Skip to main content

Full text of "Dziele Sowiaszczyzny pónocno-zachodniej do poowy 13 w"

See other formats


ifo^^ 



DZIEJE 



SŁOWIAŃSZCZYZNY 



PÓŁNOCNO-ZACHODNIEJ 



DO PO-tOWY XIII W. 



WILHELMA BOGUSŁAWSKIEGO. 



DZIEŁU UWIEŃCZONE NA KONKURSIE 

TOWARZYSTWA PRZYJACIÓŁ NAUK W POZNANIU. 

Nagroda pieniężna wyznaczona z funduszu ś, p. Bretkrajcza. 



TOM III. 

(Z mapą,) 



« 



^■j I-II i^Hąll^ 






POZNAŃ. 

Z DRUKARNI DZIENNIKA POZNAŃSKIEGO. 



.i^ 



MICROFILMED BY 
UNIYERSITY OF TORONTO 



I T''^'"5 Anv/- . J' /^^ r^r^ J *> 



^i^ 



/V7 
3 



(^V/ 



t 






TREŚĆ. 

KSIĘGA III. 

SŁOWIAŃSZCZYZNA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA 

od VI do połowy XIII wieku. 

DZIAŁ I. 

Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne 
od początku VI w. aż do upadku Wielkiej Morawy r. 907. 

§ 29. 
Słowiańszczyzna Pomorska. 

Strona 

1. Wycieczki morskie. Osady słowiańskie na ziemiach Jutów i 

2. Sagi północne o zajściach pomiędzy Danami a Słowianami 4 

3. Podania pol-^kie 9 

4. Osady Weletów w Bntanii i Batawii • u 

5. Napór Saksów. Wywyższenie Wągrów. Przewaga Obodrytów .... 15 

^ 30. 

Słowiańszczyzna nad-dunajska w VI — VIII w. 

1. Stan kraju w VI w. Najazdy Lougobardów i Awarów x6 

2. Zmowa Alboina z Bajanem przeciw Słowakom. Wyjście Longobardów 

do Italii (r. 568) . , 10 

3. Zwierzchnictwo Awarów w Slowiańszczyinie. Powstanie Słowian. Samo 

kłól słowiański (t, 627) 20 

4. Walka Słowian z Frankami (r. 630). Derwan serbski. Radulf wielko- 
rzt-idzca Turyngii sprzymierza się ze Słowianami (r. 64 1 j. Zgon Samona 

i upadek jego państwa (r. 662). Przesvaga Franków 21 



IV 



§ 31. 
Zagrożenie niepodległości Słowian przez Karola W. ^^^^^^ 

1. Najazdy Karola W. na ziemie słowiańskie nad Łabą r. 780. Napad Ser- 
bów na Turyngiję r. 782. Wyprawa Karola W. przeciw Weletom r. 789. 
AVyprawa Obodrytów przeciw Nordludom r. 798 27 

2. Podniesienie idei cesarstwa rzymskiego. Związek Karola W. z papieżem. 
Drażko król Obodrytów otrzymuje od Karola W. Nordalbingiję r. 804 , . 32 

3. Wyprawy Franków przeciw Czechom i Serbom (805 — 806). Obwarowanie 
Czartowa i Halle. Umocowanie granicy Franków ze Słowianami ... 33 

§ 32. 

Polityka Karola W. względem Danów i Słowian. 

1. Napad Di.nów wspólnie z AYeletami na ziemie Obodrytów. Wahanie się 
Karola W. Drażko obodrycki godzi się z Danami i wojuje z Weletami. 37 

2. Założenie przez Karola W. Hamburga i Ezesfeldu r. 810. Umocowanie 
granicy Nordalbingii i przyłączenie jej do cesarstwa 4fi 

3. Wyprawa Franków przeciw Linianom i Byteńcom. Odbudowanie twierdzy 
Hochbuki nad Łabą i ostateczne ujarzmienie Słowian lewego brzegu Łaby 

w r. 811. Założenie Starej Marki 42 

Waśnie pomiędzy książętami słowiańskimi ułatwiają cesarstwu 
zhołdowanie Słowiańszczyzny zaodrzańskiej. 

1. Zwierchniclwo Ludwika Pobożnego nad Słowianami dolnej Laby i Ser- 
bami 45 

2. Książęta Obodrytów Sławomir i Czedrag sami wywołują wmieszanie się 
Ludwika Pobożnego w ich sprawy 46 

3. Książęta Weletów Miłogost i Czeledrag, tudzież Czedrag Obodrycki i Tungło 
serbski na dworze cesarskim załatwiaju sprawy domowe, Demoralizacya 
książąt 40 

§ 34. 

Osłabienie przewagi cesarstwa nad Słowianami. 

1. Niepowodzenie Franków w bojach z Chorwatami zniewala Ludwika Pobo- 
żnego do oględnego postępowania z Serbami, Czechami, Obodrytami i We- 
letami - , 

al 

2. Założenie biskupstwa Hamburgskiego r, 834. Ansgar apostoł Pólnccy . . 52 

3. Nienawiść do chcześciaństwa sprzymierza pogan północnych ze Słowianami 
przeciw cesarswu. Opamiętanie Słowian 53 




§ 35. 
Słowianie nie korzystają z rozpadnięcia cesarstwa. 

Strona 
Zaburzenie w Niemczech po śmierci Ludwika Pobożnego. Odpadniecie 
Niemiec od cesarstwa r. 843 55 

2. Słowianie nie korzystają z rozdarcia cesarstwa. Obodryci burzą Hamburg, 57 

3, Bezskuteczna wyprawa Ludwika Niemieckiego przeciw Obodrytom r. 844. 
Hamburg powtórnie zniszczony r. 8)5. Metropolia z Hamburga do Bremy 
przeniesiona r. 847 59 

^ 36. 

Usiłowania Ludwika Niemieckiego do panowania nad Słowianami. 

1. Wzrost potęgi Moimorowlczów w Morawach, Wygnany z kraju Prybina 
przyjmuje chrzest u Franków i za dozwoleniem króla Ludwika zakłada 
księstsvo Blatneńskie r. 840 . . . , 61 

2. Wyprawa króla Ludwika przeciw Morawianom r, 848, Niepomyślny po- 
wrót jego przez Czechy, Powtórna wojna Ludwika z Czechami i Serbami. 
Zwyciezlwo Czechów r, 850 63 

3. Walka" króla Ludwika z Rościslawem r. 855. Slawitah pan na Witoraźu 
podaje powód do zatargów Rościslawa z Ludwikiem i Serbami r, 856. 
Takulf przedłuża najazdy na Serbów • . . 66 

§ 37. 

Wojny Ludwika Niemieckiego ze Słowianami p. 858—869. 

1. Słowianie nadłabscy wspólnie z Normanami działają. Walka po całej 
wschodniej granicy Niemiec 858 — 860. Śmierć Pribiny r. 860. Wojna 
króla Ludwika z Obodrytami r. 862 67 

2. Syn Ludwika Karloman wchodzi w zmowę z Rościsławem. Ludwik za- 
wiera przymierze z Bółgarami r. 864. rzuca się na Morawy. Kocieł książę 

w związku z Niemcami , /u 

3. Rościsław z Morawianami i Czechami na Bawaryę napada. Ludwik, pogo- 
dziwszy się z synami, przyciska Morawy r, 869. Niepomyślny koniec 
wyprawy 72 

^ 38. 

Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego (r. 863 — 870). 

1. Niechęć Słowian do chrześciaństwa przez Niemców opowiadanego ... 73 

2. Przybycie apostołów do Morawii (r, 863). Powodzenie ich i podróż do 
Rzymu (r. 867), Pobyt w Rzymie. Zgon Cyryla r. 869 7'- 

3. Papież Adryan II mianuje Metodego arcybiskupem paonońskim r. 869. 
Oburzenie biskupów bawarskich. Sąd nad Melodym i uwięzienie go w Szwa- 
bach (870—873) ,...,., 94 




VI 



§ 39. 

Walka Morawianów za niepodległość, a Metodego w obronie 

kościoła narodowego (870—882). 

strona 

1, Upadek Rcścislawa. Świętopełk do Bawaryi uprowadzony. Powstanie Mo- 
rawianów pod Sławomirem. Świętopełk, wyzwoliwszy się z niewoli, zwy- 
cięża wrogów. Przymierze w Forhejmie r. 874 loi 

2, Metody w więzieniu niemieckiem. Papież Jan VIII broni go i wyzwala. 
Błogie skutki nauki apostoła słowiańskiego. Ochrzczenie księcia Borzywoja 

i żony jego Ludmiły 107 

3, Intrygi przeciw Metodemu i powtórne wezwanie go do Rzymu r. 879. 
Usprawiedliwienie. Wiching, biskup nitrański, fałszuje pismo Jana VIII. 
List papiezki r. 881 wykrywa zbrodnię. Śmierć Jana VIII r. 882. Me- 
tody karci Wichinga 115 

§ 40. 

Państwo Wielkiej Morawii i los kościoła słowiańskiego 
w latach 882-894. 

1. Wpływ potęgi morawskiej na losy Słowian nadłabskich, pomorskich i cze- 
skich 122 

2. Napad Świętopełka na Markę Wschodnia r. 882. Wojna jego z Arnulfem 
r. 884. Przymierze w Konigstetten i przyłączenie Pannonii do Morawii 
r. 884. Wygnanie z Wiślicy księcia Wyszewita (884 — 5). Wzrost pań- 
stwa „Wielkiej Morawy" • 124 

3. Ostatnie lata pasterstwa Metodego. Śmierć jego r. 885. Wiching intryguje 
znowu. Papież Stefan VI zabrania liturgiję słowiańską. Upadek obrzędu 
słowiańskiego 129 

4. Arnulf w zgodzie z Świętopełkiem. Wyprawa Arnulfa przeciw Obodry- 
ton^ r. 889. Zjazd w Omuntesburgu r. 890. Arnulf wzywa na pomoc Wę- 
grów, — wojuje ze Świętopełkiem r. 892—894. Wiching ucieka z Morawii 

r. 893. Zgon Świętopełka i^r 

§ 41. 

Upadek państwa Morawskiego (894—907). 

1. Synowie Świętopełka. Pokój z Niemcami r. 894. Najazd Węgrów r. 894. 
Oderwanie się Czechów r. 895. Zwada pomiędzy Moimirem II a Święto- 
pełkiem młodszym. Odpadnięcie Słowian nadłabskich. Intrygi Arnulfa. 
Najazd Niemców i Czechów na Morawy r. 897—899. Węgry w Pannonii 

r. 900. Pokój z Niemcami w Regensburgu r. 901 1^3 

2. Papież Jan IX wznawia udzielno.ść kościoła morawsldego. Oburzenie z tego 
powodu duchowieństwa niemieckiego r, 900 i,,n 



VII 

strona 

3. Przymierze Moimira II z Niemcami w Regensburgu r. 901. Naja/.dy Wę- 
grów w r. 902 i 903. Zamordowanie posłów węgierskich przez Niemców 
r. 904 .............. 157 

§ 42. 

Wpływ apostolstwa śś. Cyryla i Metodego na oywilizaoyję Słowian. 

1. Pogląd ogólny 163 

2. Grafika starożytna 167 

3. Pismo głosowe I74 

4. O języku ksiąg liturgicznych słowiańskich ' ... 188 



DZIAŁ II. 
Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne w X w. 

§ 43. 
Zmiany polityczne i etnograficzne w początku X w. 

1. Osiedlenie sie Madjarów nad Dunajem 193 

2. Usposobienie Słowian naddunajskich w początku X w 200 

3. Zgoda ze Słowianami ułatwia Madjarom najazdy na Niemce 203 

4. Wpływ Madjarów na przyszłość Słowiańszczyzny 209 



§ 



44. 



Państwo Czeskie. 

1. Stan Czech po upadku Wielkiej Morawii. Polityka książąt. Zaburzenia . . 217 

2. Podwyższenie władzy książęcej 225 

3. Stosunki kościelne 229 

§ 45. 

Upadek Serbów i Hobolanów 928—936. 

1. Stan Słowian nadlabskich w początku X w 235 

2. Przygotowania Henryka Ptasznika do walki ze Słowianami 238 

3. Napady Henryka Ptasznika. Zdobycie Branibora r. 928. Ujarzmienie Ser- 
ów r. 928. Bitwa pod Lączynem r. 929. Walka z Madjarami r. 933 . . 240 
twierdzenie sie Niemców w Serbii miedzy Solawą a Łabą 246 




46. 



Ujarzmienie Weletów i Obodrytów przez króla Ottona I (936—951). 



1. Założenie w Magdeburgu rezydencyi królewskiej 248 

2. Pograniczne legacyje Hermana Billinga i Gerona 250 



VIII 

strona 

3. Wojna Ottona I z Czechami. Najazdy Madjarów na Saksonije (r. 937—938)- 
Powstanie Słowian r. 939 252 

§ 47. 

Zaburzenia w krajach Obodrytów 1 Lutyków (r. 954-960). 

1. Powstanie Wkranów r. 954. Najazd Billinga na Obodrytów r. 954, w od- 
wet za najazd na Saksonije. Powstanie Słowian r, 955, klęska ich . . . 256 

2. Powstanie Ratarów (957 — 960) 261 

§ 4S. 

Początek monarchii polskiej, 

1, Czasy przedhistoryczne 263 

2. Dynastyja Piastów , 268 

3 ■ Rządy Mieszka I (960 — 962). Starcie się z Wichmaneni. Gero ujarzmia 

Lużyczanów (963). Mieszko wassal cesarstwa 271 

4. Usunięcie sie od rządów Gerona (r. 963). Podział wielkorządztwa jego na 
marlci. Zelibor wagrslii kłóci się z Mściwojem obodryckim, Wichman po- 
większa zaburzenie, Ucieka, podburza Wolinianów przeciw Mieszkowi, gi- 
nie r, 967 276 

§ 49- 
Wprowadzenie chrześciaństwa obrzędu rzymskiego. 

1. Ustanowienie biskupstw: Hawelbergskiego (r. 946) i BrandenburgskicJO 

(r. 94^^) j 281 

2. Ustanowienie metropolii Magdeburgskiej. Biskupstwa: Merzeburgskie, Ży- 
czańskie i Misznieńskie (r. 968). Biskupstwo Aldenburgskie 286 

3. Zadanie urządzonego dla Słowian kościoła. Marne sliutki usiłowań jego. 292 

4. Organizacya kościoła w Czechach, Bisliupstwo Prażskie (r. 973). Granice 
jego. Stosunek liościelny Morawii do Czech. Pierwsi biskupi .... 295 

5. Wprowadzenie chrześciaństwa w Polsce, Początek organizacyi kościelnej. 306 

§ 50. 

Stosunek Mieszka I do cesarstwa i sąsiadów. 

1. Przezorność w polityce Mieszka I 31^ 

2. Bitwa Mieszka I pr/.y Cednie (r, 972), Zjazd w Kwedlinburgu (r. 973). 317 

3. Zachowanie się Mieszka za panowania Ottona II (973 — 983) ..... 320 

§ 51. 

Powstanie Słowian zaodrzańskich w r. 983. Niepodlegt^ość. 

I, Wielkorządzcy Słowian nadłabskich (980 — 982), Sprawa Iłłskupa Wagona 

z księciem Mściwojem obodrycldm 322 



IX 

strona 

2. Powstanie Słowian w r. 983 325 

3. Bitwa nad r. Tongerą (983) i skutki jej 328 

§ 52. 

Obodryci i Lutycy bronią niepodległości swej do końca w. X. 
Niemcy trzymają się w Misznie. 

1. Usiłowania Niemców do odzyskania straconśj Słowiańszczyzny. Zdobycie 
przez Czechów Miszna (r. 985) i ustąpienie go Niemcom 33^ 

2. Zwada pomiędzy książętami Bolesławem II a Mieszkiem I r. 990. Tymcza- 
sem Niemcy ujarzmiają Milczanów • • 333 

3. Walka o Branibor (991—993}. Wyprawy Ottona III (995—997)- Sło- 
wianie w odwet do Saksonii wpadają (998 — 1000) 337 



§ 53- 
Ostatnie wysiłki Serbów w obronie niepodległości swej. 

1. Odzyskanie swobody (r, 983). Strata jej (985) 34^ 

2. Legendy o bojach Milczanów z Niemcami. Zwierzchnik Krescencius. Osta- 
tnia stolica zwierzchników milczańskich. Ostatni przytułek ich w błotach 
dolnej Sprewi ' 3ł3 



DZIAŁ III. 

Czasy przewagi polskiej w Słowiańszczy źnie 
Pótnocno-Zachodniej (999 —1034). 

§ 54. 
Zmiana stosunku Polski do Niemiec, Czech i Słowian zaodrzańskich. 

1. Stan Słowiańszczyzny północno-zachodniej w końcu X w. Polska przygo- 
towuje się do obrony Zaodrzańców 347 

2. Podróż Ottona III do Polski. Umowa jego z Bolesławem Chrobrym r. looo. 
Niezależność kościoła polskiego. Arcybiskupstwo Gnieźnieńskie z trzema 
suffraganiami 352 

3. Bolesław Chrobry najeżdża Łużyce i zrywa stosunki z Henryl^iem II 

r. 1002 355 

4. Zaburzenie w Czechach: książęta Bolesław Rudy i Władybój. Bolesław 
Chrobry zajmuje Czechy (1003) 35^ 

5. Przeniewierstwo Lutyków względem reszty Słowian. Henryk II, zawarłszy 

z nimi przymierze, śmielej przeciw Bolesławowi występuje 361 



X 



§ 55. 
Pierwsza wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (1003—1005). ^^^^^^ 

I. Henryk II ściga stronników Bolesława w Niemczech. Bolesław opanowuje 

Miszno (1003) i do Bawaryi wpada (1004); Henryk II zagraża Milsliu. 363 

3. Najazd Henryka II na Czechy. Bolesław opuszcza Pragę (r. 1004). Szturm 

Budyszyna z którego załoga polska ustępuje * 3^5 

3. Wyprawa Henryka II do Polski, Lutycy posiłkują Niemców. Henryk 

w Międzyrzeczu. Pokój poznański r, lonj , 3^9 

§ 56. 

Druga wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (1007 — 1013). 

1. Henryk II przygotowuje nową wyprawę do Polski. Bolesław, uprzedzając 
go, gwałtownie rzuca się za Odrę, aż pod Magdeburg; odzyskuje Luźyce 
i Milsko roku 1007. Zamiast Guncelina margrafem misznieńskim zostaje 
Herman 372 

2. Nowa wyprawa Henryka II r. 1010. Choroba i powrót z Jaryna. Niemcy 
z Jaromirem posuwają się pod Głogów bezskutecznie. Przymierze merze- 
burgskie loio, Henryk II obwarowuje Lubuszę (lOu), zamyśla nową wy- 
prawę. Bolesław burzy Lubuszę r. 1012 37^ 

3. Zamieszanie w C/echach i łatwowierność Lutyków Henryk II wyzyskuje 
na swą korzyść (1012), Bolesław i Henryk traktują o pokój. Zjazd w Mer- 
zeburgu. Drugi pokój merzeburgski r, 1013 383 

§ 57. 

Trzecia wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami (r. 1015 — 1018). 

1. Pokój merzeburgski nie zadowalnia przeciwników, Bolesław wzywa do 
awiązku Czechów i podburza przeciw Henrykowi II Włochów (1014). OI- 
drzyk więzi Mieszka. Czesi i Lutycy stają po stronie Henryka, Bolesław 
gotuje się do wojny (1015) 389 

2. Nowa wyprawa Henryka I[ do Polski (r, 1015). Klęska w ziemi Diedo- 
szów. Henryk II ucieka do Merzeburga. Mieszko w ślad za nim napada 
Miszno. Zawieszenie broni , ^QA 

3. Ostatnia wyprawa Henryka II do Polski r; 1017, Szturm Niemczy. Po- 
lacy gromią Niemców, Czechów i Lutyków. Pokój budyszyński r. 1018, 402 

4. Pogląd na rządy Bolesława Chr. za Odrą. Zarząd duchowny i świecki. 
Dyecezyje. Grody warowne. Urzędnicy. Załogi wojskowe 412 

§ 58. 

Upadek przewagi polskiej w Słowiańszczyżnie północno-zachodniej. 

I. Koronacyja Mieczysława II oburza Niemców. Zmowa przeciw niemu. Mie- 
czysław II pustoszy pograniczną Saksoniję (1028). ■ Wyprawa Konrada II 
do Węgier i Polski (1029). Odwet Mieczysława II z Lutykami (1030). 418 



I 



XI 

strona 

2. Oderwanie od Polski Morawii (r. I029) i Słowaczyzny. Najazd Brze- 
tyslawa wspólnie z Konradem II na Węgry (1030). Emeryk ksiaże Ruzii 
(-}- 1031). Jarosław zabiera grody czerwieńskie (1031). Konrad II wkra- 
cza do Lużyc. Mieczysław II ustępuje Łużyce Ditrychowi (1031) . . . 437 

3. Napad Bezbraima (1031). Ustąpienie z kraju Mieczysława II. Zaburzenie. 
Ucieczka Ryksy. Zamordowanie Bezbraima (1032). Nowe ustępstwa ce- 
sarzowi. Śmierć Mieczysława II (1034). Oderwanie Łużyc i Milska od 
Polsłci 432 

4. Wygnanie z Polski i Kazimirza (1036). Bezkrólewie. Zaburzenie. Masław 
wojewoda , 436 

§ 59. 

Obodryci i Lutycy w epoce rządów polskich między Odrą a Łabą 

(1002—1034). 

1. Zachowanie się Lutyków i Obodrytów względem Bolesława Chrobrego 

w r. 1003 438 

2. Stosunki Obodrytów do Niemców i Lutyków . 440 

3. Zatargi Lutyków z Niemcami (1029 — 1036) 446 



DZIAŁ IV. 

Dzieje polityczne i stosunki zewnętrzne od po- 
łowy XI w. aż do upadku niepodległości Słowian 
zaodrzańskich (1036 — 1171). 

§. 60. 
Spółzawodnictwo Polski z Czechami w XI w. 

1. Brak między Sławianami jedności i zgody -. 450 

2. Najazd Brzetysława I na Polskę (r. 1038 — 1039). Interwencya Henryka III 
na korzyść Kazimirza I. Powrót Kazimirza I do Polski (1039). Brzety- 
slaw upokorzony, lennilc cesarski 453 

3. Zaburzenie w Węgrzech. Kazimirz I przywraca pokój w Polsce (1040 do 
1047). Sprawy węgierslcie różnią Kazimirza I z Henrykiem III i Brzety- 
sławem I. Sląslt powraca do Polski (1054). Seniorat w Czechach usta- 
nowiony (r. 1053). Zgon Brzetysława I r. 1055, Kazimirza I r. 1058 . . 459 

4. Bolesław Śmiały podnosi potęgę Polski; wprowadza Bele do Węgier (1061). 
Wratystaw II z Niemcami popiera w Węgrzech Salomona, Bolesław sy- 
nów Beli (1063 — 4). Zatargi Bolesława z Wratyslawem II (1068). Hen- 
ryk IV wzywa ich do Miszna r. 107 1. Bolesław nie przyjmuje pośre- 
dnictwa 464 

5. Henryk IV zamierza wojnę z Bolesławem (r. 1073). W Węgrzech Hen- 
ryk pomaga Salomonowi, Bolesław Gejzie. Salomon wygnahy. Gejza królem 
(1073). Henryk ustępuje Wratyslawowi Łużyce (1075). Bolesław porożu- 



Strona 
miewa sie z Sasami przeciw Henrykowi, wojuje z Czechami, przy posiłkach 
ruskich (1076), tworzy koalicyę, koronuje się (r. 1076), przywraca Izaslawa 
do władzy (1077) 471 

6. Powikłanie stosunków międzynarodowych (1077—1080). Upadek Bole- 
sława Śmiałego (r, 1080). Wywyższenie Wratysława II. Niedołężność po- 
lityki polskiej i czeskiej w końcu XI w. Zatargi książąt czeskich pomię- 
dzy sobą. Zniszczenie senioratu w Czechach 480 

7. Bolesław Krzywousty zawiera przymierze z Kolomanem węgierskim (r 1 107) 
przeciw Henrykowi V i Czechom. Wojna r. 1 108. Wymordowanie Wrszow- 
ców (1108). Wyprawa Henryka V ze Świętopełkiem do Polski. Zamor- 
dowanie Świętopełka, klęska Henryka V r. 1109. Wyprawy Bolesława do 
Czech r. ino. Zgoda z książętami czeskimi r. 1115 493 

§ 61. 

Słowiańszczyzna bałwochwalcza po upadku władzy polskiej nad 

Ł.abą aż do nawrócenia Pomorza przez Bolesława Krzywoustego 

(r. 1034-1127). 

1. Rozosobnienie ludów zaodrzańskich i pomorskich 5*^^! 

2. Obodryci. Napady Danów (1043 — 1044). Gotszalk wprowadza chrze- 
ściaństwo; zabiły r. 1066. Powstanie poganów. Błus zamordowany (1066). 
Kruk księciem. Budy wój zamordowany (1071) Kruk także (i 105). Henryk 

syn Gotszalka królem 5^4 

3. Lutycy bija Niemców pod Przecławą (r. 1056J. Wojna domowa (1037 
do 1060). Zburzenie świątyni Radogosta (1069). Czrezpienianie i Chy- 
źanie poddają się Gotszalkowi. Niemoc podczas wojny domowej w Niem- 
czech (1073 — 1075). Brandenburg zdobywają Niemcy r. iioi i wnet tracą 

(i 106). Henryk Gotszalkowicz podbija Brzeżanów r. 1107 5'7 

4. Powstanie poganów nad Labą i Solawą (r. Ilio). Henryk obodrycki 
wdziera się na wyspę Ranę (r. 1 113). Zaburzenia w Niemczech (r. 1115). 
Walka Niemców z poganami serbskimi (1115 — 1118). Henryk wojuje z Da- 
nami o spadek po matce 5-4 

5. Pomorze między Wisłą a Odrą w XI w. Zależność od Polski. Bole- 
sław Krzywousty sprzymierza się z Nielsem, zdobywa Szczecin r. 1121. 
Lotar wojuje Lutyków 1121. Niels zbliżył się pod Wolin 1121. Bolesław 
zabiera Lutyków do r. Pieny i Moryclłiego jeziora 5^9 

6. Wprowadzenie chrześciaństwa na Pomorzu. Apostolstwo ś. Ottona (1124 
do 1125), Biskupstwo Pomorskie. Reakcyja pogańska fi 126 — 1127). Po- 
wtórne apostolstwo ś. Ottona (1127) 536 

§ 62. 

Wdzieranie się Danów i Niemców do Słowiańszczyzny zaodrzańskiej 
i obrona Pomorza przez Bolesława Krzywoustego. 

I. Rozprzężenie państwa Henrylia Gotszalkowicza (■\- 1126) i wygaśnienie 
rodu jego (1127 — 1129). Kanut Laward (f 1131). Przybysław i Niklot 
książęta. Sasi budują warownie Sigeberg ..,,.,,,,,,. 55 1 



Xlii 



Stosunek Niemiec, Danii i Polbki do Słowian ^aodrzańskich. Ąlbrecłit 
Niedźwiedź wojuje Brzeżanów i Hawelberg zdobywa (1134). Bolesław Krzy- 
wousty składa Lotarowi liold z Pomorza (r. 1135). Ratibor pomorski zdo- 
bywa Kongłiele (1135). ź^gon Wartyslawa (1136), Bolesława Krzywo- 
ustego (1138) 558 

Walka Albrechta Niedźwiedzia z Henrykiem Pysznym o księstwo Saskie 
(i 138 — 1139). Przybysław wagrski burzy Sigeberg 1138. Holzaci zdoby- 
wają ziemie Wągrów (1139). Graf Adolf sprowadza kolonistów i buduje 
Lubekę (1143). Słowianie na brzeg morza wyparci 568 



li 4. 



§ 63. 

Wyprawa krzyżowa na Pomorze zaodrzańskie (r. 1147). 

Zamysł wyprawy przeciw Słowianom pomorskim. Papież Eugeniusz III 
dozwrda ją warunkowo. Sasi gotują sie do wyprawy wspólnie z Danami 572 
Niktot, uprzedzając wrogów, zbroi sie, pali okręty niemieckie w Lubece, 

niszczy kolonistów w ziemi Wągrów 576 

Najazd krzyżowców na Lutyków i Obodrytów (r. 1147). Oblężenie Dą- 
bina i Dymina. Klęska Danów. Napad na Szczecin. Niefortunny koniec 

wyprawy 579 

Po wojnie. Nędza i głód w ziemi Wągrów, Kanut duński zburzył Sige- 
berg. Wznowienie biskupstw : Starogardzkiego, Raciborskiego i Meklen- 
burgskiego (1148). Niezgoda grafa Adolfa z biskupem Wicelinem. Nikłot 
musi ulegać księciu saskiemu 585 



§ 64. 

Polska i Czechy podczas upadku Słowian zaodrzańskich 
1139- 1172. 



Stan Polski i Czech go śmierci Bolesława Krzywoustego (f 1138) i Sobie- 
sława I (•{• 1 140), Wyprawa Niemców z Czechami do Polski r. 1146. 

Zamachy Albrechta Niedźwiedzia 588 

Zabiegi Albrechta Niedźwiedzia o zdobycze w Słowiańszczyźnie. Opano- 
wanie Brandenburga (11 51). Jaksa kopanicki odbiera Brandenburi: 

Albrecht wypędza go (1157) i zakłada Markę Brandenburgską 592 

Niesworność książąt czeskich wywołuje wmieszanie się Fryderyka I w ich 
sprawy. Zatargi książąt niemieckich o Bawaryję. Podniesienie Austryi na 
księstwo dziedziczne (1156). Przymierze Czechów z Niemcami przeciw Pol- 
sce. Wyprawa do Polski (1157). Pokój kryszkowski ,..»... 598 
Podniesienie Władysława czeskiego na króla (1158). Zasługiwanie się jego 
cesarzowi. Niewdzięczność Fryderyka I. Pozbawienie Władysława tytułu 

królewskiego (u 74) . ; Chi; 

Niemoc Polski po r. 1157. Wydzielenie Śląska synom Władysława IF 
(1163). Wyprawa Bolesława Kędzierzawef^o do l^rus (i 167}. Niedolcztwr' 
rządów jego 613 



Xiv 

§65. 
Upadek Obodrytów. 

1. Nikłot w zależności od Niemców. Zdzierstwa Henryka Lwa i margrabiego 
Adolfa. Piraci słowiańscy. Henryk Lew biskupów stanowi. Proskrypcyja 
Słowian. Wojna. Śmierć Nikłota (1160). Danowie pomagają Niemcom 618 

2. W zdobytym kraju Henryk Lew osadza różnych grafów i wyznacza udziały 
synom Nikłota (1160). Nowe rządy. AVojna r. 1163. Uwięzienie Warty- 
sława. Powstanie Słowian r, 1 164. Zniszczenie kolonistów. Oblężenie Dy- 
mina. Upadek Przybysława 630 

3. Wojna książąt niemieckich z Henrykiem Lwem. Przybyslaw odzyskuje 
kraj Obodrytów (1167), staje sie lennikiem cesarskim, wchodzi do składu 
rzeszy Niemieckiej r. 1170 640 

§ 66. 

Upadek Ranów. 

1. Zatargi Ranów z Danami. Wyprawy Waldemara przeciw Ranom r, 1159, 

1 160, 1 165 i na Pomorze r. 1162, 1166 643 

2. Oblężenie Arkony, kapitulacyja jej. Poddanie sie Korenicy. Waldemar 
opanowuje całą Ranę, wprowadza chrześciaństwo (^1168). Niezadowolnienie 
książąt pomorskich 65 1 

3. Zatargi o posiadanie Rany (1169). Wojna Henryka Lwa z Waldemarem 
(1170 — 1 171). Przymierze między nimi. Rana posiadłością duńską zostaje 657 

Zakończenie 662 

Wskaźnik abecadłowy. 

I. Imiona i nazwy osób, ludów, plemion i bóstw mitycznych 665 

IL Nazwy miejscowe, podziałów politycznych, administracyjnych i kościelnych, 
klasztorów chrześciańskich, świątyń pogańskich, grodów, zamków, waro- 
wni, gór, rzek, jezior i t. d 677 

III. Rzeczy 688 

Omyłki 690 

Mapa Słowiańszczyzny Północno-Zachodnićj w XI w. 



tj w a g a. Dodatki do tomu III dołączotie będą do tomu IV. 






KSIĘGA III. 

Słowiańszczyzna Północno -Zacliodnia 

od TT do potowy XnT w. 



DZIAŁ I. 

Dzieje polityczne i stosunki -ze w^nętrzne 

od początku VI w. aż do upadku Wielkiej Morawy r. coy. 



§ 29. 
Słowiańszczyzna Pomorska. 

I. Wycieczki morskie. Osady słowiańskie na ziemiach Jutów. 
Słowianie, osiadłszy na Pomorzu baltyckiem, gdzie uprawa 
roli na nizinach, w starożytności bardziej niż teraz podmokłych, 
nie zapewniała dostatku, zmuszeni byli korzystać z darów przy- 
rody, bawić sie rybołówstwem, myśliwstwem, pasterstwem, stać 
się przemysłowcami, żeglarzami, do czego miejscowość nadzwy- 
czaj sprzyjała. Trzy wielkie rzeki słowiańskie: Łaba, Odra i Wi- 
sła ściągały do brzegów morskich wszystko, co tylko ówczesny 
przemysł mógł wytworzyć na obszernej lechickiej równinie. Kora- 
bie słowiańskie już w I w, przed Chr. po morzu Baltyckiem krą- 
żyły.'; Za imperatora Augusta flota rzymska r. 5. zawinęła do 



') o Wiiulach, burzą z morza Wjndskicjio na brzegi (icrmanii wyrzncnnycli, 
wzmiankuje Knrnclius Ncpos. Wyżćj, t. II. s. 3. 

Tom III. I 



ujścia Łaby, g"dzie się połączyła z siłami Tiberiusza.-) W kilka 
lat później, z polecenia tegoż Augusta, okręty rzymskie, opłynąw- 
szy półwysep Cymbryjski, zwiedzały pobrzeża morza Windskiego 
(Bałtyckiego), przed r. 14.'') — Inni żeglarze spieszyli poznać 
bliżej mieszkańców wzmiankowanych pobrzeży,^) Pomorzanie, 
korzystając z odwiedzin cudzoziemców, znajomili się z cywilizo- 
wanym światem a do śmiałycłi przedsięwzięć nie lorakow^ało im 
ducłia. Ujście Łaby otwierało Słowianom drogę na morze Pół- 
nocne, do Hollandyi, Gallii, Brytanii, ale swobodę w tym kie- 
runku żeglugi poczęli już w II w. ścieśniać Saksoni/') Za to uj- 
ścia wpadającycti do morza Bałtyckiego rzek : Wisły, Łeby, Gra- 
bowy, Parsanty, Regi, Odry, Rokitnicy, Warnawy, Trawny, 
Swantiny, Szlei z przyległemi wyspami Słowianie w swej władzy 
wyłącznie utrzymywali. Szczególną dogodnością celowało ujście 
Odry. Potężna rzeką, zacłiwyciwszy po drodze od Karpatów do 
Bałtyku massę silnycti dopływów, przed samem ujściem formo- 
wała duży zalew, do którego dostęp z morza zamykały dwie wy- 
spy : Uznoim i Wolin, a za niemi, dalej na zacliód, wielkie ostro- 
wisko, poprzedzielane przesmykami, tworzyło archipelag wysp, 
pomiędzy któremi królowała Rana. Brzegi Rany, jej półwyspów, 
sąsiednich wysp i lądu, oraz brzegi ujść Odry i pobrzeży na za- 
chód aż do ujścia Szlei, napełnione massa zalewów morskich, 
przesmyków, odnóg i załomów, przedstawiały miejscowość wy- 
borną do pierwotnej żeglugi na małych statkach, do rybołówstwa 
i •my śliwstwa wodnego, do kupiectwa i schronienia od burzy, lub 
napadu piratów, których w dawne wieki nigdzie nie brakowało. 
Z przytoczonych powodów ujścia Odry, archipelag Rany i na 
zachód od niego całe pobrzeże bałtyckie aż do r. Szlei były za- 



'^) Wyżej, tom I. s. 194. 

^) Plinius. Historia Naturalis II. 67.; Lelewel. Narody na ziemiach sło- 
wiańskich III, 3., IV. 2. 

*) O zwiedzeniu Rany i ujścia Odry przez Etika Istrijanina (r. 500), wyżej 
tom II. sr. 933. 

■"■') Porów, ro jiowicdziano o zajęciu przez Saksów krainy Hadeln. Wyżej, 
tom I. s. i8r). 



ludnione 7a czasów Chrystusa, a pewno i wcześniej, jednym 
i tymże ludem słowiańskim, który na tych brzegach mnożył się, 
wzrastał w siłę i dostatek, rozwinął wcześnie ochotę do żeglugi, . 
do wypraw morskich, w których spotykając się z Danami, Sa- 
ksami i Skandynawami, zaprawiał się do boju, do grabieży mor- 
skich i śmiało po zdobycz na cudze brzegi się wdzierał. 

Do takich wdzierstw prawdopodobnie należy odnieść osie- 
dlenie Słowian w ziemi Jutów, na samej północy Cymbryjskiego 
półwyspu, w starożytności zwanej W a e n d 1 e s y s a e 1 , teraz 
Wendsysel, t. j. osiadłości Wendów.") W tej ziemi leżały 
osady : Waendelfolkhaeret i Winaebiorghaeret, 
mieszkańcy których zwali sięWendelboer, u łacińskich pi- 
sarzy Wandali. A że osady słowiańskie leżały po samym 
brzegu morskim, aż do najbardziej wysuniętego na północ przy- 
lądka Cymbryjskiego, ztąd, u islandskich poetów, zachodnia 
strona tego przylądka zwala sią V e n d i 1 - S c a g a.") Do ja- 
kiego by czasu odnieść wypadało osiedlenie Słowian w ziemi Ju- 
tów, — nie wiemy, trudno jednak dopuścić, aby Słowianie, po- 
siadający własnej ziemi podostatek, zechcieli siedlić się pod wła- 
dzą Danów. Czy nie wypada raczej zgodzić się na to, że Sło- 
wianie wdarli się mocą do mało zaludnionej krainy Jutów wprzód, 
nim Dani wzmogli się w siły dla zdobycia Jutlandyi i ujarzmie- 
nia osiadłych w Wendsysel Słowian ? Sagi duńskie, jak zobaczy- 
my niżej, zdają się potwierdzać powyższe przypuszczenie. Wresz- 
cie Słowianie, w późniejszym nawet czasie, kiedy Dania była już 
królewstwem chrześciańskiem, w epoce X — XII, wdzierali się na 



•*) Sysie vel Sysel signińcat parłem regionis. In Jutis tam meridionali, quam 
septemtrionali erant 15 Sysler. Waendlesysel hodie Wendsysel, unde incola Wen- 
delboer. i, e. habitatores Yendiliae. Langebek. Script. rerum danicarum. T. Ylf. 
P. 554- 

•) A. Thiodolfo, poeta Norwego seculi IX vocatur Yendli, et ab aiuiquis 
Islandis YcndiI -Scaga, qund nomen pcrciirialitcr promoiilorio comperit. Langebck. 
VII. 554. 

I* 



— 4 — 

mniejsze wyspy duńskie i tam ślady długiego pobytu w nazwach 
miejscowych zostawili.*^) 

Rozwój teutońskiego szczepu ze Skandynawii ku południowi 
już w pierwszych wiekach naszej ery zatargnał Słowian. Ró- 
żnoplemienne ludy nie mogły pogodzić się na wspólnem mo- 
rzu, spotykały sie po nieprzyjacielsku, a kto był w^dziercą do 
cudzycli posiadłości, możemy to dopatrywać tylko w podaniach, 
bo historyja milczy aż do końca VIII wieku. 

2. Sagi północne o zajściach pomiędzy Danami a Słowianami. 

Sagi północne, pokaleczone późniejszemi przeróbkami, zaclio- 
wały jednak massę dawnych podań o stosunkach Danów ze Sło- 
wianami. Według tych sag, jednocześnie prawie z przybyciem 
Odina i Assów do Skandynawii,^) kiedy jeszcze żył znakomity 
w mitologii skandynawskiej Balder syn Odina, słowiański król 
(rex) Skalk wojował z morskim królem Danów Helgo, który zwy- 
ciężywszy w pojedynku przeciwnika, nałożył daninę na Słow^ian.^^) 
Była inna większa wojna, o której sagi rozpowiadają w nastę- 
pny sposób. Kiedy po śmierci potężnego króla duńskiego Ho- 
tera, dannicy jego Szwedzi i Kuroni stali się niepodległymi, Sło- 
wianie także zamyślili oswobodzić się od Danów. Wtedy król 
Rórik, zebrawszy ze swego państwa wojowników, zachęcał ich 
do męztwa i odznaczenia się świetnością czynów. Słowianie, po- 
jąwszy, że nie wypada wojować bez wodza, wybrali sobie króla, 
któryby kierował ich działaniem. Sformowawszy w otwartem 
polu część wojska, Słowianie postawili w zasadzce dwa oddziały 



«) Na wyspie Laland: Heritz, Binitz, Tilitze, Naskow, Windebye, 
na wyspie Falster: Koselize; na wyspie Aroe: Oldau, AYindebale. 

") Mit o przybyciu Odina i Assów do Skandynawii badacze znajdują w związ- 
ku z rzeczywistością i nawet mniemają, że to mogło stać sie około II w. po Chry- 
stusie. Szafarzyk. Star, SI. § 8, ii. str. I62; Hilferding. IIcTop. Baji. Ciannin.. 56. 
Geyer w tłómaczeniu francuzkiem: Histoire de Suede. 1839. p. 13; Antiquites Russes. 
T. I. p. 244—8. 

'*•) Saso Grammaticns Historine Dnnicae libri XVr. ed. 164^. lib. II. p. 28; 
Langebek. Scriptores rerum danicarum medii aevi. T. I. p. 80. 



wojowników, lecz im nie udało sie oszukać nieprzyjaciół, a przeci- 
wnie sami wpadli w sidła, albowiem Dani, okrążywszy tych co byli 
w zasadzce, wymordowali ich, a ci Słowianie, którzy stali w otwar- 
tem polu, nie wiedząc nic o tem co zaszło z ich towarzyszami, 
bili sie długo — aż do upadku sił. Wtedy jeden z nich, wy- 
szedłszy naprzód, wzywał Danów na pojedynek. Był to kapłan, 
czy czarownik (magus), odznaczający sie wzrostem i budowa 
ciała. Na pojedynek zgodzono się z warunkiem, że za zwycie- 
ztwo Słowianina — nastąpi oswobodzenie Słowian od daniny, 
a za porażkę — danina po dawnemu. Na spotkanie Słowianina 
wyskoczył młodzieniec mężny, lecz nie silny. Słowianin jednym 
ciosem zabił go. Radość wielka między Słowianami zapanowała, 
lecz gdy warunki pokoju nie były dopełnione, zwycięzca zjawił się 
następnego dnia, znowu wzywając do boju. Był on przepełniony 
nadzieja, a Rorik strachem i zwątpieniem, patrząc jak Słowianie 
z pogarda spozierali na tych, których dawniej słuchali — i nie 
widząc między Danami nikogo, ktoby mógł dorównać w boju 
Słowianinowi. Nakoniec wystąpił Ubbo silnej budowy i znający 
czary. Na brzegu morza, w obec króla siedzącego na okręcie, 
odmierzono miejsce, które okrążył tłum widzów. Wśród głuchego 
szmeru głosów i zaciekawionej uwagi tłumu, bojownicy rzucili 
się do walki. Oba silni, zadali jeden drugiemu takie ciosy, że 
wnet oba padli trupem. To podziałało na Słowian tak mocno, 
że postanowili pojednać się z Rorikiem i po dawnemu płacić 
daninę. ^^) 

W innym czasie zjawił się u Danów jeden z najdzielniej- 
szych królów Froto. Podczas gdy on zwyciężał Norwegów, Sło- 
wianie na siedmiu okrętach napadli na Daniję, lecz wysłany 
przez Frotona Erik, wszystkich pobił, oprócz 40, do niewoli upro- 
wadzonych. Poczem Froto zebrawszy ogromne wojsko, szedł na 
Słowian, poruczając Erikowi prowadzić wojsko do Słowiańszczyzny 
przez Jutlandiję. Główne siły przeprawiały się przez morze na 



'*) Saxo lib. 111. [!. 40 — 47. 



okrętach, których było takie mnóstwo, że w portach pomieścić 
sie nie mogły, lądowe zaś wojsko tak liczne wystąpiło, że nie 
mieszcząc sie po drogach, znosiło góry, zasypywało błota, budo- 
wało olbrzymie mosty. Król słowiański Strumiko, w zaszłym boju 
padł z najlepszymi wojownikami.'-) Słowianie poddali sie Da- 
nom. Potem Froto zamierzając oczyścić kraj słowiański od złych 
ludzi ogłosił, że ci wszyscy, którzy rozbijali i grabili, otrzymają 
od niego nagrodę. Mnóstwo ludzi wystąpiło naprzód. Wtedy 
Froto oznajmił Słowianom, że wypada pozbyć się zepsutej tłuszczy 
i l<:azał ich wszystkich powiesić. Tym sposobem, wedle podania 
sagi, Froto wyniszczył znaczną część Słowian, a innych tak do 
siebie przywiązał, że nie jako poddani, lecz jako sprzymierzeńcy 
pomagali mu przeciw wszystkim nieprzyjaciołom. '=') W później- 
szym czasie był inny król, wnuk wzmiankowanego Frotona, także 
Froto. Z nim połączył się przesławny bohatyr duński Straketer, 
który świetnością czynów nie ustępował Herkulesowi, a żył nie- 
'zmiernie długo. Bohatyr ten wojował ze wszystkiemi wschod- 
nimi ludami: Kuronami, Sembami (Prusami) i innymi, a wszę- 
dzie mu pomagał słowiański król Wind.^^) Wracając z dalekich 
stron, Straketer przybył do Polski i w pojedynku zwyciężył olbrzy- 
ma, którego Dani zwali Walce, a Teutoni, przez zmianę wyma- 
wiania, Wilze.'-^) 

W jakimby czasie podobne zajścia między Słowianami a Da- 
nami mogły mieć miejsce, nawet przez przybliżenie określić nie 



'-) Według Suhma Sagenchionologie opartej, na domysłach, bez podstawy, 
miało to zajść r. 569 podczas panowania PYoto VIII, Barthold. Gesch. Riig, uud 
Pom. I. 20 !. 

1'') Langebek. Scrip. rer. danie. I. 87. 

") Straketerus cum Wino (Windo?) princeps Sclavorum mittitur a Frothonę 
contra orientales populos... Petri Olai Chroń. Danorum, apiid Langeb. Scrip, rer. 
Dan. I. 92; Saxo Gramm. lib. IV. p. 105. 

^'>) Strakatherns Poloniae partes aggressus, athletam, quem nostri Walce, 
Teutones vero diverso literarum schemate, Wilze nominant, duelli certamine supera- 
vjt. Saxo Gramm. 1. VI. p. 105. 



można. Sa to wspomnienia bardzo dawnych podań, ^*') wskazu- 
jące, że od niepamiętnych wieków południowy brzeg morza Bał- 
tyckiego osiedlony był przez Słowian, których posady w głąb 
Cymbryjskiego półwyspu sięgały i że wojowniczy DaTii wdzie- 
rali sie do posiadłości słowiańskich. Być może nawet imiona 
królów są wymysłem fantazyi, jak postać Straketera oczywiście 
jest utworem poetycznej wyobraźni sag, jak imię króla Wind jest 
uosobieniem całego ludu słowiańskiego, Windów, jak imię olbrzy- 
ma Wilce jest uosobieniem całego ludu Wilków. 

Pewniejsze są nieco podania o wyprawach króla Haralda 
Hildetanda przeciw Słowianom, których on miał nawet zwycię- 
żyć, ale szanując męztwo królów słowiańskich Duki i Dala, nie 
chciał ich pozbawić życia, trzymał tylko w niewoli, a potem do 
orszaku swych wojowników przyjął. Harald był znakomitym kró- 
lem. Do swego państwa, złożonego z wysp, przyłączył Jutlan- 
dyję, gdzie, według sag, miał założyć sławne królewstwo Reidgo- 
tiję '') i podbił niektóre ludy słowiańskie, lecz pod koniec pano- 



'") Jeśliby było prawda, że Słowianie dopiero w VI wieku osiedli Pomo- 
rze Bałtyckie, w takim razie wypadałoby podania duńskie odnieść do VI i VII w., 
ale to niemożebne, ponieważ o zajściacli ze Słowianami sagi duńskie poczynają mó- 
wić od czasu Odina, przybycie którego do Skandynawii erudyci dopuszczają nie 
później, jak w II w., a zatem podania o słowianach sa wcześniejsze niż z VI wieku. 

^') Gdzie była Reidgotija? Najprzód wypisujemy wzmianki dawnycli podań. 
Tunc temporis Reidgothia appellata fuit, nunc Jociji dicuntur (Antiquites Russes I. 
68), Reidgotland omnes insulae Eygotoland dicebantur, quod nunc (w XIII w,) 
imperium Danorum et Suionum vocatur (Antiq, Rus. I. 64). Vinlandia quae prOxi- 
ma Reidgothim jacet (Hervarsagaj w Antiq. Rus. 174). Reidgothia et Hunnia ho- 
die Germania appelari dicuntur (Antiq. Rus. 208). Reidgothia Połoniae ab oriente 
adjacens occurit. — Reidgothia vero contines Daniae sive Jotia (Jótland) significata 
sit (Scrip historica Islandorum. Tom XII. str 488). Ztąd badacze Reidgotiję upa- 
trują w Jutlandyi, mniemając, że tam niegdyś siedzieli Goty, od których nazwa kraju 
została. Barthold nazwę Reidgotji widzi w Reith-Gothland, co oznaczało stały lad, 
w odróżnienie od wysp pobrzeży skandynawskich i z czasem przez Normanów prze- 
niesione zostało na Jutlandyję (Gesch. Riigen u. Pommern I, 198). Depping znaj- 
duje Reidgotiję przy ujściu Wisły (Histoire des expeditions maritimes des Nor- 
mandes 32). Szajnocha, przypomniawszy pieśń podróżnika anglosaskiego, gdzie mowa 
o lired-Gotach nad Wisłą, mniema „iż okolice przy ujściu Wisły i dalej na wschód 
leżące, miały niegdyś nazwę Rgidgothyi," Nazwa Reidgothia, złożona je»t z na/-\vy 



wania poniósł straszna kieskę w bitwie przy Brilwale ze Szwedami 
i Norwegami. Słowianie pomagali Danom. Dziewica słowiańska 
Wisna, surowa i przyzwyczajona do wojny, prowadziła cały pólk 
Słowian, odróżniającycłi sie od reszty wojska zbroją i orężem. 
Słowianie mieli tarcze miedzianej barwy i długie miecze. Wal- 
cząc, zarzucali tarcze na plecy, albo oddawali je pacłiołkom i z od- 
krytemi piersiami rzucali sie na wrogów, wystawując na ciosy 
obnażone ciało. Słowianie bili sie zapamiętale, Wisna niosła cho- 
rągiew wojska duńskiego, bitwa była mordercza, lecz w końcu 
nieprzyjaciel zwyciężył i Harald poległ (około r. 715).^^) Wkrótce 
potem poczęła się wojna Danów ze Słowianami, którzy po dro- 
bnych utarczkach, przedsięwzięli wielką wyprawę do Jutlandyi, 
lecz bez jednego ogólnego wodza, bez spoistości działań, niczego 
dopiąć nie mogli. Doświadczenie zniewoliło ich wybrać sobie 
wodza i wtedy dopiero nastąpiło ogromne powodzenie. Odtąd 
nic już nie mogło wstrzymać potoku sił słowiańskich. W Jut- 



Golów używanej wielokrotnie o Danach i przymiotnika celer, vclox = szybki, rączy, 
w północnych narzeczach reid, albo hred. Był to ulubiony przydomek ludzi bzla- 
chctnych i walecznych. Ztąd pod Reidgothia rozumie sie niejako druga Dania, czyli 
kraj szybkich Danów, Hread-Gotów przy ujściu Wisły (Lechicki początek rolski. 
Część druga III. str. 139, 140 Tomu IV). Ililferding Reidgosti szukał w Rado- 
goszczu głównym grodzie Lutyków, mniemając, że mógł być czas liróllciego pano- 
wania Danów nad Słowianami, a kiedy Słowianie zostali niepodległymi, zapomniano 
o panowaniu Danów i o tern co się zwało Reidgotią, „lecz pamiętając, że Jutlan- 
dyja należała do Danii, nazwę Reidgotii na nią przeniesiono i dopiero poczęto wspo- 
minać Gotów, których w Jutlandyi nigdy nie było (IIcT. EaJl. Cjiau. 60, 61). Że 
nazwa Radogoszcza w mowie sliandynawskićj mogła się zmienić w Reidgotią, to 
możebne, ale żeby Dani panowali w Radogoszczu i to jeszcze w VII[ w., pozoru 
na to niema. Bitwa Briiwalska (około r. 715) zaszła wtedy, kiedy Lutycy byli silni 
i bezwątpienia nie pozwolilil:)y Danom wśród liłot, jeziorni lasów dojść aż do świę- 
tego grodu Radogos/.c/a. 

^^) O bitwie Briiwalskiej, oprócz Sa.\ona Gramm. lib. VIII. p. 143, podania 
w Antiquites Russes I. yi- — 83. 

O czasie zajścia tej bitwy różne były zdania. Powszechnie naznaczano r. 735 
(Barlhold. Gesch. Rug. u, Pom. I. 203), ale według uwagi Krusego, w takim razie 
Harald Hiłdetand podczas Briiwalskiej bitwy miałby 135 lat. Kruse mniema, że 
rok tej bitwy nic może być późniejszym nad r. 715. Yerbesserungen zu der Stamm- 
taffel des Russischen Grossfiirsten Rurik, w Memoire de la societe royale des anti- 
<iuaires du Nonl 1845 — 1849. Copenhague, p. 79. 



landyi Dani' pobici, ciaśnina Beltu nie wstrzymała zapędu rozju- 
szonych tłumów. Słowianie wpadłszy na wyspę Fijonije, gromili 
Danów. Syn Siwarda Jarmerilś: ujęty w niewole króla Słowian 
Ismara. Dani zmuszeni zostali do płacenia Słowianom^ daniny. 
Ale Jarmerik, zdrada zabiwszy Ismara (Wyszemira?), uciekł do 
swej ojczyzny i oswobodził ja.'"-') 

3. Podania polskie. 

O wielkim napadzie Słowian na Danije podania wiadome 
były i polskim kronikarzom. Przyjmując polskich lechów za je- 
dno z lechami pomorskimi, mistrz Wincenty o świetnych czy- 
nach przodków swych wyraził sie następnie: „W poczet swycli 
zwycieztw zaliczyli także kraje zamorskich narodów. Nie tylko 
bowiem wszystkie z tej strony morza mieszkające ludy, lecz także 
duńskie wyspy pod swoje panowanie podbili; potężne ich woj- 
ska najprzód w morskich potyczkach zniszczyli, potem wdarłszy 
się na wyspy nad wszystkimi rozpostarli władzę i króla ich Ka- 
nuta do więzienia wtrącili. Pokonanym dano do wyboru, albo 
żeby na zawsze zobowiązali się daninę płacić, albo strój niewieści 
przybrali, obyczajem niewiast włosy zapuścili, na znak ich nie- 
wieściego niedołęstwa." -f*) Mamy więc dwóch narodów podania, 
od których odrzuciwszy ubarwienia kronikarskie i króla Kanuta, 
zostanie fakt niezaprzeczony zwycięzkiej wyprawy Słowian po- 
morskich przeciw Danom.-'j Nastąpiło to prawdopodobnie po 



'9) Saxo Gram. lib. VIII. 154; JarmeridLs filius Sivardi, qui Ismarum regem 
Slavorum interfecit et terram vastavit. Petri Olai Chronica, apud Langeb. Scrip. 
rer. dan. I. I03. 

-**) Hi etiam transhnitimorum fines suae titulis victoriae asculpserunt. Non 
solum enim cismarinas undiąue nationes sed eciam Danoraarchiacas insulas suae 
conjecerant ditioni. Quarum non invalidas legiones prius navalibus fudere proeliis, 
deinde intimis insularum praecordiis infusi omnem clientulorum subiiciunt natio- 
nem. lege quoque ipsorum Canuto in vincula conjecto. . . . Mistrz. Wincenty I. 2, 
Bielowskiego M. P. II. 252—253. 

2') Jeszcze w r. 1809 Lelewel zauważał, źe to podanie jest powieścią po- 
morską i 2e „chyba Pomorzanie Lachowie z Danami walczyli i to nit- z Kanutem, 



lO 

bitwie Brawalskiej (około r, 715) t. j. w począlku VIII w,, bo 
wkrótce potem około połowy VIII w. według sag, znakomity 
król duński Ragnar Lodbrok przywrócił swa władze nad Sło- 
wianami i miał nawet panować nad Reidgotija i Windlandija.--) 
Ale takie podanie sag nie znajduje poparcia w dziejach, J\Iogłi 
Dani pograniczne z nimi okolice słowiańskie zmusić do płacenia 
daniny, mogły zajść boje, w którycti Ragnar Lodbrok trymfował 
nad Słowianami, ale do panowania jego nad Słowiańszczyzna nie 
przyszło. Pograniczni z Danami Słowianie (Wągry) w połowie 
VIII w. należeli do związku Obodrytów, którzy w tym czasie 
występują, jako lud niepodległy, silny, mający liczne wojsko wy- 
ćwiczone w bojacli z Danami i Saksami, a zatem o panowaniu 
Danów w VIII w^ nad Słowianami, zamieszkałymi na południe 
od r. Szlei, mowy być nie może.-'^) 



a z Sywardem i synem jego Jarmerykiem (Pol. W. Sr. I. II. i6 str. 184). Pó- 
źniej Bielowski zauważał, że imię Kanuta jest wtrętem XIV w., ale że pierwotnie 
było imię Aminty II, króla macedońskiego. Mon. Pol. I[. str. 253. 

-'^) Podanie to niepewne, według uwagi Hilferdinga, może l^yć prędzej po- 
wtórzeniem sag o Haraldzie Hildetandzie, aniżeli rzeczy wistem podaniem ludowem 
(IIcT. BujI. CjIUB. 64). Tymczasem niektórzy dziejopisowie chcieliby coś na tern 
podaniu fundować. Tak Szajnocha mniemał, że jeden ze zdobywców skandyna- 
wskicli, jak znakomity Ragnar Lodbrok, około połowy VIII w. panował od zatoki 
Finlandzkiej, wzdłuż całego Bałtyku, aż po Jutlandyję (Lechicki początek Polski 
w dziełach Szajnochy T. IV. s. 139). Podobne przypuszczenie żadnego poparcia 
w dziejacla nie znajduje, bo między Odra a Labą w VIII w. Dani najpewniej nie 
panowali. 

"•'') Co do panowania Danów w Reidgotii, litórej niewiadomo gdzie szukać, 
można zrobić następną uwagę. Podboje królów szwedzkich i duńskich skierowane 
były na zachód, ale Harald Hildetand i Ragnar Lodbrok czynili zabory w pań- 
stwie wschodnim (Osterwiig albo Osterrike), co w owe wieki oznaczało kraje leżące 
za morzem Baltyckiem. Saga Ynglinga przypominała Skandynawom kraj im niegdyś 
wiadomy, z którego wyszedł Odin. To dało powód wychodźstwa do kraju Wannów, 
z czasem i Rurika do Nowgorodu. Geyer. Histoire de Suede, przekład francuzki, 
1839, s. 16, 17. Nie czyniąc dalszych wniosliów, zaznaczam, że w XIII w. Now- 
gorod Wielki zawierał traktaty „z Rigoju i Gotskim beregom." A jakby oddawna 
brzegi bałtyckie koło Rygi zwały się gotskimi, objaśnienia nie znajduję. Niekonie- 
cznie więc Reidgotia była w Jutłandyi na zachód od Danii, mogła być i na wscho- 
dzie. Podobne przypuszczenie zdaje się potwierdzać podanie wieków średnich: „ab 
orientali Poloniae parte Reidgotia et Hunnia." Annotations Geographiąues, tirees 
du livre de Hauk Erlendson. w Antiquites Russes, Tom II. 1852. p. 438. 



1 1 



4. Osady Wefetów w Brytanii i Batawii. 

Podczas, gdy Dani napierali na Słowian pomorskich z pół- 
nocy, Saksy wyrządzali im psoty przy ujściach Laby.-*) Ale żą- 
dza grabieży pociągała Saksów dalej na zachód, bo tam można 
było więcej zdobyć łupów niż w ubogiej Słowiańszczyznie. Aż 
nareszcie, upatrzywszy dogodną porę do grabieży pięknie przez 
Rzymian zagospodarowanej Brytanii, Saksy z Anglami, pod wo- 
dzą Hengista i Horsy przedsięwzięli wyprawę do tej krainy 
(449 — 455). Zachowało się podanie, że wspólnie z Saksami i An- 
glami,* w wyprawie do Brytanii uczestniczyli i Welety,-'^) pobyt 
których w południowej części wzmiankowanej krainy, poświad- 
czają nazwy Wiitsaeten, później hrabstwo Wiltunschi- 
re, tudzież miasta Wiltun, teraz Wilton, mieszkańcy którego 
zwali się W i 1 1 u n i , W i 1 1 u n i c i.-") Wreszcie w dawnej mo- 
wie anglo- saskiej plątały się wyrazy słowiańskie, wskazujące, że 
w mieszaninie różnoplemiennej ludności Anglii, nie brakowało 
i słowiańskiego żywiołu.-") 

Pewniejsze wiadomości znajdujemy o Weletach w Batawii 
osiadłych. Tam, według zapewnienia Bedy (735), na urządzenie 
biskupiej stolicy, mianowanemu w r. 6g6 arcybiskupem Fryzów 
Wilibrordowi, Pepin Heristalski przeznaczył „swój sławny zamek, 
który u tych ludów po dawnemu zwie się W i 1 1 a b u r g , t. j. 



I 



-*) o Przybyciu Saksów do krainy Hadeln, porów, wyżej t. I. s. i8l. 

-'') Chronica de Trajecto et ejus episcopat-i, in Matthaei. Yeteris aevi ana- 
lecta, ed. 1738 tom V p. 305, ed. 1709 tom IX. Obszerniej o tej kronice powiem 
niżej. 

2*') Według wzmiankowanej wyżej kroniki utrechtskiej (Traiecto), z XV w. 
Juliusz Cezar wojował z Weletami - Słowianami w Brytanii i zabił ich wodza Bra- 
bana. Potem imperator Klaudiusz wojował „cum Slavis" et Wilten, aż nareszcie ci 
Wilty napadli na Batawije i, opanowawszy ja w I w., zbudowali castellum Wilten- 
burch. Czerpiąc w XV w. z podań ludowych, a zapewno i z jakichś zapisków, kro- 
nikarz naplótł tyle bajek, że z opowiadania jego nic wiarogodnego o osiedleniu AVe- 
letów w Batawii wyciągnąć nie możemy. Badacze mniemają, że prędzej Welcty 
mogli dostać sie z Batawii do Brytanii, niż na odwrót. 

-') Szafarzyk. Staroż. Słowniań. § 44 s, 593. 



12 

grodem W i 1 1 ó w, a w mowie gallskiej Traiectum.''-*) A cho- 
ciaż Beda pomieszał dwa różne miasta, bo Wiltaburg leżał po 
lewej stronie Renu w oddaleniu od Traiectum, z prawej strony 
rzeki tej położonego,-'-') podana jednak przez niego wiadomość 
o Weletacli osiadły cli nad Renem nie ulega wątpliwości.^'') W ja- 
kim że czasie staćby się to mogło? Jeśliby dać wiarę kronikarzowi 
utrecłitskiemu, wypadałoby osiedlenie Weletów w Batawii od- 
nieść do I w. naszej ery, ale ten kronikarz opowiadanie swe w tak 
wątpliwej formie przedstawił, że wszystko, co o Weletach po- 
wiedział podobne raczej do bajki, niż do prawdy.^') Według 
niego, Słowianie Welety byli bardzo mężni, żyli jednak w zgo- 
dzie z sąsiednimi Fryzami i Saksami, wspólnie z nimi wybierali 
wodza, stanowiąc związek, centrem którego był Wiltaburg już 
w III w. Później te trzy ludy współnie walczyły przeciw królom 
Franków Klotaryuszowi i Dagobertowi, aż do podbicia icłi 
przez ostatniego. A gdy już Fryzia i Slawia stały sie Francyą, 
Oryentalna, arcybiskup Wilibrord, za czasów Pepina, poświecił 
kościół w starożytnym grodzie Slawenburgu, później prze- 
zwanym VI a erd i n ge n.'^-) Mamy wiec jeszcze drugi staroży- 



*•*) In castello suo illustri, quod aiitiquo gentium vocabulo Yiltaburg, id fbt 
oppidum Wiltorum, lingua autem gallica Traiectum vocatur. Beda Yenerabilis. Hi- 
storia ecclesiastica gentis Anglorum. ed. 1644. lib. V cap. 12 p. 410, 

^^) Omyłkę Bedy dawno już zauważano; położenie Wiltaburga dokładnie 
oznaczono na mapacłi Hollandyi, w Altinga, Descriptio agri Batavi et Frisii. 1697, 

^^) Przynależność batawskicłi Weletów do Słowian, próbował zaprzeczyć 
w XVII w. Alting, w Descriptio agri Batavi 1697, p. 205 — 207, ale rozumowanie 
jego odparł już zwyciezko Seger w Acta Societatis Jablonovianae. 1772, s. 170 — 2. 

*^) An. 65. Slavi et Vilti Anthonłam vastaverant. ; an, 86 congregati sunt 
Vilti hoc est, illi de aąuilonari Hollandia et Slavi potenti raanu, et obsiderunt Au- 
honiam et vastaveraut eam, et construxerunt ibidem... castellum . . . Yiltenbiirch, et 
habitaverant ibi, w Matthaei. Yeteris aevi analecta. 1738. Y p. 305. Według 
kroniki Gerarda Lacerv'a (Gouda 1478), rzymski rycerz Antonius w r. 65, zbudował 
miasto Utrecli, które Wilty zdobywszy Wiltenburgłem nazwali. Yan-Kampen. 
Geschichte der Niederlande. Hamburg 1831, tom I. sl 58. 

^^) Yilibrordus dedicavit ecclesiam apud antiąuam Slavenburch, quae 
nunc Yleerdingen est; in Matthaei. Yet. aevi anal. Y 310. Do tego Yan-Kampen 
zrobił uwagę: die Sagę, dass das alte Ylaardingen an der Miindung der Maas von 
Slaven erbaut sein und den Namen Slavenburg gefiihrt haben soli, "kómmt uns sehr 
yerdiichtig vor, Das jedoch ein Slavischer Stamm die Wilten oder Wiltzen in Siid- 



— 13 — 

tny gród słowiański w Hollandyi, gdy tymczasem o grodach Fry- 
zów i Saksów nad dolnym Renem w VII w. nigdzie ani wzmianki. 
I nic w tem dziwnego nie ma, albowiem za czasów pogaństwa 
Teutoni własnych miast nie mieli, a Słowńanie zawsze byli budo- 
wniczymi gordów, bez których żadne społeczno-polityczne zje- 
dnoczenie obejść sie nie mogło. Jakby na ukończenie sprawy 
o Weletech w Hollandyi, kronikarz utrechtski pod r. 752 zapisał, że 
Św. Bonifacy apostoł Niemiec, posłał 30 missionarzy do S 1 a w i i 
(we Fryzyi) i sam dla nawrócenia niewiernych pospieszył, lecz 
ci go zamordowali. Inne źródła zamordowanie św. Bonifacego 
przypisują Fryzom. Któż błąd popełnił, czy latopisiec utrechtski, 
czy inni pisarze pomieszawszy Słowian z Fryzami? Dla nas zo- 
staje fakt o kilkuwiekowym pobycie w Hollandyi Słowian Wele- 
tów, jako osobnej od Fryzów narodowości, co poświadczają nazwy 
miejscowe,^"^) jak równie w dawnej, holenderskiej mowie wy- 
razy słowiańskie.^^) 

Osiedlenie Weletów w Batawii, według mniemania badaczy, 
mogło stać sie w IV lub V w., posunięciem się ich od dolnej 
Ł^by na zachód,-'^) albo wyprawą morską ku ujściom Renu, 
gdzie w celach kupieckich zbudowali Wiltenburg i w nim osie- 
dli.-"*) Nie mając do objaśnienia w tej kestyi żadnych wskazówek. 



hoUand oder Utrecht gewohnt liabe, beruht auf mehreren Zeugnissen und Ortsnamen. 
Man hat noch ein W i 1 t s w e e n in der Prowinz Holland .... Gescliichte der 
Niederlande I s. 58. 

*'') W objaśnieniach do kroniki ulrechtskiej. wydawca przytoczył dokument 
r. 1 169, z którego dowiadujemy sie, że obok Wiltenburga leżały w ów czas osady: 
W o d e n i e c i L e p i c a. (Matthaei Vetr. aevi anal. V 307). W dokumencie 
1144 r. wzmiankują się Wiltsween, Wilta, "W a 1 s u m u Dinstlacena; w in- 
nych źródłach: Slota w pobliżu Amsterdamu nad zatoką, "W i s p e i Hudna 
nad Wechtem, Horna na północ od Amsterdamu, przy zatoce; Nardina na 
wschód od Amsterdamu przy zatoce; wyspa Witle raczej Wilta przy ujściu Mo- 
zeli (Alting. Descriptio agri Balavi 307); Seger przytacza jeszcze nazwy, jalco sło- 
wiańskie: Sueta, Zwoła, Horsta, Hun na, Wał eh aria, W e n d e 1- 
d yk i t. d. Acta Socict. Jablonov. 1772 p. 172. 

^*) Szafarzyk. Star. Slow. § 44 s. 592. 

■'•'^) Tamże. 593. 

««j Hilferding. IIcT. Ea.T. C.i;iB. 68. 



— 14 — 

przytaczamy następna konjekture. Na niewielkiej przestrzeni 
między dolnym Renem a Wezerą, znajdujemy w kilku miejscach 
ślady pobytu Słowian. Naprzód w Batawii Weletów, o których 
rzecz idzie, potem okolicę, słowiańską przy m. Paderborn, mie- 
szkańcy której dotąd zowią się U e k e r - W a 1 e n , dalej po dro- 
dze z Limburga do Siegen okolicę Hiekengrund, mieszkańcy 
której używają dotąd niezrozumiałej Niemcom mowy, nakoniec 
w księstwie Lipę, nad rzeką Bega, miasta L e m g o całkiem nie- 
gdyś przez Słowian zamieszkałe.-'') Wreszcie nazwy miejscowe 
w tej stronie'*'^) wyraźnie wskazują, że między Wezerą a dolnym 
Renem, żywioł słowiański szerzył się w starożytności. Ale tam 
już za czasów Chrystusa siedzieli Teutoni! Gdy jednak przypo- 
mnimy to, co powiedzieliśmy wyżej o ciągłym napływie Teuto- 
nów ze Skandynawii do Germanii"^) wypadnie przyznać, że albo 
Słowianie wcześniej je.szcze siedlili się w tych stronach, albo że 
w niezaludnionym kraju było dość miejsca dla osadnictwa dwóch 
narodów, pierwotne stosunki których między sobą głęboka taje- 
mnica pokrywa. A gdy, ze wzrostem monarchii Franków w VI 
w., Saksy nie mogli już szerzyć swych zdobyczy nad Renem, żą- 
dza grabieży podniecała ich do wdzierstw na ziemie słowiańskie 
nad dolną Łabą. Sprzymierzywszy się więc z Frankami w r. 530 
Saksy zniszczyli państwo Durzyńców i zabrali ich ziemie aż do 



'') O tych miejscowościach powiedziano wyżej, tom II s. 568. 

^*) Rzeka W a r m e nowa stanowiła południowa granica „Starożytnej ziemi 
Saksów," (wyżej, tom II s. 270). — Do Renu, wpadające rzeki: Weschniz, Lahn 
(dawniej Loyna), z dopływami Biber i Wiera; Wipper (Wiepr), Lippe (Li- 
pia). Do Fuldy Eder, dawniej Adorna. Do Molianu: Nida z poboczną Nid- 
der, Kinzig: z dopływami Salzaha, Steinaha. Brachtaha, Orbaha i t. d. 
(wyżej tom II 160, 168). Oprócz tego: Wilcesburg r. 782 w Kasselskim obwo- 
dzie (Wenk, Hessische Landesgescli, N 9) i za Renem: Wilcenburg w Trewir- 
skim obwodzie i Wilzenberg pod Birkenfeld. Według niemiecliich badaczy Wil- 
cesburg r. 782 poprawniej ma być Wilbberg i pochodzić albo od walde, silva, vildi 
silvaticus, albo od imienia osoby (Arnold. Ansiedelungen. 334). Etymologia wido- 
cznie naciągnięta. Być może powyższe Wilcesburgi VIII w., kiedy u Niemców 
miast jeszcze nie było, okażą się słowiańskimi grodami, ale obecnie, nie mając pe- 
wnych dowodów, twierdzić tego nie mamy podstawy. 
•'") Szcy.ególy, wyżćj lom I s. 176 — 182. 



__ 15 _ 

rzek Unstruty i Ory, przez co wzmocnili swe stanowisko na za- 
chód od ujścia Łaby.^") Zostawało im dokonać to samo z pół- 
nocnej strony tej rzeki. 

5. Napór Saksów. Wywyższenie Wągrów. Przewaga Obodrytów. 

Kraj położony miedzy dolną Łabą a Szleją później Nordal- 
bingią zwany, najwięcej był wystawiony na napady nieprzyjaciół. 
Saksy starali się coraz więcej ziemi zachwycić: Słowianie swej 
własności bronili. Wojna podjazdowa, grabież, uprowadzenie lu- 
dzi w niewolę, wreszcie nałożenie daniny na pokonanego, zapa- 
lały oba narody do nowych przedsięwzięć, do odwetu. Adam 
Bremeński w XI w. opisując dawną granicę Nordalbingów od 
Słowian, zatrzymał uwagę nad jeziorkiem Agrimisvindil, teraz 
Stoeksee. Przy tem jeziorku, powiada Adam, bił się niegdyś 
Burwido ze Słowianinem, w pojedynku zabił go i na tem miej- 
scu położono kamień na pamiątkę.^') Takich zajść między 
Słowianami i Saksami musiało być dużo, jak podobnie bywa 
u ludów żyjących w pierwotnej prostocie. Ztąd rosły podania 
i bohatyrowie, którzy naśladowców znajdywali, krew bowiem 
w obronie ojczystej ziemi przelana wywoływała u Słowian zawsze 
i wszędzie nowe poświęcenie się, podniecała nowe pokolenia do 
odwetu za krzywdy praojców. 

Wysunięci najwięcej na zachód Wągry musieli dźwigać 
cały ciężar wojny z Saksami i Danami. Opanowanie przez Sak- 
sów ujścia Łaby, a przez Danów okolic r. Szlei wskazuje, że 
w pierwsze czasy starcia się z nieprzyjaciółmi, Wągry nie umieli 
bronić się i to potwierdzają sagi, mówiąc, że Słowianie walczyli 
■bez naczelników i bez związku ich działań. Długa wojna i kie- 
pski nauczyły Wągrów, jak wojnę prowadzić wypadało. Poczęli, 
[według sag, wybierać sobie wodzów i wtedy dopiero lepiej po- 



40j Wyżćj, tom I. s. 231. 

^') Adam II, 15. Aj^rimessindil . . . ubi et Biirvi(lo fecit diiellum contra 
campionem Sclarorum interfec^tcine enm et laj is in eodem loco positus cst iii me- 
moriam. 



— i6 — 

szło. A że tak było w istocie, świadczą następne słowa Hel- 
molda. ,.Kraj Wągrów był niegdyś zamieszkały przez najdziel- 
niejszycłi mężów, znajdując się bowiem na przodzie całej Sło- 
wiańszczyzny, miał za sąsiedztwo duńskie lub saskie ludy i wszyst- 
kie wojenne napady lub sam najprzód czynił, lab od innych je 
wytrzymywać musiał.""*-) Wojna więc rozbudziła życie u Wą- 
grów, natclmęła koniecznością ustanowienia władzy i ..tacy by- 
wali u nicli niekiedy królowie, że panowali nad całym krajem 
Obodrytów, Chyżanów i nawet tycli Słowian, którzy jeszcze bar- 
dziej odległymi byli."^^) Musiało to być jednak bardzo dawno, 
albowiem w VIII w. Obodryci nie tylko nie zależeli od Wągrów, 
lecz owszem sami, stanąwszy na czele związku łudów, rządzili 
i krainą Wągrów, o których dzieje milczą aż do XII w. Jakim 
sposobem Obodryci wzięli przewagę nad Wągrami — wiadomo- 
ści znikąd niema, lecz zapewno nie obeszło się bez przemocy orę- 
żnej, bez wpływu stronnictwa księcia, który w YIII w. występuje 
jako przewódzca sił związku obodryckiego i wcześnie wchodzi 
w przyjazne stosunki z Frankami. 

§ 30. 

Słowiańszczyzna nad-dunajska w VI — VIII w. 

I. Stan kraju w VI w. Najazdy Longobardów i Awarów. 

Po upadku władzy rzymskiej i opanowaniu przez Niemców 
bogatych miast rzymskich w Noryku i nad górnym Dunajem aż 
do Pasowa, w końcu V w., a wkrótce potem, po podbiciu Durzyń- 
ców przez Franków i Saksów r. 531, Słowiańszczyzna straciła 
obszerną terrytoryję, na której teraz mieszczą się Bawarya i Tu- 
ryngia, Królowie Franków, umocowawszy się nad Menem i Win- 
dą (Unstrutem), podbijali powoli drobnych książąt niemieckich 
nad górnym Dunajem i Renem, szerząc tym sposobem panowa- 



<■-) Ilclmoia, I, 12. 
■•■') Ibid. 



— 17 — 

nie swoje na ziemiach słowiańskich, aż do Czeskiego lasu i wierz- 
chowin Sola wy. 

Nad środkowym Dunajem od czasu Atyli nie było spokoju. 
Rzadko znajdywał sie gdziekolwiek kraj tak mocno opustoszony 
jak Pannonija, w której Goty, trzymając stanowiska, łupieżyli są- 
siadów, aż nim nie przyszło im do głowy opuścić zniszczona 
Pannonije i wynieść sie do Italii (r. 486). Lecz na ich miejsce 
zjawili zie Longobardy. Wałęsając sie długi czas po niewiado- 
mych szlakach, Longobardy w końcu V wieku ukazali sie nad 
Dunajem, gdzie pobiwszy Herulów (r. 497), osiedli r. 526 na zie- 
miach Rakusów, w tak zwanym Rugilandzie,^) przez namowę 
imperatora Justiniana,-') dla powściągania Słowaków, których 
wzrastająca od czasów Atyli potęga, zagrażała granicom cesar- 
stwa Wschodniego. Nad Słowakami (Gepidami),-'') po śmierci 
Turizenda, panował Kunimund,*) pałający żądzą odwetu Longo- 
bardom za doznane od nich krzywdy. Wódz Longobardów Al- 
boin, także nienawidząc Kunimunda, szukał zręczności do napadu 
na niego, ale Słowacy byli silni, zaczepiać ich było niebezpie- 
cznie. Alboin szukał sprzymierzeńców. 

Tymczasem, w podbitej przez Franków i Saksów, Słowian- 
szczyźnie działy sie okropne rzeczy. Saksy mordowali lechów, 
ujarzmiali ludinów (litów), wyzuwali ludność miejscową z posia- 
dłości ziemskiej. Franki nie mieli wprawdzie potrzeby chwytać 
się podobnych środków, bo ziemi dla osiedlenia się znajdowali 
podostatek w Gallii, a w ludziach swego rodu czuli potrzebę 
dla wzmocnienia swych stanowisk nad Renem. Nie było więc 



') O pochodzeniu Longobardów wyżej i< 8, VI. O Rugilandzie Ł; 8, III, ą, 
f także tom II, s. 104. 

^) An. 549 Justinianus urbem Noricum ac Pannoniae munitiones alicjiie loca 
;Longobardis donavit. Procop de bello Goth . . . u Striltera. Dacica § 21. 

') Zamiast nazwy Gepidów, używam; Słowaków. Porów, dzieła tego Tom 
^11, s. 92. 

■*) Niekoniecznie Kunimund ma być imieniem nicmiecliiem, jak sie wiciu 
zdaje. U Litwinów: Narymund, Skirmund. Jamnnd, Alimund i wiele innych podo- 
bnych imion wiatlomc Ijyly od dawna. 

Tom m. 2 



powodu Frankom rugować ludność miejscową ż ziemi, lub mof' 
dować ją, ale pozbawienie praw obywatelskich, poddanie ludu 
miejscowego pod absolutne rządy grafów, były następstwem pod- 
boju, w skutek którego tylko zwycięzcy liczyli się pełnoprawymi 
obywatelami kraju, a zwyciężeni zostawali na łasce zwycięzcy. Mu- 
sieli jednak Durzyńcy, w dzielnicy frankskiej, czuć mocno utratę 
niepodległości, gdy podczas powstania Saksów przeciw Klota- 
riuszowi (r. 555), ludini (liti), nie zważając na nienawiść do Sa- 
ksów, przyjęli udział w powstaniu, za co Klotariusz spustoszył 
Durzyńsko.'"') Później Saksy, odmówiwszy Klotariuszowi trybutu, 
wywołali nową wojnę z rożnem szczęściem prowadzoną i aż do 
Renu szerzyli łupieże,") ale wrogami Słowian być nie przestali. 

Był to czas bardzo nieszczęśliwy dla Słowian zachodnich. 
Durzyńcy stękali pod przemocą i uciskiem Saksów. Słowianie 
z nad Menu i wierzchowin Dunaju musieli znosić absolutne rządy 
grafów frankskich i drobnych książąt niemieckich. Słowianie 
w Noryku i Recyi byli gnieceni nawałą Niemców, którym za- 
chciało się moczary i piaski północnej Germanii zamienić na 
siedliska w Alpach, a tu jeszcze włóczęgi I.ongobardy spokój 
W Rakusach zakłócili. Nie dość tego! Horda Awarów z 20,000 
złożona, uchodząc od tureckiego pogromu, ze wschodu na zie- 
mie słowiańskie przybyła około r. 530. Łupieżąc w okolicach 
Karpatów, Awarowie po niewiadomych drogach dobiegli daleko 
na. zachód i w r. 561, po śmierci Klotariusza, napadli na Turyn- 
giję, którą Lotariusz ledwo co przed tern, jako buntowniczy kraj 
spustoszył. Następca Klotariusza Sigbert, według zapewnienia 



•^) Saxonum et Francorum amicitia post obitum Thiedorici (Tierrego) forte 
non diuturna fuit, si quidem jam anno 556 lites in bello erupere, cui etiarti non 
sine insigni clade immitisti Thuringi, Aimoinus, II, 27. O temże Marcellinus Co- 
mes r. 556 pisał pod r. 553: Hlolarius ipse Saxones rebellantes juxta Yeseram flu- 
vium magna cedae domuit et Thuringiam pervasam devastavit. Chronić. 

Gregorius Turonensis 1. IV, c. 10 także świadczy, że Klotariusz, idąc na 
poskromienie Saksów, spustoszył Turyngiję za pomoc okazaną Saksom, ale o litach 
nie Wzmiankuje. Zdarzenie to wydawcy Grzegorza odnoszą do r. 555« 

"^ Gregor. Tur. IV, c. 14, 16. Marcellinus Comes. Chronić, pod r. 555, 556. 



— 19 — 

kronikarzy, pobił Awarów nad Łabą r. 562,") ale cóż znaczy wy- 
maganie Bajana, aby Sigbert dostarczył żywności Awarom, po 
otrzymaniu której dopiero Bajan ustąpił.^) W kilka lat- później 
Awarowie znowu napadli na Turyngije, pobili i do niewoli ujęli 
Sigberta (r. 567), którego Bajan uwolnił po otrzymaniu znacznego 
wykupu. Poczem Bajan i Sigbert żyli w zgodzie.^) 

2. Zmowa Alboina z Bajanem przeciw Słowakom. Wyjście Longobardów 

do Italii (r. 568). 

Świetne powodzenie Bajana stawiło go wysoko w oczach 
takiegoż jak on łupieżnika Alboina. Dwaj włóczęgi, szukający 
łupów, przytułku i sławy, prędko się porozumieli i weszli w zmo- 
wę przeciw Słowakom, z tem, że w razie pokonania Słowaków 
(Gepidów), Alboin połowę zdobyczy i cały kraj słowacki ustąpi 
Bajanowi. Przerażony tą zmową Kunimund szukał wsparcia 
u imperatora wschodniego, obiecując ustąpić mu Śrem (Syrmiję), 
i cały kraj na południe od Drawy,'**) lecz gdy ten ociągał sie 
z nadesłaniem posiłków, Alboin napadł na Kunimunda, zabił go, 
z czaszki jego kazał zrobić sobie czaszę do napoju, a pozostałą 
po nim córkę jedynaczkę Rozamundę za małżonkę pojął. ^') Ta- 
kim sposobem państwo Słowaków (Gepidów), wzniesione usiło- 
waniem Ardaryka w r. 454, padło w r. 568 i odtąd Słowacy nie 
mieli już swych królów. Awary zajęli Pocisie t. j. porzecze Cissy 
od Karpat do Śremu. 

Zagrzany powodzeniem Alboin umyślił zrobić wyprawę do 
Italii, aby tam panowanie swoje założyć. Ustąpił więc Awarom 
Pannoniję, w której Longobardy 42 lat siedzieli, z warunkiem, 



') Gregor. Turonen. IV. 23, jako dziejopis Franków może i ubarwił zwy- 
cieztwo niepewne. 

"1 Menander, excerpta. 23. 

") Gregor. Turon. IV. 29. 

'*) Menander, excerpta. 24, 25, 26. 

") Chronicon Gothanum, w Origo gentis Longobardorum. U Pertza. Mon. 
Ger. T. IV. p. 644. 

3* 



20 

Że jeśliby kiedy Longobardom wypadło powrócić, Awarowie 
ustąpią im ten kraj bez boju.^-) Los sprzyjał Alboinowi w Italii, 
umocował się tam i zawsze zostawał w przyjacielskich stosun- 
kach z Bajanem, wspólnie trzymając się przeciw cesarstwu Wscho- 
dniemu i Frankom. 

3. Zwierzchnictwo Awarów w Słowiańszczyżnie. Powstanie Słowian. 
Samo. król słowiański (r. 627). 

Zająwszy Pannoniję, Awarowie trzymali w swych rękach 
Dunaj od granic bawarskich aż do Śremu (Syrmi), a umoco- 
wawszy się w swych obozach, hringach, nad Dunajem, rozkazy- 
wali ludom na południe od Karpatów zamieszkałym. Z tych obo- 
zów trzęśli oni potęgą cesarstwa Wschodniego i mocno napierali 
na Turyngiję, do której wodzowie Bajana skuteczne przedsiębrali 
wyprawy i jeszcze w r. 596 otrzymali opłatę od Franków.^'') 
Oczywiście garstka Awarów nie mogłaby nigdy nic podobnego 
dokonać, gdyby nie znajdywała poparcia w ludności miejscowej, 
gdyby Słowianie nie stawali ochoczo do ich szeregów. Łatwy 
wzrost potęgi awarskiej tłómaczy się spokojnem względem nich 
zachowaniem się Słowian, zagrożonych wdzierstwami Franków 
i Niemców. Los ujarzmionych Durzyńców, naddunajskich Ku- 
banów i innych w Bawarii ludów słowiańskich, nie mógł być 
obojętny Serbom, Czechom, Morawjanom, Rakusom. Przebiegi 
Awarów, wymożenie daniny, nawet złupieżenie okolicy niczem 
były w porównaniu z jarzmem franko-niemieckiem, z pozbawie- 
niem krajowców własności ziemskiej, a niekiedy i osobistej wol- 
ności. W obec tego Słowianie godzili się z A warami i do ich 
szeregów stawali. Upojeni wyższością wojenną nad Słowianami, 
Awarowie do boju stawiali ich w przednich szeregach, przez szy- 
derstwo nazywając ludem dwojego wsparcia (befulci), dla tego 



*2) Chronicoii Gothanum jak wyżej. M. G. IV. p. 644. 

'■') Pauli Warnefridi, diaconi. De Geslis Longobardorum. ed. Hamburgi 
161 1, lib. IV. cap. 12. 



21 

niby, że ci Słowianie nie mogli zejść z placu, mając w tyle Awa- 
rów, którzy w razie niepowodzenia, w ostatniej potrzebie pomoc 
nieśli. Zarozumiałość Awarów i gwałty przez nich czynione żo- 
nom i córkom słowiańskim, nieprzyjaźnie usposabiały ku nim 
ludność miejscową. Według powieści współczesnego mniclia Fre- 
degara, synowie Awarów z niewiast słowiańskicli zrodzeni, nie 
mogąc znieść uciążliwego postępowania xA.warów, odmówili im 
posłuszeństwa i rozpoczęli powstanie. Przybyły w tym czasie do 
kraju Słow^ian, w celach handlowych kupiec Samo z towarzy- 
szami,^*) przyłączył się do powstańców, walecznością swą wzbu- 
dził ogólne podziwienie i pomógł do zwyciężenia Awarów. Sło- 
wianie przez wdzięczność wybrali go swym królem ^^) r. 627. 

4. Walka Słowian z Frankami (r. 630). Derwan serbski. Radulf wiel- 
korządca Turyngii sprzymierza się ze Słowianami (r. 641). Zgon Samona 
i upadek jego państwa (r. 662). Przewaga Franków. 

Dzieje nie wspominają gdzie było ognisko państwa Samo- 
wego, domysłowo tylko, z niektórych napomknień wnieść można, 
że Morawy i Czechy były jądrem jego królestwa,*^) atoli rzecz 
pewna, że jak Morawianie, Czechowie, tak równie i Słowianie 
illyryjscy. Łużyczanie, Slęzanie, Serby, Pomohanie, Poradnicza- 
nie, prawdopodobnie aż do Durzyńskiego lasu ze swoimi lechami 
i zwierzchnikami w krótkim czasie weszli do składu nowo za- 
wiązanego państwa. Ale państwo to, w kolebce swej miało już 
gotowego wroga we Frankach, którzy, jak się zdaje, szukali 
powodu do wojny. Powód podali sami Słowianie ograbiwszy 



^^) z Sennonagus pagus, który według objaśnienia Dom-Ruinarta, w wie- 
kach średnich zwał sie Sonegi, Sennonegia. Ślady tej nazwy przechowują sie dotąd 
w nazwie lasu Soigne i miasta Soignies 015 kilometrów na północ-zachód od Mons 
w Belgii. Chronique de Fredegaire, przekład Gizot'a r. 1861. T. II. str. 471. Pe- 
wniej jednak, według uwagi Palackifigo, Samo pochodził z Weletów, w Batawii za- 
mieszkałych. 

''•) Fredegar. Chronicon 48; Lelewel. Narody YIII, 27. 

'«) Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów Pol. r. 1850, str. 470. — S/a- 
farzyk. St. Sł. § 39. 2. 



22 

i pozabijawszy kupców frankskich. Poseł Dagoberta, króla Au- 
strazyi, Sichar długo nie mogąc zyskać posłuchania u Samona, 
przebrał się w strój narodowy słowiański i niespodzianie przed 
nim stanął. Na zaniesiona przez niego skargę Samo .oświadczył, 
że gotów jest wymierzyć sprawiedliwość, atoli wprzód chce wie- 
dzieć, jak dalece w zajściach z Frankami wina była po stronie 
Słowian, lub Franków? Sichar poczytując to za obrazę swego 
monarchy, zawołał: ,,i ziemia ta i lud ten poddane być winny 
panu memu." Z godnością- rzekł Samo: „ziemia ta i lud ten 
uznawać może pana twego o tyle, o ileby go przyjaźń ze mn^ 
łączyła." Ale Sichar z zapalczywością rzekł: „Niepodobieństwo, 
aby chrześcianie i słudzy boży w przyjaźń z psami wchodzili." 
„Jeśli jesteście sługami bożymi, a my psami bożemi, zawołał Sa- 
mo, wolno nam jest kąsać was, ilekroć przeciw woli bożej dzia- 
łacie," — poczem wypędził posła. Dowiedziawszy się o tem, Da- 
gobert uniósł się dumą i powołał całą Austrazyję przeciw Sa- 
monowi i Słowianom. Wojsko Franków trzema kolumnami cią- 
gnęło do krajów słowiańskich. Longobardy także na wezwanie 
wystąpili ze swych stanowisk w Italii, lecz Słowianie gotowali 
się do statecznego oporu. Jakiś oddział Alemannów, pod wodzą 
Kradoberta odniósł zwycięztwo, Longobardy także zwycięzko po- 
stępowali i mnóstwo jeńców chwytali, ale Austrazyanie okrąży- 
wszy Wogastisburg, ^ '^) gdzie w znacznej liczbie zamknęli się naj- 
waleczniejsi Słowianie, po trzydniowym boju zupełnie rozbici 
zostali; niedobitki ich ratowały się ucieczką, rzuciwszy obóz 
i rynsztunki wojenne r. 630, W pogoni za Frankami, Słowianie 
zniszczywszy mnogie okolice w Turyngii i sąsiednich krajach, 
wpadli do państwa Franków. Wtedy Derwan zwierzchnik Ser- 
bów, niegdyś podległych Frankom, z ludem swym poddał się 
pod władzę Samona. ^^) 

W dziejach nie objaśniono gdzieby mianowicie były posady 

*") Gdzie dziś Domażilice w Czechach, a według innych nad Dunajem w Ba- 
■waryi niedaleko Ingolstadu, patrz mapę w dziele Szembery. Zapadni Slovane. 
^*) Fredegar. Chroń 68. 



— 23 — 

Serbów, którym Derwan przewodził. Badacze, nie mając innych 
w tym względzie świadectw, szukają wsparcia u pisarza VI wieku 
Yibiusa Seąuestra, według którego Łaba dzieliła Swewów od 
Serbów, *'*) Z tego badacze wnioskują, że niegdyś Swewy mie- 
szkali na zachód od Laby, a na wschód o tej rzeki Serby i że 
z ustąpieniem w V wieku Swewów na zachód, Serby napłynęli 
do krainy miedzy Labą a Solawą.-") 

My tego domysłu przyjąć nie możemy, przesiedlania się 
Swewów i Serbów niedopuszczamy, będąc przekonani, że już za 
czasów Strabona i Tacyta, Serby między Solawą a Labą, dali się 
poznać pod nazwiskami drobnych plemion: Mogilanów i Sibinów — 
(Serbinów? ). Yibiusowi wdzięczni jesteśmy za wczesne wymówienie 
nazwy Serbów nadłabskich (Cervetiis), ale na zapisku jego nic 
opierać nie ważymy się. 

Serby byli częścią Swewów, do których mnóstwo innych 
ludów, aż do morza Bałtyckiego i Wisły należało, a z któregoby 
brzegu Laby Serby siedzieli, Vibius niepowiedział i dla tego z za- 
pisku jego nic wyciągnąć nie możemy."-') Późniejsze wiadomo- 
ści wskazują na krainę między Labą i Solawą, jako na ojczyznę 
Serbów, tak zwane Serbsko i niema wątpliwości, że z tej wła- 
śnie krainy, pogranicznej z Frankami (w Turyngii), Derwan hołd 
Samonowi złożył. ^^) 

Ledwo rok upłynął po bitwie Domażlickiej (Wogastisburg), 
a już Słowianie powtórnie łupieżyli w Durzyńsku (632) i dla ich 



I 



'*') Albis Germaniae Suevos a Servitus (w innych Cervetiis) dłvidit, mergitur 
in Oceanum. 

*0) Szafarzyk. Star. Słów. § 9, 4, {5 43, 3. 

2') Zapisek Yibiusa Sequestra, przez niego dla syna przeznaczony, nie celuje 
znajomością geografii. Łatanina na jaką zdobywali sie ludzie starożytni, pozbawieni 
możności zebrania pewnych wiadomości geograficznych, czyż może służyć za podsta- 
wę badań. Niektórzy (Lelewel) myślą, że Yibius pisał w III w. 

--) Powątpiewając, aby u Słowian istniało imię Derwan, Szafarzyk domyśla 
ie, że może nazwa ta omyłkowo napisana, zamiast książę Drewanow, gałęzi Serbów 
ałabskich; podobnie jak u Chorwatów był Chorwat, u Lechów Lech, u Czediów 
Czech. § 43, 3. Ależ Fredegar wyraźnie powiada: Dervanus dux gcntium Surbio- 
rum, qui ex gencre Sclavotum erant. Jasno i bez komentarza! 



— 24 — 

powściągTiienia, Dagobert, zebrawszy wojsko w Mecu, sam sta- 
nął na czele, przez Ardeny spieszył nad Ren, by dokonać prze- 
prawę pod Moguncyą. Wyborowi wojownicy Neustryi i Bur- 
gundyi ze swymi grafami, połączyli sie z posiłkami od Saksów, 
którzy za przyrzeczenie walczyć energicznie ze Słowianami, oswo- 
bodzeni zostali od corocznej daniny władzcom Franków 500 krów, 
do czego zobowiązani byli jeszcze za Klotariusza. Z niewiado- 
mych jednak powodów wyprawa ta niedoszła do skutku, a w na- 
stępnym r. 633 Słowianie, pod przewodnictwem Samona, opa- 
nowawszy całe Durzyńsko, ogromne spustoszenie w państwie 
Franków sprawili. Dagobert zamiast spiesznego pochodu dla 
wstrzymania nieprzyjaciela, wrócił do Mecu, gdzie za poradą bi- 
skupów, syna swego Sigberta mianował królem Austrazyi, ale 
wkrótce potem wielkorządzcą Durzyńska naznaczył Radulfa. Ten 
dał odpór Słowianom, lecz późnićj porozumiawszy się z nimi, po- 
wstał przeciw Sigbertowi, wojska jego pokonał i w taką wzbił się 
pychę, że się królem Turyngii uważał, a dla utrzymania zajętego 
stanowiska zawarł związek ze Słowianami^'') r. 641. 

Związane naprędce potężną wolą i genialną przezornością 
Samona, państwo słowiańskie ze śmiercią swego twórcy r. 662 
rozpadło się.-'*) Czechowie, Morawianie, Serby, Milczanie i inni 



"'') Fredegar. Chroń. 74. 87. 

-*) Chociaż, według Fredegara, Samo był natione Francus, ale badacze /.wa- 
żając na jego imię słowiańskie, mniemają, że mógł być Słowianinem, z towarzyszami 
zbiegłym z Itrajów zostających pod panowaniem Franków, dla niesienia pomocy spół- 
rodaliom w powstaniu przeciw Awarom. Palacki mniemał, że Samo pochodził ze 
słowiańskicli Weletów w Batawii, którzy długo opierając się Frankom i Fryzom' 
za Dagoberta poddać się musieli. Szafarzyli zauważał, że w dawne wieki tak zwani 
goście, kupcy, razem bywali i bojownikami, a w czasie wojny często całym pół- 
kom przewodniczyli. Szafarzyk, przyjmując na uwagę przyjazne przez Słowian 
przyjęcie Samona, jego nienawiść względem Franków, widzi w nim Słowianina, 
przybyłego z pod władania Franków, nad Labą. Szafarzyk. Star. Słów. § 39. j. 
s. 435. 

Niektórzy badacze, niezrozumiawszy Fredegara, mylnie twierdzili, jakoby Samo 
był poddanym Dagoberta. Leutsch. Margraf Gero. 222. 

Wszakże Fredegar nigdzie nie powiedział o tern, a wyrażenie jego natione 
Francus, wypada tłómaczyć, według pojęć VII w., że Samo pochodził z państwa 



— 25 — 

okoliczni Słowianie wrócili do swej dawnej udzielności, Z wiel- 
kiego dzieła Samowego śladu nie zost^o. Oczywiście ludy sło- 
wiańskie w owej epoce nie dorosły jeszcze do pojęcia konie- 
czności wyrzeczenia sie swej udzielności plemiennej na korzyść 
państwa. W innym czasie i miejscu powolne rozwijanie sie lu- 
dów, na zasadzie ich rodowego bytu, mogło było przygotować 
żywioły dla stworzenia silnej społeczności, ale tu niebezpiecznie 
było zostawać dalej w plemiennym bycie, bo za Solawą stały zor- 
ganizowane siły Franków, gotowe do najazdów i zaborów. Z lu- 
dów niemieckich: Fryzy, ^Alemanny i Szwaby stali już pod roz- 
kazami królów Franków, a ich duki z drużynami orężników, opa- 
nowawszy słowiańskie ziemie w Durzyńsku, Bawaryi i Rakusach, 
przez związki pokrewieństwa i jedność religijną z Frankami, po- 
czuwali sie do solidarności w obec szeroko rozsiadłych ludów 
słowiańskich. Wreszcie energia królów Franków, wspierana 
wpływem duchowieństwa i ideą monarchii, mającej zastąpić da- 
wne cesarstwo Rzymskie, przygotowywały wzrost potęgi, z którą 
Słowianom liczyć się wypadało. Z ludów niemieckich jedni Saksy 
zostawali jeszcze w plemiennym bycie i niepodległości, ale nowy 
porządek rzeczy, który owionął zachodnią Europę, niedługo po- 
zwolił Saksom używać dawnej swobody. Niepojmowali tego Sło- 
wianie i wyżej stawiać swe pograniczne spory z Saksami, niż 
ogólne niebezpieczeństwo, sami pomagali do ich ujarzmienia. 
W dziejach zapisano, że gdy major domus Pepin Krótki, ciągnął 
przez Durzy ńsko w okolice Mansfeldu dla poskromienia swego 
brata Gryfa, który będąc niezadowolonym z wyznaczonej mu 
dzielnicy, poruszył przeciw Pepinowi Saksów, na spotkanie wojsk 
Pepina wyszli zwierzchnicy surowych ludów słowiańskich, gotowi 
mu pomagać ze stutysiącami wojowników. Zagrożeni potęgą Fran- 
ków i Słowian, Saksy prosili o pokój i upokorzyli się przed Pepi- 



Franków, w którym oprócz Franków i Niemców, pełno było Słowian w Turyngii, 
nad Menem, górnym Dunajem i w Batawii przy ujściacli Renu. Nazwa Samo, jak 
uważa Szafarzyk (Star. Słów. § 39 s. 436) właściwa Słowianom. Dodamy, że i te- 
raz u Rusinów, często się zdarzają nazwiska: Samuś, Samson. 



— 20 — 

nem^*^) r. 748, Byli to bezwątpienia Obodryci i pograniczni Ser- 
bowie, którzy w tym czasie stanowili związek z Polanami przeciw 
Czechom i ich przyjaciołom Lutykom 

Odwieczne spory graniczne miedzy Obodrytami i Weletami 
pobudzały ich do szukania postronnej pomocy. Czesi oświadczyli 
się przyjaciółmi Weletów i wspólnie z nimi trzymali. Serbowie 
trzymali stronę Obodrytów i zgodnie z ich widokami działali, 
wzmagając swa siłę związkiem z Łużyczanami i Polanami. Duch 
niezgody, powaśniwszy północno-zachodnie Słowiany, ustępy wał 
czasem pod wpływem okoliczności, ale w gruncie przetrwał długo 
i dawał się czuć jeszcze w XI wieku. 

Między Serbami i Saksami toczyły się drobne, pograniczne 
spory, na większe jednak między nimi zajścia dzieje nie wskazują. 
Saksy mieli więcój do czynienia ze Słowianami dolnej Laby, Obo- 
drytami i ich sąsiadami ; przytem niebezpieczeństwo groziło im 
ciągle ze strony Franków, tam więc swą baczność zwracać mu- 
sieli. Frankowie zaś, zajęci organizacyą ogromnego państwa z ró- 
żnych burzliwych żywiołów złożonego, nie mieli potrzeby i ochoty 
zaczepiać Słowian, w których nawet sprzymierzeńców przeciw 
Saksom znajdywali. Od ostatnich więc rozpraw z Frankami za 
Samona w VII wieku, lat sto z górą używali Słowianie pokoju 
i aż do końca prawie VIII wieku utrzymali się w posadach, ja- 
kie po podbiciu Durzyńców r. 531 w ich mocy zostały. Ale oto 
pod koniec VIII wieku kończą się czasy pomyślne. Burza nad- 
ciągająca z Zachodu, zastała ludy słowiańskie poróżnione między 
sobą, nie mające ani centru, ani władzy, około których mogłyby 
się skupić ogromne ich siły, dla wspólnej obrony. Było ludu 
mężnego i gotowego do wszelkich ofiar wiele, było. środków ma- 
teryalnych podostatek, była umiejętność prowadzenia wojny, ale 



-^) Annales Mettenses s. a. 748. — Eginhard annales a. 748 nie wspomina 
o przybyciu zwierzchników słowiańskich, a tylko wzmiankuje, że Grifon z Saksona- 
mi obozował nad r. Oker w Orheim, a Pepin Krótki, idąc przeciw niemu z Turyngii, 
zatrzymał się nad r, Meissaha (teraz Meissau) w miejscu Skahningen, teraz Schoningen 
w Brunświckicm, niedaleko granicy Altmark. 



— 27 — 

brakowało wodza wyższego umysłu, któryby na wzór Samona 
umiał połączyć tłumy, ująć je w karby posłuszeństwa i dać do 
pojęcia, że sprawa narodowa, była wyższą nad wszelkie spory 
plemienne. 

Wśród takiego położenia nadłabskiej Słowiańszczyzny, roz- 
poczęła sie 33letnia wojna (772 — 804) Karola W. z Saksami, 
w celu ich ochrzczenia i wcielenia do cesarstwa. Wojna ta mo- 
gła oświecić nadłabskie Słowiany, że najazd Franków nie ogra- 
niczał się czemkolwiek, a dążył do zupełnego podboju tych 
ziem, które mu się po drodze nawinęły, że wobec groźnej potęgi 
•Karola W., ich domowe waśnie mogły podać powód wtrące- 
nia się do ich spraw wewnętrznych, lecz Słowianie nie pojmując 
tego, podnosili swe spory domowe wyżej nad ogólne niebezpie- 
czeństwo. To też kiedy hufce Karola W. w zaborczym zapędzie 
dotarły do Łaby, Słowianie zamiast połączenia się dla wspólnej 
obrony, niezaprzestali swych sporów; Obodryci nawet oświadczy- 
wszy się z przyjaźnią dla Franków, drogę Karolowi W. na Po- 
morze wskazali, 

§ 31. 

Zagrożenie niepodległości Słowian przez Karola W. 

I. Najazdy Karola W. na ziemie słowiańskie nad Łabę r. 780. Napad 

Serbów na Turyngiję r. 782. Wyprawa Karola W. przeciw Weletom 

r. 789. Wyprawa Obodrytów przeciw Nordludom r. 798. 

Ścigając niepokornych Saksów, wojsko Karola W. dotarło 
do rzeki Owakry (Oker)'), nad którą łeżały siedziby wschodnich 
Saksów, potem posunęło się ku Łabie i tam, przy ujściu r. Ory, 
Karol W., rozwinąwszy swój obóz, regulował sprawy Saksów 
z nad r. Owakry ze Słowianami z nad Łaby r. 780.-') Były to 
^^^ pierwsze odwiedziny ziemi słowiańskiej przez Karola W. i pier- 
I^Bwsze wdanie się w sprawy Słowian, widocznie spokojne, ale o co 

^^K *) Wpadająca z lewej strony do r. Aller. 

^^H ^) Eginhard, Annales. a, 780. U poety Saxona rzeka nazywa sie Hora, 

I 



— 28 — 

by tu chodziło nie wiemy. Domyślać sie tylko możemy, że nie- 
porozumienia miedzy Obodrytami i Weletami podały powód Icró- 
lowi Franlców do podtrzymywania swych przyjaciół Obodrytów, 
przeciw Weletom przyjaciołom Saksów. 

Dwóch lat nie upłynęło jeszcze po odejściu Karola W, z nad 
Łaby, a już dochodziły do niego wieści o napadzie Serbów na 
Durzyńsko i na pograniczną Saksonię, gdzie ogromne spustosze- 
nie sprawili.*^) Rozkazał on Frankom wschodnim i Saksom po- 
skromić łupieżników, ale niespodziewane powstanie Witykinda, 
zmusiło Franków zwrócić oręż przeciw zbuntowanym Saksom, 
którzy okropną klęskę Frankom zadali. Zniewolony był więc 
Karol W. osobiście spie.'zyć dla poskromienia Saksów, a dowie- 
dziawszy się, że sprawca powstania Witykind uciekł do Norma- 
nów, postanowił surowo ukarać buntowników i dla tego 4500 
Saksów, oskarżonych o udział w buncie, kazał stracić w Werden 
nad r. AUer. Potem ścigał Saksów niepokornych, mordował 
tysiącami i w ciągu dwóch łat (783 — 784) siedziby ich niszczył, 
palił i zdobył Szeningen,*) w kraju wschodnich Saksów. Z tego 
powodu zamierzona przeciw Serbom wyprawa spełzła na niczem. 

Tymczasem Welety, odwieczni nieprzyjaciele Franków, 
o czem wiedziano na dworze Karola W., dopuszczali się gwałtów 
przeciw wszystkim sąsiadom, którzy tylko byli przyjaciółmi 
Franków, szczególnie przeciw Obodrytom, tak że i napomnienia 
królewskie w tej mierze do niczego nie posłużyły.^) 

Postanowiwszy więc powściągnąć Weletów, Karol W. przy- 
prowadził wojsko nad Łabę i na niej dwa mosty zbudował. 
Z nich jeden, obwarowawszy okopami, osadził załogą i dopiero 
potem szedł do kraju Weletów r. 789,**) połączywszy się w dro- 



•'') Eginhard wyraźnie mówi, że napadli Serby z kraju między Labą i Solawą, 
a później dodaje, że byli sąsiadami Saksów. Annales. a. 782. 

*) Schoningen 2 mile połud. od Helmszted w Brunświckiem na wschód 
od r. Oker. 

») Eginhard, Vita Caroli Magni XII. 

"*) Eginhard. Annal. a. 789; Annal. Petaviani a. 789. 



— 29 — 

dze z Obodrytami pod wodza Wilczana.") W jakim by miejscu 
odbyła sie przeprawa Franków — nie wiadomo, ale najpewniej 
że gdzieś nad dolna Łaba, w sąsiedztwie Obodrytów, aby mieć 
pod ręka pomoc swych sprzymierzeńców, co łatwo wnioskować 
można z ostrożności, jakie przedsiębrał Karol W. dla zapewnie- 
nia odwrotu. 

Welety stawili nadzwyczaj mężny opór, wyprowadzili w pole 
liczne wojsko,^) lecz nie mogli wstrzymać naporu wojsk króle- 
wskicłi, które wdarłszy sie w sam środek kraju, aż do r. Pieny^), 
zbliżały sie do stolicy Dragowita, ze znakomitości pochodzenia 
i podeszłego wieku używającego największej powagi miedzy wo- 
dzami Weletów. Dragowit, niechcąc dalej prowadzić w-ojny, wy- 
szedł ze swym synem i przybocznymi na spotkanie Karola W., 
dał zakładników^ i przysięgą zobowiązał sie do posłuszeństwa 
królowi Franków. Inni książęta i wodzowie Weletów, idąc za 
przykładem Dragowita, także poddali sie, poczem Karol W, po- 
powracał ku Łabie po tej samej drodze, po której przyszedł, prze- 
był rzekę po moście, a urządziwszy sprawy Saksów, powrócił do 
Francy i r. 789.^") 

W kilka lat później Saksy, tyle razy poskromieni, znowu 
okazali nieposłuszeństwo Frankom, a załabscy Saksy, zwani Nord- 
albingami i Nordludami, słyszeć nawet nie chcieli o jakiej bądź 
zależności od Franków. Rozpoczęła sie wiec nowa przeciw Sak- 
som wyprawa, pod wodzą samego Karola W., którego wojska 
doszły aż do Bardengau,^^) niedaleko Łaby. Tam w Bardewik 
Karol W. oczekiwał przybycia posiłków od Obodrytów, których 
książę Wilczan spieszył na połączenie się z Frankami, lecz na 



^ '■j Chronić. Moissiacensis, w Pertz'a Monum. Germ. I. 302. 

*) Annal. Fuldenses. M. G. I. 350 magnis eos proeliis domuit. 

*) Annal. Chesnii M. G. I 34 et fuit usque ad Panam fluvium. — Plena, 
przechodząc przez środek ziemi Weletów, wpada do morza niedaleko miasta Wolgast. 

^<>) Carolus rex iterum per Sa\oniam pervenłt usque ad t;clavos qui dicuntur 
Willi, et venerunt reges terrae illius cum rege eorum Tragovito. Annal. Laurisheim. 
a. 789. Także Eginhard, Annal. a. 789 i poeta Saxo w Annales. Caroli Magni. 

") We wschodniej części królewstwa Haiinowerskiego. 



— ^ó — 

przeprawie pfzez Łabę, wpadłszy w zasadzkę przez KordludóvV 
postawioną, zginął r. 795.^-) Śmierć tego wassala Franlców*'*) 
i sprzymierzeńca Karola W., napełniła ostatniego żalem i we- 
dług wyrażenia sie spółczesnego pisarza, dodała mu energii do 
ukarania Saksów, lewego brzegu Łaby, za icłi zmowę z Nordlu- 
dami. Ponawiane pustoszenie siedlisk Saksów lat kilka ciągnęło 
się, lecz Nordludów ukarać jeszcze nie było możności. Na ten 
raz dość było roboty z lewej strony Łaby, gdzie po trzyletniem 
mordowaniu i uprowadzaniu z kraju ludności, udało się spokój 
przywrócić. Ze zniszczeniem do szczętu prawie kraju między 
Wezerą a Łabą, nietrudno było zaglądnąć Frankom do kraju 
Nordludów, ale Karol W. postępował nadzwyczaj ostrożnie i za- 
miast zbrojnej wyprawy, umyślił drogą układów skłonić Nord- 
ludów do uległości i cłirześciaństwa. Nordludy jednak posłów 
pozabijali, innycli uwięzili, domagając się wykupu, nawet po- 
wracającego z Danii posła Franków Godszalka zamordowali. 
Karol W. zbierał ogromne siły nad Wezerą, przy Minden, lecz 
i tym razem nie poszedł za Łabę, ukaranie zaś Nordludów po- 
ruczył swym wiernym sprzymierzeńcom Obodrytom, do którycti 
wyprawił posłów z poruczeniem poruszyć wszystkie siły słowiań- 
skie.^*) Nim wyprawa przygotowywała się, Karol W. zbliżył się 
do granic Słowian i w miejscu Bardenwik (Partunwicłi) sądził 
icłi sprawy. '^^) 

Po zgonie Wilczana, w ziemi Obodrytów najwyższą władzę 
objął Drażko, zapewno nie bez wpływu Karola W. Posłuszny 
rozkazom królewskim Drażko wnet wystąpił z całą swą siłą prze- 



^-) Eginhard. Annal. a. 795, 

i») Wassum domini regis "Wizzin regem Abotridarum. Annal. Laurisheim. 
Mo. Ger. I. 36. Wigger. Meklenburgische Annalen. s. 4. 

^*) Eginh. Annal. a. 796. 

>*) W Annales Geulferbytani (Mo. Ger. s. 45) pod r. 798 zapisano: perre- 
xit in antea in Saxonia usque in Partunwich, inde in linem Winidis, et ibi plaidavit, 
sicut ipse voluit; et tulit obsides multos de Saxones, et pervenit ad Aquas. Sądzę, 
i.e Partunwich jest uszkodzoną nazwą Bardenwik. Toż samo w Chronicon Moissia- 
censis. a. 798. 



ciw Kordludom, którzy na spotkanie jego dążyli. Oba wojska 
zeszły sie w miejscu Swentana (Swinden)^'^), na pograniczu po- 
siadłości dwóch spierających się narodów. Drażko osobiście ob- 
jął główne dowództwo, a prawe skrzydło prowadził do boju przy- 
słany przez Karola W. wódz Eberwin. Bitwa zaszła bardzo za- 
cięta. Słowianie odnieśli zupełne zwycięztwo, o czem Eberwin 
donosząc swemu monarsze, dodał, że w boju 4000 Saksów legło, 
a w pogoni za uciekającymi mnóstwo wybito, inni do domu ode- 
szli w opłakanym stanie.^') Drażko ze znakomitszymi wodzami 
pospieszył oświadczyć Karolowi W. swój hołd w Turyngii, gdzie 
był przyjmowany t nadzwyczajnemi honorami.^**) 

Będąc zajęty ważniejszemi sprawami państwa, Karol W. 
polecił synowi swemu Karolowi udać się nad Labę dla załatwie- 
nia spraw miejscowych. Na wieść o zbliżaniu się królewicza, 
Welety i Obodryci pospieszyli do niego, jako do sędziego, dla 
rozstrzygnienia ich sporów. Królewicz wysłuchiwał skargi, sta- 
nowił wyroki, a tymczasem wszedł w stosunki z Nordalbingami, 
którzy pod wrażeniem niedawnej klęski w miejscu Swentana po- 
niesionej, oświadczyli się z uległością r. 799.'**) 

Takimi sposobami, z pomocą Słowian, Karol W. przełamał 
opór Nordalbingów i trzymał w posłuszeństwie Saksów lewego 
brzegu Łaby, przygotowując zupełne ich wcielenie do cesarstwa. 
Z innej strony Saksy służyli Karolowi W. doskonałym środ- 
kiem do powściągania pogranicznych Słowian, ilekroć zechcieliby 
przeczyć woli królewskiej. Nadzwyczaj zręczna polityka Ka- 
rola W. oddawała w jego ręce obszerne kraje nad Łabą, bez 



'*} Teraz Bornhowed na potud.- zachód od jeziora PłuńskiegO. U poety 
Saxona pisze się Swentana. Niektórzy rozumieją pod tern „Święte pole." 

*") Eginh. Annal. a. 798; Annal. Laurisheim. a. 798 (M. G. I. 37) liczy po- 
ległych Saksów 2901. Chronić. Moissiacen. liczy 2800 (M. G. I. 303). 

'*) Annal. Laurisheim. a. 798 „et in Norlh-Thuringas ibi pervenerunt ipsi 
Sclavi ad dominum regem, et honora\it eos dominu* rex, ut digni erant riiirińce," 

**) Eginhard. Annal. a. 799. 



— 32 — 

szczególnego wysilenia. Tymczasem na zachodzie Europy goto- 
wały sie wypadki, wpływ których miał niebawem dosięgnąć 
i nad Łabę. 

2. Podniesienie idei cesarstwa rzymskiego. Związek Karola W. z papie- 
żem. Drażko król Obodrytów otrzymuje od Karola W. Nordalbingiję 

r. 804. 

W dzień Bożego Nai^odzenia r. 8oo papież Leon w bazy- 
lice Św. Piotra włożył na głowę Karola W. koronę cesarską, 
a lud rzymski okrzyknął go Augustem, imperatorem Rzymian.-*^) 
Papież tym sposobem zaskarbił przyjaźń i współdziałanie wido- 
kom kościoła najpotężniejszego w tym czasie monarchy. Po- 
mazaniec papieski rozumiał, że podejmując tytuł cesarski, przy- 
chodzi panować światu w imię praw należących niegdyś Rzy- 
mowi. Poszli wiec naprzód: jeden z krzyżem, drugi z mie- 
czem. Co kościół podbił nauką Chrystusa, to cesarz zaraz przy- 
łączył pod swoje panowanie, co cesarz zawojował mieczem, to 
papież zaraz przyciągnął pod władze kościoła. Cesarz widział 
w religii środek do połączenia podbitych narodów w karby po- 
słuszeństwa cesarskiej woli, — papież miał nadzieję panować 
światu przez oręż cesarski. Bałwochwalcza Słowiańszczyzna przed- 
stawiała wyborne pole dla celów cesarza i kościoła; dość było 
ludu do przysporzenia trzody kościelnej, dość ziemi do powię- 
kszenia majestatu cesarskiego. Ale pogańskie bóstwa i dawna 
swoboda znajdywały u Słowian zamiłowanie bez granic: misyo- 
narze kościoła rzymskiego nie śmieli zaglądać za Solawe i Ła- 
bę, — oręż cesarski miał otworzyć im drogę. 

Podjęcie tytułu cesarskiego otoczyło świetnością majestat 
Karola W., wsławionego już ujarzmieniem tylu krajów i ludów. 
Przybywające do niego w r. 802 poselstwa od imperatorowej 
wschodniej Ireny, króla perskiego z bogatemi darami, miast wło- 
skich z oświadczeniem hołdu zatrzymywały cesarza w Akwisgra- 



^; 1-ginhard. Annal. a. 8oi. 




nie, xkąd dla rozrywki niekiedy wyjeżdżał w góry Ardeńskie na 
polowanie, a tymczasem wodzowie jego niszczyli kraj Transal- 
bingów. W następnym roku cesarz przesiadywał w zamku Seltz*^) 
niedaleko Solawy, gdzie regulował sprawy pogranicznych kra- 
jów, a na zimę wracał do Akwisgranu. Dopiero na wiosnę 
r. 803 prowadził wojsko do Wigmodii,--) zkąd ludność saską 
przesiedlał do Francyi, rozstrzygał spory międz}^ książętami sło- 
wiańskimi, a Drażkę, wiernego sługę, wywyższył nad innycli 
zwierzcłiników obodryckich, mianując go, według wyrażenia Egin- 
łiarda, królem, poczem kazał ludność Nordalbingów z żonami 
i dziećmi wysiedlić w głąb państwa, a kraj ich, zachodnią część 
teraźniejszej Holsztynii, oddał swym wiernym sługom Obodry- 
tom.'-") Czynem tym cesarz osięgnął podwójny rezultat: zapewnił 
północną granicę przeciw napadom Danów i Weletów, albowiem 
Obodryci jeszcze więcej zainteresowani zostali w utrzymaniu 
spraw in statu quo i oprócz tego ostatecznie poróżnił ludy sło- 
wiańskie między sobą. Teraz więc mógł on śmiało obrócić oręż 
przeciw niepokornym Serbom i Czechom, do czego powodów 
nie brakowało. 

3. Wyprawy Franków przeciw Czechom i Serbom (805—806). Obwa- 
rowanie Czartowa i Halle. Umocowanie granicy Franków ze Słowianami. 

Chagan awarski, dociskany przez Słowian, ochrzcił się, przy- 
jął imię Teodora i oddał się pod opiekę Karola W., z woli któ- 
rego zajął stanowisko nad Dunajem między grodami Sarwar 

-•) Teraz Konigshofen. 

--) Kraina między Bremą a Łabą. Eginh. Annal. a. 804. 

■-■*) Saxones trans.ilbinos cum mulieribus et infantibus transtulit in Franciam, 
et p.-igos transalbinos Abodritis dedit. Eginhard. a. 804. 

Missisąue inde exercitibus suis per dłversas partes Saxoiiiae, tam pertidos illos 
ad quos ultra Albiam transierat. quam illos qui in Yłgmoti manebant et frequenti- 
bus maleficiis populum .Saxonum a via veritatis averterant, cum mulieribus et infan- 
tibus, Deo auxiliante, sapientissima dispositione de Saxonia per diversas vias diri- 
gens, funditus exterminavit, et per Gallias caeterasąue regiones regni sui sine uUa lae- 
sione exercilus sui dispersit. Pagos transalbinos Abodritis dedit. Annal. LaurLsheim. 
a. 804. M. G. I. 191, W Translatio S. Alexandri wzmiankuje się, że Karol AV. 
z obu brzegów Łaby io.ckk) Saksów z żonami i dziećmi do Germanii i Galii wy- 
siedlił. Wigger. Mekl. Annal. s. 6. 

Tom ra. ^ 



— 34 — 

i Haimburg.^*) Sąsiedni Słowianie, pod wodzą Lecha,-"^) zniszczyli 
terrytoriję Awarów i tern podali powód cesarzowi do wojny. 

W r. 805 cesarzewicz Karol prowadził trzy wojska. Z nich 
jedno, okrążywszy góry Harcu, przez Solawe wpadło do kraju 
Głomaczów, zwierzchnika których Semila upokorzywszy, wtar- 
gnęło z północy do Czech, gdzie połączywszy się z innemi woj- 
skami Franków, grasowało w krajach Litomierzyckim, Zateckim 
i Rakownickim. Czechowie w otwartem polu wystąpić z całą 
siłą nie ważyli się, — wojna toczyła się podjazdowa i w jednój 
potyczce padł znakomity Lech. Franki szturmowali do grodu 
Kadane (Kanburg) napróżno i niczego nie dopiąwszy ustąpili po 
40 dniach łupieżenia.'-") Inny oddział Franków zajął z pod Ma- 
gdeburga okolicę Genewara, zapewno dla tego, aby posiłków od 
Weletów nie dopuścić.-') Niepomyślność wyprawy r. 805 na- 
tchnęła Karola W. myślą przedsięwziąć środki dla pewniejszego 
pokonania Słowian. Zabronił więc swym kupcom sprzedawać 
Słowianom, nie wyłączywszy nawet Obodrytów, oręż i broń pod 
karą konfiskaty zabronionego towaru. ^^) Tymczasem wojsko ścią- 



gi) Boczek. Codcx diplomat. Moraviae N. 7 „inter Sabariam et Carnuntum." 
Pawar przy zbiegu rzek Guntz i Raab w węgierskim komitacie Eisenberg, a Haim- 
burg 9 mil na zachód od Wiednia. 

-'>) Rękopism Eginharda X wieku ma „Bechonem" i w klamry ujęty wa- 
riant „Lechonem", a że ostatni jest prawdziwym, wskazują na to roczniki: Meteński 
„ducem eorum Lechonem," ale u Pertza M. G. „Bechonem." W annal. Fuld. także 
czytamy : regem eorum nomine Lechonem occidit. Wszystko to, jak zauważał Ma- 
ciejowski, przekonywa, że czytanie Lechonem jest starsze od Bechonem. Ob. Ro- 
czniki i Kroniki r. 1850, s. 71, 72. Szafarzyk utrzymał nazwę Bech. Star. SI. 
§ 39, 4. Tomek wyraża się: lech czeski imieniem Hech. Deje kralowstwi (jeskeho. 
1850, s. 26. Wigger także czyta Lechonem. Meklenb. Annal, 7. 

26) Eginh. Annal. a. 805. Chr. Moissiacen. a. 805 (Semela) Annal. Fuld. 
a. 805. Wigger. Mekl. Annal. 7. 

-') Położenie miejscowości Genewara niewiadome, ale pewno, że z prawej 
strony Łaby szukać wypada. Szafarzyk. Star. Sł. § 43, 4. 

-*) Capitulare Caroli Magni a. 805. De negotiatoribus qui partibus Sclavo- 

rum et Ayarorum pergunt et ut arma et brunias non ducant ad venundandum. 

Quod si inventi fuerint portantes, omnis subatanlia eorum auferatur ab eis, dimi- 
dia ąuidem pars partibus palatii, alia vero medietas inter missum et inventorem divi- 
dalur. Erben. Kegesta 1-iohemiae. 7. Tu broń, wyraz słowiański, a według nie- 
którycli badaczy gotslci, użyty zamiast lorica. 




— 35 — 

g-nięte przy Waldaha w Turyngii,-") rozdzieliwszy sie na trzy 
korpusy, ruszyło do kraju Słowian. Jeden korpus przy ujściu- 
Solawy przebył Łabę, drugi pod wod/a cesarzewicza Karola 
wpadł do serbskiej ziemi nad Łabą, niszczył ja mieczem i głow- 
nią, stoczył morderczą bitwę z potężnym i wyniosłym (super- 
bus) władzcą serbskim Miliduchem w miejscu Hwernafeldo,''''') 
gdzie Miliduch po zaciętej obronie zginął r. 806/'^) Po czem 
wojsko cesarskie, oświecając drogę najazdu szeroką łuną palą- 
cych się osad serbskich, przeszło Łabę, wpadło do państwa Mi- 
liduchowego i do szczętu zburzyło odwieczny gród milczański na 
grodziszczu niedaleko Żidowa. Ziemie po obu stronach Łaby 
uległy ogromnemu zniszczeniu, najsławniejszy i najpotężniejszy 
zwierzchnik padł w obronie ojczyzny, a inni zwierzchnicy, sprzy- 
mierzeńcy Miliducha, musieli się upokorzyć i wydać swych sy- 
nów, jako zakładników niezłomnego posłuszeństwa bogobojnemu 
imperatorowi."^) W dziejach nie zapisano jakby się zwał gród 



-") Chroń. Moissiac. Super Duringam, qui Yocatur „Walacla." Pertz upa- 
trywał: Yalada prope Scheningen, co odrzucił Luden. Gescliichte, V. 519, nota 22. 
Łedebur (Archiw VII. 39) przyjmował za Waldase, Icoło Bernburga nad Solawą. 

'<*) Gdzie było Hwernafełdo i jalc sie po Słowiańsku zwało — niewiadomo. 
Ledebur szulcał go nad r. Werra w Turyngii (Archiw VI, 35, 39). Ale temu 
przeczy Chroń. Moissiac, litóra opiewa: Carolus movit exercitum suum ultra Salam su- 
per Guerchaueldo. Et tunc fuit interfectus Misito (Milito) rex superbus, qui regnabat in 
Suirbis. Et postea remeavit Albiam et vastaavit regiones illas. Et caeteri regis isto- 
rum venerunt ad eum, et promiserunt se servituros pi o imperator i. s. a. 806 M. (J. 
I, 308, II, 258. Zatem Hwernafełdo niezawodnie leżało miedzy Soławą i 'Lahą, 
w Serłisku, a najprawdopodobniejszy domysł Jencza, że pod tem nazwiskiem wy- 
pada rozumieć okolice teraźniejszego miasta Gera nad Halsztrowem, w X. Reuss- 
Szleitz. Pow. o Serb. królach, w Cz. Ma. Ser. 1849 — 50, I, s. 32. 

•■") Carolus iunior cum e.\ercitu a patre missus in Sorabos super Albim 
fłuviam habitantes, depopulata Słavorum terra, ducem eorum Moliduch interfecit. 
Annal. Fuld. M. G. I, 3, także Eginhard Annal. a. 806. Nazwy Miliduch i Mil- 
sko mają jeden korzeń, lecz wzajemnego ich stosunku wjtłómaczyć nie umiem. Pe- 
wno jednak, że nazwa kraju Milsko nie poszła od imienia zwierzchnika, prędzej 
ostatni nosił imię kraj przypominające. Tego zwierzchnika Naruszewicz zwał Mity- 
duch (Hist, Nar. Pol. III, 41), ale sądzę, że wypada trzymać się brzmienia mowy 
serłiskiej i zgodnie z nią pisać Miliduch. 

''") Wyrażenie kronikarskie „pio imperatnri", w Cbmn. M(ii>>. poniw. wy- 
żej w przypisku 30. 

3* 



- 36 - 

przez Franków zburzony, ale sterczące przez kilka wieków ruiny, 
niedaleko Żidowa, przedmieścia Budy szyna, wskazują, że gród 
ten leżał w kraju ludu, przez starożytnych zwanego Batiny t. j. 
Budyszanie.'^'^) Możemy wiec domyślać się, że zamiast zniszczo- 
nego przez Franków starego Budyszyna, Milczanie później wznie- 
śli nowy gród nad Sprewją — teraźniejszy Budyszyn/'^) 

Gdy się to działo w Serbsku i Milsku, korpus wojsk 
z Franków, Alemannów i Burgundów złożony, wpadłszy do Czecli, 
wielką część kraju zniszczył, ale nic ważnego nie dopiął i ledwo 
ujść zdołał,^'"') Niepowodzenie w Czechacti i zacięty opór Ser- 
bÓAV przekonały Karola W., że tu trudniejsza była sprawa, niż 
na Pomorzu, bo tu Słowianie wspólnie stawali przeciw nieprzy- 
ciołom. a nie pomagali im przeciw pobratymcom, jak się to 
działo między Obodrytami i Weletami. Zrozumiał to Karol W. 
i dla bezpieczeństwa cesarstwa granice jego umacniał. Naj- 
przód, z jego rozkazu, zbudowano dwie twierdze: jedne nad Łabą 
w Czartowie przeciw Dziewina (Magdeburga), drugą nad Sola- 
wą w Dobroliorze, nazwaną Halle,^") poczem dopiero cesarzewicz 
Karol rozpoczął odwrót do Francii''') r. 806. Dwie twierdze wy- 
dały się jednak cesarzowi niedostateczne dla wstrzymania napadu 
masy ludów między Łabą a Wisłą, wzburzonycłi jego wdzier- 
stwami na Pomorze, do Serbska i Czecli. Postanowił więc urzą- 
dzić pogranicza wojenne (marki) t, j. osady wojenne, najwięcej 
przez Saksów osiedlone i pod rozkazy markgrafa postawione, 



'») Ob. wyżej tom I. s. 58. 

«4j Według Jencza Budyszyn ma być założony po zniszczeniu dawnego 
grodu niedaleko Żidowa (Pow. o Serb. król. C. M. S. 1840 — 50, I, 33). Ale już 
w II wieku Ptolemeusz znał Batinów, w tem właśnie miejscu, gdzie teraz Budy- 
szyn, — najprawdopodobniej więc, że u tych Batinów już w II wieku byl gród 
Budyszyn, bo u Słowian żaden lud nie mógł obejść sie bez grodu. 

*'■') Według wyrażenia się Eginharda: „wojsko ustąpiło bez znacznej straty." 
Annal. a. 806. 

"'"j I\!andavit rex Carolus aedificare civitates duas, unam ad aquilonem partem 
Albiae contra Magadaburg, alteram vero in orientalem partem Sala, ad locum, qui 
Yocatur Halla. Deinde reversus est in Francia. Chr. Moissiac. M. (5. I. 308. 

*') Eginhard. Annal. s. a. 806. 



rSm ' 



ó7 

1 obowiązkiem być na pogotowiu do wystąpienia w pole ilekroć 
niebezpieczeństwo państwa tego wymagać będzie. Prawo z r. 807 
stanowiło, że w razie napadu ze strony Czechów dwie trzecie wo- 
jowników powinni wystąpić w pole, a w razie napadu ze jitrony 
Serbów — wszyscy ogólnie.'^**) 

§32. 

Polityka Karola W. względem Danów i Słowian. 

I. Najazd Danów wspólnie z Weletami na ziemie Obodrytów. Wahanie 
się Karola W. Drażko obodrycki godzi się z Danami i wojuje z We- 
letami. 

Od dawnego już czasu niemile patrzyli Duńczycy na ugnie- 
cenie przez Karola W. ich pobratymców Saksów. Królowie 
duńscy Sigfryd i Gotfryd podtrzymywali ducha niepodległości 
w Saksach, dawali przytułek ich zbiegom i sam nawet prze- 
wódzca powstańców Witykind znajdywał w Danii gościnne przy- 
jęcie, Duńczycy gotowi byli orężem wesprzeć Saksów, ale urok 
potęgi cesarskiej wstrzymywał ich od nieprzyjaznych kroków 
nie tylko przeciw Frankom, lecz nawet przeciw ich sprzymie- 
rzeńcom Obodrytom. Wszakże wypędzenie Saksów od ujścia 
Łaby i oddania ich siedlisk Obodrytom, wywołały takie oburze- 
nie w Danii, że hamowana dotąd nieprzyjaźń do cesarstwa stała 
się jawną. Król Gotfryd, nie zdoławszy drogą układów z Ka- 
rolem W. załatwić sprawę Saksów, zryzykował się mieczem zgru- 
chotać przynajmniej panowanie Obodrytów przy ujściu Łaby. Nie 
trudno mu było znaleźć sprzymierzeńców w Weletach, nie dla 
tego, aby byli przyjaciółmi Danów, lecz w skutek odwiecznej 
nienawiści do Obodrytów. Udało się także Gotfrydowi do związ- 
ku wciągnąć obodryckie ludy Smolanów i Linianów, którym nie 
podobało się zostawać pod zwierzchnictwem Drążki, przez Ka- 



•^®) Capitulare. a. 807. Si partibus Beheim fuerit necesse solatium ferre, duo 
tertium praeparent. Si vero circa Sorab;s patria (lefen<lcncla necessitas fuerit, tunc 
omnes (de Saxonibus) generaliter veniant. Erben. Reg. lioh. 7. 



- 38 - 

rola W, wywyższonego nad innych zwierzchników związku obo- 
dryckiego. 

Po dokonaniu zmowy, Gotfryd z flota swa popłynął do 
brzegów obodryckich r. 808. Welety, ruszywszy na jego spot- 
kanie, połączyli sie z Danami i wspólnie z nimi kilka grodów 
nieprzyjacielskich opanowali. Gotfryd zdobył ważny port, przez 
Danów zwany Rerik, który po słowiańsku prawdopodobnie zwać 
sie musiał Rarog,^) Port ten leżał, jak sie zdaje, niedaleko te- 
raźniejszego Wismaru. Zagrożony nie tylko zewnątrz, ale i do- 
mowymi wrogami, Drażko w początku wOjny znikł, zapewno do 
Franków zemknął, a brat jego Godolub ujęty w niewolę, powie- 
szony został. Wśród takich nieszczęśliwych okoliczności Obo- 
dryci nie upadli na duchu: walczyli zapamiętale, przyczyniwszy 
wrogom ogromne w wojownikach straty. Brat Gotfryda Rein- 
gold, przy wzięciu jakiegoś grodu, poległ z wielu towarzyszami, 
(jodfryd zdobył i do płacenia daniny zmusił dwie trzecie kraju, 
ale ciężkie straty pozbawiły go możności dalszago prowadzenia 
wojny. Tymczasem Karol W. nie spieszył z odsieczą Obodry- 
tom. Posłał on wprawdzie wojsko złożone z Franków i Saksów 
pod wodzą syna swego Karola, któremu poruczył siłą odeprzeć 
Gotfryda, jeśliby zamierzał na Saksoniję napaść,-) ale o swych 
wiernych sługach Obodrytach ani wspomniał. Przybywszy nad 
Łabę, cesarzewicz kazał rzucić przez tę rzekę most, po którym 
przeprowadziwszy wojska do kraju Linianów i Smolanów,-') znisz- 
czył go zupełnie, ale poniósłszy ogromne straty, spiesznie napo- 
wrót uchodzić musiał."*) Gotfryd po ogromnych wysileniach, nie 

^) Wyżej w tomie U, ij 15, wskazałem, że Obodryci zwali sie także Raro- 
gami. Gród zdobyty przez Ciodfryda, według Eginliarda „lingua Danorum Reric 
dicebatur," i jeśli ta nazwa nie jest omyłkową, w takim razie nie inaczej jak Ra- 
róg wytłómaczyć ją wypada. 

-) Eginh. annal. a. 808. 

^) U Eginharda Linones et Smeldingos, są to Linianie przez niektórych 
Glinianami zwani, drudzy Smolanie. O ich posadach wyżćj w tomie II, § 15, s. 37. 

*) Carolus, filius imperatoris Caroli, perrexit cum exercitu Francorum in Vi- 
nidos, ultra llumen Albia, sed tamen eo tempore non prosperatus est transitus eius, 
sed et plurimi Francorum occisi sunt. Annal. Laurisheim. a. 808. M. G. I, 121. 



— 39 — 

mogąc pokonać Obodrytów, także był zmuszony opuścić ich zie- 
mie. Przed odejściem zburzył on port liandlowy Rerik, nie zwa- 
żając na korzyść, jaką miał skarb duński z docłiodów od handlu 
z tym portem, a zachwyciwszy wszystkich zostających tam kup- 
ców, wsadził ich na okręty i odpłynął do Szleztorp. Prawdopo- 
dobnie, że uwięzieni z Reriku kupcy osiedleni zostali w Szleztorp, 
dla rozwinięcia handlu w tej miejscowości na niekorzyść Sło- 
wian. Dla zabezpieczenia się ze strony Nordalbingii kazał Got- 
fryd okopami okrążyć granice swego państwa ze strony Sakso- 
nii w taki sposób, ażeby od morza Wschodniego, Ostarsalt, aż 
do Zachodniego, północny brzeg r. Ejder był oprowadzony wa- 
łem z jedną tylko bramą. -^j Około tego czasu dawna wieś Szlej- 
ska (Szleztorp) zamieniła sie w miasto Szlez-wik. 

W ciągu tych wypadków czynność Karola W. ograniczyła 
sie tem, że kazał nad Łabą zbudować jeszcze dwie warownie 
dla powstrzymania napadów Słowian. Gotfryd jednak zmiarko- 
wawszy, że jego wdzierstwa nie podobały się cesarzowi, starał 
się usprawiedliwić swe postępowanie, całą winę na Obodrytów 
zwalając, a dla załatwienia sprawy, prosił, aby cesarz zgodził się 
na zjazd delegacyi obojga stron nad granicą duńską. Jakoż za 
zgodą Karola W. rozpoczęły się układy w Badenflut, które 
wreszcie do niczego nie doprowadziły. Tymczasem Drażko wró- 
ciwszy do kraju i myśląc więcej o odwecie Weletom, niż o nie- 
podległości ojczyzny, oddał Gotfrydowi syna swego jako zakład- 
nika, byleby zabezpieczyć sobie pokój ze strony Danii, dla zwró- 
cenia sił swych przeciw Weletom. Wezwał on na pomoc Saksów 
i wspólnie z nimi plądrował po ziemi Weletów, a powróciwszy 
do domu ze znacznymi łupami, wezwał jeszcze większe posiłki 
Saksów, z którymi obiegł warowną stolicę Smolanów, zdobył ją 
i z ziemią zrównał. **) Gród ten współcześni Niemcy zwali Conno- 



«) Eginh. an. 808, 

") Eginhard nie podaje nazwiska lego grodu. Annal. a. 81)9. W Chronić. 
Moissiacen. pod r. 809 zapisano: „Saxones yencrunt ultra Albiam et fregerunt iinam 
civitatem que appellatur Semeldinc-connoburg." Eckhard sądził (De rebus 



— 40 — 

burg, a teraźniejsi uczeni znajdują w nazwie wsi Konow blisko 
miasta Domitz, w południowej części Meklenburgii, Prawdopo- 
dobnie słowiańską nazwę Koniew Niemcy przekręcili w Con- 
noburg, 

Zwycięztwo nad Smolanami przywróciło zwierzchnictwo 
Drążki nad ludami do związku obodryckiego należącymi, ale 
Opatrzność niedługo pozwoliła mu cieszyć się z upokorzenia wro- 
gów: podesłani przez Gotfryda zabójcy zdradą pozbawili go ży- 
cia r. 809/) wybawiwszy tym sposobem od znoszenia większych 
nad wszystko goryczy, jakie mu gotowała niewdzięczność Ka- 
rola W. 

2. Założenie przez Karola W. Hamburga i Ezesfeldu r. 810. Umoco- 
wanie granicy Nordalbingii i przyłączenie jej do cesarstwa. 

Poniżenie Obodrytów przez Gotfryda i obawa dalszych 
wdzierstw jego, podniecały Karola W. do umocowania stanowi- 
ska na północnym brzegu Łaby. Z jego rozkazu założoną zo- 
stała nad Labą twierdza, nazwiska której nie podali kronikarze, 
ale z okoliczności i późniejszych źródeł przekonywamy się, że tą 
warownią był Hamburg. Około r. 810 Karol W. wezwał bi- 
skupa z Triru do założenia biskupstwa za Łabą w celu nawró- 
cenia Duńczyków i Słowian,**) lecz wśród wrzawy wojennej do- 
konać się to nie dało i dopiero później stolicą biskupstwa stał 
się Hamburg. Na ten raz nagliła potrzeba organizacyi wojen- 
nych stanowisk. W tym celu zebrane w Gallii i Germanii woj- 
sko, opatrzone we wszelkie rynsztunki i zasoby niezbędne dla 
nowej osady, z Flandrii na okrętach przeprawiło się do ujścia 
Łaby. Naczelnik wyprawy graf Ekbert, stosownie do wskaza- 
nego mu planu, z grafami saskimi w Marcu r. 810 przystąpił do 



Fr. II, 53), że wypada czytać Camoburg, dawne nazwisko Hamburga, Lecz grodu 
rzeczonego wypada szukać dalej na wschód w Meklenburgii, gdzie Gross- Schmolen 
i Klein -Schmolen dotąd Smolno przypominają. 

') Eginhard. Annal. a. 809. 

*) Widać to z dyplomatu Ludwika Pobożnego 15 Maja 834 r., danego ko- 
ściołowi Hamburgskiemu. Hasselbach, Codex Pomeraniae, dyplomat N. 2. 



— 41 — 

założenia nad r. Styr (Stiiria, Stor) wpadającej do Łaby przy 
samem jej ujściu, twierdzy Esesfeld,**! teraz Itzehoe. Ta franko- 
saska osada wzmacniała sie ludnością Saksów, którzy po zg^nie- 
ceniu ich niepodległości, prędko pogodzili sie z Frankami. Wę- 
zły pokrewieństwa przemówiły do uczucia głębiej, niż dawne 
stosunki polityczne. Bratali się u"ięc miejscowi Saksy z przyby- 
szami Frankami, wzrastali w siły pod opieka wojennej organi- 
zacyi cesarstwa i śmielej, niż dawniej, mogli występywać prze- 
ciw Słowianom. Takim sposobem Saksy, pozbawieni ujścia Łaby 
w r. 804, stali się zupełnymi panami tej miejscowości w r. 810, 
z ta tylko różnicą, że zamiast dawnego rozdrobienia w plemien- 
nym bycie, teraz pod rządem grafów naznaczanycli z woli cesar- 
skiej, z organizacyą wojskową, pod opieką twierdz i siły całego 
cesarstwa, stali się groźną potęgą dla Słowian, marniejących 
w domowych sporach i rozdrobieniu. 

Osadzenie garnizonów cesarskich w Nordalbingii nie podo- 
bało się Gotfrydowi, czyhającemu na zdobycie tej krainy. Prze- 
chwalał się on, że w otwartem polu potrafi dać bój Karolowi W,, 
a tymczasem przygotowywał wyprawę morską skrycie, tak że 
o przybyciu do brzegów Fryzyi dwóchset statków Normanów, 
Karol W. dowiedział się wtedy dopiero, gdy nieprzyjaciel, po- 
konawszy Fryzów, kraj ich pustoszył i daninę wybierał. Zamie- 
rzając odwet Gotfrydowi, Karol W. ściągnął silne wojsko przy 
Werden, niedaleko ujścia r. Aller do Wezery. Tam do niego 
przybyli posłowie obodryccy z prośbą o potwierdzenie nowego 
księcia, zamiast Drążki, Słowomira,^"; wyniesionego na tę god- 
ność pomimo Czedraga syna Drążki. Cesarz potwierdził wy- 
bór księcia") r. 810, ale z wyprawą nie spieszył, albowiem 



I 



•) Eginhard. Annal. 8io. 

'**) Widać to z roczników Eginharda, któty pod r. 817 zapisał: regiam po- 
testatem, quam Sclaomir eatenus post mortem Thrasconi^ śolns >uper Abodritos te- 
nebat. Eginhard. Annal. a. 817. 

*•) Carolus imperator cum esercitu Francorum perrexu in Saxonia, et ibi 
placitum habuit in Fereda, et ibi Venedi venerunt, et dedit illis regem. Annal. 
St. Amandi, a. 810. 



— 42 — 

układy z cesarstwem Wschodniem i kalifatem arabskim w Hi- 
szpanii uwagę jego w inne strony zwracały. Sprzymierzeńcy je- 
dnak Gotfryda Welety, nie tracąc czasu, zdobyli nad Łabą wa- 
rownie Hochbuki,^-) która miała załogę saską pod wodzą cesar- 
skiego porucznika Odona. Zdawało sie, że Karol W, nie prze- 
puści tej swawoli Weletów i wojna rozpali sie na prawdę, lecz 
nieprzewidziana śmierć Gotfryda, zabitego przez własnego żołnie- 
rza, zmieniła stan rzeczy. Następca jego Hemming, porozumiawszy 
się z Karolem W., wyjednał zjazd delegowanych, po 12 mężów 
z obojga stron, nad r. Egdorą, gdzie ułożono warunki pokoju, 
przyjętego przez cesarza.^'*) Warunki tego pokoju do nas nie 
doszły, ale niezawodnie musiano traktować szeroko o Słowia- 
nach, ziemie których były głównym powodem do nieporozumień 
miedzy Frankami i Duńczykami. Z późniejszych tylko wypad- 
ków dostrzegamy, że Nordalbingija została przy cesarstwie i że 
Słowianie pomagający Duńczykom nic nie wskórali, równie jak 
i Obodryci, o których Karol W. nie troszczył się zupełnie. Przy- 
mierze z Duńczykami rozwiązało mu ręce i dozwoliło całą swą 
siłę zwrócić przeciw tym Słowianom, którzy się przed nim upo- 
korzyć nie chcieli. 

3. Wyprawa Franków przeciw Linianom i Byteńcom. Odbudowanie twier- 
dzy Hochbuki nad Łabą i ostateczne ujarzmienie Słowian lewego brzegu 
Łaby w r. 811. Założenie Starej Marki. 

Na wiosnę r. 811, gdy już drogi oschły, wojsko Karola W. 
poszło nad Dunaj dlazałatwienia zajść między Słowianami i Awa- 
rami, którzy będąc już ochrzceni znajdywali u Franków opiekę 
przeciw wzmagającym się Słowianom, Inne wojsko, zdążywszy 
nad Łabę, odbudowało Hochbuki w roku przeszłym przez We- 
letów zniszczone, a także zajęło się spustoszeniem krajów Łinia- 



^-) Hobek blisko (iartowa, według innych Boberg nad r. Biele, wpadającą 
do Łaby z północy niżej Hamburga, 
^"j Eginhard. Annal, a. 8io, 



— 43 — 

nów^*) i Byteńców ^*) za ich wspólne działanie z Weletami, któ- 
rych na nowo zobowiązano do uległości cesarstvvu. W roku na- 
stępnym 812 powtórzono przeciw nim wyprawę i wzięto za- 
kładników.'*) 

Tu sie kończą dzieje niepodległości Słowian lewego brzegu 
Solawy i Łaby. Przypomnijmy sobie, jak Saksy w zmowie z Fran- 
kami podbili Durzyńców w r, 531 i wtedy posady swe rozsze- 
rzyli z północy aż do r. Unstruty i na wschód nad rzekami Oker 
i A ller, ale do rzeki Łaby dosięgnąć nie zdołali Z lewej strony 
tej rzeki bytowali swobodnie Drewanie, Chełmianie, Łączanie 
i Brdanie, aż do Karola W, Pierwsze uderzenie na nich, gdy 
Karol W. obozował przy ujściu rzeki Ory do Łaby r. 780, nie 
wywracało jeszcze ich niepodległości. W następne lata, w miarę 
podboju Saksów, znikała niepodległość załabskich Słowian, ale 
ostateczny cios zadany im został w r. 811. Odtąd ludy te już 
nie powstały i dla Słowiańszczyzny przepadły na zawsze. 

Wypadki r. 808 i 809 przekonały Karola W., że Słowianie 
należący do związku Weletów, mianowicie Smolanie, Linianie, By- 
teńcy gotowi byli w każdej porze walczyć o niepodległość. Przyłą- 
czając wiec do cesarstwa ziemie aż do Łaby, cesarz dla ich utrzy- 
mania w spokoju i dla powstrzymania napadów z przeciwnego 
brzegu tej rzeki, kazał zbudować warownie Hochbuki nad Łabą 
przeciw grodu Łączyna (Łenzen) w ziemi Smolanów. Gród ten, 
jak wspohmieliśmy wyżej, zniszczony przez Weletów w r. 810 
i odbudowany w r. 811, stał sie najpółnocniejszym punktem po- 
granicza wojennego, osadzonego przez Saksów, wiadomego pod 



^^1 Eginhard. Annal. a. 8ll, nie mówi za co burzono osady Linianów, ale 
wiemy, że sprzymierzywszy się z Weletami, działali przeciw Obodrytom, do związku 
których należeli. Annal. Fuld. a. 811. M. 6. I, 355. 

15) Missit Carolus imperator exercitum Francorum et Sasonorum ultra Albiam 
ad illos Sclavos, qui nominantur Linai et Bethenzer, et vastaverunt regiones illas et 
aedificaverunt castellum in loco qui dicitur Abochi (Hochbuki). Chroń. Moissiacen. 
a, 811. — O Byteńcach patrz wyżej tom II w dziale Etnograficznym § 15, I. 

'•*) Vilti dextras dederunt et obsides obtulerunt et promiserunt se dare par- 
tibus impcratoris. Chroń. Moissiacen. an. 812. Eginhard. Annal. a. 812. 



— 44 — 

nazwą Starej Marki (Alt-Mark), z której wyłoniło sie później za- 
borcze państwo Brandenburgskie. 

