro- 
mniczną zwanej dla tego, iż dziś święcone bywają woskowe 
świece, w których mają nadzieję ochrony od gromu, pio- 
runów. Dawniej z zapaloną gromnicą obchodzono kąty 
domowe, grunta i obory. Dziś koniec koleudy, przeto nie- 
gdyś jasełka w całój dziś bywały wystawie. 

3. Dzień św. Błażeja. Wyraz błażej znaczy po sło- 
wiańsku szczęśliwy, błogi; i tak: Błazen poszedł od błogie- 
go czyli wesołego, i niesłusznie wyszedł na krzywdzący przy- 
domek. — R. 1280, Leszek Czarny, wielkie odniósł w dniu tym 
zwycięztwo nad Litwą i Jadźwingami. 

4. R. 1502, wjazd uroczysty do Krakowa Heleny mał- 
żonki Aleksandra króla. 



5. R. 1675, pomnożenie wojska do 58,000 ku popiera- 
niu wojny tureckiśj. 

6. Św. Dorota przypomina dawne życzenie dosiego ro- 
ku czyli wieku Doroty. Według jednych była powodem do 
tśj powiastki, cnotliwa niewiasta Dorota mieszkająca w oko- 
licach Krakowa, która w późnój starości, w przeddzień Boż. 
Narodź, zgasła; według innych inna była Dorota, takoż z cnót 
i sgdziwości głośna, którą w r. 1410, Jagiełło w Ivwidzynie 
odwiedził. Cieplejsze coraz słońce wniosło przysłowie: „O świę- 
tej Dorocie wyschną chusty na płocie." — R. 1296, Przemysław 
w Rogoźnie zabity został. 

7. Dziś przypada Niedziela Staropostna, bo dawniśj 
od niśj wielki post w Polsce si§ zaczynał. — R. 1633, przysięga 
Władysława IV na pacia coni^enla w Krakowie, przysięga 
wierności jemu od narodu. 

8. R. 1576, Stefan Batory obrany królem.— R. 1813, 
śmierć Tadeusza Czackiego. 

9. R. 1434, ślub Kazimierza Jagiellończyka z Elżbietą 
Austryaczką. 

10. R. 1792, śmierć Andrzeja Zamoyskiego znakomite- 
go męża. 

11. R. 1579, wjazd Batorego do Grodna. 

12. R. 1386, wjazd Jagiełły do Krakowa.— R. 1706, po- 
tyczka pod Wschową. — R. 1798, śmierć Stanisława Augusta. 

13. R. 1609, Parnawa zdobyta na Szwedach przez Cho- 
dkiewicza. 

14. Dzień św. Walentego patrona od choroby dawniej 
wielka niemoc i rzucanka zwanej. Wstręt i bojaźń tćj cho- 
roby nie dozwalały jćj wymówić, okrążano więc ją iuszemi 
słowy, lubo przy wspomnieniu: „Niech śpi jak św. ziemia!" al- 
bo: „Boże jej strzeż!"— R. 1386, chrzest Władysława Jagiełły. 
— R. 1817, śmierć Onufrego Kopczyńskiego, gramatyka.— Dziś 
zaczyna się tłusty tydzień. 

15. R. 1801, śmierć Józefa Szymanowskiego, poety. 



229 



16. R. 1386, koronacja Władysława Jagiełły.— R. 1633, 
korouacya Władysława IV. 

17. R. 1386, złączenie pierwsze i przysięga Litwy na 
wierność. 

18. R. 1574, Stefan Batory 30,000 Turków zwycięża.— 
Dziś przypada tak zwany tłusty Czwartek, może od pączków, 
który cłi dziś jedzą, tyle. Niegdyś w Krakowie w ten dzień 
cąber babski na rynku się rozpoczynał. 

19. R. 1472, urodzenie Mikołaja Kopernika. 

20. R. 1387, przywilśj bojarom Litwy dany. — R. 1494, 
przyłączenie księstw Oświęcimskiego i Zatorskiego do Korony. 

2L Dziś przypada Niedziela Zapustna. Wyraz zapust 
idzie pewnie od wyrazu Pust, który znaczył Bacłiusa; ztąd 
może i rozpusta i pustota i dzień ostatni pusty, a post ja- 
koby po-postu. Trzy dni do Popielca, ostatki i dnie szalo- 
ne są zwane. Huczna wesołość od innych dni je odróżnia; 
żarłoczne biesiady, uczty, jak mówiono dawniej na trzy zby- 
ty, wesołe zabawy, maszkary, tańce i widowiska zajmowały 
czas szalony. Są i dziś rozmaite maskarady, teatra, bale, 
herbaty i t. p., ale nie wiem czy już tyle wesołe. Dawniej 
do tych zabaw zapustnych należały dyalogi, które żaki szkol- 
ne wyprawiały z intermedyami, na teatrach ku temu wysta- 
wionych lub po domach prywatnych; zwano je komedya, a po 
łacinie od czasu zapustnego bace kanalia. Wystawiały dya- 
logi, przypadki z dziejów, naprzykład: budowanie wieży ba- 
bilouskićj, podróż Tobiasza, opanowanie Smoleńska i t. p. 
Ale najwięcej bawiły krotofilne intermedya, które akt jeden 
komedyi od drugiego oddzielały, a bywały komedye o 10 
aktach. Śmiano się do rozpuku gdy widziano leżącego 
wznak drągala, po którego brzuchu dwie lub trzy pary chło- 
piąt skakały; albo gdy zapalona z rurki papieru finfa, wąsy 
pod nosem śpiącego osmaliła, i t. p. Lecz przedtem widzo- 
wie byli łatwiejsi do rozśmieszenia niż teraz. Szlachta na 
wsiach używała zabaw kuligowych. Zmówiło się sąsiedztwo. 



230 _ 

do którego domu najprzód zjechać się mają i ułożyli kolćj, od 
której żaden z sąsiadów wymówić sig nie mógł. Obrany go- 
spodarz kuligu wszystkićm zarządzał. Zebrani wjeżdżali przy 
odgłosie muzyki, gromadę kuligową arlekin poprzedzał; ten 
maszkarnie przybrany pierwszy do domu wpadłszy, ogłaszał 
przybycie kuligu; goście wchodząc rozpoczynali taniec z mu- 
zyką i śpiewem. Gospodarz domu witał z kielichem wina, 
który duszkiem spełniał: „Wiwat kulig i łaskawi sąsiedzil" 
Po biesiadzie nazajutrz, rad nierad zabierał się gospodarz 
w dalszą sąsiadów kolej, gdy mu spiżarnię i piwnicę wy- 
próżniono. Wyraz kulig, zdaje się pochodzić od laski 
u wierzchu w kulę zakrzywionej i zwanej kula, którą obsy- 
łano od domu do domu gdy zwoływano gromadę. — R. 1548, ko- 
ronacya Zygmunta Augusta.— R. 1574, koronacya Henryka 
Walezego. 

22. R. 1385, założenie Częstochowy przez Władysława 
ks. Opolskiego. — R. 1608, pierwiastki rokoszu Zebrzydowskiego 
na sejmiku w Proszowicach. 

23. Ostatni Wtorek, koniec zapust, dzień zwykle najwe- 
selszy. — R. 1766, śmierć Stanisława Leszczyńskiego. — R. 1820, 
śmierć Aleksandra Felińskiego. 

24. Popielec, wstępna Środa, pierwszy dzień postu. 
Dziś w kościele, nabożnym sypie kapłan popiół na głowę, te 
pamiętne słowa mówiąc: „Proch jesteś i w proch się obró- 
cisz." Powiadają, że Muzułman jeden będąc w Wenecyi 
świadkiem tego obrządku, a widząc późnićj jaka spokojność 
zastąpiła szaleństwo zapustne; osądził, że kapłan rozumem 
posypał głowy. Dawniej był zwyczaj po naszych wsiach 
i miastach, iż dziś jeszcze wyprawiano mięsopustne maszka- 
ry. Sądzono mięsopust, zamiast którego stawiano bałwana 
w kajdanach; ścinali go potem i różne uciechy czynili, zwła- 
szcza, że i to do zwyczaju należało, żeby trunkiem zęby po 
mięsie popłukać. Dziś chłopcy przypinają tak zwane klo- 
cki do sukien kawalerów i panien, przekomarzając im się, 



że nie zmienili stanu w czasie zapust. Warszawianie mają 
zwyczaj gonienia mięsopustu w Willanowie. Kiedy pora jak 
w tym roku wczesna, dobra sanna uprzyjemniać zwykła tę 
przejażdżkę. Dzisiejszy dzień św. Macieja uważany u go- 
spodarzy jako zapowiadający blizliość wiosny; zkąd przysło- 
wie: „Święty Maciej, zimę traci, albo ją bogaci." Haur, 
nasz pisarz ekonomiczny wyraża, że i Maciej z rzek i sta- 
wów rusza lody. Zgadnąć trudno, dlaczego u nas poniżono 
imię Maćka. 

25. R. 1731, hołd Ketlera ks. kurlandzkiego.— R. 1802, 
śmierć Mikołaja Wolskiego. 

26. R. 1383, na sejmie w Sieradzu Jadwiga obrana 
królowa Polska. 

27. R. 1290, zwycięztwa Łokietka nad Konradem Ma- 
zowieckim. 1369, przymierze Kazimierza W. z Ludwikiem 
Węgierskim. 

28. R. 1258, trzęsienie ziemi na różnych miejscach 
w Polsce. — R. 1572, śmierć Katarzyny Austryaczki żony Zyg- 
munta Augusta. — R. 1812, śmierć Hugona Kołłątaja. 

MARZEC, 

Ten miesiąc może jak u łacinników od Marsa pocho- 
dzi, ale i słowo nasze marznąć, do tćj nazwy i do chwili, 
którą przynosi, jest podobne. Przytem, czemużby nie miał 
brać początku od Marzanny słowiańskiej Cerery? Miesiąc 
ten, mimo zalet swoich, najwięcćj ma przygany dla chwil 
odmiennych, jednak lubowników trunku, marcowe piwko, 
a płeć piękną marcowa woda, pogodzićby z nim powinny. 
Przysłowie gospodarskie uczy, iż suchy Marzec najlepsze uro- 
dzaje zapewnia. 

D. 1. Słowianie przed samym świtem zgromadzali się 
dnia tego na cmentarze z pochodniami i tam na pamiątkę 
umarłych, ofiary i modły czynili. W tym tygodniu przypa- 



_232 ^ 

dają suche dni czyli postue, bo słowo suszyć, i być z su- 
chotami, twardy post znaczą. Cztery razy do roku takowe 
przypadają, a że dawniśj wtedy płacono czeladzi, co my zo- 
wiemy zasługi, przedtćm suclie dni się zwały.— R. 1768, kon- 
federacya Barska. 

2. R. 1333, śmierć Władysława Eokietka. 

3. R. 1202, śmierć Goworka.— R. 1578, ustanowienie 
głównego trybunału koronnego. 

4. R. 1576, ślub i koronacya Stefana Batorego z Anną 
Jagiellonką. — R. 1649, wesele Jana Kazimierza z Ludwiką 
Gonzaga. 

5. R. 1569, przywrócenie Podlasia do Kor. polskiej. 
— R. 1826, śmierć Ant. Dąbrowskiego, Pijara, matematyka. 

6. R. 1577, zwycięztwo nad Tatarami u Skowrodek. 
— R. 1568, śmierć Józ. Strusia, lekarza. — R. 1829, śmierć Pio- 
tra Bielińskiego. 

7. R. 965, chrzest Mieczysława. Przez pięć wieków tę 
wielką pamiątkę obchodzono topieniem bałwanów. 

8. R. 1223, śmierć Win. Kadłubka, kronikarza.— R. 1547, 
sejm Wiślicki. 

9. Dzień poświęcony czci Cyrylla i Metodego, aposto- 
łów słowiańskich. Oni sprawili, że przyjęły Morawy wiarę 
chrześcijańską, a przy nich i Polska powtórną oświatę ode- 
brała; Cyryllemu pierwszy przekład Biblii w języku słowiań- 
skim winniśmy. 

10. Dzień ważny, bo jest powiastka, że jeżeli dziś 
mróz, jeszcze ich czterdzieści będzie; teraźniejsi prognosty- 
kowie łatwi do ugody, pozwalają uzupełnić tę liczbę w Paź- 
dzierniku i Listopadzie. 

11. R. 1646, śmierć hetmana Ivoniecpolskiego. 

12. Dzień św. Grzegorza. Był niegdyś świętem ża- 
ków szkolnych, dnia tego wiedli rodzice dzieci do szkół; ma- 
my tego pamiątkę w śpiewach, jako to: „Gre-gre-gre-gory, 
pójdźcie dzieci do szkoły." Szkoły poczynające zwały się tćż 



233 

gregoryanki. Dzień ten dzieci wesoło w szkołach obchodzi- 
ły. Dzielił z niemi wesołość ich bakałarz, którego długim 
sznurem nawleczonym obwarzankami opasywały tyle razy, 
ile wystarczał. Uciekał bakałarz tak opasany, a dzieci szar- 
piąc obwarzanki za nim goniły; albo tśż według Komoniec- 
kiego, dawniejsze żaki przybyszów częstowali nalawszy im 
piwa w misę i obwarzanków weń nadrobiwszy, A gdy zjedli 
przynosił kalefaktor garniec cegły tłuczonej, wodą rozmie- 
szanśj i między siedzące na ziemi żaki go rzucił, a wtśm 
uciekał; oni gonili za nim mówiąc, że miód szkolny rozbił. 

13. R. 1683, traktaty podpisane w Warszawie na woj- 
nę Turecką. 

14. R. 1801, śmierć Ignacego Krasickiego, najznako- 
mitszego pisarza Polski; za lat cztery, 1834 roku przypada 
stuletnia rocznica urodzin jego: godziłoby się stosownie do 
życzeń wielu, uczcić pamięć jego, podobnie jak Niemcy uczcili 
swego Klopstocka? 

15. R. 1034, śmierć Mieczysława Gnuśnego. 

16. R. 1329, prawa do ziemi Dobrzyńskiśj Krzyżakom 
ustąpione. 

17. R. 1642, śmierć Zadzika w. kanclerza i biskupa 
krakowskiego. — R. 1826 śmierć Józefa Ossolińskiego wielce 
zasłużonego w naukach męża. 

18. R. 1240, smutna pamięć klęski od Tatarów pod 
Szydłowem. 

19. R. 1503, śmierć Fryderyka kardynała syna Kazimie- 
rza Jagiellończyka. — R. 1744 śmierć z Opalińskich Leszczyń- 
skiej królowśj. — R. 1823 śmierć znakomitego męża Adama 
Czartoryskiego. 

20. R. 1615. Smoleńsk zdobyty przez Chodkiewicza. 

21. R. 1609, urodzenie Jana Kazimierza. Pierwszy dzień 
wiosny, podług dawnej rachuby. Niedziela Środopostna, dzień 
niegdyś topienia bałwanów po wsiach. 



234 



22. R. 1633. Szechin odparty pod Smoleńskiem przez 
Władysława. 

23. R. 1589, śmierć Marcina Kromera dziejopisa. 

24. R. 1545, zjazd w Presburgu dwóch braci: Zygmun- 
ta I i Władysława węgierskiego i czeskiego króla. 

25. Święto N. P. Maryi Zwiastowania; zowią Ją także 
wiosenną. — Podług dawnych gospodarzy dziś jaskółiii wracają 
do życia, okazywać się poczynają i wiosnę zwiastują, lubo 
przysłowie ostrzega, że jedna jaskółka nie czyni lata. 

26. R. 1472, Władysław syn Kazimierza Jagiellończy- 
ka na królestwo czeskie obrany. 

27. R. 1629, Toruń oswobodzony meztwem Donhoffa. 

28. R. 1657, Jerzy Rakocy książę Siedmiogrodzki wy- 
jeżdżając do Krakowa piorunem przestraszony. 

29. R. 1656, zwycięztwo pod Warką nad Szwedami 
otrzymane przez Czarneckiego. 

30. R. 1675, sejm elekcyi Jana III. 

31. R. 1683, przymierze między Janem III i Leopol- 
dem cesarzem. 

KWIECIEŃ. 

Miesiąc ten winien piękną swą nazwę przyjemnej wio- 
sennej porze, strojącćj ziemię kwieciem; pociesza on nadzie- 
ją gospodarzy, że bydło już karmi domowój potrzebować nie 
będzie, co dało powód przysłowiu: „Przyjdzie Kwiecień, osta- 
tek z gumna wymięciem". Kiedy ten miesiąc ciepły i mokry, 
obfite urodzaje obiecuje, podług przysło^Yia: „Suchy Marzec, 
Maj uiechłodny, Kwiecień mokry, rok niegłodny". 

D. 1, dawny zwyczaj zwodzenia w dzień ten dotąd za- 
chowany, nie jest naszym narodowym zwyczajem. Właściwe- 
go początku naznaczyć mu trudno. — Dziś zaczyna się drugi 
kwartał roku, pora przeprowadzeń, zmian służących. — R. 1548, 
w ten dzień umarł Zygmunt I. 



^35^ 

2. R. 1640, śmierć Sarbiewskiego poety.— R. 1829. Wi- 
>la pod Warszawą puściła. 

3. R. 1025, śmierć Bolesława Clirobrego. 

4. Dziś Niedziela Kwietnia zwana, początek wielkiego 
tygodnia i dłuższego w kościołach nabożeństwa, jako na ucz- 
czenie ważnych pamiątek. Dawniój, ażeby dodać obchodowi 
świetności, żywsze w prostych umysłach wzbudzić uczucie, 
grywane były dyalogi o męce Pańskiej. Jeden z nich Do- 
minikański zaczynał się od wjazdu Zbawiciela do Jerozoli- 
my, a kończył się we Środę, pochowaniem jego. Kraków 
i Częstochowa były stolicą aktorów męki Pańskićj, którzy 
z przenośnym teatrem jeździli po miasteczkach, a nawet po 
wsiach, i ludowi widowiska pokazywali za opłatą. Trwało to 
do roku 1603, w którym zakazał ich jako gorszących, Ber- 
nard Maciejowski biskup krakowski. 

5. R. 1194, śmierć Kazimierza Sprawiedliwego. 

6. R. 1361, założenie akademii krakowskiój. — R. 1551, 
śmierć Barbary Radzi wiłłównćj. 

7. R. 1678, przysięga na wierność miasta Rygi Stefa- 
nowi Batoremu, po jćj zdobyciu. 

8. Dziś Wielki Czwartek, wieczerza Pańska, obrządek 
nóg umywania ubogim. Zygmunt III był pierwszym z kró- 
lów Polskich, który ten obrządek sam statecznie odprawiał. 

9. Wielki Piątek, dzień powszechnej żałoby, odwiedza- 
na grobu Chrystusa; dawniśj dzień najliczniejszych nabo- 
:nych widowisk: słynęły długo dyalogi wielko-piątkowe Mrzy- 
iłodowicza, zdrada Judasza, zaparcie się Piotra, skarga lu- 
lu, zeznania fałszywych świadków, sądy Kaifasza, Annasza, 
^iłata. 

10. Wielka Sobota. Prócz dłuższego nabożeństwa za- 
gte jeszcze są dziś gospodynie ustawianiem święconego. Zwy- 
zaj ten dawny, którego początek gościnności słowiańskiej 
rzypisać należy, warto żeby nie wyszedł z mody. Któż nie 



236 



czytał zadziwiających opisów dawnych święconych? Kołacze 
krakowskie najwięcćj słynęły. 

11. Pierwsze święto Wielkanocne. Dzień uroczysty 
i wesoły. Dzielenie się święconem jajkiem, winszowanie wza- 
jemne, wspóhie jest całój Słowiańszczyznie. Długie były spo- 
ry o czas obchodzenie tego święta, sobór Nicejski go ustalił 
r. 325, stanowiąc: iż Wielkanoc ma być zawsze obchodzoną 
w Niedzielę w kwadrze pełni księżyca, po porównaniu dnia 
z nocą. Pełnia ta wielkanocna ani rychlej jak 22 Marca, ani 
później jak 19 Kwietnia przypaść nie może. 

12. Drugie święto Wielkanocne. W każdem prawie mie- 
ście jest ulubiona jaka okolica, do której lud dla rozrywki 
zwykł się zgromadzać, co się zowie iść na Emmaus, z po- 
wodu iż dziś kościół obchodzi pamiątkę, jak Chrystus z Ucznia- 
mi szedł do Emmaus z Jerozolimy. Warszawianie schodzą 
się przed Bonifratrami, gdzie w ten dzień obłąkanych wolno 
było odwiedzać. — Zwyczaj dyngusu czyli śmigusu, który do 
wesołych żartów i igraszek pochop daje, ma mieć początek 
od Jagiełły, kiedy król ten chrzcić kazał w ten dzień gro- 
mady Litwinów, polewając je wodą. 

13. Wtorek Wielkanocny. Niektórzy jeszcze dzień teu 
świętują, w Krakowie lud się zgromadza na górę Rękawką 
zwaną czyli mogiłą Krakusa. — R. 1667, śmierć Maryi Ludwi- 
ki Gonzagi. 

14. 1561, śmierć Jana ze Sprowa, prymasa. On zało- 
żył Skierniewice pod Łowiczem. 

15. R. 1528, wjazd uroczysty Bony Sforcyi do Krakowa- 

16. R. 1640, śmierć Stanisława Lubieńskiego biskupa 
płockiego, zasłużonego w naukach męża. 

17. 1577, zwycięztwo Batorego nad Gdańszczanami. 

18. R. 1576, wjazd uroczysty do Krakowa Batorego, 
po elekcyi. 

19. R. 1809, bitwa pod Raszynem i śmierć Cypryana 
Godebskiego pułkownika. 



237 

20. R. 1501, śmierć Jana Albrychta. 

21. R. 1450. Władysław syn Kazimierza Jagiellończy- 
ka w Bużynie królem obrany. 

22. R. 1607, zjazd rokoszanów przeciw Zygmuntowi III 
w Stężycy. 

23. R. 997, święty Wojciech apostoł Czechów, Pola- 
ków i Pomorzan śmierć męczeńską, poniósł. Dotąd jest w ryn- 
ku krakowskim kościółek wzniesiony na miejscu, zkąd on 
lud nauczał. Zdarzają się w ten dzień grzmoty i jest przy- 
słowie: „Kiedy grzmi w święto Wojciecha, rośnie rolnikom 
pociecha''. Ten grzmot często pierwszym bywa, a kiedy ta- 
kowy wieśniak usłyszy, idzie przed chatę i kozła przewraca: 
w jego mniemaniu już go przez ten rok paraliż naruszyć nie 
potrafi. 

24. Dzień ś. Jerzego patrona rycerzów słowiańskich. 
Jego wyobrażeniem tarcze rycerskie zdobiono; w pasowaniu 
rycerzy imię jego było używane — Ptoku 1434 śmierć Włady- 
sława Jagiełły. 

25. Dzień ś. Marka, pamiętny po wsiach dla czynio- 
nych procesyi po granicach. Dawniój w tym obchodzie po- 
kładano i bito chłopaków wiejskich na kopcach, żeby je 
w pamięci mieli. W gospodarstwie dzień ten przypomina 
potrzebę spieszenia siewu, i przeto mówiono: „Za ś. Marka 
późny siew owsa, a wczesna tatarka". Początek przysłowia: 
„Tłucze się jak Marek po piekle", pochodzi z dyalogu: „Przy- 
padki Marka pijaka." Tragiczny jego koniec był taki, że go 
dyabli do piekła wtrącili; a że piekło było za sceną, Marek 
wrzeszczał i tłukł się w nićm głośno, aby słuchaczy przeko- 
nał i zabawił.— R. 1679 śmierć Fredry Maksymiliana znako- 
mitego pisarza. 

26. R. 1606, Marya Mniszchówna zaślubiona Dymi- 
trowi.^ 

27. R. 1656, śmierć Szym. Starowolskiego użyteczne- 
go pisarza. 



238_ 

28. R. 1512, Szydłowiecki pod Wiśaiowcem znacznie 
zwycięża Tatarów perekopskich. 

29. R. 1512, zwycięztwo nad Tatarami, Mikołaja Ka- 
mienieckiego pod Wiśniowcem. 

30. R. 1310, narodzenie Kazimierza W. — R. 1632 śmierć 
Zygmunta III. — Dzień dzisiejszy dłuższy jest od nocy o go- 
dzin 4 minut 25. 

MAJ. 

Nazwa tego miesiąca podobno od bogini łacińskiej Mai 
pochodzi, a my dopiero do wyrazu Maj przywiązaliśmy zna- 
czenie zieloności. Miesiąc to najpiękniejszy dla oka, ale jak 
u nas nie zawsze ciepły; jednak lekarze przeznaczają go cho- 
rym do kuracyi: jakoż są takie, które tylko w tym mie- 
siącu się udają, a to dla ziół mnóstwa. Z tym miesiącem 
rozpoczyna się między młodzieżą gra zwana zielone; bardzo 
już jest dawna i dla tego samego zarzucać jćj nienależy. 
Zawisła na tćm, ażeby ułożywszy się z drugą osobą, zawsze 
nosić przy sobie bądź gałązkę, bądź listek świeży, zielony; 
gdyż pierwsze zapomnienie postrzeżone od tćj driigićj osoby, 
opłaca się przyrzeczonym pierwszej fantem. Pięknie ją opi- 
sał Kochowski: 

Z tych drzew zrywam latorośle, 
Te Marynie pięknej poślę; 
Zielonem niech się zabawi, 
A niech słuszny zakład stawi. 

Ta gra tern się prawem chlubi: 
Komu zwiędnie, kto je zgubi; 
Lub go zbędzie innym kształtem 
Opłaca zakład ryczałtem. 

D. 1. Był tO' dawniśj dzień od nauk wolny i używała 
go młodzież szkolna na uciechy, zowiąc tę zabawę majówką; 
jeszcze odbywa się suta w Krakowie. W Warszawie jest 
u mieszkańców zamożniejszych zwyczaj wyjeżdżania za mia- 



239 



sto; woźnice, a zwłaszcza dorożkarze, zdobią zielonością ko- 
nie swoje i powozy. — S. Filip dzisiejszy przypomina przy- 
słowie: „Wyrwał się jak Filip z Konopi." Miał to być pan 
Filip ze wsi Konopie, posłem na sejm Piotrkowski za Zy- 
gmunta Augusta, i gdy się w izbie rzecz publiczna toczyła, 
on się z własnym interesem odezwał. Rozeszły się te słowa 
,,Wyrwał się nie do rzeczy pan Filip z Konopi," i trwają do- 
tąd, bo takich Filipów nigdy nie braknie. 

2. R. 1068, wzięcie Kijowa przez Bolesława Śmia- 
łego. 

3. R. 1454, przysięga wierności stanów pruskich Kazi- 
mierzowi Jagiellończykowi. — R. 1660, traktat Oliwski. — R. 
1791 ustawa rządowa. 

4. R. 1505, Statut króla Aleksandra na sejmie w Ra- 
domiu. — R. 1648 śmierć Stefana Potockiego w bitwie pod 
Żółtemi wodami. — R. 1829, śmierć Michała Wyszkowskiego 
dobrego obywatela, gładkiego pisarza. 

5. R. 1194, śmierć Kazimierza Sprawiedliwego — Roku 
1629 śmierć Szymona Szymonowicza sławnego poety. — R. 
1821 śmierć Napoleona. 

6. R. 1686, przymierze Jana III z Moskwą zawarte. 

7. R. 1764, Sejm konwokacyjuy. 

8. R. 1079, śmierć św. Stanisława bisk. krak. — Roku 
1339 elekcya Kazimierza W. — R. 1765 postanowienie or- 
deru Św. Stanisława. 

9. R. 1431, potwierdzenie od Jagiełły praw i przywi- 
lejów nadanych Krakowu przez Kazimierza W. 

10. R. 1480, śmierć Jana Długosza kronikarza. 

11. R. 1661, nadanie Czarneckiemu, Tykocina i Bia- 
łegostoku, w nagrodę wielkich zasług jego. — R. 1563, śmierć 
Jana Ocieskiego. 

12. R. 1571, śmierć Romana Sanguszki hetmana Poln. 
Litewskiego. 

13. R. 1394, ustanowienie handlowe między Jagiełłą 



_J40 

a mistrzem krzyżackim Konradem Jungingem, względem 
spławu wiślanego towarów polskich. 

14. R. 1672, zwycięstwa Jana Sobieskiego, wówczas 
remigentarza, nad Kozakami i Tatarami niedaleko Zborowa. 

15. Dziś wynoszą, rośliny i drzewa obce ze szklarń, 
bo już minęły ostatnie dnie im przeciwne i niekiedy mro- 
źne, trzech Świętych kończących się na acy: Pankracy, Ser- 
wacy, Bonifacy. Przez ten tydzień nabożni Warszawianie^ 
uczęszczają, do Czerniakowa, gdzie odpust i zwłoki św. Bo- 
nifacego złożone. 

16. R. 1561, śmierć Jana Tarnowskiego hetmana, mę- 
ża przezacnego w boju i radzie. — Święto Jana Nepo- 
mucena, Czecha rodem, miłej każdemu sławy i dobrego] 
imienia obrońcy. 

17. R. 1630, śmierć Stef. Chmieleckiego, walecznego] 
męża. 

18. R. 1674, Jan Sobieski obrany królem. 

19. R. 1561, śmierć Jana Łaskiego, który pierwszy ^ 
ustawy publiczne zebrał i podał do druku. 

20. Dziś święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Nie-j 
gdyś w tym dniu był zwyczaj, iż po nabożeństwie lud zgro- 
madzony, zwłaszcza młodzież, dyabła ze słomy, obszytegoj 
w chusty, włócząc po ulicach wołali, a kijmi go "tłukli 
i w rzece potom topili. Może dlatego, żeby nie wstąpH 
w babę według znanćj powiastki: „Piwo w kwas, robal 
w mięso" i t. d. 

21. R. 1571, Stefan Batory księciem siedmiogrodzkii 
obrany. 

22. R. 1609, oblężenie Smoleńska przez Zygmunta III. 

23. R. 1588, Pogrzeb Stefana Batorego. 

24. R. 1540, Śmierć Marcina z Olkusza, uczonego 
męża, który wezwany przez Leona X Papieża, reformował 
kalendarz rzymski, którą to reformę przyjął Grzegorz XIII 
r. 1577. 



241 _ 

25. R. 992, śmierć Mieczysława I. 

26. R. 1569, przywrócenie księztwa Wołyńskiego do 
Ivorony Polskićj. 

27. R. 1569, przywrócenie księztwa Bracławskiego do 
Korony Polskiój. 

28. R. 1609, zwycięztwo Zborowskiego pod Torczycą,. 

29. Sobota świąteczna. Niegdyś lud dziś rozpoczy- 
nał zabawy swoje, może dla tego Sobótkami zwane; zapa- 
lano ognie na wzgórkach, przeskakiwano je pośród tanów, 
śpiewów i śmiechów. Te zabawy trwały do św. Jana Chrzci- 
ciela. Dziś ledwie ich ślady gdzieniegdzie widzieć się dają,. 

30. Niedziela Zielonych Świątek, zapewne od pory 
w której się wszystko na ziemi zieleni, nazwę otrzymały. Da- 
wniej tśm słuszniej mogły być tak zwane, iż w te dnie równie bo- 
gaci, jak ubodzy domy swe maili, stroili w maj kościoły i w zie- 
lone bawili się; dziś został tylko zwyczaj zarzucania ziemi 
liściami tatarakowemi, co robactwo dzielnie wygubia. 

31. Poniedziałek świąteczny, weselszy jeszcze zwy- 
kle od Niedzieli, przeznaczony na przechadzki i przejażdżki. 
Takich używają szczególnie mieszkańcy Krakowa i War- 
szawy. Odwiedzają w tym dniu przyległe Bielany. War- 
szawskie zwłaszcza można porównać z paryzkiem Long- 
champ; stanowić zwykły na całe lato kształt damskich ka- 
peluszy. — Ostatni dzień Maja dłuższy od nocy o 3 godzin 
i 49 minut. 

CZER WIE C. 

Ten miesiąc zdaje się, że nazwę swą winien nietyle 
owadowi dającemu farbę czerwoną, ani jagodom poczyna- 
jącym się czerwienić, jak temu, że w tym czasie wszelki 
owad, a zwłaszcza pszczoła, rozradza się czyli czerwi. 
W naszym klimacie Czerwiec dopiero zapewnia chwilę od 
mrozów bezpieczną, chociaż w r. 1353 i 1362 i o tej porze 

Dzieła Hofmanowej. Toii;. III. 16 



^42 

były śniegi i zimna. Miesiąc ten zwykle jest ciepły i su- 
chy, ztąd poszło u ludów przysłowie: „Przed św. Janem 
prosić o deszcz trzeba a po św. Janie i nieproszony pada." 
D. 1. R. 1263, Podlasie do Korony przyłączone po 
zwyciężonycli Jadźwingach. — R. 1543, śmierć Kopernika. 

2. R. 1624, narodzenie Jana Sobieskiego. — R. 1543 
śmierć Klemensa Janickiego poety. 

3. R. 1605, śmierć wielkiego Zamoyskiego. 

4. R. 1611, wzięcie Smoleńska. 

5. R. 1569, przyłączenie księztwa Kijowskiego do Ko- 
rony. 

6. R. 1818, śmierć Henryka Dąbrow^skiego, generała- 

7. R. 1492, śmierć Kaz. Jagiellończyka króla. 

8. Dzień św. Medarda. Pamiętny dzień gospodarzom, 
ł)0 zdarzony dnia tego deszcz ma wróżyć, że przez dni 40 
padać będzie. 

9. Dziś przeddzień uroczystego u katolików święta 
Bożego Ciała; ustanowione zostało od Urbana R', roku 1264. 
Dziś pierwsze nieszpory i procesya. 

10. Boże Ciało, Głośne są i były zawsze tego dnia 
procesye, niegdyś przesadzano się* w wystawieniu i ubraniu 
żołnierzy w zbroi świetnej i z rusznicami: dziś został zwy- 
czaj strojenia pięknie ołtarzy porozstawianych, przed domami. 

11. R. 1576, Batory wjeżdża do Warszawy. 

12. R. 1583, tryumf Zamoyskiego w Krakowie. — Przed- 
dzień Św. Antoniego. 

13. Św. Antoni dawniej i dotąd słynie bardzo, zwła- 
szcza u ludu; patronem jest u niego do wynalezienia rzeczy! 
zgubionych, do wyratowania z ciężldch przygód. — Dawniej" 
był zwyczaj wystawiania przed kościołem wielkiej kadzi 
z wodą święconą i prowadzono do nićj z okolic konie chore. 
— Dziś zwykle jedzą się pierwsze poziomki. 

14. R. 1784, śmierć Andrzeja Mokronowskiego znako- 
mitego obywatela. 



15. Dzień dzisiejszy smutek zapowiada, iż w tym cza- 
sie słowik śpiewać przestaje; ztąd przysłowie: „Św. Wit, sło- 
wik cyt." Gospodarskie spostrzeżenia uczą, że teraz w kło- 
sie zboża piętka się zawięzuje. Św. Wit oddawna był w czc- 
u Słowian, zwłaszcza jako .patron od zarazy; ztąd nawet 
miało pójść wzywanie jego przy spotykaniu się w słowie 
witaj! Znana ale szczęściem rzadka choroba, którą tańcem 
Św. Wita zowią, niewiadomo dlaczego. 

16. K. 1649, śmierć Stan. Lubomirskiego, znakomi 
tego pisarza. 

17. R. 1696, śmierć Jana Sobieskiego. 

18. R. 1574, Henryk Walezy ujeżdża do Francyi. — R. 
1766, śmierć Jana Hoffmana znamienitego pisarza. 

19. R. 1205, zwycięztwo pod Zawichostem nad Roma- 
nem księciem Halickim. Ztąd cześć oddawano wielką ś. 
dnia tego Gerwazemu i Protazemu. 

20. R. 1566, narodzenie Zygmunta IH. — R. 1808, śmierć 
Franciszka Dmochowskiego znamienitego pisarza. 

21. R. 1629, śmierć Szymona Zimorowicza poety. 

22. Przesilenie letnie dnia z nocą, gdy słońce wstę- 
puje w znak Raka; o godz. 2 min. 19 rano. Początek lata. 
dzień najdłuższy, który w naszym kraju ma godzin 16 min. 8. 

23. Przeddzień św. Jana Chrzciciela. Dziś w wieczór by- 
wał koniec zabaw ludu Sobótek; dotąd trwa w wielu miej- 
scach, zwłaszcza w Warszawie, zwyczaj rzucania wianków 
na Wisłę, który ^Yiele widzów^ na most i brzegi zgromadza, 
Dziewczęta wy czy tują z biegu wianków przyszłe swoje losy, 
niektóre kładą w środek karteczki z wierszami. Na jednćj 
taki wyczytano napis: 

Gdy inaczej być nie może, 

Puszczam wianek — szczęść mu Boże! 

24. Dzień .^v. Jana. W Koronie był to zawsze i jest 
dzień pisania i zawieraniu ugod o kupno, dzierżawy, po- 



244 

życzki. Dziś deszcz niebezpieczny, bo jest wróżba u pospól- 
stwa, że kiedy św. Jan sig rozczuli, dopiero Najśw. Panna 
utuli. Padać wigc zwykł przez tydzień cały do 2 Lipca, 
świgta Nawiedzenia N. Panny. — Już od dziś kartofle jeść 
i kąpać sig w rzekach bez obawy można. 

25. R. 1295, koronacya Przemysława, 

26. R. 1660, zwycicztwo pod Lachowicami. 

27. R. 1660, zwycicztwo pod Polonką przez Pawła Sa- 
piehę hetmana, 

28. R. 1641, Stan, Leszczyński szczęśliwie z Gdańska 
uchodzi. 

29. R. 1609, śmierć Mat. Pstrokońskiego biskupa ku- 
jawskiego. 

30. R. 1661, zwycięztwo pod Beresteczkiem. 

LIPIEC. 

Miesiąc ten najgorętszy i najzdrowszy w kraju naszym, 
bierze nazwę od drzewa lipowego, które teraz kwitnie i naj- 
lepszej żywności pszczołom dostarcza. — W tym miesiącu by- 
wa właściwie początek żniwa, używanie jagód i owoców 
rannych i koniec przednówka, często tak okropnego dla 
wiejskiego ludu. 

D. 1. R. 1569, Unija Litwy z Koroną. 

2. Dzisiejszą N. Pannę Nawiedzenia zowie lud Jago- 
dną, bo czas to jagód, poziomek, porzeczek, czernic i in- 
nych. 

3. R. 1649, zwycięztwo pod Zborowem. 

4. R. 1633, odsiecz Kamieńca. — R. 1812, śmierć Jana 
Łuszczewskiego prawego obywatela. 

5. R. 1433, sejm w Korczynie, na którym ustanowiony 
pierwszy podatek z karczem i młynów. 

6. R. 1607, bitwa pod Guzowem. — R. 1796, śmierć 
Adama Naruszewicza sławnego dziej opisa. 



245 



7. R. 1633, śmierć Lwa Sapiehy hetmana. 

8. R. 1343, pokój w Kaliszu: Kujawj-, Dobrzyń odzy- 
skane. — R. 1619, zwycięztwo pod Kluszynem. 

9. R. 156'2, śmierć And. Czarkowskiego biskupa Po- 
znańskiego. 

10. R 1685, zwycieztwo nad Tatarami pod Jazłowcem- 

11. R. 1657, Czarnecki zwycięża Rakoczego pod Ma- 
gierowem. 

12. R. 1704, pierwsza elekcya na króla Stanisława 
Leszczyńskiego. 

13. R. 1564, zwyeięztwo Stan. Paca pod Jezierzysz- 
czami. — Dzień św. Małgorzaty, pierwsze gruszki. 

14. R. 1508, zwycieztwo pod Orszą. 

15. R. 1410, sławna bitwa pod Grunwaldem; zdarzona 
Av dzień rozesłania Apostołów, sprawiła, że to święto długo 
uroczyście obcliodzone było. 

16. R, 1632, konfederacya Warszawska po śmierci Zy- 
gmunta III. 

17. B. 1659, zwycieztwo pod Konotopem. 

18. R. 1657, traktaty z Duńczykami w Hafnii przeciw 
Szwedom. — Dzień na który przed kilkoma laty zapowie- 
dziano koniec świata. 

19. R. 1569, hołd Alberta Wtórego Księcia w Pru- 
siech. 

20. R. 1422, sejm w Czerwińsku. 

21. R. 1567, zwycieztwo u Czaśuik odniesione przez 
Rom. Sanguszkę. 

22. R. 1342, przymierze Kazimierza W. z Krzyżakami 
w Inowrocławiu. 

23. R. 1568, Jan Kamieniecki pod Woromową zwy- 
cięża Tatarów. 

24. R. 1499, Wojciech Tabor w poselstwie od Litwy. 

25. Dzień św. Jakóba. Woda wezbrana w tym czasie 
Jakóbówką się zowie; także i gruszki teraz dojrzałe. — Nie- 



iii 

wiadomo dlaczego mówi pospólstwo: zjakóbieć, zamiast 
zgłupieć. 

26. Dzień św. Anny znamienity [różnóm nabożeń- 
twem, ale przysło wiem smutny: „Od św Anki, chłodne 
wieczory, poranki." 

27. R. 1697, elekcya Augusta III. — R. 1597, śmierć 
Jakóba Wujka sławnego Biblii tłómacza. 

28. R. 1589, Maksymilian Rakuski z niewoli wypusz- 
czony, 

29. Dzień św. Marty. Pospolite było dawnićj u nas 
to imię: ztąd różne przysłowia, jako znane o złćj a krzą- 
tającej si§ gospodyni, i to: ,, Znalazła Marta swego Gotarta" 
gdy cliciano powiedzieć: „Trafił swój na swego." 

30. R. 1788, śmierć Sołtyka biskupa krakowskiego. 

31. R. 1619, Janusz Radziwiłł zwycięża Tatarów 
i Kozaków. — Ostatni dzień Lipca dłuższy od nocy o godzin 
3 min. 6. 

SIERPIEŃ. 

Miesiąc ten będąc powszechnie czasem żniwa i zbio- 
rów, od sierpa dostał swą nazwę. Uważany jest także za 
najgorętszy i dla tego pozwolono są urzędom i naukom 
dnie wolne, feriae^ zwłaszcza dnie kanikułą zwane; czyli 
psie^ ponieważ Sirius lub Psia gwiazda razem wtedy ze 
słońcem wschodzi. Jednak dla chłodnych nocy, zwykle 
mniój jest skwarnym od Lipca. 

Dzień 1, Św. Piotra w okowach, lud zwie palikopą, 
bo zdarza się dziś, że pioruny uderzają w ułożone kopy 
z pożętego zboża. 

2. R. 1285, Leszek Czarny zwycięża Konrada Mazo- 
wieckiego pod Bogucicami. 

3. R. 1773, śmierć Stan. Konarkiego pełnego sławy 
męża. 



247 

4. R. 1589, hołd Gotharda Kettlera pierwszego księcia 
Kurlandyi. 

5. R. 1579, śmierć Stan. Hozyusza sławnego nauką. 

6. Dzień Przemienienia Pańskiego, wielu naboźnychi 
zachęca, bo wzbudza chęć prośby o przemienienie złej doli 
na lepszą. 

7. R. 1392, pojednanie Jagiełły z Witoldem pod Os- 
trowem. 

8. R. 1658, Felix Potocki hetman, Tatarów pod Pod- 
hajcami zwycięża. 

9- R. 1647, śmierć Zygmunta Kazimierza jedynego 
syna Władysława IV. — R. 1650, śmierć Jerzego Ossolińskiego. 

10. R. 1113, zwycięztwo pod Nakłem. — R. 1808, śmierć 
Jana Albertrandego zasłużonego w naukach męża. — Dziś 
dzień Św. Wawrzyńca; był zwyczaj niegdyś święcenia pode- 
branego świeżo miodu, udzielania go domowym i sąsiadom 
i mówienia: 

Przez przyczynę św. męczennika, 
Chroń Boże i^szczółki od szkodnika. 

11. R. 1548, śmierć Jana Gdańszczanina. 

12. R. 1496, kontrakt ślubny Jerzego elektora z Bar- 
barą córką Kazimierza Jagiellończyka. 

13. R. 1648, zwycięztwo Jeremiasza Wiśniowieckiego 
nad wojskiem Zaporożskiem pod Zwiaklem. 

14. R. 1018, wjazd Chrobrego do Kijowa. 

15. Dzisiejszą N. Pannę lud Zielną zowie od zwy- 
czaju święcenia ziół w dniu tym. — R. 1805, śmierć Igna- 
cego Tańskiego poety. 

16. Św. Roch patron dzisiejszy, opiekunem jest od 
zarazy morowćj i czczony był zawsze u nas jako w kraju 
tylekrotnie tą plagą dotkniętym, a to w latach 1205, 1211 
1312, 1358, 1424, 1456, 1543, 1548, 1602, 1620, 1652, 1704, 
1709. Dziś kiedy już ta zaraza między ludźmi nie grasuje, 



^248 

lud wiejski zwykł proAvaclzić przed kościół bydło swoje 
w dzień ten i tam kapłan je błogosławi. 

17. R. 1649, przymierze pod Zborow^em. 

18. R. 1533, śmierć Konstant. Ostrogskiego sławnego 
lietmana. 

19. R. 1669, elekcya Micłiała Wiśniowieckiego. 

20. Dzień św. Bernarda czyli Biernata, które imię 
znaczyło pierwćj prostaka; zKąd przysłowie świadczącego 
się niewinnością: ,,Prostyć ja Biernat." 

21. R. 1649, Zbaraż uwolniony od oblężenia męztwem 
Jerem. Wiśniowieckiego i Firleja. 

22. R. 1531, zwycięztwo pod Obertynem. — R. 1584, 
śmierć Jana Kochanowskiego, ojca poetów polskich. 

23. R. 1535, śmierć Macieja Drzewieckiego prymasa. 

24. Dzień św. Bartłomieja, pora kiedy już prostactwo 
znaczną zmianę w cieple powietrza postrzega. Dziś zaczy- 
nają się siewy ozime. — Niewiadomo dlaczego imię Bartosz 

Bartek bardzo w poniewierkę poszło. 

25. R. 1526, Zygmunt! Mazowsze odzierżawszy, wjazd 
do Warszawy odprawia. — R. 1807, śmierć Frań. Kniaznina. 

26. R. 1601, Ryga uwolniona z oblężenia Szwedów 
przez Karola Chodkiewicza. 

27. R. 1492, wstąpienie na tron Jana Albrychta. 

28 R- 1764, zwycięztwo nad Berezyną Boratyńskiego- 

29. Dziś pamiątka ścięcia św. Jana Chrzciciela. Nie- 
gdyś lud ciemny tego się trzymał przesądu, iż w przed- 
dniu kopiąc ziemię, złoto można było znaleźć pod zielem 
paprocią. Musiał być przypadek, który do tego gusła da} 
powód. Do przesądów dnia tego należy zwyczaj wtykania 
tyle rószczek zielonych w ziemię, ile ludzi jest w domu; 
czyja naprzód uschła, miano za znak że w tym roku umrze. 

30. R, 1808, śmierć Ignacego Potockiego prawego oby- 
watela i uczonego męża. — Dzień ś. Felixa, patrona dzieci 
chorych, zwłaszcza na konwulsyje. Jest mniemanie u po- 



249 



tpólstwa, iż złoży\Yszy na jego ołtarzu gromnicę, zupełnie 
sak dużą jali dziecię chore, pewno ozdrowieje. 

31. R. 1579, Połocli: zdobyty przez Stefana Batorego. 
— W l^oucu Sierpnia dzień dłuższy od nocy o god. 1 min. 25. 

WRZESIEŃ. 

Od wrzosu, który w tym miesiącu po lasacli kwitnie, 
nazwisko bierze. Niegdyś do brania leków, miesiąc ten za 
dogodny był uważany, i dotąd koń w nim spłodzony, wrze- 
śniak, za trwałego jest poczytany. — Lubo ten miesiąc porę 
letnią kończy a jesienną zaczyna, jednak niemal za najprzy- 
jemniejszy LI nas uważanym być może, ile że jest obfity 
sv owoce i inne płody ziemi. Czasem tylko powodzie wiel- 
kie, zwłaszcza na Wiśle sprowadza. 

D. 1. R. 1674, Trembowla obroniona przez Jana III. 

2. R. 1621, pierwsze zwycięztwo pod Cliocimem Karo- 
la Chodkiewicza. 

3. R. 1813, wezbranie nadzwyczajne Wisły pod War- 
szawą. 

4. R. 1656, wjazdy do Krakowa Jana Kazimierza po 
wypędzonych Szwedach. 

5. R. 1723, ślub Maryi Leszczyńskiej z Ludwikiem XV. 

6. R. 1450, zwycięztwo pod Krasnem nad Wołosza- 
nanii. 

7. R. 1764, Stan. August obrany królem. 

8. Dzień X. Panny Narodzenia, zwanej Siewną od po- 
' \ ólstwa, od czasu siewów ozimych. Niegdyś za leniwego 
był miany gospodarz, który na ten dzień siewów nie ukoń- 
czył. 

9. R. 1596, śmierć Anny Jagiellonki. 

10. R. 1435, śmierć Bolesława ks. mazowieckiego. 

11. R. 1621, drugie zwycięztwo nad Osmanem Karola 
Chodkiewicza. 



250_ 

12. E. 1683, Wiedeń oswobodzony przez Sobieskiego. 

13. R. 1612, śmierć Joa. Ocieskiego, sławnego mówcy 
i obywatela. 

14. R. 1821, śmierć Stan. Potockiego, znakomitego 
w naukach i obywatelstwie męża. 

15. R. 1697, koronacya Augusta II. 

16. R. 1668, złożenie korony Jana Kazimierza. — B, 
1825, śmierć Franciszka Karpińskiego. 

17. R. 1660, zwycięztwo pod Cudnowem. 

18. R. 1620, powtórne zwycięztwo Żółkiewskiego. 

19. R. 1654, pakta Welawskie z Fr. Wił. ks. prus. za- 
warte. 

20. R. 1491, koronacya Jana Albrychta. 

21. Dzień św. Mateusza, dawnym obyczajem o potrze- 
bie przysposobienia się na zimę ostrzega. Przypadające 
w ten dzień jarmarki, słynęły obfitością futer, czapek, ko- 
żuchów; przeto mówiono: „Niech chucha chudeusza, gdy za- 
był Mateusza."— W Łowiczu sławny jarmark na konie. 

22. R. 1699, Turcy Kamieńca odstępują przez tra- 
ktaty. 

23. R. 1621, hołd Jerzego Wilhelma ks. pruskiego. 

24. R. 1621, śmierć Karola Chodkiewicza. 

25. R. 1611, śmierć walecznego wodza Jana Sapiehy. 

26. R. 1674, zwycięztwo nad Nuradynem i Tatarami 
Jana III. 

27. R. 1332, zwycięztwo pod Połowcami. — R. 1605, zwy- 
cięztwo pod Ivircholmem. 

28. R. 1621, Turcy odparci po śmierci Chodkiewicza 
przez Lubomirskiego. 

29. Dzień św. Michała, w umowach najmu jest ratą 
do płacenia kwoty, kończy trzeci kwartał roku. Siew ozi- 
my już na ten dzień powinien być skończony, tem bardziej 
też żniwa. Zawsze za nieboraka był miany: „Kto na św. 
Michał, kopy z pola spychał.'' 



251 



30. R. 1660, zwycięztwo Jerzego Lubomirskiego pod 
Słobodyczem.— Ostatni dzień Września o 19 min. krótszy 
od nocy. 

PAŹDZIERNIK. 

Miesiąc ten od paździerza, które w robocie około lnu 
i konopi odpada, ma nazwisko. Chwile jego trzymają śro- 
dek miedzy upałami lata i mrozami zimy, zwłaszcza z po- 
czątku miewa dnie bardzo prz}^'emne, przecież późniejsze 
słoty, liście opadające i sam widok ptastwa odlatującego 
w cieplejsze kraje, wielce zasmucają. 

D. 1. R. 1110, Bolesław Krzywousty Czechy zwyciężyŁ 

2. R. 1413, sejm w Horodle i przywilój Litwie dany. 

3. R. 1654, Smoleńsk zdobyty. 

4. R. 1509, Kamieniecki Turków i Wołochów zwycięża. 

5. R. 1735, pokój Wiedeński. R. 1550, śmierć Samuela 
Maciejowskiego biskupa i kanclerza. 

6. R. 1788, otwarcie sejmu czteroletniego. — R. 1620, 
śmierć Żółkiewskiego. 

7. R. 1621, pokój Chocimski. 

8. R. 1567, przyjazd do Oliwy ze Szwecyi Zygm. IIL 

9. R. 1779, śmierć Kazimierza Puławskiego. 

10. R. 1683, zwycięztwo pod Strygoniem Jana IIL 

11. R. 1672, zjazd pod Gołębiem i konfederacya przy 
Michale królu. 

12. R. 1580, zwycięztwo pod Subinem Stefana Ba- 
torego. 

13. R. 1282, Jadźwingowie zwyciężeni przez Leszka 
Czarnego. 

14. R. 1660, przymierze z Moskwą Jana Kazimierza. 

15. R. 1821, śmierć Tadeusza Kościuszki. — Od dnia 
dzisiejszego po wielu domach zaczynają już codziennie w pie- 
cach palić. 



252 

16. K. 1667, Silnicki pod Najorowem Kozaków i Ta- 
tarów poraża. — Dzień św. Gawła, do którego przysłowie: 
„O późnym siewie Urbanów owies, Gawłowe żytko, kata 
warto wszytko." 

17. R. 1676, pokój pod Żurawnem. 

18. R. 1523, narodzenie Anny Jagiellonki. —Dzień św. 
Łukasza; już ani zbiorów, ani siejby być nie powinno, sto- 
sownie do przysłowia: „Św. Łukasz, czego po polu szukasz?" 

19. R. 1813, śmierć ks. Józefa Poniatowskiego.^R. 1821 , 
śmierć Stanisława Mokronowskiego. 

20. R. 1676, narodzenie Stanisława Leszczyńskiego. 

21. R. 1578, zwycięztwo pod Gawa And. Sapiehy. 

22. R. 1608, Zamoyski Tatarów z Multan wypędza. 

23. R. 1172, śmierć Bolesława Ivędzierzawego. 

24. R. 1609, Chodkiewicz Dynamund na Szwedach zdo- 
bywa. 

25. R. 1139, śmierć Bolesława Krzywoustego. 

26. R. 1706, bitwa pod Kaliszem między Augustem II 
a Szwedami. 

27. R. 1468, księztwo Płockie, ziemię Zakroczymską 
i Wizką Kazimierz Jagiellończyk odzierżał. 

28. Dzień śś. Szymona i Judy, według przysłowia 
i czasu, każe obawiać się grudy. — R 1423, sejm w Warce 
i statut Jagiełły ogłoszony. 

29. R. 1424, urodził się Wład. Warneńczyk.— R. 1536, 
umarł Piotr Tomicki biskup krakowski i kanclerz. 

30. R. 1553, śmierć Piotra Kmity wdy krakowskie- 
go, marszałka. — R. 1819, śmierć Tadeusza Matuszewicza. 

31. R. 1432, nadanie Ormianom przywileju prawa Teu- 

tońskiego. — Dzień ostatni Października krótszy jest od nocy 

god. 2 min. 33. 

LISTOPAD. 

Miesiąc bardzo właściwie nazwany, bo w tym czasie 
ze wszystkich drzew liście, albo już opadły, albo opadają. 



^253 

Z tym miesiącem rozpoczynają się łowy wszelkich zwierząt, 
niegdyś bardzo wesoło i huczno odprawiane. Lubo Listo- 
pad bywa to dżdżysty, to mroźny, zdarzają się jeszcze ła- 
godne chwile i dni do połowy jego Babiem lutem albo J/«- 
rusikoicem nazywa się zwykle. 

D. 1. Uroczystość Wszystkich Świętych, których imio- 
na w kalendarzu pomieścić się nie mogły. 

2. Dzień Zaduszny, jako pamiątce zmarłych poświę- 
cony, nikomu obojętnym być nie może: bo któż drogich so- 
bie osób między umarłemi nie ma? Obyczaje naiodowe nie- 
gdyś kilkakroć razy w roku odświeżały tę pamięć; powta- 
rzali pogrzebue obchody, łączyli słupy, stroili grobowce, 
lud prosty jadło i napoje na cmentarze nosił. 

3. R. 1632, elekcya Władysława IV. 

4. R. 1794, śmierć Jakóba Jasińskiego jenerała! poety. 

5. R. 1370, śmierć Ivazimierza Wielkiego. 

6. R. 1657, potwierdzenie paktów welawskich. 

7. R. 1648, starosta Zamoyski Chmielnickiego pod Za- 
mościtLU poraża. 

8. R. 1580, przymierze między Janem Albrychtem i Ba- 
jazetem cesarzem tureckim. 

I 9. R. 1674, zwycięztwo Jana III,wó wczas hetmana, pod 

Chocimem. 

10. R. 1673, śmierć Michała I^orybuta. 

11. Dziś Św. Marcina. W wielu domach gęś jedzą, 
a z kości piersiowej białej, mroźną zimę, z ciemnćj przepa- 
dzistą wróżą. 

12. R. 1638, śmierć uczonego Grzegorza Kuapskiego. 

13. R. 1550, koronacya Barbary Radziwiłłówućj, 

14. R. 1227, zjazd w Gąsawie. 

15. R. 1425, hołd Semowita i Kazimierza książąt ma- 
zowieckich.— Dzień Św. Kazimierza Kostki, Polaka. 

16. R. 1611, hołd Jana Zygmunta na księztwo Pruskie. 

17. Dzień św. Salomei, córki Leszka Białego.^ R. 1558, 



śmierć królowój Bony; już więc 272 lat jak nastąpiła, a je- 
szcze żartem powtarzają, między nowinami: „Królowa Bona 
umarła." 

18. R. 1638, przymierze z Czechami. 

19. R. 1738, Stanisław Leszczyński objął rządy w Lo- 
taryngii. 

20. R. 1454, sejm i statut w Nieszawie. 

21. R. 1655, rozmowa między Szwedami i oblężonemi 
w Częstochowie. 

22. R. 1335, układy w Wyszogrodzie. 

23. R. 1609, ślub Dymitra z Mar. Mniszchówna. 

24. R. 1700, bitwa pod Okielnikami. 

25. Dzień iw. Katarzyny, dziewicy celującej biegłością 
w umiejętnościach tak Boskich, jak ludzkich; przeto szcze- 
gólnie szkoły i naukowe zgromadzenia pamiątkę jej uroczy- 
ście święciły. Niegdyś kawalerowie uważali dziś na sny swo- 
je i z nich się dowiadywali o przyszłych bogdankach. 

26. R. 1779, śmierć Wacława Rzewuskiego hetmana 
i pisarza. 

27. R. J633, wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu. 

28. Pierwsza Niedziela adwentu; adcentus wyraz ła- 
ciński znaczy przyjście, jest czasem przygotowania do przyj- 
ścia Zbawiciela. 

29. R. 1466, przymierze z Prusami w Toruniu. 

30. Dzień św. Andrzeja bardzo ważny dla panien. 
Niegdyś wszędzie w Słowiańszczyźnie, dziś ^Y niektórych do- 
mach, wieczór schodzi wesoło: zebrane dziewice puszczają 
świeczki na wodę, a każda ma napis; które się zejdą, wró- 
żą małżeństwo; to znowu każda trzewiczek swój daje i sta- 
wiają z kolei jeden za drugim na podłodze: której progu się 
dotknie, ta w przeciągu roku za próg, to jest za mąż wyj- 
dzie. Sny także uważane były jako bardzo ważne: który 
mężczyzna się przyśnił, ten miał zostać mężem.— Ostatni 
dzień Listopada krótszy jest od nocy, godz. 3 min. 59. 



255 



GRUDZIEŃ. 

Od zimy i grudy zimowej ma nazwę; jednak więcśj 
w tym miesiącu bywa dni pochmurnych jak mroźnych i ja- 
snych, i czasem w jego przeciągu ledwie 10 dni taldch na- 
liczyć można, w których słońce zabłyśnie. Pora adwentowa 
szczególnie uważana za naj posępniej sza w całym roku. 

D. 1. R. 1825, śmierć Aleksandra I, Cesarza wszech 
Eossyi. 

2. R. 1413, złączenie pierwsze Litwy z Koroną na sej- 
mie w Horodle. 

3. R. 1665, śmierć Stefana Czarneckiego. 

4. Dzień św. Barbary, patronki szczególniój żeglarzy, 
górników i flisów. Dawniej w budowaniu szkut, wyrabiano 
na przodku statkowym jej wyobrażenie, i żaden majtek bez 
Barbarki na wodę się nie puścił. Niewiadomo zkąd urosło 
pogardliwe następujące przysłowie: 

Kto sieje tatarkę, 

Ma żonę Barbarkę, 

I krowami orze, 

Nie pytaj go się: czy zdrów, ale, czy żyjesz niebożę? 

5. R. 1381, zjazd elekcyjny w Wiślicy. 

6. Dzień św. Mikołaja, patrona gospodarzy wiejskich. 
Przed laty, dla dzieci św. Mikołaj był postrachem i zachę- 
tą. Jeśli były niegrzeczne, dziś wieczór wchodziła do po- 
koju osoba w bieli ubrana z rózgą w reku i plagi im da- 
wała; jeśli przeciwnie, rozdawała im podarki. Wiele dzia- 
tek, w swojej ciemnocie myślało, że to sam św. Mikołaj. 

7. R. 1516, Tatarzy pod Międzyborzem porażeni. 

8. R. 1601, Wolmar zdobyty. 

9. R. 1653, Tatarzy zgromadzeni pod Żwańcem. 

10. R. 1654, Fryderyk Wilhelm ks. pruski w zastaw 
bierze Drabim i Bytów. 



256 

11. R. 1567, Wielisz zamek wzięty. 

12. R. 1586, śmierć Stefana Batorego. 

13. Dzień św. Łucyi, iż w tym czasie dzień jest naj- 
krótszy, urosło przysłowie: „Święto Łucyi, dzień kroci." 
Inni mówią mylnie: „Św. Łucya, dnia przyrzuca." 

14. R. 1283, śmierć gwałtowna Ludgardy. 

15. R. 1595, urodziny Jerzego Ossolińskiego. 

16. R. 1672, śmierć Jana Kazimierza. 

17. R. 1768, śmierć Andrzeja Załuskiego zasłużone- 
go męża. 

18. R. 1575, śmierć Marcina Bielskiego kronikarza. 

19. R. 1658, Toruń na Szwedach zdobyty. 

20. R. 1698, Litwa domową niezgodę uspokaja. 

21. R. 1658, zwycięztwo pod Goldyngą nad Szwedami. 

22. Dziś zimowe przesilenie dnia z nocą, dzień w ro- 
ku najkrótszy, nie trwa i ośmiu godzin spełna. 

23. R. 1286, Kraków od Tatarów uwolniony. 

24. Dzień wesoły i radosny, wigilia czyli przeddzień 
Bożego Narodzenia, w całym świecie chrześcijańskim uroczy- 
ście i z biesiadą postną, ale nie suchą, bywa obchodzony. 
Aby zachować przepis postu, raz tylko na dzień, i to dopie- 
ro gdy gwiazdy się ukazały, strzegąc się wszelkiego nabia- 
łu, wieczerzę jadano; co dotąd lud pospolity, a Ruś szcze- 
gólnićj przestrzega. Przytem zaś to zachowywano, iż prze- 
dewszystkiem opłatkami się łamano; życząc jedni drugim 
li osie go roku, to jest lat życia starćj Doroty (ob. d. 6 Lut.). 
Łamanie się chlebem, braterstwa chrześcijańskiego w pier- 
wiastkach kościoła, odnawia, i piękny obraz gościnności sło- 
wiańskiej wystawia. Izba jadalna słomą, a stół do jedzenia 
sianem pospolicie był zasłany, dla pamiątki, iż Narodzony 
Chrystus na słomie był złożony. Dziś nawet zaścielane by- 
ły słomą i podłogi w kościołach, która tak w nich przez 
wszystkie święta zostawała. W rogach izby stały snopki ze 
zbożem i słomą prostą, z których brano po źdźble jednem 



^257 

i rzucano do góry, a z utkwionych poza belkami lub sie- 
strzanem, różne wróżby czyniono. Gdy gospodarz przypa- 
dkiem biorąc kłosy w rękę, więcej ich znalazł próżnych, niż 
pełnych, przypadek ten nieurodzaj przyszły miał oznaczać. 

Jeszcze co do tegoż dnia, u ludu prostego jestto we zwy- 
czaju, iż drzewa owocowe powrósłem, którem była związa- 
na słoma, co się pod stół ściele, obwiązywać zwykli, aby 
lepiśj rodziły i nie przemarzły od mrozów. 

W tymże dniu idzie gospodarz z siekierą do sadu swego, 
l)rzystępuje do drzew, które mało, lub wcale owoców nie ro- 
dzą, zamierza się, jakoby je chciał ścinać; lecz żona lub cze- 
ladnik prosi za niemi i ręczy, że się poprawią, i dopiero po- 
wrósłem obkręca. W tenże dzień łańcuchem stół opasują, 
aby go się chlśb trzymał, a żelazo płużne pod stół kładą, 
aby kruczki i krety roli nie psowały. 

Gdy się ludzie dobrzy dłużej i ochoczo w wilią bawić 
zwykli, źli używali tej doby do korzystania z nieostrożności 
cudzej, co się nazyw^ało szczęścia próbować. Zwyczaj ten 
tak się był upowszechnił, nietylko ii nas, ale i u obcych, 
iż stolica Rzymska i sobory kościelne, jako Antyziodoreń- 
ski, Turoneński i t. d. użyć grozy klątwy przymuszone były. 

Do obchodu wilii należy strucla, czyli kołacz pszenny 
podługowaty, na końcach palczasty, jjrzez środek plecionką 
z ciasta obłożony i posypany czarnuszką. W Krakowie 
i w innych miastach tak je wielkie pieczono, iż je na san- 
kach ciągniono. Uczony Łukasz Gołębiowski w opisaniu 
miasta Warszawy jest tego zdania, że i zwyczaj i wyraz 
przyjęty jest ód Niemców. U ludu prostego od wilii Bożego 
narodzenia do Trzech I^rólów, miejsce chleba zastępuje. 
Bywały i jeszcze gdzie niegdzie bywają, po dwa i trzy łokcie 
Iługie. U Rusinów wilia bez ulubionej im potrawy Kutija 
5wanej, obejść się nie może. Jest to pszenica gotowana do 
^rzepęknienia i zmięknienia, zaprawna miodem i makiem. 
[ do naszćj wilii kluski łazanki z makiem należą. Dziś 

Dzieła Hofmanowej. Tora III. 17 



258 

uważają, żeby u stołu osób było dopary! Jabłka, orzechy, 
pierniki, muszą być u najuboższych. Służący i dzieci podar- 
ki dostają. 

25. Boże Narodzenie, jedno z najprzedniejszych świąt 
w Chrześcijaństwie, z wesołością obchodzonych i gody też 
niegdyś zwanych. Radość powszechna świata, kapłani trzema 
mszami, lud pobożny okazuje śpiewami, które od północy 
zaczynać się zwykły. Do wesołości świąt należały dawniej m 
komiczne dyalogi, które żaki publicznie i po domach pry- 
watnych wyprawiali; ciż dotąd bawią lud jeszcze jasełkami^ 
w których wystawiają w niezgrabnych osóbkach: narodzoną 
Dziecinę na łonie matki, lub złożone na słomie, Trzech kró- 
lów z darami, starego Józefa, skoki i przygrywania paste- 
rzów i wszystkie okoliczności tćj historyi: do tej zawsze na- 
leżeć musi wół i osieł, żyd z żydówką, dyabeł i baba z ma- 
ślnicą. 

Wyraz jasełek znaczy kolebkę, w mowie pospolitej uży- 
wany. Od święta Bożego Narodzenia poczyna się kolenda.j 
Wywód pospolity wyrazu kolendy, od źrodłosłowa grecko-j 
łacińskiego calendae^ znaczącego pierwszy dzień miesiącE 
jest najstosowniejszy i uajpodobniejszy do prawdy. Wszal 
na początku roku, pierwszych dni, to jest w Kalendy StyJ 
cznia, odbierali pospolicie, jedni cesarze Rzymscy od lud^ 
podarki, drudzy je ludowi szczodrze rozdawali, na pamiątka 
złotych wieków Saturna, w których ludzie dawniejsi być 
mieli. Zwyczaj, nazwał wyrazem Kolendy wszelkie upominki, 
jakie gospodarze czeladzi, rodzice dzieciom, sąsiedzi sąsia- 
dom w tym czasie dawali. Zajmowała też u nas kolenda 
plebanów, którzy podług rozporządzenia soboru Piotrkowskie- 
go r. 1628, odwiedzać wszystkie domy swych parafian, obe- 
znawać się z niemi, spisywać ludność, badać o naukę chrze- 
ścijańską, powinni byli. Zwyczaj ten był bardzo pożyteczny, 
póki go nadużycie nie skaziło. Pleban gdy miał przybyć do 
wsi z kolendą, organista w przeddzień uwiadamiał mieszkań- 



259 

ców obchodząc wieś całą z dzwonkiem. Ksiądz ubrany w szaty 
kościelne, dzwonkiem też ogłaszał swe przybycie do każde- 
go domu, i stanąwszy przed drzwiami izby, zaczynał pieśń 
kolenduą, z organistą i żakami, których brał z sobą; liończył 
ją wchodząc do izby, poczem dawał krzyż do pocałowania 
mieszkańcom, i na przygotowanym stole go stawiał. 

Po przemowie krótkiej do domowników, o katechizm 
się pytał, a poczęstowany i obdarzony do drugiego domu 
odchodził. Dwory okazalej przyjmowały kolendujących ple- 
banów, i onych przyjęcie do uczty wieczornej w domu szla- 
checkim powód dawało. Często plebani na kolendę wystę- 
powali z nową swego układu pieśnią, ztąd tyle ich o Bo- 
żem Narodzeniu mamy. W wielu miejscach, 'nadania pier- 
wiastkowe, udzielają wolności plebanom pobierania dani ko- 
lendnej , nieforemnie przekształconym wyrazem łacińskim 
Colomlmtio zwanej, a którego i stare prawa krajowe uży- 
wają. Knapski Grzegorz wspomina w swych przysłowiach 
o zwyczaju, jaki był za jego czasów, iż wieśniacy złapawszy 
wilczątko, niedźwiadka lub co podobnego, obnosili je po 
domach, aby coś w nagrodzie otrzymali, i to się mówiło: 
„z wilczęty lub wilczą skórą, po kolendzie chodzić". Przysłowie: 
, .Nosić co po kolendzie," stosowało się też do tych, którzy radzi 
z domu do domu nowiny roznoszą. 

26. Ś. Szczepan. Pamięć pierwszego wiary Chrystuso- 
wej męczennika jest czczona zaraz po Narodzeniu Bożeni. 
Lud pospolicie dawniej owies na ten dzień święcić dawał, 
i gdy kapłan miał go kropić święconą wodą, idąc środkiem 
kościoła rzucano nań garściami zboża, jakoby dla pamiątki 
ukamienowanego męczennika. Ten dzień jest świętym dla 
czeladzi, zwłaszcza ay ^lazowszu, iż w tym czasie od jednych 
gospodarzów odstaje, u drugich służby szuka. Starający się 
zmawiają ich i raczą. Zkąd przysłowie: „Na Ś. Szczepan, każ- 
dy parobek pan." 

27. Ś. Jana Ewangielisty pamiątkę czyni kościół chrze- 



260 

ścijański; di. iż z podania dawnego, nic mu nie szkodziła wpa- 
dła w napój trucizna, zachowuje się w niektórycli kościołach 
zwyczaj, iż dziś ludowi z kielicha wina kosztować się daje. 

28. Młodzianków święto, czyli dzień młodziankowy nie- 
właściwie jest zwany; niewiniątek raczej dniem, jak po ła- 
cinie i w innych językach się mówi, zwać się powinien. Ra- 
dowały się zawsze w tym dniu dzieci z upominków, które 
im dawano, z zabaw i z widoku wystawującego okrucień- 
stwo Heroda, pomieszanego z śmieszn ościami. 

29. R, 1655, konfederacya Tyszowiecka przy Janie 
Kazimierzu. 

30. R. 1809, śmierć Stan. Małachowskiego, marszałka 
w. sejmu. 

31. Ostatni dzień roku. Sylwestra czyli Lasota. W wie- 
lu domach jest w używaniu niemiecki zwyczaj obchodzenia 
go zabawą, i czekania w licznśj drużynie godziny dwunastej, 
czyli początku następnego roku. Pobożność chrześcijan spra- 
wiedliwy znajduje powód dziękczynienia Bogu. 

2. Kalendarz moralny na wzór Franklina. 

STYCZEŃ. 

Dnia 1. Jakiż dziś natłok życzeń i przyjaciół! Szczę^^ 
śliwy komu jedno najważniejsze się spełni! kto jednego praw- • 
dziwego przyjaciela na całe życie zachowa! 

2. Mędrzec od rana pożytki zbiera, głupi czeka do 
wieczora; mędrzec czczonym będzie do późnćj starości, obrzy- 
dliwość głupiego, coraz się mocnićj ukaże. 

3. Sprawiedliwość jedyną jest cnotą, która nigdy zbyt- 
kiem nie grzeszy; bądź sprawiedliwym, a wszystkie cnoty 
mieć będziesz. 

4. Kochać i wielbić Boga, stosować się we wszystkićm 



I 



26] 

do porządku przez Niego ustanowioDego, oto jest treść re- 
ligii. Jakim sposobem dowiedziesz, że ją masz? oto bgdąc 
sprawiedliwym. 

5. Każdemu skoro można w potrzebie pomagać, a nigdy 
nie szkodzić nikomu, oto jest coś winien braciom, 

6. Natura człowieka jest być słabym, powinność nie 
być nim. 

7. Miłość porządku jest cnót wszystkicłi zasadą, miłość 
bliźniego ich dopełnieniem. 

8. Nie tyle patrz co tobie, ale co drugiemu pożyte- 
czno jest. 

9. Choćby cię nęcili źli ludzie; choćby ci mówili, że 
skarby znajdziesz na drodze i dom twój napełnisz korzyścią, 
odwróć nogę twoje od ich ścieszek, bo oni ku nieszczęściu 
się kwapią. 

10. Ścieszka sprawiedliwych, jako zorza poranna, rośnie 
aż do dnia doskonałego; ścieszka złych, jako zorza wieczor- 
na, rośnie aż do ciemnej nocy. 

11. Serce sprawiedliwego, źródłem jest uczucia i życia, 
'rerce złego zgubę i śmierć wyziewa. 

12. Jako chmura przechodząca zły przeminie, sprawie- 
dliwy jako słońce. 

13. Dusza cnotliwa, spokojna, czyni wiek kwitnący; 
dusza występna, strwożona wysusza kości. 

14. Słodki i łatwy się wydaje z początku człowiekowi 
chleb zbrodni;- a potem napełnią się piaskiem usta jego 
kością w gardle mu stanie. 

15. Ucieka zły i trwoży się, choć go nikt nie goni; 
sprawiedliwy jako lew śmiały stoi bez bojaźni. 

16. Pierwszym początkiem do niecnoty, nieprawda. 

17. Kto się wspiera na kłamstwach, ten wiatry pasie 
ten ptaki lecące goni. 

18. Kto dół kopie, sam często weń wpada; kamień to- 



262 



czony nieraz się wróci na tego, który go toczył, tak i zły 
wpadnie w sidła swoje. 

19. Cnota najlepsze szlachectwo, rozum najlepszy ma- 
jątek, zdrowie najlepsza uroda. 

20. Nie dopiiszczaj si§ wkorzeuiać złemu; co dziś z ła- 
twością wyrwać możesz, jutro siłą nie wyważysz: bywa 
z iskierki pożar. 

21. Nie odrazu złego pozbędziesz się nałogu, ua zada- 
wnioną ranę długiego leczenia potrzeba. 

22. Mało na tern, iż przestaniemy źle czynić, jeżeli 
dobrze czynić nie poczniemy. 

23. Są ludzie, którzy sami się rano budzą, są drudzy, 
których ze snu budzić potrzeba; są tacy, którzy sami wie- 
dzą jak postępować mają, są drudzy, których przestrzegać 
należy. 

24. Mądry przyjmie radę, głupi nią pogardzi, i po tćm 
poznać go można. 

25. Nie mała mądrość mądrze mówić, lecz największa 
mądrze czynić. 

26. Na siebie prawo stanowi, kto po drugich dobrego 
wyciąga. 

27. Największa pochwała jest dobrze czynić, a pochwał 
nie pragnąć. 

28. Skryte, ciche, ale słodkie szczęście, za cnotą cho- 
dzi; kto w niśm zasmakuje, już innego nie chce. 

29. Cnota w niedoli, w prześladowaniu, w cierpieniu 
znajdzie sobie słodycz złym nieznaną. 

30. Nie masz takiego, któryby kiedykolwiek nie zasłu-l 
żył na naganę; któż więc najlepszym z ludzi? ten, który naj-[ 
mniej ma przywar? ten, który wie iż ma przywary. 

31. Czyń wszystko co w mocy twojej, ażebyś lepszym^ 
był od drugich, a tak czyniąc nie sądź żeś jest lepszym, 
wtedy będziesz mądrym. 



263 



LUTY. 

Unia 1. Kiedy dui pracowite wiedziesz, używaj czasem 
rozrywki; ale niech zabawa zajmie cię dopiero wtedy, kiedy 
pracy dzisiejszej dokończysz: niech ci do jutrzejszej prze- 
szkodą, nie będzie. 

2. Insza odpoczywać, insza ustać. 

3. Insza wesołość, insza lekkość albo plochość. 

4. Insza bawić się tylko na świecie, insza żyć, praco- 
wać i w zabawie wytchnienia szukać po pracy. 

5. Jeżeli prócz Niedziel i świąt, jeszcze wymyślać so- 
bie dnie będziemy do odjęcia ich pracy, cóż z tego wypa- 
dnie? Oto ubodzy coraz bardziej upadać będą, a bogaci 
mniej znajdą sposobów do ich ratowania. Przypatrz się rze- 
mieślnikom po miastach; ba już po wsiach widzieć się to 
daje: po każdćm święcie jeszcze drugie nazajutrz obchodzą; 
członki ich więcej przez hulankę, niźli przez pracę ściężały. 

6. Król mędrzec, mocny trunek z wężem równa, który 
zwolna wśliznąwszy się w zanadrze, dotyka żądłem i jad 
swój wpuszcza. Wistocie, zbytek mocnych trunków osłabia 
ciało, psuje zdrowie, miesza umysł, zaciemnia rozum, w^zbu- 
dza niesnaski, w zapomnienie obowiązki podaje, tajemnice 
wyjawia, człowieka zwierzęciu podobnym czyni. Ach! jakaż 
to obrzydliwa namiętność, pijaństwo. 

7. Ostrzeżeni głodem, z ukontentowaniem go zaspaka- 
jamy, a skoro uczynimy zadosyć potrzebie, mija przyjemność 
i potrawy w niesmak nam idą; żarłok przez rozmaitość 
potraw, apetyt w sobie wzbudzić pragnie: ta niewstrzemię- 
źliwość prędzej czy później zniszczy mu zdrowie. 

8. Umiarkowanie tak w napoju jak w jedzeniu, to naj- 
pewniejszy dobrego zdrowia i smaku przepis. 

9. Przywyknij do życia trzeźwego i regularnego, a zbrzy- 
dzisz sobie rozpustę i nierząd. 



264 

10. Po zabawach jego poznać dziecię; po twoich niech 
każdy pozna rozsądnego człowieka, 

11. Jeśli służysz, pracuj; nie baw się nadto, żeby cię 
śmierć, owa każdego człowieka pani, próżnym nie zdybała. 

12. Kto zawsze minut oclirania, ten czasem dzień je- 
den stracić może. 

13. Czas zapust, czasem jest wesel i małżeństw. Sam 
Bóg nakazał małżeństwo, błogosławi oblubieńcom i kochać 
im się wzajemnie każe. Ale jak chcecie, żeby się małżon- 
kowie kochali, jeśli się źle dobiorą, jeżeli przed ślubem wię- 
cćj było uwagi na związek majątków jak osób, kiedy nie 
szukali szczęścia tylko losu. 

14. Życie to na jednego za ciężkie jest; dla tego jeźli 
jej nie masz dotąd, szukaj pomocy, ale szukaj pilnie, bo le- 
piśj żyć samemu, jak z złym towarzyszem. 

15. Miłość twoja niech nie będzie ani z pożytku, ani 
z rozkoszy, bo taka nie trwa; ale niech będzie przyjaciel- 
ska, z przymiotów i cnoty. 

16. Mąż i żona podobni do dwóch wołów, sprzężo- 
nych we dwoje w jednćm jarzmie: ciągną kłopoty i prace 
świata tego, i wszystko im idzie łatwo i dobrze dopóki zgodni. 

17. Nad wzajemną miłość i spokojne domowe pomie- 
szkanie, nie ma świat widomy nic nadobniejszego. 

18. Kto znalazł dobrego i uprzejmego towarzysza, 
skarb znalazł: szalony, jeźli go nie szanuje. 

19. Nie słuchaj chytrości zalotnych niewiast, ani po- 
chlebstw płochych młodzików; słodkie jak miód ich usta, ale 
życie twoje uczynią gorzkie jak piołun. 

20. Cnotliwa żona przysparza majątku i chwały do- 
mowi; ale zła żona tyle przynosi pożytku, ile dach, z któ- 
rego zdjęto pokrycie. 

