Skip to main content

Full text of "Dziele Sowianszczyzny pónocno-zachodniej do poowy 13 w"

See other formats


m^m 



LO 




OJ 


g co 


g^^"^ 


g^^cn 


i^^^=i>» 




i^So 


cr^^ 




|^=CD 




^^^^^^^^ -,— 






CO 



1^0 



/!/f 



Digitized by the Internet Archive 

in 2008 with funding from 

Microsoft Corporation 



http://www.archive.org/details/dzielesowianszcz03boguuoft 



DZIEJE 

SŁOWIAŃSZCZYZNY 

PÓŁNOCNO-ZACHODNIEJ 

DO POtOWY XIII W. 

PRZEZ 

WILHELMA BOGUSŁAWSKIEGO. 



DZIEŁU UWIEŃCZONE NA KONKURSIE 

TOWARZYSTWA PRZYJACIÓŁ NAUK W POZNANIU. 

Nagroda pieniężna wyznaczona z funduszu ś. p. Bretkrajcza. 



TOM III. 

(Z mapa.) 






-#-#-#*-- — ABOLP iaĘtS.Q^Łr 



m 



POZNAŃ. 

Z DRUKARNI DZIENNIKA POZNAŃSKIEGO. 



.^ 



MICROFILMED BY 
UNIYERSiTY OF TORONTO 

UFRARY '/''yPO/p^ 



^. 



3 



ćw- 



t-2. 



T R E S C, 



KSIĘGA III. 

SŁOWIAŃSZCZYZNA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA 
od VI do połowy XIII wieku. 

DZIAŁ I. 

Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne 
od początku VI w. aż do upadku Wielkiej Morawy r. 907. 

§ 29. 
Słowiańszczyzna Pomorska. 

Sirona 

1. Wycieczki morskie. Osady słowiańskie na ziemiach Jutów i 

2. Sagi północne o zajściacłi pomiędzy Danami a Słowianami 4 

3. Podania polfkie 9 

4. Osady AYeletów w Brytanii i Batawii • u 

5. Napór Saksów. Wywyższenie Wągrów. Przewaga Obodrytów .... 15 

^ 30. 

Słowiańszczyzna nad-dunajska w VI — VIII w. 

1. Stan kraju w VI w. Najazdy Lougobardów i Awarów 1 6 

2. Zmowa Alboina z Bajanem przeciw Słowakom. Wyjście Longobardów 

do Italii (r. 568) iq 

3. Zwierzclmictwo Awarów w Słowiańszczydnie. Powstanie Słowian. Samo 

król słowiańsld (t. 627) ',....... 20 

4. Walka Słowian z Frankami (r. 630). Derwan serbski. Radulf wielko- 
rządzca Turyngii sprzymierza się ze Słowianami (r. 64 ij. Zgon Samona 

i upadek jego Y)aiistwa (r. 662). Przewaga Franków 21 



I\' 



Zagrożenie niepodległości Słowian przez Karola W. ^^ 

N'4;a/..l) K.ti..l.i W. na ticniii slowiansUic nad I.abą r. 780. Napad Scr- 
1m'.\v na Tur>ngijc r. 7S;. Wyprawa Karola W. pr/.cciw Weletom r. 789. 

Wyprawa Obodrytów pr/,cciw Nordluilo:n r. 798 -' 

1'o.lnicoienic idei cesarstwa r/.ynisUic^o. /,wią/ck Karola W. /, papieiem. 
nt.\;kn kroi Obodrylów olr/.ymujc od Karola W. NiTdalbingije r, 8<i+ . . 32 
W\ prawy Krnnkow pr/.cciw Czccbonł i Serbom (805 — 806). Obwarowanie 
( Mitowa i ll;dlc. I 'mocowanie jjranicy !• ranków /.c Słowianami ... 33 

^ 32. 

Polityka Karola W. względem Danów i Słowian. 

N.>;;i<i I>,.iuiw wsj ólnic i Wclcland iia ziemie Oł)odr)lów. Wahanie się 
Karola W, Drażko obodrycki godzi sie z Danami i wojuje z Welelami, 5; 
/.do/enic przez Karola W. Hamburga i Ezesfeldu r. 810. Umocowanie 

;;ranicy Nordałliingii i przyłączenie jej do cesarstwa 4' 

Wyprawa Franków przeciw Linianom i Byteńcom. Odbudowanie twierdzy 
Hocbbuki nad Labą i ostateczne ujarzmienie Słowian lewego brzegu Laby 
w r. 811. Założenie Starej Marki 42 



Waśnie pomiędzy książętami słowiańskimi ułatwiają cesarstwu 
zhołdowanie Słowiańszczyzny zaodrzańskiej. 

I. /« ]ći... ..i^i"u Ludwika robcżn(^'o nad Słowianami dolnej Laby i Ser- 
bami 43 

1. Książęta Obodrylów .Sławomir i Czedrag sami wywołują wmieszanie się 

Ludwika Pobożnego w ich sprawy 46 

3. Ksiąicta Welttów Milogost i Czełedrag, tudzież Czedrag Obodrycki i Tungło 
serbski na dworze cesarskim zalalwiuju sprawy domowe. Demoralizacya 
książąt 49 

Osłabienie przewagi cesarstwa nad Słowianami. 

t. Niepowodzenie !• ranków w bojach z Chorwatami zniewala Ludwika Pobo- 
żnetro do oględnego postępowania z Serbami, Czechami, Obodrytami i We- 



.upslwa Hamburgskiego r, >*34, Ansgar apostoł Północy . . 52 
J> Tl.. " M. M chcześciaństwa sprzymierza jiogan jiółnocnych ze Słowianami 
prieciw crianwu. Ofamictanie Słowian 53 



§ 35. 
Słowianie nie korzystają z pozpadnięcia cesarstwa. 

strona 

1. Zaburzenie w Niemczech po śmierci Ludwika Pobożnego. Odpadniecie 
Niemiec od cesarstwa r. 843 55 

2. Słowianie nie korzystają z rozdarcia cesarstwa. Obodryci burza Hamburg. 57 

3. Bezskuteczna wyprawa Ludwika Niemieckiego przeciw Obodrytom r. 844. 
Hamburg powtórnie zniszczony r. 815. Metropolia z Hamburga do Bremy 
przeniesiona r. 847 cq 

5^ 36. 

Usiłowania Ludwika Niemieckiego do panowania nad Słowianami. 

1. Wzrost potęgi Moimorowiczów w Morawacli. Wygnany z kraju Prybina 
przyjmuje chrzest u Franków i za dozwoleniem króla Ludwika zakłada 
księstwo Blatneńskie r. 840 61 

2. Wyprawa króla Ludwika przeciw Morawianom r. 848. Niepomyślny po- 
wrót jego przez Czechy. Powtórna wojna Ludwika z Czechami i Serbami. 
Zwycięztwo Czechów r. 850 63 

3. Walka' króla Ludwika z Rościslawcm r. 855. Slawilah pan na Wiloraźu 
podaje powód do zatargów Rościslawa z Ludwikiem i Serbami r. 856. 
Takulf przedłuża najazdy na Serbów • , . 66 

^ 37. 

Wojny Ludwika Niemieckiego ze Słowianami r. 858—869. 

i. Słowianie nadlabscy wspólnie z Normanami działają. Walka po całej 
wschodniej granicy Niemiec 858—860. Śmierć Pribiny r. 860. Wojna 
króla Ludwika z Obodrytami r. 862 67 

2. Syn Ludwika Karloman wchodzi w zmowę z Rościsławem. Ludwik za- 
wiera przymierze z Bótgarami r. 864. rzuca sie na Morawy. Kociel ksiaże 

w związku z Niemcami , j,j 

3. Rościsław z Morawianami i Czechami na Bawarye napada. Ludwik, pogo- 
dziwszy się z synami, przyciska Morawy r. 869. Niepomyślny koniec 
wyprawy .,2 



Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego (r. 863-870). 



1. Niechęć Słowian do chrześciaństwa przez Niemców opowiadanego ... 73 

2. Przybycie apostołów do Morawii (r, 863). Powodzenie ich i podróż do 
Rzymu (r. 867). Pobyt w Rzymie. Zgon Cyryla r. 869 76 

3. Papież Adryan II mianuje Metodego arcybiskupem pannońskim r. 869. 
Oburzenie biskupów bawarskich. Sąd nad Mctodym i uwięzienie go w Szwa- 
bach (870-873) ." ■. g^ 



VI 



> .V). 

\\.ilk< Morawianuw za niepodległość, a Metodego w obronie 
kościoła narodowego (870 882). 

strona 
I. l'pa<łek Kc>ciłlawa. Świętopełk do Bawaryi uprowadzony. Powstanie Mo- 
fawUnow |)od Sławomirem. Świętopełk, wyzwoliwszy się z niewoli, zwy- 

cicia wrogów, rrzymicrze w Korhcjraie r. 874 ku 

a. Metody w więzieniu nicmieckicm. Papież Jan VIir broni go i wyzwala. 
Błogie skutki nauki apostola słowiańskiego. Ochrzczenie księcia Borzywoja 

i żony jego Ludmiły u "7 

3. Intrygi przeciw Metodemu i powtórne wezwanie go do Rzymu r. 879, 
Usprawiedliwienie. Wiching, biskup nitrański, fałszuje pismo Jana VIII. 
List papiczki r. 881 wykrywa zbrodnio. Śmierć Jana VIII r. 882. Me- 
ł.idy karci Wicliinga I15 

^ 40. 

Państwo Wielkiej Morawii i los kościoła słowiańskiego 
w latach 882 — 894. 

1. Wjjlyw potęgi morawskiej na losy Słowian nadtabskicb, pomorskich i cze- 
skich . . ' 122 

2. Napad Świętopełka na Markę Wschodnią r. 882. Wojna jego z Arnulfem 
r. 884. Przymierze w Kónigstetten i przyłączenie Pannonii do Morawii 
r. 884. Wygnanie z Wiślicy księcia Wyszewita (884 — 5). Wzrost pań- 
stwa „Wielkiej Morawy" • 124 

3. Ostatnie lata pasterstwa Metodego. Śmierć jego r. 885. Wiching intryguje 
znowu. Papież Stefan VI zabrania liturgiję słowiańską. Upadek obrzędu 
słowiańskiego 129 

4. Arnulf w zgodzie z Świętopełkiem. Wyprawa Arnulfa przeciw Obodry- 
tom r. 889. Zjazd w Omuntesburgu r. 890. Arnulf wzywa na pomoc Wę- 
grów, — wojuje ze Świętopełkiem r. 892—894. Wiching ucieka z Morawii 

r. 893. Zcon Świętopełka 135 

^ 41. 

Upadek państwa Morawskiego (894—907). 

1. Synowie Świętopełka. Pokój z Niemcami r. 894. Najazd Węgrów r. 894. 
Oderwanie się Czechów r. 895. Zwada pomiędzy Moimirem II a Święto- 
pełkiem młodszym. Odpadnięcie Słowian nadłabskich. Intrygi Arnulfa. 
Najazd Niemców i Czechów na Morawy r. 897 — 899. Węgry w Pannonii 

r, grjf). Pokój z Niemcami w Regcnsburgu r. 9f)i 143 

2. Papież Jan IX wznawia udziclność kościoła morawskiego. Oburzenie z tego 
powodu duchowieństwa niemieckiego r. 900 141) 



VII 

strona 
3. Przymierze Moimira II z Niemcami w Regensburgu r. 901. Naja/.dy Wę- 
grów w r, 902 i 903. Zamordowanie posłów węgierskich przez Niemców 
r. 904 ^57 

r5 42. 
Wpływ apostolstwa śś. Cyryla i Metodego na oywilizacyję Słowian. 

1. Pogląd ogólny 163 

2. Grafika starożytna if>7 

3. Pismo głosowe I74 

4. O języku ksiąg liturgicznych słowiańskich ' ... 188 



DZIAŁ II. 
Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne w X w. 

§ 43. 
Zmiany polityczne i etnograficzne w początku X w. 

1. Osiedlenie się Madjarów nad Dunajem 193 

2. Usposobienie Słowian naddunajskich w początku X w 2'X) 

3. Zgoda ze Słowianami ułatwia Madjarom najazdy na Niemce 203 

4. Wpływ Madjarów na przyszłość Słowiańszczyzny 209 

^ 44. 

Państwo Czeskie. 

1. Stan Czech po upadku Wielkidj Morawii. Polityka książąt. Zaburzenia. . 217 

2. Podwyższenie władzy książęcej 225 

3. Stosunki kościelne 229 

^ 45. 

Upadek Serbów i Hoboianów 928—936. 

1. Stan Słowian uadlabskich w początku X w 235 

2. Przygotowania Henryka Ptasznika do walki ze Słowianami 238 

3. Napady Henryka Ptasznika, Zdobycie Branibora r. 928. Ujarzmienie Ser- 
bów r. 928. Bitwa pod Lączynem r. 929. Walka z Madjarami r. 933 . . 240 

4. Utwierdzenie się Niemców w Serbii między Solawą a Łabą 246 

§ 46. 

Ujarzmienie Weletów i Obodrytów przez króla Ottona I (936—951). 

1. Założenie w Magdeburgu rezydencyi królewskiej 248 

2. Pograniczne legacyje Hermana Jjillinga i Gerona '. ... 250 



VIII 

PtroiiB 
3. Wojna Oltona I / C/ccłianii. N.ij.i/.ly M.hlj.iiów n.i S.iksoiiijo (r. 937 — 938). 

l'ow»tanic Słowian 1. 93<) 25: 

> 17- 
Zaburzenia w krajach Obodrytów i Lutyków (r. 954 - 960). 

I. ł*(iw>tanic Wkranów r. 954. Naja/il BillinKa na Obodrylów r. 954, w otl- 

wcl /.a najazd na Saksonijc. ł'o\vblanic Słowian r. 955, klęska icli . . . 25(1 
:. l'owstanic Katarów (957— 9O0) 2()[ 



Początek monarchii polskiej. 

1. Czasy jir/.cilliislorycznc , 

2. Dynaslyja Piaslów , 2O8 

3 Rzątly Mieszka I (gfio — 962). Starcie sic /, "\Vic'imancin. Gero ujarzmia 

Lużyczanów (963). Mieszko wassal cesarstwa 271 

Ą. Usunięcie sic od rządów Gerona (r. 963). Podział wielkorząlztwa jego na 
marki. Żelibor wafirski kłóci sie z Mściwojem obodryckim. Wichman po- 
większa zaburzenie, ticieka, podburza Wolinianów przeciw Mieszkowi, gi- 
'"•■ • '"■? 270 



Wprowadzenie chrześciaństwa obrzędu rzymskiego. 

1. Ustanowienie biskupstw: Hawulbergskicgo (r. 946) i Brandenburgskicgo 

(r. 940) , 281 

2. Ustanowienie metropolii Magdeburgskiej. Biskupstwa: Merzeburgskic, Ży- 
czańskic i Misznieńskie (r. 968). Biskupstwo Aldenburgskie 28(5 

3. Zadanie urządzonego dla Słowian ko.ściola. Marne skutki usiłowań jego. 292 

4. Organizacya kościoła w Czechack. Biskupstwo Prażskie (r. 973). Granice 
jego. Stosunek kościelny Morawii do Czech. Pierwsi biskupi .... 295 

5. Wprowadzenie chrześciaństwa w Polsce. Początek organizacyi kościclnćj. 306 



Q 



50. 



Stosunek Mieszka I do cesarstwa i sąsiadów. 

1. Przezorność w polityce Mieszka I 314 

2. Bitwa Mieszka I przy Ccdnie (r. 972). Zjazd w Kwedlinburgu (r. 973), 317 

3. Zachowanie bię Mieszka za panowania Ottona II (973 — 983) 32(j 

§ 51. 

Powstanie Słowian zaodrzańskich w r. 983. Niepodiegfość. 

I. \V)eiUorządz(,y Słowian naMlabskich (981) — 982J. Sprawa biskupa Wagona 
z księciem Mściwojem obodryckim 32z 



IX 

strona 

2. Powstanie Słowian w r. 983 325 

3. Bitwa nad r. Tongeia (983) i skutki jej 328 

§ 52. 

Obodryci i Lutycy bronią niepodległości swej do końca w. X. 
Niemcy trzymają się w INflisznle. 

1. Usiłowania Niemców do odzyskania straconej Słowiańszczyzny. Zdobycie 
przez Czechów Miszna (r. 985) i ustąpienie go Niemcom 33u 

2. Zwada pomiędzy książętami Bolesławem II a Mieszlciem I r. 990. Tymcza- 
sem Niemcy ujarzmiają Milczanów 333 

3. Walka o Branibor (991 — 993). Wyprawy Ottona III (995—997)- Sło- 
wianie w odwet do Saksonii wpadają (998 — 1000) 337 

§ 53. 

Ostatnie wysiłi<i Serbów w obronie niepodległości swej. 

1. Odzyskanie swobody (r. 983). Strata jej (985) 342 

2. Legendy o bojach Milczanów z Niemcami. Zwierzchnik Krescencius. Osta- 
tnia stolica zwierzchników milczańskich. Ostatni przytułek ich w biotach 
dolnej Sprewi ' 3ł3 



DZIAŁ III. 

Czasy przewagi polskićj w Słowiańszczy źnie 
Półaocno-Zachodniej (999 —1034). 

§ 54. 
Zmiana stosunku Polski do Niemiec, Czech i Słowian zaodrzańskich. 

1. Stan Słowiańszczyzny północno-zachodniej w końcu X w. Polslca przygo- 
towuje się do obrony Zaodrzańców 347 

2. Podróż Ottona III do Polski. Umowa jego z Bolesławem Chrobrym r. looo. 
Niezależność kościoła polskiego. Arcybiskupstwo Gnieźnieńskie z trzema 
suftraganiami , 352 

3. Bolesław Chrobry najeżdża Łużyce i zrywa stosunki z Henrykiem U 

r. 1002 355 

4. Zaburzenie w Czechach: książęta Bolesław Rudy i Władybój. Bolesław 
Chrobry zajmuje Czechy (1003) 358 

5. Przeniewierstwo Lutyków względem reszty Słowian. Henryk II, zawarłszy 

X, nimi przymierze, śmielej przeciw Bolesławowi występuje 361 



Pierwsza wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (1003—1005). ^^^^^ 

Ucnr>'k II ściRa stronników Bolesława w Niemczech. Bolesław opanowuje 
Mis/.no (l«K>3) i ilo Baw.iryi wpada (iik)4). Henryk II zapraża Milsku. 363 
Najajtłl Henryka II na Czechy. Bolesław opuszcza Praj^c (r. 11HJ4). Szturm 

Bu-lyszyna z którego załoga polska ustępuje 365 

Wyjirawfl Henryka II tło Polski. Lutycy posiłkują Niemców. Henryk 

w Micilzyrzeczu. Pokój poznański r, ior>5 369 

§ 56. 

Druga wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (1007 — 1013). 

Henryk II przygotowuje nową wyprawę do Polski. Bolesław, uprzedzając 
go, gwałtownie rzuca sie za Odrę, aż pod Magdelłurg; odzyskuje Lużyce 
i Milsko roku kkij. Zamiast Guncelina margrafem misznieńskim zostaje 

Herman 372 

Nowa wyprawa Henryka II r. loio. Choroba i powrót z Jaryna. Niemcy 
z Jaromirem posuwają się pod Głogów bezskutecznie. Przymierze merze- 
burgskie loio. Henryk II ołjwarowuje Lubusze (lOii), zamyśla nową wy- 
prawę. Bolesław burzy Lubuszę r. 1012 378 

Zamieszanie w Czechach i łatwowierność Lutyków Henryk II wyzyskuje 
na swą korzyść (1012). Bolesław i Henryk traktują o pokój. Zjazd w Mer- 
zeburgu. Drugi pokój merzeburgski r. 1013 383 

Trzecia wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (r. 1015 — 1018). 

Pokój merzeburgski nie zadowalnia przeciwników. Bolesław wzywa do 
»wiązku Czechów i podburza przeciw Henrykowi It Włochów (1014). Ol- 
drzyk więzi Mieszka. Czesi i Lutycy stają po stronie Henryka. Bolesław 

gotuje sie do wojny (1015) 389 

Nowa wyprawa Henryka II do Polski (r. 1^15). Kieska w ziemi Dieuo- 
szów. Henryk II ucieka do Merzcburga. Mieszko w ślad za nim napada 



Miszno. Zawieszenie broni 



394 



Ostatnia wyprawa Henryka U do Polski r. I017. Szturm Niemczy. Po- 
lacy gromią Niemców, Czechów i Lutyków. Pokój budyszyński r. 1018. 402 
Pogląd na rządy Bolesława Chr. za Odrą. Zarząd duchowny i świecki. 
Dyccezyje. Grody warowne. Urzędnicy. Załogi wojskowe 412 

Upadek przewagi polskiej w Słowlańszczyżnie północno-zachodniej. 

Koronacyja Mieczysława II oburza Niemców. Zmowa przeciw niemu. Mie- 
czysław II ptisto.zy pograniczną Saksonijc ^1028). Wyprawa Konrada II 
do Węgier i Polski (1029). Odwet Mieczysława II z Lutykami (1030). 418 



XI 

strona 

2. Oderwanie od Polski Morawii (r. I029) i Slowaczyzny. Najazd Brze- 
tyslawa wspólnie z Konradem II na Węgry (1030). Emeryk ksiaże Ruzii 
(t 103 i)' Jarosław zabiera grody czerwieńskie (1031). Konrad II wkra- 
cza do Łuźyc, Mieczysław II ustępuje Łużyce Ditrychowi (1031) . . . 437 

3. Napad Bezbraima (1031). Ustąpienie z kraju Mieczysława II. Zaburzenie, 
Ucieczka Ryksy. Zamordowanie Bezbraima (1032). Nowe ustępstwa ce- 
sarzowi. Śmierć Mieczysława II (1034). Oderwanie Łużyc i Milska od 
Polski 432 

4. Wygnanie z Polski i Kazimirza (1036), Bezkrólewie. Zaburzenie. Maslaw 
wojewoda 43^ 

§ 59- 

Obodryci i Lutycy w epoce rządów polskich między Odrą a Łabą 

(1002—1034). 

1. Zachowanie się Lutyków i Obodrytów względem Bolesława Chrobrego 

w r. 1003 438 

2. Stosunki Obodrytów do Niemców i Lutyków 440 

3. Zatargi Lutyków z Niemcami (1029 — 1036) 44^ 



DZIAŁ IV. 

Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne od po- 
lowy XI w. aż do upadku niepodległości Słowian 
zaodrzańskich (1036 — 1171). 

§. 60. 
Spółzawodnictwo Polski z Czechami w XI w. 

1. Brak między Slawianami jedności i zgody 45° 

2. Najazd Brzetysława I na Polskę (r. 1038— 1039). Interwencya Henryka III 
na korzyść Kazimirza I. Powrót Kazimirza I do Polski (1039). Brzety- 
slaw upokorzony, lennilc cesarski 453 

3. Zaburzenie w Węgrzech. Kazimirz I przywraca pokój w Polsce (1040 do 
1047). Sprawy węgierskie różnią Kazimirza I z Henrykiem III i Brzety- 
sławem I. Śląslc powraca do Polski (1054). Seniorat w Czechach usta- 
nowiony (r. 1053). Zgon Brzetysława I r. 1055, Kazimirza I r. 1058 . . 459 

4. Bolesław Śmiały podnosi potęgę Polslii; wprowadza Belę do Węgier (1061). 
Wratysław II z Niemcami popiera w Węgrzech Salomona, Bolesław sy- 
nów Beli (1063 — 4). Zatargi Bolesława z Wratysławem II (1068). Hen- 
ryk IV wzywa ich do Miszna r. 107 1. Bolesław nie przyjmuje pośre- 
dnictwa 464 

f). Henryk IV zamierza wojnę z Bolesławem (r. 1073). W Węgrzech Hen- 
ryk pomaga Salomonowi, Bolesław Gejzie. Salomon wygnahy. Gejza królem 
(1073). Henryk ustępuje Wratystawowi Łużyce (1075). Bolesław porożu- 



MI 

Strona 
miewa się z Sasami przeciw Henrykowi, wojuje z Czeclianii, przy posiłkach 
ruskich (IK76), tworzy koalicyę, koronuje się (r, 1076), przywraca Izaslawa 

do władzy (1077) 471 

Powikłanie stosunków międzynarodowych (1077 — 1080). Upadek Bole- 
sława Śmiałego (r, 1080). Wywyższenie Wralyslawa II. Niedolężność po- 
lityki polskiej i czeskiej w końcu XI w. Zatargi książąt czeskich pomię- 
dzy sobą. Zniszczenie senioratu w Czechach 480 

Bolesław Krzywousty zawiera przymierze z Kolomanem węgierskim (r 1 107) 
przeciw Henrykowi V i Czechom. Wojna r. 1 108. Wymordowanie Wrszow- 
ców (il(i8). Wyprawa Henryka V ze Świętopełkiem do Polski. Zamor- 
dowanie Świętopełka, klęska Henryka V r. 1109. Wyprawy Bolesława do 
Czech r. ino. Zgoda z książętami czeskimi r. 1113 493 

^ 61. 

Słowiańszczyzna bałwochwalcza po upadku władzy polskiej nad 

Łabą aż do nawrócenia Pomorza przez Bolesława Krzywoustego 

(r. 1034 -1127). 

Rozosobnienie ludów zaodrzańskich i pomorskich 501 

Obodryci. Napady Danów (1043 — 1044). Gotszalk wprowadza chrze- 
ściaństwo; zabity r. 1066. Powstanie poganów. Błus zamordowany (1066). 
Krulc księciem. Budywój zamordowany (1071) Kruk także (i 105). Henryk 

syn Gotszalka królem 504 

Lutycy biją Niemców pod Przecławą (r. 1056). Wojna domowa (1037 
do 1060). Zburzenie świątyni Radogosta (1069). Czrezpienianie i Chy- 
żanie poddają się Gotszalkowi. Niemoc podczas wojny domowej w Niem- 
czech (1073 — 1075). Brandenburg zdobywają Niemcy r. iioi i wnet tracą 

(i 106). Henryk Gotszalkowicz podbija Brzeżanów r. 1107 517 

Powstanie poganów nad Łabą i Solawą (r. 11 10) Henryk obodrycld 
wdziera się na wyspę Ranę (r. I113J. Zaburzenia w Niemczech (r. I115). 
Walka Niemców z poganami serbskimi (1115 — 11 18). Henryk wojuje z Ba- 
nami o spadek po matce 524 

Pomorze miedzy Wisłą a Odra w XI w. Zależność od Polski. Bole- 
sław Krzywousty sprzymierza się z Nielsem, zdobywa Szczecin r. 1I2I. 
Lotar wojuje Lutyliów 1121. Niels zbliżył się pod Wolin 1121. Bolesław 

zabiera Lutyków do r. Pieny i Moryckiego jeziora 529 

Wprowadzenie chrześciaństwa na Pomorzu. Apostolstwo ś. Ottona (1124 
do 1125). Biskupstwo Pomorskie. Reakcyja pogańska fi 126 — 1127). Po- 
wtórne apostolstwo ś. Ottona (1127) 536 

§ 62. 

Wdzieranie się Danów i Niemców do Słowiańszczyzny zaodrzańskiej 
i obrona Pomorza przez Bolesława Krzywoustego. 

Rozprzężenie państwa Henryka Gotszalko\v icza (7 1126) i wygaśnienie 
rodu jego (1127 — 1129). Kanut Laward (j 1131). Przybyslaw i Nilvłot 
książęta. Sasi budują warownię Sigeberg 551 



XIII 



Stosunek Niemiec, Danii i Polski do Słowian ^aodrzańskich. Albrecht 
Niedźwiedź wojuje Brzeżanów i Hawelberg zdobywa (1134). Bolesław Krzy- 
wousty składa Lotarowi hołd z Pomorza (r, 1135). Ratibor pomorski zdo- 
bywa Konghele (1135). Zgon Warlyslawa (1136), Bolesława Krzywo- 
ustego (1138) 558 

Walka Albrtchta Niedźwiedzia z Henrykiem Pysznym o księstwo Saskie 
(i 138 — 1 139). Przybysław wagrski burzy Sigeberg 1138. Holzaci zdoby- 
wają ziemie Wągrów (1139). Graf Adolf sprowadza kolonistów i buduje 
Lubekę (1143). Słowianie na brzeg morza wyparci 568 



§ 63. 

Wyprawa krzyżowa na Pomorze zaodrzańskie (r. 1147). 

1. Zamysł wyprawy przeciw Słowianom pomorskim. Papież Eugeniusz III 
dozwala ją warunkowo. Sasi gotują sie do wyprawy wspólnie z Danami 572 

2. Niklot, uprzedzając wrogów, zbroi się, pali okręty niemieckie w Lubece, 
niszczy kolonistów w ziemi Wągrów 576 

3. Najazd lazyżowców na Lutyków i Obodrytów (r. 1147). Oblężenie Dą- 
bina i Dymina. Klęska Danów. Napad na Szczecin. Niefortunny koniec 
wyprawy 579 

4. Po wojnie. Nędza i głód w ziemi Wągrów. Kanut duński zburzył Sige- 
berg. Wznowienie biskupstw : Starogardzkiego, Raciborskiego i Meklen- 
burgskiego (1148). Niezgoda grafa Adolfa z biskupem Wicelinem. Nikłot 
musi ulegać księciu saskiemu 585 

§ 64. 

Polska i Czechy podczas upadku Słowian zaodrzańskich 
1139— 1172. 

t. stan Polski i Czech go śmierci Bolesława Krzywoustego (f 1138) i Sobie- 
sława I (f 1 140). Wyprawa Niemców z Czechami do Polski r. 1146. 
Zamachy Albrechta Niedźwiedzia 588 

2. Zabiegi Albrechta Niedźwiedzia o zdobycze w Slowiańszczyżnie. Opano- 
wanie Brandenburga (i 151). Jaksa liopanicki odbiera Brandenburg (1156). 
Albrecht wypędza go (1157) i zakłada Markę Brandenburgską 592 

3. Niesworność książąt czeskich wywołuje wmieszanie się Fryderyka I w ich 
sprawy. Zatargi książąt niemieckich o Bawaryję. Podniesienie Austryi na 
księstwo dziedziczne (1156). Przymierze Czechów z Niemcami przeciw Pol- 
sce. Wyprawa do Polski (1157). Pokój kryszkowski ,..*... 598 

4. Podniesienie Władysława czeslciego na króla (11 58). Zasługiwanie się jego 
cesarzowi. Niewdzięczność Fryderyka I. Pozbawienie Władysława tytułu 
królewskiego (11 74) . ; 607 

5. Niemoc Polski po r. 1157. Wydzielenie Śląska synom Władysława II 
(i 163). Wyprawa Bolesława Kędzierzawego do Prus (1167). Niedołęzlwo 
rządów jego 613 



XIV 

§ 65. 
Upadek Obodrytów. 

^ ' stron* 

1. Nililot w zależności od Niemców. Zdzierstwa Henryka Lwa i margrabiego 
Adolfa. Piraci słowiańscy. Henryk Lew biskupów stanowi. Proskrypcyja 
Słowian. Wojna. Śmierć Niklota (1160). Danowie pomagają Niemcom 618 

2. "\V zdobytym kraju Henryk Lew osadza różnych grafów i wyznacza udziały 
synom Niklota (1160). Nowe rządy. Wojna r, 1163. Uwięzienie Warty- 
sl.iwa. Powstanie Słowian r. 1 164. Zniszczenie kolonistów. Oblężenie Dy- 
mina. L^padek Przybyslawa 630 

3. Wojna książąt niemieckich z Henrykiem Lwem. Przybysław odzyskuje 
kraj Obodrytów (1167), staje się lennikiem cesarskim, wchodzi do składu 
rzeszy Niemieckiej r. 1170 640 

§ 66. 
Upadek Ranów. 

1. Zatargi Ranów z Danami. Wyprawy Waldemara przeciw Ranom r. 1 159, 

1 160, 1 165 i na Pomorze r. 1 162, 1166 643 

2. Oblężenie Arkony, kapitulacyja jej. Poddanie się Korenicy. Waldemar 
opanowuje całą Ranę, wprowadza chrześciaństwo (1168). Niezadowolnienie 
książąt pomorskich 651 

3. Zatargi o posiadanie Rany (1169). Wojna Henryka Lwa z AValdemarem 
(1170 — 11711. Przymierze między nimi. Rana posiadłością duńską zostaje 657 

Zakończenie 662 

Wskaźnik abecadłowy. 

L Imiona i nazwy osób, ludów, plemion i bóstw mitycznych ..... 665 
IL Nazwy miejscowe, podziałów politycznych, administracyjnych i kościelnych, 
klasztorów chrześciańskich, świątyń pogańskich, grodów, zamków, waro- 
wni, gór, rzek, jezior i t. d 677 

in. Rzeczy 688 

Omyłki 690 

Mapa Słowiańszczyzny Pótnocno-Zachodniej w XI w. 



Uwaga. Dodatki do tomu III dołączone będą do tomu IV. 






KSIĘGA III. 

S}()wiańs7,czyzna Północno -Zachodnia 

od VT do połowy X11T w. 

DZIAŁ I. 

Dzieje polityczne i stosunki -zewnętrzne 

od początku VI av. aż do upadku Wielkiej Morawy r. go^ 



§ 29. 

Słowiańszczyzna Pomorska. 

I. Wycieczki morskie. Osady słowiańskie na ziemiach Jutów. 

Słowianie, osiadłszy na Pomorzu baltyckiem, gdzie uprawa 
roli na nizinach, w starożytności bardziej niż teraz podmokłych, 
nie zapewniała dostatku, zmuszeni byli korzystać z darów przy- 
rody, bawić sie rybołówstwem, myśliwstwem, pasterstwem, stać 
się przemysłowcami, żeglarzami, do czego miejscowość nadzwy- 
czaj sprzyjała. Trzy wielkie rzeki słowiańskie: Łaba, Odra i Wi- 
sła ściągały do brzegów morskich wszystko, co tylko ówczesny 
przemysł mógł wytworzyć na obszernej lechickiej równinie. Kora- 
bie słowiańskie już w I w. przed Clir. po morzu Baltyckiem krą- 
żyły.^) Za imperatora Augusta flota rzymska r. 5. zawinęła do 



') O Windacli, burzą z morza Wiiidskiego na brzegi (Tcrmanii vvyrz\iconych, 
wzmiankuje Kornclius Ncpos. Wyżej, t. II. s. 3. 

Tom Ul. I 



ujścia Laby, £:fclzie się połączyła z silami Tiberiusza.-) W kilka 
lat później, z polecenia tegoż Augusta, okręty rzymskie, oplynąAV- 
szy półwysep Cymbryjski, zwiedzały pobrzeża morza Windskiego 
(r\altyckiego), przed r. 14/') — Inni żeglarze spieszyli poznać 
bliż«''j mieszkańców wzmiankowan3-ch pobrzeży.') Pomorzanie, 
korzystając z odwiedzin cudzoziemców, znajomili się z cyw-ilizo- 
wanym światem a clo śmiałycli przedsięwzięć nie lorakowało im 
ducha. Ujście Laby otwierało Słowianom drogę na morze Pół- 
nocne, do 1 lollandyi, Gallii, Pirytanii, ale swobodę w tym kie- 
runku żeglugi poczęli już w II w. ścieśniać Saksoni/') Za to uj- 
ścia wpadającycłi do morza Bałtyckiego rzek: Wisły, Łeby, Gra- 
bowy, Parsanty, Regi, Odry, Rokitnicy, Warnaw^y, Trawmy, 
Swantiny, Szlei z przyległemi wyspami Słowianie w swej władzy 
wyłącznie utrzymywali. Szczególną dogodnością celowało ujście 
Odry. Potężna rzeką, zacłiwyciwszy po drodze od Karpatów^ do 
Bałtyku massę silnycłi dopływów, przed samem ujściem formo- 
wała duży zaleAv, do którego dostęp z morza zamykały dwie wy- 
spy : Uznoim i Wolin, a za niemi, dalej na zacłiód, wielkie ostro- 
wisko, poprzedzielane przesmykami, tworzyło arcliipelag wysp, 
pomiędzy któremi królowała Rana. Brzegi Rany, jej półwyspów, 
sąsiednich wysp i lądu, oraz brzegi ujść Odry i pobrzeży na za- 
chód aż do ujścia Szlei, napełnione massa zalewów morskich, 
przesmyków, odnóg i załomów-, przedstawiały miejscowość wy- 
borną do pierw^otnej żeglugi na małych statkach, do rybołówstwa 
i "myśliwstwa wodnego, do kupiectwa i schronienia od burzy, lub 
napadu piratów, których w dawne wieki nigdzie nie brakowało. 
Z przytoczonych powodów ujścia Odry, archipelag Rany i na 
zachód od niego całe pobrzeże bałtyckie aż do r. Szlei były za- 



2) Wyżej, tom I. s. 194. 

') Plinius. Historia Naturalis II. 67.; Lelewel. Narody na ziemiach sło- 
wiańskich III. 3., IV. 2. 

*) O zwiedzeniu Rany i ujścia Odry przez Etika Istrijanina (r. $"")< wy^<^"j 
tom II. sr. 933. 

•'■) Porów, ro powiedziano o zajęciu przez Saksów krainy Hadeln. Wyżej, 
tom I s. 180. 



lud ni one za czasów Chrystusa, a pewno i wcześni(^j, jednym 
i tymże ludem słowiańskim, który na tych brzegach mnożył się, 
AYzrastał w siłę i dostatek, rozwinął wcześnie ochotę do żeglugi, . 
do wypraw morskich, w których spotykając się z Danami, Sa- 
ksami i Skandynawami, zaprawiał się do boju, do grabieży mor- 
skich i śmiało po zdobycz na cudze brzegi się wdzierał. 

Do takich wdzierstw prawdopodobnie należy odnieść osie- 
dlenie vSlowian w ziemi Jutów, na samej północy Cymbryjskiego 
półwyspu, w starożytności zwanej W a e n d 1 e s y s a e 1 , teraz 
Wendsysel, t. j. osiadlości Wendów.") W tej ziemi leżały 
osady : Waendelfolkhaeret i Winaebiorghaeret, 
mieszkańcy których zwali sięWendelboer, u łacińskich pi- 
sarzy Wandali. A że osady słowiańskie leżały po samym 
brzegu morskim, aż do najbardziej wysuniętego na północ przy- 
lądka Cymbryjskiego, ztąd, u islandskich poetów, zachodnia 
strona tego przylądka zwala sią V e n d i 1 - S c a g a."j Do ja- 
kiego by czasu odnieść wypadało osiedlenie Słowian w ziemi Ju- 
tów, — nie wiemy, trudno jednak dopuścić, aby Słowianie, po- 
siadający własnej ziemi podostatek, zechcieli siedlić się pod wła- 
dzą Danów. Czy nie wypada raczej zgodzić się na to, że Sło- 
wianie wdarli się mocą do mało zaludnionej krainy Jutów wprzód, 
nim Dani wzmogli się w siły dla zdobycia Jutlandyi i ujarzmie- 
nia osiadłych w Wendsysel Słowian ? Sagi duńskie, jak zobaczy- 
my niżej, zdają się potwierdzać powyższe przypuszczenie. Wresz- 
cie Słowianie, w późniejszym nawet czasie, kiedy Dania była już 
królewstwem chrześciańskiem, w epoce X — XII, wdzierali się na 



") Sysie vel Sysel signitical parłem regionis. In Jutis tam meridionali, ([uam 
scptemtrionali erant 15 Sysler. Waendlesysel hodie Wendsysel, unde incola Wen- 
delboer. i. e. habitatores Yendiliae. Langebek. Script. rerum danicanim. T. VI f. 
P. 554. 

'•) A. Tliiodolib, poeta Norwego seculi IX vocatur Vendli, et ab aiUirjuis 
Islandis YendiI -Scaga, quod nomen percurialitcf proniontnrio comperit. I.angebek. 
VII. 554. 

I* 



— 4 — 

mniejsze wyspy duńskie i tam ślndy dlug-ieofo pobytu av naz.wach 
miejscowych zostawili.*') 

Rozwój teutońskiet^o s/.c/epu ze Skandynawii ku południowi 
już. w pierwszych wiekach naszej ery zatarg^nął Słowian. Ró- 
żnoplemienne ludy nie mogły pogodzić sie na wspólnem mo- 
rzu, spotykały się po nieprzyjacielsku, a kto był wdziercą do 
cudzycłi posiadłości, możemy to dopatrywać tylko w podaniach, 
bo historyja milczy aż do końca VIII wieku, 

2. Sagi północne o zajściach pomiędzy Danami a Słowianami. 

Sagi północne, pokaleczone późniejszemi przeróbkami, zacho- 
wały jednak masse dawnych podań o stosunkach Danów ze Sło- 
wianami, Według tych sag, jednocześnie prawdę z przybyciem 
Odina i Assów do Skandynawii,-') kiedy jeszcze żył znakomity 
w mitologii skandynawskiej Balder syn Odina, słowiańslci król 
(rex) Skalk wojował z morskim królem Danów Helgo, który zwy- 
ciężywszy W' pojedynku przeciwmika, nałożył daninę na Słowian,'*^) 
Była inna większa wojna, o której sagi rozpowiadają, w nastę- 
pny sposób. Kiedy po śmierci potężnego króla duńskiego Ho- 
tera, dannicy jego Szwedzi i Kuroni stali się niepodległymi. Sło- 
wianie także zamyślili oswobodzić się od Danów. Wtedy król 
Rorik, zebrawszy ze swego państwa wojowników, zachęcał ich 
do męztwa i odznaczenia się świetnością czynów, Słowianie, po- 
jąwszy, że nie wypada wojować bez wodza, wybrali sobie króla, 
któryby kierow^ał ich działaniem. Sformowawszy w otwartem 
polu część wojska, Słowianie postawili w zasadzce dwa oddziały 



*) Na wyspie Laland: Heritz, Binitz, Tilitze, Naskow, Win dęby e, 
na wyspie Falster: Koselize; na wyspie Aroe: Oldau, Windebale. 

^') Mit o przybyciu Odina i Assów do Skandynawii badacze znajdują w związ- 
ku z rzeczywistością i nawet mniemają, że to mogło stać sie około II w. po Chry- 
sfusie. Szafarzyk. Star. SI. §8. u. str. I62; Hilferding. IIcTop. Ba.i. CiauJiiiJ.. 56, 
Oeyer w llómaczeniu francuzkiem: Histoire de Suede. 1839. p. 13; Antiqnites Russes. 
T. I. p. 244—8. 

'"j Saxo Grammaticns Historiae Danicae libri XVr. ed. 1644. lih II. p. 28; 
Langebek. Scriptores rerum danicarum medii aevi. T. I. p. 80. 



wojowników, lecz im nie udało sie oszukać nieprzyjaciół, a przeci- 
wnie sami wpadli w sidła, albowiem Dani, okrŁiżywszy tych co byli 
w zasadzce, wymordowali ich, a ci Słowianie, którzy stali w otwar- 
tem polu, nie wiedząc nic o tem co zaszło z ich towarzyszami, 
bili się długo — aż do upadku sił. Wtedy jeden z nich, wy- 
szedłszy naprzód, wzywał Danów na pojedynek. Był to kapłan, 
czy czarownik (magus), odznaczający się wzrostem i budową 
ciała. Na pojedynek zgodzono się z warunkiem, że za zwycię- 
ztwo Słowianina — nastąpi oswobodzenie Słowian od daniny, 
a za porażkę — danina po dawnemu. Na spotkanie Słowianina 
wyskoczył młodzieniec mężny, lecz nie silny. Słowianin jednym 
ciosem zabił go. Radość wielka między Słowianami zapanowała, 
lecz gdy warunki pokoju nie były dopełnione, zwycięzca zjawił się 
następnego dnia, znowu wzywając do boju. Był on przepełniony 
nadzieją, a Rorik stracliem i zwątpieniem, patrząc jak Słowianie 
z pogardą spozierali na tych, których dawniej słuchali — i nie 
widząc między Danami nikogo, ktoby mógł dorównać w bojii 
Słowianinowi. Nakoniec wystąpił Ubbo silnej budowy i znający 
czary. Na brzegu morza, w obec króla siedzącego na okręcie, 
odmierzono miejsce, które okrążył tłum widzów. Wśród głuchego 
szmeru głosów i zaciekawionej uwagi tłumu, bojownicy rzucili 
się do walki. Oba silni, zadali jeden drugiemu takie ciosy, że 
wnet oba padli trupem. To podziałało na Słowian tak mocno, 
że postanowili pojednać się z Rórikiem i po dawnemu płacić 
daninę.^') 

W innym czasie zjawił się u Danów jeden z najdzielniej- 
szych królów Froto, Podczas gdy on zwyciężał Norwegów, Sło- 
wianie na siedmiu okrętach napadli na Daniję, lecz wysłany 
przez Frotona Erik, wszystkich pobił, oprócz 40, do niewoli upro- 
wadzonycli. Poczem Froto zebrawszy ogromne wojsko, szedł na 
Słowian, poruczając Erikowi prowadzić wojsko do Słowiańszczyzny 
przez Jutlandiję. Główne siły .przeprawiały się przez morze na 



*) Saxo lib. III, p. 46 — 47. 



okrętach, których było takie mnóstwo, że w portach pomieścić 
sie nie mogły, lądowe zaś wojsko tak liczne wystąpiło, że nie 
mieszcząc się po drogacłi, znosiło góry, zasypywało błota, budo- 
wało ollorzymie mosty. Król słowiański Strumiko, w zaszłym boju 
padł z najlepszymi wojownikami.'-) Słowianie poddali się Da- 
nom. Potem Froto zamierzając oczyścić kraj słowiański od złych 
ludzi ogłosił, że ci w^szyscy, którzy rozbijali i grabili, otrzymają 
od niego nagrodę. Mnóstwo ludzi wystąpiło naprzód. Wtedy 
Froto oznajmił Słowianom, że wypada pozbyć się zepsutej tłuszczy 
i kazał ich wszystkich powiesić. Tym sposobem, wedle podania 
sagi, Froto wyniszczył znaczną część Słowian, a innych tak do 
siebie przywiązał, że nie jako poddani, lecz jako sprzymierzeńcy 
pomagali mu przeciw wsz3^stkim nieprzyjaciołom.''"') W później- 
szym czasie był inny krół, wnuk wzmiankowanego Frotona, także 
Froto. Z nim połączył się przesławny bohatyr duński Straketer, 
który świetnością czynów nie ustępował Herkulesowi, a żył nie- 
'zmiernie długo. Bohatyr ten wojował ze wszystkiemi wschod- 
nimi ludami: Kuronami, Sembami (Prusami) i innymi, a wszę- 
dzie mu pomagał słowiański król Wind.^') Wracając z dalekich 
stron, Straketer przybył do Polski i w pojedynku zwyciężył olbrzy- 
ma, którego Dani zwali Walce, a Teutoni, przez zmianę wyma- 
wiania, Wilze.'"') 

W jakimby czasie podobne zajścia między Słowianami a Ba- 
nami mogły mieć miejsce, nawet przez przybliżenie określić nie 



'-J Wedhig Suhma Sagenchionologie opartćj, na tloniyslach, bez podstawy, 
miało to zajść r. 569 podczas panowania Froto VIII. F.aithold. Gesch. Riig. und 
Pom. I. 20 !. 

1") Langebek. Scrip. rer. danie. I. 87. 

11) Straketerus cum Wino (Windo?) princeps Sckivoium mittitur a Frothone 
contra orientales populos... Petri Olai Chroń. Danorum, apud Langeb. Scrip. rer. 
Dan. I. 92; Saxo Gramm. lib. IV. p. 105. 

^■•) Strakatherus Poloniae partes aggressus, athletam, quem nostri Walce, 
Teutones vero diverso literarum schemate, Wilze nominant, duelli certamine supera- 
vit. Saxo Gramm. 1. YI. p. ifj5. 



można. Sa to wspomnienia bardzo dawnych podań, ^*^) wskazu- 
jące, że od niepamiętnych wieków południowy brzeg morza Bał- 
tyckiego osiedlony był przez Słowian, których posady w głąb 
Cymbryjskiego półwyspu sięgały i że wojowniczy Dani wdzie- 
rałi sie do posiadłości słowiańskich. Być może nawet imiona 
krółów sa wymysłem fantazyi, jak postać Straketera oczywiście 
jest utworem poetycznej wyobraźni sag, jak imię króła Wind jest 
uosobieniem całego ludu słowiańskiego, Windów, jak imię olbrzy- 
ma Wilce jest uosobieniem całego ludu Wilków. 

Pewniejsze sa nieco podania o wyprawach króla Haralda 
Hildetanda przeciw Słowianom, których on miał nawet zwycię- 
żyć, ale szanując meztwo królów słowiańskich Duki i Dala, nie 
chciał ich pozbawić życia, trzymał tylko w niewoli, a potem do 
orszaku swych wojowników przyjął. Harald był znakomitym kró- 
lem. Do swego państwa, złożonego z wysp, przyłączył Jutlan- 
dyje, gdzie, według sag, miał założyć sławne krółewstwo Reidgo- 
tije ^'^) i podbił niektóre ludy słowiańskie, lecz pod koniec pano- 



"^') Jeśliby było prawdą, że Słowianie dopiero w VI wieku osiedli Pomo- 
rze Bałtyckie, w takim razie wypadałoby podania duńskie odnieść do VI i VII w., 
ale to niemożebne, ponieważ o zajściach ze Słowianami sagi duńskie poczynają mó- 
wić od czasu Odina, przybycie którego do Skandynawii erudyci dopuszczają nie 
później, jak w II w., a zatem podania o słowianacli są wcześniejsze niż z VI wieku. 

J') Gdzie była Reidgotija? Najprzód wypisujemy wzmianki dawnych podań, 
Tunc temporis Reidgothia appełlata fuit, nunc Jocia dicuntur (Antiquites Russes I. 
68). Reidgotland omnes insulae Eygotoland dicebantur, quod nunc (w XIII w,) 
imperium Danorum et Suionum vocatur (Antiq. Rus. I. 64). Vinłandia quae proxi- 
ma Reidgothim jacet (Hervarsaga) w Antiq. Rus. 174). Reidgothia et Hunnia ho- 
die Germania appełari dicuntur (Antiq. Rus. 208). Reidgothia Poloniae ab oriente 
adjacens occurit. — Reidgothia vero contines Daniae sive Jotia (Jótland) significata 
sit (Scrip historica Islandorum. Tom XII. str 488). Ztąd badacze Reidgotije upa- 
trują w Jutlandyi, mniemając, że tam niegdyś siedzieli Goty, od których nazwa kraju 
została, Barthold nazwę Reidgotji widzi w Reith-Gothland, co oznaczało stały ląd, 
w odróżnienie od wysp pobrzeży skandynawslcich i z czasem przez Normanów prze- 
niesione zostało na Jutlandyję (Gesch. Riigen u. Pommern I. 198). Depping znaj- 
duje Reidgotije przy ujściu Wisły (Histoire des expeditions maritimes des Nor- 
mandes 32). Szajnocha, przypomniawszy pieśń podróżnika anglosaskiego, gdzie mowa 
o Hred-Gotach nad AVisłą, mniema „iż okolice przy ujściu Wisły i dalej na wschód 
leżące, miały niegdyś nazwę Rgidgothyi," Nazwa Reidgothia, złożona je^t z nazwy 



— 8 — 

wMuia poniósł str.is/ną klęskę w bitwie pr/y Briiwale ze Sz\ved^imi 
i Norwegami. Słowianie pomagali Danom. Dziewica słowiańska 
Wisna, surowa i przyzwyczajona do wojny, prowadziła cały półk 
Słowian, odróżniających sie od reszty wojsl-ca zbroją i orężem. 
Słowianie mieli tarcze miedzianej barwy i długie miecze. Wal- 
cząc, zarzucali tarcze na plecy, albo oddawali je pachołkom i z od- 
krytemi piersiami rzucali się na wrogów, wystawując na ciosy 
obnażone ciało. Słowianie bili sie zapamiętale, Wisna niosła cho- 
rągiew wojska duńskiego, bitwa była mordercza, lecz w końcu 
nieprzyjaciel zwyciężył i Harald poległ (około r. 715).^^) Wkrótce 
potem poczęła się wojna Danów ze Słowianami, którzy po dro- 
bnych utarczkach, przedsięwzięli wielką wyprawę do Jutlandyi, 
lecz bez jednego ogólnego wodza, bez spoistości działań, niczego 
dopiąć nie mogli. Doświadczenie zniewoliło ich wybrać sobie 
wodza i wtedy dopiero nastąpiło ogromne powodzenie. Odtąd 
nic już nie mogło wstrzymać potoku sił słowiańskich. W Jut- 



Golów używanej wielokrotnie o Danacli i przymiotnika celer, velox = szybki, rączy, 
w północnych narzeczach reid, albo hred. Był to ulubiony przydomek ludzi szla- 
chetnych i walecznych. Ztą,d pod Reidgothią rozumie sie niejako druga Dania, czyli 
kraj szybkich Danów, Hread-Gotów przy ujściu "Wisły (Lechicki początek Polski. 
Cześć druga III. str. 139, 140 Tomu IV). Hilferding Reidgosti szukał w Rado- 
goszczu głównym grodzie Lutyków, mniemając, że mógł być czas Icrótkicgo pano- 
wania Danów nad Słowianami, a kiedy Słowianie zostali niepodległymi, zapomniano 
o panowaniu Danów i o tern co sie zwało Reidgotią, „lecz pamiętając, że Jutlan- 
dyja należała do Danii, nazwę Reidgotii na nią przeniesiono i dopiero poczęto wspo- 
minać Gotów, których w Jutlandyi nigdy nie było (IIcT. BaJl. Cjiaii. 60, 61). Że 
nazwa Radogoszcza w mowie skandynawskiej mogła się zmienić w Reidgotią, to 
możebne, ale żeby Dani panowali w Radogoszczu i to jeszcze w VII[ w„ pozoru 
na to niema. Bitwa Brawalska (około r. 715) zaszła wtedy, kiedy Lutycy byli silni 
i bezwątpienia nie pozwoliliby Danom wśród l)lol, jezior m lasów tlojść aż do świę- 
tego grodu Radogoszcza. 

1**) O bitwie Brawalskiej, oprócz Saxona Gramm. lib. VIII. p. 143, podania 
w Antifjuites Russes I. 71 — 83. 

O czasie zajścia tćj bitwy różne były zdania. Powszechnie naznaczano r. 735 
iBarlhold. Gesch. Rug. u, Pom. I. 203), ale według uwagi Krusego, w takim razie 
Harald Hildctand podczas Brawalskiej bitwy miałby 135 lat. Kruse mniema, że 
rok tej bitwy nie może być późniejszym nad r. 715, V>.rbesserungen zu der Stamm- 
laffel des Russischen Grossfiirsten Rurik, w Mcmoire de la societe royalc des anti- 
ijuaires du Nord 1845 — 1849. Copeuhague, p, 79. 



— 9 — 

landyi Dani pobici, ciaśnina Beltu nie wstrzymała zapędu rozju- 
szonych tłumów. Słowianie wpadłszy na wyspę Fijonije, gromili 
Danów. Syn Siwarda Jarmerik ujęty w niewole króla Słowian 
Ismara, Dani zmuszeni zostali do płacenia Słowianom daniny. 
Ale Jarmerik, zdradą zabiwszy Ismara (Wyszemira?), uciekł do 
swej ojczyzny i oswobodził ją.^'-') 

3. Podania polskie. 

O wielkim napadzie Słowian na Daniję podania wiadome 
były i polskim kronikarzom. Przyjmując polskicłi lechów za je- 
dno z lechami pomorskimi, mistrz Wincenty o świetnycłi czy- 
nacli przodków swych wyraził się następnie: „W poczet swych 
zwycięztw zaliczyli także kraje zamorskich narodów. Nie tylko 
bowiem wszystkie z tej strony morza mieszkające ludy, lecz także 
duńskie wyspy pod swoje panowanie podbili; potężne ich woj- 
ska najprzód w morskich potyczkach zniszczyli, potem wdarłszy 
się na wyspy nad wszystkimi rozpostarli władzę i króla ich Ka- 
nuta do więzienia wtrącili. Pokonanym dano do wyboru, albo 
żeby na zawsze zobowiązali się daninę płacić, albo strój niewieści 
przybrali, obyczajem niewiast włosy zapuścili, na znak ich nie- 
wieściego niedołęstwa."'-") Mamy więc dwóch narodów podania, 
od których odrzuciwszy ubarwienia kronikarskie i króla Kanuta, 
zostanie fakt niezaprzeczony zwycięzkiej wyprawy Słowian po- 
morskich przeciw Danom.-') Nastąpiło to prawdopodobnie po 



''>) Saxo Gram. lib. VIII. 154; Jarmericais filius Sivai'di, ijul Ismarum regem 
SIavorum interfccit et terram %'astavit. Petri Olai Chronica, apud Langeb. Sciip. 
rer. dan. I. 103. 

'-*>) Hi etiam translinitimorum fines suae titulis victoriae asculpserunt. Non 
solum enim cismarinas undiąue nationes sed eciam Danomarchiacas insulas suae 
conjecerant ditioni. Quarum non invalidas legiones prius navalibus fudere proeliis, 
deinde inlimis insularum praecordiis infusł omnem clientulorum subiiciunt natio- 
nem, vegę quoque ipsorum Canuto iii vincula coiijecto. . . . Mistrz. Wincenty I. 2, 
Bielowskiego M. P. II. 252—253. 

-') Jeszcze w r. 1809 Lelewel zauważał, że to podanie jest powieścią po- 
morska i że „chyba Pomorzanie Lachowie z Danami walczyli i to nie z Kanutem, 



lO 

bitwie Brawalskirj (około r, 715) t. j. w począlku YITI w., bo 
wkrótce potem około polowy YIII w. według sag", znakomity 
król duński Ragnar Lodbrok przywrócił swa władze nad Sło- 
wianami i miał nawet panować nad Reidgotija i Windlandija,'--) 
Ale takie podanie sag nie znajduje poparcia w dziejacłi. jMogli 
Dani pograniczne z nimi okolice słowiańskie zmusić do płacenia 
daniny, mogły zajść l)oje, w którycłi Ragnar Lodbrok trymfował 
nad Słowianami, ale do panowania jego nad Słowiańszczyzna nie 
przyszło. Pograniczni z Danami Słowianie (Wągry) w połowie 
VIII w. należeli do związku Obodrytów, którzy w tym czasie 
w^ystepują jako lud niepodległy, silny, mający liczne wojsko wy- 
ćwiczone w bojacli z Danami i Saksami, a zatem o panowaniu 
Danów w VIII w. nad Slowdanami, zamieszkałymi na południe 
od r. Szlei, mowy być nie może.-'') 



a Ł Sywardem i synem jego Jarmerykiem (Pol. W. Sr. I, II. 16 str. 184). Pó- 
źniej Bielowski zauważał, że imię Kanuta jest wtrętem XIV w., ale że pierwotnie 
było. imię Aminty II, króla macedońskiego. Mon. Pol. II. str. 253. 

--J Podanie to niepewne, według uwagi Hilferdinga, może być prędzej po- 
wiórzcniem sag o Haraldzie Hildetandzie, aniżeli rzeczy wistem podaniem ludowem 
(IIcT. La.l. C.iaiJ. 64). Tymczasem niektórzy dziejopisowie chcieliby coś na tem 
podaniu fundować. Tak Szajnocha mniemał, że jeden ze zdobywców skandyna- 
wskich, jak znakomity Ragnar Lodbrok, około polowy VIII w. panował od zatoki 
Finlandzkiej, wzdłuż całego Bałtyku, aż po Jutlandyję (Lechicki początek Polski 
w dziełach Szajnochy T. IV. s. 139). Podobne przypuszczenie żadnego poparcia 
w dziejach nie znajduje, bo między Odrą a Łabą w VIII w. Dani najpewniej nie 
panowali. 

-■■') Co do panowania Danów w Reidgotii, której niewiadomo gdzie szukać, 
można zrobić następną uwagę. Podboje królów szwedzkich i duńskich skierowane 
były na zachód, ałe Harald Hildetand i Ragnar Lodbrok czynili zabory w pań- 
stwie wschodnim (Osterwag albo Osterrike), co w owe wieki oznaczało kraje leżące 
za morzem Baltyckiem. Saga Ynglinga przypominała Skandynawom kraj im niegdyś 
wiadomy, z którego wyszedł Odin. To dato powód wychodźstwa do kraju AVannów, 
z czasem i Rurika do Nowgorodu. Gcyer. Histoire de Suede, przekład francuzłci, 
1839, s. 16, 17. Nie czyniąc dalszych wniosliów, zaznaczam, że w XIII w. Now- 
gorod Wielki zawierał tralctaty „z Rigoju i Gotskim beregom." A jakby oddawna 
brzegi bałtyckie koło Rygi zwały się gotskimi, objaśnienia nie znajduję. Nielccnie- 
cznie więc Reidgotia była w Jutlandyi na zachód od Danii, mogła być i na wscho- 
dzie. Podobne przypuszczenie zdaje się potwierdzać po Janie wieków średnicli: „ał) 
orientali Poloniae parte Reidgotia et Hunnia." Annotations Geographiques, tirees 
du livre de Hauk Erlendson, w Antiquites Russes. Tom II. 1852. p. 438. 



— II — 

4. Osady Weietów w Brytanii i Batawii. 

Podczas, gdy Dani napierali na Słowian pomorskich z pół- 
nocy, Saksy wyrządzali im psoty przy ujściach Laby.-*) Ale żą- 
dza grabieży pociągała Saksów dalej na zachód, bo tam można 
było więcej zdobyć łupów niż w ubogiej Słowiańszczyznie. Aż 
nareszcie, upatrzywszy dogodną porę do grabieży pięknie przez 
Rzymian zagospodarowanej Brytanii, Saksy z Anglami, pod wo- 
dzą Hengista i Horsy przedsięwzięli wyprawę do tej krainy 
(449 — 455)- Zachowało się podanie, że wspólnie z Saksami i An- 
glami,* w wyprawie do Brytanii uczestniczyli i Welety,-'^) pobyt 
których w południowej części wzmiankowanej krainy, poświad- 
czają nazwy Wiitsaeten, później hrabstwo Wiltunschi- 
re, tudzież miasta Wiltun, teraz Wilton, mieszkańcy którego 
zv/ali się W i 1 1 u n i , W i 1 1 u n i c i.'-'^) Wreszcie w dawnej mo- 
wie anglo- saskiej plątały się wyrazy słowiańskie, wskazujące, że 
w mieszaninie różnoplemiennej ludności Anglii, nie brakowało 
i słowiańskiego żywiołu.-') 

Pewniejsze wiadomości znajdujemy o Weletach w Batawii 
osiadłych. Tam, według zapewnienia Bedy (735), na urządzenie 
biskupiej stolicy, mianowanemu w r. 6g6 arcybiskupem Fryzów 
Wilibrordowi, Pepin Ileristalski przeznaczył „swój sławny zamek, 
który u tych ludów po dawnemu zwie się W i 1 1 a b u r g , t. j. 



-•') O Przybyciu Saksów do krainy Hadeln, porów, wyżej t. I. s. 181. 

-■^) Chronica de Trajecto et ejus episcopat-i, in Matthaei. Yeteris aevi ana- 
lecta, ed. 1738 tom V p. 305, ed. 1709 tom IX. Obszerniej o tej kronice powiem 
niżej. 

2uj Według wzmiankowanej wyżej kroniki utrechtskiej (Traiecto), z XV w. 
Juliusz Cezar wojował z Weletami- Słowianami w Brytanii i zabił icli wodza Bra- 
bana. Potem imperator Klaudiusz wojował „cum Slavis" et Wilten, aż nareszcie ci 
Wilty napadli na Batawije i, opanowawszy ją w I w., zbudowali castellum Wilten- 
burch. Czerpiąc w XV w. z podań ludowych, a zapewno i z jakichś zapisków, kro- 
nikarz naplótł tyle bajek, że z opowiadania jego nic wiarogodnego o osiedleniu We- 
ietów w Batawii wyciągnąć nie możemy. Badacze mniemają, że prędzej Welcty 
mogli dostać się z Batawii do Brytanii, niż na odwrót. 

■-") Szafarzyk. Staroż. Słowniań. § 44 s, 593, 



grodem W i 1 1 ó w. a w mowie gallskiej Traiectum."'-^) A cho- 
ciaż lieda pomieszał dwa różne miasta, bo Wiltaburg leżał po 
lewej stronie Renu w oddaleniu od Traiectum, z prawej strony 
rzeki tej położonego,-'') podana jednak przez niego wiadomość 
o Weletach osiadłych nad Renem nie ulega wątpliwości.-'") W ja- 
kim że czasie staćby sie to mogło? Jeśliby dać wiarę kronikarzowi 
utrechtskiemu, wypadałoby osiedlenie Weletów w Batawii od- 
nieść do 1 w. naszej ery, ale ten kronikarz opowiadanie swe w tak 
wątpliwej formie przedstawił, że wszystko, co o Weletach po- 
wiedział podobne raczej do bajki, niż do prawdy.-^') Według 
niego, Słowianie Welety byli bardzo mężni, żyli jednak w zgo- 
dzie z sąsiednimi Fryzami i Saksami, wspólnie z nimi wybierali 
wodza, stanowiąc związek, centrem którego był Wiltaburg już 
w III w. Później te trzy ludy wspólnie walczyły przeciw królom 
Franków Klotaryuszowi i Dagobertowi, aż do podbicia ich 
przez ostatniego. A gdy już Fryzia i Sławią stały sie Francyą 
Oryentalną, arcybiskup Wilibrord, za czasów Pepina, poświecił 
kościół w starożytnym grodzie Slawenburgu, później prze- 
zwanym V 1 a e r d i n g e n.''-) Mamy wiec jeszcze drugi staroży- 



'^^) In castello suo illuslii. ijuod antiquo gentium vocabulo Yillaburg, id esl 
oppidum Wiltorum, lingua autem gallica Traiectum vocatur. Beda Yenerabilis. Hi- 
storia ecclesiastica gentis Anglorum. ed. 1644. lib. V cap. 12 p. 410. 

2"; Omyłkę Bedy dawno już zauważano; położenie Willaburga doliładnie 
o/naczono na mapacli Hollandyi, w Ałtinga. Descriptio agri Batavi et Frisii. 1697. 

■■'<*) Przynależność batawskicli Weletów do Słowian, próbował zaprzeczyć 
w XVII w. Alting, w Descriptio agri Batavi 1697, p. 205 — 207, ale rozumowanie 
jego odparł już zwycięzko Seger w Acta Societatis Jablonovianae. 1772, s. 170-2. 

*') An. 65. Slavi et Vilti Anthoniam vastaverant. ; an. 86 congregati sunt 
ViUi hoc est, illi de aquilonari Hollandia et Slavi potenti manu, et obsiderunt An- 
honiam et vastaverant eam, ei construxerunt ibidem . . . castellum . . . Yiltenburch, et 
habitaverant ibi, w Matthaei. Yeteris aevi analecta. 1738, Y p. 305. Według 
kroniki Gerarda Lacerv'a (Gouda 1478), rzymski rycerz Antonius w r. 65, zbudował 
miasto Utrecli, które Wilty zdobywszy Wiltenburgiem nazwali. Yan-Kampen. 
Geschichte der Niederlande. Hamburg 1831. tom I. $; 58. 

^■-) Yilibrordus dedicavit ecclesiam apud antiąuam S 1 a v e n b u r c h, quae 
nunc Yleerdingen est; in Matthaei. Yet. ae\-i anal. Y 310. Do tego Yan-Kampen 
zrobił uwagę: die Sagę, dass das alte Ylaardingen an der Miindung der Maas von 
Slaven erbaut sein und den Namen Slavenburg gefiihrt haben soli, laimmt uns sehr 
yerdachtig vor, Das jedoch ein Slavischer Stamm die Wilten odcr W^iitzen in Siid- 



tny gród słowiański w Hollandyi, gdy tymczasem o grodach Fry- 
zów i Saksów nad dolnym Renem w VII w. nig-dzie ani wzmianki. 
I nic w tem dziwnego nie ma, albowiem za czasów pogaństwa 
Teutoni własnych miast nie mieli, a Słowianie zawsze byli budo- 
wniczymi gordów, bez których żadne społeczno - polityczne zje- 
dnoczenie obejść się nie mogło. Jakby na ukończenie sprawy 
o Weletech w Hollandyi, kronikarz utrechtski pod r. 752 zapisał, że 
Św. Bonifacy apostoł Niemiec, posłał 30 missionarzy do S 1 a w i i 
(•we Fryzyi) i sam dla nawrócenia niewiernych pospieszył, lecz 
ci go zamordowali. Inne źródła zamordowanie św. Bonifacego 
przypisują Fryzom. Któż błąd popełnił, czy latopisiec utrechtski, 
czy inni pisarze pomieszawszy Słowian z Fryzami? Dla nas zo- 
staje fakt o kilkuwiekowym pobycie w Hollandyi Słowian Wele- 
tÓAv, jako osobnej od Fryzów narodowości, co poświadczają nazwy 
miejscowe,"''^) jak równie w dawnej, holenderskiej mowie wy- 
razy słowiańskie. •"■•) 

Osiedlenie Weletów w Batawii, według mniemania badaczy, 
mogło stać sie w IV lub V w., posunięciem się ich od dolnej 
Łaby na zachód, ='"'^) albo wyprawą morską ku ujściom Renu, 
gdzie w celach kupieckich zbudowali Wiltenburg i w nim osie- 
dli.-'") Nie mając do objaśnienia w tej kestyi żadnych wskazówek, 



holland oder Utrecht gewohnt liabe, berulit auf mehreicn Zeugnissen und Ortsnamen. 
Man hat noch ein AV i 1 t s w e e n in der Prowinz Holland.... Geschiclite der 
Niederlande I s. 58. 

•''■') W objaśnieniach do kroniki utrechtskiej. wydawca przytoczy! dokument 
r. 1169, z którego dowiadujemy sie. że obok Wiltenburga leżały w ów czas osady: 
Wodeniec i Lepie a. (Matthaei Vetr. aevi anal. V 307). W dokumencie 
1 144 r. wzmiankują się Wiltsween, Wilta, W a 1 s 11 m u Dinstlacena; w in- 
nych źródłach: Slota w pobliżu Amsterdamu nad zatoką, AV i s p e i Hudna 
nad Wechtem, Ho ma na północ od Amsterdamu, przy zatoce; Nardina na 
wschód od Amsterd:.mu przy zatoce; wyspa W i tle raczej Wilta przy ujściu Mo- 
zeli (Alting. Descriptio agri Batavi 307); Seger przytacza jeszcze nazwy, jalco sło- 
wiańskie : S u e t a , Zwoła, Horsta, H u n n a , W a 1 c h a r i a , AV e n d c 1- 
dyk i t. d. Acta Societ. Jal:)lonov. 1772 p. 172. 

"^j Szafarzyk. Star. Slow. § 44 s. 592, 

3s) Tamże. 593. 

ao) Hilferding. IIcT. Laji. Cjiau. 68. 



— 54 — 

przytaczamy następną konjekturę. Na niewielkiej przestrzeni 
między dolnym Renem a Wezerą, znajdujemy w kilku miejscach 
ślady pobytu Słowian. Naprzód w Batawii Weletów, o których 
rzecz idzie, potem okolicę, słowiańską przy m, Paderborn, mie- 
szkańcy której dotąd zowią się U e k e r - W a I e n , dalej po dro- 
dze z Limburga do Siegen okolicę Hiekengrund, mieszkańcy 
której używają dotąd niezrozumiałej Niemcom mowy, nakoniec 
w księstwie Lipę, nad rzeką Bega, miasta Lem go całkiem nie- 
gdyś przez Słowian zamieszkałe,-'") Wreszcie nazwy miejscowe 
w tej stronie^**) wyraźnie wskazują, że między Wezerą a dolnym 
Renem, żywioł słowiański szerzył się w starożytności. Ale tam 
już za czasów Chrystusa siedzieli Teutonil Gdy jednak przypo- 
mnimy to, co powiedzieliśmy wyżej o ciągłym napływie Teuto- 
nów ze Skandynawii do Germanii'-') wypadnie przyznać, że albo 
Słowianie wcześniej jeszcze siedlili się w tych stronach, albo że 
w niezaludnionym kraju było dość miejsca dla osadnictwa dwóch 
narodów, pierwotne stosunki których między sobą głęboka taje- 
mnica pokrywa. A gdy, ze wzrostem monarchii Franków w VI 
w,, Saksy nie mogli już szerzyć swych zdobyczy nad Renem, żą- 
dza grabieży podniecała ich do wdzierstw na ziemie słowiańskie 
nad dolną Łabą. Sprzymierzywszy się więc z Frankami w r. 530 
Saksy zniszczyli państwo Durzyńców i zabrali ich ziemie aż do 



'') O tych miejscowościach powiedziano wy/ej, tom II s. 568. 

^*) Rzeka Warmenowa stanowiła południową granica „Staro/.ytnej ziemi 
Saksów," (wyżej, tom II s. 270). — Do Renu, wpadające rzeki: Weschniz, Lahn 
(dawniej Loyna), z dopływami Bi ber i Wiera; Wipper (Wiepr), Lippe (Li- 
pia). Do Fuldy Eder, dawniej Ad orna. Do Mohanu: Nida z poboczną Nid- 
der, Kinzig: z dopływami Salzaha, Steinaha. Brachtaha, Orbaha i t. d. 
Twyżej tom II 160, 168). Oprócz tego: Wilcesburg r. 782 w Kasselskim obwo- 
dzie (Wenk, Hessiscbe Landesgesch. N 9) i za Renem: Wilce nburg w Trewir- 
skim obwodzie i Wilzenljerg pod Birkenfeld. Według niemieclcich badaczy Wil- 
cesburg r. 782 poprawniej ma być Wilsberg i pochodzić albo od walde, silva, vildi 
sihaticus, albo od imienia osoby (Arnold. Ansiedelungen. 334). Etymologia wido- 
cznie naciągnięta. Być może powyższe Wilcesburgi VIII w., kiedy u Niemców 
miast jeszcze nie było, okażą się słowiańskimi grodami, .ile oljecnie, nie mając pe- 
wnych dowodów, twierdzić tego nie mamy podstawy. 

■'") Szc/.ególy, wyżćj tom I s. 176 — 182. 



— 15 — 

rzek Unstruty i Ory, przez co wzmocnili swe stanowisko na za- 
chód od ujścia Łaby,"*") Zostawało im dokonać to samo z pół- 
nocnej strony tej rzeki. 

5. Napór Saksów. Wywyższenie Wągrów. Przewaga Obodrytów. 

Kraj położony międz}- dolną Łabą a Szleją później Nordal- 
bingią zwany, najwięcej był wystawiony na napady nieprzyjaciół. 
Saksy starali się coraz więcej ziemi zachwycić: Słowianie swej 
własności bronili. Wojna podjazdowa, grabież, uprow^adzenie lu- 
dzi w niewolę, wreszcie nałożenie daniny na pokonanego, zapa- 
lały oba narody do nowych przedsięwzięć, do odwetu. Adam 
'Bremeński w XI w. opisując dawną granicę Nordalbingów od 
Słowian, zatrzymał uwagę nad jeziorkiem Agrimisvindil, teraz 
Stoeksee. Przy tern jeziorku, powiada Adam, bił się niegdyś 
Burwido ze Słowianinem, w pojedynku zabił go i na tem miej- 
scu położono kamień na pamiątkę.^') Takich zajść między 
Słowianami i Saksami musiało być dużo, jak podobnie bywa 
u ludów żyjących w pierwotnej prostocie. Ztąd rosły podania 
i bohatyrowie, którzy naśladowców znajdywali, krew bowiem 
w obronie ojczystej ziemi przelana wywoływała u Słowian zawsze 
i wszędzie nowe poświęcenie się, podniecała nowe pokolenia do 
odwetu za krzywdy praojców. 

Wysunięci najwięcej na zachód Wągry musieli dźwigać 
cały ciężar wojny z Saksami i Danami. Opanowanie przez Sak- 
sów ujścia Łaby, a przez Danów okolic r. Szlei wskazuje, że 
w pierwsze czasy starcia się z nieprzyjaciółmi, Wągry nie umieli 
bronić się i to potwierdzają sagi, mówiąc, że Słowianie walczyli 
bez naczelników i bez związku ich działań. Długa wojna i klę- 
ski nauczyły Wągrów, jak wojnę prowadzić wypadało. Poczęli, 
według sag, wybierać sobie wodzów i wtedy dopiero lepiej po- 



•»o) Wy2ej, tom I. s. 231. 

*i) Adam II, 15. Agrimesyindil . . . nbi et Bnrvi(lo fecit diiellum contra 
campionem Sclavorum iiiterfcj tqiie eiini et la] is in eodem loco positus est in me- 
moiiam. 



— i6 — 

•^zło. A /.f tak było w istocie, świadczą następne słowa Hel- 
molda. ..Kraj Wągrów b)4 niegdyś zamieszkały przez najdziel- 
niejszych mężów, znajdując się bowiem na przodzie całej Sło- 
wiańszczyzny, miał za sąsiedztwo duńskie lub saskie ludy i wszyst- 
kie wojenne napady lub sam najprzód czynił, lub od innych je 
w^•trzymywać musiał." '-) Wojna więc rozbudziła życie u Wą- 
grów, natchnęła koniecznością ustanowienia władzy i ..tacy by- 
wali u nich niekiedy królowie, że panowali nad całym krajem 
Obodrytów, Chyżanów i nawfet t3xh Słowian, którzy jeszcze bar- 
dziej odległymi byli."^^) Musiało to być jednak bardzo dawno, 
albowiem w VIII w. Obodryci nie tylko nie zależeli od Wągrów, 
lecz owszem sami, stanąwszy na czele związku ludów, rządzili 
i krainą WagTÓw, o których dzieje milczą aż do XII w. Jakim 
sposobem Obodryci wzięli przewagę nad Wągrami — wiadomo- 
ści znikąd niema, lecz zapewno nie obeszło się bez przemocy orę- 
żnej, bez wpływu stronnictwa księcia, który w VIII w. występuje 
jako przewódzca sił związku obodr3'ckiego i wcześnie wchodzi 
w prz3'jazne stosunki z Frankami. 

§ 30. 

Słowiańszczyzna nad-dunajska w VI — VIII w. 

I. Stan kraju w VI w. Najazdy Longobardów i Awarów. 

Po upadku władzy rzymskiej i opanowaniu przez Niemców 
bogatych miast rzymskich w Noryku i nad górnym Dunajem aż 
do Pasowa, w końcu V w., a wkrótce potem, po podbiciu Durzy ń- 
ców przez Franl<ów i Saksów r. 531, Słowiańszczyzna straciła 
obszerną terrytoryję, na której teraz mieszczą się Bawarya i Tu- 
ryngia. Królowie Franków, umocowawszy- się nad Menem i Win- 
dą (Unstrutem.), podbijali powoli drobnych książąt niemieckich 
nad górnym Dunajem i Renem, szerząc tym sposobem panowa- 



*^) Helmolfl, I, 12. 
^^J Ibid. 



— 17 — 

nie bwoje na ziemiach słowiańskich, aż do Czeskiego lasu i wierz- 
chowin Sola wy. 

Nad środkowym Dunajem od czasu Atyli nie było spokoju. 
Rzadko znajdywał się gdziekolwiek kraj tak mocno opustoszony 
jak Pannonija, w której Goty, trzymając stanowiska, lupieżyli są- 
siadów, aż nim nie przyszło im do głowy opuścić zniszczona 
Pannoniję i wynieść sie do Italii (r. 486). Lecz na ich miejsce 
zjawili zię Longobardy. Wałęsając się długi czas po niewiado- 
mych szlakach, Longobardy w końcu V wieku ukazali się nad 
Dunajem, gdzie pobiwszy Herulów fr. 497), osiedli r. 526 na zie- 
miach Rakusów, w tak zwanym Rugilandzie,') przez namowę 
imperatora Justiniana,-') dla powściągania Słowaków, których 
wzrastająca od czasów Atyli potęga, zagrażała granicom cesar- 
stwa Wschodniego. Nad Słowakami (Gepidami),-') po śmierci 
Turizenda, panował Kunimund,"*) pałający żądzą odwetu Longo- 
bardom za doznane od nich krzywdy. Wódz Longobardów Al- 
boin, także nienawidząc Kunimunda, szukał zręczności do napadu 
na niego, ale Słowacy byli silni, zaczepiać ich było niebezpie- 
cznie. Alboin szukał sprzymierzeńców. 

Tymczasem, w podbitej przez Franków i Saksów, Słowiań- 
szczyźnie działy się okropne rzeczy. Saksy mordowali lechów^, 
ujarzmiali ludinów (litów), wyzuwali ludność miejscową z posia- 
dłości ziemskiej. Franki nie mieli wprawdzie potrzeby chwytać 
się podobnych środków, bo ziemi dla osiedlenia się znajdowali 
podostatek w Gallii, a w ludziach swego rodu czuli potrzebę 
dla wzmocnienia swych stanowisk nad Renem. Nie było więc 



') O pochodzeniu Longobardów wyżej ij 8, VI, O Rugilandzie § 8, III, ą. 
także tom II, s. 104. 

-) An. 549 Justinianus urbem Noricum ac Pannoniae munitiones alique loca 
Longobardis donavit. Procop de bello Goth . . . u Strittera. Dacica § 21. 

■'') Zamiast nazwy Gepidów, używam : Słowaków. Porów, dzieła tego Tom 
II, s. 92. 

■*) Niekoniecznie Kunimund ma być imieniem niemieckiem, jak się wielu 
zdaje. U Litwinów: Narymund, Skirmund. Jamund, Alimund i wiele innych pndo- 
bnych imion wiadome Ijyly od dawna. 

Tom lU. 2 



— I8 — 

powodu Frankom rugfować ludność miejscową Z ziemi, lub mof- 
dować ja, ale pozbawienie praw obywatelskich, poddanie ludu 
miejscowego pod absolutne rządy grafów, były następstwem pod- 
boju, w skutek którego tylko zwycięzcy liczyli sie pełnoprawymi 
obywatelami kraju, a zwyciężeni zostawali na lasce zwycięzcy. Mu- 
sieli jednak Durzyńcy, w dzielnicy frankskiej. czuć mocno utratę 
niepodległości, gdy podczas powstania Saksów przeciw Klota- 
riuszowi (r. 555), ludini (liti), nie zważając na nienawiść do Sa- 
ksów, przyjęli udział w powstaniu, za co Klotariusz spustoszył 
Durzyńsko.^) Później Saksy, odmówiwszy Klotariuszowi trybutu, 
wywołali nową wojnę z rożnem szczęściem proAvadzoną i aż do 
Renu szerzyli łupieże,") ale wrogami Słowian być nie przestali. 

Byl to czas bardzo nieszczęśliwy dla Słowian zachodnich. 
Durzyńcy stękali pod przemocą i uciskiem Saksów. Słowianie 
z nad Menu i wierzchowin Dunaju musieli znosić absolutne rządy 
grafów frankskich i drobnych książąt niemieckich. Słowianie 
w Noryku i Recyi byli gnieceni nawałą Niemców% którym za- 
chciało się moczary i piaski północnej Germanii zamienić na 
siedliska w Alpach, a tu jeszcze włóczęgi Longobardy spokój 
w Rakusach zakłócili. Nie dość tego! Horda Awarów z 20,000 
zło/ona, uchodząc od tureckiego pogromu, ze wschodu na zie- 
mie słowiańskie przybyła około r. 530. Łupieżąc w okolicach 
Karpatów, Awarowie po niewiadomych drogach dobiegli daleko 
na. zachód i w r. 561, po śmierci Klotariusza, napadli na Turyn- 
giję, którą Lotariusz ledwo co przed tern, jako buntowniczy kraj 
spustoszył. Następca Klotariusza Sigbert, według zapewnienia 



•'') Saxonum et Francorum amicitia post obitum Thiedorici (Tierrego) forte 
non diuturna fuit, si ąuidem jam anno 556 lites in bello erupere, cui etiam non 
sine insigni clade immitisti Thuringi. Airaoinus, II, 27. O temże Marcellinus Co- 
mes r. 556 pisał pod r. 553: Hlotarius ipse Saxones rebellantes juxta Yeseram flii- 
viuni magna cedae domuit et Thuringiam pervasam devastavit. Chronić. 

Gregorius Turonensis 1. IV, c. lo także świadczy, że Klotariusz, idąc na 
poskromienie Saksów, spustoszy! Turyngiję za pomoc okazana Saksom, ale o litach 
nie w/miankuje. Zdarzenie lo wydawcy Grzegorza odnoszą do r. 555. 

"; Gregor. Tur. IV, c. 14, 16, Marcellinus Comes. Chronić, pod r. 555, 556. 



kronikarzy, pobił Awarów nad Łaba r. 562/) ale cóż znaczy wy- 
maganie Bajana, aby Sigbert dostarczył żywności A warom, po 
otrzymaniu której dopiero Bajan ustąpił. **) W kilka lat później 
Awarowie znowu napadli na Turyngije, pobili i do niewoli ujęli 
Sigberta (r. 567), którego Bajan uwolnił po otrzymaniu znacznego 
wykupu. Poczem Bajan i Sigbert żyli w zgodzie.**) 

2. Zmowa Alboina z Bajanem przeciw Słowakom. Wyjście Longobardów 
do Italii (r. 568). 

Świetne powodzenie Bajana stawiło go wysoko w oczacłi 
takiegoż jak on łupieżnika Alboina. Dwaj włóczęgi, szukający 
łupów, przytułku i sławy, prędko sie porozumieli i weszli w zmo- 
wę przeciw Słowakom, z tern, że w razie pokonania Słowaków 
(Gepidów), Alboin połowę zdobyczy i cały kraj słowacki ustąpi 
Bajanowi. Przerażony tą zmową Kunimund szukał wsparcia 
u imperatora wscłiodniego, obiecując ustąpić mu Śrem (Syrmije), 
i cały kraj na południe od Drawy, '^) lecz gdy ten ociągał sie 
z nadesłaniem posiłków, Alboin napadł na Kunimunda, zabił go, 
z czaszki jego kazał zrobić sobie czasze do napoju, a pozostałą 
po nim córkę jedynaczkę Rozamundę za małżonkę pojął. ^') Ta- 
kim sposobem państwo Słowaków (Gepidów), wzniesione usiło- 
waniem Ardaryka w r. 454, padło w r. 568 i odtąd Słowacy nie 
mieli już swycłi królów. Awary zajęli Pocisie t. j. porzecze Cissy 
od Karpat do Śremu. 

Zagrzany powodzeniem Alboin umyślił zrobić wyprawę do 
Italii, aby tam panowanie swoje założyć. Ustąpił więc Awarom 
Pannoniję, w której Longobardy 42 lat siedzieli, z warunkiem, 



') Gregor. Turonen. IV. 23, jako dziejopis Franków mo/.e i ubarwił zwy- 
cię/.two niepewne. 

**) Menander, excerpta. 23. 

") Gregor. Turon. IV. 29. 

'<>) Menander, excerpta. 24, 25, 26, 

") Chronicon Gothanum, w Origo gentis Longobardorum. U Pertza. Mon. 
Ger. T. IV. p. 644. 

3* 



20 

Że jeśliby kiedy Longobardom wypadło powrócić, Awarowie 
ustąpią im ten kraj bez boju.'-') ].os sprzyjał Alboinowi w Italii, 
umocował się tam i zawsze zostawał w przyjacieiskicli stosun- 
kach z Bajanem, wspólnie trzymając sie przeciw cesarstwu Wsclio- 
dniemii i Frankom. 

3. Zwierzchnictwo Awarów w Słowiańszczyżnie. Powstanie Słowian. 
Samo. król słowiański (r. 627). 

Zająwszy Pannonije, Awarowie trzymali w swych rekach 
Dunaj od granic bawarskich aż do Śremu (Syrmi), a umoco- 
wawszy się w swych obozach, hringach, nad Dunajem, rozkazy- 
wali ludom na południe od Karpatów zamieszkałym. Z tycli obo- 
zów trzęśli oni potęgą cesarstwa Wschodniego i mocno napierali 
na Turyngiję, do której wodzowie Bajana skuteczne przedsiębrali 
wyprawy i jeszcze w r. 596 otrzymali opłatę od Franków. '=■) 
Oczywiście garstka Awarów nie mogłaby nigdy nic podobnego 
dokonać, gdyby nie znajdywała poparcia w ludności miejscowej, 
gdyby Słowianie nie stawali ochoczo do ich szeregów. Łatwy 
wzrost potęgi awarskiej tłómaczy się spokojnem względem nich 
zachowaniem się Słowian, zagrożonych wdzierstwami Franl^ów 
i Niemców. Los ujarzmionych Durzyńców, naddunajskich Ku- 
banów i innych w Bawarii ludów słowiańskich, nie mógł być 
obojętny Serbom, Czechom, Morawjanom, Rakusom. Przebiegi 
Awarów, wymożenie daniny, nawet złupieżenie okolicy niczem 
były w porównaniu z jarzmem franko-niemieckiem, z pozbawie- 
niem krajowców własności ziemskiej, a niekiedy i osobistej wol- 
ności. W obec tego Słowianie godzili się z Awarami i do ich 
szeregów stawali. Upojeni wyższością wojenną nad Słowianami, 
Awarowie do boju stawiali ich w przednich szeregach, przez szy- 
derstwo nazywając ludem dwojego wsparcia (befulci), dla tego 



*2) Chionicou Gotbanum jak wyżej. W. G. IV. p. 644. 

'^) Pauli Warncfridi, diaconi. De Geslis LongobaKlorum, ed. Hamburgi 



161 1, lib. IV. ca; 



niby, że ci Słowianie nie mogli zejść z placu, mając w tyle Awa- 
rów, którzy w razie niepowodzenia, w ostatniej potrzebie pomoc 
nieśli. Zarozumiałość Awarów i gwałty przez nich czynione żo- 
nom i córkom słowiańskim, nieprzyjaźnie usposabiały ku nim 
ludność miejscową. Według powieści współczesnego mnicłia Fre- 
degara, synowie Awarów z niewiast słowiańskich zrodzeni, nie 
mogąc znieść uciążliwego postępowania Awarów, odrnówili im 
posłuszeństwa i rozpoczęli powstanie. Przybyły w tym czasie do 
kraju Słowian, w celach handlowych kupiec Samo z towarzy- 
szami,^^) przyłączył się do powstańców, walecznością swą wzbu- 
dził ogólne podziwienie i pomógł do zwyciężenia Awarów. Sło- 
wianie przez wdzięczność wybrali go swym królem ^^) r. 627. 

4. Walka Słowian z Frankami (r. 630). Derwan serbski. Radulf wiel- 
korządca Turyngii sprzymierza się ze Słowianami (r. 641). Zgon Samona 
i upadek jego państwa (r. 662). Przewaga Franków. 

Dzieje nie wspominają gdzie było ognisko państwa Samo- 
wego, domysłowo tylko, z niektórych napomknień wnieść można, 
że Morawy i Czechy były jądrem jego królestwa,^^) atoli rzecz 
pewna, że jak Morawianie, Czechowie, tak równie i Słowianie 
illyryjscy. Łużyczanie, Slęzanie, Serby, Pomohanie, Poradnicza- 
nie, prawdopodobnie aż do Burzyńskiego lasu ze swoimi lechami 
i zwierzchnikami w krótkim czasie weszli do składu nowo za- 
wiązanego państwa. Ale państwo to, w kolebce swej miało już 
gotowego wroga we Frankach, którzy, jak się zdaje, szukali 
powodu do wojny. Powód podali sami Słowianie ograbiwszy 



'*) z Sennonagus pagus, który według objaśnienia Dom-Ruinarta, w wie- 
kacli średnich zwal sie Sonegi, Sennonegia. Ślady tej nazwy przechowują sie dotąd 
w nazwie lasu Soigne i miasta Soignies 015 kilometrów na pólnoc-zachód od Mons 
w Belgii. Chroniąue de Fredegaire, przekład Gi7,ot'a r. 1861. T. II. str. 471. Pe- 
wniej jednak, według uwagi Palackipgo, Samo pochodził z Weletów, w Batawii za- 
mieszkałych. 

^■') Fredegar. Chronicon 48; Lelewel. Narody VIII, 27. 

'^) Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów Pol. r, 1850, str, 470. — Sza- 
farzyk. St. Sł. § 39. 2. 



22 

i po/abijaws/y kupców frankskich. Poseł Dagoberta, króla Au- 
sitrazyi, Sichar długo nie mogąc zyskać posłuchania u Samona, 
przebrał się w strój narodowy słowiański i niespodzianie przed 
nim stanął. Na zaniesioną przez niego skargę Samo .oświadczył, 
że gotów jest wymierzyć sprawiedliwość, atoli wprzód chce wie- 
dzieć, jak dalece w zajściach z Frankami wina była po stronie 
Słowian, lub Franków? Sichar poczytując to za obrazę swego 
monarchy, zawołał: ,.i ziemia ta i lud ten poddane być winny 
panu memu." Z godnością rzekł Samo: „ziemia ta i lud ten 
uznawać może pana twego o tyle, o ileby go przyjaźń ze mną 
łączyła." Ale Sichar z zapalczywością rzekł: „Niepodobieństwo, 
aby chrześcianie i słudzy boży w przyjaźń z psami wchodzili." 
„Jeśli jesteście sługami bożymi, a my psami bożemi, zawołał Sa- 
mo, wolno nam jest kąsać was, ilekroć przeciw woli bożej dzia- 
łacie," — poczem wypędził posła. Dowiedziawszy się o tem, Da- 
gobert uniósł się dumą i powołał całą Austrazyję przeciw Sa- 
monowi i Słowianom. Wojsko Franków trzema kolumnami cią- 
gnęło do krajów słowiańskich. Longobardy także na wezwanie 
wystąpili ze swych stanowisk w Italii, lecz Słowianie gotowali 
się do statecznego oporu. Jakiś oddział Alemannów, pod wodzą 
Kradoberta odniósł zwycięztwo, Longobardy także zwycięzko po- 
stępowali i mnóstwo jeńców chwytali, ale Austrazyanie okrąży- 
wszy Wogastisburg, ^ ') gdzie w znacznej liczbie zamknęli się naj- 
w^aleczniejsi Słowianie, po trzydniowym boju zupełnie rozbici 
zostali; niedobitki ich ratowały się ucieczką, rzuciwszy obóz 
i rynsztunki wojenne r. 630. W pogoni za Frankami, Słowianie 
zniszczyw^szy mnogie okolice w Turyngii i sąsiednich krajach, 
wpadli do państwa Franków. Wtedy Derwan zwierzchnik Ser- 
bów^ niegdyś podległych f>ankom, z ludem swym poddał się 
pod władzę Samona.^**) 

W dziejach nie objaśniono gdzieby mianowicie były posady 

>') Gdzie dziś Domazilice w Czechach, a według innych nad Dunajem w Ba- 
waryi niedaleko Ingolstadu, patrz mapę ^y dziele Szen^bery. Zapadni Slovane. 
**) Fredegar. Chroń 68. 



— 23 — 

Serbów, którym Derwan przewodził. Badacze, nie mając innych 
w tym względzie świadectw, szukają wsparcia u pisarza VI wieku 
Yibiusa Seąuestra, według którego Laba dzieliła Swewów od 
Serbów, ^^) Z tego badacze wnioskują, że niegdyś Swewy mie- 
szkali na zachód od Łaby, a na wschód o tej rzeki Serby i że 
z ustąpieniem w V wieku Swewów na zachód, Serby napłynęli 
do krainy miedzy Łabą a Solawą.-") 

My tego domysłu przyjąć nie możemy, przesiedlania się 
Swewów i Serbów niedopuszczamy, będąc przekonani, że już za 
czasów Strabona i Tacyta, Serby między Solawą a Łabą, dali się 
poznać pod nazwiskami drobnych plemion: Mogilanów i Sibinów — 
(Serbinów? ). Yibiusowi wdzięczni jesteśmy za wczesne wymówienie 
nazwy Serbów nadłabskich (Cervetiis), ale na zapisku jego nic 
opierać nie ważymy się. 

Serby byli częścią Swewów, do których mnóstwo innych 
ludów, aż do morza Bałtyckiego i Wisły należało, a z któregoby 
brzegu Łaby Serby siedzieli, Vibius nłepo wiedział i dla tego z za- 
pisku jego nic wyciągnąć nie możemy.-') Późniejsze wiadomo- 
ści wskazują na krainę między Łabą i Solawą, jako na ojczyznę 
Serbów, tak zwane Serbsko i niema wątpliwości, że z tej wła- 
śnie krainy, pogranicznej z Frankami (w Turyngii), Derwan hołd 
Samonowi złożył. ^^) 

Ledwo rok upłynął po bitwie Domażlickiej (Wogastisburg), 
a już Słowianie powtórnie łupieżyli w Durzyńsku (632) i dla ich 



1") Albis Gernianiae Suevos a Servitiis (w innych Cervetiis) dividit, mergitur 
in Oceanum. 

'^) Szafarzyli. Star. Slow. § 9, 4, ij 43, 3, 

^*) Zapisek Yibiu.sa Seąuestra, przez niego dla syna przeznaczony, nie celuje 
znajomością geografii. Łatanina na jaką zdobywali się ludzie starożytni, pozbawieni 
możności zebrania pewnych wiadomości geograficznych, czyż może służyć za podsta- 
wę badań. Niektórzy (Lelewel) myślą, że Vibius pisał w III w. 

--) Powątpiewając, aby u Słowian istniało imię Derwan, Szafarzyk domyśla 
się, że może nazwa ta omyłkowo napisana, zamiast książę Drewanow, gałęzi Serbów 
załabskich; podobnie jak u Chorwatów był Chorwat, u Lechów Lech, u Czechów 
Czech. § 43, ,. Ależ Fredegar wyraźnie powiada: Dervanus dux gentium Surbio- 
rum, qui ex genere Sclavorum erant. Jasno i bez komentarza! 



— 24 — 

pow.ściąonienia, Ddgobert, zebraws/y wojsko w Mecu, sam sta- 
nął na czele, przez Ardeny spieszy! nad Ren, by dokonać prze- 
prawę pod Moguncyą. Wyborowi wojownicy Neustryi i Bur- 
gundyi ze swymi grafami, połączyli się z posiłkami od Saksów, 
którzy za przyrzeczenie walczyć energicznie ze Słowianami, oswo- 
bodzeni zostali od corocznej daniny władzcom Franków 500 krów, 
do czego zobowiązani byli jeszcze za Klotariusza. Z niewiado- 
mych jednak powodów wyprawa ta niedoszła do skutku, a w na- 
stępnym r. 633 Słowianie, pod przewodnictwem Samona, opa- 
nowawszy całe Durzyńsko, ogromne spustoszenie w państwie 
Franków sprawili. Dagobert zamiast spiesznego pocłiodu dla 
wstrzymania nieprzyjaciela, wrócił do Mecu, gdzie za poradą bi- 
skupów, syna swego Sigberta mianował królem Austrazyi, ale 
wkrótce potem wielkorządzcą Durzyńska naznaczył Radulfa. Ten 
dał odpór Słowianom, lecz później porozumiawszy się z nimi, po- 
wstał przeciw Sigbertowi, wojska jego pokonał i w taką wzbił się 
pycłię, że się Icrólem Turyngii uważał, a dla utrzymania zajętego 
stanowiska zawarł związek ze Słowianami-") r. 641. 

Związane naprędce potężną wolą i genialną przezornością 
Samona, państwo słowiańskie ze śmiercią swego twórcy r. 662 
rozpadło się.-^) Czecłiowie, Morawianie, Serby, Milczanie i inni 



-•'') Fredegar. Chroń. 74. 87. 

-^) Chociaż, według Fredegara, Samo był natione Francus, ale badacze zwa- 
żając na jego imię słowiańskie, mniemają, że mógł być Słowianinem, z towarzyszami 
zbiegłym z Icrajów zostających pod panowaniem Franków, dla niesienia pomocy spół- 
rodakom w powstaniu przeciw Awarom. Palacki mniemał, że Samo pochodził ze 
słowiańsl<ich Weletów w Batawii, którzy długo opierając sie Frankom i Fryzom> 
za Dagoberta poddać sie musieli. Szafarzyk zauważał, że w dawne wieki tak zwani 
goście, kupcy, razem bywali i bojownikami, a w czasie wojny często całym pół- 
kom przewodniczyli, Szafarzyk, przyjmując na uwagę przyjazne przez Słowian 
przyjęcie Samona, jego nienawiść względem Franków, widzi w nim Słowianina, 
przybyłego z pod władania Franków, nad Labą. Szafarzyk. Star. Słów. § 39, j. 
s. 435- 

Niektórzy badacze, niezrozumiawszy Fredegara, mylnie twierdzili, jakoby Samo 
był poddanym Dagoberta. Leulsch. Margraf Gero. 222. 

Wszakże Fredegar nigdzie nie powiedział o teti, a wyrażenie jego natione 
Francus, wypada tłómaczyć, według pojęć VII w., że Samo pochodził z państwa 



— 25 — 

okoliczni Słowianie wrócili do swej dawnej ud/ielności. Z wiel- 
kiego dzieła Samowego śladu nie zostaJ^o. Oczywiście ludy sło- 
wiańskie w owej epoce nie dorosły jeszcze do pojęcia konie- 
czności wyrzeczenia sie swej udzielności plemiennej na korzyść 
państwa. W innym czasie i miejscu powolne rozwijanie sie lu- 
dów, na zasadzie icVi rodowego bytu, mogło było przygotować 
żywioły dla stworzenia silnej społeczności, ale tu niebezpiecznie 
było zostawać dalej w plemiennym bycie, bo za Solawa stały zor- 
ganizowane siły Franków, gotowe do najazdów i zaborów. Z lu- 
dów niemieckich: Fryzy, ^Alemanny i Szwaby stali już pod roz- 
kazami królów Franków, a icli duki z drużynami oreżników, opa- 
nowawszy słowiańskie ziemie w Durzyńsku, Bawaryi i Rakusacli, 
przez związki pokrewieństwa i jedność religijną z Frankami, po- 
czuwali sie do solidarności w obec szeroko rozsiadłycli łudów 
słowiańskicłi. Wreszcie energia królów Franków, wspierana 
wpływem duchowieństw^a i ideą monarchii, mającej zastąpić da- 
wne cesarstwo Rzymskie, przygotowywały wzrost potęgi, z którą 
Słowianom liczyć się wypadało. Z ludów niemieckich jedni Saksy 
zostawali jeszcze w plemiennym bycie i niepodległości, ale nowy 
porządek rzeczy, który owionął zachodnią Europę, niedługo po- 
zwolił Saksom używać dawnej swobody. Niepojmowali tego Sło- 
wianie i wyżej stawiać swe pograniczne spory z Saksami, niż 
ogólne niebezpieczeństwo, sami pomagali do ich ujarzmienia. 
W dziejach zapisano, że gdy major domus Pepin Krótki, ciągnął 
przez Durzyńsko w okolice Mansfelda dla poskromienia swego 
brata Gryfa, który będąc niezadowolonym z wyznaczonej mu 
dzielnicy, poruszył przeciw Pepinowi Saksów, na spotkanie wojsk 
Pepina wyszli zwierzchnicy surowych ludów słowiańskich, gotowi 
mu pomagać ze stutysiącami wojowników. Zagrożeni potęgą Fran- 
ków i Słowian, Saksy prosili o pokój i upokorzyli się przed Pepi- 

Franków, w którym oprócz Franków i Niemców, petno było Słowian w Turyngii, 
nad Menem, górnym Dunajem i w Batawii przy ujściach Renu. Nazwa Samo, jak 
uważa Szafarzyk (Star. Słów, § 39 s, 436) właściwa Słowianom. Dodamy, że i te- 
raz u Rusinów, często sie zdarzają nazwiska: Samuś, Samson. 



— 20 — 

nem'-"*) r. 748. Byli to bezwątpienia Obodryci i pograniczni Ser- 
bowie, którzy w tym czabłe stanowili związek z Polanami przeciw 
Czechom i ich przyjaciołom Lutykom 

Odwieczne spory graniczne miedzy Obodrytami i Weletami 
pobudzały ich do szukania postronnej pomocy. Czesi oświadczyli 
sie przyjaciółmi Weletów i wspólnie z nimi trzymali. Serbowie 
trzymali stronę Obodrytów i zgodnie z ich widokami działali, 
wzmagając swa siłę związkiem z Łużyczanami i Polanami. Duch 
niezgody, powaśniwszy północno-zachodnie Słowiany, ustępywał 
czasem pod wpływem okoliczności, ale w gruncie przetrwał długo 
i dawał się czuć jeszcze w XI wieku. 

Miedzy Serbami i Saksami toczyły sie drobne, pograniczne 
spory, na większe jednak między nimi zajścia dzieje nie wskazują. 
Saksy mieli więcej do czynienia ze Słowianami dolnej Łaby, Obo- 
drytami i ich sąsiadami ; przytem niebezpieczeństwo groziło im 
ciągle ze strony Franków, tam więc swą baczność zwracać mu- 
sieli. Frankowie zaś, zajęci organizacyą ogromnego państwa z ró- 
żnych burzliwych żywiołów złożonego, nie mieli potrzeby i ochoty 
zaczepiać Słowian, w których nawet sprzymierzeńców przeciw 
Saksom znajdywali. Od ostatnich więc rozpraw z Frankami za 
Samona w VII wieku, lat sto z górą używali Słowianie pokoju 
i aż do końca prawie VIII wieku utrzymali się w posadach, ja- 
kie po podbiciu Durzyńców r. 531 w ich mocy zostały. Ale oto 
pod koniec VIII wieku kończą się czasy pomyślne. Burza nad- 
ciągająca z Zachodu, zastała ludy słowiańskie poróżnione między 
sobą, nie mające ani centru, ani władzy, około których mogłyby 
się skupić ogromne ich siły, dla wspólnej obrony. Było ludu 
mężnego i gotowego do wszelkich ofiar wiele, było. środków ma- 
teryalnych podostatek, była umiejętność prowadzenia wojny, ale 

-5) Annales Mettenses s. a. 748. — Eginhard annales a. 748 nie wspomina 
o przybyciu zwierzchników słowiańskich, a tylko wzmiankuje, że Grifon z Saksona- 
mi obozował nad r. Oker w Orheim, a Pepin Krótki, idąc przeciw niemu z Turyngii, 
zatrzymał sie nad r. Meissaha (teraz Meissau) w miejscu Skahningen, teraz Schóningen 
w Brunświckiem, niedaleko granicy Allmark. 



— 27 — 

brakowało wodza wyższego umysłu, któryby na wzór Samona 
umiał połączyć tłumy, ująć je w karby posłuszeństwa i dać do 
pojęcia, że sprawa narodowa, była wyższa nad wszelkie spory 
plemienne. 

Wśród takiego położenia nadłabskiej Słowiańszczyzny, roz- 
poczęła sie 33letnia wojna (772 — 804) Karola W. z Saksami, 
w celu icli oclirzczenia i wcielenia do cesarstwa. Wojna ta mo- 
gła oświecić nadłabskie Słowiany, że najazd Franków nie ogra- 
niczał sie czemkolwiek, a dążył do zupełnego podboju tycli 
ziem, które mu sie po drodze nawinęły, że wobec groźnej potęgi 
■Karola W,, icli domowe waśnie mogły podać powód wtrące- 
nia się do icłi spraw wewnętrznycli, lecz Słowianie nie pojmując 
tego, podnosili swe spory domowe wyżej nad ogólne niebezpie- 
czeństwo. To też kiedy liufce Karola W. w zaborczym zapędzie 
dotarły do Łaby, Słowianie zamiast połączenia się dla wspólnej 
obrony, niezaprzestali swycłi sporów; Obodryci nawet oświadczy- 
wszy się z przyjaźnią dla Franków, drogę Karolowi W. na Po- 
morze wskazali. 

§ 31. 

Zagrożenie niepodległości Słowian przez Karola W. 

I. Najazdy Karola W. na ziemie słowiańskie nad Łabę r. 780. Napad 

Serbów na Turyngiję r. 782. Wyprawa Karola W. przeciw Weletom 

r. 789. Wyprawa Obodrytów przeciw Nordludom r. 798. 

Ścigając niepokornycłi Saksów, wojsko Karola W. dotarło 
do rzeki Owakry (Oker)'), nad którą łeżały siedziby wscłiodnich 
Saksów, potem posunęło się ku Łabie i tam, przy ujściu r. Ory, 
Karol W., rozwinąwszy swój obóz, regulował sprawy Saksów 
z nad r. Owakry ze Słowianami z nad Łaby r. 780.-) Były to 
pierwsze odwiedziny ziemi słowiańskiej przez Karola W. i pier- 
wsze wdanie się w sprawy Słowian, widocznie spokojne, ale o co 



1) Wpadająca z lewej strony do r. Aller. 

2) Eginhard. Annales. a. 780. U poety Saxona rzeka nazywa sie Hora, 



— 28 — 

by tu cln>il/ilo nie wiemy. Domyślać sie tylko możemy, że nie- 
poro/aimieiiia mięil/y Obodrylami i Weletami podały powód kró- 
lowi Franków do podtrzymywania swych przyjaciół Obodrytów, 
przeciw Weletom przyjaciołom Saksów. 

Dwóch lat nie upłynęło jeszcze po odejściu Karola W. z nad 
Laby, a już dochodziły do niego wieści o napadzie Serbów na 
Durzyńsko i na pograniczną Saksonię, gdzie ogromne spustosze- 
nie sprawili.-') Rozkazał on Franlcom wschodnim i Saksom po- 
skromić łupieżników, ale niespodziewane powstanie Witykinda, 
zmusiło Franków zwrócić oręż przeciw zbuntowanym Saksom, 
którzy okropną klęskę Frankom zadali. Zniewolony był wice 
Karol W. osobiście spieszyć dla poskromienia Saksów, a dowie- 
dziawszy się, że sprawca powstania Witykind uciekł do Norma- 
nów, postanowił surowo ukarać buntowników i dla tego 4500 
Saksów, oskarżonych o udział w buncie, kazał stracić w Werden 
nad r. AUer. Potem ścigał Saksów niepokornych, mordował 
tysiącami i w ciągu dwóch lat (783 — 784) siedziby ich niszczył, 
palił i zdobył Szeningen,*) w kraju wschodnich Saksów. Z tego 
powodu zamierzona przeciw Serbom wyprawa spełzła na niczem. 

Tymczasem "Welety, odwieczni nieprzyjaciele Franków, 
o czem wiedziano na dworze Karola W., dopuszczali się gwałtów 
przeciw wszystkim sąsiadom, którzy tylko byli przyjaciółmi 
Franków, szczególnie przeciw Obodrytom, tak że i napomnienia 
królewskie w tej mierze do niczego nie posłużyły.'^) 

Postanowiwszy więc powściągnąć Weletów, Karol W. przy- 
prowadził wojsko nad Łabę i na niej dwa mosty zbudował. 
Z nich jeden, obwarowawszy okopami, osadził załogą i dopiero 
potem szedł do kraju Weletów r. 789,**) połączywszy się w dro- 



^) Eginhard wyraźnie mówi, że napadli Serby z kraju miedzy Łabą i Solawą, 
a później dodaje, że byli sąsiadami Saksów. Annales. a. 782. 

*\ Schoningcn 2 mile polud. od Helmszted w Brunświckiem na wschód 
od r. Oker. 

•"*) Eginhard. Vita Caroli Magni XII. 

«) Eginhard. Annal. a. 789; Annal. Petaviani a. 789. 



— 29 — 

dze z Obodrytami pod wodza Wliczana,') W jakim by miejscu 
odbyła sie przeprawa Franków — nie wiadomo, ale najpewniej 
że gdzieś nad dolna Łaba, w sąsiedztwie Obodrytów, aby mieć 
pod ręka pomoc swych sprzymierzeńców, co łatwo wnioskować 
można z ostrożności, jakie przedsiębrał Karol W. dla zapewnie- 
nia odwrotu. 

Welety stawili nadzwyczaj mężny opór, wyprowadzili w pole 
liczne wojsko,^) lecz nie mogli wstrzymać naporu wojsk króle- 
wskich, które wdarłszy sie w sam środek kraju, aż do r. Pieny*'), 
zbliżały się do stolicy Dragowita, ze znakomitości pochodzenia 
i podeszłego wieku używającego największej powagi między wo- 
dzami Weletów, Dragowit, niechcac dalej prowadzić wojny, wy- 
szedł ze swym synem i przybocznymi na spotkanie Karola W., 
dał zakładników i przysięga zobowiązał się do posłuszeństwa 
królowi Franków. Inni książęta i wodzowie Weletów, idąc za 
przykładem Dragowita, także poddali się, poczem Karol W. po- 
po wracał ku Łabie po tej samej drodze, po której przyszedł, prze- 
był rzekę po moście, a urzadziw^szy sprawy Saksów, powrócił do 
Francyi r. 789.'") 

W kilka lat później Saksy, tyle razy poskromieni, znowu 
okazali nieposłuszeństwo Frankom, a załabscy Saksy, zwani Nord- 
albingami i Nordludami, słyszeć nawet nie chcieli o jakiej bądź 
zależności od Franków. Rozpoczęła się więc nowa przeciw Sak- 
som wyprawa, pod wodza samego Karola W., którego wojska 
doszły aż do Bardengau,^') niedaleko Łaby. Tam w Bardewik 
Karol W. oczekiwał przybycia posiłków od Obodrytów, których 
ksiaże Wilczan spieszył na połączenie się z Frankami, lecz na 



^ ') Chronić. Moissiacensis, w Pertz'a Monum. Germ. I. 302. 

**) Annal. Fuldenses. M. G. I. 350 magnis eos proeliis domuit. 

8) Annal. Chesnii M. G. I 34 , et fuit usque ad Panam fluvium. — Piena, 
przechodząc przez środek ziemi Weletów, wpada do morza niedaleko miasta AYolgast. 

i"j Carolus rex iterum per Saxoniam pervenit usque ad !5clavos qui dicuntur 
Wilti, et yenerunt reges terrae illius cum rege eorum Tragovito. Annal. Laurisheim. 
a. 789. Także Eginhard, Annal. a. 789 i poeta Saxo w Annalcb Caroli Magni, 

^1) We wschodniej części króiewstwa Haiinowerskiego. 



=- :^ó — 

przeprawie przez Łabę, wpadłszy w zasadzkę przez Kordludów 
postawioną, zginą} r. 795.'-) Śmierć tego wassala Franków^"') 
i sprzymierzeńca Karola W,, napełniła ostatniego żalem i we- 
dług- wyrażenia sie spółczesnego pisarza, dodała mu energii do 
ukarania Saksów, lewego brzegu Łaby, za ich zmowę z Nordlu- 
dami. Ponawiane pustoszenie siedlisk Saksów lat kilka ciągnęło 
się, lecz Nordludów ukarać jeszcze nie było możności. Na ten 
raz dość było roboty z lewej strony Łaby, gdzie po trzyletniem 
mordowaniu i uprowadzaniu z kraju ludności, udało się spokój 
przywrócić. Ze zniszczeniem do szczętu prawie kraju między 
Wezerą a Łabą, nietrudno było zaglądnąć Frankom do kraju 
Nordludów, ale Karol W. postępował nadzwyczaj ostrożnie i za- 
miast zbrojnej wyprawy, umyślił drogą układów skłonić Nord- 
ludów do uległości i chrześciaństwa. Nordludy jednak posłów 
pozabijali, innycli uwięzili, domagając się wykupu, nawet po- 
wracającego z Danii posła Franków Godszalka zamordowali. 
Karol W. zbierał ogromne siły nad Wezerą, przy Minden, lecz 
i tym razem nie poszedł za Łabę, ukaranie zaś Nordludów po- 
ruczył swym wiernym sprzymierzeńcom Obodrytom, do których 
wyprawił posłów z poruczeniem poruszyć wszystkie siły słowiań- 
skie.'*) Nim wyprawa przygotowywała się, Karol W. zbliżył się 
do granic Słowian i w miejscu Bardenwik (Partunwich) sądził 
ich sprawy.'"') 

Po zgonie Wliczana, w ziemi Obodrytów najwyższą władzę 
objął Drażko, zapewno nie bez wpływu Karola W. Posłuszny 
rozkazom królewskim Drażko wnet wystąpił z całą swą silą prze- 



^-) Eginhard. Annal. a. 795. 

'') Wassum domini regis Wizzin regem Abotridarum. Annal. Laurislieim. 
Mo. Ger. I. 36. Wigger. Meklenburgische Annalen. s. 4. 

'*) Eginh. Annal. a. 796. 

'•'•) W Annales Geulferbytani (Mo, Ger. s. 45) pod r. 798 zapisano: perre- 
xit in antea in Saxonia usque in Partunwich, inde in ńnem Winidis, et ibi plaidavit, 
sicut ipse voluit; et tulit obsides multos de Saxones, et pervenit ad Aquas. Sadze, 
że Partunwich jest \iszl(odzona nazwą Hardenwik. Toż samo w Chronicon Moissia- 
ceasia. a. 798. 



— 3^ — 

ciw Nordludom, którzy na spotkanie jego dążyli. Oba wojska 
zeszły sie w miejscu Swentana (Swinden)^*^), na pograniczu po- 
siadłości dwóch spierającycli sie narodów. Drażko osobiście ob- 
jął główne dowództwo, a prawe skrzydło prowadził do boju przy- 
słany przez Karola W. wódz Eberwńn. Bitwa zaszła bardzo za- 
cięta. Słowianie odnieśli zupełne zwycieztwo, o czem Eberwin 
donosząc swemu monarsze, dodał, że w boju 4000 Saksów legło, 
a w pogoni za uciekającymi mnóstwo wybito, inni do domu ode- 
szli w opłakanym stanie.^") Drażko ze znakomitszymi wodzami 
pospieszył oświadczyć Karolowi W. swój łiołd w Turyngii, gdzie 
był przyjmowany Z nadzwyczajnemi lionorami.^'*) 

Będąc zajęty ważniejszemi sprawami państwa, Karol W. 
polecił synowi swemu Karolowi udać się nad Łabę dla załatwie- 
nia spraw miejscowych. Na wieść o zbliżaniu się królewicza, 
Welety i Obodryci pospieszyli do niego, jako do sędziego, dla 
rozstrzygnienia ich sporów. Królewicz wysłuchiwał skargi, sta- 
nowił wyroki, a tymczasem wszedł w stosunki z Nordalbingami, 
którzy pod wrażeniem niedawnej klęski w miejscu Swentana po- 
niesionej, oświadczyli się z uległością r. 799.'") 

Takimi sposobami, z pomocą Słowian, Karol W. przełamał 
opór Nordalbingów i trzymał w posłuszeństwie Saksów lewego 
brzegu Łaby, przygotowując zupełne ich wcielenie do cesarstwa. 
Z innej strony Saksy służyli Karolowi W. doskonałym środ- 
kiem do powściągania pogranicznych Słowian, ilekroć zechcieliby 
przeczyć woli królewskiej. Nadzwyczaj zręczna polityka lva- 
rola W. oddawała w jego ręce obszerne kraje nad Łabą, bez 



'^) Teraz Bornhowcd na polud.- zachód od jeziora Pluńskiego. U poety 
Saxona pisze sie Swentana. Niektórzy rozumieją pod tern „Święte pole." 

*") Eginh. Annal. a. 798; Annal. Laurisheim. a. 798 (M. G. I. 37) liczy po- 
ległych Saksów 2901. Chronić. Moissiacen. liczy 2800 (M. G. I. 303). 

'*) Annal. Laurisheim. a, 798 „et in North-Thuringas ibi pervenerunt ipsi 
Sclavi ad doniinum regem, et honorarit eos doniinus rex, ut digni erant mirińce," 

1") Eginhard. Annal. a. 799. 



.szczególnego wysilenia. Tymczasem na zachodzie Europy goto- 
wały -sie wy])adki. wpływ których miał niebawem dosięgnąć 
i nad Labę. 

2. Podniesienie idei cesarstwa rzymskiego. Związek Karola W. z papie- 
żem. Drażko król Obodrytów otrzymuje od Karola W. Nordalbingiję 

r. 804. 

W dzień Bożego Narodzenia r. 800 papież Leon w bazy- ' 
lice Św. Piotra włożył na głowę Karola W. koronę cesarska, 
a lud rzymski okrzyknął go Augustem, imperatorem Rzymian."") 
Papież tym sposobem zaskarbił przyjaźń i współdziałanie wido- 
kom kościoła najpotężniejszego w tym czasie monarchy. Po- 
mazaniec papieski rozumiał, że podejmując tytuł cesarski, przy- 
chodzi panować światu w imię praw należących niegdyś Rzy- 
mowi, Poszli więc naprzód: jeden z krzyżem, drugi z mie- 
czem. Co kościół podbił nauką Chrystusa, to cesarz zaraz przy- 
łączył pod swoje panowanie, co cesarz zawojował mieczem, to 
papież zaraz przyciągnął pod władzę kościoła. Cesarz widział 
w religii środek do połączenia podbitych narodów w Icarby po- 
słuszeństwa cesarskiej woli, — papież miał nadzieję panować 
światu przez oręż cesarski. Bałwochwalcza Słowiańszczyzna przed- 
stawiała wyborne pole dla celów cesarza i kościoła; dość było 
ludu do przysporzenia trzody kościelnej, dość ziemi do powię- 
kszenia majestatu cesarskiego. Ale pogańskie bóstwa i dawna 
swoboda znajdywały u Słowian zamiłowanie bez granic: misyo- 
narze kościoła rzymskiego nie śmieli zaglądać za Solawę i La- 
bę, — oręż cesarski miał otworzyć im drogę. 

Podjęcie tytułu cesarskiego otoczyło świetnością majestat 
Karola W., wsławionego już ujarzmieniem tylu krajów i ludów. 
Przybywające do niego w r. 802 poselstwa od imperatorowej 
wschodniej Ireny, króla perskiego z bogatemi darami, miast wło- 
skich z oświadczeniem hołdu zatrzymywały cesarza w Akwisgra- 



"j Jgiiiliard. Annal. a. 8oi. 



— 33 — 

nie, zkąd dla rozrywki niekiedy wyjeżdżał w góry Ardeńskie na 
polowanie, a tymczasem wodzowie jego niszczyli kraj Transal- 
bingów, W następnym roku cesarz przesiadywał w zamku Seltz-') 
niedaleko Solawy, gdzie regulował sprawy pogranicznych kra- 
jów, a na zimę wracał do Akwisgranu. Dopiero na wiosnę 
r. 803 prowadził wojsko do Wigmodii,--) zkąd ludność saską 
przesiedlał do Francy i, rozstrzygał spory między książętami sło- 
wiańskimi, a Drażkę, wiernego sługę, wywyższył nad innycli 
zwierzchników obodryckich, mianując go, według wyrażenia Egin- 
harda, królem, poczem kazał ludność Nordalbingów z żonami 
i dziećmi wysiedlić w głąb państwa, a kraj ich, zachodnią część 
teraźniejszej Holsztynii, oddał swym wiernym sługom Obodry- 
tom.--') Czynem tym cesarz osięgnął podwójny rezultat: zapewnił 
północną granicę przeciw napadom Danów i Weletów, albowiem 
Obodryci jeszcze więcej zainteresowani zostali w utrzymaniu 
spraw in statu quo i oprócz tego ostatecznie poróżnił ludy sło- 
wiańskie między sobą. Teraz więc mógł on śmiało obrócić oręż 
przeciw niepokornym Serbom i Czechom, do czego powodów 
nie brakowało. 

3. Wyprawy Franków przeciw Czechom i Serbom (805—806). Obwa- 
rowanie Czartowa i Halle. Umocowanie granicy Franków ze Słowianami. 

Chagan awarski, dociskany przez Słowian, ochrzcił się, przy- 
jął imię Teodora i oddał się pod opiekę Karola W., z woli któ- 
rego zajął stanowisko nad Dunajem między grodami Sarwar 

-') Terali Konigshofen. 

") Kraina miedzy Brema a Laba. Eginh. Annal. a. 804. 

-^) Saxones transalbinos cum mulieribus et infantibus transtulit in Franciam, 
et pagos transalbinos Abodritis dedit. Eginhard, a. 804. 

Missisque inde exercitibus suis per diversas partes Saxoniae, tam perfidos illos 
ad quos ultra Albiam transierat, quam illos qui in Yigmoti manebant et frequenti- 
bus maleficiis populum Saiionum a via veritatis averterant, cum mulieribus et infan- 
tibus, Deo auxilian.te, sapientissima dispositione de Saxonia per diversas vias diri- 
gens, funditus exterminavit, et per Gallias caeterasque regiones regni sui sine ulla lae- 
sione exercilus sui dispersit. Pagos transalbinos Abodritis dedit. Annal. Laurisheim. 
a. 804. M. G. I. igi. W Translatio S. Alexandri wzmiankuje sie, że Karol W. 
7. obu brzegów ?^aby 10,000 Saksów z żonami i dziećmi do Germanii i Galii wy- 
siedlił. Wigger. Mekl. Annal. s, 6. 

Tom III. 2 



— 34 — 

i Hainiburg".-^^ Sąsiedni Słowianie, pod wodzą Lecha, -■'^) zniszczyli 
terrytorije Awarów i tern podali powód cesarzowi do wojny. 

W r. 805 cesarzewicz Karol prowadził trzy wojska. Z nich 
jedno, okrążywszy góry Harcu, przez Solawę wpadło do kraju 
Głomaczów. zwierzchnika których Semila upokorzywszy, wtar- 
gnęło z północy do Czech, gdzie połączywszy sie z innemi woj- 
skami Franków, grasowało w krajach Litomierzyckim, Żateckim 
i Rakownickim. Czechowie w otwartem polu wystąpić z całą 
siłą nie ważyli sie, — wojna toczyła sie podjazdowa i w jednej 
potyczce padł znakomity Lech. Franki szturmowali do grodu 
Kadane (Kanburg) napróżno i niczego nie dopiąwszy ustąpili po 
40 dniach łupieżenia.-") Inny oddział Franków zajął z pod Ma- 
gdeburga okolicę Genewara, zapewno dla tego, aby posiłków od 
Weletów nie dopuścić.-") Niepomyślność wyprawy r. 805 na- 
tchnęła Karola W. myślą przedsięwziąć środki dla pewniejszego 
pokonania Słowian. Zabronił więc swym kupcom sprzedawać 
Słowianom, nie wyłączywszy nawet Obodrytów, oręż i broń pod 
karą konfiskaty zabronionego towaru.-^) Tymczasem wojsko ścią- 



-■•) Boczek. Codcx diplomat. Moraviae N. 7 „inter Sabariam et Carnuntum." 
?arvar przy zbiegu rzek Guntz i Raab w węgierskim komitacie Eisenberg, a Haim- 
burg 9 mil na zachód od Wiednia. 

-•'•) Rękopism Eginharda X wieku ma „Bechonem" i w klamry ujęty wa- 
riant „Lechonem", a że ostatni jest prawdziwym, wsl<azują na to roczniki: Meteński 
„ducem eorum Lechonem," ale u Pertza M. G. „Bechonem." W annal. Fuld. także 
czytamy : regem eorum nomine Lechonem occidit. Wszystko to, jak zauważał Ma- 
ciejowski, przekonywa, że czytanie Lechonem jest starsze od Bechonem. Ob. Ro- 
czniki i Kroniki r. 1850, s. 71, 72. Szafarzyk utrzymał nazwę Bech. Star. SI. 
§ 39, 4. Tomek wyraża się: lech czeski imieniem Bech. Daje kralowstwi Ceskeho. 
1850, s. 26. "Wigger także czyta Lechonem. Meklenb. Annal. 7. 

-•') Eginh. Annal. a. 805. Chr. Moissiacen. a. 805 (Semela) Annal. Fuld. 
a. 805. Wigger. Mekl. Annal. 7. 

-") Położenie miejscowości Genewara niewiadome, ale pewno, że z prawej 
strony Łaby szukać wypada. Szafarzyk. Star. Si. § 43, 4. 

-**) Capitulare Caroli Magni a. 805. De negotiatoribus qui partibus Sclavo- 

rum et AvaroruTn pergunt et ut arma et brunias non ducant ad venundandum. 

Quod si inyenli fuerint porfantes, omnis subatanlia eorum auferatur ab eis, dimi- 
dia quidem pars partibus palatii, alia vero medietas inter missum et inventorem divi- 
dalur. Erben. Regesta Boheniiae. 7. Tu broń, wyraz słowiański, a według nie- 
których badaczy gotski, użyty zamiast lorica. 



— 35 — 

g-nięte przy Waldaha w Turyngii,-") rozdzieliwszy się na trzy 
korpusy, ruszyło do kraju Słowian. Jeden korpus przy ujściu- 
Solawy przebył Łabę, drugi pod wod/a cesarzewicza Karola 
wpadł do serbskiej ziemi nad Łabą, niszczył ją mieczem i głow- 
nią, stoczył morderczą bitwę z potężnym i wyniosłym (super- 
bus) władzcą serbskim Miliducłiem w miejscu Hwernafeldo,"'^) 
gdzie Miliducłi po zaciętej obronie zginął r. 806."^) Po czem 
wojsko cesarskie, oświecając drogę najazdu szeroką łuną palą- 
cycli się osad serbskicli, przeszło Łabę, wpadło do państwa Mi- 
liducliowego i do szczętu zburzyło odwieczny gród milczański na 
grodziszczu niedaleko Żidowa. Ziemie po obu stronacłi Łaby 
uległy ogromnemu zniszczeniu, najsławniejszy i najpotężniejszy 
zwierzclinik padł w obronie ojczyzny, a inni zwierzclmicy, sprzy- 
mierzeńcy Miliducha, musieli się upokorzyć i wydać swycli sy- 
nów, jako zakładników niezłomnego posłuszeństwa bogobojnemu 
imperatorowi."'") W dziejacli nie zapisano jakby się zwał gród 



-O) Chroń. Moissiac. Super Duringani, qui vocatur „Walada." Pertz upa- 
trywał: Valada prope Scheningen, co odrzucił Luden. Geschichte, V. 519, nota 22. 
Łedebur (Archiw VII. 39) przyjmował za Waldase, koło Bernburga nad Solawą, 

^0) Gdzie było Hwernafeldo i jak się po Slowiańsku zwało — niewiadomo. 
Ledebur szukał go nad r. Werra w Turyngii (Arcliiw VI, 35, 39). Ałe temu 
przeczy Cliron. Moissiac, która opiewa: Carolus movit exercitum suum ułtra Salam su- 
per (luercliaueldo. Et tunc fuit interfectus Misito (Milito) rex superbus, qui regnal^at in 
Suirbis. Et postea remeavit Ałbiam et vastaavit regiones illas. Et caeteri regis isto- 
rum venerunt ad eum, et promiserunt se servituros pi o imperator i. s. a. 806 M. (f. 
I, 308, II, 258. Zatem Hwernafeldo niezawodnie leżało między Solawa i Łabą, 
w Serbsku, a najprawdopodobniejszy domysł Jencza, że pod tem nazwiskiem wy- 
pada rozumieć okolicę teraźniejszego miasta Gera nad Halsztrowem, w X. Reuss- 
Szleitz. Pow. o Serb. królach, w Cz. Ma. Ser. 1849 — 50, I, s. 32. 

•'") Carolus iunior cum exercitu a patre missus in Sorabos super Albim 
tluviam liabitantes, depopulata Slavorum terra, ducem eorum Mołiduch interfecit, 
Annal. Fuld. M. G. I, 3, także Eginhard Annal. a. 806. Nazwy Miliduch i Mil- 
sko mają jeden korzeń, lecz wzajemnego ich stosunku wjtlómaczyć nie umiem. Pe- 
wno jednak, że nazwa Icraju Milsko nie poszła od imienia zwierzchnika, prędzej 
ostatni nosił imię kraj przypominające. Tego zwierzchnika Naruszewie/, zwal Mity- 
duch (Hisi. Nar. Pol, III, 41), ale sądzę, że wypada trzymać się bizmicnia mowy 
serbskiej i zgodnie z nią pisać Miliduch, 

^-) Wyrażenie kronikarskie ,.pio imperatori", w Chroń. Moiss. porów, wy- 
żej w przypisku 30. 



— 36 — 

przez l'"raiikó\v /burzony, ale sterczące przez kilka \viek<nv ruiny, 
niedaleko Żidowa. przedmieścia Budyszyna, \vskazuj^i, że gród 
ten le/.al w kraju ludu, przez starożytnych zwanego Batiny t. j. 
Budyszanie.-'^) Możemy wiec domyślać sie, że zamiast zniszczo- 
nego przez Franków starego Budyszyna, Milczanie później wznie- 
śli nowy gród nad Sprewją — teraźniejszy Budyszyn."'') 

(rdy się to działo w Serbsku i Milsku, korpus wojsk 
z Franków, Alemannów i Burgundów złożony, wpadłszy do Czech, 
wielką cześć kraju zniszczył, ale nic ważnego nie dopiął i ledwo 
ujść zdołał/^'') Niepowodzenie w Czechach i zacięty opór Ser- 
bów przekonały Karola W., że tu trudniejsza była sprawa, niż 
na Pomorzu, bo tu Słowianie wspólnie stawali przeciw nieprzy- 
ciołom. a nie pomagali im przeciw pobratymcom, jak się to 
działo między Obodrytami i Weletami. Zrozumiał to Karol W. 
i dla bezpieczeństwa cesarstwa granice jego umacniał. Naj- 
przód, z jego rozkazu, zbudowano dwie twierdze: jedne nad Łabą 
w Czartowie przeciw Dziewina (Magdeburga), drugą nad Sola- 
wą w Dobrohorze, nazwaną Halle, ^'') poczem dopiero cesarze wicz 
Karol rozpoczął odwrót do Francii'''') r. 806. Dwie twierdze wy- 
dały się jednak cesarzowi niedostateczne dla wstrzymania napadu 
masy ludów między Łabą a Wisłą, wzburzonych jego wdzier- 
stwami na Pomorze, do Serbska i Czech. Postanowił więc urzą- 
dzić pogranicza wojenne (marki) t. j. osady wojenne, najwięcej 
przez Saksów osiedlone i pod rozkazy markgrafa postawione, 



''^) Ob. wyżej tom I. s. 58. 

■"■*) Według Jcncza Budyszyn ma być założony po zniszczeniu dawnego 
grodu niedaleko Żidowa (Pow. o Serb. król. C. M. S. 1840 — 50, i, 33). Ale już 
w II wieku Ptolemeusz znal Batinów, w tern właśnie miejscu, gdzie teraz Budy- 
szyn, — najprawdopodobniej więc, że u tych Batinów już w II wieku byl gród 
Budyszyn, bo u Słowian żaden lud nie mógł obejść sie bez grodu. 

"') Według wyrażenia się Eginharda: ,, wojsko ustąpiło bez znacznej straty." 
Annal. a. 806. 

"") i\landavit rex Carolus aedificare civitates duas, unam ad aquilonem partem 
Albiae contra Magadaburg, alteram vero in orientalem partem Sala, ad locum, qui 
Yocatur Halla. Deinde revcrsus est in Francia. Chr. Moissiac. M. (J. I. 308. 

3') Eginhard. Annal. s. a. 806. 



— n — 

z obowiązkiem być na pogotowiu do wystąpienia w pole ilekroć 
niebezpieczeństwo państwa tego wymagać będzie. Prawo z r. 807 
stanowiło, że w razie napadu ze strony Czechów dwie trzecie wo- 
jowników powinni wystąpić w pole, a w razie napadu ze strony 
Serbów — wszyscy ogólnie. '^-j 

§ 32. 

Polityka Karola W. względem Danów i Słowian. 

I. Najazd Danów wspólnie z Weletami na ziemie Obodrytów. Wahanie 
się Karola W. Drażko obodrycki godzi się z Danami i wojuje z We- 
letami. 

Od dawnego już czasu niemile patrzyli Duńczycy na ugnie- 
cenie przez Karola W. ich pobratymców Saksów. Królowie 
duńscy Sigfryd i Gotfryd podtrzymywali ducha niepodległości 
w Saksach, dawali przytułek ich zbiegom i sam nawet prze- 
wódzca powstańców Witykind znajdywał w Danii gościnne przy- 
jęcie. Duńczycy gotowi byli orężem wesprzeć Saksów, ale urok 
potęgi cesarskiej wstrzymywał ich od nieprzyjaznych kroków 
nie tylko przeciw Frankom, lecz nawet przeciw ich sprzymie- 
rzeńcom Obodrytom. Wszakże wypędzenie Saksów od ujścia 
Łaby i oddania ich siedlisk Obodrytom, wywołały takie oburze- 
nie w Danii, że hamowana dotąd nieprzyjaźń do cesarstwa stała 
się jawną. Król Gotfryd, nie zdoławszy drogą układów z Ka- 
rolem W. załatwić sprawę Saksów, zryzykował się mieczem zgru- 
chotać przynajmniej panowanie Obodrytów przy ujściu Laby. Nie 
trudno mu było znaleźć sprzymierzeńców w Weletach, nie dla 
tego, aby byli przyjaciółmi Danów, lecz w skutek odwiecznej 
nienawiści do Obodrytów. Udało się także Gotfrydowi do związ- 
ku wciągnąć obodryckie ludy Smolanów i Linianów, którym nie 
podobało się zostawać pod zwierzchnictwem Drążki, przez Ka- 



■''*) Capitulare. a, 807. Si partibus Beheim fuerit necesse solatium ferre, duo 
tertium praeparent. Si vero circa Sorabis patria defendenda necessitas fuerit, tunc 
omues (dc SaxonibusJ generaliter veniant. Erben. Reg. lioh. 7. 



- 38 - 

rola W. wywyższonego nad innych zwierzchników związku obo- 
dryckiego. 

Po dokonaniu zmowy, Gotfryd z flota swa popłynął do 
brzegów obodryckich r. 808. Welety, ruszywszy na jego spot- 
kanie, połączyli się z Danami i wspólnie z nimi kilka grodów 
nieprzyjacielskich opanowali, (rotfryd zdobył ważny port, przez 
Danów zwany Rerik, który po slowiańsku prawdopodobnie zwać 
sie musiał Rarog.^) Port ten leżał, jak się zdaje, niedaleko te- 
raźniejszego Wismaru. Zagrożony nie tylko zewnątrz, ale i do- 
mowymi wrogami, Drażko w początku wojny znikł, zapewno do 
Franków zemknął, a brat jego Godolub ujęty w niewolę, powie- 
szony został. Wśród takich nieszczęśliwych okoliczności Obo- 
dryci nie upadli na duchu: walczyli zapamiętale, przyczyniwszy 
wrogom ogromne w wojownikach straty. Brat Gotfryda Rein- 
gold, przy wzięciu jakiegoś grodu, poległ z wielu towarzyszami. 
Godfryd zdobył i do płacenia daniny zmusił dwie trzecie kraju, 
ale ciężkie straty pozbawiły go możności dalszago prowadzenia 
wojny. Tymczasem Karol W. nie spieszył z odsieczą Obodry- 
tom. Posłał on wprawdzie wojsko złożone z Franków i Saksów 
pod wodzą syna swego Karola, któremu poruczył siłą odeprzeć 
Gotfryda, jeśliby zamierzał na Saksoniję napaść,-) ale o swych 
wiernych sługach Obodrytach ani wspomniał. Przybywszy nad 
Łabę, cesarzewicz kazał rzucić przez tę rzekę most, po którym 
przeprowadziwszy wojska do kraju Linianów i Smolanów,-') znisz- 
czył go zupełnie, ale poniósłszy ogromne straty, spiesznie napo- 
wrót uchodzić musiał.*) Gotfryd po ogromnych wysileniach, nie 



') Wyżej w tomie II, |^ 15, wskazałem, że Obodryci zwali sie także Raro- 
gami. Gród zdobyty przez Godfryda, według Eginliarda „lingua Danoruiii Reric 
dicebatur," i jeśli ta nazwa nie jest omyłkową, w takim razie nie inaczej jak Ra- 
róg wytłómaczyć ja wypada. 

-) Eginh. annal. a. 808, 

^) U Eginharda Linones et Smeldingos, sa to Linianie przez niektórych 
Glinianami zwani, drudzy Smolanie. O ich posadach wyżej w tomie II, § 15, s. 37, 

*) Carolus, filius imperatoris Caroli, perrexit cum exercitu Francorum in Vi- 
nidos, ultra flumen Albia, sed tamen eo temperę non prosperatus est transitus eius, 
scd et plurimi Francorum occisi sunt. Annal. Laurisheim. a, 808. M. G. I, 121. 



— 39 — 

mogąc pokonać Obodrytów, także był zmuszony opuścić ich zie- 
mie. Przed odejściem zburzył on port liandlowy Rerik, nie zwa- 
żając na korzyść, jaka miał skarb duński z docliodów od handlu 
z tym portem, a zachwyciwszy wszystkich zostających tam kup- 
ców, wsadził ich na okręty i odpłynął do Szleztorp. Prawdopo- 
dobnie, że uwięzieni z Reriku kupcy osiedleni zostali w Szleztorp, 
dla rozwinięcia handlu w tej miejscowości na niekorzyść Sło- 
wian. Dla zabezpieczenia się ze strony Nordalbingii kazał Got- 
fryd okopami okrążyć granicę swego państwa ze strony Sakso- 
nii w taki sposób, ażeby od morza Wschodniego, Ostarsalt, aż 
do Zachodniego, północny brzeg r. Ejder był oprowadzony wa- 
łem z jedną tylko bramą. 'j Około tego czasu dawna wieś Szlej- 
ska (Szleztorp) zamieniła się w miasto Szlez-wik. 

W ciągu tych wypadków czynność Karola W. ograniczyła 
się tem, że kazał nad Łabą zbudować jeszcze dwie warownie 
dla powstrzymania napadów Słowian. Gotfryd jednak zmiarko- 
wawszy, że jego wdzierstwa nie podobały się cesarzowi, starał 
się usprawiedliwić swe postępowanie, całą winę na Obodrytów 
zwalając, a dla załatwienia sprawy, prosił, aby cesarz zgodził się 
na zjazd delegacyi obojga stron nad granicą duńską. Jakoż za 
zgodą Karola W. rozpoczęły się układy w Badenflut, które 
wreszcie do niczego nie doprowadziły. Tymczasem Drażko wró- 
ciwszy do kraju i myśląc więcej o odwecie Weletom, niż o nie- 
podległości ojczyzny, oddał Gotfrydowi syna swego jako zakład- 
nika, byleby zabezpieczyć sobie pokój ze strony Danii, dla zwró- 
cenia sił swych przeciw Weletom. Wezwał on na pomoc Saksów 
i wspólnie z nimi plądrował po ziemi Weletów, a powróciwszy 
do domu ze znacznymi łupami, wezwał jeszcze większe posiłki 
Saksów, z którymi obiegł warowną stolicę Smolanów, zdobył ją 
i z ziemią zrównał.**) Gród ten współcześni Niemcy zwali Conno- 



^) Eginh, an. 808, 

<*) Eginhard nie podaje nazwiska lego grodu. Annal. a. 809. W Chronić. 
Moissiacen. pod r. 809 zapisano: „Saxones yenerunt ultra Albiam et fregerunt unam 
civitatcm que appellatur Semeldinc -connoburg." Eckhard sądził (De rebus 



— 40 — 

burg, a teraźniejsi uczeni /najdujii w nazwie wsi Konow blisko 
miasta Domitz, w południowej części ^leklenburgii. Prawdopo- 
dobnie słowiańska nazwę Koniew Niemcy przekręcili w Con- 
noburg. 

Zw} cięztwo nad Smolanami przywróciło zwierzchnictwo 
Drążki nad ludami do związku obodryckiego należącymi, ale 
Opatrzność niedługo pozwoliła mu cieszyć się z upokorzenia wro- 
gów: podesłani przez Gotfryda zabójcy zdradą pozbawili go ży- 
cia r. 809,") wybawiwszy tym sposobem od znoszenia większych 
nad wszystko goryczy, jakie mu gotowała niewdzięczność Ka- 
rola W. 

2. Założenie przez Karola W. Hamburga i Ezesfeidu r. 810. Umoco- 
wanie granicy Nordalbingii i przyłączenie jej do cesarstwa. 

Poniżenie Obodrytów przez Gotfryda i obawa dalszych 
wdzierstw jego, podniecały Karola W. do umocowania stanowi- 
ska na północnym brzegu Łaby. Z jego rozkazu założoną zo- 
stała nad Łabą twierdza, nazwiska której nie podali kronikarze, 
ale z okoliczności i późniejszych źródeł przekonywamy się, że tą 
warownią był Hamburg. Około r. 810 Karol W, wezwał bi- 
skupa z Triru do założenia biskupstwa za Łabą w celu nawró- 
cenia Duńczyków i Słowian,*') lecz wśród wrzawy wojennej do- 
konać się to nie dało i dopiero później stolicą biskupstwa stał 
się Hamburg. Xa ten raz nagliła potrzeba organizacyi wojen- 
nych stanowisk. W tym celu zebrane w Gallii i Germanii woj- 
sko, opatrzone we wszelkie rynsztunki i zasoby niezbędne dla 
nowej osady, z Flandrii na okrętach przeprawiło się do ujścia 
Łaby. Naczelnik wyprawy graf Ekbert, stosownie do wskaza- 
nego mu planu, / grafami saskimi w Marcu r. 810 przystąpił do 



Fr. II, 53), że wypada czytać Camoburj^, dawne nazwisko Hamburga. Lecz grodu 
rzeczonego wypada szukać dalej na wschód w Mcklcnburgii, gdzie Gross- Schmólen 
i Klein -Schmólen dotąd Smolne przypominają. 

') Eginhard. Annal. a. 809. 

'>) Widać to z dyplomata Ludwika Pobożnego 15 Maja 834 r., danego ko- 
ściołowi Hamburgskiemu. Hasselbach, Codex Poraeraniae. dyplomat N. 2. 



— 41 — 

założenia nad r. Styr (Stiiria, Stor) wpadającej do Laby przy 
samem jej ujściu, twierdzy Esesfeld,'') teraz Itzehoe. Ta franko- 
saska osada wzmacniała się ludnością Saksów, którzy po zgnie- 
ceniu ich niepodległości, prędko pogodzili się z Frankami. Wę- 
zły pokrewieństwa przemówiły do uczucia głębiej, niż dawne 
stosunki polityczne. Bratali się więc miejscowi Saksy z przyby- 
szami Frankami, wzrastali w siły pod opieka wojennej organi- 
zacyi cesarstwa i śmielej, niż dawniej, mogli występywać prze- 
ciw Słowianom. Takim sposobem Saksy, pozbawieni ujścia Laby 
w r. 804, stali się zupełnymi panami tej miejscowości w r. 810, 
z ta tylko różnicą, że zamiast dawnego rozdrobienia w plemien- 
nym bycie, teraz pod rządem grafów naznaczanycłi z woli cesar- 
skiej, z organizacyą wojskową, pod opieką twierdz i siły całego 
cesarstwa, stali się groźną potęgą dla Słowian, marniejącycli 
w domowycłi sporacłi i rozdrobieniu. 

Osadzenie garnizonów cesarskicli w Nordalbingii nie podo- 
bało się Gotfrydowi, czyliającemu na zdobycie tej krainy. Prze- 
cłiwalał się on, że w otwartem polu potrafi dać bój Karolowi W., 
a tymczasem przygotowywał wyprawę morską skrycie, tak że 
o przybyciu do brzegów Fryzyi dwóchset statków Normanów, 
Karol W. dowiedział się wtedy dopiero, gdy nieprzyjaciel, po- 
konawszy Fryzów, kraj icli pustoszył i daninę wybierał. Zamie- 
rzając odwet Gotfrydowi, Karol W. ściągnął silne wojsko przy 
Werden, niedaleko ujścia r. Aller do Wezery. Tam do niego 
przybyli posłowie obodryccy z prośbą o potwierdzenie nowego 
księcia, zamiast Drążki, Słowomira,^") wyniesionego na tę god- 
ność pomimo Czedraga syna Drążki. Cesarz potwierdził wy- 
bór księcia'^) r. 810, ale z wyprawą nie spieszył, albowiem 



®) Eginhard. Annal. 8io. 

'*>) Widać to z roczników Eginharda, który pod r. 817 zapisał: regiam po- 
testatem, quam Sclaomir eatenus post mortem Thiasconis solus super Abodritos te- 
nebat. Eginhard. Annal. a. 817. 

^•) Carolus imperator cum exercitu Francorum perrexit in Saxonia, et ibi 
placitum habuit in Fereda, et ibi Venedi venerunt, et dedit illis regem. Annal, 
St. Amandi. a. 810. 



— 42 — 

układy z cesarstwem Wschodniem i kalifatem arabskim w Hi- 
szpanii uwagę jego w inne strony zwracały. Sprzymierzeńcy je- 
dnak Gotfryda Welety, nie tracąc czasu, zdobyli nad Labą wa- 
rownie llochbuki,^-) która miała załogę saską pod wodzą cesar- 
skiego porucznika Odona. Zdawało się, że Karol W. nie prze- 
puści tej swawoli Weletów i wojna rozpali się na prawdę, lecz 
nieprzewidziana śmierć Gotfryda, zabitego przez własnego żołnie- 
rza, zmieniła stan rzeczy. Następca jego Hemming, porozumiawszy 
się z Karolem W., wyjednał zjazd delegowanych, po 12 mężów 
z obojga stron, nad r. Egdorą, gdzie ułożono warunki pokoju, 
przyjętego przez cesarzaJ^^) Warunki tego pokoju do nas nie 
doszły, ale niezawodnie musiano traktować szeroko o Słowia- 
nach, ziemie których były głównym powodem do nieporozumień 
między Frankami i Duńczykami. Z późniejszych tylko wypad- 
ków dostrzegamy, że Nordalbingija została przy cesarstwie i że 
Słowianie pomagający Duńczykom nic nie wskórali, równie jak 
i Obodryci, o których Karol W. nie troszczył się zupełnie. Przy- 
mierze z Duńczykami rozwiązało mu ręce i dozwoliło całą swą 
siłę zwrócić przeciw tym Słowianom, którzy się przed nim upo- 
korzyć nie chcieli. 

3. Wyprawa Franków przeciw Linianom i Byteńcom. Odbudowanie twier- 
dzy Hochbuki nad Łabą i ostateczne ujarzmienie Słowian lewego brzegu 
Łaby w r. 811. Założenie Starej Marki. 

Na wiosnę r. 811, gdy już drogi oschły, wojsko Karola W. 
poszło nad Dunaj dla załatwienia zajść między Słowianami i Awa- 
rami, którzy będąc już ochrzceni znajdywali u Franków opiekę 
przeciw wzmagającym się Słowianom. Inne wojsko, zdążywszy 
nad Łabę, odbudowało Hochbuki w roku przeszłym przez We- 
letów zniszczone, a także zajęło się spustoszeniem krajów Linia- 



'-) Hobek blisko Gartowa, wedhifj innych Kobcrg nad r. Biele, wpadającą 
do Laby z północy niżej Hamburga. 
'") Eginhard. Annal, a. 810. 



— 43 — 

nów^*) i Byteńców ^^) za ich wspólne działanie z Weletami, któ- 
rych na nowo zobowiązano do uległości cesarstwu. W roku na- 
stępnym 812 powtórzono przeciw nim wyprawę i wzięto za- 
kładników. ^'^) 

Tu się kończą, dzieje niepodległości Słowian lewego brzegu 
Solawy i Łaby. Przypomnijmy sobie, jak Saksy w zmowie z Fran- 
kami podbili Durzyńców w r. 531 i wtedy posady swe rozsze- 
rzyli z północy aż do r. Unstruty i na wschód nad rzekami Oker 
i A ller, ale do rzeki Łaby dosięgnąć nie zdołali Z lewej strony 
tej rzeki bytowali swobodnie Drewanie, Chełmianie, Łączanie 
i Brdanie, aż do Karola W. Pierwsze uderzenie na nich, gdy 
Karol W. obozował przy ujściu rzeki Ory do Łaby r, 780, nie 
wywracało jeszcze ich niepodległości. W następne lata, w miarę 
podboju Saksów, znikała niepodległość załabskich Słowian, ale 
ostateczny cios zadany im został w r. 811. Odtąd ludy te już 
nie powstały i dla Słowiańszczyzny przepadły na zawsze. 

Wypadki r. 808 i 809 przekonały Karola W., że Słowianie 
należący do związku Weletów, mianowicie Smolanie, Linianie, By- 
teńcy gotowi byli w każdej porze walczyć o niepodległość. Przyłą- 
czając więc do cesarstwa ziemie aż do Łaby, cesarz dla ich utrzy- 
mania w spokoju i dla powstrzymania napadów z przeciwnego 
brzegu tej rzeki, kazał zbudować warownię Hochbuki nad Łabą. 
przeciw grodu Łączyna (Łenzen) w ziemi Smolanów. Gród ten, 
jak wspomnieliśmy wyżej, zniszczony przez Weletów w r. 810 
i odbudowany w r. 811, stał się najpółnocniejszym punktem po- 
granicza wojennego, osadzonego przez Saksów, wiadomego pod 



") Eginhard. Annal. a. 8ii, nie mówi za co burzono osady Linianów, ale 
wiemy, że sprzymierzywszy się z Weletami, działali przeciw Obodrytom, do związku 
których należeli. Annal. Fuld. a. 81 1. M. G. I, 355. 

15) Missit Carolus imperator exercitum Francorum et Saxonorum ultra Albiani 
ad illos SclaYos, qui nominantur Linai et Bethenzer, et vastaverunt regiones illas et 
aedificaverunt castcllum in loco qui dicitur Abochi (Hochbuki). Chroń. Moissiacen. 
a. 811. — O Byteńcach patrz wyżej tom II w dziale Etnograficznym § 15, I. 

1") Vilti dextras dederunt et obsides obtulerunt et promiserunt se dare par- 
tibus imperatons. Chroń. Moissiacen. an. 812. Eginhard. Annal. a. 812. 



