(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Encyklopedja staropolska ilustrowana"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



dbyGoof^le 



,J 



I 



dbyGoof^le 



AE 

.ąs6 

v.it 



T»,D łS «ri\*#* 



.hi: 



dbyGoof^le 



dbyGoof^le 



ENCf 



.vGoo<^le 



dbyGoof^le 



^. 






Tegoż autora niektdre inne prace. 



it 1 



Obrifdy rolalote— odbitka z „Biblioteki Wamzawakiej", r. 1867. 

KipninoDliB— stary zwyczaj palenia Sobittlc w ekolioach Tykocina. Warsznwa, r. 1867, druk Ero- 

koszyńeiki^o (ksiąleczka dla ludu). 
Anula. Swifta wieczory. Warszawa, r. 1868 [ksiąieczka dla lodu). 
Obohady waaelae, z 5 drzeiforftami, 2 tablicami nut i mapką. Cząió pierwHza pod paeudoDimem Pru- 

Bkiego. Kraków, r. 1869. etr. 33ti, nakładani autora. 
Żywot JnlJaM Bartoszewicza. Kraków, 1871 r. 

Kłlka słów o aBSzyoh stacjach krzealennyoh — odbitka z „Bibl. Wardzawskiej", r. 1872. 
Ditennlk podróży po Niennie (w „Kronice Rodrinnej" nr. 10-24 z r. 1873 i or. 3—16 z r. 1874). 
Ułan ek s taroty tisgo kazania o ii alledst wis — odbitka z „B[bl. Werszairskiej", r. 1873. 
Dawna zieaiia Bielska I Jaj cząstkows szlacbta — odbitka z ,,Bibl. Warazawakiej", r. I8T3. 
Osady nad Nleainem I aa Podlasiu z czasów użytkn kriemlenla, z 44 drzeworytami (w wydawnictwie 

zbiorowem „Wiadomości archeologiczne", Warszatra, r. 1874). 
Starslytne osady z czasów ntytkn krzentsolt na zieai. dawae] Polski (.Kłosy", z r. 1875, nr. 5171518). 
Dziennik podróży po Bugu (w , .Kronice Rodzinnej" nr. 20—24 z r. 1875). 
Osady z czasów ułytkn kneMlenla pod Kobyllneai, ZanbrzycaBii, Zaleslaa, Siealaw^, $zozakow« i Bor- 

kleai falfCklai fw wydawoiclnie „Wiadomości archeologiczne". Warszawa, 1876 r.). 
Dawna ziemia ŁoaiżyAska — odbitka z „Bibl. Warszawakiej", r. 1876. 
Starodawne dumy I pIsAai. Warszawa, r. 1877, nakład Gebethnera i Wolffa. 
Antant Tyzenhauz, podskarbi aadwerny litewski (w Il-im tomie „Kwartalnika Kłosów", 1877 r.). 
Obrazy ź zaaiierzchlych dziejów — odbitka z „Biblioteki Warszawskiej", r. 1879 (dwa odczj-ty miane 

w ssii ratueza warezawflkie^ na dochód oead rolnych). 
O pleAaiacłi ludowyoli I narodowych („Klony" z r. 1881 nr. 836 i 837). 
Osady przedhistoryczne aa parzsazu Biebrzy („Zbiór wiadomości do antropologii krajowej", wydanie 

Akademii Um., Kraków, 1882 r., tom VI). 
Wolyd I wykopaliska noszczaDlckle („Zbiór wiadomości do antropologii krajowej", wjd. Akademii Um., 

Kraków, 1882 r. tom VI). 
Zagadki lodowe z nad Narwi I Bnga ~ odbitka z VII tomu „Zbiom wiadomości do antropologii kra- 
jowej", wjd. Akademii Um., Kraków, 1883 r. 
Harzaaia sanotnlka (poemat ziemiański). Warszawa, r. 1883. 

Zwyczaje doroczae (pierwsze wydanie w Warszawie r. 188^;, po którem nastąpiło kilka innych). 
Wyolq|1 t „Dziejów Polskloh" Długosza dotyczące flzjograflł dawnsj Polski — odbitka z VllI-go tomu 

„Pamiętnika fizjograficznego". Warszawa, 1887 r. 
Dłaflosz I pleónl polskie („Wisła" t. III. r. 1889). 
PaBlftalk Aatoalego Potooklsgo („Niwa", r. 1892). 

Notatki do gospodarstwa społecznego 1 rolnictwa ze 'r6i|>,| ifg^nlcwlecznych („Niwa", r. 1692). 

Pleial ladn, zebrał Z. filoger w latach 1861—1891, Krakó^ .ooo pti. iSl, nakładem własnym. 

Ze ełaryoh szpargałów *. p. Karała Źsry, Ffaszki I op J* , ^° ' wspisal Z... G... Warszawa, l 



etr. 256, nakład S. I^^weplala. 



"V 



#1* 



dbyGoof^le 



II 

Slawnik Bwary iHdowej w okr^gn Tykoeldikla. Warauwa, 1894 r. — osubae odbicie z IV-go tomu 
„Prac fiioli)|^'czn;ch". 

Skarblso slrzaehy laszej. KrakAir, 1894 r., etr. 356, cena kop. 60. (Dwa wyduiia: jedno Macierzy pol- 
skiej, drugie Gebethnera i Wolffa). 

O łiibne lltewikte I tanę Muowleokln („Gueta Lwoirska" v numerach z listopada 1894 r.). 

Przysłowia Indi z akollo Tykoolas (,>Wieta", t. 10. etr. 349—361, r. 1896. 

Ktlfga rzaozy palakleh, Krak6w, 181)6 r., atr. 498, wydanie Macierzy polakiej. Drugie wydanie w tymże 
roku nakładem autora p. t. Slowalk rieozy atarsłytnycll. Trzecie wydanie nakładem Towa- 
rzystwa wydawniczego lwowskiego, str. 537, r6wnie2 w Krakowie u Anczyca. 

flaagrafJB hlatoryozaa zlaa dawaa] Polski, z 64 rycinami i mapą, r. 1900, etr. 387, dwa wydania w 
Krakowie nakładem Bpdtki wydawniczej polskiej. 

Rek polski w tyolu, tradyeyl I pleial, z 40-tu rycioaoii, str. 385, nakład Jana Fiezera w r. 1900. 

Blalowieła w alboHla, Warszawa, 1903 r., atr. 48, rycin 28, druk Lasbanera. 

Dallaaail rzek (6 podróiy po Niemnie, Wiśle, Bugu i Biebrzy a kilkudziesięciu widokami). Warszawa, 
1903 r., str. 219. nakład F. Hdsicka. 

W dziele zbiorowem: „Album biograficzne iBsłnlonych Polaków i Polek" t. I i II, Warezawa (r. 1901 
i 1903) fydoryey następujących ludzi: Dezydery Chlapowaki, Grz^ora Józef Clilopicki, Józef 
Dwernicki, Ant Edw. Odyniec, Jan Czeczot, Walenty Wańkowicz, Jan Nep. Kurowski, Ale. 
keander Przezdziecki, Jul. Bartoszewicz, Woje Jastrzębowski, Łuk. Gołębiowski, Kaz. Wład. 
Wójcicki, Bolesław Podczaszy ński, Ignacy Łyakowski, Edm. Stawiski, Kaz. Stronczyński, E. 
Bastaniecbi, Ambr. Grabowski, Karol Brzostowski, Wincenty Korotyóski. 



DigitizedbyGoOt^le 



Pleciecie najełarsze szlachty polskiej. 

Do pieczęci najdawniejszych, których od- 
ciski praechow^y się przy dokumentach 
z XIII w., należą podane tu w rysunkach: 
Nr. 1) Pieczęć Gniewomira z napisem St- 
gi(ll) Gn£vomiri, który to 
Gniewomir występuje już 
w r. 1161 a umiera (we- 
dle Długosza) w r. 1185. 
Pieczęć ta wisiudokumen- 
tuzpierwszychlatXIIIw. 
I. ^^ Gnie- przechowanego w Pradze 
womira z XII w. czeskiej, w arch. przeor- 
stwa zakonu johannitów. Pod Nr. 2) po- 
dajemy pieczęć Imbrama, syna Gniewo- 
mirowego. Nr, 3) Pieczęć Marka, woje- 




Nr. 2. Pieczęć Imbrama Nr, 3. Pieczęć Marka, 
ze Strzegomia, syna po- wojewody krakowakie- 
wyisz^o Goiewomira. go. 

wody krakowskiego, z napisom Mara S., 
wisząca przy wyroku tegoż Marka woje- 
wody, z r. 1220, przechowywanym da- 
wniej w archiwum cystersów w Mogile 
pod Krakowem, dziś w zbiorach Pawli- 
kowskich we Lwowie. Nr. 4) Pieczęć Ste- 
fana z Wierzbna, zi\a^\SQmS.Stepkani dc 
V(er)btio, wisząca u dokumentu z r. 1226 
w archiwum rządowem wrocławskiem. 
Nr. 5) Pieczęć Pakosława, wojew. sando- 

Entyklopodjn Blaropolsks, lom IV, 



mierskiego, z napisem Sigillum {Pa)cosłai, 
wisi u przywileju księżnej Grzymislawy z r. 
1328. Nr, 6) Pieczęć Przybigniewa, z na- 
pisem Sigillum Pribignewi, niegdy uwie- 



-f 



Nr, 4. Pieczęć Ste- 
fana r. Wierzbna. 





Nr. G. Pieczęć Przybigniewa, 
szona U dokumentu z r, 1236, obecnie o- 
dorwana, znajduje się w zbiorach bibljo- 
teki Raczyńskich w Poznania. Nr. 7) 
Pieczęć Wlodzimirza z napisem Sigillum 
[Vlo{d)imiri^ w latach 1232 i 1234 kaszte- 
lana brzeskiego a w r, 1238 wojewody 
^'"^kowsk-ifiS'^! zawieszona u dokumentu 
z r. , - ^ archiwum cystei-sów w Szczy- 



■yGoot^le 



PIECZĘCI] 



rzyeu. Znak pieczętuy przedstawia mo- 
nogram Petrus, jakiego, wedle Długo- 
sza, ożywał Piotr zwany Duninem. Od 
tego znaku — zdaniem prof. Piekosińskie- 
go — pochodzi herb Radwan. Nr. 8) Pieczęć 
Warsza (Warcisława), kasztelana krakow- 



Hr. 7, Pieczęć Wło- 

dzi mirsB , kasztelan r 

brzeskiego, polem Nr. 8, Pieczęć Wareai, 

nojeffody krakow. kasztelana krakowskiego. 

skiego, z napisem ^S"- WarsiiCasteltani- 

Cracovu, piastującego ten urząd w r. 1278- 

Nr. 9) Pieczęć Bienia 

Iz Łososiny, aynaWoj- 
^awa, a wnuka Wita 
czyli Wydżgi, niegdy 
kasztelana sądeckiego, 
z napisem: S. Benonis 
de Łososina, wisząca u 
dokumeatti z r. 1304 
w archiwum klasztom 
Nr. 9. Pieczęć Biaiia ńw. Andrzeja w Kra- 
z Łososiny. ^^^.^ j^^ j^^ Pieczęć 

komesa Tomislawa z Mokrska, kasztela- 
na sądeckiego, z napisem [S. Thof>its))lai- 
Co{mt)iis ■ de • Mok(r)sko wisząca u doku- 
^^ mentu z 1316 

l-^wn^S, n yyjfi I ruśw.Andrze- 
ja w Krako- 
wie. Nr. 11) 
Pieczęć Budzi- 
woja, wisząca 
przy wyroku 
Marka, woje- 
wody krakow- 

Nr. 10. Pi«^ć To.iń™ . M,b.*'«'> " 12^ 




archiwum cystersów w Mogile, dziś prze- 
chowana w zbiorach Pawlikowskich we 
Lwowie. Nr. 12) Pieczęć Klemensa, wo- 
jewody krakowskiego, zawieszona u doku- 



eka, kasztelana sądeckiego. 



Dawniej ^ 




mentu z r. 1244 w archiwom cystersów 
w Mogile pod Krakowem. 

Dwanaście rysunków powyższych pie- 
częci wybraliśmy z liczby 48 podanych w 
pracy prof. Frań. Piekosińskiego p. n. „Po- 
czet najstarszych pieczęci szlachty pol- 
skiej", odbitka z „Wiadomości numizma- 
ty czno- archeologicznych", Kraków, Nr. 1, 
1890 roku. Rysunek Nr. 13) przedstawia 
nieznaną jeszcze prof. 
Piekosińskiemu, bo wy- 
kopaną później pieczęć 
sygnetowąŚwiętostawa. 
Pieczęć powyższa jest 
najstarszym znanym 
pierścieniem sygneto- 
wym polskim, o którym 
podajemy tutaj rzecz na- 
Nr. 13. f^ecięć sy- pisaną do naszej Ency- 
zkońw.XIIlubpior«- klopedyi przez światłe- 
szej potowy XIIIw. gQ miłośnika zabytków 
przeszłości ojczystej p. Stefana Suchec- 
kiego, a powrócimy raz jeszcze do tego 
szacownego zabytku pod wyrazem Pier- 
ścień. 

„Pierścień ten znaleziony niedawno 
przy kopaniu rowu w majątku Korzocz- 
nik (w gub. Kaliskiej, pow. Kolskim, wła- 
sności p. Borodzicza), przedstawiony tu 
w podobiżnie naturalnej wielkości, wyko- 
nany jest ze złota bardzo wysokiej próby, 
może czystego nawe^, jupełnie i waiy 7 



dbyGoot^le 



PIECZĘCIE. 



gr. 3 decigr. 5 centigr., czyli 2'/,^ dukata. 
Zauważyć jednak można pewną różnicę 
w odcieniu barwy dota między tarczą sy- 
gaeta a obrączką na niekorzyść tej ostat- 
niej, która także mniej masywną się wy- 
daje i może później dorobioną została. 

Epokę, do której pierścień ten odnieść 
należy, pozwala dość ścidle określić cha- 
rakter liter napisa oraz znak rodowy wła- 
ściciela w pierwotnym swoim, nieuheral- 
dyzowanym jeszcze na zacliodnich wzo- 
rach kształcie. Kapis daje się łatwo od- 
czytać: ANULTJM SVAT czyU ANNU- 
LUM SVANT, a w uzupcJnieniu ANND- 
LUM SYANTOSLAI czyli „pierścień 
Świętosława". Kształt i okład liter w ze- 
stawienia z innymi zabyUiami naszymi 
wykazują wspólne typy najpierw, z brak- 
teatami czyli jednostronnie bitemi mone- 
tami Kazimierza Sprawiedliwego i Wła- 
dysława Laskonogiego —nadto z pieczęcią 
Komesa Przybigniewa z r. 1336. Uderza- 
jącą jest t»kże analogiczna prostota zna- 
ku rodowego czyli herbowego, który acz 
w odmiennym kształcie i na tej ostatniej 
się znajduje. Na mocy zestawień powyż- 
szych, pierścień Swiętostawa odnieść mn- 
eimy tylko do Btniecia między r. 1150 a 
1250. Znak rodowy, którego herbem we 
współczesnem zachodniem, lub póioiej- 
szem naszem tego słowa znaczeniu nazwać 
jeszcze nie można, uważając go raczej ja- 
ko prototyp jednego z wy kształconych już 
zupełnie herbowych godeł polskich, spo- 
tykamy dwa razy wśród zabytków naszych 
i źród^, w identycznym nieomal kształ- 
cie — mianowicie na beznapisowym brak- 
teacie z wykopaliska w Wieleniu, które 
Scronczyński („Monety polskie", 1. 1) do 
polowy XIII wieku odnosi, następnie zaś, 
w późniejszej znacznie dobie, jako herb 
.Jańczyk odmienny* przez parę litew- 
skich wyłącznie rodów w XVI wieku uży- 
wany{Niesiecki.^erbarz"),Zarównopierw- 
8zy Jak i drugi przedstawiając identycz- 
ne ze Swięto^awowym znakiem prototy- 



py, na ślad żaden nie naprowadzają. W 
przeglądzie wykszt^conych, t. j. uheral- 
dyzowanych godd polskich znak Swięto- 
stawa najwięcej przedstawia wspólnych 
pierwiastków z herbem Nowina czyli 
Złotogoleńozyk. Analogję fę uwydatnia 
osobliwie pieczęć przy dyplomacie z roku 
1382 (.Kodeks dyplom, wielkopolski*, tom 
IV, Pieczęcie LXII), wykazując zarazem 
stopniowe przeobrażanie się godła, ten^e 
sam bowiem berb Nowina, który od- 
najdujemy na niej, aczkolwiek wyraźny 
całkiem w zasadniczych kształtach swoich 
zamiast integralnej w późniejszej dobie 
części t. j. miecza, podobnie jak w Święto- 
slawowym znaku, zwyczajny krzyż jesz- 
cze przedstawia. Truduiejszem się zdaje 
wyświetlenie samej osoby Święto^wa. 
Przyjmując dla naszego pierścienia ozna- 
czoną wyżej epokę, jednego tytko znajdu- 
jemy dostojnika polskiego tego imienia, 
któryby się do niej odnieść pozwolił a któ- 
rego stanowisko posiadaniu tak wybit- 
nie indywidualnego i bogatego klejnotu 
by odpowiadało. Jest nim Swiętoslaw, jak 
się zdaje, znaczny jakiś dygnitarz przy 
boku Kazimierza Sprawiedliwego i póź- 
niej Leszka Białego. Dziwnym zaś zbie- 
giem okoliczności, zarówno Paprocki w 
swoich .Herbach rycerstwa polskiego* 
jak i Nakielski w Miechowii (u tego ostat- 
niego jakoby z nagrobka wzięty) mienią 
go jednym z pierwszych protoplastów ro- 
du Nowinów. Tego samego zresztą Świę- 
tosława znajdujemy i w Kronice mistrza 
"Wincentego i w oryginalnych dyploma- 
tach współczesnych. Na razie poprzesta- 
jemy na zaznaczeniu wątku, jakiego źró- 
dła nam dostarczyły, nie wątpiąc, że tan 
najstarszy pierścień polski pobndzi bada- 
ozów naukowych do dalszych nad nim do- 
ciekań'. Stefan Suchecki'. 

^ zako^<^^^ powyższych wiadomo- 
ści wftiatfttszych pieczęciach prywat- 
ny ^.^ 1 kic^' TJO^s^oUrdy tu sobie dodać 
rv- V OO * OW starożytnej pieczęci, al© 

V - 



dbyGoof^le 



PIECZĘTARZE.— PIENIĄDZE. 



tylko niezwykle ozdobnej rączki czyli osa- 
dy pieczęci hetmana .Rewery' Potockie- 
go 7. XVII w. 

Piflczfłarze. 
Tak nazywali Po- 
lacy i Volumina 
łegum kancie- 
rzów i podkan- 
clerzych. Ob. 
Kanclerze, P o d- 
kanclerzowie 
i kancelarje 
(,Enc.Star."t.II, 
str. 322). 
Pieie8z,pele3 

— łożysko zwie- 
rza dzikiego, je- 
go gniazdo i kry- 
jówka. Syrenjusz 
pisze: , Pielesze 
bestyi jadowi- 
tych, w których 
się praechowu- 

PJenia znaczy 
to samo, co pie- 
nianie, pleniac- 
two, procesowa- 
nie. Pieniąc — 
to samo, co pra- 
wowaó Bię, proce- 
sować. Grunt p i e n n y, dobra p i e n n e, 
.granica pienn a — to samo, co sporne, 
procesem dochodzone. Palestra polska, 
ciągn%c z pieniactwa wielkie zyski, była 
czynnikiem, sztucznie rozkrzewiającym 
takowe. Krasicki pisze w .Panu Podsto- 
lim: „Pasja pieniactwa coraz się bardziej 
wkorzenia", oraz gdzieindziej: 

^Pieniitjąc zuchivale, 

Wjgrał fortunę znaczaą w trybunale". 