21. Na oddalenie swarów, nikt lepszym mistrzem być 
nie może, jako łagodna, cierpliwa, milczeć i znosić umieją- 
ca niewiasta. 



265 

22. Jeśli gdzie, to w małżeństwie służy ta rada: „Je- 
dno drugiego ciężary noście, a lekko i miło wam będzie." 

2o. W pierwszym dniu fjostu, kościół rzymski w sy- 
paniu popiołu na głowy, przypomina nam początek nasz 
i koniec, pobudkę do rozmyślania daje. 

24. Post bardzo długim jest dla tych, co w zapusty 
zaręczeni zostali, mówi Rózyna. Post bardzo krótkim jest 
dla tycli, co na Wielkanoc płacić mają, mówi Franklin. 

25. Jeźli w każdym czasie miłosierdzie zalecanem by- 
wa, więcćj jeszcze powinno być w tym czasie. 

26. Jałmużna tyle jest wyższą nad post zasługą, ile 
prawa Boskie wyższe są od praw ludzkich. 

27. Znosić mężnie i cierpliwie wszystko co nam się 
zdarza, najzbawienniejszem umartwieniem. 

28. Pamiętaj na to, co do ust twoich wchodzi, ale 
więcej jeszcze na to, co z nich wychodzi. 

MARZEC. 

Dnia 1. Nadzieja jest najużyteczuiejszem poruszeniem 
duszy; napełnia serce, zatrudnia umysł, zaspokaja wyobra- 
źnię. Gdybyśmy nie mieli przed sobą żadnego życzenia, 
oczekiwania żadnego, nudnem byłoby życie. 

2. Nadzieję, wianem młodego wieku mianują; cieszy 
się nią i sędziwy starzec. Nadzieja, jak słońce świeci i ku 
zachodowi. 

3. Źli nie mają nadziei na potem, sprawiedliwy peł- 
ny jćj do końca. 

4. Nadzieja złego, jest jako listek, który wiatr pory- 
wa, jako bańka, którą dech rozpędza; nadzieja sprawiedliwe- 
go rośnie jak słońce przy wschodzie. 

5. Nadzieja jest omylną, mówią pospolicie; wesprzyj 
twoje na cnocie i pracy, zasilaj ją cierpliwością, a zawie- 
dzionym nie będziesz. 



'266 



6. Dzieci, kwiatami nadziei są zwane; często ogro- 
dników wina, kiedy te kwdaty owocu nie wydadzą. 

7. Wychować dziecię w próżnowaniu, a chcieć po 
niem, żeby do złego skłonności nie miało; jest to samo 
co rzucić piłkę w powietrze i chcieć żeby na ziemię nie 
spadła. 

8. Jednożby to było dla dziecięcia nie rodzić się, jak 
być porzuconem. Ale jak troskliwą jest Opatrzność! pokarm 
dla nowo narodzonego w piersiach matki przygotowany, nie 
tyle jeszcze dziwić powinien, jak ta miłość niepojęta, którą 
w sercu swojśm dla niego nosi. 

9. Matka powinna się zająć pierwszemi wygodami 
i nauką syna, resztę wychowania ojciec na siebie niech 
weźmie. 

10. Syn mądry i cnotliwa, dowód nauki i cnoty oj- 
cowskićj. 

11. Kto folguje dziecięciu krnąbrnemu, nienawidzi go; 
kto go miłuje, ustawnie ćwiczy. 

12. Złość i nierozsądek prawie wrodzone są sercu dzie- 
cięcia; wypędzisz je karnością i dozorem. 

13. Jeżeli masz złego syna, karz go, a nie rozpaczaj 
o nim. 

14. Karność daje mądrość, dziecię puszczone na swo- 
je wolę, zawstydzi matkę. 

15. Żywić dzieci i utrzymywać je przez czas ich ro- 
śnięcia, a potem je postawić w możności wyżywienia siebie; 
to jest zasadą wychowania co do ciała. Przysposobić wcze- 
śnie dzieci do poznania prawdy, do zamiłowania pracy, a to 
ćwiczeniem i przykładem, to jest zasadą wychowania co do 
duszy. 

16. Nie jedni rodzice biedzą się i męczą, żeby dzie- 
ciom nienaruszony majątek przechować; mało którzy myślą 
o przekazaniu im imienia bez skazy. 

17. Nie jeden ojciec dzień i noc się trudzi, chcąc ty- 



267 



siączek syuowi przysporzyć, a nie pomyśli o AYychowaniu go 
w sposób, aby ich użyć umiał. 

18. Nie strać synowi rodzicielskiego majątku, ale myśl 
więcćj o tem, żebyś go bogatym w cnoty i rozum, niźli pie- 
niądze zostawił. 

19. Ojciec, który nauczył syna wystarczać samemu so- 
bie; matka, która prace i skromność w córkę wpoiła, dosta- 
tecznem dziatki opatrzyli wianem. 

20. Nie trzymaj syna twego dzień cały nad naukami, 
ludzie nie są rośliny: ruch im potrzebny. 

21. Nie wysilaj dziecięcia twego na zawczesuy rozum, 
ani się niem nie ciesz; mała nadzieja o kwiatach, które try- 
bują. 

22. Nie ucz dzieci twoich fałszu i kłamstwa; źle nau- 
czysz ich, skoro uczynki twoje nie będą zgodne z naukami 
jakie im dajesz. 

23. Pamiętaj, że dzieci są nadzieją przyszłości; przy- 
łóż się do tego, żeby ta przyszłość lepszą od obecnej chwili 
była. 

24. Niech syn twój takim będzie: Niech go litość cią- 
gnie do losu bliźniego, przyjść może czas, że i jego udręczy. 
Niech ociera łzy niewinności uciemiężonej. Niech tkliwy wę- 
zeł przyjaźni, miłość lubej towarzyszki, osłodzą mu wszel- 
kie życia przykrości. Niech będzie sprawiedli\\7m, bo spra- 
wiedliwość jest filarem rodu ludzkiego. Niech będzie do- 
brym, bo dobroć zniewala serca, do Boga podobnym czyni. 
Niech będzie wybaczający, bo sam słabym będąc, żyć bę- 
dziesz z istotami równie słabemi. Niech czyni dobrze krzy- 
wdzącemu go, aby większym nad niego się pokazał, aby go 
w przyjaciela zamienił. Niech będzie obywatelem, bo oj- 
czyzna każdemu potrzebna do pomyślności i do bezpieczeń- 
stwa. Niech będzie pewnym, że człowiek, który drugich 
szczęśliw}Tni czyni, sam nieszczęśliwym być nie może. Niech 
będzie użyteczny, i niech wie, że Niebo się raduje nad po- 



268 



stępkami człowieka, które do szczęścia ziemi się przykła- 
dają. 

25. Kto dobrych synów ojczyźnie i ludzkości sposobi, 
najpiękniejsze pomniki im stawia, godzien czci i chwały. 

26. Grono cnotliwych dzieci najpiękniejszym starości 
wieńcem. 

27. Jeżeli masz dobrych rodziców, ciesz się: chwałą sy- 
nów są ich ojcowie. 

28. Kto gniewa ojca i matkę martwi, bezecnym jest, 
nieszczęśliwym będzie. 

29. Kto nie szanuje ojca i matki, tego pochodnia zga- 
śnie wśród ciemności. 

30. Nie błogosławi ci Bóg na dziedzictwie, do które- 
go się kwapisz. 

31. Zły syn, córka niewdzięczna, zakałem są rodu 
ludzkiego. 

KWIECIEŃ. 

Dnia 1. Praca, wolność i cnota, są jak pierwiosnki 
i fijołki; kiedy się te miłe kwiaty pokażą, innych pewnym 
być można. 

2. Młodość i wiosna są prawdziwie porą do pracy, 
czego w nich nie zasiejesz, nie będziesz zbierał w jesieni. 

3. Praca jest celem i środkiem życia, warunkiem istnie- 
nia. Opatrzność prawie nic zrobionego człowiekowi nie da- 
ła, ale użyczyła mu sposobności do zrobienia wszystkiego. 

4. Płody ziemi są dla człowieka, ale ręce jego stara- 
nie o nich mieć muszą. Światło, wolność, zgoda, cnota, 
przyjaźń, są na świecie, ale starać się o nie potrzeba; nie 
przyjdą, nie zakwitną same. ' 

5. Mały robak nieznacznie dęba tocząc w ostatku go 
obali; kęs do kęsa dodając siła się zrobi. 

6. Długo myśl, prędko czyń. 



269 



7. Nie znalazłeś skarbu i nigdy go nie znajdziesz, je- 
żeli z założonemi rękami siedząc, nic pożytecznego robić nie 
będziesz. 

8. Ćwiczenia ciała wzmacniają ciało, ćwiczenia rozu- 
mu, jako to: czytanie, pismo, rozmowa z rozsądnemi ludźmi, 
zastanawianie się umacniają rozum. Części ciała w ruchu 
będące najwięcej siły nabierają, umysł im więcej ćwiczony, 
tem światłej szy. Ruch nawet nie żyjącym rzeczom pomocny; 
rdzewieje klucz, kiedy nie używany, psuje się woda stojąca: 
ruch jest duszą całej natury. 

9. Zatrudniaj się zawsze użyteczną pracą, bądź umy- 
słową , bądź ręczną , a próżnowanie ciężką karą wydawać ci 
się będzie. 

10. Chcesz wiedzieć jakie na nudy, na wszelkie cho- 
roby umysłowe, a nawet na smutek, lekarstwo? Oto zatru- 
dnienia i praca; lepsze nierównie od wszelkich aptecznych, 
i nie tylko nic nie kosztują, ale korzyść przynoszą. 

11. Jednym czasu na co potrzeba niestaje, drudzy ma- 
ją i wolne chwile, kiedy umieją się urządzić; bo panem cza- 
su, kto mądrze nim szafuje. 

12. Kto się pracy lęka, bardziej mieć nie chce jak nie 
może, bardziej nie zaczął niż nie dokazał. Od pojedynczej 
liczby wielka się zaczyna; nie naliczywszy jednego, nie bę- 
dziesz miał dziesięciu. 

13. Więcej czasem w nas jest lenistwa niż niemo- 
żności. 

14. U złego robotnika siła trzasku, roboty mało. 

15. Jak ocet zębom, dym oczom, tak leniwy przykry 
jest tym, którzy go do pracy użyją. 

16. Z każdej uczciwej pracy będzie obfitość, ale gdzie 
tylko słów wiele, tam przyjdzie niedostatek. 

17. Pracowity rolnik i na przednówku ma zboże; pró- 
żniakowi brak go i w jesieni. 

18. Praca koło roli jest jedną z najużyteczniejszych; 



270 



rolnictwo jest źródłem wszelkich bogactw; rzemiosła rozsze- 
rzają icli użycie, handel rozchód ułatwia, ale wszystko na 
rolnictwie opiera się i toezy. 

19. Poczciwy, światły i pracowity rolnik, obywatelem 
godnym prawdziwego szacunku. 

20. Konsulowie rzvmscv zsiadłszy z zwvciezkiego wo- 
zu powracali do swej zagrody, żeby iść jak dawniej za płu- 
giem. Szlachta hiszpańska zawiesza szpadę na najbliższem 
drzewie pola, które ma uprawiać, a wracając z pługiem do 
domu, szpadę przypasuje. Cesarze chińscy sami w pewny 
dzień roku dają poddanym piękny przykład i orzą tę ziemię, 
która tak królów jak chłopów i żywi i strawi. "NY wielu 
krajach naznaczają nagrody za wynalazki rolnicze, a w Pol- 
sce znajdziesz jeszcze AYielu takich panków, którzy prace 
koło roli za spodlenie mają. 

21. Wystawiłem w sercu mojćm, mówi jeden uczony, 
ołtarz dla czterech klas obywateli: filozofom, którzy narody 
oświecają, a przykładem cnoty uczą ; sędziom, którzy równą 
■wagę sprawiedliwości w ręku swojem utrzymują; żołnierzom, 
którzy krzywdy nie czyniąc nikomu, własnemi piersiami za- 
słaniają ojczyznę; kupcom, którzy uczciwym przemysłem 
kraj i siebie bogacą : przepomniałem jeszcze o rolniku, a po- 
dobno na czele położyć go należało. 

22. Pan wioski dobrze urządzonej, jak król jaki, a tern 
szczęśliwszy, że mniej ma zawistnych. 

2.3. Słodycze wiejskiego życia, kto je zażyć umie, wszel- 
kie inne przecliodzą. 

24. Nic milszego nad zabawę ogrodniczą, a razem nic 
zdrowszego dla utrzymania we krwi naszej przyzwoitej płyn- 
ności, dla nadania dzielności członkom, giętkości stawom, 
i zachowania swobodnej myśli aż do późnego wieku. 

25. Sadzić i szczepić drzewa, jest to radość i wdzię- 
czność krzewić. 

26. Spadła na jednego wioska dziedzictwem i pytał się, 



•271 



eo pierwej w niej ma zrobić: dom postawić, czy ogród za- 
łożyć? Załóż ogród, odpowiedział mu przyjaciel: dom w je- 
dnym roku stanąć może, na ogród musisz czekać lat kilka. 

27. Jaka roskosz patrzeć na odradzające się drzewa, 
które człowiek sam sadził i pielęgnował; zdaje się, że wraz 
z niemi się odradza: jest to gatunek ojcowstwa, w tem le- 
pszy od istotnego, że pewniejsza z drzew jak z dziatek po- 
ciecha. 

■2S. Kto drzewa sadzi, ten sobie wieczystą zabezpiecza 
wdzięczność. 

•29. Kiedy nadejdzie ta pora, gdzie chłopek nasz ka- 
żdy, sad koło chaty swojej mieć będzie? mówią tkliwi filan- 
tropi. Niech pierwej pan każdy dom swój ocieni i ogród za- 
łoży, odpowiadają rozsądni. 

30. Gdyby właściciele wiosek uwzięli się, szlachetnym 
przejmując się wyścigiem, wnetby nasz kraj się umaił i zró- 
>\Tiał z obcemi. 

31. Dobrze byłoby, gdyby miłość pracy, ochędóstwa, 
drzew sadzenia na wzór Niemców nas zajęła. 

MA J. 

Dnia 1. Zdrowa dusza w zdrowćm ciele, to najdroższe 
nieba dary. 

'2. Cnota jest szczęściem duszy, zdrowie szczęściem 
ciała. 

3. Zdrowie najwięcej ludzie cenić zwykli, kiedy je 
utracą; czyby nie lepiej cenić je pierwśj? możeby się nie 
straciło. 

4. Zapobiegaj początkom słabości każdej; późno po- 
tem używać lekarstwa, kiedy wzmogła się choroba przez 
czas długi. 

5. Słuchaj lekarza, jemu Opatrzność zleciła odkrycie 
życie roślin na uzdrowienie stworzonych. 






272 



6. Nie przecierpiawszy, nie można być zdrowym. 

7. Nie uraziwszy, nie uleczysz rany. 

8. Nie zawadzi stratą członka, całego oclii'onić ciała. 
Marynarze zatopem drobniejszycłi rzeczy, liosztowniejsze za- 
cłiowują. 

9. Większe clioroby przykrzejszem leczone bywają le- 
karstwem, na twarde drzewo twardśj potrzeba siekiery. 

10. Za pracę i zdrowie kupić. Próżnowanie nie utu- 
czy. 

11. Umiarkowanie pierwsza zdrowia recepta, zbytek 
aptek filarem. 

12. Kiedyś zdrów, pamiętaj, że chorować możesz; kie- 
dyś słaby, myśl, że ozdrowiejesz. 

13. Komu biada? kto chory? komu niemoc i bóle? je- 
żeli nie tym, którzy z młodu bawili się rozpustą, puhary 
spełniali, z umiarkowaniem się poróżnili. 

14. Rozpusta nęci ku sobie i słodką się zdaje, ale kto 
się jśj oddał, wnet w nim jako żmija jad swój rozpuści, zdro- 
wie odbierze, śmierć zada. 

1.5. Dusza spokojna, życie porządne, czynią wiek. 

16. Choroba ciała często z choroby duszy wynika; z du- 
szy jako ze źródła, złe i dobre na ciało spływa. 

17. Zbytnia radość jest siostrą smutku, a częstokroć 
matką choroby. 

18. Zdrowie i pokój, te najdroższe własności człowie- 
ka, w młodym wieku tanie są i łatwe do nabycia; ale nie 
opuszczaj tej chwili, trzymaj się tego pierwszego targu. 

19. Życzliwość dla drugich, krew dobrą czyni, zazdrość 
wysusza kości. 

20. Zdrowie jest młodością ciała, równie jak czułość mło- 
dością serca. 

21. Małe cierpienie, zatrudnieniem odpędzić można. 

22. Na bóle największe, cierpliwość balsamem najle- 
pszym. 



273 



23. Jeśliś chory, iiie mów wiele o chorobie twojój; nie 
znudzisz drugich i sam prędzej o niśj zapomnisz. 

24. Jeśliś zdrów, dziękuj niebu i nikomu żadnych nie 
zazdrość skarbów; masz największy z dóbr doczesnych? 

25. Na co. się zda kuchmistrz, jeśli apetytu nie ma? 

26. Jeden pan wstawszy od wykwintnego obiadu, któ- 
rego jeść nie mógł, spostrzegł chłopaka jedzącego smacznie 
surową, rzepę; „czemuż to którego z tych gałganów do 
trawienia za nas nająć nie można?" zawołał z gniewem. 

27. Pijaństwem każdy się brzydzi, obżartośó lepićj 
widziana; na jednymby przecież wózku jeździć powinny: pi- 
jak i żarłok gorsi od bydląt, i zarówno zdrowie niszczą. 

28. Kto rozum swój w trunku topi, pokazuje że nie 
godzien mieć rozumu. 

29. Weszło v/ zwyczaj przy ucztach spełniać kielich 
wina i mówić: „zdrowie twoje!" właściwiej byłoby podobno 
wołać na głos: „choroba moja i twoja." 

30. Można wielu rzeczy z dawnych żałować czasów, 
ale tego pojenia na śmierć przez przyjaźń, żałować trudno. 

31. Mężczyźni przechwalają się mocną głową, kobiety 
wytrwałością w tańcu, i wielu z nich dla tej próżnej cheł- 
pliwości zdrowie niszczy. 

CZER WIEC. 

Dnia 1. Majątek potrochu z uczciwością zbierany naj- 
lepiej się dochowuje; staraj się mieć więcej nad potrzeby, 
i to więcej odkładaj na bok, choćby po trzy grosze: z naj- 
dziesz kamień filozoficzny, który ci wnet miedź w złoto 
obróci. 

2. Jeśli dom swój bardzo wywyższysz, wiatr ci go 
łatwo obali. Mędrzec nie żąda ani nędzy, ani zbytniej ob- 
fitości: pierwsza do zbrodni pobudza, druga występkom 
wrota otwiera. 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 18 



274 



3. Niech drudzy się szczycą i wynoszą, majątkiem i imie- 
niem od ojców wziętćm, ty szczyć sie i wynoś, jeśliś sam 
zrobił sobie majątek i imię. 

4. Bogactwa są niebezpieczne, otaczają nas pochleb- 
cami, odstręczają od pracy, pomnażają wacly nasze, bo ma- 
my czćm je pokryć; przyczyniają win, bo je prędzćj spełnić 
można. 

5. Prawdziwie szczęśliwy udział f(yi'tuny, jest umiar- 
kowany, własną pracą nabyty majątek i umiarkowausze od 
niego żądze, złączone przecież z chęcią powiększenia go 
uczciwie. 

6. Kto się na stan majątku swego skarży, podobno 
najwięcej na siebie samego skarżyć się powinien. 

7. Przymiot uważania rzeczy więcćj z dobrej jak ze 
złej strony, więcej daleko wart od stu tysięcy intraty. 

8. Nierównie łatwiej byćby powinno żądania zasto- 
sować do intraty, jak intratę do żądań. 

9. Dosyć siła potrzebuje. 

10. Chcesz być tak bogaty jak ten co najwięcej ma, 
nic nie pragnij nad to co możesz; jakbyś wszystko miał, 
kiedy więcćj nie potrzebujesz. 

11. Chcesz sobie sprawić nową na Świątki suknię? 
poco? kiedy w tej co masz możesz jeszcze, czas znaczny 
pochodzić. Wydatek na nową suknię, sprowadzi ci wyda- 
tek na nowe do nićj ozdoby, a te cię znowu w nowe wy- 
datki wciągną. Łatwiśj jest oprzeć się pierwszćj skłonności, 
jak potśm wszystkie zaspokoić. 

12. Strzeż się zbytku i próżnych wydatków jak ognia; 
prawda, że wiele majątków ginie przypadkami nieszczęśli-i 
"wemi: ogień, woda, bankructwa, zmiany polityczne, są nie-j 
raz ich zguby przyczyną; ale najczęściej my sami wydając nac 
możność, przypinamy skrzydła dostatkom naszym, otwie- 
ramy drzwi i okna żeby tśm łatwićj wylecićć mogły. 

13. Choć jaka rzecz tania do nabycia się trafia, dług( 



275 

jeszcze zastanawiaj się uad jej kupnem; bo rzecz niepotrze- 
bna, zawsze drogo kupiona. 

14. Nietylko myśl o własnych potrzebach, ale i o po- 
trzebach bliskich tobie. Jeśli masz rodziców żyjących, myśl, 
że przyjść może czas kiedy im oddać wypadnie, coś wziął 
od nieb; jeśli masz dzieci, pamiętaj że im dać cząstkę po- 
trzeba, którą one już nie tobie, ale swoim dzieciom oddadzą. 
Jeśli masz wychowanków, dobre i dawne sługi, pamiętaj, 
że oni polegają na tobie. 

15. Twoja staranność uietylko na dziś, na zwyczajne 
potrzeby niech się rozciąga, ale uzbieraj sobie zasób pewny 
na jutro, na nadzwyczajne wydatki. Słońce jasne nie zawsze 
świeci, tysiączne zdarzają się przygody, a wreszcie nie- 
omylną jest niemoc i starość: — gdy te nadejdą, nie będziesz 
mógł pracować. 

IG. Dostatków twoich, jeśli je masz, nie przypisuj je- 
dynie własnej pracy; ale myśl z wdzięcznością o Tym, który 
tśj pracy błogosławi. 

17. Lepsza jest trocha z cnotą, niż wielkie dochody 
z nieprawością. 

18. Lepszy jest kęs chleba suchego z pokojem i we- 
selem, niźli dom pełen dostatków z kłótnią i złorzeczeniem. 

19. Kto się prędko chce zbogacić, nie zdoła tego bez winy. 

20. Zazdrośnik nigdy dosyć nie ma, zawsze u sąsiada 
coś upatrzy, na czem jemu zbywa. 

21. Porównywając podział bogacza i ubogiego, to znaj- 
dziesz: bogaty ma wyszukane potrawy, ubogi apetyt; bogaty 
ma miękką pościel, ubogi sen smaczny; bogaty ma aptekę 
i doktorów, ubogi zdrowie; bogaty ma pieniądze i nudy, 
ubogi pracę i wesołość. 

22. Nic gorszego jak niedostatek wśród bogactw: tej 
nędzy żadne najdroższe nie okryją szaty. 

23. Nierównie mniej byłoby majątkowycli kłopotów, 
gdyby każdy co pożycza, pamiętał że oddać trzeba. 



276 

24. U niejednego zaszła jakaś pomyłka w rozumieniu 
znaczenia wyrazów: ten mówi: jam ci pożyczył, oddaj; 
a tamten słyszy: on mi darował, nie oddam. 

25. Tysiąc racyi, szeląga długu nie zapłaci. 

26. Długi zaciągać, musi to być złe wielkie; z początku 
dług łatwym i miłym się zdaje, a potćm cięży jak kamień. 

27. Nie zbieraj dla dzieci majątku, jeśli tego z ła- 
twością czynić nie możesz, ale nie zostaw im długów — na- 
razisz się na mimowolne ich złorzeczenie. 

28. Jedną z pięknych chwil życia człowieka jest ta^, 
w którćj dług zapłaci. 

29. Rzetelność rzadką się stała w tych czasach, za- 
chowuj ją i piastuj tem wierniej; rzecz każda im rzadsza, 
tśm większej cnoty nabiera. 

30. Od złego dłużnika bierz i plewy. 

LIPIEC. 

Dnia 1. Kto majątku nie trwoni, owszem go przymnaża, 
tę ma pociechę, że i drugim udzielić może. Jest on jak 
pszczoła, która i sobie wystarcza i ludziom udziela. 

2. Kto dostał więcej w udziale, jest tśż więcćj odpo- 
wiedzialny. 

3. Kto wyciąga rękę na wsparcie podupadłej cnoty 
jest wiernym Boga obrazem. Ten kto przebraną miarę 
złota mając, usypuje z nićj dla zaniedbanój zasługi, wcho- 
dzi najlepiśj w widoki Opatrzności, która chce, aby obfitość 
jednych osłaniała niedostatek drugich, a ,tym sposobem 
stało się porównanie. 

4. Litość nad nędzą ludzką niech cię także pociąga 
do oszczędności. Jak miło jest mieć co dać bratu w po- 
trzebie! a jakże co dać potrafisz, jeśli sam mieć nie bę- 
dziesz? 

5. Kto ma litość nad ubogiemi, żyć wiecznie będzie. 



277 

6. Dary potrzebnym czynione rozprzestrzeniają drogę 
człowieka do szczęścia i dobrej sławy. 

7. Ivto zatylia uszy swoje na prawdziwie ubogiego 
wołanie, ten będzie sam wołał, a nikt go nie usłucha. 

8. Człowiek sam potrzebujący, najmiłosieruiejszym 
bywa. 

9. Jako w oczach Boga tak i w oczach ludzi, co na 
datku schodzi, sercem dobrśm i wolą nagrodzić to możemy. 

10. Nie w samych pieniądzach miłosierdzie spoczywa, 
owszem często najmnićj ma zasługi ten, który najwięcej 
sypie pieniędzy. 

11. Zawsze jest dobrodziejstwem udzielać chleba ubó- 
stwu, ale największe, dać im go zarobić uczciwie. Pieniądz 
dany ubogiemu ulży na chwilę niedostatkowi jego, ale praca 
uczciwa jemu podana, na życie całe dobrze uczynić mu 
może. 

12. Wspomagać zdrowych żebraków, udzielać próżnia- 
kom pieniędzy, jestto rozszerzać w kraju zarazę. 

13. Insza dać, insza rzucić. 

14. Dając zyskuje, kto godnemu daje. 

15. Bez miary i rozwagi dając, prędko ustaniesz. 

16. Są tacy, co jednym dobrze czyniąc krzywdzą dru- 
gich; ty lepłćj nie dawaj, jeśli pierwćj masz wydrzeć. 

17. Dobrodziejstwa być powinny nakształt deszczu 
nie nakształt powodzi: deszcz czysty pomaga i odwilży 
ziemię, powódź zaszkodzi zamiast dobrze sprawić. 

18. Jednego naprawisz datkiem, drugiego zepsujesz; 
myśl więc komu jak dawać.^ 

19. Cokolwiek dla dobra ludzkości czynimy, wszystko 
to miłosierdziem nazwać można. 

20. Nie sądź aby tylko ubogi potrzebował miłosier- 
dzia, potrzebuje go każdy: dobra rada, skuteczna nauka po- 
ciecha w zmartwieniu, ulga w chorobie, nie sążto najbo- 
gatszych potrzeby? 



278 

21. Jeśli miłosierdzie jest jedna z najpierwszycli cnót 
społecznycli, nie może być straszliwszego przestępstwa nad 
chciwość i oszustwo tych, którym drudzy w zaufaniu pie- 
niądze dla nędzy składają. Szarpać grosz ubogich w ręku 
naszym złożony, jest ciężką zbrodnią. 

22. Równie przeciwnćm miłosierdziu jest łakomstwo; 
łakomy gdy umiera, wtenczas dopiero przydatny ludziom. 

23. Skąpy bogacz jako skrzynia: choć w niej złoto, 
przecie w kącie leży. 

24. U skąpego, cała dusza w mieszku. 

25. Skąpy nie panem, ale włodarzem u dziedzica. 

26. I rozrzutny nie wart wiele: jak przyzwyczai się 
trwonić, gdy mu swego zabraknie, z cudzego dawać będzie. 

27. Rozrzutnym wielu być umie, szczodrym mało kto: 
rozrzutność rozprasza i wnet jej braknie; szczodrość udziela 
i ma zawsze i dla siebie i dla drugich, 

28.^ Są tacy, którzy mało dają, i czynią, ale z takim 
hałasem, że datek ich i uczynek z daleka wielkim się zdaje. 

29. Bywa taki co niemożność naszą nadstawia, ale to 
niepotrzebna latarnia. 

30. W pustkach największe echo: nieraz kto najmnićj 
da, najwspanialej mówi. 

31. Gdy siła dobrego czynisz, mów o tćm m^ało: ile 
najlepszym postępkiem nabyć można sławy, tyle ujmuje jćj 
się próżną chełpliwością. 

SIERPIEŃ. 

Dnia 1. Kto zasiał na wiosnę, ten dziś do żniwa się bie- 
rze. — Kto z młodu starał się o cnotę, naukę, dobre imię, 
majątek, przyjaciół, ten icli w dojrzałym wieku używa. 

2. Wielkie dobra z wielką przychodzą pracą, ale ta 
praca gdy minie, niczem się zdaje a dobra zostają. 

3. Spokojna myśl najlepsze ludzkie szczęście. 



279 



4. Człowiek w sobie samym szczęście swoje nosi, i nikt 
mu szczęścia jego odebrać nie może; bo któż mu zabroni 
żeby dobrze myślał i dobrze czynił? 

5. Mieć dosyć nie u losu, w naszej Jest mocy. 
G. Pokój i honor składają wieniec cnoty. 

7. Mało wymagaj od losu i ludzi; coś dostał, co masz, 
z dobrćj uważaj strony, a szczęśliwym będziesz. 

8. Na coś zapracował, używaj tego; nie dobrze czynią, 
co żniwo od dnia do dnia odkładają: kiedy dziś pora służy 
zbieraj, a kto ci za jutrzejszą pogodę zaręczy? 

9. W naturze to ludzkićj żyć w przyszłości; najlepićj 
pamiętając o nićj żyć zawsze w obecnej chwili. 

10. W tym roku późniejsze żniwa, a w owym wcześniej- 
sze były; trudno więc dnia na pierwsze sierpem zacięcie 
przeznaczyć; tak i człowiekowi ogólne przepisy nie służą, 
zastosować je powinien: tak gospodarz przezorny, tak mę- 
drzec czyni. 

11. Nie oglądaj się na sąsiadów, ich przykład niech 
cię ani gorszy, ani odstręcza; czyń swoje, czyn to, co tobie 
czynić należy. 

12. Wymawia sią niejeden błędami drugich, a to pra- 
wem jakiem? każdy do swojćj stodoły zboże zwozi, każdy za 
siebie odpowie. 

13. Nie licz na lvorce, póki kóp nie zrachujesz i nie 
zwieziesz: nadzieje całoroczne zniweczył nieraz tydzień nie- 
pogody. 

14. Nie chełp się ze szczęścia twego, ze zdrowia, z ma- 
jątku; w krótkiej chwili utracić to wszystko możesz. Im 
ich skromnićj używać będziesz, tćm dłużćj trwać będą. 

15. Jak często piorun niespodziany w najwspanialsze 
drzewo uderzy i zgruchocze go, tak pomyślność największa 
znika jak cień zwodniczy. 

16. Doświadczenia i próby są na tym świecie udzia- 
łem człowieka. 



280 

17. Dobrze to jest, że doznajemy niekiedy przeci^Yno- 
ści; budzą one w nas czułość, dwoją baczność; ostrzegają, 
człowieka, że jest wędrownikiem i ciągle czuwać powinien. 

18. Gdybyśmy byli szczęśliwi, nie tak długie, nietyle 
pamiętne byłyby dla nas dni szczęścia. 

19. Są w życiu człowieka chwile takiej pomyślności, 
że pamięć ich następne choćby smutne rozjaśnia; jak są no- 
ce księżycow^e tak jasne, że chmury nawet przyćmić zupeł- 
nie światła nie mogą. 

20. Żądać stałego bez zmiany szczęścia, byłoby to żą- 
dać światła bez cieniu. 

21. W szczęściu kórz się i dziękuj; w nieszczęściu bła- 
gaj i miej nadzieję. 

22. Mówią niektórzy, że szczęście ludzi psuje; napra- 
wiaćby owszem powinno: kto szczęśliwy, tak mu łatwo być 
dobrym. 

23. Jeśli szczęście twoje jest na pewnych ugruntowane 
zasadach, przeminą troski jak obłok przechodzący; szczęście 
nienaruszone jak błękit nieba zostanie. 

24. W samem używaniu szczęścia jest zawsze pewna 
obawa; i może to samo uczucie droższóm je czyni. Gdyby 
rolnik nie bał się deszczu, nie byłby mu tyle miły widok 
pełnćj stodoły. 

25. Szczęście cnotliwego człowieka, choćby przeciwno- 
ści doznał, zawsze żywsze od pomyślności występnego, któ- 
remu zdaje się, że wszystko dobrze idzie. 

26. Kiedy wszystko sprzyja, nie sztuka zgadzać się 
z losem i żyć jak należy; ale kiedy wszystko przeciwne, po- 
konać los, przechować cnotę, to męztwo prawdziwe, zasługa 
istotna i godna nagrody. 

27. Mędrzec jeden kiedy się chciał dowiedzićć o war- 
tości i doświadczeniu jakiego młodzieńca, pytał go się: „Czyś 
cierpiał?" 

28. Odrobina jest dóbr miłych na ziemi zmieszana 



281 

z wielka goryczą: miodu łyżka, żółci beczka, dawne niesie 
przysłowie; kto jednak dobrze tój odrobiny oclirania, wystar- 
czy na wszystkiego osłodę. 

29. Największą i jedyną prawdziwą niedolą, prócz wy- 
stępku i zbrodni, jest strata ukoclianśj osoby. 

30. Męztwo i cierpliwość jedynśm narzędziem do dźwi- 
gania nieszczęścia. 

31. Wiele ten używa pociechy, kto swej niedoli sobie 
samemu przypisać nie może. 



WRZESIEŃ. 

Dnia 1. Głupi i próżniak jest jak drzewo bez korzeni, 
które słońce wysusza; mędrzec i pracowity jest jak drzewo, 
które kwiatem ozdobne na wiosnę, w jesieni owocem się 
zaleca. 

2. Ku przepędzeniu życia mile i pożytecznie, należa- 
łoby mieć w młodości doświadczenie wieku dojrzałego, w sta- 
rości czerstwość lat młodych; ale byłoby to chcieć obok doj- 
rzałych owoców, majowćj liścia zieloności; jednak ta chęć 
w małćj liczbie osób i krajów spełnioną bywa. 

3. Nie mieć za sobą tylko ojców szlachectwo i piękne 
imię, jest-to być jak jabłoń nieurodzajna, która przydomkiem 
jabłoni się chełpi; jest-to być cyfrą: jeśli do nićj nic nie 
przyłączysz, nic znaczyć nie będzie. 

4. Najtrudniej znosić przykrości przez innych nam wy- 
rządzone; bo te, które z własnćj winy cierpimy, są to owo- 
ce drzew przez nas samych pielęgnowanych. 

5. Jednym z najdroższych owoców życia jest pozy- 
skanie serca drugiego. 

6. Kiedy czyje serce pozyskasz, szanuj skarb ten: po- 
dwoiłeś życie i szczęście twoje. 

7. Kto nikogo nie kocha, nie godzien mióć serca; nie 



282 

wart ten mićć oczu, który nie patrzy: kto nikogo nie ko- 
cha napół tylko żyje. 

8. Pokrewieństwo jest mocnym do kochania związkiem; 
ale cnota, jednakowość zdań i uczuć, jeszcze większym wgzłem. 

9. Cnota i ufność są duszą przyjaźni. 

10. Prawdziwy przyjaciel wynurza się śmiało, upomi- 
na sprawiedliwie, pomaga bezzwłocznie, działa odważnie, 
cierpliwie znosi, broni bez wrąbania się i zawsze jest przy- 
jacielem. 

11. Zaszczytem jest być przyjacielem nieszczęśliwego. 

12. Jak łatwo i słodko mając wiernego towarzysza, 
iść choćby najodmienniejszą życia koleją, nabierać wzajemnćj 
odwagi, wytr^yać i mieć nadzieję do końca. 

13. Lżejszy ciężar każdy, kiedy z kim podzielić go 
można. 

14. Jedno chcieć, jednego nie chcieć, prawdziwie ko- 
chającym się, rzecz łatwa. 

15. Sam sobie tylko dobry, przyjaźni nie nabędzie. 

16. To krewny, co przyjaciel. 

17. Poradę każdy da, ale pomoc i pociechę ten tylko, 
który kocha. 

18. Chcesz mićć długo przyjaciela, tak go zażywaj ja- 
ko jest; chcąc go gwałtem przemienić, odrazisz prędzej niż 
naprawisz. 

19. Nie będziesz miał przyjaciela, gdy wszystko do 
niego uważać będziesz, a nic nie przebaczysz. 

20. Bądź cierpliwym w znoszeniu wad przyjaciół two- 
ich, masz i ty swoje, które oni znosić muszą. 

21. Kadzibyśmy widzieć innych doskonałymi, a sami 
o udoskonalenie nasze mało się staramy; najpewniej jednak 
zacząć od siebie. 

22. Nieustannie w każdym człowieku złe z dobrem 
walczy, raz jedno, drugi raz drugie się przesila; znając to 
usposobienie w nas samych, znajmyż go i w drugich. 



283 

23. Miejmy dla ludzi tę miłość i to pobłażanie, któ- 
rychbjśmy radzi od nich doznali. 

24. Pobłażanie i skromność są podstawą sztuki poży- 
cia z ludźmi. 

25. Nie zimne ani gorące serca, ale umiarkowane są 
najzdolniejszemi do przyjaźni; nie w mroźnych dniach zimy, 
ani spiekłych lata godzinach, ale w umiarkowanćj jesieni 
owoców najwięcej. 

26. Kto kochany i kochać umie, ten pewno ma cnót 
"wiele; wzajemne przywiązanie, cnotą zwykle się kupuje. 

27. Jak w owocach, które na zimę przechować się ma- 
ją, wybór czynisz i robaczywe odrzucasz, tak na dozgonną 
przyjaźń bacznie wybieraj. 

28. Charakter ludzi,^ z którymi żyjesz, twemu własne- 
mu szacunek jedna. 

29. Nie mogą rodzice piękniejszej dzieciom puścizny 
zostawić, jak kiedy im godnych przyjaciół przekażą. 

30. Jak najwięcej czyń przysług, jak najmniej obrażaj; 
przyjaźń ludzka szacownem jest serca wianem. 



PA ZDZIERNIK. 

Dnia 1. Człowiekowi cnotliwemu wrodzoną jest rzeczą 
zamiłować miejsce swego urodzenia, polubić powietrze własne- 
go kraju, pokarm, obyczaje; żadne przyczyny oddalać go 
z niego dobrowolnie nie powinny. 

2. Człowiek, który svszędzie widzi ojczyznę gdzie chleb 
mieć może, jest jak ptak przenoszący się z gniazdem lub 
wędrujący do obcych krajów, ale nie jak istota rozumem 
i czuciem obdarzona. 

3. Jeden ze znajomych moich zrobił wielki majątek 
zagranicą, radzą i mnie, żebym się wyniósł z kraju i za 
nim pojechał. Ale z pracą i oszczędnością nie mogęż ja żyć 



284 

szczęśliwie między swoimi, na łonie ojczyzny? Mogę bez 
wątpienia. Kto pilnie sieje, zbierać będzie tak w Polsce, 
jak gdzieindziój. 

4. Chodząc w własnym kraju koło dobra twego, bę- 
dziesz miał tę pociechę, że zachodami twemi dobro ojczy- 
zny pomnażasz. 

5. Bardzo źle trzymam o tym, który w złej chwili 
kraj własny opuszcza. Cobyś myślał o synu, któryby od 
matki chorej odjechał? 

6. Każdy obywatel prawy, winien część wieku swego 
oddać zupełnie posłudze kraju, w którym się rodzi; jest-to 
należący się dług za użyczony byt i imię. 

7. Stać się użytecznym własnćj ojczyźnie, przyłożyć 
się do oświaty, do ulepszenia rodaków^ jesto-to jedna z naj- 
milszych roskoszy, jakich serce człowieka, na tśj ziemi do- 
znać może. 

8. Namiętności tćm są dla ludzi, czśm wiatry dla okrę- 
tu; należy moc ich miarkować; jest wszakże jedna, którćj 
nigdy nadto podniety dać nie można, a tą jest czysta mi- 
łość kraju swojego. 

9. Niepodobną jest rzeczą, aby człowiek złego cha- 
rakteru miłował ojczyznę i był zajęty dobrem publicznóm. 
Jak może ten kochać miliony ludzi, który ani jednego nie 
kocha? jak może ten dobrze ogółowi czynić, kto swego do- 
bra nie zna? 

10. Choroba niszcząca kraje, jest rozdział między sta- 
nami; każdy do swego przywiązany odłącza się od całkowi- 
tego ciała narodu: duch stronnictw^a przytłumia ducha je- 
dności, a obywatele jedni dla drugich obcymi się stają. 

11. W każdóm ciele politycznśm monarcha wyobraża 
głowę, przedniejsi właściciele ziemi są ciałem; pracowici 
ludzie członkami, a próżniacy i nieżyczliwi gnojem. 

12. Pod dobrym rządem, każdy dla ogółu pracuje, 
choć zdaje mu się, iż najwięcćj dla siebie robi. Rząd do- 



do- 
sta- 
]i- 

•ażi 
wici 



285 

bry umie zaszczepić interes publiczny w płonkę interesu 
prywatnego. 

13. Rząd polityczny jest jak bank assekuracyjny, gdzie 
wszyscy obywatele przychodzą zapewnić prawa swe przyro- 
dzone za opłatą, pewnego procentu. Ten najlepszy, który za 
mały procent wszystkie zapewnia prawa. 

14. Jak rolnik pewną cześć ziarna ziemi powierza, 
a ona dziesięćkroć mu się wypłaca: tak obywatel składa na 
łono ojczyzny pewną część majątku swego, a w zamian li- 
czne korzyści odnosi. 

15. Dobrego monarchę tak trudno namówić do ucie- 
miężenia ludu swojego, jak gospodarza do podpalenia wła- 
snego domu. 

16. Poddanych dobrego monarchy tak trudno przeciw 
komu podburzyć, jak trudno nakłonić dzieci do znieważenia 
ojca. 

17. Insza wolność albo swoboda; insza swawola albo 
rozpusta. 

18. Urzędów, dobrzy jako lekarstw używają, aby dru- 
gim pomagali: źli jak arszeniku. 

19. Cały naród wdzięcznym być powinien temu, który 
w sprawie jego się poświęci. 

20. Bogu, bliźniemu i sam sobie nie praw, kto dobro 
pospolite lekceważy lub nie przenosi. 

21. Pobudzać drugich do niesprawiedliwości, jest-to 
być samym jej sprawcą. 

22. Tajemnem jest tchórzostwem chwalić wady wyż- 
szych, pobłażać rozwiązłym i śmiać się z bezbożnymi. 

23. Którzy Polacy Polskę ganią, tacy ją najwięcej gu- 
bią. Kto co gani, tego nie kocha, o to nie dba. 

24. Dla dobra pospolitego nie dosyć módz, trzeba je- 
szcze chcieć i umieć. 

25. To obywatel, co kocha kraj; cnotę lubi i mądrze 
zyni. 



286 

26. Dobro pospolite przedtśm było w sercu, teraz wie- 
lu chowa je w kieszeni. 

27. Niema podlejszego towaru jak człowiek, który za 
pieniądze braci zdradza. 

28. Nie czyniliby możni złego, gdyby pomocy nie mieli; 
cóż zrobi rzemieślnik bez narzędzi? 

29. Ze wszystkich krajów ten byłby najszczęśliwszy, 
gdzieby cnota tak była powszechną, iżby zasługą być prze- 
stała. 

30. Ojczyzna jest matką, czemuż wszystkie jćj dzieci 
nie miałyby się kochać jak bracia? 

31. Im więcej dla drugich, tem więcćj dla nas samych 
żyjemy. 

LISTOPAD. 

Dnia 1. Ćwiczenia ciała umacniają ciało, ćwiczenia ro- 
zumu umacniają rozum. i 

2. Nie umiesz wiele, czytaj, to się nauczysz; umiesz, 
czytaj jeszcze, bo zapomnisz. 

3. Jesteś sam i czas ci długi, weź książkę, znajdziesz 
przyjaciela. Jesteś w towarzystwie i nudzisz się, otwórz ksią- 
żkę, a i siebie i drugich zabawisz. Usta czytaniem zajęte, 
ziewać nie mogą tak łatwo. 

4. Nie uważaj tyle w pisarzu na pow^ab, ile na grun- 
towność jego. 

5. Nie pożeraj książek, łatwo w niestrawność rozumo- 
wą wpadniesz; czytaj zwolna, a rozbieraj w sobie co czy- 
tasz. 

6. Kto kilka dzieł dobrych upodobał sobie, ten od- 
czytywać je woli, jak pośledniejsze, nieznane przerzucać. 

7. Każda nauka na prawdzie zasadzona, jasną jest 
i użyteczną; na błędzie oparta, mgłą się okrywa i szkodli- 
wą się staje. 



287 

8. Wszystkie umysły na głos prawdy si§ otwierają, 
jak oczy na widok światła. 

9. Ciekawość jest nasieniem wiadomości, łatwowier- 
ność jest jej trucizną. 

10. Wydoskonalenie rozumu nie ma dla siebie granic; 
nie ma pory i wieku, w któryml»y człowiek mógł powiedzieć: 
,,Juź dosyć umiem." 

11. Użyczaj chętnie drugim wiadomości twoich, świa- 
tło umysłowe, jak światło pospolite nie ubywa, choć się 
udziela. 

12. Rozum wielki skarb, rozum najpierwszy majątek. 

13. Insza mądry, insza niędrek. 

14. Kto sig douczy, albo przeuczy, szlwdliwszy bywa 
nad prostaka. 

15. Nie kto siła umie, ale kto co potrzeba, dość mądry. 

16. Układasz książki, dobrze to jest, ale czyś też oby- 
czaje swoje ułożył? Najpierwszą nauką dla człowieka jest 
nauka życia; najprzedniejszy owoc światła cnota. 

17. Wiele rozum.u a mało rozsądku, jest-to najgorszy 
dar przyrodzenia. 

18. Więcćj podobno jest w naturze ludzkiój szczeblów 
z góry na dół, od prawdziwie mądrego do zupełnie głupie- 
go, niźli w rodzaju zwierzęcym od słonia do mrówki. 

19. Oświecają nas zapewne cudze zdania, biada jednak 
temu, który swego nie ma, 

20. Zastanowienie jest okiem duszy; przez nie światło 
i prawda do. umysłu wchodzi. 

21. Ten, który rozum z rozsądkiem łączy, musi ko- 
niecznie wyjść na znakomitego człowieka; jeżeli mu okoli- 
czności pory do okazania tego, czem jest, nie dadzą, potrafi 
on sam dla siebie zrządzić okoliczność, i pójść z losem w za- 
pasy, aby go zwyciężył. 

22. Bardzo się ten zbliża ku głupstwu, kto się nadto 
, mądrym być mniema. 



23'. Liczne wiadomości dodają nam powagi w oczach 
drugich, przyjemności nam samym; ale przymioty serca zy- 
skują nam przyjaciół, szczęście nasze czynią. 

24. Mówi płynnie, gładko pisze, czyta doskonale, lecz 
czy zawsze zdrowo myśli? 

25. Język podobnym jest do konia: tćm prędzej biegnie, | 
im ma mniej ciężaru. 

26. Nie pogardzaj niczem, czego nie rozumiesz. 

27. Zdaje ci się, że wiele i dobrze umiesz; wiesz je- 
dnak, że więcśj nierównie jest rzeczy, których nie znasz. 

28. Najgłębsze nauki nie nasycą same duszy, potrzeba 
ażeby się skojarzyły z użytkiem prawdziwym. 

29. Na co się zda nauka twoja, jeźli tyle cnotliwszym 
od innych nie będziesz, o ile się mędrszym być rozumiesz? 

30 Nie wiem jakiby to był wstyd uczyć się od mędr- 
szych; Sokrates mawiał na krótki czas przed śmiercią: „Ja 
się uczyć nie wstydzę." 



GR UDZIE N. 

Dnia 1. Któżby wątpić mógł, że przyjdzie ostatni dzień 
życia jak przyszedł ostatni miesiąc roku; że nadejdzie tak nie- 
znacznie i że ścisły rachunek Bogu, ludziom i sobie ze wszy- 
stkiego zdać wypadnie? 

2. Trzy zdarzenia najznaczniejsze są dla człowieka: na- 
rodzić się, żyć i umrzeć; nie czuje kiedy się rodzi, nie pa- 
mięta kiedy żyje, nie wić kiedy umiera. 

8. Kto dobrze spędził poranek, choć go śmierć przed] 
wieczorem zaskoczy, może powiedzićć, że żył. 

4. Człowiek przewrotny albo nierozmyślny, daremnie! 
pochlebia sobie, że ze śmiercią wszystko się skończy; ciało 
jego zginie, ale istota duchowa, która go ożywia, wiecznie 
żyć będzie. 












289 

5. Trzy sądy są na człowieka: sąd sumienia, sąd lu- 
dzi, sąd Boga; pierwszego nigdy zupełnie uśpić nie może; 
drugi, późnićj czy prędzej prawdę wyrzecze; trzeci, do czasu 
tyllvO wyroli wstrzymuje. 

6. Nadzieja nieśmiertelności pociesza i krzepi sprawie- 
dliwego i myślącego człowieka. Gdyby nawet, co być nie 
może, podobieństwem tylko do praw^dy była, jużby ją pielę- 
gnować należało; już zazdrościć tym, którzy o niej przeko- 
nani. 

7. Sumienie niezgasłym jest ogniem: dobrycli zagrze- 
wa, złych pali, wszystkich oświeca. 

8. Pomiędzy niezmierną liczbą dróg, któremi kraina 
życia przejęta, jedna jest tylko prosta i mało kto nią ciągle 
i od początku idzie, ale wrócić zawsze do niej można. 

9. Trzeba najprzód przestać źle czynić, a zacząć czynić 
dobrze. 

10. Już się naprawił, kto szczerze żałuje, 

11. Siebie zwyciężyć, największe zwycięztwo. 

12. Nietrzeba nam śmierci złych, ale ich poprawy. 

13. Kto się dwa razy potknie na jednym kamieniu, trze- 
ci raz możesz go nim uderzyć. 

14. Zły do urazy bierze przestrogę, dobry do poprawy. 

15. I nieprzyjaciel czasem przyjacielską oddaje przysłu- 
gę, bo nam prawdę mówi. 

IG. Nie ten popłaca, co się ochotnie porwie, ale ten co 
dokończy. 

17. Na zepsowanie sto każdemu sposobów; do napra- 
wienia trudno najlepszemu zdobyć się na jeden. 

18. Nie wstyd ale cnota żałować złego i poprawić się; 
niestatek ale upór, źle zacząwszy, popierać i gorzej czynić 

19. Próby i doświadczenia są na tym świecie udziałem 
człowieka. 

20. ^Ytenczas staniesz się wielldm, kiedy poznasz pró- 
żność wielkości ludzkich. 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 19 



21. Życie człowieka tak upływa, że zaledwie pomyślśó 
nad tern można, że upływa. 

22. Clicesz nauczyć się sposobu przedłużenia iycia? Skróć 
snu. Dosyć się długo w grobie wyleżymy. 

23. Dwie są rzeczy, których strata niepowetowana: czas 
i honor. 

24. Dosyć wcześnie, cłioć nierycliło, kierly dobrze. 

25. Bóg więcćj nas się o cnoty jak o ofiary zapyta, bo 
jest napisano: ,. Ofiara, która owocem jest występku, nie mo- 
że podobać się Panu". 

26. „Odpuśćmy nieprzyjaciołom naszym, aby i nam od- 
puszczone było." Takiem rządził się prawem dziś wielbiony 
Męczennik. 

27. Miłujmy się nawzajem, czyńmy dobrze jeden dru- 
giemu, według słów ucznia Cłirystusa. 

28. W długiej drodze niepodobna nie potknąć się, nie 
pośliznąć. Kto nie stąpa, nie zmorduje nogi, ale też nie 
zajdzie. 

29. Każde dobro z trudnością nam przychodzi; życie 
ciągle cnotliwe i użyteczne niemało rodzi zachodów, ale też 
jest skarbem najdroższym. 

30. Człowiek zdavvua zwany jest robakiem , jest on 
robakiem ale nakształt jedwabnika. Jedwabnik obdarzony 
przedziwnym składem członków, osobliwe odbywa przezna- 
czenie. Z soku liści wyciąga świetniejszy nad złoto jedwab; 
w kłębku jego szacowny grób sobie tworzy; i kiedy zdaje 
się w nim być na zawsze zamknięty, nagle pod piękniejszą 
wylata postacią, aby nowe rozpoczął życie. 

31. Jeśliś nie kontent z siebie przy końcu tego roku, 
oto jutro drugi się zacznie: bądź lepszy. 






•291 
WIADOAIOSCI, 

MOGĄCE BYĆ MATKOM PRZYDATNE. 
Korrespondencya. 

Wyczytawszy w 51 Numerze Rozrywek dla dzieci, rzu- 
cona myśl ułożenia zupełnego liursu nauki i czytania dla 
młodzi płci żeńskiej, uczącój się po domach, jako matka pośpie- 
szam z podziękowaniem i zarazem z usilną, prośbą, abyś 
pani, nim się doczekamy dokładnego tej myśli spełnienia, 
raczyła spisać naprędce dzieła polskie , z którychbyśmy 
córki nasze uczyć mogły, lub do czytania im dawać. Ja 
mam ich sześć różnego wieku; jest między niemi jedna, 
która jeszcze czytać nie uiiiie, ale są, i takie, które niedługo 
edukacya skończą. Ja sama uczyłam się z francuzkich ksią.- 
żek; chciałabym szczerze poprawić się w córli;ach, ale do- 
prawdy brak mi do tego wiadomości, a mieszkając na wsi, 
trudno mi ich nabyć. Nie wątpię, że pani, która tak sobie 
życzysz, aby młode Polki po polsku czytały i umiały, ze- 
chcesz przychylić się do prośby mojej, a odpowiedź 'swoje 
wraz z listem moim umieścisz, a tak nietylko moje córki 
korzystać z jej pracy będą... 

Obywatelka z Lubelskiego, 



Odpowiedź. 

Odezwa pani, choć bardzo przyjemna, w przykre wpro- 
wadziła mnie położenie. Nie mogę się oprzeć jej słusznym 
i pochlebnym dla mnie żądaniom, a przecież wiem że ich 
spełnienie ani jćj, ani żadnćj matki nie zaspokoi. Nie na 
wiele się przyda spis naprędce uczyniony, (do jakiego pani 
upoważniasz mnie sama), tam gdzieby potrzeba kursu zupeł- 
nego nauki i czytania, owocu pracy lat i osób kilku. Ale 



292^ 

w podobieństwie do tych lekarzy, którzy póki nie nadejdzie 
pora leczenia choroby z korzenia, tymczasoAYą ulgę choremu 
przynoszą, przesyłam pani ów sjjis prawdziwie naprędce 
uczyniony i bardzo niedokładny. Ułożyłam go przedmiotami, 
stopniowo wymieniając dzieła, aby każdej z jej córek mógł 
być przydatnym; na jej rozkaz mieszszę go tu, lubo prze- 
widuję że bardzo krytykowanym być może. Każdy w nim 
dostrzeże uchybień wiele co do autorów już zmarłych; pi- 
sarze żyjący, których dzieł nie wspomniałam, mogą wziąść 
za rozmyślne to mimowolne uchybienie; nie jeden się uśmie- 
chnie a może i co powić, widząc i moje prace w tym spi- 
sie: słowem, naraziłaś mnie pani na przykre położenie, ale 
pragnienie być użyteczną, widzieć młode Polki uczące się 
i czytające po polsku, te wszystkie obawy przemaga: wre- 
szcie w każdej rzeczy nietyle skutek, ile zamiary i chęci 
^Yażyć trzeba, a za moje ręczyć mogę. 



SPIS NAPRĘDCE 

dzieł w języku polskim do czytania i nauki, dla 
młodzieży płci żeńskiej. 

Ostrzega się, że nie wszystkie dzieła tu wypisane są takie, 
aby je Avprost w ręce dziecka lub młodej panienki oddać 
można było. Takowych dzieł, zwłaszcza naukowych w żadnym 
języku niema wiele, prócz tego każda światła matka i nau- 
czycielka wie dobrze, iż chcąc aby jćj uczennica korzystała 
prawdziwie, każdą książkę wraz z nią czytać i rozważać po- 
winna; autorowie w dziełach swoich treść tylko podają, do 
matek i nauczycielek należy tę treść rozwijać, objaśniać, wy- 
kładać, i tym sposobem czytanie i naukę w korzyść obracać 
rzetelną. 



293 



Kilka książek do stopniowego czytania dla dzieci. 

(Od Wydawcóro: książki nieopatrzoue ceną, w liandlu wjxzerpane). 

Wiązanie Helenki, kop. 60. 

Książka dla dobrego chłopca p. Aut. Wagę ułożona. 

Elementarz Wolicldego. 

Druga książeczka Helenki, kop. 75. 

Bajki i powiastki Jachowicza, 3 tomy, rs. 1 kop. 50. 

Pamiątka dla dobrych dzieci, p. tegoż. 

Biblioteczka dla małych dzieci. 

Mały Henryś p. Schmidta, tłum. z niem., kop. 50. 

Upominek dla dzieci, przez autorkę Zofii i Emilii. 

Powieści moralne Hofmanowśj, kop. 90. 

Rozmyślania religijne z angielskiego. 

Rady dla dziewcząt, tłum. z pani Campan, przez Wandę Ma- 
łecka. 

Pielgrzym w Dobromilu czyli nauki wiejskie, kop. 50. 

Dzieciom dla rozrywki i nauki niektóre zabawniejsze histo- 
rye z różnych dziejów świata, zebrane p. F. Karpiń- 
skiego. 

Rozrywki dla dzieci. 

Nauka Eeligii i moralności. 

Biblia dla dzieci, przekład z francuzkiego H. W. C. K. L. 
Historya biblijna dla dzieci, wyjęta z dzieł Schmidta, prze- 

tłómaczona z niemieckiego p. ks. Pawła Arieta. 
Powieści Starego i Nowego Testamentu wypisane przez Mii- 

czkowskiego. 
Historya Święta ks. Bielskiego. 
Katechizm historyczny mniejszy, Fleurego, kop. 20. 
Katechizm missyonarski, ks. Putiatyckiego, kop. 7^2 
Katechizm krótki ks. F. Golańskiego. 
Katechizm dla dzieci wiejskich p. ks. M. Korczyńskiego. 



294 

Katechizm rzymski, tłómaczenia M. Kosickiego. 

Amelia matką, 3 tomy. 

Nauka clirześcijańska podzielona ua czytania duchowne, na- 
pisana przez Lhoruauda, tłómaczoua przez R. Karcze- 
wskiego. 

Nowy Testament według Wulgaty, tłóm. ks. "Wujka, rs. 2. k. 40 

Nauka obyczajowa ks. G, Piramowicza. 

Nauka moralna dla szkól, w 3 częściach. 

Początki nauki moralnój dla użytku młodzieży, z włoskiego 

p. J. X. M. przetłómaczene. 
O cnotach towarzyskich i o występkach im przeciwnych. 
O naśladowaniu Chrystusa, Tomasza a Kempis, tłómaczenie 

T. Matuszewicza, kop. 25. 
Książki do modlitwy dla dzieci, Hofmanowej, kop. 75- 

Rzeczy polskie. 

Wiadomości z historyi polskiej dla użytku instytutów płci 
żeńskiśj, p. Łukasza Gołębiowskiego. 

Rys historyi polskiej p. Miklaszewskiego, rs. 3. 

Teodora ^Yagi historya królów i książąt polskich, rs. 2. 

Śpiewy historyczne p. Jul. Niemcewicza, kop. 50. 

Dzieje królestwa Polskiego p. J. S. Bandtkiego. 

Historya narodu polskiego p. A. Naruszewicza, 7 tom., rs. 4. 

Panowanie Kazimierza, Jana Alberta i Aleksandra Jagiel- 
lończyków, p. Albertrandego, 2 tomy, rs. 3. 

Panowanie Henryka Walezyusza i Stefana Batorego, przez 
tegoż, rs. 2 kop. 75. 

Dziejepanowanin Zygmunta HI, p. Jul. Niemcewicza, rs. 1 k.50. 

Panowanie \Yładysława PS^go p. Kwiatkowskiego. 

Zbiór pamiętników o dawnej Polsce p. J. Niemcewicza* 

Obraz Wieku panowania Zygmunta HIgo, porządkiem abe- 
cadła ułożony p. F. R. Siarczyuskiego. 

O literaturze polskiej przez Bentkowskiego. 



295 



Dykcyonarz poetów polskich Juszyuskiego. 
Świeckiego, historyczne pamiątki znakomitych osób i ro- 
dzin dawnej Polski, 2 t., rs. 3. 
Geografia wschodniej części ziemi, p. St. Platera. 

Nauki przyrodzone. 

Wiadomości z nauk przyrodzonych dla użytku instytutów 
płci żeńskiej, przez Ant. Wagę. 

Zoologia krótko zebrana, przez X. E. S. Jundziłła. 

Początki Botaniki, przez tegoż. 

Opisanie matematyczne i fizyczne ziemi przez Jana Śnia- 
deckiego. 

Geografia polityczna. 

Początki Geografii według obecnego stanu ziemi, ułożone 

1824. 
Geografia Szacfajera. 
Geografia Sztejna, rs. 1 kop. 20. 
Dziennik podróży „Kolumb," pismo peryodyczne. 

Historya powszechna i Mitologia. 

Wiadomości z historyi powszechnej dla użytku instytutów 

płci żeńskiej, p. K. Milewskiego. 
Historya powszechna krótko zebrana przez Kajdanowa, tłó- 

maczenie L. Rogalskiego. 
Życie zacnych m§żów, na wzór Plutarcha, p. Ig. Krasickiego. 
Dykcyonarz starożytności, p. G. Piramowicza. 
Historya bogów bajeczna czyli dykcyonarzyk mitologiczny 

przełożony z francuzkiego p. X. G. Szybiuskiego. 
Historya bogów, półbogów, bohaterów Greków i Rzymian, 

tlóm. z francuz, p. M. Podczaszyńskiego. 



296 



Podróż młodego Anacharsisa do Grecyi p. Barthelemy, 
tłóm. p. L. Gołębiowskiego, 7 tomów i atlas, rs. 9. 

Dzieje starożytne od początku czasów historycznych do driigiój 
połowy wieku VIgo ery chrześcijańskiej, p. J. Lelewela. 

Rys dziejów systemata państw Europejskich przez Heerena, 
tłóm. z niem. p. J. L. Sienkiewicza. 

O Wymowie i Poezyi. 

o wymowie, przez G. Piramowicza. 

Historya początku i postępów poezyi, napisana przez Brow- 
na, przetłóm. p. Jurkowskiego. 

Trzy tomy dzieł Eus. Słowackiego.' 

O rymotwórstwie i rymotwórcach, p. Ig. Krasickiego. 

O wymowie w prozie albo w wierszu, p. ICarpińskiego. 

Zasady poezyi i wymowy p. Szallera z niemieckiego, tłóma- 
czone i do polskiój literatury zastosowane p. J. K. Or- 
dyńca, rs. 2 kop. 50. 

Dzieł kilka dla panienek kończącycli ednkacyą. 

o edukacyi dziewcząt, Feuelona, tłóm. M. Kosickiego. 

Rys moralności, wyjątek z dzieł pani Campan, z dołącze- 
niem .3 listów o obowiązkach Guwernantek, p. Dzie- 
końskiego. 

Zasady wychowania młodzieży płci żeńskiój, tłómaczenie 
z Hufelanda. 

Pamiątka po dobrśj matce, kop. 90. 

Powieści z dziejów polskich, p. P. Widulińską. 

Powieści i uwagi, p. Ig. Krasickiego. 

Pan Podstoli p. Krasickiego, kop. 40. 

Przypadki D oświadczyn skiego, p. tegoż. 

Teorya gospodarstwa wewnętrznego czyli zbiór wiadomości 
potrzebnych gospodyniom, p. Ant. Wagę. 

Wzory rachunków domowych, p. F. Piekarskiego. 



Tu kończę, nie wątpiąc, że nierównie więcśj jest dzieł 
polskich, któreby zalecić można, ale których ja nie znam, 
albo też nie mając pod ręką przepomniałam. 

Dla tego dołączam najsilniejsze wezwanie, aby osoby 
światłe, o edukacyą narodową młodych Polek troskliwe, gdy 
im ten spis naprędce się dostanie, raczyły go swemi do- 
datkami uzupełnić, bądź przez pisma publiczne, bądź przez 
listy prywatne. — Do życzenia byłoby także, gdyby świa- 
domi obcej literatury wskazali, jakieby dzieła edukacyjne 
z obcych języków na ojczysty przelać należało; znalazłby 
się pewno ochotnik nie jeden, który z wzięciem się do 
pracy, czeka tylko na wskazówkę i zachętę; wkrótce w edu- 
kacyi płci żeńskićj, polskiemi dziełmi wyłącznie obejśćby 
się można; kurs zupełny czytania i nauki dałby się ułożyć 
snadnie, i ujrzelibyśmy język ojczysty na wysokim i po- 
żądanym stopniu: bo rzecz niezawodna i każdemu wiadoma, 
że w jakim języku udzielaną nam była nauka, w takim przez 
całe życie wyrazy, myśli do niej służące, umysłowi naszemu 
się nasuwają. I jakże nasze Polki nie mają o wszystkióm 
po francuzku najsnadniój rozumować, kiedy się wszystkiego 
po francuzku uczyły! 



Uwaga. Od czasu, w którym pani Hofmanowa „spis 
dzieł w języku polskim do czytania i nauki dla młodzieży 
płci żeńskiej" ułożyła, wzrosły u nas nietylko umysłowe po- 
trzeby kobiet naszych, ale i stawiane im ze względów pedago- 
gicznych, również jak towarzyskich wymagania. Nauki przy- 
rodnicze zwłaszcza, tak niezbędnemi się stały, że ani matka 
ani nauczycielka żadna obejść się już bez nich nie może, 
bez znajomości różnych gałęzi, choćby z książek popu- 
laryzujących je tylko. Zdawało nam się przeto, że uzupeł- 
nienie katalogu pani Hofmanowej pożytecznem dla naszych 
czytelniczek się okaże; według wskazówek kilku światłych 



298 

professorów i pedagogów zrobiliśmy wybór książek, do dzi- 
siejszego stanowiska edukacyi kobiet zastosowany i ten 
przewodniczkom umysłowego wykształcenia polecamy. 

W wielu miejscach zamiast szczegółowego tytułu po- 
daliśmy nazwisko autora, zostawiając wolny lub możliwy 
wybór w jego pismach, szczególniej tam, gdzie uznaliśmy iż 
każde z nich osobno wzięte, równą korzyść czytelniczkom 
zapewnić może. 



DZIAŁ I. 
Książki dla małych dzieci od 5-g» d» 9-git roku. 

Rs. kop. 
Do pierwszej Systeuiatyczny kurs Jeskego: 

nauki przed u- -^ , -^ •' ° 

życiem elemen- ^\ gwlat 1 dzlCCi, CzCŚĆ I-SZa . . 1 20 

tarza i pierw- ' ' .^ 

sze e^lementa- ^^ JJ.g^ . . 1 50 

b) Równianka, zbiór powieści dla dzieci — 75 

c) A. B. C — 45 

d) Arytmetyczka — 30 

e) Arytmetyka — 45 

f) Mała stylistyka — 30 

g) Mała gramatyka — 45 

h) Geografia — 45 

i) Wypisy polskie, część I-sza . . — 65 
Sławińskiego, nauka czytania i pisania — 15 
d^Liom^^iub Niespodzianka, Pauliuy Krakowowej. . — 75 
^ roirywki!'"* Wcsołc powiastkl p. A. S. (Skimboro- 

wiczową) 1 — 

Ciekawe powiastki, przez też samą au- 
torkę 1 — 

Nauka czytania polskiego, kształcenia 
serca i rozwijania umysłu, przez ks. 
J. Bogdana 1 — 



299 

Ks. kop. 
Książka dla dzieci początkujących, L. 

Szyllera 1 20 

Piotr Żamajtys, tegoż — 50 

Opowiadania historyczne Chęcińskiego. 1 20 

Dzieła Jachowicza. 

Dzieła Estkowsldego. 
ztłdmaczeń. ^^j^gg Edgcworth, Wychowanie domowe — 30 
tejże Powieści dla młodszej 
dziatwy 1 — 

Pani Papę Carpentier, Opowiadania dla 
dzieci, (dzieło uwieńczone przez 
Akad. fran.) wydał książę T. L. . — 60 

Szmidta kanonika, Sto powiastek, prze- 

tłómaczył Chęciński .... 1 — 
tegoż, inne powiastki, n. p. Koszyk 
kwiatów i t. p. bardzo zajmujące. 

Hobinson Kruzoe (z angielskiego p, de 
Foe; kilkakrotnie przerabiane), naj- 
lepszy układ według Kampego . — 90 

Przypadki Robinsona Kruzoe według 

najlepszych źródeł, przez Anczyca . 1 20 

Piobinson Szwajcarski, przełożył Chęciń- 
ski 1 50 



DZIAŁ II. 
Nauka Religii i JSoraiuości. 

0^%^°"^°; Dzieje Starego i Nowego Testamentu 
""^go^to^nia!" krótko zebrane przez księdza Ser- 

watowskiego — 37V2 

Katechizm księdza Putiatyckiego . . — 7^/2 
Katechizm p. Eger 1 50 



300 ^ 

Rs. kop. 

^iSrego"topu?a. Wykład religii katolickiej, przez księ- 
dza Żukowskiego 1 — 

Wykład obrzędów, przez księdza Ezym- 

skiego 1 — 

Historya kościoła, p. Wapplera (używa- 
na w szkołach) — 75 

Zasady i całość wiary katolickiej, p. ks. 

Gaume (z francuzkiego) .... 8 — 
wj^śzIgo^Ttot Historya Kościoła, przez ks. Bielskiego 
pnia. (wydana r. 1836, bardzo zalecane 

dzieło, lecz już wyczerpane w han- 
dlu, po bibliotekach szukać go 
trzeba). 
Historya kościoła przez Alzoga, tłóma- 

czona z niemieckiego 3 — 

Dzieła porno- ^ilka uiyśli o wychowaniu i wykształ- 

cnicze przy •' •' -^ 

'^jli^olcu'°' ^^"^^^ kobiet naszych, p. A. Dzie- 

duszycka ......... 1 35 

Gawędy matki, tejże 1 20 

Dzieła \Yojnarowskiej (wyczerpane). 

Myśli o wychowaniu kobiet, przez Eleo- 
norę Ziemięcką, 1 50 

Biblioteka podręczna nauk moralnych 
i politycznych, wydawnictwo For- 
stera, tomów 20 razem kosztują, . 10 — 

Każdy tom jednak można dostać osobno, W3'łą- 
czniej do moralności odnoszą sie nastę- 
pujące: 

Kapet, przewodnik moralności . 2 40 

Janet, rodzina 1 — 

Silvio Pellico, o obowiązkach czło- 
wieka 1 20 

SouYestre, filozof na poddaszu . 1 — 



301 



DZIAŁ III. 
Rzeczj' polskie, 

ulLlio "s?o-' Jak uczyć liistoryi? przez Ig. Boczyliń- ^' °^' 
P""'*- skiego (wskazówki dla nauczają- 

cy cL). Wychowanie domowe IV. . — 15 
Skarbczyk polski, liistorya wierszem 

opowiadana, przez M. Unicką . . 1 80 
Historya polska (rys chronologiczny) p. 
Zdanowicza, 
średniego sto- Skarbniczka dziejów i rzeczy polskich, 

^°'^" L. Tatomira — 75 

Dzieje polskie, które stryj synowcom 

opowiedział, przez Lelewela. . . 1 — 
Dzieła H. Szmitta. 

Karola Szajnochy 

Juliana Bartoszewicza (szczegól- 
niej biografie), 
Jędrzeja Moraczewskiego. 
, A. W. ^Maciejowskiego (ze źródła- 
mi obznajmiające). 
, S. Morawskiego, 
, Koronowicza. 

Joachima Lelewela. 
Doczytania. Jagiellonki polskie w XYI wieku, przez 

Przezdzieckiego, Tomów 4 . . .15 — 
Podróże historyczne Niemcewicza, z ry- 

[cinami . . 5 — 
»5 bez rycin ... 1 50 
Dzieje kościołów wyznania helweckie- 
go w Małej Polsce, przez Łukasze- 
wicza 4 

Historya szkół w Koronie, 4 tomy, tegoż 14 40 



Przy nance 
wyższego sto- 
pnia. 



302 



Es. kop. 

Chrobacya, przez Wojciechowskiego . 3 — 

Kraków i jego okolice, przez Ambroże- 
go Grabowskiego ■ 2 70 

Rolnicza ludność w Polsce, przez ks. T. 

Lubomirskiego — 50 

Pieśni ludu Polskiego zebrał Oskar 
Kolberg . 3 

Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mo- — 

wa, przysłowia, obrzędy, gusła, za- 
bawy, tańce, przez tegoż. 7 Seryi 
sprzedają się osobno po . . . . 2 50 

Pamiętniki Paska (wszelkie pamiętniki 

łiistoryczne usilnie zalecamy). . . 1 50 

Dzieje panowania Augusta II, p. K. Ja- 

rochowskiego . 6 — 

Do czasów księztwa Warszawskiego, 
dzieła Fr. hr Skarbka. 

Baliński Michał, Pisma historyczne T. Ł I 50 

Baliński i Lipiński, Starożytna Pol. T. 3. 6 — i 

Dziejopisowie krajowi — (pamiętniki, 
monografie pisane przez różnych 
autorów n. p. Solikowskiego, Hej- 
denstejna, Jakóba Sobieskiego, Ru- 
dawskiego i t. p.) tomów 12 . . 8 — 

Przybywa coraz więcej nazwisk młodych praco- 
wników na niwie dziejowej — dotychczas 
ograniczajg. się obrobieniem pojedynczych 
szczegółów a raczej materyałów history- 
cznycla niż historyi — zawsze Jjednak od- 
znaczają się w tym zakresie: W. Zakrzewski, 
Dr. Stanisław Smolka, Zygmunt Gloger, Ku- 
bala. — Bardzo są ważne prace Stadnickie- 
go Kazimierza do czasów Gcdyminowiczów 
i Olgerdowiczów. 



303 



DZIAŁ IV. 
Nauki przyrodnicze i niałCHiatyczao. 

Es. kop. 

oifctl^ionTu- Arytmetyka dziadunia, p. Mace (prze- 
'''°'*~pn'f °' kładź franciizkiego) . . . . . — 75 

Nauka czterech działań, K. Stacliowicza — 75 

Strassle, Historya naturalna krótko ze- 
brana 1 35 

Liibena, Pierwsze zapoznanie się ze 
światem zwierzęcym, przekład Kej- 
climana — 75 

Nauka o ziemi i ciałach niebieskich, tu- 
dzież o atmosferze ziemskiej (pra- 
ca mYieuczona przez Towarzystwo 
Oświaty Wielkopolskiej) ... — 60 

Fizyka w pytaniach i odpowiedziach . 1 — 

Mały Fizyk 1 — 

Brewer, Katechizm przyrody w pyta- 
niach i odpowiedziach — 60 

Koscoe, Krótki zarys chemii (z angiel- 
skiego), wydawnictwo popularne Ty- 
godnika Przyroda i Przemysł . . — 35 
?niegotto''n';. Hlstorya naturalna Wagnera, przekład 

Jurkiewicza 1 80 

Zoologia Milue Edwards'a, przekład An- 
toniego Wagi. 

Zwyczaje i obyczaje zwierząt, Brehma, 

przekład Niewiadomskiego ... 3 60 

Obraz świata roślinnego, przez autorkę 

Wieczorów czwartkowych ... 2 25 



304 

Ks. kop. 

Botanika dla szkół niższych gimuazyal- 

nych p. Hiickera — 45 

Pokorny Aloizy, Mineralogia dla pol- 
skiej młodzieży niższych klas gim- 
nazyalnych, ułożona p. L, Ptzepec- 

kiego — 65 

Schodlera: Księga przyrody obejmuje: 
Tom I. Część J. Fizyka i meteorolo- 
gia, przeł. A. Cisze- 
wski 1 — 

„ 2. Astronomia, przeł. Fe- 

liks Berdau ... — 60 
„ 3. Chemia, przeł. Alfons 

Ciszewski .... 1 — 
Tom II. Część 1 . Mineralogia i geolo- 
gia, obrobił Berdau. 1 — 
„ 2. Botanika, przeł. Ber- 
dau 1 — 

„ 3. Zoologia, przeł. i opra- 
cował Antoni Wa- 
łecki 1 20 

Dzieło całe razem zakupione. . 5 — 

^zego^stop^^n^a: Flzyka, przcz Chlebowskiego .... 2 70 
Zarys Chemii ogólnej, p. Iloscoe, opra- 
cowany p. Nawrockiego i Sokoło- 
wskiego 2 50 

Flora polska, p. Jakóba Wagę ... 3 60 
we°ocS'tanTa Llstkl 1 ziamka, przcz autorkę Wleczo- 

ń.):i^lu • i-ów czwartkowych 1 20 

ińczych. ^Yieczory czwartkowe, tejże .... 1 20 
Wędrówki po niebie i ziemi, tejże . . 1 — 
Wakacye na wsi p. Castillon, przekład 

Chęcińskiego 1 20 



305 

Rś. kop. 
Historya kęsa chleba, p. Mace, przeł. 

Kuczyński 1 20 

Wędrówki Węgla, Rejcbmaiia ... — 7V2 
Chemiczne własności powietrza p. Rejch- 

mana — 71/2 

Księga wynalazków, tom Iszy. ... 2 — 
Historya roślin p. Figuier, przekł. Ja- 

kóba Wagi G — 

O olbrzymach świata roślinnego, p. Gop- 

perta, tłóm. Skomorowski. 
Dziwy świata pierwotnego, p. Zimmer- 

mana, tł. Dziekoński 2 40 

Epoka lodowa, przez Brauna, przekł. 

Skomorowskiego. 
O słońcu, dwa odczjty, p. Reis'a, przekł. 

Lesman i Sunderland — 60 

Woda, p. Tyndalla, przekł. Jurkiewicza. — 90 
Popularne odczyty o Chemii nowocze- 
snej Cook'a, przeł. Jurkiewicz . . 1 50 
Zasada zachowania energii, Balfour'a, 

przekł. W. Kwietniewskiego . . — 90 

(Dzielą Tyndalla i Balfoura, wybrane z biblioteki 
międzynarodowej, wychodz<^cej w Londy- 
nie, Paryżu i Lipsku. — Wydane w Warsza- 
wie nakładem Spółki wydawniczej księga- 
rzy). 

Fizyologia życia codziennego, p. Lewes 

(z ang.), przeł. Lud. Masłowski . 2 — 

Fantazyjne objawy zmysłowe, przez Dr. 

Wiktora Szokalskiego 6 — • 

Kosmos Humboldta, tom I-szy (najwa- 
żniejszy i najprzystępniejszy), prze- 
łożył J. Baranowski, były Dyrek- 
Dzieła Hofmanowśj. Tom III. 20 



306 

Rs. kop. 

tor Obserw. Astron. w Warsz., tom 
Il-gi tłómaczouy przez znakomitego 
geologa L. Zejsznera, a zwłaszcza 
tom Ill-ci przekładu H. Skrzyń- 
skiego, są już tylko specyalistom 
uczouym dostępne. — 
{Dzieło całe w handlu wijczerpane.) 
^•S^na^uk ^ ariitmeti/ld: Gi'ubecki, Arytmetyka, 
ma'»™atycz- j^^j.g lijżgzy i kurs wyższy ... 1 — 

Początki Geometryi w połączeniu z ry- 
sunkiem, Bączalskiego .... — 82^2 
Początki Geometryi A. M. Legendre 
(z frau.) planimetrya {jinjczerpane). 
Początkowy wykład Geometryi, p. Mo- 

cnika, przekł. Sternala, dwa oddziały — 90 
Z astronomii'. Astronomia sposobem do- 
stępnym wyłożona przez Steczkow- 
skiego 4 — 

Z geografii fizycznej'. Geografia fizyczna 

Geikego — 30 

Guyot, ziemia i człowiek, przek. Sałacki. — 60 
Nauka geografii, część I-sza, liistorya 

kuli ziemskiśj, Kotkowskiego . . — 60 
Geografia fizyczna, Strój nowskiego . . 1 50 

Najdokładniej i najprzystępniej ułożona jest Geo- 
grafia fizyczna, sławnćj astron omki Maryi 
Sommerville. angielki; geografi; tej używa- 
jij po wszystkich męzkich i żeńskicli za- 
kładach naukowych w Anglii, przyswojo- 
na językom najoświeceńszych ludów Eu- 
ropy, odpowiada wszystkim wymaganiom 
obecnego stanu umiejętności; trzeba się 
spodziewać, że prędzej czy później naje- 



307 



zyk polski przetlómaczoną będzie. W tej 
nadziei zawczasu ją gorliwie czytelnicz- 
kom naszym zalecamy. 