— 44 — 

na/wą Starój "Marki (AIt-Mark\ / której wyłoniło sie później za- 
borcze państwo Brandenburgskie. 

Stara Marka, jak ja na dawnych krajobrazach widzimy,'') 
ro/legla sie na ziemiach Słowiańskich, które uniknąwszy podboju 
Franków i Saksów r. 531, straciły niepodległość dopiero za Ka- 
rola W. Patrząc więc na położenie Starej Marki, zyskujemy wy- 
obrażenie w jakiem położeniu zostawały granice załabskich Sło- 
wian do r. 810. Od południa marka ta przytykała do księstwa 
Magdeburskiego, powstałego z zaboru ziem słowiańskich r. 806. 
Stara IMarka, w połączeniu z księstwem Magdeburskiem, otrzy- 
mawszy kolonizacye niemiecka i opierając się z północy na wa- 
rownię Hochbuki, a z południa na Magdeburg i grafstwo Mans- 
feldskie, zdaje się jeszcze w r. 531 zdobyte przez Saksów, służyły 
nie tylko do powstrzymywania napadów Słowian z prawego 
brzegu Łaby na ziemie cesarskie, lecz i zupełnie odcinały Durzyń- 
GÓw i Serbów od ich pobratymców Drewianów, Chełmianów, Ła- 
czanów i Brdanów. Cztery ostatnie ludy, straciwszy niepodległość 
r. 811, weszły do składu księstwa Luneburgskiego i etnograficznie 
przetrwały aż do XVni wieku, gdy tymczasem sąsiedzi i pobra- 
tymcy ich przy ujściu Ory i nad Labą aż do ujścia Solawy, pod- 
padłszy pod zarząd wojskowy Marki, ustanowionej w r. 807, przy- 
gnieceni osadami napływających Saksów, wcześnie zniknęli etno- 
graficznie, tylko liczne w tej stronie nazwy słowiańskie poświad- 
czają dotąd ich pobyt.'**) 



*') Według dawnych krajobrazów, Stara Marka z zachodu oddzielała sie r. 
Ora od dawnych posiadłości Saskich, a ze wschodu r. Łabą od Słowian niepodle- 
głych. Z północy sucha granica szła od wierzchowin r. Ory, aż do Laby, tak że 
Wustrów (Ostrów) leżał po za północna granicą marki, w ziemi Drewianów. Z po- 
łudnia sucha granica, od powrotu ku wschodowi r. Ory, zwracała jeszcze bardziej ku 
wschodowi dobiegając Łaby przy ujściu r. Alaaid. Kraj po nad dolną Ora wszedł 
do księstwa Magdeburgskiego prawdopodobnie r. 806, w czasie założenia warowni 
w Magdeburgu i Czartowie, bo gdy w r. 780 Karol W. obozował przy ujściu Ory, 
kraj ten należał jeszcze do Słowian. 

""j W Starej Marce na zachód od ?.aby dotąd zachowała sie masa nazw 
miejscowych słowiańskich, wymownie świadczących, że kraj ten calkić-m l)ył przez 
Słowian zasiedlony. 



45 ~ 



§ 33. 

Waśnie pomiędzy książętami słowiańskimi ułatwiają 
cesarstwu złiołdowanie Słowiańszczyzny zaodrzań- 

skiej. 

I. Zwierzchnictwo Ludwika Pobożnego nad Słowianami dolnej Łaby 
i Serbami. 

Ludwik, Pobożnym zwany (814—843), nie posiadając ani ener- 
gii, ani organizacyjnych zdolności ojca swego Karola W., nie 
zdołał w uległości utrzymać różne w państwie jego burzliwe ży- 
wioły. W samym początku panowania nabawiły go kłopotu 
napady Normanów na pobrzeża Niemiec i Franc)ń, oraz sprawy 
duńskie, wynikłe ze sporu dwócli gałęzi królewskiego domu 
o tron po zmarłym (r. 813) Hemmingu, przyjacielu Franków. 
Synowie dawniejszego króla Gotfryda Oław i Eryk, wypędzili 
z kraju braci Hemminga, z który cVi starszy łlarald umknął do 
Obodrytów, a potem do cesarza.^) Z rozkazu Ludwika Saksy 
i Obodryci przeszedłszy pograniczną rzekę Egdorę, wstąpili do 
Sinlandyi, południowej części Jutlandyi i dotarli do pobrzeży bal- 
tyckicli. Flota duńska z 200 okrętów stała niedaleko przy ja- 
kiejś wyspie (Aland?) i panowała na morzu. Lądowe wojsko 
Słowian i Niemców, nie mogąc nic przedsięwziąć, pustoszyło 
tylko okolicę i bez skutku z Haraldem powróciło do domu. Lud- 
wik przyjmował w Paderborn Haralda i posłów słowiańskich, 
ale będąc zajęty ważnłejszemi sprawami w Italii, dalszego popie- 
rania sprawy Haralda, na ten raz, zaniechał.-) 

W następnym r. 816 Saksy i Franki posłani zostali przeciw 
Serbom, którzy posłuszeństwa cesarzowi odmówili. Wyprawa 
trwała krótko i, według dziejopisa cesarskiego, bez szczególnych 
wypadków skończyła się powściągnieniem niepokornych.'') Zdaje 



') Eginhard. Annal. a. 815. 
-J Eginhard. Annal. a. 815. 
3) Eginhard. Annal. a. 8 i 6. 



- 46 — 

sie jednak, /.p do c;kończenia, rac;^ej przerwania zajścia z Serba- 
mi, posjużyły wypadki gotujące sie u Obodrytów. 

2. Książęta Obodrytów Sławomir i Czedrag sami wywołują wmieszanie 
się Ludwika Pobożnego w ich spory. 

Iskra wojny domowej u Obodrytów trwała oddawna między 
stronnikami Sławomira i synem Drążka, Czedragiem, pozbawio- 
nym władzy po ojcu na korzyść Sławomira. Dopóki silna pra- 
wica Is^arola W. trzymała ster państwa, domowym waśniom nie 
było miejsca, ale po jego śmierci, pretendenci do tronu duńskie- 
go, synowie Gotfr3^da, podburzali Obodrytów przeciw Ludwikowi. 
Ten przyjmował posłów^ obodryckicli w Compiegne i tam, jak sie 
zdaje, postanowił, aby Sławomir władzę podzielił z Czedragiem. 
Wyrok cesarski wywołał otwarte wystąpienie stronnictw. Sła- 
womir zaklinał się, że nie przekroczy wńęcej Łaby i nigdy nie 
zjawi się na dworze cesarskim, a uważając siebie za uwolnionego 
od dawnycłi liołdowniczycli stosunków, począł otwarcie działać 
przeciw cesarstwu. Obodryci niegdyś najwierniejsi słudzy cesar- 
stwa i zacięci nieprzyjaciele Duńczyków, teraz łączą się z nimi 
przeciw cesarstwu i wspólnie wyprawę przygotowują. I gdy siły 
Obodrytów^ rzuciły się na główną warownię Franko - Saksów — 
Ezesfeld, synowie Gotryda jednocześnie z flotą zawinąwszy do 
ujścia Łaby, spustoszyli osady saskie nad r. Styr, ale Glumi, 
graf marki Północnej, spiesząc z wojskiem na pomoc oblężonym, 
przybył w tym samym czasie, kiedy Obodryci okrążyli mury 
zamku. Cesarscy stawili mocny opór, wskutek którego Obodryci 
zmuszeni byli od oblężenia Kzesfeldu. odstąpić r. 817*). Powsta- 
nie w Italii króla Berenharda, różne zamieszki, a potem sąd nad 
Berenhardem, przeszkadzały Ludwikowi przedsięwziąć kroki prze- 
ciw Sławomirowi, który wtedy sam jeden w kraju władał. Do- 
piero w rok z górą później (r. 819) wojsko z Franków i Saksów 
ruszyło nad Łabę, pod wodzą przełożonycłi nad marką saską, dla 
ukarania przeniewierstwa Sławomira. B\ła to więcej pogoń za 



*^ Eginhard. Annal. a. 



— 47 — 

opuszczonym od swoich Sławomirem, niź wojna. Schwytany i do 
Akwisgranu odprowadzony, Sławomir stanął przed sądem, na 
którym rodacy jego, przybywszy na rozkaz Niemców, zarzucali 
mu różne winy. Z uczynionych zarzutów Sławomir, według wy- 
rażenia się dziejopisarza ,.nie był w stanie usprawiedliwić sie ro- 
zumnemi dowodami." Sąd skazał Sławomira na wygnanie, 
a władztwo nad Obodrytami oddano Czedragowi, którego współ- 
cześni królem zwali,'') Mógł cesarz spodziewać się, że Czedrag 
będzie mu wiernym tak, jak niegdyś ojciec jego Drażko wiernym 
był Karolowi W. Czedrag także mógł życzyć sobie najlepszych 
stosunków z cesarzem, ale zmieniły się czasy: otoczenie jego nie- 
pozwalało na to. 

Dopóki Saksy używając niepodległości, toczyli pograniczne 
boje z Obodrytami, dopóty ci ostatni szukali przymierza z Fran- 
kami przeciw Saksom i ich przyjaciołom Duńczykom, ale po wcie- 
leniu Saksów do cesarstwa, Obodryci nie mogli zostawać dalej 
przyjaciółmi Franków, bo w takim razie musieliby żyć w zgodzie 
ż Saksami, którzy korzystając z sympatyi ku nim Franków, sta- 
wali się groźniejszymi niż dawniej wrogami Słowian. Zrozumia- 
wszy to Obodryci, zwrócili uwagę na Daniję, jako na natural- 
nego ich sprzymierzeńca przeciw zamachom cesarstwa. Czedrag 
musiał uledz wpływowi okoliczności i na wzór Sławomira wejść 
w porozumienie z synami Gotfryda. Z tego powodu cesarz pozwolił 
Sławomirowi powrócić do kraju, lecz w podróży Sławomir, przyją- 
wszy chrzest, umarł r. 821.'') Czedrag pozbył się niebezpiecznego 
rywala, a lud obodrycki nowego zniszczenia i wojny domowej. 

Cesarz Ludwik, będąc zajęty ciężką wojną z Ludewitem 
Chorwackim, która się już trzy lata toczyła (819 — 822), nie mógł 
zwrócić całej swej siły przeciw Czedragowi; rozkazał jednak Sak- 
som zbudować zamek nad r. Delbądą (w Lauenburgu) i wypędzi- 
wszy z tej miejscowości Słowian, załogą swoją osadzić, dla wstrzy- 
mania napadu nieprzyjaciół. Wszakże to nie przeszko Iziło po- 

•^) Eginhard. Annal. a. 8iq. 
*) Eginhard. Annal. a. 821. 



^ 4^^ - 

słom oboflryckim zjawić się jirzed cesarzem we Frankfurcie, dokąd 
tak/e przybyli posłowie: Serbów, Weletów, Czechów, Morawów 
i od południowych Obodrytów.") Był to zjazd posłów wszystkich 
pogranicznych z cesarstwem ludów słowiańskich, z których ka- 
żdy miał swe szczególne sprawy do załatwienia. 

Nie doszły do nas wiadomości czego mianowicie dobijali sie 
u cesarza posłowie słowiańscy, ale zważając na wypadki przed- 
stawiamy sobie następne. Obodryci i Welety (Lutyki) szukali 
rozstrzygnienia, każdy na swą korzyść dawnych sporów, dając 
tym sposobem cesarzowi powód mieszać się do ich spraw domo- 
wych, waśnić ich między sobą jeszcze więcćj, aby potem łatwiej 
jednych i drugich do uległości zmusić. vSerbowie nadłabscy mieli 
pograniczne zajścia z markgrafami i zapewno zażalenie z powodu 
niedawnego (r. 820) napadu Franków, przeciw którym walczył 
Ludewit, jak niektórzy mniemają, król dolnołużycki.^) Obodryci 
Wschodni, sąsiedzi vSerbów, z nad r. Timoku mogli mieć sprawę 
z cesarstwem z powodu Ludewita chorwackiego, który po niefor- 
tunn3^m trzyletnim boju z Frankami, znalazł u Serbów przytułek. 
Czesi z Morawianami składali cesarzowi podarki, a chociaż cel ich 
poselstw niewiadomy, nieomylimy się jednak dopuszczając niezado- 
wolenie ich z pogranicznych grafów, a może już i z biskupów 
bawarskich, wcześnie bardzo zamyślających wybieranie dziesię- 
ciny z Czech i Morawy. 

Ludwik Pobożny, jak utrzymują dziejopisarze, nie lubiący 
wojny, a w rzeczywistości będąc w trudnych okolicznościach dla 
utrzymania tego, co mu się dostało po ojcu, nie mógł przedsię- 
brać, dalszych zaborów. Naturalnym więc celem jego polityki 



') u Eginharda pod r. 822 nazwani: „Praedenecenti". — Abodriti, qui wilgo 
Praedenecenti vocatur et contermini Eulgaris Daciam Danubio adjacentem incolunt 
(Eginh. an. 8;4). U geografa Bawarskiego nazwani Osterabtrezi =r Wschodni Obo- 
dryci, przedzieleni od niższej Morawy Timoczanami z nad r. Timok. Lelewel. Na- 
rody VIII, 20. 

^) Exercitum suum misit (I.udovicus imp.) adversvis orientales Sclavos, quo- 
rum diix nominabatur Liduit, quem in fuga verterunt et terram illam vastaverunt. 
Tlieganius sub an. 820 apiid Pertz. M. (i. II 5q6. O Ludę wicie w Cz. Ma. Serb. 
1849—50. s. 34. 



— 49 — 

było stanąć jako sędzia i rozjemca sporów nietylko cesarstwa 
z pogranicznymi ludami, ale nawet i wewnętrznych pomiędzy osta- 
tnimi rozterek. Świetność majestatu cesarskiego wsławionego po- 
wodzeniem oręża i wspieranego powagą kościoła, jakże wysoko 
panowała nad umysłami masy ludów słowiańskich, bytujących 
według dawnego obyczaju w prostocie pogaństwa, a co więcej 
powaśnionych między sobą i wyrzekających się zlania w większe 
ciała społeczne, z obawy stracenia swobody plemiennej. Blask 
tronu cesarskiego pociągał Słowian na zjazdy w nadziei uzyskania 
czegoś, — w rzeczywistości odchodzili zaplątanymi w sidła poli- 
tyki. Nad Łabą trwał spokój, wojna na lat kilka ustala. Słowia- 
nie odpoczywali, a Franki zajęci powstaniem Chorwatów pod 
wodzą Ludewita (819—822) i wobec gotującego się jeszcze sil- 
niejszego powstania nad Drawą i Sawą,*') zniewoleni byli zosta- 
wać w zgodzie z nadłabskimi Słowianami. 

3. Książęta Weletów Miłogost i Czeledrag, tudzież Czedrag obodrycki 

i Tungło serbski na dworze cesarskim załatwiają sprawy domowe. 

Demoralizacya książąt. 

Spokojni ze strony cesarstwa, Słowianie zyskali czas do urzą- 
dzenia się w domu, ale ich przedewszystkiem zajmywały zamieszki 
wewnętrzne. W pierwszej ćwierci IX w. u Weletów panował Luba 
razem z braćmi, ale że był starszym, przy nim według obyczaju, 
ze stawała i władza najwyższa. W zaszłej między Obodryta- 
mi a Weletami wojnie Luba poległ, zostawiwszy dwóch synów: 
Miłogosta i Czeledraga. Welety wybrali na „króla" starszego 
brata INIilogosta, ale przekonawszy się, że on nie był godzien 
tego dostojeństwa, stosownie do obyczaju, wypędzili go z kraju 
a młodszego brata ogłosili królem. W Maju r. 823 bracia Mi- 
łogost i Czeledrag, zjawiwszy się we Frankfurcie, przedstawili 
sprawę swą na rozstrzygnienie Ludwikowi. Nie zaniedbał on 



0) o siedmioletniej walce Chorwatów z Frankami (825—830) za panowania 

księcia Poriny, w skutek której Chorwaci wybili się na wolność i zupełną nie- 
podległość zyskali, niżej § 34. 

Tom Ul. 4 



— 50 — 

skorzystać z tak doskonalej okoliczności, dla utwierdzenia swego 
wpływu nad Słowianami i dla tego rozkazał dowiedzieć sie: 
któremu mianowicie z braci lud daje pierwszeństwo, a otrzyma- 
wszy zapewnienie, że lud stoi po stronie Czeledraga, mianował 
go księciem, ale i !Miłogosta skrzywdzić nie chciał. Obdarzył 
więc cesarz obu braci i od obydwóch otrzymał przysięgę wier- 
ności.^") Na tymże sejmie oskarżonym został książę Obodrytów 
Czedrag, zapewno przez pogranicznych grafów saskich, jakoby 
przeniewierzywszy się Frankom, uciekał się do różnych wykrętów 
długi czas, aby się nie zjawić na dworze cesarskim. Ludwik po- 
słał komisarzy do Czedraga, który odprawiając ich napowrót, po- 
słał z nimi kilku dostojniejszych mężów dla zapewnienia cesarza, 
że jeszcze przed nastąpieniem zimy on osobiście przed cesarzem 
stanie. Spełniając przyrzeczenie, Czedrag jeszcze w tymże roku, 
w towarzystwie obodryckich dostojników, przybył do Compiegne 
i w sposób zadowalniający wytlómaczył powody, które mu prze- 
szkadzały być u cesarza „a chociaż w niektórych razach zdawał 
się być winnym, ze względu jednak na zasługi przodków wszy- 
stko mu przebaczono, pozwolono wrócić do swego państwa, przy- 
czem i obdarzono go jeszcze" r. 823.") 

W Październiku r. 826 na sejm w Ingelheimie zjawili się: Cze- 
drag książę Obodrytów i Tungło zwierzchnik czy książę Serbów 
oskarżeni o zdradę. Cesarz wziąwszy w zakładniki synów Tungła 
pozwolił mu wrócić do domu, a Czedraga zatrzymał, wyprawiw 
szy tymczasem posłów do kraju Obodrytów dla zbadania opinii 
narodowej. Po powrocie posłów, doniesiono cesarzowi, że chociaż 
między Obodrytami niema jednomyślności, ale możni zgadzają się 
przyjąć księcia swego. Wtedy Ludwik rozkazał wziąć od Obodry- 
tów zakładników, a Czedragowi powrócić władzę.^-) 

Dopuszczamy, że obawa o utratę władzy, a może i niepod- 
ległości kraju, zmuszały książąt słowiańskich korzyć się przed 



1") Eginhard. Annales. 823. 

11) Eginhard. Annal. a. 823, 

12) Eginhard. Annal. a. 826. 



— 51 — 

cesarzem, przesiadywać na jego dworze, dobijać sie zaufania, 
ale jakże wytłómaczyć możnowładców obodryckich, którzy 
udali sie do cesarza ze skargą na księcia Czedraga? Cóż pobu- 
dzało serbskich dostojników, niezadowolnionych ze swego księcia 
Tungła, podobnie postąpić? Widocznie demoralizacyja, pod wpły- 
wem cudzoziemskim, wkradła się głęboko w społeczność ówczes- 
nycłi Słowian nad Łabą i podzieliła ją na stronnictwa. Stron- 
nictwa te musiały być dość silne, jeśli książęta nie mogąc podo- 
łać im, spieszą dla usprawiedliwienia się przed cesarzem. O ileż 
w pojęciu Słowian cesarz stał wyżej od ich własnych książąt? 

§ 34. 

Osłabienie przewagi cesarstwa nad Słowianami. 

I. Niepowodzenie Franków w bojach z Chorwatami zniewala Ludwika 

Pobożnego do oględnego postępowania z Serbami, Czechami, Obodryta- 

mi i Weletami. 

Podczas gdy Ludwik Pobożny na dworze swym w Com- 
piegne, Ingolsztadzie i Frankfurcie przyjmywał książąt i posłów 
słowiańskich, rozsądzał ich sprawy, karcił i nagradzał, nad Dra- 
wą i Sawa kipiała straszna, barbarzyńska wojna Franków z Chor- 
watami. W ciągu siedmiu lat (825 — 830 r.) Chorwaci morze 
kwA własnej przelawsz}'', stargali wszelkie usiłowania Franków 
i zmusili cesarza do uznania ich niepodległości. Wiedział cesarz 
jak liczne jego wojska, z Francyi różnemi drogami doszedłszy 
nad Drawę, już więcej nie wracały, wiedział jak wódz jego Ko- 
cilin (Gosselin?) nie szczędził płci, wieku i mienia,^) a jednak 
wszystko napróżno. Kocilin uciekł,-) wojska jego wyginęły, 
przewódzca Chorwatów Porina tryumfował, przyjął chrzest, zy- 
skawszy przez to silnego zastępcę w papieżu. Niedziw więc, że 



^) Constan Porphi. de Administ. Imp. cap. 30. „Tanta in eos crudelitate 
utebantur Franci, ut lactentcs adhuc eorum pueros occidentes canibus objicerent. 

^) Kocilin nie był zabity, jak utrzymuje Purpurorodny, gdyż później jeszcze 
w r. 834 zjawił sie. Szafarzyli. Star. Słów. § 33 str. 302. 

4* 



- 52 — 

pobożny cesarz okazywał się powolnym względem Słowiańszczyzny 
nadlabskiej, przysłuchiwał się opinii ludowej i przyjmywał stronę 
tego księcia, za którego stał lud. Cesarz starał się nieobrażać 
uczuć narodowycłi, a jego margrafy wstrzymali swe zapędy do 
zaboru ziem slowiańskicłi. Trwał więc pokój stały z Czecliami, 
Serbami i Pomorzanami. Wszakże wypadki u Słowian cłiorwa- 
ckich niezostały bez wpływu i na Słowiany nad Łaba. Książęta 
Obodrytów niegdyś tak posłuszni Karolowi W., teraz unikają 
odwiedzin cesarskiego dworu, porozumiewają się z Duńczykami. 
Welety wyłamali się zupełnie od wszelkicli obowiązków wzglę- 
dem cesarstwa, tak że spółcześni pisarze nie znajdywali nic go- 
dnego zapisać o nicli. Czecłiowie i Morawjanie cieszyli się zupełną 
niepodległością, a Serby i Łużyczanie, nie cłicąc wiedzieć nawet 
o jakiej bądź zależności od cesarstwa, przyjaźń dlań księcia swego 
Tungla za zdradę poczytali. Sławiańszczyzna ożywiła się myślą 
swobody narodowej i wyłamawszy się powoli z pod jarzma wło- 
żonego na nią przez Karola W., gotowała się porwać ostatnie 
stosunki przyjaźni z cesarstwem. 

2. Założenie biskupstwa Hamburgskiego r. 834. Anskar apostoł Północy. 

Wśród niepowodzeń oręża cesarz Ludwik oddawał się spra- 
wom pobożnym, zamierzając winnicę Chrystusa zasadzić na da- 
lekiej północy, co posłużyło by razem i do powiększenia maje- 
statu cesarskiego, przez podciągnienie pod jego władzę ochrzco- 
nych ludów. W roku 823, arcybiskup reimski Ebbo, z polece- 
nia cesarza i upoważnienia stolicy apostolskiej, udawszy się do 
Danii dla opowiadania ewangelii, wielu ludzi nawrócił.^) Cesarz 
darował mu majętność Wełna, albo Welnau w Nordalbingii, te- 
raz Miinsterdorf, niedaleko Esesfeldburga, gdzieby mógł mieć 
przytułek i stanowisko dla stosunków z ludami Północy.^) W tymże 
czasie udało się cesarzowi skłonić pretendenta duńskiego Ha- 



^5) Eginhard. Annal. a 823. 

*; Rimberti. Vita S. Anskarii 13. 14. Pertz M. G. II 



— 53 — 

ralda do przyjęcia chrześciaństwa, z towarzyszami swymi w Mo- 
guncyi r. 826.^) Z powracającym do Danii Haraldem, cesarz posłał 
mnicłia korbejskiego"*) Anskara dla apostołki na Północy. Szedł 
Anskar do Szwecyi, znalazł tam prozelłtów i w nagrodę miano- 
wany został arcybiskupem północnych krajów (r. 831). Wtedy 
Ludwik zamierzając uskutecznić zamiary ojca, ustanowił arcybis- 
kupstwo nad Łabą w Hamburgu (r. 834). Była to metropotia pół- 
nocna do nawracania, według dokumentu r. 835, Danów, Szwedów, 
Norwegów, Farejców, Grenlandów, Islandów, Finnów i Słowian') 
Anskar został prymasem ludów północy i wschodu, zajął sie wy- 
łącznie Skandynawami, a do Słowian niezaglądał nawet. Kupo- 
wał on wreszcie chłopców słowiańskich, i na naukę oddawał ich 
do klasztoru Turholt we Flandryi,^) podarowanego arcybiskupowi 
hamburgskiemu dla zwiększenia jego dochodów. Z tego można 
Wnioskować jak mało miał Anskar nadziei na powodzenie chrze- 
ściaństwa wśród Pomorzanów i uzyskania od nich daniny na 
utrzymanie arcybiskupstwa. Z czasem gdy klasztor Turholt od- 
padł od biskupstwa hamburgskiego, opat tameczny uczniów swych 
w poddanych obrócił. 

3. Nienawiść do chrześciaństwa sprzymierza pogan północnych ze Sło- 
wianami przeciw cesarstwu. Opamiętanie Słowian. 

Założenie metropolii chrześciańskiej w Hamburgu trwogą 
napełniło sąsiednie słowiańskie ludy o cześć swych bogów, ró- 
wnie jak i Skandynawów o cześć Odina i Walhali. Zrozumieli 
poganie, że chrześciaństwo przynoszone przez Niemców, zwia- 
stuje nowy porządek rzeczy, niezgodny z ich wyobrażeniami 



") Eginhard. Annal. a. 826. 

*) Klasztor Corbie nad r. Somme, w pobliżu Amien, później przez Ludwika 
Pobożnego przeniesiony, pod nazwa Nowo - Korbejskiego, do kraju Saksów, nad 
r. Wezer. 

') Hasselbach. Codex Pomeraniae, dyplomat pod Nr. 3. ma być zmyślonym 
przez mnichów korbejskich, ale w każdym razie jest bardzo ważnym dokumentem 
we względzie geografii Pomorza. 

®) Rimberti. Vita S. Anskarii Pertz. M. G. II. Porów. Raumer. Regesta s. 21'. 
Barihold (Jeseh. v. Riigen und Pommern. I s. 220; Wiger. Mekl. Annalen s. 14, 131. 



— 54 — 

i swobodą. Hamburg stanął solą w oku zarówno Słowianom, 
jak i Skandynawom. Odtąd dawne boje między Słowianami 
a Skandynawami ustają. Północni poganie bratają się przeciw 
wspólnemu nieprzyjacielowi — chrześciaństwu, reprezentowanemu 
w ich oczach przez Niemców. Odtąd Wikingi normańscy nie 
lupieżą więcej słowiańskich grodów pomorskich,^) a całą swą 
energię zwracają na pobrzeża krajów chrześciańskich, Obodryci 
zerwali stosunki z Frankami i pierwszy raz wspólnie z Weletami 
występy wali w latach 835 i 836 przeciw wojskom cesarskim, 
wyprawionym dla zmuszenia ich do uległości.^*') Napad ten za- 
drasnął króla duńskiego Erika, który zaraz począł się domagać, 
aby Ludwik zrzekł się władzy nad Obodrytami i takową, razem 
z krainą Fryzów, oddał Danom.'^) Ludwik odrzucił takowe do- 
maganie się: wojna ze Słowianami ciągnęła się bez skutku, cho- 
ciaż wodzowie cesarscy, wróciwszy do domu chwalili się z upoko- 
rzenia Słowian (r. 838). Kłamstwem to jednak było, ponieważ 
Słowianie jeszcze później, wspólnie z Duńczykami łupieżyli po- 
granicza cesarstwa i oprócz Obodrytów z Weletami, do boju wy- 
stępywali Chełmianie i Serbowie. Wysiane przez Ludwika 
wojsko saskie przeciw Koledyczam w okolicy Lipska bytującym, 
wpadło do tej krainy i stoczyło z Serbami pod grodem, przez 
Niemców Kiesigesburg, albo Kozinesburg zwanym'-) zaciętą bi- 
twę, w której zwierzchnik serbski Czemisław poległ, a gród jego. 



9) Napad duńskich Wikingów na jakieś miasto słowiańskie (jak domyślają 
sie niektórzy Wolin) i złupieżenie go około r. 836, 837, było czynem liulaszczej 
drużyny, ale systematycznych napadów, jak dawniej, w IX, w. już nie było. 

'^) Adalgarius et Egilo comes ad Abodritos et Wilzos a fide deficientes du- 
dum direcli, reversi sunt, adductis securse obsidibus imperatori deinceps subditos 
fore nunciantes. Prudentii Trecensis an. 838. M. G. I. 

*') An. 838. „Missi Horich . . . . piralarum in nostros fmes dudum irruen- 
tium maximos a se ob imperatoris fidelitatem captos atque interfici iussos retulerunt, 
petentes insuper sibi dari Frisianos atque Abodritos. Cujus petitio, ąuanto impera- 
tori indecens sive incongrua visa est, lanto vilius spreta et pro nihilo ducta est. Pru- 
ducentii Trecensis an. 838. 

'-) Według niektórych pisarzów ma być Ouetz, według Jencza Kothen. Po- 
wieść o Serb. kr. C. M. S. 1849 — 50. I, 35. Może po stowiańsku zwał sie Kozi- 
gród, Kozin? 



— 55 — 

tudzież jedynaście zamków zwycięzcy opanowali r. 839.'^) Korzyści 
jednak z tego zwycięstwa cesarstwo nieotrzymało. Późniejsze wy- 
padki dowodzą, że Serbowie zachowali niepodległość, równie jak 
i sprzymierzeńcy ich Obodryci, Welety i Chełmianie.^^) Być może 
przypadła w tym czasie śmierć Ludwika Pobożnego r. 840 od- 
wróciła ciosy wymierzone przeciw Słowianom, w każdym razie 
ze zgonem cesarza Solawa i Łaba, tak samo jak i podczas zgonu 
Karola W., dzieliły Niemców od Słowian, z tą tylko różnicą, że 
Słowianie w r. 814, przygnieceni moralnie, starali się o względy 
cesarskie, poniekąd byli nawet w zależności i między sobą wa- 
śnili się, a teraz nabrawszy odwagi i rzuciwszy domowe zatargi, 
razem stawali do odporu nieprzyjaciela, z którym nigdy już wię- 
cej godzić się nie zamierzali. Powrót pojęć i usposobień doko- 
nywał się powoli, po ciężkicli stratach i doświadczeniach, — co- 
kolwiek zapóźno, bo dał Niemcom czas utwierdzić się nad Łabą, 
ale za to był stanowczy i na dwa wieki przedłużył niepodległość 
Słowian prawego brzegu Łaby. 



§ 35. 
Słowianie nie korzystają z rozpadnięcia cesarstwa. 

I. Zaburzenie w Niemczech po śmierci Ludwika Pobożnego. Odpadnię- 
cie Niemiec od cesarstwa r. 843. 

Trzej synowie Ludwika Pobożnego, nie mogąc pogodzić 
się w odziedziczeniu spadku po ojcu, chwycili za oręż, aż naresz- 



'•'') Saxones contra Sorabos, qni Colodici vocantur apud Kesigesburcli dimi- 
cantes, victoriam adepti sunt. regeąue ipsorum Cimusclo interfecto eandem urbem 
et undecem castella ceperunt. Prudent. Trecen. an. 839. M. G. I 436. 

Ił) W tomie lE s. 144 — 5 niniejszego dzieła powiedziałem, że pod nazwa 
Hluni, Linones, Linai wypada pójmy wać Chłumian, Cliełmian, 
l<tórzy po łewym brzegu Laby bytowali.- Dla dokładniejszego zaś zrozumienia poło- 
ani geograficznego i nazwy wzmianlcowanego ludu, daję tu następne objaśnienie. 
Wyprawy Karola W., Ludwika Pobożnego i Ludwika Niemieckiego dotknęły 
niejednokrotnie ludek zwany Hluni, Linones, Linai. I tak: R. 795. 
usque ad fluvium Albira pervenit (rex) ad lo:um qui dicitur Hliuni (Eginhard); 



- 56 - 

cie starszy z nich Lotar, rozbity przez młodszych braci, jął sie 
ostatecznych środków. 

W Saksonii znajdywało sie podówczas mnóstwo burzliwych 
żywiołów, gotowych do rokoszu i przywrócenia porządku takiego, 
jaki istniał przed reformami Karola W., a początkiem swym sięgał 
odległych czasów. Wiadomo, że Saksy byli przybyszami ze Skan- 
dynawii, osiadłymi powiekszej części na ziemiach słowiańskich przy 
ujściach Łaby i Wezery w niepamiętne wieki. Wiadomo także, 
jak w połączeniu z Frankami Saksy, rozbiwszy r. 531 Durzyńców, 
ziemie ich opanowali, dawnych mieszkańców pozbawiwszy własno- 
ści, częścią wymordowali, tych zaś, którzy przy życiu zostali, utrzy- 
mali jako robotników na ziemiach zdobytych. Lud ten służebny 
zwał sie lasi,^) w ciągu trzech wieków mieszając sie z Niem- 
cemi, zniemczał, ale szczególnej przyjaźni dla Saksów szlachetnych 
(edelingów) i właścicieli ziemskich (frilingów), 'żywić nie mógł, 



R. 808 Karolus Albiam ponte junxit, et esercituii cui piaeerat in L i n o n e s et 
Smeldingos. (Eginhard). R, 808 in Saksonia ultra Albiam ad illos Sdavos, 
qui Yocantur L i n ai. (Chr. Moissiac). R. 811. Missit imperator exercitum ultra Al- 
biam ad illos Sclavos, qui nominantur Lanai et Bethenzer. (Chr. Moissiac). 
R. 839. Contra Abodritorum et qui dicuntur L i n o n e s. (Prudentii. Trecens.). 
R. 858 in Abodritos et L i n o n e s. (Rudolfii. Fuld. annal.). R. 877 Sclavi, qui 
Yocantur Linones et Siusli, eorumque vicłni defectionem molientes solitum 
dare censum renuunt. (Annal. Fuld.). Z tego widać, że wzmiankowany ludek mie- 
szkał po lewym brzegu Laby, w sąsiedztwie Smolanów i Byteńców, jak na mapie 
do tomu IT. oznaczono. A co się tyczy nazwy, to wyrażenie kronikarza r. 795 
„locum H 1 i u n i^ oznacza c h 1 u m y, chełmy, od których powziął lud nazwę 
Chlumian, Chelmian, przekręconych przez kronikarzy w Linonów, Linów. OJ nich 
wypada odróżniać Lino w, (Lini), którzy mieszkając po prawej stronie Laby, wśród 
blót i lasów, kolo jeziora Moryckiego, składali małą włość, nie posiadającą ani siły 
ani możności z przyczyny oddalenia od Laby, stawać na linii bojowej nad Labą do 
walki z Niemcami. Podobna cześć należy Chełmianom (Linonom), ujarzmionym za 
Karola W., a później na wolność wybijacącym się. Tem się daje usprawiedliwić wy- 
rażenie kronikarskie, że w r. 877 L i n o n y (Chełmianie) S u s 1 y i inni sąsiedzi 
odmówili płacenia daniny, (solitum dare censum renuunt). To do Chlumian tylko za- 
stosowane być może, bo Liny, z okolicy jeziora Maryckiego, do boju z Niemcami 
w IX wieku nie występywali, a przeto i do płacenia im daniny zobowiązywani być 
nie mogli. 

') Nidhard opisując urządzenia Saicsonii przez Karola W., rozpowiada o po- 
dziale ludu na: edhilingi, sunt qui frilingi, sunt qui lazzi illorum lingua dicentes, 
latina vero lingua hoc siml: nobiles, ingenuiles alque serviles. Historiarum liber IV 
Pertz. Mon. Ger. II 667—668. 



— S7 — 

choćby z ekonomicznych przyczyn, nie mówiąc o tradycyi, która 
im lepsze czasy przypominała. Lotar wezwał do oręża niższa 
klasę ludu, do której i łasi należeli, obiecując im majątek klas 
wyższych, powrócenie pogaństwa i dawnego porządku rzeczy. 
Lud powstawszy masami, biegł pod sztandary Lotara, gromadził 
się pod nazwą S t e 1 li n g a, opanował majątki z których edelingi 
uciekali.-) Spodziewano się, że i Słowianie połączywszy się ze 
Stellingami, pomogą do wywrócenia porządku przez Karola W. 
zaprowadzonego; — wezwano i Duńczyków, obiecując im ustą- 
pić jakiś kraj, zapewne Nordalbingiję. Ale Lotar nieumiał prze- 
prowadzić ruchu, przez niego wywołanego. Udało się wiec 
LudwikoAvi, bez szczególnych wysileń, przełamać opór Stellingi 
i powstańcze tłumy poddać pod surowe ustawy, spychające ro- 
botników do stanu niewolników^) r. 842. 

Po trzyletniem zaburzeniu stanęła między braćmi umowa 
w Verdun r. 843, w skutek której Niemcy ostatecznie oddzieliły 
się od cesarstwa, a pierwszym królem Niemiec został syn Lu- 
dwika Pobożnego, Ludwik Niemiecki. 

Odtąd Słowianie pozbyli się na zawsze niebezpiecznych od- 
wiedzin Franków, ale za to znaleźli się w obec Niemców spojonych 
prawicą Karola W. w jedno państwo. Nowy sąsiad gorszy był 
od poprzedniego: więcej dziki i bardziej nienawistny Słowianom. 

2. Słowianie nie korzystają z rozdarcia cesarstwa. Obodryci burzą 
Hamburg. 

Trzyletnie zaburzenie w Niemczech podawało Słowianom 
dogodną zręczność upomnić się za swych braci załabskich, jeszcze 



") Hinc eliam in Saxoniain missit, frilingis lazzibusque, quorum infinita mul- 
ttudo est, promittens,. si secum sentiient, ut legem quam antecessores sui, tempore 
quo idoloruin cultores erant, habuerant, eamdem illis deinceps habendam concederet. 
Qua supra modum cupidi, nomen novum sibi, id est Stellinga, imposuerunt, et in 
unum conglobali, dominis a regno pene pulsis, morę anti:]no qua quisque volebat 
legę vivebat. Nithardi. Histor. lib. IV M. G. II 669. 

') Porów. Maciejowskiego. Histor. prawod. slow. T. I § 535. Roczniki 
Kroniki str. 97. Dopełnienia doHist, praw, slow. str. 50. Wigger. Mekl. Annal s. 16. 



- 58 - 

przez Karola W. ujarzmionych, dla czego wypadało wspólnemi si- 
łami zdobyć stanowiska saskie w Magdeburgu, Czartowie, Hocłi- 
bukach, Hamburgu i Ezesfeldzie, przywrócić panowanie swoje 
w Nordalbingii, jak było miedzy 804—810 r. i opanować ujście 
Łaby, do czego wielką pomoc Słowianie znajdywali we flocie 
duńskiej, gotowej w każdej chwili do działania przeciw Karlo- 
wingom. Ale Słowianie w tym czasie nie dojrzeli jeszcze do 
pojmowania interesu narodowego, a tem bardziej dalecy byli od 
przejrzenia w przyszłość. Byli gotowi bronić do upadłego swe 
siedziby, każdy z osobna, łączyć się nawet niekiedy do wspólnej 
obrony, ale do działania wstępnym bojem przeciw nieprzyjacie- 
lowi wtedy gdy ten nie napadał na nich, — nie łatwo im było. 
Jedni Obodryci, zaprawieni w długich walkach z vSaksami, Duń- 
czykami i Frankami, nauczyli się prowadzić wojnę zaczepną 
i korzystać z dogodnej pory. Oni jedni ze Słowian, wśród zabu- 
rzeń 841 — 842 r., ruszyli się przeciw cesarstwu i wspólnie z Nor- 
manami napadli na Hamburg. Napad był tak gwałtowny, że 
nawet okoliczni mieszkańcy nie zdążyli na pomoc miastu. Arcy- 
biskup Anskar zamierzał z mieszczanami i przedmieściem Ham- 
vik bronić się, ale nacisk nieprzyjaciół zmusił go do ucieczki tak 
spiesznej, iż ledwo zachwycił z sobą relikwie świętych, płaszcza 
jednak unieść nie zdążył. Poganie opanowawszy miasto, łupie- 
żyli kilka dni, a potem zapaliwszy domy odeszli r. 842.'') Anskar 



*) Zkad przybyli ci rozbójnicy, kto byli, a nawet w którym roku na Ham- 
burg napadli — niewiadomo, Adam Bremeński wypadek ten stosował do r. 840, 
ale wcześniejszy Nithard o zburzeniu Hamwiku wspomina między wypadkami r. 842, 
Nithard pod r. 842 mówi: Per idem tempus Nortmanni Contwig depraedati sunt 
inibiąue marę trajecto Hamwig et Novdhumwig similiter depopulati sunt. Historia- 
rum lib. IV. M. Ger. II, 669. Późniejsze legendy wspominają o jakimś księciu 
słowiańskim Borucie, który wladal na pograniczu z Niemcami i jako poganin napa- 
dał na chrześcian. (Legenda de ss. martyribus interfectis in Hamburgh, w Leib- 
nica Scriptores rerum Brunsvicen. I, 184). Przypomnić wypada, iż w owym czasie 
Słowianie pomorscy wspólnie ze Skandynawami działali przeciw Karlowingom, a za- 
tem nic dziwnego, jeśli pod nazwą Normanów, skrywa się w tym czasie nazwa Sło- 
wian, zapewne Obodrytów, którzy łupicżyli Hamburg, tę metropolije chrześciań- 
gtwa, zarówno nienawistną dla Słowian jak i dla Skandynawów. 



— 59 — 

przesiadując na przeciwnym brzegu Łaby, zwiedzał pogorzelisko; 
wystawiony jego staraniem kościół „przedziwnej roboty" znikł 
w płomieniach, a niespokojne czasy nie dozwalały myślić nawet 
o wznowieniu metropolii. 

3. Bezskuteczna wyprawa Ludwika Niemieckiego przeciw Obodrytom 

r. 844. Hamburg powtórnie zniszczony r. 845. Metropolia z Hamburga 

do Bremy przeniesiona r. 847. 

Tymczasem Ludwik Niemiecki, uśmierzywszy powstanie 
w Saksonii, przedsięwziął w roku 844 wyprawę przeciw Obo- 
drytom za ich napady, jak mówią kronikarze, na Niemcy. 
W zaszłym boju książę obodrycki Gostomysł poległ, a inni 
zwierzchnicy z ludem musieli się upokorzyć,^) co wszakże nie 
przeszkodziło im wojować znowu w roku 845 i razem z Duń- 
czykami odbyć wyprawę nad dolną Łabą przeciw Niemcom. 
Flota Normanów, w liczbie 600 okrętów przez króla duńskiego 
Erika wystawionych, zawinąwszy do ujścia Łaby, napadła na 
Hamburg, warownia którego była już wzmocniona, lecz to nie 
przeszkodziło do zlupieżenia miasta,^) w czem prawdopodobnie 
przyjmowali udział i Słowianie. Ludwik pospieszył z wojskiem, 
pobił Normanów i w powrocie potłukłszy Słowian, zajął jakiś 
gród ich r. 845.'^) Dla traktowania o pokój posłowie Erika udali 



s) Rudolfi. Annal. Fuld. an. 844, Hludovicus Abodritos defectionem molien- 
tes bello perdomuit, occiso rege eorum Gotzo niuzli, terramąue illorum et populum 
sibi divinitus subiugatum per duces ordinavit. Podobne przechwałki w Annales 
Bertinian. i Annales Xantes s. a. 844. 

^) Nordmanni castellum etiam in Saxonia quod vocatur Hammaburg popu- 
lati, nec inuUi reversi sunt. Rudolfi. Fuld. Annal. 845. 

'^) Nortmannorum rex Oricus sexcentas naves per Albim fluvium in Germa- 
niam adversus Hludowicum dirigit; quibus Saxones occurrentes, commisso proelio, 
domini nostri Jesu Christi auxilio victores efficiuntur. Unde digressi Sclavorum 
ąuamdam impetu et capiunt civitatem. Prudentii Trecen. an. 8^5- 

Ludewicus rex congregato exercitu maguo iter iniit ad Yinodos Quod gentiles 
cum cognovissent, e contra legatos direxerunt in Saxoniam et miserunt ei munera et 
obsides et petierunt pacem. At ille, concessa pace, reversus est de Saxonia, 
Annal. Xantes a. 845. 



-- 6o — 

się na sejm do Paderbornu, dokąd i Słowianie przybyli. Wojna 
z Obodrytami skończyła się niczem/) Ludwik mimo największej 
chęci ujarzmienia Obodrytów, dopiąć tego nie mógł, albowiem 
spiesz3'ć musiał nad Dunaj, gdzie mu groziło daleko większe nie- 
bezpieczeństwo ze strony tamecznych Słowian.") 

Ciągły niepokój nad dolną Łabą i przewidywanie nowych 
wojen między Słowianami a Niemcami, przeszkadzały do wzno- 
wienia arcybiskupstwa Hamburgskiego. Król Ludwik naznaczył 
Anskara biskupem bremeńskim r. 847 i tym sposobem dwa bi- 
skupstwa złączyły się w jedno. Arcybiskup północny Anskar 
miał swą stolicę w Bremen, gdzie przebywał do śmierci r. 865, 
Podróżował do Danii, ale o Słowianach ani on, ani jego następcy 
nie myśleli, zapewno i nie mogli, bo stosunek Niemców do Sło- 
wian pomorskich w IX wieku był jeden: wojna nieubłagana 
w celu opanowania ziem słowiańskich. Nie przeszkadzało to du- 
chowieństwu niemieckiemu granice biskupstwa liamburgo-bre- 
meńskiego rozciągać aż do r. Pieny,^'-) choć tam noga żadnego 
apostoła jeszcze nie postała. 



*) Niektórzy pisarze dają tej wojnie szerokie znaczenie, upatrują nawet zu- 
pełne poniżenie Obodrytów przez zniesienie u nich z woli Ludwika władzy wiel- 
kiego księcia i postawienie kraju w hołdownictwo królowi niemieckiemu. Tak utrzy- 
muje i p. Pawiński (IIo.iaScKie CiaB/iiie s. 51). Porównawszy jednak świadectwa 
annalistów, — na podobny wniosek zgodzić się nie możemy; późniejsze wypadki obja- 
śniają zupełną niepodległość Obodrytów. 

®) Porów, niżej, na stronicy 63, wojna Ludwika z Morawianami r. 846. 
^0) Sfałszowany przez mnichów korbejskich dokument pod r. 786 (Hasselbach. 
Codex Pomeraniae pod N. i) wykazuje pretensyje Niemców na ziemie słowiańskie. 
Głosi ten dokument: terminos autem ejus (diocesis) circumscribi precepimus; id 
est.... Liam fluvium (teraz Liihe), qui absorbetur ab Albia fluvio, de hinc trans 
Albiam, ubi Bilena mergitur in Albiam, dehinc in ortum Bilene (teraz Bille), inde 
ubi Trauena absorbetur a mari, deinde usque quo perveniatur, ubi Pene fluvius currit 
in marę barbarum. Inde in ortum eiusdem fluminis. Hinc in Eldam. Dehinc in 
Albiam. Inde in rivum Alend (Aland?), wpadająca do Łaby z lewej strony blizko 
Sznakenburga i t. d,^ 



— 6i — 

§ 36. 

Usiłowania Ludwika Niemieckiego do panowania nad 
Słowianami. 

I. Wzrost potęgi Moimirowlczów w Morawach. Wygnany z kraju Pry- 
bina przyjmuje chrzest u Franków i za dozwoleniem króla Ludwika za- 
kłada księstwo Błatneńskie r. 840. 

Po rozpadnięciu sie państwa Samona r. 662, nic w dzie- 
jach nie słychać półtora wieku o tern, coby się. nad r. Morawa 
działo. Tylko z okolicznych zdarzeń możemy wnioskować, że 
w ciągu tego czasu Morawy tworzyły osobne państwo pod rzą- 
dem własnego rodu książąt, którzy bez wątpienia w bojach Fran- 
ków z A warami (791 — 803") przewodniczyli Morawianom.^) Zajęcie 
przez Franków stanowiska nad Dunajem, po wywróceniu przez 
nich panowania Awarów, zbliżyło granice cesarstwa aż do posad 
Morawianów', którzy dla uniknienia wojny z potęgą Karola W. 
oświadczyli mu sie z uległością, może i daninę płacili, ale przez to 
niepodległości nie stracili. Żaden urzędnik cesarski nie gospodaro- 
wał u nich.-) Książęta morawscy byli zupełnymi władcami w swym 
kraju i zapewne nie z innego powodu, jak z przywiązania ludu, 
panowali jeden po drugim, jakby w monarchii dynastycznej, co 
sie nie zgadzało z obyczajem słowiańskim.-^) Częste boje z A wa- 
rami, trzymającymi stanowiska w Rakusach, były dla Morawian 
szkołą ćwiczenia się w sztuce wojennej i to się im później wielce 
przydało. 

1) Porównać dzieła tego tom II s. 82. 

") Historycy mniemają, że Morawianie będąc postawieni między Awarami 
a Frankami i znalazłszy się w konieczności rozprawiać się orężem z jednymi lub 
drugimi, udali się pod ochronę Karola W. w r. 811 i że od r. 817 zostali danni- 
kami cesarstwa (Dudik. Mahrens Geschichte I, s. 109). Szafarzyk także twierdzi 
o zwierzchnictwie Franków nad Morawianami, mniemając, że w skutek tego Mora- 
wianie nie przyjęli udziału w wojnie Ludewita chorwackiego z Frankami r. 818 — 822 
i nie mieszali się do zatargów Franków z Bółgarami r. 817 — 829 (Star. Slow. § 41, 3, 
str. 475). Rozpatrywanie lej kwestyi należy do specyalnej historyi morawskiej. Tu 
tylko wspomnimy, że zależność od Franków mogła być chyba nominalną, bo w rze- 
czywistości Franki nie wdawali się w sprawy Morawianów, 

») Dudik. Mahrens Geschichte I, s. 121, 123. 



— 62 - 

Nazwa !Mora\vianó\v zjawia się wdziejach we właściwej for- 
mie-') pierwszy raz w r. 822, gdy posłowie ich razem z posłami 
innych ludów"^) przybyli do Franłcfurtu z darami, dla olcazania 
tern przyjaźni Franlcom i życzenia żyć z nimi w zgodzie. W ośm 
lat później zjawia sie pierwszy po imieniu wiadomy władzca 
morawsV:i ISIoimir, zamierzający połączyć drobne ludy słowliń- 
skie między górami Czeskiemi, Karpatami i jeziorem Błatnem 
bytujące, aby powstrzymać szerzące się zabory Franków, którzy 
już od r. 803 Morawy zaliczywszy do dyecezyi Passawskiej, sze- 
rzyli chrześciaństwo i wpływ cesarstwa aż do Karpatów.**) Moi- 
mir zrozumiawszy swe położenie, ochrzcił się i przez to wyrwał 
sąsiednim margrafom powód do najazdów na Morawy. 

Władający pod ówczas w Nitrze, głównym grodzie Sło- 
waków, książę Pribina, poganin, wdawszy się z niewiadomych 
powodów w wojnę z Moimirem i wygnany przez niego z kraju 
r. 830, znalazł przytułek u margrafa Radboda. Potem za wsta- 
wieniem się Radboda, cesarz Ludwik Pobożny przyjąwszy ła- 
skawie Pribinę, polecił ochrzcić go biskupowi salcburgskiemu, 
przez co Pribina zyskał względy cesarskie i z pomocą margrafa 



*) Dawniej Morawianie słynęli pod nazwą Markomanów, których przez nie- 
obaczność za Niemców poczytano. 

5) Eginhard. Annal, a. 822 Morvanorum legationes audivit. 

e) Pograniczne z Bawaryą kraje słowiańskie Karol W. zdobywszy na Awa- 
rach, poddał pod władze dwóch sąsiednich biskupów: salcburgskiego i passawsldego, 
w ten sposób iż Pannonia przypadła salcburgskiemu, a Rakusy passawskiemu bisku- 
powi. Początek takiego podziału prawdopodobnie sięga r. 803, kiedy Karol W. do 
Bawaryi zdążywszy, urządzał tam sprawy Pannonii. (Eginhard. Annales a. 803). Po- 
siadłości tych biskupów ciągnęły się do r. Raby, ale dopiero w r. 829 dokładniej 
oznaczone zostały. W dokumencie z dnia 18 Listopada 829 r. czytamy: „ut Re- 
ginharius, episcopus (Passaviensis) habeat ad diocesim suam de ista occidentałi 
parte fluvii, qui vocatur Spraza, ubi ipsa exoritur et in ałiam Sprazam cadit, et ipsa in 
Rapam fluit; Adalramus vero Archiepiscopus ex occidentałi ripa supradictarum aqua- 
rum in orientali et australi parte ad diocesim Juvavensem, et ita in antea, sicut Arno 
antecessor eius habuit, płeniter habeat." Erben, Regesta diplomatica. T. I, N. 23. 
W innych odpisach tego dokumentu rzeki są nazwane Spiraza i Aribone; w Boczka, 
Cobex dipl. I, N. 22. Jakaby rzeka kryła się pod nazwą Spraza, czy Spiraza — 
dotąd nie wyjaśniono i to przeszkadza historykom do wykreślenia granic rzeczonych 
biskupstw. 



- 63 - 

Radboda powrócił do Nitry, zajął sie szerzeniem cłirześciań- 
stwa, wystawił Icościół ś\v. Emmerama, przez bislcupa salcburg- 
skiego Adairamma jeszcze przed r. 836 poświecony. Przyjaźń 
z Radbodem trwała niedługo: Pribina z synem swoim Kociełem 
zemlcnął do Bółgarów, a potem do Cliorwatów, Ictórzy pod Icsię- 
ciem Ratimirem gotowali sie do walki z Franlcami roku 838. 
Po niefortunnej dla Cliorwatów wojnie, Pribina udał sie do grafa 
Krainy Salacłia, za jego wdaniem się, pogodził sie z Radbodem 
i od Ludwika otrzymał około r. 840 w len krainę nad jeziorem 
Błatneńskiem, gdzie założywszy gród Błatno (Mosburg) przy uj- 
ściu r. Sali do jeziora, pracował nad rozszerzeniem chrześciań- 
stwa, jak niegdyś w Nitrańsku. Zbudował w swem księstwie 
32 kościoły i aż do końca życia był przyjacielem Franków, ale 
z Moimirem pogodzić się nie mógł.') Tymczasem Nitrańska kraina 
została pod władzą Moimira, który wzrósł w taką potęgę, jakiej 
pod ówczas w zachodniej Słowiańszczyźnie nie było, bo od gra- 
nic bawarskich aż do źródeł Odry i Wisły, a za Karpatami aż 
do rzek Hronu i Dunaju wszystkie mu ludy podlegały. 

2. Wyprawa króla Ludwika przeciw Morawianom r. 846. Niepomyślny 
powrót jego przez Czechy. Powtórna wojna Ludwika z Czechami i Ser- 
bami. Zwycięztwc Czechów r. 850. 

Wzrost potęgi morawskiej nie podobał się królowi Ludwi- 
kowi Niemieckiemu, który w imię idei wszechwladztwa, przysłu- 
gującej niegdyś Karolowi W. jako cesarzowi rzymskiemu, uwa- 
żał siebie za spadkobiercę tej idei względem sąsiadów państwa 
Niemieckiego — Słowian i do panowania nad nimi dążył. Moimir 
nie chciał być pokornym sługą niemieckim, przez co ściągnął 
na się gniew Ludwika, który wpadłszy do Morawy w Sierpniu 
r. 846, synowca Moimira Rościł awa, przez Franków Rasticem 



') De conversione Baiovarioum et Carantanorum libellus. Pertz. M. Germ. 
XI, p. II. Jest to główne źródło wiadomości o Pribinie. Diimmler. Geschichte der 
Ostfraukischen Reichs. II, s. 174. 



- 64 — 

zwaneg-o, ustanowił księciem morawskim/) a co sie z Moimirem 
stało — nie wiadomo. 

Dumny z powodzenia król Ludwik taka sie zarozumiałością 
uniósł, że powracając do domu przez Czecłiy nie zapytał nawet 
o pozwolenie, jak gdyby Czecłiy do niego należały. Rozjątrzeni 
tern Czecliowie rzucili sie na wojsko królewskie i zadali mu taką 
kieskę, że sam Ludwik o mało co nie został schwytanym.") Obra- 
żony na Czecliów Ludwik postanowił odwetować swą porażkę. 
Czecłiowie przepraszać go nie myśleli. Rościsław morawski, po- 
dobnie jak i Moimir, nie cłiciał być pokornym sługą niemieckim, 
ze strony zaś Serbów dawne pograniczne spory z Niemcami — nie 
ustawały. Gotowała się tym sposobem wielka wojna między 
Niemcami a Słowianami. 

Jeszcze za Ludwika Pobożnego, dla trzymania w uległości 
Czecliów i Serbów, ustanowione zostały dwie Marki turyngskie: 
Południowa i Północna, w którycli główne stanowiska były w Er- 
furcie na północ i w Hallsztadzie na południe od turyngskiego 
lasu. To kraiszcze serbskie od r. 805 początek wiodące, zostawało 
najprzód pod zarządem margrafa Madalgauda. Przeciw Czecliom 
stanowiska wojskowe Niemców były w Forlieimie, Brembergu 
i Regensburgu, nad którymi początkowo przełożonym był Au- 
dulf.'^) Gotując- się do Avojny, Ludwik w margrafstwie turyng- 
skiem osadził Takulfa księcia sorabskiej granicy „dux sorabici 
limitis", a pograniczem przeciw Czecliom zarządzał wtedy graf 



®) Annal. Fuld. a. 846, gdzie Rastiz nazwany ne potem Moimari, co 
według badaczy najprawdopodobniej oznacza synowca. 

^) Annal. Fuld. a, 846. Inde per Boemanos cum magna difficultate et grandi 
damno exercitus sui reversus est. 

Annal. Prudentii Trecen. a. 846. Hludovicus, rex Germanorum, adversus Scla- 
vos profectus, tam intestino suorum conflictu, quam hostium victoria conterritus, re- 
versus est. Annal, Xantes. a. 846. Ipse vero cum exercitu suo contra Boemanos 
perexit ... sed periculose valde. 

^*) Kapitularz Karola W. r. 805: Ad Forcheim, et ad Breemberga, et ad 
Kegenisburg praevideat Audulfus. Erben Regesta str. 7. Ten Adolf byl markgra- 
fem 805—819; później Ernest 829—861. 



— 65 - 

Ernest. W tymże czasie, jakby dla zapewnienia przyjaźni może 
i pomocy Pribiny, Ludwik ustąpił mu na własność księstwo 
Błatneńskie r. 848.^1) A gdy już wszystko do wojny gotowe było, 
wojsko niemieckie pod wodzą księcia Ernesta i grafa Takulfa, 
przez Cheb uderzyło na Czechy. Chcąc sprawę załatwić poko- 
jem, Czechowie wysłali posłów, lecz nie do najwyższego wodza 
Ernesta, a do Takulfa, mającego wielką wziętość u Słowian, za 
to, że znał ich zwyczaje i mowę.^-) Rozpoczęła się krwawa, 
czteroletnia wojna, w której Serbowie pomagali Czechom. Król 
Ludwik sam wojsko prowadził w głąb kraju serbskiego, niszcząc 
wszystko po drodze, ale Czechowie wpadłszy do kraju nieprzyja- 
cielskiego, sławnem zwycięztwem upokorzyli dumę Ludwika, zmu- 
sili go prosić o pokój i wydać liczne rynsztunki w^ojenne r. 850.^-^) 
Zwycięztwo Czechów natchnęło sąsiednie Słowiany nadzieją uwol- 
nienia się od wdzierstw niemieckich. Serbowie w r. 851 wal- 
czyli jeszcze, lecz niepomyślnie, a Takulf, dla rozszerzenia swego 
władztwa usiłował zhołdować kraje między Solawą a Modłą ^*) 



") De conversione Baioar. Pertz. M, 6. Xr, p, 13. Actum in loco publice 
in Regenespurc anno Domini 848, indictione XI sub die 4 Idus Octob., także Mo- 
numenta Boica XI, 119. 

12) Bcemanni per legatos ad Thaculfum directos, cui prae ceteris credebant 
ouasi scienti leges et consuetudines Sclavicae gentis, erat ąuippe „dux sorabici li- 
mitis". Annal. Fuld, an, 849. Urodzony w okolicy Fuldy, zapewno z rodziców 
słowiańskich, Takulf miał dobra w prowincyi „juxta Bohemiam, Sarowe (Serbsko) 
nuncupatam", byl jednym z głośniejszych mężów swego czasii i miał jeszcze tytuł : 
„de Bohemia comes". Raumer. Regesta, an. 873; M\ilverstedt. Regesta Archi- 
episcopatus Magdeburgensis. T. I, p. 12. Ten Takulf urząd księcia „sorabici limi- 
tis" sprawował od r. 848 do r. 873, po nim Ratolf r. 874 — 880, Poppo r. 880—892; 
Konrad 892, a po nim Burchard do r. 908. O Takulfie szczegóły w Knochenbauera 
Geschichte Thiiringens. 1863. s. 23—27. 

»^) Annal. Fuld. Rudolft. Pertz. M. G. I, 366—367; Prudent. Trecen. M. 
G. I, 444. Annal. Xantes. Pertz. II, 229. Szafarzyk. Star. Sław. ij 39, S, s. 445 
§ 43» 5. s. 540; Palacki. Dejiny, I, ks. II, r. IV, s. 132. 

") Annal. Fuld. an. 851. Pertz. I, 367; Annal. Xantes an. 851. Pertz. 
II, 229, Scheltz. Geschichte der Lausitz, s. 18. Teraz Mulda; w dokumentach Milda 
według K. Polana, ma się zwać Modła. Lużica r. 1890. N. 5, s. 40. 
Tom III 



66 



3. Walka króla Ludwika z Rościsławem r. 855. Slawitah pan na Wi- 

toraziu podaje powód do zatargów Rościsława z Ludwikiem i Serbami 

r. 856. Takulf przedłuża najazdy na Serbów. 

Tymczasem w Morawii Rościsław obmyślał środki dla uz)^- 
skania zupełnej niezależności od Ludwika. Próbował on drogą 
układów osiągnąć zamierzonego celu, słał do Moguncyi posel- 
stwo w r. 852, jednocześnie z poselstwem Bółgarów,^"^) któr3^ch 
starał sie na swą stronę przyciągnąć, a może i przymierze z nimi 
zawarł.'^') 

Gdy układy nie doprowadziły do zgody, Ludwnk wypra- 
wił się w r. 855 przeciw Rościsławowi i obiegł go w warownem 
stanowisku, lecz doświadczywszy mężnego oporu, musiał ustępy- 
w^ać po lewym brzegu Dunaju, będąc ściganym przez Rościsła- 
wa.'') Kronikarze niemieccy nie zapisali szczegółów niepomyśl- 
nego dla nich zdarzenia i dla tego rezultatów wojny nie znamy, 
ale z ogólnego biegu zdarzeń możemy wnioskować, że Ludwik 
był pobity,^**) a Rościsław uważał się za swobodnego od wszel- 
kicłi zobowiązań, daninę przestał płacić i zbiegów królewskich 
przyj my wał do siebie. 

W tymże czasie dwaj synowie Witorada, czeskiego pana na 
Witoraziu, kłócili się o dziedzictwo po ojcu.'^) Jeden z nich Sla- 
witah, w-ygnany przez wojska bawarskie z swych posiadłości, 
szukał u Rościsława pomocy. Król Ludwik stanął po stronie 
drugiego brata, wspieranego przez serbskiego zwierzchnika Cze- 
ścibora (r. 856), mianował wygnanego Czecha panem na Wito- 



ld) Annal. Fula. Pertz. I, 367, in civitate Mogontia . . . legatiooes Bulgaro- 
rum Slavorumque audivit et absolvit. Że tu pod nazwa Słowian tnaja sie rozumieć 
• Morawianie, to z tekstu kronikarza, wypada. 

. '") Annal., Pruden. Trecen. Pertz. I, s. 448, Bulgari, sociatis sibi Sclayis,: et, 
ut fertur, a nostris muneribus inyiJtati, adversus Hlu(lovicum, Germaniae regem, arci- 
ter promoventur, sed domino pugnante vincuntur. 

^■) Annal. Fuld. an. 855^ Prud. Tieceną. an. 855. 
'") Dudik. Miihrens Geschichte, I, s. 133. 
1"; Patrz wyżej § 2o, tom II, Sir. 386. 



— 67 -- 

riaziu i słał wojsko przeciw Rościsławowi, ale ten dzielnie wsparł 
Slawitaha i najechał wschodnich Serbów, co sprawiło wielkie 
rozdrażnienie między Serbami tak, że zwierzchnika swegfo Cześci- 
bora, przychylnego niemieckim zamiarom, zamordowali r. 858.-^) 
Kronikarze nie oznaczyli jakiej potęgi i gdzie było państwo 
Cześcibora, wspominają tylko, że w Landskronie, koło Zgorzelca 
miał swój gród i był względny dla swych nieprzyjaciół. Bada- 
nia historyczne udowodniają, że władztwo Cześcibora rozciągało 
się na milczańską i łużycką ziemie.-^) 

Kiedy król Ludwik działał przeciw Morawianom, książę 
serbskiej granicy Takulf wojował z silnym serbskim ludem Gło- 
maczami (r. 856), a dwa lata później, z polecenia Ludwika, wy- 
konał nową wyprawę przeciw Serbom, lecz musiał poprzestać na 
korzyściach, jakie między Solawą a Modłą osięgnął.-'-) Później- 
sze wypadki i to mu wydarły. 



§ 37. 

Wojny Ludwika Niemieckiego ze Słowianami 
r. 858—869. 

I. Słowianie nadłabscy wspólnie z Normanami działają. Walka po całej 

wschodniej granicy Niemiec. 858—860. Śmierć Pribiny r. 860. Wojna 

króla Ludwika z Obodrytami r. 862. 

Ledwo król Ludwik skończył wojnę z Morawianami i po- 
zbył się kłopotu w sprawie Cześcibora (856 — 858), a już musiał 
spieszyć do obrony północnych granic państwa, zagrożonych 
przez Normanów i Słowian. Nie obeszło się w tym razie bez 
podżegania króla Lotaryngii Lotara przeciw bratu Ludwikowi 



-O) Annal. Fuld. an. 858. Nuntialum est ei (Ludovici), in oriente rempu- 
blicam Sorabici limitis esse turbatum eo quod Sorabi duce eius Zistiboro nomine 
sibi fidelissimo insidiose perempto defectionem meditarentur. Palacki. Dejiny, I, IT, 
4. s. 134- 

"') Jencz. Powieść o serb. kroi. C. M. S. T849 — 50. 

-; Annal. Fuld. an. 856, 858. 

5* 



— 68 — 

Wikingów normańskich i książąt słowiańskich. Znakomity Wi- 
king Rórik, usadowiwszy się przy ujściu r. Ejdory w zachodnim 
Szlezwiku r. 857/) trzymał w strachu Nordalbingię i prawdopo- 
dobnie poduszczał Słowian do wspólnego przeciw Niemcom dzia- 



') Ilaiald królewicz duński ochrzczony i obdarzony posiadłością we Fran- 
cyi, podejrzany później o stosunki z piratami, został przez Franków zamordowa- 
nym. Brat jego Rorik, pałając żądzą odwetu za brata i za osobiste krzywdy od 
Franków, którzy go więzili, zebrał piratów i opanował część Flandryi przy ujściu 
Renu r. 850. Potem zrobił najazd na Jutlandyę, w której stanowisko zajął przy 
ujściu r. Ejder i za zgodą króla Erika tam osiadł r. 857. Annal. Fuld. an. 850, 
857. Depping. Histoire des expeditions maritimes des Normandes, lib. II, eh. III, 

pag. 97- 

Kruze, przyjąwszy na uwagę roczniki Rudolfa fuldeiiskiego i Hinkmai'a, tu- 
dzież Adama bremeńskiego, przyszedł do przekonania, iż wzmiankowany wyżej Ró- 
rik jest tym samym Rurykiem, który państwo ruskie w Nowogrodzie założył. We- 
dług Kruzego, Rórik chrzest przyjął pierwszy raz w r. 826, ale w r. 841 połączywszy 
sie z poganami napadł na chrześcian, a w r. 850 powtórnie chrzest przyjął, co mu 
jednak nie przeszkadzało z przyjacielem swym Baldwinem grafem Flandryi, porozu- 
miewać się z rozbójnikami normańskimi. — W r. 855, za zgodą cesarza Lotara II 
i króla duńskiego Erika II, Rórik cala Jutlandyję posiadł. Wkrótce potem zda- 
rzyła się wyprawa Waragów na Słowian północnych, według Nestora w r. 859; a czy 
w tej wyprawie uczestniczył Rórik — nie wiadomo. Niewątpliwie jednak, iż w r 861, 
dnia i Septembra, kiedy jedni z Normanów przyjęli służbę u Franków, drudzy 
u Brytów przeciw Frankom, a inni w domu pozostali, o Róriku w Germanii nie 
słychać. Ale w tym właśnie czasie, według Nestora, Rurik przybył do Słowian. 
Z tego Kruze wnioskuje, że Rórik w r. 861 z Frislandyi, lub Jutlandyi udał się do 
Słowian, a w r. 863 powrócił do Frislandyi, otrzymał napowrót władztwo swe Do- 
rostat i królowi Karolowi przysięgę na wierność złożył. Wygnany z Frislandyi 
przed r, 867, jak raz w tym samym czasie, kiedy według Nikonowskiego kodeksu 
latopisu Nestora, Rórik ostatecznie objął rządy w Nowogrodzie, w skutek czego 
masa Nowogrodzianów do Kijowa umknęła. — W latach 870 — 879 wzmianki o Ru- 
nku w kronikach ruskich nie ma, a tymczasem w Lotaryngii i Francyi zjawia się 
znowu Rórik, który w r. 870 zawarł z Karolem Łysym umowę w Niemwegen, 
a w r. 872 przyjmywał go Karol po przyjacielsku, jako wassala swego. W r. 873 
Rórik poddał się pod władzę króla Ludwika. Według Nestora Rurik umarł r. 879, 
a śmierć Rórika w kronikach niemieckich nie zanotowana, lecz niewątpliwie w r. 882 
on już nie żył. — W r. 1837 w północnej Jutlandyi odkryto kamień, z napisem 
niniczym, w mowie skandynawskiej, z wyrazami: Ruricus sponsae (uxori) Ingridae, 
co według zdania Kruzego i Finn Magnussena, wskazuje żonę Rurika, który w r. 862, 
jako pan Jutlandyi żonie swej pomnik zrobić rozkazał. Syn Rurika ruskiego Igor, 
• u Byzantyńców Iffoip (Ingor) ma imię jednakowego z nazwą Ingirdy brzmienia, co 
zdaje się potwierdzać identyczność Rórika z Rurykiem. Schmaler. Jahrbiicher fur 
Slawische Literatur, 1852, s. 70—71. Sioegren. Bericht iiber (las Werk des Finn- 
Magnusen Runamo og-Runerne. Petersburg, 1842. 



- 69 - 

łania, Obodryci i Chełmianie ciągłemi wycieczkami dokuczali po- 
granicznym Saksom, a Serbowie ucierali sie z margrafem Ta- 
kulfem. 

W r. 858 Ludwik wyprawił jedno wojsko, pod wodza syna 
swego Ludwika, przeciw Obodrytom i Chełmianom, drugie prze- 
ciw Serbom nadłabskim, trzecie przeciw Rościsławowi morawskie- 
mu,^) a sam wystąpił przeciw bratu Karolowi, królowi Francu- 
zów. Tymczasem Normani, prawdopodobnie drużyna Wikinga Ro- 
rika, napadli na Nordalbingię i chociaż Niemcy chwalili sie, że 
ich przepędzili,'^) ale wyprawa przeciw Obodrytom nie udała sie. 
Jeszcze gorzej powodziło się Niemcom z Serbami, powstałymi z po- 
wodu sprawy Cześcibora. Poruszenie się ich takie groźne rozmiary 
przyjęło, że Ludwik znalazł się zmuszonym opuścić wojsko wy- 
prawione przeciw Francyi i spieszyć na wschód r. 859.*) Zapewno 
z powodu ogólnego niepowodzenia oręża wstrzymaną została wy- 
prawa zamierzona przeciw Morawianom, a być może Ludwik po- 
kłóciwszy się z synem swym Karlomanem, wielkorządzcą Ka- 
ryntyi (Chorutanów), nie śmiał wystąpić przeciw Rościsławowi, 
z którym Karloman wszedł w przymierze. Nieczynność Ludwika 
zgubiła wiernego jego sprzymierzeńca Prybinę. Korzystając z do- 
godnej pory, Morawianie, dawno już czyhający na ich wroga 
Prybinę, razem z Karlomanem napadli na jego państwo i same- 
go Prybinę zabili r. 860. Syn zabitego Kocieł objął władzę 
w księstwie Błatneńskiem.*^) Ludwik nie mógł temu zapobiedz, 



-) Rudolfl Fuld, an. 858. Rex decrevit tres exercitus in diversos regni sui 
terminos esse inittendos : unum quidein — in Sclavos Marahenses — altenim vero per 
Hludovicum filium suum minorem, in Abodritos et Linones. tertium autem in Sora- 
bos. W Annal. Fuld. a. 858 — tertium per Thachulfum in Sorabos, a o Linonach 
nie wspomniano. Pertz. I, 371. — Zamiast Linonów, pisze tu Chelmian, o czem patrz 
wyżej str. 55, 56. 

•■') Annal. Bertinian. a. 858. 

4) Annal. Fuld, a, 858, 859. 

'') De conversione Bogoar. Pertz, XI, 14. Anno 865 venerabilis archi- 
episcopus Juvavensium Adalvinus nativitatem Christi celebravit in castro Chesilonis 
(znaczy 25 grudnia 864 r.) noviter Mosapurc vocato, quod illi sucessit moriente pa- 
tro suo Privina, quem Moravi occiderunt. Z dokumentu pod r. 860 w Monumenta 



— yo — 

bo właśnie w tym czasie musiał bronić północne granice. W ro- 
ku 8ó2 sam on prowadził wojsko przeciw księciu Obodrytów Do- 
bomyslow'i, ale powiodło mu się nieszczęśliwie: wielu znakomi- 
tych wojowników zginęło, — król musiał ustępywać, zadowol- 
niwszy się tem, że mu dano jakichś zakładników.^) 

2. Syn Ludwika Karloman wchodzi w zmowę z Rościsławem. Ludwik 

zawiera przymierze z Bółgarami r. 864, rzuca się na Morawy. Kocieł 

książę błatneński w związku z Niemcami. 

Nie pora była dłużej u Obodrytów bawić. Sprzymierzenie 
się Karlomana z Rościsławem ciągnęło króla do Bawaryi, dla 
urządzenia spraw Karyntyi, którą synowi odjąć postanowił, oraz 
przygotować się do wojny z Rościsławem, dla czego zdążywszy 
do Bawaryi,") wszedł w zmowę z Bółgarami i z ich posłami za- 
warł w Tulln przymierze r. 864,*) stale dochowywane aż do 
końca wieku. Poczem dopiero Ludwik przebywszy Dunaj z li- 



Boica XI, 119 widać, że wtedy Pribina żyl jeszcze, ale w r 86i występuje już 
Kociel na sejmie w Regensburgu, O księstwie Prybiny rozprawa w ,,Svetozorze" za 
rok 1859, N. 16 i następ, 

«) W rocznikach fuldeńsldch wyprawa ta zapisana pod r. 862 w sposób 
przyjazny Ludwikowi, głosząc, źe: „Rex ducto in Abodritos exercitu, ducem eorum 
Tabomiuzlem rebeliantem dieto obedire et fllium suum cum aliis obsidibus dare 
coegit. Tymczasem roczniki Bertiniańskie, pisane we Francyi przez Hinkmara, bi- 
skupa reimskiego, pod rokiem 862 opiewają, że król Ludwik, gotując się do wojny 
ze Słowianami, prosił o pomoc swego krewnego Lotara, króla Lotaryngii, ale ten 
cliociaż obiecał, lecz później nie, przybył. Hludovicus autem, relicto in patria filio 
Carolo, Hludowicum filium suum secum ducens aggreditur Winidos; unde amissis 
quibusdam primoribus et nihil prospere gestis, sub obtentu obsidum ad Francofurd 
revertitur. Podobnież w Annales Xantes, pisanych w Lotaryngii pod r. 863. Lu- 
dovicus rex primum conventum habuit Yangioma et post hac Mogontia, ibique venit 
ad eum Lotharius, hostem machinantes in Sclavos, quod et postea fecerant, sed non 
profuit. A zatem już w IX wieku łatopiscy niemieccy puszczali się na tendencyjne 
drogi, nie zważając na prawdę, byle wysławić czyny swych wojowników. 

') Ludovicus vero totum pene annum morabatur in Beioaria; caute agens 
contra Margos rebelles et contra filium. Annal. Xantes an. 864. 

«) Quoniam nuntias, quod fldelis rex (Ludovicus) dipositum habeat venire 
TuUinam, et deinde pacem cum rege Yulgarorum confirmare, et Rastitium, aut vol- 
lendo aut nollendo sibi pbedientem facere, Erben. Regesta I, 1^. 



— 71 — 

cznem wojskiem, nagle rzucił sie na Morawy i Rościsława w. gro- 
dzie Dziewinie. obiegł.^) Rościsław widział się zmuszonym wejść 
w układy z Ludwikiem, wydał zakładników i przysiągł na wier- 
ność. ^^) Niedługo jednak wypadło mu znosić te upolcorzającą 
umowę. Młodszy syn królewski, Ludwik, powstał przeciw ojcu 
i za przykładem Karlornana, udał się do Rościsława o pomoc, 
sam przybył do Morawy i zachęcał do odzyskania niepodległością 
r. 866, a tymczasem agentów swych słał do Turyngii i Sakso- 
nii, pobudzając do powstania.") Sprawy tak się składały, że 
wojna między Ludwikiem a Rościsławem stała sję konieczną. 
Jakoż w r. 868 dwaj przeciwnicy walczyli, bez skutku, szukając 
sprzymierzeńców. Ludwik pogodził się z synarni, wciągnął, do 
swej polityki Bółgarów, na żądanie których niedawno, roku 866 
w Regensburgu przez poselstwo objawione, wysłał im lisjęży ła- 
ćińslcich dla umocowania w chrześciaństwie króla Borysa z czę- 
ścią ludu nawróconych. ^'2) Rozścisław mógł liczyć tylko na Cze- 
chów i Serbów, bo sąsiedni książę błatneński Kocieł trzymał się 
polityki ojca swego i żył w zgodzie z Niemcami, chociaż władz- 
two jego uszczupliło się przez odjęcie na pograniczu Karyntyi, 
krainy Dudleipa zwanej.^'') 



») Annal. Fuldl an. 864; Annal. Hildesheim. an. 864. — Dziewin niedaleko 
teraźniejszego Hradiszcza, podobno Deben, pewniej Podiwin. 

10) Annal. Fuld. a. 864.' Rastiz . . . . cum. universis optimatibus suis fidem 
se cunctis diebus regi servaturum esse, juramento ńrmavit, licet illud minime ser- 
vavent. 

'1) Annal. Fuld. a. 864. Nuntiis per universam Thuringiam et Saxoniam 
missis . contra regem' rebellare disposuit. . . . 

1-) Annal. Fuld. a. 866 . . . Hincmar Remen. an. 866. Ermanrich biskup 
passawski z księżmi i diakonami przybywszy do Bólgaryi, znalazł tam księży łaciń- 
skich, wcześnićj przez papieża Mikołaja I wysłanych. Musiał więc Ermanrich po- 
wrócić bez spełnienia swej missyi. 

13) Szafarzyk. Star. Sł. § 42, 2. s. 514. Żupa Dudleipa = Dulęby leżała 
w stolicy Saladskiej, na porzeczu Kaniży (Knesaha). Ostatecznie jednak położenie 
tej żupy jeszcze nie wyjaśnione. 



72 



3. Rościsław z Morawianami i Czechami na Bawaryę napada. Ludwik, 
pogodziwszy się z synami, przyciska Morawy r. 869. Niepomyślny ko- 
niec wyprawy. 

Z nastąpieniem r. 869 Rościsław postanowił wstępnym bo- 
jem w kraju nieprzyjacielskim odwrócić przeciw niemu wymie- 
rzone zamachy Ludwika. Czechowie wpadłszy do Bawaryi, a Ser- 
by do Turyngii, pustoszyli ogołocone z wojska kraje.") Synowiec 
Rościsława Świętopełk, wtedy już książę nitrański, połączył sie 
z Morawianami.^^) Król Ludwik, stosując się do działań nie- 
przyjacielskich, podzielił swoje wojska na trzy części. Z nich je- 
dno prowadził królewicz Ludwik przeciw Serbom i Susłom, zmu- 
sił ich w sierpniu roku 869 do odwrotu i miał nawet zniewolić 
mieszkańców jakiejś okolicy do uznania swego zwierzchnictwa.^") 
Królewicz Karloman prowadził Bawarów przeciw Świętopełkowi, 
a trzecie wojsko z Franków i Szwabów sam król zamierzał pro- 
wadzić przeciw Rościsławowi, lecz zachorowawszy, powierzył je 
najmłodszemu synowi Karolowi, który wtargnąwszy z Rakus do 
Morawy, palił osady, lecz głównego grodu AYelihradu,'') dosko- 
nale obwarowanego, zdobyć nie mógł. Tymczasem Karloman 
z Pannonii wtargnąwszy do Nitrańska, spalił okolicę i pobił za- 
stęp Morawianów, zostający pod wodzą Hundakara, który prze- 
niewierzywszy się suzerenowi swemu Karlomanowi, wcześniej 
jeszcze przeszedł do Morawianów, ^^) lecz w pierwszej potyczce 
z Karlomanem, poległ. Radość z tego powodu była tak wielka, 



^^) Annal. Fuld. a. 869. Sorabi et Siusli, junctis Bohemis et ceteris vicinis, 
antiąuos terminos Thuriugorum transgredientes (Solawę) devastant. 

^*) Że Świętopełk w r. 869 władał już księstwem Nitrańskiem, to mo2na 
uwaiać z annalisty fuldeńskiego pod r. 870, patrz niżej § 39 cyt. i. 

'•) Annal. Fuld. a. 869. 

"j W dokumencie r. 1030. Yieligrad ad flumenta fluv. Moravae. Boczek. 
Codex Diplom. I, 113. .Stary Wielehrad zburzony podczas napadu Węgrów, Z ruin 
powstało teraźniejsze Hradiszte r. 1258. Szafarzyk. Star. Sł, § 41, 4, s. 479. 

^«) Morę Catilino dimicare Yolen.s, powiedziano w Annal. Fuld. a. 869. Pertz, 
I, 381. 



— 73 — 

że król Ludwik rozkazał we wszystkich kościołach regensburg- 
skich bić we dzwony. — Po tern Karloman połączył sie z bratem 
Karolem, z czego bracia wielce radowali się i winszowali so- 
bie zwycięztwa.^^) Taki opis wyprawy tej podali Niemcy, tym- 
czasem według Hinkmara, biskupa reimskiego, bracia królewi- 
cze, poniósłszy wielkie straty, wracali do domu, a o żadnem 
zwycięztwie ani słychać.'^**) Przewaga okazała się na stronie 
Rościsława. Ludwik nie mógł dotrzymać mu pola i widział się 
zmuszonym do zawarcia pokoju nie zupełnie dlań dogodnego.^') 



§ 38. 

Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego (r. 863 — 870). 

I. Niechęć Słowian do chrześciaństwa przez Niemców opowiadanego. 

Oręż cesarski, łamiąc granice Słowiańszczyzny zachodniej, 
otwierał misyonarzom niemieckim drogę do apostolstwa wśród 
Słowian. Biskupstwa Salcburgskie, Passawskie i Regensburg- 
skie, rozszerzając swe dyecezye, od czasów Karola W., na zie- 
miach słowiańskich,^) starały się o ubespieczenie władzy swej, 
urządzały hierarchiję duchowną, wznosiły kościoły, hojnie w do- 
bra ziemskie uposażone,-) dyecezye jednak nie były rozgrani- 



19) Annal. Fuld. a. 869. Pertz. I, 381. 

2") Hincmar Remen. an. 869. mówi: Królewicze aut nihil, aut parum utili- 
tatis egerunt, sed damnum maximum retulerunt. 

2') Hincmar Remen. an. 869. Hludovicus pacem cum quadam conditione 
apud Yinidos obtinere procuravit. 
1) Wyżej § 36, cyt, 6. 

') Nawet kościoły w Bawaryi położone freizyngeuski i dolno- altaheński 
miały uposażenie na ziemiach słowiańskich. (Erben, Regesta NN. 24 i 29). Mie- 
dzy rzekami Aistą a Nardina z północy do Dunaju wpadającemi, leżały posiadłości 
regensburgskiego kościoła. (Erben. Regesta N. 27). Klasztor Ś. Emmerama w Re- 
gensburgu posiadał dobra w Pannonii. (Erben. Reg. N. 34). Benedyktyni Krems- 
miinsterscy posiadali dobra w Grunzviti pagus w Marce Wschodniej (Austryi), 
nad r. Treismą, w pobliżu granicy morawskiej. (Erben, Regesta N. 22). Islad taż 
rzeka leżały dobra arcybiskupa salcburgskiego. 



— 74 — 

c/.one ściśle. Każdy l biskupów chciril co największy obszar za- 
garnąć. Wszczęły się pomiędzy nimi intrygi i kłótnie, któr4 
wreszcie cesarz Ludwik Pobożny rozstrzygnął w Regensburgu' 
(r. 829) w ten sposób, że ziemie położone na wschód. od Łysej 
góry (Kahlertberg), a rozdzielone rzekami Sprazą i Rabą, mają 
należy ć północną i wschodnią częścią do Passawskiego, a porti- 
dniową i zachodnią do Salcburgskiego biskupstwa.^) W skutek 
tego ^Morawia zaliczoną została do biskupstwa Passawskiego, 
a w południowych od Dunaju krajach, równie jak w księstwie 
Nitrańskiem szerzyła się władza arcybiskupa salcburgskiego, sta- 
raniem którego \\ iele kościołów w księstwie Błatneńskiem i w Ni- 
trawie wzniesiono około r. 836.^) Czechy zostawały jeszcze w po- 
gaństwie i niezależności od cesarstwa, ale chrzest 14 panów cze- 
skich z ich czeladzią w Regensburgu (r. 845),*') podawał bisku- 
pom regensburgskim powód do rozciągania swej władzy i na 
Czechy, co aż do ustanowienia biskupstwa Prażskiego (r. 973) 
trwało. 

Wszakże usiłowania biskupów niemieckich do rozszerzenia 
chrześciaństwa u Słowian, nie osiągały pożądanych skutków. Po- 
ganie, patrząc na bezustanne napady pogranicznych grafów, gra- 
bieże i zniszczenie ojczystych posad przez Niemców, nie mogli 
spotykać przyjaźnie ich misyonarzy i wierzyć temu, co ci opo- 
wiadali o cnotach i miłości bliźniego. Wreszcie wymaganie dzie- 
sięciny i odprawianie nabożeństwa w języku łacińskim nie uspo- 
sobiały bynajmniej ludu słowiańskiego do przyjmowania nauki 
obcej wyobrażeniom jego i niezrozumiałej. Nie dziw więc, że 
rozwój nauki Chrystusa w Czechach, Morawii i Pannonii był 
bardzo ograniczony, chociaż książę Moimir wyznawał chrze- 



•") Wyżej § 36, cyt. 6, s, 62. O waśniach pomiędzy biskupami. Szafarzyk. 
St. Slow. § 4!, s. 486—8. 

*) Wyżej § 36, s. 63. 

•') Annal. Fuld. an. 845. Hludovicus quatuordecim ex ducibus Boemauo- 
rum cum hominibus suis christiaiiam religionem desiderantes suscepit, ei i.n o.ćtavis 
Theophaniae baptisari iussit. Pertz, M, G, I, 364. 



— 75 — 

ściaństwo, a ksiaże Rośclsław troszczył się o wytępienie po- 
gaństwa.*') 

Z wiekszem powodzeniem nieco zaprowadzał w księstwie 
Błatneńskiem chrześciaństwo Pribina, wznosząc liczne kościoły 
i pomagając do ustanowienia hierarchii duchownej od arcybiskupa 
salcburgskiego zależnej. Zależność ta, datująca się od czasów Ka- 
rola W., miała na celu wznieść powagę arcybiskupa i dla tego 
ustanowione zostały przepisy, aby żaden ksiądz postronny, bez 
dozwolenia zwierzchności duchownej, nie mógł dłużej nad trzy 
miesiące swych obowiązków sprawować.') Że arcybiskupi salc- 
burgscy rościli sobie prawo do zarządu duchownego w Pannonii 
i byli do tego upoważnieni przez cesarza Ludwika, to niewątpli- 
wie, ale ze strony stolicy apostolskiej potwierdzenia podobnego 
prawa nie posiadali, a to właśnie stało się później, jak zobaczy- 
my, przyczyną nadzwyczaj przykrych wypadków. 

Nie śmiemy twierdzić, aby już wtedy biskupi niemieccy 
upatrywali w religii środek do wynarodowienia Słowian, ale że 
dążyli do zespolenia ich przez kościół z cesarstAvem, to wypływało 
z pojęcia o uniwersalnej władzy cesarza rzymskiego. Wszak od 
czasów Karola W. wyrabiało się przekonanie powszechne, że jak 
cesarz jest najwyższym władzcą wszystkich ludów, tak papież jest 
najwyższą głową kościoła, — że jak cesarzowi i władzom przez nie- 



*) Quod populus suus (Rastici) ab idolorum ąuidam cultura recesserat, et 
christianam legem observare desiderabat. — Legenda Italica, tak zwane Translatio 
S. Clementis, cap. 7. 

") W zapisku duchowieństwa salcburgskiego: de conversione Bagoariorum et 
Carantanorum, czytamy, że jeszcze za Karola W, ustanowiono : quod nuUus episco- 
pus alicubi veniens, potestatem habuit ecclesiasticam in illo confinio nisi Salzburgen- 
ses rectores, neque presbyter aliunde veniens plus tribus mensibus ibi suum ausas 
est coUe officium, priusąuam suam dimissoriam episcopo presentavit epistolam. A da- 
lej w tymże zapisku dodano: hoc enim ibi observatum fuit usąue dum nova orta 
est doctrina Methodii philosophi. Pertz. M. G. I, cap. 10. Gdy jednak memoryał 
ten przeznaczony był prawdopodobnie dla królu Ludwika Niemieckiego, aby mu do- 
wieść prawa biskupa salcburgskiego na rozszerzenie jego juryzdykcyi w Pannonii, 
nie możemy go brać na uwagę inaczej jak w porównaniu, z tem co wypowiedział 
papież Jan VIII względem usunięcia praw arcybiskupa salcburgskiego na Panno- 
niję, o czem niżej powiemy. 



— 76 — 

go ustanowionym należy sie posłuszeństwo, tak papieżowi i usta- 
nowionym przez niego biskupom należy sie cześć duchowna. Ko- 
ściół miał pojednać poganów z cłirześciaństwem, zespolić Słowian 
z cesarstwem, przez załączenie icłi do biskupstw niemieckie?!, 
zlać z Niemcami w jeden naród. Jeżeli gmin słowiański nie ro- 
zumiał tego, niepodobne, aby książęta słowiańscy i możniejsi oby- 
watele, znając jak icłi pobratymcy w Bawaryi i Turyngii z przy- 
jęciem clirześciaństwa wynarodowiali sie, nie pojmywali do czego 
prowadziły usiłowania biskupów niemieckicli. Wreszcie przyłą- 
czenie Morawii do biskupstwa Passawskiego ubliżało powadze 
księcia Rościsława. 

Będąc od urodzenia chrześcianinem i mając przed oczami 
ustrój państw chrześciańskicli, Rościsław zrozumiał ogromne zna- 
czenie cVirześciaństwa w organizacyi państwowej. Miał on do 
poróv/nania z jednej strony ludy słowiańskie, zostające w pogań- 
skiej ciemnocie, bez oświaty, bez wszelkich sposobów do zorga- 
nizowania się, — z drugiej monarchię Franków, zawdzięczającą 
swą potęgę, oświatę i znaczenie — jedynie chrześciaństwu. — 
Aby uchronić niezależność Słowian wypadało koniecznie połą- 
czyć ich z chrześciaństwem, lecz przy takich okolicznościach, 
w jakich Morawia za czasów Rościsława zostawała, chrzest ludu 
przez misyonarzy niemieckich był niebezpieczny, pociągał bowiem 
księcia do zależności od hierarchii duchownej niemieckiej, a przez 
to samo i do niejakiej zależności od cesarstwa. Unikając podo- 
bnego wypadku i życząc mieć własny kościół, odpowiadający po- 
trzebom ludu, broniący interesów narodowych, Rościsław spo- 
dziewał się kościół taki ustanowić z pomocą księży wschodnich 
do czego ówczesne okoliczności sprzyjały. 

2. Przybycie apostołów do Morawii (r. 863). Powodzenie ich I podróż 
do Rzymu (r. 767). Pobyt w Rzymie. Zgon Cyryla r. 869. 

Kiedy książę Rościsław zamierzał w państwie swem usta- 
nowić kościół narodowy i na ten cel wezwać księży ze Wschodu, 
w Bółgaryi i cesarstwie Wschodniem gotowały się wypadki, 



— n — 

mające wywrzeć wpływ ogromny na przyszłość całej Słowiań- 
szczyzny. 

W nadmorskiem, handlowem i bogatem mieście Tesalonice, 
po słowiańsku Soluń zwanem, synowie zamożnćj rodziny grec- 
kiej,^) starszy Metody, Młodszy Konstanty, później Cyrylem 
mianowany, otrzymawszy staranne wychowanie, od młodości go- 
towali sie do« stanu duchownego. Spokojny, łagodny, zatopiony 
w rozmyślaniu o wielkości Boga, Metody wcześnie udał się do 
klasztoru na górze Olympie, nie tej, która niegdyś słynęła jako 
siedlisko bogów greckich, a na półwyspie Chalcydyjskim, teraz 
Athos zwanym.®} Tam on przyjął święcenie kapłańskie. Kon- 
stanty wcale innego był usposobienia. Nadzwyczaj żywej wyo- 
braźni, gorącego serca, rozległych pomysłów i niepospolitej ener- 
gii do śmiałych przedsięwzięć, Konstanty oddawszy się nau- 
kom, znalazł przyjęcie na dworze cesarskim w Konstantynopolu 
i taką mądrością zasłynął, że go powszechnie filozofem zwano. 
Otwierała się mu droga do najwyższych w państwie godności, 
ale dusza jego napełniona pobożnością pragnęła trudów, poświę- 
cenia się w imię chrześcieństwa i dobra ludów. Okolice Salonik 
zasiedlone były masą Słowian w pogańskiej ciemnocie zostają- 
cych. Konstanty myślał przedsięwziąć kroki do ich oświaty 
z pomocą chrześciaństwa, a znając dokładnie język słowiański, 
starał się poznać, zbadać i przysposobić alfabet pisma słowiań- 
skiego. Wymagało to czasu i spokoju do pracy. Tymczasem 
Konstanty zamierzał, udać się do brata Metodego na górze 
Olimpu i zapewno zająć się nawróceniem okolicznych Słowian,'^) 



®) Dawniej profesor moskiewski Pogodin i inni, a w nowsze czasy profesor ode- 
ski Uspienski Fjodor utrzymywali, że śś. Cyryl i Metody byli Słowianami. IIsBiiCTifl 
CjiaBflHCKaro BjiaroTBopiiTeJibHOro OSmeCTBa. Petersburg, r. 1885. Kwiecień, s. 231. 

») Dawniej wszystkie trzy przylądki półwyspu Chalcydyjskiego, przy zatoce 
Thermejskiej, zwały się górami Olympijskiemi, później przylądek wschodni nazwano 
Athos, a nareszcie wszystkie trzy przylądki otrzymały ogólną nazwę góry Athos 
(Afon). Bilbasow. Kiipiujt 11 ^leoojiii II s. 38. 

^^) W legendzie soluńskiej czytamy: Bulgares magna me laetitia receptura 
Ravenium in urbem prope Bregalnitzam flumen duxerunt. Ego illis conscripsi litte- 
ras quinquc et triginta. Eulgares autem, quamquam ipse eos pauca docui, tamen 



- 7S - 

niespodziewana jednak okoliczność rzuciła go w inną zupełnie 
stronę. 

Cliazary zażądali od dworu Konstantynopolskiego przysłania 
im nauczycieli, dla oznajomienia icli z chrześciaństwem. Wypadało 
posłać ludzi bieglycli w naukacli, krasomówców, a przytem nie- 
ustraszonycli i gotowycłi na wszelkie niebezpieństwa w tak odle- 
głej i trudnej podróży. Wybór imperatora Micli^ła III padł na 
Konstantego, który najprzód sam, a potem około r. 858 razem 
z bratem IMetodym odbył poselstwo do Cliazarów. Będąc w Cher- 
sonesie tauryckim Konstanty pobudził miejscowego biskupa do 
odszukania na wyspie morskiej, w ruinach kościoła, zwłok św. 
Klemensa papieża, zesłanego z Rzym.u na wygnanie do Clierso- 
nesu, a później z rozkazu imperatora Trajana, za szerzenie clirze- 
ściaństwa w Taurydzie, wrzuconego do morza, za szyję do ko- 
twicy przywiązanego, około r. 102. Odkrycie zwłok tego mę- 
czennika, około r. 861, otworzyło braciom drogę do najświetniej- 
szycli czynów.") 



multa didicerunt; deus eos fidem Christianam docuit jamque fides orthodoxa susci- 
piunt deoąue, quae ejus sunt, tributum. — Podobnie w Obdormito ś. Kyrilli: Post 
Bregalnitzam profeetus Sclavonios nonnullos jam baptizatos invenit. Reliquos autem 
postąuam baptiza\it, ad verum fidem duxit librosąue litteris Sclavicis scriptis: sunt 
autem facti per eum christiani ąuatuor milia et quinquaginta. 

'*) Głownem źródtem do historyi pochodzenia, początków życia, poselstwa do 
Chazarów, wynalezienia relikwii ś. Klemensa, troskliwego ich zachowania i przeniesienia 
do Rzymu, jak równie apostolstwa u Słowian braci Konstantego i Metodego, — sa ży- 
woty ich, pospolicie legendami zwane, stosownie do miejscowości, na których spi- 
sane zostały. 

Legendy z dodatkiem urywków z ksiąg kościelnych, najczęściej w języku 
słowiańskim przechowanych, — w połączeniu z dokumentami stanowią ogromny ma- 
teryał do historyi apostolstwa u Słowian braci Konstantego i Metodego. — Kozbiór 
maleryalu tego, dotąd jeszcze nie zbadanego krytycznie, — należy do prac specyal- 
nych. Wszakże, dla dogodności czytelników, dokumenty przytoczymy w końcu tćj 
księgi, a w tem miejscu uczynimy krótką wzmiankę o starożytnych legendach, we- 
dług następnego porządku. 

I. Żywoty Konstantego r Metodego pannońskimi zwane, dla 
tego, że w Pannonii zapewne były napisane, w końcu IX w. po słowiańsku. Da- 
wniej stawiono je w szeregu legend, lecz obecnie, po sprawdzeniu wiarogodności 
wypadków w tych żywctach zapisanych, zaliczamy je do ważniejszych źródeł: 

Żywot Konstantego według rękopiśmu monasteru Rylskiego r. 1479, 
zatytułowany : Pamiet' i żytje blażennaho uczitela nasze ho Kon- 



— 79 — 

Pracując oddawna nad ułożeniem pisma słowiańskiego, Kon- 
stanty filozof, po odbyciu poselstwa do Cłiazarów, doskonali): pi- 



s t a n t i n a F 1 1 o s o f a p r b w a w o h o nastawnika s 1 o w j e ń s k u j e z i k u, 
wydal Szafaizyk w dziele Pamatky drewniho pisemnicvi Jilioslovanow 1851. Potem 
Wiklosicz w Chrestoroatia Palaeo&lovenica. Wiedeń j86i. Bodjanski, według rę- 
kopismu moskiewskiego, w Cztjeniach Obszcz,estvva istorii i drewnostjej rossijskich r. 
1863 ks. ir. Później z tlómaczeniem lacińskiem i objaśnieniami wydali Diin;mler 
i Miklosicz w Denlischriften der Acailemie der Wissenscliaften. r. 1870, tom XIX 
s. 203 — 246, 

Ż.y w o t Metodego zatytułowany : Pa mięt' i żytje blażennalio 
o t c a ff a s z e h o i u c z i t e 1 a M e f o d i j a a r c h i e p i s k o p a m o r a w i, s Ic a, 
pierwszy raz ogłoszony w „Moskwitjaninia" N. 6 r. 1843, potem z rękopismu XIV 
w. z Moskwy dostarczonego, wydal Szafarzyk w dziele Pamatky drewniho pisemnictvi 
Jihoslowanow r, 1851, Wyciąg z' tego Żywota zamieszczony byl po polsku w Dzien- 
niku literackim Lwowskim r. 1852. Nr. 52, i po niemiecku przetlómaczony w Smo- 
lera Jahrbiich fiir Slavisclieer Literatur, Kunst und AVissenschaften 1852 s. 89 — 94. 
Z tego wydania tekst, po łacinie przez Mikloszicza przetlómaczony, Diimmler, ze 
swemi uwagami, wydal w Archiv fiir. Kunde Oesterreichischer Geschichts-Quellen 
r. ,1854, tom XIII pod tytułem: Die Pannonischei Legenda von heiligen Methodius. 
Powtórnie tekst łaciński wydrukował Ginzel, w Geschichte der Slavenapostel Cyryli 
und Method. r. 1857. Później Bielowski, uzupełniając Szafarzykowe wydanie nota- 
tkami otrzymanemi od moskiewskiego profesora Bodjańskiego, według rękopismu 
XII w., wydał Żywot Metodego w Monumenra Poloniae historica. Tom I r. 1864 
po słowiaiisku, z przekładem polskim Wagilewicza. AV następnym r. 1865 Żywot 
Metodego, według Kodeksu XI[ w., wydał w Moskwie Bodjanski w Cztjenijach 
Obszczestwa istorii i drewnostiej, ks. I s. i— 96. Jest to najdokładniejszy tekst Ży- 
wota Metodego, przedrukowany w B.ilbasowa: Kiryll i ilefodij r. 1871 s. 249 — 273. 

II. Żywot s. Klemensa biskupa W i e 1 i c y, ucznia śś. Konstan- 
tego i Metodego, po grecku napisany, w pierwszej połowie X w. Wiadomy był już 
w XVII w. Wydał go Mikloszicz: Vitta 5. Clerńentis episcopi Bulgarorum. Edi- 
dit F. Miklosich. Vindobonae 1847. Z tekstu Mikloszicza wydany z tlómaczeniem 
rosyjskiem w Moskwie, w dziele: MaTepiajiBi JiASi HCTopili nucŁMCHT. (Materyały 
dla historii pismien.) 1855. U Ginzgla po łacinie 7 pierwszych rozdziałów r. 1857. 
Nareszcie w Bilbasówa Kiryłl i Mefodij r. 1871. Do tej kategoryi wypada odnieść 
„Uśniecie ś Cyryla (Obdormito S, Kyrilli), z rękopismu serbskiego, nabytego przez 
Hilferdinga w Macedonii w r. 1857, wydane w tzwiestijach Akademii Nauk w Pe- 
tersburgu r. 1858 s. 381— 386, później w Bilbasówa Kirył i Mefodij 1871. Chociaż 
rękopism pochodzi z XV lub początku XVI w., — dawnośc tego pomnika niewąt- 
pliwa a wyrażenia, zgodne z tekstem Żywota ś. Konstantego, utwierdzają badacza 
tej sprawy Bilbasówa w przekonaniu, że „U śniecie służyło osnową do napisania 
Żywota". Bilbasow. 1. c. s. 60 6( 

III. Legendy o przeniesieniu zwłok ś. Klemensa. Z nich 
Legenda Italie a, sive Vita cum translatiohe S. Clementis 

pa pae et m a r t y r i s, przez biskupa z Veletri Gauderyka, dedykowana papieżowi 
Janowi VIII (r. 872—882), znajdująca się w nieco uszkodzonej kopii w klasztorze 
Monte -Cassino, drukowana przez Bo^a-idystów w Acta Sanctorum r. 1668, Martii 



— 8o — 

smo i tłómaczył księgi duchowne na język słowiański, ^^) Metody 
piastował godność archimandryty monasteru Polichron, nad mo- 
rzem Jylarmora, w pobliżu miasta Cyziku, w Azy i mniejszej.'-'') 



tom II. Jest to bezwatpicnia jeden z najdawniejszych i najwiarogodniejszych pomni- 
ków o czynach braci soluńskich. — Legendę tę przedrukował Ginzel w Gesch. d. 
Slavenapostel, Cyrill i Method und der Slavischen Liturgie r. 1861, — Pogodin 
w Kiryłlo-Mefodijewskim Sborniku r. 1865, s. 327 — 340; Bilbasow, w dziele Kiryll 
i ]\Iefodij, r. 1871, s, 220—227. 

Druga Legenda poczynająca sie: W toi dień (23 Januarii), słowo na 
priniesenje moszczej Preslawnaho Klimentija, z kodeksu mo- 
skiewskiej biblioteki synodalnej, wydana w Pogodina: Kirylło-Mefodiewskij Sbor- 
nik r. 1865, s. 3r9 — 326, a według Wiktorowa, w tymże sborniku, legenda ta napi- 
sana być miała przez samego ś. Konstantego po grecku, potem dopiero po słowiań- 
sku przetłómaczona. Podobne przypuszczenie za śmiałe i nieudowodnione. 

IV. Legendy późniejsze. Legenda Serbica, ałboserbskoje 
żytje śś. Kiryłła i Mefodija, z prologu pisanego po słowiańsku nie później 
jak w XIII w., wydane przez Kałajdowcza, w dziele: Joann Ekzarch bołgarskij. 
Moskwa. 1824. s. 90. Dobrowsky Miihrische Legendę, von Cyrill und Method. 
1826. Bilbasow, Kirylł i Mefodiu po zapadnym legendam z przekładem łacińskim. 
1871. s. 264—275. 

Legenda Bohemica de s. Ludmiła z końca XIII w. i Legenda 
iM o r a V i c a z końca XIV w., wydane przez J, Bobrowskiego, Szafarzyka, Ginzela, 
a nareszcie Bilbasowa w dziele Kirylł i Metody 1871. Cyrylli et Metudii 
legenda Cracoviensis z końca XIII lub początku XIV w., wzięta jest 
z Translatio s. Clementis przez Gauderika pisanej (jak wzmiankowano wyżćj), wy- 
dana po raz pierwszy przez ks. Ignacego Polkowskiego, w dziele: Cze-'ć śś. Cyrylla 
i Metodego w Polsce. Kraków 1885. 

Legenda grecka, albo Ochrydska o ś. Klemensie, znaleziona przez 
Wikt. Grygorowicza w Ochrydzie (1844 — 5) w greckim rekopiśmie i wydana w Żur- 
nalu ministerstwa oświaty w Petersburgu r. 1847. Tom LIII. Z innego tekstu, po- 
danego przez profesora Kurciusa w Pradze, Szafarzyk wydal legendę te z tłómacze- 
niem łacińskiem w: Pamatky hlaholskeho pisemnictvi r. 1853. s. LVII. Z tekstu 
Szafarzykowego przedrukował Bilbasow w dziele: Kirylł i Metodiii r. 1871, s. 128, 
301 — 306. Legenda Soluńska, czyli Słowo Kiryła słowenca so- 
łunskaho, fiłosofa bugarskaho, prawdopodobnie tłómaczenie serbskie 
z dawniejszego greckiego, lub łacińskiego tekstu. Wydana w czasopiśmie: H I a- 
snik druźstwa srbske słowesnosti r. 1856 zesz. VIII. Wiadomy do- 
tąd jedyny tej legendy rękopism. zawiera wierszy drukowanych 28. Z tłómaczeniem 
łacińskiem przedrukował Bilbasow w dziele: Kirylł i Mefodij r. 1871. s. 217 — 219. 
Legenda Macedońska, grecka, czyli Żywot ś. Nauma. ucznia śś. Kon- 
stantego i Metodego, wydana przez Hilferdinga w czasopiśmie moskiewskiem Ru- 
skaja Biesieda r. 1859 księga XiV s. 127 z rekopismu polowy XVIII w. przedru- 
kowana w Bilbasowa Kirylł i Mefodij r. 1871 s. 307 — 310 po greckn. 

V. Do starożytnych pomników słowiańskich o iś. Konstantym i Metodym, 
wypada dodać: 



— 8t -- 

Tymczasem Rościslaw, porozumiawszy sie z knęziami moraw^ 
skimi i Świętopełkiem księciem nitrańskim,^^) wyprawił do ce- 
sarza Micliała III poselstwo, o przysłanie mu księży, znajacycłi 
język słowiański. — Postępkiem tym nadzwyczaj w polityce zrę- 



1) Czernoryzca Chrabra. O pismeniech. Tekst Chrabra po 
slowiańsku wydal Kalajdowicz w dziele: Joann Ekzarch bolgarskij. Moskwa, 1824. 
s. 189 — 192. Szafarzyk. O Pismenech slovanskych. Praga 185 1. Nowsze wydanie 
z tlómaczeniem niemieckiem J. Hanusza, w Archiw fiir Kunde Oesterreichischer Ge- 
schichts-Quel]en XXiri r. 1860 s, 3—101. 

2) Urywki z Żywotów śś. Kiryła i Metodego w wielu dawnych kode- 
ksach znajdujące się, tudzież modlitwy, tak zwane t r o p a r y i k o n d a k i, w któ- 
rych rozsiane są wiadomości takie same, jakie w Żywotach i legendach znajdujemy. — 
Spis tego rodzaju pomników, z ksiąg kościoła prawosławnego podał J. Tok maków 
Bii6.uorpa<i>iiMecKiii yKasaie-Tb. .IiiTepaiypa o cb. KiipiiJi.it 11 Meoojil;, et npiuo- 
iKeiiieMi. ncpoHiia iiCTopiiiecKUNT, jiaTepia.ioBt, xpaiijmiiixcfl b-l EpaBiiTe-ibCTBeii 
imxi 11 OómecTBeHHb]XX ApxiiBax'b u EiiójioTeKaxT.. Moskwa. 1886 stronnic 28- 

VI. Nowsze opracowania przedmiotu, w osobnych książ- 
kach. Oprócz prac autorów przestarzałych, czeskich: Stredowskiegc), Dobnera 
i Bobrowskiego, tudzież niektórych rosyjskich, wzmiankowanych w Tokniakowa 
Bibliograficznym Wskaźniku, wyliczymy nowsze: 

Szafarzyk. Pamatky drevniho pisemnictvi Jihoslovauov r. 185 1, powtór- 
nie w r. 1873; Pamatky hlaholskeho pisemnictvi 1853. Ueber den Ursprung und 
die Ileimath des Glagolitismus. 1 858. Inne prace w ogółnem wydaniu mniejszych 
prac Szafarzyka. Rozprawy z oboru ved slowanskych 1865. 

S z t u 1 c prałat. Wypsani żivota svatych brati Cyrilla a Metl.oda. Praga, 
1847. Żivot swatych Cyrilla a Methodia. Praga 1857. 

Biły. Dejiny svatych Cyrilla a Methodia apostolov slowanskych, w Praze 
1863, przetlómaczona po niemiecku w 1863. 

Raczki prałat. Viek i djelovanie sv. Cyrilla i Methoda. Zagreb 1859. 

G i n z e 1 J. A. Geschichte der Slawenapostel Cyrill und Method, und de- 
slavischen Liturgie. Pierwsze wydanie r. 1857, drugie 1861. 

F i 1 a r e t biskup ryżski. Kiipii.uT. ii Meoojiiii CjiaBfliiCKie npocBtTiiTCiii. 
Moskwa r. 1846, przedrukowano w Pogodina sborniku 1865. ^Niżej.) 

Ł a w r o w s k i. ItiipiLi.n> 11 Menojiii KaicT. npaBoe.iaBiiue nponoBlijiiiiKii y 
aanajiibhKTi CiaBain.. Charków 1863. 

Pogodin M. liiip.i.io-MeoojifBCKiii cGopiiiiicb bt. naMiiib o coBepmiiB- 
lueMCfl TbiCHMc.rtTiii c.iaBfliicKoii niicbMeiiiiocTii 11 xpiiCTiaHCTBa bT) Pocciii. Moskwa 
1865. W nim pomieszczone sa prace: Górskiego, Filareta, Pogodina, Hilferdinga, Gry- 
gorowicza, Kazańskiego, Wiklorowa, Bezsoiiowa, Buslajewa, Aksakowa i Arsenijewa. 

B o d j a n s k i j O. Kiipii.T.Tb u Mooojiii. Coópaiiie naMaTiiiiKOBi. ,10 At,aTc.ib- 
iiocTii CB. nepBoy'iiiTe.icii 11 npocBtTiiTe.icii cTaBimcKiiKi. n.ieMein. oTnocfluuixcfl. Z nich 
Żywot Konstantego w Cztjenijach Obszczestwa Istorii i Drewnostjej 1863 i 1864. 
Żywot Metodego, tamże r. 1865. „Pochwalnoje słowo Kirylu i Mefodiju-', tam/.e r. 
1865-^1866. Żywot Konstantego z innych kodeksów, także w Cztjenijach r. 1873. 

B i 1 b a s o w W. A. Kiipii.i.ib 11 !Meooj,iii no joKyMeiiTajibiiUMb iic-T04niiha>rb-. 
Tom JII. 6 



— 82 — 

cznym, Rościslaw nietylko usuwał wpływ nieprzyjaznego mu du- 
cliowieństwa niemieckiego, lecz jeszcze jednał sobie przyjaźń ce- 



Monunienta diplomatica r. 1868. I\iipii.i.ri) 11 Monojiii iio sanajiihiMi. jicrcn,TaM'L. 
Codex Legendarnm 1871. 

W o r o n o w A. r.iaiurŁiiiiiie iictomimikii aih iicTopiii Kiipii.ua 11 Meoojifl. 
Kijów 1876. 

Perwolf. C.ioutiicKiii fl3i.iin. 11 (>ro cy.ii.óbi y iiapojoui. c.ioi5aiiCKiiXT,. 
Warszawa 1885. ]\I e o o J i c B c k i ii 10 u 11 .1 c ii 11 l>l ii C o o p 11 11 k t. , wydany przy 
uniwersytecie warszawskim, pod redakcya Budylowicza 1885. 

J a y i c z. J. W. nonpocT. o luipii.i.it 11 ^Iooo,iit m, C.iauaiicKoii <i>iMOjoriii. 
Petersburg 1885, jako dodatek do tomu LI zapisek Akademii Nauk. 

Inne mniejsze praee, wzmiankuje Wskaźnik Tokmakowa, także w Jagicza: 
Bonpocb o K11p1u.1I; II Meoojiii 1885. 

Rettel Leonard. Cyryl i Metody. Streszczenie najnowszych poszukiwań. 
Paryż 1871 s. 216 i 8 minori. 

Gromnicki Tadeusz. .Świeci Cyryl i Metody; w rozprawach wydziału 
historyczno -filozoficznego Akademii Umiejętności, w Krakowie r. 1879 — 1880. Tomy 

X, XI, xn. 

Zieliński Wład. Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego, oraz początki chrze- 
ściaństwa w Polsce. — Wenecya 1882 s. 79. 

Chotkowski. Żywot śś. Cyryla i Metodego Apostołów słowiańskich. 
Kraków 1885 s. 80. 

Kantecki Antoni. ŚS. Cyryl i Metody. Apostołowie Słowiańszczyzny, 
Poznań 1885 s. 6j. Wydanie popularne z powodu Encykliki Leona XIII z dnia 13 
Września 1880 r. 

Polkowski Ignacy, kanonik. Cześć śś. Cyrylla i Metodego w Polsce 
według ksiąg hturgicznych od końca Xni w. Kraków 1885 str. 64. Praca źródłowa. 

Pruszyński Ludomir. Apostołowie Słowian śś. Metodyusz i Cyryl. War- 
szawa 1885 str. 81. Wykład popularny i dla tego pożyteczny do rozszerzenia w Polsce 
czci śś. Cyrylla i Metodego. 

Crncić Iwan. Rimsko-slovinska służba sv. Kurillu i Metudu, w XtV księdze 
„Starine", s. 210 — 220. 

L e g e r Louis. Etude historique sur la conversion des Slaves au christia- 
nisme. Paris 1868 in 8 227. 

Martinof, w Revue des Questions historiąues, 71 livraison. Juillet. Paris 
1884. wydal ,La legendę italique de SS. Cyrille et Melhode", s. 1 10 — 166, gdzie 
wysoko podniósł znaczenie Legendy Italica, jako jednego z najdawniejszych pomni- 
ków o śś. Cyrylu i Metodym. 

We włoskiej literaturze wiadoma praca Bartholini Dominika. Memorie 
storicho critiche archeologiche dei sancti Cirillo et Methodio. Rzym 1881. s. 254. 
O niej sprawozdanie w „Atheneum". Warszawa 1882, zesz. VIII 378 — 383. 

Krótlci ten wykaz źródeł i opracowań wskazuje jak jest bogatą łiberatura o apo- 
stołach słowiańslcich. Podaję wykaz ten dla ułatwienia oryentowania się w cytatach, 
nie zaś jako pracę bibliograficzną, nie wcliodzącą w zakres niniejszego dzieła. Do- 
kumenty podam w osobnym D o d a t k t u w końcu tej księgi. Inne źródła wskaże 
we właściwem miejscu. 



- S3 - 

sarza wschodniego dla zrównoważenia polityki króla Ludwika 
Niemieckiego, który w celu zhołdowania Morawii, starał się po- 
granicznych z nią Bółgarów wciągnąć do związku przeciw Ro- 
ścisławowi. Tym sposobem formowały się ligi: morawsko - byzan- 
tyńska, przeciw niemiecko - bółgarskiej, balansujące ówczesną po- 
litykę w nad - dunajskich krajach. 

Cesarz Michał uprzejmie przyjął poselstwo morawskie, a zna- 
jąc biegłość braci soluńskich w sprawach religijnych i w piśmie 
słowiańskiem,^-^) przeznaczył ich na apostołów w Morawii, jeśliby 
jednak dać wiarę legendzie, prawie współczesnej, wypadałoby 
wyprawienie Konstantego do Morawii, przypisać domaganiu się 
Rościława, który, dowiedziawszy się o sławnych czynach Kon- 
stantego w poselstwie do Chazarów, życzył, aby ten mianowicie 
apostoł do ^lorawii przybył.^") 

Bracia, zabrawszy z sobą księgi dnchowne wcześniej już 
przetłómaczone po słowiańsku,'') tudzież relikwije ś. Klemensa,'^) 
puścili się w podróż. Matka ich, przeprowadzając ukochanych 
synów, ze łzami błagała, aby w razie śmierci jednego z nich, po- 



*-) Szczegóły niżej § 42. 

'*) In Polichronio, quod est in Sigriana. Vita s. Theophanis, in Acta Snn- 
clorum, XII Mart. T. II 13, p. 220. — Est autem Sigriana regio montuosa prope 
Cyzicum in Asia Minori et Propontidis littora, ab Olympena Rhyndaco tiiwio divisa. 
Ibid. p. 213. 

") W Żywocie Metodego czytamy: „Rostislaw knież slowenieski, s Swiato- 
polkom poslasta iz Morawy k' carju Michailu," (rozd. 5), ale w równie dawnym, 
a może i starszym Żywocie Konstantego powiedziano tylko: „Rastislaw bo, mora- 
wbskyi kneź, stwjet sTjtwori s knezi swoimi i s Morawlijany" (rozd. 14), a o Świę- 
topełku ani wzmianki. DUmmler, w Denkschriften der Akademie der Wissenschaf- 
ten XIX r. 1870. 

'5) Skłaniając braci do apostolstwa cesarz mówił do nich: „wy bo jesta se- 
łunijanina, da seluuijanie wsie czisto slowieński besiedujut." Pannoński Żywot Me- 
todego rozd. 5. 

1^) Philosopho autem reverso Constantinopolim, audiens Rostislaus princeps 
Moraviae, quod factum fuerat a Philosopho in provincia Cazarornm, ipsae quoque 
genti suae consulens, ad praedictum imperatbrem nuntios missit. Legenda Italica. c. 7. 
Podobnie w legendach Morawskiej, cap. 4 i Krakowskiej cap. 4. Polkowski. Cześć 
śś. Cyrylla i ^Metodego, s. 15. 

^") Żywot Metodego 5. 

>*) Niżej cytata 40. 

6» 



- S4 - 

zostały przy życiu przywiózł do niej ciało zmarłego.^'*) Bracia, 
dawszy słowo dotrzymać świecie prośbę matki, pożegnali sie 
z nią ostatni raz, ruszyli w podróż do Rościsława i do stolicy 
jego Welegradu av czerwcu r. 863 przybyli.-*^) Atoli do wiellciego 
dzieła wnet przystąpić nie mogli. Był to bowiem czas burzliwy, 
czas gotowania się do wojny z Niemcami. — Bracia, osiadłszy 
w Welegradzie,-') pracow^ali nad wylcształceniem poruczonycłi 
im przez Rościsława uczniów.--) Niemiłem okiem patrzyło na to 
duchowieństwo niemieckie. A gdy, po niepomyślnej dla ]\Iora- 
wian wojnie r. 864, biskupi niemieccy groźnie przemawiać po- 
częli, apostołowie Konstanty i Metody, pojmując grożące im nie- 
bezpieczeństwo, unikali miejsc burzliwych, a przechodząc z kraju 
do kraju po grodach i osadach wiejskich, -''"; opowiadali ludom 
słowiańskim słowo boże w zrozumiałej im mowie, starając się wy- 
korzenić sprośne obrzędy pogańskie i wielożeństwo.-^j 

Jednocześnie z apostolstwem u Słowian morawskich, przy- 
padło wprowadzenie chrześciaństwa w Bółgaryi. Wiemy, że 
wcześniej jeszcze Konstanty filozof pracował nad rozszerzeniem 



1") Legenda Italica cap. 1 1 . 

-^) Muralt w dziele: Essai de Chronographie byzantine p. 439 pisze: Ra- 
stislaf avait resiste a Louis dans Devina en 864, aupres duąuel Methode et Cyrille 
se trouvaient depuis Juin 863. Opierając sie na tern historycy czas przybycia aposto- 
łów do Morawii zsvyczajnie w Czerwcu naznac/.ają. Dudik. Gesch. Miihrens I. s. 
159. Inni przyjmując na uwagę, że wedJug legendy italskiej, bracia „mansuerunt 
ergo in Moravia per annos quatuor et dimidium" (cap. 7) i zważając, że bracia 
do Rzymu przybyli w końcu r. 867, obliczają, że bracia do Morawii przybyli na 
wiosnę r. 863. Bilbasow. Kiryll i Mcfodij s. 30. 

-') R. 1030, książę Brzctyslaw pisał: juxta Yueligrad, ubi caepit christiani- 
tas. Erben Regesta Bohemica p. 40. 

--) DoslLdbszu że jemu Morawy s welikoju czLstiu prijet jeho Ratislaw 
i uczeniky sobrawL wdast ich ucziti. Żywot ś. Konstantego, rozd. XV. Denkschrif- 
ten der Academie der Wissenschaftem T. XIX p. 226. 

s') Quotidie (Constantinus) cum fratre suo JNlethodio perlustrabat civitates, 
vicos et oppida. Leg. Moravica. c. 5. 

-*) Można to uważać z listu pajjięża Jana VI(I do Kociela: Eos qui uxo- 
res suas dimiserunt, vel illis ab alias viventibus migraveruat nuptias, tam diu cum 
consentaneis eorum escommunicamus, quousque postcrioribus remotis, priores poeni- 
tendo receperint. Praecipue cum haec pessima con!»vetudo ex paganorum morę re- 
manserit. Erben s. 15 między r. 873 a 882. 



- 85 - 

nauki Chrystusa, a może i nawracał Słowian macedońslcich w. oko- 
licach Tesałoniki, na porzeczu Bregalnicy.-'^) Ałe w którym mia- 
nowicie roku i przez kogo ochrzconym został car bółgarski Borys, 
to zagadką zostaje. Niewątpliwie wszakże wypadek ten stał sie 
około początków apostolstwa braci soluńskich w INIorawii t. j. 
miedzy r. 86i a 864,-*^) a według nowszych badań car Borys 
prawdopodobnie ochrzczonym został w r. 864 przez ś. Metodego, 
który z Morawii do Bółgaryi w tym celu zdążył, gdy tymczasem 
brat jego Konstanty szerzył chrześciaństwo w Morawii.-') 

Cztery i pół lata (863 — 867) Konstanty i Metody apostoło- 
wali w Morawii i sąsiednich krajach, opowiadając słowo boże 
Morawianom, Czechom, Słowakom, Polakom, 2*) Łużyczanom, 
zakładając kościoły i kaplice.-") — Zachowało sie podanie, że 



'-■'•j Wyżej cyt. lo. 

-^) Według legendy Morawskićj Konstanty z bratem ^ktodem, dążąc do 
INIorawii, po drodze zaszedł do Bułgarów ,,quos divina- cooperatrice gratia sua prae- 
dicatione convertit ad fidem (cap. 4). Być może Konstanty po drodze i rozszerzał 
clirzebciaństwo w Bółgaryi (r- 863), ale Idedyż byl ochrzczony sam car Borys? Opie- 
rając sie na hislorykacli byzantyńsliich, dawniej mniemano, że to dolconat Metody 
w r. 861 — 862. (Palanzow. RI;k7j oo.irapcKoro uapa CiiMcoiia 1852 str. 22. 

■') Wypada riwage zwrócić na Żywot ś. Klemensa, bisltupa Wielickiego, 
autor którego, ze znajomością rzeczy, opowiada szczegółowo, że Metody, w czasie 
pobytu w Morawii, starał sie sl<lonić do chrześciaństwa książąt Kociela i Borysa 
„którego oczarował swem krasomówstcm w mowie ojczystej", dodawszy, że nawró- 
cenie Bólgarów przypadło w r. 6377 t. j. 869 (Vita .s. Clemenlis, po grecku, cap. 4) 
według Icodcksu wyilancgo przez Mililosicza 1847 i przedrukowanego w Moskwie 
r. 1855. — W innym Żywocie ś. Klemensa, przez Szafarzyka wydanym w r. 1853, 
Metody wzmianliuje sie także jako główny o.świecicieł Bólgarów i cara Borysa (cap. 
11), ale czasu nawrócenia Bólgarów nic oznaczono. Rok zaś 859 podany przez 
starożytny Ż)Wot ś. Klemensa, nie może być przyjęty dla tego, że w tym roku Me- 
tody był w Rzymie, a z porównania zdarzeń wypada przyznać, że clirzest Borysa 
przez Metodego mógł być dokonany przed zawarciem przymierza Niemców z Bół- 
garami w Tulłn r. 864. Po zawarciu tego przymierza Niemcy niedopuściliby chrztu 
Borysa przez księży słowiańskich. 

-*) Poświadcza to wyprawa Morawianów przeciw pogańskiemu księciu Wi- 
ślicy, który „sie urągał chrześcianom" (o czem niżej będzie), tudzież chronograf mo- 
skiewski XV w, według którego filozof Konstanty nauczał Morawianów, Lechów, 
Czechów i inne narody. Bielowski, M. P. I 90. 

-") W Spiekach (Speitsch) niedaleko Kcłcz, okręg ołomuniecki; w P r z y- 
b i c a c li niedaleko Hustopcsw ( Auspitz) ; \v Ż a r o s i c a c h ; w U h r i c i c a c li 
blizko Damborzyc; w S w i t a w i e, okręgu Bincńskiego. Tudzież pod wezwaniem 



— 86 — 

w okolice Zgorzelca przychodził sam apostoł Konstanty, że był 
nagóracli: Królewskim gaju (Konigsliain) i Jaworniku, i że tam, 
gdzie teraz Ilainwald, na miejscu chramu pogańskiego zbudował 
kościół. ■''^^) Podanie to nie mogło bez powodu powstać i choć 
w części potwierdza sie dotąd istniejącym obyczajem. Od nie- 
pamiętnych czasów bowiem na górze Jawornickiej stoi krzyż, 
do którego w dzień ś. Wacława, króla czeskiego, wnuka Borzy- 
woja i Ludmiły, ochrzczonych przez Metodego (około r. 878), 
wędrowali pobożni pielgrzymi z dalekich krajów, najwięcej z Czech. 
Nawet po przyjęciu nauki Lutra, Jaworzanie protestanci spoty- 
kali pielgrzymów katolickich z chorągwiami i uczestniczyli w pro- 
cesyach katolickich. Nabożeństwo odbywało się kolo krzyża, 
a wszyscy] przytomni, klęcząc, śpiewali modlitwę ,,Hospodynie 
pomiluj ny", tę samą, która do teraźniejszego czasu u Czechów, 
^Morawian i Słowaków pod nazwą modlitwy ś. Wojciecha prze- 
chowała się.^^) 

I radzi byli Słowianie słuchać nauki o wielkości Boga, 



Ś.Klemensa, kaplice: koło Oswetimanow, okręgu Hradisztskiego, w której ko- 
ście świętego leżały, podobnie i w Lipowce okręgu Brneńskiego, Dudik. Gescb. 
Mahrens I. 170. Do lego dodamy jeszcze kaplicę ku czci ś. Klemensa poświęcona 
w starożytnym grodzie R a k u s y (castrum Rakouz) teraz Raabs u wierzchowin 
r. Dyi. Przy tej kaplicy, według podania, mieszkał apostoł Metody, dążąc do Czech. 
Szembera. Zapadni Slovane; Pfidavky s. i. Wreszcie w Ołomucu kościół ś. Pio- 
tra, o którym dawno zapisano: an. 863 Rastiz dux tradidit in die consecrationis 
ecclesiae sancti Petri in Olomuticł per venerabilem fratrem Kyrillum omnes homines 
castelli et civitatis (Olomucense), ad ripam usque Moraue fluvii. Eerben. Regesta, s. 14. 
Niezaprzeczając samego nadania kościołowi Ołomuckiemu, nie mamy wszakże udo- 
wodnienia, że to nastąpiło w 863 a nie w innym roku. 

3") Czas pobytu ś. Konstantego w okolicy Zgorzelca tylko przez prawdopo- 
dobieństwo określić by można. I tak: Apostolstwo jego w stronach podkarpackich 
ciągnęło się od lata r. 863 aż do jesieni r. 867, t. j. do podróży do Rzymu, zkąd 
on już nie wrócił. Przed odejściem do Rzymu bawił on u księcia Kociela w Bla- 
tnie, nie wcześniej jak w r. 867, a zatem pobyt jego na Ślązku mógł przypaść 
w jatach 864—866. 

^') O wzmiankowanej ceremonii pisał G. Burghardi. Iter Sabaticum. 
Lipsk. r. 1736. Dzieła lego nigdzie znaleźć nie mogłem. Inne szczegóły w pracy 
Izmaela Srezniewskiego, w Zurnale ministerstwa oświaty. Petersburg. 1844, część 
XLIII. Maj. 



- 87 - 

we własnej mowiel^-) ale nie radzi z tego byli biskupi niemieccy, 
szczególnie salcburgski i passawski, którzy z rozwojem nauki 
braci soluńskich, tracili trzodę słowiańską, a z nią dziesięciny, 
dobra ziemskie i wpływ polityczny. Posądzali biskupi nowych 
apostołów o szerzenie schyzmy, o chęć oderwania Słowian od 
papieża, znajdując we współczesnych wypadkach niejakie uspra- 
wiedliwienie potwarzy, miotanych na apostołów słowiańskich. 
W tym samym bowiem czasie, kiedy bracia pracowali nad zasa- 
dzeniem winnicy Chrystusa w stronach przykarpackich, w Kon- 
stantynopolu spory duchowieństwa z kościołem rzymskim tak się 
zaostrzyły, że patryarcha Fociusz poważył się papieża Mikołaja I 
za kacerza ogłosić i od kościoła odłączyć (r. 867). A ponieważ 
Konstanty filozof od młodości zostawał w przyjaznych stosunkach 
z Fociuszem, przeto podejrzliwość biskupów niemieckich mogła 
się w oczach papieża wydawać nie bez podstawy. Skargi więc 
biskupów w Rzymie na apostołów słowiańskich, że pod pozorem 
nabożeństwa słowiańskiego wprowadzają herezyę, nie mogły 
bez skutku pozostać. Zapobiedz złym skutkom walki dwóch ob- 
rządków w jednym kościele, wyrozumieć zasady apostołów sło- 
wiańskich, wreszcie uspokoić ludy powaśnione intrygą biskupów 
niemieckich, do stolicy papieskiej należało. Pojmując to wszy- 
stko papież IMikołaj wezwał braci apostołów do Rzymu.^^^) 

Chociaż hierarchicznie bracia apostołowie zależeli od patryar- 
chatu Konstantynopolitańskiego, ale na głos papieża spieszyli 
stawić się w Rzymie. Zabrawszy więc z sobą relikwije ś. Kle- 
mensa, aby je miastu Rzymowi, jako ciało papieża zwrócić, bra- 
cia przez Pannonię do Rzymu dążyli. Po drodze odwiedzili księ- 



'-) Cognoscentes loci indigenae (Morawianie) adventum illorum, valde gavisi 
sunt; quia et reliquias b. Clementis secum ferre audierant, et Evangelium in eorum 
linguam a philosopho praedicto translatum. Exeuntes igitur extra civitatem obviam, 
honorifice, et cum ingenti laetitia receperunt eos . . . mówi współczesny biskip Gau- 
derik. Legenda Italica, cap. 7. 

•■'') His omnibus auditis, papa gloriosissimus Nicolaus, valde laetus super his 
quae sibi ex hoc relata fuerant redditus, mandavit et ad se venire illos litteris Apo- 
ślolicis invitavit. Legenda Italica. 8. 



— S8 — 

cia Kociela, który nie zadlugo przed tern był przyjacielem arcybi- 
skupa salcburgskiego Adalwłna i z nim wspólnie obchodził Boże 
narodzenie, w Błatnie r. 864,-'*) a teraz wzniósłszy się nad oso- 
biste widoki, przystąpił do nauki apostołów, uczył się u nich pi- 
sma słowiańskiego i do takiejże nauki 50 mężów przeznaczył,^^) 
Chciał on braci apostołów zatrzymać u siebie i na icli żądanie, 
według legend, miał nawet oswobodzić wielu chrześcian z nie- 
woli,-'") lecz bracia, czując konieczność stawienia się w Rzymie, 
puścili się w podróż, niosąc z sobą relikwije ś. Klemensa. W We- 
necyi księża łacińscy, podszczuwani przez arcybiskupa salcburg- 
skiego, rzucili się na apostołów słowiańskich ,.j a k kruki na 
s około w,"='') a urągając im wołali: ,.j a k i e to stworzyli- 
ście Słowianom księgi i nauczacie ich; przecież mowy ich 
nikt wprzódy nie obrał, ani apostołowie, ani papież rzymski, ani 
teolog Grzegorz, ani Hieronim, ani Augustyn." — „Bóg", powia- 
dali, „trzy tylko wybrał języki: hebrajski, grecki i łaciński."-^**) 
Z godnością odparłszy zarzuty i urągania, wykonawcy wielkiego 
dzieła pokornie szli do Rzymu, do którego wiedli z sobą miliony 

34j Wyżej na s. 69, z Conversione Bajovariorum. 

'•'') „KoclI kneź panońskyi . . . wzlubl welmi slowjeńsky knigy, naucziti se 
im, i wda do H (50) uczenik ucziti se im". . . Żywot ś. Konstantego rozd. 14. 
Denkschrift der Akademie der Wissenscliaft. 1870. Tom XIX str. 226. Atque in 
Pannoniam profectus a Cozelo Lechorum principe bene exceptus est tt 
poslea quinqaginta ibi viros fidem vtram literasąue slavinicas docuit. Obdormitio s. 
Kyrilli. W teksie słowiańskim czytamy: „priet jeho (Konstantego) k H e 3 b Jl t lu K bl fi 
i potom priejet 50 uczenik i naucziw ich prawosławniei witrie i słoweńskim kni- 
gara." ycneiiie cb, KiipiiJ.ia,w Bilbasowa. Kiryłł i Mefodij. s, 244 

36) W Żywocie s. Cyryla wzmiankuje się, że na jego prośbę książęta Rości- 
slaw i Kociel oswobodzili 900 niewolników w r. 867: I ne wzet że ni ot Rastislawa, 
ni od Koćly ni zlata ni srebra, ni inoje weszczi ... nb tbcziju plenbnik isproszb ot 
oboju ^ stb (nonagentos) otpusti ich" (rozd. 14). Denkschriften d. Akademie s. 226. 

W Obdormitio s. Cyrilli czytamy: „Philosophus a principe nonaginta christia- 
nos captos petit et liberavit." Zważając, że wzmianka ta jest powtórzeniem tego 
co legendy mówią, o pomyślnem zakończeniu missyi Konstantego do Cbazarów, mia- 
nowicie o oswobodzeniu przez hagana chazarskiego w skutek prośby Konstantego, 
z niewoli chrześcian, badacze mniemają,, że wiadomość o oswobodzeniu przez Ko- 
ciela 900 niewolników wypada odrzucić. 

■"""j „Sbrasze se nań jepiskupi i popowe i czrnorizci, jako i wrani na so- 
kola " Żywof Konstantyna rozd. 16. Denkschrift d. Akademie XIX. s. 227. 

^"j Żywot Konstantyna, rozd. 16. Denkschrift der Akad. s. 227. 



- 89 - 

ochrzczonych i mających być ochrzczonymi Słowian, Pojmy- 
wała to stolica apostolska i następca Mikołaja I, Adryan 11,'^") 
sam wyszedł za miasto na spotkanie relikwii ś, Klemensa i apo- 
stołów słowiańskich,^") w uroczystem ubraniu, okrążony ducho- 
wieństwem i tłumami ludu, z zapalonemi w rękach świcami.**^) 
Wśród śpiewów pobożnych tłumów, z największą uroczystością 
relikwije ś. Klemensa złożono w kościele, pod jego wezwaniem 
zbudowanym w Rzymie oddawna.*-) Powrót cudowny wysoko 
czczonych relikwii męczennika papieża napełnił serdca Rzymian 
nieopisaną radcścią, zainteresowaniem się apostołami słowiański- 
mi, którym należała cześć, za wyświadczenie ówczesnemu światu 
chrześciańskiemu takiej usługi nieocenionej. 

Niebrakowało jednak w samym Rzymie zgorszenia, z po- 
wodu wprowadzenia języka słowiańskiego do ksiąg liturgicznych. 
„Nie godzi się, powtarzano, używać innych oprócz wiadomych 
trzech języków, innego jeszcze do służby bożej języka."^") Wszak- 
że papież Adryan II, wysłuchawszy apostołów słowiańskich, po- 



^^) Mikołaj I umarł 13 Novembra 867. Acta SS. 55; Adryan II został pa- 
pieżem 14 grudnia r. 867. 

■'^) Adrianus audiens quod , . . philosophus corpus b. Clementis, quod stu- 
dio suo repererat, secum deferret, valde nimis ehilaratus est, et extra urbem cum 
clero et populo precedens obviam illis, honorifice satis eos recepit. Leg. Ital. 9. 
Żywot Konstantego lo^d. 17. Denkschrift. der Akad. XIX. s. 228. 

*') Leg. Ital. 9. 

■*-) Sepelierunt autem corpus S&ncti in ecclesia, quae in ejus nomine diu 
antea fuerat constructa. Leg. Moravica. 6. Corpus sancti Clementis in sua ecclesia, 
quae sibi antea multa tempora fuit fabricata, collocavit, et honorofice sepelivit. Leg. 
Cracoviensis. cap. 6. 

*') „Było zaś wielu ludzi, którzy ganili księgi słowiańskie, mówiąc: „nie- 
godzi się żadnemu narodowi mieć pisma swego, prócz Hebrejów, Greków i Lacinni- 
ków, według słów Piłata, które na krzyżu pańskim napisał, Tycli apostolik piła- 
towcami i trójjęzycznikami nazwawszy wyklął," Żywot Metodego cap. 6. W le- 
gendach Morawskiej (cap, 7) i Czeskiej (cap, 4.) wzmiankuje się tylko o ttómacze- 
niu się I-Constantego przed stolicą apostolską, o konieczności używania języka sło- 
wiańskiego w nabożeństwie dla Słowian, „At illi haec audientes et admirantes tanti 
viri industriam et iidem, studiosa deliberatione praehabita, statuerunt supradicto ser- 
mone in illis partibus, quas b, Cyrillus Dec acquisierat, et sicut statuerat, cano- 
nicas horas cum missarum solemniis ita debere deinceps celebrari (Leg. Mor. 7). Do- 
bitniej pojaśnia to legenda krakowska: et confirmaverunt fclauonica lingua in par- 
tibus illis missarum solempuia ctterasque canonicas horas decantare, q u o d u s q u e 



— 90 — 

chwalił ich pracę i jakby w oznakę przyznania liturgii w języku 
słowiańskim, księgi duchowne, napisane przez braci Konstantego 
i Metodego, poświęcił i złożył na ołtarzu w kościele ś. Piotra,*'*) 
Potem polecił biskupom Formozowi i Gauderikowi wyświęcić 
uczniów słowiańskich na presbyterów, diakonów i lektorów.'*^) 
braci zaś Konstantego i Metodego do godności biskupiej podniósł.'^") 
Tym sposobem wytwarzał się zawiązek liierarchii słowiańskiego 
kościoła, pierwszymi presby terami i diakonami którego zostali: 



ad haec tern pora in paitibus Sclavonicis observatur. Leg, 
Craco%ien. cap. 6. Polkowski s. 17. 53. 

**) Według Żywota Metodego, papież ewangelije słowiańska położył na oł- 
tarzu ś. Piotra (rozd. 6), a według Żywota Konstantego, rozd. 17, (Denksclirift 
XIX 228), na ołtarzu ś. Maryi, w innych legendach wzmianki o tem nie znajduje- 
my. Porów. Vita s. Clementis (Bulgarica) cap 3. 

*^) Papa jubente nonnulli philosophi discipuli Moravienses ae Pannonici 
a Formoso et Gendricho episcopis ritu solemni in ordinem clericorum recepti sunt. 
Obdormitio s. Kyrilli. Bilbasow II 245. Według Żywota Metodego, wyświecono 
trzech kapłanów, a dwóch anagostów, i. j. lektorów (rozd. 6); według innych legend 
liczba kapłanów i diakonów wyświęconych talcźe jest pięć, jalc zobaczymy niżej. 

■*") Wiadomości w tym względzie są sprzeczne. W Żywocie Metodego nie 
oznaczono kiedy on mianowicie został bislcupem. W legendach Morawskiej i Cze- 
skiej o mianowaniu Konstantego i Metodego biskupami nie wzmiankuje się. Le- 
genda Krakowska wie, że Konstanty w Rzymie zrzełd się godności biskupiej, zo- 
stał mnichem, a na jego miejscu w Welegradzie nastąpił Metody. Legenda Bółgar- 
ska (Vita s. Clementis) stawi na pierwszem miejscu mianowanie „wielkiego Meto- 
dego biskupem Morawii Pannońskiej", a o Konstantym wyraża się nie jasno, podno- 
sząc jego zasługi i wysoką cześć, okazaną mu przez papieża (rozd. 3). Jedna tylko 
legenda Italica (cap. 3) stanowczo wyraża się: „multis itaque gratiarum accionibus 
praefato phiłosopho pro tanto beneficio reddilus, consecraverunt ipsum et Methodium 
in Episcopos, nec non et ceteros eorum discipulos in praesbyteros et diaconos." 
Jakże nie wierzyć autorowi tej legendy Gauderykowi, który sam był obecny i razem 
z biskupem Formozem wyświęcał księży słowiańskich. O tym przedmiocie szeroko 
rozprawiali Ginzel i Dudik. Pierwszy w Gesch. der Slawenapostel edit 1861 s. 
46 — 47, drugi w Gesch. Mahrens I 182 — 4. Tymczasem Jagicz mniema, że Kon- 
stanty był tylko nauczycielem Słowian, a nie biskupem. BonpocT. o Kiipii.l.lt ll 
Meoojit 1855 s 55 cyt. 92. Inne zdania w Pogodina KiipHJi.io-MeooAieBCKiii 
C6opinijn. 1865. Ale najdokładniej sprawę tę, zgodnie z legendą Italską, objaśnił 
Gromnicki, w Rozprawach Akademii Umiejętności Krakowskiej r. 1879 T. XI 
s. 135. A że Metody już w r. 869 mianowany był arcybiskupem, poświadcza to 
list papieża Jana VIII r. 879 do Świętopełka. Metbodius vester archiepiscopus ab 
antecessore nostro Adrian o, scilicet papa (-}- 872) ordinatus. Erben. 
N. 39 i 41. 



— 91 — 

Gorazd Morawianin, Klemens, Naum, Angelar i Sabba Bółgaro- 
wie, czy Sławeńcy.^") 

Zostawało wprowadzić nabożeństwo słowiańskie uroczyście, 
aby świat ca^y wiedział, że w powszechnym kościele chrześciań- 
skim, obok liturgii łacińskiej i greckiej, zajęła jeszcze miejsce 
liturgija w mowie najliczniejszego w Europie narodu, który miał 
cłiwałę bożą po niezmierzonycłi przestrzeniacłi rozszerzyć. Poj- 
mując to, stolica apostolska stosowne rozporządzenia uczyniła. 

Trzy dni odbywało sie nabożeństwo i śpiewy słowiańskie. 
Najprzód w kościele apostołów śś. Piotra i Pawia, następnego dnia 
w kościele ś. Petronelli i u ś. Andrzeja, nakoniec z nadzwyczajną 
uroczystością u grobu ś. Pawła, ^'^) przy uczestnictwie biskupa 
Arseniusa i bibliotekarza rzymskiego Anastazego.^") Takim spo- 
sobem u grobu pierwszycłi apostołów chrześciaństwa dokony- 
wało się zjednoczenie ludów w imię wspólnej idei religijnej, bez 
różnicy narodowości i mowy. 

Rok z górą ciągnął się pobyt apostołów słowiańskicli w Rzy- 
mie. Stolica apostolska znajomiła się z zasadami i cliarakterem 
osobistym nowych apostołów. Na to potrzebny był czas. Star- 
szego z braci, Metodego, papież przeznaczył na metropolitę ko- 
ścioła słowiańskiego, młodszy, Konstanty, miał być biskupem 
i pomocnikiem brata. Ale Konstanty zapadł na zdrowiu, a prze- 
czuwając zbliżający się koniec żywota, wstąpił do zakonu, przy- 
brawszy imię Cyryla. Osłabiony na siłach mąż święty, mówił 
do Metodego: „oto bracie byliśmy sprzężajem, jedną brózdę orą- 



*') Imiona ich wzmiankują Obdormitio s. Kyrilli (YcneHie CB. Klipif.ua) i Vila 
s. Clementis episcopi (bulgarica), z tą tylko różnicą, że w ostatniej zamiast Sabby, 
wzmiankuje się Laurenly (rozd. ii). Do porównania slu^y legenda Macedońska 
o Żywocie ś. Nauma. 

**) „Abie piesze liturgiju w cbrkwi swetaho apostola Petra sloweńskyim je- 
żykom i w druh)i djeń piesze w cbrkwi swetyje Petronily, i w tretij djeń piesze 
w Cbrkwi swetaho Andreje i ottudu w weliUaho uczitela wselienskaho Pawia apo- 
stola." Żywot Konstantyna (rozdz. 17). Denlischrift der Akademie der Wissen- 
schaften, XIX, s. 22S. 

■»») Ibid, rozdz. 17, s. 238. 



— 92 — 

c\m, ja padiim na ks/.c i końc/.tj dni moje, a ty bardzo miłujesz 
górę,''") ale nie chciej dla góry rzucać apostolstwa, wszakże przez 
nie możesz być zbawionym." •''') Nakoniec, po 50 dniach choro- 
by, mąż święty umarł w Rzymie 14 Luteg'o r. Sóg,'?-) mając 
lat 42 wieku. 



•'*'^) Jest to reminisccncya klasztoru na <^óizc Ol3'nip'ie, klóry Metody, jako 
miejsce spędzenia młodości swej. gorąco miłował. 

*') Żywot ś. Metodego, ro/dz. 7. 

^-) Conslantin est mort h Romc sous Ic nom de moine Cyrillo 868 łe 13 
feviier ou le 14. Muralt. Essai de Clironograpli. p. 449. Nielctórzy badacze clicie- 
liby się na to zgodzić. Sprawa ta jednali mocno zawiła i dotąd należycie nie obja- 
śniona. Z dawny cli pomników tylko Żywot Konstantyna (lozdz. 18) i Obdormitio 
S. Cyrilli zgodnie podają datę śmierci ś, Cyrylla 14 Februarii r. 6377, ^- J- ^^9- 
W legendzie Italica, najwięcej na uwagę zasługującej, data oznaczona: 16 kalendas 
Martias, co według ówczesnego sposobu liczenia czasu, oznaczało, źe do nastąpienia 
kalendy, t. j. i Marca, nie dostawało jeszcze 16 dni (licząc i i Marca), a zatem 
data śmierci przypadła 14 Februarii. W kalendarzu Ostromira pod dniem 14 Fe- 
bruarii zapisano: pamieti. ... Konstantina fiłosofa, nareczena w czrńczestwie imenem 
Kiryłła. (Kopitar, LXVI). Ale ani legenda Italica, ani kalendarz Ostromira, ani 
inne pomniki roku nie oznaczają. Z tego powodu ani dzień 4 Lutego, przyjęty 
przez Ginzela, Reltla, Gromnickiego, Polkowskiego i innych, ani role 868, przyjęty 
przez Ginzela, nie znajdują wiarogodnej podstawy. Względem roku, nastręcza się 
następna uwaga. Bracia apostołowie do Rzymu przybyli po 14 Grudnia r. 867, 
t. j. wtedy, kiedy już papieżem został Adryan II. Kilka dni trwała uroczystość zło- 
żenia relikwii ś. Klemensa, potem wyświęcenie księży słowiańskich, a „po wielu 
dniach", jak wzmiankuje legenda, ś. Cyryl, czując się chorym, wstąpił do zakonu, 
i po 50 dniach choroby umarł. Oczywiście, że wszystko nie mogło stać się w ciągu 
niespełna dwóch miesięcy, a zatem żadnego prawdopodobieństwa nie ma, aby śmierć 
ś. Cyrylla mogła zajść w Lutym r. 868, Tymczasem Ginzel, mniemając, że konse- 
kracya księży .słowiańskich nastąpiła wnet po przybyciu ich do Rzymu w r. 867, 
wyobraził sobie, iż w tymże czasie zachorował i wstąpił do zaltonu, a wkrótce po 
tem mianowicie 4 Februarii 868 ś, Cyryl umarł. Gcsch. der Slawenapostel, s. 49. 
Za Ginzelem, idąc w ślad inni, wprowadzili do nauki błąd, który spostrzegłszy 
Diimmler, wyrzekł, iż wypada przyjąć r. 869, a nic 868 „troz den schwachen Ein- 
wendungen Ginzels." (Dcnkschriftcn der Akademie d. Wissenschaft, XIX, s. 212). 
Podobne zarzuty Ginzelowi uczynił i Dudik w Miihrensgeschite r. 1860, tom I, 
s. 182 — 184. W literaturze polskiej przedmiot ten oględnie objaśnił Gromnicki (l^oz- 
prawy Akademii, X, s, 129). Szkoda tylko, że poglądy tych dziejopisów nie wszyst- 
kim pisarzom są znane i że dotąd nie usunięto wątpliwości daty śmierci pierwszego 
nauczyciela Słowian, która oczywiście pr/cypadła 14 Februarii r. 869 jak o tem wy- 
raźnie mówi współczesny prawie autor Żywota Konstantyna (rozdz. 18) w Denk- 
tchriftcn d. Aliademie, XIX, s. 229, i niemniej .starożytny autor Uśniccia (Obdor- 
mitio; ś. Cyryla. Datte te przyjęto także w Encyklice papieża Leona XIII z dnia 
30 Września r. 1880, 



J 



— 93 — 

Po śmierci brata, któremu papież kazał wyprawić pogrzeb, 
z taką okazałością jaka tylko samemu papieżowi należała. Me- 
tody mówił do papieża: „Ojcze święty! Gdyśmy opuszczali ro- 
dzinną ziemię, aby się poświęcić dziełu, któreśmy z pomocą bo- 
ską dokonali, matka nasza zalewając się łzami, błagała, aby w razie 
śmierci jednego z nas na obczyźnie, pozostały przy życiu, przy- 
wiózłby ciało zmarłego do klasztoru, dla przyzwoitego tam po- 
grzebania go. Niecliże więc Twoja św^iątobliwość pozwoli mnie 
wypełnić mój obowiązek, aby się nie wydało, że się sprzeciwiam 
błaganiu i zaklinaniu matki l""^-^) Poruszony taką prośbą i ba- 
cząc na doniosłość znaczenia jej, papież Adryan II zapytał o radę 
kardynałów, biskupów i najdostojniejszycli mężów. Ducłiowień- 
stwo jednak i nobile rzymscy przekładali papieżowi, iż niegodzi 
się pozbawiać Rzymu i kościoła relikwii tak znakomitego męża, 
a należy z wysoką czcią pogrześć go Rzymie. Prz3xliylając się 
do życzenia obywateli rzymskicłi, papież polecił zwłoki ś. Cyryla 
pocłiować w kościele ś. Piotra, w przy goto w-anym dla siebie grobie. 
Ale jMetody prosił, aby złożono je w kościele ś. Klemensa, relikwńje 
którego ś. Cyryl z wielką troskliwością do Rzymu przyniósł. 
Skłoniwszy się do prośby Metodego papież polecił zwłoki ś. Cy- 
ryla, spoczywające już w marmurow^ym grobie, pocliować w ko- 
ściele ś. Klemensa, po prawej stronie ołtarza.^^) Pogrzeb odbył 
się w asystencyi duchowieństwa rzymskiego i greckiego ze śpie- 
wem psalmów i liymnów, z zapalonemi świcami, kadzielnicami 
i w^ ogóle z taką wspaniałą uroczystością, jaka samemu tylko 
papieżowi należała. •"•■^) 



s') Legenda Italica, cap. u. 