Pieniądze w Polsce. Za czasów pogań- 
stwa przychodziło do Polski drogami han- 
dlu dużo pieniędzy staro-rzymskich, azja- 
tyckich (kufickich), saskich i innych, któ- 
re znajdowane są dziś nieraz na ziemiach 



Nr. 14. Pieczo^ hetmana 
Rewcry Potockiego. 



polskich W znacznych iloiciach. Pierwsze 
pieniądze polskie zaoząl bić ze srebra Mie- 
szko I, po przyjęciu z narodem wiary 
chrześcijańskiej. Były to denary, od któ- 
rych rozpoczyna się w dziejach mennicy 




Nr. 1 i 2. DcDsry Mieszka 1 (r. 065-992). 
polskiej okres denarowy. Podobne dena- 
ry bil Bolesław Chrobry, Późniejsze, za- 



pewne z czasów wojen Bolesława Śmiałe- 
go, są monety noszące wizerunek trzech 
wież zkopułami bizantyjskiemi, które, za- 
równo jak denar Chrobrego z ruskim na- 



pisem, są niewątpliwym śladem panowa- 
nia Bolesławów nad Busią. Denary cięż- 
kie Chrobrego okazują widocznie bogactwo 
jego skarbu. Po jego śmierci, w uszczur 
plonych granicach tnoiejbylo srebra, więc 
żona Mieszka II R,y\. a, l^^na) oraz Ka- 
zimiei-z 1 wybijali i q ma-lą monetę mi- 
seczkowatą na "^"^^^ ,^^\ J^^^ przy- 



,Goo<^le 



PIENIĄDZE. 



pospolicie na kopy. Pierwszą monet% do- 
tą -w Polsce jest dukat wybity z rozkazn 
"Władysława Łokietka. Kazimierz Wiel- 
ki wybijiJ od r. 1337 do 1346 grosze kra- 
kowskie po 48 z grzywny srebra, lecz za- 
niechał zaraz po śmierci Jana Lnksembur- 
czyka, który, jako pretendent do korony 



Nr. G. Groaz koronnj Kazimierza Wielki^o. 
polskiej, wybijał swoją monetę bezczelnie 
z tytułem króla polskiego. Stosunek grzyw- 
ny polskiej, ważącej około 200 gramów 
i odpowiadającej 48 szerokim groszom 
krakowskim Kazimierza, utrwalił się w 
pojęciach narodu i w praktyce sądowej 
przetrwał do ostatnich lat Bzplitej. Po- 



nieważ w Wielkopolsce krążyły pieniądze 
systematu prusko-krzyżackiego, z podzia- 
łem grzywny czyli marki pruskiej na 4 
wiardunki, 2 skojee i 96 kwartników, prze- 
to Kazimierz "Wielki, jednoczącdwie głów- 
ne części państwa t. j. Wielko- i Mało- 
polskę na drodze prawodawczej i ekono- 
micznej, uwzględnił też stosunki pienięż- 
ne i pogodził z sobą oba te syatematy, bi- 
jąc obok groszów krakowskich kwartniki. 
Objąwszy Rui Halicką w posiadanie, Ka- 
zimierz "Wielki, aby dogodzić jej potrze- 
bom, hit dla niej denary z miedzi, która 
nigdy jeszcze w mennicach Zachodu ns 
monetę używaną nie była, ale nłatwif^a 



handel z Orecją, gdzie srebro wyszło z u- 
życia a pozostała miedź i złoto. Kazimierz, 
jako mądry prawodawca i ekonomista, 
wypuszczając mennicę swoją w dzierżawę, 
wydał ustawę, która obowiązywała zarów- 
no mincarza, jak książąt i biskupów, ma- 
jących prawo bicia pieniędzy. Czytamy 



Nr. 8. Moneta Zioroowita ks. Mazowiecki i^o 

(r. 1341-1381). 

w niej: „Jak jeden jest monarcha i jedno 
prawo, tak powinna być jedna mennica 
wieczysta i dobra pod względem warto- 
ści". Wszystkie monety uregulował Ka- 
zimierz do grzywny krakowskiej czyli 
polskiej, która równą była 48 groszom, 96 
półgroszkom, 192 kwartnikom i 864 dena- 
rom. Dukat węgierski (polskich bowiem 
wybito za Łokietka nadzwyczaj mało dla 
braku krajowego złota) szedł po kursie 
14—16 groszy srebrnych. Na skojee liczo- 
no po 2 grosze a 4 kwartniki, grosz szero- 
ki równał się 18 denarom srebrnym, 12 
groszy srebrnych czyli 6 skojców two- 
rzyło na wagę ćwierć grzywny czyli 
wiardunek (yierdoDg, ferton). Grosze bi- 
to podług próby 13-ej, t. j, do 13-tu części 
czystego srebra dodając 3 innego metala. 
Podług tego systematu płacono w końcu 
XrV w. w Krakowie: za wołu pól grzyw- 
ny czyli 24 grosze, za korzec żyta o gro- 
szy, pszenicy 7 groszy, za parę kurcząt 1 
grosz, za 100 kloców drzewa l'/j grzyw- 
ny, za parę trzewików 2 grosze, za parę 
butów prostych 4 i 6 groszy apańskich 12 
groszy, za łokieć sukna krajowego od 2 — 
4 groszy, a bruksel^^ego groszy 20. Ka- 
zimierz W. przy ko>,ft\ois*h wielickich wy- 
znaczył pensyi ro(;_ ej cwrwszemu wice- 
żopnikowi 26 gi^^ -et^ "^S^i 13 fnntów, 
sztygarowi 84 gp^^^' ra^^^kowi i kncha- 



yGoot^le 



8 



do stopy i wagi pieniądze. Napływ atoli 
srebra do Earopy z Ameryki obniżał jego 
cenę i w Polsce. Za korzec żyta w Kra- 
kowie płacono 8 groszy, pszenicy 16 gro- 
szy, za karę lYa grosza, za parę batów 19 
groszy, cieśla pobierał dziennie 4 i pół gr. 
Zygmaat III, wśród ciągłych wojen, sza- 
bas powiększenia dochoda z mennicy przez 
bicie drobnej monety z gorszego kraszcn, 
aż musiał nareszcie zrzec się przywileju 
bicia pieniędzy i oddaó mennicę z jej zys- 
kami pod zarząd Rzplitej. Pieniądze te 
wszakże były jeszcze lepsze od zagranicz- 
nych i sejm z r. 1620 zabraniał wprowa- 



Nr. 10. Pierwszy talar polski króla Zygmunta 
dzania monet obcych do kraju, prócz tala- 
rów i dukatów. Pod względem zewnętrz- 
nym przedstawiają się monety Zygmun- 
ta III okazale, mianowicie talary podwój- 
ne i dawane na pamiątkę 10-dukatowe 
portagały i 5-dukatowe portugfUy. Od r. 
1621 ukazał się nowy gatunek monety w 
Bydgoszczy — ort, czyli czwarta część ta- 
lara, wybijany w ilości 28 sztuk z grzyw- 
ny krakowskiej, o 11 łutach srebra na 6 
domieszki. Włady^aw lY na sejmie ko- 
ronacyjnym roku 1633 zrzekł się zarządu 
mennicy, która już od r. 1627 nie wypusz- 
czała wcale monety drobnej, tylko duka- 
ty, talary i portugaly i to w ilości niedo- 
statecznej, co spowodowało ogromny na- 
pływ drobnej, lichej monety zagranicznej. 
Od r. 1648 zaczęła się straszna epoka wo- 
jen kozacko - tatarskich, moskiewskiej, 
szwedzkiej i pomniejszych. Wśród pow- 
szechnej ruiny, gdy źródła podatkowe wy- 



sychały, sejm r. 1664 zmuszony byt chwy- 
ció się spekulacyi mennicznych, na zniże- 
nia wartości monety opartych. W r. 16B9 
przys^o do użycia miedzi na monetę bez 
żadnego jej pobielania. Dla Zasilenia wy- 
czerpanego wojnami skarbu, zamiast do- 
zwolonych przez sejm dwuch miljoaów, 
dzierżawca mennicy Tytus Boratyn i wy- 
bił przeszło 20 miljonówzłp. w szelą- 
gach, które, nie licząc ruskich k war tnik ów 
Kazimierza Wie!., były pierwszą w Polsce 
monetą miedzianą, nazwaną od Boraty- 
niego „boratynkami". W r. 1663 upoważ- 
niono innego dzierżawcę, Andrzeja Tiim- 
pe czyli Tympfa, do wybijania 
złotówek po 30 sztak z grzywny, 
pół na pół z miedzią zmieszanej. 
Była to pierwsza moneta jako 
I „złotówka" polska z jednej sztuki, 
I liczbą XXX oznaczona, której po- 
łowiczną wartość realną chciano 
podnieść napisem, przypominają- 
cym obowiązki obywatelskiej 
ofiarności: Dat prettum servała 
mlus potiorq. metallo est, czyli 
„Cenę daje ocalenie kraju i to lepszem jest 
od kruszcu". W mennicach: lwowskiej, 
krakowskiej i bydgoskiej przez 3 lata wy- 
bito tych dotówek, zwanych „tymfami', 
6 miljonów sztnk. Naród, dotknięty ma- 
terjalnie, nie uwzględniał ciężkich okoli- 
czności, jakie przymusiły Jana Kazimie- 
rza do podobnej gospodarki, i w literach 
królewskich na tej monecie J. C. R. czyt^ 
wyrazy: Initium Calamiłatis Regni, i. j, 
początek niedoli królestwa. Właściwa je- 
dnak przyczyna tej niedoli tkwiła w nie- 
zmiemem zubożeniu kraju, spustoszonego 
rabunkami sąsiadów. August II Sas nie 
otwierał mennic w Polsce, tylko podskar- 
bi litewski Ludwik Pociej wybił w Grod- 
nie r. 1706 i 1707 njeco lichych szóstaków, 
nazwanych nludzljjw^ claczem", od liter 
początkowych Ł, ^ Stronnictwo Lesz- 
czyńskiego wy woł ' ^^^ "cwmtyiz z obie- 
gu. Bito jednalc^ ^0 '^^^ na stopę pol- 

% y 



dbyV^( 



oogk 



10 



PIERNIK. —PIERŚCIEŃ. 



zalecali swoim córkom przysłowiem: „Pie- 
przno i szafranno, moja raościa panno'. 

Piernik — ciasto z mąki i miodu, nie- 
wątpliwie od najdawniejszych czasów zna- 
ne w Polsce i nazywane miodownikiem a 
od przyprawy korzennej czyli pieprznej, 
po staropolsku „piemej ", przezwane pier- 
nikiem. Podług odwiecznej tradycyi 
narodowej, wypiekano pierniki po wszyst- 
kich domach staropolskich z mąki miałkiej 
tylko żytniej, zrumienionej w rądlii i roz- 
czynionej gorącą patoką. Dla smaka do- 
dawano przyprawę korzenną czyli ,pier- 
ną" z dolaniem okowity i wybijano ciasto 
w kopańce czyli niecce tak dłogo wałka- 
mi, aż przestrio się do nich przylepiać. 
Wówczas robiono z tego ciasta pierniczki 
bądź kształtn małych kraików, bądi pie- 
rożków, i ułożone na blasze (posmarowa- 
nej u zamożniejszych oliwą) wsuwano do 
pieca. Niektóre gospodynie słynęły z se- 
kreto w dodawaniu smaka temu ciastu. 
Pierniki podawano jako zakąskę przy wód- 
ce, jako wety po obiedzie i zwykły przy- 
smak przy winie, gdy gość przyjechai nad 
wieczorem. Najobficiej przyrządzano na 
wigiiję i święta Bożego Narodzenia. Cu- 
kru i Inkru nie dodawano nigdy do pierni- 
ków polskich. Musiały bywać jednak o- 
bok .piernych* i słodkie, skoro Minaso- 
wicz pisze w połowie XVIII w.: 

„Kto nie pija gorzałki i ad niej umyka, 
Ten Blodkitgo nie godzien kosztować piernika"- 

Za Zygmunta III przywożono do Polski 
na dwory pańskie pierniczki złociste no- 
rymberskie, jak zaświadczają rachunki 
Wołlowicza z lat 1604— 1615. W XVII w. 
słynęły już pierniki toruńskie przywożone 
na statkach, powracających z Gdańska w 
górę Wisły, Narwi, Buga, Wieprza, Sanu 
i Pilicy po odstawie zboża. Pierniki to- 
ruńskie do dalekich transportów przezna- 
czone różniły się od staropolskich znacznie 
większymi rozmiarami. Przysłowie z XVII 
w. zaliczało do najlepszych rzeczy w Pol- 



sce: „gdańską gorzałkę, torański pier- 
nik, krakowską pannę i warszawski trze- 
wik". 

PiericiflA. W starej pieśni weselników 
podlaskich, powracających wieczorem od 
ślubu, dyszeliśmy (we wsi Złotoryi nad 
Narwią) drwiny z mroku nocnego, który 

„BoKJwiecim mf i eanii 
Złotem) pieTŚcieńcami, 
Drogiemi kamieńcami". 

Pleśń dziś wyłącznie ludowa, niewątpliwie 
sięga wieków średaich, w których śpiewali 
ją przedewszystkiem ci, co istotnie nosili 
klejnoty jaśniejące blaskiem ^ota i dro- 
gich kamieni. Słowa tej pieśni uprzytom- 
niły się nam na widok wykopanego nieda- 
wno na Kujawach szczerozłotego sygnetu 
z doby Piastowskiej, którego wielka tar- 
cza {ze znakiem roda Nowinów i napisem 
Annulum Svenź{o&\a.\) t. j. pierścień Świę- 
to sław a) prawdziwym świeci blaskiem. 
Rysunek tego pierścienia, ważącego 2'/ij 
dukata, podajemy tutaj w naturalnej wiel- 
kości. W dawnejPolsce 
każdy szlachcic nosił 
na drugim palcu p r a- 
wej ręki sygnet herbo- 
wy. Możni mieli sygne- 
ty złote, ubożsi srebr- 
ne. Pierścień taki nie- 
tylko służył jako pie- 
Pi™,i™ śwWo.1.. '^ ^--Stępijica pod- 
wH Z Xn-Xin w. pis własnoręczny ale i 
za dowód tożsamości osoby lub wiarogo- 
dności jej pełnomocnika. Można było 
nie umieć przeczytać dokumentu, ale po- 
trzeba było umieć przeczytać pierścień. 
Ten ostatni wzgląd tak dalece był waż- 
nym, że nieraz wycin&Jio °* pierścieniu 
napis nie w negatywjg, czyteinej dopiero 
na wycisku, ale napjg ciy^einy tylko na 
pierścieniu, który po c^sW^*^^* nega- 
tywę. Takim wla^^^J ^w^Wadem jest 
powyższy pieiici6^^Xe .ĄtoAi^a. Pier- 
ścień Kazimierza \v i^>j)^ ę<^\^'^-i'}'^ zo- 



DignzodnyGdot^lc 



12 



PIES.— PIESZNIA. 



pierzai; a ulica albo pierzaja z wielu do- 
auów" (Kkon. 49). Uączyński w słownika 
z T. 1664 pisze o wrotach dwaskrzydlo- 
-wych: „Pierzeje abo wierzeje wespolek 
-się echodzące". Słowo „napierzyć" miało 
kilka znaczeń, np. koło napierzyć czyli 
nabić nowemi szprychami; skrzydło a wia- 
traka napierzyć czyli nałojiyć dranicami, 
^by wiatr mi^ opór; wierzeje napierzyć, 
'Ozyli obić deskami ich skrzydła. 

Pies. Do myśliwstwa używano w Pol- 
sce psów gończych zwanych ogarami, 
-wyżłów zwanych lega wymi, chartów, 
jamników czyli taksów, oraz brytanów, 
kaadlów i pijawek do szczwania grubego 
zwierza. W rejestrach pozostałości po 
Zygmuncie Auguście psy tropowe czyli o- 
^ary nazwane są „ślednikami" a psy wiel- 
kie do szczwania zwierzyny nazwane 
„wzlamnikami". Eaźdy z tych głównych 
gatunków dzielił się jeszcze na rozmaite 
poszczególne, których Uczono w Polsce 
przeszło 30, zwykle nazywanych od kra- 
jów, z których pochodziły. Głosy psów 
■dzielono na: jadowite, izewliwe, chrapli- 
we, klarowne i niedbaie. Pies: brzecha^, u- 
jadai, wył, skomli. Piesek pokojowy kró- 
lewicza Zygmunta I zwał się „Bielik". 
"Widocznie cała rodzina podobnych psów 
pełniła służbę pokojową u Jagiellonów, 
bo i króla Aleksandra nawet w kościele — 
jak to widać z współczesnych miniatur — 
nie opuszcz^ inny biały piesek, zapewne 
tej samej rasy, co Bielik jego brata. Do- 
-chowały się nazwy psów Zygmunta Au- 
gasta: Greiks i Sybilla. Wśród psów my- 
śliwskich Stefana Batorego była Ś mi g a 
Obrócica, Karwat i Szukaj. By- 
ły nazwiska psów wyłącznie nadawane 
tylko pewnym gatunkom; tak np. ogarom 
dawano najczęściej: Cymbf^, Grzmilas, 
J^agraj, Buffon; chartom: Dzidka, Lotka, 
Dolot, Doskocz, Sokół, Sarna, Strzałka, 
Igła, Śpilka, Pytel, Capaj, Chwytacz, Ła- 
paj, Forwisz, Zoczna. Miana psom lega- 
■wym dawano zwykle od ptaków, np. 



Bekas, Słomka. Brytanów i wielkich knn- 
dli nazywano: Ostroząb, Ścinaj, Załeb, 
Mężeń, Obal, Rozbój, Połóż, Porwisz. Pie- 
ski pokojowe nosiły nazwy: Finka, Milnś, 
Bielik, Wiernuś, Czarnuś. Kundlom po- 
dwórzowym dawano nazwy: Kruczek, Ły- 
sek, Burek, Cygan, Siewka, Murzyn, Pie- 
lek, Dziuń, Mucha, Mucek i t. d. Gdy raz 
w Wilnie wobec Zygmunta I psy niedź- 
wiedzia brać nie chciały, król JMć j^ mó- 
wić: ,, Wiele te psy okarmić musiano". 
Prosił raz doktor Boysius Maurus o psa 
dobrego na zające. Pytał go wojewoda, 
jeśli chce wyżła czy ogara? Hiszpan, nie 
rozumiejąc, pyt^, co znaczy wyiet a co o- 
gar? — Tegoli — prawi — WMć chcesz, który 
najduje, czy tego, który ngoni? Odpo- 
wiedział Hiszpan: — Togo ja chcę, który 
najdzie iugoni. — Statut Kazimierza W. na- 
kazuje, że właściciel psa, który ukąsił ko- 
go, wtedy nie płaci kary, jeżeli przysię- 
gnie, jako nie poszczwal( Vol.leg.\, i. 30). 
Prawo zaś z r. 1420 powiada, że psa cu- 
dzego w szczwaniu zwierza ktoby potaje- 
mnie albo gwałtem wziął, winę 3 grzyw- 
ny za' psa a drugie 3 onemu, którego był 
zwierz, zapłacić powinien ( VoL leg. I, f. 81). 
Pletznis, pieśni a — narzędzie żelazne 
w rodzaju wielkiego dłó- 
ta do dłubania w drzewie. 
Statut Litewski powiada, 
iż „Bartnicy, chodząc do 
puszczy ku barciom, ma- 
ją tylko z sobą mieć sie- 
kierę, piesznią, czym- 
by barć robić". Kącki w 
„Nauce o pasiekach" wy- 
danej w Lublinie r. 1631 
zaleca, aby każdy pasie- 
cznik miał: „piłkę, siekie- 
'^'"'■"'"' rę, toporek, motykę i p i©* 
śnią" i w innem miejscu pisze: ,, żeby za- 
cząwszy dziać iaUye, ^raswo aniedodział 
dla zepso^łania c^^. .ti_ ■Podajamy tu ze 
zbiorów ietewski^jł ^ .itiet statei nieszni 




wykopaTŁ^j va ''^Ti^M . y ^^ ^iżywa- 



14 



żeby nie odbierał żyiia niewieście i mał- 
żonce swojej, ale pozwolił jej wrócić do 
doma rodzicielskiego choć w jednej ko- 
szuli, chętnie bowiem znosić będzie los 
choćby najbiedniejszy, byleby jej życie 
darował". I znowu pisze Długosz, ieka 
zohydzeniu tak szkaradnej zbrodni, , pieśń 
w języka polskim przez lud wiejski, po- 
prosta ułożona, a.t do czasów naszych (t. 
j. długoszowych) ns widowiskach publicz- 
nych (in theafris) wyśpiewywana była". 
„Monarcha słyszał swoją hańbę, głoszoną 
w pieśni, lecz ani powaga księcia, ani wy- 
dawane rozkazy nie zdołały stlnmić tych 
zarzutów w nstach i sercach ludu". Dłu- 
gosz wspomina aż dwukrotnie o śpiewa- 
nia tej pieśni na widowiskach publicznych 
w jego czasach, co wskazuje, jak Polacy 
rozmiłowani byli w pieśniach historycz- 
nych i dających wyraz sztachetnema obu- 
rzeniu na wyrządzoną krzydę, co dodat- 
nio świadczy o sumieniu społecznem i ety- 
ce niezawisłej opinii. Długusz, pisząc o za- 
sługach prawodawczych Kazimierza W. 
dla narodu, wyraża się: „Q-odzien jest więk- 
szej chwały i uwielbienia wpieśniach, 
niż a Ateńczyków Solon a a Spartanów 
Liknrg*. Tenże dziejopis robi wzmiankę 
pod r. 1461 o Andrzeja zTęczyna, ryce- 
cerza polskim, który z powoda czynnej 
obrazy, jaką wyrządził pewnemu płatne- 
rzowi, został zabity przez rozjnszony tłum 
rzemieślników krakowskich. Ta nie wspo- 
mina Długosz, że i to zdarzenie dało po- 
wód Indowi do ułożenia i śpiewania pieśni 
o tym wypadku. Że jednak tak było, ma- 
my dowód w pieśni znalezionej przy odpi- 
sie Gallusa w bibljotece ordynatów Za- 
mojskich w Warszawie, ogłoszonej przez 
K. Wł. "Wójcickiego z podobizną w „Al- 
bumie literackim" p. n, .Pieśń polska z r. 
1462 o zabicia Andrzeja Tęczyńskiego" 
(str. 301— 309). Znajdujemy w Długoszu 
opisanie i drogiej jeszcze zbrodni, na któ- 
rej tle, zdaniem naszem, osnuta została 
dotąd powszechnie przez lad polski śpie- 



wana pieśń „Stała nam się nowina — Fa- 
ni pana zabiła*', choć także o śpiewaniu 
tej pieśni historyk nasz nie wspomina. 0- 
to w r. 1466 „zdarzył się straszny i prze- 
rażający wypadek, który od przyjęcia w 
Polsce wiary chrześcijańskiej nie miał po- 
dobnego przykłada. W ponledzisJek dn. 6 
stycznia, w samo święto Trzech Króli, Ja- 
kób Boglewski, szlachcic znakomity, her- 
bu Kożlerogi, gdy w wiosce swojej Łęcze- 
Ezycach, gdzie dawniej była warownia, na 
Mazowszu leżącej, w łóżku spoczywał, za 
namową żony jego Doroty, córki Jana Ro- 
gali z Suchocina, niegdy wojewody war- 
szawskiego, którą serdecznie i więcej jak 
mąż miłował, a o której sprawkach jaw- 
nych i już między ludźmi rozgłoszonych, 
choć mu je godni wiary donosili, sam tyl- 
ko słyszeć nie chciał, ani się mieć na bacz- 
ności przed grożącym śmierci zamachem, 
ręką Jana Pieniążka z Witowie, księdza, 
syna Mikołaja z Witowie, podkomorzego 
krakowskiego, przy pomocy Jakóba Jasz- 
czechowskiego, pisarza i domownika rze- 
czonego Jakóba Boglewskiego, oraz dwuch 
jego ^ug Phchty i KomEiskiego, w oczach 
pomienionej Doroty, z którą tenże Jan 
Pieniążek, jak mówiono, skryta miał mi- 
łostki, śpiący spokojnie, spisami, szablami 
i siekierami zamordowany i na drobne ka- 
wałki rozsiekany został". Dalej opisuje 
Długosz, jak nazajutrz po morderstwie 
przybył do Łęozeszyc brat Jakóba, Miko- 
łaj Boglewski, wojewoda warszawski, z 
liczną rzeszą szlachty okolicznej, która się 
zbiegła z pożałowaniem nad tak wielką 
zbrodnią. Pomienioną Dorotę i jej służeb- 
ną, świadomą wszystkich niecnych spra- 
wek swojej pani, tudzież rzeczonego Ja- 
kóba pisarza i dworzanina, który to panu 
pierwszy głowę si^ki^^^ roztrzaskał (Pie- 
niążek bowiem zPVxpt\VEii Komaekim o 20 
mil uciekli pod Ł^^ .{-ąAŁby snadniej mo- 



gli wyprzeć sią is\i^^ qV\, 'sait^t pod straż 



i poci%guaido si^J^^ rf^ieŁnaula morder- 



Ł\ist6«' ^Vł 



V 



dbyG(J)o<^le 



PIEŚNI. 