DZIAŁ Y. 
Geografia polityczna. 



Bs. kop< 



Dzieła pomoc 



nicze 



: do nauki Przewodnik do wykładu geografii po- 



""^'"Inia! * °' AYszecbuej Putz'a (z niem. przeł. 

Jan Ziukomski) — 60 

S^Wos^opnfa. Geografia powszechna Guthego (część 
Słowiańszczyzny opracowana orygi- 
nalnie) 4 — 

Geografia Galicyi, Tatomira . , . . 1 — 

(Tatomira prace geograficzne ze Skarbniczki). 

Do nauki wyż- \Yażne są dla nas choć częściowo tylko powy- 
szego stopnia. ' . j r j 

kończane geograficzne prace Wincentego 

Pola. 

Do czytania. Wspouinienia z podróży do Syberyi, 

Ewy Felińskiej. Tomów 3. ... 3 — 

Dziennik podróży do Tatrów, p. Autora 

Sobótki — 75 

Opis powiatu Borysowskiego (wzorowa 
monografia) p. E. Tyszkiewicza. 

Encyklopedya do krajoznawstwa Gali- 
cyi, p. Sznejdera. Tom I-szy . . . 

Niemen (monografia) przez W. Syrokomlę. 

Wycieczki po Litwie, przez tegoż . . 

Najnowsze odkrycia, p.^Tatomira . . 

Araukanja, p. Domejkę, przekł. (z hisz- 
pańskiego) w Bibliotece Podróży, 



4 


90 


— 


50 


1 


20 


1 


35 



308 

Es. kop, 

wydawanej przez Zawadzkiego 

najpierwśj był drukowany. . . — 30 

(Ziomek też nasz Domejko jest bardzo szanowaną 
w świecie uczonym geograficzną powagą, 
dlatego i ten ustęp jego pr^ cy znać się 
godzi). 

Podróże ogłaszane przez wydawnictwo 
Wędrowca, podróże Dixona, (Jak 
najwięcej podróży). 

Bardzo korzystnie mogą być czytane powieści 
Juliusza Verne, pierwszym on był co 
nauki ścisłe, przyrodnicze i geograficzne 
do lekkiej literatury z wielkim talentem 
wprowadził. 

DZIAŁ YL 
Historia powszeehua. 

Do nauki uiż- . 

szego stopnia, Krotki zarys łiistoryi powszechnej, tu- 
dzież dwie tablice chronologiczne we- 
dług metody Jaźwińskiego, przez 

Zdanowicza 1 80 

Szkic dziejów na wzór Bredowa, ułożony 

p. J. B. Wagnera. . .... — 45 

Historya powszechna dla młodzieży. 
Dzieje starożytne od najdawniej- 
szych czasów do upadku Państwa Za- 
chodniego, przez Zdanowicza, przej- 
rzał i uzupełnił Wojciech Grochow- 
ski 1 80 

po nauki (Sre- Historya powszechna Poplińskiego: Dzie- 

dmego stopnia. 11. l o 

je starożytne, tom I-szy 1 60 

Dzieje wieków średnich, tom Il-gi. 1 60 
Historya Starożytna napisana przez Ta- 
deusza Korzona 2 — 



' 309 

Ks. kop. 

Dzieje powszechne skrócone, p. C. B. 

Wcltera, przeł. Z Sawczyuski . 1 — 

Rys chronologiczny historyi państw no- 
wożytnych z atlasem, p. Zdanowicza 2 70 

;'rzv nauce oii 

v.vż3zego sto- Dzieje powszechne Schlossera, przeł. 

' ''"'"■ Wł. Górski 16 50 

Historya XYIII i XIX wieku przez 

Schlossera, przekł. tomów 8. . .16 — 
Dzielą porno- Historya powszechna Cezara Cantu przekł. 

uicze do czv- ._^ i i • 

tania, przy na- Leoua Kogaiskiego. 

stopnia. " Historya reformacyi, przez Fiszera (wy- 
czerpane). 
Eys cywilizacyi europejskiej, przez Gui- 
zota, przekł. Bentkowskiego. Jest to 
czgść pierwsza tylko obszernego 
dzieła O cywilizacyi Francyi . . — 30 
Historya cywilizacyi w Anglii, p. Buckie, 

przeł. W. Zawadzki, tom. 2 . . 3 60 
Jednocześnie radzimy przeczytać 
broszurkę professora Pawińskiego 
o Bucklu — 40 

Ze starożytnych historyków mało bardzo od cza- 
sów pani Hofmanowej przybyło przekła- 
dów, a żaden przekład z Naruszewiczowyra 
Tacyta równać się nie może; dla ułatwie- 
nia nauki języków starożytnycli, więcej 
niż dla zbogacenia własnego przedsięwzię- 
tym się zdaje zawsze; i tak: 

A. Bronikowski przekładał z greckiego 
zupełnie grecką składnią, choć pol- 
ski emi wyrazami: 

Dzieje Herodota 3 60 



310^ ' 

Rs. kop. 

Thucydijdesa Historya wojny pelopone- 

zkiśj 2 70 

Plafonu dzieła, Tom pierwszy ... 1 50 

Tom II gi. Prawa ... — 90 

Rzeczpospolita, czyli co jest sprawiedli- 
wość . . . , — 22V2 

Rozmowa druga i trzecia. . . — 22 V2 

Kenop/wnła Wspomnienie o Sokratesie. — 80 

Demostenesa Mowy, przeł. i uwagami 

Mstorycznemi objaśnił A. Oskard. — 80 

Plutarcha życiorysy: Arystydesa i Ka- 
tona starszego, tomik Lszy. . . — 75 

Temistoklesa, tomik Il-gi, przeł. i objaś- 
nił Zwoliński — 45 

Cycerona listy, przeł. Rykaczewski. . 4 — 

Biblioteka klasyków obejmuje tylko przygotowa- 
nie do korneliusza Neposa dla użytku 
szkolnego i domowego. Juliusza Cezara ta- 
kież oba, przez L. Szyperskiego, 

DZIAŁ VII. 
Gramatyka i Iheraliira. 

fzegoTtopSa' Grramatyka Winklera w pytaniach i od- 
powiedziach — 37V2 

Praktyczny wykład języka polskiego, 

przez Józefę Kamocką — 60 

Gramatyka Boczyliuskiego, dział I-szy 

i Il-gi. . 1 5 

Gramatyka mniejsza, A. Małeckiego. .1 — 
Gramatyka obszerniejsza, tegoż, (wyczer.) 
wTi8z%"go Ki-ytyczno porównawcza gramatyka ję- 

stopnia. 



Do nauki śred- 
niego stopnia. 



311 



Rs. kop. 

zyka polskiego z dzisiejszego stauo- 

nowiska lingwistyki porównawczej, 

p. księdza Fr. Malinowskiego. . . 7 20 

Z Uteralury. 

Historya literatury polskiej, przez K. 

Mecherzyńskiego 1 20 

Rys dziejów literatury w Polsce p. L. 
Kondratowicza (Syrokomlę), przej- 
rzał i wykończył Wojciecłi Gro- 
chowski 3 — 

Rys dziejów literatury polskiej, według 
notatek Zdanowicza, opracował, prze- 
robił i uzupełnił L. S. (Leonard So- 
wiński.) 8 ' 

Częściowo lub w całości obrabiali wykład litera- 
tury: Bartoszewicz, Wójcicki, Moraczew- 
ski, Alalecki, Felicyja, Wasilewska, Jla- 
jorkiewicz. Ułatwia pamięciowij naukę 
treściwy podręcznik: Rys literatury Le- 
sława Łukaszewicza. 

Literatura Michała Wiszniewskiego (uczo- 
ne i źródłowej powagi dzieło,) tm. 10 12 J— 

Z wypisów. 

Wybór prozy i poezyi, Poplińskiego . — 80 

Wypisy polskie Łukomskiego w trzech 

oddziałach, każdy po — 65 

Prozaika czyli stylistyka prozy . • . 1 20 
Wzory prozy, przez Jana Rymarkie- 

wicza . 1 60 

Bo Literatury powszechnej: 
Rys dziejów piśmiennictwa świata nie- 
chrześcijańskiego, p. J. Szujskiego 2 40 



812 

Rs. kop. 

Literatura powszednia, Sclierr'a, przekł. 

Gliszczyńskiego 3 — 

Ejclioft", Obraz literatury średuiowie- 
cznych ludów a mianowicie Niem- 
ców i Słowian, przekł. Seweryny i 
Ź, Pruszakowśj, z dodatkami i po- 
prawą, co do literatury Słowian 
przez A. W. Maciejowskiego. . . 1 — 

DZIAŁ YIII. 
Książki illa iiiłoilyeh osób, kló c juś bez jioiiucy !iancz,v('ielski('j 

sie kształcą. 

z Pedagogiki, p^^ady praktyczne o początkowem wycho- 
waniu dzieci od I-go do 5-go roku, 
przez L. M. (Lucynę Mieroszewską). 

Listy pedagogiczne brata do siostry, 

przez A. Józefczyka — 50 

Pisma pedagogiczne Estkowskiego. . . 1 50 

Biblioteka pedagogiczna i dydaktyczna 2 2 Vi 

Pedagogika w urywkach, S. Kellnera 
obejmująca sprawy szkoły początko- 
wćj i wychowania domowego, opra- 
cował Z. Sawczyński — 90 

Pedagogika według Chowanny Trentow- 

skiego, ułożył Sierociński ... — 75 

Pedagogia polska w zarysie, p. W. Se- 

redyńskiego 1 20 

Pedagogika Jeskego. (Młodym nauczy- 
cielkom zalecamy, aby ją przed 
użyciem systematycznego kursu ko- 
niecznie przeczytały.) 1 50 



313 



Ks. kop. 



^^ucz%lh!' Przewodnik ekonomii politycznej p. H. 
Baiidrillart (dzieło uwieńczone przez 
akademią Paryzką pierwszą nagrodą 
Montyona), przekład J. B. . . . 

Praca kobiet, czyli zakres ich działal- 
ności, praktycznie okazany w prze- 
szło 600 powołaniach i zawodach, 
p. Wirginię Penny (z angielskiego.) 

Dzieje moralne kobiet, p. E. LegouYŚ, 
przek. Jadwigi Trzcińskiej. . . . 

O prawach kobiety, przez L. Prądzyń- 
skiego. 

O wolności przez MilPa Jana Stuarta 
(z angiels.) przekł. Jul. Starkel. . 

Estetyka Karola Libelta, tomów 3. 

Podróż do Włoch, Kremera .... 

Estetyka Lemckiego, przek, W. Zawa- 
dzkiego 



z E3tetvki. 



Z Poezyl no- 
woczesno). 



1 — 



1 — 



1 GO 



— 75 
4 — 

8 — 



4 — 



Ogólnie tylko vj'liczyć możemy nazwiska poe- 
tów naszych, których wszystkie dzieła za- 
równo godne s§ czytania, i których znajo- 
mość już obowiązkową się stała dla osób 
wykształconych; do tych należą: 

Kazimierz Brodziński, Antoni Malczeski, Adam 
Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Bohdan Za- 
lewski, Seweryn Goszczyński, Wincenty 
Pol, Władysław Syrokomla (Ludwik Kon- 
dratowicz). 

Obok dzieł tych mistrzów z chlubą zamieścić 
możemy wszystkie prześliczne wiersze Ma- 
ryi Unickiej; poemata i improwizacye Deo- 
tymy (Jadwigi Łuszczewskiej), niektóre ory- 
ginalne i tłómaczenia pani Seweryny z Zo- 
chowskich Duchińskiej. 



314 

Rs. kop. 
Ze ^tąryc^ za- Rękopisiii Królodworski, z czeskiego pol- 
skiemu językowi przyswoił Lucyan 
Siemieński. 

Słowo o pułku Igora, z ruskiego prze- 
łożył August Bielowski. 

Królewicz Marko i inne poemata serb- 
skie, przeł. R. Zmorski .... — 60 
^JtaroźyS^ Odyssoa Homera, przekł. L. Siemieńskie- 
go (żaden język w Europie wierniej- 
szego i piękniejszego nie posiada) . 6 75 

Tracliinki Sofoklesa, przeł. Raszewski. — 15 

Agamemnona Eschylosa, przeł. Z. Wę- 

clew^ski — 40 

Agamemnona Eschylosa, prz. J. Szujski — 45 

Cheofory czyli ofiara grobowa, przeło- 
żył Węclewski — 40 

Prometeusz w okowach (z tryologii) prz. 

Szujski — 22V2 

V'^-%'^*^"''^ Dantego, przekład K:orsaka .... 3 — 

obcej, średnio- ° ' -^ 

wiecznej i no- Tassa, Jerozolima wyzwolona, przekład 

wozytnśj. ' j 1 r 

Ludwika Kamiuskiego 1 20 

Pope'go, Wiersz o człowieku i inne, 

przekład tegoż. 
Moor'a, Walterskota, tłómacz. Odyńca . 3 — 
Byrona Giaur, Lara i ustępy Child Ha- 
rolda, przekł. Mickiewicza. 
Goethego, Fausta część I-sza, przekł. Al. 
Krajewskiego, drukowany w Biblio- 
tece Warszawskiej z roku 1858 — 
(osobno nie ma). 
Herman i Dorota, przekł. L. Jenike. 1 20 
Ifigenia w Taurydzie, tegoż. . . . — 52 V2 



315 

Es. kop. 
Stella, dramat, przek. Józefa Retingei-a — 50 
Pieśni i Ballady, przek. A. G. . . — "25 
Schillera uaj więcej tłómaczył wiernie 
choć mniój gładko, wraz z utworami 
innych poetów w 4 t. Minasowicz . 1 50 

Szekspira dzieła dramatyczne wychodzą obecnie 
zebrane w przekładach J. Paszkowskiego, 
S. KoźmiauŁ i L. Ulrycha. 

fycznych'^OTy- Komcdye Alcksan. hr. Fredry, tomów 5 . 1 50 
ginainych. Komedyo Józefa Korzeniowskiego (wię- 
ksze daleko miały powodzenie i wię- 
kszą, wartość oa jego dramatów). 
z powieści. Najogólniej znane, więc pra^Yie także 
„obowiązujące" do czytania: 
Obrazy i podania litewskie, Ig. Cho- 
dźki, tomów 10 5 — 

Wspomnienia, Rzewuskiego. 
Ramoty i ramotki, Wilkouskiego, t. 5. 2 50 
Kraszewskiego i Korzeniowskiego, niektóre przynaj- 
mniej — pierw'szego np. Jermoła, Kordecki, Dziwadła; dru- 
giego: Spekulant, KoUokacya. 

Obecnie do najznakomitszych powieściopisarzy na- 
szych zaliczają: wzwyż już wymienionego Kraszewskiego, 
któremu nadto wiele pięknych, użytecznych i poczciwych 
prac oryginalnych historycznych, jako też i wydawnictw za- 
wdzięczamy. Następnie Kaczkowskiego, Jeża, Zacharyasie- 
wicza. Pługa (Pietkiewicza), panią Elizę Orzeszko. Dzieła 
tych autorów odznaczają się zawsze moraluą dążnością (nikt 
u nas jeszcze niemoralnie nie pisał dotychczas); NYarto je- 
dnak, choćby dla oszczędzenia czasu, w tak licznej mnogo- 
ści utworów, radą lub wyborem starszych a światłych osób 
się kierować. 



316 



Bez żadnego zastrzeżenia możemy jedynie polecić mło- 
dym osobom \YSzystkie powieści w Bluszczu zamieszcza- 
ne, jako tóż prawie wszystkie z angielskiego i szwedzkiego 
tłómaczone. 



^dyf°oI^kidr Encyklopedya powszechna, wydanie Or- 
gelbranda, tom. 28 — wyczerpana. 
Encyklopedya powszechna, mniejsza, wy- 
chodzi obecnie, tom po . . rs. 2 k. 25 
Ze Słowników, gjowuik Liudcgo, wydanie nowe, popra- 
wione i pomnożone staraniem i na- 
kładem Zakładu narodowego Imie- 
nia Ossolińskich rs. 18 — 

Na uzupełnienie tej edukacyjnej biblioteczki, niech nam 
wolno bgdzie wspomnióć jeszcze jedno dzieło, nie polskim 
wprawdzie, ale wszechludzkim ułożone jeżykiem, bo naj- 
ważniejszą część jego, tablice rysunkowe stanowią. Jest to 
Dilder Atlas Brochhausa, w dziesięciu oddziałach (Abtheilun- 
gen). Każdy oddział iunój nauce poświęcony, np. Historyi 
naturalućj. Geografii, Architekturze, dziejom i wzorom ma- 
larstwa, dziejom ludzi, dziejom narodów i t. p. Każdy mo- 
żna kupić osobno i użyć zamieszczonych w nim rysunków 
do objaśnienia wszelkich z temi naukami w stosunku zosta- 
jących wykładów. Tekst jest dołączony w języku niemieckim, 
lecz co do starożytności greckich i rzymskich mamy już dwa 
dziełka pomocnicze, przez J. Boczylińskiego tłómaczone: 

Bojesen E. F. Starożytności greckie, czyli obraz 
politycznego, społecznego i prywatnego życia 
starożytnych Greków. Cena kop. 37 V2. 
Bojesen, Starożytności rzymskie, czyli obraz publi- 
cznego, prywatnego i umysłowego życia sta- 
rożytnego Bzymu. Cena kop. 37 V2. 



317 

Wyliczy\YSzy to, co mamy już w literaturze naszej na 
zapomogę umysłu i serca, koniecznie jeszcze trzeba wspo- 
mnieć i o tem czego nam brakuje. 

Oto brakuje nam dzieł o gospodarstwie; jest wiele dzieł 
i dziełek specyalnych, z przepisami bardzo praktycznemi, 
clioćby tylko już o tegorocznym kalendarzu pani L. Ćwier- 
czakiewicz nadmienić — aleć są to zawsze zbiory przepisów 
tylko: niema dzieła przedstawiającego umiejętność, i pod- 
ciągającego te wszystkie szczegóły pod stałe i zasadnicze 
prawa. Jak ogółowi kobiet, gdy pójdą za mąż i mają dzie- 
ci, zdaje się, że już tem samćm wycliowywać je umieją; tak 
ogółowi gospodyń naszycli zdaje się, że dobrze gospodarują, 
kiedy się osobiście kolo gospodarstwa l^ręcą. Wszyscy wie- 
my, iż to nie wystarcza jeszcze: dziś każde zajęcie, aby rze- 
czywiście zysk przynosiło, musi nauką się posiłkować. Kra- 
sicki nawet pojęcia nie miał o całej doniosłości swoich wy- 
razów, gdy przed laty wołał: 

„Trzeba się uczyć, już minął wiek złoty." 

Nietylko radą, ale proroctwem to się stało. Trzeba 
się dziś uczyć wszystkiego, nawet gospodarstwa... kobiecego. 



ENCYKLOPEDYA DORĘCZNA 

CZYLI 

ZBIÓR CIEKAWYCH WIADOMOŚCI 
DŁA PAIVIESr. 



ENCYKLOPEDYA DOEĘCZNA. 



A. 

A (I a ni e z y k. 

Krawiec za Jana III, w Warszawie na Nowem Mieście, 
dwadzieścia ośm miał dzieci żyjących. W czasie wiedeńskiej 
wyprawy doznał nędzy, bo mu zabrakło roboty. Syn jego 
starszy, kozak w rocie królewicza Jakóba, okazał męztwo 
swoje i znalazł sposobność opowiedzieć królowi nędzny stan 
swoich rodziców. Podumawszy nieco Sobieski, rzekł do nie- 
go: „Za powrotem do Warszawy ukażę się w ferezyi zdo- 
bytej w Ucimiocie w. wezyra; niech twój ojciec takich naro- 
bi, a przeda je snadno." Jakoż tak się stało; wrócił Sobie- 
ski zwycięzcą, okazał się w ferezyi; krawiec uzyskał sukna 
u kupców na poczekanie, narobił sukien podobnych królew- 
skiej; nastarczyć ich nie mógł, tak wyprzedawał, i miał czem 
wyposażyć córki i opatrzyć synów. 

A g u a <l o. 

Bogaty bankier, Hiszpan, osiadły w Paryżu, o którym 
dobrze mówią. Kupił Petit P>ourg czyli Eury, własność nie- 
gdyś ksiąjżąt d'Antin, później Orleanu; uiedosyć, że pałac 
odbudował, park założył, ale dla włościan okolicznych bar- 
dzo wiele czynił; szkoły zakładał, kościoły podnosił, i pięć- 
kroć sto tysięcy franków wydał na wystawienie mostu mię- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 21 



322 

dzy Ris i Champs Rosay, zajął tą robotą, mnóstwo ubogich 
i prawdziwie dobrodziejstwo uczynił, bo nie było nigdzie 
blizko mostu. Co rok jeszcze odprawia się tam rodzaj świę- 
ta Róży, i trzy najcnotliwsze dziewczęta dostają posag. Aż 
miło kiedy kto tak majątku używa; wolałabym jednak gdy- 
by to był robił w Hiszpanii. 

A k t u r o H i e. 

Jeden z bardzo sławnycłi w Paryżu jest Pryderyk Le- 
maitre, szkoda tylko, że najczęściej gra złodziejów, choć naj- 
szlachetniejsze role umie oddać. Grywał na Porte St. Mar- 
tin i tam największe miał sukcessa w Auberge des Adrśłs; 
pokłócił się i teraz grywa na małym teatrze Folies Drama- 
tiąues. Napisał sobie sam sztukę Robert Macaire, plaisan- 
terie en six tableaux^ i sam jest duszą tej sztuki. Cały Pa- 
ryż biegnie na ten teatr (w Czerwcu 1834); i ja sądzę, że 
nie jednego młodzieńca złodziejstwa nauczy. Szlachetne po- 
wołanie i piękne owoce. Widziałam te sztukę, i mimo ca- 
łćj komiczności, tak byłam oburzoną tą parodyą i wyśmia- 
niem wszystkiego co najświętsze, żem przed końcem wyszła. 
A co smutnego, ta sztuka tak się zrobiła popularną, że już 
dziś lud francuzki nie jest wystawiany jak dawniej pod po- 
stacią garbuska pełnego wesołości i dowcipu (Mayeux), ale 
pod postacią przemyślnego łotra Hoberf Macnirc. 

Albert rand, V Jan. 

Urodził się w Warszawie w r. 1731, w szesnastym ro- 
ku życia swego wstąpił do Jezuitów, w dziewiętnastym był 
nauczycielem w Pułtusku, później w Wilnie. Około 1760 r. 
użyty za bibliotekarza przez Załuskich, przywiódł do skutku 
spis ich ogromnego zbioru. Później jeszcze nauczyciel Fe- 
liksa Łubieńskiego, towarzyszył mu do Włoch, a za powro- 
tem poznany przez króla, lektorem jego został i dozorcą 



323 



gabinetu starożytności. Wtenczas; to Albertraiidy wskazał 
królowi środki do pozbierania porozpraszanych skarbów na- 
szych zagranica, i sam dał przykład zbierania ich. W r. 1782 
pojechał do Włoch, i w przeciągu trzech lat w bibliotece 
Watykanu i innych, porobił wyciągi do historyi polskiej na- 
leżące. Przez trzy lata sto dziesięć tomów in folio napisał. 
Dalćj udawszy się do Szwecyi, gdy w- Sztokolmie i w Upsalu 
nie pozwolono mu robić wypisów, on przez dnie całe czytał, 
a w wieczór przyszedłszy do siebie, do późnej ^nocy z pamięci 
spisywał co przeczytał: dwieście tomów urosło z tćj nowej 
pracy. Za powrotem do kraju mianowany biskupem Zeno- 
politańskim {in parlihm). ułożył katalog krytyczny w dzie- 
sięciu tomach in 4-to, bibliotoki królewskiej, krytyczny, bo 
przy każdem dziele była . treść i rozbiór onego. Prz}' zawią- 
zaniu się Towarz>'stwa Przyjaciół Nauk. Albertrandy jedno- 
myślnie obrany został jego prezesem: umarł w Sierpniu 
1808 r. w siedmdziesiątym siódmym roku życia. Otrzymał 
on rzadkie od natury zdolności: pamięć, trafność, rozsądek, 
pojęcie szybkie, dar wysłowienia się ustnie i na piśmie, i te 
wszystkie zdolności pracą wykształcił. Prócz ojczystego ję- 
zyka, który wybornie posiadał, umiał grecki, łaciński, he- 
brajski, francuzki, angielski, włoski i niemiecki: nowożytne- 
mi pisał poprawnie. 
Dzieła jego są: 

1. Dzieje Rzeczypospolitej rzymskiej, z francuzkiego. 

2. Dzieje królestwa Polskiego, ze Schmidta. 

3. Do- Monitora wiele wyjątków. 

4. Zabawy przyjemne i pożyteczne, w spółce z Naru- 
szewiczem. 

5. Zabytki starożytności rzymskich, w medalach. 

6. Wiele rozpraw w różnych przedmiotach. 

7. W rękopiśmie: Iłistorya Polska ostatnich trzech wie- 
ków, medalami poświadczona. 

8. Zbiór dziejów ojczystych do Władysława IV. 



324 



Al te mb as. 

Altembas, inaterya jedwabna, o której w dawnych dzie- 
jach polskich często wspominają, pochodząca od słowa tu- 
reckiego Altyn. Różni si§ od złotogłowia, że w tćmże je- 
dwab wyszyty jest na dnie złotem, w altembasie zaś złoto 
wyszyte jest na dnie jedwabnem. 

A 1 1 e u b H r g. 

Księztwo saskie, 120,000 przeszło ludności mające, gdzie 
chłopi stanowią większość nietylko ludności, ale bogactw 
i znaczenia; pochodzą oni prosto od Słowian, od Wendów; 
strój dawny zachowali, który dosyć szczególny i niepiękny. 
Działy odbywają się jak niekiedy w Polsce, najmłodszy jest 
dziedzicem ojca, spłaca rodzeństwo. Są chłopi tak bogaci, 
że po 50,000 talarów córkom posagu dają. Wszyscy mię- 
dzy sobą się znają i małżeństwa najczęściej przez starszy- 
znę są układane. 

Ta starszyzna zbiera się kilka razy do roku, miano- 
wicie na czas świąt żniwa; po ukończonych zbiorach jest 
trzy tygodnie wesela, w każdym z trzech okręgów Altenbur- 
ga, po tygodniu z kolei: jest to rodzinny i gospodarski sejm, 
gdzie wszystko na cały rok się układa. Mają i oni swój pra- 
wdziwy sejm, złożony z dwudziestu czterech deputowanych, 
ośm szlachty, ośm mieszczan, ośm chłopów; zasiadają ci osta- 
tni w strojach swoich wiejskich, odwiecznych, i jest duma 
narodowa w zachowaniu ich jak nieodyś. Obyczaje, co do 
skromności, nie koniecznie czyste, ale podobno tylko póki 
niezamężne kobiety, pozwalają sobie trochę więcej. Kró- 
tkość nadzwyczajna ubiorów wiele rzeczy ułatwia, np. sia- 
dać na kolanach jest rzeczą tak pospolitą, jak u nas 
usiąść na stołku. Chłopi niektórzy są bardzo oświeceni, nie- 



325 

którzy są autorami i poetami; wszyscy ogólnie czytać umie- 
ją: rzeczą wcale nie nadzwyczajną widzićć w chatce forte- 
pian. Miast mają kilka, ale najznaczniejszem stolica: tam 
zjazdy sejmowe, resursa, teatra. Ciągłej trupy dramaty- 
cznej nie ma, ale każdy stan ma swój teatr własny; jest ich 
aż ośm, od noblessy najpierwszej aż do rzemieślników i chło- 
pów; obowiązkiem stowarzyszonych w tym celu jest: składkę 
dawać i nie wymawiać się od wezwania do wystąpienia na 
scenę; widzowie już za bilet'' nie płacą, ale niechętnie 
obcych, nieuależących przyjmują, zapewne z bojaźni wy- 
śmiewania. 

Kilka zwyczajów towarzyskich i domowych podobało 
mi się, mogłyby łatwo w naszych miasteczkach być naśla- 
dowane i uprzyjemnić życie. Jest np. towarzystwo czytają- 
ce, płacą małą składkę , ale ta znaczną sumę wynosi, za któ- 
rą sprowadzają książki nowe; koleją te książki dawane by- 
wają składającym sie, a jak kolej obejdzie, puszczane na 
loteryą; niektóre jako to: romanse, sztuki teatralne czyty- 
wane są głośno. W lokalu towarzystwa schodzą się w pe- 
wne dni tygodnia, kobiety z robótkami, i czytają mężczyźni 
z kolei a one słuchają. Między kobietami żyjącemi ściśle 
z sobą, jest układ taki: że jak która połóg leży, przyjaciół- 
ki jej, każda z kolei, przez dni dziewięć opatrują dom jej 
we wszystko, przysyłają obiad, wieczerzę, a to dlatego że- 
by ona nic kłopotu nie miała, mężowie bowiem nie cierpią 
wchodzić Av domowe szczegóły: koleją także dniami i nocą 
chorćj pilnują. Wyprawy także, dla córek, dla dzieci, podo- 
bnież razem szyją. Która z kobiet ma podobną robotę, za- 
prasza znajome swoje; czasem w kilkanaście schodzą się i na 
wyścigi szyją dla pani domu: rozmowa, kawa, owoce, często 
i wieczerza uprz}jemniają te schadzki, a gospodyni co wyda 
na częstowanie, zarabia na robocie i zabawie. 



326 



Ameryk W e s p u i- y. 

Urodził się we Floreucyi 9 Marca 1451 r., umarł w Se- 
willi r. 1512; wcale nie przypisywał sobie odkrycia Amery- 
ki, ale Kolumbowi je przyznawał. Bez jego woli stało się, 
że ją, uawet nazwano jego imieniem. Wszedłszy do służby 
liiszpaiiskjej w czasie śmierci Kolumba, wielokrotne odbył 
podróże do tćj części ziemi, i Europg lepiej poznał opisując 
ją i karty rysując. W czasie śmierci był w służbie portu- 
galskiej króla Emanuela, i ten kazał zawiesić w katedrze 
lizbońskiej szczątki okrętu, na którym ostatnią podróż od- 
prawił. 

Aiiiieiis. 

Katedra w Amiens, którą widziałam, należy do najpię- 
kniejszych budowli gotyckich; w chórze roboty stolarskie 
prześliczne: jest to arcydzieło snycerskiej sztuki i przez sła- 
wnych mistrzów wykonane, zrobione z dębowego i kasztano- 
wego drzewa. Zaczęte było to wielkie dzieło 3 Lipca 1508, 
ukończone 24 Czerwca 1522 r. Wydatek któryby dziś 150,000 
fr. wynosił, nie był jak 11,230 fr. 55 c. Ta boazerya prze- 
dziwnie zachowana, robaki jej nie uszkodziły, ani też ludzie 
nie oszpecili pokostem żadnym: jest jak była. 

4 II e § il o t > . 

1) Siedmioletniego chłopczyka obwiniono, że zjadł do 
połowy, przysłany przez stryja dla matki kosz fig i wino- 
gron, a że przyznać się nie chciał, wybito serdecznie; i tak 
trwało trzy dni, chłopczyk co dzień dostawał rózgą, a nie 
dostawał obiadu, tylko chleb i wodę, przecież nic nie mó- 
wił, tylko to, że niewinny. Nareszcie czwartego dnia siostra 



327 

chłopczyka, która od dui kilku nie była w domu, wróciła 
i z przyjaciółką., u rodziców której przez te dni gościła, 
a gdy o tern zdarzeniu obie się dowiedziały, wyznały z pła- 
czem, że to one przed wyjazdem zjadły winogrona i figi, i że 
chłopczyk to widział. Tym chłopczykiem tak wytrzymałym 
był Napoleon. 

2) Napoleon tak był ubogi, kiedy był uczniem szkoły 
wojskowej w Brienne i w St. Cyr, że nigdy nie mógł nale- 
żeć do składek, pikników studenckich, i to upokorzenie naj- 
większą było przyczyną jego ponurości i mizantropii. 

8) Barjaud de Monłlucon. Kiedy urodził się król rzym- 
ski, syn Napoleona, wielu poetów opiewało to zdarzenie; 
dwóch bardzo młodych, K^azimierz Delavigne i Barjaud otrzy- 
mali nagrody. Napoleon chciał ich widzióć, a kiedy się spy- 
tał Barjauda, który wielką nagrodę otrzymał, coby żądał, 
on mu odpowiedział: „Sire! nionneur d^ćtre admis dans vos 
braces armees."- Cesarz wziął go z uczuciem za rękę, ści- 
snął i wyrzekł: ^Jeune hommel je ne vous oublierai pas!''' 
Skończywszy nauki jak najpiękniej, wszedł do młodśj gwar- 
dyi, przeszedł prędko stopnie, był już kapitanem i miał dwa 
krzyże, kiedy pod Lipskiem ugodzony kilką kulami w piersi, 
umarł na pobojowisku. Szkoda tego poety-żołnierza. 

4) Podróżny pytał dzikiego człowieka o Boga, poka- 
zał mu bałwana.— Ale kto zrobił tego bałwana? — Ja ucią- 
łem gałązkę z drzewa świętego i oto mój Bóg.— A kto zro- 
bił drzewo?— Ziemia, którą ono zawdzięczając, cieniem swym 
okrywa. — Ale któż zrobił tę ziemię?— Patrz, odpowiedział 
dziki wskazując w górę, to Duch wielki zrobił, który za 
temi niebieskiemi górami mieszka. 

5) Indyanin amerykański, utrzymujący się z handlu, 
nazbierawszy skór ze zwierząt, które różnemi czasy upolował. 



328 

przybył na otwarte równiny zamieszkałe tam przez białych 
Europejczyków i sprzedał im swój towar, nie za gotowe pie- 
niądze, bo te na nioby mu się nie przydały, ale za kule ka- 
rabinowe, których mu dał skórzany worek jeden Europej- 
czyk. Z temi odszedł do siebie Indyanin. Nazajutrz zno- 
wu przyszedł do owego Europejczyka, z którym zrobił był 
łiandel. — Panie! rzekł do niego, w worku, między kulami 
znalazłem dukat, który się tam pewno przez pomyłkę za- 
mieszał, a zatćm zwracam go. Zdziwiła Europejczyka taka 
poczciwość Indyanina, który nawet nie znał żadnego przy- 
kazania. Indyanin zaś przyłożywszy rękę do swych piersi, 
rzekł: — Tu w sercu mam dobrego i złego człowieka. Dobry 
człowiek powiedział mi: dukat do ciebie nie należy, oddaj 
go napowrót jego właścicielowi. Zły zaś człowiek mówił: 
Biały człowiek dał ci go, możesz go więc zatrzymać. Na to 
rzekł dobry człowiek: to nie prawda, kule należą do ciebie 
ale nie dukat. Zły człowiek znowu mówił: nie rób sobie 
niepotrzebne'"-© kłopotu, idź i kup nową fuzyą, której po- 
trzebujesz. Wtćm -poif.^ylem się spać, ale owi dwaj ludzie 
sprzeczali się całą noc, nie dali mi spać; dlatego odnoszę 
ci twój dukat. 

6) W końcu życia Starego Zygmunta, kiedy wiekiem 
zwątlona sprawiedliwość jego, nie tak czynną była, jeden 
z panów dworskich wymawiał mu tę jego słabość i do su- 
rowości zachęcał: „A któż W. M. zaręczył, że od W. M. ka- 
rać nie zacznę," powiedział król z przekąsem. Umilkł pod- 
żegacz na te słowa i odszedł upokorzony. 

7) Kmiotkowie mając jakąś przyczynę do skargi, po- 
dali prośbę Zygmuntowi I i napisali między tytułami na/- 
pracowiłszemu. Dworzanie urazili się tym przydomkiem, 
jakby praca zniewagą była; król wyrzekł, że owszem najpo- 
chlebniejszy mu ze wszystkich, bo jest świadectwem, że do- 
pełnia obowiązków swoich. 



329 



8) B.... jeden z prawników warszawskich, górno ale 
bez loiki mówiący, raz chciał dowieść niesłusznie mocy prze- 
dawnienia. Szło o dług jakiś, który dla tego, że dawniej 
zaciągniony, nie miał być spłacony, zaczął więc pompaty- 
cznie obronę swoją od słów: „Czas, ta dziwna kategorya ro- 
zumu ludzkiego..." za pozwoleniem — przerwał mu Kiedrzyu- 
ski mecenas, z równąż powagą: „czas nie jest żadną kate- 
gorya rozumu ludzkiego, jest to jedynie świadek niemy czy 
ludzie mają rozum czy nie." Działo się to w Sądzie Apel- 
lacyjnym, kiedy jeszcze wielu sędziów było w polskich stro- 
jach, jako to: Skarżyński. Plichta i inni, co się za brzuch 
trzymali ze śmiechu. 

9) Ten sam Kiedrzyński mecenas stawał raz w spra- 
wie dwóch b]'aci, z których jeden zagarnął cały majątek dru- 
giemu. Obrońca bogatego pana Piotra, zarzucał ubogiemu 
panu Antoniemu, że ciągle biega tylko z Płocka do War- 
szawy, z Warszawy do Płocka, że pije: Kiedrzyński na te za- 
rzuty tak odpowiedział: ,,Pan Piotr mówi, że pan Antoni 
biega; prawda, prześwietny Sądzie, ale czyż on może iuaczćj 
czynić: niech pan Piotr da mu połowę puścizny, a zobaczy- 
my kto będzie piechotą chodził. Pan Piotr mówi, że pan 
Antoni pije. Najjaśniejszy Sądzie, uderzmy się w piersi! któż 
z nas nie wypije, aby co dobrego?... Prezydujący sędzia na 
tę odezwę , jak owe nożyce w przysłowiu, nie mógł się 
wstrzymać od dobrodusznego wykrzykniku: o! to, to, to, 
i pan Antoni miał sobie pi-zysądzoną część mu prawnie 
przynależną. 

K s i o ż II a <r A II g o u I e ni e. 

Marya Teresa Karolina, w kolebce Madame Hoyale, uro- 
dzona 19 Grudnia 1778 r. w Wersalu. Wychowanie powa- 
żne i religijne, wyryło w niej ostre lecz pewne zasady; 



330 

w trzynastym roku w więzieniu przetrwała śmierć ojca, ma- 
tki, brata, nędze po królewski cli zbytkach. Austrya upo- 
mniała się o nić], i w 26 Grudnia 1795 r. ułożono wymianę 
córki Maryi Antoniny za konwencyjnych Cai/itmi, [Aimarque, 
Qulnetłe^ Bancal^ Beurnunciile. W Wiedniu żyła trzy lata 
z małego zapisu ciotki i księżnej Saxe-Teschen; cesarz chciał 
ją, wydać za jednego z arcyksiążąt, ale chciał, żeby Alzacyą 
i Lotaryngią w posagu przyniosła; oczywiście, że się nie uda- 
ło. Ludwik XVIII ułożył więc jej zamęźcie z księciem 
d'Angouleme i spełniło się w Mitawie 10 Czerwca 1799 r. 
Dwa lata blizko mieszkali tam nowożeńcy, potem byli w War- 
szawie, dzielili wszędzie los stryja, aż nareszcie w końcu 
1806 r., Anglia ich przyjęła i osiedli w Hartwell. Kiedy 
27 Maja 1814 r., Ludwik XVIII odprawiał wjazd swój do 
Paryża, miał przy boku swoim tę, którą zwał córką, nową 
Antygoną. Księżna dobrze zaczęła, przyjęła godło Union 
et ouhli^ dzienniki głosiły jej dobroć, ale inaczej okazywała 
się tym co się do niej zbliżali; ostra, surowa, głosu nawet 
nieprzyjemnego, widać było, że nie wygasł żal jej do ludu 
francuzkiego, i że nie może przebaczyć mu nieszczęść swo- 
ich, lubo dzisiejszy winien już nie jest. Wcale też nie po- 
zyskała miłości ludu; tem więcej jej niechęć okazywać za- 
częto, gdy przez śmierć Ludwika XVIII Delfinową została. 
W dniach lipcowych była w Dijon; przebrana za mężczyznę 
do Rembouillet przyjechała, zkąd nowe wygnanie dzielić 
z mężem i ojcem zaczęła. 

Anna (Szweilka), 

Anna siostra Zygmunta III, urodzona i wychowana 
w Szwecyi, w dwudziestym drugim roku przybyła do Polski 
i resztę życia w niej przepędziła. Godne zastanowienia, że 
gdy się udało jćj matce Katarzynie, syna w Szwecyi prote- 
stanckiej katolikiem wychować, córka do końca życia prote" 



331 

stantką została, lubo mieszkając w Polsce katolickiej na 
dworze tyle gorliwego brata i wśród Jezuitów. Jednak 
zdaje sję, że musiała mieć jakieś nieprzyjemności z tego 
powodu, gdyż w ostatnich latach życia schroniła się do 
Szlązka do Brodnicy, i tam w panieńskim stanie do sześć- 
dziesięciu lat dożywszy, umarła r. 1625. Znana była po- 
wszechnie z żarliwości religijiićj, z dobrych uczynków 
i z szczególnego upodobania w nauce zielnictwa. Sama 
własnemi rękami ułożyła zielnik, który się dostał po jej 
śmierci do familii Radziwiłłów, i długo w Nieświeżu poka- 
zywano ciekawym szczątki jego. Zachęcała do wydawania 
dzieł botanicznych; jćj to nakładem wyszło, w Krakowie 
1613, u Skalskiego, wielkie dzieło Syreniusza o przyrodze- 
niu i użyciu ziół; wydawca tego pośmiertnego dzieła Ga- 
bryel Janicki, medyk i professor akademii krakowskiej, 
przypisał je królewnie. Królewnę Annę z samego początku 
chciano nawracać, czytałam w liście ks. Baranowskiego se- 
kretarza naprzód Batorego, potem Zygmunta III do ks. 
Reszki: „My ztąd (z Wilna) 12 Augusta 1589 wyjeżdżamy 
do Rewia, królewna Jmć z nami; radzibyśmy ją oddali panu 
ojcu, ponieważ do nas nawrócić się nie chciała, ad całholi- 
rismum:'-'- Znowu w liście ks. Bernarda jezuity do ks. Reszki 
z r. 1588: „Królewna nasza z swoimi ministry, w krótkim 
czasie za morze odjeżdża. Daj Boże aby jechała a nigdy 
się nie wróciła. Jest omnibus sc and a lian.'"'' 

A lis pach. 

Margrabina tego miejsca się wsławiła. Była to Angielka 
urodzona w r. 1730. Z pierwszego małżeństwa Lady Cra- 
ven; rozdzielona z mężem dla złego jego obchodzenia się 
i niewierności, podróżowała po Niemczech, Rossyi, Krymie, 
Turcyi, Portugalii. Bawiąc czas jakiś w Auspach, wzbu- 
dziła gwałtowną miłość w ^fargrafie; przybył za nią do 



332 

Portugalii, zwał się Krystyan Fryderyk Karol I. Tam, gdy 
umarł lord Craveu, ożenił się z nią, i wnet odstąpił mar- 
grabstwo stryjowi, a* sam z żoną pojechał do jej dóbr do 
Anglii, gdzie najmilsze życie pędzili. Margrabina umarła 
w Neapolu 13 Lipca 1825 r., dożyła rzadkiego wieku dzie- 
więćdziesiąt pięć lat; zostawiła pamiętniki bardzo zajmujące, 
w których jest opis jćj przygód i podróży. Języki angiel- 
ski, francuzki, niemiecki i włoski zarówno doskonale umiała. 

Apel III » 11. 

Apelmau, admirał polski. Gdy Polska miała jeszcze 
jakąśkolwiek marynarkę, to jest za panowania Zygmunta 
Wazy, wsławił się Apelman zwycięztwem na morzu, jedy- 
nem może w dziejach polskich. Roku 1626, podczas wojny 
z Gustawem Adolfem, gdy flota szwedzka, z jedśnastu 
okrętów złożona, port gdański, a w nim flotę polską w ob- 
lężeniu trzpnała, wypłynął Apelman niespodzianie z portu, 
napadł na Szwedów, dwa icii okręty zabrał, jeden zatopił; 
inne uszkodzone, do portu pilawskiego schronić się musiały. 
Sam dowódzca szwedzki Hernschild, poległ w tej bitwie. 

A f r i s z c M' s k i K r z .v s z t o f. 

Arciszewski Krzysztof, jest z liczby tych Polaków, 
którzy się za krajem w dalekich stronach wsławili. Za pa- 
nowania Zygmunta Wazy, zostawał w służbie wojennej pol- 
skiśj; ale gdy dla wiary dyssydenckiej niejakiego prześla- 
dowania doznał, udał się w służbę powstającej naó wczas 
rzeczypospolitej holenderskiej. Właśnie wtenczas zdobywali 
Holendrzy na Portugalczykach Brazylią, a poznawszy bie- 
głość, odwagę i naukę Arciszewskiego, uczynili go rządcą 
Brazylii. On to powystawia! prawie wszystkie w tym kraju 
znajdujące się dzisiaj twierdze, jako to: Rio-Janerio, Baja, 



dc 



Peruambiico i t. cl. Liczue później zwycigztwa uad Hisz- 
panami, taką mu u Holendrów zjednały sławę, że na uwie- 
cznienie paraiątlii jego, kazali wybić duży medal z napisem 
łacińskim wyrażającym ich wdzięczność, za wielkie Arci- 
szewskiego czyny. Zatęsknił jednak Arciszewski do włas- 
nego kraju, a gdy następca Zygmunta na tronie polskim, 
król Władysław Waza, mniej już się okazywał dla róźno- 
wierców surowym, roku 1637 pisał Arciszewski list do 
niego, który się zdaje być odpowiedzią, na przesłane mu 
od króla polskiego propozycye, i w którym liście żądza po- 
wrócenia do swoich, wyraźnie się okazuje. Powrócił isto- 
tnie nasz amerykański bohater do progów ojczystych, ale 
niewiadomo jaki był jego los w Polsce; to tylko nam mówi 
dziejopis Kochowski, że umarł Arciszewski w Lesznie, roku 
1655 podczas wojny szwedzkićj, za Jana Kazimierza, i że 
właśnie kiedy ciało jego złożone było w kościele dyssyden- 
ckim, Szwedzi wpadli do miasta i część jego spalili; a w tej 
właśnie i kościół, i złożone w nim zwłoki wojownika, w po- 
piół obrócone zostały. 

Arkady a pod Nieborowem. 

Xie wiedziałam szczegółu jednego o tćm miejscu, 
który wyjmuję z pamiętników de Gcnlis: M. de Fingerlin 
revenant de Pologne, vint chez moi et me conta qu'il avait 
śtś auprćs de Varsovie, dans une delicieuse maison de cam- 
pagne, nomme 1'Arcadie appartenant a la Princesse Ra- 
dziwiłł, et qu'il avait vu la a rextremite d'un parć une 
charmante maison, nouvellement batie, meublśe avec la plus 
grandę elegance et ayec un jardin rempli de pensśes et de 
sensitives; et que sur la facade de la maison ces paroles 
śtaient ćcrites: Asi/e de Mme Genlis. II ajouta que la prin- 
icesse avait fait faire cette maison, apres avoir lu mon Epi- 
tre a IJasile que faurai. Sur ce recit, j'ecrivis a la prin- 



334 



cesse une epitre en vei's pour la remercier, elle me repon- 
dit une lettre charmante pour m'inviter a venir habiter 
sans delai ma maison. W Arkadyi znajduje się prawdziwie 
europejskiej sławy oranżerya, w niój mnóstwo drzew cytiy- 
nowycli i pomarańczowych, nader starannie utrzymywanych; 
pnie ich są grube, proste, wyrosłe, korony jak najpiękniej 
prowadzone. Niektóre drzewa szacowane są po 20,000 złp. 
jedno, wartość wszystkich jak powiadają dwa miliony. Ileż 
to trzeba pracy i troskliwości, ile sztuki, aby w naszym 
klimacie wypielęgnować te dzieci południowego nieba! 

A r t .Y ś f i f r a 11 c n K r 1 dzisiejsi. 

Brak im duszy, dzieła ich nie tchną nieśmiertelnością, 
bo oni w nią nie wierzą. Ptafaele, Michały, Corregie wie- 
rzyli. Dawid, Vernet, Girodet nie mają wiary, ich dzieła 
umarłe. Pamięć ich bogata, ręka wprawna, rozum dowci- 
pny, ale nie czerpali ze źródła piękności, nieśmiertelności, 
sumienia; wiarą tylko, cnotą do arcydzieł dojść można. 
Geniusz nie z pracy rozumu, ale z piękności duszy się ro- 
dzi. U nich ani jednego uczucia w sercu, ani jednego wej- 
rzenia w niebo! kopijują naturę, kopijują niestety! wiek obecny; 
ich dzieła to człowiek, zwierzę, ale człowieka religijnego nikt 
w nich nie znajdzie a w nim tylko jest piękność, w nim nie- 
śmiertelność. Nie przeżyją też wieków ich prace, bo we 
wszystkich rodzajach tylko arcydzieła nie umierają. Ingres 
uchodzi za najbieglejszego rysownika, Desnoyers za sztycharza. 

A r y ł ni e t ,v k a. 

Krzysztof Pieniążek, który żywot swój napisał r. 1608, 
miał jeszcze takiego informatora czyli ochmistrza Mikołaja 
Witowskiego, który prowadząc jego wydatki, gdy przyszło 
do uczynienia liczby, tak powiedział: „Pisać nie umiem. 



I 



335 

ale są w regestrach kreski wydatków; co kreska to grosz, 
co krzyżyk to dziesięć groszy, co kółko to złoty. A toż 
racliujcie co pisać umiecie." 

B. 

Bałtyk. 

To morze ma te dziwną własność, że go ubywa; według 
wyrachowania uczonych, cztery cale na wiek dotąd spu- 
jzozają sie wody, a p(Jźniej tak to nagle postępować będzie, 
że morze to zniknie zupełnie. Miasta które niezbyt dawno 
nad zbrzegiem były, dziś są o milę oddalone. Że jednak, 
/. jednych okolic morze ustępując w drugie wdzierać się 
musi, to pokazują szczególniej południowe nadbrzeża Eu- 
ropy, Azyi i Afryki, które po największćj części kliniasto 
się kończą, a przytem obwarowane są naturalnemi skałami, 
przeto silny dalszym postępom morza dają opór. 

Raiititkie (Jerzv Saiiiiiel). 

Bibliotekarz krakowski, zasłużony badacz dziejów, pię- 
kne miał hasło, które wyraził w liście do Jana Śniadec- 
kiego: „Zrodzeniśmy do pracy, a raz tylko żyjemy na 
świecie." Umarł Bandtkie 1885 r. 

Barbara. 

Po długim oporze niechętnych, zgodzono się na koro- 
nacyą Barbary Radziwiłłówuej i dnia 13 Listopada 1550 r. 
ta ukochana małżonka ostatniego z Jagiellonów ukorono- 
waną została w Krakowie w obec senatu i zwołanych ksią- 
żąt lennych. Już jednak wtenczas zaczynała być trawioną 
tl "ifipojętą dla lekarzy chorobą. Mówi jeden ki'onikarz, że 



336 

w sam dzień korouacyi, gdy otaczający ją z uniesieniem 
winszowali jśj berła, ona przeczuwając blizki koniec, odpo- 
wiedziała z uśmiecliem i Izami: ,,Do innej mnie Iwromj 
Pan niebieski powala; proścież Go tedy ze mną. aby to 
ziemskie berto na palmę niebieską zamieniła a miłego męża 
mojego w żalu po mnie utulił.'-'- Przed jednym tylko Augu- 
stem swoje ukrywała przeczucia, ale ziściły się zbyt rychło. 
Choroba coraz więcój brała górę. W następującym roku 
1551, 6 Kwietnia, czując już zbliżającą się godzinę ostatnią, 
opatrzona ŚŚ. Sakramentami, wezwała do siebie małżonka, 
i ciesząc go w nieutulonym żalu, nadzieją połączenia się 
w wieczności, zarzekła go, aby drugą po niej wziął żonę. 
Obiecał rozczulony August, a ona mdlej ącemi rękami za 
szyję go objąwszy i podniósłszy oczy ku niebu, ducha od- 
dała. 

Batory (Król). 

Lubił konie, piętnaście tureckich, których .używał do 
wierzchu zostało po jego śmierci. Jeden z nich ulubiony 
pana swego, ciemno-gniady z gwiazdą na czele, imię nosił 
Batorego\ miał Stefan i hiszpańskie konie, jeden ciemno- 
gniady zwał się Balago. Batory ledwo wstąpił na tron, 
pokazał że królem; wzmacnia chwiejący się tron, upokarza 
nieposłusznych Gdańszczan, daje odpór dzielnie Tatarom. 
Na narodzie martwiącym go nieroztropnie, podatki wypra- 
sza, poznaje się na człowieku i Zamoyskiego kanclerzem 
i hetmanem mianuje. Jaka to boleść musiała być dla niego, 
kiedy powracającemu zwycięzcą z wojny, zamiast wdzię- 
czności, zebrany naród niósł skargi i obelgi na sejmie 
warszawskim! Przysłowia, ów rozsądek ludu, dowodzą, że 
Batory był prawie jeden król, którego się obawiała nasza 
szlachta, i którego rozkazy wypełniała tak, że za jego pa- 
nowania urosły następujące: „Zęby na kogo ostrzyć. — Za 



33^ 



króla Stefanka strach i na panka." Króla tego familijny 
herb był trzy zęby, herbem tym wszelkie zlecenia pieczęto- 
wano; obawa tedy gniewu króla dała początek przysłowiu: 
„Pokazał mu zęby. Ukażęć zęby." Batory zdolny był ze- 
wnętrznych nieprzyjaciół gromić i wewnętrzną hamować 
rozpustę. Chciał naprzód wyjednać indygenat dla dwóch 
synowców swoich, a potem, jak wszelkie są do tego podo- 
bieństwa, dziedzictwo tronu dla nich zapewnić. Przy oblę- 
żeniu Wielkich Luk, gdzie Batory osobiście dowodził, ra- 
dzono mu gwałtowne uderzenie, dodając: że utraciwszy 
garstkę ludzi, o cztery dni prędzej stanie się panem waro- 
wni. „Nie, — odpowie monarcha, — wezmę ją później; wolę 
czterech dni utratę, niż jednego z" walecznych moich ryce- 
rzy". — Batory założył miasto nad rzeką Sem w gubernii 
Czernigowskićj, od swego imienia nazwał je Batoryn czyli 
Baturyn. To miasto stało się ważnem w dziejach jako re- 
zydencya atamanów kozackich; tu jeszcze Mazeppa prze- 
mieszkiwał, nim się sprzymierzył z Karolem XII. 

Batory Audrzej. 

Bratanek króla, kardynał, po śmierci Stefana r. 1587, 
wróciwszy z Ptzymu do Polski, mając wyrobiony indygenat 
przez Zamoyskiego, biskupem warmińskim został; bynaj- 
mniej na księdza nie stworzony: zdradzony ód cesarskich, 
napadnięty od Wołochów, kiedy krył się w chacie siermię- 
gą okryty, z siedmią Polakami mimo mężnej obrony; dwa 
razy w głowę siekierą cięty, poległ 28 Października 1599 r. 

S e k i e s z. 

Był to pan siedmiogrodzki, takiego urodzenia i cnót, 
że się o księztwo siedmiogrodzkie razem z Batorym ubie- 
gał i walczył. Batory otrzymał pierwszeństwo, Bekiesz 

Dzieła Hoftnanowej. Tom III. 22 



338 

uciekać musiał; ale Stefau, już królem Polskim będąc, był 
w Prusach: Bekiesz dobrowolnie do niego przybył, ofiarując 
mu usługi przeciw nieprzyjaciołom. Z równą szlachetnością, 
jak uczyniona była ofiara, tak i przyjęta. Bekiesz w wielu 
razach dał dow^ody największego przywiązania Batoremu, 
a Batory do poufałości swojej go przypuścił i najlepszym 
zwał przyjacielem. W czasie wojny, Kasper Bekiesz umarł, 
pochowany nad Wilnem na górze wysokićj, nazwanej ztąd 
górą Biekieszową; dla tego nie w kościele ale na miejscu 
odludnóm, że był aryaninem. 

B e li >r a r k. 

Bekwark sławny lutnista za czasów Augusta Jagielloń- 
czyka, o którym często wzmianka w pismach ówczesnych 
a mianowicie w dziełach Jana I^^ochanowskiego. 

B e u e (I y k t y II i. 

To tak sławne dawniej i tyle nauką zalecone zgroma- 
dzenie zakonne, i w polskich dziejach ważne zajmuje miej- 
sce. Przy samem zaszczepieniu Chrześciaństwa w Polsce, 
Benedyktyni pieiwsze książki i pierwszą oświatę do Polski 
przynieśli. Dla nichto Bolesław Chrobry klasztor na Łysej 
górze fundował. Godnem też jest uwagi, że ci pierwsi za- 
konnicy i nauczyciele w Polsce byli Francuzami. 

Benedykt (Polak). 

W r. 1839 wyszło w Paryżu dzieło pod tytułem: „/?<?- 
lations des Mongots ou Tartares par le frere Duplan de 
Carpin., Legat du Sf. Siege, Nonce en Tarfarie pendant les 
annes 1246 et 1247. '■'■ Z tego dzieła wielce ciekawego odkry- 
wa s'ę, że towarzyszem Jana Carpin w jego podróży ważnej 
i niebezpiecznej był Benoit 'de Pologne, i kto wie czy uie 



'ÓÓ'J 



ou był pl•ze^Y(klzcą i początkiem do niej. Czytam boNYiem 
w życiu naszego Ś. Jacka, spółczesuego, takie szczegóły: 
„Ś. Jacek fuudo\Yał klasztor we Wrocławiu i brata Hiero- 
nima tam zostawił, a sam umyślił na wschód słońca udać 
się, i do Kijowa na opowiadanie kazania swego i słodkiej 
nauki Chrystusowej puścił się; w tej drodze miał z sobą, 
trzech braci: Floryana, Godyna i Benedykta. W Kijowie 
cztery lata na pracach świętych przemieszkawszy, klasztor 
fundował i Godyna za starszego zostawił. Wracając zaś 
przez pruską ziemię, w Gdańsku wiele ludzi do zakonu po- 
budziwszy, klasztor tam założył i Benedykta w nim za star- 
szego zostawił. Ś. Jacek umarł 1257 r." 

Celem poselstwa dwóch mnichów przez Innocentego 
IV wysłanych, było nawrócenie Tatarów północnych do wia- 
ry i uśmierzenie napaści ich na Europę, mianowicie na Pol- 
skę i Węgry. Carpin wyszedł zLugdunu, 16 Kwietnia 1245 r. 
w dzień Wielkanocny; w Wrocławiu zszedł się z towarzy- 
szem Benedyktem z Polskie który miał dzielić jego trudy 
i służyć mu za tłómacza. Ztamtąd przybywają do Ki'akowa 
do Konrada, Due de Lenczy, gdzie zastają księcia ruskiego 
Wasilko, który im daje kilku ze sług swoich; ci bronią ich 
od rabusiów litewskich i prowadzą ich nie bez biedy do 
Kijowa. W drodze Jan zachorował z zimna i niewygód, ale 
nie chcąc opóźniać poselstwa, nieść się każe; 14 Lutego 1246 r. 
udają się do Kaniewa, pierwszej osady tatarskiej. 

Ztamtąd Jan Carpin i Benedykt z Polski biorą śv,ieże 
konie i po długim czasie przybywają do Batoica, najpotę- 
żniejszego z- wodzów tatarskich po Wielkim Khanie; ten 
odbiera ich listy, ludzi zatrzymuje, a ich wysyła do głównej 
rezydencyi Kuiukkhana do Syra-Ordu. Wyjeżdżają oba 8 
Kwietnia 1246 r., ale tak słabi, że ściągać muszą powijaka- 
mi członki, żeby znieść trudy podróży. Po ośmiu dniach 
przykrej drogi przybywają do granic kraju Komanów nad 
rzeką Jaik, przy Kaspijskiem morzu; połowa to była ich 



340 



wielldśj drogi. Weszli wtedy w ziemię Bezerminów uad je- 
ziorem Aral i szli miesiąc, znachodząc rozwaliny wielkich 
miast; przybyli wreszcie do Kara-Kitrty, gdzie miszkal Hor- 
don brat starszy Batu-Kana: tam idąc krajem górzystym 
wielkiego zimna doznali i śnieg mieli dnia 29 Czerwca, 
w dzień ŚŚ. Piotra i Pawła. Nazajutrz weszli w kraj Mon- 
gołów, i po prędkiej jeździe trzytygodniowej przybyli 22 
Lipca do Syra Ordon, gdzie mieszkał przyszły cesarz Kujuk. 
Wprowadzenie ich do tego monarchy, posłuchanie bardzo 
jest zajmujące, zwłaszcza zachody dworu tatarskiego, dla 
zrozumienia dosłownie listu Papieża i wiernego przekładu 
odpowiedzi Kana z tatarskiego na łacińskie. W tój pracy 
nasz Benedykt jako tłómacz grał największą rolę, a odpo- 
wiedź chana, która słowo po słowie z tatarskiego na łaciń- 
ski przełożoną została, jest oczywiście pióra jego. Otrzyma- 
w^szy ją puścili się naodwrót tąż samą drogą: d. 9 Marca 
1247 r. przybyli do obozu Batowa, a 9 Czerwca do Kijowa; 
ztamtąd mało co odpoczywając, przez Ruś, Polskę, Czechy, 
Niemcy, Ren przebywszy, przez Kolonią wrócili do Lugdunu 
do Papieża. Napozór nie wiele wskórali, bo list tylko pra- 
wie pogardliwy chana przynieśli; przecież ta pierwsza missya 
dyplomatyczna, była początkiem dalszych i bardzo ważnych 
stosunków, między książętami chrześcijańskiemi i książętami 
Wschodu. Cześć więc się należy dwom odważnym i gorliwym 
mnichom, którzy ją przedsięwzięli i z nadludzką wytrwało- 
ścią odbyli, a większa może jeszcze naszemu Benedyktowi, 
który jako podrzędny, nawet znanym wcale dotąd nie był. 

Bernard^Yuów kościoła facyata w Warszawie. 

Wystawiona jest przez niejakiego Kwiecińskiego, i do- 
syć dziwna tego człowieka historya. Urodził się bardzo bić- 
dnym, a dorósłszy woził piasek: to był jego sposób zarob- 
ku. Oszczędny a nawet sknera, bardzo pracowity, zaczął 



I 



zbierać naprzód złotówki, potem talary i do tego doszedł, 
że pięliuy pałac na Wierzbowej ulicy, dawniej Ignacego Po- 
tockiego, dziś Gąsiorowskicb, do budowania którego wózkiem 
jednokonnym piasek Avoził, kupił. Nie wstydził się tego by- 
najmnićj, owszem często to wspominał. Szkoda nieodżałowa- 
na, że tego majątku licbwa doszedł; mógłby służyć za przy- 
kład, jakto z malej rzeczy do czegoś przyjść można. Ale do 
nakładu na lacyatę Bernardynów dziwnym sposobem znie- 
wolony został. Jużto on w końcu życia zamyślał, jakim da- 
rem do kościoła zmyć plamę swego majątku, niewiedząc za- 
pewne o tem, że Bóg chce miłosierdzia a nie ofiary; wie- 
dział o tym jego zamiarze Ignacy Potocki, od którego on 
dom nabywszy, doznawał względów. Raz więc wszedł do je- 
go gabinetu i powiedział: „JW. pan jesteś uczony człowiek, 
ja miałem osobliwy sen tej nocy: niech mi JW. pan wytłó- 
maczy." Potocki rozpowiedzieć go sobie kazał, sen był jak 
zwyczajnie bez składu, ale właśnie wtedy rząd zamierzał 
o ozdobie kościoła Bernardynów, a nie było funduszu; taka 
więc myśl wykładaczowi przyszła: „Wiem co znaczy twój 
sen: oto wystaw facyate do kościoła Bernardynów." J. Kwie- 
ciński usłuchał. 

Biblia. 

Pierwszą biblią polską jest biblia królowej JadAvigi *), 
druga Zofii; ta była najpewniej poprawnym egzemplarzem 
tamtej, przez Jędrzeja z Jaszowic dokonanym. Cała pisana 
aa pargaminie, na jej końcu te wyrazy: „Absoluta sunt haec 
Biblia in castro novae urbis Corczyn ad mandatum et volun- 
tatem Sereniss. Reginae Polon. Sophiae translata per An- 
Iream de Jassowitz, scripta per Petrum de Radoszitz 18 Au- 



*) Jednak Czacki c}'tuje Biblią polską z r. 1390, której część sam 
)osiadał. Mogła to być i ta sama. Jadwiga umarła w r. 1399. 



342 



giisti an. 1455, superstite adhuc vi(lua Sophia, Regina, re- 
gnaute nam filio ejus Casimiro Jagiellonide." 

Skończona została ta biblia w zamku Nowego Miasta 
Korczyna, stosownie do woli i zlecenia Najjaśniejszej królo- 
wej polskiej Zofii, przetłómaczona przez Andrzeja z Jaszo- 
wic, pisana przez Piotra z Iladoszyc, 18 Sierpnia 1455 roku 
za życia jeszcze tejże Zofii wdowy i królowój, i już za pa- 
nowania syna jej Kazimierza Jagiellończyka. Ta którą we 
Francyi le Texte du Sacre zowią, na którą przysięgali \iv6- 
lowie i która złożona jest w Reims, jest słowiańska, w dwóch 
częściach: jedna pisana między 1010 i 1040 r. przez S.Pro- 
kopa opata Sarawskiego w Czechach; druga przez muiclia 
z klasztoru w Pradze, założonego przez Karola IV r. 1341- 
Ten rękopism długo za ormiański uchodził, dopiero Piotr 
"\V. w czasie pobytu swojego we Francyi, pierwszy go za 
słowiański uznał. Czytam w dzienniku Temps z d. 29 Maja r. 
1834, jako Paippel podróżny w Abissynii nabył tam ręko- 
pism, który prawdziwie dosyć ocenionym być nie może. Bi- 
blia, gdzie oprócz tego co znamy, jest nowe dzieło Salomona, 
dwie księgi Ezdrasza, dopełnienie ksiąg Estery, księga Eno- 
cha, i piętnaście nowych psalmów, o których uczeni już da- 
wniej wiedzieli że są. O! jakżebym chciała doczekać czyta- 
nia ksiąg tych i przetłómaczeuia ich na polskie. 

Biblioteki paryzkie. 

Królewska za Karola Y, miała 910 tomów; za Fran- 
ciszka I, 1,890; za Ludwika Xni, 16,746. W 1684 r. posia- 
dała 50,542 tomów; w 1775 r. 150,000; w ]790r. 200,000. 
Dziś liczy 600,000 tomów drukowanych i 80,000 rękopismów. 

Biblioteka Mazarine w 1648 r. miała 40,000 tomów; 
dziś ma 90,000 tomów i 3,437 rękopismów; ma osobliwie 
dzieła dawne prawne, teologiczne, lekarskie i mf\tematyczne. 

BiblioteJca Arsenału zakupioną została w roku 1781 
przez hrabiego d'Artois (Karola X). Ma 175,000 tomów 



i 



343 

a w tćj liczbie 6,000 rękopismów; bogata w romanse i poe- 
zye dawne i nowe francuzkie, i posiada kilka dzieł łiistory- 
czuycli, których nie ma gdzieindziej. 

Biblioteka Ś. Genowef// założona była w roku 1624 
od 60,000 tomów doszła do 160,000, w których jest 3,500 
szacownych rękopismów, zwłaszcza wschodnich. Ogółem jest 
w tych bibliotekach 1,111,937 tomów! 

Dobrze młodych prowadzić do bibliotek, zwłaszcza skłon- 
ność do pedantyzmu mających; łatwo się. przekonają jak 
mało umieją: ktoś naprzykład, ktoby myślał, że wszystko 
przeczytał i wszystkie książki pojadł, jakby się zadziwił, 
tyle ich zobaczywszy, wcale sobie nieznanych. Wszystkie po- 
dobne zbiory, gabinety, nie w tśm jeszcze mają dobrą stro- 
nę, że uczą, oświecają, bo to nie wielu się tycze, ale że 
uczą skromności i małego o sobie rozumienia; nigdy nie 
jestem mocniój przejęta małą umiejętnością moją, jak kiedy 
z biblioteki lub z gabinetu wychodzę. Dotąd mało kiedy 
uczeni ludzie byli strażnikami ksiąg w bibliotekach paryz- 
kich, przeto Francuzi nie mają porządnych i dokładnych 
katalogów. Biblioteki są składem rozumu wieków, archiwa- 
mi geniuszu człowieka a oraz słabości jego, szału, obłąka- 
nia. Bibliotekom klasztornym winniśmy przechowanie ksiąg 
starożytnych, bo w czasie wojen, tylko klasztory były sza- 
nowane. Zapewne mnichy zeskrobali nie jedno szacowne 
dzieło, ale ani porównania z temi co zachowali. Najpierwszo 
biblioteki były u Żydów, księgi Mojżesza i inne święte zo- 
stawały w składzie u kapłanów, kiedy Chrystus się narodził; 
w Jerozolimie było czterysta pięćdziesiąt synagog, a każda 
miała bibliotekę, gdzie Żydzi czytać pismo chodzili. 

Egipt miał także swoje: najsławniejsza Aleksandryjska, 
którą założył był Ptolomeusz, zmarły na dwieście ośmdzie- 
siąt pięć lat przed Jezusem Chrystusem; zgromadzał księgi 
z Persyi, z Etyopii, z Grecyi; syn jego Ptolomeusz Filadelf 
toż samo czynił, i do stu tysiący książek uzbierać mieli; 



niektórzy mówią, że do siedmiiikroć doszły, i może być, bo 
dawne książki to były kawały pargaminu po jednćj stronie 
pisane i zwinięte w trąbkę. Kiedy Juliusz Cezar bronił się 
w Ałeksandryi, ogień zajął bibliotekę, i znaczna część zgo- 
rzała; ale niedługo tę stratę nagrodzono i Serapejon znowu 
do pięciukroć sto tysięcy liczył. Lecz w r. 691 kalif Omar 
spalić wszystko kazał. Grecy mieli mało publicznych, wiele 
prywatnych bibliotek, Arystotelesa najsławniejsza. U Rzy- 
mian powszechne były księgozbiory: z publicznych najsła- 
wniejsza Trajana. Pierwsi Chrześcianie mieli także przy 
każdym kościele bibliotekę: popalone zostały w czasie prze- 
śladowań Dyoklecyana. W Konstantynopolu była od cesa- 
rzów, znaczna o 100,000 tomów biblioteka, ale spaloną zo- 
stała; jednak nową zastali Turcy, kiedy r. 1453 Konstanty- 
nopol wzięli i dotąd w ich jest ręku. W średnich wiekach 
papieże Hilary 1, Zacharyasz, Karol W. zaczęli zakładać 
biblioteki; wszystkie klasztory miały swoje, ale to wszystko 
niezbyt liczne. Dzisiejsze: lVat(//iańs/fa w Rzymie, mająca 
30,000 dzieł drukowanych, 40,000 w rękopismach; jest 
w nićj Wirgili z VII-ego wieku, Terencyusz bardzo staro- 
żytny, sonety Petrarcha własnoręczne i t. p.; BoLońska 115,000 
i księgi Ezdrasza, jak mówią, jego ręką pisane na czterysta 
sześćdziesiąt siedm lat przed Jezusem Chrystusem. W We- 
necyi biblioteka Ś. Marka, gdzie pokazują rękopism Ś. 
Marka, tak jednak zbutwiały, że nie można poznać czy 
ewangelia po łacinie czy po grecku pisana. Florencka ma 
znakomity rękopism ewangelii Ś. Jana. Hiszpańska najsła- 
w'niejsza biblioteka ^Y Escurial, królewska, założona przez 
Karola V, ma 130,000 tomów drukowanych, 5,000 rękopi- 
smów, traktat Ś. Augustyna o chrzcie, własnoręczny Ś. Ba- 
zylego rękopism, cztery ewangelie złotemi literami przed 
siedmset laty pisane. Paryż ma w ogólności trzydzieści dzie- 
więć bibliotek, cztery znaczniejsze wyszczególniliśmy wyżej, 
ogółem w nich 1,763,000 tomów. 



345 



iiibliuteki w Wrocławiu. 

Bawiąc w tern mieście w r. 1842 przeszło siedm ty- 
godni, miałam sobie za oboAYiązek zwiedzić biblioteki i szu- 
kać w nicli rzeczy polskich. Oto jest zdanie sprawy poszu- 
kiwań moich. 

Biblioteka Elizabety. Trzy są dzieła polskie: 

1. Poczet herbów szlachty polskiej, przez Wacława 
Potockiego, 1696. 

2. Prawda objaśniona, to jest; Odpowiedź na uwagi 
w sprawie ordynacyi ostrogskiej MDCCLYI. 

3. Zwierzyniec Mikołaja Reja, 1562, wydanie pierw- 
sze. 

Biblioteka Magdaleny. Tu wiele jest dzieł polskich 
i katalog ich osobny, nie napadłam jednak na nic osobliwe- 
go. Jedno z najstarszych wydań jest: Wargocki z r. 1618, 
w Krakowie, druku germańskiego. Jest Kwintusa Ivurcyu- 
sza o dziejach Aleksandra W. króla macedońskiego, ksiąg 
dwanaście. Przypisane są te księgi Tarle, którego ród War- 
gocki wysławia w przedmowie; o jednym Jeremiaszu mówi, 
że lud tak śpiewa: 

„Pan Zaplita z Wojsławic, 
Gnał Tatary aż do Granic." 

O drugim zaś: „Aże Zygmunt Tarło kasztelan sądecki w oj- 
czyźnie próżnował? znają go bardzo dobrze hordy tatarskie." 
Są Plutarcha dwie księgi. A nareszcie druga część Żywo- 
tów Świętych, zapewne egzystowała i pierwsza; miałam tę 
książkę w domu, zdaje mi się, że W'argocki mało co ustę- 
puje Skardze i pomieścił niektóre żywoty, których u Piotra 
nie ma. Przepisałam dwa: Św. Pelagii i Św. Makryny. 

Biblioteka Uniwersytecka. Bogata w zabytki nieoce- 
nione dla różuowierców, szczycąca się pismami własuoręczne- 
mi Lutra, Melanchtona, Kalwina i uaj dawniej szemi wydania- 



346 

mi Biblii; dla mnie mało miała rzeczy szacownych. Dzieł 
nowoczesnych jest wiele, nawet moje książki widziałam, ale 
ze starych nadybałam tylko dwie nieco znakomitsze: 

1. Konstytucye koronne od r. 1550 do 1683, zebrane 
przez Macieja Marcina Ładowskiego, w Wiirszawie 1685 r. 

2. Statnta, Prawa i Konstytucye koronne łacińskie 
i polskie, z statutów Łaskiego i Herburta i z konstytucyi 
koronnych zebrane i na ksiąg dziesięć z powodem JW. świe- 
żej pamięci P. Mikołaja Firleja z Dąbrowic, wojewody kra- 
kowskiego, pisane, sporządzone, i wydane, przez J. Januszoic- 
skiego, w Krakowie, w drukarni Łazarzowój, 1603. 

NB. Winnam tu dodać, że PP. bibliotekarze wszędzie 
mię przyjmowali uprzejmie i książek szacownych do domu 
pozwalali. 

Bobowski (Wojciech). 

Wzór pracowitości, znany pod imieniem Hali-Dey, był 
dragomanem czyli tłómaczem na dworze sułtana, Mahome- 
ta IV. Rodem z województwa Ruskiego, w dziecinnym 
jeszcze wdeku porwany został w niewolę Tatarów i około 
r. 1625 dostał się do Stambułu. Doznawszy względów no- 
wych swych przełożonych, oddany został na wychowanie do 
sułtana i posiadając niepospolitą łatwość do języków, uspo- 
sobił się na tłómacza przy dworze cesarskim. Mówił istotnie 
Bobowski ośmnastu językami, tak wschodniemi, jak europej- 
skiemi. Z tych ostatnich najpłynniój tłómaczył się po fran- 
cuzku, po angielsku i po niemiecku. Poznawszy dokładnie 
Turków i ich stosunki z innemi narodami, dla jednych i dru- 
gich użytku, wiele dzieł napisał, ale które, dla braku dru- 
karń w państwie ottomańskiem, po większej części niedru- 
kowane w rękopiśmie zostały. Ułożył gramatykę i słownik 
turecki Przełożył po turecku katechizm kościoła anglikań- 
skiego. Napisał wzór rozmów turecko-fiaucuzkich. Powsze- 



347 



cline natenczas używane dzieło Komeniusza: Janua Unguariun^ 
po równy w aj ąc główne między sobą języki europejsliie, prze- 
łożył Bobowski na język turecki. Rękopism dwóch ostatnich 
dzieł dostał się do Francyi i jest teraz w bibliotece królew- 
skiej w Paryżu. Wytłómaczył też Bobowski Pismo Święte 
na turecki język, i ten przełdad przechowuje się dziś w bi- 
bliotece lejdejskiej. 

Napojony prawie od dzieciństwa nauką, Mahometa, wy- 
trwał w niój w całśm dalszem życiu, ale bardziej z nałogu 
jak z przekonania; bo ci, co go zblizka zaali, muzułma- 
nizm jego w podejrzeniu mieli. Uczciwości jego charakteru 
wszyscy spółcześni sprawiedliwość oddają, i choć zawsze 
wierny swemu monarsze^ dla Chrześcian zawsze był przy- 
chylny. Sułtan Mahomet IV wielce go szacował i względa- 
mi swemi obdarzał. Umarł Hali-Dey Bobowski roku 1672. 

Boliowit,vnow a. 

Zofia z książąt Czartoryskich, chorążyna wołyńska, wiel- 
kiej nauki, cnoty i pobożności niewiasta. Około r. 1616, 
wytłómaczyla z greckiego na słowiańskie: Uwagi nad Ś v. 
Ewangielią i Apostołów pisma, które i wydala. W dobrze- 
czynieniu zarówno wszystkie wyznania ceniła. 

Bon n. 

Wyjechawszy z Polski mawiała we Włoszech: iż tylko 
jeden Jan Przerębski podkanclerzy znalazł się prawy miło- 
śnik króla i rzeczy pospolitej, „bo drudzy, prawi, gdybych 
była syna u nich kupić chciała, wzięliby byli zań pienią- 
dze." Taż królowa na rady, odgróżki i rezolucye Pola- 
ków, mawiała: „Krew z piwa, nieburzliwa." 



348 



BoiiapartÓM rodziua. 

Nic w niej sławnego, ^Yielkiego nie wyrodziło się, prócz 
Napoleona, a było icłi tylu i chowanych ze wszelkiem sta- 
raniem. O tych co poumierali, wiele mówią. Tak o star- 
szym synie Hortensyi, który niezbyt dawno już słuszny 
umarł, piszą, iż z dzieciństwa odróżniał się od brata. Eaz 
matka trzymając ich obydwóch na kolanach pytała się: 
„Gdybyś nie miał nic, Napoleonku, i nikogo na świecie ca- 
łym, cobyś począł?" „Byłbym żołnierzem, a biłbym się tak 
dobrze, żebym został oficerem." „A ty Ludwisiu?" „A ja 
przedawałbym fijołki, jak ten chłopczyk u drzwi Tuileryi, od 
którego kupujemy codzień." I w rzeczy samój, Strasburg- 
ska cała przygoda (1836) dowiodła: że do wielkich czynów 
nie był; lepiej mu było przedawać fijołki. 

Burs a. 

Byłam też poraź pierwszy w r. 1834* w tym prawdzi- 
wym kościele dzisiejszych Francuzów; jak w bóżnicy żydo- 
wskiej tak i tu niewolno kobietom iść na dół z mężczyzna- 
mi, z góry tylko patrzą, a wiele i z nich nawet modli się 
także. Gwar, hałas jak u Żydów, albo jak w ulu pszczół 
ludzkich o dwóch nogach i o ustach z głosem. Od przyj- 
ścia do wyjścia ciągle mi było na pamięci, że to kościół dzi- 
siejszych Francuzów, i w tej myśli na wszystko patrzałam. 
Gmach ogromny, wysoki, z przedsionkiem, z kolumnam.i 
wkoło; w miejscu gdzie chór i tu odgrodzenie, tylko 
w okrąg, a gdzie wielki ołtarz mniejsze kółko, z gankiem 
wysłanym jakby kosz wielki. W ten chór wolno tylko tak 
zwanym Agents de cliange wchodzić, bo oni, jako aktualni 
kapłani, mają sami prawo w bursie celebrować. Otaczając 
wkoło ten kosz, zwany parąuet i zupełnie próżny we śro- 



349 

dku. dziwnego nabożeństwa mają postać, czcze, próżne, cie- 
mne, a przecież żwawe ich modlitwy; Możeby prościój by- 
ło i dla niektórych wymowniej, gdyby sobie w tym wielkim 
ołtarzu swoim, złotego cielca postawili; ale zastanowiwszy 
się, jeszcze więcćj przemawia do dzisiejszego stanu rzeczy, 
a razem o nicości wielbionego bóstwa, ta próżnia świstka- 
mi tylko zdartego papierń czasem zapruszona; bo możeż 
być marniejszy proszek jak pieniądz, i jestże co więcej czcze- 
go, idealnego, jak bogactwa czyli pieniądze dzisiejsze! Za- 
pewne na stu milionach ledwie jest jeden milion aktualny, 
to jest: w brzęczącój monecie, w srebrze lub złocie, reszta 
papierki różnej miary; bożeii z kruszcu byłby więc nadto 
obiecujący. Dziwi mię , że Francuzi tylko w religii nie chcą 
mieć wiary, a tu ją mają tak wielką, bo i teu kościół bur- 
sowa i to wyznanie pieniężne nie mogłoby tak tu, jak ni- 
gdzie egzystować bez wiary; gdyby nie ufano Rotszyldowi, 
że ten papierek z podpisem jego to pieniądz, a zkądżeby on 
wziął tych bimilionów, za których pomocą Europą trzęsie. 
Wiara i tu zbawia. 