^*) Annuit hujusmodi petilioni Praesul sanctissimus, et concurente cleri aC 
populi maxima frequentia, cum ingenti laetitia et reverentia multa, simul cum locello 
marmoreo, in quo pridem illum praedictus Papa condiderat, possuerunt in monumento 
ad id praeparalo in basilica ś. Clemenlis ad dexteram partem altaris ipsius, cum 
hymnis et laudibus, maximas gratis agentes Deo. Leg. Italica, cap. 12. Podobnie 
i Żywot Konstantego (rozdz. 18) Denkschriften der Akademie der Wissenschaft, 
XIX, s. 229. 

'■''/ Praecepit autem .sanctus Aposlolicus, ut omnes tam Graeci quam Ro- 
mani cleiici ad e.\C(iuia» ejus accurrerent cum ppalmis et cantici.s, cum cereis et ihu- 



— 94 ~ 

Odtąd przybrane w zakonie imię C3^ryla rozpowszechniło 
się po świecie i pod tern imieniem wiekopomny wynalazca pi- 
sma słowiańskieofo Konstanty po całej Słowiańszczyz^nie słynie. 

3. Papież Adryati II mianuje Metodego arcybiskupem pannońskim r. 869. 

Oburzenie biskupów bawarskich. Sąd nad Metodym i uwięzienie go 

w Szwabach (870—873). 

Po śmierci pierwszego nauczyciela Słowian, ś. Cyryla, Me- 
tody sam jeden musiał dźwigać ciężar rozpoczętego wspólnie 
z bratem wielkiego dzieła. Pobyt jego w Rzymie zaciągnął się 
długo. Morawianie, zajęci ciężką wojną z Niemcami (868 — 86g), 
wytężali siły ku obronie ojczyzny, a o cłirześciaństwie i nauce 
nie pora była myślić, Iciedy wróg siedziby icli palił. 

W lepszycli warunl<acłi zostający błatneńsl<i l^siąże Kocieł 
udał się do papieża z prośbą o przysłanie mu Metodego. „Nie 
tobie jednemu tylko, rzekł papież Adryan II, ale wraz wszyst- 
kim krajom słowiańskim szlę go, jako nauczyciela od Boga i od 
świętego apostoła Piotra." — I posłał do Rościsława, Święto- 
pełka i Kocieła list następny. „Doszły do wiadomości naszej ta- 
kie względem wiary wasze postępki, którycli po was z upragnie- 
niem i modlitwą wyglądaliśmy, gwoli waszego zbawienia, Na- 
tcłinął Bóg serdca wasze, że go szukacie i pokazał wam, że nie- 
tylko wiarą, ale i dobrymi uczynkami służyć Bogu należy. Wiara 
bowiem bez uczynków jest martwą i odtrąca Bóg tycłi, którzy 
Go słowami wy-znają, a uczynkami zapierają się. Prosiliście 
o nauczyciela nietylko u tej biskupiej stolicy, ale także u prawo- 
wiernego cesarza IMicliała. Owóż posłał wam błogosławionego 
filozofa Konstantego z bratem, zanim my mogliśniy to uczynić. 
Oni zaś, dowiedziawszy się, że kraje wasze do stolicy apostolskiej 
należą, nie clicieli nic przeciw kanonom czynić, lecz przyszli do 
nas, niosąc relikwije ś. Klemensa. My tedy troistą radością prze- 
jęci, postanowiliśmy, zbadawszy Metodego, wyświęcić go wraz 



ris odoribus, et noa. aliter ei. quam ipsi quoque Aposlolico, funeris honorem impen- 
derent. Leg. Ilalica, c. lo. 



— 95 — 

z uczniami, jako syna naszego i posiać w kraje wasze, albowiem 
jest to mąż rozumny, doskonały i prawowierny, aby was nau- 
czał, jakoście prosili, układając księgi w języku waszym do wszel- 
kiego obrządku kościelnego w zupełności, do mszy czyli służby 
bożej i chrztu, jako zaczął już był filozof Konstantyn za laską 
boską i ś. Klemensa modlitwą. Jeśliby zaś i kto inny mógł was na- 
leżycie i prawowiernie nauczać, niechaj będzie świętą i błogosła- 
wioną jego nauka przez Boga i przez nas i przez wszystek ka- 
tolicki i apostolski kościół; abyście z łatwością do przykazań 
bożych nawykli. Ten zaś jedyny zachowajcie zwyczaj, niechaj 
na mszy pierwej czytają apostoł i ewangeliję po łacinie, a po- 
tem po słowiańsku. Tak się spełnią słowna Pisma świętego: 
„chwalcie Pana wszyscy narodowie," a w innem miejscu: „wszyscy 
poczęli mówić wielmożne sprawy boże rozlicznemi języki, jako 
im Duch święty wymawiać daw^ał." Jeśliby zaś kto z przyby- 
łych do was nauczycieli lub ich uczniów od prawdy odwracając 
się, a wiodąc w błędy, poważył się bałamucić was inaczej ucząc, 
ganiać księgi w waszym języku, niech będzie wyłączon i oddany 
pod sąd kościoła, dopóki się nie poprawi. Tacy bowiem są nie 
owce, ale wilcy: z owoców ich poznacie je i strzeżcie się ich. 
Wy zaś, kochane dzieci, poznajcie naukę bożą i przykazań ko- 
ścielnych nie odrzucajcie, abyście się stali prawdziwymi czci- 
cielami bożymi. Ojca naszego niebieskiego i wszystkich świę- 
tych." s«) 

Listem tym Adryan II, przypominając, że kraje słowiańskie 
Pannonia i Morawia „do stolicy apostolskiej należ ą," 



^6) List ten wyjęty z Pannońskiego Żywota Metodego, ogłoszony w Moskw i- 
tjaninie r. 1843, tom VI, przedrukowany przez Szafarzyka w Pamatky drevnilio 
pisem. 1851, tudzież w Erbena Regestrach 1855 po słowiańsku z łacińskim prze- 
kładem, potem w Bielowskiego Monum, Pol. I, r. 1864 po słowiańsku z tlómacze- 
tiiem polskiem; w Bilbasowa Kiipii.lJ-L II Meoo;uii r. 1871 z tlómaczeniem rosyj- 
skiem, Faksymile listu tego podług Icodeksu słowiańskiego z XII w., podał w wy- 
jątkach Bodianski w ,,CHnMKaX'L", dołączonych do dzieła jego O BpeJieiiH npoilcxo;K- 
AeiiiH CjiauflllCKllN-L nilCbMeni.. a całkowity li^t umieścił w M-ydanym przez niego 
Żywocie Molodego w Cztienijach Obszczestwa istorii i drewno.' tiej r. 1865. 



— ę)6 — 

Unieważniał pretensye biskupów salcburgskiego i passawskiego, 
którzy, korzystając z pogromu Awarów przez Karola W. w r. 796, 
rościli sobie prawo przyłączenia do swych dyecezyi ziem słowiari- 
skich, jedynie na mocy zezwolenia cesarskiego,''") lecz bez zgo- 
dy na to stolicy apostolskiej. Mogli wiec, w skutek wzmianko- 
wanego listu, książęta morawski i błatneński legalnie urządzać 
w swych dzielnicach hierarchiję słowiańskiego obrządku, nie 
zważając na wdzierstwa biskupów bawarskich. Ro.ścisław jednak 
całkiem zajęty walką z Niemcami w r. 868 — 869. nie był w sta- 
nie skorzystać wnet z usposobienia papieża, ale Kociel nie omie- 
szkał zaprosić do siebie Metodego. 

Powracając do IMorawii, Metody musiał podróż nie inną 
drogą, jak przez Pannonije odbywać, tem bardziej, że miał tam 
zwolennika w osobie Kocieła. Dla tego podanie o przyjęciu Me- 
todego z wielką czcią przez Kocieła,'^^) wypada uważać za wia- 
domość prawdziwą, ale żeby apostoł długo bawił w Pannonii, 
to wątpliwe. Zwyciezkie ukończenie wojny w r. 869 uwolniło Ro- 
ścisława od wszelkiej zależności od cesarstwa. Mógł on odtąd 
swobodnie wykonywać dawniejsze zamiary ustanowienia kościoła 
narodowego, nie zważając na to, co powiedzą biskupi bawarscy. 
Otwierało sie więc i Metodemu daleko obszerniejsze pole działa- 
nia w swobodnej Morawii, niż w Pannonii zależnej od Niemców, 
a we względzie hierarchii duchownej, podlegającej wdzierstwom 
arcybiskupa salcburgskiego, z ręki którego prezbyter Rychbald 
mieszkał w Pannonii i zarządzał tamecznym kościołem aż do po- 
wrotu Metodego. -^^j 



6") Wyżej na str. 62, cyt, 6. 

^*) Przyjął go (Metodego) Kociel z wielką czcią i znowu posiał do Aposto- 
lica z 20 mężami zacnymi, aby mu go wyświęcił na bisicupstwo w Pannonii, na sto- 
lice ś. Andronika apostola jednego z siedmiudziesięciu. Żywot Metodego, rozdz. 8. 
O wyprawieniu przez Kociela Metodego do Rzymu z 20 uczniami, jak równie i o pro- 
śbie wyświęcenia go na biskupa, — wiadomość nie ma podstawy, albowiem Metody 
już byl przed tem mianowany biskupem i do Rzymu w r. 869 nie powracał. 

^^) Adalvinus . . . Richbaldum constituit archipresbyterum, qui multum tem- 
pore ibi commoratus est, exercens suum potestative ofticium . . . usque dum quidam 
Graecus, Metholius. . . . De Conver, Baioar. Pertz. M. S. XI, p. 14. 



— 97 — 

Jako arcybiskup morawsko -pannoński Metody, z polecenia 
Adryana II, przybywał w naddunajskie kraje dla wznowienia 
od dawna upadłej starożytnej metropolii Sremskiej (syrmijskiej), 
na której, według podania, zasiadał jeden z siedmiudziesieciu apo- 
stołów ś. Andronik.^") Podobne biskupstwo, pod rządem pogań- 
skim Rzymian, mogło być tylko potajemne, poważane przez clirze- 
ścian, ale urzędowie — nie wiadome. Dopiero po wprowadze- 
niu clirześciaństwa w cesarstwie Rzymskiem w IV w. jako religii 
państwowej, zjawia sie w Syrmii biskupstwo i na soborze w tem 
mieście odbytym r. 357, w liczbie innych zasiadał biskup syr- 
mijski Germanius. Potem biskup syrmijski Anemius zasiadał na 
soborze akwilejskim."^) Podczas podziału cesarstwa za impera- 
tora Teodozego r. 595, Syrmium słynęło jako stolica dyecezyi 
Illyryjskiej, do cesarstwa Zactiodniego należącej. Po upadku ce- 
sarstwa Zachodniego r. 476, władza papiezka rozciągała się na 
ziemie, które do tego cesarstwa przedtem należały, a dalej ku 
wschodowi położone kraje podlegały patryarchatowi Konstanty- 
nopolitańskiemu. Zdobycze imperatorów wschodnich nad Duna- 
jem podawały powód do zaliczenia dyecezyi Syrmijskiej do pa- 
tryarchatu Konstantynopolitańskiego, ale od najazdu Awarów 
i oblężenia r. 567, a nareszcie zburzenia Syrmii przez chagana 
awarskiego r. 582, biskupstwo Sremskie upadło. I nie wcześniej 
aż po rozgromieniu Awarów r. 796, Pepin, syn Karola W. obie 
Pannonije poddał pod władzę arcybiskupa salcburgskiego, a w ro- 
ku 803 postanowił, aby Pannonija Niższa do Salcburgskiego, Wyż- 



^'>) Według Żywota Metodego (rozdz. 8) Kocieł prosił papieża o mianowa- 
nie Metodego biskupem „w Pannonii na stolicę ś. Andronika apostoła." — Nestor 
wiedzłał także o ustanowieniu przez Kocięta Metodego biskupem w Pannonii na 
stolicy ś, Andronika apostoła i objaśnił, „że Andronik apostoł jest nauczycielem na- 
rodu słowiańskiego, bo do Morawii chodził, i że Paweł apostoł zostawił po sobie 
biskupem i następcą Andronika słowiańskiemu narodowi." Latopis, w Bielowsltiego 
M. P. I, 570 — 571. Źródłem tych podań zdaje się być biskup Salony, Hesychius, 
w V w., autor Żywota ś. Klemensa. Farlati. Illyricum Sacrum, II, 83. 

"') F.piscopus Sirmii Germanius. Sozemeni Salaminii. Histor Ecclcs. lib. IV, 
cap. 14. — Na soborze akwilcjskim r. 381 zasiadał Anemius Sirminsnsi-i. Acla Con- 
cilior. I, p. 834. 

Tom III. 7 



- 98 - 

sza zaś do Passawskieg-o biskupstwa należały.**-) Tym sposobem 
dawne biskupstwo Syrmijskie podlegało administracyi biskupów 
bawarskich w ciągu lat 75, ale stolica apostolska, zważając, że 
prawa kościoła, przez najazd poganów wstrzymane, nie ulegały 
przedawnieniu, oczekiwała zręczności do faktycznego wznowienia 
ich. Wyprawiając więc Metodego do IMorawii, Adryan II przy- 
pomniał o starodawnem biskupstwie ś. Andronika w mieście 
Syrmii, do Pannonii należącem, ale że to miasto w skutek no- 
wych podziałów Słowiańszczyzny i zamiarów IMetodego, nie mo- 
gło być stolicą biskupią, Adryan II, mianując Metodego arcy- 
biskupem morawsko -pannońskim, nie oznaczył bliżej w jakiem 
mianowicie miejscu miała być stolica wskrzeszonego biskupstwa. 
Zwycięzkie stanowisko Rościsława w r. 869 i widoki na jego 
szczerą pomoc do rozszerzenia chrześciaństwa w Morawii, bez- 
wątpienia pobudzały ^letodego pospieszyć do Welegradu. Le- 
dwo jednak rozpoczął swą pracę, nowe, niespodziewane wypadki 
pokój zakłóciły. Uprowadzenie Rościsława do Bawaryi, najazd 
na IMorawiję grafów Engelszalka i Wilheln^a r. 870, powstanie 
Sławomira, zaburzenie w Morawii, wojna, o czem niżej powiemy 
(§ 39), nie sprzyjały zamiarom Metodego. IMusiał więc on udać 
się do Kocieła, a osiadłszy w zamku salawarskim,*'^^) nauczał lud 
w zrozumiałej mu mowie. Tłumy gromadziły się na nabożeństwo 
słowiańskie, a kościoły łacińskie pustką zostały. Przerażony świe- 
tnem powodzeniem Metodego, a niemniej o dochody się trwo- 
żąc, opat salawarski, arcyprezbiter Rychbald pospieszył do arcy- 
biskupa Adalwina ze skargą, „że jakiś grek Metody" zbuntował 
mu owieczki i wzbudził w nich wstręt do mszy łacińskiej.'*^) 



*'-) Wyżej na str. 62, cyt. 6. 

"^J Przy ujściu r. Sali do jeziora Błatno opactwo, a na samym brzegu je- 
ziora wieś Sala-war, t. j. gród nad Salą, także Blatnem, lub Mosburgiem zwany. 
Porów, wyżej str. 63. 

*>*) Quidam Graecus Methodius nomine noviter inventis Sclavinis litteris lin- 
guam latinam doctrinamąue romanam atque litteras auctorales latinas philosophicae 
superducens vilescere fecit cuncto populo ex parte, missas et evangelia ccclesiasti- 
cumque ofticium illarum qui hoc latine celebraverunt. De Conversione Baioar. M. G. 
XI, p. 14. 



— 99 -^ 

Adalwin wnet zaniósł do króla Ludwika zaskarżenie o znieważe- 
nie praw arcybiskupich, dowodząc, że w ciągu 75 lat biskupi salc- 
burgscy niezaprzeczenie wykonywali, nadane im przez monar- 
chów, prawa w Karyntyi i Pannonii, a teraz te prawa narusza 
jakiś grek Metody, wynalazca pisma słowiańskiego, które rozsze- 
rza miedzy ludem i w nabożeństwie, zamiast języka łacińskiego 
i nauki rzymskiej, używa. Skarga ta, wymierzona nie tyle prze- 
ciw Metodemu, ile przeciw rozporządzeniom stolicy apostolskiej, 
jasno wskazuje, że Adalwinowi głównie szło o granice dyecezyi 
jego. Ale z papieżem duchowieństwo bawarskie walczyć otwar- 
cie nie śmiało, a Metodego koniecznie usunąć z Pannonii żądało. 
Powołując się więc na prawa kościelne, według których nie 
wolno było żadnemu kapłanowi sprawować w cudzej dyecezyi 
obrzędów duchownych, nie złożywszy wprzód miejscowemu bi- 
skupowi pisma rekomendacyjnego od swego biskupa, lub przy- 
najmniej uwolnienia od obowiązków swej dyecezyi, duchowień- 
stwo bawarskie uważało Metodego jako wdziercę do praw dye- 
cezyi Salcburgskiej, udając, że nic nie wie o mianowaniu go przez 
Adryana II arcybiskupem morawsko -pannońskim. 

Najwięcej ze wszystkich biskupów zainteresowany, arcybi- 
skup salcburgski Adalwin zwołał synod, żeby zaś nadać większą 
powagę synodowi i mieć wnet wykonawcę wyroku, zaprosił króla 
Ludwika Niemieckiego, który w Październiku r. 871 z Frankfurtu 
do Bawaryi przybył."^) 

Nie wiemy, jakim sposobem Metody stanął przed synodem : 
dobrowolnie czy gwałtem dostawiony został, postępowanie bo- 
wiem tego synodu, jak zobaczymy niżej, pozwala robić najgorsze 
przypuszczenia. Nie wiemy także w jakiem mianowicie miejscu 
synod się odbywał. Celem synodu było rozpoznanie czynności Me- 
todego, oskarżonego o nielegalne nauczanie w dyecezyi Salcburg- 
skiej, a za powód do powołania go przed synod, służyły zarzuty 
wyłożone, przez anonymnego pisarza, w memoryale ,,de conver- 



'') Annal. Fuld. an. 871. Dudik. Mahr. Gesch. I, 215, 

T 



lOO 

eione Bajoariorum et Carantanorum." Zebrani w przytomności 
króla: arcybiskup salcburgski Adalwin, biskupi: Hermarik pas- 
sawski i Anno freizingeński *"') pytali Metodego: „dla czego 
w naszym udziale nauczasz?" Na to im odpowiedział: „gdy- 
bym wiedział, że to wasz udział, obcliodziłbym go zdaleka, ależ 
on jest udziałem Piotra świętego. Zaprawdę, jeśli wy duma i ła- 
komstwem powodowani, wbrew kanonom podziały stare prze- 
kraczacie, nauce bożej przeszkadzając, strzeżcie się, iżbyście ja- 
koby żelazną górę, czaszką kościaną przebić usiłując, mózgu wa- 
szego nie wylali." Rzekli więc Niemcy: „źle mówisz, na złe ci 
to wyjdzie." A Metody na to: „prawdę mówić i przed cesarzami 
nie.wzdrygam się, a wy róbcie ze mną co się wam podoba, nie 
jestem bowiem lepszym od tycli, którzy prawdę mówiąc różnemi 
mękami żywot zakończyli." Takiemi słowami żywociaż Metode- 
go maluje dysputę synodu, dodawszy, że gdy się w długą roz- 
mowę zapuścili, a odpowiedziom jego sprostać nie mogli, rzekł 
król z nienacka: *"■'') ,, Nie trudźcie mego Metodego, bo się już jak 
przy piecu upocił." ,,Tak jest władzco, odpowiedział Metody, 
filozofa spoconego spotkawszy raz ludzie zapytali: „czego się po- 
cisz? On im na to: z grubijanami spierałem się." Sędziowie, po- 



*"*) „Potem zaś stary wróg, zawistnik dobra, a przeciwnik prawdy (Adalwin?), 
rozjątrzył nań serdce wroga morawskiego, króla (Ludwika), ze wszystkimi bisku- 
pami." Żywot Metodego, rozdz. 9. 

"') AV Żywocie Metodego powiedziano: peMe Kopo.it iiat Hima. W Bie- 
lowskiego wydaniu tego Żywota, w Monumenta Poloniae, I, s. 106, mylnie przetló- 
maczono: rzeki Karol łagodnie. Wyobraziwszy sobie, że wyraz sto wiaiiski 
król, ko roi pochodzi od imienia Karol i usiłując dowieść to (na str. Ii6), 
Bielowski tak się zaplątał, że i w innem miejscu tekst Żywota zamecił, mianowicie: 
ccpjue Bpara MopaBbCKaro, nopo Jin, przetlómaczył: serce wroga 
morawskiego, k a r o 1 a. (na str. 105, rozdz. 9), gdy tymczasem wypadało po- 
wiedzieć: „serdce wroga morawskiego, króla,..." (podrozumiewa sie Ludwika Nie- 
mieckiego). Wyrażenie ii 3 li u H u a , nie pojął także Bilbasow i przetlómaczył : 
KO cne II HO, patrz: Kiipiu.n, u Meoojiii II, 1871, str. 264. — Według prawdzi- 
wego zaś znaczenia tekstu: p e »l o K o p o .1 b 113 1. 11 im a, wypada tłómaczyć: 
rzekł król z nienacka, a po rosyjsku: iiPB3iiaMaii, iieoiKiwaiio. 

Za Bielowskim ks. Gromnicki wskazane wyżej omyłki powtórzył. Rozprawy 
Akad. Umiej. "KI, 148. 



lOI — 

jawszy sens tych wyrazów, osądzili Metodego na wygnanie. ,..! był 
zesłany w Szwaby, gdzie go trzymano półtrzecia roku.""^) 

Sąd nad Metodym i uwięzienie go przypadły w tym cza- 
sie, Iciedy Icsiąże Rościsław zdradą uprowadzony do Bawaryi, 
dogorywał w wiezieniu, a Icsiaże Świętopełk, obałamucony przez 
Niemców, bawił u nicłi jako zdrajca ojczyzny. Tymczasem w Rzy- 
mie i Morawii gotowały się wypadki, które miały na celu wy- 
ó- wobodzić Metodego z więzienia. — Przerywając więc dalsze opo- 
wiadanie dziejów apostolstwa Metodego, zwrócimy uwagę na to, 
co sie w Morawii działo. 



§ 39. 

Walka Morawianów za niepodległość, a Metodego 

w obronie kościoła narodowego (870 — 882). 

I. Upadek Rościsława. Świętopełk do Bawaryi uprowadzony. Powstanie 

Morawianów pod Sławomirem. Świętopełk, wyzwoliwszy się z niewoli, 

zwycięża wrogów. Przymierze w Forhejmie r. 874. 

Po skończeniu pomyślnem wojny z Niemcami w r. 869, po- 
tęga Rościsława i rozwój obrządku słowiańskiego w państwie Mo- 
rawskiem zdawały się być zapewnione. Ale wrogi Rościsława 
i Metodego nie zostawali bezczynni. Z niepojętycłi przyczyn Cze- 
cłiowie, oderwawszy się od związku z Rościsławem, porozumie- 
wali sie z królewiczem Karlomanem, a za icti przykładem książę 



**) Żywot Metod, rozdz. 9. Im Herbst des Jahres 871 fand nur eine Synod 
der bairschen Geistlichkeit in der Angelegenheit des Methodius statt, von welcher 
uns unsere Legendę anschliesslich Kunde giebt. Diimmler. Archiv fiir Kunde 
Oesterreichischer Geschichts - Quellen, 1854, T. XIII, 190. Nowszy badacz Bilba- 
sow, w zbytecznym pessymizmie, odrzuca wiarogodność legendy i twierdzi, że bi- 
skupi bawarscy nie mieli prawa sądzić Metodego, że o sądzie w żadnym dokumen- 
cie wzmianki nie ma i tak dalej idąc, powiada: cyjB 6aBapcKoro ciiHo^ia 11 BaiOHenie 
Meoojifl, — Mbi npiiSHaeTTi aa .lereiuapHtift BHjibicejiTj . . . KiipiijiTi 11 Meooiiił. 
T. II, r. 1871, s. 95 — 96. A jednak w dziewięć lat później znalezione zostały w Bry- 
tańskiem Muzeum dokumenty poświadczające, że Metody rzeczywiście był Uięczony 
w więzieniu niemieckiem. O tern niżej w § 39. 



I02 

nitrański, Świętopełk, poddał siej Karlomanowi (r. 870J) Zdrada 
synowca tak mocno oburzyła Rościslawa, że dla uratowania pań- 
stwa Morawskiego od rozdwojenia, postanowił zabić Świętopełka, 
poleciwszy siepaczom dokonać to podczas uczty. Mając się jednak 
na baczności, Świętopełk umknął z grona biesiadników a zmyśliw- 
szy łowy z sokołami uszedł w głąb lasów. Rościsław puścił się 
za nim w pogoń, lecz Świętopełk scliwytał go i okutego w kaj- 
dany wydał Karlomanowi. Znakomity władzca morawski, sta- 
wiony przed sąd, złożony z Franków, Bawarów i Słowian w Re- 
gensburgu, w przytomności króla Ludwika, skazany został na 
karę śmierci. Król łagodząc niby wyrok sądu, kazał go oślepić 
i do jakiegoś klasztoru wtrącić.-) Odtąd nic więcej o nieszczęśli- 
wym księciu nie wiadomo. 

Wydawszy Karlomanowi stryja, Świętopełk, bez wątpienia, 
spodziewał się zostać władzca Morawii, lecz mocno się omylił. 
Morawianie, czując odrazę do ohydnego czynu, nie uznali Świę- 
topełka swym księciem i zdradą wydali go Karlomanowi. Do 
zostającej bez władzy Morawii Karloman w'stąpił z wojskiem ; 
osadził po grodach swych urzędników, a poruczywszy zarząd 
kraju grafom Engelszalkowi i Wilhelmowi, ze złupionemi skarba- 
mi Rościsława radośnie do Karyntyi wracał.^) Świętopełk, zosta- 
wiony w swem księstwie nitrańskiem, niedługo cieszył się przy- 
jaźnią Niemców. Posądzony o zdradę i nieżyczliwość nowym wiel- 
korządzcom, został schwytany i jako buntownik do Bawaryi za- 
prowadzony wiosną r. 871. Niemcom zdawało się, że są zupeł- 
nymi gospodarzami kraju. Omylili się! 



1) Annal. Fuld. a. 870. Zuentibald, nepos Rastizi, propriis utilitatibus con- 
sulens, se Carlomanno una cum regno, quod tenebat, tradidit. 

2) Annal. Berlin, a. 870. Rasticium, Winidorum regulum, a Carlomanno 
per dolum nepotis ipsiis Rasticii captum et aliąuandiu in custodia detentum, post 
judicium morlis excaecari et in monasterium mitti praecepit. Hincmar. annal. Pertz, 
I, 490. Annal. Xantes a. .871. Rasticius rex Margorum a Carlomanno captus et in 
Franciam patri directus ibique postea luminibus privatus est. Regino. Pertz, I, 570. 
Boczek. Codex Moraviae, N. 48. 

^) Annal. Fuldens. a. 870; Hincmari annal. a. 870; Szafarzyk Staroż. Slow, 
§ 41, str. 480, 



— I03 — 

Lud morawski pamiętał jeszcze czyny bohatyrskie Rościsła- 
\va, pod wodzą którego uczył się zwyciężać wrogów, rozumiał, że 
z najściem niemieckiego duchowieństwa miało zniknąć nabożeń- 
stwo narodowe, przez apostołów słowiańskich zaprowadzone, że 
zamiast ojcowskiej władzy rodzinnego księcia i kapłanów słowiań- 
skich, nastawała władza upodlenia i zdzierstwa. — Dusza narodu 
młodzieńczego nie mogła wytrzymać podobnych katuszy. Wywle- 
czony z klasztoru, krewny książąt morawskich, mnich Sławomir, 
groźbą przez Morawianów zm.uszony stanąć na czele powstania, 
rozpoczął wojnę Niemcami. Niepowodzenie najeźdźców zmusiły 
Karlomana użyć więzionego w Bawaryi Świętopełka za narzędzie 
do poskromienia Sławomira. Podobne podstępy udawały się już 
nieraz Niemcom w różnych stronach Słowiańszczyzny; czemużby 
i tym razem udać się nie miały? Uznany za niewinnego, Święto- 
pełk na czele wojska niemieckiego miał poskromić własnych bra- 
ci, Sławomira zwyciężyć, a potem .... zostać sługą wrogów^) 
i lada chwila oczekiwap takiego losu, jaki spotkał Rościslawa. 

Nie potrzeba było wielkiej przezorności aby zrozumieć do 
czego prowadziła obłuda ówczesnych sterników polityki niemie- 
ckiej. Świętopełk zrozumiał swych wrogów i obłudą także ode- 
mścić im zamierzył. Z wojskiem bawarskiem wkroczył on do AIo- 
rawii latem r. 871, parł powstańców Sławomira w głąb kraju, aż 
do ich stolicy, którą opasał, a udając, że drogą układów łatwiej 
zniewolić oblężonych do poddania się, wjechał do ich grodu. 
Tam, porozumiawszy się z oblężonymi, odkrył im swoje zamiary 
zdradzić Niemców, wzbudził ku sobie zaufanie i naznaczył czas, 
w którym oblężeni mieli wycieczkę uczynić. — Niespodziewając 
się zaczepki ze strony Morawianów, wojsko niemieckie spokoj- 
nie pod oblężonym grodem leżało. — Natarczywe uderzenie Mo- 
rawianów, na nieprzygotowanych do boju Niemców, straszny 
w nich popłoch sprawiło. Mnóstwo rycerzy legło na placu, in- 



■*) Annalista fuldeuski mówi: quasi Sclagamarum expugnanturus, sic enira 
per dolum Carlomanno promiserat, si ei ad patriam reditus concederetur, Ad. 
an. 871, 



— I04 — 

nych do niewoli zabrano, straty były oi^romne. „Nie wiele ro- 
dzin w Bawaryi, Rakusach i Karyntii zostało, któreby nie opła- 
kiwały swycli krewnych. Radość Noryków (Bawarów) z powodu 
odniesionych dawniój zwycięztw, — teraz w smutek i zgryzotę 
zamieniły sie."'-'"') Przerażony wieścią o tej kiesce, Karloman roz- 
kazał zebrać wszystkich jeńców i zakładników morawskich i wy- 
dać ich Świętopełkowi, lecz znalazł ich zaledwie tyle, że mógł 
z jMorawii wydobyć jednego tylko rycerza Radboda i to na pół 
żywego. — O Sławomirze, w dalszym ciągu dziejów, nie zacho- 
wało się wzmianki. 

Świetne zwycięztwo nad Niemcami Świętopełka jednało mu 
przyjaciół i sprzymierzeńców. Czechowie nad którymi wówczas 
panował Borzywoj z żona Ludmiłą, pośpieszyli wejść z Mora- 
wianami w bliższe stosunki. Świętopełk pojął w jesieni r. 871 
za żonę siostrę Borzywoja Ludomirę i zawarł z nim, na przypa- 
dek wojny z Niemcami, przymierze. — Bacząc na to, co się 
w Morawii działo, Niemcy podstępem zamierzyli zamącić weselne 
gody. Kiedy bowiem orszak swadziebny wracał z Czech do Mo- 
rawii, tłum Niemców, pod wodzą grafa Rudolfa i biskupa Arnta 
z Wircburga, napadł na niego. Nie mając dostatecznej siły do 
odporu, Morawianie umykali, a Niemcy ich ścigali. Aby więc 
wstrzymać pogoń, Morawianie zostawili w pewnym wąwozie 644 
koni i zbroje,*^) licząc na to, że zostawionej zdobyczy wystarczy 



'■>) Omnisąue Noricorum laetitia de roultis retro victoriis conversa est in luc- 
tum et lamenlationem. Annal. Fulden. an. 871. Pod tymże rokiem Hinkmar zapi- 
sał: maximum damnum a nepote Rasticii, qui principatum Yinidorum post eum sus- 
ceperat, habuit (Ludovicus) in tantum, ut markiones cum plurima turba suorum 
perdiderit et terram, quam in praeteritis annis obtinuerat perniciose amiserit. 

») Powieść Ann. Fuld. an. 871, „Slavi Marahenses nuptias faciunt ducentes 
cujusdam ducis filiam de Bohemis", nie wspomina ani Borzywoja, ani Świętopełka, 
ale świetność orszaku weselnego, oraz przyjazne stosunki pomiędzy wzmiankowa- 
nymi książętami, zniewalają do mniemania, że tu mowa idzie o książęcej swadźbie. 
Palacki Dejiny, I, s. 150, przyp. 17. AVąwoz, o którym mowa, według Ireczka, ma 
być ścieżka bezimienna, w miejscu zetknięcia się granicy czeskiej, rakuskićj i mo- 
rawskiej. Pograniczni Niemcy, wyszedłszy z grodu Ral<ous (Raabs nad Dyja) na- 
padli na orszak. Słowian. Prawo, I, str. 13. Według Dudika wąwozem tym może 
być ścieżka pod Wejtra, przy samej granicy rakuskiej. Miihrens Gesch. I, s. 205. 



— I05 — 

do zaspokojenia chciwych napastników. — I nie omylili się. — 
Póki Niemcy podzielili sie zdobyczą, orszak swadziebny znikł im 
z oczów. 

Przystąpienie Borzywoja do związku ze Świętopełkiem mo- 
cno rozjątrzyło króla Ludwika Niemieckiego, roszczącego so- 
bie prawo do zwierzchnictwa nad Czechami i Morawianami. 
Wojna była nieuniknioną. Jakoż przewidując niezwłoczny napad 
Niemców, ludy słowiańskie po granicy z cesarstwem w początku 
r. 872 gotowały się do walki. W maju Saksy i Turyngi uczy- 
nili napad na ziemie Słowian nadłabskich, lecz tak niepomyślnie, 
że gdy w nieładzie wracać do domu zmuszeni zostali, kobiety 
słowiańskie ściągały z koni rycerzy i biły ich pałkami.') Inne 
wojsko, pod wodzą arcybiskupa mogunckiego Luitberta,^) wtar- 
gnąwszy do Czech, gromiło wojowników czeskich, sprawowanych 
przez pięciu Lechów: Swiatosława, Witysława, Hermana, Spity- 
mira i Moisława, którzy częścią w nurtach Włtawy śmierć zna- 
jeźli, częścią skryli się do miejsc warownych i ocaleli, ponieważ 
Niemcy w owym czasie nie umieli jeszcze zdobywać twierdz, 
a zwyczajnie bawiU się łupieżeniem i zniszczeniem zajętego kraju.") 

Przeciw Świętopełkowi wystąpił sam królewicz Karloman, 
lecz pierwsze zetknięcie się jego z Morawianami nie powiodło 
się. W popłochu Niemców kobiety słowiańskie z ożogami rzu- 
cały się między szeregi i z koni jeźdźców strącały. Karloman 
tymczasem, dla zapewnienia odwrotu, ściągnął na Dunaju flotę, 
a dla odwrócenia uwagi Świętopełka, posłał pod wodzą Arnta 
biskupa i Sigharda opata fuldeńskiego wojsko w głąb kraju. 
Lecz ŚwiętopełK, przewidując zamiary przeciwnika, ruszył silny 
oddział swych wojowników przeciw Bawarom, którzy strzegli 
flotę, pobił ich, flotę zabrał, i tern odwrót nieprzyjacielskim siłom 
odciął. Teraz dopiero Niemcy zmuszeni byli do rozpaczliwej 



') Annal. Fuld. an. 872. Dudik, I, 208. 

*) Luitpertus archiepiscopus in hac expeditione primatum tenuit. Annal, 
Fuld. 1. c. 

") Szczegóły w Palackiego Dejiny I, s. 150, 



— io6 — 

walki 7. Morawianami, od nalarczyuości których ledwo niedobi- 
tki ich z trudnością, uciec zdołały.^") — W następnym roku 873, 
Świętopełk wstępnym bojem przebył Dunaj, opanował Markę 
Wschodnią (Oriens) i tak mocno napierał na Karlomana, że tylko 
spieszna pomoc od króla Ludwika mogła go uratować od osta- 
tecznej klęski.^ ^) 

W tymże czasie sprzymierzeńcy Świętopełka, Serbowie nad- 
labscy, korzystając ze śmierci grafa Takulfa, ksiąźęcia serbskiej 
granicy", rozpoczęli w sierpniu r. 873 pograniczną walkę, która 
aż do r. 874 ciągnęła się. ^-) 

Znużony niepowodzeniami, wiekiem, intrygami w państwie, 
król Ludwik Niemiecki przybył do Regensburga i uznał, potrzebę 
skończenia wojny, nie rokującej mu żadnych korzyści. Święto- 
pełk także rad był dać swemu ludowi odpoczynek. Posłowie 
Świętopełka, przybywszy wiosną r. 874 do Forhejmu,^'^) zawarli 
pokój, mocą którego uregulowane zostały stosunki Morawii do 
państwa niemieckiego we względzie politycznym i kościelnym. 
W imieniu Świętopełka poseł jego Jan, z Wenecyi, według an- 
nalisty fuldeńskiego, zobowiązał się do daniny i wierności kró- 
lowi Ludwikowi, ^'*) ale według innych wiarogodnych wiadomości, 
król Ludwik zawarł ze Słowianami przymierze takie, jakie się uda- 
ło. ^•^) Wreszcie późniejsze stosunki polityczne i kościelne wska- 
zują, że to co na dworze Ludwika prawiono o dannictwie Świę- 



'•') Annai. Fuld. an. 872. 

") Annal. Hincrnari an. 873. 

12) Według annal. Fuld. Serbowie zostali poskromieni w Styczniu r. 873 
przez Luitberta arcybiskupa mogunckiego i grafa Ratolfa, następcę Takulfa. Porów. 
Dudik. Mahr. Gesch. I, 210. 

'•■) Zamek Forhejm w teraźniejszej Bawaryi nad r. Radnicą, wpadająca do 
r. Mohanu, patrz mapę w tomie II. 

") Według Annal. Fuld. Poseł Świętopełka. lohannes prcsbiler de Ve- 
netiis, ut ei rex omni ambiguitate remota crederet, quicquid verbis dicebat, sacra- 
mento firmabat, videlicet ut Zventibald regi ftdelis permaneret cunctis diebus vilae 
suae, et censum a rege constitutum per annos singulos solveret, si ei tantum modo 
quiete agere et paciiice vivere concederetur. Annal. Fuld. an. 874. 

'""j Według Hincmara: per missos suos Yinidos sub diversis princibus con- 
stitutos modo cjuo potuit sibi reconciliavit (Ludovicus) An. 873. 



- I07 — 

topełka poprostu jest wymysłem,'"; któremu dotąd jeszcze wie- 
rzą uczeni niemieccy, ^'^j — W tymże czasie zawarli z Niemcami 
przymierze nadłabscy Serbowie i inne ludy słowiańskie, działa- 
jące w związku ze Świętopełkiem.'^) — Błogie skutki pokoju 
forłieimskiego uwydatniły się najbardziej w niezależności ko- 
ścioła morawskiego/^) jak obaczymy niżej. 

2. Metody w więzieniu niemleckiem. Papież Jan VIII broni go i wy- 
zwala. Błogie skutki nauki apostoła słowiańskiego. Ochrzczenie księcia 
Borzywoja i żony jego Ludmiły. 

Wśród wrzawy wojennej, zniszczenia i powszeclinego zamie- 
szania nad środkowym Dunajem, w latacli 871 — 873, apostoł Me- 
tody, gwałtem przez biskupów niemieckich więziony w Bawaryi, 
w nędzy i okowacli pędził dni, pełne moralnycłi i cielesnycłi 
udręczeń. Tymczasem naprowadzeni do Morawii i Pannonii 
księża niemieccy zniewalali lud do clirześciaństwa w obrządku 
łacińskim, do uległości biskupom intruzom, do płacenia daniny 
księżom, którycli lud słowiański nie rozumiał i nie cierpiał. 

W księstwie Błatneńskiem książę Kocieł, hołdownik Karlo- 
mana, władzcy Karyntyi, nie mógł przeszkadzać zamiarom bi- 
skupów niemieckicłi. W Morawii co innego. Powstanie pod 
Sławomirem i zwycięztwa Świętopełka ożywiły lud nadzieją swo- 
body politycznej i religijnej. „Morawianie, poznawszy księży nie- 
mieckicłi, którzy między nimi żyjąc, niesprzyjali im, lecz tylko 
zdradę knowali, wygnali wszystkich i posłali do papieża mówiąc: 
jak niegdyś ojcowie nasi przyjęli chrzest od ś. Piotra, tak też 
daj nam i dziś Metodego na arcybiskupa i nauczyciela.-") W Rzy- 



1") Jak już zauważył Szafarzyli: Star. Slow. § 41, 5, s. 481. 

1') Dummler, starając się pogodzić sprzeczność annalistów, mniema, że pokój 
forhejmski, chociaż zobowiązywał Świętopełka do płacenia daniny, ale za to zape- 
wniał mu niepodległość. Geschichte des Ostfriinkischen Reichs, tom II, s. 813. Mo- 
rawski dziejopis Dudik, nie wierząc, aby Świętopełk zobowiązał się do uległości 
i daniny z Morawy, domyśla się, że daninę mógł płacić z Czech, kóre w pewnęm 
zobowiązaniu do cesarstwa zostawały. Mahr. Gesch. I, s. 2H, 

") Annal. Fulden. a. 874. 

**) Palacki, Dejiny, I, przypisek 90, 

*") Żywot ś, Metodego, 10, 



— io8 — 

mie chociaż i wiedziano o uprowadzeniu Metodego do Bawaryi, 
ale o okrutnem obchodzeniu się z nim głuche tylko dochodziły 
wieści, albowiem biskupi niemieccy zbrodnie swe przed światem 
ukrywali zręcznie. A gdy bawiącego w Rzymie biskupa freizin- 
geńskiego, Annona, zapytano o sprawie Metodego, Anno, kła- 
mliwie zaparł się, że go nie zna, gdy tymczasem wszelkich udrę- 
czeń, jakich względem Metodego dopuścili się biskupi niemiec- 
cy, sam Anno był podżegaczem, instygatorem, a nawet i spra- 
wcą.''-') 

Barbarzyńskie obchodzenie się z arcybiskupem Metodym, 
tudzież przywłaszczenie przez biskupów bawarskich praw na dye- 
cezyę Pannońską, jedynie stolicy apostolskiej przysługujących, 
wymagały energicznego wdania się papieża. Na szczęście Sło- 
wian, po Adryanie II, zmarłym w listopadzie r. 872, stolicę apo- 
stolską zajął archidiakon jego, zręczny polityk, Jan VIII, dzie- 
sięcioletnie rządy którego stanowią w dziejach Słowiańszczyzny 
nadzwyczaj ważną epokę.--) 

21) List papieża Jana VIII do biskupa Annona 14 Septembra 873 r. Patrz 
dodatek I, N, 6. 

--) Do poznania stosunków stolicy apostolskiej w początku papieztwa Jana 
VIII, t. j. w latach 873 — 876 z biskupami bawarskimi, w sprawie Metodego i w ogóle 
dyecezyi pannońskiej, — brakowało odnośnych dokumentów, a przez to niejedno- 
krotnie twierdzono, że to co ,. Żywot ś. Metodego" rozpowiada o energicznem wsta- 
wieniu sie Jana VIII za ś. Metodego, aż do rzucenia klątwy na biskupów bawar- 
skich, jest wymysłem legendowym i że dla tego „Żywot ś. Metodego" nie może być 
uważany jako źródło historyczne. Tymczasem przed r. x88o w Muzeum Brytań- 
skiem Edmund Bishop znalazł kodeks in quarto z końca XII w., zawierający zbiór 
listów papiezkich od V do XI w., mianowicie: Gelaziusza I (492 — 496); Pelagiu- 
sza I (555—560); Pelagiusza II (578—590); Leona IV (847—855); Jana VIII 
(872—882); Stefana VI (885—891); Aleksandra II (1061 — 1073) i Urbana II 
(1088 — 1099). Listy te Bishop przesłał do wydawnictwa Monumenta Germaniae, 
rozpoczętego niegdyś przez Pertza, a dalej prowadzonego przez Ewalda, Oceniając 
ważność listów, Ewald podał o nich wiadomość w Neues Archiv. der Gesellschaft 
fur altere Geschichtskunde Bd. V. Plamburg 1880, pod tytułem: Die Papslbriefe 
der brittischen Sammlung. — Z tego czasopisma Ireczek podał w czeskiem czasopi- 
śmie Swetozor 1 880 r. wiadomość, praca Bronisława Grabowskiego po polsku wy- 
daną w „Bibliotece Warszawskiej" r. 1881, tom I, str. 411 — 416. — Oprócz tego 
pp. Ewald i Wattenbach, na żądanie profesora wiedeńskiego Miklosicza, udzielili mu ze 
wzmiankowanych dokumentów kopije, z której korzystając wiadomy chorwacki uczony 
Jjąnonik Fr. Raczki, ..mieścił w czusopiśmie „Starinc", 1880, księga XII, str. 206 do 



— I09 — 

W kilka miesięcy po zajęciu stolicy apostolskiej (14 grudnia 
872 r.), Jan VIII napomniał arcybiskupa salcburgskiego Adal- 
wina, aby, nieprawnie odjętą Metodemu stolicę biskupią przywró- 
cił mu.-^) Wnet potem Jan VIII, w skutek uporu biskupów 
bawarskich, zdobył się na taki energiczny postępek, jakiego, za- 
peAvne, biskupi ci nie spodziewali się. 

Latem r. 873 Jan VIII, W3^prawiając biskupa ankońskiego 
Pawła, z cliarakterem legata, do króla Ludwika, Świętopełka 
i biskupów bawarskicli, polecił mu udać się najprzód na dwór 
króla Ludwika i domagać się przywrócenia papieżowi dyecezyi 
Pannońskiej, która w skutek wojen, na czas jakiś od administra- 
cyi rzymskiej oderwaną została. A gdyby zaszła Icwestya o prze- 
dawnieniu praw stolicy apostolskiej, legat miał objaśnić, że tam, 
gdzie wściekłość poganów jest przyczyną, wszelki czas ubiegły 
nie może. jeszcze odsądzać praw kościelnycli. — Do arcybiskupa 
Adal^yinai i biskupa passawskiego Hermanryka legat miał prze- 
mówić o konieczności powrócenia Metodego do dyecezyi, przez 
trzy lata pozbawionój swego pasterza. Gdyby, jednak, biskupi 
stawili opór, legat miał powiedzieć: ,.Wyście bez wyroku kano- 
nicznego potępili biskupa, posianego od stolicy apostolskiej, wtrą- 



223, sprawozdanie po chorwacku, tudzież łaciński tekst listów papieży: Jana VIII, 
Stefana VI i Aleksandra II, rzucające na dzieje słowiańskie niespodziewanie nowe 
światło. Okazało się bowiem, że wszystko, co „Żywot ś. Metodego" opowiada o bar- 
barzypskiem obchodzeniu się biskupów bawarskich z Metodym, o rzuceniu nawet 
przez Jana VIII klątwy i t, d., jest czystą prawdą, że wymysły pisarzy niemieckich 
o niedorzeczności tego „Żywota" są całkiem bezzasadne, jeśli nie tendencyjne, i że, 
nakoniec, „Żywot ś. Metodego" niesprawiedliwie nazwany „legendą", jest bez wąt- 
pienia źródłem historycznem, stokroć wiarogodniejszem od wielu annalistów, na któ- 
rych zwyczajnie powołują się historycy. — Korzystając z pracy akademistów Fr. Mi- 
klosicza i Fr. Raczki, umieszczonej, jak wyżej wzmiankowano, w „Starinie" r. 1880, 
tekst łaciński będę cytować według podanego przez zasłużonych akademików, a w tló- 
maczeniu polskiem uwzględnię piękną prace uczonego rodaka Bronisława Grabow- 
skiego, (Biblioteka Warszawska 1881) z niewielkiemi odmianami. 

'^'^) l^Je mireris. quia diximus, te agente sedem a fratre nostro Methodio re- 
cipiendam, • quia profecto dignum est, ut tu, qui fuisti ejus auctor, sis ofticii com- 
missi causa receptionis. Starine kniga Xir, str. 213. Neues Archiv, V, s. 301 — 2. 
Data listu tego niewiadoma, ale, zważając, że arcybiskup Adalwin „obiit anno 873, 
14 Maii," wypada, że list ten pisany był wcześniej. Dodatek I, N. 3. 



ciliście go do wiezienia, bili po twarzy, od świętych obowiązków 
oderwali, ze stolicy przed trzema laty wypędzili, tak, iż on wciągu 
trzech lat przez liczne posły i listy do stolicy apostolkiej o obronę 
wołał. Wy nie jesteście godni przystępować do sądu, przed 
którym ciągle wymknąć usiłowaliście, a teraz bez sądu u stolicy 
apostolskiej, obłudne zanosicie skargi. Jam jest posłań aby was 
od służby bożej na tak długo odsunąć, jak długo tego czcigodnego 
człowieka zmuszaliście zaniedbać obowiązki święte, a on aby przez 
tyleż czasu powierzonego mu urzędu biskupiego używał bez prze- 
szkody i zawady, przez ile, jak się okazało, z łaski waszej tako- 
wego był pozbawiony. Potem dopiero, jeśli macie co przeciw 
niemu, przyjdźcie, a przed stolicą apostolską obie strony wysłu- 
chane i sądzone będą. Jest to bowiem spór pomiędzy arcybi- 
skupami i nie przyzwoitą byłoby rzeczą, gdyby nad nimi kto- 
kolwiek inny, a nie papież był sędzią. "-•*) 

List ten, zdaje się nie zastał już arcybiskupa Adalwina przy 
życiu i, być może, z tego powodu nie znajdujemy osobnego 
do Adalwina listu, podobnie do listów, osobno pisanych do 
biskupów: Hermanryka passawskiego i Hannona frejsingeń- 
skiego, które podajemy niżej. Do Hermanryka Jan VIII przed 
wrześniem 873 r. pisał: „Sądzimy, że na opłakanie złości 
twych wystarczyłby chyba potok łez proroka Jeremiasza. Zu- 
chwalstwo twe przewyższyło nie snadź zaciekłość jakiegoś bi- 
skupa, ale tyrana świeckiego, nawet wściekłość zwierzęcą, gdyś 
brata i współ biskupa swego Metodego, trapił więzieniem, pod 
otwartem niebem przez długi czas dręczył na najstraszniejszem 
zimnie i przykrym śniegu, a nadto, oderwawszy go od rzą- 
dów w powierzonym mu kościele, do tego stopnia popuściłeś 
wodzów wściekłości, że gdy (Metody) zawleczony został przed 
zebranie biskupów, końskim biczem chciałeś go bić, ale inni do 
tego nie dopuścili. Czy to są czyny godne biskupa?" — Do tych 
wymówek surowych, Jan VIII dodał, że Hermanryka pozbawia 



*) Tekst łaciński w dodat. I, N. 4. 



prawa odprawiania służby bożej i wyłącza go od obcowania z du- 
chownymi.^') 

Do Annona, przed 14 września 873 Jan VIII pisał: „Zu- 
chwalstwo twe i śmiałość nietylko obłoki, ale niebiosa same prze- 
bija. Przyswoiłeś sobie prawa stolicy apostolskiej i jak gdybyś 
był jakimś patryarchą, przywłaszczyłeś sobie moc sądu nad arcy- 
biskupem, a co gorzej jeszcze z bratem swym arcybiskupem Me- 
todym, który w poselstwie od stolicy apostolskiej miedzy poga- 
nami pracował, obchodziłeś sie więcej po tyrańsku niż po kano- 
nicznemu. Gdy on, zaiste, według świętych kanonów domagał 
się tego, aby stawiony był przed sąd stolicy rzymskiej, tyś mu 
tego bynajmniej niedopuścił, ale razem z poplecznikami i współ- 
towarzyszami swymi wydał nań wyrok, wykluczył od służby bo- 
żej i do więzienia wtrącił. Nadto jeszcze, nazywając się człowie- 
kiem, poddanym ś. Piotrowi w rządach kościoła w Germanii, 
o uwięzieniu i udręczeniu rzeczonego brata i wpółbiskupa, co 
więcej posła naszego, nad którym mieliśmy niezwykłą pieczę, 
żadnej nie dałeś nam wiadomości; ale jeszcze gdyś w Rzymie 
od naszych był o to pytany, kłamliwie zaparłeś się, żeś go nie 
znał, gdy tymczasem wszelkich udręczeń, jakich wasi dopuścili 
się względem niego, sam byłeś podżegaczem, instygatorem, że po- 
wiem, nawet sprawcą." Przytem papież dodał, że jeśli Anno nie 
przybędzie do Rzymu, po upływie miesiąca Września na tak długo 
zostanie wykluczonym od komunii, jak długo trwać będzie w upo- 
rze i nieposłuszeństwie papieżowi.-") 

Misya legata Pawła przypadła właśnie w tym czasie kiedy 
Świętopełk stał na szczycie swych zwycięztw, a Morawianie po- 
wypędzali księży niemieckich. Stosownie do tych okoliczności, 
Jan VIII polecił Pawłowi, aby razem z Metody m udał się do 
Świętopełka,-') a nie do Kocieła, jak mylnie podanie głosi. ^^) — 



26) Patrz dodatek I, N. 5. 

28) Patrz w dodatku I, N. 6. 

"') Patiz w Dodatku I, N. 4. 

2*) Żywot ś. Metodego, 10. 



112 

Kiedy miahowicie Metody wypuszczony został z więzienia, — nie 
wiemy, ale godzi się mniemać, że przy zawarciu przymierza 
w Forhejmie na wiosnę r, 874, nie mogło obejść się bez uwzglę- 
dnienia misyi legata Pawia. — Jeżeli, więc nie wcześniej, to w po- 
czątku r. 874 Metody, zdążywszy do Morawii, zasiadł na arcybi- 
skupiej stolicy w Welełiradzie, i ,,od tego czasu bardzo szerzyć się 
poczęła nauka boża, postrzy żeńców-") mnożyło się we wszystkicłi 
grodacli, a poganie wierzyć poczęli w prawdziwego Boga, błędów 
swoicli wyrzekając się. Państwo Morawskie zaczęło się na wszystkie 
strony rozszerzać i bez grzecliu zwyciężać wrogów swoicłi.'^")" 

Tymczasem w księstwie Błatneńskiem, od uprowadzenia ś. 
Metodego do Ba wary i w r. 871, arcybiskup salcburgski rozpo- 
rządzał nauką clirześciańską, według swego upodobania, mnie- 
mając, że Pannonia do jego dyecezyi należeć powinna. Książę 
Kocieł, nie śmiejąc stawić oporu władzom niemieckim, żył z nimi 
w zgodzie i zręczną polityką podtrzymywał niepodległość ludu, 
swego, cliociaż sam był liołdownikiem Karlomana. Skoro jednak 
Kocieł zmarł (r. 874),-^^), nie zostawiwszy potomstwa, Karlomana, 
na mocy praw suzerena, zajął posiadłość lennika swego, część 
zacłiodnią przyłączył do Karyntyi i oddał naturalnemu synowi 
swemu Amulfowi,^^) a inna część nad rzeką Kaniżą, do Drawy 
wpadającą, oddana była dawniej już Gozwinowi, jako hrabstwo 
Dudlebskie. Papież tymczasem dobijał się usunięcia pretensyi 
biskupów niemieckich do dyecezyi Panońskiej. W tym celu Jan 
VIII, w liście do legata Pawła w r. 874-'''') powtarzał to, co już 
mu pisał w r. 873 o nieprzedawnieniu praw stolicy apostolskiej 



29) Pod nazwa postrzyżeńców wypada pójmy wać ludzi poświęcających sie 
stanowi duchownemu. 

•''•') Żywot ś. Metodego, 10. 

■■") Data śmierci KocieJa niepewna. Podaje ja według Dudika, Miihrens 
Gesch. I, 224, cyt. i. 

'-) W dokumencie r. 879 Arnulf, będąc już wielkorządzcą Pannonii, na- 
zwany „filius regalis", ale jeszc/.e nie ,,dux". Roczek, Cod. Mor. T, 38. Dudik, 
Mahrens Gesch. I, 22\, cyt. i. 

'') Patrz Dodatek I, N. 9. 



na dyecezye, w ciągu wojen oderwaną od jej zarządu^'*), a w tymże 
r. 874 Jan VIII pisał do króla Ludwika, że tylko zaburzenia wo- 
jenne przeszkodziły stolicy apostolskiej mianować biskupów dyece- 
zyi Pannoriskiej, co dało powód do wątpliwości praw papieża, lecz 
praw tych ani czas, ani podziały państw ścieśnić nie mogą, same 
nawet prawa rzymskie, w sprawach kościelnych dopuszczają prze- 
dawnienie nie inaczej jak po upływie lat stu/'^'^) Wkrótce potem, 
mianowicie w r. 875^ Jan VIII stanowczo przemawiał do Karlo- 
mana, syna Ludwika: „zwróć nam, raczej bratu naszemu Metodemu 
biskupstwo Pannońskie, w którem on przez stolice apostolską, we- 
dług dawnego zwyczaju, jest naznaczony." ^^^j Z tego wnioskować 
możemy, że już wtedy nastąpiła zgoda króla Ludwika na przyzna- 
nie papieżowi prawa rozporządzać dyecezyą Pannońską. Natar- 
czywość, z jaką Jan VIII dobijał się prędszego przyznania praw 
papieża na wzmiankowaną dyecezye, możemy wytłómaczyć raz nie- 
życzeniem jego wzmacniać potęgę biskupów bawarskich i bez 
tego już zanadto zarozumiałych, a powtóre, co ważniejsze, zamia- 
rem utworzenia pod zarządem Metodego metropolii Słowian nad- 
dunajskich, w nadziei, że Serbowie i Bółgarowie, do tej metro- 
polii przyłączą się i przez nią na nowo w związek z Rzymem 
wejdą. Objaśniają to listy Jana VIII do najwyższego żupana 
serbskiego Muntimira r. 872, aby strzegł sę księży włóczęgów, 
rozsiewających błędy przeciw kanonom i Bogu,^"j a także r. 875, 
aby idąc w ślady ojców swoich, Muntimir wrócił się pod dyece- 
zye Pannońską i zarząd pasterza jej Metodego. •^^) W tym celu 
poszukiwano pilnie w Rzymie, jakie były niegdyś od południa 
granice dyecezyi Syrmijskiej i naznaczono je do rzek Bosny 
i Kolubaru. ■''•') 

Zaszłe w tym czasie wypadki w rodzie Karlowingów: śmierć 



34) 


Porów, wyżej str. 109. 




35) 


Patrz Dodatek I, N. 8. 




30) 


AV Dodatku I, N. 10. 




37) 


W Dodatku I, N. 2. 




3S) 


W Dodatku I, N. u. 




30) 


Rettel. Cyryl i Metody, 1871 


, str. 116. 


Tom 111, 







— 114 — 

cesarza Ludwika II (875\ tudzież króla Ludwika niemieckiego 
(r. 876), podział państwa pomiędzy synami ostaniego: Karloma- 
nem, Ludwikiem Młodszym i Karolem Otyłym w r. 87O, śmierć 
brata Ludwika Niemieckiego, Karola Łysego (877), pokrzyżowały 
współczesne sprawy i nadzwyczaj sprzyjały widokom papieża . 
Jana Yłll, tudzież niepodległości Morawii, jak w politycznem tak 
i w religijnem znaczeniu. — Sprawa arcybiskupstwa Pannoń- 
skiego rozwiązała sie na korzyść papieża, co uważać możemy 
z okazanycli arcybiskupowi salcburskiemu Teotmarowi przez pa- 
pieża względów, mianując go „wiernym i posłusznym synem ko- 
ścioła rzymskiego''"*^') (w Listopadzie r. 877), czegoby, bez wąt- 
pienia nie uczynił papież, gdyby arcybiskup nie zrzekł sie pre- 
tensyi do dyecezyi Pannońskiej. — Przyłączenie Pannonii do ar- 
cybiskupstwa Morawskiego, rozszerzyło wpływ nauki Metodego. 
Głos arcybiskupa słowiańskiego z Welegradu rozlegając sie 
szeroko po ziemiach słowiańskicłi, jednał zwolenników chrze- 
ściaństwa. łączył ludy w jedne wielką społeczność, interesów któ- 
rej broniły oręż Świętopełka i nauka Metodego. — Sąsiedni z Mo- 
rawią książęta słowiańscy nie mogli dłużej zostawać w pogań- 
stwie. Sprawy polityczne pobudzały szczególnie książąt czeskicłi 
łączyć sie z potężnym Świętopełkiem, który już od r. 871 wszedł 
w stosunki pokrewieństwa z księciem Borzywojem, pojąwszy za 
żonę siostrę jego Ludomirę. Powodzenie Świętopełka i Metodego 
jeszcze bardziej pociągało ku clirześciaństwu poganów. Książę 
Borzy wój i żona jego Ludmiła przyjęli od Metodego clirzest w We- 
legradzie.*^) Za księciem poszli lechi i lud, przygotowany od- 



**) Uspienski. IlepBbm ciaBancKia Mouap.\iii na cŁBepo3anaxfc, 1872, s 70. 

*'J Według kronikarza Kozmy: Go&tivit genuit Boriwoj, qui primus dux 
baplizatus est a venerabili Methodio episcopo in Moravia. Fontes rerum Bohemi- 
carum, tom II, s. i8. W innem miejscu powiedziano: an. 894 Boriwoj baptisatus 
est primus dux sanctae fidei catholicus. Cosma, Fontes rerum Bohemicarum, II, 
s. 27. W którymże mianowicie roku? Bobrowski chrzest Borzywoja oznaczał pod 
r. 870—880; Szafarzyk pod r. 871 (Star. SI. § 39, s. 448); Tomek pod r. 873 
(Deje KraloYst. Cesk. s. 38), ale to nie podobne do prawdy, bo Metody aż do 
roku 874 zostawał w więzieniu niemieckiem w Szwabach. Zatem podobniejsze do 



^ lis -^ 

dawna do chrześciaństwa przez misyonarzy rzymsko -niemieckich, 
a nareszcie przez apostołów słowiańskich, którzy po przybyciu 
do jMorawii w r. 863, roszerzyli swa naukę i w Czechach. Świadczą 
o tem kaplica ś. Klemensa, w uczczenie męczennika papieża tegoż 
imienia, zbudowana w Lutomyślu,^"-) tudzież kościoły pod wezwa- 
niem ś. Klemensa w Lewym-Hradcu, na Wyszogrodzie i w sie- 
dłe książęcem na łewym brzegu Włtawy, za najstarszy w Cze- 
chach kościół uważany.'*^) 

3. Intrygi przeciw Metodemu i powtórne Wezwanie go do Rzymu 1*. 

879. Usprawiedliwienie. Wiching biskup nitrański fałszuje pismo Jana 

VMI. List papiezki r. 881 wykrywa zbrodnię. Śmierć Jana VIII r. 882. 

Metody karci Wichinga. 

Przyznanie przez arcybiskupa salcburgskiego prawa papieża 
na dyecezyą Pannońską, nie zobowiązywało jeszcze biskupów pas- 
sawskiego i regensburgskiego do zrzeczenia się swych praw, 
pierwszego na dyecezyę Morawską, drugiego na dyecezyę Cze- 
ską. — Metody więc, pozbywszy się kłopotu ze strony ducho- 
wieństwa salcburgskiego, nie uniknął zatargów z duchowieństwem 
passawskiem i regensburgskiem. Powodzenie Metodego zależało 
nietylko od papieża, ale bardziej jeszcze od życzliwości księcia 
Świętopełka. Lecz książę ten, dbając więcej o swą władzę i in- 
teresy osobiste, niż o sprawę narodu, nie troszczył się o utwier- 
dzenie w państwie IMorawskiem obrządku słowiańskiego i obez- 
pieczenie przez to ludu swego od wdzierstw duchowieństwa nie- 
mieckiego. W tym względzie Świętopełk stał niżej od poprze- 
dnika swego księcia Rościsława, który całą duszą przylgnąwszy 
do kościoła narodowego, wspierał go w sposób najszlachetniej- 
szy.^^) Korzystając z usposobienia Świętopełka, księża niemieccy 

prawdy zdanie historyków, utrzymujących, że chrzest Borzywoja odbył sie w latach 
878 — 880, może nawet później. Dudik, Miihrens Gesch. I, str. 230. 

*^) W kaplicy lutomyślskiej miały być złożone relikwije ś. Klemensa. (Sza- 
farzyk, Star. Sł. § 39, s. 449). Wyżej wskazaliśmy, że według podania, relikwije 
ś. Klemensa czasowo także spoczywały w kaplicy w Oswetimanach, w Morawii, 

■**) Szafarzyk. Star. Slow. § 39, s. 449. 

■^^) Palacki. Dejiny, tom I, s, 152, '?- 

8* 



— it6 — 

potrafili zaskarbić jego względy, a znalazłszy na dworze jego 
przyjęcie, rozpoczęli intrygę przeciw Metodemu.'"') — Potakując 
słabostkom Świętopełka, grubijanina i do rozpusty skłonnego, 
księża niemieccy podstępnym sposobem i ciągiem pochlebstwem 
podszczuwali go przeciw Metodemu.'*") Niedość tego, aby jeszcze 
więcej Metodego w oczach księcia i papieża poniżyć, księża nie- 
mieccy upewniali Świętopełka jakoby Metody szerzył schyzmę 
i rozpuszczali wieści, że niby papież odjął Metodemu zarząd ko- 
ścioła, poruczając władze duchowieństwu niemieckiemu.'* 'j Na- 
koniec biskupi niemieccy skarżyli się, że w nabożeństwie i nau- 
czaniu I^Ietody umyślnie używa barbarzyńskiego Słowian języka 
dla tego, aby tem łatwiej mógł rozszerzać błędy, któremi wię- 
ksza część Greków zarażoną była, a szczególnie co do pochodze- 
nia Ducha Świętego i że śpiewając Credo nie dodaje ,.filioque," 
jak to czyniono zwykle w kościele niemieckim.^'') 

Wobec podobnych intryg, kŚwiętopełk zachwiawszy się 
w zaufaniu do prawowńerności Metodego, posłał księdza Jana, Sło- 
wianina z Wenecyi, tego samego, który używany był przez Świę- 
topełka przy zawarciu przymierza w Forhejm.ie, aby u Jana VIII 
wyjednał rozpoznanie sprawy. 

Chociaż papież Jan VIII osobiście znał Metodego i nie wąt- 
pił w jego prawowierność, ale uwzględniając skargę duchowień- 
stwa niemieckiego i życzenie księcia Świętopełka, wezwał arcy- 



*5) żywot Metodego., rozdz. 12. Legenda Moravica, cap. 10. 

*'^) ,Oni (książęta niemieccy}, pochlebstwem oszukując Świętopełka, barba- 
rzyńcę, nienawidzącego cnoty, uczynili go zwolennikiem własnych poglądów. On 
fSwiętopelk), niewolnik rozkoszy żeńskich, tonący, w błocie postępków gnuśnych, 
czyż mógł nie oddać się im raczej, otwierającym drogę do wszelkich namiętności, 
aniżeli Metodemu, który karcił wszelkie rozkosze, szkodliwe duszy. . . Takim sposo- 
bem zepsuty przez nich Świętopełk, nie zwracał uwagi na przestrogi Metodego, 
względem którego jako wróg postępował. . ." Legenda Bółgarska, o życiu ś. Kle- 
mensa, biskupa bółgarskiego, caput 5. 

^') Nam papież władzę dał, a tego każe wygnać precz z jego nauką Żywot 
Metodego, 12. 

*"*) O powyższem oskarżeniu Metodego przi,z biskupów niemieckich dowia- 
dujemy się z listu Jana VIII do Metodego pisanego 18 Czerwca r 879. Doda- 
tek I, N. 13. 



— 117 - 

biskupa morawskiego, aby, dla usprawiedliwienia się z potwa- 
rzy na niego miotanych, stawił sie niezwłocznie w Rzymie,^^) 
a Świętopełkowi odpisał, aby trzymał się zasad wiary według 
tego, jak kościół rzymski ustanowił. Względem zaś nauczania Me- 
todego w inny sposób, aniżeli przy wyświęceniu na biskupa, on 
złożył ustne i piśmienne przed stolicą apostolską zobowiązanie, Jan 
VIII wyraziwszy zdziwienie (valde miratur), oświadczył, że wezwie 
Metodego do Rzymu, dla wylłómaczenia się z uczynionycli mu 
zarzutów.^") 

Posłuszny rozkazom stolicy apostolskiej, Metody, w towa- 
rzystwie dodanego mu urzędnika księcia morawskiego Szyszmana 
(Semisisna) udał się do Rzymu, w końcu r. 879. Tam przed sy- 
nodem, z biskupów złożonym, arcybiskup morawski wyznał, iż 
wierzy mocno w pochodzenie Ducha świętego od Ojca i Syna, 
ale że symbol wiary tak przy mszy śpiewa, jak go podał sobór 
Nicejski, nie czyniąc najmniejszej odmiany."^') Względem za- 



*^) w liście 18 Czerwca papież w końcu dodał: „dowiadujemy sie, że mszę 
śpiewasz w barbarzyńskiej mowie słowiańskiej, lecz przez biskupa ankonitańskiego, 
Pawia zabroniliśmy celebrować we wzmiankowanej mowie msze święta, która tylko 
po łacinie lub po grecku śpiewać dozwala się. — Kazanie zaś i nauczanie ludu od 
ciebie zależą zupełnie." Patrz Dodatek I, N. 13. Erben N. 42. Wzmiankowanego 
wyżej listu papiezkiego, przez Pawła biskupa posłanego Metodemu, dotąd nie zna- 
leziono i w jakim czasie mógł być posłany, niewiadomo, A jednak na tej luźnej 
wzmiance niektórzy badacze opierają się, twierdząc, że Jan VIII zabronił Metodemu 
odprawiać nabożeństwo po slowiańsku, na co jednak Metody nie zważał. Być może, 
że pod naciskiem ciężkich bardzo okoliczności, w jakich Jan VIII często znajdywał 
się, był on zmuszony do stawienia pozornych przeszkód odprawiania mszy w mowie 
słowiańskiej, lecz czyny jego pontyfikatu, i każdy raz usprawiedliwienie zasad Me- 
lodeoro wskazują, że w gruncie on byt przychylnym słowiańskiej liturgii i skutecznie 
jej bronił przeciw natarczywości wrogów. 

50) List 18 czerwca 879 r.; patrz Dodatek I, N. 13. 

'^') Credo począł śpiewać przy mszy kościół grecki od początku VI wieku, 
W lat kilka potem przyjął je kościół hiszpański, jako protestacyę przeciw panują- 
cym na ów czas w tym kraju Wissygotom, a koncylimn Toledańskie w r. 589 dołć-' 
żyło wyraz ,,filioque", który wkrótce cala Francya i Niemcy przyjęły. We Włoszech 
Credo w IX w. przy mszy nic było jeszcze śpiewane. Aby dać dowód, jak w tym 
względzie stolica apostolska była pobłażającą, przypomnimy, iż w r, 1595 papież 
Klemens VIII pozwolił rusko-polskiemu kościołowi, przystępującemu do unii, opusz- 
czać we mszy wyrażenia „i od syna", byle tylko wierzyli w pochodzenie Ducha 
Świętego, jak wierzy kościół katolicki, — Rettcl. Cyryl i Metody, str. 118. 



— ii8 — 

rzutu Niemców o używanie w służbie Bożej barbarzyńskiego ję- 
zyka Słowian, Metody opierając sie na powadze brata swego 
ś. Cyryla, pamięć którego wysoko szanowano w Rzymie, tłó- 
maczyl się przed synodem, że pismo słowiańskie wynalezione 
i kształcone przez tak świętego męża przestało być barbarzyń- 
skiem, że używanie ksiąg ducliownycli, jak równie przy mszy 
świętej, nie sprzeciwia się Pismu świętemu, że w kościele wscho- 
dnim Ormianie, Chaldeje, Kopty używają własnej mowy, co nie 
przeszkodziło im wydać z pośród siebie wielkicli świętych, i że, 
nakoniec, lud słowiański, od łat dziesięciu przyzwyczaiwszy się 
do nabożeństwa we własnym języku, nie odstąpiłby go bez żalu. 
Tak mocne argumenty, oraz wzgląd na współczesne wyłamywa- 
nie się z pod władzy papiezkiej Bółgarów i Serbów, pobudziły sy- 
nod biskupów do zupełnego usprawiedliwienia Metodego. W sku- 
tek tego papież Jan VIII w Czerwcu r. 880 pisał do Świętopeł- 
ka: „Arcybiskupa waszego Metodego przed zebranymi bisku- 
pami rozpytywaliśmy się: czy prawowierny symbol wiary tak 
wyznaje i przy mszy świętej tak śpiewa, jak święty kościół 
rzymski ustanowił? A ponieważ we wszystkich kościelnych nau- 
kach i zasadach uznaliśmy go prawowiernym, odsyłamy go wam 
dla rządzenia powierzonym mu przez Boga kościołem i rozkazu- 
jemy, abyście go, jako własnego pasterza, z należytą czcią, usza- 
nowaniem i uprzejmością przyjęli, ponieważ mocą naszej władzy 
apostolskiej, arcybiskupią godność jego potwierdzamy. Rozka- 
zujemy, aby wszyscy kapłani, diakoni i wszelkiego stopnia du- 
chowni Słowianie, czy też jakiegokolwiek bądź pochodzenia, któ- 
rzy się w granicach państwa twego znajdywać mogą, byli we 
wszystkiem posłuszni i poddani bratu naszemu, arcybiskupowi 
waszemu. Pismo słowiańskie, wynalezione niegdyś przez ś Kon- 
stantego filozofa, polecamy do chwalenia Boga i w tymże języku 
niech będą opowiadane modlitwy i dzieła Chrystusa, ponieważ 
nie tylko w trzech, lecz we wszystkich językach chwalić Pana 
Pismo święte naucza. Nie sprzeciwia się bynajmniej ani praw- 
dziwej wierze, ani nauce kościoła, aby msza święta w języku sło^ 



— 119 .— 

wiańskim była śpiewana, aby w tym jeżyku była czytana ewan- 
gelia, dobrze tłómaczona i inne ustępy z Pisma świętego Starego 
i Nowego Testamentu, tudzież wszelkie godziny śpiewane: po- 
nieważ Ten, który stworzył trzy główne języki: łiebrajski, grecki 
i łaciński, stworzył i wszystkie inne na cześć i cliwałę Jego. 
Rozkazujemy także, ażeby we wszystkich kościołacli ziemi wa- 
szej, dla większego uczczenia, ewangelia najpierw czytana była po 
łacinie, potem po słowiańsku, głośno w obec ludu, wyrazy zaś 
łacińskie niezrozumiałe objaśniać jak w którym kościele wypa- 
dnie. A jeśli się tobie (Świętopełkowi), lub przybocznym twoim 
więcej podobała msza łacińska, polecamy, aby msza łacińska 
dla ciebie solennie była odprawiana." 5-) List ten, mając głó- 
wnie na celu usprawiedliwienie nauki Metodego, zawiera także 
postanowienie papiezkie o naznaczeniu w pomoc Metodemu no- 
womianowanego biskupa nitrańskiego Wichinga, któremu papież 
rozkazuje być we wszystkiem posłusznym swemu arcybiskupo- 
wi.'^'') Naznaczenie Wicłiinga, rodem Szwaba, przyjaciela osobi- 
stego wielkorządzcy Karyntii Arnulfa, poplecznika biskupów nie- 
mieckicłi i samego Świętopełka, który nie lubił Metodego, — 
trudne jest do wytlómaczenia.-^*) Rozległość arcybiskupstwa Mo- 
rawsko - Pannońskiego, według powszechnego mniemania, ma 
usprawiedliwiać dodanie w pomoc Metodemu dwóch sufraganów, 
z których jeden był biskup Nitry, Wiching, a wybór drugiego 
miał później nastąpić. Ale Jan VIII mógł wiedzieć dokładnie, że 
naznaczenie do kraju słowiańskiego na biskupa Wichinga, było 
to samo, co wilka do owczarni wpuszczać. Wypada jednak zwa- 
żać na trudne okoliczności, w jakich znajdował się wówczas 
Jan VIII, aby pojąć, że broniąc Metodego całą potęgą swej wła- 
dzy, Jan VIII musiał uwzględniać i wrogów jego. PrawJopodo- 

62) W Dodatku I, N. 14. 

5») Tam/.e. 

•''') W tem upatrują niektórzy pisarze widoki polityczne Jana VI[I i ustęp- 
stwo na korzyść Niemców, nie troszcząc sie bynajmniej o Metodego i kościół sło- 
wiański. Ławrowskij. KiipiLT.iTj ii Meoojitt, KaK7> npaBOC.iaBiiLTc nponoBfc.iiiiiKii 
y aana^iHbiNT, c,iaBain>. Charków, 1883. 



120 — 

bnie wirc, że naznaczenie Wichins^^a było ustępstwem Niemcom 
i samemu Świętopełkowi. Wreszcie o zamiarach papiezkich do- 
kumenty milczą, a podania słowiańskie w naj wdzięczniejszy spo- 
sób przechowały pamięć o czynach papieży na korzyść słowiań- 
skiego kościoła i pasterza jego ś. Metodego.'"') Bądź co bądź 
powracał Metody do Morawy jako naj prze wielebniejszy arcybi- 
skup świętego liościoła morawskiego,-^") który w ciągu i6 lat 
(863—880) pozbawiony był organizacyi duchownej. Teraz do- 
piero otwierały sie widoki ustanowienia hierarchii słowiańskiej 
i utwierdzenia obrządku słowiańskiego w związku z kościołem 
rzymskim, a przez to usunięcia wpływu niemieckiego na rozwój 
cywilizacyi Słowian. Niemcy dopuścić tego nie życzyli. Wi- 
ching nie waliał sie nawet jąć sie zbrodni, byle nie dopuścić po- 
jednania Świętopełka z Metodym. Knując wiec zamachy prze- 
ciw Metodemu, Wiching urządził tak, aby^ wzmiankowany wyżej 
list papiezki, który miał być przez Szyszmana wręczony Święto- 
pełkowi, nie doszedł do niego. Natomiast księciu wręczony zo- 
stał zupełnie odmiennej treści list, przez samego Wichinga sfał- 
szowany. Falsyfikat ten nie zachował się do naszych czasów, ale 
zbrodnicze Wichinga zamiary poniżenia arcybiskupa Metodego 
w oczach Świętopełka i ludu morawskiego odkrywają się z pó- 



5'>) Profesor kijowski Woronow, dzieło którego o źródłach do historyi śś. Cy- 
ryla i Metodego, wysokie uznanie w Rosyi zyskało, tak się wyraża: „KpiiTHKU lic 
oópaiii-ia BiiHMaiiiaa na caMoe Ba/ixiioe oocTa/iTe.ibCTBO, na rojioci. cjianaHCKaro 
npejania ... Bi. 06011x1. npocTpaiinb]X7, ;KiiTi>ixT. CMaBfliiCKiix'i. anocTO.ioBT. u bo 
Bctxi. jpyriiKT. cjaBancKiix'b 11010*111111:3x1) OTiiomeiiia nam. kt. KiipiLi.iy u Me- 
ooxm npejCTaB.MioTCii b'i, Bbicmoii cienenii coMyBeTBcniiHMH; nanu y6-ia>KaH)TCfl 
Kam. BucoKie noKpoBiiTe.iii CBiiTbix7. nepBoyHiiiejieii n BecbMa ciubiio BbiCTaB.ifl- 
eica HXT. coHyBCTBie h samnia c.iaBłincKaro dorocMy/Keni/i. IIo bcŁmt. otiimt. 
iicTOHnHKa.MT. naua ojGópnen. nepeBoji. CBflui:enHbiXT. Knun., ocBfluiaen. cjiaBflH- 
CKia Kniiru, paspfcuiaeTi. c.iaBflncKyio CjiyncSy, jocTofino HecTByen. cb. nepBoyiii- 
Tc.icii 3a 11X1. nojBuni Mn c.iaBancTBa, cianoBnicii na nxi. CTopony npoTHBi. 
nn.iaTniiKOBi, 11 npoK-imiaeTi. noc.ii.,iniixi.. ficiio, mto bi. ciaBuncKiwi. npejani- 
>ixi. nancTBo siaim.ioch 6c3ynpc'nibi>n. bi. oTiiomcniii ki. ciaBancKoii uepKBii 
II ocTaBH.io nocji; ce6fl joópyio, cbIit.iyio naMaib. A. Woronow. r.iaBnfcfiiuie 
iicTOMiiiiKii xisi ncTopiii CB. Kiipii.i.ia 11 Meon.ua." Kijów r. 1877 str. 269. 
^'*J Keverendissimus episcopus sanct:ie ecclesiae moraviensis. 



121 

źniejszej korespondencyi, o której wnet powiemy. Zbałamucony 
tym falsyfikatem Świętopełk, czyż mógł nie zacłiuiać sie w pra- 
wowierności Metodego i nie podejrzy wać go w lierezyi, czytając 
pismo doręczone mu od samego niby papieża? Stronnictwo nie- 
mieckie w Morawii tryumfowało. Metody poniżony, przeczuwał 
jakieś podejście, mógł nawet stolice apostolską o nieszczerość 
posądzać i, dla wyjaśnienia swego położenia, wszedł w bezpośre- 
dnią korespondencye z papieżem. Tu dopiero odkrył sie bezecny 
podstęp Wicliinga. Na pisma Metodego, Jan VIII listem dnia 
23 Marca r. 881, pocieszając go i dziękując mu za zacłiowanie 
prawowierności, zapewnił o wysokim dlań szacunku, a wyraża- 
jąc swoje współczucie cierpieniom jego, zapewniał, że oprócz 
wiadomości listu do księcia Świętopełka posłanego, żadnego in- 
nego listu ani do Świętopełka, ani do tego biskupa jawnie lub 
sekretnie nie pisał, a tem mniej zasługuje na wiarę, jakoby te- 
mu biskupowi dane były jakiekolwiek polecenia. Przytem 
Jan VIII dodał, że wszystko, co wzmiankowany biskup 
przeciw swemu zwierzclinikowi uczynił, będzie w obecności pa- 
pieża prawnie rozpoznane, a upór jego (biskupa) powściągnąć 
wyrokiem sądu nie omieszka.^') Mowa o wzmiankowanym wy- 
żej biskupie tyczy się niezawodnie Wicłiinga, bo innego pod 
zwierzchnictwem Metodego, oprócz biskupa Nitry, nie było. Nie 
spieszył on jednak do Rzymu, gdzie go czekał sąd i bez wąt- 
pienia wyrok potępiający. — Tymczasem zaszłe w Italii zaburzenia, 
napad straszny Saracenów, a nareszcie zamordowanie Jana VIII 
w Grudniu r. 882,^^) wybawiły Wicłiinga z kłopotu, a Metodego 
pozbawiły gorącego obrońcy. Będąc jednakże przekonanym, że 
u stolicy apostolskiej posiada zupełne zaufanie i że energiczne 
wystąpienie przeciw knowaniom Wicliinga stawało się koniecz- 
nem dla utrzymania powagi arcybiskupiej i dobra kościoła sło- 
wiańskiego. Metody ujął w karby posłuszeństwa Wicliinga, rzu- 



6') w dodatku I, N. 15. 

fs) Dudik. Mahr. Gesch. I, 251, 



cił na niego klątwę tern łatwiej, że Świętopełk, gotując się do 
wojny z Arnulfem, nie byl w stanie bronić poplecznika Arnulfo- 
wego Wichinga,'^") Znikł on z Morawii na czas wojny i aż do 
śmierci Metodego nie powriicćil. Metody zyskał cliwilę swobo- 
dną do dalszej pracy w powierzonej mu przez Boga i stolicę apo- 
stolską metropolii. 

§ 40. 

Państwo Wielkiej Morawii i los kościoła słowiań- 
skiego w latach 882—894. 

I. Wpływ potęgi morawskiej na losy Słowian nadłabskicłi, pomorskich 
i czeskich. 

Od zawarcia traktatu w Forheimie (r. 874) Ludwik Niemie- 
cki nie mógł już przedsiębrać wypraw wojennych w celu ujarz- 
mienia Słowian nadłabskich i pomorskich. Siły państwa niemie- 
ckiego, wyniszczone w niepomyślnych wyprawach przeciw Świę- 
topełkowi i sprzymierzonym z nim Słowianom, nie wystarczały 
nawet do utrzymania porządku w państwie Niemieckiem, targanem 
wewnętrznemi zamiieszkami nietylko możniejszych książąt, ale, co 
gorsze, w samej rodzinie królewskiej, aż do buntów przeciw Lu- 
'dwikowi własnych jego synów\ Po granicy ze Słowianami toczyły 
się wprawdzie drobne utarczki. Następca „księcia serbskiej gra- 
nicy" Takulfa, markgraf Ratulf wdzierał się do serbskich ziem 
nad Solawą, zdołał nawet upokorzyć Serbów i Susłów w r. 874, 
ale to do niczego nie doprowadziło.^) Życie całe król Ludwik 



5») Legenda Bółgarska. Vita s. Clementis, cap. 7 wzmiankuje. Bi^^uo^, . . . 
-apd Tou Msf/odiou ruJ rwy d.vaMti.aToc lara^a -Kapn^ozi-^Ta ... a Methodio ana- 
themati satanae traditum. — Bilbasow. Kiipii.ijn. H MeooAiii- H, s. 283. Według 
legendy Morawskiej, cap. II, Metody wyklal nawet Świętopełka z jego satelitami. 
Bilbasow. 11, s. 235. 

') A. 874, Sorabi et Siusli vicini Tbacluilfo defuncte defecerunt, quorum au- 
daciam Ratolfus, Thachulfi successor, ultra Salam (liuium nicnsc Januario profectus 
praedis et incendiis sine bcUo compresserunt et eos sub servilium redegerunt. Annal. 
Fuld. apud. Piiiumer. Eegesta p. 23. Ale w r. 877 Linones et Siusli trybutu od- 
mówili, za co Ludwik II musiał ich znowu do uległości zmuszać Ibid. p. 23. 



— 123 — 

Niemiecki pracował nad ujarzmieniem Słowian orężem, polityl<^ 
i przez kościół, a nakoniec po 36 latacli panowania, zniewolony 
był patrzyć na upadek powag-i swej między Słowianami. Tak 
się okoliczności zmieniły! Następca jego Ludwik III (876-882) 
próbował serbskie plemię Susłów i nadłabskicłi Chełmianów (Li- 
nones) zmusić do płacenia daniny (r. 877) ale daninę Serbowie 
składali wtedy już Morawianom.-) Słowianie dolnej Łaby, pojąwszy 
zamiary Niemców i korzystając z icłi osłabienia, porozumieli się 
z Normanami i podczas napadu ostatnicli na Nordalbingiję, pomogli 
im do odniesienia nad Saksami niedaleko Łaby, 2 Lutego r. 880, 
ogromnego zwycięztwa, o którem kilka wieków wspominano,'^) — 
Wnet po tej klęsce Saksów, Czecliowie, Serby i Głomacze wspól- 
nemi siłami uderzyli na Turyngiję, markgraf l<tórej Popp bronił 
stanowiskswycli nad Solawą r. 880.'*) Inne ludy słowiańskie, dalej 
od granic niemieckich bytujące, jak Lutyki, Milczanie, Łużyczanie, 
pod zasłoną potężnego państwa Morawskiego i oręża Obodrytów 
zupełnego pokoju używały. Najwięcej jednak ze zwycięztw Świę- 
topełka skorzystali Czecłiowie. Podzieleni na małe plemiona, po- 
waśnione między sobą, Czecłiowie nie uniknęliby, zapewno, roz- 
szarpania icli ziemi częściami, podobnie do tego jak już półno- 
cno -zacliodni zakątek icłi kraju, Wunsidelsko, przez „księcia 
serbskiej granicy", Takulfa zabrany został. Z tego powodu Ta- 
kulf mianował się „de Bołiemia comes" t. j. tej części Bołiemii, 
którą opanował (849-873).'*) — Zwycięztwa Świętopełka i pokój 



2; Thietmar, pisząc o kraju w klórym mieszkał, t. j , o tak zwanej Marchii 
Turyngskiej, wyrażał sie: Boenii, regnante Zuetepulco duce, ąuondam fuere principes 
nostri. Huic a nostris parentibus quotanis solvitur census et episcopos in sua regione 
Marierun dicta habuit. Clironic lib. VI. cap 60. 

^) W tej bitwie ze strony Niemców, w liczbie sześciu poleglycli biskupów 
i 12 grafów, Marąuardus episcopus . . . occisus est a Slayis. Annal. Hildesłieim. M. 
G. IX, 831. Annal. Fuld. an. 880. — Porów. Wigger, Meklenb, Anna!, str. 20. 

^) A. 880, Sclawi, qui vocantur Dalmatii (Dalemińcy), et Bohemi atque Sorabi 
ceterifiue circumcirca vicini Turingios iavadere nituntur et in Sclavis circa Salam 
fluvium Thuringiis fidelibus incendia exercent. Quibus Poppo, comes et dux S o r a- 
bici limitis, occurrit et ita prostravit, ut nuUus de tanta multitudine remaneret. 
Annal Fuld. an 880; Regino .\r. O. T. 605. Eaumer, Regesta, p. 24. 

^) O Wunsidelbku patrz tom II s. 214. O Takultie wyżej § 36 s. 6^, 



224 

W Forhejmie (874) wstrzymały parcie sie Niemców do Czech, 
a związek malżeńi>ki Świętopełka z siostrą Borzywoja jeszcze wię- 
cej zbliżył Czechów do Morawianów. Ale największem dobrodziej- 
stwem dla Czechów było wprowadzenie przez apostołów słowiań- 
skich chrześciaństwa, przez to bowiem, nietylko usuwał się wpływ 
misyonarzy niemieckich, lecz i wytwarzało się zbliżenie pobra- 
tymczych ludów, w imię wspólnej idei religijnej i obrony naro- 
dowej. Świętopełk, jako zręczny polityk i zwycięzca, a przytem 
z przodków już chrześcianin, stanął na czele związku, do którego 
najbliższy sąsiad Borzywoj nie mógł nie przystąpić bez ubliżenia 
własnym i narodu swego interesom. Tym sposobem wytwarzała 
się pierwsza w Słowiańszczyźnie monarchija chrześciańsl<a, z or- 
ganizacyą państwową i kościołem narodowym, sięgająca grani- 
cami aż pod Magdeburg, do Odry i źródeł Wisły. A coby się 
działo dalej nad Wisłą i Wartą, — dzieje o tern milczą, bo osia- 
dłe tam ludy, niedotknięte jeszcze napadami Niemców, nie czuły 
potrzeby organizowania się w związki państwowe. 

2. Napad Świętopełka na Markę Wschodnią r. 882. Wojna jego z Ar- 

nulfem p. 884. Przymierze w Kónigstetten i przyłączenie Pannonii do 

iVlorawii 884, Wygnanie z Wiślicy księcia Wyszewita (884 — 5). — 

Wzrost państwa ..Wielkiej Morawy". 

Osiem łat już z górą Morawianie cieszyli się spokojem (874 
do 882). Świętopełk organizował państwo Morawskie, a Metody 
szerzył chrześciaństwo i cywilizacyę, zaprowadzając pismo sło- 
w^iańskie. Pokój zdawał się być trwałym. Zakłóciły go niespo- 
dziewanie wypadki, zaszłe w Niemczech po śmierci króla Lu- 
dwika III (r. 882). 

Nowoobrany ce.sarz, Karol Otyły (882—887), nielubiony po- 
wszechnie w Niemczech, szczególnie nienawidzony był przez wiel- 
korządzcę Karyntyi i Pannonii Arnulfa, który sam marzył o ko- 
ronie cesarskiej. Będąc w duszy wrogiem Świętopełka, Arnułf 
mienił się być jego przyjacielem, w nadziei, że potęga Święto- 
pełka, może być mu pomocą w zamiarach przeciw Karolowi Oty- 



— 125 — 

łemu, dla mocniejszego zaś utrwalenia przyjaźni, wezwał on Świę- 
topełka w kumy i syna swego, przez podchlebstwo, ,.Zuentibol- 
dem" oclirzcił.^) Na pozór zgoda i przyjaźń między sąsiednimi 
władzcami trwała, a jednak Świętopełk upominał Arnulfa, że ,.je- 
śli nie wyda mu wrogów jego, przyjaźń między nimi niemożebną 
będzie." — Jacyż to byli wrogi? Przypomnijmy sobie grafów 
marki Wscliodniej Engelszalka i Wilhelma, którzy podczas naja- 
zdu Karlomana na Morawiję w r. 870 gnębili Morawianów, a po- 
tem, w czasie powstania ich pod Świętopełkiem, zginęli, prawdo- 
podobnie w bitwie pod Weligradem. — Synowie tych grafów, 
zazdroszcząc markgrafowi Aribo powierzonej mu marki Wscho- 
dniej, postanowili orężem dochodzić posiadania jej jako posiadło- 
ści, na Ictórą rościli prawo, tytułem spadku po ojcach. Z pomocą 
Bawarów grafowie ci wygnali Aribo z marlci, lecz z rozkazu ce- 
sarza Karola Otyłego, Aribo został przywrócony na wielkorządz- 
two. Nie ufając jednak w dalszą pomoc cesarza, szukał on wspar- 
cia u Świętopełka i dał mu w zakładniki syna swego Tzanrika. 
A gdy się okazało, że wzmiankowani grafowie, ukrywający się 
u Arnulfa, na życie Świętopełka zamachy knuli, Świętopełk przez 
poselstwo, wysłane do Arnulfa, domagał się, aby wrogów jego 
oddalił. Arnulf uczynić tego nie chciał Nie zwlekając więc spra- 
wy, Świętopełk napadł na północnym brzegu Dunaju na przeci- 
wników, pobił ich, schwytał jednego z synów Engełszalka Werin- 
hara i krewniaka jego Wezilo, poczem oddział wojska za Dunaj 
przeprowadziwszy, posiadłości wzmiankowanych grafów spusto- 
szył (883\ Potomkowie Engełszalka i W^ilhelma udali się do 
Arnulfa z prośbą o pomoc. Świętopełk zaś, przypominając Ar- 
nulfowi wrogie zamiary jego podwładnych przeciw państwu IMo- 
rawskiemu i zdradzieckie porozumienia z Bółgarami,^) wzywał 
go, aby niewinność swą w tych sprawach przysięgą oczyścił.^} — 



«} Szafarzyk. Star- Slovi'. § 41. str, 482. Annal. Fuld. an. 884. 
'') Wdzieranie się Bólgarów do posiadłości morawskich odnosi sie do r, 
882 — Dudik I 256. 

8; Annal Fuld, an. 882. 



- — 126 — 

t)omniemana przyjaźń pekla. Świętopełk w tymże jeszcze roku 
napadł na Pannonije i górna cześć jej spustos/yl. W następnym 
r. 884, Świętopełk, otrzymawszy posiłki wojenne od Braczysława, 
księcia władającego między rzekami Sawa i Drawą, wyprowa- 
dził w pole tak liczne wojsko, że według wyrażenia latopisca, 
przecliód wojska przez jedno miejsce ciągnął się od rana aż do 
nocy,") — Dwanaście dni Świętopełk pustoszył kraj między rze- 
kami Rabą a Innem, i dopiero w odwrocie wojsk jego Niemcy 
nacierać zaczęli, ale w bitwie, zaszłej nad r. Rabą, w Pannonii 
Niższej, Świętopełk odniósł stanowcze zwycięztwo: dwaj margra- 
bięta, Megingosz i Pabo utonęli w rzece Rabie, mnóstwo dostoj- 
ników Arnułfa do niewoli zabrano, a innych pokaleczonych pu- 
szczono swobodnie. — Dowiedziawszy się o tem cesarz Karol 
Otyły przybył do marki Wschodniej i zwołał zjazd w Konigsted- 
ten,^^) dla układów o warunlci pokoju. — Świętopełk przybył 
otoczony świetnym orszakiem i łaskawie od cesarza został przy- 
jęty. Przybył także książę Brac/ysław, ale o uczestnictwie Ar- 
nułfa w układach o warunki pokoju wiadomości nie znajdujemy. 
Zważając jednak na nieprzyjaźń do niego Karola Otyłego, mo- 
żemy przypuścić, że od tralctowania o pokój Arnulf całkiem 
usunięty został. — Okazawszy się powolnym życzeniom Święto- 
pełka, Karol Otyły zgodził się na ustąpienie mu Pannonii Niż- 
szej, między rzekami Rabą a Innem, za w^yjątkiem hrabstwa Du- 
dlejpa,^^) za co Świętopełk zobowiązał się w ciągu całego życia 



^) Tanta enim multitudine in isto itinere pollebat, ut in uno loco ab ortu 
usque ad yesperam lucis exercitus eius praeteriie ccrnitur, Annal Fuld, an. 884, 

^°) W teraźniejszej Austryi Niższej, niedaleko 111. Tuln i r. Kuby (Kambe), 
w tem samem laiejscu, gdzie w oszańcowanym obozie Awarowie stawili mocny opór 
Karolowi W. w r. 791 (Eginhard an. 790). Według Pertza Konigstiidten, leży 
w miejscu starożytnego Comagenum, 4 mile od Wiednia. Les Oeuvres d'Eginhard. 
Paris. 1856 s. 95. 

") Że hrabstwo Ludlejpa, raczej żupa Dudlebska nad r. Kaniżą, wpadającą 
do r. Mury, należała do Arnulfa, wskazuje to późniejsze nadanie przez niego arcybi- 
skupowi salcburgskiemu Ditmarowi, w r. 891 władzy in partibus sclaviensibus vero, 
in comitalu Dud lej pa vocato, in liuginesfelJ, sicut Chocil du.\ (juondam inibi 



— 127 — 

Karola Otyłego nigdy zbrojną siłą do posiadłości jego nie wkrS,- 
czać.^-) W marce Wschodniej (Austryi) utrzymał się sprzymie- 
rzeniec Świętopełlca, Aribo, a w Karyntyi po dawnemu rządził 
Arnulf, wielce niezadowolony z umowy w Konigstedten, którą 
dopiero w następnym r. 885 dotrzymać zaprzysiągł. ^•'') Około 
tego czasu i prawdopodobnie po zawarcin pokoju w Konigstedten 
(884), wszczęła się wojna Świętopełka z potężnym księciem Wi- 
ślickim. Według żywociarza ś. Metodego, apostoł słowiańsk', 
przewidując wojnę z bardzo potężnym poganinem księciem Wiślicy, 
który urągał clirześcianom i czynił im psoty, upominał go przez 
posłów aby się oclirzcił dobrowolnie na swojej ziemi, bo inaczej 
będzie do niewoli wzięty i zmuszony zostanie przyjąć clirzest na 
obcej ziemi. ,.Tak też się stało." '^) 

Dla objaśnienia tego lakonicznego zapisku przybywa na po- 
moc pisarz z połowy X w. Konstanty Purpurorodny, według 
wiadom.ości, którego z „niechrzczonycli mieszkańców z nad Wisły, 



ad opus siium habere v;sus est. Kleimayrn. Iuvavia. Anhang. p. Ii6... Tu- 
dzież annalhta fuldeńslti, podający do wiadomości, że w r. 892 posłowie od Arniilfa 
do Bółgarów, aby soli Morawianom nie sprzedawali, nie śmiejąc przechodzić przez 
ziemie do Świętopełka należące, musieli z kraju Braczyslawa dążyć po rzekach Odrze, 
Kulpie i Fawie. Wissi autem propter insidias Zuentibaldi ducis, terrestre iter non 
valentes habere, de regno Brazlavonis per fluvium Odagra, usąue ad Culpam, dein per 
fluente Save fluminis navigio in Bułgaria perducti. Annal. Fuldens. an. 892. — 
Porów Dudik. I, 260. 

12) Zentibaldus dux cum principibus suis, sicut mos est, per manus impera- 
toris efticitur, conlestatus illis fidelilatem juramento et, usque dum Karolus vixisset 
nunquam in regnum suum hostili exercitu esset venturus. Annal. Fuld an. 884. 
Z tego chciano uważać, że Pannonia ustąpiona była Świętopełkowi na prawie len- 
nem. Szafarzyk. Star. Slow. § 41 s. 482 cyt. 49. Ale Świętopełk jako zwycięzca 
Ł zdobywca Pannonii , nie miał lionieczności zobowiązywać się służebnością lennika, 
„Warunki pokoju dyktował zwycięzca." Uspienski: IlepBbm C.iaBflllCKiii MOHapxiiJ 
s. 82. Dodamy, że wyrażenie kroniłiarskie. o zachowaniu przez Świętopełka wier- 
ności, ograniczone warunkiem nie wkraczać za życia cesarza Karola Otyłego zbrojnie 
do posiadłości jego, nie oznacza jeszcze przyjęcie od cesarza Pannonii na prawie len- 
nem, wieczyście. 

'•^) An. 885. Pace in orienle inter Arr.oiro et Zutntibałdo . . . jusjurando 
constatere firmatur. Annal Fuld. an, 885. 

'■*) Cytatę patrz w tomie II dzieła tego ?, 119. — Pannoński Żywot ś. Me* 
todego. Kozdz. 11 według l^odeksu moskiewskiego. 



— 12.^ - 

raczej z nad r. Nidzicy, przybyło i osiadło nad rzeką Zachlumą 
pokolenie Wyszewita, syn którego Michał był prokonsulem i pa- 
tryciuszem.'' '•'•) — Porównywając czas wygnania przez Morawia- 
nów poganina księcia Wiślicy (r, 884 — 885) z wiadomością Kon- 
stantego, zapisaną około r. 950, badacze zgadzają sie, że ochrzczony 
Michał Zachlumski prawdopodobnie był synem pogańskiego księ- 
cia Wiślicy, Wyszewita,^**) 

Po wygnaniu księcia Wiślicy, obszerne jego posiadłości po 
stokach Karpatów, tak zwane ziemie Chrobackie, rozszerzyły 
panowanie Świętopełka ku północy do niewiadomej nam granicy, 
a ku wschodowi jeśli i nie do rzeki Styru, to przynajmniej do r. 
Stryja J") W połączeniu zaś nabytku tego ze zdobyczą Panno- 
nii w roku 881, sięgającej aż do r. Dra wy, '^) państwo Święto- 
pełka powiększyło się we dwoje. Niewielkie księstwo Morawskie, 



15) Wiedzieć należy, że pokolenie prokonsula i patrycyusza Michała, syna 
Bouazi^obz^Ti, archonta Zachlumian, przeszło od niechrzczeńców mieszkających nad 
liitT^.ac, nazywającą się Jir^i/.Tj i osiadło nad rzeką nazwiskiem Zachlumą, Const. 
Porphirog. De administrando imperii. cap. 33. 

^^) Nazwa Dicyke, bezwątpienia użyta zamiast Nidzica, nad którą leży 
gród starożytny Wiślica. Co się tyczy imienia liouirZiiour^rj, to według Bielowskiego 
wypadałoby czytać Wysławić lub Wysław. (Monumen. Pol. I s, 38), a we- 
dług Lelewela W y s z e w i t. Narody na ziemiach słowiańskich VIII 27 30 s. 686 
i 663, — Erat temporibus illis urbs famosissima in regno Lechitarum, murorum al- 
titudine circumspecta, nomine Wyslicia, cujus olim princeps, tempore paganismi 
luerat W y s I a u s decorus, qui et ipse de stirpe regis Pompilii duxerat originem. 
Boguchwał. Chronić, cap. 20, w Bielowskiego M, Pol. II. s. 510. 

'") Dyplom Henryka IV r. 1086, oznaczający granice i posiadłości biskup- 
stwa Prażskiego, do którego niegdyś nietylko Czechy, lecz i Morawia należały, wy- 
licza różne plemiona i naznacza granicę: ab oriente hos fluvias habet terminos: Bug, 
scilicet Z tir cum Krakowa civitate provinciaque, cui Wag nomen est, cum 
omnibus regionibus ad praedictam urbem pertinentibus, quae Krakowa est. Dyplom 
ten, zapisany w kronice Kozmy, ma być potwierdzeniem dyplomu Ottona II przy 
ustanowieniu biskupstwa Prażskiego r. 973 wydanego, (Erben. Regesta, s, 73). 
Opierając się na tym dyplomie, dziejopisowie mniemają, że granice państwa Mora- 
skiego sięgały aż do granic biskupstwa morawsko -czeskiego, t. j. aż do r. Styru, 
a na południe od Karpatów, do r. Torysy. Szafarzyk nazwę Z tir wykłada: Stryj, 
Staroż. Słów. § 41, 5, przypisek 46. 

^') Konstanty Purpurorodny oznacza Syrmium, teraz Mitrowica, jako pogra* 
niczny z Morawiją punkt. — De Administrando. cap. 40. 



129 -* 

nawet w połączeniu z księstwem Nitrauskiem (Slowaczyzna), skła- 
dało ledwo czwartą cześć posiadłości Świętopełka w r. 884. Cu- 
dzoziemc}^ ze zdziwieniem patrząc na wzrost państwa Morawskie- 
go, które sie mogło z królestwem Niemieckiem mierzyć, . utytuło- 
wał! Świętopełka królem, ^^) a państwo jego „Wielką Morawą" 
nazwali.-") 

Związkowi z Morawią Czecłiowie i Serbowie nadłabscy cie- 
sząc się spokojem, odetclinęli troclię po dawniejszycłi zniszczeniacli 
icli krajów przez pogranicznycłi markgrafów. Nawet nie nale- 
żący do związku Morawskiego Obodryci, korzystając z odcm- 
gnięcia sił niemieckicłi przez Świętopełka w inną stronę, niepod- 
ległość zyskali.-^) 

3. Ostatnie lata pasterstwa Metodego. Śmierć jego r. 885. Wiohing 
intryguje znowu. Papież Stefan VI zabrania liturgiję słowiańską. Upa- 
dek obrządku słowiańskiego. 

Zerwanie pomiędzy Świętopełkiem a Arnulfem przyjaźni 
w r. 882, tudzież ustąpienie z Morawii Wichiinga, a z nim i zmniej- 
szenie nieprzyjaznego kościołowi słowiańskiemu wpływu niemie- 
ckiego, podawały Metodemu zręczność do spokojniejszej pracy 
w powierzonej pieczy jego metropolii. — Do zrobienia zostawało 
bardzo dużo! Pomagać mu należało przedewszystkiem do Święto- 
pełka, ale l<siążę ten, nieprzyjaźnie usposobiony jak do Metodego, 
tak i do obrządku słowiańskiego, milczał i cierpiał Metodego 
tylko dla tego, że go wygnać z kraju nie śmiał. Nie upadał je- 
dnak Metody na ducłiu. Ostatnie lata ż)cia swego poświęcił on 
na dokończenie przekładu ksiąg ducłiownycli na język słowiań- 



^^) Porównaj dzieła tego tom II s. 463. 

"") ,,M^r"^-rj Mofio,ico." Konstanty Porphiiog. De Atlministrando. cap. 40. 

= ') Od napada Obodrytów, wspólnie z Normanami na Nordalbingie i pobi- 
cia Niemców r. 880 (wyżej cytata 3) aż do r. 889 o wyprawach przeciw Obodrytom 
nie słychać Ale i wyprawa ^89 r. była tylko zamaskowaniem innych zamiarów 
ArniilTa, o czem niżćj, porów, cytaty 47, 48 
Tom III. 



— 130 — 

?;ki,'") nauczał lud, poświęcał kościoły,-") przygotowywał księży 
i nauczycieli. Jest nawet podanie, że do Konstantynopola po- 
dróżował.-^) A gdy skołatany wiekiem i pracą zbliżał się do 
zgonu, mąż święty patrzał spokojnie na dojrzewające owoce dwu- 
dziesto kilko letniej pracy, którą liczny zastęp uczniów jego miał 
dalej prowadzić, rozszerzać, utwierdzać po wszecłi ziemiach sło- 
wiańskich. Gdy go pytano: ,.ojcze i nauczycielu zacny! którego 
z uczniów swoich uznajesz być godnym następstwa po sobie," — 
Wskazał na Gorazda, mównąc: ,.on wasz ziomek, mąż swobo- 
dny, w piśmie lacińskiem dobrze wyćwiczony, prawowierny, 
niech więc z nim będzie wola Boża i wasza miłość, tak, jak jest 
moja." — W niedzielę kwietną (wierzbną), gdy się lud wszystek 
zebrał, wszedł do kościoła chory już, kazał błogosławiąc cesarza, 

księcia, kler i lud wszystek I rzekł: ,.strzeżcie mnie, dzieci, 

do dnia trzeciego." 2^) A gdy zawitał trzeci dzień na rękach ka- 



22) Według „Żywota ś. Metodego" ro/,dz. 15. AVybral (on) z pomiędzy 
swych uczniów dwóch księAy, biegłych w szybkiem pisaniu, i przelołyl wszelkie 
księgi (Pisma ś), prócz Machabeuszów, z greckiego na język słowiański... Pierwej 
bowiem z filozofem przełożył był tylko psałterz i ewangeliję z apostołem i wybra- 
nemi mszami kościelnemi, wtedy zaś przełożył i nomokanon czyli prawidła zakonu 
i księgi ojców. Szczegółowy rozbiór prac ś. Metodego nad przekładem ksiąg du- 
chownych podany w Pogodina. Knpii.oo-MeoojieBCidii cSopniiifL, 1865. przez arcy- 
biskupa Filareta czernihowskiego, str. 60 i następ. 

25) W liczbie innych, Metody poświęcił 29 Czerwca r. 884 kościół śś. Piotra 
i Pawła w Brnie. Erben Regesta, N. 45. 

2^) W „Żywocie ś. Metodego" czytamy, że cesarz (Wschodni) dla upewnie- 
nia się w prawowierności Metodego, zaprosił go do siebie. „Poszedł i przyjął go 
cesarz z wielką czcią i radością, podobała się mu jego nauka, zatrzymał z uczniów 
jego księdza i dyakona z księgami. Wszystkie zaś żądania wypełnił, jako chciał, ni- 
czego nie odmawiając, uścisnął go, obdarzył hojnie i odesłał ze czcią do swojćj sto- 
licy. Tak też i patryarcha." Bielowski, M. P. I, s. 109 Wiarogodności podania 
o podróży Metodego do Konstantynopola niemieccy i niektórzy słowiafiscy pisarze 
zaprzeczają. Porów. Górskiego. W Kiipii.wo-MeociicBCKiii: coopiiiiKT., 1865, s. 38 
Bilbasowa, Kiipiu.iTj li Mco., str, 102. Inni mniemają, że to mogło się stać pod- 
czas walki Świętopełka z Arnulfem (882—8841 Uspienski, IlepBbin CiaiSHiifida 
Moiiapx, 89, 

25) AYedlug „Żywota ś. Metodego" rozdz. 17. Przepowiednię o śmierci po 
upływie trzech dni potwierdza i „Bólgarska Legenda". „Żywot ś. Klemensa" roz- 
dział VI. 



planów spoczął w Bogu, dnia 6 kwietnia, indykta 3, r. 6393 od 
stworzenia świata, t. j. r. 885.-?) — Nabożeństwo żałobne odpra- 
wiono w trzech językach: słowiańskim, łacińskim i greckim. „Nie- 
zliczone tłumy ludu"' przeprowadzały z płaczem zwłoki paste- 
rza^ -'^ które pogrzebiono w sobornej cerkwi po lewej stronie, 
w ścianie za ołtarzem Bogarodzicy,-^) bezwątpienia, w Welegra- 
dzie,-^) w którym, jako w stolicy państwa i metropolii, naj właści- 
wi ej katedrę i rezydencyję stałą arcybiskupa upatrywać. 

Śmierć IMetodego odkryła szeroką drogę intrygom w Rzy- 
mie i na Świętopełka dworze przeciAV kościołowi słowiańskiemu 
w Morawii. Polecony przez Metodego na biskupa Gorazd, nie 
był jeszcze konsekrowanym, innego biskupa w Alorawii nie było; 
zostawał tylko, błąkając się za granicą swej dyecezyi, biskup Ni- 
try, Wiching. Korzystając z pogodzenia się Świętopełka z Arnul- 

-®) O czasie imierci Metodego długo i szeroko rozprawiano, ale w drugiej 
połowie bieżącego wieku zgodzono się, że wypadek ten nastąpi! rzeczywiście 6 Kwie- 
tnia r. 885. Na tej podstawie jubileusz tysiąco-letniej rocznicy śmierci ś. Metodego 
obchodzono z niezwykłą uroczystością w Morawii, na ruinacli AYelehradu, jak ró- 
wnież i we wszystkicli ziemiach słowiańsldch, 6 Kwietnia r. 1885. "W pamięć tej 
znakomitej uroczystości, napisano mnóstwo pięknych monografii o śś. Cyrylu i Me* 
todym w różnych językacłi słowiańskich, tudzież na nowo rozważono wiadomości ty- 
czące sie daty śmierci ś. Metodego. Po glębokiem zastanowieniu przekonano się, że 
wszystko, co o tym wypadku powiada „Żywot ś. Metodego", jest nie podlegająca za- 
przeczeniu prawdą. Wszystkie pomniki potwierdzają chronologiczny rachunek pisa- 
rza „Żywota ś. Metodego", albowiem rok 6393, to jest 885 byt 3-cim indyktem. 
Zmartwychwstanie Pańskie przypadało w tym roku na. 11 Kwietnia, zatem kwietna 
niedziela na 4 Kwietnia, a trzeci dzień po tej niedzieli byt wtorek na Wielkim ty- 
godniu, t. j. 6 Kwietnia 885 r. Jagicz, BonpocT. o Kiipii.i.rt 11 Meoojiii bti c.ia- 
BfliiCKofi >i)ii.io.Torin, mowa jego 5 Kwietnia r. 1885, w dodatku do tomu 51 za- 
pisek cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu r. 1885. W uwadze 4 do tego do- 
datku przytoczone są szczegóły ze wszystliich pomników słowiańsliich, potwierdza- 
jące wiarogodność daty 6 Kwietnia r. 885. 

-') Żywot ś. Metodego, 17. 

2*) Połozisza w sBbornieji certkwi (Żywot ś. Metogo, 17). Leźit ze w weliciej 
cerkowi Morawstjej ot lewuju stranu, w stienje za ołtarem swietyje Bohorodice. Le- 
genda Serbska, czyli „Żywot śś. Cyryla i Metodego", Kałajdowicz. loamiT) OKSapNT. 
óo.irap, s. 90. 

-*>) Nazwa grodu w legendach nie wzmiankuje się; innych wiadomości nie 
mamy, i tylko przez prawdopodobieństwo uważamy dzisiejsze Hradiszcze na zwali- 
skach dawnego Welegradn, za miejsce, w którem pogrzebane były zwłoki ś. Me- 
todego. 



fem, który, zamierzając strącić z tronu Karola Otyłego, szukał 
w potężnym księciu morawskim sprzymierzeńca, Wicliing intry- 
gował w Rzymie na własną rękę, a nowoobrany papież, Stefan 
VI (SS5 — 891), wcale różnycli od Adryana II i Jana VIII uspo- 
sobień, przechylając się do życzenia Wicłiinga zająć godność 
arcybiskupa morawsko -pannońskiego, dał się wprowadzić, może 
i bezwiednie, w błąd, względem prawowierności nauki Metodego. 
W skutek zabiegów Wicłiinga Stefan VI w liście do Święto- 
pełka pisanym w r. 885, •'*^) objaśniając dogmat o pocłiodzeniu 
Duclia świętego, zawiadamiał, że „w poznaniu tego świętego 
dogmatu mocnym uznaje AVicłiinga, przewielebnego bislcupa i naj- 
milszego brata swego, którego posłał do was (Świętopełka) dla 
zarządu powierzonego mu kościoła, ponieważ dowiedzieliśmy się 
o waszej wzajemnej przyjaźni i twojej pieczy o nim. Przyjm go 
szczerze i bądź z nim jak z ojcem ducłiownym i pasterzem, oka- 
zując mu cześć i szacunek . . . Przyjmie on na siebie pieczę o spra- 
wacłi i osobacli ducliownycli, mając przed oczami stracłi Boży, 
będzie icli dyspensować." Zatem papież pisał, „Dziwimy się mo- 
cno, dowiedziawszy się, że Metody trwa w błędach, nie buduje, 
lecz niezgodę rozsiewa, i jeżeli to prawda, potępiamy jego błędy. 
Klątwa zaś ze zniewagą wiary katolickiej wyrzeczona niech spa- 
dnie na głowę tego, kto ją wyrzekł. Ty zaś (książę) i lud twój 
w obec sądu Ducha świętego, — niewinni jesteście, jeśli wiarę 
według przepisów kościoła rzymskiego zachowujecie stale. A że 
tenże Metody umyślił obrzędy święte, sakramenty 
i mszę odprawiać w mowie słowiańskiej... to 
m y boską i naszą apostolską władzą, pod l<arą anatemy, 
zabraniamy, za wyjątkiem jeśliby prostemu ludowi wypa- 
dało dać naukę, ewangeliję lub skiad apostolski w mowie jego 
ogłosić. '''^^) 



^'') Stefan VI wstąpił na stolicę apostolska w polowie r. 885 i zapewno nie 
wiedział jeszcze o śmierci Metodego, pisząc list do Świętopełka. 

■■") List ten w Erbena Regeilach pod N. 49 oznaczbny circa an. 890 (patrz 
w Dodatku I, N. 19). Widocznie jednak, że datowany byl wcześniej, pr/.cd wy- 
sianiem (887 — 8) legatów do Świętopełka. 



List ten, z powodu jego sprzeczności z listami i postępowa- 
niem poprzednich papieży, Adryana II i Jana VIII poczytywano 
za podrobiony,^-) obecnie jednak autentyczność jego udowo- 
dnioną została znalezionym niedawno w kodeksie Muzeum Bry- 
tańskiego, innym listem papieża Stefana VI, tak zwanem c o m.- 
monitorium. Jest to instrukcya papiezka biskupowi Domi- 
nikowi, tudzież księżom Janowi i Stefanowi, legatem do „Słowian", 
wyprawionym w podróż do Świętopełka w r. 887 — 888. — W owem 
commonitorium oprócz przestrzegania zasad wiary i postów, Ste- 
fana VI stawi na uwagę misyi, że ,.msza i przenajświętsze służby 
Boże, które Metody w jeżyku słowiańskim celebrować (odpra- 
wiać) przedsięwziął, chociaż i były w swym czasie przez poprze- 
dniego papieża Jana Vni dozwolone, dalej jednak władzą apo- 
stolską pod żadnym względem dopuszczane być nie mogą i za- 
braniają się Gdyby jednak znalazł się ksiądz słowiański tak 
uczony, iżby po przeczytaniu przenajświętszej ewangelii, mógł 
ją wyjaśnić dla nauki tych, którzy po łacinie nie rozumieją, to 
się dopuszcza i dozwala." 

Nakoniec Stefan VI, zdaje się mając na uwadze Gorazda, 
w commonitorium owem wyraził życzenie, aby następca, którego 
sobie ]\Ietody, wbrew prawidłom ojców świętych, ustanowił, 
urzędu biskupiego nie sp-awował, dopóki nie stawi się przed 
papieżem i ustnie sprawy swej nie wyłoży.""") 

W obec podobnego usposobienia Stefana VI i podstępów 
Wichinga, los kościoła słowiańskiego i przyszłej cywllizacyi Sło- 
wian, zależała od Swiętop 3łka. Ale on, w tym czasie, łudząc się 
przyjaźnią podstępnego Arnulfa i nie sprzyjając obrzędom sło- 
wiańskim, pozwolił Niemcom gospodarować w kośńele moraw- 
skim według swej woli: „Rzekli więc Niemcy: pozbądźmy się 



32) Takiego zdania byli: Erben, Regesta Boh. s. 21; Gin/el, Geschichte der 
Slawenapostel, s. g; Dudik, Miihr. Gesch, I, 282—3; Diimmler, Gesch. d. Ostfrank. 
Reichs, II. Ale w tak zawanem commonitorium Stefana VI, o czem niżej powie- 
my, w punkcie XIII jest wzmianka o powołaniu się papieża na list poprz-dni: ,.si- 
cui decrevit epistela." Patrz w Dodatku I, N. 17. 

■''^) Patrz w Dodatku I, N. 17. Starine ks. XII, s. 220, N. 14. 



— 134 — 

Gorazda, aby w nim Metody nie ożył",'") a korzystając z powol- 
ności Świętopełka, na arcybiskupstwo morawskie Wichinga wy- 
nieśli/''') W obronie zasad Metodego stawali przed Świętopeł- 
kiem Gorazd i Klemens, przekładali mu wyznanie swe o pocho- 
dzeniu Ducha świętego niezgodne z pojmowaniem dogmatu tego 
przez Niemców; głównie jednak Niemcom chodziło o utrzymanie 
władzy i łacińskiego języka w liturgii. A gdy księża słowiańscy 
na to zgodzić się nie chcieli, Świętopełk, dogadzając Niemcom, 
postanowił, że ,.kto się będzie sprzeciwiał nauce duchowieństwa 
niemieckiego, ten pozbawiony zostanie opieki prawa." "^) Niemcy 
rozpoczęli prześladowanie księży słowiańskich, których do 200 
liczono, wzięli ich, bili, młodszych sprzedawali żydom,^'') a nau- 
czycieli: Gorazda, Klemensa, Laurentego, Nauma, Angelara i wielu 
innych, w kajdany okutych do wnęzienia wtrącili. ^^) Wszystko 
to działo się podczas nieobecności Świętopełka, z czego korzy- 
stając Niemcy, rozkazali żołnierzom grubianom, ,.ponieważ ci 
także byli Niemcy, z natury swej skłonni do zwierzęcości," — 
wygnać księży słowiańskich za granicę kraju. ■^") Obdarci, gło- 
dni, ścigani przez wrogów księża słowiańscy, dla uniknienia prze- 
śladowania, zmuszeni rozłączyć się z sobą, dążyli manowcami, 
dokąd oczy prowadziły. Klemens z Naumem i Angelarem, prze- 
prawiwszy się przez Dunaj pod Biełgradem, dostali się do Bółga- 
ryi, gdzie przez cara Borysa z szacunkiem przyjęci, przyłożyli 
się do rozpowszechnienia chrześciaństwa i pisma słowiańskiego. 
Klemens zbudował sławny klasztor w Ochrydzie, potem został 
pierwszym bółgarskim biskupem z rezydencyą w WieUcy/") w po- 
łudniowej części Macedonii, w krainie Drago wiczów, pogrzebiony 



31) Legenda Bólgarska, Vita s. Clementis, cap. 7, 

»5) Ibidem. 

'^) Rzekł książę: jeżeli komukolwiek udowodniono będzie, że wierzy nie 
według nauki Franków (Niemców), takowy ma być im wydany, a oni mogą uczynić 

z nim, co zechcą. Vita s. Clementis^ c. 7. 

•''") Ibidem cap 11. 

'*) Ibid. cap. 12. 

■""'J Ibid. cap, 13. 

■»0) Ibid. 14, 15, 16, 20, 23. 



— 135 — 

w Ochrydzie. Naum, wierny towarzysz Klemensa i pisarz du- 
chowny nauczał w Diowalu,*^) tamże pogrzebiony. Gorazd, Sabba 
i Luarenty, udawszy sie inna drogą do Macedonii, również zano- 
sili tam oświatę, wylęgłą na ziemi Morawskiej, Z nich Gorazd, 
mianowany arcybiskupem, wielce przyczynił się do rozszerzenia 
kościoła słowiańskiego w Bólgaryi, i obsadzenia miejsc ducho- 
wnych rodowitymi Słowianami zamiast Greków. Zwłoki jego spo- 
czywają w klasztorze przy mieście Berat w Albanii.''-) — Cóż 
się stało z resztą księży słowiańskich, których w Morawii do 
200 liczono? — Dzieje o nich milczą. Tylko domyślać się może- 
my, że z nich jedni przed zaciętością hierarchii niemieckiej, pod 
zarządem Wichinga, skrywać się musieli, inni uciekali za granicę, 
roznosząc do braci Słowian naukę i pismo słowiańskie. Niemcy 
pragnęli zarodek kościoła słowiańskiego w Morawii, jak pszczoły 
w ulu zniszczyć, a tymczasem wygnanie z Morawii uczniów Me- 
todego przyspieszyło rozszerzenie tego kościoła na ogromnej 
przestrzeni Słowiańszczyzny. Dziwne, zaiste, losy. Wiching do- 
bijał się, aby zostać arcybiskupem morawskim, omylił się je- 
dnak, albowiem biskupi salcburgski i passawski nie dla tego do- 
bijali się usunięcia Metodego i nauki jego, aby nową dyecezyę 
stworzyć, lecz jedynie w celu przyłączenia ziem morawskich do 
własnych dyecezyj. 

4. Arnulf w zgodzie ze Świętopełkiem. Wyprawa Arnulfa przeciw Obo- 
drytom r. 889. Zjazd w Omuntesburgu r. 890. Arnulf wzywa na pomoc 
Węgrów, — wojuje ze Świętopełkiem r. 892 — 894. Wiching ucieka z Mo- 
rawii r. 893. Zgon Świętopełka. 

W tym czasie, kiedy Metody zstąpił do grobu, państwo Mo- 
rawskie doszło do najwyższego stopnia potęgi, z którą sąsiadom 
liczyć się wypadało. Pojmując to, książę Karyntyi Arnulf, wnet 
po zawarciu umowy w Konigstedten, szukał przyjaźni Swięto- 



*') Legenda Macedońska. Żywot ś. Nauma. — Diówal, lub Diowia w ból- 
garskiej części Macedonii na połndnie od jeziora Ochrydskiego. 
•»2) Dudik, Miihr. Gesch. I, 284. 



— 136 — 

pelka, w nad/it^i z jfgo pomocą stracić z tronu stryja swego 
Karola Otyłego i samemu cesarzem zostać. Świetopełlc także 
okazał się powolnym dla Arnulfa, pozwolił Wichingowi zająć 
mir-jsce arcybiskupa morawskiego, gnębić obrządek słowiański, 
a w jakim celu wszystko to czynił, — z dziejów nie dostrzegamy. 
Wszakże dwaj tacy przebiegli, podstępni, nie pogardzający ża- 
dnemi środkami dla dopięcia zamiaru władzcy, bezwątpienia, dar- 
mo niczego zrobić nie myśleli. Zwróćmy uwagę na wypadki. 

W r. 887, Arnulf, powstawszy przeciw choremu i do rzą- 
dów niezdatnemu Karolowi Otyłemu, ruszył z wojskiem Nory- 
ków i Słowian^'') na Tribur (Trir), gdzie się cesarz znajdywał, 
strącił go z tronu i już w początku r. 888 przyznany będąc kró- 
lem niemieckim, łiołd stanów w Regensburgu odbierał. Zkądże 
się wzięło u niego wojsko słowiańskie? Według zdania liistory- 
ków, Arnulf za okazaną mu pomoc ustąpił Świętopełkowi Cze- 
cliy, na które Niemcy od dawna rościli sobie prawo.^^) Przeciw 
podobnemu zdaniu powstawał Szafarzyk, twierdząc, że już od 
r. 871 Czecłiy stały pod rozkazami Świętopełka i że Arnulf nie 
mógł mu ustąpić tego, czego sam nie posiadał.^^) Nowsi histo- 
rycy usiłują pogodzić nieporozumienie w ten sposób, że Arnulf 
zrzekł się na korzyść Świętopełka daniny, którą na Czechów Ka- 
rol W. nałożył, i że z ustąpieniem rocznego trybutu 500 marek 
srebra i 120 tucznych wołów, Arnulf zrzekł się razem na korzyść 
Świętopełka władzy najwyższej w Czechach,'*'') spodziewając się 



1 



43) Annal. Fuld. an. 887. 

**•) Zwyczajnie historycy powołują się na Regino, który zapisał: Anno 890 
Arnulfus rex concessit Zuentibaldo, Marohensium Sclavoruni regi, ducatum Beliemen- 
sium, qui haclenus principem suae cognationis ac gentis super se liabuerunt, Fran- 
corum regibus fidelitatem premissam. — Za Niemcami poszedł p. Grot, upewnia- 
jąc, że „Arnulf otrzyma! od Świętopellta pomoc za u-stąpienie mu najwyższej władzy 
w Czecliacli. MopaBJa 11 Majbflpu, l88j, s. 136. 

■•■') Szczegółowe objaśnienie poglądu na tę sprawę po-lał Szafarzyk w Star. 
Słów. ^' 39, 8, str. 452. 

4'*j Dudik, Mahr, Gesch. I, 291. Najdokładniej sprawę tę ro/,patrzywszy 
Ilermanegild Ireczek, zgadza się z wiadomością, zapisaną przez Kegino pod r. 890, 
i objaśnienie swe wypowiada w te słowa: „rokem 890 końce se prvni doba pomeru 



— 137 — 

za to zyskać powolnoś-^ jego w zajściach Niemców z Normanami 
i Obodr3^tami. Sprawy ówczesne Europy środkowej tak się po- 
krzyżowany, że obrót polityki zależał od tego, co powiedzą Ar- 
nulf i Świętopełk. Musieli więc, pomimo głębokiej nienawiści 
udawać przyjaciół i dla rozstrzygnienia spraw ważniejszych po- 
rozumiewać się między sobą. Dla uregulowania spraw państwa 
Niemieckiego Arnulf naznaczył zjazd w Forhejmie, dokąd przy- 
byli posłowie słowiańscy, prawdopodobnie od Świętopełka. Na 
tym zjeździe umówioną została wyprawa przeciw Obodrytom/') 
dla zamaskowania zamiarów Arnulfa, — utwierdzić powagę swą 
w Saksonii z pomocą zorganizowanej w niej siły zbrojnej. Wy- 
prawa z ogromnemi siłami skończyła się niepomyślnie.^®) Ar- 
nulf, mając potężne siły, nie próbował uż)^cia ich przeciw Obo- 
dr3'tom, a przeciwnie, pozwolił wojsku rozejść się, sam zaś spie- 
sznie do Frankfurtu zdążył (r. 889),'^^) bo właśnie w tym czasie 
knuł przeciw Świętopełkowi zmowę z Bólgarami,-^*') Braczysła- 
wem, księciem między Sawą i Drawą,-'' ') wreszcie ze zbliżającymi 
sie ze wscliodu Weo^rami. 



Cech k risi franske. Slovanske pravo. 1863, I, s. 232." Ale o ustąpieniu Czech 
w r. 890 mógł pisać tylko c/.lowiek, mało obznajomiony z ówczesnemi sprawami, 
jakim byl Regino. Uspienski. IlepBŁlil C.iaBflllCKia Moiiapxiii, s. 84. przypisek 4. 

*') An. 88g. Exeunte mensę Majo rex (Arnulfi apud villam, quae dicitur 
Forahhejm generałem conventum habuit. Advenientibus etiam ibidem undiąue na- 
tionum legatis, Nortmannorum scilicet ab Aąuilone, Sclavanorum, pacifica optentes; 
quos rex audivit et sine mora absolvit. Inde itaque edictum est in exercitum ire ab 
Obodritos, sed antę placitum curte regia habere cimi Francis regi complacuit. Per- 
ventum est igitur, sicut antea dispositum erat, ab Obodritos cum maximo exer- 
citu. Sed tamen ibi parumper rebus prospere gestis rex, data exercitui licentia, ad 
Francofurt celeri festinatione reversus est. Annal. Fuld. an. 889. 

*^) Magna contra Abodritos expedicio ab eo, sed parvo effectu mota est He- 
riman. Auginensis, an. 889. Pertz. M. G. Vir, 110. 

^"j Porów, cytatę 47. 

*") Że od umowy w Tuln r. 864 królowie niemieccy ciągle mieli na uwa- 
dze Bólgarów przeciw Jlorawianom podburzać, wskazuje to poselstwo r. 892, patrz 
niżej przypisek 60. 

5') Według nieldórych dziejopisów, byl on synem Kociela i już wcześniej 
])oddał s:c Karolowi Otyłemu An. Fuld. an. 884, AVladat krajem od r. Kulpy do 
Karyntyi. 



Świętopełk w tym czasie doszedł już do ogromnego znacze- 
nia i wpływu na stosunki polityczne Niemiec. Po całej granicy 
z Obodrytami, Serbami nadlabskimi i Czechami trwał pokój 
z Niemcami, nie ważącymi się niczego przedsiębrać, coby mogło 
nie zadowolnić Świętopełka. Sam papież Stefan VI udał się do 
niego w r. 890 z proźbą, aby pobudził Arnulfa pospieszyć do 
Italii z pomocą przeciw niedobrym clirześcianom i zagrażającym 
poganom.-''-) Był to ważny powód do porozumienia się Święto- 
pełka z Arnulfem, a oprócz tego zbliżenie się Węgrów do gra- 
nic słowiańskich, podnosiło nowe pytanie w polityce o przy- 
szłych z nim stosunkach. Bądź co bądź, dwaj przeciwnicy, na 
pozór przyjaciele, zjechali się w Omuntesburgu nad Dunajem, 
w marce Wschodniej (r. 890). Szczegółów tego zjazdu nie zna- 
my, ale że międzynarodowe sprawy na tym zjeździe nie były 
jeszcze załatwione, wskazuje to wysłanie przez Arnulfa już w r. 891 
poselstwa do Świętopełka,-''^) dla porozumienia się względem spraw 
bieżących, pomiędzy któremi najdraźliwszą była sprawa Braczy- 
slawa, pod zwierzchnictwem cesarza zostającego. Przebiegły Ar- 
nulf łudził Świętopełka układami, a tymczasem, zwróciwszy wszyst- 
kie siły "swe na Normanów, zadał im straszną klęskę przy Ló- 
wen, nad r. Dyle 891 r., poczem mógł już swobodnie knuć zmowę 
przeciw Świętopełkowi, którego wezwał do marki Wschodniej dla 
porozumienia się. Świętopełk obiecywał przybyć do Arnulfa, 
lecz gdy obietnicy nie spełnił, Niemcy policzyli to za nadzwy- 
czajną zuchwałość ■^^) i o zemście myśleć poczęli (892). Arnulf, 
mając na zawołanie gotowego sprzymierzeńca w księciu Braczy- 
sławie, wszedł w układy z Węgrami, którzy wsławiwszy się w nie- 
dawno przedtem zaszłej wojnie ich z Bółgarami, zyskali szeroki 



^2) Erben. Regesta N. 48. 

•^•■') Rex legatos suos pro renovanda pace ad Morawos transmissit. Annal. 
Fuld. a. 891. 

■''') An. 892. Rex Ulmae . . , natalem Domini celebravit. Inde orientem pro- 
ficiscilur sperans ibi Zuentibaldum ducem obviam habere, scd ille morę solito ad 
regem venire renuit, fidem et omnia antea promissa mentibus est. Annal. Fuld. 
an. 892. 



— 139 — 

rozgłos w Europie, tak że odtąd już latopiscy o nich wzmianko- 
wać poczęli.'*'^) Węgry, według mniemania Arnulfa, mogli mu 
ważn^ pomoc przeciw Morawianom okazać, a co z tego mogło 
później wyniknąć, Arnulf mimo swej przebiegłości nie przewi- 
dział. •^«) 

Plan wojny ze Świętopełkiem Arnulf przygotował zawczasu, 
bo cłiociaż wojna wypowiedzianą została w r. 892, a jednak już 
w Lipcu roku tego trzy armie z różnych stron uderzyły na Mo- 
rawie, co w owym czasie, przy niedostatku dróg- bitych i bez na- 
leżytej organizacyi wojennej, niemożebnem było wykonać nie- 
zwłocznie, tem bardziej, że przeciw takiemu, jak Świętopełk zna- 
komitemu wojownikowi, wypadało prowadzić wojsko liczne i do- 
brze wyćwiczone. Arnulf to wszystko przewidział i wtedy, gdy 
jeszcze udawał przyjaciela Świętopełka, opasał go kołem nieprzy- 
jaciół. Sam on prowadził od granic Bawaryi ponad Dunajem 
Franków, Alemannów i Bawarów; jednocześnie Braczysław dzia- 
łał z południa, a Węgry zagrozili ze Wschodu. Dla przeszkodzenia 
zaś Czechom połączyć się ze Świętopełkiem, Arnulf polecił bie- 
głemu w sztuce wojennej biskupowi wircburgskiemu Arntowi 
wkroczyć z północy do Czech. Ze wszystkich stron napadnięty 
Świętopełk, przedsięwziął taki sposób prowadzenia wojny, jakiego 
właśnie Arnulf nie życzył sobie. Zamiast wystąpienia w otwarte 
pole, Świętopełk z siłami swemi zamknął się w grodach waro- 
wnych, zostawiając nieprzyjaciołom kraj cały otworem. Cztery 
tygodnie wojska nieprzyjacielskie łupieżyły ziemie morawskie, 
a że to było w roku nieurodzajnym, doczekały się głodu i bez 
krwi rozlewu do odwrotu zmuszone zostały.'''^ Biskup Arnt po- 
ciągnął z Czech do Serbska, w okolice Miszna, lecz niedaleko 



55) Annal. Fuld. an. 892. 

&«) Arnulfus interea . . . Hungariorum gentem in auxilium convocat, mówi 
Widukind, lib. I, cap. 13, a potem dodaje: Imperante autem Arnulfo destructum est 
opus et via eis (Węgrom) nucendi jjatefacta, eo quod iratus est imperator Centu- 
pulcho regi Maroorum. Lib. I, cap. 19. 

5") Annal. Fuld, an. 892; Regino an, 890—892. Palacki. Dejny I, 165, 



— 140 — 

r. Kamienicy zamordowanym został, ''^j jak mniemano wówczas 
przez zdradę markgrafa Poppo.''") 

Niezadowolony takim rezultatem wojny, Arnulf postanowił 
wznowić ją, a dla pewniejszego zwalczenia przeciwnika, wypra- 
wki! do Bółgarów poselstwo, domagając się, chociaż bezskutecznie, 
odnowienia przymierza zawartego w Tuln jeszcze w r. 864, aby 
przeciąć dowóz z ich kraju do Morawii soli. 

Posłowie Arnulfa, zmuszeni będąc obchodzić kraje Święto- 
pełka, aby nie wpaść w jego ręce, podróż do Bółgaryi odbywali 
po rzece Sawie, przez kraje, należące do księcia Braczysława.*"^) 
Sam zaś Arnulf wkroczywszy do Morawii, wpadł w zasadzkę, 
przez Świętopełka uczynioną i ledwo z wielką trudnością do Ba- 
waryi się wycofał.*") Jedno tylko, co mu się w tej wyprawie 
udało, to wyswobodzenie Węgrów, otoczonych przez Morawia- 
nów.''-j Jeśli przyjąć na uwagę oddalenie dążących z Bawaryi do 
Morawii sił Arnulfa od nadciągających ze wschodu Węgrów, 
to niepojętem się staje, jakimby sposobem Arnulf mógł wyswo- 
bodzić Węgrów? Czy nie wypada przypuścić, że poselstwo nie- 
mieckie pobudziło Bółgarów podać pomoc Węgrom? Dzieje o tern 
milczą, a jednak podobny wypadek możebnym się zdaje.**-^) 

Pomyślny dla Świętopełka bieg wypadków wojny jednał 
mu stronników w obozie Arnulfa. Graf Engelszalk, ścigany przez 



^^) Thietmar. Chroń. lib. I,' cap. 3. 

'*") Annal. Alamanici. 892. Regino an. 892. Boppo dux Thuringorum digiii- 
tatibus exspoliatur. Annal. P"uld. a. 892; Poppo dux Thuringorum honoribus pri- 
vatus est. 

*") Annal. Fuld. a. 892. Ne salem Moravanis vendant. Porów, wyżej, 
przypiselj II. 

^') Annal. Fuld. a. 893. Arrepto itaquc rcx itinere, iterum regnum Zuenti- 
baldi ducis ingreditur cum exercitu, maxima parte illius regni expoliata, propter 
insidias positas magna cum difficultate itineris in Bavariam ad regiam curtem 
Otingen reversus est. 

®-) Annal. Sangal. maj a 893. Arnulfus contra Moravcnses pergebat et Aga- 
renos (Madjarów), ubi reclusi erant, dimisit. 

**'') Porów. Sasinek. Dejiny drievnych narodov na uzemi tevajsicho Uhor-slo. 
1878. 17=;-176. 



— 141 — 

Arnulfa za uwiedzenie naturalnej córki jego, uciekł do Morawia- 
nów, lecz później przewrócony do laski cesarskiej, gruLijańskimi 
postępkami tak oburzył Bawarów^ że ci go oślepili. Brat jego 
Wilhelm, obawiając się o życie swe, wszedł w stosunki ze Świę- 
topełkiem, za co stracony został. Ale z jakiego powodu brat 
Willielma, graf karyntyjski Rudpert, szukający przytułku u Świę- 
topełka, z jego rozkazu zamordowanym został ze wszystkimi swy- 
mi towarzyszami ?*'^) Oczyw^•ście w tym razie Świętopełk karał 
zdradę, praw^dopodobnie za wiadomością Wicliinga, a być może 
i przy uczestnictwie jego prowadzoną. Jako wierny przyjaciel 
Arnulfa, Wicfiing knul w tymże czasie jakieś przeciw Święto- 
pełkowi zamacliy, lecz skoro wpadł w podejrzenie u księcia, wnet 
spieszną ucieczką do Arnulfa ratował się od zemsty Świętopeł- 
ka.^-^) Wynagradzając wierność Wicliinga, Arnulf mianował go 
kanclerzem państwa Niemieckiego {Scy^.*^'') Teraz dopiero mógł 
Świętopełk przekonać się, jakicli miał przyjaciół w Arnulfie, W'i- 
chingu i innych w Morawii Niemcach, którzy go przeciw Meto- 
demu i obrzędom słowiańskim podburzali. 

Znudzony niepowodzenim w walce ze Świętopełkiem, Ar- 
nulf w jesieni r. 893 udał się do Regensburga, zimę całą w Ba- 
waryi przepędził, a w Styczniu r. 894 doczekał się pośrednictwa 



^^) Annal. Fuld. ;.u. 893. I-"rater quoque ejus (Wilhelmi) cum Maravanis 
exul delitescens, insidioso consilio ducis cum aliis quam plurimis interfectus est 

^^) Zamordowanie Rudperta z towarzyszami, z rozlcazu SwiętopelK-a, histo- 
ryk morawski Dudik stara się objaśnić różnemi kombinacyami ze stosunków Arnulfa 
do Świętopełka. (Mahr. Gesch. T, 304). Nie tajno mu, że ,,AVicliingus in ducis 
suspicionem veniens, fortasse propter bellum contra Francos susceptum, ab eo... ad 
Arnulfum transfugit." (Wattenbach Beitragen), dopuszcza nawet, że podejrzenie Swię- 
tojjelka względem wspólnictwa z Rudpertem Wicliinga pobudziło go do ucieczki, 
lecz związać te dwa fakty w jedno waha się. Mahr. Gesch. I, 306. Mnie się 
zdaje, że ten, kto się nie wzdrygat doręczyć księciu Świętopełkowi od papieża listy 
podrobione, łgać, oszukiwać i mienić się przyjacielem Świętopełka, a tymc^isem być 
powiernikiem Arnulfa, gotów był na wszelkie machinacye, a zatem wzmiankę lato- 
pisa o spiesznej ucieczce do Arnulfa Wichinga ,.in ducis suspicionem veniens for- 
tasse propter bellum contra Francos susceptum", wypada posiawić w związku z za- 
mordowaniem Rudperta. 

•"*) NajpierwszY dokument przez Wichinga, jako kanclerza, podpisany, nosi 
datę 2 Seplembra r. S93. .Monum. Boica. XI, p. 436. Dudik I, 305—306, 



papieża Formoza w celu zawieszenia wojny przez wojujące stro- 
ny,"") aby tem ułatwić Arnulfowi możność pospieszenia z pomocą 
papieżowi. Arnulf, nie będąc w stanie opuścić Bawaryi, posiał 
syna swego Zwentibalda do Italii, a sam zdążył do Alzacyi 
i w Wormsie zasiadał na sejmie, w Czerwcu r, 894. Ostatnią 
połowę roku 894 Arnulf przesiadywał w Bawaryi i tam doszła do 
niego wiadomość, że Icsiążę Świętopełk w jesieni (Wrześniu) 
roku 894 życie skończył. Kiedy mianowicie i jak się skoń- 
czyła wojna INIorawianów z Arnulfem, wiadomości nie posiada- 
my. Niemcy ani jednem zwycięztwem nie pochwalili się, a w ro- 
cznikach fuldeńskieh. pod r. 894 zapisano krótko: ,,pokój pomię- 
dzy Bawarami a Morawianami zawarty został w jesieni." ^^) 

Zapisując śmierć Świętopełka współcześni mu kronikarze, 
wyrażali rozmaite o nim zdania. Jedni w złośliwych wyrazach 
miotali na niego potwarze najdziwaczniejsze.*''^) Inni nazywali go 
mężem nadzwyczajnego rozumu i przebiegłości.'*^) W oddalonym 
nawet Byzancie wspominano, że Świętopełk był mężnym i swym 
sąsiadom strasznym.'^) Rzeczywiście, 24-letnie rządy dowiodły 
niepospolite w nim zdolności wojenne, energię, wytrwałość. Gdy 
jednak wspomnimy stosunek jego do ś. Metodego i kościoła sło- 
wiańskiego, pomimo woli staje nam przed oczami biograf ś. Kle- 
mensa, wyrzucający Świętopełkowi jego grubijaństwo, dzikość 
postępowania z księżmi słowiańskimi, wreszcie zupełne oddanie 
się pochlebiającym mu Niemcom.*-) Staje więc przed potomno- 



6') Annal. Fuld. an. 894. 

^^) Annal. Fuld. an. 894. pax tempore auctumni inter Boioarios et Morawos 
compacta est. 

®8) Annal. Fuld. an. 894. Zuentibaldus, dux AIoravorum et vagina totius 
perfidie cum omnes regiones sibi affines, dolo et astutia perturbando hunianum san- 
guinem «itiens, circumiret ultimum hortando suos, ne pacis amatores, sed potius 
inimicł domcsticis persisterent diem ultimum clausit in feliciter, — tamże: immani- 
tur ac cruenter morę łupi mactat, igne et fero maximam partem devastat, . . 

'•'j Regino an 894. Zuentibolh rex Marahensium . . . vir inter suos prudcn- 
tissimus et ingenio calidissimus. 

•') Conatanlin Porphirogenftus. Dc Adininislrando, cap. 41. 

'-) Vita s, Clementis. Legenda Bulgarica, cap. 5, 10. 



— u^ — 

ścia Świętopełk jako bohater, obrońca niepodległości narodowej, 
pierwszy monarcha, dążący do zebrania plemion słowiańskich 
w jedno państwo chrześciańskie, zorganizowane na wzór monar- 
chii Franków. IMiał on za sobą wszelkie przymioty wielkiego 
wodza i monarchy, nie dostawało tylko zamiłowania własnej na- 
rodowości. 

§ 41. 

Upadek państwa Morawskiego (894 — 907). 

I. Synowie Świętopełka. Pokój z Niemcami r. 894. Najazd Węgrów 
r. 894. Oderwanie się Czechów r. 895. Zwada pomiędzy Moimirem II 
a Świętopełkiem młodszym. Odpadnięcie Słowian nadłabskich. Intrygi 
Arnulfa. Najazd Niemców i Czechów na Morawy r. 897—899. Węgry 
w Pannonii r. 900. Pokój z Niemcami w Regensburgu r. 901. 

Świętopełk, za życia jeszcze, podzielił kraj swój pomiędzy 
trzech synów, z których pierworodny Moimir II miał być wiel- 
kim księciem, a dwaj inni, Świętopełk i trzeci niewiadomego 
imienia,') mieli pod zwierzchnictwem Moimira zostawać. Bracia, 
po śmierci ojca, w jesieni (we Wrześniu) przypadłej, prawdopo- 
dobnie musieli dokończyć układy o pokój z cesarzem Arnulfem, 
bo tejże jesieni r. 894 pokój zawarty został. Warunków pokoju 
nie dochowały nam dzieje, ale czyż można wątpić, aby Arnulf 
nie skorzystał z dogodnych dla niego okoliczności? Władza ksią- 
żęca, podzielona między trzech braci, bezwątpienia osłabła, nad- 
zwyczajnej energii i wytrwałości Świętopełka nie stało, a tym- 
czasem na horyzoncie politycznym straszne chmury zawisły. 
W jesieni r. 894 Węgry, przeprawiwszy się przez Dunaj, całą 



') Konstanty Purpurorodny, w dziele De Administrando imperii, cap. 41, 
wzmiankuje o trzech synach, nie nazwawszy ich po imieniu. W kronikach nie- 
mieckich wzmiankują się tylko dwaj synowie Świętopełka: Moimir i Świętopełk. 
(Annales Fuld. an. 898). Trzeci syn, według Dubraviusa, pisarza XVIII w., zwał 
się Światobój a według dawniejszego, anonimnego żywociarza króla Belli, — Subor. 
W przeszłym wieku Dobner (Annales, III, 305), zważając, że w kronice Dandolo, 
książę len nazwany „dux Gotfridus", mniemał, że to jest tlómaczeniem imienia Świa- 
tobój. Dudik, Mahr. Gesch. I, 319 — 320. 



— 144 — 

Pannoniję okropnie zniszczyli, i to mogło być powodem do przy- 
spieszenia zawarcia miedzy Bawarami a Morawianami pokoju.-) 
Żelazna woką Świętopełka ulr/ymywany związek ludów słowiań- 
skich rozwolnił sie. Synowie księcia czeskiego Borzy woja (-J- 894),-') 
Spitygniew i Wratysław, nie życząc być w związku z synami 
Świętopełka i podszczuwani przez Niemców do oderwania sie od 
Wielkiej Morawii, udali sie z panami swymi do Regensburga na 
sejm i dobrowolnie oddali się pod zwierzclmictwo rzeszy nie- 
mieckiej r. 895.'*) Tymczasem synowie Świętopełlca, nie bacząc 
na zaleconą im przez ojca konieczność clironienia się od niezgody 
pomiędzy sobą, ledwo rok jeden zostawali w zgodzie, poczem 
wszczęła się między- nimi zwada, nareszcie wojna domowa.'') Z ja- 
kiegoby powodu kłótnia między braćmi zaszła, dzieje milczą. Zwa- 
żając jednak, że w wojnie domowej występują tylko dwaj bracia 
]Moimir II i Świętopełk młodszy, a o trzecim bracie nigdzie ani 



") Avari qui dicuntur Ungaii, in his tempoiibiis ultra Danubium peragran- 
tes... totam Pannoniam usque ad inteineclionem deleveiunt Pax tempore auctumni 
inter Baioarios et Morawos compacta est. Annal. Fuld. an. 89 j. 

*) Kozma chrzest Borzywoja oznaczył r. 894, co, jak wiemy, 1 rzypadlo 
wcześniej. Szafarzyk, zważając, że jak wtedy, tak i później królowie i książęta 
zwyczajnie, przed zbliżeniem się śmierci, powtórnie chrzest przyjmywali, jak na przy- 
kład Spitygniew r. 921, przyszedł do przekonania, że Kozma zamiast roku śmierci 
Borzywoja, mylnie rok chrztu jego w Morawii oznaczył. W r. 8(5 Rorzywoj już 
nie żył. Star. Slow, § 39, 8, s. 453. 

■*) Annales Fulden. an. 895. Omnes duces Boem.aniorum . . . ad regem ve- 
nientes . . . per manus, prout mos est. regiae potestati reconciliatos se subdiderunt. 

s) Według powieści Konstantego Purpurorodnego Świętopełk, związawszy 
trzy laski, dal je pierworodnemu synowi, aby je złamał. Gdy zaś ten dokazać tego 
nie mógł, dał je drugiemu, a następnie trzeciemu. Potem rozjął trzy laski i dał ka- 
żdemu po jednej. Ci zaś złamali je natychmiast. Upominając synów tym przykładem, 
Świętopełk mówił: jeżeli trwać będziecie w jednomyślności i miłości nierozerwani, 
będziecie niezwyciężonyrrii i niezłomnymi dla nieprzyjaciół. Jeżeli zaś między wami 
znajdzie się zwada i kłótnia i podzielicie się na trzy władze, nie podlegając bratu 
starszemu, osłabicie się jeden przez drugiego i zgładzą was do szczętu sąsiedzi, nie- 
przyjaciele wasi. De Administrando, cap. 41, Jest to starożytna anegdota o królu 
leżącym na śmiertelnej pościeli i dającym synom swym pęk strzał do złamania, 
z nauką, że, jeśli pozostaną w zgodzie i jedności, żadna siła nie przemoże ich. Ce- 
sarz zastosowawszy tę anegdotę do synów Świętopełka, objaśnił, że gdy się między 
nimi wszczęła wojna domowa, przyszli Turcy (Węgry), znieśli ich do szczętu i opa- 
nowali ich kraj. De Administr. 41. 