Stara ]\Iarka, jak ją na dawnych krajobrazach widzimy,''') 
rozległa sie na ziemiach Słowiańskich, które uniknąwszy podboju 
Franków i Saksów r. 531, straciły niepodległość dopiero za Ka- 
rola W. Patrząc wiec na położenie Starej Marki, zyskujemy wy- 
obrażenie w jakiem położeniu zostawały granice załabskich Sło- 
wian do r, 810, Od południa marka ta przytykała do księstwa 
Magdeburskiego, powstałego z zaboru ziem słowiańskich r. 806. 
Stara Marka, w połączeniu z księstwem Magdeburskiem, otrzy- 
mawszy kolonizacye niemiecką i opierając sie z północy na wa- 
rownię Hochbuki, a z południa na Magdeburg i grafstwo Mans- 
feldskie, zdaje się jeszcze w r. 531 zdobyte przez Saksów, służyły 
nie tylko do powstrzymywania napadów Słowian z prawego 
brzegu Łaby na ziemie cesarskie, lecz i zupełnie odcinały Durzyń- 
ców i Serbów od ich pobratymców Drewianów, Chełmianów, Łą- 
czanów i Brdanów. Cztery ostatnie ludy, straciwszy niepodległość 
r. 811, weszły do składu księstwa Luneburgskiego i etnograficznie 
przetrwały aż do XVIII wieku, gdy tymczasem sąsiedzi i pobra- 
tymcy ich przy ujściu Ory i nad Łabą aż do ujścia Solawy, pod- 
padłszy pod zarząd wojskowy Marki, ustanowionej w r. 807, przy- 
gnieceni osadami napływających Saksów, wcześnie zniknęli etno- 
graficznie, tylko liczne w tej stronie nazwy słowiańskie poświad- 
czają dotąd ich pobytJ**) 



^') Według dawnych krajobra/ów, Stara Marka z zachodu oddzielała sie r. 
Ora od dawnych posiadłości Saskich, a ze wschodu r. Łabą od Słowian niepodle- 
głych. Z północy sucha granica szła od wierzchowin r. Ory, aź do Laby, tak że 
Wustrów (Ostrów) leżał po za północną granicą marki, w ziemi Drewianów, Z po- 
łudnia sucha granica, od powrotu ku wschodowi r. Ory, zwracała jeszcze bardziej ku 
wschodowi dobiegając Laby przy ujściu r. Alajid. Kraj po nad dolną Ora wszedł 
do księstwa Magdeburgskiego prawdopodobnie r. 806, w czasie założenia warowni 
w Magdeburgu i Czartowie, bo gdy w r, 780 Karol W. obozował przy ujściu Ory, 
kraj ten należał jeszcze do Słowian. 

'**) W Starej Marce na zachód od Laby dotąd zachowała sie masa nazw 
miejscowych słowiańskich, wymownie świadczących, że kraj ten całkiem byt przez 
Słowian zasiedlony. 



— 45 — 

§ 33. 

Waśnie pomiędzy książętami słowiańskimi ułatwiają 
cesarstwu zhołdowanie Słowiańszczyzny zaodrzań- 

skiej. 

I. Zwierzchnictwo Ludwika Pobożnego nad Słowianami dolnej Łaby 

i Serbami. 

Ludwik, Pobożnym zwany (814 — 843), nie posiadając ani ener- 
gii, ani organizacyjnych zdolności ojca swego Karola W., nie 
zdołał w uległości utrzymać różne w państwie jego burzliwe ży- 
wioły. W samym początku panowania nabawiły go kłopotu 
napady Normanów na pobrzeża Niemiec i Francyi, oraz sprawy 
duńskie, wynikłe ze sporu dwócli gałęzi królewskiego domu 
o tron po zmarłym (r. 813) Hemmingu, przyjacielu Franków. 
Synowie dawniejszego króla Gotfrj^da Oław i Eryk, wypędzili 
z kraju braci Hemminga, z których starszy Harald umknął do 
Obodrytów, a potem do cesarza.^) Z rozkazu Ludwika Saksy 
i Obodryci przeszedłszy pograniczną rzekę Egdore, wstąpili do 
Sinlandyi, południowej części Jutlandyi i dotarli do pobrzeży bał- 
tyckich. Flota duńska z 200 okrętów stała niedaleko przy ja- 
kiejś wyspie (Aland?) i panowała na morzu. Lądowe wojsko 
Słowian i Niemców, nie mogąc nic przedsięwziąć, pustoszyło 
tylko okolicę i bez skutku z Haraldem powróciło do domu. Lud- 
wik przyjmował w Paderborn Haralda i posłów słowiańskich, 
ale będąc zajęty ważniejszemi sprawami w Italii, dalszego popie- 
rania sprawy Haralda, na ten raz, zaniechał.-) 

W następnym r. 816 Saksy i Franki posłani zostali przeciw 
Serbom, którzy posłuszeństwa cesarzowi odmówili. Wyprawa 
trwała krótko i, według dziejopisa cesarskiego, bez szczególnych 
wypadków skończyła się powściągnieniem niepokornych.-') Zdaje 



') Eginhard. Annal. a. 815. 
-) Eginhard. Annal. a. 815. 
^) Eginhard. Annal. a. 816. 



— 46 — 

się jednak, że do skończenia, raczej przerwania zajścia z Serba- 
mi, posłużyły wypadki gotujące sie u Obodrytów, 

2. Książęta Obodrytów Sławomir i Czedrag sami wywołują wmieszanie 
się Ludwika Pobożnego w ich spory. 

Iskra wojny domowej u Obodrytów trwała oddawna między 
stronnikami Sławomira i synem Drążka, Czedragiem, pozbawio- 
nym władzy po ojcu na korzyść Sławomira. Dopóki silna pra- 
wica Karola W. trzymała ster państwa, domowym waśniom nie 
było miejsca, ale po jego śmierci, pretendenci do tronu duńskie- 
go, synowie Gotfryda, podburzali Obodrytów przeciw Ludwikowi. 
Ten przyjmował posłów obodryckich w Compiegne i tam, jak się 
zdaje, postanowił, aby Sławomir władzę podzielił z Czedragiem. 
Wyrok cesarski wywołał otwarte wystąpienie stronnictw, Sła- 
womir zaklinał się, że nie przekroczy więcej Łaby i nigdy nie 
zjawi się na dworze cesarskim, a uważając siebie za uwolnionego 
od dawnych hołdowniczycli stosunków, począł otwarcie działać 
przeciw cesarstwu. Obodryci niegdyś najwierniejsi słudzy cesar- 
stwa i zacięci nieprzyjaciele Duńczyków, teraz łączą się z nimi 
przeciw cesarstwu i wspólnie wyprawę przygotowują. I gdy siły 
Obodrytów rzuciły się na główną warownię Franko - Saksów — 
Ezesfeld, synowie Gotryda jednocześnie z flotą zawinąwszy do 
ujścia Łaby, spustoszyli osady saskie nad r. Styr, ale Glumi, 
graf marki Północnej, spiesząc z wojskiem na pomoc oblężonym, 
przybył w tym samym czasie, kiedy Obodryci okrążyli mury 
zamku. Cesarscy stawili mocny opór, wskutek którego Obodryci 
zmuszeni byli od oblężenia Ezesfeldu. odstąpić r. 817*). Powsta- 
nie w Italii króla Berenharda, różne zamieszki, a potem sąd nad 
Berenhardem, przeszkadzały Ludwikowi przedsięwziąć kroki prze- 
ciw Sławomirowi, który wtedy sam jeden w kraju władał. Do- 
piero w rok z górą później (r. 819) wojsko z Franków i Saksów 
ruszyło nad Łabę, pod wodzą przełożonycłi nad marką saską, dla 
ukarania przeniewierstwa Sławomira. B\ła to więcej pogoń za 

*] Eginhard. Annal. a. 817. 



— 47 — 

opuszczonym od swoich Sławomirem, niż wojna. Schwytany i do 
Akwisgranu odprowadzony, Sławomir stanął przed sądem, na 
którym rodacy jego, przybywszy na rozkaz Niemców, zarzucali 
mu różne winy. Z uczynionych zarzutów Sławomir, według wy- 
rażenia sie dziejopisarza ,.nie był w stanie usprawiedliwić się ro- 
zumnemi dowodami." Sąd skazał Sławomira na wygnanie, 
a władztwo nad Obodrytami oddano Czedragowi, którego współ- 
cześni królem zwali.'"') Mógł cesarz spodziewać sie, że Czedrag 
będzie mu wiernym tak, jak niegdyś ojciec jego Drażko wiernym 
był Karolowi W. Czedrag także mógł życzyć sobie najlepszych 
stosunków z cesarzem, ale zmieniły się czasy: otoczenie jego nie- 
pozwalało na to. 

Dopóki Saksy używając niepodległości, toczyli pograniczne 
boje z Obodrytami, dopóty ci ostatni szukali przymierza z Fran- 
kami przeciw Saksom i ich przyjaciołom Duńczykom, ale po wcie- 
leniu Saksów do cesarstwa, Obodryci nie mogli zostawać dalej 
przyjaciółmi Franków, bo w takim razie musieliby żyć w zgodzie 
ż Saksami, którzy korzystając z sympatyi ku nim Franków, sta- 
wali się groźniejszymi niż dawniej wrogami Słowian. Zrozumia- 
wszy to Obodryci, zwrócili uwagę na Daniję, jako na natural- 
nego ich sprzymierzeńca przeciw zamachom cesarstwa. Czedrag 
musiał uledz wpływowi okoliczności i na wzór Sławomira wejść 
w porozumienie z synami Gotfryda. Z tego powodu cesarz pozwolił 
Sławomirowi powrócić do kraju, lecz w podróży Sławomir, przyją- 
wszy chrzest, umarł r. 821.''*) Czedrag pozbył się niebezpiecznego 
rywala, a lud obodrycki nowego zniszczenia i wojny domowej. 

Cesarz Ludwik, będąc zajęty ciężką wojną z Ludewitem 
Chorwackim, która się już trzy lata toczyła (819 — 822), nie mógł 
zwrócić całej swej siły przeciw Czedragowi; rozkazał jednak Sak- 
som zbudować zamek nad r. Delbądą (w Lauenburgu) i wypędzi- 
wszy z tej miejscowości Słowian, załogą swoją osadzić, dla wstrzy- 
mania napadu nieprzyjaciół. Wszakże to nie przeszkodziło po- 

'') Eginhard. Annal. a. 8iq. 
*) Eginhard. Annal. a. 821. 



_ 48 - 

słom obodryckim zjawić się przed cesarzem we Frankfurcie, dokąd 
także przybyli posłowie: Serbów, Weletów, Czecłiów, Morawów 
i od południowycli Obodrytów.") Był to zjazd posłów wszystkicłi 
pogranicznycli z cesarstwem ludów słowiańskich, z którycli ka- 
żdy miał swe szczególne sprawy do załatwienia. 

Nie doszły do nas wiadomości czego mianowicie dobijali się 
u cesarza posłowie słowiańscy, ale zważając na wypadki przed- 
stawiamy sobie następne. Obodryci i Walety (Lutyki) szukali 
rozstrzygnienia, każdy na swą korzyść dawnycli sporów, dając 
tym sposobem cesarzowi powód mieszać się do ich spraw domo- 
wych, waśnić ich między sobą jeszcze więcćj, aby potem łatwiej 
jednych i drugich do uległości zmusić. Serbowie nadłabscy mieli 
pograniczne zajścia z markgrafami i zapewno zażalenie z powodu 
niedawnego (r. 820) napadu Franków, przeciw którym walczył 
Ludewit, jak niektórzy mniemają, król dolnołużycki.^) Obodryci 
Wschodni, sąsiedzi Serbów, z nad r. Timoku mogli mieć sprawę 
z cesarstwem z powodu Ludewita chorwackiego, który po niefor- 
tunnym trzyletnim boju z Frankami, znalazł u Serbów przytułek. 
Czesi z Morawianami składali cesarzowi podarki, a chociaż cel ich 
poselstw niewiadomy, nieomylimy się jednak dopuszczając niezado- 
wolenie ich z pogranicznych grafów, a może już i z biskupów 
bawarskich, wcześnie bardzo zamyślających wybieranie dziesię- 
ciny z Czech i Morawy. 

Ludwik Pobożny, jak utrzymują dziejopisarze, nie lubiący 
wojny, a w rzeczywistości będąc w trudnych okolicznościach dla 
utrzymania tego, co mu się dostało po ojcu, nie mógł przedsię- 
brać' dalszych zaborów. Naturalnym więc celem jego polityki 



'^) U Eginharda pod r. 822 nazwani: „Praedenecenti". — Abodriti, qui vulgo 
Praedenecenti vocatur et contermini Eulgaris Daciam Danubio adjacentem incolunt 
(Eginh. an. 824). U geografa Bawarskiego nazwani Osterabtrezi = Wschodni Obo- 
dryci, przedzieleni od niższej Morawy Timoczanami z nad r. Timok. Lelewel, Na- 
rody vni, 20. 

**) Exercitum suum misit (I^udovicus imp.) adversus orientales Sclavos, quo- 
rum dux nominabatur Liduit, quem in fuga verterunt et terram illam vastaverunt. 
Tbegan)us sub an. 820 apud Pertz. \I. G. II 596. O Ludewicie w Cz, Ma. Serb. 
1849—50. s. 34. 



i 



— 49 — 

było stanąć jako sędzia i rozjemca sporów nietylko cesarstwa 
z pogranicznymi ludami, ale nawet i wewnętrznych pomiędzy osta- 
tnimi rozterek. Świetność majestatu cesarskiego wsławionego po- 
wodzeniem oręża i wspieranego powaga kościoła, jakże w^ysoko 
panowała nad umysłami masy ludów słowiańskich, bytujących 
według dawnego obyczaju w prostocie pogaństwa, a co więcej 
powaśnionych między sobą i wyrzekających się zlania w większe 
ciała społeczne, z obawy stracema swobody plemiennej. Blask 
tronu cesarskiego pociągał Słowian na zjazdy w nadziei uzyskania 
czegoś, — w rzeczywistości odchodzili zaplątanymi w sidła poli- 
tyki. Nad Łabą trwał spokój, wojna na lat kilka ustała. Słowia- 
nie odpoczywali, a Franki zajęci powstaniem Chorwatów pod 
wodzą Ludewita (819 — 822) i w obec gotującego się jeszcze sil- 
niejszego powstania nad Drawą i Sawą,'*) zniewoleni byli zosta- 
wać w zgodzie z nadłabskimi Słowianami. 

3. Książęta Weletów Miłogost i Czeledrag, tudzież Czedrag obodrycki 

i Tungło serbski na dworze cesarskim załatwiają sprawy domowe. 

Demoralizaoya książąt. 

Spokojni ze strony cesarstwa, Słowianie zyskali czas do urzą- 
dzenia się w domu, ale ich przedewszystkiem zajmywały zamieszki 
wewnętrzne. W pierwszej ćwierci IX w. u Weletów panował Luba 
razem z braćmi, ale że był starszym, przy nim według obyczaju, 
ze stawała i władza najwyższa. W zaszłej między Obodryta- 
mi a Weletami wojnie Luba poległ, zostawiwszy dwóch synów: 
Miłogosta i Czeledraga. Walety wybrali na ..króla" starszego 
brata ^lilogosta, ale przekonawszy się, że on nie był godzien 
tego dostojeństwa, stosownie do obyczaju, wypędzili go z kraju 
a młodszego brata ogłosili królem. W Maju r. 823 bracia Mi- 
łogost i Czeledrag, zjawiwszy się we Frankfurcie, przedstawili 
sprawę swą na rozstrzygnienie Ludwikowi. Nie zaniedbał on 



•) o siedmioletniej walce Chorwatów z Frankami (825 — 830) za panowania 

księcia Poriny, w skutek której Chorwaci wybili się na wolność i zupełną nie- 
podległość zyskali, niżej § 34. 

Tom Ul. 4 



skorzystać z tak doskonałej okoliczności, dla utwierdzenia swego 
wpływu nad Słowianami i dla tego rozkazał dowiedzieć się: 
któremu mianowicie z braci lud daje pierwszeństwo, a otrzyma- 
wszy zapewnienie, że lud stoi po stronie Czeledraga, mianował 
go księciem, ale i Miłogosta skrzywdzić nie chciał. Obdarzył 
więc cesarz obu braci i od obydwóch otrzymał przysięgę wier- 
ności.^^) Na tymże sejmie oskarżonym został książę Obodrytów 
Czedrag, zapewno przez pogranicznych grafów saskich, jakoby 
przeniewierzywszy się Frankom, uciekał się do różnych wykrętów 
długi czas, aby się nie zjawić na dworze cesarskim. Ludwik po- 
słał komisarzy do Czedraga, który odprawiając ich napowrót, po- 
słał z nimi kilku dostojniejszych mężów dla zapewnienia cesarza, 
że jeszcze przed nastąpieniem zimy on osobiście przed cesarzem 
stanie. Spełniając przyrzeczenie, Czedrag jeszcze w tymże roku, 
w towarzystwie obodryckich dostojników, przybył do Compiegne 
i w sposób zadowalniający wytłómaczył powody, które mu prze- 
szkadzały być u cesarza „a chociaż w niektórych razach zdawał 
się być winnym, ze względu jednak na zasługi przodków wszy- 
stko mu przebaczono, pozwolono wrócić do swego państwa, przy- 
czem i obdarzono go jeszcze" r. 823.^^) 

W Październiku r, 826 na sejm w Ingelheimie zjawili się: Cze- 
drag książę Obodrytów i Tungło zwierzchnik czy książę Serbów, 
oskarżeni o zdradę. Cesarz wziąwszy w zakładniki synów Tungła, 
pozwolił mu wrócić do domu, a Czedraga zatrzymał, wyprawiw- 
szy tymczasem posłów do kraju Obodrytów dla zbadania opinii 
narodowej. Po powrocie posłów, doniesiono cesarzowi, że chociaż 
między Obodrytami niema jednomyślności, ale możni zgadzają się 
przyjąć księcia swego. Wtedy Ludwik rozkazał wziąć od Obodry- 
tów zalcladników, a Czedragowi powrócić władzę.^") 

Dopuszczamy, że obawa o utratę władzy, a może i niepod- 
ległości kraju, zmuszały książąt słowiańskich korzyć się przed 



^0) Eginhard. Annales, 823. 
^1) Eginhard. Annal. a. 823, 
^2) Eginhard. Annal. a, 826, 



_ 51 — 

cesarzem, przesiadywać na jego dworze, dobijać sie zaufania, 
ale jakże wytłómaczyć możnowładców obodiyckich, którzy 
udali sie do cesarza ze skargą na księcia Czedraga? Cóż pobu- 
dzało serbskich dostojników, niezadowolnionych ze swego księcia 
Tungła, podobnie postąpić? Widocznie demoralizacyj a, pod wpły- 
wem cudzoziemskim, wkradła sie głęboko w społeczność ów^czes- 
nycłi Słowian nad Łabą i podzieliła ją na stronnictwa. Stron- 
nictwa te musiały być dość silne, jeśli książęta nie mogąc podo- 
łać im, spieszą dla usprawiedliwienia się przed cesarzem. O ileż 
w pojęciu Słowian cesarz stał wyżej od icłi własnycłi książąt? 

§ 34 

Osłabienie przewagi cesarstwa nad Słowianami. 

i. Niepowodzenie Franków w bojach z Chorwatami zniewala Ludwika 
Pobożnego do oględnego postępowania z Serbami, Czechami, Obodryta- 

mi i Weletami. 

Podczas gdy Ludwik Pobożny na dworze swym w Com- 
piegne, Ingolsztadzie i Frankfurcie przyjmywał książąt i posłów 
słowiańskich, rozsądzał ich sprawy, karcił i nagradzał, nad Dra;- 
wą i Sawa kipiała straszna, barbarzyńska wojna Franków z Chor- 
watami. W ciągu siedmiu lat (825 — 830 r.) Chorwaci morze 
krwi własnej przelawszy, stargali wszelkie usiłowania Franków 
i zmusili cesarza do uznania ich niepodległości. Wiedział cesarz 
jak liczne jego wojska, z Francyi różnemi drogami doszedłszy 
nad Drawę, już więcej nie wracały, wiedział jak wódz jego Ko- 
cilin (Gosselin?) nie szczędził płci, wieku i mienia,^) a jednak 
wszystko napróżno. Kocilin uciekł,-) wojska jego wyginęły, 
przewódzca Chorwatów Porina tryumfował, przyjął chrzest, zy- 
skawszy przez to silnego zastępcę w papieżu, Niedziw więc, że 



^) Constan Porphi. de Administ. Imp. cap. 30. „Tanta in eos crudelitate 
utebantur Franci, ut lactentes adhuc eorum pueros occidentes canibus objicerent. 

2) Kocilin nie byl zubity, jak utrzymuje Purpurorodny, gdyż później jeszcze 
w r. 834 zjawił sie. Szafarzyk. Star. Slow. § 33 str. 302. 

4* 



- 52 — 

pobożny cesarz okazywał się pov^'oInym względem Słowiańszczyzny 
nadłabskiej, przysłuchiwał się opinii ludowej i przyj mywał stronę 
tego księcia, za którego stał lud. Cesarz starał się nieobrażać 
uczuć narodowych, a jego margrafy wstrzymali swe zapędy do 
zaboru ziem słowiańskich. Trwał więc pokój stały z Czechami, 
Serbami i Pomorzanami. Wszakże wypadki u Słowian chorwa- 
ckich niezostały bez wpływu i na Słowiany nad Łabą. Książęta 
Obodrytów niegdyś tak posłuszni Karolowi W,, teraz unikają 
odwiedzin cesarskiego dworu, porozumiewają się z Duńczykami. 
Welety wyłamali się zupełnie od wszelkich obowiązków wzglę- 
dem cesarstwa, tak że spółcześni pisarze nie znajdywali nic go- 
dnego zapisać o nich. Czechowie i Morawjanie cieszyli się zupełną 
niepodległością, a Serby i Łużyczanie, nie chcąc wiedzieć nawet 
o jakiej bądź zależności od cesarstwa, przyjaźń dlań księcia swego 
Tungla za zdradę poczytali. Sławiańszczyzna ożywiła się myślą 
swobody narodowej i wyłamawszy się powoli z pod jarzma wło- 
żonego na nią przez Karola W., gotowała się porwać ostatnie 
stosunki przyjaźni z cesarstwem. 

2. Założenie biskupstwa Hamburgskiego r. 834. Anskar apostoł Północy. 

Wśród niepowodzeń oręża cesarz Ludwik oddawał się spra- 
wom pobożnym, zamierzając winnicę Chrystusa zasadzić na da- 
lekiej północy, co posłużyło by razem i do powiększenia maje- 
statu cesarskiego, przez podciągnienie pod jego władzę ochrzco- 
nych ludów. W roku 823, arcybiskup reimski Ebbo, z polece- 
nia cesarza i upoważnienia stolicy apostolskiej, udawszy się do 
Danii dla opowiadania ewangelii, wielu ludzi nawrócił.^) Cesarz 
darował mu majętność Wełna, albo Welnau w Nordalbingii, te- 
raz Miinsterdorf, niedaleko Esesfeldburga, gdzieby mógł mieć 
przytułek i stanowisko dla stosunków z ludami Północy.*) W tymże 
czasie udało się cesarzowi skłonić pretendenta duńskiego Ha- 



") Eginhard. Annal. a 823. 

*} Rimberti. Vita S. Anskarii 13. 14. Pertz M. G. II 



— 53 

ralda do przyjęcia chrześciaństwa, z towarzyszami swymi w Mo- 
guncyi r. 826.^) Z powracającym do Danii Haraldem, cesarz posłał 
mnicha korbejskiego') Anskara dla apostołki na Północy. Szedł 
Anskar do Szwecyi, znalazł tam prozelitów i w nagrodę miano- 
wany został arcybiskupem północnych krajów (r. 831), Wtedy 
Ludwik zamierzając uskutecznić zamiary ojca, ustanowił arcybis- 
kupstwo nad Łabą w Hamburgu (r. 834). Była to metropofia pół- 
nocna do nawracania, według dokumentu r. 835, Danów, Szwedów, 
Norwegów, Farejców, Grenlandów, Islandów, Finnów i Słowian') 
Anskar został prymasem ludów północy i wschodu, zajął się wy- 
łącznie Skandynawami, a do Słowian niezaglądał nawet. Kupo- 
wał on wreszcie chłopców słowiańskich, i na naukę oddawał ich 
do klasztoru Turholt we Flandryi,^) podarowanego arcybiskupowi 
hamburgskiemu dla zwiększenia jego dochodów. Z tego można 
Wnioskować jak mało miał Anskar nadziei na powodzenie chrze- 
ściaństwa wśród Pomorzanów i uzyskania od nich daniny na 
utrzymanie arcy biskupstwa. Z czasem gdy klasztor Turholt od- 
padł od biskupstwa hamburgskiego, opat tameczny uczniów swych 
w poddanych obrócił. 

3. Nienawiść do chrześciaństwa sprzymierza pogan północnych ze Sło- 
wianami przeciw cesarstwu. Opamiętanie Słowian. 

Założenie metropolii chrześciańskiej w Hamburgu trwogą 
napełniło sąsiednie słowiańskie ludy o cześć swych bogów, ró- 
wnie jak i Skandynawów o cześć Odina i Walhali. Zrozumieli 
poganie, że chrześciaństwo przynoszone przez Niemców, zwia- 
stuje nowy porządek rzeczy, niezgodny z ich wyobrażeniami 



6) Eginhard. Annal. a. 826. 

*) Klasztor Corbie nad r. Somme, w pobliżu Amien, później przez Ludwika 
Pobożnego przeniesiony, pod nazwa Nowo - Korbejskiego, do kraju Saksów, nad 
Wezer. 

') Hasselbach. Codex Pomeraniae, dyplomat pod Nr. 3. ma być zmyślonym 
przez mnichów korbejskich, ale w każdym razie jest bardzo ważnym dokumentem 
we względzie geografii Pomorza, 

8) Rimberti. Vita S. Anskarii Pertz. M. G. IJ. Porów. Ranmer. Regesta s. 21]; 
Barihold (Jeseh. v. Riigen und Pommern. I s. 220; Wiger. Mekl. Annalen s. 14, 131. 



— 54 — 

i swobodą. Hamburg stanął solą w oku zarówno Słowianom, 
jal< i Skandynawom. Odtąd dawne boje miedzy Słowianami 
a Skandynawami ustają. Północni poganie bratają się przeciw 
wspólnemu nieprzyjacielowi — clirześciaństwu, reprezentowanemu 
w icłi oczach przez Niemców. Odtąd Wikingi normańscy nie 
łupieżą wiecój słowiańskicli grodów pomorskicli,'') a całą swą 
energia zwracają na pobrzeża krajów clirześciańskich. Obodryci 
zerwali stosunki z Frankami i pierwszy raz wspólnie z Weletami 
występywali w latacłi 835 i 836 przeciw wojskom cesarskim, 
wyprawionym dla zmuszenia icłi do uległości. ^^) Napad ten za- 
drasnął króla duńskiego Erika, który zaraz począł sie domagać, 
aby Ludwik zrzekł się władzy nad Obodrytami i takową, razem 
z krainą Fryzów, oddał Danom.") Ludwik odrzucił takowe do- 
maganie się: wojna ze Słowianami ciągnęła się bez skutku, cłio- 
ciaż wodzowie cesarscy, wróciwszy do domu chwalili się z upoko- 
rzenia Słowian (r. 838). Kłamstwem to jednak było, ponieważ 
Słowianie jeszcze później, wspólnie z Duńczykami łupieży li po- 
granicza cesarstwa i oprócz Obodrytów z Weletami, do boju wy- 
stępywali Chełmianie i Serbowie. Wysłane przez Ludwika 
wojsko saskie przeciw Koledyczam w okolicy Lipska bytującym, 
wpadło do tej krainy i stoczyło z Serbami pod grodem, przez 
Niemców Kiesigesburg, albo Kozin esburg zwanym ^^) zaciętą bi- 
twę, w której zwierzchnik serbski Czemisław poległ, a gród jego, 



9) Napad duńskich "Wikingów na jakieś miasto słowiańskie (jak domyślają 
się niektórzy Wolin) i zlupieżenie go około r. 836, 837, było czynem hulaszczej 
drużyny, ale systematycznych napadów, jak dawniej, w IX, w. już nie było. 

'") Adalgarius et Egilo comes ad Abodritos et Wilzos a fide deficientes du- 
dum directi, reversi sunt, adductis securse obsidibus imperatori deinceps subditos 
fore nunciantes. Prudentii Trecensis an. 838. M. G. I. 

*') An. 838. „Missi Horich . , . . piratarum in nostros fmes dudum irruen- 
tium maximos a se ob imperatoris fidelitatem captos atque interfici iussos retulerunt, 
petentes insuper sibi dari Frisianos atque Abodritos. Cujus petitio, quanto impera- 
tori indecens sive incongrua visa est, lanto vilius spreta et pro nihilo ducta est. Pru- 
ducentii Trecensis an, 838. 

^2) Według niektórych pisarzów ma być Ouetz, według Jencza Kothen. Po- 
wieść o Serb. kr. C. M. S. 1849 — 50. I, 35. Może po stowiańsku zwał sie Kozi- 
gród, Kozin? 



— 55 — 

tudzież jedynaście zamków zwycięzcy opanowali r. 839 J") Korzyści 
jednak z tego zwycięstwa cesarstwo nieotrzymało. Późniejsze wy- 
padki dowodzą, że Serbowie zachowali niepodległość, równie jak 
i sprzymierzeńcy ich Obodryci, Welety i Chełmianie.^^) By 6 może 
przypadła w tym czasie śmierć Ludwika Pobożnego r. 840 od- 
wróciła ciosy wymierzone przeciw Słowianom, w każdym razie 
ze zgonem cesarza Solawa i Łaba, tak samo jak i podczas zgonu 
Karola W., dzieliły Niemców od Słowian, z tą tylko różnicą, że 
Słowianie w r. 814, przygnieceni moralnie, starali się o względy 
cesarskie, poniekąd byli nawet w zależności i między sobą wa- 
śnili się, a teraz nabrawszy odwagi i rzuciwszy domowe zatargi, 
razem stawali do odporu nieprzyjaciela, z którym nigdy już wię- 
cej godzić się nie zamierzali. Powrót pojęć i usposobień doko- 
nywał się powoli, po ciężkich stratach i doświadczeniach, — co- 
kolwiek zapóźno, bo dał Niemcom czas utwierdzić się nad Łabą, 
ale za to był stanowczy i na dwa wieki przedłużył niepodległość 
Słowian prawego brzegu Łaby. 



§ 35. 

Słowianie nie korzystają z rozpadnięcia cesarstwa. 

I. Zaburzenie w Niemczech po śmierci Ludwika Pobożnego. Odpadnię- 
cie Niemiec od cesarstwa r. 843. 

Trzej synowie Ludwika Pobożnego, nie mogąc pogodzić 
się w odziedziczeniu spadku po ojcu, chwycili za oręż, aż naresz- 



t 



^') Saxones contra Sorabos, qni Colodici vocantur apud Kesigesburch dimi- 
cantes, victoriam adepti sunt. regeque ipsorura Cimusclo interfecto eandem urbem 

;et undecem castella ceperunt. Prudent. Trecen. an, 839. M. G. I 436. 

t ^*) W tomie I[ s. 144 — 5 niniejszego dzieła powiedziałem, że pod nazwa 

Hluni, Linones, Linai wypada pójmy wać Chlumian, Chelmian, 
którzy po lewym brzegu Łaby bytowali. Dla dokładniejszego zaś zrozumienia polo- 
ani geograficznego i nazwy wzmiankowanego ludu, daje tu następne objaśnienie. 
Wyprawy Karola W., Ludwika Pobożnego i Ludwika Niemieckiego dotlcneły 
niejednokrotnie ludek zwany Hluni, Linones, Linai. I tak: R. 795. 
usque ad fluvium Albim pervenit (rex) ad lo;um qui dicitur Hliuni (Eginhard); 



- 56 - 

cie starszy z nich Lotar, rozbity przez młodszych braci, jał sie 
ostatecznych środków. 

W Saksonii znajdywało się podówczas mnóstwo burzliwych 
żywiołów, gotowych do rokoszu i przywrócenia porządku takiego, 
jaki istniał przed reformami Karola W., a początkiem swym sięgał 
odległycli czasów. Wiadomo, że Saksy byli przybyszami ze Skan- 
dynawii, osiadłymi powiększę] części na ziemiach słowiańskich przy 
ujściach Łaby i Wezery w niepamiętne wieki. Wiadomo także, 
jak w połączeniu z Frankami Saksy, rozbiwszy r. 531 Durzyńców, 
ziemie ich opanowali, dawnych mieszkańców pozbawiwszy własno- 
ści, częścią wymordowali, tych zaś, którzy przy życiu zostali, utrzy- 
mali jako robotników na ziemiach zdobytych. Lud ten służebny 
zwał się łasi,') w ciągu trzech wieków mieszając się z Niem- 
cemi, zniemczał, ale szczególnej przyjaźni dla Saksów szlachetnych 
(edelingów) i właścicieli ziemskich (frilingów), "żywić nie mógł. 



R. 808 Karolus Albiam ponte junxit, et CKercituai cui praeerat in L i n o n e s et 
Smeldingos. (Eginhard), R. 808 in Saksonia ultra Albiam ad illos Sclavos, 
qui Yocantur L i n ai. (Chr. Moissiac). R. 811. Missit imperator exercitum ultra Al- 
biam ad illos Sclavos, qui nominantur Lanai et Bethenzer. (Chr. Moissiac), 
R. 839. Contra Abodritorum et qui dicuntur L i n o n e s. (Prudentii. Trecens.). 
R. 858 in Abodritos et L i n o n e s. (Rudolfii. Fuld. annal.). R. 877 Sclavi, qui 
yocantur Linones et Siusli, eorumque vicini defectionem molientes solitum 
dare censum renuunt. (Annal. Fuld.), Z tego widać, że wzmiankowany ludek mie- 
szkał po lewym brzegu Laby, w sąsiedztwie Smolanów i Byteńców, jak na mapie 
do tomu IT, oznaczono. A co sie tyczy nazwy, to wyrażenie kronikarza r. 795 
„locum H 1 i u n i" oznacza c h 1 u m y, c h e 1 m y, od których powziął lud nazwę 
Chlumian, Chełmian, przekręconych przez kronikarzy w Linonów, Linów. OJ nich 
wypada odróżniać Lino w, (Lini), którzy mieszkając po prawej stronie Łaby, wśród 
blót i lasów, kolo jeziora Moryckiego, składali małą włość, nie posiadającą ani siły 
ani możności z przyczyny oddalenia od Laby, stawać na linii bojowej nad Łabą do 
walki z Niemcami. Podobna cześć należy Chelmianom (I^inonom), ujarzmionym za 
Karola W., a później na wolność wybijacącym się. Tem się daje usprawiedliwić wy- 
rażenie kronikarskie, że w r. 877 L i n o n y (Cbełmianie) S u s ł y i inni sąsiedzi 
odmówili płacenia daniny, (solitum dare censum renuunt). To do Chlumian tylko za- 
stosowane być może, bo Liny, z okolicy jeziora Maryckiego, do boju z Niemcami 
w IX wieku nie występywali, a przeto i do płacenia im daniny zobowiązywani być 
nie mogli. 

') Nidhard opisując urządzenia Saksonii przez Karola W., rozpowiada o po- 
dziale ludu na: edhilingi, sunt qui frilingi, sunt qui lazzi illorum lingua dicentes, 
latina vero lingua hoc sunt: nobiles, ingenuiles alque servlles. Historiarum liber IV 
Pertz. Mon, Ger. II 667—668. 



I 



- 57 - 

choćby z ekonomicznych przyczyn, nie mówiąc o tradycyi, która 
im lepsze czasy przypominała. Lotar wezwał do oręża niższa 
klasę ludu, do której i łasi należeli, obiecując im majątek klas 
wyższych, powrócenie pogaństwa i dawnego porządku rzeczy. 
Lud powstawszy masami, biegł pod sztandary Lotara, gromadził 
sie pod nazwą S t e 1 li n g a, opanował majątki z których edelingi 
uciekali.-) Spodziewano sie, że i Słowianie połączywszy sie ze 
Stellingami, pomogą do wywrócenia porządku przez Karola W. 
zaprowadzonego; — wezwano i Duńczyków, obiecując im ustą- 
pić jakiś kraj, zapewne Nordalbingije. Ale Lotar nieumiał prze- 
prowadzić ruchu, przez niego wywołanego. Udało się wiec 
Ludwikowi, bez szczególnych wysileń, przełamać opór Stellingi 
i powstańcze tłumy poddać pod surowe ustawy, spychające ro- 
botników do stanu niewolników^) r, 842. 

Po trzyletniem zaburzeniu stanęła miedzy braćmi umowa 
w Verdun r. 843, w skutek której Niemcy ostatecznie oddzieliły 
sie od cesarstwa, a pierwszym królem Niemiec został syn Lu- 
dwika Pobożnego, Ludwik Niemiecki. 

Odtąd Słowianie pozbyli sie na zawsze niebezpiecznych od- 
wiedzin Franków, ale za to znaleźli się w obec Niemców spojonych 
prawicą. Karola W. w jedno państwo. Nowy sąsiad gorszy był 
od poprzedniego: więcej dziki i bardziej nienawistny Słowianom. 

2. Słowianie nie korzystają z rozdarcia cesarstwa. Obodryci burzą 

Hamburg. 

Trzyletnie zaburzenie w Niemczech podawało Słowianom 
dogodną zręczność upomnić się za swych braci załabskich, jeszcze 



*) Hinc eliam in Saxoniam missit, frilingis lazzibusque, quorum infinita mul- 
ttudo est, promittens.. si secum sentirent, ut legem quam antecessores suł, tempore 
quo idolorum cultores eranl, habuerant, eamdem illis deinceps habendam concederet. 
Qua supra modum cupidi, nomen novum sibi, id est Stellinga, imposuerunt, et in 
unum conglobati, dominis a regno pene pulsis, morę antiąuo qua qoisque volebat 
legę vivebat. Nitbardi. Histor. lib. IV M. G. II 669. 

^) Porów. Maciejowskiego. Histor. prawod. slow. T. I § 535. Roczniki 
Kromki str. 97. Dopełnienia doHist. praw. slow. sir. 50. Wigger. Mekl. Annal s. 16. 



- 58 - 

przez Karola W. ujarzmionych, dla czego wypadało wspólnemi si- 
łami zdobyć stanowiska saskie w Magdeburgu, Czartowie, Hoch- 
bukach, Hamburgu i Ezesfeldzie, przywrócić panowanie swoje 
w Nordalbingii, jak było między 804 — 810 r. i opanować ujście 
Łaby, do czego wielka pomoc Słowianie znajdywali we flocie 
duńskiej, gotowej w każdej chwili do działania przeciw Karlo- 
wingom. Ale Słowianie w tym czasie nie dojrzeli jeszcze do 
pojmowania interesu narodowego, a tem bardziśj dalecy byli od 
przejrzenia w przyszłość. Byli gotowi bronić do upadłego swe 
siedziby, każdy z osobna, łączyć się nawet niekiedy do wspólnej 
obrony, ale do działania wstępnym bojem przeciw nieprzyjacie- 
lowi wtedy gdy ten nie napadał na nich, — nie łatwo im było. 
Jedni Obodryci, zaprawieni w długich walkach z Saksami, Duń- 
czykami i Frankami, nauczyli się prowadzić wojnę zaczepna 
i korzystać z dogodnej pory. Oni jedni ze Słowian, wśród zabu- 
rzeń 841 — 842 r., ruszyli się przeciw cesarstwu i wspólnie z Nor- 
manami napadli na Hamburg. Napad był tak gwałtowny, że 
nawet okoliczni mieszkańcy nie zdążyli na pomoc miastu. Arcy- 
biskup Anskar zamierzał z mieszczanami i przedmieściem Ham- 
vik bronić się, ale nacisk nieprzyjaciół zmusił go do ucieczki tak 
spiesznćj, iż ledwo zachwycił z sobą relikwie świętych, płaszcza 
jednak unieść nie zdążył. Poganie opanowawszy miasto, łupie- 
żyli kilka dni, a potem zapaliwszy domy odeszli r. 842.'') Anskar 



*) Zkąd przybyli ci rozbójnicy, kto byli, a nawet w którym roku na Ham- 
burg napadli — niewiadomo, Adam Bremeński wypadek ten stosował do r. 840, 
ale wcześniejszy Nithard o zburzeniu Hamwiku wspomina między wypadkami r. 842. 
Nithard pod r. 842 mówi: Per idem tempus Nortmanni Contwig depraedati sunt 
inibiąue niare trajecto Hamwig et Novdhumwig similiter depopulati sunt. Historia- 
rum lib. IV. M. Ger. II, 669. Późniejsze legendy wspominają o jakimś księciu 
słowiańskim Borucie, który wladal na pograniczu z Niemcami i jako poganin napa- 
dał na chrześcian. (Legenda de ss. martyribus interfectis in Hamburgh, w Leib- 
nica Scriptores rerum Brunsvicen. I, 184). Przypomnić wypada, iż w owym czasie 
Słowianie pomorscy wspólnie ze Skandynawami działali przeciw Karlowingom, a za- 
tem nic dziwnego, jeśli pod nazwą Normanów, skrywa się w tym czasie nazwa Sło- 
wian, zapewne Obodrytów, którzy łupieżyli Hamburg, tę metropoliję chrześciań- 
Stwa, zarówno nienawistną dla Słowian jak i dla Skandynawów. 



r 



— 59 — 



przesiadując na przeciwnym brzegu Łaby, zwiedzał pogorzelisko; 
wystawiony jego staraniem kościół „przedziwnej roboty" znikł 
w płomieniacli, a niespokojne czasy nie dozwalały myślić nawet 
o wznowieniu metropolii. 

3. Bezskuteczna wyprawa Ludwika Niemieckiego przeciw Obodrytom 

r. 844. Hamburg powtórnie zniszczony r. 845. Metropolia z Hamburga 

do Bremy przeniesiona r. 847. 

Tymczasem Ludwik Niemiecki, uśmierzywszy powstanie 
w Saksonii, przedsięwziął w roku 844 wyprawę przeciw Obo- 
drytom za icli napady, jak mówią kronikarze, na Niemcy. 
W zaszłym boju książę obodrycki Gostomysł poległ, a inni 
zwierzclinicy z ludem musieli się upokorzyć,^) co wszakże nie 
przeszkodziło im wojować znowu w roku 845 i razem z Duń- 
czykami odbyć wyprawę nad dolną Łabą przeciw Niemcom. 
Flota Normanów, w liczbie 600 okrętów przez króla duńskiego 
Erika wystawionych, zawinąwszy do ujścia Łaby, napadła na 
Hamburg, warownia którego była już wzmocniona, lecz to nie 
przeszkodziło do zlupieżenia miasta,^) w czem prawdopodobnie 
przyjmowali udział i Słowianie. Ludwik pospieszył z wojskiem, 
pobił Normanów i w powrocie potłukłszy Słowian, zajął jakiś 
gród ich r. 845.^ Dla traktowania o pokój posłowie Erika udali 



^) Rudolfi. Annal. Fuld. an. 844, Hludovicus Abodritos defectionem molien- 
tes bello perdomuit, occiso rege eorum Gotzo niuzli, terramąue illorum et populum 
sibi divinitus subiugatum per duces ordinavit. Podobne przechwałki w Annales 
Bertinian. i Annales Xantes s, a. 844. 

8) Nordmanni castellum etiam in Saxonia quod vocatur Hammaburg popu- 
lati, nec inulti reversi sunt. Rudolfi. Fuld. Annal. 845. 

') Nortmannorum rex Oricus sexcentas naves per Albim fluvium in Germa- 
niam adversus Hludowicum dirigit; quibus Saxones occurrentes, commisso proelio, 
domini nostri Jesu Christi auxilio victores efficiuntur. Unde digressi Sclavorum 
ąuamdam impetu et capiunt civitatem. Prudentii Trecen. an. %5. 

Ludewicus rex congregato exercitu magno iter iniit ad Yinodos Ouod gentiles 
cum cognovissent, e contra legatos direserunt in Saxoniam et miserunt ei munera et 
obsides et petierunt pacem. At ille, concessa pace, rcversus est de Saxonia, 
Annal, Xantes a. 845. 



— 6o — 

sie na sejm do Paderbornu, dokąd i Słowianie przybyli. Wojna 
z Obodrytami skończyła się niczem.^) Ludwik mimo największej 
chęci ujarzmienia Obodrytów, dopiąć tego nie mógł, albowiem 
spieszyć musiał nad Dunaj, gdzie mu groziło daleko większe nie- 
bezpieczeństwo ze strony tamecznych Słowian. **) 

Ciągły niepokój nad dolną Łabą i przewidywanie nowych 
wojen między Słowianami a Niemcami, przeszkadzały do wzno- 
wienia arcybiskupstwa Hamburgskiego. Król Ludwik naznaczył 
Anskara biskupem bremeńskim r. 847 i tym sposobem dwa bi- 
skupstwa złączyły się w jedno. Arcybiskup północny Anskar 
miał swą stolicę w Bremen, gdzie przebywał do śmierci r. 865. 
Podróżował do Danii, ale o Słowianach ani on, ani jego następcy 
nie myśleli, zapewno i nie mogli, bo stosunek Niemców do Sło- 
wian pomorskich w IX wieku był jeden: wojna nieubłagana 
w celu opanowania ziem słowiańskich. Nie przeszkadzało to du- 
chowieństwu niemieckiemu granice biskupstwa hamburgo-bre- 
meńskiego rozciągać aż do r. Pieny,^*') choć tam noga żadnego 
apostoła jeszcze nie postała. 



*) Niektórzy pisarze dają tej wojnie szerokie znaczenie, upatrują nawet zu- 
pełne poniżenie Obodrytów przez zniesienie u nich z woli Ludwika władzy wiel- 
kiego księcia i postawienie kraju w hołdownictwo królowi niemieckiemu. Tak utrzy- 
muje i p. Pawiński (IIoJia6cKie CjiaMmie s. 51). Porównawszy jednak świadectwa 
annalistów, — na podobny wniosek zgodzić się nie możemy; późniejsze wypadki obja- 
śniają zupełna niepodległość Obodrytów. 

*) Porów, niżej, na stronicy 63, wojna Ludwika z Morawianami r. 846. 
^*) Sfałszowany przez mnichów korbejskich dolcument pod r. 786 (Hasselbach. 
Codex Pomeraniae pod N. i) wykazuje pretensyje Niemców na ziemie słowiańskie. 
Głosi ten dokument: terminos autem ejus (diocesis) circumscribi precepimus; id 
est . . . . Liam fluvium (teraz Liihe), qui absorbetur ab Albia fluvio, de hinc trans 
Albiam, ubi Bilena mergitur in Albiam, dehinc in ortum Bilene (teraz Bille), inde 
ubi Trauena absorbetur a mari, deinde usque quo perveniatur, ubi Pene fluvius currit 
in marę barbarum. Inde in ortum eiusdem fluminis. Hinc in Eldam. Dehinc in 
Albiam. Inde in rivum Alend (Aland?), wpadająca do Laby z lewej strony blizko 
Sznakenburga i t. d. 



— 6i — 



^H Usiłowania Ludwika Niemieckiego do panowania nad 
^H Słowianami. 

^m bil 

^^ ja 



S 36. 



I. Wzrost potęgi Moimipowiczów w Morawach. Wygnany z kraju Pry- 
bina przyjmuje chrzest u Franków i za dozwoleniem króla Ludwika za- 
kłada księstwo Błatneńskie r. 840. 



Po rozpadnięciu sie państwa Samona r. 662, nic w dzie- 
jach nie słychać półtora wieku o tern, coby się nad r. Morawa 
działo. Tylko z okolicznych zdarzeń możemy wnioskować, że 
w ciągu tego czasu Morawy tworzyły osobne państwo pod rzą- 
dem własnego rodu książąt, którzy bez wątpienia w bojach Fran- 
ków z A warami (791 — 803") przewodniczyli Morawianom.^) Zajęcie 
przez Franków stanowiska nad Dunajem, po wywróceniu przez 
nich panowania Awarów, zbliżyło granice cesarstwa aż do posad 
Morawianów, którzy dla uniknienia wojny z potęgą Karola W. 
oświadczyli mu się z uległością, może i daninę płacili, ale przez to 
niepodległości nie stracili. Żaden urzędnik cesarski nie gospodaro- 
wał u nich.-) Książęta morawscy byli zupełnymi władcami w swym 
kraju i zapewne nie z innego powodu, jak z przywiązania ludu, 
panowali jeden po drugim, jakby w monarchii dynastycznej, co 
się nie zgadzało z obyczajem słowiańskim.^) Częste boje z A wa- 
rami, trzymającymi stanowiska w Rakusach, były dla Morawian 
szkołą ćwiczenia się w sztuce wojennej i to się im później wielce 
przydało. 



') Porównać dzieła tego tom II s. 82. 

-) Histor}cy mniemają, źe Morawianie będąc postawieni miedzy Awarami 
a Frankami i znalazłszy się w konieczności rozprawiać się orężem z jednymi lub 
drugimi, udali się pod ochronę Karola W. w r. 8l i i że od r. 817 zostali danni- 
kami cesarstwa (Dudik. Mahrens Geschichte I, s. 109). Szafarzyk także twierdzi 
o zwierzchnictwie Franków nad Morawianami, mniemając, że w skutek tego Mora- 
wianie nie przyjęli udziału w wojnie Ludewita chorwackiego z Frankami r, 818 — 822 
i nie mieszali się do zatargów Franków z Bólgarami r. 817 — 829 (Star. Slow, § 41, 3, 
str. 475). Rozpatrywanie lej kwestyi należy do specyalnej historyi morawskiej. Tu 
tylko wspomnimy, źe zależność od Franków mogła być chyba nominalną, bo w rze- 
czywistości Franki nie wdawali się w sprawy Morawianów. 

i*} Dudik. Mahrens Geschichte I, s. 121, 123. 



— 62 — 

Nazwa Morawianów zjawia się wdziejach we właściwej for- 
mie^) pierwszy raz w r, 822, gdy posłowie icli razem z posłami 
innycli ludów^) przybyli do Franl<furtu z darami, dla okazania 
tem przyjaźni Frankom i życzenia żyć z nimi w zgodzie. W ośm 
lat później zjawia się pierwszy po imieniu wiadomy władzca 
morawski Moimir, zamierzający połączyć drobne ludy słowiań- 
skie między górami Czeskiemi, Karpatami i jeziorem Błatnem 
bytujące, aby powstrzymać szerzące się zabory Franków, którzy 
już od r, 803 Morawy zaliczywszy do dyecezyi Passawskiej, sze- 
rzyli clirześciaństwo i wpływ cesarstwa aż do Karpatów.") Moi- 
mir zrozumiawszy swe położenie, ocłirzcił się i przez to wyrwał 
sąsiednim margrafom powód do najazdów na Morawy. 

Władający pod ówczas w Nitrze, głównym grodzie Sło- 
waków, książę Pribina, poganin, wdawszy się z niewiadomycli 
powodów w wojnę z Moimirem i wygnany przez niego z kraju 
r. 830, znalazł przytułek u margrafa Rad bodą. Potem za wsta- 
wieniem się Radboda, cesarz Ludwik Pobożny przyjąwszy ła- 
skawie Pribinę, polecił ochrzcić go biskupowi salcburgskiemu, 
przez co Pribina zyskał względy cesarskie i z pomocą margrafa 



*) Dawniej Morawianie słynęli pod nazwa Markomanów, których przez nie- 
obaczność za Niemców poczytano. 

*) Eginhard. Annal. a, 822 Morvanorum .... legationes audivit. 

8) Pograniczne z Bawarya kraje słowiańskie Karol W. zdobywszy na A wa- 
rach, poddał pod władzę dwóch sąsiednich biskupów: sałcburgsliiego i passawskiego, 
w ten sposób iż Pannonia przypadła salcburgskiemu, a Rakusy passawskiemu bisku- 
powi. Początek taldego podziału prawdopodobnie sięga r. 803, kiedy Karol W. do 
Bawaryi zdążywszy, urządzał tam sprawy Pannonii. (Eginhard. Annales a. 803). Po- 
siadłości tych biskupów ciągnęły się do r. Raby, ale dopiero w r. 829 dokładniej 
oznaczone zostały. W dokumencie z dnia 18 Listopada 829 r. czytamy: „ut Re- 
ginharius, episcopus (Passaviensis) habeat ad diocesim suam de ista occidentali 
parte fluvii, qui vocatur Spraza, ubi ipsa exoritur et in ałiam Sprazam cadit, et ipsa in 
Rapam fluit; Adalramus vero Archiepiscopus ex occidentali ripa supradictarum aqua- 
rum in orientali et australi parte ad diocesim Juvavensem, et ita in antea, sicut Arno 
antecessor eius habuit, pleniter habeat." Erben, Regesta diplomatica. T. I, N. 23. 
W innych odpisach tego dokumentu rzeki są nazwane Spiraza i Aribone; w Boczka, 
Cobex dipl. I, N. 22. Jakaby rzeka kryła się pod nazwą Spraza, czy Spiraza — 
dotąd nie wyjaśniono i to przeszkadza historykom do wykreślenia granic rzeczonych 
biskupstw. 



- 63 - 

Radboda powrócił do Nitry, zajął sie szerzeniem chrześciań- 
stwa, wystawił kościół św. Emmerama, przez biskupa salcburg- 
skiego Adalramma jeszcze przed r. 836 poświęcony. Przyjaźń 
z Radbodem trwała niedługo: Pribina z synem swoim Kociełem 
zemknął do Bółgarów, a potem do Cliorwatów, którzy pod księ- 
ciem Ratimirem gotowali się do walki z Frankami roku 838. 
Po niefortunnej dla Chorwatów wojnie, Pribina udał się do grafa 
Krainy Salacłia, za jego wdaniem się, pogodził się z Radbodem 
i od Ludwika otrzymał około r. 840 w len krainę nad jeziorem 
Błatneńskiem, gdzie założywszy gród Błatno (Mosburg) przy uj- 
ściu r. Sali do jeziora, pracował nad rozszerzeniem cłirześciań- 
stwa, jak niegdyś w Nitrańsku. Zbudował w swem księstwie 
32 kościoły i aż do końca życia był przyjacielem Franków, ale 
z jMoimirem pogodzić się nie mógł.') Tymczasem Nitrańska kraina 
została pod władzą Moimira, który wzrósł w taką potęgę, jakiój 
pod ówczas w zacliodniej Słowiańszczyźnie nie było, bo od gra- 
nic bawarskicli aż do źródeł Odry i Wisły, a za Karpatami aż 
do rzek Hronu i Dunaju wszystkie mu ludy podlegały. 

2. Wyprawa króla Ludwika przeciw Morawianom r. 846. Niepomyślny 
powrót jego przez Czechy. Powtórna wojna Ludwika z Czecłiami i Ser- 
bami. Zwycięztwc Czechów r. 850. 

Wzrost potęgi morawskiej nie podobał się królowi Ludwi- 
kowi Niemieckiemu, który w imię idei wszecliwładztwa, przysłu- 
gującej niegdyś Karolowi W. jako cesarzowi rzymskiemu, uwa- 
żał siebie za spadkobiercę tej idei względem sąsiadów państwa 
Niemieckiego — Słowian i do panowania nad nimi dążył. Moimir 
nie cłiciał być pokornym sługą niemieckim, przez co ściągnął 
na się gniew Ludwika, który wpadłszy do Morawy w Sierpniu 
r. 846, synowca Moimira Rościł awa, przez Franków Rasticem 



') De conversione Baiovariouin et Carantanorum libellus. Pertz. M. Germ. 
XI, p, II. Jest to główne źródło wiadomości o Pribłaie. Diimmler. Geschichte der 
Ostfriinkischen Reichs. II, s. 174. 



- 64 — 

zwanego, ustanowił księciem morawskim,**) a co sie z Moimirem 
stało — nie wiadomo. 

Dumny z powodzenia król Ludwik taką się zarozumiałością 
uniósł, że powracając do domu przez Czechy nie zapytał nawet 
o pozwolenie, jak gdyby Czecliy do niego należały. Rozjątrzeni 
tem Czecłiowie rzucili się na wojsko królewskie i zadali mu taką 
klęskę, że sam Ludwik o mało co nie został schwytanym.") Obra- 
żony na Czechów Ludwik postanowił odwetować swą porażkę. 
Czechowie przepraszać go nie myśleli. Rościsław morawski, po- 
dobnie jak i Moimir, nie chciał być pokornym sługą niemieckim, 
ze strony zaś Serbów dawne pograniczne spory z Niemcami — nie 
ustawały. Gotowała się tym sposobem wielka wojna między 
Niemcami a Słowianami. 

Jeszcze za Ludwika Pobożnego, dla trzymania w uległości 
Czechów i Serbów, ustanowione zostały dwie Marki turyngskie: 
Południowa i Północna, w których główne stanowiska były w Er- 
furcie na północ i w Hallsztadzie na południe od turyngskiego 
lasu. To kraiszcze serbskie od r. 805 początek wiodące, zostawało 
najprzód pod zarządem margrafa Madalgauda. Przeciw Czechom 
stanowiska wojskowe Niemców były w Forheimie, Brembergu 
i Regensburgu, nad którymi początkowo przełożonym był Au- 
dulf.^") Gotując- się do wojny, Ludvvik w margraistwie turyng- 
skiem osadził Takulfa księcia sorabskiej granicy „dux sorabici 
limitis", a pograniczem przeciw Czechom zarządzał wtedy graf 



®) Aniial. Fuld. a. 846, gdzie Rastiz nazwany nepotem Moimari, co 
według badaczy najprawdopodobniej oznacza synowca. 

") Annal. Fuld. a. 846, Inde per Boemanos cum magna difficultate et grandi 
damno exercitus sui reversus est. 

Annal. Prudentii Trecen. a. 846. Hludovicus, rex Germanorum, adversus Scla- 
vos profectus, tam intestino suorum conflictu, quam hostium victoria conterritus, re- 
versus est. Annal. Xantes. a. 846. Ipse vero cum exercitu suo contra Boemanos 
perexit . , . sed periculose valde. 

10) Kapitularz Karola W. r. 805: Ad Forcheim, et ad Breemberga, et ad 
Regenisburg praevideat Audulfus. Erben Regesta str. 7. Ten Adolf byt markgra- 
fem 805—819; później Ernest 829—861. 



— 65 - 

Ernest. W tymże czasie, jakby dla zapewnienia przyjaźni może 
i pomocy Pribiny, Ludwik ustąpił mu na własność księstwo 
Błatneńskie r. 848.^^) A gdy już wszystko do wojny gotowe było, 
wojsko niemieckie pod wodzą księcia Ernesta i grafa Takulfa, 
przez Cheb uderzyło na Czechy. Cłicąc sprawę załatwić poko- 
jem, Czecłiowłe wysłali posłów, lecz nie do najwyższego wodza 
Ernesta, a do Takulfa, mającego wielką wziętość u Słowian, za 
to, że znał ich zwyczaje i mowc.^-) Rozpoczęła się krwawa, 
czteroletnia wojna, w której Serbowie pomagali Czechom. Król 
Ludwik sam wojsko prowadził w głąb kraju serbskiego, niszcząc 
wszystko po drodze, ale Czechowie wpadłszy do kraju nieprzyja- 
cielskiego, sławnem zwycięztwem upokorzyli dumę Ludwika, zmu- 
sili go prosić o pokój i wydać liczne rynsztunki wojenne r. 850.^=^) 
Zwycięztwo Czechów natchnęło sąsiednie Słowiany nadzieją uwol- 
nienia się od wdzierstw niemieckich. Serbowie w r. 851 wal- 
czyli jeszcze, lecz niepomyślnie, a Takulf, dla rozszerzenia swego 
władztwa usiłował zhołdować kraje między Solawą a Modłą '*) 



'^) De conversione Baioar. Pertz. M. G. Xr, p, 13. Actum in loco publico 
in Regenespurc anno Domini 848, indictione XI sub die 4 Idus Octob., także Mo- 
nnmenta Boica XI, 119. 

**) Boemanni per legatos ad Thaculfum directos, cui prae ceteris credebant 
quasi scienti leges et consuetudines Sclavicae gentis, erat ąuippe ,.dux sorabici li- 
mitis". Annal. Fuld. an. 849. Urodzony w okolicy Fuldy, zapewno z rodziców 
słowiańskich, Takulf miał dobra w prowincyi „juxta Bohsmiam, Sarowe (Serbsko) 
nuncupatam", był jednym z głośniejszych mężów swego czasu i miał jeszcze tytuł : 
„de Bohemia comes". Raumer. Regesta, an. 873; Miilverstedt. Regesta Archi- 
episcopatus Magdeburgensis. T. I, p. 12. Ten Takulf urząd księcia „sorabici limi- 
tłs" sprawował od r, 848 do r. 873, po nim Ratolf r. 874 — 880, Poppo r. 880 — 892; 
Konrad 892, a po nim Burchard do r. 908. O Takulfie szczegóły w Knochenbauera 
Geschichte Thiiringens. 1863. s. 23 — 27. 

>») Annal. Fuld. Rudolft. Pertz. M. G. I, 366—367; Prudent. Trecen, M. 
G. I, 444. Annal. Xantes. Pertz. II, 229. Szafarzyk. Star. Sław. § 39, 5, s. 445 
§ 43» 5. s. 540; Palacki. Dejiny, I, ks. II, r. IV, s. 132. 

") Annal. Fuld. an. 851. Pertz, I, 367; Annal. Xantes an. 851. Pertz, 
II, 229, Scheltz. Geschichte der Lausitz, s. 18. Teraz Mulda; w dokumentach Milda 
według K. Polana, ma sie zwać Modła. Lużica r. 1890. X. 5, s, 40, 
Tom III 



— 66 — 

3. Walka króla Ludwika z Rościsławem r. 855. Slawitah pan na Wi- 

toraziu podaje powód do zatargów Rościsława z Ludwikiem I Serbami 

r. 856. Takulf przedłuża najazdy na Serbów. 

Tymczasem w Morawii Rościsław obmyślał środki dla uzy- 
skania zupełnej niezależności od Ludwika. Próbował on droga 
układów osiegnąć zamierzonego celu, słał do Moguncyi posel- 
stwo w r. 852, jednocześnie z poselstwem Bółgarów,^'') którycli 
starał się na swą stronę przyciągnąć, a może i przymierze z nimi 
zawarł.'^) 

Gdy układy nie doprowadziły do zgody, Ludwik wypra- 
wił się w r. 855 przeciw Rościsławowi i obiegł go w warownem 
stanowisku, lecz doświadczywszy mężnego oporu, musiał ustępy- 
wać po lewym brzegu Dunaju, będąc ściganym przez Rościsła- 
wa J'^) Kronikarze niemieccy nie zapisali szczegółów niepomyśl- 
nego dla nicli zdarzenia i dla tego rezultatów wojny nie znamy, 
ale z ogólnego biegu zdarzeń możemy wnioskować, że Ludwik 
był pobity, '*') a Rościsław uważał się za swobodnego od wszel- 
kicłi zobowiązań, daninę przestał płacić i zbiegów królewskicłi 
przyj my wał do siebie. 

W tymże czasie dwaj synowie Witorada, czeskiego pana na 
Witoraziu, kłócili się o dziedzictwo po ojcu.'''') Jeden z nich Sla- 
witah, wygnany przez wojska bawarskie z swych posiadłości, 
szukał u Rościsława pomocy. Król Ludwik stanął po stronie 
drugiego brata, wspieranego przez serbskiego zwierzchnika Cze- 
ścibora (r. 856), mianował wygnanego Czecha panem na Wito- 



^5) Annal. Fuld. Pertz. I, 367, in cWitate Mogontia . . . legatiooes Bulgaro- 
rum Slavorumque audivit et absolvit. Że tu pód nazwa Słowian tnają sie rozuńiieć 
'Morawianie, to z tekstu kronikarza, wypada. 

'<^) Annal., Pruden. Trecen. Pertz. I, s. 448, Bulgari, sociatis sibi Sclayis,;et, 
ut feitur, a nostris muneribus inyitati, adve|^us Hludovicum, GennanJae regem, arci- 
ter promoventur, sed domino pugnante vincuntur. 

i'^) Annal. Fuld. an. 855.' Prud. Tieceną. an. 855. 

'**) Dudik. Mahrens Geschichte. I, s. 133. 

'") Putri wyżej § 20, tom II, sir. 386. 



I 



— 67 — 

raziu i słał wojsko przeciw Rościsławowi, ale ten dzielnie wsparł 
Slawitaha i najecliał wschodnicli Serbów, co sprawiło wielkie 
rozdrażnienie między Serbami tak, że zwierzchnika swego Cześci- 
bora, przycłiylnego niemieckim zamiarom, zamordowali r. 858.-^) 
Kronikarze nie oznaczyli jakiej potęgi i gdzie było państwo 
Cześcibora, wspominają tylko, że w Landskronie, koło Zgorzelca 
miał swój gród i był względny dla swych nieprzyjaciół. Bada- 
nia historyczne udowodniają, że władztwo Cześcibora rozciągało 
się na milczańską i łużycką ziemie.-^) 

Kiedy król Ludwik działał przeciw Morawianom, książę 
serbskiej granicy Takulf wojował z silnym serbskim ludem Gło- 
maczami (r, 856), a dwa lata później, z polecenia Ludwika, wy- 
konał nową wyprawę przeciw Serbom, lecz musiał poprzestać na 
korzyściach, jakie między Solawą a Modłą osięgnął.--) Później- 
sze wypadki i to mu wydarły. 

§37. 

Wojny Ludwika Niemieckiego ze Słowianami 
r. 858—869. 

I. Słowianie nadłabscy wspólnie z Normanami działają. Walka po całej 

wschodniej granicy Niemiec. 858 — 860. Śmierć Pribiny r. 860. Wojna 

króla Ludwika z Obodrytami r. 862. 

Ledwo król Ludwik skończył wojnę z Morawianami i po- 
zbył się kłopotu w sprawie Cześcibora (856 — 858), a już musiał 
spieszyć do obrony północnych granic państwa, zagrożonych 
przez Normanów i Słowian. Nie obeszło się w " tym razie bez 
podżegania króla Lotaryngii Lotara przeciw bratu Ludwikowi 



20) Annal. Fuld. an. 858. Nuntiatum est ei (Ludovici), in oriente rempu- 
blicam Sorabici limitis esse turbatum eo quod Sorabi duce eius Zistiboro nomine 
sibi fidelissimo insidiose perempto defectionem meditarentur, Palacki. Dejiny, I, IT, 
4. s. 134- 

2') Jencz. Powieść o serb. kroi. C. M. S. 1849 — 50. 

") Anna). Fuld. an. 856, 858. 

5* 



— 68 — 

Wikingów normańskich i książąt słowiańskich. Znakomity Wi- 
king Rorik, usadowiwszy się przy ujściu r. Ejdory w zachodnim 
Szlezwiku r. 857,') trzymał w strachu Nordalbingię i prawdopo- 
dobnie poduszczał Słowian do wspólnego przeciw Niemcom dzia- 



1) Harald królewicz duński ochrzczony i obdarzony posiadłością we Fran- 
cyi, podejrzany później o stosunki z piratami, został przez Franków zamordowa- 
nym. Brat jego Rorik, pałając żądzą odwetu za brata i za osobiste krzywdy od 
Franków, którzy go więzili, zebrał piratów i opanował cześć Fłandryi przy ujściu 
Renu r. 850. Potem zrobił najazd na Jutlandyę, w której stanowisko zajął przy 
ujściu r. Ejder i za zgodą króla Erika tam osiadł r, 857. Annal. Fuld. an. 850, 
857. Depping. Histoire des expeditioDS maritimes des Normandes, lib. II, eh. III, 
pag. 97. 

Kruze, przyjąwszy na uwagę roczniki Rudolfa fuldeńskiego i Hinkmara, tu- 
dzież Adama bremeńskiego, przyszedł do przekonania, iż wzmiankowany wyżej Ro- 
rik jest tym samym Rurykiem, który państwo ruskie w Nowogrodzie założył. "We- 
dług Kruzego, Rorik chrzest przyjął pierwszy raz w r. 826, ale w r. 841 połączywszy 
się z poganami napadł na chrześcian, a w r. 850 powtórnie chrzest przyjął, co mu 
jednak nie przeszkadzało z przyjacielem swym Baldwinem grafem Fłandryi, porozu- 
miewać się z rozbójnikami normańskimi. — ' W r. 855, za zgodą cesarza Lotara II 
i króla duńskiego Erika II, Rorik całą Jutlandyję posiadł. Wkrótce potem zda- 
rzyła się wyprawa Waragów na Słowian północnych, według Nestora w r. 859; a czy 
w tej wyprawie uczestniczył Rorik — nie wiadomo. Niewątpliwie jednak, iż w r 861, 
dnia I Septembra, kiedy jedni z Normanów przyjęli służbę u Franków, drudzy 
u Brytów przeciw Frankom, a inni w domu pozostali, o Róriku w Germanii nie 
słychać. Ale w tym właśnie czasie, według Nestora, Rurik przybył do Słowian. 
Z tego Kruze wnioskuje, że Rorik w r. 861 z Frislandyi, lub Jutlandyi udał się do 
Słowian, a w r. 863 powrócił do Frislandyi, otrzymał napowrót władztwo swe Do- 
rostat i królowi Karolowi przysięgę na wierność złożył. Wygnany z Frislandyi 
przed r. 867, jak raz w tym samym czasie, kiedy według Nikonowskiego kodeksu 
latopisu Nestora, Rorik ostatecznie objął rządy w Nowogrodzie, w skutek czego 
masa Nowogrodzianów do Kijowa umknęła. — W latach 870 — 879 wzmianki o Ru- 
riku w kronikach ruskich nie ma, a tymczasem w Lotaryngii i Francyi zjawia się 
znowu Rorik, który w r. 870 zawarł z Karolem Łysym umowę w Niemwegen, 
a w r. 872 przyjmy wał go Karol po przyjacielsku, jako wassala swego. W r. 873 
Rorik poddał się pod władzę króla Ludwika. Według Nestora Rurik umarł r. 879, 
a śrnierć Rorika w kronikach niemieckich nie zanotowana, lecz niewątpliwie w r. 882 
on już nie żył. — W r. 1837 w północnej Jutlandyi odkryto kamień, z napisem 
runiczym, w mowie skandynawskiej, z wyrazami: Ruricus sponsae (uxori) Ingridae, 
co według zdania Kruzego i Finn Magnussena, wskazuje żonę Rurika, który w r. 862, 
jako pan Jutlandyi żonie swej pomnik zrobić rozkazał. Syn Rurika ruskiego Igor, 
• u Byzantyńców lyyotp (Ingor) ma imię jednakowego z nazwą Ingirdy brzmienia, co 
zdaje się potwierdzać identyczność Rorika z Rurykiem. Schmaler. Jahrbiicher fiir 
Slawische Literatur, 1852, .=. 70 — 71. Sioegren. Bericht iiber das Werk des Finn- 
Magiiusen Runamo og-Runerne. Petersburg, 1842. 



— 69 — 

łania. Obodryci i Chełmianie ciągłemi wycieczkami dokuczali po- 
granicznym Saksom, a Serbowie ucierali sie z margrafem Ta- 
kulfem. 

W r. 858 Ludwik wyprawił jedno wojsko, pod wodza syna 
swego Ludwika, przeciw Obodrytom i Cliełmianom, drugie prze- 
ciw Serbom nadłabskim, trzecie przeciw Rościsławowi morawskie- 
mu,-) a sam wystąpił przeciw bratu Karolowi, królowi Francu- 
zów. Tymczasem Normani, prawdopodobnie drużyna Wikinga R6- 
rika, napadli na Nordalbingię i chociaż Niemcy chwalili się, że 
ich przepędzili,^) ale wyprawa przeciw Obodrytom nie udała się. 
Jeszcze gorzej powodziło się Niemcom z Serbami, powstałymi z po- 
wodu sprawy Cześcibora. Poruszenie się ich takie groźne rozmiary 
przyjęło, że Ludwik znalazł się zmuszonym opuścić wojsko wy- 
prawione przeciw Francyi i spieszyć na wschód r. 859.*) Zapewno 
z powodu ogólnego niepowodzenia oręża wstrzymaną została wy- 
prawa zamierzona przeciw Morawianom, a być może Ludwik po- 
kłóciwszy się z synem swym Karlomanem, wielkorządzcą Ka- 
ryntyi (Chorutanów), nie śmiał w^ystąpić przeciw Rościsławowi, 
z którym Karloman wszedł w przymierze. Nieczynność Ludwika 
zgubiła wiernego jego sprzymierzeńca Prybinę. Korzystając z do- 
godnej pory, Morawianie, dawno już czyhający na ich wroga 
Prybinę, razem z Karlomanem napadli na jego państwo i same- 
go Prybinę zabili r. 860. Syn zabitego Kocieł objął władzę 
w księstwie Błatneńskiem.'^) Ludwik nie mógł temu zapobiedz, 



I 



2) Rudolfi Fuld. an. 858. Rex decrevit tres exercitus in diversos regni sui 
terminos esse mittendos: unum quidem — in Sclavos Marahenses — alterum vero per 
Hludovicum filium suum minorem, in Abodritos et Linones, tertium autem in Sora- 
bos. W Annal, Fuld. a. 858 — tertium per Thachulfum in Sorabos, a o Linonach 
nie wspomniano. Pertz. I, 371. — Zamiast Linonów, pisze tu Chelmian, o czem patrz 
wyżćj str. 55, 56. 

"'') Annal. Bertinian. a. 858. 

*) Annal. Fuld, a. 858, 859. 

^) De conversione Bogoar. Pertz, XI, I4. Anno 865 venerabilis arohi- 
episcopus Juvavensium Adalvinus nativitatem Christi celebravit in castio Chesilonis 
(znaczy 25 grudnia 864 r.) noviter Mosapurc vocato, quod illi sucessit moriente pa- 
tro suo Privina, quem Moravi occiderunt. Z dokumentu pod r. 860 w Monumenta 



— 70 — 

bo właśnie w tym czasie musiał bronić północne granice. W ro- 
ku 862 sam on prowadził wojsko przeciw księciu Obodrytów Do- 
bomyslowi, ale powiodło mu się nieszczęśliwie: wielu znakomi- 
tych wojowników zginęło, — król musiał ustępywać, zadowol- 
niwszy się tem, że mu dano jakichś zakładników.") 

2. Syn Ludwika Karloman wchodzi w zmowę z Rościsławem. Ludwik 

zawiera przymierze z Bółgarami r. 864, rzuca się na Morawy. Kocieł 

książę błatneński w związku z Niemcami. 

Nie pora była dłużej u Obodrytów bawić. Sprzymierzenie 
się Karlomana z Rościsławem ciągnęło króla do Bawaryi, dla 
urządzenia spraw Karyntyi, którą synowi odjąć postanowił, oraz 
przygotować się do wojny z Rościsławem, dla czego zdążywszy 
do Bawaryi,') wszedł w zmowę z Bółgarami i z ich posłami za- 
warł w Tulln przymierze r. 864,^) stale dochowywane aż do 
końca wieku, Poczem dopiero Ludwik przebywszy Dunaj z li- 



Boica XI, 119 widać, że wtedy Pribina żyl: jeszcze, ale w r 861 występuje już 
Kocieł na sejmie w Regensburgu. O księstwie Prybiny rozprawa w „Svetozorze" za 
rok 1859, N. 16 i następ. 

") W rocznikach fuldeńskich wyprawa ta zapisana pod r. 862 w sposób 
przyjazny Ludwikowi, głosząc, źe: „Rex ducto in Abodritos exercitu, ducem eorum 
Tabomiuzlem rebeliantem dieto obedire et fllium suum cum aliis obsidibus dare 
coegit. Tymczasem roczniki Bertiniańskie, pisane we Francy] przez Hinkmara, bi- 
skupa reimskiego, pod rokiem 862 opiewają, że król Ludwik, gotując się do wojny 
ze Słowianami, prosił o pomoc swego krewnego Lotara, króla Lotaryngii, ale ten 
chociaż obiecał, lecz później nię przybył. Hludovicus autem, relicto in patria filio 
Carolo, Hludowicum fiłium suum secum ducens aggreditur Winidos; unde amissis 
quibusdam primoribus et nihil prospere gestis, sub obtentu obsidum ad Francofurd 
revertitur. Podobnież w Annales Xantes, pisanych w Lotaryngii pod r. 863. Lu- 
dovicus rex primum conventum habuit Yangioma et post hac Mogontia, ibiąue venit 
ad eum Lotharius, hostem machinantes in Sclavos, quod et postea fecerant, sed non 
profuit. A zatem już w IX wieku łatopiscy niemieccy puszczali się na tendencyjne 
drogi, nie zważając na prawdę, byle wysławić czyny swych wojowników, 

"*) Ludovicus vfiro totum pene annum morabatur in Beioaria; caute agens 
contra Margos rebelles et contra fiłium, Annal, Xantes an. 864. 

*) Quoniam nuntias, quod fldelis rex (Ludovicus) dipositum habeat venire 
Tullinam, et deinde pacem cum rege Yulgarorum confirmare, et Rastitium, aut vol- 
lcndo ąut nojlęndo sibi pbedięntem facere, Erben, Regesta I, i^^. 



— 71 — 

I^Pcznem wojskiem, nagle rzucił sie na Morawy i Rościsława w gro- 
dzie Dziewinie • obiegł.**) Rościsław widział się zmuszonym wejść 
w układy z Ludwikiem, wydał zakładników i przysiągł na wier- 
ność.^**) Niedługo jednak wypadło mu znosić tę. upokorzającą 
umowę. Młodszy syn królewski, Ludwik, powstał przeciw ojcu 
i za przykładem Karlomana, udał się do Rościsława o pomoc, 
sam przybył do Morawy i zachęcał do odzyskania, niepodległości 
r. 866, a tymczasem agentów swych słał do Turyngii i Sakso- 
nii, pobudzając do powstania. ^^) Sprawy tak się składały, że 
wojna między Ludwikiem a Rościsławem stała się konieczną. 
Jakoż w r. 868 dwaj przeciwnicy walczyli, bez skutku, szukając 
sprzymierzeńców. Ludwik pogodził się z synaini, wciągnął do 
swej polityki Bółgarów, na żądanie których niedawno, roku 866 
w Regensburgu przez poselstwo objawione, wysłał im księży ła- 
cińskich dla umocowania w chrześciaństwie króla Borysa z czę- 
ścią ludu nawróconych. '2) Rozścisław mógł liczyć tylko na Cze- 
chów i Serbów, bo sąsiedni książę błatneński Kocieł trzymał się 
polityki ojca swego i żył w zgodzie z Niemcami, chociaż władz- 
two jego uszczupliło się przez odjęcie na pograniczu Karyntyi, 
krainy Dudleipa zwanej.^-') 



i 



9) Annal. Fuld. an. 864; Annal. Hildesheim. an. 864. — Dziewin niedaleko 
teraźniejszego Hradiszcza, podobno Deben, pewniej Podiwin. 

10) Annal. Fuld. a. 864. Rastiz . . . . cum universis optimatibus suis fidem 
se cunctis diebus regi servaturum esse, juramento firmavit, licet illud minime ser- 
vaverit. 

") Annal. Fuld. a. 864. Nuntiis per universain Thuringiam et Saxoniara 
missis . contra regem rebellare disposuit. . . . 

12) Annal. Fuld. a. 866 ., . Hincmar Remen. an, 866. Ermanrich biskup 
passawski z księżmi i diakonami przybywszy do Bólgaryi, znalazł tam księży łaciń- 
skich, wcześniej przez papieża Mikołaja I wysłanych. Musiał wiec Ermanrich po- 
wrócić bez spełnienia swej missyi. 

»») Szafarzyk. Star. Sł. § 42, 2. s. 514, Żupa Dudleipa = Dulęby leżała 
w stolicy Saladskićj, na porzeczu Kaniży (Knesaha). Ostatecznie jednak położenie 
tej żupy jeszcze nie wyjaśnione. 



— 72 — 

3. Rościsław z Morawianami i Czechami na Bawaryę napada. Ludwik, 
pogodziwszy się z synami, przyciska Morawy r. 869. Niepomyślny ko- 
niec wyprawy. 

Z nastąpieniem r. 869 Rościsław postanowił wstępnym bo- 
jem w kraju nieprzyjacielskim odwrócić przeciw niemu wymie- 
rzone zamachy Ludwika. Czechowie wpadłszy do Bawaryi, a Ser- 
by do Turyngii, pustoszyli ogołocone z wojska kraje.'*) Synowiec 
Rościsława Świętopełk, wtedy już ksiaże nitrański, połączył się 
z Morawianami.'^) Król Ludwik, stosując się do działań nie- 
przyjacielskich, podzielił swoje wojska na trzy części. Z nich je- 
dno prowadził królewicz Ludwik przeciw Serbom i Susłom, zmu- 
sił ich w sierpniu roku 869 do odwrotu i miał nawet zniewolić 
mieszkańców jakiejś okolicy do uznania swego zwierzchnictwa.'*) 
Królewicz Karloman prowadził Bawarów przeciw Świętopełkowi, 
a trzecie wojsko z Franków i Szwabów sam król zamierzał pro- 
wadzić przeciw Rościsławowi, lecz zachorowawszy, powierzył je 
najmłodszemu synowi Karolowi, który wtargnąwszy z Rakus do 
Morawy, palił osady, lecz głównego grodu AYelihradu,") dosko- 
nale obwarowanego, zdobyć nie mógł. Tymczasem Karloman 
z Pannonii wtargnąwszy do Nitrańska, spalił okolicę i pobił za- 
stęp Morawianów, zostający pod wodzą Hundakara, który prze- 
niewierzywszy się suzerenowi swemu Karlomanowi, wcześniej 
jeszcze przeszedł do Morawianów,'^) lecz w pierwszej potyczce 
z Karlomanem, poległ. Radość z tego powodu była tak wielka, 



^•') Annal. Fuld. a. 869. Sorabi et Siusli, junctis Bohemis et ceteris vicinis, 
antiąuos terminos Thuriwgorum transgredientes (Solawę) devastant. 

^'^) Ze Świętopełk w r. 869 władał już księstwem Nitrańskiem, to można 
uważać z annalisty fuldeńskiego pod r. 870, patrz niżej § 39 cyt. i. 

") Annal. Fuld. a. 869. 

") W dokumencie r. 1030. Yieligrad ad flumenta fluv. Moravae. Boczek. 
Codex Diplom. I, 113. Stary Wielehrad zburzony podczas napadu Węgrów, Z ruin 
powstało teraźniejsze Hradisztć r. 1258. Szafarzyk. Star. Sł. § 41, 4, s. 479. 

^*) Morę Catilino dimicare volens, powiedziano w Annal. Fuld. a. 869. Pertz, 
I, 381. 



— 7?, — 

źe król Ludwik rozkazał we wszystkich kościołach regensburg- 
skich bić we dzwony. — Po tern Karloman połączył się z bratem 
Karolem, z czego bracia wielce radowali się i winszowali so- 
bie zwycięztwa.^*) Taki opis wyprawy tej podali Niemcy, tym- 
czasem według Hinkmara, biskupa reimskiego, bracia królewi- 
cze, poniósłszy wielkie straty, wracali do domu, a o żadnem 
zwycięztwie ani słychać. 2*') Przewaga okazała się na stronie 
Rościsława. Ludwik nie mógł dotrzymać mu pola i widział się 
zmuszonym do zawarcia pokoju nie zupełnie dlań dogodnego.^') 



§38. 

Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego (r. 863 — 870). 

I. Niechęć Słowian do chrześciaństwa przez Niemców opowiadanego. 

Oręż cesarski, łamiąc granice Słowiańszczyzny zachodniej, 
otwierał misyonarzom niemieckim drogę do apostolstwa wśród 
Słowian. Biskupstwa Salcburgskie, Passawskie i Regensburg- 
skie, rozszerzając swe dyecezye, od czasów Karola W., na zie- 
miach słowiańskich,^) starały się o ubespieczenie władzy swej, 
urządzały hierarchiję duchowną, wznosiły kościoły, hojnie w do- 
bra ziemskie uposażone, ^j dyecezye jednak nie były rozgrani- 



19) Annal. Fuld. a. 869. Pertz. I, 381. 

20) Hincmar Remen. an. 869. mówi: Królewicze aut nihil, aut parum utili- 
tatis egerunt, sed damnum masimum retulerunt. 

2*) Hincmar Remen. an. 869. Hludovicus pacem cum quadam conditione 
apud Yinidos obtinere procuravit. 

1) Wyżćj § 36, cyt. 6. 

') Nawet kościoły w Bawaryi położone freizyngeński i dolno- altaheński 
miały uposażenie na ziemiach słowiańskich. (Erben. Regesta NN. 24 i 29). Mię- 
dzy rzekami Aista a Nardina z północy do Dunaju wpadajacemi, leżały posiadłości 
regensburgskiego kościoła. (Erben. Regesta N. 27). Klasztor S. Emmerama w Re- 
gensburgu posiadał dobra w Pannonii. (Erben, Reg. N. 34). Benedyktyni Krems- 
miinsterscy posiadali dobra w Grunzviti pagus w Marce Wschodniej (Austryi), 
nad r. Treismą, w pobliżu granicy morawskiej. (Erben. Regesta N. 22). Islad taż 
rzeka leżały dobra arcybiskupa salcburgskiego. 



— 74 — 

czone ściśle. Każdy z biskupów chciał co największy obszar za- 
garnąć. Wszczęły się pomiędz^y nimi intrygi i kłótnie, które 
wreszcie cesarz Ludwik Pobożny rozstrzygnął w Regensburg-u- 
(r. 829) w ten sposób, że ziemie połóżoTife na wscłiód.od Łysej- 
góry (Kałileriberg), a rozdzielone rzekami Sprazą i Rabą, mają 
należy ć północną i wschodnią częścią do Passawskiego, a pofu- 
dniową i zachodnią do Salcburgskiego biskupstwa.^) W skutek 
tego Morawia zaliczoną została do biskupstwa Passawskiego, 
a w południowych od Dunaju krajach, równie jak- w księstwie 
Nitrańskiem szerzyła się władza arcybiskupa salcburgskiego, sta- 
raniem którego wiele kościołów w księstwie Błatneńskiem i w Ni- 
trawie wzniesiono około r. 836."') Czechy zostawały jeszcze w po- 
gaństwie i niezależności od cesarstwa, ale chrzest 1 4 panów cze- 
skich z ich czeladzią w Regensburgu (r. 845),^) podawał bisku- 
pom regensburgskim powód do rozciągania swej władzy i na 
Czechy, co aż do ustanowienia biskupstwa Prażskiego (r. 973) 
trwało. 

Wszakże usiłowania biskupów niemieckich do rozszerzenia 
chrześciaństwa u Słowian, nie osiągały pożądanych skutków. Po- 
ganie, patrząc na bezustanne napady pogranicznych grafów, gra- 
bieże i zniszczenie ojczystych posad przez Niemców, nie mogli 
spotykać przyjaźnie ich misyonarzy i wierzyć temu, co ci opo- 
wiadali o cnotach i miłości bliźniego. Wreszcie wymaganie dzie- 
sięciny i odprawianie nabożeństwa w języku łacińskim nie uspo- 
sobiały bynajmniej ludu słowiańskiego do przyjmowania nauki 
obcej wyobrażeniom jego i niezrozumiałej. Nie dziw więc, że 
rozwój nauki Chrystusa w Czecliach, Morawii i Pannonii był 
bardzo ograniczony, chociaż książę Moimir wyznawał chrze- 



") Wyżej § 36, cyt. 6, s. 62. O waśniach pomiędzy biskupami. Szafarzyk. 
St. Słów. § 41, s. 486—8. 

'») Wyżej § 36, s. 63. 

'') Annal. Fuld. an. 845. Hludovicus quatuordeciin ęx ducibus BoemaniO- 
rum cum" hominibus suis christiaiiam religionem desiderantes suscepit, ei i.n o.ćtayis 
Theophaniae baptisari iussit. Pertz. M, G. I, 364. 



— 75 — 

ściaństwo, a ksiaże Rościsław troszczył się o wytępienie po- 
gaństwa.**) 

Z większem powodzeniem nieco zaprowadzał w księstwie 
Błatneńskiem chrześciaństwo Pribina, wznosząc liczne kościoły 
i pomagając do ustanowienia hierarchii duchownej od arcybiskupa 
salcburgskiego zależnej. Zależność ta, datująca się od czasów Ka- 
rola W., miała na celu wznieść powagę arcybiskupa i dla tego 
ustanowione zostały przepisy, aby żaden ksiądz postronny, bez 
dozwolenia zwierzchności duchownej, nie mógł dłużej nad trzy 
miesiące swych obowiązków sprawować.') Że arcybiskupi salc- 
burgscy rościli sobie prawo do zarządu duchownego w Pannonii 
i byli do tego upoważnieni przez cesarza Ludwika, to niewątpli- 
wie, ale ze strony stolicy apostolskiej potwierdzenia podobnego 
prawa nie posiadali, a to właśnie stało się później, jak zobaczy- 
my, przyczyną nadzwyczaj przykrych wypadków. 

Nie śmiemy twierdzić, aby już wtedy biskupi niemieccy 
upatrywali w religii środek do wynarodowienia Słowian, ale że 
dążyli do zespolenia ich przez kościół z cesarstwem, to wypływało 
z pojęcia o uniwersalnej władzy cesarza rzymskiego. Wszak od 
czasów Karola W. wyrabiało się przekonanie powszechne, że jak 
cesarz jest najwyższym władzcą wszystkich ludów, tak papież jest 
najwyższą głową kościoła, — że jak cesarzowi i władzom przez nie- 



*) Quod populus suus (Rastici) ab idolorum ąuidam cultura recesserat, et 
christianam legem observare desiderabat. — Legenda Italica, tak zwane Translatio 
S. Clementis, cap. 7. 

') W zapisku duchowieństwa salcburgskiego: de conversione Bagoariorum et 
Carantanorum, czytamy, że jes2xze za Karola W. ustanowiono : quod nullus episco- 
pus alicubi veniens, potestatem habuit ecclesiasticam in illo confinio nisi Salzburgen- 
ses rectorcs, neque presbyter aliunde veniens plus tribus mensibus ibi suum ausas 
est colle officium, priusquam suam dimissoriam episcopo presentavit epistolam. A da- 
lej w tymże zapisku dodano: hoc enim ibi observatum fuit usque dum nova orta 
est doctrina Methodii philosophi. Pertz. M. G. I, cap. 10. Gdy jednak memoryał 
ten przeznaczony był prawdopodobnie dla królu Ludwika Niemieckiego, aby mu do- 
wieść prawa biskupa salcburgskiego na rozszerzenie jego juryzdykcyi w Pannonii, 
nie możemy go brać na uwagę inaczej jak w porównaniu, z tem co wypowiedział 
papież Jan VIII względem usunięcia praw arcybiskupa salcburgskiego na Panno- 
niję, o częm niiej powiemy. 



— ye — 

go ustanowionym należy sie posłuszeństwo, tak papieżowi i usta- 
nowionym przez niego biskupom należy sie cześć duchowna. Ko- 
ściół miał pojednać poganów z chrześciaństwem, zespolić Słowian 
z cesarstwem, przez załączenie ich do biskupstw niemieckich, 
zlać z Niemcami w jeden naród. Jeżeli gmin słowiański nie ro- 
zumiał tego, niepodobne, aby książęta słowiańscy i możniejsi oby- 
watele, znając jak ich pobratymcy w Bawaryi i Turyngii z przy- 
jęciem chrześciaństwa wynarodowiali sie, nie pojmywali do czego 
prowadziły usiłowania biskupów niemieckich. Wreszcie przyłą- 
czenie Morawii do biskupstwa Passawskiego ubliżało powadze 
księcia Rościsława. 

Będąc od urodzenia chrześcianinem i mając przed oczami 
ustrój państw chrześciańskich, Rościsław zrozumiał ogromne zna- 
czenie chrześciaństwa w organizacyi państwowej. Miał on do 
porównania z jednej strony ludy słowiańskie, zostające w pogań- 
skiej ciemnocie, bez oświaty, bez wszelkich sposobów do zorga- 
nizowania się, — z drugiej monarchię Franków, zawdzięczającą 
swą potęgę, oświatę i znaczenie — jedynie chrześciaństwu. — 
Aby uchronić niezależność Słowian wypadało koniecznie połą- 
czyć ich z chrześciaństwem, lecz przy takich okolicznościach, 
w jakich Morawia za czasów Rościsława zostawała, chrzest ludu 
przez misyonarzy niemieckich był niebezpieczny, pociągał bowiem 
księcia do zależności od hierarchii duchownej niemieckiej, a przez 
to samo i do niejakiej zależności od cesarstwa. Unikając podo- 
bnego wypadku i życząc mieć własny kościół, odpowiadający po- 
trzebom ludu, broniący interesów narodowych, Rościsław spo- 
dziewał się kościół taki ustanowić z pomocą księży wschodnich 
do czego ówczesne okoliczności sprzyjały. 

2. Przybycie apostołów do Morawii (r. 863). Powodzenie ich i podróż 
do Rzymu (r. 767). Pobyt w Rzymie. Zgon Cyryla r. 869. 

Kiedy książę Rościsław zamierzał w państwie swem usta- 
nowić kościół narodowy i na ten cel wezwać księży ze Wschodu, 
w Bółgaryi i cesarstwie AYschodniem gotowały się wypadki, 



— 11 — 

mające wywrzeć wpływ ogromny na przyszłość całej Słowiań- 
szczyzny. 

W nadmorskiem, handlowem i bogatem mieście Tesalonice, 
po słowiańsku Soluń zwanem, synowie zamożnśj rodziny grec- 
kiej,*) starszy Metody, Młodszy Konstanty, później Cyrylem 
mianowany, otrzymawszy staranne wychowanie, od młodości go- 
towali sie do* stanu duchownego. Spokojny, łagodny, zatopiony 
w rozmyślaniu o wielkości Boga, Metody wcześnie udał się do 
klasztoru na górze Olympie, nie tej, która niegdyś słynęła jako 
siedlisko bogów greckich, a na półwyspie Chalcydyjskim, teraz 
Athos zwanym.*) Tam on przyjął święcenie kapłańskie. Kon- 
stanty wcale innego był usposobienia. Nadzwyczaj żywej wyo- 
braźni, gorącego serca, rozległych pomysłów i niepospolitej ener- 
gii do śmiałych przedsięwzięć, Konstanty oddawszy się nau- 
kom, znalazł przyjęcie na dworze cesarskim w Konstantynopolu 
i taką mądrością zasłynął, że go powszechnie filozofem zwano. 
Otwierała się mu droga do najwyższych w państwie godności, 
ale dusza jego napełniona pobożnością pragnęła trudów, poświę- 
cenia się w imię chrześcieństwa i dobra ludów. Okolice Salonik 
zasiedlone były masą Słowian w pogańskiej ciemnocie zostają- 
cych. Konstanty myślał przedsięwziąć kroki do ich oświaty 
z pomocą chrześciaństwa, a znając dokładnie język słowiański, 
starał się poznać, zbadać i przysposobić alfabet pisma słowiań- 
skiego. Wymagało to czasu i spokoju do pracy. Tymczasem 
Konstanty zamierzał, udać się do brata Metodego na górze 
Olimpu i zapewno zająć się nawróceniem okolicznych Słowian,'**) 



®) Dawniej profesor moskiewski Pogodin i inni, a w nowsze czasy profesor ode- 
ski Uspienski Fjodor utrzymywali, że śś. Cyryl i Metody byli Słowianami. IIsBtCTia 
CiaBflHCKaro E-iaroTBopHTeJŁHoro 06mecTBa. Petersburg, r. 1885. Kwiecień, s. 231. 

") Dawniej wszystkie trzy przylądki półwyspu Chalcydyjskiego, przy zatoce 
Thermejskićj, zwały się górami Olympijskiemi, później przylądek wschodni nazwano 
Athos, a nareszcie wszystkie trzy przylądki otrzymały ogólną nazwę góry Athos 
(Afon). Bilbasow. Kiipij.Łit 11 MeoG^iii II s. 38. 

^*>} W legendzie soluńskiej czytamy: Bulgares magna me laetitia receptura 
Ravenium in urbem prope Bregalnitzam flumen duxcrunt. Ego illis conscripsi litte- 
ras quinque et triginta, Culgares autem, quamquam ipse eos pauca docui, tamen 



— 78 — 

niespodziewana jednak okoliczność rzuciła go w inną zupełnie 
stronę. 

Chazary zażądali od dworu Konstantynopolskiego przysłania 
im nauczycieli, dla oznajomienia ich z chrześciaństwem. Wypadało 
posłać ludzi biegłych w naukach, krasomówców, a przytem nie- 
ustraszonych i gotowych na wszelkie niebezpieństwa w tak odle- 
głej i trudnój podróży. Wybór imperatora Michała III padł na 
Konstantego, który najprzód sam, a potem około r. 858 razem 
z bratem Metodym odbył poselstwo do Chazarów. Będąc w Cher- 
sonesie tauryckim Konstanty pobudził miejscowego biskupa do 
odszukania na wyspie morskiej, w ruinach kościoła, zwłok św. 
Klemensa papieża, zesłanego z Rzym.u na wygnanie do Cherso- 
nesu, a później z rozkazu imperatora Trajana, za szerzenie chrze- 
ściaństwa w Taurydzie, wrzuconego do morza, za szyję do ko- 
twicy przywiązanego, około r. 102. Odkrycie zwłok tego mę- 
czennika, około r. 861, otworzyło braciom drogę do najświetniej- 
szych czynów.^') 

multa didicerunt; deus eos fidem Christianam docuit jamque fides orthodoxa susci- 
piunt deoquc, quae ejus sunt, trib\itum. — Podobnie w Obdormito ś. Kyrilli: Post 
Bregalnitzam profeelus Sclavonios nonnullos jam baptizatos invenit. Reliąuos autem 
postquam baptizavit, ad verum fidem duxit librosque litteris Sclavicis scriptis: sunt 
autem facti per eum christiani quatuor milia et quinquaginta. 

1') Głownem źródłem do historyi pochodzenia, początków życia, poselstwa do 
Chazarów, wynalezienia relikwii ś. Klemensa, troskliwego ich zachowania i przeniesienia 
do Rzymu, jak równie apostolstwa u Słowian braci Konstantego i Metodego, — są ży- 
woty ich, pospolicie legendami zwane, stosownie do miejscowości, na których spi- 
sane zostały. 

Legendy z dodatkiem urywków z ksiąg- kościelnych, najczęściej w języku 

słowiańskim przechowanych, — . w połączeniu z dokumentami stanowią ogromny ma- 
teryał do historyi apostolstwa u Słowian braci Konstantego i Metodego. — Kozbiór 
maleryalu tego, dotąd jeszcze nie zbadanego krytycznie, — należy do prac specyal- 
nych. Wszakże, dla dogodności czytelników, dokumenty przytoczymy w końcu tej 
księgi, a w tem miejscu uczynimy krótką wzmiankę o starożytnych legendach, we- 
dług następnego porządku. "^ '\''" ' 

I. Ż y w o t y K o n s t a n t e g 6" "i' ."M e t o d e g o pannońslcimi zwane, dla 
tego, że w Pannonii zapewne były riapisanć, ' w "końcu IX w. po słowiańska. Da- 
wniej stawiono je w szeregu legend, lecz óbfecnie, po sprawdzeniu wiarogodności 
wypadków w tych żywt tach zapisanych, zaliczamy je do ważniejszych źródeł: 

Żywot Konstantego według rękopiśmu monasteru Rylskiego r. 1479, 
zatytułowany : Pa mięt' i żytje błażennaho uczitela naszeho Kon- 



ip- 



79 



Pracując oddawna nad ułożeniem pisma słowiańskiego, Kon- 
stanty filozof, po odbyciu poselstwa do Chazarów, doskonalił pi- 

stantinaFiłosofa pr b w awohonastawnikaslowjeńskujeziku, 
wydal Szafarzyk w dziele Pamatky drewniho piseninicvi Jihoslovanow 185 r. .Potem 
Miklosicz w Chrestomatia Palaeoslovenica. Wiedeń 1861. Bodjanski, według rę- 
kopismu moskiewskiego, w Cztjeniach Obszczestwa istorii i drewnostjej rossijskich r. 
1863 ks. ir. Później z tlómaczeniem lacińskiem i objaśnieniami wydali Diin;mler 
i Miklosicz w Denkschriften der Academie der Wissenschaften. r. 1870, tom XIX 
s. 203 — 246. 

Ż y w o t Metodego zatytułowany : Parnie t' i żytje blażennaho 
otca naszeho i uczitela Mefodija archiepiskopa morawbska, 
pierwszy raz ogłoszony w „Moskwitjaninia" N. 6 r. 1843, potem z rękopismu XIV" 
w. z Moskwy dostarczonego, wydal Szafarzyk w dziele Pamatky drewniho pisemnictvi 
Jihoslowanow r. 1851. Wyciąg Z tego Żywota zamieszczony byl po polsku w Dzien- 
niku literackim Lwowskim r. 1852. Nr, 52, i po niemiecku przetlómaczony w Smo- 
lera Jahrbiich fur Slayischeer Literatur, Kunst \ind AVissenschaften 1852 s. 89—94. 
Z tego wydania tekst, po łacinie przez Mikloszicza przetlómaczony, Diimmler, ze 
swemł uwagami, wydał w Archiv fiir Kunde Oesterreicliischer Geschichts-Ouellen 
r. 1854, tom XIII pod tytułem: Die Pannonische Legendę von heiligen Methodius. 
Powtórnie tekst łaciński wydrukował Ginzel, w Geschichte der Slavenapostel Cyryli 
und Method. r. 1857, Później Bielowski, uzupełniając Szafarzykowe wydanie nota- 
tkami otrzymanemi od moskiewskiego profesora Bodjańskiego, według rękopismu 
XII w., wydał Żywot Metodego w Monumenra Poloniae historica. Tom I r. 1864 
po słowiańsku, z przekładem polskim Wagilewicza. AV następnym r. 1865 Żywot 
Metodego, według Kodeksu XII w., wydal w Moskwie Bodjanski w Cztjenijach 
Obszczestwa istorii i drewnostiej, ks. I s. 1—96, Jest to najdokładniejszy tekst Ży- 
wota Metodego, przedrukowany w Ęilbasowa: Kiryłl i Mefodij r. 1871 s. 249 — 273. 

II. Żywot s. Klemensa biskupa W i el i cy, ucznia śś. Konstan- 
tego i Metodego, po grecku.napisany. w pierwszej połowie X w. Wiadomy byt już 
w XVII w. Wydał go Mikloszicz: Vitta S. Clementis episcopi Bulgarorum. Edi- 
dit F. Miklosich. Yindobonae 1^7. Z tekstu Mikloszicza wydany z tlómaczeniem 
rosyjskiem w Moskwie, w dziele: Maiepis-ibi xm HCTopiii niiCbMCUT. (Materyały 
dla historii pismien.) 1855. U Ginzgla po łacinie 7 pierwszych rozdziałów r. 1857. 
Nareszcie w Bilbasowa Kiryłli Mefodij r. i87r. Do tej kategoryi wypada odnieść 
„Uśniecie s Cyryla (Obdormito S. Kyrilli), z rękopismu serbskiego, nabytego przez 
Hilferdinga w Macedonii w r. 1857, wydane w Izwiestijach Akademii Nauk w Pe- 
tersburgu r. 1858 s. 38 1 -—386, później w Bilbasowa Kirył i Mefodij 1871. Chociaż 
tękopism pochodzi z XV lub początku XVI w., — dawnośc tego pomnika niewąt- 
pliwa a wyrażenia, zgodne z tekstem Żywota ś. Konstantego, utwierdzają badacza 
tej sprawy Bilbasowa w przekonaniu, że „Uśniecie służyło osnową do napisania 
Żywota". Bilbasow. 1. c. s. 60 61 

III. Legendy 6 przeniesieniu zwłok ś. Klemensa. Z nich 
Legenda Italie ai, sive Vita cum translatiohe S. Clementis 

pa pae et m a r t y r i s, przez biskupa z Veletri Gauderyka, dedykowana papieżowi 
Janowi VIII (r. 872— 8Ś2}, znajdująca sfę w nieco uszkodzonej kopii w klasztorze 
Monte -Cassino, drukowana przez Bb^a-idystów w Acta Sanctorura r. 1668, Marlii 



— 8o — 

smo i tłómaczył księgi duchowne na język słowiański,^^) Metody 
piastował godność archimandryty monasteru Polichron, nad mo- 
rzem Marmora, w pobliżu miasta Cyziku, w Azyi mniejszej.'^) 

tom II. Jest to bezwatpienia jeden z najdawniejszych i najwiarogodniejszych pomni- 
ków o czynach braci soluńskich. — Legendę tę przedrukował Ginzel w Gesch, d. 
SIavenapostel, Cyrill i Method und der Slavischen Liturgie r. l86i, — Pogodin 
w Kiryłło-Mefodijewskim Sborniku r. 1865, s. 327 — 340; Bilbasow, w dziele Kirylt 
i Mefodij, r. 1871, s. 220—227. 

Druga Legenda poczynająca sie : W t o i d i e ń (23 Januarii), słowo na 
priniesenje moszczej Preslawnaho Klimentija, z kodeksu mo- 
skiewskiej biblioteki synodalnej, wydana w Pogodina: Kiryllo-Mefodiewskij Sbor- 
nik r. 1865, s. 3r9 — 326, a według Wiktorowa, w tymże sborniku, legenda ta napi- 
saną być miała przez samego ś. Konstantego po grecku, potem dopiero po slowiau- 
sku przetłómaczona. Podobne przypuszczenie za śmiałe i nieudowodnione. 

IV. Legendy późni ej sze. Legenda Serbie a, ałbo serbskoje 
żytje śś. Kirylla i Mefodij a, z prologu pisanego po słowiańsku nie później 
jak w XIII w., wydane przez Kałajdowcza, w dziele: Joann Ekzarch bołgarskij. 
Moskwa. 1824. s. 90. Dobro wsky Mahrische Legendę, von Cyrill und Method. 
1826. Bilbasow, Kiryłł i Mefodiu po zapadnym legendam z przekładem łacińskim. 
1871. s. 264 — 275. 

Legenda Bohemica de s. LudmHa z końca XIII w. i Legenda 
iMoravica z końca XIV w., wydane przez J. Dobrowskiego, Szafarzyka. Ginzela, 
a nareszcie Bilbasowa w dziele Kirylt i Metody 187 1. CyryllietMetudii 
legenda Cracoviensis z końca XIII lub początku XIV w., wzięta jest 
z Translatio s. Clementis przez Gauderika pisanćj (jak wzmiankowano wyżćj), wy- 
dana po raz pierwszy przez ks. Ignacego Polkowskiego, w dziele: Cze-ć śś. Cyrylla 
i Metodego w Polsce. Kraków 1885. 

Legenda grecka, albo Ochrydska o ś. Klemensie, znaleziona przez 
Wikt. Grygorowicza w Ochrydzie (1844 — 5) w grecktm rekopiśmie i wydana w Zur- 
nalu ministerstwa oświaty w Petersburgu r. 1847. Tom LIII. Z innego tekstu, po- 
danego przez profesora Kurciusa w Pradze, Szafarzyk wydał legendę te z tłómacze- 
niem łacińskiem w: Pamatky hlaholskeho pisemnictvi r. 1853. s, LVII, Z tekstu 
Szafarzykowego przedrukował Bilbasow w dziele: Kiryłł i Metodiu r. 1871, s. 128, 
301 — 306. Legenda Soluńska, czyli Słowo Kiryła słowenca so- 
lunskaho, fiłosofa bugarskaho, prawdopodobnie tłómaczenie serbskie 
z dawniejszego greckiego, lub łacińskiego tekstu. Wydana w czasopiśmie: H ł a- 
snik druźstwa srbske słowesnosti r. 1856 zesz. VIII. Wiadomy do- 
tąd jedyny tej legendy rękopism, zawiera wierszy drukowanych 28. Z tłómaczeniem 
łacińskiem przedrukował Bilbasow w dziele: Kiryłł i Mefodij r. 1871. s. 217 — 219. 
Legenda Macedońska, grecka, czyli Żywot ś. Nauma, ucznia śś. Kon- 
stantego i Metodego, wydana przez Hilferdinga w czasopiśmie moskiewskiem Ru- 
skaja Biesieda r. 1859 księga XlV s. 127 z rekopismu polowy XVIII w. przedru- 
kowana w Bilbasowa Kiryłł i Mefodij r. 1871 s. 307 — 310 po greckn. 

V. Do starożytnych pomników słowiańskich o iś. Konstantym i Metodym, 
wypada dodać: 



Tymczasem Rościsław, porozumiawszy sie z knęziami moraw^ 
skimi i Świętopełkiem księciem nitrańskim,^*) wyprawił do ce- 
sarza Michała III poselstwo, o przysłanie mu księży, znających 
język słowiański, — Postępkiem tym nadzwyczaj w polityce zrę- 

i) Czernoryzca Chrabra. O pismeniech. Tekst Chrabra po 
slowiańsku wydal Kalajdowicz w dziele: Joann Ekzarch bolgarskij, Moskwa, 1824. 
s. 189 — 192. Szafarzyk. O Pismenech slovanskych. Praga 1851. Nowsze wydanie 
z tJómaczeniem niemieckiem J. Hanusza, w Archiw fiir Kunde Oesterreichischer Ge- 
schichts-Quellen XXIII r. 1860 s. 3 — 101. 

2) Urywki z Żywotów śś. Kiryla i Metodego w wielu dawnych kode- 
ksach znajdujące się, tudzież modlitwy, tak zwane troparyikondaki, w któ- 
rych rozsiane są \yiadomości takie same, jakie w Żywotach i legendach znajdujemy. — 
Spis tego rodzaju pomników, z ksiąg kościoła prawosławnego podał J. Tok mak o w 
Bi!6.iiorpa<i)ii«iecKiii yKaaaie.ib. .IiiTepaiypa o cb. KiipiLLit 11 Meoojit, ci. npii.10- 
jKeiiieMT, nepeHHH ncTopiiMecKjiX'L Maiepia.ioBT.. xpaHaimixcii bt. IIpaBiiTcibCTBen 
iiuxT, II OóiiiecTBenHiJX'b ApxiiBaxT> II Eii6.iioTeKax'L. Moskwa. 1886 stronnic 28» 

VI. Nowsze opracowania przedmiotu, w osobnych książ- 
kach. Oprócz prac autorów przestarzałych, czeskich: Stredowskiego, Dobnera 
i Bobrowskiego, tudzież niektórych rosyjskich, wzmiankowanych w Tokmakowa 
Bibliograficznym Wskaźniku, wyliczymy nowsze: 

Szafarzyk. Pamatky drevniho pisemnictvi Jihoslovauov r. 1S51, powtór- 
nie w r. 1873; Pamatky hlaholskeho pisemnictvi 1853. Ueber den Ursprung und 
die Heimath des Glagolitismus. 1 858. Inne prace w ogólnem wydaniu mniejszych 
prac Szafarzyka. Rozprawy z oboru ved slowanskych 1865. 

Sztulc prałat. Wypsani żiyota svatych brati Cyrilla a Metkoda. Praga. 
1847. Żivot swatych Cyrilla a Methodia. Praga 1857. 

Biły. Dejiny svatych Cyrilla a Methodia apostolov slowanskych, w Praze 
1863, przetlómaczona po niemiecku w 1863. 

Raczki prałat. Viek i djelovanie sv. Cyrilla i Methoda. Zagreb 1859. 

Ginzel J. A. Geschichte der Slawenapostel Cyrill und Method, und de- 
slavischen Liturgie. Pierwsze wydanie r. 1857, drugie 1861. 

F i 1 a r e t biskup ryźski. Kiipii.i.n, u Meoojiii ciaBaiiCKie npocBtTiiTe.lil. 
Moskwa r. 1846, przedrukowano w Pogodina sborniku 1865. (Niżej.) 

Ł a w r o w s k i. Kupuj.n, 11 Meoojiii Kaio. npaBoe.iaBiiue nponoBtjiiiiKii y 
3anajiiuX'i> CiaBaiiTi. Charków 1863. 

Pogodin M. liiip.i.io-MeoojieBCKiii cóopiiiiKij bt. naMHTb o coBepmiiB- 
lueMca TUca»ie.itTiii c.iaBaiicKori nncbMeniiocTii 11 xpiiCTiaHCTBa b1) Pocciii. Moskwa 
1865. W nim pomieszczone są prace: Górskiego, Filareta, PogoJina, Hilferdinga, Gry- 
gorowicza, Kazańskiego, Wiklorowa, Bezsonowa, Busłajewa, Aksakowa i Arsenijewa. 

Bodjanskij O. Kiipii.T.rL ii Mooojiii. Coópaiiie naMaTniiKOBi. jo jtarcib- 
nocTM CB. nepBoyiiiTe.itii n npotBtTiiTe.icii c.iaBaHCKiiXT. n.ieMcin. oTHocauuixca. Z nich 
Żywot Konstantego w Cztjenijach Obszczestwa Istorii i Drewnostjej 1863 i 1864. 
Żywot Metodego, tamże r. 1865. „Pochwalnoje słowo Kirylu i ^lefodiju"', tamże r. 
1865-^1866. Żywot Konstantego z innych kodeksów, także w Cztjenijach r. 1873. 

B i I b 3 s o w W. A. liiipiu.rb II Meoojiii no aohyMeiiTa.ibiiUMb iicTo-imiKaMb-. 

Tom lii. 5 



— 82 — 

cznym, Rościsław nietylko usuwał wpływ nieprzyjaznego mu du- 
chowieństwa niemieckiego, lecz jeszcze jednał sobie przyjaźń ce- 



Monumenta diplomatica r. 1868. Kiipii/i.rb 11 Meoo;tiii no aanajiibiMT. JiereiuaM-b. 
Codex Legendarnm 1871. 

W o r o n o w A. TiiaBHtiimie ncTO'imiKii i.ifl iiCTopin Kiipii.ua 11 Meoojifl. 
Kijów 1876. 

Perwolf. CjiOBtHCKiii H3I.1KT. H ero cyjŁCbi y napojom. c.iobhhckhxt.. 
Warszawa 1 885. M e o ,x i e B c ic i ii 10 6 n j1 e ii n u ii C 6 o p u n k t. , wydany przy 
uniwersytecie warszawskim, pod redakcyą Budylowicza 1885. 

J a g i c z. J. W. BonpocT. o Kupn^-ifc 11 Meoojit bt, CjiaBHHCKoii <i>H.iOjiori». 
Petersburg 1885, jako dodatek do tomu LI zapisek Akademii Nauk. 

Inne mniejsze praee, wzmiankuje Wskaźnik Tokmakowa, także w Jagicza: 
Bonpoci. o KiipiLMl; u Meoojiu 1885. 

Rettel Leonard. Cyryl i Metody. Streszczenie najnowszych poszukiwań. 
Paryż 1871 s. 216 i 8 minori, 

Gromnicki Tadeusz. Święci Cyryl i Metody; w rozprawach wydziału 
historyczno -filozoficznego Akademii Umiejętności, w Krakowie r. 1879 — 1880. Tomy 
X, XI, XII. 

Zieliński Wlad. Apostolstwo śś. Cyryla i Metodego, oraz początki chrze- 
ściaństwa w Polsce. — Wenecya 1882 s, 79. 

C Kotkowski. Żywot śś. Cyryla i Metodego Apostołów słowiańskich. 
Kraków 1 885 s. 80. 

Kantecki Antoni. ŚŚ. Cyryl i Metody. Apostołowie Słowiańszczyzny. 
Poznań 1885 s. 65. Wydanie popularne z powodu Encykliki Leona XIII z dnia 13 
Września 1880 r. 

P o 1 k o w s Ic i Ignacy, kanonik. Cześć śś. Cyrylla i Metodego w Polsce^ 
według ksiąg liturgicznych od Icońca XIII w. Kraków 1885 str. 64. Praca źródłowa. 

Pruszyński Ludomir. Apostołowie Słowian śś. Metodyusz i Cyryl. War- 
szawa 1885 str, 81. Wykład popularny i dla tego pożyteczny do rozszerzenia w Polsce 
czci śś. Cyrylla i Metodego. 

Crncić Iwan. Rimslco-slovinska służba sv. Kurillu i Metudu, w XIV księdze 
„Starine", s. 210 — 220. 

L e g e r Louis. Etude historique sur la conversion des Slaves au chri&tia- 
nisme. Paris 1868 in 8 227. 

Martinof, w Revue des Questions historiąues, 71 livraison. Juillet. Paris 
1884, wydał ,La legendę italique de SS. Cyrille et Methode", s. iio — 166, gdzie 
wysoko podniósł znaczenie Legendy Italica, jako jednego z najdawniejszych pomni- 
ków o śś. Cyrylu i Metodym. 

We włoskiej literaturze wiadoma praca Bartholini Dominika. Memorie 
storicho critiche archeologiche dei sancti Cirillo et Methodio. Rzym 188 1. s. 254. 
O niej sprawozdanie w „Atheneum". Warszawa 1882, zesz. VIII 378 — 383. 

Króllii ten wykaz źródeł i opracowań wslcazuje jalt jest bogatą liberatura o apo- 
stołach słowiańskich. Podaję wykaz ten dla ułatwienia oryentowania się w cytatach, 
nie zaś jako pracę bibliograficzną, nie Avchodzącą w zakres niniejszego dzieła. Do- 
kumenty podam w osobnym D o d a t k t u w końcu tej księgi. Inne źródła wskażę 
we właściwem miejscu. 



- s 



Ó 



sarza wschodniego dla zrównoważenia polityki króla Ludwika 
Niemieckiego, który w celu zhołdowania Morawii, starał się po- 
granicznych z nią Bółgarów wciągnąć do związku przeciw Ro- 
ścisławowi. Tym sposobem formowały się ligi: morawsko - byzan- 
tyńska, przeciw niemiecko - bółgarskiej, balansujące ówczesna po- 
litykę w nad - dunajskich krajach. 

Cesarz Michał uprzejmie przyjął poselstwo morawskie, a zna- 
jąc biegłość braci soluńskich w sprawach religijnych i w piśmie 
slowiańskiem,^^) przeznaczył ich na apostołów w Morawii, jeśliby 
jednak dać wiarę legendzie, prawie współczesnej, wypadałoby 
wyprawienie Konstantego do Morawii, przypisać domaganiu się 
Rościława, który, dowiedziawszy się o sławnych czynach Kon- 
stantego w poselstwie do Chazarów, życzył, aby ten mianowicie 
apostoł do Morawii przybył.^") 

Bracia, zabrawszy z sobą księgi dnchowne wcześniej już 
przetłómaczone po słowiańsku,'') tudzież relikwije ś. Klemensa,'*) 
puścili się w podróż. Matka ich, przeprowadzając ukochanych 
synów, ze łzami błagała, aby w razie śmierci jednego z nich, po- 



^-) Szczegóły niżej § 42. 

1'^ In Polichronio, quod est in Sigriana. Vita s. Theophanis, in Ada Snn- 
ctorum, XII Mart. T. II 13, p. 220. — Est autem Sigriana regio montuosa prope 
Cyzicum in Asia Minori et Propontidis littora, ab Olympena Rhyndaco tluvio divisa. 
Ibid. p. 213. 

") W Żywocie Metodego czytamy: „Rostisław knież slowenieskt s Swiato- 
polkom poslasta iz Morawy k' carju Michaiłu," (rozd. 5), ale w równie dawnym, 
a może i starszym Żywocie Konstantego powiedziano tylko: „Rastislaw bo, mora- 
wbskyi kneź, sTjWJet sTitwori s knezi swoimi i s Morawlijany-' (rozd. 14), a o ^'wię- 
topelku ani wzmianki. Diłmmler, w Denkschriften der Akademie der Wissenschaf- 
ten XIX r. 1870. 

'*) Skłaniając braci do apostolstwa cesarz mówi! do nich: „wy bo jesta se- 
lunijanina, da seluuijanie wsie czisto slowieński besiedujut." Pannoński Żywot Me- 
todego rozd. 5. 

'*) Philosopho autem reverso Constantinopolim, audiens Rostislaus princeps 
Moraviae, quod factum fuerat a Philosopho in provincia Cazarorum, ipsae quoque 
genti suae consulens, ad praedictum imperatbrem nuntios missit. Legenda Italica. c. 7. 
Podobnie w legendach Morawskiej, cap. 4 i Krakowskiej cap. 4. Polkowski. Cześć 
śś. Cyrylla i Metodego, s. 15. 

'") Żywot Metodego 5. 

**) Niżej cytata 40. 

6* 



^ 84 - 

zostały przy życiu przywiózł do niej ciało zmarłego.^") Bracia, 
dawszy słowo dotrzymać świecie prośbę matlci, pożegnali sie 
z nią ostatni raz, ruszyli w podróż do Rościsława i do stolicy 
jego Welegradu w czerwcu r, 863 przybyli.-") Atoli do wiellciego 
dzieła wnet przystąpić nie mogli. Był to bowiem czas burzliwy, 
czas gotowania sie do wojny z Niemcami. — Bracia, osiadłszy 
w Welegradzie,-') pracowali nad wykształceniem poruczonycłi 
im przez Rościsława uczniów.--) Niemiłem olciem patrzyło na to 
ducliowieństwo niemieckie. A gdy, po niepomyślnej dla Mora- 
wian wojnie r. 864, biskupi niemieccy groźnie przemawiać po- 
częli, apostołowie Konstanty i Metody, pojmując grożące im nie- 
bezpieczeństwo, unikali miejsc burzliwy cli, "a przechodząc z kraju 
do kraju po grodach i osadach wiejskich, -•'; opowiadali ludom 
słowiańskim słowo boże w zrozumiałej im mowie, starając się wy- 
korzenić sprośne obrzędy pogańskie i wielożeństwo.-^) 

Jednocześnie z apostolstwem u Słowian morawskich, przy- 
padło wprowadzenie chrześciaństwa w Bółgaryi. Wiemy, że 
wcześniej jeszcze Konstanty filozof pracował nad rozszerzeniem 



1") Legenda Italica cap. II. 

20) Muralt w dziele: Essai de Chronographie byzantine p. 439 pisze: Ra- 
stislaf avait resiste a Louis dans Devina en 864, aupres duquel Methode et Cyrille 
se trouvaient depuis Juin 863. Opierając sie na tern historycy czas przybycia aposto- 
łów do Morawii zwyczajnie w Czerwcu naznac/.ają. Dudik. Gesch. Miihrens I. s. 
159, Inni przyjmując na uwagę, że według legendy italskiej, bracia „mansuerunt 
ergo in Moravia per annos quatuor et dimidium" (cap. 7) i zważając, że bracia 
do Ezymu przybyli w końcu r. 867, obliczają, że bracia do Morawii przybyli na 
wiosnę r. 863. Bilbasow. Kirylł i Mefodij s. 30. 

-^) R. 1030, książę Brzetysław pisał: juxta Yueligrad, ubi caepit christiani- 
tas. Erben Regesta Bohemica p. 40. 

22) DostLdbszu że jemu Morawy s welikoju czbstiu prijet jeho Ratislaw 
i uczeniky sobrawb wdast ich ucziti. Żywot ś. Konstantego, rozd. XV. Denkschrif- 
ten der Academie der Wisscnschaften', T. XIX p. 226. 

23) Quotidie (Constantinus) cum fratre suo Methodio perlustrabat civitates, 
vicos et oppida. Leg. Moravica. c. 5. 

2^) Można to uważać z listu pai)ieża Jana VI [I do Kocieła: Eos qui uxo- 
res suas dimiserunt, vel illis ab alias viventibus migraverunl nuptias, tam diu cum 
consentaneis eorum excommunicamus, quousque posterioribus remotis, priores poeni- 
tendo receperint. Praecipue cum haec pessima consvetudo ex paganornm morę re- 
manserit. Erben s. 15 miedzy r. 873 a 882. 



— 85 — 

nauki Chrystusa, a może i nawracał Słowian macedońskich w oko- 
licach Tesaloniki, na porzeczu Bregalnicy.^^) Ale w którym mia- 
nowicie roku i przez kogo ochrzconym został car bółgarski Borys, 
to zagadką zostaje. Niewątpliwie wszakże wypadek ten stał sie 
około początków apostolstwa braci soluńskich w Morawii t. j. 
miedzy r. 86i a 864,-") a według nowszych badań car Borys 
prawdopodobnie ochrzczonym został w r. 864 przez ś. Metodego, 
który z Morawii do Bółgaryi w tym celu zdążył, gdy tymczasem 
brat jego Konstanty szerzył chrześciaństwo w Morawii.-') 

Cztery i pół lata (863 — 867) Konstanty i Metody apostoło- 
wali w Morawii i sąsiednich krajach, opowiadając słowo boże 
Morawianom, Czechom, Słowakom, Polakom, ^'^) Łużyczanom, 
zakładając kościoły i kaplice.-'') — Zachowało sie podanie, że 



I 



25j Wyżej cyt. 10. 

-^) Według legendy [Morawskiej Konstanty z bratem Metodem, dążąc do 
Morawii, po drodze zaszedł do Bólgarów „quos divina- cooperatrice gratia sua prae- 
dicatione convertit ad lidem (cap. 4). Być może Konstanty po drodze i rozszerzał 
chrześciaństwo w Bółgaryi (r- 863), ale kiedyż był ochrzczony sam car Borys? Opie- 
rając się na historykach byzantyńskich, dawniej mniemano, że to dokonał Metody 
w r. 861 — 862. (Pałauzow, BliKT. Co.irapcKoro uapa CiiMoona 1852 str. 22. 

-") Wypada uwagę zwrócić na Żywot ś. Klemensa, biskupa Wielickiego, 
autor którego, ze znajomością rzeczy, opowiada szczegółowo, że Metody, w czasie 
pobytu w Morawii, starał się skłonić do chrześciaństwa książąt Kocieła i Borysa, 
„którego oczarował swem krasomówstem w mowie ojczystej", dodawszy, że nawró- 
cenie Bółgarów przypadło w r. 6377 t. 3. 869 (Vita s. Clementis, po grecku, cap. 4) 
według kodeksu wydanego przez Miklosicza 1847 i przedrukowanego w Moskwie 
f- 1^55' — ^ innym Żywocie ś, Klemensa, przez Szafarzyka wydanym w r. 1853, 
Metody wzmiankuje sie także jako główny oświeciciel Bółgarów i cara Borysa (cap. 
11), ale czasu nawrócenia Bólgarów nie oznaczono. Rok zaś 8^9 podany przez 
Łtarożytny Żywot ś. K.lemensa, nie może być przyjęty dla tego, że w tym roku Me- 
tody był w Rzymie, a z porównania zdarzeń wypada przyznać, że chrzest Borysa 
przez Metodego mógł być dokonany przed zawarciem przymierza Niemców z Bół- 
garami w Tulln r. 864. Po zawarciu tego przymierza Niemcy niedopuściliby chrztu 
Borysa przez księży słowiańskich. 

-**) Poświadcza to wyprawa Morawianów przeciw pogańskiemu księciu Wi- 
ślicy, który „się urągał chrzcścianom" (o czem niżej ł^cdzie), tudzież chronograf mo- 
skiewski XV w, według którego lilo/of Konstanty nauczał Morawianów, Lechów, 
( zechów i inne narody. Bielowski, M. P. I 90. 

-") W S p i c k a c h (Speitsch) niedaleko Kelcz, okręg ołomuniecki; w P r z y- 
b i c a c h niedaleko Hustopcow ( Auspitz) ; w Ż a r o s i c a c h ; w U h r i c i c a c h 
blizko Damborzyc: w S w i t a w i e, okręgu Brncńskiego. Tudzież pod wezwaniem 



— 86 — 

w okolice Zgorzelca przychodził sam apostoł Konstanty, że był 
na górach: Królewskim gaju (Konigshain) i Jaworniku, i że tam, 
gdzie teraz IJainwald, na miejscu chramu pogańskiego zbudował 
kościół.*^") Podanie to nie mogło bez powodu powstać i choć 
w części potwierdza się dotąd istniejącym obyczajem. Od nie- 
pamiętnych czasów bowiem na górze Jawornickiój stoi krzyż, 
do którego w dzień ś. Wacława, króla czeskiego, wnuka Borzy- 
woja i Ludmiły, ochrzczonych przez Metodego (około r. 878), 
wędrowali pobożni pielgrzymi z dalekich krajów, najwięcej z Czech. 
Nawet po przyjęciu nauki Lutra, Jaworzanie protestanci spoty- 
kali pielgrzymów katolickich z chorągwiami i uczestniczyli w pro- 
cesyach katolickich. Nabożeństwo odbywało się koło krzyża, 
a wszyscy] przytomni, klęcząc, śpiewali modlitwę „Hospodynie 
pomiłuj ny", tę samą, która do teraźniejszego czasu u Czechów, 
Morawian i Słowaków pod nazwą modlitwy ś. Wojciecha prze- 
chowała się.''^) 

I radzi byli Słowianie słuchać nauki o wielkości Boga, 



ś. Klemensa, kaplice: koło Oswetimanow, okręgu Hradisztskiego, w której ko- 
ście świętego leżał}', podobnie i w Lipowce okręgu Brneńskiego, Dudik. Gesch. 
Mahrens I. 170. Do tego dodamy jeszcze kaplice ku czci ś. Klemensa poświęcona 
w starożytnym grodzie R a k u s y (castrum Rakouz) teraz Raabs u wierzchowin 
r. Dyi. Przy tej kaplicy, według podania, mieszkał apostoł Metody, dążąc do Czech. 
Szembera. Zapadni Slovane; Pfidavky s. I. Wreszcie w Ołomucu kościół ś. Pio- 
tra, o którym dawno zapisano: an. 863 Rastiz dux tradidit in die consecrationis 
ecclesiae sancti Petri in Olomutici per venerabilem fratrem Kyrillum omnes homines 
castelli et civitatis (Olomucense), ad ripam usque Moraue fluvii, Eerben. Regesta, s. 14. 
Niezaprzeczając samego nadania kościołowi Ołomuckiemu, nie mamy wszakże udo- 
wodnienia, że to nastąpiło w 863 a nie w innym roku. 

"**) Czas pobytu ś. Konstantego w okolicy Zgorzelca tylko przez prawdopo- 
dobieństwo określić by można. I tak: Apostolstwo jego w stronach podkarpackieh 
ciągnęło się od lata r. 863 aż do jesieni r. 867, t. j. do podróży do Rzymu, zkąd 
on już nie wrócił. Przed odejściem do Rzymu bawił on u księcia Kociela w Bla- 
tnie, nie wcześniej jak w r. 867, a zatem pobyt jego na Ślązku mógł przypaść 
w latach 864—866. 

'') O wzmiankowanej ceremonii pisał G. Burghardi. Iter Sabaticum. 
Lipsk, r. 1736. Dzieła tego nigdzie znaleźć nie mogłem. Inne szczegóły w pracy 
Izmaela Srezniewskiego, w Żurnale ministerstwa oświaty, Petersburg. 1844. cześć 
XLIII, Maj, 



I 



— 87 — 

we własnej mowie!^^) ale nie radzi z tego byli biskupi niemieccy, 
szczególnie salcburgski i passawski, którzy z rozwojem nauki 
braci soluńskich, tracili trzodę słowiańska, a z nia dziesięciny, 
dobra ziemskie i wpływ polityczny. Posądzali biskupi nowych 
apostołów o szerzenie schyzmy, o chęć oderwania Słowian od 
papieża, znajdując we współczesnych wypadkach niejakie uspra- 
wiedliwienie potwarzy, miotanych na apostołów słowiańskich. 
W tym samym bowiem czasie, kiedy bracia pracowali nad zasa- 
dzeniem winnicy Chrystusa w stronach przykarpackich, w Kon- 
stantynopolu spory duchowieństwa z kościołem rzymskim tak się 
zaostrzyły, że patryarcha Fociusz poważył się papieża Mikołaja I 
za kacerza ogłosić i od kościoła odłączyć (r. 867). A ponieważ 
Konstanty filozof od młodości zostawał w przyjaznych stosunkach 
z Fociuszem, przeto podejrzliwość biskupów niemieckich mogła 
się w oczach papieża wydawać nie bez podstawy. Skargi więc 
biskupów w Rzymie na apostołów słowiańskich, że pod pozorem 
nabożeństwa słowiańskiego wprowadzają herezyę, nie mogły 
bez skutku pozostać. Zapobiedz złym skutkom walki dwóch ob- 
rządków w jednym kościele, wyrozumieć zasady apostołów sło- 
wiańskich, wreszcie uspokoić ludy powaśnione intrygą biskupów 
niemieckich, do stolicy papieskiej należało. Pojmując to wszy- 
stko papież Mikołaj wezwał braci apostołów do Rzymu.**') 

Chociaż hierarchicznie bracia apostołowie zależeli od patryar- 
chatu Konstantynopolitańskiego, ale na głos papieża spieszyli 
stawić się w Rzymie. Zabrawszy więc z sobą relikwije ś. Kle- 
mensa, aby je miastu Rzymowi, jako ciało papieża zwrócić, bra- 
cia przez Pannonię do Rzymu dążyli. Po drodze odwiedzili księ- 



'-) Cognoscentes loci indigenae (Morawianie) adventum illorum, valde gavisi 
sunt; quia et relicjuias b. Clementis secum ferre audierant, et Evangelium in eorum 
linguam a philosopho praedicto trauslatum. Exeuntes igitur extra civitatem obviam, 
honorifice, et cum ingenti lactitia receperunt eos . . . mówi współczesny biskap Gau- 
derik. Legenda Italica, cap. 7, 

"'') His omnibus auditis, papa gloriosissimus Nicolaus, valde laetus super his 
quae sibi ex hoc relata fuerant redditus, mandavit et ad se venire illos litteris Apo- 
śtolicis invitavit. Legenda Italica. 8. 



cia Kocieła, który nie zadlugo przed tern był przyjacielem arcybi- 
skupa salcburgskiego Adalwina i z nim wspólnie obchodził Boże 
narodzenie, w Błatnie r. 864, ■'^) a teraz wzniósłszy sie nad oso- 
biste widoki, przystąpił do nauki apostołów, uczył sie u nicli pi- 
sma słowiańskiego i do takiejże nauki 50 mężów przeznaczył,^^) 
Cticiał on braci apostołów zatrzymać u siebie i na icłi żądanie, 
według legend, miał nawet oswobodzić wielu cłirześcian z nie- 
woli,^*') lecz bracia, czując konieczność stawienia sie w Rzymie, 
puścili sie w podróż, niosąc z sobą relikwije ś. Klemensa. W We- 
necyi księża łacińscy, podszczuwani przez arcybiskupa salcburg- 
skiego, rzucili się na apostołów slowiańskicłi ,.jak kruki na 
s około w,"-^") a urągając im wołali: „jakie to stworzyli- 
ście Słowianom księgi i nauczacie icłi; przecież mowy icłi 
nikt wprzódy nie obrał, ani apostołowie, ani papież rzymski, ani 
teolog Grzegorz, ani Hieronim, ani Augustyn." — „Bóg", powia- 
dali, „trzy tylko wybrał języki: łiebrajski, grecki i łaciński. "^^) 
Z godnością odparłszy zarzuty i urągania, wykonawcy wielkiego 
dzieła pokornie szli do Rzymu, do którego wiedli z sobą miliony 

Wj Wyżej na s. 69, z Conversione Bajovariorum. 

^•') „Koci.l kneź panońskyi . . . wzlubl welmi slowjeńsky knigy, naucziti se 
im, i wda do H (50) uczenik ucziti se im". . . Żywot ś. Konstantego rozd. 14. 
Denkschrift der Akademie der Wissenschaft. 1870. Tom XIX sir. 226. Atąue in 
Pannoniam profectus a Cozelo Lecliorum prin cipę bene exceptus est et 
pobtea quinqaginta ibi viros lidem v<.ram literastpie slavinicas docuit. Obdormitio s. 
Kyrilli. W teksie słowiańskim czytamy: „priet jeho (Konstantego) K H e 3 l> A i, m K Li ii 
i potom priejet 50 uczenik i naucziw icli prawoslawniei witrie i słoweńskim Icni- 
gam." ycnenie CB, KiipiLLia.w Bilbasowa. Kirylł i Mefodij. s. 244 

^*^) W Żywocie s. Cyryla wzmiankuje się, że na jego prośbę książęta Rości- 
slaw i Kociel oswobodzili 900 niewolników w r. 867: I ne wzet że ni ot Rastisława, 
ni od Koćly ni zlata ni srebra, ni inoje weszczi ... nb tbcziju plenbnik isproszi, ot 
oboju f{ stb (nonagenlos) otpusti ich" (rozd. 14). Denkschriften d. Akademie s. 226. 
W Obdormitio s. Cyrilli czytamy: „Philosophus a principe nonaginta christia- 
nos captos petit et liberavit." Zważając, że wzmianka ta jest powtórzeniem tego 
co legendy mówią, o pomyślnem zakończeniu missyi Konstantego do Cbazarów, mia- 
nowicie o oswobodzeniu przez hagana chazarskiego w skutek prośby Konstantego, 
z niewoli chrześcian, badacze mniemają, że wiadomość o oswobodzeniu przez Ko- 
cieła 900 niewolników wypada odrzucić. 

'''') „Sbrasze se nań jepiskupi i popowe i czrnorizci, jako i wrani na so- 
kola " Żywot" Konstantyna rozd. 16. Denkschrift d. Akademie XIX, s. 227. 
■''*) Żywot Konstantyna, rozd. 16. Denkschrift der Akad. s. 227. 



- 89 — 

ochrzczonych i mających być ochrzczonymi Słowian. Pojmy- 
wała to stolica apostolska i następca Mikołaja I, Adryan H,-^") 
sam wyszedł za miasto na spotkanie relikwii ś. Klemensa i apo- 
stołów słowiańskich,^") w uroczystem ubraniu, okrążony ducho- 
wieństwem i tłumami ludu, z zapalonemi w rękach świcami.^*) 
Wśród śpiewów pobożnych tłumów, z największą uroczystością 
relikwije ś. Klemensa złożono w kościele, pod jego wezwaniem 
zbudowanym w Rzymie oddawna.*^) Powrót cudowny wysoko 
czczonych relikwii męczennika papieża napełnił serdca Rzymian 
nieopisaną radcścią, zainteresowaniem się apostołami słowiański- 
mi, którym należała cześć, za wyświadczenie ówczesnemu światu 
chrześciańskiemu takiej usługi nieocenionej. 

Niebrakowało jednak w samym Rzymie zgorszenia, z po- 
wodu wprowadzenia języka słowiańskiego do ksiąg liturgicznych. 
„Nie godzi się, powtarzano, używać innych oprócz wiadomych 
trzech języków, innego jeszcze do służby bożej języka," ^•^) Wszak- 
że papież Adryan II, wysłuchawszy apostołów słowiańskich, po- 



^9) Mikołaj I umarł 13 Novembra 867. Acta SS. 55; Adryan II został pa- 
pieżem 14 grudnia r. 867. 

^*>) Adrianus audiens quod . . . philosophus corpus b. Clementis, quod stu- 
dio suo repererat, secum deferret, valde nirais ehilaratus est, et extra urbem cum 
clero et populo procedens obviam illis, honorifice satis eos recepit. Leg. Ital, 9. 
Żywot Konstantego lozd. 17. Denkscłirift. der Akad. XIX. s, 228. 

*') Leg. Ital. 9. 

*') Sepelierunt autem corpus Sancti in ecclesia, quae in ejus nomine diu 
antea fuerat constructa. Leg. Moravica. 6. Corpus sancti Clementis in sua ecclesia, 
quae sibi antea multa tempora fuit fabricata, collocavit, et honorofice sepelivit. Leg. 
Cracoviensis. cap. 6. 

*') „Było zaś wielu ludzi, którzy ganili księgi słowiańskie, mówiąc: „nie- 
godzi sie żadnemu narodowi mieć pisma swego, prócz Hebrejów, Greków i Łacinni- 
ków, według słów Piłata, które na krzyżu pańskim napisał. Tych apostolik piła- 
towcami i trójjezycznikami nazwawszy wyklął." Żywot Metodego cap. 6. W le- 
gendach Morawskiej (cap. 7) i Czeskiej (cap. 4.) wzmiankuje sie tylko o tłómacze- 
niu sie Konstantego przed stolicą apostolską, o konieczności używania jeżyka sło- 
wiańskiego w nabożeństwie dla Słowian, „At illi haec audientes et admirantcs tanti 
viri industriam et fidem, studiosa deliberatione praehabila, statuerunt supradirto ser- 
monejn illis parlibus, quas b. Cyrillus Deo acquisierat, et sicut statuerat, cano- 
nicas horas cum missarum solemniis ita debere deinceps celebrari (Leg. Mor. 7). Do- 
bitniej pojaśnia to legenda krakowska: et confirmaverunt fclauonica lingua in par- 
tibus illis missarum solempnia cttcrasque canonicas horas decantare, quod usquc 



-- 90 — 

chwalił ich pracę i jakby w oznakę przyznania liturgii w języku 
słowiańskim, księgi duchowne, napisane przez braci Konstantego 
i Metodego, poświęcił i złożył na ołtarzu w kościele ś. Piotra,**) 
Potem polecił biskupom Formozowi i Gauderikowi wyświęcić 
uczniów słowiańskich na presbyterów, diakonów i lektorów.*^) 
braci zaś Konstantego i Metodego do godności biskupiej podniósł.***) 
Tym sposobem wytwarzał się zawiązek hierarchii słowiańskiego 
kościoła, pierwszymi presby terami i diakonami którego zostali: 



ad haec tempora in partibus Sclavonicis observatur. Leg, 
Cracovien. cap. 6. Polkowski s. 17. 53. 

**) Według Żywota Metodego, papież ewangeliję słowiańska położył na oł- 
tarzu ś. Piotra (rozd, 6), a według Żywota Konstantego, rozd. 17, (Denksclirift 
XIX 228), na ołtarzu ś. Maryi, w innych legendacli wzmianki o tern nie znajduje- 
my. Porów. Vita s. Clementis (Bułgarica) cap. 3, 

**) Papa jubente nonnulli pliilosoplii discipuli Moravienses ae Pannonici 
a Formoso et Gendricho episcopis ritu sołemni in ordinem clericorum recepti sunt. 
Obdormitio s. Kyrilli. Biłbasow II 245. Według Żywota Metodego, wyświęcono 
trzecli kapłanów, a dwócli anagostów, i. j. lektorów (rozd. 6); według innych legend 
liczba kapłanów i diakonów wyświęconych talcźe jest pięć, jalc zobaczymy niżej. 

■*") Wiadomości w tym względzie są sprzeczne. W Żywocie Metodego nie 
oznaczono kiedy on mianowicie został biskupem. W legendach Morawskiej i Cze- 
sliiej o mianowaniu Konstantego i Metodego biskupami nie wzmianlcuje się. Le- 
genda Krakowska wie, że Konstanty w Rzymie zrzekł się godności biskupiej, zo- 
stał mnichem, a na jego miejscu w Welegradzie nastąpił Metody. Legenda Bółgar- 
ska (Vita s. Clementis) stawi na pierwszem miejscu mianowanie „wielkiego Meto- 
dego biskupem Morawii Pannońskićj", a o Konstantym wyraża się nie jasno, podno- 
sząc jego zasługi i wysoką cześć, okazaną mu przez papieża (rozd. 3). Jedna tylko 
legenda Itałica (cap. 3) stanowczo wyraża się: „multis itaque gratiarum accionibus 
praefato philosopho pro tanto beneficio redditus, consecraverunt ipsum et Methodium 
in Episcopos, nec non et ceteros eorum discipulos in praesbyteros et diaconos." 
Jakże nie wierzyć autorowi tej legendy Gauderykowi, który sam był obecny i razem 
z biskupem Formozem wyświęcał księży słowiańskich. O tym przedmiocie szeroko 
rozprawiali Ginzel i Dudilc. Pierwszy w Gesch. der Slawenapostel edit 1861 s. 
46 — 47, drugi w Gesch. Mahrens I 182 — 4. Tymczasem Jagicz mniema, że Kon- 
stanty był tylko nauczycielem Słowian, a nie biskupem. Bonpocb o KnpiUJlt H 
Meoojit 1855 s 55 cyt. 92. Inne zdania w Pogodina Kiipujuo-MeeoAieucKifł 
CóopilliKT. 1865. Ale najdokładniej sprawę tę, zgodnie z legendą Italską, objaśnił 
Gromnicki, w Rozprawach Alcademii Umiejętności Krakowskiej r. 1879 T. XI 
s. 135. A że Metody już w r. 869 mianowany był arcybiskupem, poświadcza to 
li.st papieża Jana VIII r. 879 do Świętopełka. Metliodius vester archiepiscopus ab 
antecessorenostro Adrian o, scilicet papa [-{- 872) o r d i n a t u s, Erben. 
N. 39 i 41. 



— 91 — 

Gorazd Morawianin, Klemens, Naum, Angelar i Sabba Bółgaro- 
wie, czy Słoweńcy/') 

Zostawało wprowadzić nabożeństwo słowiańskie uroczyście, 
aby świat cały wiedział, że w powszechnym kościele chrześciań- 
skim, obok liturgii łacińskiej i greckiej, zajęła jeszcze miejsce 
liturgija w mowie najliczniejszego w Europie narodu, który miał 
cliwałę bożą po niezmierzonych przestrzeniach rozszerzyć. Poj- 
mując to, stolica apostolska stosowne rozporządzenia uczyniła. 

Trzy dni odbywało się nabożeństwo i śpiewy słowiańskie. 
Najprzód w kościele apostołów śś. Piotra i Pawła, następnego dnia 
w kościele ś. Petronelli i u ś. Andrzeja, nakoniec z nadzwyczajną 
uroczystością u grobu ś. Pawła, ^^) przy uczestnictwie biskupa 
Arseniusa i bibliotekarza rzymskiego Anastazego.*^) Takim spo- 
sobem u grobu pierwszych apostołów chrześciaństwa dokony- 
wało się zjednoczenie ludów w imię wspólnej idei religijnej, bez 
różnicy narodowości i mowy. 

Rok z górą ciągnął się pobyt apostołów słowiańskich w Rzy- 
mie. Stolica apostolska znajomiła się z zasadami i charakterem 
osobistym nowych apostołów. Na to potrzebny był czas. Star- 
szego z braci, Metodego, papież przeznaczył na metropolitę ko- 
ścioła słowiańskiego, młodszy. Konstanty, miał być biskupem 
i pomocnikiem brata. Ale Konstanty zapadł na zdrowiu, a prze- 
czuwając zbliżający się koniec żywota, wstąpił do zakonu, przy- 
brawszy imię Cyryla. Osłabiony na siłach mąż święty, mówił 
do Metodego: ,,oto bracie byliśmy sprzężajem, jedną brózdę ora- 



I 



*') Imiona ich wzmiankują Obdormitio s. Kyrilli (YcneHie CB. Klipu.I.ia) i Vila 
s. Clementis episcopi (bulgarica), z ta tylko różnicą, że w ostatniej zamiast Sabby, 
wzmiankuje się Laurenly (rozd. ii). Do porównania slu/,y legenda Macedońska 
o Żywocie ś. Nauma. 

**) „Abie piesze liturgiju w cbrkwi swetaho apostola Petra sloweńskyim je- 
żykom i w druhji djeń piesze w ctrkwi swetyje Petronily, i w iretij djeń piesze 
w Cbrkwi swetaho Andreje i ottudu w welikaho uczitela wselienskaho Pawia apo- 
stola." Żywot Konstantyna (rozdz. 17). Denkschrift der Akademie der Wissęn- 
schaften, XIX, s. 22S. 

*») Ibid. rozdz. 17, s. 238. 



— 92 — 

cym, ja padam na lesze i kończę dni moje, a ty bardzo miłujesz 
górę,'^") ale nie chciej dla góry rzucać apostolstwa, wszakże przez 
nie możesz być zbawionym."*^') Nakoniec, po 50 dniach choro- 
by, mąż święty umarł w Rzymie 14 Lutego r, 869, •'^^) mając 
lat 42 wieku. 



•'**') Jest to reminisccncya klasztoru na górze Olympie, który Metody, jako 
miejsce spędzenia mJodoici swiij. gorąco miłował. 

^^) Żywot ś. Metodego, rozdz. 7. 

^-) Constantin est mort h Romę sous le nom de moine Cyrille 868 le 13 
fevrier ou le 14. Muralt. Essai de Chronograph. p, 449. Niektórzy badacze chcie- 
liby sie na to zgodzić. Sprawa ta jednak mocno zawiła i dotąd należycie nie obja- 
śniona. Z dawnych pomników tylko Żywot Konstantyna (rozdz. 18) i Obdormitio 
S. Cyrilli zgodnie podają datę śmierci ś. Cyrylla 14 Februarii r. 6377, ^- J- ^'^9- 
W legendzie Italica, najwięcej na uwagę zasługującej, data oznaczona: 16 kalendas 
Martias, co według ówczesnego sposobu liczenia czasu, oznaczało, źe do nastąpienia 
kalendy, t. j. I Marca, nie dostawało jeszcze 16 dni (licząc i i Marca), a zatem 
data śmierci przypadła 14 Februarii. W kalendarzu Ostromira pod dniem I4 Fe- 
bruarii zapisano: pamieti, ... Konstantina filo.sofa, naieczena w czrńczestwie imenem 
Kiryłla. (Kopitar, LXVI), Ale ani legenda Italica, ani kalendarz Ostromira, ani 
inne pomniki roku nie oznaczają. Z tego powodu ani dzień 4 Lutego, przyjęty 
przez Ginzcla, ReUla, Gromnickiego, Polkowskiego i innych, ani rok 868, przyjęty 
przez Ginzela, nie znajdują wiarogodnej podstawy. A\^zględem roku, nastręcza się 
następna uwaga. Bracia apostołowie do Rzymu przybyli po 14 Grudnia r. 867, 
t. j. wtedy, kiedy już papieżem został Adryan II. Kilka dni trwała uroczystość zło- 
żenia relikwii ś. Klemensa, potem wyświęcenie księży słowiańskich, a „po wielu 
dniach", jak wzmiankuje legenda, ś. Cyryl, czując sie chorym, wstąpił do zakonu, 
i po 50 dniach choroby umarł. Oczywiście, że wszystko nie mogło stać się w ciągu 
niespełna dwóch miesięcy, a zatem żadnego prawdopodobieństwa nie ma, aby śmierć 
ś. Cyrylla mogła zajść w Lutym r. 868, Tymczasem Ginzel, mniemając, że konse- 
kracya księży słowiańskich nastąpiła wnet po przybyciu ich do Rzymu w r. 867, 
wyobraził sobie, iż w tymże czasie zachorował i wstąpił do zalfonu, a wkrótce po 
tem mianowicie 4 Februarii 868 ś. Cyryl umarł. Gesch. der Slawenapostel, s. 49. 
Za Ginzelem, idąc w ślad inni, wprowadzili do nauki błąd, który spostrzegłszy 
Diimmler, wyrzekł, iż wypada przyjąć r, 869, a nie 868 „troz den schwachen Ein- 
wendungen Ginzels." (Denkschriftcn der Akademie d. Wissenschaft, XIX, s. 212), 
Podobne zarzuty Ginzelowi uczynił i Dudik w Miihrensgeschite r. 1860, tom I, 
s. 182 — 184. W literaturze polskiej przedmiot ten oględnie objaśnił Gromnicki (Roz- 
prawy Akademii, X, s. 129). Szkoda tylko, że poglądy tych dziejopisów nie wszyst- 
kim pisarzom są znane i że dotąd nie usunięto wątpliwości daty śmierci pierwszego 
nauczyciela Słowian, która oczywiście przypadła 14 Februarii r. 869 jak o tem wy- 
raźnie mówi współczesny prawic autor Żywota Konstantyna (rozdz, 18) w Denk- 
schriftcn d. Akademie, XIX, s. 229, i niemniej starożytny autor Uśnięcia (Obdor- 
mitio) ś. Cyryla. Datte te przyjęto także w Encyklice papieża Leona XIII z dnia 
30 Września r. 1880, 




— 93 -* 

Po śmierci brata, któremu papież, kazał wyprawić pogrzeb, 
z taką okazałością jaka tylko samemu papieżowi należała. Me- 
tody mówił do papieża: „Ojcze święty! Gdyśmy opuszczali ro- 
dzinną ziemie, aby się poświęcić dziełu, któreśmy z pomocii bo- 
ską dokonali, matka nasza zalewając się łzami, błagała, aby w razie 
śmierci jednego z nas na obczyźnie, pozostały przy życiu, przy- 
wiózłby ciało zmarłego do klasztoru, dla przyzwoitego tam po- 
grzebania go. Niechże wńęc Twoja świątobliwość pozwoli mnie 
wypełnić mój obowiązek, aby się nie wydało, że się sprzeciwiam 
błaganiu i zaklinaniu matki !"^=') Poruszony taką prośbą i ba- 
cząc na doniosłość znaczenia jej, papież Adryan II zapytał o radę 
kardynałów, biskupów i najdostojniejszych! mężów. Ducłiowień- 
stwo jednak i nobile rzymscy przekładali papieżowi, iż niegodzi 
się pozbawiać Rzymu i kościoła relikwii tak znakomitego męża, 
a należy z wysoką czcią pogrześć go Rzymie. Przychylając się 
do życzenia obywateli rzymskich, papież polecił zwłoki ś. Cyryla 
pochować w kościele ś. Piotra, w przygotowanym dla siebie grobie. 
Ale iSIetody prosił, aby złożono je w kościele ś. Klemensa, relikwije 
którego ś. Cyryl z wielką troskliwością do Rzymu przyniósł. 
Skłoniwszy się do prośby IMetodego papież polecił zw^łoki ś. Cy- 
ryla, spoczywające już w marmurowym grobie, pochować w ko- 
ściele ś. Klemensa, po prawej stronie ołtarza.^*) Pogrzeb odbył 
się w asystencyi duchowieństwa rzymskiego i greckiego ze śpie- 
wem psalmów i hymnów, z zapalonemi świcami, kadzielnicami 
i w ogóle z taką wspaniałą uroczystością, jaka samemu tylko 
papieżowi należała.'') 



^^) Legenda Ilalica, cap. Ii. 