obóz". Pod r. 1435 mówiąc o zwycięstwie 
Polaków n rzeki Świętej pod Wilkomie- 
Tzem nad wojskiem sprzymierzeńca krzy- 
żackiego Swidrygi^ły, dożonem głównie z 
Czechów i Inflantczyków, pisze: „Rycer- 
stwo polskie obyczajem przodków za- 
grzmiało pieśń Bogarodzica, a prze- 
śpiewawszy kilka wierszy, spotkało się z 
nieprzyjacielem". Gdy znów w r. 1446 kró- 
lewicz Kazimierz Jag. odmawiał przyjęcia 
korony polskiej a zebrani panowie, bisku- 
pi i szlachta obrali królem warunkowo Bo- 
le^awa mazowieckiego, duchowieństwo 
po tym wyborze zaśpiewf^o Te Deum lau- 
damus, a lud z radością pieśń Boga- 
rodzicę. Wac. Al. Maciejowski w „Piś- 
miennictwie polskiem" (t. I, str. 369 — 370 
i w dodatku str. 133 — 141) mówi o następ- 
nych pieśniach czy wierszach polskich, 
które, jak mniema, ułożone zostały w San- 
domierzu za kr. Jana Olbrachta, ale są na- 
śladowaniemwzorówłacińskich:l)Ostrasz- 
nem nieszczęściu, jakie się przytrafiło w 
mieście Badzie jednemu grajkowi. 2) 
Wiersz o zdarzeniach zaszłych w Sando- 
mierzu między r. 1241 a 1464, kiedy Ta- 
tarzy kraj pustoszyli, i oindulgeucyi, któ- 
rą Bonifacy IX ogłosił na prośbę dzieka- 
na Bodzanty. 3) Modlitwa o obronę przed 
Wołochami, Tatarami, Tarkami i pogana- 
mi. 4) Modlitwa rymowana tego, który 
pieśni te ułożył a mianuje siebie kapela- 
nem. Zeissberg w dziele „Dziejopisarstwo 
polskie" wspomina pieśń o zabiciu Lud- 
gardy i Przemysławie; drugą o zwycię- 
stwie Polaków pod Zawichostem; trzecią o 
Witoldzie: ,, Witold idzie po ulicy, Za nim 
niosą dwie szablicy"; czwartą o klęsce bu- 
kowińskiej za Jana Olbrachta, której po- 
czątek przytacza Bielski: „Za króla Ol- 
brachta, Wyginęła szlachta"; piątą wresz- 
cie, o której wzmiankował biskup poznań- 
ski Andrzej z Bnina, przy zeznania świad- 
ków w procesie z Krzyżakami r. 1422, że 
dyszał śpiewaną przed laty 40 (zatem oko- 
ło r. 1382), w której były słowa: „Królu 



Kazimierzu, nie lycblej będziesz miał spo- 
kój z Prusami, aż Oduńsk się twoim sta- 
nie". Leon hr. Rzyszczewski, pomieszcza- 
jąc w Bibljotece Warszawskiej {t. 1843, t. 
III, str. 364) arty kulp. n. ,, Szczegół do życia 
Zbigniewa Oleśnickiego", załączył w końcu 
w dosłownym odpisie z zachowaniem ów- 
czesnej pisowni" ,,Pi6ssn o Pruskieiporascze 
kthora szie sstała za Krolia Jagiełłą Wia- 
disława. Roku 1510 napisana". Pieśń tao- 
bejmuje strof 4-wierszowych 48. Marcin 
Bielski pisze, że za jego pamięci powsze- 
chnie znaną była w całym narodzie i po 
dworach szlachty śpiewy waną, ale czy by- 
ła to pieśń ta sama, trudno wiedzieć. Pro- 
fesor Józef Przyborowski mówił nam, że 
posiada ułamek pieśni polskiej o zwycię- 
stwie grunwaldzkiem, ułożonej wkrótce po 
tym wielkim wypadku dziejowym. Wier- 
sze łacińskie o bitwie grunwaldzkiej za- 
chowały się — jak twierdzi Zeissberg — w 
hczbie ok(^o 50-ciu w rozmaitych rękopi- 
sach, między innemi w kazaniach doktora 
dekretalów Mikołaja z Błonia. Długosz 
podaje, że Jan Łodzią, biskup poznański 
(zmarły r. 1346), ułożył na cześć Najśw. 
Panny pieśń Lux clarescit in via — „Świa- 
tło świeci po drodze", którą w kościołach 
polskich po ukończeniu pierwszej godzi- 
ny pacierzy kapłańskich śpiewają. Nie- 
mniej hymn o wniebowzięciu tejże N. Pan- 
ny .ya/Eieja/i^/wycKwa— „Witajcie podwo- 
je zbawienia"; nadto hymn o Św. Wojcie- 
chu, ku czci tego biskupa męczennika, 
także o śs\ . Piotrze: Tu es Petrus — „Ty 
jesteś Piotrem", i o św. Pawle. ,,Stąd 
trwałą pamiątkę po sobie zostawił w ko- 
ściele poznańskim, który te pieśni głośno 
wyśpiewuje". Rocznik przy Archidjak. 
Gnieżnień. Soramersb., t. II, str. 81, mó- 
wi o tymże biskupie, żenię znał chwil szczę- 
śliwszych nad owe, „gdy sobie doma gwoli 
wesołości na cy tarze przygrywał". Nawet 
godnością opata udostoj^^^^y kantor kla- 
sztoru Żegańskieg^^ ^swi^ rad do pul- 
pitu na chórze, i ^^ ' ł6»»^^ sobie przy- 



18 



ś N r. 



Połocka masiala byó powszechnie śpie- 
waną i do niej zapewne odnosi się wska- 
zówka dopisywana przywiała innych pie- 
iniadi tamtoczeanych: ,Nota, jak o Fc^oc- 
ku". Stan. Orzechowski, pisząc o głośnem 
zaboTzeniu i wyjdcin studentów krakow- 
skich w r. 1549, wspomina o pieśoi „Idź- 
cie na cały dwiat" i o ionej religijnej: 
„Skmsz, Fanie, potęgę nieprzyjaciół ko- 
ścioła twego" (Kronika w wyd, Mostow- 



lipce, mało prącej a potu czaję. Takieł 
i owa we gzie (koszali) kmiotówna, kttira 
zimie do dnia prząśó, abo tkać, wstaje: 
nie zdrzymie eię śpiewając, a robotę swo- 
je uczyni sobie milą". Słowa powyższe 
(łómickiego zaświadczają o odwiecznem, 
gorącem, prawdziwie słowiańskiem zami- 
łowania Indn polskiego do pieśni, jak 
również wskazują, że dziś jeszcze powsze- 
chnie znane i lubiono dawne pieśni: 






"T^^ 



^a 



3fe 



X 1 



=?=?= 



m 



jiit 



i t ^ 



=S=ff 



m 



:Ł±= 



m 



i< ^^ s>j'\ ] S^ 



3^ 



m 



r ' 
i 1 









i ' t. N 



^^ 



=F=t= 



^^ 



^ 


















^^ 




X XVI w. do pieśni ,,Zakł6)am eię tamieni", przepisBoa oa nutację dziaiejseą pnes p. Al. Po- 
lińaki^o, z tabulatury organowej, znajdującej się w jego zbiorach. 



skifjgo, etr. 52 i 53). Łuk. Górnicki zaleca 
dworzaninowi polskiomii: „A nietylko tań- 
cować, ale i śpiewać, grać na lutniej nie 
sromota, zwłaszcza będąc o to proszoDy" 
— „zwłaszcza iż w piosnkach więcej niż 
czegozawadza aięmilości". Winnem miej- 
scu mówi G-ómicki o ludzie wiejskim: I 
„Kmieć, w gorące dni śpiewając sobie o 



„Z tamtej strony jeziora stoi lipka zie- 
lona" i „Stoi li'pe jika w szsrokiem po- 
la", musiały być i w XVI w. tak samo 
wśród luda popu\a,xne. Wobec niezmier- 
nie szczupłej liczby iti6^°^y^ ^'^''^^wanych 
z owycli caasów, -c^ig^jemy tutaj jedną z 
zaginiotijctjuŁ d,.., -\tóm .Zaklółam się 
tarniecn.** -^eli^-iW^ '^^^'P"^'^*?*'^^ 



yCtoOJ^ 



20 



p r )•: s N 



wojnach Batoiego a pod Byczyną poległ, I 
zaważywszy sobie na to, że o nim polskie 
piedni układano i śpiewano. Sa końca ' 
XVI wieku mieliśmy i cały śpiewnik hi- 
storyczny w postaci książeczki gockim 
drtikiem,formatu pośredniego miedzy 4-ką i 



0&oIc(łfltt>€^ŁOt)ry^ 



t^itile^aw €hi'obvf/ tymmiantmptitiwanfi 

pan ftiimty/ ciWfnf.' y ncgrftf lefo'* r|««T/ 

iwUfitid Rfcttftit, miainipńntypitcyf. 
SodjoiB(trtwci?/we»f?ciiipcje:frj«gałftt/ ' 

3(nK trtrigego ntio n'(i fobie mdiftc, 
Soj0«łatpol|tf/ w®tdm« l^ttofof 

Tpófunteci iiipfigf/TJ^Vłrt«tooro. 
pvi,Ypt&tit w CtybBi/ Prufpł popiocj<fnf / 

3R djfii W ftroat/ Citfttt/ SufKc pdnf ; 
[J)&9att<^T^fna ;ap<in<i pofobt«/ 

3iAlcmpo(|7oWfinoDpo&t>any^ vgtoU«. 



Esiążld, cieszące się w swoim czasie naj- 
większą popularnością, bywały tak przea 
og^ w użyciu ich wyniszczane (jak np. 
dawne elementarze i kantyczki), że w lab 
kitka po wydrukowaniu, stawały się rzad- 
kością. Jeżeli zaś prawa autorskie i jakiś 
- przywilej csobisty wydawcy, 
_____ , co się często wówczas zdarza- 
ło, lab interes innych wydaw- 
nictw, stawał na przeszkodzie 
do przedruku, to książka szła 
niebawem w zapomnienie, na- 
wet wtradycyi młodszych poko- 
leń. Takiego losn doznała i po- 
wyższa, której jedyny egzem- 
plarz napotkaliśmy o profeso- 
ra Józefa Przyborowskiego. 
Że zaś nie miała jaż ani karty 
tytułowej ani końcowej (z Zyg- 
muntem III- im), więc nie wie- 
my nawet jak ją tytułować, 
ani kto był jej aatorem. Prof. 
Przyborowski był zdania, że 
nosiła tytuł tak zapisany w 
Dykcjonarau poetów polskich 
Juszyńskiego {t. II, str. 427): 
„Katalog książąt i królów pol- 
skich albo Porządek a Ordank, 
począwszy od Lecha I a£ do 
dzisiejszego Zygmunta III,ryt- 
mem polskim dla snadniejszej 
pamięci ułożony. Śpiewanie 
może byó jako: „Kto mi 
dal skrzydła", albo jako 7,0 PO' 
topie": .Boże mój, racz się 



tgflfi taiy. UroloiuaTlflt if. 

__^_ tfittm demną zmiłować'. Ponieważ 



I książki tak zatytułowanej 
Jedna stronica nieznanej dotąd ksiąlki z XVI \f., zawierającej 47 przez Juszyńskiego ani prof. 



śpiewAw hislorjcznjch polskich. 
a8-ką, obejmującej 47 portretówdrzewory- 
towych (popiersia w otokach medaljono- 
wych) książąt i królów polskich, począw- 
szy od Lecha a skończywszy na Zygmun- 
cie m, i pod każdym portretem pieśń z 
12 -tu wierszy ll-sylabowych a pod pie- 
śnią daty panowania i niektóre szczegóły. 



Przyborowski nigdzie nie spo- 
tkał, ani piszący to nie zdołał wyszukać 
w książnicach warszawskich i krakow- 
skich, więc i prz«2 porównanie nie może- 
my stwierdzić doiĄ-y^Q uczonego profeso- 
ra, czy śpiewy, o Vłńt!f^^™°'"*' ^^ istot- 
nie lub «»e są mni -ijra .Katalogiem". 
To tylico pewna^ ^ ^^^^^^5 2,ygmunta I 



" A harde Bkrócil czeskie, ruskie pany. \ doli>'' \(ł''' »j,i aWomcy Bolesławowi Uhro- 

> .Cr 



dbyGoof^le 



PIEŚNI. 



bremn poówięconej, a podajemy głównie 
z mydlą, te ułatwić to moke porównanie 
i odkrycie egzemplarza z tytntem i zakoń- 
czeniem. W bibijotece jeżewskiej posia- 
damy wydsn% w Wilnie r. 1624 broszurę 
Franciszka Uałkota S. A. W. w 4-ce o 12 
kartach nieliczbowanych p. n. „Tureckich 
y IflaoBkich wojen o sławnej pamięci Ja- 
nie Karola Chodkiewiczu i t. d. Wiel. X, 
Lith. Wielkim hetmanie, Iflantskiej zie- 
mi gubernatorze, Głos Jaśnie wielmożnym 
Ichmodciom Panom Aleksandrowi Chod- 
kiewiczowi (i) Krzysztofowi Chodkiewiczo- 
wi" i t. d. Jest to właściwie 5 pieśni na cześć 
Karola Chodkiewicza. 1-a ma tytuł „Ołos 
Gryphi" (t.j. Gryfa herbowego); 2-a„&ło8 
tureckiej wojny"; 3-a ,.Glos Inflanskich 
wojen"; 4-a „Głos urody"; 6-a „Glos stawy". 
Do pieśni 1, 2, 4 i 6 dołączona jest na cze- 
le każdej melodja oddzielna ułożona w 
partyturę. Przy pieśni zaś 3-ej napisano 
tylko: „Na notę: Wieczna sromota". 
Podanie wiadomości o wszystkich znanych 
nam pieśniach polskich z XYI w. przecho- 
dzi o wiele zakres niniejszej Encyklope- 
dyi, jest zaś zgoła niemożliwem co do wie- 
ku XVII i XVIII. Poprzestaniemy zatem 
na przytoczeniu w c^ości dwuch pieśni 
wyśpiewanych przez nieznane nam z na- 
zwiska podniosłe i szlachetne dusze pod 
wpływem wielkich nieszczęść kraju. Pieśń 
pierwszą ułożył pr^zej duchowny, niż 
rycerz, podczas „potopu" szwedzkiego, 
a więc zapewne nie błądzi tradycja, utrzy- 
mując, że śpiewali ją konfederaci tyszo- 
wieccy i rycerstwo Czarnieckiego. 

Bole tasbawj, prayjmi] pluci krwawy 

Upadającjch ludzi, 
Sercem wzajcbamy. łzy wylewamy, 

Niech prośba łaskę wzbadzt. 
Polska Komna wielce Btnipiona 

Żebrze Twojej litości. 
Jednejie matki niezgodne dziatki 

Szarpają jej wnętrznościl 
A nieprzyjaciel wzią) eobie za cel 

A cli, nieszczęśliwa dołal 
Z tak znamienitej Rzeczypospolitej 



Młódź ale została, i ta nie cała — 

Smierd ranne tniwo kosi. 
Gdiie aą ryc«Tze, biui łołnierxeT 

Odzie icli męstwo i liłal 
Z nimi poapola poszła do dotu, 

W grobie aię potołyłal 
Ani f^mada, ni ladska rada, 

Plac wygrywa w potrzebiel 
Szabla tępieje, i>erce Niichłei?, 

Ody, Bote, niemaaa Ciebie! 
NAJwyźsn' Fanie, mocny hetmanie! 

Dob^di oręta Twego; 
Uśmierz pogany, ulecz nam rany, 

Wstawię imienia swego. 

Zdobycie Kamieńca w r. 1672 przez Tur- 
ków i zagarnięcie przez nich Podola, tej 
najpiękniejszej z ziem dawnej Polski, da- 
ło powód nieznanemu poecie do ułożenia 
pieśni, na której widocznym jest wj^yw 
pieśni poprzedniej, ale i to również, że 
twórcą jej był niewątpliwie rycerz a nie 
ksiądz. 

n twardy: 

Czas przetrzeć irenice a toczyć kryni< 

Łez gorzkich! 
Jul pod armatą ziemia przyklęka, 
JuJ Ukraina pod Turkiem stęka, 
Jol braoiec apętaiiy; jui brząka kajdany, 

A ty śpisz! 
I Orle aanuacki! gdzie są pioruny? 

Odzie Bą ogniste grady Bellony? 
Odzie dziarska ochota? gdzie pradziadów utOlaT 

Gdzie męstwo? 
f ui Kamieńcowi, poial się Botcl 
Ściele Ottoman z popiołem lołe — 
ly w łabędziem pierzn,nie w twardym puklerzu 

Harcu jesz! 
Wszelką swobodę jul wytrąbiono, 
Jat na rekwijem z dział uderzono; 
A ty o łiJobie, ani o twym grobie 

Nie myfllsz! 
Hej na dobrą noc wolnoedom twoim, 
Naichylił Turciyn księiycem swoim — 
ly hejoid wesoło i w taneczne kolo 

Orać kolwzl 
Czarnieckich niemanz, ChodkiewiczAw mało, 
Kordeckich wcale jut nam nie stało; 
Młódź tylko została, i ta zaniedbała 

Ochoty! 
Na zlołą wolność już pęta kują, 
Na twoje karki łyka gotują, 
Gore u nąsiada, wszędy nłycjiać blada, 

A ty śpiszl 
Podolskie kraje z talu się krają. 
Kraszą się mury, wiete padają; 
A ty skamieniały nad Sykulskie skaty 

Śpisz, l>cŁn! 

Gdy kto chce zapozug^^ bVą ^ muzyką i pie- 
śnią religijną dawny i, wieków w Polsce, 
ma dwa poważne 4^- ^"st^mprzedmio- 



yGoot^le 



PEgrNOWANIE .- PIJARZY. 



cie: 1) .Polskie pieśni kościoła katolickie- 
go od najdawniejezycli czasów do końca 
XVI stnlecia zebrał ks. Józef Surzyński" 
t Poznań, r. 1891). 2) „Pieśni katolickie pol- 
skie od najdawniejszych czasów do końca 
XVI w.*, opracowane przez M.Bobowskie- 
go,wydaIaAkademja'Um.wKriikowie. W 
bibi, jeżewskiej posiadamy także bardzo 
ja2 dziś rzadki, bo w śpiewaniu wynisz- 
czony, zbiór tysiąca pieśni religijnych, 
wydany w Krakowie r. 1801. Ale jeżeli 
kto zechce zapoznać się z pieśnią świecką 
dawnych wieków, to rumieniec wstydu 
zapłonie w jego sumieniu narodowem wo- 
bec lekceważenia i niedbalości, z jaką tra- 
ktowano skarbiec pieśni polskiej poza ko- 
ściołem. Średniowieczne pojęcia, ie poza 
łaciną niemasz nic godnego do naoki i za- 
pisania, pozwoliły zmarnieć i zaginąć ca- 
łej poezyi bohaterskiej z 6-wiekowej doby 
Piastów, "Woronicz w .Rozprawie o pie- 
śniach narodowych" ma na myśli prawie 
wyłącznie śpiewy religijne. Wójcicki w 
„Obrazach starodawnych", Maciejowski 
w .Albnmie literackim dla Wójcickiego" 
i Helenjusz zebrali to i owo. Maciejow- 
iiki pierwszy przyrfużył się przeglądem 
bibljograficznym niektórych rzeczy. Wo- 
góle jednak zrobiono mało, choó jnż Ł. 
Gołębiowski w „Grach i Zabawach" {rok 
1831, str. 230) napomina, że pieśni histo- 
ryczne, „uzbierawszy te, których ślad jesz- 
cze pozostał, chronologicznie należałoby 
wydać". Piszący to wydobył i uratował 
niejedną z tych rzeczy od zagłady, czego 
nie poczytuje sobie za tadną zaslagę, ale 
za prosty obowiązek sumienia, ciążący na 
każdym człowieka w społeczeństwie kul- 
turalnem. A całe szeregi podobnych zbie- 
raczów i ratowników rozsianych po kraju 
powinny były poprzedzać takich badaczów, 
jak Aleks. Bruckner. 

Piętnowanie, tak nazwane po polska 
prawdopodobnie od formy znaku wypala- 
nego, który bywał podobny do gwiazdy 
pięciopromiennej lab do pięty , 



czyli podkowy. Piętnowanie zwierząt zna- 
kiem czyli godłem, t. j. pieczęcią ich posia- 
dacza, jest zwyczajem bardzo dawnym. 
W perskim poemacie Szach-Nameh zwra- 
ca Rastem awagę na to, że koń w spotka- 
nej przez niego stadninie nie ma piętna 
na żadnej nodze. W Polsce to piętnowa- 
nie było w użycia już w XII w.: w balii 
z 17 lipca 1211 r. czytamy, że ktoś pieczęć 
starą przyrównał do ^caułerium iumen- 
łorum'^ (Kodeks Wielkop., Nr. 74). Sta- 
tut Litewski stanowi, że każdy zapisze się 
w rejestr hetmański razem ze swoim pocz- 
tem; maść koni zapisze i klejma odmaluje. 
Jakoż dotąd — powiada Zjaguna — w "Wil- 
komierskiem piętno zwie się klejmo; 
w Berdyczowskiem i Lipowieckiem lud mó- 
wi p i a t n o, a żelazo do piętnowania 
przedstawia zwykle kształt podkowy, lob 
też półkole z widlastym wyskokiem. Pięt- 
nowanie ^oczyńców w dawnych mia- 
stach polskich odbyw^o się pabticznie pod 
pręgierzem, a było zwyczajem parzyniesio- 
nym do Polski.z Niemiec razem z prawem 
magdeburskiem i torturami. 