— 145 — 

słowa, prawdopodobny jest domysł dziejopisa słowackiego, że 
kłótnia, a potem wojna pomiędzy dw-óma braćmi zaszła o spadek 
po trzecim, zmarłym bracie/') W każdym razie, wojna domowa 
otworzyła szeroką drogę do intryg w Morawii wrogom jej, a tu 
jeszcze nikczemny postępek książąt czeskicli podał sygnał do ro- 
zerwania związku ludów słow^iańskicli, z Morawią połączonycli. 
Po całej więc granicy Słowian z Niemcami od Szłezwiku aż do 
Karyntyi poczyna się rucli na korzyść Niemców. Najprzód Obo- 
dryci, przez posłów wyprawionycli z darami do Arnułfa, starałi 
się wyjednać przedłużenie rozejmu, który w r. 895 upływał, Ar- 
nulf podane warunki przyjął niezwłocznie.") Podróż jego do Rzy- 
mu, gdzie papież Formoz koronował go na cesarza w Kwietniu 
r. 896, i ciężka clioroba od trucizny, jalc utrzymywali współcze- 
śni, nie przeszkodziła mu w tymże roku zająć Pannoniję, prze- 
siadywać w Błatnie (r. 896), aby sprzymierzeńca swego Braczy- 
sława do wspólnego działania przeciw Morawianom nakłonić, 
i w tym celu poruczyć mu obronę Pannonii Niższej.^) Starając 
się odciągnąć nadłabskich Słowian od związku z IMorawdą, Arnulf 
mienił się być przyjacielem Serbów, załatwił pograniczne spory 
icłi z Niemcami, za co mu Serbowie podziękowanie i dary w Sa- 
licacli (Salz) złożyli r. 897.") 

Słowem wojna domowa w Morawii podsuwała cesarzowi 
ciągle nowe kombinacye do ujarzmienia Słowian. Najbliższym 
wykonawcą jego zamiarów nie mógł być nikt inny jak Aribo, 
graf Marki Wschodniej. Ale Aribo zostawał dawniej w przyjaciel- 



®) Sasinek. Dejiny diievnycli narodov na uzemi terajśieho Uhorska, 1878, 
str. 178. 

') An. 895. Legati Obodritorum cuite regia Salz munera secum deferentes 
ad regem pacifica optantes pervenerunt, quos rex ut audivit, sine mora postulata an- 
nuens, et abire permisit. Annal. Fuld. an. 895. 

*) Annal. Fuld. an. 896. Stipantibus vero isdem in partibus inter se con- 
flictibus, imperator Pannoniam cum urbe Paludaram tuendani Brazlavoni, duci suo, 
in id tempus commendavit. — Szczegóły w Diimmlera Geschichte d. Ostfrankischen 
Reichs, II, s. 412 — 42.'. 

") Annal. Fuld. an. 897. Regino an. 897. Szafarzyk, Star. Slow. § 43, 
str. 541. 

Tora III, T(-v 



— 146 — 

skich stosunkach z Świętopełkiem i mógł porozumieć sie z jego 
synem. Zdaje sie, że Arnult mając te właśnie okoliczności na 
względzie, wielkorząd/.two Marki Wschodniej powierzył krewne- 
mu swemu po kądzieli markgrafowi bawarskiemu Luitpoldowi, 
księciu Karyntyi, oddając pod jego zwierzchnictwo Czechy, Markę 
Wschodnią z przyległemi okolicami na porzeczu Aniży (Enns). 
Brat zaś jego, Aribo zostawał w Marce Wschodniej, jako graf 
i pomocnik I.uitpoldaJ'') Życzeniem cesarza było, aby ci dwaj 
powiernicy jego wspierali w Morawii stronnictwo Świętopełka 
młodszego przeciw Moimirowi II. Jurgieltnicy ich zapewno roz- 
poczęli robotę, ponieważ w Grudniu r. 896 Moimir, przez posel- 
stwo wyprawione do Arnulfa, bawiącego w Ottingen, domagał 
się, aby zbiegom jego cesarz nie udzielał przytułku u siebie. Ar- 
nulfowi nie podobało się podobne żądanie.") Sługi jego nie dla 
tego zasiewali intrygi, aby cesarz sam miał je niszczyć. Owszem 
obowiązkiem ich było zrobić wszystko, co tylko możebnem było 
dla wsparcia Świętopełka i poniżenia stronnictwa Moimira. Mo- 
żemy więc sobie wyobrazić, jaka to radość na dworze cesarskim 
zapanowała, gdy w Styczniu r. 897 posłowie czescy przybywszy 
do Regensburga, błagali Arnulfa, aby im pomoc przeciw Mora- 
wianom udzielił. Nie zwlekając więc Arnulf w końcu tegoż mie- 
siąca Stycznia wyprawił wojsko po brzegu północnym Dunaju 
i Rzeźny (Regen), aby, stosownie do okoliczności, uderzyło na 
Morawiję, lub Czechy zajęło.^-) Sprawy jednak cesarstwa z Bół- 
garami i Włochami zatrzymały rozpoczęcie wojny aż do końca 
roku 897. 

Uderzenie na Morawiję Niemców i Czechów wśród wojny 
domowej stronnictw Moimira i Świętopełka młodszego, mogło 



'0) A. 898. in orientalibus partibus . . . ubi Aribo terminalis comes. Erben, 
Regesta, N. 53. Fratres marchiones suos Luitpolduin et Aribonem. Hormayr, Her- 
zog Luitpold, Anmerk. s. 2. 

^') Caesar a<ivenientibtis ad eum ivIoravorum missis, qui pro pace consti- 
tuendo, ne exules eorum profngi recipereiitur, ali imiieratorc flagitabant, iit aiidivit, 
absnhit et sine mora abire pernusl. Anna!. JmiI.1. an. 8i;7. 

'-) Annal. I*'uld. an. 897. 



— ^^7 — 

dać przewagę stronnictwu niemieckiemu, na czele którego stał 
Świętopełk. Ałe tu zdarzyły się niespodziewane wypadki. Aribo, 
syn którego Izanryk dawniej już znajdywał przytułek i pomoc 
u nieboszczyka księcia Świętopełka, porozumiawszy się z możnym 
panem bawarskim grafem Erimbertem, działał tak dwuznacznie, 
że Arnulf w Sierpniu r. 8g8 usunął Aribo od urzędu, a Erim- 
berta na więzienie skazał. Izanryk zaś zemknąwszy, podniósł 
bunt. Niemcy mieczem i głownią pustoszyli Morawiję, ale stron- 
nictwo Moimira trzymało się mocno i tak Świętopełka ścisnęło, 
że ten w pewnym grodzie zamknąć się musiał, ze stronnikami 
swymi. Dopiero (w początku r. 899) wojsko Arnulfa, zdążywszy 
pod wzmiankowany gród, oswobodziło Świętopełka, gród spaliło 
i do Niemiec odprowadziło księcia. ^■^) Odtąd o Świętopełku młod- 
szym w dziejach wzmianki nie znajdujemy. 

Przytoczone wyżej wypadki wymownie świadczą, ze poło- 
żenie Moimira II, w ciągu wojny domowej i najazdu Niemców 
z Czecłiami, było dość mocne. Przypuszczenie podobne uwy- 
datni się jeszcze bardziej, przyjąwszy na uwagę, że już w r. 898 
Moimir II udawał się do papieża Jana IX, który na stolicy apo- 
stolskiej zasiadał od połowy Czerwca r. 898 do połowy Lipca 
r. 899, z proźbą o ustanowienie w Morawii Iiierarcliii ducho- 
wnej, niezależnej od biskupów niemieckich. W razie niepowo- 
dzenia Moimir nie mógłby o tem myślić, a tem bardziej przyjąć 
trzech dygnitarzy duchownych, przez Jana IX wysłanych.^^) 

Tymczasem Arnulf oburzony postępkiem Izanryka i nie do- 
wierzając swoim grafom, choć już chory mocno, osobiście po Du- 
naju wyprawił się z wojskiem, dla ukarania Izanryka. Obiegł 
on buntownika w twierdzy Mautern, którą po uporczywej walce 
zdobył i samego Izanryka z całą jego rodziną w niewolę ujął. 
Lecz w drodze do Regensburga, Izanrylc zemknął, a dostawszy 
się do Moimira z pomocą jego znowu udział swój, mianowicie 



'■'') Annal. Fuld. an. 899. 
") Szczegóły niżej str. 150. 

10* 



— 148 — 

część Marki Wschodniej, odzyskał. ^'^) Niepowodzenie w walce 
z Moimirem, a przytem spraw}' włoskie mocno jątrzyły chorego 
Arnulfa. Umyślił on po raz drugi za narzędzie polityki swój 
użyć Węgrów, którzy na jego wezwanie, w Sierpniu r. 899 z nad 
Dunaju pociągnęli po nad Sawą do Włoch, a rozbiwszy na gło- 
wę króla włoskiego Berengera nad r. Brentą, łupieżyli Lombar- 
dyję. W tymże czasie wojska bawarskie do Morawii wkro- 
czyły, gdzie połączywszy się z Czechami, trzy tygodnie kraj nisz- 
czyły. ^''O 

Sprawy międzynarodowe wikłały się nadzwyczaj. Do wojny 
Arnulfa z Moimirem II, przymięszało się oburzenie biskupów ba- 
warskich nietylko przeciw Moimirowi, ale nawet przeciw samemu 
papieżowi za oderwanie z pod ich zarządu ziem morawskich.'') 
Węgry łupieżyli w dolinie r. Padu, a toczony za życia straszli- 
wem robactwem Arnulf skonał 8 Grudnia r. 899. Na wieść o tern, 
Węgry, przypomniawszy sobie nieotrzymanie od Arnulfa obie- 
canych im darów, '^) opuścili Włochy (r. 900) i po tej samej dro- 
dze, po której przyszli do Włoch, powrócili do Pannonii,'*^) zkąd 
wyprawili poselstwo do Bawarów, niby dla traktowania o pokój, 
a w gruncie rzeczy dla poznania kraju, -^) który złupieżyć zamie- 
rzali. Następca Arnulfa Ludwik Dziecię nie zadowolnił żądania 
Węgrów, a ci, nie zwlekając, nagłym napadem przebiegłszy Markę 
Wschodnią, przeprawili się przez r. Aniżę (Enns) i najpiękniejszą 
część Bawaryi (Traungau) okropnie zniszczyli; poczem spiesznie 
do swych stanowisk w Pannonii powrócili.-') Inny zagon Wę- 



'•^) Annal, Fuld. an. 899. 

16) Szafarzyk, Star. Slow. § 39, s. 453. 

1*) Szczegóły niżej s 151 i dalej. 

'**) Quod UiiKaris, ut in Italiam transirent, pecuniam dedissent. Boczek. Co- 
dex, I, N. 62. 

>^) Annal Fuld. an. 900. Ipsi namque eadem via qua intraverunt, Panno- 
niam ex mafime porte devastantes, regressi sunt. 

-'>) Annal. Fuld. an. 900. Missios illorum sub dolo ad Baioaiios pacem 
optendo, regionem illam ad explorandam transmiserunt. 

-') Annal. 1'uld. an. 900. Un^'ari . . . ledienint, undc vencrunl ad suam in 
Pannoniam. 



— 149 — - 

grów, plądrując, w t^mże czasie, na prawem porzeczu Dunaju, 
roztrącony przez markgrafa Luitpolda, stracił 1200 ludzi, którzy 
w Dunaju utonęli.'-'-) Pierwsze to, wypadkowe zwycieztwo nad 
Węgrami, przepełniło Niemców radością i dodało im energii do 
spiesznego zbudowania nad r. Enns pogranicznej warowni Enns- 
burga, w pobliżu starożytnego Lauriakum.'--^) 

Najazdy Węgrów opamiętały nakoniec Niemców i umiar- 
kowały zapalczywość ich przeciw Morawianom. Wojna pomię- 
dzy tymi narodami sama się przez się przerwała. Wypadało 
myślić o zawarciu przymierza i wspólnej obronie przeciw gro- 
źniejszemu nieprzyjacielowi. 

2. Papież Jan IX wznawia udzielność kościoła morawskiego. Oburzenie 
z tego powodu duchowieństwa niemieckiego r. 900. 

Siedem lat rządów Wicliinga (885 — 892), poświęconycli 
zniszczeniu wielkiego dzieła ś. Metodego* sprowadziły rozstrój 
w liierarchii kościoła morawskiego. Nauka religijna w języku 
słowiańsl<im wywrócona, a nauka w językacli łacińskim i nie- 
mieckim nie przyjmywała się, cłiociaż papież Stefan VI protego- 
wał Wicliinga i niemczyznę. Wichingowi zaś przedewszystkiem 
szło o to, aby zostać arcybiskupem morawskim, ale to sprzeci- 
wiało się zamiarom biskupów passawskiego i salcburgskiego, 
którzy nie wyrzekali się pretensyi do rozporządzania sprawami 
Icościoła na ziemiacli morawskicli. Ucieczka Wicliinga z Mora- 
wii, jak wspomnieliśmy wyżej, tudzież mianowanie go kanclerzem 
cesarza Arnulfa, nie rozwiązywały spraw- kościoła morawskiego, 
bo dopóki Wicliing nie zrzekł się katedr)'- bislcupiej, nikt inny 
zająć jej nie mógł. Dopóki więc Wicliing liczył się biskupem 
morawskim ani papież, ani ISIoimir II niczego nie przedsiębrali. 



--) Annal. Fuld. an. 900; Herimani Augiensis an. 900; Annal. Alaman. 
an. 900. 

"^) Annal. Fuld. an. 900. Urbem in littore Anesi fluminis muro obpo- 
suerunt. 



— 150 — 

A gdy po śmierci biskupa passawskiego Engilmarka 31 Grudnia 
r. 8c)8 Arnulf na te godność wyniósł Wichinga, otwierały sie mu 
widoki połączenia dyecezyi Passawskiej i Morawskiej w swych 
rekacli, co zdawało sie być zgodnem z życzeniem ducliowieństwa 
niemieckiego, aby udzielności kościoła w Morawii nie dopusz- 
czać. Lecz wyniesienie Wichinga na biskupstwo Passawskie, bez 
kanonicznego wyboru, tak mocno rozdrażniło biskupów bawar- 
skich, że na zwołanym przez arcybiskupa salcburgskiego zjeździe, 
Wiching zmuszony został złożyć godność biskupa passawskiego, 
a na to miejsce wybrany został Richar.'-*) Wiching znikł w dzie- 
jach. Teraz dopiero odkrywała się możność Moimirowi II z je- 
dnej, a papieżowi z drugiej strony przedsięwziąć kroki do obsa- 
dzenia wakujących katedr biskupich w Morawii. 

Jakim sposobem odbywało się porozujnienie księcia moraw- 
skiego ze stolicą apostolską, wiadomości nie posiadamy. Wszakże 
wiemy, że na żądanie Moimira II, papież Jan IX, w połowie r. 
8gg posłał do INIorawii trzech dygnitarzy duchownych, mianowi- 
cie: arcybiskupa Jana, biskupów Benedykta i Daniela, dla roz- 
poznania na miejscu spraw kościoła i porozumienia się z Moimi- 
rem. — Nie mając pewnych wiadomości o czynności legatów pa- 
piezkich, przez konjektury tylko przychodzimy do wniosku, że 
zadaniem ich było ustanowienie trzech sufraganii pod zarządem 
arcybiskupa. Są nawet domysły, że Jan był tym samym Janem 
z Wenecyi, który urząd posła Świętopełka w r. 874 sprawował'-'^) 
i że on zajął stolicę biskupią w Welegradzie, że Benedykt zo- 
stał biskupem w Nitrze, a Daniel w Krakowie łub Wiślicy, gdzie 
już od czasu wygnania Wyszewita chrześciaństwo kwitnęło.-") — 
Łatwo domyślić się jak mocno oburzyli się biskupi niemieccy 



-•*) Anna). Fuld. an. 899. Engilmarus Passaviensis episcopus obiit in cujus 
locum Yicliingus, Alemannus quidem, contra institutu patrum, primum Moravensis 
ab apostolico destinatus episcopus, rege concedente successit, sed non multo post 
a Deotmaro archiepiscopo ceterłsąue suffragąneis suiis, contra voluntatem regis, ca- 
nonicali iudicio abiectus est. 

•■•) Maciejowski. Pamiętniki, I, s. 100. 

-«; Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów polskich, s. 499 — 500. 



— 151 — 

na wieść o przybyciu do Morawii legatów papieżkich, z polece- 
niem ustanowienia odrębnej hierarchii duchownej w państwie 
Moimira II. Na zgromadzeniu duchowieństwa bawarskiego, pra- 
wdopodobnie w Risbach, biskup salcburgski Teotmor, z jego suf- 
fraganami, Waldo freizingeńskim, Erchenbaldem eichsztadskim,^') 
Zachariaszem sebeńskim,-^) Tuto regensburgskim i Richarem 
passawskim biskupami, 5.W imieniu całego duchowieństwa i ludu 
całego Noryku" zanieśli skargę, wyłożoną w liście pisanym w po- 
łowie r. goo do papieża Jana IX ... W liście tym biskupi uda- 
ją, iż niewierzą temu, aby święta stolica apostolska, matka ka- 
płaństwa i źródło wiary, mogła coś niezgodnego z przepisami 
i nauką kościoła postanowić, „a tymczasem przybyli, j ik sami 
twierdzą, z polecenia waszego Jan arcybiskup, Benedykt i Daniel 
biskupi, do ziemi Słowian, zwanych Morowianami podległej, ze 
wszystkiemi jej mieszkańcami, królom naszym i narodowi na- 
szemu, jak we względzie kościelnym, tak i we względzie po- 
datków świeckich, ponieważ my nawróciliśmy ich, i z poganów 
chrześcianami uczynili. Z tego powodu biskup passawski, do 
dyecezyi którego należy lud tej ziemi, od samego początku 
nawrócenia go, kiedy okoliczności wymagały, zjeżdżał tam bez 
wszelkiej przeszkody, zwoływał niejednokrotnie synody ze swego 
i miejscowego duchowieństwa i wszystko, co uczynić wypa- 
dało, mocą swej władzy wykonywał, a nikt się mu nie sprze- 
ciwiał. Margrabiowie nasi pograniczni odbywali w tej ziemi 
narady, wymierzali sprawiedliwość, pobierali podatki, niespo- 
tykając także żadnego oporu. I trwało tak długo, aż (Morawia- 
nie; porzuciwszy chrześciaństwo, i poniewierając wszelką spra- 
wiedliwość, wszczęli walkę i taki opór stawili, iż biskupowi i ka- 
znodziejom zamknęli dostęp do nich, sami zaś robili co chcieli. 
A, co najbardziej jest boleśnem i nieprawdopodobnem, ku wię- 
kszej obeldze naszej, przechwalają się jeszcze, że za pomocą zna- 



2') Biskupstwo Eichsztadskie, w północno-zachodniej stronie od Regens- 
buiga, dawniej do arcybiskupstwa Mogunckiego należało. 

-*j Biskupstwo Sebeńskie w Tyrolu, do Brixen przeniesione zostało w X wieku. 



- 152 — 

cznej summy pieniężnej wyjednali, że w biskupstwie (passawskim) 
stało sie to, o czem nigdy od stolicy apostolskiej nieslyszano 
i czego żadne kanoniczne ustawy niedopuszczaja: dopuszczona 
schizma w jednym kościele. I oto z jednego biskupstwa po- 
wstało piec, ponieważ przybyli biskupi, w imieniu waszem, usta- 
nowili w jednym i tymże biskupstwie arcybiskupa, (jeżeli oprócz 
istniejącego arcybiskupa może istnieć drugi), i trzech suffraga- 
nów, bez wiadomości arcybiskupa i zgody biskupa, w dyecezyi 
którego oni się znajdywali, Przedmiestnik wasz, stosownie do 
życzenia księcia Świętopełka, wyświęcił na biskupa Wichinga, 
lecz on nie poruczał mu starożytnej dyecezyi Passawskiej, a po- 
słał go do ludu nowonawróconego, podbitego przez wzmianko- 
wanego księcia, i przez niego z pogaństwa na wiarę chrześciań- 
ską nawróconego. A gdy legaci wasi pozwolili Słowianom wejść 
z nimi w bliższe stosunki, to ci oskarżali nas i potwarzali kłamli- 
wymi wyrazami, ponieważ nie było komu powiedzieć im pra- 
wdę, — wyrzekali, że my także z Frankami i Alemannami mieli 
zwady i kłótnie, gdy tymczasem oni są najlepszymi naszymi przy- 
jaciółmi i pomocnikami. Oskarżali jeszcze nas (Słowianie), że 
w stosunku do nich jesteśmy nieprzejednani, czego nieodrzucamy, 
lecz w tem nie nasza wina, a ich własne zepsucie, ponieważ gdy 
poczęli oni lekceważyć chrześciaństwo, przestali płacić naszym 
królom i urzędnikom podatki, za oręż chwycili i lud nasz krzy- 
wdzić poczęli, wtedy u nich wybuchnął bunt. A ponieważ 
tamci (Niemcy) zwyciężyli ich orężem i znowu uja- 
rzmili, to oczywiście, na mocy prawa wojen- 
nego, powinni byli mieć ich swymi poddanymi 
i w każdym razie czy chcą czyniechcą państwu 
naszemu podlegać muszą. W skutek tego wam wypada 
postępywać ostrożnie, przedsiębrać środki umiarkowane, aby gor- 
sza strona nie wzmagała się, a lepsza nieosłabła. Przodkowie 
najjaśniejszego monarchy naszego Ludwika, imperatowie i króle 
pochodzą z najbardziej chrześciańskiego ludu Franków, Moimi- 
rowi zaś Słowianie pochodzą z poganów nikczemnych. — Tamci 



— ^53 — 

potęga cesarską respublike Rzymską bronili, ci zaś łupieżyU ją; 
tamci świat ca}y napełnili sławą, a ci w Icryjówkacli i za murami 
grodów skrywali sie. Nadwszystko. nasz młodocianny, w niczem 
nieustepujący swym przodkom król, stosownie do udzielonej mu 
od Boga cnoty, życzy ze wszystkimi książętami państwa, być 
stałym obrońcą świętego, rzymskiego kościoła i najwyższego 
jego pasterza. Wszelkie usiłowania jego zmierzają do tego, 
aby przez powierzoną mu władzę służyć Bogu i namiestnikowi 
jego, dla tego on tak wysoko szanuje pokój i zgodę, a tuląc się 
do was, jakby do ojca, pocieclię znajduje. Co się tyczy oskar- 
żenia nas przez Słowian, jakobyśmy z Węgrami obrazili wiarę 
katolicką, zawarli z nimi przymierze, zaklinając się na psa, wilka, 
lub inne obrzydliwe przedmioty pogańskie,-*') i jakbyśmy dali im 
(Węgrom) pieniądze, ażeby na Włochy uderzyli, to kłamstwo 
wszystkiego tego wnet by się wykryło, a nasza niewinność byłaby 
stwierdzoną, jeżeliby sprawa nasza rozważoną została przed obli- 
czem wszechwiedzącego Boga i jego namiestnika apostolskiego. 
Wszakże gdy oni ciągle grozili naszym i oddalonym od nas 
chrześcianom, tudzież ciemiężyli ich prześladowaniem srogim, 
to my rzeczywiście dali im, lecz nie pieniężne podarki, a naszą 
odzież lnianą, ażeby choć cokolwiek dzikość ich zmiękczyć. I tak, 
wszystko wzmiankowane wyżej, wymyślili ci (Słowianie) ze zło- 
ści serdca swego i biskupów waszych podniecili do niesprawie- 
dliwego z nami postępowania do takiego stopnia, że w liście do 
nas posłanym, jakby od stolicy apostolskiej, winę całą na nas 
zwalili i jeszcze twierdzili, że zasłużyliśmy aby miecz boży (wy- 
klęcie) spadł na nas. Stało się z nami także to, co pewien mę- 
drzec powiedział : na sprawiedliwym cięży wina zbrodniarza. 
Tymczasem zbrodnię, którą nam przypisują, oni sami oddawna, 
. w ciągu lat wielu popełniali. Przyjęli do siebie mnóstwo Wę- 



2") Przy zawarciu umów chrześcian z poganami, zwyczajnie chrześcianie mu- 
sieli spełniać obrzędy pogańskie. Przy zawarciu przymierza imperatora Leona Ar- 
mianina z Bólgarami, Grecy musieli sie stosować do obrzędów i obyczajów pogań- 
skich. Theophan. Contin. lib. I, cap. 20, p. 31. 



— 154 — 

grów, stosownie do ich obyc/aju ogolili głowy swym chrześcia- 
nom fałszywym i nietylko póduszczali ich (Węgrów) na nas chrze- 
ścian, lecz i sami z mmi się połączyli: jednych uprowadzili w nie- 
wolę, innych pozabijali, innych głodem i pragnieniem w włęzie- 
niacłi zamęczyli, niezliczone mnóstwo pogrążyli w nędze, mężów 
szlachetnycłi i kobiet uczciwych w niewole zabrali, kościoły boże 
spalili i budowle wszystkie zburzyli, tak, że w całej Pannonii, 
najobszerniejszej prowincyi naszej, nie widać prawie żadnego ko- 
ścioła, o czem mogliby rozpowiadzieć, naznaczeni przez Was bi- 
sl<upi, jeżeliby zechcieli zeznać ile dni przepędzili w podróży 
i w jakim stanie kraj spustoszonym znaleźli. A gdy dowiedzie- 
liśmy się o wtargnięciu Węgrów do Italii, — to Bóg świadkiem, 
że chcieliśmy ze Słowianami pojednać się i obiecaliśmy przeba- 
czyć im, przez wzgląd na Boga, wszystko co złego nam i naszym 
uczynili, zwrócić im wszystko, coby się u nas mogło z ich ma- 
jątku okazać, ażebyśmy byli w bezpieczeństwie z ich strony, przy- 
najmniej dopóty, aż odbylibyśmy wyprawę do Lombardy i, w celu 
bronić posiadłości ś. Piotra i oswobodzić lud chrześciański z po- 
mocą boską. I po tylu zbrodniach mają beneficye i występują 
jeszcze fałszywymi oskarżycielami ci, którzy zawsze byli prześlado- 
wcami chrześcian. Jeżeli się znajdzie ktokolwiek na świecie, aby 
nam udowodnić postępki niesprawiedliwe, niech zjawi się, a Wy 
przekonacie się, że on się oszuka, a my z tej sprawy czyści wyj- 
dziemy. I tak my wszyscy błagamy Was nie dawać wiary niczyim 
przeciw nam podszeptom, dopóki nie zdarzy się okoliczność 
i w tej sprawie nie będzie wyprawiony Wasz poseł do nas, albo 
na odwrót od nas do Was. W ogóle żal i ból powszechny prze- 
pełniły mieszkańców Germanii i Noryku, że jedność kościoła na- 
ruszona, ponieważ jedno biskupstwo, jak powiedzieliśmy, na pięć 
rozdzielone zostało, •'"^') Jeżeli zatem oszukaństwo podstępem Sło- 

80j Dla czego biskupi, mówiąc o dyecczyi Passawskićj, milcżą o prawach 
dyecezyi Salcburgskiej na Pannoniję, o tzem prowadzili spory z papieżem Ja- 
nem VIII? Czy w r. 900 arcybiskup salcburgski odzyskał już swe prawa i kościo- 
łem w Pannonii zarządzał? — Być może! Tak myśli Wattenbach. Beitrage zur Gesch. 
d, Cłiristl. Kirche in Bohmen und Mahren. Wien, 1849, s. 32. 



- 155 — 

wian przyniosło jaka bądź szkodę, — niech to sprawiedliwość 
naprawi.*' =^^) 

List ten pod wszelkiemi względami doskonale maluje sto- 
sunki i ludzi z końca IX w. Duchowieństwo niemieckie, powodu- 
jąc się głównie korzyścią materyalną, nie może się pogodzić 
z myślą aby od biskupstwa Passawskiego odjęta została Morawia 
i z naciskiem wyrzeka, iż biskupstwo to na pięć rozdzielone zo- 
stało wbrew ustawom kanonicznym, zamilczając przytem, że już 
w r. 869 papież Jan VIII uznał odrębność morawskiego ko- 
ścioła, zarząd którego ś. Metodemu powierzył. Poczucie przewagi 
chrześciańskiej Germanii nad Słowianami, poganami, chociaż już 
byli ochrzczeni, napełnia umysł biskupów zarozumiałością, posu- 
niętą do bezczelności i kłamstwa. Według ich pojęcia lud sło- 
wiański zawsze był podległym cesarzowi i narodowi niemieckie- 
mu, pod względem duchownym i świeckim, że duchowieństwo 
i urzędnicy niemieccy rządzili w kraju słowiańskim jak chcieli, 
a Słowianie płacili podatki, dopóki djabeł ich nie opętał, lecz czy 
chcą, czy nie chcą muszą być poddanymi Niemców. — Nie tają 
się biskupi z nienawiścią do Słowian, nie uznają w nich ludzi so- 
bie równych, a tylko gorszych, niekrępują się przyzwoitością wy- 
rażeń, a pretensyje swe do zarządu duchownego w dyecezyi mo- 
rawskiej opierają na prawie oręża i wyższości Niemców, jakby 
od samego Boga przeznaczonych do panowania nad Słowianami. 
Wyrzekając się wszelkich stosunków tajnych z Węgrami, prze- 
kupstwa ich pieniędzmi aby na Włochy uderzyli, tudzież najcięż- 
szego oskarżenia, że przy zawarciu umowy zaklinali się pogań- 
skim sposobem, z obrazą wiary chrześciańskiej, jak głosili Sło- 
wianie, biskupi przyznają się jednak, że Węgrom Niemcy tylko 
odzież lnianą dawali, (co w gruncie było przekupstwem), i Bo- 
giem się świadczą że jedynie niezgoda z Morawianami przeszko- 
dziła im zdążyć na pomoc Włochom przeciw Węgrom. Kłam- 



'') Tekst u Erbena, N. 54. Dodatek, I, N. 20, cokolwiek ró/niacy się 
opuszczeniem niektórych, nie mających znaczenia szczegółów, w innych wydaniach 
pomieszczonych. « 



— 156 — 

stwo to jednak wierutne, bo w tym samym czasie kiedy Węgry 
grasowali w dolinie Padu, Bawary lupieżyli Morawie, a zatem 
nie Morawianie przeszkadzali Niemcom do Wioch z pomocą po- 
spieszyć. 

Dla usprawiedliwienia siebie biskupi zarzucali Słowianom, 
że sie sami przyjaźnili z Węgrami, siedlili ich u siebie i głowy 
na wzór Węgrów golili. — Są to wiadomości prawdopodobne, 
dające sie łatwo wytlómaszyć ówczesnym stanem politycznym 
państwa Morawskiego. Przyciśnieni ze wszech stron i przez 
Czechów zdradzeni, Morawianie musieli szukać zbliżenia sie z Wę- 
grami, przyjmywać ich dla osiedlenia w swym kraju, a bezwąt- 
pienia byli między nimi i tacy, którym podobały się wspólne 
z Węgrami na Niemców wyprawy. Oczywiście, że stając do 
szeregów z Węgrami, Morawianie niechcieli się od nich różnić 
i dla tego głowy sposobem węgierskim golili. — Nie ścieśniając 
się żadnymi argumentami, dla usposobienia papieża na korzyść 
Niemców, biskupi nie wahali się rzucić podejrzenie na legatów 
papiezkich wprost o przekupstwo. Tu chyba tylko zupełne nie- 
pojmowanie tradycyjnej polityki papieżów i dyscypliny rzymskiej, 
aby dopuszczać, iż legaci mogli cokolwiek uczynić, na co by nie 
mieli upoważnienia od stolicy apostolskiej. Jan IX, idąc w ślady 
Adryana II i Jana VIII i mając na uwadze, że autonomia kościoła 
morawskiego była już faktem dokonanym, nie mógł legatom 
swym wskazywać innego postępowania, jak urządzenie hierarchii 
i obsadzenie wakujących katedr biskupich, na co najmocniej bi- 
skupi bawarscy uderzali. 

Rozdrażnienie przeciw papieżowi biskupów bawarskich po- 
dzielał także spólczesny arcybiskup moguncki Hatto, który na 
prośbę wzmiankowanych biskupów, odezwał się w Uście do pa- 
pieża w r. 900 pisanym, niemniej bezczelnie jak jego bawarscy 
koledzy. Twierdził on, że buntow^nicy przeciw Frankom Morawia- 
nie nigdy własnych metropolitów i biskupów nie mieli, że wpro- 
wadzenie tej nowości pobudziło Morawian do zuchwalstwa, że 
jeśli napomnienie papiezkie ich nie poprawi: czy chcą, czy 



— 157 — 

nie chcą książętom niemieckim karku ugiąć mu- 
szą, że to wszystko do rozlewu krwi doprowadzić musi.-'-) Czy 
podobno dopuścić, aby arcybiskup moguncki, twierdząc że Mo- 
rawianie własnych biskupów nie mieli, nic nie wiedział o Meto- 
dym, czy też w zaślepieniu i nienawiści do Morawianów, igno- 
rował nawet dekrety papieży Adryana II i Jana YIII, aby bez- 
czelnym fałszem poprzeć skargę biskupów baw^arskich? 

List biskupów bawarskich odesłany został do Rzymu w je- 
sieni r. 900, a zatem już po śmierci Jana IX, zmarłeg^o w Lipcu 
tegoż roku."'-^) Co w skutek tego listu przedsięwziął następca 
Jana IX, — niew^iadomo. Niew^ątpliwie jednak, iż krok uczyniony 
przez Jana IX w sprawie autonomii kościoła morawskiego, osta- 
tecznie zniweczył pretensye biskupa passawskiego na poddanie 
pod jego władzę terrytoryi morawskiej. Dalszy los arcybiskupa 
Jana i biskupów Benedykta i Daniela — także niewiadomy. Wy- 
padki dziejowe, szybko następujące po sobie, sprowadziły burzę, 
o której wnet powiemy. 

3. Przymierze Moimira II z Niemcami w Regensburgu r. 901. Najazdy 

Węgrów w r. 902 i 903. Zamordowanie posłów węgierskich przez 

Niemców 904. 

Osiedlenie się Węgrów w Pannonii, około jeziora Błatna, 
w r. 900, zagrażając zarówno Słowianom i Niemcom, zmusiło oba 
narody przerwać wojnę i zawrzeć pokój, w Regensburgu, r. 901. 
Warunki tego pokoju nam niewiadome, ale dla Moimira II mu- 
siały być dogodne, w przeciwnym bowiem razie niemieccy krp- 
nikarze nie zaniedbaliby zapisać je dla potomności. Tymczasem 
z annałów fuldeńskich dowiadujemy się to tylko, że Niemcy nie 
zadowalniając się zawarciem pokoju w Regensburgu, rozumie się 



'2) Erben, Regesta, N. 55, patrz Dodatek I, K 2t. 

^^) Wyrażenie w liście „quia dei gratia liberta est Italia (od Węgrów)" 
dawno już, zwróciło uwagę badaczy, że list ten napisany został już. po śmierci 
Jana IX. Diimmler, Gesch. d. Ostfrankischen Reichs, III, s. 514. 



- 158 - 

przez posłów morawskich, wysiali jeszcze do Morawii biskupa 
passawskiego Richara i grafa szwabskiego Udalrika, przed któ- 
rymi Moimir z panami swymi przysięga zobowiązali się dotrzy- 
mać warunki pokoju,^^) Wymaganie podobnej ratyfikacyi trak- 
tatu wskazuje jak wielką w'agę do zachowania go przywiązywali 
Niemcy. Zważając na okoliczność, nie omylimy sie zapewno 
przypuszczając, że tu szło Niemcom o zapewnienie sojuszu z Mo- 
rawianami przeciw nastającym już z bliska Węgrom.''''') Podo- 
bne przypuszczenie znajduje poparcie w^ postępowaniu Węgrów, 
którzy w latach goi i 902 po trzy kroć na Morawiję uderzyli,"''*') 



^*) Aniial. Fultl. an. 901. Generale placitum Radisbona civitatu habiUim 
est; ibi inter alia missi Moiavorutn pacem optantes pewenerunt. Quod mox ut pe- 
cierunt et juramento firmatum est. Inde ab hac ipsum Richarius episcopns et Udal- 
ricus coities Marahaha missi sunt, qui eodem tempore, ut in Bawaria firmatum fuit, 
ipsum ducem et omnes primates eius eandem pacem se servaturos juramento con- 
strinserunt. Podobnie Herimann Augiensis an. 901. eodem anno Moymirius dux Ma- 
rahensium . . . cum Ludvico rege pacificati sunt. 

■'■'•) Historyk morawski Dudik mniema, że wyprawienie w poselstwie biskupa 
Richara było nie bez celu i zapewno dla wyjaśnienia stosunków kościelnych, 
szczegóły których nie mogły być umówione w Regensburgu, bez zgody Mołmira. 
Gesch. Miihrens, I, 346, Na to odpowiem. Wyprawianie biskupów w poselstwach 
w X w., było rzeczą zwyczajna, bo ci byli więcej od innych dygnitarzy oświeco- 
nymi, biegłymi w piśmie i dyplomacyi. Richar miał pretensye na dyecezyę mo- 
rawska, ale czyż Moimir mógł mu pomódz, w obec stanowczego rozporządzenia pa- 
pieża Jana IX i legatów jego: arcybiskupa Jana, biskupów Benedykta i Daniela, 
którzy bezwątpienia dobrowolnie nie odstąpiliby od danej przez papieża instrukcyi, 
a przytem czyż mógł Moimir II wtasnemi rękami niszczyć to, czego się usilnie do- 
bijał? Wreszcie nie pora by!a traktować o mniejszej wagi kwestyach hierarchii ko- 
ścielnej, kiedy nad głowami Niemców i Morawianów zawiał miecz węgierski. Pra- 
wdopodobnie przysięga Moimira i panów morawskich potrzebniejszą była dla zape- 
wnienia, że w chwili krytycznej nie będą Węgrom pomagać. Jeżeli podobny warunek 
był przedmiotem traktowania, to mógł być tylko konfidencyalny, współczesnym la- 
topiscom nieznany i dla tego przez nich nie zapisany. 

■'''') Krótkie, urywkowe zapiski Icronikarskie z tego czasu nie dają możności 
pochwycić wątek stosunków międzynarodowych. I tak: Annal. Fuld. an. 901. In- 
terdum vero Ungari australem partem regni illorum (Morawian) Carantanum devas- 
tando invaserunt. Ale Karyntyja w r. 901 do Morawian nie należała, zostaje więc 
wyrażenie kronikarskie ciemne. Badacze rnyślą, że być może przed wyrazem „Ca- 
rantanum" opuszczone słowo juxta. W takim razie możebnem byłoby wyrażenie 
kronikars-kie pojmować w ten sjrosób, że Węgry w r. 901 zniszczyli południową 
część Morawii, [o gi-anicy jej z Karuiiyją. Dalej Herimann Augiensis an. 902. Un- 



— 159 — 

a w następnym r. 903 napadli na Niemców.^') Tymczasem Mo- 
rawianie zostają z Niemcami w zgodzie. Oczywiście, że dla Wę- 
grów jedni i drudzy nieprzyjaciółmi byli, a zatem Niemcy i Mo- 
rawianie musieli wprzód jeszcze porozumieć się między sobą. 

Zaniepokojeni osiedleniem się Węgrów w Pannonii, Bawary 
przemyśliwali jakimby sposobem odwrócić burzę, gotującą się 
ze strony nowoprzybyłych sąsiadów. Sojusz z IMorawianami na- 
pełniał Bawarów nadzieją pomocy przeciw ^Vęgrom, siły któ- 
rycłi Bawary oczywiście nie pojmywali, gdy razu jednego, zapro- 
siwszy na ucztę wodzów węgierskicłi, zdradą głównego wodza 
Cłiussala z orszakiem jego zamordowali (904).-'^) Według pojęć 
Niemców X w., godziło się z poganami, jak z psami postępy- 
wać. Zwabić podstępem, a potem zniszczyć przeciwnika zdawało 
się mądrością polityczną, której Niemcy ściśle trzymali się w zaj- 
ściacli ze Słowianami.-'") Mniemali, że podobny fortel uda się 
i z Węgrami, tem bardziej, że ci nie spieszyli z odwetem i na- 
wet po upływie roku od czasu dokonania zdrady, niczego prze- 
ciw Bawarom nie przedsiębrali. 

Pokój nad środkowym Dunajem w r. 904 zdawał się zapo- 
wiadać trwałość swą w następne lata. Po Dunaju korabie ł<u- 
pieckie krążyły sw'obodnie, ożywiając stosunki Słowian z Bawa- 
rami. Skarb cesarski napełniał się docłiodami pobieranemi z kup- 
ców do Bawaryi po Dunaju przybywających!. Skargi ducliowień- 
stwa bawarskiego i grafów na nadużycia przy pobieraniu cła, 



gari Marahenses petunt pugnaąue vicli terga verterunt. Annal. Alamann. 902. hel- 
ium in Maraha cum Ungaris et patria victa. Cóż: czy w tej wojnie i Niemcy przyj- 
my wali udział, że ich ojczyzna klęskę poniosła? 

"') Annal. Alamann, an. 903. Bellum Bauguariorum cum Ungaris. 

'*) Annal. Alamann. an. 904. Ungari in dolo ad convivium a Baugauriis 
Yocati; Chussal dux eorum suique sequaces cccisi sunt. Wypadek ten w innych 
analach zapisany pod r. 902. I tak: w Annal. Sangallenses Major. an. 902. Aga- 
reni (id est Ungari) a Baioariis ad brandium vocati, ubi rex eorum Chussal occisus 
est, et alii quam plurimi cum eo. 

•■"*) Przykłady: Moimir i RościslaM' Morawscy. Później przez Gerona zamor- 
dowanie 31) zwierzchni!. ów słowiańskich, o czem powiem niićj i t. d. 



— i6o — 

wymagały uregulowania taryfy celnej. Z rozkazu króla Ludwika 
Dziecięcia, polecono zostało margrafowi wschodniemu Aribo z jego 
urzędnikami, w przytomności arcybiskupa salcburgskiego Teo- 
tmara, biskupa passawskiego Burharda i grafa Ottokara. zje- 
cliawszy się w R a f f e Isz t e d t e n/") określić stałe cło od to- 
warów, które po Dunaju z Czecli i Rakus do Bawaryi przyby- 
wały, szczególnie soli, aby ułatwić zbyt jej z miejscowej w Traun- 
gau produkcyi.'*') W którym mianowicie roku zjazd ten przy- 
padł, z pewnością nie wiemy, ale zważając na wypadki i osoby 
uczestniczące w zjeździe, wypada czas zawarcia umowy odnieść 
nie wcześniej jak do r. 904 i nie później jak do r. 906.*-) 

Zawarcie umowy w Raffelsztedten świadczy, że do r. 906 
na brzegach środkowego Dunaju spokój panował, ale wnet po 
tern zaszła jakaś straszna katastrofa, wśród której znikło państwo 
Morawskie tak bystro i tak tajemnie, że nikt ze współczesnych 
rocznikarzy o tym ogromnym wypadku ani wspomniał. Dopiero 
w pół wieku później imperator Konstanty Purpurorodny zapi- 
sał, ,,że po śmierci Świętopełka synowie jego żyli w pokoju z so- 
bą przez rok jeden; kiedy zaś zwada i zatargi pomiędzy nimi 
wszczęły się, przyszli Turcy, znieśli ich do szczętu i opanowali 
kraj ich, w którym i obecnie (r. 950) mieszkają. A niedobitki 
ludu rozproszyły się, uciekając do narodów ościennych, Bółga- 
rów, Turków, Chrobatów i innych narodów." ^^) 

Jak kolwiek bądź państwo Morawskie wojnami i zdradą Cze- 
chów było już osłabione, miało jednak tyle jeszcze sił, że w mo- 



*<>) Miejsce nad Dunajem, pomiędzy rzekami Aniżą (Enus), a Trawną (Traun). 

*') O umowie w Raffelsztedten wzmiankowano w tomie II, str. lOl, 421, 
586, 599, 611, 613. Dokument ważny dla historyi stosunków handlowych i społe- 
cznych, patrz Erbena Regesta, N. 58, an. 906. 

*-) Figurujący przy zawarciu umowy biskup passawski Burhard nastąpił po 
Richarze dopiero w końcu r. 902. Zatem umowa nastąpiła później. Zamordowanie 
wodzów yręgierskich przez Niemców nastąpiło w r. 904, a wkrótce po tern zemsta 
ich, prawdopodobnie w r. 906. Zatem umowa musiała mieć miejsce miedzy r. 904 
a 906, dla tego, wydawcy kodeksów dyplomatycznych, datują ją: circa an. 906. 

*^) De Adminislrando. cap. 4I. 



— i6i — 

cn3^ch grodach nad Morawą i Dyja, tudzież w górzystych. miej- 
scowościach Karpatów mogło stawić mocny opór konnym hor- 
dom Węgrów, nieuzdolnionym do walki pieszo, a tem bardziej 
do szturmu grodów warownych, A jeśli przypomnimy, że na- 
wet organizowanym wojskom niemieckim nie z^vsze udawało 
się zdobywać grody morawskie, to łatwo zrozumimy niepodo- 
bieństwo do prawdy, aby konna dzicz mogła opanować obronne 
stanowiska Morawianów i to jeszcze tale bystro i tak łatwo, że nikt 
o tem nie zapisał ani słowa. IMusiało tu zajść jakieś nadzwy- 
czajne zdarzenie, o tyle przykre Niemcom, że nikt z icli roczni- 
karzy nie życzył zapisać tego, co zaszło. Nie mając wiec świa- 
dectw historycznych, zniewoleni jesteśmy, dla objaśnienia tego 
ogromnego zdarzenia, udać się konjektury. 

Od zawarcia pokoju w Regensburgu r. 901 Morawianie żyli 
w zgodzie z Niemcami, ale odwieczna międz}^ nimi nienawiść nie 
ugasła, z czego wcześniej jeszcze korzystali Węgry, gdy w r. goo 
biskupi bawarscy skarżyli się papieżowi, że do napadu na chrze- 
ścian Morawianie razem z Węgrami do szeregów stawali. Na- 
ciskani z dwóch stron przez Niemców i Węgrów, IMorawianie 
widocznie znośniejszymi uważali ostatnich. Węgry zaś, zamie- 
rzając odemścić Niemcom za wiarołomne morderstwo swych wo- 
dzów, musieli dbać o to, aby Niemców wszelkiej pomocy od Mo- 
rawian pozbawić. Dwóch sprzymierzeńców na raz — za wiele. 
Słabszego i mniej zaciętego wroga wypadało nagłym najazdem 
obezwładnić, a potem dopiero z mocniejszym się rozprawić. Tak 
sprawy stały, jak się zdaje według logicznego porządku. A jak 
rzeczywiście stało się — nie wiemy. Gdy jednak w r. 906 na 
wezwanie Głomaczów, Węgrzy pospieszywszy z pomocą im do 
Turyngii wpadli,'^'*) toć nie inaczej, jak przez Morawy i Czechy 



**) Książe saski Otto staczał pograniczne boje z Gtomaczami, a gdy w r. goó 
posiał pizeciw nim syna swego Henryka (Ptasznika), Glomacze wezwali na pomoc 
Węgrów. Widukind, I, 17, 20. W zapędzie Węgry aż do Saksonii wpadli. Annal. 
Corbejens. 906. Ungari in Sasoniam venerunt; podobnie Annal. Hildesheimens. 906; 
Annal, Ottenburani 906; Annal. Saxo 906; Annal Palidenses 906 ; Lamberli Iler- 
Tom III. , r 



102 

zdążyć nioi^li w to stronę. Jakoż znajdujemy kronikarską wzmian- 
kę, pod r., ooO, o jakiójś porażco Wogrów przez Morawianów/'^) 
zapewne jaki(''jś hordy kipieżącej w Morawii w czasie upadku jej 
niepodległości. 

Po zniszczeniu jNIorawii przyszła kolej i na Niemców, któ- 
rzy, przewidując grożącą im zemstę, zawczasu gotowali sie nale- 
życie, a zebrawszy znaczne siły w Czerwcu r. goy ruszyli naprzód, 
łudząc się nadzieją zniszczenia w jednej bitwie dziczy wegier- 
ski('^j i odrzucenia jej ku wschodowi na zawsze. Stało się ina- 
czej. W zaszłej bitwie gdzieś na wschodniej granicy posiadlo.ści 
bawarskich, prawdopodobnie w okolicy Presburga,'**') w Lipcu 
r. Q07 całe wojsko niemieckie na głowę rozbite zostało. Mark- 
graf Luitpold, arcybiskup salcburgski Teotmar, biskupi Uto frei- 
zingeński, Zachariasz sebeński i mnóstwo innych dygnitarzy nie- 
mieckicli padli w boju, a król Ludwik ucieczką ledwo się urato- 
wał.^ '^ ^^'"egry zapędzili się aż do r. Innu, marka Wschodnia 

fclck-n. 906. (Porów. Raumer, Regesta, N. 109. Miilveistedt, Regesta Magileburt;, 
N. 54). Ale historycy, zważając na inne świadectwa pod r. 908 zapisane, mnie- 
mają, że Węgry, na wezwanie Glomaczów, wpadli do Turyngii w r. 908. I tak: 
Cont. Reginona a. 908. Ungari interum terminos transgressi Saxoniam et TUrin- 
giam vastaverunt. Z tego powodu turyngski historyk Knochćnbauer napad Węgrów 
na Turyngiję odnosi do r. 908, a o napadzie r. 906 nie wspomina, (Porów. Kno- 
chenbauer, Gesch. Thiiringens, s. 48). Prawdopodobnie, że to były dwa różne na- 
jazdy Węgrów, którzy po rozbiciu Niemców, gdzieś .w okolicy Presburga w r. 907, 
co rok wznawiali najazdy swe na Germaniję, jak zobaczymy niżej, 

^•''J Szafarzyli powołując się na annalistę saskiego: Ungarii a Marahis ce- 
duntur, mniema, że jeszcze w r. 906 Moimir II napady Węgrów walecznie odpie- 
rał. Star. Slow. § 41, cyt 6j, s. 485. Dudik mniema, że w r. 906' nastąpił upa- 
dek Morawii, i że wtedy już Czechy w niejakiej zależności od Węgrów zostawały, 
a zatem Węgry do Glomaczów zdążyli wprost przez Czechy. Młihr. Gesch. I, s. 352. 

■*") O miejscu, w którem zaszła bitwa Niemców z Węgrami w Lipcu r. 907, 
zachowała się wzmianka w martyrologii freizingeńskiej X w.: III. Non. (lul.) bellum 
Baioariorum cum Ungaris in Oriente t. j. gdzieś na wschodniem pograniczu władz- 
twa Bawarów, raczej marki Wschodniej, na wschód od AVidnia. (Porów, Kacmel. 
Die Anfange deutschen Lebens in Oesterreich, 1879, s. 301. Diimmler, Geschichte 
d. Ostfrank. Reichs, III, s. 548. Według słowiańskich historyków, bitwa zaszła 
w okolicy Brzttysławy t. j. Presburga. Szafarzyk, Star. Slow. § 4r, s. 485. Sa- 
sinek. 181. 

*'') Annal. Coibei, 907. Baioariorum gens ab Uugaris pene deleta est. Annal. 
Alam. 907. Bellum Baugauriorum cum Ungaris inauperabile, atcjue Luitbaldus dux 



znikła, a jej wielkorządzca Aribo w Bawaryi szukał przytułku. 
Całowiekowa robota niemiecka przepadła od razu. Cóż się z ]\Ioi- 
mirem stało? Czy walczył z Niemcami razem i poległ, czy pozo- 
stał? Milczą o tem kronikarze współcześni, przerażeni okropnem 
spustoszeniem całej Germanii w następne po tej bitwie lata. Prze- 
rażenie powszecłme było tak mocne, że o takiem ogromnem zda- 
rzeniu, jak upadek państwa Wielkiej IMorawii, nikt ani słowa nie 
zapisał. Dopiero w kilkadziesiąt lat później, Konstanty Purpu- 
rorodny zauważał, że po opanowaniu Morawii przez Węgrów, 
„niedobitki Alorawianów uciekły do Bółgarów, Turków i Chro- 
batów." W rzeczywistości upadek IMorawii ciągnął się lat kilka. 
Po odpadnięciu Czechów r. 895, Pannonii r. 899 — 900, osłabiona 
Morawija nie mogła utrzymać Chrobatów, zwyciężonycłi, przed 
kilkunastu laty przez Świętopełka. Stronnictwo wygnanego księ- 
cia Wyszewita bezwątpienia skorzystało z najazdu Węgrów, a gdy 
księcia Moimira II nie stało, Clirobacya niezależność zyskała. 

§42. 

Wpływ apostolstwa śś. Cyryla i Metodego na cywi- 
lizacyję Słowian. 

I. Pogląd ogólny, 

W połowie IX w., kiedy śś. Cyryl i Metody przystąpili 
do szerzenia pomiędzy Słowianami chrześciaństwa, Słowianie za- 
cliodni tworzyli osobne księstwa, które oczekiwały podniesienia 
oświaty, aby się zlewać w większe organizmy państwowe. Nim 
jednak to nastąpić mogło drogą powolnego rozwoju, nacisk sze- 
rzonego przez Niemców chrześciaństwa, tudzież kultury zacho.l- 



et eorum supersticiosa superbia occisa, pauciąue christianorum evaserunt, interemptis 
multis episcopis comitibusque. Auct. Garst. 907. Dietmarus salzburgensis archi- 
episcopus occiditur ab Ungaris cum Utonę et Zacharia episcopis. Wiele innych po- 
dobnych wspomnień w Diimmlera Geschichte des Ostfriink. Reichs, III, str. 548, 
przypisek I. / 

n* / 

/ 



— IÓ4 — 

ni»''j. z.iqra/aly wynarodowienitMTi Słowian naddunajskich aż do 
Karpatów, a na pokidniu aż do ujścia r. Drawy. 

Cóż mogli Słowianie ku obronie własnej narodowości po- 
stawić? Wyobrażenia pogańskie, wypływające z kultu przyrody 
i ubóstwienia przodków, w^ zasadzie piękne, wysoko uduchow- 
nione, nie mogły atoli równać sie z w^yższemi zasadami Chry- 
stusa. Uroczystości i obrzędy pogańskie, obctiodzone z prostotą 
ludu rolniczego, jakże skromnie wyglądały w obec nabożeństwa 
i obrzędów clirześciańskich przez misyonarzy niemieckich z całą 
okazałością kościoła rzymskiego odbywanych? Misyonarze ci 
w oczach Słowńan zdawali sie być czemś wyższem od nich, a gó- 
rując wykształceniem rzymskiem, zniewalali Słowian poważać 
obyczaje, mowę i pismo cudzoziemskie. W obec takiego poło- 
żenia rzeczy, oświata Słowian z ich własnych żywiołów rozwinąć 
sie nie mogła, a tymczasem napływ kolonistów do dóbr bisku- 
pów^ i klasztorów bawarskich w Pannonii i Morawńi, tudzież róż- 
nych rzemieślników i przemysłowców, zagrażał ekonomicznem 
zniszczeniem. Mniej oświeceni od cudzoziemców Słowianie łatwo 
mogli byli zepchnięci być na podrzędne stanowisko, podobnie do 
tego jak się stało ze Słowianami w Bawaryi pozostałymi. Ażeby 
zapobiedz nieszczęściu, Słowianom wypadało starać się o podnie- 
sienie oświaty rodzimej, z pomocą nauczycieli i księży własnego 
rodu. Lecz zkąd ich wziąć, jak zaszczepić oświatę, kiedy pi- 
sma, zastosow^anego do dźwięków mowy słowiańskiej, nie znano 
wcale? 

Zdawałoby się, że przy podobnym stanie rzeczy, przewaga 
łacińsko - niemieckiej cywilizacyi powinna była strawić mniej 
ukształcone żywioły, a w skutek tego nastąpić wynarodowienie 
Słowian, z utratą niepodległości. Zdaje się, że książę Rościslaw 
pójmy wał to wszystko, udając się do cesarza wschodniego z pro- 
źbą o przysłanie mu księży biegłych w mowie słowiańskiej. Ce- 
sarz mógł mu posłać zwyczajnych księży greckich, którzy, mie- 
szkając między Słow-ianami, mogli znać ich mowę i przydać się 
do nauczania zasad chrzęści ań stwa, podobnie jak nauczali księża 



- i65 - 

łaciusko-iiit-mieccy. Tego jednak byłoby niedostatecznie. Ażeby 
Słowianie byli w stanie wytworzyć własną cywilizacyę i zacho- 
wać niepodległość, musieli spieszyć z podniesieniem oświaty wła- 
snej, na równi z oświatą sąsiednicłi Niemców, musieli mieć pi- 
smo, zastosowane do mowy słowiaiiskiej, a bez tego wszelkie usi- 
łowania księży greckich spełzłyby na niczem. Tym sposobem 
pismo słowiańskie w połowie IX wieku stało sie kwestyją, od 
rozstrzygnienia której los Słowiańszczyzny zależał. Następywała 
w dziejach Słowiańszczyzny najważniejsza chwila: być albo nie 
być? 

Na szczęście Słowian Opatrzność posłała im nauczycieli 
wysoko uduchownionych w osobach apostołów Cyryla i Me- 
todego! 

W bogobojnem natclinieniu, nie powodowani żadną poli- 
tyką światową, apostołowie opowiadali Słowianom zasady nauki 
Chrystusa szczerze, w najczystszej treści, bez domieszek wido- 
ków osobistych ; pracowali nad oświeceniem ludu z największą 
gorliwością i zupełnem poświęceniem się sprawie, którą za po- 
słannictwo, od Boga im przeznaczone, uważali. 

Znosząc cierpliwie urągania i prześladowania nieprzyjaciół 
obrzędu słowiańslciego, apostołowie nasi podawali piękny przy- 
kład poświęcenia się dla idei duchowego odrodzenia narodu, 
a życiem SAvem stwierdzali cnoty, o których według nauki Chry- 
stusa głosili. Rzecz jasna, iż, przyzwyczajeni do błędów pogań- 
skicli, Słowianie nie mogli się od razu nakłonić do wyrzeczenia 
się zemsty, wielożeństwa, utrzymywania w niewoli jeńców, nie 
mówiąc już o sprośnych obyczajacli i wielu innych przywarach 
moralnych, ale apostołowie nasi wykupując z niewoli jeńców,^) 
przestrzegając miłość między małżonkami,-) konieczność jedno- 



') AVimianka w Żywocie ś. Cyryla o wstawieniu sie jego do księcia Ko- 
cichi, aby 900 jeńców oswobodził', chociażby nie była faktem, a tylko leminisccn- 
cyą oswobodzenia przez liagana chazarskiego, na proźbe ś. Cyryla, /. niewoli chize- 
bcian, w każdym razie świadczy o szlachetnem usiłowaniu apostola przywrócić 
niewolnikom swobodę. Porów, wyżej § 38, przyp. 36. 

-) Porów, wyżej § 38, pr/.yp. 2 \. 



— i66 — 

żeństwa, zawieranie małżeństw bez kazirodztwa,^) pouczając o mi- 
łości bliźniego, torowali drogę przyszłym pokoleniom do życia 
moralnego, stosownie do zasad chrześciaństwa: kochajcie bliźnie- 
go, nawet nieprzyjaciół waszycli. Tego samego wprawdzie nau- 
czało i duchowieństwo rzymskie, ale na nieszczęście Słowian, do 
nich przybywali księża najczęściej niemieccy, zarażeni polityką 
swych cesarzów, dla których religia była środkiem do ujarzmie- 
nia Słowian. Tacy księża nie zyskiwali u Słowian zaufania. 

Słuchając we własnej mowie nauki religijnej, lud słowiański 
oclioczo garnął się do swych nauczycieli, pójmy wał ich szczerość 
i wysokie zasady udzielanej mu nauki, poznawał cnoty i poży- 
tek oświaty. Mowa słowiańska, kształcona w naukach i kaza- 
niach kościelnych, tudzież w piśmie, podnosiła w ludzie poczucie 
godności narodowej. Tego właśnie brakowało w nauce księży 
łacińsko-niemieckich, przez co lud słowiański czuł się poniżo- 
nym i dla tego nie lubił ich. Dopiero od rozpoczęcia apostol- 
stwa śś. Cyryla i Metodego lud słowiański przekonywał się, że 
mowa jego nie jest „barbarzyńską", za jaką ogłosili ją wrogi, 
nabierał świadomości o uzdolnieniu własnem do przyjęcia oświaty, 
do zrównania się z cudzoziemcami, a przytem i do zachowania 
niepodległości od Boga mu danej. 

Schodząc ze świata apostołowie Cyryl i Metody zostawili 
Słowianom wiekopomny owoc swej pracy, — księgi liturgiczne 
na język słowiański przez nich przetłómaczone i pismo zastoso- 
wane do potrzeb mowy słowiańskiej, przez co otworzyli milio- 
nom Słowian drogę do wytworzenia własnej cywilizacyi narodo- 
wej i do zajęcia poważnego stanowiska w szeregu najwyżej ucy- 
wilizowanych narodów. Ażeby dostatecznie ocenić zasługi nie- 
śmiertelne apostołów naszych, zwrócimy uwagę na stan pisma 
u Słowian, w epoce wprowadzenia u nich chrześciaństwa. 



^) Według Żywota Metodego „pewien mąż bardzo bogaty i radzca ożenił sie 
byl z swoją chrzestną córką, czyli kmotrą. Tych srodze skarciwszy (Metody), nau- 
cza! i upominał..." Żywot, rozdz. u. 



- i67 - 

2. Grafika starożytna. 

U Słowian, podobnie jak u innych ludów, wynalazek pisma 
poprzedzały rzeźba i malarstwo.'*; Człowiek rzeźbiąc i malując 
na drzewie, kamieniu, kości, glinie, metalu figury roślin, ptaków, 
płazów, zwierząt, wreszcie zjawisk przyrody, uczył się wyobra- 
żenia swe przedstawiać zewnętrznymi znakami, nadawać im sym- 
boliczne znaczenie, stosownie do usposobień kultu, który zawsze 
i wszędzie był głównem źródłem pomysłów sztuki.'') Ale tysiące 
znaków symbolicznycli nie wystarczały do wyrażenia różnoro- 
dnycłi wyobrażeń i zwrotów myśli. Potrzeba wskazywała ko- 
nieczność wynalezienia znaków uogólniający cli pojęcia. U nie- 
którycłi ludów zjawiły się monogramy w kształcie run, które 
w jednej wykreślonej postaci zawierały całe wyrazy. Było to 
już pismo ideograficzne, ślady którego znajdujemy w liieroglifach 
egipskich. U innych ludów, jak n. p. u Chińczyków, wytworzyło 
się pismo sylabiczne,**) które w cesarstwie Chińskiem do tej pory 
niezmiernie utrudnia naukę pisania, odejmując możność dosko- 
nalenia pisma. ■^ 

Szczęśliwszemi były ludy, którym udało się pojąć, że gra- 
fikę najlepiej zastosować do głosów mowy, że dość jest każdy 
pojedynczy głos oznaczyć pewną, pod zmysły podpadającą po- 
stacią, aby z niewielkiej ilości znaków głosowych utworzyć pi- 
smo, przydatne do wyrażenia wszelkich objawów myśli. Nie bę- 
dziemy dochodzić, gdzie się najprzód zjawiło pismo głosowe (fo- 
netyczne), a poprzestaniemy na powszechnie przyjętem zdaniu, 



^) W staroslowiańskiem pT>sati, teia2 pisaLb, pisać o/ciiac/ułu: ma- 
lować. 

•') Porów., to powiedziano w tomie II, b. 927, 928, o znakach i uzdobacli 
na urnach słowiańskich. Inne dowody czerpiemy z wykopalisk przedhistorycznych. 

") Do porównania znaków symbolicznych pisma, monogram i run u roz- 
maitych ludów, wzory przedstawione sa w dziele Faulmanna, Geschichte der Schrift. 
Schriflsysteme aller Vólker der Erde, r. 1880. 

•) Lekcy dc la Marche. L'art d'ćcrire et les calJigraphes, w Hcvue des 
queslions hisloriques, Paris. 1884. tom 35, s. 168. 



— lóS — 

że już za czasów króla Kadma Grecy używali podobnego pisma, 
od. Fenicyan powzieteg'o. Rzymianie, udoskonaliwszy pismo gło- 
sowe, rozpowszechnili je po świecie, a tymczasem na Wschodzie 
Ormianie, Arabowie, Hebraje i inne ludy kształcili każdy po 
swojemu pismo głosowe, nadając literom formy szczególnych 
typów. 

Z tegoż samego, co greckie pismo, źródła, w głębokiej sta- 
rożytności powstawały Iceltyckie, skandynawskie i słowiańskie 
runy, wynalazek których młodzieńcza wyobraźnia ludów samym 
bogom przypisywała. Mieszkańcy Islandyi dotąd runy nazywają 
pismem Odina.^) Runy skandynawskie, pierwotnie służące do 
oznaczenia pewnych przedmiotów, używane były także jako znaki 
tajemnicze do odpowiedzi kapłanów, do wróżby i czarów,^) wre- 
szcie do napisów na grobowcach i skałach, aż nim pod rylcem 
poetów islandskich wykształciły sie i do szerszych potrzeb jako 
osobny alfabet, futork/^) zastosowane zostały. 

W jakimże czasie i w jakiej mianowicie postaci znaki pi- 
śmienne zjawiły się u Słowian? Odpowiedzi na to szukamy we 
wzmiankach historycznych o cywilizacyi starożytnej Słowian. 
Wszal< według podań skandynawskich Wanowie, t. j. Windy, ra- 
czej Słowianie słynęli od dawna jako lud w naukach biegły. Do 



*) Siogren, Ueber das Werk des Finn-Magnusen, 1842, s. 51, przyp. I. 

») Ursprunglicli bedeutete das altnordische Wort run, im plur. r u n a r, 
Worte und Red en, besonders geheime oder flusternde, von welcher 
Bedeutung, bei ahnliclien AVórtern sich Spuren in vielen alten Europaischen Spra- 
clien und naińentlich den Golisch-Germanischen, Keltischen und Finnischen Iniden. 
;Mit der Zeit ward jene Benennung natiirlich auf die stummen Schriftzeichen ange- 
wendet. Siogren, jak wyżej, s. 47 — 9. Wyraz runa pierwotnie oznaczał czary, szepty, 
mowę, sad, wyrok, opowiadanie, powieść, Kraszewski. Sztuka u Słowian, 255. — Der 
Name run ist verwandt mit ryna ,.verborgene Dinge ergriinden", run, runa 
„die vertraute Rathgeberin", — runi „der vertraute Rathgeber", ryndr „kundig, 
Zauberer", im Gothisclien bedeutet runa „Geheimnis", Beralhung, Ratbschluss, im 
AUhochdeutschen runa „Gemurmel. Rath", — runs „Springąuell" (Ursprung) i t. d. 
Faulmann. Illustrirte Gesch. d. Schrift, 34.- 

10) Jak alfabet i azbuka wzięły początkowo nazwę swą od pierwszych liter 
greckich i słowiańskich, tak i runy skandynawskie otrzymały nazwę Futhork od swych 
pierwszych liter: fe, ur, thurs, os, reid, kaun. Faulmann, s, 42. 



— 109 — 

"Wanaheimii, to jest do ojczyzny Windo w, posyłali Normano- 
wie swych bogów i znakomitych mężów dla poznania mądrości 
nauk/^) pomiędzy któremi słynęły pismo i śpiew, według island- 
skicli wspomnień Venda = Runir zwane.'-) Do tego wy- 
pada dodać dawne świadectwa historyczne: Konstantego Pur- 
purorodnego o stwierdzeniu przez Chorwatów własnem pismem 
przysięgi, którą ś. Piotrowi przy ochrzczeniu ich złożyli (r. 640),^^') 
Thietmara o napisach na posągach bogów w chramie Rado- 
goszcza,^^) Saksona Grammatyka o spisie 300 wojowników Swan- 
tewita arkońskiego,^^; arabskich pisarzy o piśmie u Słowian ru- 
skich w X w.^'*) Zkądże jednak pewność, że Słowianie pomor- 
scy, chorwaccy, ruscy używali rodzimego, a nie łacińskiego, grec- 
kiego, lub innego cudzoziemskiego pisma ? Pomników rytych na 
głazach, łub pisanych na innych przedmiotach nie pozostało wcale, 
a znajdywane okruchy urn,'^) kamieni, ^*^) lub wreszcie bożl<i me- 



11) Vani sapientes. Edda Saemundar, I, 22 — 23, 76 — 77, 205 — 206. Szafa- 
rzyk, I, 158. 

'-) Ausser dem Dithmar kannten auch die Islandischen Schriftsteller die 
Wendischen Runen (Winda-Riinir). Thunmanns Untersuchung iiber die alte Ge- 
schichte ein nord Yolker, 1772, s. 283. Szafarzyk, II, 737. 

'") „Chirographis propriis datis Sancto Petro jusscruiU." Consl. Propli. de 
Admiiiistrando . . . cap. 31. 

1^) Interius dii stant manu facli, singulis nominibus insculptis. Chr. lii). VT, 
cap. 17, w Bielo wskiego M. P, I, 278. 

1") Bóg Ranów Swantewit miał: trecentos equos desciiptos. Saxo Gram. 
Historia, lib. XIV, p. 158 na odwrocie. 

"*) Ibn-Fozlan około r. 920 opowiada, jak po spaleniu ciała pewnego zmar- 
łego Rusa, na grobie jego postawiono drzewo duże, na którem przytomni napisali 
jego imię, tudzież imię cara ruskiego, Harkawi, CKaaaHiii Mycy.ibMaHCKiiNTj niicaie- 
Jieft o Ciaii}liiaXTj 11 PyccKiixl), 1870, s. loi. Ibn-an-Nadin, r. 987, wspomina, że 
Russy mieli własne pismo, które na drzewie wyrzynali. Harkawi, jak wyżej, s. 240. 

^') Wykopana w pierwszej połowie b. w. w olcolicy Neue Kóbelitz, w ol^)- 
wodzie .Starogardskim, w księstwie Mekłenburg - Strelitz, urna gliniana, z napisami 
runicznymi podała powód do podniesienia pytania o grafice słowiańslciej. A ponie- 
waż w Meklenburgu nie znalazło się nikogo, ktoby mógł napisy na urnie przeczy- 
tać, odesłano ją, około r. 1848, do Pragi, gdzie po zbadaniu przez Szafarzyka, 
Hankę, Erbena, Hanusza i Woceła, napisy na urnie za słowiańskie uznane zostały. 
Napis przedstawia kreski proste, czasem ukośnie postawione, niektóre z widłami do 
góry, lub odrostkami w dół. Uczeni czescy zawyrokowali, że znaki te mają podo^ 



-^ 170 — 

taliczne z napisami, jak mniemyja niektórzy, runic/.nymi, dotąd 
stanowią kwestyę sporną i Bóg wie czy kiedykolwiek nastąpić 
może jej rozwiązanie."*) Cóż, przy trzeźwem zapatrywaniu się 



bieństwo do napisów na posążkach prilwickich i wynaleźli klucz do przeczytania 
wyrazów: eba gamna ksansoa, t. j. hoc sepultruni principis (sacerdotis). 
Rozważając wyrazy te archeologowie przyznali, źe eba w słowiańskim znaczy to 
samo co ewa, gamna = jam na, jama, grób, ksansoa od wyrazu k n a n z, 
knęż, knćz, kneż. Wszystko razem ma znaczyć: oto grób księcia (czy 
księdza?). Porów. Memoires des Antiąuaires du Nord, 1848 — 9, s. 353 — 7. Tamże 
i faksymile napisu na urnie. 

**) Znalezione w okolicy Mikorzyna, powiatu Ostrzeszowskiego, w Księstwie 
Poznańskiem (r. 1856), dwa grobowe kamienie, z runicznymi napisami, podały po- 
wód do nieporozumienia między archeologami: Siedmiu badaczy polskich rozmaicie 
wyczytali napisy, jeden z nich ma znaczyć: smir kmet Prowe, a drugi smir 
woin Bogdan z Lenawoje, ale każdy z badaczy znajdywał różne warjanty, 
niezgodne z czytaniem innych. Porów. Przezdziecki. O kamieniach mikorzyńskich 
sprawozdanie, Kraków, r. 1872, s. 47, z wizerunkami. — Kazimirz Szulc. Auten- 
tyczność kamieni mikorzyńskich zbadana na miejscu, przez Dr. K. Szulca, Poznań, 
1876, stronic 151. Po rozważeniu kwestyi o tych kamieniach profesor Jagicz zwąt- 
pił o ich autentyczności i mniema, że u Słowian run nie znano wcale. Archiw fiir 
slavische Philologie. T. IV, r. 1880, s. 388. 

*°) Przypadkowe odkrycie w Prilwitz, niedaleko Stargardu meklenburgskiego, 
bronzowych posążków bóstw pogańskich, w latach 1687 — 1697, a więcej jeszcze 
w końcu XVIII w. wywołało pytanie o znaczeniu napisów na tych posążkach znaj- 
dujących się. Zdania badaczy podzieliły się. Jedni utrzymywali, że posążki są po- 
zostałością po Obodrytach, inni za fałszywe je ogłosili. Według zwolenników auten- 
tyczności posążków, runiczne na nich napisy mają niejakie podobieństwo do skan- 
dynawskich, lecz w gruncie o wiele różne, albowiem alfabet słowiański pokazuje 
najmniej 18 osobnych postaci liter, a skandynawski miał ich tylko 15, chociaż we- 
dług znawców dawnego jeżyka, potrzebował przeszło dwudziestu. (Surowiecki. O cha- 
rakterze pisma runicznego u dawnych barbarzyńców europejskich. Sprawozdanie 
r. 1822, według wydania Turowskiego r. 1861, s. 533). Napisy greckie na posąż- 
kach prilwickich badacze przypisują wpływowi artystów greckich, którzy Słowań- 
szczyznę zwiedzali. Oprócz tego alfabet prilwicki różni się od slcandynawskiego kształ- 
tem liter, szczególnie B i E, podobnych do głagolickich B i E. Pisma o wzmian- 
kowanych posążkach stworzyły osobną literaturę, rozważanie której nie wchodzi 
w zakres niniejszej pracy. Do porównania służą: Masch i Wege. Die Gottesdienst- 
lichen Alterthumer der Obodriten aus dem Tenipel zu Rethra, 1771; Rethra und 
dessen Gótzen, 1773. Masch. Beitrage zur Erlauterung der Obotritischen Alterthii- 
mer, 1774. (.-irimm. Ueber Deutsche Runen, 1821. Legis. Die Runen und ihrc 
Denkmaler, 1829. Grimm. Abhandlung zur Litteratur der Runen, in Wiener Jahi- 
biicher der Litteratur, 1828. L. Giesebrecht. Wendische Runen, in Baltischen Stu- 
dien, VI, i Heft. Leyser. Ueber die prilwitzer Gótzenbiłder. Bericht der deut- 
§cheq Gesellschaft zu Leipzig, 1844, Łewezow, Uęber die Aechlbeit des sogenann- 



— i7i — 

na ten przedmiot, powiedzieć można? Bez wątpienia, zaprzeczać 
istnieniu u Słowian w starożytności ideografiki nie mamy pra- 
wa. Brak pogańskich pomników nie dowodzi jeszcze, aby Sło- 
wianie nie używali znaków piśmiennych, albowiem wiadomo, jak 
żarliwie misyonarze chrześciańscy, tępiąc bałwochwalstwo, nisz- 
czyli razem ślady starożytnego kultu, nie szczędząc i napisów ru- 
nicznych, jako pogańskich. Nawet w prawach norwegskich uży- 
wanie run potępiano zarówno jak czary i wygnaniem a zabra- 
niem majętności za podobne winy karano.^") Dalej, zaprzeczenie 
istnienia u Słowian ideografiki sprzeciwiałoby się nie tylko przy- 
toczonym wyżej świadectwom historycznym, ale i naturalnemu 
rozwojowi cywilizacyi słowiańskiej, która mogła postępy wać nie 
inaczej, jak u innych pierwotnych ludów, a wiadomo, że nawet 
niższe rasy ludzkie posiadają znaki piśmienne własnego utworu.-') 
Wreszcie takie wiarogodne świadectwo, jakie złożył mnich Chrabr 
w końcu IX, lub początku X wieku, o używaniu przez Słowian 
kresek i rzez (czrty i riezy), które służyły do liczenia i wróż- 
by,"-) usuwa wszelką wątpliwość o posiadaniu przez Słowian wła- 
snej grafiki w przedchrześciańskie czasy. Jakażby to mogła być 
grafika? Chrabr objaśnił, że to były czrty i rezy, a mowa 
słowiańska dostarcza jeszcze wyrazu: meta (nota), z którego 
powstały: ruskie metelnik (notariusz) i nowsze; mietka, 



ten obotritischen RunenDenkmaler zu Neustrelitz, iri Abhandlung der Wissenschaften 
zu Berlin, 1826. Jean Potocki. Yoyage dans quelques parties de la Bas-Saxe, pour 
la recherche des antiquites slave, fait en 1794, edit. 1795 w Hamburgu. Jencz. Sta- 
wizny, w Casopis. Mać. Serbs. 1849. Lelewel. Polska wieków średnich, tom I, 
III, 35, z wizerunkami posążków bóstw pogańskich. Kraszewski. Sztuka u Sło- 
wian, 1860 s. 287 — 309, podał dokładny opis przebiegu sprawy o autentyczności 
posążków prilwickich. Hilferding. IIcTOpia Ea.l. C.iaB., 1855, s. 236. Dalej poró- 
wnaj to, co powiedziałem w tomie II, s. 944. 

20) Si quis vaticinationibus, runis, incantamentis, maleficiis, etc , deditus fue- 
rit, — exul erit. Kraszewski. Sztuka u Słowian, s. 274. 

-•) Porównaj wyżej przytoczone Faulmanna Gesch. d. Schrift. 

-■-) npt>hvie oy6o cioDfene HejiMtx;K KHiin,, h;k Hp-LiaMii 11 pfeBajui HbTtx;^ 
H raTaax;K, noranii c;Kme, Według wyd. Szafarzyką r. 185 1, 



— 172 — 

nota, znaczek, pomięta (signatura), priniicta, cecha, przy- 
miot. -•'=) 

Czrty i rezy w teraźiuejsz»'-j mowie kreski, karby, 
oznaczają to samo co linije, rysy, a przez analogije i pi- 
smo.-') Kreski, karby, wyrzynane na drzewie lub innych przed- 
miotach, służyły za czasów pogańskich do obrzędów kultu, co 
poświadczają znaki w różne figury na popielnicach wyryte.-') 
Tajemnicze sprawowanie przez kapłanów pogańskich obrzędów 
kultu nadawało znakom ideograficznym przymioty gusł i czarów. 
Trzymając lud prosty w nieświadomości, kapłani bez wątpienia 
byli głównymi znawcami i nauczycielami grafiki, którą wreszcie 
mogła posługiwać się i władza świecka, rozumie się w najbar- 
dziej pierwotnej formie,-") A że rycie czert na twardych przed- 
miotacli: drzewie, glinie, metalach, kości i t. d. stanowiło w sta- 
rożytności przemysł rzemieślniczy, poświadczają to osady z na- 
zwą Czertoryje.-') 



*') Szczegółowe objaśnienie tych wyrazów i zgodność ich z grecUiem ypaipo) 
i lacińskiem scribo podał Szafarzyk, w dziele: Pamatky hlaholskeho pisemnictvi, 
1853, s. 3. 

"^) Czrta jest to czara, a czary oznaczają nie tylko linije, lecz i gu- 
sła, czarodziejstwa. Eeza odpowiada polskiemu wrąb, staroczeskiemu v r ć z, 
serbsk. porez, poreza = dań, a staroruskie rez oznaczało procent. Perwolf, 
w Jelinka Slovansky Sbornik, 1885, s. 117. 

-•^) Na popielnicy znalezionej przy Holeszowicach w Czechach, znak na kształt 
krzyża ^ ma być wyobrażeniem boga gromów i btyslcawic (Peruna?). I. Hanusz. 
Das Schriftwesen und Schriflthum, 1867, s. 7. Wreszcie porównaj to, co powie- 
dziano w II tomie niniejszego dzieła, s. 928. 

"") W polowie bieżącego wieku używano na Rusi, częścią w Polsce, nawet 
i teraz w niektórych miejscowościach, jak na przykład w Szczawrach powiatu iSieuskic- 
go, gubernii Mohiłewskiej, majątku Juliusza Łoś Roszko%vskiego używają sie jeszcze 
karby, t. j. długi kawałek drzewa, jakby laska, na Białorusi zwana birka, roz- 
piłowany wzdłuż na dwoje. Dla oznaczenia dni odbytej robocizny (dawniej pań- 
szczyzny) składano obie części karbu razem i narzynano nożem, lub piłą tyle kresek 
(rzez) ile dni odrobiono. Poczem jedna cześć karbu zostawała u pana. druga u ro- 
botnika, który chociaż nie znal pisma, mógł jednak łatwo policzyć dni ciężko odro- 
bionej pańszczyzny. Czyż nie przypomina to słów Chrabru o kresach i rczach, /.a 
pomocą których Słowianie liczyli i wróżyli? 

-") Czertoryje 1234 ubi taberna ecclesiae Oloniuc. Erben, Regesta, 
s. 389; Czertomary 1223 w Czechach. Erben, 722. A są dotąd: Czart o- 



— 173 ~ 

Z tecfo, co wyżej piowiedziano, okazuje się, że u Słowian 
znaki graficzne były w używaniu jeszcze przed wprowadzeniem 
chrześciaństwa, a czy wychodziły po za obręb ideografiki i clioć 
w części zbliżały się do pisma głosowego, to zostaje dotąd nie- 
rozstrzygnięte. Próby uporządkowania znaków graficznych, niby 
run słowiańskich,-"'; oczekują jeszcze gruntowniejszego badania 
chyba z wykopalisk, bo innego materyału z epoki przedchrze- 
ściańskiej, nie posiadamy. Z mowy słowiańskiej dowiadujemy się 
jednak, że do W3'rzynania znaków graficznych praojce nasi uży- 
wali najczęściej deski bukowe. Ztąd alfabet słowiański w staro- 
żytności zwał się buk w i c ą. Ale w jakimże stosunku do b u k- 
wicy zostaje buk w ar (elementarz?). Według nielctórych ba- 
daczy b u k a r, b u k w a r oznacza w ogóle alfabet słowiański, 
tak ^amo jak b u k w i c a u Chorwatów oznacza alfabet głago- 
licki. Obie nazwy pochodzą od pierwiastku buk, raczej od 
desek bukowych, w skutek czego b u k w a to samo, co 
i deska znaczy.--' j 

Wczesne poznajomienie się Słowian południowych i zacho- 
dnich, ze światem cywilizowanym, dostarczyło im możność uży- 
wania lepszych, od desek bukowych, materyałów do pisania. De- 



ry j a w Tarnopolsk; C z a r t o r y j a w Brzeżańsk ; C z a r t o r y j a w Bukowinie. 
Nazwa rodu książąt Czarloryjskicli bez wątpienia od osady Czertoryjów pochodzi. 

28) Porównaj Surowieckiego. O charakterze pisma runicznego. Dzieła wyd. 
1 86 1, w końcu tablica porównawcza run sł )wiańskich, hiszpańskich, germańskich 
i normańskich. 

-^) Wyraz buk wica Miklosic/, wywod/,i z niemieckiego bucha, B u c h e, 
podobnie jak Szafarzyk staroslo\v. buk arb, grammaticus porównywał z gotskim 
bókareis, librarius. Jednakże niemiec. Buche nie jest specyalnie niemieckiem, 
lecz indo-europejskiem (fagus). Z jakiegoż powodu slowiańs. buk ma być pozba- 
wione swego pochodzenia, na wyłączną korzyść niemieckiego Bu eh er Wie man 
im deutschen Buche, Buchenstab mit run-stab, skand, r u n a s t a f r, ags. run-staef, 
ron-tafel mit einander yermittelt (Grimm. Runen, 6i, 71 — 72) un 1 auch die be- 
kannte Stelle bel Yenatius Fortunatus in dessen Briefe an Flavus (6 Jahrhundert) 
„barbara fraxineis pingatur runa tabellis-' hinweisset: ebenso kónnte man iu sla- 
vischen buk y, b u k w y n.it dem r.achgewiesenen d e s k y, Tafe'n vermitleln, die 
immerhin von Buchhok gewcs^n ^ein konnten. Hanusz. Das Schriftwese 1, s. 14. 



— 1/4 — 

ski znikły, ^^) ale że niegdyś do pisania służyły, przypominają to 
deski Nowogrodu Wielkiego (r. 1207), pod nazwą których poj- 
mywano w XIII w. wszelkie pismo, nie koniecznie na deskach 
drewnianych, lec/, i na innych materyalach pisane.'"') 

3. Pismo głosowe. 

Z doszłych do nas pomników starożytnych dowiadujemy się, 
że w Słowiańszczyznie od niepamiętnych czasów do pisania uży- 
wano dwóch alfabetów głosowych : g ł a g o 1 i c y, zwanej także 
buk wica, dotąd utrzymającej sie w księgach duchownych Sło- 
wian katolickiego obrządku, w Dalmacyi, i k i r y 1 i c y rozpo- 
wszechnionej u Słowian wschodniego obrządku. Zachodzi zatem 
pytanie: którymże z tych alfabetów posługiwali sie Cyryl i Me- 
tody podczas apostolstwa u Słowian? 

Nie ulega wątpliwości, iż przystępując do tłómaczenia ksiąg 
duchownych z greckiego na słowiański język, ś. Cyryl musiał 
mieć pismo, zastosowane do dźwięków mowy słowiańskiej. Lecz 
podobne pismo nie mogło być stworzone momentalnie: na to 
potrzebny był czas dłuższy, — praca nie jednego zapewne poko- 
lenia. Dla tego, wszystko to, co starożytne pomniki mówią o wy- 
nalezieniu przez ś, Cyryla pisma słowiańskiego, wypada pojmy- 
wać w ten sposób, że ś. Cyryl uporządkował i udoskonalił pismo 
słowiańskie, początek którego bezwątpienia dawniej już kiełko- 
wać musiał. 

■''<*) Dawniej powoływano sie na wzmiankowane w pieśni o Sądzie Lubuszy, 
„deski prawodatne", ale pieśii ta ma być sfałszowaną. Jednakże w Czecliacli i Mora- 
wacTi księgi dóbr ziemskicli (die Hof- und Lelinen-Tafeln) dotąd nazywają d e s k y, 
przez skrócenie d s k y, Landtafeln. Hanusz... jak wyżej, s. 12. 

-■") W r. 1208 mieszczanie Nowogrodu "W., wzburzywszy sie przeciw posa- 
dnikowi swemu Dymitrowi Miroszkinowi, dom jego zniszczyli i spalili, majątek i cze- 
ladź rozprzedali, rzeczy rucłiome rozebrali, o czem wzmiankując latopiscy, dodali: 
a 'iTO „Ha j-L mi.Kax "Ł, to KHasio ocTauiima . . . Jl,amn ,n. micbi Amutpobm 
CBflTOC-.iaBy, a 6simc na iiiixt> óeai, MUC.ia." W latopisach Woskreseńskim, Ro- 
stowskim i innych objaśniono ,.a 'ITO Ha ,l0CKax'L BT, nnCbMfe ociajiocb... 
TO KHfl3io." Karamzyn. Hist. t. III, przypisek 128. — Szafarzyk zauważał, że już 
w IX w. w Nowgorodzie W. pisano ewangeliję i Ruską Prawdę na pargaminie , 



— ^75 — 

Mniemanie nasze potwierdza jeden z najstarszych pisarzy 
słowiańskich czarnoryziec Chrabr,'^^) który pisząc w początku X 
w., z wielkiem zamiłowaniem własnej ni^rodowości, powiada, że 
Słowianie, przyjąwszy chrzest, zniewoleni byli używać pisma grec- 
kiego i łacińskiego „bez ustrojenia", bo jakże ,.można było litera- 
mi greckiemi pisać dokładnie bóg, żywot, z j e ł o, c r t k o w 
c z a j a n i e, s z y r o t a, i t. d." ? I tak się długo ciągnęło. Ale 
Bóg zlitował się, i zesłał Konstantego filozofa, który stworzył 
38 liter, z nich 24 litery według porządku liter greckich, a inne 
14 według mowy słowiańskiej."^) 

Nie posiadając dzieła Chrabra w oryginale, a tylko w ko- 
piach niewcześniejszych nad w. XIV, nie możemy nic wyrzec 
o postaci liter, wprowadzonych przez ś Cyryla do pisma słowiań- 
skiego, ani nawet o tern, jakimi literami sam Chrabr pisał. — 
Tymczasem, w żywocie ś. Klemensa biskupa wielickiego, w Bół- 
garyi, pisanym w pierwszej polowie X w., znajdujemy wzmiankę, 
że ten święty, uczeń apostołów Cyryla i Metodego „wynalazł inne 



a zatem w XIII w. tem bardziej nie pisano na drzewie, nazwa zaś desek pozostała 
z dawniejszych czasów. Star. Slow. II, s. 743. 

*-) Słowo czarnoryzca Chrabra „o piśmienach słowieiiskich" doszło do nas 
w 12 rekopismach, a najdawniej drukowane zostało przy katechizmie ruskim, bez 
oznaczenia miejsca i roku, lecz według mniemania znakomitego lingwisty Dobrow- 
skiego, najpewniej w Wilnie między r. 1575 a 1580. Późniejsze wydania: W Wil- 
nie przy gramatyce r. 1624 i w Moskwie przy Azbuce (elementarzu) u Burcowa r. 
1637. (Bodiański. O BpeMOiiii npoiicxo;Kjenifi c.iaBaHCKiix'b niiChMeiiT. r. 1855 s. 
187 i 343). — W bieżącym wieku prace Chrabra wydali: Kalajdowicz, w dziele 
loaiiiiT. OKcapxx 6o.irapcKiii r. 1824 s. 189. Szafarzyk ,0 pismenach slovanskych 
V Praze r. 185 1, wszystkiego stronic 5; Hanusz w Archiw fiir Kunde oesterreichi- 
scher Geschichts-Que]len tom XXIII. r. 1860, s. 3—101, tekst słowiański z ttóma- 
czeniem niemieckiem i objaśnieniami. 

^') i stwori im pismena tri desęfe i osmt, owa oubo po c z i n o u gn>czii- 
skych pismen, owa że po slowjeństjei rjeczi" . , — Wyraz po c z i n u nie oznacza 
tu formy, lub postaci liter, jak się niektórym wydało, a tylko porządek, bo wyraz 
czin w starej Stowiańszczyznie ma jedno znaczenie: porządek, ordo; czini- 
ti, ordinare, czinienie, ordinatio; czinoAvnik, taktikos po gre- 
cku, princeps po łacinie (Miklosicz, Lexicon s. 196). 

Dalej Chrabr powiada: Se że sąt' pismena słowjeńska, sice a podobajet' pisati 
i głagolati: a, ó, li, r, i proczaja daże do /A (jęs) i ot sich sąt czetyre meżdou desętb- 
ma podobna grijrzLskym pismenem. a, is, r, j, e, 3, i t. i!., a czetyri na de.sętL po 
slowjeńskou językou, iże sąt sna ó, /K, 3, u, «i, ni, m, Tj, bl, L, t, K), i^, i\. 



- 176 - 

pismo, doskonalsze od tego, które mądry Cyryl wymyślił." ^4^ 
Okazuje się, że już w X w. wiedziano o dwóch alfabetach sło- 
wiańskich, a jakie to były alfabety postaramy sie objaśnić w na- 
stępny sposób. 

Od XVI w. pisarze słowiańscy starali się objaśnić pochodze- 
nie dwóch alfabetów słowiańskich. Mniemano, że głagolica jest 
dziełem ś. Hieronima (346 — 420) i dla tego zwano ją pismem 
hieronimowskiem, niekiedy b u k w i c ą.'"'') Drugi alfabet sło- 



s-i) Excogitavit etiam alias litteianim fonnas, quae praebeieiit majorem per- 
spicuitatem, quam qiias sapiens Cyiillus invenerat, et per illas formas universpm 
scripturam a deo inspiratam et panegyricos sermones martyrumąue et sanctorum di- 
yinorum vitas et carmina sacra tradidit. Grecka legenda o ś. Klemensie, według 
wyd. Szafarzyka, w Pamatky hlaholskeho pisemnictvi 1853, s. 59 caput 14. Prze- 
drukowana co do słowa w Bilbasowa KiipiiL-n. h MeGO^iu r. 1871 pod nazwa le- 
genda Ochridica caput 14 s. 305. — Wcześniej jednak wydal ja "Wiktor Grygoro- 
wicz w Żurnalu Ministerstwa oświaty. Petersburg. 1847, tom LIII s. i — 24, z ręko- 
pismu XIII w., odkrytego przez niego w Ochrydzie, jak mówi w dziele: 0"iepK'b 
nyieiuecTBia no Jajponcficicou Typuiii. 1848. s. 118. 123. 

^^) Słoweński gramatyk XVI w. Adam Bohoricz i biskup olomuniecki Du- 
brawski (1553) szerzyli wiadomość, że glagolica przez ś. Hieronima wynalezioną zo- 
stała. W tym kierunku pisali Czesi: AVeleslawin (j 1599) i Amos Komenski (f 1670), 
tudzież chorwacki uczony, franciszkanin, Rafał Lewakosvicz (f około r. 1650) i Dal- 
niatyniec Jakób Karaman (-}- 1771). Tymczasem Dalmatyniec Pastricz (-j- 1708) mnie- 
mał, że glagolica rozwinęła się z kirylicy, a rektor seminaryi dubrawnickićj, hrabia 
Klemens Grubiszyc [f 1766) utrzymywał, że glagolica starszą jest od ś. Hieronima 
i do czasów starożytnych Getów, według niego Słowian, odnosił ją. — Łużyczanin 
Abraham Brancel (Francel f 1740) i Morawianin Jan Strzedowski (f 1715) prze- 
konani byli, że ś. Hieronim pisał glagolica. Podobne przekonanie, jak mniemają 
uczeni, powstało jeszcze w XIII w., kiedy Filip bislvup seński uprosił papieża In- 
nocentego IV, aby zalecił do służby bożej język słowiański, a papież usłuchawszy 
bisliupa, dał mu pismo (r. 1248), w którem wzmiankował, że w Chorwacyi jest oso- 
bne pismo, wynalezione przez ś. Hieronima i przez niego do odprawiania nabożeii- 
stwa używało się. Niebrakowalo wszakże innych oryginalniejszych pomysłów. Frisch 
w Origo characteri slavonici vulgo Cyrillici et Glagolitici.. Berlin 1727 wywodził 
głagolicę z kirylicy, jako zepsutą przez kopiistów ; Durich w Dissertatio de Slayo- 
Bohemica Codicis versione. Praga. 1777, szukał źródła głagolicy w runach i oskij- 
skich pismach; Linhard w Yersuch einer Geschichte v. Krain. Laibach. 1788, wy- 
wodził głagolicę z greckiego, a Alter (1778) wywodził ją z łaciny i t. d. Do po- 
jaśnienia szczegółów służą: Szafarzyli, Pamatky, hlaholskeho Pisemnictvi. 1853. Te- 
goii autora. Ueber der Ursprving und' Ileimath des Glagolitismus. Praga. 1858. 
Wenelin. IIcTopiiKO-KpiiufiGCKiji liSLiCKaiiia, t. II 1841. Bojdański. O BpeJieiiii 
npoiic.\o-/Kjr.-iiia c.iai}>iiiCKiix'b niiCLjiein.. Moskwa 1855. Eacki. Fr. Pismo slovjen- 
sko, Zagreb. 1 86 1. — — Rettel. Cyryl i MeloJy. Paryż 1871. Jagicz. Honpoct 



wianski, używany u Słowian wschodnieg-o obrządku, dopiero 
w XVI w, w Tubingen, przy wydawaniu ksiąg religijnych dla 
Słowian południowych, w celu szerzenia pomiędzy nimi reformy 
religijnej, nazwano kiry lica. W Polsce alfabet ruski, w XVI 
w., zwano hł a h o 1 i c ą.'^") Wreszcie aż do końca prawie XVIII 
w. nic gruntownego nigdzie nie powiedziano. Dopiero, gdy cze- 
ski historyk Gelazyusz Dobner, uwagami swemi o starszeństwie 
głagolicy od kirylicy-^'), wywołał głębsze zastanowienie sie nad 
tą kwestyą słynnego filologa Józefa Bobrowskiego, — rozpoczęły 
się poszukiwania dawnych pomników pisma słowiańskiego i kry- 
tyczne nad nimi zastanowienie sie, 

W końcu XVIII w. znano jeden tylko starożytny pomnik 
głagolicki, mianowicie psałterz, pisany przez mnicha Mikołaja 
r. 1222, na przyległej Dalmacyi wyspie Rabie (Arbę), ze starszego 
psałterza. Bobrowski, odrzuciwszy stanowczo mniemanie Bobnera 
o starszeństwie głagolicy od kirylicy, wyobraził sobie, że chorwa- 



Kiipii.LTt 11 Mcoojtiii Ul. c.iaiifliiCKoii a>ii.io.ioriii 1885. Tegoż autora. ^leiBipe 
KpiiTiiKO-na.ioorpa<Mi'iecKi« CTaTi,n r. 1884. — Broz Iwan. Crtice iz hravatske knji- 
żevnosti. 1888. 

•''«) Kronikarz .Stryjkowski r. 1586 pisał: Cesarz Michał Kuropalates wszyst- 
kirr. Bułgarom i Slawakom posłał za upominek litery Hlaliolskiei Az, A, Bu- 
ki, Wiedzi, etc, które na ten czas z greckicli nowo były wymyślone i wynałezione 
gwoli Slawakom. Tych liter, jako pospolicie bywa rzecz każda nowa wdzięczniej- 
sza, zaraz sie chwycili Bułgarowie, Serbowie, Dalmatowie, Karwaci i Russacy i tymi 
literami sprawy swoje i kroniki dopiero pisać poczęli, nietylko tych spraw porządek 
w księgi znosząc, które się na tenczas u nich i przez nich działy, ale też i ony rze- 
czy, i dzieje, które od starodawnych przodków swoich mieli, hlaholskim pismem 
ku wiecznej pamiątce w księgi swoje spiiowali. Kronika t. I. s. 89. Stryjkowski, 
jak wiadomo, czerpał wiadomości przeważnie z kronik ruskich na Litwie. A ponie- 
waż w XVI w. na Rusi nie innerai, jak tylko cerkiewno -słowiańskiemi (kiryłickie- 
mi) literami pisano, oczywiście więc, że zwyczajne kirylickie pismo, za czasów Stryj- 
kowskiego, h ł a h o 1 i c a zwano. 

3'). Najprzód w uwagach do kroniki ITajka, w latach 1761 — 1772, później 
w odpowiedzi na zarzuty Dobrowskiego, napisał w Abhandlungen der Bohmischen 
Gesellschaft der "Wissenschaften (1785) rozprawę: ob das heut zu Tage so gnannte 
Cyrilłische Alphabet fiir eine wahre Erfindung des heiligen slavischen Apostels 
Cyrills zu halten sey. s. 101 — 139. Dobnera poparł jeden tylko Anton Łużyczanin 
w dziele : Yersuch iiber die alten Slaven. Lipsk. 1783 — 89, twierdząc, że glagolica 
starszą jest nie tylko od grecko- słowiańskiego pisma, lecz i od samego ś. Hiero- 
nima, 

Tom UJ, 10 



ckim i (.'almackim Słowianom dopiero w XIII w. zachciało się mieć 
nabożeńslwo we własnym języku, ale że nie mogli przejść na obrzą- 
dek o-recki. wymyślili więc litery głagolickie, a przetłómaczywszy 
mszę z jcz}'ka łacińskiego na słowiański, literami głagoliclciemi, 
puścili pogłoskę, że jalc litery, tak i msza niemi napisana, są dzie- 
łem ś. Hieronima ze Strydonu, aby pod zasłoną tak znakomitego 
ojca kościoła, łatwiej U7,yskać od papieża pozwolenie. Olśniony 
tak wysokim autorytetem, Innocenty IV pozwolił w r. 1248 na 
odbywanie nabożeństwa w języku słowiańskim i używanie liter 
głagołickicln. — Było to wnec według Bobrowskiego po prostu 
oszustwem. Dla mocniejszego poparcia swego urojenia, Bobro- 
wski znalazł i oszusta. — Ofiarą padł poczciwy Mikołaj z Raby,^^) 
a Bobrowski nie przestawał twierdzić, że głagolica nie jest star- 
szą od mniclia z Raby.-''') Z drugiej strony zaświadczenie w bulli 
Jana VIII r. 880,'"^') tudzież legend i innycłi pomników staroży- 
tnycli, że ś. Konstanty (Cyryl) był wynalazcą pisma słowiańskie- 
go, zdawało się niezbitym dowodem starszeństwa kirylicy. 

Tymczasem Słoweniec Kopitar, zbadawszy w paryzkiej bi- 
bliotece (r. 18 1 5) rękopism alfabetu głagolickiego, tale zwane 
Abecenarium Bulgaricum, przez filologów francuzkicli 



''^) Rękopism Mikołaja z Raby dziś już, stracony, ale polegając na śv\'iadectvvach 
takich uczonych jak Lewakowicz, Assemani i Karaman, możemy być pewni, że 
wszystko, co dawniej o tym rękopiśmie mówiono, jest prawda. Otóż ów Mikołaj sam 
objaśnił, że paslter? skopijował (l222 r.) z daleko starszego rekopismu, sporządzo- 
nego na rozkaz Teodora, ostatniego tego imienia arcybiskupa salonijskiego. — Do- 
browski, mając na względzie, że Salona zburzona przez Chorwatów w połowie VII 
w., że ostatnim jćj arcybiskupem był Teodor III i że Słowianie, będąc wtedy po- 
ganami i burząc kościoły, niepotrzebowali ksiąg chrześciań.skich, z oburzeniem na- 
zwał ^Mikołaja z Raby kłamcą, oszustem. Rzecz jednak w tern, że po zburzeniu 
Salony w drugiej połowie YII w., arcybiskupstwo przeniesione zostało do Spalatro, 
ale nieprzestawało zwać sie Salońskieni. Arcybiskupem salońskim w Spalatro rzeczy- 
wiście był Teodor 880 — 890, a był ostatnim tego imienia aż do XIII w , kiedy pi- 
sał Mikołaj z Kaby. — O tern poucza Farlati. Illyricum Sacrum rysi, 1817 I s. 8. 

"'■>) Najprzód w dodatku do ailykulu: Ueber das Alter der bohmischen Bi- 

bcliibersetzung, w Abhandlungen einer Priyatgesellscliaft. B. V 1782 s, 318 — 322, 

później w innych pismach. Porów. Jagicz. Donpoci> o Kiipii.i.rt 11 Meooiiin s. 41. 

*'>) A, 880 Literas deniąue fclavinscas, a Constantino quondam philosopho 

repertas... Jirben. Regesta, s. 18. 



— 179 — 

odnoszone do XI w.^^) nabrał przekonania o mylności poglądó\v 
Dobrowskiego i o tern go otwarcie zawiadomił. Bobrowski od- 
powiedział, iż niewlerzy temu, ab}^ głagolica istniała już w XI w. 
i z takiem przekonaniem pozostał aż do śmierci (r. 1829). Wszakże 
poruszenie kwestyi o pocliodzeniu głagolicy wywołało nowe poszu- 
kiwania w Pradze, Moskwie, Petersburgu, Warszawie i w innycłi 
miejscacłi Słowiańszczyzny. Szafarzyk, podobnie jak Bobrowski nie- 
podzielał zdania Kopitara o starszeństwie głagołicy, ale i niewidząc 
możności podtrzymywania uporczywego zapatrywania się na jej 
pochodzenie Bobrowskiego, wymyśłił całkiem nową liipotezę o usi- 
łowaniu jakiegoś Balmatyńca, w r. 1064, do wynalezienia na korzyść 
adeptów kościoła Zacłiodniego, nowego alfabetu, różnego od kiry- 
licy, aby wyjątki z ksiąg cyrylskich snadniej było skryć, dla łatwiej- 
szego zaś rozszerzenia alfabetu tego, Balmatyniec puścił pogło- 
skę, jakoby wzmiankowany alfabet został wynaleziony przez ś. 
Hieronima. Balej Szafarzyk puścił się na domysł, jakoby z po- 
mocą nowego alfabetu spodziewali się fpapieże??) przyciągnąć do 
siebie Słowian greckiego obrządku, zostawić im liturgiję słowiań- 
ską, lecz za pomocą nowych liter (głagolickich) wprowadzić ob- 
rządek kościoła Zachodniego.^-j 

Przypadkowe odkrycie w bibliotece hrabiego C!oz'a w Try- 
dencie, rękopismu głagolskiego w r. i<S3o, usunęło wszelką wąt- 



■*') Porównanie tego abecadła z kodeksami hrabiego Clotza i Watykańskim 
podał Kopitar w dziele Glagolita Clozianus, o którem wnet powiemy. Faksymile 
tegoi Abecenarium znajdujemy w dziele Martinowa. I.es manuscrits Slaves de la 
bibiiotheque imperiale de Paris. 1858. 

^-) Geschichte der Slavischen Sprache und Literatur nach alien Mundarten 
r. 1826 s. 239 — 24 r. Powstając przeciw hipotezie Szafarzyka współczesny mu pi- 
sarz moskiewski Jurij Wenelin, zawołał: „kłamstwo! Na soborze salońskim r. 1060 
duchowieństwo lacińslde nietylko nie tolerowało alfabetu glagolickiego, lecz owszem 
rzuciło nań anatemę-" A dalej wykazując niedorzeczność wywodów Szafarzyka, nie- 
potrzebne insynuacyje, płonne domysły, Wenelin dodał, że we wszystkich „niezbitych" 
dowodach Szafarzyka „irtTi> nc TO.ibKO ecTecTBeiiiiocTii, HO n sjpaBoro CMBic.ia" 
(nie ma nietylko naturalności lecz i zdrowego rozsądku). Przy tem Wenelin do- 
ciąwszy i Bobrowskiemu za mnich.i arbejskiego (z Raby), stanowczo twierdził, źe 
glagołicu starszą jest od kirylicy. IIcTopiiKO-Kpimi'JCCKiii iiuuCKdiiiJi, r. 1841 tom 
11 s. 177. 



— i8o — 

pliwość względen? starc>>} tno.ści glagfolicy. Dobrowski już nie 

ży], a Kopitar, zlauawszy znali ziony pon.nik, w) dal go pcd 
tytułem Glagolita Clozianus w r. 1836. — Bystry umysł badacza 
ocenił od razu znaczenie i doniosłość odl<;rytego ręlśopismu, oświe- 
cił go swemi uwagami i tern starożytność pisma głdgolickiego 
zapewnił.''-') Odtąd niepodobna już było czeml<olwiek zbywać 
kwestyje o pocliodzeniu głagolicy. Dwa typy pisma słowiań- 
skiego widocznie świadczyły o ich starożytności. Wypadało wy- 
rzec: które z nicli starsze i które pierwotnie użyte zostało przez 
śś. Cyryla i Metodego do spisania ksiąg duchownycli słowiań- 
skich? Niepewność ogarnęła badaczy. Zgodnie z Kopitarem Mi- 
chał Wiszniewski wyrzekł, iż pismo głagolskie, czyli b u k w a, 
dawniejsza jest od kirylicy^^). Podobne zdanie oświadczył Wenelin, 
a serbslśi uczony Drogosawlewicz^'') starał się udowodnić, że gła- 
golica starszą jest od ś. Hieronima. Znaleźli sie i przeciwnicy 
Kopitara, nieprze..tający twierdzić o starszeństwie kirylicy od gła- 
golicy,'"') ale w najkrytyczniejszem położeniu znalazł się Szafarzyk. 
Niezadługo przedtem (w r. 1826) rzucił on podejrzenie na sobór 
salońsl<i r. 1060, jakoby w skutek życzenia tego soboru wymy- 
ślono pismo głagolickie i zwalił na jakiegoś Dalmatyńca winę a te- 
raz, w obec świetnych dowodów Kopitara o starożytności głago- 
licy, przekonał się o złudzeniu, które go na drogę błędnycli do- 
mysłów popchnęło. Wypadało przyznać się do omyłki, lecz i tu 
Szafarzyk wahał się. Tymczasem podróże po Turcyi, odbyte przez 



•*'') Glagolita Clozianus, id est codicis glagolitici inter suos facile antiąuissi- 
mi, olinn, dum integer erat Veglae in thesauro Frangepaniano, habiti pro s. Hiero- 
Bymi bibliis Croaticis, supparisąue adminimum Cyrilliano Obtromiri NoYOgiadenn^^, 
leipsanon foliorum XI[ etc. eddidit Bartholomeus Copitar. Yindobonae 1836 in fol. 
••*) Historya literatury polskiej. Kraków. 1840. tom I s. 167 — 172. 
■*■■"; Identyfikując nazwy głagolicy z nazwą pisma gotskiego, Wenelin zacie- 
mni! sprawę starszeństwa głagolicy od kirylicy. IIcTopinfO-h-lniTiiyeCKiil li3HCKania. 
Tom II s. 182 — 204. ITocTimaicb C.iaBciiCKii cioua ii.iii niic-MciiocTb, KaKna c u 
KaKua ijn-ua, ;ia e y Cop6ci{OMX many., o.ii) A,xaMa itparocan.it.iMiTa. Y Beorpa.iy 
1840, in 12-0 sir. 140. Bodianski. O liiif.Meiiii iii)oiitXo>K,x<iii!i (•.7iir.}iiiCKiiX'i. iiikij- 
Meiii s. 296. 

*'^) Maciejowski Wcclaw, podobnie jak Szafarzyk, glcgolicę n\\ ażal za wy- 
nalazek XI w. — Painiętiiiki. r, 1839, lom 1 s. 75, lom II s. Ii. 



_ i8i — 

profesora Gryg-orowicza w r. 1844 — 5*') i archimandryte Porfirego 
Uspieńskiego w r. 1845 — 6, tudzież zebrane przez nich pomniki 
głagolickie, wybornie stwierdzały zdanie Kopitara. 

Grygorowicz, niezważając na sprzeczne z nim zdania rosyj- 
skich slawistów,*^) już w r, 1851 wyrzekł, iż z dwóch alfabetów 
słowiańskich, jeden musiał zjawić sie wcześniej niż w IX w. a ta- 
kim alfabetem jest głagolica, która być może początkiem swym 
sięga w bardzo odległe wieki. ^^j Zdanie swe Grygorowicz po- 
powtórzył i w późniejsze lata/^'') 

Pod ciężarem nowoodkrytych przez Grygorowicza i Uspień- 
skiego pomników głagolicy, Szafarzyk ujrzał sie zniewolonym 
dawniejsze swe przekonania zmienić nieco na korzyść głagolicy. 
Dopuszczając możność zjawienia się jej w tym czasie, kiedy wy- 
gnani z Morawii uczniowie Metodego, do Bółgaryi przybyli, Sza- 
farzyk mniemał, że jeden z nich, najpewniej ś. Klemens, biskup 
Wielicy (887 — 916), jak wzmiankują legendy, wynalazł inne od 
kirylicy pismo, mianowicie głagolicc.'^i) Popierając zdanie swe 



^') OyepKT, nyieuiecTuia no EBponeficKofi Typui". Kazań 1848 in 8, stro- 
nica 214. — Na jednym egzemplarzu, tego wielce ciekawego dzieła, ofiarowanego 
autorowi niniejszej pracy w r. 1862, Wilitor Grygorowicz podówczas profesor uni- 
wersytetu kazańskiego, napisał na okładce, po polsku, objaśnienie trudnych okoli- 
czności, w jakich sie on podczas wydania swej pracy znajdywał. 

^8) Najprzód Preisa, prof, uniwersytetu petersburgskiego, potem Izmaela Srez- 
niewskiego, który zająwszy w Petersburgu katedrę po zmarłym Preisie, odrzucał 
domysły Grygorowicza o głagolicy. Jagicz. KiipiMiT. II Meoojiir. 1888 s. 53, 

••9) Rozważaj.'jC rękopismy greckie i cyrylskie Grygorowicz znalazł w nich 
wtręty i przypiski głagolickie, poświadczające, że w wielkiej części Słowiańszczyzny 
głagolica używała sie jako zwyczajne pismo. A dalej rzekł: BOOuuio fl;)Biin. r.iaro- 
-iiiTU jpeuirtiiiiiiif. Cb. liiipii.i.iTj iiauif.n. r.iaro.iiiTy, a Meoo.iiii rBMtcTfc ci. Kn- 
piu.iOMi.) noc.iŁ oópaTii.iT) oe u rpcieoKiii a.i-paBiiTT. bt. jpyryio cMaBaiiCKyio aa- 
fiyicy (Kiipii.iimy;. O siia-ieiiiii II,epKOBiio-C.iaBaiicKaro HsbiKa. I85I. s. 57—67. 

■>^) W artykule „O jpeBiieii niiCbMeiiiiocTii CiaBaiiT." Grygorowicz z ogro- 
mnym zapasem erudycyi zbijając swych przeciwników, dowodzi, że ś. Cyryl uływat 
do pisania głagolicy, którą mógł znaleźć i w Chersonesie Tauryckiem, jak wzmian- 
kuje pannoński żywot Cyryla. CiaTtii Kacaiomifica jpcciiaro cianaiicKaro a:3biKa 
Kazań, 1852, str. 69. 

5") Prvovck hlaholskeho pisemaictvi. Cas. C. M. 1852. powtórzone w III 



— 1«2 — • 

now5'm opracowaniem kwestyi o glagolicy i będąc już mocno 
zachwiany w dawniejszem przekonaniu, Szafarzyk w r. 1853 wy- 
rzekł, iż domniemanie o pochodzeniu pisma słowiańskiego jest 
jeszcze w zawieszeniu i oczekuje w przyszłości dopiero sprawie- 
dliwego rozpoznania. •'■•-j Gdy jednak w r. 1855 doktor Hófler 
w Pradze znalazł, wklejone w okładzce bardzo ozdobnego ręko- 
pismu łacińskiego z w. XI, dwie pargaminowe karty głigolickie,^^) 
Szafarz)'k przekonał się nareszcie, iż wszelkie jego usiłowania do 
podtrzymania starszeństwa kirylicy w niwecz się obracają. — Zba- 
dawszy z całą usilnością nowoodkryte karty, zastanawiając się 
nad kształtem liter, pisownią, punktuacyą i atramentem, Szafarzyk 
wyrzekł, iż rękopism ten musi sięgać przynajmniej pierwszej po- 
łowy X w., że zwroty mowy w nim są słowiańsko - morawskie 
i że zatem pow\stał w tej miejscowości, w której ś. Metody nau- 
czał. — Takim sposobem, po trzydziestoletniem prawie obstawa- 
niu za kiry lica, Szafarzyk w r. 1858 znalazł się w konieczności 
zgodzić się z przeciwnikami swymi i przyznyć starszeństwo gła- 
golicy.-^*) 

Wygłoszenie zdania takiej naukowej powagi, jaką się szczy- 
cił w owym czasie Szafarzyk, wywołało żywe zainteresowanie 
się badaczy rzeczy słowiańskich. I gdy jedni, trzymając się 
uporczywie dawniejszych poglądów, obstawali za starszeństwem 
kirylicy, •'^•^) inni w myśl Szafarzyka, rozwijali wypowiedziane 



tomie dziel Szafarzyła, wyd. 1865 str. 211 i następne, Względem wynalezienia przez 
ś. Klemensa innego pisma, niż te jakie ś. Cyryl wymyślił, patrz wyżej cytatę 34. 

•'-) Pamatky hlaholskebo pisemnictvi. 1853 s. VI punkt 8, — tudzież str. 

X Lvr. 

■•■"•) Fakssmile lycli kart ogłoszone zostały w Abliandłung der K. Pohmi- 
schen Gesellschafl der Wissenschaft tom X. Praga 1857. Jest to dziesięć krótkich 
hymnów, czyli Swetiln z oLjuśnieniami Szafarzyka. Osobna odbitka z tego wy- 
dania, pod tytułem: Glagulische Fragmente herausgegeben von Hófler und P. J. Sa- 
farik. Praga 1857 in 4O str. 61. V tablic. 

^*) Ueber den Ursprung und die- Heimath des Glagoliiismus 1S58. — O po- 
szukiwaniach Pzafarzyka ogłosił Ginzel, w dodatku do Geschichte der Slavenapostel. 
i?ći str. ,107—170. — Porów. Jagicz. Bonpoci. o KiipiU-rt 11 MeooAin. s. 59. 

■'■') I/.bera. Kirył i Method nepsali nigdy hlaholski neż kirylski r. 1858 — 



przez niego zdanie. '^^z Ruch literacki najbardziej wzmógł się 
w IMoskwie. Tam Bodjański, pogrążony całkiem w badania sta- 
rożytnych pomników podobnie jak Grygorowicz w Kazaniu, już 
w 1855 r. wypowiedział swe przekonanie, że cliociaż nie może 
jeszcze zgodzić się na starszeństwo głagolicy, lecz opierając się 
na najnowsze dane, chętnie udziela jej miejsce w jednym z kiry- 
licą wieku, lub wnet później. ■'^^) Chomiakow dowodził, że głago- 
lica jest starożytnym pomnikiem wznowienia rzez (p-Łsi)) mni- 
cha Chrabra, i że szerzyła się na Zachodzie, a kiryUca na Wscho- 
dzie,^^) Pogodin (-|- 1876) skłaniał się do przyjęcia zdania Sza- 
farzykowego o starożytności głagolicy „którą znał już ś. Cy- 
ryl."-^^) — Słowem ruch w opracowaniu podjęty Icwestyi szerzył 
się po całej Słowiańszczyznie, liczba dzieł powiększyła się do ta- 
kiego stopnia, że z nich osobna literatura powstała. Zwróćmy 
nwagę na ważniejsze prace. 

Słynny profesor uniwersytetu zagrzebskiego kanonik Raczki, 
wydawca znakomitego kodeksu watykańskiego, głagolicą pisa^ 
nego w początkach krzewienia chrześciaństwa u Słowian, zba- 
dawszy cechy lingwistyczne wzmiankowanego kodeksu, przyszedł 
do przekonania o głębokiej starożytności głagolicy. Według nie- 
go, największy rozkwit piśmienictwa w Bółgaryi przypada na 
czasy cara Symeona (r. 893—927). Najstarsze pomniki pisane 
są głagolicą okrągłą, potem greclco-słowiańskiem pismem. Z po- 
czątku głagolicą i kirylica walczą o pierwszeństwo, ale później, 
jak wskazują palimpsety, powierzch głagolicy pisane kirylica, 



w Moskwie Wiktorów i Hilferding mocno obstawali za starszeństwem kirylicy. Po- 
godin. CóopKliKTj r865. s. 172 — 192. Szczególnie przeciw Szafarzykowi powstawał Hil- 
ferding. 

58) Hanusz. S\v;'ity Kiryl nepsal kyrylsky neż hlaholsky. 1857. Odbitka 
z Pojednani Kral. Cesk. spolecnosti nauk. Później. Das Scłiriftwesen und Sclirit- 
thum der bóhmisch-slaviscben \ ólkerstamme. Praga 1867. 

5') Bodjanskij. O BpejieHii npoiicxo>iaenia CiaDancKiiNT. niiCLMen^, str. 
317-8. 

68) Pycch-aa Eectja r. 1859, t. V, s. i— 12. 

''») Kiipii.Liio-MeoQ4;. CSopHuicŁ, 1865, s. 126. 



— 184 — 

a pod koniec XII w. głagoUca w Bółgaryi znikła."") Miklosicz, 
oświadcz3'wszy się od dawna za starszeństwem głagolicy,"^) zau- 
ważył, że różnice pisma głagolickiego od cyrylickiego stanowią 
nie tylko formy pisma, lecz i sam jeżyk pomników i że najdaw- 
niejsze pomniki głagolickie pisane były w mowie słoweńskiej."-') 
Nowsi badacze Tajlor i Geitler, porównywając najstarsze litery 
głagolickie z literami innycłi alfabetów, wypowiedzieli różne zda- 
nia. Pierwszy z nicłi twierdził, że najstarsze litery głagolickie 
są jednakowe z greckiemi minuskulnemi literami,*'''') Geitler w al- 
fabecie głagolickim upatruje wpływ nie tylko greckicli uncial- 
nych i rzymskicli liter, lecz nawet i albańskiego alfabetu. We- 
dług jego łiypotezy, u Slownan w Bółgaryi i na południe od niej 
używano greckiego uncialnego pisma, a u Słowian w Macedonii 
sąsiednicli albańskicli liter, z czego powstał zarodek głagolicy.**^) 
Zbijając zwyciezko łiypotezę Geitlera profesor Jagicz powiada, 



80) Przekonania swe Raczki wypowiedział najprzód w dziele: Pismo slovjen- 
sko, 1861, później w dziele: Assemanov iii Yatikanski Evangelistar, 1865, s. CXIX, 
Później w czasopiśmie „Rad jugoslavenskie Akademije", tom II, 36. Riedko slo- 
vensko pismo u vatikanskom rukopisu. 

*") Artykuł „Glagolitisch", w Encyklopedyi Ersch. Grubera, 1859, s. 403 do 
422. Patrz Jagicz, Bonpocx o Kup. 11 Meo., s. 52. 

*2) Die pannonischen Denkmaler zerfallen nach dem Alphabete in dem sie 
geschrieben sind, in glagolitische und in Cyrillische, ein Unterschied der nicht nur 
die Schrift, sondern auch das Alter trift, indem einige der glagolitischen Quellen zu 
den alleraltesten Denkmalern der Altslovenischen, ja der Slavischen Sprache iiber- 
haupt gehoren. Miklosich. Altslovenischen Formenlehre in Paradigmen, 1874. Ein- 
leitung, s. XIII. 

^') Najpierw w Archiv fiir Slavische Philologie, V, s. 191, powtórnie w dziele 
jego: The Alphabet an account of the Origin and Development of Lettres, by Isaac 
Taylor. Vol. II, 195 — 207. Jagicz w sprawozdaniu, wzmiankowanem w następnym 
przypisku s, 185. 

*■*) W recenzyi licznych prac archimandiyty Amfilochia i Wsiewołoda Miil- 
lera. kt. Bonpocy o CiaciincKoii aaóyKfc, w Żurnale Minis. Ośw. 1884, profes. Ja- 
gicz bierze pod rozwagę prace Leopolda Geitlera. Die Albanesischen und Slavi- 
schen Schriften, mit 25 phototypischen Tafeln. Wien,' 1883. Nie ograniczając się 
krytyką hypotezy Geitlera, posuniętą aż do szczególowego rozpatrzenia liter glago- 
lickich, każdej z osobna, Jagicz wypowiada stanowczo swe zdanie, przez co recen- 
zya ta nabiera znaczenia badania wielce pouczającego. Praca Jagicza, jako osobny 
dodatek umieszczona w Sborniku Akademii Nauk Petersburg., wydziału języka i lite- 
ratury rosyjs. Tom 33, r. 1884. Ofieib o npncy/KAeHiu .loJioiiocoBCKofł upewiii. 



- i85 - 

Że wtedy, kiedy sie u Słowian wytwarzało pismo, alfabet albań- 
ski nie istniał jeszcze. Na półwyspie Bałkańskim Słowianie, pod 
wływem cywilizacyi byzantyńskiej i kultury greckiej, używali 
greckieg'o pisma uncialnego i minuskulnego (kursywy), jak po- 
wiada Chrabr „bez ustrojenia". Konstanty nietylko uporządko- 
wał pismo, lecz był reformatorem pisma greckiego na korzyść 
słowiańskiego. Rozbiór krytyczny starożytnych pomników i pa- 
leograficzny charakter obu alfabetów wskazuje, że kwestya star- 
szeństwa jednego z tych alfabetów najłatwiej sie rozstrzyga na 
korzyść głagolicy."^) Car bółgarsld Symeon i jego przyboczni, 
poczuwając jaką przeszkodę stawiała im głagolica do zbliżenia 
sie z cywilizacyą byzantyńską, starali się, zamiast alfabetu gła- 
golickiego, który się równał pismu greckiemu minuskulnemu, 
wprowadzić charakter odpowiedni greckiemu uncialnemu (lite- 
rackiemu) pismu. To właśnie stanowi kirylicę. Przewaga jej stała 
się nie w skutek tego, aby alfabet cyrylski wytworzył się drogą 
historycznego rozwoju, lecz z powodu umienia zastosować ją do 
pisma greckiego. Ostatecznie zaś zwycięztwo kirylicy zapewniło 
przyjęcie chrześciaństwa przez Słowian ruskich. ^^) 

Powaga tyłu znakomitych badaczy zapewnia głagolicy zna- 
czenie pierwotnego pisma Słowian, ale nie usuwa ostatecznie 
powątpiewań o jej pochodzeniu.^') Kwestya ta bezwątpienia 
będzie kiedyś rozstrzygnioną, a tymczasem zostajemy w upewnie- 
niu, że apostołowie nasi Cyryl i Metody używali pisma glago- 

8*) Jagicz, jak wyżej str. i86 — 188. 

^^) Załączone przy pracy prof. Jagicza tablice pisma starożytnego, naocznie 
zdają sie przekonywać, jak najdawniejsze z IX i X w. litery głagolickie i cyry- 
lickie zbliżają się do współczesnych liter greckich minuskulnych i uncialnych, oprócz 
głosek nosowych, których u Greków nie było. Zkądże sie wzięły w alfabecie sło- 
wiańskim? Jagicz nie objaśnił tego! 

*') Oprócz Geilłera i innych badaczy sprzecznego zdania z Taylorem i Ja- 
giczem, odrzucającymi wpływ albańskiego i innych, oprócz greckiego, alfabetów, 
nowszy pisarz M. Filipow mniema, że głagolica wynaleziona przez Słowian dal- 
mackich wcześniej, niż się zjawiła kirylica, i prawdopodobnie powstała pod napły- 
wem rozmaitych żywiołów, częścią w przedchrześciańskie czasy, częścią od Greków, 
ł^zymian, a być może i narodów wschodnich. XopBaTU H c1opi,6a 11X7> n, Ar.CT- 
pieii. PetrohraJ. iii<)J, s. I12. 



— i86 — 

lickieg'o i że takowe szerzyło się w TK i X w. nie tylko u Sło- 
wian południowych, w Pannoiiii, Morawii, Slowaczyźnie i Cze- 
cłiacłi, lecz także i w południowo] części Polski, Ctirobacya zwa- 
nej. Zrozumimy to łatwo, porównywając wypadki liistoryczne. 
I tak, kiedy w IX w. apostołowie nasi krzewili clirześciaństwo 
nad Dunajem, Słowiańszczyzna lecliicka aż do Łaby swobodną, 
jeszcze była od władzy niemiecl-ciej i wpływu kościoła łacińslciego. 
Książęta Obodrytów, Lutyl<;ów, Serbów nadłabskich, uczęszcza- 
jąc na dwory cesarskie, być może znajomili się z łaciną, ale nad 
Wartą, i dolną Wisłą nic jeszcze ani o cywilizacyi zacliodniej, 
ani o piśmie głosowem nie słyszano. A gdy w skutek urągania 
clirześciaństwu księcia wiślickiego poganina, władztwo jego pod- 
padło pod panowanie Morawianów (około r. 880), używane w Mo- 
rawii pismo liturgiczne, słowiańskie, nie spotykając przeszlcody 
ze strony pisma łacińskiego, swobodnie szerzyć się mogło, jeśli 
nie w całej Polsce, to przynajmniej w południowej jej części, 
dokąd nauka apostołów słowiański cli sięgała. Będąc poganami 
przodl<owie nasi mogli nie znać pisma, stawszy się clirześcianami 
obejść się bez niego nie mogli. A ponieważ w metropolii sło- 
wiańskiej Welegradzie używano głagolicy, oczywiście więc, iż 
misyonarze tej metropolii musieli używać nie innego pisma, jak 
tylko głagolickiego w IX wieku, aż nim łacina wzięła w służbie 
bożej przewagę w X może nawet w XI wieku. '^*) Niezrozumiałą, 
ludowi łacinę znali wszakże tylko księża, Ictórzy dla oświecenia 



^*) Najdawniejszy pomnik języka polskiego, tak zwany „Psałterz Małgo- 
rzaty", przepisany praM'dopodobnie przez Niemca, literami łacińskiemi ze starszego 
rekopismu, zawiera (w drugiej, starszej części) ślady pisma głagolickiego, dla ozna- 
czenia dźwięków nosowych. Zkąd to pochodzi? Wydawca Psałterza tego, senator 
K. Małkowslii mniema, że to się da wyrozumieć, kiedy przypuścimy, źe Psałterz 
wprzód był tłóm.aczony nim poznano pisma cerkiewne nietylko kirylicę, lecz i gła- 
golicę. (Przegląd najdawniejszych pomników języka polskiego, r. l8/2, s. 29, 44). 
Mnie się zdaje, że kwestyę tę chyba paleografia ostatecznie rozstrzygnąć zdoła, ale 
zjawienie się śladów głagolicy w pomniku polskim przypomina to, co Wiktor Gry- 
gorowicz znalazł (w r. 1845) na niektórych pomnikach słowiańskich w Bólgaryi, 
mianowicie wtręty i dopiski głagolickie, co właśnie dowodzi powszechną niegdyś 
znajomość ostatniego pisma. Wyżej cyt, 49. 



- i87 - 

ludu musieli używać języka miejscowego i długi czas pisać alfa- 
betem słowiańskim, ale którym mianowicie? Według niewielkiej 
ilości starożytnych pomników zdawałoby się, że już od czasów 
BolesłaAva Cłirobrego w Polsce szerzyła się kirylica,*^^) z którą, 
Polacy łatwo zapoznać się mogli podczas wypraw Bolesława Chro- 
brego na Ruś i do Ivijowa, gdzie wówczas kirylica z Bółgaryi 
szerzyła się i długo, jak wiadomo, walczyła ze starsza głagolica.'^"^) 
Czy nie było coś podobnego i w Polsce? Twierdzić o tem nie 
możemy, ale wypada zwrócić uwagę na Czechy, z których pier- 
wotnie wiara i oświata do Polski płynęły. Wszak wiadomo, z jaką 
gorliwością opat klasztoru Sazawskiego Prokop i następca jego 
Wit szerzyli w XI w. nabożeństwo słowiańskie w Czechach. Be- 
nedyktyni wzmiankowanego klasztoru zbierali i przepisywali rę- 
kopismy głagolickie, do użytku w nabożeństwie słowiańskiem. 
Siady tego przechowały się w znalezionych przez Hóflera w Pra- 
dze (r, 1855) ułamkach głagolickich z X w,'^) Stosunki polity- 
czne i religijne Polski z Czechami w XI w. były nadzwyczaj 
ożywione. Morawija lat dwadzieścia z górą, a Słowaczyzna dłu- 
żej do Polski należały. ^-j Czy podobno dopuścić, aby Polacy 



"») Na dowód tego badacze przytaczają: pieniądz Bolesława Chrobrego z na- 
pisem cyrylickim, i kronikę Jarosława Icanonika katedry płockiej obrządku łaciń- 
skiego, pisaną przez niego kirylica w r. i2ig. Na tę kronikę powoływał się nie- 
gdyś Chrystyan biskup pruski, a dziś w archiwum królewieckiem wyśledzono ją. 
Były jeszcze starsze książki polskie kreślone' temże pismem, a przez Niesieckiego 
i innych wiarogodnych świadków wspomniane. Używano więc niegdyś w Polsce 
powszechnie kirylicy, a spisane przez Metodego i następców jego księgi cerkiewne 
były wzorem, według którego tak my, jak i inni Słowianie pierwszy piśmienny nasz 
język urabiali, nim takowy około wieku XIV uległ przeważnie wpływowi czeszczy- 
ziiy. Bielowski, we wstępie do drugiego wydania Słownika Lindego, r. 1854, str. ir. 

'^) Pop Upir Lichy, przepisując dla księcia Włodzimirza Jaroslawowicza 
w r. 1047 księgi proroków pismem grecko-słowiańskiem, wyraził się: napisa iz 
kurilowice, czem dał do pojęcia, że przepisywał z manuskryptu innym charakte- 
rem pisanego, mianowicie głagolicą, którą on nazwał pismem kirylowem. Hanusz 
Ign. Der bulgarische Monch Cbrabr, w Archiv. f. Kunde Oesterr.-Geschichts-Queł- 
łen, 1860, tom XXI[r. s. 45. Szafarzyk. Pohled na prvovek hlahdskeho pisemnictvi. 
Dzieła, IIL 211. 

"') Wyżej, cyt. 53. 

■-) Dzieła ugo lom II, s. 96, Ujj. 



— iS8 — 

nie kor/ystali z pisma glagolickiego, przynajmniej w dyecezyach 
Krakowskiej i Wrocławskiej, choć w części, obok pisma kiry- 
lickiego? Ślady glagolicy w Psałterzu iMalg'orzaty, tudzież utrzy- 
mywanie sie w pamięci Polaków nazwy pisma „hlaholskiego",'-') 
chociaż nie rozstrzygają kwestyi, o której mówimy, ale podają 
powód do mniemania, że i u nas podobnie jak na Rusi ki- 
rylica, jako doskonalsze pismo, w^.ięła przew^ag'ę nad glagolicą 
W XI wieku. •■') 

4. O języku ksiąg liturgicznych słowiańskich. 

Jeszcze przed rozpoczęciem apostolstwa av IMorawi (r. 863'), 
bracia Konstanty i Metody, jak wzmiankowaliśmy wyżej, praco- 
wali nad przekładem z języka greckiego na słowiański ksiąg 
liturgicznych. Później, po czterech i pół latach pobytu w Mo- 
rawii, bracia apostołowie zanieśli do Rzymu przetłómaczone przez 
nich księgi, które przez stolicę apostolską aprobowane zostały.''^) 
A że w owym czasie mowa słowiańska rozpadała się już na kilka 
osobnych narzeczy, zachodzi zatem pytanie: w jakiem mianowi- 
cie narzeczu apostołowie nasi dokonali przekładu ksiąg litur- 
gicznych ? 

Kwestya ta, zajmując około stu lat umysł celniejszych ba- 
daczy, nie uzyskała dotąd należytego rozwiązania. Postaramy 
się przynajmniej objaśnić przebieg usiłowań w tym celu. 

W pierwszej połowie bieżącego wieku, w obec powsze- 
chnego przekonania o starszeństwie Iciryłicy od głagolicy, księgi 
duchowne, Icirylicą pisane, uważano jako główne źródło do po- 
znania pisma i mowy pierwotnycli nauczycieli wSłowian. A po- 



'») Wyżej, cyt. 26. 

"*) Z pisarzy ojczystych za starszeństwem głagolicy w Polsce oświadczyli 
się: Bartoszewicz Julian w Płistoryi pierwotnej Polski, r. 1865, wyd. 1878, I, s, 94, 95 
i w Historyi literatury polskiej, r. 1877, I, 24; Leonard Rettel w dziele ŚŚ. Cyryl 
i Metody, r. 1871; Konstanty Małkowski w „Przeglądzie pomników języka polskie- 
go- r. 1872; Tadeusz Gromnicki w „Rozprawach Akad. Umiej.", 1879, tom XI; 
ks. T. Dąbrowski, w broszurze: Ji^zyki liturgiczne słowiański, rumuński i ormiański 
w obrębie monar. auslryac. Stanisławów, r. 1882. Pawiaski. Serbia, r. 1874. s. 106. 

■") Wyżej § 38, str. 83. 



niewaź księgi te óoszliy do nas nie w or} glna^acb, lecz w pó- 
źniejszych, pod "wpływem czasu i miejscowości, mocno zmienio- 
nych redakcyach, zostawało więc dla domysłów i przypuszc^.eu 
obszerne pole. 

Znakomici badacze rzeczy słowiańskich: Józef Bobrowski, 
Szlecer, Wostokow, Kałajdowicz i inni, zważając na wielki roz- 
wój literatury bółgarskiej za cara Symeona (r. 890 — 927),''*^) oraz 
przyjmując na uwagę język najstarszych ksiąg kirylicą pisanych, 
mniemali, że do przekładu ksiąg liturgicznych Konstanty i Me- 
tody używali narzecza bółgarsko-słowiańskiego, które im, jako 
urodzonym w Macedonii, dokładnie było znajome. Podzielając 
podobne przekonani?, Szafarzyk objaśnił swe myśli w następny 
sposób. W Morawii i Słowaczyznie panowało w IX w. narze- 
rze, do teraźniejszego zbliżone, a od cyrylskiego wcale różne. 
Mogli jednak apostołowie słowiańscy i pomocnicy ich, z l<siąg, 
w narzeczu bólgarskiem pisanych, odprawiać służbę bożą, mogli 
z uczniami swymi przedłużać tlómaczenie lvsiąg greckich na miej- 
scowe narzecza, Ido różnica Słowiańszczyzny morawskiej od me- 
zyjskiej (bółgarskiej) nie była tak wybitrią, jak teraz. W zadu- 
najskiej IMorawii, raczej Pannonii, Konstanty i Metody nie mie- 
szkali i nad przekładem l<siąg tam nie pracowali. W tej części 
Morawii bytujący Słowianie jednego z jSIorawianami i Słowakami 
pochodzenia, jednakowej z nimi używali mowy. Dalej na zachód 
panowało narzecze chorutańslcie, które, jak widać z ułam^tów 



'•') Mnóstwo pisarzy slowiiińskicli, którzy wnet po śmierci Metodego, po czę- 
ści przed upadkiem rzeszy morawskiej (gOj), po części później, zwłaszcza w X 
i XI w. zjawili się m' Ból|^aryi, sa dowodem, że piśmienictwo słowiańskie w tym 
kraju o wiele wcześniej, iiii po upadku Morawii poczęło się. Uczony car bólgar- 
ski Symeon sam księgi greckie na język słowiański tlómaczyl, za co go współcze- 
śni zwali k n i g o 1 u 1:) c e m i z w y k s z i m c z e s t i w s j a k n i g i. (Kałajdowicz, 
loailTj 0K3. CoJir. 15). Biskup Welicy ś. Klemens, po powrocie z Morawii do Ma- 
cedonii, wiele ksiąg napis.'!, r. 885 — 9:6. (Legenda Ochridica, c. 8, 14; Legenda 
Bulgarica c. 22; Grygorowicz, 0'jepiaj nyTClueCTBin 110 'Jyinuii, str. 122). Toż 
samo czynili: elczarch Lólgarski Jan (890 — 916), bislaij. Kinilanty (906), mnich 
Grzegorz, mnich Teodor Doksow, albo Duks (907) i inni. Kałajdowicz, jak Avyżej, 
M. 15, 99- 



— I go — 

freizinj^eńskich, ' ') już około r. 950 i wcześniej z układu swego 
podobne było do teraźniejszego i do mowy illyryjskiej należ3^ 
Przeciwnie od Pestu i góry ]\Iatry na południe i wscliód, na ca- 
łem porzeczu Cisy panowało wtedy narzecze bółgarsl<o-slowiań- 
skie, które w^ przekładach pisma ś. znajdujemy.'^) 

Tymczasem Kopitar, odl<rywszy jeden z najstarszycli pom- 
ników^ słowiańskich głagolica pisanych i to w narzeczu choru- 
tańskiem (słoweńskiem), twierdził, że do przelcładu l<siąg religij- 
nycli apostołowie słowiańscy używali mowy Słoweńców, którzy 
przed najazdem Węgrów (r. 9o6\ szerzyli swe posady aż do Du- 
naju."") Hypoteza ta znalazła poparcie ze strony- Miklosicza, 
który, opierając sie na filologicznych cechach pomników słowiań- 
skich, przyszedł do przekonania, iż większość z nich należy do 
narzecza słoweńskiego, wcale różneg'o od teraźniejszego moraw- 
skiego. W skutek tego Miklosicz twierdził, że w starożytności 
Słoweńcy po obu brzegach Dunaju mieszkali.^") Podzielając po- 
dobne przekonanie, Dummler jął się dowodzić, że teraźniejsze za- 
ludnienie Morawii powstało dopiero po upadku rzeszy moraw- 



") Wydal je najprzód Keppen: Coópailie c.iaB;il!CKliX'L naMaTHiiK0B7.. Pe- 
tersburg, 1827, z facsimile i komentarzem Wostokowa; potem Kopitar w Glagolitu 
Cloiianus, r. 1836, i K. Małkowski w Przeglądzie najdawniejszych pomników ję- 
zyka polskiego, r. 1872, s. 81. 

'*) Tak pisał Szafarzyk w Starożytn. Slowiaaskicli, i^ 41, s. 504—506, kiedy 
jeszcze nie przypuszczano nawet, aby pomniki glagolickie mogły być starszemi od 
cyrylickich. 

"^) Zdanie swe Kopitar wypowiedział najprzód w Glagolita Clozianus, r. 1836, 
pag. IX, XXXIIT, seqq., potem w Ursprung der slavisch. Liturgie in Pannonien, 
w Chmel'a Oesterreichischer Geschiclrtsforscher, I, 3, p. 508; w Hesychii glosso- 
graphi epilogistis Russus, p. 48, tudzież w recenzyi Bobrowskiego Instituiiones lin- 
guae slavicae. Wiener Jahrbucli, XVir, s. 69, nakoniec w Prolegomena hislorica 
do ewangelii rejmskiej. Forów. Diimler, Excurs iiber die Nationalitat der alten 
Mahrer, w Archiv fiir Oesterreichische Gescbichts-Quellen, 1854, tom XIir, p. 169. 

80) Ich bin namlich jetzt der Ansicht, das slovenische Yólkerstamm nicht 
nur auf dem rechten, sondern auch auf dem linken Ufer der Donau wohnte, freilich 
ohne uber den Umfang seiner Wohusitze im Norden der Donau auch nur eine Ver- 
mutung aussprechen zu konnen, Altslowenische Fcrmenlchre in Paradigmen, 1874. 
Einleitung, s. III — IV, a dalej porównać to, co powiedziano wyżej, w przypi- 
sku 62. 



— 191 — 

sldej (r. 906), a dawniej po obu brzegach Dunaju panowało ple- 
mię słoweńskie, w narzeczu Ictórego spisane zostały najdawniejsze 
księgi religijne Słowian.^') Tym sposobem zjawiła się, niespo- 
dziewanie, liypoteza o pannoniźmie ksiąg słowiańskicli. 

Nowsze odkrycia zabytków piśmiennictwa słowiańskiego 
wywołały inne poglądy. Gdy bowiem przekonano się że najda- 
wniejsze pomniki głagolickie: fragmenty prażskie i kijowskie^-) 
noszą ślady narzecza grupy czeclio - morawo-słowackiej^"^), łiypo- 
teza o pannoniźmie ksiąg słowiańskich upadła. Natomiast ba- 
dania pomników pisma słowiańskiego w ciągu kilkunastu lat 
ostatnich, jeśli i nierozstrzygnęły dotąd kwestyi o której mówimy, 
to przynajmniej dają możność przypuszczenia, że pierwotne księgi 
relig-ijne Słowian napisane były w języku, który w IX i X w., 
szeroko rozlegał się nad dolnym Dunajem, a teraz już nie istnieje. 
W tym to starożytnym języku napisane przez naszych aposto- 
łów i uczniów ich księgi duchowne łatwo mogły zrozumiane być 
jak nad dolnym, tak i nad środkowym Dunajem. Przepisując 
księgi te, pisarze słowiańscy w Morawii i innych krajach sło- 
wiańskich pozwalali sobie robić zmiany fonetyczne i gramatyczne, 
wprowadzając nowe formy językowe i zamieniając litery orygi- 
nałów innemi literami, aby się przybliżyć do narzecza tej miej- 
scowości, w której przepisywano księgi.^'*) Z tego powodu po- 



*') Dummler w Archiv, jak wzmiankowano w przypisku 79, s. 169—178, 
w innem zaś miejscu powiada: es haben damals diesseits wie jenseits der Donau die 
Altslowenische Sprache geherr«cht und sei von den Mahren nicht minder ais von 
den griechischen Slaven geiedet worden. — Geschichte der Ostfrankischen Reichs, 
1877, tom II, s. 185. 

*■-) O fragmentach praźskich wyżej w przypisku 5;. O fragmentach kijow- 
skich „Missurum liber glagoliticus", z X w., w dziele J. Srezniewskiec;o: Culutnia 
O Majioii3BŁcTiiuX'L II HeiiSBt.CTHHS-L naMf]THHKaxx, tom II. N. LXXVII; później 
wjagicza: Specimina Linguae Palaeoslovenicae. 06pa:3UU flStiKa uepKOBHOC.iaBHHCKaro 
uo a^peBnIaiiiiiiM-L uaMaTiiiiKaMi, r.iaro.iii'iecKoir n KiipiLT.ioBCKori niiCLMeiiHOCTii. 
1882. Szczegóły niżej. 

*-'') Srezniewski. rozpatr/.ywszy w r. 1876 fragmenty kijowskie, zauważał, że 
starosłowiański jeżyk lycli fragmentów, obok ścisłego zachowywania używania dźwc- 
ków nosowych i prawidłowego odróżnienia twardych i miekich wyrazów, przedstawia 
regularne używanie btaroż)tnych form, chociaż z niektóremi osobliwościami, charak- 



— TC)2 — 

wstały rozmaite ksiągf słowiańskich redakcye, zbliżające język 
tych ksiąg do późniejszych narzeczy: bóJgarskiego, serbskiego, 
sh')\veńskiego. morawsko -słowackiego, czeskiego, nareszcie ru- 
skiego ^-'j 

Dalsze prace teraźnio^j>zych, znakomit3-ch lingwistów sło- 
wiańskich, bezwątpienia, kwestyję o języku ksiąg, napisanych 
przez apostołów na^^zycli i uczniów icli, doprowadzą do pomyśl- 
nycłi rezultatów. 



teryzującenii mowę czesl<a. CBi.jbiiia o Ma.Ton3nLCTiil.ixl. iiaMnTiiiiKaxx. II s. 544. 
Do tego Jagicz dodał: fragmenty, przywiezione ze "Wschodu, należą bezspornie do 
najdawniejszych pomników pisma glagolicUiego. Ślady wpływu czeskiego na narze- 
cze cerkiewne, które zachowało wreszcie cechy rozmaite najbardziej starożytnego języka, 
wskazują na pannońsko- morawskie strony, jako miejsce pochoLlzenia tego pomnika, 
prawidłowe zaś używanie głosek i spółgłosek nosowyeh i t. d.. zniewala do mnie- 
mania, że pomnik ten albo oryginał jego napisany został bardzo dawno, prawdopo- 
dobnie w X w., kiedy jeszcze nabożeństwo słowiańskie istniało. (Specimina s. 33). 
W innem miejscu Jagicz powiada, że napisane okrągłym charakterem fragmenty- ki- 
jowskie zajmują, łiyć może, pierwsze miejsce w szeregu doszlych do nas pomników 
głagolickich. (Ouatuor evangeliorum versionis Palaeoslovenicae. Codex Marianus. 
1883 s, 416). W iunem znowu miejscu Jagicz tak sie wyraża; w s/.eregu pomników 
cerkiewno -słowiańskiego piśmiennictwa, są dwa glagolickie (fragmenty prażskie 
i kijowskie), przynależność których, w teraźniejszym ich stanie, do narzeczy grupy 
czecho-morawo- słowackiej nie ulega wątpliwości. On nie twierdzi, aby język 
kijowskich fragmentów byl żywym językiem Morawii lub I'annonii północnej w X 
w., lecz we fragmentach tych, jak w zwierciadle, odbijają się jasne ślady ich zależ- 
ności historycznej od teraźniejszego, żyjącego języka Morawii. OneT^ O npiicy;^- 
Jlemn .lOMOHOCOBCKOii npeMiii sa 1883 r. str. 120. 138. Jest to Dodatek do Sbor- 
nika Akademii Kauk za 1884 r. tom LXXIII. 

^^) Dla przykładu przytaczamy zauważane przez s. p. Srezniewskiego w ki- 
jowskich fragmentach glagolickich z X w. odstąpienia od starosłowiańskiego języka, 
i tak: 3 używa się zamiast ;kj, U zamiast uiT, jak w czeskim: noj;a3b, Aa3l>, OTTjjaBŁ, 
O tomTj 3e, Taiioese, orpAjjKut, oó-Łiifeiiiifc, npiieM.iisiue; zamiast iix=ck używa się 
niM: sauiMiiTli, OHUWtemit ; głoski ck zmięłcczaja się w cit a nie w ct: lioóc/bUtii; 
dźwięk 3 przed .1 i 11 przechodzi w >K: B^iK.lioS.lciibl, Bl.iKO.lOÓ.TCiilili i t. d. Porów. 
CBtjtiiia o Ma.T0ii3BLcTiibixi uaMaTiiiiKayTi t. II. LXXyiI s. 544. 

*5) O różnicy rozmaitych narzeczy słowiańskich od języka starosłowiańskiego, 
Perwolf w piśmie zbiorowem: Meoo;iieBCKiii loCii.ieiillbiii c6opiiiiKX. 1885 s. 27. 



i 



DZIAŁ II. 

Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne ^A/ X w. 



§43. 
Zmiany polityczne i etnograficzne w początku X w. 

I. Osiedlenie się Madjarów nad Dunajem. 
Rozważając sprawy ludów naddunajskich, wzmiankowaliśmy 
o Madjarach pobieżnie, o ile, dla obja.śnienia udziału ich w zbu- 
rzeniu państwa Morawskiego, konieczność wskazywała. Gdy je- 
dnak, po kieskach zadanych Słowianom i Niemcom, Madjary 
w końcu IX i w początku X w. osiedli na zawsze w samym 
środku Słowiańszczyzny Zachodniej i dotąd nie przestają wywńerać 
wpływ na los ludów, w państwie Węgierskiem zamieszkałych, 
dokładność dziejów wymaga, abyśmy bliżej przypatrzyli sie fiziog- 
nomii tych przybyszów z dalekiego Wschodu. 

Według nowych badań etnografów i lingwistów, Madjary 
stanowią wschodnią gałęź grupy fińskich ludów i najbliższych 
krewnych znajdują w Wogułach i Ostjakach, a potem dopiero 
w Permjakach, Wotjakach, Zyrjanach, Mordwńnach i Czuwa- 
szach. Pierwotnie Madjary bytowaU po obu stronach gór Ural- 
skich, miedzy rzekami Wołgą, Kamą, Tobołem i górną częścią 
r. Uralu. Około r. 884, cześć Madjarów, dociskanych przez Pie- 
czyniegów, opuściła strony ojczyste i pod władzą Almuca ko- 
czowała w sąsiedztwie Chazarów, w krainie Lebedyi, tak nazwa- 
nej od wodza Lebediasa, który praAvdopodobnie był następcą 
Almuca. Unikając nowych uciemieżeń od Pieczyniegów, Madjary 

Tom IIL jj 



ustępy wali dalej na Zachód, a koizystając z wezwania Greków 
na pomoc przeciw Bółgarom, zajęli stanowisko w krainie, przez 
greckich pisarzy zwanej Atelkuzu, najpewniej przy ujściu rzek: 
Dniestru, Prutu, Dunaju.') 

Po krwawych bojach z Bólgarami, Madjary taki rozgłos ze 
swej waleczności zyskali, że cesarz Arnulf wezwał ich na pomoc 
przeciw Morawianom, w r. 892. Odtąd stają się oni wiadomi 
pod swą własną nazwą Madjarów,'-') zwanych także Węgrami.^) 



') Konstanty Purpurorotlny, w dzielę de Administrando imeperii, wzmian- 
kuje raz AtbIzoo^oc (cap. 58), w innem miejscu: -Dra/j.ou 'EzkX Ku>j!^<i'j (cap, 40) Z róż- 
nych objaśnień najprawdopodobniej sie zdaje pod Atelkuzu pojmywać między- 
rzecze od Dniestru do Dunaju. Szczegóły podają: Czoernig. Ethnographie der 
■Oesterreićhischen Monarchie. 1855. T. II 53 — 4; Sayous. Les origines de Tepoąue 
paienne de i'histoire des Hongrois. 1874. s. 14; Hunfalvy. Ethnographie von Ungarn 
1877; Chwolson. IIsBfcCTia IIóii-B-ilacTa 1869. s. 118; Grot. Mopacia 256 do 260. 
Niektórzy niemieccy pisarze pod Atelkuzu pojmują kraj od r. Bohu aż do Transyl- 
wanii. Stacke. Deutsche Geschichte. 1880. T. I. mapa. 