^*) Annuit hujusmodi petilioni Praesul sanctissimus, et cOncurente cleri aC 
populi maxima freąuentia, cum ingenti laetitia et reverentia multa, simul cum locello 
marmoreo, in quo pridem illum praedictus Papa condiderat, possuerunt in monumento 
ad id praeparato in basilica ś. Clementis ad desteram partem altaris ipsius, cum 
hymnis et laudibus, masimas gratis agentes Deo. Leg. Italica, cap. 12. Podobnie 
i Żywot Konstantego (rozdz. i8) Denkschriften der Akademie der Wissenschaft, 
XIX, s. 229. 

^^) Praecepit autem sanctus Aposlolicus, ut omnes tara Graeci quam Ro- 
mnni cletici a.l exeqiiia< cjus accurrerent cum psalmis et canticis. cum cereis et thu- 



— 94 — 

Odtąd przybrane w zakonie imię Cyryla rozpowszechniło 
się po świecie i pod tern imieniem wiekopomny wynalazca pi- 
sma słowiańskiego Konstanty po całej Słowiańszczyźnie słynie. 

3. Papież Adryan ii mianuje Metodego arcybiskupem pannońskim r. 869. 

Oburzenie biskupów bawarskich. Sąd nad Metodym i uwięzienie go 

w Szwabach (870—873). 

Po śmierci pierwszego nauczyciela Słowian, ś. Cyryla, Me- 
tody sam jeden musiał dźwigać ciężar rozpoczętego wspólnie 
z bratem wielkiego dzieła. Pobyt jego w Rzymie zaciągnął się 
długo. Morawianie, zajęci ciężką wojną z Niemcami (868 — 86g), 
wytężali siły Icu obronie ojczyzny, a o clirześciaństwie i nauce 
nie pora była myślić, kiedy wróg siedziby icłi palił. 

W lepszycli warunkacli zostający błatneński książę Kocieł 
udał się do papieża z prośbą o pr/,ysłanie mu Metodego. ,,Nie 
tobie jednemu tylko, rzekł papież Adryan II, ale wraz wszyst- 
kim krajom słowiańskim szlę go, jako nauczyciela od Boga i od 
świętego apostoła Piotra." — I posłał do Rościsława, Święto- 
pełka i Kocieła list następny. „Doszły do wiadomości naszej ta- 
kie względem wiary wasze postępki, którycłi po was z upragnie- 
niem i modlitwą wyglądaliśmy, gwoli waszego zbawienia. Na- 
tclinął Bóg serdca wasze, że go szukacie i pokazał wam, że nie- 
tylko wiarą, ale i dobrymi uczynkami służyć Bogu należy. Wiara 
bowiem bez uczynków jest martwą i odtrąca Bóg tycłi, którzy 
Go słowami wyznają, a uczynkami zapierają się. Prosiliście 
o nauczyciela nietylko u tej biskupiej stolicy, ale także u prawo- 
wiernego cesarza Micłiała. Owóż posłał wam błogosławionego 
filozofa Konstantego z bratem, zanim my mogliśniy to uczynić. 
Oni zaś, dowiedziawszy się, że kraje wasze do stolicy apostolskiej 
należą, nie chcieli nic przeciw kanonom czynić, lecz przyszli do 
nas, niosąc relikwije ś. Klemensa. My tedy troistą radością prze- 
jęci, postanowiliśmy, zbadawszy Metodego, wyświęcić go wraz 



ris odoribus, et non. aliter ei. quam ipsi quoque Apostolico, funeris honorem impen- 
derent. Leg. Ilalica, c. lo. 



wP 



— 9S ^ 



z uczniami, jako syna naszego i posiać w kraje wasze, albowiem 
jest to maż rozumny, doskonały i prawowierny, aby was nau- 
czał, jakoście prosili, układając księgi w języku waszym do wszel- 
kiego obrządku kościelnego w zupełności, do mszy czyli siużby 
bożej i chrztu, jako zaczął już był filozof Konstantyn za łaską 
boską i ś. Klemensa modlitwą. Jeśliby zaś i kto inny mógł was na- 
leżycie i praw-o wiernie nauczać, niecliaj będzie świętą i błogosła- 
wioną jego nauka przez Boga i przez nas i przez wszystek ka- 
tolicki i apostolski kościół; abyście z łatwością do przykazań 
bożych nawykli. Ten zaś jedyny zachowajcie zwyczaj, niechaj 
na mszy pierwej czytają apostoł i ewangeliję po łacinie, a po- 
tem po słowiańsku. Tak się spełnią słowa Pisma świętego: 
„chwalcie Pana wszyscy narodowie," a w innem miejscu: „wszyscy 
poczęli mówić wielmożne sprawy boże rozlicznemi języki, jako 
im Duch święty wymawiać dawał." Jeśliby zaś kto z przyby- 
łych do was nauczycieli lub ich uczniów od prawdy odwracając 
się, a wiodąc w błędy, poważył się bałamucić was inaczej ucząc, 
ganiąc księgi w waszym języku, niech będzie wyłączon i oddany 
pod sąd kościoła, dopóki się nie poprawi. Tacy bowiem są nie 
owce, ale wilcy: z owoców ich poznacie je i strzeżcie się ich. 
Wy zaś, kochane dzieci, poznajcie naukę bożą i przykazań ko- 
ścielnych nie odrzucajcie, abyście się stali prawdziwymi czci- 
cielami bożymi, Ojca naszego niebieskiego i w^szystkich świę- 
tych." 5«) 

Listem tym Adryan II, przypominając, że kraje słowiańskie 
Pannonia i Morawia „do stolicy apostolski ej nale żą." 



H 



5*) List ten wyjęty z Pannońskiego Żywota Metodego, ogłoszony w Moskwi- 
tjaninie r. 1843, tom VI, przedrukowany przez Szafarzyka w Pamatky drevniho 
pisem. 1 85 1, tudzież w Erbena Regestrach 1855 P*^ słowiańsku z łacińskim prze- 
kładem, potem w Bielowskiego Monum. Pol. I, r. 1864 po słowiańsku z tlómaćze- 
tliem polskiem; w Bilbasowa Kiipii.Ln> li Meoojiił r. 1871 z tłómaczeniem rosyj- 
skiem. Faksymile listu tego podług kodeksu słowiańskiego z XII w., podał w wy- 
jątkach Bodianski w „CnHMKaxx", dołączonych do dzieła jego O BpeMeHH nponcxo;K- 
jenia c.iaBHHCKHNTj nHCtMemi. a całkowity list umieścił w wydanym przez niego 
Żywocie Molodego w Cztienijach Obszczeslwa istorii i drewno.' tiej r. 1865. 



— 06 — 

Unieważniał pretensye biskupów salcburgskiego i passawskiegfo, 
którzy, korzystając z pogromu Awarów przez Karola W. w r, 796, 
rościli sobie prawo przyłączenia do swych dyecezyi ziem słowiań- 
skich, jedynie na mocy zezwolenia cesarskiego,'''') lecz bez zgo- 
dy na to stolicy apostolskiej. Mogli wiec, w skutek wzmianko- 
wanego listu, książęta morawski i blatneński legalnie urządzać 
w swych dzielnicach hierarchije słowiańskiego obrządku, nie 
zważając na wdzierstwa biskupów bawarskich. Rościsław jednak 
całkiem zajęty walką z Niemcami w r. 868 — 86g. nie był w sta- 
nie skorzystać wnet z usposobienia papieża, ale Kocieł nie omie- 
szkał zaprosić do siebie Metodego. 

Powracając do Morawii, Metody musiał podróż nie inną 
drogą, jak przez Pannoniję odbywać, tern bardziej, że miał tam 
zwolennika w osobie Kocieła. Dla tego podanie o przyjęciu Me- 
todego z wielką czcią przez Kocieła, ^^) wypada uważać za wia- 
domość prawdziwą, ale żeby apostoł długo bawił w Pannonii, 
to wątpliwe. Zwycięzkie ukończenie wojny w r. 869 uwolniło Ro- 
ścisława od wszelkiej zależności od cesarstwa. Mógł on odtąd 
swobodnie wykonywać dawniejsze zamiary ustanowienia kościoła 
narodowego, nie zważając na to, co powiedzą biskupi bawarscy. 
Otwierało się więc i Metodemu daleko obszerniejsze pole działa- 
nia w swobodnej Morawii, niż w Pannonii zależnej od Niemców, 
a we względzie hierarchii duchownej, podlegającej wdzierstwom 
arcybiskupa salcburgskiego, z ręki którego prezbyter Rychbald 
mieszkał w Pannonii i zarządzał tamecznym kościołem aż do po- 
wrotu Metodego. ^'') 



6") Wyżej na str. 62, cyt, 6. 

<**) Przyjął go (Metodego) Kociel z wielka czcią i znowu posiał do Aposto- 
lica z 20 mężami zacnymi, aby mu go wyświęcił na biskupstwo w Pannonii, na sto- 
licę ś. Andronika apostoła jednego z siedmiudziesięciu. Żywot Metodego, rozdz. 8. 
O wyprawieniu przez Kociela Metodego do Rzymu z 20 uczniami, jak równie i o pro- 
śbie wyświęcenia go na biskupa, — wiadomość nie ma podstawy, albowiem Metody 
już byt przed tem mianowany biskupem i do Rzymu w r. 869 nie powracał. 

^^) Adalvinus . . . Richbaldum constituit archipresbyterum, qui multum tem- 
pore ibi commoratus est, exercens suum potestati%'e ofticium . . . usque dum quidam 
Graecus, Methodius. . . . De Conver. Baioar. Pertz. M. S. XI, p. 14. 



— 97 — 

Jako arcybiskup morawsko -pannoński Metody, z polecenia 
Adryana II, przybywał w naddunajskie kraje dla wznowienia 
od dawna upadłej starożytnej metropolii Sremskiej (syrmijskiej), 
na której, według podania, zasiadał jeden z siedmiudziesięciu apo- 
stołów ś. Andronik."'') Podobne biskupstwo, pod rządem pogań- 
skim Rzymian, mogło być tylko potajemne, poważane przez chrze- 
ścian, ale urzędowie — nie wiadome. Dopiero po wprowadze- 
niu chrześciaństwa w cesarstwie Rzymskiem w IV w. jako religii 
państwowej, zjawia sie w Syrmii biskupstwo i na soborze w tem 
mieście odbytym r. 357, w liczbie innych zasiadał biskup syr- 
mijski Germanius. Potem biskup syrmijski Anemius zasiadał na 
soborze akwilejskim.^^) Podczas podziału cesarstwa za impera- 
tora Teodozego r. 595, Syrmium słynęło jako stolica dyecezyi 
Illyryjskiej, do cesarstwa Zachodniego należącej. Po upadku ce- 
sarstwa Zachodniego r. 476, władza papiezka rozciągała się na 
ziemie, które do tego cesarstwa przedtem należały, a dalej ku 
wschodowi położone kraje podlegały patryarchatowi Konstanty- 
nopolitańskiemu. Zdobycze imperatorów wschodnich nati Duna- 
jem podawały powód do zaliczenia dyecezyi Syrmijskiej do pa- 
tryarchatu Konstantynopolitańskiego, ale od najazdu Awarów 
i oblężenia r. 567, a nareszcie zburzenia Syrmii przez chagana 
awarskiego r. 582, biskupstwo Sremskie upadło. I nie wcześniej 
aż po rozgromieniu Awarów r. 796, Pepin, syn Karola W. obie 
Pannonije poddał pod władzę arcybiskupa salcburgskiego, a w ro- 
ku 803 postanowił, aby Pannonija Niższa do Salcburgskiego, Wyż- 



**<*) Według Żywota Metodego (rozdz. 8) Kociel prosił papieża o mianowa- 
nie Metodego biskupem „w Pannonii na stolicę ś. Andronika apostoła." — Nestor 
wiedzłał takie o ustanowieniu przez Kocieła Metodego biskupem w Pannonii na 
stolicy ś. Andronika apostoła i objaśnił, „że Andronik apostoł jest nauczycielem na- 
rodu słowiańskiego, bo do Morawii chodził, i że Paweł apostoł zostawił po sobie 
biskupem i następcą Andronika słowiańskiemu narodowi." Latopis, w Bielowokiego 
M. P, I, 570 — 57r. Źródłem tych podań zdaje się być biskup Salony, Hesychius, 
w V w., autor Żywota ś. Klemensa. Farlati. Illyricum Sacrum, II, 83. 

*") Episcopus Sirmii Germanius. Sozea-.eni Salaminii. Histor Ecclcs. lib. IV, 
cap. 14. — Na soborze akwilejskim r. 381 zasiadał Anemius Sirminsosi-s. Acta Cou- 
cilior. I, p. 854. 

Tom III. 7 



- 98 - 

sza zaś do Passawskieg"o biskupstwa należały.**-) Tym sposobem 
dawne biskupstwo Syrmijskie podlegało administracyi biskupów 
bawarskicli w ciągu lat 75, ale stolica apostolska, zważając, że 
prawa kościoła, przez najazd poganów wstrzymane, nie ulegały 
przedawnieniu, oczekiwała zręczności do faktycznego wznowienia 
ich. Wyprawiając wiec Metodego do Morawii, Adryan II przy- 
pomniał o starodawnem biskupstwie ś. Andronika w mieście 
Syrmii, do Pannonii należącem, ale że to miasto w skutek no- 
wych podziałów Słowiańszczyzny i zamiarów Metodego, nie mo- 
gło być stolicą biskupią, Adryan II, mianując Metodego arcy- 
biskupem morawsko -pannońskim, nie oznaczył bliżej w jakiem 
mianowicie miejscu miała być stolica wskrzeszonego biskupstwa. 
Zwycięzkie stanowisko Rościsława w r. 86g i widoki na jego 
szczerą pomoc do rozszerzenia chrześciaństwa w Morawii, bez- 
wątpienia pobudzały Metodego pospieszyć do Welegradu. Le- 
dwo jednak rozpoczął swą pracę, nowe, niespodziewane wypadki 
pokój zakłóciły. Uprowadzenie Rościsława do Bawaryi, najazd 
na Morawiję grafów Engelszalka i Wilheln^a r. 870, powstanie 
Sławomira, zaburzenie w Morawii, wojna, o czem niżej powiemy 
(§ 39), nie sprzyjały zamiarom Metodego. Musiał więc on udać 
się do Kocieła, a osiadłszy w zamku salawarskim,*-^) nauczał lud 
w zrozumiałej mu mowie. Tłumy gromadziły się na nabożeństwo 
słowiańskie, a kościoły łacińskie pustką zostały. Przerażony świe- 
tnem powodzeniem Metodego, a niemniej o dochody się trwo- 
żąc, opat salawarski, arcyprezbiter Rychbald pospieszył do arcy- 
biskupa Adalwina ze skargą, ,,że jakiś grek Metody" zbuntował 
mu owieczki i wzbudził w nich wstręt do mszy łacińskiej.**^) 

®2) Wyżej na str. 62, cyt. 6. 

^^) Przy ujściu r. Sali do jeziora Blatno opactwo, a na samym brzegu je- 
ziora wieś Sala-war, t. j, gród nad Sala, także Blatnem, lub Mosburgiem zwany. 
Porów, wyżej str. 63. 

'*'^) Quidam Graecus Methodius nomine noviter inventis Sclavinis litteris lin- 
guam latinam doctrinamąue romanam atque litteras auctorales latinas philosophicae 
superducens vilescere fecit cuncto populo ex parte, missas et evangelia ecclesiasti- 
cumque ofticium illarum qui hoc latine celebraverunt. De Conversione Baioar. M. G. 
XI, p. 14. 



— 99 — 

Adalwin wnet zaniósł do króla Ludwika zaskarżenie o znieważe- 
nie praw arcybiskupich, dowodząc, że w ciag-u 75 lat biskupi salc- 
burgscy niezaprzeczenie wykonywali, nadane im przez monar- 
chów, prawa w Karyntyi i Pannonii, a teraz te prawa narusza 
jakiś grek Metody, wynalazca pisma słowiańskiego, które rozsze- 
rza miedzy ludem i w nabożeństwie, zamiast jeżyka łacińskiego 
i nauki rzymskiej, używa. Skarga ta, wymierzona nie tyle prze- 
ciw Metodemu, ile przeciw rozporządzeniom stolicy apostolskiej, 
jasno wskazuje, że Adalwinowi głównie szło o granice dyecezyi 
jego. Ale z papieżem duchowieństwo bawarskie \valczyć otwar- 
cie nie śmiało, a Metodego koniecznie usunąć z Pannonii żądało. 
Powołując sie więc na prawa kościelne, według których nie 
wolno było żadnemu kapłanowi sprawować w cudzej dyecezyi 
obrzędów duchownych, nie złożywszy wprzód miejscowemu bi- 
skupowi pisma rekomendacyjnego od swego biskupa, lub przy- 
najmniej uwolnienia od obowiązków swej dyecezyi, duchowień- 
stwo bawarskie uważało Metodego jako wdziercę do praw dye- 
cezyi Salcburgskiej, udając, że nic nie wie o mianowaniu go przez 
Adryana II arcybiskupem morawsko -pannońskim. 

Najwięcej ze wszystkich biskupów zainteresowany, arcybi- 
skup salcburgski Adalwin zwołał synod, żeby zaś nadać większą 
powagę synodowi i mieć wnet wykonawcę wyroku, zaprosił króla 
Ludwika Niemieckiego, który w Październiku r. 87 1 z Frankfurtu 
do Bawaryi przybył. °^) 

Nie wiemy, jakim sposobem Metody stanął przed synodem: 
dobrowolnie czy gwałtem dostawiony został, postępowanie bo- 
wiem tego synodu, jak zobaczymy niżój, pozwala robić najgorsze 
przypuszczenia. Nie wiemy także w jakiem mianowicie miejscu 
synod się odbywał. Celem synodu było rozpoznanie czynności Me- 
todego, oskarżonego o nielegalne nauczanie w dyecezyi Salcburg- 
skiej, a za powód do powołania go przed synod, służyły zarzuty 
wyłożone, przez anonymnego pisarza, w memoryale „de conver- 



*) Annal. Fuld. an. 871. Dudik. Miihr. Gesch. I, 215. 

7* 



— lOO — 

?ione Bajoariorum et Carantanorum." Zebrani w przytomności 
króla: arcybiskup salcburgski Adalwin, biskupi: Hermarik pas- 
sawski i Anno frei/ingeński *"*) pytali Metodego: „dla czego 
w naszym udziale nau.czasz?" Na to im odpowiedział: „gdy- 
bym wiedział, że to wasz udział, obchodziłbym go zdaleka, ależ 
on jest udziałem Piotra świętego. Zaprawdę, jeśli wy dumą i ła- 
komstwem powodowani, wbrew kanonom podziały stare prze- 
kraczacie, nauce bożej przeszkadzając, strzeżcie się, iżbyście ja- 
koby żelazną górę, czaszką kościaną przebić usiłując, mózgu wa- 
szego nie wylali." Rzekli więc Niemcy: „źle mówisz, na złe ci 
to wyjdzie." A Metody na to: „prawdę mówić i przed cesarzami 
nie.wzdrygam się, a wy róbcie ze mną co się wam podoba, nie 
jestem bowiem lepszym od tych, którzy prawdę mówiąc różnemi 
mękami żywot zakończyli." Takiemi słowami żywociaż Metode- 
go maluje dysputę synodu, dodawszy, że gdy się w długą roz- 
mowę zapuścili, a odpowiedziom jego sprostać nie mogli, rzekł 
król z nienacka:"') ,, Nie trudźcie mego Metodego, bo się już jak 
przy piecu upocił." „Tak jest władzco, odpowiedział Metody, 
iilozofa spoconego spotkawszy raz ludzie zapytali: „czego się po- 
cisz? On im na to: z grubijanami spierałem się." Sędziowie, po- 



*"') „Potem zaś stary wróg, zawistnik dobra, a przeciwnik prawdy (Adalwin?), 
rozjątrzył nań serdce wroga morawskiego, króla (Ludwika), ze wszystkimi bisku- 
pami." Żywot Metodego, rozdz. 9. 

"') W Żywocie Metodego powiedziano: pe'ie Kopo.ib iisTj nima. W Bie- 
lowskiego wydaniu tego Żywota, w Monumenta Poloniae, I, s. 106, mylnie przetló- 
maczono: rzekł Karol łagodnie. Wyoliraziwszy sobie, że wyraz słowiański 
król, ko roi pochodzi od imienia Karol i usiłując dowieść to (na str. Il6), 
Bielowski tak się zaplątał, że i w innem miejscu tekst Żywota zanięcił, mianowicie: 
ccp;me upara MopaBbCKaro, ko p o jia, przetlómaczył: serce wroga 
morawskiego, k a r o 1 a. (na str. 105, rozdz. 9), gdy tymczasem wypadało po- 
wiedzieć: „serdce wroga morawskiego, króla,..," (podrozumiewa sie Ludwika Nie- 
mieckiego). Wyrażenie ii 3 1 HHUa, nie pojął także Bilbasow i przetłómaczył : 
KOCKCHHO, patrz: KiipHJi-O. u Meoojiiii II, 187 1, str. 264. — Według prawdzi- 
wego zaś znaczenia tekstu: peHC K O p O .a h 113 1) II HU a, wypada tłómaczyć: 
rzekł król z nienacka, a po rosyjsku: iioB3iia'iaii, iieOKH^ano. 

Za Bielowskim ks. Gromnicki .wskazane wyżej omyłki powtórzył. Rozprawy 
Akad. Umiej. XI, 148. 



lOI — 

jawszy sens tych wyrazów, osadzili Metodego na wygnanie. „I był 
zesłany w Szwaby, gdzie go trzymano półtrzecia roku."***) 

Sąd nad ^letodym i uwięzienie go przypadły w tym cza- 
sie, kiedy książę Rościsław zdradą uprowadzony do Bawaryi, 
dogorywał w więzieniu, a książę Świętopełk, obałamucony przez 
Niemców, bawił u nicłi jako zdrajca ojczyzny. Tymczasem w Rzy- 
mie i Morawii gotowały się wypadki, które miały na celu wy- 
s- wobodzić Metodego z więzienia. — Przerywając więc dalsze opo- 
wiadanie dziejów apostolstwa ^Metodego, zwrócimy uwagę na to, 
co sie w Morawii działo. 



§ 39. 

Walka Morawianów za niepodległość, a Metodego 

w obronie kościoła narodowego (870 — 882). 

I. Upadek Rościsława. Świętopełk do Bawaryi uprowadzony. Powstanie 

Morawianów pod Sławomirem. Świętopełk, wyzwoliwszy się z niewoli, 

zwycięża wrogów. Przymierze w Forhejmie r. 874. 

Po skończeniu pomyślnem wojny z Niemcami w r. 869, po- 
tęga Rościsława i rozwój obrządku słowiańskiego w państwie Mo- 
ra wskiem zdawały się być zapewnione. Ale wrogi Rościsława 
i Metodego nie zostawali bezczynni. Z niepojęty cli przyczyn Cze- 
cliowie, oderwawszy się od związku z Rościsławem, porozumie- 
wali się z królewiczem Karlomanem, a za ich przykładem książę 



*®) Żywot Metod, rozdz. 9. Im Herbst des Jahres 871 fand nur eine Synod 
der bairschen Geistlichkeit in der Angelegenheit des Methodius statt, von welcher 
uns unsere Legendę anschlłesslich Kunde giebt. Diimmler. Archiv fiir Kunde 
Oesterreichischer Geschichts-Quellen, 1854, T. XIII, 190. Nowszy badacz Bilba- 
sow, w zbytecznym pessymizmie, odrzuca wiarogodność legendy i twierdzi, że bi- 
skupi bawarscy nie mieli prawa sądzić Metodego, że o sądzie w żadnym dokumen- 
cie wzmianki nie ma i tak dalej idąc, powiada: cyjb óaBapcKoro cmioja u aaToneiiie 
Meoojia, — mu np»3naerb aa .lereiuapiiuft BUMbice.rb . . . Kitpii.n, 11 Meoojifi. 
T. II, r. 1871, s. 95 — 96. A jednak w dziewięć lat później znalezione zostały w Bry- 
tańskiem Muzeum dokumenty poświadczaiące, że Metody rzeczywiście b\l nicczony 
w wiezieniu niemieckiem. O tem niżej %v ^ 39. 



I02 

nitrański, Świętopełk, poddał się Isarlomanowi (r. 870.') Zdrada 
synowca tak mocno oburzyła Rościsława, że dla uratowania pań- 
stwa Morawskiego od rozdwojenia, postanowił zabić Świętopełka, 
poleciwszy siepaczom dokonać to podczas uczty. Mając się jednak 
na baczności, Świętopełk umknął z grona biesiadników a zmyśliw- 
szy łowy z sokołami uszedł w głąb lasów. Rościsław puścił się 
za nim w pogoń, lecz Świętopełk scłiwytał go i okutego w kaj- 
dany wydał Karlomanowi. Znakomity władzca morawski, sta- 
wiony przed sąd, złożony z Franków, Bawarów i Słowian w Re- 
gensburgu, w przytomności króla Ludwika, skazany został na 
karę śmierci. Król łagodząc niby wyrok sądu, kazał go oślepić 
i do jakiegoś klasztoru wtrącić.-) Odtąd nic więcej o nieszczęśli- 
wym księciu nie wiadomo. 

Wydawszy Karlomanowi stryja, Świętopełk, b ezwątpienia, 
spodziewał się zostać władzca Morawii, lecz mocno się omylił. 
Morawianie, czując odrazę do oliydnego czynu, nie uznali Świę- 
topełka swym księciem i zdradą wydali go Karlomanowi. Do 
zostającej bez władzy Morawii Karloman w'stąpił z wojskiem ; 
osadził po grodach swycłi urzędników, a poruczywszy zarząd 
kraju grafom Engelszalkowi i Willielmowi, ze złupionemi skarba- 
mi Rościsława radośnie do Karyntyi wracał.^) Świętopełk, zosta- 
wiony w swem księstwie nitrańskiem, niedługo cieszył się przy- 
jaźnią Niemców. Posądzony o zdradę i nieżyczliwość nowym wiel- 
korządzcom, został schwytany i jako buntownik do Bawaryi za- 
prowadzony wiosną r. 871. Niemcom zdawało się, że są zupeł- 
nymi gospodarzami kraju. Omylili się! 



^) Annal. Fuld. a. 870. Zuentibald, nepos Rastizi, propriis utilitatibus con- 
sulens, se Carlomanno una cum regno, quod tenebat, tradidit. 

2) Annal. Bertin. a. 870. Rasticium, Winidorum regulum, a Carlomanno 
per dolum nepotis ipsiis Rasticii captum et aliąuandiu in custodia detentum, post 
judicium mortis excaecari et in monasterium mitti praecepit. Hincmar. annal. Pertz, 
I, 490. Annal. Xantes a, (871. Rasticius rex Margorum a Carlomanno captus et in 
Franciam patri directus ibique postea luminibus privatus est. Regino. Pertz, I, 570. 
Boczek. Codex Moraviae, N. 48. 

') Annal. Fuldens. a. 870; Hincmari annal. a. 870; Szafarzyk Staroż. Slow, 
§ 41, str. 480, 



p 



— 103 — 

Lud morawski pamiętał jeszcze czyny bohatyrskie Rościsła- 
wa, pod wodza którego uczył się zwyciężać wrogów, rozumiał, że 
z najściem niemieckiego duchowieństwa miało zniknąć nabożeń- 
stwo narodowe, przez apostołów słowiańskich zaprowadzone, że 
zamiast ojcowskiej władzy rodzinnego księcia i kapłanów słowiań- 
skich, nastawała władza upodlenia i zdzierstwa. — Dusza narodu 
młodzieńczego nie mogła wytrzymać podobnych katuszy. Wywle- 
czony z klasztoru, krewny książąt morawskich, mnich Sławomir, 
groźbą przez Morawianów zm.uszony stanąć na czele powstania, 
rozpoczął wojnę Niemcami. Niepowodzenie najeźdźców zmusiły 
Karlomana użyć więzionego w Bawaryi Świętopełka za narzędzie 
do poskromienia Sławomira. Podobne podstępy udawały się już 
nieraz Niemcom w różnych stronach Słowiańszczyzny; czemużby 
i tym razem udać się nie miały? Uznany za niewinnego, Święto- 
pełk na czele wojska niemieckiego miał poskromić własnych bra- 
ci, Sławomira zwyciężyć, a potem .... zostać sługą wrogów^) 
i lada chwila oczekiwap takiego losu, jaki spotkał Rościsława. 

Nie potrzeba było wielkiej przezorności aby zrozumieć do 
czego prowadziła obłuda ówczesnych sterników polityki niemie- 
ckiej. Świętopełk zrozumiał swych wrogów i obłudą także ode- 
mścić im zamierzył. Z wojskiem bawarskiem wkroczył on do ]\Io- 
rawii latem r. 871, parł powstańców Sławomira w głąb kraju, aż 
do ich stolicy, którą opasał, a udając, że drogą układów łatwiej 
zniewolić oblężonych do poddania się, wjechał do ich grodu. 
Tam, porozumiawszy się z oblężonymi, odkrył im swoje zamiary 
zdradzić Niemców, wzbudził ku sobie zaufanie i naznaczył czas, 
w którym oblężeni mieli wycieczkę uczynić. — Niespodziewając 
się zaczepki ze strony Morawianów, wojsko niemieckie spokoj- 
nie pod oblężonym grodem leżało. — Natarczywe uderzenie Mo- 
rawianów, na nieprzygotowanych do boju Niemców, straszny 
w nich popłoch sprawiło. Mnóstwo rycerzy legło na placu, in- 



*) Annalista fuldeński mówi: quasi Sclagamarum expugnanturus, sic enim 
per dolum Carlomanno promiserat, si ei ad patrłam reditus concederetur, Ad, 
an, 871. 



— I04 — 

nych do niewoli zabrano, straty były ogromne. „Nie wiele ro- 
dzin w Bawaryi, Rakusach i Karyntii zostało, któreby nie opła- 
kiwały swych krewnych. Radość Noryków (Bawarów) z powodu 
odniesionych dawniej zwycięztw, — teraz w smutek i zgryzotę 
zamieniły się."^) Przerażony wieścią o tej kiesce, Karloman roz- 
kazał zebrać wszystkich jeńców i zakładników morawskich i wy- 
dać ich Świętopełkowi, lecz znalazł ich zaledwie tyle, że mógł 
z Morawii wydobyć jednego tylko rycerza Radboda i to na pół 
żywego. — O Sławomirze, w dalszym ciągu dziejów, nie zacho- 
wało sie wzmianki. 

Świetne zwycieztwo nad Niemcami Świętopełka jednało mu 
przyjaciół i sprzymierzeńców. Czechowie nad którymi wówczas 
panował Borzywoj z żona Ludmiłą, pośpieszyli wejść z Mora- 
wianami w bliższe stosunki. Świętopełk pojął w jesieni r. 871 
za żonę siostrę Borzywoja Ludomirę i zawarł z nim, na przypa- 
dek wojny z Niemcami, przymierze. — Bacząc na to, co się 
w Morawii działo, Niemcy podstępem zamierzyli zamącić weselne 
gody. Kiedy bowiem orszak swadziebny wracał z Czech do Mo- 
rawii, tłum Niemców, pod wodzą grafa Rudolfa i biskupa Arnta 
z Wircburga, napadł na niego. Nie mając dostatecznej siły do 
odporu, Morawianie umykali, a Niemcy ich ścigali. Aby więc 
wstrzymać pogoń, Morawianie zostawili w pewnym wąwozie 644 
koni i zbroje,**) licząc na to, że zostawionej zdobyczy wystarczy 



**) Omnisąue Noricorum laetitia de roultis retro victoriis conversa est in luc- 
tum et lamentationem. Annal. Fulden. an. 871. Pod tymże rokiem Hinkmar zapi- 
sał: maximum damnum a nepote Rasticii, qui principatum Yinidorum post eum sus- 
ceperat, habuit (Ludoyicus) in tantum, ut markiones cum plurima turba suorum 
perdiderit et terram, quam in praeteritis annis obtinuerat perniciose amiserit. 

•*) Powieść Ann. Fuld. an. 871, „S]avi Marahenses nuptias faciunt ducentes 
cujusdam ducis filiam de Bohemis", nie wspomina ani Borzywoja, ani Świętopełka, 
ale świetność orszaku weselnego, oraz przyjazne stosunki pomiędzy wzmiankowa- 
nymi książętami, zniewalają do mniemania, że tu mowa idzie o książęcej swadźbie. 
Palacki Dejiny, I, s. 150, przyp. 17. Wąwóz, o którym mowa, według Ireczka, ma 
być ścieżka bezimienna, w miejscu zetknięcia się granicy czeskiej, rakuskićj i mo- 
rawskiej. Pograniczni Niemcy, wyszedłszy z grodu Rakous (Raabs nad Dyja) na- 
padli na orszak. Słowian. Prawo, I, str. 13. "Według Dudika wąwozem tym może 
być ścieżka pod Wejtra, przy samej granicy rakuskiej. Mahrens Gęsch. I, s. 205. 



I 



— 105 — 

do zaspokojenia chciwych napastników. — I nie omylili się. — 
Póki Niemcy podzielili się zdobyczą, orszak swadziebny znikł im 
z oczów. 

Przystąpienie Borzywoja do związku ze Świętopełkiem mo- 
cno rozjątrzyło króla Ludwika Niemieckiego, roszczącego so- 
bie prawo do zwierzchnictwa nad Czechami i Morawianami. 
Wojna była nieuniknioną. Jakoż przewidując niezwłoczny napad 
Niemców, ludy słowiańskie po granicy z cesarstwem w początku 
r. 872 gotowały się do walki. W maju Saksy i Turyngi uczy- 
nili napad na ziemie Słowian nadłabskich, lecz tak niepomyślnie, 
że gdy w nieładzie wracać do domu zmuszeni zostali, kobiety 
słowiańskie ściągały z koni rycerzy i biły ich pałkami.') Inne 
wojsko, pod wodzą arcybiskupa mogunckiego Luitberta,^) wtar- 
gnąwszy do Czech, gromiło wojowników czeskich, sprawowanych 
przez pięciu Lechów : Swiatosława, Witysława, Hermana, Spity- 
mira i Moisława, którzy częścią w nurtach Włtawy śmierć zna- 
leźli, częścią skryli się do miejsc warownych i ocaleli, ponieważ 
Niemcy w owym czasie nie umieli jeszcze zdobywać twierdz, 
a zwyczajnie bawili się łupieżeniem i zniszczeniem zajętego kraju.'**) 

Przeciw Świętopełkowi wystąpił sam królewicz Karloman, 
lecz pierwsze zetknięcie się jego z Morawianami nie powiodło 
się. W popłochu Niemców kobiety słowiańskie z ożogami rzu- 
cały się między szeregi i z koni jeźdźców strącały. Karloman 
tymczasem, dla zapewnienia odwrotu, ściągnął na Dunaju flotę, 
a dla odwrócenia uwagi Świętopełka, posłał pod wodzą Arnta 
biskupa i Sigharda opata fuldeńskiego wojsko w głąb kraju. 
Lecz Świętopełic, przewidując zamiary przeciwnika, ruszył silny 
oddział swych wojowników przeciw Bawarom, którzy strzegli 
flotę, pobił ich, flotę zabrał, i tern odwrót nieprzyjacielskim siłom 
odciął. Teraz dopiero Niemcy zmuszeni byli do rozpaczliwej 



') Annal. Fuld. an. 872. Dudik, I, 208. 

*) Luitpertus archiepiscopus in hac expeditione primatum tenuit, Annal, 
Fuld. 1. c. 

») Szczegóły w Palackiego Dejiny I, s. 150, 



— io6 — 

walki z Morawianami, od nalarci:ywości których ledwo niedobi- 
tki ich z trudnością uciec zdołały.^") — W następnym roku 873, 
Świętopełk wstępnym bojem przebył Dunaj, opanował Markę 
Wschodnią (Oriens) i tak mocno napierał na Karlomana, że tylko 
spieszna pomoc od króla Ludwika mogła go uratować od osta- 
tecznej klęski.^') 

W tymże czasie sprzymierzeńcy Świętopełka, Serbowie nad- 
łabscy, korzystając ze śmierci grafa Takulfa, książęcia serbskiej 
granicy", rozpoczęli w sierpniu r. 873 pograniczną walkę, która 
aż do r. 874 ciągnęła sięj^) 

Znużony niepowodzeniami, wiekiem, intrygami w państwie, 
król Ludwik Niemiecki przybył do Regensburga i uznał, potrzebę 
skończenia wojny, nie rokującej mu żadnych korzyści, Święto- 
pełk także rad był dać swemu ludowi odpoczynek. Posłowie 
Świętopełka, przybywszy wiosną r. 874 do Forhejmu,^'^) zawarli 
pokój, mocą którego uregulowane zostały stosunki Morawii do 
państwa niemieckiego we względzie politycznym i kościelnym. 
W imieniu Świętopełka poseł jego Jan, z Wenecyi, według an- 
nalisty fuldeńskiego, zobowiązał się do daniny i wierności kró- 
lowi Ludwikowi,^"*) ale według innych wiarogodnych wiadomości, 
król Ludwik zawarł ze Słowianami przymierze takie, jakie się uda- 
ło. ^^) Wreszcie późniejsze stosunki polityczne i kościelne wska- 
zują, że to co na dworze Ludwika prawiono o dannictwie Świę- 



'<>) Annal. Fuld. an. 872. 

1') Annal. Hincmari an. 873. 

12) Według annal. Fuld. Serbowie zostali poskromieni w Styczniu r. 873 
przez Luitberta arcybiskupa mogunckiego i grafa Ratolfa, następcę Takulfa. Porów. 
Dudik. Mahr. Gesch. I, 210. 

'"•) Zamelc Forhejm w teraźniejszej BaAvaryi nad r. Radnicą, wpadającą do 
r, Mohanu, patrz mapę w tomie II. 

'*) Według Annal. Fuld. Poseł Świętopełka. lohannes presbiter de Ve- 
netiis, ut ei rex omni ambiguitate remota crederet, quicquid verbis dicebat, sacra- 
mento firmabat, videlicet ut Zventibald regi fidelis permaneret cunctis diebus vitae 
suae, et censum a rege constitutum per annos singulos solveret, si ei tantum modo 
quiete agere et pacifice vivere concederetur. Annal.- Fuld. an, 874. 

'^) Według Hincmara: per missos suos Yinidos sub diversis princibus eon- 
Stitutos modo quo potuit sibi reconciliavit (Ludovicus) An. 873, 



— I07 — 

topełka poprostu jest wymysłem,'"; któremu dotąd jeszcze wie- 
rzą uczeni niemieccy.^") — W tymże czasie zawarli z Niemcami 
przymierze nadłabscy Serbowie i inne ludy słowiańskie, działa- 
jące w związku ze Świętopełkiem.'*) — Błogie skutki pokoju 
forłieimskiego uwydatniły się najbardziej w niezależności ko- 
ścioła morawskiego/*) jak obaczymy niżej. 

2. Metody w więzieniu niemieckiem. Papież Jan VIII broni go i wy- 
zwala. Błogie skutki nauki apostoła słowiańskiego. Ochrzczenie księcia 
Borzywoja i żony jego Ludmiły. 

Wśród wrzawy wojennej, zniszczenia i powszechnego zamie- 
szania nad środkowym Dunajem, w latacli 871 — 873, apostoł Me- 
tody, gwałtem przez biskupów niemieckicli wieziony w Bawaryi, 
w nędzy i okowacli pędził dni, pełne moralnych i cielesnych 
udręczeń. Tymczasem naprowadzeni do Morawii i Pannonii 
księża niemieccy zniewalali lud do chrześciaństwa w obrządku 
łacińskim, do uległości biskupom intruzom, do płacenia daniny 
księżom, których lud słowiański nie rozumiał i nie cierpiał, 

W księstwie Błatneńskiem książę Kocieł, hołdownik Karlo- 
mana, władzcy Karyntyi, nie mógł przeszkadzać zamiarom bi- 
skupów niemieckich. W Morawii co innego. Powstanie pod 
Sławomirem i zwycięztwa Świętopełka ożywiły lud nadzieją swo- 
body politycznej i religijnej. „Morawianie, poznawszy księży nie- 
mieckich, którzy między nimi żyjąc, niesprzyjali im, lecz tylko 
zdradę knowali, wygnali wszystkich i posłali do papieża mówiąc: 
jak niegdyś ojcowie nasi przyjęli chrzest od ś. Piotra, tak też 
daj nam i dziś Metodego na arcybiskupa i nauczyciela.-**) W Rzy- 



^*) Jak juz zauważył Szafarzyli : Star. Słów. § 41, 5, s. 48 1. 

1') Duramler, starając sie pogodzić sprzeczność annalistów, mniema, że pokój 
forhejmski, cłiociaż zobowiązywał Świętopełka do płacenia daniny, ale za to zape- 
wniał mu niepodległość. Geschichte des Ostfrankischen Reichs, tom II, s, 813. Mo- 
rawski dziejopis Dudik, nie wierząc, aby Świętopełk zobowiązał sie do uległości 
i daniny z Morawy, domyśla sie, że daninę mógł płacić z Czech, korę w pewnem 
zobowiązaniu do cesarstwa zostawały. Mahr. Gesch. I, s, 21 1. 

^*) Annal. Fulden. a. 874. 

^®) Palacki, Dejiny, I, przypisek 90, 

**) Żywot ś. Metodego, lo. 



— io8 — 

mie chociaż i wiedziano o uprowadzeniu Metodego do Bawaryi, 
ale o okrutnem obchodzeniu się z nim głuche tylko dochodziły 
wieści, albowiem biskupi niemieccy zbrodnie swe przed światem 
ukrywali zręcznie. A gdy bawiącego w Rzymie biskupa freizin- 
geńskiego, Annona, zapytano o sprawie Metodego, Anno, kła- 
mliwie zaparł się, że go nie zna, gdy tymczasem wszelkich udrę- 
czeń, jakich względem Metodego dopuścili się biskupi niemiec- 
cy, sam Anno był podżegaczem, instygatorem, a nawet i spra- 
wcą." 21) 

Barbarzyńskie obchodzenie się z arcybiskupem Metodym, 
tudzież przywłaszczenie przez biskupów bawarskich praw na dye- 
cezyę Pannońską, jedynie stolicy apostolskiej przysługujących, 
wymagały energicznego wdania się papieża. Na szczęście Sło- 
wian, po Adryanie II, zmarłym w listopadzie r. 872, stolicę apo- 
stolską zaj^ł archidiakon jego, zręczny polityk, Jan VIII, dzie- 
sięcioletnie rządy którego stanowią w dziejach Słowiańszczyzny 
nadzwyczaj ważną epokę. 2'^) 

**) List papieża Jana VIII do biskupa Annona 14 Septembra 873 r. Patrz 
dodatek I, N. 6. 

22) Do poznania stosunków stolicy apostolskiej w początku papieztwa Jana 
VIII, t. j. w latach 873 — 876 z biskupami bawarskimi, w sprawie Metodego i w ogóle 
dyecezyi pannońskićj, — brakowało odnośnych dokumentów, a przez to niejedno- 
krotnie twierdzono, że to co , Żywot ś, Metodego" rozpowiada o energicznem wsta- 
wieniu się Jana VIII za ś. Metodego, aż do rzucenia klątwy na biskupów bawar- 
skich, jest wymysłem legendowym i że dla tego „Żywot ś. Metodego" nie może być 
uważany jako źródło historyczne. Tymczasem przed r. 1880 w Muzeum Brytań- 
skiem Ednmnd Bishop znalazł kodeks in quarto z końca XII w., zawierający zbiór 
listów papiezkich od V do XI w., mianowicie: Gelaziusza I (492 — 496); Pelagiu- 
sza I (555 — 560); Pelagiusza II (578—590); Leona IV (847—855); Jana VIII 
(872—882); Stefana VI (885—891); Aleksandra II (1061— 1073) i Urbana II 
(1088 — 1099), Listy te Bishop przesłał do wydawnictwa Monumenta Germaniae, 
rozpoczętego niegdyś przez Pertza, a dalej prowadzonego przez Ewalda. Oceniając 
ważność listów, Ewald podał o nich wiadomość w Neues Archiv. der Gesellschaft 
fiir altere Geschichtskunde Bd. V. Hamburg 1880, pod tytułem: Die Papstbriefe 
der brittischen Sammlung. — Z tego czasopisma Ireczek podał w czeskiem czasopi- 
śmie Swetozor 1880 r. wiadomość, pracą Bronisława Grabowskiego po polsku wy- 
daną w „Bibliotece Warszawskiej" r. 1881, tom I, str. 411 — 416. — Oprócz tego 
pp. Ewald i Wattenbach, na żądanie profesora wiedeńskiego Miklosicza, udzielili mu ze 
wzmiankowanych dokumentów kopiję, z której korzystając wiadomy chorwacki uczony 
Jj^nonik Fr. Rączki, ..mieścił w czusopiśmię „Starinc", i88o, księga XII, str. 206 do 



— 109 — 

W kilka miesięcy po zajęciu stolicy apostolskiej (14 grudnia 
872 r.), Jan VIII napomniał arcybiskupa salcburgskiego Adal- 
wina, aby, nieprawnie odjętą Metodemu stolicę biskupią przywró- 
cił mu.-^j Wnet potem Jan VIII, w skutek uporu biskupów 
bawarskicłi, zdobył się na taki energiczny postępek, jakiego, za- 
pewne, biskupi ci nie spodziewali się. 

Latem r. 873 Jan VIII, wyprawMając biskupa ankońskiego 
Pawła, z charakterem legata, do króla Ludwika, Świętopełka 
i biskupów bawarskich, polecił mu udać się najprzód na dwór 
króla Ludwika i domagać się przywrócenia papieżowi dyecezyi 
Pannońskiej, która w skutek wojen, na czas jakiś od administra- 
cyi rzymskiej oderw^aną została. A gdyby zaszła kwestya o prze- 
dawnieniu praw stolicy apostolskiej, legat miał objaśnić, że tam, 
gdzie wściekłość poganów jest przyczyną, wszelki czas ubiegły 
nie może. jeszcze odsądzać praw kościelnych. — Do arcybiskupa 
Adalwina i biskupa passawskiego Hermanryka legat miał prze- 
mówić o konieczności powrócenia Metodego do dyecezyi, przez 
trzy lata pozbawionój swego pasterza. Gdyby, jednak, biskupi 
stawili opór, legat miał powiedzieć: ,. Wyście bez wyroku kano- 
nicznego potępili biskupa, posianego od stolicy apostolskiej, wtrą- 



U 



223, sprawozdanie po chorwacku, tudzież łaciński tekst listów papieży: Jana VIII, 
Stefana VI i Aleksandra II, rzucające na dzieje słowiańskie niespodziewanie nowe 
światio. Okazało się bowiem, że wszystko, co „Żywot ś. Metodego" opowiada o bar- 
barzyiiskiem obchodzeniu sie biskupów bawarskich z Metodym, o rzuceniu nawet 
przez Jana VIII klątwy i t. d., jest czystą prawdą, że wymysły pisarzy niemieckich 
o niedorzeczności tego „Żywota" są całkiem bezzasadne, jeśli nie tendencyjne, i że, 
nakoniec, „Żywot ś. Metodego" niesprawiedliwie nazwany „legendą", jest bez wąt- 
pienia źródłem historycznem, stokroć wiarogodniejszem od wielu annalistów, na któ- 
rych zwyczajnie powołują się historycy. — Korzystając z pracy akademistów Fr. Mi- 
klosicza i Fr. Raczki, umieszczonej, jak wyżej wzmiankowano, w „Starinie" r. 1880, 
tekst łaciński będę cytować według podanego przez zasłużonych akademików, a w tłó- 
maczeniu polskiem uwzględnię pięl<ną pracj uczonego rodaka Bronisława Grabow- 
skiego, (Biblioteka Warszawska 1 881) z niewielkiemi odmianami. 

■*') l^c mireris. quia diximus, te agćnte sedem a fratre nostro Methodio re- 
cipieqdam, • quia profecto dignum est, ut tu, qui fuisti ejus auctor, sis oflicii com* 
missi causa receptionis. Starine kniga XI[, str, 213. Neues Archiv, V, s. 301 — 2. 
Dat.T listu tego niewiadoma, ale, zważając, że arcybiskup Adalwin „obiit anno 873, 
14 Maii," wypada, że list ten pisany był wcześniej. Dodatek I. N. 3. 



■ — IlO -^ 

ciliście go do wiezienia, bili po twarzy, od świętych obowiązków 
oderwali, ze stolicy przed trzema laty wypędzili, tak, iż on wciągu 
trzech lat przez liczne posły i listy do stolicy apostolkiej o obronę 
wołał. Wy nie jesteście godni przystępować do sadu, przed 
którym ciągle wymknąć usiłowaliście, a teraz bez sadu u stolicy 
apostolskiej, obłudne zanosicie skargi. Jam jest posłań aby was 
od służby bożej na tak długo odsunąć, jak długo tego czcigodnego 
człowieka zmuszaliście zaniedbać obowiązki święte, a on aby przez 
tyleż czasu powierzonego mu urzędu biskupiego używał bez prze- 
szkody i zawady, przez ile, jak się okazało, z łaski waszej tako- 
wego był pozbawiony. Potem dopiero, jeśli macie co przeciw 
niemu, przyjdźcie, a przed stolicą apostolską obie strony -wysłu- 
chane i sądzone będą. Jest to bowiem spór pomiędzy arcybi- 
skupami i nie przyzwoitą byłoby rzeczą, gdyby nad nimi kto- 
kolwiek inny, a nie papież był sędzią."^*) 

List ten, zdaje się nie zastał już arcybiskupa Adalwina przy 
życiu i, być może, z tego powodu nie znajdujemy osobnego 
do Adalwina listu, podobnie do listów, osobno pisanych do 
biskupów: Hermanryka passawskiego i Hannona frejsingeń- 
skiego, które podajemy niżej. Do Hermanryka Jan VIII przed 
wrześniem 873 r. pisał: „Sądzimy, że na opłakanie złości 
twych wystarczyłby chyba potok łez proroka Jeremiasza. Zu- 
chwalstwo twe przewyższyło nie snadź zaciekłość jakiegoś bi- 
skupa, ale tyrana świeckiego, nawet wściekłość zwierzęcą, gdyś 
brata i współbiskupa swego Metodego, trapił więzieniem, pod 
otwartem niebem przez długi czas dręczył na najstraszniejszem 
zimnie i przykrym śniegu, a nadto, oderwawszy go od rzą- 
dów w powierzonym mu kościele, do tego stopnia popuściłeś 
wodzów wściekłości, że gdy (Metody) zawleczony został przed 
zebranie biskupów, końskim biczem chciałeś go bić, ale inni do 
tego nie dopuścili. Czy to są czyny godne biskupa?" — Do tych 
wymówek surowych, Jan "VIII dodał, że Hermanryka pozbawia 



-*) Tekst łaciński w dodat, i, N. 4. 



— 111 — 

prawa odprawiania służby bożej i wyłącza go od obcowania z du- 
chownymi.*^) 

Do Annona, przed 14 września 873 Jan VIII pisał: ^Zu- 
chwalstwo twe i śmiałość nietylko obłoki, ale niebiosa same prze- 
bija. Przyswoiłeś sobie prawa stolicy apostolskiej i jak gdybyś 
był jakimś patryarchą, przywłaszczyłeś sobie moc sądu nad arcy- 
biskupem, a co gorzej jeszcze z bratem swym arcybiskupem IMe- 
todym, który w poselstwie od stolicy apostolskiej miedzy poga- 
nami pracował, obchodziłeś sie więcej po tyrańsku niż po kano- 
nicznemu. Gdy on, zaiste, według świętych kanonów domagał 
się tego, aby stawiony był przed sąd stolicy rzymskiej, tyś mu 
tego bynajmniej niedopuścił, ale razem z poplecznikami i współ- 
towarzyszami swymi wydał nań wyrok, Avykluczył od służby bo- 
żej i do wiezienia wtrącił. Nadto jeszcze, nazywając się człowie- 
kiem, poddanym ś. Piotrowi w rządach kościoła w Germanii, 
o uwięzieniu i udręczeniu rzeczonego brata i wpółbiskupa, co 
więcej posła naszego, nad którym mieliśmy niezwykłą pieczę, 
żadnej nie dałeś nam wiadomości; ale jeszcze gdyś w Rzymie 
od naszych był o to pytany, kłamliwie zaparłeś się, żeś go nie 
znał, gdy tymczasem wszelkich udręczeń, jakich wasi dopuścili 
się względem niego, sam byłeś podżegaczem, instygatorem, że po- 
wiem, nawet sprawcą." Przytem papież dodał, że jeśli Anno nie 
przybędzie do Rzymu, po upływie miesiąca Września na tak długo 
zostanie wykluczonym od komunii, jak długo trwać będzie w upo- 
rze i nieposłuszeństwie papieżowi. -'') 

Misya legata Pawła przypadła właśnie w tym czasie kiedy 
Świętopełk stał na szczycie swych zwycięztw, a Morawianie po- 
wypędzałi księży niemieckich. Stosownie do tych okoliczności, 
Jan VIII polecił Pawłowi, aby razem z Metodym udał się do 
Świętopełka,-') a nie do Kocieła, jak mylnie podanie głosi. ^'^) — 



25) Patrz dodatek I, N. 5. 

2«) Patrz w dodatku I, N. 6. 

2") Patrz w Dodatku I, N. 4. 

-*) Żywot ś. Metodego, 10, 



112 

Kiedy miahowicie Metody wypuszczony został z więzienia, — nie 
wiemy, ale godzi sie mniemać, że przy zawarciu przymierza 
w Forhejmie na wiosnę r. 874, nie mogło obejść się bez uwzglę- 
dnienia misyi legata Pawła. — Jeżeli, więc nie wcześniej, to w po- 
czątku r. 874 Metody, zdążywszy do Morawii, zasiadł na arcybi- 
skupiej stolicy w Welehradzie, i „od tego czasu bardzo szerzyć się 
poczęła nauka boża, postrzyżeńców^®) mnożyło się we wszystkich 
grodach, a poganie wierzyć poczęli w prawdziwego Boga, błędów 
swoich wyrzekając się. Państwo Morawskie zaczęło się na wszystkie 
strony rozszerzać i bez grzechu zwyciężać wrogów swoich.''")" 

Tymczasem w księstwie Błatneńskiem, od uprowadzenia ś. 
Metodego do Bawaryi w r. 871, arcybiskup salcburgski rozpo- 
rządzał nauką chrześciańską, według swego upodobania, mnie- 
mając, że Pannonia do jego dyecezyi należeć powinna. Książę 
Kocieł, nie śmiejąc stawić oporu władzom niemieckim, żył z nimi 
w zgodzie i zręczną polityką podtrzymywał niepodległość ludu, 
swego, chociaż sam był hołdownikiem Karlomana. Skoro jednak 
Kocieł zmarł (r. 874),^^), nie zostawiwszy potomstwa, Karlomana, 
na mocy praw suzerena, zajął posiadłość lennika swego, część 
zachodnią przyłączył do Karyntyi i oddał naturalnemu synowi 
swemu Amulfowi,^^) a inna część nad rzeką Kaniżą, do Drawy 
wpadającą, oddana była dawnićj już Gozwinowi, jako hrabstwo 
Dudlebskie. Papież tymczasem dobijał się usunięcia pretensyi 
biskupów niemieckich do dyecezyi Panońskiej. W tym celu Jan 
VIII, w liście do legata Pawła w r. 874^^) powtarzał to, co już 
mu pisał w r. 873 o nieprzedawnieniu praw stolicy apostolskiej 



29) Pod nazwa postrzyżeńców wypada pojmywać ludzi poświęcających sie 
stanowi duchownemu, 

^<') Żywot ś. Metodego, lO. 

•■") Data śmierci Kociela niepewna. Podaje ja wediug Dudika, Miihrens 
Gesch. I, 224, cyt. i. 

"-) W dokumencie r. 879 Arnulf, będąc już wielkorządzcą Pannonii, na- 
zwany „filius regalis", ale jeszcze nie „dux". Boczek, Cod. Mor. 1, 38. Dudik, 
Miihrens Gesch. I, ?.2|, cyt. i. 

3') Patrz Dodatek I, N. 9. 



I 



fta dyecezyę, w ciągu wojen oderwaną od jej zarządu^^), a w tymże 
r. 874 Jan VIII pisał do króla Ludwika, że tylko zaburzenia wo- 
jenne przeszkodziły stolicy apostolskiej mianować biskupów dyece- 
zyi Pannoriskiej, co dało powód do wątpliwości praw papieża, lecz 
praw tycli ani czas, ani podziały państw ścieśnić nie mogą, same 
nawet prawa rzymskie, w sprawach kościelnycłi dopuszczają prze- 
dawnienie nie inaczej jak po upływie lat stu.'^'') Wkrótce potem, 
mianowicie w r. 875^ Jan YIII stanowczo przemawiał do Karlo- 
mana, syna Ludwika: „zwróć nam, raczej bratu naszemu Metodemu 
biskupstwo Pannońskie, w którem on przez stolice apostolską, we-- 
dług dawnego zwyczaju, jest naznaczony. "•^'^) Z tego wnioskować 
możemy, że już wtedy nastąpiła zgoda króla Ludwika na przyzna- 
nie papieżowi prawa rozporządzać dyecezyą Pannońską. Natar- 
czywość, z jaką Jan YIII dobijał sie prędszego przyznania praw 
papieża na wzmiankowaną dyecezyę, możemy wytłómaczyć raz nie- 
życzeniem jego wzmacniać potęgę biskupów bawarskich i bez 
tego już zanadto zarozumiałych, a powtóre, co ważniejsze, zamia- 
rem utworzenia pod zarządem Metodego metropolii Słowian nad- 
dunajskich, w nadziei, że Serbowie i Bółgarowie, do tej metro- 
polii przyłączą się i przez nią na nowo w związek z Rzymem 
wejdą. Objaśniają to listy Jana VIII do najw^yższego żupana 
serbskiego Muntimira r. 872, aby strzegł s'ę księży włóczęgów, 
rozsiewających błędy przeciw kanonom i Bogu,^'j a także r. 875, 
aby idąc w ślady ojców swoich, Muntimir wrócił się pod dyece- 
zyę Pannońską i zarząd pasterza jej Metodego.^^^) W tym celu 
poszukiwano pilnie w Rzymie, jakie były niegdyś od południa 
granice dyecezyi Syrmijskiej i naznaczono je do rzek Bosny 
i Kolubaru.^^) 

Zaszłe w tym czasie wypadki w rodzie Karlowingów : śmierć 



34) 


Porów, wyżej str. 109. 




36) 


Patrz Dodatek I, N. 8. 




30) 


W Dodatku I, N. 10, 




373 


W Dodatku I, N. 2. 




38\ 


W Dodatku I, N. u. 




30) 


Reltel. Cyryl i Metody, 187 1, 


, str. 116, 


Tom III. 







— 114 — 

Cesarza Ludwika II (875), tudzież króla Ludwika niemieckiego 
(r. 876), podział państwa pomiędzy synami ostaniego: Karloma- 
nem, Ludwikiem Młodszym i Karolem Otyłym w r. 876, śmierć 
brata Ludwika Niemieckiego, Karola Łysego (877), pokrzyżowały 
współczesne sprawy i nadzwyczaj sprzyjały widokom papieża 
Jana VIII, tudzież niepodległości Morawii, jak w politycznem tak 
i w religijnem znaczeniu. — Sprawa arcybiskupstwa Pannoń- 
skiego rozwiązała sie na korzyść papieża, co uważać możemy 
z okazanycli arcybiskupowi salcburskiemu Teotmarowi przez pa- 
pieża względów, mianując go „wiernym i posłusznym synem ko- 
ścioła rzymskiego" ^^) (w Listopadzie r. 877), czegoby, bez wąt- 
pienia nie uczynił papież, gdyby arcybiskup nie zrzekł się pre- 
tensyi do dyecezyi Pannońskiej. — Przyłączenie Pannonli do ar- 
cybiskupstwa Morawskiego, rozszerzyło wpływ nauki Metodego. 
Głos arcybiskupa słowiańskiego z Welegradu rozlegając się 
szeroko po ziemiach, słowiańskich, jednał zwolenników chrze- 
ściaństwa, łączył ludy w jedne wielką społeczność, interesów któ- 
rej broniły oręż Świętopełka i nauka Metodego. — Sąsiedni z Mo- 
rawią książęta słowiańscy nie mogli dłużej zostawać w pogań- 
stwie. Sprawy polityczne pobudzały szczególnie książąt czeskich 
łączyć się z potężnym Świętopełkiem, który już od r. 871 wszedł 
w stosunki pokrewieństwa z księciem Borzywojem, pojąwszy za 
żonę siostrę jego Ludomirę. Powodzenie Świętopełka i Metodego 
jeszcze bardziej pociągało ku chrześciaństwu poganów. Książę 
Borzy wój i żona jego Ludmiła przyjęli od Metodego chrzest w We- 
legradzie.^^) Za księciem poszli lechi i lud, przygotowany od- 



*o) Uspienski. IlepBua CjiaBflHCKifl Mouapxiu na ctBeposanajt, 1872, s 70. 

*^) Według kronikarza Kozmy: Gostivit genuit Boriwoj, qui priinus dux 
baptizatus est a venerabili Methodio episcopo in Moravia, Fontes rerum Bohemi- 
carum, tom II, s. 18. W innem miejscu powiedziano: an, 894 Boriwoj baptisatus 
est primus dux sanctae iidei catholicus. Cosma, Fontes rerum Bohemicarum, II, 
s. 27. W którymże mianowicie roku? Bobrowski chrzest Borzywoja oznaczał pod 
r. 870—880; Szafarzyk pod r, 871 (Star. St. § 39, s. 448); Tomek pod r. 873 
(Deje KraloYst. Cesk. s. 38), ale to nie podobne do prawdy, bo Metody aż do 
roku 874 zostawał w więzieniu niemieckiem w Szwabach. Zatem podobniejsze do 



to 



— 115 — 

dawna do chrześciaństwa przez misyonarzy rzymsko - niemieckich, 
a nareszcie przez apostołów słowiańskich, którzy po przybyciu 
do Morawii w r, 863, roszerzyli swą naukę i w Czechach. Świadczą 
o tern kaplica ś. Klemensa, w uczczenie męczennika papieża tegoż 
imienia, zbudowana w Lutomyślu,'*-) tudzież kościoły pod wezwa- 
niem ś. Klemensa w Lewym-Hradcu, na Wyszogrodzie i w sie- 
dle książęcem na lewym brzegu Włtawy, za najstarszy w Cze- 
chach kościół uważany. *■') 

3. Intrygi przeciw Metodemu i powtórne Wezwanie go do Rzymu I*. 

879. Usprawiedliwienie. Wiching biskup nitrański fałszuje pismo Jana 

VIII. List papiezki r. 881 wykrywa zbrodnię. Śmierć Jana VIII r. 882. 

Metody karci Wichinga. 

Przyznanie przez arcybiskupa salcburgskiego prawa papieża 
na dyecezyą Pannońską, nie zobowiązywało jeszcze biskupów pas- 
sawskiego i regensburgskiego do zrzeczenia się swych praw, 
pierwszego na dyecezyę Morawską, drugiego na dyecezyę Cze- 
ską. — Metody więc, pozbywszy się kłopotu ze strony ducho- 
wieństwa salcburgskiego, nie uniknął zatargów z duchowieństwem 
passawskiem i regensburgskiem. Powodzenie Metodego zależało 
nietylko od papieża, ale bardziej jeszcze od życzliwości księcia 
Świętopełka. Lecz książę ten, dbając więcej o swą władzę i in- 
teresy osobiste, niż o sprawę narodu, nie troszczył się o utwier- 
dzenie w państwie Morawskiem obrządku słowiańskiego i obez- 
pieczenie przez to ludu swego od wdzierstw duchowieństwa nie- 
mieckiego. W tym w^zględzie Świętopełk stał niżej od poprze- 
dnika swego księcia Rościslawa, który całą duszą przylgnąwszy 
do kościoła narodowego, wspierał go w sposób najszlachetniej- 
szy.^^) Korzystając z usposobienia Świętopełka, księża niemieccy 

prawdy zdanie hibtoryków, utrzymujących, że chrzest Borzym* oja odbył sie w latach 
878 — 880, może nawet później. Dudik, Mahrens Gesch. I, str. 230. 

•»2) W kaplicy lutomyślskićj miały być złożone relikwije ś. Klemensa. (Sza- 
farzyk, Star. Sł. § 39, s, 449). Wyżej wskazaliśmy, że według podania, relikwije 
ś. Klemensa czasowo także spoczywały w kaplicy w Oswetimanach, w Morawii. 

■•*) Szafarzyk. Star. Slow. § 39, s. 449. 

^*) Palacki. Dejiny, tom I, s. 152. '.'■ 

8* 



— it6 — 

potrafili zaskarbić jego względy, a znalazłszy na dworze jego 
przyjęcie, rozpoczęli intrygę przeciw Metodemu.'''^) — Potakując 
słabostkom Świętopełka, grubijanina i do rozpusty skłonnego, 
księża niemieccy podstępnym sposobem i ciągiem pochlebstwem 
podszczuwali go przeciw Metodemu/") Niedość tego, aby jeszcze 
więcej Metodego w oczach księcia i papieża poniżyć, księża nie- 
mieccy upewniali Świętopełka jakoby Metody szerzył schyzmę 
i rozpuszczali wieści, że niby papież odjął Metodemu zarząd ko- 
ścioła, poruczając władzę duchowieństwu niemieckiemu.'''') Na- 
koniec biskupi niemieccy skarżyli się, że w nabożeństwie i nau- 
czaniu Metody umyślnie używa barbarzyńskiego Słowian języka 
dla tego, aby tem łatwiej mógł rozszerzać błędy, któremi wię- 
ksza część Greków zarażoną była, a szczególnie co do pochodze- 
nia Ducha Świętego i że śpiewając Credo nie dodaje „filioąue," 
jak to czyniono zwykle w kościele niemieckim.'*^) 

Wobec podobnych intryg, Świętopełk zachwiawszy się 
w zaufaniu do prawowierności Metodego, posłał księdza Jana, Sło- 
wianina z Wenecyi, tego samego, który używany był przez Świę- 
topełka przy zawarciu przymierza w Forhejmie, aby u Jana VIII 
wyjednał rozpoznanie sprawy. 

Chociaż papież Jan VIII osobiście znał Metodego i nie wąt- 
pił w jego prawowierność, ale uwzględniając skargę duchowień- 
stwa niemieckiego i życzenie księcia Świętopełka, wezwał arcy- 



*s) żywot Metodego,, rozdz. I2. Legenda i\Ioravica, cap. lo. 

^*') ,.Oni (książęta niemieccy}, pochlebstwem oszukując Świętopełka, barba- 
rzyńcę, nienawidzącego cnoty, uczynili go zwolennikiem własnych poglądów. On 
(Świętopełk), niewolnik rozkoszy żeńskich, tonący- w błocie postępków gnuśnych, 
czyż mógł nie oddać się im raczej, otwierającym drogę do wszelkich namiętności, 
aniżeli Metodemu, który karcił wszelkie rozkosze, szkodliwe duszy. . . Taldm sposo- 
bem zepsuty przez nich Świętopełk, nie zwracał uwagi na przestrogi Metodego, 
względem którego jako wróg postępował. . ." Legenda Eółgarska, o życiu ś. Kle- 
mensa, biskupa bółgarskiego, caput 5. 

*~) Nam papież władzę dał, a tego każe wygnać precz z jego nauką. Żywot 
Metodego, 12. 

*^) O powyższem oskarżeniu Metodego przez biskupów niemieckich dowia- 
dujemy się z listu Jana VIII do Metodego pisanego 18 Czerwca r 879. Doda- 
tek I, N. 13. 



— 117 - 

biskupa morawskiego, aby, dla usprawiedliwienia się z potwa- 
rzy na niego miotanych, stawił sie niezwłocznie w Rzymie,***) 
a Świętopełkowi odpisał, aby trzymał się zasad wiary według 
tego, jak kościół rzymski ustanowił. Względem zaś nauczania Me- 
todego w inny sposób, aniżeli przy wyświęceniu na biskupa, on 
złożył ustne i piśmienne przed stolicą, apostolska zobowiązanie, Jan 
VIII wyiaziwtzy zdziwienie (valde miratur), oświadczył, że wezwie 
Metodego do Rzymu, dla wytłómaczenia się z uczynionycłi mu 
zarzutów,^") 

Posłuszny rozkazom stolicy apostolskiej, Metody, w towa- 
rzystwie dodanego mu urzędnika księcia morawskiego Szyszmana 
(Semisisna) udał się do Rzymu, w końcu r. 879. Tam przed sy- 
nodem, z biskupów złożonym, arcybiskup morawski wyznał, iż 
wierzy mocno w pocłiodzenie Ducłia świętego od Ojca i Syna, 
ale że symbol wiary tak przy mszy śpiewa, jak go podał sobór 
Nicejski, nie czyniąc najmniejszej odmiany.'') Względem za- 



i 



*s) w liście 18 Czerwca papież w końcu dodał: „dowiadujemy sie, że mszę 
śpiewasz w barbarzyńskiej mowie słowiańskiej, lecz przez biskupa ankonitańskiego, 
Pawia zabroniliśmy celebrować we wzmiankowanej mowie mszę święta, która tylko 
po łacinie lub po grecku śpiewać dozwala się. — Kazanie zaś i nauczanie ludu od 
ciebie zależą zupełnie." Patrz Dodatek I, N. 13. Erben N. 42. Wzmiankowanego 
wyżej listu papiezkiego, przez Pawła biskupa posłanego Metoderau, dotąd nie zna- 
leziono i w jakim czasie mógł być posłany, niewiadomo. A jednak na tej luźnej 
wzmiance niektórzy badacze opierają się, twierdząc, że Jan VIII zabronił Metodemu 
odprawiać nabożeństwo po slowiańsku, na co jednak Metody nie zważał. Być może, 
że pod naciskiem ciężkich bardzo okoliczności, w jakich Jan VIII często znajdyAvat 
się, był on zmuszony do stawienia pozornych przeszkód odpiawiania mszy w mowie 
słowiańskiej, lecz czyny jego pontyfikatu, i każdy raz usprawiedliwienie zasad Me- 
todego wskazują, że w gruncie on był przychylnym słowiańskiej liturgii i skutecznie 
jej bronił przeciw natarczywości wrogów. 

*<•) List 18 czerwca 879 r.; patrz Dodatek I, N. 13. 

*') Credo począł śpiewać przy mszy kościół grecki od początku VI wieku. 
[W lat kilka potem przyjął je kościół hiszpański, jako protestacyę przeciw panują- 
ym na ów czas w tym kraju Wissygotom, a koncylium Toledańskie w r. 589 dołc- 
żyło wyraz „filioque", który wkrótce cała Francya i Niemcy przyjęły. We Włoszech 
Credo w IX w. przy mszy nic było jeszcze śpiewane. Aby dać dowód, jak w tym 
względzie stolica apostolska była pobłażającą, przypomnimy, iż w r. 1595 papież 
Klemens VIII pozwolił rusko-polskiemu kościołowi, przystępującemu do unii, opusz- 
czać we mszy wyrażenia „i od syna", byle tylko wierzyli w pochodzenie Ducha 
Świętego, jak wierzy kościół katolicki. — Rettcl. Cyryl i Metody, str. 118. 



— ii8 — 

rzutu Niemców o używanie w służbie Bożej barbarzyńskiego ję- 
zyka Słowian, Metody opierając się na powadze brata swego 
ś. Cyryla, pamięć którego wysoko szanowano w Rzymie, tłó- 
maczył się przed synodem, że pismo słowiańskie wynalezione 
i kształcone przez tak świętego męża przestało być barbarzyń- 
skiem, że używanie ksiąg ducłiownycłi, jak równie przy mszy 
świętej, nie sprzeciwia się Pismu świętemu, że w kościele wscłio- 
dnim Ormianie, Chaldeje, Kopty używają własnej mowy, co nie 
przeszkodziło im wydać z pośród siebie wielkicli świętych, i że, 
nakoniec, lud słowiański, od lat dziesięciu przyzwyczaiwszy się 
do nabożeństwa we własnym języku, nie odstąpiłby go bez żalu. 
Tak mocne argumenty, oraz wzgląd na współczesne wyłamywa- 
nie się z pod władzy papiezkiej Bółgarów i Serbów, pobudziły sy- 
nod biskupów do zupełnego usprawiedliwienia Metodego. W sku- 
tek tego papież Jan VIII w Czerwcu r. 880 pisał do Świętopeł- 
ka: „Arcybiskupa waszego Metodego przed zebranymi bisku- 
pami rozpytywaliśmy się: czy prawowierny symbol wiary tak 
wyznaje i przy mszy świętej tak śpiewa, jak święty kościół 
rzymski ustanowił? A ponieważ we wszystkicli kościelnych nau- 
kach i zasadach uznaliśmy go prawowiernym, odsyłamy go wam 
dla rządzenia powierzonym mu przez Boga kościołem i rozkazu- 
jemy, abyście go, jako własnego pasterza, z należytą czcią, usza- 
nowaniem i uprzejmością przyjęli, ponieważ mocą naszej władzy 
apostolskiej, arcybiskupią godność jego potwierdzamy. Rozka- 
zujemy, aby wszyscy kapłani, diakoni i wszelkiego stopnia du- 
chowni Słowianie, czy też jakiegokolwiek bądź pochodzenia, któ- 
rzy się w granicach państwa twego znajdywać mogą, byli we 
wszystkiem posłuszni i poddani bratu naszemu, arcybiskupowi 
waszemu. Pismo słowiańskie, wynalezione niegdyś przez ś Kon- 
stantego filozofa, polecamy do chwalenia Boga i w tymże języku 
niech będą opowiadane modlitwy i dzieła Chrystusa, ponieważ 
nie tylko w trzech, lecz we wszystkich językach chwalić Pana 
Pismo święte naucza. Nie sprzeciwia się bynajmniej ani praw- 
dziwej wierze, ani nauce kościoła, aby msza święta w języku sło- 



I 



— 119 . — 

wiańskim była śpiewana, aby w tym języku była czytana ewan- 
gelia, dobrze tłómaczona i inne ustępy z Pisma świętego Starego 
i Nowego Testamentu, tudzież wszelkie godziny śpiewane: po- 
nieważ Ten, który stworzył trzy główne języki: łiebrajski, grecki 
i łaciński, stworzył i wszystkie inne na cześć i cliwałę Jego. 
Rozkazujemy także, ażeby we wszystkich kościołacli ziemi wa- 
szej, dla większego uczczenia, ewangelia najpierw czytana była po 
łacinie, potem po słowiańsku, głośno w obec ludu, wyrazy zaś 
łacińskie niezrozumiałe objaśniać jak w którym kościele wypa- 
dnie. A jeśli się tobie (Świętopełkowi), lub przybocznym twoim 
więcej podobała msza łacińska, polecamy, aby msza łacińska 
dla ciebie solennie była odprawiana." '^^) List ten, mając głó- 
wnie na celu usprawiedliwienie nauki Metodego, zawiera także 
postanowienie papiezkie o naznaczeniu w pomoc Metodemu no- 
womianowanego biskupa nitrańskiego Wichinga, któremu papież 
rozkazuje być we wszystkiem posłusznym swemu arcybiskupo- 
wi.^^) Naznaczenie Wicłiinga, rodem Szwaba, przyjaciela osobi- 
stego wielkorządzcy Karyntii Arnulfa, poplecznika biskupów nie- 
mieckicli i samego Świętopełka, który nie lubił Metodego, — 
trudne jest do wytłómaczenia.^"*) Rozległość arcybiskupstwa Mo- 
rawsko - Pannońskiego, według powszecłinego mniemania, ma 
usprawiedliwiać dodanie w pomoc Metodemu dwócli sufraganów, 
z którycli jeden był biskup Nitry, Wiching, a wybór drugiego 
miał później nastąpić. Ale Jan VIII mógł wiedzieć dokładnie, że 
naznaczenie do kraju słowiańskiego na biskupa Wicliinga, było 
to samo, co wilka do owczarni wpuszczać. Wypada jednak zwa- 
żać na trudne okoliczności, w jakicłi znajdował się wówczas 
Jan VIII, aby pojąć, że broniąc Metodego całą potęgą swej wła- 
dzy, Jan VIII musiał uwzględniać i wrogów jego. Prawdopodo- 

52) W Dodatku I, N. 14. 

5*) Tam/.e. 

''*) W tem upatrują niektórzy pisarze widoki polityczne Jana VIII i ustęp- 
stwo na korzyść Niemców, nie troszcząc sie bynajmniej o Metodego i kościół sło- 
wiański. Lawrowskij. KiipHJijiT, H Meoo,;ift, Kam, npaBOCJiaBnuc nponontjiiiiKii 
y aanajHbiyii c^aBflin.. Charków, 1883. 



I20 — 

bnie wiec, że naznaczenie Wichinga było ustępstwem Niemcom 
i samemu Świętopełkowi. Wreszcie o zamiarach papiezkich do- 
kumenty milczą, a podania słowiańskie w naj wdzięczniejszy spo- 
sób przechowały pamięć o czynach papieży na korzyść słowiań- 
skiego kościoła i pasterza jego ś. Metodego.^'') Bądź co bądź 
powracał Metody do Morawy jako najprzewielebniejszy arcybi- 
skup świętego kościoła morawskiego,'^'') który w ciągu i6 lat 
(863—880) pozbawiony był organizacyi duchownej. Teraz do- 
piero otwierały się widoki ustanowienia hierarchii słowiańskiej 
i utwierdzenia obrządku słowiańskiego w związku z kościołem 
rzymskim, a przez to usunięcia wpływu niemieckiego na rozwój 
cywilizacyi Słowian. Niemcy dopuścić tego nie życzyli. Wi- 
ching nie wahał się nawet jąć się zbrodni, byle nie dopuścić po- 
jednania Świętopełka z Metodym. Knując więc zamachy prze- 
ciw Metodemu, Wiching urządził tak, aby wzmiankowany wyżej 
list papiezki, który miał być przez Szyszmana wręczony Święto- 
pełkowi, nie doszedł do niego. Natomiast księciu wręczony zo- 
stał zupełnie odmiennej treści list, przez samego Wichinga sfał- 
szowany. Falsyfikat ten nie zachował się do naszych czasów, ale 
zbrodnicze Wichinga zamiary poniżenia arcybiskupa Metodego 
w oczach Świętopełka i ludu morawskiego odkrywają się z pó- 



^^) Profesor kijowski Woronow, dzieło którego o źródłach do historyi śś. Cy- 
ryla i Metodego, wysokie uznanie w Rosyi zyskało, tak się wyraża: „KpHTHKa He 
o6paTn.ia BiiHManiaa iia caMoe nanaioe oócTaHie-iLCTBO, na rojiocb cjiaBiiHCKaro 
npc;iaHi« ... Bt. o6oiix'l np o cip a 11 huki, -/KUTiaNT. c.iaBiiiicKiix'L anocTOJioBT. u bo 
BctoT. ;ipyriiX'L cjiaBHncKnxT. iicTOMHiiKaxT, OTHomenia nam. kt. Kiipiujiy h Me- 
ooAiH) npe;icTaBJiiiioTCii BT. Bbicmcfi CTeneiiH coHyBeTBeimuMii; nariu yS-iaiKaioTCfl 
Kam. Bucoide noicpoBiiTejm cbjitux7. nepBoyHiiTejieił h BecbMa CHJibHO BbiciaB-iH- 
eTca 11X1. coHyBCTBie u aamiiia cjaBHiiCKaro CorodyłKenia. Ho bcŁmi. dthmt. 
iicTOMUHKaMT. naua o^o6pH0T'b ncpcBojT. CBflui;eiiiibix'L Kimn., ocBflniaen. ciaBan- 
cKia Kinini, pasptuiaeTb cjiaBHiiCKyio cjyacóy, jocTofino MecTByen. cb. nepBoyin- 
Tejieii aa 11x1. nojBiirii mu cjiaBflucTBa, CTanoBHTOi na 11x1. CTopony npoTHBT. 
nH.iaTUHKOBT. II npoKJiHiiaeTT. noc.iŁ,Tniixi.. Hciio, hto bt. c.iaBaiicKiiXT. npe;taiii- 
jixtj nancTBo ;iaBflJiocb GcaynpcJiiUMT. bt. oTiiomeiiiii kt. cManaiicKoił uepKBii 
H ocTaBHJio noCwit ce6fl joopyio, CBti.iyio nasiaib. A. Woronow. TjiaBHfefiiuie 
iiCTOMiiiiKH .wa HCTopiH CB. Knpiijiia 11 Meoojia." Kijów r. 1877 str. 269. 
^^) Reverendissimus episcopus sanctae ecclesiae moraviensis. 



121 

iniejszej korespondencyi, o której wnet powiemy. Zbałamucony 
tym falsyfikatem Świętopełk, czyż mógł nie zacłiwiać się w pra- 
wowierności Metodego i nie podejrzywać go w łierezyi, czytając 
pismo doręczone mu od samego niby papieża? Stronnictwo nie- 
mieckie w Morawii tryumfowało. Metody poniżony, przeczuwał 
jakieś podejście, mógł nawet stolicę apostolska o nieszczerość 
posądzać i, dla wyjaśnienia swego położenia, wszedł w bezpośre- 
dnią korespondencyę z papieżem. Tu dopiero odkrył się bezecny 
podstęp Wichinga. Na pisma Metodego, Jan VIII listem dnia 
23 Marca r. 881, pocieszając go i dziękując mu za zacłiowanie 
prawowierności, zapewnił o wysokim dlań szacunku, a wyraża- 
jąc swoje współczucie cierpieniom jego, zapewniał, że oprócz 
wiadomości listu do księcia Świętopełka posłanego, żadnego in- 
nego listu ani do Świętopełka, ani do tego biskupa jawnie lub 
sekretnie nie pisał, a tem mniej zasługuje na wiarę, jakoby te- 
mu biskupowi dane były jakiekolwiek polecenia. Przytem 
Jan VIII dodał, że wszystko, co wzmiankowany biskup 
przeciw swemu zwierzchnikowi uczynił, będzie w obecności pa- 
pieża prawnie rozpoznane, a upór jego (biskupa) powściągnąć 
wyrokiem sądu nie omieszka.^") Mowa o wzmiankowanym wy- 
żej biskupie tyczy się niezawodnie Wichinga, bo innego pod 
zwierzchnictwem Metodego, oprócz biskupa Nitry, nie było. Nie 
spieszył on jednak do Rzymu, gdzie go czekał sąd i bez wąt- 
pienia wyrok potępiający. — Tymczasem zaszłe w Italii zaburzenia, 
napad straszny Saracenów, a nareszcie zamordowanie Jana VIII 
w Grudniu r. 882,^^) wybawiły Wichinga z kłopotu, a Metodego 
pozbawiły gorącego obrońcy. Będąc jednakże przekonanym, że 
u stolicy apostolskiej posiada zupełne zaufanie i że energiczne 
wystąpienie przeciw knowaniom Wichinga stawało się koniecz- 
nem dla utrzymania powagi arcybiskupiej i dobra kościoła sło- 
wiańskiego, Metody ujął w karby posłuszeństwa Wichinga, rzu- 



6') w dodatku I, N. 15. 

68) Dudik, Miihr. Gesch. I, 2i|, 



122 

cił na niego klatwe tern łatwiej, że Swietopsłk, gotując się do 
wojny z Arnulfem, nie był w stanie bronić poplecznika Arnulfo- 
wego Wichinga.^") Znikł on z Morawii na czas wojny i aź do 
śmierci Metodego nie powracał. Metody zyskał cliwilc swobo- 
dną do dalszej pracy w powierzonej mu przez Boga i stolicę apo- 
stolską metropolii. 

§ 40. 

Państwo Wielkiej Morawii i los kościoła słowiań- 
skiego w latach 882 — 894. 

I, Wpływ potęgi morawskiej na losy Słowian nadłabskicłi, pomorskicłi 

i czeskich. 

Od zawarcia traktatu w Forheimie (r. 874) Ludwik Niemie- 
cki nie mógł już przedsiębrać wypraw wojennych w celu ujarz- 
mienia Słowian nadłabskicłi i pomorskicłi. Siły państwa niemie- 
ckiego, wyniszczone w niepomyślnycli wyprawacłi przeciw Świę- 
topełkowi i sprzymierzonym z nim Słowianom, nie wystarczały 
nawet do utrzymania porządku w państwie Niemieckiem, targanem 
wewnętrznemi zamieszkami nietylko możniejszycli książąt, ale, co 
gorsze, w samej rodzinie królewslciej, aż do buntów przeciw Lu- 
dwikowi własnycłi jego synów. Po granicy ze Słowianami toczyły 
się wprawdzie drobne utarczki. Następca „księcia serbskiej gra- 
nicy" Takulfa, markgraf Ratulf wdzierał się do serbskicli ziem 
nad Solawą, zdołał nawet upokorzyć Serbów i Susłów w r. 874, 
ale to do niczego nie doprowadziło.^) Życie całe król Ludwik 



^^) Legenda Bólgarska. Vita s. Clemenlis, cap. 7 wzmiankuje. Br/'Axov, . . , 
TMpó. Tou Me>9odćou Tw Tou dnai^^ś/j-azoc Earw^ą -apadori'^Ta ... a Melhodio ana- 
themati satanae traditum. — Bilbasow, KiipimiT. 11 Meoojiii. II, s. 283, Według 
legendy Morawskiej, cap, II, Metody wyklal nawet Świętopełka z jego satelitami, 
Bilbasow. I[, s. 235. 

^) A, 874, Sorabi et Siusli vicini Tliachulfo defuncte defecerunt, quorum au- 
daciam Ratolfus, Tliachulfi successor, ultra Salam fluvium mensę Januario profectus 
praedis et incendiis sine bcUo compresscrunt et eos sub servitium redegerunt. Annal. 
Fulii. aput!. linumer. Regesta p. 23. Ale w r. 877 Liuones et Siusli trybutu od- 
mówili, za co Ludwik II musiał ich znowu do uległości zmuszać Ibid. p. 23. 



I 



I 



— 123 -— 

Niemiecki pracował nad ujarzmieniem Słowian orężem, polityka 
i przez kościół, a nakoniec po 36 latach panowania, zniewolony 
był patrzyć na upadek powagi swej między Słowianami. Tak 
się okoliczności zmieniły! Następca jego Ludwik III (876-882) 
próbował serbskie plemię Susłów i nadłabskicłi Cłiełmianów (Li- 
nones) zmusić do płacenia daniny (r, 877) ale daninę Serbowie 
składali wtedy już Morawianom.-) Słowianie dolnej Łaby, pojąwszy 
zamiary Niemców i korzystając z icli osłabienia, porozumieli się 
z Normanami i podczas napadu ostatnicłi na Nordalbingiję, pomogli 
im do odniesienia nad Saksami niedaleko Łaby, 2 Lutego r. 880, 
ogromnego zwycięztwa, o którem kilka wieków wspominano.^) — 
Wnet po tej klęsce Saksów, Czechowie, Serby i Głomacze wspól- 
nemi siłami uderzyli na Turyngiję, markgraf l<;tórej Popp bronił 
stanowiskswych nad Solawą r. 880,^) Inne ludy słowiańskie, dalej 
od granic niemieckich bytujące, jak Lutyki, Milczanie, Łużyczanie, 
pod zasłoną potężnego państwa Morawskiego i oręża Obod rytów 
zupełnego pokoju używały. Najwięcej jednak ze zwycięztw Świę- 
topełka skorzystali Czechowie. Podzieleni na małe plemiona, po- 
waśnione między sobą, Czechowie nie uniknęliby, zapewno, roz- 
szarpania ich ziemi częściami, podobnie do tego jak już półno- 
cno-zachodni zakątek ich kraju, Wunsidelsko, przez „księcia 
serbskiej granicy", Takulfa zabrany został. Z tego powodu Ta- 
kulf mianował się „de Bohemia comes" t. j. tej części Bohemii, 
którą opanował (849 — 873).'^) — Zwycięztwa Świętopełka i pokój 

2; Thietmar, pisząc o kraju w którym mieszkał, t. j , o tak zwanej Marchii 
Turyngskiej, wyrażał sie: Boemi, regnante Zuetepulco duce, quondam fuere principes 
nostri. Huic a nostris parentibus ąuotanis solvitur census et episcopos in sua regione 
Marierun dicta habuit. Chronić lib. VI, cap 60. 

^) W tej bitwie ze strony Niemców, w liczbie sześciu poległych biskupów 
i 12 grafów, Marąuardus episcopus . . . occisus est a Slavis, Annal. Hildesheim. M. 
G. IX, 831. Annal. Fuld. an. 880. — Porów, Wigger, Meklenb. Annal. str. 20. 

*) A, 8?o, Sclawi, cjui vocantur Dalmatii (Dalemińcy), et Bohemi atque Sorabi 
ceteriąue circumcirca vicini Turingios invadere nitunlur et in Sclavis circa Salam 
fluvium Thuringiis fidelibus incendia exercent. Quibus Poppo, comes et dux S o r a- 
bici limitis, occurrit et ita prostravit, ut nullus de tanta multitudine remaneret. 
Annal Fuld. an 880; Regino M. O. I. 605. Kaumer, Regesta, p. 24. 

'">) O Wunsidelsku patrz tom II s. 214, O Takulfie wyżej § 36 s. 65, 



224 

W Forhejmie (874) wstrzymały parcie sie Niemców do Czech, 
a związek małżeński Świętopełka z siostrą Borzywoja jeszcze wię- 
cej zbliżył Czechów do Morawianów. Ale najwiekszem dobrodziej- 
stwem dla Czechów było wprowadzenie przez apostołów słowiań- 
skich chrześciaństwa, przez to bowiem, nietylko usuwał się wpływ 
misyonarzy niemieckich, lecz i wytwarzało się zbliżenie pobra- 
tymczych ludów, w imię wspólnej idei religijnej i obrony naro- 
dowej. Świętopełk, jako zręczny polityk i zwycięzca, a przytem 
z przodków już chrześcianin, stanął na czele związku, do którego 
najbliższy sąsiad Borzywoj nie mógł nie przystąpić bez ubliżenia 
własnym i narodu swego interesom. Tym sposobem wytwarzała 
się pierwsza w Słowiańszczyźnie monarchija chrześciańska, z or- 
ganizacyą państwową i kościołem narodowym, sięgająca grani- 
cami aż pod Magdeburg, do Odry i źródeł Wisły. A coby się 
działo dalej nad Wisłą i Wartą, — dzieje o tern milczą, bo osia- 
dłe tam ludy, niedotknięte jeszcze napadami Niemców, nie czuły 
potrzeby organizowania się w związki państwowe. 

2. Napad Świętopełka na Markę Wschodnią r. 882. Wojna jego z Ar- 

nulfem r. 884. Przymierze w Kónigstetten i przyłączenie Pannonii do 

Morawii 884. Wygnanie z Wiślicy księcia Wyszewita (884 — 5). — 

Wzrost państwa ..Wielkiej Morawy". 

Osiem lat już z górą Morawianie cieszyli się spokojem (874 
do 882). Świętopełk organizował państwo Morawskie, a Metody 
szerzył chrześciaństwo i cywilizacyę, zaprowadzając pismo sło- 
wiańskie. Pokój zdawał się być trwałym. Zakłóciły go niespo- 
dziewanie wypadki, zaszłe w Niemczech po śmierci króla Lu- 
dwika III (r. 882). 

Nowoobrany cesarz, Karol Otyły (882—887), nielubiony po- 
wszechnie w Niemczech, szczególnie nienawidzony był przez wiel- 
korządzcę Karyntyi i Pannonii Arnulfa, który sam marzył o ko- 
ronie cesarskiej. Będąc w duszy wrogiem Świętopełka, Arnulf 
mienił się być jego przyjacielem, w nadziei, że potęga Święto- 
pełka, może być mu pomocą w zamiarach przeciw Karolowi Oty- 



I 



I 



— 125 — 

łemu, dla mocniejszego zaś utrwalenia przyjaźni, wezwał on Świę- 
topełka w kumy i syna swrgo, przez podclilebstwo, ..Zuentibol- 
dem" ochrzcił.") Na pozór zgoda i przyjaźń między sąsiednimi 
władzcami trwała, a jednak Świętopełk upominał Arnulfa, że ,.je- 
śli nie wyda mu wrogów jego, przyjaźń między nimi niemożebną 
będzie." — Jacyż to byli wrogi? Przypomnijmy sobie grafów 
marki Wscliodniej Engelszalka i Wilhelma, którzy podczas naja- 
zdu Karlomana na Morawiję w r. 870 gnębili Morawianów, a po- 
tem, w czasie povvstania ich pod Świętopełkiem, zginęli, prawdo- 
podobnie w bitwie pod Weligradem. — Synowie tych grafów, 
zazdroszcząc markgrafowi Aribo powierzonej mu marki Wscho- 
dniej, postanowili orężem dochodzić posiadania jej jako posiadło- 
ści, na którą rościli prawo, tytułem spadku po ojcach. Z pomocą 
Bawarów grafowie ci wygnali Aribo z marki, lecz z rozkazu ce- 
sarza Karola Otyłego, Aribo został przywrócony na wielkorządz- 
two. Nie ufając jednak w dalszą pomoc cesarza, szukał on wspar- 
cia u Świętopełka i dał mu w zakładniki syna swego Izanrika. 
A gdy się okazało, że wzmiankowani grafowie, ukrywający się 
u Arnulfa, na życie Świętopełka zamachy knuH, Świętopełk przez 
poselstwo, wysłane do Arnulfa, domagał się, aby wrogów jego 
oddalił. Arnulf uczynić tego nie chciał Nie zwlekając więc spra- 
wy, Świętopełk napadł na północnym brzegu Dunaju na przeci- 
wników, pobił ich, schwytał jednego z synów Engelszalka Werin- 
hara i krewniaka jego Wezilo, poczem oddział wojska za Dunaj 
przeprowadziwszy, posiadłości wzmiankowanych grafów spusto- 
szył (883\ Potomkowie Engelszalka i Wilhelma udali się do 
Arnulfa z prośbą o pomoc. Świętopełk zaś, przypominając Ar- 
nulfowi wrogie zamiary jego podwładnych przeciw państwu Mo- 
rawskiemu i zdradzieckie porozumienia z Bółgarami,^) wzywał 
go, aby niewinność swą w tych sprawach przysięgą oczyścił.^) — 



*) Szafarzyk. Star- Slow. § 41. str. 482. Annal. Fuld. an. 884. 
') Wdzieranie się Bólgarów do posiadłości morawskich odnosi się do r, 
52 — Dudik I 256. 

8; Annal Fuld. an. 882. 



^'— I2Ó — ^ 

^Domniemana przyjaźń pękła. Świętopełk w tymże jeszcze roku 
napadł na Pannoniję i górna część jej spustoszył. W następnym 
r. 884, Świętopełk, otrzymawszy posiłki wojenne od Braczysława, 
księcia władającego między rzekami Sawa i Drawą, wyprowa- 
dził w pole tak liczne wojsko, że według wyrażenia latopisca, 
przecłiód wojska przez jedno miejsce ciągnął się od rana aż do 
nocy.**) — Dwanaście dni Świętopełk pustoszył kraj między rze- 
kami Rabą a Innem, i dopiero w odwrocie wojsk jego Niemcy 
nacierać zaczęli, ale w bitwie, zaszłej nad r. Rabą, w Pannonii 
Niższej, Świętopełk odniósł stanowcze zwycięztwo: dwaj margra- 
bięta, Megingosz i Pabo utonęli w rzece Rabie, mnóstwo dostoj- 
ników Arnulfa do niewoli zabrano, a innych pokaleczonych pu- 
szczono swobodnie, — Dowiedziawszy się o tem cesarz Karol 
Otyły przybył do marki Wschodniej i zwołał zjazd w Konigsted- 
ten,^") dla układów o warunki pokoju. — Świętopełk przybył 
otoczony świetnym orszakiem i łaskawie od cesarza został przy- 
jęty. Przybył także książę Brac/.ysław, ale o uczestnictwie Ar- 
nulfa w układach o warunki pokoju wiadomości nie znajdujemy. 
Zważając jednak na nieprzyjaźń do niego Karola Otyłego, mo- 
żemy przypuścić, że od traktowania o pokój Arnulf całkiem 
usunięty został. — Okazawszy się powolnym życzeniom Święto- 
pełka, Karol Otyły zgodził się na ustąpienie mu Pannonii Niż- 
szej, między rzekami Rabą a Innem, za wyjątkiem hrabstwa Du- 
dlejpa,^^) za co Świętopełk zobowiązał się w ciągu całego życia 



*) Tanta enim multitudine in isto itinere pollebat, ut in uno loco ab ortu 
usque ad vesperam lucis exercitus eius praeteriie cernitur, Aunal Fuld. an. 884, 

^"l W teraźniejszej Austryi Niższej, niedaleko m. Tuln i r. Kuby (Kambe), 
w tem samem miejscu, gdzie w oszańcowanym obozie Awarowie stawili mocny opór 
Karolowi W. w r. 791 (Eginhard an. 790). Według Pertza Konigstadten, leży 
w miejscu starożytnego Comagenum, 4 mile od Wiednia. Les Oeuvres d'Eginhard. 
Paris. 1856 s. 95. 

^^) Że hrabstwo Ludlejpa, raczej żupa Dudlebska nad r, Kaniża, wpadającą 
do r. Mury, należała do Arnulfa, wskazuje to późniejsze nadanie przez niego arcybi- 
skupowi salcburgskiemu Ditmarowi, w r. 891 władzy in partibus sclaviensibus vero, 
in coraitatu Dudlejpa vocato, in Eugiuesfeld, słcut Cliocil dux quondam inibi 



KarolaOtyłego nigdy zbrojna siła do posiadłości jego nie wkra,* 
czać. '■-) W marce Wschodniej (Austryi) utrzymał się sprzymie- 
rzeniec Świętopełka, Aribo, a w Karyntyi po dawnemu rządził 
Arnulf, wielce niezadowolony z umowy w Konigstedten, którą 
dopiero w następnym r, 885 dotrzymać zaprzysiągł.^^) Około 
tego czasu i prawdopodobnie po zawarcin pokoju w Konigstedten 
(884), wszczęła się wojna Świętopełka z potężnym księciem Wi- 
ślickim. Według żywociarza ś. Metodego, apostoł słowiańsk', 
przewidując wojnę z bardzo potężnym poganinem księciem Wiślicy, 
który urągał chrześcianom i czynił im psoty, upominał go przez 
posłów aby się oclirzcił dobrowolnie na swojej ziemi, bo inaczej 
będzie do niewoli wzięty i zmuszony zostanie przyjąć cłirzest na 
obcej ziemi. „Tak też się stało."''*) 

Dla objaśnienia tego lakonicznego zapisku przybywa na po- 
moc pisarz z połowy X w. Konstanty Purpurorodny, według 
wiadom.ości, którego z „nieclirzczonycti mieszkańców z nad Wisły, 



ad opus suum habere v;sus est. Kleimayrn. Iuvavia. Anhang. p. Ii6... Tu- 
dzież annaluta fuldeński, podający do wiadomości, że w r. 892 posłowie od Arnulfa 
do Bółgarów, aby soli Morawianom nie sprzedawali, nie śmiejąc przechodzić przez 
ziemie do Świętopełka należące, musieli z kraju Braczyslawa dążyć po rzekach Odrze, 
Kulpie i Sawie. Wissi autem propter insidias Zuentibaldi ducis, terrestre iter non 
valentes habere, de regno Brazlavonis per fluvium Odagra, usque ad Culpam, dein per 
fluente Save fluminis navigio in Bułgaria perducti. Annal. Fuldens. an. 892. — 
Porów Dudik. I. 260. 

'■) Zentibaldus dux cum principibus suis, sicut mos est, per manus impera- 
toris efticitur, contestatus illis fidelitatem juramento et, usąue dum Karolus vixisset 
nunquam in regnum suum hostili exercitu esset venturus, Anna). Fuld an. 884. 
Z tego chciano uważać, że Pannonia ustąpiona była Świętopełkowi na prawie len- 
nem. Szafarzyk. Star. Slow. § 41 s. 482 cyt. 49. Ale Świętopełk jako zwycięzca 
i zdobywca Pannonii , nie miał konieczności zobowiązywać sie służebnością lennika. 
„Warunki pokoju dyktował zwycięzca." Uspienski: IlepBbia CiaBHHCKia MOHapxiiI 
s. 82. Dodamy, że wyrażenie kronikarsliie. o zachowaniu przez Świętopełka wier- 
ności, ograniczone warunkiem nie wkraczać za życia cesarza Karola Otyłego zbrojnie 
do posiadłości jego, nie oznacza jeszcze przyjęcie od cesarza Pannonii na prawie len- 
nem, wieczyście. 

*') An. 885. Pace in oriente inler Arr.olfo et Zutntibaluo . . . jusjurando 
constatere firmatur. Annal Fuld. an. 885, 

") Cytatę patrz w tomie II dzieła tego f. 119. — Pannoński Żywot ś, Me- 
todego. Rozdz. II według lvodeUsu moskiewskiego. 



— 128 — 

raczej z nad r. Nidzicy, przybyło i osiadło nad rzeką Zachlumą 
pokolenie Wyszewita, syn którego Michał był prokonsulem i pa- 
tryciuszem."^^) — Porównywając czas wygnania przez Morawia- 
nów poganina księcia Wiślicy (r. 884 — 885) z wiadomością Kon- 
stantego, zapisaną około r. 950, badacze zgadzają sie, że oclirzczony 
Michał Zachlumski prawdopodobnie był synem pogańskiego księ- 
cia Wiślicy, Wyszewita.^") 

Po wygnaniu księcia Wiślicy, obszerne jego posiadłości po 
stokach Karpatów, tak zwane ziemie Chrobackie, rozszerzyły 
panowanie Świętopełka ku północy do niewiadomej nam granicy, 
a ku wschodowi jeśli i nie do rzeki Styru, to przynajmniej do r. 
Stryja.'') W połączeniu zaś nabytku tego ze zdobyczą Panno- 
nii w roku 881, sięgającej aż do r. Drawy,'^) państwo Święto- 
pełka powiększyło się we dwoje. Niewielkie księstwo Morawskie, 



^*) Wiedzieć należy, źe pokolenie prokonsula i patrycyusza Michała, syna 
BouffSiSouT^rj, archonta Zachlumian, przeszło od niechrzczeńców mieszkających nad 
]}i<T?.ac, nazywającą się JiZ^iy.rj i osiadło nad rzeką nazwiskiem Zachlumą. Const. 
Porphirog. De administrando imperii. cap. 33. 

'^) Nazwa Dicyke, bezwątpienia użyta zamiast Nidzica, nad którą leży 
gród starożytny Wiślica. Co sie tyczy imienia li(iutT^,3ouT^rj, to według Bielowskiego 
wypadałoby czytać Wysławić lub Wysław. (Monumen. Pol. I s. 38), a we- 
dług Lelewela W y s z e w i t. Narody na ziemiach słowiańskich VIII 27 30 s. 686 
i 663. — Erat temporibus illis urbs famosissima in regno Lechilarum, murorum al- 
titudine circumspecta, nomine Wyslicia, cujus olim princeps, tempore paganismi 
luerat W y s 1 a u s decorus, qui et ipse de stirpe regis Pompilii duxerat originem. 
Boguchwał. Chronić, cap. 20, w Bielowskiego M. Pol. II. s. 510. 

^'') Dyplom Henryka IV r. 1086, oznaczający granice i posiadłości biskup- 
stwa Prażskiego, do którego niegdyś nietylko Czechy, lecz i Morawia należały, wy- 
licza różne plemiona i naznacza granice: ab oriente hos fluvias habet terminos: Bug, 
scilicet Z tir cum Krakowa civitate provinciaque, cui Wag nomen est, cum 
omnibus regionibus ad praedictam urbem pertinentibus, quae Krakowa est. Dyplom 
ten, zapisany w kronice Kozmy, ma być potwierdzeniem dyplomu Ottona II przy 
ustanowieniu biskupstwa Prażskiego r. 973 wydanego. (Erben. Regesta, s. 73). 
Opierając sie na tym dyplomie, dziejopisowie mniemają, że granice państwa Mora- 
skiego sięgały aż do granic biskupstwa morawsko -czeskiego, t. j. aż do r, Styru, 
a na południe od Karpatów, do r. Torysy. Szafarzyk nazwę Z tir wykłada: Stryj. 
Staroż. Slow. § 41, 5, przypisek 46. 

1') Konstanty Purpurorodny oznacza Syrmium, teraz Mitrowica, jako pogra- 
niczny z Morawiją punkt. — De Administrando. cap. 40. 



129 ~^ 

nawet w połączeniu z księstwem Nitrauskiem (Slowaczyzna), skła- 
dało ledwo czwartą cześć posiadłości Świętopełka w r. 884. Cu- 
dzoziemcy, ze zdziwieniem patrząc na wzrost państwa Morawskie- 
go, które się mogło z królestwem Niemieckiem mierzyć, utytuło- 
wali Świętopełka królem,*^) a państwo jego „Wielką Morawą" 
nazwali.-**) 

Związkowi z Morawią Czecliowie i Serbowie nadłabscy cie- 
sząc się spokojem, odetclinęli troclię po dawniejszych zniszczeniacli 
icli krajów przez pogranicznycłi markgrafów. Nawet nie nale- 
żący do związku Morawskiego Obodryci, korzystając z odcią- 
gnięcia sił niemieckicłi przez Świętopełka w inną stronę, niepod- 
ległość zyskali.-^) 

3. Ostatnie lata pasterstwa Metodego. Śmierć jego r. 885. Wiching 
intryguje znowu. Papież Stefan VI zabrania liturgiję słowiańską. Upa- 
dek obrządku słowiańskiego. 

Zerwanie pomiędzy Świętopełkiem a Arnulfem przyjaźni 
w r. 882, tudzież ustąpienie z Morawii Wicłiinga, a z nim i zmniej- 
szenie nieprzyjaznego kościołowi słowiańskiemu wpływu niemie- 
ckiego, podawały ^Metodemu zręczność do spokojniejszej pracy 
w powierzonej pieczy jego metropolii. — Do zrobienia zostawało 
bardzo dużo! Pomagać mu należało przedewszystkiem do Święto- 
pełka, ale książę ten, nieprzyjaźnie usposobiony jak do Metodego, 
tak i do obrządku słowiańskiego, milczał i cierpiał Metodego 
tylko dla tego, że go wygnać z kraju nie śmiał. Nie upadał je- 
dnak Metody na ducłiu. Ostatnie lata ż)cia swego poświęcił on 
na dokończenie przekładu ksiąg ducłiownycli na język słowiań- 



'") Porównaj dzieła tego tom II s. 463. 

"'''j ::'/'/'«''■'? M"pa,3ta." Konstanty Porphiiog. De Adrainistrando. cap. 40. 

= ') Od napada Obodrytów, wspólnie z Normanami na Nordalbingie i pobi- 
cia Niemców r. 880 (wyżej cytata 3) aż do r. S89 o wyprawach przeciw Obodrytom 
nie słychać Ale i wyprawa 689 r. była tylko zamaskowaniem innych zamiarów 
Arnulfa, o czem ni/ćj, porów, cytaty 47, 48. 
Tom III. 



— 130 — 

Ski,^2) nauczał lud, poświęcał kościoły,^'^) przygotowywał księży 
i nauczycieli. Jest nawet podanie, że do Konstantynopola po- 
dróżował.^^j A gdy skołatany wiekiem i pracą zbliżał się do 
zgonu, mąż święty patrzał spokojnie na dojrzewające owoce dwu- 
dziesto kilko letniej pracy, którą liczny zastęp uczniów jego miał 
dalej prowadzić, rozszerzać, utwierdzać po wszecli ziemiach sło- 
wiańskicłi. Gdy go pytano: „ojcze i nauczycielu zacny! którego 
z uczniów swoicli uznajesz być godnym następstwa po sobie," — 
Wskazał na Gorazda, mówiąc: ,.on wasz ziomek, maż swobo- 
dny, w piśmie łacińskiem dobrze wyćwiczony, prawowierny, 
niecił więc z nim będzie wola Boża i wasza miłość, tak, jak jest 
moja." — W niedzielę kwietną (wierzbną), gdy się lud wszystek 
zebrał, wszedł do kościoła chory już, kazał błogosławiąc cesarza, 
księcia, kler i lud wszystek.... I rzekł: ,.strzeżcie mnie, dzieci, 
do dnia trzeciego." 2^) A gdy zawitał trzeci dzień na rękach ka- 



22) Według „Żywota ś. Metodego" rozdz. 15. Wybrał (on) z pomiędzy 
swych uczniów dwóch księ/.y, biegłych w szybkiem pisaniu, i przeloiył wszelkie 
księgi (Pisma ś), prócz Machabeuszów, z greckiego na język słowiański... Pierwej 
bowiem z tiłozofem przełożył był tylko psałterz i ewangeliję z apostołem i wybra- 
nemi mszami Icościelnemi, wtedy zaś przełożył i nomokanon czyli prawidła zakonu 
i księgi ojców. Szczegółowy rozbiór prac ś. Metodego nad przekładem Icsiąg du- 
chownych podany w Pogodina. KHpn.oo-McoojieBCidii cóopniiifL, 1865. przez arcy- 
biskupa Filareta czernihowskiego, str. 60 i następ. 

°^) W liczbie innych, Metody poświęcił 29 Czerwca r. 884 kościół śś. Piotra 
i Pawła w Brnie. Erben Regesta, N. 45. 

^*) W „Żywocie ś. Metodego" czytamy, że cesarz (Wschodni) dla upewnie- 
nia się w prawowierności Metodego, zaprosił go do siebie. „Poszedł i przyjął go 
cesarz z wielka czcią i radością, podobała się mu jego nauka, zatrzymał z uczniów 
jego lvsiędza i dyakona z księgami. Wszystkie zaś żądania wypełnił, jako chciał, ni- 
czego nie odmawiając, uścisnął go, obdarzył hojnie i odesłał ze czcią do swojćj sto- 
licy. Tak też i patryarcha." Bielowski. M. P. I, s. 109 Wiarogodności podania 
o podróży Metodego do Konstantynopola niemieccy i niektórzy słowiaiiscy pisarze 
zaprzeczają. Porów. Górskiego. W Kiipii.MO-MeooJiieBCKiii c6opiiHK'b, 1865, s. 38 
Bilbasowa, KiipiiJiAl, 11 Meo., str. 102. Inni mniemają, że to mogło się stać pod- 
czas walki Świętopełka z Arnulfem (882—8841 Uspienski, IlepBbm C^aBaiiCKla 
Monapx, 89. 

25) Według „Żywota ś. Metodego" rozdz. 17. Przepowiednię o śmierci po 
upływie trzech dni potwierdza i „Bólgarska Legenda". „Żywot ś, Klemensa" roz- 
dział VI. 



płanów spoczął w Bogu, dnia 6 kwietnia, indykta 3, r. 6393 od 
stworzenia świata, t. j. r. 885.-?) — Nabożeństwo żałobne odpra- 
wiono w trzech językacli: słowiańskim, łacińskim i greckim. „Nie- 
zliczone tłumy ludu" przeprowadzały z płaczem zwłoki paste- 
rza,-^ które pogrzebiono w sobornej cerkwi po lewój stronie, 
w ścianie za ołtarzem Bogarodzicy,-^) bezwątpienia, w Welegra- 
dzie,-®) w którym, jako w stolicy państwa i metropolii, najwłaści- 
wiój katedrę i rezydencyję stałą arcybiskupa upatrywać. 

Śmierć Metodego odkryła szeroką drogę intrygom w Rzy- 
mie i na Świętopełka dworze przeciw kościołowi słowiańskiemu 
w Morawii. Polecony przez Metodego na biskupa Gorazd, nie 
był jeszcze konsekrowanym, innego biskupa w Morawii nie było; 
zostawał tylko, błąkając się za granicą swej dyecezyi, biskup Ni- 
try, Wiching. Korzystając z pogodzenia się Świętopełka z Arnul- 

-*') O czasie śmierci Metodego długo i szeroko rozprawiano, ale w drugiej 
polowie bieżącego wieku zgodzono się, że wypadek ten nastąpił rzeczywiście 6 Kwie- 
tnia r, 885. Na tej podstawie jubileusz tysiąco-letniej rocznicy śmierci ś. Metodego 
obchodzono z niezwykłą uroczystością w Morawii, na ruinach Welehradu, jak ró- 
wnież i we wszystkich ziemiach słowiańskich, 6 Kwietnia r. 1885. W pamięć tej 
znakomitej uroczystości, napisano mnóstwo pięknych monografii o śś. Cyrylu i Me* 
todym w różnych językach słowiańskich, tudzież na nowo rozważono wiadomości ty- 
czące się daty śmierci ś. Metodego. Po głębokiem zastanowieniu przekonano się, że 
wszystko, co o tym wypadku powiada „Żywot ś. Metodego", jest nlepbdlegającą za- 
przeczeniu prawda. Wszystkie pomniki potwierdzają chronologiczny rachunek pisa- 
rza „Żywota ś. Metodego", albowiem rok 6393, to jest 885 byt 3-cim indyktem. 
Zmartwychwstanie Pańskie przypadało w tym roku na- 11 Kwietnia, zatem kwietna 
niedziela na 4 Kwietnia, a trzeci dzień po tej niedzieli był wtorek na Wielkim ty- 
godniu, t. j. 6 Kwietnia 885 r, Jagicz, BonpocT. o Eiipii.ufc u Meoojiii btj c.ia- 
BancKofi <i)n.io.Toriii, mowa jego 5 Kwietnia r. 1885, w dodatku do tomu 51 za- 
pisek cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu r. 1885. W uwadze 4 do tego do- 
datku przytoczone są szczegóły ze wszystkich pomników słowiańskich, potwierdza- 
jące wiarogodność daty 6 Kwietnia r. 885. 

2') Żywot ś, Metodego, 17. 

2*) Połozisza w sŁbornieji cerŁkwi (Żywot ś. Metogo, 17). Leźit ze w weliciej 
cerkowi Morawstjej ot lewuju slranu, w stienje za ołtarem swietyje Bohorodice, Le- 
genda Serbska, czyli „Żywot śś. Cyryla i Metodego", Kałajdowicz. loailllT) ;)K3apX'L 
6ojirap, s. 90. 

2") Nazwa grodu w legendach nie wzmiankuje się; innych wiadomości nie 
mamy, i tylko przez prawdopodobieństwo uważamy dzisiejsze Hradiszcze na zwali- 
skach dawnego Welegradn, za miejsce, w którem pogrzebane były zwłoki ś. Me- 
todego. 

9* 



— 132 — 

fem, który, zamierzając strącić z tronu Karola Otyłego, szukał 
w potężnym księciu morawskim sprzymierzeńca, Wiching intry- 
gował w Rzymie na własną rękę, a nowoobrany papież, Stefan 
VI (S85 — 891), wcale różnycłi od Adryana II i Jana VIII uspo- 
sobień, przecliylając się do życzenia Wicliinga zająć godność 
arcybiskupa morawsko - pannońskiego, dał się wprowadzić, może 
i bezwiednie, w błąd, względem prawowierności nauki Metodego. 
W skutek zabiegów Wicliinga Stefan VI w liście do Święto- 
pełka pisanym w r. 885, "'"j objaśniając dogmat o pochodzeniu 
Ducha świętego, zawiadamiał, że „w poznaniu tego świętego 
dogmatu mocnym uznaje Wichinga, przewielebnego biskupa i naj- 
milszego brata swego, którego posłał do was (Świętopełka) dla 
zarządu powierzonego mu kościoła, ponieważ dowiedzieliśmy się 
o waszej wzajemnej przyjaźni i twojej pieczy o nim. Przyjm go 
szczerze i bądź z nim jak z ojcem duchownym i pasterzem, oka- 
zując mu cześć i szacunek . . . Przyjmie on na siebie pieczę o spra- 
wach i osobach duchownych, mając przed oczami strach Boży, 
będzie ich dyspensować." Zatem papież pisał. „Dziwimy się mo- 
cno, dowiedziawszy się, że Metody trwa w błędach, nie buduje, 
lecz niezgodę rozsiewa, i jeżeli to prawda, potępiamy jego błędy. 
Klątwa zaś ze zniewagą wiary katolickiej wyrzeczona niech spa- 
dnie na głowę tego, kto ją wyrzekł. Ty zaś (książę) i lud twój 
w obec sądu Ducha świętego, — niewinni jesteście, jeśli wiarę 
według przepisów kościoła rzymskiego zachowujecie stale. A że 
tenże Metody umyślił obrzędy święte, sakramenty 
i mszę odprawiać w mowie słowiańskiej... to 
m y boską i naszą apostolską władzą, pod karą anatemy, 
zabraniamy, za wyjątkiem jeśliby prostemu ludowi wypa- 
dało dać naukę, ewangeliję lub skład apostolski w mowie jego 
ogłosić. "^^) 



*^) Stefan VI wstąpił na stolice apostolską w polowie r. 885 i zapewno nie 
wiedział jeszcze o śmierci Metodego, pisząc list do Świętopełka. 

"') List ten w Erbena Regestach pod N. 49 oznaczony circa an, 890 (patrz 
w Dodatku I, N. 19). Widocznie jednak, że datowany byl wcześniej, pr/.ed wy- 
sianiem (887 — 8) legatów do Świętopełka. 



r 







I 



List ten, z- powodu jego sprzeczności z listami i postępowa- 
niem poprzednich papieży, Adryana II i Jana VIII poczytywano 
za podrobiony,^-) obecnie jednak autentyczność jego udowo- 
dnioną została znalezionym niedawno w kodeksie Muzeum Bry- 
tańskiego, innym listem papieża Stefana VI, tak zwanem c o m.- 
m onitorium. Jest to instrukcya papiezka biskupowi Domi- 
nikowi, tudzież księżom Janowi i Stefanowi, legatem do „Słowian", 
wyprawionym w podróż do Świętopełka w r. 887 — 888. — W owem 
commonitoriura oprócz przestrzegania zasad wiary i postów, Ste- 
fana VI stawi na uwagę misyi, że ,.msza i przenajświętsze służby 
Boże, które Metody w języku słowiańskim celebrować (odpra- 
wiać) przedsięwziął, cłiociaż i były w swym czasie przez poprze- 
dniego papieża Jana VIII dozAvolone, dalej jednak władzą apo- 
stolską pod żadnym względem dopuszczane być nie mogą i za- 
braniają się Gdyby jednak znalazł się ksiądz słowiański tak 
uczony, iżby po przeczytaniu przenajświętszej ewangelii, mógł 
ją wyjaśnić dla nauki tych, którzy po łacinie nie rozumieją, to 
się dopuszcza i dozwala." 

Nakoniec Stefan VI, zdaje się mając na uwadze Gorazda, 
w commonitorium owem wyraził życzenie, aby następca, którego 
sobie Metody, wbrew prawidłom ojców świętych, ustanowił, 
urzędu bi^^kupiego nie sp^-awował, dopóki nie stawi się przed 
papieżem i ustnie sprawy swej nie wyłoży." ^•^) 

W obec podobnego usposobienia Stefana VI i podstępów 
Wichinga, los kościoła słowiańskiego i przyszłej cywilizacyi Sło- 
wian, zależała od Swiętopjłka. Ale on, w tym czasie, łudząc się 
przyjaźnią podstępnego Arnulfa i nie sprzyjając obrzędom sło- 
wiańskim, pozwolił Niemcom gospodarować w kośńele moraw- 
skim według swej woli: „Rzekli więc Niemcy: pozbądźmy się 



3*) Takiego zdania byli: Erben, Regesta Boh. s. 2i; Ginzel, Geschichte der 
Slawenapostel, s. 9; Dudik, Mjihr. Gesch. I, 282—3; Diimmler, Gesch. d. Ostfrank. 
Reichs, II. Ale w tak zawanem commonitorium Stefana VI, o czem niżej powie- 
my, w punkcie Xin jest wzmianka o powołaniu się papieża na list poprzedni: ,,si- 
cut decrevit epistoła." Patrz w Dodatku I, N. 17. 

") Patrz w Dodatku I, N. 17. Starine ks. XII, s. 220, N. 14. 



— 134 — 

Gorazda, aby w nim Metody nie ożyl",^*) a korzystając z powol- 
ności Świętopełka, na arcybiskupstwo morawskie Wichinga wy- 
nieśli. ^•'^} W obronie zasad Metodego stawali przed Świętopeł- 
kiem Gorazd i Klemens, przekładali mu wyznanie swe o pocho- 
dzeniu Ducha świętego niezgodne z pojmowaniem dogmatu tego 
przez Niemców; głównie jednak Niemcom chodziło o utrzymanie 
władzy i łacińskiego języka w liturgii, A gdy księża słowiańscy 
na to zgodzić się nie chcieli, Świętopełk, dogadzając Niemcom, 
postanowił, że ,.kto się będzie sprzeciwiał nauce duchowieństwa 
niemieckiego, ten pozbawiony zostanie opiekł prawa." *^^) Niemcy 
rozpoczęli prześladowanie księży słowiańskich, których do 200 
liczono, wzięli ich, bili, młodszych sprzedawali żydom,^'^) a nau- 
czycieli: Gorazda, Klemensa, Laurentego, Nauma, Angelara i wielu 
innych, w kajdany okutych do więzienia wtrącili. ^^) Wszystko 
to działo się podczas nieobecności Świętopełka, z czego korzy- 
stając Niemcy, rozkazali żołnierzom grubianom, „ponieważ ci 
także byli Niemcy, z natury swej skłonni do zwierzęcości," — 
wygnać księży słowiańskich za granicę kraju. •'^) Obdarci, gło- 
dni, ścigani przez wrogów księża słowiańscy, dla uniknienia prze- 
śladowania, zmuszeni rozłączyć się z sobą, dążyli manowcami, 
dokąd oczy prowadziły. Klemens z Naumem i Angelarem, prze- 
prawiwszy się przez Dunaj pod Biełgradem, dostali się do Bółga- 
ryi, gdzie przez cara Borysa z szacunkiem przyjęci, przyłożyli 
się do rozpowszechnienia chrześciaństwa i pisma słowiańskiego. 
Klemens zbudował sławny klasztor w Ochry dzie, potem został 
pierwszym bółgarskim biskupem z rezydencyą w Wielicy,^") w po- 
łudniowej części Macedonii, w krainie Dragowiczów, pogrzebiony 



3^) Legenda Bólgarska, Vita s. Clementis, cap. 7. 

'5) Ibidem, 

"") Rzekł książę: jeżeli komukolwiek udowodniono będzie, że wierzy nie 
według nauki Franków (Niemców), takowy ma być im wydany, a oni mogą uczynić 

z nim, co zechcą. Vita s. Clementis^ c. 7. 

•■'') Ibidem cap 11, 

'*) Ibid. cap. 12. 

•'9) Ibid. cap. 13. 

■*o) Ibid. 14, 15, 16, 20, 23. 



— 135 — 

w Ochrydzie. Naum, wierny towarzysz Klemensa i pisarz du- 
chowny nauczał w Diowalu,*^) tamże pogrzebiony. Gorazd, Sabba 
i Luarenty, udawszy sie inną drogą do Macedonii, również zano- 
sili tam oświatę, wyległą na ziemi Morawskiej. Z nich Gorazd, 
mianowany arcybiskupem, wielce przyczynił się do rozszerzenia 
kościoła słowiańskiego w Bółgaryi, i obsadzenia miejsc ducho- 
wnych rodowitymi Słowianami zamiast Greków. Zwłoki jego spo- 
czywają w klasztorze przy mieście Berat w Albanii.*^) — Cóż 
się stało z resztą księży słowiańskich, których w Morawii do 
200 liczono? — Dzieje o nich milczą. Tylko domyślać się może- 
my, że z nich jedni przed zaciętością hierarchii niemieckiej, pod 
zarządem Wichinga, skrywać się musieli, inni uciekali za granicę, 
roznosząc do braci Słowian naukę i pismo słowiańskie. Niemcy 
pragnęli zarodek kościoła słowiańskiego w Morawii, jak pszczoły 
w ulu zniszczyć, a tymczasem wygnanie z Morawii uczniów Me- 
todego przyspieszyło rozszerzenie tego kościoła na ogromnej 
przestrzeni Słowiańszczyzny. Dziwne, zaiste, losy. Wiching do- 
bijał się, aby zostać arcybiskupem morawskim, omylił się je- 
dnak, albowiem biskupi salcburgski i passawski nie dla tego do- 
bijali się usunięcia Metodego i nauki jego, aby nową dyecezyę 
stworzyć, lecz jedynie w celu przyłączenia ziem morawskich do 
własnych dyecezyj. 

4. Arnulf w zgodzie ze Świętopełkiem. Wyprawa Arnulfa przeciw Obo- 
drytom r. 889. Zjazd w Omuntesburgu r. 890. Arnulf wzywa na pomoc 
Węgrów, — wojuje ze Świętopełkiem r. 892—894. Wiching ucieka z Mo- 
rawii r. 893. Zgon Świętopełka. 

W tym czasie, kiedy Metody zstąpił do grobu, państwo Mo- 
rawskie doszło do najwyższego stopnia potęgi, z którą sąsiadom 
liczyć się wypadało. Pojmując to, książę Karyntyi Arnulf, wnet 
po zawarciu umowy w Kónigstedten, szukał przyjaźni Swięto- 



^') Legenda Macedońska. Żywot ś. Nauma. — Diówal, lub Diowia w ból- 
garskiej części Macedonii na polndnie od jeziora Ochrydskiego. 
*^) Dudik. Mahr. Gesch. I, 284. 



— 136 — 

pelka, w nadziei z jego pomocą strącić z tronu stryja swego 
Karola Otyłego i samemu cesarzem zostać. Świętopełk także 
okazał sie powolnym dla Arnulfa, pozwolił Wichingowi zająć 
mifjsce arcybiskupa morawskiego, gnębić obrządek słowiański, 
a w jakim celu wszystko to czynił, — z dziejów nie dostrzegamy. 
Wszakże dwaj tacy przebiegli, podstępni, nie pogardzający ża- 
dnemi środkami dla dopięcia zamiaru władzcy, bezwątpienia, dar- 
mo niczego zrobić nie myśleli. Zwróćmy uwagę na wypadki. 

W r. 887, Arnulf, powstawszy przeciw clioremu i do rzą- 
dów niezdatnemu Karolowi Otyłemu, ruszył z wojskiem Nory- 
ków i Słowian ^=^) na Tribur (Trir), gdzie się cesarz znajdywał, 
strącił go z tronu i już w początku r. 888 przyznany będąc kró- 
lem niemieckim, liołd stanów w Regensburgu odbierał. Zkądże 
się wzięło u niego wojsko słowiańskie? Według zdania liistory- 
ków, Arnulf za okazaną mu pomoc ustąpił Świętopełkowi Cze- 
chy, na które Niemcy od dawna rościli sobie prawo.^^) Przeciw 
podobnemu zdaniu powstawał Szafa rzyk, twierdząc, że już od 
r. 871 Czecłiy stały pod rozkazami Świętopełka i że Arnulf nie 
mógł mu ustąpić tego, czego sam nie posiadał.^^) Nowsi liisto- 
rycy usiłują pogodzić nieporozumienie w ten sposób, że Arnulf 
zrzekł się na korzyść Świętopełka daniny, którą na Czechów Ka- 
rol W. nałożył, i że z ustąpieniem rocznego trybutu 500 marek 
srebra i 120 tucznych wołów, Arnulf zrzekł się razem na korzyść 
Świętopełka władzy najwyższej w Czechach, ^^) spodziewając się 



^•^) Annal. Fuld. an. 887. 

^*) Zwyczajnie historycy powołują sie na Regino, który zapisał: Anno 890 
Arnulfus rex concessit Zuentibaldo, Marohensium Sclavorum regi, ducatura Behemen- 
sium, qui hactenus principem suae cognationis ac gentis super se habuenint, Fran- 
corum regibus fidelitatem premissam. — Za Niemcami poszedł p. Grot, upewnia- 
jąc, że „Arnulf otrzymał od Świętopełka pomoc za ustąpienie mu najwyższej władzy 
w Czecliach. MopaBJH u Ma^BApu, 1881, s. 136. 

■*s) Szczegółowe objaśnienie poglądu na tę sprawę porlal Szafarzyk w Star. 
Slow. § 39, 8, str. 452. 

4") Dudik. Mahr. Gescli. I, 291. Najdokładniej sprawę tę rozpatrzywszy 
ITermanegild Ireczek, zgadza się z wiadomością, zapisaną przez Kegino pod r. 890, 
i objaśnienie swe wypowiada w te słowa: „rokem 890 końce se prvni doba pomeru 



— ij/ — 

za to zyskać powolność jego w zajściach Niemców z Normanami 
i Obodrytami. Sprawy ówczesne Europy środkowej tak się po- 
krzyżowały, że obrót polityki zależał od tego, co powiedzą Ar- 
nulf i Świętopełk. Musieli więc, pomimo głębokiej nienawiści 
udawać przyjaciół i dla rozstrzygnienia spraw ważniejszycli po- 
rozumiewać się między ?obą. Dla uregulowania spraw państwa 
Niemieckiego Arnulf naznaczył zjazd w Forłiejmie, dokąd przy- 
byli posłowie słowiańscy, prawdopodobnie od Świętopełka. Na 
tym zjeździe umówioną została wyprawa przeciw Obodrytom/') 
dla zamaskowania zamiarów Arnulfa, — utwierdzić powagę swą 
w Saksonii z pomocą zorganizowanej w niej siły zbrojnej. Wy- 
prawa z ogromnemi siłami skończyła się niepomyślnie.*®) Ar- 
nulf, mając potężne siły, nie próbował uŻ3^cia ich przeciw Obo- 
drytom, a przeciwnie, pozwoli! wojsku rozejść się, sam zaś spie- 
sznie do Frankfurtu zdążył (r. 889),^^) bo właśnie w tym czasie 
knuł przeciw Świętopełkowi zmowę z Ból garami, ^•^) Braczysła- 
wem, księciem między Sawą i Drawą, ^') wreszcie ze zbliżającymi 
się ze wschodu Węgrami. 



Cech k riśi franske. Slovanske pravo. 1863, I, s. 232." Ale o ustąpieniu Czech 
w r. 890 tnógl pisać tylko c/.lowiek, mało obznajomiony z ówczesnemi sprawami, 
jakim byl Regino. Uspienski. IlepDUa CiauflHChia Monapxin, s. 84, przypisek 4. 

*') An. 889. Exeunte mensę Majo rex (Arnulfi apud vil]am, quae dicitur 
Forahhejm generałem conventum habuit. Advenientibus etiam ibidem undique na- 
tionum legatis, Nortmannorum scilicet ab Aąuilone, Sclavanorum, pacifica optentes; 
quos rex audivit et sine mora absohit. Inde itaque edictum est in exercitum ire ab 
Obodritos, sed antę placitum curte regia habere cum Francis regi complacuit. Per- 
ventum est igitur, sicut antea dispositum erat, ab Obodritos cum maximo exer- 
citu. Sed tamen ibi parumper rebus prospere gestis rex, data esercitui licentia, ad 
Francofurt celeri feslinatione reversus est. Annal. Fuld. an. 889. 

**) Magna contra Abodritos expedicio ab eo, sed parvo effectu mota est He- 
(lan. Auginensis, an. 889. Pertz. M. G. VII, 1 10. 

*») Porów, cytatę 47. 

*") Ze od umowy w Tuln r. 864 królowie niemieccy ciągle mieli na uwa- 
dze Bólgarów przeciw Morawianom podburzać, wskazuje to poselstwo r. 892, patrz 
niżej przypisek 60. 

*') AVedlu^ niektórych dziejopisów, byl on synem Kociela i już wcześniej 
poddał s:c Karolowi Otytemu An. Fuld. an. 884, Wladal kr.ijem od r. Kulpy do 
Karyntyi. 



- 138 - 

Świętopełk w tym czasie doszedł już do ogromnego znacze- 
nia i wpływu na stosunki polityczne Niemiec. Po całej granicy 
z Obodrytami, Serbami nadłabskimi i Czechami trwał pokój 
z Niemcami, nie ważącymi się niczego przedsiębrać, coby mogło 
nie zadowolnić Świętopełka. Sam papież Stefan VI udał się do 
niego w r, 890 z proźbą, aby pobudził Arnulfa pospieszyć do 
Italii z pomocą przeciw niedobrym clirześcianom i zagrażającym 
poganom.*^) Był to ważny powód do porozumienia się Święto- 
pełka z Arnulfem, a oprócz tego zbliżenie się Węgrów do gra- 
nic słowiańskicłi, podnosiło nowe pytanie w polityce o przy- 
szłycli z nim stosunkacli. Bądź co bądź, dwaj przeciwnicy, na 
pozór przyjaciele, zjecliali się w Omuntesburgu nad Dunajem, 
w marce Wscłiodniej (r. 8go). Szczegółów tego zjazdu nie zna- 
my, ale że międzynarodowe sprawy na tym zjeździe nie były 
jeszcze załatwione, wskazuje to wysłanie przez Arnulfa już w r. 891 
poselstwa do Świętopełka,'*-'') dla porozumienia się względem spraw 
bieżącycłi, pomiędzy któremi najdraźliwszą była sprawa Braczy- 
sława, pod zwierzcłinictwem cesarza zostającego. Przebiegły Ar- 
nulf łudził Świętopełka układami, a tymczasem, zwróciwszy wszyst- 
kie siły" swe na Normanów, zadał im straszną klęskę przy Lo- 
wen, nad r. Dyle 891 r,, poczem mógł już swobodnie knuć zmowę 
przeciw Świętopełkowi, którego wezwał do marki Wscliodniej dla 
porozumienia się. Świętopełk obiecywał przybyć do Arnulfa, 
lecz gdy obietnicy nie spełnił, Niemcy policzyli to za nadzwy- 
czajną zucliwałość'"'^) i o zemście myśleć poczęli (892). Arnulf, 
mając na zawołanie gotowego sprzymierzeńca w księciu Braczy- 
sławie, wszedł w układy z Węgrami, którzy wsławiwszy się w nie- 
dawno przedtem zaszłej wojnie icli z Bółgarami, zyskali szeroki 



6^) Erben. Regesta N. 48. 

^^) Rex legatos suos pro renovanda pace ad Morawos transmissit. Annal. 
Fuld. a. 891. 

^') An. 892. Rex Ulmae . , , natalem Domini celebrayit. Inde orientem pro- 
ficiscitur sperans ibi Zuentibaldum ducem obviam habere, sed ille morę solito ad 
regem venire rcnuit, fidem et omnia antea promissa mentibus est. Annal, Fuld. 
an. 892, 



— 139 — 

rozgłos w Europie, tak że odtąd już latopiscy o nich wzmianko- 
wać poczeli.'^'^) Węgry, według mniemania Arnulfa, mogli mu 
ważną pomoc przeciw Morawianom okazać, a co z tego mogło 
później wyniknąćj Arnulf mimo swej przebiegłości nie przewi- 
dział.5«) 

Plan wojny ze Świętopełkiem Arnulf przygotował zawczasu, 
bo cłiociaż wojna wypowiedzianą została w r. 892, a jednak już 
w Lipcu roku tego trzy armie z różnycli stron uderzyły na Mo- 
rawie, co w owym czasie, przy niedostatku dróg bitych i bez na- 
leżytej organizacyi wojennej, niemożebnem było wykonać nie- 
zwłocznie, tem bardziej, że przeciw takiemu, jak Świętopełk zna- 
komitemu wojownikowi, wypadało prowadzić wojsko liczne i do- 
brze wyćwiczone. Arnulf to wszystko przewidział i wtedy, gdy 
jeszcze udawał przyjaciela Świętopełka, opasał go kołem nieprzy- 
jaciół. Sam on prowadził od granic Bawaryi ponad Dunajem 
Franków, Alemannów i Bawarów; jednocześnie Braczysław dzia- 
łał z południa, a Węgry zagrozili ze Wschodu. Dla przeszkodzenia 
zaś Czechom połączyć się ze Świętopełkiem, Arnulf polecił bie- 
głemu w sztuce wojennej biskupowi wircburgskiemu Arntowi 
wkroczyć z północy do Czech. Ze wszystkich stron napadnięty 
Świętopełk, przedsięwziął taki sposób prowadzenia wojny, jakiego 
właśnie Arnulf nie życzył sobie. Zamiast wystąpienia w otwarte 
pole, Świętopełk z siłami swemi zamknął się w grodach waro- 
wnych, zostawiając nieprzyjaciołom kraj cały otworem. Cztery 
tygodnie wojska nieprzyjacielskie łupieżyły ziemie morawskie, 
a że to było w roku nieurodzajnym, doczekały się głodu i bez 
krwń rozlewu do odwrotu zmuszone zostały. ''j Biskup Arnt po- 
ciągnął z Czech do Serbska, w okolice Miszna, lecz niedaleko 



*s) Annal. Fuld. an. 892. 

^*) Arnulfus interea . . . Hungariorum gentem in auxilium convocat, mówi 
Widukind, lib. I, cap. 13, a potem dodaje: Imperante autem Aroulfo destructum est 
opus et via eis (Węgrom) nocendi patefacta, eo quod iratus est imperator Centu- 
pulcho regi Maroorum. Lib. I, cap. 19. 

5') Annal. Fuld. an. 892; Regino an, 890—892. Palacki. D^/ny I, 165. 



• — 140 — 

r. Kamienicy zamordowanym został/''^) jak mniemano wówczas 
przez zdradę markgrafa Poppo.'''^) 

Niezadowolony takim rezultatem wojny, Arnulf postanowił 
wznowić ją, a dla pewniejszego zwalczenia przeciwnika, wypra- 
wi! do Bółgarów poselstwo, domagając sie, chociaż bezskutecznie, 
odnowienia przymierza zawartego w Tuln jeszcze w r. 864, aby 
przeciąć dowóz z ich kraju do Morawii soli. 

Posłowie Arnulfa, zmuszeni będąc obchodzić kraje Święto- 
pełka, aby nie wpaść w jego ręce, podróż do Bółgaryi odbywali 
po rzece Sawie, przez kraje, należące do księcia Braczy sława."") 
Sam zaś Arnulf wkroczywszy do Morawii, wpadł w zasadzkę, 
przez Świętopełka uczynioną i ledwo z wielką trudnością do Ba- 
waryi się wycofał."') Jedno tylko, co mu się w tej wyprawie 
udało, to wyswobodzenie Węgrów, otoczonych przez Morawia- 
nów."-) Jeśli przyjąć na uwagę oddalenie dążących z Bawaryi do 
Morawii sił Arnulfa od nadciągających ze wschodu Węgrów, 
to niepojętem się staje, jakimby sposobem Arnulf mógł wyswo- 
bodzić Węgrów? Czy nie wypada przypuścić, że poselstwo nie- 
mieckie pobudziło Bółgarów podać pomoc Węgrom? Dzieje o tern 
milczą, a jednak podobny wypadek możebnym się zdaje."-^) 

Pomyślny dla Świętopełka bieg wypadków wojny jednał 
mu stronników w obozie Arnulfa. Graf Engelszalk, ścigany przez 



•**) Thietmar. Chroń. lib. I, cap. 3. 

^^) Annal. Alamanici. 892. Regino an. 892. Boppo dux Thuringorum digni- 
tatibus exspo]iatur. Annal. Fuld. a. 892; Poppo dux Thuringorum honoribus pri- 
vatus est. 

"Oj Annal. Fuld, a. 892. Ne salem Moravanis vendant. Porów, 'wyżej, 
przypisek 11. 

^') Annal. Fuld. a, 893. Arrepto itaque rex itinere, iterum regnum Zuenti- 
baldi ducis ingreditur cum exercitu, maxima parte illius regni expoliata, propter 
insidias positas magna cum difficultate itineris in Bavariam ad regiam curtem 
Otingen reversus est. 

^^) Annal. Sangal. maj. a. 893. Arnulfus contra Moravenses pergebat et Aga- 
renos (Madjarów), ubi reclusł erant, dimisit. 

"'') Porów. Sasinek. Dejiny drievnych narodov na użemi tevajśicho Uhorska. 
1878. 175 — 176. 



— 141 — 

|b Arnulfa za uwiedzenie naturalnej córki jego, uciekł do Morawia- 
nów, lecz później prz)- wrócony do laski cesarskiej, grubijańskimi 
postępkami tak oburzył Bawarów, że ci go oślepili. Brat jego 
Wilhelm, obawiając sie o życie swe, wszedł w stosunki ze Świę- 
topełkiem, za co stracony został. Ale z jakiego powodu brat 
Wilhelma, graf karyntyjski Rudpert, szukający przytułku u Świę- 
topełka, z jego rozkazu zamordowanym został ze wszystkimi swy- 
mi towarzyszami?^^) Oczywiście w tym razie Świętopełk karał 
zdradę, prawdopodobnie za wiadomością Wichinga, a być może 
i przy uczestnictwie jego prowadzoną. Jako wierny przyjaciel 
Arnulfa, Wiching knuł w tymże czasie jakieś przeciw Święto- 
pełkowi zamachy, lecz skoro wpadł w podejrzenie u księcia, wnet 
spieszną ucieczką do Arnulfa ratował się od zemsty Świętopeł- 
ka. *'"^) Wynagradzając wierność Wichinga, Arnulf mianował go 
kanclerzem państwa Niemieckiego (893).^") Teraz dopiero mógł 
Świętopełk przekonać się, jakich miał przyjaciół w Arnulfie, Wi- 
chingu i innych w Morawii Niemcach, którzy go przeciw Meto- 
demu i obrzędom słowiańskim podburzali. 

Znudzony niepowodzenim w walce ze Świętopełkiem, Ar- 
nulf w jesieni r. 893 udał się do Regensburga, zimę całą w Ba- 
waryi przepędził, a w Styczniu r. 894 doczekał się pośrednictwa 



®*) Annal. Fuld. t.n. 893. P'rater quoque ejus (Wilhelmi) cum Maravanis 
exul delitescens, insidioso consilio ducis cum aliis quara plurimis interfectus est 

^^) Zamordowanie Rudperta z towarzyszami, z rozlcazu Świętopełka, histo- 
ryk morawski Dudiit stara sic objaśnić różnemi kombinacyami ze stosunków Arnulfa 
do Świętopełka. (Malir. Gesch. T, 304). Nie tajno mu, że „Wichingus in ducis 
suspicionem veniens, fortasse propter bellum contra Francos susceptum, ab eo... ad 
Arnulfum transfugit." (Wattenbach Beitragen), dopus/.cza nawet, że podejrzenie Świę- 
topełka względem wspólnictwa z Rudpertem Wichinga pobudziło go do ucieczki, 
lecz związać te dwa fakty w jedno waha się. Mahr. Gesch. I, 306. Mnie się 
zdaje, że ten, kto się nie wzdrygal doręczyć księciu Świętopełkowi od papieża listy 
podrobione, łgać, oszukiwać i mienić się przyjacielem Świętopełka, a tymcąpsem być 
powiernikiem Arnulfa, gotów był na wszelkie machinacye, a zatem wzmianlię lato- 
pisa o spiesznej ucieczce do Arnulfa Wichinga „in ducis suspicionem veniens for- 
tasse propter bellum contra Francos susceptum", wypada posiawić w związku z za- 
mordowaniem Rudperta. 

""j Najpierwszy dokument przez Wichinga, jako kanclerza, podpisany, nosi 
datę 2 Seplemhra r. S93. Monum. Boica. XI, p. 436. Dudik_ I, 305 — 306, 



: t42 — 

papieża Formoza w celu zawieszenia wojny przez wojujące stro- 
ny,^') aby tern ułatwić Arnulfowi możność pospieszenia z pomocą 
papieżowi. Arnulf, nie będąc w stanie opuścić Bawaryi, posiał 
syna swego Zwentibalda do Italii, a sam zdążył do Alzacyi 
i w Wormsie zasiadał na sejmie, w Czerwcu r. 894. Ostatnią 
połowę roku 894 Arnulf przesiadywał w Bawaryi i tam doszła do 
niego wiadomość, że książę Świętopełk w jesieni (Wrześniu) 
roku 894 życie skończył. Kiedy mianowicie i jak się skoń- 
czyła wojna Morawianów z Arnulfem, wiadomości nie posiada- 
my. Niemcy ani jednem zwycięztwem nie pochwalili się, a w ro- 
cznikach fuldeńskieh, pod r. 894 zapisano krótko: „pokój pomię- 
dzy Bawarami a Morawianami zawarty został w jesieni." ^^) 

Zapisując śmierć Świętopełka współcześni mu kronikarze, 
wyrażali rozmaite o nim zdania. Jedni w złośliwych wyrazach 
miotali na niego potwarze najdziwaczniejsze,"^) Inni nazywali go 
mężem nadzwyczajnego rozumu i przebiegłości."'') W oddalonym 
nawet Byzancie wspominano, że Świętopełk był mężnym i swym 
sąsiadom strasznym."^) Rzeczywiście, 24-letnie rządy dowiodły 
niepospolite w nim zdolności wojenne, energię, wytrwałość. Gdy 
jednak wspomnimy stosunek jego do ś. Metodego i kościoła sło- 
wiańskiego, pomimo woli staje nam przed oczami biograf ś. Kle- 
mensa, wyrzucający Świętopełkowi jego grubijaństwo, dzikość 
postępowania z księżmi słowiańskimi, wreszcie zupełne oddanie 
się pochlebiającym mu Niemcom.'^-) Staje więc przed potomno- 



"") Annal. Fuld, an. 894. 

8*) Annal. Fuld. an. 894. pax tempore auctumni inter Boioarios et Morawos 
compacta est. 

**9) Annal. Fuld. an. 894. Zuentibaldus, dux Moravorum et vagina totius 
perfidie cum omnes regiones sibi affines, dolo et astutia perturbando hunianum san- 
guinem «itiens, circumiret ultimum hortando suos, ne pacis amatores, sed potius 
inimici domcsticis persisterent diem ultimum clausit in feliciter, — tamże: immani- 
tur ac cruenter morę łupi mactat, igne et fero maximam partem devastat. . . 

"*') Regino an 894. Zuentibolh rex Marahensium . . . vir inter suos prudcn- 
tissimus et ingenio calidissimus. 

'•) Conatanlin Porphirogenttus. De Administrando, cap. 41. 

72} Vita s. Clementis. Legenda Bulgarica, cap. 5, 10. 



i 



— U.1 — 

ścią Świętopełk jako bohater, obrońca niepodległości narodowej, 
pierwszy monarcha, ciążący do zebrania plemion słowiańskich 
w jedno państwo chrześciańskie, zorganizowane na wzór monar- 
chii Franków. Miał on za sobą wszelkie przymioty wielkiego 
wodza i monarchy, nie dostawało tylko zamiłowania własnej na- 
rodowości. 



Upadek państwa Morawskiego (894 — 907). 

I. Synowie Świętopełka. Pokój z Niemcami r. 894. Najazd Węgrów 
r. 894. Oderwanie się Czechów r. 895. Zwada pomiędzy Moimirem II 
a Świętopełkiem młodszym. Odpadnięcie Słowian nadłabskicli. Intrygi 
Arnulfa. Najazd Niemców i Czecliów na Morawy r. 897 — 899. Węgry 
w Pannonii r. 900. Pokój z Niemcami w Regensburgu p. 901. 

Świętopełk, za życia jeszcze, podzielił kraj swój pomiędzy 
trzech synów, z których pierworodny Moimir II miał być wiel- 
kim księciem, a dwaj inni, Świętopełk i trzeci niewiadomego 
imienia,') mieli pod zwierzchnictwem Moimira zostawać. Bracia, 
po śmierci ojca, w jesieni (we Wrześniu) przypadłej, prawdopo- 
dobnie musieli dokończyć układy o pokój z cesarzem Arnulfem, 
bo tejże jesieni r. 894 pokój zawarty został. Warunków pokoju 
nie dochowały nam dzieje, ale czyż można wątpić, aby Arnulf 
nie skorzystał z dogodnych dla niego okoliczności? Władza ksią- 
żęca, podzielona między trzech braci, bezwątpienia osłabła, nad- 
zwyczajnej energii i wytrwałości Świętopełka nie stało, a tym- 
czasem na horyzoncie politycznym straszne chmury zawisły. 
W jesieni r. 894 Węgry, przeprawiwszy się przez Dunaj, całą 



') Konstanty Purpurorodny, w dziele De Administrando imperii, cap. 41, 
wzmiankuje o trzech synach, nie nazwawszy ich po imieniu. W kronikach nie- 
mieckich wzmiankują sie tylko dwaj synowie Świętopełka: Moimir i Świętopełk. 
(Annales Fuld. an. 898). Trzeci syn, według Dubraviusa, pisarza XVIII w., zwal 
się Światobój a według dawniejszego, anonimnego żywociarza króla Belli, — Subor. 
W przeszłym wieku Dobner (Annales, III, 305), zważając, że w kronice Dandolo, 
książę ten nazwany „dux Gotfridus", n^niemat, że to jest tłómaczeniem imienia Świa- 
tobój. Dudik, Mahr. Gesch. I, 319 — 320. 



— 144 — 

Pannoniję okropnie zniszczyli, i to mogło być powodem do przy- 
spieszenia zawarcia między Bawarami a Morawianami pokoju.-) 
Żelazną wolą Świętopełka utrzymywany związek ludów słowiań- 
skich rozwolnił sie. Synowie księcia czeskiego Borzywoja (-{-894)/') 
Spitygniew i Wratysław, nie życząc być w związku z synami 
Świętopełka i podszczuwani przez Niemców cło oderwania się od 
Wielkiej Morawii, udali się z panami swymi do Regensburga na 
sejm i dobrowolnie oddali się pod zwierzchnictwo rzeszy nie- 
mieckiej r. 895.^) Tymczasem synowie Świętopełka, nie bacząc 
na zaleconą im przez ojca konieczność chronienia się od niezgody 
pomiędzy sobą, ledwo rok jeden zostawali w zgodzie, poczem 
wszczęła się między nimi zwada, nareszcie wojna domowa.'') Z ja- 
kiegoby powodu kłótnia między braćmi zaszła, dzieje milczą. Zwa- 
żając jednalc, że w wojnie domowej występują tylko dwaj bracia 
Moimir II i Świętopełk młodszy, a o trzecim bracie nigdzie ani 



°) Avari qui dicuntur Ungari, in his temporibus ullra Danubium pernfjran- 
tes... totam Pannoniam uscjue ad internectionem delevcnint Pax tempore aiictumni 
inter Baioarios et Morawos compacta est. Annal. Fuld. an. 891. 

') Kozma chrzest Borzywoja oznaczył r. 894, co, jak wiemy, 1 rzypadlo 
wcześniej. Szafarzyk, zważając, że jak wtedy, tak i później królowie i książęta 
zwyczajnie, przed zbliżeniem się śmierci, powtórnie chrzest przyjmywali, jak na przy- 
kład Spitygniew r. 921, przyszedł do przekonania, że Kozma zamiast roku śmierci 
Borzywoja, mylnie rok chrztu jego w Morawii ozn;iczyl. W r. 805 Rorzywoj już 
nie żył. Star. Słów. i; 39, 8, s. 453. 

•*) Annales Fulden. an. 895. Omnes duces Boemaniorum ... ad regem ve- 
nientes . . . per manus, prout mos est, regiae potestati reconciliatos se subdiderunt. 

^) Według powieści Konstantego Purpurorodnego Świętopełk, związawszy 
trzy laski, dat je pierworodnemu synowi, aby je złamał. Gdy zaś ten dokazać tego 
nie mógł, dał je drugiemu, a następnie trzeciemu. Potem rozjąl trzy laslti i dał ka- 
żdemu po jednej. Ci zaś złamali je natychmiast. Upominając synów tym przykładem, 
Świętopełk mówił: jeżeli trwać będziecie w jednomyślności i miłości nierozerwani, 
będziecie niezwyciężonymi i niezłomnymi dla nieprzyjaciół. Jeżeli zaś między wami 
znajdzie się zwada i kłótnia i podzielicie się na trzy władze, nie podlegając bratu 
starszemu, osłabicie się jeden przez drugiego i zgładzą was do szczętu sąsiedzi, nie- 
przyjaciele wasi. De Administrando, cap. 41. Jest to starożytna anegdota o królu 
leżącym na śmiertelnej pościeli i dającym synom swym pęk strzał do złamania, 
z nauką, że, jeśli pozostaną w zgodzie i jedności, żadna siła nie przemoże ich. Ce- 
sarz zastosowawszy tę anegdotę do synów Świętopellia, objaśnił, że gdy się między 
nimi wszczęła wojna domowa, przyszli Turcy (Węgry), znieśli ich do szczętu i opa- 
nowali ich kraj. De Administr. 41. 



— 145 — 

słowa, _ prawdopodobny jest domysł dziejopisa słowackiego, że 
kłótnia, a potem wojna pomiędzy dwoma braćmi zaszła o spadek 
po trzecim, zmarłym bracie/') W każdym razie, wojna domowa 
otworzyła szeroka drogę do intryg w Morawii wrogom jej»^ a tu 
jeszcze nikczemny postępek książąt czeskicłi podał sygnał do ro- 
zerwania związku łudów słowńańskicli, z Morawią połączonycłi. 
Po całej więc granicy Słowian z Niemcami od Szlezwiku aż do 
Karyntyi poczyna się ruch na korzyść Niemców. Najprzód Obo- 
dr3xi, przez posłów wyprawionj-cli z darami do Arnulfa, starali 
się wyjednać przedłużenie rozejmu, któr)^ w r. 895 upływał, Ar- 
nulf podane warunki przyjął niezwłocznie.') Podróż jego do Rzy- 
mu, gdzie papież Formoz koronował go na cesarza w Kwietniu 
r. 896, i ciężka cłioroba od trucizny, jalc utrzymywali współcze- 
śni, nie przeszkodziła mu w tymże roku zająć Pannoniję, prze- 
siadywać w Błatnie (r, 896), aby sprzymierzeńca swego Braczy- 
sława do wspólnego działania przeciw Morawianom nakłonić, 
i w tym celu poruczyć mu obronę Pannonii Niższej.*^) Starając 
się odciągnąć nadłabskich Słowian od związku z Morawią, Arnulf 
mienił się być przyjacielem Serbów, załatwił pograniczne spory 
ich z Niemcami, za co mu Serbowie podziękowanie i dary w Sa- 
licach (Salz) złożyli r. 897,^) 

Słowem wojna domo\va w jMorawii podsuwała cesarzowi 
ciągle nowe kombinacye do ujarzmienia Słowian. Najbliższym 
wykonawcą jego zamiarów nie mógł być nikt inny jak Aribo, 
graf Marki Wschodniej. Ale Aribo zostawał dawniej w przyjaciel- 



^) Sasinek. Dejiny drievnych narodov na uzemi terajsieho Uhorska, 1878, 
str. 178. 