Burski Adam. 

Żyjący między 1560 i 1627 rokiem, był najprzód pro- 
fessorem w akademii krakow^skiej, a później w zamojskiej; 
od Jana Zamoyskiego wielce poważany, napisał Dialecticam 
Cicer onis, którą uważają za arcydzieło między filozoficznemi 
płodami naszych pisarzy. Napisał także wyborną łaciną mo- 
wę na pogrzeb Jana Zamoyskiego: pisał i po grecku. 

c. 

Cliateanbriaud. 

Jeden z najsławniejszych pórewolucyjnych pisarzy, wa- 
żną grający rolę i w polityce, ku końcowi życia usunął się 



350 

zupełnie od wszystkiego i zajęty był pisaniem pamiętników. 
Mieszkając w Paryżu takie życie prowadził: wstawał o czwar- 
U] i natyclimiast siadał do roboty; pracował. do dziewiątej 
i już miał tej pracy na dzień cały; pił czekoladę, którą mu 
żona prz} nosiła, przyjmował osoby niektóre, czytał, a około 
południa wycliodził na miasto, zjadłszy śniadanie; wracał 
koło czwartej, czytał jeszcze, o szóstej jadał obiad, na któ- 
rym codziennie dwóch lub trzech bywało dobrych znajomych: 
wieczorów u niego nie bywało, bo wcześnie bardzo spać cho- 
dził, a w dnie piękne na przechadzkę. 

Charakter Fraiifuzów. 

Piętnem jego ochrona, oszczędność, i zdaje mi się, że 
w tśm przesadzili Niemców. Osoby zupełnie bogate można 
spotkać w omnibusach; wczoraj np. (31 Sierpnia 1834 r.) 
widziałam milionową damę z dwiema młodemi panienkami 
jadącą omnibusem; fiakr byłby trzydzieści dwa sous koszto- 
wał, tak wydala tylko ośmnaście; wolała zatem narazić się 
na różne nieprzyjemności, a czternaście sous oszczędzić. 
Niedawno jeden jegomość wysiadając upuścił sous jeden, 
tak był tą stratą zajęty, że zaledwie wszystkim wysiąść nie 
kazał, żeby go znaleźć, i nie był spokojny póki go nie upa- 
trzył. Nie jest to zapewne występek żaden, ale strasznie 
podobna miłość grosza osusza serce. Niemiec choć oszczę- 
dny, cokolwiek tkliwszy bo moralniejszy, i tam gdzie obo- 
wiązek czuje, z żalem może ale przecież poświęci grosz. 
Francuz, który siebie tylko kocha, w to życie tylko wierzy, 
z tą miłością pieniędzy daleko zajść może. Jeszcze i tę wi- 
dzę różnicę między obu narodami, że Niemiec jest skąpy, 
oszczędny, a Francuz chciwy raczej. Cnót rodzinnych tu ma- 
ło,, bo Francuzi nadto polityką, Francuzka nadto zabawą 
żyje. Wszystko za domem się dzieje; mnóstwo kawiarń, czy- 
telń, teatrów, restauracyj, najlepiej to dowodzi. Tak wiele 



351 



tu ludzi na ulicach i \v domach publicznych, że prawdziwie 
nie wiadomo kto w domu siedzi, i wiem że Paryż robi mi 
zawsze wrażenie garnka, w którym gotuje się z dawna tro- 
chę wody: kipi ciągle, przewraca się, hałas i szum wielki 
z wierzchu, a w środku prawie nic nie ma. Do niedostatku 
cnót i węzłów rodzinnych, i to bardzo się przyczynia, że po- 
lityczne opinie są tak rozliczne i zawzięte: syn unika często 
ojca, zięć teścia, jedynie dlatego żeby się nie poróżnili. 

Francuzi nie ^Yiele mają Żydów u siebie i nie znać ich 
wcale, ale tćż za to sami zupełnie żydowski mają w wielu 
rzeczach charakter. Odznacza się to szczególnie w kobie- 
tach i dzieciach; daleko gorzej od kobiety kupow^ać, niżeli 
od mężczyzny: jak zacznie namawiać, chw'alić, zarzekać się, 
zawsze drogo przeda i rzecz taką, na którą ochoty nie by- 
ło, W rachunkach prawie nieochybnie podchwycą, skoro się 
nie dopilnujesz, dlatego tćż kobiety wszędzie w sklepach 
zobaczysz. Małe dziewczynki od lat czterech, pięciu, siedzą 
po sklepach i oszukiwać się uczą: istne Żydóweczki, tylko 
tyle, że za suknię nie chwytają, ale zresztą wszystko ro- 
bią co tamte. 

C h r } s t y a u i z la. 

Trzecia część mieszkańców ziemi żyje dziś pod wpły- 
wem tego świętego słowa, które życie daje, przyjęła prawo 
Chrystusa; dwieście siedmdziesiąt milionów składają dziś 
wojsko cywilizacyi. Na całej ziemi nie ma cywilizacyi, tyl- 
ko tam gdzie Chrystyanizm; nauka Chrystusa jest prawem 
natury. Syn Człowieka zniżył do ludzi cnoty wysokie, któ- 
re przyniósł z nieba; syn Boga poświęcił cnoty ziemiańskie 
i pospolite obiecując im niebo; przy godach weselnych w Ka- 
na, błogosławi małżeństwu, przyzwoitemu uczt weselu, wśród 
doktorów błogosławi dzieciom, niewinności, macierzyństwu. 
Patrz, jak oddaje syna wdowie, córkę ojcu; patrz, jak po- 



352 

święcą przyjaźń płacząc nad Łazarzem, którego wskrzesza; 
jak wywyższa społeczeństwo ludzkie wołając do siebie wszyst- 
kie ludy ziemskie. Żadnego uczucia naturalnego, żaduój my- 
śli ludzkiśj odrzucać nie można w przytomności Chrystusa. 
Dziki kraj poznasz po wielkich borach, dziki lud po gościn- 
ności; nie chcę tak ucywilizowanego kraju, któryby tylko sa- 
dzone miał laski, tak oświeconego ludu, któryby szklanki 
wody ci nie podał. Francya przecież i Francuzi doszli do 
tego kresu, ale podobno tylko w okolicach Paryża. 

fi o r n a r o Ludwik. 

Urodził się w 1467 r. wWenecyi, umarł mając lat 98. 
Był to człowiek dziwnie szczęśliwy, pobożny, zdrów, maję- 
tny, uczony, mąż dobrój żony, ojciec dobrych dzieci, użyte- 
czny obywatel, a nawet i pisarz; jest jego dzieło o życiu 
wstrzemięźliwem (la Vifa sobria), dotąd szacowane. Przy- 
kładem dowiódł wartość przepisów. Dwanaście uncyi jedze- 
nia, czternaście napoju, wystarczało mu, i tćj wstrzemięźli- 
wości przypisywał zdrowie swoje. 



D. 

DłiigoszJan. 

Jan Długosz kanonik krakowski, nominat arcybiskup 
lwowski, nauczyciel synów Kazimierza Jagiellończyka, żyjący 
od ]415 — 1480, jest jednym z celuiejszych dziejopisów na- 
szych. Historya jego po łacinie jest we dwunastu księgach, 
do którćj dodano późnićj trzynastą, pisał on i inne rzeczy. 
Prawda choćby przykra dla kogo, najwyższym była jego ce- 
lem; nie przepuszczał on i duchowieństwu, skoro je nagan- 
nćm widział, dlatego też druk jego pism był dużo spóźniony, 



353 



pierwszy raz sześć ksiąg jego historyi wyszło IGI 5 r. za 
staraniem Feliksa Herburta. Długosz wiele odbywał podró- 
ży, był też i posłem do Rzymu, w r. 1450 Jubileusz tam 
odprawił; był i w Ziemi Świętćj i po powrocie z niśj ua 
nauczyciela był wezwany do synów królewskich. W wiel- 
kiśm był poszanowaniu u Kazimierza; kiedy w r. 1471 Wła- 
dysław mianowany królem czeskim, jechał na objęcie koro- 
ny po Jerzym Podiebrackim, król życzył sobie koniecznie, 
aby on nie opuszczał wychowanka, a gdy Długosz wahał się, 
król tak mu powiedział: „Dwóch ma Władysław ojców, mnie 
pierwszego, który go spłodziłem, a ciebie drugiego, któryś 
go wychował i oświecił. Zbyt okrutną byłoby rzeczą, gdy- 
by w jednym czasie obydwóch pozbawiony, do nieznajomego 
sobie narodu, na tak trudną posadę jechał. Sam chętniebym 
go nie odstępował, gdyby stan królestwa i moje tu obowią- 
zki pozwalały mi tego; sądzę więc rzeczą przyzwoitą, abyś 
ty obydwóch ojców miejsce zastąpił, i teraz osobliwie nie 
opuszczał młodzieńca, gdy przy takowej zmianie położenia, 
najwięcej zdrowśj rady potrzebuje." (Edycya lipska Długo- 
sza k. 10). Długosz najwięcej dzieł klasycznych pisarzy ła- 
cińskich do Polski z Włoch sprowadził. 

D n I! II a .11 a r y a. 

Bardzo mnie zajmuje ta młoda królowa i wystawiam 
sobie, jak niegdyś o niśj będą pisać liczne romanse. Kró- 
lową zostawszy, dzieckiem będąc, wnet zamieniła się w tu- 
łaczkę, jednak niedostatek nie dokuczył jej nigdy, tułactwo 
na dobre wyszło. Przybyła tu do Paryża i edukacyą ode- 
brała starowną, macochę nrnjąc młodą i przyjemną, córkę 
Eugeniusza Beauharnais, mogła ją pokochać jak siostrę, 
a gdy brat odwiedzić tu siostrę przyjechał, bardzo natural- 
nie zawiązała się między nią i księciem Leuchtenberg mi- 
łość najczulsza. Ileż przeszkód, niepewności jćj towarzy- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 23 



354 



szyło! tu księcia de Nemours jśj nadstawiano, tam znowu 
w Portugalii naród miał prawo wybierać jśj męża; wreszcie 
obiecana była Don Miguelowi, a on jeszcze w Portugalii pa- 
nował. Aliści zaczyna się wojna bratnia; ojciec jój Don Pe- 
dro choć chory, poświęca się, jedzie i ona z macochą; losy 
wojny czas jakiś niepewne; nareszcie jjrzechylają się na jśj 
stronę: jest królową. Ale tu znowu nowa niespokojność, czy 
jćj pozwolą być szczęśliwą; nareszcie ojciec wnosi do Izb pro- 
jekt wydania jśj za tego co kocha. Gwałtowny opór, hra- 
bia Terceira znieważa prawie dom Bonapartów, ale przecie 
przy głosowaniu dwadzieścia trzy jest za małżeństwem, prze- 
ciw sześciu. Działo się to 13 Września 1834 r. Teraz idzie 
o przyzwolenie monarchów europejskich, o przedłużenie ży- 
cia Don Pedra, bo mówią, że trzy miesiące najwięcej żyć bę- 
dzie. Czyż to nie pole do ładnego romansu? Jćj dzieciń- 
stwo w Brezylii, zaręczyny z Don Miguelem, okropny jego 
charakter i wstręt jśj, podróże morskie, tułactwo, Paryż, 
wychowanie, lato spędzone w Meudon i tam w parku prze- 
chadzki, rozmowy i t. d. możnaby zawsze w sporze stawiać 
wszystkie uczucia kobiety z obowiązkami królowśj. Gdybym 
była fraucuzką napisałabym już teraz obszerny o niej ro- 
mans, a że nią nie jestem, przy opisie Meudon, dam krótki 
rys jśj życia. 

Don Pedro zapadł niespodzianie, Donna Marya już usa- 
mowolniona panuje, już posłano po męża, pierwszym mini- 
strem zrobiła Palmellę. Otóż i w tśm zdarzeniu nie wolno 
jśj oddać się słusznym żalom nad stanem ojca, słusznej ra- 
dości z widzenia rychłego kochanka, trzeba jśj królować. 
20 Września udać się musiała wystrojona w wielkiśj cere- 
monii do Izb i tam wykonać przysięgę konstytucyi; pierwśj 
była u ojca i ten jśj powagą ojcowską przykazał, jak przy- 
jaciel prosił, aby nie dała nigdy uszczerbku uczynić karcie^ 
jako jedynśj rękojmi praw jśj i tronu. Pięknie opisują osta- 
tnie chwile Don Pedra: przyjął nabożnie sakrameuta, żegnał 



355 

się ze wszystkiemi, kazał uawet pierwszego żołnierza jakie- 
go napotkają koło pałacu, przyprowadzić do siebie i jemu 
polecił, ażeby poniósł pożegnanie tkliwe i zaręczenia wdzię- 
czności walecznym towarzyszom. Don Pedro umarł 24 Wrze- 
śnia 1834: r. o drugiej z południa, do końca był przytomny 
i wielki; żegnając się z córką, ostatnią jego prośbą było, że- 
by przebaczyła wszystkim przestępcom politycznym, żądał 
aby pogrzeb jego odprawił się tak jak dowódzcy wojsk, bo 
chciał tylko być Ntomme d'epee du gouvernement de sa filie. 
Pięknie skończył: jak monarcha, jak ojciec i jak czło- 
wiek. 

Młody był jeszcze, rodził się 12 Października 1798 r. 
w tym samym pałacu Queluz gdzie umarł, przynajmniej te- 
go doczekał. Pierwsza żona jego była Marya Leopoldyna 
arcyksiężniczka austryacka, druga córka Eugeniusza; mło- 
dość spędził w Brezylii, nauczycielem jego był Jan Rade- 
nak, zacny starzec, ale większym jeszcze nieszczęście. Zda- 
je się, że ostatnim latom spędzonym we Francyi, winien był 
najwięcej liberalnych zdań i uczuć, według których już 
szczerze i otwarcie w końcu życia się prowadził. Portuga- 
lia wiele traci na jego śmierci. Dziwnie królowa córka na- 
grodziła jego zasługi; na cztery dni przed śmiercią dała mu 
order de la Tour et du Glaive, de valeu)\ imjaute et merite; list, 
który przy tćm napisała, tklir/y. Przez ośm dni nie poka- 
że się publiczności, przynajmniej choć tydzień płakać ojca 
będzie jej wolno. Sześć miesięcy nakazała żałoby. Gnie- 
wa mię, że nic ani słówka o żonie Don Pedra tak dobrej 
i pięknśj i takiego ojca córce. Królowa pięknie się znala- 
zła, nikogo z amnestyi nie wyjęła. Grożą cóś, . że nie da- 
dzą jćj iść za kochanka; minister Palmella chce ją wydać 
za jakiegoś swojego kuzyna; biedna! Wszystko się ułatwiło, 
1 Grudnia 1834 r. był ślub Donny Maryi z Leuchtenber- 
giem, ale przez prokuracyą dopiero, pan młody jedzie. Za- 



356 

raz po śmierci ojca pałasz jego Donna Marya Leucbtenber- 
gowi uroczyście posłała; wymowny i miły obraz tój kobiety^ 
która straciwszy obrońcę w ojcu, szuka go w mężu. 

D r II k. 

W zupełnśm jestem zawsze podziwieniu gdy o tym 
\vynalazku rozmyślam, i wyznać należy, że jego owoce tak 
są twórcze i ogromne, że sama nawet nauka Chrystusa 
więcśj i lepiśj poznaną, ocenioną i wykonywaną została, 
przez te trzy wieki jak przez dawne piętnaście. Podobne 
zapewne zrobi odmiany wprowadzenie kolei żelaznych. 

Drnki polskie najilawniejsze. 

Jedną z najpierwszycb dotąd wiadomycb książek dru- 
kowanych w Krakowie, która choć po łacinie, obejmuje 
kilkadziesiąt wierszy polskich, jest Agenda latino et vulgari 
sermone polonica videlicet et nllemanico^ &,, wydana r. 1514; 
w tćj umieszczone są w języku polskim zapytania i odpo- 
wiedzi w czasie chrztu i ślubów. Oto z ostatnich: ,, Po- 
dług urządu koszcziola szwiątego p'tam czijebije N. iż 
thesch czijebije K. iestlij vocij sządaczje wstąpijcz w stadło 
malszenijskije. — O Szadamy i t. d." Ta pisownia jest częścią 
czeska, bo Czechy mieli druki od 1475 r. Najdawniejsze do- 
tąd znane i istniejące dzieło całe polskie, jest Żywot Chry- 
stusa Pana przez Baltazara z Opęcin na język polski prze- 
tłumaczony, r. 1522, wydane przez Jeronima Wietora dru- 
karza, który piękną przedmową je poprzedził *). W dalszym 



*) Ta przedmowa w istocie bardzo piękna, umieszczona jest cala 
w kięgach bibliografijnych Lelewela, i. 119, pisana była 5 Maja 1522. Lele- 
■wel mówi w 11 tomie: że widział arytmetykę dawniejsza. 



ciągu wieku XYI wzmagała sig nieustanna chęć pisania 
i drukowania dzieł, a tern coraz bardziej ^Yzbudzaua była 
miłość mowy narodowćj. \Y roku 1534 weszło w Krakowie 
obszerne dzieło Stefana Falimierza, obejmujące we względzie 
lekarskim różne części histonji naturalnej^ ozdobione figura- 
mi rytemi na drzewie. Pięknie odezwał się na końcu do Po- 
laków drukarz jej Floryan Ungier. Blisko tegoż czasu za- 
częły wychodzić z druku różne dzieła historyczne Marcinu 
Bielskiego, a spory religijne, jak mówi Czacki, najwięcej 
pomogły do wypolerowania języka naszego, bo pismo Boże 
chciano mieć zrozumianem od ludu. (Prawda Ruska, Ptako- 
wiecki, II. 226). 

Według ksiąg bibliograficznych 1,168 najdawniejsza^ 
drukarnię założył w Krakowie Świętopełk Fioł z Niemiec, 
rodu Frank r. 1491, drukowała sławiańskie księgi literami 
cyrylickiemi. Druga była Jana Hallera, kupca winiarza 
i księgarza razem. Od połowy szesnastego do połowy siedm- 
nastego wieku, nowy się peryod w dziejach drukarstwa to- 
czył. W nim Kraków, co do liczby i piękności, pierwszeń- 
stwo trzyma, celują drukarnie Łazarza, Piotrkowczyków 
a potem Cezarych. Tymczasem rozwija się drukarstwo po 
całym kraju, jakożkolwiek w całości wzięte, jednemu Kra- 
kowu nie wyrówna. W owym czasie w całćj niemal Europie 
Polacy drukowali swoje dzieła; jak dawniej w Wenecyi prze- 
kłady łacińskie Galena przez Strusia r. 15.35, 1540 wycho- 
dziły, tak późnićj Goślickiego de Optimo Senatore r. 1568, 
Zamoyskiego de Senatore Romano r. 1563 w Norymbergu, 
Yitellionis Perspectwa r. 15o3, 1551, w Bononii. Krasińskie- 
-go Polonia 1574, w Bazylei Modrzewski de Republica 1554, 
Kopernik de Iievolutionibus 1543, 1566, Pistoryusza Zbiór 
Kronikarzy polskich 1582 w Spirze, i t. d. Z drukarzy kra- 
kowskich, Maciej Wierzbięta przyjmował na swoje prassy naj- 
więcej dzieła polskie, ale źle były widziane dla różnicy wia- 
ry. U niego wyszła 1578 r. Kronika Gwagnina, na którą Stryj- 



358 

Iłowski tyle narzekał. Psałterz Jakóba Liibelczyka 1558, 
liczne Reja dzieła: PofttiUa 1556, Wizerunek 1558, Zuńe- 
rzyniec 1562, Apokalijpsis 1564. Paprockiego, Panosza 1575 r. 
i t. d. Drukarnia Łazarzów ubiegać się może o wielką chwałę 
z najpierwszemi podówczas w Europie typografiami, tak co 
do piękności pisma, gustu, dobroci papieru, jako tćż co do 
wielkiój poprawności i uczonych widoków, które celniejszym 
drukarniom podówczas obcemi nie były. Łazarz Andrys czyli 
Andrysowicz, otworzył ją 1550 i zostawił 1557 r. uczonemu 
synowi swojemu Janowi Łazarzowi Januszowskiemu; z>vana 
była sprawiedliwie architypografia regia et ecclesiastica. Je- 
dynie bowiem w nićj na sejmach uchwalone konstytucye 
drukowane były od roku 1588 do 1607. Ta świetność dru- 
karni Łazarzowskiój majątku ani ojcu, ani synowi nie przy- 
czyniła, już wnuki nią się nie trudnili, i wnet po śmierci 
Januszowskiego upadła. U Macieja Garwolczyka w Krakowie 
wyszły: Paprockiego Herbarz Rycerstwa Pol. 1584, Koło Ry- 
cerskie 1576 i Gniazdo Cnoty 1578. W Warszawie drukował 
Mikołaj Szarfeuberg 1577 — 1580. W Gdańsku drukował 
Ehodus już 1541. W Królewcu wyszedł Katechizm Seklucya- 
na po polsku 1542. W Brześciu Biblia Radziwiłłowska 1563. 
Drukowano w Pińczowie, w Rakowie, w Nieświeżu, w Za- 
mościu. 

Diichcsnois. 

Duchesnois aktorka umarła w Styczniu 1835 r. i śmierć 
jój bardzo mało zrobiła wrażenia; przecież był czas kiedy 
cały Paryż nią był zajęty, czas konsulatu i cesarstwa. Le- 
dwie w parę tygodni po jej śmierci, jeden dziennik odezwał 
się o nićj (National), i to więcej dla czytelników zabawy 
jak dla chwały nieboizczki. Z tego co powiedział dowiaduję 
się , że panna Duchesnois urodziła się d. 8 Czerwca 1777- 
Ojciec jćj był szynkarzem czyli kawiarzem w Sainte Saulve 



359 

około Valenciennes, i przyszła Melpomena długo zwana z mat- 
ki i z ojca Katarzyna Raftn, do lat szesnastu szynkareczkfj 
była. Ale siostra jśj starsza posłana do Paryża i szwaczka, 
zarabiała sobie na cłileb, posłał więc ojciec i Kasię do Pa- 
ryża, i siostra zaprowadziła ją, na teatr. Dawano Britanni- 
kusa, dziewczyna po wiejsku zupełnie ubrana, była jedna 
z tych co najwięcej czuciem piękność ocenia; cóś dziwnego 
w niej się zrobiło, całej nocy spać nie mogła, wiersze nie- 
które z roli Agrypiny zatrzymała w pamięci i deklamowała 
w mansardzie, gdzie z siostrą mieszkała. Już ani szycia, ani 
niczego; siostra osądziła ją za szaloną i oddała do ojca, 
który za karę skazał I^^asię do robót najgrubszych; ona też 
nie wiele myśląc uciekła do Paryża do siostry i potrafiła 
przekonać ją że to było powołanie a nie szaleństwo; za po- 
mocą siostry zaczęła czytać, znajomości robić; umiała bowiem 
czytać, ale prócz kalendarzy i katechizmu nic nie znała. 
Dzieła Easyna, które od jednego jegomości dostała, w nowy 
świat ją wprowadziły, i ten tom do jej śmierci pierwsze 
miejsce w jej bibliotece zachował. Aktor z teatru francu- 
zkiego Florence pierwszy nią się zajął, a pierwsze jej po- 
pisy były na teatrze towarzyskim Mareux w roli Fedry. Ale 
wkrótce wzrosła jej sława; Lógouve jej dawał lekcye. Pani 
Montesson, pani Bonaparte do salonów swoich ją zapraszała, 
i Katarzyna Rafiu, przybrawszy nazwisko Duchesnois, wystą- 
piła na Scenę w roli Fedry. Pani Montesson darowała jej 
płaszcz purpurowy ze złotem za 3 tysiące franków; zadrżał 
Paryż od oklasków i pochwał, potem sukcessa panny Duches- 
nois zajmowały dzienniki obok sukcessów Napoleona. Do 
śmierci Talmy chwała jój trwała, potem zniżać się zaczęła, 
bo nie miała z kim się wydać; wiele także już pierwej zajęła 
jej oklasków i pochwał panna Georges, która była cudnie 
piękna. Duchesnois miała dobrą figurę i głos miły, ale była 
twarzy bardzo brzydkiej i wiedziała o tem. Geoffroi, ówbia- 
wny feilletonista, uajprzóf^ jćj wielbiciel, prtem odstępca dla 



Georges, wymawiał jej to raz publicznie; oto jćj odpis: „Le 
public n'a malheureusement pas besoin d'api'enclre de vous 
que je ne siiis pas belle. Mais voiis, Mousieur, vous de- 
vriez savoir qu'ime femme n'est laide que quaud elle ii'a pu 
faire aiitreineut." Więcej szczegółów o jej życiu nie ma; to 
tylko wiem że ją zwano dobrą matką, a przecież o mężu 
ani wzmianki. Byłam wczoraj w jej mieszkaniu, bo wszystko 
sprzedane będzie; trudno wymowniejszego obrazu jej powo- 
łania, jego marności, a razem marności życia. Najwię- 
kszym przedmiotem oglądań i przedaży stroje jej, które pra- 
wie wszystkie królewskie a fałszywe. W tych małych po- 
koiczkach, płaszcze z długiemi ogonami, na prostych stołach 
te gronostaje, te korony, te diademy, owe suknie złotolite, 
dziwnie się wydawały. Ale zastanowiwszy się, czyż, kiedy 
śmierć przyjdzie, nie na jedno wychodzi, czy te stroje pra- 
wdziwe czy fałszvwe były; czy ta osoba w trumnie dziś le- 
żąca, w śmiertelnem ubraniu, parę godzin co wieczór, lub 
przez dzień cały je nosiła? 

Diirer (Albert). 

Ojciec niemieckićj malarskiej szkoły, urodził się w Nii- 
renberdze 1470, umarł 1528 r. Jako w mieście rodzinnem 

m 

najwięcej jego robót i najwięcój szanować go tam umieją. 
On był nietylko malarzem, rytownikiem, ale rzeźbiarzem 
i budowniczym; pisał o geometryi, o perspektywie, o mate- 
matyce w ogólności, i o jćj związku z rysunkiem. Nagrobek 
jego na cmentarzu Nurenbergskim następujący: sama na 
miejscu zdejmowałam napisy 30 Lipca 1832. 

Me. Al. Du. Pam. Al. Dii. 

Quicquid Albert! Dururi Cokolwiek Al. śmiertel- 

mortale. nego 

Fuit sub hoc conditur tu- Było, pod tym tu zawiera 

mulo. się kamieniem. 



361 



Emigravit VIII die Apri- 
lis 1528. 

Kiinstler-Furst! 
Du mehr ais grosser Mann! 
In Yielkunst hat es dir, 
Noch kelner gleich gethan. 
Die Erd ward ausgemahit 
Der Himniel dich jetzt hat; 
Du mahlest heilig nun 
Dort an der Gottesstadt 
Die Bau-Bild-Mahlerkunst, 

Die nennen dich Patron 
Und setzen dir nun auf im Tod 
Die Lorbeerkron. 



Umarł VIII dnia Kwie- 
tnia 1528. 

Sztukmistrzów książę! 
Ty więcej niż wielki człowieku! 
W liczbie kunsztów jeszcze tobie 
Nikt nie wyrównał. 
Ziemia była już odmalowana, 
Niebo cię teraz posiada; 
Malujesz święcie teraz 
Tam w Boskiej stolicy. 
Sztuka budownicza, snycerska i ma- 
lownicza 
Zowią cię Patronem, 
I w kładaj^ ci w śmierci 
Wieniec wawrzynowy. 



Dyoklecjau. 

Prostym będąc oficerem spotkał w Gallii kobietę wróżkę, 

ta mu przepowiedziała że zostanie cesarzem, skoro zabije 
apera (dzika). Dyoklecyan o ile miał wolnego czasu, o tyle 
polował ciągle na dziki, ale nareszcie Aper, prefekt preto- 
ryi, otruł cesarza Nnmeryana; Dyoklecyan zabił własną, ręką 
Apera i został cesarzem. 

D 2 i ś. 



Czas jak szybki strumień, wszystko porywa i unosi. 
Nasze czyny dokonane, już do przeszłości należą, przeszłość 
znamy tylko; przyszłości obraz ręka Boża zasłoniła przed 
oczyma naszemi, obecne dziś nie nasze, za jutro nikt ręczyć 
nie może. „Czuwajcie i módlcie się, mówi Chrystus Pan, 
bowiem nie wićcie dnia ani godziny," niech więc każde dziś 
znajdzie nas gotowemi do podróży niebieskiej, silnemi wia- 
rą, nadzieją i miłością. 



362 

Elekcje król 6\yr. 

W czasie bezkrólewia po Henryku, chcąc szlachtę do 
Piastów zniechęcić, marszałek koronny Jędrzej Opaliński za- 
lecił do tronu jakiegoś Słupskiego Badurę; wszystkich do 
śmiechu pobudził i rzeczy swojćj dokazał. Jakoż Badura 
pierwszy byłby pięknie wyglądał na tronie. 

Bkspozycyc pięknych sztuk 1834 r. w Paryżu. 

Szkoda że expozycya ta, która jak teraz odbywa się coro- 
cznie, nie ma innego miejsca sobie wyznaczonego, tylko galeryą 
Luwru, Muzeum. Od nowego roku do pierwszego Czerwca, 
przez całe pięć miesięcy, artyści, uczniowie, lubownicy, cu- 
dzoziemcy, nie mogą korzystać z piękności jakie zawiera. 
Rafaele, Corregie, Tycyany i inni, zastawieni, zakryci, naj- 
częściśj straszydłami nowej francuzkiój szkoły. To jest praw- 
dziwa zbrodnia, zniewaga przeciw gustowi, i dziwno mi bar 
dzo że dzienniki nie powstają na to nadużycie, bo w sa- 
mym Luwrze tyle jest sal, że z łatwością dobraćby można 
innego miejsca. Francya pierwsza dała przykład expozycyi 
i można powiedziść że to była myśl piękna i użyteczna; 
daj Boże, aby kiedyś ludzie zrozumiawszy prawdziwy swój 
interes, innych walk i ubiegau, prócz podobnych między 
sobą, nie znali. Wspaniały widok bogactw przemysłowych 
całśj Francyi i mnóstwa krajowców i cudzoziemców, którzy 
składali się żeby je oglądać i podziwiać! 



363 

F. 

Fauat^zm. 

„Poznajesz suknie pasterza?" mówił Ryszard do Filipa 
Augusta, posyłyjąc mu zbroję żelazną, biskupa wziętego do 
niewoli w bitwie. Podobnie zapytaćby się można: Poznajesz 
naukę Chrystusa w przepisach nietolerancyi? 

Farbiarskie płody. 

Ze wszystkich trzech państw natury czerpane, farbiar- 
skie płody daleko mniśj u nas jak w zachodnich krajach 
przedmiotem są fabrykacyi. W zwierzęcem państwie mie- 
liśmy w dawnych czasach sławny ów czerwiec. Z roślinne- 
go państwa mamy prawie wszędzie zioła wydające soki, któ- 
rych gdzie niegdzie wieśniacy do farbowania używają: 

Do żółtej farby służą liście piołunu, kwiat knieci ma- 
jowej i kosaćca żółtego, korzeń sierpika, tudzież wielkiśj 
pokrzywy. 

Do zielonej liście bobrka, dojrzałe jagody szakłaku 
i wnętrzna kora czeremchy. 

Do błękitnej kwiat bławatku i ostróżki polnej. 

Do czerwonej korzeń drewienki, kwiat maku polnego, 
kwiat i liście lebiodki. 

Do czarnej liście i łodygi wilczej stopy, szyszki olszy, 
galasowe guzy na liściach dębu, niedojrzały owoc tarniny. 

Wszystkie w wodzie muszą być gotowane, a po wię- 
kszej części dopiero przez przyprawę ałunu, żywszego na- 
bierają koloru. 

Z kruszcowego państwa, dostarczają polskie kraje 
merkuryusz, z którego szkarłatny cynober się dobywa, 
i .niedź udzielającą żywą zieloność gr.n.szpamL 



364 



Fcudalizm (leuność). 

W dobrach Smilańskich na Ukrainie, utrzymywano 
inilicyą, pieszą i konną. W kawaleryi szczególniój, tak ofi- 
cerowie, towarzysze, jak i szeregowi musieli być rodowitą 
szlachtą. W r. 1792 zabrano tg milicyę do wojsk Rzeczy- 
pospolitej. 

Fontainebleau. 

Cesarz Napoleon nie lubił augielskich sztucznych ogro- 
dów: „mój ogród — mówił — to las Fontainebleau, nie chcę in- 
nego." W Fontainebleau teraz wielkie naprawy i upięknie- 
nia robią; przecież tam rzeczy w dawnym porządku zostają. 
Zachowany apartament Piusa VII, Napoleona, Józefiny, Ka- 
roliny Murat; bogate sprzęty i obicia, obrazy przez cesarza 
zakupione z staraniem pielęgnowane. Gabinet Napoleona, 
stół na którym abdykacyą podpisał li Kwietnia 1814 r. jest 
do widzenia; król kazał wprawić w ten stół facshnile tój ab- 
dykacyi. Wielkie także naprawy nakazane w kaplicy, a ra- 
czój w kościele Ś. Trójcy założonym przez Ludwika XI, po- 
większonym przez Franciszka I, i dokonanym przez Henry- 
ka IV, który wynagrodził pod temi katolickiemi sklepienia- 
mi długie odszczepieństwa, może i fałsz zadał posłowi hiszpań- 
skiemu, który mu wymawiał, że w Fontainebleau lepiśj mie- 
szka od Boga (w St. Cloud królom francuzkim to zarzucać 
do dziś dnia można). Fontainebleau ze wszech stron nowe 
życie przybiera, odmładza się, a dawnćj barwy nie traci; wi- 
dać owszem, że król chce przywrócić ogromnemu pałacowi 
pierwotny charakter i zwrócić go do historyi, którój jest 
trwałą stronicą. Ludwik Filip do tego stopnia opiekował 
się tćm miejscem, że w lesie między Bellevue i krzyżem nie 
pozwolił na wycięcie starych dębów, któreby dwa miliony 



przyniosło, nie chcąc niszczyć tak odwiecznój pamiątki; s% 
bowiem dęby trzystoletuie, a jeden jak mówią czasów Klo- 
wisa sięga: malarze z całej Francyi rysować je jeżdżą. 

Fortepiany. 

Były dawniej klawikorty, a pier\vszy rodzaj piana wy- 
nalazł Marini w początkach XVIII wieku; w kilka lat po- 
tćm Chrisiofori to wznowił, ale najwięcej zrobił Schrotler 
niemiec; pałeczki zaczęły uderzać w struny, i on pierwszy 
nazwał swój instrument piano-forte. Silbermann jeszcze pra- 
cował więcćj, a w r. 1775 bracia Erard przybyli ze Straz- 
burga i w Paryżu tę sztukę wydoskonalili. Ciągle i dotąd 
oni pierwsi w fabryce pianów; Clementi, Cramer i Dussek, 
uważani jako wodzowie szkoły tegoczesnej grania na tym in- 
strumencie. Jest w Willanowie dotąd pod liczą 285, wierzch 
fortepianu, który żona Leopolda cesarza przysłała Maryi Ka- 
zimierze, otrzymawszy obietnicę pomocy Sobieskiego; na tćj 
wierzchnićj desce odmalowany jest Parnas, gdzie wśród wi- 
doku kraju Wan-Idena, osoby są przydane przez Diepenbe- 
ka. W liście cesarzowej są te słowa: „Pragnę ażebyś zacnym 
swym talentem w muzyce, słodziła tęsknotę z oddalenia mę- 
ża, a powracającego przywitała marszem tryumfalnym." 

Fraucuzczyziia. 

I Pierwszy jćj początek u nas widać oczywiście od kró- 

lowych francuzek. Za Sobieskiego już zupełnie ją mieszano 
z polszczyzną. Są listy hetmana Jabłonowskiego do króla Ja- 
na, w których całe stronice po francuzku, a francuzczyzna, 
Boże zmiłuj się; np. „Cet semain on lui a distribuć la fa- 
rine (w wojsku pod Zwańcem) sens Targent deux pots par 
la tete. U y en est sorti cent tonneaux de la farine pour 
nous et pour les Lituanois." 



366 



Fryderyk August. 

Elektoi\ a późniój król Saksonii, wnuk króla polskiego 
Augusta III, w Grudniu r. 1807 zjechał do Warszawy z kró- 
lową, i z córką, iw kilkomiesięcznym pobycie obeznał się nie- 
co z miejscowością, tudzież wielorakie urządzenie i nomina- 
cye uskutecznił. Na wiosug roku 1809, otworzył pierwszy 
sejm Księztwa w Warszawie, i co dziwniejsza, mową w pol- 
skim języku miana; trafem albowiem nadzwyczajnym nau- 
czył się był tego języka, gdy nic jeszcze wróżyć nie mogło, 
aby go kiedykolwiek miał użyć w potrzebie. 

G. 

Garuier (Marya Elżbieta). 

Zwana la merę Garnier, 18 Listopada 1835 r., dostała 
w Nevers od króla Francuzów medal, {la medaille d'honneur\ 
z napisem: „^ la merę Garnier pour 42 ans de courage^ de 
devouement, et d^mmanite sur les champs de bataille^ sous la 
republigue et Vempire^ d la suitę du premier regiment des 
kusards. dedenu le gualrieme.'''' W istocie prostą, wiwan- 
dyerką będąc, niepojęcie wiele dobrego w tym pułku zrobi- 
ła, i wszyscy ją tak kochali jak matkę. Piękny miał być 
obchód oddania medalu; pułkownik de Brać go wręczył, 
a poczciwa, już 60 letnia kobióta płakała jak dziecko; cały 
pułk defilował przed nią i dla niej, a wielu młodych i sta- 
rych oficerów i żołnierzy po skończonćj uroczystości ściska- 
ło ją, jak matkę. 

Gall. 

Znany wszystkim system Galla, jam go nigdy nie lu- 
biła i nie wierzyła mu; tego zdania był i Napoleon i oka- 



4 



367 



zało się, że słusznie, bo przy egzaminie czaszki Napoleona 
według nauki Galla, do takiegoby należała człowieka: „Esprit 
juste et sensó mais peu capable de hautes conceptions; me- 
moire solide, mais surtout pour les faits et lieux; inaptitude 
radicale pour les mathćmatiąues et en generał les sciences 
exactes; naturę bienyeillaute, douce et gracieuse, caractere 
egal, bien regle, circonspect a rexces et jusqu'a la timiditć, 
beaucoup d'orgeuil cepedant, mais temperę par Tamour de 
la justice; peu d'intelligence pour les arts, si ce n'est pour 
la musiąue; en somme intelligence bien dśvełoppee, mais 
non jusqu'au genie; aptitudes gćnerales pour beaucoup de 
clioses, mais a un faible dśgre. Quelque part qu'on place 
cet homme, ii y jouera son role d'une manierę convenable, 
mais ii n'y fera rien de grand ni d'extraordinaire; dans la 
spóculation comme dans la politique, ii deployera du bon 
sens, de la sagesse, de rintelligence, mais on ne doit atten- 
dre de lui ni des decouvertes, ni des conceptions originales, 
ni des actions d'eclat." 



Gąska. 

W XVI-ym wieku, gdy jeszcze w^szędzie po dworach 
do ważniejszycli spraw asłrolog(ki\ a do rozrywki trefnisiów 
trzymali, wsławił si§ w tym ostatnim urzędzie Gąska, na 
dworze Augusta Jagiełły, w następstwie po równie sławnym 
stańczyku. Wspominają, o Gąsce kilku współczesnych, a mię- 
dzy innymi ■ Jan Kochanowskie który następujący wiersz 
o nim zostawił: 

Ośmdziesiąt lat (a to jest prawie wiek człowieczy), 
Czekała śmierć,, by Gąska prawił grzeczy. 
Kie doczekała się; błaznem go tak wzięła, 
I tąż drogą gdzie mądrych porywa, zajęła. 
Błaznuj przed się Gąsko, imię twe nie zginie. 
Póki dzika gęś i swojska, na tym świecie słynie. 



368 



G d ó w. 

Miasteczko w Galicyi; w kościele parafialnym są obra- 
zy z wierszami z r. 1736, dowodzące, że Warneńczyk po dwa 
razy otrzymał pomoc w potrzebie od Matki Boskiśj w Gdo- 
wie, i znaczne poczynił zapisy jćj kościołowi. Doznana po- 
moc była raz w ciężkićj chorobie, kiedy jadąc z Krakowa 
do Węgier w Gdowie zapadł; drugi raz na polowaniu w la- 
sach Niepołomickich kiedy zbłądził. 

Cledyniin. 

Wielki książę litewski, wydał córkę swoje Aldonę za 
królewicza polskiego, księcia Kazimierza, syna Władysława 
Łokietka, a drugą Danmiłłę, za Wacława, księcia mazo- 
wieckiego. 

(i e u 1 i s. 

W pani de Genlis pamiętnikach, w pierwszym tomie ta 
mię najwięcśj zabawiło, żem znaczyła wiele razy sławna jej 
harfa wspomniana, siedmdziesiąt jeden razy, wyraźnie siedm- 
dziesiąt jeden, ni mniój, ni więcej; a jakie gadulstwo, jakie 
zarozumienie! może każdego odstręczyć od pisania pamiętni- 
ków; takie np. rzeczy mówi o sobie: 

„J'ai toujours eu Tesprit parfaitement juste et par con- 
sćąuent un grand fonds de raison." T. I, p. 213. 

„Je n'ai etó śtrangere a rien (en fait d'instruction), 
mais je n'ai su parfaitement que ce qui se rapportait aux 

beaux arts, a la litterature, a Tótude du coeur humain 

II est singulier qu'ayant toujours eu beaucop de naturel dans 
Tesprit, j'ai aimó ]\Iarivaux malgrć son entortillage et Tho- 
7nas malgró sou emphase." p. 428. 



369 



„Je ii"ai jamais eii la moiudre affectatioii." T. II p. 33 
i tym podobne. 

Dobra jest także w zdaniu swojem o autorach; żyjące- 
go żadnego nie poch^Yali; d^Ya tylko przykłady zacytuję, pa- 
nią Stael i Bernardin de St- Pierre, żeby dowieść bezczel- 
ności jej w tej mierze i głupstwa. Madame Stael avait śte 
tres mai eleYĆe... elle a apprit a parler yite et beacoup sans 
rełiechir, et c'est ainsi qu'elle a ecrit. Elle eut fort peu 
d'instructiou, n'approl'ondit rien; elle a mis dans ses ouvra- 
ges non le resultat des souyenirs de bounes lectures, mais 
un nombre infiui de remiuisceuces, de conversations incohe- 
rentes. T. lE p. 118. 

„Le meilleur ouyrage de Monsieur Bernardin de St. 
Pierre est les Etudes de la naturę. Son petit roman de 
Faul et Virginie est rempli de details charmauts, mais on 
y trouve des scenes tres faibles, et ii y en a de fausses et 
grossieres.... Les regrets de Paul apres la mort de Yirginie 
manąuent tout a fait d'energie et de yerite. La chaumiere 
indienne du meme auteur n"est pas un bon ouvrage; je crois 
que c"est le seul duu style du genre gracieux, dans lequel 
on ait mis le mot croupton.''- T. III p. 306. 

O pani Stael w tomie piątym, kar. 354, jeszcze mówi 
rzecz tak szczególną i nie mądrą, że zdawaćby się mogło, 
że to ktoś przez złość na nią skomponował. Powstając na 
jej pisma, zły duch, zły gust, nieumiejętność języka, na Ko- 
rynnę, że brak w nićj imagiuacyi, podobieństwa do prawdy, 
zajęcia i t. p. tak się wyraża: „Madame Stael nra inspire 
mille fois une idee et un seutiment qu"elle n"a jamais soup- 
conue; sorneut en pensaut a elle, j'ai regrette sincerement 
qu"elle n'eut pas ete ma filie ou mon eleve: je lui aurais 
donnę de bons principes litteraires, des idees justes et du 
aaturel; et avec une telle ćducatiou, Tesprit qu"elle avait et 
une ame genereuse, elle eut ete une personne accomplie et 
[a femme auteur le plus justement celebrę de notre temps."" 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 24 



370 



Głogowczyk (Jan). 

Lubo rodem z Szlązka, przecież uważany jest za Pola- 
ka, bo w Krakowie się uczył i w Polsce prawie zawsze mie- 
szkał; pisał wiele i uczenie. W jeclnśm jego dziele jest wi- 
zerunek głowy ludzkiej, na którśj oznaczone sa kółkami ró- 
żne miejsca jako organa czyli siedliska rozmaitych władz 
duszy. Ten system w trzy wieki później Gall rozgłosił. Jan 
z Głogowy był do śmierci professorem w akademii krako- 
wskiej i kanonikiem przy kościele Ś. Floryana. Umarł 1507 r. 

(ji 1 II c h o u i e III i. 

Z uczniów Sikarda najsławniejsi Mas-sieu i Cleir: oba 
pisali bardzo dobrze. Tkliwy jest szczegół o Clerc, który 
wymownie miłość rodzicielską wydaje. On w r. 1824 poje- 
chał do Stanów Zjednoczonych, założyć tam dom dla głucho- 
niemych; powiodło mu się i ożenił się takoż z głuchoniemą. 
Obawa była wielka jakie dzieci rodzić się będą. „Kiedy 
pierwszy syn mi się urodził — pisze tak Clerc do jednego 
z przyjaciół — niespokojność nasza była wielka; nareszcie ra- 
zu jednego, kiedy już miał kilka tygodni, wziąłem go na 
ręce, a matka zadzwoniła mu nad uchem; obrócił się ku niój 
uśmiechając się; poznaliśmy, że usłyszał dźwięk, uściskali- 
śmy się w niepojętej radości z żoną, dziękując Bogu i dzi- 
wiąc się Jego miłosierdziu." Clerc i więcój ma dzieci 
i wszystkie mówią; bićdne dzieci, biedni i rodzice, że nigdy 
głosu ich nie usłyszą. 

Clerc nawet węchu nie ma; to musi być jakiś rodzaj para- 
liżu na te organa, w podobieństwie owego, którego kula arma- 
tnia nabawiła p. Unickiego. Od kontuzyi stracił odraza słuch, 
węch, smak i mowę. W Paryżu doktoi-owie potrafili mu 
wrócić trzy pierwsze zmysły, po kiłkoletniej i bolesnej ku- 



371 

racyi, mowy jeszcze nie odzyskał (1840). Głuchoniemy na 
zwiskiem Descine, NYyuczony w instytucie księdza de FEpee^ 
widząc z żalem, że ów szanowny mąż nie pozwala nikomu 
zrobić swego portretu ani popiersia, nauczył się prawie umy- 
ślnie w tym celu rysunku, później snycerstwa, i wprawiwszy 
się nieco, przez długi czas szukał dogodnój chwili, żeby 
ukradkiem uchwicić rysy dobroczyńcy swego i tylu sobie po- 
dobnych. Znalazł nareszcie pomyślną, wpatrując się w księ- 
dza de TEpee w chwili, kiedy on zatopiony był w modlitwie; 
ulepił twarz jego dziwnie podobną, później popiersie całe 
z marmuru pięknie uciosał, bo został jednym z najsławniej- 
szych snycerzy owego czasu. Dnia 11 Maja 1840 r. była 
tkliwa uroczystość w Instytucie głuchoniemych w Paryżu. 
Siostrzeniec snycerza Deseine P. Durand, ofiarował Instytu- 
towi owe popiersie i było uroczyście instalowane w głównej 
sali, w obecności licznych i rozrzewnionych świadków. 

Kiszka Stanisław, wojewoda mścisławski, za Zygmunta 
i Batorego ż}'jący, był głuchy i niemy z urodzenia. 

Gorzałka. 

Używać jej zaczęto w końcu XVI-go wieku. W r. 1595 
w Poznaniu, Melchior Rozbicki za przywilejem Zygmunta III 
otworzył szynkownię wszelkich wódek na przedmieściu Św. 
Wojciecha, W ślady szlachty rzucili się Żydzi, znęceni ogro- 
mnym zyskiem na gorzałce, a za Sasów już cały naród był 
rozpojony. 

Gospodarstwo zapustne. 

Była to jakaś zabawa w kształcie gry, komedyi czy re- 
duty na dworze ki"ólów używana. Albrycht Radziwiłł w Dya- 
ryuszu swoim pod datą 27 Lutego 1642 r., jako o rzeczy 
znanćj tak pisze: „Tego wieczora na gospodarstwo zapustne 



372 

kartki trafunkiem wzięte; gospodarzem został kasztelan kni- 
kowski, kupcem ^voje^Yoda ruski, którzy na kilka tysięcy 
wydać musieli, pierwszy na bankiet, drugi na. towary. Insi 
różne urzędy trafunkiem wzięli. Król został murzynem, kró- 
lewna żoną, kupca, królowa służebną, ja pasterzem, moja 
żona żołnierza żoną... 3 Marca wieczorem, pomieuione go- 
spodarstwo zapustne się odprawiło, ijrzyjąwszy osoby, które 
na kogo los włożył. Na dwie godziny po północy muzyka 
i tańce trwały." Jaka treść do fet, ale któż zna swoje 
rzeczy? 

W tym razie owa gra czy komedya tem więcej miała 
ponęty, iż przyjechał był właśnie do Warszawy książę Neu- 
burski starać się o rękę siostry królewskiej Anny Katarzy- 
ny, dwudziestoletniej i pięknój panny. On sam młody, uro- 
dziwy i dowcipny. W r. 1644 jest znowu wzmianka o kar- 
tkach na Wirthshaus, albo na bale zapustne; znać wiedeń- 
ski zwyczaj. Król został chłopcem francuzkim, królowa je- 
go żoną, Radziwiłł sługą do stołu, żona jego chłopką wę- 
gierską i t. p. 

Grochowski Stanisław. 

Arcybiskup lwowski (1503 — 1664) nazwany był słowi- 
kiem wśród bardów polskich; pisał w końcu panowania 
Zygmunta III, w owej epoce upadku literatury polskiej; pi- 
sał najwięcej rzeczy pobożne, hymny. Między poezyami ua- 
bożnemi jego, jest swojska legenda o Św. Stanisławie i ży- 
wot Św. Cecylii Rzymiauki, wierszem opisany. 

Grzegorz z Sanoka. 

Herbu Strzemię, żył za Władysława Jagiełły; był naj- 
przód publicznym nauczycielem wyzwolonych nauk w kra- 
kowskiej akademii, później spowiednikiem Warneńczyka, na- 



373 



toniec przez lat 26 arcybiskupem lwowskim, umarł mając 
przeszło lat siedmdziesiąt, 1477 roku. Jego śmiało wymie- 
nić można jako tego, który zdrowe myśli co do nauk do- 
kładnych u nas zaszczepił; w logice uprzedził blizko na wiek 
Bakona, wprowadził w rozumowania prostotę, a wszelkie so- 
fistów dowcipne syllogizmy, wszelkie subtelności dyalektyki 
scholastycznej, zwał nieprzystojnym szermierstwem przed 
obliczem filozofii i marzeniami czuwających {pigilaniimn so- 
mnia), czśm wyniósł się nad wiek swój. Niemniej szą mu 
przynosi sławę, iż mimo powszechnego poważania w jakićm 
była astrologia w owym czasie, on nie tylko wartości jój 
nie dawał, ale nawet śmiało przeciwko nićj powstawał, wy- 
stawiając zwłaszcza szkodliwy jśj wpływ moralny. On świe- 
tność i czystość językowi łacińskiemu powrócił, pierwszy na 
prelekcyach zaczął czytać i tłómaczyć Wirgilego, czem ścią- 
gnął mnóstwo słuchaczy. Tak dalece biegłym był w muzy- 
ce i wdzięcznym głosem powabny, że Eugeniusz IV przy- 
brawszy go młodzieńcem do swćj kaplicy papiezkićj, nie rad 
go uwolnił. 

Giiuther Gabryela, 

Nowa ta zupełnie autorka, wydała niedawno zbiór poe- 
zyi pod tytułem: w Imię Boże. Chwalą go wszyscy, chwali 
i Ziemięcka w swoim Pielgrzymie; zapisuję tu parę strof 
z poezyi z Bogiem: prostota dziwnie mi się podoba. 

Kiedy przed naszych pradziadów progiem, 
Brał wspomożenie nędzarz podróżny, 
Odcliodzjjcemu mówiono, z Bogietn^ 
Bo i dla duszy trzeba jałmużny. 
Kiedy przyjaciel opuszczał progi. 
Żegnani, wołano za' przyjacielem, 
Krzyżyk był godłem szczęśliwej drogi. 
Bo niebo było podróżnych celem. 



374 



G u ni Dl a c 1 a s t i k a. 

Zwana Caoutcbouc, wyciąga się z drzew w Brezylii, 
Cayenne i innych okolicach. Jest to naprzód sok białawy, 
rozciągają go pokładami na formach z gliny i suszą nad 
wielkim ogniem. Dym czerni zwykle tę gummę; krajowcy 
ją zwijają w gruszki czy w butelki, które dotąd wideimy, 
a które pierwszy raz do Europy przywiezione były w po- 
czątku ośmnastego wieku. PP. Rattier i Guibal pierwsi 
z tój gummy zaczęli cuda wyprawiać, dziś przędą ją, tkaniny 
z ni^j robią, dziwne rzeczy; tkaniny których ani woda, ani 
powietrze nie przejmuje {impermeables)\ samych szelek prze- 
szło 2,000 przedaje się codzieu, a trzy części posyłane są 
do Ameryki. 

Gust dobry Francuzów. 

Pewna jestem, że ten przymiot który wszędzie i we 
wszystkiem widzieć się daje, najwięcej przypisać należy 
sposobności, jaką ma lud prosty, a zatćm rzemieślnicy 
wszelkiego rodzaju, widzenia pięknych płodów najzawołau- 
szych mistrzów. Muzea, galerye, składy wszelakie, pokoje 
królewskie, wszystko otwarte dla wszystkich, mogą zatśni 
najlepsze zbierać wzory, chwytać nowe pomysły. U Niem- 
ców wszystko zamknięte, za pieniądze tylko widzieć można; 
pospólstwo ledwo że wić o skarbach stolic swoich. Czy by 
nie ztąd różnica gustu w obu narodach? 

Guwerner. 

Może pierwszy w Polsce Antoni Rialto, włoch, za pa- 
nowania Zygmunta III dostał się do Polski; umiał kilka ję- 
zyków, znał niektóre umiejętności, ale jeszcze lepićj umiał 



375 

się zalecać kobietom i pannom, bo był śpiewak i sztukmistrz. 
Ostroróg, wojewoda poznański, wziął go za nauczyciela do 
synów swoich, ale w niedługim czasie poznawszy się na 
nim, że zdatniejszym był bawić i śmieszyć niżeli uczyć, po- 
lecił go na trefnisia królowi. Tak był u dworu lat kilka; 
raz będąc w Poznaniu widział uczniów szkolnych grających 
komedyą, a w tćj udawano trefnisia, Rialto; rozgniewany 
włoch, spotkawszy aktora, kijem go uderzył; ale na złe mu 
to wyszło, bo młodzież szkolna byłaby go ubiła, gdyby od 
ludzi Czarnkowskiego uratowany, nie był się wyniósł z Po- 
znania. Ciekawaby rzecz była, i może o tem wspomnę 
w przypisach do Kochanowskiego, wyśledzić pierwszą gu- 
wernantkę w Polsce i dać niektórych biografie. 

H. 

Handel. 

Okropnych, podłych rzeczy bywa przyczyną. Nieda- 
wno przypłynął do Anglii okręt naładowany wykopanemi 
kośćmi ludzkiemi pod Lipskiem, szczątkami tylu walecznych, 
które do szuwaksu użyte być mają; a teraz wypłynął do 
Indyj okręt naładowany bałwanami, pięćset przeszło. Chrze- 
ściańscy kupcy dla zysku, dostarczają poganom bogów: 
o zgroza! 

Hans Sachs. 

Poeta niemiecki urodzony w Norymberdze 1494, umarł 
1576. Był szewcem, ale wrodzony mając poezyi talent, 
został dziekanem (Meister Siinger) rodzaju bractwa rzemie- 
ślników poetów, którzy mieli prawa, statuta, herby swoje. 
Hans Sachs pisał komedye, tragedye, tłumaczył psalmy, 
układał bajki, powieści, poemata, ze wszystkiem sześć ty- 



376 



sięcy czterdzieści ośiii prac zostawił. Część dzieł jego pier- 
wszy raz wyszła 1560 w Norymberdze, zupełne dzieła 1570 r. 
wiele razy przedru-kowaue były i pamięć jego świeża w ro- 
dzinnem mieście. Dom gdzie się urodził i mieszkał, zaclio- 
wany staramiie; portrety jego widzieć można w wielu miej- 
scacłi. 

ii e i 1 i g e II b e i 1. 

Miasto w Prusiech wscbodnicb, imię nosi od siekiery, 
którą tu długo przecbowywali, tą, bowiem ścięty został 
wielki dąb, ubóstwiany dawniój od pogańskich Prusaków 
jako przybytek bożka Ivm'cho. 

Henryk III. 

Urodzony 19 Września 1551, z Henryka II króla fran- 
cuzkiego i Katarzyny de Medicis; odznaczył się w bitwacłi 
pod Jarnac i Momontour, gdzie dowodził wojskiem króle w- 
skiem; obrany królem polskim 1573; wrócił do Francyi 
1574 panować po zmarłym bracie, i został namaszczony 
w Reims 2 Lutego 1575. Tego samego roku wygrał bitwę 
pod Mans, 1577 zebrał stany w Blois, gdzie pokój z Kal- 
winistami zawyrokowany został. Ten książę niezłe miał 
chęci z początku, ale żadnój wytrwałości do ich wykonania; 
otoczony rozpustnemi ulubieńcami, wnet ster rządu matce 
zostawił. Ogień wojny domowej rozpalił się na nowo, trzy 
partye powstały: Liga mająca na czele Henryka księcia de 
Guise, Hugonotów z wodzem Henrykiem z Nawarry, i Ro- 
alistów za królem; wojnę tę zatem wojną trzech Henryków 
nazwano. Ligę papież i król hiszpański wspierał; wnet po- 
wodzenie jój zastraszyło króla Francyi, łączy się z księciem 
de Guise przeciw Henrykowi z Nawarry. Ten wygrywa 
bitwę pod Coutrais (1587). Henryk Guise jedzie do Pa- 
ryża gdzie już była fakcya des Seize przeciw władzy kró- 



UL 

lewskiśj; lud barykaduje i wypędza żołnierzy królewskich 
18 Maja 1588, dniem barykad przezwanego. Książę Guise 
panem stolicy zostaje, król znowu do Blois jedzie i stany 
wzywa^ godzi się uroczyście z księciem de Guise, a potem 
w końcu tegoż roku każe go zabijać w Blois, i brata jego 
kardynała Lotaryngskiego. Oburza się Francya na ten czyn 
niecny, znaczniejsze miasta otwierają bramy księciu Mayenne 
bratu zabitych; wtenczas podły Henryk znowu przyjaźni 
Henryka Nawarry błaga, ten przybywa na odsiecz królowi 
i uwalnia go oblężonego w Tours. Oba królowie oblegają 
Paryż, Henryk HI kwaterę obiera w St. Cloud, i tam za- 
bity 1 Sierpnia 1589. Na nim się kończy gałęź Walezy- 
uszów, która panowała dwieście sześćdziesiąt jeden lat 
i trzynastu królów dała Francyi. W tern jedynie Henryka 
szczęście, że tak we Francyi jak w Polsce zacnych miał 
następców. Zabójca jego Jakób Clement, .był to dominika- 
nin, zapaleniec, miał lat dwadzieścia trzy. Przeor zakonu 
Jakobinów, Bourgoin, tudzież książę Mayenne i d'Aumale, 
księżna de Montpensier, rodzeństwo zdradzieckie zabitych 
braci, użyli wszelkich sposobów żeby z jego ułożenia i mło- 
dości korzystać, i namówić go aby ich pomścił; gdyby żyw 
wyszedł, obiecano mu kardynalstwo, gdyby zginął palmę 
męczeńską. Udało im się, znaleźli mściciela. Nieszczęśliwy 
wyszedł z Paryża 31 Lipca 1589 r. Henryk wróciwszy 
z polowania czy z przejażdżki, był właśnie w domu jednego 
pana francuzkiego Goudi (dziś Montretout) w małym gabi- 
necie; zdjął był buty konne a włożył delikatniejsze obuwie; 
dają mu znać że ksiądz jakiś ważne ma listy do oddania 
i chce sam z nim mówić, każe go wprowadzić: Clement 
wchodzi, oddaje listy, a kiedy król zajęty do czytania ich 
się zabiera, przebija go nożem w brzuch. Panowie będący 
przy królu przybiegłszy na krzyk jego, natychmiast śmierć 
zadają zabójcy; ciało jego wystawione, ciągnięte przez cztery 
konie, poćwiertowano i spalono na placu przed kościołem 



378 



St. Cloud. W zamian stronnicy Ligi cześć najwiykszą, ya- 
inięci jego oddali; na ołtarzach był stawiany, i już w Sor- 
bonie o kanonizacji jego myślano. To było zbytkiem, ale też 
ani potępienia ani nazwiska zdrajcy nie godzien; był to fa- 
natyk, a tak zajęty był sprawą do której wszelkiemi spo- 
sobami go zagrzano (mówią że prosto z objęć księżnój de 
Montpensier poszedł do St. Cloud), że nawet ani pomyślał 
o sobie; wszedł do pokoju króla sam, a zabiwszy go stał 
nad nim, ani próbując ucieczki, łatwo zaś oknem mógł 
zemknąć. 

H i s t o r y a. 

Nie bylibyśmy godni czytać bistoryi, gdybyśmy z niej 
nauk dla siebie nie ciągnęli. Jest ona żywym wyrazem 
tej prawdy, że wychowanie sumienia stanowi o formach 
społeczeństwa; podaje obraz wspaniały, gdzie z jednej strony 
prawodawca nakłada sumieniu ludów wiarę i zdania, które 
przychylnemi władzy swojej być mieni, resztę zostawując 
w ciemności; gdzie z drugiej ludy uwalniając się zwolna od 
zgubnych i ciemiężących je błędów, ustępują prawu postępu, 
który ciągle rodzaj ludzki ku prawdzie prowadzi. Szczytna 
ustawa Općitrzności, która nareszcie błędy ludzkie przemożel 
Historya tegoczesna rzadko kiedy jest prawdziwą zupełnie, 
później dopiero za wydobyciem tajnych pamiętników, listów 
własnoręcznych, wykrywa się prawda, a zdania dawniej roz- 
szerzane rozsypują się w proch, jak ów trup uschły kiedy 
go dojdzie powietrze. „Historya sama — mówi Błaźowski, 
tłumacz Kromera — na wieki sławy naszej dochować może. 
Ona jest przemijających czasów rachmistrzem, oświatą pra- 
wdy, mistrzynią żywota, pamiętnią zasług, podżogą cnoty, 
hamulcem niecnoty, a nawet matką nieśmiertelności, ponie- 
waż ona sama w to potrafią, że najprzedniejsza część czło- 
wieka, mianowicie sława, znana między ludźmi na wieki 
zostaje." 



379 



Hortensja (Królowa). 

Jest to jedna z kobiet tegoczesnych, które mnie naj- 
mocniej zajmują. Przyjechała do Francyi dzieckiem, i od- 
dała ją, matka do St. Germaiu do pani Campan. Ta ko- 
bieta niegdyś lektorka, lia^^syerka, pierwsza femme de cham- 
bre Maryi Antoniny, uszła szczęśliwie z życiem w czasie 
terroryzmu, ale bez żadnego majątku; dla utrzymania siebie, 
starśj matki i męża, założyła pensyą. Pani Beauliarnais 
zajęta rewolucyą, urodą, nie mogła trudnić się wychowa- 
niem dzieci, powierzyła więc jej nietylko córkę ale i syna, 
który mieszkał u niej, a na pensyą chłopczyków uczęszczał; 
miłe to były dzieci, i pani Campan powtarzała całe życie, 
że nigdy żaden podarek najsutszy królewski nie był jej tak 
przyjemnym, jak kiedy raz na jej imieniny Hortensya 
i Eugeniusz złożyli się, żeby jej kupić drzewo pomarańczowe 
w doniczce, i wnieśli oboje do jej pokoju. Pani Campan 
miała sobie polecone, żeby tym dzieciom oznajmić rychłe 
zamęźcie ich matki z generałem Bonaparte; bardzo się to 
obojgu nie podobało, bały się ojczyma, żal im nawet było 
dla matki imienia Beauharnais. Wkrótce potem państwo 
Bonaparte mając znaczny dom w Paryżu, gdy Hortensya 
doszła lat szesnastu, zażądali ją mieć przy sobie. Pojechała 
z żalem; prócz przyjemności jakie miała przy pani Campan 
i wśród nauk, zAYiązała się jeszcze najtkliwszą przyjaźnią 
z jej siostrzenicą Adelą. Eady i przestrogi pani Campan 
nie opuściły jćj w tym nowym zawodzie: pisywała do niej 
bardzo często. Hortensya nie była bynajmniej złudzoną 
powodzeniem Bonapartego; mawiała: „Mon beau-pere est 
une comete, dont nous ne sommes ciue la queue, 11 faut 
le suivre sans savoir ou ił nous porte..." Patrząc na koła 
fortuny powtarzała: „II faut toujours avoir les yeux la 
dessus, tantót en haut, tantót en bas," Tak się przykła- 



380 



dała do malowania, że raz kiedy Józefina zniecierpliwiona 
że na obiad nie schodzi, sama do niej poszła, a zastawszy 
ja pracującą nad portretem Rustana, wymawiała czy na 
chleb pracuje? „Mamo — odparła — w wieku w którym 
żyjemy, kto może zaręczyć, że do tego nie przyjdzie?" 
Miała kilka partyj ale odmówiła, nareszcie wydano ją za 
Ludwika Bonapartego, ale bez wzajemnej miłości. Nie 
znalazła szczęścia w tym związku, jednak wierną była żoną, 
najlepszą matką dwóch synów których powiła: jedno tylko 
podejrzenie rzucone na nią zostało, że kocha się w Napo- 
leonie. I jabym temu dosyć wierzyła, utrzymując jednak, 
że to uczucie było czyste, jój dusza mogła uwielbiać Na- 
poleona, jej wyobraźnia zająć się jego wielkością i czuć że 
godniej szą była jego od Józefiny, ale to położenie jakże 
było przykre, dręczące dla cnotliwej kobiety! Tronem ho- 
lenderskim krótko się cieszyła, wróciła do Francyi, wiel- 
kich używała honorów; mianował ją cesarz Princesse pro- 
tecłrice des maisons impćriale.s\ wtedy i jej mistrzyni, pani 
Campan, dyrektorką instytutu w Ecouen została. Talenta 
miłe jej także sprawiały chwile; śpiewała, malowała, i w obu 
tych sztukach tworzyła: jćj piosnki są znane. 

Po pierwszym upadlm Napoleona przybrawszy tytuł 
comtesse de St. Leu, od zamku który miała kolo Paryża, 
mieszkała we Francyi, ale po śmierci matki i za drugim 
powrotem Napoleona prześladowana, musiała opuścić ojczy- 
znę; odtąd to w Niemczech, to we Włoszech, to w Szwaj- 
caryi przemieszkiwała. Ostatnie lata spędziła w Arenberg 
koło Konstancyi; syna jednego, męża straciła, ale zostały 
jćj przymioty duszy, talenta, kilku prawdziwych przyjaciół. 
Mówią że przychodziły jej czasem myśli ambitne, że chciała 
była widzieć syna na tronie jakim, jeśli nie na francuzkim, 
ale mnie sie temu wierzyć nie chce. Do śmierci korres- 
pondowała z panią Campan; co więcój utrzymywała ją, pła- 
cąc jej 6,000 fr. rocznie. Pani Campan już chora na raka 



381 

w piersi, odwiedziła ją w Arenberg, bawiła tam cztery mie- 
siące; następnego roku, 16 Marca 1822 umarła. Prawdziwie 
tkliwe było jój przywiązanie do Hortensyi, i ona ją do 
końca życia z czułością wspominała. 



j. 

S. J a il w i g a. 

Księżna polska i szlązka urodzona 1174, umarła 1243. 

Wjjątek o nićj z kroniki Wrocławia: „/hr Veri/ienst um 

Schlesiens deutsche Kultur ist iinleugbar (ona była księżną 

Tyrolską), icenn gieich der Geist ihres Zeitalters ihre Fróm- 

migkeit der Uebertreibung nahe brac/ite.'-'- 

Nagrobek jej męża Henryka I w Trzebnicy: 

, ,Dux Henricus, honor Silesiae, quem plangere conor 
Hic jacet liunc fundas fundum, virtute abundans, 
Tutor egenorum, scliola niorum, virga reorum, 
Cui sit absąue mora locus in requie bonus ora!" 

Wielkiej pokory była Ś. Jadwiga, mówiła że ani daru 
prorokowania nie ma, ani cudów robić nie może; przecież 
i synowi i mężowi los ich przepowiedziała i modlitwą wielu 
osobom zdrowie przywracała. Cnotą jej wielką było męztw^o 
duszy i zgadzanie się z wolą Boga; wiele nieszczęść prze- 
trwała, męża straciła, ukochanego syna, przecież to wszy- 
stko zniosła. Kiedy zginął od Tatarów syn ów w^aleczny, 
ona tak mówiła do jego wdowy: „Es ist Gottes Wille; was 
ihm gefiillt, gefalle auch uns. Dir danke ich, fuhr sie dann 
betend fort, dir danke ich giitigster Yater, dass du mir 
einen solchen Sohn gegebeu hast, der mich sein ganzes Le- 
ben geliebt und geehrt und mich nie beleidiget hat; gern 
hatte ich ihn noch auf dieser Erde, aber ich gonne es ihm, 
dass er jetzt mit dir, seinem Schopfer, vereint im Himmel 
lebt: ich empfehle dir seine Seele." 



382 



Jagiełło. 

Wiersz o nim Stryj ko\Yskiego: 

„Tak ów król święty w Grodku śmierci dług zapłacił, 

Męztwem, cnotliwem życiem z narody się zbracił, 

Słuchając szczebiotania słowika wdzięcznego, 

Szedł do cliórów anielskich śpiewania wiecznego. 

Zimno, głód, posty znosił, w kożuchu baranim. 

Soboli, złotogłowiu, nie ujrzałeś na nim: 

A był tak bardzo hojny, iż wszystko rozdaw^^j 

A z zyskiem gdy co komu dał, on dzień wyznawał. 

Łowami się z młodości aż do śmierci bawił 

A sprawiedliwość świętą każdemu odprawił. 

A niżeli na dwór wyszedł trzykroć się uwinął 

Wkoło na jednej nodze, by go zły raz minął. 

Kiedy post w chlebie, w wodzie, w nabożeństwie znosił, 

A tego dał połowy o co go Icto prosił, 

A dla tego sowito musiał więcej prosić. 

Kto chciał połowę skutkiem prośby swej odnosić. 

Wina, miodu nie pijał, tak trzeźwo był zawdy, 

Przezedni się w łaźni mył, albo na dzień każdy, 

A winnikiem się chłostał, mówiąc, a je, je, je. 

Po litewsku, a w cieple na zwierzchniej zieje. 

Dar najmniejszy tak wdzięcznie każdego przyjmował, 

Iż w czwór sposób sowito hojnie odarował. 

Na postronnych był hojny, kościoły nadawał, 

A czasem aż na obiad ledwo z łoża wstawał. 

Wzrostu sam był miernego, twarzy, szyi długiej. 

Daj nam Boże Jagiełki takiej dostać drugiej. 

Jak ta litewska była, która oświeciła 

Polskę i w Litwie prawdę Bożą rozmnożyła. 

Janicki kicmeiis. 

Wiadomo wszystkim że był synem wieśniaka. Niesiec- 
ki chcąc jednak umieścić go w swojej Koronie, położył go 
dowcipnie między szlachtą herbu Bola, a tak i sobie, i wie- 
kowi, i prawdzie dogodził. Czy może być znak dawniejszy? 



383 



Jiiii Kn/imierz. 

Biednego króla czasem i żarty się trzymały. W roku 
1658, kiedy Szwedzi ustąpili z Poznania, przybył tam zimg 
spędzić i zwiedzał wraz z królową klasztor Benedyktynek; 
ksieni go prosiła, żeby za jego rozkazaniem woda przypro- 
wadzona być mogła do klasztoru; król odrzekł wesoło: ,,Kie- 
dy nie o wino, to fraszka,'" i przyrzekł. Przecież ta obie- 
tnica nie otrzymała skutku. 

Jezierski, kasztelan Łukowski. 

Za panowania Stanisława Augusta żyjący, znany z do- 
A\ C'ini. Jego pismo Zgoda i Niezgoda wiele wrażenia zrobiło, 
a co lepsza, w dobrach swoich założył kuźnie, odkrył stal 
samorodną. 

Jezuici. 

„Dziwna rzecz, że zgromadzenie XX. Jezuitów tyle 
sławione z prac scientyficznych; szczególnem jakiemś rozpo- 
rządzeniem Najwyższej woli, nie było dla Polski jak zgu- 
bnem pod wielu względami , a bardziój co do postępu 
oświaty; z osiedleniem się bowiem w Polsce Jezuitów, roz- 
poczyna się pomrok nieuctwa jej obywateli wygórowany za 
Augustów, a zarzutu tego bynajmniej nie usprawiedliwiają 
mężowie tacy jak Skarga i Wujek, których nauka nie Jezuitom, 
do których należeli, lecz następstwu uczoności Polaków pod 
Zygmuntami i Stefanem Batorym, a bardziej naukom aka- 
demii krakowskićj, jak to widzieć można i z życia Skargi, 
powinna się przypisać! Myśl ta i ztąd jeszcze się wyradza, 
że wskrzeszenie nauk w Polsce pod Stanisławem Augustem 
nastąpiło dopiero po zniszczeniu wpływu na edukacyą mło- 
dzieży XX. Jezuitów." (Ksiądz Erazm Izopolski w Mohiło- 
wie. Tygodnik Petersbargski N. 96. 1840). 



384 



Zakon Jezuitów założony 1540 r., 1565 wprowadzony 
został do Polski. Pierwszym jego opiekunem był Hozyusz, 
pierwszym prowincyałem sławny Laiuez hiszpan, niespraco- 
wany Lojoli pomocnik. Pierwsze koUegium jezuickie było 
w Brauusbergu w Prusiech. Celowali gorliwością nad wszel- 
kie inne zakony, im wyłącznie akademia wileńska oddana. 
Pod Zygmuntem III jeszcze większego nabyli znaczenia; win- 
na im zapewne Polska powrót wielu rodzin na łono kościoła, 
a może i to że cała została przy Rzymie; ale zaszkodzili 
jej wiele szczepiąc ducha nietolerancyi, a potem tamując 
oświatę w szkołach. Do Poznania Jezuici sprowadzeni byli 
przez biskupa Adama Konarskiego r. 1571; otworzyli szkoły 
d. 22 Czerwca 1573. 

Język polski. 

Według Rakowieckiego był w zupełnej pogardzie aż 
do końca XV wieku; łaciński, niemiecki, czeski były w uży- 
^Yaniu i czci, polski był tnlgaris lingua. Dopiero Jadwiga 
go dźwignęła przykładem; lubiła w swoim języku czytać 
Pismo Ś. i zasyłać modły do Najwyższego. (Była jednak 
wielką panią i wychowaną za granicą). Dali nam do tęga 
przykład Czesi; akademia krakowska wiele się przyłożyła. 
„Za synów Kazimierza Jagiellończyka — mówił Czacki — za- 
czął język polski być językiem dworu i towarzystwa. Zabo- 
rowski w kilku edycyach gramatyki daje prawidła języka 
polskiego; zaczęto mówić głośno o potrzebie doskonalenia 
mowy ojczystej, pozwolono pisać po polsku i po łacinie, de- 
kreta. Zygmunt August nie chciał mieć praw tylko po pol- 
sku, nie lubił pisać jak po polsku, i wnet stanął język pol- 
ski w rzędzie języków ukształconych i doskonałych." Nigdy 
odżałować tego dosyć nie można, iżeśmy tak dozwolili za- 
niedbania, zależenia, przeistoczenia mowy naszej; i zupełnie 
mając już wszystko w niej, i wyrazy, i sposoby mówienia, 



385 



obroty, zarzuciliśmy wszystko i zrobili z niej cudaka; bo 
co zuaczy, proszę ta trzecia osoba w mowie, w piśmie, co 
owe łfunna i papa, które istnie jak dzieci dwuletnie albo 
papugi powtarzamy, i tysiąc innych podobnych rzeczy, kie- 
dy my już mieliśmy to ^YSzystko inaczej i lepićj. Postano- 
wiłam wypisywać tu sobie z dawnych naszych pisarzy nie- 
które przykłady ku temu. 

1) Jak daicniej mówił syn do ojca. (Skarga w kazaniu 
na trzynastą Niedzielę po Trzech Królach). 

,, Panie ojcze, wyście od dziadowskiej i pradziadowskiej, 
dawnej i utartej wiary Chrystusowej odstąpili, a ja od w'a- 
szej nowej odstąpiwszy, żadnego karania nie zasługuję; co- 
ście wy niesłusznie drugim uczynili, to ja wam słusznie 
czynie." 

2) JaT\by dziś wyrazić się musiał panicz dobrze nawet 
mówiący po polsku. „Papo, papa odstąpił od dawnej wiary 
dziadzi i pradziadzi; ja od papiny nowej wiary odstąpiwszy, 
na żadną karę nie zasługuję: co papa niesłusznie drugim 
uczynił, to ja papie słusznie uczynię." 

Błędów przeciw językowi tu nie ma, znaczenie toż 
samo, ale gdzież powaga, gdzie przyjemność, gdzie towarzy- 
skość iezYka? 

1 ni i e u u i k i. 

Dawno znane i używane; czytam w Pamiętnikach Mil- 
lera w r. 1585 wydanych: „Poseł cesarza tureckiego, Mu- 
stafa Czaus do Batorego, o Chrystusie Panie dał się słyszeć, 
jako On wyżej stoi Mahometa. Wielu prosiło go, by onym 
w imiennikach po łacinie co zapisał; on tak napisał po ła- 
cinie: „Nie ma wielu Bogów, ale istotnie jest tylko jeden. 
Jezus jest duch Boży, Mahomet Jego poseł." 

Inwalidów hotel. 

W pierwszych dniach konsulatu, Napoleon zawołać ka- 
zał jednego z naj bieglej szych architektów, i zająć się odbu- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 25 



386 



(lowaniem domu Inwalidów; 300,000 fr. przeznaczył na ten 
Avydatek i powiedział: „cłicę żeby ten dom stal się Elizeum 
walecznych. Honor ablps dehńs du long combat.de la vie, I es 
tieillards sonł les bwalides de Ihirmee humnine.'"'' 

Byłam w tym domu po rax drugi dnia 13 Czerwca 
1834 r., widziałam armaty tureckie, pruskie, jeszcze przez 
Ludwika XIV zdobyte, holenderskie i inne; widziałam ogród- 
ki żołnierskie; przypominają cokolwiek cmentarze, bo małe 
są, bardzo i ogrodzone; są. w nim skały, wodospady i tryski, 
chatki, młyny, zwierzęta, cuda a wszystko w kilkołokciowój 
przestrzeni. Nie widziałam właściciela. Kościół sam czyli 
Durne śliczny, okrągły z czterema kaplicami, jest piękniejszą 
połową tego co pospolicie kościołem zowią; ztamtąd dopie- 
ro wydają się dobrze chorągwie w nawie zawieszone. Szko- 
da że ten Dóme tak jest obnażony, że przeznaczenie tego 
kościoła niedokonane; wchodzi się z myślą że dom ten po- 
święcony niedobitkom wojny, winien ukrywać pamiątki po- 
ległych, armaty, chorągwie, a najwięcej chodzące ułamki 
bitew to zapowiadają. Tymczasem zamiast ścian pełnych 
napisów, zamiast pomników, posągów, grobów nad posadzką, 
widzisz białe, gołe ściany, dwa tylko pomniki dla ludzi 
wielkich ale już dawnych: Turenna i Yaubana. Posadzka 
w lilie, ale nic nie zajmuje, nie objawia, zupełnego więc 
doznajesz zawodu; bo jeśli jaki naród, to francuzki miał 
j)rawo zaludnić świątynie sławy wojennej. 

Józcdiia i*esarzowa. 

Zamknięta przez ośmnaście miesięcy w domu Karme- 
litów na ulicy Yaugirard, zachorowała bardzo kiedy wyrok 
śmierci wydany na nią został. Szczęściem, zacny i wspaniało- 
myślny doktor, Polak... (którego znałam w Krakowie i po- 
dobno żyje jeszcze), otrzymawszy pozwolenie leczenia jej, 
oświadczył że obejdzie się bez gilotyny, bo ona za trzy dni 



I 



387 



umrze; uwierzono mu a tymczasem rzeczy się zmieniły, 
Kiedy Józefina już iść miała za Bonapartego, poszła raz 
z nim opowiedzieć się uotaryuszowi Ragideau, dla którego 
Aviele miała szacunku; Bonaparte został w pierwszym po- 
koju, ale tymczasem słyszał jak notaryusz jej odradzał to 
zamęźcie: „nie nie, mówił, co za los.'' Bonaparte nic nie 
powiedział Józefinie że te odrady usłyszał, tóm bardziej że 
ona im powolną nie była; ale w dzień koronacyi a raczej 
namaszczenia, kiedy papież koronę mu włożył a on ją Jó- 
zefinie podał, nim pojechał do Notre-Dame, przypomniał 
sobie pana Raguideau; kazał go do Tuilleryów sprowadzić, 
być w kościele przytomnym i zapytał go się z przekąsem, 
czy bardzo źle poszła za mąż pani Beautiaruais? 