2j Konstanty Purpurorodny (de Administrando c. 40) Madjarów ciągle na- 
zywa Turkami i wie o jednem tylko plemieniu ich, zwanem Mżyifir^. Najdawniejszy 
pisarz węgierski, notaryusz króla Beli, powiada że Madjary się zowią M o g e r, 
a u cudzoziemców słyną H u n g a r y (per idioma alienigenorum Hungarii lingua pro- 
pria Mogeri Yoeantur). Endliciier. Monumentu Arpadiana. s. 2. Arabscy pisarze 
wieków średnich zamiast Madjar pisali M a d ż g a r, niekiedy Chungar, najczę- 
ściej jedmak zwali ich Baszkirami: Badżgar, Basztżard, Baszkird, 
Ba.sztżard, Baszgard. Z tego powodu już Klaprot wnioskował o wspólnem 
pochodzeniu Madjarów z Baszkirami. (Tableau historiąues de TAsie, Paryż. 1826. 
s. 275). " W nowsze czasy Fessler i inni pisarze węgierscy trzymali się podobnego 
zdania, a Chwolson twierdzi, źe Madjary byli nie tylko jednego z Baszkirami ple- 
mienia, lecz -nawet składali część tego narodu, w skutek czego podróżnicy XIII w. 
język baszkirski za identyczny z madjarskim uznawali, i dla tego kraj Baszkirów 
wprost Wielką Węgryją (major Hungaria) nazywali. W r. 1253 flamand Ruys- 
brock, Rubricjuis przejeżdżał krainę baszkirską i znalazł, że: ydioma Pascatur et 
Ungarorum idem est, przy czem dodał: terra Pascaver, que est major Hungaria, — 
Piano Carpini trzy razy kraj baszkirski nazywa: Magna Hungaria, a Benedykt Po- 
lak twierezi: Bascurdes, qui sunt antiqui Ilungari. (Recueil de Voyage, pars IV). Po- 
rów- Chwolson. IIsBfeCTia IISiiTi-JacTa. 102, tudzież Lelewela. Narody, III. 17. 
s. 128. O pochodzeniu z języka fińskiego i znaczeniu nazwy Mogeir szeroko roz- 
prawiali: Roesler w Albanesischen Studien ; HunfaWy w Etnographie; Wilhelm Obor- 
raiiller w Zur Abslammung des Magyaren; Sayous w Les origines paienne ,..;; Grot 
w MopaBia ... i wielu innych, ale według Kunika nazwa ta chociaż pochodzi z mo- 
wy feńskiej, była jednak nazwą dynastyczną. 

^) Nad fińskiego pochodzenia Madjarami panowała dynastya turkska. Dy- 
naści wciągnąwszy w siebie wiele żywiołów irańskich, zwali się Onogoram" 



i 



— 195 -^ . 

■ Chciwia .zdobyczy horda koczowr^ików, okrąży vy^zy, połu- 
dniowe stoki Karpatów, przedzierając sie po górskich dolinach, 
w pobliżu tak zwanej „Żelaznej bramy" na Dunaju, pomiędzy 
Banatem a Serbija, wkroczyła na obszerna dolinę nad r. Cisą,'*) 
i pierwszy raz pokazała się nad brzegami środkowego Dunaju 
w r. 892. Jakby długo hprda w tej miejscowości zostawała — nię 
wiemy, ale prawdopodobnie niedługo, albowiem podczas nieprzy- 
tomności jej w Atelkuzu, zostawione w tej krainie żony i dzieci 
wojowników, tudzież dla ich obrony straże, przez PieczyniegÓYY 
i Bółgarów wymordowane zostały. Zamierzając odwetować swym 
wrogom, Madjary ruszyli przeciw Pieczyniegom i Bółgarom, lecz 
sami pobici zostali.^) Wypadek ten zmusił Madjarów zająć osta- 
tecznie stanowiska nad dolną Cisą (r. 895). 

Pod koniec IX w. porzecze Cisy aż do Karpatów, równie 
jak i Zalesie (TransyK-ania),") należały do państwa Bółgarskie^ 

(^O-^oyoufKn)^ z czego pó/.niej powstało Ungari, cerkiewno- słowiańskie,-, s>r p H, 
Pod przewocinictwem Turków Madjary stali sie narodem konnym, do c^iCgo żadne 
inne plemię feńskie nie doszło. Kunik. A.lóeKpii. s. 109. . "' 

*) Wetllug Nestora, szli Węgry mimo Kijowa górą, która zowie ' sie dziś 
(w XII w.) SironbCKoie, przeszedłszy zaś Dniepr rozbili namioty, przyszedłszy 
od Wsehodu, przeprawili się przez góry wielkie, które przezwano Węgierskiemi i po- 
częli wojować z żyjącymi tu Wołochami i Słowianami. Nestor pod r. 64o6==898: 
Bielowski, M. P. I 568. Później w XII, czy w początku XI[I w. kronikarze- wę.- 
gierscy dowiedzieli się, z niewiadomych nam źródeł, że przodkowie ich dostali się 
do Węgier przez góry Karpackie: consilio et auxilio Ruthenorum Galiciae suntegressi 
in teram Pannoniae. Annonymi Bellae regis notarii. De gestis Hungarorum, w End.- 
lichera Monumenta Arpadiana 1849 ca. XII p. 14. Długi czas wierzono temu, ale 
po zbadaniu źródeł wiarogodnych, przekonano się, iż wędrówka Węgrów z Galicyi 
przez góry Karpackie jest wymysłem, niemającym podstawy. Natomiast wiemy z pe- 
wnością, że Madjary z Atelkuzu wygnani przez fieczyniegów i Bółgarów, dostali 
się do ujścia Cisy, w pobliżu Serbii. W Chroń. Aąuilejensis zapisano: Iste (Frie- 
dericus patriarcha) mirabiliter ecclesiam gubernavit 888 — 897. Hujus tempore Hun- 
garorum gens a Servia egressa in Pannoniam (Saviamj quae adiungitur tinibus eccle- 
siae Aąuiliensis venit. Czoernig. Ethnographie, II s. 55. 

^) Konstanty Purp. de Administrando c. 40. 

^) Transilvania wprost jest średniowiekowem tlómaczeuiem nazwy: zale- 
sie, pod którem podrozumiewano krainę za lasami położoną. Madjary kraj ten na- 
zwali: Erdely, Erdelyorszag = leśna strona, a później Niemcy Siebenbiir- 
gen, od Cibinburg, na rzece Cibin. Z tego Słowianie fałszywie wykręcili: Sie- 
dmiogród. Cibin, albo Sibin teraz Hermanstadt, Porów. HunfaUy. Ethnnographie 
von Ungarn. 1877 s. 201, 228, 294. 

' - ' 13* • •- 



— 196 — 

go, Słowaczyzna należała jeszcze do Morawłi, nad Drawą wła- 
da! książę Braczysław, wassal niemiecki, a w Pannonii gospoda- 
rowali już margrabiowie wschodni. Zaludnienie tych krajów po 
większój części składali Słowianie, ale obok nich wiadomi już 
byli Wołochy w Zalesiu, szczątki Awarów pomiędzy Dunajem 
a Cisą i koloniści niemieccy w Pannonii. Madjary, zająwszy zie- 
mie bółgarskie, ściągnęli na sie gniew cara Symeona, a jako 
sprzymierzeńcy Arnulfa, w walce z Morawianami, mieli w Sło- 
wianach niebezpiecznych wrogów. Pomnąc na nieszczęście, jakie 
ich spotkało w Atelkuzu i zważając na swe położenie w kraju 
zupełnie nie znajomym, wśród ludów różnych szczepów, nieprzy- 
jaźnie do przybyszów usposobionych, Madjarzy od razu pojęli 
konieczność ostrożności i umiarkowania. Jak sobie, w pierwszej 
chwili osiedlenia nad Cisą Madjary radzili, wiadomości pewnych 
nie posiadamy. Ale z podań XII i XIII w. dochodzą do nas 
wiadomości, że Madjary nie tyle orężem ile przebiegłością, chy- 
trością i zręcznymi układami z miejscowymi władzcami zdołali 
utwierdzić się na porzeczu Cisy i zchołdować sobie, bytujące w tej 
miejscow^ości ludy. Szczęście im nadzwyczaj sprzyjało. Car Sy- 
meon, zajęty walką z Grekami, nie mógł a m.oże i nie chciał pro- 
wadzić wojnę z Madjarami za posiadanie krainy odległej i mało 
zaludnionej, Arnulf ich wspierał i bezwątpienia płacił za pomoc 
przeciw Morawianom, Chrobaci, jak zobaczymy niżej, zostawali 
z nimi w przyjaznych stosunkach, a szczątki Awarów nietrudno 
było wcielić do pokrewnej im poniekąd hordy madjarskiej. Gdzie 
zaś nie udały się układy, oręż zapewniał panowanie,') 



') Nieposładając pewniejszych źródeł, przytoczymy wiadomości z podań XII 
i XIII w. I tak, według notaryusza króla Beli, na porzeczu Cisy, w końcu IX w. 
rządzili namiestnicy cara Symeona, jakby udzielni książęta; Salan w krainie Titel- 
skiej, gdzie teraz Peszt, Kolocza, Segedin i Titel; Menumorut w krainie Biharskiej, 
gdzie teraz Debrzeczin i Wielki Waradin; Glad w Banacie. Na żądanie Madjarów 
Salan dal sit nakłonić do ustąpienia im najprzód okolicy do r. Sajo, potem do r. 
Zad'wy, lecz zauważywszy wzmagające sie siły przybyszów i obawiając się, aby go 
zupełnie z posiadłości nie wyzuli, postanowił orężem ich odeprzeć. Nim jednak 
przyszło do wojny, jeden z wodzów madjarskich Tugut, z rozkazu księcia Arpada, 
wkroczył do Transylwanii, władzcę Wołochów Geloja pokonał i zabił w boju 



— 197 - 

Przykoczowawszy nad dolną Cisę, horda madjarska składała 
się z siedmiu plemion, któremi rządzili osobni dynaści. Okolicz- 
ności wskazywały konieczność ustanowienia sprężystego rządu. 
Pojmując to, Madjary zebrali się nad brzegiem Cisy, między 
Czongradem a Segedynem, w miejscu Puszta - Szer. (Pustocha) 
i na walnem wiecu, przyjąwszy ustawę federacyjną, zapewniającą 
wszystkim plemionom równy udział w zdobyczach, na wodza naj- 
wyższego wyniosły księcia Arpada, syna Almuca, potomkowie 
którego mieli panować według następstwa. Władzę jednak wo- 
dza najwyższego podzielali naczelnicy plemion i oprócz nich dwaj 
wysocy dostojnicy Gylas i Karhan, którzy sprawując urząd sę- 
dziów, nosili nazwy te od urzędu, a nie od imienia.^) — Arpad 
i wszyscy mężowie szlachetni osiedli na wyspie Czepel, na rzece 
Danaju. Tam oni, według podań, mieszkali od Kwietnia do Pa- 
ździernika, tam ucztowali z sąsiednimi narodami, które przycho- 
dziły do Arpada służyć mu wiernie. Goście stawali się domo- 
wnikami.'*) 

Do siedmiu plemion madjarskich przyłączyło się jeszcze na 
Czarnomorskich stepach plemię chazarskie Kawary, którzy mowy 
swej nauczyli Madjarów.^^) Tym sposobem na równiny Cisy 
i Dunaju przybyły w końcu IX w. osiem plemion koczowników, 
a ile by wszystkie razem głów wynosiły, o tern wiadomości pew- 



„a mieszkańcy z wyciągnietemi do Tuguta rekami, obrali go swym wladzcą." Ród 
Tuguta panował w Transylwanii, bez przeszkody, aż do r. 1003. Tymczasem na- 
miestnik biharski Menumorut, na wszelkie domagania sie Madjarow, odpowiadał nad- 
zwyczaj hardo i ziemi im odstąpić nie chciał. Zajście jednak z nim załatwiono w ten 
sposób, że Menumorut, nie mając syna, zgodził sie córkę swą wydać za Arpadowego 
syna Sołtana, sam dożywotnio zostawał władzcą krainy Biharskiej, a po jego śmierci 
kraina ta, jako spadek na córkę, przypadła Madjarom. Annonymi Belae regis no- 
tarii, de gestis Hungarorum, cap. 14, 16,19, 20, 25, 26, 27, 30, 38, 51. Porów. End- 
licher. Monumenta Arpadiana. 

*) Konstanty Purp. de \dministrando. c. 40. 

») Annonymus. De gest. Hungar. c. 43, 44. 

10) Konstanty Purpur, mówi : „Kawary z pokolenia Chazarów podnieśli rokosz 
przeciw swej władzy, lecz pobici uciekli do Turków na ziemi Pieczyniegów, zaprzy- 
jaźnili się z nimi i mowy chazarskiej nauczyli Turków, której aż do dzisiejszego 
dnia używają," De Administ, c. 39. 



— 198 — 

nych nie posiadamy. Ale według węgierskich pisarzy, ^orda 
madjarska dochodziła niby do miliona ludzi, ^') Gdyby jednak 
Madjary byli tak liczni, nie mieliby potrzeby od Pieczyniegów 
uciekać ^^), ańi zachowywać sie na porzeczu Cisy z taką ostro- 
żnością z jaką postępy wali względem nielicznej ludności miejsco- 
wej. Poprzednicy, a poniekąd i pokrewni Madjarom, Awarowie 
dwa Wieki z górą panowali na tej samej przestrzeni, która się 
później Madjarom dostała, gromili nieraz Franków i niełatwo 
dali się upokorzyć Karolowi W., a przecież horda awarska nie 
przenosiła 20,000 ludzi. ^^) — Wreszcie świadectwa arabskich pi- 
sarzy pobudzają nas do mniemania, że horda madjarska wcale 
nieliczną była,^^) i że podnosić liczbę jej do miliona głów wprost 
jest niedorzecznością.'^) Zniszczenia, towarzyszące wyprawom 
Madjarów w r. 894 do Pannonii, w r. 899 do Italii, '**) później nie- 
jednokrotnie do Germanii, roznosząc trwogę o okrucieństwach 
barbarzyńców, niezmiernie podnosiły ich liczbę. W rzeczywisto- 
ści jednak powodzenie i zwycięztwa swe Madjary zawdzięczali 
nie tyle mnogości ich, ile sposobom prowadzenia wojny, nadzwy- 
czajnej dyscyplinie wojskowej, tudzież przymiotem ludu dzikiego, 
ó którym w Europie zachodniej dziwne wieści krążyły. 

Niezgrabni, brzydkiej twarzy, z ogoloną głową, w skóry na 



"■) WecHug węgierskich kronikarzy: Szymona Kezy (Endlicher Monum. Ar- 
padiana 102) i Turoczy (II. 21.) Madjary podszas wyjścia z ojczyzny swćj, dzielili 
się na siedem plemion, a każde plemię liczyło 30,000 wojowników, oprócz naczelni- 
ków różnych stopni. Z tego węgierscy historycy wyliczyli, że samych wojowników 
musiało być 216,000, a ludu całego, w ogóle do miliona. Przeciw temu zarzuty 
w Elagina. MtCTO BenrpoBT,, cpejH iiapo^oBT. Eeponu. PyccKaa Bectjia. 1858. 
księga IX s. 140, tudzież Grota Mopania. s. 311. 

12) Konstanty Pur. De Administrando c. 37, 38. 

i») Wyżej s. 18, 20. 

") Ibn-Dasta, około r. 913 pisał: Madjary plemię turkskie. Wódz ich wy- 
chodzi na wyprawy z 20,000 jeźdźców i nazywa się Kenedeh. Chwolson. IIsBliClia 
II6H-itacTa. 1869. s. 25. 

'*) Narody koczujące na koniach i wozach, żywiące sie ze swych stad 
i pozbawione płodów rolnictwa, nigdzie w historyi nie okazują się w poważnćj ilo- 
ści. Jakież to stada potrzebaby było przepędzać, aby milion ludzi żywić? Czy za- 
stanowili się nad tern ci, którzy liczbę Madjarów do miliona podnosili? 

>«) Wyżćj s. 140, 143, 148. . ą- 

'fi 



— 199 — 

pół odziani, na małych koniacli, nadzwyczaj celni strzelcy z łuku, 
nieubłagani w boju, chciwi grabieży i mordów, Madjary stali się 
postrachem ludów, o posady których się, otarli. Niezdolni do 
szturmowania grodów warownych, uciekali się 'do różnych forte- 
lów, oblężeniem i głodem zmuszali mieszkańców do poddania się. 
Za to w otwartem polu, dzieląc się na mnogie zagony i niespo- 
dziewanie skupiając się, umieli zbić z tropu nieprzyjaciół, fałszy- 
wym odwrotem wprowadzić w zasadzkę, napaść w całym pędzie 
koni z nadzwyczajną natarczywością, przeciągnąć bitwę aż nie- 
przyjaciel wszystkie siły wprowadzi do boju, a wtedy nagłem 
uderzeniem rezerwy, którą zawsze zachowywali, zadać mu osta- 
teczną klęskę, W pogoni na rączych koniach nadzwyczaj wy- 
trwali, ścigali nieprzyjaciół bez miłosierdzia, jeńców mało brali, 
częściej zabijali, tylko kobiety i dzieci chwytali w niewolę. Celem 
wypraw Madjarów zawsze były łupy, bo nieznając wcale: rolnic- 
twa, żywili się rybą, mięsem koni i trzód swych, a resztę w gra- 
bieży dostatków cudzych znajdywali. — Ślepe posłuszeństwo . na- 
czelnikom było pierwszym obowiązkiem każdego Madjara; , nie- 
posłuszeństwo najsrożej karano.^') 

Takim to przybyszom los przeznaczył opanować piękną ró- 
wninę naddunajską, władać ludami wyższej od nich kultury, za- 
trząść potęgą cesarstwa Rzymsko - Niemieckiego i w samym 
środku Europy zmienić stosunki polityczno - etnograficzne. Wszy- 
stko to horda dzikich wojowników dokonywa szybko. W parę 
lat opanowuje całe porzecze Cisy aż do podgórzy karpackich, 
przeprawia się pod Budinem przez Dunaj do Pannonii, ztąd robi 
wycieczki do Włoch i Bawaryi, ściąga ogromne łupy w ludziach 
i stadach bydła do swych stanowisk w około jeziora Błatna, roz- 



1'} Wiadomości powyższe czerpiemy w skróceniu z dzieł; imperatora Lwa 
Mądrego. Tactica cap. i8; annalisty Regino, który w opisie Madjarów naśladował 
Justyna opis Scytów. Niektóre szczegóły znajdujemy w annatacłi fuldeńskich pod 
r. 894, w Liutpranda Antopodosis lib. II. 2, 3, 7, w Jana Diakona. Chro. Vene- 
tum et Gradense z X w., i w Ottona freizingeńskiego de gestis Friderici (1156) lib, 
I. c. XXXI, który o Madjarach mówi: si quando vero exercitum rex ducere Yolue* 
rłt, cuncti sine contradictione quasi in unum corpus aducantur. 



200 

bija na glowe całe wojsko niemieckie (r. 907) i wnet organizuje 
sie w udzielne państwo na ogromnej przestrzeni od Transylwanii 
aż do granic Bawaryi. A ludy słowiańskie, pod władze Madja- 
rów podpadłe, godzą sie ze swym losem i nie okazują przeciw nim 
oburzenia, jakby sie spodziewać wypadało! Musiały więc być 
przyczyny, które Madjarom ułatwiły zdobycze. 

2. Usposobienie Słowian naddunajskich w początku X w. 

Roztrząsając dzieje morawskie zauważyliśmy, iż dopóki nau- 
ka apostołów Cyryla i Metodego ożywiała rzeszę słowiańską, do- 
póty ludy zostające w związku z Morawianami skutecznie od- 
pierały wdzierstwa niemieckie. ^^) Nabożeństwo, kazania i nauki, 
w zrozumiałej ludowi mowie, podnosiły uczucie godności naro- 
dowej, zaszczepiały w sercacli i umysłacli ludów pojęcie o jed- 
ności słowiańskiej, łączyły Morawianów, Czecliów, Słowaków, 
Cłirobatów i Łużyczanów w jedno ciało polityczne, do którego 
tulili się nawet w pogaństwie trwający Serbowie nadłabscy i Obo- 
dryci. Gdy jednak po śmierci Metodego (r. 885) udało się Niem- 
com wyrugować z Morawii księży słowiańskich, pozbawić lud 
nauczycieli własnego rodu i narzucić mu księży łacińsko-nie- 
mieckich, czerw zniszczenia począł toczyć organizm słowiański. 
Pozostała bez księży i nauczycieli narodowycłi masa ludu, nie 
mając nikogo, ktoby w krytycznycłi razach zachęcał ją do wy- 
trwałości w obronie narodowej, stawała się łupem księży łaciń- 
sko-niemieckich, nauka których wprost do wyziębienia ducha na- 
rodowego prowadziła. 

Wynikłe wnet po śmierci Świętopełka (r. 894) zaburzenia 
w państwie Morawskiem: walka pomiędzy jego synami z udzia- 
łem stronnictwa niemieckiego i oderwanie się Czechów od zwią- 
zku morawskiego (r. 895), czyżby miały miejsce, gdyby z Wele- 
gradu rozlegał się po dawnemu głos arcybiskupa słowiańskiego? 
Bezwątpienia nic podobnego nie nastąpiłoby, bo najprzód bez 



8) Wyżej § 40. 



— 20I — 

księży niemieckich nie byłoby komu intrygę wśród ludu słowiań- 
skiego prowadzić, a powtóre księża słowiańscy liierarcliicznie 
związani ze stolicą arcybiskupią welegradską, zanadto wyraźnie 
uczucia swe narodowe wyrażali, abyśmy cłioć na cliwilę mogli 
zwątpić o gotowości ich poświęcenia się dla utrzymania jedności 
narodowej w imię jedności religijnej. Wrogowie Słowian do- 
skonale pójmy wali sprawę, gdy wszelkich sposobów używali, 
z dopuszczeniem się nawet zbrodni, ^^) aby Słowian pozbawić 
księży i nauczycieli narodowych. 

Wygnami księża słowiańscy, których do 200 liczono, ustę- 
pywali na wschód. Niektórzy z nich zdążyli do Bółgaryi, Serbii, 
Chorwacyi,-") a gdzie się reszta podziała nie wiemy. Część ich 
zapewno została w domu, razem z uczniami, których przecie 
z Morawii nie wygnano. Obok stronnictwa trzymającego się 
księży niemieckich, istniało stronnictwo słowiańskiego obrzędu. 
A gdy się Madjary o granice morawskie, w końcu IX w. otarli, 
w Morawii znaleźli się ludzie, którzy osadników ich przyjmywali, 
głowy zwyczajem madjarskim golili i do szeregów Madjarów 
przeciw Niemcom stawali.-^) Rozdwojenie umysłów i zachowa- 
nie się w Morawii przyjaznego Madjarom stronnictwa oczywi- 
ste.^-) Wiadomości o tem przechowały także podania madjar- 
skie, wzmiankujące o wiernych i niewiernych Mora- 
wianach, o dobrowolnem poddaniu się Arpadowi mieszkańców 



") Sfałszowanie przez Wichinga listu papieża Jana VIII do Świętopełka 
(wyżćj s. 120), okrutne obejście się z księżmi słowiańskimi i sprzedaż icli Żydom 
(wyżej s. 134). 

20) O przybyciu do Chorwacyi i Serbii księży słowiańskich, z Morawii wy- 
gnanycli, wzmiankuje Ivan Broz. Crtice iz hrvatske knjiżewnosti. s. 43. 

21) W slcardze biskupa salcburgskiego i jego suffraganów papieżowi Ja- 
nowi IX r. 900 na Morawianów, czytamy: ipsi (Maravi) multitudinem Ungarorum 
non modicam ad se sumserunt et morę eorum capita suorum pseudocliristianorum 
penitus detonderunt, et super nos cliristianos imraiserunt, atque ipsi supervenerunt. 
Erben. Regesta N. 54. Porów, wyżej s. 153 — 4. 

--) Na przyjazne stosunki pomiędzy Morawianami a Węgrami pierwszy 
uwagę zwrócił Bielowski, (Wstęp krytyczny do dziej. Pols. 1850, s. 500); później 
Ełagin, MŁcTO BeiirpoBT., w PyccKaa Beefe/^a, 1858, IX, s. 117— 168, 



202 

pogranicznej morawskiej okolicy nad rzeką Ipolą,--^) o usiłowa- 
niach jego zhołdować drogą układów mieszkańców innych oko- 
lic morawskich, o ucztach przez niego wyprawianych, dla przy- 
wiązania do siebie związkowych ludów. A gdy mieszkańcy z nad 
rzek I Ironu i Wagu nie chcieli dobrowolnie poddać sie Madja- 
rom i gdy po zdobyciu Nitry szturmem, okutych w kajdany 
niewiernych Morawianów przed Arpadem stawiono, to i w tym 
razie on okazał sie wielce względnym, albowiem, po złożeniu 
przez niewiernych przysięgi, osiedlił ich w oddaleniu od 
Nitry, ażeby oni nie szkodzili wiernym mu mieszkańcom Ni- 
try.^^) 

Nie polegając bynajmniej na wiarogodności podań madjar- 
skich, z XII i XIII w. o tem co sie działo przed trzema wie- 
kami, nie możemy jednak odrzucić je całkiem. Ciągłe w nici 
powtarzanie o przyjaźni pomiędzy zwycięzcami a podbitymi lu- 
dami, o wspólnych ich ucztach i troskliwości Arpada o zhołdo- 
waniu Słowian bez krwi rozlewu, mimowoli uderza w obec zu- 
pełnego zamilczenia o jakichbądź nieposłuszeństwach podbitych 
ludów, a tem bardziej o gwałtownych środkach do utrzymania 
ich w zależności. A gdy na uwagę weźmiemy, że należący do 
związku morawskiego Chrobaci zostawali w przyjaznych stosun- 
kach z Madjarami,^^) że Czechowie nie przeszkadzali im w r. 906 



-^) Gdy wodzowie Arpada rozbili namioty nad r. Ipolą, okoliczni miesz- 
kańcy „se sua libera sponle subjugaverunt eis . , . et serviebant eis, ac si olim do- 
mini eorum fuissent." Annonym. c. 33. Monumenta Arpadina, s. 29. 

-*) Po dobrowolnem poddaniu się mieszkańców porzecza Ipoli, wodzowie 
madjarscy posunęli się nad rzeki Hron i AV^ag aż do Nitry, której bronił ksiaże Zo- 
bor. Gdy po zdobyciu Nitry Zobor z wielu wojownikami ujęci zostali, wszyscy no- 
bile i lud poddali się Madjarom aż do r. Wagu, „et omni infideles terrae, fer- 
reis catenis ligatos secum duxerunt. Dux Arpad . . . accepto juramentum infide- 
lium, terras in diversos locis praedictis infidelibus de partibus Nitrie ductis, ut 
ne aliquando infideliores facti, repatriando nocerent, sibi fidelibus in confinio Nitrie 
habitantibus," Annonym. c. 37. Endlicher. Monum. Arpad. s. 32. 

^^) Według Konstantego Purp. „Białochrobaty, mając własnego księcia, pod- 
władni Ottonowi, wielkiemu królowi Frangii i Saksonii, są poganie, a przyjaźnią 
się z Turkami" cjii-nf/ozpeta^ iizra z<)u> Toup/jfj^ /.ai aydza^ 'ś^o>7ćc. De Ad- 
ministrando. c 30. Bielowski, M. P. I, s. 24, 



^ 203 — 

przez swe ziemie do Głomaczów przechodzić, że książęta madjar- 
scy brali za żony Słowianki,^**) tedy jasno przed oczy nam 
staje ogólne usposobienie ludów słowiańskich po stokach Kar- 
patów do porozumienia się z Madjarami przeciw Niemcom. Po- 
legając na podobnem usposobieniu Słowian, Madjary łatwo mogli 
z pomocą swych stronników obezwładnić przeciwne stronnictwo 
w Morawii i wszystkie swe siły skupić do skruszenia potęgi 
niemieckiej, w jednej stanowczej bitwie (r, 907). 

3, Zgoda ze Słowianami ułatwia Madjarom najazdy na Niemce. 

Rzadko w dziejach ludzkości zdarza się spotkać wypadek 
tak ważny w skutkach jak bitwa Czerwcowa r, 907. Horda ko- 
czownicza jednem zwycieztwem zapewniła swą niepodległość, usu- 
nęła kwestyje o posiadaniu kraju mieczem przez nią zdobytego, 
odrzuciła Niemców daleko na zachód, a sama opanowała te wła- 
śnie kraje, do ujarzmienia którycli Niemcy, w ciągu całego wie- 
ku, wszelkich sposobów używali. Horda poczyna organizować 
się w osobny naród, któremu ludy europejskie nazwę Węgrów 
nadają. W szeregu państw chrześciańskich, wychowanych w tra- 
dycyjach starożytnej cywilizacyi rzymskiej, zjawia się państwo 
Węgierskie bałwochwalcze, bez tradycyi miejscowych, nic wspól- 
nego z cywilizacyą europejską nie mające. Polityka tego pań- 
stwa nie zna wykrętów dyplomatycznych, nie powołuje się na 
żadne prawa, nie ulega wpływom papieża i dworu cesarskiego, 
nie dba o interesy sąsiednich dynastów, nie szanuje żadnych 
granic, umów, traktatów, bo to wszystko dla niej obce. Nowe 
państwo, wyrósłszy z podboju, polega tylko na swą siłę, którą 
organizuje zręcznie: ledwo się zjawiło, a już przed niem drżą 
Niemcy i bledną Włochy! 



-**) w początku XII w. autor kroniki Węgiersko-Polskiej, pomieszawszy 
Węgrów z Hunnami, a Arpada z Atylą, powiada, że Atyla „accepit a principe 
Sclavorum filiam de tribu eadem, et copuLivit sibi eam in uxorem: similiter et 
exercitus ejus de eadem tribu uxoribus copulatus est. Chronica Ungarorum, według 
wydania Bielowskiego, w M. P. I, 497. Porów, uwagę Bielowskiego na s, 402. 



— 204 — ' 

w ustroju wewnętrznym państwo Węgierskie polega na 
federacyi plemion madjarskich, pod najwyższą władzą dynasty! 
Arpada (f 907), następca którego Sołtan obejmuje obszerne kraje 
od Zalesia (Transylwanii), aż do r. Aniży (Ennz), jednocząc tym 
sposobem dawniejsze posiadłości bółgarskie nad Cisą, Pannoniję 
i ziemie morawskie w monarcliiję dynastyczną, która ma się do- 
piero cywilizować na sposób europejski. Ale nim to nastąpi 
plemię zdobywców obozem stoi w namiotacłi, całkiem zajęte my- 
ślą skupienia sił do dalszych grabieży zamożnych sąsiadów Niem- 
ców i Włochów, zostawiając miejscowej ludności słowiańskiej 
gospodarstwo rolnicze i przemysł krajowy, bo sami Madjary na 
rolnictwie sie nie znali, a bez pożywienia i środków materyal- 
nych do najazdu na sąsiadów, obejść się nie mogli. Dzicz ma- 
djarska pochopna do grabieży i chwytania ludzi w niewolę, poj- 
muje jednak konieczność umiarkowanego postępowania z podbi- 
tym ludem. Aladjarowie chwytają słowianek za żony, 2') wyma- 
gają podatków i służby osobistej, ale nie odmawiają Słowianom 
praw ludzkich: zostawiają ich przy dziedzicznych ziemiach, jako 
swobodnycli rolników, na równi z gośćmi cudziemskimi.^®) 

Nie mając pojęcia ani o administracyi krajowej, ani o sto- 
sunkach kościoła do państwa, ani o urządzeniach ziemskich, 
Madjarowie mimowoli zostawiają dawniejsze podziały terytoryal- 
ne: żupy, grody, osady wiejskie, a gdy wypadało osiąść w gro- 
dach nadają im nazwy słowiańskie: Czongrad, Nowograd, Biało- 
grad i inne, przyswajają sobie powoli kulturę miejscową, nie in- 
teresują się wcale jaką wiarę wyznają podbite ludy i nie pojmują 



^') Już w r. 894 annalista fuldeński zapisał, źe „Ungari . , . multa miserabi- 
lia perpetravere, nam homines et vetulas matronas penitus occidendo juvenculas tan- 
tum ut jumenta pro libidine exercenda secum trahentes." Wiemy jednak, że nie 
dla zabawy Madjary kobiet chwytali, a w skutek pozbawienia takowych przez Pie- 
czyniegów i Bółgarów. Porów, wyżej s. 195. 

-*) W prawach króla Kolomana, Słowianie porównywają sii* z gośćmi 
pełnoprawnymi. Liberi quique ac hospites, sicut Sclavi vel ceteri sunt 
extranei, qui in terris laborant aliorum, pro libertate tantum denarios dcnt. Endli- 
cher, Monum. Arpadiana, s. 370. Porów. HuafaWy. Ethnograpie, s. 432. 



— 205 — 

nawet, aby można było komu narzucać swój jeżyk, lub zabraniać 

używania mowy od Boga danej. To dopiero nowszej cywiliza- 
cyi wymysł! Słowianie zaś gotowi byli znieść wszelkie dolegli- 
wości materyalne, byle sumienia ich nie obrażano. Wymaganie 
podatków, chwilowe grabieże, bezwatpienia niemiłe były Słowia- 
nom, ale nie podrywały całkiem ich bytu ekonomicznego, bo 
Madjary nie rugowali ich z ziemi, nie zabraniali nabywać posia- 
dłość ziemską, nie nasyłali kolonistów i przemysłowców, czyhają- 
cych na wydarcie rolnikowi mienia. 

Swoboda, wolność, niepodległość w X w, wcale inaczej niż 
teraz pojmywane były. Ludy słowiańskie nie pojmywały jeszcze 
jedności narodowej. Każde plemię dbało o swą udzielność i go- 
towe było przyznać każdego władzcę, któryby nie naruszał spo- 
koju domowego i nie obrażał sumienia ludzkiego. Dynastyja 
bółgarska obca zupełnie Słowianom z pochodzenia, mowy i oby- 
czaju, pobratała sie z Słowianami nad dolnym Dunajem, stała 
się przewodnikiem jedności i oświaty narodowej. Dynastyja wa- 
regska to samo uczyniła na Rusi. Czemużby podobne stosunki 
nie mogły zajść pomiędzy Słowianami bytującymi nad środko- 
wym Dunajem a dynastyja Arpada ? Wszak to, co miało na- 
stąpić później, nie wiadome było, a stosunki Madjarów do Sło- 
wian w początku X w. były znośne. Wsławieni zwycięztwami 
potomkowie Arpada zaćmili sławę Moimirowiczów, trzęśli potęgą 
Niemiec, szczycili się z bogatych wojennych zdobyczy, wypra- 
wiali głośne uczty, na które zapraszali przedstawicieli związko- 
wych, raczej podbitych ludów. Wszystko to podnosiło wysoko 
w oczach Słowian urok pierwszych monarchów węgierskich, je- 
dnało z nimi ludy słowiańskie, wdzięczność których za swobodę 
religijną przechowały wiarogodne pomniki słowiańskie-^) z X w. 



20) W panuońskim żywocie Metodego czytamy : „Gdy król węgierski przybył 
w kraje naddunajskie i chciał widzieć Metodego, poszedł on do niego, cliociaż nie- 
którzy mniemali i w głos to powtarzali, że bez mak nie puści go od siebie. Przyjął 
go jednak, jak na władzcę przystoi, ze czcią, sławą i radością, a rozmówiwszy sie 
z nim, jak przyzwoicie jest mężom dostojnym, rozstał się z nim uprzejmie, całując 



206 ^- 

Niektóre z tych pomników w Węgrzech pisane w X-^XI w. 
wskazują, że Madjary bynajmniej nie przeszkadzali Słowianom 
swobodnego odbywania nabożeństwa w jeżyku narodowym.^-) 
Towarzysze i uczniowie ś. Metodego na obszernej terrytoryi wę- 
gierskiej pisali po slowiańsku, bez obawy kaźni lub wygnania. 
Ci to właśnie uczniowie Metodego i współwyznawcy ich, według 
naszego przekonania, godzili się z Madjarami, widzieli w nich 
zbawienie od utrapień niemieckich, szli razem z nimi na wyprawy 
przeciw Niemcom i dla tego zapewno w podaniach madjarskich 
miano wiernych zyskali. 

Polegając na swych wiernych sprzymierzeńcach we- 
wnątrz kraju i zostając w przyjaznych stosunkach z sąsiednimi 
ludami: Chro batami, Czechami, Głomaczami, żądni grabieży i woj- 
ny Madjarowie korzystali z osłabienia i przerażenia Niemców po 
bitwie Czerwcowej r. 907, wyprawiając corocznie swych wojo- 
wników w głąb Germanii. Strach poprzedzający zagony ma- 
djarskie, szybkość obrotów i niepohamowane męztwo zapewniały 
Madjarom powodzenie i bog^ate łupy. W r, 908 Madjary zni- 
szczyli Saksoniję i Turyngiję,'") w r. 909 splądrowali Aleman- 
niję (Szwabiję) :•''-) w r. 910 pobili na głowę we Frankonii Bawarów 
i wodza ich Gozperta zabili. ■=*■') W r. 911 umarł król Ludwik 



go, hojnie obdarzając i rzeld mu: „pamiętaj zacny ojcze wspominać mnje zawsze 
w swoich świętych modlitwach," Żywot, rozdz. i6. Legenda ta bezwątpienia uro- 
sła w późniejszym czasie, kiedy Madjary panowali już na teraźniejszej, terrytoryi, 
a jednak jasno wyraża zapatrywanie się Słowian owego czasu na stosunki ich do 
Madjarów. Metody umarł w r. 885, a Madjary pokazali się w Pannonii nie wcze- 
śniej, jak w r. '892. Oczywiście, że o podróży Metodego do króla węgierskiego nie 
może być mowy. 

"*>) Dwa pannońskie żywoty, tudzież kodeks Supraślski. 

■'") Wyżćj str. lOi przypisek 44. 

'*) . Annal. Augiens, a. co^ Ungari Alemanniam ingressi sunt, Annal. Hildesh. 
a. 909. Burghard dux Thuringorum occisus est ab Ungariis; Annal. Alaman. a. 
909 Ungari in Alemanniam et cum innumerabili predia animaliumąue reversi sunt. 

'^) Annal. Alaman. a. 910 Ungari in Alamanniam bello insperato multos oc- 
ciderunt et Gospertus comes occisus est; Annal. Augien. a. 910 Franci ab Ungari- 
bus aut occisi aut fugati sunt; Annal. Hersfeld, a. 910 Ludovicus rex pugnavit cum 
Ungariii et victus est. 



Dziecię, k obrany po nim na króla Konrad I (gii— 919) nie mógł 
przeszkodzić Madjarom złupić w r. 912 powtórnie Frankoniję 
i Turyngije,-^^) w r. 913 spustoszyć Szwabiję,-^-^) a chociaż Bawa- 
rowie z Alemannami pobili ich nad r. Innem, ^*^) nie przeszkodziło 
to im jednak w r. 915 „ogniem i mieczem" zniszczyć Alemanniję, 
plądrować po Saksonii i Turyngii,-^') aż do klasztoru Fuldy,^^) 
a w r. 916 zniszczyć okolice Bremy, mordować i zabijać przy 
ołtarzach księży. •^'*^) Przerażenie Niemców nie znało granic. Kro- 
nikarze w tym czasie nic więcej prawie nie wzmiankowali, jak 
tylko o najazdach Madjarów i wewnętrznych zaburzeniach, a tu 
jeszcze na dobitek klęsk, książę bawarski Arnulf podniósł prze- 
ciw Konradowi I rokosz (916).^") Korzystając z tego Madjary roz- 
puścili swe zagony wiatach 916 i 917 aż do Alzacyi, Lotaryngii, 
Szwajcaryi.*') — W r. 919 na tron niemiecki wstąpił Henryk 
Ptasznik, rządny i przedsiębiorczy, lecz to Madjarów nie obcho- 
dziło wcale. Puścili po dawnemu zagony swe w r. 919 do Sa- 
ksonii, Italii i Francyi, w r. 922 znowu do Italii, w r. 924 przez 
Italiję, Francyję aż do Renu i niezależnie od tego plądrowali po 



•■'*) Cont. Reginon. a. 912 Ungari iterum, nullo resistetente, Franciam et Thu- 
ringiam vastaverunt. 

3") Annal. Augien. a. 913 Ungari partem Alamanniae vastaverunt. 

'8^ Annal. Sangal. mai. 913. Agareni Alamanniam intraverunt. Erchanger 
et Perholt .... totum esercitum eorum juxta Ine fluvium penitus occiderunt nisi 
XXX viros; Annal. Augien, 913. Ungari partem Alemanniae vastaverunt et juxta: 
In fluvium a Bavariis et Alemanis occisi sunt. 

■^") Annal Augien, 915. Ungari totam Alemanniam igne et gladio vasta- 
verunt. 

'*) Annal. Saxo 915, Ungaił Thuringiam et Saxoniam pervaserunt et usque 
Fuldam penenerunt; Contin. Regino 915. Ungari totam Alemanniam igne et gla- 
dio vastaverunt, sed totam Thuringiam et Saxoniam pervaserunt et usque ad Fuldam 
pervenerunt. 

39) Adam Bremeński około r. 915 mówi; in illis diebus immanissima perse- 
cutio Saxoniam oppressit, cum hinc Dani et Sclavi, inde Bohemi et Ungari lanie- 
rent ecclesias. Tunc parochia Harameburgensis a Sclavis. et Bremensis Ungarorum 
jmpetu demolita est. I, 51, a dalej: Ungaros jncensis ecclesiis sacerdotes antę altaria 
trucidasse. I, 55- ' 

''O) Cont. Reginon. Pertz. M. G. I. 614. 

*^) Annal. Augien. 917. Ungari per Alemanniam in Alsatia usque ad fines 
Lotharii legni veneruni. 



208 

Saksonii!,*-) w r, 926 łupieżyli nad Renem, w Alzacyi i Szwajca- 
ryi, a w r. 933 w Turyngii i Saksonii.^') Europa środkowa jak- 
by osłupiała ze strachu. ,.Niemcy obawiali sie Madjarów gorzej 
niż szatanów i uciekali od nich jak niegdyś Goty od Hunów." 
Po kościołach, w litaniach proszono Boga, aby od wściekłości 
madjarskiej zachował. ,,A furorum Hungarorum libera nos Do- 
mine." Nawet osobne modlitwy w tym celu układano.^"*) 

Rozszalała liorda madjarska, zlupieżywszy do szczętu Ger- 
manije, pędzi w dalekie strony Włoch, Francyi i znowu do Ger- 
manii wraca, a nabrawszy nowego kierunku, pędem błyskawicy 
w r. 934 aż do Grecyi dobiega; w r. 935 łupieży północne Wło- 
chy i Burgundy e, w r. 937 dociera do Kapui i Benewentu, w r. 
938 znowu Saksonję odwiedza, w r. 940 łupieży Bawaryję i Ka- 
ryntyje, w r. 947 ponawia napady na Włochy, a w r. 951 przez 
Włochy wpada do Francyi. — Niespostrzegli się atoli Madjaro- 
wie, że marnując swe siły w najazdach na Włochy, Francyję 
Grecyję, dali Niemcom czas ochłonąć z przerażenia i przygoto- 
wać środki obrony. Jakoż najechawszy Bawaryję w r. 955, Mad- 
jary spotkali nad Lechem, w pobliżu Augsburga, połączone całej 
Germanii siły, pod wodza króla Ottona I, któremu posiłki wo- 
jenne przysłał wassal jego, książę czeski Bolesław I. — W za- 
ciętej bitwie wojsko madjarskie poniosło ogromna klęskę: Mad- 
jary odsunęli się trochę na wschód od r. Aniży (Ennz(, może aż 
do r. Orlawy (Erlaf), lecz Niemcy nawet pomyśleć nie mogli 
o wyrugowaniu ich z Pannonii.^^) 

Klęska nad Lechem opamiętała Madjarów. Dalsze najazdy 



*-) O napadzie na Saksonije w r. 924 szczegóły niżej § 45. 

*3) O wyprawie do Saksonii w r. 933 szczegóły niżej § 45. 

■**) W X w. we Włoszech powszechnie znana była modlitwa: Nunc te ro- 
garaus, licet servi pessimi. Ab Ungarorum nons defendas iaculis! Ljubicz. Ugri y 
Młetackoj. Starine 1869. Kuiga I s, 211. 

*'^) Porów. Czoernig. Ethnographie. T. I s. 98. Rzeka Erlaf, po slowiańsku 
Orlawa, wpada do Dunaju z południowej strony, na zaehód od Widnia. W tomie 
II niniejszego dzieła, na str. 105, wyrażenie: Madjary... w r. 984 ustąpili do r. 
Innu, wypada poprawić ustąpili do r. Orlawy (Erlaf). 



209 — 

na Germaniję wstrzymane zostały. Wreszcie i niepotrzebne były, 
bo zdobycze Arpada (f 907) syn jego Sołtan dostatecznie utwier- 
dził orężem. Następcom Sołtana zostawało organizować państwo.^") 
Madjary poczynają prowadzić żywot osiadły, znajomią sie z oby- 
czajami Słowian, uczą sie icli mowy i mnóstwo wyrazów słowiań- 
skich do swego języlca wprowadzają. Książęta ich chcą na- 
śladować sąsiednich monarchów, nie gardzą chrześciaństwem^'), 
a gdy Geiza przyjął chrzest (około r. 973) i pojął za żonę Ade- 
laidę, siostrę Mieszka polskiego, państwo Węgierskie stanęło jako 
nowa potęga, którą monarchowie europejscy uszanować musieli. 

4. Wpływ Madjarów na przyszłość Słowiańszczyzny. 

Wzywając jSIadjarów do Pannonii, cesarz Arnulf bezwąt- 
pienia nie przewidywał, że wymierzone przeciw Słowianom ciosy 
mogą się wkrótce i na Niemców zwrócić. Wypadki następo- 
wały po sobie szybko, a skutki ich okazały się wcale inne, niż 
się Arnulf spodziewał. Śmierć Świętopełka I, wojna domowa 
w JNIorawii, odpadnięcie od związku morawskiego Czechów, wre- 
szcie przewaga duchowieństwa łacińsko- niemieckiego w państwie 
Morawskiem tak daleko posunęły rozstrój wewnętrzny Morawii, 
że pod koniec IX w. osłabione państwo Morawskie niczem nie 
groziło Niemcom, którzy mogli obejść się wcale bez pomocy mad- 
jarskiej. Raz jednak wpuściwszy Madjarów do Pannonii, nie 
było już możności pozbyć się ich. Madjary twardo jak kamień 
osiedli na samej granicy marki Wschodniej, a po bitwie Czer- 
wcowej r. 907 posunęli swe panowanie aż do granic Bawaryi, 
wznawiając tym sposobem dawne granice Awarów, 

*") Genealogia książąt madjarskich bardzo niepewna. Najlepiej obeznany ze 
sprawami Madjarów Konstanty Purpurorodny, pisząc w r. 949 — 950 dc Admini- 
strando imperii, powiada, że wtedy syn Arpada Sołtan już nie żył, panował zaś Fa- 
lias syn brata Sołtanowego Jutokasa i że u Sołtana był syn żyjący Toz, czy Tok- 
sun, (de Adminis, cap. 40). Ten Toksun, urodzony około r. 930, był później pa- 
nującym lisięciem i miał syna Geize, który panował od r. 972 — 997. 

■*^) Są wzmianki, że około r, 948 dwaj książęta madjarscy przyjęli chrzest 
w Konstantynopolu, Młodszy syn Toksuna, brat Geizy, nosił chrześciańskie imię 
Michała. 

Tom III. 14 



2IO 

Pisarze X w, zaprzątnięci całkiem strasznymi rozbojamj 
!Madjarów w Europie, nie zdawali sobie sprawy o wpływie tych 
barbarzyńców na przyszłe losy Słowian i Niemców. Cłirzest 
Madjirów, potem świetny udział państwa Węgierslciego w spra- 
wacli Europy, zatarły gorzkie wspomnienia o rozbojach madjar- 
skich w X w., dochodzenie zaś wpływu osiedlenia Madjarów nad 
Dunajem na losy reszty Europy, — nikogo nie obchodziło. Dopiero 
teraz, gdy już od przybycia Madjarów nad Dunaj tysiąc lat upły- 
wa, historycy słowiańscy i niemieccy, rozważając wypadki dziejo- 
we, z goryczą o fatalnem przybyciu Madjarów do środka Euro- 
py przemawiać zaczęli. 

Szafarzyk jeden z pierwszych wyrzekł, że uderzenie Madja- 
rów na Morawiję ..ugodziło w samo serdce Słowiańszczyznę."*^) 
Współczesny mu, sławny historyograf czeski Franciszek Palacki, 
ubolewając nad fatalnem przybyciem Madjarów nad Dunaj, mnie- 
mał, że nigdy los nie ugodził srożej w Słowiańszczyznę, jak w końcu 
IX w., gdy w środku licznych, chociaż i niepołączonych plemion 
słowiańskich, rękami Rościsława i Świętopełka posiane ziarno obie- 
cywało wydać pyszny plon oświaty chrześciańskiej i narodowej, rę- 
kojmią czego służyły przyjazne stosunki, łączące Słowian z Rzy- 
mem i Carogrodem. Z czasem do tego ziarna przyłączyłyby się, 
z wewnętrznych pobudek, inne plemiona słowiańskie, otrzymałyby 
od niego razem z chrześciaństwem, jeżeli nie nowy ustrój polityczny, 
to przynajmniej oświatę nową — europejską, narodową, uzdolnienie 
do życia przemysłowego, jedność języka, pisma i literatury. I jak 
na Zachodzie, pod wpływem Rzymu, powstało państwo Franków^ 
tak na Wschodzie nie bez wpływu Byzantu, powstałoby wielkie 
państwo słowiańskie, a Europa wschodnia, przed tysiącem laty^ 
przyjęłaby ustrój wcale inny od tego, jaki się stał. Lecz Mad- 
jarowie, wtargnąwszy do samego serdca rodzącego się organi- 
zmu, zabili serdce i nazawsze podobne nadzieje zniszczyli. Członki 
ogromnego organizmu, nie zdążywszy zróść się, rozpadły się 



^') „Raz ten uhodil do srdcc Slovanstva." Staroż. Slowiańs. § 41. s. 485. 



w skutek zakrzewienia się pomiędzy nimi obcego żywiołu . . /^) 
Rozwijając dalej ideę Palackiego, Hilferding twierdził, że na ró- 
wninach po nad środkowym Dunajem, gdzie osady bółgaro- sło- 
wiańskie i serbo- cliorwackie stykały się z osadami Słowian za- 
karpackich, mogło zajść połączenie północno - zachodniej grupy 
słowiańskiej, która wtedy zajmywała przestrzeń od Łaby do 
Wisły i dalej do Litwy, z grupą Słowian południowo- zacho- 
dnich, która się opierała o morza Czarne i Adryatyckie. W tej 
połowie Słowiańszczyzny zachodniej, która się od Danii do Gre- 
cyi szerzy, mogło rozwinąć się to samo, co później rozwinęło się 
w połowie wschodniej, mianowicie na Rusi: jedność narodowa, 
mocna organizacyja społeczna i państwowa. Osiedlenie się nad 
środkowym Dunajem, zupełnie obcego Słowianom plemienia ma- 
djarskiego, rozdarło Słowiańszczyznę zachodnią na dwie części: 
północną i południową, nie zostawiwszy między niemi żadnego 
punktu styczności. Skutki tego były okropne dla całej połowy 
Słowiańszczyzny, tudzież dla Europy środkowej od Łaby do Nie- 
mna i od morza Czarnego do Adryatyckiego.^**; Takie i tym 
podobne zdania, chociaż w różnych nieco formach, powtarzali 
i dotąd powtarzają inni dziejopisowie, zwalając całą biedę na: 
Madjarów za to, że zniszczywszy państwo Morawskie, rozdarli 
Słowiańszczyznę na dwoje i tern przeszkodzili Słowianom do po- 
łączenia się w ogromne państwo.^') 



*®) Palacki. Dejiny narodu ceskeho. T, I wyd. 1848 str. 225 — 6- 
60j Hilferding. Benrpia 11 CjiaBane, w Sobranii soczinenij. T. II s. 113 do 
124, tudzież: Bopb6a CiaBam. cł HtMuaMii s. 80, weszła jako dodatek do Hi- 
storyi Słowian bałtyckich, w Sobranii soczinenij tom IV. 

51) Krek. w Einłeitung in die Slavische Literaturgescliiclite r. 1887 s. 342 
344, podzielając zupełnie zdanie Palackiego i przecząc poglądom Grota na skutki 
osiedlenia się Madjarów nad Dunajem, powiada, że refleksyje Grota nie sa w sta- 
nie zbić zdania Palackiego. Krek powołuje się na zdanie Wendta (Die Germani- 
sirung der Liinder oestlich der Elbę r. 1884), który powiada, że wdarcie się Mad- 
jarów pomiędzy Słowian, stało się korzystnem dla Niemców, ponieważ połączenie 
wszystkich Słowian w jedno państwo, w skutek geograficznego rozdarcia ich, niemo- 
żebnem będzie tak długo, jak długo naród madjarski ekzystować będzie." Dalej, 
powoływanie się Kreks na annały fuldeńskie r. 894 o barbarzyństwie Madjarów, tu- 
dzież na pisarza arabskiego z X w, Ibn-Dasta o chwytaniu i sprzedawaniu Sło- 

14* 



212 

Wszakże w drugiej polowie bieżącego wieku zjawiły s\e 
mne, więcej objektywne poglądy na kwestyję, o której mowa/'-) 
Pisarze, niezadowalając sie poznaniem szkody przez Madjarów 
w\-rządzonej Słowianom, usiłują zbadać skutki osiedlenia Madja- 
rów nad Dunajem, nietylko bezwglednie w stosunku do Słowian, 
lecz i uwzględniając zachowanie się Niemców podczas upadku 
Morawii, tudzież następstwa dla Niemców progromu icłi przez 
IMadjarów w r. 907. Pisarze tej kategoryi nie odrzucają tego, 
że Madjary, wparłszy się klinem w sam środek Słowiańszczyzny, 
rozdarli ją na dwoje i uniemożebnili zlewanie się plemion sło- 
wiańskicli w jedno państwo, przez co zadali straszny cios naro- 
dowości słowiańskiej, lecz nie spuszczają z uwagi i tego, że Ma- 



wian przez Madjarów wtedy, gdy ostatni koczowali jeszcze na stepach czarnomor- 
skich, nie możemy za stosowne" uważać, albowiem tu nie o przymioty duchowne 
i moralne Madjarów chodzi, ale o to: jakie znaczenie ma osiedlenie się Madjarów 
nad Dunajem nie tylko dla Słowian, lecz równie dla ^Niemców i innych ludów E\i- 
ropy środkowej. Na to Krek nie daje odpowiedzi. 

Z nowszych pisarzy polskich, możemy wskazać na iSI. Bobrzy ńslciego, według 
którego „dzikie hordy węgierskie i-zuciły się na Słowian, zniszczyły z pomocą za- 
wsze do tego dzieła gotowych Niemców, państwo Wielko -Morawskie, wyrwały świeżo 
zaszczepione chrześciaństwo i cywilizacyę, a osiedliwszy się nad środkowym Dunajem, 
w Pannonii, rozdarły słowiańszczyznę na zachodnią i południową, przecięły zba- 
wienne związki Słowian morawskich i czeskich z Carogrodem i oddały ludy le wyłą- 
cznie wpływowi Niemców." Dzieje Polski, wyd. drugie r, 1880. T. I s. 75. Do 
tego zniewolony jestem dodać: chrześciaństwa Madjary zupełnie nie ruszali, a tern 
bardziej nie wyrywali, cywilizacyi słowiańskiej nie zniszyli, bo jej nawet nie poj- 
mywali, a jeżeli zniszczyli kulturę niemiecką, to tern tylko obronili Słowian od ry- 
chłego wynarodowienia. — Względniej nieco skutki osiedlenia Madjarów w Panno- 
nii przedstawił J. Bartoszewicz, ale i on, idąc w ślad za Palackim, widzi tylko wiel- 
kie nieszczęścia dla Słowian, nie biorąc na uwagę tego, co Niemcy stracili. Histo- 
rya Pierwotna Polski. T. I s, 261 — 264. 

•''-} Już w r. 1860 historylc morawski Dudik, w Mahrens Geschichte tom I 
s. 244 — 5, zwrócił uwagę na to, że zwyczajne objaśnienie upadku Morawii niezgodą 
w rodzinie książęcej i najazdem Madjarów, nie wyczerpuje kwestyi. Mniema on, że 
najazd Madjarów był skutkiem wcześniejszego osłabienia i rozstroju państwa Moraw- 
siiiego przez chytrą politykę niemiecką. — Wcześniej jeszcze, bo w r. 1858 Ełagin, 
zajrzawszy głębiej w dzieje upadku Morawii, przyszedł do przekonania, że już przed 
najazdem ^Madjarów, Morawija przez Wichłnga zabitą została, że przypisywać wypa- 
dek ten jedynie Madiarom jest niedorzecznością i sprzeciwia się faktom historycznym. 
Według niego Morawianie godzili się z Madjarami dla odporu gorszego wroga, — 
Niemców. PvccKaa Eect.ia. 1858. Cześć I. 



— 213 — 

djary stworzyli Słowianom mocną przeciw. Niemcom oporę. ^^') 
Podnosząc kurtynę sceny, na której rozegrał się straszny dramat 
upadku Morawii, w r. 906, pisarze pojąć nie mogą, kto mianowi- 
cie w samo serdce ISIorawiję uderzył: Madjary, czy Niemcy? 
Który z tych narodów więcej zła przyczj^nił Słowianom i nie- 
bezpieczniejszym był w przyszłości? — Wreszcie pisarze podno- 
szą kwestyję: czy w stanie byli IMorawijanie własnemi siłami ode- 
przeć Niemców, którzy usilnie, w ciągu stu lat, dobijali się i do- 
bijać się nieprzestawali ujarzmienia Morawii.-^^) — Pytania te wiel- 
kiej wagi postaramy się objaśnić stosownie do tego, jak się nam 
przedstawiają według faktów historycznych. 

Wspominaliśmy niejednokrotnie, że w IX w. Niemcy, nie 
gardząc żadnymi środkami, dobijali się opanowania porzecza środ- 
kowego Dunaju, zasiewali intrygi, prowadzili zacięte wojny, łu- 
pieżyli i niszczyli kraje słowiańskie, a nakoniec wezwali do po- 
mocy Madjarów i podnieśli w Morawii wojnę domową. Walka 
długa wyczerpywała siły, a intrygi wyziębiały ducha narodowego. 
Rozprzężenie rzeszy morawskiej, w skutek oderwania się Czechów 
i zdrady księcia pannońskiego Braczyslawa, ułatwiało Niemcom 
opanowanie w końcu IX w. Pannonii. Morawija ścieśniona z je- 
dnej strony przez Niemców, z drugiej przez Czechów, którzy ra- 
zem z Niemcami łupieży li ją (r. 897 — 900), a przytem wewnątrz 



63) Profesor petersburgski p. W. Łamańskl powiada: „prawda, że w X — XI 
w. osiedlenie się Węgrów, czyli Madjarów na równinie Ciso-dunajskiej i utworze- 
nie, na gruzach państwa Morawskiego Świętopełka, państwa Węgro- słowiańskiego 
Arpada, na długi czas wparły Iclin obcego szczepu w ciało słowiańslcie, a jednalc 
niewątpliwie wytworzyły Słowianom mocną przeciw Germanii oporę." OóTj iiCTopil- 
MecKOM-L iisyneHiii rpeKO-CianancKaro Jiipa. 1871. t. 17. 

^^) Rozważając domniemanie Palackjego, że gdyby nie najście Madjarów, 
Słowianie mogliby się zlać w państwo (wyżej przypisek 49), węgiersld profesor Pa- 
weł Hunfałvy, przypominając podstępne zamachy Icsięży niemieckich przeciw Słowia- 
nom, powiada „und es bekannt ist mit wełch' andauernden Erfolge die Deutschen 
die Slawen an der Elbę und an der Ostsee ausrotteten, so last sich billig anneh- 
men, das ohne die Hierherkunft der Magyaren, wełche fiir ein halbes Jahrhundert 
die Aufmerksamkeit der Deutschen nach einer anderen Richtung lenkten, vielleicht 
auch die Czechen gleich ihrer anderen sławischen Briider untergegangen waren und 
Palacky ware auch liein Geschichtschreiber der Czechen CTeworden." Ethnographie 
s. 299—300. 



— 214 — 

przez stronnictwa religijne rozdzierana, jakże długo bronić mo- 
gła swej niepodległości? Oczywiście Niemcom, dla dopięcia ich 
zamiarów, wypadało .przedłużać dawniejszą politykę, różnić po- 
między sobą ludy słowiańskie, aby się wzajemnie niszczyły 
i nie miały siły do stawienia oporu zamachom cesarskim, a tym- 
czasem pod opieką kościoła łacińsko -niemieckiego, posuwać 
kolonistów i przemysłowców w celu ekonomicznego opanowa- 
nia kraju. Jakoż, w rzeczywistości widzimy, że w początku 
X w. dobra niemieckich magnatów duchownych i świeckich, tu- 
dzież posiadłości kolonistów posuwały się od Zachodu na Wschód 
aż do r, Raby i dokoła jeziora Błatna."^^) Wyższość kultury za- 
chodniej zapewniała Frankom i Niemcom ekonomiczne powodze- 
nie, a Słowianom groziła zubożeniem, zależnością ekonomiczną, 
wreszcie niewolą osobistą. Cóż przeciw temu mogli postawić 
Słowianie? Dzieje nas uczą, iż rozprawy orężem z Niemcami wy- 
padały niejednokrotnie na korzyść Słowian, ale przeciw przemy- 
słowcom i kolonistom niemieckim, wytrwałym, przebiegłym i ego- 
istycznym, dobroduszna i niezaradna natura słowiańska zawsze 
prowadziła do strat ekonomicznych, w skutek których Słowianie 
wyzuwali się z posiadłości dziedzicznych na korzyść Niemców. 
O ileż walka ekonomiczna trudniejszą była Słowianom wtedy 
gdy zostawali pod władzą niemiecką, o tem zdaje się i mówić 
nie ma potrzeby. Kilkowiekowa walka Słowian z Niemcami na 
polu ekonomicznem daje liczne przykłady najpodstępniejszych 
środków przeciw ziemianom słowiańskim używanych, aby ich wy- 



^^) Koloniści posuwali się najwięcej po południowym brzegu Dunaju ku 
wschodowi, aż do ujścia r. Raby, ztąd w górę po Rabie i Sali aż do ich wierzcho- 
win i w koto jeziora Blatna. Panowie niemieccy w dobrach swych posiadali pod- 
danych (servi), zakładali folwarki, mierzyli pola na łany, urządzali gospodarstwo na 
sposób bawarski. Księża niemieccy siedlili przy kościołach kolonistów swego rodu. 
Napływający z Bawaryi rzemieślnicy siedlili się po miastach. W dokumentach IX 
i X w. wzmiankują się liczne osady z nazwami niemieckiemi. Wylicza je Kaemell. 
Die Anfange das deutschen Lebens in Oesterreich, 269 — 296. Zauważyć jadnak 
wypada, iż pod rubryką nazw niemieckich i kelto -romańskich Kaemell zamieszcza 
mnóstwo nazw słowiańskich, zapewne przez nieznajomość mowy słowiańskiej. Wresz- 
cie porów. s. 73, przyp. 2, 



— 215 — 

rugować z posiadłości, aż do wygnania z domów własnych dla 
osiedlenia kolonistów/^*') Biorąc na uwagę wszystko, co wyżej 
powiedziano, tudzież natarczywość ducłiowieństwa niemieckiego 
w rozszerzaniu władzy swej na Pannoniję i Morawije,'^-) niemoc 
Słowiańszczyzny zachodniej w X w. i wzrost potęgi niemieckiej 
za panowania cesarzów z dynastyi saskiej (r. 919—1002), nie wąt- 
pimy, że jeśliby Opatrzność nie zesłała szarańczy madjarskiej ze 
Wschodu, cala Pannonija, Morawija, a zapewno i Czechy po- 
kryte by zostały gąsienicą niemiecką z Zachodu. 

Dla ocalenia Słowiańszczyzny od naporu niemieckiego wX 
w. potrzebna była Słowianom albo genialna osobistość wodza, jaka 
się zjawiła w postaci Balesława Chrobrego w XI w., albo dzika nie- 
pohamowana siła jaka się znalazła w szalonej hordzie madjarskiej. 
Nim jednak Słowianie doczekaliby się Bolesława Chrobrego, Niemcy, 
w ciągu stu łat, dość mieli czasu do przeprowadzenia swych zamia- 
rów ujarzm.ienia Słowiańszczyzny, mianowicie za czasów Henryka 
Ptasznika i Ottona I, jeśliby na powściągnienie zamachów niemie- 
ckich nie zjawili się Madjary. Jeżeli tego nie poj mywano dawniej, 
to obecnie sami Niemcy, lepiej od Słowian pojmują gorzkie dla nich 
skutki wmieszania się Madjarów w sprawy ludów naddunajskich 
w końcu IX w. Nowsi uczeni niemieccy, rozw^ażając skutki osie- 
dlenia się Madjarów nad Dunajem i ubolewając nad zniszczeniem 
przez nich kultury niemieckiej, przychodzą do przekonania, że to 
było bardziej dla kultury w ogóle dotkliwe, aniżeli rozdarcie Słowian 



B6) W drugiej polowie XII i w XIII w. Niemcy osiedlali kolonistów w Serb- 
sku pomiędzy Solawą a Łabą, tudzież na ziemiach Obodrytów i Lutyków zwyczaj- 
nie w ten sposób, że osady dziedziczne Słowian zabierali koloniści, a wyrugowani 
z nich Słowianie budowali sobie nowo osady. Ztąd powstały wsie: Wielkie i Małe, 
Stare i Nowe, Niemieckie i Słowiańskie. Często spychano Słowian na mpczary 
i pustkowia, gdzie nędzny żywot prowadząc w chatkach rybackich, chyżach, wymie- 
rali. O tern szczegóły podane będą w t. IV niniejszej pracy. 

B7) W liście arcybiskupa salcburgskiego z jego sufruganami do papieża Jana 
IX w r. 900 duchowieństwo nieraiemieckie, skarżąc się na oderwanie Pannonii i Mo- 
rawii od arcybiskupstwa salcburgskiego powiada, że przez to dopuszczona została 
w kościele schyzma, że Niemcy na mocy prawa wojennego, powinni mieć Słowian 
swymi poddanymi i że Słowianie czy chcą, czy nie chcą, w każdym razie państwu 
Niemieckiemu podlegać muszą. Porów, wyżej s. 152. 



2l6 — 

na dwoje, jak historyk czeski (Palacki) utrzymuje. ^^^) Dobitniej 
i z niezaprzeczona gruntownościa objaśnia te sprawę nowszy pi- 
sarz austryacki, w te słowa: „Niepodobno znaleźć w dziejach 
starożytnych Niemiec innego wypadku, któryby mógł ze swych 
okropnych skutków porównać się z bitwa Czerwcową r. 907. 
Pierwszorzędne stanowisko, jakie Bawary zajmywali w państwie 
"Wschodnio -,Frankskiem, na zawsze znikło. Wszystko, co w ciągu 
stu lat dla ojczyzny niemieckiej zdobyły miecz i pług bawarskiego 
plemienia stracone zostało, jak równie marka Wschodnia i Panno- 
nija. Panowanie niemieckie odrzucone aż do r. Aniży (Ennz), 
Karyntyja w ciągłej trwodze, nawet właściwa ojczyzna Niemców 
wystawiona na łup hord barbarzyńskich. Stosunki polityczne 
i kościelne z kulturą niemiecką, zaszczepione na wschód od r. 
Aniży, zerwane, a sama kultura zniszczona i na zupełną zagładę 
jej skazaną została. Straty te już nigdy więcej nie były powe- 
towane. Mała tylko część ziem straconych powróconą została 
w X i XI w., lecz nigdy, od czasu zjawienia się państwa Wę- 
gierskiego, nie udało się powrócić Pannonii do rąk władzy i na- 
rodowości niemieckiej. Małemi tylko kolonijami, w późniejszym 
czasie, Niemcy zdążyli w te strony. Jeżeliby nie wmieszanie się 
Węgrów i nie bitwa r. 907, to według wszelkiego prawdopodo- 
bieństwa i rachunku ludzkiego, granica czysto niemieckiej terry- 
toryi byłoby teraz nie nad górną Rabą, ale nad dolną Sawą."'^'^) 
Pogląd ten podzielają inni pisarze, '^^) a według naszego przeko- 
nania jest on nader umiarkowany, bo jeżeliby Niemcy opanowali 
w początku X w. Pannoniję i Mora wiję, to oczywiście rozpiera- 
liby się na północ i południe, a w takim razie ani Czechowie, 
ani Chorwaci nie obroniliby się od nich. 



»8) Roesler. Romanische Studien. 1871 s. 170. 

s») Kaemell. Die Anfange deutschen Lebens in Oesterreich. 301 — 2. 

♦*o) Grot. MopaBiJi. 415 — 423. 

Uwaga. Czytelnik raczy mieć na uwadze, że wszystko co wyżej powiedziano 
o stosunku Madjarów do Słowian i na odwrót, tyczy się wypadków X w., kiedy, 
jeszcze niewiadomo było, jakie miedzy tymi narodami mogą być zajścia w przyszłości 



217 



§ «• 

Państwo Czeskie. 

I. Stan Czech po upadku Wielkiej Morawii. Polityka książąt, zabu- 
rzenia. 

Do najważniejszych następstw przewagi Madjarów nad Niem- 
cami w r. 907 i w następne lata, bezwątpienia odnieść należy 
wzrost państwa Czeskiego. — Po wygasłych Moimirowicach spu- 
ściznę biorą Przemysłowcy czescy. Centr oświaty chrześciańskiej 
z Welegradu przenosi się do Pragi. Zamiast upadłej monarchii 
Morawskiej powstaje nowa monarchia Czeska, książęta której 
zajmują pierwsze miejsce w Słowiańszczyznie północno-zachodniej. 
Odtąd oni biorą na się przewodnictwo cywilizacyi słowiańskiej 
w ciągu całego X w., aż nim się zjawi trzecia monarchia sło- 
wiańska — Piastów w Polsce. 

Ażeby stanąć w szeregu ówczesnych państw Europy środ- 
kowej, książętom czeskim wypadało utwierdzić w swym kraju 
chrześciaństwo i podnieść znaczenie władzy książąt z rodu Prze- 
mysłowców, wyżej nad dynastów plemion czeskich. Niełatwa to 
sprawa. Drobni dynaści w ciągu IX w. starali się o powiększe- 
nie udziałów swych przez związki familijne, albo drogą pod- 
bojów. Jedni dynaści padali, inni wywyższali się.^) Szczęście 
najbardziej sprzyjało Przemysłowcom prażskim, którzy panując 
nad licznem i bitnem plemieniem Czechów, wcześniej od innych 
książąt wzmocnili swą władzę i taką potęgą słynęh, że już w IX 
wygórowali nad innych, jakby wielcy książęta całej ziemi czeskiej, 
którym, w sprawach dotyczących całego kraju, dynaści plemienni 
ulegać winni byli. Wszakże dynaści nie myśleli zrzekać się do- 
browolnie władzy swej na korzyść Przemysłowców. Ztąd za- 
targi i boje, ztąd udawanie się niektórych możnowładzców o po- 
moc do Niemców i mieszanie się ostatnich w sprawy wewnętrzne 



1) Porów, dzielą tego t. II s. 386—7. 



— 2l8 — 

Czechów,") ztąd niemoc książąt prażskich w drugiej połowie 
IX w., kiedy w sąsiedniej Morawii dzielny ród Moimirowiczów 
świetnem powodzeniem oręża i rozumną polityką w sprawach 
wiary narodowej, podniósł władze książęcą na stopień władzy 
monarchicznej i z jej to pomocą gromadził siły narodowe do 
obrony niepodległości kraju, — Przypatrzmy się postępywaniu 
książąt czeskich. 

Chrzest księcia Borzywoja i żony jego Ludmiły przez ś. Me- 
todego (około r. 880), łączył Czechy z Morawami moralnie, 
a przewaga oręża Świętopełka w bojach z Niemcami, dawała mu 
naczelne zwierzchnictwo w związku morawskim, do którego i Cze- 
chy należały. Ale po śmierci Świętopełka (r. 894), synowie Bo- 
rzywoja Spitygniew i "Wratysław, nie chcąc uznawać zwierzchni- 
ctwa Moimira II, dobrowolnie poddali się cesarzowi Arnulfowi 
w Regensburgu (895),**) Nieszczęśliwy ten postępek wplątał ksią- 
żąt czeskich w sidła polityki niemieckiej i wywarł w przyszłości 
najgorszy wpływ na rozwój państwa Czeskiego, 

Raz stanąwszy po stronie Niemców, Spitygniew i Wratysław 
trzymah się ich polityki, wspólnie z nimi łupieży li Morawy (r. 
897 — 900) i uskarżali się jeszcze na jakieś krzywdy ze strony Mo- 
rawianów. Bratobójcza wojna dwóch sąsiednich ludów do ta- 
kiego stopnia zaślepiła książąt czeskich, że w chwili upadku pań- 
stwa Morawskiego, nietylko nie podali mu żadnej pomocy, lecz 
owszem pozwolili przez swój kraj Madjarom do Głomaczów prze- 
chodzić (r, 906). Okoliczności te, a także milczenie dziejów o ja- 
kim bądź zatargu Czechów z Madjarami, budzą przekonanie, że 
podczas upadku państwa Morawskiego, książęta czescy w przy- 
jaznych stosunkach z Madjarami zostawali. 

Brak źródeł dziejowych skrywa przed nami uczestnictwo 
książąt czeskich w rozszarpaniu państwa Morawskiego, ale ów- 



-) Przypomnijmy Witorada pana na Witoraziu, który wywołał w r. 857 
wmieszanie sie Niemców w sprawy czeskie. Wyżej. T. II. s, 386 i w bieżącym 
tomie s, 66, 

») Wyżej s. 144, 



219 — 

czesne okoliczności, oraz podania madjarskie wskazują, że korzy- 
stając ze zgody z Madjarami, Czechowie opanowali właściwe zie- 
mie morawskie nad rzekami Dyja i Morawą,*) część SIązka, 
a może i górzystą część Słowaczyzny.^) W każdym razie z upadku 
Morawii Czechowie skorzystali niemało. Wcielając do Czech 
terrytoryję morawską, pozbawioną książąt własnych, książęta 
czescy władali nią bez wszelkich ograniczeń, a rozporządzając 
się na prawach zdobywców, mogli ciągnąć z niej środki do po- 
mnożenia potęgi swej. 

Tymczasem walna porażka Niemców przez Madjarów w ro- 
ku 907 i wnet potem szalone najazdy madjarskie na Germaniję 
podawały Czechom możność używania zupełnej niepodległości, 
nie zważając na zobowiązania się książąt ich w r. 895. A gdy po 
śmierci ostatniego z Karlowingów, Ludwika Dziecięcia (r. 911) 
na tron niemiecki wstąpił Konrad I (911 — 919), książęta czescy' 
mogli uważać się za moralnie uwolnionych od zobowiązań wy- 
gasłej dynastyi złożonych. Jak postępywał w tej sprawie książę 
Spitygniew wiadomości nie posiadamy,*') ale następca jego Wra- 



*) Zulta (Soltan) ... ex parte vero Boemiorum fixit metas usque ad fluvium 
Moroua, sub tali conditione, ut dux eorum annualim tributa persolveret duci Hunga- 
liae et eodem modo ex parte Polonorum usque ad moDtera Tatur. Anonym, nota- 
rius Beli cap. 57. Pisząc w XIII w, o sprawach X. w. notaryusz Beli zakreślił 
granice Węgier do Tatrów i ujścia r. Morawy, jak było rzeczywiście w XIII w, 
ale jeśli przechwalał się, że trybut Węgrom nietylko Czesi, lecz i Polacy płacili, 
to czyżby zaniedbał zdobycze Madjarów rozszerzyć i na zachód od r. Morawy, 
gdyby choć jakiekolwiek tradycyje to przypominały? 

^) W połowie X w. Słowiańszczyzna była w ręku książąt czeskich. Kiedyż 
ją zdobyli? Czy po bitwie nad Lechem r. 955 i zwycięzlwie Czechów nad Węgrami 
na granicy czeskiej w tymże roku, czy jeszcze wcześniej w r. 907 ? Odpowiedzi w dzie- 
jach nie znajdujemy. Podania madjarskie wzmianlcują wprawdzie o zdobyciu Nitry 
przez wodzów Arpada, ale czy jazda madjarska mogła opanować górzystą część Sto- 
waczyzny? — Wątpliwe. 

®) Data śmierci Spitygniewa i wstąpienia na tron Wratysława I niepewna. 
Dawniej oznaczano ją r, 912. (Szafarzyk, Star. Słów. § 39, s. 453, tudzież Kriżek, 
Dejiny Naród. Slov. s. 18). Tomek, mając na względzie, że według legend, syn 
Wratysława Wacław-, urodzony wtedy, gdy już Wratysław panował, liczył podczas 
śmierci ojca lat 18, obliczył, że Wratysław (f 921) począł panować w r. 903. Apo- 
logie der iiltesten Geschichte Bóhmens, w Abhandlungen der k. bómischen Gesell- 



ty sław T^ nie składał hołdu królowi niemieckiemu i o swa nie- 
podległość obawiać sie nie miał powodu, albowiem ówczesny 
rozstrój Germanii, coroczne pożogi i mordy po całej Germanii 
przez Madjarów szerzone, wreszcie rebelia przeciw królowi potę- 
żnego księcia bawarskiego i markgrafa karyntyjskiego Arnulfa, 
nie dozwalały królowi Konradowi I niczego przeciw Wratysła- 
wowi I przedsiębrać. Czechowie, korzystając ze zgody z Madja- 
rami, używali zupełnej niepodległości i wspólnie z Madjarami 
w r. 915 Saksoniję lupieżyli.') Tak ciągnęło się aż do wstąpie- 
nia na tron niemieclś:i Henryka I Ptasznika (919—936), który, 
pogodziwszy się z księciem bawarskim Arnuifem i uśmierzywszy 
wewnętrzne w Germanii rozruchy, czuł się w stanie bardziej 
energiczną względem Czechów politykę rozpocząć. Nim jednak 
Henryk I zebrał się z silami, książę bawarski Arnulf napadł na 
Czechy w r. 922, Krótka o ten wzmianka kronikarska nie obja- 
śnia wcale powodów zajścia pomiędzy Arnuifem a Czecliami."^) 
Tylko przez konjektury przychodzimy do wniosku, że być może 
sprawy pokrewnego Arnulfowi potężnego rodu Sławników, lub 
niesforność innych dynastów, albo wreszcie pretensyje biskupa 
regensburgskiego do przyłączenia Czech pod jego zarząd,^) po- 
dały Niemcom powód do wmieszania się w sprawy wewnętrzne 
czeskie, jak się niejednokrotnie dawniej zdarzało. Skutków tej 
wyprawy nie dostrzegamy. Wratysław I aż do zgonu niepodle- 
głość zachował, co zdaje się potwierdzają podania narodowe, 
które wspominają o nim, że był „wielkim sławą" ^^) i „niezli- 



schaft der Wissenschaften, 1865, tom XIII, fiinfter Folger, s. 65. Gdy jednak .śmierć 
Wratyslawa zwyczajnie oznaceają rokiem 926, wypada, że on począł panować około 
r. 908? jeśli legendy nie mylą się. 

') Porów, wyżej cytatę z Adama Bremeńskiego. § 43, przyp. 39 na s. 207. 

^) Auctarium Garstense. a. 922. Arnoldus dux Bavariae in Boemiam cum 
exercitu proficiscitur. (Pertz. M. G. XI, 565). Annales Salisburgenses, a. 922. Ar- 
noldus dux Bavariae in Boemiam cum exercitu vadit. Pertz. M. G. XI, 771. 

'•>) Takiego zdania jest Tomek. Apologie, s. 65. Niżej przypisek 47. 
'0) W cyrylskim Żywocie ś. Wacława, zapisano: „bje że knjaż welik i Sła- 
woju czesten w Czechach żiwyj, imenjem "Worotislaw." Fontes rerum boliemi- 
carum. T. I, s. 125. 



221 

czoną moc wrogów zwyciężył" ^^), Jest jeszcze domniemanie, że 
zdobywszy część Śląska, zapewno po r. goy, Wratysław zbudo- 
wał na wyspie r. Odry gród, który od jego imienia nazwę Wra- 
tysław, teraz Wrocław, otrzymał.^-) 

Rządy małoletniego syna Wratysławowego Wacława, pod 
opieką matki jego Draliomiry, otworzyły możno władzcom cze- 
skim szerokie pole do intryg i zaburzeń. Intryga zwróciła się 
najprzód przeciw wdowie po Borzywoju Ludmile, którą posą- 
dzano o zamiary rozporządzania sprawami kraju. Ludmiła usu- 
nęła się z Pragi do Tetina, lecz to ją od zamacliu wrogów nie 
obroniło. Zbójcy, pod przewodnictwem Tumana i Kowana, napadł- 
szy na zamek tetiński, staruszkę Ludmiłę zamordowali 15 Sier- 
pnia r. 92 7 J'^) Podejrzy wano wdowę po Wratysławie I Dralio- 
mirę, jakoby ona, zostając poganką, nieprzyjaźnie patrzała na 
Ludmiłę, opiekującą się wycliowaniem w duclm chrześciańskim 
Wacława. Lecz jeśli na uwagę weźmiemy, że jeden z łiersztów 
merderstwa Tuman z całym swym rodem ratował się ucieczką, 
a Kowan scłiwytany z całym rodem zginął, ^^) tedy musimy przy- 
znać, że w tej sprawie całej winy na jedną Drahomirę zwalać 
niepodobno.*) Na miejscu dokonania zbrodni, Drałiomira rozka- 
zała zbudować kościół Micłiała Archanioła, a męczenniczkę Lud- 
miłę naród czeski za świętą policzył. 



1') Quodam igitur tempoie Biaceslaus ąuidam regali insigniter potiens po- 
testate eam (Pragam) residens principatus sui strenuissime curam gerebat... pene 
innumerorum hostium triumphator. Passio S. Yenceslai, według be- 
nedyktyna Wawrzyńca. Fontes rer. boh. I, s. 170. 

12) Kunik. A.l6eKpii, s. 89, tudzież Palacki. Dejiny. T. I, s. 254. 

1^) W cyrylskim Żywocie Ludmiły: „tohda nacza mysliti mati Wjaczesława 
na swjekrowŁ swoju Ludmiłu zlo i wsjaczeski iskasze pogubili ju." Fontes, I, 123. 

i*) Według Passio S. Ludmilae Tuman i Kowan, powróciwszy do Dralio- 
miry, opływali w bogactwa i poniewierali równymi sobie, lecz zazdrość i kłótnia 
pomiędzy nimi a Drahomira, doprowadziły do tego, że Drahomira postanowiła 
sprzątnąć ich. AVtedy jeden z rodem swym uciekł, a drugi zginął. Fontes rer, boh. 
I, 140—2. 

*) Hynek Krch twierdzi, że' zabójstwo Ludmiły było skutkiem złości mo- 
żnowtaiłzców przeciw Przemysłowcom. Kriticke uvahy. II. Na obranu kneżny Dra- 
liomiry. V PferoYĆ. 1883. s. I, 49. 



Zamordowanie Ludmiły było tylko wstępem do dalszych in- 
tryg, zaburzeń i morderstw sprawionych przez możnowładzców, 
dobijających sie na dworze książęcym znaczenia, a bezwątpienia 
i korzyści materyalnych. Wichrzyciele postarali się poróżnić Dra- 
homirę z synem jej Wacławem, a gdy się to im poniekąd udało, 
postanowili poróżnić jeszcze Wacława z młodszym bratem jego 
Bolesławem, który miał udział w krainie Pszowjan i tam gród 
Bolesław' zbudował. Intryga udała się. Wacław zmusił Draho- 
mirę ustąpić do Budecza, lecz wkrótce spostrzegłszy błąd swój, 
powrócił ją ze czcią do Pragi i odtąd był dla niej najczulszym 
synem. ^•') 

W tymże czasie jeden z dynastów czeskich, przodek sła- 
wnego później rodu Sławników, Radysław Zlicki ośmielił się 
podnieść przeciw Wacławowi otwarty rokosz i w okolicy staro- 
żytnego grodu Żytomirza zgromadził swych wojowników. Wa- 
cław, nie chcąc napróżno krwi niewinnych ludzi przelewać, wy- 
zw^ał Radysława na pojedynek. Upokorzony w pojedynku Ra- 
dysław pogodził się z Wacławem i przy swych posiadłościach 
utrzymał się.^^) Zkądże taka powolność, by nie wyrzec niedo- 
łężność Wacława? Zrozumimy to zajrzawszy głębiej w sprawy 
ówczesne. I tak. W r. 928 król Henryk Ptasznik, ujarzmiając 
Serbów nadłabskich i Stodoranów, tudzież czując się obrażonym 
przez Czechów, prawdopodobnie za okazanie Drahomirą pomocy 
swym ziomkom Stodoranom, wpadł niespodziewanie do Czech 
i do Pragi dążył. W pomoc mu pospieszył książę bawarski 
Arnulf i obaj wspólnie obiegli Pragę. Wacław, nie widząc mo- 
żności stawienia oporu przemagającym siłom wrogów, zmuszony 
został upokorzyć się, zobowiązując się do płacenia corocznie try- 
butu królowi niemieckiemu 500 marek i 120 wołów, ^") co, jak 



*^) Panowie czescy mówili Wacławowi: „choczet tja ubiti z bratoma; tja bo- 
preżdje ubiła jestb i babu twoju Ludmiłu. I otogna matjer swoju w Budec . . ." 
Żywot ś. Wacława. Fontes rer. boh. I, s. 125. 

*") O pojedynku Wacława z Radystawenr,, patrz dzieła tego T. II, s. 382. 

'") Continuat. Reginon. a. 928. Heinricus rex Boemos liostiliter invasit, et 
praestante Deo fortiter superavit. Do tego Widukind lib. I, cap. 35. Heinricus 



— 223 — 

historycy utrzymują, ustanowione być miało jeszcze za czasów 
Karola W.^s) 

Czegóż się dobijał ten sam Arnulf, który już w r. 922 na 
Czecliy napadał? Odpowiedzi na to prawdopodobnie w pokre- 
wieństwie Arnulfa z Radysławem Zlickim szukać wypada. ^^) 
Rzecz jasna, iż Wacław, mając wewnątrz kraju mocnego wroga,, 
któremu pomoc w każdej chwili gotowi byli podać Niemcy, mu- 
siał wroga tego oszczędzać, a gdy Niemcy napadli na Czechy 
w r. 928, Wacław, z powodu tegoż wroga, krewnego Niemców, 
nie mógł połączyć wszystkich sił czeskich do energicznej obrony 
kraju, jak bywało w IX w., podczas najazdów Karola W. i jego 
następców. ■-") 

Zawarłszy przymierze z Henrykiem Ptasznikiem, Wacław 
zostawał w przyjaznych z nim stosunkach, ze szczególną troskli- 
wością krzewił chrześciaństwo, wznosił kościoły, protegował du- 



rex et Arnoldus dux Boemos vincunt. A dalej Kozma o podatku, jak w następ- 
nym przypisku. 

*®) Opierając się na wyrażeniu Eginharda: an. 805 omnes barbaras ac feras 
nationes, quae inter Renum et Yisulam fluvios, oceanumąue ac Danubium positae... 
ita perdomuit (Carolus) ut eas tributarios efficeret. Inter quas fere praecipuae sunt 
Weletabi, Sorabi, Boemani, cum his namąue bello conflixit . . . historycy twierdzą, 
że już od Karola W. Czechowie obowiązani byli płacić roczny trybut cesarzowi. 
To się wydało tern bardziej niewątpliwem, że już Kozma prawił: „Tales nobis legem 
constituit Pippinus Magni Karoli regis filius ut annuatim imperatorum successoribus 
CXX boves electos et D Marcas soWamus, marcam nostrae monetae 200 nummo<; di- 
cimus. Hoc testatur nostrarum aetas in aetatem." Fontes rer. boh. II, s. 80. Gdy 
jednak w źródłach IX w. nigdzie podobnego trybutu nie znajdujemy, możemy więc 
przypuścić, że Kozma zobowiązanie się Wacława r. 928, przez nieświadomość po- 
liczył za zobowiązanie z czasów Karola W. 

1") W tomie II dzieła tego s. 382, przyp. 249, objaśniłem, że córka księcia 
bawarskiego Arnulfa, niewiadoma po imieniu, była matką Sławnika. Do tego do- 
dać wypada, że według Passio S. Adalberti, ten Adalbert, t. j. ś. Wojciech, pocho- 
dził z ojca Sławnika i matki Adalberty. Ale według roczników czeskich (Pertz,. 
M. G. III, 119) i polskich, tudzież Kozmy, matka ś. Wojciecha zwała się Strzeży- 
sława. Jakże to pogodzić? Z Brunnona Vita S. Adalberti rozdz. I dowiadujemy się, 
że brat jego (ś. Wojciecha) po ojcu był Gaudencius (Radym) „ex parte patris caro 
et frater suus," czem Brunno daje do pojęcia, że Radym był z innej matki, niż 
Wojciech. Otóż prawdopodobnie, że ś. Wojciech był synem Niemki Adilbury, 
a inni bracia jego synami Słowianki Strzeżysławy. Porów, Bielowski M. P. II, s. 153.. 

20) Wyżej s. 34, 36, 64. 



224 

chowieństwo łacińsko -niemieckie, lecz ówcześni możnowładzcy 
czescy, niedawno ochrzczeni, pamiętając wprowadzenie za księcia 
Borzywoja obrzędu słowiańskiego, niemiłem okiem na wzma- 
gające się duchowieństwo niemieckie patrzyli. Przeciw Wacła- 
wowi zrodziła się niechęć możnowladzców. Wrogie mu stron- 
nictwo znalazło wspólnika w bracie jego Bolesławie, który sam 
chcąc władać krajem, na czele spiskowców stanął.'-^) Zamach 
na życie Wacława naznaczono spełnić w dniu 27 Września 
roku 935, albowiem w ten dzień miało się odbyć poświęcenie 
kościoła śś. Kozmy i Damiana w grodzie Bolesławiu, a ponieważ 
Wacław na podobnych uroczystościach zawsze był przytomnym, 
konspiratorowie pewni byli, iż nie ujdzie ich ręki. Po mszy 
Wacław zamierzał powrócić do Pragi, lecz Bolesław ze łzami 
go upraszał, aby przenocował. Nazajutrz rano 28 Września, gdy 
Wacław wchodził do kościoła, zbrodnia dokonaną została.'-) Do- 
wiedziawszy się o tem Drahomira pospieszyła do grodu Bolesła- 
wa i na trupa syna padła, lecz gdy ją przestrzeżono, że śmierci 
nie ujdzie, uciekła do Chorwat. Trup Wacława leżał na podwó- 
rzu kościoła niepogrzebiony, aż ksiądz jeden, zlitowawszy się, po- 
chował go w kościele. Dopiero we cztery lata później Bolesław 
kazał zwłoki AVacława przenieść do Pragi i pochować w l^ościele 
ś. Wita, który Wacław zbudował.^*'*) 

Męczeństwo Wacława, a także życie jego pobożne, pełne 
miłosierdzia chrześciańskiego, głęboko wryły się w uczucia na- 
rodu czeskiego, który obok wspomnień o ś. Ludmile, przechował 



-1) „Rozbujasze że mużje czachowskyja (MaxoBBCKbi;K) i wstasza na sja. 
Knjaź że im bjasze jeszcze rrład. let. i8. A kohda unire otjec jego, da jegda wzrastet... 
tohda djawol... wnide w serdca złych sowjetnikow jego. Ti że naczasze posrekati 
Bolesława na zło rjesza: choszczet tja ubiti Wjaczestaw knjaź, swjeszczawsja s ma- 
terju swojeju i z mużi swoimi . . . wsieją djawoł . . . Bolesławu łukawaja w serdce 
jego i nausti jego na brata swojego." Żywot ś. Wacława. Fontes rerum boli. I, 
129—130. 

--) Według obu redalccyi Żywota ś. Wacława, krótszej i dłuższej, w Fontes 
rer. boli. I, 125, 131, 

-^) Cyrylskie przeniesienie zwłok ś. Wacława, w Fontes rer. boli. I, s. 135, 
także i u Kozmy pod r. 932. Fontes rer. boh. II, s. 31. 



— 225 — 

pamięć o jej wnuku Wacławie świętym, patronie ziemi czeskiej, 
W wyobraźni ludu ś, Wacław pozostał jako mężny obrońca kraju, 
na koniu, w zupełnym rynsztunku wojennym. 

2. Podwyższenie władzy książęco]. 

Ze zbroczonemi krwią bratnią rękami, zasiadł Bolesław I 
na książęcym stolcu. Stronnicy jego spodziewali się znaleźć go 
przychylnym widokom swym, nie pojmując, że ten, który nie 
wzdrygnął się własną ręką zabić najuczciwszego brata, pewno 
nie zawałia się wspólników zbrodni swej mordować. Niesforni 
możnowładzcy nie przewidywali, że Bolesław postara się jak naj- 
rychlej pozbyć się świadków bratobójstwa i niepokornych mu 
zmusić srogiemi środkami do posłuszeństwa. Możnowładzcy zrazu 
myśleli opór Bolesławowi stawić, a jeden z żupanów (subregulus) 
poddał się Niemcom. Bolesław rozpoczął przeciw niemu wojenną 
wyprawę.'*) Na pomoc buntownikowi Niemcy wysłali z Turyn- 
gii i Saksonii dwa hufce wojowników, lecz Bolesław hufce te 
pojedynczo zniósł, grody buntownika zdobył, a stolicę jego zbu- 
rzył (936 — 940). Niemcy na tem nie poprzestali. Rozpoczęła się 
czternastoletnia, z rożnem szczęściem prowadzona wojna. Lecz 
kronikarze, zajęci zaciętą walką w tymże czasie króla Ottona I 
ze Słowianami nadłabskimi, mało uwagi na wojnę z Czechami 
zwracali i dla tego o niej urywkowe tylko posiadamy wiadomo- 
ści."^) Bolesław żądał pokoju, traktował o warunki i w tym 
celu posłał zakładników, których Otton I z wielką radością po- 
kazywał ludowi (946).^*) Przymierze trwało niedługo, albowiem 
już w r. 950 Otton I, wkroczywszy z silnem wojskiem do Czech, 
obiegł Pragę, której bronił syn Bolesława, po imieniu także Bo- 



2*) Widukind, II, 3, timens sibi vicinum subregulum, eo quod paruisset im- 
perii Saxonum, indixit ei bellum. 

25) Widukind, lib. II, c. 4, il, 20, 30; Thietmar, lib. ir, cap. I. O wysia- 
niu Azika z dwoma legionami łotrów r. 936, w pomoc buntownikom, patrz niżej 
§ 45 przypisek 43 na s. 246. 

-•') Widukind, II, c. 40. Obsides Bolizlavi ibi vidimus, quos populo rex 
praesentari jussit, satis super eis laetatus. 

Tom III. 15 



220 

lesław. A gdy w I.ipcu tegoż roku Nowy gród (teraz stary) 
przez Niemców zdobyty został, Bolesław, trzymający sie jeszcze 
na prawej stronie r. Włtawy, uznał za niemożebne mierzyć się 
z liczniejsz3'm nieprzyjacielem.'-') Udał się więc do obozu Otto- 
na I, „a stanąwszy pod jego chorągwiami, króla słuchał, odpo- 
wiedzi mu dawał, i na przebaczenie zasłużył." 2*=*) Poczem zawarł 
z Ottonem I pokój, zobowiązawszy się do płacenia daniny, jaką 
płacił Wacław Henrykowi I Ptasznikowi. -'*) Nadzór nad Cze- 
chami Otton I poruczył krewnemu swemu Henrykowi księciu 
bawarskiemu, •'°) ale ta ostrożność była zbyteczną, bo taki książę, 
który dbał więcej o swą władzę, aniżeli o uczciwe imię, nie mógł 
być strasznym dla Niemiec wrogiem. 

Uniżywszy się przed Ottonem I, Bolesław wiernie służył 
Niemcom, przez co stanął w nieprzyjazne stosunki z Madjarami, 
którzy od r. 907, powtarzając straszne najazdy na Germaniję, ani 
razu nie zagabnęli Czechów. W r. 955 Madjary w znacznej licz- 
bie wpadli do Bawaryi, a stanąwszy obozem nad r. Lechem, 
w pobliżu Augsburga, puścili swe zagony do Szwabii. Z połą- 
czonemi siłami Germanii, Otton I spiesząc przeciw Madjarom, 
otrzymał od Bolesława I posiłek z 1000 dobrze uzbrojonych wo- 
jowników.^^^) W bitwie, zaszłej 10 Sierpnia roku 955 wojownicy 
ci, stojąc na prawem skrzydle, byli rozbici a obóz ich dostał 



2') Widukind, III, c. 8; Continu. Regino, a. 950, eodem anno Boemiorum 
princeps Boleslav regi rebellat, quem rex validissima manu adibat suaeąue per omnia 
ditioni subdebat. 

2^) Widukind III. 8. Bolizlav urbe egressus, maluit tantae majestat! subici, 
quam ultimam perniciem pati; sub signisąue stans, et regem audiens responsaąue 
reddens, veniam tandem promuerit. 

29) Że trybut był jeszcze w innej formie, niź się zobowiązał Wacław płacić 
-w r. 928, wskazuje to nadanie Ottona II kościołowi merzeburgskiemu i Maja r. 991: 
„tertiam partem census ... qui regio fisco per singulos annos persolvi debet de tota 
Bohemia in qualicunque re sit, sive in auro, sive argento, sive pecoribus, aut in 
aliis aliquibus rebus magnis sive parvis. Erben. Regesta, N. 76. 

^°) Tliietmar, II, c, i. 

''1) O uczestnictwie osobistem Bolesława I w bitwie nad Lechem wzmian- 
kuje tylko Flodoard pod r. 955 (Pertz. M. G. III). Pewniej jednak, że Bolesław, 
priewidując możebność napadu Madjarów, pilnował bezpieczeństwa Czech. 



227 

się Madjarom, lecz gdy los bitwy przechylił się na korzyść 
Niemców, jeńcy czescy i obóz ich z rąk Madjarów oswodzeni 
zostali. 

Przegrawszy bitwę nad Lechem, Madjary mieli jeszcze gro- 
źne siły. Niemcy ścigać ich na wschód od r. Aniży (Ennz) nie 
śmieli. A że Madjary nie ponieśli tak stanowczej klęski, jak się 
ówczesnym Niemcom wydało,^-) wskazuje to napad Madjarów 
na Czechy, zapewne w celu odwetowania Bolesławowi I, za po- 
słane Ottonowi I posiłki. Ale Bolesław I, przewidując może- 
bność podobnego napadu, stał na granicy kraju w gotowości do 
boju. Nie powiodło się i tu Madjarom. Wódz ich LeheF") do- 
stał się do niewoli, wojsko jego rozbite zostało, a Bolesław I zyskał 
zręczność do rozszerzenia granic państv/a swego. Od tej chwili 
władanie Czechów Słowaczyzną na południe aż do Dunaju, a na 
wschód aż do Krakowa nie ulega wątpliwości. •^"') 



32) Według Widekunda, III, 44 i Thietmara, II, 4, Madjary nad Lechem 
zupełnie zniszczeni zostali, Ale według innych źródeł, Madjary po niefortunnej dla 
nich bitwie, mieli dość jeszcze siły, aby niepowodzenie swe nad Lechem powetować 
na Czechach. W annales S. Galenses maior (Pertz. I, an. 956): „Otto rex cum Aga- 
renis pugnabat . . . eosąue Deo auxiliante devicit. Et aliud bellum cum eis gereba- 
tur a Boemanis, ubi comprehensus est rei illorum nomine Lele, extincto exercitu 
ejus." Do tego możnaby dodać żywociarza ś. Ułrycha (Pertz. IV, p. 402), który 
o Madjarach mówi: tantus taroen ad huc exercitus eorum remanebat, ut . . . non pu- 
gna lacessitos eos redire aestimaverint. 

•'") Według padań, wodzowie Madjarów Leheł i Bulk kwitnęli za czasów 
Arpada (■{- 907) i oni to urządzili rozprawę z Niemcami w Czerwcu r. 907. Ale 
jakże z tern pogodzić zjawienie się ich w pół wielcu później, gdy według jednych 
podań Lehel i Bulk po bitwie nad Lechem r. 955 z mnóstwem jeńców powieszeni 
zostali (Kezai. Chr. II, c. 1), według innych powieszono ich w Ratysbonie, gdy 
przez Dunaj chcieli umknąć, a według innych, Lehel wpadł w ręce Czechów? 
Sayous. Les origines et Tepcąue paienne de Ttiistoire des Hongrois, s. 92, 107. 

^■*) Nie mając świadectw współczesnych o zaborach czeskich w połowie 
X w., z późniejszych tylko wypadków sądzić o tem możemy. I tak, w dyplomie 
fundacyi biskupstwa Prażskiego w r. 973 (patrz wyżej str. 128, przyp. 17), wzmian- 
kuje się „p r o V i n c i a cui "Wag nomen est, cum omnibus regionibus, ad praedictum 
urbem pertinentibus, quae Krakowa est." — Kiedyż prowincya Wag, raczej Słowa- 
czyzną mogła dostać się Czechom, jeżeli nie w r. 955? Do tegoż, jeżeli nie do 
wcześniejszego czasu odnieść wypada zdobycie Krakowa, bo już podczas przejazdu 
Izraelity Ibraima-ibn-Jakóba z Pragi do Krakowa, przed r. 965, Kraków do Czech 



228 

Prowadząc długoletnią wojnę z Niemcami, Bolesław mógł 
przekonać sie, że w obec zcentralizowanej władzy króla niemiec- 
kiego, dawny ustrój Czecli, oparty na samorządzie udzielnych 
prawie książąt i żup, nie wystarczał do skutecznej obrony kraju, 
nie dawał bowiem księciu możności rozporządzać wszystkiemi 
siłami czeskiemi, dla utworzenia mocnego wojska i zaopatrzenia 
go w potrzebne rynsztunki, a kraju w niezbędne warownie. Prze- 
łamać jednak obyczaj starożytny, przekonać Czechów o konie- 
czności uznawania najwyższej władzy w osobie księcia, o wyż- 
szości interesów państwa nad interesami prywatnych, choćby naj- 
wyższych osób, niełatwą było rzeczą. Zastarzałe przesądy, dumę, 
egoizm złamać m.ożna było tylko silą, w użyciu której Bolesław 
nie wahał się nigdy. Raz, uznawszy potrzebę obwarowania gro- 
du Bolesławia, kazał on ludowi zgromadzić się nad Łabą i do 
zgromadzonych przemówił o konieczności opasania grodu Bole- 
sławia murowanymi, na sposób rzymski kręgami i o wykonaniu 
silami kraju potrzebnych robót.^^) Ale starostowie, nie pojmu- 
jąc, aby podobne roboty mogły leżeć na obowiązku ludu, uwa- 
żali to za wymysł księcia, niezgodny z dawnym obyczajem i tak 
do niego mówili: „my starostowie ludu musimy ci powiedzieć, 
że ani umiemy, ani chcemy robić czego żądasz; nasi ojcowie nic 
podobnego nie robili." Schwyciwszy jednego z przytomnych za 
czuprynę i skręciwszy mu głowę jak makówkę, powiada Kozma, 
Bolesław jak szalony rzucił się na tłum, który z przerażenia bła- 
gał księcia o miłosierdzie, przyrzekając wykonać czego żądał. 
Oczywiście przesądy i ciemnotę ludu czeskiego można było mniej 
gwałtownymi środkami przełamać, ale w owym barbarzyńskim 
wieku o środki nie pytano, a grubą siłę szanowano wysoko. To 
też gdy księciu czeskiemu udało się srogimi środkami stosunki 



należał, o czem podróżnik mówi wyraźnie, a jak utrzymuje Kunik, nie bez za- 
miaru nazywa Bolesława I księciem Pragi i Krakowa. Porów. Kunik. A.loeKpif, 
s. 48, 90. 

36) Według Kozmy Bolesław mówił: „volo et jubeo, ut mihi operę Romano 
aedificetis murum urbis nimis alterum per gyrum.'* 



229 

wewnętrzne kraju zmienić na korzyść władzy monarchicznej, zna- 
czenie jego nie tylko w Czechach, lecz i za granica kraju nad- 
zwyczaj wzrosło. Flodoard i Widukind nazywali Bolesława I 
królem, sąsiedni książę Mieszko polski pojął za żonę córkę Bo- 
lesława Dubrawkę, ale potomni, przypominając jego okrucień- 
stwa, przezwali go: okrutnym. •^^) 

Pod koniec panowania Bolesława I (936 — 967), drobni dy- 
naści czescy znikli zupełnie, snadź ich wymordowano, pozostał 
jeden tylko udzielnie władający ród Sławników, do którego wię- 
ksza połowa ziemi czeskiej należała.^") Ród ten spokrewniony 
z książętami bawarskimi, zostając w przyjaznych stosunkach jak 
z Bolesławem I, tak i z jego następcą, kwitnął aż do r. 996, 
w którym nareszcie i on padł ofiarą zakorzenionych od dawna 
zaburzeń. 

O rządach następców Bolesława I powiemy niżej, we wła- 
ściwem miejscu. 

3. Stosunki kościelne. 

Po upadku arcybiskupstwa słowiańskiego w Welegradzie 
(r. 885), do którego i Czechy należały, zarząd spraw duchownych 
w Czechach zależał od usposobienia książąt. Niezadługo przed tern 
ochrzczeni książę Borzywoj i żona jego Ludmiła (około r. 880), 
tudzież część narodu, nie składali jeszcze tak licznej trzody, aby 
chrześciaństwo w Czechach można było uważać za powszechnie 
ugruntowane. Pogaństwo kwitnęło w całej mocy, a większość 
ludu wiejskiego nawet parę wieków później w błędach pogań- 



3^) Erat accerimus consilio, mówi o Bolesławie Widukind, ale daleko go- 
rzej odzywa sie o nim Kozma. Zamordowanie ś. Wacława tkwi ciągłe w pamięci 
Kozmy. Nie szczędzi on słów potępienia bratobójcy, a wymaganie od ludu posłu- 
szeństwa uważa za gwałt i uciemiężenie. Fuit iste dux Bołezlaus, si dicendus est 
dux, qui fuit impius, atque tyrannus saevior Herodote. truncu^entior Nerone, Decium 
superans scelerum immanitate, Diocletianum crudelitate, unde :'bi agnomen ascivit 
saevus Bołezlaus ut diceretur. Fontes rer. boh. II, s. 31. 

") Dzieła tego T, II, s. 381—2. 



skich trwała.^**) Wszakże biskupi regensburgscy od dawna do- 
magali sie przyłączenia do ich dyecezyi Czech, chociaż tam 
ani chrześcian, ani kościołów, aż do zjawienia sie apostołów 
Konstantago i !Metodego, nie było wcale. "'^) Nawet po przy- 
jęciu chrztu przez księcia Borzywoja kościoły były wielką rzad- 
kością, a jak mało sami książęta, w głębi duszy, byli chrze- 
ścianami, wskazuje to ożenienie się księcia jWratysława I z Dra- 
homirą, córką pogańskiego księcia Stodoranów.*) 

Chociaż biskupi regensburgscy, jako najbliżsi do Czech, sta- 
rali się w IX w. kraj ten do swej dyecezyi przyłączyć, ale po- 
dobne usiłowanie, bez zgody stolicy apostolskiej, żadnego znacze- 



3*) Porówn. dzieła tego T. II, s. 8ii przyp. 410, str. 847 przyp. 556. 557, 
tudzież Żywot ś. Wacława, przez Gumpolda, który w rozdziale 7 mówi, że gdy we- 
dług dawnego obyczaju najdostojniejsi mężowie czescy scliodzili się i na cześć 
bogów cudzy cłi godowa! i, zapraszając na podobne uczty Wacława, on uni- 
kał ich, verum etiara profana convirorum sordibus daemoniacis inąuinatorum quam 
strenue aufugit consortia. Fontes rer. boh. I, 151. 

^9) Oprócz ocłirzczonycłi w r. 845 w Regensburgu 14 lecliów, czy żupanów 
(wyżej s. 74 przyp. 5), o innych chrześcianach w Czechacli wzmianlci nie znajdu- 
jemy. Ci lechi, przyjmując dobrowolnie chrześciaństwo u Niemców, podczas gdy 
książęta czescy poganami zostawali i wojny z Niemcami prowadzili, oczywiście byli 
albo wygnańcami, albo buntownikami i w żadnym razie ani szerzyć chrześciaństwa 
w Czechach, ani podawać powodu do przyłączenia Czech do dyecezyi Regens- 
burgskiej nie mogli. Na czemże mogła zasadzać sie pretensyja biskupów regens- 
burgskich? Sprawa to ciemna! Pisarze powołują się na Gumpolda, Vita S. Yenzeslai, 
cap. 15, i Otholona, Vita S. Wolfgangi, cap. 29. Pierwszy z nich, mianowicie Gum- 
pold wyraził się: Tutonem episcopum (Ratisbonensem) cujus diocesi tota subcluditur 
fioemia. (Fontes rer. boh. I, 157; Pertz, IV, p. 2.19). Ale pisząc to w r. 981 
Gumpold oczywiście zapomniał, że Czechy miały już od r. 973 biskupstwo Prażskie, 
zaliczone do arcybiskupstwa Mogunckiego. Co się tyczy wzmianki Otholona: „Boe- 
mia provincia sub Ratisponensis ecclesiae parochia exstitit" (Pertz, IV, 538J, to za- 
uważymy, że biskup AVolfgang umarł r. 994 a Otholon pisał później w lat 50, a za- 
tem w czasie, kiedy biskupstwo Prażskie od dawna istniało, a krótko trwałe związki 
z biskupstwem Regensburgskiem w X w. (o czem objaśnione będzie niżej), poszły 
w zapomnienie. Otóż przytoczone świadectwa wzmiankują tylko o krótko trwałych 
stosunkach kościoła czeskiego z biskupstwem Regensburgskiem w X w., ale zkąd 
się wziął początek tych stosunków żadnej wiadomości nie znajdujemy. Porów. Du- 
dik. Mahrens Gesch. I, s. 274. 

*) Według nowszych badaczy, Drahomira, zostawszy księżną czeską, wyzna- 
wała chrześciaństwo słowiańskiego obrzędu. Krch. Kriticke uvahy. Na obranu kneżny 
Drahomiry. 1883. 



— 231 — 

nia mieć nie mogło. Zdaje się więc, że pierwszy powód do roz- 
ciągania władzy biskupów regensburgskich na Czechy, podali 
książęta Spitygniew i Wratysław dobrowolnem poddaniem się 
cesarzowi Arnulfowi w r. 895, albowiem w owym czasie od za- 
leżności politycznej nie odróżniano i zależności religijnej. 

Razem z poddaniem się Arnulfowi w r, 895 Spitygniew 
i Wratysław, zamiast wyznawanego przed tem obrzędu słowiań- 
skiego, musieli przyjąć obrzęd kościoła łacińskiego. Zbudowanie 
przez Spitygniewa w Budecu kościoła ś. Piotra udowadnia, że, 
z przejściem na obrzęd łaciński, on zastosował się do obyczaju 
rzymskiego i pierwszy w swym kraju kościół łaciński poświęcił 
ku czci apostoła Piotra. ^*^) Ale w Czecłiacli wcześniej, bo jesz- 
cze za czasów ś. Metodego były kościoły obrzędu słowiańskiego, 
z którycli najstarszy, pod wezwaniem ś. Klemensa, zbudowany 
był w Lewym łiradcu.*^) Tym sposobem w początku X wieku 
cłirześciaństwo w Czechach rozwijało się w Budecu rzymskiego, 
a w Lewym hradcu słowiańskiego obrzędu. Stosowni^e do tego 
książę Wratysław I, nauczywszy syna swego Wacława najprzód 
po słowiańsku, posłał go do Budeca, „gdzie dziecię poczęło się 
uczyć z ksiąg łacińskich, a Bóg taką mu łaskę udzielił, że się 
nauczył ksiąg łacińskich, jakby dobry biskup lub pop, a umiał 
równie księgi greckie, czyli słowiańskie czytać bez błędu," ''-) 

Dopóki polityka czeska wiązała się z polityką niemiecką 
przeciw Morawianom, książęta Spitygniew i Wratysław musieli 



^') W żywocie ś, Ludmiły i ś, Wacława z XV w. zapisano, że Wratysław 
posiał syna swego in civitatem, quae Budec vocabatur, ubi ab antecedente fratre 
suo Spitygneo in lionore principis apostolorum S. Petri consecrata inerat et inest 
ecclesia. Fontes rer. bola. I, 205. 

i») Wyżej, ś. 115. 

^•) W najstarszym cyrylskim Żywocie ś. Wacława czytamy: „I wda jega 
(Wjaczeslawa) baba swoja Ludmiła ucziti knigam sloweńskym; posleduja swojemu 
uczitelu dobrje i nawycze razum wsjemu dobrje. Otsadiże i knjaź Worotisław w Bu- 
dicz i nacza otrok ucziti sje knigam łatyńskym i nauczi sje dobrje. I wozlożi (bog) 
błahodatb taku na Wjaczeslawa knjazia i nacza umjeti knigam łatyńskym iii jako 
że episkop iii pop, da aszcze wzjasze graczeskija knigy iii słoweńskyja, proczi- 
tasze ja wnje sobie sobłazna radi." Fontes rer. boh. I, 128. O wysłuniu Wacława 
do Budeca wzmiankuje także Gumpolda Passio S. Wenzeslai. Fontes rer. boh. I, 149. 



— 232 — 

być powolnymi względem pretensyi biskupów regensburgskich, 
którzy na Czechy jak na swą parafiję patrzyli. ■*'') Ale po upadku 
Morawii i pogromie Niemców w r. 907 sprawy kościoła czeskie- 
go w innym obrazie zarysowały sie. Centr oświaty i cywiliza- 
cyi chrześciańskiej z Welegradu przeniósł się do Pragi. Prze- 
mysłowcy, po wygaśnieniu Moimirowiczów, byli najpierwszymi 
ze swej potęgi i cywilizacyi książętami w całej Slowiańszczyźnie 
zacliodniej. Dwór icli stał się przytułkiem wszystkiego, co po 
zburzeniu państwa Morawskiego ratowało się ucieczką do Czecli. 
Przemysłowcom otwierały się obszerne widoki skorzystania z oko- 
liczności i ustanowienia w swem państwie kościoła niezależnego 
od biskupstwa Regensburgskiego. I jeżeli książę Spitygniew, 
pozostając wiernym Niemcom, nie kusił się o to, to książę Wra- 
tysław I, dobijając się niepodległości politycznej, musiał dbać 
i o niezależność kościoła czeskiego. Miał on na swym dworze 
księży łacińskicli i słowiańskich, a gdy syn jego Wacław pod- 
rósł tak, że włosy dziecięcia można było ująć ręką, Wratysław 
sprawił starym obyczajem postrzyżyny syna, a spełnienie tego 
obrzędu polecił jakiemuś biskupowi.*'*) Zkądże się wziął biskup 
w Czechach? Odpowiedzi na to źródła historyczne nie dają, ale 



**) Porów, wyżej w przypisku 39 wyrażenie Otholona: Boemia provincia 
sub Ratisbonensis ecclesiae parochia exstitit. 

**) W najstarszym Żywocie ś. Wacława z pierwszej polowy X w., a według 
tekstu moskiewskich Czeti Minei, czytamy: „prizwaw Wratislaw knęże (kh/AsA), 
iże bje togda w swojei oblasti i episkopy i weś priczet cerkowryj. Dobryj że 
i błagowjernyj episkop i Notarij so wsjem klirosom, otpiewsze swjatuju liturgiju 
w cerkwi preswjatyja... Marii i wzwedsze otroka, postawisza na stepeni pred olta- 
rem i błogosławi jego episkop." — Ale w innym tekście, według rękopismu Ru- 
mjancowskiego, powiedziano, że gdy dziecię urosło tak, że ręką można było ująć jego 
włosy, „prizwa Wratisław knjaż episkopa eter a (jakiegoś?) so wsjem Idirosom . . . 
i postrigosza knjazi ini." Fontes rer, boh. I, 127 — 8. W tłómaczeniu tego Żywota 
przez Hankę, znajdujemy: dobry pak a blahoverny biskup Notar s celem ducho- 
%'enstvem, odspivaśa svatu liturgiju v chrame... Bohorodicky... Marie, pozdwih chłopce, 
postavil na stupne pfed oltarem, a blahoslavil. Fontes, I, 128). Tu zachodzi mię- 
dzy tekstami wątpliwość tylko co do nazwy bisliupa: czy mu było imię Notar, czy 
zamiast tej nazwy napisano mylnie eter? W każdym razie był to bisliup nie la- 
cińsko-niemiecki, bo taki zapewno nie zechciałby dopełniać obrzędu słowiańskiego 
z pogańskich czasów. 



— 233 — 

skoro mówią wyraźnie, że wzmiankowany olDrzed dokonany zo- 
stał przez biskupa, tedy zaprzeczać temu nie mamy powodu. 
Wypada wiec przypuścić, że tym biskupem mógł być jeden 
z księży morawskich,*') którzy, po zburzeniu państwa Morawskie- 
go, musieli szukać przytułku najwłaściwiej w Czechach, bo w obec 
nienawiści do duchowieństwa słowiańskiego biskupów niemiec- 
kich, pewno, że w Niemczech nie byliby przyjęci gościnnie. **') 
Otóż najprawdopodobniej, że Wratysław I, dobijając się niepod- 
ległości politycznej, zamierzał ustanowić w Czechach kościół od- 
rębny, co rozumie się mocno obrażało biskupa regensburgskie- 
go, a zwierzchnika jego księcia bawarskiego Arnulfa mogło, ra- 
zem z innymi powodami, pobudzić do napadu na Czechy w roku 
922.*') 

Śmierć przedwczesna Wra ty sława I zmieniła bieg spraw 
kościelnych na korzyść Niemców. Małoletni syn jego Wacław, 
pod wpływem księży łacińsko- niemieckich i stosunków polity- 
cznych, stał się prozelitą kościoła rzymskiego, tolerując wszakże 
i obrząd słowiański. Doświadczywszy niepowodzenia w walce 
z Niemcami w r. 928, dociskany intrygami i zaburzeniami we- 
wnątrz kraju, Wacław zmuszony był w sprawach kościelnych 
stosować się do życzenia Niemców. Biskup regensburgski po- 
czął jurysdykcyję swą i na Czechy rozciągać, a Wacław nie mo- 
gąc się od opieki niemieckiej uwolnić, całkiem oddał się pobo- 
żności i uczynkom chrześciańskim. Wznosił on liczne kościoły, 
dbał aby nabożeństwo w nich odbywało się codzień, jak u „wiel- 
kich ludów", opiekował się wdowami i sierotami, wykupywał lu- 
dzi z niewoli, szczególnie z duchownego stanu, poznosił szubie- 



45^ Wyżej, str. 150, wzmiankowano o wysłaniu przez papieża Jana IX 
w r. 899 do Morawii trzech biskupów. Jeżeli nie jeden z nich, to być może wy- 
święcony przez nich na biskupa inny ksiądz, mógł być ta osobą, która w Żywocie 
ś. Wacława, wzmiankuje sie pod nazwą: Notar? 

**) Porów, wyżej s. 151 i następne. 

*') Takiego zdania jest zasłużony profesor Tomek, Apologie der altesten 
Geschichte Bohmens, w Abhandlungen d. k. bómisch. Gesel, der Wissenschaften, 
1865. Tom XIII, fiinfter Folgę, s. 67. 



— 234 — 

nice w wielu miejscach powystawiane, rozkazawszy, aby za jego 
życia nie stawiano ich więcej.'*'^) Wszystko to odpowiadało wi- 
dokom biskupa regensburgskiego, który osobiście poświecił zbu- 
dowany przez Wacława kościół ś. Wita."*^) Nie przeszkadzało 
to jednak wyznawcom obrzędu słowiańskiego używać zupełnej 
swobody religijnej, aż do końca panowania Wacława. Dopiero 
po zamordowaniu go, rozpoczęło się prześladowanie księży sło- 
wiańskich, których nareszcie wygnano z kraju ■'^**) i tem ułatwiono 
duchowieństwu łacińsko -niemieckiemu dalsze tępienie w Cze- 
chach obrzędu słowiańskiego. Czy to się działo według życze- 
nia Bolesława I — nie wiemy, Książe ten, związawszy politykę 
swa z polityką niemiecką, nie mógł obrażać Niemców przeci- 
wnymi ich zamiarom uczynkami, a o niezależności kościoła cze- 
skiego pomyślić nawet nie śmiał, Kwestyję tę podniósł dopiero 
syn jego Bolesław II, o czem powiemy we właściwem miejscu. 



*8) o zniesieniu szubienic i miłoslerdnych uczynkach AVacława rozpowiedział 
Gumpold, tudzież inni autorowie Żywotów ś. Wacława. Fontes rer. boh. I, s. 129 — 130, 
149—152. 

*^) Według Gumpolda Passio S. Venzeslavi, kościół ś. Wita poświęcił bi- 
skup regensburgski Tuto. fFontes rer. boli. I, 157). Ale, według Kozmy, kościół 
ten począł budować ś. Wacław, a dokończył budowę Bolesław I, konsekracyję zaś 
dokonał następca Tutona biskup Michał (od r. 941 do 968). Z Auctarium Gar- 
stense widać jednak, że po Tutonie (f 930) biskupem regensburgskim był Insigri- 
nus (Pertz, XI, p. 566). Pewniej więc, że kościół ś. Wita konsekrował Insigrin. — 
Dudik myśli, że tej konsekracyi Insigrin dokonał w r. 939 (Mahr. Gesch. II, s. 1 1). 
Tomek nie wzmiankuje o Insigrinie, a mówi tylko, że konsekracyję wzmiankowanego 
kościoła dokonał następca Tutona za Bolesława I. Dejepis Mesta Prahy, 1855, 
tom I, s. 8. 

50) Najdawniejszy Żywot ś. Wacława, rozpowiedziawszy o zamordowaniu go 
w Bolesławie, dodaje: „ubisze że w tom gradi s nim Mstinu i Ellinu a na inyja 
mużi idosze proczie, owy izbisza a drugija razbjegosza sja po zemljam; a mładjenca 
izbisza jego radi; a bożija raby i niszczich pograbisze i wygnasze ich z zemli, a żeny 
ich za muż dasza, oni że i' si neprijazneni, ubiwsze gospodina swojego." Fontes 
rer. boh. I, 132. U Szafarzyka trochę inaczej: Mladence jeho zbili, a bozi sluhy 
zloupili, vyhnavśe je z mesta, a żeny ich za jine muzę vdali i vśecku vrażdlnou 
żadnost vykonali, zabivse kniżete sveho. Star. Slov. II, § 39, s. 451, przyp. 65. 



oi 



§ 45- 

Upadek Serbów i Hobolanów 928—936. 

I. Stan Słowian nadłabskich w początku X w. 

Długa i uporczywa walka królów niemieckich z Morawia- 
nami w drugiej połowie IX w., tudzież pogrom Niemców przez. 
Madjarów w r. 907 i następne najazdy ostatnich na Germanię, 
w ciągu panowania Ludwika Dziecięcia i Konrada I, pozbawiły 
Niemców możności opanowania dolnej Łaby, do czego od czasów 
Karola W. nieustannie dążyli. Polityka niemiecka, zwróciwszy 
uwagę swą w inną stronę, mało się zajmywała sprawami Sło- 
wian nadłabskich, dając czas im do umocowania się i przygoto- 
wania obrony na przyszłość. Słowianie łatwo pojąć mogli, że 
nieczynność Niemców pochodziła w skutek ich osłabienia, a nie 
z powodu, aby swych dawnych zamiarów mieli się wyrzec. Wiel- 
kie wypadki w Morawii, za czasów apostolstwa śś. Konstantego 
i Metodego, tudzież przystąpienie do związku morawskiego są- 
siednich ludów słowiańskich stawiały przed oczy Obodrytom, 
Weletom i Serbom korzyść łączenia się drobnych ludów w związki 
państwowe z silną władzą i oświatą chrześciańską, Ludy te je- 
dnak, stojąc twardo przy swych dawnych bogach, przy zamiło- 
waniu swobody plemiennej i starożytnych obyczajów, nie życzyły 
wyrzec się ustroju plemiennego na korzyść ustroju państwowego, 
bez którego nie było dla nich zbawienia, w obec mocno zorga- 
nizowanego i zaborczego państwa niemieckiego. Tworząc osobne 
grupy plemienne, Serbowie, Obodryci, Welety dzielili się jeszcze 
na mniejsze ziemstwa, z których każde osobną politykę prowa- 
dziło, tak że gdy jedne ludy wojowały z Niemcami, inne zosta- 
wały z nimi w zgodzie, radzi będąc, że ich Niemcy nie zagabali. 
Historya tych ludów gubi się w drobnych starciach z Niemcami 
i nie daje się ująć w ramy obrazu większych rozmiarów. Brak 
ogólnego kierunku w sprawach tych ludów, zmusza nas patrzyć 
na każdą grupę plemion z osobna. 



Serbowie, jak w początku IX w., tak samo i w początku 
X w., marniejąc w plemiennym ustroju, ledwo gdzie niegdzie, jak 
na przykład u Glomaczów, tworzyli związek z kilku żup, pod 
władzą księcia. Inne drobne żupy zdaje sie nie miały nawet 
książąt, przynajmniej wzmianki o nich w dziejach nie znajdujemy, 
a jednak żupy te prowadzą pograniczne boje z Niemcami. — Do- 
póki państwo Morawskie stało na straży Słowiańszczyzny pół- 
nocno - zachodniój, Niemcy oględnie z Serbami postępy wali. Ce- 
sarz Arnulf mienił się być przyjacielem Serbów, załatwiał spory 
ich pograniczne z Niemcami, za co mu poselstwo serbskie po- 
dziękowanie i dary w Salicach składało (897).^) Ale w kilka 
lat później książę saski Otton staczał z niemi pograniczne boje, 
a w r. 906 wyprawił syna swego Henryka, później nazwanego 
Ptasznikiem, przeciw Głomaczom,-) którzy na pomoc Madjarów 
wezwali i z nimi wspólnie do Saksonii wpadli. Madjary złupie- 
żywszy Saksoniję, powrócili do Glomaczów i prawdopodobnie, 
że w r. 908 powtórny najazd na Saksoniję i Turyngiję uczynili.^) 
Wojując z Głomaczami, Henryk musiał przechodzić przez ziemie 
innych plemion serbskich, ale o ich udziale w walce Glomaczów 
z Niemcami, wzmianki nie ma. Wszędzie tylko jedni Głomacze 
występują, a Susły, Koledycze i inni, z którymi Niemcy walczyli 
w IX w.*), nie podają pomocy. Czy już ręka żelazna stróża po- 
granicza Turyngskiego, księcia saskiego Ottona,*^) tak ich przyci- 
snęła, że się ruszyć nie śmieli? 

W e 1 e t y podzieleni na mnóstwo ziem w IX w. takiż podział 
zachowali i w X w. We względzie politycznym, południowe po- 



') Wyżej s. 145 przypisek 9. 

*) Widukind I 17. Pater autem videns piudentiam adolescentis et consilii 
magnitudinem, reliquit ei exercitum et militiam adversus Dalamantiam, contra quos 
diu ipse militavit. Thietmar I, 2. Isque (HenricusJ a patre suo in provintiam, quam 
nos theutonice Daleminci vocamus, Sclavi autem Glomaci appellant, cum magno exer- 
citu missus, devastata eadem multum atque incensa, victor rediit. 

3) Wyżej s. 161. przyp. 44. 

■*) Wyżej s. 54, 72. 

^) Annalista Saxo pod r. 908: Otto dux, jam scilicet Thuringii limitis c ust os. 



Ł 



— 237 — 

nad r. Hobolą plemiona Stodoranów miały swych miejscowych 
książąt i odrębnie stały od związku właściwych Lutyków: Kata- 
rów, Doleńców, Chyżanów i Czrezpienianów, którzy wiec powsze- 
chny w chramie Radogoszcza, w X w. wynieśli wyżej nad władzę 
książąt. Co by sie u tych plemion działo w pierwszej połowie X 
w., dla braku źródeł historycznych nie wiemy, a jednak z tego, że 
ich Niemcy nie zagabali, możemy wnioskować, że marnieU w nie- 
czynności, radzi będąc, że nikt ich spokoju nie naruszał. 

Obodryci więcej od Weletów okazali zmysłu polity- 
cznego. Połączywszy bowiem drobne ziemie pod władzą książęca 
wyżej od ludowych wieców stojącą, weszli w porozumienie z ta- 
kimiż jak sami poganami Duńczykami, którzy wtedy już byli 
zaciętymi wrogami Niemców. Wspólnie z Duńczyka^mi, odniósł- 
szy świetne zwycięztwo nad Niemcami w r. 880**), walecznie 
bronili niepodległości swej przeciw zamachom księcia saskiego 
Ottona, który po bracie Brunonie, poległym we wzmiankowanej 
porażce r. 880, będąc mianowany księciem saskim i stróżem po- 
granicza nad Łabą , słynął z energicznego czuwania nad bezpie- 
czeństwem Niemiec. Wyprawa cesarza Arnulfa przeciw Obo- 
drytom w r. 899 nie powiodła się"). Później dzieje milczą aż do 
r. 902, pod którym znajdujemy krótką wzmiankę o spustoszeniu 
Saksonii przez Słowian, lecz jacy to byli Słowianie annaliści nie 
zauważyli. *") Prawpopodobnie jednak, że wzmianka ta Obodry- 
tów tyczy się. A gdy wskutek wojny domowój syna księcia 
Ottona, Henryka (Ptasznika) z Konradem I (r. 915) w Germanii 
wszczęły się zaburzenia, a Madjary pustosząc Niemce, aż pod Bremę 
zapędzili się, Obodryci z Danami napadli na Nordalbingiję i okolicę 
Hamburga spustoszyli,®) później zaś korzystając z najazdu Danów 
na Nordalbingiję w r. 919, Obodryci przez Łabę wtargnęli do 



8) Wyżej. s. 123. 
') Wyżej s. 137 cyt. 47, 48. 

«) Anual. Hildesheim et Lamberti, a. 902. Slavi vastaverunt Saxoniam. 
Porów. Wigger, Meklen. Annal. 22. 
9} Wyżej § 43. cyt. 39. 207. 



— 238 — 

Saksonii, którą okropnie spustoszyli.^*^) Ale to był koniec tryum- 
fów Danów i Obodrytów. Po słabym Konradzie I, (-J- 919) na tron 
niemiecki wstąpił rywal jego Henryk I Ptasznik, przedsiębierczy, 
energiczny, nie gardzący żadnymi środkami dla dopięcia celu, 
a przytem nieubłagany wróg Słowian, którzy marniejąc w rozoso- 
bnieniu i waśniach domowych, doczekali się aż w Germanii na- 
stąpił spokój, podający Niemcom możność prowadzenia dalśj, roz- 
poczętego oddawna ujarzmienia Słowiańszczyzny nadłabskiój. Od- 
tąd poczyna się zwrot w dziejach Niemiec ku wielkiej potędze 
i świetności ich, a dla Słowian poniżenia i niewoli! 

i 

2. Przygotowania Henryka Ptasznika do walki ze Słowianami. 

Wnet po wstąpieniu na tron (r. 919), Henryk I przedsię- 
brał przeciw Słowianom wyprawę, która skończyła się niepomyśl- 
nie (r. 921),^^) a we trzy lata później musiał odpierać najazd 
Madjarów (r, 924), dla których równiny Turyngii, pozbawione 
wszelkich warowni, wyborną do grabieży miejscowość przedsta- 
wiały.^-) Z Madjarami Henryk nie mógł mierzyć się w otwartem 
polu, musiał płacić coroczną daninę i był wystawiony na większe 
jeszcze klęski, lecz szczęście pomogło mu do ocalenia Saksonii 
od zniszczenia, albowiem Madjary, za oswobodzenie jednego z ich 
książąt, ujętego do niewoli niemieckiej, zgodzili się na dziewię- 
cioletni rozejm.^^) Wypadek ten pobudził Henryka do przyspie- 
szenia organizacyi wojennój pograniczy Saksonii i Turyngii, aby 
na wypadek najazdu Madjarów lub Słowian, gctową mieć do od- 
poru siłę. 



10) Adam Bremen. I, 57. Dani quoque Sclavos auxilium habentes 
primo Transalbiauos Saxoues, deinde cis Albim magno Saxoniam terrore quassabant. 

*i) Continuat. Reginon. a. 921. Henricus rex stabiliende paci et reprimendae 
Sclavorum saeviciae fortiter insistit. 

1-) Liutprand, opisując napad Madjarów, powiada: Saxonum ac Tliuringorum 
źerra facile depopulatur, quae ncc inontibus adiuta nec firmissimis oppidis est munita. 
Antapodosis. II, 24. 

!•■') Widukind. I, 35. 



— 239 — 

Według dawnego obyczaju, każdy Saks obowiązany był 
pełnić służbę wojskową i na wezwanie stawać pod chorągwią 
grafa swej ziemi (gau), ale sztuki wojskowej nie znał, a kraj 
pogranicznycli warowni ani innej obrony nie posiadał. Dawniej- 
sze przepisy Karola W. o pogranicznej obronie*^) poszły w nie- 
pamięć, a tymczasem rozdrażnieni wdzierstwami Niemców, Sło- 
wianie mogli byli całą massa rzucić się do Saksonii i Turyngii. 
Henryk, zamierzając zapobiedz złym skutkom podobnej bezbron- 
ności pograniczy, rozpoczął organizacyę icłi w następny sposób. 

Grody słowiańskie w Turyngii, na porzeczu Solawy, Hen- 
ryk obwarował i w twierdze zamienił. IMerzeburg, Kwedlin- 
burg^^) i wiele innych miast w Turyngii i Saksonii otoczył mu- 
rem^") a wszystkie warownie połączył linijami obrony, aby w ra- 
zie napadu nieprzyjaciół, obrońcy mogli się zebrać, bez obawy 
ujęcia znienacka w niewolę.^') Wznawiając ustawę Karola W. 
o ziemskiej obronie, tudzież w celu zaludnienia grodów, Henryk 
udzielił wszystkim złodziejom i rozbójnikom przytułek na przed- 
mieściach jMerzeburga, uwalniał ich od zasłużonej kary, osiedlał 
na ziemiach pod grodem i uzbrajał z obowiązkiem, aby w każdej 
chwili gotowi byli do najzuchwalszych wypraw przeciw „barba- 
rzyńcom",^^) t. j. przeciw Słowianom. Osiedleńcy, podzieleni na 
dziewiątki, obowiązani byli wybrać z dziewięciu jednego dla za- 
mieszkania w grodzie, a ośmiii, pozostałych na źrebiach (w dzia- 
łach) wojskowych, zbudować dla niego mieszkanie w grodzie, 
dostarczyć trzecią część wszystkich urodzajów, źrebię jego upra- 
wiać i plony zbierać, dopóki on zostawać będzie na służbie w gro- 



11) Wyżej, s, 37 cyt. 38. 

1^) Dawniej Quitilinga-burg. Patrz dzieła tego T. II s. 304. 

!•*) Thietemar I, 10. 

i"j Gebhardi Algemeine Welthistorie. 1793. Tom 52, s. 294. 

18) Widukind II, 3. Rex quippe Heinricus cum esset satis severus extra- 
neis, in omnibus causis erat clemens civibus ; unde quemcumque videbat furum aut 
latronum, manu fortem, et bellis aptum, a debita poena ei parcebat, coUocans in 
suburbano Mesaburiorum, dat is agris atque armis, iussit civibus quidem parcere, in 
barbaros autem, in quantum auderent latrocinia exercerent. 



— 240 — 

dzie. Wszelkie miejsca zgromadzeń ludowych, targowisk i za- 
baw Henryk rozkazał umocować, dzień i noc ludziom ćwiczyć 
sie w tern, co w potrzebie przeciw nieprzyjaciołom czynić wy- 
padało. — Po za obrębem grodu domów ani żadnycłi innych za- 
budowań nie wolno było wznosić.^") Oprócz tego wassale króle- 
wscy zobowiązani byli, w razie potrzeby wojennćj, wystepywać 
konno w zupełnej zbroi. Przepis ten, nadzwyczaj ważny,- wpły- 
nął znakomicie na udoskonalenie sposobu prowadzenia wojny. ^*') 

3. Napady Henryka Ptasznika. Zdobycie Branibora, r. 928. Ujarzmienie 
Serbów, r. 928. Bitwa pod Łączynem r. 929. Walka z Madjarami, r. 933. 

Wyćwiczywszy „legiony łotrów", Henryk Ptasznik rozpo- 
czął wyprawę przeciw Stodoranom (928), staczał z nimi krwawe 
boje, i na zamarzniętych rozlewach r. Hoboli oblegał główny ich 
gród Branibor, który głodem, mieczem i chłodem zdobył, księ- 
cia Tugomira ujął w niewolę, a lud jego do płacenia daniny 
zmusił.-') Ztąd, zwróciwszy na południe, Henryk wpadł do kraju 
Głomaczów, a zdobywszy po dwudziestu dniach oblężenia, gród 
ich Gronę, wydał go na łup żołnierzy; wszyscy dorośli mieszkańcy 



13) Widukind. I, 35. Heinricus rex accepta pace ab Ungariis ad nonem 
annos, quanta prudentia vigilaverit in munienda patria . . , . Et primum ąuidem ex 
agris militibus nonum quemque eligens, iti urbibus habitare fecit, ut caeteris con- 
familiaribus suis octo habitacula exstrueret, frugum omnium tertiam partem exciperet 
servaretque, ceteri vero octo seminarent et meterent, frugesque colligerent nono, et 
suis eas locis reconderent. Consilia et onines cenventus atque convivia in urbibus 
Yoluit celebrari, in quibus extruendis die noctuque operam dabant, quatenus in pace 
discerent, quid contra hostes in necessitate facere debuissent . . . Porównywajac wia- 
domość tę z ustawą Edwarda króla angielskiego, historycy mniemają, że Henryk Pta- 
sznik czerpał swe przepisy z ustawy Edwarda, co udowadniają słowa Widukinda 
żywcem z ustawy Edwarda wzięte. Giesebrecht. Geschichte der deutschen Kaiser- 
zeit. I, s. 233—4 • • • 

20) Giesebrecht. Gesch. d. d. Kaiserzeit I, 123. 

*i) Widukind I, 33. Tali legę ac disciplina cum cives assuefaceret, repente 
irruit super Slavos, qui dicuntur Hevelli, et multis eos praeliis fatigans, demum 
hieme asperrima castris super glaciem positis cepit urbem que dicitur Brennaborg 
famę, ferro, frigore. 



i 



— 241 — 

wymordowani zostali, chłopcy i dziewczęta poszli w riie\AłoIę.-^) 
Dalej burząc grody i wyrzynając osady Henryk wpadł do 
Czech, zmusił księcia Wacławka do płacenia mu daniny,-^) poczem 
z tryumfem do Saksonii wrócił.-^) 

Tymczasem legat królewski Bernhard „któremu podlegać 
miała prowincya Ratarów", wymaganiem trybutu tak rozdrażnił 
Wełetów, że ci porwali się do oręża i wspólnie z sąsiadami, na- 
padłszy na Walislewo-'"') twierdzę zburzyli, załogę wycięli, a mia- 
sto z dymem puścili.-*'') Wypadek ten poruszył innych Sło- 
wian do powstania.-') Wysiani przeciw nim graf Bernhard 
z kolegą Tietmarem obiegli warownię słowiańską Łączyn nad 
Labą-^). Słowianie, zgromadzeni w poważnych masach nieda- 
leko Łączyna, zamierzali na piąty dzień uderzyć na Saksów, 
lecz ogromna ulewa deszczu przeszkodziła im napaść na obóz 
nieprzyjacielski. Bernhard sam się zrezykował rozpocząć walkę 
i ze wschodem słońca Saksy ruszyli naprzód. Przy pierwszem 
starciu się walczących, Bernhard zamierzał już cofnąć się, lecz 
zauważywszy iż u Słowian jazdy nie więcej niż u niego, i że 
piechota słowiańska, chociaż liczbą przemagająca, lecz nocną 
ulewą i rozmokłemi błotami w tak trudnem położeniu posta- 
wioną była, że się ruszyć z miejsca nie mogła, — dał znak do 



•') Widukind. I, 35. Cumque illa urbe (Brennaburg) potius omnem regio- 
nem, signa vertit contra Dalamantiam, adversus ouam jam olim reliąuit ei pater mili- 
tiam et obsidens urbem, quae dicitur Gana, vicisima tandem die cepit eam. Praedia 
urbis militibus tradita puberes onines interfecit, pueri ac puellae captivitati servatae. 
Pod nazwą Gana niektórzy szukają grodu Jana, inni podrozumiewają giód Grone 
i to zdaje się właściwsze. Scheltz. Gesch. d. Lausitz. 22. 

-^) Szczegółowo wyżej § 44 str. 222. 

2-ł) Widukind I, 35. 

-") Teraz Walsleben w Altmark, z lewej strony Łaby, między Werben 
i Arneburg. 

'-'«) Widukind I 36. 

2^) Widukind I 36. Ouo factu omnes barbarae nationes erectae, iterum re- 
bellare ausac sunt. 

2*) Widukind I 36. Ad cjuarum ferocitatem reprimendam traditur exercitus 
cum praesidio militari Bernhardo, cui ipsa Eedariorum provincia erat 
sublegata, additurąue legato coUega Thielmarus, et jubentur urbem obsidere, 
quae dicitur Lunkini. 

Tom HI. 1 5 



242 — 

walki i cala masę Saksów pchnął do boju. Słowianie w gęstych 
kolumnach stali tak mocno, że ich rozerwać nie udawało się. 
Poległych z obu stron liczono już wielu, lecz gdy jazda saska, 
pod wodzą Tietmara, uderzyła z boku, Słowianie, nie wytrzy- 
mawszy z tej strony niespodziewanego ataku, cofnęli sie, zamie- 
rzając schronić się w Łączynie, ale Tietmar, zająwszy wszystkie 
drogi do Łączyna, zmusił Słowian rzucić się na drogę prowa- 
dzącą do jeziora, w którem mnóstwo ich utonęło. Piechota sło- 
wiańska całkiem prawie zginęła; tylko część jazdy ratowała się 
ucieczką. Tym sposobem bitwa 4 Września 929 r. skończyła 
się zupełną klęską Słowian. Nazajutrz załoga Łączyna poddała 
się z warunkiem zachowania życia mieszkańcom, którym rozka- 
zano wyjść bez broni. Wiarołomni Niemcy zgwałcili jednak 
umowę: kobiety, dzieci, sługi i cały majątek obywateli grodu 
stały się łupem zwycięzców, a wszyscy wojownicy skazani na 
śmierć, straceni zostali.-'') 

Klęska pod Łączynem ugodziła głównie w związek Wele- 
tów. Obodryci zdaje się nie przyjmywaU uczestnictwa w walce 
pod Łączynem, lecz weszli w porozumienie z Danami, którzy na- 
pad na Saksonię przedsięwzięli. Henrykowi jednak udało się 
najprzód Obodrytów powściągnąć,^ potem udzielnego królika duń- 
skiego Knubę pobić (r. 931),^°) a nareszcie „królów duńskiego 
i obodryckiego" skłonić do przyjęcia chrześciaństwa.'^') Jak się 



^f*) AV relacyjach o bitwie pod Laczynem, annaliści nie znali miary prze* 
chwałek. Według annal. Corbejens poległo Słowian 120,000, a do niewoli ujęto 
tylko 800. Według W"idukinda „fuere qui dicerent, barbarorum ducenta milia 
caesa', (lib, I c. 36.) Powtórzył to Siegebert Gemblacensis. Porów. Wigger 
Meklen, Annal. s. 26. Ostróżniejszy Thietmar ograniczył sie wzmianką, że mała 
tylko garstka Słowian uszła z pogromu. (Chro. I c. 6.) 

^<>) Annal. Augiens. a. 931 i objaśnienie do tego Wigger Mek. Anm, 27. 
Thietmar I 9. 

^') Annal. Augiens. a. 931, Heinricus rex reges Abodritorum et Nordmanno- 
rum efticit christianos; Continu. Regino, a. 931, Henricus rex regem Abotridorum 
et regem Dannorum efficit christianos. Tak samo i w innych annałach. Porów. 
Wigger Mek, Annal s. 26, 



— 243 — 

zwał „król" Obodrytów, o tern źródła historyczne nie wzmian- 
kuj a/^-j 

Tryumf wodzów królewskich ze zwycięztw nad Weletami 
i Obodrytami podniecał Henryka Ptasznika do nowych zaborów 
w Słowiańszczyznie. W tym bowiem czasie, założywszy na gó- 
rze nad Łabą, twierdze w pobliżu strumienia Miszno^^) (r. 931), 
Henryk posunął swój oręż na wschód od Łaby przeciw Łuży- 
czanom, gród których Lubuszę niedaleko Czarnego Halsztrowa/^^) 
obiegł. Załoga grodu dociskana długiem oblężeniem, opuściwszy 
gród, zamknęła się w małej warowni dolnej, a nareszcie pod- 
dała się zwycięzcy. Gród, rzucony na pastwę płomieni, — bez- 
ludnym został (r. 932). Zwiastując o tej nowej zdobyczy Hen- 
ryka króla, dziejopis Titmar dodał: ..niech mu Bóg przebaczy 
co nieprawnie za panowania swego na własność zagrabił.""') 

Tymczasem dziewięcioletni rozejm z Madjarami zbliżał się 
do końca. Zamiast rocznej daniny Henryk posłał im psa. Obra- 
żeni tem Madjary wpadli do posiadłości królewskich między So- 
lawą a Łabą, gdzie przez Serbów z darami przyjmywani byli. 
Głomacze, dawni przyjaciele Madjarów, ofiarowali im pieniądze 
i pomoc."''') Jeden korpus madjarski obiegł miasto, o którem krą- 
żyły wieści, że w niem ogromne skarby schowane siostry kró- 
lewskiej, =^") a drugi wpadł do Turyngii, zniszczył Hassegau 



"-) Badacze niemieccy w XVIII w. wynaleźli, że niby według Helmolda 
księgi I § 8, król Obodrytów przez Henryka Ptasznika ochrzczony zwal się M i- 
cisla, ale u Kelmolda podobnej wzmianki nie ma, co już zauważył Wigger.Mekl. 
Annal. s. 27. 

'■■') Thietmar I 9. Patrz niżej cyt 44. 

■■'*) Lubusza teraz Leubus w Hercbergskim okręgu, różna wcale od Lubusza 
nad Odrą. Porów, dzieła tego T. II s. 61. O tej Lubuszy będziemy mieli zrę- 
czność mówić w dziale o zdobyciu jej przez Bolesława Chr. 

35) Thietmar I 9. 

"') Giesebrecht, Wendische Gesch. I 23 1; Staacke, Deutsche Gesch. II Ab- 
theilung s. 241. 

*') Widukind I 38. Ungari Saxoniam intrare volentes, iter agunt per Da- 
leminciam Sclavorum et divisis sociis alii urbem "Widoni Thuringo opugnare ten- 
tant, alii fines Thuringorum intrant. . . Badacze, szukając tego grodu, mniemali, że 
może być Życz (Zeitz), lub Wittenberg nad Łabą (Scheltz. Gesch. d. Lausitz. s. 

16* 



— 244 — 

i Saksonii zagroził. Grafowie sascy Zigfryd i Herman, połączy- 
wszy się z Turyngami, wstrzymywali Madjarów, a tymczasem 
król Henryk zbierał wojsko w miejscu Radi, w Heilan- lub 
Wittin-gau. Gdy się o tem dowiedzieli Madjary ci, którzy oble- 
gali miasto, rzucili oblężenie i przez Nordturyngiję spiesząc 
przeciw Henrykowi, zdążyli aż do granic Białej Ziemi. Doświad- 
czywszy jednak w tem miejscu niepowodzenia, Madjary z mnó- 
stwem łupów w bydle, kobietach i dziewicach, zwrócili się na po- 
łudnie do Szwabengau, w kącie między rzekami Solawą a Bodą, 
dążąc na połączenie z pierwszym swym korpusem. •^^) Działo się 
to w późnej już jesieni. Henryk, nie życząc rozpoczynać walkę, 
rozlokował wojsko swe na zimowe leże (r. 932), a Madjary tym- 
czasem całą Serbiję aż do Sola wy w swem ręku trzymali. Do- 
piero w Marcu r. 933 Henryk dowiedziawszy się, że Madjary 
zamierzają do Saksonii wtargnąć, zgromadził wojska swe 
w Hassegau. Bitwa pomiędzy Korbeją a Merzeburgiem trwała 
dzień cały i dopiero w nocy Madjary, po ogromnej stracie co- 
fnęli się.-'") Henryk zwyciężył, ale tem wojna nie skończyła się, 
bo nieprzyjaciół wypadało wyprzeć jeszcze z Serbii. Henryk 
.ścigał Madjarów ostrożnie, a gdy raz z siłami nierównemi na 
nich uderzył, został zwyciężony i przed pogonią madjarską le- 
dwo zdołał uciec do grodu Bichni, gdzie znalazł ocalenie od nie- 
wątpliwej zguby. ^^') Dalszych szczegółów wojny tej nie posia- 



22. — Wyrażenie Widukinda Wid oni Thuringo zdaje sie wskazywać, że 
gród Widona (męża siostry Henryka) już na ziemi turyngskiej leżat. Tak pojmując 
rzecz te i nowszy historyk turyngski Knochenbauer, mówi: „die Stadt Widos lag 
warscheinlich noch rechts der Unstrut, innerhalb Thiiringens; eine auf den ersten 
Anblick ansprechende Yermuthung, es sei Wittenberg, stimmt mit der Richtung 
des feindlichen Einfals nicht iiberein." Geschichte Thiiringens 1863 s. 95. 

^®) Wzmiankowane wyżej gau, na zachód od Laby i Solawy, czytelnik dla 
łatwiejszego zorientowania sie w obrotach stron wojujących, raczy na mapie roz- 
poznać. 

'») Żródla odnośne do wojny z Madjarami podał Raumer: Regesta historiae 
Brandenburgensia, pod r. 932 i 933. 

^*') Thiotmar I 8, Rex autem Avares sepenumero insurgentes, expulit. Et 
cum in uno dierum hos impari congressu ledere temptaret victus in urbem, quae 



— 245 — 

damy, ale w rezultacie okazało sie, że Madjary ustąpili z Serbii, 
Henryk oswobodził sie od płacenia im trybutu, a Serbowie mię- 
dzy Solaw^. a Łaba ostatecznie ujarzmieni zostali. 

Dla wyrozumienia ówczesnycli stosunków międzynarodo- 
wych, ciekawe byłoby objaśnienie pytania: przez jakie kraje 
Madjary dostali się do Głomaczów i którędy do domu wracali? 
Z rucliów stron wojujących widać, że Madjary mogli przybyć 
do Głomaczów albo z południa przez Czechy, albo ze wschodu 
przez Chrobacyję. Ostatnia droga byłaby dalsza i przez góry 
trudniejsza. Zatem najprawdopodobniej, że Madjary przez Cze- 
chy dążyli. Ale tu znowu pytanie: jakimże sposobem, zostający 
od r. 928 w przyjaznych stosunkach z Henrykiem Ptasznikiem 
książę czeski Wacław pozwoliłby wrogom cesarza przez Czechy 
do Głomaczów przechodzić i nazad wracać? Sprawa ta ciemna, 
a jednak z niej uważać możemy, że czy przez Czechy, czy przez 
Chrobacyję Madjary przechodzili, w każdym razie drogę po 
ziemiach słowiańskich odbywali i nigdzie nie zachowało się 
wzmianki, ani podania o uciemiężeniu przez nich ludności miej- 
scowej w X w,, co zdaje się poświadczać przyjazne usposobie- 
nie, w owym czasie, do Madjarów Słowian. 

Ostatnią, o ile nam wiadomo, wyprawą Henryka Ptasznika 
przeciw Słowianom, był najazd na Wkranów, których on danni- 
kami swymi uczynił w r. 934,*') Jeżeli wiadomość ta nie jest 



B i c h n i vocatur, fugit ; ibique mortis periculum evadens. Badaczep od Bichni pod- 
rozumiewają Pichen lub Piichen nad Modła (Mulda)^niiedzy Wurzen i Eilenburg. 

*') Contin. Reginon. a. 934. Henricus rex eodem anno Sclavos, qui U u- 
c r a n i vocantur, hostiliter invasit et vicit sibiąue tributarios fecit. Pawiński, biorąc 
na uwagę ówczesne wypadki, mniema, że pod nazwą Yucrani wypada podrozumie- 
wać nie Wkranów, a Wągrów. (IIo.iaócKie C.iaBflHe. 72). Przeczą temu jednak formy 
nazwy ludu, o którym mowa. Itak: Annal. Saxo: Rex Henricus Ucranos Slavos 
hostiliter invasit et vicit; Annal. Hildesheim : Henricus rex in Wroconin cum 
exercitu fuit; Chr. Quedlinburg: rex Henricus in U c ronin profectus est, subijci- 
ens eos sibi. (Porów. Raumer. Regesta s. a. 934.) Wszędzie nazwa Wkranów 
wyraźnie zapisana i dla tego słusznie zauważył Raumer: dies ist die erste Erwah- 
nung der Uckermark. Dla wykrojenia zaś z Yucrani, Ukrani, Wągrów nie ma 
sposobu. 



— 246 — 

mylną, w takim razie przyzn^ićby wypadało, że i bliżej do Odry 
mieszkające ludy słowiańskie narażone już były na grabieże 
i zdzierstwa wiekopomnego mordercy Słowian, króla Henryka I. 

4. Utwierdzenie się Niemców w Serbii, między Solawą a Łabą. 

Z podbojów dokonanych w Słowiańszczyznie przez Henryka 
Ptasznika, jedna tylko kraina serbska uległa zupełnemu ujarz- 
mieniu i wcieleniu do państwa Niemieckiego nazawsze. Inne 
części Słowiańszczyzny czasowo zhołdowane, do płacenia ro- 
cznego trybutu zobowiązane zostawały, ale wcielać je do pań- 
stwa Niemieckiego i urządzać na sposób saski za wcześnie było. 
Rozumieli to zdobywcy i dla tego usilność swą zwrócili wyłą- 
cznie do przerobienia Serbii w prowincyję niemiecką. 