") An. 895. Legati Obodritorum curte regia Salz raunera secum deferentes 
regem pacifica optanles pervenerunt, quos rex ut audivit, sine mora postulała an- 
ens, et abire permisit. AnnaL Fuld. an. 895. 

*) Annal. Fuld. an. 896. Stipantibus vero isdem in partibus inter se con- 
tibus, imperator Pannoniam cum urbe Paludaram tuendam Brazlavoni, duci suo, 
"In id tempus commendavit. — Szczegóły w Diimmlera Geschichte d. Ostfrankischen 
Reichs, II, s. 412 — 42.'. 

•' Annal. FuKl. an. 897. Regino an. 897. Szafarzyk, Star. Sl^w. 5^ 43, 
str. 541. 

Tom III. 10 



— 146 — 

skich stosunkach z Świętopełkiem i mógł porozumieć się z jego 
synem. Zdaje się, że Arnult mając te właśnie okoliczności na 
względzie, wielkorządztwo Marki Wscliodniej powierzył krewne- 
mu swemu po kądzieli markgrafowi bawarskiemu Luitpoldowi, 
księciu Karyntyi, oddając pod jego zwierzchnictwo Czechy, Markę 
Wschodnią z przyległemi okolicami na porzeczu Aniży (Enns), 
Brat zaś jego, Aribo zostawał w Marce Wschodniej, jako graf 
i pomocnik I>uitpolda. '•^) Życzeniem cesarza było, aby ci dwaj 
powiernicy jego wspierali w Morawii stronnictwo Świętopełka 
młodszego przeciw Moimirowi II. Jurgieltnicy ich zapewno roz- 
poczęli robotę, ponieważ w Grudniu r. 8g6 Moimir, przez posel- 
stwo wyprawione do Arnulfa, bawiącego w Ottingen, domagał 
się, aby zbiegom jego cesarz nie udzielał przytułku u siebie. Ar- 
nulfowi nie podobało się podobne żądanie.") Sługi jego nie dla 
tego zasiewali intrygi, aby cesarz sam miał je niszczyć. Owszem 
obowiązkiem ich było zrobić wszystko, co tylko możebnem było 
dla wsparcia Świętopełka i poniżenia stronnictwa Moimira. Mo- 
żemy więc sobie wyobrazić, jaka to radość na dworze cesarskim 
zapanowała, gdy w Styczniu r. 897 posłowie czescy przybywszy 
do Regensburga, błagali Arnulfa, aby im pomoc przeciw Mora- 
wianom udzielił. Nie zwlekając więc Arnulf w końcu tegoż mie- 
siąca Stycznia wyprawił wojsko po brzegu północnym Dunaju 
i Rzeźny (Regen), aby, stosownie do okoliczności, uderzyło na 
Morawiję, lub Czechy zajęło.^-) Sprawy jednak cesarstwa z Ból- 
gararai i Włochami zatrzymały rozpoczęcie wojny aż do końca 
roku 897. 

Uderzenie na Morawiję Niemców i Czechów wśród wojny 
domowej stronnictw Moimira i Świętopełka młodszego, mogło 



'0) A. 898. in orientalibus partibus . . . ubi Aribo terminalis comes. Erben, 
Regesta, N. 53. Fratres marchiones suos Luitpoldum et Aribonem. Hormayr, Her- 
zog Luitpold, Anmerk. s. 2. 

") Caesar advcnientibus ad eum Moravorum missis, qui pro pace consti- 
tuendo, ne exules eorum profugi reciperentur, ab imperatore flagitabant, ut audivit, 
absohit et hine mora abire perniis.t. Ainial. Fuld. an. 897. 

>-) Annal. Fuld. an. 897. 



— 147 — 

dać przewagę stronnictwu niemieckiemu, na czele którego stał 
Świętopełk. Ale tu zdarzyły się niespodziewane wypadki, Aribo, 
syn którego Izanryk dawniej już znajdywał przytułek i pomoc 
u nieboszczyka księcia Świętopełka, porozumiawszy się z możnym 
panem bawarskim grafem Erimbertem, działał tak dwuznacznie, 
że Arnulf w Sierpniu r. 898 usunął Aribo od urzędu, a Erim- 
berta na więzienie skazał. Izanryk zaś zemknąwszy, podniósł 
bunt. Niemcy mieczem i głownią pustoszyli ^lorawiję, ale stron- 
nictwo Moimira trzymało się mocno i tak Świętopełka ścisnęło, 
że ten w pewnym grodzie zamknąć się musiał, ze stronnikami 
swymi. Dopiero (w początku r. 899) wojsko Arnulfa, zdążywszy 
pod wzmiankowany gród, oswobodziło Świętopełka, gród spaliło 
i do Niemiec odprowadziło księcia. ^•^) Odtąd o Świętopełku młod- 
szym w dziejacłi wzmianki nie znajdujemy. 

Przytoczone wyżej wypadki wymownie świadczą, że poło- 
żenie Moimira II, w ciągu wojny domowej i najazdu Niemców 
z Czechami, było dość mocne. Przypuszczenie podobne uwy- 
datni się jeszcze bardziej, przyjąwszy na uwagę, że już w r. 898 
Moimir II udawał się do papieża Jana IX, który na stolicy apo- 
stolskiej zasiadał od połowy Czerwca r. 898 do połowy Lipca 
r. 899, z proźbą o ustanowienie w Morawii hierarchii ducho- 
wnej, niezależnej od biskupów niemieckich. W razie niepowo- 
dzenia Moimir nie mógłby o tem myślić, a tem bardziej przyjąć 
trzech dygnitarzy duchownych, przez Jana IX wysłanych. ^^) 

Tymczasem Arnulf oburzony postępkiem Izanryka i nie do- 
wierzając swoim grafom, choć już chory mocno, osobiście po Du- 
naju wyprawił się z wojskiem, dla ukarania Izanryka. Obiegł 
buntownika w twierdzy Mautern, którą po uporczywej walce 
lobył i samego Izanryka z całą jego rodziną w niewolę ujął, 
iecz w drodze do Regensburga, Izanryk zemknął, a dostawszy 
ię do Moimira z pomocą jego znowu udział swój, mianowicie 



'■') Annal. Fuld. an. 899, 

") Szczegóły niżej str. i^'. 



— 148 — 

część Marki Wschodniej, odzyskał. ^^) Niepowodzenie w walce 
z Moimirem, a przytem sprawy włoskie mocno jątrzyły chorego 
Arnulfa. Umyślił on po raz drugi za narzędzie polityki swej 
użyć Węgrów, którzy na jego wezwanie, w Sierpniu r. 899 z nad 
Dunaju pociągnęli po nad Sawą do Włoch, a rozbiwszy na gło- 
wę króla włoskiego Berengera nad r. Brentą, łupieżyli Lombar- 
dyję. W tymże czasie wojska bawarskie do Morawii wkro- 
czyły, gdzie połączywszy się z Czechami, trzy tygodnie kraj nisz- 
czyły.^") 

Sprawy międzynarodowe wikłały się nadzwyczaj. Do wojny 
Arnulfa z Moimirem II, przymięszało się oburzenie biskupów ba- 
warskich nietylko przeciw Moimirowi, ale nawet przeciw samemu 
papieżowi za oderwanie z pod ich zarządu ziem morawskich.'') 
Węgry łupieżyli w dolinie r. Padu, a toczony za życia straszli- 
wem robactwem Arnulf skonał 8 Grudnia r. 899. Na wieść o tem, 
Węgry, przypomniawszy sobie nieotrzymanie od Arnulfa obie- 
canych im darów, '^) opu.ścili Włochy (r. 900) i po tej samej dro- 
dze, po której przyszli do Włoch, powrócili do Pannonii,''') zkąd 
wyprawili poselstwo do Bawarów, niby dla traktowania o pokój, 
a w gruncie rzeczy dla poznania kraju,-*') który zlupieżyć zamie- 
rzali. Następca Arnulfa Ludwik Dziecię nie zadowolnił żądania 
Węgrów, a ci, nie zwlekając, nagłym napadem przebiegłszy Markę 
Wschodnią, przeprawili się przez r. Aniżę (Enns) i najpiękniejszą 
część Bawaryi (Traungau) okropnie zniszczyli; poczem spiesznie 
do swych stanowisk w Pannonii powrócili.-') Inny zagon Wę- 



1^) Antial. Fuld. an. 899. 

16) Szafarzyk, Star. Slow. § 39, s. 453. 

1^) Szczegóły ni/.ej s 151 i dalej. 

i») Quod Ungaris, ut in Italiam transirent, pecuniam dedissent. Boczek. Co- 

dex, I, N. 62. 

19) Annal Fuld. an. 900. Ipsi namque eadem via qua intraverunt, Panno- 
niam ex mafime porte devastantes, regressi sunt. 

20^ Annal. Fuld. an. 900. Missios illorum sub dolo ad Baioaiios pacem 
optendo, regionem illam ad explorandaiTi transmiserunt. 

"') Annal. Fuld. an. qoo. Ungari... redierunt, unde venernnt ad suam in 
Pannoniam. 



— 149 — 

grów, plądrując, w t}mże czasie, na prawem porzeczu Dunaju, 
roztrącony przez markgrafa Lułtpolda, stracił 1200 ludzi, którzy 
w Dunaju utonęli.--) Pierwsze to, wypadkowe zwycieztwo nad 
Wggrami, przepełniło Niemców radością i dodało im energii do 
spiesznego zbudowania nad r, Enns pogranicznej warowni Enns- 
burga, w pobliżu starożytnego Lauriakum.-^) 

Najazdy Węgrów opamiętały nakoniec Niemców i umiar- 
kowały zapalczywość ich przeciw Morawianom. Wojna pomię- 
dzy tymi narodami sama sie przez sie przerwała. Wypadało 
myślić o zawarciu przymierza i wspólnej obronie przeciw gro- 
źniejszemu nieprzyjacielowi. 

2. Papież Jan IX wznawia udzielność kościoła morawskiego. Oburzenie 
z tego powodu duchowieństwa niemieckiego r. 900. 

Siedem lat rządów Wicłiinga (885 — 892), poświeconycłi 
zniszczeniu wielkiego dzieła ś. Metodego, sprowadziły rozstrój 
w hierarcliii kościoła morawskiego. Nauka religijna w jeżyku 
słowiańskim wywrócona, a nauka w językacłi łacińskim i nie- 
mieckim nie przyjmywała sie, cłiociaż papież Stefan VI protego- 
wał Wicliinga i niemczyznę. Wicłiingowi zaś przedewszystkiem 
szło o to, aby zostać arcybiskupem moraw.skim, ale to sprzeci- 
wiało sie zamiarom biskupów passawskiego i sałcburgskiego, 
którzy nie wyrzekali sie pretensyi do rozporządzania sprawami 
kościoła na ziemiacli morawskicłi. Ucieczka Wicłiinga z Mora- 
wii, jak wspomnieliśmy wyżej, tudzież mianowanie go kanclerzem 
cesarza Arnulfa, nie rozwiązywały spraw kościoła morawskiego, 
bo dopóki Wicliing nie zrzekł się katedry biskupiej, nikt inny 
zająć jej nie mógł. Dopóki wiec Wicliing liczył sie biskupem 
morawskim ani papież, ani Moimir II niczego nie przedsiębrali. 



--) Annal. Fuld. an. 900; Herimani Augiensis an. 900; Annal. Alaman. 
an. 900. 

^^) Annal. Fuld. an. gCK'. Urbem in littore .^nesi fluminis muro obpo- 
suerunt. 



— 150 — 

A gdy po śmierci biskupa passa wskiego Engilmarka 31 Grudnia 
r. 8g8 Arnulf na te godność wyniósł Wichinga, otwierały sie mu 
widoki połączenia dyecezyi Passawskiej i Morawskiej w swych 
rekacłi, co zdawało sie być zgodnem z życzeniem duchowieństwa 
niemieckiego, aby udzielności kościoła w Morawii nie dopusz- 
czać. Lecz wyniesienie Wichinga na biskupstwo Passawskie, bez 
kanonicznego wyboru, tak mocno rozdrażniło biskupów bawar- 
skich, że na zwołanym przez arcybiskupa salcburgskiego zjeździe, 
Wiching zmuszony został złożyć godność biskupa passawskiego, 
a na to miejsce wybrany został Richar.-*) Wiching znikł w dzie- 
jach. Teraz dopiero odkrywała się możność Moimirowi II z je- 
dnej, a papieżowi z drugiej strony przedsięwziąć kroki do obsa- 
dzenia wakujących katedr biskupich w Morawii. 

Jakim sposobem odbywało się porozumienie księcia moraw- 
skiego ze stolicą apostolską, wiadomości nie posiadamy. Wszakże 
wiemy, że na żądanie Moimira II, papież Jan IX, w połowie r. 
899 posłał do Morawii trzech dygnitarzy duchownych, mianowi- 
cie: arcybiskupa Jana, biskupów Benedykta i Daniela, dla roz- 
poznania na miejscu spraw kościoła i porozumienia się z Moimi- 
rem. — Nie mając pewnych wiadomości o czynności legatów pa- 
piezkich, przez konjektury tylko przychodzimy do wniosku, że 
zadaniem ich było ustanowienie trzech sufraganii pod zarządem 
arcybiskupa. Są nawet domysły, że Jan był tym samym Janem 
z Wenecyi, który urząd posła Świętopełka w r. 874 sprawował-'') 
i że on zajął stolicę biskupią w Welegradzie, że Benedykt zo- 
stał biskupem w Nitrze, a Daniel w Krakowie lub Wiślicy, gdzie 
już od czasu wygnania Wyszewita chrześciaństwo kwitnęło.^**) — 
Łatwo domyślić się jak mocno oburzyli się biskupi niemieccy 

'*) Annal. Fuld. an. 899. Engilmarus Passaviensis episcopus obiit in cujus 
locum Yichingus, Alemannus quidem, contra institutu patrum, primum Moravensis 
ab aposlolico destinatus episcopus, rege concedente successit, sed non multo post 
a Deotmaio archiepiscopo ceterisąue suffraganełs suiis, contra voluntatem regis, ca- 
nonicali iudicio abiectus est. 

2^) Maciejowski. Pamiętniki, I, s. loo. 

■2*') Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów polskich, s. 499 — 500, 




Wl 



— 151 — 

a wieść o przybyciu do Morawii legatów papieżkich, z polece- 
niem ustanowienia odrębnej hierarchii duchownej w państwie 
Moimira II. Xa zgromadzeniu duchowieństwa bawarskiego, pra- 
wdopodobnie w Risbach, biskup salcburgski Teotmor, z jego suf- 
fraganami, Waldo freizingeńskim, Erchenbaldem eichsztadskim,'-') 
Zachariaszem sebeńskim,-^) Tuto regensburgskim i Richarem 
passawskim biskupami, „w imieniu całego duchowieństwa i ludu 
całego Noryku" zanieśli skargę, wyłożona w liście pisanym w po- 
łowie r. 900 do papieża Jana IX ... W liście tym biskupi uda- 
ją, iż niewierza temu, aby święta stolica apostolska, matka ka- 
płaństwa i źródło wiary, mogła coś niezgodnego z przepisami 
i nauką kościoła postanowić, „a tymczasem przybyli, jik sami 
twierdzą, z polecenia waszego Jan arcybiskup, Benedykt i Daniel 
biskupi, do ziemi Słowian, zwanych Morowianami podległej, ze 
wszystkiemi jej mieszkańcami, królom naszym i narodowi na- 
szemu, jak we względzie kościelnym, tak i we względzie po- 
datków świeckich, ponieważ my nawróciliśmy ich, i z poganów 
chrześcianami uczynili. Z tego powodu biskup passawski, do 
dyecezyi którego należy lud tej ziemi, od samego począ.tku 
nawrócenia go, kiedy okoliczności wymagały, zjeżdżał tam bez 
wszelkiej przeszkody, zwoływał niejednokrotnie synody ze swego 
i miejscowego duchowieństwa i wszystko, co uczynić wypa- 
dało, mocą swej władzy wykonywał, a nikt sie mu nie sprze- 
ciwiał. Margrabiowie nasi pograniczni odbywali w tej ziemi 
narady, wymierzali sprawiedliwość, pobierali podatki, niespo- 
tykając także żadnego oporu. I trwało tak długo, aż (Morawia- 
nie) porzuciwszy chrześciaństwo, i poniewierając wszelką, spra- 
wiedliwość, wszczęli walkę i taki opór stawili, iż biskupowi i ka- 
lodziejom zamknęli dostęp do nich, sami zaś robili co chcieli. 
A, co najbardziej jest boleśnem i nieprawdopodobnem, ku wię- 
kszej obeldze naszej, przechwalają się jeszcze, że za pomocą zna- 



*") Biskupstwo Eichsztadskie, w północno-zachodniej stronie od Regens- 
burga, dawniej do arcybiskupstwa Mogunckiego należało. 

-*; Biskupstwo Sebeńskie w Tyrolu, do Brixen przeniesione zostało w X wieku. 



— 152 — 

cznej summy pieniężnej wyjednali, że w biskupstwie (passawskim) 
stało się to, o czem nigdy od stolicy apostolskiej niesłyszano 
i czego żadne kanoniczne ustawy niedopuszczaja: dopuszczona 
schizma w jednym kościele. I oto z jednego biskupstwa po- 
wstało pięć, ponieważ przybyli biskupi, w imieniu waszem, usta- 
nowili w jednym i tymże biskupstwie arcybiskupa, (jeżeli oprócz 
istniejącego arcybiskupa może istnieć drugi), i trzecli sufFraga- 
nów, bez wiadomości arcybiskupa i zgody biskupa, w dyecezyi 
którego oni się znajdywali. Przedmiestnik wasz, stosownie do 
życzenia księcia Świętopełka, wyświęcił na biskupa Wichinga, 
lecz on nie poruczał mu starożytnej dyecezyi Passawskiej, a po- 
słał go do ludu nowonawróconego, podbitego przez wzmianko- 
wanego księcia, i przez niego z pogaństwa na wiarę clirześciań- 
ską nawróconego. A gdy legaci wasi pozwolili Słowianom wejść 
z nimi w bliższe stosunki, to ci oskarżali nas i potwarzali kłamli- 
wymi wyrazami, ponieważ nie było komu powiedzieć im pra- 
wdę, — wyrzekali, że my także z Frankami i Alemannami mieli 
zwady i kłótnie, gdy tymczasem oni są najlepszymi naszymi przy- 
jaciółmi i pomocnikami. Oskarżali jeszcze nas (Słowianie), że 
w stosunku do nicłi jesteśmy nieprzejednani, czego nieodrzucamy, 
lecz w tem nie nasza wina, a icli własne zepsucie, ponieważ gdy 
poczęli oni lekceważyć chrześciaństwo, przestali płacić naszym 
królom i urzędnikom podatki, za oręż chwycili i lud nasz krzy- 
wdzić poczęli, wtedy u nich wybuchnął bunt. A ponieważ 
tamci (Niemcy) zwyciężyli ich orężem i znowu uja- 
rzmili, to oczywiście, na mocy prawa wojen- 
nego, powinni byli mieć ich swymi poddanymi 
i w każdym razie czy chcą czyniechcą państwu 
naszemu podlegać muszą. W skutek tego wam wypada 
postępywać ostrożnie, przedsiębrać środki umiarkowane, aby gor- 
sza strona nie wzmagała się, a lepsza nieosłabła. Przodkowie 
najjaśniejszego monarchy naszego Ludwika, imperatowie i króle 
pochodzą z najbardziej chrześciańskiego ludu Franków, Moimi- 
rowi zaś Słowianie pochodzą z poganów nikczemnych, — Tamci 



— ^53 — 

'- V^^^S^ cesarską respublike Rzymską bronili, ci zaś łupieżyli ją; 
tamci świat cały napełnili sławą, a ci w kryjówkach i za murami 
grodów skrywali sie. Nad wszystko, nasz młodocianny, w niczem 
nieustępujący swym przodkom król, stosownie do udzielonej mu 
od Boga cnoty, życzy ze wszystkimi książętami państwa, być 
stałym obrońcą świętego, rzymskiego kościoła i najwyższego 
jego pasterza. Wszelkie usiłowania jego zmierzają do tego, 
aby przez powierzoną mu władzę służyć Bogu i namiestnikowi 
jego, dla tego on tak wysoko szanuje pokój i zgodę, a tuląc się 
do was, jakby do ojca, pociechę znajduje. Co się tyczy oskar- 
żenia nas przez Słowian, jakobyśmy z Węgrami obrazili wiarę 
katolicką, zawarli z nimi przymierze, zaklinając się na psa, wilka, 
lub inne obrzydliwe przedmioty pogańskie,-^) i jakbyśmy dali im 
(Węgrom) pieniądze, ażeby na Włochy uderzyli, to kłamstwo 
wszystkiego tego wnet by się wykryło, a nasza niewinność byłaby 
stwierdzoną, jeżeliby sprawa nasza rozważoną została przed obli- 
czem wszechwiedzącego Boga i jego namiestnika apostolskiego. 
Wszakże gdy oni ciągle grozili naszym i oddalonym od nas 
chrześcianom, tudzież ciemiężyli ich prześladowaniem srogim, 
to my rzeczywiście dali im, lecz nie pieniężne podarki, a naszą 
odzież lnianą, ażeby choć cokolwiek dzikość ich zmiękczyć. I tak, 
wszystko wzmiankowane wyżej, wymyśUli ci (Słowianie) ze zło- 
ści serdca swego i biskupów waszych podniecili do niesprawie- 
dliwego z nami postępowania do takiego stopnia, że w liście do 
nas posłanym, jakby od stolicy apostolskiej, winę całą na nas 
zwalili i jeszcze twierdzili, że zasłużyliśmy aby miecz boży (wy- 
klęcie) spadł na nas. Stało się z nami także to, co pewien mę- 

^H drzeć powiedział : na sprawiedliwym cięży wina zbrodniarza. 

IH Tymczasem zbrodnie, która nam przypisują, oni sami oddawna, 

■^■^^^ 2»j Przy zawarciu umów chrzescian z poganami, zwyczajnie chrzescianie mu- 

^^^B sieli spełniać obrzędy pogańskie. Przy zawarciu przymierza imperatora Leona Ar- 
mianina z Bólgarami, Grecy musieli się stosować do obrzędów i obyczajów pogań- 
skich. Theophan. Contin. lib. I, cap. 20, p. 31. 



— 154 — 

grów, stosownie do ich obyczaju ogolili głowy swym chrześcia- 
nom fałszywym i nietylko poduszczali icli (Węgrów) na nas clirze- 
ścian, lecz i sami z nimi sie połączyli: jednych uprowadzili w nie- 
wole, innych pozabijali, innych głodem i pragnieniem w więzie- 
niach zamęczyli, niezliczone mnóstwo pogrążyli w nędze, mężów 
szlachetnych i kobiet uczciwych w niewolę zabrali, kościoły boże 
spalili i budowle wszystkie zburzyli, tak, że w całej Pannonii, 
najobszerniejszej prowincyi naszej, nie widać prawie żadnego ko- 
ścioła, o czem mogliby rozpowiadzieć, naznaczeni przez Was bi- 
skupi, jeżeliby zechcieli zeznać ile dni przepędzili w podróży 
i w jakim stanie kraj spustoszonym znaleźli. A gdy dowiedzie- 
liśmy się o wtargnięciu Węgrów do Italii, — to Bóg świadkiem, 
że chcieliśmy ze Słowianami pojednać się i obiecaliśmy przeba- 
czyć im, przez wzgląd na Boga, wszystko co złego nam i naszym 
uczynili, zwrócić im wszystko, coby się u nas mogło z ich ma- 
jątku okazać, ażebyśmy byli w bezpieczeństwie z ich strony, przy- 
najmniej dopóty, aż odbylibyśmy wyprawę do Lombardy i, w celu 
bronić posiadłości ś. Piotra i oswobodzić lud chrześciański z po- 
mocą boską. I po tylu zbrodniach mają beneficye i występują 
jeszcze fałszywymi oskarżycielami ci, którzy zawsze byli prześlado- 
wcami chrześcian. Jeżeli się znajdzie ktokolwiek na świecie, aby 
nam udowodnić postępki niesprawiedliwe, niech zjawi się, a Wy 
przekonacie się, że on się oszuka, a my z tej sprawy czyści wyj- 
dziemy, I tak my wszyscy błagamy Was nie dawać wiary niczyim 
przeciw nam podszeptom, dopóki nie zdarzy się okoliczność 
i w tej sprawie nie będzie wyprawiony Wasz poseł do nas, albo 
na odwrót od nas do Was. W ogóle żal i ból powszechny prze- 
pełniły mieszkańców Germanii i Noryku, że jedność kościoła na- 
ruszona, ponieważ jedno biskupstwo, jak powiedzieliśmy, na pięć 
rozdzielone zostało, •^^) Jeżeli zatem oszukaństwo podstępem Sło- 

^^) Dla czego biskupi, mówiąc o dyecezyi Passawskiej, milczą o prawach 
dyecezyi Salcburgskiej na Pannoniję, o czem prowadzili spory z papieżem Ja- 
nem VIII? Czy w r. 900 arcybiskup salcburgski odzyskał już swe prawa i kościo- 
łem w Pannonii zarządzał? — Być może! Tak myśli Wattenbach. Beitrage zur Gesch. 
d, Cliristl. Kirche in Bohmen und Mahren, Wien, 1840, s. 32. 



wian przyniosło jaka badi szkodę, — niech to sprawiedliwość 
naprawi.-' =^^) 

List ten pod wszelkiemi względami doskonale maluje sto- 
sunki i ludzi z końca IX w. Duchowieństwo niemieckie, powodu- 
jąc się głównie korzyścią materyalną, nie może się pogodzić 
z myślą aby od biskupstwa Passawskiego odjęta została Morawia 
i z naciskiem wyrzeka, iż biskupstwo to na pięć rozdzielone zo- 
stało wbrew ustawom kanonicznym, zamilczając przytem, że już 
w r. 869 papież Jan VIII uznał odrębność morawskiego ko- 
ścioła, zarząd którego ś. Metodemu powierzył. Poczucie przewagi 
chrześciańskiej Germanii nad Słowianami, poganami, chociaż już 
byli ochrzczeni, napełnia umysł biskupów zarozumiałością, posu- 
niętą do bezczelności i kłamstwa. Według ich pojęcia lud sło- 
wiański zawsze był podległym cesarzowi i narodowi niemieckie- 
mu, pod względem duchownym i świeckim, że duchowieństwo 
i urzędnicy niemieccy rządzili w kraju słowiańskim jak chcieli, 
a Słowianie płacili podatki, dopóki djabeł ich nie opętał, lecz czy 
chcą, czy nie chcą muszą być poddanymi Niemców. — Nie tają 
się biskupi z nienawiścią do Słowian, nie uznają w nich ludzi so- 
bie równych, a tylko gorszych, niekrępują się przyzwoitością wy- 
rażeń, a pretensyje swe do zarządu duchownego w dyecezyi mo- 
rawskiej opierają na prawie oręża i wyższości Niemców, jakby 
od samego Boga przeznaczonych do panowania nad Słowianami. 
Wyrzekając się wszelkich stosunków tajnych z Węgrami, prze- 
kupstwa ich pieniędzmi aby na Włochy uderzyli, tudzież najcięż- 
szego oskarżenia, że przy zawarciu umowy zaklinali się pogań- 
skim sposobem, z obrazą wiary chrześciańskiej, jak głosili Sło- 
wianie, biskupi przyznają się jednak, że Węgrom Niemcy tylko 
odzież lnianą dawali, (co w gruncie było przekupstwem), i Bo- 
giem się świadczą że jedynie niezgoda z Morawianami przeszko- 
dziła im zdążyć na pomoc Włochom przeciw Węgrom. Kłam- 

'') Tekst u Erbena, N. 54. Dodatek, I, N. 20, cokolwiek różniący się 
opuszczeniem niektórych, nie mających znaczenia szczegółów, w innych wydaniach 
pomieszczonych. * 



— 156 — 

stwo to jednak wierutne, bo w tym samym czasie kiedy Węgry 
grasowali w dolinie Padu, Bawary łupieżyli IMorawie, a zatem 
nie Morawianie przeszkadzali Niemcom do Włoch z pomocą po- 
spieszyć. 

Dla usprawiedliwienia siebie biskupi zarzucali Słowianom, 
że sie sami przyjaźnili z Węgrami, siedlili ich u siebie i głowy 
na wzór Węgrów golili. — Są to wiadomości prawdopodobne, 
dające się łatwo wytłómaszyć ówczesnym stanem polit3'cznym 
państwa Morawskiego. Przyciśnieni ze wszech stron i przez 
Czechów zdradzeni, Morawianie musieli szukać zbliżenia się z Wę- 
grami, przyjmywać ich dla osiedlenia w swym kraju, a bezwąt- 
pienia byli między nimi i tacy, którym podobały się wspólne 
z Węgrami na Niemców wyprawy. Oczywiście, że stając do 
szeregów z Węgrami, Morawianie niechcieli się od nich różnić 
i dla tego głowy sposobem węgierskim golili. — Nie ścieśniając 
się żadnymi argumentami, dla usposobienia papieża na korzyść 
Niemców, biskupi nie wahali się rzucić podejrzenie na legatów 
papiezkich wprost o przekupstwo. Tu chyba tylko zupełne nie- 
pojmowanie tradycyjnej polityki papieżów i dyscypliny rzymskiej, 
aby dopuszczać, iż legaci mogli cokolwiek uczynić, na co by nie 
mieli upoważnienia od stolicy apostolskiej. Jan IX, idąc w ślady 
Adryana II i Jana VIII i mając na uwadze, że autonomia kościoła 
morawskiego była już faktem dokonanym, nie mógł legatom 
swym wskazywać innego postępowania, jak urządzenie hierarchii 
i obsadzenie wakujących katedr biskupich, na co najmocniej bi- 
skupi bawarscy uderzali. 

Rozdrażnienie przeciw papieżowi biskupów bawarskich po- 
dzielał także spółczesny arcybiskup moguncki Hatto, który na 
prośbę wzmiankowanych biskupów, odezwał się w Uście do pa- 
pieża w r. 900 pisanym, niemniej bezczelnie jak jego bawarscy 
koledzy. Twierdził on, że buntownicy przeciw Frankom Morawia- 
nie nigdy własnych metropolitów i biskupów nie mieli, że wpro- 
wadzenie tej nowości pobudziło Morawian do zuchwalstwa, że 
jeśli napomnienie papiezkie ich nie poprawi: czy chcą, czy 



— 157 — 

Ik nie chcą książętom niemieckim karku ugiąć mu- 
szą, że to wszystko do rozlewu krwi doprowadzić musi. •'^-) Czy 
podobno dopuścić, aby arcybiskup moguncki, twierdząc że Mo- 
rawianie własnych biskupów nie mieli, nic nie wiedział o Meto- 
dym, czy też w zaślepieniu i nienawiści do Morawianów, igno- 
rował nawet dekrety papieży Adryana II i Jana VIII, aby bez- 
czelnym fałszem poprzeć skargę biskupów bawarskich? 

List biskupów bawarskich odesłany został do Rzymu w je- 
sieni r. goG, a zatem już po śmierci Jana IX, zmarłego w Lipcu 
tegoż roku.-'^) Co w skutek tego listu przedsięwziął następca 
Jana IX, — niewiadomo. IS'iewątpliwie jednak, iż krok uczyniony 
przez Jana IX w sprawie autonomii kościoła morawskiego, osta- 
tecznie zniweczył pretensye biskupa passawskiego na poddanie 
pod jego władzę terrytoryi morawskiej. Dalszy los arcybiskupa 
Jana i biskupów Benedykta i Daniela — także niewiadomy. Wy- 
padki dziejowe, szybko następujące po sobie, sprowadziły burzę, 
o której wnet powiemy. 

3. Przymierze Moimira II z Niemcami w Regensburgu r. 901. Najazdy 
Węgrów w r. 902 i 903. Zamordowanie posłów węgierskich przez 

Niemców 904. 

Osiedlenie się Węgrów w Pannonii, około jeziora Błatna, 
w r. 900, zagrażając zarówno Słowianom i Niemcom, zmusiło oba 
narody przerwać wojnę i zawrzeć pokój, w Regensburgu, r, 901. 
Warunki tego pokoju nam niewiadome, ale dla Moimira II mu- 
siały być dogodne, w przeciwnym bowiem razie niemieccy kro- 
nikarze nie zaniedbaliby zapisać je dla potomności. Tymczasem 
z annałów fuldeńskich dowiadujemy się to tylko, że Niemcy nie 
zadowalniając się zawarciem pokoju w Regensburgu, rozumie się 



s^) Erben, Regesta, N, 55, patrz Dodatek I, N. 2\. 

'") Wyrażenie w liście „ąuia dei gratia liberta est Italia (od Węgrów)" 
dawno już, zwróciło uwagę badaczy, że list ten napisany został jnż po śmierci 
Jana IX. Diimmler, Gescb. d. Ostfrankischen Reicbs, III, s. 514. 



- 158 - 

przez posłów morawskich, \vysłali jeszcze do Morawii biskupa 
passawskiego Richara i grafa szwabskiego Udalrika, przed któ- 
rymi Moimir z panami swymi przysięga zobowiązali się dotrzy- 
mać warunki pokoju. ^^) Wymaganie podobnej ratyfikacyi trak- 
tatu wskazuje jak wielką wagę do zachowania go przywiązywali 
Niemcy, Zważając na okoliczność, nie omylimy się zapewno 
przypuszczając, że tu szło Niemcom o zapewnienie sojuszu z Mo- 
rawianami przeciw nastającym już z bliska Węgrom. ^^') Podo- 
bne przypuszczenie znajduje poparcie w postępowaniu Węgrów, 
którzy w latach goi i 902 po trzy kroć na Morawiję uderzyli,'"') 



^^) Annal. Fukl. an. 901. Generale placitum Radisbona civitatu habitum 
est; ibi inter alia niissi Moravorum pacem optantes pervenerunt. Quo(l niox ut pe- 
cierunt et juramento firmatum est. Inde ab hac ipsum Richarius episcopus et Udal- 
ricus comes Marahaha missi sunt, qui eodem tempore, ut in Bawaria firmatum fuit, 
ipsum ducem et omnes primates eius eandem pacem se servaturos juramento con- 
strinxerunt. Podobnie Herimann Augiensis an. 901. eodem anno Moymirius dux Ma- 
rahensium . . , cum Ludvico rege pacificati sunt. 

■'"^) Historyk morawski Dudik mniema, że wyprawienie w poselstwie biskupa 
Richara byto nie bez celu i zapewno dla wyjaśnienia stosunków kościelnych 
szczegóły których nie mogły być umówione w Regensburgu, bez zgody Moimira 
Gesch. Miihrens, I, 346^ Na to odpowiem. Wyprawianie biskupów w poselstwach 
w X w., było rzeczą zwyczajna, bo ci byli więcej od innych dygnitarzy oświeco 
nymi, biegłymi w piśmie i dyplomacyi. Richar miał pretensye na dyecezyę mo 
rawską, ale czyż Moimir mógł mu pomódz, w obec stanowczego rozporządzenia pa 
pieża Jana IX i legatów jego: arcybiskupa Jana, biskupów Benedykta i Daniela, 
którzy bezwątpienia dobrowolnie nie odstąpiliby od danej przez papieża instrukcyi 
a przytem czyż mógł Moimir II własnemi rękami niszczyć to, czego się usilnie do 
bijał? "Wreszcie nie pora była traktować o mniejszej wagi kwestyach hierarchii ko 
ścielnej, kiedy nad głowami Niemców i Morawianów zawisł miecz węgierski. Pra 
wdopodobnie przysięga Moimira i panów morawskich potrzebniejszą była dla zape 
wnienia, że w chwili krytycznej nie będą Węgrom pomagać. Jeżeli podobny warunek 
był przedmiotem traktowania, to mógł być tylko konfidencyalny, współczesnym la- 
topiscom nieznany i dla tego przez nich nie zapisany. 

^'*) Krótkie, urywkowe zapiski kronikarskie z tego czasu nie dają możności 
pochwycić wątek stosunków międzynarodowych. I tak: Annal. Fuld. an. 901. In- 
terdum vero Ungari australem partem regni illorum (Morawian) Carantanum devas- 
tando invaserunt. Ale Karyntyja w r. 901 do Morawian nie należała, zostaje więc 
wyrażenie kronikarskie ciemne. Badacze myślą, że być może przed wyrazem „Ca- 
rantanum" opuszczone słowo juxta. W takim razie możebnem byłoby wyrażenie 
kronikarskie pojmować w ten s^rosóh, że Węgry w r. 901 zniszczyli południową 
część Morawii, \ o granicy jej z Kar\ niyją. Dalej Herimann Augiensis an. 902. Un- 



— 159 — 

a w następnym r. 903 napadli na Niemców.^'^ Tymczasem Mo- 
rawianie zostają z Niemcami w zgodzie. Oczywiście, że dla Wę- 
grów jedni i drudzy nieprzyjaciółmi byli, a zatem Niemcy i Mo- 
rawianie musieli wprzód jeszcze porozumieć się między sobą. 

Zaniepokojeni osiedleniem się Węgrów w Pannonii, Bawary 
przemyśliwali jakimby sposobem odwrócić burzę, gotującą się 
ze strony nowoprzybyłych sąsiadów. Sojusz z Morawianami na- 
pełniał Bawarów nadzieją pomocy przeciw Węgrom, siły któ- 
rych Bawary oczywiście nie pojmywali, gdy razu jednego, zapro- 
siwszy na ucztę wodzó\v węgierskich, zdradą głównego wodza 
Chussala z orszakiem jego zamordowali (904).''^) Według pojęć 
Niemców X w., godziło się z poganami, jak z psami postępy- 
wać. Zwabić podstępem, a potem zniszczyć przeciwnika zdawało 
się mądrością polityczną, której Niemcy ściśle trzymali się w zaj- 
ściach ze Słowianami. -^^j Mniemali, że podobny fortel uda się 
i z Węgrami, tem bardziej, że ci nie spieszyli z odwetem i na- 
wet po upływie roku od czasu dokonania zdrady, niczego prze- 
ciw Bawarom nie przedsiębrali. 

Pokój nad środkowym Dunajem w r. 904 zdawał się zapo- 
wiadać trwałość swą w następne lata. Po Dunaju korabie ku- 
pieckie krążyły swobodnie, ożywiając stosunki Słowian z Bawa- 
rami. Skarb cesarski napełniał się dochodami pobieranemi z kup- 
ców do Bawaryi po Dunaju przybywających. Skargi duchowień- 
stwa bawarskiego i grafów na nadużycia przy pobieraniu cła, 



gari Marahenses petunt pugnaąue vicli terga verterunt. Annal. Alamann. 902. hel- 
ium in Maraha cum Ungaris et patria victa. Cóż: czy w tej wojnie i Niemcy przyj- 
my wali udział, że ich ojczyzna klęskę poniosła? 

^') Annal. Alamann. an. 903. Bellum Bauguariorum cum Ungaris. 

'*) Annal. Alamann. an. 904. Ungari in dolo ad convłvium a Baugauriis 
cati; Chussal dux eorum suiąue sequaces occisi sunt. Wypadek ten w innych 
analach zapisany pod r. 902. I tak: w Annal. Sangallenses Major. an. 902. Aga- 
reni (id est Ungari) a Baioariis ad brandium vocati, ubi rex eorum Chussal occisus 
est, et alii quam plurimi cum eo. 

'*) Przykłady: Moimir i Rościslaw Morawscy. Później przez Gerona zamor- 
dowanie 30 zwierzchników słowiańskich, o czem powiem ni/ćj i t. d. 



— i6o — 

wymagały uregulowania taryfy celnej. Z rozkazu króla Ludwika 
Dziecięcia, polecono zostało margrafowi wscliodniemu Aribo z jego 
urzędnikami, w przytomności arcybiskupa salcburgskiego Teo- 
tmara, biskupa passawskiego Burharda i grafa Ottokara, zje- 
chawszy się w R a f f e Isz t e d t e n/") określić stałe cło od to- 
warów, które po Dunaju z Czecli i Rakus do Bawaryi przyby- 
wały, szczególnie soli, aby ułatwić zbyt jej z miejscowej w Traun- 
gau produkcyi.*') W którym mianowicie roku zjazd ten przy- 
padł, z pewnością nie wiemy, ale zważając na wypadki i osoby 
uczestniczące w zjeździe, wypada czas zawarcia umowy odnieść 
nie wcześniej jak do r. 904 i nie późniśj jak do r. goó.''-) 

Zawarcie umowy w Raffelsztedten świadczy, że do r. goó 
na brzegacłi środkowego Dunaju spokój panował, ale wnet po 
tem zaszła jakaś straszna katastrofa, wśród którój znikło państwo 
Morawskie tak bystro i tak tajemnie, że nikt ze współczesnych 
rocznikarzy o tym ogromnym wypadku ani wspomniał. Dopiero 
w pół wieku późniój imperator Konstanty Purpurorodny zapi- 
sał, „że po śmierci Świętopełka synowie jego żyli w pokoju z so- 
bą przez rok jeden; kiedy zaś zwada i zatargi pomiędzy nimi 
wszczęły się, przyszli Turcy, znieśli ich do szczętu i opanowali 
kraj ich, w którym i obecnie (r. 950) mieszkają. A niedobitki 
ludu rozproszyły się, uciekając do narodów ościennych, Bółga- 
rów, Turków, Chrobatów i innych narodów." *^) 

Jak kolwiek bądź państwo Morawskie wojnami i zdradą Cze- 
chów było już osłabione, miało jednak tyle jeszcze sił, że w mo- 



■•o) Miejsce nad Dunajem, pomiędzy rzekami Aniźą (Enus), a Trawna (Traun). 

*^) O umowie w Raffelsztedten wzmiankowano w tomie II, str. lor, 421, 
586, 599, 611, 613. Dokument ważny dla historyi stosunków handlowych i społe- 
cznych, patrz Erbena Regesta, N. 58, an. 906. 

*-) Figurujący przy zawarciu umowy biskup passawski Burhard nastąpił po 
Richarze dopiero w końcu r. 902. Zatem umowa nastąpiła później. Zamordowanie 
wodzów węgierskich przez Niemców nastąpiło w r. 904, a wkrótce po tem zemsta 
ich, prawdopodobnie w r. 906. Zatem umowa musiała mieć miejsce między r. 904 
a 906, dla tego, wydawcy kodeksów dyplomatycznych, datnją ją: circa an. 906. 

*■') De Administrando. cap. 41. 



— I o 1 — 

cnych grodacli.j^a€l Morawą i Dyja, tudzież w górzystych miej- 
scowościach Karpatów mogło stawić mocny opór konnym hor- 
dom Węgrów, nieiizdolnionym do walki pieszo, a tern bardziej 
do szturmu grodów warownych. A jeśli przypomnimy, że na- 
wet organizowanym wojskom niemieckim nie ziwsze udawało 
się zdobywać grody morawskie, to łatwo zrozumimy niepodo- 
bieństwo do prawdy, aby konna dzicz mogła opanować obronne 
stanowiska ^lorawianów i to jeszcze tak bystro i tak łatwo, że nikt 
o tem nie zapisał ani słowa. Musiało tu zajść jakieś nadzwy- 
czajne zdarzenie, o tyle przykre Niemcom, że nikt z ich roczni- 
karzy nie życzył zapisać tego. co zaszło. Nie mając więc świa- 
dectw historycznych, zniewoleni jesteśmy, dla objaśnienia tego 
ogromnego zdarzenia, udać się konjektury. 

Od zawarcia pokoju w Regensburgu r. 901 Morawianie żyli 
w zgodzie z Niemcami, ale odwieczna między nimi nienawiść nie 
ugasła, z czego wcześniej jeszcze korzystali Węgry, gdy w r. goo 
biskupi bawarscy skarżyli się papieżowi, że do napadu na chrze- 
ścian Morawianie razem z Węgrami do szeregów stawali. Na- 
ciskani z dwóch stron przez Niemców i Węgrów, Morawianie 
widocznie znośniejszymi uważali ostatnich. Węgry zaś, zamie- 
rzając odemścić Niemcom za wiarołomne morderstwo swych wo- 
dzów, musieli dbać o to, aby Niemców wszelkiej pomocy od Mo- 
rawian pozbawić. Dwóch sprzymierzeńców na raz — za wiele. 
Słabszego i mniej zaciętego wroga wypadało nagłym najazdem 
obezwładnić, a potem dopiero z mocniejszym się rozprawić. Tak 
sprawy stały, jak się zdaje według logicznego porządku. A jak 
rzeczywiście stało się — nie wiemy. Gdy jednak w r. 906 na 
wezwanie Głomaczów, Węgrzy pospieszywszy z pomocą im do 
Turyngii wpadli, ^^) toć nie inaczej, jak przez Morawy i Czechy 



**) Książe saski Otto staczał pograniczne boje z Glomaczami, a gdy w r, 906 

Sial pizeciw nim syna swego Henryka (Ptasznika), Glomacze wezwali na pomoc 

Węgrów. Widukind, I, 17, 20. W zapędzie Węgry aż do Saksonii wpadli. Annal. 

Corbejens. 906. Ungari in Saxoniam yenerunt; podobnie Annal. Hildesheimens. 906; 

Annal. Ottenburani 906; Annal. Saxo 906; Annal Palidenses 906 ; Lamberti Her- 

Tom Ul. 1 1 



102 

zdążyć mo^li w te stronę. Jakoż znajdujemy kronikarf^ką wzmian- 
kę, pod r.. Qo6, o jakiejś porażce Węgrów przez Morawianów/'') 
zapewne jakiejś hordy łupieżącej w Morawii w czasie upadku jej 
niepodległości. 

Po zniszczeniu Morawii przyszła kolej i na Niemców, któ- 
rzy, przewidując grożącą im zemstę, zawczasu gotowali się nale- 
życie, a zebrawszy znaczne siły w Czerwcu r, 907 ruszyli naprzód, 
łudząc się nadzieją zniszczenia w jednej bitwie dziczy węgier- 
skiej i odrzucenia jej ku wscliodowi na zawsze. Stało się ina- 
czej. W zaszłej bitwie gdzieś na wscliodniej granicy posiadłości 
bawarskich, prawdopodobnie w okolicy Presburga,"*") w Lipcu 
r. Q07 całe wojsko niemieckie na głowę rozbite zostało. Mark- 
graf Luitpold, arcybiskup salcburgski Teotmar, biskupi Uto frei- 
zingeński, Zachariasz sebeński i mnóstwo innych dygnitarzy nie- 
mieckich padli w boju, a król Ludwik ucieczką ledwo się urato- 
wał.^") Węgry zapędzili się aż do r. Innu, marka Wschodnia 

rdden. 906. (Porów. Raumer, Regesta, N. 109. MuWerstedt, Regesta Magdeburg, 
N. 54). Ale historycy, zważając na inne świadectwa pod r. 908 zapisane, mnie- 
mają, że Węgry, na wezwanie Glomaczów, wpadli do Turyngii w r. 908. I tak: 
Cont. Reginona a. 908. Ungari interum terminos transgressi Saxoniam et Turin- 
giam vastaverunt. Z tego powodu turyngski historyk Knochćnbauer napad Węgrów 
na Turyngiję odnosi do r. 908, a o napadzie r. 906 nie wspomina. (Porów. Kno- 
chćnbauer, Gesch. Thiiringens, s. 48). Prawdopodobnie, że to były dwa różne na- 
jazdy Węgrów, którzy po rozbiciu Niemców, gdzieś ,w okolicy Presburga w r. goy. 
co rok wznawiali najazdy swe na Germaniję, jak zobaczymy niżej, 

*'^) Szafarzyk powołując się na annalistę saskiego: Ungarii a Marahis ce- 
duntur, mniema, że jeszcze w r. 906 Moimir II napady Węgrów walecznie odpie- 
rał. Star. Slow. § 41, cyt 63, s. 485. Dudik mniema, że w r. 906" nastąpił upa- 
dek Morawii, i że wtedy już Czechy w niejakiej zależności od Węgrów zostawały, 
a zatem Węgry do Glomaczów zdążyli wprost przez Czechy. Miihr. Gesch. I, s. 352. 

•*<*) O miejscu, w którem zaszła bitwa Niemców z Węgrami w Lipcu r. 907, 
zachowała się wzmianka w martyrologii freizingeńskiej X w.: III. Non. (lul.) Ijellum 
Baioariorum cum Ungaris in Oriente t. j. gdzieś na wschodniem pograniczu władz- 
twa Bawarów, raczej marki Wschodniej, na wschód od Widnia. (Porów. Kaemeł. 
Die Anfange deutschen Lebens in Oesterreich, 1879, s. 301. Diimmler, Geschiclite 
d. Ostfriink. Reichs, III, s. 548. AYedług słowiańsldch historyków, bitwa zaszła 
w okolicy Brzetyslawy t. j. Presburga. Szafarzyk, Star. Słów. § 41, s. 485. Sa- 
sinelc. iSi. 

*") Annal. Corbei, 907. Baioariorum gens ab Ungaris pene dełela est. Aonal. 
Alam, 907. Bełlum Baugauriorum cum Ungaris inauperabile, atque Luitbaldus dux 



— 103 — 

znikła, a jej wielkorzadzca Arłbo w Bawaryi szukał przytułku. 
Całowiekowa robota niemiecka przepadła od razu. Cóż sie z Moi- 
mirem stało? Czy walczył z Niemcami razem i poległ, czy pozo- 
stał? Milczą o tem kronikarze współcześni, przerażeni okropnem 
spustoszeniem całej Germanii w następne po tej bitwie lata. Prze- 
rażenie powszecłine było tak mocne, że o takiem ogromnem zda- 
rzeniu, jak upadek państwa Wielkiej Morawii, nikt ani słowa nie 
zapisał. Dopiero w kilkadziesiąt lat później, Konstanty Purpu- 
rorodny zauważał, że po opanowaniu Morawii przez Węgrów, 
„niedobitki Morawłanów uciekły do Bółgarów, Turków i Cłiro- 
batów." W rzeczywistości upadek Morawii ciągnął się lat kilka. 
Po odpadnięciu Czechów r. 895, Pannonii r. 899 — 900, osłabiona 
Morawija nie mogła utrzymać Cłirobatów, zwyciężonych, przed 
kilkunastu laty przez Świętopełka. Stronnictwo wygnanego księ- 
cia Wyszewita bezwątpienia skorzystało z najazdu Węgrów, a gdy 
księcia Moimira II nie stało, Chrobacya niezależność zyskała. 

§42. 

Wpływ apostolstwa śś. Cyryla i Metodego na cywi- 
lizacyję Słowian. 

I. Pogląd ogólny. 

W polowie IX w., kiedy śś. Cyryl i Metody przystąpili 
do szerzenia pomiędzy Słowianami chrześciaństwa, Słowianie za- 
chodni tworzyli osobne księstwa, które oczekiwały podniesienia 
oświaty, aby się zlewać w większe organizmy państwowe. Nim 
jednak to nastąpić mogło drogą powolnego rozwoju, nacisk sze- 
r/.oiioiio przez Niemców chrześciaństwa, tudzież kultury zacho.l- 



H eorum supersticiosa superbia occisa, paucique christianonim evasevunt, interemptis 
}tis episcopis comitibusąue. Auct. Garst. 907. Dietmarus salzburgensis archi- 
Bcopus occiditur ab Ungaris cum Utonę et Zacharia episcopis. Wiele innych po- 
dobnych wspomnień w Diimmlera Geschichte des Ostfriink. Reichs, III, str. 548, 
przypisek I. / 

n* / 

/ 

/ 
/ 



— IÓ4 — ■ 

niej, zagrażały wynarodowieniem Słowian naddunajskich aż do 
Karpatów, a na południu aż do ujścia r. Drawy. 

Cóż mogli Słowianie Icu obronie własnej narodowości po- 
stawić? Wyobrażenia pogańslcie, wypływające z .kultu przyrody 
i ubóstwienia przodków, w zasadzie piękne, wysoko uduchow- 
nione, nie mogły atoli równać sie z wyższemi zasadami Chry- 
stusa. Uroczystości i obrzędy pogańskie, obcłiodzone z prostotą 
ludu rolniczego, jakże skromnie wyglądały w obec nabożeństwa 
i obrzędów clirześciańskicłi przez misyonarzy' niemieckich z całą 
okazałością kościoła rzymskiego odbywanych? Misyonarze ci 
w oczach Słowian zdawali się być czemś wyższem od nich, a gó- 
rując wykształceniem rzymskiem, zniewalali Słowian poważać 
obyczaje, mowę i pismo cudzoziemskie. W obec takiego poło- 
żenia rzeczy, oświata Słowian z ich własnych żywiołów rozwinąć 
się nie mogła, a tymczasem napływ kolonistów do dóbr bisku- 
pów i klasztorów bawarskich w Pannonii i Morawii, tudzież róż- 
nych rzemieślników i przemysłowców, zagrażał ekonomicznem 
zniszczeniem. Mniej oświeceni od cudzoziemców Słowianie łatwo 
mogli byli zepchnięci być na podrzędne stanowisko, podobnie do 
tego jak się stało ze Słowianami w Bawaryi pozostałymi. Ażeby 
zapobiedz nieszczęściu, Słowianom wypadało starać się o podnie- 
sienie oświaty rodzimej, z pomocą nauczycieli i księży własnego 
rodu. Lecz zkąd ich wziąć, jak zaszczepić oświatę, kiedy pi- 
sma, zastosowanego do dźwięków mowy słowiańskiej, nie znano 
wcale ? 

Zdawałoby się, że przy podobnym stanie rzeczy, przewaga 
łacińsko - niemieckiej cywilizacyi powinna była strawić mniej 
ukształcone żywioły, a w skutek tego nastąpić wynarodowienie 
Słowian, z utratą niepodległości. Zdaje się, że książę Rościslaw 
pojmywał to wszystko, udając się do cesarza wschodniego z pro- 
źbą o przysłanie mu księży biegłych w mowie słowiańskiej. Ce- 
sarz mógł mu posłać zwyczajnych księży greckich, którzy, mie- 
szkając między Słowianami, mogli znać ich mowę i przydać się 
do nauczania zasad chrześciaństwa, podobnie jak nauczali księża 



— 1 6;; 



łacińsiko-nrernieccy. Tego jednak byłoby niedostatecznie. Aż^by 
Słowianie byli w stanie wytworzyć własną C} wilizacye i zacho- 
wać niepodległość, musieli spieszyć z podniesieniem oświaty wła- 
snej, na równi z oświatą sąsiednicłi Niemców, musieli rrrieć pi- 
smo, zastosowane do mowy słowiańskiej, a bez tego wszelkie usi- 
łowania księży greckich spełzłyby na niczem. Tym sposobem 
pismo słowiańskie w połowie IX wieku stało się kwestyją, od 
rozstrzygnienia której los Słowiańszczyzny zależał. Następywała 
w dziejach Słowiańszczyzny najważniejsza chwila: być albo nie 
być? 

Na szczęście Słowian Opatrzność posłała im nauczycieli 
wysoko uduchownionych w osobach apostołów Cyryla i Me- 
todego! 

W bogobojnem natchnieniu, nie powodowani żadną poli- 
tyką światową, apostołowie opowiadali Słowianom zasady nauki 
Chrystusa szczerze, w najczystszej treści, bez domieszek wido- 
ków osobistych; pracowali nad oświeceniem ludu z największą 
gorliwością i zupełnem poświęceniem się sprawie, którą za po- 
słannictwo, od Boga im przeznaczone, uważali. 

Znosząc cierpliwie urągania i prześladowania nieprzyjaciół 
obrzędu słowiańskiego, apostołowie nasi podawali piękny przy- 
kład poświęcenia się dla idei duchowego odrodzenia narodu, 
a życiem swem stwierdzali cnoty, o których według nauki Chry- 
stusa głosili. Rzecz jasna, iż, przyzwyczajeni do błędów pogań- 
skicli, Słowianie nie mogli się od razu nakłonić do wyrzeczenia 
się zemsty, wielożeństwa, utrzymywania w niewoli jeńców, nie 
mówiąc już o sprośnych obyczajach i wielu innych przywarach 
moralnych, ale apostołowie nasi wykupując z niewoli jeńców,^) 
pr/^-strzegając miłość między małżonkami,'-) konieczność jedno- 



W^niianka w Żywocie ś, Cyryla o wstawieniu się jego do księcia Ko- 

oc) jeńców oswobodził, chociażby nie była faktem, a tylko leminiscen- 

cyą oswobodzenia przez hagana chazarskiego, na proźbe ś. Cyryla, z niewoli chize- 

ścian, w każdym razie świadczy o s/lai^hctncui u-ilowaniu apostola przywrócić 

niewolnikom swobodę. Porów. wy/.. 



— i66 — 

żeństwa, zawieranie małżeństw bez kazirodztwa,"') pouczając o mi- 
łości bliźniego, torowali drogę przyszłym pokoleniom do życia 
moralnego, stosownie do zasad chrześciaństwa: kochajcie bliźnie- 
go, nawet nieprzyjaciół waszych. Tego samego wprawdzie nau- 
czało i duchowieństwo rzymskie, ale na nieszczęście Słowian, do 
nich przybywali księża najczęściej niemieccy, zarażeni polityką 
swych cesarzów, dla których religia była środkiem do ujarzmie- 
nia Słowian. Tacy księża nie zyskiwali u Słowian zaufania. 

Słuchając we własnej mowie nauki religijnej, lud słowiański 
ochoczo garnął się do swych nauczycieli, pojmywał ich szczerość 
i wysokie zasady udzielanej mu nauki, poznawał cnoty i poży- 
tek oświaty. Mowa słowiańska, kształcona w naukach i kaza- 
niach kościelnych, tudzież w piśmie, podnosiła w ludzie poczucie 
godności narodowej. Tego właśnie brakowało w nauce księży 
łacińsko-niemieckich, przez co lud słowiański czuł się poniżo- 
nym i dla tego nie lubił ich. Dopiero od rozpoczęcia apostol- 
stwa śś. Cyryla i Metodego lud słowiański przekonywał się, że 
mowa jego nie jest „barbarzyńską", za jaką ogłosili ją wrogi, 
nabierał świadomości o uzdolnieniu własnem do przyjęcia oświaty, 
do zrównania się z cudzoziemcami, a przytem i do zachowania 
niepodległości od Boga mu danej. 

Schodząc ze świata apostołowie Cyryl i Metody zostawili 
Słowianom wiekopomny owoc swej pracy, — księgi liturgiczne 
na język słowiański przez nich przetłómaczone i pismo zastoso- 
wane do potrzeb mowy słowiańskiej, przez co otworzyli milio- 
nom Słowian drogę do wytworzenia własnej cywilizacyi narodo- 
wej i do zajęcia poważnego stanowiska w szeregu najwyżej ucy- 
wilizowanych narodów. Ażeby dostatecznie ocenić zasługi nie- 
śmiertelne apostołów naszych, zwrócimy uwagę na stan pisma 
u Słowian, w epoce wprowadzenia u nich chrześciaństwa. 



^) Według Żywota Metodego „pewien mąż bardzo bogaty i rad/.ca ożenił bie 
był z swoją clirzestną córlcą, czyłi Icmotrą. Tych srodze sliarciwszy (Metody), nat\- 
czal i upominał..." Żywot, rozdz. n. 




— i67 — 

2. Grafika starożytna. 

U Słowian, podobnie jak u innych ludów, wynalazek pisma 
poprzedzały rzeźba i malarstwo.*; Człowiek rzeźbiąc i malując 
na drzewie, kamieniu, kości, glinie, metalu figury roślin, ptaków, 
płazów, zwierząt, wreszcie zjawisk przyrody, uczył sie wyobra- 
żenia swe przedstawiać zewnętrznymi znakami, nadawać im sym- 
boliczne znaczenie, stosownie do usposobień kultu, który zawsze 
i wszędzie był głównem źródłem pomysłów sztuki. •'^) Ale tysiące 
znaków symbolicznycli nie wystarczały do wyrażenia różnoro- 
dnych wyobrażeń i zwrotów myśli. Potrzeba wskazywała ko- 
nieczność wynalezienia znaków uogólniających pojęcia. U nie- 
których ludów zjawiły się monogramy w kształcie run, które 
w jednej wykreślonej postaci zawńerały całe wyrazy. Było to 
już pismo ideograficzne, ślady którego znajdujemy w hieroglifach 
egipskich. U innych ludów, jak n. p. u Chińczyków, wytworzyło 
się pismo sylabiczne,^) które w cesarstwie Chińskiem do tej pory 
niezmiernie utrudnia naukę pisania, odejmując możność dosko- 
nalenia pisma. '^ 

Szczęśliwszemi były ludy, którym udało się pojąć, że gra- 
fikę najlepiej zastosować do głosów mowy, że dość jest każdy 
pojedynczy głos oznaczyć pewną, pod zmysły podpadającą po- 
stacią, aby z niewielkiej ilości znaków głosowych utworzyć pi- 
smo, przydatne do wyrażenia wszelkich objawów myśli. Nie bę- 
dziemy dochodzić, gdzie się najprzód zjawiło pismo głosowe (fo- 
netyczne), a poprzestaniemy na powszechnie przyjetem zdaniu, 



^) w staroslowiańskiem pljsati, teiaz pisutb, pisać oziiaczulu: ma- 
ło wul. 

•'') Porów., co powiedziano w tomie II, b. 927, 928, o znakach i ozdobach 
na urnach słowiańskich. Inne dowody czerpiemy z wykopalisk przedhistorycznych. 
•*) Do porównania znaków symbolicznych pisma, monogram i run u roz- 
tych ludów, wzory przedstawione sa w dziele Faulmanna, Gcschichle der Schrift. 
Srifisysteme aller Vólker der Erde, r. 1880. 

■) Lekoy de la Marchc. L'art d'ecrirc et les calligraphes, w Hevue des 
^ueslions hisloriijues, Paris. 1884. tom 35. s, 16S. 



— i68 — 

że już za czasów króla Kadma Grecy używali podobnego pisma, 
od. Fenicyan powziętego. Rzymianie, udoskonaliwszy pismo gło- 
sowe, rozpowszechnili je po świecie, a tymczasem na Wschodzie 
Ormianie, Arabowie, Hebraje i inne ludy kształcili każdy po 
swojemu pismo głosowe, nadając literom formy szczególnycli 
typów, 

Z tegoż samego, co greckie pismo, źródła, w głębokiej sta- 
rożytności powstawały keltyckie, skandynawskie i słowiańskie 
runy, wynalazek których młodzieńcza wyobraźnia ludów samym 
bogom przypisywała. Mieszkańcy Islandyi dotąd runy nazywają 
pismem Odina.*^) Runy skandynawskie, pierwotnie służące do 
oznaczenia pewnych przedmiotów, używane były także jako znaki 
tajemnicze do odpowiedzi kapłanów, do wróżby i czarów,^) wre- 
szcie do napisów na grobowcacli i skałach, aż nim pod rylcem 
poetów islandskich wykształciły sie i do szerszych potrzeb jako 
osobny alfabet, futork,'") zastosowane zostały. 

W jakimże czasie i w jakiej mianowicie postaci znaki pi- 
śmienne zjawiły się u Słowian? Odpowiedzi na to szukamy we 
wzmiankach historycznych o cywiłizacyi starożytnej Słowian. 
Wszal<' według podań skandynawskicli Wanowie, t. j. Windy, ra- 
czej Słowianie słynęli od dawna jako lud w naukach biegły. Do 



*) Siogren. Ueber das Werk des Finn-Magnusen, 1842, s. 51, przyp. i. 

^) Urspiunglich bedeutete das altnordische Wort run, im plur. r u n a r, 
W o r t e und R e d e n, besonders g e li e i m e oder flusternde, von welcher 
Bedeutung, bei iihnlichen Wortern sich Spuren in vielen alten Europiiischen Spra- 
chen und namentlich den Gotisch-Germanischen, Keltischen und Finnischen finden. 
Mit der Zeit ward jene Benennung natiirlich auf die stummen Schriftzeichen ange- 
wendet. Siogren, jak wyżej, s. 47 — 9. Wyraz runa pierwotnie oznaczał czary, szepty, 
mowę, sad, wyrok, opowiadanie, powieść, Kraszewski. Sztuka u Słowian, 255. — Der 
Name run ist yerwandt mit ryna ,.verborgene Dinge ergriinden", run, runa 
„die vertraute Ratligeberin", — runi „der vertraute Rathgeber", ryndr „kundig, 
Zauberer", im Gothischen bedeutet runa „Geheimnis", Berathung, Rathschluss, im 
Ahhochdeutschen runa „Gemurmel, Rath", — runs „Springąuell" (Ursprung) i t. d. 
Faulmann, Illustrirte Gesch. d. Schrift, 34, 

10) Jak alfabet i azbuka M'zięly początkowo nazwę swą od pierwszych liter 
greckich i słowiańskich, tak i runy skandynawskie otrzymały nazwę Futhork od swych 
pierwszych liter: fe, ur, thurs, os, reid, kaun. Faulmann, s, 42. 



— 169 — 

Warrahermu, to jest do ojczyzny Windów, posyłali Normano- 
wie swych bogów i znakomitych mężów dla poznania mądrości 
nauk/^) pomiędzy któremi słynęły pismo i śpiew, według island- 
skich wspomnień Venda = Runir zwane.'-) Do tego wy- 
pada dodać dawne świadectwa historyczne: Konstantego Pur- 
purorodnego o stwierdzeniu przez Chorwatów własnem pismem 
przysięgi, którą ś. Piotrowi przy ochrzczeniu ich złożyli (r. 640)/"^) 
Thietmara o napisach na posągach bogów w chramie Rado- 
goszcza,'*) Saksona Grammatyka o spisie 300 wojowników Swan- 
tewita arkońskiego,'^; arabskich pisarzy o piśmie u Słowian ru- 
skich w X w.'*') Zkądże jednak pewność, że Słowianie pomor- 
scy, chorwaccy, ruscy używali rodzimego, a nie łacińskiego, grec- 
kiego, lub innego cudzoziemskiego pisma? Pomników rytych na 
głazach, lub pisanych na innych przedmiotach nie pozostało wcale, 
a znajdywane okruchy urn,'") kamieni,'^) lub wreszcie bożki me- 



11) Vani sapientes, Edda Saemundar, I, 22 — 23, 76 — 77, 205 — 206. Szafa- 
rzyk, I, 158. 

^*) Ausser dem Dithmar kannten auch die Islaudischen Schriftsteller die 
Wendischen Runen (Winda-Runir). Thunmanns Unłersuchung iiber die alte Ge- 
schichte ein nord Yólker, 1772, s. 283. Szafarzyk, II, 737. 

'") „Chirographis propriis datis Sancto Petro jusserunt." Const. Proph. de 
Administrando . . . cap. 31. 

**) Interius dii stant nianu facti, singulis nominibus insculptis. Chr. lib. VI, 
cap. 17, w Bielowskiego M. P. I, 278. 

1*) Bóg Ranów Swantewit miał: trecentos equos descriptos, Saxo Gram, 
Historia, lib. XIV, p, 158 na odwrocie. 

^*) Ibn-Fozlan około r. 920 opowiada, jak po spaleniu ciała pewnego zmar- 
łego Rusa, na grobie jego postawiono drzewo duże, na którera przytomni napisali 
jego imię, tudzież imię cara ruskiego. Harkawi, CKasaHia Mycy.ibMancKiiNTj njicaTC- 
jieft o C.iaBaiiaXTj ii PyccKliM., 1870. s. 101. Ibn-an-Nadin, r. 987, wspomina, że 
Russy mieli własne pismo, które na drzewie wyrzynali. Harkawi, jak wyżej, s. 2;o. 

^') Wykopana w pierwszej połowie b. w. w okolicy Neue Kobelitz, w ob- 
wodzie Starogardskim, w księstwie Meklenburg - Strelitz, urna gliniana, z napisami 
runicznymi podała powód do podniesienia pytania o grafice słowiańskiej. A ponie- 
waż w ileklenburgu nie znalazło sie nikogo, ktoby mógł napisy na urnie przec/.y- 
tać, odesłano ją, około r. 1848, do Pragi, gdzie po zbadaniu przez Szafarzyka, 
Hankę, Erbena, Hauusza i AVocela, napisy na urnie za słowiańskie uznane zostały. 
Napis przedstawia kreski proste, czasem ukośnie postawione, niektóre z widłami do 
góry, lub odrostkami w dół. Uczeni czescy zawyrokowali, że znaki te mają podo. 



— 1 70 — 

taliczne z napisami, jak mniemajci nitktórzy, runic/.nymi, dotąd 
stanowią kwestye sporna i Bóg wie czy kiedykolwiek nastąpić 
może jej rozwiązanie, '**) Cóż, przy trzeiwem zapatrywaniu si§ 



bieństwo do napisów na posążkach prilwickich i wynaleźli klucz do przeczytania 
wyrazów : eba gamna ksansoa, t. j. hoc sepultrum principis (sacerdotis). 
Rozważając wyrazy te archeologowie przyznali, że eba w słowiańskim znaczy to 
samo co ewa, gamna = jamna, jama, grób, ksansoa od wyrazu k n a n z, 
kneż, knez, kneź. Wszystko razem ma znaczyć: oto grób księcia (czy 
księdza?). Porów. Memoires des Antiquaires du Nord, 1848 — 9, s. 353 — 7. Tamże 
i faksymile napisu na urnie. 

•*) Znalezione w okolicy Mikorzyna, powiatu Ostrzeszowskiego, w Księstwie 
Poznańskiem (r. 1856), dwa grobowe kamienie, z runicznymi napisami, podały po- 
wód do nieporozumienia między archeologami: Siedmiu badaczy polskich rozmaicie 
wyczytali napisy, jeden z nich ma znaczyć: smir kmet Prowe, a drugi smir 
woin Bogdan z Lenawoje, ale każdy z badaczy znajdywał różne warjanty, 
niezgodne z czytaniem innych. Porów, Przezdziecki. O kamieniach mikorzyńskich 
sprawozdanie, Kraków, r. 1872, s. 47, z wizerunkami. — Kazimirz Szulc. Auten- 
tyczność kamieni mikorzyńskich zbadana na miejscu, przez Dr. K. Szulca, Poznań, 
1876, stronic 151. Po rozważeniu kwestyi o tych kamieniach profesor Jagicz zwąt- 
pił o ich autentyczności i mniema, że u Słowian run nie znano wcale. Archiw fur 
slavische Philologie. T. IV, r. 1880, s. 388. 

•8) Przypadkowe odkrycie w Prilwitz, niedaleko Stargardu meklenburgskiego, 
bronzowych posążków bóstw pogańskich, w latach 1687 — 1697, a więcej jeszcze 
w końcu XVIII w. wywołało pytanie o znaczeniu napisów na tych posążkach znaj- 
dujących się. Zdania badaczy podzieliły się. Jedni utrzymywali, że posążki są po- 
zostałością po Obodrytach, inni za fałszywe je ogłosili. Według zwolenników auten- 
tyczności posążków, runiczne na nich napisy mają niejakie podobieństwo do skan- 
dynawskich, lecz w gruncie o wiele różne, albowiem alfabet słowiański pokazuje 
najmniej 18 osobnych postaci liter, a skandynawski miał ich tylko 15, chociaż we- 
dług znawców dawnego języka, potrzebował przeszło dwudziestu. (Surowiecki. O cha- 
rakterze pisma runicznego u dawnych barbarzyńców europejskich. Sprawozdanie 
r. 1822, według wydania Turowskiego r. 1861, s. 533). Napisy greckie na posąż- 
kach prilwickich badacze przypisują wpływowi artystów greckich, którzy Słowań- 
szczyznę zwiedzali. Oprócz tego alfabet prilwicki różni się od skandynawskiego kształ- 
tem liter, szczególnie B i E, podobnych do glagolickich '& \ E, Pisma o wzmian- 
kowanych posążkach stworzyły osobną literaturę, rozważanie której nie wchodzi 
w zakres niniejszej pracy. Do porównania służą: Masch i Wege. Die Gottesdienst- 
lichen Alterthiimer der Obodriten aus dem Tempeł zu Rethra, 1771; Rethra und 
dessen Gotzen, 1773. Masch. Beitriige zur Erliiuterung der Obotritischen Alterthii- 
mer, 1774. (irimm. Ueber Deutsche Runen, 1821. Legis. Die Runen und ihre 
Denkmaler, 1829. Grimm. Abhandlung zur Litteratur der Runen, in Wiener Jahr- 
biicher der Litteratur, 1828. L. Giesebrecht. Wendische Runen, in Baltischen Stu- 
dien, VI, i Heft. Leyser. Ueber die prilwitzer Gótzenbilder. Bericht der deut- 
gchcił Gesęllschaft zu Leipzig, J844, Łcwczow. Ueber die Aechlbeit des sogenann- 



— i7i — 

na ten przedmiot, powiedzieć można? Bez wątpienia, zaprzeczać 
istnieniu u Słowian w starożytności ideografiki nie mamy pra- 
wa. Brak pogańskich pomników nie dowodzi jeszcze, aby Sło- 
wianie nie używali znaków piśmiennycli, albowiem wiadomo, jak 
żarliwie misyonarze chrześciańscy, tępiąc bałwochwalstwo, nisz- 
czyli razem ślady starożytnego kultu, nie szczędząc i napisów ru- 
nicznych, jako pogańskich. Nawet w prawach norwegskich uży- 
wanie run potępiano zarówno jak czary i wygnaniem a zabra- 
niem majętności za podobne winy karano.-'^) Dalej, zaprzeczenie 
istnienia u Słowian ideografiki sprzeciwiałoby się nie tylko przy- 
toczonym wyżej świadectwom historycznym, ale i naturalnemu 
rozwojowi cywilizacyi słowiańskiej, która mogła postępy wać nie 
inaczej, jak u innych pierwotnych ludów, a wiadomo, że nawet 
niższe rasy ludzkie posiadają znaki piśmienne własnego utworu.-^) 
Wreszcie takie wiarogodne świadectwo, jakie złożył mnich Chrabr 
w końcu IX, lub początku X wieku, o używaniu przez Słowian 
kresek i rzez (czrty i riezy), które służyły do liczenia i wróż- 
by,"-) usuwa wszelką wątpliwość o posiadaniu przez Słowian wła- 
snej grafiki w przedchrześciańskie czasy. Jakażby to mogła być 
grafika? Chrabr objaśnił, że to były czrty i rezy, a mowa 
słowiańska dostarcza jeszcze wyrazu: meta (nota), z którego 
powstały : ruskie m e t e 1 n i k (notariusz) i nowsze; m i e t k a, 



ten obotritischen Runen-Denkmaler zu Neustrelitz, in Abhandlung der Wissenschaften 
/.n Berlin, 1826. Jean Potocki. Yoyage dans quelques parties de la Bas-Saxe, pour 
la recberche des antiquites slave, fait en 1794, edit. 1795 w Hamburgu. Jencz. Sta- 
wizny, w Casopis. Mać. Serbs. 1849. Lelewel. Polska wieków średnich, tom I, 
III, 35, z wizerunkami posążków bóstw pogańskich. Kraszewski. Sztuka u Sło- 
wian, 1860 s. 287 — 309, podał dokładny opis przebiegu sprawy o autentyczności 
posążków prilwickich. Hilferding. IIcTOpia Ba.l. C.iaB., 1855, s. 236. Dalej poró- 
wnaj to, co powiedziałem w tomie II, s. 944, 

^^) Si quis vaticinationibus, runis, incantamentis, maleficiis, etc , deditus fue- 
rit. — exul erit. Kraszewski. Sztuka u Słowian, s. 274. 

-1) Porównaj wyżej przytoczone Faulmanna Gesch. d. Schrift. 

") IIpteMe oygo c.ioBtHe neiiMbxs; KHiin., hx. Hpi>TaMi! 11 pfcaaMu 'ihTl.\,>; 
H raTaax;K, norana c;Kme, Według wyd. Szafarzyk^ r. 1851, 



1/2 

nota, znaczek, pomięta (sig-natura), primii-Ui, (A'XA\a, iJizy- 
miot.--'') 

Czrty i rezy w teraźniejszej mowie kreski, karby, 
oznaczają to samo co iinije, rysy, a przez analogiję i pi- 
smo.^*) Kreski, karby, wyrzynane na drzewie lub innych przed- 
miotach, służyły za czasów pogańskich do obrzędów kultu, co 
poświadczają znaki w różne figury na popielnicach wyryte. ^•^) 
Tajemnicze sprawowanie przez kapłanów pogańskich obrzędów 
kultu nadawało znakom ideograficznym przymioty gusł i czarów. 
Trzymając lud prosty w nieświadomości, kapłani bez wątpienia 
byli głównymi znawcami i nauczycielami grafiki, którą wreszcie 
mogła posługiwać się i władza świecka, rozumie się w najbar- 
dziej pierwotnej formie.-*') A że rycie czert na twardych przed- 
miotach: drzewie, glinie, metalach, kości i t. d. stanowiło w sta- 
rożytności przemysł rzemieślniczy, poświadczają to osady z na- 
zwą Czertoryje.-') 



*•'') Szczegółowe objaśnienie tych wyrazów i zgodność ich z grecUiem y póapo) 
i lacińskiem scribo podał Szafarzyk, w dziele: Pamatky hlaholskeho pisemnictvi, 
1853, s. 3. 

-*) Czrta jest to czara, a czary oznaczają nie tylko Iinije, lecz i gu- 
sła, czarodziejstwa. Re z a odpowiada polskiemu wrąb, staroczeskiemu v r ć z, 
serbsli. porez, poreza = dań, a staroruskie r ć z oznaczało procent. Perwolf, 
w Jelinka Slovansky Sbornik, 1885, s. 117. 

-^) Na popielnicy znalezionej przy Holeszowicach w Czechach, znak na kształt 
krzyża |xi ma być wyobrażeniem boga gromów i błyskawic (Peruna?). I. Hanusz. 
Das Scliriftwesen und Schriftthum, 1867, s. 7. Wreszcie porównaj to, co powie- 
dziano w I[ tomie niniejszego dzielą, s. 928. 

-") W połowie bieżącego wieku używano na liusi, częścią w Polsce, nawet 
i teraz w niektórych miejscowościach, jak na przykład w Szczawrach powiatu Sieńskit- 
go, gubernii Mohilewskiej, majątku Juliusza Łoś Roszkowskiego używają się jeszcze 
karby, t. j. długi kawałek drzewa, jakby laska, na Białorusi zwana birka, roz- 
pilowany Avzdłuż na dwoje. Dla oznaczenia dni odbytej robocizny (dawniej pań- 
szczyzny) składano obie części karbu razem i narzynano nożem, lub pilą tyle kresek 
(rzez) ile dni odrobiono. Poczem jedna część karbu zostawała u pana. druga u ro- 
botnika, który chociaż nie znał pisma, mógł jednalc łatwo policzyć dni ciężko odro- 
bionej pańszczyzn)'. Czyż nie przypomina to słów Chrabra o kresach i rezach, za 
pomocą Ictórych Słowianie liczyli i wróżyli? 

2") Czertoryje 1234 ubi taberna eccłesiae Olomuc. Erben, Regesta, 
S, 389; C zer toma ry 1223 w Czechach. Erben, 722. A są dotąd: Czarto- 



/ J 



2r-te^, co wyżej powiedziano, okazuje sie, że u Słowian 
znaki graficzne były w używaniu jeszcze przed wprowadzeniem 
chrześciaństwa, a czy wychodziły po za obręb ideografiki i choć 
w części zbliżały sie do pisma głosowego, to zostaje dotąd nie- 
rozstrzygnięte. Próby uporządkowania znaków graficznych, niby 
run słowiańskich,-^) oczekują jeszcze gruntowniejszego badania 
chyba z wykopalisk, bo innego materyału z epoki przedchrze- 
ściańskiej, nie posiadamy. Z mowy słowiańskiej dowiadujemy sie 
jednak, że do wyrzynania znaków graficznych praojce nasi uży- 
wali najczęściej deski bukowe. Ztąd alfabet słowiański w staro- 
żytności zwał się buk w i c ą. Ale w jakimże stosunku do b u k- 
wicy zostaje buk w ar (elementarz?). Według niektórych ba- 
daczy b u k a r, b u k w a r oznacza w ogóle alfabet słowiański, 
tak ^amo jak b u k wm c a u Chorwatów oznacza alfabet głago- 
licki. Obie nazwy pochodzą od pierwiastku buk, raczej od 
desek bukowych, w skutek czego buk w a to samo, co 
i deska znaczy."^^) 

Wczesne poznajomienie się Słowian południowych i zacho- 
dnich, ze światem cywilizowanym, dostarczyło im możność uży- 
wania lepszych, od desek bukowych, materyałów do pisania. De- 



ryja w TaMnJiJi>i>k, Czartery ja w Brzeżańsk; Czartoryja w Bukowinie. 
Nazwa rodu książąt Czarloryjskicli bezwątpienia od osady Czertoryjów pochodzi. 

-*) Porównaj Surowieckiego, O charakterze pism? runicznego. Dzieła wyd. 
.C.W., A' końcu tablica porównawcza run sł )'.viań«kich, hiszpańskich, germańskich 
i normańskich. 

20j Wyraz bukwica Miklosicz wywodzi z niemieckiego bucha, Buche, 
podobnie jak Szafarzyk staroslow. buk arb, grammaticus porównywał z gotskim 
bokareis, librarius. Jednakże nieraiec. Buche nie jest specyalnie niemieckiera, 
indo-europejskiem (fagus). Z jakiegoź powodu slowiańs. buk ma być pozba- 
*ne swego pochodzenia, na wyłączną korzyść niemieckiego Buche? Wie man 
f^in deutschen Buche, Buchenstab mit run-stab, skand, riinastafr, ags. run-staef, 
ron-tafel mit einander yermittelt (Grimm. Runen, 6i, 71 — 72) und auch die be- 
kannte Stelle bei Yenatius Fortunatus in dessen Briefe an F]avus (6 Jahrhundert) 
„barbara fraxineis pingatur runa tabellis' hinweisset: ebenso konnte man in sla- 
vischen b u k y, buk wy n.łt dem r.achgewiesenen d e s k y, Tafe'n vermitteln, die 
immerhin von Bnchhok ge' - ■ -"■• konnten. Hanusz. Das Schriftwesei, ?, 14. 



— 174 — 

ski znikły,^*') ale że niegdyś do pisania służyły, przypominają to 
deski Nowogrodu Wielkiego (r. 1207), pod nazwą którycli poj- 
mywano w XIII w. wszelkie pismo, nie koniecznie na deskach 
drewnianych, lecz i na innych materyałach pisane.'^') 

3. Pismo głosowe. 

Z doszłych do nas pomników starożytnych dowiadujemy sie, 
że w Słowiańszczyznie od niepamiętnych czasów do pisania uży- 
wano dwóch alfabetów głosowych : g ł a g o 1 i c y, zwanej także 
buk wic a, dotąd utrzymającej sie w księgach duchownych vSło- 
wian katolickiego obrządku, w Dalmacyi, i k i r y I i c y rozpo- 
wszechnionej u Słowian wschodniego obrządku. Zachodzi zatem 
pytanie: którymże z tych alfabetów posługiwali się Cyryl i Me- 
tody podczas apostolstwa u Słowian? 

Nie ulega wątpliwości, iż przystępując do tłómaczenia ksiąg 
duchownych z greckiego na słowiański język, ś. Cyryl musiał 
mieć pismo, zastosowane do dźwięków mowy słowiańskiój. Lecz 
podobne pismo nie mogło być stworzone momentalnie: na to 
potrzebny był czas dłuższy, — praca nie jednego zapewne poko- 
lenia. Dla tego, wszystko to, co starożytne pomniki mówią o wy- 
nalezieniu przez ś. Cyryla pisma słowiańskiego, wypada pojmy- 
wać w ten sposób, że ś. Cyryl uporządkował i udoskonalił pismo 
słowiańskie, początek którego bezwątpienia dawniej już kiełko- 
wać musiał. 



^0) Dawniej powoływano się na wzmiankowane w pieśni o Sądzie Lubus/.y, 
„deski prawodatne", ale pieśń ta ma być sfałszowaną. Jednalcże w Czechacli i Mora- 
wacli lisiegi dóbr ziemskich (die Hof- und Lelinen-Tafeln) dotąd nazywają d e s k y, 
przez slcrócenie d s li y, Landtafeln. Hanusz... jak wyżej, s. 12. 

•'") W r. 1208 mieszczanie Nowogrodu W., wzburzywszy się przeciw posa- 
dnikowi swemu Dymitrowi Miroszlcinowi, dom jego zniszczyli i spalili, majątek i cze- 
ladź rozprzedali, rzeczy rucliome rozebrali, o czem wzmiankując latopiscy, dodali: 
a MTO „H a AtiUi'Kax'Ł, to khasio ociaBuma . . . /l,auia a Tj m k w Ąmhtpobbi 
CBflTOOjaBy, a dmas, na vMXh Sesi, Miie.ia." W latopisach Woskreseńsldm, Ro- 
stowskim i innych objaśniono „a MTO Ha /iO(;Kaxi> BT> niicbint ociajocb... 
TO KHa3K)." Karamzyn. Hist. t. III, przypisek 128, — Szafarzyk zauważał, że już 
w IX w. w Nowgorodzie W. pisano ewangelije i Ruską Prawdę na pargaminie , 



— 175 — 

MniemanTfi nasze potwierdza jeden z najstarszych pisarzy 
słowiańskich czarnoryziec Chrabr,"^-) który pisząc w początku X 
w., 7. wielkiom zamiłowaniem własnej narodowości, powiada, że 
Słowianie, przyjąwszy chrzest, zniewoleni byli używać pisma grec- 
kiego i łacińskiego „bez ustrojenia", bo jakże „można było litera- 
mi greckiemi pisać dokładnie bóg, żywot, z j e ł o, c r -l k o w 
c z a j a n i e, s z y r o t a, i t. d." ? I tak się długo ciągnęło. Ale 
Bóg zlitował sie, i zesłał Konstantego filozofa, który stworzył 
38 liter, z nich 24 litery według porządku liter greckich, a inne 
14 według mowy słowiańskiej.^'') 

Nie posiadając dzieła Chrabra w oryginale, a tylko w ko- 
piach niewcześniejszych nad w. XIV, nie możemy nic wyrzec 
o postaci liter, wprowadzonych przez ś Cyryla do pisma słowiań- 
skiego, ani nawet o tern, jakimi literami sam Chrabr pisał. — 
Tymczasem, w żywocie ś. Klemensa biskupa wielickiego, w Bół- 
garyi, pisanym, w pierwszej połowie X w., znajdujemy wzmiankę, 
że ten święty, uczeń apostołów Cyryla i Metodego „wynalazł inne 



a zatem w XIII w. tern bardziej nie pisano na drzewie, nazwa zaś desek pozostała 
z dawniejszych czasów. Star. Slow. II, s. 743. 

*-) Słowo czarnoryzca Chrabra „o piśmienach słowieńskich-' doszło do nas 
w 12 rekopismach, a najdawniej drukowane zostało przy katechizmie ruslclm, bez 
oznaczenia miejsca i roliu, lecz według mniemania znakomitego lingwisty Dobrow- 
skiego, najpewniej w "Wilnie między r. 1575 a 1580. Późniejsze wydania: W Wil- 
nie przy gramatyce r. 1624 i w Moskwie przy Azbuce (elementarzu) u Burcowa r. 
1637. (Bodiański. O BpeMeiiii npoiicxo>Kjeiiia e.iaR}iHCKii.\T> niiChMenT. r. 1855 s. 
187 i 343). — W bieżącym wieku pracę Chrabra wydali: Kalajdowicz, w dziele 
loaHHTj DKCapNT. óo.irapcKiii r. 1824 s. 189. Szafarzyk ,.0 pismenach slosanskych 
V Praze r. 1851, wszystkiego stronic 5; Hanusz w Archiw fiir Kunde oesterreichi- 
scher Geschichts-Quellen tom XXIII. r. 1860, s. 3 — 101, tekst słowiański z tlóma- 
czeniem niemieckiem i objaśnieniami. 

'*) i stwori im pismena tri desęte i osmb, owa oubo po c z i n o u gn>czb- 
skych pismen, owa że po slowjeństjei rjeczi^ . , — Wyraz po c z i n u nie oznacza 
tn formy, lub postaci liter, jak się niektórym wydało, a tylko porządek, bo wyraz 

(Czin w starej Słowiańszczyznie ma jedno znaczenie: porządek, ordo; czini- 

;ti, ordinare, czinienie, ordinatio; czinownik, taktikos po gre- 

[Cku, princeps po łacinie (Miklosicz, Lexicon s. iq6). 

Dalej Chrabr powiada: Se że sąt' pismena słowjeńska, sice a podobajet' pisati 

H glagolati: a, ó, u, r, i proczaja daże do A (jęs) i ot sich sąt cz-etyre meżdou desętb- 
ma podobna grl^rzLskyrn pismenem. a, H, r, Jl, o, 3, i 1. il., a czelyri na desęlL po 
>łowjeńskou językou, i/e sąt sna ó, >K, 3, u, M, in, W, !>, U, b, "Ł, », ^, /!V. 



— T76 — 

pismo, doskonalsze od tego, które mądry Cyryl wymyślił."^*) 
Okazuje sie, że już w X w, wiedziano o dwóch alfabetach sło- 
wiańskich, a jakie to były alfabety postaramy się objaśnić w na- 
stępny sposób. 

Od XVI w. pisarze słowiańscy starali się objaśnić pochodze- 
nie dwóch alfabetów słowiańskich. Mniemano, że głagolica jest 
dziełem ś. Hieronima (346 — 420) i dla tego zwano ja pismem 
hieronimowskiem, niekiedy b u k w i c a.-'"') Drugi alfabet sło- 



'") Excogilavit etiam alias litteiaium fonnas, qaae praebereiit majorem per- 
spicuitatem, quam quas sapiens Cyrillus invenerat, et per illas formas universam 
scripturam a deo inspiratam et panegyrkos sermones martyrumąue et sanctorum di- 
yiuorum vitas et carmina sacra tradidit. Grecka legenda o ś. Klemensie, według 
wyd. Szafarzyka, w Pamłitky lilaholskeho pisemnictvi 1853, s. 59 caput 14. Prze- 
drukowana co do słowa w Bilbasowa Kiipii.i.n. 11 Meoo;iiii r, 1871 pod nazwą le- 
genda Ochridica caput 14 s. 305. — "Wcześniej jednak wydal ja "Wiktor Grygoro- 
wicz w Żurnalu Ministerstwa oświaty, Petersburg. 1847, tom LIII s. i — 24, z ręko- 
pismu XIII w., odkrytego przez niego w Ochrydzie, jak mówi w dziele: OnepKli 
nyieiuecTnifl no EuponeficKoii Typuiii. 1848. s. 118. 123, 

^''') Słoweński gramatyk XVI w. Adam Bohoricz i biskup olomuniecki Du- 
brawski (1553) szerzyli wiadomość, że głagolica przez ś, Hieronima wynalezioną zo- 
stała. W tym kierunku pisali Czesi: Weleslawin (f 1599) i Amos Komenski (f 1670), 
tudzież chorwacki uczony, franciszkanin, Rafał Lewakowicz ("j" około r. 1650) i Dal- 
matyniec Jakób Karaman (f 1771). Tymczasem Dalmatyniec Pastricz (f 1708) mnie- 
mał, że głagolica rozwinęła się z kirylicy, a rektor seminaryi dubrawnickićj, lirabia 
Klemens Grubiszyc (f 1766) utrzymywał, że głagolica starszą jest od ś. Hieronima 
i do czasów starożytnych Getów, według niego Słowian, odnosił ją. — Łużyczanin 
Abraham Brancel (Francel f 1740) i Morawianin Jan Strzedowski (f 1715) prze- 
konani byli, że ś. Hieronim pisał głagolica. Podobne przekonanie, jak mniemają 
uczeni, powstało jeszcze w XIII w., kiedy Filip biskup seński uprosił papieża In- 
nocentego IV, aby zalecił do służby bożej język słowiański, a papież usłuchawszy 
biskupa, dał mu pismo (r. 1248), w klórem wzmiankował, że w Chorwacyi jest oso- 
bne pismo, wynalezione przez ś. Hieronima i przez niego do odprawiania nabożeń- 
stwa używało się. Niebrakowało wszakże innych oryginalniejszych pomysłów. Frisch 
w Origo characteri slavonici vulgo Cyrillici et Glagolitici.. Berlin 1727 wywodził 
glagolicę z kirylicy, jako zepsutą przez kopiistów ; Durich w Dissertatio de Slavo- 
Bohemica Codicis versione. Praga. 1777, szukał źródła głagolicy w runach i oskij- 
skich pismach; Linhard w Versuch einer Geschichte v. Krain, Laibach. 1788, wy- 
wodził glagolicę z greckiego, a Ałter (1778) wywodził ją z łaciny i t. d. Do po- 
jaśrrienia szczegółów służą: Szafarzyk, Pamatky, hlaliolskeho Pisemnictvi. 1853. Te- 
goż autora. Ueber der Ursprong und Heim.ith des Glagolitismus. Praga, 1858. 
"Wenelin. IIcTopiiKO-KpimiMecKifl lisucKaiiifl, t. II 1841. Bojdański. O BpeMemi 
nponcxo}kjenifl CMaBfliiCKiix'L niiCbsieH^L. Moskwa 1855. Rauki. Fr. Pismo słovjen- 
sko, Zagreb. 186 1. — — Rettel. Cyryl i Metody. Paryż 1871. Jagicz. BonpoCL 



wlański, uźyu'any u Słowian wscbodnieg"© obrządku, dopiero 
w XVI w, w Tubingen, przy wydawaniu ksiąg religijnych dla 
Słowian południowych, w celu szerzenia pomiędzy nimi reformy 
religijnej, nazwano ki ryli ca. W Polsce alfabet ruski, w XVI 
w., zwano hł a h o 1 i cą.^^') Wreszcie aż do końca prawie XVIII 
w. nic gruntownego nigdzie nie powiedziano. Dopiero, gdy cze- 
ski historyk Gelazyusz Dobner, uwagami swemi o starszeństwie 
głagolicy od kirylicy-^"), wywołał głębsze zastanowienie się nad 
tą kwestyą słynnego filologa Józefa Bobrowskiego, — rozpoczęły 
się poszukiwania dawnych pomników pisma słowiańskiego i kry- 
tyczne nad nimi zastanowienie się. 

W końcu XVIII w. znano jeden tylko starożytny pomnik 
głagolicki, mianowicie psałterz, pisany przez mnicha Mikołaja 
r. 1222, na przyległej Dalmacyi wyspie Rabie (Arbę), ze starszego 
psałterza. Bobrowski, odrzuciwszy stanowczo mniemanie Bobnera 
o starszeństwie głagolicy od kirylicy, wyobraził sobie, że chorwa- 

KiipiLUfc II Mooojiii 131) c.iauaiiCKoii <i)iLio.ioriii 1885. Tegoż autora, ^leibipe 
KpiiTiiKO-na.ieorpa<Dii'/ecKia CTarbii r. 1884. — Broz Iwan. Crtice iz brayatske knji- 
żevnosti. 1888. 

"*) Kronikarz Stryjkowski r. 1586 pisał: Cesarz Michał Kuropalates wszyst- 
kir.-. Bułgarom i Slawakom posiał za upominełc litery Hlaholskie: Az, A, Bu- 
ki, Wiedzi, etc, które na ten czas z grecliich nowo były wymyślone i wynalezione 
gwoli Slawakom. Tych liter, jako pospolicie bywa rzecz każda nowa wdzięczniej- 
sza, zaraz sie chwycili Bulgarowie, Serbowie, Dalmatowie, Karwaci i Russacy i tymi 
literami sprawy swoje i kroniki dopiero pisać poczęli, nietylko tych spraw porządełi 
w łisięgi znosząc, które się na tenczas u nich i przez nich działy, ale też i cny rze- 
czy, i dzieje, które od starodawnych przodków swoich mieli, hlaholskim pismem 
ku wiecznej pamiątce w księgi swoje spisowali. Kronika t. I. s. 89. Stryjkowski, 
jak wiadomo, czerpał wiadomości przeważnie z kronik rusliich na Litwie. A ponie- 
waż w XVI w. na Eusi nie innerai, jak tylko cerkiewno- sio wiańskiemi (kiryłickie- 
mi) literami pisano, oczywiście więc, że zwyczajne kirylickie pismo, za czasów Stryj- 
kowskiego, h ł a h o 1 i c ą zwano. 

^"). Najprzód w uwagach do kroniki ITajka, w latach 1761 — 1772, później 
w odpowiedzi na zarzuty Dobrowskiego, napisał w Abhandlungen der Bohmischen 
Gesellscliaft der AVissenschaften (1785) rozprawę: ob das heut zu Tage so gnannte 
Cyrillische Alphabet fiir eine wahre Erfindung des heiligen slavischen Apostels 
Cyrills zu halten sey. s, 101 — 139. Dobnera poparł jeden tylko Anton Łużyczanin 
w dziele : Yersuch iiber die alten Slaven. l^ipsk. 1783 — 89, twierdząc, że głagolica 
starsza jest nie tylko od grecko -słowiańskiego pisma, lecz i od samego ś, Hieio- 
ouna. 

Tom UJ. 12 



ckim i dalmackim Słowianom dopiero w XIII w. zachciało się mieć 
nabożeństwo we własnym ję7,yl<u, ale że nie mogli przejść naobrzą- 
delc greclci, wymyślili więc litery głagoliclcie, a przetłómaczywszy 
mszę z języT<a łacińskiego na słowiański, literami głagolickiemi, 
puścili pogłosl<ę, że jalc litery, tak i msza niemi napisana, sa dzie- 
łem ś. Hieronima ze Strydonu, aby pod zasłoną tak znakomitego 
ojca kościoła, łatwiej U7,yskać od papieża pozwolenie. Olśniony 
tak wysokim autorytetem, Innocenty IV pozwolił w r, 1248 na 
odbywanie nabożeństwa w języku słowiańskim i używanie liter 
głagolickicli. — Było to więc według Bobrowskiego po prostu 
oszustwem. Dla mocniejszego poparcia swego urojenia, Bobro- 
wski znalazł i oszusta. — Ofiarą padł poczciwy Mikołaj z Raby,^**) 
a Bobrowski nie przestawał twierdzić, że głagolica nie jest star- 
szą od mnicłia z Raby.*'^'*) Z drugiej strony zaświadczenie w bulli 
Jana YIII r. 880,'^") tudzież legend i innycli pomników staroży- 
tnycli, że ś. Konstanty (Cyryl) był wynalazcą pisma słowiańskie- 
go, zdawało się niezbitym dowodem starszeństwa kirylicy. 

Tymczasem Słoweniec Kopitar, zbadawszy w paryzkiej bi- 
bliotece (r. 181 5) rękopism alfabetu głagolickiego, tak zwane 
Abecenarium Bulgaricum, przez filologów francuzkicli 



"^) Rękopism Mikołaja z Raby dziś już stracony, ale polegając na świadectwach 
takich uczonych jak Lewakowicz, Assemani i Karaman, możemy być pewni, że 
wszystko, co dawniej o tym rekopiśmie mówiono, jest prawda. Otóż ów Mikołaj sam 
objaśnił, że paslterz skopijowal (i222 r.) z daleko starszego rękopismu, sporządzo- 
nego na rozkaz Teodora, ostatniego tego imienia arcybiskupa salonijskiego. — Do- 
browski, mając na względzie, że Salona zburzona przez Chorwatów w polowie VII 
w,, że ostatnim jćj arcybiskupem był Teodor III i że Słowianie, będąc wtedy po- 
ganami i burząc kościoły, niepotrzebowali l<siąg chrześciańskich, z oburzeniem na- 
zwał Mikołaja z Raby kłamcą, oszustem. Bzecz jednak w tem, że po zburzeniu 
Salony w drugiej połowie VII w., arcybiskupstwo przeniesione zostało do Spalatro, 
ale nieprzestawało zwać się Salońskiem. Arcybiskupem salońskim w Spalatro rzeczy- 
wiście byt Teodor 880 — 890, a był ostatnim tego imienia aż do Xin w , kiedy pi- 
sał Mikołaj z Raby. — O tera poucza Farlati. Illyricum Sacrum r75i, 181 7 I s. 8. 

•'"') Najprzód w dodatku do^ artykułu: Ueber das Alter der bohmischen Bi- 
beliibersetzung, w Abhandlungen einer Privatgesellscliaft. B. V 1782 s. 318 — 322, 
później w innych pismach. Porów. Jagicz. IJoni)OC'L o KiipiiJi.rl; 11 Meoo^iii s. 41. 

^'^) A, 880 Literas deniąue sclavinscas, a Constantino ąuondam phjlosopho 
repertas . . . Erben. Regesta, s. 18, 



— 179 — 

odnoszone do XI w."^^j nabrał przekonania o mylności poglądów 
Dobrouskiego i o tem go otwarcie zawiadomił. Dobrowski od- 
powiedział, iż niewierzy temu, aby głagolica istniała już w XI w, 
i z takiem przekonaniem pozostał aż do śmierci (r. 1829 ;. Wszakże 
poruszenie kwestyi o pochodzeniu głagolicy wywołało nowe poszu- 
kiwania w Pradze, Moskwie, Petersburgu, Warszawie i w innycli 
miejscach Słowiańszczyzny. Szafarzyk, podobnie jak Dobrowski nie- 
podzieiał zdania Kopitara o starszeństwie głagolicy, ale i niewidząc 
możności podtrzymywania uporczywego zapatrywania się na jej 
pochodzenie Dobrowskiego, wymyślił całkiem nową liipoteze o usi- 
łowaniu jakiegoś Dalmatyńca, w r. 1064, do wynalezienia na korzy śj 
adeptów kościoła Zachodniego, nowego alfabetu, różnego od kiry- 
licy, aby wyjątki z ksiąg cyrylskich snadniej było skryć, dla łatwiej- 
szego zaś rozszerzenia alfabetu tego, Dalmatyniec puścił pogło- 
skę, jakoby wzmiankowany alfabet został wynaleziony przez ś. 
Hieronima. Dalej Szafarzyk puścił się na domysł, jakoby z po- 
mocą nowego alfabetu spodziewali się (papieże??) przyciągnąć do 
siebie Słowian greckiego obrządku, zostawić im liturgiję słowiań- 
ską, lecz za pom.ocą nowych liter (głagolickich) wprowadzić ob- 
rządek kościoła Zachodniego.^-; 

Przypadkowe odkrycie w bibliotece hrabiego Cloz'a w Try- 
A,iir't^. rękopismu głagolskiego w r. i>^3o, usunHo wszelką wąt- 




' '■ i Porównanie tego abecai.Ua z kodeksami hrabiego CioUa i Watykańskim 
podał Kopitar w dziele Glagolita Clozianus, o którem wnet powiemy. Faksymile 
tegoż Abecenarium znajdujemy w dziele Martinowa. Les manuscrits Slaves de la 
bibliotheque imperiale de Paris. 1858. 

'•-) Geschichte der Slavischen Sprache und Literatur nach alicn Mundarten 
r. 1826 s, 239 — 241. Powstając przeciw hipotezie Szafarzyka współczesny mu pi- 
sarz moskiewski Jurij AVentiin, zawołał: „kłamstwo! Na soborze saloaskim r. 1060 
duchowieństwo łacińskie nietylko nie tolerowało alfabetu głagolickiego, lecz owszem 
rzuciło nań anatemę"' A dalej wykazuj.-ic niedorzeczność wywodów Szafarzyka, nie- 
potrzebne insynuacyje, płonne domysły, Wenelin dodał, że we wszystkich „niezbitych" 
dowodach Szafarzyka „iiŁtTj iie To.ibKo ecTecTBennocTn, 110 11 aapauoro CMUCia" 
(nie ma nietylko naturalności lecz i zdrowego rozsądku). Przy tem Wenelin do- 
dawszy i Dobcowskicmu za mnich.i arbejskiego (z Raby), stanowczo twierdził, że 
głagolica starszą jest od kirylicy, IIcTopiiKO-KpilTli4eciciJl U3UCKaili)l, r. 1841 tom 
U s. 177. 

12* 



— i8o — 

pliwość względem starożytności glagolicy. Dobrowski już nie 

żył, a Kopitar, zbadawszy znak ziony poninik, w) dal go pcd 
tytułem Glagolita Clozianus w r. 1836. — Bystry umysł badacza 
oceni! od razu znaczenie i doniosłość odkrytego rękopismu, oświe- 
cił go swemi uwagami i tern starożytność pisma głagolickiego 
zapewnił.^"') Odtąd niepodobna już było czemkolwiek zbywać 
■ kwestyje o pocliodzeniu glagolicy. Dwa typy pisma słowiań- 
skiego widocznie świadczyły o ich starożytności. Wypadało wy- 
rzec: które z nicłi starsze i które pierwotnie użyte zostało przez 
śś. Cyryla i Metodego do spisania ksiąg ducTiownycVi słowiań- 
skicłi? Niepewność ogarnęła badaczy. Zgodnie z Kopitarem Mi- 
chał Wiszniewski wyrzekł, iż pismo głagolskie, czyli bu kwa, 
dawniejsza jest od kirylicy^^). Podobne zdanie oświadczył Wenelin, 
a serbski uczony Drogosawlewicz^*'') starał się udowodnić, że gła- 
golica starszą jest od ś. Hieronima. Znaleźli sie i przeciwnicy 
Kopitara, nieprze. tający twierdzić o starszeństwie kirylicy od gła- 
golicy,^") ale w najkrytyczniejszem położeniu znalazł się Szafarzyk. 
Niezadługo przedtem (w r. 1826) rzucił on podejrzenie na sobór 
saloński r. 1060, jakoby w skutek życzenia tego soboru wymy- 
ślono pismo głagolickie i zwalił na jakiegoś Dalmatyńca winę a te- 
raz, w obec świetnych dowodów Kopitara o starożytności głago- 
łicy, przekonał się o złudzeniu, które go na drogę błędnych do- 
mysłów popchnęło. Wypadało przyznać się do omyłki, lecz i tu 
Szafarzyk wahał się. Tymczasem podróże po Turcyi, odbyte przez 

■*^) Glagolita Clozianus, id est codicls glagolitici inter suos facile antiquissi- 
mi, olim, dum integer erat Veglae in thesauro Frangepaniano, habiti pro s. Hieio- 
uymi bibliis Croaticis, supparisque adminimum Cyrilliano Obtrom'ri Novograden^i>, 
leipsanon foliorum XI[ etc. eddidit Bartholomeus Copitar. Yindobonae 1836 in fol. 

^*) Historya literatury polskiej. Kraków, 1840. tom I s. 167 — 172. 

^''j Identyiikując nazwy glagolicy z nazwą pisma gotskiego, Wenelin zacie- 
mnił sprawę starszeństwa glagolicy od kirylicy. IIcTopin{0-KluiTii»JecKifl ]i3biCKailia. 
Tom II s. i8a — 204. nocTaiiaif^ C.iaBciiCKH ciona luii niicMeiiocTb, KaKBa e n 
KaKua Tpe6a, na. e y Ccp6cK0MX iiatiKy, oxh A.TaMa /J,paj'ocaR.tł.RiiTa. Y lJeorpa,xy 
1840, in 12-0 str. 140. Bodianski. O lipeMcnii npo]icxoaaciiia cvian/iiicKiiXl. nucij- 
MeiiT. s. 296. 

*^j Maciejowski Waclnw, podobnie jak Szafarzyk, glagolicę uważał za wy- 
nalazek XI w. — Pamiętniki, r, 1839, tom I s. 75, tom II s. u. 



— l8i — 

profesora Gryg-orowicza w r. 1844 — 5*') i archimandrytę Porfirego 
Uspieńskiego w r, 1845 — 6, tudzież zebrane przez nich pomniki 
głagolickie, wybornie stwierdzały zdanie Kopitara. 

Gryg-orowirz, niezwaźając na sprzeczne z nim zdania rosyj- 
skich slawistów,*^) już w r. 18,51 wyrzekł, iż z dwóch alfabetów 
słowiańskich, jeden musiał zjawić sie wcześniej niż w IX w. a ta- 
kim alfabetem jest głagolica, która być może początkiem swym 
sięga w bardzo odległe wieki.***) Zdanie swe Grygorowicz po- 
powtórzył i w późniejsze lata.'^*') 

Pod ciężarem nowoodkrytych przez Grygorowicza i Uspień- 
skiego pomników głagolicy, Szafarzyk ujrzał się zniewolonym 
dawniejsze swe przekonania zmienić nieco na korzyść głagolicy. 
Dopuszczając możność zjawienia się jej w tym czasie, kiedy wy- 
gnani z Morawii uczniowie Metodego, do Bółgaryi przybyli, Sza- 
farzyk mniemał, że jeden z nich, najpewniej ś, Klemens, biskup 
Wielicy (887 — 916), jak wzmiankują legendy, wynalazł inne od 
kirylicy pismo, mianowicie głagolicę.-^^) Popierając zdanie swe 



i 



*') OwpK^ nyieiuecTBia no EsponeilcKoii Typaiii. Kazań 1848 in 8, stro- 
nica 214. — Na jednym egzemplarzu, tego wielce ciekawego dzieta, ofiarowanego 
autorowi niniejszej pracy w r. 1862, Wiktor Grygorowicz podówczas profesor uni- 
wersytetu kazańskiego, napisał na okładce, po polsku, objaśnienie trudnych okoli- 
czności, w jakich sie on podczas wydania swej pracy znajdywał. 

^*) Najprzód Preisa, prof. uniwersytetu petersburgskiego, potem Izmaela Srez- 
niewskiego, który zająwszy w Petersburgu katedrę po zmarłym Preisie, odrzucał 
domysły Grygorowicza o głagolicy, Jagicz. Kitpiu.ni li Meoojiii. 1888 s, 53. 

^^) Rozważając rękopismy greckie i cyrylskie Grygorowicz znalazł w nich 
wtręty i przypiski głagolickie, poświadczające, że w wielkiej części Słowiańszczyzny 
głagolica używała się jako zwyczajne pismo. A dalej rzekł : BOOoiue fl3ŁiKi> r.iaro- 
.lUTU jpeBntiimiii. Cb. liiipiu.n. iiauie.n. r.iaro.iiiTy, a Mooo.uii (bmŁctI; ci. Kii- 
piu-iOMij) noc.rfe oópaTii.ri) ee 11 rpciocKiii a.i<i>aBiiTii b7> jpyryio c.iaBaiiCKyio aa- 
yKy (KiipiMimy). O siiaMeniii I^epKOBiio-CiaBaiiCKaro JlabiKa. I85I. s, 57—67, 

^^) W artykule „O .ipoBiieii niiCLMeiiiiocTil Cjiauain." Grygorowicz z ogro- 
nym zapasem erudycyi zbijając swych przeciwników, dowodzi, źe ś. Cyryl używał 
do pisania głagolicy, która mógł znaleźć i w Chersonesie Tauryckiem, jak wzmian- 
kuje pannoński żywot Cyryla. CTUTbii Kacaiomiaca ,ipoBiiaro c.iaitaiir-Karo jr.ii.iha 
Kazań, 1852, str, 69, 

'^^] Prvovek hlaholskeho pisemaictvi. Cas. C. M. 1852. powtór-sone w III 



-— l»2 — 

nowym opracowaniem kwestyi o głagoHcy i będąc już mocno 
zachwiany w dawniejszem przekonaniu, Szafarzyk w r. 1853 wy- 
rzekł, iż domniemanie o pochodzeniu pisma słowiańskiego jest 
jeszcze w zawieszeniu i oczekuje w przyszłości dopiero sprawie- 
dliwego rozpoznania/'^-) Gdy jednak w r. 1855 doktor Hofler 
w Pradze znalazł, wklejone w okładzce bardzo ozdobnego ręko- 
pismu łacińskiego z w. XI, dwie pargaminowe karty głagolickie,"'^^) 
Szafarzyk przekonał się nareszcie, iż wszelkie jego usiłowania do 
podtrzymania starszeństwa kirylicy w niwecz się obracają. — Zba- 
dawszy z całą usilnością nowoodkryte karty, zastanawiając się 
nad kształtem liter, pisownią, punktuacyą i atramentem, Szafarzyk 
wyrzekł, iż rękopism ten musi sięgać przynajmniej pierwszej po- 
łowy X w., że zwroty mowy w nim są słowiańsko - morawskie 
i że zatem powstał w tej miejscowości, w której ś. Metody nau- 
czał. — Takim sposobem, po trzydziestoletniem prawie obstawa- 
niu za kirylicą, Szafarzyk w r. 1858 znalazł się w konieczności 
zgodzić się z przeciwnikami swymi i przyznyć starszeiistwo gła- 
golicy.'"'*) 

Wygłoszenie zdania takiej naukowej powagi, jaką się szczy- 
ci! w owym czasie Szafarzyk, wywołało żywe zainteresowanie 
się badaczy rzeczy słowiańskich. I gdy jedni, trzymając się 
uporczywie dawniejszych poglądów, obstawali za starszeństwem 
kirylicy,'^'') inni w myśl Szafarzyka, rozwijali wypowiedziane 



tomie dziel Szafarzyka, wyd. 1865 str. 211 i następne, Względem wynalezienia przez 
ś. Klemensa innego pisma, niż te jakie ś. Cyryl wymyślił, patrz wyżej cytatę 34. 

'■'"j Pamatky hlaholskeho pi.semnictvi. 1853 s. VI punkt 8, — tudzież str. 

xLvr. 

'^^) Fakssmile łych kart ogłoszone zostały w Abliandlung der K. Bóhmi- 
schen Gesellschaft der Wissenscliaft tom X. Praga 1857. Jest to dziesięć krótkich 
hymnów, czyli Swetiln z objaśnieniami Szafarzyka. Osobna odbitka z tego wy- 
dania, pod tytułem: Glagolische Fragmente herausgegeben von Hofler und P. J. Sa- 
farik. Praga 1857 in 4° str. 6r. V tablic. 

5^) Ueber den Ursprung und die Heimath des Glagolitismus 1858. — O po- 
szukiwaniach szafarzyka ogłosił Ginzel, w dodatku do Geschiclite der Slavenapostel. 
1 86 1 str. 107 — 1 7.0, — Porów. Jagicz. BonpocL O Kiipiu.Tt 11 MeooAiH. s. 5g. 

•'''') Izbera. Kiryl i Method nepsali nigdy hlaholski neż kirylski r. 1858 — 



- i83 - 

przez niego zdanie.'*'"; Ruch literacki najbardziej wzmói^ł się 
w IMoskwie. Tam Bodjański, pogrążony całkiem w badania sta- 
rożytnych pomników podobnie jak Grygorowicz w Kazaniu, już 
w 1855 r. wypowiedział swe przekonanie, że chociaż nie może 
jeszcze zgodzić się na starszeństAvo głagolicy, lecz opierając się 
na najnowsze dane, chętnie udziela jej miejsce w jednym z kiry- 
licą wieku, lub wnet później.'^") Chomiakow dowodził, że głago- 
lica jest starożytnym pomnikiem wznowienia rzez (p'Ł3Tj) mni- 
cha Chrabra, i że szerzyła się na Zachodzie, a kirylica na Wscho- 
dzie,^^) Pogodin (-J- 1876) skłaniał się do przyjęcia zdania Sza- 
farzykowego o starożytności głagolicy „którą znał już ś. Cy- 
ryl."'^'-') — Słowem ruch w opracowaniu podjęty kwestyi szerzył 
się T)o całej Słowian szczyznie, liczba dzieł powiększyła się do ta- 
kiego stopnia, że z nich osobna literatura powstała. Zwróćmy 
nwagę na ważniejsze prace. 

Słynny profesor uniwersytetu zagrzebskiego kanonik Raczki, 
wydawca znakomitego kodeksu watykańskiego, głagolicą pisa-s 
nego w początkach krzewienia chrześciaństwa u Słowian, zba- 
dawszy cechy lingwistyczne w-zmiankowanego kodeksu, przyszedł 
do przekonania o głębokiej starożytności głagolicy. Według nie- 
go, największy rozkwit piśmienictwa w Bółgaryi przypada na 
czasy cara Symeona (r. 893 — 927). Najstarsze pomniki pisane 
są głagolicą okrągłą, potem grecko-słowiańskiem pismem. Z po- 
czątku głagolicą i kirylica walczą o pierwszeństwo, ale później, 
jak wskazują palimpsety, powierzch głagolicy pisane kirylica. 



Kil. f^ 



W Moskwie Wiktorów i Hilferding mocno obstawali za starszeństwem kirylicy. Po- 
godin. CóopiiliKT} r865. s. 172 — 192. Szczególnie przeciw Szafarzykowi powstawał Hil- 
ferding. 

**) Hanusz. Swaty Kiryl nepsal kyrylsky neż hlaholsky. 1857. Odbitka 
z Pojednani Kral. Cesk. spolecnosti nauk. Później. Das Schriftwesen und Schrit- 
thum der bóhmisch-slavischen \ ólkerstamme. Praga 1867. 

tS') Bodjaiiskij. O BpeMCHii npo«cxoH.-jeHia C.iaBaHCKiix'b nucŁMeiit, str, 
17-8. 

»•) PyccKaa Bectja r. 1859, t. V, s. 1—12. 

^^) Knpu.uo-Meo(u. CoopiiuKi,, 1865, s. 126. 



— i84 — 

a pod koniec XII w. głagolica w Bółgaryi znikła/^) Miklosicz, 
oświadczywszy się od dawna za starszeństwem głagolicy,*^) zau- 
ważył, że różnicę pisma głagolickiego od cyrylickiego stanowią, 
nie tylko formy pisma, lecz i sam język pomników i że najdaw- 
niejsze pomniki głagolickie pisane były w mowie słoweńskiej."-) 
Nowsi badacze Tajlor i Geitler, porównywając najstarsze litery 
głagolickie z literami innycłi alfabetów, wypowiedzieli różne zda- 
nia. Pierwszy z nicłi twierdził, że najstarsze litery głagolickie 
są, jednakowe z greckiemi minuskulnemi literami,""') Geitler w al- 
fabecie głagolickim upatruje wpływ nie tylko greckicli uncial- 
nych i rzymskicli liter, lecz nawet i albańskiego alfabetu. We- 
dług jego hypotezy, u Słowian w Bółgaryi i na południe od niej 
używano greckiego uncialnego pisma, a u Słowian w Macedonii 
są.siednicli albańskich liter, z czego powstał zarodek głagolicy."^) 
Zbijając zwycięzko hypotezę Geitlera profesor Jagicz powiada, 



60^ Priekonania swe Raczki wypowiedział najprzód w dziele: Pismo slovjen- 
sko, 1861, później w dziele: Assemanov iii Yatikanski Evangelistar, 1865, s. CXIX. 
Później w czasopiśmie „Rad jugoslavenskie Akademije", tom II, 36. Riedko slo- 
vensko pismo u vatikanskom rukopisu. 

«') Artykuł „Glagolitisch", w Encyklopedyi Ersch. Grubera, 1859, s. 403 do 
422. Patrz Jagicz, BonpocŁ o Klip. u Meo., s. 52. 

'^^) Die pannonischen Denkmaler zerfallen nach dem Alphabete in dem sie 
geschrieben sind, in glagolitische und in Cyrillische, ein Unterschied der nicht nur 
die Schrift, sondern auch das Alter trift, indem einige der glagolitischen Quellen zu 
den alleraltesten Denkmalern der Altslovenischen, ja der Slavischen Sprache iiber- 
haupt gehoren. Miklosich. Altslovenischen Formenlehre in Paradigmen, 1874. Ein- 
leitung, s. XIII. 

8') Najpierw w Archiv fiir Slavische Philologie, V, s. 191, powtórnie w dziele 
jego: The Alphabet an account of the Origin and Development of Lettres, by Isaac 
Taylor. Vol, II, 195 — 207. Jagicz w sprawozdaniu, wzmiankowanem w następnym 
przypisku s. 185. 

^'') W recenzyi licznych prac archimandryty Amfilochia i Wsiewoloda Miil- 
lera. Ki) Bonpocy o daBAHCKofi aafiyid;, w Żurnale Minis. Ośw. 1884, profes. Ja- 
gicz bierze pod rozwagę prace Leopolda Geitlera. Die Albanesischen und Slavi- 
schen Schriften, mit 25 phototypischen Tafeln. Wien,' 1883. Nie ograniczając się 
krytyką hypotezy Geitlera, posuniętą aż do szczegółowego rozpatrzenia liter głago- 
lickich, każdej z osobna, Jagicz wypowiada stanowczo swe zdanie, przez co recen- 
zya ta nabiera znaczenia liadania wielce pouczającego. Praca Jagicza, jako osobny 
dodatek umieszczona w Sborniku Akademii Nauk Petersburg., wydziału języka i lite- 
ratury rosyjs. Tom 33, r. 1884. Orueib o npiicy;K,i:eHiii .loMOuocoBCKoii itpeMiii. 



- i85 - 

źe wtedy, kiedy się u Słowian wytwarzało pismo, alfabet albań- 
ski nie istniał jeszcze. Na półwyspie Bałkańskim Słowianie, pod 
wływem cywilizacyi byzantyńskiej i kultury greckiej, używali 
greckiego pisma uncialnego i minuskulnego (kursywy), jak po- 
wiada Chrabr „bez ustrojenia". Konstanty nietylko uporządko- 
wał pismo, lecz był reformatorem pisma greckiego na korzyść 
słowiańskiego. Rozbiór krytyczny starożytnycli pomników i pa- 
leograficzny cliarakter obu alfabetów wskazuje, że kwestya star- 
szeństwa jednego z tych alfabetów najłatwiej sie rozstrzyga na 
korzyść glagolicy."'^) Car bółgarski Symeon i jego przyboczni, 
poczuwając jaką przeszkodę stawiała im głagolica do zbliżenia 
się z cywilizacyą byzantyńską, starali się, zamiast alfabetu gła- 
golickiego, który się równał pismu greckiemu minuskulnemu, 
wprowadzić cliarakter odpowiedni greckiemu uncialnemu (lite- 
rackiemu) pismu. To właśnie stanowi kirylicę. Przewaga jej stała 
się nie w skutek tego, aby alfabet cyrylski wytworzył się drogą 
łiistorycznego rozwoju, lecz z powodu umienia zastosować ją do 
pisma greckiego. Ostatecznie zaś zwycięztwo kirylicy zapewniło 
przyjęcie cłirześciaństwa przez Słowian ruskicłi.^*') 

Powaga tylu znakomitych badaczy zapewnia głagolicy zna- 
czenie pierwotnego pisma Słowian, ale nie usuwa ostatecznie 
powątpiewań o jej pochodzeniu.*^') Kwestya ta bezwątpienia 
będzie kiedyś rozstrzygnioną, a tymczasem zostajemy w upewnie- 
niu, że apostołowie nasi Cyryl i Metody używali pisma głago- 

*') Jagicz, jak wyżej str. i86 — i8S. 

^^) Załączone przy pracy prof. Jagicza tablice pisma starożytnego, naocznie 
zdają sie przekonywać, jak najdawniejsze z IX i X w, litery głagolickie i cyry- 
Hckie zbliżają sie do współczesnych liter greckich minuskulnych i uncialnych, oprócz 
głosek nosowych, których u Greków nie było, Zkądże się wzięły w alfabecie sło- 
wiańskim? Jagicz nie objaśnił tego! 

®^) Oprócz Geitlera i innych badaczy sprzecznego zdania z Taylorem i Ja- 
giczem, odrzucającymi wpływ albańskiego i innych, oprócz greckiego, alfabetów, 
nowszy pisarz M, Filipow mniema, że głagolica wynaleziona przez Słowian dal- 
mackich wcześnićj, niż się zjawiła kirylica, i prawdopodobnie powstała pod napły- 
wem rozmaitych żywiołów, częścią w przedchrześciańskie czasy, częścią od Greków, 
Rzymian, a być może i narodów wschodnich. XopnaTl.i if 6opi>6a IIX'I> ri. Aufi- 
piefl. PetrohraJ. i!i<) >, s. u 2. 



— i8ó — 

lickiego i że takowe szerzyło się w IX i X w. nie tylko u Sło- 
wian południowycli, w Pannonii, Morawii, Slo\vaczyźnie i Cze- 
cłiacli, lecz także i w południowej części Polski, Clirobacyą zwa- 
nej. Zrozumimy to łatwo, porównywając wypadki liistoryczne. 
I tak, Iciedy w IX w. apostołowie nasi krzewili clirześciaństwo 
nad Dunajem, Słowiańszczyzna lecliicka aż do Łaby swobodną, 
jeszcze była od władzy niemieckiej i wpływu kościoła łacińskiego. 
Książęta Obodrytów, Lutyków, Serbów nadłabskich, uczęszcza- 
jąc na dwory cesarskie, być może znajomili się z łaciną, ale nad 
Wartą i dolną Wisłą nic jeszcze ani o cywilizacyi zacliodniej, 
ani o piśmie głosowem nie słyszano. A gdy w skutek urągania 
cłirześciaństwu księcia wiślickiego poganina, władztwo jego pod- 
padło pod panowanie Morawianów (około r. 880), używane w Mo- 
ra wii pismo liturgiczne, słowiańskie, nie spotykając przeszkody 
ze strony pisma łacińskiego, sw-obodnie szerzyć się mogło, jeśli 
nie w całej Polsce, to przynajmniej w południowej jej części, 
dokąd nauka apostołów słowiańskich sięgała. Będąc poganami 
przodkowie nasi mogli nie znać pisma, stawszy się clirześcianami 
obejść się bez niego nie mogli. A ponieważ w metropolii sło- 
wiańskiej Welegradzie używano głagolicy, oczywiście więc, iż 
misyonarze tej metropolii musieli używać nie innego pisma, jak 
tylko głagolickiego w IX wieku, aż nim łacina wzięła w służbie 
bożej przewagę w X może nawet w XI wieku. *'^) Niezrozumiałą, 
ludowi łacinę znali wszakże tylko księża, którzy dla oświecenia 



®*) Najdawniejszy pomnik języka polskiego, tak zwany „Psałterz Małgo- 
rzaty", przepisany prawdopodobnie przez Niemca, literami łacińskiemi ze starszego 
rękopismu, zawiera (w drugiej, starszej części) ślady pisma głagolickiego, dla ozna- 
czenia dźwięków nosowych. Zkąd to pochodzi? Wydawca Psałterza tego, senator 
K. Małkowski mniema, że to sie da wyrozumieć, kiedy przypuścimy, źe Psałterz 
wprzód był tłómaczony nim poznano pisma cerkiewne nietylko kirylicę, lecz i gła- 
golicę. (Przegląd najdawniejszych pomników języka polskiego, r. i8/2, s, 29, 44). 
Mnie się zdaje, że kwestyę tę chyba paleografia ostatecznie rozstrzygnąć zdoła, ale 
zjawienie się śladów głagolicy w pomniku polskim przypomina to, co Wiktor Gry- 
gorowicz znalazł (w r. 1845) na niektórych pomnikach słowiańskich w Bółgaryi, 
mianowicie wtręty i dopiski glagolickie, co właśnie dowodzi powszechna niegdyś 
znajomość ostatniego pisma. Wyżej cyt, 49. 



- 18; - 

ludu musieli Używać języka miejscowego i długi czas pisać alfa- 
betem słowiańskim, ale którym mianowicie? Według niewielkiej 
ilości starożytnych pomników zdawałoby się, że już od czasów 
Bolesława Cłirobrego w Polsce szerzyła się kiry lica, ^*) z któr^ 
Polacy łatwo zapoznać się mogli podczas wypraw Bolesława Chro- 
brego na Ruś i do Kijowa, gdzie wówczas kirylica z Bółgaryi 
szerzyła się i długo, jak wiadomo, walczyła ze starszą głagolicą.''"^) 
Czy nie było coś podobnego i w Polsce? Twierdzić o tern nie 
możemy, ale wypada zwrócić uwagę na Czechy, z których pier- 
wotnie wiara i oświata do Polski płynęły. Wszak wiadomo, z jaką 
gorliwością opat klasztoru Sazawskiego Prokop i następca jego 
Wit szerzyli w XI w. nabożeństwo słowiańskie w Czechach. Be- 
nedyktyni wzmiankowanego klasztoru zbierali i przepisywali rę- 
kopismy głagolickie, do użytku w nabożeństwie słowiańskiera. 
Siady tego przechow^ały się w znalezionych przez Hoflera w Pra- 
dze (r. 1855) ułamkach głagolickich z X w.'^^) Stosunki polity- 
czne i religijne Polski z Czechami w XI w. były nadzwyczaj 
ożywione. Morawija lat dwadzieścia z górą, a Słowaczyzna dłu- 
żej do Polski należały.'-) Czy podobno dopuścić, aby Polacy 



^®) Xa dowód tego badacze przytaczają: pieniądz Bolesława Chrobrego z na- 
pisem cyrylickim, i kronikę Jarosława kanonika katedry płockiej obrządku łaciń- 
skiego, pisaną przez niego kirylica w r. 1219. Xa te kronikę powoływał sie nie- 
gdyś Chrystyan biskup pruski, a dziś w archiwum królewieckiem wyśledzono ją. 
Były jeszcze starsze książki polskie kreślone' temże pismem, a przez Niesieckiego 
i innych wiarogodnych świadków wspomniane. Używano więc niegdyś w Polsce 
powszechnie kirylicy, a spisane przez Metodego i następców jego księgi cerkiewne 
były wzorem, według którego tak my, jak i inni Słowianie pierwszy piśmienny nasz 
język urabiali, nim takowy około wieku XIV uległ przeważnie wpływowi czeszczy- 
zny. Bielowski, we wstępie do drugiego wydania Słownika Lindego, r. 1854, str. II. 

"♦>) Pop Upir Lichy, przepisując dla księcia Włodzimirza Jarosławowicza 
w r. 1047 księgi proroków pismem grecko-słowiańskiem, wyraził się: napis a i 2 
kfirłlowice, czem dał do pojęcia, że przepisywał z manuskryptu innym charakte- 
rem pisanego, mianowicie głagolicą, którą on nazwał pismem kirylowem. Hanusz 
Ign. Der bulgarische Monch Chrabr, w Archiv. f. Kunde Oesterr.-Geschichts-Quel- 
len, 1860, tom XXIir. s. 45. Szafarzyk. Pohled na prvovek hlahdskeho pisemnictvi. 
Dzieła. I FI. 211. 

'') Wyżej, cyt. 53. 

"2) Dzieła i^.^o lom II, s. 96, lu5. 



nie korzystali z pisma głagolickiego, przynajmniej w dyecezyach 
Krakowskiej i Wrocławskiej, choć w części, obok pisma kiry- 
lickiego? Ślady glagoHcy w Psałterzu Małgorzaty, tudzież utrzy- 
mywanie sie w pamięci Polaków nazwy pisma „hłaholskiego",''") 
chociaż nie rozstrzygają kwestyi, o której mówimy, ale podaja 
powód do mniemania, że i u nas podobnie jak na Rusi ki- 
rylica, jako doskonalsze pismo, wzięła przewagę nad głagolica 
W XI wieku /^} 

4. O języku ksiąg liturgicznych słowiańskich. 

Jeszcze przed rozpcczęciem apostolstwa w Morawi (r. 863), 
bracia Ivonstanty i Metody, jak wzmiankowaliśmy wyżej, praco- 
w^ali nad przekładem z języka greckiego na słowiański ksiąg 
liturgicznych. Później, po czterech i pół latach pobytu w Mo- 
rawii, bracia apostołowie zanieśli do Rzymu przetłómaczone przez 
nich księgi, które przez stolicę apostolską aprobowane zostały.'"'^) 
A że w owym czasie mowa słowiańska rozpadała się już na kilka 
osobnycli narzeczy, zachodzi zatem pytanie: w jakiem mianowi- 
cie narzeczu apostołowie nasi dokonali przekładu ksiąg litur- 
gicznych? 

Kwesty a ta, zajmując około stu lat umysł celniejszych ba- 
daczy, nie uzyskała dotąd należytego rozwiązania. Postaramy 
się przynajmniej objaśnić przebieg usiłowań w tym celu. 

W pierwszej połowie bieżącego wieku, w obec powsze- 
chnego przekonania o starszeństwie Icirylicy od głagolicy, księgi 
duchowne, kirylicą pisane, uważano jako główne źródło do po- 
znania pisma i mowy pierwotnych nauczycieli Słowian. A po- 

'•'') Wyżej, cyt. 26. 

"') Z pisarzy ojczystych za starszeństwem głagolicy w Polsce oświadczyli 
się: Bartoszewicz Julian w Historyi pierwotnej Polski, r. 1865, wyd. 1878, I, s, 94, 95 
i w Historyi literatury polskiej, r. 1877, I, 24; Leonard Rettel w dziele SS. Cyryl 
i Metody, r. 1871; Konstanty Małkowski w „Przeglądzie pomników języka polskie- 
go" r. 1872; Tadeusz Gromnicki w „Rozprawach Akad. Umiej.", 1879, tom XI; 
ks. T. Dąbrowski, w broszurze: Języki liturgiczne słowiański, rumuński i ormiański 
w obrębie monar. austryac. Stanisławów, r. 1 882. Pawiński. Serbia, r. 1874. s. 106. 

'5) Wyżej § 38, str. 83. 



— t89 — 

niewaź księgi le doszły do nas nie w or} g-Inalach, lecz w pó- 
źniejszych, pod -wpływem czasu i miejscowości, mocno zmienio- 
nych redakcyach, zostawało więc dla domysłów i przypuszc^e^ 
obszerne pole. 

Znakomici badacze rzeczy słowiańskich: Józef Dobrowski, 
Szlecer, Wostokow, Kałajdowicz i inni, zważając na wielki roz- 
wój literatury bólgarskiej za cara Symeona (r. 890—92 7), "**) oraz 
przyjmując na uwagę język najstarszych ksiąg kirylicą pisanych, 
mniemali, że do przekładu ksiąg liturgiczn^-ch Konstanty i Me- 
tody używali narzecza bółgarsko-słowiańskiego, które im, jako 
urodzonym "w Macedonii, dokładnie było znajome. Podzielając 
podobne przekonanie, Szafarzyk objaśnił swe myśli w następny 
sposób. W IMorawii i Słowaczyznie panowało w IX w. narze- 
rze, do teraźniejszego zbliżone, a od cyrylskiego wcale różne. 
>\Iogli jednak apostołowie słowiańscy i pomocnicy ich, z ksiąg, 
w narzeczu bólgarskiem pisanych, odprawiać służbę bożą, mogli 
z uczniami swymi przedłużać tlómaczenie ksiąg greckich na miej- 
scowe narzecza, bo różnica Slowiańszcz)^zny morawskiej od me- 
zyjskiej (bółgarskiej; nie była tak wybitną, jak teraz. W zadu- 
najskiej Morawii, raczej Pannonii, Konstanty i Metody nie mie- 
szkali i nad przekładem ksiąg tam nie pracowali. W tej części 
Morawii bytujący Słowianie jednego z Morawianami i Słowakami 
pochodzenia, jednakowej z nimi używali mowy. Dalej na zachód 
panowało narzecze chorutańskle, które, jak widać z ułamków 



'*^) Mnóstwo pisarzy słowiańskich, którzy wnet po śmierci .Metodego, po czę- 
ści przed upadkiem rzeszy morawskiej (qo'>), po części później, zwłaszcza w X 
i XI w. zjawili sią w Ból_;aryi, są dowodem, że piśmienictwo słowiańskie w tvm 
kraju o wiele wcześniej, niż po upadku Morawii poczęło się. Uczony car bólgar- 
ski Symeon sam księgi greckie na język słowiański tlómaczył, za co go współcze- 
śni zwali knigolubcem izwykszim czesti wsja k n i g i. (Kałajdowicz, 
loailT. 3K3. u0.ir. 15). Biskup Welicy ś. Klemens, po powrocie z Morawii do Ma- 
cedonii, wiele ksiąg napis.!, r. 885—9:6. (Legenda Ochridica, c. 8, 14,- Legenda 
Bulgarica c. 22; Grygorowicz, O-it-pKl) nyicmeCTBia no Typuiii, ątr, 122). Toż 
.-amo czynili: ekzarch I ólgarski Jan (890 — 916), biskup Konstanty (90C), mnich 
Orzegorz, mnich TcOi^ i r\l:Mv,. '' r\ Ls (907) i i T .lajdowicz, jak Avyżej, 

M. 15. 99. 



— igo — 

freizingeńskich,'''') już około r. 950 i wcześniej z układu swego 
podobne było do teraźniejszego i do mowy illyryjskiej należy. 
Przeciwnie od Pestu i góry Matry na południe i wschód, na ca- 
łem porzeczu Cisy panowało wtedy narzecze bółgarsko-słowiań- 
skie, które w przekładach pisma ś. znajdujemy.'^) 

Tymczasem Kopitar, odkrywszy jeden z najstarszycli pom- 
ników słowiańskicli głagolica pisanycli i to w narzeczu choru- 
tańskiem (sloweńsl<iem), twierdził, że do przekładu ksiąg rełigij- 
nycli apostołowie słowiańscy używali mowy Słoweńców, którzy 
przed najazdem Węgrów (r. 9o6\ szerzyli swe posady aż do Du- 
naju.'^") Hypoteza ta znalazła poparcie ze strony Miklosicza, 
który, opierając się na filologicznych! cecłiacłi pomników słowiań- 
skicli, przyszedł do przekonania, iż większość z nich należy do 
narzecza słoweńskiego, wcale różnego od teraźniejszego moraw- 
skiego. W skutek tego Miklosicz twierdził, że w starożytności 
Słoweńcy po obu brzegach Dunaju mieszkali.^") Podzielając po- 
dobne przekonanie, Dummler jął się dowodzić, że teraźniejsze za- 
ludnienie Morawii powstało dopiero po upadku rzeszy moraw- 



"') Wydal je najprzód Keppen: Coopaiiie c.iaBfliiCKiixi. iiaMflTiiiiKOin.. Pe- 
tersburg, 1827, z facsimile i komentarzem Wostokowa; potem Kopitar w Glagolita 
Clozianus, r. 1836, i K. Małkowski w Przeglądzie najdawniejszych pomników ję- 
zyka polskiego, r. 1872, s. 81. 

"*) Tak pisał Szafarzyk w Starożytn. Słowiańskich, i; 41, s. 504—506, kiedy 
jeszcze nie przypuszczano nawet, aby pomniki glagolickie mogły być slarszemi od 
cy tylicki eh. 

'^) Zdanie swe Kopitar wypowiedział najprzód w Glagolita Clozianus, r. 1836, 
pag. IX, XXXIIT, seqq., potem w Ursprung der slavisch. Liturgie in Pannonien, 
w Chmel'a Oesterreichischer Geschichtsforscher, I, 3, p. 508; w Hesychii glosso- 
graphi epilogistis Russus, p, 48, tudzież w recenzyi Bobrowskiego Instituiiones lin- 
guae slavicae. Wiener Jahrbuch, XVir, s. 69, nakoniec w Prolegomena hislorica 
do ewangelii rejmskiej. Porów. Diimler, Excurs iiber die Nationalitat der alten 
Mabrer, w Archiv fiir Oesterreichische Geschichts-Quellen, 1854, tom XIir, p. 169. 

80) Ich bin namlich jetzt der Ansicht, das slovenische Yolkerstamm nicht 
nur auf dem rechten, sondern auch auf dem linken Ufer der Donau wohnte, freilieh 
ohne iiber den Umfang seiner Wohnsitze im Norden der Donau auch nur eine Ver- 
mutung aussprechen zu konnen. Altslowenische Formenlehre in Paradigmen, 1874. 
Einleitung, s. III — IV, a dalćj porównać to, co powiedziano wyżej, w przypi- 
5ku 62, 



i 



— 191 — 

skic^ r. 7-0\ aTclawniej po obu brzegach Dunaju panowało ple- 
mię słoweńskie, w narzeczu którego spisane zostały najdawniejsze 
księgi religijne Słowian.^') Tym sposobem zjawiła się, niespo- 
dziewanie, hypoteza o pannoniźmie ksiąg słowiańskich. 

Nowsze odkrycia zabytków piśmiennictwa słowiańskiego 
wywołały inne poglądy. Gdy bowiem przekonano się że najda- 
wniejsze pomniki głagolickie: fragmenty prażskie i kijowskie^-) 
noszą ślady narzecza grupy czecho - morawo-słowackiej^^), hypo- 
teza o pannoniźmie ksiąg słowiańskich upadła. Natomiast ba- 
dania pomników pisma słowiańskiego w ciągu kilkunastu lat 
ostatnich, jeśli i nierozstrzygnęły dotąd kwestyi o której mówimy, 
to przynajmniej dają możność przypuszczenia, że pierwotne księgi 
religijne Słowian napisane były w języku, który w IX i X w., 
szeroko rozlegał się nad dolnym Dunajem, a teraz już nie istnieje. 
W tym to staro2:ytnym języku napisane przez naszych aposto- 
łów i uczniów ich księgi duchowne łatwo mogły zrozumiane być 
jak nad dolnym, tak i nad środkowym Dunajem. Przepisując 
księgi te, pisarze słowiańscy w Morawii i innych krajach sło- 
wiańskich pozwalali sobie robić zmiany fonetyczne i gramatyczne, 
wprowadzając nowe formy językowe i zamieniając litery orygi- 
nałów innemi literami, aby się przybliżyć do narzecza tej miej- 
scowości, w której przepisywano księgi. ^"') Z tego powodu po- 



*') Diimmler w Archiv, jak wzmiankowano w przypisku 79, s. 169— 178, 
w innem zaś miejscu powiada: es haben damals diesseits wie jenseits der Donau die 
Altslowenische Sprache geherrscht und sei von den Mahren nicht minder ais von 
den griechischen Slaven geredet worden. — Geschichte der Ostfrankischen Reichs, 
1877, tom II, s. 1 85. 

*^) O fragmentach praAskich wyżej w przypisku 55. O fragmentach kiiow- 

ikich „Missurum liber glagoliticus", z X w., w dziele J. Srezniewskiego: CBtjctuiH 

Ma40ii3BtcTiiijX'L H HeiiSBtcTHHNi naMaTmiKaX'Ł, tom II. N. LXXVII; później 

Jagicza: Specimina Linguae Pa)aeoslovenicae. Oopasuu fl3UKa uepKOBHGC.iaBanCKaro 

O jpeBiitłiiiiHMTj uaMaTiuiKaMi. r.iaro.uiHccKott 11 Kiipiu-ioBCKoft niicbMeiiHOCTii. 

882. Szczegóły niżej, 

**) Srezniewski. rcz; atr/.ywszy w r. 1876 fragmenty kijovskie, zauważał, że 

aroslowiański jeżyk tych fragmentów, obok ścisłego zachowywania używania dźwc- 

ów nosowych i prawidłowego odróżnienia twardych i miękich wyrazów, przedstawia 

regularne używanie staruż)tDych form, chociaż z niektóremi osobliwościami, charak- 



— ł02 -— 

wstały rozmaite ksiągf slowiańskikjh redakcye, zbliżające język 
tych ksiąg do późniejszych narzeczy: bólgarskiego, serbskiego, 
słoweńskiego, morawsko -słowackiego, c^.eskiego, nareszcie ru- 
skiego/^'*) 

Dalsze prace teraźniejszych, znakomitj^ch lingwistów sło- 
wiańskich, bezwątpienia, kwestyje o języku ksiąg, napisanych 
przez apostołów na^^zych i uczniów ich, doprowadzą do pomyśl- 
nych rezultatów. 



teryżującemi mowę czeska. Cuiafciiia o Majlon3liLcTiii>ixi> iiaMaTiiiiKaX'l>. II s. 544. 
Do tego Jagicz dodał: fragmenty, przywiezione ze AVschodu, należą bezspornie do 
najdawniejszych pomników pisma glagollckiego. Siady wpływu czeskiego na narze- 
cze cerkiewne, które zachowało wreszcie cechy rozmaite najbardziej starożytnego języka, 
wskazują na pannońsko- morawskie strony, jako miejsce pochodzenia tego pomnika, 
prawidłowe zaś używanie głosek i spółgłosek nosowyeli i t. d., zniewala do mnie- 
mania, źe pomnik ten albo oryginał jego napisany został bardzo dawno, prawdopo- 
dobnie w X w., kiedy jeszcze nabożeństwo słowiańskie istniało. (Specimina s. 33). 
W innem miejscu Jagicz powiada, że napisane okrągłym charakterem fragmentj' ki- 
jowskie zajmują, być może, pierwsze miejsce w szeregu doszlych do nas pomników 
glagolickich. (Quatuor evangeliorum versionis Palaeoslovenicae. Codes Marianus. 
1883 s. 416). W iunem znowu miejscu Jagicz tak sie wyraża: w sjeregu pomników 
cerkiewno -słowiańskiego piśmiennictwa, są dwa glagolickie (fragmenty prażskie 
i kijowskie), przynależność których, w teraźniejszym ich stanie, do narzeczy grupy 
czecho-morawo- słowackiej nie ulega wątpliwości. On nie twierdzi, aby język 
kijowskich fragmentów byl żywym językiem Morawii lub Fannonii północnej w X 
■w., lecz we fragmentach tych, jak w zwierciadle, odbijają sie jasne ślady ich zależ- 
ności historycznej od teraźniejszego, żyjącego języka Morawii, OTHeiTj o npiicysc- 
Aeiiiii JiOMOHOcoBCKoii npeMiti 3a 1883 r, str, 120, 138. Jest to Dodatek do Sbor- 
nika Akademii Nauk za 1884 r. tom LXXIII. 

^■*) Dla przykładu przytaczamy zauważane przez s. p. Srezniewskiego w ki- 
jowskich fragmentach glagolickich z X w. odstąpienia od starosłowiańskiego języl^a, 
i tak: 3 używa się zamiast jkj, h zamiast lUT, jak w czeskim: no^iasi., Aaat, on^^aBb, 
O TOM-L 36, TaK0C3e, orpAASiUt, oótiftimt, npiieM-iisiue; zamiast ut=CK używa sie 
Wi: sainillTH, OTlimMCHiit; głoski CK zmiękczają się w cit a nie w ct: HOÓe/:bUtn; 
dźwięk 3 przed Ji i 11 przechodzi w }K: BT.>K.llo8.ieilU, Bl.;K0.1o6.ieJinil i t. d. Porów. 
CBliAŁiiifl o Ma.iioii3Bl;cTnwxx uaMaTHiiKaxi> t. II. LXXyiI s. 544. 

*^) O różnicy rozmaitych narzeczy słowiańskich od języka starosłowiańskiego, 
Perwolf w piśmie zbiorowem: McGOjloBCKiii io6]i.ieiiHuii c6opniiKl>, 1885 s. 27. 



DZIAŁ II. 

Dzieje polityczne i stosunki ze^wnętrzne w X w. 



§43. 
Zmiany polityczne i etnograficzne w początku X w. 

I. Osiedlenie się Madjarów nad Dunajem. 
Rozważając sprawy ludów naddunajskich, wzmiankowaliśmy 
o Madjarach pobieżnie, o ile, dla obja.śnienia udziału ich w zbu- 
rzeniu państwa Morawskiego, konieczność wskazywała. Gdy je- 
dnak, po kieskach zadanych Słowianom i Niemcom, Madjary 
w końcu IX i w początku X w. osiedli na zawsze w samym 
środku wSłowiańszczyzny Zachodniej i dotąd nie przestaje wywierać 
wpływ na los ludów, w państwie Wegierskiem zamieszkałych, 
dokładność dziejów wymaga, abyśmy bliżej przypatrzyli sie fiziog- 
nomii tych przybyszów z dalekiego Wschodu. 

Według nowych badań etnografów i lingwistów, Madjary 
stanowią wschodnia gałęź grupy fińskich ludów i najbliższych 
krewnych znajdują w Wogułach i Ostjakach, a potem dopiero 
w Permjakach, Wotjakach, Zyrjanach, Mordwinach i Czuwa- 
szach. Pierwotnie Madjary bytowali po obu stronach gór Ural- 
skich, miedzy rzekami Wołgą,, Kamą, Tobołem i górna częścią 
r. Uralu. Około r. 884, część Madjarów, dociskanych przez Pie- 
czyniegów, opuściła strony ojczyste i pod władzą. Almuca ko- 
czowała w sąsiedztwie Chazarów, w krainie Lebedyi, tak nazwa- 
nćj od wodza Lebediasa, który prawdopodobnie był następcą, 
Almuca. Unikając nowych uciemieżeń od Pieczyniegów, Madjary 

Tom UL 13 



ustępy wali dalej na Zachód, a koizystając z wezwania Greków 
na pomoc przeciw Bółgarom, zajęli stanowisko w krainie, przez 
greckich pisarzy zwanej Atelkuzu, najpewniej przy ujściu rzek: 
Dniestru, Prutu, Dunaju.^) 

Po krwawych bojach z Bółgarami, Madjary taki rozgłos ze 
swej waleczności zyskali, że cesarz Arnulf wezwał ich na pomoc 
przeciw Morawianom, w r. ,892. Gdtad staja się oni wiadomi 
pod swą własna nazwa Madjarów,^) zwanych także Węgrami.^) 



1) Konstanty Ptirpurorodny, w dziele dc Administrando inieperii, wzmian- 
kuje raz ATsXxorjO"; (cap. }8), w innem miejscu: -ora/jj/ij 'Erkk Kuu!^ou (cap, 40) Z róż- 
nych objaśnień najprawdopodobniej się zdaje pod Atelkuzu pojmywać między- 
rzecze od Dniestru do Dunaju. Szczegóły podają: Czoernig. Ethnographie der 
'Oesterreićhischen Monarchie. 1855. T. II 53 — 4; Sayous. Les origines de repocjue 
paienne de i'histoire des Hongrois. 1874. s. 14; Hunfalvy. Ethnographie von Ungarn 
1877; Chwolson. HacfccTia II6iix-,?I,acTa 1869. s. 118; Grot. Mopania 256 do 260. 
-Niektórzy niemieccy pisarze pod Atelkuzu pojmują kraj od r. Bohu aż do Transyl- 
wanii. Stacke. Deutsche Geschichte, 1880. T. I. mapa. 

2j Konstanty Purpurorodny (de Administrando c. 40) Madjarów ciągle na- 
. żywa Turkami i wie o jednem tylko plemieniu ich, zwanem Msyiprj, Najdawniejszy 
pisarz węgierski, notaryusz króla Beli, powiada że Madjary się zowią M o g e r, 
a u cudzoziemców słyną Hungary (per idioma alienigenorum Hungarii lingua pro- 
pria Mogeri YoeaDtur). Endlicher. Monumenta Arpadiana. s, 2. Arabscy pisarze 
wieków średnich zamiast Madjar pisali M a d ż g a r, niekiedy Chungar, najczę- 
ściej jedmak zwali ich Baszkirami : Bad zgar, Basztżard, Baszkird, 
Basztżard, Bas z gard. Z tego powodu już Klaprot wnioskował o wspólnem 
pochodzeniu Madjarów z Baszkirami. (Tableau historiques de TAsie, Paryż. 1826. 
s. 275). W nowsze czasy Fessler i inni pisarze węgierscy trzymali się podobnego 
zdania, a Chwolson twierdzi, źe Madjary byli nie tylko jednego z Baszkirami ple- 
mienia, lecz Tiawet składali część tego narodu, w skutek czego podróżnicy XIII w. 
.język baszkirski za identyczny z madjarskim uznawali, i dla tego kraj Baszkirów 
wprost Wielką Węgryją (major Hungaria) nazywali, W r. 1253 flaraand Ruys- 
brock, Rubriąuis przejeżdżał krainę baszkirską i znalazł, że: ydioma Pascatur et 
.Ungarorum idem est, przy czem dodał: terra Pascaver, que est major Hungaria, — 
pianę C^rpini trzy razy kraj baszkirski nazywa: Magna Hungaria, a Benedykt Po- 
lak twierezi: Bascurdes, qui sunt antiąui Hungari. (Recueil de Voyage, pars IV). Po- 
rów- Chwolson. IIsBŁcTia II6in,-iIaeTa. 102, tudzież Lelewela. Narody, III. 17. 
s. 128. O pochodzeniu z języka fińskiego i znaczeniu nazwy Moger szeroko roz- 
prawiali: Roesler w Albanesischen Studien ; Hunfalvy w Etnographie; Wilhelm Obor- 
miiller w Zur Abstammung des Magyaren; Sayous w Les origines .paienne .. .j^ Grot 
w MopaBia . . . i wielu innych, ale według Kunika nazwa ta chociaż pochodzi zmo- 
wy feńskiej, była jednak nazwą dynastyczną. 

"'') Nad fińskiego pochodzenia Madjarami panowała dynastya turkska. Dy- 
naści wciągnąwszy w siebie wiele żywiołów irańskich, zwali się Onogorami 



— ^95 — . 

Chci\V;a zdobyczy horda koczofwmków, okrążywszy połu- 
dniowe stoki Karpatów, przedzierając się po górskich dolinach, 
w pobliżu tak zwanej „Żelaznej bramy" na Dunaju, pomiędzy 
Banatem a Serbiją, wkroczyła na obszerną dolinę nad r, Cisą>*) 
i pierwszy raz pokazała się nad brzegami środkowego Dunaju 
w r. 892. Jakby długo horda w tej miejscowości zostawała — nię 
wiemy, ale prawdopodobnie niedługo, albowiem podczas nieprzy- 
tomności jśj w Atelkuzu, zostawione w tej krainie żony i. dzieci 
wojowników, tudzież dla ich obrony straże, przez Pieczyniegów 
i Bółgarów wymordowane zostały. Zamierzając odwetować swym 
wrogom, Madjary ruszyli przeciw Pieczyniegom i Bółgąrorriy lecz 
sami pobici zostali.^) Wypadek ten zmusił Madjarów zająć ostar 
tecznie stanowiska nad dolną Cisą (r. 895). 