PIgnoratlo w dawnem prawie polskiem 
znaczyło fantowanie, inaczej „ciążanie", 
branie ciąży; (^//(/'''ciraAi? znaczyło da- 
wać co w zastaw. 

Plgaus. Tak zwano w prawie polskiem 
zast-aw ruchomy, a niekiedy vadium, lubo 
mniej właściwie, bo yadium znaczyło ka- 
rę umówioną za niedopełnienie zobowią- 
zań. 

Pijarzy sprowadzeni zostali do Polski 
przez króla Władysława IV i kanclerza 
Rzplitej Jerzego Ossolińskiego, który w 
czasie swego poselstwa do Rzymu poznał 
tam to zgromadzenie szkolnictwu poświę- 
cone. Sk,^o'wadzenie do Warszawy nastą- 
piło po^gjaB ""^i^y SO-letmej, kiedy w 
Czecha ■ IŁóiłwu, ogmem i mieczem 

pustosi^V ^ ^ i&Yoniucy wielu klasztorów 
siedziv^<\ aV*' .' tf^^^^"^ ocnszczać. Wtedy 
S«' >kX^ r ,ft^^^o\6TiVe8CTO^&4Mma je- 



IV 



dbyGoof^le 



24 



I J 



gozakonnikówdoWarszawy,naco założy- 
ciel szkót pobożnych chętnie zezwolił. R. 
1642 przybyto do "Warszawy 13 pijarów, 
między którymi był jeden tylko Polak, 
Kazimierz Rogatko. Osadzono pijarów nu 
rogu ulic Dtngiej i Miodowej, gdzie zbu- 
dowano im tegoż roku kościt^ek drewnia- 
ny i złożono w nim relikwie śś. męczenni- 
ków Pryma i Felicjana, przyrfane królowi 
przez Urbana VIII. Erekcja pijarów war- 
szawskich zawiera te słowa: „Oprócz gim- 
nazjum parafjalnego, będącego pod dy- 
rekcją akademii krakowskiej i tego dru- 
giego pod dyrekcją ojców szkól pobożnych 
(pijarów)żadne inne gimnazjum nie nLa być 
zakładane, a wyżej wzmiankowanym oj- 
com w zakładaniu szkół nikt nie ma prze- 
Bzkadzaó". Ka miejscu drewnianego kole- 
gjum i kościoła powstały później murowa- 
ne gmachy ze składek ludu, możnych pa- 
nów i funduszów zgromadzenia. Kole- 
gjnm to pierwsze przy rogu Długiej i Mio- 
dowej było więc gniEizdem pijarów w 
Polsce i z małemi przerwami rezydencją 
prowincjałów. Rodzina Lubomirskich od- 
znaczyła się szczególną dla tego zakonu 
przychylnością. Zaraz w roku następnym 
Stanisław Lubomirski ufundował pijarów 
w Podolińcu, za Karpatami na Spiżu, i na 
znak swojego dla nich zaufania odd^ syna 
na wychowanie do otworzonego tam uro- 
czyście (w czerwcu r. 1643) kolegjam. Pija- 
rzy złożyli w Podolińcu nowicjat dla pro- 
wincyi polskiej i utrzymywali go tam, do- 
póki hrabstwo Spiskie przy pierwszym po- 
dziale Polski nie odpadło do Austryi, Szko- 
ły podolinieckie utrzymywały do ostat- 
nich czasów sławę wybornego gimnazjum. 
Oiż Lubomirscy wprowadzili pijarów do 
Rzeszowa. Król Jan Kazimierz w r. 1654 
dai pijarom przywilej osiedlenia się w 
Krakowie. Do Chełma wprowadzeni zo- 
stali r. 1673; w tychże czasach i do Kalwa- 
ryi pod Czerskiem, gdzie konwikt pijar- 
ski był dosyó uczęszczany. Do Łowicza 
przybyli r. 1668, do Piotrkowa r. 1673, a 



sejm warszaw, przyj- w r. 1677 iundację 
piotrkowską pod opiekę króla i narodu. 
Kroniki zakonne opisują dość obszernie 
spory piotrkowskich jezuitów z pijarami 
i bójki, jakie ich uczniowie między sobą 
staczali. Sprawa tych zamieszek doszła do 
nuncjusza papieskiego w Warszawie, Głri- 
maldi'ego, który (r. 1714) wydal dekret, 
wzbraniający młodzieńcom każdego rodu 
i stanu, należącym do szkół jezuickich i pi- 
jarskich, chodzenia z szablą (framea), ta- 
sakiem (cnlter), kijem lub inną bronią za- 
czepną i odporną, nie zwalniając nawet od 
tego prawa czasy wakacyjne. Kolegjum, 
w Radomiu fundowane r. 1685 przez Wą- 
sowicza, kr. Jan Sobieski uposażył hojnie 
darowaniem dwuch wsi podmiejskich: 
Kaptura i Janiszowa. Dalej idą fundacje: 
w Warężu r. 1688, w Wieluniu r. 1684, w 
Łukowie roku 1696, w Szczuczynie mazo- 
wieckim jeszcze za panowania króla Jana, 
w Międzyrzecu koreckim r. 1702, w Ra- 
dziejowie na Kujawach r. 1727, w Złoczo- 
wie r. 1731, w Nowym Sączu r. 1756, w 
Opolulubelskimr. 1736, we Lwowie r. 1756, 
w Rydzynie r. 1786. W Rawie, Łomży i Dro- 
hiczynie, po zniesienia jezuitów, oddane 
zostały ich kolegja pijarom, a było jesz- 
cze i w Warszawie drugie Collegium no- 
błltum Konarskiego. Powyższe 24 kolegja 
i rezydencje pijarskie skiadały prowincję 
polską. Prowincja zaś litewska tego za- 
konu utworzona została r. 1736 zaprowin- 
cjalstwa ks. Józefa Jastrzębskiego, począt- 
kowo z 6-u kolegjów: w Wilnie, Dąbrowi- 
cy, Lubieszowie, Szczuczynie, Poniewie- 
żu i Lidzie. Później dopiero przybyły ko- 
legja w Zelwie, Łużkach, Wiłkomierzu, 
Rosieniach,'Witebsku, Śnipiszkacb, Dąbró- 
wnie, Poloeku i Petersburga. Kologjum w 
Wilnie było zwykle rezydencją prowin- 
cjałówlitewskieh i utrzymywało konwikt, 
o którego zaiożenie pijarzy mieli 30-letni 
spór z jezuitami. "Wie\o pijarów polskich 
zasłynęło oauką a p,^ ^ęday niminajgloś- 
I niejszym s^^^ si^ W 1^.^.1-700) Stani- 



■yGoot^le 



PIKIETA.— PIÓRNIKI. 



2h 



staw Konarski, reformator szkolnictwa i 
wydawca Yoluminów legum, które dopro- 
wadził do tomu szóstego. Napisana przez 
niego gramatyka łacińska stała się tern 
głośną, że zastąpiła jezuicką Alwara. Dru- 
gie dzieło De emendaiidis eloguentiae vi' 
ii's (Warszawa, 1741 r.) dtJo powód do 
zaciętej walki między zwolonnikami sta- 
rego a nowego systemu wymowy. Potę- 
pia w niem Konarski makaronizm, prze- 
sadę, napuszystośó i wyśmiewa nawet włas- 
ne utwory ogłoszone w młodości. Powoli 
Jednak ucichły krzyki a wymowa w kraju 
weszła na nowe tory. W ostatnich latach 
panowania Augusta III wydał Konarski 
najznakomitsze swoje czterotomowe dzie- 
ło „O skutecznym rad sposobie", w którem 
potępia liberum veto, doradza zniesienie 
konfederacyi, obieralności królów a wpro- 
wadzenie dziedziczności tronu. Król Sta* 
nisław August kazał wybić na cześó Ko- 
narskiego złoty medal z napisem: Sapare 
fiuso, t. j. temn, który się ośmielił być mą- 
drym. Jednym z najzasłużeńszyoh pija- 
rów litewskich był ks. Maciej Dogiel, któ- 
ry wyjednał przywUej królewski na dru- 
karnię pijarską w Wilnie r. 1754 i w niej 
dmkował swój znany Codex dtplomaticus, 
i któremu kapituła prowiacjalska w roku 
1754 dziękowała za starania około drukar- 
ni, bibljoteki i za pałac Staszków na Col- 
legium nobilium nabyty. 

Pikieta lub r u m el, dawna gra w kar- 
ty, przyszła z Francyi, lecz grywana była 
u nas w karty polskie, Jan Kochanowski 
wspomina o niej: „Bo chociaż rumla nie 
mam, lecz przychodzę z braltem". Za cza- 
sów saskich znana była „rumelpikieta z 
pocztyljonami". 

Piłat. Tak nazywano pręgierz, pod 
którym na rynku wystawiano złoczyńców 
za karę. Ob. Pręgierz. 

Piłka czyli chwytka. O grze w pił- 
kę mówi kilku pisarzów polskich XVI w., 
a między nimi O-órnicki tak pisze: ,By był 
ten zwyczaj w Polszcz©, który wo Wło- 



szech i we Francjej jest: grać piłę, na koń 
skakać, chci^bym, aby mój dworzanin i 
to dobrze umiał, lecz ii tego zwyczaju u 
nas niemasz, może i on być bez tego. A ja- 
ko piły nie grawamy, tak zasię morzprę- 
gi, latanie, abo chodzenie po powrozie, by 
było pospolite, jednakbym ja swemu dwo- 
rzaninowi tego nie dopuścił". Widzimy z 
powyższego, że upowszechnienie się gry 
w piłkę nastąpiło w czasach późniejszych, 
a mianowicie za Zygmunta III, który lu- 
bił grać w piłkę. W w, XVIII, jak to za- 
świadcza Ł. Gołębiowski, piłka była naju- 
podobańszą grą studencką, której gatunki 
miały następujące nazwy: w ściankę, w ka- 
szę, żydek, sadło, pieczątka, bochenek 
chleba, półmisek, waza, nóż, widelec, kla- 
skanka, obertanka, raczka, palant, podbi- 
janka, meta, półmety i ekstrameta. 

PiAczowskałainlaob. Łaźnia. 

PIArniki palsstrantów polskich. Czy zwy- 
czaj noszenia piórników za pasem w obo- 
zach i sądach przez ludzi, mających z pi- 
saniem do czynienia, przeszedł z Turcyi 
do dawnej Polski, lub też odwrotnie, tego 
nie będziemy dociekali, nie posiadając od- 
powiednich wskazówek. Mamy tylko w 
zbiorach jeżewskich kilka podobnych piór- 
ników z kałamarzami, z których jeden jest 
starej roboty wschodniej, dwa starej robo- 
ty być może polskiej i jeden nowszy zno- 
wu roboty tureckiej. Gdzie bowiem zacho- 
wek się dłużej zwyczaj noszenia pasów, 
tam i piórniki dotrzymują im towarzy- 
stwa. Podajemy tupiórnik zkałamarzem, 
który długie czasy przechowywany był 
w rodzinie Rostworowskich z tradycją, że 
niegdyś do jakiegoś słynnego palestranta 
należał. "Wyrobiony z mosiądzu, długi jest 
21 cent^ujettów, az6ro^2Vs- Kałamarz 
przy H.\v„ ta^i*^*' TO^^^rzt^iy " ^°* ^ ~ 
połowi^^ gdlj «W "wi^^i® atramentu I 
trzeei^^^ *® ^^^ gl^bokoiai, to i pi6i 
czad 
marz- 
kałai 






,«4°'^ 






atramentu do 

>ro uma- 

na bok kala- 

iwa a\ą. Otwór 

Vi&CŁkiem na **- 



dbyGoot^le 



PISANKI. 



wiasliach i maleiLką zasawką. Zawiaski 
atanowią cf^ość, przedstawiającą lite- 
ry BK związane w monogram, należący 
zapewne do pierwotnego właściciela tego 
zabytku. 



dłnbka jest ciekawe, dowodzi bowiem, że 
nietylko zwycz&j malowania jaj wielkanoc- 
nyck był już w wieku XIII powszechny 
w Polsce, ale i zabawa z niemi, zwana dziś 
„na wybitki', „w bitki', wktórej dwaj 



Palestront z piórnikiem Wierachma częSć kala- 
zatkniętjm za poKem- miirza. 

PłsankJ, zwane także piskami i kra- 
szankami, jaja malowane na Wielka- 
noc. O malowaniu jaj w starożytności ma- 
my już wzmianki w dziełach Owidjusza, 
FlinjuBza i Juwenala. Zwyczaj barwienia 
jaj wielkanocnych w Polsce jest prawdo- 
podobnie tak dawny, jak wprowadzenie 
wiary chrześcijańskiej. Wincenty Kadłu- 
bek, biskup krakowski, w kronice swojej 
z początku w. XIII mówi: „Polacy z da- 
wien dawna byli zawistni i niestali, bawi- 
li się z panami swymi jak z malowanemi 
jajkami (^/c/łt^^m)''. Wyrażenie to Ka- 



PiiSniik pklestrantóir polskich e XVI lub XVIT trieka. 

przeciwnicy uderzają swoje pisanki jedna 
o drugą, a który stłucze jajko przeciwni- 
ka, wygrywa takowe. Kadłubek, porów- 
ny wając niestałość Polaków dla pannją- 
cych książąt do zabawy z malowanemi jaj- 
kami, nie mógł dobitniej wyrazić swojej 
myśli. Zwyczaj malowania jaj wielkanoc- 
nych był powszechny w narodzie. Zajmu- 
ją si% tem dziś głównie dziewczęta. Far- 
bują jaja w brezylii czerwonej i sinej, w 
w odwarze z łupin cebuli, z kory dzikiej 
jabłoni, listków kwiatu malwy, kory olszo- 
wej, z robaczków, czerwcem zwanych, w 
szatranie, krokoszu i t. d. Rysują jajko 
rozpuszczonym woskiem, aby farba miejsc 
powoskowanych nie pokryła. Rysowanie 
zowią „pisaniem", stąd nazwa „pisanki", 
tak jak dawnych .dzbanów pisanych" 
czyli malowanych. Upowszechnione dese- 
nie mają swe nazwy od wzorów i podo- 
bieństw, rysują więc w gałązki, w drabinki, 
w wiatraczki, w jabłuszka, w serduszka, 
w dzwonki, w sosenki, w kogutki, w ku- 
rze łapki i t. d. Jako narzędzi do pisa- 
nia używają szpilek, igieł, kozików, szy- 
d^, słomek i drewienek. Był stary zwy- 
czaj taczania pisanek na mogiłach przy 
obchodzie pamiątki zmarłych i oddawa- 
nia tych jaj potem dziadom. Starzy lu- 
dzie pamiętają go w Wilnie a i krakow- 
ska „Rękawka" jest Tj&n^^^tką tego zwy- 
czaju naszych pra,^;-^^- ^ pisankach 



>yGoo<^k 



PISARZ] 



27 



polskich pisali pomiędzy iniiymi: Stefaoja 
Ulanowaka (Tygodnik Ilastr. r. 1884, nr. 
68), Szczany ■ Jastrzębowski w pismach 
iliiBtrowanj~(^ warszawskich i w „Ruka 
polskim" Glogera (r. 1900, etir. 171), Z. 
aioger, któiy podał w „Wiśle" (r. 1891, 
t. V, flti. 166) „najdawniejszą wiadomość 
o pisankach", Zygm. Wolski z Tadeuszem 
Dowgirdem w IV tomie „Wisły" (r. 1890) 
i oddzielnej odbitce i Łuk. O-oIębiowski w 
dzidach swoich: „Lud polski", r. 1830, 
str. 283 i „ary i zabawy" r. 1831. str. 294. 
Tu pisarz ten podaje wyjątek z „Kurjera 
Warsz." z r. 1827, nr. 104. Gołębiowski 
słuszną robi gdzieindziej uwagę, iż między 
,, pisankami" i „kraszankami" ta jest róż- 
nica, że kiedy kraszanki są gładko pofar- 
bowane, to pisanki są popisane czyli ozdo- 
bione rysunkami. Bruckner grę na wy bitki 
zowie „walatką". 

Pisarze. Przy każdej władzy, składa- 
jącej się z kilku osób, bywał pisarz. Wcza- 
sach dawnych, kiedy nawet dygnitarze 
nie zawsze umieli pisać, pisarz choć mie- 
wał nizką godność, ale posiadał wptyw 
doiy. Pisarz sądowy miał godnoió w ca> 
łem kollegjum najniższą. MaJo gdzie słn* 
żyło mu prawo głosn, ale prawie sam 
wszystko robił. Niższość w urzędzie mn> 
siano mu wynagradzać pieniędzmi i dlate- 
go pisarz wszędzie miał obmyślane docho- 
dy. Byli więc: 1) Pisarze miejscy, 2) 
grodzcy, 3)ziemsoy, Ten ostatni był 
nrzędnikiem powiatowym, członkiem są- 
dów ziemskich, sprawy do regestrów za- 
ciągał, zarówno z sędzią i podsędkiem 
głos dawa^ wyroki ferował i do dekreta- 
rza z motywami wpisy wtd. Prawo z r. 1496 
postanowiło, aby pisarze ziemscy, tak ja- 
ko i sędziowie, per liberum electionem t. j. 
wolnym wyborem obierani byli na powia- 
towym sejmiku w liczbie czterech, z któ- 
rych jednemu król pisarstwo jKidług wy- 
boru swego odda. 4) Pisarz dekreto- 
wy koronny i litewski zasiadałwsą- 
dacb, przez króla odbywanych, sprawując 



obowiązki pisarza sądowego. 5)Pi8arze 
wielcy koronni i litewscy. W Ko- 
ronie był wielki koronny jeden, w Litwie 
było ich aż czterech. Dopiero w r. 1764 
liczbę koronnych z htewskimi zrównano. 
Znajdowali się oni przy boku królewskim 
i kanclerzach, za których wiedzą wyda- 
wali dyplomata, zasiadali także w sądach 
asesorskich, których stijymibyli radcami. 
6) Pisarzów skarbowych Litwa mi^a 
trzech. Korona dodawała im tytuł wiel- 
kich i miaJa tylko dwach, duchownego 
i świeckiego, którzy sprawowali ^użbę 
wydziału skarbowego przy króla ipodskar- 
bioh. Pisarzy skarbowych mianował król 
i do pomocy podskarbiemu naznaczał. 7) 
Pisarz, czyli sekretarz kamery, był to ur7.ę- 
dnik na dworze króla, pilnujący jego po- 
kojowej i sygnetowej pieczęci. 8) Pisa- 
rze polni. Oprócz hetmanów miały oba 
wojska, koronne i litewskie, każde swego 
pisarza polnego, którzy mieli kancelarje 
do całej rachunkowości wojskowej, gdzie 
zapisywano nazwiska żołnierzy, wypłatę 
żołdu, rynsztunek, konie i wszelkie inne 
rzeczy wojskowe. Pisarze polni mieli obo- 
wiązek zakupowania koni, przestrzegania 
szkód w zapasach i przyborach wojen- 
nych, przywożenia pieniędzy dla wojska 
i donoszenia o wszelkich jego potrzebach 
królowi. W czasie pokojn objeżdżali gar- 
nizony i rewidowali porządki; pisarz pol- 
ny koronny w XVIII w. pobierał 30,000 
dp. rocznej pensyi, a polny litewski 15,000. 
Pisarza polnego w razie potrzeby zastępo- 
wał wielki strażnik. Często królowie po- 
suwali pisarzów polnych na hetmanów, 
jako już z sprawami wojskowemi obezna- 
nych. 9) Pisarze mniejsi byli to zwy- 
czajni pisarze przy komisjach wojskowych. 
Było pj^nslo'"^® staropolskie na Litwie: 
„PalzV. _j^ -cani pisarzowa jedzie'.-' Po- 
'^'"gTv.^\-ełł^ciŁ.VOCziitek temu przysło- 
wiu n^^^ł!^ , c^^ugretcaniMiTBkiei, pisa- 
rzOT?Q^\-, }^ ^e> VU.Ty w sztuce kAaaka- 
• cA ^ ij&l^^a si%*aiBiam, dojeldżając 



\fy 



dbyGoof^le 



PISKORZ ŁĘCZYCKI.— PIWO. 



do dworu, zwykli popisywać) przeszedł 
wszystkich swoich kolegów. 

Piskorz łęczycki. Obfitość piskorzy w 
bagniskach rzeki Bzury da:}a powód, jak 
wspomina już Bielicki („Niedziele kazn.", 
8tr. 602), że Łęczycanów zdawna przyle- 
gle województwa nazwały plskorkami, 
„iż między biotami zostając, temi się ryb- 
kami karmią i suszonych miast świeo zaży- 
wają'. Przezywano tak i mieszczan i 
szlachtę z okolic Łęczycy, lecz biada te- 
mu, ktoby się z tern odezwał wobec Łęczy- 
canina, lub smukn^ tylko ustami, naśla- 
dując glos piskorka. Łęczycanie bowiem 
słynęli jako rębacze i zawadjacy, Były 
przysłowia: bić po lęczycku, pić po łęczy- 
cku. Mówiono także: .Łęczycaoie piskorze, 
Kujawiacy młynarze, Dobrzyniacy jazgar- 
ki*, były to bowiem trzy główne cechy 
trzech ich ziem: bagna, dobra gleba i ob- 
fitość jezior. 

PIstał, pis toł, pisz tał—tłok moź- 
dzierzowy. „Cukier utłuc dobrze drewnia- 
nym piształem", pisze Siennik. „G-dybyś 
stłukł głupiego w moździerzu, jako grucę 
biją z wierzchu pist^em* {Petrycego ,E- 
tyka"). 

Piszczał, piszczel, piszczalk a — 
najpospolitszy instrument dęty, inaczej 
dudką, fujarką, fletem nazywany. Hsz- 
czałki najprostsze bywały: sosnowe, jodło- 
we, bukowe i wierzbowe. Piszczelami na- 
zywano niekiedy organy, składające się z 
dobranych różnogłosowych piszczałek. 
„Na piszczałkę (do tafica) jest, na owieczkę 
(do kościoła) niemasz", mówi stare przy- 
słowie. „Kto nie da na piszczałkę, ten w 
nią nie gra", zapisał Rysióski. Piszczac 
lem nazywano w XV w, strzelbę ręczną, 
podobno od czeskiego wyrazu pisłala, 0- 
znaczającego wogóle rurę. 