Rezydencyja królewska Merzeburg stał się razem siedli- 
skiem władz, które miały rządzić zdobytą krainą między Solawą 
a Labą. Wielkorządzcą tej krainy, Henryk Ptasznik ustanowił 
przyjaciela swego Zigfryda z tytułem legata. Zigfryd, mieszkając 
w ISIerzeburgu, sprawował w podbitym kraju najwyższą władzę 
wojskową, sądową i administracyjną.^-) — Ten komes Mersebur- 
giorum, jak go Widukind nazywa, miał pod swą władzą dwóch 
naczelników wojskowych : w ISIerzeburgu Azika, komendanta ta- 
mecznego ..legionu łotrów" ^■^) i w Misznie komendanta twierdzy, 
niewiadomego nazwiska. Ten ostatni, siedząc nad Łabą, miał 
czuwać nad Milczanami i Łużyczanami, pobierać od nich try- 
but**) i ziemie ich zabierać. Rzeka Mulda (Modła) dzieląca kra- 
inę Serbską na dwie połowy, stanowiła granicę władzy komen- 
dantów. Azik rządził częścią zachodnią od Merzeburga do 



*-) Knochenbauer. Gesch. Thiiringens, str. 88, 89; Posse. Codex Saxoniae 
5tr. 5. 

^"l Widukind II, 3. Mittitur ei (buntownikowi czeskiemu I Asie cum Icgione 
Mesaburiorum et valida manu Hassiganorum, additurque ei exercitus Thuringorum. 

") Thietmar I, 9. Henricus... urbem faciens,... nomen eidem Miśni imposuit; 
quam ut hodie in usu habetur, praesidiis et imposicionibus caeteris munit. Ex ea 
31ilzcnos suae subactos dicioni, censum persolvere coegit. 



— 247 — 

Muldy ^^), a jego kolega niewiadomego nazwiska, siedzący w Mi- 
sznie, rządził częścią wschodnią od Muldy do Łaby i dalej ku 
wschodowi, jak daleko wedrzyć się udawało. Z tej wschodniej 
części powstała później Ostmark. 

Podziały terrytoryalne Serbii, składającej się z małych żup, 
zdobywcy utrzymali i skorzystali z nich dla swych celów. Wła- 
dze ludowe w żupach i grodach, od chwili podboju podlegały 
urzędnikom królewskim gau-grafom, w grodach większych 
burg-grafom, a w mniejszych, t. j. w burgwardach burg- 
wójtom (Burgvoigt.) Wszyscy ci grafy byli naczelnikami 
przeznaczonych do pilnowania zamków i bram miejskich oręż- 
ników, zwanych strażami, kukesburger.^") 

Grody słowiańskie, stając się fundamentem miast niemiec- 
kich, formujących się ledwo co na sposób frankski, przybierały 
kształty cudzoziemskie. Zwyczajnie w zamku lub warowni, na 
wyższem miejscu zbudowanej, osadzano komendanta ze strażą, 
a na podgrodziu mieściła się ludność kupiecka i rzemieślnicza, 
z Niemiec przybywająca. Z tej ludności, obowiązanej bronić mia- 
sta swego, zwyczajnie otoczonego, jeśli nie murem, to przynaj- 
mniej częstokołem, tworzyły się kompanije wojowników, które, 
w razie potrzeby, obowiązane były wyruszać w pole, jeśli od 
tego ludność miejska nie była szczególnym przywilejem uwol- 
nioną.^') 

Według zwyczajów X w. prawa zdobywcy niczem nie były 
ograniczone. Mógł on bezkarnie ludzi zabijać, osady palić, ko- 
biety i dzieci w niewolę zabierać, ludność z ojczyzny wysiedlać, 
sprzedawać żydom, którzy w tym czasie prowadzili już znaczny 



*^) Późniejszy comes merzeburgski Eziko zmarł w Liubizici nad Mulda 
^(Thietmar VI, 12). Wypadek ten badacze uważają za wskazówkę, że grafstwo mer- 
zeburgskie aż do Muldy sięgało. Knochenbauer, Gesch. Thiiringens 89, cyt. i. 

*^) O kukesburgerach, których Thietmar zowie Satelites, slavonici 
m i 1 i t e s powiemy obszerniej w dziale o napadzie Bolesława Chr. na Miszno. 

*') Gebhardi, Algemeine Weltgeschiclite, T. 52, str. 302, 



— 248 — 

handel niewolnikami słowiańskimi."^) Z bezprawia tego korzy- 
stał Henryk Ptasznik w szerokich rozmiarach, a jeśli nie wyrżnął 
wszystkich Serbów, to tylko z rachunku, bo któż by podatki 
płacił, ziemie uprawiał, sług i robotników dostarczał? Owszem, 
ludność słowiańska, zostawiona w swych osadach, miała służyć 
królom niemieckim i sługom ich środkiem do wzbogacenia sie 
i dalszych zaborów na Wschodzie; krótki przeciąg czasu od 
ujarzmienia Serbów do śmierci króla Henryka (929—936), nie 
pozwolił mu zająć sie uposażeniem swych grafów w zdobytym 
kraju, ani szerzeniem chrześciaństwa żełazem i pożogą. Doko- 
naniem tego wsławił sie dopiero syn jego Otton I, u Niemców 
Wielkim zwany. 

§ 46. 

Ujarzmienie Weletów i Obodrytów przez króla 
Ottona I (936—951.) 

I. Założenie w Magdeburgu rezydencyi królewskiej. 

Rozpoczęte przez Henryka Ptasznika ujarzmienie Słowiań- 
szczyzny nadłabskiej przedłużał syn jego Otton I, nie szczędząc, 
w ciągu długiego panowania swego (936 — 977), pracy, krwi 
i kosztów dla dopięcia odwiecznego celu polityki niemieckiej: 
Drang nach Osten. 

Granicę państwa Niemieckiego nad Łabą znalazł Otton I 
dostatecznie przez ojca jego umocowaną, ale ze zmianą stosun- 
ków politycznych po ujarzmieniu Serbów, zjawiły się potrzeby 
wymagające innych strategicznych punktów. Merzeburg, jako 
rezydencyja królewska, nie odpowiadał wymaganiom polityki, 
zamierzającej zwrócić czynność swą głównie przeciw Słowianom 
dolnej Łaby. Zanadto na południe posunięty Merzeburg nie 
mógł być ani podstawą do wypraw iiad dolną Labę, ani punk- 



**) Szajnocha, Słowianie w Andaluzyi, patr^ pismo zbiorowe, Jozafata 
Ohryzko, 1859. 



— 249 — 

tern obserwacyjnym do czuwania nad Weletami i Obodrytami, 
chociaż zniewolonymi już do składania trybutu królowi niemiec- 
kiemu, lecz zawsze do energicznego odporu gotowymi. Otton I 
postanowił przenieść rezydencye swa do stosów niej szego miej- 
sca, i na ten cel wybrał starożytny gród słowiański nad Laba 
Dziewin, od czasów Karola W. Magdeburgiem zwany. Wnet 
wiec, po wstąpieniu na tron , Otton I przeniósł rezydencyje swa 
do Magdeburga, gdzie miasto zbudował „w celu pozyskania na- 
grody wiekuistej i dobra ojczyzny własnej". \) Odtąd Magdeburg 
stał się nie tylko pierwszym placem broni, zbiorem przedniej- 
szego rycerstwa, ale i głównem miejscem zarządu wojennego sił 
przeznaczonych do działania przeciw Słowianom. Dla załatwie- 
nia spraw państwa, Otton 1 wyjeżdya często nad Ren, do 
Włoch i Bawaryi, ale, jak tylko możność pozwala, wraca do 
Magdeburga, ,.gdzie ^^^ pragnął znaleźć spoczynek dla zwłok 
swych po zgonie".-) 

Wszakże nie dla przyjemności życia, których w Magde- 
burgu nie było wcale, lecz inne ważniejsze pobudki pociągały 
Ottona I do pustych i napół dzikich jeszcze nadłabskich po- 
brzeży. Tradycyjna polityka ..posuwania się na wschód" pod- 
niecała go przesiadywać nad Łabą, zkąd oczom jego odkrywała 
się niezmierzona równina słowiańska, pełna ludu tęgiego i bo- 
gatych zasobów miejscowych bez końca. Na tej równinie Niemcy 
spodziewali się znaleźć dla siebie i swych potomków bogactwa, 
sławę, wzmocnienie sił państwowych, ale nie tajno im było iż 
dla osiągnienia podobnych nadziei, wypadało w pocie czoła pra- 
cować wieki, morze całe krwi przelać, ludy wyplenić, świat 
zbrodniami zadziwić! Nie troszczyli się wszakże Niemcy X w. 
o to, co potomność o ich czynach powie: ziemia słowiańska za- 
nadto była ponętną, aby jakie bądź względy humanitarne mogły 
powściągnąć chciwość teutońską. 



1) Tbietmar II, 2. 
-) Thietmar II, 5. 



— 250 — 

w Magdeburgu, jako najdogodniejszym punkcie do wyko- 
nania ogromnej wagi zadania, Otton I najczęściej przesiadując, 
naradzał się z margrafami o potrzebach wojennych. Tu sie knuły 
zamachy w celu ujarzmienia Słowian, tu, na rachunek zdziera- 
nego z nich trybutu, wznosiły się pyszne kościoły, tu zebrane 
„legiony łotrów", gotowe były, na skinienie królewskie, rzucić 
się albo na północ ku Pomorzu, albo na południe ku Czechom. 
Z Magdeburga wyjdą później missionarze niemieccy, aby przez 
kościół ludy słowiańskie w poddaństwo niemieckie zaprządz. Ale 
nim to nastąpi, gruba siła ma ułatwić ujarzmienie Słowiań- 
szczyzny ! 

2. Pograniczne legacyje Hermana Billinga i Gerona. 

Podczas wstąpienia na tron Ottona I, komes merzeburgski 
Zigfryd, o którym wspomnieliśmy wyżej, mieszkając w Merze- 
burgu, był stróżem pogranicza wschodniego, z tytułem prokura- 
tora, i jako krewny królewski bezwątpienia obszerną władzę po- 
siadał. — Dziedzicznym ksi-ęciem saskim Otton I ustanowił Her- 
mana Billinga, jednego ze znakomitszych panów saskich.^) W rok 
później, po zmarłym Zigfrydzie (r. 937), król Otton mianował 
komesa Gerona legatem pogranicza serbskiego^), zajmującego 
przestrzeń od gór Harcu do Solawy i od tej rzeki na wschód 
do r. Mćdły^); a dalej na wschód do legacyi Gerona miało 
należyć wszystko to, co oręż niemiecki zdobywał. — Tym spo- 



^) Widukind II, 4. Placuit igitur novo regi novum principem militiae con- 
stituere ; elegitque ad hoc officium virum nobilem et industrium satisąue prudentem 
nomine Hćrimannum. 

*) Widukind II, <) an, 937, defunctus est Sigfridus comes. cujus legationem 
cum sibi vendicasset Thancmarus, — et regali dono cessisset Geroni comiti, aflictus 
est Thancmarus tristitia magna. 

■'') Granice niepewne, ale pierwotnie Marka Wschodnia obejmowała z lewej 
strony Solawy: Szwaben-gau. Hasse-gau, Frisenfeld z Gernrode, Walbek i Mansfed, 
a z prawej strony Solawy serbską krainę do r. Muldy. Worbs. Was heist die Ost- 
Mark, w Neue-Archiv r. 1804 czę. I s. 191; Hoffmann. Script rer, lusat. T. IV ex- 
ccrpta ex annalibus Gerenrodensibus s, 145. 



— 251 — 

sobem powstały dwie legacyje: północna Billinga i wschodnia 
Gerona, rozszerzające się w miarę zaborów. Był to początek 
przyszłych marelc: Północnej i Wschodniej. 

W samym początlcu panowania Ottona I zaszły nieporozu- 
mienia z Ratarami*'}, Ictórzy obrazili posłów Tanlcmara, starszego 
brata króla Ottona, lecz z innej matki urodzonego.') Herman 
Billing, jako pograniczny legat, walczył w przytomności króla 
Ottona z Katarami, którzy do uległości zmuszeni zostali (25 wrze- 
śnia 936).^) Odtąd poczyna się długa karyera rodu Billingów. 
Wielkorządztwo Hermana rozciągało się na tę właśnie miejsco- 
wość, gdzie leżały ogromne dobra Billingów. Zainteresowany po- 
większeniem swego majątku, a przy tem nienawidząc Słowian, 
Herman wszelkiemi siłami starał się zaokrąglić swe posiadłośsi 
kosztem sąsiednich Słowian. Miasto Luneburg, od czasów Ka- 
rola W. słynne jako punkt handlowy ze Słowianami, stało się 
siedliskiem Hermana Billinga, głównym zborem jego wojowni- 
ków. Tu, na pograniczu z Obodrytami i Lutykami, Herman roz- 
począł długą pracę ku ujarzmieniu sąsiadów, nie szczędząc po- 
dejść, oszukaństwa i zdrady. Nieprzebłagana nienawiść do Sło- 
wian, z gotowością do najokropniejszych przeciw nim środków 



") Widukind II, 4 a. 936, Rex (Otto) cum onini excrcitu iiitrat terminos 
birbarorum ad refefenclam illorum saevitiam. Datum quippe erat ilUs et aii- 
tea a patre suo bellum, eo quod violassent legałoś Thancmari, filii sui. A ponieważ 
w poprzednim rozdziale "Widukind mówi o Czechach, z tego wnioskowano, że wy- 
raz powyższy barbarorum tyczy sie -Czechów, lecz niewłaściwość podobnego 
mniemania dawno już objaśniono. (Porów. Palacki. Dejiny naród Ceskeho I, s. 
233 przypisek 215.) Natomiast "badacze biorąc na uwagę, że we dwa tygodnie po 
odbyciu wyprawy przeciw Słowianom, król Otton, czyniąc w Magdeburgu nadanie 
klasztorowi Fuldeńskiemu, wyraził sie: quando de provłncia Slavorum, qui vocatur 
Riadere, in pace venimus ad Magathaburg 14 Octobris an. 936 (Raumer. Regesta 
N. 128; Klempin Pommersche Urkundenbuch N. 9), — zauważyli, że wyprawa, za 
pokrzywdzenie posłów Tankmara, odbyła sie przeciw Katarom, 

') Pierwszą żoną Henryka Ptasznilca była Hateburda, córka Erwina, do któ- 
rego należała część Merzeburga, Starem miastem zwana. Z tej żony Henryk miał 
syna Tamo, czyli Tankmara, potem porzuciwszy ją, w małżeństwo pojął Matyldę, 
która wydała mu trzech synów: Ottona, Henryka i Brunona. Thiętmar I, 4, 6, 

^j Widukind II, c. 4. 



- 252 — 

cechowały Hermana Billinga i w spadku przelały sie na ród 
jego, który w ciągu dwóch wieków pracując nad wykonaniem 
zadania, przez przodka podanego, dręczył Słowian niepomier- 
nem zdzierstwem. 

Mianowanie Gerona legatem pogranicza Wschodniego mo- 
cno oburzyło królewicza Tankmara, który sam dobijał się tej 
godności.**) Porozumiawszy się więc z innymi malkontentami, 
Tankmar podniósł rokosz przeciw królowi Ottonowi I, i rozpo- 
czął wojnę domową, lecz pobity szukał schronienia w Eresbergu 
i tam w kościele przy ołtarzu poległ r. 938,^") 

3. Wojna Ottona I z Czechami. Najazdy Madjarów na Saksoniję 
(r. 937—938). Powstanie Słowian r. 939. 

Walka Ottona z Katarami w pierwszym roku panowania 
jego, było tylko wstępem do dalszych zamiarów przeciw Słowia- 
nom, z którymi on się obchodził, jakby ze swymi poddanymi. 
Gdy bowiem w Czechach Bolesław I, dla powściągnienia buntu 
pewnego możnowładzcy, rozpoczął przeciw niemu wyprawę zbroj- 
ną (r. 936), na pomoc buntownikowi zjawiły się dwa legiony 
niemieckie, z których jednym dowodził komendant łotrów mer- 
zeburgskich Azik.^^) Oczywiście, że bez rozkazu króla Ottona 
ani Azik, ani zwierzchnik jego prokurator Zigfryd nie ośmieliliby 
się wtargnięciem do Czech rozpocząć wojnę, która się lat 14 
ciągnęła^-) (936—951). 

Wojna z Czechami, zaburzenia w Saksonii z powodu buntu 
królewicza Tankmara, a przytem rozdrażnienie Słowian zdzier- 
stwem urzędników niemieckich, podawały Madjarom zręczność 
do nowego złupieżenia Saksonii. ^'^) Wyprawa ich w r. 937, skie- 

") Porów, wyżej cyt. 4. 

10) Widukind II, ii; Thietmar IF, 1. 

") Porów, wyżej § 44, przyp. 25 i § 45 przyp. 43 s. 225, 246. 

12) Wyżej § 44 str. 225. Do tego Sigebert Gemblacensis: longa inter eos 
concertatio per 14 annos protracta. 

i'j Annal. Quedlinburg a. 937. Everhardus du\ Francorum et Wigmanus Saxo- 
nicus, atque improbus Thancmer, inani consensu, conspiraverunt in regem..In eadem 
tęmpćstate venientesUngari vastaveruntThuringiam, deinde in Sasoniam, M. G. T.V s.56. 



— 253 — 

rowana przez Frankoniję do Saksonii, nie udała sie. Otton zmu- 
sił Madjarów z Frankonii cofnąć się do domu.^^) Ale wyprawa 
r. 938 powiodła się pomyślniej. Dobrawszy się do Saksonii, Ma- 
djary rozłożyli się obozem nad r. Boda, łupieży li sąsiednie oko- 
lice i próbowali nawet szturmować warowne grody Stediren- 
burg, Werle, Hebesheim, a jeden hufiec ich, przez Nordturyn- 
giję dobiegł do granic Białej Ziemi, lecz zdradą jakiegoś Sło- 
wianina zaprowadzony w błotnistą miejscowość Dremblik, zgi- 
nął.'^) A chociaż współcześni Niemcy przechwalali się ze swych 
sukcessów nad Madjarami, Avidocznie jednak, że Madjary połu- 
pieżywszy ile się im podobało Saksoniję, zwyczajem swym co- 
fnęli się ze zdobyczą do domu.""') 

Najazdy Madjarów w latach 937 i 938, bunt Tankmara, tu- 
dzież wojna Niemców z Czechami podawały Słowianom nadłab- 
skim nadzieję wydobycia się z pod przemocy wrogów. A gdy 
jeszcze młodszy brat króla Ottona Henryk podniósł przeciw 
niemu rokosz, Słowianom wydało się, że nadeszła nareszcie do 
powstania pora.^') Nauczeni niepowodzeniami dawniejszej walki 
z Niemcami pojedynczych plemion, Słowianie porozumieli się do 
wspólnego, wszystkiemi siłami działania. Powstanie rozpoczęli 



1') Widukind II, 5 an. 937. Antiąui hostes Hungari venerunt virtutem pro- 
bare novi regis. Intrantes autem Franciam, statuenint, si possent ab occidentale 
plaga imadeie Saxoniam. Rex autem audiens nihil moralus, cum exercitu valido 
ocurrit illis, fugavitqne et terminis suis abegit. Tbietmar II, i. Avares quoque patri 
sułmet ąuondam contrarii, sed diu pacificati, iterum insurgunt, celeriterque fugati 
redeunt (a. 937.) 

>5) Widukind II, 14 a. 938 antiqui hostes nostri Ungarii subito irruunt in 
Sasoniam, et castris super litus Bodae fluminis collocatis inde in omnem regionem 
diffunduntur, circa urbem, quae dicitur Stiedereburg, Exercitus arte cujusdam Slavi 
in locum, qui dicitur Thrimmining, deductus difficultate locorum ac manu circumfu- 
sus armatorum periit. Do tego szczegóły w Chroń. Corbejens i Annal. Saxo, Porów. 
Raumer. Regesta, s. a. 938. 

16) Widocznie porażka Madjarów w pobliżu Mcrzeburga 933 r. nie była 
tak straszna, jeśli we cztery lata później ośmielili sie te same miejscowość najechać 
i grabić. 

1') Widukind II, 20. Barbari labore nostro (Emporung Heinrichs gegen 
Otto), elati, nusquam ab incendio, caede ac depopulatione vacabant, Geronemque, 
quem sibi rex praefecerat, cum dolo perimere cogitant. 



— 254 — 

Obodryci zniszczeniem wojska niemieckiego i zabiciem wodza 
jego Kajki albo Hiki (r. 939). Za ich przykładem inni Słowia- 
nie mieli napaść na Gerona, lecz ten, przewidując wymierzone 
przeciw niemu ciosy, udał, że o niczem nie wie i pod pozorem 
przyjaźni, zaprosił do siebie na ucztę trzydziestu okolicznych 
książąt (żupanów) słowiańskich, których po uczcie kazał wy- 
mordować.^^) 

Rozgłos o takim postępku bezecnym i naruszeniu wysoko , 
u Słowian szanowanej gościnności, wywołał straszne oburzenie. 
Walka na śmierć z Niemcami poruszyła do oręża wszystkie nad- 
labskie ludy. Geron, party przez Słowian, wzywał pomocy od 
króla, lecz ten, w obec wojny domowej z młodszym bratem swym 
Henrykiem, sam był w położeniu nadzwyczaj przykrem. Walka 
przybierała charakter morderczy. Słowianom dostawało się nie- 
raz okropnie, ,.lecz niezważając na wszelkie niepowodzenia, prze- 
kładali oni wojnę nad pokój, gotowi będąc raczej znosić wszel- 
kie klęski wojny, aniżeli stracić swobodę najmilszą." — „Byli to 
ludzie mocni, w pracy wytrwali, przyzwyczajeni byle czem za- 
dawalniać się, a co dla naszych (Saksów) byłoby nadzwyczaj 
trudnym czynem, to Słowianie z przyjemnością znoszą." "') 

Rozbity przez Słowian Gero uciekł za Łabę, ale nie upadł 
na duchu, knuje on powtórnie zdradę. Pieniędzmi i obietnicami 
skłania uprowadzonego jeszcze przez Henryka Ptasznika i ba- 
wiącego u Niemców księcia Hobolanów Tugomira, już ochrzco- 
nego,-**) aby mu zdradą kraj ojczysty poddał. Tugomir, uciekł- 
szy niby od Niemców, przybył do Branibora. Tam od swoich 



18) Wjdukind LI, 20. 

'") Widukind II, 20. Uli vero nihilominus bellum quam pacem elegerunt, 
omnem miseriam carae libertati postponentes. Est namque hujuscemodi genus ho- 
minum durum et laboris patiens, victu levissimo assuetum; et quod nostris gravi 
oneri esse solet, Slavi pro ąuandam voluptate ducunt. 

"") W nekrologii klasztoru Molenbekskiego zapisano; VIII kał. Jun. Tugu- 
mir dux (obiit.j Raumer. Regesta, pod r. 940, Z tego historycy wnioskują, że 
Tugomir miał być już ochrzczonym. 



— 255 — 

poznany i za władzcę przyjęty, zawezwał do siebie synowca", je- 
dynego ze wszystkich tej ziemi książąt, ocalałego podczas zabu- 
rzeń ówczesnych,-') podstępem zabił go, a kraj swój Geronowd 
poddał, (r. 939.) Osłupieni podobnym postępkiem Tugomira, 
Słowianie aż po Odrę wojować przestali i zgodzili się trybut 
królowi płacić.--) 

Podwójna zdrada poskromiwszy Słowian, Gero nieprze- 
stawał dobijać się opanowania sąsiednich krajów słovviańskicli 
niby dla króla, lecz w gruncie rzeczy dla utworzenia udzielnego 
władztwa synowi swemu Zigfrydowi. Nie przestawał więc wdzie- 
rać się do sąsiednich okolic i obdzierać Słowian. Żołnierze jego 
uczęszczając ,.expedycyje" swe po trybut, przy wybieraniu któ- 
rego dopuszczali się nadużyć, tak dokuczyli Słowianom, że ci 
znienawidziwszy Gerona, chwytali za oręż i zabijali jego pobor- 
ców.--') Tymczasem zaburzenia w Niemczech, nieporozumienia 
z Francyją, sprawy włoskie, wojna z Czechami, a wreszcie bunty 
najbliższych krew^nych Ottona I, zmusiły go spuścić z uwagi 
Słowian i na lat dziesięć (941-951) zostawić ich w pokoju. Gero, 
zmuszony nieść pomoc królowi, nie mógł niczego nowego przed- 
sięwziąć na wschód od Łaby, a król potrzebując pomocy, nie 
baczył na jego zdzierstwa.-^) — Była to chwila w dziejach Sło- 
wiańszczyzny zaodrzańskiej nie już szczęśliwego odpoczynku, lecz 
ocierania łez na zgliszczach i trupach braci, chwila oczekiwania 



21) Widukind II, 21 mówi, że przybywszy do Branibora, Tugomir, qui iure 
gentis paterna successione dominus esset eorum, qui dicuntur Heveldi, 
wezwał nepotem suum, qui ex omnibus principibus gentis supererat Z tego wypada, 
że księciem ziemi był Tugomir a nie jego synowiec, który chociaż także był Ijsię- 
ciem, ale nie paterna successione. 

22) Widukind II, 2i. Quo facto omnes barbarae nationes usque in Oderam 
fluvium simili modo tributis regalibus se subjugarunt. 

2'') Widukind II, 30. Eo tempore barbarorum bellum fervebat. Et cum mi- 
lites ad manum Geronis praesidis conscripti crebra expeditione attenuaren- 
turetdonativis vel tributariis praemiis minus adjuvari possent, eo 
quod tributa passim negarentur, seditioso odio in Geronem exacuuntur, 

2*) Widukind II, 30, w dodatek do tekstu powyższej cytaty, zapisał: reiŁ 
vero ad communes utilitates reipublicae Geroni semper juxta erat. 



większych jeszcze nieszczęść, które spaść miały w przyszłości. 
Pojmując doskonale ówczesne stosunki pomiędzy Słowianami 
a Niemcami, naoczny świadek walki sąsiednich narodów Widu- 
kind powiada: ,.i długo jeszcze doświadczać będziemy zmienne 
powodzenia wojny, walcząc za sławę i szerokie panowanie, a oni 
za swobodę i wyzwolenie się z niewolniczej podległości." -^) 



§ 47. 

Zaburzenia w krajach Obodrytów i Lutyków 
(954—960.) 

I, Powstanie Wkranów r. 954. Najazd Billinga na Obodrytów r. 954, w od- 
wet za najazd na Saksoniję. Powstanie Słowian r. 955, klęska icli. 

Zaprowadzane przez Niemców porządki nieznośnemi wydały 
się Słowianom. Wkranie, czując się na siłach, niestarganych 
jeszcze w walkach z Niemcami, stawiali im opór. Margraf Ge- 
ron zamierzył zmusić Wkranów do posłuszeństwa i w tym celu 
przedsięwziął wyprawę, w towarzystwie zięcia króla Ottona, Kon- 
rada Lotaryńgskiego, który heroicznym czynem postanowił 
stwierdzić przymierze z teściem, po przerwaniu wspólnie z in- 
nymi rokoszanami przeciw niemu walki. Dwaj wodzowie ude- 
rzyli na Wkranów, pobili ich i ogromne łupy zabrali,^) r. 954. 
Czyn ten opromienił nowym blaskiem sławy Gerona, którego 
i przedtem szanowano w Niemczech, jako znakomitego wodza, 
ale po zwycięztwne nad Wkranami po całych Niemczech uwa- 
żano go za wielkiego i sławnego męża.-) Spokój trwał jednak 



25) Widukind II. 20, Transeunt sanę dies plurimi, his pro gloria et pro 
magno latoąue imperio, illis pro libertate ac ultima servitute varie certautibus. 

1) Widukind III, 42 a. 954. Eo anno Slavi, qui dicuntur Uchri a Gerone 
cum magna gloria devicti, cum ei praesidio esset dux Conradus a rege missus. 
Praeda inde ingens ducta; Saxoniae laetitia magna exorta. 

-; Widukind III, 54. Gero olim licet multis gestis insigniis clarus habere- 
tur, jam tamen magnus ac celebris ubique praedicebatur, eo qnod Slavos. qui di- 
cuntur Uchri cum magna gloria cepisset. 



— ^':>1 — 

niedługo, bo w nieszczęśliwej Słowiańszczyznie wszelkie intrygi 
wrogów, znajdywały dla swej czynności obszerne i nadzwyczaj 
dogodne miejsce. 

Powód do zaburzeń podał wychowaniec Icróla Ottona I 
Wichman, który, czując sie obrażonym przez krewnego swego 
Hermana Billinga ograbieniem go z majątku, zmówił się z bra- 
tem swym Egbertem i wspólnie z nim rozpoczął w Saksonii 
wojnę domową. Billing powściągnął jednak wicłirzycieli, a król 
Otton I, rozsądziwszy sprawę, uwolnił braci od kary, ale Wich- 
mana kazał pod strażą trzymać. Wkrótce potem Ottonowi I wy- 
padło do Bawaryi udać się. Wicliman, udawszy chorego, pozo- 
stał w Saksonii, wszedł znowu w zmowę z Egbertem, lecz nie 
będąc w siłach walczyć z Billingiem, bracia uciekli do Nakuna 
1 Stojgniewa,-') książąt obodryckich^), (r. 954), którzy, jak po- 
wiada Widukind, zawsze byli gotowi do wojny z Saksami. 

Ruszył Billing z wojskiem do kraju nieprzyjaciół, podstąpił 
pod gród Swietły kra,niec,^) w którym zamknęli się krewni jego 

■■') Widukind III, 29, 30, 31 ; Thietmar II, 6 ex parte .Slavoiuni bellum in- 
gruit horridum, hortatu Yigmanni comitis et Egbehrti, ducatu avtem Nacconis et Stoin- 
negui fratris ejus; Widukind III, 50 sociaverunt sibi duos subregulos barbarorum, 
Saxonibus jam olim infestos, Naconem et fratrem ejus. Zwyczajnie braci tych histo- 
rycy zowia Nakoiiem i Stojgniewem, ale ju2 Kunik zauważył, że w języku sło- 
wiańskim suffiks un właściwy jest w nazwach rzeczowych, a także i w imionach 
własnych : Bogun, Radun, Jarun, i że w dolcumentach meklenburgskich forma N a- 
con używała sie zamiast słowiańskiej N a k u n, czego ślad jest w nazwach miej- 
scowych: 1 23 1 Nacunstorp etc, — twierdzi, że właściwa formą jest Na kun. 
A-lócKpii, 103. 

^) Nakuna i Stojgniewa zwyczajnie za książąt obodryckich uważano, lecz 
Pawiński (IToJiaoCKie CiaBane 81), mniema, że ich za książąt Weletów policzyć wy- 
pada. Sprzeciwia się temu świadectwo Ibraima-ibu-Jakób, który wyraźnie mówi, 
że kraina Nakuna leżąca na samym kresie zachodu, graniczy z Saksoniją, poczęści 
z Germaniją, co mianowicie położeniu ziemi Obodrytów odpowiada. Przy tem 
Ibraim-ibn-Jakób powiada, że Nakun posiada gród, który się zowie Wielka 
twierdza, badacze zaś przyznali, że twierdzą tą jest Weligard. — Oprócz tego 
w liczbie ludów słowiańskich, które przeciw Niemcom walczyły, Widukind na 
pierwszem miejscu stawia Obodrytów, co zdaje się także wskazywać, że główna 
rola w wojnie książętom obodryckim przypadła. Kunik. A.ióeKpii 47, 48, 102, 
tudzież dzieła tego T. II s. yx). 

^) Widukind III, 51 a. 955. Ductus exercitus a duce, reperti sunt in urbe 
Tom III. ,- 



- 258 — 

Wichman i Egrbert. lecz zmuszony z niczem do domu powrócić, 
udał się do króla Ottona o rychła pomoc,") ale ten oblegając 
w Regensburgu zbuntowanych wasalów i gotując się do sta- 
nowczej walki z Madjarami, sam ściągał z całej Germanii wo- 
jenne posiłki. Tymczasem Słowianie, pod wodzą AYichmana, 
wpadłszy do Saksonii w Kwietniu r. 955, tak przycisnęli Bil- 
linga, że on nie przewidując możności stawienia im oporu, roz- 
kazał wojsku i mieszkańcom, zgromadzonym pod warownią 
K o k a r e s c e m ,") poddać się nieprzyjaciołom na wszelkicłi, 
jakich wymagać będą, warunkach. Za zbliżeniem się Słowian, 
oblężeni, nie stawiając oporu, zyskali pozwolenie opuścić miasto 
z żonami i dziećmi, z warunkiem aby niewolnicy, półswobodni 
i własność nieruchoma stały się zdobyczą zwycięzców. Gdy 
wreszcie Słowianie zabierali miasto, jeden z nich, poznawsz)^ 
w żonie saskiego wojownika dawniejszą niewolnicę swą, zapo- 
trzebował ją sobie, lecz jakoś przypadkiem padł od noża Saksa. 
Uważając to za pogwałcenie warunków kapitulacyi, Słowianie 
wyrżnęli Saksów, oszczędzając wreszcie kobiet i dzieci, które 
w niewolę poszły.^) Dla powetowania tej straty Herman Bil- 
ling nie miał siły, tylko przełożony nad wojskiem Tiadryk, na- 
padłszy na jakiś gród słowiański, spalił przedmieścia jego, lecz 



quae dicitur S u i t h 1 e i s c r a n n e. Historycy nażwę tę czytali: S w i e 1 1 a s t r a- 
na (Szafarzyli Star. Slow. § 43, 6, s. 546). Pawiński myśli, że właściwiej czytać: 
S w i e 1 1 y kraniec, Ilo.iaS. CiaBane 81. 

") Thietmar II, 6. Ouos Herimannus dux superare diffidentes, regis petivit 
auxiliutri. 

•) AYidukind III, 52. Cives Cocaresceraiorum. O położeniu 
miasta tego nie wiemy. Pertz, poznawszy w nazwie jego brzmienie słowiańskie, 
wnioskował, że leżało gdzieś blisko Elby, niedaleko Magdeburga, gdzie, jak wy- 
rzekł, wiele jest osad. mających z tą nazwą niejakie podobieństwo. Bielowski, M. 
P. I, s. 186; Szafarzyk domyślał się, że być może nazwa Cocarescem przekręcona 
z Cukesburger t. j. Burgwachter, słowiańscy Wietnicy. Star. Słów. ^ 43 6, s. 546. 
Inni szukali tego miasta nad Łabą w Gresse albo Gartze, w pobliżu Bleckede. 
Barthold. Gescb. v. Pommern u. -Riigen I, 276. 

*) Widukind III, 52. 



— 259 — 

przyparty między palącym się grodem a błotem, ze stratą ledwo 
ujść zdołał.'"') 

Tymczasem król Otton I, po walnem zwycięztwie nad ^la- 
djarami lo Kwietnia r. 955 nad Lectiem, powróciwszy do Sa- 
ksonii, Wichmana i Egberta za zdrajców kraju ogłosił, a przy- 
jąwszy posłów słowiańskich, którzy przyrzekali mu płacić dani- 
nę, byle nie mieszano się w icli sprawy domowe, wyrzucał im 
wiarołomstwo Słowian przy zajęciu miasta Kokarescem, doma- 
gając się ukarania winowajców. Słowianie jednak winy na się 
nie przyjęli,^**) oświadczywszy, że nad haniebny pokój przenoszą 
wojnę i z orężem w ręku staną w obronie swobody ojczystej. ^^) 
Otton I podobnych warunków nie przyjął. Gotowała się wojna. 

Na ten raz Obodryci , Welety, Czrezpienianie, Doleńcy 
i wszyscy inni Słowianie aż do Odry stanęli do wspólnej obrony 
posad ojczystych.^-) Jedni tylko Rany, nie doświadczywszy je- 
szcze w swem ustroniu na wyspie, gwałtów niemieckich, i nie 
zapominając jakichś nieporozumień z Lutykami, nie przyłączyli 
się do ogólnego związku. 

Wyprawę przedsięwziął sam król Otton I, ale duszą całego 
przedsięwzięcia byt margraf Geron. Zawdzięczając jego zabie- 
gom, Rany przystąpili do związku z Niemcami przeciw swym 



'•>') \Vidul.:iiid III, 45 a. 955, pugnatum est a praeside Thiadrico 
adversus barbaros. Cum jam incendio extincto reverteretur, et paludem, quae erat 
urbi adjacens, medietas militum transisset, Slavi videntes nostros in arto sitos ob 
difficultatem loci, nec copiam habere pugnandi nec locum adeo fugiendi, insequeban- 
tur a tergo revertentes clamore magno. Peremerunt ex eis ad quinquaginta viros, 
foeda fuga nostrorum facta. 

20) Widukind III, 53. 

") Widukind III, 53. Adeiat ex legatio barbarorum, tributa s o cios 
ex morę velle persolvere nuntiantes , caeterum domin ationem 
region is velle t e n e r e ; hoc pacto pacem velle, alioquin pro libertate 
a r m i s c e r t a r e. 

i2j Annal. Sangallen. maj. an. 955. Otto rex et ńlius ejus Liutolf in festi- 
vitate sancti Galii pugnaverunt cum Abatarenis et Vulcis, et Zcirizspanis et Tolon- 
senis, et victoriam in eis sumpsit, occiso ducem illorum nomine Ztoignavo, Annal. 
Hildesheim, a. 955 rex Otto periculosissime coiitra Abotritos corrfliiit. 

17* 



— 26o — 

braciom I-utykom, podobnie jak za Karola W,, przeciw tymże 
Lutykom występowali Obodryci z powodu nieporozumień po- 
granicznych. 1 gdy wojsko niemieckie postępywało z południa, 
Rany uderzyli z północy. Naciskani z dwóch stron Słowianie 
zmuszeni byli prowadzić wojnę odporną, zajmując stanowisko 
pomiędzy błotami i moczarami, któremi Pomorze zawsze słynęło. 
Wojsko królewskie, któremu towarzyszył książę czeski Bole- 
sław I,^'^) połączywszy się z Geronem doszło do r. Raksy, ^^) 
przez którą przeprawy bronili Słowianie. Położenie Niemców, 
wycieńczonych głodem i chorobami, wśród dzikiej okolicy i śmia- 
łych wrogów, było nieznośne. Otwartą siłą niczego oni przed- 
sięwziąć nie mogli: zostawała tylko nadzieja na przytomność 
i przebiegłość margrafa. Z rozkazu króla Ottona, Geron wypra- 
wił się do księcia Stojgniewa, powitał go przez bagnisko, wy- 
rażał podziwienie, że Słowianie zamierzają walczyć z samym 
królem i wzywał: „dajcie nam przejść rzekę, albo sami przejdź- 
cie, aby waleczność okazała się w czystem polu." Stojgniew, 
pojmując krytyczne położenie Niemców, z szyderstwem odrzucił 
wezwanie. Zostawało działać siłą. Otton gromadził wojsko niby 
do przebycia rzeki, a tymczasem Geron z Ranami, opuściwszy 
obóz, cichaczem zbudowali, w pewnej odległości, trzy mosty na 



'•'') Flodoard. a. 95; pugnavit rex Otto cum duobus Sarmatarum regibus; et 
suffragante sibi Burislao rege, quem dudum sibi subdiderat. — Dawniej historycy 
mniemali, że Burislav byl księciem Ranów, którzy pomagali Niemcom przeciw 
swym braciom (Barthold. Gesch. v. Pommern u. Riigen I, 277) ale, porównywając 
wypadki, możemy zauważyć, że wyrażenie Flodoarda: Burislav rege, quem dudum 
sibi subdiderat (Otto), stosuje się najwlaściwiej do księcia czeskiego Bolesława 1, 
który w r. 951 przyrzekł posłuszeństwo Ottonowi i odtąd będąc jego hołdowni- 
kiem, dawał posiłki na wojnę z Madjarami. Porów, wyżej § 44 s. 226. 

'^) Widukind III, 53 super Raxam fluvium. Annal. Saxo zowią tę rzekę 
Taksa. Szafarzyk myślał, że tą rzelią może być Dosza, dopływ Laby (Star. Sło. 
§ 43, s. 546.) Pertz, Waitz i Giesebrecht (Wend. Gesch. I, 182) upatrywali ją 
w Reknicy, w Meklenburgslciem. Podobnie Bielowski (M. P. I, 137) i Kunik 
(A.iócKpii s. 102); inni domyślają się, że Raksa poprostu oznacza rzekę, a miejsce 
pobojowiska upatrują w okolicy jeziora Moryckiego, w pobliżu Malchowa, gdzie są 
dotąd ślady okopów słowiańskich. Lisch, Jahrbiicher d. Yereins f. Jleklen. Gesch. 
XXXII. 



201 — 

rzece i niespodziewanym napadem ze skrzydła tak zmieszali Sło- 
wian, że ci, nie wytrzymawszy naporu, pierzchneli i kieskę po- 
nieśli. Stojgniew z wielu towarzyszami poległ, rzeź trwała do 
nocy, jeńców zabrano wielu. ^•') Działo się to i6 Października r. 
955.^'') Nazajutrz głowę Stojgniewa wystawiono na pokaz,^") 
i około niej 700 jeńców zamordowano. Doradzcy książęcemu 
wyłupiono oczy, wyrżnięto język, poczem ciało jego do kupy 
trupów wrzucono. Wicliman i Egbert do Francyi uciekli.^'') 

2. Powstanie Ratarów (957—960). 

Zdawałoby się, że straszna klęska, poniesiona przez Słowian 
w r. 955 nad Raksą, powinna była wstrzymać ich na długo od 
wszelkiego oporu ciemięzcom, a jednak okazało się, że Słowianie, 
nie zrażając się żadnemi niepowodzeniami, zanic ceniąc pożogi 
i mordy, gotowi byli przy każdej zręczności ginąć tysiącami, 
w obronie najmilszej im swobody od ucisku i zdzierstwa urzę- 
dników królewskich. Nie upłynęło bowiem i dwóch lat od bitwy 
nad Raksą, a już koło jeziora Doleńskiego Ratary wzięli się do 
oręża (r. 957). Co ich pobudziło rozpocząć wojnę, o tem wiado- 
mości nie znajdujemy, ale raz powstawszy, Ratary podnoszą wy- 
soko sztandar narodowy i na długi czas przyjmują na się prze- 
wodnictwo w zaciętej walce z Niemcami. 

Na wieść o powstaniu Ratarów, tułający się we Francyi Wich- 
raan pospieszył do nich i nienawiść przeciw Niemcom podsy- 
cał.''-*) Król Otton I, zatrudniony najprzód rokoszem syna swego 



15) Widukind III, 54, 55. 

^^) Annal. Sangall. maj. a. 955 in testivitate Sancti Galii (wyżej cyt. 12) 
co odpowiada 16 Października. 

^') Thietmar II, 6 powiada, że Otton I, pojmawszy Stojgniewa, ściąć go 
rozkazał, ale żyjący pod ówczas Widukind, mówi, że Stojgniew zginął od miecza 
a viro militari, cujus vocabulum'erat Hosed. .. Ex hoc Hosed clarus et insignis ha- 
"bitus •, merces tam famosi gesti donativum imperiale cum redłtu viginti mansuum, 
(HI. SS^. 

^*) Widukind III, 55. 

19) Widukind III. 59. Eodem tempore (a. 957) Wichmanns sciens Saxoniam 
bellatoribus vacuam, a Gallia profectus, Saxoniam occulte iatravit, domum conjugem- 
que revisit, inde se iterum alienigenis inmersit. 



Luitolfa, (r. 956), potem sprawami włoskiemi i zamiarem zdoby- 
cia korony cesarskiej, bawił w Lombardyi i nie mógł osobiście 
przeciw Ratarom wojsko prowadzić. Zastąpił go markgraf Ge- 
ron, któremu już po trzeci raz wypadło przeciw Wichmanowi 
walczyć.'-'') Ratary stawili się mężnie, walka z nimi toczyła się 
uporczywa tak, iż sam Otton musiał na teatr wojny pospieszyć,-^) 
lecz gdy tam przybył doszły go listy z Włoch, donoszące o śmierci 
syna jego Luitolfa (r. 957).^-) Odbyte w latacli 958 i 959 wy- 
prawy, pod dowództwem samego króla, nie złamały Ratarów,-^) 
a jednak boje musiały być zażarte, gdyż ze strony Niemców 
wódz Titmar poległ (r. 959).--*) W r. 960 król Otto znowu wy- 
prawę przeciw Ratarom odbył, -^) lecz zamilczenie ówczesnych 
pisarzy o jakiem bądź powodzeniu jego, wskazuje, że i w tym ra- 
zie niczego nie osiągnął, a tymczasem sprawy włoskie i zamiary 
otrzymania korony cesarskiej w Rzymie, znagliły go do odja- 
zdu.-'') Dalsze powodzenie walki z Ratarami pozostało w ręku 
Gerona. 

Jeszcze przed odjazdem do Włoch króla Ottona, Wichman, 
znudziwszy sobie pobyt u Ratarów, umyślił oszukaniem Ge- 
rona los swój poprawić. Udał się więc do łaski królewskiej, 
z prośbą o przebaczenie mu dawnych występków. Gero, wziąw- 
szy go na porękę, wyjednał mu u króla przebaczenie,-') a Wich- 

20) Pierwsza wyprawę przeciw niemu zrobił Herman r. 955, (wyżej na s. 258. 
cyt. 5), druga sam król Otto, w tymże roku (wyżej cyt. 10), trzecia Geron r. 959. 
patrz Widukind III. 60. Ductus exercitus contra Wichmannum tertia vice vix obtinuit. 

21) Cont. Regino, a. 957. Rex iterum Sclavos invasit. Liutolfus in Italia obiit. 
--) Ibidem, a. 957. Litterae autem obitus ejus (Liudolfi 6 Sept. 95f) allatae 

sunt imperatori cum esset in militia, qua militavit contra Redarios. 

2') Flodoard. a. 958. Otto rex bellum adversus Samatas'habuit. 

-*) Cont. Regino, a. 959. Rex iterum Sclavos invasit, ubi Thietmarus oc- 
ciditur. 

25) Cont. Regino, a. 960. Eodem anno rex iterum pergit in Sclavos. 

-*>) Annal. Saxo 960; Otto Frisng. a. 960, dum rex rursum contra Sclavos 
procinctum moveret, Johannes diac. et Aso scrin. ab apostolica sede missi ad regem 
veniunt, de tyrannide Berengarii ąuerimoniam facientes. Porów. Wigger. Mek. 
Annal. 35. 

-') Pośrednictwo Gerona w sprawie Wichmana łatwo sie tem objaśnia, że 
syn Gerona Zigfryd już przed tem lat kilka ożeniony był z Hathuwi siostrą Wieli- 



— 203 — 

man dał klątwę, że nigdy więcej ani słowem, ani czynem przeciw 
królowi działać nie będzie.-^) Wkrótce jednak Wichman 
uciekł do króla duńskiego, zamierzając pobudzić go do wojny 
z Niemcami, lecz gdy to się nie udało, wrócił do Saksonii i rozbo- 
jami się bawił, a unikając wyroku Gerona, który go na śmierć 
skazał,^'-*) puścił się na tałactwo i znowu zdążywszy do Słowian 
nadodrzańskich, wplata ł icli w wojnę z Polanami, którzy odtąd zja- 
wiają się na teatrze walki Słowian nadodrzańskicłi z Niemcami. 

§ 48. 

Początek monarchii polskiej. 

I. Czasy przedhistoryczne. 

Naród polski w dziejach Europy zasłynął dopiero w po- 
czątku drugiej polowy X. w., kiedy orężne łiufce Polanów losem 
zdarzeń zjawiły się na teatrze wojny Słowian zaodrzańskich 
z Niemcami (r. 962). Odtąd dopiero poczyna się wiarogodna 
liistorya narodu polskiego, a o dawniejszycli losach jego dowia- 
dujemy się tylko z podań, powstałycli ze zmieszania do kupy po- 
wieści różnych plemion słowiańskich i oprócz fantazyi ludowej, 
ubarwionych wymysłami dawnych pisarzy. Z podobnego rodzaju 
źródła nie możemy wprawdzie wydobyć faktów wiarogodnych, 
ale przy oględnem porównaniu wypadków, tyczących się całego 
szczepu słowiańskiego, podania starożytne mogą nam pomódz 
do pochwycenia przynajmniej ogólnego pojęcia o czynach i lo- 
sach przodków naszych w przedhistoryczne czasy. 

Najdawniejsze podania polskie o Kraku założycielu Krakowa, 
o zabiciu przez niego strasznego potwora na Wawelu, o brato- 



mana, (według Thietmara VII, 4., który sprawę te nie jasno przedstawił). Porów. 
Zeissberg. Miseco I der erste christliche Beherrscher des Polens, w Archiv fiir 
Oesterreichische Gescliichte. T. 38 r. 1867, s. 39. 

-8) Widukind, III, 60 (an. 959). 

-■') Widukind, III, 64. Interea ab emptore praetereunte latrocinia ejus pro- 
duntur, sociorumque aliqui comprehensi, et tamquam contra publicam rem agentes, 
a duce dampnati, strangulo vitam perdiderunt; ipse autem cum fratre vix evasit. 



204 — 

bójstwie pomiędzy synami Kraka, o jedynaczce córce jego Wan- 
dzie, którą naród, w uczczenie zasług ojca jej, mianował królową, 
wreszcie o wojnacli Polaków z Aleksandrem W., wojskai którego 
miały zdobyć krakowską i sieradzką ziemię,') bezwątpienia są 
plątaniną illirjjskich, czeskich, pomorskich i w ogóle zachodnio- 
słowiańskich podań, powstałych poczęści z wj^obrażeń mity- 
cznych, które młodzieńcza fantazyja ludów starała sie uosobić 
w postacie istot żyjących,-) a erudycyja kronikarska ubarwiła je 
świetnymi czynami, ze starożytnych pisarzy czerpanemi/^) O w^y- 
tłómaczenie tych podań kusili się niejednokrotnie ojczyści bada- 
cze"*), lecz zdania całkiem różne wypowiedzieli,^) Wszakże dziś nikt 
już nie wątpi, że wzmiankowane wyżej podania polskie wyłącznie 

*) Według Bielowskiego, podania te zapisał około r. 1050 kronikarz Mierz- 
wa, Mon. Pol. II, s. 166 — 175. Wszakże istnienie tego kronikarza w XI w. za- 
przeczają niektórzy badacze. Bartoszewicz. Historya literatury polskiej. T. I s. 57. 

") Podania o Krakusie i Wandzie korespondujące z podaniami czeskiemi 
o Kraku i Lubuszy, powtarzają się i u innych pobratymców. I tak, w Lublanie 
i całej Illyryi krążą podania o Kraku ze smokiem; Lubiana ma za herb smoka, 
asą tam: Kraków przedmieście lublańskie, Kraków wielka dąbrowa, w pobliżu sta- 
rożytnego Noviodunum, Kraków w górnej Styryi. Oprócz tego wiadomy był Kra- 
ków obok Wendy na wyspie Ranie; obok Kraka Dziewa w Magdeburgu, Krak ze 
smokiem w Regensburgu. Zatem podania o Kraku, Wandzie, smoku nie są wymy- 
słem kronikarzy polskich, lecz pochodzą z podań głębokiej starożytności. Szulc Kaz. 
Mythologia słowiańska; s. 28, 41. — Podania o smoku, wspólne ludom aryjskim, 
różnie są wykładane. Szulc, M\thologia. 47, 184. Szczegóły w niniejszem dziele 
s. 718, 780—3. 785, 808, 854. 

•') Gallus w początku XII w., po nim Mateusz, potem mistrz Wincenty 
w początku XIII w., Boguchwał w polowie XIII w., komentator kroniki Win- 
centego Jan Dąbrówka około r. 1440. Długosz w drugiej połowie XV w., na- 
reszcie kronikarze XVI w. 

■*) Joachim Lelewel w uwagach nad Mateuszem herbu cholewa dziejopi- 
sem XII w. (Pols. wiek. śred. T. I), tudzież w Ostatnich Pójrzeniach (Pols. wiek_ 
śred. IV, s. 479 — 481); J. M. Ossoliński, Historyczno -krytyczny przyczynek do 
literatury słowiańskiej, wydany przez Samuela Bogumiła Lindego, w Warszawie r. 
1822; Roeppel. Dzieje polskie. T. I; W. A. Maciejowski. Pierwotne Dzieje 
Polski i Litwy r. 1846, tudzież Roczniki i kroniki polskie i litewskie r. 1850 ; 
A. Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów polskich r. 1850, tudzież w Monu- 
mentach Poloniae historica. T. II; Szajnocha. Lechicki początek Polski w r. 1858; 
Bartoszewicz. Historja pierwotnej Polski, 1865 wydana r. 1878. T. I; Każ. Romer. 
Podania o Kraku i Wandzie, w Bibliotece Warszawskiej r. 1872. T. III; K Saski, 
•w rozbiorze krytycznym podań o Leszkach, w Przeglądzie Etnograficznym i lierac- 
kim r. 1875. N, 5, IV; porów. Sieniawskiego. Pogląd na dzieje Słowian zacho- 



— 205 — 

do Chrobacyi należą, a do podań wielkopolskich tylko przez kro- 
nikarzy przyplątane zostały, w celu zaokrąglenia podań polskich.*') 
Osobny cykl podań, że tak nazwiemy wielkopolskich, sta- 
nowią podania lechickie, na czele których stoi Lech praszczur 
narodu. Aby połączyć Lecha z podaniami chrobackiemi, kroni- 
l<arze dopatrzyli, że on był oswobodzicielem narodu od najazdu 
Aleksandra W. i zmarł bezpotomnie. Po nim Polska długo kró- 
lów nie miała, ale później znaleźli się Leszki, z których trzeci 
tego imienia zwyciężył potrzykroć Juliusza Cezara, a zawarłszy 
z nim przymierze, pojął za żonę siostrę jego Juliję, i w posagu 
za nią Bawaryje otrzymał. Julija była założycielką miast L u- 
busza i Lubina, o czem rozpowiadano w Polsce już w X w.*) 
Po Leszku III nastąpił pierworodny syn jego Popiel (Pompilius), 
któremu podlegali dwudziestu młodszych jego braci, z innych żon 
Leszka III urodzonych.'') Popiel panował świetnie nie tylko nad 
Słowianami lecz i nad ościennymi narodami.*') Bracia zawsze mu 
byli posłuszni, a cześć ich ku niemu doszła do takiego stopnia, 



dnio- północnych, r. 1881, s. 422. — Szczegółowiej od innych Kaz. Szulc, ^lytho- 
logia Słowiańska r. 1880. 

•'') Naruszewicz mniemał, że podania polslcie pochodzą od Scytów i Sarmatów 
(Hist. Narodu Pols. I. 38 1, Maciejowslii i Bielowslii począteli podań polslcich upa- 
trywali w Icrajach południowych i do powieści Dalio - illirsliich odnosili; Szajnocha 
przeciwnie szukał ich początku w Skandynawii; Lelewel i inni odmówili im podsta- 
wy historycznej, uważając je za utwór poezyi ludowej. 

«) Szulc Mythologia s. 30. 

') Thietmar I. 2, VI, 39, podanie o zalcladaniu grodów na ziemiach słowiań- 
skich odnosił do Merzeburga i do Lubusza. Mieszkańcy Wolina odnosili je do 
swego grodu (Ebbo. Vita, s. Ottonis III c. I); Mierzwa i Wincenty (I. 17) rozwo- 
dzili sie szeroko z tern podaniem, a ich odpisywacze, obdarzają zaszczytem tym nie- 
tylko Lubusz i Wolin, ale i Lubin wielkopolski i Lublin małopolski, w miarę jak 
którego z nich obchodziła bliżej jedna lub druga z tych miejscowości. Bielowski 
M. P. II, s. 49 przyp. 2. 

*) Najdawniejsi kronikarze, wzmiankując o 20 synach Leszka III, którzy mieli 
udziały swe, jak by księstwa, nie nazwali ich po imionach, ani udziałów ich nie 
oznaczyli. Dopiero w XIII w. Boguchwał dowiedział się w jakich mianowicie 
udziałach od Wisły na zachód aż do Westfalii panowali Popielowicy, których on 
po imionach wyliczył. Chroń, w Bielowskiego M. P. II, s. 477. 

*•) Succedens huic Lestkoni Pompilius, ejus filius non Sclaviae duntaxat mo- 
narchiae, sed etiam finitimorum gubernatorum sumit imperia. Bielowski. M. P. II, 180. 



— 266 — 

że po jego śmierci, uznali niezwłocznie królem nieletniego syna 
jego Popielowica (Pompiliusa). Lecz ten, doszedłszy do pełnole- 
tności, odpłacił im nienawiścią, zdradą, krwi rozlewem. Małżonka 
jego podszeptami uzbrajała go przeciw stryjom, twierdząc, że sa- 
morząd ich władze jego ogranicza, że mu należy wybierać po- 
między uległością a panowaniem, że mu si albo panować, albo słu- 
chać innych. Podobne namowy tak mocno wpłynęły na Popie- 
lowica, że postanowił pozbyć się stryjów trucizną, a gdy doko- 
nał to, panował niedołężnie i we wszystkich sprawach był nik- 
czemnym. Za to spotkała kara boża. Z niepogrzebanych tru- 
pów stryjów powstała niezliczona ilość myszów, które ścigały 
wszędzie Popielowica, a dopadłszy go w schronieniu na wysokiej 
wieży, zjadły go z żoną i dwoma synami. ^^) 

Odrzucając ubarwienia fantazyi ludowej i dodatki kronikar- 
skie a biorąc na uwagę tło podań lechickich, możemy z nich 
zauważyć uświadomienie praojców naszych o wspólnem pocho- 
dzeniu i jednakowym ustroju rodu naszego na obszarach od Wi- 
sły na zachód aż za Łabę. Dokładniej uprzytomni to następne 
objaśnienie. 

Zaludnienie ziem Słowiańszczyzny północno - zachodniej 
w przedhistoryczne czasy, jak powiedzieliśmy wyżej, ^^) składało 
się ze wspólnowładnych dziedziców i lęchów indywidualnych wła- 
ścicieli ziemskich. Dostojniejszych i zamożniejszych lęchów zwano 
knęziami. W każdej żupie lub ziemi musiał być choć jeden 
knęź, w osobie żupana albo starosty; w niektórych było ich po 
kilku.^-) Roiło się przez to w Słowiańszczyznie mnóswo knęziów, 
a jeszcze więcej lęchów, którzy składając drużyny wojenne dla 
obrony kraju, stawali do szeregów zamożniejszych knęziów. A jeśli 
któremu z knęziów udało się zdobyć władzę zwierzchnika całego 

1*) Mierzwa, Gallus. Wincenty nie -.yzmiankują gdzieby stalą wieża, w któ- 
rej myszy zjadły Popiela, ale w XIII w. Boguchwał już twierdził, że to sie stało 
w Kruszwicy. Bielowski. M. P. II, 478. O znaczeniu podania o myszach, porów, 
niniejszego dzieła T. II, 593 — 4, 868. 

1') Niniejszego dzieła T. II, s. 394, 405, 427. 

^2) Niniejszego dzieła T. II, s. 450. 



— 26; — 

plemienia, składającego sie z kilku żup lub ziem, wtedy stawał 
sie on dynastą, a ród jego panującym sukcesyjnie (paterna suc- 
cessione). Takimi dynastami, według podań, byli dwudziestu 
synów Leszka III, nad którymi miał zwierzchnictwo pierworodny 
syn jego, Popiel. Takimiż dynastami byli, według innych po- 
dań, bohatyrowie bajeczni, książęta z rodu Popielowiców Wal- 
gierz w Tyńcu i Wisław w Wiślicy,'-^) z których ostatni, walcząc 
z Walgierzem, został przez niego zabitym. Z rodu Popielowi- 
ców bezwątpienia był także historyczny książę wiślicki, przez 
Morawianów około r. 884 wygnany z kraju. ^*) Wszystkich 
podobnych dynastów zwano knięziami, książętami, a nazwa ta 
w Polsce i u innych ludów lechickich stała się synonimem panu- 
jącego monarchy, ^'^j Później dopiero w Polsce dynastów w-y łą- 
cznie zwano knięziami, książętami, a innym dostojnikom miano 
pan przysługiwało. U Pomarzanów jednak nazwa k n ę ź utrzy- 
mywała się długo, jako miano stanu szlacheckiego tak, że aż do 
XVI w. siedzącą kupami po wsiach na wyspie Ranie, niezamożną 
szlachtę zwano knieżycami.i") Z tego możemy wnioskować 
jak na obszarach Słowiańszczyzny północno-zachodniej licznym 
był niegdyś stan lęchów, miano których posłużyło do nadania 
całemu narodowi nazwy Lachów, Lechów, Lechitów. Rzecz na- 
turalna, że rozgłos w świecie zyskuje ten tylko przy kim pano- 
wanie i sława: niewolnicy historyi nie mają. Lechi zawsze sły- 
nęli świetnością czynów rycerskich. Tradycyje, przechowywane 
w rodach lechickich, napawały ich dumą, wyróżniały od gminu. 



'") Erat urbs . . . in regno Lechitarum . . . Wyslicia, cujus olim princeps fue- 
rat Wyslaus decorus, qui et ipse de stirpe regis Porapilii duxerat origi- 
nem. Hunc ąuidem comes, etiara stirpis ej u s dem, ut fertur. fortis viribus, no- 
mine Walterus robustus, qui in polonico vocabatur Wdały Walter, habens 
castrum Tynecz, prope Cracowiam. Boguchwał. Chroń. 29. Bielowski. M. P. II, 510. 

1*) Wyżej s. 127, 128- 

^°) Za wyjątkiem Serbów łużyckich, rozwój litórych w duchu narodowym 
wcześnie przez najazd Niemców wstrzymany, skonsolidował sie i dotąd według da- 
wniejszego zwyczaju, każdy człowiek dostojniejszy zwie się knjeź, a każdy książę 
wjerch. Dzieła tego T. II, s. 436 — 438. 

^^) O knieżycach szczegółowo rozpowiem w Tomie IV. 



268 

który według podań, był czemś niższem od lechów.^') Lechi 
tworzyli zastępy orężne, budowali grody, posiadali niewolników 
i stali się stanem panującym w narodzie. Nie dziw więc, że da- 
wne powieści polskie formują cały cykl podań lecłiickich, które 
dobiegają aż do drugiej połowy IX w. t. j. do czasu, kiedy sztur- 
my niemieckie do Słowiańszczyzny zaniepokoiły nadwiślańskie 
ludy. Z innej strony apostolstwo śś. Cyryla i ]Metodego w Mo- 
rawii, budząc nowe ideje religijne i społeczne, szerzyło usposo- 
bienie do zmiany dawnych obyczajów i przyjęcia cywilizacji 
chrześciańskiej. Stojący na czele Lechów Popielowicy nie pojęli 
ducha czasu, trzymali się dawnych porządków, zgnuśnieli, dyna- 
styja a z nią przeAvaga lechów runęła, powieść lechicka skończyła 
się.^^) Nowe prądy wzywały do życia inne z łona narodu siły. 
Zaznaczają to wyraźnie podania o wyniesieniu na tron książęcy 
dynasty i Piastów. 

2. Dynastyja Piastów. 

Według dawnych podań, zdarzyło się w Gnieźnie,^'**) że je- 
dnocześnie odprawiali, zwyczajem pogańskim, postrzyżyny synów 
swoich Popiel, książę, i ubogi robotnik Piast z żoną swą Rzep- 
ką."-*^) Przybyli zaś pod ów czas, z tajnego wyroku boskiego, 
do Gniezna dwaj pielgrzymi nie tylko, że nie byli na dworze 
dumnego Popiela przyjęci, lecz nawet przy wejściu do bramy 
grodu sromotnie odparci. Pielgrzymi udali się do Piasta, który 
ich przyjął gościnnie, a oni wyAvdzięczając się zrobili cud, po- 



'") Nawet Ziemowit był humillimi agricolae iilius, porów, niżej cyt. 20. 

^®) Wielkopolska dynastyja Popiela upadla około r. 862. Wkrótce potem 
chrobacka dynastya, także lechicka, wygnana z Wiślicy około r. 884. Odtąd poda- 
nia chrobackie przerwały się, a nad Goplem snuły się podania o Piaście. 

'") Mierzwa i Wincenty nie oznaczają miejsca, Gallus mówi, że w Gnieźnie, 
a Boguchwał, że w Kruszwicy. 

-'■') Humillimi agricolae filius Semovit. (Mierzwa c. iq, Wincenty lib. II 
c. 3;. Gallus powiada, że odparci od grodu Popiela pielgrzymi udali się do le- 
pianki domunculam aratoris praedicti ducis (cap. l), w innem miejscu 
mówi , że Piazt byl rusticus pauper, a w innem, żeagricola Pazt..- 



209 — 

mnażając posiłek i napoje tak obficie, że on postanowił sprawić 
postrzyżyny syna swego i na ucztę księcia Popiela zaprosił. 
Pielgrzymi p ostrzygli chłopca, a w znak przepowiedni na przy- 
szłość imię Ziemowita mu nadali. A gdy Ziemowit wzrósł w siły 
i z dzielności zasłynął „król nad króle a książę nad książętami, 
głosy jednomyślnemi postanowił go księciem Polski, Popiela zaś, 
razem z potomstwem jego, do szczętu z państwa wykorzenił".-^) 
Przyzwany takim sposobem do steru państwa Ziemowit nie tra- 
wił młodości swej na rozkoszacłi i gnuśności, ale w pracy, ry- 
cerskości i z dzielnego ramienia czynów sławy dostąpił, a gra- 
nice państwa swojego dalej niż kto inny przedtem rozszerzył.--) 
Panowanie Ziemowita (86 i —892) -■') przypada na czasy apo- 
stolstwa śś. Cyryla i ^letodego w podkarpackicłi stronacłi, za- 



neque rustico suo dux invitatus condescendere dedignatur (cap. 2\ Prof. Pieko- 
siński pod nazwa arator ducis upatruje urzędnika nadwornego Popielowiców, 
głównego rataja, który miał pod swoje władzę oddanych ratajów (aratores), ludność 
wieśniacza, przeznaczona do uprawy roli na potrzeby dworu i że z tego powodu 
ród Piasta musiał do rodów dynastycznych należeć. (O powstaniu społeczeństwa 
polskiego, w Rozprawach Akademii Umiejet. i88l T. XIV s. 170). Przeczą temu 
jednak myśl i słowa kronikarzy, według których Piast byl nietylko arator du- 
c i s, lecz humillimus agricola, rusticus pauper, a mieszkał w le- 
piance (domunculam). Czyżby się tak o nim wyrażali kronikarze, gdyby był dyna- 
stą, a przynajmniej urzędnikiem dworu książęcego? Nawet we XIII w. Boguchwał 
wiedział jeszcze że Piast był infimus g e n e r e, Bielowski M. P. II, 479. 

Co znaczy nazwa Piast? Według Boguchwała dictus est Pasth, quia erat 
statura brevjs, sed robustus corpore et decorus aspectu. (M. P. II, 479). — Ro- 
zumi się, że podobne tłómaczenie nazwy nic nie objaśnia. Później, gdy się dowie- 
dziano, że Piast byt kołodziejem, nazwę jego tłómaczono jako pochodzącą od pia- 
sty, stanowiącej centralną cześć kola, z której, wedle wyobrażeń starożytnych, ogień 
słoneczny się wylewał i z której w swastice, na cześć bóstwa Słońca ogień doby- 
wano, a która zatem przedewszystkiem słońce przedstawiała, „Otóż kruszwicki ko- 
łodziej Piast, zdaje się przedstawia bóstwo słońca". Szulc, Mythologia 96. 

21) Eotenus quod rex regum et dux ducum eum (Past) Poloniae ducem con- 
corditer ordinavit, et de regno Pumpil cum sobole radicitus extirpavit. Gallus, 
lib. I, c. 3. 

*2) SemoYit principatum adeptus . . . usu laboris et militiae, probitatis famam 
et honoris gloriam acquisivit, atque sui principatus ńnes ulterius quam aliquis antea 
dilatavit. Gallus I, c. 3. 

2'') Czas panowania Ziemowita podany tu według wiadomości bardzo nie- 
pewnych w rocznikach Sommersberga I s. 300, Porów. Bielowski, Wstęp krytyczny, 
str, 496. 



— 270 — 

ciętej walki książąt morawskich Rościslawa i Świętopełka z Niem- 
cami, szerzenia chrześciaństwa nad górną Wisłą i wygnania 
/ Wiślicy dumnego księcia, poganina Wyszewita (r. 884). Wy- 
padki te, zaszłe na samej granicy ówczesnej Polski, nie mogły 
nie wywrzeć głębokiego wrażenia na umyśle nadodrzańskich 
i nadwarteńskicli ludów. Polanie, ocknąwszy się z długiego 
uśpienia, w swej niedostępnej, lesistej krainie, strącili dumną, 
lecz zgnuśniałą dynastyję lecłiicką Popielowiców, a na jej miej- 
sce wynieśli z łona ludu dynastyję Piasta, zadaniem, której było: 
dawniejsze nadużycia Lecliów powściągnąć, siły narodowe ku 
skutecznej obronie państwa organizować, ład zaprowadzić i wła- 
dzę książęcą wzmocnić. Pierwszy przedstawiciel dynastyi tej 
Ziemowit, stanąwszy u steru rządu, podczas nadzwyczaj ważnycli 
wypadków w sąsiednich krajach, musiał postępywać ostrożnie, 
aby go nie spotkał los wygnanego z Wiślicy Wyszewita, lub 
najazd Niemców, a w domu mieć się na baczności, bo stronnic- 
two Popielowiców miało jeszcze dość siły w dynastacli rodów 
lechickich. 

Z upadkiem Popielowiców starożytna ich stolica nad Go- 
płem Kruszwica (vetus regia), tracąc znaczenie grodu stołeczne- 
go, słynęła jeszcze mnogością ludu i zamożnością z liandlu i że- 
glugi pochodzącą.^'*) Nowa dynastyja na rezydencyę swą obrała 
Kniezno, które odtąd stało się centrem Polanów na całe lat sto. 
Panujący w Knieznie Ziemowit, syn jego Leszek (892 — 913) i wnuk 
Ziemiomysl (913 — 960)--^) łączyli z Polanami Kujawianów, Ma- 
zowszanów, Łęczycanów, Slęzanów i aż za Wisłę szerząc ku 
wschodowi panowanie swe, zbliżali się do r. Buga. A chociaż 
oręż Waregów gromił już w tym czasie Drewlanów, nie dosię- 
gał jednak Bugu, bo na porzeczu jego pierwsi trzej Piastowie 



-*} Dzieła tego T. II s. 594. 

-•'') Zemislaus Lestkoni quarto succedit iu regno Poloniae, <iuorum utrum- 
que animi generositas, robur corporis, felices ad omnia successus adeo reddigerunt 
insignes, ut omniura pene regum virtutes suis antecesserint virtutibus. Annales Bene- 
diclini, Bielowski. Wstęp krytyczny, s. 534. 



— 271 — 

z nikim sie nie zetknęli. Pobratymcze gminy, w ustroju pier- 
wotnym bytowały tu spokojnie, granic państwowych w tej stro- 
nie nie znano jeszcze, ogromne lasy i moczary po obu stronach 
Buga krepowały rozwój towarzyski. Mogli więc Piastowicy swo- 
bodnie posuwać się w głąb puszcz nadbużańskich aż do posad 
Jadźwingów nad środkowym Bugiem, a w Czerwieńsku, nad 
górnym Bugiem, wznosić grody warowne, osadzać je załogą 
swoją-"j aż do granic morawskich, które aż do końca IX w. 
Chrobacyę obej mywały.-") 

Rządy Ziemowita, Leszka i Ziemomysła uważać wypada 
jako przełom stanowczy w ustroju narodu polskiego. Wynikając 
z woli ludu książęta ci śmiało podnosili władzę monarchiczną, 
nie zważając na opór ze strony drobnych dynastów lechickich. 
Łamali ostatnie wysiłki stronnictwa Popielowiców,'-'*) do utrzy- 
mania dawnego ustroju wiecowego, niezaradnego i niebezpie- 
cznego w X w., kiedy oręż niemiecki, uderzając o dolną Odrę, 
przypominał Polanom, że burza wkrótce i do nich nadciągnie. 
Nie próżnowali więc Piastowicy, a sto lat usilnej ich pracy (86 1 
do góo) wydały owoce, z których miał skorzystać prawnuk Zie- 
mowita JMieszko I, na pożytek swojego narodu i ocalenia Sło- 
wiańszczyzny północno-zachodniej od niewoli niemieckiej. 

3. Rządy Mieszka I (960 — 962.) Starcie się z Wichmanem. Gero 
ujarzmia Łuźyczanów (963.) Mieszko wasal cesarstwa. 

Ziemomysł miał trzech synów: Mieszka, Cudobora i trze- 



"-«) o grodach czerwieńskich i posiadaniu onych przez pierwszych trzech 
Piastowiców, obszernie rozprawia Bartoszewicz, Historya Pier. Polski. T. I, i68 do 
171. 317—320. 

-") Po upadku W. Morawy r. 906, Chrobocya cieszyła się swobodą, a pó- 
źniej ulegała władzy Bolesława I księcia czeskiego. Porów, wyżej s. 227. 

-^) Według Boguchwała, walka Piastowiców z Popielowcami ciągnęła sie 
aż do Bolesława Chrobrego „Non tamen illorum principum toxio nefarie interemp- 
torum filios et nepotes (Ziemowit) ad sui obedientiam, bellicosis insultibus, minis sen 
donariis, flectere potuit, quin semper sibi et suis successoribus usque ad tempora 
illius Magni Boleslai pro posse resistebant. Chro. c. 8. Bielowski, M. P. II 479, 
tak/e AVstęp krytyczny, ?. i68. 



— 2 72 — 

ciego nieznanego nam po imieniu. Według dawnego obyczaju 
słowiańskiego , bracia mogliby panować w swych udziałach, 
przez ojca wyznaczonycli, uznając starszeństwo pierworodnego 
brata. Czy synowie Ziemomysła trzymali się podobnego oby- 
czaju, wzmianki o tem w dziejach nie znaj duj emy,-*') ale pewno, 
że i niesnasków pomiędzy nimi nie było. ^Mieszko ukazuje się 
jako prawdziwy monarcha, rządzi sam jeden, bracia mu poma- 
gają szczerze i giną wkrótce, walcząc za ojczyznę. Zgoda po- 
między braćmi była prawdziwem błogosławieństwem bożem rodu 
Piastów, bo właśnie początek panowania ^Mieszka był najniebez- 
pieczniejszy. Oręż niemiecki co chwila miał już o Polanów 
uderzyć. 

Przewidując nadciągającą burzę, Mieszko spieszył z przy- 
gotowaniem się do obrony. Państwo jego rozciągało się od 
środkowej Odry aż do Prusów ='^) i porzecza Bugu; z północy 
błota Noteci oddzielały je od Pomorzanów, a na południe gra- 
nice jego posuwały się na prawy brzeg Pilicy, do nieznanej 
nam mety.^') Za Odrą władał on ziemią Lubuszską i miał sprzy- 
mierzeńców w Łużyczanach, którzy z Polanami zostawali w związ- 
ku.^-) Xa wypadek wojny, zwyczajem owego wieku, książę po- 
woływał cały lud do oręża, lecz Mieszko pojmując, że niesforne 
i do boju niewprawne tłumy niewiele przynieść mogą pożytku, 
wcześnie starał się zorganizować wojsko stałe i na swym żołdzie 
utrzymywał 3000 dzielnych wojów. "^j Siła ta w teraźniejsze 



29) Bielowski mniemał, że młodszy brat Mieszl^a Cydybor panował w Kra- 
kowie. Wstęp krytyczny 520. Ale w tym czasie Kraków do Czech należał, jaic 
widać z zapisku Ibraima-ibn Jakóba. Porów, wyżej § 44, przyp. 34 str. 227. 

''<') Kunik, jV.i6eKpii 51, 87. 

•■") Zważając na topograticzne położenie kraju, możnaby wnioskować, że 
granica państwa Mieszka na południe od Pilicy szerzyła się do gór świętokrzyzkicli. 
Puszcze na południe od Pilicy stanowiły naturalne granice, które w X w. znaków 
granicznych nie miały. 

'-) Lausitzer łebten noch bis 95q von den Deutschen unabhangig und in 
Verbindung mit Polen. Worbs, >Jeues Archiv 1804, T. I s. 224; podo- 
bnie i Scheltz, Gesch. d. Lausitz, s. 25. 

^") Kunik, AJlÓeKpn 50. Porów, dzieła tego T. II, s. 678. 



— 273 — 

czasy byłaby zbyt niepokaźhą, ale w X w, znaczyła dużo, albo- 
wiem była podporą władzy monarchicznej i w każdej chwili go- 
towym do odporu wrogów zastępem. Około tej zorganizowanej 
siły mogło i pospolite ruszenie do boju sie wprawiać i potęgę 
wojenną kraju wzmocnić. Do tego właśnie dążąc, Mieszko nad- 
zwyczaj ostrożnie postępywał względem Niemców, którycłi prze- 
dnie czaty już na dolnej Odrze stały. 

Państwo Mieszka obfite w zboże wszelkiego rodzaju, mię- 
siwa, miody, konie, oręże i lud silny'^*), wynosiło przestrzeni około 
3000 mil [n, a zatem przewyższało we dwoje przynajmniej obszar 
państwa księcia Bolesława I czeskiego. Słynęło ono za najwięk- 
sze pomiędzy państwami Słowiańszczyzny północno-zachodniej, 
a sam Mieszko, w oczach cudzoziemców, był mocarzem nielada, 
kiedy go królem północy zwali.^-^) Pójmy wał jednak Mie- 
szko, że państwo jego dla zorganizowania się , w duchu oświaty 
europejskiej, wymagało spokoju i nie mogło mierzyć się z po- 
tęgą cesarstwa Rzymsko-niemieckiego. Unikał więc powodów 
starcia się z Niemcami. Nieprzewidziany atoli wypadek zniewo- 
lił Mieszka orężem odpierać wdzierstwa do swych posiadłości 
łupieżników niemieckich. 

Awanturnik Wichman, o którym niejednokrotnie wzmian- 
kowaliśmy, tułając się po świecie, powrócił około r. 960 do Sło- 
wian nadodrzańskich i prawdopodobnie porozumiewał się z Ge- 
ronem do podburzenia ich przeciw Polanom. A stanąwszy na 
czele jakichś Słowian, prawdopodobnie z Katarów zebranych, 
Wichman napadł na władzcę Lechitów (Licikawików) IMieszka, 
dwa razy przemógł go w boju, brata jego zabił i łupy wielkie 
uwiódł.''^") Rok zdarzenia tego dokładnie nie wiadomy, ale zdaje 



3*) Kunik, s. 50. 

•'''•) Wiadomość te podat podró/.iiik Ibraim-ibn-Jakób, przed r, 965. Ku- 
nik, A.iÓeKpii s. 47, 50. 

3*) Widukind III, 66. Gero igifur comes non inmemor iuramenti, cum 
Wichmannum accusari vidisset reumąue cognovisset, barbaris, a ąuibus eum assum- 
psit, restituit. Ab ais libenter susceptus, longius degentes barbaros crebris proeliis 
Tom III. 1 8 



— 274 - 

się, że to zajść mogło w r. 962. — Było to pierwsze spotkanie sie 
przewodzonycli przez Niemców Słowian nadodrzańskicli z Pola- 
nami, u kronikarzy Lechitami zwanycli; spotkanie się dorywcze, 
jakby dla zwiadów, dla przekonania się o siłacti Mieszka, a bar- 
dziej w celu powaśnienia, przez intrygę Gerona, Słowian między 
sobą, aby uwagę Polanów w inną odwrócić stronę, w tym wła- 
śnie czasie, kiedy markgraf zamierzał uderzyć na Łużyczanów. 
Jakoż rzeczywiście około tego czasu Gero przygotowywał wy- 
prawę przeciw Łużyczanom, którzy zostając w związku z Pola- 
nami, trzymali się wspólnej z nimi polityki i z tej przyczyny 
nie mieszali się wcale do wojen przez Wichmana na Pomorzu 
zaodrzańskiem wywołanych. Nie zważając na to, Gero napadł 
na Łużyczanów, którym na pomoc Mieszko pospieszył, pogro- 
mił ich i samego Mieszka pod zwierzchnictwo imperatorskie 
podciągnął.^') (r. 963). 



contrivit, Misacam regem, cujus potestates erant Slavi qui dicuntur Licicaviki, dua- 
bus vicibus superavit, fratremąue ipsius interfecit, praedam magnam ab eo extor.sit. 
Z tego niektórzy pisarze wnoszą, że Wichman pobił Mieszka i wypadek ten odno- 
szą do r. 963 (Wigger, Meklen, Annai. 36, także Pawiński, no.ia6cKie CjiaBflue 
80,) Ale z przytoczonego tekstu Widukinda można wnioskować, że głównym akto- 
rem pobicia Mieszka był Gero, któremu pokrewny Wichman za narzędzie tylko 
służył. Tak myślą i niektórzy historycy niemieccy. Z nich Scheltz powiada: „Marck- 
graf Gero . , . bekriegte und Unterwarf im Jahre 963 die Lausitz, wozu er sich ei- 
nes grafen Wichmann, der friiherhin es mit den Slawen gehalten hatte, bediente. 
Er sendete ihn, der ehemals dem Kaiser untreue geworden war und jezt zur V6r- 
sóhnung gelangen wollte, zu den Slawen. Diese nahm ihn gem auf, da er so lange 
unter ihnen gelebt und sie in so manchen Kampf begleitet hatte. Umer ihnen 
wirkte er nun den Absichten Gero's, entweder, indem er sie zur Unterwerfung be- 
wog, oder das er die verschiedenen Stiimme, Misstrauen und Eifersucht erregend, 
aus einandert hielt. So iiberwand er zweimal den Konig Misca . . . Geschichte d. 
Lausitz, s. 25. — Wypada jednak zauważyć, że w powieści o napadzie Wichmana, 
Widukind mówi tylko o Mieszku władzcy Licikawików, ale żeby to był nieodzo- 
wnie Mieszko król Lechitów, na to dowodów nie ma. Cała sprawa polega na kon- 
jekturarh, przez historyków polskich przyjętych. Nie mając podstawy do zaprze- 
czenia, że Widukindowy Mieszko nie jest Mieszkiem polskim, powtarzam to, co 
inni mówili, za nieomylność tego jednak nie ręczę. 

•■'■j Widukind III, 67. Eo quoque tompore Gero praeses Slavos, qui di- 
cuntur Lusiki potentissime vicit et ad ultimam servitutem coegit. Do tego Thiet- 
mar II, 9. Gero, orientalium marchio Lusizi et Selpuli, Miseconem quoque cum sibi 
subjectis imperiali subdidit dicioni. Wypadek ten mnich Albrecht, kontinuator Regi- 



— 275 — 

Takim sposobem najazd niemiecki z nad Odry pomyślnie 
na Polskę uderzył, ale tu koniec zaborom. U progu Polski po 
raz pierwszy zatrzymała sie potęga cesarska i niezwyciężone do- 
tąd „legiony łotrów" zmuszone będą z wyszczerbioną bronią 
i podartemi chorągwiami uciekać do twierdz nad Łabą. Ale 
tego, co miało później nastąpić, Otton I nie przewidywał. Mie- 
szko stał się jego wasalem, z obowiązkiem płacenia daniny po 
Wartę, ^*) Łużyczanie ujarzmieni, a ich sąsiedzi Lutycy obdzie- 



nona, odniósł do r. 963. Badacze, biorąc na uwagę, że według Widukinda Łuży- 
czanie pogromieni zostali eo quoque tempore, jak i zwycieztwo Wichmana 
nad Mieszkiem, przyjmują dwa te zdarzenia za jedną wojnę, prowadzoną w r. 963, 
w którym Mieszko ukazuje sie w dziejach niby po raz pierwszy. Tak mniemał 
Rbeppel i zarzucając Donnigesowi, który przypuszczał, iż napad Wichmana na Po- 
laków z północy spożytkowany został przez Gerona i że Niemcom udało sie tyl- 
ko tym podwójnym napadem zwalczyć księcia polskiego, — twierdził, że obie 
■wzmiankowane wyprawy miały miejsce jednocześnie, (Dzieje Polslci. Dodatek III.). 
Podobnie postąpił i Wigger, który na str. 3, Meklenburgischen Annalen, zamieści- 
wszy pod r. 963 tekst Widukinda III c. 66 o pobiciu Mieszka przez Wichmana, 
zrobił uwagę: Die Worte: eo quoque tempore Gero praeses Slavos qui dicuntur 
Lusiki ad ultimam servitutem coegit, was nach dem Cont, Regino 963 geschah, 
geben die Zeitbestimmung. Wszakże z tekstu Widukinda można zauważyć, że 
w pewnych razach on używał wyrażenie eo anno, któremu widocznie inne niż 
eo tempore nadawał znaczenie, a zatem wyrażenie eo tempore nie wypada 
bezwzględnie za e o anno przyjmywać. A ponieważ pobicie przez Gerona Luży- 
czanów i podciągnienie Mieszka pod zwierzchnictwo cesarskie, według kontinuatora 
Reginy, przypada na r. 963, co według Widukinda stało się w tymże czasie (eo 
tempore), a nie w tymże roku (eo anno) jak i pobicie Mieszka przez Wichmana, 
możemy więc z niejaką pewnością przypuścić, że ostatni wypadek zaszedł w r. 962, 
a ujarzmienie Lużyczanów i podciągnienie Mieszka pod zwierzchnictwo cesarskie 
stało się w r. 963. Tu na przeszkodzie mogłoby stanąć nadanie przez Ottona I ko- 
ściołowi ś. Maurycego w r. 961 decima in terra Lusici, Selpuli, Chozimi. Ale ten 
dokument już Raumer podejrzywał jako sfałszowany. (Regesta Brandenburg N. 186.) 
W nowszem zaś wydaniu tego dokumentu (w Posse, Codex Saxoniae,) wzmiankowa- 
nego wyrażenia o dziesięcinie w Łużycach i Selpuli nie ma. (Posse, Codex. 239.) 
A to wskazuje, że w r. 961 Lużyce do Niemców jeszcze nie należały. 

Uwaga. Thietmar, wzmiankując o podciągnieniu Mieszka pod zwierzch- 
nictwo imperatorskie, nic nie mówi o pobiciu go przez Gerona. Z jakiegoż powodu 
nowszy historyk polski p. Bobrzyński, przekręca tekst Thietmara i twierdzi, „że 
Mieczysław przy pierwszem starciu się z Niemcami w r. 963, przez Markgrafa Ge- 
rona na głowę pobity." Dzieje Polski, wydanie drugie, T. I. s. 95. 

88) Thietmar II 19 imperatori fidelis tributumque usque in Vurta fluvium 
solvens. — Lelewel mniemał, że w tym razie u s q u e znaczy tyle co circa. Pol- 
ska wiek. śred. T. II. VI 7. Nowsi historycy polscy tekst Thietmara zwyczajnie wykła- 

18* 



— 276 — 

rani przez Hermana Billinga, co chwila oczekiwali nowych ku 
ich ujarzmieniu wysileń ze strony Niemców. Tymczasem Otto I, 
przywdziawszy koronę cesarską w Rzymie (r. 962) i mając 
w księciu czeskim Bolesławie I wiernego wasala, otoczył się 
blaskiem majestatu cesarskiego, jakiego od czasów Karola W. 
nie bvło, a tu jeszcze niespodziewanie przybył mu nowy wasal 
Mieszko, potężny „król północy." — Ale ten Mieszko był czło- 
wiekiem niepospolitym i takim zręcznym dyplomatą, jakiego 
w nim cesarz nie przewidywał. Pojąwszy bowiem stanowisko 
swe, Mieszko wszedł w blizkie stosunki z czeskim księciem Bo- 
lesławem I, siostrę którego Dubrawkę za żonę pojął (r, 965) 
i z jej pomocą zaprowadził w Polsce chrześciaństwo (r. 966), 
przez co nietylko narodowi swemu otworzył drogę do oświaty, 
ale i sam stanął w obec rzeszy niemieckiej, jako książę chrze- 
ściański, narówni z innymi książętami panującymi Europy 
środkowej. 

4. Usunięcie się od rządów Gerona (r. 963). Podział wielkorządztwa 

jego na marki. Żelibor wagrski kłóci się z Mściwojem obodryckim. 

Wichman powiększa zaburzenie, ucieka, podburza Wolinianów przeciw 

Mieszkowi, ginie r. 967. 

Zdobyte kraje Łużyczanów Otton I oddał pod zarząd mark- 
grafa Gerona, wielkorządztwo którego rozciągało się teraz od 
Turyngii i gór Czeskich aż do granic polskich, ale co mu po 
tern? Przez całe życie mordował on Słowian i zabierał ich zie- 
mie w celu utworzenia udzielnego władztwa synowi swemu Zyg- 



daja w ten sposób, że Mieszko zobowiązał się do daniny z krainy po Wartę. Wy- 
rażenie ciemne, nic nie objaśnia, jak równie i objaśnienie Zeissberga, który mniema 
podobnie jak Barthold, że Mieszko mógt zobowiązać się do płacenia trybutu tylko 
z lewej strony Warty, bo prawy brzeg byl niepewną posiadłością, (Archiv fiir 
Oesterreichische Gesch. T. 38, s. 69.) Ależ Warta płynęła przez sam środek po- 
siadłości Mieszka i tylko mała jej cząstka od Odry do ujścia Noteci mogła być 
niepewną. Objaśnienie więc Zeissberga nie wytrzymuje krytyki. — Nasuwa się 
jeszcze uwaga. Mieszko władał za Odrą krainą Lubuszską, przeciw ujścia Warty 
położoną. Czy nie z tej tylko krainy zobowiązał się do trybutu, aby ją przy sobie 
utrzymać ? 



— 277 — 

frydowi, lecz ten przy pierwszem spotkaniu się z Polanami, padł 
w boju, — drugiego syna nie było. Martwił się więc Geron, 
że trzydzieści kilka lat marzenia, dla którego wszystko poświę- 
cił, spełzły na niczem; marności światowe nie mogły już rozwe- 
selić duszy jego strapionej; porzuca więc wielkorządztwo mark- 
grafstwa Wscłiodniego, pielgrzymuje do Rzymu (r. 963), gdzie 
„u ołtarza książęcia apostołów^, składa zbroję zwycłęzka i z ca- 
łem swem mieniem do Boga się ucieka", a otrzymawszy od 
papieża ramię św. Cyriaka, udaje się do Saksonii i tam na gó- 
rze niedaleko Kwedlinburga, buduje wspaniały klasztor, który 
od swego imienia Gernrode nazywa. Dwudziestoletnia wdowa 
po Zygfrydzie Hatuja, blizka krewna Matyldy matki cesarskiej, 
ze smutku po mężu wstąpiła do zakonu. Za wstawieniem się 
Gerona , biskup lialberstadski mianował ją ksienią klasztoru, 
który Gero hojnie uposażył, bo ,.był mężem pobożnym, szczo- 
drym, a co najwięcej znaczy, dla cliwały bożej wylanym". ^'') 
Wkrótce potem Gero markgraf z „łaski boskiej", jak sam sie- 
bie nazywał, przeniósł się do wieczności (r. 965).*'') 

Ze stratą Gerona odpadło Ottonowi I najsilniejsze ramię. 
Ogromna połać ujarzmionycłi ludów, co chwila gotowych do po- 
wstania, wymagała nietylko gotowości do poskromienia orężem 
rozruchów, ale i przezornej polityki, aby nie wywołać ogólnego 
w całej Słowiańszczyzn ie zaodrzańskiej powstania, do którego 



'■'*') Thietmar II, 13. O fundacyi klasztoru w Gernrode, z dozwolenia papieża 
Leona VIII, wyjątki z dokumentów przytoczone są w Raumera Regestach pod 
r. 963, 964, 965. Dokumenty r. 963 o poddaniu klasztoru Gernrodeńskiego 
stolicy apostolskiej i 964 o uposażeniu klasztoru tego przez Gerona, wydane są 
w Hoffmanna Scriptor. Rer. Lusaticar, T. IV s. 149, w Heinemanna Code.\ Anhal- 
tinus I s. 26, 27. O śmierci syna Geronowego Zygfryda wzmiankują Annały Gern- 
rodeńskie, opisując zwycieztwo Gerona nad Łużyczanami, przy czem dodają: tamen 
haec YJctoiia parata est non sine suo discrimine ac periculo vitae. Nam in eo 
proelio Sifridus filius Geronis et multi in Saxonia praeclari viri . . . occubuerunt. 
Gero victor etiam graviter vulneratur in brachio fuit. Excerpta ex Andreae Hop- 
penrodensi Annalibus Gernrodensis, w Hoffmanna Scrip. rer. lusati IV 148. 

*') Contin. Regino, a. 965. Gero, marchionum nostri temporis optimus et 
praecipuus, obiit. Inne świadectwa w Wiggera, Meklenburg. Annalen 36. 



- 278 - 

łatwo przyłączyć sie mogły Polska i Czechy. Wprawdzie Sło- 
wian pomorskich dozorował nieubłagany wróg ich, ksiaże saski 
Herman Billing, ale ten ze zdolności wielkich nie słynął i żadną 
miarą nie mógł zastąpić Gerona. Inni podrzędni grafowie, spra- 
wując pod zwierzchnictwem Gerona zarząd różnych prowincyi, 
niczem szczególnem nie odznaczyli się. Zrozumiawszy to wszyst- 
ko, Otton I podzielił wielkorządztwo Gerona (Marchia Orienta- 
lis) na sześć marek, pod zarządem osobnych grafów: i. Thia- 
dricha, który zarządzając częścią Nordturyngii, miał legacyje 
dozorować Hobolanów i Ratarów, 2. Hodona, który rezydując 
w południowej części Nordturyngii, dozorował żupy Żytyców, 
Niżyców, Serbiszcze i cały kraj aż do Warty. 3. Thietmara, 
który rezydując w Schwabengau, zarządzał żupami: Żyrmunów, 
Koledyczów, Suslów, Niżanów i sąsiedniemi okolicami, 4, 5 i 6 
marki, tak zwane południowo - turyngskie, wiadome są tylko 
z imion grafów: Giintera, Wikberta i Wiggera, ale podział za- 
rządzanych przez nich terrytoryi nie jest nam znany.^') Ze 
wzmiankowanych markgrafów najznakomitszym był Titmar, syn 
siostry Gerona Hiddy, który aż do r. 978 figurował jakby za- 
stępca Gerona. 

Podczas, gdy nowi markgrafowie urządzali się w dzielni- 
cach po Geronie otrzymanych, w Słowiańszczyznie zostającej pod 



•*i) Szczegóły podaje Zeissberg w Aichiv. fiir Oesterreich. Gesch. T. 38 s. 47. 
Wj^jada' jednak zrobić uwagę, że podziały terrytoryi słowiańskiej na marki, za cza- 
sów Ottona I, dotąd nie sa objaśnione należycie. Prace historyków niemieckich 
w tym względzie nie uwieńczyły sie pomyślnością. Schottgen, w przeszłym wieku, 
liczył 5 marek: i) Turyngską, 2) markę pomiędzy Solawą a Łabą, 3) Misznieńską 
od r. Muldy do granic Milczanów. 4) Milczańską, 5) Wschodnią albo Łużycką. 
Ale już Gebhardi zauważył, że te marki trwały niedługo. (Algemeine Welthistorie 
T. 52 s. 304.) Scheltz liczył siedem marek: Północna, Wschodnia albo Anhalt- 
ska, Wittenbergska, Łużycka, Życzańska, Merzeburgska i Misznieńską, (Gesch. d, 
Lausitz 27.) Zeissberg zaś, stosownie do nowszych badań, znajduje sześć tylko ma- 
rek. Byt tych marek był nietrwały, bo w miarę zaborów, zmieniały się widoki ad- 
ministracyi niemieckiej , a ztąd i nowe podziały. Dopiero pod koniec X w. ze 
wzmiankowanych sześciu marek, wytworzyły się: i) Północna, później Altmark 
za Labą, 2) Ł u ż y ck a, i 3) M i s z n i e ń s k a w r. 982 ze wschodnio-turyng- 
skich marek. Zeissberg w Archiv f. Oester. Gesch T. 38 s. 48. 



— 279 — 

dozorem Hermana Billinga zaszły zaburzenia z następnego po- 
wodu. Dwaj książęta pomorscy Żelibor wagrski i Mściwoj obo- 
drycki, odziedziczywszy po ojcach nienawiść wzajemna, kłócili 
się i wojowali. Wezwany na sędziego Billing przyjął stronę 
Mściwoja, a Żelibora skazał na zapłacenie cesarzowi 15 marek 
srebra kary za naruszenie spokoju. Żelibor postanowił docho- 
dzić sprawiedliwości orężem. W tern, jakby szatan czyhający 
na zręczność, aby zamieszanie sprawić, zjawił się Wichman i do 
Żelibora przystał. Tego było dosyć, aby pobudzić Billinga do 
wyprawy wojennej przeciw Wagróm. Żelibor i Wichman zam- 
knęli się w warowni, lecz w obec gotującego się oblężenia, 
Wichman zemknął do Danii, a Żelibor po krótkiej obronie, mu- 
siał poddać gród, wyrzec się władzy na korzyść syna, który 
jako zakładnik u Billinga zostawał.^-) Z tego wypadku możemy 
uważać jak głęboka nienawiść rodowa pomiędzy dynastami le- 
chickimi trwała w tym nawet czasie, kiedy już Niemcy na karku 
Słowian pomorskich usiedli. 

Zdawałoby się, że Słowianie, doznawszy tyle już nieszczęść 
z powodu mieszania się do spraw ich Wichmana, powinni byli 
stracić zaufanie do niego. Ale nienawiść do Niemców, szczegól- 
nie do Hermanna Billinga, śmiertelnym wrogiem którego był 
Wichman, głuszyła rozwagę i ułatwiała do intryg wśród Sło- 
wian drogę, takiemu nawet jawnemu jak Wichman awanturni- 
kowi. Nieobaczni Wolinianie przyjęli do siebie Wichmana, któ- 
remu zdaje się już dokoła zabrakło przytułku. Awanturnik po- 
czął podburzać lud przeciw Mieszkowi polskiemu, który będąc 
już chrześcianinem i przyjacielem cesarskim*-^), stawał się przez to 



*-) Widukind III 68. — Wypadek ten stat sie jui po ujarzmieniu Łuży- 
czan (963), ale w jakim mianowicie roku — nie wiadomo. Zdaje się jednak, iż 
nie wcześniej jak w r. 966, a może trochę później. Wigger Meklenb. Annal. sto- 
suje wypadek ten do r. 966 — 967. 

*'j Widukind III 69. Wichmannus ... ad orientem versus iterum se paga- 
nis immersit, egitąue cum Slavis qui dicuntur Yuloini, ąuomodo Misacam, amicum 
imperatoris, bello lacesserent. — U Annalisty Saxona Yilini. Byli to obywatele 
wyspy Wolina. Szafarzyk, Star. Slow. § 44, 6, s. 596. 



2S0 

nienawistnym w oczach zaodrzańskich poganów. Oświadomiony 
o zamiarach wrogów, Mieszko wezwał sprzymierzeńca swego 
księcia czeskiego Bolesława I o posiłki, a otrzymawszy dwa 
pułki jazdy, we Wrześniu r. 967 ruszył przeciw nieprzyjaciołom. 
Gdy się wojska nieprzyjacielskie ukazały, Mieszko, udając, że się 
cofa, zwabił je w zasadzkę: piechota spotkała następujących nie- 
przyjaciół, a tymczasem jazda na tył ich uderzyła. Wichman 
cały dzień walczył piechotą ; w nocy zemknął z obozu, lecz w dro- 
dze ścigany ledwo uciekł do jakiejś zagrody. Tu, otoczony przez 
polskich wojowników, oświadczył, że oręż złoży tylko przed samym 
księciem. Wyprawiono posłańców z zapytaniem do Mieszka, 
lecz nim odpowiedź nadeszła, tłum niecierpliwy uderzył na 
Wichmana, który mężnie się bronił, a gdy został raniony oddał 
oręż najmężniejszemu z nieprzyjaciół, mówiąc: weź ten oręż i od- 
nieś go swemu panu na znak zwycięztwa, niech go odeszle ce- 
sarzowi, przyjacielowi swemu, aby się z śmierci nieprzyjaciela 
natrząsał, lub nad powinowatym zapłakał. Wschodziło słońce. 
Wichman, obróciwszy się ku niemu, z ostatniem wysileniem mo- 
dlił się i duszę grzeszną wyzionął,^"*) 22 Września r. 967.^^) 

Rozpoczęta przez Wichmana z Wolinianami wojna, poru- 
szyła do powstania przeciw Niemcom Ratarów i dla nich oka- 
zała się najszkodliwszą. Gromił ich markgraf Tiadryk, a ba- 
wiający we Włoszech cesarz pisał z pod Kapui 15 Lutego 968 
r. do księcia Hermana Billinga, markgrafa Tiadryka i wszyst- 
kich wodzów, aby Ratarom nie dawać pokoju, jako naruszycie- 
lom wierności i szkody przyczyniającym. „Użyjcie wszelkich 
sposobów, pisał Otto I, aby Ratarów ujarzmić i sprawę z nimi 
skończyć, a jeśliby wam sił zabrakło, sam na pomoc pośpieszę." 



**) Widukind III 69. 

*^) AV nekrologii luneburgskiej pod d. 22 Września zapisano: Wichmannus 
comes, et multi alii occisi, et Hoico occisus. Bielowski M. P. I 142. Co do roku, 
to Raumer napad Wichmana na Mieszka odniósł do r. 967. (Regesta Brand, s, 48), 
ale AVigger, porównywając wypadki, nie znajduje podstawy dla oznaczenia roku, 
w którym mianowicie zaszło pobicie przez Mieszka Wichmana w 967 czy 968 ? 
Meklenb. Annal 37, 



— 28l — 

List ten odczytany na zgromadzeniu w Werle, miał posłużyć do 
zerwania rozejmu z Katarami zawartego, ale gotująca się wojna 
z Danami, wstrzymała od tego zamiaru Niemców. ■*®j — Ratary 
ocaleli 1 

§49. 
Wprowadzenie chrześciaństwa obrzędu rzymskiego. 

I. Ustanowienie biskupstw: Hawelbergskiego (r. 946) i Brandenburg- 
skiego (r. 949). 

Wiek cały upływał od śmierci cesarza Ludwika Pobożnego 
(i" 843), który zamierzając uskutecznić myśl ojca swego Karola 
W., ustanowił (r. 834) arcy biskupstwo Hamburgskie dla ludów 
Północy, a w liczbie ich i dla Słowian,^) żaden jednak z missio- 
narzy łacińskich nie poszedł na apostolstwo do Słowian, sumie- 
nie których oburzało się na samo wspomnienie chrześciaństwa 
przez Niemców opowiadanego. Hamburg ze stolicą arcybiskupią 
stał się solą w oku Słowian, którzy w^spólnie z Normanami zburzyli 
go (r. 842). Usiłowania następcy Ludwika Pobożnego, króla Lu- 
dwika Niemieckiego do w^znowienia upadłej metropolii hamburg- 
skiej nie osiągnęły pożądanego skutku. Metropoliję z Hamburga 
przeniesiono do Bremy (r. 847),-) a nad dolną Łabą pogaństwo 
w połowie X w. kwitnęło tak samo, jak przed stu laty, z coraz mo- 
cniejszem wreszcie przekonaniem Słowian, że chrześciaństwo przez 
Niemców" podawane oznaczało to samo, co ujarzmienie. Zrozu- 
miawszy to Niemcy oczekiwali pory, aż oręż otworzy missiona- 
rzom ich drogę do Słowiańszczyzny, chociaż uskutecznienie podo- 
bnego zamiaru wymagało długiego czasu, wielkich wytężeń 
i cierpliwości. Ujarzmienie Serbów (r. 928) otworzyło wreszcie 
Niemcom możność do nawracania Słowian pomiędzy Solawą 
a Łabą przemocą, ale na wschód od Łaby dopiero 



6) Widukłnd III 70. 

») Wyżej s. 53. 

-) Wyżej s. 58, 60. 



282 

Otton I, po walnych rozprawach orężem, umyślił przekonać 
..barbarzyńców' o korzyści dla nich nauki Chrystusa. Barba- 
rzyńcy tego niepoj mywali, nie chcieli zrozumieć, że regularne wy- 
płacanie trybutu królowi i dziesięciny kościołowi, obok uległości 
władzom świeckim i duchownym, miało zapewnić im łaskę ma- 
jestatu królewskiego i zbawienie duszy po śmierci. Nie zważał 
na to Otton I i, w miarę ujarzmienia ludów, fundował biskupstwa, 
które później dopiero miały zająć sie nawracaniem powierzonej 
im trzody pogańskiej, a na razie miały służyć środkiem do wy- 
wrócenia czci bałwochwalskiej, demoralizacyi Słowian i wyzię- 
bienia w nich ducha wojowniczego. 

W tym celu Otton I zwrócił najpierw uwagę na starożytne 
grody słowiańskie nad r. Hobola, słynne z kilku pierwszorzędnych 
bóstw pogańskich wojowniczego charakteru: Hobolin z chramem 
Jarowita i Brandenburg z chramem Trygława. Dopóki chramy 
te istniały, kapłani pogańscy, zagorzali wrogowie chrześciaństwa 
w każdej chwili mogli w imię swych bogów poruszyć ludność 
do powstania przeciw Niemcom. Zburzyć więc świątynie Jaro- 
wita i Trygława, w interesach władzy niemieckiej, wypadało ko- 
niecznie, ale i zostawić lud bez świątyń i kapłanów niepodobień- 
stwem było. Oprócz tego, według zwyczaju słowiańskiego, 
w chramach odbywały się wiece i narady ludowe, a około nich 
targi, zbiorowiska ludu i różne uroczystości. Opanowawszy Ho- 
bolin i Brandenburg, w których leżało samo serdce Słowiańszczy- 
zny nadhobolskiej, Otton I, jako mądry rządzca, pojął, że dla 
ujarzmienia i łatwiejszego zespolenia Słowian z Niemcami, wy- 
padało działać z pomocą kościoła, ustanowionego w centrach 
kultu pogańskiego. Inne miasta, jak Merzeburg i Magdeburg, 
osiedlone już przez Niemców, mogły poczekać na katedry bisku- 
pie, ale Hawelberg i Brandenburg zwłoki niedopuszczały.-^) 



■i) Według Thietmara II, roz. 5. Otton I zamierzał: ustanowić biskupstwo 
najprzód w Magdeburgu, lecz opór biskupa halbersztadskiego Bernarda, do którego 
dyecezyi miasto Magdburg należało,^ byl tak stały, że aż po kres żywota biskupa, 
Otton nie mógt tego dokonać. 



- 283 - 

Ustanawiając biskupstwa wśród pogan, od których kościół 
długi czas nie mógł spodziewać się żadnej pomocy materjałnej, 
Otton I dbał szczególnie o uposażenie duchowieństwa. Świeżo 
podbite kraje, pełne ludu pracowitego i zasobów miejscowych^ 
nienależących jeszcze do żadnego z panów niemieckich, pozwalały 
królowi hojna ręka rozdawać swobodnie biskupom i kościołom 
liczne osady, zamki, grody, łany, lasy, dziesi ęciny i różne dochody. 

Z aktu założenia biskupstwa Hawelbergskiego r. 946,'') do- 
wiadujemy się, że katedrze hawelbergskiej i przełożonemu nad 
nią, Udonowi, król Otton I nadał połowę zamku i miasta Hawelberga 
z połową wszystkich do tego miasta należących osad w ziemi 
Nieletycze^) i w tejże ziemi miasto Nizow ze wszystkimi docho- 
dami.^) W ziemi Ziemczycy dwie osady Banię i Drago wicy 
w okręgu Malińskim, tudzież połowę lasu Borki') z uprawio- 
nemi i osiedlonemi w nim sadybami. W ziemi Leszycy za- 
mek Marienburg, (nazywany Kobylice) z przyległemi osadami: 
Precepiny, Rozmok, Kotiny, Wierchokrajcy, Niekuriny, Milkuny, 
Malicy, Rabuny, Podesal, Ludiny.*) W osadzie zwanej Robole 
sześć łanów.^) W ziemi Moryce całe miasto Błoto z burgwar- 
dem. W ziemi Doszany miasto Wysokie z burgwardem, miasto 



*) Akt fundacyi r. 946 podają: Hasselbach Codex Pomeraniae Nr. 6; Klem- 
piu. Pommersche Urkundenbuch N. 10, w skróceniu; Riedel. Cod. diplomat. 
Brandenburgensis. T. I. 2. s. 435; Meklenburgische Urkundenbuch. T. I. N, 14; 
Kaumer. Regesta Brandenburg. N. 155; Wigger. Meklenburg. Annalen s, 31; po- 
prawny tekst w Heinemanna Codex diplomat. Anhaltinus N. 18. — Dokument ten 
przytoczony w dzieła niniejszego T. II, s. 352, przyp, 148. 

^) Medietatem castri et civitatis Havelberg et medietatem omnium villarura 
illuc attinentium. Et castrum et civitas sita est in provincia Nieletizi . . , 

•*) In eadem provincia Niżem civitatem, cum omnibus utilitatibus suis. — Ni- 
żem teraz Nitzow, przy ujściu r. Hoboli. 

') In provincia Zemzici duas villas in Malinga Buni et Orogavitz et dimi- 
dium silve, que dicitur Porci. Dawniej czytano Porei (Borkij. O tem szczegółowo 
objaśniłem w tomie II, s. 52 przyp. 51; s. 287 przyp. 71. 

*) Do tycli nazw odnośne cytaty w T. II, s. 286 — 289. 

0) AV T. II. s. 289 cyt. 98. 



- 284 - 

Podleszcz z burgAvardem,^'*) dziesięcinę z Ratarów,^^) dziesięcinę, 
należąca do skarbu królewskiego z marki Dolnej^-). Oprócz tego 
Otton I przeznaczył wzmiankowanej stolicy biskupiej dziesięciny 
(dla parafii?), z prowincyi, mających granice określone: Ziem- 
czycy, Leszycy, Nieletycy, Doszany, T.iny, Morycy, Doleńcy, 
Błoto, Mieżyrecz, Grozwin, Wanclow, Wostroże.^"^) — Wszystkie 
wzmiankowane miejsco^Yości położone są pomiędzy Łabą a Odrą, 
lecz Otton I dodał jeszcze z lewej strony Łaby, w prowincyi 
^lintga, 30 łanów we czterech osadach.^*) 

Granice biskupstwa Hawelbergskiego Otton I ustanowił: 
od źródeł r. Pieny na wschód aż do ujścia jej do morza, od źró- 
deł zaś r. Eldeny (Jedlny?) na zachód aż do miejsca, gdzie rzeka 
ta do Łaby wpada; na północ do morza Kańskiego (B.ugiano- 
rum) a na południe do r. Struminy.^'^) 

Biskupstwu Brandenburgskiemu, według dyplomu d. loOkto- 
bra r. 949,^^) Otton I. nadał połowę północną miasta Branden- 
burga z połową wyspy, na której wzmiankowane miasto leżało, 
połowę wszystkich osad wiejskich do miasta należących, tudzież 
miasta Pricerwy i Jeziory z ich przynależnościami,^") dziesięciny 
z parafij położonych w prowincy ach : Moraczanie, Serbiszcze, Błonie, 
Sprewianie, Hobolanie, Wkranie, Rieczanie, Ziemczycy, Doszanie, 



10) w T. II, s. 286, cyt. 58 S.333. cyt. 39. 

^1) Decimam tiibuti que sohitur nobis de Radewer, omyłkowo, zamiast Re- 
dari, t. j. Ratary. 

^-) Decimam tributi que nobis debetur de inferiori Marchia. Gdzieby 
ta marchia leżała, nie wiadomo. 

13) O tych prowincyach i ziemiach szczegółowo w T. II, s. 352 — 362. 

") W T. II, s. 149, 352. 

1^) Na mapie, dołączonej do Fidicina Die territoriuen der Mark Branden- 
burg, T. III, bieg r. Struminy oznaczony od zachodu ku wschodowi do r. Hoboli, 
do której wpada z łewej strony przeciw Prebenitz, niżej od Pricerwi 

i«) Dyplom ten zwyczajnie datowany r. 949 podają: Riedeł.Codexdipl. Brand. I, 
8 s. 91 ; Raumer. Regesta N. 160 w skróceniu; Hasselbach. Cod. pomer. N 7; 
Klempin. Pommersch. Urkundenbuch N. 11 w skróceniu; Wigger. Meklenb. An- 
nałen s. 32 w skróceniu; Meklenb. Urlcundenbuch T. I., N, 15; Heinemann. Cod. 
Anhałtinus N. 22 stawi r. 048 (949). 

1") Pricerwi na prawem brzegu Hoboli, patrz mapę Fidicina Mark Brandenb. 
T. III. Położenie Jeziory nie wiadome. 



- 285 — 

Łuźycy/*) oprócz miast: Bodrycy, Gatimiry, Piechowo, Mokra- 
nicy, Burg, Grabów, Czartowo i osad do tych miast należących, 
które oddane były już przedtem kościołom śś, Maurycego i In- 
nocentego w Magdeburgu, samemu zaś biskupowi brandenburg- 
skiemu Titmarowi Otton I nadał prawo pobierania z trzech 
miejsc Bodryczów, Burga i Mokranic po trzy medony i po dwie 
miary piwa, po sześć miar pszenicy, po dwa wieprze, po dwie 
gęsi, po dziesięć kur, pastwiska dla koni i t. d.^®) 

Granice biskupstwa Brandenburgskiego Otton I zakreślił: 
na wschód do r. Odry, na zachód do Łaby, na północ aż do 
prowincyi: Wkranie, Rieczanie i Doszanie, od południa zaś, 
w akcie fundacyjnym, granic nie oznaczono"-^), zapewne dla tego, 
że podczas założenia biskupstwa, władza niemiecka między Łaba 
a Odrą nie była jeszcze tak ugruntowaną, aby granice jej okre- 
ślić się dały. 

Nie wiemy azali nowozałożone biskupstwa in partibus 
infidelium starały się o zbudowanie kościołów dla nabożeństwa 
w zrozumiałej ludnowi słowiańskiemu mowie, ale nie wątpimy, 
że korzystały z nadanych im dóbr i dochodów. Zdzierstwa po- 
borców świeckich, jak wzmiankowaliśmy wyżej, ^^) oburzały lud, 
który zabijał ich. Z ustanowieniem biskupstw przybywały jesz- 
cze dziesięciny i różne dla kościoła powinności, a jeśli wspomni- 
my, że oprócz podatków rządowych i kościelnych, lud słowiań- 
ski, według własnego prawa, obowiązany był do ponoszenia ró- 
żnych ciężarów publicznych, tedy pojmiemy z jaką nienawiścią 
musiał lud ten patrzyć na poborców duchownych, przychodzą- 



1®) Położenie ziem tych objaśnione w T. II, s. 48 — 52, 358 — 360. 

'") In tribus vero locis, Bidrici, Burg scilicet et Mokranici in unaquoque 
eorum tres medones duasąue cerevisas, sex modios tritici, duos porcellos, duas an- 
seres, decem gallinas, sex quoque frisingos et sex carradas annone pastui equorum. 

-°) Zauważyć wypada, iż nadane w r. 946 biskupstwu Hawelbergskiemu dwie 
prowincye: Zemzici i Desseri wzmiankują sie i w nadaniu r. 949 Zamcici Dassia, 
z czego wnioskować można, że te prowincye Otton I, odjawszy od biskupstwa Ha- 
welbergskiego, przylączyt do biskupstwa Brandenburgskiego. 

21) Wyżej, § 46, cyt. 23. 



— 2 86 — 

cych zabierać dziesięciny z urodzaju i dochodów. Podobny stan 
rzeczy nie zapowiadał ani religii chrześciańskiej pomyślnego roz- 
woju, ani władzom niemieckim spokoju. 



2. Ustanowienie metropolii Magdeburgskiej. Biskupstwa: Merzeburg- 
skie. Zyczaiiskie i Misznieńkie (r. 968). Biskupstwo Aldenburgskie. 

Założenie biskupstw Hawelbergskiego i Brandenburgskiego 
było tylko wstępem do szerszych pomysłów Ottona I o ustano- 
wieniu w Magdeburgu metropolii kościoła słowiańskiego między 
Łabą a Odrą. Wszakże zacięte wojny ze Słowianami dolnej 
Łaby, potem czterolenia wojna z Katarami (956 — 960), usku- 
tecznienie zamiarów cesarza niepodobnem czyniły. Gdy, nako- 
niec, znękani Ratary zgodzili się płacić trybut i rozejm z Niem- 
cami zawarli,-"-) a inni Słowianie zaodrzańscy byli już mocno 
przez pogranicznych markgrafów przyciśnieni, Otton umyślił 
przyspieszyć organizacyję metropolii Magdeburgskiej i stosowne 
do tego kroki czynił w Rzymie. Skłoniając się do jego życze- 
nia, papież Jan XII bullą wydaną 12 Lutego r. 962, oznajmił, 
iż podnosi kościół ś. Maurycego w Magdeburgu na stopień sto- 
licy arcybiskupiej, a kościół merzeburgski na stopień stolicy bisku- 
piej, mającej podlegać arcybiskupowi magdeburgskiemu.--^) 

Tym sposobem, obok pięciu arcybiskupstw niemieckich^*) 
miało się ukazać szóste Magdeburgskie, wyłącznie dla Słowian 
przeznaczone, ale według prawa kanonicznego potrzebna była 
na to zgoda biskupa halbersztadskiego, do dyecezyi którego Ma- 



-•) Wyżej. s. 261, 

2*) Yolumus et jubemus, ut Magdaburgense monasterium in regno Saxonum, 
juxta Albiam constructum . . . in archiepiscopalem transferatur sedem . . . Yolumus et 
jubemus, ut Merseburgense monasteriam in episcopalem debeatur sedem, quae Magda- 
burgensi sit subdita sedi. Posse, Codex Saxoniae I, s. 240. 

2*) Yolumus et precipimus, ut Moguntiensis, Treverensis, Colonie nsis, Salsa- 
burgensis, Hamaburgensis aecclesiae archipraesules Magdaburgensis monasterii in ar- 
chiepiscopalem et Merseburgensis in episcopalem translationis sedem totis cordis 
corporiscjue vinbus consentanei fautoresque persistant, tamże s. 240. 



— 287 — 

gdeburg i Merzeburg należały. Tymczasem biskup halbersztad- 
ski Bernhard, zważając, że z ustanowieniem biskupstw w Ma- 
gdeburgu i Merseburgu, dyecezyja jego, mieniąca się być przednim 
posterunkiem oświaty niemieckiej, poniesie znaczne straty terry to - 
rialne, nie przychylał się do żądania Ottona.-'^) Sprawa na lat kilka 
zaciągnęła się. Ale Otton, przybywszy do Włoch r. 966, przed- 
łożył zwołanemu do Rawenny w r. 967 synodowi, konieczność 
okazania mu pomocy duchownej do nawrócenia Słowian. Zgro- 
madzeni na synodzie biskupi, wziąwszy na uwagę położenie geo- 
graficzne i etnograficzne Słowian i Niemców, zgodzili się na usta- 
nowienie nowych biskupstw, a ^Magdeburg powtórnie przyznali 
za najodpowiedniejsze miejsce metropolii kościoła dla Słowian, 
^letropolii tej podlegać miały pięć sulFraganii, z których dwie 
już istniały w Hawelbergu i Brandenburgu, a trzy miały być 
ustanowione: w jMerzeburgu, Życzu i Misznie.-") 

Gdy jednak przeszkody ze strony biskupa halbersztadskiego 
nie dawały się usunąć, Otton zamierzył ustanowić tymczasem bi- 
skupstwo Misznieńskie na ziemiach do biskupa halbersztadskiego 
nie należących. Wszakże przypadła w tym czasie śmierć biskupa 
halbersztadskiego Bernharda w Lutym, tudzież arcybiskupa mo- 
gunckiego Wilhelma w Marcu r. 968, rozwiązała cesarzowi ręce. 
Wezwawszy do Włoch nowoobranego biskupa halbersztadskiego 
Hilliwarda i arcybiskupa mogunckiego Hattona, Otton porozumiał 
się z nimi o wynagrodzenie biskupa Hilliwarda za straty terryto- 
ryalne, jakie miał ponieść z powodu ustąpienia części swej 
dyecezyi i wyjednał zgodę ich na ustanowienie w Magdeburgu 
arcybiskupstwa, a w Merzeburgu biskupstwa, które on jeszcze przed 



25) Thietmar Chr. II, 4. 

28) Suffraganeos vero eidem metropolii omnes unanimiter preordinavimus 
Brandenburgensem episcopum et Hauelbergensem, his cunctis, quibuscunque impe- 
rator Yoluerit, in urbe Magdaburch archiepiscopus consecretur. Postea vero idem 
archiepiscopus et successores ejus habeant potestatem per congrua loca, ubi per illo- 
rum predicationem christianitas creverit, episcopos ordinare, nominative nunc et pre- 
sentaliter Merseburc, Cici et Miśni. Bulla Jana XIII 20 Aprila r. 967. Posse, Co- 
dcx sir. 242. 



— 288 — 
bitwą z Wegrcami nad Lechem w r. 955, ślubował Bogu zalo- 

Sprawa postępowała szybko, gdy już w Październiku r. 968 
na godność arcybiskupa magdeburgskiego wyniesionym został 
mnich z Trewiru Adalbert, słynny z podróży na Ruś, dokąd, 
przez fałszywe poselstwo wezwany był na apostołke'^^) i chociaż 
ztamtąd uciekać musiał, miał jednak zręczność obznajomienia się 
z mową i charakterem Słowian, na pasterza których przezna- 
czonym został. 

Wybory biskupów merzeburgskiego, życzańskiego i mi- 
sznieńskiego miały odbyć się w przytomności legata papiezkie- 
go. Otton, zwoławszy znakomitszych panów saskich (omnes me- 
liores) na wybory podczas Bożego Narodzenia, oświadczył, że 
ponieważ czcigodny Bożo zasługi wielkie w celu nawrócenia Sło- 



2') Thietmar II, 4. 

2S) Oznajmiając o wyniesieniu Adalberta na arcybiskupa magdeburgskiego 
Otton I, w liście pisanym w Październiku r. 968 wyraził się: virum venerabilem 
Adalbertum episcopum Rugis olim praedicatorem. Posse, Codex s. 249. — Ażeby 
zrozumieć co znaczy „Rugis," przytaczam wzmianki kronikarzy X w. I tak: Continuator 
Reginon. a. 959. Legati Helenae (Olgi) reginae Rugorum, quae sub Romano impe- 
ratore Constantinopolitano, Constantinopoli baptisata est, ficte, ut post claruit, 
ad regem venientes. episcopum et presbyteros eidem genti ordinari petebant. (Pertz, 
M. G. I, 624.) Annales Hildesheim a. 960: Yenerunt legati Rusciae gentis ad regem 
Ottonem, et deprecati sunt eum, ut aliąuem suorum episcoporum transmitteret, qui 
eis ostenderet viam ventatis; et professi sunt se velle recedere a paganico ritu, et 
accipere religionem christianitatis. Et ille consensit deprecationi eorum, et trans- 
missit Adalbertum episcopum fide cathołicum, illiąue per omnia mentiti sunt, sicut 
postea eventus rei probavit „quia nec" (zamiast vix) ille praedictus episcopus evasit 
lethale periculum ab insidiis eorum, dodaje rocznikarz kwedlinburgski, (Bielowski 
M. P. II, s. 760.) W annałach Lamberti a, 960 i u Cośmy także a. 960 venerunt 
legati Rusciae gentis. Zdaje sie, że powątpiewania tu o jakim narodzie rzecz idzie, 
być nie powinno. Tymczasem wyrażenie kontynuatora Reginy „regina Rugorum-* 
podało powód niemieckim pisarzom do domysłu, że Adalbert opowiadał niegdyś 
ewangelije na wyspie Rugii, i tak dotąd Niemcy mniemają. (Porów. Miilverstedt. 
Regesta archiepisc. magdeburg. I, s. 95 N. 219.) Tymczasem rzecz jasna, że do- 
mniemani posłowie, poprostu oszuści, należeli do takich Waragów, którzy niejedno- 
krotnie przyjmywali chrzest, dla tego tylko, aby otrzymać dary. We wzmiankowa- 
nym zaś razie, żądając otrzymać od bogobojnego cesarza lepsze przyjęcie i dary, 
oszuści oświadczyli, że przybywają od Heleny (Olgil księżny ruskiej, prosząc o wy- 
słanie biskupa i księży. Sołowjew, IIcTopia Poccill I, s 329 przypisek 217. 



— 289 — 

wian położył, przeto należy mu prawo wybrać sobie jedn% 
z dwóch dyecezyi: merzeburgska lub życzańską.-^) Na zjeździe 
wybrani zostali biskupi : Bożo merzeburgskim , Burhard mi- 
sznieńskim, Hugo życzańskim; biskupi: brandenburgski Titmar 
i hawelbergski Tudon do podległości arcybiskupowi magdeburg- 
skiemu zobowiązani zostali,^*') Tym sposobem, w końcu r. 968, 
nastąpiło urządzenie hierarchii kościoła słowiańskiego. 

Zostawało rozgraniczyć dyecezyje. Biskup Hilliward odstą- 
pił kościołowi ś. Maurycego część swego biskupstwa, zawartą 
pomiędzy rzekami: Orą, Łabą, Solawą i Bodą, a nadto tak 
zwaną drogę frydrychowską j"^^) do czego później dodał parafije, 
położone między rzekami : Wildbach, Salcą , Solawą , Unstrutą, 
Helmaną i rowem pod Waleshuzen.-^-) Z tej więc strony kwestyja 
graniczna załatwioną została. Biskupstwa Hawelbergskie i Bran- 
denburgskie miały granice, oznaczone przez Ottona I jeszcze w r. 
948, za wyjątkiem południowej granicy ostatniego biskupstwa 
od strony Łużyc, które aż do r. 963 do Ottona nie należały. 
Trudniej daleko wskazać granice biskupstw Merzeburgskiego, 
Życzańskiego i' Misznieńskiego. Oryginalnych dokumentów do 
rozpoznania tej kwestyi nie posiadamy, a opis granic biskup- 
stwa Misznieńskiego w transumpcie z późniejszych wieków, jest 
falsyfikatem, na którym polegać nie możemy.-^^) Jedno tylko 



29) Posse Codex s. 249. 

'**) Domini episcopi Dudo et Dodelinus in archiepiscopi nostri electione vo- 
lumus, ut subscribant et fidem subjectionemąue illi promittant. Ibid. 

•■'i) O tej drodze w dokumencie 9 Lipca r. 965 czytamy: Otto teloneum in- 
fra confinium aquarum, quae vocantur Orae et Bodę, usque ad terminum, qui no- 
minantur via Friderici, S. Mauricio offert. Raumer. Regesta N. 209. 

3«) Thietmar II, 14. 

33) Według zmyślonego w XI lub XII w. dokumentu niby cesarza Ottona 
z r. 948, tudzież konfirmacyi papieża Jana XIII niby r. 968, także zmyślonej w XII 
w., granice biskupstwa Misznieńskiego miały sie poczynać u źródeł r. Odry, zkąd 
w prostym kierunku dążyły do źródeł r. Łaby i dalej do miejsca, gdzie się stykały 
Czechy i żupa Nizin. Tu granica przerzuciwszy się przez Łabę, biegła w kierunku 
gór czeskich aż do źródeł r. Muldy, ztąd zwróciwszy ku północy, dobiegała ujścia 
Muldy do Łaby, przez którą przerzuciwszy się znowu na jej brzeg prawy, w żupie 
Niżanie, dążyła w kierunku ku wschodowi, zachwytując żupy Łużyce i Selpuli, aż 
Tom nr. j„ 



— 290 — 

z niejaka pewnością daje sie dostrzedz, że granica zachodnia bi- 
skupstwa Misznieńskiego opierała sie o źródła r. Modły (Muldy), 
a wschodnia o krainę Milczanów, która w r. 968 do cesarstwa 
jeszcze nie należała.^*) Arcy biskupstwo Magdeburgskie obejmy- 
wało ziemie po obu brzegach Łaby, między Halbersztadskiem 
a Brandenburgskiem biskupstwami, szerząc się w górę po Ła- 
bie, ważkim pasem aż do kresów żupy Niżanów, która do niego 
należała. Na południe od tego arcybiskupstwa leżało biskupstwo 
Merzeburgskie po obu brzegach środkowego biegu Solawy i Mul- 
dy, a na południe od niego, między vSolawą a górną Muldą, bi- 
skupstwo Życzańskie, aż do granicy Czech. ■''■'^) 

Dbając o jak najbogatsze uposażenie arcybiskupstwa Magde- 
burgskiego i nadając mu rozmaite beneficye, Otton I troszczył się 
szczególnie o podwyższenie znaczenia arcybiskupa, któremu w r. 
965 zapewnił jurysdykcyę nad żydami i innymi magdeburgskimi 
kupcami, tak że tylko od przedstawiciela kościoła mogli oni 
oczekiwać wyroków i sprawiedliwości, a żaden graf, wikary, sę- 
dzia, trybun lub poborca podatków (exactor) do spraw tych mie- 
szać się nie mógł.^*') 

Ustanawiając metropolije magdeburgską z pięciu suifraga- 
nijami dla Serbów, Lutyków, Łużyczanów, Otton I nie zapomniał 
i o Obodrytach, dla których w. Starogardzie wagrskim założył 
szóste biskupstwo Aldenburgskie, zamierzając poddać 
je także pod władzę arcybiskupa magdeburgskiego, lecz arcybi- 
skup hamburgski Adeldag, powołując się na granice swego ko- 



do miejsca Sulpice i tu dobiegłszy do r. Odry, korytem jej "w górę ciągnęła sie aż 
do źródła tej rzeld. Cel sfałszowania tych dokumentów zamierzał udowodnić, że 
biskupstwo Misznieńskie starsze jest od Magdeburgskiego i że Lużyce i Selpuli od 
samego początku do dyecezyi misznieńskiej należały. Posse, Codex s. 170 uwaga 7 
i s. 188 uwaga 135. 

^) Posse, Codex s. 174. 

'5) Posiadłości biskupstw Merzeburgskiego i Życzańskiego dają sie wyrozu- 
mieć 7. nadań Ottona I, Ottona II i Ottona III, tudzież z wiadomości przez Thiet- 
mara podanych. — Załączona przy kodeksie Posse'go, tom I mapa uprzytomnia po- 
łożenie arcybiskupstwa magdeburgskiego i pięciu jego suffraganii, 

'*j Mulverstedt Regesta s. 70. 



291 — 

ścioła, dawnymi przywilejami opisane, uniemożebnił spełnienie 
zamiarów cesarza.^'') 

Dokumentów, tyczących się fundacyi biskupstwa Aldenburg- 
skiego nie posiadamy,^®) a główne źródła do pierwotnycłi dzie- 
jów tego biskupstwa Adam Bremeński i Helmold, nie celując 
w tym razie ścisłością, są nawet w sprzeczności pomiędzy sobą. 
Gdy bowiem, według Helmolda, pierwszym biskupem aldenburg- 
skim był Markon, a drugim Egward,"^) Adam Bremeński, nie 
wzmiankując wcale o Markonie, szereg pasterzy aldenburgskich 
od Egwarda poczyna.^*^) Sprzeczność ta nie dozwala oznaczyć 
czasu założenia wzmiankowanego biskupstwa, ale zważając na 
wypadki i świadectwa liistoryczne, wypada przyjąć rok 967 lub 
968, t. j. epokę ustanowienia arcybiskupstwa Magdeburgskiego.*^) 

Posiadłości biskupstwa Aldenburgskiego obejmywały cały 
kraj Obodrytów, tudzież ziemie Chyżanów i Czrezpienianów, 
które do związku Lutyków należały. Rzeka Piena i miasto Dy- 
min stanowiły wschodnią granicę biskupstwa, a Łaba południo- 
wą. Przestrzeń między Łabą a Piena znaczyły granice biskup- 
stwa Hawelbergskiego, z północnej zaś strony r. Egdora, dzieląc 
posiadłości Danów od Słowian i Saksów, zakreślała razem i gra- 
nice kościoła aldenburgskiego.*-) 

„Kościół aldenburgski poświęcony został na cześć ś. Jana 
Chrzciciela, jaśniał przed innymi, był bowiem kościołem metro- 



»') Helmold I, u. 

*8) Według domniemania badaczy, wszystkie dokumenty podczas zburzenia 
biskupstwa Hamburgskiego w r. 990 uległy zniszczeniu. Wigger, Meklenb. An. 133. 

"8) Quatuor pontifices antę excidium Aldenburgensis ecclesiae extitisse com- 
perimus videlicet Marconem, Egwardum, Wagonem, Ezicum. Helmold I, 14. 

■*<*) In Aldenborg ordinavit archiepiscopus (sc. Adeldag) primo Egwardum, 
vel Evargum, deinde Wagonem, post Eziconcm. Adam Br. H, 24. 

■*!) Dass die Stiftung Oldenburgs im Jahr 967 oder 968 falle, vertragt sich 
die Angabe des Chronicon Rittagesuhs das die Kirche zu Mecklenburg 969 gegriin- 
det sei, recht wohl. Wigger, Mekl. An. 134. 

^-) Haec (dyocesia Hammaburgensis) clauditur ab occidenteo cceano Britannico, 
a meridie Albia flumine, ab oriente Pene fluvio,.. ab aąuilone vero Egdore fluvio, 
qui Danos dirimit a Saxonibus. Adam Br, II, 15. — An. 1060. Omnes populi 

19* 



— 292 — 

politalnym. Biskupi aldenburgscy przez książąt słowiańskich bar- 
dzo poważani, ze szczodrobliwości cesarza Ottona obficie darami 
doczesnymi obdarowani, mogli hojnie szafować i przychylność 
ludu jednać sobie. Składano zaś biskupowi z całej ziemi Wągrów 
i Obodrytów roczną daninę, która miejsce dziesięciny zastępy- 
wała, a mianowicie od każdego pługa miarę zboża, czterdzieści 
motków lnu i dwanaście sztuk pieniędzy czystego srebra. Oprócz 
tego jeden pieniądz, jako nagrodę dla tego, kto te daninę po- 
bierał. Słowiański zaś pług oznaczał to, co para wołów lub je- 
den koń.^-') 

3. Zadanie urządzonego dla Słowian kościoła. Marne skutki usiłowań jego. 

Według myśli cesarza Ottona I, arcy biskupstwo Magde- 
burgskie i sześć biskupstw, na niezbyt obszernej terrytoryi od 
Łaby i Solawy do Odry, miały pracować w celu połączenia 
przez kościół Słowian z Niemcami. W owe wieki, gdy ludność 
dzieliła się głównie według wiary, a narodowości klasyfikowały 
się według państw, zamiary Ottona mogły mieć praktyczne re- 
zultaty, mianowicie: nawrócenie najpierw Słowian do chrześciań- 
stwa, potem germanizacyję i assymiliacyję ich z Niemcami 
w jeden naród. Podobnym sposobem dokonywała się powoli, 
bez krwi rozlewu i zaburzeń, assymiliacyja Słowian z Niemcami 
na zachód od Łaby i Solawy w głębi Germanii zamieszkałych. 
Cesarz o tem wiedział. Czemużby udać się nie miało przepro- 
wadzenie podobnej assymiliacyi i na wschód od Łaby? Ażeby 
jednak pożądany skutek osiągnąć, jeśli to z natury rzeczy było 
możebne, duchowieństwu niemieckiemu wypadało pracować w du- 
chu prawdziwie chrześciańskim, w poganach miłować bliźnich, 



Sclavoruin, qui ad Hammaburgensem respiciunt dyocesim, . . . hoc est Waigri, Obo- 
driti vel Ileregi, vel Polabingi, item Linoges, Warnabi, Chizzini et Circipani usąue 
ad Panem fluvium. Adam Br. III, 19. — Est autem Panis fluvius, in cujus ostio 
sita est civitas Dimine. Illuc quondam portendebatur limes Aldenburgensis paro- 
chiae. Helmold I c. 20. 
*■•') Helmold I, 12. 



— 293 — 

oświecać ich szczerze, bez urągania, bez widoków materyalnych, 
a przedewszystkiem do ludu słowiańskiego przemawiać w zro- 
zumiałej mu mowie. Pojmując to cesarz Otton starał sie o przy- 
gotowanie misyonarzy niemieckich, którzyby byli obeznani 
z mową słowiańską i w tym celu założył w IMagdeburgu kla- 
sztor, w którym mnichy uczyli sie po słowiańsku,^*) poczem 
dopiero na walkę z bóstwami pogan wychodzić mieli, — Miano- 
wanie zaś obznajomionego z mową i charakterem Słowian Adal- 
berta metropolitą kościoła wskazuje, że cesarz dobrze rozumiał 
jakim sposobem duchowieństwu działać wypadało. Wreszcie do- 
świadczenie wykazywało cesarzowi, że dwuwiekowe zwycieztwa 
Niemców nie zapewniały im panowania nad Słowianami, że je- 
dynym środkiem do zespolenia ich z państwem Niemieckiem 
było chrześciaństwo. Nawracanie poganów siłą nie przyniosło 
pożądanych skutków. Mądry cesarz pojął, że wypadało działać 
na przekonanie, przemawiać do ludu w zrozumiałej mu mowie, 
przykładem zachęcać do życia cnotliwego i obowiązków chrze- 
ściańskich, — pobudzał do tego biskupów i misyonarzy, sam 
nawet uczył sie jeżyka słowiańskiego,*^) zapewno nie przez za- 
miłowanie go, lecz z potrzeby wynikającej z natury rzeczy. Ro- 
bota jednak szła tępo!.. Zarozumiałość ówczesnych sług kościoła 
o wyższości ich nad poganami, wstręt do mowy „barbarzyńców", 
a przytem nienawiść plemienna Saksów do Słowian wyziębiały 
ducha religijnego misyonarzy niemieckich, którzy zamiast apo- 
stołów Słowiańszczyzny, stawali się narzędziem polityki świato- 
wej. Katedry biskupie, napełnione Niemcami, stały jakby oazy 
śród pustyni słowiańskiej, w głąb której misyonarze niemieccy 



**) w tym klasztorze uczył sie przyszły apostoł Polski ś. Wojciech, biograf 
którego ś. Bruno opisując szkolę powiada: Dicunt etiam tribus linguis (łacińskim, 
niemieckim i słowiańskim) pro una locutum . . . Auditoribus enim usus erat latiali- 
ter fari, nec ausus est quisquam coram magistio lingua barbara loqui. Unde admo- 
tis urentibus virgis, primum mi d o m i n e garrit, jam cum in crescit dolor qui le- 
gem non habet, eodem verbo nunc Saxo, nunc Sclavus raisericordiam clamat. Bie- 
lowski, M. P. I, s. 192, 

**) Widukind, lib. I. Romana lingua slavonłcaque sciebat. 



— 294 — 

zajrzeć nie mieli ochoty, może i nie śmieli nie znając mowy miej- 
scowej. Wreszcie i nie mieli potrzeby, bo kościołów parafijal- 
nych jeszcze nie było, ludność pralctylc kościelnycli nie rozu- 
miała i nie potrzebowała, a zdzierstwa poborców podatków, na 
rzecz kościoła, w pieniądzacli i dziesięciny w naturze z produk- 
tów rolniczych wrogo do nowej wiary ludność usposobiały. 

Tylko wysoko uduchownione i bardziej napełnione zasa- 
dami miłości bliźniego osobistości gotowe były wyłączyć się 
z tłumu ordynaryjnego duchowieństwa niemieckiego, zniżyć się 
do poznania mowy i obyczaju Słowian, pracować nad oświece- 
niem ich w duchu chrześciańskim. Pierwszy biskup merzeburg- 
Bozo „mąż wielkiego światła" przykładał się pilnie do poznania 
języka okolicznych Słowian i nawet słowa serbskie zapisywał 
łacińskiemi literami, by dokładniej mógł wykładać Serbom na- 
ukę Chrystusa. Ale jakiż to był wykład? Późniejszy biskup 
merzeburgski Titmar powiada, że Bożo uczył Serbów śpiewać 
Kyrie-eleyson, przekładając pożytek podobnego śpiewa- 
nia, ale Serbowie, nie pojmując wzmiankowanych wyrazów 
i strojąc sobie z nich żarty, śpiewali: ukri volsa, t. j. w krju 
(kjerku) wólsza, czyli: w krzaku olszyny, prawiąc, że tak ich 
Bożo nauczył.*') Do tego Ernest Brotuf mieszczanin i kroni- 
karz merzeburgski dodaje, że Bożo zniechęcony szyderstwem 
Serbów, opuścił biskupstwo i udał się do swej ojczystej bawar- 
skiej ziemi, gdzie przeniósł się do wieczności w r. 970.*') Trzeci 
biskup merzeburgski Wikbert nauczał po słowiańsku w okoli- 
cach Merzeburga, tudzież na porzeczach Halsztrowa i Plisy, gdzie 
wiele ludu nawrócił.*^) Są jeszcze inne wzmianki o kapłanach, 



**) Thietmar II, 23, Przy tern dodaje, że za pracę w nawracaniu SJowian, 
cesarz darował Bozonowi kilka wiosek do Merzeburga należących i grodek w ziemi 
Chutyczów zwany Medebure, dający sie (według Thietmara) tlómaczyć: miodu- 
b r o ń, teraz Magdeborn, w okolicy Lipska, nad r. Retą. Ciy nie właściwiej M e- 
d e b u r tlómaczyć M i o d o b ó r ? 

*') Jencz, Stawizny, w Cz, Mac. Serb. 1849. 

**) Thietmar, VI Predicatione assidua commissos a vana superstitione erroris 
reduxit, lucumąue Zutibure dictum, ab accolis ut Deum in omnibus honoratum et ab 
aevo antiquo numquam violatum, radicitus eruens , . 



— 295 — 

którzy dla pouczania ludu, starali się zapisywać literami łaciń- 
skiemi wyrazy słowiańskie, a naukę Chrystusa z pomocą tłóma- 
czów opowiadali. Wszakże wzmianki o tem w kronikach, jako 
o czemś nadzwyczajnem, jasno wskazują jak podobne wypadki 
zdarzały się rzadko i jak misyonarze niemieccy mało dbali 
o oświecenie Słowian. Wychwalał wprawdzie Helmold pierw- 
szego biskupa aldenburgskiego Markona i następcę jego Egwar- 
da, którzy mieli „zdrojem chrztu świętego obmyć Wągrów i Obo- 
drytów", prawi o napełnieniu ziem Wągrów, Obodrytów i Chy- 
żanów kościołami, kapłanami, zakonnikami, poświęconemi Bogu 
dziewicami, ^^) ale żeby to miało stać się, jak utrzymuje Helmold, 
za panowania Ottona I i jego następcy, w to uwierzyć trudno. 
Helmold, patrząc na to, co się działo we wzmiankowanych kra- 
jach, za jego czasów t. j. w drugiej połowie XII w., wyobraził 
sobie, że tak było i przed dwustu laty. Wiadomo jednak, że na 
całem Pomorzu pogaństwo w X w. z całą siłą kwitło i że usi- 
łowania duchowieństwa niemieckiego do nawrócenia Słowian, 
żadnego powodzenia nie miały. 

Tymczasem chciwość duchowieństwa i zdzierstwa margra- 
fów^") przekonywały lud słowiański, że wygłaszane przez misyo- 
narzy niemieckich zasady nowej wiary niezgodne były z ich po- 
stępkami, nacechowanymi obłudą i widokami polityki świato- 
wej. Z nienawiścią do sług kościoła lud słowiański łączył nie- 
nawiść do chrześciaństwa, gotując w głębi duszy swej zemstę 
przeciw tym, którzy niszcząc bogów pogańskich, nie zdołali po- 
szanowania do chrześciaństwa wzbudzić, 

4, Organizacya kościoła w Czechach. Biskupstwo Prażskie (r. 973.) Gra- 
nice jego. Stosunek kościelny Morawii do Czech. Pierwsi biskupi. 

Domagania się biskupów regensburgskich prawa rozporzą- 
dzania Czechami jakby parafiją swą, chociaż nie miały żadnej 



*») Helmold I, 12. 

^^) Helmold I, 13 wspomina o zdzierstwach Bennona, syna Hermana Bil- 
linga, księcia saskiego. 



— 296 — 

podstawy,^') wszelako wstrzymywały uporządkowanie spraw ko- 
ścioła czeskiego. Zobowiązane do hołdu i trybutu królowi nie- 
mieckiemu, a w stosunkach kościelnych skrępowane przez bi- 
skupów regensburgskich, Czechy czuły się przykutemi do Nie- 
miec. Ażeby choć cokolwiek zwolnić węzły krępujące rozwój 
narodowy, wypadało dobijać się niezależności w sprawach ko- 
ścielnych. Ale książę Bolesław I, prowadząc wojnę z Ottonem I 
lat czternaście (r. 936—950), potem posiłkując go przeciw Ma- 
djarom (r. 955), a nareszcie całkiem pochłonięty podwyższeniem 
władzy monarchicznej w państwie swem, nie mógł aż do końca 
panowania swego na korzyść kościoła czeskiego niczego przed- 
sięwziąć. Dopiero syn jego Bolesław II, Pobożny, korzystając 
z okoliczności wywołanych ustanowieniem metropolii magde- 
burgskiej z pięciu sufraganijami, tudzież zachęcony powodzeniem 
księcia Mieszka I w sprawie założenia biskupstwa Poznańskie- 
go, postanowił dobijać się usilnie ustanowienia w Czechacli od- 
rębnego kościoła, do czego pomocną mu była bawiąca w Rzy- 
mie od r. 955 "^) siostra jego księżna Młada. Na jej wstawienie 
się, papież Jan XIII oznajmił księciu Bolesławowi 11^-") zezwole- 
nie swe na założenie przy kościele ś. Wita i Wacława w Pra- 
dze biskupstwa, a przy kościele ś. Jerzego tamże klasztoru re- 
guły ś. Benedykta, przełożoną którego mianował księżnę Mładę, 
w zakonie Maryją nazwaną. Przy tem Jan XIII, podobnie jak 



^1) Wyżej na str. 230 przypisek 39 objaśniłem nicość pretensyi biskupów 
regensburgskich do rozciągania władzy swej na Czechy, a tu dodam, że mniemanie 
o zależności Czech od dyecezyi regensburgskiej, z powodu ochrzczenia 14 Czechów 
w r, 845, powstało dopiero w XVI w. Porów. Ireczek Slov. Pravo I, 119. 

^") Księżniczka Młada, przybywszy do Rzymu jeszcze za życia ojca jej Bo- 
lesława I, prawdopodobnie w r, 965, kształciła się najprzód w klasztorze reguły ś. 
Benedykta, potem została mniszka pod imieniem Maryi, a nareszcie przez papieża 
Jana XIII mianowana przełożona klasztoru, który miał dopiero później powstać 
w Pradze na Hradczinie, przy kościele ś. Jerzego, założonym przez księcia Wraty- 
sława I. 

5') List Jana XIII do Bolesława II bez daty, Erben oznaczył rokiem 971. 
(Regesta N. 67), lecz inni mniemają, że list ten mógł być napisany w jesieni r. 967. 
Dudik, Mahrens Gesch. II, s. 35 — 37. 



— 297 — 

poprzednicy jego, zważając, że obok obrzędu łacińskiego w Cze- 
chach istniał jeszcze obrzęd słowiański, zastrzegł aby nabożeń- 
stwo w dyecezyi prażskiej odbywało się nie w słowiańskim ję- 
zyku, lecz według ustaw i dekretów stolicy apostolskiej, a biskup 
wybrany został dokładnie wyćwiczony w języku łacińskim.^*) 

Ustanowienie biskupstwa Prażskiego stało się według ży- 
czenia cesarza Ottona I, Krępował on już Słowiańszczyznę pół- 
nocno-zachodnia założeniem metropolii magdeburgskiej z pięciu 
sufraganiami, tudzież biskupstwa Aldenburgskiego, poddanego 
pod zarząd metropolii hamburgskiej, wreszcie przyłączeniem bi- 
skupstwa Poznańskiego do metropolii magdeburgskiej: zostawało 
jeszcze założyć biskupstwo Prażskie, aby tym sposobem Słowian 
mocniej połączyć w związek z Niemcami, przeciw wzmagającemu 
się państwu Węgierskiemu, które, trzymając jeszcze dawniejsze 
posiadłości markgrafów wschodnich aż do r. Aniży (Ennz) i oka- 
zując usposobienie do przyjęcia chrześciaństwa, stanowiło groźną 
dla cesarstwa potęgę. Ale, jak biskup halberstadski Bernhard 
nie chciał ustąpić części swej dyecezyi dla założenia biskupstw 
w Magdeburgu i Merzeburgu, tak równie biskup regensburgski 
Michał, nie życząc wyrzec się swych pretensyi do Czech, na za- 
łożenie w nich osobnego biskupstwa zgody nie udzielał. Z tego 
powodu mianowanie biskupa prażskiego przeciągnęło się aż do 
śmierci biskupa Michała (r. 972), następca którego ś. Wolfgang, 
apostoł Węgier, nie zważając na opór kapituły regensburgskiej, 
zgodził się na założenie biskupstwa Prażskiego. Za taką powol- 
ność pasterza, biskupstwo Regensburgskie otrzymało obszerne 
dobra ziemskie w Czechach, mianowicie w krainie Chebskiej.^^) 



^*) A. 971... Verum tamen non secundum ritus aut sectam Bulgariae gen- 
tis vel Ruziae, aut Sclavonicae linguae, sed magis sequens instituta et decreta apo- 
stolica, unum potiorem totius ecclesiae eligas in hoc opus clerłcum, latinis ad prime 
literis eruditum. Erben, Regesta N. 67. 

^5) Prawdopodobnie z tego powodu kraina Chebska do biskupstwa Regens- 
burgskiego należała, gdy tymczasem okoliczne ziemie innych biskupstw posiadłość 
stanowiły. Palacki, Dejiny I, s. 257, przypis. 247. 



— 298 — 

Wszakże ostateczne urządzenie biskupstwa Prażskiego nastąpiło 
dopiero w r, 973, na zjeździe podczas świąt wielkanocnych 
w Kwedlinburgu,^") dokąd, oprócz wielu książąt i dostojników 
cesarstwa, przybyli książęta: czeski Bolesław II i polski Mie- 
szko I, tudzież ś. Wolfgang."*') 

Pierwszym biskupem prażskim, przez księcia Bolesława II 
i lud jego, wybranym został mnich klasztoru ś. Jana w Magde- 
burgu Detmar^*) (973 — 982), biegły w mowie słowiańskiej i od- 
powiedni zamiarom Ottona I, aby kościół czeski od samego po- 
czątku barwą niemiecką przyozdobić. Poddanie zaś biskupstwa 
Prażskiego pod władzę arcybiskupa mogunckiego z góry zapo- 
wiadało Czechom , że oprócz zależności politycznej od cesarza 
niemieckiego, mają jeszcze w zależności religijnej od kościoła 
niemieckiego zostawać. 

Prostota ówczesnych stosunków ekonomicznych w Czechach 
nie dozwalała jeszcze, przy uposażeniu biskupa prażskiego, 
przeznaczyć mu dziesięcinę, jak się działo zwyczajnie u sąsied- 
nich Niemców, przeznaczono więc mu po dwie kopy zboża róż- 
nego gatunku od każdego pługa, licząc w kopie po 50 sno- 
pów, ^^j 

Nie ulega wątpliwości, że przy założeniu biskupstwa Praż- 
skiego granice jego całe Czechy obejmywały, ale oryginalnego 
aktu fundacyi biskupstwa tego nie posiadamy, a tymczasem 
inne świadectwa historyczne rozszerzają zakres dyecezyi Praż- 



■**) Słuszną te uwagę zrobił Palacki. 

*') Annal. Hildesheim an. 973; Annal. Altahenses an. 973; Thietmar II, 20. 

'>^) Detmarum dux per suos legatos advocat, .... atque suis precibus et monitis 
efńcit, et eum sibi in episcopum omnes communi assensu eligant. Postera die ut 
duci placuit, favorali acclamatione ab omnibus in episcopum Detmarus elegitur. 
Cosmas. Chronić. 49. 

^») Primo episcopo Detmaro constitutum erat, pro decimatione duos messis 
acervos dabant episcopo (de qualibet aratura) ; dicimus enim acervum quinquaginta 
manipulos habentem, Cosmas 85. — Rozważając przytoczony tekst kroniki Kozmy, 
Dudik zauważył, że pod wyrazem mes sis wypada pojmywać różne gatunki zboża, 
które miały być biskupowi składane. Mahrens Gesch. II. s. 39. 



— 299 — 

skiej daleko po za granice Czech właściwych. Ztąd wynikają za- 
wikłania, krępujące dotąd poznanie rzeczywistego stanu rzeczy. 