Pod koniec IX w. porzecze Cisy aż do Karpatów, rpwnie 
jak i Zalesie (Transy lvania),*) należały do państwa Bółgarskie^ 

ijO-^oywjpoi), z czego później powstało Ungari, cerkiewno- słowiańskie -r s^r p H. 
Pod przewodnictwem Turków Madjary stali sie narodem konnym, do cąego żadne 
inne plemię feńskie nie doszto. Kunik. A.ióeKpii. s. lOg. . ' ' ' 

*) Według Nestora, szli Węgry mimo Kijowa górą, która zowie ' się dziś 
(w XII w.) ;Kroi)BCKOie, przeszedłszy zaś Dniepr rozbili namioty, przyszedłszy 
od Wsehodu, przeprawili się przez góry wielkie, które przezwano Węgierskiemi i po- 
częli wojować z żyjącymi tu Wołochami i Słowianami. Nestor pod r. 64o6==898l 
Bielowski. M. P. I 568. Później w KII, czy w początku XIII w. kronikarze' wę.- 
gierscy dowiedzieli się, z niewiadomych nam źródeł, że przodko\yie ich dostali się 
do Węgier przez góry Karpackie: consilio et ausilio Ruthenorum Galiciae sunt egressi 
in teram Pannoniae. Annonymi Bellae regis notarii. De gestis Hungaroruni, w End- 
,lichera Monumenla Arpadiana 1849 ca. XII p. 14. Długi czas wierzono temu, ale 
po zbadaniu źródeł wiarogodnych, przekonano się, iż wędrówka Węgrów z Galicyi 
przez góry Karpackie jest wymysłem, niemającym podstawy. Natomiast wiemy z pą- 
w^nością, że Madjary z Atelkuzu wygnani przez fieczyniegów i Bółgarów, dostali 
się do ujścia Cisy, w pobliżu Serbii. W Chroń. Aquiłejensis zapisano: Iste (Frie- 
dericus patriarcha) mirabiliter ecclesiam gubernavit 888 — 897. Hujus tempore Hun- 
garorum gens a Servia egressa in Pannoniam (Saviamj quae adiungitur rinibus eccle- 
siae Aquiliensis venit. Czoernig. Ethnographie, II s. 55. 

^) Konstanty Purp. de Administrando c. 40. 

") Trans ilvania wprost jest średniowiekowem tlómaczeuiem nazNvy: zale- 
sie, pod którem podrozumiewano krainę za lasami położoną. Madjary kraj ten na- 
'zwali: Erdely, Erdeły o rs zag = leśna strona, a później Niemcy Siebenbiir- 
gen, od Cibinburg, na rzece Cibin. Z tego Słowianie fałszywie wykręcili: Sie- 
dmiogród. Cibin, albo Sibrn teraz Hermanstadt. Porów, Hunfahy. Ethnnographie 
von Ungarn. 1877 s. 201, 228, 294. 

Ii' 



— 196 — 

go, Sfowaczyzna należała jeszcze do Morawii, nad Drawa wła- 
dał książę Braczysław, wassal niemiecki, a w Pannonii gospoda- 
rowali już margrabiowie wschodni. Zaludnienie tych krajów po 
wickszój części składali Słowianie, ale obok nich wiadomi już 
byli Wołochy w Zalesiu, szczątki Awarów pomiędzy Dunajem 
a Cisą i koloniści niemieccy w Pannonii. Madjary, zająwszy zie- 
mie bółgarskie, ściągnęli na się gniew cara Symeona, a jako 
sprzymierzeńcy Arnulfa, w walce z Morawianami, mieli w Sło- 
wianach niebezpiecznych wrogów. Pomnąc na nieszczęście, jakie 
ich spotkało w Atelkuzu i zważając na swe położenie w kraju 
zupełnie nie znajomym, wśród ludów różnych szczepów, nieprzy- 
jaźnie do przybyszów usposobionych, Madjarzy od razu pojęli 
konieczność ostrożności i umiarkowania. Jak sobie, w pierwszej 
chwili osiedlenia nad Cisą Madjary radzili, wiadomości pewnych 
nie posiadamy. Ale z podań XII i XIII w. dochodzą do nas 
wiadomości, że Madjary nie tyle orężem ile przebiegłością, chy- 
trością i zręcznymi układami z miejscowymi władzcami zdołali 
utwierdzić się na porzeczu Cisy i zchołdować sobie, bytujące w tej 
miejscowości ludy. Szczęście im nadzwyczaj sprzyjało. Car Sy- 
tneon, zajęty walką z Grekami, nie mógł a m.oże i nie chciał pro- 
wadzić wojnę z Madjarami za posiadanie krainy odległej i mało 
zaludnionej, Arnulf ich wspierał i bezwątpienia płacił za pomoc 
przeciw Morawianom, Chrobaci, jak zobaczymy niżej, zostawali 
z nimi w przyjaznych stosunkach, a szczątki Awarów nietrudno 
było wcielić do pokrewnej im poniekąd hordy madjarskiej. Gdzie 
zaś nie udały się układy, oręż zapewniał panowanie,') 

') Nieposiadając pewniejszych źródeł, przytoczymy wiadomości z podań XII 
i XII[ w. I tak, według notaryusza króla Beli, na porzeczu Cisy, w końcu IX w. 
rządzili namiestnicy cara Symeona, jakby udzielni książęta; Salan w krainie Titel- 
skiej, gdzie teraz Peszt, Kolocza, Segedin i Titel; Menumorut w krainie Biharskiej, 
gdzie teraz Debrzeczin i Wielki Waradin; Gład w Banacie. Na żądanie Madjarów 
Salan dal sic nakłonić do ustąpienia im najprzód okolicy do r. Sajo, potem do r. 
Zad'wy, lecz zauważywszy wzmagające się siły przybyszów i obawiając sie, aby go 
zupełnie z posiadłości nie wyzuli, postanowił orężem ich odeprzeć. Nim jednak 
przyszło do wojny, jeden z wodzów madjarskich Tugut, z rozkazu księcia Arpada, 
wkroczył do Transylwanii, wladzcę Wołochów Geloja pokonał i zabił w boju 



— 197 - 

Przykoczowawszy nad dolną Cisę, horda madjarska składała 
sie z siedmiu plemion, któremi rządzili osobni dynaści. Okolicz- 
ności wskazywały konieczność ustanowienia sprężystego rządu. 
Pojmując to, Madjary zebrali się nad brzegiem Cisy, między 
Czongradem a Segedynem, w miejscu Puszta -Szer. (Pustocha) 
i na walnem wiecu, przyjąwszy ustawę federacyjną, zapewniającą 
wszystkim plemionom równy udział w zdobyczach, na wodza naj- 
wyższego wyniosły księcia Arpada, syna Almuca, potomkowie 
którego mieli panować według następstwa. Władzę jednak wo- 
dza najwyższego podzielali naczelnicy plemion i oprócz nich dwaj 
wysocy dostojnicy Gylas i Karhan, którzy sprawując urząd sę- 
dziów, nosili nazwy te od urzędu, a nie od imienia.^) — Arpad 
i wszyscy mężowie szlachetni osiedli na wyspie Czepel, na rzece 
Danaju. Tam oni, według podań, mieszkali od Kwietnia do Pa- 
ździernika, tam ucztowali z sąsiednimi narodami, które przycho- 
dziły do Arpada służyć mu wiernie. Goście stawali się domo- 
wnikami.®) 

Do siedmiu plemion madjarskich przyłączyło się jeszcze na 
Czarnomorskich stepach plemię chazarskie Kawary, którzy mowy 
swej nauczyli Madjarów.^'*) Tym sposobem na równiny Cisy 
i Dunaju przybyły w końcu IX w. osiem plemion koczowników, 
a ile by wszystkie razem głów wynosiły, o tem wiadomości pew- 



„a mieszkańcy z wyciągniętemi do Tuguta rekami, obrali go swym wladzcą." Ród 
Tuguta panowsl w Transylwanii, bez przeszkody, aż do r. 1003. Tymczasem na- 
miestnik biharski Menumorut, na wszelkie domagania sie Madjarow, odpowiadał nad- 
zwyczaj hardo i ziemi im odstąpić nie chciał. Zajście jednak z nim załatwiono w ten 
sposób, że Menumorut, nie mając syna, zgod7it sie córkę swą wydać za Arpadowego 
syna Sottana, sam dożywotnio zostawał władzcą krainy Biharskiej, a po jego śmierci 
kraina ta, jako spadek na córkę, przypadła Madjarom. Annonymi Belae regis no- 
tarii, de gestis Hungarorum. cap. 14, 16,19, 20, 25, 26, 27, 30, 38, 51. Porów. End- 
licher. Monumenta Arpadiana. 

*) Konstanty Purp. de Administrando. c. 40, 

*) Annonymus. De gest. Hangar, c. 43, 44. 

10) Konstanty Purpur, mówi: „Kawary z pokolenia Chazarów podnieśli rokosz 
przeciw swej władzy, lecz pobici uciekli do Turków na ziemi Pieczyniegów, zaprzy- 
jaźnilł się z nimi i mowy chazarskićj nauczyli Turków, którćj aż do dzisiejszego 
dnia używają." De Administ. c. 39, 



— 198 — 

nyćh nie posiaćlarriy. Ale według węgierskich pisarzy, horda 
madjarska dochodziła niby do miliona ludzi,") Gdyby jednak 
Ma(3jary byli tak liczni, nie mieliby potrzeby od Pieczyniegów 
ućiekać^^), ahi zachowywać się na porzeczu Cisy z taka ostro- 
żnością' z jaką postępywali względem nielicznej ludności miejsco- 
wej. Poprzednicy, a poniekąd i pokrewni Madjarom, Awarowie 
dwa Wieki z górą panowali na tej samej przestrzeni, która się 
później Madjarom dostała, gromili nieraz Franków i niełatwo 
d^H się upakorzyć Karolowi W., a przecież horda awarska nie 
przenosiła 20,000 ludzi. ^^) — Wreszcie świadectwa arabskich pi- 
sarzy pobudzają nas do mniemania, że horda madjarska wcale 
nieliczną była,^*) i że podnosić liczbę jej do miliona głów wprost 
jest niedorzecznością.**) Zniszczenia, towarzyszące wyprawom 
Madjarów w r. 894 do Pannonii, w r. 899 do Italii,'") później nie- 
je^irrokrotnie do Germanii, roznosząc trwogę o okrucieństwach 
barbarzyńców, niezmiernie podnosiły ich liczbę. W rzeczywisto- 
ści jednak powodzenie i zwycięztwa swe Madjary zawdzięczali 
nie tyle mnogości ich, ile sposobom prowadzenia wojny, nadzwy- 
czajnej dyscyplinie wojskowej, tudzież przymiotem ludu dzikiego, 
6 którym w Europie zachodniej dziwne wieści krążyły. 

Niezgrabni, brzydkiej twarzy, z ogoloną głową, w skóry na 



") Według węgierskich kronikarzy: Szymona Kezy (Endlicher Monum, Ar- 
padiana 102) i Turoczy (II. 21.) Madjary podszas wyjścia z ojczyzny swćj, dzielili 
się na siedem plemion, a każde plemię liczyło 30,000 wojowników, oprócz naczelni- 
ków różnych stopni. Z tego węgierscy historycy wyliczyli, że samych wojowników 
musiało być 216,000, a ludu całego, w ogóle do miliona. Przeciw temu zarzuty 
w Ełagina. MtcTo BenrpoBT,, cpe^H HapoAOBT. EBponu. PyccKaa Bectja. 1858. 
księga IX s. 140, tudzież Grota Mopania. s. 311. 

^^) Konstanty Pur. De Administrando c. 37, 38. 

") Wyżej s. 18, 20. 

^*) Ibn-Dasta, około r. 913 pisał: Madjary plemię turkskie. Wódz ich wy- 
chodzi na wyprawy z 20,000 jeźdźców i nazywa się Kenedeh. Chwolson, HsBliCTlfl 
II6H-/I,acTa. 1869. s. 25. 

'*) Narody koczujące na koniach i wozach, żywiące się ze swych stad 
i pozbawione płodów rolnictwa, nigdzie w historyi nie okazują się w poważnej ilo- 
ści. Jakież to stada potrzebaby było przepędzać, aby milion ludzi żywić? Czy za- 
stanowili się nad tem ci, którzy liczbę Madjarów do miliona ppdnosili? 

lej Wyżej s. 140, 143, 148. . (^v 



i 



— 199 — 

pół odziani, na małych l^oniacłi, nadzwyczaj celni strzelcy z łulcu, 
nieubłagani w boju, cliciwi grabieży i mordów, Madjary stali się 
postrachem ludów, o posady których się, otarli. Niezdolni do 
szturmowania grodów warownych, ucielcali się do różnych forte- 
lów, oblężeniem i głodem zmuszali mieszkańców do poddania się. 
Za to w otwartem polu, dzieląc się na mnogie zagony i niespo- 
dziewanie skupiając się, umieli zbić z tropu nieprzyjaciół, fałszy- 
wym odwrotem wprowadzić w zasadzkę, napaść w całym pędzie 
koni z nadzwyczajną natarczywością, przeciągnąć bitwę aż nie- 
przyjaciel wszystkie siły wprowadzi do boju, a wtedy nagłem 
uderzeniem rezerwy, którą zawsze zachowywali, zadać mu osta- 
teczną klęskę, W pogoni na rączych koniach nadzwyczaj wy- 
trwali, ścigali nieprzyjaciół bez miłosierdzia, jeńców mało brali, 
częściej zabijali, tylko kobiety i dzieci chwytali w niewolę. Celem 
wypraw Madjarów zawsze były łupy, bo nieznając wcale rolnic- 
twa, żywili się rybą, mięsem koni i trzód swych, a resztę w gra- 
bieży dostatków cudzych znajdywali. — Ślepe posłuszeństwo na- 
czelnikom było pierwszym obowiązkiem każdego Madjara; . nie- 
posłuszeństwo najsrożej karano.^ ^) . 

Takim to przybyszom los przeznaczył opanować piękną ró- 
wninę naddunajską, władać ludami wyższej od nich kultury, za- 
trząść potęgą cesarstwa Rzymsko - Niemieckiego i w samym 
środku Europy zmienić stosunki polityczno - etnograficzne. Wszy- 
stko to horda dzikich wojowników dokonywa szybko. W parę 
lat opanowuje całe porzecze Cisy aż do podgórzy karpackich, 
przeprawia się pod Budinem przez Dunaj do Pannonii, ztąd robi 
wycieczki do Włoch i Bawaryi, ściąga ogromne łupy w ludziach 
stadach bydła do swych stanowisk w około jeziora Błatna, roz- 



*') Wiadomości powyższe czerpiemy w skróceniu z dziel; imperatora Lwa 
iladrego. Tactica cap. 18; annalisty Regino, który w opisie Madjarów naśladował 
Justyna opis Scytów. Niektóre szczegóły znajdujemy w annałach fuldeńskich pod 
r. 894, w Liutpranda Antopodósis lib. II. 2, 3, 7, w Jana Diakona, Chro. Vene- 
tum et Gradense z X w., i w Ottona freizingeńskiego de gestis Friderici (1156) lib. 
I. c. XXXI, który o Madjarach mówi: si guando vero exercitum rex ducere Yolue* 
rit, cuncti sine contradictione quasi in unum corpus aducantur. 



200 

bija na głowę całe wojsko niemieckie (r. 907) i wnet organizuje 
się w udzielne państwo na ogromnej przestrzeni od Transylwanii 
aż do granic Bawaryi. A ludy słowiańskie, pod władzę Madja- 
rów podpadłe, godzą się ze swym losem i nie okazują, przeciw nim 
oburzenia, jakby się spodziewać wypadało! Musiały więc być 
przyczyny, które Madjarom ułatwiły zdobycze. 

2. Usposobienie Słowian naddunajskich w początku X w. 

Roztrząsając dzieje morawskie zauważyliśmy, iż dopóki nau- 
ka apostołów Cyryla i Metodego ożywiała rzeszę słowiańską, do- 
póty ludy zostające w związku z Morawianami skutecznie od- 
pierały wdzierstwa niemieckie.^^) Nabożeństwo, kazania i nauki, 
w zrozumiałej ludowi mowie, podnosiły uczucie godności naro- 
dowej, zaszczepiały w sercach i umysłacłi ludów pojęcie o jed- 
ności słowiańskiej, łączyły Morawianów, Czechów, Słowaków, 
Chrobatów i Łużyczanów w jedno ciało polityczne, do którego 
tulili się nawet w pogaństwie trwający Serbowie nadłabscy i Obo- 
dryci. Gdy jednak po śmierci Metodego (r. 885) udało się Niem- 
com wyrugować z Morawii księży słowiańskich^ pozbawić lud 
nauczycieli własnego rodu i narzucić mu księży łacińsko-nie- 
mieckich, czerw zniszczenia począł toczyć organizm słowiański. 
Pozostała bez księży i nauczycieli narodowych masa ludu, nie 
mając nikogo, ktoby w krytycznych razach zachęcał ją do wy- 
trwałości w obronie narodowój, stawała się łupem księży łaciń- 
sko-niemieckich, nauka których wprost do wyziębienia ducha na- 
rodowego prowadziła. 

Wynikłe wnet po śmierci Świętopełka (r. 894) zaburzenia 
w państwie Morawskiem: walka pomiędzy jego synami z udzia- 
łem stronnictwa niemieckiego i oderwanie się Czechów od zwią- 
zku morawskiego (r. 895), czyżby miały miejsce, gdyby z Wele- 
gradu rozlegał się po dawnemu głos arcybiskupa słowiańskiego? 
Bezwątpienia nic podobnego nie nastąpiłoby, bo najprzód bez 

J8j Wyżej § 40. 



201 — 

księży niemieckich nie byłoby komu intrygę wśród ludu słowiań- 
skiego prowadzić, a powtóre księża słowiańscy liierarcłiicznie 
związani ze stolicą arcybiskupią welegradską, zanadto wyraźnie 
uczucia swe narodowe wyrażali, abyśmy choć na chwilę mogli 
zwątpić o gotowości ich poświęcenia się dla utrzymania jedności 
narodowej w imię jedności religijnej. Wrogowie Słowian do- 
skonale pójmy wali sprawę, gdy wszelkich sposobów używali, 
z dopuszczeniem się nawet zbrodni,^'') aby Słowian pozbawić 
księży i nauczycieli narodowych. 

Wygnami księża słowiańscy, których do 200 liczono, ustę- 
pywali na wschód. Niektórzy z nich zdążyli do Bółgaryi, Serbii, 
Chorwacyi,-") a gdzie się reszta podziała nie wiemy. Część ich 
zapewno została w domu, razem z uczniami, których przecie 
z Morawii nie wygnano. Obok stronnictwa trzymającego się 
księży niemieckich, istniało stronnictwo słowiańskiego obrzędu. 
A gdy się Madjary o granice morawskie, w końcu IX w. otarli, 
w Morawii znaleźli się ludzie, którzy osadników ich przyjmywali, 
głowy zwyczajem madjarskim golili i do szeregów Madjarów 
przeciw Niemcom stawali.-^) Rozdwojenie umysłów i zachowa- 
nie się w Morawii przyjaznego Madjarom stronnictwa oczywi- 
ste.^^) Wiadomości o tem przechowały także podania madjar- 
skie, wzmiankujące o wiernych i niewiernych Mora- 
wianach, o dobrowolnem poddaniu się Arpadowi mieszkańców 



H 



*8) Sfałszowanie przez Wichinga listu papieża Jana VIII do Świętopełka 
(wyżśj s. 120), okrutne obejście się z księżmi słowiańskimi i sprzedaż ich Żydom 
(wyżej s. 134). 

20) O przybyciu do Chorwacyi i Serbii księży słowiańskich, z Morawii wy- 
gnanych, wzmiankuje Ivan Broz, Crtice iz hrvatske knjiżewnosti. s. 43. 

*') W skardze biskupa salcburgskiego i jego suffraganów papieżowi Ja- 
nowi IX r. 900 na Morawianów, czytamy : ipsi (Maravi) multitudinem Ungarorum 
non modicam ad se sumserunt et morę eorum capita suorum pseudochristianorum 
penitus detonderunt, et super nos cliristianos immiserunt, atcjue ipsi supervenerunt. 
Erben. Regesta N. 54. Porów, wyżćj s. 153 — 4. 

2-) Na przyjazne stosunki pomiędzy Morawianami a Węgrami pierwszy 
uwagę zwrócił Bielowski, (Wstęp krytyczny do dziej. Pols. 1850, s. 500); późnićj 
Ełagin, MŁcTO BeiirpoBT., w PyccKaa Bec^&/^a, 1858, IX, s. 117 — 168, 



202 

pogranicznej morawskiej okolicy nad rzeką Ipolą,^-') o usiłowa- 
niach jego zhołdować drogą układów mieszkańców innych oko- 
lic morawskich, o ucztach przez niego wyprawianych, dla przy- 
wiązania do siebie związkowych ludów. A gdy mieszkańcy z nad 
rzek Hronu i Wagu nie chcieli dobrowolnie poddać się Madja- 
rom i gdy po zdobyciu Nitry szturmem, okutych w kajdany 
niewierny eh Morawianów przed Arpadem stawiono, to i w tym 
razie on okazał się wielce względnym, albowiem, po złożeniu 
przez niewiernych przysięgi, osiedlił ich w oddaleniu od 
Nitry, ażeby oni nie szkodzili wiernym mu mieszkańcom Ni- 
try.2^) 

Nie polegając bynajmniej na wiarogodności podań madjar- 
skich, z XII i XIII w. o tem co się działo przed trzema wie- 
kami, nie możemy jednak odrzucić je całkiem. Ciągłe w nici 
powtarzanie o przyjaźni pomiędzy zwycięzcami a podbitymi lu- 
dami, o wspólnych ich ucztach i troskliwości Arpada o zhołdo- 
waniu Słowian bez krwi rozlewu, mimowoli uderza w obec zu- 
pełnego zamilczenia o jakichbądź nieposłuszeństwach podbitych 
ludów, a tem bardziej o gwałtownych środkach do utrzymania 
ich w zależności. A gdy na uwagę weźmiemy, że należący do 
związku morawskiego Chrobaci zostawali w przyjaznych stosun- 
kach z Madjarami,^^) że Czechowie nie przeszkadzali im w r. 906 



^') Gdy wodzowie Arpada rozbili namioty nad r. Ipolą, okoliczni miesz- 
kańcy „se «ua libera sponte subjugaverunt eis . . . et serviebant eis, ac si olim do- 
mini eorum fuissent." Annonym. c. 33. Monumenta Arpadina, s, 29. 

"*) Po dobrowolnem poddaniu sie mieszkańców porzecza Ipoli, wodzowie 
madjarscy posunęli sie nad rzeki Hron i Wag aż do Nitry, której bronił ksiaże Zo- 
bor. Gdy po zdobyciu Nitry Zobor z wielu wojownikami ujęci zostali, wszyscy no- 
bile i lud poddali się Madjarom aż do r. Wagu, „et omni infideles terrae, fer- 
reis catenis ligatos secum duxerunt. Dux Arpad . . , accepto juramentum infide- 
lium, terras in diversos locis praedictis infidelibus de partibus Nitrie ductis, ut 
ne aliąuando infideliores facti, repatriando nocerent, sibi fidelibus in confinio Nitrie 
habitantibus," Annonym. c. 37. Endlicher. Monum. Arpad. s. 32. 

^^) Według Konstantego Purp. „Bialochrobaty, mając własnego księcia, pod- 
władni Ottonowi, wielkiemu królowi Frangii i Saksonii, są poganie, a przyjaźnią 
się z Turkami" aurj.Tts^dspstae; /isra rou> To6p-/.o>j^ xac aydzac 'iyovrs^. De Ad- 
ministrando. c. 30. Bielpwski, M. P. 1, s, 24, 



Pl 



— 203 — 

przez swe ziemie do Głomaczów przechodzić, żfe książęta madjar- 
scy brali za żony słowian ki, ^•') tedy jasno przed oczy nam 
staje ogólne usposobienie ludów słowiańskich po stokach Kav- 
patów do porozumienia sie z Madjarami przeciw Niemcom. Po- 
legając na podobnem usposobieniu Słowian, Madjary łatwo mogli 
z pomocą swych stronników obezwładnić przeciwne stronnictwa 
w Morawii i wszystkie swe siły skupić do skruszenia potęgi 
niemieckiej, w jednej stanowczej bitwie (r. 907). 

3. Zgoda ze Słowianami ułatwia Madjarom najazdy na Niemce. 

Rzadko w dziejach ludzkości zdarza się spotkać wypadek 
tak ważny w skutkach jak bitwa Czerwcowa r. 907. Horda ko- 
czownicza jednem zwycieztwem zapewniła swą niepodległość, usu- 
nęła kwestyje o posiadaniu kraju mieczem przez nią zdobytego, 
odrzuciła Niemców daleko na zachód, a sama opanowała te wła- 
śnie kraje, do ujarzmienia których Niemcy, w ciągu całego wie- 
ku, wszelkich sposobów używali. Horda poczyna organizować 
się w osobny naród, któremu ludy europejskie nazwę Węgrów 
nadają. W szeregu państw chrześciańskich, wychowanych w tra- 
dycyjach starożytnej cywilizacyi rzymskiej, zjawia się państwo 
Węgierskie bałwochwalcze, bez tradycyi miejscowych, nic wspól- 
nego z cywilizacyą europejską nie mające. Polityka tego pań- 
stwa nie zna wykrętów dyplomatycznych, nie powołuje się na 
żadne prawa, nie ulega wpływom papieża i dworu cesarskiego, 
nie dba o interesy sąsiednich dynastów, nie szanuje żadnych 
granic, umów, traktatów, bo to wszystko dla niej obce. Nowe 
państwo, wyrósłszy z podboju, polega tylko na swą siłę, którą 
organizuje zręcznie: ledwo się zjawiło, a już przed niem drżą 
Niemcy i bledną Włochy! 



28) W początku XII w. autor kroniki Węgiersko-Polskiej, pomieszawszy 
Węgrów z Hunnami, a Arpada z Atylą, powiada, że Atyla „accepit a principe 
Sclavoruin filiam de tribu eadeni, et copulavit sibi eam ia uxorem: similiter et 
exercitus ejus de eadem tribu uxoribus copulatus est. Chronica Ungarorum, według 
wydania Bielowskiego, w M, P. I, 497. Porów, uwagę Bielowskiego na s. 402. 



— 204 -— 

w ustroju wewnętrznym państwo Węgierskie polega na 
federacyi plemion madjarskich, pod najwyższa władzg. dynastyi 
Arpada (f 907), następca którego Sołtan obejmuje obszerne kraje 
od Zalesia (Transylwanii), aż do r. Aniży (Ennz), jednocząc tym 
sposobem dawniejsze posiadłości bółgarskie nad Cisą,, Pannoniję 
i ziemie morawskie w monarchiję dynastyczną, która ma się do- 
piero cywilizować na sposób europejski. Ale nim to nastą;pi 
plemię zdobywców obozem stoi w namiotach, całkiem zajęte my- 
ślą skupienia sił do dalszych grabieży zamożnych sąsiadów Niem- 
ców i Włochów, zostawiając miejscowej ludności słowiańskiej 
gospodarstwo rolnicze i przemysł krajowy, bo sami Madjary na 
rolnictwie się nie znali, a bez pożywienia i środków materyal- 
nych do najazdu na sąsiadów, obejść się nie mogli. Dzicz ma- 
djarska pochopna do grabieży i chwytania ludzi w niewolę, poj- 
muje jednak konieczność umiarkowanego postępowania z podbi- 
tym ludem. Madjarowie chwytają słowianek za żony,'^') wyma- 
gają podatków i służby osobistej, ale nie odmawiają Słowianom 
praw ludzkich: zostawiają ich przy dziedzicznych ziemiach, jako 
swobodnych rolników, na równi z gośćmi cudziemskimi.*^^) 

Nie mając pojęcia ani o administracyi krajowej, ani o sto- 
sunkach kościoła do państwa, ani o urządzeniach ziemskich, 
Madjarowie mimowoli zostawiają dawniejsze podziały terytoryal- 
ne: żupy, grody, osady wiejskie, a gdy wypadało osiąść w gro- 
dach nadają im nazwy słowiańskie: Czongrad, Nowograd, Biało- 
grad i inne, przyswajają sobie powoli kulturę miejscową, nie in- 
teresują się wcale jaką wiarę wyznają podbite ludy i nie pojmują 



*') Już w r. 894 annalista fuldeński zapisał, że „Ungarł . . . multa miserabi- 
lia perpetravere, nam homines et vetulas matronas penitus occidendo juvenculas tan- 
tum ut jumenta pro libidine exercenda secum trahentes." Wiemy jednak, że nie 
dla zabawy Madjary kobiet chwytali, a w skutek pozbawienia takowych przez Pie- 
czyniegów i Bółgarów. Porów, wyżej s. 195. 

"*) W prawach króla Kolomana, Słowianie porównywają sie z gośćmi 
pełnoprawnymi. Liberi quique ac hospites, sicut Sclavi vel ceteri sunt 
extranei, qui in terris laborant aliorum, pro libertate tantum denarios dent. Endli- 
cher, Monum. Arpadiana, s. 370. Porów. Huafalvy. Ethnograpie, s. 432. 



k 

I 



— 205 — 

nawet, aby moina było komu narzucać swój jeżyk, lub zabraniać 
używania mowy od Boga danej. To dopiero nowszej cywiliza- 
cyi wymysł! Słowianie zaś gotowi byli znieść wszelkie dolegli- 
wości materyalne, byle sumienia ich nie obrażano. Wymaganie 
podatków, chwilowe grabieże, bezwątpienia niemiłe były Słowia- 
nom, ale nie podrywały całkiem ich bytu ekonomicznego, bo 
Madjary nie rugowali ich z ziemi, nie zabraniali nabywać posia- 
dłość ziemską, nie nasyłali kolonistów i przemysłowców, czyhają- 
cych na %vydarcie rolnikowi mienia. 

Swoboda, wolność, niepodległość w X w. wcale inaczej niż 
teraz pojmywane były. Ludy słowiańskie nie pojmywały jeszcze 
jedności narodowej. Każde plemię dbało o swą udzielność i go- 
towe było przyznać każdego władzcf, któryby nie naruszał spo- 
koju domowego i nie obrażał sumienia ludzkiego. Dynastyja 
bółgarska obca zupełnie Słowianom z pochodzenia, mowy i oby- 
czaju, pobratała się z Słowianami nad dolnym Dunajem, stała 
sie przewodnikiem jedności i oświaty narodowej. Dynastyja wa- 
regska to samo uczyniła na Rusi. Czemużby podobne stosunki 
nie mogły zajść pomiędzy Słowianami bytującymi nad środko- 
wym Dunajem a dynastyja Arpada ? Wszak to, co miało na- 
stąpić później, nie wiadome było, a stosunki Madjarów do Sło- 
wian w początku X w. były znośne. Wsławieni zwycięztwami 
potomkowie Arpada zaćmili sławę Moimirowiczów, trzęśli potęgą 
Niemiec, szczycili się z bogatych wojennych zdobyczy, wypra- 
wiali głośne uczty, na które zapraszali przedstawicieli związko- 
wych, raczej podbitych ludów. Wszystko to podnosiło wysoko 
w oczach Słowian urok pierwszych monarchów węgierskich, je- 
dnało z nimi ludy słowiańskie, wdzięczność których za swobodę 
religijną przechowały wiarogodne pomniki słowiańskie^^) z X w. 



*9) w pannońskłm żywocie Metodego czytamy: „Gdy król węgierski przybył 
w kraje naddunajskie i chciał widzieć Metodego, poszedł on do niego, chociaż nie- 
którzy mniemali i w glos to powtarzali, że bez mąk nie puści go od siebie. Przyjął 
go jednak, jak na władzcę przystoi, ze czcią, sławą i radością, a rozmówiwszy sie 
z nim, jak przyzwoicie jest meźom dostojnym, rozstał sie z nim uprzejmie, całując 



— 206 — ^ 

'Niektóre z tych pomników w Węgrzech pisane w X— Xl w. 
wskazują, że Madjary bynajmniej nie przeszkadzali Słowianom 
swobodnego odbywania nabożeństwa w jeżyku narodowym,^^) 
Towarzysze i uczniowie ś. Metodego na obszernej terrytoryi wę- 
gierskiej pisali po słowiańsku, bez obawy kaźni lub wygnania. 
Ci to właśnie uczniowie Metodego i współwyznawcy ich, według 
naszego przekonania, godzili się z Madjarami, widzieli w nich 
zbawienie od utrapień niemieckich, szli razem z nimi na wyprawy 
przeciw Niemcom i dla tego zapewno w podaniach madjarskich 
miano wiernych zyskali. 

Polegając na swych wiernych sprzymierzeńcach we- 
wnątrz kraju i zostając w przyjaznych stosunkach z sąsiednimi 
ludami: Chrobatami, Czechami, Głomaczami, żądni grabieży i woj- 
ny Madjarowie korzystali z osłabienia i przerażania Niemców po 
bitwie Czerwcowej r. 907, wyprawiając corocznie swych wojo- 
wników w głąb Germanii. Strach poprzedzający zagony ma- 
djarskie, szybkość obrotów i niepohamowane męztwo zapewniały 
Madjarom powodzenie i bogate łupy. W r. 908 Madjary zni- 
szczyli Saksoniję i Turyngiję,^') w r. 909 splądrowali Aleman- 
niję (Szwabiję):''-) w r. 910 pobili na głowę we Frankonii Bawarów 
i wodza ich Gozperta zabiU.'^-') W r. 911 umarł król I.udwik 



go, hojnie obdarzając i rzeki mu: ,.pamiętaj zacny ojcze wspominać mnje zawsze 
w swoich świętych modlitwach." Żywot, rozdz. l6. Legenda ta bezwątpienia uro- 
sła w późniejszym czasie, kiedy Madjary panowali już na teraźniejszej, terrytoryi, 
a jednak jasno wyraża zapatrywanie się Słowian owego czasu na stosunki ich do 
Madjarów. Metody umarł w r. 885, a Madjary pokazali się w Pannonii nie wcze- 
śniej, jak w r. "892. Oczywiście, że o podróży Metodego do króla węgierskiego ;,nfe 
może być mowy. 

^^) Dwa panaońskie żywoty, tudzież kodeks Supr^ślski. 

^') Wyżćj str. lOi przypisek 44. 

3*) Annal. Augiens. a. C09 Ungari Alemanniam ingressi sunt, Anna:!. HildesH. 
a. 909. Burghard dux Thuringorum occisus est ab Ungariis; Annal. Alaman. a. 
909 Ungari in Alemanniam et cum innumerabili predia animaliumque reversi sunt. 

'^) Annal. Alaman. a. 910 Ungari in Alamanniam bello insperato mułtos oc- 
.ciderunt et Gospertus comes occisus est; Annal. Augien. a. 910 Franci ab Ungari- 
bus aut occisi aut fugati sunt; Annal. Hersfeld. a. 910 Ludovicus rex pugnasit cum 
Ungariis et victus est. 



— io7 -^- 

Dziecłę, a obrany po nim na króla Konrad I (911—919) nie mógł 
przeszkodzić Madjarom złupić w r. 912 powtórnie Frankonije 
i Turyngije,^*) w r. 913 spustoszyć Szwabiję,^*) a chociaż Bawa- 
rowie z Alemannami pobili ich nad r. Innem, ^*') nie przeszkodziło 
to im jednak w r. 915 „ogniem i mieczem*' zniszczyć Alemanniję, 
plądrować po Saksonii i Turyngii,"^") aż do klasztoru Fuldy,^®) 
a w r. 916 zniszczyć okolice Bremy, mordować i zabijać przy 
ołtarzach księży. ■^'') Przerażenie Niemców nie znało granic. Kro- 
nikarze w tym czasie nic więcej prawie nie wzmiankowali, jak 
tylko o najazdach Madjarów i wewnętrznych zaburzeniach, a tu 
jeszcze na dobitek klęsk, książę bawarski Arnulf podniósł prze- 
ciw Konradowi I rokosz (916).^") Korzystając z tego Madjary roz- 
puścili swe zagony wiatach 916 i 917 aż do Alzacyi, Lotaryngii, 
Szwajcaryi.*') — W r. 919 na tron niemiecki wstąpił Henryk 
Ptasznik, rządny i przedsiębiorczy, lecz to Madjarów nie obcho- 
dziło wcale. Puścili po dawnemu zagony swe w r. 919 do Sa- 
ksonii, Italii i Francyi, w r. 922 znowu do Italii, w r. 924 przez 
Italiję, Francyję aż do Renu i niezależnie od tego plądrowali po 



'*) Cont. Reginon. a. 912 Ungari iterum, nuUo resistetente, Franciam et Thu- 
ringiam vastaverunt. 

'») Annal. Augien. a. 913 Ungari partem Alamanniae vastaverunt. 

'^) Annal. Sangal. mai. 913. Agarem Alamanniam intraverunt. Erchanger 
et Perholt .... totum esercitum eorum juxta Ine fluvium penitus occiderunt nisi 
XXX viros; Annal. Augien, 913. Ungari partem Alemanniae vastaverunt et juxta: 
In fluvium a Bavariis et Alemanis occisi sunt. 

*") Annal Augien, 915. Ungari totam Alemanniam igne et gladio vasta- 
verunt. 

38^ Annal. Saxo 915, Ungari Thuringiam et Saxoniam pervaserunt et usque 
Fuldam pen'enerunt; Contin. Regino 915. Ungari totam Alemanniam igne et gla- 
dio vastaverunt, sed totam Thuringiam et Saxoniam pervaserunt et usque ad Fuldam 
pervenerunt. 

'9) Adam Bremeński okoto r. 915 mówi; in illis diebus immanissima perse- 
cutio Sasoniam oppressit, cum hinc Dani et Sclavi, inde Bohemi et Ungari lanie- 
rent ecclesias. Tunc parochia Hammeburgensis a Sclayis et Bremensis Ungarorum 
impetu demolita est. I. 51, a dalej: Ungaros incensis ecclesiis sacerdotes antę pltaria 
trucidasse. I, 55- 

*0) Cont. Reginon. Pertz. M. G. I. 614. 

*^) Annal. Augien. 917. Ungari per Alemanniam in Alsatia usque ad fines 
Lotharii regni venerunt. 



208 

Saksonii!,*-) w r. 926 łupieżyli nad Renem, w Alzacyi i Szwajca- 
ryi, a w r. 933 w Turyngii i Saksonii.*^ Europa środkowa jak- 
by osłupiała ze strachu. „Niemcy obawiali sie Madjarów gorzej 
niż szatanów i uciekali od nich jak niegdyś Goty od Hunów." 
Po kościołach, w litaniach proszono Boga, aby od wściekłości 
madjarskiej zachował. „A furorum Hungarorum libera nos Do- 
mine." Nawet osobne modlitwy w tym celu układano.*^) 

Rozszalała horda madjarska, złupieżywszy do szczętu Ger- 
maniję, pędzi w dalekie strony Włoch, Francyi i znowu do Ger- 
manii wraca, a nabrawszy nowego kierunku, pędem błyskawicy 
w r. 934 aż do Grecy i dobiega; w r. 935 łupieży północne Wło- 
chy i Burgundy ę, w r. 937 dociera do Kapui i Benewentu, w r. 
938 znowu Saksonję odwiedza, w r. 940 łupieży Bawaryję i Ka- 
ryntyję, w r. 947 ponawia napady na Włochy, a w r, 951 przez 
Włochy wpada do Francyi. — Niespostrzegli się atoli Madjaro- 
wie, że marnując swe siły w najazdach na Włochy, Francyję 
Grecyję, dali Niemcom czas ochłonąć z przerażenia i przygoto- 
wać środki obrony. Jakoż najechawszy Bawaryję w r. 955, Mad- 
jary spotkali nad Lechem, w pobliżu Augsburga, połączone całej 
Germanii siły, pod wodzą króla Ottona I, któremu posiłki wo- 
jenne przysłał wassal jego, książę czeski Bolesław I. — W za- 
ciętej bitwie wojsko madjarskie poniosło ogromną klęskę: Mad- 
jary odsunęli się trochę na wschód od r. Aniży (Ennz{, może aż 
do r. Orlawy (Erlaf), lecz Niemcy nawet pomyśleć nie mogli 
o wyrugowaniu ich z Pannonii.^^) 

Klęska nad Lechem opamiętała Madjarów. Dalsze najazdy 



*2) o napadzie na Saksoniję w r, 924 szczegóły niżej § 45. 

*') O wyprawie do Saksonii w r. 933 szczegóły niżej § 45. 

**) W X w. we Włoszech powszechnie znana była modlitwa: Nunc te ro- 
gamus, licet servi pessimi. Ab Ungarorum nons defendas iaculis! Ljubicz. Ugri v 
Mletaclcoj. Starine 1869. Kniga I s. 211. 

*5) Porów. Czoernig. Ethnographie. T. I s, 98. Rzeka Erłaf, po slowiaiisku 
Orlawa, wpada do Dunaju z południowej strony, na zachód od AVidnia. W tomie 
II niniejszego dzieła, na str. 105, wyrażenie: Madjary... w r. 984 ustąpili do r. 
Innu, wypada poprawić ustąpili do r, Orlawy (Erlaf). 



209 — 

na Germanije wstrzymane zostały. Wreszcie i niepotrzebne były, 
bo zdobycze Arpada (j goj) syn jego Sołtan dostatecznie utwier- 
dził orężem. Następcom Soltana zostawało organizować państwo.*") 
^ladjary poczynają prowadzić żywot osiadły, znajomią się z oby- 
czajami Słowian, uczą sie icłi mowy i mnóstwo wyrazów słowiań- 
skicłi do swego jeżyka wprowadzają. Książęta icłi chcą na- 
śladować sąsiednich monarchów, nie gardzą chrześciaństwem^"), 
a gdy Geiza przyjął chrzest (około r. 973) i pojął za żonę Ade- 
laidę, siostrę Mieszka polskiego, państwo Węgierskie stanęło jako 
nowa potęga, którą monarchowie europejscy uszanować musieli. 

4. Wpływ Madjarów na przyszłość Słowiańszczyzny. 

Wzywając Madjarów do Pannonii, cesarz Arnułf bezwąt- 
pienia nie przewidywał, że wymierzone przeciw Słowianom ciosy 
mogą się wkrótce i na Niemców zwrócić. Wypadki następo- 
wały po sobie szybko, a skutki ich okazały się wxale inne, niż 
się x\rnulf spodziewał. Śmierć Świętopełka I, wojna domowa 
Av Morawii, odpadnięcie od związku morawskiego Czechów, wre- 
szcie przewaga duchowieństwa łacińsko- niemieckiego w państwie 
JNIorawskiem tak daleko posunęły rozstrój wewnętrzny J^Iorawii, 
że pod koniec IX w, osłabione państwo Morawskie niczem nie 
groziło Niemcom, którzy mogli obejść się wcale bez pomocy mad- 
jarskiej. Raz jednak wpuściwszy Madjarów do Pannonii, nie 
było już możności pozbyć się ich. ^ladjary twardo jak kamień 
osiedli na samej granicy marki Wschodniej, a po bitwie Czer- 
wcowej r. 907 posunęli swe panowanie aż do granic Bawaryi, 
wznawiając tym sposobem dawne granice Awarów. 




**) Genealogia książąt madjarskich bardzo niepewna. Najlepiej obeznany ze 
prawami Madjarów Konstanty Purpurorodny, pisząc w r. 949 — 950 dc Admini- 
trando imperii, powiada, że wtedy syn Arpada Soltan już nie żył, panował zaś Fa- 
ias syn brata Soltanowego Jutokasa i że u Soltana był syn żyjący Toz, czy Tok- 
snn. (de Adminis. cap. 40). Ten Toksun, urodzony około r. 930, był później pa- 
nującym księciem i miał syna Geize, który panował od r. 972 — 997. 

■*") Są wzmianki, że około r. 948 dwaj książęta madjarscy przyjęli chrzest 
w Konstantynopolu. Młodszy syn Toksuna, brat Geizy, nosił chrześciańskie imię 
Michała. 

Tom III. 14 



2IO 

Pisarze X w., zaprzątnięci całkiem strasznymi rozbojam^ 
Madjarów w Europie, nie zdawali sobie sprawy o wpływie tych 
barbarzyńców na przyszłe losy Słowian i Niemców. Chrzest 
Madjirów, potem świetny udział państwa Węgierskiego w spra- 
wach Europy, zatarły gorzkie wspomnienia o rozbojach madjar- 
skich w X w., dochodzenie zaś wpływu osiedlenia Madjarów nad 
Dunajem na losy reszty Europy, — nikogo nie obchodziło. Dopiero 
teraz, gdy już od przybycia Madjarów nad Dunaj tysiąc lat upły- 
wa, historycy słowiańscy i niemieccy, rozważając wypadki dziejo- 
we, z goryczą o fatalnem przybyciu Madjarów do środka Euro- 
py przemawiać zaczęli. 

Szafarzy k jeden z pierwszych wyrzekł, że uderzenie Madja- 
rów na Morawiję „ugodziło w samo serdce Słowiańszczyznę."**) 
Współczesny mu, sławny historyograf czeski Franciszek Palacki, 
ubolewając nad fatalnem przybyciem Madjarów nad Dunaj, mnie- 
mał, że nigdy los nie ugodził srożej w Słowiańszczyznę, jak w końcu 
IX w., gdy w środku licznych, chociaż i niepołączonych plemion 
słowiańskich, rękami Rościsława i Świętopełka posiane ziarno obie- 
cywało wydać pyszny plon oświaty chrześciańskiój i narodowej, rę- 
kojmią czego służyły przyjazne stosunki, łączące Słowian z Rzy- 
mem i Carogrodem. Z czasem do tego ziarna przyłączyłyby się, 
z wewnętrznych pobudek, inne plemiona słowiańskie, otrzymałyby 
od niego razem z chrześciaństwem, jeżeli nie nowy ustrój polityczny, 
to przynajmniej oświatę nową — europejską, narodową, uzdolnienie 
do życia przemysłowego, jedność języka, pisma i literatury. I jak 
na Zachodzie, pod wpływem Rzymu, powstało państwo Franków, 
tak na Wschodzie nie bez wpływu Byzantu, powstałoby wielkie 
państwo słowiańskie, a Europa wschodnia, przed tysiącem laty, 
przyjęłaby ustrój wcale inny od tego, jaki się stał. Lecz Mad- 
jarowie, wtargnąwszy do samego serdca rodzącego się organi- 
zmu, zabili serdce i nazawsze podobne nadzieje zniszczyli. Członki 
ogromnego organizmu, nie zdążywszy zróść się, rozpadły się 



*) „Raz ten uhodil do srdce Slovanstva." Staroż. Słowiańs. § 41. s. 485. 



211 

W skutek zakrzewienia się pomiędzy nimi obcego żywiołu ...'*'') 
Rozwijając dalej ideę Palackiego, Hilferding twierdził, że na ró- 
wninach po nad środkowym Dunajem, gdzie osady bółgaro - sło- 
wiańskie i serbo- chorwackie stykały się z osadami Słowian za- 
karpackich, mogło zajść połączenie północno - zachodniej grupy 
słowiańskiej, która wtedy zaj mywała przestrzeń od Łaby do 
Wisły i dalej do Litwy, z grupą Słowian południowo- zacho- 
dnich, która się opierała o morza Czarne i Adryatyckie. W tej 
połowie Słowiańszczyzny zachodniej, która się od Danii do Gre- 
cyi szerzy, mogło rozwinąć się to samo, co później rozwinęło się 
w połowie wschodniej, mianowicie na Rusi: jedność narodowa, 
mocna organizacyja społeczna i państwowa. Osiedlenie się nad 
środkowym Dunajem, zupełnie obcego Słowianom plemienia ma- 
djarskiego, rozdarło Słowiańszczyznę zachodnią na dwie części: 
północną i południową, nie zostawiwszy między niemi żadnego 
punktu styczności. Skutki tego były okropne dla całej połowy 
Słowiańszczyzny, tudzież dla Europy środkowej od Łaby do Nie- 
mna i od morza Czarnego do Adryatyckiego.^^j Takie i tym 
podobne zdania, chociaż w różnych nieco formach, powtarzali 
i dotąd powtarzają inni dziejopisowie, zwalając całą biedę nai 
Madjarów za to, że zniszczywszy państwo Morawskie, rozdarli 
Słowiańszczyznę na dwoje i tem przeszkodzili Słowianom do po- 
łączenia się w ogromne państwo.*') 



*9) Palacki. Dejiny narodu ceskeho. T. I wyd. 1848 str. 225 — 6- 
^) Hilferding. Benrpiff 11 CjiaBflHe, w Sobranii soczinenij. T. II s. 113 do 
124, tudzież: Bopb6a C.iaBHHT. cl HtMuaMii s. 80, weszła jako dodatek do Hi- 
storyi Słowian bałtyckich, w Sobranii soczinenij tom IV. 

*') Krek. w Einleitung in die Slavische Literaturgeschichte r. 1887 s. 342 
344, podzielając zupełnie zdanie Palackiego i przecząc poglądom Grota na skutki 
osiedlenia się Madjarów nad Dunajem, powiada, że refieksyje Grota nie są w sta- 
nie zbić zdania Palackiego. Krek powołuje sie na zdanie Wendta (Die Germani- 
sirung der Lander oestlich der Elbę r. 1884), który powiada, że wdarcie się Mad- 
jarów pomiędzy Słowian, stało się korzystnem dla Niemców, ponieważ połączenie 
wszystkich Słowian w jedno państwo, w skutek geograficznego rozdarcia ich, niemo- 
żebnem będzie tak długo, jak długo naród madjarski ekzystować będzie." Dalej, 
powoływanie się Kreks na annały fuldeńskie r. 894 o barbarzyństwie Madjarów, tu- 
dzież na pisarza arabskiego z X w. Ibn-Dasta o chwytaniu i sprzedawaniu Sio- 

14* 



212 

Wszakże w drugiej polowie bieżącego wieku zjawiły się 
mne, więcej objektywne poglądy na kwestyję, o której mowa/*-) 
Pisarze, niezadowalając się poznaniem szkody przez Madjarów 
wyrządzonej Słowianom, usiłują zbadać skutki osiedlenia Madja- 
rów nad Dunajem, nietylko bezwględnie w stosunku do Słowian, 
lecz i uwzględniając zachowanie się Niemców podczas upadku 
Morawii, tudzież następstwa dla Niemców progromu ich przez 
Madjarów w r. 907. Pisarze tej kategoryi nie odrzucają tego, 
że Madjary, wparłszy się klinem w sam środek Słowiańszczyzny, 
rozdarli ją na dwoje i uniemożebnili zlewanie się plemion sło- 
wiańskich w jedno państwo, przez co zadali straszny cios naro- 
dowości słowiańskiej, lecz nie spuszczają z uwagi i tego, że Ma- 



■wian przez Madjarów wtedy, gdy ostatni koczowali jeszcze na stepach czarnomor- 
skich, nie możemy za stosowni uważać, albowiem tu nie o przymioty duchowne 
i moralne Madjarów chodzi, ale o to: jakie znaczenie ma osiedlenie sic Madjarów 
nad Dunajem nie tylko dla Słowian, lecz równie dla Niemców i innych ludów Eu- 
ropy środkowej. Na to Krek nie daje odpowiedzi. 

Z nowszych pisarzy polskich, możemy wskazać na M. Kobrzyńskiego, według 
którego „dzikie hordy węgierskie rzuciły się na Słowian, zniszczyły z pomocą za- 
wsze do tego dzieła gotowych Niemców, państwo Wielko -Morawskie, wyrwały świeżo 
zaszczepione chrześciaństwo i cywilizacyę, a osiedliwszy się nad środkowym Dunajem, 
w Pannonii, rozdarły Słowiańszczyznę na zachodnia i południową, przecięły zba- 
wienne związki Słowian morawskich i czeskich z Carogrodem i oddały ludy te wyłą- 
cznie wpływowi Niemców." Dzieje Polski, wyd. drugie r, l88o. T. I s. 75. Do 
tego zniewolony jestem dodać: chrześciaństwa Madjary zupełnie nie ruszali, a tem 
bardziej nie wyrywali, cywilizacyi słowiańskiej nie zniszyli, bo jej nawet nie poj- 
mywali, a jeżeli zniszczyli kulturę niemiecką, to tem tylko obronili Słowian od ry- 
chłego wynarodowienia. — Względniej nieco skutki osiedlenia Madjarów w Panno- 
nii przedstawił J. Bartoszewicz, ale i on, idąc w ślad za Palackim, widzi tylko wiel- 
kie nieszczęścia dla Słowian, nie biorąc na uwagę tego, co Niemcy stracili. Hłsto- 
rya Pierwotna Polski. T. I s. 261 — 264. 

•"■>-) Już w r. 1860 historyk morawski Dudik, w Mahrens Geschichte tom I 
s. 244 — 5, zwrócił uwagę na to, że zwyczajne objaśnienie upadku Morawii niezgodą 
w rodzinie lvsiażęcej i najazdem Madjarów, nie M'yczerpuje kwestyi. Mniema on, że 
najazd Madjarów był skutkiem wcześniejszego osłabienia i rozstroju państwa Moraw- 
sidego przez chytrą politykę niemiecką. — Wcześniej jeszcze, bo w r. 1858 Ełagin, 
zajrzawszy głębiej w dzieje upadku Morawii, przyszedł do przekonania, że już przed 
najazdem Madjarów, Morawija przez Wichinga zabitą została, że przypisywać wypa- 
dek ten jedynie Madjarom jest niedorzecznością i sprzeciwia się faktom historycznym. 
Według niego Morawianie godzili się z Madjarami dla odporu gorszego wroga, — 
Niemców. PyccKaa Eecfe^ia. 1858. Cześć I. 



21 



djary stworzyli Słowianom mocna przeciw. Niemcom oporę. ^^') 
Podnosząc kurtynę sceny, na której rozegrał się straszny dramat 
upadku Morawii, w r. 906, pisarze pojąć nie mogą, kto mianowi- 
cie w samo serdce ^Morawiję uderzył: Madjary, czy Niemcy? 
Który z tycłi narodów więcej zła przyczynił Słowianom i nie- 
bezpieczniejszym był w przyszłości? — Wreszcie pisarze podno- 
szą kwestyję: czy w stanie byli Morawijanie własnemi siłami ode- 
przeć Niemców, którzy usilnie, w ciągu stu lat, dobijali się i do- 
bijać się nieprzestawali ujarzmienia Morawii.''*) — Pytania te wiel- 
kiej wagi postaramy się objaśnić stósowaie do tego, jak się nam 
przedstawiają według faktów liistorycznych. 

Wspominaliśmy niejednokrotnie, że w IX w. Niemcy, nie 
gardząc żadnymi środkami, dobijali się opanowania porzecza środ- 
kowego Dunaju, zasiewali intrygi, prowadzili zacięte wojny, łu- 
pieżyli i niszczyli kraje słowiańskie, a nakoniec wezwali do po- 
mocy Madjarów i podnieśli w Morawii wojnę domową. Walka 
długa wyczerpywała siły, a intrygi wyziębiały duclia narodowego. 
Rozprzężenie rzeszy morawskiej, w skutek oderwania się Czecliów 
i zdrady księcia pannońskiego Braczyslawa, ułatwiało Niemcom 
opanowanie w końcu IX w. Pannonii. !Morawija ścieśniona z je- 
dnej strony przez Niemców, z drugiej przez Czecliów, którzy ra- 
zem z Niemcami łupieżyli ją (r. 897 — 900), a przytem wewnątrz 



*') Profesor petersburgski p. W. Łamański powiada: „prawda, że w X — XI 
w. osiedlenie się Węgrów, czyli Madjarów na równinie Ciso-dunajskiej i utworze- 
nie, na gruzach państwa Morawskiego Świętopełka, państwa Węgro- słowiańskiego 
Arpada, na długi czas wparły lvlin obcego szczepu w ciało słowiańskie, a jednak 
niewątpliwie wytworzyły Słowianom mocną przeciw Germanii oporę." OóT, ucTopil- 
MccKOMT, ii3yyeHiii rpeKO-CiauflucKaro siipa. 1871. t. 17. 

^) Rozważając domniemanie Palackjego, że gdyby nie najście Madjarów, 
Słowianie mogliby się zlać w państwo (wyżćj przypiselc 49), węgierski profesor Pa- 
weł Hunfalyy, przypominając podstępne zamachy księży niemieckich przeciw Słowia- 
nom, powiada „und es bekannt ist mit welch' andauernden Erfolge die Deutsclien 
die Slawen an der Elbę und an der Ostsee ausrotteten, so last sich billig anneh- 
men, das ohne die Hierherkunft der Magyaren, welche fiir ein halbes Jahrhundert 
die Aufmerksamkeit der Deutschen nach einer andercn Richtung lenliten, vielleicht 
auch die Czechen gleich ibrer anderen slawischen Briider untergegangen wiiren und 
Palacky ware auch kein Geschichtschrełber der Czechen geworden.** Ethnographie 
s. 299 — 300. 



— 214 — 

przez stronnictwa religijne rozdzierana, jakże długo bronić mo- 
gła swej niepodległości? Oczywiście Niemcom, dla dopięcia ich 
zamiarów, wypadało .przedłużać dawniejszą politykę, różnić po- 
między sobą ludy słowiańskie, aby się wzajemnie niszczyły 
i nie miały siły do stawienia oporu zamachom cesarskim, a tym- 
czasem pod opieką kościoła łacińsko - niemieckiego, posuwać 
kolonistów i przemysłowców w celu ekonomicznego opanowa- 
nia kraju. Jakoż, w rzeczywistości widzimy, że w początku 
X w. dobra niemieckich magnatów duchownych i świeckich, tu- 
dzież posiadłości kolonistów posuwały się od Zachodu na Wschód 
aż do r. Raby i dokoła jeziora Błatna.^^) Wyższość kultury za- 
chodniej zapewniała Frankom i Niemcom ekonomiczne powodze- 
nie, a Słowianom groziła zubożeniem, zależnością ekonomiczną, 
wreszcie niewolą osobistą. Cóż przeciw temu mogli postawić 
Słowianie? Dzieje nas uczą, iż rozprawy orężem z Niemcami wy- 
padały niejednokrotnie na korzyść Słowian, ale przeciw przemy- 
słowcom i kolonistom niemieckim, wytrwałym, przebiegłym i ego- 
istycznym, dobroduszna i niezaradna natura słowiańska zawsze 
prowadziła do strat ekonomicznych, w skutek których Słowianie 
wyzuwali się z posiadłości dziedzicznych na korzyść Niemców. 
O ileż walka ekonomiczna trudniejszą była Słowianom wtedy 
gdy zostawali pod władzą niemiecką, o tem zdaje się i mówić 
nie ma potrzeby. Kilkowiekowa walka Słowian z Niemcami na 
polu ekonomicznem daje liczne przykłady najpodstępniejszych 
środków przeciw ziemianom słowiańskim używanych, aby ich wy- 



^^) Koloniści posuwali sie najwięcej po południowym brzegu Dunaju ku 
wschodowi, aż do ujścia r. Raby, ztąd w górę po Rabie i Sali aż do ich wierzcho- 
win i w koto jeziora Błatna. Panowie niemieccy w dobrach swych posiadali pod- 
danych (servi), zakładali folwarki, mierzyli pola na łany, urządzali gospodarstwo na 
sposób bawarski. Księża niemieccy siedlili przy kościołach kolonistów swego rodu. 
Napływający z Bawaryi rzemieślnicy siedlili się po miastach. W dokumentach IX 
i X w. wzmiankują się liczne osady z nazwami niemieckiemi. Wylicza je Kaemell. 
Die Anfiinge das deutschen Lebens in Oesterreich. 269 — 296. Zauważyć jadnak 
wypada, iż pod rubryką nazw niemieckich i kelto- romańskich Kaemell zamieszcza 
mnóstwo nazw słowiańskich, zapewne przez nieznajomość mowy słowiańskiej. Wresz- 
cie porów. s. 73, przyp. 2. 



— 215 — 

rugować z posiadłości, aż do wygnania z domów własnych dla 
osiedlenia kolonistów.'^) Biorąc na uwagę wszystko, co wyżej 
powiedziano, tudzież natarczywość duchowieństwa niemieckiego 
w rozszerzaniu władzy swej na Pannoniję i Morawiję,-^') niemoc 
Słowiańszczyzny zachodniej w X w. i wzrost potęgi niemieckiej 
za panowania cesarzów z dynastyi saskiej (r. 919 — 1002), nie wąt- 
pimy, że jeśliby Opatrzność nie zesłała szarańczy madjarskiej ze 
Wschodu, cała Pannonija, Morawija, a zapewno i Czechy po- 
kryte by zostały gąsienicą niemiecką z Zachodu. 

Dla ocalenia Słowiańszczyzny od naporu niemieckiego w-X 
w. potrzebna była Słowianom albo genialna osobistość wodza, jaka 
się zjawiła w postaci Balesława Chrobrego w XI w., albo dzika nie- 
pohamowana siła jaka się znalazła w szalonej hordzie madjarskiej. 
Nim jednak Słowianie doczekaliby się Bolesława Chrobrego, Niemcy, 
w ciągu stu lat, dość mieli czasu do przeprowadzenia swych zamia- 
rów ujarzmienia Słowiańszczyzny, mianowicie za czasów^ Henryka 
Ptasznika i Ottona I, jeśliby na powściągnienie zamachów niemie- 
ckich nie zjawili się Madjary. Jeżeli tego nie poj mywano dawniej, 
to obecnie sami Niemcy, lepiej od Słowian pojmują gorzkie dla nich 
skutki wmieszania się Madjarów w sprawy ludów naddunajskich 
w końcu IX w. Nowsi uczeni niemieccy, rozważając skutki osie- 
dlenia się Madjarów nad Dunajem i ubolewając nad zniszczeniem 
przez nich kultury niemieckiej, przychodzą do przekonania, że to 
było bardziej dla kultury w ogóle dotkliwe, aniżeli rozdarcie Słowian 



^) w drugiej polowie XII i w XIII w. Niemcy osiedlali kolonistów w Serb- 
sku pomiędzy Solawą a Labą, tudzież na ziemiach Obodrytów i Lutyków zwyczaji 
nie w ten sposób, że osady dziedziczne Słowian zabierali koloniści, a wyrugowani 
z nich Słowianie budowali sobie nowo osady. Ztąd powstały wsie: Wielkie i Małe, 
Stare i Nowe, Niemieckie i Słowiańskie. Często spychano Słowian na mpczarj- 
i pustkowia, gdzie nędzny żywot prowadząc w chatkach rybackich, chyżach, wymie- 
rali. O tem szczegóły podane będą w t. IV niniejszej pracy. 

*") W liście arcybiskupa salcburgskiego z jego sufruganami do papieża Jana 
IX w r. 900 duchowieństwo nienaiemieckie, skarżąc się na oderwanie Pannonii i Mo- 
rawłi od arcybiskupstwa salcburgskiego powiada, że przez to dopuszczona została 
w kościele schyzma, że Niemcy na mocy prawa wojennego, powinni mieć Słowian 
swymi poddanymi i że Słowianie czy chcą, czy nie chcą, w każdym razie państwu 
Niemieckiemu podlegać muszą. Porów, wyżej s. 152. 



2l6 — 

na dwoje, jak historyk czeski (Palacki) utrzymuje. ^^) Dobitniej 
i z niezaprzeczona gruntownością objaśnia te sprawę nowszy pi- 
sarz austryacki, w te słowa: „Niepodobno znaleźć w dziejach 
starożytnych Niemiec innego wypadku, któryby mógł ze swych 
okropnych skutków porównać się z bitwa Czerwcową r. 907. 
Pierwszorzędne stanowisko, jakie Ba wary zaj mywali w państwie 
Wschodnio -,Frankskiem, na zawsze znikło. Wszystko, co w ciągu 
stu lat dla ojczyzny niemieckiej zdobyły miecz i pług bawarskiego 
plemienia stracone zostało, jak równie marka Wschodnia i Panno- 
nija. Panowanie niemieckie odrzucone aż do' r. Aniży (Ennz), 
Karyntyja w ciągłej trwodze, nawet właściwa ojczyzna Niemców 
wystawiona na łup hord barbarzyńskich. Stosunki polityczne 
i kościelne z kulturą niemiecką, zaszczepione na wschód od r. 
Aniży, zerwane, a sama kultura zniszczona i na zupełną zagładę 
jej skazaną została. Straty te już nigdy więcej nie były powe- 
towane. Mała tylko część ziem straconych powróconą została 
w X i XI w., lecz nigdy, od czasu zjawienia się państwa Wę- 
gierskiego, nie udało się powrócić Pannonii do rąk władzy i na- 
rodowości niemieckiej. Małemi tylko kolonijami, w późniejszym 
czasie, Niemcy zdążyli w te strony. Jeżeliby nie wmieszanie się 
Węgrów i nie bitwa r. 907, to według wszelkiego prawdopodo- 
bieństwa i racliunku ludzkiego, granica czysto niemieckiej terry- 
toryi byłoby teraz nie nad górną Rabą, ale nad dolną Sawą."^^) 
Pogląd ten podzielają inni pisarze,**") a według naszego przeko- 
nania jest on nader umiarkowany, bo jeżeliby Niemcy opanowali 
w początku X w. Pannoniję i Morawiję, to oczywiście rozpiera- 
liby się na północ i południe, a w takim razie ani Czechowie, 
ani Chorwaci nie obroniliby się od nich. 



"*) Roesler. Romanische Studien. 187 1 s, 170. 

59) Kaemell. Die Anfange deutschen Lebens in Oesterreich, 301 — 2. 

«o) Grot. Mopasia. 415 — 423. 

Uwaga. Czytelnik raczy mieć na uwadze, że wszystko co wyżej powiedziano 
o stosunku Madjarów do Słowian i na odwrót, tyczy się wypadków X w., kiedy, 
jeszcze niewiadomo było, jakie między tymi narodami mogą być zajścia w przyszłości 



— 217 — 

§ «• 

Państwo Czeskie. 

I. Stan Czech po upadku Wielkiej Morawii. Polityka książąt, zabu- 
rzenia. 

Do najważniejszych następstw przewagi Madjarów nad Niem- 
cami w r. 907 i w następne lata, bezwatpienia odnieść należy 
wzrost państwa Czeskiego. — Po wygasłych Moimirowicach spu- 
ściznę biorą Przemysłowcy czescy. Centr oświaty chrześciańskiej 
z Welegradu przenosi się do Pragi. Zamiast upadłej monarchii 
Morawskiej powstaje nowa monarchia Czeska, książęta której 
zajmują pierwsze miejsce w Słowiańszczyznie północno-zachodniej. 
Odtąd oni biorą na się przewodnictwo cywilizacyi słowiańskiej 
w ciągu całego X w., aż nim się zjawi trzecia monarchia sło- 
wiańska — Piastów w Polsce. 

Ażeby stanąć w szeregu ówczesnych państw Europy środ- 
kowej, książętom czeskim wypadało utwierdzić w swym kraju 
chrześciaństwo i podnieść znaczenie władzy książąt z rodu Prze- 
mysłowców, wyżej nad dynastów plemion czeskich. Niełatwa to 
sprawa. Drobni dynaści w ciągu IX w. starali się o powiększe- 
nie udziałów swych przez związki familijne, albo drogą pod- 
bojów. Jedni dynaści padali, inni wywyższali się.^) Szczęście 
najbardziej sprzyjało Przemysłowcom prażskim, którzy panując 
nad licznem i bitnem plemieniem Czechów, wcześniej od innych 
książąt wzmocnili swą władzę i taką potęgą słynęli, że już w IX 
wygórowali nad innych, jakby wielcy książęta całej ziemi czeskiej, 
którym, w sprawach dotyczących całego kraju, dynaści plemienni 
ulegać winni byli. Wszakże dynaści nie myśleli zrzekać się do- 
browolnie władzy swej na korzyść Przemysłowców. Ztąd za- 
targi i boje, ztąd udawanie się niektórych możnowładzców o po- 
moc do Niemców i mieszanie się ostatnich w sprawy wewnętrzne 



•) Porów, dzieła tego t. II s. 386 — 7. 



— 2l8 — 

"Czechów.^) ztąd niemoc książąt prażskich w drugiej połowie 
IX w., kiedy w sąsiedniój Morawii dzielny ród Moimirowiczów 
świetnem powodzeniem oręża i rozumną polityką w sprawach 
wiary narodowej, podniósł władzę książęcą na stopień władzy 
monarcliicznej i z jej to pomocą gromadził siły narodowe do 
obrony niepodległości kraju. — Przypatrzmy się postępywaniu 
książąt czeskich. 

Chrzest księcia Borzywoja i żony jego Ludmiły przez ś. Me- 
todego (około r. 880), łączył Czechy z Morawami moralnie, 
a przewaga oręża Świętopełka w bojach z Niemcami, dawała mu 
naczelne zwierzchnictwo w związku morawskim, do którego i Cze- 
chy należały. Ale po śmierci Świętopełka (r. 894), synowie Bo- 
rzywoja Spitygniew i Wratyslaw, nie chcąc uznawać zwierzchni- 
ctwa Moimira II, dobrowolnie poddali się cesarzowi Arnulfowi 
w Regensburgu (895).**) Nieszczęśliwy ten postępek wplątał ksią- 
żąt czeskich w sidła polityki niemieckiej i wywarł w przyszłości 
najgorszy wpływ na rozwój państwa Czeskiego. 

Raz stanąwszy po stronie Niemców, Spitygniew i Wratysław 
trzymali się ich polityki, wspólnie z nimi łupieży li Morawy (r. 
897 — 900) i uskarżali się jeszcze na jakieś krzywdy ze strony Mo- 
rawianów. Bratobójcza wojna dwóch sąsiednich ludów do ta- 
kiego stopnia zaślepiła książąt czeskich, że w chwili upadku pań- 
stwa Morawskiego, nietylko nie podali mu żadnej pomocy, lecz 
owszem pozwolili przez swój kraj Madjarom do Głomaczów prze- 
chodzić (r. 906). Okoliczności te, a także milczenie dziejów o ja- 
kim bądź zatargu Czechów z Mad jarami, budzą przekonanie, że 
podczas upadku państwa Morawskiego, książęta czescy w przy- 
jaznych stosunkach z Madjarami zostawali. 

Brak źródeł dziejowych skrywa przed nami uczestnictwo 
książąt czeskich w rozszarpaniu państwa Morawskiego, ale ów- 



2) Przypomnijmy Witorada pana na Witoraziu, który wywołał w r, 857 
wmieszanie się Niemców w sprawy czeskie. Wyżej. T. II, s, 386 i w bieżącym 
tomie s. 66. 

') Wyżej s. 144. 



219 — 

czesne okoliczności, oraz podania madjarskie wskazują, że korzy- 
stając ze zgody z Madjarami, Czechowie opanowali właściwe zie- 
mie morawskie nad rzekami Dyja i Morawą,*} część SIązka, 
a może i górzystą część Słowaczyzny.^) W każdym razie z upadku 
Morawii Czechowie skorzystali niemało. Wcielając do Czech 
terrytoryję morawską, pozbawioną książąt własnych, książęta 
czescy władali nią bez wszelkich ograniczeń, a rozporządzając 
się na prawach zdobywców, mogli ciągnąć z niej środki do po- 
mnożenia potęgi swej. 

Tymczasem walna porażka Niemców przez Madjarów w ro- 
ku 907 i wnet potem szalone najazdy madjarskie na Germaniję 
podawały Czechom możność używania zupełnej niepodległości, 
nie zważając na zobowiązania się książąt ich w r. 895. A gdy po 
śmierci ostatniego z Karlowingów, Ludwika Dziecięcia (r. 911) 
na tron niemiecki wstąpił Konrad I (911 — 919), książęta czescy' 
mogli uważać się za moralnie uwolnionych od zobowiązań wy- 
gasłej dynastyi złożonych. Jak postępywał w tej sprawie książę 
Spitygniew wiadomości nie posiadamy,*^) ale następca jego Wra- 



*) Zulta ('Soltan) ... ex parte vero Boemiorum hxit metas usque ad fluvium 
Moroua, sub tali conditione, ut dux eorum annuatim tributa persoheret duci Hunga- 
riae et eodem modo ex parte Polonorum usque ad montem Tatur. Anonym, nota- 
rius Beli cap. 57. Pisząc w XIII w. o sprawach X. w, notaryusz Beli zakreśli! 
granice Węgier do Tatrów i ujścia r. Morawy, jak było rzeczywiście w XIII w. 
ale jeśli przechwala! się, że trybut Węgrom nietylko Czesi, lecz i Polacy płacili, 
to czyżby zaniedbał zdobycze Madjarów rozszerzyć i na zachód od r. Morawy, 
gdyby choć jalsiekolwiek tradycyje to przypominały? 

'') ^ połowie X w. Słowiańszczyzna była w ręku książąt czeskich. Kiedyż 
ją zdobyli? Czy po bitwie nad Lechem r. 955 i zwycięzlwie Czechów nad Węgrami 
na granicy czeskiej w tymże roku, czy jeszcze wcześniej w r. 907? Odpowiedzi w dzie- 
jach nie znajdujemy. Podania madjarskie wzmiankują wprawdzie o zdobyciu Nitry 
przez wodzów Arpada, ale czy jazda madjarska mogła opanować górzystą część Slo- 
aczyzny? — Wątpliwe. 

•) Data śmierci Spity gniewa i wstąpienia na tron Wratysława I niepewna. 
Dawniej oznaczano ją r. 912. (Szafarzyk, Star. Słów. § 39, s. 453, tudzież Kriżek, 
Dejiny Naród. Slov. s, 18). Tomek, mając na względzie, że według legend, syn 
Wratysława Wacław, urodzony wtedy, gdy już Wratysław panował, liczył podczas 
śmierci ojca lat 18, obliczył, że Wratysław (■{• 921) począł panować w r. 903. Apo- 
logie der altesten Geschichte Bohmens, w Abhandlungen der k. bombchen Gesell- 



2 20 — 

tysław i" nie składał hołdu królowi niemieckiemu i o swa nie- 
podległość obawiać się nie miał powodu, albowiem ówczesny 
rozstrój Germanii, coroczne pożogi i mordy po całej Germanii 
przez Madjarów szerzone, wreszcie rebelia przeciw królowi potę- 
żnego księcia bawarskiego i markgrafa karyntyjskiego Arnulfa, 
nie dozwalały królowi Konradowi I niczego przeciw Wratysła- 
wowi I przedsiębrać. Czechowie, korzystając ze zgody z Madja- 
rami, używali zupełnej niepodległości i wspólnie z Madjarami 
w r. 915 Saksoniję łupieżyli.') Tak ciągnęło się aż do wstąpie- 
nia na tron niemiecki Henryka I Ptasznika (gig— 936), który, 
pogodziwszy się z księciem bawarskim Arnulfem i uśmierzywszy 
wewnętrzne w Germanii rozruchy, czuł się w stanie bardziej 
energiczną względem Czechów politykę rozpocząć. Nim jednak 
Henryk I zebrał się z siłami, książę bawarski Arnulf napadł na 
Czechy w r. g2 2. Krótka o ten wzmianka kronikarska nie obja- 
śnia wcale powodów zajścia pomiędzy Arnulfem a Czechami. '') 
Tylko przez konjektury przychodzimy do wniosku, że być może 
sprawy pokrewnego Arnulfowi potężnego rodu Sławników, łub 
niesforność innych dynastów, albo wreszcie pretensyje biskupa 
regensburgskiego do przyłączenia Czech pod jego zarząd,") po- 
dały Niemcom powód do wmieszania się w sprawy wewnętrzne 
czeskie, jak się niejednokrotnie dawniej zdarzało. Skutków tej 
wyprawy nie dostrzegamy. Wratyslaw I aż do zgonu niepodle- 
głość zachował, co zdaje się potwierdzają podania narodowe, 
które wspominają o nim, że był „wielkim sławą" ^°) i „niezli- 



schaft der Wissenschaften, 1865, tom XIII, fiinfter Folger, s. 65. Gdy jednak śmierć 
Wratyslawa zwyczajnie oznaceaja rokiem 926, wypada, że on począł panować około 
r. 908? jeśli legendy nie mylą się. 

') Porów, wyżej cytatę z Adama Bremeńskiego. § 43, przyp. 39 na s. 207. 

*j Auctarium Garstense. a, 922. Arnoldus dux Bavariae in Boemiam cum 
exercitu prońciscitur. (Pertz. M. G. XI, 565). Annales Salisburgenses, a. 922. Ar- 
noldus dux Bavariae in Boemiam cum exercitu vadit. Pertz. M. G. XI, 771. 

**) Takiego zdania jest Tomek. Apologie, s. 65. Niżej przypisek 47. 

^<') W cyrylskim Żywocie ś. Wacława, zapisano : „bje że knjaż w e 1 i k i Sła- 
woju czesten w Czechach żiwyj, imenjem Worotislaw." Fontes rerum boliemi- 
carum. T. I, s. 135. 



221 

ą moc wrogów zwyciężył''^'), Jest jeszcze domniemanie, że 
zdobywszy cześć Śląska, zapewno po r. 907, Wratysław zbudo- 
wał na wyspie r. Odry gród, który od jego imienia nazwę Wra- 
tysław, teraz "Wrocław, otrzymał.^-) 

Rządy małoletniego syna Wratysławowego Wacława, pod 
opieką matki jego Draliomiry, otworzyły możno władzcom cze- 
skim szerokie pole do intryg i zaburzeń. Intryga zwróciła sie 
najprzód przeciw wdowie po Borzywoju Ludmile, którą posą- 
dzano o zamiary rozporządzania sprawami kraju. Ludmiła usu- 
nęła się z Pragi do Tetina, lecz to ją od zamactiu wrogów nie 
obroniło. Zbójc}^ pod przewodnictwem Tumana i Kowana, napadł- 
szy na zamek tetiński, staruszkę Ludmiłę zamordowali 15 Sier- 
pnia r. 927.^'^) Podejrzy wano wdowę po Wratysławie I Draho- 
mirę, jakoby ona, zostając poganką, nieprzyjainie patrzała na 
Ludmiłę, opiekującą się wycliowaniem w ducliu cłirześciańskim 
Wacława. Lecz jeśli na uwagę weźmiemy, że jeden z hersztów 
merderstwa Tuman z całym swym rodem ratował się ucieczką, 
a Kowan scłiwytany z całym rodem zginął,") tedy musimy przy- 
znać, że w tej sprawie całej winy na jedną Drałiomirę zwalać 
niepodobno.*) Na miejscu dokonania zbrodni, Draliomira rozka- 
zała zbudować kościół ^Michała Archanioła, a męczenniczkę Lud- 
miłę naród czeski za świętą policzył. 




n) Ouodam igitur tempore Braceslaus quidam regali insigniter potiens po- 
tcsiale eam (Pragam) residens principatus sui strenuissime curam gerebat... pene 
innumerorum hostium triumphator. Passio S. Yenceslai, według be- 
nedykt3nia Wawrzyńca. Fontes rer. boh. I, s. 170. 

'-) Kunik. A.TÓeKpii, s. 89, tudzież Palacki. Dejiny. T. I. .. :;;. 

*•■') W cyrylskim Żywocie Ludmiły: „tohda nacza mysliti raati Wjaczeslawa 
i swiekrowb swoju Ludmilu zlo i wsjaczeski iskasze pogubili ju." Fontes, I, 123. 
Według Passio S. Ludmilae Tuman i Kowan, powróciwszy do Draho- 
1.%. .jpiywali w bogactwa i poniewierali równymi sobie, lecz zazdrość i kłótnia 
pomiędzy nimi a Drahomirą, doprowadziły do tego, że Drahomira postanowiła 
sprzątnąć ich. Wtedy jeden z rodem swym uciekł, a drugi zginął. Fontes rer. boh. 
I, 140—2. 

*; Hynek Krch twierdzi, że' zabójstwo Ludmiły było skutkiem złości mo- 
żnowładzców przeciw Przemysłowcom. Kriticke uvahy, II. Na obranu kneżny Dra- 
honiiry. V Pi-erove. 1883. s. i, 49. 



222 

Zamordowanie Ludmiły było tylko wstępem do dalszych in- 
tryg, zaburzeń i morderstw sprawionych przez możnowładzców, 
dobijających się na dworze książęcym znaczenia, a bezwątpienia 
i korzyści materyalnych. Wichrzyciele postarali się poróżnić Dra- 
homirę z synem jśj Wacławem, a gdy się to im poniekąd udało, 
postanowili poróżnić jeszcze Wacława z młodszym bratem jego 
Bolesławem, który miał udział w krainie Pszowjan i tam gród 
Bolesław' zbudował. Intryga udała się. Wacław zmusił Draho- 
mirę ustąpić do Budecza, lecz wkrótce spostrzegłszy błąd swój, 
powrócił ją ze czcią do Pragi i odtąd był dla niej najczulszym 
synem. ^^) 

W tymże czasie jeden z dynastów czeskich, przodek sła- 
wnego później rodu Sławników, Radysław Zlicki ośmielił się 
podnieść przeciw Wacławowi otwarty rokosz i w okolicy staro- 
żytnego grodu Żytomirza zgromadził swych wojowników. Wa- 
cław, nie chcąc napróżno krwi niewinnych ludzi przejewać, wy- 
zwał Radysława na pojedynek. Upokorzony w pojedynku Ra- 
dysław pogodził się z Wacławem i przy swych posiadłościach 
utrzymał się.**) Zkądże taka powolność, by nie wyrzec niedo- 
łężność Wacława? Zrozumimy to zajrzawszy głębiej w sprawy 
ówczesne. I tak. W r. 928 król Henryk Ptasznik, ujarzmiając 
Serbów nadłabskich i Stodoranów, tudzież czując się obrażonym 
przez Czechów, prawdopodobnie za okazanie Drahomirą pomocy 
swym ziomkom Stodoranom, wpadł niespodziewanie do Czech 
i do Pragi dążył. W pomoc mu pospieszył książę bawarski 
Arftulf i obaj wspólnie obiegli Pragę. Wacław, nie widząc mo- 
żności stawienia oporu przemagającym siłom wrogów, zmuszony 
został upokorzyć się, zobowiązując się do płacenia corocznie try- 
butu królowi niemieckiemu 500 marek i 120 wołów,*') co, jak 



*s) Panowie czescy mówili Wacławowi: „choczet tja ubiti z bratoma; tja bo 
preżdje ubiła jestb i babu twoju Ludmiłu. I otogna matjer swoju w Budec . . ." 
Żywot ś. Wacława. Fontes rer. boh. I, s. 125. 

*^) O pojedynku Wacława z Radystawem, patrz dzieła tego T. II, s. 382. 

'') Continuat. Reginon. a. 928. Heinricus rex Boemos hostiliter invasit, et 
praestante Deo fortiter superavit. Do tego Widukind lib. I, cap. 35. Heinricus 



— 223 — 

orycy utrzymują, ustanowione być miało jeszcze za czasów 
Karola W.'^) 

Czegóż sie dobijał ten sam Arnulf, który już w r. 922 na 
Czechy napadał? Odpowiedzi na to prawdopodobnie w pokre- 
wieństwie Arnulfa z Radysławem Zlickim szukać wypada.^*) 
Rzecz jasna, iż Wacław, mając wewnątrz kraju mocnego wroga,^ 
któremu pomoc w każdej chwili gotowi byli podać Niemcy, mu- 
siał wroga tego oszczędzać, a gdy Niemcy napadli na Czechy 
w r. 928, Wacław, z powodu tegoż wroga, krewnego Niemców, 
nie mógł połączyć wszystkich sił czeskich do energicznej obrony- 
kraju, jak bywało w IX w., podczas najazdów Karola W. i jego 
następców.-*') 

Zawarłszy przymierze z Henrykiem Ptasznikiem, Wacław 
zostawał w przyjaznych z nim stosunkach, ze szczególną troskli- 
wością krzewił chrześciaństwo, wznosił kościoły, protegował du- 



rex et Arnoldus dux Boemos vincunt. A dalej Kozma o podatku, jak w następ- 
nym przypisku. 

'*) Opierając się na wyrażeniu Eginharda: an. 805 omnes barbaras ac feras 
nationes, quae inter Renum et Visulam fluvios, oceanumque ac Danubium positae . . . 
ita perdomuit (Carolus) ut eas tributarios efticeret. Inter quas fere praecipuae sunt 
Weletabi, Sorabi, Boemani, cum his namque balio conflisit . . . historycy twierdzą, 
że już od Karola "\V. Czechowie obowiązani byli płacić roczny trybut cesarzowi. 
To się wydało tern bardziej niewątpliwem, że już Kozma prawił: „Tales nobis legem 
constituit Pippinus Magni Karoli regis filius ut annuatim imperatorura successoribus 
CXX boves electos et D Marcas soWamus, marcam nostrae monetae 200 nummos di- 
cimus. Hoc testatur nostrarum aetas in aetatem." Fontes rtr. boh. II, s. 80. Gdy 
jednak w źródłach IX w. nigdzie podobnego trybutu nie znajdujemy, możemy więc 
przypuścić, że Kozma zobowiązanie się Wacława r. 928, przez nieświadomość po- 
liczył za zobowiązanie z czasów Karola W. 

*") W tomie II dzieła tego s. 382, przyp. 249, objaśniłem, że córka księcia 
bawarskiego Arnulfa, niewiadoma po imieniu, była matką Sławnika. Do tego do- 
dać wypada, że według Passio S. Adalberti, ten Adalbert, t. j. ś. Wojciech, pocho- 
dził z ojca Sławnika i matki Adalberty. Ale według roczników czeskich (Pertz. 
M. G. III, 119) i polskich, tudzież Kozmy, matka ś. Wojciecha zwała się Strzeźy- 
sława. Jakże to pogodzić? Z Brunnona Vita S. Adalberti rozdz. I dowiadujemy sie, 
że brat jego (ś. Wojciecha) po ojcu był Gaudencius (Radym) „ex parte patris caro 
et frater suus," czem Brunno daje do pojęcia, że Radym był z innej matki, niż 
Wojciech. Otóż prawdopodobnie, że ś. Wojciech był synem Niemki Adilbury, 
a inni bracia jego synami Słowianki Strzeżysławy. Porów. Bielowski M. P. II, s. 153.. 

20) Wyżej s. 34, 36, 64. 



224 

chowieństwo łacińsko- niemieckie, lecz ówcześni możnowładzcy 
czescy, niedawno ochrzczeni, pamiętając wprowadzenie za księcia 
Borzywoja obrzędu słowiańskiego, niemiłem okiem na wzma- 
gające się ducliowieństwo niemieckie patrzyli. Przeciw Wacła- 
wowi zrodziła się nieclięć możnowładzców. Wrogie mu stron- 
nictwo znalazło wspólnika w bracie jego Bolesławie, który sam 
chcąc władać krajem, na czele spiskowców stanął. ^^) Zamach 
na życie Wacława naznaczono spełnić w dniu 27 Września 
roku 935, albowiem w ten dzień miało się odbyć poświęcenie 
kościoła śś. Kozmy i Damiana w grodzie Bolesławiu, a ponieważ 
Wacław na podobnych uroczystościach zawsze był przytomnym, 
konspiratorowie pewni byli, iż nie ujdzie ich ręki. Po mszy 
Wacław zamierzał powrócić do Pragi, lecz Bolesław ze łzami 
go upraszał, aby przenocował. Nazajutrz rano 28 Września, gdy 
Wacław wchodził do kościoła, zbrodnia dokonaną została.--) Do- 
wiedziawszy się o tem Drahomira pospieszyła do grodu Bolesła- 
wa i na trupa syna padła, lecz gdy ją przestrzeżono, że śmierci 
nie ujdzie, uciekła do Chorwat. Trup Wacława leżał na podwó- 
rzu kościoła niepogrzebiony, aż ksiądz jeden, zlitowawszy się, po- 
chował go w kościele. Dopiero we cztery lata później Bolesław 
kazał zwłoki Wacława przenieść do Pragi i pochować w kościele 
ś, Wita, który Wacław zbudował.-^) 

Męczeństwo Wacława, a także życie jego pobożne, pełne 
miłosierdzia chrześciańskiego, głęboko wryły się w uczucia na- 
rodu czeskiego, który obok wspomnień o ś. Ludmile, przechował 



-1) „Rozbujasze że mużje czachowskyja (yaxoBbCKŁis;) i wstasza na sja. 
Knjaź że im bjasze jeszcze mlad. let. i8. A kohda umrę otjec jego, da jegda wzrastet... 
tohda djawol... wnide w serdca złych sowjetnikow jego, Ti że naczasze posrekati 
Bolesława na zło rjesza: clioszczet tja ubiti Wjaczeslaw Iłnjaź, swjeszczawsja s ma- 
terju swojeju i z miiżi swoimi . . . wsieją djawoł . . , Bolesławu łukawaja w serdce 
jego i nausti jego na brata swojego." Żywot ś. Wacława, Fontes rerum boli. I, 
129 — 130. 

--) Według obu redakcyi Żywota ś. Wacława, krótszej i dłuższej, w Fontes 
rer. boh. I, 125, 131. 

^^) Cyrylskie przeniesienie zwłok ś. Wacława, w Fontes rer. boh. I, s, 135, 
także i u Kozmy pod r. 932, Fontes rer. I10I1. II, s. 31. 



— ' 225 — 

pamięć o jej wnuku Wacławie świętym, patronie ziemi czeskiej, 
W wyobraźni ludu ś. Wacław pozostał jako mężny obrońca kraju, 
na koniu, w zupełnym rynsztunku wojennym. 

2. Podwyższenie władzy książęco]. 

Ze zbroczonemi krwią bratnią rękami, zasiadł Bolesław I 
na książęcym stolcu. Stronnicy jego spodziewali się znaleźć go 
przychylnym widokom swym, nie pojmując, że ten, który nie 
wzdrygnął się własną ręką zabić najuczciwszego brata, pewno 
nie zawaha się wspólników zbrodni swej mordować. Niesforni 
możnowładzcy nie przewidywali, że Bolesław postara się jak naj- 
rychlej pozbyć się świadków bratobójstwa i niepokornych mu 
zmusić srogiemi środkami do posłuszeństwa. Możnowładzcy zrazu 
myśleli opór Bolesławowi stawić, a jeden z żupanów (subregulus) 
poddał się Niemcom. Bolesław rozpoczął przeciw niemu wojenną 
wyprawę.-^) Na pomoc buntownikowi Niemcy wysłali z Turyn- 
gii i Saksonii dwa hufce wojowników, lecz Bolesław hufce te 
pojedynczo zniósł, grody buntownika zdobył, a stolicę jego zbu- 
rzył (936 — 940). Niemcy na tem nie poprzestali. Rozpoczęła się 
czternastoletnia, z rożnem szczęściem prowadzona wojna. Lecz 
kronikarze, zajęci zaciętą walką w tymże czasie króla Ottona I 
ze Słowianami nadłabskimi, mało uwagi na wojnę z Czechami 
zwracali i dla tego o niej urywkowe tylko posiadamy wiadomo- 
ści. -'^) Bolesław żądał pokoju, traktował o warunki i w tym 
celu posłał zakładników, których Otton I z wielką radością po- 
kazywał ludowi (946). 2*) Przymierze trwało niedługo, albowiem 
już w r. 950 Otton I, wkroczywszy z silnem wojskiem do Czech, 
obiegł Pragę, której bronił syn Bolesława, po imieniu także Bo- 



**) Widukind, II, 3, timens sibi vicinum subregulum, eo quod paruisset im- 
perii Saxonum, indixit ei bellum. 

2») Widukind, lib. II, c. 4, u, 20, 30; Thietmar, lib. II, cap. i. O wysia- 
niu Azika z dwoma legionami łotrów r. 936, w pomoc buntownikom, patrz niżej 
§ 45 przypisek 43 na s. 246. 

*•) Widukind, II, c. 40. Obsides Bolizlavi ibi vidimus, quos populo rex 
praesentari jussit, satis super eis laetatus. 

Tom m. jr 



220 

lesław. A gdy w Lipcu tegoż roku Nowy gród (teraz stary) 
przez Niemców zdobyty został, Bolesław, trzymający się jeszcze 
na prawej stronie r. Włtawy, uznał za niemożebne mierzyć się 
z liczniejszym nieprzyjacielem.-') Udał się więc do obozu Otto- 
na I, „a stanąwszy pod jego chorągwiami, króla słuchał, odpo- 
wiedzi mu dawał, i na przebaczenie zasłużył." ^^) Poczem zawarł 
z Ottonem I pokój, zobowiązawszy się do płacenia daniny, jaką 
płacił Wacław Henrykowi I Ptasznikowi. -*') Nadzór nad Cze- 
chami Otton I poruczył krewnemu swemu Henrykowi księciu 
bawarskiemu,"'") ale ta ostrożność była zbyteczną, bo taki książę, 
który dbał więcej o swą władzę, aniżeli o uczciwe imię, nie mógł 
być strasznym dla Niemiec wrogiem. 

Uniżywszy się przed Ottonem I, Bolesław wiernie służył 
Niemcom, przez co stanął w nieprzyjazne stosunki z Madjarami, 
którzy od r. 907, powtarzając straszne najazdy na Germaniję, ani 
razu nie zagabnęli Czechów. W r. 955 Madjary w znacznej licz- 
bie wpadli do Bawaryi, a stanąwszy obozem nad r. Lechem, 
w pobliżu Augsburga, puścili swe zagony do Szwabii. Z połą- 
czonemi siłami Germanii, Otton I spiesząc przeciw Madjarom, 
otrzymał od Bolesława I posiłek z 1000 dobrze uzbrojonych wo- 
jowników.-'^) W bitwie, zaszłej 10 Sierpnia roku 955 wojownicy 
ci, stojąc na prawem skrzydle, byli rozbici a obóz ich dostał 



2') Włdukind, III, c. 8; Continu. Regino, a. 950, eodem anno Boemiorum 
princeps Boleslav regi rebellat, quem rex validissima manu adibat suaeąue per omnia 
ditioni subdebat, 

-**) Widukind III. 8. Bolizlav urbe egressus, maluit tantae majestat! subici, 
quam ultimam perniciem pati; sub signisque stans, et regem audiens responsaque 
reddens, veniam tandem promuerit. 

2") Ze trybut był jeszcze w innej formie, hiż się zobowiązał Wacław płacić 
"W r. 928, wslcazuje to nadanie Ottona II kościołowi merzeburgsljiemu i Maja r, 991: 
„tertiam partem census . . . qui regio fisco per singulos annos persolvi debet de tota 
Boliemia in qualicunque re sit, sive in auro, sive argento, sive pecoribus, aut in 
aliis aliquibus rebus magnis sive parvis. Erben. Regesta, N. 76. 

=50) Tliietmar, II, c. i. 

■■'1) O uczestnictwie osobistem Bolesława I w bitwie nad Lechem wzmian- 
kuje tylko Flodoard pod r. 955 (Pertz. M. G. III). Pewniej jednak, że Bolesław, 
przewidując m.ożebność napadu Madjarów, pilnował bezpieczeństwa Czech. 



22/ 

się Madjarom, lecz gdy los bitwy przechylił sie na korzyść 
Niemców, jeńcy czescy i obóz ich z rąk Madjarów oswodzeni 
zostali. 

Przegrawszy bitwę nad Lechem, Madjary mieli jeszcze gro- 
źne siły. Niemcy ścigać ich na wschód od r. Aniży (Ennz) nie 
śmieli. A że IMadjary nie ponieśli tak stanowczej klęski, jak się 
ówczesnym Niemcom wydało,^-) wskazuje to napad Madjarów 
na Czechy, zapewne w celu odwetowania Bolesławowi I, za po- 
słane Ottonowi I posiłki. Ale Bolesław I, przewidując może- 
bność podobnego napadu, stał na granicy kraju w gotowości do 
boju. Nie powiodło się i tu Madjarom. Wódz ich LeheP^) do- 
stał się do niewoli, wojsko jego rozbite zostało, a Bolesław I zyskał 
zręczność do rozszerzenia granic państwa swego. Od tej chwili 
władanie Czechów Slowaczyzną na południe aż do Dunaju, a na 
wschód aż do Krakowa nie ulega wątpliwości.-^*) 



ZOi 

i 



■'■-) Według Widekunda, lir, 44 i Thietmara, II, 4, Madjary nad Lechem 
zupełnie zniszczeni zostali. Ale według innych źródeł, Madjary po niefortunnej dla 
nich bitwie, mieli dość jeszcze siły, aby niepowodzenie swe nad Lechem powetować 
na Czechach. W annales S. Galenses maior (Pertz. I, an. 956): „Otto rex cum Aga- 
renis pugnabat . . . eosque Deo auxiliante devicit. Et aliud bellum cum eis gereba- 
tur a Boemanis, ubi comprehensus est rex illorum nomine Lele, extincto exercitu 
ejus." Do tego możnaby dodać żywociarza ś. Ulrycha (Pertz. IV, p. 402), który 
o Madj arach mówi: tantus taroen ad huc exercitus eorum remanebat, ut . . . non pu- 
gna lacessitos eos redire aestimaverint. 

"•■*) Według padań, wodzowie Madjarów Lehel i Bulk kwitnęli za czasów 
Arpada (-|- 907) i oni to urządzili rozprawę z Niemcami w Czerwcu r. 907. Ale 
jakże z tern pogodzić zjawienie się ich w pół wieku później, gdy według jednych 
podań Lehel i Bulk po bitwie nad Lechem r. 955 z mnóstwem jeńców powieszeni 
zostali (Kezai. Chr. II, c. l), według innych powieszono ich w Ratysbonie, gdy 
zez Dunaj chcieli umknąć, a według innych, Lehel wpadł w ręce Czechów? 
ycus. Les origines et Tepoąne paienne de Thistoire des Hongrois, s. 92, 107. 

»*) Nie mając świadectw współczesnych o zaborach czeskich w polowie 
z późniejszych tylko wypadków sądzić o tem możemy. I tak, w dyplomie 
fundacyi biskupstwa Praźskiego w r. 973 (patrz wyżej str. 128, przyp. 17), wzmian- 
kuje się „p r o V i n c i a cui Wag nomen est, cum omnibus regionibus, ad praedictum 
urbem pertinentibus, quae Krakowa est." — Kiedyż prowincya Wag, raczej Słowa- 
czyzna mogła dostać się Czechom, jeżeli nie w r. 955? Do tegoż, jeżeli nie do 
wcześniejszego czasu odnieść wypada zdobycie Krakowa, bo już podczas przejazdu 
Izraelity Ibraima-ibn-Jakóba z Pragi do Krakowa, przed r, 965, Kraków do Czech 

15* 



— 228 — 

Prowadząc długoletnią wojnę z Niemcami, Bolesław mógł 
przekonać się, że w obec zcentralizowanej władzy króla niemiec- 
kiego, dawny ustrój Czecli, oparty na samorządzie udzielnycłi 
prawie książąt i żup, nie wystarczał do skutecznój obrony kraju, 
nie dawał bowiem księciu możności rozporządzać wszystkiemi 
siłami czeskiemi, dla utworzenia mocnego wojska i zaopatrzenia 
go w potrzebne rynsztunki, a kraju w niezbędne warownie. Prze- 
łamać jednak obyczaj starożytny, przekonać Czechów o konie- 
czności uznawania najwyższej władzy w osobie księcia, o wyż- 
szości interesów państwa nad interesami prywatnycłi, cłioćby naj- 
wyższycłi osób, niełatwą było rzeczą. Zastarzałe przesądy, dumę, 
egoizm złamać m.ożna było tylko siłą, w użyciu której Bolesław 
nie waliał się nigdy. Raz, uznawszy potrzebę obwarowania gro- 
du Bolesławia, kazał on ludowi zgromadzić się nad Łabą i do 
zgromadzonycłi przemówił o konieczności opasania grodu Bole- 
sławia murowanymi, na sposób rzymski kręgami i o wykonaniu 
silami kraju potrzebnycli robót.^^) Ale starostowie, nie pojmu- 
jąc, aby podobne roboty mogły leżeć na obowiązku ludu, uwa- 
żali to za wymysł księcia, niezgodny z dawnym obyczajem i tak 
do niego mówili: „my starostowie ludu musimy ci powiedzieć, 
że ani umiemy, ani cłicemy robić czego żądasz; nasi ojcowie nic 
podobnego nie robili." Schwyciwszy jednego z przytomnych za 
czuprynę i skręciwszy mu głowę jak makówkę, powiada Kozma, 
Bolesław jak szalony rzucił się na tłum, który z przerażenia bła- 
gał księcia o miłosierdzie, przyrzekając wykonać czego żądał. 
Oczywiście przesądy i ciemnotę ludu czeskiego można było mniej 
gwałtownymi środkami przełamać, ale w owym barbarzyńskim 
wieku o środki nie pytano, a grubą siłę szanowano wysoko. To 
też gdy księciu czeskiemu udało się srogimi środkami stosunki 



należał, o czem podróżnik mówi wyraźnie, a jak utrzymuje Kunłk, nie bez za- 
miaru nazywa Bolesława I księciem Pragi i Krakowa. Porów. Kunik. AjóeKpH, 
s. 48, 90. 

^'') Według Kozmy Bolesław mówił; „volo et jubeo, ut mihi operę Romano 
aedificetis murum urbis nimis alterum per gyrum." 



229 

wewnętrzne kraju zmienić na korzyść władzy monarcliicznej, zna- 
czenie jego nie tylko w Czechach, lecz i za granica kraju nad- 
zwyczaj wzrosło. Flodoard i Widukind nazywali Bolesława I 
królem, sąsiedni książę Mieszko polski pojął za żonę córkę Bo- 
lesława Dubrawkę, ale potomni, przypominając jego okrucień- 
stwa, przezwali go: okrutnym.^^) 

Pod koniec panowania Bolesława I (936 — 967), drobni dy- 
naści czescy znikli zupełnie, snadź ich wymordowano, pozostał 
jeden tylko udzielnie władający ród Sławników, do którego wię- 
ksza połowa ziemi czeskiej należała,^') Ród ten spokrewniony 
z książętami bawarskimi, zostając w przyjaznych stosunkach jak 
z Bolesławem I, tak i z jego następcą, kwitnął aż do r. 996, 
w którym nareszcie i on padł ofiarą zakorzenionych od dawna 
zaburzeń. 

O rządach następców Bolesława I powiemy niżej, we wła- 
ściwem miejscu. 

3. Stosunki kościelne. 

Po upadku arcybiskupstwa słowiańskiego w Welegradzie 
(r. 885), do którego i Czechy należały, zarząd spraw duchownych 
w Czechach zależał od usposobienia książąt. Niezadługo przed tern 
ochrzczeni książę Borzywoj i żona jego Ludmiła (około r. 880), 
tudzież część narodu, nie składali jeszcze tak licznej trzody, aby 
chrześciaństwo w Czechach można było uważać za powszechnie 
ugruntowane. Pogaństwo kwitnęło w całej mocy, a większość 
ludu wiejskiego nawet parę wieków później w błędach pogań- 



'*) Erat accerimus consilio, mówi o Bolesławie Widukind, ale daleko go- 
rzej odzywa sie o nim Kozma. Zamordowanie ś. Wacława tkwi ciągle w pamięci 
Kozmy. Nie szczędzi on słów potępienia bratobójcy, a wymaganie od ludu posłu- 
szeństwa uważa za gwałt i uciemiężenie. Fuit iste dux Bolezlaus, si dicendus est 
dux, qui fuit impius, atque tyrannus saevior Herodote. trunculentior Nerone, Decium 
superans scelerum immanitate, Diocletianum crudelitate, unde sibi agnomen ascivit 
saevus Bolezlaus ut diceretur. Fontes rer. boh, II, s. 3t. 

»') Dzieła tego T. II, s. 381—2. 



— 23© — 

skich trwała. ^'^) Wszakże biskupi regensburgscy od dawna do- 
magali sie przyłączenia do ich dyecezyi Czech, chociaż tam 
ani chrześcian, ani kościołów, aż do zjawienia sie apostołów 
Konstantago i Metodego, nie było wcale. ^") Nawet po przy- 
jęciu chrztu przez księcia Borzywoja kościoły były wielką rzad- 
kością, a jak mało sami książęta, w głębi duszy, byli chrze- 
ścianami, wskazuje to ożenienie się księcia jWratysława I z Dra- 
homirą, córką pogańskiego księcia Stodoranów.*) 

Chociaż biskupi regensburgscy, jako najbliżsi do Czech, sta- 
rali się w IX w. kraj ten do swej dyecezyi przyłączyć, ale po- 
dobne usiłowanie, bez zgody stolicy apostolskiej, żadnego znacze- 



5*') Porówn. dzieła tego T. II, s. 8ii przyp. 410, str. 847 przyp. 556. 557, 
tudzież Żywot ś, Wacława, przez Gumpolda, litóry w rozdziale 7 mówi, że gdy we- 
dług dawnego obyczaju najdostojniejsi mężowie czescy schodzili się i na cześć 
bogów cudzych godowali, zapraszając na podobne uczty Wacława, on uni- 
kał ich, verum etiara profana convirorum sordibus daemoniacis inquinatorum quam 
strenue aufugit consortia. Fontes rer. boh. I, 151, 

■■''•) Oprócz ochrzczonych w r. 845 w Regensburgu 14 lechów, czy żupanów 
(wyżej s. 74 przyp. 5), o innych chrześcianach w Czechach wzmianlci nie znajdu- 
jemy. Ci lechi, przyjmując dobrowolnie chrześciaństwo u Niemców, podczas gdy 
książęta czescy poganami zostawali i wojny z Niemcami prowadzili, oczywiście byli 
albo wygnańcami, albo buntownikami i w żadnym razie ani szerzyć chrześclaństwa 
■w Czechach, ani podawać powodu do przyłączenia Czech do dyecezyi Regens- 
burgskiej nie mogli. Na czemże mogła zasadzać się pretensyja biskupów regens- 
burgskich? Sprawa to ciemna! Pisarze powołują się na Gumpolda, Vita S. Yenzeslai, 
cap, 15, i Otholona, Vita S. Wolfgangi, cap. 29. Pierwszy z nich, mianowicie Gum- 
pold wyraził się: Tutonem episcopum (Ratisbonensem) cujus diocesi tota subcluditur 
Boemia. (Fontes rer. boh. I, 157; Pertz, IV, p. 2.19). Ale pisząc to w r. 981 
Gumpold oczywiście zapomniał, że Czechy miały już od r. 973 biskupstwo Prażskie, 
zaliczone do arcybiskupstwa Mogunckiego. Co się tyczy wzmianki Otholona: „Boe- 
mia provincia sub Ratisponensis ecclesiae parochia esstitit" (Pertz, IV, 538), to za- 
uważymy, że biskup Wolfgang umarł r. 994 a Otholon pisał później w lat 50, a za- 
tem w czasie, kiedy biskupstwo Prażskie od dawna istniało, a krótko trwałe związki 
z biskupstwem Regensburgskiem w X w. (o czem objaśnione będzie niżej), poszły 
w zapomnienie. Otóż przytoczone świadectwa wzmiankują tylko o krótko trwałych 
stosunkach kościoła czeskiego z biskupstwem Regensburgskiem w X w., ale zkąd 
się wziął początek tych stosunków żadnej wiadomości nie znajdujemy. Porów. Du- 
dik. Mahrens Gesch. I, s. 274. 

*) Według nowszych badaczy, Drahomira, zostawszy księżną czeską, wyzna- 
wała chrześciaństwo słowiańskiego obrzędu. Krch. Kriticke uvahy. Na obranu kneźny 
Drahomiry. 1883. 



— 231 — 

nia mieć nie mogło. Zdaje się więc, że pierwszy powód do roz- 
ciągania władzy biskupów regensburgskich na Czechy, podali 
książęta Spitygniew i Wratysław dobrowolnem poddaniem się 
cesarzowi Arnulfowi w r. 895, albowiem w owym czasie od za- 
leżności politycznej nie odróżniano i zależności religijnej. 

Razem z poddaniem się Arnulfowi w r. 895 Spitygniew 
i Wratysław, zamiast wyznawanego przed tem obrzędu słowiań- 
skiego, musieli przyjąć obrzęd kościoła łacińskiego. Zbudowanie 
przez Spitygniewa w Budecu kościoła ś. Piotra udowadnia, że,. 
z przejściem na obrzęd łaciński, on zastosował się do obyczaju 
rzymskiego i pierwszy w swym kraju kościół łaciński poświęcił 
ku czci apostoła Piotra."***) Ale w Czechach wcześniej, bo jesz- 
cze za czasów ś. Metodego były kościoły obrzędu słowiańskiego,^ 
z których najstarszy, pod wezwaniem ś. Klemensa, zbudowany 
był w Lewym hradcu.*^) Tym sposobem w początku X wieku 
chrześciaństwo w Czechach rozwijało się w Budecu rzymskiego, 
a w Lewym hradcu słowiańskiego obrzędu. Stosownie do tego 
książę Wratysław I, nauczywszy syna swego Wacława najprzód 
po słowiańsku, posłał go do Budeca, „gdzie dziecię poczęło się 
uczyć z ksiąg łacińskich, a Bóg taką mu łaskę udzielił, że się 
nauczył ksiąg łacińskich, jakby dobry biskup lub pop, a umiał 
równie księgi greckie, czyli słowiańskie czytać bez błędu." •*-) 

Dopóki polityka czeska wiązała się z polityką niemiecka 
przeciw Morawianom, książęta Spitygniew i Wratysław musieli 

•^O) "W żywocie ś. Ludmiły i ś. Wacława z XV w. zapisano, że Wratysław 
posłał syna swego in cłvitatem, quae Budec vocabatur, ubi ab antecedente fratra 
suo Spitygneo in honore principis apostolorum S. Petri consecrata inerat et inest 
ecclesia. Fontes rer, boh. I, 205, 

^1) Wyżćj, ś. 115. 

*^) W najstarszym cyrylslcim Żywocie ś. Wacława czytamy: „I wda jego 
(Wjaczesława) baba swoja Ludmiła ucziti Icnigam słoweńsliym; posleduja swojemu 
uczitelu dobrje i nawycze razum wsjemu dobrje. Otsadiże i linjaż Worotisław w Bu- 
dicz i nacza otrolc ucziti sje Icnigam łatyńsliym i nauczi sje dobrje. I wozlożi (bog) 
błahodatb taltu na Wjaczesława linjazia i nacza umjeti Icnigam łatyńslcym ili jalso 
że epislcop iii pop, da aszcze wzjasze graczeslcija knigy iii słoweńsliyja, proczi- 
tasze ja wnje sobie sobłazna radi." Fontes rer. boh. I, 128. O wysłuniu Wacława 
do Budeca wzmiankuje także Gumpolda Passio S. Wenzeslai. Fontes rer. boh. I, 149. 



— 232 — 

być powolnymi względem pretensyi biskupów regensburgskich, 
którzy na Czechy jak na swa parafiję patrzyli.*^) Ale po upadku 
Morawii i pogromie Niemców w r. 907 sprawy kościoła czeskie- 
go w innym obrazie zarysowały się. Centr oświaty i cywiliza- 
cyi clirześciańskiej z Welegradu przeniósł się do Pragi. Prze- 
mysłowcy, po wygaśnieniu Moimirowiczów, byli najpierwszymi 
ze swej potęgi i cywilizacyi książętami w całej Słowiańszczyźnie 
zacliodniej. Dwór icli stał się przytułkiem wszystkiego, co po 
zburzeniu państwa Morawskiego ratowało się ucieczką do Czecli. 
Przemysłowcom otwierały się obszerne widoki skorzystania z oko- 
liczności i ustanowienia w swem państwie kościoła niezależnego 
od biskupstwa Regensburgskiego. I jeżeli książę Spitygniew, 
pozostając wiernym Niemcom, nie kusił się o to, to książę Wra- 
tysław I, dobijając się niepodległości politycznej, musiał dbać 
i o niezależność kościoła czeskiego. Miał on na swym dworze 
księży łacińskicli i słowiańskich, a gdy syn jego Wacław pod- 
rósł tak, że włosy dziecięcia można było ująć ręką, Wratysław 
sprawił starym obyczajem postrzyżyny syna, a spełnienie tego 
obrzędu polecił jakiemuś biskupowi.^*) Zkądże się wziął biskup 
w Czechach? Odpowiedzi na to źródła historyczne nie dają, ale 



*') Porów, wyżej w przypisku 39 wyrażenie Otliolona: Boemia provincia 
Eub Ratisbonensis ecclesiae parochia exstitit. 

**) W najstarszym Żywocie ś. Wacława z pierwszej połowy X w., a według 
tekstu moskiewskich Czeti Minei, czytamy: „prizwaw Wratislaw knęże (kh/AsA), 
iże bje togda w swojei obłasŁi i episliopy i weś priczet cerkownyj. Dobryj że 
i blagowjernyj episltop i Notarij so wsjem klirosom, otpiewsze swjatuju liturgiju 
w cerkwi preswjatyja.., Marii i wzwedsze otroka, postawisza na stepeni pred ołta- 
rem i błogosławi jego episkop." — Ale w innym tekście, według rękopismu Ru- 
mjancowskiego, powiedziano, że gdy dziecię urosło tale, że ręką można było ująć jego 
włosy, „prizwa Wratisław knjaż episkopa eter a (jakiegoś?) so wsjem Idirosom . . . 
i postrigosza Icnjazi ini." Fontes rer. boh. I, 127 — 8. W tłómaczeniu tego Żywota 
przez Hankę, znajdujemy: dobry pak a bIahoverny biskup Notaf s celem ducho- 
venstvem, odspivaśa svatu liturgiju v chrame... Bohorodicky, . . Marie, pozdwih chłopce, 
postavil na stupne pfed oltafem, a blahoslavil. Fontes, I, 128). Tu zachodzi mię- 
dzy tekstami wątpliwość tyllco co do nazwy biskupa: czy mu było imię Notar, czy 
zamiast tćj nazwy napisano mylnie eter? W każdym razie był to bisliup nie ła- 
cińsko-niemiecki, bo taki zapewno nie zechciałby dopełniać obrzędu słowiańskiego 
z pogańslcich czasów. 



— 233 -- 

skoro mówią wyraźnie, że wzmiankowany obrzęd dokonany zo- 
stał przez biskupa, tedy zaprzeczać temu nie mamy powodu. 
Wypada więc przypuścić, że tym biskupem mógł być jeden 
z księży morawskicli,*') którzy, po zburzeniu państwa Morawskie- 
go, musieli szukać przytułku naj właściwi ej w Czecliach, bo w obec 
nienawiści do duchowieństwa słowiańskiego biskupów niemiec- 
kich, pewno, że w Niemczech nie byliby przyjęci gościnnie."*®) 
Otóż najprawdopodobniej, że Wratysław I, dobijając się niepod- 
ległości politycznej, zamierzał ustanowić w Czechach kościół od- 
rębny, co rozumie się mocno obrażało biskupa regensburgskie- 
go, a zwierzchnika jego księcia bawarskiego Arnulfa mogło, ra- 
zem z innymi powodami, pobudzić do napadu na Czechy w roku 
922,*") 

Śmierć przedwczesna Wratysława I zmieniła bieg spraw 
kościelnych na korzyść Niemców. Małoletni syn jego Wacław, 
pod wpływem księży łacińsko- niemieckich i stosunków polity- 
cznych, stał się prozelitą kościoła rzymskiego, tolerując wszakże 
i obrząd słowiański. Doświadczywszy niepowodzenia w walce 
z Niemcami w r. 928, dociskany intrygami i zaburzeniami w^e- 
wnątrz kraju, Wacław zmuszony był w sprawach kościelnych 
stosować się do życzenia Niemców. Biskup regensburgski po- 
czął jurysdykcyję swą i na Czechy rozciągać, a Wacław nie mo- 
gąc się od opieki niemieckiej uwolnić, całkiem oddał się pobo- 
żności i uczynkom chrześciańskim. Wznosił on liczne kościoły, 
dbał aby nabożeństwo w nich odbywało się codzień, jak u „wiel- 
kich ludów", opiekował się wdowami i sierotami, wykupywał lu- 
dzi z nieAYoli, szczególnie z duchownego stanu, poznosił szubie- 



i 



*s) Wyżej, str. 150, wzmiankowano o wysłaniu przez papieża Jana IX 
r. 899 do Morawii trzech biskupów. Jeżeli nie jeden z nich, to być może wy- 
święcony przez nich na biskupa inny ksiądz, mógł być ta osobą, która w Żywocie 
ś. Wacława, wzmiankuje sie pod nazwą: Notar? 

**) Porów, wyżej s. 151 i następne. 

*") Takiego zdania jest zasłużony profesor Tomek. Apologie der iiltesten 
Geschichte Bohmens, w Abhandlungen d. k. bomisch. Gesel. der Wissenschaften, 
1865. Tom XIII, fiinfter Folgę, s. 67. 



— 234 — 

nice w wielu miejscach powystawiane, rozkazawszy, aby za jego 
życia nie stawiano ich więcój/^) Wszystko to odpowiadało wi- 
dokom biskupa regensburgskiego, który osobiście poświęcił zbu- 
dowany przez Wacława kościół ś. Wita.^^) Nie przeszkadzało 
to jednak wyznawcom obrzędu słowiańskiego używać zupełnej 
swobody religijnej, aż do końca panowania Wacława. Dopiero 
po zamordowaniu go, rozpoczęło się prześladowanie księży sło- 
wiańskich, których nareszcie wygnano z kraju '^*') i tem ułatwiono 
duchowieństwu łacińsko -niemieckiemu dalsze tępienie w Cze- 
chach obrzędu słowiańskiego. Czy to się działo według życze- 
nia Bolesława I — nie wiemy. Książe ten, związawszy politykę 
swą z polityką niemiecką, nie mógł obrażać Niemców przeci- 
wnymi ich zamiarom uczynkami, a o niezależności kościoła cze- 
skiego pomyślić nawet nie śmiał. Kwestyję tę podniósł dopiero 
syn jego Bolesław II, o czem powiemy we właściwem miejscu. 



^*) O zniesieniu szubienic i milosierdnych uczynkach Wacława rozpowiedział 
Gumpold, tudzież inni autorowie Żywotów ś. Wacława. Fontes rer. boh. I, s. 129 — 130, 
149—152. 

4oj Według Gumpolda Passio S. Venzeslavi, kościół ś. Wita poświecił bi- 
skup regensburgski Tuto. f Fontes rer. boh. I, 157). Ale, według Kozmy, kościół 
ten począł budować ś. Wacław, a doliończyt budowę Bolesław I, konsekracyję zaś 
dokonał następca Tutona biskup Michał (od r. 941 do 968). Z Auctarium Gar- 
stense widać jednak, że po Tutonie (f 930) biskupem regensburgskim był Insigri- 
nus (Pertz, XI, p. 566). Pewniej więc, że kościół ś. Wita konsekrował Insigrin. — ^ 
Dudik myśli, że tej konsekracyi Insigrin dokonał w r. 939 (Mahr. Gesch. II, s. il). 
Tomek nie wzmiankuje o Insigrinie, a mówi tylko, że konsekracyję wzmiankowanego 
kościoła dokonał następca Tutona za Bolesława I. Dejepis Mesta Prahy, 1855, 
tom I, s. 8. 

^^) Najdawniejszy Żywot ś. Wacława, rozpowiedziawszy o zamordowaniu go 
w Bolesławie, dodaje: „ubisze że w tom gradi s nim Mstinu i Ellinu a na inyja 
mużi idosze proczie, owy izbisza a drugija razbjegosza sja po zemljara; a mładjenca 
izbisza jego radi; a bożija raby i niszczich pograbisze i wygnasze ich z zemli, a żeny 
ich za muż dasza, oni że i' si neprijazneni, ubiwsze gospodina swojego." Fontes 
rer. boh. I, 132. U Szafarzyka trochę inaczej: Mladence jeho zbili, a bozi sluhy 
zloupili, vyhnavse je z mesta, a żeny ich za jine muźe vdali i vsecku vrażdlnou 
żadnost vykonali, zabivse kniżete sveho. Star. Słov. II, § 39, s. 451, przyp. 65. 



235 



§ 45. 

Upadek Serbów i Hobolanów 928—936. 

I. Stan Słowian nadłabskich w początku X w. 

Długa i uporczywa walka królów niemieckich z Morawia- 
"nami w drugiej połowie IX w,, tudzież pogrom Niemców przez. 
Madjarów w r. 907 i następne najazdy ostatnich na Germanie, 
w ciągu panowania Ludwika Dziecięcia i Konrada I, pozbawiły 
Niemców możności opanowania dolnej Łaby, do czego od czasów 
Karola W. nieustannie dążyli. Polityka niemiecka, zwróciwszy 
uwagę swą w inną stronę, mało się zajmywała sprawami Sło- 
wian nadłabskich, dając czas im do umocowania się i przygoto- 
wania obrony na przyszłość. Słowianie łatwo pojąć mogli, że 
nieczynność Niemców pochodziła w skutek ich osłabienia, a nie 
z powodu, aby swych dawnych zamiarów mieli się wyrzec. Wiel- 
kie wypadki w Morawii, za czasów apostolstwa śś. Konstantego 
i Metodego, tudzież przystąpienie do związku morawskiego są- 
siednich ludów słowiańskich stawiały przed oczy Obodrytom, 
Weletom i Serbom korzyść łączenia się drobnych ludów w związki 
państwowe z silną władzą i oświatą chrześciańską. Ludy te je- 
dnak, stojąc twardo przy swych dawnych bogach, przy zamiło- 
waniu swobody plemiennej i starożytnych obyczajów, nie życzyły 
wyrzec się ustroju plemiennego na korzyść ustroju państwowego, 
bez którego nie było dla nich zbawienia, w obec mocno zorga- 
nizowanego i zaborczego państwa niemieckiego. Tworząc osobne 
grupy plemienne, Serbowie, Obodryci, Welety dzielili się jeszcze 
na mniejsze ziemstwa, z których każde osobną politykę prowa- 
dziło, tak że gdy jedne ludy wojowały z Niemcami, inne zosta- 
wały z nimi w zgodzie, radzi będąc, że ich Niemcy nie zagabali. 
Historya tych ludów gubi się w drobnych starciach z Niemcami 
i nie daje się ująć w ramy obrazu większych rozmiarów. Brak 
ogólnego kierunku w sprawach tych ludów, zmusza nas patrzyć 
na każdą grupę plemion z osobna. 



— 236 — 

Serbowie, jak w początku IX w., tak samo i w początku 
X w., marniejąc w plemiennym ustroju, ledwo gdzie niegdzie, jak 
na przykład u Głomaczów, tworzyli związek z kilku żup, pod 
władzą księcia. Inne drobne żupy zdaje się nie miały nawet 
książąt, przynajmniej wzmianki o nich w dziejach nie znajdujemy, 
a jednak żupy te prowadzą pograniczne boje z Niemcami. — Do- 
póki państwo Morawskie stało na straży Słowiańszczyzny pół- 
nocno - zachodniój, Niemcy oględnie z Serbami postępy wali. Ce- 
sarz Arnulf mienił się być przyjacielem Serbów, załatwiał spory 
ich pograniczne z Niemcami, za co mu poselstwo serbskie po- 
dziękowanie i dary w Salicach składało (897).^) Ale w kilka 
lat później książę saski Otton staczał z niemi pograniczne boje, 
a w r. 906 wyprawił syna swego Henryka, późniój nazwanego 
Ptasznikiem, przeciw Głomaczom,'-) którzy na pomoc Madjarów 
wezwali i z nimi wspólnie do Saksonii wpadli. Madjary złupie- 
iywszy Saksoniję, powrócili do Głomaczów i prawdopodobnie, 
że w r. 908 powtórny najazd na Saksoniję i Turyngiję uczynili.^) 
Wojując z Głomaczami, Henryk musiał przechodzić przez ziemie 
innych plemion serbskich, ale o ich udziale w walce Głomaczów 
z Niemcami, wzmianki nie ma. Wszędzie tylko jedni Głomacze 
występują, a Susły, Koledycze i inni, z którymi Niemcy walczyli 
w IX w.*), nie podają pomocy. Czy już ręka żelazna stróża po- 
granicza Turyngskiego, księcia saskiego Ottona,**) tak ich przyci- 
snęła, że się ruszyć nie śmieli? 

W e 1 e t y podzieleni na mnóstwo ziem w IX w. takiż podział 
zachowali i w X w. We względzie politycznym, południowe po- 



1) Wyżej s, 145 przypisek 9. 

*) Widukind I 17. Pater autem videns prudentiam adolescentis et consilii 
■magnitudinem, reliąuit ei exercituin et militiam adversus' Dalamantiam, contra quos 
<liu ipse militavit. Thietmar I, 2. Isque (Henricusj a patre suo in provintiam, quam 
nos theutonice Daleminci vocamus, Sclavi autem Glomaci appellant, cum magno exer- 
citu missus, devastata eadem multum atque incensa, victor rediit. 

3) Wyżej s. 1 61. przyp. 44. 

•») Wyżej s. 54, 72. 

^) Annalista Saxo pod r, 908: Otto dux, jam scilicet Thuringii limitis c ust os. 




— 237 — 

nad r. Hobolą plemiona Stodoranów miały swych miejscowych 
książąt i odrębnie stały od związku właściwycłi Lutyków: Kata- 
rów, Doleńców, Cłiyżanów i Czrezpienianów, którzy wiec powsze- 
chny w chramie Radogoszcza, w X w. wynieśli wyżej nad władzę 
książąt. Co by sie u tych plemion działo w pierwszej połowie X 
w., dla braku źródeł historycznych nie wiemy, a jednak z tego, że 
ich Niemcy nie zagabali, możemy wnioskować, że marnieli w nie- 
czynności, radzi będąc, że nikt ich spokoju nie naruszał. 

Obodryci więcej od Weletów okazali zmysłu polity- 
cznego. Połączywszy bowiem drobne ziemie pod władzą książęcą 
wyżej od ludowych wieców stojącą, weszli w porozumienie z ta- 
kimiż jak sami poganami Duńczykami, którzy wtedy już byli 
zaciętymi wrogami Niemców. Wspólnie z Duńczyka.mi, odniósł- 
szy świetne zwycięztwo nad Niemcami w r. 880^), walecznie 
bronili niepodległości swej przeciw zamachom księcia saskiego 
Ottona, który po bracie Brunonie, poległym we wzmiankowanej 
porażce r. 880, będąc mianowany księciem saskim i stróżem po- 
granicza nad Łabą , słynął z energicznego czuwania nad bezpie- 
czeństwem Niemiec. Wyprawa cesarza Arnulfa przeciw Obo- 
drytom w r. 899 nie powiodła się"). Później dzieje milczą aż do 
r. go2, pod którym znajdujemy krótką wzmiankę o spustoszeniu 
Saksonii przez Słowian, lecz jacy to byli Słowianie annaliści nie 
zauważyli.^) Prawpopodobnie jednak, że wzmianka ta Obodry- 
tów tyczy się. A gdy wskutek wojny domowój syna księcia 
Ottona, Henryka (Ptasznika) z Konradem I (r. 915) w Germanii 
wszczęły się zaburzenia, a Madjary pustosząc Niemce, aż pod Bremę 
zapędzili się, Obodryci z Danami napadli na Nordalbingiję i okolicę 
Hamburga spustoszyli,^) później zaś korzystając z najazdu Danów 
na Nordalbingiję w r. 919, Obodryci przez Łabę wtargnęli da 



8) Wyżej. s. 123. 
') Wyżej s. 137 cyt. 47, 48. 

*) Anual. Hildesheim et Lamberti, a. 902, Slavi vastaverunt Sa.\oniam» 
Porów. Wigger, Meklen. Annal. 22. 
») Wyżej § 43. cyt 39. 207. 



— 238 — 

Saksonii, którą okropnie spustoszyli.^**) Ale to byl koniec tryum- 
fów Danów i Obodrytów. Po słabym Konradzie I, (i* 919) na tron 
niemiecki wstąpił rywal jego Henryk I Ptasznik, przedsiębierczy, 
energiczny, nie gardzący żadnymi środkami dla dopięcia celu, 
a przytem nieubłagany wróg Słowian, którzy marniejąc w rozoso- 
bnieniu i waśniach domowych, doczekali sie aż w Germanii na- 
stąpił spokój, podający Niemcom możność prowadzenia dalój, roz- 
poczętego oddawna ujarzmienia Słowiańszczyzny nadłabskiej. Od- 
tąd poczyna się zwrot w dziejach Niemiec ku wielkiej potędze 
i świetności ich, a dla Słowian poniżenia i niewoli! 

« 

2. Przygotowania Henryka Ptasznika do walki ze Słowianami. 

Wnet po wstąpieniu na tron (r. 919), Henryk I przedsię- 
brał przeciw Słowianom wyprawę, która skończyła się niepomyśl- 
nie (r. 921),^^) a we trzy lata później musiał odpierać najazd 
Madjarów (r. 924), dla których równiny Turyngii, pozbawione 
wszelkich warowni, wyborną do grabieży miejscowość przedsta- 
wiały.^2) Z Madjarami Henryk nie mógł mierzyć się w otwartem 
polu, musiał płacić coroczną daninę i był wystawiony na większe 
jeszcze klęski, lecz szczęście pomogło mu do ocalenia Saksonii 
od zniszczenia, albowiem Madjary, za oswobodzenie jednego z ich 
książąt, ujętego do niewoli niemieckiej, zgodzili się na dziewię- 
cioletni rozejmJ^) Wypadek ten pobudził Henryka do przyspie- 
szenia organizacyi wojennćj pograniczy Saksonii i Turyngii, aby 
ńa wypadek najazdu Madjarów lub Słowian, gotową mieć do od- 
poru siłę. 



10) Adam Bremen. I, 57. Dani quoque Sclavos auxilium habentes 
primo Transalbianos Saxones, deinde cis Albim magno Saxoniam terrore quassabant. 

11) Continuat. Reginon. a. 921. Henricus rex stabiliende paci et reprimendae 
Sclavorum saeviciae fortiter insistit. 

1^) Liutprand, opisując napad Madjarów, powiada: Saxonum ac Thuringorum 
terra facile depopulatur, quae nec inontibus adiuta nec firmissimis oppidis est munita. 
Antapodosis. II, 24. 

i») Widukind. I, 35. 



— 239 — 

Według dawnego obyczaju, każdy Saks obowiązany był 
pełnić służbę wojskową i na wezwanie stawać pod chorągwią 
grafa swej ziemi (gau), ale sztuki wojskowej nie znał, a kraj 
pogranicznych warowni ani innej obrony nie posiadał. Dawniej- 
sze przepisy Karola W. o pogranicznej obronie*^) poszły w nie- 
pamięć, a tymczasem rozdrażnieni wdzierstwami Niemców, Sło- 
wianie mogli byli całą massa rzucić się do Saksonii i Turyngii. 
Henryk, zamierzając zapobiedz złym skutkom podobnej bezbron- 
ności pograniczy, rozpoczął organizacyę ich w następny sposób. 

Grody słowiańskie w Turyngii, na porzeczu Solawy, Hen- 
ryk obwarował i w twierdze zamienił. Merzeburg, Kwedlin- 
burg*^) i wiele innych miast w Turyngii i Saksonii otoczył mu- 
rem^^) a wszystkie warownie połączył linijami obrony, aby w ra- 
zie napadu nieprzyjaciół, obrońcy mogli się zebrać, bez obawy 
ujęcia znienacka w niewolę.^') Wznawiając ustawę Karola W. 
o ziemskiej obronie, tudzież w celu zaludnienia grodów, Henryk 
udzielił wszystkim złodziejom i rozbójnikom przytułek na przed- 
mieściach Merzeburga, uwalniał ich od zasłużonej kary, osiedlał 
na ziemiach pod grodem i uzbrajał z obowiązkiem, aby w każdej 
chwili gotowi byli do najzuchwalszych wypraw przeciw „barba- 
rzyńcom",^^) t. j. przeciw Słowianom. Osiedleńcy, podzieleni na 
dziewiątki, obowiązani byli wybrać z dziewięciu jednego dla za- 
mieszkania w grodzie, a ośmiu, pozostałych na źrebiach (w dzia- 
łach) wojskowych, zbudować dla niego mieszkanie w grodzie, 
dostarczyć trzecią część wszystkich urodzajów, źrebię jego upra- 
wiać i plony zbierać, dopóki on zostawać będzie na służbie w gro- 



I 



li) Wyżej. s. 37 cyt. 38. 

15) Dawniej Quitilinga-burg. Patrz dzieła tego T. II s. 304. 

!•*) Thietemar I, 10. 

*') Gebhardi Algemeine Welthistorie. 1793. Tom 52, s. 294. 

1*) Widukind II, 3. Rex qułppe Heinricus cum esset satis severus extra- 
neis, in omnibus causis erat clemens civibus ; unde quemcumque videbat furum aut 
latronum, manu fortem, et bellis aptum, a debita poena ei parcebat, coUocans iu 
suburbano Mesaburiorum, dat is agris atque armis, iussit civibus quidem parcere, in 
barbaros autem, in quantum auderent latrocinia exercerent. 



— 240 — 

dzie. Wszelkie miejsca zgromadzeń ludowych, targowisk i za- 
baw Henryk rozkazał umocować, dzień i noc ludziom ćwiczyć 
się w tem, co w potrzebie przeciw nieprzyjaciołom czynić wy- 
padało. — Po za obrębem grodu domów ani żadnych innych za- 
budowań nie wolno było wznosić. ^^) Oprócz tego wassale króle- 
wscy zobowiązani byli, w razie potrzeby wojennej, wystepywać 
konno w zupełnej zbroi. Przepis ten, nadzwyczaj ważny^ wpły- 
nął znakomicie na udoskonalenie sposobu prowadzenia wojny.*®) 

3. Napady Henryka Ptasznika. Zdobycie Branibora, r. 928. Ujarzmienie 
Serbów, r. 928. Bitwa pod Łąozynem r. 929. Walka z Madjarami, r. 933. 

Wyćwiczywszy „legiony łotrów", Henryk Ptasznik rozpo- 
czął wyprawę przeciw Stodoranom (928), staczał z nimi krwawe 
boje, i na zamarzniętych rozlewach r. Hoboli oblegał główny ich 
gród Branibor, który głodem, mieczem i chłodem zdobył, księ- 
cia Tugomira ujął w niewolę, a lud jego do płacenia daniny 
zmusił.-') Ztąd, zwróciwszy na południe, Henryk wpadł do kraju 
Głomaczów, a zdobywszy po dwudziestu dniach oblężenia, gród 
ich Gronę, wydał go na łup żołnierzy; wszyscy dorośli mieszkańcy 



^9) Widukind. I, 35. Heinricus rex accepta pace ab Ungariis ad nonem 
annos, quanta prudentła vigilaverit in munienda patria . . .. Et primum ąuidem ex 
agris militibus nonum quemque eligens, in urbibus habitare fecit, ut caeteris con- 
familiaribus suis octo habitacula exstrueret, frugum omnium tertiam partem exciperet 
servaretque, ceteri vero octo seminarent et meterent, frugesque collłgerent nono, et 
suis eas locis reconderent. Consilia et onines cenventus atque convivia in urbibus 
Yoluit celebrari, in quibus extruendis die noctuque operara dabant, quatenus in pace 
discerent, quid contra hostes in necessitate facere debuissent . . . Porównywając wia- 
domość tę z ustawą Edwarda króla angielskiego, historycy mniemają, że Henryk Pta- 
sznik czerpał swe przepisy z ustawy Edwarda, co udowadniają stówa Widukinda 
żywcem z ustawy Edwarda wzięte. Giesebrecht. Geschichte der deutschen Kaiser- 
zeit. I, s. 233—4... 

20] Giesebrecht. Gesch. d. d. Kaiserzeit I, 123. 

*i) Widukind I, 33. Tali legę ac disciplina cum cives assuefaceret, repente 
irruit super Slavos, qui dicunlur Hevelli, et multis eos praeliis fatigans, demum 
hieme asperrima castris super glaciem positis cepit urbera que dicitur Brennaborg 
famę, ferro, frigore. 






— 241 — 



ordowani zostali, chłopcy i dziewczęta poszli w nie^^4ole.--j 
Dalej burząc grody i wyrzynając osady Henryk wpadł do 
Czecli, zmusił Icsiecia Wacława do płacenia mu daniny,-^) poczem 
z tryumfem do Saksonii wrócił.-*) 

Tymczasem legat królewski Bernliard „któremu podlegać 
miała prowincya Ratarów", wymaganiem trybutu tak rozdrażnił 
Weletów, że ci porwali się do oręża i wspólnie z sąsiadami, na- 
padłszy na Walislewo-^) twierdzę zburzyli, załogę wycięli, a mia- 
sto z dymem puścili.-*') Wypadek ten poruszył innych Sło- 
wian do powstania.-') Wysłani przeciw nim graf Bernhard 
z kolegą Tietmarem obiegli warownię słowiańską Łączyn nad 
Łabą-*). Słowianie, zgromadzeni w poważnych masach nieda- 
leko Łączy na, zamierzali na piąty dzień uderzyć na Saksów, 
lecz ogromna ulewa deszczu przeszkodziła im napaść na obóz 
nieprzyjacielski. Bernhard sam się zrezykował rozpocząć walkę 
i ze wschodem słońca Saksy ruszyli naprzód. Przy pierwszem 
starciu się walczących, Bernhard zamierzał już cofnąć się, lecz 
zauważywszy iż u Słowian jazdy nie więcej niż u niego, i że 
piechota słowiańska, chociaż liczbą przemagająca , lecz nocną 
ulewą i rozmokłemi błotami w tak trudnem położeniu posta- 
wioną była, że się ruszyć z miejsca nie mogła, — dał znak do 



•*) "Widukind. I, 35. Cumąue illa urbe (Brennaburg) potius omnem regio- 
nem, signa vertit contra Dalamantiam. adversus ouam jam olim reliąuit ei pater mili- 
tiam et obsidens urbem, quae dicitur Gana, vicisima tandem die cepit eam, Praedia 
urbis militibus tradita puberes onines interfecit, pueri ac puellae captivitati servatae. 
Pod nazwą Gana niektórzy szukają grodu Jana, inni podrozumicwają gród Grone 
i to zdaje sie właściwsze. Scheltz. Gesch. d. Lausitz. 22. 

-') Szczegółowo wyżej § 44 str. 222. 

2*) Widukind I, 35. 

^•^) Teraz Walsleben w Altmark, z lewej strony Łaby, miedzy Werben 
[i Arneburg. 

=8) Widukind I 36. 

2') Widukind I 36. Quo factu omnes barbarae nationes erectae, iterum re- 
bellare ausae sunt. 

-*•) Widukind I 36. Ad (juarum ferocitatem reprimendam traditur exercitus 
cum praesidio militari Bernhardo, cui ipsa Redariorum provincia erat 
sublegata, additurąue legato collega Thietmarus, et jubentur urbem obsidere, 
quae dicitur Lunkini. 

Tom III. j(^ 



— 242 — 

Walki i cala masę Saksów pchnął do boju. .Słowianie w gęstych 
kolumnach stali tak mocno, że ich rozerwać nie udawało się. 
Poległych z obu stron liczono już wielu, lecz gdy jazda saska, 
pod AYodzą Tietmara, uderzyła z boku, Słowianie, nie wytrzy- 
mawszy z tej strony niespodziewanego ataku, cofnęli się, zamie- 
rzając schronić się w Łączynie, ale Tietmar, zająwszy wszystkie 
drogi do Łączyna, zmusił Słowian rzucić się na drogę prowa- 
dzącą do jeziora, w którem mnóstwo ich utonęło. Piechota sło- 
wiańska całkiem prawie zginęła; tylko część jazdy ratowała się 
ucieczką. Tym sposobem bitwa 4 Września 929 r. skończyła 
się zupełną klęską Słowian. Nazajutrz załoga Łączyna poddała 
się z warunkiem zachowania życia mieszkańcom, którym rozka- 
zano wyjść bez broni. Wiarołomni Niemcy zgwałcili jednak 
umowę: kobiety, dzieci, sługi i cały majątek obywateli grodu 
stały się łupem zwycięzców, a wszyscy wojownicy skazani na 
śmierć, straceni zostali.-"*) 

Klęska pod Łączynem ugodziła głównie w związek Wele- 
tów. Obodryci zdaje się nie przyjmywali uczestnictwa w walce 
pod Łączynem, lecz weszli w porozumienie z Danami, którzy na- 
pad na Saksonię przedsięwzięli. Henrykowi jednak udało się 
najprzód Obodrytów powściągnąć, ^ potem udzielnego królika duń- 
skiego Knubę pobić (r. 931),^") a nareszcie „królów duńskiego 
i obodryckiego" skłonić do przyjęcia chrześciaństwa.*'^) Jak się 



^^) W relacyjach o bitwie pod Łączynem, annaliści nie znali miary prze* 
chwałek. Według annal. Corbejens poległo Słowian 120,000, a do niewoli ujęto 
tylko 800. "Według Widukinda „fuere qui dicerent, barbarorum ducenta milia 
caesa', (lib. I c. 36.) Powtórzył to Siegebert Gemblacensis. Porów. Wigger 
Meklen. Annal. s. 26. Ostróżniejszy Thietmar ograniczył sie wzmianką, że mała 
tylko garstka Słowian uszła z pogromu. (Chro. I c. 6.) 

^^) Annal. Augiens. a. 931 i objaśnienie do tego Wigger Mek. Anm. 27. 
Thietmar I 9. 

'^) Annal. Augiens. a. 931, Heinricus rex reges Abodritorum et Nordmanno- 
rum efńcit christianos; Continu, Regino, a. 931, Henricus rex regem Abotridorum 
et regem Dannorum efficit christianos. Tak samo i w innych annałach. Porów. 
Wigger Mek. Annal- s, 26* 



— 243 — 

zwal „król" Obodrytów, o tem źródła historyczne nie wzmian- 
kują. ^2) 

Tryumf wodzów królewskich ze zwycieztw nad Weletami 
i Obodrytami podniecał Henryka Ptasznika do nowych zaborów 
w Słowiańszczyznie. W tym bowiem czasie, założywszy na gó- 
rze nad Łabą, twierdze w pobliżu strumienia Miszno^^) (r. 931), 
Henryk posunął swój oręż na wschód od Łaby przeciw Łuży- 
czanom, gród których Lubuszę niedaleko Czarnego Halsztrowa,^*) 
obiegł. Załoga grodu dociskana długiem oblężeniem, opuściwszy 
gród, zamknęła się w małej warowni dolnej, a nareszcie pod- 
dała się zwycięzcy. Gród, rzucony na pastwę płomieni, — bez- 
ludnym został (r. 932). Zwiastując o tej nowej zdobyczy Hen- 
ryka króla, dziejopłs Titmar dodał: „niech mu Bóg przebaczy 
co nieprawnie za panowania swego na własność zagrabił." ^■') 

Tymczasem dziewięcioletni rozejm z Madjarami zbliżał się 
do końca. Zamiast rocznej daniny Henryk posłał im psa. Obra- 
żeni tem Madjary wpadli do posiadłości królewskich między So- 
lawą a Łabą, gdzie przez Serbów z darami przyjmywani byli. 
Głomacze, dawni przyjaciele Madjarów, ofiarowali im pieniądze 
i pomoc.'''^) Jeden korpus madjarski obiegł miasto, o którem krą- 
żyły wieści, że w niem ogromne skarby schowane siostry kró- 
lewskiej,'^") a drugi wpadł do Turyngii, zniszczył Hassegau 




^-) Badacze niemieccy w XVIII w. wynaleźli, że niby według Helmolda 
księgi I § 8, król Obodrytów przez Henryka Ptasznika ochrzczony zwal sie M i- 
cisla, ale u Helmolda podobnej wzmianki nie ma, co już zauważył Wigger, Mekl. 
Annal. s. 27. 

3') Thietmar I 9. Patrz niżej cyt 44. 

''*) Lubusza teraz Leubus w Hercbergskim okręgu, różna wcale od Lubusza 
ad Odrą. Porów, dzieła tego T. II s. 61. O tćj Lubuszy będziemy mieli zrę- 
zność mówić w dziale o zdobyciu jej przez Bolesława Chr. 

'■^) Thietmar I 9. 

^"j Giesebrecht, Wendische Gesch. I 23 1; Staacke, Deutsche Gesch. II Ab- 
theilung s. 241, 

'') Widukind I 38. Ungari Saxoniam intrare volentes, iter agunt per Da- 
leminciam Sclavorum et divisis sociis alii urbem Widoni Thuringo opugnare ten- 
tant, alii fines Thuringorum intrant. . . Badacze, szukając tego grodu, mniemali, że 
może być Życz (Zeitz), lub Wittenberg nad Laba (Scheltz. Gesch. d. Lausitz. s. 

16* 



— 244 — 

i Saksonii zagroził. Grafowie sascy Zigfryd i Herman, połączy- 
wszy się z Turyngami, wstrzymywali Madjarów, a tymczasem 
król Henryk zbierał wojsko w miejscu Radi, w Heilan- lub 
Wittin-gau. Gdy się o tern dowiedzieli Madjary ci, którzy oble- 
gali miasto, rzucili oblężenie i przez Nordturyngiję spiesząc 
przeciw Henrykowi, zdążyli aż do granic Białej Ziemi. Doświad- 
czywszy jednak w tern miejscu niepowodzenia, Madjary z mnó- 
stwem łupów w bydle, kobietacli i dziewicach, zwrócili się na po- 
łudnie do Szwabengau, w kącie miedzy rzekami Solawą a Bodą, 
dążąc na połączenie z pierwszym swym korpusem. '^^) Działo się 
to w późnej już jesieni. Henryk, nie życząc rozpoczynać walkę, 
rozlokował wojsko swe na zimowe leże (r. 932), a Madjary tym- 
czasem całą Serbiję aż do Solawy w swem ręku trzymali. Do- 
piero w Marcu r. 933 Henryk dowiedziawszy się, że Madjary 
zamierzają do Saksonii wtargnąć, zgromadził wojska swe 
w Hassegau. Bitwa pomiędzy Korbeją a Merzeburgiem trwała 
dzień cały i dopiero w nocy Madjary, po ogromnej stracie co- 
fnęli się.^^) Henryk zwyciężył, ale tern wojna nie skończyła się, 
bo nieprzyjaciół wypadało wyprzeć jeszcze z Serbii. Henryk 
ścigał Madjarów ostrożnie, a gdy raz z siłami nierównemi na 
nich uderzył, został zwyciężony i przed pogonią madjarską le- 
dwo zdołał uciec do grodu Bichni, gdzie znalazł ocalenie od nie- 
wątpliwej zguby.*'*) Dalszych szczegółów wojny tej nie posia- 



22. — Wyrażenie Widukinda Widoni Thuringo zdaje sie wskazywać, że 
gród Widona (męża siostry Henryka) już na ziemi turyngskiej leżał. Tak pojmując 
rzecz tę i nowszy historyk turyngski Knochenbauer, mówi: „die Stadt Widos lag 
warscheinlich noch rechts der Unstrut, innerhalb Thiiringens; eine auf den ersten 
Anblick ansprechende Yermuthung, es sei Wittenberg, stimmt mit der Richtung 
des feindlichen Einfals nicht iiberein." Geschichte Thiiringens 1863 s. 95. 

^^) Wzmiankowane wyżej gau, na zachód od Laby i Solawy, czytelnik dla 
łatwiejszego zorientowania się w obrotach stron wojujących, raczy na mapie roz- 
poznać. 

''^) Źródła odnośne do wojny z Madjarami podał Raumer: Regesta historiae 
Brandenburgensia, pod r, 932 i 933. 

*•') Thiótmar I 8, Rex autem Avares sepenumero insurgentes, expulit. Et 
cum in uno dierum hos impari congressu ledere temptaret victus in urbem, quae 



— 245 — 

damy, ale w rezultacie okazało sie, że IMadjary ustąpili z Serbii, 
Henryk oswobodził sie od płacenia im trybutu, a Serbowie mie- 
dzy Solawą a Łabą ostatecznie ujarzmieni zostali. 

Dla wyrozumienia ówczesnych stosunków międzynarodo- 
wych, ciekawe byłoby objaśnienie pytania: przez jakie kraje 
Madjary dostali się do Głomaczów i którędy do domu wracali? 
Z ruchów stron wojujących widać, że Madjary mogli przybyć 
do Głomaczów albo z południa przez Czechy, albo ze wschodu 
przez Chrobacyję. Ostatnia droga byłaby dalsza i przez góry 
trudniejsza. Zatem najprawdopodobniej, że Madjary przez Cze- 
chy dążyli. Ale tu znowu pytanie: jakimże sposobem, zostający 
od r. 928 w przyjaznych stosunkach z Henrykiem Ptasznikiem 
książę czeski Wacław pozwoliłby wrogom cesarza przez Czechy 
do Głomaczów przechodzić i nazad wracać? Sprawa ta ciemna, 
a jednak z niej uważać możemy, że czy przez Czechy, czy przez 
Chrobacyję Madjary przechodzili, w każdym razie drogę po 
ziemiach słowiańskich odbywali i nigdzie nie zachowało się 
wzmianki, ani podania o uciemiężeniu przez nich ludności miej- 
scowej w X w., co zdaje się poświadczać przyjazne usposobie- 
nie, w owym czasie, do Madjarów Słowian. 

Ostatnią, o ile nam wiadomo, wyprawą Henryka Ptasznika 
przeciw Słowianom, był najazd na Wkranów, których on danni- 
kami swymi uczynił w r. 934,* ^ Jeżeli wiadomość ta nie jest 



£ i c h n i vocatur, fugit ; ibique mortis periculum evadens. Badaczep od Bichni pod- 
rozumiewają Pichen lub Piichen nad Modlą (Muldą) miedzy Wurzen i Eilenburg, 

*•) Contin. Reginon. a. 934. Henricus re.\ eodena anno Sclavos, qui U u- 
c r a n i vocantur, hostiliter invasit et vicit sibique tributarios fecit. Pawiński, biorąc 
na uwagę ówczesne wypadki, mniema, że pod nazwą Yucrani wypada podrozumie- 
wać nie Wkranów, a Wągrów. (no.ia6cKie CiaBane. 72). Przeczą temu jednak formy 
nazwy ludu, o którym mowa. Itak: Annal. Saxo: Rex Henricus U era nos Slavos 
hostiliter invasit et vicit; Annal. Hildesheim : Henricus rex in Wroconin cum 
exercitu fuit; Chr. Quedlinburg: rex Henricus in U c ronin profectus est, subijci- 
ens eos sibi. (Porów. Raumer. Regesta s, a. 934.) Wszędzie nazwa Wkranów 
wyraźnie zapisana i dla tego słusznie zauważył Raumer: dies ist die erste Erwah- 
nung der Uckermark. Dla wykrojenia zaś z Yucrani, Ukrani, Wągrów nie ma 
sposobu. 



— 246 — 

mylną, w takim razie przyznaćby wypadało, że i bliżej do Odry 
mieszkające ludy słowiańskie narażone już były na grabieże 
i zdzierstwa wiekopomnego mordercy Słowian, króla Henryka I. 

4. Utwierdzenie się Niemców w Serbii, między Solawą a Łabą. 

Z podbojów dokonanych w Słowiańszczyznie przez Henryka 
Ptasznika, jedna tylko kraina serbska uległa zupełnemu ujarz- 
mieniu i wcieleniu do państwa Niemieckiego nazawsze. Inne 
części Słowiańszczyzny czasowo zhołdowane, do płacenia ro- 
cznego trybutu zobowiązane zostawały, ale wcielać je do pań- 
stwa Niemieckiego i urządzać na sposób saski zawcześnie było. 
Rozumieli to zdobywcy i dla tego usilność swą zwrócili wyłą- 
cznie do przerobienia Serbii w prowincyję niemiecką. 

Rezydencyja królewska Merzeburg stał się razem siedli- 
skiem władz, które miały rządzić zdobytą krainą między Solawą 
a Łabą.. Wielkorządzcą tej krainy, Henryk Ptasznik ustanowił 
przyjaciela swego Zigfryda z tytułem legata. Zigfryd, mieszkając 
w Merzeburgu, sprawował w podbitym kraju najwyższą władzę 
wojskową, sądową i administracyjną. ^''') — Ten komes Mersebur- 
giorum, jak go Widukind nazywa, miał pod swą władzą dwócłi 
naczelników wojskowycli : w Merzeburgu Azika, komendanta ta- 
mecznego „legionu łotrów" *'^) i w Misznie komendanta twierdzy, 
niewiadomego nazwiska. Ten ostatni, siedząc nad Łabą, miał 
czuwać nad Milczanami i Łużyczanami, pobierać od nich try- 
but**) i ziemie ich zabierać. Rzeka Mulda (Modła) dzieląca kra- 
inę Serbską na dwie połowy, stanowiła granicę władzy komen- 
dantów. Azik rządził częścią zachodnią od Merzeburga do 



*-) Knochenbauer. Gesch, Tliiiringens, str. 88, 89; Posse. Codex Saxoniae 
str. 5. 

•**) Widukind II, 3. Mittitur ei (buntownikowi czeskiemu) Asie cum legione 
Mesaburiorum et valida manu Hassiganorum, additurąue ei exercitus Tliuringorum. 

**) Thietmar I, 9. Henricus... urbem faciens,... nomen eidem Miśni imposuit; 
quam ut hodie in usu liabetur, praesidiis et imposicionibus caeteris munit. Ex ea 
Milzęnos suae subactos dicioni, censum persolvere coegit. 



I 



— 247 — 

Muldy"), a jego kolega niewiadomego nazwiska, siedzący w Mi- 
sznie, rządził częścią wschodnią od Muldy do Łaby i dalej ku 
wschodowi, jak daleko wedrzyć sie udawało. Z tej wschodniej 
części powstała później Ostmark. 