Piszcztk lub fajfer, była to w śre- 
dnich wiekach nazwa grajków na narzę- 
dziach dętych, którzy tułacze wiedli ży- 
cie, ale już w XIV w. zawiązywać się za- 
częli po większych miastach, zwłaszcza w 



zachodniej Europie, w korporacje cecho- 
we na wzór rękodzielników i uzyskiwać 
przywileje. Korporacjo te przygrywały po 
kościołach, zamkach, ratuszach, z wież 
miejskich i kościelnych, w czasie pocho- 
dów uroczystych, wesel, chrzcin, tańców 
i styp pogrzebowych. Za przykładem, idą- 
cym z Zachodo, istniały po miastach pol - 
skich, zwłaszcza za Jagiellonów, gromad- 
ki piszczków, trębaczy, surmaczy, bębni- 
stiów. Szczerbicz w prawie saskiem mówi; 
„Oądki (gędżbiarze) i piszczki masz rozu- 
mieć nie tych, którzy się uczciwą muzyką 
przystojnie zabawiają, ale owych, którzy 
się od karczmy do karczmy tułają, albo z 
pieskami tańcują". Piszczkiem nazy- 
wano działo armatnie, które było pospoli- 
tą kartauną. 

Piymiczy, piwniczny— zarządzający pi- 
wnicą na dworach panów i książąt. W 
Litwie zarządzał piwnicą królewską pod- 
czaszy nadworny, ale na dostojnika kra- 
jowego podniesiony, był już godnością ty- 
tularną. "W r. 1549 „piwniczym" Zygmun- 
ta Augusta na Litwie był Stefan Wie- 
szeniewicz. Ostatnim „piwniczym litew- 
skim" był Ignacy Piłsudzki, mianowany 
r. 1790. 

Piwo. Spór pomiędzy Niemcami a Po- 
lakami o pierwszeństwo w wynalazku pi- 
wa jest niedorzecznym, bo już w staroży- 
tności pisarze greccy i rzymscy wspomi- 
nają o napoju z wyroszczonej pszenicy 
i jęczmienia, poświęconym bogini rolnic- 
twa, Cererze, i dlatego, zowiącym się po ła- 
cinie cerevisia. Prawdopodobnie zaś Głre- 
cy i Rzymianie otrzymali wynalazek piwa 
od starszych jeszcze od siebie narodów. 
Je2eli Tacyt mówi, że Oermanie robili na- 
pój z jęczmienia a milczy o Lechitaob, to 
dlatego, że o Lechii, za Karpatami, nic nio 
wiedział. Że jednak nad Goplem i Wartą 
leżała kraina odwiecauie rolnicza, w niej 
więc ze zboża muai^j \,«ć obficie wyrabia- 
ny napój, skoro piw <a^^ powszednie- 
go picia łostal tj^ ^ AS-Ticzony języ- 



..,£ 



oogle 



hozcawca Briickner powiada, że najlep- 
szym dowodem, iż Niemcy po raz pierw- 
szy zapoznali się z piwem u Słowian jest 
to, że ich iier jest przeróbką słowiańskiej 
nazwy piwo. Gallas, na początku XII 
w. spisujący podania Piastów w icli włas- 
nym domu, kładzie w usta Piastowi sło- 
wa: „Mamci ja naczyńko warzonego pi- 
wa, com go przysposobił na postrzyżyny 
mego jedynaka..." Bolesław Chrobry tyle 
pijał piwa, że Niemcy przezywali go ^oś- 
liwie Trink-bier, t. j, piwoszem. Z tej oko- 
liczności Syrokomla wysnuł swój „Napis 
na kuflu": 

Niemej nam chcieli ukraść Kopernika: 
Z przywtasKczonego odaito ich blasku. 
Chcieli nam dowieść ie pino wynika, 

Z ich wynalazku. 
Ale w Dytmara piimach zontawioua 
Funjątka stara, kronikarska, żywa. 
Bolesław Wielki przyjmował Ottona 
Kufel kicm piwa. 
W jednym z najstarszych dokumentów 
polskich, w nadaniu królowej Judyty kla- 
sztorowi tynieckiemu z XII w,, jest już 
wymieniony browar z karczmą (cum łaber- 
na). Z innych źródeł widzimy, że Ludgar- 
da, żona Przemy^awa II, zaprowadziła 
w Kaliszu liczne browary. Długosz nad- 
mienia o Przemysławie, księciu poznań- 
skim (zmarłym r. 1257), że podczas 40- 
dniowego postu odziany włosiennicą, uży- 
wał tylko ladajakiego piwa i wina cien- 
kiego. W innem miejsca o tymże księ- 
cia pisze, że był chorowity i pijał tytko 
słabe piwa. Dawniejszy Bt..szko mówi o 
nim, że był wstrzemięźliwym, bo nie pijał 
miodn, tylko piwo i wino, Leszek Biały 
nie mógł dopełnió Alubu krucjaty w oba- 
wie, że mu w gorących krajach piwa za- 
braknie (St. Smolki „Mieszko Stary i jego 
wiek", str. 38). Piwo jako przedmiot da- 
niny spotykamy raz tylko w dokumencie 
z r. 1251 („Mieszko Stary", str. 443). Pod 
r. 1303 znowu opowiada Długosz, że Kon- 
rad, książę Cieniawski a proboszcz wro- 
<^awski, „garbuskiem" zwany, gdy na ar- 



cybiskupa do Salcbnrga wybrany, udając 
się na objęcie swojej stolicy, posłyszał w 
Wiedniu, że w Salcbargu nie znają piwa 
z pszenicy, do którego od dzieciństwa na- 
wykł, a mają tylko wino — złożył arcybi- 
skupstwo i powrócił z Wiednia do Polski, 
do swego księstwa Cieniawskiego na Ślą- 
ska. Długosz w opisie Polski mówi, że 
„wino rzadko tu używane, a uprawa win- 
nic nie znana. Ma jednak kraj polski na- 
pój warzony z pszenicy, chmielu i wody, 
po polsku piwem zwany; a gdy nic nadeń 
lepszego do pokrzepienia ciała, jest nietył- 
ko rozkoszą mieszkańców, lecz i cudzo- 
ziemców wybornym smakiem, więcej niż. 
w innych krajach zachwyca". Raz jeszcze 
powtarza Długosz to samo i o Mazowszu^ 
że tam „wino rzadko używane, tylko na- 
pój z pszenicy, chmielu i wody, piwem 
zwany". Za Władysława Jagiełły piwo- 
było utubionym napojem nietylko stanu 
świeckiego ale i duchowieństwa. Swiad* 
czy o tem rozporządzenie archidjakona- 
kajawskiego Stanisława, zabraniające kle- 
rykom grać w gospodach z wieśniakami 
w pieniądze i o piwo, a także wielce cie- 
kawa zapiska niejakiego Lutosława z. 
Chroszczechowa z r. 1414: 

„Kapłanie, chceaz polepaiyć dusze swej, 
Nie m6w często: piwa nalej, 
Boć piwo jeet dziwny olej" i t. d. 
Długosz chwali bardzo polskie piwo bra- 
xatum. Żmtidź za Długosza mało piła mio- 
du i piwa, bo uprawa zboża dopiero npo- 
wszechni^a się tam wówczas. Piwo z jęcz- 
mienia, zwane po litewsku aius, było głów- 
nie obrzędowym napojom przy prakty- 
kach bałwochwalczych. W Polsce mamy 
wzmianki o chmielu w XIH w. W XVI 
w. chmiel był już przedmiotem handlu 
wywozowego z Litwy, a Statut Litewski 
przepisuje surowe kary na szkodników w 
chmielnikach. Królewicz Zygmunt I spo- 
żywa! zawsze na śniadanie ,.gramaikę", 
*■ J* Polewkę pi'"ną z grzankami. Do obia- 
^^ PCirt iirali'* "^^ P^''*^ proszowskie a na- 



dbyGoot^le 



wet dalekie piwo piotrkowskie. Słodowui- 
oy w Wilnie stanowili osobną klasę prze- 
myrfowców. Zygmunt Angnst, dając ro- 
ku 1651 przywilej w Warszawie na wa- 
rzenie piwa Negeliuowi i Ulrychowi, zale- 
ca wszystkim innym piece ich systemu, a 
to z powodu, 2c na takowych 3-ą część pali- 
wa oszczędzali. Konstytucja z r. 1665 u- 
stanowila podatek czopowy za wyszynk 
piwa po 4 grosze od buczki: piątkowskie- 
go, piotrkowskiego, łęczyckiego, bydgo- 
skiego i przemyskiego, za piwa zaś świd- 
nickie, głogowskie, berneńskie, gdańskie 
i wrodawskie po 6 groszy. Piwo proszow- 
skie i piotrkowskie uważane było za 
najlepsze- Uniwersał poborowy z r. 1693 
objaśnia, że „Piwowar czopowe od piwa 
i osobne szelężne od wyszynku tegoż ma 
płacić". Prawo zaś z r. 1667 orzekło, że 
„piwa robić w miastach bez cecha niko- 
mu się nie godzi". Cech piwowarski w 
Krakowie istniał już w XV w., a piwowa- 
rzy mieli swoją basztę do obrony w oblę- 
żeniu. Piwowarstwo było ważną gałęzią 
przemysłu krajowego, który przez kon- 
sumcję pszenicy i jęczmienia wspierał 
znakomicie rolnictwo i musiał być zyskow- 
nym, skoro ile razy chodziło o podnie- 
sienie podupadłych miast, zawsze dozwa- 
lano im swobodnego piwowarstwa. Jesz- 
cze w XVI w. warzono piwo z pszenicy. 
Kromer w opisie Polski za Zygmunta Au- 
gusta powiada, że piwo w województwach 
pruskich warzy się z jęczmienia, w reszcie 
Polski z pszenicy, miałko zmielonej lub 
stłuczonej a wywarzonej z wodą i chmie- 
lem; niekiedy zaś do pszenicy lub jęczmie- 
nia dodają żyto lab owies, W innem miej- 
scu zaświadcza Kromer, że „Polacy, ogra- 
niczając swe pijaństwo do jęczmiennego 
piwa, wina niewiele używają". Taksa ży- 
wności na ratuszu krakowskim z r. 1573 
stanowi, aby piwo warzono tylko z czystej 
pszenicy. To też poeta Miaskowski mówi 
o piwie, jako o napoju z ,, pszennej jago- 
dy". Atoli w wieku XVII jęczmień wziął 



górę nad pszenicą. Prawo z r. 1585 przepi- 
suje, aby na 10 korcy jęczmienia dodawa- 
no jeszcze 2 czystej pszenicy. Lekarze za- 
lecali chorym piwo krakowskie dwurasfcne 
(dubeltowe), a wielu Polaków przekładało 
wystałe piwo pszeniczne nad wina hisz- 
pańskie. Wybrednym piwoszom przyga- 
nia Jan Kochanowski: 

Giiicwun eię nu te pieszczone zi^miuiy. 
Go piwu radzi Kzukają przji^nj. 
Nie pij, af ci się pierwej będsie chciało, 
Tedjć eię katde dobrem będzie zd^o. 

Beauplan powiada w pt^owie XVn w., że 
„Polacy w czasie obiadu piją tylko piwo, 
w ogromnych szklenicach, kładąc w nie 
grzanki chleba polane oliwą". W zbiorach 
jeże wskich posiadamy taką Bzklenicękwar- 
tową z polskim napisem: „Nikt nie wie 
biedy mojej", oraz wyrżniętym widokiem 
raju, w którym Adam w stroju rycerskim 
z włócznią, zaleca się Ewie ubrauej w krót- 
ką spódniczkę. Pasek pisze o odwiedzi- 
nach króla Jana Kazimierza u szlachcica 
Sułkowskiego pod Rawą: „Nie wiemy o 
niczem, napijamy się piwka, aż tu wchodzi 
sługa: -rKrólestwo Ichmość do W. M. Pana 
jadą, jeśli w czem nie przeszkodzą?" — 
Rzączyński powiada, iż do Śląska i Bran- 
denburgii wywożono z Wielkopolski piwo 
grodziskie. Na Mazowszu słynęło trady- 
cyjnie piwo wareckie, tak jak w Litwie: 
grodzieńskie, kiejdańskie, nieświeskie, bal- 
wierzyskie a orszańskie na Białejrosi. Pi- 
wa szlacheckie, klasztorne, marcowe i ow- 
siane, lubione i zdrowe, stały się podanio- 
wemi. Zdrowa, smaczna i posilna polew- 
ka piwna, t. j. piwo zagrzane z żółtkiem, 
zastępowała dzisiejszą kswę i herbatę na 
śniadanie. Kitowicz w opisie obyczajów 
za czasów saskich powiada: it ,.piwa da- 
wano do stołu, ile kto chciał, naczas po 
kieliszka wina, albo po szklance miodu; 
skoro się stół skończył, już kropli piwa w^ 
izbie stołowej nie znalazł. Dla dworzan 
dawano piwo do ich stancjów po jednemu 
i po dwa garnce na d^\ełi. To służalcy dwo- 



dbyGoot^le 



PLACENTA. — PLUS-OFFERENCJA. 



31 



rzan za odgłosem dzwonka od piwniczego 
odbierali. Taki regulament piwa miał 
miejsce tylko u wielkich dworów. Pomniej- 
si pankowie i szlachta trapili piwo w kom- 
panii gońcia i dworskiego od obiadu do 
wieczerzy, dopodnszki. Pracowite i skrzęt- 
ne polskie gosposie w każdym domu przy- 
gotowywały wyśmienite, jasne, lekkie, 
szamujące piwo .szlacheckie". Wiadomo- 
ści o sposobach warzenia piwa na Litwie, 
podaje książka: .Ziemianin albo gospo- 
darz inflancki", wydana w Slucku r. 1673. 
Dopiero w pierwszej polowie XIX wieku 
zaprzestano po dworkach wiejskich wa- 
rzyć .piwo szlacheckie". Dawniej w cza- 
sie żniwa wywożono je na pole dla żni- 
wiarzy, dawano w podarku na wesela 
kmieci i t. d, Lud wiejski na Mazow- 
szu i Żmudzi zachował dłużej zwyczaj 
warzenia piwa w domn, o ile zdoł^ ukryć 
tę czynność przed władzą akcyzną. W nie- 
których stronach robią takie piwo z sa- 
mych jagód jałowcowych. W starej pol- 
szczyinie dodziny zwano „mlóto", wrzą- 
tek piwny —^brzeczką", suszarnię słodu — 
„ozdownią, hozdownią, ozdnicą", slodowi- 
sko — ozdownikiem. Po domach miano 
zawsze do warzenia piwa 3 naczynia: trzy- 
nóg, kadkę i kociołek. Liczne szczegóły 
o piwo warstwie dawnych mieszczan lwow- 
skich znajdują się w dziele Łoziiliskiego: 
„Patrycjat i mieszczaństwo lwowskie" 
(Wydanie drugie str. 228 i 229). Al. Jelski 
pis^oddzielnąrozprawę o piwie w dawnej 
Polsce. Warszawa, 1887 r. 

PlacentR. Tak w w. XVn i XVni na- 
zywano skórę okrągłą, grubą lub w kilko- 
ro złożoną, szeroką jak dłoń, na trzonka 
drewnianym osadzoną, używaną po szko- 
łach do bicia „w łapę" chłopców za omył- 
ki w czytaniu, pisanin i nienanczenie się 
zadanej lekcyi. 

Piach, pleszek, plaohownica — 
blacha pancerzowa, do zasłony piersi i ple- , 
oów służąca. Mączyński w słowniku z r. 
1564 wyraz lac. Colohium objaśnia: „żu- ' 



pica bez rękawów abo pleszek". Pleszka- 
mi nazywano także nagolenice żołnierskie. 
Leopolita pisze: „Pleszki miał na nogach 
miedziane". 

Pllchła — bndka na szkncie dla sztabni- 
ka i marsz^ka tam, gdzie sztaba, (^o^^fr). 

Plinjeob. Meta (£«^. J^/ar. t. III, etr. 
201). 

Pliszki— gra hazardowna, znana w Pol- 
sce od wieków, polegająca na rzucaniu 4 
maleńkich drewienek, zwanych pliszkami. 
Zwykle z rózgi brzozowej ncinano dwa 
drewienka i każde rozłupawszy na dwoje, 
rzucano je po kolei z ręki na stół. Kto rzu- 
cił do pary, dwie na stronę jdaską, dwie 
na okrągłą, wygrywał; kto wszystkie na 
jedną którąkolwiek stronę, br^ stawkę 
podwójną: kiedy 3 były jednostajne a 4 in- 
na, nic ma się nie dostawało i jeszcze pta> 
cił. Za czasów saskich była to już tylko 
gra ulubiona pokojowców i pachołków. 

Pludry (z bawarskiego plodern — bu- 
chastym być) — spodnie szerokie, worowa- 
te, kroju niepolskiego, i dlatego nazwa ta 
ma u nas znaczenie pogardliwe. Starowol- 
ski w XVII w. pisze: „W pludry się ubie> 
ramy, żebyśmy się wyrzekli ojczystych o- 
byczajów", Inb: „Okrętnicy (majtkowie) 
miewają pluderki, abo raczej szarawary 
białe". Zbylitowski powiada: „Dal sobie 
robić pludry jak wory". W spisie gardero- 
by panieńskiej z r, 1660, danej na wypra- 
węksiężniczce znajdujemy „Pluderki ada~ 
maszkowe szkarłatne, popieliczkami pod- 
szyte, z forbotkiem złotym". (Łuk. Gołęb. 
„Ubiory w Polszczę", sir. 287). 

Plut olTerencJa. Jędrzej Moraczewski 
tak objaśnia ten wyraz odnośnie do sądo- 
wnictwa polskiego z w. XVIII: „Koszta 
sądowe byty oznaczone ustawami i w ka- 
żdej kancelaryi wisi^ tabela, aby pisarz 
nie ściągał więcej jak się należało. Że ko- 
szta Ij-iy bardzo drobne, bonp. wpis, choć 
najijc..''^gjej scrawy, kosztował tylko 3 
ztQ(. ^V -to interesanci zwykle więcej 
dĄ,-J^. <)F' -^wi V to się nazywało plus 



■yGoot^le 



PLUSK. — PŁATNERZ. 



offerencja. Gdzie prócz pisarza byljaki 
zastępca albo w kancelaryi grodzkiej 
prócz rejenta jeszcze wicerejent, natenczas 
zastępca i 'wicerejent nie brali nic z kosz- 
tów prawem przepisanych, ale musieli 
żyd z plus-offerencyi"- . W tym pnnkcie 
więkaza była dawniej otwartość urzędni> 
ków kancelaryjnych, którzy wprost oznaj- 
miali, £e choć im się prawnie nie należy, 
ale dostają od innych tyle a tyle". 

Plusk. Tak zwano ogon ryby i bo- 
bra. Plusk bobrowy ceniony byl jako 
przysmak pierwszorzędny wśród potraw 
postnych. 