Zwyczajnie dziejopisowie czescy i niektórzy niemieccy, tu- 
dzież słowiańscy powołują, się na zachowane w kronice Kozmy 
potwierdzenie przez cesarza Henryka IV w r. 1086 fundacyi 
biskupstwa Prażskiego w r. 973, z oznaczeniem granic onego. 
Według tego domniemanego dokumentu, granice biskupstwa 
Prażskiego, oprócz właściwych Czech, obej mywały w r. 973 
jeszcze: Śląsk, Chrobacyję do rzek Bugu i Styru, tudzież Mora- 
wiję ze Słowiańszczyzną aż do Dunaju.**^) Ale dokument pod r. 
1086 oczywiście jest sfałszowany przez zabiegi brata księcia 
Wratysława II, Jaromira-Gebharda biskupa prażskiego (r. 1068 
do 1090), nie bez wiadomości samego księcia i zapewno kance- 
laryi cesarskiej. ^^) Powodem do wyjednania tego dokumentu 



*<*) Pragensis episcopus Gebhardus saepe confratribus suis et coepiscopis ce- 
terisąue principibus noslris, ac novissime nobis conąuestus est, quod Pragensis 
episcopatus, qui ab initio per totum Boemiae ac Moraviae ducatum unus et integer 
constitutus .... Termini autem ejus (Pragensis sedis) occidentem versus hii sunt : 
Tugozc, quae tendit ad medium fluminis Cliub, Zedlicane, Lucsane, 
Daciane, Lutomirici, Lem uzi usque ad mediam siWam, qua Bohemia li- 
mitatur. Deinde ad aquilonalem hii sunt termini : Psouane, Crouati et altera 
Chrouati, Zlasane, Trebouane, B o b o r an e, D ed o s e s i usque ad 
mediam sylvam qua Milcianorum occurrunt termini. Inde ad orientem hos 
fluyios habet terminos: Bug scilicet et Z tir cum Krakova civitate, provin- 
ciaque, cui Wag nomen est. Inde Ungarorum limitibus additis, usque ad montes, 
quibus nomen est T a t r i , dilatata procedit. Deinde in ea parte, quae meridiem 
respicit, addita regione M o r a v i a usque ad fluvium, cui nomen est Wag, et ad me- 
diam sylvam, cui nomen est Muore, et ejusdem montis, eadem parochia tendit^ 
qua Bavaria limitatur. — Erben Regesta N. 167. 

*') Już Bandkie, w Dziejach narodu pols. (wydanie r, 1835 T. I s. 123 — 7), 
wyrzekł, że przywilej Henryka IV r. 1086 dowodzi tylko sprzyjanie marnym pre- 
tensyjom Czech do Śląska i Chrobacyi i że chociaż mógł być rzeczywistym, atoli 
treść jego nie jest wyjęta z żadnego dawniejszego pisma, lecz wprost jest zmyślona 
na korzyść Czech. Przychylając się do tego zdania Roeppel w Dziejach Polski 
(T. II Dodatek 4 wyda. polski s. 187) powiada, że zważając na przyjaźń Wratysława 
II z Henrykiem IV, że brat Wratysława Jaromir czas niejakiś był kanclerzem tego 
cesarza a sam książę w r. 1086 został przez cesarza wyniesiony na króla czeskiego, 
przychodzi do przekonania, że cesarz Henryk IV, przy wydawaniu wzmiankowanego 
przywileju, więcej kierował się swymi względami na Czechy, niż treścią dawniejszego 
przywileju, który wznawiał. Więc dokument len, jak mniemał Zeissberg (w Miseco I, 



— 300 — 

posłużyła, jak zobaczymy niżej, sprawa o stosunek kościelny Mo- 
raw ii do Czech. 

Rozważając stosunki kościelne w Słowiańszczyznie zacho- 
dniej w IX w. , wzmiankowaliśmy niejednokrotnie o domaganiu 
sie biskupów passawskich, aby Morawija, wbrew woli stolicy 
apostolskiej, pod ich władzę poddaną została. A gdy nie zwa- 
żając na podobne pretensyje, papież Jan IX w r. 899 posłał do 
^Morawii arcybiskupa Jana z biskupami Benedyktem i Danielem, 
biskupi bawarscy, w ich liczbie i biskup passawski Richar, za- 
nieśli w r. 900 do papieża skargę, że w kościele dopuszczona 
schyzma, albowiem przybyli do Morawii biskupi ustanowili w je- 
dnem i temże biskupstwie arcybiskupa i trzech suffraganów, bez 
zgody biskupa (passawskiego) w dyecezyi którego oni się znaj- 
dywali.*^-) W kilka lat później upadek państwa Morawskiego 
(r. 906), straszny pogrom Niemców przez Madjarów (r. 907) i na- 
stępujące zaburzenia w państwie Niemieckiem, tudzież szalone 
najazdy na Germaniję Madjarów, skryły przed nami stosunki 
kościelne w Morawii tak, że aż do drugiej połowy X w. nigdzie 
wzmianki o nich nie znajdujemy. Pewno jednak biskupi pas- 
sawscy pretensyi swych do Morawii nie zrzekli się, a bez tego 
biskupstwo Prażskie nie mogło, według ustaw kanonicznych, 
władzy swej na Morawiję rozciągać. Otóż, nie posiadając pe- 
wnych w tym względzie wskazówek, nie mamy podstawy do 



■w Archiv f. Oester. Gesch. T. 38 s. 80) wprost sfałszowany w celu poparcia 
pretensyi do Polski Wratysława II, któremu w ów czas nadano tytuł króla 
polskiego. Z innej strony, historycy czescy Szafarzyk i Palacki przywilej r. 1086 
przyjmowali za autentyczny; Ireczek wyraził sie o nim wątpliwie (Codex. juris bohem. 
I, s. 21); a z niemieckich pisarzy przywilej ten za fałszywy uznali: Giesebrecht, 
Gesch. d. Kaiserzeit I 838—9; Biidinger, Oester. Gesch. I 314; Anmerk 4, tudzież 
Diimmler w dziele Piligrim von Passau s. 174. Ten Piligrimus biskup passawski 
w drugiej polowie X w. był znakomitym fałszerzem dokumentów. Porów. Biidin- 
ger, Oester. Gesch. Excurs 4 s. ąąz; Pritz Gesch. des Landes od der Enns, Linz 
1846 s. 130 — 142. Nowsi historycy polscy: Szujski w Historyi Polski ksiąg XII 
(s. 17) tudzież Abraham, Organizacya kościoła w Polsce (s. 115) przywilej r, 1086 
także za fałszywy uznali. 

«*) Wyżej s. 151 — 2. 



I 



— 30I — 

mniemania, aby przy założeniu biskupstwa Prażskiego w r. 973,. 
do niego i ^Morawija ze Słowaczyzną należały, jak wyrażono 
w sfałszowanym dokumencie r, 1086. 

W Morawii byli jednak w X w. clirześcianie. Któż ko- 
ściołem ich rozporządzał? Kozma, zwracając na to uwagę, wy- 
rzekł, że przed Sewerem, który został biskupem prażskim w r. 
1030, w Morawii był własny biskup Wracen.^-^) Moglibyśmy 
i nie powierzyć temu, ale z innej strony przybywa nam wiaro- 
godne świadectwo, że w r. 976 w Moguncyi, obok arcybiskupa 
Willegeziusza zasiadali w radzie biskupi: prażski i morawski. ^^) 
Nie ma więc wątpliwości, że w X w. , już po założeniu 
biskupstwa Prażskiego, Morawija miała osobnycłi biskupów, a za- 
tem nie mogła być częścią dyecezyi prażskiej, jak wzmianko- 
wano w sfałszowanym dokumencie r. 1086,— Godne uwagi i to, 
że chociaż Morawija należała do książąt czeskich, a jednak Ko- 
zma zowie ją r e g n u m,^^) czy nie dla tego, że własnych bisku- 
pów posiadała? Być może, iż w szeregu biskupów morawskich 
zaszła jakaś przerwa, ale pamięć o biskupstwie Morawskiem 
trwała mocno i to właśnie pobudziło Wratysława II do wzno- 
wienia w r. 1062 biskupstwa w Ołomuńcu, wbrew życzeniu ów- 
czesnego biskupa prażskiego Jaromira Gebharda, który dla unie- 
możebnienia zamiarów księcia, postarał się, aby w dokumencie, 
wydanym przez Henryka IV w r. 1086, wyszczególnione zostało, 
że i Morawija do biskupstwa Prażskiego należy.^^) 



*') Fertur quod fuisset in Moravia antę tempora Severi quidam episcopus, 
ut reor, nomine Wracen. Imienia tego żadne inne- pomniki historyczne i kościelne 
nie wzmiankują. Dudik, Mahr. Gesch. II, 46 — 47. 

**) An. 976. Willegisus Moguntiacensis episcopus, auctoritate Ottonis impe- 
ratoris, astipulantibus quoque assesoribus suis, venerabilibus episcopis: Spirensi, 
Wormatiensi, Pragensi, Moraviensi, pro manifesto parricidio Gozmarum ab 
officio et beneficio deponit, et tonsoratum coenobio, quod est Nuenstadt, ad poeni- 
tentiam transmittit. Erben, Regesta N. 72. 

85) Opisując granice państwa Libickiego Sławników, Kozma mówi: Item 
solis ab ortum contra Moraviae regnum, castrum sub silva situm nomine 
Luthomisl .... Oczywiście, że mówiąc w XII w. o państwie Sławników w X w., 
kiedy już państwo Morawskie dawno zniszczone zostało (906}, Kozma nie mógł 



— 302 — 

Mianowanie pierwszym biskupem prażskim Detmara kładło 
podwalinę osobnego kościoła czeskiego, chociaż w zależności od 
arcybiskupa mogunckiego, ale posiadającego już możność rozwi- 
jać swą organizacyję, wymagającą pracy i czasu wiele. 

Biskup Detmar, słynny z pobożności, nauczył się mowy cze- 
skiej, kościoły w Czecłiacli budował, obrzęd łaciński wprowa- 
dzał,*'') gorliwie brał się do szerzenia nauki Chrystusa, ale w Cze- 
chach trwał jeszcze mocno zakorzeniony obrzęd słowiański, znaj- 
dujący gorliwych wyznawców nietylko w prostym ludzie, lecz 
nawet w możnowładzcach. Wytępić ten obrzęd, dać przewagę 
łacińskiemu kościołowi, stosownie do listu Jana XIII, aby na- 
bożeństwo w dyecezyi prażskiej odbywało się nie w słowiańskim 
lecz w łacińskim języku, pierwszy obowiązek biskupa stanowiło. 
Detmar, w ciągu krótkiego, bo tylko dziewięcioletniego paster- 
stwa, dokonać tego nie mógł, albowiem nie mniej ważnem za- 
daniem jego było: wprowadzić ład w kościele, karność w du- 
chowieństwie, nabożeństwo i obrzędy religijne w ludzie, a przy- 
tem powściągnąć rozpustę i sprośne obyczaje, które w owym 
czasie nietylko w prostym ludzie, lecz i w duchowieństwie szka- 
radne formy przybierały. Zadanie biskupa było nadzwyczaj tru- 
dne. Wszyscy to pojmywali, a gdy zmarł Detmar (r. 982) wy- 
bór następcy po nim stał się kwestyją nadzwyczaj ważną. Opi- 
nija publiczna przychyliła się na korzyść młodego księdza Woj- 
ciecha, syna możnowładzcy Sławnika i pierwszej żony jego księ- 
żniczki bawarskiej."*^) Na sejmie w Lewym Hradcu Wojciech 



wyrażenia „Moraviae regnum" stosować do tego, co było dawniej, przed r. 906, 
a zastosowat je do późniejszych czasów, uważając Morawije za osobne od Czech 
regnum. 

*•') Jaromir przez cały ciąg pasterstwa swego (r. 1068 — 1090) walczył o pod- 
danie Morawii pod zarząd biskupstwa Prażskiego, a gdy Wratysław II, nie zważa- 
jąc na dokument r. 1086, kapelana swego Wecela wyniósł w r. 1090 na biskup- 
stwo Morawskie, przewrotny i zapalczywy Jaromir puścił sie w podróż do Rzymu, 
lecz w drodze umarł i tem spór o biskupstwo Morawskie na zawsze sie skończył. 
Ireczek, Slovan. Pravo II, 167. 

«') Palacki, Dejiny I, 256—258. 

"*) Wyżej, str. 223, przypisek 19. 



wybrany został na biskupa w r. 982, ale poświęcenie go prze^ 
arcybiskupa mogunckiego Willegiza nastąpiło dopiero w r. 983, 
Wysoko uduchowniony, wykształcony, cnotliwy, pełen poświęce- 
nia się dla chrześciaństwa, Wojciech pod wpływem długiego po- 
bytu na naukacli w szkole magdeburgskiej, a zapewno i pod 
wpływem matki Niemki, pomimo woli przesiąkł wyobrażeniami 
łacińsko-niemieckiego ducłiowieństwa, nieprzyjaźnie na obrzęd 
słowiański zapatrującego się. Lud czeski z radością witał paste- 
rza rodaka, a pasterz, kochając lud swój, gotów był dla niego 
wszystko uczynić, nawet życie ponieść w ofiarze. Wyrzekł się 
on uciech światowych, dochody swe przeznaczył na ubogich 
księży, kościoły, wykup niewolników, szczególnie z rąk żydów, *^'') 
nauczał okoliczne ludy, w Ostryhomiu ochrzcił syna Gejzy Waj- 
ca imieniem Stefana, zwiedził podobno i Kraków. Gdy jednak 
w ciągu pięcioletniej pracy Wojciech przekonał się, że wszelkie 
usiłowania jego w celu powściągnienia niesforności i rozpusty 
duchowieństwa, zaprowadzenia ładu w nabożeństwie, zmiękcze- 
nia grubych obyczyjów i umoralnienia ludu, nie osięgaly pożą- 
danych skutków, postanowi! złożyć urząd biskupa, na miejsce 
swe wynieść mnicha klasztoru ś. Emmerama Strachwasa, w za- 
konie pod imieniem Chrystyjana znanego, spodziewając się, że 
on jako brat księcia Bolesława II większą pomoc do sprawowa- 
nia władzy swej u księcia uzyszcze. W tym celu Wojciech udał 
się do Rzymu i pielgrzymkę do Ziemi Świętej zamierzył, lecz 
okoliczności tak się w Rzymie złożyły, że zaniechawszy zamie- 
rzonej pielgrzymki, wstąpił do klasztoru ś. Bonifacego i Alek- 
sego na górze Awentyńskiej (r. 990). 

Tymczasem, sprawujący obowiązek biskupa prażskiego, bi- 
skup misznieński Wolkold nie mógł dać rady z rozpuszczonem 
duchowieństwem. Książe Bolesław II udał się do arcybiskupa 
mogunckiego Willegiza, aby przedsięwziął środki do zaprowa- 



"*J Wyżej T. II s. 422, cytata 104 z Kanaparza Żywota ś. Wojciecha. To 
5amo w Bielowskiego M. P. I s, 169 cap. 12. 



— 304 — 

dzenia ładu w kościele i powściągnienia niemoralności ludu. 
Znowu więc oczy na Wojciecha zwrócono. Strachkwas i dawny 
nauczyciel Wojciecha Radło, na czele poselstwa, udali się do 
Rzymu, gdzie przyrzekłszy Wojciechowi poprawę duchowień- 
stwa i ludu, wymogli, że się zgodził do Pragi powrócić. Książe 
Bolesław II przyjął go życzliwie i na jego żądanie założył nie- 
daleko Pragi, w Brzewnowie klasztor, który mnichami reguły 
ś. Benedykta, z Włoch przez Wojciecha sprowadzonymi, obsa- 
dził (r. 993). ^«) 

Gorliwy o uporządkowanie kościoła i umoralnienie ludu, 
Wojciech chciał żelazną ręką zgładzić szorstkość duchowieńscwa, 
przesądy i sprośne obyczaje pogańskie wyniszczyć, szczątki na- 
bożeństwa słowiańskiego usunąć, nieprzewidując, że tępiąc prze- 
sądy pogańskie uderzył w obyczaj narodowy, który niełatwo 
wykorzenić się daje, że usuwając nabożeństwo słowiańskie, obu- 
rzał wielu możnych, do których i Wrszowcy należeli. 

Tlejąca oddawna nienawiść rodowa pomiędzy Sławnikami 
a Wrszowcami, podsycana nienawiścią narodu czeskiego do 
Niemców, przygotowywała burzę. Wojciech zamierzył godzić 
stronnictwa, skłaniać naród do posłuszeństwa hierarchii kościoła 
rzymskiego, chciał kościół czeski pojednać z kościołem niemiec- 
kim, wreszcie usunąć wstręt Czechów do Niemców. Wychowa- 
niec szkoły magdeburgskiej szukał ojczyzny nie w łonie własne- 
go narodu, lecz w powszechnym kościele. Naród czeski tego 
nie rozumiał. Krzywd}'' doznane od Niemców zanadto wsiąkły 
w umysł Czechów, aby mogli się pozbyć wstrętu do Niemców 
i spokojnie patrzyć na zaprowadzane przez nich porządki w ko- 
ściele czeskim. Wojciech stał się nienawistny Prażanom, a gdy 
pomiędzy Sławnikami a Wrszowcami wybuchnęła wojna, Woj- 
ciech zmuszony został powtórnie opuścić Pragę i konno do Rzy- 
mu uciekł (r. 995). Tam cesarz Otton III, poznawszy Wojcie- 



'") Akt fundacyi klasztoru Brzewnowskiego 15 Januaryi r. 993 w Erbena 
Regestach N. 78. 



cha, polubił go i wspólnie z papieżem radził mu powrócić do 
Pragi. Tymczasem w Czechacli zaszły smutne wypadki. Bole- 
sław II śmiertelnie chory, nie mógł sprawować władzy swej, 
a najstarszy syn jego Bolesław (Rudy), przyjaciel Wrszowców, 
podburzał icli przeciw Sławnikóm. Z braci Wojciecha najmłod- 
szy Radym zawsze był przy nim, a najstarszy Sobiebor przyjął 
służbę u Bolesława Chrobrego. To podało powód Wrszowcóm 
do oskarżenia Sławników o zdradę ojczyzny. Rozpoczęła sie 
wojna. Przy pomocy Bolesława Rudego, Wrszowcy zdobywszy 
Libicę, stolice Sławników, czterech braci Wojciecha zamordow^ali 
(r. 996), a majątki ich pomiędzy sobą rozdzielili. — Wypadek 
ten uniemożebnił powrót Wojciecha do Pragi. Gorąca dusza jego 
pragnęła trudów w imię nauki Chrystusa. Papież Grzegorz V 
mianował go arcybiskupem missyonarzem (archiepiscopus regio- 
narius), zostawiając do jego woli udać się dokąd zechce. Woj- 
ciech udał się do Bolesława Chrobrego, kilka miesięcy bawił 
w Polsce, wiosną r. 997 przedsięwziął apostolstwo wśród dzikich 
Prusów i na brzegach Sambii śmierć męczeńską poniósł.'') Imię 
jego szeroki rozgłos w całem chrześciaństwie zyskało. Kościół 
rzymski uznał go świętym, a Polska patronem swoim! 

Po Wojciechu biskupem prażskim niedługo był Strachkwas 
(-j- 997), po nim Tiddag niewiele miał czasu do uporządkowania 
dyecezyi swej, albowiem koniec wieku X był dla Czech niepo- 
myślnym. Zaburzenia rozerwały państwo Czeskie, z czego skorzy- 
stał Bolesław Chrobry. Na czele Słowiańszczyzny Zachodniej 
stanęła Polska. 



■1) Krótki ten rzut oka na czyny ś. Wojciecha wypada uważać nie jako 
życiorys jego, choćby najkrótszy, lecz wprost jako objaśnienie charakterystyki sto- 
sunków kościelnych i społecznych w Czechach, za czasów pasterstwa ś. Wojciecha, 
Zakres i cel niniejszej pracy nie pozwala wchodzić w bliższa ocenę stosunku ś. 
Wojciecha do kościoła słowiańskiego obrzędu, ani wdawać się w rozbiór krytyczny 
zdań autorów o czynach i znaczeniu w dziejach ś. Wojciecha. Muszę jednak zro- 
bić uwagę, że dlii sprawiedliwej oceny stosunku ś, Wojciecha do Niemców i wła- 
snego narodu, tudzież do słowiańskiego obrzędu, wypada nadzwyczaj ostrożnie ko- 
rzystać ze źródeł, bo jeśli słowiańskie wzbudzają rozdrażnienie i niekiedy marne 
insynuacye, łacińsko-niemieckie radeby wiele rzeczy milczeniem pokryć. 
Tom IIL 30 



5. Wprowadzenie chrześciaństwa w Polsce. Początek organizacyi 
kościelnej. 

Od dawnego czasu historycy polscy przyznają, że na długi 
czas przed nawróceniem sie Mieszka I, chrześciaństwo krzewiło 
się w Polsce, mając skrytych wyznawców swoich, a znacznej 
części narodu nieobcem było, w skutek zawiązanych i utrzymy- 
wanych stosunków z sąsiednimi Słowianami chrześcianami.^-j Po- 
dobne przekonanie opierało się dawniej na niepewnych wzmian- 
kach historycznych i podaniach, dopuszczających domysłów wiele. 
Rozwój nauki, w drugiej połowie bieżącego wieku, pozwala przed- 
miot ten przedstawić na mocniej ugruntowanych podstawach. 

Wiadomo, że usiłowania cesarzy z domu Karlowingów do 
zasadzenia winnicy Chrystusa u Słowian zaodrzańskich nie do- 
tknęły Polski. Missyonarze niemieccy nie pospieszyli do sąsie- 
dnich im Obodrytów, Lutyków, Serbów, a cóż mówić o oddalo- 
nej krainie, wśród nieprzebytych puszcz i moczarów pomiędzy 
Odrą a Wisłą położonej. To też możemy być pewni, że w IX 
w. żaden missyonarz łacińsko-niemiecki nie zaglądał do Polski, 
i że od zachodu chrześciaństwo żadnego wpływu na Polskę nie 
w^ywierało. 

Inaczej ma się rzecz z apostolstwem słowiańskiem. W parę 
lat po przybyciu braci soluńskich do Morawii, jeden z nich, mia- 
nowicie Konstanty opowiadał słowo boże w okolicach Zgorzelca 
i według wiarogodnego podania, na górze Jawornickiej miała 
być postawiona wtedy pierwsza świątynia chrześciańska (około 
r. 865.) '■^) W kilkanaście lat później książę czeski Borzywoj 



'-) Naruszewicz, Hist. narodu polskiego I, ks. I rozd. XIII, tudzież 
ks. III rozd. XVII, przypisek i na sir. 296; Lelewel, Pol. Wiek. Śred. T. I, 
wyd. 1846 s. 285; Band kie Jerzy Samuel, Dzieje królest. pols. wyd. 1820 T. I; 
Roeppel, Dzieje Polski, wyd. polskie r. 1879 T. II, Dodatek 4 S..164; 
Bartoszewicz, Historyja Pierw. Polski, wyd. 1878 T. I str. 335; Koryt- 
kowski Jan ks. Arcybiskupi gnieźnieńscy T. I r. 1887 s. i ; Abraham Wlad. 
Organizacya kościoła w Polsce r. 1890 s, i. 

'•j Wyżej str. 86. 



-^ 307 — 

i żona jego Ludmiła ochrzczeni przez ś. Metodego (około r. 880) 
szerzyli chrześciaństwo w Czechach, do których później Śląsk 
przyłączony został. Tym sposobem chrześciaństwo słowiańskiego 
obrzędu dotknęło granice polskie z zachodniej strony już w końcu 
IX i początku X w. Około tego czasu, po wygnaniu pogań- 
skiego księcia z Wiślicy (około r. 884), obrzęd słowiański za- 
krzewił sie nad górną Wisłą. "^) Trochę później papież Jan IX 
wysłał z Rzymu do ISIorawii w r. 899 arcybiskupa Jana z bi- 
skupami Benedyktem i Danielem w celu zorganizowania kościoła 
w Morawii, do której należała wtedy Chrobacya z Krakowem. 
A chociaż o czynności wzmiankowanych biskupów wiadomości 
nie posiadamy, nie możemy jednak odrzucić bezwarunkowo po- 
dań, według których jeden z tych bisliupów, mianowicie Daniel 
miał zostać biskupem w Krakowie lub Wiślicy."^) Najazd Mad- 
jarów (r. 906), zgruchotawszy biskupie stolice w Nitrze i Wele- 
gradzie, Krakowa nie dotknął; Chrobaci zostawali z Madja- 
rami w przyjaznych stosunkach. Późniejsza zależność Chro- 
bacyi od Czech nietylko nie przeszkadzała, lecz owszem 
sprzyjała dalszemu rozwojowi chrześciaństwa w tym kraju, albo- 
wiem książęta czescy w X w. byli gorliwymi wyznawcami nauki 
Chrystusa. Zniszczone nad górną Wisłą pogaństwo więcej już 
nie powstało, a zaprowadzone w Krakowie i Wiślicy chrześciań- 
stwo nie ugasło. Któż stał na jego czele? Podania wzmiankują 
o biskupach, niewiadomo jakiego obrzędu: słowiańskiego, czy 
łacińskiego? Może ci biskupi byU tylko missyonarzami, bez dye- 
cezyj, ale w każdym razie w Krakowie musieli być przełożeni 
kościoła miejscowego, wypadało to bowtem z naturalnego stanu 
rzeczy.'") — Tym sposobem chrześciaństwo słowiańskiego i ła- 



"*) Wyżej str. 127. 

"*) "Wyżej str. 150. 

'•*) "\V roczniku Traski zapisano: A. 970 Prohortus primus episcopus Kra- 
koviae ordinatur; an. 986 Proculfus in episcopum Cracoviae assumitur, secundus. 
W roczniku Sędziwoja: an. 986 Proculphus in episcopum Cracoviensem consecratur 
mortuo Proihoro (Bielowski M. P. II, 828, 872). Według katalogów biskupów 
i roczników polskich, szereg biskupów krakowskich w X w. tak sie przedstawia; 

20* 



cińskiego obrzędów, szerząc sie po całej granicy państwa Mie- 
szka I, od Lużyc przez Slask aż do środkowej Wisły, wcześnie 
musiało wpływ swój wywierać na Polanów, znajomić icli z ob- 
rzędami cłirześciańskimi i powoli przygotowywać do bliższego 
obeznania się z zasadami nauki Chrystusa. Tem tylko możemy 
wytłómaczyć spokojne zacliowanie się Polanów pod czas wpro- 
wadzenia przez Mieszka nowej wiary, tak że o jakim bądź opo- 
rze, a tem bardziej o męczennikacłi żadnej wzmianki, ani poda- 
nia nie zostało wcale. 

Według mniemania historyków, pierwszymi missyonarzami 
chrześciaństwa w Polsce musieli być księża z dyecezyi Regens- 
burgskiej, choćby nawet z Czech, ale Niemcy, bo księży czeskich, 
uzdolnionych do podobnych czynów, niby jeszcze nie było.'') My 
podobnego zdania podzielać nie możemy z powodu następnych 
okoliczności. 

Podczas prześladowania obrzędu słowiańskiego w Moraw ii 
po śmierci ś. Metodego (r. 885) liczono do 200 księży słowiań- 
skich, oprócz uczniów ich.'^) Niektórzy z tych księży udali się 
do Słowian południowych, ale więcej bezwątpienia schroniło się 
do pobliższych im Czechów i Chrobatów, szczególnie podczas 
upadku Morawii r. 906. Z tych to zapewne księży znalazł się 
w Czechach biskup, który dokonał obrzędu postrzyżyn Wacława 
syna księcia Wratysława I."^) Z nich zapewno byli i pierwsi 
nauczyciele w szkole słowiańskiej w Lewym Hradcu. W tymże 
czasie istniała szkoła łacińska w Budcu, w której młodzież cze- 
ska przygotowywała się do posług religijnych. Kilkadziesiąt lat 



Prohoriusz 970 f 980, Proculf 986 f 995, Lambert 995 f 1014. ] ostacie których 
nie są źródłami udowodnione. Piekosiński, Kod. dyp. katedry krakowskiej str. i. 
Ale brak źródeł nie jest dowodem, że biskupów nie było wcale. Wątpliwość za- 
chodzi tylko co do szeregu i dat ich następstwa, tudzież obrzędu. 

'") Według Abrahama ,.0 tem aby w Czechach istniało już (za czasów Du- 
brawki) duchowieństwo czeskie do missyi zdolne, nie może być mowy." Organiza- 
cya kościoła w Polsce, s. 15. 

'»} Wyżej str. 134. 

^») Wyżej str. 231 — 233. 



nauczania w tych szkołach, ożywianych przykładem jednego 
z uczniów ich ś. Wacława, dostateczne było aby w duchowień- 
stwie Cześkiem rozwinąć się mogła niezbędna dla kapłanów 
oświata i uzdolnienie do wywierania wpływu na mniej oświeco- 
nych pobratymców. Była więc możność wykształcenia się w Cze- 
chach missyonarzy słowiańskiego rodu, uzdolnionych do opowia- 
dania Polanom ewangelii, bez pomocy Niemców. Z nich zape- 
wno pierwsi missyonarze przybyli do Polski, na co wprawdzie 
tylko podania wskazują, gdy tymczasem na dowód przypuszcze- 
nia, że pierwszymi missyonarzami w Polsce byli Niemcy, nawet 
i podań nie posiadamy.*^) Jeżeli przy tern na uwagę weźmiemy, 
że dla powodzenia missyonarzy niezbędną była znajomość grun- 
towna mowy słowiańskiej, tedy przyznać wypadnie, że do Pola- 
nów przybywali pierwotnie księża słowiańscy z Czech, może na- 
wet Ślązacy i Chrobaci, Nie wyda się więc przesadną wiado- 
mość dawniejszycli historyków o przybyciu z Dubrawką do Pol- 
ski księży czeskiego rodu. 

Biorąc za żonę Dubrawkę (r. 965), a w rok później za jej 
poradą przyjmując chrzest (r. 966),*') Mieszko nie miał potrzeby 
zapytywać na to dozwolenia ani cesarza Ottona I, ani żadnego 



*<•) Według profesora Abrahama „chrześciaństwo mogło być przeniesione do 
nas tylko przez Niemców" (s. 15). „Missyonarzoni, którzy z poreki Gerona do Pol- 
ski przybyli, pomocni byli kapelani Dubrawki" (s. 29). Radzibyśmy poznać źródło 
z którego zaczerpnięta wiadomość o missyonarzach z poreki Gerona do Polski przy- 
byłych? Byłoby to bardzo ciekawe, bo świadczyłoby o początkach chrześciaństwa 
w Polsce już w r. 963, wiadomo bowiem, że w tym roku Gero opuścił markgraf- 
stwo i udał się do Rzymu, a w r. 965 umarł. Niestety! Gero podobnemi sprawami 
nie zajmywał sic: od Mieszka wymagał trybutu i hołdu cesarzowi, umarł wcześniej 
niż sie Mieszko ochrzcił. Jakimże sposobem mógł on być pośrednikiem przy wy 
prawieniu missyonarzów do Polski ? 

*•) Data przybycia do Polski Dubrawki i chrztu Mieszka w rocznikach kra- 
kowskich oznaczona: an. 965 Dobro wka ad Mesconem venit; an, 966 Mesco dux 
Polonorum baptisatur. Tak samo i w rocznikach wielkopolskich (Bielowski M. P. 
II. str. 792). W innych rocznikach daty trochę się różnią, porównywajac jednak 
daty i wypadki historycy zgadzają sie, że dla ożenienia się Mieszka z Dubrawką 
wypada przyjąć rok 965, a dla chrztu Mieszka r. 966. — Porów. Roeppel. Dzieje 
Polski II, Dodatek 4; Korytkowski, Arcybiskupi Gnieźnieńscy T. I, s. 3; Abraham, 
Organizac\a kościoła w Polsce s. 15. 



— 3IO — 

biskupa, mógł użyć księży z jakiej chciał narodowości i nikt mu 
ich narzucić nie mógł. A ponieważ do opowiadania słowa bo- 
żego ludowi polskiemu przydatni mogli być tylko księża znający 
mowę i obyczaje słowiańskie, nie wahamy sie twierdzić, że do 
missyonarstwa w Polsce Mieszko posługiwał się księżmi czeskimi 
bądź z orszaku Dubrawki, bądź później sprowadzonymi. 

Wypadek tak wielkiej wagi, jak przyjęcie chrztu przez księ- 
cia polskiego i naród jego, nie mógł być tajnym ani cesarzowi 
Ottonowi I, ani w Rzymie, gdzie już od r. 965 bawiła córka Bo- 
lesława I księżna Młada, zakonnica, wkrótce potem przełożona 
klasztoru.*-) Nie możebnem się zdaje przypuścić, aby pomiędzy 
przepełnionemi gorliwością o rozwój chrześciaństwa księżniczkami 
Dubrawką a Mładą, nie było stosunków i porozumienia co do 
ułatwienia IMieszkowi ustanowienia kościoła polskiego. Są nawet 
wzmianki kronikarskie o zabiegach Mieszka w Rzymie,*''') cho- 
ciaż i niepotwierdzone innemi świadectwami, ale są, gdy tym- 
czasem o tem, aby się Mieszko udawał do cesarza o pomoc mu 
przy ustanowieniu kościoła w Polsce nigdzie żadnej wzmianki 
nie ma.^^j Dopiero w parę lat później, gdy już w Polsce chrze- 
ściaństwo urzędowie wprowadzone zostało, w Niemczech posta- 
rano się, aby kościół polski przyłączyć do niemieckiego kościoła. 
Wiadomość o tem, wcześniej od innych, zapisał w początku XI 
w. Titmar, w tych słowach: „za przykładem Mieszki ogól na- 



^-) Wyżej, prżypisek 52. 

*'') AV Itronice Węgiersko-Polskiej zapisano: Mescho Polonorum dux chri- 
stianam roborare cum suis ainplexatus fidem, missis ad romanae sedis antistilem 
Leonem nomine (Leon VIII 063 — 965) nuntiis, apostolica fulciri benedictione ac 
regio postulaverat diademate coronari. Bielowski M. P. I s. 500. Jeżeliby rzeczy- 
wiście Mieszko posyłał do papieża Leona VIII posłów, lo by to wskazywało, że on 
już w r. 965 był chrześcianinem. 

**) Prof. Abraham, twierdząc, że o sprowadzenie do Polski biskupa uda- 
wano się do Ottona I, powiada, że „tak jak się do niego często udawano z Danii 
i nawet z dalekiej Rusi". Organizacya sir. 33. — Tu muszę zrobić uwagę, że na 
podobne przykłady powoływać się nie można. Pokrewieństwo Danów z Niemcami 
zbliżało ich apostolstwo do siebie, a prożba delegatów z Rusi, aby Otton I wysłał 
missyonarzy, była oszukaństwem ze strony Waragów, w nadziei otrzymania hojnych 
darów. Porów, wyżej przypisek 38. 



rodu stał sie zwolennikiem Chrystusa, Jordan pierwszy ich bi- 
skup pracował niezmiernie słowem i czynem do uprawienia win- 
nicy Pańskiej." *'') W innem miejscu tenże Titmar zapisał, „że po 
ustanowieniu przez Ottona I metropolii magdeburgskiej w r. 968, 
w poczet pasterzy tej metropolii wszedł Jordan pierwszy biskup 
poznański" ^^) Lakoniczna wzmianka ta nie objaśnia ani powodu, 
ani czasu w którym mianowicie stało się przyłączenie biskup- 
stwa Poznańskiego do metropolii magdeburgskiej,*^") ani tego 
zkad się wziął w Polsce biskup Jordan i do jakiej narodowości 
należał.^*) Zostaje zatem dla domysłów obszerne pole. 

Że przyłączenie biskupstwa Poznańskiego do metropolii ma- 
gdeburgskiej stało się według żądania Ottona I o tem nie wąt- 
pimy, albowiem udzielność kościoła polskiego poprowadziłaby 
w przyszłości do zrównania księcia polskiego z chrześciańskimi 
monarchami Europy; mogłaby powstać niepodległa monarchija 
słowiańska, pociągająca do siebie sąsiednie ludy pobratymcze 
ze szkodą Niemiec. Zapobiedz temu ze strony Ottona I wypa- 
dało koniecznie;. Przyłączenie dyecezyi poznańskiej do najbliż- 
szego mu arcybiskupstwa Magdeburgskiego , tamując rozwój 



85) Thietmar IV, 35. 

*«) Thietmar II, 14. Additus est his confratribus Brandeburgensls eccle- 
siae primus pastor Thietmarus antę hoc unctus, et Jordan episcopus Posnaniensis 
primus. 

*') Prałat Korytkowski utrzymuje, że w Magdeburgu pomiędzy biskupami, 
składającymi hołd nowemu swemu metropołicie „znajdywał sie także pierwszy bi- 
skup poznański Jordan, jak z podania Dytmara wnosić należy, zwłaszcza, że Bogu- 
chwał dobrze ^poinformowany o początkach biskupstwa swego poznańsliiego, stanow- 
czo podaje, że w r. 968 zostało ustanowione." (Arcyb. Gnieźnieńscy I, s. Ii). Ale 
Titmar, wzmiankując o przyłączeniu biskupstwa Jordana do metropolii magdeburg- 
skiej, nie mówi wcale, aby Jordan obecnym był w Magdeburgu i nie objaśnia czy 
to sie stało jednocześnie z poddaniem innych biskupów pod władze metropolity 
magdeburgskiego (r. 968) czy później. Co się tyczy Boguchwała, to czy w drugiej 
połowie Xłl[ w. posiadano dokumentalne wiadomości o roku założenia biskupstwa 
poznańskiego, t. j. po upływie około 300 lat, wątpić się godzi. 

^*) Według Naruszewicza i dawniejszych pisarzy Jordan mógł przybyć 
z Włoch (Hisl. Nar. Pol. T. I ks. I rozd. XVIII przyp. i). — Według Abrahama 
Jordan mó^l przybyć 5 zachoJnich Nien^iec, Francyi lub Włoch. Organizacya s. 34, 



— 312 — 

swobody kościoła polskiego, poddawało najważniejsze sprawy 
narodu polskiego pod kontrole Niemców. Ale czy to odpowia- 
dało widokom stolicy apostolskiej i księcia Mieszka? Porówna- 
nie faktów historycznych pozwala dać następne objaśnienie. Ze 
słów Titmara widać, że Jordan był już biskupem wcześniej nim 
wszedł w poczet dostojników metropolii magdeburgskiej,*"; że 
mianowany został biskupem nie przez cesarza lecz przez inna 
władzę, najpewniej wprost przez stolicę apostolską, albowiem 
przed ustanowieniem dyecezyi poznańskiej on był tylko bisku- 
pem missyonarzem (episcopus regionarius), mającym stworzyć 
sobie trzodę wiernych. Takich biskupów, oprócz stolicy apostol- 
skiej, mogli wprawdzie mianować metropolici, ale z pięciu arcy- 
biskupów niemieckich, który żby mógł posłać Jordana do Polski? 
Każdy z nich przed ustanowieniem arcybiskupa magdeburgskie- 
go, (968), miał obszerne pole do działania w granicach swej me- 
tropolii. Arcybiskup salcburgski miał na celu nawrócenie Mad- 
jarów, arcybiskup moguncki miał jeszcze massę nieochrzczonych 
Słowian wewnątrz Germanii po nad Menem i w Turyngii,''^) 
arcybiskup hamburgski nie mógł dać rady z sąsiednimi Obodry- 
tami i Lutykami poganami, a arcybiskupi koloński i spirski za- 
nadto oddaleni od Polski, aby do niej missyonarzy posyłać mo- 
gli. Prinvdopodobnie Mieszko, za pośrednictwem księcia czeskie- 
go, lub księżniczki Młady, albo inną drogą, starał się wyjednać 
u stolicy apostolskiej przysłanie mu biskupa, unikając w tej spra- 
wie pośrednictwa Niemców. Stosownie do jego żądania przy- 
słany został Jordan, który początkowo był biskupem w ogóle 
polskim, a dopiero później, po ustanowieniu metropolii magde- 
burgskiej w r. 968, w skutek żądania Ottona I Mieszko musiał 
się zgodzić, aby Jordan uległ zwierzchnictwu arcybiskupa mag- 



*") że Jordan przed intronizacya pierwszego arcybiskupa magdeburgskiego 
był już- wyświęcony na biskupa potwierdza to annalista Saxo: his confratribus (t. j. 
biskupom) cooptavit imperator tres prius consecratos, hoc est Dudonem 
havelbergensem Dudelinem brandenburgensem et Jordanum posnanensem. 

^^0; O tern szczegóty beda w Tomie IV 'niniejszego dzieła. 



— 3^3 — 

deburgskiego. ®,') Rzecz naturalna, że Mieszko wolałby mieć kościół 
polski niezależny od Niemców, ale będąc liołdownikiem Ottona I, 
musiał się do jego woli zastosować. 

Wprowadzając chrześciaństwo Mieszko zbudował pierwszy 
prawdopodobnie kościół w stolicy swej Gnieźnie, w r. 965 "'■') i to, 
według tradycyi miejscowej, na fundamentach zburzonej świą- 
tyni pogańskiej, gdzie się dziś wznosi kolegiata ś. Jerzego, ale 
ustanowić biskupstwo w Gnieźnie zakazywała mu roztropność, 
„gdyż tam był na ówczas stek pogaństwa, ogarniający jeszcze 
czoło narodu, którego nie cliciał drażnić, a duchowieństwo wy- 
stawiać na prześladowanie." *•') Założył więc biskupstwo w Po- 
znaniu i dla tego Jordan od czasu przyłączenia biskupstwa tego 
do metropolii Magdeburgskiej, mianował się biskupem poznań- 
skim, chociaż w rzeczywistości był biskupem całej Polski, aż do 
śmierci,"') jak równie i następca jego Unger aż do ustanowienia 
arcy biskupstwa Gnieźnieńskiego w r. 1000. Do czasów Mieszka 
historycy odnoszą założenie w r. 96Ó klasztoru w Trzemesznie, 
obsadzonego wtedy przybyłymi z Werony kanonikami regular- 
nymi laterańskimi."'^) Klasztor ten stał się najpierwszym przy- 
tułkiem cywilizacyi zachodniej w Polsce. 

Dalszy rozwój organizacyi kościoła w Polsce prowadził ener- 
gicznie Bolesław Chrobry, który wyzwoliwszy kościół polski od 
zależności cudzoziemskiej (r. 1000), wyjednał zgodę Stolicy apo- 
stolskiej i cesarza Ottona III na ustanowienie metropolii Gnie- 

»*) Według pr, Wojciechowskiego katedra poznańska prawdopodobnie aż do 
r. 973 stała pod władzą metropolitalną arcybiskupa mogunckiego. — O rocznikach 
polskich. Pamiętnik Akad. Umiejęt, r. 1880. T. IV. s. 2io. 

^'^) O zbudowaniu kościoła w Unieźnie przez Mieszka wzmiankuje bezimienny 
autor Passio S. Adalberti martyris, w początku XI w. Bielowski, M. P. I, s. 153. 

9') Korytkowski. Arcybis. Gniezn. I, s. 20. — Uwagę o tem, że Mieszko 
założył pierwsze biskupstwo w Poznaniu, dla tego, że nie chciał wywoływać roz- 
drażnienia pogaństwa scentralizowanego w Gnieźnie, arobił dawno Stenzel, co po- 
wtórzył Zeissberg, w Miseco I, w Archiv f. Oesterr. Gesch. T. 38, s. 77. 

**) Rok śmierci Jordana nie jest nam znany. Pochowany on, według Dłu- 
gosza, w katedrze brandenburgskiej. 

8*) Łukowski, prałat kapituły gnieźnieńskiej, w dziele: Archiwum Trzeme- 
szeńskie. Poznań, 1881, odbitka z T. XI Roczników Tow. Przyj, Nauk Pozn., s. i i 89. 



— 314 — 

źnieńskiej, z trzema suffraganiami, przez co narodowi swemu 
otworzył drogę do oświaty chrześciańskiej w duchu narodowym. 
Rozpowieniy o tern we właściwem miejscu. 



§ 50. 

Stosunek Mieszka I do cesarstwa i sąsiadów. 

I. Przezorność w polityce Mieszka I. 

Upokorzywszy sie przed cesarzem Ottonem I, składając mu 
hołd i daninę, nie będąc do tego zmuszony ostatecznością, Mie- 
szko dokonał czyn nadzwyczaj doniosły w dziejach Słowiańszczy- 
zny nadodrzańskiej. Ledwo przemożony w boju przez Gerona, 
Mieszko mógł cofnąć się nad Odrę, bronić przeprawy Niemcom 
na prawy brzeg tej rzeki, a w razie niepowodzenia mógł ustępy- 
wać w głąb kraju daleko ku wschodowi przez Poznań ku Wiśle, 
albo przez Kalisz i Łęczycę ku Pilicy i granicom Rusi. Na tej 
obszernej przestrzeni bez dróg, bez stałego podwozu żywności, 
nigdyby Niemcy nie byli w stanie ścigać Mieszka, ani nawet w głó- 
wnych jego grodach Gnieźnie i Poznaniu utrzymać załogę, pod 
obawą stracenia jej przy lada poruszeniu się Słowian zaodrzań- 
skich. Jeżeli dla przytłumienia powstań Obodrytów i Lutyków, 
Niemcy zmuszeni byli ściągać ogromne siły, jeżeli z jednymi Ka- 
tarami kilka lat wojując bez przerwy (956 — 960), nie dopięli 
celu,^) o ileż trudniej byłoby im prowadzić wojnę na wschód 
od Odry, w kraju zupełnie nieznajomym, porosłym lasami, peł- 
nym bagnisk i trudnych do przeprawy brodów, a przytem na- 
pełnionym ludem bitnym, mającym pewną organizacyą wojenną, 
z energicznym na czele księciem, woli którego wszyscy posłuszni 
byli. Położenie Mieszka wcale nie było tak niebezpieczne, aby 
po jednej potyczce z markgrafem Geronem, mógł obawiać się 
o utratę kraju lub niepodległości. Jesteśmy skłonni wierzyć, że 

») Wyżej § 47, s. 25 1, 262, 



— 3^5 — 

przy życzeniu mógł ją zachować do śmierci. Inne jednak były 
zamiary Mieszka. Oprócz zbrojnego ludu, utrzymywał on 3000 
stałycli wojów, „setnia których wystarczała za dziesięć secin in- 
nych," ^) ale w spotkaniu się z Niemcami, przekonał się, że jego 
bitne rycerstwo, które troskliwie pielęgnował, nie wystarczało do 
mierzenia się w otwartem polu z ogromnemi siłami Niemców, po- 
siadających organizacyę wojskową, od czasów Karola W. usta- 
nowioną, a później przez Henryka Ptasznika udoskonaloną.-^) Po- 
jął Mieszko wyższość organizacyi nieprzyjacielskiej od własnej, 
nie chciał narażać ojczystego kraju na zniszczenie, jakiemu ulegli 
Zaodrzańcy, z niewyczerpanemi siłami jeszcze upokorzył się przed 
cesarzem i w samą porę przyjął chrześciaństwo. Jakaż to ra- 
dość zapanowała na dworze Ottona I w Magdeburgu na wieść, 
że „król północy Mieszko" ^) stal się hołdownikiem cesarza, chrze- 
ścianinem, a przez to członkiem cesarstwa i sprzymierzeńcem 
Niemców. Zobowiązał się on płacić daninę nie z całego kraju, 
a tylko z krainy po Wartę, co rozumieć wypada, z krainy, którą 
podczas najazdu Gerona na Lużyce (r. 963), zatrzymał z lewej 
strony Odry, poza granicami dziedzicznego państwa swego, a mo- 
że i z prawej strony Odry, na północ od Warty, bo w tę wła- 
śnie stronę parł się Mieszko, w zamiarze zbliżenia się do ujścia 
rzeki tej do morza. •'^) 

Zostawszy chrześcianinem Mieszko wyrwał sąsiednim mark- 
grafom powód do najeżdżania na ziemie jego, uzyskiwał na ró- 
wni z nimi nietylko udział w sprawach cesarstwa, ale i prawo 
podbijania ludów pogańskich, czego markgrafy, pomimo gorącej 
chęci, zabronić mu nie mogli. W oczach Niemców posiadał on 



-) Według ówczesnego podróżnika Ibraima-ibn-Jakóba. Porów, dzieła tego 
T. II str. 678. 

*) Wyżej s. 239. 

4) Wyżej s. 273, przyp. 35- 

•'') Oprócz objaśnień w § 48 przypisek 38, na str. 276 na dowód, że Mie- 
szko wladal częścią Łużyc, możnaby przytoczyć, że gdy w r. 990 książę czeski Bo- 
lesław II napadł na Łużyce, Czesi po nieprzyjacielska krainę nad r. Słupią niszczyli, 
gród Niemcze nad r, Nisą spalili, a Mieszko ustąpić nie chciał. Thietmar. IV, 9, 



wszystkie atrybuty władzy i godności markgrafów, ale w rze- 
czywistości daleko wyższym był od nich. Cesarz mógł nazna- 
czać i zrzucać markgrafów, a on, Mieszko był „królem półno- 
cy", niezależnie od woli cesarskiej. Rozumiał Otto I o ile Mie- 
szko wyższym był od wszystkich członków cesarstwa, traktował 
go nie jako komesa lub markgrafa, lecz jako możnego władzcę, 
którego mianem przyjaciela swego zaszczycił. Wywiązując się 
z przyjętych zobowiązań, członek cesarstwa, amicus imperato- 
ris,") Mieszko sprowadza jednak duchowieństwo łacińskie nie 
z Niemiec, ale z Czech i Włoch, na biskupstwo Poznańskie przyj- 
muje Jordana, zgadza sie na przyłączenie biskupstwa Poznań- 
skiego do metropolii Magdeburgskiej, ale wpływów niemieckich 
u siebie szerzyć nie pozwala, klasztor w Trzemesznie obsadza 
mnichami nie z Niemiec, ale z Werony. Szerzy chrześciaństwo, 
ale i poganów nie oburza. Z bałwochwalczymi Madjarami przez 
siostrę swą Adelaidę, żonę księcia Gejzy,') utrzymuje związek 
pożyteczny dla powściągnienia dumy niemieckiej, a w razie po- 
trzeby i przeciw Waragom, wzmagającym się na Rusi, przy- 
datny. Obowiązek względem cesarza zachowuje ściśle, daniny 
nie odmawia, z markgrafami stara się żyć w zgodzie, ale kraje 
z prawej strony dolnej Odry uważa za swą posiadłość, posuwa 
się ku morzu. Sam chrześcianin i przyjaciel gorliwego chrze- 
ścianina Haralda króla duńskiego, z Jomsburgskimi jednak poga- 
nami Wikingami, nieprzyjaciółmi Haralda, zachowuje przyjazne 
stosunki,*) mogli się bowiem przydać w nieprzewidzianych zaj- 



*) Według wyrażenia Widukinda, III, cap. 69. 

') Jesse . . accepit uxorem de regione Polonia, de civitate Cracovia, sororem 
Meschonis ducis, nomine Athleitam (Kronika węgiersko-polska cap. 3). Ten książę 
madjarski Jesse u Thietmara zowie sie Dewiuks, a w rzeczywistości zwano go Geizą. 
Żona jego, siostra Mieszka, według Thietmara, zwala sie Bieleknegini , „prze- 
bierała miarę w napoju zabójczym, a odbywając podróż konno, sposobem rycerskim, 
raz w gniewie zapalczywym pewnego męża z ręki swej trupem położyła." (Thiet- 
mar. VIII, 3). O tćj pani dzieje mówią, że męża krótko trzymała i państwem rzą- 
dziła. Bielowski. M. P. I, str. 21 1, 313, 498—500. 

''; Twierdzę Jomsburg nad r. Świną, rozdzielającą wyspę Uznoim od wyspy 
Wolina, zbudował król duński Harald Blaatand w drugiej polowie IX w., wedjug 



ściach nad dolną Odrą. Największą zażyłość podtrzymuje z Cze- 
chami, brata sie z nimi serdecznie, ale szczególne względy grze- 
czności okazuje markgrafowi wschodniemu Hodonowi, „w przy- 
tomności którego nie śmiał w kierei wejść do domu, w którym 
sie on znajdywał, ani dosiedzieć na miejscu, ilekroć on z miejsca 
powstawał,"^) ale niechno pójdzie o godność ojczyzny, o interes 
narodowy, wszelkie względy na stronę, hart duszy wystąpi, za- 
grzeje do stanowczych czynów. 



2. Bitwa Mieszka z Niemcami przy Cednie (r. 972). Zjazd w Kwedlin- 
burgu (r. 973). 

Podczas nieobecności cesarza Ottona I w Magdeburgu, mark- 
graf „przezacny" Hodo, z nieobjaśnionego przez ówczesnych dzie- 
jopisów powodu, zmówiwszy sie z Zygfrydem grafem na Wal- 
beku, wspólnemi siłami przeciw Mieszkowi ruszyli. Bitwa zaszła 
w dzień ś. Jana (24 Czerwca r. 972) w miejscu Cidini (Cedno) 
zwanem.^^) Zrazu Niemcy mieli przewagę, ale za nadejściem 
posiłków pod wodzą Cydebura (Czudobora), brata Mieszki, Po- 
lacy stanowcze zwycięztwo odnieśli. Wszyscy najlepsi rycerze 
niemieccy padli na pobojowisku, udało się tylko dwóm wodzom, 
Hodonowi i Zygfrydowi z podartemi chorągwiami ujść z placu 
boju. „Upokorzona duma niemiecka o ziemię runęła."^') Dla 



niektórych historyków, między 935 a 966 r. Jcmsburg leżał o trzy mile niemieckie 
od miasta Wolina, ale śladów jego nie zostało. Osiadlszy w Jomsburgu norniańscy 
Wikingi, u/.ywali zupełnej prawie niepodległości, i jako poganie stali sie wrogami 
króla Haralda, gdy ten wprowadzał chrześciaństwo w Danii. Barthold, Gesch. von 
Riigen u. Pommern, I, s. 303 — 4 i następne, tudzież rozprawa Granowskiego : Julin, 
Wolin, Jomsburg w polskiem tlómaczeniu, przy wydaniu Paplońskiego kroniki Hel- 
molda r. 1862. 

0) Thietmar. V, 6. 

'<') Teraz Zehden z prawej strony Odry. 

") Actuni est bellum cum Polanis, dux eorum Misico arte vicit, humiliata 
Theutonum magnanimitas terram lambit, Hodo pugnax marchio laceris vexillis terga 
vertit. Bruno. Vita S. Adalberti, w Bielo wskiego M. P. I, s. 194; Thietmar, 
II, 19. 



wyrozumienia zajścia tego, wydobywamy ze spraw ówczesnych 
następne objaśnienie. 

Granice marki Wschodniej, pod zarządem Ilodona, który 
dozorował cały kraj od Nordturyngii na wschód aż do Warty, 
sa niepewne. Nie wiemy nawet czy dotykały gdziekolwiek do 
r. Odry,'-j ale pewno, że na prawy brzeg jój nie rozszerzały sie. 
Mieszko, korzystając z bezpieczeństwa, jakie mu przyjaźń cesar- 
ska zapewniała, przeprowadzał do skutku dawniejsze zamiary 
połączenia pod władzą swą drobnycli ludów Pomorza. W tym 
celu wojował on, jeszcze przed r. 965, jakiś lud pomorski, pra- 
wdopodobnie Kaszubów,"') w tymże celu zostawał w dobrych 
stosunkach z Wikingami Sigwaldem i Sweinem, którzy osiadłszy 
w twierdzy Jomsburgu, przy ujściu Odry, ujście to w swych re- 
kach trzymali. Ci Wikingi byli zagorzałymi poganami, co je* 
dnak nie przeszkadzało Mieszkowi wydać za nich swe córki, 
zrodzone zapewno z żon poganek, jeszcze przed ożenieniem się jego 
z Dubrawką.^^) Podobne powinowactwo ułatwiło Mieszkowi zbli- 
żenie się do ujścia Odry, a przynajmniej swobodną po niej że- 
glugę, aż do morza, co dla powstającego państwa Polskiego nad- 
zwyczaj ważne miało znaczenie. Dla zapewnienia swobodnej po 
Odrze drogi, wypadało Mieszkowi najprzód drobne ludy z pra- 



12) Wyżej. § 48, przyp. 41, s. 278. 

13^ Wydawcy pism araba Al-bekri, pod nazwa Awbaba podrozumiewają 
Kaszubów. Kunik. A.iSeKpii, s. 75. 

'*) WedJug sagi iślandskiej Swein królewicz duński i Sigwaldi żonaci byli 
z rodzonemi siostrami, córkami Buryslawa (t. j. Mieszka I). Sigwaldi miał za 
żonę A s t r y d ę , siediial w Jomsburgu jeszcze w r. 980, a w końcu X w. znowu 
dowodził Jomsburgskimi Wikingami. (Granowski, o Winecie i Jomsburgu, roz- 
prawa przy wydaniu Paplońskiego tlómaczenia kroniki Helmolda, str. 286, 294, 
321). Że pod Buryslawem wypada pójmy wać Mieszka, którego sagi pomieszały 
z Bolesławem Chr., to widać z Thietmara (VII, 28), który mówi, że Swein miał za 
żonę córkę Mieszka I, siostrę Bolesława, a z niej dwócłi synów: Haralda i Kanuta. 
Niewiadoma ta córka po imieniu, zwała się Sigirdą, którą po śmierci Eryka 
króla szwedzkiego pojął Swein. (Szajnocha. Lechicki początek Polski, w zbiorze 
dzieł jego. T. IV, s, 115), a według Geyer'a, Sigirda, pierwsza żona Eryka, ko- 
bieta dumna, porzucona przez męża, utrzymała znaczenie swe i wyszła za Sweina. 
Histoite de Suede, 1839, s. 52. 



^ J19 — 

wej strony rzeki tej pod władze swą ująć, ale w owym czasie 
najsłabsze nawet ludy słowiańskie, przenosząc pierwotną swo- 
bodę nad wszystko, nie chciały łączyć się w większe organizmy 
państwowe. Orężem więc wypadało Mieszkowi otworzyć sobie 
do ujścia Odry drogę i być może, że z tego powodu Woli nianie, 
z Wichmanem na czele, przeciw niemu w r. 967 występywali. 
Toż samo zapewne było powodem do zawiści i gniewu mark- 
grafa Hodona. Nie Mieszko wojnę rozpoczął, lecz Hodo, który 
się oparł u Cedna, co wskazuje, że wprzód musiał przebyć Odrę 
i wtargnąć do kraju nie należącego do markgrafstwa Wscłio- 
dniego. Mieszko oczekiwał go u Cedna, broniąc swej posiadło- 
ści, której, mu nikt później nie zaprzeczał. Jeżeliby Mieszko 
wtargnął do posiadłości markgrafa, narobiłoby to krzyku takie- 
go pomiędzy Niemcami, że nie zaniedbaliby o tern zapisać. Tym- 
czasem świadek współczesny Titmar wyraźnie powiada, że na- 
jazd począł ^przezacny" Hodo, a zatem łatwo pojąć, że przebywszy 
Odrę, naruszył cudze granice i tern obraził Mieszka, rozciągają- 
cego widoki swe na cały prawy brzeg Odry aż do morza. 

Bawiący podówczas we Włoszecłi, Otto I ze smutkiem przy- 
jął wiadomość o zajściu pomiędzy Mieszkiem a Hodonem. Wnet 
wysłał do Saksonii gońców, rozkazując, aby obaj przeciwnicy, 
pod utratą łaski cesarskiej, wstrzymali się od wszelkicli nieprzy- 
jacielskicli kroków aż do jego przybycia, albowiem cliciał spór 
między nimi osobiście rozstrzygnąć. Przeciwnicy zachowali się 
spokojnie. J^) W r. 973 Otto I powrócił do Magdeburga, gdzie 
przepędziwszy święta wielkanocne, udał się do Kwedlinburga. 
Tam na jego wezwanie przybyli: Mieszko polski, Bolesław II 
czeski, posłowie greccy, bółgarscy, węgierscy, duńscy i słowiań- 
scy, a niezawodnie musiał być i markgraf Hodo. Mieszko obda- 
rowany i wesoły wrócił do ojczyzny,^") z czego wnieść wypada, 
że sprawę z Hodonem cesarz rozstrzygnął na korzyść Mieszka. 



i») Thietmar, II, 19. 

>«) Thietmar, II, 20. Podobnie i Annal. Hildesheimens. s. a. 973, Ptrtz, 
G. V, 62. 



— 320 — 

Tym sposobem prawy brzeg Odry został obroniony od wdzierstw 
markgrafów i aż do śmierci Mieszka, żaden z nich nie śmiał po- 
kusić sie nawet na przebycie' Odry. Młodzieńcze ludy prawego 
brzegu rzeki tej uzyskały czas do spokojnego rozwijania się i zle- 
wania w jedno ciało społeczne, które pod nazwą Polski na świat 
występowało. Ogromna ta zasługa Mieszki była skutkiem roz- 
ważnej polityki jego. 

3. Zachowanie się Mieszka za panowania Ottona II (973 — 983). 

W parę tygodni po odjeździe Mieszka z Kwedlinburga, ce- 
sarz Otto I życie skończył w Meminlewie'") (7 Maja r. 973). Na- 
stępca jego Otto II, za życia ojca wybrany i namaszczony, mło- 
dzieniec płochy i swawolny, ożeniony z greczynką Teofaniją, nie 
wzbudzał ku sobie zaufania publicznego. Znaleźli sie stronnicy 
Henryka kłótliwego, księcia bawarskiego, którego na tron wy- 
nieść usiłowali. Bolesław czeski i Mieszko polski oświadczyli się 
za Henrykiem, a gdy się za nim oświadczył jeszcze król duński 
Harald Blaatand, Otto II znalazł się w konieczności prowadzić 
wojnę jednoczasowo z Daniją, Czechami i stronnictwem Henryka 
w Germanii. Harald, posiłkowany przez silną flotę Hakona jarła 
norwegskiego, wpadł na pogranicze niemieckie ze Szlezwikiem, 
niszczył miejsca warowne, lecz gdy wodzom niemieckim udało 
się pograniczne warownie duńskie i pograniczne przekopy znisz- 
czyć,'*) z pomocą Słowian,'**) Harald zmuszony został do zawar- 



1") Pogrzebiony w Magdeburgu. Thietmai, II, 27. 

'*) Thietmar, III, 4. Wzmiankowane przekopy są późniejsze Danewirke. 

*®) W północnych sagach zachowało sie podanie, że podczas wojny Haralda 
z Ottonem II, ostatniemu, przy zdobyciu pogranicznych warowni duńskich, pomagali 
Słowianie, pod wodzą króla Buryslawa. (Wigger. Mekl. Annal. s. 40). Któż jest 
ten Burysław? Historyk duński Suhm (Ilf, s. 172, 188) domyślał sie, że podania 
pomieszały Mieszka polskiego z Bolesławem Chr. i że wzmiankowany Burysław może 
być Mieszkiem. Podobne zdanie podzielał Barthold (Gesch, v. Riigen, t. I, s. 292), 
po części i Szajnocha (Lechicki początek Polski, w ogólnym zbiorze dzieł jego, 
r. IV, s. 189). Giesebrecht (Wend. Gesch. I, 213) odrzuciał zupełnie Buryslawa, 
jako osobistość wymyśloną. Pawiński (IIo.iaScKie CiasaHe, s. 102) przypuszcza, że 



cia pokoju i skłonił się do szerzenia chrześciaństwa w swym 
kraju -^) (975). Trudniej szła sprawa z Henrykiem bawarskim, 
który, umknąwszy z pod mocnej straży (r. 976), znalazł obrońcę 
w księciu czeskim Bolesławie IT.-^) Ścigając Henryka, Otto II 
wpadł do Czech, niszczył kraj, lecz gdy nadciągające mu posiłki 
bawarskie Czechowie w pień wycięli pod Pilznem, Otton II spie- 
sznie cofnął się do Bawaryi niższej --) i dopiero w następnym 
roku udało mu się schwytać Henryka w Paso wie. ■-•^) Wojna 
z Czecliami tem się jednak nie skończyła. Otton II powtórnie 
napadł na Czechy (r. 977)-') i dopiero w r. 978 nastąpiło między 
nim a Bolesławem II pojednanie.-'^) 

W ciągu tej długiej sprawy Mieszko nie występuje otwar- 
cie: działa on tylko przez swych sprzymierzeńców. Dla niego 
wreszcie było obojętne kto zostanie cesarzem: Henryk czy Otto II, 
bo obaj byli Niemcy, Słowianom nie życzliwi. Ważniejsze było 
zaburzenie pomiędzy Niemcami, bo to przeszkadzało im szkodzić 
Słowianom. Mieszko korzystał z położenia swego i jako członek 
cesarstwa wystawił kandydata, który mu się zdawał być lepszym, 
a gdy się kandydat ten nie utrzymał, miał możność na równi 
z innymi członkami cesarstwa złożyć hołd Ottonowi II, łaski któ- 



ten Buryslaw mógł być królem Ranów, którzy jeszcze za Ottona I byli sprzymie- 
rzeńcami Niemców. 

-") Dahlman. Gesch. von Diinemark, s. 83. 

-') A. 976 Heinricus ciux Bawariorum, honore et communione privatus, Boe- 
miam fugit. Thietmar, III, 5. — W Annal. Hildesh. a. 976 Heinricus dnx Baiowa- 
riorum, sua potestate depositus et excommunicatus, degit cum Sclavis. — AVtedy od 
Bawaryi oderwana została Karyntyja, która odtąd stanowiła osobne księstwo choru- 
tafiskie (karyntyjskie), a uszczuplona i osłabiona Bawarya oddana została Ottonowi 
szwabskiemu. 

"-) Thietmar, III, 3, 5. Annal. Weisenburg. a. 975 imperator Bcheimos 
vastavit et c.oncremavit, Pertz. V. 63. 

2^) Thietmar, tamże. 

-■*) Annal. Lambertii. a. 977 Otto imperator cum magno exercitu perrexit ad 
Beheim et maximam partem de terrae illius concremavit. Pertz, V, 63. 

-•5) Annal. Lambertii. a. 978 ad imperatorem Ottonem venit in pascha Bo- 
lizlawo, qui honorifice susceptus magnisąue muneribus ab imperatore oneratus rediit 
domum. Pertz. V. 63. 

Tom III. 21 



— 322 — 

rego nie stracił. Zostawał na stronie, oczekując wypadków, 
w które tak obfite b3'lo krótkie panowanie Ottona II. Ledwo się 
bowiem sprawił Otto II ze stronnictwem Henryka bawarskiego, 
a już musiał spieszyć na wyprawę do Francy i, stolicę którój Pa- 
ryż oblegał w r. 978. Wkrótce potem, zajęty myślą podniesienia 
świetności dworu cesarskiego, na wzór dawnycli imperatorów 
rzymskicli, Otto II przejąwszy się ideami rzymskiemi i zamierza- 
jąc całą politykę skoncentrować w Rzymie, udał się w r. 980 do 
Włocli i więcej już do ojczystej Saksonii nie wrócił. Sprawy 
słowiańskie tak pilnie strzeżone przez Ottona I, szły teraz w za- 
pomnienie. Sprawy te cesarz zostawił markgrafom i biskupom, 
którzy według własnej woli poczęli Słowiańszczyzną rozrządzać. 
Mieszko stał w odwodzie. 



Powstanie Słowian zaodrzańskich w r. 983. 
Niepodległość. 

I. Wielkorządcy Słowian nadłabskich (980—982). Sprawa biskupa 
Wagona z księciem Mściwojem obodryckim. 

Słynny niszczyciel Słowian dolnej Łaby, książę saski Her- 
man Billing, na kilka tygodni przed śmiercią cesarza Ottona I, 
umarł i Kwietnia r. 973, w klątwie biskupa werdeńskiego da- 
wniej rzuconej.^) Po nim nastąpił syn jego Benno, niepo- 
mierny zdzierca Słowian.-) Był to mąż, według zdania Niem- 
ców, dobry, silny, wyjąwszy tylko, że wyrodziwszy się od ojca, 
dręczył lud swój zdzierstwami.*^) Sąsiad jego markgraf pół- 
nocny Tiadryk słynął z niepomiernej dumy, zdzierstw i okru- 
cieństw. •*) Trzeci kolega ich, markgraf wschodni „czcigodny" 



>) Thietmar, II, 20. 

2) Według Thłetmara (II. 20) synem Hermana Billinga byl Bernard, a we- 
dług Helmolda (T. 13) Benno, synem Ictórego byl Bernard I. 16, 
3; Helmold, I, 13. 
*) Thietmar, III, lo; Helmold, I, 16. 



Hodo, wiadomy już ze sprawy z księciem Mieszkiem, nie mniej 
od innych chciwy zdobyczy i bogactwa. Pasterzem metropolii 
Magdeburgskiej, po arcybiskupie Adalbercie (f 981), zosta! Gizi- 
ler, podejściem i oszukaństwem dobiwszy się wysokiej godności. 
Znany on w dziejach ze zniszczenia biskupstwa Merzeburgskiego 
(r. 981), przez chciwość zabrania dóbr onego na własne rozporzą- 
dzenie;^) nabyciem dochodów z kupców i obrzezańców żydów^ 
tudzież faciendą tych dochodów na inne pożytki dla siebie.*') 
Tacy tó wielkorządcy mieli nawracać i cywilizować podbitych 
poganów. Nieobecność Ottona II w Germanii, podniosła władze 
ich na stopień udzielnych panów% absolutnie rządzących w powie- 
rzonych im krajach, bez najmniejszego ograniczenia namiętności 
i nałogów swych. 

Biskupem starogardzkim po Egwardzie został _Wago, ma- 
jący ,.piekną" siostrę, której książę obodrycki jMściwoj, Billugiem 
przezwany,') w cześć ojca chrzestnego Hermana Billinga, zażądał 
w zamęście. Przyjaciele biskupa radzili mu, że nie warto tak 
piękną pannę wydawać za nieokrzesanego i dzikiego człowieka. 
Mściwoj zaś, nie zważając na obelgi, nie przestawał proźb swoich 
ponawiać, a biskup, obawiając się, ażeby ztąd jaka szkoda dla 
kościoła nie wynikła, siostrę mu swoją oddał w zamęście (r. 973). 
Z małżeństwa tego zrodzoną Hodikę wuj biskup oddał do kla- 
sztoru, a gdy tam wyćwiczyła się w piśmie świętem, uczynił ją 
ksienią klasztoru panien w Mikilinburgu, chociaż na to lat po- 
trzebnych nie miała. Brat jej starszy Mieczysław, z innej matki, 
chociaż pozornie chrześcianin, ale w duszy poganin, z przykro- 
ścią patrząc na to, obwiniał ojca, że za nowostkami się uganiał 
i nie bojąc się praw ojczystych odstępywać, najprzód ożenił się 
z Niemką, a potem jeszcze córkę do klasztornej klauzury oddał. 



5) Thietmar, III, q. 

«) Thietmar, VI, I2. 

') Helmold nazywa go Billugiem, nie wymieniając imienia, ale u Widukinda 
(nr, c. 68), pod r. 966 wzmiankuje sie ksiaże obodrycki Mściwoj, który nie innym 
jak tym samym Billugiem być musi. 

21* 



— 324 - 

Często drażniony przez syna, Mściwoj chwiać sie począł i zamy- 
śla! o odepchnięciu pojętej małżonki, ale z obawy Sasów, zwle- 
kał swój zamiar. Raz gdy biskup, zwiedzając swą dyecezyę, 
przyjechał do Mikilinburga, książę, udając dla Wagona wielką 
przyjaźń, dziękował mu za dobrodziejstwa i pośrednictwo u ksią- 
żąt saskich, prosił jednak, aby należny biskupowi podatek w ziemi 
Obodrytów,''; pozwolił wybierać na utrzymanie siostrzenicy bi- 
skupiej ITodiki. Lecz żeby biskup nie poniósł przez to straty, 
prosił go książę wybrać sobie włości oprócz tych, które z nada- 
nia cesarskiego, w ziemi Obodrytów posiadał. Biskup, nie spo- 
strzegając podstępu, który ten „najchytrzejszy człowiek" pięknemi 
słowami osłonił, bez zwłoki na proźbę przystał. Wybrał sobie 
najobszerniejsze wsie, rozdał osadnikom ziemie do uprawy i po- 
wrócił do ziemi Wągrów, gdzie miał dwa dwory: jeden w Bo- 
źowie,'*) drugi nad r, Trawną w miejscu Nezenna/*^) z kaplicą 
i domem murow'anym. Tymczasem Mściwoj z synem podstępne 
zamiary poczęli do skutku przyprowadzać. Mściwoj podsyłał sługi 
swoje kraść konie i tajemnemi rozbojami niszczyć mienie osa- 
dników^ przez co zamierzał pozbawić biskupa praw i do dzie- 
sięciny i do posiadłości, a uszczuplając dochody jego, przyprowa- 
dzić kościół do upadku. Biskup, przybywszy do ziemi Obodry- 
tów, z przerażeniem dowiedział się o wszystkiem. Starał się 
zmiękczyć szwagra swego podchlebstwami, dodając, że jeśli się 
nie opamięta, ściągnie na siebie gniew nie tylko boży, ale i ma- 
jestatu cesarskiego. Mściwoj obłudnie zarzuty odpierał, składa- 
jąc całą winę na łotrów, którzy przychodząc z ziemi Ranów, lub 
Weletów, nawet jego posiadłości nie oszczędzali, dla powstrzy- 



®) Od każdego pługa, t. j. od dwóeh wołów lub jednego konia, miarę zboża, 
40 motków lnu i 12 sztuk pieniędzy drobnej monety, oprócz tego jeden pieniądz 
należał sie temu, kto podatek wybierał. Helmold, I, 14. 

*•) Buzu wieś w Holsztynie, nad jeziorem Blońskiem (Plona) i dziś jeszcze 
nazywa się Bozow, w słowiańskiej formie Bożow. W tej wsi przy liościele ś. Pio- 
tra, kronikarz Hełmold w XII w. proboszczem byl. 

^°) U Helmolda X e z e n n a , dziś G n i s u u. Widocznie w tel^scie opusz- 
czona •jloska C. z rlodatiiieni której otr/.ymalibyśmy: Gnezeniia = Gniezno. 



I 



— 325 — 

mania zaś ich obiecał dać pomoc i rade. Gdy zaś biskup odje- 
chał w przel^onaniu, że spór załatwił, po włościach jego rozpo- 
częły się pożary, a osadnil^om pogrożono śmiercią, jeśliby jalc 
najspieszniej siedlislc swych nie opuścili. Zamieniwszy tym spo- 
sobem włości bisl^upie w pustynię, Mściwoj odpędził od siebie 
siostrę biskupa, nie obawiając się zemsty Sasów, zaprzątniętych 
całkiem sprawami Ottona II we Włoszech i nic przeciw Słowia- 
nom nie mogącym przedsięwziąć. Jeden tylko książę saski 
Benno ") zachował „słaby cień władzy" nad Słowianami. 

Zwrot polityki książąt obodryckich do dawniejszego po- 
rządku rzeczy podnosił stronnictwo ludowe, pogańskie, Mściwoj 
Billug, choć żył jeszcze, stracił znaczenie: synowie jego Mieczy- 
sław'-) i Mściwoj syn przewodniczyli ludowi. Po niejakim cza- 
sie Mściwoj syn, idąc za przykładem ojca, zażądał dla siebie ręki 
Niemki, synowicy księcia saskiego Bernarda, a dla okazania się 
godnym jej, udał się z księciem do Włoch z tysiącem wojo- 
wników.'"^) Wiodąc rodaków swych ginąć za obcą sprawę w da- 
lekich krajach, Mściwoj nie podejrzywał, że czynił to w wigiliją 
prawie narodowego powstania. 

2. Powstanie Słowian w r. 983. 

Ucisk, okrucieństwa i zdzierstwa markgrafa Tiadryka 
i księcia saskiego Bernarda, a przytem nierozsądek obu, przymu- 
siły Słowian do powstania. '^) A gdy Bernard z wojskiem wypra- 
wił się do Włoch, Słowianie jednomyślnie postanowili wziąć się 
do oręża. W tern dochodzi do nich wieść o poniesionej przez 
Ottona II strasznej klęsce pod Basenteło w Kalabryi (13 Lipca 
r. 982). Zginął tam cały kwiat rycerstwa niemieckiego i „nie- 
wypowiedziane mnóstwo komesów, których imiona Bogu są tyl- 
ko znane."' Tysiąc wojowników słowiańskich Mściwoja, także 



1') Helmold I. 14. 

12) Według Helmolda (I, 16) Mizzudrag. 

i'') Helmold, I, 16. 

1') Thietmar, III, lo; Helmold I. 16. 



polegli. Sam cesarz Otton II dostał sie do niewoli kupcom grec- 
kim i zawdzięczając jedynie poświęceniu się żołnierza słowiań- 
skiego Żelenty, nie został jeńcem cesarza wschodniego.^'') 

Wieść o tej klęsce dodała Słowianom nadziei do uwolnienia 
się z pod przemocy niemieckiej. „Zbrodnicza sprawa w dniu 
29 Czerwca r. 983 poczęła się od wycięcia załogi w Hawelbergu 
i zburzenia tamże stolicy biskupiej. W trzy dni potem, o go- 
dzinie porannej, gdy na prymaryję dzwoniono, uderzył spikniony 
tłum Słowian na biskupstwo Brandenburgskie, przed którym 
trzeci z rzędu biskup tej katedry Wolkmer wcześniej, obrońca 
zaś jego Tiadryk z rycerstwem, w dniu napadu, spieszną rato- 
wali się ucieczką. Kler cały pojmany został a Dodilo, tejże sto- 
licy pasterz z rzędu drugi od swych poddanych zaduszony i od 
trzech lat złożony w grobie, dobyty z trumny i z szat kapłań- 
skich, przez psy zajadłe odarty, poczem do grobu ciśnięty na po- 
wrót ; cały skarbiec kościelny poszedł na pastwę rabusiów i krew 
wielu niewinnych polała się okrutnie. W miejsce Chrystusa ry- 
bitwy czcigodnego Piotra, znowu rozliczne bożyszcza z diabel- 
skiem odszczepieństwem czczone być poczęły, a przewrót ten 
opłakany nietylko wśród pogan, lecz i w chrześcianach znalazł 
poparcie." ^'') 

Powstanie rozlało się szerokim potokiem od Łaby do. Odry. 
Powrócił i IMściwój syn z Włoch, lecz synowicy Bernarda nie 
dostał.^') Sprawa narodowa trafiła do przekonania jego: stanął 



1'') Thietmar, III, 12, powiada, że żołnierz ten zwal sie Henrykiem, a po 
slowiańsku Zolunta. 

1") Thietmar, III, 10. 

'') Według Helmolda, Mściwoj powróciwszy z Włoch, żądał pięknej lisię- 
żniczki stosownie do obietnicy, ale markgraf Tiadryk udaremnił ten zamiar, mówiąc, 
że pokrewna księcia za psa wydaną być nie może. Potem opamiętawszy sie marlc- 
graf posłał za Mściwojem posłów, aby zawarł małżeństwo, lecz ten niby odpowie- 
d/,ial: „Wielkiej -wdzięczności za nasze usługi doznaliśmy, że już nas nie za ludzi, 
lecz za psów uważają. A jeżeli pies jest silny, to i ukąszenia jego będą bolesne." 
Potem Mściwoj udawszy się do Ratary, oznajmił Słowianom o doznanej zniewadze 
i powiedział, że Słowianie w języku Sasów psami się nazywają. A oni rzekli: 
„według zasług swoich cierpisz, gardząc bowiem swymi współ plemiennikami, umilo- 



— 327 — 

na czele powstania. Tłum Słowian pomorskich, ciągnąc ku Sta- 
rogardowi (w Wagryi), mordował chrześcian, z ziemia równał 
kościoły. Obodryci, zająwszy Starogard, sześćdziesięciu księży 
wymordowali i na widok publiczny wystawili. Innych wielu 
chrześcian (Niemców), jak bydło pomordowano. Rozszalały tłum 
nie znał granic: palił, niszczył wszystko, co było chrześciańskie, 
niemieckie, zburzył wszystkie co do jednego kościoły, księży 
i sługi kościelne wymordował, ^^) A gdy na ziemi ojczystej wro- 
gów nie stało, tłum rzucił się na Nordalbingiję, którą spusto- 
szywszy mieczem i ogniem, pod wodzą Mściwoja napadł na Ham- 
burg."*) Tymczasem brat Mściwoja Mieczysław Bogu poświęconą 
siostrę swą Hodikę porwał z klasztoru panien w Mikilinburgu 
i „wszetecznym związkiem małżeńskim" połączył ją z niejakim 
Bolesławem. Inne dziewice, które tamże znalazł, albo za żołnie- 
rzy swoich powydawał, albo do ziemi Lutyków lub Ranów roze- 
słał. Klasztor Mikilinburgski pustką pozostał.-*') Na wschód od 
Łaby chrześciaństwa śladu nie zostało. 

Trwoga krwawego powstania Słowian przeraża Niemców 
i zwiększa się jeszcze napadem Czechów, pod wodzą grafa sa- 
skiego Dedi z Wetinu do vSerbska, pomiędzy Solawą a Modłą 
(Muldą) r, 983. Powstanie wybuchneło na zachód od Łaby i aż 
do Turyngii sięgnęło. Markgraf misznieński Rikdag uciekł, wła- 



waleś ród Sasów wiarołomny i chciwy. Przysiąż nam, że ich opuścisz, a my z tobą 
staniemy. I przysiągł im. Poczem Słowianie powstali. — Legenda ta we dwa wieki 
prawie po zaszłych wypadkach, opowiedziana przez Plelroolda, tchnie więcej poe- 
zyją, aniżeli rzeczywistością. Mściwoj książę obodrycki idzie do Lutyków i w Ka- 
tarze skarży się na wyrządzoną mu zniewagę. Czemuż nie udał się wprost do swego 
kraju, gdzie brat jego Mieczysław, zapalony poganin, mógł go wesprzyć? Czy pra 
wdopodobnie, aby Lutycy rozpoczęli wojnę w celu pomszczenia zniewagi księcia 
obodryckiego, w obec odwiecznej nienawiści między rodzinami książąt lutyckich 
a obodryckich. Ubarwienie w poetyczne formy sprawy tej, widoczne. A jednak nie- 
którzy dziejopisowie powieść Helmolda przyjmują za czystą prawdę. 

1^) Helmold, I, 1 6. 

'0) Według Helmolda napad na Hamburg uczynił Mściwoj, a według Thiel- 
mara (III, il) Mestwin wódz Obodrytów. 

20) Helijold, I, 15. 



~ 328 -^ 

dze rządowe i kościelne wymordowane. Pogaństwo z całą mocą 
odżywszy, szczękiem oręża napełniło brzegi Sola wy, która już od 
kilkudziesięciu lat osadzona przez niemieckie warownie, załogi 
i kościoły, zdawała się płynąć wśród spokojnego kraju niemiec- 
kiego. Okazało się jednak, że i tam duch zemsty głęboko w ma- 
sach ludności miejscowej nurtował. Wnet stolica biskupstwa Ży- 
czańskiego zlupiona, pierwszy biskup tego kościoła Hugo szukał 
ocalenia w ucieczce, klasztory i kościoły z ziemią zrównane. Po- 
wstańcy gnali Niemców przed sobą „jak płoche jelenie roz- 
pierzchłe", a wpadłszy do Kalwe nad Solawą, splądrowali tam 
słynny klasztor ś. Wawrzyńca,-^) w którym znajdowała się córka 
markgrafa Tiadryka Oda, później żona księcia polskiego Mie- 
szka L--) Panowanie Niemców upadło i z lewej strony Łaby, 
aż do Solawy. 

3. Bitwa nad r. Tongerą (983) i skutki jej. 

Gdy nareszcie wszystko, co było niemieckie zburzone zo- 
stało, a szal pierwotny przeszedł, miejscowe powstania Słowian 
zlewają się w jedną masę, organizują się do walki z siłami ce- 
sarstwa, zgromadzonemi w Saksonii. Słowianie teraz nie cze- 
l<ają, jak dawniej, nim Niemcy zbiorą się z siłami i do ich ziemi 
wkroczą, lecz zgromadziwszy więcej 30 legijonów pieszych i kon- 
nych wojów, składających z górą sześćdziesiąt tysięcy ludzi, pod 



21) Thietmar, III, ii. 

-•) Czy w tym czasie porwana była z klasztoru Oda i do Polski zawieziona 
na żonę Mieszkowi I, jak mniema Bartoszewicz (Hist. Pierwotna Polski, I, 364), czy 
później — nie wiadomo. Thietmar, wzmiankując o pojęciu przez Mieszka Ody „bez 
udzielenia sobie kanonicznego na to zezwolenia", zamilczą jakim sposobem z kla- 
sztoru wydobył Mieszko Odę. „Wielka jej była złość przenosząc rycerskiego męża 
nad oblubieńca niebieskiego, nie podobało się to wszystkim zwierzchnikom ko- 
ścioła... Ale przez wzgląd na dobro ojczyzny i niezamącenie pokoju 
upragnionego, nie przyszło z tego powodu do zerwania z księciem 
polskim, posłużyło raczej do utwierdzenia z nim na nowo pod ten czas zachwia- 
nych stosunków. Przez Odę bowiem zwiększył się poczet zwolenników wiary Chry- 
stusa, mnóstwo jeńców wojennych do ojczyzny wróciło, spadły pęta z nóg wię- 
źniów"... (Thietmar, IV, 36). 



— 329 — 

przewodnictwem swych bożków i grajków, śmiało ciągną, do 
kraju Sasów, przy odgłosie trąb przechodzą Łabę i po lewej 
stronie jej, w pobliżu r, Tongery, gotują sie do boju. Opodal 
Niemcy zgromadzili wojska pod wodzą arcybiskupa magdeburg- 
skiego Gizilera, biskupa halbersztadzkiego Hiliiwarda, markgrafa 
Tiadryka, komesów Rikdaga, Hodona, Binizona, Fryderyka, Du- 
dona, Zygfryda ojca kronikarza Titmara i wielu innych. Z roz- 
świtem dnia sobotniego, Niemcy wysłuchawszy mszy świętej 
i pokrzepiwszy dusze niebiańskim sakramentem, ruszyli na wro- 
gów przeciw nim postępującym. Szczegółów bitwy Niemcy nie 
opisali, ograniczając się wzmianką, że „tylko garstce Słowian do- 
zwolili schronić się na poblizką wyżynę," -3) ale ich nie ścigali, 
a za nadejściem nocy Niemcy „opodal od nich położyli się obo- 
zem." Nazajutrz wojsko niemieckie odeszło do domu „z wyjąt- 
kiem trzech tylko brakujących do liczby." 2*) Widocznie, że bi- 
twa była nierozstrzygnioną, a niemieccy pisarze woleli zamilczyć 
o tem. Słowianie wprawdzie nie zdołali opanować niemieckich 
warowni nad Łabą, ale widocznie mieli w boju powodzenie, bo 
Niemcy ścigać ich nie śmieli, ani przejść za Łabę, coby nieza- 
wodnie nastąpiło, gdyby Niemcy odnieśli zwycięztwo. Wszak 
zdziercy Słowian Tiadrykowi i kolegom jego markgrafom: Ho- 
donowi wschodniemu i Rikdagowi misznieńskiemu chciałoby się 
prędzej wrócić do władzy i dóbr swoich, a jednak o tem po bi- 
twie nad Tongerą pomyślić nawet nie śmieli. Panowanie nie- 
mieckie w Słowiańszczyźnie pomiędzy Łabą a Odrą runęło, chrze- 
ściaństwo znikło, cześć dawnych bogów odżyła z taką mocą, że 
nawet sam Mściwoj obodrycki zmuszony został uciec do Niemców 
za Łabę. 25) 



23j Thietmar, III, ii. Annal. Saxo s. a. 983 in loco qui Belxem dicitur, 
porów.: Raumer, Regesta, s. 61; Wigger, Meklem. Annalen, s. 42. Pod nazwa 
Belxa wypada podrozumiewać: Białą ziemie. Wyżej. T. II, s. 148, 176. 

21) Thietmar, III, u. 

25) Adam Bremeński. II, 31. Helmold I, 16. Uciekł do Bardów, t. j. do 
Bardengau. 



Wiedzieli współcześni Niemcy, że jak ksiaże saski Bernard, 
tak równie i markgraf Tiadryk, odznaczając się niepomierna 
chciwością, dręczyli Słowian zdzierstwem i różnemi okrucieństwa- 
mi,-'') a jednak dopiero w skutek powstania Słowian (r. 983) ce- 
sarz Otto II pozbawił markgrafa godności i całego dziedzictwa. 
Cesarz zamierzał poprawić stan rzeczy, zwołał sejm w Weronie, 
na którym Henryk bawarski uwolniony z więzienia i do rządów 
Bawaryi przywrócony został. Na tymże sejmie cesarz wymógł, 
że syna jego małoletniego Ottona III na przyszłego cesarza wy- 
brano, ale więcej niczego zrobić nie mógł. Zmarł on w Rzymie 
7 Grudnia r. 983 właśnie w tym samym czasie, gdy Słowiań- 
szczyznę stracił. W jednem tylko Misznie załoga niemiecka bro- 
niła się jeszcze. Pozbawiony godności i dochodów markgraf Tia- 
dryk, został prebendarzem w Magdeburgu i tam wkrótce potem 
umarł, złą śmiercią (r. 985), jak na to zasłużył.-^) 

§52. 

Obodryci i Lutycy bronią niepodległości swej do 

końca w. X. Niemcy trzymają się w Misznie. 

I. Usiłowania Niemców do odzyskania straconej Słowiańszczyzny. Zdo- 
bycie przez Czechów Miszna (r. 985) i ustąpienie go Niemcom. 

Dwa wieki Niemcy wytężali siły swe w celu opanowania 
ziem słowiańskich pomiędzy Łabą a Odrą; misyonarze niemiecko- 
łacińscy nie szczędzili pracy ku zespoleniu Słowian przez kościół 
z cesarstwem; zdawało się nawet, że już utrwalili chrześciaństwo 
i ustanowili kościół, sługi którego liczyli z pomiędzy siebie tylu 



26) Thietmar, III, lo; Helmold, I, i6. 

-'') Theodericus dux et marchio dignitatein perdidit, sucedente sibi Lothario, 
parte Werinharii, postciuam Slavi ecclesias in Branneburch et llayelbergam destru- 
xerunt et relapsi sunt denuo ad paganismum. Annal. Saxo. 

Theodericus marchio Slavorum depulsus ab honore et hereditate prebenda- 
rius apud Magdeburg mała morte, ut dignus fuit, vitam finivit. Adam Brem. II, 31 
Helmold, I, 16. Data śmierci Tiadryka w annałach kwedlinburgskich i t. d, zapi- 
sana pod r. 985. Rauraer, Regesta, s. 63. 



— 33^ — 

już męczenników, że według słów kronikarzy, na spisanie icłi 
ledwoby cała księga wystarczyła;^) cesarze i papieże pozatwier- 
dzali niemało biskupstw, pobudowali wiele klasztorów, liojnie 
opatrzonych w docliody i wygody życia, lecz wszystko to za je- 
dnem poruszeniem się ludów słowiańskich w r. 983 znikło, jakby 
sen. Dawna cześć bogów i swoboda gminna zakwitły znowu od 
Sola wy aż do Odry. Czyż cesarz i kościół mogli na to oboję- 
tnie patrzyć? Godność ich cierpiała na tern wiele, ale stracenie 
daniny, kontyngensów wojennych, licznych dóbr duchownych 
i świeckich, rozmaitych podatków i poborów w pieniędzach 
i w naturze stokroć boleśniejsze były. Niechby wreszcie biskup- 
stwa założone dla Słowian i nie istniały czas jakiś, byłoby to 
jeszcze znośne, lecz arcy biskupstwa Magdeburgskie i Hamburg- 
skie bez środków, które na ich utrzymanie dostarczali Słowia- 
nie, istnieć nie mogły. Niepodobieństwem było dla cesarstwa 
i administracyi kościelnej wyrzec się tego, co im z rąk wypadło. 
Przemyśli wali więc Niemcy nad odzyskaniem straty: czas jednak 
nie był dogodny ku temu. 

Następca Ottona II, małoletni Otton III, zostawał pod opieką 
Henryka księcia bawarskiego, który zamierzając sam usiąść na 
tronie, robił sobie stronników. Wsparł go dawny przyjaciel książę 
czeski Bolesław II, a Mieszko polski, życząc sobie zachować z cesa- 
rzem dobre stosunki, przychylał się do wyniesienia na tron Hen- 
ryka, tem bardziej, że ostatni mając przeciw sobie silne stronni- 
ctwo Ottona III, musiał dla Słowian być powolnym. Na zjeździe 
w Kwedlinburgu r. 984, podczas świąt wielkanocnych książęta 
Mieszko, Bolesław II i Mściwoj obodrycki wspólnie z innymi du- 
kami państwa Niemieckiego, złożyli Henrykowi przysięgę wier- 
ności.'-) Tymczasem stronnictwo Ottona III pod przewodnictwem 
księcia saskiego Bernarda i markgrafa Tiadryka, domagając się 



1) Helmold, I, 16, 

-) An. 984. Heinricus pascha Quidilingeburg festivis peregit gaudiis . . . Hue 
Miseco et Mistui et Bolizlovo duces cum caeteris ineftabilibus confluebant, auxilium 
sibi deinceps ut regi et domino cum juramentis affirmantęs. Thietmar, IV, 2, 



wydania mu małoletniego Ottona 111, przycisnęło Henryka tak, 
że on musiał ratować się ucieczka do sprzymierzeńca swego Bo- 
lesława II, Z Czech, pod zasłoną wojska danego przez Bolesła- 
wa II, Henryk przez krainy Niżanów i Glomaczów przeprowa- 
dzony został do Mogilna, zkąd z przybyłymi do niego Niemcami 
pociągnął dalej do Magdeburga. Rycerz bolesławowski Wagio, 
który przeprowadzał Henryka, wracając do Czecłi, stanął pod 
Misznem, a porozumiawszy sie z mieszkańcami, wezwał Fryde- 
ryka wassala markgrafa Rikdaga, który wówczas sprawował 
rządy w ISIagdeburgu, aby dla porozumienia się wyszedł do ko- 
ścioła za miastem położonego. Wyszedł z miasta burggraf Rik- 
^^§"'^) „rycerz wyborny", lecz zdradziecko przez Czecłiów schwy- 
tany u rzeki Triebaczy, ufność swą zbytnią życiem przypłacił. 
Misznc przez załogę czeską zajęte, stało się posiadłością i miej- 
scem pobytu Bolesława II'') (r. 985). Oswobodziwszy się od Niem- 
ców Misznianie wygnali od siebie miejscowego biskupa Wolkol- 
da, który w Moguncyi szukał przytułku,-^) a potem czas niejakiś 
sprawował w Pradze urząd biskupa, zamiast Wojciecha, gdy ten 
do Rzymu odjechał.^) 

Opanowanie przez Henryka kłótliwego władzy najwyższej 
w Germanii było na rękę Słowianom, lecz Henryk niedługo cie- 
szył się tą władzą. Stronnictwo małoletniego Ottona III wzięło 
przewagę. Matka jego Teofanija energiczna i stanowcza, rządy 
państwa w imieniu czteroletniego syna objęła. Książętom sło- 
wiańskim wypadało zmienić politykę. Jakoż na święta wielka- 
nocne w r. 985 do Kwedłinburga z dworami swymi przybyli Bo- 
lesław II i Mieszko, a po odbyciu całego obchodu, według da- 



^) Wezwany byl Fryderyk, a zabity Rigdag; widocznie jakieś pomięszanie 
imion u Thietmara (IV, 4). Komentatorowie jego zauważali, że było dwóch Rikda- 
gów, jeden: marchio in Merseburg commorans, drugi civitatis 
Miśni custos. Porów, kronika Titmara, przekład polski Komarnickiego. Zy- 
tomirz. 1861, s. 98. 

*) Thietmar, IV, 4. 

B) Thietmar, IV, 5. 

«) Wyżej s. 303. 



1 



nego przepisu, hojnie obdarowani do domu wrócili. ,,W dniach 
onych, IMieszko składając hołd uległości Ottonowi III, podarował 
mu wielbłąda," ') poczem dwie wyprawy pod jego rozkazami od- 
był,^) przeciw Słowianom ,.zamieszkałym na wschodzie," ^) t. j. 
Lutykom, sąsiadom państwa Mieszka w latach g86 i 987. ^^j 

Pojednawszy sie z Ottonem III, książę czeski Bolesław II 
w Kwedlinburgu (985), musiał opuścić niezadługo przedtem zdo- 
byty gród Miszno. Urząd markgrafa misznieńskiego, z powodu 
śmierci Rikdaga, zajął Ekhard (r. 985). Wkrótce potem i wy- 
gnany z Miszna Wolkold powrócił do swej dyecezyiJ') 

2. Zwada pomiędzy książętami Bolesławem II, a Mieszkiem I r. 990. 
Tymczasem Niemcy ujarzmiają Milczanów. 

Do zjazdu w Kwedlinburgu r. 985 Mieszko i Bolesław II, 
wspierając stronnictwo Henryka bawarskiego, trzymali się jedna- 
kowej polityki i żyli z sobą w zgodzie. Później poczyna się po- 
między nimi nieporozumienie, którego powodów bliżej nie zna- 
my. Być może Mieszko, biorąc udział w wyprawach Ottona III 
w roku 986 i 987 przeciw Lutykom, którzy od dawna zostawali 
z Czechami w przyjaznych stosunkach, obraził tem Bolesława, 
być może widoki obu książąt na rozszerzenie sw^ej władzy w Slą- 



") Thietmar, IV, 7. "Według uwagi Lelewela, Mieszko podarował Otto- 
nowi III wielbłąda dopiero w r. 986. Polska wiek. średn. T. II, VI, 9. Porów, 
niżej cytatę 9. 

8) Thietmar, IV, 7. 

^) Ibid. IV, 8. Annal. Quedlinb. a. 985. Sa.Kones Sclaviam invaserunt, qui- 
bus ad supplementum Misaco cum magno exercitu venit. An. 986. Otto rex cum 
magno exercitu Saxonum perresit in Sclaviam, ibique ad eum venit Misaco cum mul- 
titudine nimia, obtulitque ei unum camelum et alia xenia multa, se ipsum etiam subdit 
pote.stati illius. — Wzmianki o Mieszku powtarzają się dosłownie w Annales Hildes- 
heimens. s. a. 986. Pertz, M. G. V, 67. 

1") Annal. Quedlinb. a. 987. Saxones Sclaviam iterum invaserent et ad ulti- 
mum ipsi Slavi regis ditioni subduntur, et castella juxta Albiam flumen denuo re- 
staurata sunt. Różnice dat dwócli wypraw Mieszka przeciw Lutykom pogodzić tru- 
dno. Zdaje się, że odbyły się w łatach 986 i 987. 

1') Thietmar, IV, 5, Hok śmierci Rikdaga 985 oznaczają annały kwedlin- 
burgskie, Saxo i nekrolog fuldeński. Wigger, Mekl. Annal. 43. 



' 334 

sku i Łużycach postawiły ich przeciw sobie tak, że z przyjaciół 
wrogami sie stali. Bądź co bądź zwadę rozpoczął Bolesław II, 
najechawszy należące do Mieszka kraje na pograniczu Śląska 
i Łużyc. Oba przeciwnicy szukali sprzymierzeńców. Bolesław 
łatwo ich znalazł w Lutykach, a Mieszko u cesarzowej Teofanii, 
z rozkazu której arcybiskup magdeburgski Giziler, wziąwszy z so- 
bą ledwo cztery chorągwie wojowników, pośpieszył do kraju Słu- 
pianów ^•) i stanął obozem nad rozlewem w^ód, przez który most 
długi prowadził. Ze świtem dnia następnego (13 Lipca r. 990) 
Niemcy, oświadomieni o zbliżeniu się Czechów, ruszyli naprzód. 
Wkrótce potem ukazał się i Bolesław, który rotę za rotą wypro- 
wadzał w pole; poczem obie strony wyprawiły posłów na zwiady. 
Wojownicy czescy nalegali na Bolesława, aby żywej nodze Niem- 
ców ujść nie pozwolił, ale wysłany na zwiady rycerz Slopan po- 
wściągał ich, mówiąc, że chociaż wojsko niemieckie nieliczne, 
ale siła jego wielka, albowiem od stóp do głowy w żelazo za- 
kute. Potykać się z niem wolno księciu, lecz choćby i odnieść 
zwycięztwo, zawsze byłoby to klęską, ponieważ siła czeska osłabi 
się, a wtedy ścigającemu Mieszkowi trudno się będzie opierać, 
a może i nie uda się umknąć. Sasi w każdym razie staliby się 
nieprzyjaciółmi, a jeśli Czesi przegrają bitwę, na ówczas księciu 
i państwu jego grozi biada, nie zostanie nadziei oparcia się nie- 
pr?yjacielowi nawet na własnej ziemi, którą on wałem dokoła 
opasze. Na takie słowa nie znalazło się odpowiedzi. Bolesław 
pragnął pogodzić się z Mieszkiem, za pośrednictwem wxdzów 
niemieckich, żądając, aby mu pomagali drogą układów odzyskać 
utracone kraje. Niemcy pochwalili ten zamiar, poczem arcybi- 
skup Giziler, tudzież komesowie: Ekhard, Eziko i Binizo udali 
się do Bolesława na układy, odprawiwszy swe wojskc. Nastąpił 
zmrok wieczorny, Bolesław polecił przybyłym oddać broń i roz- 
kazał nie zwracać jej, póki nie stwierdzą przysięgą zawartej 



i-j Thietmar, IV, 9, krainę tę zwie Selpuli. Porównaj dzieła tego T. II, 
s. 59. 343. 



umowy. Przybywszy razem z pośrednikami nad Odrę, Bolesław 
posłał do Mieszka z oznajmieniem, iż pomocnicy, na których ra- 
chował, w jego znajdują, się rękach. Jeżeli więc zwróci krainę, 
którą zabrał Czechom, bez szwanku odejdą, w przeciwnym razie 
będą zgubieni. Zastraszenie to jednak do niczego nie posłużyło. 
Mieszko rozumiał dobrze położenie swe i słabość sił księcia cze- 
skiego, dla czego dał mu odpowiedź, że jeśli król (Otto III) ze- 
chce jeńców swych wyzwolić, lub za zabitych się pomścić, uczyni 
to pewno, lecz gdyby tego i nie uczynił, nie wypada ztąd, aby 
on, Mieszko, miał kraje swe tracić dobrowolnie.^^) Stateczna od- 
powiedź Mieszka przekonała księcia czeskiego, że z nim nie da 
sobie rady, nawet przy pomocy Niemców. Puścił więc Bole- 
sław II na wolność arcybiskupa i komesów, a sam z nad r. Słu- 
pie] ustępując na południe, ku granicom czeskim, pustoszył oko- 
licę, widocznie dla tego, iż nie miał nadziei zatrzymać ją dla sie- 
bie. Po drodze zajął jakiś gród,^*) bez oporu ze strony mie- 



1") Thietmar, IV, 9. 

'^) W kronice Thietmara zostawione jest próżne miejsce, na którem miało 
być napisane nazwisko jakiegoś grodu polskiego, który Bolesław II dostał w moc 
swoja r. 990. Komentatorowie kroniki Tliietmara mniemają, że miastem, którego 
nazwa opuszczona jest. ma być Niemcza na Śląsku. Bezimienny mnich sazawski po- 
wiada pod r. 990: Eodem anno Nemci perdita est. Pertz, M. G, IX, s. 149. Porów. 
Bielowski, M. P. I, s. 256. Ale oprócz Niemczy na Śląsku jest jeszcze inna 
Niemcza w Łużycach nad r. Nisą. Otton III, czyniąc w r. lOOO nadanie kościo- 
łowi Nienburgskiemu nad Solawą dóbr różnych, dodał: dedimus civitatem Niempsi 
dictam, in comitatu Geronis marchionis in ripa iluminis Niza nominati sitam. Atque 
illud burgwardium cum omnibus villulis ad illud pertinentibus Pozdietin, Gotheiuua, 
Bezdiez, Gozeuua, Zepi, Tamarini. Heinemann'a Codex Anhaltinus, T. I, Nr. 90. 
Jeżeli więc Bolesław II zdobył rzeczywiście Niemczę, to prawdopodobniej, że Niem- 
czę nad Nisą, położoną w pobliżu krainy Słupianów, w Ict-prej obozowali Niemcy 
i Czesi w r. 990, niż oddaloną bardzo od tego miejsca Niemcze na Śląsku, nad 
r. Ślęzą (dziś Lohe), która za czasów Bolesława Chr. do Polski należała (Thietmar, 
VII, 44). Tymczasem Niemcza nad Nisą pozostała w ręku Niemców. Jakim spo- 
sobem to stać się mogło? Panowanie Alieszka rozciągało się na południe do Wro- 
cławia, a na zachód do Bobry i Kwiazi. Dalej były już Lużyce, ujarzmione przez 
Gerona w r. 963. Od tego czasu i Mieszko został wassalem cesarstwa, ale to nie 
przeszkadzało mu zdobywać sąsiednie kraje pogańskie, do cesarstwa nie należące. 
Przypomnijmy ogólne powstanie Słowian między Łabą a Odrą w r. 983 i wygnanie 
Niemców za Łabę, a znajdziemy czas, w którym Mieszko mógł zająć Niemczę nad 
Nisą, później zdobytą przez Bolesława II w r. 990 i dla Mieczysława straconą, je- 



- 336 - 

szkańców, a jednak rządcę grodu tego, ująwszy w moc swoją, od- 
dal sprzymierzeńcom swym Lutykom, „z którego oni niezwło- 
cznie ofiarę bogom swym opiekuńczym uczynili." Przewidując, 
że I.utycy nie dozwolą Niemcom swobodnego powrotu do Ma- 
gdeburga, Bolesław upominał ich, aby się zachowali spokojnie, 
grożąc, że się pomści, jeśliby jaką krzywdę uczynili Niemcom, 
których pod swoją ochronę przyjął. ,.Znam ja dobrze, mówił do 
Lutyków Bolesław, że między wami a nimi wielka nieprzyjaźń 
panuje, lecz dla wywarcia zemsty stosowniejsza od teraźniejszej 
znajdzie się pora." Nie zważając na taką przestrogę, Lutycy oka- 
zywali chęć do napadu na Niemców, co pobudziło Bolesława po- 
wrót ich na dwa dni wstrzymać. Dopiero po wzajemnych zape- 
wnieniach życzliwości i odnowieniu dawnego przymierza odejść 
im pozwolił. Znalazło się jednak 200 jeźdźców^ którzy puścili się 
w pogoń za Niemcami, lecz ci ostrzeżeni przez pewnego lennika 
komesa Hodona, w największym pośpiechu ruszyli dalej i pomi- 
mo pędzących za nimi wrogów, pomyślnie do Magdeburga przy- 
byli, co niezmiernie cesarzowę Teofaniję uradowało.^^) 

Zwada pomiędzy Bolesławem II a Mieszkiem posłużyła tylko 
na korzyść Niemcom. Jakoż markgraf misznieński Ekhard, roz- 
począwszy rządy swe w r. 985, skorzystał z nierozwagi książąt 
słowiańskich i swobodnych dotąd Milczanów^") ujarzmił (r. 990).") 
Podczas tejże zwady Saksonowie rozpoczęli wojnę z Obodryta- 
mi, dwa razy kraj ich pustoszyli i ze zwycięztwa się chwalili 



żeli przywilej klasztorowi Nienburgskiemu pisany rzeczywiście w tym roku (looo), 
a nie w XII w., jak się domyślał Ledebur. 

Jeżeliby zaś przypuścić, źe Niemcza, którą zdobył Bolesław II w r. 990, jest 
Niemczą śląską nad r. Ślęzą, w takim razie wypadałoby przyznać, że granice pań- 
stwa Mieszka posuwały się na południe w Śląsku aż za Wrocław, co byłoby sprze- 
czne z wiadomościami, według których Śląsk do Polski przyłączony został dopiero 
za Bolesława Chr. w r. 999. 

'■'') Thietmar, IV, 9, 10. 

'") Im Jahre 968 waren die Milzener der deutsclien Herrschaft noch gar 
nicht einverleibt. Posse. Codex Saxoniae. T. I, s. 174. 

1") Thietmar, V, 5. Milzientos a libertate inolita servitutis jugo 
constrinxit. 



I 



OJ/ 

(r. 990).''^) Gotował sie przeciw Słowianom szereg wypraw Niem- 
ców, którzy przypuścić nawet nie chcieli, aby Słowiańszczyzna 
mogła być dla nich straconą, Słowianie zac przenosząc swobodę 
nad wszystlco, gotowi byli dla jej obrony na wszellcie ofiary. 

3. Walka o Branibop (991—993). Wyprawy Ottona III (995—997). 
Słowianie w odwet do Saksonii wpadają (998 — 1000). 

Jeszcze za rządów markgrafa Tiadryka, złożonego z urzędu 
przez Ottona II w r. 983, w okolicy Magdeburga był rycerz „zna- 
komity" Kizo, który, czując się obrażonym przez markgrafa i nie 
znajdując sposobu zemścić się nad nim, poszedł do Słowian, zje- 
dnał ich sobie i taką ufność pozyskał, że mu powierzyli Brani- 
bor, aby z dogodnego stanowiska mógł szkodzić Niemcom. Po 
upływie lat kilku Kizo, poddawszy się namowom Niemców, po- 
wierzony mu gród w moc królewską wydał. Lutycy, oburzeni 
tym postępkiem do wściekłości, ze wszystkiemi siłami, jakie na 
prędce zebrali, uderzyli na Branibor. Na wieść o tern bawiący 
w Magdeburgu małoletni cesarz Otton III kazał wysłać posiłki 
dla Kizy. Ruszyli więc na wyprawę: markgraf misznieński Ek- 
hard, trzej wujowie kronikarza Titmarara, grafy: Henryk, Udo, 
Zygfryd, tudzież stryj jego Luitariusz i komes palatyna Fryde- 
ryk, A gdy prowadzone przez nich wojska zbliżały się do Bra- 
nibora, Słowianie porzuciwszy oblężenie grodu, z taką natarczy- 
wością uderzyli na Niemców, że tylko część ich zdołała wtargnąć 
do Branibora, a inni po znacznej stracie ustąpili na powrót. 1^) 
Na pomoc Ottonowi III pospieszył Mieszko polski (r. 991), ale 
czy uczestniczył w napadzie na Branibor wiadomości nie posia- 
damy.-*^) W następnym r. 992 Otton III sam prowadził wojsko 



1*) Annal. Hildesheim. an. 990. Saxones Abotritos bis grandi irruptione va- 
stabant. Multi quoque illorum et penitus nominatissimi interempti sunt, alii in flu- 
mine necati. Saxones Dei gratia cum pace et victoria redierunt. Misacho et Bolizlavo, 
duces Sclavorum, gravibus inimiciis inter se con{1ixerant. 

1") Thietmar, IV, 15. 

-<*} Annal. Hildesh. a, 991. Otto rex cum magno exercitu Saxonum ac sup' 
plemento Misaconis Brennaburg obsedit et vicit. 

Tom III. 22 



- 33^ - 

przeciw Braniborzanom, z posiłkami bawarskiemi i czeskiemi pod 
wodzą książąt Henryka Kłótliwego i Bolesława II. Polski zaś 
książę Bolesław, syn Mieszka, w rozporządzenie króla kontyn- 
gens wojenny dostarczył.-') Słowianie mocno już dociskali za- 
łogę niemiecką w Braniborze, ale na widok zbliżającego się woj- 
ska królewskiego pierzclmęli. Dopiero po odstąpieniu Słowian, 
oblężeni w Braniborze Niemcy, wyśpiewując radośnie kyrie-elei- 
son, wybiegli na spotkanie odsieczy, która im takąż pieśnią je- 
dnogłośnie odpowiedziała. Zająwszy gród Otton III osadził go 
swoją załogą, a Kizo rządził grodem.--) Później Kizo, udawszy 
się do Magdeburga, żonę swą i czeladź powierzył opiece jedne- 
go z rycerzy swoicli Bolibuta,-") ale ten widocznie zbieg sło- 
wiański w służbie niemieckiej, mając przed oczami przewrotność 
Kiza i sam pragnąc spróbować szczęścia, władzę nad grodem 
przy sobie zatrzymał. Pobiegł ,.niepośledni rycerz" Kizo pod 
Branibor, ocalił żonę z czeladzią, ale gdy tajemne jego zabiegi do 
opanowania Branibora, spełzły na niczem, stoczył bitwę i poległ.-^) 
Braniborzanie zacliowali niepodległość jeszcze na półtora wieku. 
Wypadki w^ Braniborze zapalały Słowian i Niemców do 
wznowienia pogranicznej walki. Wojna podjazdowa toczyła się 
w różnycli miejscowościach, bez szczególnycli rezultatów, a la- 
topiscy urywkowo tylko zapisywali głośniejsze wypadki. Tak 
w roku 992 Saksonowie dwa razy bili się gdzieś ze Słowianami 
i dwóch chorążych stracili: Tietharda diakona werdeńskiego 
i Halegreda prezbitera bremeńskiego.--^) W r. 993 Saksonowie 
trzy zwycięzkie wyprawy do Słowiańszczyzny odbyli, a Słowia- 



2>) Annal. Hildesh. a. 992, Otto rex cum valida suorum manu iterum Bren- 
naburg adiit, venitque ad eum Heinricus, dux Baiariorum, et Bolizlao Boemanorum 
princeps cum ingenti multitudine in auxilium regi. Bolizlao vero Misachonis filius — 
suos sibi satis fideliter milites in ministerium regis direxerat. 

22) Thietmar, IV, 15. 

2») W słowiańskiej formie może być Boliwid. Porów, Wigger, Meklemb. 
Annal. 50. 

«*) Thietmar, IV, 15. 

«Ł) Ann. Saxo. a. 992. Pertz, M. G. VIII, 638. 



nie częstemi najazdami niepokoili Saksonije.-'^) Aż nakoniec roz- 
paliła sie walka powszechna wzdłuż dolnej Łaby. W r. 994, 
z wyjątkiem Serbów, wszyscy Słowianie, mszczcząc sie za dawne 
krzywdy, zrzucili jarzmo niemieckie, i sami poczęli Saksonije 
niszczyć."') Wtedy król Otton III, opierając sie na posiłkach, 
przyprowadzonych mu przez Bolesława syna Mieszka i Bolesława 
czeskiego, wtargnął w roku 995 do ziemi Obodrytów, niszczył 
wszystko aż do r. Pieny i krainy Doleńców,-*) zkad przez zie- 
mie Lutyków do Saksonii powrócił.-") Wyprawy te tylko roz- 
drażniły Slowńan, którzy w ślad za ustępującym królem brzegi 
Łaby opanowali, a opierając się na ludności słowiańskiej lewego 
brzegu rzeki tej, puścili swe zagony w głąb Saksonii,^") aż do 
Hildesheimu, tak że dla obrony dyecezyi swej biskup hildesheim- 
ski Bernard zmuszony był przy zbiegu rzek Aller i Owakry 
(O ker) twierdzę Mundborg założyć.^') Niepowodzenia, a przy- 
tem zamiar rychlej szego do Rzymu na koronacyję odjazdu, znie- 



'^) Annal. Hildesh. a. 993. eo anno Saxones tribus vicibus expeditionem 
paraverunt in Sclavos, et nihil profecerunt; e contra Sclavi crebris latroci- 
n i i s Saxoniam fatigabant. 

2') Annal. Quedlinb. a. 994. Sclavi insuper omnes, exceptis Sorabis, a Sa- 
xonibus defecerunt. — Annal. Sangall. maj. a. 995. Saxones et Sclavi qui dicuntur 
Weletabi mutua se caede et incendio mactantes totam Germaniam inter Danubium 
et oceanum sitam maxime inquietabant. 

28) Annal. Hildesh. a. 995. Rex Abotritos vastavit, urbes et oppida disje- 
cit; occuritque in auxilium Bolislau filius Misaco cum magno exercitu, nec non Boe- 
mani cum filio alterius Bolislau venerunt. Recepitque se rex in Saxoniam cum 
exercitu incolumi. Sclavi frequenti irruptione Saxoniam vastant. Że Otton III byl 
w ziemi Doleńców, widać to z wydanego przez niego dokumentu r. 995: actum in 
pago Tholensani. Raumer, Regesta, N. 334. 

29) Annal. Quedl, a. 995. Rex . . Otto cum magno exercitu Apodritos et 
quasdam Wlotaborum terras invadens incendiis et depraedationibus plurimus vastavit, 
licet motum eorum nullo modo compresserit. Reversus denique ab illa expeditione in 
Quedlinburg . . suscipitur. Annal. Saxo. a. 995. Annal. Ottenb. a. 995. Porów. 
Wigger, Meklenb. Annal. s. 50. 

3*^) Annal, Quedl. a. 995. AYigger, s. 50. 

3>) Bernvardus hildesheimensis Ep. dicens sibi a . . tertio Ottone. Imp. ius 
speciale castrum aedificandi, quod Mundburg vocatur, in ripa AUerae fluminis per- 
missum fuisse, ad munitionem et tuitionem contra perfidorum incursionem et vasta- 
tionem Sclavorum. Raumer, Regesta, N. 421. 

22* 



— 340 — 

wolily Ottona III do rozejmu ze Słowianami w r. 996, zadowal- 
niając się zape.wno przyrzeczeniem z ich strony daniny, za co im 
zupełna niepodległość przyznaną została.^-) Wszakże to nie uspo- 
koiło umysłów powaśnionych ludów, albowiem w następnym ro- 
ku 997 znowu widzimy Słowian dolnej Łaby w walce z Niemca- 
mi, którzy nie wdając się w stanowcze bitwy, tylko okolice pu- 
stoszą. Wreszcie sam cesarz Otton III odbywa wyprawę przeciw 
Hobolanom, ale wnet z niczem do Magdeburga powraca,""'') a tym- 
czasem Lutycy, w znacznej sile przebywszy Łabę, do Saksonii 
wpadają. W Bardengau przyszło do boju, w którym biskup 
mindeński Ramward, z krzyżem w ręku poprzedzając wojowni- 
ków tak, iż chorążowie dopiero zdążali za nim, wielce się do po- 
gromu nieprzyjaciół przyczynił. Słowian poległo mnóstwo, reszta 
w popłochu odbiegła zdobyczy, ^^) bez wątpienia w Saksonii złu- 
pieżonej. Był to jedyny tryumf Niemców, którzy chociaż się 
przechwalali ze zwycięztwa, ale nieprzyjaciół nie ścigali, owszem 
niebezpieczeństwo ze strony Słowian musiało być groźne, kiedy 
„dla obrony kraju" cesarz pośpieszył obwarować Harnaburg, te- 
raz Arneburg nad Łabą,'^'^) powierzając warownię tę arcybisku- 
powi magdeburgskiemu Gizilerowi. Słowianie postanowili po- 
dejściem ją zdobyć. Arcybiskup, zaproszony przez Słowian na 
obrady, w małym poczcie wybrał się za miasto. Nagle jeden 



32) An. Quedl. cont. a. 996. Yernal' tempore — rex Otto compacta inter 
Saxones et Sclavos pace, Italiam perrexit, 

33) Annal. Quedlinb. a. 997. Sdavi innata sibi perfidia tacti pacis fregerunt 
pactum terminosque latrociniis corroserunt furtivis. Quos contra commotus impera- 
tor Zlodoraniam, quam vulgo Ileweldum vocant, egregiam inter Sclavanicas terram, 
magno" invasit exercitu, vicit, praedavit, victorque in Magadeburch gloriosae sub- 
intravit. 

31) Annal. Qued. a. 997. inteterim autem, dum imperator Hevaldum devastando 
percurrit, congregati Wlotabi Berdango provinciam improvisi rapinis multis aggressi 
sunt et incendiis. Quod videntes Westfali, quos praefatus imperator in expeditio- 
nem pergens ad custodiendam reliquerat provinciam, celeriter Luticos fortiter exci- 
piunt, ipsique cum pauci essent; innumeram paganorum multitudinem tanta caede 
prosternunt tantamque ab iis praedam diripiunt, ut nec caedis illius nec praedare 
numerus uHo modo humano positi explicari sermone. — Thietmar, IV, 20, 

33) Między Tangermiinde a Werben. 



— 341 — 

z towarzyszy wskazał mu na nieprzyjaciół pomykających sie od 
lasu. Arcybiskup, zeskoczywszy z wozu, dosiadł lotnego ruma- 
ka, któremu winien ocalenie swe, gdy mało kto z jego orszaku 
pomyślnie uszedł. Zdobycz po poległycłi Słowianie bez oporu 
zabrali. Wkrótce potem arcybiskup zdał gród markgrafowi Lui- 
tarowi, lecz gdy ten zbliżał sie do grodu, ujrzał go w płomieniu, 
opuścił wiec „pogorzelisko bezbronne i otworem dla nieprzyja- 
ciela stojące." =^'') Działo się to z lewej strony Łaby, w Starej 
marce, gdzie od czasów Karola W, pełno było twierdz i kolonii 
niemieckich, a zatem łatwo pojąć, jak panowanie Niemców nad 
Łabą w owym czasie było jeszcze słabe. Zdawałoby się, że wła- 
dza cesarska nie ścierpł, aby lotrostwa Słowian działy się na za- 
chód od Łaby, niedaleko Magdeburga i od wetu je vSłowianom 
za napady ich na Saksoniję. Stało się jednak inaczej. Cesarz 
Otton III całkiem zajęty sprawami włoskiem!, przesiadywał 
w Rzymie, dokąd mu Niemcy posiłki wojenne słali, w Saksonii 
zaś daje się czuć jakieś zniemczenie i niechęć do prowadzenia 
bez końca wojny ze Słowianami. Słowianie inaczej myśleli. W cią- 
gu dwóch wieków przyzwyczaiwszy się do wojny, pierwotnie dla 
obrony własnych siedlisk, z czasem nabrali wprawy i ochoty do 
wojaczki. Ze spokojnych i łagodnych rolników, stali się podo- 
bnymi do Niemców wojownikami i gdy wśród ich zrujnowanych 
siedzib nie było wojny, w wyprawach do Saksonii szukali zdo- 
byczy. W r. 998 Niemcy nie napadali, Słowianie więc sami zro- 
bili do Saksonii wyprawę.^'^) Cokolwiek później Mściwoj obo- 
drycki rzucił się na klasztor Hilleslewe,^^) zakonnice uprowadził, 
a klasztor spalił (r. looo),^*^) A chociaż ówcześni rocznikarze nie- 



3«) Thietmar, IV, 25. 

»') Annal. Corbej. a, 998. Bellum inter Saxones et Sclavos ... sed Deo 
auxiliante Saxones victores effecti sunt. 

^*) Terai Hillersleben miedzy Magdeburgiem a Halbersztadem. 

^^) Tempore caesaris (Ottonis III) monasterium in Hilleslevo a Sclavis com- 
bustum est, ediictis sanctimonialibus, et eodem die multi ex nostris sunt interfecti. 
Thietmar, IV, 32. W kronice klasztoru Hilleslewe (Riedel, Diplomat. Beitrage zur 
Gesch. der Mark Brandenburg, 1858, I, p. 8), zapisano: Anno M. regnante Ottona III 



- 342 — 

mieccy, zapisując wypadki, dodawali często, że „z bożą pomod 
Słowianie pobici zostali, lecz rzecz widoczna, że Niemcy nie byli 
w stanie przeszkodzić Słowianom łupieżyć i pustoszyć niemieckie 
posiadłości z lewej strony Łaby aż do r. Ilmenawy, a nawet i głę- 
biej do Saksonii wpadać. Szesnastoletnie usiłowania Ottona III 
do odzyskania tego, co Niemcy, w skutek powstania Słowian 
w r. 983, stracili w Słowiańszczyźnie, przywiodły do utwierdzenia 
władzy niemieckiej w Serbsku, pomiędzy Solawą a Łabą, tudzież 
do ujarzmienia Milczanów, ale Słowiańszczyzna nad Hobolą i dolną 
Łabą została w r. 1000 w takich samycli granicach, jakie ustano- 
wione były za Karola W. (r. 811), z tą tylko różnicą, że przed 
200 laty Łaba służyła Niemcom do napadów na Słowian roz- 
osobnionych, powaśnionych, niezdolnych do śmiałych wypraw 
w oddalone strony, a w r. 1000 taż sama Łaba, osadzona po obu 
brzegach ludem słowiańskim, znajduje się w ręku Słowian, umie- 
jących, w razie potrzeby, łączyć siły swe do jednoczesnego na- 
padu na Saksoniję, Dawniejsza, przez wieki trwająca nienawiść 
pomiędzy Obodrytami a Lutykami, pod nacisl^iem doświadczo- 
nych w ciągu dwóch wieków nieszczęść, ugasła. Zostav.'ało im 
jeszcze jeden krok zrobić, aby się zlać w związek państwowy 
i ocalić narodowość swą, ale dla tego wypadało wyrzec się da- 
wnych bogów i razem z chrześciaństwem przyjąć cywilizacyę 
zachodnią. To jednak okazało się trudniejszem dla Słowian, niż 
walka z Niemcami. 

§ 53. 

Ostatnie wysiłki Serbów w obronie niepodległości 

swej, 

I. Odzyskanie swobody (r, 983). Strata jej (985). 

Ujarzmieni przez Henryka Ptasznika w roku 928 Serbowie 
między Solawą a Łabą,^) przez cały ciąg panowania cesarzów 




Mistuuitz, dux Obutriorum scilicet SIavorum, combussit monasterium . , . in Hildes- 
leue . . . Porów. Wigger, Mekl. Annal. s. 54. 
1) Wyżej s. 240, 



— 343 — 

Ottona I i Ottona II musieli znosić zdzierstwa i rozboje niemiec- 
kie, nie śmiejąc nawet pomyślić o zrzuceniu łańcuchów niewoli. 
Gdy jednak duch ogólnego powstania owionął zaodrzańskich 
Słowian w r. 983, a Czechowie wtargnęli do krainy pomiędzy 
Solawa a Modła (Mulda), poruszenie się Serbów było tak gwał- 
towne, iż załogi, kościoły, władze, zamki i wszystko co było nie- 
mieckie znikło od razu, a swoboda i starożytne bogi zakwitły 
na nowo.-) Wtedy i najważniejsza warownia niemiecka nad Ła- 
ba, Miszno, wpadła w moc Bolesława II, księcia czeskiego. Ale 
na zjeździe w Kwedlinburgu Bolesław II musiał zrzec się Misz- 
na,^) Czechowie wyprowadzili załogi swe z Serbii (roku 985), 
a Niemcy na nowo podbiwszy Serbów, tak ich srogo ścisnęli, 
że w późniejszej walce powszechnej Słowian z Niemcami w ro- 
ku 994, Serbowie nie mogli już uczestnictwa przyjąć.^) Duch 
jednak narodowy tak mocno ożywiał jeszcze ludność serbską, iż 
nie zważając na ucisk i przewagę wojenną Niemców, urządzenia 
gminne i bóstwa pogańskie przetrwały aż do XII w.^) 

2. Legendy o bojach Milczanów z Niemcami. Zwierzchnik Kresoencius. 
Ostatnia stolica zwierzchników milczańskich. Ostatni przytułek ich w bło- 
tach dolnej Sprewi. 

Bytujący na wschód od Łaby Milczanie, jak wzmiankowa- 
liśmy wyżej, podbici zostali przez markgrafa misznieńskiego Ek- 
harda w r. 990,") zawdzięczając rozterkom pomiędzy Bolesławem 
czeskim a Mieszkiem polskim, książętami. Że jednak musiały 
być przed tern krwawe boje Milczanów z Niemcami, możemy 
wnioskować o tem z podań ludowych, dotąd zachowujących się 
w okolicach Budyszyna. Według tych podań, na górze Łubin, 



2) Porów, wyżej § 51, s. 328. 

3) Wyżej § 52, s. 338. 

*) Annal. Quedlinburg. a. 994. Sclavi insuper omnes, exceptis Sora- 
b i s , a Saxonibus defecerunt. 

Sj Szczegóły podam w tomie IV dzieła niniejszego. 
«) Wyżej s. 339. 



— 344 — 

niedaleko Budyszyna położonej, raz zgromadzili sie siedmiu kró- 
lów serbskich na rade, jakby najskuteczniej mogli dać odpór 
wdzierającym się Niemcom. Uradzili wojnę i rozpoczęli walkę, 
lecz w boju wszyscy przez Niemców zabici zostali. Serbowie po- 
grzebali ich z wielką czcią na górze Lubin, każdego w złotej ko- 
ronie, pod jednym wielkim kamieniem, gdzie aż dotąd korony 
leżą, oczekując lepszych czasów, swobody ludu serbskiego.'^) Że 
podania ludowe o złotych koronach dawnych królów nie były 
płonne, udowodniły to wykopaliska w okolicy, między Wojere- 
cami a Złym Komorowem, w pobliżu góry Koszińskiej, tudzież 
w lasach wsi Ptaczce, złotych diadem królewskich i wielu innych 
rzeczy. Wykopaliska te, według pisarzy serbskich, wskazują 
miejscowości, gdzie zaszły zapewno ostatnie, zacięte bitwy z Niem- 
cami, podczas najazdu markgrafa Ekharda.^) 

Oprócz podań ludowych o walce ostatnich królów serbskich 
z Niemcami, mamy jeszcze kronikarskie wzmianki o zjawieniu 
się w dziejach serbskich zwierzchnika Krescenciusem zwanego. 
Miał on gród na górze Limaszowej, niedaleko góry Królewski- 
gaj (Konigshain), był zatem królem Milczanów, albo przynaj- 
mniej zwierzchnikiem jednego z plemion milczańskich. Według 
powieści cesarz niemiecki, rozgniewawszy się na Krescenciusa 
za jego nieprzyjazne postępki, posłał wojsko, które po krwawej 
rzezi gród na Limaszu zdobyło a Krescencius z niewielu towa- 
rzyszami umknął z wału, otaczającego północną część grodu, lecz 
później przez cesarskich wojaków zamordowany został.") Inna, 
stara powieść serbska, przechowująca się u ludu mieszkającego 



') Czas. Mac. Serb. 1849 — 50, s. 23; Haupt, Sagenbuch der Lausitz, 1863, 
tom II, s. 14; J. Człszinski, w poemacie „Lubin — Wutroba", tak sie wyraża: 

„Sydom kralow z rowa wstanje, — a do ruki hrabnje mjecz," 

„Ildyż so skonczi Serbów spanje, — a krej w ziłach pocznić rżeć." 
W miesięczniku „Łużica", 1889, N, 6, s. 41. 

*) „Łużica", 1888, N. 4, s. 27.. 

'■') Szczegóły, dopełnione wymysłami nowszycli bezwątpienia czasów, podaje 
Haupt, Sagenbuch, II, s. 92, 93. Króciej i treściwiej Jencz, w Cz. Ma. Serb. 
1849—50, s. 36. 



— 345 — 

w błotach dolno-łużyckich, podaje, że niegdyś jeden serbski król, 
zmuszony przez wojnę uciekać z górnych Łużyc, na małem czół- 
nie dostał sie do błot dolnej Sprewii i tam, w pobliżu wsi Bor- 
kowej, nowy gród założył, w którym jeszcze długo panował. Inna 
znowu powieść ludowa podaje, że jeden król serbski, który miał 
stolicę w grodziszczu niedaleko Borkowej, uciekając przed Niem- 
cami, kazał podkowy koniom swoim poprzybijać na opak, ażeby 
pogoń wrogów nie mogia dociec miejsca jego schronienia. Po- 
równywając podania te pomiędzy sobą, dziejopisowie łużyccy 
mniemają, że Krescencius nie zginął na Limaszu, lecz przedarł 
się do swoich, którzy obozowali na wschód od wojereckiej drogi, 
siadł do czółna w pobliżu wsi Wujezda i do błot dolnej Sprewii 
się dostał. Lecz i tam w niedostępnych bagniskach, zemsta wro- 
gów nie przestawała go trwożyć, fortelem więc starał się omylić 
pogoń. ^") 

Krescencius bezwątpienia nosił imię słowiańskie, które gust 
kronikarski wolał po łacinie przetłómaczyć. Prawdopodobnie zwał 
się on Przybysławem, lub Rościsławem.^^) Podania o nim są 
tak nieokreślone, że nie możemy pomiarkować, w jakimby cza- 
sie on żyć mógł. Zważając jednak, że Milczanie podbici zostali 
dopiero przez markgrafa Ekharda około r. 990, możemy przy- 
puścić, że około tego czasu Krescencius zmuszony został opuścić 
gród swój na Limaszu. Wcześniej zwierzchnik milczański nie 
miałby potrzeby opuszczać kraju swego, później, jak się zdaje, 
zwierzchników ludowych nie było już w kraju. Milczanów. Ale 
być może, że najazd na stolicę Krescenciusa przedsiębrali Niemcy 
z Lużyc, po ujarzmieniu ich przez Gerona w r. 963 ? 

Nie wiemy z pewnością, czy Przybysław, lub inny jaki 
zwierzchnik milczański uciekł w błota nad dolną Sprewiją i tam 



10) Jencz, Powieść o Serbskich królach. C. M. S. 1849—1850, I, 36. 

11) Słowo crescere = róść, przybywać, widocznie służyło kronikarzow 
do sformowania imienia łacińslciego, odpowiadającego najbliżej imieniu słowiańskie- 
mu. Zatem Krescencius może być wprost tłómaczeniem imienia Przybysław, lub 
Rościsław, 



— 346 — 

się osiedlić, rzecz jednak niewątpliwa, że podobny wypadek mu- 
siał się zdarzyć, potwierdzają to bowiem wszystkie podania. 
Oprócz tego największe w Słowiańszczyznie grodzisko, dotąd 
grodem zwane, bezwątpienia było ostatnim przytułkiem swo- 
bodnych Słowian, po zajęciu ojczyzny ich przez Niemców. Ja- 
kich to silnych pobudek potrzeba było do naniesienia zdaleka 
ziemi na trzęsawiska i usypania, w kształcie pięciopromiennej 
gwiazdy, wzgórza tak rozległego, że na niem duża osada pomie- 
ścić się mogła. Tylko rozpacz mogła pobudzić ludzi do wyko- 
nania podobnego dzieła. Do dzisiejszego dnia ludność dolno-łu- 
życka przypomina, że tam była ostatnia królów ich stolica, a wy- 
kopywane tamże często szczątki zbroi, złotych i różnych metalo- 
wych sprzętów,^-) dokładnie potwierdzają podanie ludowe. Długo 
jeszcze po ujarzmieniu Łużyc, potomkowie dawnych zwierzchni- 
ków przechowywali niepodległość swą, pod ochroną tej nieprzy- 
stępnej miejscowości;^^) długo jeszcze misyonarze łacińsko-nie- 
mieccy nie mogli wykorzenić w tej miejscowości czci dawnych 
bogów słowiańskich, i tak przetrwało aż do odebrania Niemcom 
Łużyc przez Bolesława Chrobrego, o czem niżej rozpowiemy. 



^-) We wsi Bórkowej wykopana zostata złota korona królewska. Haupt, Sa- 
genbuch. T. II, N. 22. Anmerkung, s. i6. 

1'^) W zniemczonej prawie zupełnie wsi Kamjenkach (Kaminchen), niedaleko 
błot położonej, maja się dotąd, w żeńskiej linii, znajdywać potomkowie dawnych 
serbskich królów, Smolar, Piesnicki bornych a delnych Lużiskich Serbów. Gryma, 
1844, II, 274. Baśń o potomkach królów, w Haupta Sagenbuch, II, N. 32. 



DZIAŁ III. 

Czasy przewagi polskiej w Sło^viańszczyźnie Pół- 
noeno-Zaehodniej (999—1034). 



§54 

Zmiana stosunku Polski do Niemiec, Czech i Słowian 
zaodrzańskich. 

I. Stan Słowiańszczyzny północno-zachodniej w końcu X w. Polska 
przygotowuje się do obrony Zaodrzańców. 

Pod koniec w. X Słowiańszczyzna północno-zachodnia przed- 
stawia obraz nadzwyczaj posępny. Po ciężkich bojach z Niem- 
cami, Obodryci i Lutycy, nie zdążywszy zaleczyć rany swe, mu- 
sieli gotować się do nowej walki, która lada chwila mogła zagrozić 
niepodległości ich. Trzymali się oni mężnie, nie szczędzili wiel- 
kich ofiar dla zajęcia mocnego stanowiska nad Łaba, ale prowa- 
dzić długa walkę z przemagajacymi liczbą, środkami i organiza- 
cyą Niemcami, bez pomocy reszty Słowian nie byli w stanie. 
Tymczasem z upadkiem Łużyczanów (r. 963), południowa gra- 
nica Lutyków otworem stała dla wdzierających się z Magde- 
burga Niemców. Dawniej Lutycy mogli liczyć na wsparcie swych 
przyjaciół Czechów, ale okoliczności zmieniły się. Książe czeski 
Bolesław II, zamiast pomocy Lutykom, musiał przeciw nim pro- 
wadzić posiłki Ottonowi III pod Branibór, aby gród ten dla 
Niemców zdobyć. Możeby Bolesław II znalazł sposób dla uni- 
knienia podobnej wyprawy haniebnej, ale poróżniwszy się z Mie- 
szkiem polskim, nie śmiał obrażać cesarza, który w każdej chwili 



— 348 — 

mógł z Bawaryi i Miszna uderzyć na holdownika swego i do 
koalicyi przeciw niemu wezwać księcia polskiego. Były to skutki 
nieszczęśliwej zwady pomiędzy Bolesławem II a Mieszkiem (r. 990). 
Zneutralizowanie sił czeskicli i polskich na korzyść Niemców, 
ułatwiło markgrafowi Ekhardowi ujarzmienie Milczanów i znie- 
woliło obu książąt słać Ottonowi III posiłki przeciw nadhobol- 
skim Słowianom. Mieszko, równie jak i Bolesław II musiał oso- 
biście obozować pod Braniborem, gdzie zmarł 16 Maja r, 992.') 
Syn jego Bolesław Cłirobry, stosownie do zobowiązań ojca swego, 
musiał także słać cesarzo"\vi przeciw Zaodrzańcom posiłki i, jako 
łioldownik Ottona III, nie miał prawa mięszać sie w spiawy 
ujarzmionycłi przez Niemców ludów. Wśród takich okoliczności, 
Serbowie załabscy. Łużyczanie i Milczanie pozbawieni wszelkiej 
nadziei odzyskania swobody, z rezygnacyą musieli znosić nie- 
szczęścia, jakie na nich spadły w końcu X w. Niemcy, odzy- 
skawszy w krajach ludów tych dawniejsze stanowiska (985 — 990), 
a nawet rozszerzywszy władzę swą aż do r. Nisy łużyckiej, po- 
częli gospodarować na wschód od Laby, jakby w ojczyźnie swej. 
Uległe zniszczeniu, podczas powstania Słowian (r. 983) biskup- 
stwa Życzańskie i Misznieńskie znowu się podniosły, napełniały 
kraj kościołami, mnichami, zakonnicami, za którymi z Niemiec 
ciągnęły roje sług kościelnych, zbrojne tłumy Sasów, koloniści, 
poborcy podatków i dziesięciny, nauka o posłuszeństwie cesa- 
rzowi zarówno jak i kościołowi, a dalej następywało pozbawie- 
nie Słowian własności ziemskiej, sądy doraźne, szpiegi i szubie- 
nica.-) Jakże okropnie wydawać się musieU Słowianom kapłani 



1) Annal. Hildesheimen, a. 992. Misaco obiit, succcsitąue ei filius Bolizlavo. 
Zgodnie z tern w nekrologii fuldeńskiej zapisano pod r. 992. IV Idus Maii Misi- 
cho marchio (comes et secularis). Bielowski. M. P. II, 762, — Objaśnienia, co do 
daty śmierci Mieszka I, podaje Abraham, Organizacya kościoła, s, 27. Historycy 
polscy przyjmują za datę dzień 16 Maja r. 992. Szujski, Histor. Pol. ksiąg XII, 
str. 21. 

") Razu jednego cesarz Otton II, przybywszy do Merzeburga, zawiadomiony 
został przez szpiega, Je Słowianie w Zwence zostający, pod zwierzchnictwem wielce 
upodobanego sobie przewódzcy Suchawika, przechowywali zbroje księcia Frankonii 



J 



349 

z krzyżem na czele szeregów zbrojnych, misyonarze obok katów 
i szpiegów, nauka o miłości bliźniego obok zdzierstw poborców 
duchownych i świeckich ? Jedyna radą zostawało Słowianom uni- 
kać przybyszów, siedlić sie w oddaleniu od grodów, przez Niem- 
ców zajętych, uciekać od nich dalej w niedostępne miejscowości, 
wśród bagnisk porzecza Sprewi i tam dogodnej do powstania 
pory oczekiwać. 

Tymczasem pomoc uciśnionym ludom gotowała się nad 
Wartą. 

Trzydzieści lat zostając hołdownikiem i sprzymierzeńcem ce- 
sarzów Ottona I, Ottona II i Ottona III, Mieszko I nie przesta- 
wał dokładać starania do umocowania się wewnątrz kraju: za 
pomocą kościoła szerzył oświatę zachodnią, organizował siłę wo- 
jenną, urządzał państwo na wzór europejski, powiększał je przy- 
łączeniem sąsiednich plemion pobratymczych, a dla handlu i zbytu 
produktów rolniczych dobijał się otworzenia swobodnej przez 
Gdańsk do morza żeglugi/') Wszystko to wymagało długiego 
czasu i stałego pokoju. To też Mieszko, pojmując głęboko po- 
trzeby narodu swego, zachowywał stale przyjaźń z cesarstwem 



wschodniej Konrada, poległego w boju z Madjarami nad Lechem (r. 955). Za po- 
średnictwem tegoż Suchawika cesarz przywiódł obwinionych do rozprawy w poje- 
dynku sądowym: pokonanych kazał bez wyjątku powiesić, a zdobycz będącą w ich 
relvu odzyskał. „Nie wiem wreszcie tego doliladnie, powiada Thietmar, czy posia- 
dacze zbroi rzecżonej, byłi r zeczy wiście zbójcami Konrada, lub niewinni wcale śmierci 
jego, przypadkiem jakim ją dostali, gdy przecież ukrywali ją u siebie, zdaniem mem 
sprawiedliwie życiem zapłacili za swe przewinienie." Thietmar, Ił, 24. — Nigdy 
Słowianie nie zabijali Konrada, ani winni byli w zagrabieniu jego zbroi, a jeśli ją 
posiadali, to tćra jeszcze nie obrażali praw boskich i ludzkich, aby gardłem za to 
zapłacić. Lecz w pojęciu ówczesnych Niemców i samego bisliupa Titmara, samo 
przechowywanie zbroi przez Słowian liczyło się zbrodnią, zasługującą na szubienicę. 
Z tego można powziąć pojęcie o wymiarze sprawiedliwości przez sądy land- i burg- 
grafów w ujarzmionej Slowiańszczyźnie. 

•'') „Kraj Mieszka największy ze wszystkich krajów słowiańskich; obfity 
w zboże, mięso, miody i rolnictwo. Podatki pobiera Mieszko w bizantyńskich mit- 
kalach (monetach), z których utrzymuje wojsko, a każdy wojak co miesiąc otrzy- 
muje oznaczoną ilość pićniędzy (mitkalów). Wojuje Mieszko z ludem pomorskim 
Awbaba", w którym badacze Kaszubów podrozumiewają. Kunik, A.iSeKpH, 50, 51. 



— 350 — 

i tern zapewniał w domu spokój, wśród którego ludy władzy je- 
go poddane, zlewały się w jeden naród, wzrastały moralnie i to- 
warzysko. A gdy zmarł, następca jego Bolesław znalazł pań- 
stwo tak już zamożne w środki materyalne i społeczność na tyle 
uorganizowaną, że jakby cudem jakim rozwinął ogromne siły 
i stał sie od razu potężnym monarclią. Wszystko to było skut- 
kiem długoletniej, przetrudnej pracy Mieszka. Syn zawdzięczał 
swą wielkość przezorności i zmysłowi politycznemu ojca, a idąc 
w ślady jego, panowanie swe rozpoczął od łączenia pobratym- 
czycłi pomorskicli i clirobackich ludów w jeden wielki naród 
polski. Czyżby o Łużyczanach zapomniał? Wszak to nie jakiś 
oddalony pobratymiec, a latorośl jednego z Polanami plemienia 
lecliickiego, jednakowycli obyczajów i mowy,'*) przedłużenie tego 
samego ludu, który sie rozrodził na szerokicłi łęgach od Wisły 
do Łaby, żył z Polanami w zgodzie i tylko przemocą w r, 963 
od nich oderwanym został. Nie mógł Bolesław nie czuć, ile mu 
krzywdy czyniło zabranie przez Niemców Łużyc, a przez to i wa- 
żnych stanowisk nad Łabą, zkąd widokom jego odkrywała się 
najdogodniejsza podstawa do działania na Czechy i pomorskie 
Słowiany. Jeżeli gdzie mógł Bolesław znaleźć wiernych sprzy- 
mierzeńców, to najpewniej nad Sprewją i w Serbsku, bo tam 
ucisk niemiecki, obrażając uczucie narodowe, rozdmuchiwał zem- 
stę, gotową, przy lada pomocy, krwawym płomieniem ochwycić 
ciemiężców. Ale Bolesław był wassalem i sprzymierzeńcem Otto- 
na III, z którym nie wypadało mu zrywać przyjaznych stosun- 
ków. Wyczekiwał więc okoliczności, a tymczasem robił co mógł 
dla ugruntowania władzy monarchicznej i podniesienia państwa 
Polskiego. Nie bez powodów zapewno wygnał macochę Odę 
z jej synami Mieczysławem i Lambertem, i wydziedziczył Ody- 
lena i Pribuwoja,^) dzielnicowych prawdopodobnie dynastów, 



*) To się stosuje do X i dawniejszych wieków, a nie do teraźniejszej mowy, 
pomieszanej z narzeczem serbskiem i zepsutej pod wpływem niemczyzny. 

<*) Thietraar, IV, 37. Bolizlavus noverca et fratribus expulsa, excecatisque 
familiaribus suis Odilieno atque Pribuvoio, vulpina calliditate coatraxit in unum. 



— 35^ - 

a gdy spokój u siebie w domu zapewnił, dobijał sie w myśl ojca 
swego, przyłączenia do Polslci Pomorza. W tym celu zdobył on ' 
Gdańsk (r. 994), wspólnie z Ottonem III odbywał wyprawę prze- 
ciw Obodrytom (r. 995),'') i wtedy już, zdaje sie, Pomorze wscho- 
dnie całkiem opanował.') Starając się zjednać sobie stronnictwo 
w Czechacli, Bolesław Clirobry pozyskał przyjaźń możnego rodu 
Sławników, z którycTi najstarszy brat Sobiebor przyjął u niego 
służbę i dowództwo wojskowe podczas wyprawy, wspólnie z Otto- 
nem III, w r. 995 przeciw Obodrytom.^) Los mu posłał jeszcze 
drugiego z rodu Sławników, arcybiskupa Wojciecha, który dowie- 
dziawszy się w Moguncyi o wymordowaniu swych braci w Li- 
bicy, nie wrócił już więcej do Czech, lecz udał się do Krakowa, 
zkąd, po krótkim pobycie, na początku jesieni r. 996 przeniósł 
się na dwór Bolesława w Gnieźnie. Ztąd wybrał się w końcu 
Marca r. 997, w towarzystwie brata Radyma i Benedykta na 
apostolstwo do Prus i tam na brzegach Sambii w dniu 23 Kwie- 
tnia śmierć męczeńską poniósł.^) 

Wysłanie ś. Wojciecha na apostolstwo do Prus, wykupienie 
zwłok jego i pyszne przewiezienie ich do Gniezna zjednały Bo- 
lesławowi Chrobremu w świecie chrześciańskim imię gorliwego 
obrońcy wiary, a gdy podczas zaszłych w Czechach rozruchów 
po śmierci księcia Bolesława II, Bolesław polski opanował Kra- 



Z dokumentu „Darowizna Gniezna" dowiadujemy się, że uczynili to Dagon judex, 
Oda senatrix et filii eorum Misica et Lambertus. (Bielowski, M. P. I, 148). 

«) Anal. Hildesh. cont. a. 995. Rex Abodritos vastavit, urbes et oppida 
disjecit; occurritąue in auxilium Bolizlau filius Misaco cum magno exercitu, nec non, 
Boemani cum filio alterius Bolizlau venerunt 

') Helmokl. I, 15. Eodem quoque temperę Bolizlaus, Polonorum christia- 
nissimus rex, confoederatus cum Ottone III, omnem Slaviam, quae est ultra Odoram, 
tributis subjecit. 

*) Kanaparza, Żywot ś. Wojciecha: Uhus ex suis (Adalbertis) fratribus . . . 
cum Bolizlavo Palaniorum duce foras in expeditione imperatoris erat. (M. P. I, 
s. 179). Do tego Brunnonis Vita S. Adalbertis: Major frater in servitium impera- 
toris profectus pagauornm expugnationes adiuvit, ubi et cum Bolizlayo Polanorum 
duce gratiam amicitiae promeruit. Bielowski, M. P. I, s. 208. 

9) Korytko wski, Arcybiskupi Gniezn. I, s. 17. 



- 352 - 

ków, Śląsk i zakarpacką Słowiańszczyznę aż do Dunaju (r. 909), 
imię jego stało się w Europie głośnem, a sam on jako monarcha 
potężny i bogobojny zasłynął. Teraz dopiero Bolesław począł 
sie starać, aby stosunek swój do cesarstwa zmienić i zamiast lioł- 
downika stać się sprzymierzeńcem Ottona III. 

2. Podróż Ottona III do Polski. Umowa jego z Bolesławem Chr. r. 1000. 

Niezależność kościoła polskiego. Arcybiskupstwo Gnieźnieńskie z trzema 

suffraganiami. 

Zamiary oswobodzenia Polski od zobowiązań względem Nie- 
miec, Bolesław Cłirobry rozpoczął podniesieniem w Rzymie kwe- 
styi organizacyi kościoła polskiego. Papież Sylwester II, mając 
nadzieję zyskać w nim dzielnego pomocnika przeciw wzmagają- 
cej się potędze Niemców, dla Włoch i stolicy apostolskiej nie- 
bezpiecznych, chętnie przychylił się do jego życzenia, a „korzy- 
stając ze stosunków ścisłej z cesarzem Ottonem III przyjaźni, jego 
wielkiej czci ku ś, Wojciechowi i przychylności dla Bolesława, 
wykonał dzieło dla Polski pod względem kościelnym i państwo- 
wym wielkiej doniosłości, przeprowadzenie którego na miejscu, 
u grobu ś. męczennika, przy pomocy pełnomocnika swego, po- 
ruczył potężnemu wszechwładzcy Niemiec." ^^) Z swojej strony 
Otton III, powodowany wielką czcią ku ś. Wojciechowi i zacie- 
kawiony poznaniem na miejscu tego, co słyszał o nadzwyczajnej 
potędze Bolesława Chrobrego, przedsięwziął pielgrzymkę do Pol- 
ski (r. 1000). W nadzwyczaj świetnem otoczeniu panów świec- 
kich i duchownych, w liczbie których znajdywał się prawdopo- 
dobnie i Radym, ^^) brat ś. Wojciecha, cesarz z Rzymu przez 



10) Korytkowski, Arcyb. Gniezn. I, 21. 

11) W dokumencie dla klasztoru Farfy z dnia 2 Grudnia r. 999 Podpis Ra 
dyma (Gaudentego) brzmi: Gaudentius archiepiscopus S. Adalberti martyris interfui 
et subscripsi. (Mabillon, Annales Ordini S. Benedicti, 1739, T. IV, s. 119). W pod 
pisie tym należy dodać przed słowem: „S. Adalberti..." słowo „ecclesiae", a nie 
jak proponuje Zeissberg, słowo: „germanus". Abraham, Organizacya kościoła w Pol 
sce, s. 53. W rocznikach kapituły krakowskiej pod r. 999: Ordinacio Gaudencii in 
episcopum. Bielowski, M. P. II, 793. 



Ratysbone, Życz, Miszno i krainę Milczanów dążył do ziemi 
Diedoszów, która już do Polski należała. A gdy sie do granicy 
polskiej zbliżył, wybiegł na jego spotkanie Bolesław i prowadził 
do miejsca zwanego IlwaJ-) Ztąd prowadził dalej aż do Gnie- 
zna, podejmując go z taką wspaniałością, że według współcze- 
snego świadka „nie jest to ani do wysłowienia, ani do uwierze- 
nia prawie."^'') Zbliżając się do celu pielgrzymki swej, Otton III 
z pokorą szedł pieszo i boso, a biskup miejscowy Unger, spot- 
kawszy cesarza, wprowadził go do kościoła.'^) Uderzony prze- 
pychem dworu Bolesława, świetnością rycerstwa polskiego i bla- 
skiem otoczenia całego, Otton III zaklął się na swą koronę, „że 
co widzi jest większe nad to, o czem słyszał"', a naradziwszy się 
z dostojnikami swymi, wyznał, ,.że nie godzi się takiego męża, 
jakby jakiego z książąt (niemieckicli) dukiem łub komesem mia- 
nować, ale na tron królewski chwalebnie podniesionego koroną 
uświetnić." A zdjąwszy ze swej głowy koronę cesarską, na głowę 
Bolesława w zakład przyjaźni ją włożył, za chorągiew zaś tryum- 
falną dał mu w upominku gwoźdź z krzyża pańskiego, wraz 
z włócznią ś. Maurycego, za co go nawzajem Bolesław rarnie- 
niem ś. Wojciecha obdarował. I takiem zamiłowaniem wzajem- 
nem się zjednoczyli, iż cesarz mianował go bratem i sprzymie- 
rzeńcem cesarstwa, a ludu rzymskiego przyjacielem i towarzy- 
szem postanowił. Nadto, cokolwiek z nadawnictw kościelnych 
do cesarstwa należało, czy to w kraju polskim, czy w podbitych 
przezeń lub mających być podbitemi ziemiach „barbarzyńskich", 
jemu i władzy jego następcom ustąpił. Umowę tę papież Syl- 



^2) Ilwa, teraz Halbau nad r. Czernicą, wpadającą do r. Bobry z lewej strony, 
w ziemi Diedoszanów. 