Podziały terrytoryalne Serbii, składającej się z małych żup, 
zdobywcy utrzymali i skorzystali z nich dla swych celów. Wła- 
dze ludowe w żupach i grodach, od chwili podboju podlegały 
urzędnikom królewskim gau-grafom, w grodach większych 
burg-grafom, a w mniejszych, t. j. w burgwardach b u r g- 
wójtom (Burgvoigt.) Wszyscy ci grafy byli naczelnikami 
przeznaczonych do pilnowania zamków i bram miejskich oręż- 
ników, zwanych strażami, kukesburger.^^) 

Grody słowiańskie, stając się fundamentem miast niemiec- 
kich, formujących się ledwo co na sposób frankski, przybierały 
kształty cudzoziemskie. Zwyczajnie w zamku lub warowni, na 
wyższem miejscu zbudowanej, osadzano komendanta ze strażą, 
a na podgrodziu mieściła się ludność kupiecka i rzemieślnicza, 
z Niemiec przybywająca. Z tej ludności, obowiązanej bronić mia- 
sta swego, zwyczajnie otoczonego, jeśli nie murem, to przynaj- 
mniej częstokołem, tworzyły się kompanije wojowników, które, 
w razie potrzeby, obowiązane były wyruszać w pole, jeśli od 
tego ludność miejska nie była szczególnym przywilejem uwol- 
nioną.^') 

Według zwyczajów X w. prawa zdobywcy niczem nie były 
ograniczone. Mógł on bezkarnie ludzi zabijać, osady palić, ko- 
biety i dzieci w niewolę zabierać, ludność z ojczyzny wysiedlać, 
sprzedawać żydom, którzy w tym czasie prowadzili już znaczny 



*^) Późniejszy comes merzeburgski Eziko zmart w Liubizici nad Mulda 
^Thietmar VI, 12). Wypadek ten badacze uważają za wskazówkę, że grafstwo mer» 
zeburgskie aż do Muldy sięgało. Knochenbauer, Gesch. Thiiringens 89, cyt. I. 

*") O kukesburgerach, których Thietmar zowie Satelitcs, slavonłci 
m i 1 i t e s powiemy obszerniej w dziale o napadzie Bolesława Chr. na Miszno. 

■") Gebhardi, Algemeine Weltgćschichte. T. 52, str. 302. 



— 248 — 

handel niewolnikami słowiańskimi. ^*') Z bezprawia tego korzy- 
stał Henryk Ptasznik w szerokicłi rozmiarach, a jeśli nie wyrżnął 
wszystkich Serbów, to tylko z rachunku, bo któż by podatki 
płacił, ziemie uprawiał, sług i robotników dostarczał? Owszem, 
ludność słowiańska, zostawiona w swych osadach, miała służyć 
królom niemieckim i sługom ich środkiem do wzbogacenia sie 
i dalszych zaborów na Wschodzie; krótki przeciąg czasu od 
ujarzmienia Serbów do śmierci króla Henryka (929—936), nie 
pozwolił mu zająć sie uposażeniem swych grafów w zdobytym 
kraju, ani szerzeniem chrześciaństwa żelazem i pożogą. Doko- 
naniem tego wsławił sie dopiero syn jego Otton I, u Niemców 
Wielkim zwany. 

§46. 

Ujarzmienie Weletów i Obodrytów przez króla 
Ottona I (936 — 951.) 

I. Założenie w Magdeburgu rezydencyi królewskiej. 

Rozpoczęte przez Henryka Ptasznika ujarzmienie Słowiań- 
szczyzny nadlabskiej przedłużał syn jego Otton I, nie szczędząc, 
w ciągu długiego panowania swego (936 — 977), praCy, krwi 
i kosztów dla dopięcia odwiecznego celu polityki niemieckiej: 
Drang nach Osten. 

Granicę państwa Niemieckiego nad Łabą znalazł Otton I 
dostatecznie przez ojca jego umocowaną, ale ze zmianą stosun- 
ków politycznych po ujarzmieniu Serbów, zjawiły się potrzeby 
wymagające innych strategicznych punktów. Merzeburg, jako 
rezydencyja królewska, nie odpowiadał wymaganiom polityki, 
zamierzającej zwrócić czynność swą głównie przeciw Słowianom 
dolnej Łaby. Zanadto na południe posunięty Merzeburg nie 
mógł być ani podstawą do wypraw nad dolną Łabę, ani punk- 



*«) Szajnocha. Słowianie w Andaluzyi, patrz pismo zbiorowe, Jozafata 
Ohryzko, 1859. 



— 249 — 

tern obserwacyjnym do czuwania nad Weletami i Obodrytami, 
chociaż zniewolonymi już do składania trybutu królowi niemiec- 
kiemu, lecz zawsze do energicznego odporu gotowymi. Otton I 
postanowił przenieść rezydencye sw^ do stosów niej szego miej- 
sca, i na ten cel wybrał starożytny gród słowiański nad Labą 
Dziewin, od czasów Karola W. Magdeburgiem zwany. Wnet 
wiec, po wstąpieniu na tron, Otton I przeniósł rezydencyję swą 
do Magdeburga, gdzie miasto zbudował „w celu pozyskania na- 
grody wiekuistej i dobra ojczyzny własnej".^) Odtąd Magdeburg 
stał się nie tylko pierwszym placem broni, zbiorem przedniej- 
szego rycerstwa, ale i głównem miejscem zarządu wojennego sił 
przeznaczonycli do działania przeciw Słowianom. Dla załatwie- 
nia spraw państwa, Otton 1 wyjeżdya często nad Ren, do 
Włocli i Bawaryi, ale, jak tylko możność pozwala, wraCa do 
Magdeburga, „gdzie ^^^ pragnął znaleźć spoczynek dla zwłok 
swycli po zgonie".-) 

Wszakże nie dla przyjemności życia, którycli w Magde- 
burgu nie było wcale, lecz inne ważniejsze pobudki pociągały 
Ottona I do pustycli i napół dzikicłi jeszcze nadłabskicłi po- 
brzeży. Tradycyjna polityka „posuwania się na wscłiód" pod- 
niecała go przesiadywać nad Łabą, zkąd oczom jego odkrywała 
srie niezmierzona równina słowiańska, pełna ludu tęgiego i bo- 
gatycli zasobów miejscowycli bez końca. Na tej równinie Niemcy 
spodziewali się znaleźć dla siebie i swycli potomków bogactwa, 
sławę, wzmocnienie sił państwowych, ale nie tajno im było iż 
dla osiągnienia podobnych nadziei, wypadało w pocie czoła pra- 
cować wieki, morze całe krwi przelać, ludy wyplenić, świat 
zbrodniami zadziwić! Nie troszczyli się wszakże Niemcy X w. 
o to, co potomność o ich czynach powie: ziemia słowiańska za- 
nadto była ponętną, aby jakie bądź względy humanitarne mogły 
powściągnąć chciwość teutońską. 



1) Tliictmar II, 2. 
-} Thietmar II, 5. 



— 250 — 

w Magdeburgu, jako najdogodniejszym punkcie do wyko- 
nania ogromnej wagi zadania, Otton I najczęściej przesiadując, 
naradzał sie z margrafami o potrzebach wojennych. Tu się knuły 
zamachy w celu ujarzmienia Słowian, tu, na rachunek zdziera- 
nego z nich trybutu, wznosiły się pyszne kościoły, tu zebrane 
„legiony łotrów", gotowe były, na skinienie królewskie, rzucić 
się albo na północ ku Pomorzu, albo na południe ku Czechom. 
Z Magdeburga wyjdą później missionarze niemieccy, aby przez 
kościół ludy słowiańskie w poddaństwo niemieckie zaprządz. Ale 
nim to nastąpi , gruba siła ma ułatwić ujarzmienie Słowiań- 
szczyzny ! 

2. Pograniczne legacyje Hermana Billinga i Gerona. 

Podczas wstąpienia na tron Ottona I, komes merzeburgski 
Zigfryd, o którym wspomnieliśmy wyżej, mieszkając w Merze- 
burgu, był stróżem pogranicza wschodniego, z tytułem prokura- 
tora, i jako krewny królewski bezwątpienia obszerną władzę po- 
siadał. — Dziedzicznym księciem saskim Otton I ustanowił Her- 
mana Billinga, jednego ze znakomitszych panów saskich.^) W rok 
później, po zmarłym Zigfrydzie (r. 937), król Otton mianował 
komesa Gerona legatem pogranicza serbskiego^), zajmującego 
przestrzeń od gór Harcu do Solawy i od tej rzeki na wschód 
do r. Mćdły^); a dalej na wschód do legacyi Gerona miało 
należyć wszystko to, co oręż niemiecki zdobywał. — Tym spo- 



^) Widukind II, 4. Placuit igitur novo regi novum principetn militiae con- 
stituere ; elegitque ad hoc officium virum nobilem et industrinm satisque prudentem 
nomine Hćrimannum. 

*) Widukind II, 9 an. 937, defunctus est Sigfridus comes. cujus legationem 
cum sibi vendicasset Thancmarus, — et regali dono cessisset Geroni comiti, aflictus 
est Thancmarus tristitia magna. 

^) Granice niepewne, ale pierwotnie Marka Wschodnia obejmowała z lewej 
strony Solawy: Szwaben-gau. Hasse-gau, Frisenfeld z Gernrode, Walbek i Mansfed, 
a z prawej strony Solawy serbską krainę do r. Muldy. Worbs. Was heist die Ost- 
Mark, w Neue-Archiv r. 1804 cze. I s. 191; Hoffmann. Script rer. lusat. T. IV ex- 
ccrpta ex ąnnalibus Gerenrodensłbus s. 145. 



1^ 



!5i 



sobem powstały dwie legacyje: północna Billinga i wschodnia 
Gerona, rozszerzające się w miarę zaborów. Był to początek 
przyszłych marek: Północnej i Wschodniej. 

W samym początku panowania Ottona I zaszły nieporozu- 
mienia z Ratarami''), którzy obrazili posłów Tankmara, starszego 
brata króla Ottona, lecz z innej matki urodzonego.') Herman 
Billing, jako pograniczny legat, walczył w przytomności króla 
Ottona z Katarami, którzy do uległości zmuszeni zostali (25 wrze- 
śnia 936).^) Odtąd poczyna się długa karyera rodu Billingów. 
Wielkorządztwo Hermana rozciągało się na tę właśnie miejsco- 
wość, gdzie leżały ogromne dobra Billingów. Zainteresowany po- 
większeniem swego majątku, a przy tem nienawidząc Słowian, 
Herman wszelkiemi siłami starał się zaokrąglić swe posiadłośsi 
kosztem sąsiednich Słowian. Miasto Łuneburg, od czasów Ka- 
rola W. słynne jako punkt handlowy ze Słowianami, stało się 
siedliskiem Hermana Billinga, głównym zborem jego wojowni- 
ków. Tu, na pograniczu z Obodrytami i Lutykami, Herman roz- 
począł długą pracę ku ujarzmieniu sąsiadów, nie szczędząc po- 
dejść, oszukaństwa i zdrady. Nieprzebłagana nienawiść do Sło- 
wian, z gotowością do najokropniejszych przeciw nim środków 



**) Widukind II, 4 a. 936, Rex (Otto) cum omni excrcitu intrat terminos 
barbarorum ad referendam illorum saevitiara. Datum ąuippe erat illis et aii- 
tea a patre suo bellum, eo quod violassent legałoś Thancmari, filii sui. A ponieważ 
w poprzednim rozdziale Widukind mówi o Czecłiach, z tego wnioskowano, że wy- 
raz powyższy barbarorum tyczy sie Czechów, lecz niewłaściwość podobnego 
mniemania dawno już objaśniono. (Porów. Palacki. Dejiny naród Ceskeho I, s. 
233 przypisek 215.) Natomiast badacze biorąc na uwagę, że we dwa tygodnie po 
odbyciu wyprawy przeciw Słowianom, król Otton, czyniąc w Magdeburgu nadanie 
klasztorowi Fuldeńskiemu, wyrazi! sie: quando de provincia Slavorum, qui vocatur 
Riadere, in pace venimus ad Magathaburg I4 Octobris an. 936 (Raumer. Kegesta 
N. 128; Klempin Pommersche Urkundenbuch N. 9), — zauważyli, że wyprawa, za 
pokrzywdzenie posłów Tankmara, odbyła się przeciw Eatarom. 

') Pierwszą żoną Henryka Ptasznika była Hateburda, córka Erwina, do któ- 
rego należała część Merzeburga, Starem miastem zwana. Z tej żony Henryk miał 
syna Tamo, czyli Tankmara, potem porzuciwszy ją, w małżeństwo pojął Matyldę, 
która wydała mu trzech synów: Ottona, Henryka i Brunona. Thietmar I, 4, 6, 

») Widukind II, c. 4. 



— 252 

cechowały Hermana Billinga i w spadku przelały sie na ród 
jego, który w ciągu dwócli wieków pracując nad wykonaniem 
zadania, przez przodka podanego, dręczył Słowian niepomier- 
nem zdzierstwem. 

Mianowanie Gerona legatem pogranicza Wscliodniego mo- 
cno oburzyło królewicza Tankmara, który sam dobijał się tej 
godności.") Porozumiawszy sig wiec z innymi malkontentami, 
Tankmar podniósł rokosz przeciw królowi Ottonowi I, i rozpo- 
czął wojnę domową, lecz pobity szukał scłironienia w Eresbergu 
i tam w kościele przy ołtarzu poległ r. 938.*") 

3. Wojna Ottona I z Czechami. Najazdy Madjarów na Saksoniję 
(r. 937—938). Powstanie Słowian r. 939. 

Walka Ottona z Katarami w pierwszym roku panowania 
jego, było tylko wstępem do dalszych zamiarów przeciw Słowia- 
nom, z którymi on się obchodził, jakby ze swymi poddanymi. 
Gdy bowiem w Czechach Bolesław I, dla powściągnienia buntu 
pewnego możnowładzcy, rozpoczął przeciw niemu wyprawę zbroj- 
ną, (r. 936), na pomoc buntownikowi zjawiły się dwa legiony 
niemieckie, z których jednym dowodził komendant łotrów mer- 
zeburgskich Azik.'^) Oczywiście, że bez rozkazu króla Ottona 
ani Azik, ani zwierzchnik jego prokurator Zigfryd nie ośmieliliby 
się wtargnięciem do Czech rozpocząć wojnę, która się lat 14 
ciągnęła!'^) (936—951). 

Wojna z Czechami, zaburzenia w Saksonii z powodu buntu 
królewicza Tankmara, a przytem rozdrażnienie Słowian zdzier- 
stwem urzędników niemieckich, podawały Madjarom zręczność 
do nowego złupieżenia Saksonii. ^^) Wyprawa ich w r. 937, skie- 



*) Porów. wyź6j cyt. 4. 

^0) Widukind II, 11; Thietmar If, 1. 

") Porów, wyżej § 44, przyp. 25 i § 45 przyp. 43 s. 225, 246. 

^*) Wyżej § 44 str. 225. Do tego Sigebert Gemblacensis: longa inter eos 
concertatio per 14 annos protracta. 

^"j Annal. Quedlinburg a. 937. Everhardus dux Francorum et Wigmanus Saxo- 
nicus, atque improbus Thancmer, inani consensu, conspiraverunt in regem..In eadem 
tcmpćstate yenientes Ungari vastaverunt Thuringiam, deinde in Saxoniam, M. G. T.V s.56. 



— 253 — 

rowana przez Frankonije do Saksonii, nie udała sie. Otton zmu- 
sił Madjarów z Frankonii cofnąć się do domuJ*) Ale wyprawa 
r. 938 powiodła się pomyślniej. Dobrawszy się do Saksonii, Ma- 
djary rozłożyli się obozem nad r. Boda, łupieżyli sąsiednie oko- 
lice i próbowali nawet szturmować warowne grody Stediren- 
burg, Werle, Hebesheim, a jeden hufiec ich, przez Nordturyn- 
giję dobiegł do granic Białej Ziemi, lecz zdrada jakiegoś Sło- 
wianina zaprowadzony w błotnista miejscowość Dremblik, zgi- 
nął. ^^) A chociaż współcześni Niemcy przechwalali się ze swych 
sukcessów nad Madjarami, widocznie jednak, że Madjary połu- 
pieżywszy ile się im podobało Saksoniję, zwyczajem swym co- 
fnęli się ze zdobyczą do domu.^*) 

Najazdy Madjarów w latach 937 i 938, bunt Tankmara, tu- 
dzież wojna Niemców z Czechami podawały Słowianom nadłab- 
skim nadzieję wydobycia się z pod przemocy wrogów. A gdy 
jeszcze młodszy brat króla Ottona Henryk podniósł przeciw 
niemu rokosz, Słowianom wydało się, że nadeszła nareszcie do 
powstania pora.*') Nauczeni niepowodzeniami dawniejszej walki 
z Niemcami pojedynczych plemion, Słowianie porozumieli się do 
wspólnego, wszystkiemi siłami działania. Powstanie rozpoczęli 



1*) Widukind II, 5 an. 937. Antiąui hostes Hungari venerunt virtutem pro- 
bare novi regis. Intrantes autem Franciam, statuerunt, si possent ab occidentale 
plaga invadere Saxoniam. Rex autem audiens nihil moralus, cum exercitu valido 
ocurrit illis, fugavitqne et terminis suis abegit. Thietmar II, I. Avares quoque patri 
suimet ąuondam contrarii, sed diu pacificati, iterum insurgunt, celeriterąue fugati 
redeunt (a. 937 ) 

i5j Widukind II, 14 a. 938 antiqui hostes nostri Ungarii subito irruunt in 
Saxoniam, et castris super litus Bodae fluminis collocatis inde in omnem regionem 
diffunduntur, circa urbem, quae dicitur Stiedereburg, Exercitus arte cujusdam Slavi 
in locum, qui dicitur Thrimmining, deductus difficultate locorum ac manu circumfu- 
sus armatorum periit. Do tego szczegóły w Chroń. Corbejens i Annal. Saxo, Porów. 
Raumer. Regesta, s. a. 938. 

»») Widocznie porażka Madjarów w pobliżu Mcrzeburga 933 r. nie była 
tak straszną, jeśli we cztery lata później ośmielili sie te same miejscowość najechać 
i grabić. 

1") Widukind II, 20. Barbari labore nostro (Emporung Heinrichs gegen 
Otto), elatł, nusquam ab incendio, caede ac depopulalione vacabant, Geronemque, 
quem sibi rex praefecerat, cum dolo perimere cogitant. 



— 254 — 

Obodryci zniszczeniem wojska niemieckiego i zabiciem wodza 
jego Hajki albo Hiki (r. 939). Za ich przykładem inni Słowia- 
nie mieli napaść na Gerona, lecz ten, przewidując wymierzone 
przeciw niemu ciosy, udał, że o niczćm nie wie i pod pozorem 
przyjaźni, zaprosił do siebie na ucztę trzydziestu okolicznych 
książąt (żupanów) słowiańskich, których po uczcie kazał wy- 
mordować.*®) 

Rozgłos o takim postępku bezecnym i naruszeniu wysoko / 
u Słowian szanowanej gościnności, wywołał straszne oburzenie. 
Walka na śmierć z Niemcami poruszyła do oręża wszystkie nad- 
łabskie ludy. Geron, party przez Słowian, wzywał pomocy od 
króla, lecz ten, w obec wojny domowej z młodszym bratem swym 
Henrykiem, sam był w położeniu nadzwyczaj przykrem. Walka 
przybierała charakter morderczy. Słowianom dostawało się nie- 
raz okropnie, „lecz niezważajac na wszelkie niepowodzenia, prze- 
kładali oni wojnę nad pokój, gotowi będąc raczej znosić wszel- 
kie klęski wojny, aniżeli stracić swobodę najmilszą." — „Byli to 
ludzie mocni, w pracy wytrwali, przyzwyczajeni byle czem za- 
dawalniać się, a co dla naszych (Saksów) byłoby nadzwyczaj 
trudnym czynem, to Słowianie z przyjemnością znoszą.* ^") 

Rozbity przez Słowian Gero uciekł za Łabę, ale nie upadł 
na duchu, knuje on powtórnie zdradę. Pieniędzmi i obietnicami 
skłania uprowadzonego jeszcze przez Henryka Ptasznika i ba- 
wiącego u Niemców księcia Hobolanów Tugomira, już ochrzco- 
nego,^") aby mu zdradą kraj ojczysty poddał. Tugomir, uciekł- 
szy niby od Niemców, przybył do Branibora. Tam od swoich 



18) widukind II, 20. 

'^) Widukind II, 20. Uli vero nihilominus belluni quam pacem elegerunt, 
omnem miseriam carae libertati postponentes. Est naraque hujuscemodi genus ho- 
minum durum et laboris patiens, victu levissimo assuetum; et quod nostris gravi 
oneri esse solet, Slavi pro quandam voluptate ducunt. 

'^) W nekrologii klasztoru Molenbekskiego zapisano; VIII kal. Jun. Tugu- 
mir dux (obiit.) Raumer. Regesta, pod r. 940, Z tego historycy wnioskują, że 
Tugomir miał być już ochrzczonym. 



— 255 — 

poznany i za władzcę przyjęty, zawezwał do siebie synowca, je- 
dynego ze wszystkich tej ziemi książąt, ocalałego podczas zabu- 
rzeń ówczesnych,-') podstępem zabił go, a kraj swój Geronowi 
poddał, (r. 939.) Osłupieni podobnym postępkiem Tugomira, 
Słowianie aż po Odrę wojować przestali i zgodzili sie trybut 
królowi płacić.--) 

Podwójną zdridą poskromiwszy Słowian, Gero nieprze- 
stawał dobijać się opanowania sąsiednich krajów słowiańskich 
niby dla króla, lecz w gruncie rzeczy dla utworzenia udzielnego 
władztwa synowi swemu Zigfrydowi. Nie przestawał więc wdzie- 
rać się do sąsiednich okolic i obdzierać Słowian. Żołnierze jego 
uczęszczając ,.expedycyje" swe po trybut, przy wybieraniu któ- 
rego dopuszczali się nadużyć, tak dokuczyli Słowianom, że ci 
znienawidziwszy Gerona, chwytali za oręż i zabijali jego pobor- 
ców.-*') Tymczasem zaburzenia w Niemczech, nieporozumienia 
z Francyją, sprawy włoskie, wojna z Czechami, a wreszcie bunty 
najbliższych krewnych Ottona I, zmusiły go spuścić z uwagi 
Słowian i na lat dziesięć (941 — 951) zostawić ich w pokoju. Gero, 
zmuszony nieść pomoc królowi, nie mógł niczego nowego przed- 
sięwziąć na wschód od Łaby, a król potrzebując pomocy, nie 
baczył na jego zdzierstwa.-^) — Była to chwila w dziejach Sło- 
wiańszczyzny zaodrzańskiej nie już szczęśliwego odpoczynku, lecz 
ocierania łez na zgliszczach i trupach braci, chwila oczekiwania 



-') Widukind II, 21 mówi, że przybywszy do Branibora, Tugomłr, qui iure 
gentis paterna successione dominus esset eornm, qui dicuntur Heveldi, 
wezwał nepotem suum, qui ex omnibus principibus gentis supererat Z tego wypada, 
że księciem ziemi byl Tugomir a nie jego synowiec, który chociaż także byl księ- 
ciem, ale nie paterna successione. 

'-) Widukind II, 21. Ouo facto omnes barbarae nationes usque in Oderam 
fluvium simili modo tributis regalibus se snbjugarunt. 

*') Widukind II, 30. Eo tempore barbarorum bellum fervebat. Et cum mi- 
lites ad manum Geronis praesidis conscripti crebra expeditione attenuaren- 
tur etdonativis vel tributariis praemiis minus adjuvari possent, eo 
quod tributa passim negarentur, seditioso odio in Geronem exacuuntur. 

**) Widukind II, 30, w dodatek do tekstu powyższej cytaty, zapisał: res 
vero ad communes utilitates reipublicae Geroni semper juxta erat 



— 256 — 

większych jeszcze nieszczęść, które spaść miały w przyszłości. 
Pojmując doskonale ówczesne stosunki pomiędzy Słowianami 
a Niemcami, naoczny świadek walki sąsiednich narodów AVidu- 
kind powiada: ,,i długo jeszcze doświadczać będziemy zmienne 
powodzenia wojny, walcząc za sławę i szerokie panowanie, a oni 
za swobodę i wyzwolenie się z niewolniczej podległości." -^) 

§ 47. 

Zaburzenia w krajach Obodrytów i Lutyków 

(954—960.) 

I, Powstanie Wkranów r. 954. Najazd BIMinga na Obodrytów r. 954, w od- 
wet za najazd na Saksoniję. Powstanie Słowian r. 955, klęska ich. 

Zaprowadzane przez Niemców porządki nieznośnemi wydały 
się Słowianom. Wkranie, czując się na siłach, niestarganych 
jeszcze w walkach z Niemcami, stawiali im opór. Margraf Ge- 
ron zamierzył zmusić Wkranów do posłuszeństwa i w tym celu 
przedsięwziął wyprawę, w towarzystwie zięcia króla Ottona, Kon- 
rada Lotaryńgskiego, który heroicznym czynem postanowił 
stwierdzić przymierze z teściem, po przerwaniu wspólnie z in- 
nymi rokoszanami przeciw niemu walki. Dwaj wodzowie ude- 
rzyli na Wkranów, pobili ich i ogromne łupy zabrali,^) r. 954. 
Czyn ten opromienił nowym blaskiem sławy Gerona, którego 
i przedtem szanowano w Niemczech, jako znakomitego wodza, 
ale po zwycięztwie nad Wkranami po całych Niemczech uwa- 
żano go za wielkiego i sławnego męża.^) Spokój trwał jednak 



26) Widukind II, 20, Transeunt sanę dies plurimi, his pro gloria et pro 
magno latoque imperio, illis pro libertate ac ultima servitute varie certantibus. 

1) Widukind III, 42 a. 954. Eo anno Slavi, qui dicuntur Uchri a Gerone 
cum magna gloria devicti, cum ei praesidio esset dux Conradus a rege missus. 
Praeda inde ingens ducta; Saxoniae laetitia magna exorta. 

2) Widukind III, 54, Gero olim licet multis gestis insigniis clarus habere- 
tur, jam tamen magnus ac celebris ubique praedicebatur, eo quod Slavos. qui di- 
cuntur Uchri cum magna gloria cepisset. 



— 257 — 

długo, bo w nieszczęśliwej Słowiańszczyznie wszelkie intrygi 
wrogów, znajdywały dla swej czynności obszerne i nadzwyczaj 
dogodne miejsce. 

Powód do zaburzeń podał wycliowaniec króla Ottona I 
Wichman, który, czując sie obrażonym przez krewnego swego 
Hermana Billinga ograbieniem go z majątku, zmówił sie z bra- 
tem swym Egbertem i wspólnie z nim rozpoczął w Saksonii 
wojnę domową. Billing powściągnął jednak wicłirzycieli, a król 
Otton I, rozsądziwszy sprawę, uwolnił braci od kary, ale Wicli- 
mana kazał pod strażą trzymać. Wkrótce potem Ottonowi I wy- 
padło do Bawaryi udać się. Wicłiman, udawszy cłiorego, pozo- 
stał w Saksonii, wszedł znowu w zmowę z Egbertem, lecz nie 
będąc w siłach walczyć z Billingiem, bracia uciekli do Nakuna 
1 Stojgniewa,'') książąt obodryckicli"'), (r. 954), którzy, jak po- 
wiada Widukind, zawsze byli gotowi do wojny z Saksami. 

Ruszył Billing z wojskiem do kraju nieprzyjaciół, podstąpił 
pod gród Swietły kraniec,'^) w którym zamknęli się krewni jego 



'} Widukind III, 29, 30, 31 ; Thietmar II, 6 ex parte Slavorum bellum in- 
gruit horridum, hortatu Yigmanni comitis et Egbehrti, ducatu autem Nacconis et Stoin- 
negui fratris ejus; Widukind III, 50 sociaverunt sibi duos subregulos barbarorum, 
Saxonibus jam olim infestos, Naconem et fratrem ejus. Zwyczajnie braci tych histo- 
rycy zowią Nakonem i Stojgniewem, ale już Kunik zauważył, że w języku sło- 
wiańskim suffiks un właściwy jest w nazwach rzeczowych, a także i w imionach 
własnych: Bogun, Radun, Jarun, i że w dokumentach meklenburgskich forma Na- 
con używała sie zamiast słowiańskiej Nakun, czego ślad jest w nazwach miej- 
scowych: 1 23 1 Nacunstorp etc, — twierdzi, że właściwą formą jest Nakun. 
A-IóeKpu, 103. 

"*) Nakuna i Stojgniewa zwyczajnie za książąt obodryckich uważano, lecz 
Pawiński (IIojaóCKie CiaBane 81), mniema, że ich za książąt Weletów policzyć wy- 
pada. Sprzeciwia się temu świadectwo Ibraima-ibn-Jakób, który wyraźnie mówi, 
że kraina Nakuna leżąca na samym kresie zachodu, graniczy z Saksoniją, poczęści 
z Germaniją, co mianowicie położeniu ziemi Obodrytów odpowiada. Przy tem 
Ibraim-ibn-Jakób powiada, że Nakun posiada gród, który się zowie Wielka 
twierdza, badacze zaś przyznali, że twierdzą tą jest Weligard. — Oprócz tego 
w liczbie ludów słowiańskich, które przeciw Niemcom walczyły, Widukind na 
pierwszem miejscu stawia Obodrytów, co zdaje się także wskazywać, że główna 
rola w wojnie książętom obodryckim przypadła. Kunik. A.ióeKpil 47, 48, 102, 
tudzież dzieła tego T. II s. 3CX). 

^) Widukind III, 51 a. 955. Ductus excrcitus a duce, reperti sunt in urbe 
Tom III. T- 



- 258 - 

Wichman i Egbert, lecz zmuszony z niczem do domu powrócić, 
udał się do króla Ottona o rychła pomoc/) ale ten oblegając 
w Regensburgu zbuntowanych wasalów i gotując się do sta- 
nowczej walki z Madjarami, sam ściągał z całej Germanii wo- 
jenne posiłki. Tymczasem Słowianie, pod wodzą Wicłimana, 
wpadłszy do Saksonii w Kwietniu r. 955, tak przycisnęli Bil- 
linga, że on nie przewidując możności stawienia im oporu, roz- 
kazał wojsku i mieszkańcom, zgromadzonym pod warownią 
K o k a r e s c e m ,'') poddać się nieprzyjaciołom na wszelkich, 
jakicli wymagać będą, warunkach. Za zbliżeniem się Słowian, 
oblężeni, nie stawiając oporu, zyskali pozwolenie opuścić miasto 
z żonami i dziećmi, z warunkiem aby niewolnicy, półswobodni 
i własność nieruchoma stały się zdobyczą zwycięzców. Gdy 
wreszcie Słowianie zabierali miasto, jeden z nich, poznawszjf 
w żonie saskiego wojownika dawniejszą niewolnicę swą, zapo- 
trzebował ją sobie, lecz jakoś przypadkiem padł od noża Saksa. 
Uważając to za pogwałcenie warunków kapitulacyi, Słowianie 
wyrżnęli Saksów, oszczędzając wreszcie kobiet i dzieci, które 
w niewolę poszły.^) Dla powetowania tej straty Herman Bil- 
ling nie miał siły, tylko przełożony nad wojskiem Tiadryk, na- 
padłszy na jakiś gród słowiański, spalił przedmieścia jego, lecz 



quae dicitur S u i t h 1 e i s c r a n n e. Historycy nażwę tę czytali: S w i e 1 1 a s t r a- 
n a (Szafaizyk Star. Slow. § 43, 6, s. 546). PaM'iński myśli, że właściwiej czytać: 
S w i e 1 1 y kraniec, U.0Jia6. CjaBHHe 81. 

") Thietmar II, 6. Quos Herimannus dux superare diffidentes, regis petivit 
auxilium. 

') "Widukind III, 52. Cives Cocarescemiorum. O położeniu 
miasta tego nie wiemy. Pertz, poznawszy w nazwie jego brzmienie słowiańskie, 
wnioskował, że leżało gdzieś blisko Elby, niedaleko Magdeburga, gdzie, jak wy- 
rzekł, wiele jest osad, mających z tą nazwą niejakie podobieństwo. Bielowski, M. 
P. I, s. 186; Szafarzyk domyślał się, że być może nazwa Cocarescem przekręcona 
z Cukesburger t. j. Burgwiichter, słowiańscy Wietnicy. Star. Slow. § 43 6, s, 546. 
Inni szukali tego miasta nad Labą w Gresse albo Gartze, w pobliżu Bleckede. 
Bartliold. Gesch. v. Pommern u. -Riigen I, 276. 

s) Widukind III, 52. 



IP 



— 259 — 



przyparty między palącym się grodem a błotem, ze strata ledwo 
ujść zdołał.**) 

Tymczasem król Otton I, po walnem zwycięztwie nad JSIa- 
djarami 10 Kwietnia r. 955 nad Lechem, powróciwszy do Sa- 
ksonii, Wicłimana i Egberta za zdrajców kraju ogłosił, a przy- 
jawszy posłów słowiańskich, którzy przyrzekali mu płacić dani- 
nę, byle nie mieszano się w ich sprawy domowe, wyrzucał im 
wiarołomstwo Słowian przy zajęciu miasta Kokarescem, doma- 
gając się ukarania winowajców. Słowianie jednak winy na się 
nie przyjęli,^") oświadczywszy, że nad haniebny pokój przenoszą 
wojnę i z orężem w ręku staną w obronie swobody ojczystej. ^^) 
Otton I podobnych warunków nie przyjął. Gotowała się wojna. 

Xa ten raz Obodryci, Welety, Czrezpienianie, Doleńcy 
i wszyscy inni Słowianie aż do Odry stanęli do wspólnej obrony 
posad ojczystych.'-) Jedni tylko Rany, nie doświadczywszy je- 
szcze w swem ustroniu na wyspie, gwałtów niemieckich, i nie 
zapominając jakichś nieporozumień z Lutykami, nie przyłączyli 
się do ogólnego związku. 

Wyprawę przedsięwziął sam król Otton I, ale duszą całego 
przedsięwzięcia był margraf Geron. Zawdzięczając jego zabie- 
gom, Rany przystąpili do związku z Niemcami przeciw swym 



'^) Widukiiid III, 45 a. 955, pugnatutn est a praeside Thiadrico 
uhersus barbaros. Cum jam incendio extincto reverteretur, et paludem, quae erat 
urbi adjacens, medietas miłitum transisset, Słavi videntes nostros in arto sitos ob 
difficultatem loci, nec copiam habere pugnandi nec locum adeo fugiendi, inseąueban- 
tur a tergo revertentes clamore magno. Pereraerunt ex eis ad quinquaginta viros, 
foeda fuga nostrorum facta. 

'Oj Widukind III, 53. 

") Widukind III, 53. Adeiat ex legatio barbarorum, tributa ^ . ., . „ 
lex morę velle persolvere nuntiaiites , caeterum dominationem 
regionis velle tenere; hoc pacto pacem velle, alioquin pro libertate 
ar mis certare. 

*2) Annal. Sangallen. maj. an. 955. Otto rex et tilius ejus Liutolf in festi- 
vitate sancti Galii pugnaverunt cum Abatarenis et Vulcis, et Zcirizspanis et Tolon- 
senis, et victoriam in eis sumpsit, occiso ducem illorum nomine Ztoignavo, Annal. 
Hildosheim, a. 955 rex Otto periculosissime contra Abotritos coiTflixit. 



— 26o — 

braciom Lutykom, podobnie jak za Karola W,, przeciw tymże 
Lutykom występowali Obodryci z powodu nieporozumień po- 
graniczny cl:i. 1 gdy wojsko niemieckie postepywało z południa, 
Rany uderzyli z północy. Naciskani z dwóch stron Słowianie 
zmuszeni byli prowadzić wojnę odporną, zajmując stanowisko 
pomiędzy błotami i moczarami, któremi Pomorze zawsze słynęło. 
Wojsko królewskie,- któremu towarzyszył książę czeski Bole- 
sław I,^^) połączywszy się z Geronem doszło do r. Raksy, ^^) 
przez którą przeprawy bronili Słowianie. Położenie Niemców, 
wycieńczonycłi głodem i chorobami; wśród dzikiej okolicy i śmia- 
łych wrogów, było nieznośne. Otwartą siłą niczego oni przed- 
sięwziąć nie mogli: zostawała tylko nadzieja na przytomność 
i przebiegłość margrafa. Z rozkazu króla Ottona, Geron wypra- 
wił się do księcia Stojgniewa, powitał go przez bagnisko, wy- 
rażał podziwienie, że Słowianie zamierzają walczyć z samym 
królem i wzywał: ^dajcie nam przejść rzekę, albo sami przejdź- 
cie, aby waleczność okazała się w czystem polu." Stojgniew, 
pojmując krytyczne położenie Niemców, z szyderstwen^ odrzucił 
wezwanie. Zostawało działać siłą. Otton gromadził wojsko niby 
do przebycia rzeki, a tymczasem Geron z Ranami, opuściwszy 
obóz, cichaczem zbudowali, w pewnćj odległości, trzy mo3ty na 



'^) Flodoard. a. 955 pugnavit rex Otto cum duobus Sarmatarum regibus; et 
suffragante sibi Burislao rege, quem dudum sibi subdiderat. — Dawniej histc^rycy 
mniemali, że Burislav byt księciem Ranów, którzy pomagali Niemcom przt^ciw 
swym braciom (Barthold. Gesch. v. Pommern u. Riigen I, 277) ale, porównywajac 
wypadki, możemy zauważyć, że wyrażenie Flodoarda: Burislav rege, quem dudu'" 
sibi subdiderat (Otto), stosuje sie naj właściwiej do księcia czeskiego Bolesława l.» 
który w r, 951 przyrzekł posłuszefistwo Ottonowi i odtąd będąc jego hołdowni" 
kiem, dawał posiłki na wojnę z Madjarami, Porów, wyżej § 44 s. 226. 

'^) Widukind III, 53 super Raxam fluvium. Annal. Saxo zowią tę rzekę 
Taksa. Szafarzyk myślał, że tą rzeką może być Dosza, dopływ Laby (Star. Sło. 
§ 43, s. 546.) Pertz, Waitz i Giesebrecht (Wend. Gesch. I, 182) upatrywali ją 
w Reknicy, w Meklenburgskiem. Podobnie Bielowski (M. P. I, 137) i Kunik 
(A.ióeKpH s. 102); inni domyślają się, że Raksa poprostu oznacza rzekę, a miejsce 
pobojowiska upatrują w okolicy jeziora Moryckiego, w pobliżu Malchowa, gdzie są 
dotąd ślady okopów słowiańskich. Lisch, Jahrbiicher d. Yereins f. Meklen. Gesch. 
XXXII. 



L 



201 — 

rzece i niespodziewanym napadem ze skrzydła tak zmieszali Sło- 
wian, że ci, nie wytrzymawszy naporu, pierzchneli i kieskę po- 
nieśli. Stojgniew z wielu towarzyszami poległ, rzeź trwała do 
nocy, jeńców zabrano wielu. ^■') Działo sie to 16 Października r. 
955.'^) Nazajutrz głowę Stojgniewa wystawiono na pokaz, ^') 
i około niej 700 jeńców zamordowano. Doradzcy książęcemu 
wyłupiono oczy, wyrżnięto język, poczem ciało jego do kupy 
trupów wrzucono. Wichman i Egbert do Francyi uciekli.^*) 

2. Powstanie Ratarów (957—960). 

Zdawałoby się, że straszna klęska, poniesiona przez Słowian 
w r. 955 nad Raksą, powinna była wstrzymać ich na długo od 
wszelkiego oporu ciemięzcom, a jednak okazało się, że Słowianie, 
nie zrażając się żadnemi niepowodzeniami, zanic ceniąc pożogi 
i mordy, gotowi byli przy każdej zręczności ginąć tysiącami, 
w obronie najmilszej im swobody od ucisku i zdzierstwa urzę- 
dników królewskicli. Nie upłynęło bowiem i dwócli lat od bitwy 
nad Raksą, a już koło jeziora Doleńskiego Ratary wzięli się do 
oręża (r. 957). Co ich pobudziło rozpocząć wojnę, o tem wiado- 
mości nie znajdujemy, ale raz powstawszy, Ratary podnoszą wy- 
soko sztandar narodowy i na długi czas przyjmują na się prze- 
wodnictwo w zaciętój walce z Niemcami. 

Na wieść o powstaniu Ratarów, tułający się we Francyi Wich- 
man pospieszył do nich i nienawiść przeciw Niemcom podsy- 
cał.'**) Król Otton I, zatrudniony najprzód rokoszem syna swego 



to 



15) Widukind III, 54, 55. 

^®) Annal. Sangall. maj. a. 955 in testivitate Sancti Galii (wyżej cyt. 12) 
co odpowiada 16 Października. 

^") Thietmar II, 6 powiada, że Otton I, pojmawszy Stojgniewa, ściąć go 
rozkazał, ale żyjący pod ówczas Widukind, mówi, że Stojgniew zginął od miecza 
a viro militari. cujus Yocabulum^erat Hosed. .. Ex hoc Hosed clarus et insignis ha- 
bitus ; merces tam famosi gesti donativum imperiale cum reditu viginti mansuum, 
(III, 55^. 

^8) Widukind III, 55. 

'^) Widukind III. 59. Eodem tempore (a. 957) Wichmanns sciens Saxoniam 
bellatoribus vacuam, a Gallia profectus, Saxoniam occulte intravit, domum conjugem- 
que revisit, inde se iterum alienigenis inmersit. 



— 202 

Luitolfa, (r. 956), potem sprawami włoskiem! i zamiarem zdoby- 
cia korony cesarskiej, bawił w Lombardyi i nie mógł osobiście 
przeciw Ratarom wojsko prowadzić. Zastąpił go markgraf Ge- 
ron, któremu już po trzeci raz wypadło przeciw Wichmanowi 
walczyć.-") Ratary stawili sie mężnie, walka z nimi toczyła sie 
uporczywa tak, iż sam Otton musiał na teatr wojny pospieszyć,^*) 
lecz gdy tam przybył doszły go listy z Włoch, donoszące o śmierci 
syna jego Luitolfa (r. 957).^-) Odbyte w latach 958 i 959 wy- 
prawy, pod dowództwem samego króla, nie złamały Ratarów,-^) 
a jednak boje musiały być zażarte, gdyż ze strony Niemców 
wódz Titmar poległ (r. 959).^*) W r. 960 król Otto znowu wy- 
prawę przeciw Ratarom odbył,-^) lecz zamilczenie ówczesnych 
pisarzy o jakiem bądź powodzeniu jego, wskazuje, że i w tym ra- 
zie niczego nie osiągnął, a tymczasem sprawy włoskie i zamiary 
otrzymania korony cesarskiej w Rzymie, znagliły go do odja- 
zdu,-") Dalsze powodzenie walki z Ratarami pozostało w ręku 
Gerona. 

Jeszcze przed odjazdem do Włoch króla Ottona, Wichman, 
znudziwszy sobie pobyt u Ratarów, umyślił oszukaniem Ge- 
rona los swój poprawić. Udał się więc do łaski królewskiej, 
z prośbą o przebaczenie mu dawnych występków. Gero, wziąw- 
szy go na porękę, wyjednał mu u króla przebaczenie,-') a Wich- 

20) Pierwszą wyprawę przeciw niemu zrobił Herman r. 955, (wyżej na s. 258. 
cyt. 5), drugą sam król Otto, w tymże roku (wyżej cyt. 10), trzecią Geron r. 959. 
patrz Widukind III. 60. Ductus exercitus contra Wichman num tertia vice vix obtinuit. 

2^) Cont. Regino, a. 957. Rex iterum Sclavos invasit. Liutolfus in Italia obiit. 

22) Ibidem, a. 957. Litterae autem obitus ejus (Liudolfi 6 Sept. 95f) allatae 
sunt imperatori cum esset in militia, qua militavit contra Redarios. 

23) Flodoard. a. 958. Otto rex bellum adversus Samatas*habuit. 

2*) Cont. Regino, a. 959. Rex iterum Sclavos invasit, ubł Thietmarus oc- 
ciditur. 

25) Cont. R.egino, a. 960. Eodem anno rex iterum pergit in Sclavos. 

2^) Annal. Saxo 960; Otto Frisng. a. 960, dum rex rursum contra Sclavos 
procinctum moveret, Johannes diac. et Aso scrin. ab apostolica sede missi ad regem 
veniunt, de tyrannide Berengarii ąuerimoniam facientes. Porów. Wigger. Mek. 
Annal. 35. 

2') Pośrednictwo Gerona w sprawie Wichmana łatwo sie tern objaśnia, że 
syn Gerona Zigfryd już przed tem lat kilka ożeniony był z Hathuwi siostrą Wich- 



— 203 — 

man dał klątwę, źe nigdy więcej ani słowem, ani czynem przeciw 
królowi działać nie będzie.-*^) Wkrótce jednak Wichman 
uciekł do króla duńskiego, zamierzając pobudzić go do wojny 
z Niemcami, lecz gdy to się nie udało, wrócił do Saksonii i rozbo- 
jami się bawił, a unikijąc wyroku Gero na, który go na śmierć 
^kazał,-^) puścił si^ na tułactwo i znowu zdążywszy do Słowian 
nadodrzańskicli, wplata ł icli w wojnę z Polan ami, którzy odtąd zja- 
wiają się na teatrze walki Słowian nadodrzańskicli z Niemcami. 

§ ^• 

Początek monarcłiii polskiej. 

I. Czasy przedhistoryczne. 

Naród polski w dziejach Europy zasłynął dopiero w po- 
czątku drugiej połowy X. w., kiedy orężne liufce Polanów losem 
zdarzeń zjawiły się na teatrze wojny Słowian zaodrzańskicli 
z Niemcami (r. 962). Odtąd dopiero poczyna się wiarogodna 
historya narodu polskiego, a o dawniejszych losach jego dowia- 
dujemy się tylko z podań, powstałych ze zmieszania do kupy po- 
wieści różnych plemion słowiańskich i oprócz fantazyi ludowej, 
ubarwionych wymysłami dawnych pisarzy. Z podobnego rodzaju 
źródła nie możemy wprawdzie wydobyć faktów wiarogodnych^ 
ale przy oględnem porównaniu wypadków, tyczących się całego 
szczepu słowiańskiego, podania starożytne mogą nam pomódz 
do pochwycenia przynajmniej ogólnego pojęcia o czynach i lo- 
sach przodków naszych w przedhistoryczne czasy. 

Najdawniejsze podania polskie o Kraku założycielu Krakowa, 
o zabiciu przez niego strasznego potwora na Wawelu, o brato- 



mana, (według Thietmara YII. 4., który sprawę te nie jasno przedstawił). Porów. 
Zeissberg. Miseco I der erste christliche Beherrscher des Polens, w Archiv fiir 
Oesterreichłsche Geschichte. T. 38 r. 1867, s. 39. 

-8) Widukind, III, 60 (an. 959). 

-*♦) Widukind, III, 64. Interea ab emptore praetereunte latrocinia ejus pro- 
duntur, sociorumque aliqui comprehensi, et tamquam contra publicam rem agentes, 
a duce dampnati, strangulo vitam perdiderunt; ipse autem cum fratre vix evasit. 



2 04 — 

bójstwie pomiędzy synami Kraka, o jedynaczce córce jego Wan- 
dzie, którą naród, w uczczenie zasług ojca jej, mianował królową, 
wreszcie o wojnach Polaków z Aleksandrem W., wojska którego 
miały zdobyć krakowską i sieradzką ziemię,') bezwątpienia są 
plątaniną illiryjskicłi, czeskich, pomorskich i w ogóle zachodnio- 
słowiańskich podań, powstałych poczęści z wyobrażeń mity- 
cznych, które młodzieńcza fantazyja ludów starała się uosobić 
w postacie istot żyjących,-) a erudycyja kronikarska ubarwiła je 
świetnymi czynami, ze starożytnych pisarzy czerpanemi.*^) O wy- 
tłómaczenie tych podań kusili się niejednokrotnie ojczyści bada- 
cze*^), lecz zdania całkiem różne wypowiedzieli/'') Wszakże dziś nikt 
już nie wątpi, że wzmiankowane wyżej podania polskie wyłącznie 

') \Ve<lhi^' Bielowskiego, podania te zapisał około r. 1050 kronikarz Mierz- 
wa, Mon. Pol. ii, s. 166 — 175. Wszak/.e istnienie tego kronilcarza w XI w. za- 
przec/ają nitktót/,y bailacze. Bartoszewicz. Historya literatury polskiej. T. I s. 57. 

^■) Podania o Krakusie i Wandzie korespondujące z podaniami czeskiemi 
o Kraku i Lubuszy, powtarzają się i u innych pobratymców. I tak, w Lublanie 
i całej Illyryi krążą podania o Kraku ze smokiem; Lubiana ma za herb smoka, 
asą tam: Kraków przedmieście lublańskie, Kraków wielka dąbrowa, w pobliżu sta- 
rożytnego Noviodunum, Kraków w górnej Styryi. Oprócz tego wiadomy był Kra- 
ków obok Wendy na wyspie Ranie; obok Kraka Dziewa w Magdeburgu, Krak ze 
smokiem w Regensburgu. Zatem podania o Kraku, Wandzie, smoku nie są wymy- 
słem kronikarzy polskich, lecz pochodzą z podań głębokiej starożytności. Szulc Kaz. 
Mythologia słowiańska; s. 28, 41. — Podania o smoku, wspólne ludom aryjskim, 
różnie są wykładane. Szulc, Mythologia. 47, 184. Szczegóły w niniejszem dziele 
s. 718, 780-3, 785, 808, 854- 

3) Gallus w początlai XII w., po nim Alateusz, potem mistrz Wincenty 
w początku XIII w., Boguchwał w połowie XIII w., komentator kroniki Win- 
centego Jan Dąbrówka około r. 144O, Długosz w drugiej połowie XV w., na- 
reszcie kronikarze XVI w. 

^) Joachim Lelewel w uwagach nad Mateuszem herbu cholewa dziejopi- 
sem XII w. (Pols. wiek. śred. T. I), tudzież w Ostatnich Pójrzeniach (Pols. wiek_ 
śred. IV, s. 479—481); J. M. Ossoliński, Historyczno -krytyczny przyczynek do 
literatury słowiańskiej, wydany przez Samuela Bogumiła Lindego, w Warszawie r. 
1822; Roeppel. Dzieje polslde. T. I; W. A. Maciejowski. Pierwotne Dzieje 
Polski i Litwy r. 1846, tudzież Roczniki i kroniki polskie i litewskie r. 1850; 
A. Bielowski. Wstęp krytyczny do dziejów polsldch r. 1850, tudzież w Monu- 
mentach Poloniae historica. T. II; Szajnocha. Lechicld początek Polski w r. 1858; 
Bartoszewicz. Historja pierwotnej Polski, 1865 wydana r. 1878. T.I; Kaź. Romer. 
Podania o Kraku i Wandzie, w Bibhotece Warszawskiej r. 1872. T. III; K Saski, 
■w rozbiorze krytycznym podań o Leszkach, w Przeglądzie Etnograficznym i lierac- 
kim r. 1875. N. 5, IV; porów. Sieniawskiego. Pogląd na dzieje Słowian zacho- 



— 205 — 

ńo Chrobacyi należą, a do podań wielkopolskich tylko przez kro- 
nikarzy przyplątane zostały, w celu zaokrąglenia podań polskich.") 
Osobny cykl podań, że tak nazwiemy wielkopolskich, sta- 
nowią podania lechickie, na czele których stoi Lech praszczur 
narodu. Aby połączyć Lecha z podaniami chrobackiemi, kroni- 
karze dopatrzyli, że on był oswobodzicielem narodu od najazdu 
Aleksandra W. i zmarł bezpotomnie. Po nim Polska długo kró- 
lów nie miała, ale później znaleźli się Leszki, z których trzeci 
tego imienia zwyciężył potrzykroć Juliusza Cezara, a zawarłszy 
z nim przymierze, pojął za żonę siostrę jego Juliję, i w posagu 
za nią Bawaryję otrzymał. Julija była założycielką miast L u- 
busza i Lubina, o czem rozpowiadano w Polsce już w X w.') 
Po Leszku III nastąpił pierworodny syn jego Popiel (Pompilius), 
któremu podlegali dwudziestu młodszych jego braci, z innych żon 
Leszka III urodzonych.*) Popiel panował świetnie nie tylko nad 
Słowianami lecz i nad ościennymi narodami.^) Bracia zawsze mu 
byli posłuszni, a cześć ich ku niemu doszła do takiego stopnia, 



linio -północnych, r. 1881, s. 422. — Szczegółowiej od innych Kaz. Szulc, Mytho- 
logia Słowiańska r. 1880. 

•'') Naruszewicz mniemał, że podania polsliie pochodzą od Scytów i Sarmatów 
(Hist. Narodu Pols. I. 38), Maciejowsłii i Bielowslii początelc podań polslcich upa- 
trywali w Icrajach południowych i do powieści Dako - illirslcicli odnosili; Szajnocha 
przeciwnie szukał ich początku w Skandynawii; Lelewel i inni odmówili im podsta- 
wy historycznej, uważając je za utwór poezyi ludowej. 

<*) Szulc Mythologia s. 30. 

") Thietmar I, 2, VI, 39, podanie o zakładaniu grodów na ziemiach słowiań- 
skich odnosił do Merzeburga i do Lubusza. Mieszkańcy Wolina odnosili je do 
swego grodu (Ebbo. Vita, s. Ottonis III c. I); Mierzwa i Wincenty (I. 17) rozAvo- 
dzili się szeroko z tera podaniem, a ich odpisywacze, obdarzają zaszczytem tym nie- 
tylko Lubusz i Wolin, ale i Lubin wielkopolski i Lublin małopolski, w miarę jak 
którego z nich obchodziła bliżej jedna lub druga z tych miejscowości. Bielowski 
M. P. II, s, 49 przyp. 2. 

*) Najdawniejsi kronikarze, wzmiankując o 20 synach Leszka III, którzy mieli 
udziały swe, jak by księstwa, nie nazwali ich po imionach, ani udziałów ich nie 
-oinaczyli. Dopiero w XIII w. Boguchwał dowiedział się w jakich mianowicie 
udziałach od Wisły na zachód aż do Westfalii panowali Popielowicy, których on 
po imionach wyliczył. Chroń, w Bielowskiego M. P. II, s. 477. 

*) Succedens huic Lestkoni Pompilius, ejus ńlius non Sclaviae duntaxat mo- 
narchiae, sed etiam finitimorum gubernatorum sumit imperia. Bielowski. M. P. II, 180. 



— 266 — 

że po jego śmierci, uznali niezwłocznie królem nieletniego syna 
jego Popielowica (Pompiliusa). Lecz ten, doszedłszy do pełnole- 
tności, odpłacił im nienawiścią, zdradą, krwi rozlewem. Małżonka 
jego podszeptami uzbrajała go przeciw stryjom, twierdząc, że sa- 
morząd icli władze jego ogranicza, że mu należy wybierać po- 
między uległością a panowaniem, że mu si albo panować, albo słu- 
chać innycli. Podobne namowy tak mocno wpłynęły na Popie- 
lowica, że postanowił pozbyć się stryjów trucizną, a gdy doko- 
nał to, panował niedołężnie i we wszystkich sprawach był nik- 
czemnym. Za to spotkała kara boża. Z niepogrzebanych tru- 
pów stryjów powstała niezliczona ilość myszów, które ścigały 
wszędzie Popielowica, a dopadłszy go w schronieniu na wysokiej 
wieży, zjadły go z żoną i dwoma synami.*^) 

Odrzucając ubarwienia fantazyi ludowej i dodatki kronikar- 
skie a biorąc na uwagę tło podań lechickich, możemy z nich 
zauważyć uświadomienie praojców naszych o wspólnem pocho- 
dzeniu i jednakowym ustroju rodu naszego na obszarach od Wi- 
sły na zachód aż za Labę. Dokładniej uprzytomni to następne 
objaśnienie. 

Zaludnienie ziem Słowiańszczyzny północno - zachodniej 
w przedhistoryczne czasy, jak powiedzieliśmy wyżej, ^^) składało 
się ze wspólnowładnych dziedziców i lęchów indywidualnych wła- 
ścicieli ziemskich. Dostojniejszych i zamożniejszych lęchów zwano 
k n ę z i a m i. W każdej żupie lub ziemi musiał być choć jeden 
knęź, w osobie żupana albo starosty; w niektórych było ich po 
kilku. ^^) Roiło się przez to w Słowiańszczyznie mnóswo knęziów, 
a jeszcze więcćj lęchów, którzy składając drużyny wojenne dla 
obrony kraju, stawali do szeregów zamożniejszych knęziów. A jeśli 
któremu z knęziów udało się zdobyć władzę zwierzchnika całego 

^^) Mierzwa, Gallus. Wincenty nie wzmiankują gdzieby stalą wieża, w któ- 
rej myszy zjadły Popiela, ale w XIII w. Boguchwał już twierdził, że to się stało 
w Kruszwicy. Bielowski. M. P. II, 478. O znaczeniu podania o myszach, porów, 
niniejszego dzieła T. II, 593 — 4, 868. 

^1) Niniejszego dzieła T. II, s. 394, 405, 427. 

12) Niniejszego dzieła T. II, s. 450. 



— 207 — 

plemienia, składającego się z kilku żup lub ziem, wtedy stawał 
się on dynastą, a ród jego panującym sukcesyjnie (paterna suc- 
cessione). Takimi dynastami, według podań, byli dwudziestu 
synów Leszka III, nad którymi miał zwierzchnictwo pierworodny 
syn jego, Popiel. Takimiż dynastami byli, według innych po- 
dań, bohatyrowie bajeczni, książęta z rodu Popielowiców Wal- 
gierz w Tyńcu i Wisław w Wiślicy,'^) z których ostatni, walcząc 
z Walgierzem, został przez niego zabitym. Z rodu Popielowi- 
ców bezwątpienia był także historyczny książę wiślicki, przez 
Morawianów około r. 884 wygnany z kraju. ^*) Wszystkich 
podobnych dynastów zwano knięziami, książętami, a nazwa ta 
w Polsce i u innych ludów lechickich stała się synonimem panu- 
jącego monarchy. ^^) Później dopiero w Polsce dynastów wyłą- 
cznie zwano knięziami, książętami, a innym dostojnikom miano 
pan przysługiwało. U Pomarzanów jednak nazwa k n ę ź utrzy- 
mywała się długo, jako miano stanu szlacheckiego tak, że aż do 
XVI w. siedzącą kupami po wsiach na wyspie Ranie, niezamożną 
szlachtę zwano knieżycami.^") Z tego możemy wnioskować 
jak na obszarach Słowiańszczyzny północno-zachodniej licznym 
był niegdyś stan lęchów, miano których posłużyło do nadania 
całemu narodowi nazwy Lachów, Lechów, Lechitów. Rzecz na- 
turalna, że rozgłos w świecie zyskuje ten tylko przy kim pano- 
wanie i sława: niewolnicy historyi nie mają. Lechi zawsze sły- 
nęli świetnością czynów rycerskich. Tradycyje, przechowywane 
w rodach lechickich, napawały ich dumą, wyróżniały od gminu, 



W 



'^) Erat urbs . . , in regno Lechitarum . . . Wyslicia, cujus olim princeps fue- 
rat Wyslaus decorus, qui et ipse de stirpe regis Pompilii duxerat origi- 
nem. Hunc quidem comes, etiam stirpis ejusdem, ut fertur, fortis vinbus, no- 
mine Walterus robustus, qui in polonico vocabatur W daty Walter, habens 
castrum Tynecz, prope Cracowiam, Boguchwał. Chroń. 29. Bielowski. M. P. II, S'^- 

") AVyżej s. 127, 128- 

^'') Za wyjątkiem Serbów łużyckich, rozwój których w duchu narodowym 
wcześnie przez najazd Niemców wstrzymany, skonsolidował sie i dotąd według da- 
wniejszego zwyczaju, każdy człowiek dostojniejszy zwie się knjeź, a każdy książę 
wjerch. Dzieła tego T. II, s. 436 — 438. 

**) O knieżycach szczegółowo rozpowiem w Tomie IV. 



2Ó8 

który według- podań, był czemś niższem od lechówj') Lechi 
tworzyli zastępy orężne, budowali grody, posiadali niewolników 
i stali się stanem panującym w narodzie. Nie dziw więc, że da- 
wne powieści polskie formuję cały cykl podań lechickich, które 
dobiegają aż do drugiej połowy IX w. t. j. do czasu, kiedy sztur- 
my niemieckie do Słowiańszczyzny zaniepokoiły nadwiślańskie 
ludy. Z innej strony apostolstwo śś. Cyryla i Metodego w Mo- 
rawii, budząc nowe ideje religijne i społeczne, szerzyło usposo- 
bienie do zmiany dawnych obyczajów i przyjęcia cywilizacyi 
chrześciańskiój. Stojący na czele Lechów Popielowicy nie pojęli 
ducha czasu, trzymali się dawnych porządków, zgnuśnieli, dyna- 
styja a z nią przewaga lechów runęła, powieść lechicka skończyła 
się.^*) Nowe prądy wzywały do życia inne z łona narodu siły. 
Zaznaczają to wyraźnie podania o wyniesieniu na tron książęcy 
dynastyi Piastów. 

2. Dynastyja Piastów. 

Według dawnych podań, zdarzyło się w Gnieźnie,^") że je- 
dnocześnie odprawiali, zwyczajem pogańskim, postrzyżyny synów 
swoich Popiel, książę, i ubogi robotnik Piast z żoną swą Rzep- 
ką.-*^) Przybyli zaś pod ów czas, z tajnego wyroku boskiego, 
do Gniezna dwaj pielgrzymi nie tylko, że nie byli na dworze 
dumnego Popiela przyjęci, lecz nawet przy wejściu do bramy 
grodu sromotnie odparci. Pielgrzymi udali się do Piasta, który 
ich przyjął gościnnie, a oni wywdzięczając się zrobili cud, po- 



^") Nawet Ziemowit był humillimi agricolae filius, porów, niżej cyt. 20. 

**) Wielkopolska dynastyja Popiela upadla około r. 862. AVkrótce potem 
chrobacka dynastya, także lechicka, wygnana z AViślicy około r. 884. Odtąd poda- 
nia chrobackie {przerwały sie, a nad Gopłem snuły sie podania o Piaście. 

'") Mierzwa i Wincenty nie oznaczają miejsca, Gallus mówi, że w Gnieźnie, 
a Boguchwał, że w Kruszwicy. 

2*>) Humillimi agricolae filius Semovit. (Mierzwa c. iq, Wincenty lib. II 
c. 3}. Gallus powiada, źe odparci od grodu Popiela pielgrzymi udali sie do le- 
pianki domunculam aratoris praedicti ducis (cap. i), w innem miejscu 
■mówi, że Piazt był rusticus pauper, a w innem, żeagricola Pazt..- 



209 — 

mnażając posiłek i napoje tak obficie, że on postanowił sprawić 
postrzyżyny syna swego i na ucztę księcia Popiela zaprosił. 
Pielgrzymi postrzygli chłopca, a w znak przepowiedni na przy- 
szłość imię Ziemowita mu nadali. A gdy Ziemowit wzrósł w siły 
i z dzielności zasłynął „król nad króle a książę nad książętami, 
głosy jednomyślnemi postanowił go księciem Polski, Popiela zaś, 
razem z potomstwem jego, do szczętu z państwa wykorzenił".-^) 
Przyzwany takim sposobem do steru państwa Ziemowit nie tra- 
wił młodości swej na rozkoszacti i gnuśności, ale w pracy, ry- 
cerskości i z dzielnego ramienia czynów sławy dostąpił, a gra- 
nice państwa swojego dalej niż kto inny przedtem rozszerzył.--) 
Panowanie Ziemowita (86 1 — 892) -■') przypada na czasy apo- 
stolstwa śś. Cyryla i Metodego w podkarpackich stronach, za- 



^ 



neque rustico suo dux invitatus condescendere dedignatur (cap. 2\ Prof. Pieko- 
siński pod nazwa arator ducis upatruje urzędnika nadwornego Popielowiców, 
głównego rataja, który miał pod swoję władze oddanych ratajów (aratores), ludność 
wieśniaczą, przeznaczoną do uprawy roli na potrzeby dworu i że z tego powodu 
ród Piasta musiał do rodów dynastycznych należeć. (O powstaniu społeczeństwa 
polskiego, w Rozprawach Akademii Umiejet. 1881 T. XIV s. 170). Przeczą temu 
jednak myśl i słowa kronikarzy, według których Piast był nietylko arator du- 
cis, lecz humillimus agricola, rustłcus paaper, a mieszkał w le- 
piance (domunculam). Czyżby sie tak o nim wyrażali kronikarze, gdyby był dyna- 
sta, a przynajmniej urzędnikiem dworu książęcego? Nawet we XIII w. Boguchwał 
wiedział jeszcze że Piast był infimus genere. Bielowski M. P. II, 479. 

Co znaczy nazwa Piast? Według Boguchwała dictus est Pasth, quia erat 
statura brevis, sed robustus corpore et decorus aspectu. (M. P. II, 479). — Ro- 
zumi sie, że podobne tłómaczenie nazwy nic nie objaśnia. Później, gdy się dowie- 
dziano, że Piast był kołodziejem, nazwę jego tłómaczono jako pochodzącą od pia- 
sty, stanowiącej centralną część koła, z której, wedle wyobrażeń starożytnych, ogień 
słoneczny się wylewał i z której w swastice, na cześć bóstwa Słońca ogień doby- 
wano, a która zatem przedewszystkiem słońce przedstawiała. „Otóż kruszwicki ko- 
łodziej Piast, zdaje się przedstawia bóstwo słońca". Szulc, Mytbologia 96. 

21) Eotenus quod rex regum et dux ducum eum (Past) Poloniae ducem con- 
corditer ordinavit, et de regno Pumpil cum sobole radicitus extirpavit. Gallus, 
lib. I, c. 3. 

*2) Semoyit principatum adeptus . . . usu laboris et militiae, probitatis famam 
et honoris gloriam acquisivit, atque sui principatus ńnes ulterius quam aliquis antea 
dilatavit. Gallus I, c. 3. 

'■'') Czas panowania Ziemowita podany tu według wiadomości bardzo nie- 
pewnych w rocznikach Sommersberga I s. 300, Porów. Bielowski, Wstęp krytyczny, 
str. 496. 



— 270 — 

ciętej walki książąt morawskich Rościsława i Świętopełka z Niem- 
cami, szerzenia chrześciaństwa nad górną Wisłą i wygnania 
z Wiślicy dumnego księcia, poganina Wyszewita (r. 884). Wy- 
padki te, zaszłe na samej granicy ówczesnej Polski, nie mogły 
nie wywrzeć głębokiego wrażenia na umyśle nadodrzańskich 
i nadwarteńskich ludów. Polanie, ocknąwszy się z długiego 
uśpienia, w swej niedostępnej, lesistej krainie, strącili dumną, 
lecz zgnuśniałą dynastyję lechicką Popielowiców, a na jej miej- 
sce wynieśli z łona ludu dynastyję Piasta, zadaniem, której było: 
dawniejsze nadużycia Lectiów powściągnąć, siły narodowe ku 
skutecznej obronie państwa organizować, ład zaprowadzić i wła- 
dzę książęcą wzmocnić. Pierwszy przedstawiciel dynastyi tej 
Ziemowit, stanąwszy u steru rządu, podczas nadzwyczaj ważnych 
wypadków w sąsiednich krajach, musiał postępywać ostrożnie, 
aby go nie spotkał los wygnanego z Wiślicy Wyszewita, lub 
najazd Niemców, a w domu mieć się na baczności, bo stronnic- 
two Popielowiców miało jeszcze dość siły w dynastach rodów 
lechickich. 

Z upadkiem Popielowiców starożytna ich stolica nad Go- 
płem Kruszwica (vetus regia), tracąc znaczenie grodu stołeczne- 
go, słynęła jeszcze mnogością ludu i zamożnością z handlu i że- 
glugi pochodzącą. ^^) Nowa dynastyja na rezydencyę swą obrała 
Kniezno, które odtąd stało się centrem Polanów na całe lat sto. 
Panujący w Knieznie Ziemowit, syn jego Leszek (892 — 913) i wnuk 
Ziemiomysł (913 — 960)^^) łączyli z Polanami Kujawianów, Ma- 
zowszanów, Łęczycanów, Slęzanów i aż za Wisłę szerząc ku 
wschodowi panowanie swe, zbliżali się do r. Buga. A chociaż 
oręż Waregów gromił już w tym czasie Drewlanów, nie dosię- 
gał jednak Bugu, bo na porzeczu jego pierwsi trzej Piastowie 



'-^) Dzieła tego T. II s. 594. 

-■'') Zemislaus Lestkoni ąuarto succedit in regno Poloniae, ąuorum utrum- 
que animi generositas, robur corporis, felłces ad omnia successus adeo reddigerunt 
insignes, ut omnium pene regum virtutes suis antecesserint virtutibus. Annales Bene- 
dictini, Bielowski. "Wstęp krytyczny, s. 534. 



— 2/1 — 

Z nikim się. nie zetknęli. Pobratymcze gminy, w ustroju pier- 
wotnym bytowały tu spokojnie, granic państwowych w tej stro- 
nie nie znano jeszcze, ogromne lasy i moczary po obu stronach 
Buga krępowały rozwój towarzyski. Mogli więc Piastowicy swo- 
bodnie posuwać się w głąb puszcz n adbużańskich aż do posad 
Jadźwingów nad środkowym Bugiem, a w Czerwieńsku, nad 
górnym Bugiem, wznosić grody warowne, osadzać je załogą 
swoją-*^j aż do granic morawskich, które aż do końca IX w. 
Chrobacyę obejmy wały.-') 

Rządy Ziemowita, Leszka i Ziemomysła uważać wypada 
jako przełom stanowczy w ustroju narodu polskiego. Wynikając 
z woli ludu książęta ci śmiało podnosili władzę monarchiczną, 
nie zważając na opór ze strony drobnych dynastów lechickich. 
Łamali ostatnie wysiłki stronnictwa Popielowiców,-^) do utrzy- 
mania dawnego ustroju wiecowego, niezaradnego i niebezpie- 
cznego w X w., kiedy oręż niemiecki, uderzając o dolną Odrę, 
przypominał Polanom, że burza wkrótce i do nich nadciągnie. 
Nie próżnowali więc Piastowicy, a sto lat usilnej ich pracy (86 1 
do 960) wydały owoce, z których miał skorzystać prawnuk Zie- 
mowita Mieszko I, na pożytek swojego narodu i ocalenia Sło- 
wiańszczyzny północno-zachodniej od niewoli niemieckiej. 

3. Rządy Mieszka I (960 — 962.) Starcie się z Wichmanem. Gero 
ujarzmia Łużyczanów (963.) Mieszko wasal cesarstwa. 

Ziemomysł miał trzech synów: Mieszka, Cudobora i trze- 




■-'') o grodach czerwieńskich i posiadaniu onych przez pierwszych trzech 
Piastowiców, obszernie rozprawia Bartoszewicz, Historya Pier. Polski. T. I, i68 do 
171. 317—320. 

-') Po upadku W. Morawy r. go6, Chrobocya cieszyła sie swobodą, a pó- 
niej ulegała władzy Bolesława I księcia czeskiego. Porów, wyżej s. 227. 

**) AYedług Boguchwała, walka Piastowiców z Popielowcami ciągnęła się 
aż do Bolesława Chrobrego „Non tamen illorom principum toxio nefarie interemp- 
orum ńlios et nepotes (Ziemowit) ad sui obedientiam, bellicosis insultibus, minis sen 
donariis, flectere potuit, quin semper sibi et suis successoribus usque ad tempora 
illius Magni Boleslai pro posse resistebant. Chro. c. 8. Bielowski, M. P. II 479, 
tak/.e "Wstęp krytyczny, ?. 168. 



— 272 — 

ciego nieznanego nam po imieniu. Według dawnego obyczaju 
słowiańskiego, bracia mogliby panować w swycli udziałach, 
przez ojca wyznaczonych, uznając starszeństwo pierworodnego 
brata. Czy synowie Ziemomysła trzymali się podobnego oby- 
czaju, wzmianki o tem w dziejach nie znajdujemy,'^) ale pewno, 
że i niesnasko w pomiędzy nimi nie było, Mieszko ukazuje się 
jako prawdziwy monarcha, rządzi sam jeden, bracia mu poma- 
gają szczerze i giną wkrótce, walcząc za ojczyznę. Zgoda po- 
między braćmi była prawdziwem błogosławieństwem bożem rodu 
Piastów, bo właśnie początek panowania ]\Iieszka był najniebez- 
pieczniejszy. Oręż niemiecki co chwila miał już o Polanów 
uderzyć. 

Przewidując nadciągającą burzę, Mieszko spieszył z przy- 
gotowaniem się do obrony. Państwo jego rozciągało się od 
środkowej Odry aż do Prusów '^^) i porzecza Bugu; z północy 
błota Noteci oddzielały je od Pomorzanów, a na południe gra- 
nice jego posuwały się na prawy brzeg Pilicy, do nieznanej 
nam mety.^') Za Odrą władał on ziemią Lubuszską i miał sprzy- 
mierzeńców w Łużyczanach, którzy z Polanami zostawali w związ- 
ku.'^-) Na wypadek wojny, zwyczajem owego wieku, książę po- 
woływał cały lud do oręża, lecz Mieszko pojmując, że niesforne 
i do boju niewprawne tłumy niewiele przynieść mogą pożytku, 
wcześnie starał się zorganizować wojsko stałe i na swym żołdzie 
utrzymywał 3000 dzielnych wojów. "'^j Siła ta w teraźniejsze 



29) Bielowski mniemał, że młodszy brat Mieszka Cydybor panował w Kra- 
kowie. Wstęp krytyczny 520. Ale w tym czasie Kraków do Czech należał, jak 
widać z zapisku Ibraima-ibn Jalióba. Porów, wyżej § 44, przyp. 34 str. 227. 

^'^) Kunik, AjioeKpH 51, 87. 

3^) Zważając na topograficzne położenie kraju, możnaby wnioskować, że 
granica państwa Mieszka na południe od Pilicy szerzyła sie do gór świetokrzyzkich. 
Puszcze na południe od Pilicy stanowiły naturalne granice, które w X w. znaków 
granicznych nie miały. 

^-) Lausitzer lebten noch bis 95q von den Deutschen unabhangig und in 
Yerbindung mit Polen. Worbs, Neues Archiv 1804, T. I s. 224; podo- 
bnie i Scheltz, Gesch. d. Lausitz, s. 25. 

''^j Kunik, AjióeKpn 50. Porów, dzieła tego T. II, s. 678. 



I 



czasy byłaby zbyt niepokaźhą, ale w X w. znaczyła dużo, albo- 
wiem była podporą, władzy monarcłiicznej i w każdej cliwili go- 
towym do odporu wrogów zastępem. Około tej zorganizowanej 
siły mogło i pospolite ruszenie do boju się wprawiać i potęgę 
wojenną kraju wzmocnić. Do tego właśnie dążąc, Mieszko nad- 
zwyczaj ostrożnie postępy wał względem Niemców, którycłi prze- 
dnie czaty już na dolnej Odrze stały. 

Państwo Mieszka obfite w zboże wszelkiego rodzaju, mię- 
siwa, miody, konie, oręże i lud silny ^*), wynosiło przestrzeni około 
3000 mil [n, a zatem przewyższało we dwoje przynajmniej obszar 
państwa księcia Bolesława I czeskiego. Słynęło ono za najwięk- 
sze pomiędzy państwami Słowiańszczyzny północno-zachodniej, 
a sam Mieszko, w oczach cudzoziemców, był mocarzem nielada, 
kiedy go królem północy zwali. ^•^) Pójmy wał jednak Mie- 
szko, że państwo jego dla zorganizowania się , w duchu oświaty 
europejskiej, wymagało spokoju i nie mogło mierzyć się z po- 
tęgą cesarstwa Rzymsko-niemieckiego. Unikał więc powodów 
starcia się z Niemcami. Nieprzewidziany atoli wypadek zniewo- 
lił Mieszka orężem odpierać wdzierstwa do swych posiadłości 
łupieżników niemieckich. 

Awanturnik Wichman, o którym niejednokrotnie wzmian- 
kowaliśmy, tułając się po świecie, powrócił około r. 960 do Sło- 
wian nadodrzańskich i prawdopodobnie porozumiewał się z Ge- 
ronem do podburzenia ich przeciw Polanom. A stanąwszy na 
czele jakichś Słowian, prawdopodobnie z Ratarów zebranych, 
Wichman napadł na władzcę Lechitów (Licikawików) Mieszka, 
dwa razy przemógł go w boju, brata jego zabił i łupy wielkie 
uwiódł.'^") Rok zdarzenia tego dokładnie nie wiadomy, ale zdaje 



*') Kunik, s. 50. 

'•■>} Wiadomość tę podał podróżnik Ibraim-ibn-Jakób, przed r. 965. Ku- 
nik, A.i6eKpH s. 47, 50. 

'*) Widukind III, 66. Gero igitur comes non inmemor iuramenti, cum 
Wichmannum accusari vidisset reumque cognovisset, barbaris, a quibus eura assum- 
psit, restituit. Ab eis libenter susceptus, longius degentes barbaros crebris proeliis 
Tom ra. 18 



— 274 — 

się, że to zajść mogło w r. 962. — Było to pierwsze spotkanie się 
przewodzonych przez Niemców Słowian nadodrzańskich z Pola- 
nami, u kronikarzy Lechitami zwanych; spotkanie się dorywcze, 
jakby dla zwiadów, dla przekonania się o siłach Mieszka, a bar- 
dziej w celu powaśnienia, przez intrygę Gerona, Słowian między 
sobą, aby uwagę Polanów w inną odwrócić stronę, w tym wła- 
śnie czasie, kiedy markgraf zamierzał uderzyć na Łużyczanów. 
Jakoż rzeczywiście około tego czasu Gero przygotowywał wy- 
prawę przeciw Łużyczanom, którzy zostając w związku z Pola- 
nami, trzymali się wspólnej z nimi polityki i z tej przyczyny 
nie mieszali się wcale do wojen przez Wichmana na Pomorzu 
zaodrzańskiem wywołanych. Nie zważając na to, Gero napadł 
na Łużyczanów, którym na pomoc Mieszko pospieszył, pogro- 
mił ich i samego Mieszka pod zwierzchnictwo imperatorskie 
podciągnął.^') (r. 963). 



contrivit, Misacam regem, cujus potestates erant Slavi qui dicuntur Licicaviki, dua- 
bus yicibus superavit, fratremąue ipsius interfecit, praedam magnam ab eo extorsit. 
Z tego niektórzy pisarze wnoszą, że Wichman pobił Mieszka i wypadek ten odno- 
szą do r. 963 (Wigger, Meklen, Annai. 36, także Pawiński, IIo.iaóCKie CjiaBflue 
80.) Ale z przytoczonego tekstu Widukinda można wnioskować, że głównym akto- 
rem pobicia Mieszka byl Gero, któremu pokrewny Wichman za narzędzie tylko 
służył. Tak myślą i niektórzy historycy niemieccy. Z nich Scheltz powiada: „Marck- 
graf Gero , . . bekriegte und Unterwarf im Jahre 963 die Lausitz, wozu er sich ei- 
nes grafen Wichmann, der friiherhin es mit den Slawen gehalten hatte, bediente. 
Er sendete ihn, der ehemals dem Kaiser untreue geworden war und jezt zur V6r- 
sohnung gelangen woUte, zu den Slawen, Diese nahm ihn gem auf, da er so lange 
unter ihnen gelebt und sie in so manchen Kampf begleitet hatte, Unter ihnen 
wirkte er nun den Absichten Gero's, entweder, indem er sie zur Unterwerfung be- 
wog, oder das er die verschiedenen Stamme, Misstrauen und Eifersucht erregend, 
aus einandert hielt, So iiberwand er zweimal den Konig Misca . . . Geschichte d. 
Lausitz, s. 25. — Wypada jednak zauważyć, że w powieści o napadzie Wichmana, 
Widukind mówi tylko o Mieszku władzcy Licikawików, ale żeby to był nieodzo- 
wnie Mieszko król Lechitów, na to dowodów nie ma. Cała sprawa polega na kon- 
jekturach, przez historyków polskich przyjętych. Nie mając podstawy do zaprze- 
czenia, że Widukindowy Mieszko nie jest Mieszkiem polskim, powtarzam to, co 
inni mówili, za nieomylność tego jednak nie ręczę. 

•■'') Widukind III, 67, Eo quoque tompore Gero praeses Slavos, qui di- 
cuntur Lusiki potentissime vicit et ad ultimam servitutem coegit. Do tego Thiet- 
mar II, 9, Gero, orientalium marchio Lusizi et Selpuli, Miseconem quoque cum sibi 
subjectis imperiali subdidit dicioni. Wypadek ten mnich Albrecht, kontinuator Regi- 



— 275 — 

Takim sposobem najazd niemiecki z nad Odry pomyślnie 
na Polskę uderzył, ale tu koniec zaborom. U progu Polski po 
raz pierwszy zatrzymała się potęga cesarska i niezwyciężone do- 
tąd „legiony łotrów" zmuszone będą z wyszczerbioną bronią 
i podartemi cłiorągwiami uciekać do twierdz nad Łabą. Ale 
tego, co miało później nastąpić, Otton I nie przewidywał. Mie- 
szko stał się jego wasalem, z obowiązkiem płacenia daniny po 
Wartę,^*) Łużyczanie ujarzmieni, a icli sąsiedzi Lutycy obdzie- 



H 



nona, odniósł do r. 963. Badacze, biorąc na uwagę, że według "Widukinda Łuży- 
czanie: pogromieni zostali eo quoque tempore, jak i zwycieztwo Wichmana 
nad Mieszkiem, przj-jmują dwa te zdarzem'a za jedna wojnę, prowadzoną w r, 963, 
w którjm Mieszko ukazuje sie w dziejach niby po raz pierwszy. Tak mniemał 
Rbeppel i zarzucając Dónnigesowi, który przypuszczał, iż napad Wichmana na Po- 
laków z północy spożytkowany został przez Gerona i że Niemcom udało sie tyl- 
ko tym podwójnym napadem zwalczyć księcia polskiego, — twierdził, że obie 
wzmiankowane wyprawy miały miejsce jednocześnie, (Dzieje Polski. Dodatek III.). 
Podobnie postąpił i Wigger, który na str. 3, Meklenburgischen Annalen, zamieści- 
wszy pod r. 963 tekst Widukinda III c. 66 o pobiciu Mieszka przez Wichmana, 
zrobił uwagę: Die "Worte: eo quoque tempore Gero praeses Slavo3 qui dicuntur 
Lusiki ad ultimam servitutem coegit, was nach dem Cont. Regino 963 geschali, 
geben die Zeitbestimmung. Wszakże z tekstu Widukinda można zauważyć, że 
w pewnych razach on używał wyrażenie eo anno, któremu widocznie inne niż 
eo tempore nadawał znaczenie, a zatem wyrażenie eo tempore nie wypada 
bezwzględnie za e o anno przyjmy wać. A ponieważ pobicie przez Gerona Łuży- 
czauów i podciągnienie Mieszka pod zwierzchnictwo cesarskie, według kontinuatora 
Reginy, przypada na r. 963, co według Widukinda stało się w tymże czasie (eo 
tempore), a nie w tymże roku (eo anno) jak i pobicie Mieszka przez Wichmana, 
możemy więc z niejaką pewnością przypuścić, że ostatni wypadek zaszedł w r. 962, 
a ujarzmienie Lużyczanów i podciągnienie Mieszka pod zwierzchnictwo cesarskie 
stało się w r. 963. Tu na przeszkodzie mogłoby stanąć nadanie przez Ottona I ko- 
ściołowi ś. Maurycego w r. 961 decima in terra Lusici, Selpuli, Chozimi. Ale ten 
dokument już Raumer podejrzywał jako sfałszowany. (Regesta Brandenburg N. 186.) 
W nowszem zaś wydaniu tego dokumentu (w Posse. Codex Sasoniae,) wzmiankowa- 
nego wyrażenia o dziesięcinie w Łużycach i Selpuli nie ma. (Posse, Codex, 239.) 
A to wskazuje, że w r. 961 Lużyce do Niemców jeszcze nie należały. 

Uwaga. Thietmar, wzmiankując o podciągnieniu Mieszka pod zwierzch- 
nictwo imperatorskie, nic nie mówi o pobiciu go przez Gerona. Z jakiegoż powodu 
nowszy historyk polski p. Bobrzyński, przekręca tekst Thietmara i twierdzi, „że 
Mieczysław przy pierwszem starciu się z Niemcami w r. 963, przez Markgrafa Ge- 
rona na głowę pobity." Dzieje Polski, wydanie drugie, T. L s. 95. 

**) Thietmar II 19 imperatori fidelis tributumque usque in Vurta fluvium 
solvens. — Lelewel mniemał, że w tym razie u s q u e znaczy tyle co circa. Pol- 
ska wiek. śred. T. II. VI 7. Nowsi historycy polscy tekst Thietmara zwyczajnie wykła- 

18* 



— 276 — 

rani przez Hermana Billinga, co chwila oczekiwali nowych ku 
ich ujarzmieniu wysileń ze strony Niemców. Tymczasem Otto I, 
przywdziawszy koronę cesarska w Rzymie (r. 962) i mając 
w księciu czeskim Bolesławie I wiernego wasala, otoczył się 
blaskiem majestatu cesarskiego, jakiego od czasów Karola W. 
nie było, a tu jeszcze niespodziewanie przybył mu nowy wasal 
Mieszko, potężny „król północy," — Ale ten Mieszko był czło- 
wiekiem niepospolitym i takim zręcznym dyplomata, jakiego 
w nim cesarz nie przewidywał. Pojawszy bowiem stanowisko 
swe, Mieszko wszedł w blizkie stosunki z czeskim księciem Bo- 
lesławem I, siostrę którego Dubrawkę za żonę pojął (r. 965) 
i z jej pomocą zaprowadził w Polsce chrześciaństwo (r. 966), 
przez co nietylko narodowi swemu otworzył drogę do oświaty, 
ale i sam stanął w obec rzeszy niemieckiej, jako książę chrze- 
ściański, narówni z innymi książętami panującymi Europy 
środkowej. 

4. Usunięcie się od rządów Gerona (r. 963). Podział wlelkorządztwa 

jego na marki. Żelibor wagrski kłóci się z Mściwojem obodryckim. 

Wichman powiększa zaburzenie, ucieka, podburza Wolinianów przeciw 

Mieszkowi, ginie r. 967. 

Zdobyte kraje Łużyczanów Otton I oddał pod zarząd mark- 
grafa Gerona, wielkorządztwo którego rozciągało się teraz od 
Turyngii i gór Czeskich aż do granic polskich, ale co mu po 
tern? Przez całe życie mordował on Słowian i zabierał ich zie- 
mie w celu utworzenia udzielnego władztwa synowi swemu Zyg- 



daja w ten sposób, że Mieszko zobowiązał sie do daniny z krainy po Warte. Wy- 
rażenie ciemne, nic nie objaśnia, jak równie i objaśnienie Zeissberga, który mniema 
podobnie jak Barthold, że Mieszko mógt zobowiązać sie do płacenia trybutu tylko 
z lewej strony Warty, bo prawy brzeg byl niepewną posiadłością , (Archiv fiir 
Oesterreichische Gesch. T. 38, s. 69.) Ależ Warta płynęła przez sam środek po- 
siadłości Mieszka i tylko mała jćj cząstka od Odry do ujścia Noteci mogła być 
niepewną. Objaśnienie więc Zeissberga nie wytrzymuje krytyki. — Nasuwa sie 
jeszcze uwaga. Mieszko władał za Odrą lirainą Lubuszską, przeciw ujścia Warty 
położoną. Czy nie z tej tylko krainy zobowiązał się do trybutu, aby ją przy sobie 
utrzymać ? 



— 277 — 

frydowi, lecz ten przy pierwszem spotkaniu sie z Polanami, padł 
w boju, — drugiego syna nie było. ]Vrart\vił sie \vięc Geron, 
że trzydzieści kilka lat marzenia, dla którego wszystko poświę- 
cił, spełzły na niczem; marności światowe nie mogły już rozwe- 
selić duszy jego strapionej; porzuca więc wielkorządztwo mark- 
grafstwa Wscliodniego, pielgrzymuje do Rzymu (r. 963), gdzie 
,.u ołtarza ksiażęcia apostołów, składa zbroję zwycięzką i z ca- 
łem swem mieniem do Boga się ucieka", a otrzymawszy od 
papieża ramię św. Cyriaka, udaje się do Saksonii i tam na gó- 
rze niedaleko Kwedlinburga, buduje wspaniały klasztor, który 
od swego imienia Gernrode nazywa. Dwudziestoletnia wdowa 
po Zygfrydzie Hatuja, blizka krewna Matyldy matki cesarskiej, 
ze smutku po mężu wstąpiła do zakonu. Za wstawieniem się 
Gerona , biskup łialberstadski mianował ją ksienią klasztoru, 
który Gero hojnie uposażył, bo ..był mężem pobożnym, szczo- 
drym, a co najwięcej znaczy, dla chwały bożej wylanym".^") 
Wkrótce potem Gero markgraf z „łaski boskiej", jak sam sie- 
bie nazywał, przeniósł się do wieczności (r. 965).^**) 

Ze stratą Gerona odpadło Ottonowi I najsilniejsze ramię. 
Ogromna połać ujarzmionych ludów, co chwila gotowych do po- 
wstania, wymagała nietylko gotowości do poskromienia orężem 
rozruchów, ale i przezornej polityki, aby nie wywołać ogólnego 
w całej Słowiańszczyzn ie zaodrzańskiej powstania, do którego 



'^1 Thietmar II, 13. O fundacyi klasztoru w Gernrode, z dozwolenia papieża 
Leona VIII, wyjątki z dokumentów przytoczone są w Raumera Regestach pod 
r. 963, 964, 965. Dokumenty r. 963 o poddaniu klasztoru Gernrodeńskiego 
stolicy apostolskiej i 964 o uposażeniu klasztoru tego przez Gerona, wydane są 
w Hoffmanna Scrłptor. Rer. Lusaticar, T. IV s. 149, w Heinemanna Codex Anhal- 
tinus I s. 26, 27. O śmierci syna Geronowego Zygfrjda wzmiankują Annały Gern- 
rodeńskie, opisując zwycięztwo Gerona nad Łużyczanami, przy ozem dodają: tamen 
haec victoiia parata est non sine suo discrimine ac periculo vitae. Nam in eo 
proelio Sifridus filius Geronjs et multi in Saxonia praeclari viri . . . occubuerunt. 
Gero victor etiam graviter vulneratur in brachio fuit. Excerpta ex Andreae Hop- 
penrodensi Annalibus Gernrodensis, w Hoffmanna Scrip. rer. lusati IV 148. 

*') Contłn. Regino, a. 965. Gero, marchionum nostri temporis optimus et 
praecipuus, obiit. Inne świadectwa w Wiggera, Meklenburg, Annalen 36. 



— 278 — 

łatwo przyłączyć sie mogły Polska i Czecliy. Wprawdzie Sło- 
wian pomorskich dozorował nieubłagany wróg icli, książę saski 
Herman Billing, ale ten ze zdolności wielkich nie słynął i żadną 
miarą nie mógł zastąpić Gerona. Inni podrzędni grafowie, spra- 
wując pod zwierzchnictwem Gerona zarząd różnych prowincyi, 
niczem szczególnem nie odznaczyli się. Zrozumiawszy to wszyst- 
ko, Otton I podzielił wielkorządztwo Gerona (Marchia Orienta- 
lis) na sześć marek, pod zarządem osobnych grafów: i. Thia- 
dricha, który zarządzając częścią Nordturyngii, miał legacyję 
dozorować Hobolanów i Ratarów. 2, Hodona, który rezydując 
w południowej części Nordturyngii, dozorował żupy Żytyców, 
Niżyców, Serbiszcze i cały kraj aż do Warty. 3. Thietmara, 
który rezydując w Schwabengau, zarządzał żupami: Żyrmunów, 
Koledyczów, Suslów, Niżanów i sąsiedniemi okolicami. 4, 5 i 6 
marki, tak zwane południowo - turyngskie, wiadome są tylko 
z imion grafów: Guntera, Wikberta i Wiggera, ale podział za- 
rządzanych przez nich terrytoryi nie jest nam znany. '*^) Ze 
wzmiankowanych markgrafów najznakomitszym był Titmar, syn 
siostry Gerona Hiddy, który aż do r. 978 figurował jakby za- 
stępca Gerona. 

Podczas, gdy nowi markgrafowie urządzali się w dzielni- 
cach po Geronie otrzymanych, w Słowiańszczyznie zostającej pod 



*^) Szczegóły podaje Zeissberg w Archiv. fiir Oesterreich. Gesch. T. 38 s. 47. 
Wypada' jednak zrobić uwagę, że podziały terrytoryi słowiańskiej na marki, za cza- 
sów Ottona I, dotąd nie są objaśnione należycie. Prace historyków niemieckich 
w tym względzie nie uwieńczyły się pomyślnością, Schóttgen, w przeszłym wieku, 
liczył 5 marek: i) Turyngską, 2) markę pomiędzy Solawą a Labą, 3) Misznieńską 
od r. Muldy do granic Milczanów. 4) Milczańską, 5) Wschodnią albo Łużycką. 
Ale już Gebhardi zauważył, że te marki trwały niedługo, (Algemeine Welthistorie 
T. 52 s. 304,) Scheltz liczył siedem marek: Północna, Wschodnia albo Anhalt- 
ska, Wittenbergska , Łużycka, Życzańska, Merzeburgska i Misznieńską, (Gesch. d, 
Lausitz 27,) Zeissberg zaś, stosownie do nowszych badań, znajduje sześć tylko ma- 
rek. Byt tych marek był nietrwały, bo w miarę zaborów, zmieniały się widoki ad- 
ministracyi niemieckiej , a ztąd i nowe podziały. Dopiero pod koniec X w, ze 
wzmiankowanych sześciu marek, wytworzyły się: l) Północna, później Altmark 
za Łabą, 2) Łużycka, i 3) M i s z ni e ń s k a w r. 982 ze wschodnio-turyng- 
skich marek. Zeissberg w Archiv f, Oester, Gesch T, 38 s, 48. 



■ 



— 279 — 

dozorem Hermana Billinga zaszły zaburzenia z następnego po- 
wodu. Dwaj książęta pomorscy Żelibor wagrski i ^Iściwój obo- 
drycki, odziedziczywszy po ojcach nienawiść wzajemna, kłócili 
się i wojowali. Wezwany na sędziego Billing przyjął stronę 
Mściwoja, a Zelibora skazał na zapłacenie cesarzowi 15 marek 
srebra kary za naruszenie spokoju. Żelibor postanowił docho- 
dzić sprawiedliwości orężem. W tern, jakby szatan czyhający 
na zręczność, aby zamieszanie sprawić, zjawił się Wichman i do 
Zelibora przystał. Tego było dosyć, aby pobudzić Billinga do 
wyprawy wojennej przeciw Wagróm. Żelibor i Wichman zam- 
knęli się w warowni, lecz w obec gotującego się oblężenia, 
Wichman zemknął do Danii, a Żelibor po krótkiej obronie, mu- 
siał poddać gród, wyrzec się władzy na korzyść syna, który 
jako zakładnik u Billinga zostawał.*-) Z tego wypadku możemy 
uważać jak głęboka nienawiść rodowa pomiędzy dynastami le- 
chickimi trwała w tym nawet czasie, kiedy już Niemcy na karku 
Słowian pomorskich usiedli. 

Zdawałoby się, że Słowianie, doznawszy tyle już nieszczęść 
z powodu mieszania się do spraw ich Wichmana, powinni byli 
stracić zaufanie do niego. Ale nienawiść do Niemców, szczegól- 
nie do Hermanna Billinga, śmiertelnym wrogiem którego był 
Wichman, głuszyła rozwagę i ułatwiała do intryg wśród Sło- 
wian drogę, takiemu nawet jawnemu jak Wichman awanturni- 
kowi. Nieobaczni Wolinianie przyjęli do siebie Wichmana, któ- 
remu zdaje się już dokoła zabrakło przytułku. Awanturnik po- 
czął podburzać lud przeciw Mieszkowi polskiemu, który będąc 
już chrześcianinem i przyjacielem cesarskim*''}, stawał się przez to 



*-) "Widukind III 68. — Wypadek ten stal sie jui po ujarzmieniu Łuży- 
czan (963), ale w jakim mianowicie roku — nie wiadomo. Zdaje się jednak, iż 
nie wcześniej jak w r. 966, a może trochę później. Wigger Meklenb. Annal. sto- 
suje wypadek ten do r. 966 — 967. 

*') Widukind III 69. Wichmannus ... ad orientem versus iterum se paga- 
nis immersit, egitąue cum Slavis qui dicuntur Yuloini, ąuomodo Misacam, amicura 
imperatoris, bello lacesserent. — U Annalisty Saxona Yilini. Byli to obywatele 
wyspy Wolina. Szafarzyk, Star Slow. § 44, 6, s. 596. 



__ 28o — 

nienawistnym w oczach zaodrzańskich poganów. Oświadomiony 
o zamiarach wrogów, Mieszko wezwał sprzymierzeńca swego 
księcia czeskiego Bolesława I o posiłki, a otrzymawszy dwa 
pułki jazdy, we Wrześniu r. 967 ruszył przeciw nieprzyjaciołom. 
Gdy się wojska nieprzyjacielskie ukazały, Mieszko, udając, że się 
cofa, zwabił je w zasadzkę: piechota spotkała następujących nie- 
przyjaciół, a tymczasem jazda na tył ich uderzyła. Wichman 
cały dzień walczył piechotą ; w nocy zemknął z obozu, lecz w dro- 
dze ścigany ledwo uciekł do jakiejś zagrody. Tu, otoczony przez 
polskich wojowników, oświadczył, że oręż złoży tylko przed samym 
księciem. Wyprawiono posłańców z zapytaniem do Mieszka, 
lecz nim odpowiedź nadeszła, tłum niecierpliwy uderzył na 
Wichmana, który mężnie się bronił, a gdy został raniony oddał 
oręż najmężniejszemu z nieprzyjaciół, mówiąc: weź ten oręż i od- 
nieś go swemu panu na znak zwycięztwa, niech go odeszle ce- 
sarzowi, przyjacielowi swemu, aby się z śmierci nieprzyjaciela 
natrząsał, lub nad powinowatym zapłakał. Wschodziło słońce. 
Wichman, obróciwszy się ku niemu, z ostatniem wysileniem mo- 
dlił się i duszę grzeszną wyzionął,^'*) 22 Września r. 967.^^) 

Rozpoczęta przez Wichmana z Wolinianami wojna, poru- 
szyła do powstania przeciw Niemcom Ratarów i dla nich oka- 
zała się najszkodliwszą. Gromił ich markgraf Tiadryk, a ba- 
wiający we Włoszech cesarz pisał z pod Kapui 15 Lutego 9Ó8 
r. do księcia Hermana Billinga, markgrafa Tiadryka i wszyst- 
kich wodzów, aby Ratarom nie dawać pokoju, jako naruszycie- 
lom wierności i szkody przyczyniającym. „Użyjcie wszelkich 
sposobów, pisał Otto I, aby Ratarów ujarzmić i sprawę z nimi 
skończyć, a jeśliby wam sił zabrakło, sam na pomoc pośpieszę." 



41) Widukind III 69. 

*^) W nekrologii luneburgskiej pod d, 22 Września zapisano: Wichmannus 
comes, et multi alii occisi, et Hoico occisus. Bielowski M. P. I 142. Co do roku, 
to Raiimer napad Wichmana na Mieszka odniósł do r. 967. (Regesta Brand. s. 48), 
ale Wigger, porównywając wypadki, nie znajduje podstawy dla oznaczenia roku, 
w którym mianowicie zaszło pobicie przez Mieszka Wichmana w 967 czy 968 ? 
Meklenb, Annal 37. 



— 28l — 

List ten odczytany na zgromadzeniu w Werle, miał posłużyć do 
zerwania rozejmu z Katarami zawartego, ale gotująca się Avojna 
z Danami, wstrzymała od tego zamiaru Niemców.*^) — Ratary 
ocaleli ! 

§49. 
Wprowadzenie cłirześciaństwa obrzędu rzymskiego. 

I. Ustanowienie bisi<upstw: Hawelbergskiego (r. 946) i Brandenburg- 

skiego (p. 949). 

Wiek cały upływał od śmierci cesarza Ludwika Pobożnego 
(-J- 843), który zamierzając uskutecznić myśl ojca swego Karola 
W., ustanowił (r. 834) arcy biskupstwo Hamburgskie dla ludów 
Północy, a w liczbie ich i dla Słowian,^) żaden jednak z missio- 
narzy łacińskich nie poszedł na apostolstwo do Słowian, sumie- 
nie których oburzało się na samo wspomnienie chrześciaństwa 
przez Niemców opowiadanego. Hamburg ze stolicą arcybiskupia 
stał się solą w oku Słowian, którzy wspólnie z Normanami zburzyli 
go (r. 842). Usiłow'ania następcy Ludwika Pobożnego, króla Lu- 
dwika Niemieckiego do wznowienia upadłej metropolii hamburg- 
skiej nie osiągnęły pożądanego skutku. Metropoliję z Hamburga 
przeniesiono do Bremy (r. 847),-) a nad dolną Łabą pogaństwo 
w połowie X w. kwitnęło tak samo, jak przed stu laty, z coraz mo- 
cniejszem wreszcie przekonaniem Słowian, że chrześciaństwo przez 
Niemców podawane oznaczało to samo, co ujarzmienie. Zrozu- 
miawszy to Niemcy oczekiwali pory, aż oręż otworzy missiona- 
rzom ich drogę do Słowiańszczyzny, chociaż uskutecznienie podo- 
bnego zamiaru wymagało długiego czasu, wielkich wytężeń 
i cierpliwości. Ujarzmienie Serbów (r. 928) otworzyło wreszcie 
Niemcom możność do nawracania Słowian pomiędzy Solawą. 
Łabą przemocą, ale na wschód od Łaby dopiero 



<8) Widukind III 70. 

1) Wyżej s. 53. 

2) Wyżej s. 58, 60. 



— 282 — 

Otton I, po walnych rozprawach orężem, umyślił przekonać 
„barbarzyńców" o korzyści dla nich nauki Chrystusa, Barba- 
rzyńcy tego niepoj mywali, nie chcieli zrozumieć, że regularne wy- 
płacanie trybutu królowi i dziesięciny kościołowi, obok uległości 
władzom świeckim i duchownym, miało zapewnić im łaskę ma- 
jestatu królewskiego i zbawienie duszy po śmierci. Nie zważał 
na to Otton I i, w miarę ujarzmienia ludów, fundował biskupstwa, 
które później dopiero miały zająć się nawracaniem powierzonej 
im trzody pogańskiej, a na razie miały służyć środkiem do wy- 
wrócenia czci bałwochwalskiej, demoralizacyi Słowian i wyzię- 
bienia w nich ducha wojowniczego. 

W tym celu Otton I zwrócił najpierw uwagę na starożytne 
grody słowiańskie nad r. Hobolą, słynne z kilku pierwszorzędnych 
bóstw pogańskich wojowniczego charakteru: Hobolin z chramem 
Jarowita i Brandenburg z chramem Trygława. Dopóki chramy 
te istniały, kapłani pogańscy, zagorzali wrogowie chrześciaństwa 
w każdćj chwili mogli w imię swych bogów poruszyć ludność 
do powstania przeciw Niemcom. Zburzyć więc świątynie Jaro- 
wita i Trygława, w interesach władzy niemieckiej, wypadało ko- 
niecznie, ale i zostawić lud bez świątyń i kapłanów niepodobień- 
stwem było. Oprócz tego, według zwyczaju słowiańskiego, 
w chramach odbywały się wiece i narady ludowe, a około nich 
targi, zbiorowiska ludu i różne uroczystości. Opanowawszy Ho- 
bolin i Brandenburg, w których leżało samo serdce Słowiańszczy- 
zny nadhobolskiej, Otton I, jako mądry rządzca, pojął, że dla 
ujarzmienia i łatwiejszego zespolenia Słowian z Niemcami, wy- 
padało działać z pomocą kościoła, ustanowionego w centrach 
kultu pogańskiego. Inne miasta, jak Merzeburg i Magdeburg, 
osiedlone już przez Niemców, mogły poczekać na katedry bisku- 
pie, ale Hawelberg i Brandenburg zwłoki niedopuszczały.^) 



3) Według Thietmara II, roz. 5. Otton I zamierzał ustanowić biskupstwo 
najprzód w Magdeburgu, lecz opór biskupa halbersztadskiego Bernarda, do którego 
dyecezyi miasto Magdburg należało,^ był tak stały, że aż po kres żywota biskupa, 
Otton nie mógł tego dokonać. 



- 283 - 

Ustanawiając biskupstwa wśród pogan, od których kościół 
dług"i czas nie mógł spodziewać sie żadnej pomocy materjalnej, 
Otton I dbał szczególnie o uposażenie duchowieństwa. Świeżo 
podbite kraje, pełne ludu pracowitego i zasobów miejscowych, 
nienależących jeszcze do żadnego z panów niemieckich, pozwalały 
królowi hojna ręka rozdawać swobodnie biskupom i kościołom 
liczne osady, zamki, grody, łany, lasy, dziesi eciny i różne dochody. 

Z aktu założenia biskupstwa Hawelbergskiego r. 946,*) do- 
wiadujemy sie, że katedrze hawelbergskiej i przełożonemu nad 
nia Udonowi, król Otton I nadał połowę zamku i miasta Hawelberga 
z połowa wszystkich do tego miasta należących osad w ziemi 
Nieletycze-^) i w tejże ziemi miasto Nizow ze wszystkimi docho- 
dami.*) W ziemi Ziemczycy dwie osady Banię i Drago wicy 
w okręgu Malińskim, tudzież połowę lasu Borki') z uprawio- 
nemi i osiedlonemi w nim sadybami. W ziemi Leszycy za- 
mek Marienburg, (nazywany Kobylice) z przyległemi osadami: 
Precepiny, Rozmok, Kotiny, Wierchokrajcy, Niekuriny, Milkuny, 
Malicy, Rabuny, Podesal, Ludiny.^) W osadzie zwanej Robole 
sześć łanów.^) W ziemi Moryce całe miasto Błoto z burgwar- 
dem. W ziemi Doszany miasto Wysokie z burgwardem, miasto 



*) Akt fundacyi r. 946 podają: Hasselbach Codex Pomeraniae Nr. 6; Kłem- 
pin. Pommersche Urkundenbuch N. lo, w skróceniu; Rłedel. Cod. diplomat. 
Brandenburgensis. T. I. 2. s. 435; Meklenburgische Urkundenbuch. T. I. ^i. 14; 
Kauraer. Regesta Brandenburg. N. 155; Wigger. Meklenburg. Annalen s. 31; po- 
prawny tekst w Heinemanna Codex diplomat. Anhaltinus N, 18, — Dokument ten 
przytoczony w dzieła niniejszego T. II, s. 352, przyp. 148. 

') Medietatem castri et ciyitatis Havelberg et medietatem omniura villarura 
illuc attinentium. Et castrum et civitas sita est in provincia Nieletizi . . , 

*) In eadem provincia Niżem civitatem, cum omnibus utilitatibus suis. — Ni- 
żem teraz Nitzow, przy ujściu r. Hoboli. 

') In provincia Zemzici duas villas in Malinga Buni et Orogavitz et dimi- 
dium silve, que dicłtur Porci. Dawniej czytano Porei (Borki). O tem szczegółowo 
objaśniłem w tomie II, s. 52 przyp. 51; s. 287 przyp. 71. 

*) Do tych nazw odnośne cytaty w T. II, s. 286 — 289. 

») AV T. II. s. 289 cyt. 98. 



— 284 — 

Podleszcz z burgwardem/^) dziesięcinę z Ratarów/^) dziesięcinę, 
należąca do skarbu królewskiego z marki Dolnej^-). Oprócz tego 
Otton I przeznaczył wzmiankowanej stolicy biskupiej dziesięciny 
(dla parafii?), z prowincyi, mających granice określone: Ziem- 
czycy, Leszycy, Nieletycy, Doszany, I^iny, Morycy, Doleńcy, 
Błoto, Mieżyrecz, Grozwin, Wanclow, Wostroże.^^) — Wszystkie 
wzmiankowane miejscowości położone są pomiędzy Łabą a Odrą, 
lecz Otton I dodał jeszcze z lewej strony Łaby, w prowincyi 
Mintga, 30 łanów we czterecłi osadach.*^) 

Granice biskupstwa Hawelbergskiego Otton I ustanowił: 
od źródeł r. Pieny na wscłiód aż do ujścia jej do morza, od źró- 
deł zaś r. Eldeny (Jedlny?) na zachód aż do miejsca, gdzie rzeka 
ta do Łaby wpada; na północ do morza Kańskiego (Rugiano- 
rum) a na południe do r, Struminy.^^) 

Biskupstwu Brandenburgskiemu, według dyplomu d. loOkto- 
bra r. 949,'") Otton I, nadał połowę północną miasta Branden- 
burga z połową wyspy, na której wzmiankowane miasto leżało, 
połowę wszystkich osad wiejskich do miasta należących, tudzież 
miasta Pricerwy i Jeziory z ich przynależnościami,'') dziesięciny 
z parafij położonych w prowincyach : Moraczanie, Serbiszcze, Błonie, 
Sprewianie, Hobolanie, Wkranie, Rieczanie, Ziemczycy, Doszanie, 



ip) w T. II, s. 286, cyt. 58 S.333. cyt, 39. 

11) Decimam tributi que soUitur nobis de Radewer, omyłkowo, zamiast Re- 
dari, t. j. Ratary. 

12) Decimam tributi que nobis debetur de inferiori Marchia. Gdzieby 
ta marchia leżała, nie wiadomo. 

1*) O tych prowiacyach i ziemiacli szczegółowo w T. II, s. 352 — 362, 

") W T. II, s. 149, 352. 

1^) Na mapie, dołączonej do Fidicina Die territoriuen der Mark Branden- 
burg, T. III, bieg r. Struminy oznaczony od zachodu ku wschodowi do r. Hoboli, 
do l<tórej wpada z lewej strony przeciw Prebenitz, niżej od Pricerwi 

1**) Dyplom ten zwyczajnie datowany r. 949 podają: Riedel,Codexdipl. Brand. I, 
8 s. 91 ; Raumer. Regesta N. 160 w skróceniu; Hasselbach. Cod, pomer. N 7; 
Klempin. Pommersch, Urkundenbuch N. II w skróceniu; Wigger. Meklenb. An- 
nalen s. 32 w skróceniu; Melclenb. Urkundenbuch T. I., N. 15: Heinemann. Cod. 
Anhaltinus N. 22 stawi r. 048 (949). 

1^) Pricerwi na prawem brzegu Hoboli, patrz mapę Fidicina Mark Brandenb. 
T. III. Położenie Jeziory nie wiadome. 



— 285 — 

Łużyc)r,^^) oprócz miast: Bodrycy, Gatimiry, Piechowo, ^lokra- 
nicy, Burg, Grabów, Czartowo i osad do tych miast należących, 
które oddane były już przedtem kościołom śś. Maurycego i In- 
nocentego w Magdeburgu, samemu zaś biskupowi brandenburg- 
skiemu Titmarowi Otton I nadał prawo pobierania z trzech 
miejsc Bodryczów, Burga i Mokranic po trzy medony i po dwie 
miary piwa, po sześć miar pszenicy, po dwa wieprze, po dwie 
gęsi, po dziesięć kur, pastwiska dla koni i t. d.^®) 

Granice biskupstwa Brandenburgskiego Otton I zakreślił: 
na wschód do r, Odry, na zachód do Łaby, na północ aż do 
prowincyi: Wkranie, Rieczanie i Doszanie, od południa zaś, 
w akcie fundacyjnym, granic nie oznaczono -*•), zapewne dla tego, 
że podczas założenia biskupstwa, władza niemiecka między Łaba 
a Odrą nie była jeszcze tak ugruntowaną, aby granice jej okre- 
ślić się dały. 

Nie wiemy azali nowozałożone biskupstwa in partibus 
infidelium starały się o zbudowanie kościołów dla nabożeństwa 
w zrozumiałej ludnowi słowiańskiemu mowie, ale nie wątpimy, 
że korzystały z nadanych im dóbr i dochodów. Zdzierstwa po- 
borców świeckich, jak wzmiankowaliśmy wyżej, ^^) oburzały lud, 
który zabijał ich. Z ustanowieniem biskupstw przybywały jesz- 
cze dziesięciny i różne dla kościoła powinności, a jeśli wspomni- 
my, że oprócz podatków rządowych i kościelnych, lud słowiań- 
ski, według własnego prawa, obowiązany był do ponoszenia ró- 
żnych ciężarów publicznych, tedy pojmiemy z jaką nienawiścią 
musiał lud ten patrzyć na poborców duchownych, przychodzą- 



cej Położenie ziem tych objaśnione w T. II, s. 48 — 52, 358 — 360. 

'*) In tribus vero locis, Bidrici, Burg scilicet et Mokranici in unaquoque 
eorum tres medones diiasque cerevisas, sex modios tritici. duos porcellos, duas an- 
seres, decem gallinas, sex quoque frisingos et sex carradas annone pastui equorum. 

20) Zauważyć wypada, iż nadane w r. 946 biskupstwu Hawelbergskiemu dwie 
prowincye: Zemzici i Desseri wzmiankują sie i w nadaniu r, 949 Zamcici Dassia, 
z czego wnioskować można, że te prowincye Otton I, odjąwszy od biskupstwa Ha- 
welbergskiego, przyłączył do biskupstwa Brandenburgskiego. 

2') Wyżej, § 46, cyt. 23. 



— 286 — 

cych zabierać dziesięciny z urodzaju i dochodów. Podobny stan 
rzeczy nie zapowiadał ani religii chrześciańskiej pomyślnego roz- 
woju, ani władzom niemieckim spokoju. 

2. Ustanowienie metropolii Magdeburgskiej. Biskupstwa: Merzeburg- 
skie, Zyozańskie i Misznieńkie (r. 968). Biskupstwo Aldenburgskie. 

Założenie biskupstw Hawelbergskiego i Brandenburgskiego 
było tylko wstępem do szerszych pomysłów Ottona I o ustano- 
wieniu w Magdeburgu metropolii kościoła słowiańskiego między 
Łaba a Odrą. Wszakże zacięte wojny ze Słowianami dolnej 
Łaby, potem czterolenia wojna z Katarami (956 — 960), usku- 
tecznienie zamiarów cesarza niepodobnem czyniły. Gdy, nako- 
nieć, znękani Ratary zgodzili się płacić trybut i rozejm z Niem- 
cami zawarli,'-') a inni Słowianie zaodrzańscy byli już mocno 
przez pogranicznych markgrafów przyciśnieni, Otton umyślił 
przyspieszyć organizacyję metropolii Magdeburgskiej i stosowne 
do tego kroki czynił w Rzymie. Skłoniając się do jego życze- 
nia, papież Jan XII bullą wydaną 12 Lutego r. 962, oznajmił, 
iż podnosi kościół ś. Maurycego w Magdeburgu na stopień sto- 
licy arcybiskupiej, a kościół merzeburgski na stopień stolicy bisku- 
piej, mającej podlegać arcybiskupowi magdeburgskiemu,-^) 

Tym sposobem, obok pięciu arcybiskupstw niemieckich^*) 
miało się ukazać szóste Magdeburgskie, wyłącznie dla Słowian 
przeznaczone, ale według prawa kanonicznego potrzebna była 
na to zgoda biskupa halbersztadskiego, do dyecezyi którego Ma- 



22) Wyżej. s. 261, 

2*) Yolumus et jubemus, ut Magdaburgense monasterium in regno Saxonum, 
juxta Albiam constructum . . . in archiepiscopalem transferatur sedem . . . Yolumus et 
jubemus, ut Merseburgense monasterium in episcopalem debeatur sedem, quae Magda- 
burgensi sit subdita sedi. i^osse, Codex Saxoniae I, s. 240. 

2^) Yolumus et precipimus, ut Moguntiensis, Treverensis, Coloniensis, Salsa- 
burgensis, Hamaburgensis aecclesiae archipraesules Magdaburgensis monasterii in ar- 
chiepiscopalem et Merseburgensis in episcopalem translationis sedem totis cordis 
corporisque viribus consentanei fautoresque persistant, tamże s, 240, 



I 



— 287 — 

gdeburg i Merzeburg należały. Tymczasem biskup halbersztad- 
ski Bernhard, zważając, że z ustanowieniem biskupstw w Ma- 
gdeburgu i Merseburgu, dyecezyja jego, mieniąca się być przednim 
posterunkiem oświaty niemieckiej, poniesie znaczne straty terryto- 
rialne, nie przychylał się do żądania Ottona.-^) Sprawa na lat kilka 
zaciągnęła się. Ale Otton, przybywszy do Włoch r. 966, przed- 
łożył zwołanemu do Rawenny w r. 9Ó7 synodowi, konieczność 
okazania mu pomocy duchownej do nawrócenia Słowian. Zgro- 
madzeni na synodzie biskupi, wziąwszy na uwagę położenie geo- 
graficzne i etnograficzne Słowian i Niemców, zgodzili się na usta- 
nowienie nowych biskupstw, a Magdeburg powtórnie przyznali 
za najodpowiedniejsze miejsce metropolii kościoła dla Słowian. 
Metropolii tej podlegać miały pięć suifraganii, z których dwie 
już istniały w Hawelbergu i Brandenburgu, a trzy miały być 
ustanowione: w Merzeburgu, Życzu i Misznie.-*^) 

Gdy jednak przeszkody ze strony biskupa halbersztadskiego 
nie dawały się usunąć, Otton zamierzył ustanowić tymczasem bi- 
skupstwo Misznieńskie na ziemiach do biskupa halbersztadskiego 
nie należących. Wszakże przypadła w tym czasie śmierć biskupa 
halbersztadskiego Bernharda w Lutym, tudzież arcybiskupa mo- 
gunckiego Wilhelma w Marcu r. 968, rozwiązała cesarzowi ręce. 
Wezwawszy do Włoch nowoobranego biskupa halbersztadskiego 
Hilliwarda i arcybiskupa mogunckiego Hattona, Otton porozumiał 
się z nimi o wynagrodzenie biskupa Hilliwarda za straty terryto- 
ryalne, jakie miał ponieść z powodu ustąpienia części swej 
dyecezyi i wyjednał zgodę ich na ustanowienie w Magdeburgu 
arcybiskupstwa, a w ^Merzeburgu biskupstwa, które on jeszcze przed 



") Thietmar Chr, II, 4. 

*•) Suffraganeos vero eidem metropolii omnes unanimiter preordinavimus 
randenburgensem episcopum et Hauelbergensem, his cunctis, quibuscunque impe- 
rator Yoluerit, in urbe Magdaburch archiepiscopus consecretur. Postea vero idem 
archiepiscopus et successores ejus habeant potestatem per congrua loca, ubi per illo- 
rum predicationem christianitas creverit, episcopos ordinare, nominative nunc et pre- 
sentaliter Merseburc, Cici et Miśni. Bulla Jana XIII 20 Aprila r. 967. Posse, Co- 
dcx str. 242. 



— 288 — 

bitwą z Węgrami nad Lechem w r. 955, ślubował Bogu zało- 
żyć.") 

Sprawa postępowała szybko, gdy już w Październiku r. 968 
na godność arcybiskupa magdeburgskiego wyniesionym został 
mnich z Trewiru Adalbert, słynny z podróży na Ruś, dokąd, 
przez fałszywe poselstwo wezwany był na apostołkę^^) i chociaż 
ztamtąd uciekać musiał, miał jednak zręczność obznajomienia się 
z mową i charakterem Słowian, na pasterza których przezna- 
czonym został. 

Wybory biskupów merzeburgskiego, życzaiiskiego i mi- 
sznieńskiego miały odbyć się w przytomności legata papiezkie- 
go. Otton, zwoławszy znakomitszych panów saskich (omnes me- 
liores) na wybory podczas Bożego Narodzenia, oświadczył, że 
ponieważ czcigodny Bożo zasługi wielkie w celu nawrócenia Sło- 



2') Thietmar II, 4. 

28) Oznajmiając o wyniesieniu Adalberta na arcybiskupa magdeburgskiego 
Otton I, w liście pisanym w Październiku r. 968 wyraził sie: virum venerabilem 
Adalbertum episcopum Rugis olim praedicatorem. Posse, Codex s. 249. — Ażeby 
zrozumieć co znaczy „Rugis," przytaczam wzmianki kronilcarzy X w. I tak: Continuator 
Reginon. a. 959. Legati Helenae (Olgi) reginae Rugorum, quae sub Romano impe- 
ratore Constantinopolitano, Constantinopoli baptisata est, ficte, ut post claruit, 
ad regem venłentes, episcopum et presbyteros eidem genti ordinari petebant. (Pertz, 
M. G. I, 624.) Annales Hildesheim a. 960: Yenerunt legati Rusciae gentis ad regem 
Ottonem, et deprecati sunt eum, ut aliquem suorum episcoporum transmitteret, qui 
eis ostenderet viam veritatis; et professi sunt se velle recedere a paganico ritu, et 
accipere religionem christianitatis. Et ille consensit deprecationi eorum, et trans- 
missit Adalbertum episcopum fide catholicum, łlliąue per omnia mentiti sunt, sicut 
postea eventus rei probavit „quia nec" (zamiast vix) ille praedictus episcopus evasit 
lethale periculum ab insidiis eorum, dodaje rocznikarz kwedlinburgski, (Bielowski 
M. P. II, s. 760.) W annałach Lamberti a. 960 i u Cośmy także a. 960 venerunt 
legati Rusciae gentis. Zdaje sie, że powątpiewania tu o jakim narodzie rzecz idzie, 
być nie powinno. Tymc-;asem wyrażenie kontynuatora Reginy „regina Rugorum" 
podało powód niemieckim pisarzom do domysłu, że Adalbert opowiadał niegdyś 
ewangelije na wyspie Rugii, i tak dotąd Niemcy mniemają. (Porów. Miilverstedt. 
Regesta archiepisc. magdeburg. I, s. 95 N. 219.) Tymczasem rzecz jasna, że do- 
mniemani posłowie, poprostu oszuści, należeli do takich Waragów, którzy niejedno- 
krotnie przyjmywali chrzest, dla tego tylko, aby otrzymać dary. We wzmiankowa- 
nym zaś razie, żądając otrzymać od bogobojnego cesarza lepsze przyjęcie i dary, 
oszuści oświadczyli, że przybywają od Heleny (Olgil księżny ruskiej, prosząc o wy- 
sianie biskupa i księży. Sołowjew, IIcTopia Poccin I, s 329 przypisek 217. 



— 289 — 

wian położył, przeto należy mu prawo wybrać sobie jedna 
z dwóch dyecezyi: merzeburgska lub życzańską.'-^) Na zjeździe 
wybrani zostali biskupi : Bożo merzeburgskim , Burhard mi- 
sznieńskim, Hugo życzańskim; biskupi: brandenburgski Titmar 
i hawelbergski Tudon do podległości arcybiskupowi magdeburg- 
skiemu zobowiązani zostali. ^^) Tym sposobem, w końcu r. 968, 
nastąpiło urządzenie hierarchii kościoła słowiańskiego. 

Zostawało rozgraniczyć dyecezyje. Biskup Hilliward odstą- 
pił kościołowi ś. Maurycego część swego biskupstwa, zawartą 
pomiędzy rzekami: Ora, Łabą, Solawą i Bodą , a nadto tak 
zwaną drogę frydrychowską ,-^^) do czego później dodał parafije, 
położone między rzekami: Wildbach, Salcą, Solawą, Unstrutą, 
Helmaną i rowem pod Waleshuzen.^-) Z tej więc strony kwestyja 
graniczna załatwioną została. Biskupstwa Hawelbergskie i Bran- 
denburgskie miały granice, oznaczone przez Ottona I jeszcze w r. 
948, za wyjątkiem południowej granicy ostatniego biskupstwa 
od strony Łużyc, które aż do r. 963 do Ottona nie należały. 
Trudniej daleko wskazać granice biskupstw Merzeburgskiego, 
Zyczańskiego i Misznieńskiego. Oryginalnych dokumentów do 
rozpoznania tej kwestyi nie posiadamy, a opis granic biskup- 
stwa Misznieńskiego w transumpcie z późniejszych wieków, jest 
falsyfikatem, na którym polegać nie możemy.^^) Jedno tylko 



-*) Posse Codex s. 249. 

'<>) Domini episcopi Dudo et Dodelinus in archiepiscopi nostri electione vo- 
lumus, ut subscribant et lidem subjectionemąue illi promittant. Ibid. 

'^) O tej drodze w dokumencie 9 Lipca r. 965 czytamy: Otto teloneum in- 
fra confinium aąuarum, quae vocantur Orae et Bodę, usque ad terminura, qui no- 
minantur via Friderici, S. Mauricio offert. Raumer. Regesta N. 209. 

|i| »«) Thietmar II, 14. 

^K ") Według zmyślonego w XI lub XII vr. dokumentu niby cesarza Ottona 

^B r. 948, tudzież konfirmacyi papieża Jana XIII niby r. q68, także zrayślonćj w XII 
Bir. , granice biskupstwa Misznieńskiego miały sie poczynać u źródeł r. Odry, zkąd 
Bfer prostym kierunku dążyły do źródeł r. Łaby i dalej do miejsca, gdzie się stykały 
Czechy i żupa Nizin. Tu granica przerzuciwszy sie przez Labę, biegła w kierunku 
gór czeskich aż do źródeł r. Muldy, ztąd zwróciwszy ku północy, dobiegała ujścia 
Muldy do Łaby, przez którą przerzuciwszy się znowu na jćj brzeg prawy, w żupie 
Niżanie. dążyła w kierunku ku wschodowi, zachwytując żupy Łużyce i Selpuli, aż 
Tom III. iq 



— 290 — 

z niejaką pewnością daje się dostrzedz, że granica zachodnia bi- 
skupstwa Misznieńskiego opierała się o źródła r. Modły (Muldy), 
a wschodnia o krainę Milczanów, która w r, 968 do cesarstwa 
jeszcze nie należała.^*) Arcy biskupstwo Magdeburgskie obejmy- 
wało ziemie po obu brzegach Łaby, między Halbersztadskiem 
a Brandenburgskiem biskupstwami, szerząc się w górę po Ła- 
bie, ważkim pasem aż do kresów żupy Niżanów, która do niego 
należała. Na południe od tego arcybiskupstwa leżało biskupstwo 
Merzeburgskie po obu brzegach środkowego biegu Solawy i Mul- 
dy, a na południe od niego, między Solawą a górną Muldą, bi- 
skupstwo Życzańskie, aż do granicy Czech.'''') 

Dbając o jak najbogatsze uposażenie arcybiskupstwa Magde- 
burgskiego i nadając mu rozmaite beneficye, Otton I troszczył się 
szczególnie o podwyższenie znaczenia arcybiskupa, któremu w r. 
965 zapewnił jurysdykcyę nad żydami i innymi magdeburgskimi 
kupcami, tak że tylko od przedstawiciela kościoła mogli oni 
oczekiwać wyroków i sprawiedliwości, a żaden graf, wikary, sę- 
dzia, trybun lub poborca podatków (exactor) do spraw tych mie- 
szać się nie mógł.^") 

Ustanawiając metropoliję magdeburgską z pięciu sufFraga- 
nijami dla Serbów, Lutyków, Łużyczanów, Otton I nie zapomniał 
i o Obodrytdch, dla których w. Starogardzie wagrskim założył 
szóste biskupstwo Aldenburgskie, zamierzając poddać 
je także pod władzę arcybiskupa magdeburgskiego, lecz arcybi- 
skup hamburgski Adeldag, powołując się na granice swego ko- 



do miejsca Sulpice i tu dobiegłszy do r. Odry, korytem jej -w górę ciągnęła się aż 
do źródła tej rzeld. Cel sfałszowania tych dokumentów zamierzał udowodnić, źe 
biskupstwo Misznieńskie starsze jest od Magdeburgskiego i że Łużyce i Selpuli od 
samego początku do dyecezyi misznieńskiej należały. Posse, Codex s. 170 uwaga 7 
i s. 188 uwaga 135. 

**) Posse, Codex s. 174. 

's) Posiadłości biskupstw Merzeburgskiego i Zyczańskiego dają się wyrozu- 
mieć z nadań Ottona I, Ottona II i Ottona III, tudzież z wiadomości przez Thiet- 
mara podanych. — Załączona przy kodeksie Posse'go, tom I mapa uprzytomnia po- 
łożenie arcybiskupstwa magdeburgskiego i pięciu jego suffraganii. 

**) MuWerstedt Regesta s. 70. 



i 



— 291 — 

ścioła, dawnymi przywilejami opisane, uniemożebnił spełnienie 
zamiarów cesarza.^') 

Dokumentów, tyczących się fiindacyi biskupstwa Aldenburg- 
skiego nie posiadamy,^*) a główne źródła do pierwotnycli dzie- 
jów tego biskupstwa Adam Bremeński i Helmold, nie celując 
w tym razie ścisłością, są nawet w sprzeczności pomiędzy sobą. 
Ody bowiem, według Helmolda, pierwszym biskupem aldenburg- 
skim był Mark on, a drugim Egward,^^j Adam Bremeński, nie 
wzmiankując wcale o Markonie, szereg pasterzy aldenburgskich 
od Egwarda poczyna.*'^) Sprzeczność ta nie dozwala oznaczyć 
czasu założenia wzmiankowanego biskupstwa, ale zważając na 
wypadki i świadectwa łiistoryczne, wypada przyjąć rok góy lub 

968, t. j. epokę ustanowienia arcybiskupstwa Magdeburgskiego.^^) 

< 
Posiadłości biskupstwa Aldenburgskiego obejmywały cały 

kraj Obodrytów, tudzież ziemie Chyżanów i Czrezpienianów, 
które do związku Lutyków należały. Rzeka Piena i miasto Dy- 
min stanowiły wschodnią granicę biskupstwa, a Łaba południo- 
wą. Przestrzeń między Łabą a Piena znaczyły granice biskup- 
stwa Hawelbergskiego» z północnej zaś strony r. Egdora, dzieląc 
posiadłości Danów od Słowian i Saksów, zakreślała razem i gra- 
nice kościoła aldenburgskiego.*^ 

„Kościół aldenburgski poświęcony został na cześć ś. Jana 
Chrzciciela, jaśniał przed innymi, był bowiem kościołem metro- 




»') Helmold I,-li. 

*®) Według domniemania badaczy, wszystkie dokumenty podczas zburzenia 
biskupstwa Hamburgskiego w r. 990 uległy zniszczeniu. Wigger, Meklenb. An. 133. 

'*) Ouatuor pontifices antę escidium Aldenburgensis ecclesiae extitisse com- 
erimus videlicet Marconem, Egwardum, Wagonem, Ezicum. Helmold I, 14. 

***) In Aldenborg ordinavit archiepiscopus (sc. Adeldag) primo Egwardum, 
1 Evargum, deinde Wagonem, post Eziconem. Adam Br. H, 24. 

*') Dass die Stiftung Oldenburgs im Jahr 967 oder 968 falle, vertragt sich 
3ie Angabe des Chronicon Rittagesuhs das die Kirche zu Mecklenburg 969 gegriin- 
det sei, recht wohl. Wigger, Mekl. An. 134. 

*-) Haec (dyocesia Hammaburgensis) clauditur ab occidenteo cceano Britannico, 
a meridie Albia flumine, ab oriente Pene fluvio ... ab aąuilone vero Egdore fluvio, 
qui Danos dirimit a Sasonibus. Adam Br. II, 15. — An. 1060. Omnes populi 

19* 



— 292 — 

politalnym. Biskupi aldenburgscy przez ksią,żąt słowiańskich bar- 
dzo poważani, ze szczodrobliwości cesarza Ottona obficie darami 
doczesnymi obdarowani, mogli hojnie szafować i przychylność 
ludu jednać sobie. Składano zaś biskupowi z całej ziemi Wągrów 
i Obodrytów roczna daninę, która miejsce dziesięciny zastepy- 
wała, a mianowicie od każdego pługa miarę zboża, czterdzieści 
motków lnu i dwanaście sztuk pieniędzy czystego srebra. Oprócz 
tego jeden pieniądz, jako nagrodę dla tego, kto tę daninę po- 
bierał. Słowiański zaś pług oznaczał to, co para wołów lub je- 
den koń,^^) 

3. Zadanie urządzonego dla Słowian kościoła. Marne skutki usiłowań jego. 

Według myśli cesarza Ottona I, arcybiskupstwo Magde- 
burgskie i sześć biskupstw, na niezbyt obszernej terrytoryi od 
Łaby i Solawy do Odry, miały pracować w celu połączenia 
przez kościół Słowian z Niemcami. W owe wieki, gdy ludność 
dzieliła się głównie według wiary, a narodowości klasyfikowały 
się według państw, zamiary Ottona mogły mieć praktyczne re- 
zultaty, mianowicie: nawrócenie najpierw Słowian do chrześciań- 
stwa, potem germanizacyję i assymiliacyję ich z Niemcami 
w jeden naród. Podobnym sposobem dokonywała się powoli, 
bez krwi rozlewu i zaburzeń, assymiliacyja Słowian z Niemcami 
na zachód od Łaby i Solawy w głębi Germanii zamieszkałych. 
Cesarz o tem wiedział. Czemużby udać się nie miało przepro- 
wadzenie podobnej assymiliacyi i na wschód od Łaby ? Ażeby 
jednak pożądany skutek osiągnąć, jeśli to z natury rzeczy było 
możebne, duchowieństwu niemieckiemu wypadało pracować w du- 
chu prawdziwie chrześciańskim, w poganach miłować bliźnich, 



Sclavorum, qui ad Hammaburgensem respiciunt dyocesim, . . . hoc est Waigri, Obo- 
driti vel Reregi, vel Polabingi, item Linoges, Warnabi, Chizzini et Circipani usąue 
ad Panem fluvium. Adam Br. III, 19. — Est autem Panis fluvius, in cujus ostio 
sita est civitas Dimine. Illuc quondam portendebatur limes Aldenburgensis paro- 
chiae. Helmold I c. 20. 
*») Helmold I, 12. 



li 



— 293 — 

oświecać ich szczerze, bez urągania, bez widoków materyalnych, 
a przedewszystkiem do ludu słowiańskiego przemawiać w zro- 
zumiałej mu mowie. Pojmując to cesarz Otton starał sie o przy- 
gotowanie misyonarzy niemieckich, którzy by byli obeznani 
z mowa słowiańska i w tym celu założył w Magdeburgu kla- 
sztor, w którym mnichy uczyli sie po słowiańsku,^*) poczem 
dopiero na walkę z bóstwami pogan wychodzić mieli. — Miano- 
wanie zaś obznajomionego z mową i charakterem Słowian Adal- 
berta metropolitą kościoła wskazuje, że cesarz dobrze rozumiał 
jakim sposobem duchowieństwu działać wypadało. Wreszcie do- 
świadczenie wykazywało cesarzowi, że dwuwiekowe zwycięztwa 
Niemców nie zapewniały im panowania nad Słowianami, że je- 
dynym środkiem do zespolenia ich z państwem Niemieckiem 
było chrześciaństwo. Nawracanie poganów siłą nie przyniosło 
pożądanych skutków. Mądry cesarz pojął, że wypadało działać 
na przekonanie, przemawiać do ludu w zrozumiałej mu mowie, 
przykładem zachęcać do życia cnotliwego i obowiązków chrze- 
ściańskich, — pobudzał do tego biskupów i misyonarzy, sam 
nawet uczył sie jeżyka słowiańskiego,^^) zapewno nie przez za- 
miłowanie go, lecz z potrzeby wynikającej z natury rzeczy. Ro- 
bota jednak szła tępo!.. Zarozumiałość ówczesnych sług kościoła 
o wyższości ich nad poganami, wstręt do mowy „barbarzyńców", 
a przytem nienawiść plemienna Saksów do Słowian wyziębiały 
ducha religijnego misyonarzy niemieckich, którzy zamiast apo- 
stołów Słowiańszczyzny, stawali sie narzędziem polityki świato- 
wej. Katedry biskupie, napełnione Niemcami, stały jakby oazy 
śród pustyni słowiańskiej, w głąb której misyonarze niemieccy 



**) w tym klasztorze uczył się przyszły apostoł Polski ś. Wojciech, biograf 
którego ś. Bruno opisując szkołę powiada: Dicunt etiam tribus liuguis (łacińskim, 
niemieckim i słowiańskim) pro una locutum . . . Auditoribus enim usus erat latiali- 
ter fari, nec ausus est quisquam coram magistio lingua barbara loqui. Unde admo- 
tis urentibus virgis, primum mi d o m i n e garrit^ jam cum in crescit dolor qui le- 
gem non habet, eodem verbo nunc Saxo, nunc Sclavus misericordiam clamat. Bie- 
lowski, M. P. I, s. 192. 

**) Widukind, lib. I. Romana lingiia slavonicaque sciebat. 



— 294 — 

zajrzeć nie mieli ochoty, może i nie śmieli nie znając mowy miej- 
scowej. Wreszcie i nie mieli potrzeby, bo kościołów parafijal- 
nych jeszcze nie było, ludność praktyk kościelnych nie rozu- 
miała i nie potrzebowała, a zdzierstwa poborców podatków, na 
rzecz kościoła, w pieniądzach i dziesięciny w naturze z produk- 
tów rolniczych wrogo do nowej wiary ludność usposobiały. 

Tylko wysoko uduchownione i bardziej napełnione zasa- 
dami miłości bliźniego osobistości gotowe były wyłączyć się 
z tłumu ordynaryjnego duchowieństwa niemieckiego, zniżyć sie 
do poznania mowy i obyczaju Słowian, pracować nad oświece- 
niem ich w duchu chrześciańskim. Pierwszy biskup merzeburg- 
Bozo „mąż wielkiego światła" przykładał się pilnie do poznania 
języka okolicznych Słowian i nawet słowa serbskie zapisywał 
łacińskiemi literami, by dokładniej mógł wykładać Serbom na- 
ukę Chrystusa. Ale jakiż to był wykład? Późniejszy biskup 
merzeburgski Titmar powiada, że Bożo uczył Serbów śpiewać 
Kyrie-eleyson, przekładając pożytek podobnego śpiewa- 
nia, ale Serbowie, nie pojmując wzmiankowanych wyrazów 
i strojąc sobie z nich żarty, śpiewali: ukri volsa, t. j. w krju 
(kjerku) wólsza, czyli: w krzaku olszyny, prawiąc, że tak ich 
Bożo nauczył.**) Do tego Ernest Brotuf mieszczanin i kroni- 
karz merzeburgski dodaje, że Bożo zniechęcony szyderstwem 
Serbów, opuścił biskupstwo i udał się do swej ojczystej bawar- 
skiej ziemi, gdzie przeniósł się do wieczności w r. 970.*') Trzeci 
biskup merzeburgski Wikbert nauczał po słowiańsku w okoli- 
cach Merzeburga, tudzież na porzeczach Halsztrowa i Plisy, gdzie 
wiele ludu nawrócił.^^) Są jeszcze inne wzmianki o kapłanach, 



**) Thietmar II, 23. Przy tern dodaje, że za pracę w nawracaniu Słowian, 
cesarz darował Bozonowi kilka wiosek do Merzeburga należących i grodek w ziemi 
Chutyczów zwany Medebure, dający się (według Thietmara) tłómaczyć: miodu- 
b r o ń, teraz Magdeborn, w okolicy Lipska, nad r. Retą. Czy nie właściwiej M e- 
d e b u r tłómaczyć Miodobór? 

*^) Jencz, Stawizny, w Cz. Mac. Serb. 1849. 

**) Thietmar, VI Predicatione assidua commissos a vana superstitione erroris 
reduxit, lucumąue Zutibure dictum, ab accolis ut Deum in omnibus honoratum et ab 
aevo antiquo numquam violatum, radicitus eruens . . 



I 

I 



— 295 — 

którzy dla pouczania ludu, starali się zapisywać literami łaciń- 
skiemi wyrazy słowiańskie, a naukę Chrystusa z pomocą tłóma- 
czów opowiadali. Wszakże wzmianki o tem w kronikach, jako 
o czemś nadzwyczajnem, jasno wskazują jak podobne wypadki 
zdarzały się rzadko i jak misyonarze niemieccy mało dbali 
o oświecenie Słowian. Wychwalał wprawdzie Helmold pierw- 
szego biskupa aldenburgskiego Markona i następcę jego Egwar- 
da, którzy mieli ..zdrojem chrztu świętego obmyć Wągrów i Obo- 
drytów", prawi o napełnieniu ziem Wągrów, Obodrytów i Chy- 
żanów kościołami, kapłanami, zakonnikami, poświęconemi Bogu 
dziewicami/^) ale żeby to miało stać się, jak utrzymuje Helmold, 
za panowania Ottona I i jego następcy, w to uwierzyć trudno. 
Helmold, patrząc na to, co się działo we wzmiankowanych kra- 
jach, za jego czasów t. j. w drugiej połowie XTI w., wyobraził 
sobie, że tak było i przed dwustu laty. Wiadomo jednak, że na 
całem Pomorzu pogaństwo w X w. z cała siła kwitło i że usi- 
łowania duchowieństwa niemieckiego do nawrócenia Słowian, 
żadnego powodzenia nie miały. 

Tymczasem chciwość duchowieństwa i zdzierstwa margra- 
fów^") przekonywały lud słowiański, że wygłaszane przez misyo- 
narzy niemieckich zasady nowej wiary niezgodne były z ich po- 
stępkami, nacechowanymi obłudą i widokami polityki świato- 
wej. Z nienawiścią do sług kościoła lud słowiański łączył nie- 
nawiść do chrześciaństwa, gotując w głębi duszy swej zemstę 
przeciw tym, którzy niszcząc bogów pogańskich, nie zdołali po- 
szanowania do chrześciaństwa wzbudzić. 

4. Organizacya kościoła w Czechach. Biskupstwo Praźskie (r. 973.) Gra- 
nice jego. Stosunek kościelny Morawii do Czech. Pierwsi biskupi. 



Domagania się biskupów regensburgskich prawa rozporzą- 
dzania Czechami jakby parafiją swą, chociaż nie miały żadnej 



*«> Helmold I, 12. 

^) Helmold I, 13 wspomina o zdzierstwach Bennona, syna Hermana Bil- 
linga, księcia saskiego. 



— 296 — 

podstawy,^ ^) wszelako wstrzymywały uporządkowanie spraw ko- 
ścioła czeskiego. Zobowiązane do hołdu i trybutu królowi nie- 
mieckiemu, a w stosunkach kościelnych skrępowane przez bi- 
skupów regensburgskich, Czechy czuły sie przykutemi do Nie- 
miec. Ażeby choć cokolwiek zwolnić węzły krepujące rozwój 
narodowy, wypadało dobijać się niezależności w sprawach ko- 
ścielnych. Ale książę Bolesław I, prowadząc wojnę z Ottonem I 
lat czternaście (r. 936 — 950), potem posiłkując go przeciw Ma- 
djarom (r. 955), a nareszcie całkiem pochłonięty podwyższeniem 
władzy monarchłcznej w państwie swem, nie mógł aż do końca 
panowania swego na korzyść kościoła czeskiego niczego przed- 
sięwziąć. Dopiero syn jego Bolesław II, Pobożny, korzystając 
z okoliczności wywołanych ustanowieniem metropolii magde- 
burgskiej z pięciu sufraganijami, tudzież zachęcony powodzeniem 
księcia Mieszka I w sprawie założenia biskupstwa Poznańskie- 
go, postanowił dobijać się usilnie ustanowienia w Czechacli od- 
rębnego kościoła, do czego pomocną mu była bawiąca w Rzy- 
mie od r. 955 ^^) siostra jego księżna Młada. Na jej wstawienie 
się, papież Jan XIII oznajmił księciu Bolesławowi 11^^) zezwole- 
nie swe na założenie przy kościele ś. Wita i Wacława w Pra- 
dze biskupstwa, a przy kościele ś. Jerzego tamże klasztoru re- 
guły ś. Benedykta, przełożoną którego mianował księżnę Mładę, 
w zakonie Maryją nazwaną. Przy tem Jan XIII, podobnie jak 



^^) Wyżej na str. 230 przypisek 39 objaśniłem nicość pretensyi biskupów 
regensburgskich do rozciągania władzy swćj na Czechy, a tu dodam, że mniemanie 
o zależności Czech od dyecezyi regensburgskiej, z powodu ochrzczenia I4 Czechów 
w r, 845, powstało dopiero w XVI w. Porów. Ireczeli Slov. Pravo I, 119. 

^2) Księżniczka Młada, przybywszy do Rzymu jeszcze za życia ojca jej Bo- 
lesława I, prawdopodobnie w r. 965, kształciła sie najprzód w klasztorze reguły ś. 
Benedykta, potem została mniszlia pod imieniem Maryi, a nareszcie przez papieża 
Jana XIII mianowana przełożona klasztoru, klóry miał dopiero później powstać 
w Pradze na Hradczinie, przy kościele ś. Jerzego, założonym przez księcia Wraty- 
sława I. 

5*) List Jana XIII do Bolesława II bez daty, Erben oznaczył rokiem 971. 
(Regesta N, 67), lecz inni mniemają, że list ten mógł być napisany w jesieni r. 967. 
Dudik, Mahrens Gesch. II, s. 35 — 37. 



— 297 — 

poprzednicy jego, zważając, że obok obrzędu łacińskiego w Cze- 
chach istniał jeszcze obrzęd słowiański, zastrzegł aby nabożeń- 
stwo w dyecezyi prażskiej odbywało się nie w słowiańskim ję- 
zyku, lecz według ustaw i dekretów stolicy apostolskiej, a biskup 
wybrany został dokładnie wyćwiczony w języku łacińskim.^*) 

Ustanowienie biskupstwa Praźskiego stało się według ży- 
czenia cesarza Ottona I. Krępował on już Słowiańszczyznę pół- 
nocno-zachodnia założeniem metropolii magdeburgskiej z pięciu 
sufraganiami, tudzież biskupstwa Aldenburgskiego, poddanego 
pod zarząd metropolii hamburgskiej, wreszcie przyłączeniem bi- 
skupstwa Poznańskiego do metropolii magdeburgskiej: zostawało 
jeszcze założyć biskupstwo Prażskie, aby tym sposobem Słowian 
mocniej połączyć w związek z Niemcami, przeciw wzmagającemu 
się państwu Węgierskiemu, które, trzymając jeszcze dawniejsze 
posiadłości markgrafów wschodnich aż do r. Aniży (Ennz) i oka- 
zując usposobienie do przyjęcia chrześciaństwa, stanowiło groźną 
dla cesarstwa potęgę. Ale, jak biskup halberstadski Bernhard 
nie chciał ustąpić części swej dyecezyi dla założenia biskupstw 
w Magdeburgu i Merzeburgu, tak równie biskup regensburgski 
Michał, nie życząc wyrzec się swych pretensyi do Czech, na za- 
łożenie w nich osobnego biskupstwa zgody nie udzielał. Z tego 
powodu mianowanie biskupa praźskiego przeciągnęło się aż do 
śmierci biskupa Michała (r. 972), następca którego ś. Wolfgang, 
apostoł Węgier, nie zważając na opór kapituły regensburgskiej, 
zgodził się na założenie biskupstwa Praźskiego. Za taką powol- 
ność pasterza, biskupstwo Regensburgskie otrzymało obszerne 
dobra ziemskie w Czechach, mianowicie w krainie Chebskiej.^^) 



**) A. 971... Verum tamen non secundum ritus aut sectam Bulgariae gen- 
tis vel Ruziae, aut Sclavonicae linguae, sed magis seąuens instituta et decreta apo- 
stolica, unum potiorem totius ecclesiae eligas in hoc opus clericum, latinis ad prime 
literis eruditum. Erben, Regesta N. 67, 

") Prawdopodobnie z tego powodu kraina Chebska do biskupstwa Regens- 
burgskiego należała, gdy tymczasem okoliczne ziemie innych biskupstw posiadłość 
stanowiły. Palacki, Dejiny I, s. 257, przypis. 247. 



— 298 — 

Wszakże ostateczne urządzenie biskupstwa Prażskiego nastąpiło 
dopiero w r. 973, na zjeździe podczas świąt wielkanocnych 
w Kwedlinburgu,*^**) dokąd, oprócz wielu książąt i dostojników 
cesarstwa, przybyli książęta: czeski Bolesław II i polski Mie- 
szko I, tudzież ś. Wolfgang."^') 

Pierwszym biskupem prażskim, przez księcia Bolesława II 
i lud jego, wybranym został mnich klasztoru ś. Jana w Magde- 
burgu Detmar"^*) (973 — 982), biegły w mowie słowiańskiej i od- 
powiedni zamiarom Ottona I, aby kościół czeski od samego po- 
czątku barwą niemiecką przyozdobić. Poddanie zaś biskupstwa 
Prażskiego pod władzę arcybiskupa mogunckiego z góry zapo- 
wiadało Czechom, że oprócz zależności politycznej od cesarza 
niemieckiego, mają jeszcze w zależności religijnej od kościoła 
niemieckiego zostawać. 

Prostota ówczesnych stosunków ekonomicznych w Czechach 
nie dozwalała jeszcze, przy uposażeniu biskupa prażskiego, 
przeznaczyć mu dziesięcinę, jak się działo zwyczajnie u sąsied- 
nich Niemców, przeznaczono więc mu po dwie kopy zboża róż- 
nego gatunku od każdego pługa, licząc w kopie po 50 sno- 
pów.^®) 

Nie ulega wątpliwości, że przy założeniu biskupstwa Praż- 
skiego granice jego całe Czechy obej mywały, ale oryginalnego 
aktu fundacyi biskupstwa tego nie posiadamy, a tymczasem 
inne świadectwa historyczne rozszerzają zakres dyecezyi Praż- 



**) Słuszna tę uwagę zrobił Palacki. 

*') Annal. Hildesheim an. 973; Annal, Altahenses an. 973; Thietmar II, 20. 

*®) Detmarum dux per suos legatos advocat, . .. . atque suis precibiis et monitis 
efńcit, et eum sibi in episcopum omnes communi assensu eligant Postera die ut 
duci placuit, favorali acclamatione ab omnibus in episcopum Detmarus elegitur. 
Cosmas. Chronić. 49. 

^*) Primo episcopo Detmaro constitutum erat, pro decimatione duos messis 
acervos dabant episcopo (de qualibet aratura) ; dicimus enim acervum quinquaginta 
manipulos habentem, Cosmas 85. — Rozważając przytoczony tekst kroniki Kozmy, 
Dudik zauważył, że pod wyrazem mes sis wypada pojmywać różne gatunki zboża, 
które miały być biskupowi składane. Mahrens Gescłi, II, s, 39. 



— 299 — 

skiej daleko po za granice Czech właściwych. Ztad wynikają za- 
wikłania, krępujące dotąd poznanie rzeczywistego stanu rzeczy. 

Zwyczajnie dziejopisowie czescy i niektórzy niemieccy, tu- 
dzież słowiańscy powołują się na zachowane w kronice Kozmy 
potwierdzenie przez cesarza Henryka IV w r. 1086 fundacyi 
biskupstwa Prażskiego w r. 973, z oznaczeniem granic onego. 
Według tego domniemanego dokumentu, granice biskupstwa 
Prażskiego, oprócz właściwych Czech, obej mywały w r. 973 
jeszcze: Śląsk, Chrobacyję do rzek Bugu i Styru, tudzież Mora- 
wiję ze Słowiańszczyzną aż do Dunaju.®^) Ale dokument pod r. 
1086 oczywiście jest sfałszowany przez zabiegi brata księcia 
Wratysława II, Jaromira-Gebharda biskupa prażskiego (r. 1068 
do 1090), nie bez wiadomości samego księcia i zapewno kance- 
laryi cesarskiej.*^) Powodem do wyjednania tego dokumentu 



^) Pragensis episcopus Gebhardus saepe confratribus suis et coepiscopis ce- 
terisąue principibus nostris, ac novissime nobis coaąuestus est, quod Pragensis 
episcopatus, qui ab initio per totum Boemiae ac Moraviae ducatum unus et integer 
constitutus .... Termini autem ejus (Pragensis sedis) occidentera versus hii sunt : 
Tugozc, quae tendit ad medium fluminis Chub, Zedlicane, Lucsane, 
Daciane, Lutomirici, Lemuzi usąue ad raediam silvam, qua Bohemia li- 
mitatur. Deinde ad aquilonalem hii sunt termini : Psouane, Crouati et altera 
Chrouati, Zlasane, Trebouane, Boborane, Dedosesi usque ad 
mediam sylvam qua Milcianorum occurrunt termini. Inde ad orientem hos 
fluvios habet terminos: Bug scilicet et Ztir cum Krakova civitate, piovin- 
ciaque, cui Wag nomen est. Inde Ungarorum limitibus additis, usqae ad montes, 
quibus nomen est T a t r i , dilatata procedit. Deinde in ea parte, quae meridiem 
respicit, addita regione M o r a v i a usque ad fluvium, cui nomen est Wag, et ad me- 
diam sylvam, cui nomen est Muore, et ejusdem montis, eadem parochia tendit, 
qua Bavaria limitatur. — Erben Regesta N. 167. 