Pełno jest dowodów dobrego jej serca, pamięci Fran- 
cuzów. Raz w czasie polo^Yania w Rambouillet ścigany przez 
cesarza i dwór, jeleń, pod pow-óz Józefiny się rzucił. Nikt 
jej litości nie wzywał napróżno, otrzymała więc łatwo ży- 
cie jelenia, a chcąc żeby i od leśniczych był szanowany, 
łańcuszek złoty zdjęła z szyi i kazała mu włożyć. Napoleon 
rozrzewniony obrócił się do Berthiego i rzekł: „Nie chcę 
jej martwić, ale to jest dla złodziei ponęta." 

List jej do Napoleona d. 21 Maja 1810 r., kiedy już 
ciąża Maryi Ludwiki była ogłoszona, takiej jest treści: 

„Mille, mille tendres remerciments de ne m'avoir pas 
oubliee. Mon fils yient de m'apporter ta lettre. Avec ąuelle 
ardeur je Tai lue et cependant j'y ai mis bieu du temps, 
car ii n'y a pas un mot qui ne m'ait fait pleurer, mais ces 
laimes etaient bien douces! J'ai retrouve mon coeur tout 
entier, tel qu'il sera toujours. II y a des sentiments qui 
sont la vie meme et qui ne peuvent finir qu'avec elle. Je 
serais au desespoir si ma lettre du dixneuf t'eut deplu; je * 
ne m"en rappelle pas entierement les expressions, mais je 
sais quel sentiment bien penible Tayait dictee; c'etait le 
chagrin de n'avoir pas de tes nouvelles. Je t avais ecrit 



. 388_ 

a mon depart de Malmaison et depuis coinbieu de fois 
j'aurais voiil^ fecrire! mais je sentais les raisous de ton 
sileuce et je craignais d'etre importune i)ar une lettre. La 
tienne a ćte im beaume pour moi. Sois beiireux, sois le au- 
^ tant que tu le merites c'est mou coeur tout entier qiii te- 
parle.^ Tu viens aussi de me douuer ma part de bonheur 
et une part bien vivement sentie: rien ne peut valoir pour 
moi une m^rąue de ton souvenir. Adieu, mon ami, je te- 
remercie aussi tendrement, que je faimerai toujours. 



K. 

R a I W a r. 

Kalwar, po syryacku Golgotba, znaczy czaszkę, głowę 
wodza,, łączył zatem w swojem prorockićm znaczeniu grób 
Adama i grób Chrystusa, ^YSzystkie ofiary dawnego prawa 
z wszystkiemi tajemnicami nowego. Podanie utrzymujące iż- 
istotnie na tóm miejscu gdzie wzniósł się krzyż Zbawiciela^ 
były niegdyś złożone zwłoki Adama, znajduje się zapisane 
u Ś. Ambrożego, a on miał je od starych Żydów, u któ- 
rych było od czasów niepamiętnych. Orygenes toż samo 
twierdzi, również jako i Ś. Anastazy w mowie jednej o mę- 
ce Zbawiciela tak się wyrażając o uiem: „Chrystus obrał na 
miejsce męki swojej Kalwar, gdzie według zdania Żydów 
ciało Adama było pogrzebione; jeśli rzecz tak stała się isto- 
tnie, stosunek miejsca tego z krzyżem Zbawiciela jest go- 
dzien uwielbienia; to zaiste słusznóm było aby Zbawiciel 
chcąc zmazać grzech Adama, w nim i w jego potomstwie, 
swoją krwią oblał te zbutwiałe i grzeszne kości, a tam 
gdzie się spełniły te słowa: „Jesteś proch i w proch się 
obrócisz" żeby usłyszano te drugie: „Wstańcie wszyscy co 
uśpieni jesteście i wychodźcie z grobu." Za czasów wiel- 



389 

kiego Bazylego, to podanie było powszechną wiarą u clirze- 
ścian, lubo więcej ustnie się przechowywało niY^m^pj^mie, 
przecież Ś. Epifaniiisz żyd rodem, upewnia, iż czytał księgK^ 
świadczące temu; zataić przecież nie można, iż Ś. Hiero- 
nim innego był zdania. Kościół nie objawił swego zdania 
w tej mierze. In dubiis libertas. 

Kalmar w Paryżu (Mont łalerieu). 

Niegdyś miejsce prawie jako cudowne uważane, dziś 
zaleca się tylko pięknym widokiem na Paryż i okolice. Xa 
tej dosyć znacznśj górze bogate były klasztory, ostatni za- 
jęty był przez Jezuitów, którzy ukrywali się pod nazwiskiem 
Peres de la foi; ale wykazało się że oni nie tyle o nie- 
bieskiem ale i o ziemskiem myślą królestwie; że przywró- 
cić chcą Biirbonów: Napoleon zatem, cesarz w owym czasie, 
wypędził ich, zburzyć kazał kościół, klasztor, wszystko, 
a z tych rozwalin zaczęto wznosić wielką budowę, gdzie 
chciał osadzić wdowy legionistów w podobieństwie jak córki 
w Ecouen. Nim dokończono budowy, on strącony z tronu 
został. Księżna d'Angoiileme wielce pobożna, umyśliła przy- 
wrócić to miejsce nabożeństwu, nimby na klasztor i nowy ko- 
ściół się zdobyła; kazała postawić kaplicę i wyznaczyła sta- 
cye po drodze jak na Kalwar prawdziwy. I ona stała się 
powtórną ofiarą losu, dziś zatćra miejsce to niemiłych, przed- 
wczesnych ruin obraz przedstawia. Gmach przeznaczony 
(]S34) na jakąś fabrykę, czeka użycia: kaplice, stancye obdar- 
te, zniszczone, wszystko głuche, smutne. Największem oży- 
wieniem tego miejsca jest cmentarz; za dawnych czasów mia- 
no za błogosławieństwo tam być pochowanym i drogo gro- 
by przedawane były, dziś już nikt ziemi tam nie kupuje, 
ale ci których ojcowie na wieczne czasy grób zapłacili, dla 
oszczędności chować się tam każą. Jest więc już porewolu- 
cyjnych grobów dosyć; przy wnijściu na cypel góry, z któ- 



\ 



390 



rego na cały Paryż widok, jest maleńki domeczek, z jednej 
tylko izby złożony; tam mieszka zimą i latem biedna kobie- 
ta wraz z mężem i pilnują umarłych. W lecie dosyć tam 
ładnie lubo samotnie, ale w zimie bardzo okropnie być musi. 
„Co robić, mówiła nam gdyśmy ją żałowali, lepiej tu mie- 
szkać samym, jak tam żebrać albo kraść," poknzując na 
Paryż. Temi słowami nas przekonała; jednak w zimie w cza- 
sie wiatrów i nocy długich, pewna jestem, że nieraz stanie 
mi w myśli, biedna kobieta Kalwaru. Dla poety wszakże, 
a może więcćj dla filozofa, to mieszkanie na czas jakiś mo- 
głoby miłe być i użyteczne; te rozwaliny ręką ludzką spra- 
wione, te zmiany, ten domek u drzwi cmentarza, i ten Paryż 
ogromny u stóp, który ztamtąd tak cichy się wydaje, wszy- 
stko to wiele do myślenia daje. Droga na Kalwar bardzo 
przyjemna, góra osobna zupełnie; obchodząc ją wkoło wi- 
dzi się koleją jakby w panoramie całą okoliczną krainę: 
Meudon, Bellevue, Sevres, St. Cloud, Malmaison, Marły, St. 
Germain, Montmorency, St. Denis, Paryż, że pominę miejsc 
wiele w tćm kole będących *). 

Kapiicyui warszawscy. 

Cały zakon K^apacyuów należy do reguły Ś. Franciszka 
z Assyzu. Do Polski Zygmunt III już ich chciał sprowadzić 
r. 1596, toż i Władysław IV, ale dopiero się to udało Ja- 
nowi Sobieskiemu. Wstrzymywała papieżów bojaźń klimatu 
dla tak ostrych przepisów, przecież jeden już Kapucyn Wa- 
leryan Magni znany był w Warszawie, co gościł nieraz na 
dworze Władysława i w roku 1647 doświadczenie zrobił 
w oczach całego dworu z barometrem, prawie pierwsze 



*) Teraz cały Kalwar paryzki obrócony jest na cytadelę (f'" 
detache). (P. W.) 



391 



w Europie. Jakób z Raweimy był ten co przybył do Polski 
z braćmi i breve papiezkie z dnia 10 Września 1680 roku 
mianowało go naczelnikiem, a Jan III zaraz si§ zają,ł wy- 
stawieniem im kościoła i klasztoru. Na wyprawę wiedeńska 
jadąc pierwszy kamień położył, a potem dokończył dedyku- 
jąc go Christo Triumphatori: kościół kosztował 100,000 złp., 
klasztor 60,000. Król tam miał swoje cele i pokoje, gdzie 
się scbraniał na nabożeństwo. Zwłoki jego tam blizko czter- 
dzieści lat spoczywały, jako i żony i wnuka, dopóki wraz 
z zwłokami Augusta II do Krakowa przeniesione nie zostały, 
a wtedy wielkie i uroczyste było tych ciał wystawienie. Ka- 
pucyni, zrazu Włocliy, później sami Polacy, zaczęli bardzo 
chlubnie być znani i od dnia 4 Października 1743 r., prze- 
mogli Jezuitów, bo zaczęli wraz z niemi dzielić trudy goto- 
wania na śmierć winowajców, i towarzyszenia im na ruszto- 
wanie. Na dobroczyńcach nigdy nie brakło temu klasztoro- 
wi. Stoletni swój zakład obchodzili za Stanisława Angusta 
6 Sierpnia 1781 r., w obecności króla. 

K a r I i li s k i K <i s p c r. 

Wsławił się obroną zamku olsztyńskiego w wojewódz- 
twie krakowskiem r. 1587. Karliń^ki należał do stronnictwa 
Zamoyskiego, uznającego Zygmunta. Maksymilian austryacki 
ze swoimi stronnikami podchodzi pod Olsztyn i wzywa Kar- 
lińskiego do poddania się. Gdy ten mężnie odrzuca wszelkie 
układy; pi^y stępują do szturmu Austryacy. Ale dla skru- 
szenia umysłu dzielnego dowódzcy Olsztyna, pojmawszy syna 
jego, niemowlę i tegoż mamkę, każą tejże iść z dzieckiem 
na ręku na czele szturmujących szyków. Stojący na wałach 
Karliński, poznaje mamkę i dziecię, ale nie waha się ani 
na chwilę, i myśl żołnierskiej powinności wszelkie uczucia 
ojcowskiego serca przytłumia. Daje znak wszystkich dział 
wystrzału. Nikną w kłębach dymu i dziecko i okrutni ua- 



392 

jezdnicy, giuie z ręki własnego ojca niemowlę, ale tein rzad- 
kiśm wlasuój krwi poświęceniem, ocalił Ivarliński powierzo- 
ną mu twierdzę. 

Kartofle. 

Zjawiły się dopiero w Polsce za Augusta III w eko- 
nomiach królewskich, saskiemi rolnikami osadzonych; oni je 
z sobą przynieśli a Polacy długo się niemi brzydzili. 

Karl.v «lo grania. 

Ta w dzisiejszym stanie społeczeństwa tak już niezbę- 
dna rozrywka, wynaleziona we Francyi za Ivarola YI, to jest 
przy końcu XIV-go wieku, daleko późniśj dopiero do 
Polski się przeniosła. Ciekawem byłoby wiedzieć, kiedy ich 
zwyczaj do nas się wprowadził; ale część obyczajowa tak 
mało jest dotkniętą w naszych dziejach, że i o tym 
przedmiocie trudno światło zasięgnąć. Zdaje się jednak, że 
przy końcu XV-go wieku już zaczęto kart używać w Polsce. 
Podług świadectwa Górnickiego, grał już w karty tak na- 
zwanego flu.ssa, król Zygmunt Jagiellończyk. Karty zaś któ- 
rych w Polsce używali, były na skład niemieckich, i z Nie- 
miec lub z flamandzkich stron sprowadzane. Wynalazł się 
u nas pomnik tych dawnych kart polskich, w starym księ- 
gozbiorze, gdzie na tekturę obrócone za okładkę ksiąg słu- 
żyły; udzielił nam ich przerys Łukasz Gołębiowsld, w dziele 
pod tytułem: Grij i zabawij Polaków. Oprawa jest z r. 1590 
a same karty zdają się sięgać roku 1500. Podzielone sana 
cztery barwy, jak dziś używane karty. Tuzy są w postaci 
chorągwi. Królowie wystawieni na koniach, w stroju średnie- 
go wieku Europy, i z koronami rozmaitego składu na gło- 
wie. Wyżniki i niżniki, mało między sobą rozróżnieni, w po- 
staci bądź wojowników, bądź innych sług królewskich. Za pa- 
nowania Zygmunta Wazy już mocno powstali kaznodzieje 



393 

przeciw grającym w karty; wszelako nie był się jeszcze 
rozszerzył ten zwyczaj, tylko na magnatów i na znaczniej- 
sze miasta. Dopiero za Augusta III, powszechniej szemi się 
stały karty po wszystkich miastach i dworach, a w War- 
szawie wtenczas dopiero po pierwszy raz fabryka kart za- 
łożoną, została. Odtąd tśż, prócz polskich kart, tak nazwa- 
ne francuzliie, zwłaszcza w^ wyższych klasach, w obieg we- 
szły, i z niemi i inne gatunki gier, z zachodnich stron Eu- 
ropy przybyłe, polskie zaś karty dłużej sie po wsiach utrzy- 
mały. Te ostatnie, które po Niemczech niemieckiemi zowią, 
i które istotnie ztamtąd do nas przyszły, różnią się mniej- 
szą objętością talii, gdy miasto 52 kart francuzkich, te tyl- 
ko 36 liczą. Wyrażenie czterech barw: dzwonka^ icino, źo- 
iądź, czerwień^ jest dokładnem tłómaczeniem niemieckich na- 
zwisk: Schelle, Uein, Eichel i Her z: tak jak i polskie sło- 
wo tuz z niemieckiego Taiis pochodzi. Wreszcie te wszyst- 
kie nazwiska i ten gatunek kart, dziś w Niemczech w niż- 
szych tylko klasach są znane. Właściwie polskie gry w ta- 
kowe polskie karty są: chapanka, czyli kontra, drużbart, 
tryszak, kasztelan, maryasz, kiks, ramel, ćwik i t. d. 



Katarz^aa królowa szwedzka. 

Nigdy nie przestała być Polką, prawda, że zawsze mia- 
ła na myśli widzieć Zygmunta królem polskim. Jak dobrze 
wtedy wszystkie kobiety pisały po polsku, za dowód mogą 
służyć jej listy. Oto wyjątek z tego co pisała 7 Września 
1572 r. po śmierci Zygmunta Augusta do Rad Koronnych 
i W. ks. litewskiego: „My siostry nigdyśmy po matce na- 
szej takiej łaski nie znały jako po królu J. M. bracie swym 
miłościwym; za co Panie Boże Wszechmogący daj jego du- 
szy wieczne odpoczywanie. Teraz nas Pan Bóg raczył na- 
wiedzić żałośuem sieroctwem, a prawie nigdy niesłychane, 



a niebywałe w Koronie polskiej takie sieroctwo; bo na któ- 
rą się stronę obejrzysz, przyjaciół niewiele, ani masz się do 
kogo uciec. Ale ponieważ, że to sieroctwo nasze jest z przej- 
rzenia a z woli miłego Boga, nie żal, jedno to wszystko mu- 
sini Panu Bogu poruczyć, od którego pochodzi żywot i śmierć" 
i t. d. Lat już dziesięć była wtedy w obcym kraju, prze- 
cież nie zapomniała własnej macierzystej mowy. Hozyusz 
pisze do królewnej Anny 4 Kwietnia 1579 r.: „Królowej 
szwedzkiej z serca żałuję, iż tak okrutnie się z jej Król, 
Mcią obchodzą, ani jej dopuszczają macierzyńskim językiem 
do mnie pisać." 

Katarzyna była córką króla Zygmunta Jagiełły i Bony 
Sforzyi. Zaślubiny jej z Janem, bratem Eryka króla Szwe- 
cyi odbyły się w Wilnie 1562 r. Osiadła najprzód Kata- 
rzyna w Abo, gdzie Jan jako książę finlandzki miał zwykłą 
swoje rezydencyą. Wkrótce jednak smutny był ich los, gdy 
podejrzliwy król Eryk, mając Jana w posądzeniu, jakoby 
chciał mu koronę wydrzeć, kazał go na śmierć, jako zdraj- 
cę osądzić. Gdy przed wykonawcami wyroku, książę Jan na 
zamku Abo bronić się postanowił, wytrzymała Katarzyna 
wraz z mężem ciężkie oblężenie, poczem poddać się musieli, 
W'arując sobie tylko zachowanie życia- Przewiezieni pod 
strażą do Sztokholmu, osadzeni zostali w więzieniu waro- 
wnem, w zamku Gripsholm. Ofiarowano I^atarzynie wolność 
i stosowne do stanu jej utrzymanie, byle odstąpiła męża. 
Przysłanemu jej z tem oświadczeniem ministrowi, zamiast 
odpowiedzi, pokazała pierścień ślubny z napisem: nemo nisi 
mors (śmierć tylko rozłączy) i przetrwała przy mężu. Po- 
trzebował zaiste Jan tak czułej i troskliwej towarzyszki dla 
osłodzenia okropnej jego doli. Gdy Eryk złożył koronę, 
a Jan po nim na tron wstąpił, Katarzyna jako królowa, ty- 
le okazała dobroci i ludzkości, ile była przykładną i stałą 
w nieszczęściu; umiała łagodzić umysł męża, więźniów u nie- 
go wypraszała, nie mogła obojętnie patrzeć na niedole ludzi. 



395 

chociaż odmiennego wyznania; uwolnionym własną, ręką, da- 
wała wsparcie, mówiąc: ujdźcie i opowiadajcie przujaciolom 
waszym^ jak się z wami obeszła tn. którą nieprzyjaciólką zo- 
wiecie.'-'- Przejął od niej mowę matczyną, choć w obcym kra- 
ju, młody ów książę, którego los powołać miał na osiero- 
cony tron Jagiełłów. Umarła królowa Katarzyna 16 Wrze- 
śnia 1583 r., strapiony król Jan wystawił jćj pomnik w ko- 
ściele katedralnym w Upsali. Herby na nim szwedzkie 
i polskie, a napis łaciński, w którym jest między innemi 
ten ustęp: 

Niechaj te niebie zyska pokój błogosławiona Katarzyna, 
która była jedyną poddanych swoich pociechą. 

Ksiądz Warszewicki, Jezuita, był jej spowiednikiem 
i mieszkał w Sztokholmie. 

Kazimierz ^T i c i k i. 

Powiadają o nim: że zastał Polskę drewnianą, a zosta- 
wił murowaną. Oto spis zamków, które bądź na nowo wy- 
stawił, bądź do lepszego stanu przywiódł: 

Od granicy Krzyżaków pruskich zamki: Bydgoszcz, Na- 
kło, Wieleń. 

Od granicy Szlązka zamki: Ostrzeszów, Bolesławice, 
Wieluń, Krzepice, Będzyn. 

Od granicy węgierskiej wzdłuż gór Karpackich zamki: 
Landskorona, Tustan, Czorsztyn, Osiek, Krosno, Sanok. 

Od granicy Eusi litewskiśj zamki: Halicz, Trembowla. 

We^^nątrz Eusi zamki: Lwów i Przemyśl. 

Wewnątrz Małej-Polski zamki: Lublin, Solec, Zawi- 
chost, Korczyn, Niepolomiec, Lelów, Przedbórz, Opoczno, 
Szydłowiec. 

Wewnątrz Wielkiej-Polski zamki: Poznań, Kruszwica, 
Płock, Wyszogród, Eawa, Piotrków, Sieradz, Kalisz, Pyzdry, 
Konin, Koło, Łęczyca. 



396 

We względzie zaś miast, obwiedzionych przez niego 
murem warownym, których liczba równie jest znaczna, wa- 
źuiejszemi były: Lwów, Lublin, Sandomierz, Radom, Piotr- 
ków, Kalisz, Łgczyca, Olkusz, Wieliczka. 

Kazimierz Jagielloiiczyk. 

U postronnych i dalekich mocarstw wielką miał powa- 
gę. W. Mistrz Krzyżacki Ludwik de Erlicbhausen kochał 
go jak przyjaciela, więcej jeszcze Karol Knutson król szwe- 
dzki, któremu przez czas niejaki dał w Gdańsku schronie- 
nie. Sułtani Mahomet i Bajazet, Szach perski Hasau Ka- 
san, Wenecyanie, przysłali mu posłów. Staranie jego o do- 
bre wychowanie dzieci, których nauczycielem był Jan Dłu- 
gosz, Kallimach Włoch, Jan Weis i inni akademicy krako- 
wscy, niepobłażanie tym dzieciom w zbytkach, pokazują 
w Kazimierzu najlepszego ojca. On i do rozkrzewienia nauk 
a zwłaszcza łaciny bardzo się przyczynił. Uczuwszy sam jak 
źle jest tego języka nie umieć, bo z Karolem szwedzkim dla 
nieumiejętności zawsze tlómacza używać musiał, przykazał, 
żeby młodzież polska starannie się łaciny uczyła, i bez tej 
umiejętności do urzędów nie była przypuszczana. I odtąd 
to weszło w zwyczaj, że każdy szlachcic polski umiał po ła- 
cinie. Zj:izd ten Kazimierza z Karolem odbył się r. 1454 
pod Gdańskiem w klasztorze Oliwskim. Pośrednikiem mię- 
dzy królami był mnich; król szwedzki piechotą wyszedł 
z całą rodziną swoją naprzeciw Kazimierza i dopiero przy- 
witawszy się z nim wsiadł na konia, którego mu król pol- 
ski przeznaczył. Pisarze szwedzcy wspominają z wdzięczno- 
ścią o uprzejmem ich króla wtedy przyjęciu. 

Kazimierz nie kwapił się w przyjęciu korony, Litwy 
opuszczać mu się nie chciało. Zawsze Litwinów więcej ko- 
chał. Polowania wielki lui)ownik, lasy polskie nie zdawały 
mu się dosyć gęste i rozległe. 



397 



Kądziel. 

Przy otwarciu trumny Joanny z Burbonów, żony Ka- 
rola y, znaleziono prócz klejnotów, kądziel i wrzeciono 
z drzewa złoconego. Podoba mi sie ten zwyczaj: mężczy- 
znom miecz, kobiecie kądziel niecli towarzyszy w życiu i przy 
śmierci. 

Kącka Dorota. 

Ksieni Zwierzyniecka, szafarka znacznych dochodów, 
w pierwszej połowie XVII-go wieku żyjąca, wiele łożyła na 
dzieła i zachęcała krajową, ówczesną literaturę. 

Klim a [i a r y z k i e. 

Od stu trzydziestu pięciu lat tylko trzy miesiące takie 
były, w których ani kropla deszczu nie upadła. 

Kobiety. 

"Wielkim jest wpływ kobiet na religią: „Zdaje się jak- 
by nic w kościele wielkiego zrobić się nie mogło bez udzia- 
łu kobiet; najprzód ileż ich męczeństwo poniosło, ileż na 
pustyni żyło! Skoro Konstanty zatknął Labarum na Kapi- 
tolu, wnet Św. Helena krzyż znalazła i mury Jerozolimy 
podniosła. Klowis pod Tolbiakiem wzywał Boga lOotyldy, 
w tym samym czasie łzy Moniki uprosiły kościołowi Augu- 
styna. Św. Hieronim przypisał Wulgatę dwóm rzymiankom 
zacnym, Paoli i Eustachii. Św. Bazyli i Benedykt pierwsi 
prawodawcy życia zakonnego na Wschodzie, doznawali po- 
mocy od sióstr swoich Makryny i Scholastyki. Później hra- 
bina Matylda wspiera czystemi rękami chwiejącą się stolicę 



398 

Grzegorza YII; mąjdrość Bianki przodkuje panowaniu Lu- 
dwika, Johanna d'Arc zba^Yia Francyą, Izabella z Kastylii 
przewodzi odkryciu nowego świata. Nakoniec w bliższym już 
wieku widzimy Św. Teresse wśród grona doktorów, bisku- 
pów^ założycieli zakonów, przez które się robiła refurma po- 
wierzchowna towarzystwa katolickiego. Św. Franciszek Sa- 
lezy hoduje duszę Johanny Chantal jako kwiat wybrany; 
Św. Wincenty powierza Ludwice Marillac najpiękniejszy po- 
mysł, utworzenie Sióstr miłosierdzia." {Ozanam^ Dante Phil. 
Cath. du 13 s.). 

„Kobiety — mówi ks. Ratisbonne w przedmowie do ży- 
cia Św. Bernarda — według wszelkich skazówek ewangelii, na- 
leżą wyłączniej do życia wewnętrznego kościoła. Apostoł 
mówi, że ich staraniem ubierać człowieka niewidomego, 
ukrytego w sercu, czystością nieskażoną ducha pełnego po- 
koju i słodyczy. Są wyraźnie wyklute z wszelkich urzędów 
jawnych, z wszelkiój misyi publicznej, a przecież sprawują 
rodzaj domowego kapłaństwa wśród Chrześcian i przecho- 
wują jakby w zakładzie nasiona pobożności; a Duch Święty 
zstąpił na nie w osobie Maryi i roztoczył promienie ognia 
apostolskiego tak dobrze jak na innych uczniów. Kobieta 
złożyła na ołtarzu Golgotha prawdziwą ofiarę Abrahama; 
kobieta pierw^sza oznajmiła chwalebną wiadomość Zmartwych- 
wstania Zbawiciela; kobieta znajduje się prawie zawsze 
u początku wszech wielkicli rzeczy i możnaby wskazać we 
wszelkich pamiętnych epokach historyi, jedne z owych dusz 
wybranych, która mimo oddalenia swego od światowej sce- 
ny, kieruje, wyrokuje, wstrzymuje lub popycha największe 
wypadki; kobieta zdjęła kościołowi pieluchy dzieciństwa. 
Wiara Św^ Heleny wstępuje z Konstantynem na tron i z wy- 
sokości tronu panuje nad cesarstwem; papież Św. Leon jako 
wał niewzruszony sprzeciwia się lidze ludów i wstrzymuje 
ich u bram Paryża; pobożna Berta nawraca męża Jana, świę- 
ta niemuiśj znakomita córka króla ]\Iercyi, przejęta boską. 



399 

gorliwością udziela jśj matce swojśj Św. Erinenildzie. Obie 
jednem światłem objęte chronią się do klasztoru, i zakłada- 
ją owe liczne domy modlitwy, które użyźniają kościół an- 
glikański i wzbudzają w nich świętość pierwszych wieków. 
Św. Liola, Św. Walturya celują podobnież"... 



kochanowski Ja u. 

Na domu w Czariiolesie miał być napis: 

„Jasieniec 
Jak wieniec, 
W Baryczy 
Ryb nie zliczy, 
Sycyua 

Da nam wina, 
A Czarnylas 
"Wyżywi nas." 

W samćj rzeczy Jasieniec słynął z roskosznego poło- 
żenia. W Baryczy było pięć stawów, Sycyna obfitowała 
w pszenicę, a Czarnylas w żyto; z tego powodu Jana I^^o- 
chanowskiego, wydawca Tygodnika Krakowskiego 1834 r. 
rachuje do najmajętuiejszych wieku swego poetów. Ten na- 
pis nie mógł być na domu, bo byłby próżną przechwałką, 
i wiemy wreszcie, że był wcale inny i stosowniejszy; nie 
mógł także położyć go Kochanowski Jan, ale chyba ojciec 
jego, bo te wszystkie wioski między synów podzielone zo- 
stały. 

O pismach liochanowskiego, Paprocki tak pisze: 

„Jan Kochanowski w Czarnolesie 

Wsi ojczystej mieszkając, takim wierszem śpiewa, 

Jakiego i Helikon podobno nie miewa; 

A snaćby mieli mówić po polsku bogowie, 

Jużciby z Kochanowskim przestali na mowie." 



400 



Kul limb Krzysztof. 

Urodził sie w Genui między 1436 a 1446 r. Ojciec 
jego Dominik miał sklep i fabrykę sukna; w dziecinnych la- 
tach używany był do gremplowania wełny, w czernastym ro- 
ku wieku rozpoczął jednak morskie podróże. Kolumb był 
dobrze zbudowany, więcej niż średniego wzrostu, ani za oty- 
ły, ani za chudy; twarzy ściągłej, wydatnych kości policzko- 
wych, z orlim nosem, oczu jasnobłękitnych, żywego rumień- 
ca; włosy jasnoblond w trzydziestym roku zbielały. O nim 
napisano: 

„Unus erat mundus, duo sini I ait isłe; fuere.^'' 
„Jeden był świat, dwa niech będą! i stało się." 



Kolory. 

Kolor szkarłatny wszędzie ceniony, i u nas był zaszczy- 
tnym i wyłącznym stanu rycerskiego; wszakże gdy szlachcic 
niecnym splamił się czynem, używać go nie mógł, ani po- 
tomkowie. Do czasów Kazimierza W. nie wolno było Za- 
rembom i Nałęczom sukien szkarlatowych nosić, za to, że 
należeli do zabójstwa Przemysława. 



K o 1 1 u u. 

Dopiero r. 1599 pierwszy- raz w Polsce się pokazał, 
wielu lekarzy przypisują tę chorobę zaniedbaniu łaźni, ką- 
pieli parowych; od wieku KYII mniej ich zaczęto używać, 
co i złe humory i nieochędóstwo między lud wprowadziło. 



401 



Kopernik. 



Wyjątek z artykułu o Galileuszu przez P. Libri. „Des 
sa premierę jeunesse Galilee avait adopte le systeme de 
Pliilolaus et de Koperuik, et en ]597 ii ecrivit a cet egard 
une lettre a Kepler, qui lui repoudit en Tencourageant 
a publier ses meditations en Allemague; mais Galilee refu- 
sa de suivre ce conseil, daus la craiute disait-ii d'etre com- 
me Kopernik couvert de ridicule. II y a dans cette repon- 
se de ciuoi faire reflecliir sur la popularite daus les scien- 
ces; car alors le YĆritable systeme du moude etait telle- 
ment impopulaire, quen Allemagne on avait introduit Tim- 
mortel astrouome polouais dans des farces, ou on lui fai- 
sait jouer le role de bouffon" 



Koronki. 

N'a point d'Alencon potrzeba nici, których funt od 
trzech do czterech tysięcy franków kosztuje; ale tóż najdłuż- 
sze życie niewieście zaledwie wystarczy do uprzedzenia czte- 
rech takich funtów. W koronkach wszystkich, a zwłaszcza 
"brukselskich, materyał mimo tej drogości nie wiele kosztuje, 
bo go mało wychodzi; tak w sukni sześciotysięcznśj, jest le- 
dwie za 60 fr. nici. Czy to nie najlepszy dowód, że naj- 
większem bogactwem jest praca? 



K o r r c k t a. 

Cytują, jedno dzieło wydane bez omyłek, to jest dzieło 
Roberta Etienne z r. 1549 yoicy Testamenty znane pod na- 
zwą Mirificum^ gdyż od tych słów sig zaczyna. Jedna szczegól- 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 26 



402 

nie w niem tylko omyłka: pulres zamiast plures. Ten Ro- 
bert Etienne wystawiał w sklepie swoim koirekty, które już 
ostatecznie odczytał, i studentom dawał po susie za każdą 
znalezioną omyłkę. Franciszek I odwiedzać go lubił, i kie- 
dy przyszedłszy zastawał go nad pracą, nie pozwalał mu 
odryw^ać się od niśj, dopókąd nie skończył, stał za jego stoł- 
kiem uwielbiając cierpliwość i akuratność. 

Krzczonowski. 

Krzczonowski Walenty pierwszy był ksiądz łaciński, 
który na pojęcie żony się poważył, jeszcze za Zygmunta I. 

li s i ą ż k i w P o 1 s r e. 

Zdaje się pierwsze z cbrześciaństwem przyszły; Bene- 
dyktyni, Ivameduli, Cystersi, tycb samycb używali w Polsce 
co we Francyi i we Włoszech: mieli zapewne i oni przepi- 
sy waczy, ale w owych wiekach, kiedy trudno było zdobyć 
się na materyał do pisania, pewno długo niewiele pisali. 
Przecież na dworze Chrobrego już miano i odczyt5''\vano ka- 
nony. Wnet tćż zaczął się upow^szechniać obok pargaminu 
papier z bawełny. Podejmowane Krzyżowe wojny okazały 
ogromne zbiory naukowe mahometańskie, i pobudziły do ich 
naśladowania, przecież wiedzieć nie można jak dalece książki 
znane były w Polsce. Dopiero od połowy XIV wieku wiel- 
ka w tej mierze w Lechii nastała zmiana, od Łokietka się 
to zaczęło. Wiek XV jak w Polsce, tak wszędzie był wie-, 
kiem szczególniejszego zapału do formowania bibliotek, i li-j 
czba przepisywaczy była nie2;mierna; celuje przecież między i 
niemi Stanisław^ z Wojcicz, którego rękopismów jest jeszcze 
bardzo dużo, a który nietylko przepisywał ale i komento- 
wał. Wynalazek druku ostudził przepisywaczy. Drukowa- 
ne księgi w połowie XV wieku już do Polski przychodziły; 



403 

z tych pierwszych druków widzieć dotąd można biblie łaciń- 
skie, Arteuany, Lombardy, Tomasza z Akwinu i t. d. Prze- 
cież nieraz w klasztorach zwłaszcza, zaprzestano przepisy- 
wania; przy drogości pierwszych ksiąg nieraz się zdawało, 
-że łatwiśj przepisać jak kupić. 

Książki rzadkie w Polsce. 

Do ich liczby należą Awantury Mascholta z królem 
Salomonem^ jak się zdaje u Wietora drukowane, a których 
dotąd cztery karty są znane, znalezione na okładkach in- 
nych książek. Lelewel w swoich Księgach bibliograficznych, 
II, 188, wypisał wyjątek z tych czterech kart arcy zabawny. 
Psałterz Wróbla 1539 rzadki, ale rzadszy i dawniejszy 
Krowiclńego, który jednak nie tłómaczył wiernie, tylko sto- 
sował psalmy do N. Panny, jak np. „Błogosławiony mąż 
który miłuje imię Twe Dziewico Marya, łaska Twoja duszę 
jego potwierdzi. Miłosierdzie Twoje wszędzie powiadają, 
Panno Maryo." Psałterza Wróbla ksiądz Osiński pięć wy- 
dań widział: 1540, 1543, 1547, 1567. Nauka DobromUska 
przez ojca Herburta zapisana, a przez młodego syna jego 
wydana, także jest rzadka. 

Kulig. 

Znana była pod imieniem kuligów powszechna bardzo 
u dawnej .polskiej szlachty zabawa, dziś jeszcze w niektó- 
rych stronach choć nie z taką już wystawą ^.i^aowiona. 
Wynikła ona z pozostałych śladów niegdyś koczującega-o n 
rodu, bardziej jednak z wrodzonego pociągu do gościnności 
i licznych zgromadzeń; wielka część życia w przejażdżkach 
i biesiadach się odbywała. Przy nadejściu pory zimowej, 
kiedy ukończone już były prace gospodarskie, a ustalona 
sanna droga ułatwiała przejażdżki, wybierało się kilku. 



404 

z wiejskiej szlachty, z żonami i dziećmi, w odwiedziny do 
sąsiadów. Gdziekolwiek zajeżdżali, nietylko mile byli przy- 
jęci, ale po uajżyczliwszśm częstowaniu, gospodarze połą- 
czeni z gośćmi, i pomnażając ich liczną komitywę, dalsze 
objeżdżali sąsiedztwa. Takod dworu do dworu jadąc, orszak co- 
raz liczniejszy się stawał; ale im więcej do kogo zajeżdżało 
gości, tćm więcej był gospodarz uradowany. Stało zawsze 
obroku choćby dla setnych koni; stały żywność i napój dla 
tyleż ludzi, a choćby się wreszcie zapożyczył przyjmujący, 
i tego mu nie żal było, o to tylko dbały, aby kulig u niego 
huczno i wesoło się odbył. Nie było tam wzmianki o wy- 
godny nocleg, bo przy prostych choć szumnych obyczajach 
niejakieś obozowanie za zwykły tryb życia uważano. Jedna 
obszerna izba dla mężczyzn, druga dla kobiet, wystarczające 
się być zdawały. Dnie schodziły na szlichtadach, wieczory 
na biesiadach i tańcach. Popisywali się jednak końmi 
i zaprzęgami, drudzy zręcznem ich powożeniem; inni tylko 
za stołowemi ucztami gonili: tamtych nęciła skłonność do 
towarzyszącej im płci pięknej, która chętnie się do tych 
zabaw przyczyniała, i więcej im nadawała przystojuości. Tak 
upływała część zimy, a zwłaszcza czas zapustny; wtedy 
ustawały huczne zabawy, wracał każden już ciszej do domu 
i nie jeden równie oddany pobożności, ile skory do zabawy 
i uciechy, zamykał się na tak nazwaną rekoUekcyę czyli 
rozpamiętyw^anie samego siebie. Takie były naddziadów 
naszych obyczaje; a gdy były skutkiem naszych wyobrażeń 
i innego trybu życia, nie dziw, że dzisiaj w cząstce tylko 
utrzymil^^i?ię mogły. 

KnuicMarya. 

Córka lekarza; urodzona w Świdnicy, zmarła 1664, z męża 
Love, była biegłą astrouomką, i wygotowała ważne dzieło 
pod tytułem Urania propitia. Do wydania jćj pism przy- 



405 

czyniły się dwie Polki, które dały jej u siebie spokojny 
przytułek, gdy dla pożogi i wojny trzydziestoletniej uciekać 
musiała. Polkami temi były: Zofia Łubieńska i Urszula 
E^obierzycka ksieni w klasztorze w Ołoboczu. 

L. 

L a b o u r e Ii r. 

Szlachcic francuzki należał do owego licznego orszaku, 
który r. 1646 towarzyszył królowej Ludwice Maryi z Gon- 
zagów z Paryża do Warszawy; i jemu winniśmy opis t^j 
podróży i pobytu -posłowej francuzkiej, pani Guebriand 
w Polsce. Opisując tańce na balu u Ivazanowskiego tak się 
wyraża; 

„Nie znam tańca któryby tyle łączył i uprzejmości 
i powagi. Tańcowali w okrąg, zwykle dwie kobiety były 
razem: potem dwóch mężczyzn i tak ciągiem. Pierwsza 
część odbywała się w pokłonach, druga w pląsach, do mu- 
zyki zastosowanych. Niekiedy dwie damy będące na czele 
z nienacka do środka spiesznie się wracały, chcąc uniknąć 
tancerzów idących za niemi. (Może to był gatunek mazura 
lub krakowiaka)." 

Leges siimptiiariae. 

Leges sumpluariae albo uniwersał poborowy na zbytki, 
utraty i niepotrzebne ustawy, 1609. Po Jagiełłach i Ba- 
torym zbytki wkradły się do Polski; miecz obosieczny sa- 
tyry karcił je jak mógł. Obok Zbylitowskich, Opalińskich, 
godzien stanąć i autor bezimienny tej rzadkiśj książeczki. 
Niektóre z niego pobory tu wypisuję: 

^.Szlachta, nie mają się też upijać tylko majętniejsi... 
i to któryby się upił zbytnie da Zł. 2, a jak żonę stłu- 
cze, Zł. 6. 



406 



„Od każdego siohi dwiema obrusami nakrytego, na 
którym serwety po włosku złożone, gr. 10. 

„Ofi? zapaloneij kaszy z malmazyą^ złoty, bo tatar- 
czana dobra, czego i dzieci poświadczą. 

,,0d panna zanu gr. 12, bo większa gomółka za grosz 
jak parmazan za 12. 

„iVa białogłowy. Choć sio nie uczą w szkole, przecież 
wywiodą w pole. 

,fid płaszczyka; u którego przodki sobolowe a pod 
\vsz)'stkiem nie ma nic, Zł. 6, gdyż lepiej barana pod cały 
kupić dla ciepła, niż wyłogami tylko świat grzać a grzbiet 
ziębić. 

^,0d trefienia się by sowa Zł. 1. 

,,0d dyndela w uchu, od pierścienia co nim skazuje 
albo na pannę kiwa Zł. 1. 

^^Od przyprawionycłi icłosów łrupicli gr. 20. 

„Która długo sypia Zł. 1, która mężowi nie wierzy 
Zł. 10, bo sama nic dobrego; która mężem rządzi Zł. 20, 
bo biada temu domowi, gdzie dobodzie krowa wołowi; która 
nogę wystawia, pół talara. 

„Która gębę sznuruje, po 12 gr. 

„Od córki co nie umie ni prząść ni szyć a strojów 
się jęła, matka ma płacić na miesiąc po 12 Zł. a Panu 
Bogu surowy rachunek." 

Lekarska sztuka. 

Miana niegdyś była za dobrodziejstwo, i kiedy lekarzy 
mnićj było, każdy starał się znać na nićj cokolwiek, żeby 
módz przyjść w pomoc cierpiącemu bliźniemu, na wzór Sa- 
marytanina z ewangielii, co umiał opatrzyć rany podróżnego. 
,, Nawet znakomici niegdyś dostojeństwem mężowie — pisze 
Grabowski — nie mieli sobie za ujmę powagi, podręcznemi 
lekarstwami przynosić ulgę cierpiącym." Sarnicki w księ- 
gach hetmańskich pisze: „Byli niektórzy zacni, którzy 



_407 ^ 

w lekarskich naukach byii uczeni: i gdy który z żołnierzy 
chorował, wnet z swej szkatuły snąć gotowsze lekarstwa 
niż drugi doktor dobywszy, onym użyczali; jako był niebo- 
szczyk p. Jędrzej z Górki kasztelan Poznański (1551), ten 
w Starodubu będąc hetmanem, acz miał lekarze, doktory, 
snąć lepiej jak inny, bo ten dom zawdy z wielkim dostat- 
kiem i z vvielkim rządem dwór swój wiódł: wszakoż jednak 
szkatuła u niego bywała lekarstwa i rzeczy osobliwych, nie 
w znacznej aptece. I pamiętają dotychmiast e^perientie 
i lekarstwa, które więc przy stole z roskoszą eonoioorum 
i powieściami, jako był wymówca i krasomówca wielki, 
rozpowiadał." (1, 44). 

Lekarstwo doświadczone. 

Xa wszelkie cierpienia wątroby jeść codzień rano, na_ 
czczo, żółtko ubite od jajka zupełnie świeżego; nauczyła mnie 
tego pani H...; doświadczyła tego na sobie: cierpiała prawie 
corocznie zapalenie ;wątroby i ból niemal ciągły; dotknąć 
się boku prawego nie mogła: od kilku lat co tego lekar- 
stwa używa, zdrowa jest zupełnie. Jada owe żółtka tylko 
przez Kwiecień, Maj, Czerwiec i Lipiec, jako przez miesiące, 
kiedy kury najwięcej się niesą. 

Leszcz)^ li ski Stanisław. 

Do zasług króla tego i to należy, iż on wiele dał po- 
znać Polaków Francyi; za jego staraniem Solignac sekre- 
tarz jego, napisał pierwszą dokładną historyą polską i wy- 
dał w Paryżu 1750 r. Sam także pisał, i dzieła .jego wyszły 
pod tytułem: 7) Oeucrea du philosophe bienfaisant. 2) Oeu- 
r/es- choisies de Stanislas Leszczyiiski precedens d'une no- 
iice sur sa cie, par M. de Si. Oueti 1825. 3) Hisfoire po- 
pulaire de la cie St. Leszczyński. 4) Przedmowa do modlitw 
S. Auguslyna. 



408 



Młodym bgdąc, gdy wrócił z podróży, cała rodzina 
Leszczyuskicli zebrała się w Lesznie na powitanie go. Sła- 
wny Jabłoński rektor ówczesny, ułożył na tę okoliczność 
mowę akademicką, po której nastąpiły balety wykonane 
przez trzynastu tancerzy w rycerskim stroju; każdy z nich 
trzymał w ręku tarczę, a na niej wyryta jedna z trzynastu 
liter składających wyrazy Doimcs Lescinia. Przetańczywszy 
oddział każdy, tancerze tak się stawiali, że tarcze ich po- 
łączone, anagrama rozmaite składały. Pierwsze grono przed- 
stawiało porządek naturalny tych słów: 

1) Domiis Lescinia. Domie Leszczyńskich. 

2) Ades incohcmis. Przybądź zdrowy. 

3) Omnis es lucidą. Cały bądź świetny. 

4) Mane sidus coeli. Trwaj gwiazdą nieba. 

5) Sis colunma Dei. Bądź filarem Boga. 

6) /, scande soHum. Idź, wstąp na tron. 
Dowcipny wynalazek a co pracy kosztować musiał. 

Leszczyńska M a r y a. 

Ze staranności Maryi królowej utworzył się przy ko- 
legium Jezuickiśm w Poznaniu gabinet narzędzi fizycznych ; 
trudnili się tern założeniem ich spowiednicy księża Biegań- 
ski i Trąbczyński, i Jezuici; przyszło z Francyi za kilka* 
dziesiąt tysięcy franków rozmaitych narzędzi i aparatów. 

Ł e s z c z y u s k i e j córki. 

Miała rch sześć, jedna tj^lko poszła za mąż za ks. Par- 
my, dwie Napoleona czasów dożyły, Wiktorya i Adelajda, 
a przed wojskami jego z Rzymu uchodząc umarły w Tryeś- 
cie: Wiktorya 8 Czerwca 1799 r. mając lat sześćdziesiąt 
sześć, Adelajda 18 Lutego 1800 mając ośmdziesiąt sześć. 
Nabożne, dobroczynne, nic jednak osobliwego nie zrobiły. 



409 



^y czasie rewohicyi opuściły z wielkim dworem i z wielą 
pieniędzmi Francją, bratanka z dziećmi i żoną ażeby ujść 
niebezpieczeństwa i żyć świetnie i swobodnie w Rzymie, 
gdzie je papież Pius YI dziwnie dobrze przyjmował i cór- 
kami kościoła nazwał. Są ich pamiętniki w trzech tomach 
"Wydane w r. 1802 przez pana T., ogromnie nudne. Dwie 
z nich Wiktorya i Adelajda, w czasie rewolucyi schroniły 
>ię do Neapolu i tam mieszkały w pałacu Caserta, domie 
^viejskim króla. Dwór był dosyć liczny i etykieta jak 
w Wersalu, pilnowała jćj najwięcej księżna de Narboune: 
pani Adelajda raz tylko regułę przełamała. Dla zabawy 
dworzanie tańcowali niekiedy, ale orkiestra składała się 
tylko z jednego skrzypka, który razu jednego tak okropnie 
rzempolił, że księżniczka mimo godności i wieku wyrwała 
mu skrzypce z ręku i zaczęła grać sama z zręcznością 
i wprawą doskonałego muzykanta; ale księżna de Narbonne 
nie dozwoliła jej tego długo: księżniczka upokorzona jak 
mała dziewczynka, wróciła uic nie mówiąc na krzesło swoje. 
Działo się to koło 1798 r. 

Łhermiiiier. ' 

Lekarz chirurg z czasów cesarstwa, umarł w Czerwcu 
1836, piękne słowa czytam w jego mowie pochwalnćj przez 
bratanka, głównego professora wyrzeczone: „II savait tout 
comprendre dans les regions les plus hautes, comme ii sayait 
tout seutir dans les affections les plus delicates." 

Ł e k s .V c k i. 

Franciszek, bernardyn, malarz. Na Kalwaryi Zebrzy- 
dowskiej w kaplicy męki Pańskiej są trzy jego obrazy, od 
znawców poczytane za wyborne. Wędrowny anglik dawał 
zakonnikom po 200 fuu. szterl. za każdy. Jeden przybicie 



410 ^ 

Paua Jezusa na krzyż, drugi podniesienie z krzyżem, trzeci sko- 
nanie Zbawiciela, wystawia. Te obrazy r. 1620 Zebrzydo- 
wski malować kazał, i dziwna rzecz, żeby po tak wielkim 
malarzu nic wiecśj nie pozostało. 

Lipiński Karol. 

Urodził się w Radzyniu, ziemi łukowskiej, wojewódz- 
twie niegdyś lubelskiem r. 1799. Ojciec jego nauczycielem 
był muzyki; najprzód grał na yiolonczelli, pot^m na skrzy- 
pcach zaczął sie uczyć. W r. 1810 dostał się do orkiestry 
lwowskiej i wnet naczelnym jej przewodnikiem został Dziś 
zdumieniem Europę napełnia. Lipiński jest miernego wzro- 
stu, szczupły, brunet, niepozorny, ale w oczach ma coś ge- 
nialnego. W Paryżu nie powiodło mu się wcale, nie dla te- 
go żeby nie umiano ocenić jego talentu, ale że tu dobrze 
fałdów^ trzeba przysiedzieć i bakę świecić weteranom i pa- 
tryarchom muzyki, żeby się co udało. 

Ł u ii p a r y z k i. 

Lubo Paryż, ton gustu i wzory ubiorów na całą zie- 
mię daje, lud nie jest starannie i wzorowo ubrany; wszystko 
w tej mierze poświęcone Niedzieli, a reszta tygodnia. Boże 
zmiłuj się. Niemki nierównie od Francuzek porządniejsze 
i strojniejsze. I^obiet ubiór tygodniowy zupełnie zaniedba- 
ny, głowa chustką kolorową zawiązana, jak u nas kiedy boli; 
włosy w papilotach potargane, suknia z tyłu jako tako ścią- 
gnięta, chustka krzywo włożona, fartuch brudny — to ubiór 
powszechny: w Niedzielę tylko inaczej. Namawiają też bar- 
dzo żeby przyjęły Paryżanki kostium przyzwoitszy, włosy za- 
łożone matt, czapeczki aksamitne, suknie gładkie i opięte, 
fartuchy czyste, ale czy się to uda, niewiadomo. Wyszedłszy 
w Niedzielę na miasto myśleć można, że jeden stan wszyst- 1 



411 

liicli, zwłaszcza kobiet; wszystkie prawie ubierają się jedna- 
kowo a dobrze i kształtnie, i dlatego pospolite wyglądają 
a cóś z Waszecia. Nieraz widząc grono kobiet dobrze 
ubranych, nieźle ułożonych, ani mi przyszło na myśl, żeby 
z bardzo nizkieh klas były; przyczepili się do nich znajomi 
mężczyźni i dopiśro poznałam co były. Kobiety w ugrze- 
cznieniu, w ułożeniu, daleko wyżój stoją od mężczyzn, a mo- 
że być, że tylko w sztuce ubrania, boć ja nie słyszałam, 
które z nich lepićj mówiło. 

Lud paryzki długo miał sławę ludu najłagodniejszego 
na ziemi; w rewolucyach jednak umieją zapaleńcy przemie- 
nić jego charakter i lud ten wtedy chciwym krwi się robi. 
Do zadziwienia jest grzeczność, spokojność i uczciwość jego; 
na ulicy każdy ci się umknie, każdy do ciebie grzecznie 
przemówi; w takiej ludności nigdy kłótni nie usłyszysz, naj- 
więcej jeżeli woźnica który zawadziwszy o drugiego, głos 
wzniesie i grubiaństwo powić; a towary tak drogie jak ta- 
nie, rzeczy do jedzenia jak do patrzenia tak są układane, 
rozstawiane, zostawiane na ulicach, że możnaby jak najła- 
twiej je rozkraść, tym czasem rzadko o podobnej kradzieży 
słychać: kradną po domach, dobierają kluczów do szkatułek, 
ale inaczej nie. Tego ludu bodźcem i przewodnikiem jest 
honor: to jego religia. Lud im lepszy, im prostszy, tem ła- 
twiej potwarz jak wodę wypija. Może nie ma na całej zie- 
mi więcej ugrzecznionego; sądzę, że to winni wiele języko- 
wi swemu, który jest tak towarzyski i grzeczny a bez prze- 
sady, i temu przypuszczeniu każdego do wszystkiego. Teatra 
tak tanie dla ludu, przechadzki w najpiękniejszych ogrodach 
wszystkim dozwolone, otwarte muzea, galerye, sposobność 
jeżdżenia karetami, siadania obok dam pięknie ubranych, 
majętnych: wszystko to lud ten ociera, gładzi. Wiemy z da- 
wna, że człowiek jest jak żelazo: zaniedbane nieocierające 
się o drugie rdzewieje; przeciwnie dotykaniem częstszem 
i tarciem nabiera blasku i gładkości. Lud paryzki może 



412 

być dumny, prosty wyrobnik jeździ karetą, bywa na teatrach, 
widzi najpiękniejsze dzieła sztuki, najrzadsza twory natury, 
przechadza się po pokojach królów swoich, po ich ogrodach; 
nie czapkuje nikomu, a każdy mówi mu wy i Mości Panie. 
Nie słyszałam wyrazu Uj^ tylko rodziców do dzieci. 

Ł ihI w i ej s k i f r a n c ii 2 k i. 

W najwyższój ciemności ledwie pięciu na stu czytać 
umie, a piją tak doskonale jak nasi; że jednak oszczędność 
nałóg przemaga, już mają taksy upojenia się: za sześć sous 
pół soukrie^ za dwanaście kompletna; wchodząc do gospody 
już oświadczają ten zamiar, i mnie ten grzech z zimną krwią, 
z namysłem spełniony, strasznie razi. Nasz chłopek naj- 
częściej tylko na kieliszek gorzałki przyjdzie do karczmy, 
spotkanie się z kumą, namowy żyda wciągną go, ale przy- 
najmniej rozmysłu nie było. Sami to Francuzi prostego 
stanu przyznają, że kto nie zna paryzkiego ludu, to prawo 
ma sądzić, że nie ma grubszego ludu jak ich, i co dziwne- 
go, ta oświata nie dochodzi nawet tak daleko jak banlieue 
paryzka. Już w Livry, o cztery lieues od stolicy, kiedy mo- 
ja znajoma napisała list do mamki synka swego, całą wieś 
zwołano żeby ten list przeczytać, i zaledwie znalazł się je- 
den mężczyzna, który go przesylabizował. Trochę oświaty 
jaka jest, winni jedynie siostrom i braciom szkoły chrześciau- 
skićj, ale ucznie ich niedaleko zajadą, bo strasznie leniwe 
i ograniczone ich nauki: wzajemne nauczanie zdaje im się 
grzechem. 

Ł. 

Łaski Jan. 

Kanclerz koronny, arcybiskup gnieźnieński, zebrał z roz- 
kazu Aleksandra króla, ustawy krajowe od r. 1374 i wydal I' f, 



413 



zbiór ten wraz z przy\vilejami w Krakowie 1506 r. Statut 
ten jest nader ważny. Ustawy Kazimierza W. Wiślickie 
zwane, zalecają się przyjemną prostotą; łaciua ich nierównie 
lepsza 0(1 łaciny ówczesnej innych narodów. 

Nieraz ubolewałam nad tern, że nasi ojcowie po łaci- 
nie pisali; ale zastanowiwszy się, była to ich wina, był to 
konieczny wpływ od odradzającego się światła i bez tego 
skupienia; zjednoczenie myśli i wyrażenia wszystkich owych 
czasów uczonych, nauki byłyby wolniej się rozszerzały. Jak 
na początku świata, tak na początku ogólnej oświaty, mu- 
sieli koniecznie ludzie jednym mówić, jednym pisać językiem, 
a tym sposobem światło powszechniejsze się stało. Jakaż 
byłaby praca dla tych co wszystko niemal stwarzali, i z spół- 
czesnych światła tyle korzystali wzajemnie, gdyby jeden 
drugiego języka uczyć się musiał. 

Ł a ź u i e. 

Zaczęły ustawać u nas od Batorego, on ich nie uży- 
wał, ani też szw^d Zygmunt; i dziwna rzecz, dla tego, że 
król nie był do nich przyzwyczajony, naród do nich nawy- 
kły zarzucił tak użyteczny nałóg. Widać jednak jak lubio- 
ne były łaźnie; Skarga pisząc o męczeństwie Św. Floryana 
mówi: „Szedł m.ęczennik z wesołą twarzą jako do łaźni." 

Ł o w y. 

Bogatą była dawniej Polska w wielkie łowy czyli po- 
lowania, na rozmaite gatunki zwierząt. W obszernych na 
kilkanaście mil i więcej rozciągających się lasach, tak w wła- 
ściwej Polsce, jak i Litwie przebywały dziś już daleko rzad- 
sze: Jelenie^ łosie, żuór^, dziki, bobry, niedźwiedzie, rijsie^ 
żbiki i t. d., a oprócz tego już zupełnie znikłe u nas tury, 
(czyli woły dzikie); dalćj, tak nazwane konie dzikie, rossomki. 



414 



sobole i t. d. Te łowy były główną rozrywką szlachty pol- 
skiej i królów, z których kilku dla wygoduiejszego polowa- 
nia, niektóre miejsca szczególnie polubili, i w nich na nie- 
jaki czas osiadali. I tak, polował zwykle Kazimierz Wiel- 
ki w Niepołomieckich lasach, nad górną Wisłą, August Ja- 
giellończyk najchętniej w Rudnikach pod Wilnem, albo 
AV Knyszynie, w blizkości nadnarwiańskich lasów; Władysław 
Waza w nadniemeuskich. W późniejszych czasach polowali 
często monarchowie polscy w kozienickim lesie na lewym 
brzegu Wisły. Ostatni z myśliwych królów^ August III, do 
większych wygód nawykły, wielorakie zwierzęta z dalekich 
nawet stron do okolic Warszawy sprowadzał, i w przygoto- 
wanych w tym celu zwierzyńcach na nie polował. 



M. 

macierzanka. 

Z soku wyciśniętego z tego ziela Bona wróżyła; nie- 
tylko utrzymywała astrologów, ale i sama dochodziła przy- 
szłości. 

Ul a r c i u z 1 k u s z a. 

Roku 1515, jako matematyk biegły przedstawił papie- 
żowi Leonowi X na soborze Lateraneńskim pismo pod ty- 
tułem: Xova Calendarii Romani reformatio, wyświecające 
wszystkie w'ady trwającego naówczas kalendarza Juliańskie- 
go i sposób zaradzenia onemu. Projekt ten chwalony bar- 
dzo, dla różnych okoliczności dopiero w sześćdziesiąt pięć 
lat później wprowadzony został w katolickie krtije; a cho- 
ciaż zupełnie podług naszego Marcina nowy kalendarz uło- 
żony został, przecież nie Marcłnowy ale Gregoryański si§j 



415 



zowie, bo za papieża Grzegorza XIII do Polski wprowadzo- 
ny został za Stefana. 

marciu Polak. 

Innego imienia jakby nie miał, znać nie był szlaclici- 
cem, lubo niektórzy herb Strzemię mu dają i do rodziny 
Strzępskich wpisują. Obcy, raz go szkotem, drugi raz szlą- 
zakiem czynią; spór wiodą o niego i zakony, zdaje się je- 
dnak, że najpewniej był Dominikanem. W Pradze odebrał 
wychowanie, tam z ubogim i maluczkim w klasztorze Św. Kle- 
mensa, łamano się chlebem, tam postrzyżony był na mnicha 
i wyksięźył się. Posłany do Rzymu w interesach klasztoru 
pomyślnie je odbywał, przybył tam za Innocentego IV mię- 
dzy r. 1243 i 1254 i już wciąż mieszkał. Mikołaj III mia- 
nował go arcybiskupem gnieźnieńskim, r. 1278 sam wyświę- 
cił w Witerbie 23 Maja, czy Czerwca. Wyniesienie Marci- 
na równie przeciwiło się chęci książąt Wielkopolskich Bole- 
sława kaliskiego i Przemysława poznańskiego, jak prawom 
kapituły. Już od kilku lat obrany Filip dziekan gnieźnień- 
ski, nie mógł się doczekać poświęcenia z okazyi zawieruch 
krajowych, tudzież częstej śmierci papieżów; wtem Miko- 
łaj III całkiem wylany dla Dominikanów, objąwszy stolicę 
uchylił go, a Marcina wyznaczył. Umarł jadąc na objęcie 
arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, zaskoczony chorobą w Bo- 
nonii; tamże pochowany w kościele sw^ojego zakonu, gdzie 
coraz odświeżanym napisem pamiątkę jego przechowywali. 
Bzowski czytał ten napis w tych słowach: ,.///<? jacet F. Mar- 
tinus Polonus^ Ord. Praed. Ar c hi e pis c opus Gniesnensis.^'' Bie- 
gły w piśmie, wymowny kaznodzieja, nie obcy w świeckich 
naukach, zjednał był sobie nasz Marcin znakomitą sławę 
zebraniem w treść prawa papiezkiego, której dał tytuł: Per- 
ta dekretów, oznaczając, że co najważniejszego zawierały dla 
pomożenia pamięci, tudzież prędszego wynalezienia pilnie 



416 

i pracoNYicie w uie ^vyczerpuął. Ale ze wszystkich dzieł 
jMarcinowycli Kronika papieźów i cesarzów rzymskich naj- 
więcej rozgłosiła się po ś^Yiecie, a to sporem o papieżycę 
Jana YIII w niej wzmiankowaną. Przedsięwziął był tę kro- 
nikę Marcin z rozkazu Klemensa IV, który 25 Listopada 
1277 r. obrany był, ale ciągnął dalej za innycłi papieżów, 
niedokonaną zostawił, i z tego powodu jaki taki już po jego 
śmierci nadstawiał, dopisywał, dopełniał ją według swego 
upodobania. 

Ztąd to tyle namnożyło się kopii tej kroniki, roz- 
maitemi szramami pobrudzonych, z omyłkami, które nie- 
wiadomo komu przypisać. Że pisał Marcin dla użytku teo- 
logów i prawników, oświadcza w swojej przedmowie; tamże 
wymienia autorów-, z których czerpał. Kronikę prowadzi 
porządkiem lat od Chrystusa i cesarza Augusta, kładąc na- 
przeciwko siebie po lewej papieżów, po prawej cesarzów\ 
Dla ułatwienia sobie pracy, półarkuszki papieru rozgradzat 
na pięćdziesiąt pól, te znaczył rokiem, tyle odkładał kratek 
na każdego ile lat panował, a w te kratki wciągał zaszłe 
w tym roku zdarzenia. Dopiero od Klemensa lY, ponieważ 
po dwóch papieżów na rok wypadało, musiał tego porządku 
ustąpić. Kratkowane na ten sposób rękopisma, popłacają 
najwięcej u znaw'ców. 

Kronika Marcina, był czas, że u Polaków wziętości nie 
miała, owszem obelgi na nią miotano z powodu papieżycy; 
on jednak jak się zdaje tego nie wymyślił, ale po innych po- 
wtórzył; i papieżyca długo w Pizymie nawet nie gorszyła ni- 
kogo; dopiero gdy w rozterkach luterskich ewangelicy chcieli 
nią następstwo po Piotrze w kościele rzymskim przerywać, 
polemicy katolicy zapalczywie się na Marcina oburzyli. I wie- 
le innych podobnych temu jest w tej Ivronice szczegółów, 
przez to Marcin na zupełną ufność nie zasługuje; wszakże 
nie przeto żeby oszukiwał, lecz że czasami się uwodził. Je- 
dnak dzieło jego ma wielkie zalety, zasługuje ledwo nie na 



podziwienie, że wśród iunych wszystkicli do szczętu ślepych, 
on przj^najmniej przez błonkę przezierał. Iiine dzieło: O czte- 
rech Królestwach: Babilonu, Kartaginy, Macedonii i Rzymu, 
niektórzy mają, za podrzucone pod imię Marcina, to bardzo 
niedoskonałe. Bądź co bądź, nie tejcito nieomylności 
nasz Marcin, iżby tego płodu za jego nie przyznawać, dla 
tćj jednój przyczyny, że kalectwu podpada. Pisał Marcin 
i więcej: w bibliotece Lejdejskiej zachowuje się pod jego 
imieniem rękopism o Ziemi Świętej^ w Watykańskiej ma się 
znajdować rękopism Historija schizmy kościelnej i o Guelfach 
jego pióra. 

Mar}'a Kaziuiira. 

Sobieska, była dopiero panną, d'Arquien, a już wdelką, 
kapryśnicą. Łukaszewicz w opisie Poznania przytacza na- 
stępujący wyjątek z kroniki Benedyktynek: NB. Król Jan 
Kazimierz z żoną byli w Poznaniu. 

„Przyjechała panna d'Arquien przed samym adw^entem 
do naszego klasztoru. Panna to była najzacniejsza z fraucy- 
meru królowej, której WP. ksieni ustąpiła izdebki swojej 
z wielkim niewczasem sw^oim, i aż w chorobę była wpadła, 
zaczem królestwo słało do niśj doktora swego. Było to by- 
cie panny tej poniekąd z niezbudowaniem innych. W nocy 
trzeba było doktora puszczać do niej, senatorów wielu ją 
nawiedzało, i częstem chodzeniem bardzo się uprzykrzali 
i przez kościół chcieli chodzić do niej. Nie było pokoju 
przed niemi. A że łaźni często używała, a wody w klaszto- 
rze nie było, musieli ją ustawicznie mężczyźni z miasta no- 
sić. Miała swoje sługi i ochmistrzynią, stół jćj był z kró- 
lewskiej kuchni." 

Wyborny opis: ta spokojność klasztoru zmieszana, to 
zgorszenie 

Dzielą Hofmanowej. Tom III. 27 



418 



Mar.ya Ifloutagii. 

Córka starsza księcia Kingston, urodzona 1690 r., oka- 
zała z dzieciństwa wiele zdatności; nauczyła się języka gre- 
ckiego, łacińskiego, francuzkiego, włoskiego, niemieckiego 
doskonale. Zaślubiona 1712 r. Edwardo\\i Wortley Monta- 
gu, pojechała z nim w 1716 r. do Stambułu i tam się nau- 
czyła dobrze po turecku. Sułtan Acbmet III dozwolił jej 
przystępu do haremu swego, zaprzyjaźniła się z Sułtauką. 
faworytą, Tatymą. W czasie pobytu w Turcyi, Lady Mon- 
tagu pierwszy raz się dowiedziała o szczepieniu ospy: kaza- 
ła ją zaszczepić w 1717 r. sześcioletniemu synowi; udała się 
próba, wróciwszy do Anglii kazała ją szczepić córce 1721 r. 
i pierwsza wprowadziła w kraj swój szczepienie ospy. Dom 
Lady Montagu stał się wnet schadzką, sławnych tegocze- 
snych uczonych: Pope, Adisson, Steele, Joung... Ale przykro- 
ści jakich jako przyjaciółka Whigów doznała od Torysów 
znagliły ją,, że opuściła kraj i dwadzieścia dwa lat w pań- 
stwie weneckiem mieszkała wTaz z mężem; po jego śmierci 
wróciła do Anglii 1761 r. i w następnym umarła. 



Maryna ]Hni$zchó>viia. 

Jerzego wojewody sandomierskiego córka, od imienia 
ojca Jurajeiciią w Moskwie ją nazywali. Los który ją wy- 
niósł na tron, znalazł w niej duszę hardą, kobiety jakoby 
do panowania stworzonćj, ale nie znalazł w niój ani umiar- 
kowania, ani rozsądku, aby siebie i męża utrzymać była zdol- 
ną na tronie. Pycha ojca, wskazała Marynie męża, a py-| 
cha córki przyjęła go, jak gdyby własnym upodobanego wy-| 
borem. Poślubienie Maryny Dymitrowi uroczyste, odbyti 
Av Krakowie w obecności Zygnumta III, poprowadzenie jejj 



419 

do Mosla\y zbrojną siłą ochotnych Polaków, ukoronowanie 
w stolicy państwa, opisane są dokładnie w dziejach pano- 
wania Zygmunta III. Nieszczęsny koniec gry, zbyt nieroz- 
tropnie prowadzony przez Jezuitów i jej ojca Mniszcha, 
niezręcznie wykonanej przez Dymitra i tronu i życia go 
pozbawił. Lecz mimo srogości rozjuszonego pospólstwa, któ- 
re przywłaszczycielowi życie wydarło, ocaliło je Marynie. 
Osadzona w Jarosławui nad Wołgą w więzieniu wraz 
z ojcem, wypuszczoną została na wolność i odesłana pod strażą 
do Litwy. Zamiast przestać na tern, iż z gry tyle niebez- 
piecznej tak dobrze wyszła, umysł Maryny nieugięty, głu- 
chy na zdrowe rady samego króla, nie chciał się zrzec 
chciwej panowania żądzy; szukała zwłoki w podróży, aż 
przybyli z umowy Zborowski i Stadnicki, którzy Marynę 
i ojca jakoby do swego obozu zawiedli. Zjawia się drugi 
oszust Dymitr, wolna Maiyna uznaje go swoim mężem i ca- 
rem, ani się waha dzielić z nim łoże, byle i tron z nim 
dzielić mogła. Jezuicie których podmuchy dawały obrót rze- 
czy całćj, z których doniesienia Paweł V carycą ją uznał, 
danym przez spowiednika ślubem uprzątnęli zawadę waha- 
jącego się sumienia. Powstaje nowa burza: unika jej ucie- 
czką oszust, Maryna jeszcze upornie chce się na obalonym 
tronie utrzymać, na którym już powtórny Dymitr utrzymać 
się nie mógł. Podburza wojsko, konno do Kaługi z małą 
liczbą stronników swych uchodzi i podane środki, któreby 
jśj życie uratować mogły, odrzuca. Zginął wkrótce oszust 
i pijak, zabity od Urussowa r. 1610. Marynę z jej kobie- 
tami wzięli w niewolę Piossyanie, pierwej, jak wyraża Ma- 
szkiewicz, figiel im wyrządziwszy. I teraz jeszcze los ochro- 
nił Marynę: w Kałudze w więzieniu urodziła syna; lecz 
opuszczona od wszystkich, jeszcze w Iwanie Zaruckim he- 
tmanie kozaków ratunek znajduje. Odbija on ją z niewoli, 
i wraz z jej synem dwuletnim z pierwszego Dymitra spło- 
dzonym i z drugiem niemowlęciem aż do Astrachanu uwozi. 



420 

ale tam doścignieni, Zarucki na palu, Maryna pod lodeui 
w wodzie utopiona, dzieci uduszone r. 1612. 

Mars Hipolita. 

Aktorka, urodziła się 1778 r., tego samego co księżna 
d'Angouleme; przeznaczenie ich bardzo odmienne: jedna cią- 
gle bez przerwy udaje królowę na scenie, druga na świecie; 
jednej poklaski dają, a drugiój nagany. Matka panny Mars 
była aktorką prowincyonalną, wcale dobrą, ale dla złego 
akcentu nie śmiała nigdy wystąpić w Paryżu. Monvel ojciec 
małej Hipolity przeznaczył ją z dzieciństwa do teatru i z dzie- 
ciństwa okazywała do niego talent. W małej roli brata Jo- 
crissy wystąpiła bardzo małą jeszcze będąc, i odtąd grała 
rolę dzieci z rzadkim talentem. Wnet przeszła do Ingenui- 
tes, i cały Paryż biegł widzieć prawdę na scenie. Odtąd 
ciągłą miała wziętość i rzadko monarcbini tak długo panu- 
je; pięćdziesiąt sześć lat ma (1834), jeszcze bez śmieszności 
gra młode panienki. Grywa ona tragedye i dramy, ale jćj 
tryumfem komedya. Panna Mars pensyą bierze od dyrekto- 
ra teatru francuzkiego 30,000 fr. na rok z obowiązkiem gra- 
nia trzy razy w tydzień; prócz tego wysłużonśj pensyi bie- 
rze ośm tysięcy kilkaset fr., która wystawia trzydzieści pięć 
lat służby. Obracbowawszy benefisa i co na prowincyi uzbie- 
ra, ma przynajmniej 60,000 dochodu. Żyje też sobie świe- 
tnie, w ślicznym władnym hotelu Nowych Aten (Nouvelles 
Athenes), zbiera u siebie i przyjmuje co najświetniejszego 
jest w kunsztach i literaturze. 

JS e 1 i z o II (1 a. 

Była w dwunastym wieku regentką Jerozolimskiego 
królestwa. Ś. Bernard kierował nią listami swemi. Wilhelm 
'L Tyru pisze o nićj: „Ta kobieta obdarowana mądrości%, 



421 



roztropnością, serce męzkie nosi w łonie swojem; tak jest 
światła, jak najświatlejszy monarcha." Ta królowa wdowa 
po Fulkieście z Andegawii była matką Baldwina III. Ś. Ber- 
nard tak do niśj pisał: „Żeby godnie panować nad ludźmi 
trzeba przedewszystkiem żeby Bóg panował nad tobą, córko 
moja. Oddaj się a nauczysz się w Jego szkole być jako 
wdowa łagodna i pokornego serca, jako królowa kochać 
sprawiedliwość i opiekować się niewinnością." 

Mercoeur (Eliza). 

Ośm lat temu, siedmnastoletnia panienka w Nantes 
dawała lekcye j<jzyka, historyi; natura dała jćj duszę gorą- 
cą, poezya dopomagała jej do dźwigania zawodu przykrego 
i słodkiego razem, bo praca jój matkę żywiła. W r. 1824: 
przyjęta do akademii Lugdunu i innych literackich towa- 
rzystw, młoda dziewczyna wydała poezye swoje, przypisała 
je Chateaubriandowi i zażądała koniecznie jechać do Pary- 
ża Przyjechała w roku 1827, uzyskała małą pensyą od rzą- 
du, a świetnie przyjęta w wielu salonach, świetną przyszłość 
obiecywała sobie. Ale moda minęła, rewolucya przyszła 
i sukcessa jej wierszy i pensya się zmieniła. Musiała po- 
rzucić poezyą, żeby wyżyć i matkę utrzymać z prozy. Ta 
praca ciągła nadwerężyła jej zdrowie i 7 Stycznia 1835 r. 
umarła na rękach ubóstwiającej ją matki i kilku wiernych 
przyjaciół. Pogrzeb jśj był cichy, skromny, uświetnił go 
tylko Chateaubriand, który miał sobie za obowiązek zapro- 
wadzić do ostatniej siedziby tę, która jemu pierwsze próby 
swojej muzy zleciła. Panna Mercoeur zostawiła dwa romanse, 
z których jeden nieskończony, tragedyę Abenceragi, poezyi 
dosyć niewydanych. 

Pani Waldor piękny podała artykuł do dzienników 
o pannie Mercoeur; prosi za jej matką, aby choć połowę 
pensyi córki jój zostawiono: ciekawam jak się to uda. Gdy- 



422 

"bym tylko była bogatą i franciizką, wiem cobym zrobiła. 
Dula 3 Lutego, taż pani Waldor ogłasza dziś suskrypcy% 
na grób Elizy Mercoeur, podał jej tę myśl młodzieniec, któ- 
ry z nieśmiałością przyniósł jćj sto franków; już znaczny 
jest zbiór, reszta pieniędzy użyta będzie na wydanie dzieł 
jśj, a tćm i matka się podratuje. Na grobie będą wiersze 
pani d'Hautpoul wyjęte z większych: 

,,Deja de frais lauries ombrageaient sa carriere 
Mais ces jours si brillants devaient trop tót finir, 
Plus beau que le talent qui nous la rendait chere, 
Ce trait, comme ses vers vivra dans TaYenir, 
Elle adoiait, servait, nourissait sa merę." 

Pani Waldor życzyłaby sobie żeby najwięcej kobiety 
do tego pomnika się przyczyniły. W czasie karnawału dobrą 
byłoby nauką, zbawieunem wrażeniem, ująć ozdoby balowe- 
mu ubiorowi, a dać te pieniądze na grób młodej osoby. 

Meyer Urszula. 

Pospolicie zwana Meyerina, zacnego w Bawaryi domu, 
najprzód panna dworska I^onstancyi żony Zygmunta III, 
z czasem najpoufalsza jej trosk i pociecli wspólniczka. Miał 
i król wielki dla nićj szacunek i przyjaźń, powierzył jej po- 
czątkowe wychowanie swoich dzieci: od nićj po niemiecku 
się uczyły. Przychylność jaką mieli dla nićj oboje królestwo, 
miejsce jakie zajmowała u dworu, wpływ do spraw domo- 
wych a nawet i do publicznych, tudzież w^olny zawsze przy- 
stęp, dawał jćj wielkie zewnątrz znaczenie. Koztropna, prze- 
biegła i wymowna niemka, wzięła górę nad umysłem oboj- 
ga królestwa, a pobożność zbliżyła do niej Jezuitów, którzy 
jćj sumieniem władali. Mówiono więc o niej że Meyerin 
przez zyskaną przychylność wszystko mogła u króla, a Je- 
zuici przez pobożność wszystko mogli u Meyerin. Chcąc ją 
AYięcćj sobie zniewolić, wyjednali to w Rzymie, że papież 



423 



Urban YIII przysłał jej złotą różę w upomiuku, wraz z li- 
stem cłiwalącym jćj cnoty i błogosławieństwem. Sarkali 
przeciw niej niechętni dworowi, iż łask jego często nieba- 
czną była szafarką. Żyła do śmierci w panieństwie, lubo 
osoby z najceluiejszycb domów starały się o jćj dozgonną 
przyjaźń. Zachodziły jakoweś między nią a Władysławem 
królewiczem miłostki, do których pomagali Kazanuwscy. 
Kiedy królewicz był w obozie, przez nich posyłał i odbie- 
rał liściki. Po śmierci królowój, w starości i w niemocach 
króla, Meyerin miała pilne o zdrowiu jego staranie i w osta- 
tnich chwilach nieodstępną mu była. Wtenczasto najwię- 
cej gdy przesiadywała przy łożu jego, kogo chciała darzyła 
w^zględami, ułatwiała podpisy, przedstawiała prośby. Po 
śmierci Zygmunta osiadła w Warszawie, oddała się pobo- 
żności, stawiała klasztory, została dewotką. Jezuitów i ich 
domu \v AYarszawie była znaczną dobrodziejką. Ich zgroma- 
dzeniu wiele zapisała, domowi Wileńskiemu ową złotą różę 
Ezymską darowała. Założyła w Warszawie klasztor Karme- 
litek i dochodami opatrzyła. Umarła 1635 r. 

m e u (1 o II. 

Jedno z miejsc najpiękniejszych w okolicacli Paryża. 
Obicia które do koronacyi Karola X w Reims służyły, uży- 
to do pokojów^ pałacu; jest 300 obrazów sławnych mistrzów, 
kilkanaście pięknych posągów. Don Pedro i Donna Marya 
mieszkali -tu 1832. Dobra dla wszystkich prześladowanych 
nadzieja; to sobie zawsze powtarzam jak o Donnie Maryi 
myślę: już za mojej pamięci tu w Paryżu żyła sobie skro- 
mnie, dziś panuje. Byłam w Meudon w Wrześniu 1834 i. 
w pałacu: architektura jego bardzo prosta, i jak ją nazwał 
Ludwik XR", mieszczańska; wewnątrz porządnie ale niebar- 
dzo wspaniale; obicia jedwabne, piękne ale jak pospolicie, 
Lugduńskie; obrazów może dziesięć pięknych, zwłaszcza Ata- 



424 



lia i Joas, syn marnotrawny, śmierć Le Suera, ptaki nastra- 
szone przez psa, Hueta pędzla. Z posągów Kleopatra mi się 
podobała. Łóżka na których Don Pedro i żona jego sypiali, 
pyszne; teraz w tych pokojach mieszkał książę Orleanu, bo 
długi czas dla zdrowia tu przebywał, ale na tern łóżku nie 
sypiał, tylko mu inne wnoszono. 

Miechów, 

Sławny jest Miechów z wystawienia tu roku 1153, ko- 
ścioła i klasztoru tak nazwanych Stróżów grobu Chrystuso- 
wego. Jaxa, herbu Gryff, odbywszy z Henrykiem, księciem 
sandomierskim, pobożną wyprawę do Jerozolimy, za powro- 
tem swoim do Polski wzniósł ten klasztor i hojnie go upo- 
sażył. W tym samym zaś czasie i na tę sarnę pamiątkę, 
fundował książę Henryk w Zagościu nad Nidą, klasztor Tem- 
plarzom miechowskim. Klasztor wielkie nabył przywileje, 
i sami tylko biskupi lub wyższego rodu osoby były jego 
przeorami. Między innemi miał przywilój rozdaw^ania orde- 
rów, znanych pod nazwiskiem krzyżów boiogrobskich^ na 
wstędze czerwonśj z czarnemi brzegami; który przywilój od 
rządu potwierdzony, został w używaniu aż do ostatniego 
przeora, zeszłego r. 1830. Roku 1505 przypadkowym ogniem 
spłonął klasztor i kościół pokryty ołowiem; ale w późniój- 
szym czasie oba odbudowane zostały. 

]fIillero>ve paniit^tiiiki. 