Płatnerz.zwany także miecznikiem, sza- 
belnikiem, pancernikiem, szpadnikiem — 
rękodzielnik, wyrabiający: pancerze, ka- 
raceny, szyszaki, przyłbice, kolczugi, mi- 
siurki, tarcze, całe żelazne rynsztuakt na 
jeźdźca i konia i t. p. ochronne przybory 
rycerskie. Nazwa wzi^a początek ze śre- 
dniowiecznej łaciny, w której pancerz 
i blachę n&zywano plaia, a kojącego zbro- 
je z niemiecka //a/nćr. W Fol legum czy- 
tamy: „Wiele Rzeczypospolitej, jako na 
innych rzemieślnikach do rynsztankn wo- 
jennego, tak niemniej na płatnerzach za- 
leży". Więc sejmy z 1611 i 16l3 r. naka- 
zywały Wilnu i Kownu, aby najdalej do 
końca r. 1613 sprowadziły płatnerzy ze 
WBzystkiemi do tego rzemiosła potrzeba- 
mi, tak iżby zbroje i szyszaki nowe wyra- 
biali. Rękodzielnie takie były w Krako- 
wie na Stradomiu i Kazimierzu, w Wilnie, 
Równie, Warszawie, Lublinie, Łomży, 
Bieczu, Sochaczewie, Krasnymstawie, Ra- 
wie, Wiślicy. Szydłowie. Sam sono wie, Kor- 
czynie, w Kańczudze pod Przt-worskiem, 
w Świątnikach i Zielonkach pod Krako- 
wem. Nieraz biegły rysownik, rzeźbiarz 
i złotnik brali udział w ozdabianiu zbroi 
rycerskich. W r. 1546 nadwornym płatne- 
rzem Zygmunta Augusta był Florjan Sy- 
benburgor. Wśród mieszczan krakowskich 
wspominany jest pod r. 1609 mistrz kun- 
sztu płatnerskiego Bai'tłomioj Wojczyna 



a r, 1648 Wojciech Depczyiski. Na po- 
czątku XVI w. starszymi cechu krakow- 
skiego byli Stanisław Reska i Jan Kaczo- 
rek. Długosz opisuje krwawy wypadek, 
jaki zaszedł r. 146L w Krakowie między 
Andrzejem Tenczyńskim a płatnerzem 
Klimuntem z powodu zwady o niewyko- 
naną na umówiony czas robotę zbroi. E. 
1534 toczył się w Krakowie przed rajcami 
spór o zapis testamentowy Wita Stwosza- 
pomiędzy Janem płatnerzem, mężem An- 
ny, wnuczki Wita {którą pisano „Anna 
pancerniczka") a Magdaleną, wdową po 
Stanisławie Stwoszu. Liczba płatnerzy 
rozrzuconych po szerokim obszarze Rzpli- 
tej, musiała byó dość znaczna wobec mno- 
gości stanu rycerskiego czyli szlachty za- 
miłowanej w rynsztunkach i noszeniu bro- 
ni, czego ślad pozostał nawet w przysło- 
wiach: 1) Z kordem a boso, 2) Bez Boga. 
ani do proga, bez karabeli ani z pościełtr 
3) Szabla strój, kord broń, miecz towa- 
rzysz, W dokumencie krakowskim z r. 
1777 znajdujemy takie wyjaśnienia za- 
tradnień płatnierskich: 

Szlachetni Presydent i Rada Miasta Stołecz- 
nego Krakowa przez cedaly i int;iuowane na Ra- 
tusz, wokowali i zgromadzeni nad punktami sła- 
wetnych Stanzych i całego Cechu mleczni isego. 
Bzpadniczego i ślifirakicgo Krakowiikiego do Urzędu 
ninieJBZego podanemi, do rozrządzeDia każdej pro- 
fesji Magiwtrów, w opisie robót, jakie mają z Rie- 
luicła ew^O robić i sprawować w szczególności 
opisanie zaradzając, na potem kotdy stan tych Ma- 
gistrów n jednym Cechu znajdojących się, co maja 
nyrabiać i jakie pożywienie w rzemiośle swojem 
prowadzić niniejnzą ordynacyą przepisują i postana- 
wiają. — Prima. Miecznicy mają roboty robić 
i sprawować w swoim obrządku rzpniiosla to jest: 
miecze, koncyrze, multany, szable polskie, pałasze 
husarskie, kordelasy polskie, obuchy, karabelo, jei- 
dyczki czeczugi i le okadzać i oprawiać. — Secundo. 
1)0 Btpadn i ków należeć mają: szpady, kordela- 
sy Diemieckie i wszelkie inne sztuki, które tylko 
do rycerstwa i broni naleią, jako to: okowy do pa- 
łaszów, jakiegokolwiek gatunku i mody, sprzecz- 
ki do pendentów, zamtd^ QsUog^, okiinia do lasek, 
odlewanie giffesów, tr7,j.,j( sttiemion nabijanie, 
posrebrzanie i poztŁcany <cl* "■^'^^ i*"^ 



PŁATY..— PŁOT. 



do którjdi cz&mej A6ij potrzebować b^, bo }b 
mieczaicf osadsać i robif poirioni; okowf lai do 
tych (opr^ ieiamycb) szpadaic; robid mają. Wol- 
no będzie upadnikoLa do swej roboty wlaiaej sre- 
bra nlywać i slota wiórem pograoiCzDych ezpadni- 
czjcb. Cechów; i te tylko srebra topić im wolno, 
które do loboty im wlafinej potrzebne będą, in- 
nych tai przetapiać sreber komukolwiek nie wolno 
im będzie, ale te eFawetnym złotnikom krakowskim 
do przetopienia władd wie naleteć mają. Do robo- 
ty zaś swojej szpadnicy aby podlejszoj próby nie 
zalywali jak jeet jedynasta, aa której robocie kafdy 
Magister imię swoje lub znaki ma wybijać. Fr^bę 
srebra do roboty nfjwan^o od Fanów Btarszych 
złotników azpadaicy brać mają i te na kaldej robo- 
cie wyznaczać; gdzieby eię zaJ roboty bez tych 
ków szpadników lub próby dotników pokazały, ta- 
kowy totiea ąuotiea wykroczy, pięćdziesiąt grzywie 
karydotyć powinien. A jako posrebrzanie, pozti 
canie i odlewanie wyJej wyrażonych sztuk szpad- 
nikom wzorem cndzozi emskich Cechów pozwala aię, 
tak tychta Bztnk posrebrzanie i poztacanie, odlewa- 
nie złotnikom krakowukim nie zakazuje się, i ow- 
«Mm wohioećsię im według praw ich zostawnjewy- 
rabiiM)ia pomieoionjch sztuk od srebra i złota.— 
Tertia. Slitirze ci mają robić według cudzoziem- 
ekich czynnośd instrumenta cyrulikom potrzebne, 
jako lancety, CeUzha i inn^, takte noiyczki, nołe, 
brzytwy, miecze, pałasze, szpady, kordelaiy, bagne- 
ty szlifować i polerować, oprócz tych, które miecz- 
nicy i szpadnicy na swych kamieniach ostrzyć w 
domu będą; do ilifierzów nadto nalefe^ mają oko- 
^ry do pałaszów, karabel, szpad, kordelasów, zam- 
fcle do pasów, pendeptów, ostrogi i Inne jakiegokoL 
wiek gatunku i rzemiosła sztuki ze stali robione 
do szlifowania i polerowania, — Quario. Czelad: 
miecz aicza nie ma wedlag zwyczajów ładnem pra 
wem nieutwierdzonycb myta i zapłaty dopomioai 
'eię od BW(»ch Magistrów, tylko jak j^no praca, apo- 
eobność i aplikacja wymagać będzie, za alo)'«niem 
eię z Magiatrem według \eff> białości, czujności 
i splikacyi, dla dobra Magistra bw^o; robót tad- 
nych nowych ani starych w godziny Wieczorne 
ne nie mają podejmować się, ani tych od Mi^stra 
pozwolenia dooiagać się, daleko bardziej chłopcy; 
ftby tych nie podejmował się, ani im Magistrowie 
Z ohydą czeladzi nie pozwalali pod przeznacze- 
niem i karą przez cały Cech lak na Magistrów po- 
zwalających jak 1 czeladź tudzieł chłopców tc^ do- 
magających aię. Quinta. Że się ialą na atan kupiec- 
ki cit cechowi signater miecznicy i szpadnicy, te 
gatunki do rzemiosła ich nalelące są na sprzedały 
uk-ipoów krakowskich po sklepach; gdy dostatecz- 
nie da otywaaia i poiytku publicznego będą mieli 
gatunki i ewoje magazyny własnej roboty, naten- 

EncffUopadJi łbiropolika, I. IT. 



czas z tem zg;tosić się mają, wczem rezolncyą teraz 
zawieszoną rezolwowaną mieć będą. 

Płaty cienkiego snkna stałyly ogólnie 
a dawnych Słowian za moneta, tak ie od 
nich (zdaniem prof. A. Briickaera) poszedł 
czasownik ptacić. Oockie //ez/j (płat) 
również ze slowiańakiego wzięte. Na wy- 
spie Kaji jeszcze w XII w. „cokolwiek na 
targu kupió zechcesz, płatkiem lnianym 
zapłacisz"; toż wiemy o Gzecback w X w. 
Śleszkowski za Zygmanta III pisze w tló- 
maczenia polakiem Pedemontana: „Płatki 
barwiczkowe, których niewiasty nżywają 
kn rumienienia lica". W nowszych eza- 
sach chomąta krakowskie ozdabiane by- 
wały „płatami" wełnianymi w trzech ko- 
lorach: białym, czerwonym i czarnym. 

Pławienie czarownic ob^ Czary (£»<:. 

Star. 1. 1, str. 266). 

Płazem, plazą czyli płaską stroną. Ude- 
rzenie szablą nie ostrzem, ale jej bokiem 
czyli płazem, było rodzajem zniewagi dla 
uderzonego. Starowolski w XVII w, pi- 
sze: .Trzeba na harc jechać, 'gdzie nie bi- 
ją płazem, jak w szkole szermierskiej, ani 
z gałką sztychem, ale ostrym koncerzem*. 
W wojskn polakiem była kara, żcłnierzom 
wymierzana, bicia płazem. Stosownie do 
przestępstwa, skazywano na mniejszą lub 
większą ilośó płazów w plecy wymierza- 
nych więcej dla wstydu niż bólu. 

Plot. Wyrazy: płot, płótno, upla- 
tać, jeden mają żródłosłów, o którym 
przekonamy się łatwo, gdy spojrzymy na 
staroświeckie płótno t. zw. .cynowate" i 
na płot pleciony z chróstu sposobem ta- 
kim, o jakim mówi polski ' tłómacz Kre- 
scencjusza w XVI w.: „^^^ty robią naty- 
kawsży kc^y w ziemię na dwie stopy od 
siebie, plotą między nie chróst w podłiiż- 
ki'. Płot t*ki dziś jeszcze na Litwie lud 
zowie „plecieuiec" - Dlatego tlómaoz pi- 
sze „w podluiki'i *e z chróstu można było 
robić i łjtot ioiiy * mianowicie ucinając k 
niego Ił-\m ledaakowei długości i zaplata- 
jąc je Qflo comi^zy 3 żerdce pozio- 



dbyGoot^le 



34 



PŁÓTNO. 



me. Klak w XVIII w., pisząc; .Ploty by- 
wają łozowe, brzozowe*, ma na myśli ple- 
cione 2 łozy między kotkami i laskowane 
z brzeziny w 3 żerdzie. Dawniej, gdy ła- 



Płot B olufatu pledoof „w podloiki". 
sów s zarośli było w krsja duio więcej i 
czas ludzki był tańszy, prawie wszystkie 



Płot z la«ek iNzczynowjch lub brzOEOwych, 
płoty pleciono z chróstu, choA płot taki po 
ngnicitt w ziemi kołków nie trwał dłu2ej 



Płot chróaciaof iTjhaftowinj DB ornacie Kmity 
w początku XVI frieku. 

nad 3 — 4 lata, jak o tem mówi nawet 
stare przysłowie: „Tr^ lata jdot, trzy 
płoty kot, trzy koty koń, trzy konie 
odek, to zwykły wiek". Płot dn^, 
stary i miejscowość nim ogrodzoną zwa- 
no zgmbiale płocko, skąd powsta- 
ły stare nazwy: Płocko nad Wisłą i Po- 
iocko nad Dżwiną, później skrócone na 
Płock i Połock. Tyn jest słowiańską na- 



zwą także pewnego rodzaju ogrodzenia 
i płotn, od którego powst^ nazwa Tyń- 
ca. Podajemy tu 4 rysunki, pod którymi 
znajdują się odpowiednie objaśnienia. 



Płńtno robione spoBobem Btaroiwieckim „w cjnk" 
ciyu t. IW. „cynowało". 

Płótno. Tak nazywano tkaniny lnia- 
ne najrozmaitszych gatunków. Były f^ó- 
tna: cienkie i grube, glansowane, farbowa- 
ne, malowane, drukowane, woskowane, 
pstre i w pasy, olenderskie, kolońskie, 
flamskie, szwabskie, głogowskie, wrocław- 
skie zwane inaczej Gołcz, na wielki czyli 
gięty łokieó przed awane, czarne na mały 
( Vol. leg., T, f. 185, r. 1673 i Statut Her- 
barta). „Płótno saskie", surowe, gęste, 
trwałe przedawano na sztuki 100-łokcior 
weipółsztuki 60-iokciowe. „Płótno ślą- 
skie*, pośledniejszej dobroci od holender- 
skich, rówuające się a niekiedy lepsze od 
szwabskich, sprzedawaae było na sztoki 
48'łokciowe. „Płótno szwabskie" kroch- 
malone i maglowane, z nicią mocno spła- 
szczoną, po wyprania okazywało się rząd- 
kiem i grubszem niż przy kupnie. P 1 ó- 
cienka by wafy: tureckie, srebrne i złote, 
jak to widzimy w Wargoekim i w „In- 
struktarzu celnym litewskim". Nastały 
później angielskie, cienkie, lśniące, w kra- 
ty i pasy, wreszcie pliJcienka krajowe zwy- 
kle białe z różowym „^ebieskim lub orze- 
chowym. Najwięka^^ 4>^S z zagranicz- 



yGoot^le 



PŁUG.— POCZTA. 



nyoh miało w XVI w. w Polsce i^ótno ko- 
lońskie. Blskap wileński Janasz poslat 
.carowi tatarsidemu" przez jego poda w 
podarku .knl^.&elazną od Piszczka a dla 
oarowej łokieć koleńskiego płótna 
na chustki" (Gtórnicki w Dworzaninie). 
Ob. Plot. 

Pług. Narzędzie do orania, którego 
nazwę spotykamy joi w dokamencie zroka 
1254: ,ad duo arałra plugones'*. Od Sto- 
wiaa -r piaze Bruckner — wzięli Niemcy 
naswę plaga i giządzieli. Niemieckie Pfiug 
i (7fini^/ pochodzą z języka słowiańskie- 
go. Wojownieay Niomiec niechętnie od- 
daw^ się uprawie roli, kopali ją dla niego 
niewolnicy; robił na niego i Słowianin z 
{^ngiem. Zwykle twierdzono przeciwnie, 
że Słowianie od Niemców nazwę pługa o- 
Łnsymali, ale to oiemożebne dla tej pro- 
stej przyczyny, ie wszystkie niemieckie 
słowa z ^ są obcego pochodzenia, więc 
i Pflug obcym byó musi. Przypuszczał 
to już Cłrimm a słowiańskiego pochodze- 
nia dowiódł najlepiej J. Peisker w Zeit- 
schri/i f&r Social und Wirtsckaflsge- 
sckichie' (Weimar, 1896K który i inne na- 
zwy niemieckie plaga (np. Arl z orało) 
dusznie od Słowian wywodzi. Nazwa 
j^aga urobiona została od pla — (płynąć, 
pług jJynie po roli), jak np. sługa od du— 
(dnchać). Pługiem aazywano także pew- 
ną miarę ziemi. Czacki pisze, it bisku- 
powi chełmińskiema od każdego i^aga 
ziemi po jednym korcu owsa i żyta odda- 
wali obywatele tej djeoezyi, a najdłużej w 
Polsce ziemia Hahrka zachowała miarę 
pługiem zwaną do podatku. 

Pługows, ob. Podatki i oiężary. 
Pobojozyk — stempel u pistoletów nie- 
co dłuższy od tej broni; noszony był w 
wojska polakiem przy ładownicy lub za 
pasem w tyle. B. Gembarzewski. 

.Pochutnywać, po^hiltna.wać sobą, 
znaczy balansować, podrygiwać, pląsać w 
tańco, okazując w ten sposób radość i o^ 
ohoczoAć. Mąozyński w słowniku z r, 1564 



okreńla wyraz łaciński gestio słowami: 
„pochutnawam sobą od wesela', wyraże- 
nie zaś: agere gestum humeris, tłómaozy: 
^pochatnawać abo porachawać ramiony*. 
Ł. Górnicki pisze w Dworzaninie: „Z cho- 
dzenia, śmiechu, pochutniwania Z sobą, 
wielekroć można człowieka omyd po- 
znać", o dziewicach zaś robi uwagę: „Nie 
zda mi się, aby ochotę zbytnią żartkim 
skokiem, pochutniwaniem z sobą pokazo- 
wać miała". 

Pochwałka znaczyła w Litwie to samo, 
co w koronie, odpowiedź rycerska 
(ob. Enc. Star. t. III, str. 278, pod wyra- 
zem Odpowiedź). 

Paciot, naciot, mąż ciotki, ob. Po- 
krewieństwa. 

Paciatiw. Podarek dawany panu, zwie- 
rzchności lub godnej osobie, zwany także 
„pocztą" od słowa poczcić, uczcić. I po- 
czesne pochodzi także od poczczania, 
okazania komuś czci przez danie mu o- 
fiary. 

Poczta i poszta. Bolesław Chro- 
bry, który był równie wielkim wojowni- 
kiem jak organizatorem swego państwa, 
postanowił, . żeby do rozwożenia jego roz- 
kazów wszystkie miasta dawały posłań- 
ców konnych lub pieszych. Długosz, mó- 
wiąc o natychmi&stowem zawiadomieniu 
Bolesława o zamordowaniu pięciu zakon- 
ników w Kazimierzu wielkopolskim roku 
1006. dodaje: .Tak bowiem mądrze i. prze- 
zornie król ten urządził swoje państwo, że 
wszelkie sprawy i wypadki świeżo wyda- 
rzone, ozy to w pobliża, czy z dala, w kra- 
ju czy za granicą, nietylko dniem ale i no> 
cą dochodziły jego wiadomości". Następ- 
ni Piastowie roz(»ągnęU te obowiązki pod 
nazwą ąjfgaria i na mieszkańców wiosek. 
W dofe^j^giiCW 71 1. \226 znajdują się juk 
wymi(jj^ _ g ■oo polsku w Uczbie mnogiej 
npodł^^i'' ,, %.Ton.\kaTZ6 nasi z doby Pia- 
stów ^^JW '.^m o coAwodacb dostarcza- 
nych ^ fl^** -aia ŁB«A6kUUrom« ob- 



^, 



dbyGoof^le 



iąc^ listy kaiąźęce komornicy czyli dwo- 
izanie książąt. Musiały stąd wynikać na* 
dożycift, któi-e, jak twierdzi Dlagoaz, by- 
ty jedną z przyczyn wypędzenia Uieczy- 
^awa Starego z księitwa Krakowskiego. 
To samo było z Wladyalawem w Pozna- 
niu. Kazimierz, następca Mieczysława, o- 
graniozy] prawo brania podwód wyłącz- 
nie dla posłańców książęcych. State, pocz- 
towe urządzenie podwód nastąpiło za 
Zygmunta Augusta w r. 1564, który n- 
trzymywał także własnym kosztem pocz- 
tę zagraniczną, zwłaszcza z krajami wło- 
skimi. Stefan Batory aktem z d. 29 sty- 
cznia Lo83 roku zatwierdził ustanowioną 
przez Zygmunta Augusta pocztę pod za- 
rządem Sebastjana Montelnpiego, szlach- 
eica florenckiego i jego siostrzeńca Wale- 
rego, pod warunkiem utrzymywania sta- 
łej komunikacyi pomiędzy Krakowem a 
Wenecją dwa razy miesięcznie w ten spo- 
sób, aby podróż tam i z powrotem trwała 
dni 15. W razie przeniesienia się dworu 
z Krakowa, poczta obowiązana była prze- 
wozić swoim kosztem listy i wszelkie 
przedmioty do Warszawy. Zarząd pocz- 
ty oddawf^ akt królewski na lat 5, od 15 
lutego 1583 r. począwszy, z pensją 1000 
zip., które wypłacać miała Sebastjanowi 
Montelnpi i jego siostrzeńcowi krakowska 
kasa celna. Przytaczamy wreszcie nastę- 
pujący urywek aktu, traktującego o opła- 
cie. „Opłatę od listów prywatnych, na 
pocztę oddawanych, na 4 grosze polskie 
od listu ustanawiamy bez względu na od- 
ległość miejsca, gdzie listy iść mogą, zwal- 
niając od tej opłaty zakony ks. francisz- 
kanów, bernardynów, dominikanów, au- 
gustjanów i karmelitów, których listy bez 
ftadnej opłaty na pocztach przyjmowane 
mieć chcemy". Niemniej dbał o poczty 
i następca Batorego, Zygmunt m. Za je- 
go to panowania widzimy przedsiębiorcą 
pocztowym Dominika Montelupiego, lwo- 
wianina. Po Montelupich przedsiębior- 
stwo poczty zagranicznej objął i udosko- 



nalił r. 1629 inny patrycjnsz lwowski, Ro- 
bert Bandinelli. Zygmunt III nad^ ma 
przywilej otrzymywania regularnej pocz- 
ty królewskiej do Włoch i wógóle za- 
granicę, tudzież ekspedycyi listów przez 
osobnych kojjerów. Wł, Łoziński w dzie- 
le swojem .Patrycjat i mieszczaństwo 
lwowskie" przytacza cały akt królew- 
ski (z d. 4 marca 1629 r.), organiznją- 
oy pocztę. Są tam i ceny pocztowe od li- 
stów do Warszawy i Krakowa. Bandi- 
nelli polatach kilka przedsiębiorstwo pocz- 
towe zwinął, ale około r. 1639 ponownie 
je otworzył. Już r. 1620 Zygmunt III 
wszystkie dochody 
z podwód przezna- 
czył na urządzenie 
poczt w Koronie i 
1 Litwie, ustanowił 
dozór, zarząd i 
przepis^porządek, 
aby miasta glów- 
niejsze odbierały 

, ^, co tydzień wszelkie 
Piecięc fteneralnej prefetta- " , 
ry pocrt BzeczypospoUtej la "sty 1 zawiadomie- 
cMaówSMkich. j^^^. ^Miasto pod- 

wód czwórę (poczwórnie)pieniądze podwo- 
dne oddawać każemy, a za to porządną 
pocztę po catem lirólestwie stanowimy" 
(fi*/.^^.). Synowie jego uzupełniliprzepisy 
pocztowe. Władysław IV w r. 1647 i Jan 
Kazimierz w r. 1659. potem Jan III w la- 
tach 1677 i 1678 i Augost II, ale wojna 
szwedzka w r. 1702 wszystko prawie zni- 
szczyła. Kraj, pustoszony przez wojska 
szwedzkie, saskie i rosyjskie, nie mógł się 
dźwignąć prędko, tembardziej, że August 
U, nienawidząc swobód polskich, obojęt- 
nym był na dobro Rzplitej. August lit 
wznowił zakłady pocztowe, nad którymi 
zwierzchnictwo posiadał generał -poczt - 
mistrz, niemałe ciągnąc z nich dochody. 
W Paktach bowiem *« Stanisławem Au- 
gustem położono 'Mtft^i^^o warunek, że 
poczty niemaj^ ^^rfnosió korzyści gene- 



,(b 



^y ( Google 



POCZTOWY.— PODATKI. 



37 



lo, ale nadf^ będą stanowiły atołowy do- 
chóA królewski". TJstawy 2 lat 1766 i 1777 
zaprowadźmy ulepszenia pocztowe, a Sta- 
nisław Poniatowski własne fnndosze na 
to lożjt Udogodnienia komunikacyjne 
rozwijały się szybko w Europie, więc też 
za rządów pruskich w r. 1796 wprowadzo- 
ne zost^y sztafety, ekstrapoczty, knrje- 
Tzy i listonosze, a za Księstwa Warszaw- 
skiego w r. 1808 dyliżanse. Podajemy tu 
lysunek pieczęci z czasów saskich, z napi- 
sem: Generalis prae/eclura postarum Re~ 
gni Poloniae^ której tłok posiadamy w 
zbiorach jeżewskich. Prof . Briickner ka- 
że odróżniać wyraz rdzennie polaki p o c z- 
ta od używanego dawniej często wyrazu 
P o s z t a wziętego żywcem z włoskiego /c- 
sła, lubo oba te wyrazy często dawniej z 
sobą mieszano, jak to widzimy z gazety 
polakiej , Poczta Królewiecka", wydawa- 
nej w Królewcu przez drukarza J. Dav, 
ZanHera w latach 1718 — 1720, gdzie na 
tytule naprzemian Poczta albo Posz- 
ta wypisuje, a przy tern narzeka, że: .ob- 
rywka (dochód) z Qazetów Polskich bar- 
dzo licha była" (w Królewcu), bo niewielu 
było, ^którzyby chcieli Polskie trzymaó 
Gazety". Gazetę powyższą odkrył w na- 
szych czasach prof . Al. Bruckner w archi- 
wach królewieckich. 