•') Już Bandkie, w Dziejach narodu pols. (wydanie r. 1835 T. I s, 123 — 7), 
wyrzekt, że przywilej Henryka IV r. 1086 dowodzi tylko sprzyjanie marnym pre- 
tensyjom Czech do Śląska i Chrobacyi i że chociaż mógł być rzeczywistym, atoli 
treść jego nie jest wyjętą z żadnego dawniejszego pisma, lecz wprost jest zmyśloną 
na korzyść Czech. Przychylając się do tego zdania Roepj>el w Dziejach Polski 
(T. II Dodatek 4 wyda. polski s. 187) powiada, że zważając na przyjaźń Wratysława 
II z Henrykiem IV, że brat Wratysława Jaromir czas niejakiś był kanclerzem tego 
cesarza a sam książę w r. 1086 został przez cesarza wyniesiony na króla czeskiego, 
przychodzi do przekonania, że cesarz Henryk IV, przy wydawaniu wzmiankowanego 
przywileju, więcej kierował się swymi względami na Czechy, niż treścią dawniejszego 
przywileju, który wznawiał. Wiec dokument len, jak mniemał Zeissberg (w Miseco I, 



— 300 — 

posłużyła, jak zobaczymy niżej, sprawa o stosunek kościelny Mo- 
raw ii do Czech. 

Rozważając stosunki kościelne w Słowiańszczyznie zaclio- 
dniój w IX w. , wzmiankowaliśmy niejednokrotnie o domaganiu 
się biskupów passawskicłi, aby Morawija, wbrew woli stolicy 
apostolskiej, pod icłi władzę poddaną została. A gdy nie zwa- 
żając na podobne pretensyje, papież Jan IX w r. 899 posłał do 
Morawii arcybiskupa Jana z biskupami Benedyktem i Danielem, 
biskupi bawarscy, w icli liczbie i biskup passawski Richar, za- 
nieśli w r. 900 do papieża skargę, że w kościele dopuszczona 
schyzma, albowiem przybyli do Morawii biskupi ustanowili w je- 
dnem i temże biskupstwie arcybiskupa i trzech suffraganów, bez 
zgody biskupa (passawskiego) w dyecezyi którego oni się znaj- 
dywali."^) W kilka lat później upadek państwa Morawskiego 
(r. 906), straszny pogrom Niemców przez Madjarów (r. 907) i na- 
stępujące zaburzenia w państwie Niemieckiem, tudzież szalone 
najazdy na Germaniję Madjarów, skryły przed nami stosunki 
kościelne w Morawii tak, że aż do drugiój połowy X w. nigdzie 
wzmianki o nich nie znajdujemy. Pewno jednak biskupi pas- 
sawscy pretensyi swych do Morawii nie zrzekli się, a bez tego 
biskupstwo Prażskie nie mogło, według ustaw kanonicznych, 
władzy swej na Morawiję rozciągać. Otóż, nie posiadając pe- 
wnych w tym względzie wskazówek, nie mamy podstawy do 



w Archiv f. Oester. Gesch. T. 38 s. 80) wprost sfałszowany w celu poparcia 
pretensyi do Polski Wratysława II, któremu w ów czas nadano tytuł króla 
polskiego. Z innej strony, historycy czescy Szafarzyk i Palacki przywilej r, 1086 
przyjmowali za autentyczny; Ireczek wyraził sie o nim wątpliwie (Codex. juris bohem. 
I, s. 21); a z niemieckich pisarzy przywilej ten za fałszywy uznali: Giesebrecht, 
Gesch. d. Kaiserzeit I 838 — 9; Biidinger, Oester. Gesch. I 314; Anmerk 4, tudzież 
Diimmler w dziele Piligrira von Passau s. 174. Ten Piligrimus biskup passawski 
w drugiej połowie X w. był znakomitym fałszerzem dokumentów. Porów. Biidin- 
ger, Oester. Gesch. Excurs 4 s. 492; Pritz Gesch. des Landes od der Enns, Linz 
1846 s. 130 — 142. Nowsi historycy polscy: Szujski w Historyi Polski ksiąg XII 
(s. 17) tudzież Abraham, Organizacya kościoła w Polsce (s. 115) przywilej r. 1086 
także za fałszywy uznali. 

«2) Wyżej s, 151 — 2. 



— 301 — 

mniemania, aby przy założeniu biskupstwa Prażskiego w r. 973, 
do niego i Morawija ze Słowaczyzna należały, jak wyrażono 
w sfałszowanym dokumencie r. 1086. 

W Morawii byli jednak w X w. chrześcianie. Któż ko- 
ściołem ich rozporządzał? Kozma, zwracając na to uwagę, wy- 
rzekł, że przed Sewerem, który został biskupem prażskim w r, 
1030, w Morawii był własny biskup Wracen.*^) Moglibyśmy 
i nie powierzyć temu, ale z innej strony przybywa nam wiaro- 
godne świadectwo, że w r. 976 w Moguncyi, obok arcybiskupa 
Willegeziusza zasiadali w radzie biskupi: prażski i morawski.**) 
Nie ma więc wątpliwości, że w X w., już po założeniu 
biskupstwa Prażskiego, Morawija miała osobnycłi biskupów, a za- 
tem nie mogła być częścią dyecezyi prażskiej, jak wzmianko- 
wano w sfałszowanym dokumencie r. 1086. — Godne uwagi i to, 
że chociaż ^lorawija należała do książąt czeskich, a jednak Ko- 
zma zowie ją r e g n u m,^') czy nie dla tego, że własnych bisku- 
pów posiadała? Być może, iż w szeregu biskupów morawskich 
zaszła jakaś przerwa, ale pamięć o biskupstwie iMorawskiem 
trwała mocno i to właśnie pobudziło Wratysława II do wzno- 
wienia w r. 1062 biskupstwa w Ołomuńcu, wbrew życzeniu ów- 
czesnego biskupa prażskiego Jaromira Gebharda, który dla unie- 
możebnienia zamiarów księcia, postarał się, aby w dokumencie, 
wydanym przez Henryka IV w r. 1086, wyszczególnione zostało, 
że i Morawija do biskupstwa Prażskiego należy."*) 



t nil 

pKrai 



"j Fertur quod fuisset in Moravia antę tempora Severi quidara episcopus, 
ut reor, nomine Wracen. Imienia tego żadne inne pomniki historyczne i kościelne 
nie wzmiankują. Dudik, Mahr. Gesch. II, 46 — 47. 

•*) An. 976. Willegisus Moguntiacensis episcopus, auctoritate Ottonis impe- 
itoris, astipulantibus quoque assesoribus suis, venerabilibus episcopis: Spirensi, 
Wormatiensi, Pragensi, Moraviensi, pro manifesto parricidio Gozmarum ab 
officio et beneficio deponit, et tonsoratum coenobio, quod est Nuenstadt, ad poeni- 
tentiam transmittit. Erbeo, Regesta N. 72. 

*^) Opisując granice państwa Libickiego Slawników, Kozma mówi: Item 
solis ab ortum contra Moraviae regnum, castrum sub silva situm nomine 
Luthomisl .... Oczywiście, że mówiąc w XII w. o państwie Slawników w X w., 
kiedy już państwo Morawskie dawno zniszczone zostało (906}, Kozma nie mógł 



— 302 — 

Mianowanie pierwszym biskupem prażskim Detmara kładło 
podwalinę osobnego kościoła czeskiego, chociaż w zależności od 
arcybiskupa mogunckiego, ale posiadającego już możność rozwi- 
jać swą organizacyję, wymagającą pracy i czasu wiele. 

Biskup Detmar, słynny z pobożności, nauczył sie mowy cze- 
skiej, kościoły w Czechacli budował, obrzęd łaciński wprowa- 
dzał,"') gorliwie brał się do szerzenia nauki Cłirystusa, ale w Cze- 
chach trwał jeszcze mocno zakorzeniony obrzęd słowiański, znaj- 
dujący gorliwych wyznawców nietylko w prostym ludzie, lecz 
nawet w możnowładzcach. Wytępić ten obrzęd, dać przewagę 
łacińskiemu kościołowi, stosownie do listu Jana XIII, aby na- 
bożeństwo w dyecezyi prażskiej odbywało się nie w słow^iańskim 
lecz w łacińskim języku, pierwszy obowiązek biskupa stanowiło. 
Detmar, w ciągu krótkiego, bo tylko dziewięcioletniego paster- 
stwa, dokonać tego nie mógł, albowiem nie mniej ważnem za- 
daniem jego było: wprowadzić ład w kościele, karność w du- 
chowieństwie, nabożeństwo i obrzędy religijne w ludzie, a przy- 
tem powściągnąć rozpustę i sprośne obyczaje, które w owym 
czasie nietylko w prostym ludzie, lecz i w duchowieństwie szka- 
radne formy przybierały. Zadanie biskupa było nadzwyczaj tru- 
dne. Wszyscy to pojmywali, a gdy zmarł Detmar (r. 982) wy- 
bór następcy po nim stał się kwestyją nadzwyczaj ważną. Opi- 
nija publiczna przychyliła się na korzyść młodego księdza Woj- 
ciecha, syna możnowładzcy Sławnika i pierwszej żony jego księ- 
żniczki bawarskiej.**^) Na sejmie w Lewym Hradcu Wojciech 



wyra?enia „Moraviae regnum" stosować do tego, co było dawniej, przed r. 906, 
a zastosował je do późniejszych czasów, uważając Morawije za osobne od Czech 
regnum. 

**) Jaromir przez cały ciąg pasterstwa swego (r. 1068 — 1090) walczył o pod- 
danie Morawii pod zarząd biskupstwa Prażslńego, a gdy Wratysław II, nie zważa- 
jąc na dokument r. 1086, kapelana swego Wecela wyniósł w r. 1090 na biskup- 
stwo Morawskie, przewrotny i zapalczywy Jaromir puścił się w podróż do Rzymu, 
lecz w drodze umarł i tem spór o biskupstwo Morawskie na zawsze się skończył, 
Ireczek, Slovan. Pravo II, 167. 

«^) Palacki, Dejiny I, 256—258. 

***) Wyżej, str. 223, przypisek 19. 



ó^o 



n. 



wybrany został na biskupa w r. 982, ale poświecenie go przez 
arcybiskupa mogunckiego Willegiza nastąpiło dopiero w r. 983. 
"Wysoko uduchowniony, wykształcony, cnotliwy, pełen poświęce- 
nia sie dla chrześciaństwa, Wojciech pod wpływem długiego po- 
bytu na naukacli w szkole magdeburgskiej, a zapewno i pod 
wpływem matki Niemki, pomimo woli przesiąkł wyobrażeniami 
łacińsko-niemieckiego duchowieństwa, nieprzyjaźnie na obrzęd 
słowiański zapatrującego się. Lud czeski z radością witał paste- 
rza rodaka, a pasterz, kochając lud swój, gotów był dla niego 
wszystko uczynić, nawet życie ponieść w ofiarze. Wyrzekł się 
on uciech światowych, dochody swe przeznaczył na ubogich 
księży, kościoły, wykup niewolników, szczególnie z rąk żydów, ^^) 
nauczał okoliczne ludy, w Ostryhomiu ochrzcił syna Gejzy Waj- 
ca imieniem Stefana, zwiedził podobno i Kraków. Gdy jednak 
w ciągu pięcioletniej pracy Wojciech przekonał się, że wszelkie 
usiłowania jego w celu powściągnienia niesforności i rozpusty 
duchowieństwa, zaprowadzenia ładu w nabożeństwie, zmiękcze- 
nia grubych obyczyjów i umoralnienia ludu, nie osięgały pożą- 
danych skutków, postanowił złożyć urząd biskupa, na miejsce 
swe wynieść mnicha klasztoru ś. Emmerama Strachwasa, w za- 
konie pod imieniem Chrystyjana znanego, spodziewając się, że 
on jako brat księcia Bolesława II większą pomoc do sprawowa- 
nia władzy swej u księcia uzyszcze. W tym celu Wojciech udał 
się do Rzymu i pielgrzymkę do Ziemi .Świętej zamierzył, lecz 
okoliczności tak się w Rzymie złożyły, że zaniechawszy zamie- 
rzonej pielgrzymki, wstąpił do klasztoru ś. Bonifacego i Alek- 
sego na górze Awentyńskiej (r, 990), 

Tymczasem, sprawujący obowiązek biskupa prażskiego, bi- 
up misznieński Wolkold nie mógł dać rady z rozpuszczonem 
duchowieństwem, Książe Bolesław II udał się do arcybiskupa 
mogunckiego Willegiza, aby przedsięwziął środki do zaprowa- 



**) Wyżej T. II s. 422, cytata 104 z Kanaparza Żywota ś. Wojciecha. To 
^amo w Bielowskiego M. P. I s. 169 cap. 12, 



— 304 — 

dzenia ładu w kościele i powściągnienia niemoralności ludu. 
Znowu więc oczy na Wojciecha zwrócono. Strachkwas i dawny 
nauczyciel Wojciecha Radło, na czele poselstwa, udali sie do 
Rzymu, gdzie przyrzekłszy Wojciechowi poprawę duchowień- 
stwa i ludu, wymogli, że się zgodził do Pragi powrócić. Książe 
Bolesław II przyjął go życzliwie i na jego żądanie założył nie- 
daleko Pragi, w Brzewnowie klasztor, który mnichami reguły 
ś. Benedykta, z Włoch przez Wojciecha sprowadzonymi, obsa- 
dził (r. 993). ^«) 

Gorliwy o uporządkowanie kościoła i umoralnienie ludu, 
Wojciech chciał żelazną ręką zgładzić szorstkość duchowieństwa, 
przesądy i sprośne obyczaje pogańskie wyniszczyć, szczątki na- 
bożeństwa słowiańskiego usunąć, nieprzewidując, że tępiąc prze- 
sądy pogańskie uderzył w obyczaj narodowy, który niełatwo 
wykorzenić się daje, że usuwając nabożeństwo słowiańskie, obu- 
rzał wielu możnych, do których i Wrszowcy należeli. 

Tlejąca oddawna nienawiść rodowa pomiędzy Sławnikami 
a Wrszowcami, podsycana nienawiścią narodu czeskiego do 
Niemców, przygotowywała burzę. Wojciech zamierzył godzić 
stronnictwa, skłaniać naród do posłuszeństwa hierarchii kościoła 
rzymskiego, chciał kościół czeski pojednać z kościołem niemiec- 
kim, wreszcie usunąć wstręt Czechów do Niemców. Wychowa- 
niec szkoły magdeburgskiej szukał ojczyzny nie w łonie własne- 
go narodu, lecz w powszechnym kościele. Naród czeski tego 
nie rozumiał. Krzywdy doznane od Niemców zanadto wsiąkły 
w umysł Czechów, aby mogli się pozbyć wstrętu do Niemców 
i spokojnie patrzyć na zaprowadzane przez nich porządki w ko- 
ściele czeskim. Wojciech stał się nienawistny Prażanom, a gdy 
pomiędzy Sławnikami a Wrszowcami wybuchnęła wojna, Woj- 
ciech zmuszony został powtórnie opuścić Pragę i konno do Rzy- 
mu uciekł (r. 995). Tam cesarz Otton III, poznawszy Wojcie- 



™) Akt fundacyi klasztoru Brzewnowskiego 15 Januarył r. 993 w Erbena 
Regestach N. 78. 



cha, polubił go i wspólnie z papieżem radził mu powrócić do 
Pragi. Tymczasem w Czecliach zaszły smutne wypadki. Bole- 
sław II śmiertelnie chory, nie mógł sprawować władzy swej, 
a najstarszy syn jego Bolesław (Rudy), przyjaciel Wrszowców, 
podburzał ich przeciw Sławnikóm. Z braci Wojciecha najmłod- 
szy Radym zawsze był przy nim, a najstarszy Sobiebor przyjął 
służbę u Bolesława Chrobrego. To podało powód Wrszowcóm 
do oskarżenia Sławników o zdradę ojczyzny. Rozpoczęła się 
wojna. Przy pomocy Bolesława Rudego, Wrszowcy zdobywszy 
Libicę, stolicę Sławników, czterech braci Wojciecha zamordowali 
(r. 996), a majątki ich pomiędzy sobą rozdzielili. — Wypadek 
ten uniemożebnił powrót Wojciecha do Pragi. Gorąca dusza jego 
pragnęła trudów w imię nauki Chrystusa. Papież Grzegorz V 
mianował go arcybiskupem missyonarzem (archiepiscopus regio- 
narius), zostawiając do jego woli udać się dokąd zechce. Woj- 
ciech udał się do Bolesława Chrobrego, kilka miesięcy bawił 
w Polsce, wiosną r. 997 przedsięwziął apostolstwo wśród dzikich 
Prusów i na brzegach Sambii śmierć męczeńską poniósł.'') Imię 
jego szeroki rozgłos w całem chrześciaństwie zyskało. Kościół 
rzymski uznał go świętym, a Polska patronem swoim! 

Po Wojciechu biskupem prażskim niedługo był Strachkwas 
(i" 997). po "ini Tiddag niewiele miał czasu do uporządkowania 
dyecezyi swej, albowiem koniec wieku X był dla Czech niepo- 
myślnym. Zaburzenia rozerwały państwo Czeskie, z czego skorzy- 
stał Bolesław Chrobry. Na czele Słowiańszczyzny Zachodniej 
stanęła Polska. 



to 



'^) Królki ten rzut oka na czyny ś. Wojciecha wypada uważać nie jako 
życiorys jego, choćby najkrótszy, lecz wprost jako objaśnienie charakterystyki sto- 
sunków kościelnych i społecznych w Czechach, za czasów pasterstwa ś. Wojciecha. 
Zakres i cel niniejszej pracy nie pozwala wchodzić w bliższą ocenę stosunku ś. 
Wojciecha do kościoła słowiańskiego obrzędu, ani wdawać sie w rozbiór krytyczny 
zdań autorów o czynach i znaczeniu w dziejach ś. Wojciecha. Muszę jednak zro- 
bić uwagę, że dla sprawiedliwej oceny stosunku ś, Wojciecha do Niemców i wła- 
snego narodu, tudzież do słowiańskiego obrzędu, wypada nadzwyczaj ostrożnie ko- 
rzystać ze źródeł, bo jeśli słowiańskie wzbudzają rozdrażnienie i niekiedy marne 
insynuacye, tacińsko-niemieckie radeby wiele rzeczy milczeniem pokryć. 
Tom UL 20 



J-0 



6. Wprowadzenie chrzesciaństwa w Polsce. Początek organizacyl 

kościelnej. 

Od dawnego czasu historycy polscy przyznają, że na długi 
czas przed nawróceniem sie Mieszka I, chrześciaństwo krzewiło 
się w Polsce, mając skrytych wyznawców swoich, a znacznej 
części narodu nieobcem było, w skutek zawiązanych i utrzymy- 
wanych stosunków z sąsiednimi Słowianami chrześcianami.''*) Po- 
dobne przekonanie opierało się dawniej na niepewnych wzmian- 
kach historycznych i podaniach, dopuszczających domysłów wiele. 
Rozwój nauki, w drugiej połowie bieżącego wieku, pozwala przed- 
miot ten przedstawić na mocniej ugruntowanych podstawach. 

"Wiadomo, że usiłowania cesarzy z domu Karlowingów do 
zasadzenia winnicy Chrystusa u Słowian zaodrzańskich nie do- 
tknęły Polski. Missyonarze niemieccy nie pospieszyli do sąsie- 
dnich im Obodrytów, Lutyków, Serbów, a cóż mówić o oddalo- 
nej krainie, wśród nieprzebytych puszcz i moczarów pomiędzy 
Odra a Wisła położonej. To też możemy być pewni, że w IX 
w. żaden missyonarz łacińsko-niemiecki nie zaglądał do Polski, 
i że od zachodu chrześciaństwo żadnego wpływu na Polskę nie 
wywierało. 

Inaczej ma się rzecz z apostolstwem słowiańskiem. W parę 
lat po przybyciu braci soluńskich do Morawii, jeden z nich, mia- 
nowicie Konstanty opowiadał słowo boże w okolicach Zgorzelca 
i według wiarogodnego podania, na górze Jawornickiej miała 
być postawiona wtedy pierwsza świątynia chrześciańska (około 
r. 865.)''^) W kilkanaście lat później ksiaże czeski Borzywoj 



'-) Naruszewicz, Hist, narodu polskiego I, ks. I rozd, XIII, tudzież 
ks. III rozd. XVII, przypisek i na sir. 296; Lelewel, Pol. Wiek, Śred, T. I, 
wyd. 1846 s. 285; Band kie Jerzy Samuel, Dzieje królest. pols. wyd. 1820 T, I; 
Roeppel, Dzieje Polski, wyd. polskie r. 1879 T. II, Dodatek 4 s. .164; 
Bartoszewicz, Historyja Pierw. Polski, wyd. 1878 T. I str. 335; Koryt- 
kowski Jan ks. Arcybiskui>i gnieźnieńscy T. I r. 1887 s. i; Abraham WJad. 
Organizacya kościoła w Polsce r. 1890 s. i. 

"} Wyżej str. 86. 



I 



— 30; — 

i żona jego Ludmiła ochrzczeni przez ś. Metodego (około r. 880) 
szerzyli clirześclaństwo w Czecliacli, do Ictórycli później Slaslc 
przyłączony został. Tym sposobem clirześciaństwo słowiańskiego 
obrzędu dotknęło granice polslcie z zacliodniej strony już w końcu 
IX i początku X w. Około tego czasu, po wygnaniu pogań- 
skiego księcia z Wiślicy (około r. 884), obrzęd słowiański za- 
krzewił sie nad górna Wisła. '^) Trochę później papież Jan IX 
wysłał z Rzymu do Morawii w r. 899 arcybiskupa Jana z bi- 
skupami Benedyktem i Danielem w celu zorganizowania kościoła 
w Morawii, do której rtależała wtedy Chrobacya z Krakowem. 
A chociaż o czynności wzmiankowanych biskupów wiadomości 
nie posiadamy, nie możemy jednak odrzucić bezwarunkowo po- 
dań, według których jeden z tych bisliupów, mianowicie Daniel 
miał zostać biskupem w Krakowie lub Wiślicy."^) Najazd Mad- 
jarów (r. 906), zgruchotawszy biskupie stolice w Nitrze i Wele* 
gradzie, Krakowa nie dotknął; Chrobaci zostawali z Madja- 
rami w przyjaznych stosunkach. Późniejsza zależność Chro- 
bacyi od Czech nietylko nie przeszkadzała, lecz owszem 
sprzyjała dalszemu rozwojowi chrześciaństwa w tym kraju, albo- 
wiem książęta czescy w X w. byli gorliwymi wyznawcami nauki 
Chrystusa. Zniszczone nad górną Wisła pogaństwo więcej już 
nie powstało, a zaprowadzone w Krakowie i Wiślicy chrześciań- 
stwo nie ugasło. Któż stał na jego czele? Podania wzmiankują 
o biskupach , niewia.domo jakiego obrzędu : słowiańskiego, czy 
łacińskiego? Może ci biskupi byli tylko missyonarzami, bez dye- 
cezyj, ale w każdym razie w Krakowie musieli być przełożeni 
kościoła miejscowego, wypadało to bowtem z naturalnego stanu 
rzeczy.'^) — Tym sposobem chrześciaństwo słowiańskiego i ła- 

%-^ 

■ "*) Wyżej str. 127. 

■ 75j "Wyżej str. 150. 
'*) AV roczniku Traski zapisano: A. 970 Prohortus primus episcopus Kra- 

koviae ordinatur; an. 986 Proculfus in episcopum Cracoviae assumitur, secundus. 
W roczniku Sędziwoja: an. 986 Proculphus in episcopum Cracoviensem consecratur 
mortuo Prolhoro (Bielowski M. P. II, 828, 872). Według katalogów biskupów 
i roczników polskich, szereg biskupów krakowskich w X w. tak sie przedstawia: 

20* 



xo9, — 



o 



cińskiego obrzędów, szerząc sie po całej granicy państwa Mie- 
szka I, od Lużyc przez Śląsk aż do środkowej Wisły, wcześnie 
musiało wpływ swój wywierać na Polanów, znajomić ich z ob- 
rzędami chrześciańskimi i powoli przygotowywać do bliższego 
obeznania się z zasadami nauki Chrystusa. Tem tylko możemy 
wytłómaczyć spokojne zachowanie się Polanów pod czas wpro- 
wadzenia przez Mieszka nowćj wiary, tak że o jakim bądź opo- 
rze, a tem bardzićj o męczennikach żadnej wzmianki, ani poda- 
nia nie zostało wcale. 

Według mniemania historyków, pierwszymi missyonarzami 
chrześciaństwa w Polsce musieli być księża z dyecezyi Regens- 
burgskiej, choćby nawet z Czech, ale Niemcy, bo księży czeskich, 
uzdolnionych do podobnych czynów, niby jeszcze nie było.'') My 
podobnego zdania podzielać nie możemy z powodu następnych 
okoliczności. 

Podczas prześladowania obrzędu słowiańskiego w Morawii 
po śmierci ś. Metodego (r. 885) liczono do 200 księży słowiań- 
skich, oprócz uczniów ich.'^) Niektórzy z tych księży udali się 
do Słowian południowych, ale więcej bezwątpienia schroniło się 
do pobliźszych im Czechów i Chrobatów, szczególnie podczas 
upadku Morawii r. 906. Z tych to zapewne księży znalazł się 
w Czechach biskup, który dokonał obrzędu postrzyżyn Wacława 
syna księcia Wraty sława I.'*) Z nich zapewno byli i pierwsi 
nauczyciele w szkole słowiańskiej w Lewym Hradcu. W tymże 
czasie istniała szkoła łacińska w Budcu, w której młodzież cze- 
ska przygotowywała się do posług religijnych. Kilkadziesiąt lat 



Prohoriusz -970 f 986, Prcculf 986 f 995, Lambert 995 f 1014, ] ostacie których 
nie są źródłami udowodnione. Piekosiński, Kod. dyp. katedry krakowskiej str. i. 
Ale brak źródeł nie jest dowodem, że biskupów nie było wcale. Wątpliwość za- 
chodzi tylko co do szeregu i dat ich następstwa, tudzieł obrzędu. 

■") Według Abrahama ,.0 tem aby w Czechach istniało już (za czasów Du- 
brawki) duchowieństwo czeskie do missyi zdolne, nie może być mowy." Organiza- 
cya kościoła w Polsce, s. 15. 

78j Wyżej str. 134. 

'») Wyżej str. 231—233. 




— 3<^9 — 

nauczania w tych szkołach, ożywianych przykładem jednego 
z uczniów ich ś. Wacława, dostateczne było aby w duchowień- 
stwie Cześkiem rozwinąć sie mogła niezbędna dla kapłanów 
oświata i uzdolnienie do wywierania wpływu na mniej oświeco- 
nych pobratymców. Była wiec możność wykształcenia się w Cze- 
chach missyonarzy słowiańskiego rodu, uzdolnionych do opowia- 
dania Polanom ewangelii, bez pomocy Niemców. Z nich zape- 
wno pierwsi missyonarze przybyli do Polski, na co wprawdzie 
tylko podania wskazują, gdy tymczasem na dowód przypuszcze- 
nia, że pierwszymi missyonarzami w Polsce byli Niemcy, nawet 
i podań nie posiadamy.^**) Jeżeli przytem na uwagę weźmiemy, 
że dla powodzenia missyonarzy niezbędną była znajomość grun- 
towna mowy słowiańskiej, tedy przyznać wypadnie, że do Pola- 
nów przybywali pierwotnie księża słowiańscy z Czech, może na- 
wet Ślązacy i Chrobaci. Nie wyda się więc przesadną wiado- 
mość dawniejszych historyków o przybyciu z Dubrawką do Pol- 
ski księży czeskiego rodu. 

Biorąc za żonę Dubrawkę (r. 965), a w rok później za jej 
poradą przyjmując chrzest (r. 966),*^) Mieszko nie miał potrzeby 
zapytywać na to dozwolenia ani cesarza Ottona I, ani żadnego 

^) Według profesora Abrahama „cTirześciaństwo mogło być przeniesione do 
nas tylko przez Niemców" (s. 15). „Missyonarzom, którzy z poręki Gerona do Pol- 
ski przybyli, pomocni byli kapelani Dubrawki" (s, 29). Radzibyśmy poznać źródło 
z którego zaczerpnięta wiadomość o missyonarzach z poręki Gerona do Polski przy- 
byłych? Byłoby to bardzo ciekawe, bo świadczyłoby o początkach chrześciaństwa 
w Polsce już w r. 963, wiadomo bowiem, że w tym roku Gero opuścił markgraf- 
stwo i udał się do Rzymu, a w r. 965 umarł. Niestety! Gero podobnemi sprawami 
nie zajmywał się: od Mieszka wymagał trybutu i hołdu cesarzowi, umarł wcześnićj 
niż się Mieszko ochrzcił. Jakimże sposobem mógł on być pośrednikiem przy wy 
prawieniu missyonarzów do Polski? 

*') Data przybycia do Polski Dubrawki i chrztu Mieszka w rocznikach kra- 
kowskich oznaczona: an. 965 Dobrowka ad Mesconem venit; an. 966 Mesco dux 
Polonorum baptisatur. Tak samo i w rocznikach wielkopolskich (Bielowski M, P. 
II. str. 792). W innych rocznikach daty trochę się różnią, porównywajac jednak 
daty i wypadki historycy zgadzają się, że dla ożenienia się Mieszka z Dubrawką 
wypada przyjąć rok 965, a dla chrztu Mieszka r. 966. — Porów. Roeppel, Dzieje 
Polski II, Dodatek 4; Korytkowski, Arcybiskupi Gnieźnieńscy T. I, s. 3; Abraham, 
Organizacya kościoła w Polsce s. 15. 



— 3TfO — 

biskupa, mógł użyć księży z jakiej chciał narodowości i nikt mu 
icli narzucić nie mógł. A ponieważ do opowiadania słowa bo- 
żego ludowi polskiemu przydatni mogli być tylko księża znający 
mowę i obyczaje słowiańskie, nie wahamy się twierdzić, że do 
missyonarstwa w Polsce Mieszko posługiwał się księżmi czeskimi 
bądź z orszaku Dubrawki, bądź później sprowadzonymi. 

Wypadek tak wielkiej wagi, jak przyjęcie chrztu przez księ- 
cia polskiego i naród jego, nie mógł być tajnym ani cesarzowi 
Ottonowi I, ani w Rzymie, gdzie już od r. 965 bawiła córka Bo- 
lesława I księżna Młada, zakonnica, wkrótce potem przełożona 
klasztoru. ^^) Nie możebnem się zdaje przypuścić, aby pomiędzy 
przepełnionemi gorliwością o rozwój chrześciaństwa księżniczkami 
Dubrawka a Młada, nie było stosunków i porozumienia co do 
ułatwienia Mieszkowi ustanowienia kościoła polskiego. Są nawet 
wzmianki kronikarskie o zabiegach Mieszka w Rzymie,**^) cho- 
ciaż i niepotwierdzone innemi świadectwami, ale są, gdy tym- 
czasem o tem, aby się Mieszko udawał do cesarza o pomoc mu 
przy ustanowieniu kościoła w Polsce nigdzie żadnej wzmianki 
nie ma.**) Dopiero w parę lat później, gdy już w Polsce chrze- 
ściaństwo urzędowie wprowadzone zostało, w Niemczech posta- 
rano się, aby kościół polski przyłączyć do niemieckiego kościoła. 
Wiadomość o tem, wcześniej od innych, zapisał w początku XI 
w. Titmar, w tych słowach: „za przykładem Mieszki ogół na- 



82) Wyźć], przypisek 52, 

**) W kronice Węgiersko - Polskićj zapisano: Mescho Polonorum dux chri- 
stianam roborare cum suis amplesatus fidem, missis ad romanae sedis antistitem 
Leonem nomine (Leon VII[ q63 — 965) nuntiis, apostolica fulciri benedictione ac 
regio postulaverat diademate coronari. Bielowski M. P. I s. 500. Jeżeliby rzeczy- 
wiście Mieszko posylaJ do papieża Leona VIII posłów, lo by to wskazywało, że on 
już w r. 965 był chrześcianinem, 

**) Prof. Abraham, twierdząc, że o sprowadzenie do Polski biskupa uda- 
wano się do Ottona I, powiada, że „tak jak się do niego często udawano z Danii 
i nawet z dalekiej Rusi". Organizacya sir. 33. — Tu muszę zrobić uwagę, że na 
podobne przykłady powoływać się nie można. Pokrewieństwo Danów z Niemcami 
zbliżało ich apostolstwo do siebie, a proźba delegatów z Rusi, aby Otton I wysłał 
missyonarzy, była oszukaństwem ze strony AVaragów, w nadziei otrzymania hojnych 
darów. Porów, wyźćj przypisek 28. 



— 311 — 

rodu stał sie zwolennikiem Chrystusa, Jordan pierwszy ich bi- 
skup pracował niezmiernie słowem i czynem do uprawienia win- 
nicy Pańskiej." **) W innem miejscu tenże Titmar zapisał, „że po 
ustanowieniu przez Ottona I metropolii magdeburgskiej w r. 968, 
w poczet pasterzy tej metropolii wszedł Jordan pierwszy biskup 
poznański"*®) Lakoniczna wzmianka ta nie objaśnia ani powodu, 
ani czasu w którym mianowicie stało się przyłączenie biskup- 
stwa Poznańskiego do metropolii magdeburgskiej,'^") ani tego 
zkąd się wziął w Polsce biskup Jordan i do jakiej narodowości 
należał. ^^) Zostaje zatem dla domysłów obszerne pole. 

Że przyłączenie biskupstwa Poznańskiego do metropolii ma- 
gdeburgskiej stało się według żądania Ottona I o tem nie wąt- 
pimy, albowiem udzielność kościoła polskiego poprowadziłaby 
w przyszłości do zrównania księcia polskiego z chrześciańskimi 
monarchami Europy; mogłaby powstać niepodległa monarchija 
słowiańska, pociągająca do siebie sąsiednie ludy pobratymcze 
ze szkodą Niemiec. Zapobiedz temu ze strony Ottona I wypa- 
dało koniecznie. Przyłączenie dyecezyi poznańskiej do najbliż- 
szego mu arcybiskupstwa Magdeburgskiego , tamując rozwój 



i 



") Thietmar IV, 35. 

8"*) Thietmar II, 14. Additus est his confratribus Brandeburgensis eccle- 
siae primus pastor Thietmarus antę hoc unctus, et Jordan episcopus Posnaniensis 
primus. 

*') Prałat Korytkowski utrzymuje, że w Magdeburgu pomiędzy biskupami, 
składającymi hołd nowemu swemu metropolicie „znajdywał sie także pierwszy bi- 
skup poznański Jordan, jak z podania Dytmara wnosić należy, zwłaszcza, że Bogu- 
chwał dobrze poinformowany o początkach biskupstwa swego poznańskiego, stanow- 
czo podaje, że w r. 968 zostało ustanowione." (Arcyb. Gnieźnieńscy I, s. Ii). Ale 
Titmar, wzmiankując o przyłączeniu biskupstwa Jordana do metropolii magdeburg- 
skiej, nie mówi wcale, aby Jordan obecnym był w Magdeburgu i nie objaśnia czy 
to sie stało jednocześnie z poddaniem innych biskupów pod władze metropolity 
magdeburgskiego (r. 968) czy później. Co sie tyczy Boguchwała, to czy w drugiej 
połowie XIII w. posiadano dokumentalne wiadomości o roku założenia biskupstwa 
poznańskiego, t. j. po upływie około 300 lat, wątpić się godzi. 

**) Według Naruszewicza i dawniejszych pisarzy Jordan mógł przybyć 
z Włoch (Hisl. Mar. Pol. T. I ks. I rozd, XVIII przyp, i). — Według Abrahama 
Jordan mó^ł przybj'ć z zachoJnicł) Nicnjiec, Francyt lub Wtocł). Organizacya s. 34, 



— 312 — 

swobody kościoła polskiego, poddawało najważniejsze sprawy 
narodu polskiego pod kontrole Niemców. Ale czy to odpowia- 
dało widokom stolicy apostolskiej i księcia Mieszka? Porówna- 
nie faktów łiistorycznycli pozwala dać następne objaśnienie. Ze 
słów Titmara widać, że Jordan był już biskupem wcześniej nim 
wszedł w poczet dostojników metropolii magdeburgskiej,^"; że 
mianowany został biskupem nie przez cesarza lecz przez inna 
władze, najpewniej wprost przez stolicę apostolską, albowiem 
przed ustanowieniem dyecezyi poznańskiej on był tylko bisku- 
pem missyonarzem (episcopus regionarius), mającym stworzyć 
sobie trzodę wiernych. Takicli biskupów, oprócz stolicy apostol- 
skiej, mogli wprawdzie mianować metropolici, ale z pięciu arcy- 
biskupów niemieckich, któryżby mógł posłać Jordana do Polski? 
Każdy z nich przed ustanowieniem arcybiskupa magdeburgskie- 
go, (968), miał obszerne pole do działania w granicach swej me- 
tropolii. Arcybiskup salcburgski miał na celu nawrócenie Mad- 
jarów, arcybiskup moguncki miał jeszcze massę nieochrzczonych 
Słowian wewnątrz Germanii po nad Menem i w Turyngii,"") 
arcybiskup hamburgski nie mógł dać rady z sąsiednimi Obodry- 
tami i Lutykami poganami, a arcybiskupi koloński i spirski za- 
nadto oddaleni od Polski, aby do niej missyonarzy posyłać mo- 
gli. Prawdopodobnie Mieszko, za pośrednictwem księcia czeskie- 
go, lub księżniczki Młady, albo inną drogą, starał się wyjednać 
u stolicy apostolskiej przysłanie mu biskupa, unikając w tćj spra- 
wie pośrednictwa Niemców. Stosownie do jego żądania przy- 
słany został Jordan, który początkowo był biskupem w ogóle 
polskim, a dopiero później, po ustanowieniu metropolii raagde- 
burgskiej w r. 968, w skutek żądania Ottona I Mieszko musiał 
się zgodzić, aby Jordan uległ zwierzchnictwu arcybiskupa mag- 



*") Źe Jordan przed intronizacy.a pierwszego arcybiskupa magdeburgskiego 
byl już wyświęcony na biskupa potwierdza to annalista Saxo: his confratribus (t. j. 
biskupom) cooptavit imperator tres prius consecratos, hoc est Dudonem 
havelbergensem Dudelinem brandenburgensem et Jordanum posnanensem, 

^O) O tern szczegóły beda w Tomie lYJTniniejszego dzielą. 



deburgskiego. ',') Rzecz naturalna, że Mieszko wolałby mieć kościół 
polski niezależny od Niemców, ale będąc hołdownikiem Ottona I, 
musiał się do jego woli zastosować. 

Wprowadzając chrzęści ań stwo Mieszko zbudował pierwszy 
prawdopodobnie kościół w stolicy swej Gnieźnie, w r. 965 *^) i to, 
według tradycyi miejscowej, na fundamentacli zburzonej świą- 
tyni pogańskiej, gdzie się dziś wznosi kolegiata ś. Jerzego, ale 
ustanowić biskupstwo w Gnieźnie zakazywała mu roztropność, 
„gdyż tam był na ówczas stek pogaństwa, ogarniający jeszcze 
czoło narodu, którego nie cliciał drażnić, a duchowieństwo wy- 
stawiać na prześladowanie."*") Założył więc biskupstwo w Po- 
znaniu i dla tego Jordan od czasu przyłączenia biskupstwa tego 
do metropolii Magdeburgskiej, mianował się biskupem poznań- 
skim, chociaż w rzeczywistości był biskupem całej Polski, aż do 
śmierci,®*) jak równie i następca jego Unger aż do ustanowienia 
arcy biskupstwa Gnieźnieńskiego w r. 1000. Do czasów Mieszka 
historycy odnoszą założenie w r. 966 klasztoru w Trzemesznie, 
obsadzonego wtedy przybyłymi z Werony kanonikami regular- 
nymi laterańskimi."') Klasztor ten stał się najpierwszym przy- 
tułkiem cywilizacyi zachodniej w Polsce. 

Dalszy rozwój organizacyi kościoła w Polsce prowadził ener- 
gicznie Bolesław Chrobry, który wyzwoliwszy kościół polski od 
zależności cudzoziemskiej (r. 1000), wyjednał zgodę Stolicy apo- 
stolskiej i cesarza Ottona III na ustanowienie metropolii Gnie- 

^') Według pr. Wojciechowskiego katedra poznańska prawdopodobnie ai do 
r. 973 stała pod władzą metropolitalną arcybiskupa mogunckiego. — O rocznikach 
polskich. Pamiętnik Akad. Umiejęt. r, 1880. T. IV. s. 210. 

*-) O zbudowaniu kościoła w (jnieźnie przez Mieszka wzmiankuje bezimienny 
autor Passio S. Adalberti martyris, w początku XI w. Bielowski, M. P. I, s. 153. 
'■') Korytkowski. Arcybis. Gniezn, I, s. 20. — Uwagę o tem, że Mieszko 
założył pierwsze biskupstwo w Poznaniu, dla tego, że nie chciał wywoływać roz- 
drażnienia pogaństwa scentralizowanego w Gnieźnie, »robił dawno Stenzel, co po- 
I wtórzył Zeissberg, w Miseco I, w Archiv f. Oesterr. Gesch. T. 38, s. 77. 
**) Rok śmierci Jordana nie jest nam znany. Pochowany on, według Dłu- 
gosza, w katedrze brandenburgskiej. 
^') Łukowski, prałat kapituły gnieźnieńskiej, w dziele: Archiwum Trzeme- 



— 314 — 

źnieńskiej, z trzema suffraganiami, przez co narodowi swemu 
otworzył drogę do oświaty chrześciańskiej w duchu narodowym, 
Rozpowiemy o tem we właściwem miejscu. 



§ 50. 
Stosunek Mieszka I do cesarstwa i sąsiadów. 

I. Przezorność w polityce Mieszka I. 

Upokorzywszy się przed cesarzem Ottonem I, składając mu 
hołd i daninę, nie będąc do tego zmuszony ostatecznością, Mie- 
szko dokonał czyn nadzwyczaj doniosły w dziejach Słowiańszczy- 
zny nadodrzańskiej. Ledwo przemożony w boju przez Gerona, 
Mieszko mógł cofnąć się nad Odrę, bronić przeprawy Niemcom 
na prawy brzeg tej rzeki, a w razie niepowodzenia mógł ustępy- 
wać w głąb kraju daleko ku wschodowi przez Poznań ku Wiśle, 
albo przez Kalisz i Łęczycę ku Pilicy i granicom Rusi. Na tej 
obszernej przestrzeni bez dróg, bez stałego podwozu żywności, 
nigdyby Niemcy nie byli w stanie ścigać Mieszka, ani nawet w głó- 
wnych jego grodach Gnieźnie i Poznaniu utrzymać załogę, pod 
obawą stracenia jej przy lada poruszeniu się Słowian zaodrzań- 
skich. Jeżeli dla przytłumienia powstań Obodrytów i Lutyków, 
Niemcy zmuszeni byli ściągać ogromne siły, jeżeli z jednymi Ra- 
tarami kilka lat wojując bez przerwy (956—960), nie dopięli 
celu,^) o ileż trudniej byłoby im prowadzić wojnę na wschód 
od Odry, w kraju zupełnie nieznajomym, porosłym lasami, peł- 
nym bagnisk i trudnych do przeprawy brodów, a przytem na- 
pełnionym ludem bitnym, mającym pewną organizacyą wojenną, 
z energicznym na czele księciem, woli którego wszyscy posłuszni 
byli. Położenie Mieszka wcale nie było tak niebezpieczne, aby 
po jednej potyczce z markgrafem Geronem, mógł obawiać się 
o utratę kraju lub niepodległości. Jesteśmy skłonni wierzyć, że 



1} Wyżej § 47, s. 25 1, 262, 



— 3^5 — 

przy życzeniu mógł ją zachować do śmierci. Inne jednak były 
zamiary Mieszka. Oprócz zbrojnego ludu, utrzymywał on 3000 
stałych wojów, „setnia których wystarczała za dziesięć secin in- 
nych,"-) ale w spotkaniu się z Niemocami, przekonał się, że jego 
bitne rycerstwo, które troskliwie pielęgnował, nie wystarczało do 
mierzenia się w otwartem polu z ogromnemi siłami Niemców, po- 
siadających organizacyę wojskową, od czasów Karola W. usta- 
nowioną, a później przez Henryka Ptasznika udoskonaloną.'^) Po- 
jął Mieszko wyższość organizacyi nieprzyjacielskiej od własnej, 
nie chciał narażać ojczystego kraju na zniszczenie, jakiemu ulegli 
Zaodrzańcy, z niewyczerpanemi siłami jeszcze upokorzył się przed 
cesarzem i w samą porę przyjął chrześciaństwo. Jakaż to ra- 
dość zapanowała na dworze Ottona I w Magdeburgu na wieść, 
że „król północy Mieszko" *) stał się hołdownikiem cesarza, chrze- 
ścianinem, a przez to członkiem cesarstwa i sprzymierzeńcem 
Niemców. Zobowiązał się on płacić daninę nie z całego kraju, 
a tylko z krainy po Wartę, co rozumieć wypada, z krainy, którą 
podczas najazdu Gerona na Łużyce (r. 963), zatrzymał z lewej 
strony Odry, poza granicami dziedzicznego państwa swego, a mo- 
że i z prawej strony Odry, na północ od Warty, bo w tę wła- 
śnie stronę parł się Mieszko, w zamiarze zbliżenia się do ujścia 
rzeki tej do morza. ^) 

Zostawszy chrześcianinem Mieszko wyrwał sąsiednim mark- 
grafom powód do najeżdżania na ziemie jego, uzyskiwał na ró- 
wni z nimi nietylko udział w sprawach cesarstwa, ale i prawo 
podbijania ludów pogańskich, czego markgrafy, pomimo gorącej 
chęci, zabronić mu nie mogli. W oczach Niemców posiadał on 



I 



-) Według ówczesnego podróżnika Ibraima-ibn-Jakóba. Porów, dzieła lego 
T. II str. 678. 

') Wyżej s. 239. 

*) Wyżej s. 273, przyp. 35. 

■^) Oprócz objaśnień w § 48 przypisek 38, na str. 276 na dowód, że Mie- 
szko władał częścią Łużyc, możnaby przytoczyć, że gdy w r. 990 ksiaźe czeski Bo- 
lesław II napadł na Łużyce, Czesi po nieprzyjacielsku krainę nad r. Stupią niszczyli, 
gród Niemcze nad r, Nisa spalili, a Mieszko ustąpić nie chci»l. Tbietmar. IV, 9, 



- 316 - 

wszystkie atrybuty władzy i godności markgrafów, ale w rze- 
czywistości daleko wyższym był od nich. Cesarz mógł nazna- 
czać i zrzucać markgrafów, a on, Mieszko był „królem półno- 
cy", niezależnie od woli cesarskiej. Rozumiał Otto I o ile Mie- 
szko wyższym był od wszystkicli członków cesarstwa, traktował 
go nie jako komesa lub markgrafa, lecz jako możnego władzcę, 
którego mianem przyjaciela swego zaszczycił. Wywiązując się 
z przyjętycli zobowiązań, członek cesarstwa, amicus imperato- 
ris,") Mieszko sprowadza jednak ducłiowieństwo łacińskie nie 
z Niemiec, ale z Czech i Włoch, na biskupstwo Poznańskie przyj- 
muje Jordana, zgadza sie na przyłączenie biskupstwa Poznań- 
skiego do metropolii Magdeburgskićj, ale wpływów niemieckich 
u siebie szerzyć nie pozwala, klasztor w Trzemesznie obsadza 
mnichami nie z Niemiec, ale z Werony. Szerzy chrześciaństwo, 
ale i poganów nie oburza. Z bałwochwalczymi Madjarami przez 
siostrę swą Adelaidę, żonę księcia Gejzy,') utrzymuje związek 
pożyteczny dla powściągnienia dumy niemieckiej, a w razie po- 
trzeby i przeciw Waragom, wzmagającym się na Rusi, przy- 
datny. Obowiązek względem cesarza zachowuje ściśle, daniny 
nie odmawia, z markgrafami stara się żyć w zgodzie, ale kraje 
z prawej strony dolnej Odry uważa za swą posiadłość, posuwa 
się ku morzu. Sam chrześcianin i przyjaciel gorliwego chrze- 
ścianina Haralda króla duńskiego, z Jomsburgskimi jednak poga- 
nami Wikingami, nieprzyjaciółmi Haralda, zachowuje przyjazne 
stosunki,^) mogli się bowiem przydać w nieprzewidzianych zaj- 



®) Według wyrażenia Widukinda, III, cap. 69. 

') Jesse . . accepit uxorem de legione Polonia, de civitate Cracovia, sororem 
Meschonis ducis, nomine Athleitam (Kronika węgiersko-polska cap. 3). Ten książę 
niadjarski Jesse u Thietmara zowie sie Dewiuks, a w rzeczywistości zwano go Geizą. 
Zona jego, siostra Mieszka, według Thietmara, zwala sie Bieleknegini, „prze- 
bierała miarę w napoju zabójczym, a odbywając podróż konno, sposobem rycerskim, 
raz w gniewie zapalczywym pewnego męża z ręki swej trupem położyła." (Thiet- 
mar. VIII, 3). O t6j pani dzieje mówią, że męża krótko trzymała i państwem rzą- 
dziła. Bielowski. M. P. I, str. 211, 313, 498 — 500. 

^) Twierdzę Jomsburg nad r. Świną, rozdzielającą wyspę Uznoim od wyspy 
Wolina, zbudował król duński Harald Blaatand w drugiej połowię IX w„ wedjug 



- 317 - 

ściach nad dolną Odrą. Największą zażyłość podtrzymuje z Cze- 
chami, brata się z nimi serdecznie, ale szczególne względy grze- 
czności okazuje markgrafowi wschodniemu Hodonowi, „w przy- 
tomności którego nie śmiał w kierei wejść do domu, w którym 
się on znajdywał, ani dosiedzieć na miejscu, ilekroć on z miejsca 
powstawał," *) ale niechno pójdzie o godność ojczyzny, o interes 
narodowy, wszelkie względy na stronę, hart duszy wystąpi, za- 
grzeje do stanowczych czynów. 

2. Bitwa Mieszka z Niemcami przy Cednie (r. 972). Zjazd w Kwedlin- 

burgu (r. 973). 

Podczas nieobecności cesarza Ottona I w Magdeburgu, raark- 
graf „przezacny" Hodo, z nieobjaśnionego przez ówczesnych dzie- 
j opisów powodu, zmówiwszy się z Zygfrydem grafem na Wal- 
beku, wspólnemi siłami przeciw Mieszkowi ruszyli. Bitwa zaszła 
w dzień ś, Jana (24 Czerwca r. 972) w miejscu Cidini (Cedno) 
zwanem.^'*) Zrazu Niemcy mieli przewagę, ale za nadejściem 
posiłków pod wodzą Cydebura (Czudobora), brata Mieszki, Po- 
lacy stanowcze zwycięztwo odnieśli. Wszyscy najlepsi rycerze 
niemieccy padli na pobojowisku, udało się tylko dwóm wodzom, 
Hodonowi i Zygfrydowi z podartemi chorągwiami ujść z placu 
boju. „Upokorzona duma niemiecka o ziemię runęła."^') Dla 



niektórych historyków, między 935 a 966 r. Jcmsburg leżał o trzy mile niemieckie 
od miasta Wolina, ale śladów jego nie zostało. Osiadlszy w Jomsburgu normańscy 
Wikingi, uAywali zupełnej prawie niepodległości, i jako poganie stali sie wrogami 
króla Haralda, gdy ten wprowadzał chrześciaństwo w Danii. Barthold, Gesch. von 
Riigen u. Pommern, I, s. 303 — 4 i następne, tudzież rozprawa Granowskiego : Julin, 
Wolin, Jomsburg w polskiem tlómaczeniu, przy wydaniu Papłońskiego kroniki Hel- 
molda r. 1862. 

») Thietmar. V, 6. 

^^) Teraz Zehden z prawej strony Odry. 
I^Ht ") Actum est bellum cum Polanis, dux eorum Misico arte vicit, humiliata 

F^^*Theutonum magnanimitas terram lambit, Hodo pugnax marchio laceris vexillis terga 
vertit. Bruno. Vita S. Adalbert!, w Bielowskiego M. P. I, s. 194; Thietmar 
I", 19. 



i 



- 3i« - 

wyrozumienia zajścia tego, wydobywamy ze spraw ówczesnych 
następne objaśnienie. 

Granice marki Wschodniej, pod zarządem Hodona, który 
dozorował caJy kraj od Nordturyngii na wschód aż do Warty, 
sa niepewne. Nie wiemy nawet czy dotykały gdziekolwiek do 
r. Odry,'^j ale pewno, że na prawy brzeg jej nie rozszerzały sie. 
Mieszko, korzystając z bezpieczeństwa, jakie mu przyjaźń cesar- 
ska zapewniała, przeprowadzał do skutku dawniejsze zamiary 
połączenia pod władza swą drobnych ludów Pomorza. W tym 
celu wojował on, jeszcze przed r. 965, jakiś lud pomorski, pra- 
wdopodobnie Kaszubów,'^) w tymże celu zostawał w dobrych 
stosunkach z Wikingami Sigwaldem i Sweinem, którzy osiadłszy 
w twierdzy Jomsburgu, przy ujściu Odry, ujście to w swych re- 
kach trzymali. Ci Wikingi byli zagorzałymi poganami, co je- 
dnak nie przeszkadzało Mieszkowi wydać za nich swe córki, 
zrodzone zapewno z żon poganek, jeszcze przed ożenieniem się jego 
z Dubrawką.^*) Podobne powinowactwo ułatwiło Mieszkowi zbli- 
żenie się do ujścia Odry, a przynajmniej swobodną po niej że- 
glugę, aż do morza, co dla powstającego państwa Polskiego nad- 
zwyczaj ważne miało znaczenie. Dla zapewnienia swobodnej po 
Odrze drogi, wypadało Mieszkowi najprzód drobne ludy z pra- 



^-) Wyżej, § 48, przyp. 41, s. 278. 

isj Wydawcy pism araba Al-bekri, pod nazwą Awbaba podrozumiewają 
Kaszubów. Kunik. A.i6eKpii, s. 75. 

'*) Według sagi iślandskiej Swein królewicz duński i Sigwaldi żonaci byli 
z rodzonemi siostrami, córkami Buryslawa (t. j. Młesika I). Sigwaldi miał za 
żonę Astryde, siedział w Jomsburgu jeszcze w r. 980, a w końcu X w. znowu 
dowodził Jomsburgskimi Wikingami. (Granowski, o Winecle i Jomsburgu, roz- 
prawa przy wydaniu Papłońskiego tłómaczenia kroniki Helmolda, str. 286, 294, 
321). Że pod Buryslawem wypada pojmywać Mieszka, którego sagi pomieszały 
z Bolesławem Chr., to widać z Thietmara (VII, 28), który mówi, źe Swein miał za 
żonę córkę Mieszka I, siostrę Bolesława, a z niej dwóch synów: Haralda i Kanuta. 
Niewiadoma ta córka po imieniu, zwała się Sigirdą, którą po śmierci Eryka 
króla szwedzkiego pojął Swein. (Szajnocha. Lechicki początek Polski, w zbiorze 
dziel jego. T. IV, s. 115), a według Geyer'a, Sigirda, pierwsza żona Eryka, ko- 
bieta dumna, porzucona przez męża, utrzymała znaczenie swe i wyszła za Sweina, 
Histoite de Suede, 1839, s. 52. 



■^ 319 -^ 

wej strony rzeki tej pod w)adze swą ująć, ale w owym czasie 
najsłabsze nawet ludy słowiańskie, przenosząc pierwotną swo- 
bodę nad wszystko, nie cłiciały łączyć sie w większe organizmy 
państwowe. Orężem wiec wypadało Mieszkowi otworzyć sobie 
do ujścia Odry drogę i być może, że z tego powodu Woli nianie, 
z Wichmanem na czele, przeciw niemu w r. 967 wystepywali. 
Toż samo zapewne było powodem do zawiści i gniewu mark- 
grafa Hodona. Nie Mieszko wojnę rozpoczął, lecz Hodo, który 
sie oparł u Cedna, co wskazuje, że wprzód musiał przebyć Odrę 
i wtargnąć do kraju nie należącego do markgrafstwa Wscłio- 
dniego. Mieszko oczekiwał go u Cedna, broniąc swej posiadło- 
ści, której, mu nikt później nie zaprzeczał. Jeżeliby Mieszko 
wtargnął do posiadłości markgrafa, narobiłoby to krzyku takie- 
go pomiędzy Niemcami, że nie zaniedbaliby o tern zapisać. Tym- 
czasem świadek współczesny Titmar w^yraźnie powiada, że na- 
jazd począł ^przezacny" Hodo, a zatem łatwo pojąć, że przebywszy 
Odrę, naruszył cudze granice i tem obraził Mieszka, rozciągają- 
cego widoki swe na cały prawy brzeg Odry aż do morza. 

Bawiący podówczas we Włoszecli, Otto I ze smutkiem przy- 
jął wiadomość o zajściu pomiędzy Mieszkiem a Hodonem. Wnet 
wysłał do Saksonii gońców, rozkazując, aby obaj przeciwnicy, 
pod utratą laski cesarskiej, wstrzymali sie od wszelkicli nieprzy- 
jacielskicli kroków aż do jego przybycia, albowiem cłiciał spór 
między nimi osobiście rozstrzygnąć. Przeciwnicy zachowali się 
spokojnie. ^^) W r. 973 Otto I powrócił do Magdeburga, gdzie 
przepędziwszy święta wielkanocne, udał się do Kwedlinburga. 
Tam na jego wezwanie przybyli: Mieszko polski, Bolesław II 
czeski, posłowie greccy, bółgarscy, węgierscy, duńscy i słowiań- 
scy, a niezawodnie musiał być i markgraf Hodo. Mieszko obda- 
rowany i wesoły wrócił do ojczyzny,^*') z czego wnieść wypada, 
że sprawę z Hodonem cesarz rozstrzygnął na korzyść Mieszka. 



^*) Thietmar, II, 19. 

>") Thietmar, II, 20. Podobnie i Annal. Hildesheimens, s. a. 973. Pertz, 
G. V, 62. 



— 3źO — 

Tym sposobem prawy brzeg Odry został obroniony od wdzierst\V 
markgrafów i aż do śmierci Mieszka, żaden z nich nie śmiał po- 
kusić sie nawet na przebycie' Odry. Młodzieńcze ludy prawego 
brzegu rzeki tej uzyskały czas do spokojnego rozwijania się i zle- 
wania w jedno ciało społeczne, które pod nazwa Polski na świat 
występowało. Ogromna ta zasługa Mieszki była skutkiem roz- 
ważnój polityki jego. 

3. Zachowanie się Mieszka za panowania Ottona II (973 — 983). 

W parę tygodni po odjeździe Mieszka z Kwedlinburga, ce- 
sarz Otto I życie skończył w Meminlewie^') (7 Maja r. 973). Na- 
stępca jego Otto II, za życia ojca wybrany i namaszczony, mło- 
dzieniec płocliy i swawolny, ożeniony z greczynka Teofaniją, nie 
wzbudzał ku sobie zaufania publicznego. Znaleźli się stronnicy 
Henryka kłótliwego, księcia bawarskiego, którego na tron wy- 
nieść usiłowali. Bolesław czeski i Mieszko polski oświadczyli się 
za Henrykiem., a gdy się za nim oświadczył jeszcze król duński 
Harald Blaatand, Otto II znalazł się w konieczności prowadzić 
wojnę jednoczasowo z Danija, Czecłiami i stronnictwem Henryka 
w Germanii. Harald, posiłkowany przez silna flotę Hakona jarła 
norwegskiego, wpadł na pogranicze niemieckie ze Szlezwikiem, 
niszczył miejsca warowne, lecz gdy wodzom niemieckim udało 
się pograniczne warownie duńskie i pograniczne przekopy znisz- 
czyć,'^) z pomocą Słowian,'**) Harald zmuszony został do zawar- 



li) Pogrzebiony w Magdeburgu. Thietmar, II, 27. 

'*) Thietmar, III, 4. Wzmiankowane przekopy są późniejsze Danewirke. 

*9) W północnych sagach zachowało się podanie, że podczas wojny Haralda 
z Ottonem II, ostatniemu, przy zdobyciu pogranicznych warowni duńskich, pomagali 
Słowianie, pod wodzą króla Buryslawa. (Wigger. Mekl. Annal. s. 40), Któż jest 
ten Burysław? Historyk duński Suhm (III, s. 172, 188) domyślał sie, że podania 
pomieszały Mieszka polskiego z Bolesławem Chr. i że wzmiankowany Burysław może 
być Mieszkiem. Podobne zdanie podzielał Barthold (Gesch. v. Rugen, t. I, s. 292), 
po części i Szajnocha (Lechicki początek Polski, w ogólnym zbiorze dziel jego, 
r. IV, s, 189). Giesebrecht (Wend. Gesch. I, 213) odrzuciał zupełnie Buryslawa, 
jako osobistość wymyśloną. Pawiński (JIo-iaóCKie Cjiasaue, s. 102) przypuszcza, że 



■Z2 1 



cia pokoju i skłonił się do szerzenia chrześciaństwa w swym 
kraju-*') (975). Trudniej szła sprawa z Henrykiem bawarskim, 
który, umknąwszy z pod mocnej straży (r. 976), znalazł obrońcę 
w księciu czeskim Bolesławie IT.-') Ścigając Henryka, Otto II 
wpadł do Czech, niszczył kraj, lecz gdy nadciągające mu posiłki 
bawarskie Czecliowie w pień wycieli pod Pilznem, Otton II spie- 
sznie cofnął sie do Bawaryi niższej--) i dopiero w następnym 
roku udało mu się schwytać Henryka w Pasowie.--') Wojna 
z Czechami tem się jednak nie skończyła. Otton II powtórnie 
napadł na Czechy (r. 977)-^) i dopiero w r. 978 nastąpiło między 
nim a Bolesławem II pojednanie.--^) 

W ciągu tej długiej sprawy Mieszko nie występuje otwar- 
cie: działa on tylko przez swych sprzymierzeńców. Dla niego 
wreszcie było obojętne kto zostanie cesarzem: Henryk czy Otto II, 
bo obaj byli Niemcy, Słowianom nie życzliwi. AYażniejsze było 
zaburzenie pomiędzy Niemcami, bo to przeszkadzało im szkodzić 
Słowianom. Mieszko korzystał z położenia swego i jako członek 
cesarstwa wystawił kandydata, który mu się zdawał być lepszym, 
a gdy się kandydat ten nie utrzymał, miał możność na równi 
z innymi członkami cesarstwa złożyć hołd Ottonowi II, łaski któ- 



ten Buryslaw mógł być królem Rano w, którzy jeszcze za Ottona I byli sprzymie- 
rzeńcami Niemców. 

-") Dahlman. Gescb. von Danemark, s. 83. 

-1) A. 976 Heinricus dux Bawariorum, honore et communione privatus, Boe- 
miam fugit. Thietmar, III, 5. — W Annal. Hildesh, a. 976 Heinricus dux Baiowa- 
riorum, sua potestate depositus et excommunicatus, degit cum Sclavis. — Wtedy od 
Bawaryi oderwana została Karyntyja, która odtąd stanowiła osobne księstwo choru- 
tańskie (karyntyjskie), a uszczuplona i osłabiona Bawarya oddana została Ottonowi 
szwabskiemu. 

22) Thietmar, III, 3, 5. Annal. Weisenburg. a. 975 imperator Bekeimos 
vastavit et concremavit. Pertz. V. 63. 

-^) Thietmar, tamże. 

-■*■) Annal. Lambertii. a. 977 Otto imperator cum magno esercitu perrexit ad 
Beheim et raaximam partem de terrae illius concremavit. Pertz, V, 63. 

25) Annal. Lambertii, a. 978 ad imperatorem Ottonem venit in pascha Bo- 
Iłzlawo, qui honorifice susceptus magnisque muneribus ab imperatora oneratus rediit 
domum. Pertz. V. 63. 

Tom III. 2t 



— 322 — 

tego nie stracił. Zostawał na stronie, oczekując wypadków, 
w które tak obfite było krótkie panowanie Ottona II. Ledwo sie 
bowiem sprawił Otto II ze stronnictwem Henryka bawarskiego, 
a już musiał spieszyć na wyprawę do Francyi, stolicę której Pa- 
ryż oblegał w r, 978. Wkrótce potem, zajęty myślą podniesienia 
świetności dworu cesarskiego, na wzór dawnych imperatorów 
rzymskicłi, Otto II przejąwszy się ideami rzymskiemi i zamierza- 
jąc całą politykę skoncentrować w Rzymie, udał się w r. 980 do 
Włocli i więcej już do ojczystej Saksonii nie wrócił. Sprawy 
słowiańskie tak pilnie strzeżone przez Ottona I, szły teraz w za- 
pomnienie. Sprawy te cesarz zostawił markgrafom i biskupom, 
którzy według własnej woli poczęli Słowiańszczyzną rozrządzać. 
Mieszko stał w odwodzie. 

§ 51. 

Powstanie Słowian zaodrzańskicli w r. 983. 
Niepodległość. 

I. Wielkorządcy Słowian nadłabsicich (980—982). Sprawa biskupa 
Wagona z księciem Mściwojem obodryckim. 

Słynny niszczyciel Słowian dolnej Łaby, książę saski Her- 
man Billing, na kilka tygodni przed śmiercią cesarza Ottona I, 
umarł i Kwietnia r. 973, w klątwie biskupa werdeńskiego da- 
wniej rzuconej.^) Po nim nastąpił syn jego Benno, niepo- 
mierny zdzierca Słowian,^) Był to mąż, według zdania Niem- 
ców, dobry, silny, wyjąwszy tylko, że wyrodziwszy się od ojca, 
dręczył lud swój zdzierstwami.^) Sąsiad jego markgraf pół- 
nocny Tiadryk słynął z niepomiernej dumy, zdzierstw i okru- 
cieństw.^) Trzeci kolega icli, markgraf wschodni „czcigodny" 



1) Thietmar, II, 20. 

2) Według Thietmara (II. 20) synem Hermana Billinga byt Bernard, a we- 
dług Helmolda (f. 13) Benno, synem którego był Bernard I. 16, 

»; Helmold, I, 13. 

*) Thietmar, III, 10; Helmold, I, 16. 



— ^2 



ó^^ó 



Hodo, wiadomy już ze sprawy z księciem Mieszkiem, nie mniej 
od innych chciwy zdobyczy i bogactwa. Pasterzem metropolii 
Magdeburgskiej, po arcybiskupie Adalbercie (f 981), został Gizi- 
ler, podejściem i oszukaństwem dobiwszy się wysokiej godności. 
Znany on w dziejach ze zniszczenia biskupstwa Merzeburgskiego 
(r. 981), przez chciwość zabrania dóbr onego na własne rozporzą- 
dzenie;-^) nabyciem dochodów z kupców i obrzezańców żydów, 
tudzież faciendą tych dochodów na inne pożytki dla siebie.**) 
Tacy to wielkorządcy mieli nawracać i cywilizować podbitych 
poganów. Nieobecność Ottona II w Germanii, podniosła władzę 
ich na stopień udzielnych panów, absolutnie rządzących w powie- 
rzonych im krajach, bez najmniejszego ograniczenia namiętności 
i nałogów swych. 

Biskupem starogardzkim po Egwardzie został Wago, ma- 
jący j.piękną" siostrę, której książę obodrycki Mściwoj, Billugiem 
przezwany,') w cześć ojca chrzestnego Hermana Billinga, zażądał 
W" zamęście. Przyjaciele biskupa radzili mu, że nie warto tak 
piękną pannę wydawać za nieokrzesanego i dzikiego człowieka. 
Mściwoj zaś, nie zważając na obelgi, nie przestawał proźb swoich 
ponawiać, a biskup, obawiając się, ażeby ztąd jaka szkoda dla 
kościoła nie wynikła, siostrę mu sw^oją oddał w zamęście (r. 973). 
Z małżeństwa tego zrodzoną Hodikę wuj biskup oddał do kla- 
sztoru, a gdy tam wyćwiczyła sie w piśmie świętem, uczynił ją 
ksienią klasztoru panien w ^likilinburgu, chociaż na to lat po- 
trzebnych nie miała. Brat jej starszy Mieczysław, z innej matki, 
chociaż pozornie chrześcianin, ale w duszy poganin, z przykro- 
ścią patrząc na to, obwiniał ojca, że za nowostkami się uganiał 
i nie bojąc się praw ojczystych odstępy wać, najprzód ożenił się 
z Niemką, a potem jeszcze córkę do klasztornej klauzury oddał. 



6) Thietmar, III, q. 

«) Thietmar, VI, I2. 

*) Helmold nazywa go Billugiem, nie wymieniając imienia, ale u Widukinda 
(lir, c. 68), pod r. 966 wzmiankuje sie ksiaże obodrycki Mściwoj, który nie innym 
iak tym samym Billugiem być musi. 



— 324 - 

Często drażniony przez syna, Mściwoj chwiać się począł i zamy- 
ślał o odepchnięciu pojętej małżonki, ale z obawy Sasów, zwle- 
l<ał swój zamiar. Raz gdy bislcup, zwiedzając swą dyecezyę, 
przyjechał do Mikilinburga, książę, udając dla Wagona wielką 
przyjaźń, dziękował mu za dobrodziejstwa i pośrednictwo u ksią- 
żąt saskich, prosił jednak, aby należny biskupowi podatek w ziemi 
Obodrytów,*j pozwolił wybierać na utrzymanie siostrzenicy bi- 
skupiej Hodłki. Lecz żeby biskup nie poniósł przez to straty, 
prosił go książę wybrać sobie włości oprócz tych, które z nada- 
nia cesarskiego, w ziemi Obodrytów posiadał. Biskup, nie spo- 
strzegając podstępu, który ten „najchytrzejszy człowiek" pięknemi 
słowami osłonił, bez zwłoki na proźbę przystał. Wybrał sobie 
najobszerniejsze wsie, rozdał osadnikom ziemie do uprawy i po- 
wrócił do ziemi Wągrów, gdzie miał dwa dwory: jeden w Bo- 
żowie,^) drugi nad r. Trawną w miejscu Nezenna,^") z kaplicą 
i domem murowanym. Tymczasem Mściwoj z synem podstępne 
zamiary poczęli do skutku przyprowadzać. Mściwoj podsyłał sługi 
swoje kraść konie i tajemnemi rozbojami niszczyć mienie osa- 
dników, przez co zamierzał pozbawić biskupa praw i do dzie- 
sięciny i do posiadłości, a uszczuplając dochody jego, przyprowa- 
dzić kościół do upadku. Biskup, przybywszy do ziemi Obodry- 
tów, z przerażeniem dowiedział się o wszystkiem. Starał się 
zmiękczyć szwagra swego podchlebstwami, dodając, że jeśli się 
nie opamięta, ściągnie na siebie gniew nie tylko boży, ale i ma- 
jestatu cesarskiego. Mściwoj obłudnie zarzuty odpierał, składa- 
jąc całą winę na łotrów, którzy przychodząc z ziemi Ranów, lub 
Weletów, nawet jego posiadłości nie oszczędzali, dla powstrzy- 



8) Od każdego pługa, t. j. od dwóeli wołów lub jednego konia, miarę zboża, 
40 motków lnu i 12 sztuk pieniędzy drobnej monety, oprócz tego jeden pieniądz 
należał się temu, kto podatek wybierał. Helmold, I, 14. 

9) B u z u wieś w Holsztynie, nad jeziorem Btońskiem (Plona) i dziś jeszcze 
nazywa się Bozow, w słowiańskiej formie Bożo w. W tej wsi przy kościele ś. Pio- 
tra, kronikarz Helmold w XII w, proboszczem był. 

lOj U Helmolda N e z e n n a , dziś G n i s a u. Widocznie w tekście opusz- 
czona głoska G, z dodatkiem której otr/.ymalibyśmy: Gnezenna = Gniezno. 



— 325 — 

mania zaś ich obiecał dać pomoc i rade. Gdy zaś biskup odje- 
chał w przekonaniu, że spór załatwił, po włościach jego rozpo- 
częły sie pożary, a osadnikom pogrożono śmiercią, jeśliby jak 
najspieszniej siedlisk swych nie opuścili. Zamieniwszy tym spo- 
sobem włości biskupie w pustynie, Mściwoj odpędził od siebie 
siostrę biskupa, nie obawiając się zemsty Sasów, zaprzątniętych 
całkiem sprawami Ottona II we Włoszech i nic przeciw Słowia- 
nom nie mogącym przedsięwziąć. Jeden tylko książę saski 
Benno^^) zachował ,.słaby cień władzy" nad Słowianami. 

Zwrot polityki książąt obodryckich do dawniejszego po- 
rządku rzeczy podnosił stronnictwo ludowe, pogańskie. Mściwoj 
Billug, choć żył jeszcze, stracił znaczenie: synowie jego Mieczy- 
sław^-) i Mściwoj syn przewodniczyli ludowi. Po niejakim cza- 
sie Mściwoj syn, idąc za przykładem ojca, zażądał dla siebie ręki 
Niemki, synowicy księcia saskiego Bernarda, a dla okazania się 
godnym jej, udał się z księciem do Włoch z tysiącem wojo- 
wników.^^) Wiodąc rodaków swych ginąć za obcą sprawę w da- 
lekich krajach, Mściwoj nie podejrzywał, że czynił to w wigiliją 
prawie narodowego powstania. 

2. Powstanie Słowian w r. 983. 

Ucisk, okrucieństwa i zdzierstwa markgrafa Tiadryka 
i księcia saskiego Bernarda, a przytem nierozsądek obu, przymu- 
siły Słowian do powstania. ^*) A gdy Bernard z wojskiem wypra- 
wił się do Włoch, Słowianie jednomyślnie postanowili wziąć się 
do oręża. W tem dochodzi do nich wieść o poniesionej przez 
Ottona II strasznej klęsce pod Basentelo w Kalabryi (13 Lipca 
r. 982). Zginął tam cały kwiat rycerstwa niemieckiego i „nie- 
wypowiedziane mnóstwo komesów, których imiona Bogu są tyl- 
ko znane." Tysiąc wojowników słowiańskich Mściwoja, także 



'j Helmold I. 14. 

2) Według Helmolda (I, 16) Mizzudrag. 

») Helmold, I, 16, 

1) Thietmar, III, 10; Helmold I. 16. 



— 326 — 

polegli. Sam cesarz Otton II dostał sie do niewoli kupcom grec- 
kim i zawdzięczając jedynie poświeceniu sie żołnierza słowiań- 
skiego Żelenty, nie został jeńcem cesarza wschodniego.^^) 

Wieść o tej klgsce dodała Słowianom nadziei do uwolnienia 
sie z pod przemocy niemieckiej. „Zbrodnicza sprawa w dniu 
29 Czerwca r. 983 poczęła się od wycięcia załogi w Hawelbergu 
i zburzenia tamże stolicy biskupiej. W trzy dni potem, o go- 
dzinie porannej, gdy na prymaryję dzwoniono, uderzył spikniony 
tłum Słowian na biskupstwo Brandenburgskie, przed którym 
trzeci z rzędu biskup tej katedry Wolkmer wcześniej, obrońca 
zaś jego Tiadryk z rycerstwem, w dniu napadu, spieszna rato- 
wali się ucieczka. Kler cały pojmany został a Dodilo, tejże sto- 
licy pasterz z rzędu drugi od swych poddanych zaduszony i od 
trzech lat złożony w grobie, dobyty z trumny i z szat kapłań- 
skich, przez psy zajadłe odarty, poczem do grobu ciśnięty na po- 
wrót; cały skarbiec kościelny poszedł na pastwę rabusiów i krew 
wielu niewinnych polała się okrutnie. W miejsce Chrystusa ry- 
bitwy czcigodnego Piotra, znowu rozliczne bożyszcza z diabel- 
skiem odszczepieństwem czczone być poczęły, a przewrót ten 
opłakany nietylko wśród pogan, lecz i w chrześcianach znalazł 
poparcie." ^") 

Powstanie rozlało się szerokim potokiem od Laby do, Odry. 
Powrócił i Mściwoj syn z Włoch, lecz synowicy Bernarda nie 
dostał. ^'^) Sprawa narodowa trafiła do przekonania jego: stanął 



!■■>) Thietmar, III, 12, powiada, że żołnierz ten zwal sie Henrykiem, a po 
slowiańsku Zolunta. 

i'>) Thietmar, III, 10. 

'') Według Helmolda, Mściwoj powróciwszy z Włocli, żądał pielcnej Icsie- 
żniczki stosownie do obietnicy, ale markgraf Tiadrylc udaremnił ten zamiar, mówiąc, 
że polcrewna księcia za psa wydaną być nie może. Potem opamiętawszy się marlc- 
graf posłał za Mściwojem posłów, aby zawarł małżeństwo, łecz ten niby odpowie- 
dział: „Wiellfiej wdzięczności za nasze usługi doznaliśmy, że już nas nie za ludzi, 
lecz za psów uważają. A jeżeli pies jest silny, to i ukąszenia jego będą bolesne." 
Potem ISIściwój udawszy się do Ratary, oznajmił Słowianom o doznanej zniewadze 
i powiedział, że Słowianie w języku Sasów psami się nazywają. A oni rzekli: 
„według zasług swoich cierpisz, gardząc bowiem swymi współplemiennikami, umiło- 



— 327 — 

na czele powstania. Tłum Słowian pomorslcicti, ciągnąc ku Sta- 
rogardowi (w Wagryi), mordował cłirześcian, z ziemią równał 
kościoły. Obodryci, zająwszy Starogard, sześćdziesięciu księży 
wymordowali i na widok publiczny wystawili. Innych wielu 
chrześcian (Niemców), jak bydło pomordowano. Rozszalały tłum 
nie znał granic: palił, niszczył wszystko, co było clirześciańskie, 
niemieckie, zburzył wszystkie co do jednego kościoły, księży 
i sługi kościelne wymordował,^**) A gdy na ziemi ojczystej wro- 
gów nie stało, tłum rzucił się na Nordalbingije, którą spusto- 
szywszy mieczem i ogniem, pod wodzą Mściwoja napadł na Ham- 
burg. '^) Tymczasem brat Mściwoja Mieczysław Bogu poświęconą 
siostrę swą Hodikę porwał z klasztoru panien w Mikilinburgu 
i „wszetecznym związkiem małżeńskim" połączył ją z niejakim 
Bolesławem. Inne dziewice, które tamże znalazł, albo za żołnie- 
rzy swoich powydawał, albo do ziemi Lutyków lub Ranów roze- 
słał. Klasztor Mikilinburgski pustką pozostał.-*^) Na wschód od 
Łaby chrześciaństwa śladu nie zostało. 

Trwoga krwawego powstania Słowian przeraża Niemców 
i zwiększa się jeszcze napadem Czechów, pod wodzą grafa sa- 
skiego Dedi z Wetinu do Serbska, pomiędzy Solawą a Modłą 
(Muldą) r. 983. Powstanie wybuchneło na zachód od Łaby i aż 
do Turyngii sięgnęło. Markgraf misznieński Rikdag uciekł, wła- 




%\ aleś ród Sasów wiarołomny i chciwy. Przysiąż nam, że ich opuścisz, a my z tobą 
staniemy. I przysiąg! im. Poczem Słowianie powstali. — Legenda ta we dwa wieki 
prawie po zaszłych wypadkach, opowiedziana przez Helroolda, tchnie więcej poe- 
zyją, aniżeli rzeczywistością. Mściwoj książę obodrycki idzie do Lutyków i w Ka- 
tarze skarży się na wyrządzoną mu zniewagę. Czemuż nie udał się wprost do swego 
kraju, gdzie brat jego Mieczysław, zapalony poganin, mógł go wesprzyć? Czy pra 
wdopodobnie, aby Lutycy rozpoczęli wojnę w celu pomszczenia zniewagi księcia 
obodryckiego, w obec odwiecznej nienawiści między rodzinami książąt lutyckich 
a obodryckich. Ubarwienie w poetyczne formy sprawy tej, widoczne. A jednak nie- 
którzy dziejopisowie powieść Helmolda przyjmują za czystą prawdę. 

1^) Helmold, I, 16. 

") Według Helmolda napad na Hamburg uczynił Mściwoj, a według Thiet- 
mara (IH, 11) Mestwin wódz Obodrytów. 

- TlelKold, I, 15. 



— 328 — 

dze rządowe i kościelne wymordowane. Pogaństwo z cala mocą 
odżywszy, szczekiem oręża napełniło brzegi Solawy, która już od 
kilkudziesięciu lat osadzona przez niemieckie warownie, załogi 
i kościoły, zdawała sie płynąć wśród spokojnego kraju niemiec- 
kiego. Okazało się jednak, że i tam duch zemsty głęboko w ma- 
sacli ludności miejscowej nurtował. Wnet stolica biskupstwa Ży- 
czańskiego złupiona, pierwszy biskup tego kościoła Hugo szukał 
ocalenia w ucieczce, klasztory i kościoły z ziemią zrównane. Po- 
wstańcy gnali Niemców przed sobą „jak płoche jelenie roz- 
pierzchłe", a wpadłszy do Kalwe nad Solawą, splądrowali tam 
słynny klasztor ś. Wawrzyńca,-^) w którym znajdowała się córka 
markgrafa Tiadryka Oda, później żona księcia polskiego Mie- 
szka 1.-^) Panowanie Niemców upadło i z lewej strony Łaby, 
aż do Solawy. 

3. Bitwa nad r. Tongerą (983) i skutki jej. 

Gdy nareszcie wszystko, co było niemieckie zburzone zo- 
stało, a szał pierwotny przeszedł, miejscowe powstania Słowian 
zlewają się w jedną masę, organizują się do walki z siłami ce- 
sarstwa, zgromadzonemi w Saksonii. Słowianie teraz nie cze- 
kają, jak dawniej, nim Niemcy zbiorą się z siłami i do ich ziemi 
wkroczą, lecz zgromadziwszy więcej 30 legijonów pieszych i kon- 
nych wojów, składających z górą sześćdziesiąt tysięcy ludzi, pod 



21) Thietmar, III, ii. 

22j Czy w tym czasie porwana była z klasztoru Oda i do Polski zawieziona 
na żonę Mieszkowi I, jak mniema Bartoszewicz (Hist. Pierwotna Polski, I, 364), czy 
później — nie wiadomo. Thietmar, wzmiankując o pojęciu przez Mieszka Ody „bez 
udzielenia sobie kanonicznego na to zezwolenia", zamilczą jakim sposobem z kla- 
sztoru wydobył Mieszko Odę. „Wielka jćj była złość przenosząc rycerskiego męża 
nad oblubieńca niebieskiego, nie podobało się to wszystkim zwierzchnikom ko- 
ścioła... Ale przez wzgląd na dobro ojczyzny i niezamącenie pokoju 
upragnionego, nie przyszło z tego powodu do zerwania z księciem 
polskim, posłużyło raczej do utwierdzenia z nim na nowo pod ten czas zachwia- 
nych stosunków. Przez Odę bowiem zwiększył się poczet zwolenników wiary Chry- 
stusa, mnóstwo jeńców wojennych do ojczyzny wróciło, spadły pęta z nóg wię- 
źniów",.. (Thietmar, IV, 36). 



— 329 — 

przewodnictwem swych bożków i grajków, śmiało ciągną do 
kraju Sasów, przy odgłosie trąb przechodzą Łabę i po lewej 
stronie jej, w pobliżu r. Tongery, gotują sie do boju. Opodal 
Niemcy zgromadzili wojska pod wodzą arcybiskupa magdeburg- 
skiego Gizilera, biskupa halbersztadzkiego Hilliwarda, markgrafa 
Tiadryka, komesów Rikdaga, Hodona, Binizona, Fryderyka, Du- 
dona, Zygfryda ojca kronikarza Titmara i wielu innych. Z roz- 
świtem dnia sobotniego, Niemcy wysłuchawszy mszy świętej 
i pokrzepiwszy dusze niebiańskim sakramentem, ruszyli na wro- 
gów przeciw nim postępującym. Szczegółów bitwy Niemcy nie 
opisali, ograniczając się wzmianką, że „tylko garstce Słowian do- 
zwolili schronić się na poblizką wyżynę," -*) ale ich nie ścigali, 
a za nadejściem nocy Niemcy „opodal od nich położyli się obo- 
zem." Nazajutrz wojsko niemieckie odeszło do domu „z wyjąt- 
kiem trzech tylko brakujących do liczby." -*) Widocznie, że bi- 
twa była nierozstrzygnioną, a niemieccy pisarze woleli zamilczyć 
o tem. Słowianie wprawdzie nie zdołali opanować niemieckich 
warowni nad Labą, ale widocznie mieli w boju powodzenie, bo 
Niemcy ścigać ich nie śmieli, ani przejść za Łabę, coby nieza- 
wodnie nastąpiło, gdyby Niemcy odnieśli zwycięztwo. Wszak 
zdziercy Słowian Tiadrykowi i kolegom jego markgrafom: Ho- 
donowi wschodniemu i Rikdagowi misznieńskiemu chciałoby się 
prędzej wrócić do władzy i dóbr swoich, a jednak o tem po bi- 
twie nad Tongerą pomyślić nawet nie śmieli. Panowanie nie- 
mieckie w Słowiańszczyźnie pomiędzy Łabą a Odrą runęło, chrze- 
ściaństwo znikło, cześć dawnych bogów odżyła z taką mocą, że 
nawet sam Mściwoj obodrycki zmuszony został uciec do Niemców 
za Łabę.-'^) 



pO! 

1 



-^) Thietraar, III, u. Annal. Saxo s. a. 983 in loco qui Belxem dicitur, 
porów.: Raumer, Regesta, s. 61; Wigger, Meklem. Annalen, s. 42. Pod nazwa 
elxa wypada podrozumiewać: Białą ziemię. AVyżej. T. II, s. 148, 176. 
") Thietmar, in, u. 

**) Adam Bremeński. II, 31. Helmold I, 16. Uciekł do Bardów, t. j. do 
rdengau. 



Wiedzieli współcześni Niemcy, że jak książę saski Bernard, 
tak równie i markgraf Tiadryk, odznaczając się niepomierną 
chciwością, dręczyli Słowian zdzierstwem i różnemi okrucieństwa- 
mi,"**) a jednak dopiero w skutek powstania Słowian (r. 983) ce- 
sarz Otto II pozbawił markgrafa godności i całego dziedzictwa. 
Cesarz zamierzał poprawić stan rzeczy, zwołał sejm w Weronie, 
na którym Henryk bawarski uwolniony z więzienia i do rządów 
Bawaryi przywrócony został. Na tymże sejmie cesarz wymógł, 
że syna jego małoletniego Ottona III na przyszłego cesarza wy- 
brano, ale więcej niczego zrobić nie mógł. Zmarł on w Rzymie 
7 Grudnia r. 983 właśnie w tym samym czasie, gdy Słowiań- 
szczyznę stracił. W jednem tylko Misznie załoga niemiecka bro- 
niła się jeszcze. Pozbawiony godności i dochodów markgraf Tia- 
dryk, został prebendarzem w Magdeburgu i tam wkrótce potem 
umarł, złą śmiercią (r. 985), jak na to zasłużył.-') 

§52. 

Obodryci i Lutycy bronią niepodległości swej do 
końca w. X. Niemcy trzymają się w Misznie. 

I. Usiłowania Niemców do odzyskania straconej Słowiańszczyzny. Zdo- 
bycie przez Czechów Miszna (r. 985) i ustąpienie go Niemcom. 

Dwa wieki Niemcy wytężali siły swe w celu opanowania 
ziem słowiańskich pomiędzy Łabą a Odrą; misyonarze niemiecko- 
łacińscy nie szczędzili pracy ku zespoleniu Słowian przez kościół 
z cesarstwem; zdawało się nawet, że już utrwalili chrześciaństwo 
i ustanowili kościół, sługi którego liczyli z pomiędzy siebie tylu 



28) Thietmar, III, lo; Helmold, I, i6. 

-') Theodericus dux et marchio dignitatem perdidit, sucedente sibi Lothario, 
parte Werinliarii, postąuam Slavi ecclesias in Branneburch et Havelbergam destru- 
xerunt et relapsi sunt deauo ad paganismum. Annal. Saxo. 

Theodericus marchio Slavorum depulsus ab honore et hereditate prebenda- 
rius apud Magdeburg mała morte, ut dignus fuit, vitam finivit. Adam Brem. II, 31 
Helmold, I, 16. Data śmierci Tiadryka w annałach kwedlinburgskich i t. d, zapi- 
sana pod r. 985. Raumer, Regesta, s. 63. 



— 33^ — 

już męczenników, że według słów kronikarzy, na spisanie icli 
ledwoby cała księga wystarczyła; ^) cesarze i papieże pozatwier- 
dzali niemało biskupstw, pobudowali wiele klasztorów, hojnie 
opatrzonych w dochody i wygody życia, lecz wszystko to za je- 
dnem poruszeniem się ludów słowiańskich w r. 983 znikło, jakby 
sen. Dawna cześć bogów i swoboda gminna zakwitły znowu od 
Solawy aż do Odry. Czyż cesarz i kościół mogli na to oboję- 
tnie patrzyć? Godność ich cierpiała na tern wiele, ale stracenie 
daniny, kontyngensów wojennych, licznych dóbr duchownych 
i świeckich, rozmaitych podatków i poborów w pieniędzach 
i w naturze stokroć boleśniejsze były. Niechby wreszcie biskup- 
stwa założone dla Słowian i nie istniały czas jakiś, byłoby to 
jeszcze znośne, lecz arcybiskupstwa Magdeburgskie i Hamburg- 
skie bez środków, które na ich utrzymanie dostarczali Słowia- 
nie, istnieć nie mogły. Niepodobieństwem było dla cesarstwa 
i administracyi kościelnej wyrzec się tego, co im z rak wypadło. 
Przemyśli wali więc Niemcy nad odzyskaniem straty: czas jednak 
nie był dogodny ku temu. 

Następca Ottona II, małoletni Otton III, zostawał pod opieka 
Henryka księcia bawarskiego, który zamierzając sam usiąść na 
tronie, robił sobie stronników. Wsparł go dawny przyjaciel książę 
czeski Bolesław II, a Mieszko polski, życząc sobie zachować z cesa- 
rzem dobre stosunki, przychylał się do wyniesienia na tron Hen- 
ryka, tem bardziej, że ostatni mając przeciw sobie silne stronni- 
ctwo Ottona III, musiał dla Słowian być powolnym. Na zjeździe 
w Kwedlinburgu r. 984, podczas świąt wielkanocnych książęta 
Mieszko, Bolesław II i Mściwoj obodrycki wspólnie z innymi du- 
kami państwa Niemieckiego, złożyli Henrykowi przysięgę wier- 
ności.-) Tymczasem stronnictwo Ottona III pod przewodnictwem 
księcia saskiego Bernarda i markgrafa Tiadryka, domagając się 



>) Helmold, I, 16. 

-) An, 984. Heinricus pascha Quidilingeburg festivis peregit gaudiis . . . Hue 
Miseco et Mistui et Bolizlovo duces cum caeteris ineftabilibus confluebant, auxilium 
sibi deinceps ut regi et domino cum juramentis affirmantes. Thietmar, IV, 2, 



wydania mu małoletniego Ottona 111, przycisnęło Henryka tak, 
że on musiał ratować się ucieczką do sprzymierzeńca swego Bo- 
lesława II. Z Czech, pod zasłoną wojska danego przez Bolesła- 
wa II, Henryk przez krainy Niżanów i Głomaczów przeprowa- 
dzony został do Mogilna, zkąd z przybyłymi do niego Niemcami 
pociągnął dalej do Magdeburga. Rycerz bolesławowski Wagio, 
który przeprowadzał Henryka, wracając do Czecłi, stanął pod 
Misznem, a porozumiawszy sie z mieszkańcami, wezwał Fryde- 
ryka wassala markgrafa Rikdaga, który wówczas sprawował 
rządy w Magdeburgu, aby dla porozumienia się wyszedł do ko- 
ścioła za miastem położonego. Wyszedł z miasta burggraf Rik- 
dag,^) „rycerz wyborny", lecz zdradziecko przez Czecliów schwy- 
tany u rzeki Trłebaczy, ufność swą zbytnią życiem przypłacił. 
Miszno przez załogę czeską zajęte, stało się posiadłością i miej- 
scem pobytu Bolesława 11^) (r. 985). Oswobodziwszy się od Niem- 
ców Misznianie wygnali od siebie miejscowego biskupa Wolkol- 
da, który w Moguncyi szukał przytułku,^) a potem czas niejakiś 
sprawował w Pradze urząd biskupa, zamiast Wojciecha, gdy ten 
do Rzymu odjechał.^) 

Opanowanie przez Henryka kłótliwego władzy najwyższej 
w Germanii było na rękę Słowianom, lecz Henryk niedługo cie- 
szył się tą władzą. Stronnictwo małoletniego Ottona III wzięło 
przewagę. Matka jego Teofanija energiczna i stanowcza, rządy 
państwa w imieniu czteroletniego syna objęła. Książętom sło- 
wiańskim wypadało zmienić politykę. Jakoż na święta wielka- 
nocne w r. 985 do Kwedlinburga z dworami swymi przybyli Bo- 
lesław II i Mieszko, a po odbyciu całego obchodu, według da- 



*) Wezwany byl Fryderyk, a zabity Rigdag; widocznie jakieś pomieszanie 
imion u Thietmara (IV, 4). Komentatorowie jego zauważali, że było dwóch Rikda- 
gów, jeden: marchio in Merseburg commorans, drugi civitatis 
Miśni custos. Porów, kronika Titmara, przekład polski Komarnickiego. Zy- 
tomirz, 1861, s. 98. 

*) Thietmar, IV, 4. 

B) Thietmar, IV, 5. 

«} Wyżćj s, 303. 



'ł -ł -ł 



nego przepisu, hojnie obdarowani do domu wrócili. „W dniach 
onych, Mieszko składając hołd uległości Ottonowi III, podarował 
mu wielbłąda," ") poczem dwie wyprawy pod jego rozkazami od- 
był,^) przeciw Słowianom ,.zamieszkałym na wschodzie," ^) t. j. 
Lutykom, sąsiadom państwa Mieszka w latach 986 i 987.*") 

Pojednawszy sie z Ottonem III, książę czeski Bolesław II 
w Kwedlinburgu (985), musiał opuścić niezadługo przedtem zdo- 
byty gród Miszno. Urząd markgrafa misznieńskiego, z powodu 
śmierci Rikdaga, zajął Ekhard (r. 985). Wkrótce potem i wy- 
gnany z Miszna Wolkold powrócił do swej dyecezyi.") 

2. Zwada pomiędzy książętami Bolesławem II, a Mieszkiem I r. 990. 
Tymczasem Niemcy ujarzmiają Milczanów. 

Do zjazdu w Kwedlinburgu r. 985 Mieszko i Bolesław II, 
wspierając stronnictwo Henryka bawarskiego, trzymali sie jedna- 
kowej polityki i żyli z sobą w zgodzie. Później poczyna sie po- 
między nimi nieporozumienie, którego powodów bliżej nie zna- 
my. Być może Mieszko, biorąc udział w wyprawach Ottona III 
w roku 986 i 987 przeciw Lutykom, którzy od dawna zostawali 
z Czechami w przyjaznych stosunkach, obraził tem Bolesława, 
być może widoki obu książąt na rozszerzenie swej władzy w Slą- 



') Thietmar, IV, 7, AYedlug uwagi Lelewela, Mieszko podarował Otto- 
nowi III wielbłąda dopiero w r, 986. Polska wiek. średn. T. II, VI, 9. Porów, 
niżej cytatę 9. 

8) Thietmar, IV, 7. 

®) Ibid. IV, 8. Annal. Quedlinb. a. 985. Sasones Sclaviam invaserunt, qui- 
bus ad supplementum Misaco cum magno exercitu venit. An. 986. Otto rex cum 
magno exercitu Saxonum perre.\it in Sclaviam, ibiąue ad eum venit Misaco cum mul- 
titudine nimia, obtulitque ei unum camelum et alia xenia multa, se ipsum etiara subdit 
potestati illius. — Wzmianki o Mieszku powtarzają sie dosłownie w Annales Hildes- 
heimens. s, a. 986. Pertz, M. G. V, 67. 

1") Annal. Quedlinb. a. 987. Saxones Sclaviam iterum invaserent et ad ulti- 
mum ipsi Slavi regis ditioni subduntur, et castella juxta Albiam fiumen denuo re- 
staurata sunt. Różnice dat dwóch wypraw Mieszka przeciw Lutykom pogodzić tru- 
dno. Zdaje sie, że odbyły sie w latach 986 i 987. 

1') Thietmar, IV, 5. Hok śmierci Rikdaga 985 oznaczają annały kwedlin- 
burgskie, Saxo i nekrolog fuldeński. Wigger, Mekl. Annal. 43. 



— 334 — 

sku i Łużycach postawiły ich przeciw sobie tak, że z przyjaciół 
wrogami się stali. Bądź co bądź zwadę rozpoczął Bolesław II, 
najecliawszy należące do Mieszka kraje na pograniczu Śląska 
i Łużyc. Oba przeciwnicy szukali sprzymierzeńców. Bolesław 
łatwo ich znalazł w Lutykach, a Mieszko u cesarzowej Teofanii, 
z rozkazu której arcybiskup magdeburgski Giziler, wziąwszy z so- 
bą ledwo cztery chorągwie wojowników, pośpieszył do kraju Słu- 
pianów ^*) i stanął obozem nad rozlewem wód, przez który most 
długi prowadził. Ze świtem dnia następnego (13 Lipca r. ggo) 
Niemcy, oświadomieni o zbliżeniu się Czechów, ruszyli naprzód. 
Wkrótce potem ukazał się i Bolesław, który rotę za rotą wypro- 
wadzał w pole; poczem obie strony wyprawiły posłów na zwiady. 
Wojownicy czescy nalegali na Bolesława, aby żywej nodze Niem- 
ców ujść nie pozwolił, ale wysłany na zwiady rycerz Slopan po- 
wściągał ich, mówiąc, że chociaż wojsko niemieckie nieliczne, 
ale siła jego wielka, albowiem od stóp do głowy w żelazo za- 
kute. Potykać się z niem wolno księciu, lecz choćby i odnieść 
zwycięztwo, zawsze byłoby to klęską, ponieważ siła czeska osłabi 
się, a wtedy ścigającemu Mieszkowi trudno się będzie opierać, 
a może i nie uda się umknąć. Sasi w każdym razie staliby się 
nieprzyjaciółmi, a jeśli Czesi przegrają bitwę, na ówczas księciu 
i państwu jego grozi biada, nie zostanie nadziei oparcia się nie- 
pr?yjacielowi nawet na własnej ziemi, którą on wałem dokoła 
opasze. Na takie słowa nie znalazło się odpowiedzi. Bolesław 
pragnął pogodzić się z Mieszkiem, za pośrednictwem wcdzów 
niemieckich, żądając, aby mu pomagali drogą układów odzyskać 
utracone kraje. Niemcy pochwalili ten zamiar, poczem arcybi- 
skup Giziler, tudzież komesowie: Ekhard, Eziko i Binizo udali 
się do Bolesława na układy, odprawiwszy swe wojskc. Nastąpił 
zmrok wieczorny, Bolesław polecił przybyłym oddać broń i roz- 
kazał nie zwracać jej, póki nie stwierdzą przysięgą zawartej 



1-) Thietmar, IV, 9, krainę tę zwie Selpuli. Porównaj dzieła tego T. II, 
s. 59. 343. 



umowy. Przybywszy razem z pośrednikami nad Odrę, Bolesław 
posłał do Mieszka z oznajmieniem, iż pomocnicy, na których ra- 
cliował, w jego znajdują się rękach. Jeżeli więc zwróci krainę, 
którą zabrał Czechom, bez sz^yanku odejdą, w przeciwnym razie 
będą zgubieni. Zastraszenie to jednak do niczego nie posłużyło. 
Mieszko rozumiał dobrze położenie swe i słabość sił księcia cze- 
skiego, dla czego dał mu odpowiedź, że jeśli król (Otto III) ze- 
chce jeńców swych wyzwolić, lub za zabitych się pomścić, uczyni 
to pewno, lecz gdyby tego i nie uczynił, nie wypada ztąd, aby 
on, Mieszko, miał kraje swe tracić dobrowolnie. ^'') Stateczna od- 
powiedź Mieszka przekonała księcia czeskiego, że z nim nie da 
sobie rady, nawet przy pomocy Niemców. Puścił więc Bole- 
sław^ II na wolność arcybiskupa i komesów, a sam z nad r. Słu- 
piej ustępując na południe, ku granicom czeskim, pustoszył oko- 
licę, widocznie dla tego, iż nie miał nadziei zatrzymać ją dla sie- 
bie. Po drodze zajął jakiś gród,*^) bez oporu ze strony m.ie- 



^') Thietmar, IV, 9. 

^*) W kronice Thietmara zostawione jest próżne miejsce, na którem miało 
być napisane nazwisko jakiegoś grodu polskiego, który Bolesław II dostał w moc 
swoją r. 990. Komentatorowie kroniki Thietmara mniemają, źe miastem, którego 
nazwa opuszczona jest. ma być Niemcza na Śląsku. Bezimienny mnich sazawski po- 
wiada pod r. 990: Eodem anno Nemci perdita est. Pertz, M. G. IX, s. 149. Porów. 
Bielowski, M. P. I, s. 256. Ale oprócz Niemczy na Śląsku jest jeszcze inna 
Niemcza w Łużycach nad r. Nisą. Otton III, czyniąc w r. lOOO nadanie kościo- 
łowi Nienburgskiemu nad Solawą dóbr różnych, dodał: dedimus civitatem Niempsi 
dictam, in comitatu Geronis marchionis in ripa fluminis Niza nominati sitara. Atque 
illud burgwardium cum omnibus villulis ad illud pertinentibus Pozdietin, Gotheiuua, 
Bezdiez, Gozeuua, Zepi, Tamarini. Heinemann'a Codex Anhaltinus, T. I, Nr. 90. 
Jeżeli więc Bolesław II zdobył rzeczywiście Niemczę, to prawdopodobniej, że Niem- 
czę nad Nisą. położoną w pobliżu Ifrainy Słupianów, w której obozowali Niemcy 
i Czesi w r. 990, niż oddaloną bardzo od tego miejsca Niemczę na Śląsku, nad 
r. Ślęzą (dziś Lohe), która za czasów Bolesława Chr. do Polski należała (Thietmar, 
VII, 44). Tymczasem Niemcza nad Nisą pozostała w reku Niemców. Jakim spo- 
sobem to stać się mogło? Panowanie Mieszka rozciągało się na południe do Wro- 
cławia, a na zachód do Bobry i Kwiazi. Dalej były już Łużyce, ujarzmione przez 
Gerona w r. 963. Od tego czasu i Mieszko został wassalem cesarstwa, ale to nie 
przeszkadzało mu zdobywać sąsiednie kraje pogańskie, do cesarstwa nie należące. 
Przypomnijmy ogólne powstanie Słowian między Łabą a Odrą w r. 983 i wygnanie 
Niemców za Łabę, a znajdziemy czas, w którym Mieszko mógł zająć Niemczę nad 
Nisą, później zdobytą przez Bolesława II w r. 990 i dla Mieczysława straconą, je- 




- 336 - 

szkańców, a jednak rządcę grodu tego, ująwszy w moc swoją, od- 
dał sprzymierzeńcom swym Lutykom, „z którego oni niezwło- 
cznie ofiarę bogom swym opiekuńczym uczynili." Przewidując, 
że Lutycy nie dozwolą Niemcom swobodnego powrotu do Ma-; 
gdeburga, Bolesław upominał icłi, aby się zachowali spokojnie, 
grożąc, że się pomści, jeśliby jaką krzywdę uczynili Niemcom, 
którycłi pod swoją ocłironę przyjął. ,.Znam ja dobrze, mówił do 
Lutyków Bolesław, że między wami a nimi wielka nieprzyjaźń 
panuje, lecz dla wywarcia zemsty stosowniejsza od teraźniejszej 
znajdzie się pora." Nie zważając na taką przestrogę, Lutycy oka- 
zywali chęć do napadu na Niemców, co pobudziło Bolesława po- 
wrót ich na dwa dni wstrzymać. Dopiero po wzajemnych zape- 
wnieniach życzliwości i odnowieniu dawnego przymierza odejść 
im pozwolił. Znalazło się jednak 200 jeźdźców, którzy puścili się 
w pogoń za Niemcami, lecz ci ostrzeżeni przez pewnego lennika 
komesa Hodona, w największym pośpiechu ruszyli dalej i pomi- 
mo pędzących za nimi wrogów, pomyślnie do Magdeburga przy- 
byli, co niezmiernie cesarzowę Teofaniję uradowało. ^^) 

Zwada pomiędzy Bolesławem II a Mieszkiem posłużyła tylko 
na korzyść Niemcom. Jakoż markgraf misznieński Ekhard, roz- 
począwszy rządy swe w r. 985, skorzystał z nierozwagi książąt 
słowiańskich i swobodnych dotąd Milczanów^") ujarzmił (r. 990).'') 
Podczas tejże zwady Saksonowie rozpoczęli wojnę z Obod ryta- 
mi, dwa razy kraj ich pustoszyli i ze zwycięztwa się chwalili 



żeli przywilej klasztorowi Nienburgskiemu pisany rzeczywiście w tym roku (looo), 
a nie w XII w., jak się domyślał Ledebur. 

Jeżeliby zaś przypuścić, że Niemcza, którą zdobył Bolesław II w r. 990, jest 
Niemczą śląską nad r. Ślęzą, w takim razie wypadałoby przyznać, że granice pań- 
stwa Mieszka posuwały się na południe w Śl.ąsku aż za Wrocław, co byłoby sprze- 
czne z wiadomościami, według których Śląsk do Polski przyłączony został dopiero 
za Bolesława Chr. w r. 999. 

i"') Thietmar, IV, 9, 10. 

!•*) Im Jahre 968 waren die Milzener der deutschen Herrschaft noch gar 
nicht einverleibt. Posse. Codex Saxoniae. T. I, s. 174. 

1') Thietmar, V, 5. Milzientos a libertate inolita servitutis jugo 
constrinxit. 



OJ/ 



I 



(r. 990) J'^) Gotował się przeciw Słow^ianom szereg wypraw Niem- 
ców, którzy przypuścić nawet nie chcieli, aby Słowiańszczyzna 
mogła być dla nich straconą, Słowianie zac przenosząc swobodę 
nad wszystko, gotowi byli dla jej obrony na wszelkie ofiary. 



3. Walka o Branibor (991—993). Wyprawy Ottona Mi (995—997). 
Słowianie w odwet do Saksonii wpadają (998—1000). 

Jeszcze za rządów markgrafa Tiadryka, złożonego z urzędu 
przez Ottona II w r. 983, w okolicy Magdeburga był rycerz „zna- 
komity" Kizo, który, czując się obrażonym przez markgrafa i nie 
znajdując sposobu zemścić się nad nim, poszedł do Słowian, zje- 
dnał ich sobie i taką ufność pozyskał, że mu powierzyli Brani- 
bor, aby z dogodnego stanowiska mógł szkodzić Niemcom. Po 
upływie lat kilku Kizo, poddawszy się namowom Niem.ców, po- 
wierzony mu gród w moc królewską wydał. Lutycy, oburzeni 
tym postępkiem do wściekłości, ze wszystkiemi siłami, jakie na 
prędce zebrali, uderzyli na Branibor. Na wieść o tem bawiący 
w Magdeburgu małoletni cesarz Otton III kazał wysłać posiłki 
dla Kizy. Ruszyli więc na wyprawę: markgraf misznieński Ek- 
hard, trzej wujowie kronikarza Titmarara, grafy: Henryk, Udo, 
Zygfryd, tudzież stryj jego Luitariusz i komes palatyna Fryde- 
ryk. A gdy prowadzone przez nich wojska zbliżały się do Bra- 
nibora, Słowianie porzuciwszy oblężenie grodu, z taką natarczy- 
wością uderzyli na Niemców, że tylko część ich zdołała wtargnąć 
do Branibora, a inni po znacznej stracie ustąpili na powrót. ^^) 
Na pomoc Ottonowi III pospieszył Mieszko polski (r. 991), ale 
czy uczestniczył w napadzie na Branibor wiadomości nie posia- 
damy.-*') W następnym r. 992 Otton III sam prowadził wojsko 



1'') Annal. Hildesheim. an. 990. Sasones Abotritos bis grandi irruptione va- 
stabant. Multi quoque illorum et penitus nominatissimi interempti sunt, alii in flu- 
mine necati. Saxones Dei gratia cum pace et victoria redierunt. Misacho et Bolizlavo, 
duces Sclavorum, gravibus inimiciis inter se conflixerant. 

i»j Thietmar, IV, 15. 

20) Annal. Hildesh. a. 991. Otto rex cum magno esercitu Saxonum ac sup* 
plemento Misaconis Brennaburg obsedit et vicit. 

Tom III. , 22 



przeciw Braniborzanom, z posiłkami bawarskiemi i czeskiemi pod 
wodza książąt Henryka Kłótliwego i Bolesława II. Polski zaś 
ksiaże Bolesław, syn Mieszka, w rozporządzenie króla kontyn- 
gens wojenny dostarczył,-^) Słowianie mocno już dociskali za- 
łogę niemiecką w Braniborze, ale na widok zbliżającego się woj- 
ska królewskiego pierzchnęli. Dopiero po odstąpieniu Słowian, 
oblężeni w Braniborze Niemcy, wyśpiewując radośnie kyrie-elei- 
son, wybiegli na spotkanie odsieczy, która im takąż pieśnią je- 
dnogłośnie odpow^iedziała. Zająwszy gród Otton III osadził go 
swoją załogą, a Kizo rządził grodem.-'-) Później Kizo, udawszy 
się do Magdeburga, żonę swą i czeladź powierzył opiece jedne- 
go z rycerzy swoicli Bolibuta,-^) ale ten widocznie zbieg sło- 
wiański w służbie niemieckiej, mając przed oczami przewrotność 
Kiza i sam pragnąc spróbować szczęścia, władzę nad grodem 
przy sobie zatrzymał. Pobiegł „niepośledni rycerz" Kizo pod 
Branibor, ocalił żonę z czeladzią, ale gdy tajemne jego zabiegi do 
opanowania Branibora, spełzły na niczem, stoczył bitwę i poległ.-*) 
Braniborzanie zacłiowali niepodległość jeszcze na półtora wieku. 
Wypadki w Braniborze zapalały Słowian i Niemców do 
wznowienia pogranicznej walki. Wojna podjazdowa toczyła się 
w różnycli miejscowościach, bez szczególnycli rezultatów, a la- 
topiscy urywkowo tylko zapisywali głośniejsze wypadki. Tak 
w roku 992 Saksonowie dwa razy bili się gdzieś ze Słowianami 
i dwóch chorążych stracili: Tietharda diakona werdeńskiego 
i Halegreda prezbitera bremeńskiego.-^) W r. 993 Saksonowie 
trzy zwycięzkie wyprawy do Słowiańszczyzny odbyli, a Słowia- 



21) Annal. Hildesh. a. 992. Otto rex cum valida suorum manu iterum Bren- 
nabuig adiit, venitque ad eum Heinricus, dux Baiariorum, et Bolizlao Boemanorum 
princeps cum ingenti multitudine in auxilium regi. Bolizlao vero Misachonis filius — 
suos sibi satis fideliter milites in ministerium regis direxerat. 

22) Thietmar, IV, 15. 

23) W słowiańskiej formie może być Boliwid. Porów, Wigger, Meklemb. 
Annal. 50. 

«*) Thietmar, IV, 15. 

fio) Ann. Saxo. a. 992, Pertz, M. G. VIII, 638. 



'' ^ o — 

nie częstemi najazdami niepokoili Saksoniję.-^) Aż nakoniec roz- 
paliła sie walka powszechna wzdłuż dolnej Łaby. W r, 994, 
z wyjątkiem Serbów, wszyscy Słowianie, mszczcząc się za dawne 
krzywdy, zrzucili jarzmo niemieckie, i sami poczęli Saksoniję 
f niszczyć.-^ Wtedy król Otton III, opierając się na posiłkach, 
przyprowadzonych mu przez Bolesława syna Mieszka i Bolesława 
czeskiego, wtargnął w roku 995 do ziemi Obodrytów, niszczył 
wszystko aż do r. Pieny i krainy Dołeńców,-^) zkąd przez zie- 
mie Lutyków do Saksonii powrócił.-^) Wyprawy te tylko roz- 
drażniły Słowian, którzy w ślad za ustępującym królem brzegi 
Łaby opanowali, a opierając się na ludności słowiańskiej lewego 
brzegu rzeki tej, puścili swe zagony w głąb Saksonii,^'') aż do 
Hildesheimu, tak że dla obrony dyecezyi swej biskup hildesheim- 
ski Bernard zmuszony był przy zbiegu rzek AUer i Owakry 
(Oker) twierdzę Mundborg założyć. ^^) Niepowodzenia, a przy- 
tem zamiar rychlej szego do Rzymu na koronacyję odjazdu, znie- 



I 



■-8J Annal. Hildesh. a. 993. eo anno Saxones tribus vicibus expeditionem 
paraverunt in Sclavos, et nihil profecerunt; e contra Sclavi crebris latroci- 
n ii s Saxoniam fatigabant. 

2') Annal. Quedlinb. a. 994. Sclavi insuper omnes, exceptis Sorabis, a Sa- 
xonibus defecerunt. — Annal. Sangall. maj. a. 995. Saxones et Sclavi qui dicuntur 
Weletabi mutua se caede et incendio mactantes totam Germaniam inter Danubium 
et oceanum sitam maxime inąuietabant. 

-*) Annal. Hildesh. a. 995. Rex Abotritos vastavit, arbes et oppida disje- 
cit; occuritque in auxilium Bolislau filius Misaco cum magno exercitu, nec non Boe- 
mani cum filio alterius Bolislau venerunt. Recepitąue se rex in Saxoniam cum 
exercitu incolumi. Sclavi frequenti irruptione Saxoniam vastant. Że Otton III byl 
w ziemi Doleńców, widać to z wydanego przez niego dokumentu r. 995: actum in 
pago Tholensani. Raumer, Regesta, N. 334. 

29) Annal. Quedl. a. 995. Rex . . Otto cum magno exercitu Apodritos et 
ąuasdam Wlotaborum terras invadens incendiis et depraedationibus plurimus vastavit, 
licet motum eorum nullo modo compresserit. Reversus deniąue ab illa expeditione in 
Quedlinburg . . suscipitur. Annal. Saxo. a, 995. Annal. Ottenb. a. 995, Porów. 
Włgger, Meklenb. Annal. s. 50. 

^0) Annal. Quedl. a. 995. Wigger, s. 50. 

3>) Bernvardus hildesheimensis Ep. dicens sibi a . . tertio Ottone. Imp, ius 
speciale castrum aedificandi, quod Mundburg vocatur, in ripa AUerae fluminis per- 
missum fuisse, ad munitionem et tuitionem contra perfidorura incursionem et vasta- 
tionem Sclavorum. Raumer, Regesta, N. 421. 

22* 



— 340 — 

woliły Ottona III do rozejmu ze Słowianami w r. 996, zadowal- 
niając się zape.wno przyrzeczeniem z ich strony daniny, za co im 
zupełna niepodległość przyznaną została.^-) Wszakże to nie uspo- 
koiło umysłów powaśnionycli ludów, albowiem w następnym ro- 
ku 997 znowu widzimy Słowian dolnej Laby w walce z Niemca- 
mi, którzy nie wdając się w stanowcze bitwy, tylko okolice pu- 
stoszą. Wreszcie sam cesarz Otton III odbywa wyprawę przeciw 
Hobolanom, ale wnet z niczem do Magdeburga powraca, ^^) a tym- 
czasem Lutycy, w znacznej sile przebywszy Łabę, do Saksonii 
wpadają. W Bardengau przyszło do boju, w którym biskup 
mindeński Ramward, z krzyżem w ręku poprzedzając wojowni- 
ków tak, iż cliorąźowie dopiero zdążali za nim, wielce się do po- 
gromu nieprzyjaciół przyczynił. Słowian poległo mnóstwo, reszta 
w popłocłiu odbiegła zdobyczy, ^■') bez wątpienia w Saksonii złu- 
pieżonej. Był to jedyny tryumf Niemców, którzy cłiociaż się 
przecliwalali ze zwycięztwa, ale nieprzyjaciół nie ścigali, owszem 
niebezpieczeństwo ze strony Słowian musiało być groźne, kiedy 
„dU obrony kraju" cesarz pośpieszył obwarować Harnaburg, te- 
raz Arneburg nad Łabą,^""*) powierzając warownię tę arcybisku- 
powi magdeburgskiemu Gizilerowi. Słowianie postanowili po- 
dejściem ją zdobyć. Arcybiskup, zaproszony przez Słowian na 
obrady, w małym poczcie wybrał się za miasto. Nagle jeden 



"2) An. Quedl. cont. a. 996. Vernal' tempore — rex Otto compacta inter 
Saxones et Sclavos pace, Italiani perrexit, 

"•'•) Annal. Quedlinb. a. 997. Sclavi innata sibi perfidia tacti pacis fregerunt 
pactum terminosąue latrociniis corroserunt furtivis. Quos contra commotus impera- 
tor Ztodoraniam, quam vulgo Heweldum vocant, egregiam inter Sclavanicas terrara, 
magno' invasit exercitu, vicit, praedavit, victorque in Magadeburch gloriosae sub- 
intravit. 

'*) Annal. Qued, a. 997. inteterim autem, dum imperator Hevaldum devastando 
percurrit, congregati Wlotabi Berdango provinciam improvisi rapinis multis aggressi 
sunt et incendiis. Quod videntes Westfali, quos praefatus imperator in expeditio- 
nem pergens ad custodiendam reliąuerat provinciam, celeriter Luticos fortiter exci- 
piunt, ipsique cum pauci essent; innumeram paganorum multiludinem tanta caede 
prosternunt tantaraque ab iis praedam diripiunt, ut nec caedis illius nec praedare 
numerus uUo modo humano positi explicari sermone. — Thietmar, IV, 20. 

3^) Między Tangermunde a Werben. 



— 341 — 

z towarzyszy wskazał mu na nieprzyjaciół pomykających sie od 
lasu. Arcybiskup, zeskoczywszy z wozu, dosiadł lotnego ruma- 
ka, któremu winien ocalenie swe, gdy mało kto z jego orszaku 
pomyślnie uszedł. Zdobycz po poległycłi Słowianie bez oporu 
zabrali. Wkrótce potem arcybiskup zdał gród markgrafowi Lui- 
tarowi, lecz gdy ten zbliżał sie do grodu, ujrzał go w płomieniu, 
opuścił wiec „pogorzelisko bezbronne i otworem dla nieprzyja- 
ciela stojące." ^^) Działo się to z lewej strony Łaby, w Starej 
marce, gdzie od czasów Karola W. pełno było twierdz i kolonii 
niemieckich, a zatem łatwo pojąć, jak panowanie Niemców nad 
Łabą w owym czasie było jeszcze słabe. Zdawałoby sie, że wła- 

t 

dza cesarska nie ścierpi, aby łotrostwa Słowian działy się na za- 
chód od Łaby, niedaleko ^Magdeburga i odwetuje Słowianom 
za napady ich na Saksoniję. Stało się jednak inaczej. Cesarz 
Otton III całkiem zajęty sprawami włoskiemi, przesiadywał 
w Rzymie, dokąd mu Niemcy posiłki wojenne słali, w Saksonii 
zaś daje się czuć jakieś zniemożenie i niechęć do prowadzenia 
bez końca wojny ze Słowianami. Słowianie inaczej myśleli. W cią- 
gu dwóch wieków przyzwyczaiwszy się do wojny, pierwotnie dla 
obrony własnych siedlisk, z czasem nabrali wprawy i ochoty do 
wojaczki. Ze spokojnych i łagodnych rolników, stali się podo- 
bnymi do Niemców wojownikami i gdy wśród ich zrujnowanych 
siedzib nie było wojny, w wyprawach do Saksonii szukali zdo- 
byczy. W r. 998 Niemcy nie napadali, Słowianie więc sami zro- 
bili do Saksonii wyprawę.^") Cokolwiek później Mściwoj obo- 
drycki rzucił się na klasztor Hilleslewe,'^^) zakonnice uprowadził, 
a klasztor spalił (r. 1000).^^) A chociaż ówcześni rocznikarze nie- 



i 



3«) Thietmar, IV, 25. 

'') Annal. Corbej. a. 998. Bellura inter Saxones et Sclavos . . . sed Deo 
auxiliante Saxones yictores effecti sunt. 

**) Teraz Hillersleben miedzy Magdeburgiem a Halbersztadem. 

^'■') Tempore caesaris (Ottonis III) monasterium in Hillcslevo a Sclavis com- 
bustum est, ediictis sanctimonialibus, et eodem die multi ex nostris sunt interfecti. 
Thietmar, IV, 32. W kronice klasztoru Hilleslewe (Riedel, Diplomat. Beitrage zur 
Gesch. der Mark Brandenburg, 1858, I, p. 8), zapisano: Anno M. regnante Ottone III 



- 342 — 

mieccy, zapisując wypadki, dodawali często, że „z bożą pomocą" 
Słowianie pobici zostali, lecz rzecz widoczna, że Niemcy nie byli 
w stanie przeszkodzić Słowianom łupieżyć i pustoszyć niemieckie 
posiadłości z lewej strony Łaby aż do r. Ilmenawy, a nawet i głę- 
biej do Saksonii wpadać. Szesnastoletnie usiłowania Ottona III 
do odzyskania tego, co Niemcy, w skutek powstania Słowian 
w r. 983, stracili w Słowiańszczyźnie, przywiodły do utwierdzenia 
władzy niemieckiej w Serbsku, pomiędzy Solawą a Łabą, tudzież 
do ujarzmienia Milczanów, ale Słowiańszczyzna nad Hobolą i dolną 
Łabą została w r. 1000 w takich samych granicach, jakie ustano- 
wione były za Karola W. (r. 8 1 1 ), z tą tylko różnicą, że przed 
200 laty Łaba służyła Niemcom do napadów na Słowian roz- 
osobnionych, powaśnionych, niezdolnych do śmiałych wypraw 
w oddalone strony, a w r. 1000 taż sama Łaba, osadzona po obu 
brzegach ludem słowiańskim, znajduje się w ręku Słowian, umie- 
jących, w razie potrzeby, łączyć siły swe do jednoczesnego na- 
padu na Saksoniję. Dawniejsza, przez wieki trwająca nienawiść 
pomiędzy Obodrytami a Luty kami, pod naciskiem doświadczo- 
nych w ciągu dwóch wieków nieszczęść, ugasła. Zostav/ało im 
jeszcze jeden krok zrobić, aby się zlać w związek państwowy 
i ocalić narodowość swą, ale dla tego wypadało wyrzec się da- 
wnych bogów i razem z chrześciaństwem przyjąć cywilizacyę 
zachodnią. To jednak okazało się trudniejszem dla Słowian, niż 
walka z Niemcami. 

§53. 

Ostatnie wysiłki Serbów w obronie niepodległości 

swej. 
I. Odzyskanie swobody (r. 983). Strata jej (985). 

Ujarzmieni przez Henryka Ptasznika w roku 928 Serbowie 
między Solawą a Łabą,^) przez cały ciąg panowania cesarzów 



Mistuuitz, dux Obutriorum scilicet Slavorum, combussit monasterium . . . in Hildes- 
leue, . . . Porów. Wigger, Mekl, Annal. s. 54. 
1) Wyżej s. 240. 



Ottona I i Ottona II musieli znosić zdzierstwa i rozboje niemiec- 
kie, nie śmiejąc nawet pomyślić o zrzuceniu łańcuchów niewoli. 
Gdy jednak duch ogólnego powstania owionął zaodrzańskich 
Słowian w r. 983, a Czechowie wtargnęli do krainy pomiędzy 
Solawa a Modłą (]VIuldą), poruszenie się Serbów było tak gwał- 
towne, iż załogi, kościoły, władze, zamki i wszystko co było nie- 
mieckie znikło od razu, a swoboda i starożytne bogi zakwitły 
na nowo. 2) Wtedy i najważniejsza warownia niemiecka nad Ła- 
bą, Miszno, wpadła w moc Bolesława II, księcia czeskiego. Ale 
na zjeździe w Kwedlinburgu Bolesław II musiał zrzec się Misz- 
na,^) Czechowie wyprowadzili załogi swe z Serbii (roku 985), 
a Niemcy na nowo podbiwszy Serbów, tak ich srogo ścisnęli, 
że w późniejszej walce powszechnej Słowian z Niemcami w ro- 
ku 994, Serbowie nie mogli już uczestnictwa przyjąć.*) Duch 
jednak narodowy tak mocno ożywiał jeszcze ludność serbską, iż 
nie zważając na ucisk i przewagę wojenną Niemców, urządzenia 
gminne i bóstwa pogańskie przetrwały aż do XII w.'^) 

2. Legendy o bojach Milczanów z Niemcami. Zwierzchnik Kresoencius. 
Ostatnia stolica zwierzchników milczańskich. Ostatni przytułek ich w bło- 
tach dolnej Sprewi. 

Bytujący na wschód od Łaby Milczanie, jak wzmiankowa- 
liśmy wyżej, podbici zostali przez markgrafa misznieńskiego Ek- 
harda w r. 990,^) zawdzięczając rozterkom pomiędzy Bolesławem 
czeskim a Mieszkiem polskim, książętami. Że jednak musiały 
być przed tem krwawe boje Milczanów z Niemcami, możemy 
wnioskować o tem z podań ludowych, dotąd zachowujących się 
w okolicach Budyszyna. Według tych podań, na górze Lubin, 



-) Porów, wyżej § 51, s. 328. 
3) Wyżej § 52, s. 338. 

*) Annal. Quedlinburg. a. 994. Sclavi insuper omnes, exceptis Sora- 
b i s , a Saxonibus defecenint 

*) Szczegóły podam w tomie IV dzieła niniejszego. 
«) Wyżej s. 339. 



— 344 — 

niedaleko Budy szyna położonej, raz zgromadzili sie siedmiu kró- 
lów serbskich na radę, jakby najskuteczniej mogli dać odpór 
wdzierającym się Niemcom. Uradzili wojnę i rozpoczęli walkę, 
lecz w boju wszyscy przez Niemców zabici zostali, Serbowie po- 
grzebali ich z wielką czcią na górze Lubin, każdego w złotej ko- 
ronie, pod jednym wielkim kamieniem, gdzie aż dotąd korony 
leżą, oczekując lepszych czasów, swobody ludu serbskiego.') Że 
podania ludowe o złotych koronach dawnych królów nie były 
płonne, udowodniły to wykopaliska w okolicy, między Wojere- 
cami a Złym Komorowem, w pobliżu góry Koszińskiej, tudzież 
w lasach wsi Ptaczce, złotych diadem królewskich i wielu innych 
rzeczy. Wykopaliska te, według pisarzy serbskich, wskazują 
miejscowości, gdzie zaszły zapewno ostatnie, zacięte bitwy z Niem- 
cami, podczas najazdu markgrafa Ekharda.^) 

Oprócz podań ludowych o walce ostatnich królów serbskich 
z Niemcami, mamy jeszcze kronikarskie wzmianki o zjawieniu 
się w dziejach serbskich zwierzchnika Krescenciusem zwanego. 
Miał on gród na górze Limaszowej, niedaleko góry Królewski- 
gaj (Konigshain), był zatem królem Milczanów, albo przynaj- 
mniej zwierzchnikiem jednego z plemion milczańskich. Według 
powieści cesarz niemiecki, rozgniewawszy się na Krescenciusa 
za jego nieprzyjazne postępki, posłał wojsko, które po krwawej 
rzezi gród na Limaszu zdobyło a Krescencius z niewielu towa- 
rzyszami umknął z wału, otaczającego północną część grodu, lecz 
później przez cesarskich wojaków zamordowany został.") Inna, 
stara powieść serbska, przechowująca się u ludu mieszkającego 



') Czas. Mac. Serb. 1849 — 50, s. 23; Haupt, Sagenbuch der Lausitz, 1863, 
tom II, s. 14; J. Cziszinslci, w poemacie „Lubin — Wutroba", tak się wyraża: 

„Sydom kralow z rowa wstauje, — a do ruki hrabnje mjecz," 

„Hdyż so skonczi Serbów spanje, — a krej w ziłach pocznie rżeć." 
W miesięczniku „Lużica", 1889, N. 6, s. 41. 

s) „Łużica", 1888, N. 4, s. 27. 

'■>) Szczegóły, dopełnione wymysłami nowszych bezw.atpienia czasów, podaje 
Haupt, Sagenbuch, II, s. 92, 93. Krócłej i treściwiej Jencz, w Cz. Ma. Serb. 
1849—50, s, 36. 



— 345 — 

w błotach dolno-łużyckich, podaje, że niegdyś jeden serbski król, 
zmuszony przez wojnę uciekać z górnych Łużyc, na małem czół- 
nie dostał sie do błot dolnej Sprewii i tam, w pobliżu wsi Bor- 
kowej, nowy gród założył, w którym jeszcze długo panował. Inna 
znowu powieść ludowa podaje, że jeden krćl serbski, który miał 
stolice w grodziszczu niedaleko Borkowej, uciekając przed Niem- 
cami, kazał podkowy koniom swoim poprzybijać na opak, ażeby 
pogoń wrogów nie mogta dociec miejsca jego schronienia. Po- 
równywając podania te pomiędzy sobą, dziejopisowie łużyccy 
mniemają, że Krescencius nie zginął na Limaszu, lecz przedarł 
się do swoich, którzy obozowali na wschód od wojereckiej drogi, 
siadł do czółna w pobliżu wsi Wujezda i do błot dolnej Sprewii 
sie dostał. Lecz i tam w niedostępnych bagniskach, zemsta wro- 
gów nie przestawała go trwożyć, fortelem więc starał się omylić 
pogoń. ^*') 

Krescencius bezwątpienia nosił imię słowiańskie, które gust 
kronikarski wolał po łacinie przetłómaczyć. Prawdopodobnie zwał 
się on Przybysławem, lub Rościsławem.^^) Podania o nim są 
tak nieokreślone, że nie możemy pomiarkować, w jakimby cza- 
sie on żyć mógł. Zważając jednak, że Milczanie podbici zostali 
dopiero przez markgrafa Ekharda około r. 990, możemy przy- 
puścić, że około tego czasu Krescencius zmuszony został opuścić 
gród swój na Limaszu. Wcześniej zwierzchnik milczański nie 
miałby potrzeby opuszczać kraju swego, później, jak się zdaje, 
zwierzchników ludowych nie było już w kraju. Milczanów. Ale 
być może, że najazd na stolicę Krescenciusa przedsiębrali Niemcy 
z Lużyc, po ujarzmieniu ich przez Gerona w r. 963 ? 

Nie wiemy z pewnością, czy Przybysław, lub inny jaki 
zwierzchnik milczański uciekł w błota nad dolną Sprewiją i tam 



I 
i 



10) Jencz, Powieść o Serbskich królach. C. M. S. 1849 — 1850, I, 36, 

11) Słowo crescere = róść, przybywać, widocznie służyło kronikarzow 
do sformowania imienia łacińskiego, odpowiadającego najbliżej imieniu słowiańskie- 
mu. Zatem Krescencius może być wprost tłómaczeniem imienia Przybysław, lub 
Rościsław. 



— 346 — 

się osiedlił, rzecz jednak niewątpliwa, że podobny wypadek mu- 
siał się zdarzyć, potwierdzają to bowiem wszystkie podania. 
Oprócz tego największe w Słowiańszczyznie grodzisko, dotąd 
grodem zwane, bezwątpienia było ostatnim przytułkiem swo- 
bodnycli Słowian, po zajęciu ojczyzny icli przez Niemców. Ja- 
kicli to silnycli pobudek potrzeba było do naniesienia zdaleka 
ziemi na trzęsawiska i usypania, w kształcie pięciopromiennej 
gwiazdy, wzgórza tak rozległego, że na niem duża osada pomie- 
ścić się mogła. Tylko rozpacz mogła pobudzić ludzi do wyko- 
nania podobnego dzieła. Do dzisiejszego dnia ludność dolno-łu- 
życka przypomina, że tam była ostatnia królów icłi stolica, a wy- 
kopywane tamże często szczątki zbroi, złotycli i różnych metalo- 
wych sprzętów,'^) dokładnie potwierdzają podanie ludowe. Długo 
jeszcze po ujarzmieniu Łużyc, potomkowie dawnych zwierzchni- 
ków przechowywali niepodległość swą, pod ochroną tej nieprzy- 
stępnej miejscowości;^^) długo jeszcze misyonarze łacińsko-nie- 
mieccy nie mogli wykorzenić w tej miejscowości czci dawnych 
bogów słowiańskich, i tak przetrwało aż do odebrania Niemcom 

Łużyc przez Bolesława Chrobrego, o czem niżej rozpowiemy. 

/ 

*-) We wsi Bórkowćj wykopana została złota korona królewska. Haupt, Sa- 
genbuch. T. II, N. 22. Anmerkung, s. i6. 

1") W zniemczonej prawie zupełnie wsi Kamjenkach (Kaminchen), niedaleko 
błot położonćj, maja się dotąd, w żeńskiej linii, znajdywać potomkowie dawnych 
serbskich królów. Smolar, Piesniuki bornych a delnych Lużiskich Serbów. Gryma, 
1844, II, 274. Baśń o potomkach królów, w Haupta Sagenbuchj II, N. 22. 




DZIAŁ III. 

Czasy prze^A7agi polskiej w Sło^A^iańszczyżnie Pół- 
nocno-Zaehodniej (999—1034). 



II 
I 



§54. 

Zmiana stosunku Polski do Niemiec, Czech i Słowian 

zaodrzańskich. 

I. Stan Słowiańszczyzny północno-zachodniej w końcu X w. Polska 
przygotowuje się do obrony Zaodrzańców. 

Pod koniec w. X Słowiańszczyzna północno-zachodnia przed- 
stawia obraz nadzwyczaj posępny. Po ciężkich bojach z Niem- 
cami, Obodryci i Lutycy, nie zdążywszy zaleczyć rany swe, mu- 
sieli gotować się do nowej walki, która lada chwila mogła zagrozić 
niepodległości ich. Trzymali się oni mężnie, nie szczędzili wiel- 
kich ofiar dla zajęcia mocnego stanowiska nad Łaba, ale prowa- 
dzić długa walkę z przemagajacymi liczbą, środkami i organiza- 
cya Niemcami, bez pomocy reszty Słowian nie byli w stanie. 
Tymczasem z upadkiem Łużyczanów (r. 963), południowa gra- 
nica Lutyków otworem stała dla wdzierających się z Magde- 
burga Niemców. Dawniej Lutycy mogli liczyć na wsparcie swych 
przyjaciół Czechów, ale okoliczności zmieniły się. Książe czeski 
Bolesław II, zamiast pomocy Lutykom, musiał przeciw nim pro- 
wadzić posiłki Ottonowi III pod Branibór, aby gród ten dla 
Niemców zdobyć. Możeby Bolesław II znalazł sposób dla uni- 
knienia podobnej wyprawy haniebnej, ale poróżniwszy się z Mie- 
szkiem polskim, nie śmiał obrażać cesarza, który w każdej chwili 



— 348 — 

mógł z Bawaryi i Miszna uderzyć na hołdownika swego i do 
koalicyi przeciw niemu wezwać księcia polskiego. Były to skutki 
nieszczęśliwej zwady pomiędzy Bolesławem II a Mieszkiem, (r. 990). 
Zneutralizowanie sił czeskicli i polskicłi na korzyść Niemców, 
ułatwiło markgrafowi Ekhardowi ujarzmienie Milczanów i znie- 
woliło obu książąt słać Ottonowi III posiłki przeciw nadliobol- 
skim Słowianom. Mieszko, równie jak i Bolesław II musiał oso- 
biście obozować pod Braniborem, gdzie zmarł 16 Maja r, 992.^) 
Syn jego Bolesław Cłirobry, stosownie do zobowiązań ojca swego, 
musiał także słać cesarzowi przeciw Zaodrzańcom posiłki i, jako 
łiołdownik Ottona III, nie miał prawa mięszać sie w sprawy 
ujarzmionycli przez Niemców ludów. Wśród takicłi okoliczności, 
Serbowie załabscy. Łużyczanie i Milczanie pozbawieni wszelkiej 
nadziei odzyskania swobody, z rezygnacya musieli znosić nie- 
szczęścia, jakie na nicłi spadły w końcu X w. Niemcy, odzy- 
skawszy w krajacli ludów tycłi dawniejsze stanowiska (985 — 990), 
a nawet rozszerzywszy władzę swa aż do r. Nisy łużyckiej, po- 
częli gospodarować na wscłiód od Laby, jakby w ojczyźnie swej. 
Uległe zniszczeniu, podczas powstania Słowian (r. 983) biskup- 
stwa Życzańskie i Misznieńskie znowu się podniosły, napełniały 
kraj kościołami, mnichami, zakonnicami, za którymi z Niemiec 
ciągnęły roje sług kościelnych, zbrojne tłumy Sasów, koloniści, 
poborcy podatków i dziesięciny, nauka o posłuszeństwie cesa- 
rzowi zarówno jak i kościołowi, a dalej następywało pozbawie- 
nie Słowian własności ziemskiej, sądy doraźne, szpiegi i szubie- 
nica.-) Jakże okropnie wydawać się musieli Słowianom kapłani 



^) Annal. Ilildesheimen. a. 992. Misaco obłit, succcsitque ei filius Bo]izlavo. 
Zgodnie z tern w nekrologii fuldeńskiej zapisano pod r. 992, IV Idus Maii Misi- 
cho marchio (comes et secularis). Bielowski. M. P. II, 762, — Objaśnienia, co do 
daty śmierci Mieszka I, podaje Abraham, Organizacya kościoła, s, 27. Historycy 
polscy przyjmują za datę dzień 16 Maja r. 992. Szujski, Histor, Pol. ksiąg XII, 
str, 21. 

-) Razu jednego cesarz Otton II, przybywszy do Merzeburga, zawiadomiony 
został przez szpiega, łe Słowianie w Zwence zostający, pod zwierzchnictwem wielce 
upodobanego sobie przewódzcy Suchawika, przechowywali zbroje księcia Frankonii 



349 

z krzyżem na czele szeregów zbrojnych, misyonarze obok katów 
i szpiegów, nauka o miłości bliźniego obok zdzierstw poborców 
duchownych i świeckich? Jedyną radą zostawało Słowianom uni- 
kać przybyszów, siedlić się w oddaleniu od grodów, przez Niem- 
ców zajętych, uciekać od nich dalej w niedostępne miejscowości, 
wśród bagnisk porzecza Sprewi i tam dogodnej do powstania 
pory oczekiwać. 

Tymczasem pomoc uciśnionym ludom gotowała się nad 
Wartą. 

Trzydzieści lat zostając hołdownikiem i sprzymierzeńcem ce- 
sarzów Ottona I, Ottona II i Ottona III, Mieszko I nie przesta- 
wał dokładać starania do umocowania się wewnątrz kraju: za 
pomocą kościoła szerzył oświatę zachodnią, organizował siłę wo- 
jenną, urządzał państwo na wzór europejski, powiększał je przy- 
łączeniem sąsiednich plemion pobratymczych, a dla handlu i zbytu 
produktów rolniczych dobijał się otworzenia swobodnej przez 
Gdańsk do morza żeglugi/^) Wszystko to wymagało długiego 
czasu i stałego pokoju. To też Mieszko, pojmując głęboko po- 
trzeby narodu swego, zachowywał stale przyjaźń z cesarstwem 



I 



wschodniej Konrada, poległego w boju z Madjaramł nad Lechem (r. 955^- Za po- 
średnictwem tegoż Suchawika cesarz przywiódł obwinionych do rozprawy w poje- 
dynku sądowym: pokonanych kazał bez wyjątku powiesić, a zdobycz będącą w ich 
ręku odzyskał. „Nie wiem wreszcie tego dokładnie, powiada Thietmar, czy posia- 
dacze zbroi rzeczonej, byłi rzeczywiście zbójcami Konrada, lub niewinni wcale śmierci 
jego, przypadkiem jakim ją dostali, gdy przecież ukrywali ją u siebie, zdaniem mem 
sprawiedliwie życiem zapłacili za swe przewinienie." Thietmar, 11, 24. — Nigdy 
Słowianie nie zabijali Konrada, ani winni byli w zagrabieniu jego zbroi, a jeśli ją 
posiadali, to tem jeszcze nie obrażali praw boskich i ludzkich, aby gardłem za to 
zapłacić. Lecz w pojęciu ówczesnych Niemców i samego biskupa Titmara, samo 
przechowywanie zbroi przez Słowian liczyło się zbrodnią, zasługującą na szubienicę. 
Z tego można powziąć pojęcie o wymiarze sprawiedliwości przez sądy land- i burg- 
grafów w ujarzmionej Słowiańszczyźnie. 

") .,Kraj Mieszka największy ze wszystkich krajów słowiańskich; obfity 
w zboże, mięso, miody i rolnictwo. Podatki pobiera Mieszko w bizantyńskich mit- 
kalach (monetach), z których utrzymuje wojsko, a każdy wojak co miesiąc otrzy- 
muje oznaczoną ilość pieniędzy (mitkalów). Wojuje Mieszko z ludem pomorskim 
Awbaba", w którym badac«e Kaszubów podrozumiewają. Kunik, A.lScKpH, 50, 51. 



— 350 — 

i tern zapewniał w domu spokój, wśród którego ludy władzy je- 
go poddane, zlewały sie w jeden naród, wzrastały moralnie i to- 
warzysko. A gdy zmarł, następca jego Bolesław znalazł pań- 
stwo tak już zamożne w środki materyalne i społeczność na tyle 
uorganizowaną, że jakby cudem jakim rozwinął ogromne siły 
i stał się od razu potężnym monarclią. Wszystko to było skut- 
kiem długoletniej, przetrudnej pracy Mieszka. Syn zawdzięczał 
swą wielkość przezorności i zmysłowi politycznemu ojca, a idąc 
w ślady jego, panowanie swe rozpoczął od łączenia pobratym- 
czych pomorskicli i cłirobackicłi ludów w jeden wielki naród 
polski. Czyżby o Łużyczanacli zapomniał? Wszak to nie jakiś 
oddalony pobratymiec, a latorośl jednego z Polanami plemienia 
lecłiickiego, jednakowych obyczajów i mowy,"*) przedłużenie tego 
samego ludu, który się rozrodził na szerokich łęgach od Wisły 
do Łaby, żył z Polanami w zgodzie i tylko przemocą w r. 963 
od nich oderwanym został. Nie mógł Bolesław nie czuć, ile mu 
krzywdy czyniło zabranie przez Niemców Łużyc, a przez to i wa- 
żnych stanowisk nad Łabą, zkąd widokom jego odkrywała się 
najdogodniejsza podstawa do działania na Czechy i pomorskie 
Słowiany. Jeżeli gdzie mógł Bolesław znaleźć wiernych sprzy- 
mierzeńców, to najpewniśj nad Sprewją i w Serbsku, bo tam 
ucisk niemiecki, obrażając uczucie narodowe, rozdmuchiwał zem- 
stę, gotową, przy lada pomocy, krwawym płomieniem ochwycić 
ciemiężców. Ale Bolesław był wassalem i sprzymierzeńcem Otto- 
na III, z którym nie wypadało mu zrywać przyjaznych stosun- 
ków. Wyczekiwał więc okoliczności, a tymczasem robił co mógł 
dla ugruntowania władzy monarchicznój i podniesienia państwa 
Poiskiego. Nie bez powodów zapewno wygnał macochę Odę 
z jej synami Mieczysławem i Lambertem, i wydziedziczył Ody- 
lena i Pribuwoja,^) dzielnicowych prawdopodobnie dynastów, 



*) To sie stosuje do X i dawniejszych wieków, a nie do teraźniejszej mowy, 
pomieszanej z narzeczem serbskiem i zepsutej pod wpływem niemczyzny. 

^) Thietraar, IV, 37. Bolizlavus noverca et fratribus expulsa, excecatisque 
familiaribus suis Odilieno atque Pribuvoio, vulpina calliditate contraxit in unum. 



00 



I — 



a gdy spokój u siebie w domu zapewnił, dobijał sie w myśl ojca 
swego, przyłączenia do Polski Pomorza. W tym celu zdobył on 
Gdańsk (r. 994), wspólnie z Ottonem III odbywał wyprawę prze- 
ciw Obodrytom (r. 995),*) i wtedy już, zdaje sie, Pomorze wscłio- 
dnie całkiem opanował.') Starając sie zjednać sobie stronnictwo 
w Gzecliacłi, Bolesław Chrobry pozyskał przyjaźń możnego rodu 
Sławników, z którycłi najstarszy brat Sobiebor przyjął u niego 
służbę i dowództwo wojskowe podczas wyprawy, wspólnie z Otto- 
nem III, w r. 995 przeciw Obodrytom.^) Los mu posłał jeszcze 
drugiego z rodu Sławników, arcybiskupa Wojciecha, który dowie- 
dziawszy się w Moguncyi o wymordowaniu swych braci w Li- 
bicy, nie wrócił już więcej do Czech, lecz udał się do Krakowa, 
zkąd, po krótkim pobycie, na początku jesieni r. 996 przeniósł 
się na dwór Bolesława w Gnieźnie. Ztąd wybrał się w końcu 
Marca r. 997, w towarzystwie brata Radyma i Benedykta na 
apostolstwo do Prus i tam na brzegach Sambii w dniu 2^ Kwie- 
tnia śmierć męczeńską poniósł.^) 

Wysłanie ś. Wojciecha na apostolstwo do Prus, wykupienie 
zwłok jego i pyszne przewiezienie ich do Gniezna zjednały Bo- 
lesławowi Chrobremu w świecie chrześciańskim imię gorliwego 
obrońcy wiary, a gdy podczas zaszłych w Czechach rozruchów 
po śmierci księcia Bolesława II, Bolesław polski opanował Kra- 



I 



z dokumentu „Darowizna Gniezna" dowiadujemy sie, ie uczynili to Dagon judex, 
Oda senatris et filii eorum Misica et Lamberlus. (Bielowski, M. P. I, 148) 

®) Anal. Hildesh. cont. a. 995. Rex Abodritos vastavit, urbes et oppida 
disjecit; occurritque in auxilium Bolizlau filius Misaco cum magno exercitu, nec non 
Boemani cum filio altenus fiolizlau venerunt 

') Helmold. I, 15. Eodem quoque tempore Bolizlaus, Polonorum christia- 
nissimus rex, confoederatus cum Ottone III, omnem Slaviam, quae est ultra Odoram, 
tributis subjecit. 

*) Kanaparza, Żywot ś, Wojciecha: Unus ex suis (Adalbertis) fratribus . . . 
cum Bolizlavo Palaniorum duce foras in expeditione imperatoris erat. (M. P. I, 
s. 179). Do tego Brunnonis Vita S. Adalbertis: Major frater in servitium impera- 
toris profectus paganornm expugnationes adiuvit, ubi et cum Bolizlavo Polanorum 
duce gratiam amicitiae promeruit. Bielowski, M. P. I, s. 208. 

') Korytko wski, Arcybiskupi Gniezn. I, s. 17. 



- 352 - 

ków, Śląsk i zakarpacka Słowiańszczyznę aż do Dunaju (r. 999), 
imię jego stało się w Europie głośnem, a sam on jako monarcłia 
potężny i bogobojny zasłynął. Teraz dopiero Bolesław począł 
się starać, aby stosunek swój do cesarstwa zmienić i zamiast lioł- 
downika stać się sprzymierzeńcem Ottona III. 

2. Podróż Ottona III do Polski. Umowa jego z Bolesławem Chr. r. 1000. 
Niezależność kościoła polskiego. Arcybiskupstwo Gnieźnieńskie z trzema 

suffraganiami. 

Zamiary oswobodzenia Polski od zobowiązań względem Nie- 
miec, Bolesław Cłirobry rozpoczął podniesieniem w Rzymie kwe- 
styi organizacyi kościoła polskiego. Papież Sylwester II, mając 
nadzieję zyskać w nim dzielnego pomocnika przeciw wzmagają- 
cej się potędze Niemców, dla Włocłi i stolicy apostolskiej nie- 
bezpiecznycli, chętnie przychylił się do jego życzenia, a „korzy- 
stając ze stosunków ścisłej z cesarzem Ottonem III przyjaźni, jego 
wielkiej czci ku ś. Wojciechowi i przychylności dla Bolesława, 
wylconał dzieło dla Polski pod względem kościelnym i państwo- 
wym wielkiej doniosłości, przeprowadzenie którego na miejscu, 
u grobu ś. męczennika, przy pomocy pełnomocnika swego, po- 
ruczył potężnemu wszechwładzcy Niemiec." ^") Z swojej strony 
Otton III, powodowany wielką czcią ku ś. Wojciechowi i zacie- 
kawiony poznaniem na miejscu tego, co słyszał o nadzwyczajnej 
potędze Bolesława Chrobrego, przedsięwziął pielgrzymkę do Pol- 
ski (r. 1000). W nadzwyczaj świetnem otoczeniu panów świec- 
kich i duchownych, w liczbie których znajdywał się prawdopo- 
dobnie i Radym,") brat ś. Wojciecha, cesarz z Rzymu przez 



^^) Korytkowski, Arcyb. Gniezn. I, 21. 

'^) W dokumencie dla klasztoru Farfy z dnia 2 Grudnia r. 999 Podpis Ra- 
dyma (Gaudentego) brzmi: Gaudentius archiepiscopus S. Adalberti martyris interfui 
et subscripsi. (Mabillon, Annales Ordini S. Benedicti, 1739, T. IV, s. 119). W pod- 
pisie tym należy dodać przed słowem: „S. Adalberti..." słowo „ecclesiac", a nie, 
jak proponuje Zeissberg, sJowo: „germanus". Abraham, Organizacya kościoła w Pol- 
sce, s. 53. W rocznikach kapituły krakowskiej pod r. 999: Ordinacio Gaudencii in 
episcopum. Bielowski, M. P. II, 793. 



35 ^ 

Ratysbonc, Życz, Miszno i krainę Milczanów dążył do ziemi 
Diedoszów, która już do Polski należała. A gdy sie do granicy 
polskiej zbliżył, wybiegł na jego spotkanie Bolesław i prowadził 
do miejsca zwanego IlwaJ-) Ztąd prowadził dalej aż do Gnie- 
zna, podejmując go z taką wspaniałością, że według współcze- 
snego świadka „nie jest to ani do wysłowienia, ani do uwierze- 
nia prawie." ^^) Zbliżając się do celu pielgrzymki swej, Otton III 
z pokorą szedł pieszo i boso, a biskup miejscowy Unger, spot- 
kawszy cesarza, wprowadził go do kościoła.'^) Uderzony prze- 
pychem dworu Bolesława, świetnością rycerstwa polskiego i bla- 
skiem otoczenia całego, Otton III zaklął sie na swą koronę, „że 
co widzi jest większe nad to, o czem słyszał*', a naradziwszy się 
z dostojnikami swymi, wyznał, „że nie godzi się takiego męża, 
jakby jakiego z książąt (niemieckich) dukiem łub komesem mia- 
nować, ale na tron królewski chwalebnie podniesionego koroną 
uświetnić." A zdjąwszy ze swej głowy koronę cesarską, na głowę 
Bolesława w zakład przyjaźni ją włożył, za chorągiew zaś tryum- 
falną dał mu w upominku gwoźdź z krzyża pańskiego, wraz 
z włócznią ś. Maurycego, za co go nawzajem Bolesław rarnłe- 
niem ś. Wojciecha obdarował. I takiem zamiłowaniem wzajem- 
nem się zjednoczyli, iż cesarz mianował go bratem i sprzymie- 
rzeńcem cesarstwa, a ludu rzymskiego przyjacielem i towarzy- 
szem postanowił. Nadto, cokolwiek z nadawnictw kościelnych 
do cesarstwa należało, czy to w Icraju polskim, czy w podbitych 
przezeń lub mających być podbitemi ziemiach „barbarzyńskich", 
jemu i władzy jego następcom ustąpił. Umowę tę papież Syl- 



I 



^^) Ilwa, teraz Halbau nad r. Czernicą, wpadającą do r. Bobry z lewej strony, 
w ziemi Diedoszanów. 

i») Thietmar, IV, 28. 

'^) Wzmiankując o tem Thietmar (IV, 28), nie wspomina miejsca, w którem 
Unger spotkał Ottona III. Wiadomo jednak, że cesarz, dążąc z Włoch do Polski, 
nie zajeżdża! ani do Magdeburga, ani do Poznania, aby uniknąć przeszkód ze strony 
arcybiskupa magdeburgskiego Gizilera i suffragana jego biskupa poznańskiego Un- 
gera do ustanowienia nowej organizacyi ko;^cic1nej w Polsce. Gdzież więc Unger 
spotkał Otttona? Zapewne u grobu ś. Wojciecha w Gnieźnie. 

Tom III. 23 



33[ "~ 

wester II prz} wilejem zatwierdził. — Taki opis pobytu Ottona III 
w Polsce, podał Gallus,^'*) w sto lat po zajściu tego wypadku. 