Do panowania Batorego. Wydał je Miller Wawrzyniec, 
doktor prawa, po niemiecku, z przedmową z daty 31 Marca 
1585. Był on w Polsce, w Litwie, na Paisi, w Prusiech^ 
w Inflantach, i opisał w krótkości co Avidział; czóm był, nie- 
wiadomo, znać jednak że nieprzyjacielem Polski. W tym 
duchu go uważając, jego nagany są pochwałami; zwiększył 



425^ 

wiec mój szacunek dla króla, dla Zamoyskiego. Koniec dzieł- 
ka jest w tych słowach: „Jaki to koniec wszystko weźmie, to 
czas nam wyjawi, a przecież się może jaki któren znajdzie, 
co zachęcon mojemi dziejami, późniejsze sprawy baczyć pil- 
no będzie; a ponieważ pod panowaniem tego króla wspa- 
niałe, zacne odmiany dziać się poczęły, to słuszna by umićć 
takowe ocenić, a za byle co nie mieć je, i aby rozmyślano, 
jak to Pan Bóg dziwnie rządy a onych wymiany, przez te 
których sobie wybierze sprawia." Na przedostatniej zaś 
kartce, z powodu pomyślności oręża polskiego, mówi: „Ale 
Pan Bóg będzie tam też miał swoje i rzuci jabłko niezgo- 
dy pośród króla a stany Rzeczypospolitej, iż nie przyjdzie 
do jedności." 

moda. 

Trudno o coś ulotniejszego, przecież zapisywać jćj 
przemiany trzeba. Obecnie (1834) wszystko w modzie co 
staroświeckie: już rogówki bardzo blisko, materye w kwiaty, 
z których najmniejszy piwonia; stany długie, spódnice fał- 
dziste i niesłychanie szerokie; wysokie fryzury, kokard i fon- 
taziów pełno; klejnoty ciężkie zagwazdane, salopki rozmai- 
tego koloru, koronki brabauckie, hafty kolorowe: wszystko 
to niegdyś było w modzie i jest dzisiaj. To samo i w sprzę- 
tach: wszystko średniego wieku gustem, gotyckie, wazony 
staroświeckie, krzesła; aksamity, felpy; słowem babki i pra- 
babki tryumfują,, bo każdy stary gracik i stroik jaki zacho- 
wały, modny i wyrywany. Dobra nauka dla dzisiejszych mło- 
dych kobiet, które także kiedyś babkami i prababkami będą, 
żeby trwałe graciki i stroje kupowały i chowały je staran- 
nie: kiedyś im znowu się przydadzą. Tę modę przypisują nie- 
którzy wielkiej liczbie panoszów, jaka jest zwłaszcza w tak 
zwanym wielkim świecie paryzkim. Są to po części wdowy 
i dzieci zbogaconych niegdyś przez Napoleona, albo ban- 



426 

kierowio, których ród czasem do Mojżesza dochodzi, nie jest 
przecież szanowany; a zatem chcą choć meblami i strojami 
dowieść, że z dawną arystokracyą mieli jakieś związki. Je- 
dna także z mód wielkich jest, żeby w salonie było kilka 
krzeseł takich jakie dawnićj tylko w pokoiach chorych, albo 
w mieszkaniu paralityków widziane były: systemat to wy- 
gody, taką dziś przewagę mający, który i w tćm przemawia. 

mogiły ukraiuskie. 

Są to wielkie, ręką ludzką usypane wzgórza, poczę- 
ści od bardzo dawnych czasów istniejące, z których jedne 
są istotnie wielkiemi pobojowiskami, inne wyższe i z dale- 
ka widziane, zdają się mieć zamiar wskazania drogi podró- 
żnym. Ciąg takich wzgórzów ^zlaliami nazywali, i kilka ich 
na Ukrainie liczono. 

Moniuszko Dominik. 

Prawdziwy przyjaciel ludzkości, żyje dotąd w Litwie; 
od lat trzydziestu poświęca się włościanom swoim: dziś pier- 
wszy raz (1841) zdarzyło mi się dowiedzieć o nim. To wy- 
czytuję w Tygodniku Petersburgskim w N. 96 z r. 1740: 
„Znajomy filantrop Dominik Moniuszko, w majątku swym 
Pocieczoło założył szkołę dla dzieci swoich poddanych. 
Trzeba tam być i widzieć jaki wpływ nadal wywie- 
ra wychowanie drobnej dziatwy, żeby ocenić . wielkość 
pomysłu A środki użyte przez cywilizowanego obywatela. 
Trzydzieści lat ciągłćj pracy odmieniło całą rassę ludzi, na 
co zdawało się że wieków potrzeba było. W początkach 
założenia szkoły, którą każde dziecko włościańskie przejść 
musi, nieoddalając się z nićj aż po upływie lat naznaczonych, 
dziedzic migsca musiał się przed ich rodzicami ukrywać, 
bo życie jego było w niebezpieczeństwie, gdy dziś dosyć 



_427 

ochYdzięczyć sienie mogą panu, za jego ojcowskie postępowanie. 
Każdy z nich zna się najdoskonalej na uprawie roli, na 
ogrodnictwie; umie się obchodzić z lasami, czyta i pisze, 
odziany jak tylko można najczyściej, nieodmieniając ani 
pierwszego kształtu, ani grubego sukna swojćj odzieży; nie 
wstydzą się tego i mają sobie za chlubę być włościanami, 
a co największa, że moralni, pobożni, uczciwi, że w całej 
włości która jest bardzo wielka, nie ma nikogo któryby 
się źle prowadził. Zdaje się niepodobnem do wiary to opi- 
sanie, ale odwiedzając tę szkołę w Mińskiej gubernii, Ihu- 
meńskim powiecie położoną, mimowolnie trzeba być prze- 
jętym prawdziwem uwielbieniem ku dziedzicowi. Szkoda 
i wielka że dotychczas nie ma szczegółowego opisania Po- 
cieczoła i filoz,ofa obywatela, który wyłącznie dla dobra 
ludzkości poświęcony, mało komu jest znajomy." 

Motyle. 

Owady skrzydlate, żywością kolorów lub pięknością 
zarysów wabią oko miłośnika. Nasze ogrody przyozdabia 
często motyl zwany Atalanta^ cały czarny, ze świetnie 
szkarłatnemi pręgami po skrzydłach; i drugi Jo^ czerwieniawy 
z wielkiemi oczami na końcu skrzydeł. W górzystych stro- 
nach spotyka się Apollo, wielki motyl biały z czerwoneml 
oczami na skrzydłach. Po lasach spotykają się dwa duże 
gatunki motylów: Si/licaa i Iris. Pierwszy ciemny z góry, 
ale ozdobnie fladrowany z dołu; drugi mający szczególny 
połysk mieniących się kolorów, to brunatnego, to żywo fi- 
jałkowego. Dalćj dwa mniejsze gatunki, Aglae i Lathonia, 
mające na spodniej stronie skrzydeł plamy srebrzyste, czyli 
perłomaciczne. Przy pierwszej wiośnie miłem jest zjawie- 
niem Szafraiiczyk, motyl żywo żółtego koloru z różkami 
różowemi, a nieco później Machaon, znacznie większy motyl, 
kolom blado-żółtego z pręgami czarnemi, a szczególnie wy- 
datny dw ULI. czarnemi ogonami u skrzydeł. 



428 

N. 

!N a u c z y c i e 1 s t w «. 

Wyjątek z listu Łukasza Opalińskiego do Jana Broś- 
ciusza 1643. 

„Młodych magisteros niebardzo sobie życzę, albowiem 
obawiam się aby byli pares mumri. Boć to praca większa 
uiż to nieznający rzeczy wnoszą,, dowcip młody z początku 
informować, który nieumiejętnie piastowany, więcej niesmaku 
weźmie do gruntownych nauk niż pochopu. Jakoż ludum 
Uterarum. przedtem szkoły zwano, a teraz każdy młody 
nazwałby je pewnie carnifkinam. A nie dziw, bo zaraz cier- 
nistą naukę gramatyki dzieciom podają, że nie mogą tylko 
im ckliwe być. I tak w progu zaraz i na wstępie ustra- 
szeni trudnością, chyba poniewolnie kończą nauki, które 
jako i wszystko bez skłonności i ochoty, trudno z musu 
dobrze odprawić. P. Kruszewicz (widać ten, którego na wi- 
doku miał na nauczyciela), nie ma przyczyny wymówki. Może 
osobno mieszkać, jak to pisze, może naukami zyjmować się, 
dla których jeździć do cudzych krajów nie potrzeba, bo 
i tam nikt ich nie nabędzie per coiiłactum ale z pracą." 

1\ i e z a p o m i u a j k i. 

Takie jest o tym kwiatku, to jest o jego nazwiska zda- 
nie. W Moguncyijest grób i zowią go grobem lieiiryka Frau- 
enlob, poety-kobiet. Wyszedł ubogizMogiiacyi, chciał mają- 
tek zrobić śpiewkami i talentem, a potem wrócić siei ożenić 
z piękną i ukochaną ale ubogą także dziewczyną Maryą. 
Po trzech leciech wrócił bogaty i wierny, Maryą zastał 
także wierną: \vkrótce ogłoszono wszędzie ich zaślubiny. 
Nazajutrz nastąpić miały; w wieczór poprzedni przechadzali 



429_ 

się oboje nad brzegami Renu; z zachodem słońca wypadało 
im się rozejść. Marya chciała mieć pamiątkę lubego wie- 
czora; było to w końcu Maja: postrzegła nad brzegiem rzeki 
kwiatki niebieskie małe, o pięciu niebieskich listkach, o ło- 
nie żółtćm, spojrzała na nie i chciała je urwać; Henryk ją 
zrozumiał, pobiegł, sięgnął po kwiaty, ale poślizgnęła mu 
się noga, wpadł w Ren szumiący i znikł wnet: raz tylko 
ukazał się na wierzchu wody, spojrzał na Maryą, pokazał 
kwiatki i zdawało się że mówił: „Nie zapominaj o mnie" 
utonął. Marya zakonnicą została, a kwiatki dotąd niezapo- 
minajek imię noszą. 

N i n o u il e !'£ u c 1 o s. 

Rodziła się 1615, umarła 1705; chociaż sposób jćj 
życia znalazł obrońców a charakter wielbicieli, przecież 
zataić nie mogą jej własnych słów: ,/iui ntaurait pj^opose 
une telle me^ je me serais pendue^'' nie mogli także nie 
wspomnieć dwóch zdarzeń jej życia, na które zgroza wziąć 
może największych filozofów. O pierwszego jej syna do- 
mniemani ojcowie losy ciągnęli komu się dostanie, bo i ona 
tego sporu rozstrzygnąć nie mogła; drugi zakochał się 
w niej szalenie, a dowiedziawszy się że matką jest jego, 
zabił się. Zdaje mi się, że dosyć na tych dwóch przykładach, 
aby ocenić i ją i jćj sposób życia jak należy. Matkę prze- 
cięż miała pobożną, charakter szlachetny, uczciwy w swoim 
rodzaju, ale ojciec jćj był rozwięzły i bezbożny, a ona 
z młodości patrząc na podział mężczyzn i kobiet, oczyma 
światowemi i zarozumiałemi, powiedziała: ,J^ me fuis hom- 
me'' i życie jej było owocem tego przedsięwzięcia. Wielką 
przecież zamyka naukę. 

Nowodworski Bartłomiej. 

Urodził się za Zygmunta I w Tucholi około 1544 r. 
Był najprzód przy księciu Michale Zasławskim i wojował 



430 

przeciw Tatarom; dostał się potśra do Ziemi Siedmiogrodz- 
kiej, gdzie Batory polubiwszy go, oddał, choć młodemu, do- 
zór nad synowcami swymi, a wraz z nimi przybył do Pol- 
ski. A jako miał ducha rycerskiego z dzieciństwa, tak go 
niemało dowiódł w czasie wojny. Zabiwszy nieszczęściem 
w pojedynku pokojowca królewskiego Biedrzyckiego, musiał 
opuścić kraj, i poznały męztwo jego zagraniczne i dalekie 
kraje; zaszczycił go przyjaźnią Henryk IV. W Malcie, gdzie 
kawalerem został, takoż się bardzo wsławił; nareszcie 1607 
otrzymał pozwolenie wrócenia do ojczyzny. Wzrosło zdaje 
się jego męztwo na własnśj ziemi, i blizko ośmdziesięciole- 
tni starzec nie złożył broni. Zasłużył on się jeszcze zapi- 
sami naukowemi w akademii krakowskiej. Umarł dziewięć- 
dziesiąt jeden lat chwały i zasług licząc, 13 Marca 1G24 r. 
„Na co Panie Boże daj szczęście," to było jego przysłowie. 
Żywot jego gładko opowiedział Andrzej Koźmian w osobnej 
książeczce 1832 r. Nowodworski pisał do Grzegorza XV 
papieża list, prosząc go o nadanie odpustu tym co zszedłszy 
się mówią: ,^Daj Boże szczęścić'- i odpowiadają innym: „Bóg 
zapłaćJ'- On także wielce zaufany w skuteczności pieśni 
Boga Rodzica^ kazał ją wydrukować i rozdawał wszystkim, 
żeby znowu w zwyczaj weszła: pierwsza to była książka pol- 
ska łacińskim drukiem wybita; przy końcu umieścił te 
wiersze: 

„Daję Boga Rodzicę na pogrom pogański, 
Bartłomiej Nowodworski Kawaler Maltański," 

0. 

Obyczaje dawne. 

Jest dzieło włoskie z końca XIV wieku przez Pan- 
dolfiniego napisane: del Governo delia famiglia^ w któ- 
rem obraz jest wierny tego, czego wymagano wtenczas od 



431 

kobiet; w dowód posłużyć mogą, następujące szczegóły. Au- 
tor który własne życie opisuje, mówi jak w parę doi po 
ślubie oprowadził żonę po całym domu, od spichrza do pi- 
wnicy, i spisali razem wszystko co było. Potem zamknąw- 
szy się z nią w pokoju sypialnym, srebro, klejnoty, pienią,- 
dze, drogie szaty z nią przeliczył, i miejsce na każdą rzecz 
jej wskazał. Z tego zupełnego z.yjerzenia się wyjął tylko 
papiery i książki, prosząc żeby się żona nic do jego piś- 
miennych prac nie wdawała, do gabinetu nie wchodziła, 
i zalecił żeby znalazłszy papier jaki, oddawała mu nie czy- 
tając; sądził bowiem, że dla kobiety czytanie jest próżnia- 
ctwem. To wszystko uczyniwszy i powiedziawszy, rzekł 
jeszcze: ,,Chcę trzech rzeczy od ciebie: żebyś w tern łożu 
innego mężczyzny nie pragnęła, tylko mnie (na które słowo 
młoda żona zarumieniła się i spuściła oczy), żebyś dom 
utrzymywała w pokoju i uczciwości, i żebyś czuwała nad 
zachowaniem tego wszystkiego coś widziała w naszem go- 
spodarstNYie." Ona odrzekła. „Matka nauczyła mnie szyć 
i prząść a pan mąż nauczy sztuki rządzenia." Po tej od- 
powiedzi klękli oboje u modlnika swego przed obrazem 
Matki Boskiej, i prosili Boga, żeby im pozwolił dobrze użyć 
tego co im dać raczył, żyć długo w zgodzie i radości, i do- 
czekać się wielu synów. On sam prosił dla siebie o boga- 
ctwo, o przyjaciół, o znaczenie, dla żony o uczciwość i rzą,- 
dność. 

Obyczaje w Paryżu. 

Strach pomyśleć jak zepsute: małżeństw bardzo mało, 
łatwo wystawić sobie co ztąJ złego, jaki nieład, jaki zły 
przykład i co za okropne skutki. Dzienniki powtarzają 
opis okropnej przygody: Córka fabrykanta kapeluszy, źle 
traktowana od późniejszej gospodyni swego ojca, śmierć so- 
bie zadała za pomocą w-ęgli; bardzo czuły napisała lis 



432 

przed śmiercią, oto kilka słów z niego: „Mile Antoinette, 
vous Yoila contente de mon malheur, mais nous sommes 
dóbarassćes toutes les deux, encore mieux, moi, soyez 
heureiise si vous le pouYez. Vous soiihaiterez bien des 
adieux a mon bon et pauvre pćre qne je honterai d'nne 
mort si cruelle; mais je suis bien malheiireuse pour ćtre si 
jeune encore. II fnut mourir a Tage de seize ans. On 
ne me regrette, peut etre pas, cependant jen'ai jamais fait 
de mai a personne.... Adieu aussi a toi, ma pauvre merę 
que j'aurai tant aimśe et que je n'ai malheureusement que 
si peu connue. Je te reverrai un jour, c'est ma consolation» 
c'est mon śsprit, ma vie nouvelle." Francoise. 

Byłam niedawno u starśj jednśj ogrodniczki, gdzie 
nawykłam tanio kupować kwiatki; przychodzę, nie ma ani 
jednćj doniczki: pytam się o przyczynę, ona mi mówi: 
„Wczora było święto Matki Boskićj i wszystko mi zabrali, 
ale dwojako się tśm cieszę, i dla zysku i dla tego że już, 
Bogu dzięki, lepiej dziać się na świecie zaczyna." „Jakto? 
zapytałam. „Oto w młodości mojój dużo było kobiet, któ- 
rym na imię dawano Marya i dobrze było; późniój zjawiły 
się jakieś Pamele, Heloizy, Julie, Kaudydy, i okropnie dziać 
się zaczęło; teraz znowu córkom to święte imię dają, roz- 
kupują kwiaty na każdy dzień Matki Boskiój: może lepiej 
będzie." Chciwość do najwyższego stopnia posunięta: Fran- 
cuz wszystko zrobi za pieniądze i pieniądze wszystko mu 
nagrodzą; oto przykład: Niedaleko Dieppe, dwóch młodzień- 
ców. Daniel Rasp i Edward de Mednie, byli na czas waka- 
cyi; bawiąc się bronią nabitą, nieszczęśliwym przypadkiem 
Edward zabił Daniela. Nieszczęście wielkie zapewne, ale 
które wszędzie trafić się może; lecz cóż się dzieje? Matka 
i siostra zabitego pozywają przypadkowego zabójcę, który 
już przez prawo skazany został, i pozywają o cóż? o wyna- 
grodzenie pieniężne, o koszta edukacyi, 8,000 fr.; żeby zaś 
napełnić „le vide que laisse dans le coeur d'une merę et 



_ 433 

d'uiie soeur, im uussi cruel ćvenement," żądały 15,000 fr, 
i wygrały; wszystkie dzieimiki opisują to jak najuaturalniej. 
nawet bez wykrzylmika.... Zgroza.... 

Ogrói! botaniczny w Paryżu. 

(Jardin des Plantes). 

Cedr Libanu jest ozdobą tego ogrodu, i w całej Eu- 
ropie jest sławny, od Paryżauów kocłiany; już ma sto łat. 
Jussieu go przywiózł z Libanu w kapeluszu, podróż była 
długa, wody słodkiej brakowało, wody słodkiej tego mleka 
macierzyńskiego dla podróżnika na morzu. Każdemu wy- 
mierzono wodę, pół miarki dawano passażerom, a na drze- 
wo nic nie dawano. Ale drzewo było dziecięciem uczonego, 
dawał mu codzieii połowę większą wody swojój i tak dobrze 
o nićm pamiętał, o sobie tak mało, że jeden wy- 
siadł na brzeg francuzki umierający, a drugi czerstwy. Na- 
reszcie posadzony w ogrodzie botanicznym, osłoniony da- 
chówką, w lat kilka już jój nie potrzebował; rósł, rósł, 
i nareszcie urósł taki, że siadywał pod jego cieniem Par- 
mentier, który sprowadził kartofle do Francyi, Cuvier, 
a dziś siadują wszystkie dzieci z całego Paryża, ślepi, głu- 
clioniemi, i wszystkicli cieszy, wszystkich zadziwia. 

Ogrody polskie. 

Wypis, z instrukcyi króla Stefana co do Lobzowa w r. 
1585. 

„Będzie w tym ogrodzie według wizerunku dwanaście 
kwater, które szczepami, wiśniami, śliwkami, morelami, 
brzoskwiniami i winem mają być osadzone. Okrom tych 
szczepów węgierskich, które między ogródkami sadzone być 
mają, wynidzie polskich szczepów: 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 2S 



_434 

Gruszkowych 200, po gr. 4 . . . . Zł. 26 gr. 20 

Jabłkowych 300, po gr. 3 . . . *, • „ 30 „ — 

Wiśni białych i czarnych, po 1 gr. . „ 10 „ — 

Czereśni węgierskich 50, po G gr. . . „ 10 „ — 
Śliw węgierskich i damascen 300, po 

1V2 gr „ 15 ,, _ 

Pigw^owych jabłek 200, po 4 gr. . . „26 „ 20 

Moreli 100, po gr. 6 „ 20 „ — 

Brzoskwiń 50 po gr. 4 „ 6 „ 20 

Czerwonych orzechów laskowych za . „ 12 „ — 

Włoskich orzechów 100, po gr. 3 . . „ 10 „ — 

Płonek do szczepienia na potom, za . „ 10 „ — 
Wina na sadzenie z Węgier zejdzie się 

tysiąc różdżek, i czereśni węgierskich być 

może za „ 50 „ — 

Summa Zł. 227"^ 

O k o 1 i r e P a r j ż a. 

W tern nieznośne, że nie wiejskie; są pory na wiosnę 
w lecie, kiedy zdaje się, że to czary i urok jakiś, że dojść 
żadnym sposobem do wsi i do natury nie możesz. Ten 
Paryż, to miasto, ściga cię jak duch jaki, tłoczy jak dziad 
Syndobada; wreszcie bruk, brudy, śmiecie, kurz, murowane 
domy, smród; ptakiemby się być chciało żeby ulecieć gdzieś 
daleko do Niemiec, do Polski: tam łąki, lasy, łany zoba- 
czyć. Dopomaga do tego wiele jak dla nas jazda w okolice 
niewłasnym otwartym powozem, ale zamkniętemi dyliżan- 
sami; wsiądziesz w ciasnćj brzydkiój uliczce do ciasnćj ka- 
rety, gdzie kilkanaście osób siedzi na kupie; póki jedziesz, 
mało widzisz: kurz, gorąco, „jeszcze tćż to nie wieś" my- 
ślisz sobie; wyjedziesz na miejsce, murowane wysokie 
domy, bruk; chcesz odwiedzić kogo? idziesz po schodach, 
chcesz jakiegoś widoku użyć? idziesz po spieczonych 



. 



435 

kamieniach i brudnych ulicach; ukaże ci się wreszcie ogród 
sztuczny, wody sztuczne, kobiety wystrojone, kuglarze, ka- 
trynki; zjesz obiad w ciemnój gospodzie, gdzie tam na pię- 
trze, i znowu wsiadasz do ciemnego i zamkniętego powozu 
i w parę godzin wysiadasz na bruk. O! jakże ani porów- 
nane być mogą do tych przechadzki drezdeńskie do Plauen, 
Findlatera, Gross-Garten, przejażdżki w dalsze okolice po 
Elbie, albo tśż milsze nad te wszystkie, spacery dzieciń- 
stwa i młodości mojćj; do boru na grzyby lub jagody, do 
leszczyny na orzechy, lub na łąki po kwiaty. Mam tu zna- 
jomych wielu niby na wsi, ale mieszkanie PP... w Neuilly, 
czy wieś? Kamieniczka o piętrze, ogródek wyschły na ska- 
mieniałym gruncie, przez ulicę przeszedłszy, niby park, gdzie 
śmieci pełno i woda niepachnąca. U pani K.... w Passy, 
Paryż zupełny; w ciasną brukowaną ulicę wjeżdżasz, masz 
to wszystko co w mieście, schody, bramy: tylko taras za- 
ciemniony i widok piękny ale na Paryż. Pani R.... w Bou- 
gival, na drugićm piętrze w oberży przy ulicy, pod oknami 
co parę miilut kurz i turkot dyliżansów, tylko za ulicą 
rzeka i łąki. Ks. G.... w Sevres, drap się na górę, ©ba- 
czysz brudne podwórko, schody; wejdź jeszcze na piętro, 
będziesz mieć widok na lasek akacyowy i na domy muro- 
wane. 

Organy. 

Są one jednym z owych wynalazków, które jak gotycka 
architektura, nie noszą nazwiska autora, bo są nie tyle sku- 
tkiem poszukiwań i cierpliwości jednego człowieka z geniu- 
szem, jak raczśj wpływem całćj cywilizacyi, wyrazem uczu- 
cia i wiary głębokiej, sprawdzeniem myśli socyalnćj. Cho- 
ciażby wynalazek organów poprzedził zaprowadzenie chrze- 
ściaństwa, zawsze będzie prawdą niezaprzeczoną, że chrze- 
ściaństwo przywłaszczyło sobie to odkrycie i poniekąd ze- 



436 

spoliło ze swoją missyą. Organy równie jak dzwony są gło- 
sem i chórem kościoła, jedne wewnętrz, drugie zewnątrz, 
i mają w sobie oboje coś uroczystego, świętego, którym nic 
nie wyrówna. W tej massie dźwięku i harmonii, równej, 
spokojnej, przedłużonój, nieruchonćj, jest jakiś wyraz wspa- 
niałego pokoju, cóś stałego, nieruchomego, jak myśl uto- 
piona w długie uwielbienie, cóś bez końca, tak niezmierne 
jak niebo, jak Bóg. Organy są jakby wcielone do katedry, 
a same ich nazwanie dowodzi, że są jój organem; jakoż bez 
tego głosu świątynia jest bez życia, niema. 

Orzechowski. 

Mało po polsku pisał, ale niektóre łacińskie jego pisma 
"były zaraz na polski język przełożone. O ruszeniu ziemi 
polskiej przeciw Turkowi, wyszło po polsku 1543 r. Po tylu 
majakach skończył dni tak cicho, że późniejsze wieki i nie 
wiedziały kiedy; domyślano się tylko że przed r. 1584, któ- 
rego Jakób Górski jego dzieło pogrobne: ^,Nau4ń dla panu- 
jącego'-'' Stefanowi Batoremu przypisał. Ze wszystkich prawie 
dzieł Orzechowskiego, Turcyki miały największą wziętość. 
Skoro zabierano się do wojny przeciw Turkom, zaraz je prze- 
drukowywano; bardzo pobudzały. Zgorszeniu, jakićm Orze- 
chowski się splamił, po części ojciec jego winien był; przy- 
musił go do kapłańskiego stanu, kiedy on do małżeństwa 
największą miał skłonność i prosił się, żeby przynajmniój 
greckim księdzem mu być pozwolono, gdyż wtedy nie byłby 
obowiązany do bezżeństwa. Ale ojciec dla widoków mająt- 
kowych zupełnie był głuchy na to przedstawienie. Docze- 
kał się też że syn po najrozpustniejszóm życiu, publicznie 
zawarł śluby małżeńskie z Magdaleną Chełmską, której nie 
schodziło ani na urodzie, ani na majątku, ani na krewnych 
znakomitych. Ślub się odbył w zapusty r. 1551. Błogosła- 
wił go Feliks pleban z Niedźwiedzia, a wesele było sute 



437 



i \Yspauia,łe. Orzechowski miał wtedy lat trzydzieści ośm. 
Imię Demostenesa polskiego nadali mu spółcześni i późniejsi. 
Sławne jego Turcyki^ więcej dobrego później, niźli w czasie 
gdy wyrzeczone były, sprawiły. Wówczas wojna z Soli- 
manem wcale dla Polski potrzebną nie była, znał te sto- 
sunki Zygmunt I lepiej od Orzechowskiego, i dla tego też 
król nie usłuchał mówcy. Mowy te po razy kilka przedru- 
kowano, zawsze kiedy do wojny z Turkami zagrzewać Chrze- 
ścian trzeba było; one zagrzały męztwo Chodkiewicza i So- 
bieskiego, a nietylko w Polsce, drukowano je w Wiedniu, 
we Włoszech i rozdawano publicznie. Brzydki jest karczem- 
ny i guuśny Orzechowski w sprzeczkach swoich, osobliwie 
ze Stankarem, ale był to duch wieku, i wielu polemików 
ówczesnych podobnejże broni używało. 

Oświata. 

Nic milej umysłu mego zajmować nie może jak prze- 
czuwanie ogólnej oświaty, widok prac podejmowanych ku 
jej zaprowadzeniu. Ta myśl oświecenia klass wszystkich, na- 
leży wyłącznie do wieków nowożytnych i prawdziwy zaszczyt 
im czyni. Jeszcze dotąd naród żaden nie stanął na przy- 
zwoitej stopie, nie doszedł do tej miary doskonałości jaka 
mu wydzieloną została, bo jeszcze w żadnym wszyscy lu- 
dzie bez wyjątku nie byli powołani do oświaty. Nadzieja 
w Bogu, da światu to widowisko wiek przyszły. Kiedy we 
Francyi, naprzykład na trzydziestu dwóch milionach ludzi 
nie zaginie żadna zdatuość, bo wszyscy wezwani do oświaty 
będą, oczywiście więcej będzie ludzi zdatnych jak dziś, kie- 
dy zaledwie szósta część naakę pobiera. Ale jeżeli oświatą 
ludy szczęśliwe być mają, muszą ją koniecznie na korzyść 
moralności obracać; ku tema jeden tylko sposób: religia^ 
jedna księga ewangelia. Ze wszystkich niedoli ludzkich uaj- 
smutnieszą mi się wydaje uśpienie duszy; o! ileżto ludzi 



przechodzi przez ziemię nie zbudziwszy się ni razu. Lud 
prosty, który ciężar dnia dźwiga, topi wszystkie myśli w tej 
jednój: chleba! zgraja oświeceusza i uciech chciwa, topi wszy- 
stkie myśli w tej jednej: złota! gromada kobiet i młodzików 
płochych, topi wszystkie myśli w tej jednśj: zabawy! i t. d. 
Nie wzbudza we mnie większćj litości ociemniały, który cu- 
dów przyrodzenia nie widzi, jak nieuk nieświadomy, który 
wcale życia umysłowego nie czuje. Postępy do dziś dnia 
przez rodzaj ludzki uczynione acz wielkie, jeszcze zupełne- 
mi nie są. Dopókąd massy ludu pozbawione oświaty będą, 
i tego ukształcenia duszy, które samo jedno wyrywa nas 
z zwierzęcości, poty prawo Boga spełnione nie zostanie. 
Dziełem jest postępu zrzucić z nas po trochu te szaty wsty- 
du i trwogi, któremi nas towarzystwo przyodziewa. 

W Edymburgu na piękną myśl trafili przyjaciele ludz- 
kości: otworzyli kursą czytania o rzeczach i naukach potrze- 
bnych prostactwu, i co wieczór za biletami bezpłatnemi każ- 
dy kto chciał mógł słuchać. Półtora tysiąca ludzi (tyle ile 
się zmieścić mogło), przychodziło ciągle; brakło biletów i lu- 
dzie którzyby na kartach, na pijaństwie byli spędzili wie- 
czór, tam go trawili użytecznie i przyjemnie. Sądzę że ta 
myśl rozwiniętą i udoskonaloną być może. (1834). 

Uwsiiiski Kazimierz. 

Sławny artysta dramatyczny polski z czasów Stanisła- 
wa Augusta. Towarzyszył prymasowi Podoskiemu w podró- 
żach po zagranicznych krajach, zwiedził zatśm Hamburg, 
Paryż, Wiedeń, Drezno, Pragę. Najpierwsze żywe wrażenie 
sceniczne sprawił na nim sławny Schróder grający naten- 
czas w Hamburgu. 

W Paryżu widział komika PreciUe i tragika Lekain. 
W Warszawie ukazał się po raz pierwszy na scenie w roli 
Nidzińskiego, w komedyi z Detusza przełożonej, pod tytu- 



439 



łem: Dumny (le gloneiix). Coraz bardziej rozwijał się jego 
talent w rozmaitych rodzajach, a w niektórych szczególnie 
rolach, jako to Klareudona w Eugenii Bomarszego, w Be- 
werlejic Warszawianie uznali go za wzorowego. Umarł Ow- 
siński 1799 r. we Lwowie. 



P. 

Papie 1*. 

Już w XrV-tym wieku zdaje się że był pospolity 
w Polsce, jednak rękopisma z tego wieku mają na całym 
świecie wartość wielką. Lelewel w Księgach bibliograficznych 
11, 34, przytacza foliał z biblioteki warszawskiej, jeden 
o dwudziestu pięciu kartach. Piotra Lombarda, pisany na 
papierze płóciennym r. 1375, i inne z lat 1394. W połowie 
XVI-tego wieku mamy w Polsce wiele papieru, przyozdo- 
bionego filigranami (znaki wodne), które wyobrażają herby 
znamienitych domów w Polsce. To dowodzi, że panowie albo 
sami papiernie swoje mieli, albo je wspierali. 

Papież. 

Dzisiejszy Grzegorz XYI jest znakomitym pisarzem. 
Już od czterdziestu lat znają jego dzieła, ale teraz nowe 
jest ich wydanie p. t. Opera di D. Mauro Capellań^ monaco 
Camaldulese, ora Gregorio X VI osmmo Ponteftce. O prawach 
kościoła i o niemylności papieża najwięcej w tych dziełach. 

Paryż. 

Dwa są wielkie bodźce tej ludności niezmiernej; po 
większej części bez obyczajów, bez wiary, bez uczucia: złola 
i zabawa. Wszystko na tem się obraca. Cudzoziemcy za 
pierwszem wejrzeniem zwykle wstręt, wzgardę dla Paryża 



440 

czują; ale później naAYykaja do niego i dzielnie do jego 
zbytków należą. 

Przechadzki w Paryżu zupełnie inne jak w Niemczech. 
Niemiec aniby wystawił sobie zabawy bez stoliczka, kawy, 
fajki, i dla tego potrzebny mu ogródek. W Paryżu ogród- 
ków nie ma, są Tiulerye, pola Elizejskie, Bulwary, Luxem- 
bourg, ogród botaniczny; tam każdy ubrawszy się jak naj- 
lepiej idzie czy z panią, czy z żoną, czy z przyjaciółką 
i chodzi; już wielki wydatek kiedy najmie za dwa sous sto- 
łek i siądzie ze swoją, tam gdzie najwięcej ludzi; bo on nie 
chce ani pić, ani jeść, ani dumać, ani muzyki słyszeć: chce 
tylko widzićć, być widzianym, nagadać i pośmiać się. 

Opisi/ Paryża. Sami Francuzi się skarżą że nie znają 
dokładnego, porządnego obrazu Paryża; jakoż zacząwszy od 
sławnego niegdyś dzieła Merciera, kończąc na dzisiejszych 
książkach stu jednego, obrazach rozmaitych w powieściach, 
w anegdotach, w opisach, wszystko to nie ma składu, nie ma 
całości, jest wiele rzeczy powtarzanych, wiele opuszczonych, 
a wszystko pomieszane. Kiedy więc Francuzi przez lat tyle 
nie otrzymali takiego dzieła, tern mniej ja cudzoziemka do- 
pełnić je będę mogła, wcale też takich widoków nie mam. 

Brudy Paryża. Na wszystkich przejeżdżających jedno 
wrażenie sprawiają, każdy brudom się dziwi; zdaje nam się 
że w Paryżu wszystko powinno być tak eleganckie jak towa- 
ry, które do nas z Paryża przychodzą, tak pachnące jak 
perfumy, a tu wcale inaczćj i nigdzie więcśj śmiecia i błota 
się nie napatrzysz, więcej smrodu się nie nawąchasz. 

Widok Paryża. Spojrzawszy na niego bądź z wieży 
Notre-Dame, bądź z gór poblizkich, przypomniał mi mura- 
mi i dachami swemi owe skały, które av Szwajcaryi Saskićj 
widziałam; tak człowiek zawsze porównań szuka i jedne 
obrazy drugiemi tylko tłómaczyć umie: większe jest na świe- 
de bogactwo rzeczy jak słów, przynajmniej ja tego do- 
świadczam, więcej postrzegam niżeli wyrazić umiem. 



441 



Domy. Widok tych domów mało co odmiennych w bu- 
dowie i z wierzchu, mało co o sobie wiedzieć dających, przy- 
pomina mi obraz ludzi. Tak człowiek jeden podobny do dru- 
giego, z tą różnicą, że jeden duży, drugi mały, jeden ładny 
drugi brzydki, i napozór spokojni, jednakowi, ale wewnę- 
trzna budowa, rozkład i ozdoby jakże się różnią! 

Pu II li II a Borghese. 

(Siostra Napoleona). 

Kochała najwięcej brata i najpodobniejsza była do nie. 
go: dowiodła prawdziwie, że te same skłonności, które męż- 
czyznę zdobywcą czynią, z kobiety kokietkę robią; na nie- 
szczęście swoje doskonałej była piękności i ta piękność ją 
zgubiła. Z nagiśj, Kanowa posąg jej robił w postaci Wene- 
ry, która jabłko piękności otrzymawszy, położyła się na 
miękkiej pościeli i spoczęła. Tego szczegółu dosyć do jej 
opisu, da on wyobrażenie o reszcie, oszczędzi wstydu i po- 
trzeby wystawiania licznych jej konkiet, brudnych zabaw. 
Trzeba było nieszczęścia, choroby i śmierci, żeby cokolwiek 
wznieść tę duszę, żeby ją wyprowadzić z świetnego błota 
i barłogu. Po uwięzieniu Napoleona, ona pierwsza i podo- 
bno jedyna z rodziny jechać chciała na wyspę Ś. Heleny 
i dzielić z nim okropne wygnanie; a gdy znękana okrutną 
chorobą raka, która od pierwszój młodości jej groziła, prze- 
czuła że śmierć się zbliża, wiele bardzo okazała męztwa. 
Wspominając na brata, na jego obraz patrząc ciągle, spo- 
sobiła się do śmierci, żegnała się z przyjaciółmi z zupeł- 
nie przytomnym i tęgim umysłem. Sama własną ręką na- 
pisała testament i dary poczyniła, pamiątki rozdała niemal 
wszystkim przyjaciołom i bliższym znajomym. Sakramenta 
przyjęła nabożnie i publicznie, mówiąc że choć tym czynem 
świętym chce okupić zgorszenia życia swego; słowem roz- 
czuliła, rozbroiła najsurowszych sędziów. Dwa jednak czyny 



442 

w tych ostatnich i uroczystych chwilach zdraazily jej pró- 
żność; do napisania testamentu i przyjęcia Sakramen 
kazała się ubrać paradnie, jakby do dworu jechać miała: 
w klejnoty, w atlasy, różę nawet wzięła. Potćm przyjaciół- 
ce pod przysięgą nakazała, aby jćj ciało otwierane nie by- 
ło, szpecone, krajane, a co więcej, mimo zwyczaju rzymskie- 
go, nie wystawiano jej zwłok, ale natychmiast zamknięto 
w trumnie. Nie chcę, powiedziała, żeby ci co mówili, że 
Wenera Kanowy niedokładnym jest moim obrazem, wyma- 
wiali z litością;: łoi ona? 

Mąż, brat Hieronim byli przy jej zgonie, a najwięcej 
starań odebrała od pani Sylwii d'Hautmenil; męki piekielne 
wycierpiało to ciało tyle roskoszne: same kości i skóra tyl- 
ko zostały. 

P i e c z e^ c i e la o u .a r c h i c z u e. 

Wynajdują się one przy ważnych dyplomatach, i wy- 
ciśnione są oryginały na miękkich massach żywicznych; pier- 
wiastkowe zaś formy wyryte zawsze były. na metalu lub na 
kamieniu. Jak w monetach i medalach, najciekawsze są we 
względzie sztuki i historyi najdawniejsze pieczęcie; o takie 
zatem najgorliwićj postarali się badacze historyi. Długi 
czas za najdawniejszy taki pomnik uważano pieczęć maje- 
statyczną Kazimierza Wielkiego. Ale odtąd wynalazły się 
starsze, jako to: Władysława Łokietka, i wyżćj sięgające, aż 
do Bolesława Wstydliwego. Napisy na pieczęciach monar- 
chów polskich są zawsze łacińskie; na pieczęciach Wielkich 
książąt litewskich, ruskie lub starosławiauskie. 

P i c II i a. ż e Ii P r o K o p. 

Wsławił się w drugićj połowie XVI stulecia, jako ka- 
iN'aler maltański. Dowodził bowiem w rozmaitych wyprą- 



443 

\Yacli Maltańczyków przeciw Mahometanom w Azyi i Afryce. 
Przełożony uacl flotą maltańską, oczyścił morze Śródziemne 
od rozbójników algierskich, i wiele okrętów barbarzyńskich 
pozabierał. Mimo wszelkich usiłowań zakonu maltańskiego 
do zatrzymania go w jego usługach, skoro usłyszał o wszczę- 
tej wojnie między królem Stefanem Batorym a Gdańszcza- 
nami, pospieszył do rodzinnej ziemi, i wielkie zasługi w tej 
nowej walce położył. Chciał następnie król Stefan utwo- 
rzenie nowej floty polskiej temuż Pieniążkowi poruczyć, ale 
zawczesna śmierć króla zniweczyła ten zamiar. Umarł Pie- 
niążek za panowania Zygmunta Wazy r. 1600. 



Piwo. 

Wszystkie dawne dzieła nasze, ba i sam język świad- 
czą, jako ten napój najwięcej był używany u nas; piwnica 
zowie się od piwa, podchmielić sobie^ od chmielu^ który pi- 
wu tęgość daje, a nawet i słowo pić nie wiem czy z piwem 
nie ma jakiego stosunku. Klemens VIII papież, znał w mło- 
dym wieku piwo polskie i w niem smakował; w śmiertelnej 
leżąc gorączce, dręczony pragnieniem przypomniał sobie ten 
chłodzący napój i mówił: „o saata piwa di Polonia^"- a po- 
kojowi stojący przy łożu mniemając, że to była jaka cudo- 
wna patronka polska, modlili się pobożnie klęknąwszy, wzy- 
wali na pomoc świętej Piwy. 



Place V e u ji ó ni c. 

Kolumna wielkiego wojska w Paryżu, obciążona chwa- 
łą i wielkością, przecież tylko trzy miesiące wystawia histo- 
ryi Francyi i Napoleona. Myśl piękna. Wstęga spiżowa, 
która ją owija, roztacza z kolei od wymarszu z Boulogne tę 



444 

pamiętną kampanią, aż do sławnej bitwy pod Austerlitz, 
gdzie Grudniowe nawet słońce nie zawiodło fortiiny Napo- 
leona. Ta wstęga, na której każdy sztycli dłuta odbija bu- 
letyn i czyn świetny powtarza, liouczy się dziś przecie na 
Napoleonie, który prawdziwym i godnym jest jej szczytem. 
Trudno wyrazić jak to dziwnie i bez sensu było, kiedy 
tkwiła tylko na tym szczycie cliorągiew wybladła, jakby gał- 
ganami zastąpić tyle chwały chcieli. Dzisiejszy posąg, któ- 
rym skrzywdzić chciano panosza dając mu w miejscu cesar- 
skiego stroju generalski ubiór, chybił swego celu, odnawia 
on więcej pamięć Napoleona; lud go takim widział i dla te- 
go tak go kocha. On sam mówił o sobie, że jest le peuple 
empereui\ i ten posąg w tym prostym ubiorze, tak wysoko, 
zupełnie to słowo maluje. 

Poczta. 

Nadanie poczty Sebestyanowi Monteluppi *). „Stefan 
z Bożćj łaski etc. wszem wobec. Zważając użyteczność po- 
czty od poprzednika mego Zygmunta Augusta zaprowadzo- 
nej, tak w rządowych działaniach, jak w prywatnych stosun- 
kach, zatwierdzamy ją pod rządem Sebestyana Monteluppi, 
szlachcica florenckiego, i Waleryana jego synowca, których 
zaleconą sobie mamy wierność i zdatuość na tym urzędzie 
dawniej okazaną, i wszystkie poczty, które oni swoim kosztem 
utrzymywać będą, na wszystkich traktach onym oddajemy, 
pod tym warunkiem, że oni na trakcie z Krakowa do We- 
necyi w miejscach ku temu przyzwoitych, tyle koni utrzy- 



*) Monteluppi, który za Henryka, Stefana i Zygmunta na dworze 
królów polskich służył, zaszczycony indygenatem został. Umarł w Kra- 
kowie r. 1610. JSTiesiecki myśli, że rodzina "Wilczogórskich istniejąca do- 
tąd, od tych Monteluppi pochodzi. 



445 

mywać będą, aby gońcy pocztowi z Krakowa do Wenecyi 
i z Wenecyi do Krakowa jeżdżący, tam i nazad w przecią- 
gu piętnastu dni podróż swoje odbywali. Bieg ten poczt 
tak urządzony mieć chcemy, aby poczta dwa razy w miesiąc, 
to jest dwadzieścia cztery razy do roku z Krakowa do We- 
necyi i z Wenecyi do Krakowa chodziła. Pocztarze, którzy 
za sług naszych poczytani być mają, cyfry nasze i herby na 
sukniach nosić będą. Gdybyśmy zaś z dworem naszym z Kra- 
kowa do innego przenieść się mieli miasta, obowiązują się 
wyżej V7mienieni Sebestyan Monteluppi i jego synowiec, li- 
sty i wszystkie pocztą przychodzące przedmioty swoim ko- 
sztem jak najśpieszniej do Warszawy przesyłać. Zarząd po- 
czty oddajemy Sebestyanowi Monteluppi i jego synowcowi 
Waleryanowi na lat pięć, począwszy od 15 Lutego 1583 r. 
z pensyą tysiąca Złp. (9,050 Złp. dzisiejszych), które co 
kwartał pobierać będą z kasy naszej celnej krakowskiej. Tym 
więc naszym v,iernym poddanym rozkazujemy, aby przerze- 
czonego Sebestyana Monteluppi i Waleryana jego synowca 
za uprzywilejowanych dyrektorów poczt uznawali, i onymże 
w stosunkach urzędu ich dotyczących posłusznemi się oka- 
zali. W-mu zaś Janowi Dulskiemu, kasztelanowi chełmskie- 
mu, podskarbiemu koronnemu i w-mu Hyacyntowi Młodzie- 
jowskiemu, podskarbiemu naszemu nadwornemu zalecamy, 
aby umówioną pensyę tysiąc Złp. dyrektorom poczty regular- 
nie wypłacali i kwity od nich odebrali, które my w pora- 
chunku dochodów naszych przyjmować przyrzekamy. Niniej- 
sza umowa żadnej czynić nie ma zmiany w kontrakcie za- 
wartym o utrzymanie poczty między Najjaśniejszą królową 
małżonką naszą, a wyżej rzeczonym Sebestyanem Montelup- 
pi, gdy on wszystkim przyjętym na siebie obowiązkom czy- 
nić zadosyć przyi-zeka. Opłatę od listów prywatnych na po- 
cztę oddanych, na cztery grosze polskie (dzisiejszy złoty 
gr. sześć) od listu ustanawiamy, bez względu na odległość 
miejsc, gdzie listy iść mają, uwalniając od takowej opłaty 



zakony księży Franciszkanów, Bernardynów, Dominikanów, 
Aiigustyanów i Karmelitów, których listy bez żadnśj opłaty 
na pocztach przyjmowane mióć chcemy." 

Dau w Niepołomicach 29 Stycznia 1583 r., panowania 
siódmego. 

Stefan król. 

P o d r ó ż M i w Polsce. 

Z tych najdawniejszy jest Kontarini przy końcu XV-go 
stulecia, to jest za panowania Kazimierza Jagiellończyka, 
jako poseł rzeczypospolitój weneckiój, przez Polskę do Ros- 
syi przejeżdżający. Za Augusta Jagiellończyka Gratiani, 
opisujący podróż kardynała Comendoni, Herbersztein prze- 
jeżdżający przez Polskę jako poseł cesarza niemieckiego 
Maksymiliana do dworu rossyjskiego. Za Zygmunta Wazy, 
Mucante opisujący podróż kardynała Gaetani. Za Włady- 
sława Wazy, Ogierius opisujący podróż hrabiego d'i\.vaux, 
posła francuzkiego; tudzież Laboureur, podróż pani de Gue- 
briant, posłowój nadzwyczajnój i ochmistrzyni królowój Lu- 
dwiki z Gonzagów. Za Augusta II mamy w niemieckim ję- 
zyku opis podróży i wypraw wojennych w Polsce księcia 
Maksymiliana Wiirtemberskiego, towarzysza broni Karola KIL 



Pomnik i. 

Pomnik ciekawy sprowadzony do Paryża wraz z Luxo- 
rem, jest grobowiec królowćj Onkh-Nas, żony Amazisa zdo- 
bywcy, córki Psametyka II i Netokrisćj, która sławną się 
stała z wojen prowadzonych wraz z mężem przeciw Kambi- 
zesowi. Robota tego nagrobku piękna, ozdobiony hierogli- 
fami i postacią bogini Alhyr, Wenery egipskićj. Pomnik to 
z VI wieku przed erą chrześciańską. 



447 



Powietrze. 



Aby jedna plaga mało co znana dzisiejszej Polsce, da- 
wniej grasowała okrutnie i często; a kiedy na Rusi, w Li- 
twie, na Żmudzi, rozmaicie sobie wystawiano i uosobiano 
ten mor, w Polsce (com sama słyszała od mojej piastunki, 
a późiiiśj z pi-zyjemnością w uczonym Wójcickim to samo 
wyczytałam), w Polsce prostactwo wystawia sobie powietrze 
w postaci niewiasty w białe szaty przybranej, na wysokim 
wozie, która objeżdża wieczorem wiejskie osady i ulice miast. 
Gdy przed dom jaki zajedzie, puka i pyta: „co robicie?" je- 
żeli odpowiedzą: „nic nie robimy. Boga chwalimy." ,, Chwal- 
cież Go na wieki," ona mówi; odjeżdża i w tym domu nie 
ma zarazy. Jeżeli zaś na jej zapytanie: „Czy śpicie?" od- 
powiedziano: „śpiemy." „Śpijcież na wieki!" wołała i wy- 
mierała cała drużyna. Pamiętam jak dziś, jakeśmy z sio- 
strami jakby grę z tego ułożyły, a zamiast strachu był 
śmiech, jak to między młodemi, a nauczyła nas tego pia- 
stunka czy bona Fiszerówna, która przesadzała mówiąc 
i zawsze nas pytała: „Szpicie," a my odpowiadały: „Szpie- 
my," „Szpijcież na wieki"... 



P r z e p o w i e «l u i e. 

Dziwna rzecz, że dwie podobne zdarzyły się smutne 
przepowiednie w ucztach. Na ulicy Royale w Paryżu, w cza- 
sie uczt weselnych Ludwika XVI, jeszcze Delfina, wiele osób 
śmierć znalazło; toż samo stało się w ciągu fet z powodu 
zaślubin Napoleona z Maryą Ludwiką. Na ulicy de Pro- 
vence, w pałacu ambasady austryackiej, książę Schwarcen- 
berg dawał bal wielki i salę umyślnie wśród ogrodu wysta- 
wić kazał' wiadomo, że zapaliła się od firanki gazowej, któ- 



448 

rą wiatr ku świecy zbliżył. Kie trudno wystawić sobie co 
się wtedy działo i co to był za widok tych kobiet wystro- 
jonych, uciekających przed śmiercią, a już w płomieniach 
szukających osób sobie drogich, tego całego krzyku, nawa- 
łu. Stało się to o północy. Cesarz wyprowadził szczęśliwie 
żonę, zawiózł ją na plac Ludwika XV, tam wysiadł, odwieźć 
ją kazał do St. Cloud, a sam wrócił i nie mało się przyczy- 
nił do tego, że więcój nieszczęść nie było. I tak trzydzie- 
ści osób śmierć znalazło, a przeszło dwieście ranionych zo- 
stało. Pompiery i policya nie bardzo się pospieszali i Na- 
poleon bardzo łajał nazajutrz. Marya Ludwika jedyny dała 
dowód heroizmu: kiedy wszczął się ogień, daleko była 
od cesarza, ale nie chcąc się schronić sama, wystąpiła na 
tron i tam napozór spokojna, czekała aż cesarz przyjdzie. 
Przybiegł wnet, porwał ją i powiedział: ,,Louise, mens viłe, 
car ceci est serieux^'' 



Przjjł o Mieści stare Polskie. 

Pytał podróżny szlachcic mieszczanina w Słomnikach: 
„Kędyjest dobre piwo? Ten rzekł, najlepsze u gęby." Zaczćm 
wysłał szlachcic hajduka pytać się kędy Gęba, a ono nie ba- 
czył, że bardzo blizko, bo pod nosem. 

Idącemu ulicą w Krakowie Smolikowi zaszedł żebrak 
i rzekł: „Proszę WMości na chleb." ^ Na to_ odpowiedział 
Smolik: „Jedz bracie sam, ja wolę iść do księdza biskupa, 
który mnie prosił na zraz pieczeni." 

Tenże mawiał: „Polaka Niemiec, Niemca Włoch, Wło- 
cha Hiszpan, Hiszpana Żyd, Żyda tylko dyabeł oszuka." 

W Żarkach pytano karczmarki: „Bije tu zegar?" Ta 
rzekła: „Zegaru tu nie ma, ale pan bije." 

Jeden powiedział: „Lepszy pan Tomasz, niźli pan Ja- 
dam*'* 



449 

Mikołaj Mielecki, hetman W, Koronny tak sobie uprzy- 
krzył swój urząd, że go dobrowolnie złożył r. 1580. W cza- 
sie uczty gdy do następcy swego Jana Zamoyskiego speł- 
niał za zdrowie króla Stefana, wypadł mu z rąk kielich 
i stłukł się; na co rzekł: „Panie Zamoyski, łaska pańska 
szkło." 

Powiadał on sławny rycerz Jan Zamoyski, że na pogra- 
niczu za Barem ujrzał starzuchnego człeka i pytał go: 
„A niebożę stary! jakożeś się tu zestarzał, że cię poganie 
nie wzięli." „Oto żem miał wiarę." „Jakże to?" spytał go; 
odpowiedział: „Skoro o Tatarach było słychać że idą, to ja 
wierzyłem i uciekałem, i zestarzałem się." Starzy Polacy 
mówili: „Lepsza baba na zamku, niż rycerz pod zamkiem." 



PrzysłoMia rz^yli maksymy staropolskie. 

Ptakowi w klatce 
Eybie w sadzawce, 
Gospodarzowi bez żony 
Świat obmierzony. 

Głośne zaloty. 
Sprzęt siana w deszcz, 
Zw^ada po pijanu. 
Nigdy z pożytkiem. 

Papieru do wody, 
Płótna do ognia, 
Żony do swej woli. 
Nigdy nie dopuszczaj. 

Ksiądz bez nauki, 
Urzędnik bez rozsądku, 
Mieszek bez pieniędzy, 
Jednej są ceny. 
Dzieła Hofmanowej. Tom III. 29 



j450 

Do usług chłopczyka, 
Do jazdy laicylva, 
Do straży mopsi l^a, 
Trzymać nie warto. 

Kufel i szlilanica, 
Kostlii i sliarby, 
Złe towarzystwo, 
Przeszłvody do wielu rzeczy. 

Dobra myśl bez panien, 
Muzyka bez tańca, 
Dostatek bez nauki. 
Małej wagi. 

Z koniem bosym na lód, 
Z butem złym na błoto, 
Bez wiosła na wodę. 
Rzecz niebezpieczna. 

Doktora dobrego. 
Grosza praca nabytego, 
Przyjaciela domowego. 
Mocno szanuj. 

Nie wszystko 

Co wiesz, mów, 

Co słyszysz wierz. 

Co widzisz sądź. 

Co możesz czyń. 

Jeśli chcesz fortunnie żyć. 

I mucha ma żółć w sobie. 
Stary nazwany od starania. 
Czapką chlebem a solą, 
Ludzie ludzi niewolą. 



451 

Co się łyse urodzi, łyse zgiuie. 
Każdy sobie rzepkę skrobie. 
Za zgubione cudze łyczko, trzeba dać rzemyk. 
Idź powoli, a bieda cię dogoui; idź prędko a dogonisz 
biśdę. 

Bo zawdy ci więcej jedzą, 
Którzy bliżej siedzą. 
Gdzie pełno, snadniej ulać. 
Lepsza szkódka niźli szkoda. 
Łakomstwo głębokie morze. 
Da Bóg na piecu komu chce. 
Bielszy bywa kto się myje. 
Biesiada, bo na niej bies siada. 



Przysłowia Rysiiiskiego w r. 1629. 

(Alfabe.tycznie zebrane). 

Ani na wsi, ani w mieście, 
Nie trzeba wierzyć niewieście. 

Będzie dobrze, kiedy złe szyję złamie. 
Bliższa koszula ciała niż kabat. 
Byś swemu psu i nogę uciął, przecie on za tobą 
pójdzie. 

Co Bóg dał, to w kobiałkę. 

Cudze ręce lekkie, ale nieużyteczne. 

Człowiek tak, a Bóg inaczej. 

Co śmiesz radzić, śmiej sam uczynić. 

Co w swoich śmieciach, to nie zginie. 

Czego kto pragnie na jawi. 

To mu sen przed oczy stawi. 

Czego nie masz, nie obiecuj. 



452 

Do Korjoitu przyjść nie każdemu snadnie. 

Dla przyjaciela nowego, 

Nie opuszczaj starego. 

Dziesięć zbrojnych u jednego nagiego nic nie wezmą. 

Do prawaś przyjechał, nie z prawem. 
Dyabeł Ewę po włosku zwodził, 
Ewa Adama po czesku, 
Bóg ich po niemiecku gromił, 
Anioł po węgiersku wygnał z raju. 

Dobra wieść, kiedy niosą jeść. 
Dziewki jak konopie prędko rosną. 
Dziecię za rękę, matkę za serce. 

Głodnemu chlśb na myśli. 

Gdzie rozum z cnotą, dobry skład. 

Gospodarz powinien wiedzićć o polu, o gumnie i stajni. 

Gospodyni powinna wiedzićć o kuchni, o spiżarni, 
o piwnicy. 

Gwałtem wziąć można, ale dać nie można. 

Gdzie cię radzi widzą, tam nie często bywaj, a gdzie 
nie radzi, tam nigdy. 

Gdzie rozum, nic tam nie pomoże. 

Głośny dzwonek, zła sława. 

Gość w dom, Chrystus w dom. 

Gospodarza w domu trzeba słuchać. 

Gorąca miłość, sanna droga, krogulcze pole, nie dłu- 
go trwają. 

Hamuj koła z góry, chcąc ochronić skóry. 

Im kto starszy, tćm powinien być mędrszy. 

Jako ty rodzice swoje, tak cię uczczą dziatki twoje. 
Jedna baba kamień do studni wwali, a dziesięciu chło- 
pów go nie dobędzie. 

Jeden za ośmnaście, a drugi za dwadzieścia bez dwa. 



I 



453 



Jeszcze mu się to nie przepiekło, a już na nowe 
zarabia. 

Jak aniołki połykał. 

Jaka spowiedź, takie rozgrzeszenie; 

Jedna jaskółka nie przynosi wiosny. 

Już mu i Sędomirski doktor nie pomoże. 

Jaje dzisiejsze, clilćb wczorajszy, cielę sześcioniedziel- 
ne, wino łońskie, najlepsze. 

Kto oczyma nie dojrzy, ten mieszkiem dopłaci. 
Kto ludzi nie słucha, ten i Boga nie słucha. 
Kto sobie zły, a komuż dobry? 
Kto ma czas, a czasu często, czas traci. 
Kto się ludzi nie wstydzi, ten się i Boga nie boi. 
Kto siła obiecuje, tan mało daje. 
Kto pyta, nie błądzi. 

Kto z przyrodzenia głupi, i w Paryżu sobie rozumu 
nie kupi. 

Komu Bóg rozumu nie da, kowal mu go nie ukuje. 

Kto chodzi po nocy, szuka kijowej niemocy. 

Która rzecze białogłowa, pisz na bystrśj wodzie słowa. 

Kto nie szanuje grosza, ten za grosz nie stoi. 

Kogo się nieszczęście iniie. 

Ten sobie nos ucierając palec wiwinie. 

Kto Boga zdradził, a kogóż nie zdradzi? 

Kto dał zęby, ten da i chleb. 

Kasza, wysługa nasza. 

Kto nie ma sługi, niech sam sobie służy. 

Kto nie ma konia, niech piechotą chodzi. 

Kto przy prawdzie, ten napoły ma wygi-aną. 

Kto ma żytko, ten ma wszystko. 

Każdy pies na swem śmiecisku śmiały. 

Każdy ptaszek swoim się noskiem żywi. 

Koń, panna i wino, wiechcia i ochędóstwa potrzebują,. 



45^ 

Kto się czego nie uczył, nie może drugiego nauczyć. 
Kto ród szczebiece, 
Wszystko wymiece. 
Kto miecz trzyma, pokój miewa. 
Kto słucha poclilebce, mądrym być nie clice. 
Krawiec igły szukając, za grosz świec spalił. 
Kto krzywo przysięże, rzadko rok przeżyje. 
Kupiłbym wieś, ale pieniądze gdzieś. 
Kto ze mną chleba jeść nie chce, ja z nim kołaczów 
jeŚG nie będę. . 

Kogo rodzice nie karzą rózgą, tego kat mieczem karze. " 
Kiedyby ubogi panu nie dawał, panby prędko zubożał. 
Kto w dziesięciu leciech nie będzie nadobny, 
we dwudziestu gładki, 
we trzydziestu duży, 
we czterdziestu mądry, 
w pięćdziesiąt bogaty, 
w sześćdziesiąt nabożny. 
Tedy już do śmierci takim nie będzie. 
Kiedy pies śpi, żyd przysięga, pijany się modli, a bia- 
łogłowa płacze, rzadko wierzyć trzeba. 

Kto drzwi za sobą nie zamyka, albo pańskiśj, albo 
psićj natury zakrawa. 

Komuż piać, jeśli nie kurom? 

Ledwoby się korcem mąki, powinowactwa dorachował. 

Lepszy stary sługa z jedną wadą, niźli nowy z dzie- 
sięcią. 

Lepszy żołnierz zbrojny, aniżeli strojny. 

Lepszy łót szczęścia, niźli funt rozumu. 

Lisze, pomknij się, kuno przed stół, sobolu za stół, 
a ty baranie za piec. 

Lis nie mogąc kiszki dosiąc, rzekł odchodząc: powróz 
ci tśż był. 



455 



Leżąc wilk nie t}'je. 

Ludzie dla nas budowali, a my dla ludzi. 

Ludzka rzecz upaść, dyabelska w błędzie trwać. 

Laska Boża, dobre zdrowie, co lepszego niech kto powie. 

Masło przed obiadem złoto, po obiedzie srebro, a po 
wieczerzy ołów. 

Mało dać wstyd, a siła żal. 

Małe złodzieje wieszają, wielkim się kłaniają. 

Mając gościa w domu, nie czyń z czeladzią gomonu. 

Miłość panieńska, szczęście w karty, łaska pańska i kra- 
sa róży, niedługo trwałe rzeczy. 

Młodyś jeszcze, wyśpiewasz sobie. 

Myśl cła nie płaci. 

Młoda rada, panieńska łaska, marcowa pogoda, ska- 
tku nie mają. 

Mur żelazny, dobre sumienie. 

Nie wczas łyżka po obiedzie. 

Nie po szwie się porze. 

Nie każdy wió co mu zdrowo. 

Nie zatai się szydło w worze. 

Najgorsze śniadanie, najlepszy obiad psuje. 

Nie ma być większy rozchód, niż przychód. 

Na święty Bóg wić. 

Nie bądź blaznem, kiedy nie możesz być wielkim 
panem. 

Nie jednemu Pan Bóg wszystko dał, ale wszystkim 
wszystko. 

Nie każdy weźmie po Bekwarku lutni. 

Na dobrym powiadaczu siła należy. 

Nie wierz nikomu, nie zdradzi cię nikt. 

Nie trzeba głupich siać, sami się rodzą. 

Nie graj, nie przegrasz. 



boli. 



456 

Nie wie co to pokój, kto nie skosztował wojny. 

Ni to kaczor, ni to kaczka. 

Nie miejsce szuka głowy, ale głowa miejsca. 

Nie paś, nie zajmąć. 

Nie trzeba tśm żartować, co śmierdzi, co szkodzi i co 

Nic po wieuie, kiedy cnota w żenię. 

Nie czyń się Piątku Niedzielą. 

Najmniejsza przyjaźń nie zawadzi. 

Norymberskiej roboty pachołek. 

Nie ranoś wstał, nie będziesz miał. 

Nie wszystkim, wszystko jednako się widzi. 

Nie ten co pocznie, ale co dokona, sławę otrzyma. 

Nie każdy wesół co śpiewa. 

Nie pomoże malowane łoże. 

Nie masz lepszej zwierzyny, jak nasza gąska: 

Dobre piórko, dobry mech, nie gań mi i miąska. 

Nowiny zawsze uprzedzają samą rzecz. 

Nie już nowy dom zbudował, kto stary obalił. 

Na ucztę nie bądź pierwszym, ani ostatnim. 

Od złego dłużnika i plewami bierz. 
O tśj dobie, każdy sobie. 

Przepłynąwszy, utonął. 

Pan jako chce, chudzina jako może. 

Pierwsza żona od Boga, druga od ludzi, trzecia od 
dyabła. 

Potrzeba prawo łamie. 

Pierwój ma być otwórz, niż pomaga Bóg. 

„Pojmałem Tatarzyna," — wiedźże go sam." „Nie chce 
iść," — „pójdźże ty sam;" — „nie chce mię puścić." 

Pojechał cielęciem, a przyjechał wołem. 

Pan poddanemi, a poddani panem stoją. 

Ptaki jeszcze w lesie, a on już rożenki struże. 



457 



Przedał imienie, a kupił rzemienie. 

Po obietnicę trzeba na prędkim koniu jechać. 

Przesadził się w rozum, by Tatarzyn w zbroję. 

Pańska choroba, ubogiego zdrowie. 

Pochlebstwo gorsze niż trucizna. 

Polski most, niemiecki post, włoskie nabożeństwo, 
wszystko to błazeństwo. 

Pierwćj trzeba przed swoją sienią umieść. 

Panów mnóstwo czyni ubóstwo. 

Pewnego dla niepewnego nie opuszczaj. 

Przyłożywszy do ździebła szeląg, będziesz miał kukiełkę. 

Pojednana przyjaźń, jak marcowy lód. 

Przyjaciel nie ma być jako kwiatek, który póki świe- 
ży, poty miły. 

Pierwej Sobkowi, potćm Dobkowi, 

Po groszu zbierając zbierzesz, po szelągu ciskając roz- 
cłskasz. 

Przyszedł niestatek i wziął ostatek. 

Pan Bóg ludziom nie dogodzi, a cóż człowiek? 

Pierwśj sto godzin wyciecze, nim się niewiasta oblecze. 

Rychlej się dobra nowina, niźli zła odmieni. 

Rychlśj chudzina dla chudziny uczyni, niźli dostatni. 

Rząd niewieści, nie czyni czci. 

Różne mieszkanie, przychodzi w nieznanie. 

Rana się zgoi, a słowo nie zgoi. 

Rzadko co ludzie z palca swego wyssą. 

Rad puszcza, niby sprzęt źle nabyty. 

Robiąc uziąbł, jedząc zapocił się. 

Sprawiedliwe nabycie i na morzu nie tonie. 
Słówko wróblem wyleci, a wołem się wraca. 
Szkoda okrasy, gdzie rozumu pusto. 
Szumno, a w pięty zimno. 
Sama starość stoi za chorobę. 



458 

Szanuj mnie cloma, będę ci szanowała u ludzi. 

Starzy radzi sobie lat przyczyniają, a młodzi ujmują. 

Sam działaj, przyjaciół nie czekaj. 

Syn tylko worki zliczy, w rozumie nie dziedziczy. 

Stary gospodarz Pan Bóg, wić kiedy komu czego po- 
trzeba. 

Staia panna na starego żołnierza czeka. 

Szkoda tym steru zwierzyć, którzy nie pływali. 

Śmiały co się za dwiema bije, ale śmielszy co się żeni 
a nie ma nic. 

Święta pierzynka, by rękawy miała. 

Trudna zgoda, z ogniem woda. 

U dworu dwornie, a doma wybornie. 

U leniwych zawsze święto. 

Ujechawszy milę, postój koniom chwile; P 

Ujechawszy trzy, czoła koniom potrzy: 

Ujechawszy sześć, dajże koniom jeść. 

U białych głów długie włosy, a rozum krótki.'' 

Włoch przed szkodą, Niemiec w szkodzie, Polak po 
szkodzie przychodzi ksobie. 

Wdowa sobie pan. 

W Paryżu rzeka mleczna, brzegi jaglane, a wół pie- 
czony nad nią i nóż w nim. 

Więcej gość za godzinę w cudzym domu ujrzy, niż 
gospodarz za rok. 

Wisła jak Bóg, jednemu daje, drugiemu bierze. 

W dzień Szymona Judy, boi się koń grudy. 

W łóżko mały, w kolebkę wielki. 

Wielkiemu panu zawsze kostka dobrze pada. 

Ziemiański staw a cesarskie ryby. 
Zła tam otucha, gdzie szepcą do ucha. 



459 



Zmyto go bez ługu. 

Zbladł by Toruńska cegła. 

Z młodu w tafcie, a na starość w płacłicie. 

Złote góry obiecuje, a nie ma i ołowiauycła. 

Ze złego nałogu, trudno Ijii Bogu. 

Żaden nie powinien być bogatym, jeno cnotli\Yym. 

Żona mężo^Yi może się urodzić, a matlca już nie. 

Żywot dworslii, świetnogorski. 

Obyczaje dicorshick ludzi. 

Borgować anie płacić. 

Czynić co chcieć a karcenia nie przyjmować. 

Gwałt uczynić a z tego się cłiełpić. 

Nabożnym być a zabić. 

Nałajać a nie przeprosić. 

Obiecać a nie uczynić. 

Pożyczać a nie wracać. 

Przyrzec a nie sprawdzać. 

U bicia odpowiadać i skarżyć. 

Wydrzeć a gwałtu wołać. 

Źle czynić wstydu nie mieć. 



R. 

Kailziniłł (Bogusław). 

Miał lat ośm kiedy opiekun jego książę Krzysztof 
przedstawił go Zygmuntowi III; nie uląkł on się bynajmniej 
ani majestatu królewskiego ani licznego dworu, owszem 
oczy sobie wlepił w króla, twarz w twarz mu się przypa- 
trywał, a gdy mu opiekun kazał przywitać monarchę, on 
jemu rączkę swoje do pocałowania podał; stryj przelęknio- 
ny kazał mu do nóg królewskich upaść. „A to po co, zawo- 



460 

łał mały książę, on taki człowiek jak ja." Dobry Zygmunt 
uśmiecbając się powiedział: „Dajcie mu pokój, rokoszanin 
jest." 

K e b o u 1. 

Tego nazwiska żyje dziś w Nimes piekarz, poeta; mó- 
wią że to geniusz prawdziwy, a mimo tego nie clice rzucać 
swojego rzemiosła; i przez wory mąki przecliodzić trzeba do 
pokoju, gdzie wiersze godne najpierwszycb dzisiejszych poe- 
tów kreśli i odwiedziny najznakomitszych podróżnych przyj- 
muje. 

K e d o u t e. 

Piotr Józef Kedoutś urodził się w Bazylei d. 10 Lipca 
1759, umarł w Paryżu w Piątek d. 19 Czerwca 1840 roku. 
AV wieczór zdrów był, w nocy ruszony apopleksyą skonał. 
Najsławniejszy malarz kwiatów może w całym świecie, bo 
przez całe życie nic nie robił tylko kwiaty; ulubione były 
mu róże i dwieście dwadzieścia ośm róż odmiennych wyna- 
lazł i odmalował. Był kolejno malarzem i kolejno malarzem 
kwiatów Maryi Antoniny, Józefiny, księżny d'Angouleme; 
upadły te królowe Francyi, jego królowa kwiatów została 
mu wierną. Żadnego majątku nie zostawił, ale dzieł pełno 
i przyjaciół kilku; miał dobrą żonę i córkę. On zwał kwia- 
ty gwiazdami ziemi. Na pogrzebie jego bardzo licznym 
i świetnym w kościele St. Germain-de-Pres, do znaków le- 
gii honorowćj i orderu Leopolda, dołożono na trumnie py- 
szną koronę z kwiatów naturalnych; ładna myśl i piękny 
był obraz, trup starca i ten wieniec. 

Rej mikołaj z Nagłowic. 

Najdawniejszy z lepszych pisarzy polskich, którego za- 
tem za ojca literatury naszśj uznawać możemy. Urodził się 
roku 1515, w Żurawnie, nad Dniestrem, w ówczesnćm wo- 



461_ 

jewództwie niskiem. Ojciec jego, człowiek li rycerski, i mało 
dbający o wychowanie syna, ledwo za namową, przyjaciół, 
oddał go do szół, to jest do Szkalbmierza, w województwie 
krakowskiem. Tam bawił młody Rej dwa lata; ale bądź 
z lenistwa, bądź z wrodzonój jakiójś niechęci do nauk, ani 
tam ani przez dwa późniejsze lata we Lwowie spędzonych, 
ani nakoniec w szkołach krakowskich, niczego się nie nau- 
czył. Ojcu jednak zdawało się, że już dość jest uczonym 
człowiekiem, i odebrał go nazad do domu. Tam znowu stra- 
wił młody Rej dwa lata na samych wiejskich zabawach, 
które najbardziej smakowi jego odpowiadały. W dwudzie- 
stym roku życia oddany został do dworu Andrzeja Tenczyń- 
skiego, wojewody sandomierskiego, który go do pisania li- 
stów polskich używać zaczął. Tam, przez codzienne używa- 
nie, wprawił się we własnym języku, nawet nieco i ^y ła- 
cińskim, którego choć nigdy nie umiał użyć z tą łatwością, 
jak go używali wszyscy jego spółcześni Polacy, przynajmniej 
rozumiał. Opuściwszy dwór Tenczyuskiego, ożenił się z Ro- 
snówną z Sędziszowa, siostrzenicą arcybiskupa gnieźnień- 
skiego, który mu w chełmskiej ziemi dobra kupił, i w tych 
na łonie familii Rej spokojnie życie prowadził. Miłośnik nie- 
podległości i swobodnego życia, żadnego urzędu nie przyjął, 
prócz poselstwa na sejm, które kilka razy sprawował; bo 
chętny był wszystkim zjazdom, a zwłaszcza tow^arzyszącym 
im ucztom i zabawom, a dla wesołości i wrodzonego do- 
wcipu, mile był od wyższych i niższych widziany. Wzięty był 
u króla Zygmunta Jagiellończyka, i u królowej Bony; od 
króla Augusta Jagiełły jeszcze więcej, i od niego wieś Dzie- 
więciele w darze otrzymał. Od innych jeszcze możnych 
osób wsparty i udarowany, do znacznych nawet przyszedł 
dostatków. Od imienia swego miasto Rejowiec w ziemi 
chełmskiej założył; a w Ki'akowskiem, blizko ojcowizny swo- 
jćj Nagłowic, miasto Oxa od herbu Reja tak przezwane. 
Umarł Mikołaj Rej r. 1568. 



462 



W ostatnich latach życia wydał najlepsze swoje dzieło, 
i które cały umysł i tok pisania, tak prozą jak wierszem 
wykazuje, to jest: Żywot poczciwego człowieka albo Zwier- 
ciadło. Jest to obraz i wykład powinności człowieka, w trzech 
księgach, obejmujących trzy główne epoki życia ludzkiego, 
wiek młody, dojrzały i podeszły. Oto urywek z trzeciśj księ- 
gi o wielm podeszłym. 

„Wiele lęka się starości, bo się już po nićj bliskiej 
śmierci nadziewają. Bo z gromu pospolicie albo z dżdżu na- 
walnego, trzeba się gradu nadziewać, Ale poczciwy człowiek, 
a rozważny, nie powinien się lękać tego, od czego nikt ai\i 
się wykupić, ani wyprosić, ani żadną mocą wybawić nie 
może. A mając sumienie bezpieczne, czyste, od wszego wol- 
ne, postanowiwszy nadobnie swe sprawy, czemuby się śmier- 
ci lękać miał? która tylko iż ciało uśpić może, ale dusza 
miła nigdy od nićj dotknioną nie będzie. A iż nie wiemy, 
w którym czasie i na którśm miejscu ma nas śmierć za- 
stać, tedy my jej i na każdy czas, i na każdem miejscu 
czekajmy; gdyż to widzimy, tż skoro się urodzimy, już 
umierać poczynamy, bo co dalej, to bliżćj ku śmierci 
idziemy. 

„A dla tego nam godzina jej zatajona, abyśmy zawdy 
gotowi byli, bo gdybyśmy pewnie wiedzieli czas dokończe- 
nia swego, nie chciałoby się nam nigdy dobrymi być, aż 
maluczko przed czasem onym." 

R (> k o p i s III a. 

Niezmierna ale łatwa do pojęcia była ich cena przed 
wynalezieniem druku. W r. 1400 klasztor Ś. Michała w Lii- 
ueburgu kupił dziewięć rękopismów objaśniających wyroki 
Ijapiezkie za 115 zł. n. W r. 1424 Jan Prochsel kanonik, 
za jeden wyrok papiezki dał 43 zł. n. (a mórg ziemi najle- 
pszej 40 zł. wtedy kosztował). W r. 1450 Poggiusz, włoch. 



463 

przedał rękopism Liwiusza za 120 duk. i kupił sobie za te 
pieniądze wieś przy Florencyi. Ludwik XI clicąc w r. 1471 
pożyczyć od wydziału lekarskiego w Paryżu dzieła Razesa, 
musiał dać zastaw wiele sprzętów srebrnych i jednego szla- 
chcica. Biblia niemiecka kosztowała w tym czasie 400 ta- 
larów koronnych. Zyski ze sztuki pisania czyli przepisywa- 
nia tak wielkie, a prawie wszystkie w r§ku duchownych 
będące, bo oni mieli najwięcśj czasu i nauki, stały się po- 
wodem, że z bojaźni ich utraty, interesowani ogłosili Gu- 
tenberga i Fausta, wynalazców druku, za czarnoksiężników. 

Religia. 

Mimo wszystkiego co mówią i piszą, przekonana je- 
stem, że nigdy prawdziwa religia na wyższym jak dziś nie 
stała stopniu; może wigcćj było nabożeństwa, ale pobożności 
mniej nierównie, więcój pacierzy, mniej modlitwy; więcśj 
postów, mniej miłosierdzia. Matka mego ojca, szlachcianka 
słynąca z nabożeństwa, w przejażdżkach swoich po kraju, 
gdzie tylko złapała dziecko żydowskie, chrzciła w kącie, 
i zawsze woziła ku temu flaszeczkę święconej wody, pewna 
była że robi uczynek najzbawienniejszy; wnuczka jej ma 
sobie za większą i skuteczniejszą zasługę pomówić z dzie- 
cięciem o Bogu i cnocie. 

Robert Leopold. 

Malarz jeden z najlepszych tego czasu, człowiek za- 
cny, religijny, jeszcze młody odjął sobie życie w Wenecyi 
w końcu Marca 1835 r.; nie miał jak lat trzydzieści ośm. 
Powszechnie jest żałowany, zostawił tylko trzy celniejsze 
dzieła: les Yendengeurs, les Moissoneurs, les Pecheurs; piór- 
wsze w Luksemburgu. Zowią go malarzem poetą i filozo- 
fem, bo wiele jest myśli poważnych w jego pracach. Da- 



leki od dzisiejszćj mody ubiegał się nie za szpetnćm ale 
za pięknśm. 

Robinson. 

Oryginalnie po angielsku napisany przez Daniela de 
Foe, później przerabiany na wszystkie języki. Ja tylko 
znam dotąd tłumaczenie francuzkie z Kampego. Była to 
pierwsza książka pe Berkinie, |którą czytałam cicho; zajęła 
mnie też niepospolicie, i podobno żadna nie zostawiła głęb- 
szego, milszego wrażenia: nad żadnym książkowem nieszczę- 
ściem nie płakałam serdeczniej, jak nad Robinsonem i nad 
Piątaszkiem.... Rousseau napisał że nie zna lepszego wzoru 
edukacyi naturalnśj. 

Roland (Pan i). 

Głośna w czasie rewolucyi francuzkiśj. "W klasztorze 
była u Dam Kongregacyi na przedmieściu St. Marcel. Pi- 
sała i przepisywała mężowi najwięcej, w pierwszych latach 
zamęźcia, rozpraw w sztukach m.echanicznych. Godna uwiel- 
bienia ta chęć w niej, odpowiedziała przeznaczeniu niewie- 
ściemu: być pomocą mężowi. Podróżowała z nim po Anglii 
i Szwajcaryi i są opisy tej podróży przez nią. Należała 
czynnie zawsze pod męża imieniem do redakcyi Kuryera 
Lugduuskiego, między innemi artykuł jćj Opis federacyi 
Lugdwiskiej 30 Maja 1790 r. tak zajął wszystkich, że 60,000 
egzemplarzy przedano numeru, w którym się znajdował list 
do króla; był z powodu dekretu przeciw księżom, którego 
Ludwik XVI nie chciał potwierdzić. U kratek Konwencyi 
zmusiła do milczenia nieprzyjaciół wymową swoją. Mogła 
uciec, ale wrodzone męztwo i sumienie znagliły ją do zo- 
stania. Zamkniętą została w Conciergerie, w sam dzień 
ścięcia Brissota i deputowanych Girondy. Panu Chauveau 



465 



la Gardę dała pierścionek i powiedziała: „Ne venez point 
au tribunal, ce serait vous perdre saus me saiiver, Acceptez 
le seul gage que ma reconuaisance puisse vous offrir; de- 
main je n'existerai plus.'' Towarzysz jej ostatnit^j prze- 
jażdżlii zwał się La Marche. Pamiętnilii jśj wydał P. Bose 
w r. 1795, kilka było późniejszych wydań. Styl jćj pełen 
energii, opowiadanie często ogniste, zawsze przywięziijące. 
Maluje sie cała w dziełach swoich. Roland był człowiekiem 
poczciwym (homme de bien) w całćm znaczeniu tego wy- 
razu. Wiele bardzo o rzemiosłach i kunsztach pisał i zna- 
cznie dopomógł do ich wydoskonalenia; politycznych dzieł 
także kilka zostawił. W pani Roland bardzo chwalić należy 
ten dar a raczej ten przymiot, że zająć si§ umiała każdą 
rzeczą i wszędzie znaleźć zajęcie. 