Pocztowy, szeregowy Inb pacho- 
łek nazywał si^ ż(^nierz wjeździe pol- 
skiego autoramentu — nieszlachcic. Zacią- 
gający aię pod znak husarski, pancerny 
lub później do kawaleryi narodowej „to- 
warzysz" obowiązywał się służyć osobi- 
ioie lub przez zastępcę. W pierwszym wy- 
padku zaciągał się wraz z pocztowym, w 
drugim stawiał za siebie dwach poczto- 
wych, na których przypadającą płacę o- 
trzymywat nieobecny towarzysz. Taki 
poczt nazywał się sowitym. B. Gemb. 

Podatki i Cifiary dawne w Polsce zwa- 
no /r'!':^/«*», conlributio, census, vesli£al, 
gabeliu, exaciio, colleciae, dałio, pobór, dań, 
■CiAt i t. d. Piastowie, organizując swoje 



rządy, nańladowali w wielu razach ksią- 
żąt Zachodu. Wszystkie zatem nakłada- 
ne przez nich na poddanych ciężary i słu- 
żebności miały wprawdzie nazwy polskie, 
ale były naśladowaniem zachodnio-euro- 
pejskich. Zagranicą, gdzie było więcej 
pieniędzy niż w Polsce, nastąpiła wcześ- 
niej przemiana na brzęczącą monetę wie- 
lu służb i danin, uiszczanych pierwej w 
naturze, t. j. zbożem, bydłem i pracą. U- 
boższa w kruszec Polska, długo podatków 
pieniężnych nie zn^a. To też cudzoziem- 
cy, przybywający do nas z Zachodu w do- 
bie Piastów, daniny składane w naturze 
nazywali „prawem polekiem". Mnogość 
dzielnic książęcych i przywilejów wyjąt- 
kowych była powodem różnolitości praw 
i pewnego zawikłania w nazwach służeb- 
ności krajowych. Choć według pojęć daw- 
nych nie odróżniano obowiązków wzglę- 
dem osoby księcia od państwowych, to je- 
dnak rozdzielić je można na dwa rodzaje. 
Wśród obowiązków względem państwa 
pierwsze miejsce zajmuje służba wojenna 
{expediłió). Wprawdzie jądro siły zbroj- 
nej stanowiło rycerstwo na dzielnych ru- 
makach i kosztownie uzbrojone, z którem 
Bolesławowie robili wyprawy na Pomo- 
rze, Ruś, do Węgier, Morawii i Czech — 
ale w obronie własnego kraju nie pogar- 
dzano tłumami gorzej uzbrojonych tarczo- 
wnikdw z wiejskiego ludn. W razie na- 
padu wroga, cała ludność zagrożonej zie- 
mi stawata pod bronią. Każda okolica po- 
siadała swój „gród", czyli miejsce obron- 
ne wysokim wf^em, palisadami i wodą lab 
bagnem, gdzie zamykano kobiety, dzieci 
i dobytek. Mężczyźni szli walczyć z nie- 
przyjacielem, robió zasadzki i zasieki po 
lasach. Każde .opole" dostarczało drn- 
*y°7 dtj jiSptawy i obrony grodu w swojej 
okolicv^ -^ ci&Bie pokoju załoga takich 
grod(i'r » i(,jura^ników kasztelańskich 

YO' . cArtai^alB. sin Tir^nwiLdiniA Z 







! i 



dbyGoof^le 



dowycb. T& kolejna słołba grodowa 
wprawiała całą ladnośó do wojennego rze- 
mioeła. Nie dziw też, ii chłopi kojawsoy 
potrafili zwyciężać Krzyżaków, jak to np. 
miało miejsce pod weią Dąbkami r. 1431. 
Taka etraż kolejna, czyli t. z. „stróża zam- 
kowa", istniała także w całych Niemczech 
i Węgrzech pod odpowiednią nazwą nie- 
miecką. W Polsce mamy już o niej wzmian- 
kę w dokumencie z r. 1126, Utrzymanie 
„grodu" w należytym stanie było wszę- 
dzie obowiązkiem okolicznej ludności, ja- 
ko chroniącej się do niego podczas wojny. 
Często więc naprawiano nasypy ziemne, 
częstokoły i drewniane wieżyce zamku. 
Do czasów bowiem Kazimierza Wielkie- 
go zamków murowanych Polska prawie 
nie posiadała. Nietylko w granicach włas- 
nej kasztelanii, gminy czyli opola, takową 
składające, obowiązane były do bndowy i 
naprawy swego grodu. Jeżeli księcia wy- 
padło gdzieś w dalszych stronach, zwłasz- 
cza na granicach kraju, wznieść nowy 
„gród" lub stary odbudowywaó, a siła o- 
kolioznej ludności na to nie wystarczała, 
-przywoływano do pomocy lud z sąsied- 
nich kasztelanii. „Stróża' zamkowa, na- 
leżąca pierwotnie do tej samej kategoryi 
obowiązków, co służba wojskowa, zamte- 
-nioną została z czasem na stałą daninę. 
Nastąpiło to zapewne w XII w., bo w XIII 
znajduje się ona już wszędzie zaliczona do 
danin. Bliższe oznaczenie obowiązku służ. 
by wojskowej znajdujemy po raz pierw- 
szy w przywileju Bolesława Wstydliwego 
z r. 1270. Do ważnych obowiązków pu- 
blicznych należno budowanie i naprawa 
mostów na rzekach, a zwłaszcza przy zam- 
kach. Za Krzywoustego był to jeszcze o- 
bowiązek ogólny, ale z ozasem rozmaite 
dobra zwalniano od powyższego ciężaru. 
Więc też w półtora wieku po Krzywou- 
stym, Leszek Czarny w wielkim był Idtopo- 
cie, kiedy się zabri:^ do naprawy mostów 
swojej Sieradzkiej dzielnicy, bo znaczną 
czędó jego księstwa zajmowała kasztela- 



nja wolborska, wlasnośó biskupów kujaw- 
skich, których ludzie byh już uwolnieni od 
robót mostowych. Do bardzo ważnych o- 
bowiązków ludu dla obrony kraju należa- 
ły owe słynne zasieki leśne na granicach 
Polski, których sławę tak wymownie gło- 
sił sam cesarz Pryderyk Barbarossa. Do- 
kument z r. 123Ó zaświadcza, że w razie 
naglącej potrzeby do rąbania zasieków dla 
powstrzymania nieprzyjaciela powoływa- 
no w owym czasie nietylko ludnośó nad- 
graniczną, ale i z wnętrza kraju. Do za- 
kresu usług publicznych należał jeszcze 
t. z. .ślad" {vesiigid), czyli obowiązkowa 
pogoń za śladem uciekającego złoczyńcy. 
Jeżeli umykał złodziej lub jaki zbieg wię- 
zienny, cl^opi obowiązani byli z „krzy- 
kiem" gonió za jego „śladem", dopóki nie 
dotarli do sąsiedniego opola i sąsiadom 
nie powierzyli dalszej pogoni (takie samo 
urządzenie istniało w Anglii). Zaniedba- 
nie pogoni pociągało za sobą płacenie ka- 
ry za przestępcę, a odwrotnie schwytanie 
go uwalniało ludnośó całego opola od od- 
powiedzialności (ob, Opola). Najdokucz- 
liwszym ciężarem ogólnym względem pa- 
nującego księcia były „podwody". Poda- 
nia francuskie o aciemiężaniu ludu czę- 
stymi przejazdami panujących są prawie 
jednobrzmiące ze skargami na takież na- 
dużycia za Mieszka Starego. Czy książę 
wysyłał jakiego posłańca z rozkazem 
do odległego ,, grodu", czy jaki urzędnik 
grodowy wybrał się w drogę, natychmiast 
trzeba mu było, gdzie przybył, dostarczyó 
podwody lab dobrego konia pod siodło. 
W najgorszem też położeniu były osady 
odosobnione, odległe od zaludnionych o- 
pól. Za Krzywoustego skarżono się i>o- 
wszechnie na ncisk podwodowy. Później 
w dokumentach z XIII wieku rzadkie są 
stosunkowo wzmianki o „podwodach", 
może dlatego, że zamiaBt właściwych pod- 
wód częściej był -^ nżycaa t. z. „powóz". 
Niemniej utyski-w^^o H^- obowiązek trans- 
portu rzeczy ksi^^^^^^o^, s^any „przewo- 



yGoot^k 



dem" [conductus). Odrótoiano dwa ro- 
dzaje przewodu; chłopski i rycerski. Do 
władyków czyli pasów, szlachty i Tjcec- 
atwa, należ^ transport, wymagający szcze- 
gólnego pośpiechn, zatem przewóz ży wno- 
ńci, łatwo ulegającej zepsncin, np. ćwieżej 
zwierzyny, ryb i placków pszennych. Do 
tej kategoryi należeli jeszcze: jeńcy, złoto 
i wino. Natomiast chłopi końmi lab wo- 
lami przewozili: zboże, skóry, wosk, żelazo 
i t. p, Każdemn „przewodowi" towarzy- 
szył „komornik" książęcy, czyli dworza- 
nin, zostający w służbie panującego. Ko- 
mornik taki pilnował własności pańskiej, 
czuwał nad przeładowywaniem i pośpie- 
chem. Jeżeli ,,przewód" przybył hez ko- 
mornika, chłopi nie mieli obowiązku go 
przyjmować. Każda osada odpowiadała za 
całość transportu, dopóki go pod dozorem 
komornika nie oddała sąsiedniej osadzie. 
W dokumentach z w. Xin przechował się 
spór między dwoma wsiami; Kacice i Ja- 
nnszkowice, kt^Jrym często wypadało sta- 
wać do „przewodu". Ale Januszkowice 
umi^y sobie radzić, bo odstawiały prze- 
wód do sąsiednich Kacie, od których tyl- 
ko mostem na rzece Szreniawie oddzielo- 
ne były, gdy Kacice do Iwanowic lub 
Przestańska, najbliższych osad na trakcie 
do Krakowa, miały kUkakroó dalszą dro- 
gę. Wyrazem „powóz", zdaje się, nazy- 
wano obowiązek dostarczania samych ko- 
ni i woźniców do wozów książęcych. W 
dokomencie zr. 1258 znajduje się wzmian- 
ka o zamianie tego ostatniego ciężaru na 
stały podatek pieniężny. Ale najkosztow- 
niejszym był podobno ciężar żywienia 
dwom książęcego, gdy ten w czasie po- 
dróży zatrzymał się na popas. Trzeba zaś 
wiedzieć, że system rządzenia krajem po- 
legał wówczas na ciągłem objeżdżaniu 
„grodów" przez panującego, sądzeniu 
spraw i sporów. Bolesław Chrobry wię- 
cej przesiadywał po grodach — jakzaświad- 
cza Gallus — „więc każdy z radością wy- 
glądał przybycia monarchy. Bogaty, u- 



bogi i cały kraj z ochotą się zbiegał, by 
ujrzeć jego oblicze". Inaczej było za Krzy- 
woustego, który spędzał życie w polu i na- 
miotach. Później, pod koniec XIII w., 
ustanowili książęta raz na zawsze, czego 
im kmiecie w czasie podróży na popas ma- 
ją dostarczać. Tak Leszek Czarny doma- 
gał eię latem tylko jednej krowy i dwuch 
owiec, w zimie zaś dwuch wieprzów, 30-u 
kur, 100 jaj, po pół korca grochu i jęcz- 
mienia na każdy obiad. Ponieważ w „gro- 
dach" czyli zamkach bywało zwykle cias- 
no dla dworu ksiątęcego, służba przeto 
książęca, złożona z piekarzy, piwowarów 
i miodosytników, łowiecka i rzemieślnicza, 
wychodziła do okolicznych opól, gdzie jej 
było wygoduioj i lokowała się tamże, do- 
starczając wszystko dla dworu. Towarzy- 
szyli jej i łagiewnicy książęcy, którzy la- 
gwie i beczki ua miód, piwo i mięso solo- 
ne sporządzali. Ponieważ prawie każda 
osada przypierała do lasów książęcych, 
służba zatem łowiecka zajmowała ludność 
wiejską do nagonki czyK gonienia za 
„psim śladem" po lasach, zalecała jej pil- 
nowanie zwierzyny, doglądanie jelenich 
legowisk i gniazd sokolich. Gdzie się so- 
koły gnieździły, tam ani barci nie wolno 
było zakładać, ani drzewa rąbać. Daniny 
w naturze, wybierane przez poborców ksią- 
żęcych, sięgały bez wątpienia prastarych 
czasów powstawania władzy książęcej, 
kiedy to ludność caiego kraju część swe- 
go dobytku i plonów roli składała na u- 
trzymanie panującego. Do takich należał 
przedewszystkiem „naraz" lub „narzaz", 
danina z wieprzów, a zapewne i innego do- 
bytku, na rzeź dla książęcego dwom pę- 
dzonych, cząstka corocznego przyrostu 
trzód ■^e&niaczych, potrzebna do «aspo- 
JfojenU Aodsw^^yi^ potrzeb książęcego 
stołą ■taaTi&''^' "wy\)\erano opolami, rów- 
°*®3^-ł V .-^ąiliTÓwlwolów. Ludność 
opol^V ^ coiocŁti« po jfi^iiy"^ ""0^® 
j p<ł ^^ ,Vie> 4(1 ^^^- ^*^ '^^ ^' 

wst ^ ^iMJo-poWei". „'SMaz^'w 



dbyGoot^le 



40 



PODATKI. 



postaci składanego królowi podatka od 
mięsa dotrwał czasów późnych, bo widzi- 
my, jak Kazimierz Jagiellończyk r. 1464, 
zatwierdzając przywileje stanów pruBkick, 
awalnia te stany od ^narzazn*. Ckłopi 
składali daninę za to, że mogli mieó barcie 
w borach ksi^ęcych. Jedni dawali gar- 
nsk czyli„gamiee" miodu (urna me/iis). "W 
kasztelanii chrobskiej, każda osada dawa- 
ła 3 dażegamce(r. 1251), gdzieindziej całe 
opole dawało razem urna mellis preysin- 
cialis, co znaczyło zapewne kadź mioda. 
Trzecią t«go rodzaju daninęstanowił .sep', 
sMadasy z pszenicy, owsa i jęczmienia. 
Wybierano go opolami, tak jak wszystkie 
inne daniny, co wyjtfywało z koniecznej 
wówczas solidarnej odpowiedzialności ka- 
żdego opola czyli gminy rolniczej. Termi- 
nem do poborów tego rodzaju był dzień 
Św. Marcina, jako czas głncbej jesieni, w 
którym już wszystkie zbiory były doko- 
nane. Jeżeli używany w ówczesnych ła- 
cińskimi dokumentach wyraz mensura o- 
znaczał korzec, to w lubińskiem opolu 
„sep' przynosił księciu rocznie 20 korcy 
zboża (r. 1242). Zboże odwożono do gro- 
dów książęcych, po kraju rozsianych, gdzie 
zażywano je bądź dla dwom i wojska ksią- 
żęcego, bądź dla załogi miejscowej, bądź 
w razie napadu dla ludności okolicznej, 
która się do grodu chroniła. Wyraz „sep" 
czyli zsep pochodzi od zsypywania do spi- 
chrza (książęcego). Nie jest jednak dotąd 
wyjaśnionem, czy była to odrębna danina, 
czy też tylko sposób płacenia podatków w 
' zbożu. Wiadomo bowiem, że wówczas 
przyjmowano powszechnie podatki w [bo- 
dach surowych. I w Polsce, dopóki mone- 
ty było mslo, daniny składano księciu 
przeważnie w skórach, Jutrach, zbożu, wo- 
sku, miodzie i żywem bydle. Qdy jednak 
wpływ cywilizacyi pomnożył i upowszech- 
nił monetę (nazywaną „obrazem" od wy- 
bitego na niej wizerunku księcia), rozwój 
skarbowości polegał odtąd na zamianie 
pierwotnych danin na pieniądze. Najwa- 



żniejszym podatkiem było poradlne 
czyli powołowe, pobierane od ilości ra- 
d^ i wołów, których opodatkowany do 
uprawy swoje; roli używał. Radło bo- 
wiem czyli półj^ug było pierwotnem na- 
rzędzdem do orania. Podatek ten grunto- 
wy, pochodzący, jak się zdaje, z zamiany 
pierwotnej stróży grodowej na pieniądze, 
przetrwał najdłużej, jako wyraz uznania 
władzy książęcej nad ziemią,ikiedy wszyst- 
kie inne ciężary znikły, to jeszcze król 
Ludwik, następca Kazimierza Wielkiego, 
zastrzegł sobie w dyplomie koszyckim za- 
chowanie poradinego w wysokości dwuch 
groszy od łanu. Ostatecznie dopiero pak- 
tami z Włady^awem lY r. 1632 uchylono 
podatek dwugroszowy z poradlnego tanu, 
„ j ako pamiątkę niewoli". Drugim podatkiem 
było „podworowe" (później nazwane po- 
dymnem), c^li oj^ata od domów miesz- 
czańskich i kmiecych, jako jednostek osa- 
dniczych. Podworowe zwano inaczej kun- 
nero, bo jeszcze w XIII w. najpospoliciej 
dawano z domu po dwie skórki wiewiór- 
cze czy kunie co roku. W ziemi Krakow- 
skiej widzimy od XI wieku podatek zwa- 
ny .pomocne", zniesionyostatecznie przez 
Henryka Brodatego. Byt to zapewne, jak 
.pomoc' w Czechach, podatek nadzwy- 
czajny, dodatkowy, ze skarbowości cze- 
skiej naśladowany. Odkąd t. z. „stróża", 
czyli obowiązek kolejny straży grodowej, 
zamieniony zost^ w sttJą coroczną da- 
ninę, wybierali ją osobni poborcy, zwani 
.panami stróżnymi'. Obowiązek podej- 
mowania dworu książęcego w czasie ob- 
jazdu księcia po kraju, zwany „stanem" 
{słaiiones), już od czasów Krzywoustego 
począł byó zwolna zamieniany drogą wy- 
jątkowych przywilejów lub dobrowolnego 
układu z księciem na podatek pieniężny. 
Pomimo to jednak w rocznikach ducho- 
wieństwa z czasów Jagiełły znajdujemy 
utyskiwania na ucis^ sprawiany dobrom 
dnchownym przej ^ejazdy królewskie 
czyli „stan". ^6<i> ..t^^ stałych, skarb 



yGoot^k 



o D A T K I. 



41 



książęcy miał jeszcze dochody z różnych 
opt&t okolicznościowycli. Kiektóre z tych 
0[^at wynikamy z zasady, że gdy ksiąię 
JBtt paaem całego kraju, stąd żadna wa- 
żniejsza chwila w życiu jego poddanych 
nie może minąć bez podarku dla monar- 
chy. Zatem dziewczęta i wdowy z osad 
kmiecych przy zamążpójścin składały gar- 
niec miodn, co zwano „wdowiem'' i „dzie- 
wiczem". Mosi^ to byó zwyczaj bardzo 
dawny, a zniesiony został razem z „pomoc- 
nem" przez Henryka Brodatego w ziemi 
Krakowskiej i przez Konrada w r. 1232 na 
Mazowszn. Ważną rubiykę dochodów sta- 
nowiły opłaty sądowe. Ponieważ książę 
był najwyższym stróżem prawa i sędzią, 
kto więc przeciw prawu wykroczył i spo- 
kój lub bezpieczeństwo publiczne łamał, 
obok powetowania szkody pokrzywdzone- 
mu winien był zaj^ció karę do skarbu 
książęcego, zależną od wielkości przestęp- 
stwa. Pewna część z tych opłat s^a do 
skarbony sędziego, kasztelana lub jego n- 
rzędników, którzy w imienia i zastępstwie 
księcia sądzili. Podług pojęó ówczesnych 
należał się księciu adział w zysku handlo- 
wym, osiąganym pizez cudzoziemskiego 
kupca w jego państwie i pod opieką jego 
władzy. Udział ten pobierany był pod na- 
zwą myta i targowego. Ceł granicz- 
nych nie znała ówczesna Polska, bo w 
puszczach, ciągnących się wzdłuż granic 
niepodobna było straży celnych rozcią- 
gać. Były więc tylko wskazane wewnątrz 
kraju szlaki handlowe dla kupców, któ- 
rzy przy wyznaczonych grodach ksią- 
żęcych opłacali myta. Łodzie i korabie 
ładowne towarem, płynąc rzekami, 0|^a- 
cf^y myto przy zamkach nadbrzeżnych, 
np. w Poznania nad Wartą, w Labtążu 
nad Odrą, w Korczynie i Włocławku nad 
Widą, w Wiźnie nad Narwią, w Drohi- 
czynie nad Bugiem i t. d. Rycerstwo by- 
ło wolne od 0[^aty myta, przynajmniej na 
Mazowsza już w r. 1237. Prócz myta {He- 
itmeum), opłaci kupiec jeszcze na targu 



przy sprzedaży towafu pewną prowizję - 
od jego ceny, zwaną targowe m. Wy- 
bierali tę opłatę celnicy i nadzorcy targu, 
bez któiych nie wolno było zawierać żad- 
nej nmowy kupieckiej, żeby skarb książę- 
cy nie doznał przez to uszczerbku. Takie 
urządzenia panowały w całej ówczesnej 
Enropie. Czasem książę, w dowód szcze- 
gólnej szczodrobliwości, obdarzfj prawem 
pobierania targowego jaki klasztor lub za- 
służonego sobie rycerza. Najdawniejszym 
znanym przykładem uwolnienia od targo- 
wego jest przywilej Kazimierza Sprawie- 
dliwego, dany Miechowitom. Częściej ob- 
darzał książę dziewięciu ą, czyli dzie- 
wiątą częścią z dochodów jakiegoś targu. 
Poborcami opłat targowych byli na znacz- 
niejszych targach mincarze książęcy, ja- 
ko biegli znawcy kruszcu i obcych pienię- 
dzy, w których od zagranicznych kupców 
„targowe" pobierali. Wszystkie dochody 
z ceł i „targowego" w obrębie kasztelanii 
spływ^y do kasy grodowej, skąd je we- 
dług potrzeby do skarbców książęcych od- 
syłano. Pewien tylko procent z tych o- 
płat potrącali dla siebie poborcy, jako wy- 
nagrodzenie za czynności arzędowe, co 
było podnietą ich gorliwości o dobro skar- 
bu. Wzmianki o „targowem", w najstar- 
szych dokumentach dość częste, później 
w XIII w. wobec swobód prawa miejskie- 
go ustają zupełnie. W dokumentach łaciń- 
skich z doby Piastówspotykamy następują- 
ce nazwy polskie rozmaitych podatków, o- 
płat i powinności: „Dań" (r. 1 146) — „powo- 
łowe" (r. 1 165) — „poradlne" (r. 1228} — 
„pługowe" (r. 1228) — „stróża" (r. 1 125)— 
„podymowe"(r.l200) — „pod3niine"{r.l242) 
— „pomocne"(r.ll25) „poduszne" (r. 1267) 
— „pod wozow6"(r,1235)—,,moatne"(r .1146) 
— „mosto-^e" (.r- 1252) — „kunne" (r. 1146) 
— „podW(j^^e''(r.\145)— „naraz"i„narzaz" 