'=5) Thietmar, IV, 28. 

'^) Wzmiankując o tern Thietmar (IV, 28), nie wspomina miejsca, w którem 
Unger spotkał Ottona III. AViadomo jednak, że cesarz, dążąc z Włoch do Polski, 
nie zajeżdżał ani do ^lagdeburga, ani do Poznania, aby uniknąć przeszkód ze strony 
arcybisliupa magdeburgskiego Gizilera i suffragana jego bislcupa poznańskiego Un- 
gera do ustanowienia nowej organizacyi kościelnej w Polsce. Gdzież wiec Unger 
spotkał Otttona? Zapewne u grobu ś. Wojciecha w Gnieinie. 

Tom III. 23 



wester II prz) wilejem zatwierdził. — Taki opis pobytu Ottona III 
w Polsce, podał Gallus,''^) w sto lat po zajściu tego wypadku. 

Dopełniając opis ten wiadomościami z innycłi źródeł czer- 
panemi, przekonywamy sie, że najważniejszym skutkiem zjazdu 
gnieźnieńskiego r. looo, były: uwolnienie Bolesława Chrobrego 
od wszelkich zobowiązań względem Niemców,^") tudzież przepro- 
wadzenie na miejscu, stosownie do życzenia Bolesława, organi- 
zacyi kościoła polskiego, według projektu ułożonego za zgodą 
papieża Sylwestra II w Rzymie, jeszcze przed odjazdem Otto- 
na III do Polski.'^ Ustanowienie metropolii Gnieźnieńskiej i pod- 
niesienie do godności arcybiskupa gnieźnieńskiego brata ś. Woj- 
ciecha Radyma, któremu podlegać mieli nowo ustanowieni bi- 
skupi: Poppo dla dyecezyi Krakowskiej, Jan dla Wrocławskiej 
i niemiec z okolic Merzeburga Reinbern dla Kołobrzegskiej,^*) 
świadczyły o przyznaniu przez stolice apostolską i cesarza Otto- 
na III niezależności kościoła polskiego od żadnej innej metro- 
polii, z własną hierarchiją, podlegającą odtąd jedynie stolicy apo- 
stolskiej i monarsze polskiemu. Po za obrębem tej hierarchii 
pozostał tylko biskup poznański Unger, który nie życząc zgo- 
dzić sie na uszczuplenie praw swych, wolał podlegać nadal me- 



^^) Gallus, I, 6; Lelewel, Związki z Niemcami. Polska wieków średn. 
II, VI, II. 

'") Włożenie na głowę Bolesława przez Ottona III korony, jak upewnia 
Gallus, bez dopełnienia obrzędów religijnych, może być uważane jako udzielenie 
Bolesławowi godności monarchy niepodległego, a nie koronacyi, jak niektórym dzie- 
jopisom wydało się. Wreszcie po cóżby Bolesław koronował się powtórnie w ro- 
ku 1025? 

^') Według uwagi prof. Abrahama, na jednym z synodów rzymskich, być 
może na tym samym, który zasuspendował Gizilera, uchwalono założyć nowa metro- 
polije i przyjęto plan Bolesława podziału kraju na dyecezyje. (W końcu Kwietnia 
r. 999). Abraham, Organizacya, s. 53. 

^'^) Thietmar, IV, 28. Nec mora, fecit ibi archiepiscopalum, . . commitens 
eundem praedicti martyris fratri Radimo. eidem<iue subiciens Reinbernum Salsae 
Cholbergiensis aeclesiae episcopum, Popponem Cracuaensem, lohannem Wrotizlaen- 
sem, Ungero Posnaniensi excepto. Podobnie w Annal. Magdeburg. (Pertz. M. G. 
XVI, 159}. Eique tres alios episcopos in tribus locis id est Salzolberch, Cracowe, 
Wratizla oniinatos subiecit. 



— 355 — 

tropolii Magdeburgskiej.^") W każdym razie Polska, zawdzięcza- 
jąc roztropności Bolesława Chrobrego i przezorności Sylwestra II, 
otrzymała w r. looo zapewnienie szerzenia chrześciaństwa i roz- 
wijania oświaty zachodniej w duchu narodowym, a przez to 
i niezależność polityczną, krępowaną przedtem podległością ko- 
ścioła polskiego metropolicie magdeburgskiemu. 

W parę lat po zjeździe gnieźnieńskim przypadła śmierć 
Ottona III, otrutego przez kochankę, męża której, za szerzenie 
rozruchów we Włoszech, kazał powiesić,-") tudzież zamordowa- 
nie markgrafa misznieńskiego Ekharda/-') z którym Bolesław 
zostawał w zgodzie, oswobodziły Bolesława od wszelkich stosun- 
ków przyjaźni z Niemcami i pozwoliły mu postępywać tak, jak 
mu dyktował interes narodowy. 

3. Bolesław Chrobry najeżdża Łużyce i zrywa stosunki z Henrykiem II 
roku 1002. 

Mieniąc się być przyjacielem nowo obwołanego królem Hen- 
ryka II, Bolesław najechał łużycką i milczańską ziemie, zdobył 
Budyszyn, dotarł do Łaby, zabrał Strelę i obiegł Miszno, a nie 
mogąc zdobyć je siłą otwartą, robił w niem stronników sobie 
pieniędzmi i namową. Serbskiego rodu wietnicy, przez Niem- 
ców Kukesburger zwani,--) mając powierzoną sobie obronę bra- 



if*) „Prawdopodobnie kilku następców Ungera, Włochów, którym obojętne 
były wewnętrzne sprawy polskie, podtrzymywali stosunki z ^Magdeburgiem, ze szkoda 
kościoła i narodu. Dopiero biskup polski Wawrzyniec, rządząc sie względami na- 
rodowymi, zerwał stosunki z zagraniczną metropoliją i dobrowolnie poddał się pod 
jurysdykcyję arcybiskupa gnieźnieńskiego, około r. I lo6. Korytkowski, Arcybi- 
skupi, I, 28. 

*"'j Otton III umjirł w Palerno, w pobliiu Citta-Castellana, 24 Stycznia 
r. 1002. Tliietmar, IV, 30. 

-1) Ekhard I podczas podróży zamordowany w Palitlił (Polden) 30 Kwie- 
tnia V, 1002. Thielmar. V, 4. 

22) Thietmar, V, 6. Satelites... dicti slavonice Yethenici, Cukesburgiensi. 
W objaśnienie znaczenia ludzi lej nazwy, GebhariU przytacza z dyplomu Ottona C. 
de Brene, an. 1288. Advocatus castellani et custodes turrium, qui vulgariter Hufslude, 
et Janitores qui teułonice dicuntur Dorwerderc. Allgemeine Welthistcrie. T. 52, 
s. 302, przypisek a. 

23* 



- 356 - 

my wschodniej, porozumiawszy sie z Polakami, otwarty rokosz 
podnieśli. A położywszy trupem jednego z dowódzców swych 
Bekcejona, stanęli zbrojno przed kamienatem,^^) ciskali kamie- 
niami w okna, z wrzaskiem domagając się wydania sobie bur- 
grafa Ocerusa, któremu śmierć zapowiadali. Udało się jednak 
innemu naczelnikowi Titmarowi załogę wyprowadzić spokojnie. 
"Wtedy wietnicy, przez orędowników swych porozumiawszy się 
z Bolesławem, w bramach otwartych na oścież przyjęli go rado- 
śnie. Uniesiony pomyślnością Bolesław posunął się dalej na za- 
chód w głąb Serbska, opanował cały kraj aż do Białego Hal- 
sztrowa (Elster) i załogi swoje rozstawił. Wojsko saskie zbierało 
się wyruszyć przeciw Bolesławowi, ale ten „chytrości niezwykłej 
człowiek" upewniał, że wszystko czyni za wiedzą i przyzwole- 
niem Henryka bawarskiego, a skoro ten przy posiadłości pań- 
stwa umocni się, do jego woli zastosuje się zupełnie.-^) 

W Czerwcu roku 1002 Henryk wybrany został na króla, 
a 25 Lipca przyjmy wał w Merzeburgu hołd Sasów. Bolesław, 
udawszy się na zjazd merzeburgski, przyjęty był jako sprzymie- 
rzeniec Niemców. Usiłował on zdobyte kraje zatrzymać, nie 
szczędząc kosztów dla zrobienia sobie stronników wśród dworzan 
królewskich. Zaledwie wyjednał, że Miszno przyrodniemu bratu 
jego Guncelinowi wypuszczone zostało, sam zaś utrzymał się przy 
posiadaniu ziem MilczanÓAV i Łużyczanów^ (25 Lipca r. 1002).-') 
Nabytek ten znakomicie podniósł potęgę i urok Bolesława Chro- 
brego w Słowiańszczyźnie. Nie dozwolili mu wprawdzie Niemcy 
utwierdzić się na Łabie, ale w Misznie osiadł krewny i przyja- 
ciel jego Guncelin, z którym poradzić nietrudno było. 

Zdawało się, że zajście między Bolesławem a Niemcami, 
skończone kompromisem, będzie trwałe, ale zdarzył się niespo- 



-■^) U Thietmaia: Caminata oznacza, domus, palatium, choćby z drzewa 
zbudowany, ale z kominem. 

2<) Thietmar, V, 6. 

*^j Thietmar, Y, 9, 10. O bralerslwie Guncelina z Bolesławem, niżej § 55, 
pr^ypisck 2, s. 303. 



— y:>7 — 

dziewanie wypadek, który kompromis poderwał, W ostatnich 
chwilach pobytu w Merzeburgu, kiedy Bolesław pożegnawszy się 
z Henrykiem II, miał w-racać do kraju, wzeszli na podwórze zam- 
kowe Polacy z orszaku Bolesława, nie wiadomo dla jakiego celu. 
A gdy na wezwanie odejść nie chcieli, wszczęła się z Niemcami 
rozprawa orężem, wśród której Bolesław wyszedł z zamku. Tłum 
Niemców rzucił się na niego tak natarczywie, że przeprowadza- 
jący go komes Henryk, z narażeniem własnego życia, ledwo 
uprowadzić zdołał znakomitego gościa, ale rycerzy polskich tłum 
docisnąwszy, jednych obdarł, innych pokaleczył. Jeżeli król Hen- 
ryk nie miał żadnego udziału w tej sprawie, czemu dajemy wiarę, 
w każdym razie za taką obrazę króla niepodległego państwa 
i sprzymierzeńca, powinnyby ze strony Henryka nastąpić prze- 
prosiny, ul<aranie winowajców, a jednak naoczny świadek Tit- 
mar milczy o tem, czem daje do mniemania powód, że serde- 
cznego pojednania się między królami nie nastąpiło. A jakby na 
potwierdzenie tego Titmar powiada, że Bolesław „zasmucił się 
mocno, podejrzy wając, iż zamach na niego nastąpił w skutek 
poprzedniego planu i podstępu, posądzając o to króla niesłu- 
sznie." 

Bolesław przybywszy do Streli nad Labą, mnóstwo ziemian 
z okolicy grodu tego uprowadził, gród spalił i w^stecz za sobą 
puścił orędowników z poleceniem odciągania kogo tylko można 
od stronnictwa Henryka. Na wieść o tem Henryk błagał swoicli 
przyjaciół, „aby tajemne praktyki Słowian starali się wykrywać 
i przewiadywaczów ich wedle możności imać." -*') Odtąd Bole- 
sław niczem już nie był krępowany. Sąsiedzkie stosunki z Niem- 
cami pogorszyły się, przyjaźń z królem niemieckim runęła, — sta- 
nął oddzielnie jako monarcha, gotowy bronić godności własnej 
i narodu swego, działać według woli swej. Sprawy czeskie naj- 
przód uwagę jego na się zwróciły. 



") Thietmar, V, lo. 



— 35ii — 

4. Zaburzenia w Czechach: książęta Bolesław Rudy i Władybój. 
Bolesław Chrobry zajmuje Czechy (1003). 

Po Bolesławie II, Pobożnym, (f 9 Lutego 999) zostało trzech 
synów. Z nicłi starszy Bolesław Ryszawy (Rudy), okrutnego 
cliarakteru, skąpy, dziki, mściwy, otrzymał, na mocy prawa cze- 
skiego, władzę książęcą, a młodszym braciom Jaromirowi i Ol- 
drzykowi niewielkie udziały wyznaczył. Wkrótce jednak poża- 
łowawszy tego co dał braciom, postanowił zgubić icli, Jaromira 
kazał otrzebić, a Oldrzyka zamierzył zabić w łaźni, lecz gdy się 
to nie udało, wygnał braci z matką za granicę kraju, a sam po- 
czął po tyrańsku rządzić, lud strasznie ciemiężyć, „na wzór bazy- 
liszka panując sam jeden w pustyni."^') Jaromir i Oldrzyk zna- 
leźli schronienie u księcia bawarskiego Henryka, który cokolwiek 
później został królem niemieckim. 

Dawny przyjaciel Slawników Bolesław Chrobry, nie mogąc 
I^rzebaczyć Rudemu uczestnictwa w zniszczeniu przez Wrszow- 
ców rodu Sławników i wymordowaniu braci ś. Wojciecha (r. 996), 
w pierwszym roku panowania swego odjął mu Śląsk, Chroba- 
cyję, Morawy i zakarpacką Słowaczyznę (r. 999). W Czechach 
począł się niepokój. Na czele buntu stanęli Wrszowcy, ci sami, 
którzy byli przyjaciółmi Bolesława Rudego, a potem najwięcej 
od niego cierpieli.^^) Rudy musiał uciekać z Czech do Niemiec, 
a na miejsce tego „gadu jadowitego", naród czeski wezwał brata 
młodszego Bolesława Chrobrego Władyboja, syna Dubrawki, 
a przez to należącego po kądzieli do rodu Przemysłowców, i za 
swego przez Czechów uważanego. Władybój nieczynny, pijak, 
chcąc zasłonić się od stronnictwa Jaromira i Oldrzyka, pośpie- 
szył do króla Henryka II, w Ratysbonie hołd mu złożył, a Cze- 
chy w lenność od niego otrzymał.'-'-') — Tymczasem Bolesław 
Rudy tułając się w Niemczech, szukał u Bolesława Chrobrego 



-') Thietmar, V, 15. 

-'') Palacki. Dejiny, I, 279. 

-»J Tl)i;tmar, V, 15. 



— 359 — 

przytułku, w tym samym prawie czasie, kiedy po kilkumiesię- 
cznem panowaniu Władybój umarł, w początku r. 1003. „Na- 
stał sądny rok w dziejach czeskich." '^^) Jaromir i Oldrzyk wró- 
cili do Czech, ale wnet i Bolesław Chrobry wtargnął tamże, pro- 
wadząc z sobą Bolesława Rudego do Pragi, a obsadziwszy grody 
czeskie załogą swoją, usunął sie z Czech. Bolesław Rudy, osią- 
gnąwszy władzę, do takiego stopnia rozkielzał namiętność swą, 
,.iż kazawszy stanąć przed sobą przedniejszym panom, jednego 
z nich rozcięciem głowy mieczem życia pozbawił, za nim innych 
pomordował, a dokonał tego, dyszący krwią i podstępem czło- 
wiek, niegodny dożyć i połowy tych dni, które przeżył." ^') Prze- 
straszeni tem Czechowie, wyprawili tajemnie posłów do Bolesła- 
wa Chrobrego z proźbą o uwolnienie ich od tyrana. Chrobry, 
przychylając się do proźby poselstwa, zaprosił Rudego na roz- 
mowę do pogranicznego zamku, a gdy ten przybył, kazał go 
oślepić, a sam pośpieszywszy co żywo do Pragi, wprowadzony 
do niej (w Marcu 1003) przez mieszkańców i jednomyślnie za 
pana Czech okrzyknięty został.^-) 

Zwracając uwagę na mapę posiadłości Bolesława Chrobrego 
w początku roku 1003, nie trudno dostrzedz, że dla zaokrąglenia 
zdobyczy jego za Karpatami aż do Dunaju i Rakus, a na zacho- 
dzie aż do Miszna brakowało tylko Czech i że zdobycie Czech 
ułatwiało mu możność opanowania Serbii, między Solawą i Ła- 
bą, a przez to posunięcia granicy niepodległej Słowiańszczyzny 
do naturalnych kresów Bawaryi i Turyngii. Wypadki składały 
się dla niego najpomyślniej. Przenosząc stolicę z ubogiego Gnie- 
zna do oddawna upragnionej, murowanej, bogatej "■') i rozko- 
sznej Pragi, ^'*) Bolesław zdobywał dla całej Słowiańszczyzny pół- 



^0) Palacki. Dejiny, I, 281. 
^1) Thietmar, V, 18. 
'2) Ibidem. 
•'•'') Niżej cytata 35. 

'*) Adalbold, in vita S. Heinrici II imperatoris, powiada: Tandem Bulizla- 
vus Mcset onis lilius jucunditatem Pragaee, t amoenitatem Boe- 



— ^6o 



nocno-zachodniój prawdziwa stolice, z której dawniejsza od pol- 
skiej c) wilizacya czeska miała roznieść po szerokich przestrzeniach 
oświatę, handel i przemysł, '^^) niezbędne podwaliny wielkiego 
państwa. Z swojej strony Bolesław niósł Czechom porządek, po- 
tęgę wojenna, niezależność od Niemców, a przytem łagodność 
r/ądów i dbałość o dobrobyt kraju, czego właśnie nie mogła im 
dać zdemoralizowana dynastya Przemysłowców. Ogłoszenie Bo- 
lesława królem czeskim było najważniejszym aktem w historyi 
słowiańskiej, bo zapowiadało połączenie wszystkich ludów od 
granic bawarskich, Solawy i Łaby aż do Dniepru, i od morza 
Bałtyckiego aż do Dunaju, w jedno państwo, potężniejsze od ce- 
sarstwa Rzymsko-Niemieckiego, a że to państwo mogło być uor- 
ganizowane należycie, za to ręczyły genialne zdolności i niepo- 
spolity charakter Chrobrego. Zostawało tylko samym Czechom 
zrozumieć doniosłość rezydencyi króla polskiego w ich stolicy, 
tudzież zajęcia grodów ich przez rycerstwo polskie i urzędników 
królewskich.**") 



m i a e praeponit amicitiae et ut nepote suo (Bolesława III) qualibet racione ejecto, 
tante terre principatu pótiri poSsit, fraudum suarum intima scrutatur... Pertz, M. G. 
VI, 694. 

^•'') Według świadectwa Ibraima-ibn-Jakóba, który zwiedził Pragę pized ro- 
kiem 965, Praga była murowana i najbogatszą z miast handlowydi, miała fabryki 
siodeł, uździenic, tarcz, tkanin. Do niej przybywali kupcy z Krakowa, Rusy, Sło- 
wianie z krajów tureckich (madjarskich), Żydzi i Madjary, wywożąc wiele mąki, 
cyny, futer. Kraj czeski jest najbogatszym z krajów Północy. Kunik, AJlóeKpil, 40. 
Wreszcie, porównać dzieła tego T. II, s. 612 i następne. 

36) Chroni. Polonorum I, 6, Numąuid non ipse (Boleslavus) Moraviam et 
Bohemiam subjugavit et in Praga ducalem sedem obtinuit suisque eam suffraganeis 
deputavit. Że namiestnicy Bolesławowi musieli być w grodach czeskich, to niewąt- 
pliwe, ale jak ich po imieniu zwano nie wiemy. Tymczasem w wykopalisku jaro- 
cińskiem r. 1876 (w W. Ks. Poznańskiem), pomiędzy monetami Bolesława II ceskiego 
znalazł się obol, z napisem na stronie głównej wyraźnie wybitym: Otto D u x. 
Archeolog berliński Menandier, idąc za przytoczoną wyżej wskazówką Chronica Po- 
lonorum, mniemał, że moneta wybita była przez Ottona czyli Bezbraima starszego 
syna Bolesława Chrobrego, którego on podczas okupacyi Pragi osadził tamże jako 
namiestnika swego. Zapiski Archeologiczne poznańskie, pod redakcyją W. Jaż- 
dżewskiego i Boi, Krzepkiego, r. 1889, zeszjt V, s. 50, — Trudno temu powierzyć, 
bo Btzbraim i Otto są dwie różne osoby. Pietwszy był najstarszym, a drugi naj- 
młodszym synem Chrobrego, urodzony około r, 1000. Porów. Lewicki, Mieszko II, 
w Rozprawach Akadem. Umiejet, Kraków. 1876. Tom V, s. 115. ^ 



5. Przenlewierstwo Lutyków względem reszty Słowian. Henryk li za- 
warłszy z nimi przymierze, śmielej przeciw Bolesławowi występuje. 

Zajęcie Czech przez Bolesława Chrobrego mocno ubodło 
króla Henryka II. Zniósł on wszystko cierpliwym umysłem, 
przypisując grzechom swoim to, co dla państwa jego dolegliwem 
sie stało; okazywał spokój, przejeżdżał "sie z miasta do miasta, 
święta Wielkanocne obchodził w lvvvedlinburgu (28 Marca ro- 
ku 1003),^') Zielone święta w Halbersztadzie,^^) a tymczasem ści- 
gał sprzymierzeńców Chrobrego w samych Niemczech i starał 
się zapewnić pokój ze strony Słowian nadbałtyckich. Posłowie 
Ratarów i w ogóle Lutyków, przybywszy do Kwedlinburga pod- 
czas świąt Wielkanocnych, łaskawie przyjęci zostali przez króla 
Henryka, który podarkami i obietnicami starał się ich zjednać 
sobie i tyle dokazał, że „z buntowników" i nieprzyjaciół „naj- 
zaufańszymi sobie ich uczynił." ^") Ten postępek Lutyków, sprze- 
czny z wiekową tradycyą ich, najzgubniejszym się okazał jak dla 
nich samych, tak i dla reszty Słowian nadlabskich. Nie tajne 
było Lutykóm opanowanie przez Bolesława Łużyc, Milska i Czech, 
jego potęga wojenna i łaskawe obchodzenie się z ludami władzy 
jego podległymi. Przystąpienie do związku z nim mogło zape- 
wnić im niepodległość, za którą dwa wieki zacięcie z Niem- 
cami walczyli. Ale nienawiść do chrześciaństwa, a szczególnie 
przeciw Bolesławowi, który zmuszony był dawniejszemi zobowią- 
zaniami ojca swego dawać posiłki wojenne Ottonowi 111 przeciw 
Lutykóm, tudzież zamiłowanie swobody plemiennej odwróciły 
umysł ich od Bolesława i usposobiły do przymierza z Niemcami, 
a raz wszedłszy na tę drogę, opętani podstępami i złudnemi obie- 
tnicami niemieckiemi, zejść z niej już nie mogli. Przenlewier- 
stwo Lutyków ogólnej sprawie słowiańskiej obezwładniło Obo- 
drytów, przez samo geograficzne położenie postawionych w nie- 



"') Thietmar, V, 19; Aiinal. Quecllinb, a, 1003. 
•''8) Thietmar, V, 20. 
3"; Thietmar, V,. 19. 



możebnoiści połączenia się z Polakami. Łaskając Lutyków i ma- 
miąc ich obietnicami Henryk II nadzwyczaj zręczny krok poli- 
tyczny wykonał. Pojmywal on, że w razie przystąpienia Luty- 
ków do związku polsko-czeskiego, pociągnęliby do tegoż związku 
nietylko Obodryci i Serby do Solawy, ale i Słowianie lewego 
brzegu Laby w Dre wianach, Białej Ziemi, wschodniej Turyngii 
i u wierzchowin Molianu, tudzież nad Radnicą, gdzie lud sło- 
wiański, w pogaństwie trwający aż do końca XI w.,^**) główną 
massę osiedlenia stanowił. Odrywając zaś od wzmiankowanego 
związku Lutyków, Henryk II zapewnił sobie bezpieczeństwo nad 
dolną Łabą, a przez to śmielej mógł przeciw Bolesławowi wystąpić. 
Wygrawszy bez boju kampanije z Lutykami, Henryk, II 
przestał udawać, że nie pojmuje o co Bolesławowi idzie, wypra- 
wił do niego posłów, z oświadczeniem, „że jeśli świeżo zajętą 
przez siebie krainę, jak to odwieczne prawo nakazuje, zechce z je- 
go łaski nadal trzymać i z niej -służyć mu wiernie, przychyli sie 
do jego życzenia, w przeciwnya razie ma się spodziewać od- 
poru zbrojnego."*') — Przy ustąpieniu ziem Łużyczanów i ISIil- 
czanów, Henryk II nie wymagał od Bolesława żadnych służe- 
bności, według starego prawa, bo kraje te nie ochrzczone jesz- 
cze, mogły być za „barbarzyńskie'' uważane, t. j. za takie, jakie 
umowa gnieźnieńska (r. looo) dozwalała obu stronom zabierać 
i do swych posiadłości wcielać, lecz Czechy nie były już krajem 
„barbarzyńskim"; Henryk prawnie miał słuszność, żądając od zdo- 
bywcy wypełnienia obowiązków hołdu, od dawna składanego mu 
przez książąt czeskich, ale wymaganie jego, aby Bolesław przy- 
jął Czechy w łenność z łaski królewskiej, tchnęło zarozumiałością 
i dziką pretensyją do rozporządzania niepodłem państwem cze- 
.skiem, jakby prowincyą niemiecką. Bolesław „z oburzeniem od- 
prawił poselstwo," '*^) i przyjął wojnę. 



■*o) Szczegóły w tomie IV niniejszego dzieła. 

■") Thietmar, V, 19. 

*-) Rozpowiedziawszy o zaproponowanycli Bolesławowi waninl<acli trzyma* 

nia C/.ccli z laski królewskiej, Thietmar (V, 19) dmlal: „Jakkolwiek słuszne to prze- 



- 363 - 

§55. 

Pierwsza wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami 
(1003 — 1005). 

I. Henryk II ściga stronników Bolesława w Niemczech. Bolesław opa- 
nowuje Miszno (1003) i do Bawaryi wpada (1004). Henryk II za- 
graża Milsku. 

Przed rozpoczęciem wojny z Bolesławem, Henryk II zamie- 
rzył najprzód zniszczyć sprzymierzeńców Bolesławowycli w sa- 
mych Niemczech). W tym celu Henryk II, po Zielonych świę- 
tach (r. 1003) ruszył do Bawaryi, a najechawszy posiadłości ko- 
mesa Henryka szweinfurtskiego, spustoszył je, zamek Amerthal 
zburzył, a przysłanych przez Bolesława na pomoc komesowi wo- 
jowników polskich ujął i do swych szeregów wcielił. Potem 
obiegł gród Kruszno,^) którego bronił brat komesa Henryka 
Buko; pojmał w tym grodzi; Ernesta markgrafa austryackiego, 
a gród po kilku szturmach zburzony dostał sie zwycięzcy. 

Kiedy się król niemiecki bawił koło Kruszna, Bolesław, 
zgromadziwszy tajemnie wojsko, uderzył na Miszno, którem rzą- 
dził przyjaciel i brat jego Guncelin.-) Nalegał na niego Bole- 
sław, aby stosownie do poprzednich zobowiązań, bramę otworzył 
i miasto Polakom poddał. Guncelin tłómaczył się królowi, że na 
wszystkie usługi dla niego jest gotów, ale w obec postawionych 
w grodzie wojowników Henryka II, żądania jego spełnić nie 
może, bo wojownicy królewscy nie przystaliby na to, „a gdy się 



cieź i w lak przyzwoity sposób wyrażone poselstwo, odprawił Bolesław z obu- 
rzeniem." 

') U Thietmara, V, 2i, Crusni, — teraz Creussen poniżej Baireuth, w Bawaryi. 

®) Stopień pokrewieństwa Bolesława z Guncelinem jest zagadką, wzbudzającą 
wiele domysłów. Tliietmar zowie go poprostu bratem Bolesława: (fratri suo Gun- 
celino, V, lo). Szczegóły różnych objaśnień zebrał Komarnicki, w polskim prze- 
kładzie kroniki Thiettnara, s. 192. Prawdopodobnie, że druga żona markgrafa Giin- 
thera (f 965), matka Guncelina, wyszła za Mieszka, ojca Chrobrego, i że dopiero 
po j6j śmierci Mieszko Dubrawke pojął. Tym sposobem Guncelin byl przyrodnym 
bratem Bolesława. Posse. Codex Saxoniae, T. I, s. 30, przypiselt 180, 



- 3^4 — 

zmowy nasze rozgłoszą, życie moje i wszystko co mam w nie- 
bezpieczeństwie." Wysianych przez Guncelina orędowników, Bo- 
lesław kazał zatrzymać pod strażą, wojsko swe posunął ku Labie, 
nad rankiem przebył ją i dal znać przyjaznemu sobie miastu 
Streli,"') aby sie niczego nie obawiano i sąsiednich osad o nadej- 
ściu Polaków nie zawiadomiano. Następnie, podzieliwszy wojsko 
swe na cztery części, Bolesław rozkazał, aby wieczorem zgro- 
madzili się wszyscy pod grodem Cyrynem.'*) Dwa oddziały ru- 
szyły naprzód, ażeby mieć baczność na Guncelina, któremu Bo- 
lesław nie dowierzał. Natenczas cała ziemia Głomaczów, naj- 
lepiej uprawna, w jednym dniu ogniem i mieczem, tudzież upro- 
wadzeniem mieszkańców w niewolę do szczętu spustoszoną została. 
Jeden oddział Polaków napadł na Mogilno, ■'^) ale mieszkańcy 
grodu tego oświadczeniem przyjaźni i gotowością z rodzinami 
i dobytkiem w ślad za Polakami udać się, odwrócili grożące im 
niebezpieczeństwo. Nazajutrz o wschodzie słońca Pola.cy upro- 
wadzili zdobycz niezliczoną, część ich, w przeprawie przez Łabę 
wpław, utonęła, reszta szczęśliwie wróciwszy do domu, dzielili się 
zdobyczą, odłożywszy dla króla co najlepsze. Jeńców uprowa- 
dzono więcej 3000 do Polski.^) 

Tymczasem król Henryk całe lato ścigał w Bawaryi stron- 
ników Bolesławowych, niszczył nad Menem posiadłości komesa 



') Thietmar (V, 22), „Civitalem Strelam, quia dos suae erat filii." Ale 
w r. 1002, gdy z układów merzeburgskich Bolesław nie utrzymał sie przy Streli, ka- 
zał ją spalić; oczywiście więc, że wtedy Strela nie mogła być jeszcze „posagowem 
miastem córki jego." Kiedyż sie to stać mogło? Bezwątpienia później, kiedy jedna 
z Bolesławówien, nie wymieniona po imieniu u Thiethmara (IV, 37), wyszła za Her- 
mana, już po śmierci ojca jego markgrafa Ekharda. Przyjazne stosunki Bolesława 
do Streli w r. 1003, ostrzeżenie jej, aby nie obawiała się wyprawy łupieżniczej, wska- 
zują, że wkrótce po zjeździe merzeburgskim Herman ożenił się z Bolesławówną, imię 
której wzmiankuje nekrologia naumburgska: „Hermannus marchio, Regelindis mar- 
chionisa." Posse. Codex Saxoniae, I, s. 32, przypisek 193. 

*) U Thietmara: Cirin castellum; u Annal. Saxo. Zirin, teraz Z e h r e n, 
niedaleko Łaby, na północ od Miszna. 

'') U Thietmara: Mogiln a urbs, teraz ^I ii g e 1 n, kolo Hubertsburga, mię- 
dzy Misznem a Lipskiem. 

6) Thietmar, Y, 22. 



- 365 - 

Henryka, gród którego Szweinfurt kazał do szczętu zburzyć. 
Komes Henryk z bratem Brunonem i innymi stronnikami mu- 
sieli u Bolesława szukać schronienia. W Bambergu król Hen- 
ryk obchodził uroczyście narodzenie Maryi Panny, bawił sie ło- 
wami, a powróciwszy do Saksonii, zapowiedział z upływem zimy 
wyprawę przeciw Milczanóm.') Nim jednak to nastąpić miało 
Henryk II, zdążywszy do Magdeburga, zajął się sprawami ko- 
ścielnemi: na arcybiskupa po zmarłym Gizilerze, wyniósł Tagi- 
nona, rozgrabioną w roku g8i dyecezyję Merzeburgską wznowił 
i wszystko, co dawniej „niesłusznie odjęte było, dyecezyi tej 
zwrócił." ^ 

Uprzedzając zamiary wojenne Henryka II, Bolesław częścią 
za popędem „wściekłości własnej", częścią za namową komesa 
Henryka szweinfurtskiego, wpadł do Bawaryi i wielkie gwałty 
mieszkańcom czynił (r. 1004). W odwet Henryk II pośpieszył 
z wyprawą do Milska i gdyby „nie zbyteczna rozciecz śniegów, 
pochód wojska tamująca, cała ta kraina dokoła spustoszona, by- 
łaby z mieszkańców ogołoconą." "; Wyprawa jednak skończyła 
się niczem. Król Henryk „chcąc nie chcąc" zmuszony był do 
odwrotu, całą korzyść w tern mając, że „wsparł załogę Guncelina 
i innych obrońców ojczyzny." 

2. Najazd Henryka II na Czechy. Bolesław opuszcza Pragę (r. 1004). 
Szturm Budyszyna, z którego załoga polska ustępuje. 

Niespodziewane wypadki w Lombardyi zniewoliły Henry- 
ka II wstrzymać zamierzoną przeciw Polakom wyprawę i w Marcu 
r, 1004 udać się za Alpy, gdzie mu w^y padało rozruchy uśmie- 
rzyć i papieża wesprzyć, a tymczasem Bolesław dociskał Niem- 



') Thietmar, V, 23. Adelboldus a. 1004: Heinricus Poledae nativitatem Do- 
mini celebravit et Thoringis et Sa.\onibus in Mikaviam expeditionem futuram indixit. 
Podobnie Annal. Saxo. Porów. Baumer, Regst.i, Nr. 377. 

*'j Tiiietmar, V, 25, VI, 1. 

»; Ibid. VI, 2. 



ców. Opuściwszy więc Włochy, Henryk II powrócił do Sakso- 
nii, ściągnął w polowie Sierpnia .r. 1004 wojsko pod Merzebur- 
giem, głosząc, że wyprawę do Polski zamierza, dla czego kazał 
przysposobić łodzie, do przeprawy przez Labę w Boruzie i w żupie 
Niżanów, jak gdyby Niemcy mieli posunąć się na wscłiód od 
Łaby, lecz ku powszeclinemu zdziwieniu, Henryk II, zwróciwszy 
nagle ku południowi, mimo deszczów i wezbrania rzek, pomknął 
się szybko do Czech, gdzie Niemcy zdołali już ukuć intrygę, za 
pośrednictwem bawiących u nich książąt Jaromira i Oldrzyka. 

Uderzenie Niemców na Czechy było bardzo dotkliwe dla 
Bolesława, bo właśnie w tym czasie robił on przygotowania do 
spotkania nieprzyjaciół w Łużycach. Lecz w tej to mefortunnej 
okoliczności okazała się wielkość jego umysłu i nadzwyczajnej 
energii. Szybkimi obrotami wojsk swoich ku Czechom, zwinął 
się on tak gwałtownie, że następującym Niemcom, według Tit- 
mara, wydał się „lwem ryczącym'' (leo rugiens), pośpieszającym 
wzbronić Henrykowi II przystępu do granic czeskich. Lasy 
i przesmyki gór Mirkwidi,^") dzielące plemiona serbskie Szku- 
dyczów i Niżanów od Czechów, Bolesław wcześnie obsadził łu- 
cznikami, ale Henryk II pokryjomu wysławszy oddział swych 
wyborowych kiryśników, przebojem otworzył wojsku swemu dro- 
gę do Czech, nie budząc baczności Bolesława, w Pradze bezpie- 
cznie ucztującego. Raz podczas uczty przybiegł do Bolesława 
Niemiec, kapelan biskupa (kołobrzegskiego) Reinberna, prze- 
strzegając o nadciąganiu wojsk niemieckich. Bolesław nie wie- 
rzył, czy nie dosłyszał i zapytał kapelana, co mówi, a gdy ten 
powtórzył złą nowinę, król z pogardą rzekł: „toć gdyby leźli jak 
żaby, stanąćby tu nareszcie już mogli." Jaromir z przyjaciołami 
swymi ułatwiał królowi niemieckiemu drogę, rozdwojeniem opi- 
nii narodowej i odciąganiem od Bolesława stronników rodu Prze- 



1^) Thietmar, VI, 8, silva, quae M i r i q u i d u i dicitur. Dobner, a za nim 
Naruszewicz nazwę te wyprowadzali od Mira las i Kidę zarosłe. Hist. Nar. 
Pol. I, 128. Według Bielowskiego ma znac/,yć czarny Lis; przesmyk w rudnych 
górach, zwanych po niemiecku Erzgebirge. M. P. I. 275. 



- 3^7 - 

mysłowców. Z orszakiem swym szedł w przodzie wojska Hen- 
ryka II, który zdążywszy pod gród Żatec, po wycięciu przez 
mieszkańców załogi polskiej, gród ten zdobył.^') Było jednakże 
w Czechacli i przeciwne stronnictwo, przenoszące Bolesława nad 
Jaromira i Oldrzyka, ale, według Titmara, byli to ludzie „gorsi 
obyczajem od dzikich zwierząt." Kiedy się wreszcie Niemcy 
zbliżali do Pragi, Jaromir wszedł z mieszkańcami jej w zmow^ę, 
pomknął się tajemnie w nocy pod Pragę, aby z rozświtem na 
załogę polską uderzyć, a Bolesława „węża jadowitego" pojmać, 
albo zabić.'-) Ale Bolesław miał także swycli jurgieltników 
w obozie niemieckim i między Czechami licznych stronników; 
wiedział o wszystkich zamachach nieprzyjaciół. Obie strony knuły 
swe zamiary skrycie. I gdy stronnicy Jaromira mieli, na odgłos 
trąby pasterskiej i uderzenia w dzwony na Wyszegradzie, na- 
paść na Polaków, Bolesław, uprzedzając ich, w nocy małymi od- 
działami, wyprowadził wojsko swe z Pragi. Nieprzyjaciele rzu- 
cili się za nim w pogoń, ale go nie dościgli; tylko brat starszy 
ś. Wojciecha Sobiebor, przewodzący oddziałem Polaków, zosta- 
wionym na moście, dla zapewnienia odwrotu, mężnie walcząc po- 
legł,'^) we Wrześniu r. 1004. 

Zagrożony nie orężem niemieckim, lecz wojną narodową, 
rozdmuchiwaną przez stronnictwo Przemysłowców, a przytem. 



1') Thietmar, YI, 8. 

'-) Thietmar, VI, 9, mówi, że do Pragi zdażyl Jaromir, aby Bolesława poj- 
mać lub zabić. Inne źródła: Kozma i Dalimil wzmiankują, że Oldrzyk z niewielu 
towarzyszami podkradał się pod Pragę i zaczaił sie w Strachowie. A gdy przyjazny 
mu pastuch zatrąbił w róg i w tymże czasie otworzono bramę miejską, Oldrzyk 
wpadł do Pragi. . . Trzymam sie tu podanej przez Thietmara wiadomości, który 
jako współczesny świadek i dokładnie obeznany z wypadkami w Czechach r. 1004, 
zasługuje na wiarę więcej, niż późniejsi pisarze. 

i'j Thietmar, YF, 9, brata ś. Wojciecha zwie Sobiesławem i wyraża się 
o nim tak niejasno, że pojąć trudno, po czyjej stronie walcząc on zginął? Wszakże, 
zważając na dawną przyjaźń Sławników z Bolesławem, na długą, bo od roku 995, 
służbę wojskową Sobiebora u Bolesława, nie możemy przypuścić, aby Sobiebor 
miał zdradzić Bolesława i zginąć w pogoni za nim, a nie w olironie tylnej jego 
straży. — Tak mniema i Szajnocha, Bolesław Ch. 125. 



- 368 - 

obawiając sie napadu Sasów na Lużyce, Bolesław opuścił Cze- 
chy, utrzymawszy niektóre zamki kolo gór.'^) 

Nazajutrz, po ustąpieniu z Pragi Bolesława, przybył Jaro- 
mir, a za nim król Henryk II, powitany przez biskupa Tiddaga 
i księcia Jaromira, poczem do kościoła ś. Jerzego wprowadzony. 
Niezwłocznie, w obec wszelkiego stanu krajowców na ten cel 
zebranycli, Henryk ogłosił Jaromira przywróconym do wszelkich 
godności, jakie nań z ojca spadały, — bawił w Pradze jakby w^e 
własnej stolicy, uroczystość narodzenia Maryi Panny obchodził 
na Wyszegradzie, poleciwszy biskupowi freizingeńskiemu God- 
szalkowi kazać do ludu, pouczając o posłuszeństwie Bogu i szano- 
waniu władz zwierzchnich J'"*) Później, odprawiwszy Bawarów do 
domu, Henryk II w towarzystwie księcia Jaromira, po nadzwy- 
czaj trudnych drogach, pociągnął do ziemi Milczanów i główny 
jej gród Budyszyn obiegł. Polacy z łatwością odpierali szturmy, 
do których sam Henryk wojowników swych zachęcał, a jeden 
z łuczników polskich, stojąc na wale, wymierzył do niego, i o 
mało, że go nie zabił: padł tylko stojący obok niego rycerz, 
sam zaś Henryk z podniesionemi rękami modlił się do Boga, 
Budyszyn miał być spalony ,; gdyby nie rozkaz nieszczęsny, wy- 
dany przez margrafa Guncelina nie przeszkodził temu." Krwawe 
boje pod Budyszynem ciągnęły się dalej z wielką,- stratą ludzi 
szlachetnego rodu ; nie jednego rycerza niemieckiego pochłonęła 
Sprewja, do której spadali wojownicy wdzierający się do grodu. 
Nareszcie, wskutek rozkazów od Bolesława przybyłych, załoga 
polska opuściła Budyszyn. Henryk II obsadził gród swojem ry- 
cerstwem, lecz dalej ruszyć się nie mógł. Wojsko jego znużone 
pochodami, głodem i szturmami potrzebowało odpoczynku.^") 
Odłożono więc wyprawę do Polski na rok następny. — Tem 
się zakończyła wojna r. 1004. 



!•) Naruszewicz, powołując się na Kromera, H!st. Nar. Pols. T. I pod 
1004; Lelewel Pol. Wiek. Śred. T, If, Zdobycze VII 9, s. 157. 
^) Tliietmar VI, 9, 10. 
"; Thietmar VI, 1 1. 



l69 - 



3. Wyprawa Henryka II do Polski, Lutycy posiłkują Niemców. Henryk 
w Międzyrzeczu. Pokój poznański r. 1005. 

Po zajęciu Budyszyna król Henryk II dziesięć miesięcy 
niczego przeciw Bolesławowi Chrobremu nie przedsiębrał i do- 
piero latem r. 1005 rozkazał po wszystkich grafstwach państwa 
Niemieckiego, pod karą gardła na niestawiących się, obwołać 
walną wyprawę do Polski, wyznaczając Liszkę na miejsce ze- 
brania. A gdy się wojsko zgromadziło, stosownie do rozkazu, 
w dniu 15 Sierpnia w oznaczonem miejscu, król w towarzystwie 
królowej wsiadł w Magdeburgu do łodzi, przebył Łabę, a spra- 
wiwszy swe półki w należyty porządek, ruszył po prawym 
brzegu Łaby do Łużyc, dotarł szczęśliwie do Dobroługa, gdzie 
mocno ucieszył się na widok nadciągających z posiłkami ksią- 
żąt: Henryka bawarskiego i Jaromira czeskiego. Dla wypo- 
czynku wojsko niemieckie rozłożyło się obozem nad Sprewją, 
około której nieprzyjaciel już zbliska dokuczał, szczególnie przez 
swych łuczników. Wojna podjazdowa toczyła się na porzeczu 
dolnej Sprewi, w okolicach Lubina, Gubina, Bieskowa i Storko- 
wa. Przewodnicy, podkupieni przez wrogów i od własnych sie- 
dzib usiłujący odwrócić zniszczenie, prowadzili wojsko niemie- 
ckie manowcami przez lasy i po moczarach Sprewi, czem wiel- 
kie szkody przyczynili wojsku, W żupie Nizowców, gdzie woj- 
sko stanęło obozem nad Sprewją, nieprzyjaciel tak się rozloko- 
wał, aby mógł Niemcom z ubocza szkodzić. Wtedy rycerz ,. wy- 
borny" Thiebern, dobrawszy sobie walecznych garstkę, umyślił 
fortelem podejść nieprzyjaciół, lecz ci otoczyli się zasiekami 
z powalonych drzew i następujących Niemców przyjęli strzałami, 
od których zginęli sam Thiebern i biskupa Arnulfa wassale Ber- 
nard, Izon, Benon z wielu towarzyszami w d. 6 Września, co 
Niemców pogrążyło w smutek. Uradowali się przecież, gdy przed 
dojściem do Odry zbliżyły się dawno oczekiwane drużyny Lu- 
tyków, przybywające pod przewodnictwem kapłanów swych, nio- 

lom UL 24 



sacych posągi bożków, z świątyni pogańskiej.") Stały sie 
nie do uwierzenia rzeczy: krzyż, godło chrześciaństwa, symbol 
władzy kościelnej i królewskiej stawał do szeregu z bałwanami 
pogańskimi. Pobożny król Henryk z biskupami, w obec niena- 
wiści do Bolesława Chrobrego, zapominając odwieczny wstręt 
ku poganom, bratał sie z nimi, pochlebstwem i darami jednał 
ich sobie do pomocy przeciw monarsze chrześciańskiemu, pro- 
wadził poganów niszczyć chrześcianów polskich. Sami Niemcy 
współcześni ze wstrętem mówili o sprzymierzeniu sie ich z Lu- 
tykami,^**) i brataniu się z nimi króla Henryka.'") 

Po uciążliwych marszach zdążyło wojsko niemieckie ku 
Odrze i rozbiło namioty swe po nad r. Bobra, brzegi której Bo- 
lesław umocnił, stanąwszy obozem u Krosna, przy ujściu Bobry 
do Odry i żadną miarą nie dopuszczał przeprawy. Siedem dni 
stracili Niemcy szukając brodu, sposobiąc lodzie i promy, aż 
nakoniec znaleziono bród, przez który sześć hufców jazdy o świ- 
cie porannym przebyły rzekę. Bolesław, dowiedziawszy się o tem, 
nie wzbraniał dalszego posuwania się nieprzyjaciół, a zwinąwszy 
się zręcznie pociągnął w głąb kraju. Jakaż to radość opanowała 
Niemców, gdy po tylu trudach, dotarli nakoniec do właściwej 
Polski. Posuwali się jednak nadzwyczaj ostrożnie, aczekując Lu- 
tyków zwolna nadciągających i nie wcześniej, aż po ich przy- 
byciu król Henryk zdecydował się przebyć rzekę, ^^^j śpiewając 



1') Thietmar VI, 14, 16. 

-*) Thietmar VI, 16. Quamvis autem de hiis (Luitizii) aliąuid dicere per- 
horrescam. 

1*) S. Bruno w liście do Henryka II pisanym olcolo r. 1008, wysławiając 
BoleŁlawa jako dobrego chrześcłanina, ubolewa, że Bolesław nie może nawracać 
Lutyków, będąc przei Henryka zniewolony do prowadzenia z nimi wojny; zaklina 
Henryka aby przywrócił pokój chrześcianom dla walczenia z poganami i oparaię- 
tywa go temi słowy: Czyż nie obawiasz się królu o wiarę? Czyż człowiek, pojmu- 
jący jakie ztąd zło idzie, pocznie działać w związku z poganami? „Non est quod 
timeat rex, ne religionis homo, memor malorum, jungat se pagauis." Bielowski 
M. P. I s. 228. 

20) Przez jaką rzekę Thietmar nie objaśnił. Lelewel, Roeppel, Szajnocha 
myśleli /,e f rzez Odrę; Scheltz i Bartoszewicz, że przez Bobre. &!oźe być, że Niem- 



'- 371 — 

wespół z duchowieństwem dziękczynne Zbawcy pienia. Wojsko 
niemieckie pognało wprawdzie „raźnie" za ucliodzącymi Pola- 
kami, ale nigdzie dosięgnąć icli nie zdołało, ucłiodzili bowiem 
szybko ,.jak spłoszone stado jeleni".-^) Nie spotykając wiec prze- 
szkody, posunął sie Henryk II w głąb królestwa Bolesławowego. 
W IMiędzyrzeckiem opactwie, opuszczonem przez mnicłiów, za- 
pewne z rozkazu Bolesława, obcliodził uroczystość ś. Maurycego 
(d. 22 Września r. 1005), dokładając usilności, aby ani klaszto- 
rowi, ani mieszkańcom, żadnego uszczerbku żołnierze nie przy- 
czynili. Po czem, paląc i niszcząc przyległe okolice, posuwał się 
dalej , lecz na proźbę panów swycłi zatrzymał wojsko o dwie 
mile od Poznania. Bolesław bitwy nie dawał, ale wycłiylające się 
z obozu niemieckiego oddziały za żywnością ..wielkiego szwanku 
doznawały od nieprzyjaciół w zasadzkacłi ukrytycli." 

Kto pierwszy począł traktować o pokój, — nie wiemy. Tit- 
mar mówi, że Bolesław prosił króla Henryka o łaskę i że na 
jego usilne żądanie, arcybiskup Tagino z innymi poufałymi króla 
udał się do Poznania i pokój z Bolesławem, stwierdzony przy- 
sięgą, z zastrzeżeniem wynagrodzeń stosownycli, zawarł.--) Ale 
samo zawarcie pokoju nie w obozie królewskim, a w Poznaniu 
wskazuje, że nie Bolesław dobijał się prędszego skończenia wojny 
a Niemcy. Dalekie i trudne do przebycia drogi, głód z nędzą 
i srogością wojny złączony, wycieńczyły już mocno siły wojsk 
niemieckicli, gdy się oparły w kraju nieznajomym, pełnym ukry- 
tycli zasadzek, pozbawiającycli wrogów dowozu żywności. Z ra- 
dością więc Niemcy odcliodzili napowrót.-^^) 

Warunki zawartego w Poznaniu pokoju nie są oznaczone 
szczegółowiej przez ówczesnycli pisarzy, być może dla tego, że 



cy przebywali najprzód Bobrę, w bród, aby Krosno ubiedz, lub odciąć, a dopiero 
później, gdy sie Bolesław oddalił, przeprawiali się zwolna przez Odrę, na łodziach 
i promach, bo na splawnej i bystrej Odrze trudno przypuścić aby były brody. 

21) Thietmar VI, 19. 

--) Thietmar VI, 20. 

2*) Thietmar VI, 20. Laeti tunc revertuntur nostri, quia itineris longitudine 
et nimia fanie cum inlermixta belli asperitate magnum sufterebant laborem, 

24* 



— 372 — 

dla króla Henryka II były ,.nie dobre". Rozpoczawszy bowiem 
wyprawę, w celu pomszczenia krzywdy cesarstwu przez Bole- 
sława uczynionej, Henryk II powracać musiał z wojskiem w o- 
płakanym stanic, • uprowadzając z sobą, zwłoki poległych ryce- 
rzy.-'^) Bolesława także niezadowalniały warunki pokoju, bo cho- 
ciażby niezobowiezywały go do zrzeczenia się zdobyczy za Odra, 
faktycznie jednak ziemie Łużyczanów zostały w posiadaniu Hen- 
ryka II.-') 

§ 56. 
; Druga wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami 
(1007—1013). 

I. Henryk II przygotowuje nową wyprawę do Polski. Bolesław uprze- 
dzając go, gwałtownie rzuca się za Odrę, aż pod Magdeburg; odzyskuje 
Łużyce i Milsko r. 1007. Zamiast Guncelina margrafem misznieńskim 
zostaje Herman. 

Myśl opanowania Słowiańszczyzny do Laby i połączenia 
wszystkich krajów, niegdyś należących do Wielkiej Morawy, 



21) Annal. Quedlinb. an. 1005. Rex vero, quamvis dolens, assumpta non 
bona pace, cum lachrimabili revertitur exercitu, portans secum corpora mortuorum. 
Według niemieckich badaczy, annały kwedlinburgskie są nieprzyjazne Henrykowi II, 
i dla tego przytoczona wiadomość może być niepewna. Posse. Cod, Saxoniae I 35. 
2"_) Niepewność warunków pokoju poznańskiego spowodowała zamęt w po- . 
jęciach dziejopisów. Lelewel, pilnie rozważywszy ówczesne sprawy, wyraził się, że 
Bolesław odstąpił Luzików, bo gdy na początku tej wojny Niemcy przez Luzików 
szli- jak przez kraj nieprzyjacielski, w parę lat potem Bolesław kraj ten na Niem- 
cach zdobywał. Pol. Wiek. Śred. T. II, Zdobycze VII 10, Przeciwnie Bartosze- 
wicz mniemał, że Bolesław nic nie ustąpił i że w Poznaniu dwaj królowie obiecali 
nie wojować z sobą, a na poparcie mniemania swego dodaje, „że Naruszewicz roz- 
sądnie tu milczy, toż i Szajnocha. Moraczewski odstępuje wszelkich zdobyczy 
a Bogusławski tylko Lużyc". Porów. Historyja Pierwotnej Polski, T. II, s. 127. 
Gdybyśmy nie mieli innych dowodów, że Lużyce i Milsko zostawały od r. 1005 
do 1007 w faktycznem posiadaniu Niemców, to sam bieg wojny r. 1007 i wygna- 
nie przez Bolesława Niemców z Budyszyna dokładnie to wskazuje. Porów, niżej 
s. 376. Co się tyczy przypuszczenia, że traktatem poznańskim Bolesław musiał przy- 
znać Jaromira księciem czeskim, jak utrzymują : Wawrowski, De bellis inter Bole- 
slaum I, 1858 i Kętrzyński, De bello a Boleslav magno cum Henrico rege a. 1002 
do 1005, — Dissert, 18OC, (Porów, Posse, Cod. Saxoniae I, 36), to, na poparcie 
lego, w źródłach faktów nie znajdujemy. 



— 373 — 

w jedno potężne państwo, nie opuszczała Bolesława ani na 
chwilę. Czasowa utrata Łużyc i ziemi Milczanów jątrzyła go 
mocno; postanowił odzyskać je, nie zrażając się niepomyślnością 
wojny w latach 1004 i 1005. Owszem trudność walki z potę- 
żnem państwem Niemieckiem i głębokie poczucie konieczności 
położyć tamę zaborom nieprzyjacielskim w Słowiańszczyznie, na- 
tchnęły umysł wielkiego króla niezłomnym zamiarem i doda- 
wały mu jeszcze większej energii do stanowczego rozprawienia 
się z Niemcami. Rozsyła więc powierników swych do Czech 
i Słowian dolnej Łaby, namawiając wszystkich do wspólnego 
działania, wszędzie knuje skrycie zmowy przeciw państwu Nie- 
mieckiemu i tak się stara postawić rzeczy, aby nie on, lecz 
Niemcy zaczepne kroki przedsięwziąć musieli. 

Cóż robi Henryk II? Czy się spodziewa, że pokój poznań- 
ski trwać będzie długo i że Bolesław poprzestanie na nim? By- 
najmniej ! Wróciwszy z Polski Henryk II zaraz wziął się „w naj- 
gorliwszy sposób do wykorzenienia sprawców wszelkiej niego- 
dziwości"; Brunciona, jednego ze znaczniejszych swych rycerzy 
w Merzeburgu, tudzież dwóch przedniejszych Słowian Borysa 
i Niezamysła z innymi ich wspólnikami w Wereslewie skazał 
na powieszenie. Czemże przewinili? Ówczesny dziejopis i świa- 
dek Titmar milczy, a jednak z opowieści jego czuć się daje, że 
to były skutki wyprawy odbytej do Polski. Obok takiego spo- 
sobu pozbycia się ludzi niebezpiecznych, Henryk II pochlebia 
Słowianom dolnej Łaby, wzywając Łutyków na częste obrady 
w Wierzbnie nad Łabą, a co się mu wydawało potrzebnem usi- 
łował przyprowadzić do skutku, nie zważając czyliby się to im 
podobało lub niepodobało. Arnaburg z lewej strony Łaby, zbu- 
rzony przez Słowian w r. 997, kazał na nowo odbudować „w celu 
zwiększenia miejsc obronnych dla swej ojczyzny," ^) rozumi się 
nie przeciw komu innemu, jak tylko przeciw sprzymierzeńcom 
swym Lutykom. — Nie spuszczał Henryk z uwagi i Bolesława, 



») Thietmar VI, 21. 



— 374 — 

starając sie przez swych powierników i szpiegów przeciąć mu 
drogę do stosunków nie tylko w Niemczech, lecz nawet z Rzy- 
mem, aby polityczne znaczenie i wpływy króla polskiego w Euro- 
pie, o ile można było, osłabić.-) Z swojej strony Bolesław nie- 
zaniedbywał sposobów odpłacić Henrykowi II podobna monetą, 
korzystając zaś z przyjaznych okoliczności, jakie mu nastręczyła 
zacięta i długa wojna Henryka II z Bald winem, księciem Flan- 
dryi, Bolesław wyprawił tajnych orędowników do vSłowian nad- 
łabskich i do Czech, namową i pieniędzmi zachęcając do wspól- 
nej walki z Niemcami. 

Przepędzając święta Wielkanocne w Ratysbonie (r. 1007), 
król Henryk otrzymał z trzech różnych miejsc ostrzeżenia o no- 
wych zamysłach przeciw niemu Bolesława Chrobrego. Wysłańcy 
od zaprzedanego Niemcom Jaromira, księcia czeskiego, od Lu- 
tyków i od wielkiego miasta Liubini^) donieśli królowi, że 
Bolesław namową i pieniędzmi usiłuje wciągnąć ich w niebez- 
pieczną przeciw niemu zmowę. Lutycy, w zaślepieniu swem, po- 
sunęli się do otwartego wyznania przed Henrykiem II, że jeśli 



2) Po zjeździe gnieźnieńskim r. looo, Bolesław slawszy sie niepodległym 
monarcha, zamierzył koronę swego państwa powaga stolicy apostolskiej otrzymać. 
Zamysł ten nie byt tajemnica Henrykowi II, który wszystkie drogi strażą obsadził, 
aby posłowie Bolesława do Rzymu, jeśliby wyprawieni byli, w ręce cesarskie wpa- 
dli. Przewidując to Bolesław, zamiast posłów, wyprawił (loo8) prostego mnicha 
ze szkoły ś. Romualda do Rzymu z listami i pieniędzmi na opłatę świętopietrza. — 
Schwytany w drodze mnich, mox carcerali cuslodiae mancipalus, laską boską do- 
stał sie do Rzymu, lecz bez listów i pieniędzy, — Porów. Lelewel Pol. "W. Śred. 
T. II str 75 — 77. Damiani Żywot ś. Romualda, Bielowski M. P. I s. 330. O za- 
sadzkach Henryka na poselstwo Bolesława w 1. U)I3 niżej str. 389. 

3) Thietmar VI 24. Civitas magna Liubini, niektórzy czytają Liulini. 
Naruszewicz i Roeppel niemogą wyrozumieć, do jakiego miasta nazwa ta stosuje się; 
Worbs w Neue Archiy I s. 245, Scheltz w Gesch. d. Lausitz s. 50, Bartold w Gesch. 
V. Kiigen I s. 346, Lelewel Pol. W. Śred. II, VII, 10, także Moraczewski i Bar- 
toszewicz w Hist. Picr. Pol. II, 133, pod Luibini podrozumiewają Liibben= Lubin 
nad Sprewją w doln. I^użycach; ależ to civitas magna, jakich w Łużycach nie było. 
S/.ajnocha w dziele Bolesław Chr. mniemał, że tem miastem może być Lubeka, ale 
Pawiński, w dziele IToJiaScKie C^iaBfliie s. 119, czyta Liuini, i wnioskuje, że naj- 
prawdopodobniej pod tą nazwą skrywa się Julin, czyli AVolin. — Prawdopodobnie, 
bo gdzież była civitas magna? 



— 375 — 

dłużej zostawi Bolesława w pole oj u i przy łasce swej, nie może 
nigdy rachować na doprowadzenie ich do należytej służebności 
sobie. Rozważywszy to, co od posłańców słyszał, Henryk II, 
naradziwszy się z panami swoimi, wyprawił do Bolesława zięcia 
jego markgrafa Hermana z wypowiedzeniem zawartego nieda- 
wno pokoju. Ostrzeżony przez orędowników swych o poselstwie 
wzmiankowanego komesa, Bolesław przyjął go niechętnie, uspra- 
wiedliwiał się z zarzutów, w końcu wyrzekł: ,^widzi Chrystus, 
śzuiadek najlepszy wszystkiego^ że tego, co odtąd porobię, dopełnię 
nierad bynajmniej"^ ^). 

Jakoż, nie zwlekając dłużej, Bolesław gwałtownie rzucił się 
za Odrę i aż pod Magdeburgiem się oparł, pustosząc ziemię Mo- 
raczanów*) do samej Łaby. Ztamtąd, uprowadziwszy znakomi- 
tych rycerzy saskich Luidolfa, Tadila i Tadi do niewoli uję- 
tych,*) zwrócił do grodu Serbiszcze, mieszkańców którego z sobą 
uprowadził (r. 1007), nie spotykając nigdzie poważnego oporu. 
Arcybiskup magdeburgski Tagino dopiero po odejściu Bolesława 
począł ściągać wojska, które doszły do Jutroboga, ale wodzowie, 
w liczbie których znajdywał się dziejopis, biskup merzeburgski 
Titmar, rozważywszy, że nie wypada z małemi siłami puszczać 
się za nieprzyjacielem, do domu wrócili. 

Nieprzygotowanie do wojny Niemców, znienacka przez Bo- 
lesława zaskoczonych, ułatwiło mu wykonanie zręcznego i nad- 



k 



*) Thietmar VI, 24. 

^) Żupa Moraczanów przyległą częścią do Magdeburga zabrana była przez 
Karola W., a wschodnia jej cześć przez Henryka Ptasznika w r. 928 i odtąd cią- 
gle w reku Niemców zostawała. 

") Annal. Saxo. a. 1007, tudzież Chroń. Saxo: Boleslaus prope Parthenopo- 
lim pergens, omnem Sclavoniae eo loci provinciam devastat, donec ripam Albiae flu- 
minis attigit. — Chroń. Quedlinburg., ducens secum in vinculis fortes viros Saxonum, 
Ludolfuni, Tadilan et Tadi etc. rex hortatur suos, ne id inultum ferrent, sed nullus se- 
quitur, eflectus. Raunier, Regesta Brandenb. N. 390 Do tego: Magdeburg. Schop- 
penchronik: Dies Jahr (1007) zog Bolesław mit den Polen ins Sachsenland bei 
Magdeburg; er verbrannte und verheerte die Dorfer und fiihrte gute Helden mit 
sich aus Sachsen ais Gefangene uber die Elbę. Er sprach spottisch gegen den 
hełig. Mauritius, das kam an der Kónig und argerte ihn sehr. Miilverstedt. Rege- 
sta Arcbiepisc. Magdeb. I, s. 218. 



- 376 - 

zwyczaj śmiałego zamiaru zniszczenia załóg niemieckich po gro- 
dach słowiańskich, wprzód nimby sie połączyć mogły. A gdy 
mu się udało tym sposobem sparaliżować siły i środki nieprzy- 
jacielskie, mógł swobodnie po prawym brzegu środkowej Łaby 
gospodarować, przywracając pod władzę swą ziemie Słupianów, 
Żarowianów, Łużyczanów i ^lilczanów, stolicę których Budyszyn 
załoga komesa Hermana trzymała. Bolesław obiegł Budyszyn. 
Załoga prosiła o siedem dni rozejmu i wyprawiła do Hermana 
posła z oświadczeniem, że po upływie rozejmu, drugie jeszcze 
siedem dni bronić się może. Herman błagał w Magdeburgu 
o pomoc, dodawał otuchy załodze swej, ale Bolesław nieustan- 
nymi szturmami tak ją znękał, że wymówiwszy sobie swobodne 
z całem swem mieniem wyjście, zasmucona, piechotą do domu 
pociągnęła.') 

Powróciwszy do władania ziemią Milczanów i Łużycami 
Bolesław usiadł w nich, jak we własnym domu, a mając dokoła 
ludność najszczerzej mu oddaną, pomnażał swe siły i przygoto- 
wywał podstawę do dalszego działania nad Labą. 

Tymczasem markgraf Herman, wygnany przez teścia z Bu- 
dyszyna, władał jeszcze Misznera i trzymał Strelę, miasto posa- 
gowe Bolesławówny. — Dawniejszy markgraf misznieński Gun- 
celin, chociaż zbudował sobie zamek nad r. Solawą, murami 
i załogą wzmocniony, a w niezliczone dobra i zapasy zaopa- 
trzony, wszakże pokusił się o zdobycie Streli, przez wojska Her- 
mana bronionej, a gdy niczego dokonać nie mógł, miasto Ro- 
chlice nad Modłą (Muldą), nie opatrzone warownią, w perzynę 
obrócił. Za to Herman ze współbratem Ekhardem, zamek Gun- 
celina nad Solawą znienacka zdobyw.szy, wszystko w nim znale- 
zione po bratersku między sobą rozdzielili, a sam zamek spalili. 
Gdy te łotrostwa doszły do wiadomości króla Henryka II, we- 
zwał on komesów przed siebie do Merzeburga, a rozpoznawszy 
sprawę, całą winę przypisał Guncelinowi, że nie czekał sprawie- 



') Thietmar YI, 24. 



— ^n — 

dliwości z królewskiej reki, dodając, że Guncelin rodziny wielu 
swych poddanych (Słowian?) żydom zaprzedawał i na rozkazy 
królewskie puszczenia ich na wolność, nie dbał, — rozbojom, ja- 
kie sie działy za jego zezwoleniem, nawet w jego imieniu, nie 
starał sie kresu położyć, z bratem swym Bolesławem w bliższych 
stosunkach poufałości zostawał, niż przyzwoitość pozwalała, albo 
królowi podobać się mogło. Ostatni zarzut, uważany za najwa- 
żniejszy, był głównym powodem do oddania przyjaciela Bolesła- 
wowego Guncelina pod straż i pozbawienia Miszna, które Hen- 
ryk II czasowo powierzył komesowi Frydrykowi, następującego, 
zaś żniwa, za wstawieniem się królowej i arcybiskupa Tagino 
markę Misznieńską powierzył Hermanowi,^) nieprzyjaznemu już 
w tym czasie teściowi swemu Bolesławowi®) (r. 1009). 

Dwa lata siedząc spokojnie w Budy szynie, Bolesław miał 
baczność na wszystko, co się dokoła działo, oczekiwał zdarzeń, 
z których mógłby skorzystać, i zdawało się, że był zupełnie nie 
czynnym. Aż oto, na jeden dzień przed przybyciem markgrafa 
Hermana do Miszna, (w Listopadzie r. 1009) znaczna liczba Po- 
laków, przeprawiwszy się przez Łabę, o brzasku dziennym „po- 
demknęła się cichaczem do bramy obiecanego sobie miasta". 
Ułatwić wejście do Miszna obiecali dwaj wiednicy; ^*') lecz w sku- 
tek jakiejś przeszkody, nie mogli przyrzeczenia dotrzymać. Zmiar- 
kowawszy to Polacy, cichaczem, przez załogę niemiecka nie na- 
pastowani, odeszli na powrót do Budyszyna, a odkryci wiednicy 
przez Niemców straceni zostali. Później dopiero margraf Her- 
man, wprowadzony został na miejsce przez wysłańca królewskie- 
go, przyrzekając wszystko odpuścić winowajcom swoim, w czem 
kolwiek przeciw niemu wykroczyli, a przyrzeczenie swe poda- 



8) Thietmar VI, 36. 

») Raz z powodu zabrania przez Bolesława Budyszyna, a powtóre przez 
zmianę stosunków familijnych, bo prawdopodobnie żona Hermana, córka Bolesława 
Rogelinda zmarła przed r. 1007, poczem Herman ożenił sie z Godilą wdową po 
Wernerze. Posse, Codex. Saxoniae I, s. 32 przyp. 193, s, 36 przyp. 223. 

1") Thietmar VI, 37. Huius rei ductores erant duo Wethenici ex suburbio,,, 



- 378 - 

niem prawicy zatwierdził. Jacy to byli winowajcy: osobiści Her- 
mana, czy polityczni, tego jedyny, ówczesny dziejopis Titmar 
nie objaśnił. 

2. Nowa wyprawa Henryka II r. 1010. Choroba i powrót z Jaryna. Niem- 
cy z Jaromirem posuwają się pod Głogów bezskutecznie. Przymierze 
merzeburgskie 1010. Henryk II obwarowuje Lubuszę (lOll), zamyśla nową 
wyprawę. Bolesław burzy Lubuszę r. 1012. 

Długo rozmyślał król Henrylc „nad pomszczeniem szkody 
i liańby przez Bolesława sobie przyczynionej'', aż nareszcie rozka- 
zał gotować sie przeciw niemu na wyprawę po Wielkiejnocy 
(r. loio) wszystkiemi siłami. Miejscem zebrania król naznaczył 
Białogórę nad Łabą, w majętności margrafa Gerona, dokąd przy- 
był książę czeski Jaromir, wierny sprzymierzeniec Niemców, tu- 
dzież książę saski Bernard, margrabiowie Herman i Gero, kilku 
biskupów i sam nawet arcybiskup Tagino. Zebrani wojownicy 
w Białogórze, „niewyłączając zgoła nikogo, zamiast przyjaciół, 
postąpili jak nieprzyjaciele, niszcząc i paląc majątek cały, z wy- 
jątkiem jedynie poddańczycli ludzi; a 1-cról nietylko nie karcił 
tego, ale się nawet nie sprzeciwiał." '^) Trudnoby temu powie- 
rzyć, jeśliby o tern wiadomość podał kto inny, a nie naoczny 
świadek i uczestniczący w wyprawie biskup Titmar. Można więc 
sobie wyobrazić, co się działo w krajacli słowiańskicli, do któ- 
rycli Niemcy po nieprzyjacielsku wkraczali? 

Zdawałoby się, że obudziwszy czujność Bolesława, Niemcom 
wypadało niezwłocznie uderzyć na niego, ale w obozie niemiec- 
kim poczęto deliberować, czy nie udałoby się drogą ul^ładów 
skłonić Bolesława do ustąpienia posiadanych przez niego nad 
Łabą krajów. Wysłani w tym celu książę Bernard i proboszcz 
Walter do Bolesława spotkali go, „lecz niezdoławszy zmienić jego 
zdania, z niczem wrócili".'^) Rozpoczęli nareszcie Niemcy wy- 



") Thictmar VI, 38. 

'*) Dawniejsi wydawcy czytali odnośny usięp kroniki Dytmara (VI 38) „ac 
Libii (juDd sibi placeret invcniente.s", zamiast „ac nil ibi ijuod sibi placeret in- 



— 379 - 

prawe wtargnieniem w okolice miasta Jaryna,^^) gdzie schwyta- 
wszy dwóch braci Słowian z Branibora, posadzonych o tajemne 
stosunki z Bolesławem, pomimo że bracia nic nie wyznali, oby- 
dwóch powiesili. Na tem skończyła sie pierwsza połowa wypra- 
wy. Król Henryk i ulubieniec jego Tagino obłożnie zachorowali, 
mnóstwo wojowników także zapadło na zdrowiu, uchwalono więc, 
aby król z niektórymi biskupami i częścią wojska bardziej scho- 
rzałego, wrócili do domu. Biskupi zaś Arnulf halbersztadski 
i Meinwerk paderbomeński z księciem Jaromirem, margrafami 
Geronem i Hermanem pociągnęli dalej „na spostoszenie ziem 
Ślęzanów i Diedoszanów.^^) Doszli do Głogowa, z murów któ- 
rego Bolesław patrzał na obóz niemiecki, wstrzymywał zapal- 
czywość żołnierzy swych i odwrotu nieprzyjaciołom nie wzbra- 
niał Połupieżywszy dowoli i zniszczywszy okolice wodzowie nie- 
mieccy z łupami śpieszyli do domu. Jaromir wrócił do Czech, 
a Niemcy przez kraj Milczanów zdążyli nad Łabę, szląc do ba- 
wiącego w Merzeburgu króla Henryka poselstwo z zawiadomie- 
niem „o swym powrocie szczęśliwym," (w jesieni r. loio).^^) 

Dalekie zapędzenie się Niemców, aż pod Głogów Titmar 
opisuje ozięble, jakby nie wiele znaczące, nie wzmiankuje wcale 
ani o bojach, ani o zdobyciu grodów nieprzyjacielskich, nie wie- 



yenientes". Z tego „Libiz" pisarze tworzyli różne grody na domysł, jak słusznie 
zauważał Callier w pracy; Wojny Bolesława Chr. z Henrykiem II, Poznań, 1888 
str. 14. 

13) Thietmar VI, 38, Inde ad Luzici pagum, in cujus fronte urbs ąuaedam 
Jarina stat, a Gerone dicta marchione, qui magnus fuit et sic nuncupabatur. Praw- 
dopodobnie jest to teraźniejsza wieś Gahren, na pograniczu obwodu Łukowskiego 
i dolnych Łużyc. Co sie tyczy nazwy Jarina, pochodzącej niby od Gerona, to wi- 
docznie Thietmar przypomniał sobie 54 rozdział z dziejów saskich Widukinda, 
o wznoszeniu i obwarowaniu grodów w zdobytych krajach. 

") Thietmar VI, 38. Cilensi et Diedesi. Dawniejsi pisarze szukali „Cilen- 
sów" między Odra a Wartą, dla czego zmuszeni byli prowadzić Niemców przez 
Odrę, w głąb Polski, aż do Sulęcina, a potem zwracać ich łukiem pod Głogów. 
Obecnie nikt już nie wątpi, że pod ^Cilensi" Titmar podrozumiewał Slęzan, sąsia- 
dów Diedoszanów (Diedsów) miedzy Kwiaźią a dolną Bobra. Szczegóły w Callier'a 
Wojny Bolesława Chr. s. 16. 

'") Thietmar VI, 38. 



~ 3S0 — 

my nawet, kto Budyszynem władał: załoga polska, czy Niemcy? 
Musiało być jednak bardzo niedobrze, kiedy Niemcy ani pomy- 
ślili o szturmie Głogowa, kiedy „gęste dżdżu ulewy" przeszko- 
dziły wojskom królewskim do odniesienia zwycięztwa. Atoli 
sposób prowadzenia i skutki wojny tej pozwalają nam spójrzyć 
na nią inaczej. Oszczędzając własne rycerstwo, Bolesław pojmy- 
wał, że mu trudniej byłoby niż Henrykowi II stworzyć nowe 
wojsko, że niewarto marnować sił w otwartem polu, kiedy sama 
natura teatru wojny posłużyć może do zniszczenia nieprzyjaciół. 
Nie stawiał wiec oporu Niemcom w Łużycach: niech grzęzną 
i toną w trzęsawiskach ponad dolną Sprewją, niech łby tłuką 
o nieprzebyte lasy w krainie Diedoszów, niech połowę sił star- 
gają nim dojdą nad Odrę i po drugi raz łbami tłuc muszą o mo- 
cne warownie Głogowa. A jeśli szturm się nie uda i Niemcy, 
rozbici nad Odrą, zmuszeni będą uciekać do domu, wtedy załoga 
polska w Budy szynie przetnie im jedyną suchą drogę ze Śląska 
przez Budyszyn, Wojerce do Miszna. A że Budyszyn musiał 
być zaopatrzony mocną załogą polską, poświadcza to powrót 
Niemców przez kraj Milczanów do Miszna, bez zatrzymania przy 
sobie tej głównt j warowni Milczanów, czegoby zapewno nie uczy- 
nili, jeśliby Budyszyn przez Polaków opuszczony został. W ka- 
żdym razie sami Niemcy przyznali, że skutki, przedsięwziętej 
w szerokich rozmiarach wyprawy, były niepomyślne, że jedyną 
pociechę w łupach znajdywali.^**) Zamiar wypędzenia Bolesława 
z Milska i Łużyc spełzł na niczem, a siły królewskie zmarno- 
wane; w gruncie rzeczy była to klęska, pod ciężarem której Hen- 
ryk II pośpieszył zawrzeć w Merzeburgu pięcioletnie przymierze 
w końcu Grudnia r, loio,^'^) nie dla tego, aby miało trwać tak 



'8) Annal, Cuedlinb. a. 10 10, Eodeni anno rex in expeditionem suas con- 
rahens copias, Poloniam Sclavoniae ąuaesilurus, sed quo velle ducebat, minime per- 
venturus, cum paucis media revertitur via, gravi ingruente aegritudine; caeteris, ut 
erant bello parati, plurima deva.slantibus loca muUamąiie praedam secum reportanti- 
bus. Pertz. M. G. III, 80. 

i"j Thietmar, VI, 39. 



- 38i - 

długo, lecz że obie strony potrzebowały.^^) Henryk II miał na- 
dzieje nowa wyprawą powetować kieskę, a Bolesław potrzebo- 
wał czasu, aby się umocować w nadłabskich posiadłościach. 

Wnet po zawarciu przymierza w Merzeburgu, Henryk II, 
idąc za radą przybocznych panów, miasto Lubuszę^^) odbudować 
i warowniami wojennemi umocnić zalecił. Potrzeba musiała być 
naglącą, kiedy już w końcu Stycznia r. loii wzięto się pośpie- 
sznie do roboty i w ciągu 14 dni wykonano polecone dzieło. 
Nowa warownia, obsadzona załogą królewską, miała służyć za 
obronę państwa Niemieckiego od strony Łuźyc. Stała pustką od 
czasów Henryka Ptasznika. Podniesiono ją z gruzów, ale jedno- 
cześnie krążyły złe wróżby, że jeszcze w roku loii w opłakany 
sposób runąć miała.-") Cokolwiek później Henryk II z książę- 
tami państwa począł narady odbywać „jakby na Bolesława ude- 
rzyć mieli" i nie zważając na pięcioletni rozejm, wyprawił nowo- 
obranego, na miejsce zmarłego Tagina, arcybiskupa Walterda 
do Bolesława w zamiarze zawarcia pokoju. Walterd, przybywszy 
do Sciciani,-^) podejmowany był przez Bolesława wspaniale, 



"j Lelewel, Związki z Niemcami. Pol. Wiek. Sred. T. II, YII, il, 

^^) Thietmar. VI, 39. Urbem Liubusuam dictam edificare et confirmare 
precepit. Dawniejsi badacze pod wzmiankowaną nazwą podrozumiewali Lubusz nad 
Odrą, stolicę biskupstsva Lubuszskiego. Obecnie wszyscy prawie badacze zgadzają 
sie, że gród, o którym mowa, przypomina teraźniejszy Leubus, niedaleko Łaby, 
w Hercbergskini obwodzie. Tu była granica posiadłości Bolesława Chr. z Niem- 
cami, tu najwlaściwiej było Niemcom zbudować pograniczną warownię. Szczegóły 
dotyczące badań o Lubuszy zebrał E. Callier, w rozprawie: Wojny Bolesława Chr., 
s. 29 — 38. 

2»j Thietmar, VI, 39. 

**) Thietmar, VI, 44, 45, Sciciani mylnie przez ojczystych badaczy od- 
szukiwane w Polsce. Lelewel upatrywał miejsce to w Ciesańcu, wsi wielkopolskiej 
(Pol. Wiek. Sred. II, VII, 11), Szajnocha gdzieś pod Głogowem, u Komarnickiego, 
w przekładzie kroniki Titmara, ma być Sathayn albo Seitsch na Śląsku niedaleko 
Wschowy czy Głogowa, podobnie i u Bielowskiego (M. P. I, s. 288). Nie zwra- 
cano uwagi, że Bolesław obozował nie na Śląsku, ale w Łużycach i że tam jego 
główna kwatera być musiała, bliżej do granicy niemieckiej. Stosowniej postępywali 
pisarze zagraniczni, szukając Sciciani między Sprewją a Czarnym Halsztrowem, 
dotąd jednak porozumienie w tej sprawie nie nastąpiło, bo gdy jedni Titmarowe 
Sciciani upatiują w Syneńcach (Zinnitzj w dolnych Łużycach, między Ka- 



— 382 — 

ale po dwóch nocach pobytu w oznaczonem miejscu, powrócił, 
nie doprowadziwszy zamiaru do skutku, „chociaż sowicie obda- 
rzon był od przeciwnika." Znowu wiec król Henryk rozpoczął 
wyprawę 24 Lipca r. 1012, powierzywszy naczelne dowództwo 
arcybiskupowi Walterdowi. Wojsko zebrane w Z r i b e n z 2-) 
doszło do Białogóry. Tu „zdało sie książętom rzeczą bezpie- 
czniejszą w dalszą nie puszczać sie drogę, a zaopatrzyć tylko 
markę (misznieńską) załogami doborowemi." Walterd zachoro- 
wał i nie dojechawszy do Merzeburga, w drodze umarł (12 Sier- 
pnia r. 1 01 2). Przed samym jego zgonem zjawił się wygnany 
z Czech przez Oldrzyka książę Jaromir, zamierzając prosić umie- 
rającego pasterza o wstawienie się za sobą do króla Henryka, 
lecz gdy się przekonał, że w chorym siły żywotne ustawały pro- 
sił przynajmniej, zalewając się rzewnemi łzami, ażeby mu prawą 
rękę podał i przez tę oznakę życzliwości zalecił go wiernej po- 
mocy obecnych. Nieszczęsny! I to się mu nie udało I 

Śmierć arcybiskupa Walterda, który, podczas nieobecności 
króla Henryka, kierował głównie sprawą w zajściu z Bolesławem, 
a także wielkie wezbranie wody na Łabie, przeszkadzające Niem- 
com podać rychłą pomoc swym załogom -^) na pograniczu wscho- 
dniem, nastręczyły Bolesławowi dogodną porę do zaczepnych 
kroków. Postanowił więc zniszczyć, zbudowaną przed półtora 
rokiem, na granicy jego posiadłości, warownię Lubuszę.-*) Za- 
łoga jej nie przenosiła tysiąca ludzi, kiedy, wedle uwagi Titmara, 



lawa a Łukowem, inni miejsce to znajdują we wsi Ż i c z e ń (Seitschan) w obwo- 
dzie Budyszyńskim, w górnycli Lużycach, w pobliżu r, Pólcznicy, inni znowu 
w Sćeńcu (Stenz), obwodu Kamienieckiego, a nawet w Swinjanach (Schweinitz), 
w pobliżu Czarnego Halsztrowa, Objaśnienie dodam niżej, gdzie będzie mowa o Tit- 
marowem: Ciani, Cziczani. 

22) Thietmar, VI, 45, Zribenz, teraz Schrenz pod Zorbig, w żupie Kielety- 
cza, Da zachód od r. Muldy. 

23) Thietmar, VI, 48. 

2^) Annal. Quedlinb. a. I0I2. Post eius (Waldhardi) mortem Bolizlawo, mul- 
tis milibus suorum contractis, Dalmanciae terminos occupavit, urbem Coloci (zamiast 
eo locii, noviter instauratam, dolose expugnat, et utrinque magna strage peracta, cum 
faptiyjs nostris domi reversus est. 



- 3^3 - 

w stosunku do rozległości twierdzy, trzy razy tyle zaledwie wy- 
starczało. Wojsko polskie poszło do szturmu śmiało, obrońcy 
zaś twierdzy słaby opór stawili, Bolesław siedząc przy uczcie, 
patrzał ra.dośnie na ludzi swych, zwyciezko wkraczającycli do 
miasta. Rozwarła się brama i popłynęła krew obficie. W liczbie 
przedniejszych obywateli miasta dostali sie do niewoli Guncelin 
i Wiso, tudzież komendant miasta, mocno poraniony Scih (Izyk), 
którego los zawsze prześladował, tracił bowiem, nie dla braku 
odwagi, każdy gród mu powierzony. Jeńców, na rozkaz „du- 
mnego zwycięzcy" pod ścisłą straż wzięto. Polaków niemniej 
500 na placu boju legło. Zwycięzcy, podzieliwszy s'ę zdobyczą 
i zapaliwszy miasto, z wodzem swym wesoło pociągnęli do do- 
mu, w dniu 20 Sierpnia r, 1012, Łubusza znowu ruiną została. 
Zniszczenie niedawno zbudowanej dla obrony państwa twier- 
dzy, ogromne wrażenie wywarło na królowę Kunegundę, ba- 
wiącą w Merzeburgu. Rozkazała, aby całego ziemstwa towarzysze 
rozłożyli sie obozem nad Muldą i wszystko mieli w gotowości 
aż do przybycia króla.-') Obawiano się nowego napadu Bolesła- 
wa, ale on spokojnie w swych posiadłościach zostawał. Tym- 
czasem król Henryk nie śpieszył z odwetem za zburzenie Lubu- 
szy. Napady korsarzy na brzegi Germanii, wielkie nieszczęścia 
z powodu wezbrania wód na Dunaju i Renie, wybór arcybiskupa 
na miejsce zmarłego Walterda, tudzież inne sprawy państwa 
i zaburzenie w Czechach zniewoliły go obojętnie znieść psotę 
przez Bolesława wyrządzoną. 

3. Zamieszanie w Czechach i łatwowierność Lutyków Henryk II wyzy- 
skuje na swą korzyść (1012). Bolesław i Henryk II traktują o pokój. 
Zjazd w Merzeburgu. Drugi pokój merzeburgski r. 1013. 

Od czasu ustąpienia Bolesława Chrobrego z Pragi (r. 1004), 
władał Czechami Jaromir dobroduszny, nieudolny, ciężkiem ka- 
lectwem na ciele pozbawiony energii, wierny sprzymierzeniec 

-^) Thietniar, YI, 49. 



— 384 — 

Henryka II, na rozkazy którego, jakby komes niemiecki, zawsze 
był gotów prowadzić posiłki czeskie przeciw Bolesławowi. Usil- 
ność przysługiwania się królowi Henrykowi Jaromir posunął do 
takiego stopnia, że gdy raz udało sie mu pojmać posłów tajem- 
nych Henryka księcia bawarskiego do Bolesława, najokrutniej- 
szym sposobem kazał ich pomordować. Niegodziwy ten postę- 
pek obraził Bolesława a łlenrykowi II posłużył za pozór do od- 
mówienia łaski swej Jaromirowi, aby tem pozyskać sobie Bole- 
sława, z którym pokoju pragnął. Tymczasem stosunki wewnętrzne 
czeskie zawikłaly się z powodów nie objaśnionych dotąd należy- 
cie. Młodszy brat Jaromira Oldrzyk, uwięziony przez króla Hen- 
ryka jeszcze w roku 1003, po dzłesięcoletniem zniknieniu z dzie- 
jów,-^) zjawia się jako pretendent do korony czeskiej. Według 
niektórych pisarzy, Oldrzyk, na żądanie Bolesława, odesłany był 
z Niemiec do Polski, gdzie po krótkiej pod strażą bytności, wy- 
słał go Bolesław do Czech, opatrzywszy we wszelkie potrzeby.-') 
W białą sobotę r. 1012 Oldrzyk wypędził z Czech Jaromira, który 
nie wiedząc dokąd się udać, szukał najpi-zód u Bolesława,-^) po- 
tem u Henryka II przytułku. W drodze do Merzeburga, bła- 
gał, jak wzmiankowaliśmy wyżej, umierającego arcybiskupa Wal- 



26) Według niektórych dziejopisów Oldrzyk pomagał Jaromirowi do opano- 
wania Pragi w roku 1004, a po ustąpieniu z Czech Bolesława, gdy Jaromir został 
księciem czeskim, Oldrzyk odzyskał dawną, przez ojca nadaną mu dzielnicę i wła- 
dał nią. (Palacki. Dejiny, I, 287; Tomek. Deje kralovsf.vi ćeskeho, s. 61 — 3). 
Wszakże spółczesny Titmar o uczestnictwie Oldrzyka podczas powrotu Jaromira do 
Czech w r. 1004 nie wzmiankuje wcale. Gdzieby zaś Oldrzyk siedział aż do roku 
IOI2, wielka w tem zachodzi niepewność. Że go cesarz trzymał w wiezieniu, zga- 
dzają sie na to pisarze czescy, podając, że on uwolniwszy się, błędne i ukryte ży- 
cie prowadził, póki Pragi nie odzyskał. Nie chcą jednak tego przyznać, że go ce- 
sarz wydał Polakom. Wszelako podobniejsze do prawdy, że go Bolesławowi oddal 
po dziewięcioletniem więzieniu. Trzymał go cesarz długo, dla upewnienia sobie po- 
sług Jaromira przez bojaźń rywala. Wypuścił go jednak potem, bądź na proźbę 
Bolesława, od którego w tym czasie zatrudniony wojną pod Metzem, pokoju potrze- 
bował, bądź za pobite swoje Bawarczyki, ohydził sobie Jaromira." Naruszewicz, 
JI. N. P. I, pod r, 1012 — 1013, przyp. 3, 

-'•) Naruszewicz, powołując się na Kromera, H. N. P. I. jak wyżej. 

86^ Thietmar, VI, 45. 



- 385 -■ 

terda, aby mu rękę pomocy podał, a w Merzeburgu prosił o ła- 
skę królewską, ,.lecz zamiast miłosierdzia i przywrócenia do wła- 
dzy, spotkało go wygnanie i straż więzienna u Adelboda biskupa 
utrecłitskiego, w odwet za rzeź okrutną na Bawaracłi popełnioną, 
tudzież za zniszczenie wojsk sobie powierzonycłi." Poczem 01- 
drzyk, na wezwanie królewskie stanąwszy w Merzeburgu, „w darze 
dobrowolnym ołrzymał królestwo^ które nieprawnie przedtem przy- 
właszczył sobie.'-'- -^) Obawiał się on brata Jaromira, wszelkiemi 
siłami starał się zapobiedz, ażeby ten nigdy nie zbliżył się do 
niego, a powziąwszy od fałszywycłi donosicieli wiadomość, jako- 
by znakomity rycerz jego Boźan z wielu innymi trzymali tajem- 
nie stronę wygnanego brata, kazał icli pozabijać, „ażeby tym 
krwawym wyrokiem, dać innym naukę, czego na przyszłość wy- 
strzegać się mieli." ^^) Wszystko to odpowiadało jak najlepiej 
widokom Henryka II, który, osadziwszy Jaromira w więzieniu, 
trzymał w ciągłej obawie Oldrzyka, aby w razie narażenia się 
jego królowi niemieckiemu, Jaromir nie został do władzy przy- 
wróconym. Zapalczywy i niezależności pragnący Oldrzyk, po- 
mimo gorącej cłięci panować samowładnie, musiał być pokor- 
nym sługą niemieckim, postępywać według woli Henryka II, 
przysługiwać się mu ze szkodą własnego narodu. Z cłiarakteru 
różny całkiem od brata Jaromira, Oldrzyk postępywać będzie tak 
sanjo, jak Jaromir. Nie pożałuje on krwi czeskiej na żądanie 
króla niemieckiego, poprowadzi niejednokrotnie Czecłiów przeciw 
Polakom w imię przewagi niemieckiej nad Słowianami, rozerwie 
ostatnie węzły łączności Czecłiów z Polakami i pogrąży nakoniec 
Czechy w przepaść polityki niemieckiej. 

Zyskawszy w Oldrzyku pewne narzędzie przeciw Bolesła- 
wowi Chrobremu, Henryk II usiłował w takież same przeciw nie- 
mu narzędzie obrócić Lutyków. Opuściwszy więc Merzeburg 
w jesieni r. 1012, król Henryk popłynął po Łabie do Arnebur- 



29) Thietmar, VI, 50. 

30) Thietmar, VI, 60. 
Tora III. j 



' - 3^6 - 

ga, dawniój już obwarowanego, jako twierdzy pogranicznej ze Sło- 
wianami. Tam, po długich naradach z mnóstwem napływających 
z różnycli stron Słowian, zawarł z nimi pokój. •^^) W jakim celu 
zaw-arty był pokój z Lutykami, stałymi od r. 1005 sprzymierzeń- 
cami Henryka II, spółczesny dziejopis Titmar zamilczał, a jednak 
nietrudno pojąć, że był przeciw Bolesławowi wymierzony. Sprzy- 
mierzeńcy króla Henryka Lutycy, w ciągu długiej walki Bole- 
sława z Niemcami od r. 1007 aż do 1013, ani razu nie zjawaaja 
sie W" obozie niemieckim, siedzą, spokojnie, jak gdyby się opa- 
miętali i zwrot polityki swej obmyślali. Schw^3'tanie przez Niem- 
ców- dwóch braci z Branibora i powieszenie ich w Jutrobogu 
(r. 1 010) za stosunki z Bolesławcem, wskazuje zachw^janie się Sło- 
wian nadhobolskich w przyjaźni dla Henryka II. Powodzenie 
oręża Bolesława mogło natchnąć ich nadzieją oswobodzenia się 
od Niemców. Zwalczyć więc wszelką myśl pojednania się Słow'ian 
nadłabskich z Bolesławem było naj ważniej szem zadaniem Hen- 
ryka. Nie zważał przeto na radę, podawaną przez ś. Brunona, 
aby się nie sprzymierzał z poganami przeciw chrześciańskiemu 
Bolesławcowi, ^■-) a odłoży w- szy skrupuły pobożności swej na stro- 
nę, Henryk usiłował zjednać sobie możnowładców lutyckich nie 
bez powodzenia, jak zobaczymy niżej. 

Stworzywszy koalicyą Czechów i Lutyków z Niemcami, 
Henryk II gotował się do odwetu Bolesławowi zagrożeniem po- 
zycyom jego po całym froncie państwa Polskiego od ujścia Odry 
aż do Dunaju, ale w końcu r. 1012 czas nie sprzyjał zamiarom 
króla niemieckiego. Sprawy włoskie, tudzież chęć rychlejszego 
przywdziania korony cesarskiej w Rzymie, w'ymagały odjazdu 
Henryka II na zachód, Bolesławca sprawy pomorskie i ruskie 
w inną ciągnęły stronę, a tymczasem pięcioletnie przymierze 
merzeburgskie, w końcu r. loio zawarte, było już nadwerężone. 
Przeciwnicy poczęli o pokój traktować. 



^ij Thietmar, VI, 51. Rex a Merseburg discendens, navigio ad Harneburg 
venit, Ibi cu.Ti Sclavis confluenlibus plurima discuciens, pace vero ibi firmata, rediit. 
32) Wyżej s. 370. 



— 3^7 — 

Na Trzy Króle roku 1013 posłowie polscy, przybywszy do 
Altsztad, oświadczyli Henrykowi II, że w celu zawarcia pokoju 
królewicz Mieszko stawić sie nie zaniedba. Henryk II udał sie 
do Merzeburga, dokąd wkrótce potem przybył syn Bolesława 
Mieszko z wielkimi darami. Henryk II pasował go na rycerza 
i odprawił z czcią wielką, zacliecając do nowych odwiedzin. Pra- 
wdopodobnie jNIieszko po\viózł do ojca ułożone w Magdeburgu 
warunki pokoju na zatwierdzenie. Ale w tymże czasie dowie- 
dział się król Henryk, że komes Werinhar z Ekliardem, bratem 
margrafa Hermana, znosili się z Bolesławem, układali z nim ja- 
kieś zamiary królowi przeciwne i nawzajem od Bolesława po- 
słów tajemnycłi u siebie często przyjmywali. Król Henryk ka- 
zał obu stanąć przed sobą. Gdy tego jednak wypełnić nie śmieli, 
majątki icli w^zięto w^ sekwestr, a ich samych, jako opornych 
władzy królewskiej, za winnych obrazy majestatu ogłoszono. 
Wszakże wina wzmiankowanych komesów nie musiała być zbyt 
ciężką, ponieważ Werinhar po niejakim czasie, a Ekhard później 
do łaski królewskiej przywróceni zostali. ^•'^) W wigiliję Zielonych 
świąt przybył do Merzeburga Bolesław, ubezpieczywszy się pier- 
wej przez danych z niemieckiej strony zakładników, których 
u siebie w domu zostawił. Przyjęty przez Henryka II jak naj- 
lepiej, Bolesław^ w niedzielę świąteczną uczyniony był rycerzem 
królewskim, a utwierdziwszy następnie ślub swój przysięgą, spra- 
wował urząd miecznika przy królu, w czasie uroczystego pocho- 
du jego do kościoła. W poniedziałek następny starał się wiel- 
kimi darami, w imieniu własnem i małżonki swej złożonymi, 
przejednać dla siebie króla Henryka, który, zaw^dzięczając niby 
za grzeczność, wdzięcznością płacił, obdarzając Bolesława dobro- 
dziejstwem, którego pożądał od dawna," ^*) raczej ustępywał mu 
posiadane przez niego faktycznie kraje, których sam Henryk orę- 
żem nie był w stanie odzyskać. Pokój zawarty został w Merze- 



>^) Thietmar, YI, 54. 

'^j Thietmar, VI, 55, cum benefitio diu desiderato. 



- 3S8 - 

burgu 25 ]\taja r. 1013. Bolesław zwrócił zakładnilców, otrzymał 
od króla Henryka posiłki wojenne na wyprawę ruską ■'■'') i takież 
posiłki obiecał dać Henrykowi na wyprawę włoską. ■•'') Ale wa- 
runki pokoju nie zadowalniały Niemców, którzy narzekali, że 
Henryk Bolesława nie bez szkody pańswa swego od- 
puści ł.^") Szkodę tę stanowiły kraje od dawnej granicy Pol- 
ski aż do Czarnego Halsztrowa, ustąpione Bolesławowi bezwa- 
runkowo,^^) bez wymagania od niego trybutu, lub służebności, 
którycliby on, czując się zwycięzcą, nie przyjął.^**) 



"*) Thietmar, VI, 55, 

"") Thietmar, VI, 56, użala się, źe wezwany do posiłkowania Henryka w wy- 
prawie włoskiej, Bolesław o dopełnieniu tego nie myślał bynajmniej. Ad supple- 
mentum hujus itineris Bolizlavus antea invitatus nil asspiravit, et in bene promissis 
morę solito mendax apparuit. 

*■) Annal, Quedlinb. a. 1013 : quem (Bolesława) benigne suscipiens, . . . non 
iaiiicn sine std regni dełriinenio, permisit remeare. 

ss) Lelewel, Pols. Wiek. Śred. II, VII, 12; Szajnocha, Bolesław Chr. 150. 

'") Inaczej na warunki pokoju merzeburgskiego spojrzeli historycy niemieccy, 
przyjmując wyrażenia Thietmara dosłownie: in die sancto manibus appłicatis miles effi- 
citur, et post sacramenta regi ad ecclesiam ornato incedenti armiger habetur (VI, 55). 
Z tego "Wilhelm Giesebrccht upatrzył, że mężny Polak, który tyle razy w różnych 
stronach gromił wrogów swych, niósł teraz miecz przed królem niemieckim podczas 
uroczystej procesyi, i tym sposobem przyznał siebie przed całym światem wassalem 
jego . . . złożył on królowi bogate dary, lecz hojniej jeszcze obdarzon przez niego, 
otrzymał w lenność kraje, do posiadania których tak długo sie dobijał, mianowicie 
Łużyce i ziemie Milczanów. (Geschichte der Kaiserzeit, II, s. 115). Znany histo- 
ryk łużycki, pastor Scheltz, powiada, że Bolesław, podczas bytności w Merzeburgu, 
erhilt er %om Konige die Belehnung, leistete den Wassalen-Eid und begleitete den Ko- 
nig auf dem Gange zur Kirche, indem er ihm das Schwert vortrug. Dass er nun bei 
dieser Gelegenheit die Liinder zwischen Elbę und Oder ais Reichsleh.en aufgetragen 
erhielt, also namentlich unsere Lausitz, unterliegt wohl keinem Zweifel. (Gesch. d. 
Lausitz, s. 54). Pasowanie na rycerza nigdzie nie miało tego znaczenia, aby factus 
miles, pasowany na rycerza, miał z ziemią swoją i posiadłościami być pasującemu 
obowiązany. Pasowanie to było ceremonią rzymsko - religijną. . . Starszy wiekiem, ; 
dostojnością wyższy pasował młodszego w dowód z duszy wynikającego rycerskiego : 
szacunku . . . niechże nikt w tern lennictwa nie upatruje. (Lelewel, Pol. Wiek. Sr. 
II, s. 41). Bolesław obowiązał sie dać posiłki Henrykowi II na wyprawę włoską, 
z swojej strony Henryk dał Bolesławowi własne posiłki na wyprawę ruską. Zby- 
tecznie więc byłoby dowodzić, że podobne zobowiązania wojenne nie mogły być wy- 
nikiem wassalnej zależności z jednej strony i praw zwierzchnich z drugiej. Uspien- 
ski. IlepBŁifl CiasaHCKia MOHapxiii, s, 242. 



— 389 — 

§57. 

Trzecia wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami 
(r. 1015 — 1018). 

I. Pokój merzeburgski nie zadowalnia przeciwników. Bolesław wzywa 
do związku Czechów i podburza przeciw Henrykowi II Włochów (1014). 
Oldrzyk więzi Mieszka. Czesi i Lutycy stają po stronie Henryka. Bo- 
lesław gotuje się do wojny (1015). 

Niepodobnem do prawdy wydawało się Niemcom, aby naj- 
potężniejszy wówczas mocarz w Europie Henryk II zmuszonym 
był ustąpić część państwa swego obcemu księciu i to jeszcze 
Słowianinowi, niegdyś hołdownikowi króla niemieckiego. Pokój 
merzeburgski, „ze szkoda państwa zawarty", nie dawał im spo- 
czynku. Bolesławowi trudno było rozstać się z myślą połączenia 
ludów słowiańskicli w jedno państwo aż do Łaby i Dunaju. Gra- 
nica po Czarny Halsztrow nie zadowalniała go. Okazało się, że 
wymożony okolicznościami pokój merzeburgski r. 1013 nietylko 
nie rozstrzygał kwestyi o granice między sąsiedniemi państwami, 
lecz nawet nie złagodził wzajemnego pomiędzy przeciwnikami 
rozdrażnienia. Niemcy skarżyli się, że Bolesław, stosownie do 
zobowiązań w Merzeburgu, nie dostarczył im posiłków na wy- 
prawę włoską, nazywali go wiarołomcą. Bolesław, listem wysła- 
nym do papieża, uskarżał się, że z powodu kryjomycli zasadzek, 
przez Henryka II poczynionych, nie mógł przyrzeczonej daniny 
śivietopietrza ^) uskutecznić, a tymczasem przez rozesłanycli taje-^ 



1) Thietmar, VI, 56, Bolizlavus . . . insuper antea domno papae questus est 
per epistolae portitorem, ut non liceret sibi propter latentes regis insidias, promissum 
principi apostolorum Petro persoWere censum. Mamy więc niezawodne świadectwo, że 
daninę z Polski uważano w Rzymie już w początku XI w. jako podatek świętemu 
Piotrowi. W Polsce być może danina ta póżnićj dopiero tytuł świętopietrza przy- 
brała, później rozmiary jej określone zostały, ale początek j6j, zdaje się wypada od- 
nieść do czasu darowizny Gniezna na rzecz stolicy apostolskiej, przez. Odę i synów 
jej przed r. 996 uczynionej. O szczegółach dotyczących świętopietrza, porów. Abra- 
hama, Organizacya kościoła w Polsce, s. 180 i następne. 



— 390 — 

mnie orędowników po Włoszech, dowiadywał sie, jak ida spra- 
wy Henryka II i kogo mógł tylko usiłował odwrócić od niego.") 
„Na tysiączne sposoby w chytrości swej wyćwiczony", Bolesław 
wyprawił syna swego ISIieszka do księcia Oldrzyka z upomnie- 
niem, „aby pamiętni na związek pokrewieństwa, który ich łączy, 
podali sobie ręce do zgody, złączyli się w celu wspólnego działa- 
nia przeciw wszelkim nieprzyjaciołom, mianowicie przeciw kró- 
lowi niemieckiemu." Był to krok stanowczy, doniosłość którego 
zrozumieć łatwo. Bolesław żądał związku z Czechami, pojmując, 
iż w podobnym razie cała Słowiańszczyzna północno-zachodnia 
do Łaby, Solawy i Dunaju zlałaby się w jedną, groźną dla ce- 
sarstwa rzymsko-niemieckiegó potęgę. Oldrzyk pojmywał donio- 
słość przełożeń Boleslawowych, ale „zaufani doradzcy przestrze- 
gali go, że cały ów układ pozorny, ma jego zgubę na celu." 
Poddawszy się namowie doradców, Oldrzyk dopuścił się zbro- 
dni: przedniej szych z orszaku królewicza kazał pozabijać, a sa- 
mego Iklieszka z resztą jego przybocznych, uprowadziwszy do 
Czech, do więzienia wtrącił (roku 1014).^) Był to także stano- 
wczy krok ze strony Czechów. Postąpiwszy w tak haniebny 
sposób z synem i poselstwem jedynego podówczas obrońcy Sło- 
wian od Niemców, Czechowie wyosobniali się od reszty Słowian 
i chcąc nie chcąc stać się musieli pokornymi sługami tychże 
Niemców. Poprawić to później nie było już możności, albowiem 
po długich bojach następywała chwila stanowczego starcia się 
Bolesława z Henrykiem II. 

Uwięzienie Mieszka przez Oldrzyka zaszło podczas odjazdu 
Henryka II do Włoch. Ukoronowany w Rzymie koroną cesar- 
ską w dniu 14 Lutego r. 10 14, Henryk dopiero w końcu roku 
tego do Germanii powrócił i wtedy zapewno dowiedziawszy się 
o postępku Oldrzyka, wysłał do niego komesa Teodoryka, z roz- 



2j Thietmar, VI, 56. 

3) Thietmar, VII, 7, nie oznaczył bliżej czasu uwięzienia Mieszka. Annały 
kwedlinburgsUie, podają pod r. 1014. Scd et Misico, Bolizlavi filius, ab Othelrico 
Bohemico capitur, dolo caesis eius comitibus. 



— 391 — 

kazem wydania sobie rycerza swego, na którego życie, jeśli dba 
o łaskę cesarska, targnąć się nie powinien. Oldrzyk nie chciał 
królewicza z rąk swoich wypuścić. Dopiero za powtórnem nale- 
ganiem cesarza, chcąc nie chcąc wydał mu Mieszka. Bolesław 
wnet wyprawił posłów do cesarza z podziękowaniem i proźbą 
odesłania mu syn, oświadczając, że to go zobowiąże do wdzię- 
czności. Cesarz ociągał się z wydaniem Mieszka Bolesławowi, 
przyrzekając zadość uczynić żądaniu jego, jeśli na Wielkanoc 
(r. 1015) do Merzeburga przybędzie. Bolesław jednak częstemi 
poselstwy nie przestawał nalegać o wydanie mu syna jak naj- 
prędzej.*) 

W pierwszych dniach Kwietnia (r. 1015) cesarz Henryk 
przybywszy do Merzeburga, w otoczeniu swych dostojników 
i księcia Oldrzyka, święta Wielkanocne wesoło obchodził. Py- 
tał, o radę w sprawie Mieszka, Arcybiskup magdeburgslci Gero 
ostrzegał cesarza o niebezpieczeństwie, jakie dla państwa, z po- 
wodu niesłusznego zatrzymania Mieszka, wyniknąć mogło i ra- 
dził zwrócić go ojcu, wziąwszy zakładników, lub inną rękojmię. 
Tłum obecnych dostojników odezwał się podobnież, część tylko, 
ujętych złotem Bolesława, wyrzekła, iż taki postępek na rachu- 
nek dobrej sławy bynajmniej poczytany być nie może. „Ponad 
zdrową radę wzięły górę pieniądze, a stronnictwo rzeczone, do- 
stawszy na swą poręke Mieszka, dla przypodobania się Bolesła- 
wowi, za uzyskaniem jedynie przyrzeczenia wierności", odprowa- 
dziło go z orszakiem do domu, upominając Bolesława i syna jego, 
aby pamiętni na przysięgę cesarzowi uczynioną, przeciw niemu 
nic sobie nie pozwalali, ani się starali odwodzić od niego przy- 
jaciół.-^) 



*) Thietmar, VIT, 7. 

■'') Thietmar, VII, 8, nie oznacza bliżej czasu, w którym obradowano o spra- 
wie Mieszka i kiedy mianowicie zwrócono go ojcu. Dawniejsi badacze niemieccy 
wypadek ten odnosili do końca r. 1014 lub początku r. 1015. Teraźniejsi uczeni, 
po pilnem porównaniu źródeł historycznych, mniemają, że wzmiankowane wypadki 
zaszły podczas świąt Wielkanocnych r. 1015. Fortinskij. TiiTMapt MepseóyprcKlil 
Ji ero xpoiiiiKa. Petersburg, 1872, s. 136. 



— 392 — 

W tymże czasie oczekiwano powrotu do Merzeburga mark- 
grafa Hermana, który u teścia swego Bolesława święta Wielka- 
nocne przepędzał. Tymczasem cesarz Henryk narzekał na nie- 
wierność Bolesława, przypominał niepodanie przez niego obiecanej 
pomocy, a nareszcie domagał sie u swych dostojników, aby je- 
dnomyślnie wezwali Bolesława do usprawiedliwienia się, albo na- 
prawy swej winy,") jak gdyby król polski był jakimś komesem, 
lub wassalem cesarskim. Przybył nakoniec Herman a z nim po- 
seł polski Stojgniew, ten sam, który dawniej już posyłany był 
do Henryka II, podczas pobytu jego w Lotaryngi (r, 1012),') 
i wtedy okazał się kłamcą, ponieważ co innego, a nie to, co od 
cesarza miał polecone, donosił Bolesławowi, teraz zaś wyprawiony 
został przez niego, aby stanął przed obliczem cesarza i jego ksią- 
żąt, jako „zdradziecki podszczuwacz i burzyciel". . . Oczywiście 
Stojgniew był zręcznym dyplomatą, bronił interesów monarchy 
swego, winę na się przyj mywał, był kozłem ofiarnym, co poj my- 
wali Niemcy, będąc przekonani, że on wyprawiony był do cesa- 
rza, „od słynnego ze zmienności pana swego", bardziej w celu 
podburzań i zamieszek skrytych, aniżeli zawarcia pokoju, jak 
utrzymywał. Cesarz powtórnie wezwał Bolesława do usprawie- 
dliwienia się, lub za nieposłuszeństwo „dania stosownej naprawy." 
Zdawałoby się, że Bolesław z pogardą odrzuci nacechowane za- 
rozumiałością wezwanie cesarskie, ale on, kierując się więcej ro- 
zumem politycznym, niż uniesieniem się chwilowem, postanowił 
skorzystać ze zręczności i domagał się, aby sprawa jego z cesa- 
rzem Henrykiem rozważoną została na ogólnem zgromadzeniu 
naczelników państwa. Stawiał on tym sposobem cesarza w za- 
leżność od wyroku książąt i hrabiów, między którymi liczył wielu 
przyjaciół i jurgieltników, a zapewne musiał czuć i sprawiedli- 



6) Thietmar, VII, 6. 

') Thietmar, VII, 6, wzmiankuje wprzód o przybyciu Stojgniewa, a potem 
dopiero wraca do opowiadania dawniejszego zdarzenia z Mieszkiem w Czechach, tu- 
dzież o zwróceniu go Bolesławowi, co wszystko stało sie wcześniej od przybycia do 
Merzeburga Stojgniewa. 



— 393 — 

dliwość po swej stronie. Tu mógłby dziejopis Henryka II Tit- 
mar powiedzieć: chytrzyli oba, ale przechytrzył „najchy trzej szy 
z ludzi" Bolesław. Cesarz, rozumi się, nie życzył godności swej 
narażać na niepewny wyrok dostojników swych: trybunału nie 
zwołał. Bolesławowi zostawało inną drogą powściągnąć zarozu- 
miałość cesarską, zmusić Henryka II do szanowania zobowiązań 
i przyzwoitości w stosunkach z niepodległym monarchą. 

Latem roku 1015 obie strony traktowały niby o zgodę, 
a w rzeczywistości gotowały się do wojny, która była niechy- 
bną. Cesarz wezwał wszystkich sprzymierzeńców swych do wy- 
stąpienia w pole. Wyprawę przygotowywano należycie: pilniej, 
jak kiedykolwiek. Tłumy wojsk niemieckich ściągały się koło 
Magdeburga, Lutycy razem z Niemcami gdzieś na północy, Cze- 
chowie na pograniczu Śląska, a na południe od Morawii, w mar- 
grafstwie austryackiem zbierali się Bawary. Cesarz postanowił 
ze wszystkich stron razem uderzyć na Polskę, a dla większego 
rozerwania sił Bolesława, wszedł w porozumienie z księciem ki- 
jowskim Jarosławem.^) 

Opasana łańcuchem koalicyi Niemców, Lutyków, Czechów, 
Bawarów i Waragów, Polska wystawioną była na ciężką próbę 
sił jej młodzieńczych, użycie których zależało od zdolności wo- 
dza. Następywała chwila stanowcza, w której Polska, w razie 
przegranej wojny, byłaby niezawodnie jeśli nie rozszarpaną cał- 
kowicie, to przynajmniej odartą ze swych posiadłości nad Odrą 
i górną Wisłą, poniżoną moralnie w oczach Słowian i zmuszoną 
do ustąpienia Niemcom gospodarowania w całej Słowiańszczyźnie 
północno-zachodniej, tak, jak już w Czechach gospodarowali. Ale 
w tej chwili krytycznej sercem i umysłem ludów polskich wła- 
dał Bolesław, zdolnościami i charakterem przewyższający cesarza 
Henryka i wszystkich jego sprzymierzeńców. Pojmywał on do- 
kładnie stan rzeczy i należycie przygotowywał obronę kraju, 
szczególnie po granicy od zachodu. Obrawszy Odrę jako liniję 



*) Sołowjew. IIcTopia Pocciii. T. I, s. 201. 



— 394 — 

obrony, Bolesław opatrzył ją licznemi warowniami, osadzonemi 
mocną załogą. Położone na wielkiej drodze z Lużyc do Pozna- 
nia Krosno, dawniej już obwarowane, jalco jeden znajważniej- 
szycli punktów strategicznych, Bolesław powierzył ulubionemu 
synowi swemu Mieszkowi, dzielnemu młodzieńcowi, a sam stał 
w odwodzie, aby stosownie do napadu nieprzyjaciół, rzucić się 
tam, gdzie potrzeba wskaże. Wystawione na pierwsze uderzenie 
wrogów Łużyce, z położenia swego geograficznego, nie przedsta- 
wiające linii obrony, miały inną, topograficzną dogodność. Po- 
zamykawszy główne przejścia pomiędzy błotami i uzbroiwszy 
przyjazną sobie ludność miejscową, Bolesław nie miał potrzeby 
tracić sił w otwartem polu dla obrony podmokłych i lesistych 
przestrzeni. Dogodniej mu było oczekiwać, aż najazd wrogów, 
straciwszy zapęd pierwotny w trudnych przeprawach wśród ba- 
gnisk, najeżonych strzałami ludności miejscowej, zmuszony będzie 
otwierać sobie drogę przebojem, starga siły swe w bezowocnych 
zapasach z naturą. A gdy zwalczywszy przeszkody miejscowe, 
najazd pomknie się ku Odrze, zmarnuje niemało czasu, ludzi, za- 
pasów wojennych, natknie sie na mocne warownie nad Odrą, 
a z tyłu zagrożony będzie mocną załogą polską w Budyszynie 
zostawioną.") Obliczając siły swe w stosunku do sił koalicyi nie- 
przyjacielskiej, i położenie geograficzne teatru wojny, Bolesław 
przyjął plan wojny odpornej, zamierzając, w razie pomyślnych 
okoliczności, przejść niezwłocznie do kroków zaczepnych. 

2. Nowa wyprawa Henryka II do Polski (r. 1015). Klęska w ziemi Die- 

doszów Henryk II ucieka do Merzeburga. Mieszko w ślad za nim 

napada Miszno. Zawieszenie broni. 

Uprzedając wyprawę wojska niemieckiego z pod Magde- 
burga, Bolesław, zapewno dla zabrania łupów i potargania sił 



®) Chociaż o załodze polskiej w Budyszynie, podczas wojny r. 1015 w źró- 
dłach wiadomości nie ma, ale to nie podlega wątpliwości, albowiem w przeciwnym 
razie Niemcy nie omieszkaliby gród ten, mocno obwarowany, zatrzymać, czego je- 
dnak nie uczynili. 



— 395 — 

nieprzyjacielskich, najechał jakąś cześć posiadłości cesarskich. 
Obrażony tem do żywego Henryk II wyprawił posłów do Bole- 
sława, żądając, aby zwrócił kraj, który zagarnął, lecz ten hardo 
odpowiedział: „nietylko nie oddam tego, co zdobyłem, ale więcej 
jeszcze zdobędę." i*') Cesarz ujrzał się zmuszonym przyspieszyć 
wyprawę, sposobił sie do niej w Magdeburgu, błagając niebo, za 
wstawieniem się ś. Maurycego, aby mu dopomogło do pokona- 
nia „zaciętego wroga jego Bolesława." ^^) 

Wojsko niemieckie, pod wodzą samego cesarza Henryka, 
wyruszywszy z pod Magdeburga dnia 8 Lipca r. 1015, ciągnęło 
przez dobra margrafa Gerona do Sklancisworde,^-) niszcząc i łu- 
pieżąc mieszkańców, jakby w kraju nieprzyjacielskim. Po przej- 
ściu Łaby, Niemcy wtargnąwszy do Łużyc, napadnięci byli od 
załogi miasta Ciani,^^) która wycieczkę przeciw nim uczyniła, 
lecz Niemcy mnóstwo z niej położyli trupem i pojmali Eryka Py- 
sznego, który z powodu popełnionego zabójstwa, szukał w tem 



^O) Annal. Quedl. a. 1015. Addidit etiam imperator legationem mittere ad 
Bolizlavum pro restituendis regionibus, quas abstulerat. Ule, ut solebat, superbe 
respondit, se non solum propria retinere velle, quin potius non sua diripere maile. 
Porów. Chronograph. Saxo. a. 1015. 

i») Thietmar, VII, u. 

1-) Według domysłu badaczy ma być teraźniejsze Kunzwerda, na południe 
od Torgau nad Łaba. 

'^) Thietmar, VII, 1 1, Nostri autem ut ad pagum Luzici dictum venerunt, a pree- 
sidio ex Ciani urbe egresso temptantur. .. Ponieważ Ci ani było miastem (urbs) 
i miało załogę, widocznie więc była to warownia z kasztelanija (burgward), poło- 
żona w dolnych Łużycach, niedaleko granicy niemieckiej, bo Niemcy, po przej- 
ściu Łaby, wtargnąwszy w pagus Luzici, napadnięci zostali przez załogę tego 
grodu. Czy Ciani jest tem samem miejscem, o którem Titmar wzmiankuje pod 
r. 1018, Cziczani, do którego przyprowadzono Odę, po zawarciu pokoju w Budy- 
szynie? — "Wątpliwe! Oprócz różnicy w formie samej nazwy, następne okoliczności 
budzą jeszcze wątpliwość. Badacze znajdują Ciani w miejscu teraźniejszej wsi 
Z i en i z (Syneńce), w dolnych Łużycach, między Łukowem a Kalawą. Położenie 
takie oznacza na mapie Posse. Codex Saxoniae. T. I. Zachodzi pytanie; z jakiejby 
racyi, Oda, spiesząc do Bolesława przesiadującego w Budyszynie, miała podróż od- 
bywać naprzód do położonego w stronie od wielkiej drogi Ciani w dolnych Łu- 
życach, a potem dopiero zwrócić na południe do Cziczani w górnych Łużycach? 
Wypadki i położenie geograficzne przemawiają za tem, że Ciani jest innem niż 
Cziczani miejscem. 



— 396 — 

miejscu schronienia, a zakuwszy go w kajdany, do cesarza przy- 
wiedli. Ztamtad zmierzając ku Odrze, wysłał cesarz do Mieszka, 
obozującego w Krośnie z licznemi roty, panów swych najprze- 
dniejszych z upomnieniem, aby mu wierność dotrzymał, oraz 
z proźbą, aby tych, na których wstawienie sie wolność od cesa- 
rza uzyskał, na utratę dóbr swoich teraz nie narażał, lecz gdy 
ten oświadczył, że „ojczyzny napadniętej aż do przybycia ojca, 
wszelkiem.i silami bronić będzie, a potem postara sie nakłonić go 
do zgody z cesarzem", nadzieja na zdobycie Krosna znikła. Tym- 
czasem książę saski Bernard z biskupami, komesami i tłumem 
sprzymierzonych Lutyków nadciągał z północy przeciw Bolesła- 
wowi, z którym spotkał sie nad Odrą, znalazłszy „pobrzeża jej 
ze wszech stron w warownie opatrzone." ^*) Trzeciego Sierpnia 
(r. 1015) cesarz próbował przejść Odr§ i stoczył bitwę z Pola- 
kami, których nie mniej 600 padło. Ze strony Niemców, w licz- 
bie kilku młodzieńców zginął Hodo, obwiniony dawniej o zbyt 
przyjazne stosunki z Bolesławem. Mieszko, poznawszy ciało po- 
przedniego swego towarzysza i stróża, zapłakał rzewnie, poczem 
opatrzywszy je starannie, do obozu niemieckiego odesłał. Bole- 
sław, broniąc w innem miejscu przystępu do Polski, chciałby 
pobiedz synowi na pomoc, ale nie mógł opuścić stanowiska nad 
Odrą, którą nieprzyjaciel przebyć usiłował. Gdzie się tylko Niemcy 
pokazali na łodziach, Bolesław z jazdą pędził na ich spotkanie, 
aż nareszcie Niemcy, rozwinąwszy żagle, płynęli pośpiesznie dzień 
cały, póki już niedoścignieni przez Bolesława, bez przeszkody 
w pożądanem miejscu wylądowali. A jednak Bolesław zwinnymi 
obrotami nad Odrą, zdołał odciąć od południa księcia Bernarda, 
który „przez kryjomo wyprawionych pieszych posłańców", doniósł 
cesarzowi o niewypełnieniu zleceń mu danych, a poprzestał tylko 
na zniszczeniu okolicy i do domu zwrócił. Podobnież i Oldrzyk 
z Czechami i Bawarami, mając połączyć się z cesarzem i na pra- 
wem skrzydle armii stanąć, zaniechać tego musiał „dla różnych 



"j Thietmar, VII, 11, huuc presentem, munita undiąuessecus Odera, habuit. 



— 397 — 

przyczyn". Pomoc jego cesarzowi ograniczyła się zdobyciem 
wielkiego miasta Busink/^) w którem pojmał tysiąc jeńców, 
oprócz kobiet i dzieci, miasto spalił i „zwyciezko do domu wró- 
cił." Czwarty wódz wielkiej armii cesarskiej margraf austryacki 
Henryk, mający z Bawarami w Morawii działać, zaledwie zdołał 
dać odpór, łupieżącym na pograniczu, wojownikom Bolesławo- 
wym, których do 800 trupem położył i zdobycz, przez nich za- 
garniętą, odzyskał.^**) 

Opisując przytoczone wypadki ówczesny dziejopis Titmar 
nie domawia wielu rzeczy, a jednak jasno, że plan cesarski skon- 
centrowania nad Odrą wszystkich sił, jakie powinni byli przy- 
prowadzić książę Bernard, książę Oldrzyk i margraf Henryk, ru- 
nął przed walecznością wojsk Bolesławo wych. Cesarz znalazł sie 
w nader przykrem położeniu i nie bez troski o siebie „jako nie- 
liczne wojsko mający", ściągał w kupę siły swe i wziął się do 
odwrotu,'") lecz nie po tej drodze, po której przyszedł i wszyst- 
ko zniszczył, ale przez krainę Diedoszów, gdzie zniewolony 
z obozem w' ciasnem miejscu zawrzeć się, pozostał w samotności 
zupełnej, albowiem jedyny właściciel pasieki, który tam mie- 
szkał, natenczas był zamordowany. Bolesław, niepewnym będąc 
dokąd się cesarz zwrócił, umocowywał brzegi Odry, ale skoro 



L 



*5) Thietmar, VII, 12, Olhelricus ąuandam urbem naagnam, Bu sine dictam, 
petiit. Gdzież ten Busink? Komentatorowie Thietmara szukali grodu tego w Beuthen 
(Bytom) nad Odrą, inni w Bautzen (Budyszyn). Szafarzyk dostrzegł go na prawym 
brzegu Odry, ale nie mówi gdzie. (Star. Slow. g 38, 6). Lelewel znajdywał w Bunz- 
lau, t. j. Bolesławku nad Bobra (P. W. Śr. T. II, YII, 12). Szajnocha w Budy- 
szynie (Bolesław, 159). Scheltz w Beuthen nad Odrą, Moraczewski nawet w Zbą- 
szyniu (w Poznańskiem). Wątpliwe, aby Oldrzyk mógł dojść do Bytomia niżej 
Głogowa, bo w takim razie byłby sie połączył z Henrykiem II, niedaleko ztąd pod 
Krosnem obozującym. Zatem nie ma co mówić o Bytomiu, a tern bardziej o Zbą- 
szynie, bo ostatnie przypuszczenie jest wprost niedorzecznością. Budyszyn dobrze 
był znajomy Niemcom. Thietmar, wspominając go pięć razy, pisze zawsze Budisin. 
Omyłki tu dopuścić niepodobne. Prawdopodobniejszy domysł Lelewelowski, że Bu- 
sink jest Bunclau, Boleslawek, nie wiemy jednak, czy gród ten istniał już w roku 
1015? — Inną konjekture w tym wyględzie podam niżej w bieżącym §, gdzie będzie 
mowa o grodzie Przybuziu na s. 416, przyp. 55. 

18) Thietmar, VII, 12. 

1') Annal. Quedlinb. a. 1015. coUectis copiis exercitum jubet redire. 



— 398 — 

do niego doszła wiadomość o odwrocie cesarza, natychmiast 
przeszedł do kroków zaczepnych i dla ścigania ustępujących nie- 
przyjaciół, wysłał liczny oddział piechoty, z rozkazem, aby przy 
sposobności, cześć przynajmniej wojska niemieckiego starano sie 
zniszczyć. Przy tern Bolesław wyprawnł do cesarza opata Tuni, 
niby dla traktowania o pokój, w rzeczywistości zaś na zwiady, 
ale w obozie cesarskim poznano sie na nim i zatrzymano go, aż 
nim całe wojsko nie zdołano uprowadzić w nocy, po rzuconych 
mostach, za bagniska dokoła rozpostarte. Wtenczas dopiero 
puszczono owego „mnicha z habitu, a w samej rzeczy lisa szczwa- 
nego" do swego pana, którego dla tych przymiotów właśnie był 
ulubieńcem. 

Wydobywszy sie z błot cesarz Henryk odjechał, powie- 
rzywszy wojsko arcybiskupowi Geronowi, margrafowi Geronowi 
i komesowu Burhardowi z upomnieniem, aby sie na szczególnej ba- 
czności mieli. Jakoż w istocie po straszliwym trzykrotnym okrzy- 
ku, poruszył sie nagle rój łuczników polskich, w lesie ukrytych 
i strzałami nieprzyjaciół zasypał. Niemcy oparli sie pierwszemu 
i drugiemu natarciu, gdy jednak niektórzy z nich uciekać po- 
częli, wojownicy polscy skupiw^szy sie hurmem, po trzeci raz 
uderzyli, a rozpędziwszy nieprzyjaciół, samopas błąkających sie 
zabijali. Wiadomość o tej klęsce zanieśli cesarzowi arcybiskup 
Gero i komes Burhard, raniony, sami tylko zdoławszy zaledwie 
ujść z pogromu. Młody komes Ludolf z niewielu towarzyszami 
dostał się do niewoli, komesowie zaś Gero i Folkmar z 200 naj- 
przedniejszymi rycerzami zabici i złupieni.'*) Wspomnienie o tej 
strasznej klęsce tak żywo zachowało się w pamięci Niemców, że 
kalendarz merzeburgski dzień i Września (r. 1015), jako dzień 
żałoby po poległych w krainie D i e d s i (Diedoszanów) wy- 
szczególnił.^®) 



-s) Thietmar, VII, 13. 

'9| Kalend. Septemb. Gero et Wolkmar comites cum sociis suimet 200 per- 
empti suaŁ. Kalendarz Merseburgski. Porów. Lelewel. P. W. Ś. T. II, s. 200. — 
Szajnocha. Bolesław. 116. 



— 399 " 

Ubolewał pobożny cesarz Henryk nad stratą tylu znakomi- 
tych rycerzy, troszczył sie bardzo, aby 'im wyprawiono pogrzeb 
po cłirześciańsku, w rozpaczy chciał nawet wrócić na pobojowi- 
sko, ale przychylając się do rady przybocznych panów, wysłał 
tylko biskupa misznieńskiego Ejda, aby Avybłagal u „nieszczęsne- 
go Bolesława" zwrócenie zwłok margrafa Gerona i dozwolenie 
pogrześć poległych.-") Był ten Ejd człowiekiem osobliwej po- 
bożności. Wielki swój majętek rozdał na ubogich, konno jeździł 
mało, więcej piechotą chodził i to boso, koszuli ani nogawic nie 
nosił, chyba przy mszy, na chłód się wystawiał, głodem morzył, 
oczy wypłakał, a jadł tak mało, że z oszczędności około 200 ła- 
nów kościołowi swemu przykupił.-^) Zalewał się pobożny biskup 
łzami na widok okropnej rzezi i trupów, przez żołnierzy polskich 
odzieranych, padł na kolana i modlić się począł. Żołnierze jęli 
się od niego uciekać, jakby na widok upiora, lecz gdy się zbliżył, 
powitali go uprzejmie i bez wstrętu pozwolili mu iść dalej, Bo- 
lesław, nie umiejący ukryć radości swej z powodu zguby nie- 
przyjaciół, pozwolił na wypełnienie celu poselstwa Ejda. Żołnie- 
rze polscy pomagali mu grześć poległych. Dokonawszy ostatnią 
posługę rodakom swym poległym, Ejd prowadził do Miszna 
zwłoki margrafa Gerona i towarzysza jego Widreda,--) 

Korzystając ze zwycięztwa, odniesionego w dniu i Wrze- 
śnia (r. 1015), Bolesław, rozkazał wojownikom sw^ym ścigać na- 
tarczywie niedobitki niemieckie, ustępujące najpewniej przez oko- 
lice, gdzie dziś położone są Żarów, Mużaków, Wojerecy. Ce- 
sarz Henryk, ścigany przez królewicza Mieszka, ustępywał ku 
Streli, pełen obawy, aby Miszno nie wpadło w ręce nieprzyja- 
ciół, dla czego rozkazał margrafowi Hermanowi utwierdzić się 
i bronić się w Misznie, a sam do Merzeburga dążył. Mieszko, 
mając wskazany sobie „od ojca niegodziwca" kierunek, pędził za 
uciekającymi wrogami tak spiesznie, że już o świcie 13 Września 



20) Thietmar, VII, 14. 
2') Thietmrfr, VII, 18, 
22) Thietmar, VII, 14. 



— 400 — 

z siedmiu pólkami jazdy przebył Łabę. Można wiec sobie wyo- 
brazić, w jakim nieładzie i biedzie zostawali Niemcy, zmuszeni 
będąc w ciągu dni dziesięciu przebyć więcej trzydziestu mil 
drogi po manowcach wśród błot i lasów, nim się do Łaby do- 
brali. Niewiele icłi zapewne ocalało, bo nie ośmielili się bronić 
przez Łabę przeprawy Mieszkowi, który jednej części wojska 
swego rozkazał okolice pustoszyć, a drugiej na Miszno uderzyć. 
Wiednicy, zwątpiwszy o możności stawienia Polakom czoła, scViro- 
nili się do zamku, górującego nad miastem, a całe swe mienie 
na łup zwycięzcom zostawili. Uradowani tem Polacy zapalili 
przedmieścia i uderzyli na zamek. Przestraszony margraf Her- 
man krzyżem w kościele leżał, błagając o miłosierdzie Clirystusa 
i męczennika jego Donata, błagał także Niemki o pobudzenie 
mężów do dzielnej obrony. Walka była straszna. Niemki ci- 
skały ogromne kamienie na szturmuj ącycli, gasiły podłożony 
ogień, a gdy brakło wody, użyły miodu do zalewania pożaru. 
Mieszko, przypatrując się temu wszystkiemu z przyległej góry, 
oczekiwał na przybycie grasującycłi w okolicy Polaków, lecz ci, 
zapuściwszy się aż do rzeki Jany, dopiero wieczorem powrócili 
na zmęczonycłi koniacli. Szturm odłożono na dzień następny. 
W nocy woda na Łabie mocno przybywać poczęła. Niebezpie- 
czeństwo pobudziło Mieszka spiesznie na prawy brzeg rzeki, 
z wielkimi łupami ustąpić. Cesarz tymczasem, mając na celu ra- 
tunek ulubionego sobie margrafa, z największym pośpiechem po- 
słał mu na pomoc wojowników, ile tylko na prędce zgromadzić 
zdołał. Mieszko więcej już pod Miszno nie wrócił. Wnet Niemcy 
wdzieli się do odbudowania zniszczonego miasta i przy nadzwy- 
czajnej usilności, w ciągu dni 14 przywrócili Miszno do dawnego 
stanu. -^) 

Opanowawszy napowrót Łużyce, Bolesław nie poszedł dalej, 
a tylko umocowywał się-*) w odzyskanych posiadłościach, Ce- 



23) Thietmar, VII, 15. 
") Thietmar, VII, 21. 



J 



— 40^ — 

sarz Henryk, powierzywszy swym wodzom komendę nad woj- 
skiem, udał się na zachód dla załatwienia spraw państwa Nie- 
mieckiego. Odwiedził ulubiony Bamberg, potem zdążył do Bur- 
gundyi, dla powściągnienia komesa Wilhelma, który samowolnie 
rozporządzał się w tyra kraju i w miastach warownych stawił 
cesarzowi opór. Henryk, przekonawszy się, że małą siłą nie jest 
w stanie pokusić się o zdobycie miast warownych, wracał ze 
smutkiem, że ani tam, „ani na krańcu wschodnim żadnej znaczą- 
cej szkody nieprzyjaciołom swoim wyrządzić nie zdołał." -•^) W tem 
otwartem przyznaniu się kronikarskiem, daje się czuć bolesna 
niemoc cesarstwa przeciw potędze Bolesława. Cesarz robił co 
mógł: stworzył koalicyję, poruszył siły całego cesarstwa, nie ża- 
łował własnych trudów, ani przedniej szych rycerzy swych; do- 
stojnicy państwa i najwyżsi dygnitarze duchowni nie szczędzili 
żywota swego, byle zgnieść największego wroga państwa — ■ 
i wszystko to na nic. Oręż niemiecki okazał się niezdolnym nie 
już do pokonania Bolesława, ale nawet do przeszkodzenia mu 
władać Łużycami. Zostawało upokorzyć się i wejść z nim w ukła- 
dy, dopóki nie szkodził, „a tylko umacniał się w domu." Rok 
cały rozmyślał cesarz, jak ma postąpić, a tymczasem wojujące 
strony niczego nie przedsiębrały. Było to swego rodzaju zawie- 
szenie broni. Nareszcie gdy cesarz Henryk w Styczniu r. 1017 
przybył do Altsztadt, Bolesław zrobił mu jakieś przedstawienia, 
do których przychylając się cesarz polecił mu oświadczyć, że 
jeśli co słusznego żądać będzie, chętnie mu w tem, po naradzie 
z naczelnikami państwa, zadość uczynić starać się będzie. Z obu 
stron poselstwa do układów wf^prawiono i zawieszenie broni po- 
stanowiono.-") 

Dla ułatwienia układów, cesarz udał się do Merzeburga 
i wnet z obozu wojsk cesarskich, nad r. Muldą obozujących pod 
wodzą arcybiskupów Erkinbalda mogunckiego i Gerona magde- 



25) Thietmar, VII, 20. 

26) Thietmar, Vn, 35. 

Tom nr. 26 



— 40- — 

burgskiego. biskupa Arnulfa halbersztadzkiego, tudzież komesów 
Zygfryda, Bernarda i innych panów, przez orędowników wezwa- 
no Bolesława do przybycia nad Łabę dla układów. Ale on zo- 
stając w Sciciani,-') oznajmił „bez ogródki, iż nie odważy sie 
tam przybyć, wprost nie dowierzając swym nieprzyjaciołom." — 
,,x\ gdyby sie nasi zbliżyli do Czarnego Halsztrowa?" zapytali 
posłowie. „Ani przez most ten nie przejdą", odpowiedział Bo- 
lesław. Zebrani przy cesarzu komesowie i biskupi, „zasępieni 
uczuciem zniewagi doznanej od mamiącego ich pozorami Bole- 
sława", podniecali cesarza do wojny. Rozesłano odezwę do 
wszystkich tronowi wiernych, aby się zbroili; wyszedł nawet wy- 
raźny od cesarza zakaz wchodzenia w jakie bądź stosunki i przyj- 
my wania poselstw od Bolesława ,. jawnie okazującego się nie- 
przyjacielem publicznym." •^) 

3. Ostatnia wyprawa Henryka II do Polski roku 1017. Szturm Niem- 
czy. Polacy gromią Niemców, Czechów i Lutyków. Pokój budyszyński 
roku 1018. 

Pomimo zapowiedzianej w początku r. 1017 konieczności 
gotowania się do wojny, cesarz ociągał się z wyprawą do Pol- 
ski, tak że w Czerwcu nie myślał jeszcze występywać w pole. 
Wznawiał tylko rozkazy, aby ,,w zagrożonem na ówczas poło- 
żeniu ojczyzny", wszytko było gotowe do wojny, ale przejść do 
kroków zaczepnych nie śpieszył. W tym razie uprzedził go Bo- 



-') Thietmar, VII, 36. Sciciani, jak widać, z objaśnienia o tern miejscu 
Titmara, leżało w pobliżu Czarnego Halsztrowa, ale nie nad sama rzeka tą. Bada- 
cze mniemają, że Sciciani jest to samo, co C i a n i i C z i c z a n i i że ró- 
żnice formy nazw tych pochodzą w skutek kreślenia piórem niemieckiem nazw sło- 
wiańskich (E. Callier, Wojny Bolesława Chr., s. 44), Wątpliwość o identyczności 
miejsc Ciani i Cziczani objaśniłem wyżej w bieżącym § przypisek 13 i obja- 
śnię niżej w przypisku 39, Co sie zaś tyczy Sciciani, w którem Bolesław 
przyjmywał posłów niemieckich, raz w r. 1012, a drugi raz w r. 1017, to z wiado- 
mości przez Titmara podanych, nie można wyprowadzić wniosku, do której nazwy: 
Ciani, czy Cziczani możnaby bliżej zastosować nazwę Sciciani, 

-^) Thietmar, VII, 36. 



— 403 — 

leslaw. Morawscy jego wojownicy, otoczywszy fortelem wielki 
huf Bawarów, w pień ich wysiekli i tern odwetowali za szkody 
przez nich poczynione. Nareszcie cesarz Henryk, przeprawiw- 
szy sie przez Łabę, przybył do wsi Liszki (8 Lipca 1017), gdzie 
zaczekawszy dwa dni na nadciągające wojska, sam na czele ca- 
łej siły zbrojnej dalej ruszył. Wszakże po dwa kroć jeszcze, przez 
poselstwa próbował cesarz porozumieć sie z Bolesławem,'^) cho- 
ciaż tem sam łamał wydany przez sie rozkaz „nieprzyjmywania 
posłów od „publicznego nieprzyjaciela" Bolesława. Cesarz wahał 
sie, przyjmywał posłów od przeciwnika swego, nic nie wskórał 
i, pomimo wielkiej niechęci, musiał iść naprzód. Położenie w tej 
chwili cesarza Henryka zaiste było nadzwyczaj dramatyczne. Do- 
świadczenie wskazywało mu niemożebność pomyślnego walcze- 
nia z Bolesławem, mógł on nawet przewidywać nowa kieskę, 
gotów byłby wyrzec sie wojny, ale godność państwa, hardość 
Bolesława, wreszcie opinija publiczna Europy nie pozwalały mu 
uniżyć się. Szedł wiec naprzód. 

Tymczasem królewicz Mieszko, z dziesięciu rotami waleczni- 
ków, wpadł do Czech, dwa dni broił bezkarnie i z mnóstwem jeń- 
ców powrócił do ojca. Cesarz zaś przyłącz wszy do swego woj- 
ska liczn% gromadę Czechów i Lutyków, pustosząc wszystko po 
drodze, „pełen troski i niepewności", w dniu 9 Sierpnia stanął 
pod Głogowem, gdzie już Bolesław na przybycie jego oczekiwał, 
i przez swych łuczników, po zasadzkach rozstawionych, do walki 
nieprzyjaciół wzywał. Tu cesarz, w obec groźnego wroga, stra- 
cił głowę. Zabronił swym wojownikom występywać na harce 
z nieprzyjaciółmi, przeciw Głogowu niczego nie przedsiębrał, 
ostrożnie koło tej twierdzy przesunął się, zmienił plan wojny 
i sam siebie osłabiając, wysłał 1 2 rot wyborczych z wojska swe- 
go daleko na południe przeciw lichej mieścinie Niemczy, ■^^) z po- 



«9) Thietmar, VII, 42. 

so; Thietmar, VII, 44, Urbs N e m z i . . in pago Silensi, wzięło nazwę swa 
ztad, że przez Niemców było zbudowane. Inaczej rozumują nowsi badacze nio- 
mieccy. Według nicli Niemcza na Śląsku jest zabytkiem ludów niemieckich, litóre 

26* 



— 404 — 

leceniem śpieszyć co najprędzej, aby Polacy nie ubiegli miasta. 
Zdąż)'li wprawdzie wojownicy cesarscy pod Niemcze, zaledwie 
jednak wytknęli obóz, gruchnęła wieść o zbliżającym się nieprzy- 
jacielu. Noc była ciemna, deszcz ulewny, Polacy parli się do 
miasta, a Niemcy tylko patrzyć na to musieli. Wtedy cesarz, 
opuściwszy stanowisko pod Głogowem, ,.z potężnem wojskiem" 
nadciągnął pod Niemczę i dolcoła niej obozem się rozłożył. Na 
co Henrykowi II potrzebna była Niemcza, — przetrudne to do 
pojęcia! A jednak dla zdobycia tej lichej mieściny, nie mającej 
żadnego znaczenia strategicznego, on dobrowolnie rzucił drogę 
komunikacyjną z jego państwem, ściągnął siły swe w zakątek, 
z którego trudno już było odzyskać stracone komunikacyje z Ma- 
gdeburgiem i rozpoczął oblężenie Niemczy. Trzy tygodnie Niem- 
cy z Czechami i Lutykami przyrządzali machiny, szturmowali do 
miasta, lecz oblężeni stateczny odpór dawali, podobne jak u Niem- 
ców machiny wystawiali, a od strony obozujących Lutyków, 
krzyż święty zatknęli wysoko. „Jeśli coś pomyślnego im się wy- 
darzyło, nigdy okrzyków radości nie wydawali, w przeciwności, 
smutku swego nie wyjawiali." 

Gdy tak cesarz targał siły swe w celu zdobycia Niemczy 
Bolesław, siedząc we Wrocławiu, rozpoczął wojnę podjazdową 
Półki jazdy polskiej, okoliwszy nieprzyjaciela, ze zwykłą chyżo 
ścią biegną na zachód, przecinają drogi komunikacyjne i za^ 
grażają posiadłościom wrogów. Morawscy wojownicy Bolesława, 
wpadłszy do Czech, zdobyli jakieś miasto i bez przeszkody z łu 
pem niezmiernym wrócili. Później dopiero margraf bawarski 
Henryk doścignął ich, tysiąc ludzi zabił, a jeńców, przez nich 



tam przed najściem Słowian siedziały. A na poparcie tego przytaczają wiele osad 
w Czechach, które będąc zbudowane przez Niemców, otrzymały od nich swe nazwy 
„Nemcice". . . Platner. Uber Spuren Deutsche Bevolkerung, w Forschungen zur 
Deutsche Geschichte, 1877, s. ,430. Chyba nie wiedzą Niemcy, źe osady z nazwą 
„Niemcze", mogły powstać tylko z ust Słowian, którzy siedląc jeńców niemieckich, 
wyróżniali osady ich, stosownie do narodowości, nazwą : Niemcy — podobnie jak 
nazywali osady z jeńców innych narodowości: Prusy, Jadźwingi, Połówce, Pomo- 
rzany, Talary i t. d. 



( 



— 405 — 

prowadzonych, uwolnił, rozwiązawszy peta. Inny oddział wojo- 
wników Bolesławowych szturmował Białogórę nad Łaba (15 Sier- 
pnia), a inny gdzieś w północnej stronie gromił wielka zgraję 
Lutyków, którzy wybrawszy się za późno na wojnę, obiegli pe- 
wien gród polski, lecz straciwszy, w spotkaniu się z Polakami, 
Vv'ięcej stu ludzi, zemknęli do domu, łupieżac po granicy państwa 
Bolesławowego. Inny znowu oddział pieszy, z 600 ludzi złożony, 
wpadł w góry czeskie, lecz mu się nie powiodło. Wojna rozpa- 
liła się na wszystkie strony. Cesarz tymczasem szturmował 
Niemczę. Po przyrządzeniu machin, cesarz rozkazał przypuścić 
szturm, lecz machiny te od ognia, z przednich warowni na nie 
rzuconego, szybko zgorzały. Po Niemcach, Oldrzyk z Czechami 
poszedł na szturm, lecz bezskutecznie. Po nim na szturm odwa- 
żyli się Lutycy, lecz i tych zrzucono. Cesarz, widząc nakoniec, 
że wojsko jego, chorobami dojęte, o wzięcie Niemczy ubiega się 
napróżno, rzucił oblężenie i rozpoczął odwrót, lecz nie po tej dro- 
dze, po której przyszedł, bo ta już była w rękach Bolesława, ale 
do Czech. •''^) Bolesław, siedząc w Wrocławiu, na wszytko miał 
baczność, a skoro spostrzegł cofanie się nieprzyjaciół z pod Niem- 
czy ku granicy czeskiej, puścił lekkie oddziały wojowników, aby 
ze wszech stron wrogów szarpały. Tu dopiero nieszczęścia jak 
grad na cesarza posypały się. Nie dość, że przegrał wojnę 
sromotnie, że mu drogę do Czech starały się przeciąć oddziały 
wojowników polskich, z których jeden, złożony z 600 ludzi pie- 
szych, wdarł się w góry czeskie, aby przechód przez górskie 
przesmyki nieprzyjaciołom utrudnić, że choroby i nędza doku- 
czały wojsku jego, lecz stokroć boleśniejsze mu było schronienie 
w Czechach, u „nieprawego księcia tej krainy" Oldrzyka, pozo- 
stawanie na łasce wasala, który, chociaż uczcił cesarza „przy- 
zwoitemi darami", ale jako pan zwierzchni Czech, przytomnością 
swą przypominał cesarzowi, że na jego łasce zostaje. Duma po- 
bożnego cesarza mocno upokorzona, „wejście do Czech zdawało 



31) Thietmar, YII, 44, 46. 



— 406 — 

sie niepodobnem, ale gorszem daleko było z nich wyjście." •'"') 
Przyczyny tego nie objaśnił Titraar, ale ze słów jego należy wnio- 
skować, że musiały zajść jakieś nieporozumienia Niemców z Cze- 
chami, tak dla cesarza nieprzyjemne, że współczesny biograf jego 
wolał o tem zamilczyć. 

W odwrocie z pod Niemczy nie obeszło się bez zwady po- 
między sprzymierzeńcami. Jeden z wyrostków oddziału margrafa 
Hermana, kamieniem z reki rzuconym, przebił na wylot chorą- 
giew Lutyków, na której bogini ich wyobrażoną była. Lutycy 
policzyli to za zniewagę i tak sie mocno zagniewali, że kapłani 
bogini uskarżali sie samemu cesarzowi, za uczynioną krzywdę. 
Zaspokojono ich wypłaceniem 12 grzywien. Jaką drogą powra- 
cali do domu Lutycy, nie wiemy, ale zważając, że z pod Niem- 
czy musieli iść razem z wojskiem cesarskiem do Czech, wnio- 
skować wypada, że dopiero z Czech weszli do posiadłości cesar- 
skich miedzy Łabą. a Muldą, albowiem przechodząc przez ostatnia 
rzekę pod Wurcinami, w nurtach wezbranej Muldy boginie swą 
z drużyną 50 ludzi stracili. Tąż samą drogą ustępywali zape- 
wno z Czech i Niemcy, albowiem drogi z prawej strony Łaby 
na północ od granicy czeskiej mocno zagrożone były przez pod- 
jazdy polskie. Jakoż około tego czasu, mianowicie 19 Wrze- 
śnia (roku 1017) oddział Polaków, wpadłszy do krainy miedzy 
Łabą a Muldą, szeroką łuną pożarów oświecając swą drogę, wię- 
cej tysiąca jeńców pomyślnie do domu uprowadził. ^^) 

Wyprawa cesarza Henryka II do Polski w r. 1017 dwa 
miesiące tylko ciągnęła się, była zatem od poprzednich krótszą, 
lecz bardziej jeszcze nieszczęśliwą. W Niemczech nie miano 



^-) Thietmar, VII, 47. Inexsuperabilis Boemiae regionis introitus sed multo 
deterior ejusdem fuit exitus. 

^^) Thietmar, VII, 47, Defleam' quoque, quod Bolizlavi satellites inter Al- 
bino et Mildam facinus perpetrabant. Namque hii iussu senioris sui velociter egressi 
13 Kalendas Octobris (znaczy i Września) plus quam mille mancipia in hiis par- 
tibus sumpserunt, plurimaque incendio late consumentes, prospero itinere rever- 
tuntur. 



— 407 — 

o tern dokładnego wyobrażenia. Myślano, że choroby i pomór 
wielki w wojsku zniewoliły cesarza powrócić do domu, bez skut- 
ków przedsięwziętej wyprawy.^*) — Wyrazistszemi barwy obraz 
klęski maluje Titmar. Płacze i lamentuje on nad nieszczęściem 
Niemców, przypisując wszystko ich winom, a nareszcie woła: 
„któż zdoła kiedy trudy i klęski tej wyprawy należycie opi- 
sać?" 3-^). 

Kilkonastoletnie wytężenie polityki i wszystkich sił cesar- 
skich przekonały nareszcie Henryka II, że potęga jego nie zdolną 
była pokonać Bolesława. Ciągłe niepowodzenia, dotkliwe straty, 
upokorzenie, głęboko zasmuciły pobożną duszę Henryka i jego 
przybocznych, usposobiły ich do szukania pokoju szczerze. Otrzy- 
mana zaś przez Henryka w Merzeburgu wiadomość, że wezwany 
przez niego Jarosław książę ruski, obiecawszy wspólnie działać, 
rozpoczął był kroki nieprzyjacielskie przeciw Bolesławowi, oble- 
gał nawet Brześć, lecz nic nie wskórał ^^) i zaniechał wyprawę, 
skłoniła ostatecznie cesarza do traktowania o pokój. Bolesław 
także potrzebował pokoju, bo ważne sprawy ciągnęły go na 
Ruś, a jako zręczny polityk pojął, że dla pogodzenia stron wo- 
jujących pierwszy krok wypadało zrobić zwycięzcy. Wyprawił 
więc, w początku Października, posła do Merzeburga z obietnicą 
zwrócenia trzymanego u niego w niewoli młodego komesa Lu- 
dolfa, jeśli Niemcy zechcą mu zwrócić jeńców polskich. Cesarz, 
za usilnem przedstawieniem książąt swych, przyzwolił na rozpo- 
częcie układów z Bolesławem, poruczając to najwyższym dostoj- 
nikom państwa, a sam z Magdeburga, w głąb Niemiec od- 
jechał.^') 



**) Annal. Quedlinb. a. 1017, hoc anno (Heinricus) iterum castra movit con- 
tra Bolizlavum, sed nimia pestilentia et mortalitate populi obstante, sine belli effectu 
rediit in patriam. Pertz, M. G. III, p. 84. 

35) Thietmar VII, 47. 

3«) Thietmar VII, 48; Solowjew, IIcTop Pocciii I, 201; Uspienski, IlepBhm 
CjiaB. MoHapxiii, 251. 

3') Thietmar VII, 48. 



— 4o8 — 

Układy Niemców z Bolesławem o pokój ciągnęły się dłu- 
go, bo trzy miesięcy z górą. Szczegółów icli nie znamy. Trakto- 
wano najpewniej w miejscu rezydencyi Bolesława, w Budyszy- 
nie. Nareszcie na rozkaz cesarski i w skutek usilnego nalegania 
Bolesława, Gero, arcybiskup magdeburgski, Arnulf, biskup hal- 
bersztadski, Herman, margraf misznieński i Tiadryk, komes 
z Ilburga, jako też Fryderyk szatny, nadworny Henryka II, w d- 
30 Stycznia r. 1018, w mieście Budy szynie zaprzysięgli pokój, 
warunki którego były nie takie, jakie się godzi- 
ło, ale jakie w onym czasie uzyskać było może- 
bne,^^) po wzięciu zaś zakładników wybranych, wzmiankowani 
panowie do cesarza wrócili, W cztery dni potem przybyła do 
Cziczani"^) Oda, córka byłego margrafa misznieńskiego Ek- 
harda, dawno pożądana przez Bolesława, a teraz przywiedziona 
mu przez syna jego Ottona. A że to się działo w noc późną 
przy rozpalonych pochodniach, na spotkanie jej wyszło mnóstwo 
ludzi. Ślub jej z Bolesławem, w post wielki, już zaczęty, bez ka- 



'") Thiet