Rouiowe czyli Rouiuowe. 

Imię sławne w dawnych dziejach litewskich i pruskich 
za czasów pogjiństwa. Były to wielkie poświęcone dęby 
służące za świątynie Perkuna, lub innych bogów litewskich. 
Hartknoch, dziejopis dawnych Prusaków i Litwinów, opie- 
rając się na doszłych do jego czasu tradycyach, o kilku 
takich dębach wspomina. Jeden z nich miał być w Pru- 
siech nad rzeką Frisching, gdzie dziś stoi wieś Romitten, 
o cztery mile na południe od Królewca, przypominająca je- 
szcze dawne nazwisko Romowe; drugi na Żmudzi, przy 
spływie rzeki Dubissy do Niemna. 

R u s i II i. 

Przy pogrzebach pięknie mówią żegnając się z kre- 
wnemi: „Daj wam Boh lekku zemlu leżati i Chrysta widati." 



Dzieła Hofmauowej. Tom III. 30 



466 



U j b a c y. 

W Lipcu 1834 r. płynęliśmy w idlka osób po Sekwa- 
nie, od mostu St. Cloud do mostu Neuilly: przewoźnikiem 
naszym był człowiek bardzo przystojny, w całej sile wieku 
i rozmowny jak zwykle Francuzi. Powiedział nam wkrótce 
że się zowie Germaiu, że jest rybakiem, że ma restauracyą 
na rynku w St. Cloud; potem zaczął mówić z uczuciem 
o Napoleonie jak go kochają i wspominają w całej okolicy, 
i nareszcie powiedział, że miał zaszczyt przewieźć go raz 
przez Sekwanę w tćj samćj łodzi. .,Jam stał u brzegu — 
mówił — a wtćm cesarz który polował nadjechał blizko 
z orszakiem swoim; w tej chwili sarna rzuciła się do wody 
^.Menez moi a l\mtre hord, bafelier"' powiedział, i ja za- 
raz przybiłem z łódką. Płynąc strzelił dwa razy do sarny 
za drugim zabił. Pięć sztuk dwadzieścia frankowych dał 
mi za jego rozkazem Caulincourt będący przy nim. Nie 
zapomnę dnia tego \s całem życiu." Mówił nam także, iż 
od czasu strącenia Napoleona, bardzo mało ryb w Sekwanie 
,,27* se sonf enalies auec PEmpereur.'-' I prawda, że po- 
wszechnie to mówią, jakoby od 1814 r. bardzo połów zu- 
bożał; dają temu następujące przyczyny: statki pamwe, a co 
pewniejsza pokój, rybakom brz^^gu morskiego, koło ujścia 
Sekwany nie przeszkadzają wojenne okręty, morze spokojne, 
ryby nie szukają ucieczki w rzekach, ztąd Sekwana mniej 
zarybiona,. 

R.y c «' r k u. 

W r. 1808 w Portugalii, w drugim liniowym pułku 
był sierżant woltyżerów szczupły i mały, ale odważny i bi- 
tny. W bitwie z Anglikami ciało pułkownika swego wyra- 
tował z rąk nieprzyjaciół, wziął dwóch w niewolę, a gdy 



467 



przywlókł do obozu ciało, odkryło sig że żyje jeszcze; wtedy 
postrzeżouo że sierżant był rauny w ramię, chciano go ro- 
zebrać, bronił się, a gdy mu gwałtem mundur i koszulę 
rozcięto pokazały się piersi piękne i białe, bo była to ko- 
bieta Wirginia Chesąuiere, urodzona w Delmont w Irlandyi. 
Miała ona brata bliźniaka, którego bardzo kochała, podo- 
bni byli bardzo do siebie; brat był słabego zdrowia a ona 
mocna. Kiedy przyszło do konskrypcyi otrzymała pozwolenie od 
rodziców, że gdy już po egzaminie maszerować przyszło, ona 
przywdziała mundur brata, przyjęta została pod jego imie- 
niem do dwudziestego siódmego pułku, i przez lat sześć 
służąc dobrze przeszła stopnie kaprala, fury era, sierżanta, 
a nikt nie wiedział że jest kobietą,. Generał komenderu- 
jący brygadą dowiedziawszy się o tern, kazał się stawić 
Wirginii, dał jej krzyż Legii Honorow^ej i uwolnienie; mło- 
da dziewczyna wróciła do rodziców, a dziś matka licznej 
rodziny, wzorem jej jest i chlubą. 

• R j' c h ł i k. 

Polaczek jeden, wtedy jak Władysław^ pod Warną zgi> 
nął, imieniem Rychlik, udawał się za króla Polskiego, ja- 
koby się po upłynieniu lat piętnastu zjawił i pokazał się 
w Poznaniu r. 1459, oświadczając, że on jest królem. Ale 
pan wojewoda Łukasz Górka poznał że tonie król ale łgarz 
i chciał go stracić; lecz panowie starsi tegoż kraju nie do- 
puścili tego, ale odłożyli to na roki walne królewskie. Po- 
tem nastąpił sejm, a gdy stara królowa Zofia zaparła się 
że to jej syn, kazano mu zatem zrobić koronę papierową^ 
stać w niej pod pręgierzem i dwa razy na dzień smagać go 
rózgami. Potem jednak chowali go Polacy w więzieniu po- 
czciwie aż do śmierci, aby nikt o nich nie mówił, że króla 
swego umorzyli. 



468 

s. 

8 a i u t Cloud. 

Miasteczko samo okropne, brudne, ciasne i nieduże; ale 
park, pałac i niektóre domki zwłaszcza le Chdteau deMontretotU^ 
prześliczne. Mieszkałam tam par§ tygodni, i pierwszy raz 
od czasu zamieszkania w Paryżu użyłam wsi, powietrza, 
drzew, nieba, kwiatów, przechadzek i przejażdżek. Mówią 
że pałac ten stoi na tem samćm miejscu, gdzie był dom 
Gondi i gdzie Henryka III-go zabito; pokoje na dole po- 
wiadają że te same, sypialny pokój i gabinecik gdzie buty 
zdejmował tam się uciekłszy... W St. Cloud jest szpital za- 
łożony przez Maryę Antoninę, byłam tam; pięć Szarych 
Sióstr spełnia godnie powołanie swoje, i słyszałam od mie- 
szkańców że są siostrami wszystkich starszych, matkami 
wszystkich dzieci, pilnują chorych i uczą dziewczynki. Mat- 
ka pokazywała nam z czcią krzesło ziejonym adamaszkiem 
okryte, biało lakierowane, na którem Marya Antonina, la 
Reine Martyre, jak ją zowią, siadała; bielizny przez nią da- 
nej mają pełne szafy, i wzbraniają się ją rozdawać chowa- 
jąc na pamiątkę, mówią: „Opatrzność tak nas darzy, że je- 
szcze nie było potrzeby wziąć się do niej." Rodziny wygna- 
nój okrutnie żałują; ^^nos prieres suicent nos chers exiles^^' 
mówiły, i zastanowiwszy się, wiele za tą rodziną do serc 
i imagiuacyi przemawia. Słoje apteczne z Maryi Antoniny 
herbem, dziwna że uszły rewolucyi; ten skromny zakład 
więcśj przechowa jej pamięci od \Yielu innych. Dziwna tóż 
ona była czasem; przyjaciółka nowości, założyć chciała nowy 
kościół w St. Cloud; nic złego w tem, ale kazała pierwój 
rozrzucić stary. Że łatwićj psuć jak stwarzać, zrzucono 
prawie do szczętu kościół, który Ś. Klodoweusz najprzód 
-wystawił, który miał piękną wieżę gotycką, a nowego nim 



ś 



469 

dokończyła, głowę jój ścięto. Stoją, teraz brudne szczątki 
dawnego kościoła, i nieforemnie bez sensu jako tako skle- 
jony nowy, prawdziwy obraz stanu społeczeństwa we Fran- 
cyi, stanu wielu rzeczy. 

S e Y r e s. 

Fabryka piękna, ale ma kosztować zbyt wiele na to, 
co przynosi; wyroby jśj drogie, kupowane być nie mogą,, 
prywatne równie dobrze a daleko taniej robią i przedają, 
Wielu już jest życzeniem aby fabryki królewskie znieść, 
raczej aby w ręce partykularnych przeszły. Na pierwszy 
rzut oka zdaje się to niewdzięcznością, boć to one drugicli 
wyuczyły i od nich wszystko początek wzięło; ale zważywszy 
i zastanowiwszy się, rządowe fabryki są jak te kołki koło 
drzewek sadzone albo raczej jak te koszyki, któremi młode 
otaczają: dobre póki roślina w dzieciństwie, szkodzą jej i do 
wzrostu przeszkadzają, skoro się samo zaweźmie. Czy jest 
niewdzięcznością ze strony ogrodnika rozebrać drzewo? 

Byłam jeszcze raz w tej fabryce 22 Sierpnia 1834 r. 
i wszystko od a do z widziałam; zawsze mi żal robotników 
w fabryce każdej, tak siedzieć wiecznie w zamknięciu, na 
jednem miejscu, często i stać po dniach całych, rzecz okro- 
pna! Jeden tam zwłaszcza ciągle mi jest w pamięci, obrócony 
tyłem do światła, stojący jakby w szafie, gniecie od rana do 
nocy glinę, przysposobiając ją dla tokarzy. Nie ma rze- 
miosła a raczśj pracy ręcznej, nad pracę koło ziemi, 
i nasz lud polski, który niemal cały rolnictwu oddać się 
może i wyżywić z niego, szczęśliwszy nad inne. Jakaż to 
różnica, pod niebem, na świeżćm powietrzu, to chodzący, to 
stojący, to na wozie, coraz w innóm miejscu, ';coraz inaczej 
pracować; wreszcie w samych owocach pracy jest nagroda 
i zabawa, ziarno zasiane wschodzi, rośnie i dojrzewa, doby- 
tek się pomnaża i t. p... 

Przypomniałam sobie chodząc po tej fabryce i przypa 



470 



trując się, jak odwiecznym sposobem toczą, naczynia z gliny^ 
żem pierwszy i ostatni raz widziała tokarnią garncarnską 
w Iłży, nie spodziewając się wtedy bynajmniej abym kiedy 
"W Sewres była; przecież nasza dawniejsza i Opaliński je- 
szcze o glinkach Iłżeckich wspomina. Zawsze mnie zaj- 
muje stopniowanie tych utworów i przypomina już życie 
człowieka: najprzód glina bez formy, potem pierwszy kształt 
nadany, z grubego ociosana; dalej gładzenie, wyrabianie, su- 
szenie, nareszcie polor, próby, wypalanie pierwsze, drugie 
malowanie i znowu polor i wypalanie, aż potem między 
ludzi puszczone, służy i spełnia przeznaczenie swoje, dopóki 
czas albo przypadek nie roztłucze glinianego naczynia. 

Wielkie tam są składy; to wzorów czyli form, robót 
spełnianych od dawnych czasów, najwięcój cesarskich, to 
próbek innnych całej ziemi fabryk. Nie dobierają jednak 
najpiękniejszych, w czem przebija zarozumienie francuzkie- 
Z przyjemnością widziałam, lubo wcale niepiękną, bo białą 
ze złotem pospolitój formy, filiżankę z kartką: l^ologne^ 
WoUujnie, Korztc 1809. Gdybym mogła, to piekniejsząbym 
tam postawiła. Zastanowił nas portret Józefiny, taka różni- 
ca w ubiorze, że zdaje się przed stu laty malowany; już i ja 
nie pojmuję jak m^gły istnieć te krótkie stany, a w swoim 
czasie zdały się piękne i mówiono że już taki strój na za- 
wsze zostanie! Dziwnie jak młodość wszystko ma za pię- 
kne i trwałe co sama wymyśli i czego używa. Skład wy- 
robów na sprzedaż lub na podarunki przeznaczonych jest 
zachwycający; już go raz widziałam i szyby uialowane są 
piękne, między innemi obraz wystawiający garncarza fran- 
cuzkiego Bernarda Palissot, a jak drndzy mówią Faensa 
Włocha z XV-go wieku; on dochodził nowych tajemnic 
w sztuce swojćj, praca jego była w piecu a drzewa mu bra- 
kło i ubogi nie miał za co go kupić; rąbie więc wraz z to- 
warzyszami sprzęty swoje i w ogień wrzuca a żona rozpa- 
cza. W Xyi-ym wieku żył ten Palissot. 



471 



S e V i g u e. 

Pani de Sćvigiie, iilubioua moja autorka, rodziła si§ 
5 Lutego 1626 r. z ojca Benigue Rabatiu i matki Maryi de 
Coulaiiges. Straciia ojca wcześnie; matka i wuj trudnili 
się jej wychowaniem i edukacyą, i powiodły się. Umiała 
po łacinie, po hiszpańsku i po włosku; 1 Sierpnia 1644 r. po- 
szła za Henryka Margrabiego de Sćvigne i miała z nim syna 
i córkę. Mąż ten niestały i płochy zginął w pojedynku 
2 Lutego 1651, r. zostawiwszy ją wdową dwudziestopięciole- 
tnią. Jak wierną była niestałemu mężowi tak i zmarłemu 
wierną została; zrażona nie chciała ponowić ślubów małżeń- 
skich, a całą troskliwość swoje na dzieci, krewnych i przy- 
jaciół wylała. Majątek nadwerężony przez ojca urządziła 
im i pomnożyła. Powiodło jćj się na dzieciach: syn Karo 
wypłaciwszy dług ojczyźnie, ożenił się dobrze; córka Fran- 
ciszka ukazawszy się z wielkim sukcessem na dworze Lu- 
dwika XIV, poszła 29 Stycznia 1669 r, za Franciszka hra- 
biego de Grignon, który był rządzcą Prowancyi; temu od- 
daleniu od Paryża, nad którćm pani de Sevigne całe życie 
bolała, winniśmy tę miłą i nadobną korrespondencyą, któ- 
rej ja przynajmniej nic równego nie znam. Zjeżdżały się 
czasem z naszą szkodą matka z córką, i w podróży do Pro- 
wancyi pani de Sevigne zakończyła życie skutkiem niespo- 
kojności o panią de Grignon dnia 20 Kwietnia 1696 r. ma- 
j:!C lat siedemdziesiąt. Śmierć ta wieńczyła jej życie, umarła 
dla tej, dla którśj żyła prawie jedynie. Chociaż niekt.)rzy 
utrzymują że pani de Grignon nie była godna tej miłości, 
a raczej nie umiała jej cenić, ja temu nie wierzę; a sama 
jej troskliwość w zachow^aniu matki listów, co do najmniej- 
szego świstka, je^t tego dowodem. 



472 



S i I V i o P c 1 I i c o. 

Znany z cnót, z nieszczęść i z icli opisu w dziele: Le 
mie Prigioni^ wydał późnić] i drugie: Dei doveri t/egfi no- 
mini, discorso ad^ un giotane: dzieło to przetłómaczone na 
język francuzki, bardzo było chwalone. Trudna to rzecz 
mówić ludziom o ich powinnościach, trudniejsza jeszcze być 
słuchanym, ale nikt do tej posługi zdolniejszym nie był od 
Pellica, który niedolą usposobił się do cnoty, i którego nie- 
szczęścia najsroższe, lepszym, łagodniejszym, większym przy- 
jacielem ludzkości uczyniły. Cierpienie i przykład będą 
zawsze sankcyą słów najlepszą. Dzieło o Powinnościacli pi- 
sane jest z największą prostotą; autor nie rozumuje, ton je- 
go nie jest dogmatyczny, pisze z serca i z przekonania; nie- 
wiadomość, namiętność, fałszywa nauka, mogą mu zaprze- 
czyć prawdy, które głosi, ale trafią one do umysłów pro- 
stych i poczciwych. Te prawdy dawne są, bo któż co no- 
wego powiedzićć może, ale zastosowane do wieku, ubrane 
w-edług dzisiejszego kroju, Pellico w milczeniu namiętności 
i ludzi pytał się tego wewnętrznego głosu, który jest w ka- 
żdym z nas i głos ten mu odpowiedział; światło, które oświe- 
ca każdego człowieka, oświeciło i jego i zdaje się, że każdy 
dobrze myślący tak samoby się odezwał. Czytając go czło- 
wiek staje się lepszym i wydaje mu się, że nic łatwiejsze- 
go od cnoty! Jak on dobrze określa i rozumie powinność 
każdą! To dzieło będzie zapewne miało to samo powodze- 
nie co pierwsze, i dzięki tłóraaczom, którzy tak piękne i mo- 
ralne prace rozszerzą. 

Słowianie. 

W odległ«y starożytności, naród słowiański w^ jednćj 
pozostawał masie, mówił jednym powszechnym swoim jgzy- 



473 _ 

kiem. Prokop r. 550 dzieli go na dwa pokolenia: Autów 
i Słowian, i mówi, że oba jednym mówią, językiem. Egin- 
hard w wieku IX, w życiu Karola W. powiada: Słowianie 
mieszkający między Renem i Wisłą, między oceanem i Du- 
najem, mówią prawie podobnym językiem. Ten język pier- 
wotny zdaje się, iż się zacliował w tak zwanym cerkiewnym, 
to jest w tym, w którym Pismo Święte dawne słowiańskie, ' 
jest pisane. Wszystkie dzisiejsze dyalekty mają z nim bliż- 
szy stosunek niż między sobą, a tak jest piękny, bogaty, 
treściwy, iż pan Szyszków okazał, iż tłómaczone na ten dya- 
lelit Pismo Święte, wszystkie inne tłómaczenia znane prze- 
chodzi. Dziś znaczniejsze dyalekty słowiańskie są: Ruski, 
Serbski, Kroacki, Czeski, Wendski czyli Sorabski, Polski. 



Słownik kilku ilaMiiiej używanych wyrazów. 

Drużyna^ toż samo co czeladź, ale u panów. 

Kolcza^ kolasa obszerna. 

Kordy aha ^ choroba jakby dzisiejsze spazmy, albo me- 
lancholia: „Jako w jakiój kordyace bolał, wyjechał, a myśli 
wesołej nie mógł mieć." 

Z wierzchu^ zamiast zewnątrz; daleko to lepićj brzmi: 
„z wierzchu był chrześcianinem, a wewnątrz żydem." 

Jednacz, ten co godzi dwie strony, obudwom jednako 
sprzyjając. 

Samolówha^ podstęp, dół w który sam dobrowolnie 
wpadniesz z zręcznój drugiego namowy. 

Obloką barwa. 

Czachy^ szuby. 

Sajan^ żołnierska suknia. 

Stradiolka, jeździecka krótka suknia. 

Strzępki^ frendzle. 

Mej gnój. 



474 



Kujiic, cal handlowy. 

Jandulu^ czarka. 

Grctn^ mieszczka, piękna, filuterna (grisetto). 

///;•«, kręgle z niemieckiego, bo grali o piwo. 

Mentbranci, rewers. 

Wesołek, błazen. 

Koncerz, pałasz prosty. 

Wędzidło, wodze, Ani rozumiem dlaczego używane 
dziś munsztuk i cugle. 

Błona, szyba. 

Pamiętne, podarek dla pamięci. Siłaby pamiętnego 
sędziemu ubyło. (Rey. Zwierzyniec). 



IS m e r a. 

Miał być lekarz uczony, którego w X wieku Włodzi- 
mierz Wielki, nim przyjął wiarę chrześciańską, wysłał do 
obcych krajów dla wybadania, które z wyznań religijnych 
było najgodniejsze upowszechnienia na Rusi. Tego samego 
kilku uczonych niemieckich zowie Botaniera. 



Sniuilcrki Andrzej. 



Brat Jana, światły lekarz, gorliwie poświęcający się dla 
ulgi cierpiącój ludzkości; prolessor chemii, od r. 1817 w in- 
ny jeszcze zawód wstąpił. Przy szerzeniu się, od ustano- 
wienia nowego Królestwa Polskiego, coraz więcój życia umy- 
słowego w kraju, utworzyło się było w Wilnie, z różnego 
stanu osób, zgromadzenie literackie, którego celem było: 
nauka i poprawa obyczajów, w żartobliwe szaty obleczona. 
Wydawać ono zaczęło ulotne tygodniowe pismo, pod nazwą: 
Wiadomuśii brukoa-e, i wywarło wielki wpływ na miasto 



475 

Wiluo i cala Litwę; dla dalszych części Polski, nieobezna- 
iiych z Diiejscowością mniśj było zrozumiałe. Stowarzysze- 
ni nazwali się Szubraircami. Sn lądecki obrany został pre- 
zesem tego wesołego towarzystwa, pod tytułem: So/n-aroso-, 
z dawnej mitologii litewskiój powziętem; późuićj została mu 
nadana godność Dostojnika, czyli Dygnitarza, pod tytułem: 
Iie)\ na pamiątkę najdawniejszego z wesołości znanego pisa- 
rza. Z pomiędzy satyryczuycli artykułów, w piśmie tćm wy- 
padających; najznakomitsze zawsze były Śniadeckiego, jnk 
świadczą między innemi: Przijjackl.ska podróż po bruku^ 
Juromania i kilka innych. 

S u i a ł y u. 

Miasto w Galicyi nad granicą Bukowiny. Twierdzą 
niektórzy, że Sniatyn był ostatnią osadą rzymską, na gra- 
nicy Dacyi, zwaną: Netin-Uawa^ o którśj jeograf Ptolomeusz 
wspomina. 

Sobieski j a k ó b. 

Kasztelan krakowski, ojciec króla Jana, znany z dzia- 
łań wojennych i dyplomatycznych, tudzież z pism history- 
cznych, tak w łacińskim, jak w polskim języku. Ciekawą 
jest jego: Instru/wya dana panu Orchowskienui, we rrzględzie 
dzieci swoich. Wręczył był to pismo ochmistrzowi synów 
swoich, Jana i Marka, gdy ich wysyłał do szkół krakowskich; 
zawiera ono przepisy, jaki ma być tryb ich życia, nauki, to- 
warzystwa, usługa, stół i inne wydatki, i daje doskonałe wy- 
obrażenie o ówczesnych obyczajach. Bardziej zajmującą jest: 
Druga insfrukcya wręczona samym jego synom, wyprawia- 
jąc ich na dalsze nauki do Paryża. Widać w tem piśmie 
troskliwego o dobro dzieci swych ojca, znającego już Paryż 
z własnego doświadczenia, i wiedzącego czego v/ nim szu- 



476 

kac i czego unikać potrzeba. Wydał także Jakób Sobieski 
opis swoich podróży. Pierwsza, jest podróż autora w mło- 
dym wieku, do Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Francyi, Anglii 
i Holandyi; druga jest krótka przejażdżka w orszaku króla 
Władysława do wód badeńskich, roku 1638: tu jest cieka- 
wy opis różnych uczt i bankietów, które w niebytności ce- 
sarza Ferdynanda III książęta austryaccy królowi i królo- 
wej dawali; tudzież opis ważnćj chwili spotkania się króla 
z cesarzem w Nikolsburg, 

Sobieski Jan. 

List jego do wojewody wileńskiego 10 Octobris r. 1683: 
„Jaśnie Wielmożny, uprzejmie nam miły. Mając tu co- 
dziennie prawie do wiktorey nad nieprzyiaciołmi okazye, 
tern bardziey nam ubolewać przychodzi na to, żeście się 
uprzejmość Wasza, dotąd przebrać do nas nie mogli z woy- 
skiem, które np. W, przy sobie macie. Oto dnia wczoraj- 
szego podbłogosławił nam Pan Bóg zastępów żeśmy woysko 
Baszów, z tę stronę Granu, alias Strygonu, pod fortecą Par- 
kan nazwaną, pod mostem Strygońskim funditus prawie 
znieśli. Stało się w pięciu circiler godzinach, żeśmy ich 
opanowali, fortecę Parkan wzięli, gdzie się bronić chcieli; 
tandem do mostu chcąc się do Granu po tamtą stronę prze- 
prawić, ten się z niemi załamał; dopieroż wszyscy nago ro- 
zbierać się poczęli, tak że się zdała iakaś dnia sądnego ima- 
go. Natarła interea piechota nasza z działami, dopieroż 
onych blizko brzegu na wyspie stoiących, kulami gęstemi, 
armatami i kartaczami tak razić poczęli, że kupami w Du- 

nay wpadali. Paszów dwóch żywcem poymanych mamy 

Tak Bóg miłościwy każdego tego uieprzyiaciela karze, za to 
Mu niech będzie cześć i chwała." 

Wyjątek z listu prywatnego z Krakowa 24 Octobris 
r. 1683. 



477 



„ W wielkim żalu iest woiewodziiia Pomorska po 

ś. p. małżonku swoim *), ale ten niewinnie zginął, bo si§ 
natchnąwszy nie mógł dosieść konia, wolał się zostać 
na placu. Turcy wpadłszy poznali, że znaczny, że Ba- 
sza, ale drudzy przypadłszy nie respektowali, po szyi zaraz 
uderzyli. Pokoiowy ieden tak kochaiący pana, i ten nie 
miał odstąpić pana, został się przy nim mówiąc: „Kiedy pan 

ginie, niech i ia ginę." Cognomine Gutowski Raytarya 

króla Imci zginęła, między któremi salvator króla Imci zgi- 
nął, który dwóch Turków poiedynkiem zabił, kiedy iuż uto- 
pić mieli w królu dzidę. Tak z ludzi był obnażony, że sa- 
mopięć ledwie za wszystkiemi został się, przed któremi oczy- 
ma Turcy naszych ścinali, króla zaś Pan Bóg zdarzył zaśle- 
pieni przeminęli. To nam P. Mostowski opowiedział, który 
tam na ten czas prezens był przed królem Imcią. Piaytara 

bardzo królestwo żałuje, gdyby żył szczęśliwy byłby za 

którego kazała królowa Imć dać na mszę świętą 600 Zł. 



Sobocki Stanisław. 

Dworzanin króla Stefana, umarł r. 1589. Konarski, 
jezuita, to o nim w kazaniu pogrzebowem powiedział: „Pra- 
wie to był mąż serca wielkiego; bo odprawiwszy dziticiuue 
lata w domu, dobrze od rodziców wychowany, gdy do obcych 
kraiów poiechał, ćwiczył się nietylko tańczyć, na luteńce 
gęść (grać), mankany stroić, iako temi czasy panięta nasze, 
ale na nim dobrze widać, broni umieć użyć, rusznicy dobrze 
zmierzyć, przebiegi żołnierskie wiedzićć. Na i to iego pe- 
regrynacye do Turek, do Hiszpanii, do Włoch, do Niemiec, 
do Węgier, do Malty kędy z nieprzyjacielem krzyża Bożego 



*) Władysław Denlioff zginął pod Parkanami. 



478 

i poicdynkiem i w uszykowali óm wojsku dobrze sobie po- 
czynał, i niemal do wszystkich państw chrześciańskich. Tak 
się ćwiczył szlachcic! Z tey szkoły zacnym rotmistrzem na 
dwukrotnych woynach przy królu mądrym a walecznym Ste- 
fanie, znaczne roty prowadził i nieprzyiacielowi silnym był, 
i królowi i wszystkim co go znali miłym był bardzo. A nie- 
tylko miał męztwo szlachcicowi rycerzowi potrzebne, miał 
i wielkie baczenie, wielki rozum do spraw prawie szlache- 
ckich, o którego mądrości, cnocie, wierze, przeciw panuby 
nie było insze świadectwo samo to, że on król, mądry a pra- 
wy królów wizerunek, zwykł to o nim mawiać: „ Vere nobi- 
ii.s Sobocki^'"'' prawy szlachcic Sobocki. I dla tych cnót iemu 
samemu, miedzy takiem mnóstwem godnych młodzieńców 
i zacnych W. Korony Polskiey, synowca swego rodzonego 
do obcych kraiów na wyćwiczenie powierzył." 



S « Ul b r e si i !. 

Francuzka, wsławiona pięknym czynem. W czasie ter- J 
roryzmu wypiła czaszkę krwi, żeby ojcu życie ocalić. Po- . 
tem poszła za hrabiego Yillehune marechal-de-camp, który 
do roku 1S30 był komendantem Succursali Inwalidów w Avi- 
gnon. Tam ona umarła, a on skończył życie w ostatnich 
dniach Lutego 1837 r. w Paryżu. 






Sposobny Euónu>iila z XVI wioliii. 

Jakiby nam wstępek do tego uczynić radzili 

W czasach elekcyi więcej szabla, niźli pióro w rę- 
kach było. 

Młodemu niebo kotłem się widzi. 

Obiecowali sobie złote góry, a i ołowiauych nie było. 

Już ten nie wiele miał, jedno olszynę samo czwartą. 



479 



Padło pod Połockiem tyle ludzi i koui, ża tak po nich 
jechać było jak po moście. 

Lepszy zysk częsty mały, a niż wielkiego czekać długo. 

Powinniejsiśmy tym co z nami gardłowali, niż tym co 
po poselstwach jeździli. 



Starostwa I inne króleMSŁczyny. 

Zgroza bierze czytając pamiętniki nasze, zwłaszcza od 
Zygmunta III, jak panowie chwytali te darowizny monarchy 
i jak to było najważniejszem ich zajęciem; dobrodusznie to 
wyznają; i tak jeden Koniecpolski w rodowodzie familii swo- 
jej pisze o Kasprze Deuhoffie: „Lubo już i dignitate Woje- 
wództwa Derpskiego był od niego honoratus, zwyczajnych 

swych nie lenił się oddać, posług królowi Imci Otrzymał 

też kilka starostw od króla, a i \\'ładysław IV nie odmie- 
niał afektu ojcowskiego, Lemburskie, Sokalskie, Sobowieckie 
starostwa onemu konferował. Pan Bóg pobłogosławił." Bo- 
że! do jakich to nadużyć Twoje Imię używane nie jest. 



Sł H r o w o 1 s k i S z j m » u. 

O nim to mówią, że gdy roku 1655, Karol Gustaw 
król szwedzki, zawojowawszy całą Polskę koronną, i miasto 
Kraków zdobywszy, ciekawości katedry krakowskiej oglądał; 
służył mu za przewodnika ówczesny kanonik Starowolski. 
Przyszedłszy do grobowca Władysława Łokietka: „6'/ć», rzekł 
Starowolsi, pomni/f króla, klóry dwa razy z tronu był ze- 
pchnięty, i zaa-sze go potrafił o d z y. ■skat'.'-'' Na te słowa pyszny 
Karol Gustaw, wśród kościoła kapelusz swój na głowie za- 
chowujący, odpowiedział: ,,Ale dzisiejiizy wasz król Jan Kazi- 
mierz raz wypędzony z kraju, już do niego nie wróci/'' Na 



_480 

co odrzekł Starowolski: .^Ludzkie losy są zmienne^ Bóg jeden 
wynoni i zniża.'-'- Uderzony tą uwagą, król szwedzki, zwolna 
zdjął kapelusz, i w skromniejszem już milczeniu inne po- 
mniki kościoła obcłiodził. Słowa Starowolskiego stały się 
przepowiednią. Już w następnym roku wrócił król polski 
do kraju, ale nie widział już tego uiszczenia Starowolski, bo 
umarł na początku roku 1656. 



Stryjkowski Maciej. 

Urodził się w roku 1547 w Strjjkowie blizko Łowicza, 
miał przygodę w dzieciństwie, od której została mu się mowa 
nierychła, skwapliwa jak Mojżesza, tak, że czasem siowa 
z trudnością wymawiał. To mu było powodem, że chętnićj 
z księgami niż z ludźmi przestawał. Brzeziny miasteczko 
było mu Padwą i Bononią, tam w szesnastym roku uczyć się 
zaczął. W r. 1565 udał się pierwszy raz do Litwy, później 
ćwiczył się w uniwersytetach włoskich i niemieckich; nastę- 
pnie upodobał sobie rycerskie rzemiosło, zwiedził kraje pół- 
nocne, Moskwę, Finlandyą i całe nadbrzeże Bałtyckiego mo- 
rza, odwiedził także wszystkie posiadłości Turków w Euro- 
pie i w Azyi. Z ciekawością oglądał miejsce gdzie Owidy- 
usz przemieszkiwał, podziwiał skaliste Bałkany, pilnie wszyst- 
kiemu się przypatrując. Biegły w kunsztownych pracach 
popłacających u Turków, miał z nich pewne utrzymanie, ry- 
sując różne postaci i takowe złotem i kolorami przyozda- 
biając. Uważał szczególniej w podróżach swoich na to, co 
się słowiańskich a mianowicie polskich dotykało dziejów. 
Za Karpatami bawiąc widział nędzę tamecznych Słowian ję- 
czących pod jarzmem tureckićm. 

Patrzył na tryumfy Turków, słyszał na własne uszy, jak 
Mehmet Basza posłowi Taranowskiemu wymyślał. Był obecny 
temu, kiedy tysiąc przywiedziono chłopców chrześciańskich 



481 

z dziesięciny wybranych, ażeby ich ćwiczono na janczarstwo 
w serajach tureckich; a po\^l■óci^Yszy do kraju wystawiał 
ziomkom, z caJą mocą jaką posiadał, jak wielce się mieć na 
ostrożności przeciw potędze Turków, żeby w podobne nie 
podpadli nieszczęście jak inni Sławianie. Ezecz tę wyłożył 
w poemacie o wolności korony polskiej 1575, do których 
różne wiersze przydał, bo pisał wiele i wcześnie zaczął, za- 
chęcony przez Aleksandra Chodkiewicza pana Żmudzkiego, 
gdzie on też osiadł w Mieduikach, zostawszy kanonikiem. 
Najtelniejsze jego dzieła: Kronika -Litewsko-P olsko-Żmudz- 
ka i wszystkiej Eusi Kijowskiej, Moskiewskićj, Siewierskiej, 
Wołyńskiej, Podolskiej, Podgórskićj, Podlaskiój, wydana 
w Królewcu 1582 r. Wydał ją tam z narażeniem życia, bo 
choć panowało w tem mieście okropne morowe powietrze, 
on nie wyjechał, póki zamiaru nie wykonał. 

Jego kronika wierszami jest przejjlatana, mało jest 
dobrych a nawet znośnych, jednak czasem się trafiają jak 
naprzykład w bitwie pod Chojnicami: 

T\'laśnie jak kiedy w puszczy sarny albo łanie, 
Łowcowa irąba trwoży i chartów szczekanie; 
One lękliwe w uszy dźwięk straszny chwytają, 
Głowy w górę podniósłszy, po skałach pierzchają: 
Tak nasi rozpuścili swym koniom wędzidła, 
A szaty wiatr za nierai chwieje jako skrzydła. 

Suchcziusz. 

Tak nazywali Polacy jenerała austryackiego de Sou- 
ches. Posiłkował on z korpusem swoim króla Kazimierza 
Wazę w wojnie przeciw Szwedom. Gdy po wzięciu Torunia, 
de Souches miał się już rozstać z królem polskim, w uro- 
czystej u niego audyencyi miał mowę pożegnawczą w języ- 
ku łacińskim, w której czyny swoje i wojska swego, w na- 
ciągany sposób wynosił i wysłaAviał. Przytomny tśj mowie 
jeden z Polaków, następujący epigram łaciński ułożył: 

Dzielą Hofmanów ej. Tom. III. 31 



482 

Quid prope Thoriinium (lux auxiliai'ius egit 
Qiiaente? Obsedit, sedit, edit, et id. 

Dosłownie tłómaczą,c: 
Cóż pod Toruniem wódz posiłkowy zdziałał? 
Oblegał, obsiadał, objadał i poszedł. 

S.Yhilla Disrota. 

Księżna na Lignicy i Brzegu, córka Jana Jerzego Kur- 
firsta Brandeburskiego (Zgorzeleckiego) urodziła się 19 Paź- 
dziernika 1590 r. Rzadkiój piękności i rozumu, biegła w kil- 
ku językach, mianowicie w łacińskim, posiadała wiele zna- 
jomości w sztuce lekarskiój. Uważając się za polkę, miała 
zawsze na swoim dworze dwie polki: Zarębiankę i Żychliń- 
ską. Pani ta wydała w języku polskim i niemieckim, w Brze- 
gu, własnym nakładem dziełko tyczące się sztuki lekarskiój, 
pod tytułem: ^^Prosta rada dla niewiast ciężar nij cli i rodzą- 
cych; takie w innych słabościach^ szczególnie na ?(m do 
iiiytliu.^ przez dwie mało wiedzące białogłowy D. S. i M. F. 
Pod tym skromnym tytułem i pod cyfrą D. S. ukrywi się 
sama księżna, a głoski M. F. oznaczają Małgorzatę nadwor- 
ną księżnej i powiernicę we wszystkich jój czynnościach, 
szczególniej w sprawach lekarskich. Księżna powstaje w po- 
wyższśm piśmie na rozpalające rzeczy, szczególniój na wód- 
kę, nazywając ją napojem czartowskim, a miejsce gdzie ją 
robią, główną apteką szatana. Książka ta rozdaw^ana była 
bezpłatnie. Sybilla Dorota umarła 19 Marca 1626 r., na jśj 
pogrzebie miał polską mowę ksiądz Ivauer, pleban gmiuy 
katolickiój w Brzegu. Dzieje jój życia opisał Avspółczesny 
Walenty Gierth a późnićj Szmit. 

Syreniusz Szymon. 

Urodził się 1540 r. w miasteczku Oświęcimie blizko 
Krakowa, żył przeszło lat siedmdziesiąt, umarł bowiem 29 



483 



Marca 1611 r. Zielnik jego stawia go w rzędzie najbieglej- 
szych ziołopisów i lekarzy; praca ogromna, której by publi- 
czność nie była znała nawet, gdyby nie wspaniałość Anny 
Szwedzkićj królewny, która uczniowi jego Joannicemu do- 
pomogła do jej wydania. Dzieło Syreniusza a raczej Syreń- 
skiego, nietylko jest zabytkiem szacownym dla naturalistów 
i lekarzy, ale nawet skarbem językowym; gdyż całe pisane 
jest pięknie i czysto po polsku. Część ostatnia o kruszcach, 
nie wyszła, cliociaż Syreniusz ją, napisał. 

Szarańcz a. 

Świadek jćj spustoszeń w roku 1748, Kitowicz, taki 
w pamiętnikach sw^oich o szarańczy daje opis: 

„Roku 1748 szarańcza z Turcyi, lub Wołoszczyzny wy- 
leciała na Ukrainę w niezmiernej liczbie, a potem wysypała 
się na Polskę, Litwę i na dalszą, Europę; gdyż o niej do- 
noszono z Prus, Saksonii i innych państw niemieckich. Na 
Ukrainie sprawiła głód, przybywając tam w samej wiośnie 
i pożarłszy zboże jeszcze zielone. W niedostatku chleba, lud 
prosty żywdł się żołędziem i pąkami drzew, osuszonemi 
i zmielonemi. Pomykając się dalej na Polskę, nie tyle szko- 
dziła zbożom już dorosłym, jak tym, które napadła zielone, 
tudzież łąkom i ogrodom, mając większy pociąg do świeżśj 
zielenizny, niż do suchej słomy. Ciągnęła niezmiernemi tłu- 
mami, na kilka mil w szerz i wzdłuż tak gęsto, iż ćmiła 
słońce, nakształt cli mury. Tumany te straszne postępowały 
jedne po drugich w przedzielę dni kilku. Gdzie zapadła na 
popas, który regularnie odprawiała o południu, bawiąc naj- 
więcej kilka godzin, tam mniejsza była szkoda; gdzie na noc 
zapadła, tam nierównie większa. Z noclegu nie ruszała się, 
aż po opadnięciu rosy. Padała grubo na ziemię na pół łokcia, 
nie żeby w tak gęstym kłębie leżała jedna na drugićj, ale 
niskim podlotem jedna przez drugą przeskakując. 



484 

Na noclegach rozciągała się cieniej, przykrywała jednak 
ziemię dwoma lub trzema warstwami, siadając jedna na dru- 
giej. Zcipadając na popas lub nocleg, nie psuła porządku lotu 
dla wyboru miejsca spoczynku, a gdzie się którśj dostało pada- 
ła na pola, na domy, na ogrody, na rzeti i stawy, ^v którycłi 
tonęła. Nakształt wojska miała przednie straże i odwód, 
w których była rzadsza niż w korpusie. Ten zaś lecąc, wzbi- 
jał się swoim wierzchem na pięćdziesiąt łokci, a spodem 
dotykał się ziemi, kształcąc bryły gęste i okiem nieprzej- 
rzane. Ślepym lotem, dla swojej gęstości utlerzała w to 
wszystko, z czem się spotykała; podróżny musiał przed nią 
chronić się, jak przd gradem; konie oczy swoje broniły usta- 
wicznśm głów kiwaniem. Trzeszczała szarańcza pod^nogami 
i kołami, jak śnieg zamrożony. Trzoda chlewna jadła ją 
chciwie i pasła się nią. Pod jesień, gdy szarańczy brakło 
na lepszśm pożywieniu, obgryzała snopki na dachach-i rży- 
ska na polach. Postrzegłszy ją tam ludzie, zabiegali jej 
kosami, siekierami i różnemi brzękadłami, tudzież nawet 
rusznicami; aby brzękiem, strzelaniem i krzykiem odwrócić 
ją od swoich pól w inną stronę. Ale to tylko wtenczas słu- 
żyło, gdy wczas nadbieżono, lub gdy nie zdaleka ruszyła. 
Jeżeli nie wczas, albo już była zmordowana , padała z góry 
nie uważając na żaden hałas. 

Na zimę zapuszczała swoją iki-ę w ziemię, zwłaszcza 
w gruntach piaszczystych; stara zdychała. Ciekawi ludzie, wyko- 
pawszy takie zarody, liczyli w jednym pęcherzyku do 150 ikier. 
Młoda szarańcza wychodziła z ziemi w Maju. Póki jej skrzydła 
nie wzrosły, pomykała się skokiem koników z miejsca na miej- 
sce. Póki więc nie dowiedzieli się ludzie, zkąd się w^zięła mło- 
da szarańcza, brali ją za piechotę owćj pierwszej letniej niby 
konnicy; ale po wyrośnieniu skrzydeł ulatywała jak tamta. Dwa 
sposoby były do gubienia młodej, przed nabyciem skrzydeł: 
jeden potrząsając te stada słomą i tę zapalając; drugi, ko- 
piąc długie rowy, napędzając w nie szarańczę i ziemią przy- * 



485 

sypując. Mimo jednak tych sposobów, mnogość jej wielka 
znajdowała się w Polsce po wielu miejscach aż do r. 1750, 
AY którym AYyginęła, jiiżto niszczona ludzkiemi sposobami, 
jiiżto niewygodnym dla jej natury krajem. W ziemi jednak 
Wschowskiój, w suchych piaskach i w czasy gorące, widzia- 
łem ją jeszcze w kilku miejscach w roku 1785, okrywającą 
i niszczącą zboża. Kształt tego robactwa był konika polne- 
go, długość cali trzy, miąższość pół cala, skrzydeł cztery, 
prążkami i kropkami nakształt liter greckich ceutkowanemi; 
z których dziadowie i biegasi ludowi prostemu, dla wyłu- 
dzenia obfitszej jałmużny, rozmaite nieszczęścia wyczyty- 
wali. Kolor z wierzchu ciemnoszary, spodem jaśniejszy. Zro- 
dzona w Polsce, była nieco mniejsza, choć koloru i kształtu 
jednakowego z pierwszą." 



Tance. 

Tańce narodowe w XVI-ym wieku były cenar, świe- 
czkowy, gniewus, lipka, dorobuszka, taniec Macieja i Kon- 
rada, hajduk, wyrwaniec sejduk. Z obcych lubiono najwięcój: 
padwao, galarda, pasamez, kapreolę i bergamaszkę; a przed 
wszystkiemi taniec pieszy (polonez), Wyrwaniec, tak się 
tańcował: ująwszy się z blizka tancerz z tancerką, wodzili 
się niby za nosy, bo tak blizko siebie byli, że zdawali się 
spowiadać sobie w tańcu popełnionych grzechów, a miano- 
wicie kto taktu (drygu) chybił, ile razy. Zdawało się oraz, 
że tańczący naznaczali sobie karę i za pokutę tańcują do 
upadłego, coraz prędzej i prędzej obracając się wkoło. P. 
Maciejowski widzi w tym tańcu skocznego krakowiaka, ja 
zaś walca dzisiejszego; muszą być blizko siebie tancerze, kie- 
dy ja sama widziałam, jak jedna dama walcując rozdarła 



486 



sobie nos o śpilkę zapinającą koszulę swego tancerza; ci» 
więc prawdziwie się wodzili niby za nosy. W ostatnich la- 
tach weszło w zwyczaj, zwłaszcza między oficerkami mówić; 
walczyć zamiast walcować. Walczyłeś z tą panną, jak uli- 
cznie walczy, i tym podobnie. Nie był nigdy jednak ten 
sposób mówienia w dobrym tonie, ale wyznać trzeba że za- 
bawny. Taniec galarda z francuzkiego kontradansu la ga- 
liarde. Jakób Sobieski w swojśj doskonałej instrukcyi dla'j 
synów, lekceważąc tance mówi: „Gdy jednak mamy tu 
mieć królowę francuzkę, uczcie się więc kiedy chcecie owśj 
Galardy." 

Tatary. 

W czasie ich napadów, ludy poza Dnieprem mieszka- j 
jące szukały zwykle schronienia z dobytkiem w sąsiedzkich 
im Karpatach, a niektóre z nich w tychże górach obrały 
sobie stałe siedlisko. Wiodąc życie pasterskie mało się za-j 
trudniali rolą, a dla odróżnienia się od Rusinów i Haliczan, 
przybrali nazwisko Kuczulów od koczowania, i dziś zowią; 
ich Huczuły. Mają swoje odrębne obyczaje, wyznają religię 
grecko-unicką, a raz do roku 15 Sierpnia, ich tłumy zwie-' 
dzają cudowne miejsca, mianowicie Kalwaryą w Galicyi, cu- 
downym obrazem Matki Boskiej wsławioną. 

Teatra Fraisciizliie. 



Teatr Palais Royal (pierwszy na którym byłam w Pa-| 
ryżu) lubo niezupełnie dobrego gustu, wiele ma szczęścia] 
i bardzo czynny; otwarty 6 Czerwca 1831. W trzech latach' 
dał sto dwadzieścia dwie sztuk nowych lub wznowionych,] 
sto siedmdziesięciu czterech aktorów się popisywało. Pan- 
na Dejaret dwieście ośmdziesiąt siedm przybrała kostium.ów.| 

Teatre Nautirjue^ otwarty pierwszy raz w Czerwcu 1834,1 



487 

niebardzo się podobał, \Yiele o iiim mówiono naprzód; ma 
być wodny a wody nie ma prawie, to jest tak mało, że ten 
sławny bassin, litóry miał zalać alitoiów i widzów, przezwały 
dziennilii le terre cTeau de la Salle Ventadoui\ 

Teatrom wszystkim, to jest sztuce, wróżą upadek, bo 
wystawić sobie nie można do jakiej uiemoralności sztuki 
dochodzą teraz najmodniejsze (1834 Lipiec). 

La Merę et la filie, le Secret de familie na tśm się 
toczą, że matka wydaje córkę za swego amanta; zgroza bie- 
rze pomyśleć, dają to na V(iiidecille. Już wolę Horte St. 
Martin, zdrożności i zbrodnie królów, księżen, i to jeszcze 
dawnycb, w ówczesnych strojach; nigdy takiego wrażenia 
nie robią, jak to co niby dziś, w tych samych sukniach 
jakie wszyscy noszą, się dzieje. 

Teatr Wioski. Od trzydziestu lat jak muzyka wołoska 
daje się słyszeć na teatrach płatnych w Paryżu, nie było 
nigdy trzech tak wielkich śpiewaków jak Rubini, Tambu- 
rini, Lablache: każdy inny a każdy doskonały. Rubini te- 
norem czystym jak głos anioła, wyraża namiętność dzielnie; 
uczucia tkliwe, wszystko co unieść, rozrzewnić może, wszy- 
stko to wyda. Tamburini czystością i mocą swego barytonu^ 
wszystkim rolom bądź poważnym, bądź śmiesznym, cechę 
prawdy daje. Lablache obdarzony basem najzupełniejszym, 
najdzielniejszym i oraz najmilszym, podoba się, zajmuje 
szczerością energijną śpiewu i gry swojej; tak jest dosko- 
nały, że się zdaje że śpiewać to druga jest natura. Ktoś 
powiedział' o jego głosie: ,,c'est un tonnerre qui daigne 
chanter. 

Teatr de la Gaite, zgorzał 21 Lutego 1835, właśnie 
w czasie kiedy próba była dramy czarowuój Bijou ou Ven- 
fant de Faris: zdaje się że nikt nie zginął, ale szkody są 
wielkie. WyjąteK z opisania tego 'lieszczęśliwego przypadku, 
daje niechcący wymowne wyobrażenie, jak to sztuka naśla- 
dować umie sprawy i dzieła natury. „Un employe du the- 



488 

atre placś dans les combles agitait une ótoupe iinpregnóe 
d^esprit de viii pour figurer des óclairs. II parait que des 
morceauK d'śtoupe euflammśe se sont dótacliós de Finstru- 
meut qui les retenait et se sont accrochśs aux petits ri- 
deaux des cintres ąui rśprśsenteiit le ciel." Skoro się to 
stało, teatr Gymnase dał śliczną, reprezentacją na dochód 
nieszczęśliwych ofiar — to pięknie. 

Teressy świ(;tej dzicłii. 

1) Życie Jej przez nią sim% pisane. Może jest śmia- 
łością zbyteczną jakibądź sąd o podobnśm dziele wydawać; 
przecież zdaje mi się iź przydatne w ogóle być może i zaj- 
mujące, dla osób bardzo duchownych: dla nas pospolitych 
jest uciążliwe, a jeśli źle zrozumiane, niebezpieczne. Nie 
radziłabym przeto nigdy żadnćj świeckiśj a młodój kobiecie 
czytania jego, i sądzę że Skarga uasz wyciągnął z niego co 
do wypadków wszystko co przydatnśm być może; ja w mo- 
ich ŚŚ. Niewiastach umieściłam kilka dostępniej szych i po- 
pularniejszych myśli. 

2) Ojcze nasz. Rozebrała go święta na siedm dni 
tygodnia, jak następuje: 

Poniedziałek. Ojcze nasz, któryś jest w uiebiesiech, 
święć się imię Twoje. 

Wtorek. Królu nasz, przyjdź królestwo Twoje. 

Środa. Olbubieńcze duszy mojój, bądź wola Twoja 
jako w niebie tak i na ziemi. 

Czwartek. Pasterzu nasz, chleba naszego powszedniego 
daj nam dzisiaj. 

Piąlelf. Zbawicielu nasz, odpuść nam nasze winy jako 
i my odpuszczamy naszym winowajcom. 

Sobota. Lekarzu nasz, nie daj nas na pokuszenie. 

Niedziela. Sędzio nasz, ale nas zbaw odezłego. Amen^ 

Rozpamiętywania na każdy dzień tygodnia tak ze słów 



ojcze nasz jak danego przydomka są prześliczne, i dziwi 
ini§ że nie mają, miejsca w każdej książce do nabożeństwa; 
z przeproszeniem jednak tak wielkiej Iświętśj i pisarki, zdaje 
mi się żeby stosowniśj było w Piątek powiedzieć: Sędzio 
nasz, a w Niedzielę^ Zbawicielu nasz; może niestosowniśj 
do dnia ale do słów. 

3) Opis^ zakładu różnych klasztorów przez Ś. Teressę. 
Jest to historya dobrze, gładko napisana; są zajmujące wy- 
darzenia, są myśli zbawienne, zawsze ten sam anielski 
i czynny cbarakter: kto tylko zechce, czytać to może. 

4) O metodzie odwiedzania klasztorów. Pisemko zu- 
pełnie dla przełożonych duchownych. 

5) Przestrogi zakonnicom. Jest to sześćdziesiąt dzie- 
więć zdań, z których ledwie nie wszystkie i świeckim ko- 
bietom przydać się mogą. Są w" Ołtarzyku polskim. 

6) Droga do doskonałości. Wyłącznie dla zakonnic 
i w celu doprowadzenia ich do widzeń, zachwyceń; są prze- 
cież miejsca które i nam profanom ptzydać się mogą, a za- 
wsze godzien uwagi i uwielbienia charakter świętój, który 
się w tśm piśmie ciągle utrzymuje. 

Jak jej przychodzi mówić o nadzwyczajnych darach 
któreini ją Bóg zaszczycił, to zawsze mówi jak o innej o- 
sobie; jakże do błędu jakiego przyznać się trzeba, zaraz 
sama w swojśj osobie występuje. Nic się nie dziwię że ją 
Bóg tak pokochał, 

7) Pałac duszy. Pismo mistyczne ale zrozumiałe, je- 
dnak może dla tego że jest wiele powtórzeń, trochę uciąż- 
liwe. Mało z niego wypisać się da dla nas. 

8) Myśli o miłości Boga, a raczój wytłumaczenie kilku 
wierszy Pieśni nad Pieśniami. Piękne ale nie dla wszyst- 
kich. 

9) Magdalena po komunii Ś. 

10) Listy jćj, chociaż prawie wszystkie w materyi nie - 
koniecznie zajmującej, pełne drobnostek, jednak czytają się 



490 



z przyjemnością, bo ją AYybornie malują, i przecież \y nich 
jest istotą dostępniejszą, podobniejszą do ludzi. Niedosko- 
nałości trudno tam jakiśj dopatrzyć, ale cnoty, przymioty 
przystępne, czułość, troskliwość o drugich, przywiązanie do 
krewnych, znajomość ludzi, biegłość w interesach, rozsądek, 
wreszcie i własnćm zdrowiem zajęcie, wesołości i dowcipu 
wiele. Zgoła już tonie ten anioł, ta cudowna istota co w poprze- 
dnich pismach: tam była przed Bogiem, tu jest przed ludźmi; tam 
serafinem, tu najdoskonalszą z kobiet, a przytem miłą, powabną. 

T h II r II e i s e r. 

Lekarz elektora Brandeburgskiego; pod dniem 13 Li- 
pca 1578 tak pisze do Batorego: 

„Najjaśniejszy Panie! Odebrałem list Waszej Królew- 
skiej Mości przez Bojanowskiego ze Lwowa, dnia 21 Maja 
do mnie pisany. Jestem ja z liczby tych ludzi, którzy od 
wielu lat z magnatami przestając, potrzeby ich poznawać 
umiem a stosownie do tego co od P. Bojanowskiego słysza- 
łem, posyłam W. K. Mości pewne autydotum czyli alexi 
pharmacum, przeciw wszelkićj truciźnie, przystosowane do 
natury i kompleksyi W. K. M. Balsam ten z niemałą pracą 
sporządziłem, stosownie do prawideł kabalistyki i magii na- 
turalnćj; bo złość ludzka teraz do tego stopnia doszła, że 
ostrożnym być należy nietylko w jedzeniu i piciu, ale nawet 
w ubiorze, w umywaniu i dotknieniu, bo zdrada ukrytą być 
może w sprzętach rozmaitych, stołkach i ławach, którydi 
gdy się kto dotknie, albo przez nie przestąpi, życie utracić 
może, a czasem skutek dopiero piętnastego dnia, nawet 
trzydziestego się pokazuje, a jad przez muskuły, nerwy 
i żyły do serca przenika; tego więc kosztownego balsamu 
który stargane siły krzepi i od trucizny chroni, posyłam W. 
K. Mości cztery porcye, które obyczajem na dworach kró- 
leskich używanym, w obliczu Pana Bojanowskiego skoszto- 



491 

wałem i on toż samo uczynił. Proszę Najwyższego aby 
W. K. M. dawne wrócił zdrowie." 



T i II I e r y e. 

Piękny ogród, ale może najpięliniejszy w miejscu, któ- 
re za najmniój piękne jest uważane i gdzie mało kto cho- 
dzi; jest w środku jakby las z drzew starycłi i gęsto sadzo- 
nych, tam w południe lata chłód znaleźć można, tam ele- 
gancyi nie zastaniesz, zaledwie kilku samotnych się czytelni- 
ków przechadza, ale za to ujrzysz mnóstwo dzieci starownie 
i z wygodą, ubranych, wszystkie w majteczkach, chłopcy 
w bluzach, dziewczynki w sukienkach biegają, gonią się, śpie- 
wają, skaczą przez sznurek, gonią obręcze, z tym wdziękiem, 
z tą wesołością, które tylko dzieciom przy stój a. Napełnia- 
ją radością swoją te długie i ciemne ulice, a matki chodzą 
poważnie jak cienie szczęśliwe pod opieką pól Elizejskich; 
zdaleka słychać szmer, hałas jakby oceanu, to odgłos sze- 
mrający stolicy świata. Biedne dzieci, niedługo i wasze gło- 
sy ten szmer powiększą, przejdźcie tylko przez te świeże 
i zielone gaje! 

Tołstoj (Sara hrabianka). 

Wyszły niedawno jej dzieła, poezye pisane wszelkie- 
mi językami. Urodzona 1820 r. żyła tylko lat siedmnaście, 
i oczywiście najwięcćj zagranicą, umarła jednak w Petersbur- 
gu. Była to widać ofiara owej poezyi, dziś tak grasującej między 
kobietami. Sara Tołstoj była prawdziwą męczennicą to 
uczuć a raczćj wyobrażeń, to cierpień ciała; zawsze była 
smutna, melancholiczna, zadumana. W chwilach wolniej- 
szych pisała wiersze, pisała dużo, ale na dziesięć dni przed 
śmiercią spaliła pakę pism swoich. Co znaleźli to W7dru- 
kowali w tych językach w jakich pisane były, a jakiś pan 



_492 

Lichonin wytłómaczył dosłownie jój Miersze po rossyjsku. 
Oto jedna z tych poezyi pod tytułem: Sierota. 

,, Poszłam do ciemnego lasu, uklękłam nad mogiłą, ma- 
tki, płakałam, płakałam, płakałam! Zdawało się, że serce 
mi pęknie, i że moje łkania przebudzą ją, ale ona spała, 
spała, spała! Zerwałam na grobowej darni kwiatek, kwia- 
tek tak piękny, jakiegom nigdy dotąd nie widziała, i wzdy- 
chałam, wzdychałam, wzdychałam! Ale on nic mi nie odpo- 
wiedział; położyłam go na mogile i jęczałam, jęczałam, ję- 
czałam! Rozmawiałam z wonnćm powietrzem, igrającem 
z mojemi złotemi włosami, a one rozwiewały się, rozwiewa- 
ły się, rozwiewały się! Dotknęłam mogiły ustami i pomy- 
ślałam: co za nieopisane szczęście, umrzćć, umrzść, umrzeć!" 
Niech krytycy sądzą. 

Trajauski wał. 

Jest to ciekawy zabytek dawnych rzymskich okopów 
na Podolu. Ciągnie się ten długi wał od rzeki Dniestru, 
aż do rzeki Zbruczy, przez powiaty: uszycki, kamieniecki 
i płaskirowski, na mil szesnaście. Natrafia się on w wiel- 
kich przerw^ach, niekiedy już zupełnie opadły, w innych miej- 
scach do czterech, sześciu i ośmiu łokci wysokości wyniesio- 
ny. Imię trajauskiego wału ztąd mu nadali, że znaczna li- 
czba monet rzymskich, z wizerunkiem cesarza Trajana, tu 
się wynalazła. Wiadomo wreszcie, że za czasów tego i in- 
nych cesarzowa rzymskich, były sypane długie linie wałów, 
dla obrony północnych gi^anic państwa, przeciw napadom 
dzikich jeszcze Sarmatów. 

Trzobuica. 

Miasteczko w Szlązku, o trzy mile od Wrocławia. Ma 
kościół wystawiony na cześć Św. Jadwigi księżnój zmarłśj 



1243 r. i iiważanćj za wielką świętą. Ona założyła lilasztor 
w Trzebnicy, a owdowiawszy, tam zalionnicą została; pierwój 
zaś przez lat pięćdziesiąt siedm była wzorem żon, matek 
i panujących, i żywot jej który w moim zbiorze żywotów 
ŚŚ. niewiast opisać dokładnie mam zamfar, będzie zapewne 
jednym z najwięcćj uczący cb. Grób ma wspaniały w tyra 
kościele w kaplicy, jest z czarnego marmuru; na wieku tru- 
mny leży piękna jćj figura w ubiorze mniszki, a nad nią 
aniołek koronę książęcą trzyma: ta figura i dwunastu świę- 
tych otaczających grobowiec, są z białego marmuru. Twarz 
Św. Jadwigi bardzo znacząca. Oglądaliśmy pilnie cały ko- 
ściół, pełno w nim malowań na cześć jćj; całe jej życie jest 
w obrazach, pędzel niekoniecznie wzorowy, ale chęci najle- 
psze, a ponieważ pod każdym jest podpis, nayka się spełnia. 
Jest wystawiona po kilka razy jak się modli po nocach, je- 
szcze księżną będąc, jak się biczować słudze każe, jak ubo- 
gim rozdaje, jak rannym obmywa rany, jak więźniów nawie- 
dza, jak na pobojowisku Wahlstadt syna, który zginął wal- 
cząc z niewiernemi, poznaje ciało i ofiaruje ten cios Bogu, 
jak nareszcie dzieci, tego syna swego kąpie. Są także wy- 
jątki z jej życia pod każdą z dwunastu stacyj zwykłych mę- 
ki Pana Jezusa z zastosowaniem. W samym kościele są 
piękne dwa posągi: jeden wystawia Ś. Jadwigę dającą bo- 
chenek chleba ubogim, drugi siostrzenicę jej Ś. Elżbietę, 
takoż rozdającą jałmużnę. Ś. Jadwiga zawsze jest wysta- 
wiona, trzymająca w jednej ręce figurę Matki Boskiśj z dzie- 
ciątkiem, w drugiej klasztor Trzebnicki. Klasztor ten obró- 
cony na fabrykę sukna, kościół utrzymany jak najlepiej. 
W jednój kaplicy jest kamień w podłodze z jój wizerunkiem 
i z napisem, jako po śmierci lat kilkadziesiąt tam spoczy- 
wała, ale potćm przeniesiono jej zwłoki do owego wspania- 
łego grobu. Na ścianie w kaplicy jest w obrazie wystawio- 
ne otwarcie owśj szanownej trumny, jest wielu duchownych 
i świeckich obecnych; między świeckiem! są figury i z ubio- 



494 



ru i z twarzy zupełnie polskie, U dzisiejszego grobu Św. 
Jadwigi, u stóp jest w wielkim medalionie marmurowym, 
wizerunek pięknej i strojnśj kobiety z napisem grobowym; 
jest to pomnik dla ostatniej księżniczki z Piastów Szlązkich 
wydanej za Haltzsteina. W kościele pod wielkim ołtarzem 
jest grób m§ża Św. Jadwigi i przyjaciela jego Konrada von 
Feichtwagen; tak go kochał, że obok siebie pocliow^ać kazał, 
i leżą oba w rycerskich postaciach, wykutych z czarnego 
marmuru. 

Trzęsienie ziemi. 

To nadzwyczajne zjawisko natury, niedostatecznie je- 
szcze wytłómaczoue, mniej często zjawia się w zimnym kli- 
macie, jak w ciepłym; w równych krajach, jak w górzystych; 
położenie zatćm jeograficzne i fizyczne polskich krajów, prze- 
ciwi się częstym i silniejszym zjawieniom tego fenomenu. 
Wszelako r. 1438, było w Krakowie trzęsienie ziemi tak zna- 
czne, że się kilka domów zawaliło. 



Tureckie poselsln'o. 

(W Paryżu r. 1834). 

Mustafa Reschid Bej, wódz tego poselstwa ma tytuł: 
Ministre plenipolenfiaire: był wielkim referendarzem w Stam- 
bule i zdawał raport sułtanowi o wszystkich sprawach ro- 
zważanych w radzie jego. Wielką miał sławę umiejętnego 
i uczciwego, umió wszystkie języki wschodnie ale zachodnie- 
go żadnego. Ma lat trzydzieści ośm, mały, pięknśj twarzy, 
bardzo łagodnćj, kłania się często i pokornie. Nosi cywil- 
ny mundur krajowy, rodzaj surduta spiętego na przedzie, 
kolor ciemno-niebieski, z jasnemi wyłogami, z haftem zło- 
tym, szpada złota u boku, blacha srebrna z dj^amentami na 



49j 



sukni. Na głowie ma czapkę czerwoną, z czarną, plecionką, 
która mu na oczy zachodzi. Mustafa jadł obiad u króla 
w St. Cloud, w Piątek 26 Września 1834 r., bardzo mu sig 
podobał pałac, molowania, mozajki. 

Był z nim tłómacz jego i kolega Namik Basza mini- 
ster Porty w Londynie, który już znał Francyą. Ten z wiel- 
ką łatwością mówi po francuzku, ubrany w mundur jeneral- 
ski, który właściwie tóm ńe różni od ubioru Mustafy, że 
szlify ma wielkie na ramionach. Jest to człowiek w wieku 
z białą brodą, bardzo poważny; w Stambule przynajmniej 
uchodzi za uczonego i jest dyrektorem akademii. Syn jego, 
który był także na obiedzie, ma lat jedenaście i dziwnie jest 
ładny. Po francuzku mówi wybornie, bawił si§ cały wieczór 
z synem króla, księciem d'Aumale; w ciągu zabawy prosił 
księcia, żeby mu na papierku napisał swoje imię, książę to 
zrobił, a on je schował starannie, potem wziął papierek i na- 
pisał: „Je 6uis vo/re serditeur Alimed Yeftk,^'- prosząc księ- 
cia, żeby także to schował na pamiątkę, co książę uczynił. 
Jak to we wszystkich krajach uczucia jednakie; pamiętam, 
że w tym wieku bgdąc, także skoro poznałam jaką panien- 
kę, co mi się podobała, żądałam od niej jój pisma i imienia^ 
i sama dawałam nawzajem; pamiętam jak w Dukli podobnie 
się zamieniłam z Karoliną M..., w Lubieńcu z Zofią J..., 
w Guzowie z Różą Ł...; nie ufamy jakoś w tym wieku pa- 
mięci serca naszego, albo raczej mało jeszcze oswojeni z pi- 
smem i ceniąc je wysoko, bo nam nie oddawna znane, uży- 
wamy go do tego, do czego na zawsze najmilej się przyda- 
je: do zsyyciężauia oddalenia osób drogich. 



Twardowski. 

W Węgrowie jest dotąd w kościele farnym wielkie 
zwierciadło nad drzwiami zakrystyi, dosyć grube, z pięknego 



_496 ^ 

kruszcu, przedziwnie wyszlifowane, które ucliodzi za czarno- 
księzliie, bo do Twardowskiego należało; napis na ramach 
o tern świadczy. Jest to w tych słowach: 

„Luserat hoc speculo Tvardovius,' artes, 
Lusus at iste Dei versus in obseąuium est." 

Zwierciadło to jest roztrzaskane; według powieści miej- 
scowej, miały w niem się pokazać twarze szkaradne i posta- 
ci okropne, ciskali zatem w nie różnemi ciężkiemi rzeczami, 
aż naostatek zakrystyan stary, obaczywszy w niśm postać 
straszliwą, kluczami w nie rzucił i roztrzaskał. Odtąd sta- 
rych kokietek zwierciadła powinnyby się zwać Twardowskie- 
go zwierciadłami. 

T y n f . 

Tynf czyli Tynfa, jest to imię monety polskiej, zapro- 
wadzonej w ostatnich latach nieszczęśliwego panowania Ka- 
zimierza Wazy, i pochodzące od niejakiego Tynfa, któremu 
mennica polska była powierzona. Była to moneta srebrna, 
około półtora złotego wartująca, ale która dla złój wartości 
wewnętrznej, coraz bardziój na cenie spadała. Ustały na- 
koniec w biegu menniczym tynfy, za Stanisława Augusta. 

Tytuły. 

Kasper Denhoff od Władysława IV i ojca jego Zy- 
gmunta wielce lubiony i obdarzony, otrzymał także comita- 
tvm od cesarza Jana. „Ale on jako cims bonus patriae tak 
jego nie zażywał, że przez to paritatem nie chciał znosić; 
dziatkom to przykazał, aby in perpetuum łaski cesarskićj 
to memoriale chowali; bardzo to drugim ganił, gdy tytuła- 
mi cudzoziemsldemi nad inszą szlachtę polską przedniejsze- 
mi być chcieli." 



497^ 

U. 

Ibiór u u as. 

Od Słowian ród nasz wywodzim, i im pierwiastkowy 
nasz ubiór winniśmy; połączył się on zapewne z odzieżą, 
pierwotnycli ziemi naszej mieszliańców, a ta odzież była jal£ 
wszystliich grubycli ludów bardzo prosta. Sarmaci nie znali 
łioszul, mówi Prokop. Długosz wspomina, że dawni Słowia- 
nie suknie wołochate (futrzane) nosili, a później kiedy role 
osiedli i zamieszkali, żony i córki tkały im lniane i wełnia- 
ne lub z sierci zwierzęcej. Z tych tkaniu, samodziałem zwa- 
nych, robiono serdaka zastępujący koszulę, spodnie, świtę lub 
sukmanę, opończę, pikowaną o czterech rogach czapkę, by 
lepiój osłaniała od razów. Kawał skóry surowśj, łyka, lub 
drzewa na podeszwę ostruganego, przepasany taśmą jaką, 
aż do ikry nogi był ochroną. Koszule Słowianki z rękawa- 
mi fałdziste, spadały do kostek, na nich były szaty długie 
do kolan; czepiec, kawał płótna długi lub chusta owijały 
głowy mężatek, dziewczęta zaś włosy tylko w warkocze sple- 
cione, z kwiatów równianki nosiły. Wodzowie i możni oka- 
zalszemi tylko odznaczali się ubiorami, a nazwa źupauów, 
przechowana wraz z suknią do naszych czasów, tych wodzów 
sięga, bo supan u Lechów i Czechów znaczył królik. 

Długo szlachta szaróm kontentowała się suknem, w do- 
mu tkauem i nazywali się tóż szarą szlachtą; później kie- 
dy bławaty i inne zbytki nastały, wyraz szary poszedł w po- 
niewierkę, uboga szlachta szaro się nosiła: ztąd u stołu, 
szary koniec. Panujących ubiór codzienny, dawnemi czasy 
równie jak dziś mało się różnił od poddanych; w czasie 
obrzędów tylko przywdziewali szaty złotem i perłami upstrzo- 
ne: niektórzy chodzili ciągle w futrach rysich i sobolich, obu- 
wiem ich sulejały czyli sulały, złotem i kamieniami ozdobne. 

Dzieła Hofmanowej. Tom III. 32 



498 

Futra były długo odzieżą, ubiorem i strojem wszyst- 
kicli stauów; podszywauo niemi suknie zwierzchnie tak mę- 
zkie jak żeńskie, futrem podbijano spódnice i spodnie i nie 
tylko dla ciepła je używano, ale i dla ozdoby, i w lecie 
strój nie był dokładny, kiedy suknia futrem bramowanai 
wyłożona nie była. Klima nasze się nie zmieniło, a prze- 
cież teraz futra nie są, w tak powszechnem używaniu. Fran- 
cuzczyzna to sprawiła i podrożenie futer: zdrowie na tern 
nie mało cierpi. Pierwej królowie sami w baranich kożu- 
chach, szłykach (*) baranich chodzili, nietylko szlachta i mie- 
szczanie; dziś woźnica kożucha si§ wstydzi, pisze Starowolski. 

W r. 1474 płacono we Lwowie kamlotu sztukę po 
złotych 4, adamaszku łokieć po zł. 1, sukna najlepszego po 
gr. 20, płótna francuzkie po gr. 7. r. 1476, kożuchy dla króla 
Kazimierza i królewiczów po zł. 12, dla młodych po 10; 
dwie mitry królowśj 2 kopy, sztuka płótna 3 zł. i V2, aksa- 
mitu łokieć zł. 2, atlasu po grzywnie. 

Słowianie mieli zwyczaj golenia głowy: może było to 
dla czystości, i Polacy długo to zachowali, i mylnym się 
zdaje nakaz papieża w tój mierze za Kazimierza Mnicha; 
przecież zwolna przyszli do zapuszczenia długich włosów, 
które znowu po Bukowinie zarzucać zaczęto. 

W XVI-tym wieku były sajany kobiece, jakieś pła- 
szcze fałdziste. Oto ustawa magistratu Poznańskiego, która 
-wiele, co do ubioru oświecić może, z r. 1621; maluje oraz 
obyczaje: „Co się zaś tknie szat i strojów, stosując się do 
konstytucyi koronnych na plebejos i miejski stan w tój mie- 
rze uchwalonych, aby się droga do niechęci, obmowisk 
i szarpania zawarła, postanawiamy żeby żaden mieszczanin 
nie ważył się chodzić tylko jak w statutach opisano. Pół- 
szarłacia, osobliwie jedwabiów świetnych i kosztownych pę- 



■) Szlyk czapka futrzana, coraz węższa ku górze. 



499 

tlić złotych i srebrnych i innych droższych, podszewek dro- 
gich, safianów, a ktemii futer, oprócz kunich, lisich, mar- 
rnurków także drogich zaniechno. Białogłowy kosztownych 
i drogich na CKapkach bobrów, a płaszczyków, sobolów dro- 
gich, aksamitów i felp ze złotem i innych drogich kosma- 
tych materyj i jedwabnych, kaziaczer ze złotemi passamo- 
nami, aksamitów wszelkich, hatłasów, adamaszków na sza- 
tach żeby nie zażywały, oprócz kitajek, czamlotów i innych 
podlejszych materyj, ogoniastych szat żeby nie nosiły, bo i kra- 
wcy o taką robotę karani będą i ogony ucinać urząd każe. 

Kołnierzów i krzyżów (krezy) ze złotemi koronkami, 
kamieni drogich, łańcuszków na wieńcach, strojów na gło- 
wach i zausznic nakształt szlacheckiego stanu ludzi, koron 
żeby poniechano, wieszania klejnotów żeby skromnie i jak 
najmniej było. A rozwieszania łańcuszków złotych od pasa 
do ziemi i niemi opasowania się żeby się wystrzegano. Żeby 
też płaszczyków rysowanych passamonami złotemi bramo- 
wanych się wystrzegały... bo inaczój animadwersyi nie ujdą." 
(Opis Poznania przez Łukaszewicza). 

Ubiór mieszczanina był taki: Kontusz najczęściej gra- 
natowy, żupan biały, czerwony lub wzorzysty z materyj je- 
dwabnych, czapka biała z czarnem lub brunatnśm futrem; 
buty czarne, niekiedy żółte lub czerwone, pas suty srebrny 
lub złoty; guzy srebrne lub pozłacane, pętlice złote, srebrne 
lub jedwabne; trzcina z gałką z słoniowej kości, lub złota. 

Kobiety nosiły suknie długie, gorsy srebrem lub zło- 
tem haftowane; na szyi noszenia złote, perły, korale, na 
rękach pierścienie, manele, na głowach czepce z perłami, czapki 
bobrowe z złotogłowiu. Na pospolity ubiór letnich barasowe. 

Jasiński, lekarz w Poznaniu zmarły 1620 r., takie zo- 
stawił po sobie szaty, między innemi: Płaszcz czarny falen- 
dyszowy, płaszcz czamletowy czarny, inflantkę aksamitną 
podszytą kunami, żupan czarny aksamitny kitajką podszyty, 
źupan czamletowy czarny bagaryą podszyty, żupan ada- 



500 _ 

maszkowy czarny (widać lekarze w czerni chodzili); pas pance- 
rzowy złocisty, pas w młyńskie koła złocisty, pas w gomółki 
złocisty, pas w tabliczki. 

Po żonie jego zmarłćj 1621 r., zostało: Płaszcz czarny 
falendyszowy kunami podszyty, szubka muchajerowa turecka 
brzuszkami nowogrodskłemi podszyta, kabat bajowy czarny 
lisami podszyty, płaszcz czarny miichajerowy deszczenny, 
szubka muchajerowa lisami podszyta, kołpaczek sukienny 
z bobrem, czapka białogłowska z bobrem, suknia atłasowa 
czarna, suknia adamaszkowa z wielkim wzorem, druga z ma- 
łym, inderak muchajerowy turecki bławatny. Tabinet, felpa 
złotogłów na łokcie; płaszcz adamaszkowy lazurowy wzo- 
rzysty (w desenie) zieloną, felpą podszyty. Płaszcz ada- 
maszkowy czarny wzorzysty, półatłasem pomarańczowym pod- 
szyty, płaszczyk tabinkowy z przodkami sobolowemi i fu- 
trem kuniśm podszyty. Kariaczka muchajerowa czarna 
z królikami białemi, etc. 

Klejnoty. Para maneli z białym szmelcem, druga dę- 
tych, łańcuch w młyńskie koła, ważący 108 dukatów, łańcuszek 
w ogniwa, zawieszenie albo krzyżyk z dyamencikami, ko- 
ronka staropolska z perłami, pierścionki różne, czepiec z per- 
łami staropolski, koroneczka pod włosy z perłami: 

Jeszcze męzkie. Żupan adamaszkowy fioletowy, bają 
szarą podszyty, z listwami marmurowemi, guziki koralowe, 
żupan błękitny kitajkowy, żupan popielaty, kontusz z ho- 
lenderskiego sukna gwoździkowy, kontusz z węzłami rycer- 
skiemi, opończa czarna, spodnie karmazynowe falendyszowe, 
czapka szarłatna z sobolem, pończochy sukienne, pas fiołowy 
z zarabiankami srebrnemi, delia czarna falendyszowa ki- 
rem błękitnym podszyta. 

Jeszcze kobiece. Letnik barszczowy muchajerowy, 
pilśnią podszyty, drugi jarmuszkowy. "aWazłuczka baranem 
czarnym podszyta, szubka czarna muchajerowa królikami pod- 
szyta, mętlik czarny sukienny. 



501 

Sprzęty. Stół żółto farbowany jaworowy na nogach to- 
czonych, szafki rzezane, szafa dębowa farbowana o dziewię- 
ciu dźwierkach, krzesła skórzane, zegar z cymbałem. Spi- 
necik (klawicymbał) wiekiem zawierany, klawiatury u niego 
kością słoniową, sadzone; podłogi wyściełane kobiercami tu- 
reckiemi i perskiemi (Joachim Balin aptekarz zmarły, 1671 r. 
zostawił takowych 15); stołki suknem alko skórą wybijane, 
a Ućij częściej ławy i zydelki. 

Sprzęty stołowe ze srebra i cyny. Konwie wysokie 
z uchami, nalewki, flasze cynowe, .półmiski, talerze, misy, 
wszystko z cyny; lichtarze złociste, roztruchany, czarki, pu- 
harki na nóżkach, łyżki z twarzami, taca złocista odlewana. 

W XVI i XVII wieku naczyń szklaunych używano mało, 
ale znane były flasze i kubki z szkła krajowego, lub z Niemiec 
sprowadzonego. Na pościel używano jak dziś adamaszku, ki- 
taju, drelichów, płótna. 

Dalsze ubiory, z inwentarza pozostałości Grędkowej 
Heleny, wieśniaczki z Kondorfu pod Poznaniem z r. 1598, 
Pas srebrny, na którym centek dwadzieścia ośm, szubka 
czarna uterfajowa lisiem futrem podszyta, druga baraniem; 
hazuka czarna z prostego sukna, letnik brunatny z tureckie- 
go muchajeru, letnik zielony z płótna szydzierzewego, su- 
knia miętwiszewa z kształtem (stanikiem), kształt aksami- 
tny, rękawce muchajerowe, mycka aksamitna, inderak (spo- 
dnik) czarny płótnem podszyty, szarsztochów (fartuchów) 
trzy, koszul sześć pospolitych i t. d., prześcieradła, ręczni- 
ki, obrusy. 

Wierszyki do ubiorów. 

„Piórko za czapką, gładka skórzenka na nodze, 

Nie -widziałeś. 
Gdy suknię z aksamitem, gdy podwikę na się, 
Cienką gdy pas szeroki weźmie z zamkiem złotem.'' 



502 



Ibior}' (Iziecinuc u Friiucuzów. 

Bardzo dobrze ubierają w ogóle dzieci. Chłopczyki do 
sześciu lat noszą ciągle bluzy, majteczki, pasy skórzane, cza- 
peczki: ten sam strój zachowują i do dwunastu lat do szko- 
ły i nauki. Do ubrania noszą kurteczki granatowe, majtki 
białe fałdziste, kołnierz od koszuli biały, wyłożony. Starsze 
jeszcze noszą, jak tu zowią, polonezki, czyli czamarki. Dzie- 
wczynki suknie, majteczki i pelerynki z jednój materyi, ka- 
pelusze słomiane opasane wstążką, fartuszki czarne, albo 
z surowego batystu z kieszonkami i szelkami; buciki, kołnie- 
rzyki wykładane. 



I b i ó r w powszechności. 