Dopełniając opis ten wiadomościami z innych źródeł czer- 
panemi, przekonywamy się, że najważniejszym skutkiem zjazdu 
gnieźnieńskiego r. looo, były: uwolnienie Bolesława Chrobrego 
od wszelkich zobow-iązań względem Niemców, ^*') tudzież przepro- 
wadzenie na miejscu, stosownie do życzenia Bolesława, organi- 
zacyi kościoła polskiego, według projektu ułożonego za zgodą 
papieża Sylwestra II w Rzymie, jeszcze przed odjazdem Otto- 
na III do Polski.'^ Ustanowienie metropolii Gnieźnieńskiej i pod- 
niesienie do godne ści arcybiskupa gnieźnieńskiego brata ś. Woj- 
ciecha Radyma, któremu podlegać mieli nowo ustanowieni bi- 
skupi: Poppo dla dyecezyi Krakowskiej, Jan dla Wrocławskiej 
i niemiec z okolic Merzeburga Reinbern dla Kołobrzegskiej,'^) 
świadczyły o przyznaniu przez stolicę apostolską i cesarza Otto- 
na III niezależności kościoła polskiego od żadnej innśj metro- 
polii, z własną hierarchiją, podlegającą odtąd jedynie stolicy apo- 
stolskiej i monarsze polskiemu. Po za obrębem tej hierarchii 
pozostał tylko biskup poznański Unger, który nie życząc zgo- 
dzić się na uszczuplenie praw swych, wolał podlegać nadal me- 



**) Gallus, I, 6; Lelewel, Związki z Niemcami. Polska wieków średn. 
II, VI, II. 

^*) Włożenie na głowę Bolesława przez Ottona III korony, jak upewnia 
Gallus, bez dopełnienia obrzędów religijnych, może być uważane jako udzielenie 
Bolesławowi godności monarchy niepodległego, a nie koronacyi, jak niektórym dzie- 
jopisom wydało się. Wreszcie po cóżby Bolesław koronował się powtórnie w ro- 
ku 1025? 

^") Według uwagi prof. Abrahama, na jednym z synodów rzymskich, być 
może na tym samym, który zasuspendował Gizilera, uchwalono założyć nową metro- 
poliję i przyjęto plan Bolesława podziału kraju na dyecezyje. (W końcu Kwietnia 
r. 999). Abraham, Organizacya, s. 53. 

^^) Thietmar, IV, 28. Nec mora, fecit ibi archiepiscopatum, . . commitens 
eundem praedicli martyris fratri Radimo. eidemque subiciens Reinbernum Salsae 
Cholbergiensis aeclesiae episcopum, Popponem Cracuaensem, lohannem Wrotizlaen- 
sem, Ungero Posnaniensi excepto. Podobnie w Annal. Magdeburg. (Pertz. M. G. 
XVI, 159). Eique tres alios episcopos in tribus locis id est Salzolberch, Cracowe, 
Wratizla ordinatos subiecit. 



— jo:) — 

tropolii Magdeburgskiej.^'"*) W każdym razie Polska, zawdzięcza- 
jąc roztropności Bolesława Chrobrego i przezorności Sylwestra II, 
otrzymała w r. looo zapewnienie szerzenia chrześciaństwa i roz- 
wijania oświaty zachodniej w duchu narodowym, a przez to 
i niezależność polityczną, krepowaną przedtem podległością ko- 
ścioła polskiego metropolicie magdeburgskiemu. 

W parę lat po zjeździe gnieźnieńskim przypadła śmierć 
Ottona III, otrutego przez kochankę, męża której, za szerzenie 
rozruchów we Włoszech, kazał powiesić,-^) tudzież zamordowa- 
nie markgrafa misznieńskiego Ekharda,-') z którym Bolesław 
zostawał w zgodzie, oswobodziły Bolesława od wszelkich stosun- 
ków przyjaźni z Niemcami i pozwoliły mu postępywać tak, jak 
mu dyktował interes narodowy. 

3. Bolesław Chrobry najeżdża Łużyce i zrywa stosunki z Henrykiem II 

roku 1002. 

Mieniąc się być przyjacielem nowo obwołanego królem Hen- 
ryka II, Bolesław najechał łużycką i milczańską ziemie, zdobył 
Budyszyn, dotarł do Łaby, zabrał Strelę i obiegł Miszno, a nie 
mogąc zdobyć je siłą otwartą, robił w niem stronników sobie 
pieniędzmi i namową. Serbskiego rodu wietnicy, przez Niem- 
ców Kukesburger zwani,--) mając powierzoną sobie obronę bra- 



I 



1*) „Prawdopodobnie kilku następców Ungera, "Włochów, którym obojętne 
były wewnętrzne sprawy polskie, podtrzymywali stosunki z Magdeburgiem, ze szkoda 
kościoła i narodu. Dopiero biskup polsl^i Wawrzyniec, rządząc sie względami na- 
rodowymi, zerwał stosunki z zagraniczna metropoliją i dobrowolnie poddał się pod 
jurysdykcyję arcybiskupa gnieźnieńslciego, około r. I io6. Korytkowski, Arcybi- 
skupi, I, 28. 

*") Otton III um^rł w Paterno, w pobliżu Citta-Castellana, 24 Stycznia 
r. 1002. Thietmar, IV, 30, 

21) Elchard I podczas podróży zamordowany w Palithi (Pólden) 30 Kwie- 
tnia V. 1002. Thietmar. V, 4. 

^-) Thietmar, V, 6. Satelites... dicti slavonice Yethenici, Cukesburgiensi. 
W objaśnienie znaczenia ludzi tej nazwy, Gebhardi przytacza z dyplomu Ottona C. 
de Brene, an. 1288. Advocatus castellani et cuslodes turrium, qui vulgariter Hufslude, 
et Janitores qui teułonice dicuntur Dorwerderc. Alłgemeinc Welthistcrię. T. 52, 
s. 30:, przypisek a. 

23* 



— 356 — 

my wschodniej, porozumiawszy sie z Polakami, otwarty rokosz 
podnieśli. A położywszy trupem jednego z dowódzców swych 
Bekcejona, stanęli zbrojno przed kamienatem,^^) ciskali kamie- 
niami w okna, z wrzaskiem domagając sie wydania sobie bur- 
grafa Ocerusa, któremu śmierć zapowiadali. Udało sie jednak 
innemu naczelnikowi Titmarowi załogę wyprowadzić spokojnie. 
Wtedy wietnicy, przez orędowników swych porozumiawszy się 
z Bolesławem, w bramach otwartych na oścież przyjęli go rado- 
śnie. Uniesiony pomyślnością Bolesław posunął sie dalej na za- 
chód w głąb Serbska, opanował cały kraj aż do Białego Hal- 
sztrowa (Elster) i załogi swoje rozstawił. Wojsko saskie zbierało 
sif wyruszyć przeciw Bolesławowi, ale ten „chytrości niezwykłej 
człowiek" upewniał, że wszystko czyni za wiedza i przyzwole- 
niem Henryka bawarskiego, a skoro ten przy posiadłości pań- 
stwa umocni się, do jego woli zastosuje się zupełnie.^*) 

W Czerwcu roku 1002 Henryk wybrany został na króla, 
a 25 Lipca przyjmy wał w Merzeburgu hołd Sasów. Bolesław, 
udawszy się na zjazd merzeburgski, przyjęty był jako sprzymie- 
rzeniec Niemców. Usiłował on zdobyte kraje zatrzymać, nie 
szczędząc kosztów dla zrobienia sobie stronników wśród dworzan 
królewskich. Zaledwie wyjednał, że Miszno przyrodniemu bratu 
jego Guncelinowi wypuszczone zostało, sam zaś utrzymał się przy 
posiadaniu ziem Milczanów i Łużyczanów, (25 Lipca r. 1002).^^) 
Nabytek ten znakomicie podniósł potęgę i urok Bolesława Chro- 
brego w Slowiańszczyźnie. Nie dozwolili mu wprawdzie Niemcy 
utwierdzić się na Labie, ale w Misznie osiadł krewny i przyja- 
ciel jego Guncelin, z którym poradzić nietrudno było. 

Zdawało się, że zajście między Bolesławem a Niemcami, 
skończone kompromisem, będzie trwałe, ale zdarzył się niespo- 



23) U Thietmaia : C a m i n a t a oznacza, domus, palatium, choćby z drzewa 
zbudowany, ale z kominem. 

2<) Thietmar, V, 6. 

*^) Thietmar, V, 9, 10. O braterstwie Guncdina z Bolesławem, niżej § 55, 
pr-sypisck 2, s. 363. 



— ^S7 — 

dziewanie wypadek, który kompromis poderwał, W ostatnich 
chwilach pobytu w Merzeburgu, kiedy Bolesław pożegnawszy się 
z Henrykiem II, miał wracać do kraju, weszli na podwórze zam- 
kowe Polacy z orszaku Bolesława, nie wiadomo dla jakiego celu. 
A gdy na wezwanie odejść nie chcieli, wszczęła się z Niemcami 
rozprawa orężem, wśród której Bolesław wyszedł z zamku. Tłum 
Niemców rzucił się na niego tak natarczywie, że przeprowadza- 
jący go komes Henryk, z narażeniem własnego życia, ledwo 
uprowadzić zdołał znakomitego gościa, ale rycerzy polskich tłum 
docisnąwszy, jednych obdarł, innych pokaleczył. Jeżeli król Hen- 
ryk nie miał żadnego udziału w tej sprawie, czemu dajemy wiarę, 
w każdym razie za taką obrazę króla niepodległego państwa 
i sprzymierzeńca, powinnyby ze strony Henryka nastąpić prze- 
prosiny, ukaranie winowajców, a jednak naoczny świadek Tit- 
mar milczy o tem, czem daje do mniemania powód, że serde- 
cznego pojednania się między królami nie nastąpiło. A jakby na 
potwierdzenie tego Titmar powiada, że Bolesław „zasmucił się 
mocno, podejrzy wając, iż zamach na niego nastąpił w skutek 
poprzedniego planu i podstępu, posądzając o to króla niesłu- 
sznie." 

Bolesław przybywszy do Streli nad Łabą, mnóstwo ziemian 
z okolicy grodu tego uprowadził, gród spalił i wstecz za sobą 
puścił orędowników z poleceniem odciągania kogo tylko można 
od stronnictwa Henryka. Xa wieść o tem Henryk błagał swoich 
przyjaciół, „aby tajemne praktyki Słowian starali się wykrywać 
i przewiadywaczów ich wedle możności imać."-^) Odtąd Bole- 
sław niczem już nie był krępowany. Sąsiedzkie stosunki z Niem- 
cami pogorszyły się, przyjaźń z królem niemieckim runęła, — sta- 
nął oddzielnie jako monarcha, gotowy bronić godności własnej 
i narodu swego, działać według woli swej. Sprawy czeskie naj- 
przód uwagę jego na się zwróciły. 

'*') Thietmar, V, lo. 



- 358 - 

4. Zaburzenia w Czechach: książęta Bolesław Rudy i Władybój. 
Bolesław Chrobry zajmuje Czechy (1003). 

Po Bolesławie II, Pobożnym, (-j- 9 Lutego 999) zostało trzecli 
synów. Z nicłi starszy Bolesław Ryszawy (Rudy), okrutnego 
cliarakteru, skąpy, dziki, mściwy, otrzymał, na mocy prawa cze- 
skiego, władzę książęcą, a młodszym braciom Jaromirowi i Ol- 
drzykowi niewielkie udziały wyznaczył. Wkrótce jednak poża- 
łowawszy tego co dał braciom, postanowił zgubić ich. Jaromira 
kazał otrzebić, a Oldrzyka zamierzył zabić w łaźni, lecz gdy sie 
to nie udało, wygnał braci z matką za granicę kraju, a sam po- 
czął po tyrańsku rządzić, lud strasznie ciemiężyć, „na wzór bazy- 
liszka panując sam jeden w pustyni."^") Jaromir i Oldrzyk zna- 
leźli scłironienie u księcia bawarskiego Henryka, który cokolwiek 
później został królem niemieckim. 

Dawny przyjaciel Slawników Bolesław Chrobry, nie mogąc 
przebaczyć Rudemu uczestnictwa w zniszczeniu przez Wrszow- 
ców rodu Sławników i wymordowaniu braci ś. Wojciecha (r. 996), 
w pierwszym roku panowania swego odjął mu Śląsk, Chroba- 
cyję, Morawy i zakarpacką Słowaczyznę (r. 999). W Czechach 
począł się niepokój. Na czele buntu stanęli Wrszowcy, ci sami, 
którzy byli przyjaciółmi Bolesława Rudego, a potem najwięcej 
od niego cierpieli.^^) Rudy musiał uciekać z Czech do Niemiec, 
a na miejsce tego „gadu jadowitego", naród czeski wezwał brata 
młodszego Bolesława Chrobrego Władyboja, syna Dubrawki, 
a przez to należącego po kądzieli do rodu Przemysłowców, i za 
swego przez Czechów uważanego. Władybój nieczynny, pijak, 
chcąc zasłonić się od stronnictwa Jaromira i Oldrzyka, pośpie- 
szył do króla Henryka II, w Ratysbonie hołd mu złożył, a Cze- 
chy w lenność od niego otrzymał.-^) — Tymczasem Bolesław 
Rudy tułając się w Niemczech, szukał u Bolesława Chrobrego 

2") Thictmar, V, 15. 

-") Palacki. Dejiny, I, 279. 

-'•») Tbistmar, V, 15. 



- 359 — 

przytułku, w tym samym prawie czasie, kiedy po kilkumiesic- 
cznem panowaniu Władybój umarł, w początku r. 1003. „Na- 
stał sądny rok w dziejacłi czeskich." ^^) Jaromir i Oldrzyk wró- 
cili do Czech, ale wnet i Bolesław Chrobry wtargnął tamże, pro- 
wadząc z sobą Bolesława Rudego do Pragi, a obsadziwszy grody 
czeskie załogą swoją, usunął sie z Czech. Bolesław Rudy, osią- 
gnąwszy władzę, do takiego stopnia rozkiełzał namiętność swą, 
„iż kazawszy stanąć przed sobą przedniejszym panom, jednego 
z nich rozcięciem głowy mieczem życia pozbawił, za nim innych 
pomordował, a dokonał tego, dyszący krwią i podstępem czło- 
wiek, niegodny dożyć i połowy tych dni, które przeżył." ^^) Prze- 
straszeni tem Czechowie, wyprawili tajemnie posłów do Bolesła- 
wa Chrobrego z proźbą o uwolnienie ich od tyrana. Chrobry, 
przychylając się do proźby poselstwa, zaprosił Rudego na roz- 
mowę do pogranicznego zamku, a gdy ten przybył, kazał go 
oślepić, a sam pośpieszywszy co żywo do Pragi, wprowadzony 
do niej (w Marcu 1003) przez mieszkańców i jednomyślnie za 
pana Czech okrzyknięty został.''-) 

Zwracając uwagę na mapę posiadłości Bolesława Chrobrego 
w początku roku 1003, nie trudno dostrzedz, że dla zaokrąglenia 
zdobyczy jego za Karpatami aż do Dunaju i Rakus, a na zacho- 
dzie aż do Miszna brakowało tylko Czech i że zdobycie Czech 
ułatwiało mu możność opanowania Serbii, między Solawą i La- 
bą, a przez to posunięcia granicy niepodległej Słowiańszczyzny 
do naturalnych kresów Bawaryi i Turyngii. Wypadki składały 
się dla niego najpomyślniej. Przenosząc stolicę z ubogiego Gnie- 
zna do oddawna upragnionej, murowanej, bogatej •"■^) i rozko- 
sznej Pragi, -'^j Bolesław zdobywał dla całej Słowiańszczyzny pół- 



r 



'">) Palacki. Dejiny, I, 281. 
«i) Thietmar, V, 18. 
•«) Ibidem. 
^•^) Niżej cytata 35. 

'*) Adalbold, in vita S, Heinrici II imperatoris, powiada: Tandem Bulizla- 
vus Mcsec on;s filius jucunditatem Pragaeęt amoenilatem Boe- 



— 3^0 — 

nocno-zachodnićj prawdziwą, stolicę, z której dawniejsza od pol- 
skiój c) wilizacya czeska miała roznieść po szerokich przestrzeniach 
oświatę, handel i przemysł, •^'^) niezbędne podwaliny wielkiego 
państwa. Z swojej strony Bolesław niósł Czechom porządek, po- 
tęgę wojenna, niezależność od Niemców, a przytem łagodność 
rządów i dbałość o dobroliyt kraju, czego właśnie nie mogła im 
dać zdemoralizowana dynastya Przemysłowców. Ogłoszenie Bo- 
lesława królem czeskim było najważniejszym aktem w historyi 
słowiańskiej, bo zapowiadało połączenie wszystkich ludów od 
granic bawarskich, Solawy i Łaby aż do Dniepru, i od morza 
Bałtyckiego aż do Dunaju, w jedno państwo, potężniejsze od ce- 
sarstwa Rzymsko-Niemieckiego, a że to państwo mogło być uor- 
ganizowane należycie, za to ręczyły genialne zdolności i niepo- 
spolity charakter Chrobrego. Zostawało tylko samym Czechom 
zrozumieć doniosłość rezydencyi króla polskiego w ich stolicy, 
tudzież zajęcia grodów ich przez rycerstwo polskie i urzędników 
królewskich.'^") 



m i a e praeponit amicitiae et ut nepote suo (Bolesława III) qualibet racione ejecto, 
tante terre principatu potiri pośsit, fraudum suarum intima scrutatur.. . Pertz, M. G. 
VI, 69^. 

"■') Według świadectwa Ibraima-ibn-Jakóba, który zwiedził Pragę pized ro- 
kiem 965, Praga była murowana i najbogatszą z miast handlowych, miała fabryki 
siodeł, uździenic, tarcz, tkanin. Do niej przybywali kupcy z Krakowa, Rusy, Sło- 
wianie z krajów tureckich (madjarskich), Żydzi i Madjary, wywożąc wiele mąki, 
cyny, futer. Kraj czeski jest najbogatszym z krajów Północy, Kunik, AjÓeKpil, 40. 
Wreszcie, porównać dzieła tego T. II, s. 612 i następne, 

^^) Chroni. Polonorum I, 6. Numquid non ipse (Boles]avus) Moraviam et 
Bohemiam subjugavit et in Praga ducalem sedem obtinuit suisąue eam suffraganeis 
deputavit. Ze namiestnicy Bolesławowi musieli być w grodach czeskich, to niewąt- 
pliwe, ale jak ich po imieniu zwano nie wiemy. Tymczasem w wykopalisku jaro- 
cińskiem r. 1876 (w W. Ks. Poznańskiem), pomiędzy monetami Bolesława II c.eskiego 
znalazł sie obol, z napisem na stronie głównćj wyraźnie wybitym: Otto D u x. 
Archeolog berliński Menandier, idąc za przytoczoną wy/.ćj wskazówką Chronica Po- 
lonorum, mniemał, że moneta wybita była przez Ottona czyli Bczbraima starszego 
syna Bolesława Chrolnego, którego on podczas okupacyi Pragi osadził tamże jałco 
namiestnika swego. Zapiski Archeologiczne poznańskie, pod redakcyją W. Jaż- 
dżewskiego i Boi. Erzepkiego, r. 1889, zeszyt V, s. 50, — Trudno temu powierzyć, 
bo Btzbraim i Otto są dwie różne osoby. Pierwszy był najstarszym, a drugi naj- 
młodszym synem Chrobrego, urodzony około r. 1000. Porów. Lewicki, Mieszko II, 
w Rozprawach Akadem, Umiejet. Kraków. 1876. Tom V, s. 115. _^ 



- 301 — 



5. Przeniewierstwo Lutyków względem reszty Słowian. Henryk II za- 
warłszy z nimi przymierze, śmielej przeciw Bolesławowi występuje. 

Zajęcie Czech przez Bolesława Cłirobrego mocno ubodlo 
króla Henryka II. Zniósł on wszystko cierpliwym umysłem, 
przypisując grzechom swoim to, co dla państwa jego dolegliwem 
sie stało; okazywał spokój, przejeżdżał się z miasta do miasta, 
święta Wielkanocne obchodził w Kwedlinburgu (28 Marca ro- 
ku 1003),^') Zielone święta w Halbersztadzie,^^) a tymczasem ści- 
gał sprzymierzeńców Chrobrego w samych Niemczech i starał 
się zapewnić pokój ze strony Słowian nadbałtyckich. Posłowie 
Ratarów i w ogóle Lutyków, przybywszy do Kwedlinburga pod- 
czas świąt Wielkanocnych, łaskawie przyjęci zostali przez króla 
Henryka, który podarkami i obietnicami starał się ich zjednać 
sobie i tyle dokazał, że „z buntowników" i nieprzyjaciół „naj- 
zaufańszymi sobie ich uczynił." ^^) Ten postępek Lutyków, sprze- 
czny z wnękową tradycyą ich, najzgubniejszym się okazał jak dla 
nich samych, tak i dla reszty Słowian nadlabskich. Nie tajne 
było Lutykóm opanowanie przez Bolesława Łużyc, Milska i Czech, 
jego potęga wojenna i łaskawe obchodzenie się z ludami władzy 
jego podległymi. Przystąpienie do związku z nim mogło zape- 
wnić im niepodległość, za którą dwa wieki zacięcie z Niem- 
cami walczyli. Ale nienawiść do chrześciaństwa, a szczególnie 
przeciw Bolesławowi, który zmuszony był dawniejszemi zobowią- 
zaniami ojca swego dawać posiłki w'ojenne Ottonowi 111 przeciw 
Lutykóm, tudzież zamiłowanie swobody plemiennej odwróciły 
umysł ich od Bolesława i usposobiły do przymierza z Niemcami, 
a raz wszedłszy na tę drogę, opętani podstępami i złudnemi obie- 
tnicami niemieckiemi, zejść z niej już nie mogli. Przeniewier- 
stwo Lutyków ogólnej sprawie słowiańskiej obezwładniło Obo- 
drytów, przez samo geograficzne położenie postawionych w nie- 



3') Thietmai-, V, 19; Annal. Quedlinb. a. 1003. 
•■»») Thietmar, V, 20. 
3«j Thietmar, V,. 19. 



— 302 — 

moźebności połączenia się z Polakami. Łaskając Lutyków i ma- 
miąc ich obietnicami Henryk II nadzwyczaj zręczny krok poli- 
tyczny wykonał. Pojmywał on, że w razie przystąpienia Luty- 
ków do związku polsko-czeskiego, pociągnęliby do tegoż związku 
nietylko Obodryci i Serby do Solawy, ale i Słowianie lewego 
brzegu Laby w Drewlanach, Białej Ziemi, wscłiodniej Turyngii 
i u wierzchowin Molianu, tudzież nad Radnicą, gdzie lud sło- 
wiański, w pogaństwie trwający aż do końca XI w.,"*") główną 
massę osiedlenia stanowił. Odrywając zaś od wzmiankowanego 
związku Lutyków, Henryk II zapewnił sobie bezpieczeństwo nad 
dolną Łabą, a przez to śmielej mógł przeciw Bolesławowi wystąpić. 
Wygrawszy bez boju kampaniję z Lutykami, Henryk. II 
przestał udawać, że nie pojmuje o co Bolesławowi idzie, wypra- 
wił do niego posłów, z oświadczeniem, „że jeśli świeżo zajętą 
przez siebie krainę, jak to odwieczne prawo nakazuje, zecłice ż je- 
go łaski nadal trzymać i z niej służyć mu wiernie, przychyli się 
do jego życzenia, w przeciwny.a razie ma się spodziewać od- 
poru zbrojnego."^') — Przy ustąpieniu ziem F^użyczanów i Mil- 
czanów, Henryk II nie wymagał od Bolesława żadnych służe- 
bności, według starego prawa, bo kraje te nie ochrzczone jesz- 
cze, mogły być za „barbarzyńskie"' uważane, t. j. za takie, jakie 
umowa gnieźnieńska (r. looo) dozwalała obu stronom zabierać 
i do swych posiadłości wcielać, lecz Czechy nie były już krajem 
„barbarzyńskim"; Henryk prawnie miał słuszność, żądając od zdo- 
bywcy wypełnienia obowiązków hołdu, od dawna składanego mu 
przez książąt czeskich, ale wymaganie jego, aby Bolesław przy- 
jął Czechy w lenność z łask*, królewskiej, tchnęło zarozumiałością 
i dziką pretensyją do rozporządzania niepodłem państwem Cze- 
śkiem, jal<.by prowincyą niemiecką. Bolesław „z oburzeniem od- 
prawił poselstwo,"*^) i przyjął wojnę. 



•*<*) Szczegóły w tomie IV niniejszego dzieła. 

■*!) Thietmar, V, 19. 

*") Rozpowiedziawszy o zaproponowanych Bolesławowi warunkacli trzyma- 
nia C/ech z laski królewskiej, Thietmar (V, 19) dodał: „Jakkołsviek słuszne to prze- 



— 3^3 — 

§55. 

Pierwsza wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami 

(1003 — 1005). 

[ Henryk II ściga stronników Bolesława w Niemczech. Bolesław opa- 
nowuje Miszno (1003) 1 do Bawaryi wpada (1004). Henryk II za- 
graża Milsku. 

Przed rozpoczęciem wojny z Bolesławem, Henryk II zamie- 
rzył najprzód zniszczyć sprzymierzeńców Bolesławowych w sa- 
mych Niemczech. W tym celu Henryk II, po Zielonych świę- 
tach (r. 1003) ruszył do Bawaryi, a najechawszy posiadłości ko- 
mesa Henryka szweinfurtskiego, spustoszył je, zamek Amerthal 
zburzył, a przysłanych przez Bolesława na pomoc komesowi wo- 
jowników polskich ujął i do swych szeregów wcielił. Potem 
obiegł gród Kruszno,^) którego bronił brat komesa Henryka 
Buko; pojmał w tym grodzie Ernesta markgrafa austryackiego, 
a gród po kilku szturmach zburzony dostał się zwycięzcy. 

Kiedy się król niemiecki bawił koło Kruszna, Bolesław, 
zgromadziwszy tajemnie wojsko, uderzył na Miszno, którem rzą- 
dził przyjaciel i brat jego Guncelin.-) Nalegał na niego Bole- 
sław, aby stosownie do poprzednich zobowiązań, bramę otworzył 
i miasto Polakom poddał. Guncelin tłómaczył się królowi, że na 
wszystkie usługi dla niego jest gotów, ale w obec postawionych 
w grodzie wojowników Henryka II, żądania jego spełnić nie 
może, bo wojownicy królewscy nie przystaliby na to, „a gdy się 



cięż i w l.ik przyzwoity sposób wyrażone poselstwo, odprawił Bolesław z obu- 
rzeniem." 

*) U Thietmara, V, 21. Crusni, — teraz Creussen poniżej Bałreuth, w Bawaryi. 

*) Stopień pokrewieństwa Bolesława z Guncelinem jest zagadką, wzbudzającą 
wiele domysłów. Thietmar zowie go poprostu bratem Bolesława: (fratri suo Gun- 
celino, V, lo). Szczegóły różnych objaśnień zebrał Komarnicki, w polskim prze- 
kładzie kroniki Thietmara, s. 192. Prawdopodobnie, że druga żona markgrafa Giin- 
thera (•}• 965), matka Guncelina, wyszła za Mieszka, ojca Chrobrego, i że dopiero 
po jej śmierci Mieszko Dubrawkę pojął. Tym sposobem Guncelin byl przyrodnym 
bratem Bolesława. Posse. Codex Saxoniae, T. I, s. 30, przypisek 180. 



- 3^4 — 

zmowy nasze rozgłoszą, życie moje i wszystko co mam w nie- 
bezpieczeństwie." Wysianych przez Guncelina orędowników, Bo- 
lesław kazał zatrzymać pod strażą, wojsko swe posunął ku Łabie, 
nad rankiem przebył ją i dał znać przyjaznemu sobie miastu 
Streli,**) aby się niczego nie obawiano i sąsiednich osad o nadej- 
ściu Polaków nie zawiadomiano. Następnie, podzieliwszy wojsko 
swe na cztery części, Bolesław rozkazał, aby wieczorem zgro- 
madzili się wszyscy pod grodem Cyrynem.^) Dwa oddziały ru- 
szyły naprzód, ażeby mieć baczność na Guncelina, któremu Bo- 
lesław nie dowierzał. Natenczas cala ziemia Głomaczów, naj- 
lepiej uprawna, w jednym dniu ogniem i mieczem, tudzież upro- 
wadzeniem mieszkańców w niewolę do szczętu spustoszoną została. 
Jeden oddział Polaków napadł na Mogilno,'^) ale mieszkańcy 
grodu tego oświadczeniem przyjaźni i gotowością z rodzinami 
i dobytkiem w ślad za Polakami udać się, odwrócili grożące im 
niebezpieczeństwo. Nazajutrz o wschodzie słońca Polacy upro- 
wadzili zdobycz niezliczoną, część ich, w przeprawie przez Łabę 
wpław, utonęła, reszta szczęśliwie wróciwszy do domu, dzielili się 
zdobyczą, odłożywszy dla króla co najlepsze. Jeńców uprowa- 
dzono więcej 3000 do Polski.") 

Tymczasem król Henryk całe lato ścigał w Bawaryi stron- 
ników Bolesławowych, niszczył nad Menem posiadłości komesa 



') Thietmar (V, 22). „Civitalem Strelam, quia dos suae erat filii." Ale 
w r. 1002, gdy z układów merzeburgskich Bolesław nie utrzymał się przy Streli, ka- 
zał ja spalić; oczywiście więc, ie wtedy Strela nie mogła być jeszcze „posagowem 
miastem córki jego." Kiedyż się to stać mogło? Bezw.itpienia później, kiedy jedna 
z Bolesławówien, nie wymieniona po imieniu u Thiethmara (IV, 37), wyszta za Her- 
mana, już po śmierci ojca jego markgrafa Ekharda. Przyjazne stosunki Bolesława 
do Streli w r. 1003, ostrzeżenie jej, aby nie obawiała się wyprawy łupieżniczej, wska- 
zują, że wkrótce po zjeździe merzeburgskim Herman ożenił się z Bolesławówną, imię 
której wzmiankuje nekrologia naumburgska: „Hermannus marchio, Regelindis mar- 
chionisa." Posse. Codex Sasoniae, I, s. 32, przypisek 193. 

*) U Tliietmara: Cirin castellum; u Annal. Saxo. Zirin, teraz Z e h r e n, 
niedaleko Laby, na północ od Miszna. 

^) U Tliietmara: Mogilna urbs, teraz M ii g e 1 n, koło Hubertsburga, mię- 
dzy Misznem a Lipskiem. 

®) Tliietmar, V, 22. 



— 3Ó5 — 

Henryka, gród którego Szweinfurt kazał do szczętu zburzyć. 
Komes Henryk z bratem Brunonem i innymi stronnikami mu- 
sieli u Bolesława szukać schronienia. W Bambergu król Hen- 
ryk obchodził uroczyście narodzenie Maryi Panny, bawił sie ło- 
wami, a powróciwszy do Saksonii, zapowiedział z upływem zimy 
wyprawę przeciw Milczanóm.'') Nim jednak to nastąpić miało 
Henryk II, zdążywszy do Magdeburga, zajął się sprawami ko- 
ścielnemi: na arcybiskupa po zmarłym Gizilerze, wyniósł Tagi- 
nona, rozgrabioną w roku q8i dyecezyję Merzeburgską wznowił 
i wszystko, co dawniej „niesłusznie odjęte było, dyecezyi tej 
zwrócił." ^) 



Uprzedzając zamiary wojenne Henryka II, Bolesław częścią 
za popędem „wściekłości własnej", częścią za namową komesa 
Henryka szweinfurtskiego, wpadł do Bawaryi i wielkie gwałty 
mieszkańcom czynił (r. 1004). W odwet Henryk II pośpieszył 
z wyprawą do Milska i gdyby „nie zbyteczna rozciecz śniegów, 
pochód wojska tamująca, cała ta kraina dokoła spustoszona, by- 
łaby z mieszkańców ogołoconą." ^) Wyprawa jednak skończyła 
się niczem. Król Henryk „chcąc nie chcąc" zmuszony był do 
odwrotu, całą korzyść w tern mając, że „wsparł załogę Guncelina 
i innych obrońców ojczyzny." 

2. Najazd Henryka II na Czechy. Bolesław opuszcza Pragę (r. 1004). 
Szturm Budyszyna, z którego załoga polska ustępuje. 

Niespodziewane wypadki w Lombardyi zniewoliły Henry- 
ka II wstrzymać zamierzoną przeciw Polakom wyprawę i w Marcu 
r. 1004 udać się za Alpy, gdzie mu wypadało rozruchy uśmie- 
rzyć i papieża wesprzyć, a tymczasem Bolesław dociskał Niem- 



') Thietmar, V, 23. Adelboldus a. 1004: Heinricus Poledae nativitatem Do- 
mini celebravit et Thoringis et Saxonibus in Milzaviam expeditionem futuram indixit. 
Podobnie Annal. Saxo. Porów. Baumer, Regsta, Nr. 377. 

*; Tłiietmar, V, 25, VI, i. 

»; Ibid. VI, 2. 



— 366 -- 

ców. Opuściwszy więc Włochy, Henryk II powrócił do Sakso- 
nii, ściągnął w polowie Sierpnia r. 1004 wojsko pod Merzebur- 
giem, głosząc, że wyprawę do Polski zamierza, dla czego kazał 
przysposobić łodzie, do przeprawy przez Labę w Boruzie i w żupie 
Niżanów, jak gdyby Niemcy mieli posunąć się na wschód od 
Łaby, lecz ku powszechnemu zdziwieniu, Henryk II, zwróciwszy 
nagle ku południowi, mimo deszczów i wezbrania rzek, pomknął 
się szybko do Czech, gdzie Niemcy zdołali już ukuć intrygę, za 
pośrednictwem bawiących u nich książąt Jaromira i Oldrzyka. 

Uderzenie Niemców na Czechy było bard"zo dotkliwe dla 
Bolesława, bo właśnie w tym czasie robił on przygotowania do 
spotkania nieprzyjaciół w Łużycach. Lecz w tej to niefortunnej 
okoliczności okazała się wielkość jego umysłu i nadzwyczajnej 
energii. Szybkimi obrotami wojsk swoich ku Czechom, zwinął 
się on tak gwałtownie, że następującym Niemcom, według Tit- 
mara, wydał się „lwem ryczącym" (leo rugiens), pośpieszającym 
wzbronić Henrykowi II przystępu do granic czeskich. Lasy 
i przesmyki gór Mirkwidi,^") dzielące plemiona serbskie Szku- 
dyczów i Niżanów od Czechów, Bolesław wcześnie obsadził łu- 
cznikami, ale Henryk II pokryjomu wysławszy oddział swych 
wyborowycli kiryśników, przebojem otworzył wojsku swemu dro- 
gę do Czech, nie budząc baczności Bolesława, w Pradze bezpie- 
cznie ucztującego. Raz podczas uczty przybiegł do Bolesława 
Niemiec, kapelan biskupa (kołobrzegskiego) Reinberna, prze- 
strzegając o nadciąganiu wojsk niemieckich. Bolesław nie wie- 
rzył, czy nie dosłyszał i zapytał kapelana, co mówi, a gdy ten 
powtórzył złą nowinę, król z pogardą rzekł: „toć gdyby leźli jak 
żaby, stanąćby tu nareszcie już mogli." Jaromir z przyjaciołami 
swymi ułatwiał królowi niemieckiemu drogę, rozdwojeniem opi- 
nii narodowej i odciąganiem od Bolesława stronników rodu Prze- 



to) Thietmar, VI, 8, silva, quae Miriąuidui dicitur. Dobner, a za nim 
Naruszewicz nazwę tę wyprowadzali od Mira las i Kidę zarosłe. Hist. Nar. 
Pol, I, 128. Według Bielowskiego ma znac/.yć czarny las; przesmyk w rudnych 
górach, zwanych po niemiecku Erzgebirge. M. P. I. 275. 



— 36; — 

mysłowców. Z orszakiem swym szedł w przedzie wojska Hen- 
ryka II, który zdążywszy pod gród Zatec, po wycięciu przez 
mieszkańców załogi polskiej, gród ten zdobył.^') Było jednakże 
w Czechach i przeciwne stronnictwo, przenoszące Bolesława nad 
Jaromira i Oldrzyka, ale, według Titmara, byli to ludzie „gorsi 
obyczajem od dzikich zwierząt." Kiedy się wreszcie Niemcy 
zbliżali do Pragi, Jaromir wszedł z mieszkańcami jej w zmowę, 
pomknął się tajemnie w nocy pod Pragę, aby z rozświtem na 
załogę polską uderzyć, a Bolesława „węża jadowitego" pojmać, 
albo zabić.'-) Ale Bolesław miał także swych jurgieltników 
w obozie niemieckim i między Czechami licznych stronników; 
wiedział o wszystkich zamachach nieprzyjaciół. Obie strony knuły 
swe zamiary skrycie. I gdy stronnicy Jaromira mieli, na odgłos 
trąby pasterskiej i uderzenia w dzwony na Wyszegradzie, na- 
paść na Polaków, Bolesław, uprzedzając ich, w nocy małymi od- 
działami, wyprowadził wojsko swe z Pragi. Nieprzyjaciele rzu- 
cili się za nim w pogoń, ale go nie dościgli; tylko brat starszy 
ś. Wojciecha Sobiebor, przewodzący oddziałem Polaków, zosta- 
wionym na moście, dla zapewnienia odwrotu, mężnie walcząc po- 
legł,'^) we Wrześniu r. 1004. 

Zagrożony nie orężem niemieckim, lecz wojną narodową, 
rozdmuchiwaną przez stronnictwo Przemysłowców, a przytem. 



11) Thietmar, YI, 8. 

1-) Thietmar, VI, 9, mówi, że do Pragi zdążył Jaromir, aby Bolesława poj- 
mać lub zabić. Inne źródła: Kozma i Dalimil wzmiankują, że Oldrzyk z niewielu 
towarzyszami podkradał się pod Pragę i zaczaił się w Strachowie. A gdy przyjazny 
mu pastuch zatrąbił w róg i w tymże czasie otworzono bramę miejską, Oldrzyk 
wpadł do Pragi. . . Trzymam się tu podanej przez Thietmara wiadomości, który 
jako współczesny świadek i dokładnie obeznany z wypadkami w Czechach r. 1004, 
zasługuje na wiarę więcej, niż późniejsi pisarze, 

1*) Thietmar, YF, 9, brata ś. Wojciecha zwie Sobiesławem i wyraża się 
o nim tak niejasno, że pojąć trudno, po czyjej stronie walcząc on zginął? Wszakże, 
zważając na dawną przyjaźń Sławników z Bolesławem, na długą, bo od roku 995, 
służbę wojskową Sobiebora u Bolesława, nie możemy przypuścić, aby Sobiebor 
miał zdradzić Bolesława i zginąć w pogoni za nim, a nie w obronie tylnej jego 
straży. — Tak mniema i Szajnocha. Bolesław Ch. 125. 



- 368 - 

obawiając sie napadu Sasów na Łuźyce, Bolesław opuścił Cze- 
chy, utrzymawszy niektóre zamki koło gór.'*) 

Nazajutrz, po ustąpieniu z Pragi Bolesława, przybył Jaro- 
mir, a za nim król Henryk II, powitany przez biskupa Tiddaga 
i księcia Jaromira, poczem do kościoła ś. Jerzego wprowadzony. 
Niezwłocznie, w obec wszelkiego stanu krajowców na ten cel 
zebranych, Henryk ogłosił Jaromira przywróconym do wszelkich 
godności, jakie nań z ojca spadały, — bawił w Pradze jakby we 
własnej stolicy, uroczystość narodzenia Maryi Panny obchodził 
na Wyszegradzie, poleciwszy biskupowi freizingeńskiemu God- 
szalkowi kazać do ludu, pouczając o posłuszeństwie Bogu i szano- 
waniu władz zwierzchnich.^'"*) Później, odprawiwszy Bawarów do 
domu, Henryk II w towarzystwie księcia Jaromira, po nadzwy- 
czaj trudnych drogach, pociągnął do ziemi Milczanów i główny 
jej gród Budyszyn obiegł. Polacy z łatwością odpierali szturmy, 
do których sam Henryk wojowników swych zachęcał, a jeden 
z łuczników polskich, stojąc na wale, wymierzył do niego, i o 
mało, że go nie zabił: padł tylko stojący obok niego rycerz, 
sam zaś Henryk z podniesionemi rękami modlił się do Boga, 
Budyszyn miał być spalony „gdyby nie rozkaz nieszczęsny, wy- 
dany przez margrafa Guncelina nie przeszkodził temu." Krwawe 
boje pod Budyszynem ciągnęły się dalej z wielk%- stratą ludzi 
szlachetnego rodu ; nie jednego rycerza niemieckiego pochłonęła 
Sprewja, do której spadali wojownicy wdzierający się do grodu. 
Nareszcie, wskutek rozkazów od Bolesława przybyłych, załoga 
polska opuściła Budyszyn. Henryk II obsadził gród swojem ry- 
cerstwem, lecz dalej ruszyć się nie mógł. Wojsko jego znużone 
pochodami, głodem i szturmami potrzebowało odpoczynku.^*) 
Odłożono więc wyprawę do Polski na rok następny. — Tem 
się zakończyła wojna r. 1004. 



**) Naruszewicz, powołując sie na Kromera, H!st. Nar. Pols. T. I pod r. 
1004; Lelewel Pol. Wiek. Śred. T. IF, Zdobycze VII 9, s. 137. 
») Thietmar VI, 9, 10. 
"^ Thietmar VI, 11. 



109 — 



3. Wyprawa Henryka II do Polski, Lutycy posiłkują Niemców. Henryk 
w Międzyrzeczu. Pokój poznański r. 1005. 

Po zajęciu Budyszyna król Henryk II dziesięć miesięcy 
niczego przeciw Bolesławowi Chrobremu nie przedsiębrał i do- 
piero latem r. 1005 rozkazał po wszystkich grafstwach państwa 
Niemieckiego, pod karą gardła na niestawiących się, obwołać 
walną wyprawę do Polski, wyznaczając Liszkę na miejsce ze- 
brania. A gdy się wojsko zgromadziło, stosownie do rozkazu, 
w dniu 15 Sierpnia w oznaczonem miejscu, król w towarzystwie 
królowej wsiadł w Magdeburgu do łodzi, przebył Łabę, a spra- 
wiwszy swe półki w należyty porządek, ruszył po prawym 
brzegu Łaby do Łużyc, dotarł szczęśliwie do Dobroługa, gdzie 
mocno ucieszył się na widok nadciągających z posiłkami ksią- 
żąt: Henryka bawarskiego i Jaromira czeskiego. Dla wypo- 
czynku wojsko niemieckie rozłożyło się obozem nad Sprewją, 
około której nieprzyjaciel już zbliska dokuczał, szczególnie przez 
swych łuczników. Wojna podjazdowa toczyła się na porzeczu 
dolnej Sprewi, w okolicach Lubina, Gubina, Bieskowa i Storko- 
wa. Przewodnicy, podkupieni przez wrogów i od własnych sie- 
dzib usiłujący odwrócić zniszczenie, prowadzili wojsko niemie- 
ckie manowcami przez lasy i po moczarach Sprewi, czem wiel- 
kie szkody przyczynili wojsku. W żupie Nizowców, gdzie woj- 
sko stanęło obozem nad Sprewją, nieprzyjaciel tak się rozloko- 
wał, aby mógł Niemcom z ubocza szkodzić. Wtedy rycerz ,. wy- 
borny" Thiebern, dobrawszy sobie walecznych garstkę, umyślił 
fortelem podejść nieprzyjaciół, lecz ci otoczyli się zasiekami 
z powalonych drzew i następujących Niemców przyjęli strzałami, 
od których zginęli sam Thiebern i biskupa Arnulfa wassale Ber- 
nard, Izon, Benon z wielu towarzyszami w d. 6 Września, co 
Niemców pogrążyło w smutek. Uradowali się przecież, gdy przed 
dojściem do Odry zbliżyły się dawno oczekiwane drużyny Lu- 

tyków, przybywające pod przewodnictwem kapłanów swych, nic- 
iom UL 24 



j/ 



sacych posągi bożków, z świątyni pogańskiej.'') StaJy sie 
nie do uwierzenia rzeczy: krzyż, godło chrześciaństwa, symbol 
władzy kościelnej i królewskiej stawał do szeregu z bałwanami 
pogańskimi. Pobożny król Henryk z biskupami, w obec niena- 
wiści do Bolesława Cłirobrego, zapominając odwieczny wstręt 
ku poganom, bratał sie z nimi, pochlebstwem i darami jednał 
ich sobie do pomocy przeciw monarsze chrześciańskiemu, pro- 
wadził poganów niszczyć chrześcianów polskich. Sami Niemcy 
współcześni ze wstrętem mówili o sprzymierzeniu się ich z Lu- 
tykami,^*) i brataniu się z nimi króla Henryka.^") 

Po uciążliwych marszach zdążyło wojsko niemieckie ku 
Odrze i rozbiło namioty swe po nad r. Bobra, brzegi której Bo- 
lesław umocnił, stanąwszy obozem u Krosna, przy ujściu Bobry 
do Odry i żadną miarą nie dopuszczał przeprawy. Siedem dni 
stracili Niemcy szukając brodu, sposobi ąc łodzie i promy, aż 
nakoniec znaleziono bród, przez który sześć hufców jazdy o świ- 
cie porannym przebyły rzekę. Bolesław, dowiedziawszy się o tern, 
nie wzbraniał dalszego posuwania się nieprzyjaciół, a zwinąwszy 
się zręcznie pociągnął w głąb kraju. Jakaż to radość opanowała 
Niemców, gdy po tylu trudach, dotarli nakoniec do właściwej 
Polski. Posuwali się jednak nadzwyczaj ostrożnie, oczekując Lu- 
tyków zwolna nadciągających i nie wcześniej, aż po ich przy- 
byciu król Henryk zdecydował się przebyć rzekę, '^"j śpiewając 



1') Thietmar VI, 14, 16. 

'*) Thietmar VI, 16. Quamvis aułem de hiis (Luitizii) aliquid dicere per- 
horrescam. 

1*) S. Bruno w liście do Henryka II pisanym około r. 1008, wysławiając 
Bolesława jako dobrego chrzęści anłna, ubolewa, źe Bolesław nie może nawracać 
Lutyków, będąc przez Henryka zniewolony do prowadzenia z nimi wojny; zaklina 
Henryka aby przywrócił pokój chrześcianom dla walczenia z poganami i opamie- 
tywa go lemi słowy: Czyż nie obawiasz się królu o wiarę? Czyż człowiek, pojmu- 
jący jakie ztąd zło idzie, pocznie działać w związku z poganami? „Non est quod 
timeat rex, ne religionis homo, memor malorum, jungat se pagauis." Bielowski 
M. P, I s. 228. 

20) Przez jaką rzekę Thietmar nie objaśnił. Lelewel, Roeppel, Szajnocha 
myśleli 2e jprzez Odrę; Scheltz i Bartoszewicz, że przez Bobrę. Może być, że Niem- 



— 371 — 

wespół z duchowieństwem dziękczynne Zbawcy pienia. Wojsko 
niemieckie pognało wprawdzie „raźnie" za uchodzącymi Pola- 
kami, ale nigdzie dosięgnąć ich nie zdołało, uchodzili bowiem 
szybko ,.jak spłoszone stado jeleni*'.-^) Nie spotykając więc prze- 
szkody, posunął się Henryk II w głąb królestwa Bolesławowego. 
W Międzyrzeckiem opactwie, opuszczonem przez mnichów, za- 
pewno z rozkazu Bolesława, obchodził uroczystość ś. Maurycego 
(d, 2 2 Września r. 1005), dokładając usilności, aby ani klaszto- 
rowi, ani mieszkańcom, żadnego uszczerbku żołnierze nie przy- 
czynili. Po czem, paląc i niszcząc przyległe okolice, posuwał się 
dalej , lecz na proźbę panów swych zatrzymał wojsko o dwie 
mile od Poznania, Bolesław bitwy nie dawał, ale wychylające się 
z obozu niemieckiego oddziały za żywnością ,. wielkiego szwanku 
doznawały od nieprzyjaciół w zasadzkach ukrytych." 

Kto pierwszy począł traktować o pokój, — nie wiemy. Tit- 
mar mówi, że Bolesław prosił króla Henryka o łaskę i że na 
jego usilne żądanie, arcybiskup Tagino z innymi poufałymi króla 
udał się do Poznania i pokój z Bolesławem, stwierdzony przy- 
sięgą, z zastrzeżeniem wynagrodzeń stosownych, zawarł.^^) Ale 
samo zawarcie pokoju nie w obozie królewskim, a w Poznaniu 
wskazuje, że nie Bolesław dobijał się prędszego skończenia wojny 
a Niemcy. Dalekie i trudne do przebycia drogi, głód z nędzą 
i srogością wojny złączony, wycieńczyły już mocno siły wojsk 
niemieckich, gdy się oparły w kraju nieznajomym, pełnym ukry- 
tych zasadzek, pozbawiających wrogów dowozu żywności. Z ra- 
dością więc Niemcy odchodzili napo wrót. -•^) 

Warunki zawartego w Poznaniu pokoju nie są oznaczone 
szczegółowiej przez ówczesnych pisarzy, być może dla tego, że 



cy przebywali najprzód Bobrę, w bród, aby Krosno ubiedz, lub odciąć, a dopiero 
później, gdy sie Bolesław oddalił, przeprawiali sie zwolna przez Odrę, na łodziach 
i promach, bo na spławnej i bystrej Odrze trudno przypuścić aby były brody, 

2») Thietraar VI, 19. 

-■) Thietmar VI, 20. 

*') Thietmar VI, 20, Laeti tunc revertuntur nostri, quia itineris longitudine 
et nimia famę cum intermixta belli asperitate magnum suilerebant laborem. 

24* 



— 372 — 

dla króla Henryka II były „nie dobre". Rozpoczawszy bowiem 
wyprawę, w celu pomszczenia krzywdy cesarstwu przez Bole- 
sława uczynionej, Henryk II powracać musiał z wojskiem w o- 
płakanym stanie, • uprowadzając z sobą zwłoki poległycłi ryce- 
rzy.^*) Bolesława także niezadowalnialy warunki pokoju, bo cłio- 
ciażby niezobowiezywały go do zrzeczenia się zdobyczy za Odrą, 
faktycznie jednak ziemie Łużyczanów zostały w posiadaniu Hen- 
ryka IL^'"^) 

§ 56. 

r Druga wojna Bolesława Clirobrego z Niemcami 

(1007—1013). 

I. Henryk li przygotowuje nową wyprawę do Polski. Bolesław uprze- 
dzając go, gwałtownie rzuca się za Odrę, aż pod Magdeburg; odzyskuje 
Łużyce i Milsko r. 1007. Zamiast Gunceijna margrafem misznieńskim 

zostaje Herman. 

Myśl opanowania Słowiańszczyzny do Laby i połączenia 
wszystkicłi krajów, niegdyś należącycli do Wielkiej Morawy, 



**) Anoal. Quedlinb. an. 1005, Rex vero, quamvis dolens, assumpta non 
bona pace, cum lachrimabiH revertilur exercitu, portans secum corpora mortuorum. 
Według niemieckich badaczy, annały kwedlinburgskie sa nieprzyjazne Henrykowi II, 
i dla tego przytoczona wiadomość może być niepewna. Posse. Cod. Sasoniae I 35. 

^^) Niepewność warunków pokoju poznańskiego spowodowała zamęt w po-, 
jeciach dziejopisów. Lelewel, pilnie rozważywszy ówczesne sprawy, wyraził się, że 
Bolegław odstąpił Luzików, bo gdy na początku tej wojny Niemcy przez Luzików 
szli- jak przez kraj nieprzyjacielski, w parę lat potem Bolesław kraj ten na Niem- 
cach zdobywał. Pol. Wiek. Śred. T. II, Zdobycze VII 10, Przeciwnie Bartosze- 
wicz mniemał, że Bolesław nic nie ustąpił i że w Poznaniu dwaj królowie obiecali 
nie wojować z sobą, a na poparcie mniemania swego dodaje, „że Naruszewicz roz- 
sądnie tu milczy, toż i Szajnocha. Moraczewski odstępuje wszelkich zdobyczy 
a Bogusławski tylko Lużyc". Porów. Historyja Pierwotnej Polski. T. II, s. 127. 
Gdybyśmy nie mieli innych dowodów, że Lużyce i Milsko zostawały od r. 1005 
do 1007 w faktycznem posiadaniu Niemców, to sam bieg wojny r. 1007 i wygna- 
nie przez Bolesława Niemców z Budyszyna dokładnie to wsłcazuje. Porów, niżśj 
s. 376. Co sie tyczy przypuszczenia, że traktatem poznańskim Bolesław musiał przy- 
znać Jaromira księciem czeskim, jak utrzymują : Wawrowski, De bellis inter Bole- 
slaum I, 1858 i Kętrzyński, De bello a Bolcskay magno cum Henrico rege a. 1002 
do 1005, — Dissert. 18C6. (Porów. Posse. Cod. Saxoniae I, 36), to, na poparcie 
tego, w źródłach faktów nie znajdujemy. 



— ?>73 — 

w jedno potężne państwo, nie opuszczała Bolesława ani na 
chwilę. Czasowa utrata Łużyc i ziemi Milczanów jątrzyła go 
mocno; postanowił odzyskać je, nie zrażając się niepomyślnością 
wojny w latach 1004 i 1005. Owszem trudność walki z potę- 
żnem państwem Niemieckiem i głębokie poczucie konieczności 
położyć tamę zaborom nieprzyjacielskim w Słowiańszczyznie, na- 
tchnęły umysł wielkiego króla niezłomnym zamiarem i doda- 
wały mu jeszcze większej energii do stanowczego rozprawienia 
się z Niemcami. Rozsyła więc powierników swych do Czech 
i Słowian dolnej Łaby, namawiając wszystkich do wspólnego 
działania, wszędzie knuje skrycie zmowy przeciw państwu Nie- 
mieckiemu i tak się stara postawić rzeczy, aby nie on, lecz 
Niemcy zaczepne kroki przedsięwziąć musieli. 

Cóż robi Henryk II? Czy się spodziewa, że pokój poznań- 
ski trwać będzie długo i że Bolesław poprzestanie na nim? By- 
najmniej ! Wróciwszy z Polski Henryk II zaraz wziął się „w naj- 
gorliwszy sposób do wykorzenienia sprawców wszelkiej niego- 
dziwości"; Brunciona, jednego ze znaczniejszych swych rycerzy 
w Merzeburgu, tudzież dwóch przedniejszych Słowian Borysa 
i Niezamysła z innymi ich wspólnikami w Wereslewie skazał 
na powieszenie. Czemże przewinili? Ówczesny dziejopis i świa- 
dek Titmar milczy, a jednak z opowieści jego czuć się daje, że 
to były skutki wyprawy odbytej do Polski. Obok takiego spo- 
sobu pozbycia się ludzi niebezpiecznych, Henryk II pochlebia 
Słowianom dolnej Łaby, wzywając Lutyków na częste obrady 
w Wierzbnie nad Łabą, a co się mu wydawało potrzebnem usi- 
łował przyprowadzić do skutku, nie zważając czyliby się to im 
podobało lub niepodobało. Arnaburg z lewej strony Łaby, zbu- 
rzony przez Słowian w r. 997, kazał na nowo odbudować „w celu 
zwiększenia miejsc obronnych dla swej ojczyzny," ^) rozumi się 
nie przeciw komu innemu, jak tylko przeciw sprzymierzeńcom 
swym Lutykom. — Nie spuszczał Henryk z uwagi i Bolesława, 



1) Thietmar VI, 21. 



— 374 — 

starając się przez swych powierników i szpiegów przeciąć mu 
drogę do stosunków nie tylko w Niemczech, lecz nawet z Rzy- 
mem, aby polityczne znaczenie i wpływy króla polskiego w Euro- 
pie, o ile można było, osłabić.^) Z swojej strony Bolesław nie- 
zaniedbywał sposobów odpłacić Henrykowi II podobną monetą, 
korzystając zaś z przyjaznych okoliczności, jakie mu nastręczyła 
zacięta i długa wojna Henryka II z Baldwinem, księciem Fian- 
dryi, Bolesław wyprawił tajnych orędowników do Słowian nad- 
łabskich i do Czech, namową i pieniędzmi zachęcając do wspól- 
nej walki z Niemcami. 

Przepędzając święta Wielkanocne w Ratysbonie (r. 1007), 
król Henryk otrzymał z trzech różnych miejsc ostrzeżenia o no- 
wych zamysłach przeciw niemu Bolesława Chrobrego. Wysłańcy 
od zaprzedanego Niemcom Jaromira, księcia czeskiego, od Lu- 
tyków i od wielkiego miasta Liubini^) donieśli królowi, że 
Bolesław namową i pieniędzmi usiłuje wciągnąć ich w niebez- 
pieczną przeciw niemu zmowę. Lutycy, w zaślepieniu swem, po- 
sunęli się do otwartego wyznania przed Henrykiem II, że jeśli 



') Po zjeździe gnieźnieńskim r. looo, Bolesław stawszy sie niepodległym 
monarchą, zamierzył koronę swego państwa powagą stolicy apostolskiej otrzymać. 
Zamysł ten nie byt tajemnicą Henrykowi II, który wszystkie drogi strażą obsadził, 
aby posłowie Bolesława do Rzymu, jeśliby wyprawieni byli, w ręce cesarskie wpa- 
dli. Przewidując to Bolesław, zamiast posłów, wyprawił (1008) prostego mnicha 
ze szkoły ś. Romualda do Rzymu z listami i pieniędzmi na opłatę świętopietrza. — 
Schwytany w drodze mnich, mox carcerali cuslodiae mancipalus, laską boską do- 
stał się do Rzymu, lecz bez listów i pieniędzy, — Porów. Lelewel Pol. W. Śred. 
T. II str 75 — 77. Damiani Żywot ś. Romualda, Bielowski M. P. I s. 330. O za- 
sadzkach Henryka na poselstwo Bolesława w i, 1013 niżej str. 389. 

') Thietmar VI 24. Civitas magna Liubini, niektórzy czytają Liulini. 
Naruszewicz i Roeppel niemogą wyrozumieć, do jakiego miasta nazwa ta siosuje się; 
Worbs w Neue Archiv I s. 245, Scheltz w Gesch. d. Lausitz s. 50, Bartold w Gesch. 
V. Riigen I s. 346, Lelewel Pol. W. Śred. II, VII, 10, także Moraczewski i Bar- 
toszewicz w Hist. Pier. Pol. II, 133, pod Luibini podrozumiewają Liibben= Lubin 
nad Sprewją w doln. Łużycach; ależ to civitas magna, jakich w Luźycach nie było, 
Szajnocha w dziele Bolesław Chr. mniemał, że tem miastem może l)yć Lubeka, ale 
P.awiński, w dziele IIoJiaCCKie Cjiasfliie s. 119, czyta Liuini, i wnioskuje, że naj- 
prawdopodobnićj pod tą nazwą skrywa się Julin, czyli Wolin, — Prawdopodobnie, 
bo gdzież była civitasmagna? 



— 375 — 

dłużej zostawi Bolesława w pokoju i przy łasce swej, nie może 
nigdy rachować na doprowadzenie icli do należytej służebności 
sobie. Rozważywszy to, co od posłańców słyszał, Henryk II, 
naradziwszy sie z panami swoimi, wyprawił do Bolesława zięcia 
jego markgrafa Hermana z wypowiedzeniem zawartego nieda- 
wno pokoju. Ostrzeżony przez orędowników swych o poselstwie 
wzmiankowanego komesa, Bolesław przyjął go niechętnie, uspra- 
wiedliwiał się z zarzutów, w końcu wyrzekł: ^^widzi Chrystus, 
świadek najlepszy wszystkiego^ że tego, co odtąd porobię, dopełnię 
nierad bynajmniej"" *). 

Jakoż, nie zwlekając dłużśj, Bolesław gwałtownie rzucił się 
za Odrę i aż pod Magdeburgiem się oparł, pustosząc ziemię Mo- 
raczanów^) do samej Łaby. Ztamtąd, uprowadziwszy znakomi- 
tych rycerzy saskich Luidolfa, Tadila i Tadi do niewoli uję- 
tych,*) zwrócił do grodu Serbiszcze, mieszkańców którego z sobą 
uprowadził (r. 1007), nie spotykając nigdzie poważnego oporu. 
Arcybiskup magdeburgski Tagino dopiero po odejściu Bolesława 
począł ściągać wojska, które doszły do Jutroboga, ale wodzowie, 
w liczbie których znajdywał się dziejopis, biskup merzeburgski 
Titmar, rozważywszy, że nie wypada z małemi siłami puszczać 
się za nieprzyjacielem, do domu wrócili. 

Nieprzygotowanie do wojny Niemców, znienacka przez Bo- 
lesława zaskoczonych, ułatwiło mu wykonanie zręcznego i nad- 



*) Thietmar VI, 24. 

^) Żupa Moraczanów przyległa częścią do Magdeburga zabrana byta przez 
Karola W,, a wschodnia jej cześć przez Henryka Ptasznika w r. 928 i odtąd cią- 
gle w ręku Nieńiców zostawała. 

") Annal. Saxo, a. 1007, tudzież Chroń. Saxo: Boleslaus prope Parthenopo- 
lim pergens, omnem Sc]avoniae eo loci proyinciam devastat, donec ripam Albiae flu- 
minis attigit. — Chroń. Quedlinburg., ducens secura in vinculis fortes viros Saxonum, 
Ludolfuni, Tadilan et Tadi etc. rex hortatur suos, ne id inultum ferrent, sed nullus se- 
ąuitur, effectus. Raumer, Regesta Brandenb. N. 390 Do tego: Magdeburg. Schop- 
penchronik: Dies Jahr (1007) zog Bolesław mit den Polen ins Sachsenland bei 
Magdeburg; er verbrannte und verheerte die Dorfer und fiihrte gute Helden mit 
sich aus Sachsen ais Gefangene iiber die Elbę. Er sprach spcittisch gegen den 
helig. Mauritius, das karn an der Kónig und argerte ihn sehr. Miilverstedt. Rege- 
sta Archiepisc. Magdeb. I, s. 218. 



— 11^ — 

zwyczaj śmiałego zamiaru zniszczenia załóg niemieckich po gro- 
dach słowiańskich, wprzód nimby się połączyć mogły. A gdy 
mu się udało tym sposobem sparaliżować siły i środki nieprzy- 
jacielskie, mógł swobodnie po prawym brzegu środkowej Łaby 
gospodarować, przywracając pod władzę swa ziemie Słupianów, 
Żarowianów, Łużyczanów i Milczanów, stolicę których Budyszyn 
załoga komesa Hermana trzymała. Bolesław obiegł Budyszyn. 
Załoga prosiła o siedem dni rozejmu i wyprawiła do Hermana 
posła z oświadczeniem, że po upływie rozejmu, drugie jeszcze 
siedem dni bronić się może. Herman błagał w Magdeburgu 
o pomoc, dodawał otuchy załodze swej, ale Bolesław nieustan- 
nymi szturmami tak ją znękał, że wymówiwszy sobie swobodne 
z całem swem mieniem wyjście, zasmucona, piechotą do domu 
pociągnęła.') 

Powróciwszy do władania ziemią Milczanów i Łużycami 
Bolesław usiadł w nich, jak we własnym domu, a mając dokoła 
ludność najszczerzćj mu oddaną, pomnażał swe siły i przygoto- 
wywał podstawę do dalszego działania nad Łabą. 

Tymczasem markgraf Herman, wygnany przez teścia z Bu- 
dy szyna, władał jeszcze Misznem i trzymał Strelę, miasto posa- 
gowe Bolesławówny. — Dawmiejszy markgraf misznieński Gun- 
celin, chociaż zbudował sobie zamek nad r. Solawą, murami 
i załogą wzmocniony, a w niezliczone dobra i zapasy zaopa- 
trzony, wszakże pokusił się o zdobycie Streli, przez wojska Her- 
mana bronionej, a gdy niczego dokonać nie mógł, miasto Ro- 
chlice nad Modlą (Muldą), nie opatrzone warownią, w perzynę 
obrócił. Za to Herman ze współbratem Ekhardem, zamek Gun- 
celina nad Solawą znienacka zdobywszy, wszystko w nim znale- 
zione po bratersku między sobą rozdzielili, a sam zamek spalili. 
Gdy te łotrostwa doszły do wiadomości króla Henryka II, we- 
zwał on komesów przed siebie do Merzeburga, a rozpoznawszy 
sprawę, całą winę przypisał Guncelinowi, że nie czekał sprawie- 



') Thietmar VI, 24. 



— in — 

dliwości z królewskiej reki, dodając, że Guncelin rodziny wielu 
swych poddanych (Słowian?) żydom zaprzedawał i na rozkazy 
królewskie puszczenia ich na wolność, nie dbał, — rozbojom, ja- 
kie się działy za jego zezwoleniem, nawet w jego imieniu, nie 
starał się kresu położyć, z bratem swym Bolesławem w bliższych 
stosunkach poufałości zostawał, niż przyzwoitość pozwalała, albo 
królowi podobać się mogło. Ostatni zarzut, uważany za najwa- 
żniejszy, był głównym powodem do oddania przyjaciela Bolesła- 
wowego Guncelina pod straż i pozbawienia Miszna, które Hen- 
ryk II czasowo powierzył komesowi Frydrykowi, następującego, 
zaś żniwa, za wstawieniem się królowej i arcybiskupa Tagino 
markę Misznieńską powierzył Hermanowi,^) nieprzyjaznemu już 
w tym czasie teściowi swemu Bolesławowi*) (r. loog). 

Dwa lata siedząc spokojnie w Budyszynie, Bolesław miał 
baczność na wszystko, co się dokoła działo, oczekiwał zdarzeń, 
z których mógłby skorzystać, i zdawało się, że był zupełnie nie 
czynnym. Aż oto, na jeden dzień przed przybyciem markgrafa 
Hermana do Miszna, (w Listopadzie r. loog) znaczna liczba Po- 
laków, przeprawiwszy się przez Łabę, o brzasku dziennym „po- 
demknęła się cichaczem do bramy obiecanego sobie miasta". 
Ułatwić wejście do Miszna obiecali dwaj wiednicy; '^^) lecz w sku- 
tek jakiejś przeszkody, nie' mogli przyrzeczenia dotrzymać. Zmiar- 
kowawszy to Polacy, cichaczem, przez załogę niemiecką nie na- 
pastowani, odeszli na powrót do Budyszyna, a odkryci wiednicy 
przez Niemców straceni zostali. Później dopiero margraf Her- 
man, wprowadzony został na miejsce przez wysłańca królewskie- 
go, przyrzekając wszystko odpuścić winowajcom swoim, w czem 
kolwiek przeciw niemu wykroczyli, a przyrzeczenie swe poda- 



8) Thietmar VI, 36. 

®) Raz z powodu zabrania przez Bolesława Budyszyna, a powtóre przez 
zmianę stosunków familijnych, bo prawdopodobnie żona Hermana, córka Bolesława 
Rogelinda zmarła przed r. icoy, poczem Herman ożenił się z Godilą wdową po 
Wernerze. Posse. Codex. Saxoniae I, s. 32 przyp. 193, s. 36 przyp. 223. 

1") Thietmar VI, 37. Huius rei ductores erant duo Wethenici ex suburbio... 



- 378 - 

niem prawicy zatwierdził. Jacy to byli winowajcy: osobiści Her- 
mana, czy polityczni, tego jedyny, ówczesny dziejopis Titmar 
nie objaśnił. 

2. Nowa wyprawa Henryka II r. 1010. Choroba i powrót z Jaryna. Niem- 
cy z Jaromirem posuwają się pod Głogów bezskutecznie. Przymierze 
merzeburgskie 1010. Henryk II obwarowuje Lubuszę (lOll), zamyśla nową 
wyprawę. Bolesław burzy Lubuszę r. 1012. 

Długo rozmyślał król Henryk „nad pomszczeniem szkody 
i liańby przez Bolesława sobie przyczynionej", aż nareszcie rozka- 
zał gotować sie przeciw niemu na wyprawę po Wielkiejnocy 
(r. loio) wszystkiemi siłami. Miejscem zebrania król naznaczył 
Białogórę nad Łabą, w majętności margrafa Gerona, dokąd przy- 
był książę czeski Jaromir, wierny sprzymierzeniec Niemców, tu- 
dzież książę saski Bernard, margrabiowie Herman i Gero, kilku 
biskupów i sam nawet arcybiskup Tagino. Zebrani wojownicy 
w Białogórze, „niewyłączając zgoła nikogo, zamiast przyjaciół, 
postąpili jak nieprzyjaciele, niszcząc i paląc majątek cały, z wy- 
jątkiem jedynie poddańczych ludzi; a król nietylko nie karcił 
tego, ale się nawet nie sprzeciwiał." '^) Trudnoby temu powie- 
rzyć, jeśliby o tern wiadomość podał kto inny, a nie naoczny 
świadek i uczestniczący w wyprawie biskup Titmar. Można więc 
sobie wyobrazić, co się działo w krajacłi słowiańskicli, do któ- 
rycli Niemcy po nieprzyjacielsku wkraczali? 

Zdawałoby się, że obudziwszy czujność Bolesława, Niemcom 
wypadało niezwłocznie uderzyć na niego, ale w obozie niemiec- 
kim poczęto deliberować, czy nie udałoby się drogą układów 
skłonić Bolesława do ustąpienia posiadanycli przez niego nad 
Łabą krajów. Wysłani w tym celu książę Bernard i proboszcz 
Walter do Bolesława spotkali go, „lecz niezdoławszy zmienić jego 
zdania, z niczem wrócili".'^] Rozpoczęli nareszcie Niemcy wy- 



") Thictmar VI, 38. 

^2) Dawniejsi wydawcy czytali odnośny ustęp kroniki Dytniara (VI 38) „ac 
in Libiz quod sibi placeret invenientes", zamiast „ac nil ibi quod sibi placeret in- 



— 379 - 

prawe wtargnieniem w okolicę miasta Jaryna,^^) gdzie schwyta- 
wszy dwóch braci Słowian z Branibora, posadzonych o tajemne 
stosunki z Bolesławem, pomimo że bracia nic nie wyznali, oby- 
dwóch powiesili. Na tem skończyła się pierwsza połowa wypra- 
wy. Król Henryk i ulubieniec jego Tagino obłożnie zachorowali 
mnóstwo wojowników także zapadło na zdrowiu, uchwalono więc 
aby król z niektórymi biskupami i częścią wojska bardziej scho 
rzałego, wrócili do domu. Biskupi zaś Arnulf halbersztadski 
i Meinwerk paderborneński z księciem Jaromirem, margrafami 
Geronem i Hermanem pociągnęli dalej „na spostoszenie ziem 
Slęzanów i Diedoszanów.^*) Doszli do Głogowa, z murów któ- 
rego Bolesław patrzał na obóz niemiecki, wstrzymywał zapal- 
czywość żołnierzy swych i odwrotu nieprzyjaciołom nie wzbra- 
niał Połupieżywszy dowoli i zniszczywszy okolice wodzowie nie- 
mieccy z łupami śpieszyli do domu. Jaromir wrócił do Czech, 
a Niemcy przez kraj Milczanów zdążyli nad Łabę, szląc do ba- 
wiącego w Merzeburgu króla Henryka poselstwo z zawiadomie- 
niem „o swym powrocie szczęśliwym," (w jesieni r. loio).^^) 

Dalekie zapędzenie się Niemców, aż pod Głogów Titmar 
opisuje ozięble, jakby nie wiele znaczące, nie wzmiankuje wcale 
ani o bojach, ani o zdobyciu grodów nieprzyjacielskich, nie wie- 



I 



venientes". Z tego „Libiz" pisarze tworzyli różne grody na domysł, jak słusznie 
zauważał Callier w pracy: Wojny Bolesława Chr. z Henrykiem II, Poznań, 1888 
str. 14. 

^^) Thietmar VI, 38. Inde ad Luzici pagum, in cujus fronte urbs ąuaedam 
Jarina stat, a Gerone dicta marchione, qui magnus fuit et sic nuncupabatur. Praw- 
dopodobnie jest to teraźniejsza wieś Gahren, na pograniczu obwodu Łukowskiego 
i dolnych Łużyc, Co sie tyczy nazwy Jarina, pochodzącej niby od Gerona, to wi- 
docznie Thietmar przypomniał sobie 54 rozdział z dziejów saskich Widukinda, 
o wznoszeniu i obwarowaniu grodów w zdobytych krajach. 

") Thietmar VI, 38. Cilensi et Diedesi. Dawniejsi pisarze szukali „Cilen- 
sów" miedzy Odra a Warta, dla czego zmuszeni byli prowadzić Niemców przez 
Odrę, w głąb Polski, aż do Sulęcina, a potem zwracać ich łukiem pod Głogów. 
Obecnie nikt już nie wątpi, że pod ^Cilensi" Titmar podrozumiewał Ślęzan, sąsia- 
dów Diedoszanów (Diedsów) między Kwiażia a dolną Bol)ra. Szczegóły \y Cajlier'a 
^Wojny Bolesława Chr. s. 16. 

i"*) Thietmar VI, 38. 



— 3^0 - 

my nawet, kto Budyszynem władał: załoga polska, czy Niemcy? 
Musiało być jednak bardzo niedobrze, kiedy Niemcy ani pomy- 
ślili o szturmie Głogowa, kiedy „gęste dżdżu ulewy" przeszko- 
dziły wojskom królewskim do odniesienia zwycicztwa. Atoli 
sposób prowadzenia i skutki wojny tej pozwalają nam spójrzyć 
na nią inacztj. Oszczędzając własne rycerstwo, Bolesław pojmy- 
wał, że mu trudniej byłoby niż Henrykowi II stworzyć nowe 
wojsko, że niewarto marnować sił w otwartem polu, kiedy sama 
natura teatru wojny posłużyć może do zniszczenia nieprzyjaciół. 
Nie stawiał więc oporu Niemcom w Łużycach: niecli grzęzną 
i toną w trzęsawiskacli ponad dolną Sprewją, niech łby tłuką 
o nieprzebyte lasy w krainie Diedoszów, niech połowę sił star- 
gają nim dojdą nad Odrę i po drugi raz łbami tłuc muszą o mo- 
cne warownie Głogowa. A jeśli szturm się nie uda i Niemcy, 
rozbici nad Odrą, zmuszeni będą uciekać do domu, wtedy załoga 
polska w Budyszynie przetnie im jedyną suchą drogę ze Śląska 
przez Budyszyn, Woj erce do Miszna. A że Budy szyn musiał 
być zaopatrzony mocną załogą polską, poświadcza to powrót 
Niemców przez kraj Milczanów do Miszna, bez zatrzymania przy 
sobie tej głównej warowni Milczanów, czegoby zapewno nie uczy- 
nili, jeśliby Budyszyn przez Polaków opuszczony został. W ka- 
żdym razie sami Niemcy przyznali, że skutki, przedsięwziętej 
w szerokich rozmiarach wyprawy, były niepomyślne, że jedyną 
pociechę w łupach znajdywali.^*) Zamiar wypędzenia Bolesława 
z Milska i Łużyc spełzł na niczem, a siły królewskie zmarno- 
wane; w gruncie rzeczy była to klęska, pod ciężarem której Hen- 
ryk II pośpieszył zawrzeć w Merzeburgu pięcioletnie przymierze 
w końcu Grudnia r. loio,^') nie dla tego, aby miało trwać tak 



'*) Annal, Quedlinb. a. loio. Eodem anno rex in expeditionem suas con- 
rabens copias, Poloniam Sclavoniae quaesiturus, sed quo velle ducebat, minime per- 
venturus, cum paucis media revertitur via, gravi ingruente aegritudine; caeteris, ut 
erant bello parati, plurima devastantibus loca muUamque praedam secum reportanti- 
bus. Pertz. M. G. III, 80. 

") Thietmar, VI, 39. 



- 38i - 

długo, lecz że obie strony potrzebowały.^^) Henryk II miał na- 
dzieje nowa wyprawa powetować klęskę, a Bolesław potrzebo- 
wał czasu, aby się umocować w nadłabskicli posiadłościach. 

Wnet po zawarciu przymierza w Merzeburgu, Henryk II, 
idąc za rada przybocznych panów, miasto Lubuszę^^) odbudować 
i warowniami wojennemi umocnić zalecił. Potrzeba musiała być 
naglącą, kiedy już w końcu Stycznia r. loii wzięto się pośpie- 
sznie do roboty i w ciągu 14 dni wykonano polecone dzieło. 
Nowa warownia, obsadzona załogą królewską, miała służyć za 
obronę państwa Niemieckiego od strony Łużyc. Stała pustką od 
czasów Henryka Ptasznika. Podniesiono ją z gruzów, ale jedno- 
cześnie krążyły złe wróżby, że jeszcze w roku loii w opłakany 
sposób runąć miała. ^^) Cokolwiek później Henryk II z książę- 
tami państwa począł narady odbywać „jakby na Bolesława ude- 
rzyć mieli" i nie zważając na pięcioletni rozejm, wyprawił nowo- 
obranego, na miejsce zmarłego Tagina, arcybiskupa Walterda 
do Bolesława w zamiarze zawarcia pokoju. Walterd, przybywszy 
do S c i c i a n i,-^) podejmowany był przez Bolesława wspaniale, 



i 



^*J Lelewel, Związki z Niemcami. Pol. Wiek. Śred. T. II, VII, II. 

'•) Thietmar, VI, 39. Urbem Liubusuam dictam edificare et confirmare 
precepit. Dawniejsi badacze pod wzmiankowaną nazwą podrozumiewali Lubusz nad 
Odrą, stolice biskupstwa Lubuszskiego. Obecnie wszyscy prawie badacze zgadzają 
sie, że gród, o którym mowa, przypomina teraźniejszy Leubus, niedaleko Laby, 
w Hercbergskim obwodzie. Tu była granica posiadłości Bolesława Chr. z Niem- 
cami, tu najwłaściwiej było Niemcom zbudować pograniczną warownię. Szczegóły 
dotyczące badań o Lubuszy zebrał E. Callier, w rozprawie: Wojny Bolesława Chr., 
s. 29—38. 

*») Thietmar, VI, 39. 

**) Thietmar, VI, 44, 45. Sciciani mylnie przez ojczystych badaczy od- 
szukiwane w Polsce. Lelewel upatrywał miejsce to w Ciesańcu, wsi wielkopolskiej 
(Pol. Wiek. Śred. II, VII, 11 j, Szajnocha gdzieś pod Głogowem, u Komarnickiego, 
w przekładzie kroniki Titmara, ma być Sathayn albo Seitsch na Śląsku niedaleko 
Wschowy czy Głogowa, podobnie i u Bielowskiego (M. P. I, s. 288). Nie zwra- 
cano uwagi, że Bolesław obozował nie na Śląsku, ale w Lużycach i że tam jego 
główna kwatera być musiała, bliżej do granicy niemieckiej. Stosowniej postepywali 
pisarze zagraniczni, szukając Sciciani między Sprewją a Czarnym Halsztrowem, 
dotąd jednak porozumienie w lej sprawie nie nast.ąpilo, bo gdy jedni Titmarowe 
Sciciani upatiują w Syneńcach (Zinnitz) w dolnych Lużycach, między Ka- 



— 382 — 

ale po dwóch nocach pobytu w oznaczonem miejscu, powrócił, 
nie doprowadziwszy zamiaru do skutku, „chociaż sowicie obda- 
rzon był od przeciwnika." Znowu wiec król Henryk rozpoczął 
wyprawę 24 Lipca r. 1012, powierzywszy naczelne dowództwo 
arcybiskupowi Walterdowi. Wojsko zebrane w Zribenz^-) 
doszło do Białogóry. Tu „zdało sie książętom rzeczą bezpie- 
czniejszą w dalszą nie puszczać się drogę, a zaopatrzyć tylko 
markę (misznieńską) załogami doborowemi." Walterd zachoro- 
wał i nie dojechawszy do Merzeburga, w drodze umarł (12 Sier- 
pnia r. 1012). Przed samym jego zgonem zjawił się wygnany 
z Czech przez Oldrzyka książę Jaromir, zamierzając procić umie- 
rającego pasterza o wstawienie się za sobą do króla Henryka, 
lecz gdy się przekonał, że w chorym siły żywotne ustawały pro- 
sił przynajmniej, zalewając się rzewnemi łzami, ażeby mu prawą 
rękę podał i przez tę oznakę życzliwości zalecił go wiernej po- 
mocy obecnych. Nieszczęsny! I to się mu nie udało I 

Śmierć arcybiskupa Walterda, który, podczas nieobecności 
króla Henryka, kierował głównie sprawą w zajściu z Bolesławem, 
a także wielkie wezbranie wody na Łabie, przeszkadzające Niem- 
com podać rychłą pomoc swym załogom -^) na pograniczu wscho- 
dniem, nastręczyły Bolesławowi dogodną porę do zaczepnych 
kroków. Postanowił więc zniszczyć, zbudowaną przed półtora 
rokiem, na granicy jego posiadłości, warownię Lubuszę.-^) Za- 
łoga jej nie przenosiła tysiąca ludzi, kiedy, wedle uwagi Titmara, 



lawa a Łukowem, inni miejsce to znajdują we wsi Ź i c z e ń (Seitschan) w obwo- 
dzie Budyszyńskim, w górnych Lużycach, w pobliżu r. Pólcznicy, inni znowu 
w Sćeńcu (Stenz), obwodu Kamienieckiego, a nawet w Swinjanach (Schweinitz), 
w pobliżu Czarnego Halsztrowa. Objaśnienie dodam niżćj, gdzie będzie mowa o Tit- 
marowem: Ciani, Cziczani. 

22) Thietmar, VI, 45, Zribenz, teraz Schrenz pod Zórbig, w żupie Nielety- 
cza, na zachód od r. Muldy. 

2») Thietmar, VI, 48. 

2*) Annal. Quedlinb. a. 1012. Post eius (Waldhaidi) mortem Bolizlawo, mul- 
tis milibus suorum contractis, Dalmanciae terminos occupavit, urbem Coloci (zamiast 
eo loći), noviter instauratam, dolose expugnat, et utrinąue magna strage peracta, cum 
captivi$ nostris domi reversu$ est. 



— 3^3 ~ 

w stosunku do rozległości twierdzy, trzy razy tyle zaledwie wy- 
starczało. Wojsko polskie poszło do szturmu śmiało, obrońcy 
zaś twierdzy słaby opór stawili. Bolesław siedząc przy uczcie, 
patrzał radośnie na ludzi swycłi, zwycięzko wkraczających do 
miasta. Rozwarła się brama i popłynęła krew obficie. W liczbie 
przedniejszych obywateli miasta dostali się do niewoli Guncelin 
i Wiso, tudzież komendant miasta, mocno poraniony Scih (Tzyk), 
którego los zawsze prześladował, tracił bowiem, nie dla braku 
odwagi, każdy gród mu powierzony. Jeńców, na rozkaz „du- 
mnego zwycięzcy" pod ścisła straż wzięto. Polaków niemniej 
500 na placu boju legło. Zwycięzcy, podzieliwszy s'ę zdobyczą 
i zapaliwszy miasto, z wodzem swym wesoło pociągnęli do do- 
mu, w dniu 20 Sierpnia r. 1012. Lubusza znowu ruiną została. 
Zniszczenie niedawno zbudowanej dla obrony państwa twier- 
dzy, ogromne wrażenie wywarło na królowę Kunegundę, ba- 
wiącą w Merzeburgu. Rozkazała, aby całego ziemstwa towarzysze 
rozłożyli się obozem nad Muldą i wszystko mieli w gotowości 
aż do przybycia króla. -^) Obawiano się nowego napadu Bolesła- 
wa, ale on spokojnie w swych posiadłościach zostawał. Tym- 
czasem król Henryk nie śpieszył z odwetem za zburzenie Lubu- 
szy. Napady korsarzy na brzegi Germanii, wielkie nieszczęścia 
z powodu wezbrania wód na Dunaju i Renie, wybór arcybiskupa 
na miejsce zmarłego Walterda, tudzież inne sprawy państwa 
i zaburzenie w Czechach zniewoliły go obojętnie znieść psotę 
przez Bolesława wyrządzoną. 

3. Zamieszanie w Czechach i łatwowierność Lutyków Henryk II wyzy- 
skuje na swą korzyść (1012). Bolesław i Henryk II traktują o pokój. 
Zjazd w Merzeburgu. Drugi pokój merzeburgski r. 1013. 

Od czasu ustąpienia Bolesława Chrobrego z Prag^i (r. 1004), 
władał Czechami Jaromir dobroduszny, nieudolny, ciężkiem ka- 
lectwem na ciele pozbawiony energii, wierny sprzymierzeniec 



I 



«») Thietniar, VI, 49. 



— 384 — 

Henryka II, na rozkazy którego, jakby komes niemiecki, zawsze 
był gotów prowadzić posiłki czeskie przeciw Bolesławowi. Usil- 
ność przysługiwania się królowi Henrykowi Jaromir posunął do 
takiego stopnia, że gdy raz udało sie mu pojmać posłów tajem- 
nycłi Henryka księcia bawarskiego do Bolesława, najokrutniej- 
szym sposobem kazał icli pomordować. Niegodziwy ten postę- 
pek obraził Bolesława a Henrykowi II posłużył za pozór do od- 
mówienia łaski swej Jaromirowi, aby tem pozyskać sobie Bole- 
sława, z którym pokoju pragnął. Tymczasem stosunki wewnętrzne 
czesikie zawikłały się z powodów nie objaśnionycli dot^d należy- 
cie. Młodszy brat Jaromira Oldrzyk, uwięziony przez króla Hen- 
ryka jeszcze w roku 1003, po dzłesięcoletniem zniknieniu z dzie- 
jów,^^) zjawia się jako pretendent do korony czeskićj. Według 
niektórych pisarzy, Oldrzyk, na żądanie Bolesława, odesłany był 
z Niemiec do Polski, gdzie po krótkiej pod strażą bytności, wy- 
słał go Bolesław do Czecli, opatrzywszy we wszelkie potrzeby.^') 
W biała sobotę r. 1012 Oldrzyk wypędził z Czecli Jaromira, który 
nie wiedząc dokąd się udać, szukał najpi'zód u Jiolesława,^^) po- 
tem u Henryka II przytułku. W drodze do Merzeburga, bła- 
gał, jak wzmiankowaliśmy wyżój, umierającego arcybiskupa Wal- 



2") Według niektórych dziejopisów Oldrzyk pomagał Jaromirowi do opano* 
Wania Pragi w roku 1004, a po ustąpieniu z Czech Bolesława, gdy Jaromir został 
księciem czeskim, Oldrzyk odzyskał dawną, przez ojca nadaną mu dzielnicę i wła- 
dał nią. (Palacki. Dejiny, I, 287; Tomek, Deje kralovstvi ceskeho, s. 61 — 3). 
Wszakże spółczesny Titmar o uczęstnictwie Oldrzyka podczas powrotu Jaromira do 
Czech w r. 1004 nie wzmiankuje wcale. Gdzieby zaś Oldrzyk siedział aż do roku 
1012, wielka w tem zachodzi niepewność. Że go cesarz trzymał w więzieniu, zga- 
dzają się na to pisarze czescy, podając, że on uwolniwszy się, błędne i ukryte ży- 
cie prowadził, póki Pragi nie odzyskał. Nie chcą jednak tego przyznać, źe go ce- 
sarz wydał Polakom. Wszelako podobniejsze do prawdy, że go Bolesławowi oddał 
po dziewięcioletniem więzieniu. Trzymał go cesarz długo, dla upewnienia sobie po- 
sług Jaromira przez bojaźń rywala. Wypuścił go jednak potem, bądź na proźbę 
Bolesława, od którego w tym czasie zatrudniony wojną pod Metzem, pokoju potrze- 
bował, bądź za pobite swoje Bawarczyki, ohydził sobie Jaromira." Naruszewicz, 
H. N. P. I, pod r, 1012 — 1013, przyp. 3, 

2") Naruszewicz, powołując się na Kromera. H. N. P. I. jak wyżej. 

«6^ Tbietmar, VI, 45. 



- 3^5 -' 

terda, aby mu rękę pomocy podał, a w Merzebufgu prosił o ła- 
skę królewska, ,.lecz zamiast miłosierdzia i przywrócenia do wła- 
dzy, spotkało go wygnanie i straż więzienna u Adelboda biskupa 
utrecłitskiego, w odwet za rzeź okrutna na Bawaracli popełnioną, 
tudzież za zniszczenie wojsk sobie powierzonycli." Poczem Ol- 
drzyk, na wezwanie królewskie stanąwszy w Merzeburgu, „w darze 
dobrowolnym otrzymał królesłzao, które nieprawnie przedtem przy- 
właszczył sobie. '"'• -'') Obawiał się on brata Jaromira, wszelkiemi 
siłami starał się zapobiedz, ażeby ten nigdy nie zbliżył się do 
niego, a powziąwszy od fałszywycli donosicieli wiadomość, jako- 
by znakomity rycerz jego Bożan z wielu innymi trzymali tajem- 
nie stronę wygnanego brata, kazał icli pozabijać, „ażeby tym 
krwawym wyrokiem, dać innym naukę, czego na przyszłość wy- 
strzegać się mieli." ^") Wszystko to odpowiadało jak najlepićj 
widokom Henryka II, który, osadziwszy Jaromira w więzieniu, 
trzymał w ciągłej obawie Oldrzyka, aby w razie narażenia się 
jego królowi niemieckiemu, Jaromir nie został do władzy przy- 
wróconym. Zapalczywy i niezależności pragnący Oldrzyk, po- 
mimo gorącej chęci panować samowładnie, musiał być pokor- 
nym sługą niemieckim, postępywać według woli Henryka II, 
przysługiwać się mu ze szkodą własnego narodu. Z charakteru 
różny całkiem od brata Jaromira, Oldrzyk postępywać będzie tak 
sanjo, jak Jaromir. Nie pożałuje on krwi czeskiej na żądanie 
króla niemieckiego, poprowadzi niejednokrotnie Czechów przeciw 
Polakom w imię przewagi niemieckiej nad Słowianami, rozerwie 
ostatnie węzły łączności Czechów z Polakami i pogrąży nakoniec 
Czechy w przepaść polityki niemieckiej. 

Zyskawszy w Oldrzyku pewne narzędzie przeciw Bolesła- 
wowi Chrobremu, Henryk II usiłował w takież same przeciw nie- 
mu narzędzie obrócić Lutyków. Opuściwszy więc Merzeburg 
w jesieni r. 1012, król Henryk popłynął po Łabie do Arnebur- 



29) Thietmar, VI, 50, 

30) Thietmar, VI, 60. 
Tora III. j 



ga, dawniój już obwarowanego, jako twierdzy pogranicznej ze Sło- 
wianami. Tam, po długich naradach z mnóstwem napływających 
z różnych stron Słowian, zawarł z nimi pokój. ^^) W jakim celu 
zawarty był pokój z Luty kami, stałymi od r. 1005 sprzymierzeń- 
cami Henryka II, spółczesny dziejopis Titmar zamilczał, a jednak 
nietrudno pojąć, że był przeciw Bolesławowi wymierzony. Sprzy- 
mierzeńcy króla Henryka Lutycy, w ciągu długiej walki Bole- 
sława z Niemcami od r. 1007 aż do 1013, ani razu nie zjawiają 
się w obozie niemieckim, siedzą spokojnie, jak gdyby sie opa- 
miętali i zwrot polityki swej obmyślali. Schwytanie przez Niem- 
ców dwóch braci z Branibora i powieszenie ich w Jutrobogu 
(r. 1 010) za stosunki z Bolesławem, wskazuje zachwjanie się Sło- 
wian nadhobolskich w przyjaźni dla Henryka II. Powodzenie 
oręża Bolesława mogło natchnąć ich nadzieją oswobodzenia się 
od Niemców. Zwalczyć więc wszelką myśl pojednania się Słowian 
nadłabskicli z Bolesławem było najważniejszem zadaniem Hen- 
ryka. Nie zważał przeto na radę, podawaną przez ś. Brunona, 
aby się nie sprzymierzał z poganami przeciw chrześciańskiemu 
Bolesławowi,^-) a odłożywszy skrupuły pobożności swej na stro- 
nę, Henryk usiłował zjednać sobie możnowładców lutyckich nie 
bez powodzenia, jak zobaczymy niżej. 

Stworzywszy koalicyą Czechów i Lutyków z Niemcami, 
Henryk II gotował się do odwetu Bolesławowi zagrożeniem po- 
zycyom jego po całym froncie państwa Polskiego od ujścia Odry 
aż do Dunaju, ale w końcu r. 1012 czas nie sprzyjał zamiarom 
króla niemieckiego. Sprawy włoskie, tudzież chęć rychlejszego 
przywdziania korony cesarskiej w Rzymie, wymagały odjazdu 
Henryka II na zachód, Bolesława sprawy pomorskie i ruskie 
w inną ciągnęły stronę, a tymczasem pięcioletnie przymierze 
merzeburgskie, w końcu r. loio zawarte, było już nadwerężone. 
Przeciwnicy poczęli o pokój traktować. 



^^) Thietmar, VI, 5 1. Rex a Merseburg discendens, navigio ad Harneburg 
venit. Ibi cum Sclavis confluenlibus plurima discuciens, pace vero ibi firmata, rediit. 
33) Wyżśj s. 370. 



— 3^7 — 

Na Trzy Króle roku 1013 posłowie polscy, przybywszy do 
Altsztad, oświadczyli Henrykowi II, że w celu zawarcia pokoju 
królewicz Mieszko stawić się nie zaniedba. Henryk II udał się 
do Merzeburga, dokąd wkrótce potem przybył syn Bolesława 
Mieszko z wielkimi darami. Henryk II pasował go na rycerza 
i odprawił z czcią wielka, zaclięcając do no wy cli odwiedzin. Pra- 
wdopodobnie Mieszko powiózł do ojca ułożone w Magdeburgu 
warunki pokoju na zatwierdzenie. Ale w tymże czasie dowie- 
dział się król Henryk, że komes Werinhar z Ekliardem, bratem 
margrafa Hermana, znosili się z Bolesławem, układali z nim ja- 
kieś zamiary królowi przeciwne i nawzajem od Bolesława po- 
słów tajemnycli u siebie często przyjmywali. Król Henryk ka- 
zał obu stanąć przed sobą. Gdy tego jednak wypełnić nie śmieli, 
majątki icli wzięto w sekwestr, a icli samych, jako opornycli 
władzy królewskiej, za winnycli obrazy majestatu ogłoszono. 
Wszakże wina wzmiankowanycłi komesów nie musiała być zbyt 
ciężką, ponieważ Werinłiar po niejakim czasie, a Ekłiard później 
do łaski królewskiej przywróceni zostali. '^^) W wigiliję Zielonycli 
świąt przybył do Merzeburga Bolesław, ubezpieczywszy się pier- 
wej przez danycli z niemieckiej strony zakładników, których 
u siebie w domu zostawił. Przyjęty przez Henryka II jak naj- 
lepiej, Bolesław w niedzielę świąteczną uczyniony był rycerzem 
królewskim, a utwierdziwszy następnie ślub swój przysięgą, spra- 
wował urząd miecznika przy królu, w czasie uroczystego pocho- 
du jego do kościoła, W poniedziałek następny starał się wiel- 
kimi darami, w imieniu własnem i małżonki swój złożonymi, 
przejednać dla siebie króla Henryka, który, zawdzięczając niby 
za grzeczność, wdzięcznością płacił, obdarzając Bolesława dobro- 
dziejstwem, którego pożądał od dawna," ^*) raczej ustępywał mu 
posiadane przez niego fakty czni&"'kraje, których sam Henryk orę- 
żem nie był w stanie odzyskać. Pokój zawarty został w Merze- 



»•'') Thietmar, VI. 54. 

**) Thietmar, VI, 55, cum benefitio diu desiderato. 



— 3^S — 

burgu 25 Maja r. 1013. Bolesław zwrócił zakładników, otrzymał 
od króla Henryka posiłki wojenne na wyprawę ruską ^^) i takież 
posiłki obiecał dać Henrykowi na wyprawę włoską.^") Ale wa- 
runki pokoju nie zadowalniały Niemców, którzy narzekali, że 
Henryk Bolesława nie bez szkody pań swa swego od- 
puścił/^') Szkodę tę stanowiły kraje od dawnej granicy Pol- 
ski aż do Czarnego Halsztrowa, ustąpione Bolesławowi bezwa- 
runkowo,^^) bez wymagania od niego trybutu, lub służebności, 
którychby on, czując się zwycięzcą, nie przyjął.^") 

»6) Thietmar, YI, 55, 

^^) Thietmar, VI, 56, użala się, że wezwany do posiłkowania Henryka w wy- 
prawie włoskiej, Bolesław o dopełnieniu tego nie myślał bynajmniej. Ad supple- 
mentum hujus itineris Bolizlavus antea invitatus nil asspiravit, et in bene promissis 
morę solito mendax apparuit. 

^') Annal. Quedlinb. a, 1013: quem (Bolesława) benigne suscipiens, . , . non 
ta?/ien sine siii regnl detrimento, fermtsił remeare. 

3S) Lelewel, Pols. Wiek. Śred. II, VII, 12 ; Szajnocha, Bolesław Chr. 150. 

'"') Inaczej na warunki pokoju merzeburgskiego spojrzeli historycy niemieccy, 
przyjmując wyrażenia Thietmara dosłownie: in die sancto manibus applicatis miles efft- 
citur, et post sacramenta regi ad ecclesiam ornato incedenti armiger habetur (VI, 55). 
Z tego AY^ilhelm Giesebrccht upatrzył, że mężny Polak, który tyle razy w różnych 
stronach gromił wrogów swych, niósł teraz miecz przed królem niemieckim podczas 
uroczystej procesyi, i tym sposobem przyznał siebie przed całym światem wassalem 
jego . . . złożył on królowi bogate dary, lecz hojniej jeszcze obdarzon przez niego, 
otrzymał w lenność kraje, do posiadania których tak długo się dobijał, mianowicie 
Lużyce i ziemię Milczanów. (^Geschichte der Kałserzeit, II, s. 115). Znany histo- 
ryk łużycki, pastor Scheltz, powiada, że Bolesław, podczas bytności w Merzeburgu, 
erhilt er vom Konige die Belehnung, leistete den Wassalen-Eid und begleitete den Ko- 
nig auf dem Gange zur Kirche, indem er ihm das Schwert vortrug. Dass er nun bei 
dieser Gelegenheit die Liinder zwischen Elbę und Oder ais Reichsleh.en aufgetragen 
erhielt, also namentlich unsere Lausitz, unterliegt wohl keinem Zweifel. (Gesch. d. 
Lausitz, s. 54)< Pasowanie na rycerza nigdzie nie miało tego znaczenia, aby factus 
miles, pasowany na rycerza, miał z ziemią swoją i posiadłościami być pasującemu 
obowiązany. Pasowanie to było ceremonią rzymsko - religijną. . . Starszy wiekiem, 
dostojnością wyższy pasował młodszego w dowód z duszy wynikającego rycerskiego 
szacunku . . . niechże nikt w tem lennictwa nie upatruje. (Lelewel, Pol. Wiek. Sr. 
II, s. 41). Bolesław obowiązat się dać posiłki Henrykowi II na wyprawę włoską, 
z swojej strony Henryk dat Bolesławowi własne posiłki na wyprawę ruską. Zby- 
tecznie więc byłoby dowodzić, że podobne zobowiązania wojenne nie mogły być wy- 
nikiem wassalnej zależności z jednej strony i praw zwierzchnich z drugiej. Uspien- 
ski, IlepBUfl CjiaBAHCKia MOHapxiH, s, 242. 



389 



§57. 

Trzecia wojna Bolesława Chrobrego z Niemcami 
(r. 1015 — 1018). 

r Pokój merzebupgski nie zadowalnia przeciwników. Bolesław wzywa 
do związku Czechów i podburza przeciw Henrykowi II Włochów (1014). 
Oldrzyk więzi Mieszka, Czesi i Lutycy stają po stronie Henryka- Bo- 
lesław gotuje się do wojny (1015). 

Niepodobnem do prawdy wydawało się Niemcom, aby naj- 
potężniejszy wówczas mocarz w Europie Henryk II zmuszonym 
był ustąpić część państwa swego obcemu księciu i to jeszcze 
Słowianinowi, niegdyś hołdownikowi króla niemieckiego. Pokój 
merzeburgski, „ze szkoda państwa zawarty", nie dawał im spo- 
czynku. Bolesławowi trudno było rozstać się z myślą połączenia 
ludów słowiańskich w jedno państwo aż do Łaby i Dunaju. Gra- 
nica po Czarny Halsztrow nie zadowalniała go. Okazało się, że 
wymożony okolicznościami pokój merzeburgski r. 1013 nietylko 
nie rozstrzygał kwestyi o granice między sąsiedniemi państwami, 
lecz nawet nie złagodził wzajemnego pomiędzy przeciwnikami 
rozdrażnienia. Niemcy skarżyli się, że Bolesław, stosownie do 
zobowiązań w Merzeburgu, nie dostarczył im posiłków na wy- 
prawę włoską, nazywali go wiarołomcą. Bolesław, listem wysła- 
nym do papieża, uskarżał się, że z powodu kryjomycli zasadzek, 
przez Henryka II poczynionych, nie mógł przyrzeczonej daniny 
świętopietrza ^) uskutecznić, a tymczasem przez rozesłanych taje-^ 



1) Thietmar, VI, 56, Bolizlavus . . . insuper antea domno papae ąuestus est 
per epistolae portitorem, ut non liceret sibi propter latentes regis insidias, promissum 
principł apostolorum Petro persolvere censum. Mamy więc niezawodne świadectwo, że 
daninę z Polski uważano w Rzymie już w początku XI w. jako podatek świętemu 
Piotrowi. W Polsce być może danina ta późnićj dopiero tytuł świętopietrza przy- 
brała, później rozmiary jej określone zostały, ale początek jćj, zdaje się wypada od- 
nieść do czasu darowizny Gniezna na rzecz stolicy apostolskiej, przez. Odę i synów 
jej przed r. 996 uczynionej. O szczegółach dotyczących świętopietrza, porów. Abra- 
rhama. Organizacya kościoła w Polsce, s, 180 i następne. 



I 



— 390 — 

mnie orędowników po Włoszech, dowiadywał sie, jak ida spra- 
wy Henryka II i kogo mógł tylko usiłował odwrócić od niego.-) 
„Na tysiączne sposoby w cłiytrości swej wyćwiczony", Bolesław 
wyprawił syna swego Mieszka do księcia Oldrzyka z upomnie- 
niem, „aby pamiętni na związek pokrewieństwa, który ich łączy, 
podali sobie ręce do zgody, złączyli się w celu wspólnego działa- 
nia przeciw wszelkim nieprzyjaciołom, mianowicie przeciw kró- 
lowi niemieckiemu." Był to krok stanowczy, doniosłość którego 
zrozumieć łatwo. Bolesław żądał związku z Czechami, pojmując, 
iż w podobnym razie cała Słowiańszczyzna północno-zachodnia 
do Łaby, Solawy i Dunaju zlałaby się w jedną, groźną dla ce- 
sarstwa rzymsko-niemieckiegó potęgę. Oldrzyk pojmywał donio- 
słość przełożeń Bolesławowych, ale „zaufani doradzcy przestrze- 
gali go, że cały ów układ pozorny, ma jego zgubę na celu." 
Poddawszy się namowie doradców, Oldrzyk dopuścił się zbro- 
dni: przedniejszych z orszaku królewicza kazał pozabijać, a sa- 
mego Mieszka z resztą jego przybocznych, uprowadziwszy do 
Czech, do więzienia wtrącił (roku 1014).*^) Był to także stano- 
wczy krok ze strony Czechów. Postąpiwszy w tak haniebny 
sposób z synem i poselstwem jedynego podówczas obrońcy Sło- 
wian od Niemców, Czechowie wyosobniali się od reszty Słowian 
i chcąc nie chcąc stać się musieli pokornymi sługami tychże 
Niemców. Poprawić to później nie było już możności, albowiem 
po długich bojach następywała chwila stanowczego starcia się 
Bolesława z Henrykiem II. 

Uwięzienie Mieszka przez Oldrzyka zaszło podczas odjazdu 
Henryka II do Włoch. Ukoronowany w Rzymie koroną cesar- 
ską w dniu 14 Lutego r. 1014, Henryk dopiero w końcu roku 
tego do Germanii powrócił i wtedy zapewno dowiedziawszy się 
o postępku Oldrzyka, wysłał do niego komesa Teodoryka, z roz- 



2) Thietmar, YI, 56. 

") Thietmar, VII, 7, nie oznaczył bliżej czasu uwięzienia Mieszka. Annały 
liwedlinburgskie, podają pod r. 1014. Sed et Misico, Bolizlavi filius, ab Othelrico 
Boliemico capitur, dolo caesis eius comitibus. 



I 



— 391 — 

kazem wydania sobie rycerza swego, na którego życie, jeśli dba 
o łaskę cesarską, targnąć się nie powinien. Oldrzyk nie chciał 
królewicza z rąk swoich wypuścić. Dopiero za powtórnem nale- 
ganiem cesarza, chcąc nie chcąc wydał mu Mieszka. Bolesław 
wnet wyprawił posłów do cesarza z podziękowaniem i proźbą 
odesłania mu syn, oświadczając, że to go zobowiąże do wdzię- 
czności. Cesarz ociągał się z wydaniem Mieszka Bolesławowi, 
przyrzekając zadość uczynić żądaniu jego, jeśli na Wielkanoc 
(r. 1015) do Merzeburga przybędzie. Bolesław jednak częstemi 
poselstwy nie przestawał nalegać o wydanie mu syna jak naj- 
prędzej.*) 

W pierwszych dniach Kwietnia (r. 1015) cesarz Henryk 
przybywszy do Merzeburga, w otoczeniu swych dostojników 
i księcia Oldrzyka, święta Wielkanocne wesoło obchodził. Py- 
tał, o radę w sprawie Mieszka. Arcybiskup magdeburgslci Gero 
ostrzegał cesarza o niebezpieczeństwie, jakie dla państwa, z po- 
wodu niesłusznego zatrzymania Mieszka, wyniknąć mogło i ra- 
dził zwrócić go ojcu, wziąwszy zakładników, lub inną rękojmię. 
Tłum obecnych dostojników odezwał się podobnież, część tylko, 
ujętych złotem Bolesława, wyrzekła, iż taki postępek na rachu- 
nek dobrej sławy bynajmniej poczytany być nie może. „Ponad 
zdrową radę wzięły górę pieniądze, a stronnictwo rzeczone, do- 
stawszy na swą porękę Mieszka, dla przypodobania się Bolesła- 
wowi, za uzyskaniem jedynie przyrzeczenia wierności", odprowa- 
dziło go z orszakiem do domu, upominając Bolesława i syna jego, 
aby pamiętni na przysięgę cesarzowi uczynioną, przeciw niemu 
nic sobie nie pozwalali, ani się starali odwodzić od niego przy- 
jaciół.^) 

<) Thietmar, VII, 7, , 

^) Thietmar, VII, 8, nie oznacza bliżej czasu, w którym obradowano o spra- 
wie Mieszka i kiedy mianowicie zwrócono go ojcu. Dawniejsi badacze niemieccy 
wypadek ten odnosili do końca r, 1014 lub początku r. 1015. Teraźniejsi uczeni, 
po pilnem porównaniu źródeł historycznych, mniemają, że wzmiankowane wypadki 
zaszły podczas świąt Wielkanocnych r. 1015. Fortinskij. TllTMapt MepseóyprCKitt 
H ero xpoHUKa. Petersburg, 1872, s. 136, 



— 392 — 

W tymże czasie oczekiwano powrotu do Merzeburga mark- 
grafa Hermana, który u teścia swego Bolesława święta Wielka- 
nocne przepędzał. Tymczasem cesarz Henryk narzekał na nie- 
wierność Bolesława, przypominał niepodanie przez niego obiecanej 
pomocy, a nareszcie domagał się u swych dostojników, aby je- 
dnomyślnie wezwali Bolesława do usprawiedliwienia się, albo na- 
prawy swej winy/) jak gdyby król polski był jakimś komesem, 
lub wassalem cesarskim. Przybył nakoniec Herman a z nim po- 
seł polski Stojgniew, ten sam, który dawniej już posyłany był 
do Henryka II, podczas pobytu jego w Lotaryngi (r, 1012),') 
i wtedy okazał się kłamc^;, ponieważ co innego, a nie to, co od 
cesarza miał polecone, donosił Bolesławowi, teraz zaś wyprawiony 
został przez niego, aby stanął przed obliczem cesarza i jego ksią- 
żąX, jako „zdradziecki podszczuwacz i burzyciel". . . Oczywiście 
Stojgniew był zręcznym dyplomatą., bronił interesów monarchy 
swego, winę na się przyjmywał, był kozłem ofiarnym, co pojmy- 
wali Niemcy, będąc przekonani, że on wyprawiony był do cesa- 
rza, „od słynnego ze zmienności pana swego", bardziej w celu 
podburzań i zamieszek skrytych, aniżeli zawarcia pokoju, jak 
utrzymywał. Cesarz powtórnie wezwał Bolesława do usprawie- 
dliwienia się, lub za nieposłuszeństwo „dania stosownej naprawy." 
Zdawałoby się, że Bolesław z pogardą odrzuci nacechowane za- 
rozumiałością wezwanie cesarskie, ale on, kierując się więcej ro- 
zumem politycznym, niż uniesieniem się chwilowem, postanowił 
skorzystać ze zręczności i domagał się, aby sprawa jego z cesa- 
rzem Henrykiem rozważoną została na ogólnem zgromadzeniu 
naczelników państwa. Stawiał on tym sposobem cesarza w za- 
leżność od wyroku książąt i hrabiów, między którymi liczył wielu 
przyjaciół i jurgieltników, a zapewne musiał czuć i sprawiedli- 



«) Thietmar, VII, 6. 

') Thietmar, VII, 6, wzmiankuje wprzód o przybyciu Stojgniewa, a potem 
dopiero wraca do opowiadania dawniejszego zdarzenia z Mieszkiem w Czechach, tu- 
dzież o zwróceniu go Bolesławowi, co wszystko stało się wcześniej od przybycia do 
Merzeburga Stojgniewa. 



— 393 — 

dliwość po swej stronie. Tu mógłby dziejopis Henryka II Tit- 
mar powiedzieć: chytrzyli oba, ale przechytrzył „najchy trzej szy 
z ludzi" Bolesław. Cesarz, rozumi się, nie życzył godności swej 
narażać na niepewny wyrok dostojników swych: trybunału nie 
zwołał. Bolesławowi zostawało inną drogą, powściągnąć zarozu- 
miałość cesarską, zmusić Henryka II do szanowania zobowiązań 
i przyzwoitości w stosunkach z niepodległym monarchą. 

Latem roku 1015 obie strony traktowały niby o zgodę, 
a w rzeczywistości gotowały się do wojny, która była niechy- 
bną. Cesarz wezwał wszystkich sprzymierzeńców swych do wy- 
stąpienia w pole. "Wyprawę przygotowywano należycie: pilniej, 
jak kiedykolwiek. Tłumy wojsk niemieckich ściągały się koło 
Magdeburga, Lutycy razem z Niemcami gdzieś na północy, Cze- 
chowie' na pograniczu Śląska, a na południe od Morawii, w mar- 
grafstwie austryackiem zbierali się Bawary. Cesarz postanowił 
ze wszystkich stron razem uderzyć na Polskę, a dla większego 
rozerwania sił Bolesława, wszedł w porozumienie z księciem ki- 
jowskim Jarosławem.®) 

Opasana łańcuchem koalicyi Niemców, Lutyków, Czechów, 
Bawarów i Waragów, Polska wystawioną była na ciężką próbę 
sił jćj młodzieńczych, użycie których zależało od zdolności wo- 
dza. Następywała chwila stanowcza, w której Polska, w razie 
przegranej wojny, byłaby niezawodnie jeśli nie rozszarpaną cał- 
kowicie, to przynajmniej odartą ze swych posiadłości nad Odrą 
i górną Wisłą, poniżoną moralnie w oczach Słowian i zmuszoną 
do ustąpienia Niemcom gospodarowania w całej Słowiańszczyźnie 
północno-zachodniej, tak, jak już w Czechach gospodarowali. Ale 
w tej chwili krytycznej sercem i umysłem ludów polskich wła- 
dał Bolesław, zdolnościami i charakterem przewyższający cesarza 
Henryka i wszystkich jego sprzymierzeńców. Pojmywał on do- 
^ kładnie stan rzeczy i należycie przygotowywał obronę kraju, 

(szczególnie po granicy od zachodu. Obrawszy Odrę jako liniję 

•) Solowjew. IIcTopifl Pocciii. T. I, s. 201. 



— 394 — 

obrony, Bolesław opatrzył ją licznemi warowniami, osadzonemi 
mocną, załogą. Położone na wielkiej drodze z Łużyc do Pozna- 
nia Krosno, dawniej już obwarowane, jako jeden znajważniej- 
szych punktów strategicznych, Bolesław powierzył ulubionemu 
synowi swemu Mieszkowi, dzielnemu młodzieńcowi, a sam stał 
w odwodzie, aby stosownie do napadu nieprzyjaciół, rzucić się 
tam, gdzie potrzeba wskaże. Wystawione na pierwsze uderzenie 
wrogów Łużyce, z położenia swego geograficznego, nie przedsta- 
wiające linii obrony, miały inną, topograficzną dogodność. Po- 
zamykawszy główne przejścia pomiędzy błotami i uzbroiwszy 
przyjazną sobie ludność miejscową, Bolesław nie miał potrzeby 
tracić sił w otwartem polu dla obrony podmokłych i lesistych 
przestrzeni. Dogodniej mu było oczekiwać, aż najazd wrogów, 
straciwszy zapęd pierwotny w trudnych przeprawach wśród ba- 
gnisk, najeżonych strzałami ludności miejscowej, zmuszony będzie 
otwierać sobie drogę przebojem, starga siły swe w bezowocnych 
zapasach z naturą. A gdy zwalczywszy przeszkody miejscowe, 
najazd pomknie się ku Odrze, zmarnuje niemało czasu, ludzi, za- 
pasów wojennych, natknie się na mocne warownie nad Odrą, 
a z tyłu zagrożony będzie mocną załogą polską w Budyszynie 
zostawioną.") Obliczając siły swe w stosunku do sił koalicyi nie- 
przyjacielskiej, i położenie geograficzne teatru wojny, Bolesław 
przyjął plan wojny odpornej, zamierzając, w razie pomyślnych 
okoliczności, przejść niezwłocznie do kroków zaczepnych. 

2. Nowa wyprawa Henryka II do Polski (r. 1015). Klęska w ziemi Die- 

doszów Henryk II ucieka do Merzeburga. Mieszko w ślad za nim 

napada Miszno. Zawieszenie broni. 

Uprzedając wyprawę wojska niemieckiego z pod Magde- 
burga, Bolesław, zapewno dla zabrania łupów i potargania sił 



^) Chociaż o załodze polskiej w Budyszynie, podczas wojny r. 1015 w źró- 
dłach wiadomości nie ma, ale to nie podlega wątpliwości, albowiem w przeciwnym 
razie Niemcy nie omieszkaliby gród ten, mocno obwarowany, zatrzymać, czego je- 
dnak nie uczynili. 



— 395 — 

nieprzyjacielskich, najechał jakąś część posiadłości cesarskich. 
Obrażony tem do żywego Henryk II wyprawił posłów do Bole- 
sława, żądając, aby zwrócił kraj, który zagarnął, lecz ten hardo 
odpowiedział: „nietylko nie oddam tego, co zdobyłem, ale więcej 
jeszcze zdobędę." ^^) Cesarz ujrzał się zmuszonym przyspieszyć 
wyprawę, sposobił się do niej w Magdeburgu, błagając niebo, za 
wstawieniem się ś. Maurycego, aby mu dopomogło do pokona- 
nia „zaciętego wroga jego Bolesława." ^^) 

AVojsko niemieckie, pod wodzą samego cesarza Henryka, 
wyruszywszy z pod Magdeburga dnia 8 Lipca r. 1015, ciągnęło 
przez dobra margrafa Gerona do Sklancisworde,'^) niszcząc i łu- 
pieżąc mieszkańców, jakby w kraju nieprzyjacielskim. Po przej- 
ściu Łaby, Niemcy wtargnąwszy do Łuźyc, napadnięci byli od 
załogi miasta Ciani,^^) która wycieczkę przeciw nim uczyniła, 
lecz Niemcy mnóstwo z niej położyli trupem i pojmali Eryka Py- 
sznego, który z powodu popełnionego zabójstwa, szukał w tem 



^^) Annal. Quedl. a. 1015, Addidit etiam imperator legationem mittere ad 
Bolizlavum pro restituendis regionibus, quas abstulerat. Ille, ut solebat, superbe 
respondit, se non solum propria relinere velle, quin potius non sua diripere maile. 
Porów. Chronograph. Saxo. a. 1015. 

1') Thietmar, VII, u. 

1-) Według domysłu badaczy ma być teraźniejsze Kunzwerda, na południe 
od Torgau nad Łabą. 

'•^) Thietmar, VII, 1 1, Nostri autem ut ad pagum Luzici dictum venerunt, a pree- 
sidio ex Ciani urbe egresso temptantur. .. Ponieważ Ci ani było miastem (urbs) 
i miało załogę, widocznie więc była to warownia z kasztelaniją (burgward), poło- 
żoną w dolnycłi Lużycacli, niedaleko granicy niemieckiej, bo Niemcy, po przej- 
ściu Łaby, wtargnąwszy w pagus Luzici, napadnięci zostali przez załogę tego 
grodu. Czy Ciani jest tem samem miejscem, o którem Titmar wzmiankuje pod 
r. 1018, Cziczani, do którego przyprowadzono Odę, po zawarciu pokoju w Budy- 
szynie? — Wątpliwe! Oprócz różnicy w formie samej nazwy, następne okoliczności 
budzą jeszcze wątpliwość. Badacze znajdują Ciani w miejscu teraźniejszej wsi 
Zieniz (Syneńce), w dolnych Lużycach, między Łukowem a Kalawą. Położenie 
takie oznacza na mapie Posse. Codex Saxoniae. T. I. Zachodzi pytanie: z jakiejby 
racyi, Oda, spiesząc do Bolesława przesiadującego w Budyszynie, miała podróż od- 
bywać naprzód do położonego w stronie od wielkiej drogi Ciani w dolnych Lu- 
życach, a potem dopiero zwrócić na południe do Cziczani w górnych Lużycach? 
Wypadki i położenie geograficzne przemawiają za tem, że Ciani jest innem niż 
Cziczani miejscem. 



— 396 — 

miejscu schronienia, a zakuwszy go w kajdany, do cesarza przy- 
wiedli. Ztamtad zmierzając ku Odrze, wysłał cesarz do Mieszka, 
obozującego w Krośnie z licznemi roty, panów swych najprze- 
dniejszych z upomnieniem, aby mu wierność dotrzymał, oraz 
z proźbą, aby tych, na których wstawienie się wolność od cesa- 
rza uzyskał, na utratę dóbr swoich teraz nie narażał, lecz gdy 
ten oświadczył, że „ojczyzny napadniętej aż do przybycia ojca, 
wszelkiem.i siłami bronić będzie, a potem postara się nakłonić go 
do zgody z cesarzem", nadzieja na zdobycie Krosna znikła. Tym- 
czasem książę saski Bernard z biskupami, komesami i tłumem 
sprzymierzonych Lutyków nadciągał z północy przeciw Bolesła- 
wowi, z którym spotkał się nad Odrą, znalazłszy „pobrzeża jej 
ze wszech stron w warownie opatrzone." ^*) Trzeciego Sierpnia 
(r. 1015) cesarz próbował przejść Odrę i stoczył bitwę z Pola- 
kami, których nie mniej 600 padło. Ze strony Niemców, w licz- 
bie kilku młodzieńców zginął Hodo, obwiniony dawnićj o zbyt 
przyjazne stosunki z Bolesławem. Mieszko, poznawszy ciało po- 
przedniego swego towarzysza i stróża, zapłakał rzewnie, poczem 
opatrzywszy je starannie, do obozu niemieckiego odesłał. Bole- 
sław, broniąc w innem miejscu przystępu do Polski, chciałby 
pobiedz synowi na pomoc, ale nie mógł opuścić stanowiska nad 
Odrą, którą nieprzyjaciel przebyć usiłował. Gdzie się tylko Niemcy 
pokazali na łodziach, Bolesław z jazdą pędził na ich spotkanie, 
aż nareszcie Niemcy, rozwinąwszy żagle, płynęli pośpiesznie dzień 
cały, póki już niedoścignieni przez Bolesława, bez przeszkody 
w pożądanem miejscu wylądowali. A jednak Bolesław zwinnymi 
obrotami nad Odrą, zdołał odciąć od południa księcia Bernarda, 
który „przez kryjomo wyprawionych pieszych posłańców", doniósł 
cesarzowi o niewypełnieniu zleceń mu danych, a poprzestał tylko 
na zniszczeniu okolicy i do domu zwrócił. Podobnież i Oldrzyk 
z Czechami i Bawarami, mając połączyć się z cesarzem i na pra- 
wem skrzydle armii stanąć, zaniechać tego musiał „dla różnych 



") Thietmar, VII, 11, huuc presentem, munita undiquessecus Ociera, habuit. 



-— 397 — 

przyczyn". Pomoc jego cesarzowi ograniczyła się zdobyciem 
wielkiego miasta Busink/^) w którem pojmał tysiąc jeńców, 
oprócz kobiet i dzieci, miasto spalił i „zwyciezko do domu wró- 
cił." Czwarty wódz wielkiej armii cesarskiej margraf austryacki 
Henryk, mający z Bawarami w Morawii działać, zaledwie zdołał 
dać odpór, łupieżacym na pograniczu, wojownikom Bolesławo- 
wym, których do 800 trupem położył i zdobycz, przez nich za- 
garniętą, odzyskał.^**) 

Opisując przytoczone wypadki ówczesny dziejopis Titmar 
nie domawia wielu rzeczy, a jednak jasno, że plan cesarski skon- 
centrowania nad Odra wszystkich sił, jakie powinni byli przy- 
prowadzić książę Bernard, książę Oldrzyk i margraf Henryk, ru- 
nął przed walecznością wojsk Bolesławowych. Cesarz znalazł się 
w nader przykrem położeniu i nie bez troski o siebie „jako nie- 
liczne wojsko mający", ściągał w kupę siły swe i wziął się do 
odwrotu,^') lecz nie po tej drodze, po której przyszedł i wszyst- 
ko zniszczył, ale przez krainę Diedoszów, gdzie zniewolony 
z obozem w ciasnem miejscu zawrzeć się, pozostał w samotności 
zupełnej, albowiem jedyny właściciel pasieki, który tam mie- 
szkał, natenczas był zamordowany. Bolesław, niepewnym będąc 
dokąd się cesarz zwrócił, umocowywał brzegi Odry, ale skoro 




15] Thietmar, VII, 12, Othelricus ąuandam urbem magnam, Bu sine dictano, 
petiit. Gdzież ten Busink? Komentatorowie Thietmara szukali grodu tego w Beuthen 
(Bytom) nad Odra, inni w Bautzen (Budyszyn). Szafarzyk dostrzegł go na prawym 
brzegu Odry, ale nie mówi gdzie. (Star. Słów. § 38, 6). Lelewel znajdywał w Bunz- 
lau, t. j. Bolesławku nad Bobra (P. W. Śr. T. II, YII, 12). Szajnocha w Budy- 
szynie (Bolesław, 159). Sclieltz w Beuthen nad Odrą, Moraczewski nawet w Zbą- 
szyniu (w Poznańskiem). Wątpliwe, aby Oldrzyk mógł dojść do Bytomia niżćj 
Głogowa, bo w takim razie byłby się połączył z Henrykiem II, niedaleko ztąd pod 
Krosnem obozującym. Zatem nie ma co mówić o Bytomiu, a tern bardzićj o Zbą- 
szynie, bo ostatnie przypuszczenie jest wprost niedorzecznością. Budyszyn dobrze 
byt znajomy Niemcom. Thietmar, wspominając go pięć razy, pisze zawsze Budisin. 
Omyłki tu dopuścić niepodobno. Prawdopodobniejszy domysł Lelewelowski, źe Bu- 
sink jest Bunclau, Bolesławek, nie wiemy jednak, czy gród ten istniał już w roku 
1015? — Inną konjekturę w tym wyględzie podam niżej w bieżącym §, gdzie będzie 
inowa o grodzie Przybuziu na s. 416, przyp. 55. 

i») Thietmar, VII, 12. 

^') Annal. Quedlinb. a. 1015. coUectis copiis exercitum jubet redire. 



_. 398 — 

do niego doszła wiadomość o odwrocie cesarza, natychmiast 
przeszedł do kroków zaczepnych i dla ścigania ustępujących nie- 
przyjaciół, wysłał liczny oddział piechoty, z rozkazem, aby przy 
sposobności, część przynajmniej wojska niemieckiego starano się 
zniszczyć. Przy tern Bolesław wyprawił do cesarza opata Tuni, 
niby dla traktowania o pokój, w rzeczywistości zaś na zwiady, 
ale w obozie cesarskim poznano się na nim i zatrzymano go, aż 
nim całe wojsko nie zdołano uprowadzić w nocy, po rzuconych 
mostach, za bagniska dokoła rozpostarte. Wtenczas dopiero 
puszczono owego „mnicha z habitu, a w samej rzeczy lisa szczwa- 
nego" do swego pana, którego dla tych przymiotów właśnie był 
ulubieńcem. 

Wydobywszy się z błot cesarz Henryk odjechał, powie- 
rzywszy wojsko arcybiskupowi Geronowi, margrafowi Geronowi 
i komesowi Burhardowi z upomnieniem, aby się na szczególnej ba- 
czności mieli. Jakoż w istocie po straszliwym trzykrotnym okrzy- 
ku, poruszył się nagle rój łuczników polskich, w lesie ukrytych 
i strzałami nieprzyjaciół zasypał. Niemcy oparli się pierwszemu 
i drugiemu natarciu, gdy jednak niektórzy z nich uciekać po- 
częli, wojownicy polscy skupiwszy się hurmem, po trzeci raz 
uderzyli, a rozpędziwszy nieprzyjaciół, samopas błąkających się 
zabijali. Wiadomość o tej klęsce zanieśli cesarzowi arcybiskup 
Gero i komes Burhard, raniony, sami tylko zdoławszy zaledwie 
ujść z pogromu. Młody komes Ludolf z niewielu towarzyszami 
dostał się do niewoli, komesowie zaś Gero i Folkmar z 200 naj- 
przedniejszymi rycerzami zabici i złupieni.^^) Wspomnienie o tej 
strasznej klęsce tak żywo zachowało się w pamięci Niemców, że 
kalendarz merzeburgski dzień i Września (r. 1015), jako dzień 
żałoby po poległych w krainie D i e d s i (Diedoszanów) wy- 
szczególnił.^®) 



'-8) Thietmar, VII, 13. 

19) Kalend. Septemb. Gero et Wolkmar comites cum sociis suimet 200 per- 
empti sunt. Kalendarz Merseburgski. Porów. Lelewel. P. W. S. T. II, s. 200. — 
Szajnocha. Bolesław. 116, 



— 399 - 

Ubolewał pobożny cesarz Henryk nad strata tylu znakomi- 
tych rycerzy, troszczył się bardzo, aby 'im wyprawiono pogrzeb 
po chrześciańsku, w rozpaczy chciał nawet wrócić na pobojowi- 
sko, ale przychylając się do rady przybocznych panów, wysłał 
tylko biskupa misznieńskiego Ejda, aby w^ybłagal u „nieszczęsne- 
go Bolesława" zwrócenie zwłok margrafa Gerona i dozwolenie 
pogrześć poległych. -0) Był ten Ejd człowiekiem osobliwej po- 
bożności. Wielki swój majętek rozdał na ubogich, konno jeździł 
mało, więcej piechotą chodził i to boso, koszuli ani nogawic nie 
nosił, chyba przy mszy, na chłód się wystawiał, głodem morzył, 
oczy wypłakał, a jadł tak mało, że z oszczędności około 200 ła- 
nów kościołowi swemu przykupił.-') Zalewał się pobożny biskup 
łzami na widok okropnej rzezi i trupów, przez żołnierzy polskich 
odzieranych, padł na kolana i modlić się począł. Żołnierze jęli 
się od niego uciekać, jakby na widok upiora, lecz gdy się zbliżył, 
powitali go uprzejmie i bez wstrętu pozwolili mu iść dalej. Bo- 
lesław, nie umiejący ukryć radości swej z powodu zguby nie- 
przyjaciół, pozwolił na wypełnienie celu poselstwa Ejda. Żołnie- 
rze polscy pomagali mu grześć poległych. Dokonawszy ostatnią 
posługę rodakom swym poległym, Ejd prowadził do Miszna 
zwłoki margrafa Gerona i towarzysza jego Widreda.--) 

Korzystając ze zwycięztwa, odniesionego w dniu i Wrze- 
śnia (r. 1015), Bolesław, rozkazał wojownikom swym ścigać na- 
tarczywie niedobitki niemieckie, ustępujące najpewniej przez oko- 
lice, gdzie dziś położone są Żarów, Mużaków, Wojerecy. Ce- 
sarz Henryk, ścigany przez królewicza Mieszka, ustępywał ku 
Streli, pełen obawy, aby Miszno nie wpadło w ręce nieprzyja- 
ciół, dla czego rozkazał margrafowi Hermanowi utwierdzić się 
i bronić się w Misznie, a sam do Merzeburga dążył. Mieszko, 
mając wskazany sobie „od ojca niegodziwca" kierunek, pędził za 
uciekającymi wrogami tak spiesznie, że już o świcie 13 Września 



20) Thietmar, VII, 14. 
8>) Thietmrfr, VII, 18. 
'sj Thietmar, VII, 14. 



— 400 — 

z siedmiu półkami jazdy przebył Łabę. Można więc sobie wyo- 
brazić, w jakim nieładzie i biedzie zostawali Niemcy, zmuszeni 
będąc w ciągu dni dziesięciu przebyć więcćj trzydziestu mil 
drogi po manowcach wśród błot i lasów, nim się do Łaby do- 
brali. Niewiele ich zapewne ocalało, bo nie ośmielili się bronić 
przez Łabę przeprawy Mieszkowi, który jednej części wojska 
swego rozkazał okolice pustoszyć, a drugiej na Miszno uderzyć, 
"Wiednicy, zwątpiwszy o możności stawienia Polakom czoła, schro- 
nili się do zamku, górującego nad miastem, a całe swe mienie 
na łup zwycięzcom zostawili. Uradowani tem Polacy zapalili 
przedmieścia i uderzyli na zamek. Przestraszony margraf Her- 
man krzyżem w kościele leżał, błagając o miłosierdzie Chrystusa 
i męczennika jego Donata, błagał także Niemki o pobudzenie 
mężów do dzielnćj obrony. Walka była straszna. Niemki ci- 
skały ogromne kamienie na szturmujących, gasiły podłożony 
ogień, a gdy brakło wody, użyły młodu do zalewania pożaru. 
Mieszko, przypatrując się temu wszystkiemu z przyległej góry, 
oczekiwał na przybycie grasujących w okolicy Polaków, lecz ci, 
zapuściwszy się aż do rzeki Jany, dopiero wieczorem powrócili 
na zmęczonych koniach. Szturm odłożono na dzień następny. 
W nocy woda na Łabie mocno przybywać poczęła. Niebezpie- 
czeństwo pobudziło Mieszka spiesznie na prawy brzeg rzeki, 
z wielkimi łupami ustąpić. Cesarz tymczasem, mając na celu ra- 
tunek ulubionego sobie margrafa, z największym pośpiechem po- 
słał mu na pomoc wojowników, ile tylko na prędce zgromadzić 
zdołał. Mieszko więcej już pod Miszno nie wrócił. Wnet Niemcy 
wzięli się do odbudowania zniszczonego miasta i przy nadzwy- 
czajnej usilności, w ciągu dni 14 przywrócili Miszno do dawnego 
stanu. ^^) 

Opanowawszy napowrót Łużyce, Bolesław nie poszedł dalej, 
a tylko umocowywał się-*) w odzyskanych posiadłościach. Ce- 



«») Thietmar, VII, 15. 
") Thietmar, YII, 21. 



— 40^ — 

sarz Henryk, powierzywszy sw-ym wodzom komendę nad woj- 
skiem, udał sie na zachód dla załatwienia spraw państAva Nie- 
mieckiego. Odwiedził ulubiony Bamberg, potem zdążył do Bur- 
gundyi, dla powściągnienia komesa Wilhelma, który samowolnie 
rozporządzał się w tym kraju i w miastach warownych stawił 
cesarzowi opór. Henryk, przekonaw^szy się, że małą siłą nie jest 
w stanie pokusić się o zdobycie miast warownych, wracał ze 
smutkiem, że ani tam, „ani na krańcu w\schodnim żadnej znaczą- 
cej szkody nieprzyjaciołom swoim wyrządzić nie zdołał." -^) W tem 
otwartem przyznaniu się kronikarskiem, daje się czuć bolesna 
niemoc cesarstwa przeciw potędze Bolesława. Cesarz robił co 
mógł: stworzył koalicyję, poruszył siły całego cesarstwa, nie ża- 
łował własnych trudów, ani przedniejszych rycerzy swych; do- 
stojnicy państwa i najwyżsi dygnitarze duchowni nie szczędzili 
żywota swego, byle zgnieść największego wroga państwa — 
i wszystko to na nic. Oręż niemiecki okazał się niezdolnym nie 
już do pokonania Bolesława, ale nawet do przeszkodzenia mu 
władać Lużycami. Zostawało upokorzyć się i wejść z nim w ukła- 
dy, dopóki nie szkodził, „a tylko umacniał się w domu." Rok 
cały rozmyślał cesarz, jak ma postąpić, a tymczasem wojujące 
strony niczego nie przedsiębrały. Było to swego rodzaju zawie- 
szenie broni. Nareszcie gdy cesarz Henryk w Styczniu r. 1017 
przybył do Altsztadt, Bolesław zrobił mu jakieś przedstawienia, 
do których przychylając się cesarz polecił mu oświadczyć, że 
jeśli co słusznego żądać będzie, chętnie mu w tem, po naradzie 
z naczelnikami państwa, zadość uczynić starać się będzie. Z obu 
stron poselstwa do układów wf prawiono i zawieszenie broni po- 
stanowiono.-*') 

Dla ułatwienia układów, cesarz udał się do Merzeburga 
i wnet z obozu wojsk cesarskich, nad r. Muldą obozujących pod 
wodzą arcybiskupów Erkinbalda mogunckiego i Gerona magde- 



25) Thietmar, VII, 20. 

26) Thietmar, VII, 35. 

Tom ni. 26 



— 4^2 — 

burgskiego, biskupa Arnulfa halbersztadzkiego, tudzież komesów 
Zygfryda, Bernarda i innych panów, przez orędowników wezwa- 
no Bolesława do przybycia nad Łabę dla układów. Ale on zo- 
stając w Sciciani,^') oznajmił „bez ogródki, iż nie odważy się 
tam przybyć, wprost nie dowierzając swym nieprzyjaciołom." — 
„A gdyby się nasi zbliżyli do Czarnego Halsztrowa?" zapytali 
posłowie. „Ani przez most ten nie przejdą.", odpowiedział Bo- 
lesław. Zebrani przy cesarzu komesowie i biskupi, „zasępieni 
uczuciem zniewagi doznanej od mamiącego icli pozorami Bole- 
sława", podniecali cesarza do wojny. Rozesłano odezwę do 
wszystkich tronowi wiernych, aby się zbroili; wyszedł nawet wy- 
raźny od cesarza zakaz wchodzenia w jakie bądź stosunki i przyj- 
mywania poselstw od Bolesława „jawnie okazującego się nie- 
przyjacielem publicznym." -^) 

3. Ostatnia wyprawa Henryka II do Polski roku 1017. Szturm Niem- 
czy. Polacy gromią Niemców, Czechów i Lutyków. Pokój budyszyński 

roku 1018. 

Pomimo zapowiedzianej w początku r. 1017 konieczności 
gotowania się do wojny, cesarz ociągał się z wyprawą do Pol- 
ski, tak że w Czerwcu nie myślał jeszcze występywać w pole. 
Wznawiał tylko rozkazy, aby „w zagrożonem na ówczas poło- 
żeniu ojczyzny", wszytko było gotowe do wojny, ale przejść do 
kroków zaczepnych nie śpieszył. W tym razie uprzedził go Bo- 



"') Thietmar, VII, 36. Sciciani, jak widać, z objaśnienia o tem miejscu 
Titmara, leżało w pobliżu Czarnego Halsztrowa, ale nie nad saraą rzel^a tą. Bada- 
cze mniemają, że Sciciani jest to samo, co Ciani i Cziczani i że ró- 
żnice formy nazw tych pochodzą w skutek kreślenia piórem niemieckiem nazw sło- 
wiańskich (E. Callier. Wojny Bolesława Chr., s, 44). Wątpliwość o identyczności 
miejsc Ciani i Cziczani objaśniłem wyżej w bieżącym § przypisek 13 i obja- 
śnię niżej w przypisku 39. Co sie zaś tyczy Sciciani, w którem Bolesław 
przyjmywal posłów niemieckich, raz w r. 1012, a drugi raz w r. 1017, to z wiado- 
mości przez Titmara podanych, nie można wyprowadzić wniosku, do której nazwy: 
Ciani, czy Cziczani możnaby bliżej zastosować nazwę Sciciani. 

2«) Thietmar, VII, 36. 



I 



— 403 — 

leslaw. Morawscy jego wojownicy, otoczywszy fortelem wielki 
huf Bawarów, w pień ich wysiekli i tern odwetowali za szkody 
przez nich poczynione. Nareszcie cesarz Henryk, przeprawiw- 
szy sie przez Łabę, przybył do wsi Liszki (8 Lipca 1017), gdzie 
zaczekawszy dwa dni na nadciągające wojska, sam na czele ca- 
łej siły zbrojnej dalej ruszył. Wszakże po dwa kroć jeszcze, przez 
poselstwa próbował cesarz porozumieć sie z Bolesławem,-^) cho- 
ciaż tem sam łamał wydany przez sie rozkaz „nieprzyjmywania 
posłów od „publicznego nieprzyjaciela" Bolesława. Cesarz wahał 
sie, przyjmywał posłów od przeciwnika swego, nic nie wskórał 
i, pomimo wielkiej niechęci, musiał iść naprzód. Położenie w tej 
chwili cesarza Henryka zaiste było nadzwyczaj dramatyczne. Do- 
świadczenie wskazywało mu niemożebność pomyślnego walcze- 
nia z Bolesławem, mógł on nawet przewidywać nowa klęskę, 
gotów byłby wyrzec się wojny, ale godność państwa, hardość 
Bolesława, wreszcie opinija publiczna Europy nie pozwalały mu 
uniżyć się. Szedł więc naprzód. 

Tymczasem królewicz Mieszko, z dziesięciu rotami waleczni- 
ków, wpadł do Czech, dwa dni broił bezkarnie i z mnóstwem jeń- 
ców powrócił do ojca. Cesarz zaś przyłącz wszy do swego woj- 
ska liczna gromadę Czechów i Lutyków, pustosząc wszystko po 
drodze, „pełen troski i niepewności", w dniu 9 Sierpnia stanął 
pod Głogowem, gdzie już Bolesław na przybycie jego oczekiwał, 
i przez swych łuczników, po zasadzkach rozstawionych, do walki 
nieprzyjaciół wzywał. Tu cesarz, w obec groźnego wroga, stra- 
cił głowę. Zabronił swym wojownikom występywać na harce 
z nieprzyjaciółmi, przeciw Głogowu niczego nie przedsiębrał, 
ostrożnie koło tej twierdzy przesunął się, zmienił plan wojny 
i sam siebie osłabiając, wysłał 12 rot wyborczych z wojska swe- 
go daleko na południe przeciw lichej mieścinie Niemczy,^") z po- 



«9) Thietmar, VII, 42. 

"0; Thietmar, VII, 44. Urbs N e m z i . . in pago Silensi, wzięło nazwę swą 
ztąd, że przez Niemców było zbudowane. Inaczej rozumują nowsi badacze nie- 
mieccy. Według nłcłł Niemcza na Śląsku jest zabytkiem ludów niemieckich, które 

26* 



— 404 — 

leceniem śpieszyć co najprędzej, aby Polacy nie ubiegli miasta. 
Zdążyli wprawdzie wojownicy cesarscy pod Niemczę, zaledwie 
jednak wytknęli obóz, gruchnęła wieść o zbliżającym się nieprzy- 
jacielu. Noc była ciemna, deszcz ulewny, Polacy parli się do 
miasta, a Niemcy tylko patrzyć na to musieli. Wtedy cesarz, 
opuściwszy stanowisko pod Głogowem, „z potężnem wojskiem" 
nadciągnął pod Niemczę i dokoła nićj obozem się rozłożył. Na 
co Henrykowi II potrzebna była Niemcza, — przetrudne to do 
pojęcia! A jednak dla zdobycia tej lichej mieściny, nie mającej 
żadnego znaczenia strategicznego, on dobrowolnie rzucił drogę 
komunikacyjną z jego państwem, ściągnął siły swe w zakątek, 
z którego trudno już było odzyskać stracone komunikacyje z Ma- 
gdeburgiem i rozpoczął oblężenie Niemczy. Trzy tygodnie Niem- 
cy z Czechami i Lutykami przyrządzali machiny, szturmowali do 
miasta, lecz oblężeni stateczny odpór dawali, podobne jak u Niem- 
ców machiny wystawiali, a od strony obozujących Lutyków, 
krzyż święty zatknęli wysoko. „Jeśli coś pomyślnego im się wy- 
darzyło, nigdy okrzyków radości nie wydawali, w przeciwności, 
smutku swego nie wyjawiali." 

Gdy tak cesarz targał siły swe w celu zdobycia Niemczy, 
Bolesław, siedząc we Wrocławiu, rozpoczął wojnę podjazdową. 
Półki jazdy polskiej, okoliwszy nieprzyjaciela, ze zwykłą chyżo- 
ścią biegną na zachód, przecinają drogi komunikacyjne i za- 
grażają posiadłościom wrogów. Morawscy wojownicy Bolesława, 
wpadłszy do Czech, zdobyli jakieś miasto i bez przeszkody z łu- 
pem niezmiernym wrócili. Później dopiero margraf bawarski 
Henryk doścignął ich, tysiąc ludzi zabił, a jeńców, przez nich 



tam przed najściem Słowian siedziały. A na poparcie tego przytaczają wiele osad 
w Czechach, które będąc zbudowane przez Niemców, otrzymały od nich swe nazwy 
„Nemcice". . . Platner. Uber Spuren Deutsche Bevollcerung, w Forschungen zur 
Deutsche Geschichte, 1877, s. ,430. Chyba nie wiedzą Niemcy, źe osady z nazwą 
„Niemcze", mogły powstać tyłlco z ust Słowian, którzy siedląc jeńców niemieckicli, 
wyróżniali osady ich, stosownie do narodowości, nazwą : Niemcy — podobnie jak 
nazywali osady z jeńców innych narodowości: Prusy, Jadźwingi, Połówce, Pomo- 
rzany, Tatary i t. d. 



— 405 — 

prowadzonych, uwolnił, rozwiązawszy pęta. Inny oddział wojo- 
wników Bolesławowych szturmował Białogórę nad Łabą (15 Sier- 
pnia), a inny gdzieś w północnej stronie gromił wielką zgraję 
Lutyków, którzy wybrawszy się za późno na wojnę, obiegli pe- 
wien gród polski, lecz straciwszy, w spotkaniu się z Polakami, 
więcej stu ludzi, zemknęli do domu, łupieżąc po granicy państwa 
Bolesławowego. Inny znowu oddział pieszy, z 600 ludzi złożony, 
wpadł w góry czeskie, lecz mu się nie powiodło. Wojna rozpa- 
liła się na wszystkie strony. Cesarz tymczasem szturmował 
Niemczę. Po przyrządzeniu machin, cesarz rozkazał przypuścić 
szturm, lecz machiny te od ognia, z przednich warowni na nie 
rzuconego, szybko zgorzały. Po Niemcach, Oldrzyk z Czechami 
poszedł na szturm, lecz bezskutecznie. Po nim na szturm odwa- 
żyli się Lutycy, lecz i tych zrzucono. Cesarz, widząc nakoniec, 
że wojsko jego, chorobami dojęte, o wzięcie Niemczy ubiega się 
napróżno, rzucił oblężenie i rozpoczął odwrót, lecz nie po tej dro- 
dze, po której przyszedł, bo ta już była w rękach Bolesława, ale 
do Czech. ^^) Bolesław, siedząc w Wrocławiu, na wszytko miał 
baczność, a skoro spostrzegł cofanie się nieprzyjaciół z pod Niem- 
czy ku granicy czeskiej, puścił lekkie oddziały wojowników, aby 
ze wszech stron wrogów szarpały. Tu dopiero nieszczęścia jak 
grad na cesarza posypały się. Nie dość, że przegrał wojnę 
sromotnie, że mu drogę do Czech starały się przeciąć oddziały 
wojowników polskich, z których jeden, złożony z 600 ludzi pie- 
szych, wdarł się w góry czeskie, aby przechód przez górskie 
przesmyki nieprzyjaciołom utrudnić, że choroby i nędza doku- 
czały wojsku jego, lecz stokroć boleśniejsze mu było schronienie 
w Czechach, u „nieprawego księcia tej krainy" Oldrzyka, pozo- 
stawanie na łasce wasala, który, chociaż uczcił cesarza „przy- 
zwoitemi darami", ale jako pan zwierzchni Czech, przytomnością 
swą przypominał cesarzowi, że na jego łasce zostaje. Duma po- 
bożnego cesarza mocno upokorzona, „wejście do Czech zdawało 



'1) Thietmar, YII, 44, 46. 



— 4^6 — 

się niepodobnem, ale gorszem daleko było z nich wyjście." ^^) 
Przyczyny tego nie objaśnił Titmar, ale ze słów jego należy wnio- 
skować, że musiały zajść jakieś nieporozumienia Niemców z Cze- 
chami, tak dla cesarza nieprzyjemne, że współczesny biograf jego 
wolał o tem zamilczyć. 

W odwrocie z pod Niemczy nie obeszło się bez zwady po- 
między sprzymierzeńcami. Jeden z wyrostków oddziału margrafa 
Hermana, kamieniem z ręki rzuconym, przebił na wylot chorą- 
giew Lutyków, na której bogini ich wyobrażona była. Lutycy 
policzyli to za zniewagę i tak się mocno zagniewali, że kapłani 
bogini uskarżali się samemu cesarzowi, za uczyniona krzywdę. 
Zaspokojono ich wypłaceniem 12 grzywien. Jaką drogą powra- 
cali do domu Lutycy, nie wiemy, ale zważając, że z pod Niem- 
czy musieli iść razem z wojskiem cesarskiem do Czech, wnio- 
skować wypada, że dopiero z Czech weszli do posiadłości cesar- 
skich między Łabą, a Muldą, albowiem przechodząc przez ostatnią 
rzekę pod Wurcinami, w nurtach wezbranej Muldy boginię swą 
^ drużyną 50 ludzi stracili. Tąż samą drogą ustępy wali zape- 
wno z Czech i Niemcy, albowiem drogi z prawej strony Łaby 
na północ od granicy czeskiej mocno zagrożone były przez pod- 
jazdy polskie. Jakoż około tego czasu, mianowicie 19 Wrze- 
śnia (roku IGI 7) oddział Polaków, wpadłszy do krainy między 
Łabą a Muldą, szeroką łuną pożarów oświecając swą drogę, wię- 
cej tysiąca jeńców pomyślnie do domu uprowadził. ^'^) 

Wyprawa cesarza Henryka II do Polski w r. 1017 dwa 
miesiące tylko ciągnęła się, była zatem od poprzednich krótszą, 
lecz bardziój jeszcze nieszczęśliwą. W Niemczech nie miano 



32) Thietraar, VII, 47. Inexsuperabilis Boemiae regionis introitus sed multo 
deterior ejusdem fuit exitus. 

■'''') Thietmar, VII, 47, Defleam" quoque, quod Bolizlavi satellites inter Al- 
bim et Mildam facinus perpetrabant. Namąue hii iussu senioris sui velociter egressi 
13 Kalendas Octobris (znaczy i Września) plus quam mille mancipia in hiis par- 
tibus sumpserunt, plurimaque incendio late consumentes, prospero itinere rever- 
tuntur. 



— 407 — 

o tern dokładnego wyobrażenia. Myślano, że choroby i pomór 
wielki w wojsku zniewoliły cesarza powrócić do domu, bez skut- 
ków przedsięwziętej wyprawy. ^^) — Wyrazistszemi barwy obraz 
kieski maluje Titmar. Płacze i lamentuje on nad nieszczęściem 
Niemców, przypisując wszystko ich winom, a nareszcie woła: 
„któż zdoła kiedy trudy i klęski tej wyprawy należycie opi- 
sać?" ^s). 

Kilkonastoletnie wytężenie polityki i wszystkich sił cesar- 
skich przekonały nareszcie Henryka II, że potęga jego nie zdolna 
była pokonać Bolesława. Ciągłe niepowodzenia, dotkliwe straty, 
upokorzenie, głęboko zasmuciły pobożną duszę Henryka i jego 
przybocznych, usposobiły ich do szukania pokoju szczerze. Otrzy- 
mana zaś przez Henryka w Merzeburgu wiadomość, że wezwany 
przez niego Jarosław książę ruski, obiecawszy wspólnie działać, 
rozpoczął był kroki nieprzyjacielskie przeciw Bolesławowi, oble- 
gał nawet Brześć, lecz nic nie wskórał ^^) i zaniechał wyprawę, 
skłoniła ostatecznie cesarza do traktowania o pokój. Bolesław 
także potrzebował pokoju, bo ważne sprawy ciągnęły go na 
Ruś, a jako zręczny polityk pojął, że dla pogodzenia stron wo- 
jujących pierwszy krok wypadało zrobić zwycięzcy. Wyprawił 
więc, w początku Października, posła do Merzeburga z obietnicą 
zwrócenia trzymanego u niego w niewoli młodego komesa Lu- 
dolfa, jeśli Niemcy zechcą mu zwrócić jeńców polskich. Cesarz, 
za usilnem przedstawieniem książąt swych, przyzwolił na rozpo- 
częcie układów z Bolesławem, poruczając to najwyższym dostoj- 
nikom państwa, a sam z Magdeburga, w głąb Niemiec od- 
jechał.^') 



"*) Annal. Quedlłnb. a, 1017, hoc anno (Heinricus) iterum castra movit con- 
tra Bolizlavum, sed nimia pestilentia et mortalitate populi obstante, sine belli effectu 
rediit in patriam. Pertz, M, G. III, p. 84. 

36) Thietmar VII, 47. 

3«) Thietmar VII, 48; Solowjew, HcTop Poccia I, 30i; Uspienski, IlepBHa 
^CjiaB. MoHapxiii, 251. 

3') Thietmar VII, 48. 



— ĄOS — 

Układy Niemców z Bolesławem o pokój ciągnęły się dłu- 
go, bo trzy miesięcy z górą, Szczegółów icli nie znamy. Trakto- 
wano najpewniej w miejscu rezydencyi Bolesława, w Budyszy- 
nie. Nareszcie na rozkaz cesarski i w skutek usilnego nalegania 
Bolesława, Gero, arcybiskup magdeburgski, Arnulf, biskup hal- 
bersztadski, Herman, margraf misznieński i Tiadryk, komes 
z Ilburga, jako też Fryderyk szatny, nadworny Henryka II, w d- 
30 Stycznia r. 1018, w mieście Budyszynie zaprzysięgli pokój, 
warunki którego były nie takie, jakie się godzi- 
ło, ale jakie w onym czasie uzyskać było może- 
bne,^^) po wzięciu zaś zakładników wybranych, wzmiankowani 
panowie do cesarza wrócili. W cztery dni potem przybyła do 
C z i c z a n i ^'') Oda, córka byłego margrafa misznieńskiego Ek- 
harda, dawno pożądana przez Bolesława, a teraz przywiedziona 
mu przez syna jego Ottona. A że to się działo w noc późną 
przy rozpalonych pochodniach, na spotkanie jej wyszło mnóstwo 
ludzi. Ślub jej z Bolesławem, w post wielki, już zaczęty, bez ka- 



'**) Thietmar VIII, I. Fa\ sacramenlis firraata est... non ut decuit, sed 
sicut tunc fieri potuit; Annal. Quedlin, a. ioi8. Hoc anno Bolizlavo, per nuncios 
leconciliata pace, imperatoris gratiam recepit. 

^"j Thietmar VII, i. Oda... Cziczani venit. — Ponieważ Oda przybyła 
do Cziczani we cztery dni po zawarciu pokoju w Budyszynie, musiała więc być 
gdzieś niedaleko granicy posiadłości Bolesława, a jako siostra margrafa Hermana, 
mogła przy nim mieszkać w Misznie, oddalonem od Budyszyna około 15 mil. Uczc- 
stniczac przy zawarciu pokoju, Herman musiał zawczasu postarać się, aby siostra 
jego była jak najbliżej, w przyzwoitem otoczeniu i miejscu. Takiem miejscem mogło być 
Miszno, z którego prowadzili ja Niemcy do granicy, może cokolwiek dalej do 
Cziczani, zkąd prowadził ja syn Bolesława Otton najpewniej do Budyszyna, 
głównej rezydencyi Bolesława, któremu godność nakazywała oczekiwać wypełnienia 
warunków traktatu w Budyszynie, a nie na pograniczu. W dokumencie roku 109 1 
znajdujemy: in regione Milce in burgwardo S chi z ani, który, według Posse, wy- 
dawcy Kodeksu Saxonii N. 116, ma być teraźniejsza wsią, obwodu Budyszyńskiego, 
Seitschen, po serbsku Żiczeń, niedaleko r. Połcznicy, dopływu Czarnego 
Halsztrowa. Jeżeliby przypuścić, ze S c h i z a n i jest to samo, co Titmarowe Czi- 
czani, odpowiadałoby to najstosowniej okolicznościom sprowadzenia Ody do Bu- 
dyszyna, ale w takim razie wypadałoby przyznać, źe Cziczani, jest innym gro- 
dem, niż Ci ani, położone w dolnych Lużyc