Podobno nigdzie mniój jak u Francuzów na niego nie 
uważają, i każdy prawdziwie chodzi jak chce, i nic nie dzi- 
wi to nikogo: może na obuwie są najbaczuiejsi. Wióm, że 
przyjechawszy do Paryża, trwożyła mnie cokolwiek myśl, 
jak to ja w moich Drezdeńskich i Warszawskich jeszcze ka- 
peluszach, sukniach się pokażę; zdawało mi się, że zupełnie 
przebrać się będzie potrzeba: tymczasem wszystko uszło 
przedziwnie, jedne tylko moje trzewiki innego jak tu kroju 
ściągnęły uwagę; na ulicach widziałam, że patrzą mi na 
nogi, a młoda gospodyni u którśj staliśmy, za boki się bra- 
ła od śmiechu, patrząc na nie i mówiąc: ,,Dieu, sont ils 
dróles uDec kur chaussure!'-'- Troszkę mnie to zkonfundo- 
wało i pierwszy sprawunek mój w Paryżu były trzewiki. 
W mojem jednak przekonaniu Warszawskie kształtniejsze, 
więcej do nogi zrobione. 



503 



Iczoiie kobiety. 

Pani Somerville angielka, kilka lat temu, uzyskała na- 
grodę matematyki w Uniwersytecie w Cambridge; teraz wy- 
dała dzieło o związku nauk między sobą: zaraz przetłóma- 
czone zostało na język niemiecki. 

• Kobiety są ozdobą literatury, równie jak są ozdobą 
towarzystw, chciwe wszelkich sposobów podobania się i wy- 
gadania; we Francyi zdawna wzięły się do pióra, i ile razy 
uczucie i dowcip oddać chciały, tyle razy zrównały, jeśli nie 
przeszły mężczyzn... Kiedy piękne Prowancyi niebo widziało 
rodzący się nowy język na łacinie i celtyku zaszczepiony, 
a rycerstwo trubadurów tworzyło, kobiety ustanowiły owe 
sądy miłości zachęcające poetów. Wtedy hrabina Die de Pro- 
cence i Ciura (fAudure słynęły pięknością i piosnkami. Kle- 
mencya haure założyła w Tuluzie sławne jeux /loraux. Ma* 
rya z Francyi kreśliła ładne bajki; Krystana Pi&an wsławiła 
się na dworze Karola V, a lubo cudzoziemka, za chlubę kra- 
jową uznaną została. Przed nią Heloiza dowiodła, że najwyż- 
sze nauki dostępne są kobietom. Nastał wiek Franciszka I, 
i kobiety ozdobą były dworu jego; Ludwika Labę później 
Katarzyna De.sroches pisały wiersze; Ludwika z Sabaudyi^ 
matka króla, pisała powieści zbyt wesołe i dziennik swój; 
córka jej Małgorzata Waleiyanka pisała wiersze dowcipne, 
była biegła w teologii i kilka umiała języków: ona jedna 
z kobiet -układała nawet farsę i mysterya. Diana de Poitiers^ 
kochanka dziedziczna królów, poezyą wabiła Henryka II; 
inna Małgorzata^ żona Henryka IV, pisała miłe pamiętniki 
bez pomocy sekretarza. Miłostki Henryka IV dały powód do 
listów, w których z kolei Corisandrą d' Andomini^ Gabriela 
dJEstree^ Margrabina Verneuil, uczucia swoje dla niestałego 
króla kreśliły. Wojna Frondy prowadzona w części przez ko- 
biety, opisaną też przez nie była. Panna de Montpeimer 



50i 

i pani MotleDille^ pełne interesu zostawiły pamiętniki. Jednak 
lubo zwiększała się liczba kobiót uczonych, nie zostały po- 
AYołane do akademii francuzkiej założonej przez Richelieu, 
a dążność uczoną, którą ich pismom nadać chciała wycho- 
wanka Montaigna panna de Gournay^ zwróciła ku romansom 
panna de Scuderi. Pisma jej nadto były chwalone w czasie 
aby dziś czytane być mogły; jednak ona otworzyła świetny 
dla kobićt wiek Ludwika XIV: ani Moliere ani Boileau nie 
zdołał ich zepchnąć z Parnasu. Pani YUledieu równa się 
z Benseradem w wierszykach, pani de l.Aahiay z Peraultem 
w bajkach. Nino7i de FEnclos^ słynie miłostkami i listami, 
patń de la Fayetle ubiega się o dowcip z Hamiltonem, pani 
Gayon pisze jakby przez Fenelona natchniona, pani Dacier 
tłómaczy Homera, panna de la Yalltere w klasztorze pobożne 
zbiera dumania. Tu się zaczyna panowanie listowe, które aż 
do dzisiejszych romansów w listach pani de Souza, z taką 
przyjemnością czytelnika, w ręku jest kobiet. Pani de Se- 
vigne na czele jego; w jej listach język jest naiwniejszy, 
śmielszy, giętszy, bogatszy, więcćj harmonijny niż we wszy- 
stkich księgach z świątyń akademickich wyszłych. Nastaje 
regencya. Księżna du Maine wierszem i prozą przewodzi za- 
bawom w Sceaux. Pani de Stael pożycza jej żywego stylu, 
panna Aisse po francuzku opisuje dziwne swoje oryentalne 
zdarzenia, pani ae Fencin robi i pisze romanse, d^Alembert 
jej synem. Ludwik XV ulega panowaniu kobićt. Pompa dour 
i Dubarry otaczają się naukowym parokręgiem, ;;«/?« />wc/^fl- 
ielet oddaje się matematyce. Pani Dunoyer wydaje gazetę 
w Holandyi, panna Lussan pisze historyczne romanse, pani 
du Deffant listuje z Horacym Walpoole, pani de Caylas ma- 
luje dwór Ludwika XIV, pani de Boccage epopeję francuzką 
stwarza, pani Geoffroi mało mówi, nie pisze, a przecież 
wielką sławę zyskuje. Wiek XVIII niemniej okazuje się bo- 
gatym: zjawiają się kobiety filozofki, lubo te nie zaraz pi- 
sza. Pani Beauharnais wiersze składa, pani Grajfigny nową 



_505 

Heloizę za Peruwiankę przebiera, pani Riccoboni dowcipne 
pisze romanse, pani Chenier Improwizuje wdzięku i nauki 
pełne wyjątki. Wśród gwaru rewolucyi i głuchego gilotyny 
chrzęstu, pani Roland zgromadza pamiętniki. Emilja różami 
ściele pisma Demoustiego, pani Bourdi Viot ładnie pisze, 
pani Konsłancya Pipelet^ dziś księżna Salm odznacza się pro- 
zą, pani Pensie?' wiersze kreśli. 

Za Bonapartego kilka kobićt wykrywa dziełmi swemi 
niesprawiedliwy jego przeciw autorkom przesąd. Panie Ba- 
bori i Dufrenoy wierszem i prozą dobrze piszą, pani de Genlis 
lubo nadto płodna, przecież użytecznie się odzywa. Pani Cottin 
dziwi i rozrzewnia, a przedewszystkiem pani Stael która bę- 
dzie nazawsze wyjątkiem cudownym i jedynym w płci swojój, 
jak Bonaparte wśród żołnierzy. Dziś, kiedy kobiety coraz 
wyżśj i dalćj postępują, prawie nie ma gałęzi literatury, 
gdzieby imię autorki nie mogło być stawione naprzeciw 
autora. Panie Soura, Gai/, Girardin, Voi/ard, Valdoi\ ro- 
manse zabrały; Vie7i, Mercoeui\ Desormery, Junviei\ Cerebar- 
be wiersze piszą, a nad wszystkiemi pani Tashe tak panuje 
w poezyi, jak niegdyś pani de Stael w prozie. 

Oto jest spis uczonych kobiet francuzkich, porządkiem 
chronologicznym: 

Krystyna de Pisań urodziła się 1363 r., pisała histo- 
ryą i wierszyki. 

Klołylda de Surmile urodziła się 1405 r., pisała wier- 
sze, niektórzy mówią że daleko późnićj żyła. 

Małgorzata de Yalois królowa Nawarry, urodzona d. 11 
Kwietnia 1492, siostra Franciszka I, wierszyki bardzo ładnie 
pisała. 

Pernetta du Guillet dite Cousinne umarła 1545 roku. 
Wiersze. 

Ludwika Labę 1546 r. Wiersze. 

Johanna d' Albert królowa Nawarry, urodziła się 7 Sty- 
cznia 1528 r. Wiersze. 



Ó06 



Magdalena Desroches urodzona 1530 r. Ody. 

Murya Stuart urodzona 7 Grudnia 1542 r. Wiersze. 

Małgorzata de Valois królowa Fraucyi i Nawariy, uro- 
dzona 14 Maja 1552 r., żona Henryka IV. Prozą i wierszem* 

Katarzyna Desroches umarła 1587 r. Poezye. 

Mary a de Romieu kwitnąca około 1584 r. Wiersze. 

Magdalena Scuderi urodzona 1606 r. Romanse i wiersze* 

Franciszka Bertaut-MottecUle urodzona 1615 r. Pamię- 
tniki, 

Mnon d^Enclos urodzona 1615 r. Listy. 

Pani de Semgne urodzona 5 Lutego 1626. Listy. 

Fanna de Monfpensier urodzona 1624 r. Pamiętniki. 

Pani de la Fayette urodzona 1634 r. Pamiętniki i romanse. 

Pani de Maintnon urodzona 27 Listopada 1635 roku. 
Listy. 

Antonina Deshouillers urodzona 1638 r. Sielanki. 

Pani de Yilledieu urodzona 1640 r. Historya i wiersze. 

Panna de la Yulliere urodzona 6 Sierpnia 1644 roku. 
Wierszyki, uwagi. 

Fani de Grignan urodzona 1648 r. Listy. 

Pani d'Aulay umarła 1705 r. Bajki. 

Pani de Caylus urodzona 1673 r. Pamiętniki. 

Pani de Fencin urodzona 1681 r. Eomanse. 

Małgorzata de Lussan urodzona i 683 r. Romanse i po- 
wieści. 

Pani de Gomer urodzona 22 Listopada 1684 r. Dzieła 
moralne. 

Fani Launuy Staal urodzona 1693 r. Pamiętniki i dro- 
bnostki. 

Pani de Grajfigny urodzona 1694 roku. Listy, peru- 
wianki. 

Pani du Deffanl urodzona 1696 r. Wiersze i listy. 

Pani de Boccage urodzona 1710 r. Prozą i wierszem. 

Pani du Chatelet urodzona 1705 r. Mądrze i rymem. 



507^ 

Patii Riccoboni urodzona 1714 r. Romanse. 

Panna Clairon urodzona 1723 r. Pamiętniki. 
' Pani (fEpinay urodzona 1725 r. Pamiętniki. 

Pani Elie de Baumont urodzona. 1729 r. Moralne pisma. 

Panna Lespinasse urodzona 1734 r. Listy i drobnostki. 

Stefania Felicija Ducrest Genlis urodzona 25 Stycznia 
1746 r., o wszystkiem i wielu innśm; 

Pani Bourdie \iot urodzona 1746 r. Dowcipki. 

Pani Bouffkrs umarła 1787 r. Wierszki. 

Pani Roland urodzona 1754 r. Pamiętniki. 

Pani d'Huutpoul urodzona 1760 r. Romanse i wiersze. 

Patii Stael urodzona 22 Kwietnia 1766 r. 

Pani Du/frenojj urodzona 1765 r. Do edukacyi romanse 
i wiersze. 

Zofia Risland Cottin urodzona 1773 r. Romanse wy- 
mowne. 

Dodać tu jeszcze muszę panią de Lamberta która pier- 
wsza moralne dzieło napisała w XVIII wieku, i że tak po- 
wiem świecką zrobiła naukę moralności, bo dotąd sami księ- 
ża podobne lekcye dawali. Ona nie chciała być autorką; 
bała się może więcej niż śmierci druku, napisała jedynie 
swoje rady dla syna i córki. Kobiecie wysoko urodzonej, 
być drukowaną, zdawało jej się wstydem, przecież zdradzili 
ją przyjaciele. Nie straciła przeto iionoru, doczekała późne- 
go wieku bardzo szacowana i kochana. 

Z dzisiejszych pani MaiUard d' Itidillirs napisała do izby 
deputowanych w 1834 r. rozprawę o zakładach dobroczyn- 
ności i użytku publicznego, o pensyach przemysłowych. Ta 
rozprawa odznacza się pełuemi filantropii widokami, godne- 
mi uwagami reprezentantów narodu. 

Icziicie Fraucuzów. 

Jedno zachowane w mocy swojćj, lubo nie tak okazy- 
wane jak u nas, jest rodzicielskie uczucie; religii prawie nie 



508 

ma, uszano\Yania dla rodziców nie^Yiele, związki rodzinne do- 
syć obojętne; wiara małżeńska jak pajęczyna, ale ogólnie 
biorąc Francuzi niezmiernie dzieci kochają. Niewiele oni ro- 
bią dla nich ofiar, oddają je naprzód w mamki, potem na 
pensye, ale w krótkich chwilach świąt, wakacyi, ukończenia 
edukacyi, są bardzo okazujący i czuli. Nie posądzam, ale 
podobno to uczucie jest ostatnie i poniekąd wypływem ich 
samolubstwa; w dzieciach widzą zabawę, uciechę, zajęcie, 
cel życia, pomoc, przedłużenie własnego bytu, majątku, imie- 
nia; kochają więc w nich samych siebie, kochają się w dzie- 
ciach swoich. Nadzieja w samem ich samolubstwie, że to 
uczucie jedyny już prawie stróż moralności u nich, nie usta- 
nie z innemi i może za jego przewodnictwem wrócą po tro- 
chu do drugich. 

I' k r a i u a. 

Ma swoje właściwe kwiaty, między innemi Katran, ro- 
dzaj Stapelii; liście jego drobne, rosną gęsto, szeroko ale 
nizko, kwiat zaś wystrzela na długiśj łodydze i okrywa się 
mnóstwem kwiateczków koloru lila czyli płowego, w kształ- 
cie parasola. Korzenie tej rośliny bardzo obfite, suszone 
i zmielone w mąkę żywiły mieszkańców w czasie głodu. 

Inglcr Floryan. 

Jeden z pierwszych drukarzy krakowskich, co w pol- 
skim języku księgi wytłaczał. 



W. 

W a 1 1 James. 

Wydoskonalił i prawie wynalazł machiny parowe. Uro- 
dził się 19 Stycznia 1763 r. w Greenoch w Szkocyi, z To- 



509 

maszą Watt professora matematyki. Bardzo delikatnego 
był zdrowia i niezupełnie chętny do nauk, ale dowcip wiel- 
ki. Para wody gotującśj si§ w samowarze, pierwsza myśl 
o sile pary mu dała, kiedy jeszcze był dzieckiem. Wyna- 
lazca pierwszym pary był Papin, wypędzony z Francyi po 
odwołaniu wyroku Nanteńskiego, a autorem pierwszój ma- 
chiny Newcomen w r. 1705. W 1765 Watt znany z prze- 
mysłu i wynalazków, był powołany do naprawy tej machi- 
ny, na której robiono doświadczenia w kolegiuYa w Glaz- 
gowie. Wtedy oddał się cały temu przedmiotowi, i do pra- 
wdziwych cudów, do drugiego niemal stworzenia otworzył 
drogę; przecież miał on wiele przeszkód, przeciwności, i nie 
był tyle ceniony za życia ile nim jest dziś, ile będzie później. 
Śmierć syna Gregory tak go zmartwiła, że zmienił się 
bardzo; żył jednak lat ośmdziesiąt trzy: umarł 25 Sierpnia 
1819 r., zostawił drugiemu synowi trzykroć sto tysięcy fran- 
ków dochodu. Bardzo miły był w towarzystwie, wiele pa- 
mięci, wiele imaginacyi; mawiał, że sen i nic nie robió by- 
ły jego ulubione: przecież takie czynne wiódł życie, ale kto 
pracuje wiele, temu odpoczynek miły i konieczny. Przez 
swoje wynalazki Watt dobroczyńcą stał się Anglii: stworzył 
dla nićj jakby do ośmiu milionów robotników, i jedynie po- 
pędem jaki nadał fabrykom, wydobyć się mogła ojczyzna je- 
go z tylu nieszczęść, z takiej walki handlowśj; on był może 
najpotężniejszym przeciwnikiem Napoleona. Aby dać wyobra- 
żenie o oszczędności jaką wprowadziło w fabryki wydosko- 
nalenie machin parowych, dosyć powiedzieć, że korzec wę- 
gla tyle wyda pracy co ośmnastu ludzi przez dzień, a korzec 
ośmnaście sous kosztuje. 

Wiek XVI. 

Był to wiek wielki, olbrzymi; monarchów nawet nie 
szczędziła Opatrzność. Zygmuntowie, Batory u nas, Hen- 



_510 

ryk IV we Francyi, Karol V na cesarskim tronie, Elżbieta 
w Anglii, Leon X w Rzymie, każdy z osobna wiek swój 
uświetnili; a jakież między pospolitemi ludźmi dzieła, odkry- 
cia! Luter reformę spełnia, Ameryka bliżćj poznana, Ko- 
pernik układ prawdziwy świata znajduje. 



Wikforya królowa. 

Ślub jćj, który się odbył w Lutym 1842 r. z księciem 
Sasko- Koburskim Albertem muszę tu opisać, bo ma w so- 
bie jakiś urok, który religią podnosi i świętość małżeństwa 
wystawia. Wśród wszystkich świetności, koron, bogactw, 
kiedy królowa i książę stanęli przed ołtarzem, arcybiskup 
Kanterburski, tak przemówił do małżonka: „Albercie, cbceż- 
że wziąć tę kobietę za żonę twoje, ażeby żyć z nią według 
w^oli Boga w świętym stanie małżeńskim? Chceszże ją ko- 
cbać, wspierać, szanować i zachować bądź w zdrowiu, bądź 
w chorobie, a opuszczając wszelką inną osobę, poświęcić się 
jej wyłącznie póki będziecie żyli oboje?" Książe odpowiedział 
cicho, „Chcę." Prałat wtenczas obracając się do królowej 
spytał się: „Wiktoryo, chceszże wziąć tego mężczyznę za 
męża, ażeby żyć z nim według woli Boga w świętym stanie 
małżeńskim? chceszże słuchać go, służyć mu, a opuszczając 
wszelką inną osobę, poświęcić się jemu wyłącznie, dopóki 
będziecie żyli oboje?" „Chcę," odpowiedziała królowa tak 
głośno, że wszyscy w kaplicy usłyszćć mogli. Arcybiskup 
wtedy podniósłszy głos, powiedział: „Kto mi daje tę kobie- 
tę, ażebym ją dał temu mężczyźnie?" Wtedy książę Sussex, 
stryj królowćj, zbliżył się, wziął jej rękę i włożył ją w rę- 
kę księcia. Obrządek się zaczął; książę Albert powtarzał 
za arcybiskupem: „Ja Albert biorę sobie ciebie, Wiktoryo, 
za żonę, aby cię mićć od dziś dnia, złą czy dobrą, bogatą 
czy ubogą, chorą czy w zdrowiu, kochać ciebie i szanować 



_511 

dopókąd nas śmierć nie rozdzieli, według woli Boga i na to 
przysięgam." Królowa powtórzyła te słowa, książę Albert 
wtedy włożył obrączkę na palec królowćj i powiedział jej: 
„Weź tę obrączkę, zakład wiary mojej i hołdu, i tego wszyst- 
kiego co ci dać mogę, i co ci daję w Imię Ojca, i Syna 
i Ducha Św. Amen." W tej chwili dwadzieścia jeden wy- 
strzałów z armat, ogłosiło Londynowi, że już ślub zawarty. 
Arcybiskup wyi-zekł nad oblubieńcami, piękną modlitwę. Oj- 
cze Nasz i obrządek się zakończył. Królowa była blada, 
ale panią siebie: odpowiadała ciągle śmielśj i głośniej jak 
książę, a kiedy tylko mogła patrzyła czule na księcia. Bar- 
dzo nim jest zajęta; mówią, że to jeszcze przywiązanie z dzie- 
cinnych lat. Błogosław im Panie! z duszy im życzę — ona 
ma lat dwadzieścia, on dwadzieścia dwa, są sobie cioteczni. 
Po ślubie, po podpisaniu aktu, po śniadaniu pojechali oboje 
do Windsor. Ślub był w południe, rano deszcz padał, ale 
w ciągu parady jasne słońce się pokazało, w wieczór księ- 
życ świecił. 

Winobranie. 

W^idziałam próbkę jego i podobało mi się, w wiosce 
koło Paryża, w Garches; nie wielkie to rzeczy, bo w okoli- 
cach Paryża nie dobre wina, ale przecież ładnie, ożywiono; 
na polu, a raczćj w ogrodach, bo winnice tak się wydają, 
ludzie: tu jeden, tu dwaj, tu więcej, starzy, kobiety i dzie- 
ci skubią .wino i kładą w naczynia drewniane, wysokie, okrą- 
głe, szersze w górze jak u dołu; ustawiają to na wozach, 
na taczkach podług ilości, albo tćż wsypują w beczki, po- 
tom przed domami tłuką w beczkach. Jest ruch i życie; 
a tylko wtedy w polach francuzkich to zobaczysz, bo zresztą 
prawie nigdy na polach ludzi nie widzisz: tak mało mają 
roboty, że ją spełniają nieznacznie. Ładny także widok tej 
dobroczynności natury, która już gotowe rzeczy ludziom da- 



512_ 

je: ledwie zerwane już jedzą grona; a przytśm tak piękny 
owoc; niektórzy rwą gałęzie, wieszają je przed domem, na 
konie zakładają, do tyk wiążą i chodzą tak z niemi: nie mi- 
ły tylko ten zapach kwaśnego wina, który jest w powietrzu 
i te kupy surowin przed domami, które z pras wyrzucają, 
suszą, a podobno wódkę pędzą. 



Wiosna w Parjżu. 

Lubo wcześniejsza, cieplejsza jak u nas, nie tak przy- 
jemna; nie ma całości. Od początku Marca zaczynają się 
drzewa rozwijać, bzy kwitną w pół Kwietnia, a zupełnej 
obfitej zieloności nie ma jak w pierwszych dniach Maja: nie 
używa się zatśm zupełnie jak w tych zabawach, co razem 
wszyscy się zejdą i razem bawić zaczną, ale raczej jak 
w tych leniwych zgromadzeniach, co nim jeden przybędzie, 
drugi już poszedł. Deż tu piękności zniknie, nim wszystkie 
się wybiorą. 

W o 1 c D e r. 

Wolcner czy Wolkner Oktawian, budowniczy, i który, 
jak wszyscy wiedzą wieżę Św. Stefana w Wiedniu postawił 
(nie tę jednak co dziś stoi), był rodem z Krakowa, czego 
pamiątkę przechowywały akta zgromadzenia Budowniczego 
w Wiedniu z r. 1156, gdzie są te słowa: „Is daraber Bau 
und Werkmeyster gevesen Octawius Wolkner von Krakau 
aus Polen, und hat das ganze Werk in Steinhauen und 
mauern gefiirt." 

Wojsko. 

Nie wiem czy gdzie zrobiono dla wojska, co w Paryżu 
w początku 1840 r. ^vymyślono. Znana rzecz, że żołnierze 



513 



najwięcej z próżniactwa się bałamucą, i że przykłady naj- 
więcej pobudzają do czynów; minister wojny Soult ogłosił 
przeto lionkurs na napisanie trzech dziełek, przeznaczonych 
żołnierzom obój ej broni: 

1) O powinnościach żołnierza francuzkiego, któreby 
dało poznać żołnierzowi w^szelkie jego obowiązld tak co do 
służby, jak w rozmaitych okolicznościach wojskowego życia^ 

2) Zbiór czynów najznakomitszych, męztwa, wspania- 
łości, ludzkości, patryotyzmu, bezinteresowności i heroizmu 
wojskowych Francuzów^, od początku ich dziejów do dziś 
dnia. 

3) Krótkie biografie najsławniejszych wojowników fran- 
cuzkich. 

Pierwsze nie powinno mieć więcej jak sto stronnic 
w ósemkę, drugie i trzecie od czterechset do pięciuset. 
Termin do 1 Grudnia r. 1840. Nagroda za pierw^sze 500 fr., 
za biografie 2,000. Accessyta 300 fr. będą dane za dwa 
dzieła ostatnie temu autorowi, co się najwięcej zbliży do 
celu. 

Wydauia popularne. 

Już jeżeli lud francuzki czytać nie będzie, to nie wina 
pisarzy i księgarzy. Od lat kilku trudno policzyć jak wie- 
le jest wydań praw^dziwie popularnych, bo prostym stylem 
pisane, zabawne i użyteczne i tanie. W końcu Kwietnia 
1834 r. takie ogłoszenie było w dziennikach: 

Libraire normale d'Education de Paul Diipont, rue de 
Grenelle St. HT)norś Nr. 55, Hotel de France. 

Livres a 2 sous brochćs, a 3 sous cartonnćs. 

1) Petit manuel de lecture par Putot. 

2) Deux livres de lecture par Delapalme. 

3) Traitś de morale. 

4) LiYre de prieres. 

Dzieła Ilofmanowej. Tom m. 3?^ 



514 



5) Gćographie par de la Tramę. 

6) Histoire de France par Herbet. 

7) Histoire naturelle par Delapalme etc. 

Chaąue volume coiitie;ut ime branche complete d'eii- 
seigneineiit. 

Dzienników po 5 lub 6 franków na rok, codzieu przy- 
bywa liczba. 

Wjjatki zaszczyt czyniące. 

W Nogent Rotrou, .3 Maja 1835 r., P. Moreau Chri- 
stopbe podprefekt dawał wielki wieczór, i kilka osób przy- 
glądało się ciekawie wielkiemu portretowi rzemieślnika, któ- 
ry zdobił główną ścianę salonu, chwaląc pędzel malarza: 
„To portret mego ojca, który był szewcem w Loches." 

W y |) r a w a ^V i e d i' u s k a. 

Jest to pamiętna wyprawa króla Jana Sobieskiego, ro- 
ku 1683. Po podpisaniu w wiośnie tego roku przymierza 
odpornego i zaczepnego, między cesarzem Leopoldem i kró- 
lem polskim Janem Sobieskim; już w miesiącu Lipcu, ogro- 
mne wojsko tureckie pod wezyrem Karu Mustafa, zbliżyło 
się pod Wiedeń i rozpoczęło oblężenie i podkopy do miej- 
skich warowni. Wyjechał tćż w tym czasie król Jan z War- 
szawy ku Krakowowi, dla zebrania tam jak uajrychlćj woj- 
ska koronnego, i nie czekając już litewskiego, ruszył na 
drogę wiedeńską przez Szlązk i Morawy, Miejsce zebrania 
pułków konnych i pieszych było naznaczone koło Siewierza, 
a pieiwszy nocleg króla za krajem w Tarnowcu. Ztamtąd 
szedł pochód wojska polskiego na Gliwice, Racibor, Opawę, 
Ołomuniec, Briin, Holabrun, ku Tulnowi nad Dunajem; gdzie 
się połączył król Jan z wojskami austryacldemi i niemieckie- 
mi, nad któremi główne miał objąć dowództwo. Wojsko 



515 

austryackie było pod księciem Karolem Lotaryńskim, bawar- 
skie pod elektorem Maksymilianem, saskie pod elektorem 
Janem Jerzym, kontygensa małych książąt niemieckich pod 
księciem Waldek. Przed przekroczeniem rzeki Dunaju od- 
prawił król Polski przegląd całego wojska chrześciańskiego; 
składało się ono jak następuje: 

Polaków 20,000 i 30 dział, 

Austryaków 10,000 i 70 dział, 

Bawarczyków 12,000 i 25 dział, 

Sasów 11,000 i HO dział. 

Innych Niemców 7,000 i 15 dział. 

Ogółem 60,000 i 170 dział. 

Z tych sześćdziesiąt tysięcy, większa część Polaków 
i blizko polowa Niemców; w ogóle trzydzieści tysięcy było 
jazdy, bądź lekkiój, bądź ciężkićj. 

Uciążliwe było przejście przez Dunaj, jeszcze uciążliw- 
sze przez góry Kalenberskie. Po długich i bezskutecznych 
usiłowaniach, wszystkie artylerye niemieckie i austryackie 
pozostały w tyle; jedna tylko polska, pod dowództwem Konts- 
kiego, przezwyciężyła trudności; i te tylko trzydzieści armat 
czynnerai były w dniu bitwy. 

Dnia 11 Września wdarły się wojska chrześciańskie 
na szczyty gór K:alenberskich, w obliczu miasta Wiednia, 
i niezliczonych obozów tureckich i tatarskich, które je ze- 
wsząd otaczały. Przy nadchodzącej nocy, kilka rac ognistych, 
puszczonych na powietrze, zwiastowały oblężonym nadcho- 
dzącą im pomoc, i wzniosły upadającą w nich odwagę. Dnia 
12 Września, przy pierwszym brzasku dziennym, spuściły 
się zewsząd kolumny wojska chrześciańskiego w równiny 
wiedeńskie. Skoro Ivara Mustafa dowiedział się o zbliżeniu 
się odsieczy, podzielił ogromne swe, do dwóchkroć sto ty- 
sięcy wynoszące siły. Jednym kazał szturmować do miasta 
Wiednia, po uskutecznionych wyłomach basztowych; z dru- 



gicli wystawił długi front wojska naprzeciw clirześcianom. 
Ośmielony przybyciem ratunlm, waleczny dowódzca osady wie- 
deńskiój Staremberg, z największą stałością odparł wszyst- 
kie szturmy. Tymczasem schodzące z gór wojska sprzymie- 
rzone szykowały się wzdłuż wielkiego, blizko na milę dłu- 
giego łuku od wsi Nussdorf, nad Dunajem, mimo Heiligen- 
stadt i Neusfadt, aż do Dornbach. Lewe skrzydło, wzdłuż 
Dunają postępujące, złożone z Austryaków i Sasów, pod do- 
wództwem elektora saskiego i księcia lotaryńskiego; pierw- 
sze spotkało się z Turkami. Środek wojska złożony z Ba- 
warczyków i innych Niemców, był pod wodzą elektora ba- 
warskiego; nakoniec lewe skrzydło, prowadzone od dwóch 
hetmanów Jabłonowskiego i Sieniawskiego; dla dłuższej dro- 
gi, najpóźniej do boju przybyło. Koło południa wszystkie 
części wojska chrześciańskiego już były w czynności. Wszyscy 
książęta niemieccy, równie jak dowódzcy polscy, z najwię- 
kszym posłuszeństwem i gorliwością wykonywali dane im od 
króla Polskiego rozkazy. Ten, przenocowawszy w klasztorze 
Kalenberg, przeniósł się najprzód do Austryaków i Sasów, 
późniój na środek linii się udał. 

Liczna artylerya turecka wszędzie była czynna, najży- 
wsza była kanonada od wielkiej bateryi tureckiój, ustano- 
wionśj między wsiami Heiligenstadt i Neustadt. W tych 
stronach, gdy się okazało wiele świetnych sztandarów ture- 
ckich, Jan Sobieski sądząc, że tam jest wielki wezyr, wiel- 
kie w tym kierunku urządził natarcie części jazdy polskiej 
i niemieckiej, i sam z niemi w pochód ruszył. Zdaje się, 
że w tej właśnie chwili, dowiedział się z pewnością Kara 
Mustafa, że sam król Polski osobiście tej jaździe przewodzi, 
i rozpaczając natychmiast o dobrom powodzeniu, usunął się 
z placu bitwy; bo po niejakiej obronie słabieć zaczęła wal- 
ka ze strony Turków, i liczne ich oddziały już odwrót swój 
zacz)'nały. 

Podczas gdy Jabłonowski pędził przed sobą ustępują 



517 



cych, lewe skrzydło chrześcian już zwycięzkie dochodziło do 
stoliów miasta, a część osady wiedeusldój wychodziła w try- 
umfie na ich spotkanie. Zostawieni i zapomnieui w podko- 
pach kilkanaście tysięcy janczarów, w'yrznięci zostali prawie 
do szczętu od chrześcian. Ustęp głównych wojsk tureckich 
był w kierunku wsi Sclionbrun i Gumbendorf ku Węgrom, 
gdzie tćż popędziła się za niemi jazda polska, wielką jeszcze 
nieprzyjacielowi zadając klęskę. Król Polski przebył noc 
zwycięztwa w opuszczonych namiotach samego wezyra, mię- 
dzy dzisiejszem przedmieściem an der Wien i wsią Bentring. 
Nazajutrz rano przedstawił mu się dowódzca wiedeński Sta- 
remberg, i natychmiast udał się z nim Jan Sobieski do Wie- 
dnia, gdzie go lud prosty w największćm zachwyceniu wdzię- 
czności przyjmował, gdzie w katedrze Ś. Szczepana Te Deum 
zostało odśpiewane: ale zkąd usunął się król polski, dla zo- 
stawienia miejsca cesarzowi Leopoldowi, przybywającemu 
z Bawaryi do odzyskanej swojój stolicy. 

Strata chrześcian w bitwie wiedeńskiej wynosiła do 
trzech tjsięcy ludzi, Turków zaś do więcój dwudziestu ty- 
sięcy; nie licząc w to wielkich jeszcze strat, które w uciecz- 
ce do Węgier ponieśli. Prócz tego wpadło w ręce chrze- 
ścian 60 dział czterdziestofuntowych, 150 mniejszego kali- 
bru, 36 moździerzy, 9,000 wozów amunicyjnych, i niezmier- 
ne składy prochu w podkopach zostawionych. Dnia 15 Wrze- 
śnia nastąpiło krótkie widzenie się monarchów: niemieckie- 
go i polskiego, między wsiami Ebersdorf i Shwechet, gdzie 
dziś stoi jeszcze pomnik tśj chwili. Wkrótce potem ruszył 
Jan Sobieski z wojskiem polskićm ku Presburgowi i dal- 
szym Węgrom. 

Wyrażenia staropolskie. 

Dał mi Pan Bóg potomstwo przy obfitej sztuce chleba 
(Koniecpolski). 



518 

Gdy pokój stanął, aby uie zależał w domu wyprawiłem 
go na służbę cudzą. 

Zmyto go bez ługu. 

Twarda rola strudziła wolu starego (Skarga o kazno- 
dziejstwie swojem). 

Co jest szlachectwo bez cnoty? Larwa bez twarzy, dym 
bez ognia, piana bez piwa, czapka bez głowy (Skarga). 

Zasiadajmy czgsto na plewidle serca naszego. 

Dzień do igrania, do lekkich świeckich błazeństw, ja- 
ko ryba do wody. 

Czy mamy jako cygani po świecie tułać się. 



Z. 

2 p. li ł a i! y «1 <» I) r o c z y n II c. 

Bardzo piękną miał myśl p. Brezin, właściciel kraju 
ziemi w wiosce Garches, koło St. Cloud, zwanego Ville CEtang 
czy Petit PEtang. Majątek sześciomilionowy zrobił na różnych 
fabrykach; sam nie pracował rękami, tylko rzemieślnicy wy- 
robnicy pracowali za niego a on zbierał. Wyłożył to w te- 
stamencie swoim i nazwał wyrobników swemi prawemi dzie- 
dzicami; chcąc im się wypłacić jak mu sumienie dyktowało, 
cały majątek swój zapisał na zakład, który nazwać kazał: 
Zakładem wdzięczności. Tam starzy wyrobnicy przyjmowa- 
ni z całćj Francyi być mają, i tam, strawiwszy życie całe 
na pracy, w starości mile odpoczywać. Miejsce do tego za- 
kładu naznaczył w posiadłości swojej VHle fEfung. Czy do 
uwierzenia, że lubo już kilka lat jak ten dowcipny dobro- 
czyńca umarł, myśl jego, a raczśj wola dopićro od pierwsze- 
go Stycznia 1834 r. wykonana. Zwłoka wypływała od su- 
kcessorów p. Brezin, zakład ma nazwę: Hospice Brezin. Iva- 
pitał nie tak znaczny, bo tylko dochodu czyni 141,679 fr. 15 c. 



519 

Dnia 22 Września 1834 r. byłam w Garches, a raczej w Yille 
TEtang, gdzie jest ten zakład; napis nad bramą jest: Hospi- 
ve de la reconnaiHuance fondte par Mr. Brezin. W przero- 
bionym tymczasowo domu i w ukleconych dwócli oficynach, 
jest stu wyrobników, przeszło sześćdziesiecioletnicłi; sypialni 
jest tylko trzy czy cztery, łóżka na kupie i bynajmniej po- 
zoru szczęścia i dobrego bytu nie ma. 

Mówiono nam, że to wszystko tylko tymczasowe, że 
będzie lepiój, że są już plany, że wnet budować zaczną. Są- 
dziłabym, że przedmiot ten jest godzien zająć uwagę przy- 
jaciół ludzkości. Powiuienby być ogłoszony konkurs na po- 
danie najlepszego projektu. Dochodzą z bićdą dokąd zaszedł 
Aleksander W. jak wymawiali wyraz jaki Grecy i Rzymia- 
nie, a rzeczą tak użyteczną nikt się nie trudni. Ja sądzę, 
że dochód tych pieniędzy winieuby dwojako być użyty: na 
zakład i na pensye. Dajmy na to, że sześćdziesięcioletni 
wyrobnik zwabiony tem wygodnem życiem, mający jeszcze 
żonę, dzieci, na południu mieszkający ale ubogi, wszystko 
opuści i tu przyjedzie, będzież on szczęśliwy? Ja takim, 
którzy żony mają i dzieci, wolałabym pensye dożywotnie wy- 
znaczyć, byłaby to pomoc prawdziwa; czyż i rzemiosła nie 
mają mieć emerytów swoich? Dla tych zaś co rodzin nie 
mają zrobiłabym zakład, ale już tam musieliby być szczęśli- 
wi. Byłyby domki najwięcej na czterech, każdyby miał izde- 
bkę, którejby drzwi wychudziły do spólućj izby; któryby tyl- 
ko chciał miałby ogródek. Byłyby pracownie, gdzieby każdy 
według tego co robił, całe życie jeszcze mógł pracować; tam 
praca byłaby płatna od sztuki, te pieniądze każdyby brał 
do ręki w końcu tygodnia na tytuń, tabakę; na śniadania 
i obiady schodziliby się do refektarzy, chyba żeby który był 
chory. Bieliznę i rzeczy każdyby miał własne, to jest ze 
znakiem swoim, żeby zawsze miał te same. Szare Siostry 
trudniłyby się apteką, bielizną, choremi, bo starym konie- 



520 

czuie ręki niewieściśj potrzeba. Mieliby czytelnię swoje, 
dzienniki, książld mogące ich zająć. 

Towarzystwo Macierzyńskie w Paryżu. 

Ma za cel wspomagać położnice i mamki; dają ubiór 
dziecinny za 20 .fr., na koszta połogu 20 fr. przez dziesięć 
miesięcy karmienia po 5 fr., razem 90 fr., na jedną kobietę. 
Założyła to towarzystwo pani de Fougeret w r. 1758, pod 
opieką Maryi Antoniny; odtąd cesarzowe i księżne miały je 
ciągle w opiece. Napoleon 100,000 fr. rocznie wypłacać ze 
skarbu kazał; dziś mają tylko 40,000, królowa jest opiekun- 
ką, damy należące głównie wiceprezydentki lub baroune 
Pasąuier, la marąuise de Lilliers, la marąuise de Bondy, P. 
Charles Yernet jest skarbnikiem; teraz siedmset kobiet bywa 
wspomaganych. 

Królowa Hortensya zrobiła zakład w St. Leu, kiedy 
tam mieszkała, któryby snadnie mógł być przez nasze zie- 
mianki naśladowanym. W osobnym domku niedaleko jój pa- 
łacu, osadziła trzy Szare Siostry; obowiązkiem ich było uczyć 
dziewczynki, pilnować i odwiedzać chorych, przyrządzać le- 
karstwa, szyć bieliznę i t. p. Czy by szczególniśj majętniej- 
sze panie nasze nie mogły mieć choć jednej Szarćj Siostry; 
wiem że wiele z nich chcą leczyć, odwiedzać, doglądać cho- 
rych, przyrządzać lekarstwa; ale dzieci, goście, wyjazdy nie 
dozwalają ciągu w tych zatrudnieniach, a przy takiej pomo- 
cy stałśj, w^szystko szłoby prawdziwie dobrze, bo ze znajo- 
mością rzeczy i ciągle. 

Zakłady i zapis} polskie. 

W Poznaniu było ich wiele, jak pisze Łukaszewicz; 
między innemi Anna z Bremerów z pierwszego męża Brze- 
źnicka, z drugiego Hanusikowa Kusznierka, zrobiła fundusz 



521 

1626 r. na utrzymanie siedm wdów ubogich, dom swój im 
darowała, i piękny temu domowi zostawiła statut. Wdowy 
wspólne wszystlio miały, jedng z pomiędzy siebie obierały 
co rok z opieliunkami na starszą. Jan z Sierakowa r. 1588 
zrobił fundusz dziesięciu grzywien co rok na wyposażenie 
dziewicy lub wdowy dobrój sławy rodem z Poznania. Był 
on Wikarym przy katedrze. Gertruda Pestlowa na początku 
piętnastego wieku założyła szpital trędowatych, i szpital 
i kaplicę Ś. Gertrudy. W r. 1531 Jagnieszka Beywina, mie- 
szczka Poznańska, założyła szpital z kaplicą Ś. Walentego 
dla chorych ubogich czterdziestu. Miło widzióć kobiety tak 
majątku użyć umiejące. 

Zbroja Szymon. 

Jak podanie niesie był to ubogi zagrodnik w Eobzo- 
wie, którego chata dotykała ogrodu króla i zawadzała Ro- 
kiczanie. W niebytności króla zburzyć ją kazała, ale przez 
Brozdę wójta Łobzowa, który do Kazimierza wolny miał 
przystęp, sprawiedliwość wymierzoną mu została, z zagro- 
dnika został gospodarzem, i dotąd ta rodzina trwa w Ło- 
bzowie. Dzisiejszy Zbroja ma syna, którego do szkół posyłał, 
ale gdy je ukończył, musiał wrócić do kerezyi, siermięgi 
i pługa; namawiano go żeby go na panicza kierował, ale on 
odpowiedział: „Co ja miałbym pozwolić żeby syn mój wy- 
szedł ze swego stanu, żeby się zaparł tak dawnego i znako- 
mitego imienia; chłopem ci on wprawdzie, ale jakim odwie- 
cznym i każdy go szanuje. Gdyby się dzisiejszym choć 
szlachcicem zrobił, każdyby go palcem wytykał i słusznie/' 
I syn idzie za tćm prawem ojca zdaniem; niedawno ożenił 
się z najbogatszą Łobzowiauką i wziął 10,000 Zp. posagu. 

Zdanie z <l z i e ł czytanych 

w Październiku 1834 '^• 

1) Un Coeur de jeune fille^ przez Michała Raymont, 
1 vol. 1834. Ta książka pachniała mi kiedym ją do rąk 



522 

wzięła. Zdało mi się, że otworzę skarb naiwności, niewinno- 
ści, czucia, uniesień pobożnych, cnotliwych, poświęceń często 
niepotrzebnych, myśli i zdań dziwuych niekiedy, ale zawsze 
miłych, lubych i uroczych; bo czśmże innem serce dziewicze 
być może. Tymczasem jakżem się zawiodła! Mężatka opo- 
wiada przyjacielowi czasy panieństwa swego; zdaje się. że 
już w dwunastu leciech wszystko wiedziała, a jedynie przy- 
padkowi winna że z tak zwaną crwlą doczekała się męża. 
Broń Boże pannie młodej dać czytać tę książkę, lubo niby 
obyczajną bardzo; broń Boże Polakowi szukać żony między 
Francuzkami, kiedy ta jeszcze ma być jedną ze skromnych 
i cnotliwych. Jeden opis który mi się podobał, to dnia ślubu, 
w tym prawdy wiele, ale czego darować niepodobna, to że 
ta dziewczyna nie jest pobożna, matki nie kocha i nie ma 
bojaźni dowiedzenia się tego, co mimowolnie zgaduje. Jakże 
taki obraz wiernym i powabnym być może? Przytem pier- 
wszy raz (w dwunastym roku) miłość wzbudza w starcu (co 
obrzydliwszego?), drugi raz sama kocha, w trzynastym roku, 
pastucha brzydkiego (cóż gminniejszego?), trzeci raz, dwóch 
braci razem. Nic, tylko wystawić sobie te trzy zdarzenia, to 
już ckliwo się robi, i to ma być serce dziewicy! to wyzna- 
nia kokietki raczej, i to z bardzo wczesnych. A co jeszcze 
mnie gniewa, iż maluje brak uczucia Francuzek, nigdy ma- 
cierzyństwo niepowstauie w tych marzeniach dziewiczych, 
a tymczasem małżeństwo tylko uświęca w dobrze wycho- 
wanej panience jej myśli o miłości i nawet je uprzedza. 
Dziewczynka nigdy nie ubierze lalki za chłopczyka i nie 
bawi się z nią jakby z mężem, ale z lada gałganka dziecię 
zrobi i karmi je, piastuje, usypia: przecież często i nie wi- 
dzi tych starań świadczonych w domu, łoże małżeńskie, tato 
i mamę daleko więcej. 

2) La Recherche de l^ahsolu par Balzac. Szczęśliwy 
mąż i ojciec przez lat piętnaście, nagle chemii się oddaje, 
szuka filozoficznego kamienia, traci majątek, żonę, sławę. 



523 



a nareszcie życie; intryga niekoniecznie naturalna, równi 
jak i prowadzenie, zwłaszcza w końcu, bo jest cóś wróżko- 
watego i niezmiernie pospolitego w traceniu i odzyskiwaniu 
bez końca tego majątku; ale są rzeczy nieocenione; charakter 
żony Baltazara Claes jest w swoim rodzaju doskonałość. 
Jeszcze nigdy żadna heroina tak mnie nie zainteresowała; czy 
może być co milszego dla mnie nad te słowa, które Balzac 
każe w ewangelią kobiet wpisać i prawdy ich dowodzi: ^Jiie/i- 
heureuaefi les imparfuites^ car c^esl d elles que f^amour fidi-le 
apparlient.'''' 

3) Jacgues, par Georges Sani/, interessujący, czarownie 
pisany, jak wszystkie tej autorki, ależ w dziwnych i gorszą- 
cych widokach kreślony, i widać że cała ta historya umyśl- 
nie urobiona do zdania. Ivawałka prawdy w niej nie ma, 
jest to tylko dziesiąty sposób okazania, że więzy małżeńskie 
są przyczyną wszystkich nieszczęść miłości. Charaktery na- 
wet nie są prawdziwe; jeden tylko Fornandy zdaje mi się 
z żyjącej osoby wzięty, Jacąues, Silvia, Octave, nawet nie 
żyli nigdy. Jednak ten romans mniej złym od innych być 
sądzę, i może być nauką jak ufność w małżeństwie potrze- 
bna. Siląc się gwałtem na zrobienie pożycia nieszczęśliwego, 
nic nie mogła autorka wy myśleć dzielniejszego od nieufności; 
na tern cały romans się opiera, to usunąwszy cała się intry- 
ga zerwie i nie ma romansu, 

4) Le ckeDa/ier de Sf. Po m, par Theodor Murel.D łio]Q 
dzieci podrzuconych Russa, dostaje się chłopiec wielkiemu 
panu, dziewczyna szwaczce. Wielki pan chowa swoje jak sy- 
na i dopiero kiedy pociechy z niego nie ma, wykrywa że jest 
podrzutkiem. Maurycy wszystko traci, nic mu nie zostaje 
tylko miłość Franchetki, a tu się odkrywa, że to siostra jego. 
Intryga lubo okropna, zajmująca, ale styl rozwlekły i lubo 
w bardzo dobrych intencyach pisane dzieło, dosyć nudne 
i pospolite. Można się tu nauczyć jak nie pisać, bo autor 
choć przysposobił zdarzenie szczególnie uderzające, psuje zu- 



pełnie wrażenie szczegółami, podobny temu co potrafi zgo- 
tować wodę, ale nim ją na herbatę naleje, tyle. przelewa, 
studzi, że ją zupełnie oziębi, i herbata nic nie warta. 

5) Les Femmes vengee6\ par Ernest Desprez. W tymże 
samym rodzaju, są także moralne ale rozwlekłe. Henryk nie 
wierzy w cnotę kobiet, ma je za stworzenia próżne, lekkie, 
a zwłaszcza wyrzuca im nieszczerość; tymczasem okoliczno- 
ści sprawiają, że napotyka trzy doskonałości, a sam nad za- 
sługi szczęśliwy, z jedną z tych doskonałości się żeii, druga 
zaś szalenie się w nim kocha, ale co one w nim kochają, 
tego nie wiem. Są kawałki ładne, parę charakterów dobrze 
utrzymywanych, ale też są nic nieznaczące. Romans jednak 
rzadki między dzisiejszemi, panna najskromniejsza czytaćby 
go mogła. 

6) Verlu et temperamenty par le Bibliophile Jacob. Nie- 
skromne, nienaturalne i cel osobliwy, dowieść że kobiety za- 
lotne najlepsze, lubo nieszczęście robią tych co je otaczają, 
a skromne jak są bez krwi tak tóż i bez czucia. Nikomu 
tego romansu czytać nie radzę. 

7) Le dernier des Mohicans par Cooper. Wielkie wra- 
żenie mi zrobił. Opis nowych, okropnych wprawdzie rzeczy, 
często przesadzony ale zajmuje, awantur bezliku i ani chwili 
wytchnienia, charaktery dobrze utrzymywane, niektóre piękne. 

8) U atelier d^aa peintre^ par !\ladame Desborde^ Val- 
more. Mogłoby być ładne ale strasznie wymuszone, wyszu- 
kane, a miało być wszystko po prostu jak zapowiada przed- 
mowa z całego dzieła najlepsza. Dziewczynka młoda, syno- 
wica malarza i w jego pracowni wychowana, oddaje serce 
na wiatr przybyłemu uczniowi, on inną kocha, ta inna go 
zdradza, a biśdua dziewczynka umiera. Są sceny domowe, 
zwłaszcza flamandzkie, bo cała rodzina z Holandyi, wcale 
ujmujące; ależ jaka przesada, między innemi w obrazie nie- 
wygasłej czułości macierzyńskiej, są te słowa: „II y a tou- 
jours du lait dans le coeur d'une merę." 



9) Correspondence de Madame Campan avec la reine 
Hortense, depui.s- 1798 — 1822. Bardzo zajmujące i moralue 
dzieło. Hortensya NYycliowjina była u pani Campan i pra- 
wdziwą, dla niej matką; rady jśj, troskliwość, przestrogi, 
przywiązanie dziwnie miłe. Wyborna książka dla młodych 
osób. 

Zielnik. 

Poziomki. Fontenelle który żył lat sto prawie, bo 
dziewięćdziesiąt dziewięć, mawiał zawsze jakoby zdrowie 
swoje być winien poziomkom. Co wiosna miał febrę i po- 
ziomkami się leczył. Przez całą zimę te były jego słowa 
najczęstsze: „Si je puis arriver jusqii'a la saison des frai- 
ses!" Widać za jego czasów nie było ogrodnictwo tak wy- 
soko posunięte jak dziś w Paryżu, cały rok można mieć 
poziomki. 

Zielnik Podolski z dzieł jflocz^ ńskiego. 

W skarbach natury niewyczerpanych, Bóg wszechmo- 
cny opatrzył nietylko we wszelkie potrzeby człowieka, ale 
dał mu w nich na wszystkie ciała dolegliwości ratunek, 
póki byt jego na tym świecie zamierzył. Zwierzęta danym 
sobie instynktem, znajdują leczące siebie w wypadkach ro- 
śliny. Ludzie uczą się one poznawać i używać nieustannem 
przemijających pokoleń 'doświadczeniem. Rośliny są każdej 
strefie właściwe a tćm samom zastosowane do płynu krwi 
mieszkańców. Oto znaczniejsze zioła Podolskie a po wię- 
kszśj części Polskie. 

Anyż pobiij, athamania oreoselinum., rośnie po łąkach 
i rowach, jest lekarstwem na ból żołądka i w kolkach roz- 
pędza wiatry. 

Ami zasiewny, pimpindla anisum, oprócz zdatności 



526 

do wódki sprawia apetyt, wouiity wstrzymuje, i małem 
dzieciom ból żołądka uśmierza. 

Babka icielka, blantago major, wszędzie rośnie, za- 
trzymuje czerwoną biegunkę, leczy febry, puchlinę spędza, 
żołądek rozgrzewa, na rany przyłożona ogień uśmierza. 

Babka wodna, zabiniec. alisma; uzdrawia szkorbut, 
korzeń febrę. 

Bagno sannie, ledum paluHre, rośnie w lasach i na 
błotach, użyteczne gospodarzom na wszelkie zarazy nierogaci- 
zny, suknie od molów zachowuje, pluskwy niem parzone giną. 

Bar.szcz polski, heracleum .spondilium, rośnie w sadach, 
cholerę tłumi i gasi, ból i szum głowy uspakaja. 

Banńnek zwi/czajnij, vinca inujor, listki jego w zimie 
pod śniegiem są zasypane i po ziemi się ciągną, womity 
wstrzymuje; w barszczu dzieżkowym ugotowany leczy dyaryą 
krwawą. 

Bazylia za'ijrzajna, ocymum basilicnm, zapachem swoim 
mdlejące ratuje osoby, i żołądkowi zimnemu pożyteczne, 
jako też melancholikom i flegmatykom. 

Bazylica, Wasilek wodny, menta pulegium, w ogrodach 
rośnie, truciznę i niestrawność wypędza, gotują go i piją 
00 febry, pomaga na zepsuty żołądek, kaszle i suchoty, pa- 
mięć wzmacnia, słuch naprawia i poty wzbudza. 

Betonika, dobra na kaszel (bukwica). 

Bez, kwiat na poty, miazga z kory zielona na dół 
skrobana sprawia dyaryą, do góry wymioty. 

Biedrzyniec, pimpinella saxifraga, w Lipcu kopany na 
kamień pomaga. 

Bielan, szalej niemnica, hyesciamam niger, przy pło- 
tach rośnie, człowiek zjadłszy go szaleje. 

Bylica, artemisia Dulgaris, pomocne ziele niewiastom 
na wszystkie słabości. Dzieci nióm często okadzając od 
chorób zachowuje. Prostota przypisuje temu zielu wiele 
skutków i dla tego wiesza je po chatach. 



527 



Bluszczu jogońtj przeciw pijaństwu. 

Bobownik^ teronira^ na kaszel. 

Bral z siostrą^ ziolatricoloi\ na gorączkę i ciężkość 
piersi. 

Ciemierzyca czarna^ rerafrimn nigrum^ na melancholją 
i szaleństwo. 

Cykorii a ^ podróżnik pospolity^ soku filiżanka febrę od- 
pędza. 

Czembor^ łymian, tłuczony z tłustością niesioną, rany 
goi. 

Czerwiec^ scIeranfJnis, korzonki miewają w Czerwcu 
jagody, które zdatne są do farbowania czerwono. 

Czosnkiem wysmarowawszy podeszwy, katar ustaje, 
w przeciwne ucho od bólu zębów. 

Dragonek^ estrngon\ naprawia apetyt. 

Dziewanna^ Derbascum łpap.ms^ od duszności. 

Dziewięćiiił, carlina -acdnlhi^ ziele cudowne od jadu 
i zarazy; jest powieść między ludem, że w czasie powietrza 
anioł je ukazał jako lekarstwo pobożnemu chłopowi. 

Dzięgiel, angielica, moc i skutki niepojęte, krew czyści, 
robaki w zębach morzy, od zarazy broni, członki zdrętwiałe 
odwilżą. 

Firletkd, płomienntczek, ogrodowa, na żołądek wolny. 

Gorczyca.^ synapis, wiadomy użytek. 

Goryczka, eenlurea, moczona w wódce od febry. 

Jasieniec, centaur ca, rośnie na miejscach suchych, le- 
karstwo na wątrobę. 

Jaskółcze ziele, chelidonium, przy płotach i drogach 
rośnie, na biegunki. 

Józefek, liizop, leczy kaszel, zapalenie, gardło nim 
płókać dobrze. 

Kaczyniec, jaskierek, caltha palustris, żółte masło od 
niego. 

Kąkol ągrosthema githago, z ciała piegi spędza. 



Kluczyki, pierwiosnek, primula veris^ w lasach, korzeń 
morzy robaki, kwiat uspakaja. 

Kandryczka^ konwalia, korzeń leczy puchlinę, liszaje, 
kwiat w occie moczony na ból głowy, Lanuszką takoż zo- 
wią, leczy manią. 

Koryandra na puchlinę dobra (ogrodowa), pchły gubi. 

Krokosz farbierski po ogrodach, kwiat farbuje, korze- 
nie laksują. 

Krwawnik złocień, achillea, po łąkach rośnie, na rany. 

Kurze ziele, tormenlilla, bywa między brzeziną, ko- 
rzeń leczy biegunki i do płukania jest dobry, zwłaszcza na 
dziąsła. 

Lawenda, trzymając ją w uszach mowę utraconą przy- 
wraca. 

Lebiodka, origanum, na łąkach, czyści. 

Lnbistek, lubczyk, ligusticum, czyści i do kąpieli służy. 
Dziewczęta w nim kąpane z dzieciństwa, chłopcy kochają. 

Łoboda ogrodowa do moczenia nóg, dzika na rany. 

Łopuch bardana, do dekoktów, na piersi, puchlinę, 
smażony z solą i czosnkiem, na ukąszenie jadowite służy. 

Maczek polny, na kaszel i plucie krwi. 

Mamka matricaria moczona w wódce od boleści, zbyt 
zażywana szkodzi, gdyż sen głęboki sprawia. 

Mączyniec, gęsia stopa, bonus henricus, rośnie po 
wsiach, liście jakby mąka otrzymane goją rany. 

Nagietek, kalendula, ogrodowa na gorączkę. 

Nostrzyk, Melot, służy dzieciom w kąpieli. 

Oman prawy, inuta helenium, smażony w tłustości na 
złamane kości. 

Ościk aąuilea, nasienie odrę i ospę na wierzch wypędza. 

Ostropest ost podwórzowy, onopordon, zewnętrznie po- 
maga na raka. 

Osfróika delhpinium, zatrzymuje kobiecie słabości pi- 
jąc po kwarcie wieczór i rano. 



529 

Ostrzyca^ szpona^ lepczyca, gafiium apparinum, nasie- 
nie do sukni się czepia, otwiera hemoroidy. 

Paproć, pol j/podium, korzeń morzy robaki, liście plus- 
kwy gubi i węża odpędza. 

Panny Maryi dzwonki, campanula^ prostota kurząc się 
tśm zielem i przy sobie nosząc, odpędza uroki. 

Perz^ Triłicum repens, czyści. 

Piołun, arłemisia, na febrę, żołądek. 

Podbiale Imńlago., dobry dla ludzi, dla zwierząt, leczy 
na duszność. 

Pokrzywa wielka, urłica dioica, na paraliż członki na- 
cierać. 

Powój, conwkulus, sok z niego na flegmę. Powójka 
w zbożu na kolki. 

Poziemka, liście pędzą urynę, jagody w gorączce dobre. 

Przeatęp, bryonia, czyści. 

Pszczelnik, me/isaa, pomaga głowie i sercu. 

Hoża, kwiat świeży czyści, dobry na fluksyą. 

Rozchodnik, sedum acre, z macierzanką smażony 
w tłustości na rany. 

Hiimia7iek, anthcmis, prócz innych, na głuchotę parę 
wpuszczając w ucho. 

Ruta, ból głowy uspokaja, do potraw dobra, dobra 
i na piersi. 

Rząsa, lemna, po wodzie pływająca, woda z niej pę- 
dzona na febry. 

Rzodkiew ogrodowa, czyści piersi, leczy kaszel, zęby 
chwiejące się utwierdza. 

Szczawie, nasienie w winie biegunki leczy. 

Serdecznik, leonurus cordiaca^ skuteczny na smutki 
serca i kurcze. 

Ślaz, altlieą, korzeń bardzo pomocny na smutki serca 
i kurcze. 

Suchotnik, porost, Lichen, na suchoty. 

Dzieła Hofmanowśj. Tom III. 34 



530 

Swiętojąfifikie ziele, hypericum perforatum, moczą w wód- 
ce od różnych rzeczy. 

Świnia wesz, lilebol, trucizna szkodliwa bydlętom i lu- 
dziom, zabija przez odebranie życia i sen sprawia. 

Szatiina, na płókanie gardła. 

Tatarskie ziele, aiiinus^ njer, na żołądek. 

Wyką lathyrus, między zbożem na ukąszenie jadowite. 

Żytnik, na miejscach wodnych, żyły zranione i prze- 
cięte spaja. 

Zywokosł, symphyłujn of/icyncile, na łąkach wilgotnych, 
korzeń na płuca owrzodziałe, przykładają go do złamanych 
lub stłuczonych kości. 

7i o f i a B r u II ś ^v i c k A. 

Zofia, córka Zygmunta Starego, księżna Brunświcka, 
poszła za mąż 1556 r. 

List jej do Stanów po śmierci Zygmunta Augusta 
z Schenigu 3 Stycznia 1573 r. 

„Miłościwi Panowie przyjaciele nam mili. 

„W tym żalu naszym nie mało nam uciechy przynio- 
sło odpisanie wasze z Kask, do nas dane na list nasz; któ- 
rem wyświadczacie jako zawsze macie przed oczyma sławne 
rozkazowanie i miłościwie panowanie królów Panów swych 
a przodków naszych, litując wiernie śmierci jeszcze w nie- 
zaszłych leciech brata naszego, króla i Pana swego osta- 
tecznego potomka Jagiełłów, pokazując nam co ztąd za 
strata, co też za słabość wam Avszystkim przypadła, a ofia- 
rując się nam potomstwu jego, ubogim sierotom, siostrom 
własnym, to wszystko po sobie całe wdzięcznie, mile, łas- 
kawie i chętliwie pokazać, co się jedno godzi zacnćj Radzie 
wiernym poddanym, prawym sługom takiego króla i innych 
królów, który i którzy dobrodziejstwy swemi nietylko Rzecz- 
pospolitą napełniali, ale i wam samym wiele dobrego uczy- 



531 

nili. Co jako nam jest rzecz pocieszna, jako miła i wdzię- 
czna, a w tym smutku niewyrzeczonym poratowana; tak 
niemniej samym potrzebna, pobożna, sławna, uczciwa i przy- 
stojna. Albowiem cóż jest człeku dobremu przystojniejszego^ 
jedno wdzięczność za dobrodziejstwa oddawać, także wiarę, 
przyjaźń i miłość Panom dobrym od sług powolnych, kró- 
lom sławnym od wiernych poddanych zachować, a ich ucz- 
ciwym sprawom samym sobie i w potomstwie swojem nie- 
dać zemrzeć; zkąd odnosić będziecie od wszech ludzi wielki 
dank, sławę i chwałę a od Pana Boga zapłatę, który nie- 
wdzięcznością się brzydzi a wdzięczność hojnie odpłaca. 
I któż nie doczyta się tego, co się działo przez te 200 
lat za rządem Jagiełłów, Co za kwitnący wiek oni z sobą 
wnieśli, a do rąk prawie sobie podawali. A co ^viedzićć 
jeśliby się nie przydała jako gałązka kierzka, tegoliyście 
jedno z żałością potem nie wspomnieli, że wam tego Pana 
niestało, Aczci wprawdzie nie może być żaden człowiek 
na tym świecie doskonały, bo to jedno samemu Panu Bogu 
właśnie należy; i przetoż każdy Pan wielom senatorom jest 
obsadzon, aby ni na czćm nie szwankował; a jeśli który 
więcćj, tedy król Polski! Jednak jeśliby było co takowego 
tedy wy przed się (jako to wiernym a życzliwym Panom przy- 
stoi), gasicie to i zattumiacie zwłaszcza przed ludźmi ob- 
cemi, którzy nie wiem zkąd tego rozumienia albo wiadomości 
są, żeby nie znać było w Koronie żalu i smutku żadnego 
z śmierci króla pana naszego a brata naszego, przypomi- 
nając króla starego, ojca naszego nam nigdy niezapomnia- 
łego, jako i śmierci jego znać było w każdym stanie żal wielki 
tak szatą jako czem innem. Lecz ja to sama widzę że wiele 
zacnych ludzi i książąt wszelakim sposobem pokazują to, 
j ako im jest żałosna śmierć króla Pana naszego i jako mu 
życzliwi byli chociaż obcy, a tam snadź o nim nie wiem 
jakie dziwne mowy i pisania nieprzystojne roznoszą się po 
świecie, z wielkim żalem naszym; w mali być poruczamy 



532 

to mądremu btaczeniu każdego z was. Lecz godziłoby się 
wam wszystkim zabiegać tego jak najpilniej, żeby się to 
w ludziach pohamowało. Aczci nie nasza rzecz uczyć i za- 
pominać w tym tak mądrych a bacznych senatorów, jednak 
to co piszę krewna miłość na nas wyciska; wierzę, że z ła- 
ską to od nas przyjmierie z tego łaskawego ofiarowania 
przez list wasz, zkąd nam im dalej tern więcej ufność w nas 
przybywa, pewni jesteśmy tego, że temu potomstwu uczci- 
wemu i zacnemu, przesławnych królów Panów swych, po- 
winna chęć i miłość samą rzeczą i skutkiem pokażecie; za- 
czym pewniśmy że się nam ani prawu naszemu żadna krzy- 
wda ani ubliżenie nie stanie i tym ochotnićj (by jedno zdrowie 
było), pośpieszam się tam ku wam jechać. A iż nas chcecie 
wdzięcznie przyjąć, jakośmy to z wielu wyrozumieli, wdzię- 
czuichmy tego bardzo nie wątpiąc nic że to rzeczą samą 
pokażecie. 

Przeto prosimy żebyście to poruczyli Gen. Wielgopolskie- 
mu, żeby on jako miejsca tamtego urzędnik i sługi nasze które 
tam przed sobą poszlemy, bezpiecznie przyjmał i przepu- 
szczał i na nasz przyjazd pieczę miał. A co się tknie kró- 
lowćj waszćj a siostry naszej, która dosyć już pierwćj, nie 
wiemjaką dobrych ludzi sprawą (którym Pan Bóg niech płaci, 
użyła wiele kłopotu i żałości przez niemały czas przed 
śmiercią królewską także i niedostatku; tedy prosimy niechaj 
nic będzie w tćm sieroctwie swćm ruszana z miejsca na 
miejsce, bo nie wiem komu kwoli miałaby się z Warszawy 
pomykać, z miejsca tego, które jej stanowi i dla nabożeństwa 
i dla bezpieczeństwa i przystojnego wczasu należy, pro- 
simy i powtóre żebyście jej z taratąd nieruszali. l^yło lu- 
dzi zacnych wiele, którzy w tym smętku dowiedziawszy się 
o śmierci króla brata naszego, nawiedzić chcieli, jednak po- 
słyszawszy o tem zaniechali tego. Nie zawadzimy my dwie nic 
sprawom waszym, i owszem będziecieli onej życzliwą łaskawośr 
swą pokazować i nam wszem przy nićj, owa to pozna Korona że 



533 

tego nigdy litować nie bgdzie, gdyż to sig pokazać może^ 
jakośmy podług największej możności naszej przygadzali się 
potrzebom koronnym, czego nam niektórzy z was mogą świad- 
kami być. Bo przed Panem Bogiem to powiadamy, którego 
oczy przenikają serca ludzkie, iż wiara i życzliwością ku tej 
Koronie najmilszej, jeśli tego w^lzieczna będzie, nikomu nie 
damy naprzód, przy której i zdrowie położyć nie strachamy. 
Tu już nas każdy niech wić jako rozumićć ma, ani żadnych 
przyczyn najduje na tę cną dziewkę, a ubogą i opuściałą 
sierotę; za którą prosimy, będąc dobrćj nadziei i ufności 
o was, żebyście jej nieopuszczali. Zaczyni jej wszystkie spra- 
wy z pilnością wam zalecamy, jako mądrej Radzie, sprawie- 
dliwemu baczeniu, wiernemu obmyśliwaniu i łaskawemu sta- 
raniu waszemu; pewni tego będąc że Pan Bóg sierot obroń- 
ca i opiekun, nie raczy nas opuścić ale bronić i dopomagać. 
A z tym się życzliwej i dobrej przyjaźni waszej zalecamy." 
List wyborny, ślicznie napisany, malujący życzliwość 
rodzinną i wielki rozsądek. Ciekawam czyby która z pań na- 
szych dziś tak napisać potrafiła? a Zofia już od lat wielu 
była między Niemcami. Widać zaś że sama pisała a nawet 
od ręki, bo czasem się zapomina i mówi ja mnie wierzę,^ za- 
miast przyjętej ceremonialnej mnogiej liczby. Umarła wkrótce 
po napisaniu tego listu; już była nawet w drodze do Pol- 
ski, ale się rozstękawszy wróciła do siebie. Szło wszystkim 
siostrom Zygmunta Augusta o spadek po bracie. 

Z n i (> r r i a d ł a. 

Dawniej sama Wenecya dostarczała ich, Colbert spra- 
wił że i Francya miała swoje fabryki. W roku 1 688 Therard 
wykrył lanie zwierciadeł, bo dotąd dmuchane były. W roku 
1800 Pąjot du Charmer wymyślił łączenie kilku szkieł. Pod- 
lewanie szkieł, czyli właściwie sztuka robienia zwierciadeł 
odnosi się do roku 1346. 



534 



7i y g III II n t III. 

Kiedy poselstwo pojechało po niego po śmierci Stefa" 
na, autor Żywota Krzysztofa Pieniążka^ który znajdował się 
w gronie, tak opisuje powrót do Polski. „Król Imć Szwedz- 
ki powiedział na rozjezdnem z Kolmaru o królu Imci syna- 
czku swym, że za dobremi sprawami, przymiotów onycli, 
przyrodzenia dobrego, miał nam być wszystkiśm według my- 
śli i upodobania. Tylko abyśmy umieli mu nagadać. Bo po- 
wiedział że naród nasz pyszny i wyniosły, że król Henryk 
dla niczego nie uciekł, jedno dla zbytnićj prezumcyi naszśj. 
Ukazując go nam wyprawnego w dobrych a pobożnych oby- 
czajach i naukach, i pochopnego do wszystkiego dobrego, 
temi właśnie słowy wiążąc przedmowę swoją ile pamiętam. 
Habetis bomim indolem illius, etc. Było nas do sta osób, nie- 
boszczyk pan Podlaski z Bojanowskim dziękował, wiarę, sta- 
teczność, wszelkiemi uniżonemi powolnościami oświadczając. 
Jedno nas jeszcze z onćj gromady (1607) dzieciątek żywych, 
opatrzonych mało... A zaprawdę żeśmy wielkiej powolności 
po tym Panie doznawali. Na okręcie kazał się P. Szaszkow^ 
sekretarzowi króla Szwedzkiego dla mnie z pościeli ustąpić... 
Z Nowego Miasta do lirakowa jadąc, ])rzez niepewny prze- 
wóz, spać nam przyszło w Żelechowie, potrawami piekarnia- 
nemi musieliśmy się kontentować, wyspanie potćni pięść pod 
głowę (jak mówią) pasem się odziawszy, a z panem Panów, 
z królem Królów! A takowa powaga była w tym Panie, że 
jedno dworstwem a trafnemi powieściami przyjemnemi, mi- 
zeryą ouą sobie słodkował." 

Zdaje się wszystkie domowe cnoty miał. Skarga go 
chwali z pobożności, z ugęszczania do Sakramentów, ze słu- 
chania pilnego Słowa Bożego, tak, że go nigdy „drzymiące- 
go na kazaniu, ani z kim gadającego nie widział," chwali 
go z trzeźwości i mierności, z odmiatania zbytków i nieprzy- 
stojnych roskoszy, z jałmużn i miłosierdzia nad znędzonemij 



535 

za pokorę ku Pauu Bogu i tajemne między ludem pospoli- 
tym nabożeńswa." Proszg Najwyższego, dodaje Skarga w prze- 
mowie do kazań, aby do tych pobożności i inne wielkie 
a królewskie cnoty przydane i rozmnożone w W. K. M. były 
do tego co zbawieniu W. K. ]VL i ludzi W. K. M. poruczo- 
nych , dobremu służy. 

Zeglarzo Polscy. 

Mieliśmy kilku wsławonych: 

1. Jan z Kolna znany był całej Europie, jako biegły 
żeglarz w służbie Duńskiśj r. 1476; uprzedził on Kolumba 
■A odkryciem Ameryki od strony stałego lądu, wynalazł cie- 
śninę Amian i ziemię Labrador, co było powodem Kolum- 
bowi do odkrycia innych krajów, w tej stronie za morzem 
i południkiem leżących. 

2. Arciszewski w Holandyi czynił zaszczyt Polakom, 
i Holendrzy liczą go między najpierwszych swych żeglarzy. 

3. Beniowski rozpaczą i odwagą do ucieczki przywie- 
dziony, na błahym statku bez pewnego usposobienia w że- 
glarskiej sztuce, puścił się na nieznane mu morze, zwiedził 
nieznane kraje i po szczególnym wypadków zbiegu, umarł 
admirałem w służbie francuzkiej. (Marczyński). 

Zycie w Paryżu. 

Dla Francuzów którzy mało mięsa jedzą, tylko jarzyn- 
ki, owoce, sałatki i chleb, niedrogie, ale dla nas mięsożer- 
ców droższe niż gdziekolwiek. Funt mięsa złoty, kapłonek 
mały 5 zł., duży 8, zwierzyny świeżej ani się dokupisz; jemy 
też wszyscy tę nierównie mniej jak w kraju, dokładamy chle- 
bem i owocami. Lubo owoce w ogólności drogie, zwłaszcza 
morele, śliwki, brzoskwinie, gruszki, poziomki, przecież za- 
wsze panuje jeden który obficie stoły ubogich zasilić może; 
taka ich kolej: wiśnie, melony, winogrona, jabłka i poma- 



536 



rańcze. Można śmiało pół Maja i Czerwca wiśniom oddać, 
Lipiec i Sierpień melonom, Wrzesień i Październik winogro- 
nom, do Kwietnia jeść jabłka, a gdy scłiodzą, o pomarań- 
czacli doczekać wisien. Te wety na dwie osoby nie będą, 
kosztować jak od sześciu do dziesięciu sous, 

iy \f oty Skargi. 

(i Listopada 1838 r.). 

Zapiszę tu sąd mój o tycłi żi/woiac/ł, com dotąd prze- 
czytała, chociażby może niektórym za śmiałym się wydał. 
Co do języka, ani słowa, tylko uwielbiać, bo prócz niektó- 
rych przestarzałych wyrazów, dziśby tak pisać można, gdy- 
by tylko kto tak pisać potrafił, ale co do rzeczy mam do 
zarzucenia. A naprzód są miejsca, a może i całe żywoty, któ- 
reby opuścić należało. Prawda że Skarga był księdzem, 
i zapewne dla stanu duchownego najwięcej te żywoty pisałl 
ale tśż z przysadą i przesadą czystość uwielbia i wynosi^ 
i bez potrzeby o niej mówi. Owe walki świętych z przyro- 
dzeniem ludzkićm, które on nagabaniami czartów nazywa, 
i w których opisy nieprzyzwoite wchodzi, robią to dzieło 
nieprzystępnćm dla niewinnćj młodzi, a dla starszych raczej 
do grzechu jak do zbudow^auia są przyczyną. Pow^tóre, za- 
wsze z tego stanowiska na świat patrząc, to jest z klaszto- 
ru, prawie żadnśj ceny nie daje innym cnotom i dobrym 
uczynkom, tylko czystość, modlitwa, posty, dobrowolne ubó- 
stwo, ciała dręczenie i zaniedbanie, to ma u niego wagę, to 
zachwala. Opuścić rodziców, żonę, dzieci, naród, rodzinną, 
ziemię, żeby się zamknąć na pustyni, to największa zasługa, 
a nadewszystko uciekać od kobiet, nie patrzyć na żadną, nie 
mówić z nią. Jak ze świecą szukać trzeba i jakby łaskę 
znaleźć pochwałę dobrej żony, dobrej matki, dobrego króla? 
żołnierza. 

Skarga tedy, mojem zdaniem, wielkim jest pisarzem, po- 
bożnym zakonnikiem, ale nie wielkim moralistą i nie pra- 



I 



537 

wdziwym uczniem Chrystusa. Religijna i moralna książka 
jaki powinna mieć cel? oto taki, że gdyby wszyscy za jćj 
radami poszli, świat byłby lepszy i szczęśliwszy; tymczasem 
gdyby wszyscy posłuchali Skargi, naprzód za lat kilkanaście 
światby zaginął, bo on czystość nawet małżonkom zaleca. 
O dalszych skutkach mówić tćż po tem nie warto, ale je- 
dnak powiedzmy. Przerwałyby sie wszystkie związki społe- 
czne i nicby nie było tylko zakonnice i zakonniki, samotni 
i w towarzystwie. Jestże to cel dobry? W tym duchu pisząc 
Skarga, niechętnie opisuje świętych żonatych, i dla tego dla 
świeckich ludzi bardzo mało tu nauki. 

Często się silę żeby z jakiego żywota wynaleźć dla 
siebie przykład, najczęściej zbyt górne, niestosowne, niepo- 
dobne. Może to W' tśm moja wina, żem niegodna zapatrywa- 
nia się na te wzory; ale dlaczegóż kiedy czytam Ewangelią, 
życie Najświętszej Panny, tyle dla siebie nauk, tyle pociech 
znajduję? Wszak to jeszcze doskonalsze wzory. Przejdźmy 
do szczegółów. 

Ś. Katarzyna. 23 Marca. 

Kilka kawałków opuściwszy, użyję do moich żywotów' 
ale spoję z życiem Ś. Brygidy; wreszcie w każdym żywocie 
jaki ztąd wezmę radzić się myślę Godescarda, bo ja posą- 
dzam Skargę że on opuszczał wszelkie przykłady cnót do- 
mowych i małżeńskich. Na końcu tego żywota ciekawy obrót 
o Krzyżakach. 

Żyivf/ł Noego bardzo piękny, i widać że Skarga pisał 
go zupełnie z pamięci, jakby tchem jednym napojony Pismem 
Ś. Tłómaczenia Wuj ki także nie brał. 

25 Marca O Zwiastowaniu Najświętszej Panny ^ pięknie. 
Do życia Jćj wziąć tu wiele można; są jednak porównania 
które nie udały się Skardze. 

26 Marca. Żywot S. Izajasza, chwalebna stałość jego 
w przestrzeganiu cesarza i dzielnie opisane. Nauka może 
być dla kapłanów wysokiego stopnia. 



538- 

30 Marca. Męczeństwo trzyletniego pacholęcia Sijmona^ 
1475, niezmiernie zajmujące, jako i przepis o Żydach u nas 
i podobno j przygody. Możnaby z tego zrobić powieść. 

31 Marca. Żywot Mulchn mnicha tak zajmujący, jakby 
powieść z Tysiąca nocy; ale prócz wzoru czystości nauk nie 
wiele. 

1 — 2 Kwietnia. O Abrahamie i Locie. Nie wiem prawdzi- 
wie czy, zwłaszcza ten ostatni, może za świętego uchodzić. 
Ale żywoty piękne, potoczysto napisane; w ogólności Skar- 
ga Starozakonnym wiele przebacza. 

,3 Kwietnia. Żywot S. //ogona prześliczny, rzadko z któ- 
rego tyle nauk wyciągnąć można. 

4 Kwietnia. Żi/o)ot S. /'raneis-z/ta Faoii także piękny 
lubo mnićj do naśladowania. W obroku duchownym cie- 
kawe szczegóły o Lutrze i piękne, prawdziwe chrześciańskie 
zakończenie całego obrazu. 



Koniec Tomu Trzeciego. 



SPIS RZECZY 

w TOMIE TRZECIM ZAWARTYCH. 



Str. 

Listy Brata i Siostry 5 

Wyjątki służące do ukształcenia serca i stylu. 
Żywot człowieka poczciwego. Przez Mikołaja Reja. Krótka wia- 
domość o pisarzu i o dziele 15 

Wyjątki z Żywota człowieka poczciwego. 

Księgi pierwsze, obejmujące żywot człowieka od urodzenia 

jego aż do średnicli lat 19 

Księgi wtóre, obejmujące żywot człowieka poczciwego w śre- 
dnich jego latach 34 

Księgi trzecie, które w sobie zamykają trzeci wiek człowie- 
ka poczciwego, to jest już starszych lat jego, aż do 

powinnego dokończenia 58 

Dworzanin polski, Zukasza Górnickiego 66 

Wyjątki z Dworzanina polskiego 67 

^'iektdre myśli i wyjątki z rozlicznych dzieł Stanisława Orze- 
chowskiego 89 

Niektóre wyjątki z dzieł Andrzeja Frycza Modrzewskiego ... 93 
Kazanie przygodne o prawach niesprawiedliwych, Piotra Skargi . 136 

O przyjaźni, Andrzeja Maczuskiego 142 

Przysłowia moralne, czyli o cnocie i fortunie, Stanisława Lubo- 
mirskiego 149 



Str. 

O naukach wyzwolonych w powszechności i *w szczególności. 

Ksiąg dwie. Przez ks. Ign. Włodka, roku 1780 

w Rzymie wydanych leo 

Wyjątki służące do ukształceuła serca i stylu, z Rozrywek 'dla 

dzieci 188 

Kalendarze: 1. Kalendarz zdarzeń, czyli zebranie pamiątek na 

każdy dzień roku; bądź religijnych i histoi"ycznych, 

bądź gminnych ... 223 

2. Kalendarz moralny na wzór Franklina 260 

Wiadomości, mogące być matkom przydatne .- . -291 

Spis naprędce dzieł w języku polskim do czytania i nauki, dla 

młodzieży płci żeńskiej 292 

Encyklopedya doręczna, czyli Zbiór ciekawych wiadomości dla 

Panien 319 



O 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 

UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY 



1875 
•t.3 



PG Hofraanowa, Klementyna (Tańska) 

VI po Dzie/a