(r. 114Ł\ _4e^^*'*' ^ i-obo^^^^wk to™- 
wania ^ ,'C^eŁ "C^szcze, zaspy śnieżne 



dbyGoot^le 



42 



p o 



^przysiężne" (r, 1281) — „pieszy ślad" 
<r. 1214)— „pogoń" (r. 1255) — .targo-we" 
{r, 1065)— „łanowa" (r. 1255) — .polowe" 
<r. 1291) - „Btan" (r. 1228)— „rogowe" (r. 
1255) — „sep" (r. 1242) — „przesieka" (r. 
1214) — „podwody" (r. 1216) — „nar^bne" 
{r. 1301). Długoaz wymienia takie cięża- 
ry księstwa Krakowskiego z r. 1162: po- 
rsdtne, stróine, powóz, podwody i podle- 
ganie mincarzowi (którego zwano po łaci- 
nie monetarius). Były jeszcze znane przed 
«poką Jagiellońską: .obiedne", .godne", 
„opolne", „wojenne", „kolenda", „krow- 
ne", „pearskie", „prz^aja", „czynsz kró- 
lewski", ,królew8zczyzna" (której zniesie- 
nia zażądała szlachta od Kazimierza W.). 
Sposób dawnego egzekwowania podatków 
nie musiał byó przyjemny. Zwyczajny 
bowiem średniowieczny edykt podatkowy 
w Zachodniej Europie brzmiał: „Pozwala- 
my wójtowi i ławnikom w razie potrzeby 
ożyć przy poborze przymusu, t. j. wyła- 
mywać drzwi, rozbijać skrzynie, okna 
i zamki, imać ludzi na targu, po ulicach 
i domach". "W Polsce na kilka tygodni 
przed poborem wywoływano i otrąbiano 
po miasteczkach i wioskach, w czasie tar- 
gów i naboteństw, rozkaz poboru. Pobor- 
cy podatkowi, którzy potem objeżdżali 
wsie i miasta, otrzymywali od mieszkań- 
ców pewną nagrodę za swe trudy. Dziś 
owa mnogość tych rozmaitych danin przej- 
muje politowaniem nad dolą tych, któ- 
rych one obowiązywały. To jednak „pra- 
wo polskie* nie było wcale tak straszne 
w rzeczywistości. Kiezbyt bowiem wielkie 
dla panujących musiały płynąć z niego 
korzyści, gdy książęta powszechnie z łat- 
wością zrzekali się tych danin na rzecz na- 
rodu. Jut od czasów Kazimierza Spra- 
wiedliwego, nazwanego „oswobodzicielem 
z pęt słołebnictwa", widoczno jest stop- 
niowe pozbywanie się książąt swego pra- 
wa do wymienionych danin. Uzyskują 
takowe od panujących najprzód duchow- 
ni dla dóbr swoich, potem panowie mf^o- 



polscy. Nie mógł jnż książę wymacać od 
chłopów w dobrach szlacheckich ani pod- 
wód, ani obiadów, ani dostaw kachennyoh. 
Pozost^a mn ta moc tylko we własnych 
dobrach królewskich, t. j. owo „prawo 
włodzicze"nadsołtysamii kmieciem książę- 
cym, W wiekach późniejszych sama szlach- 
ta w razie nagłej potrzeby uchwalała na 
sejmach pobory ze swych dóbr i docho- 
dów. "W ciężkich dla kraju okoliczno- 
ściach naznaczano ^pogłówne", czyli je- 
dnorazową oj^atę od wszystkich osób z 
gminu, wyjąwszy poświęconych naukom. 
"W r. 1669 podskarbi Morsztyn podał wnio- 
sek zasilenia skarbu Rzplitej wprowadze- 
niem akcyzy od warzenia napitków. Ak- 
cyzę taką, od której szlachta i duchowień- 
stwo było pierwej wolne, postanowiono na 
sejmie w r. 1673. Tytuń, który w ogrodach 
Anny Jagiellonki uprawiany był jako 
rzadkość, a za Władysława IV i Jana Ka- 
zimierza upowszechnił się jako tabaka do 
zażywania i fajka do palenia, opodatko- 
wany zost^ za Jana III w r. 1677. O in- 
nych ciężarach publicznych i opłatach pry- 
watnych obacz w encyklopedyi niniejszej 
pod wyrazami: Czopowe, Czwarty grosz, 
Czynsz, Dziesięciny, Egzoficja, Hiberna, 
Kanon, Kontyngeas hwerunkowy, Kozu- 
balec, Kwarta, Kunica, Litkup, Łanowe, 
Młynowe, Hostne, Naraz, Ofiara, Ogono- 
we, Osep, Pańszczyzna, Podworowe, Po- 
dymne, Pogłówne, Pojemszczyzna, Porę- 
kawiczne, Powołowszczyzna, Rogowe, Su- 
chomelszczyzna. Świętopietrze, Świńszczy- 
zna i t. d. Gruntowne wiadomości o dani- 
nach z doby Piastów podali w druku: St, 
Smolka, Zyg. Helcel, Romuald Hnbe i Fr. 
Piekosiński, o Pogłównem prof. Józ. Kle- 
czyński. „O podatkach gruntowych sta- 
łych w Królestwie Polskiem" wyborną 
rozprawę napisał "Wojciech Trzetrzewiń- 
ski (Warszawa, drugie wydanie r. 1861). 
O podatkach z 3-cłi Qgtati>ich wieków ist- 
nieniapaiistwaPolĘ^-ggowieWą ilość prze- 
pisów obejmują '^okAi^"' ^^"i których 



>yGoo<^k 



PODAWCA.— PODCZASZY. 



43 



inwentarz w wydanio petersburskiem Jo- 
zafata Obryzki (z r. 1860) podaje treść od- 
nośnych uchwal od 8tr. 324 do 349. Wśród 
nowszych prao o podatkach w dawnej 
Polsce zaslngaje na awagę źródłowa i su- 
mienna a niespoiytkowana w niniejszym 
artykule rozprawa ks. S. Chodyńakiego: 
„Podatki w dawnem prawie polskiem* 
(Enoyklopedja kościelna t. 20, str. 19 — 36). 

Podawca jest polską nazwą kollatora, 
t. j. m&j^oego JUS coiiaiionts czyli patrona- 
łus. {Vol. le^ll, I 607). 

Podchorąiy, w wojskn Bzplitej namie- 
stnik chorążego, który nosit chorągiew. 
W armii Królestwa Kongresowego pod- 
chorąży bjl w stopniu podoficera, stąd 
szk(dy, kształcące na oficerów, zwano szko- 
łami podchorążych. Ob. Podchorążych 
szkoła. 

Podchorążych szkoła. W dniu 28 lip- 
ca 1815 r. rozesłany został rozkaz do do- 
wodzących dywizjami o przysłanie do 
Warszawy podoficerów, przeznaczonych 
na stopnie oficerskie w celu pomieszczenia 
ich w specjalnie dla nich urządzonych 
szkołach pieszej lub konnej, stosownie do 
broni, z których wychodzili. SzkcJą pod- 
chorążych pieszych komenderował pułko- 
wnik, a pod nim pięciu oficerów niższych 
jako instruktorów i nauczycieh. Oficero- 
wie ci niżsi dość często się zmieniali, po- 
wracając do swych pułków; na ich miejsce 
przychodzili najczęściej oficerowie z gwar- 
dyi królewskiej Inb cesarskiej. Dowódcą 
byt pidkownik Olędzki, ^użbista, posiada- 
jący wielką wiedzę wojskową; napozór su- 
rowy i bardzo wymagający, był jednak 
sprawiedliwy i mii^ w gruncie rzeczy za- 
cne serce, za co był bardzo przez wszyst- 
kich podwładnych lubiony. Największy 
nacisk w szkole pc^ożony był na służbę 
frontową, doprowadzoną do najwyższego 
stopnia doskonałości, oraz na mechanizm 
różnych oddziałów, zacząwszy od szkoły 
żołnierza i plutonu aż do pułku, brygady, 
dywizyi i korpusu. Podoficer, wchodzący 



do szkoły, uważany był za rekruta i od 
samego początku muai^ przechodzić szko- 
łę żołnierza, dopóki pułkownik nie uznał 
za stosowne pomieścić go we froncie. Ca- 
łą zimę wykładano teorję, którą każdy 
wybornie znać musiał, ażeby stanąć do e- 
gzaminu przed wielkim księciem Konstan- 
tym, inaczej na oficera awansować nie 
mógł. O taktyce i strategii nie było mo- 
wy. Tych uczono w Szkole aplikacyjnej. 
Komenda jednego dnia była po polska, 
drugiego po rosyjsku. Oprócz tego nic 
więcej podchorążych nie uczono. Dopiero 
po r. Iti24 zaczęto udzielać języków: fran- 
cuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Kto 
chci^ sam z książek się uczyć, nie miał 
prawie czasu na to, tak wszystkie godzi- 
ny były zapełnione szczegółami służby. 
"W szkole liczono ok(do 300 wychowawców. 
Po skończeniu czteroletniego kursu i zda- 
niu egzaminu przed Wielkim Księciem z 
mechanicznej nauki bronią i marszu i do- 
wodzenia oddziałami, od plutonu zacząw- 
szy aż do korpusu wojska, podchorążowie 
wysyłani byli do pułków dla nabycia prak- 
tyki w nauczaniu żołnierza, na instrukto- 
rów młodych żołnierzy i rekrutów. Na- 
gromadzenie podchorążych w pułkach by- 
ło ogromne, a na oficerów awansowano 
corocznie liczbę nieznaczną. Wobec podo- 
bnych warunków pragnęli oni zmian i stąd 
być może, u nich pierwszych znalai^o wy- 
raz to uczucie, które obejmowało całe woj- 
sko 1 objawiło się przez udział Szkoły pod- 
chorążych w dniu 29 listopada 1830 roku. 
Szkoła podchorążych pieszych mieściła się 
w pawilonie przy pałacu Łazienkowskim 
w Warszawie, konna zaś, zostająca pod 
dowództwem podpułkownika Czamom- 
skiego, przy ulicy Królewskiej. £. Gemb. 
Podczaszy, po l&dme poci/laior, sub- 
pincema^ początkowo był pomocnikiem i 
zastępca (cennika, jak podstoU stolnika, 
później -^-orós^ znaczeniem ponad niego. 
Obowift J^ podczaszego było podawać 
biflsia^ł >^® « taólowi napoje, wprzódy 



dbyGoof^le 



u 



PODHYCZEK.— PODKOMORZY. 



ich skosztowawszy i wogóle mieć dozór 
nad napitkami przy stole królewskim. 
Pierwszy dokument, w kt<Srym spotyka- 
my n azwQ podczaszego, pochodzi z r. 1288. 
O podczaszym ziemskim zaajdaje się 
wzmianka pod r. 1318. Za Kazimierza W., 
zwano po łacinie podczaszego —.ru^/mr^f- 
na, a w r, 1496 spotykamy jnż nazwę fio- 
cillalor. Było ich dwuch, t, j. wielki ko- 
ronny i wielki litewski, urząd ich szedł po 
stolnika, a przed krajczym wielkim. Ziem- 
scy podczaszowie hczyli się w Koronie 
między stolnikiem a podsędkiem, na Li- 
twie między pisarzem grodzkim a cześni- 
kiem. "Wszystkich mianował król. 

Podhyczek. Tak nazywano w średnio- 
wiecznej Polsce jąkanie się przysięgające- 
go przy odmawianiu roty przysięgi, za co 
jąkający się, jako podejrzany o krzywo- 
przysięstwo, masial sądowi płacić winę. 
Ksiąię Jan mazowiecki na rokach w Czer- 
sku r. 1380 znió^ stary zwyczaj zabierania 
przez urzędników sądowych płaszcza po- 
pełniającemu npodhyczek". Zwyczaj ten 
dla chrześcijan ustsJ w całej Polsce w XV 
wieko, ale dla Żydów był zamieszczony 
jeszcze w statucie króla Aleksandra Jag. 
z r. 1505. 

PodkanclerZDWie ob.Kanclerze (Enc. 
Star. t. II, str.,322). 

Podkanonjer. KaZda kompanja w ar- 
tyleryi Rzplitej w KYIII w. składać nię 
była powinna z 9 bombardjerów, 100 ka- 
nonjerów i 60 podkanonjerów. 

Podkomorzy. Komorą nazywano w sta* 
rożytnej polszczyinie dwór książęcy, mie- 
szkanie panującego z jego skarbcem, wre- 
szcie komnatę sypialną. Komorzym zwa- 
no zarządzającego tą komorą a wogóle u- 
rzędnik a dworskiego do poshig ksiąZęcych. 
Zastępca i pomocnik komorzego zwał się 
podkomorzym — subcamerarius. Gdy z cza- 
sem podkomorzy stał się wyższym urzę- 
dem niż komorzy, zwano go arckicamera- 
WwJ, podkomorzym wielkimlub koronnym. 
Przywilej Bolesława Wstydliwego wspo- 



mina o podkomorzym krakowskim. Od r. 
1203 napotykają się już dość często 
wzmianki o podkomorzych. Podkomorzy 
nadworny zarządzał komorą czyli gabine- 
tem króla, był jego dzisiejszym szambela- 
nem, przestrzegał we wszystkiem porząd- 
ku, czawfJ nad bezpieczetistwem osoby 
króla, był zawsze w jego orszaku^ rozka- 
zy w^ służbie pokojowej. Posłowie cudzo- 
ziemscy wyjednywali sobie posłuchanie 
u króla przez podkomorzych, ci zaś w o- 
znaczonym czasie donosili monarszeoprzy- 
bycia posłów i z przedsionka prowadzili 
ich aż pod drzwi królewskiej komnaty, 
gilzie u drzwi czekał do wprowadzenia go- 
ścia marszałek. Taki sam ceremonjał za- 
chowywano, gdy prymas, przed sejmem, 
pierwszy raz króla pozdrawiać Na pry- 
watne posłuchania wprowadzić do króla w 
zastępstwie marszałka podkomorzy. Pod- 
komorzy koronny odbierał podania do tro- 
nu w Koronie i do króla odnosił, podko- 
morzy Utewski to samo czynił z podania- 
mi w Litwie. Gdy za doby Piastów wszyst- 
ka ziemia, lasy i wody były pierwotnie 
własnością panujących, którzy, nadając 
rycerstwu ziemie, oznaczali granice i są- 
dzili spory graniczne, podkomorzy bywał 
w takich razach zastępcą panującego. G^y 
zaś namnożyło się wszędzie rycerstwa dzie- 
dziczącego, każda ziemia potrzebowała 
mieć własnego podkomorzego, któryby, 
zastępując panującego, sądził spory gra- 
niczne. W r. 1374 postanowiono, że pod- 
komorstwo dawane byó ma jako urząd do- 
żywotni nie cudzoziemcom ale synoni ko- 
ronnym, w tychże ziemiach, gdzie waka- 
je, mieszkającym. W r. 1496 uchwalono, 
aby podkomorzy wraz ze swoimi komor- 
nikami pobierał od każdej czynności po 3 
grzywny. W razie wakansu ziemianie wy- 
bierali na sejmiku 4 kandydatów na pod- 
komorzego, z których król zatwierdzał 
zwykle pierwszego z tej listy. Tylko pod- 
komorzowie pruscy -^fcrost przez króla 
mianowani, byli je^j, ^ senatorami sena- 



dbyGoot^le 



dbyGoof^le 



POD KONIUSZY.— PODLASKI SZLACHCIC. 



i w województwie osiadłych. Z powinno- 
ści komorników wynika dla nich potrzeba 
nniiej^tnośoi geometryi praktycznej". By- 
li zatem komornicy miernikami i dlatego 
to dotąd nalAtwie geometra zowie się ko- 
mornikiem. 

Podkoniuszy, po łacinie subagaso, (pó- 
źniej nazywany vice'Praefechis siabuU), 
byt namiestnikiem koniaszego, dozomjąc 
stajnie książąt piastowikich. Z czasem 
wyrósł do godności urzędnika krajowego, 
nadawanej przez królów panom w dowód 
laski a wtedy stajnią królewską zarządzał 
dworzanin, mianowany .podkoninszym 
królewskim", który nie zaliczek się do u- 
rzędników państwowych. Między pana- 
mi na pogrzebie Kazimierza W., wymie- 
niony jest i subagaso (podkoniuszy). Pó- 
źniej było dwóch podkoniuszych: koron- 
ny i litewski. Gdy atoli w Koronie arząd 
ten szedł w zapomnienie, to Litwa, rozmi- 
łowana w tytniarnych godnościach, miiJa. 
zawsze koniuszych i podkoniaszych (ob. 
Koniuszy, Enc. Siar. t. III, str. 78) 
Podług Hartknocha, podkpniuszy nadwor- 
ny litewski pomiędzy dygnitarzami był 
ostatni, podłng zaś Skrzetnskiego szedł za 
chorążym nadwornym a przed łowczym. 
Na traktacie brzeskim z r. 1436 podpisani 
są obaj podkoniaszowie. 

Podkuwa jako godło rycerza konnego 
weszła w skład następujących herbów 
szlachty polskiej: Jastrzębiec i Ślepowron, 
Pąbrowa, Dąbrówka, Bożawola, Koziński, 
Moutowt, Puchła, Bi^oskórski,6utakow- 
ski, Bialynia, Bełza, Boleszozyc, Łazanki, 
Kndbrzym, Domaradzki, Łada, Filipo- 
wicz, Neetprowicz, Pobóg, Haraburda, To- 
łoczko, Medeksza, Szeptycki, Szyrma, Za- 
głoba, Dabina, Pokora, Bernatowicz, Czer- 
ski, Bratkowski, Żabka, Jacyna, Lubicz, 
Krzywda, Niuzgoda, Rudnica, Dołęga i 
kilka innych. M& ją także w swoim her- 
bie miasteczko Skoki. Mawiali dawni Po- 
lacy, że każdy rycerz powinien umieó włas- 
ną ręką skuć sobie w razie potrzeby miecz 



i podkowę. Ks. Kluk w XVIII w. pisze, 
iA „podkowy są wielorakie: pospolite, pan- 
tofle, miesiączki,! zawiaskowe'. Niegdyś 
stany wyższe w Polsce nie nosiły innych 
butów jak tylko podkowane. Cudzoziem- 
cy szydzili z podkówek polskich, ,jako- 
byśmy się jak konie kowali*. Od mo2uych 
przyjęli ten zwyczaj mieszczanie, szlachta, 
uboższa i wreszcie lud wiejski, który do- 
tąd go zachowuje. Był stary przesąd, ż© 
podkowa końska znaleziona na drodze i 
przybita naprogo mieszkania chroni je od 
czarownic i czarów. Lud wiejski przecho- 
wał te wierzenia dotąd. Ks. Janota po- 
wiada o ludzie galicyjskim, że kobiety, a- 
by dowiedzieć się, która baba jest we wsi 
czarownicą, rozpalają w ogniu podkowę 
znalezioną i kładą do skopca w wodę lub 
polewają mlekiem zepsutem na progu, a 
baba, która wówczas nadejdzie, jest cza- 
rownicą i musi wziąó Adzieblo słomy ze 
strzechy, gdzie te środki przeciwko niej 
robią. 

Podkurek —czas nad ranem, doświtek, 
kiedy kury pieją. Jest również nazwą 
śniadania, podawanego nad ranem biesia- 
dnikom, którzy hasali przez noc całą, zło- 
żonego zwykle z bsrszcza, bigosu i ki^ba- 
sy. Jeżeli zabawa odbywała się w ostat- 
ni wtorek zapustny, to gdy pt^noc uderzy- 
ła, muzyka milkła, gospodarz wnosił pół- 
misek pod przykrywą i odsłaniał takową^ 
wylatał z pod niej wróbel lub inny ptak, 
a na półmisku pozostawał śledź i jaja. O- 
znaczało to, że z zapustem uciekło mięso, 
a z postem przybyła ryba. Postna ta o, 
północy wieczerza, ze śledzia, jaj i mleka 
złożona, zowie się także podkurklem 
i w powszechnym była obyczaju w do- 
mach bogatych i uboższych. 

Podlaski szlachcic. O drobnej szlach- 
cie podlaskiej, zamieszkującej ziemię Biel- 
ską (po oba brzegach Narwi) i Drohicką 
(po obu brzegach Buga), krążyły po Pol- 
sce żartobliwe przysłon'*- ^) Fortuna 
szlaehcia podlaskier,. Jtoga jak bicz, sze- 



dbyGoot^le 



PODLEWA.— PODSĘDEK. 



47 



roba jak nói, a głęboka &i dó środka zie- 
mi. 2) Szlachcic podlaski ma piasek, la- 
sek i karaski. 3) Sclachcic podlaski ma błot- 
ko i piaski. 4)B4r— leszcisyna, wróbel — 
zwierzyna, goiębie— dobytek, serwatka — 
napitek, ryby— karaski— wiwat szlachcic 
podlaskil o) Szlachcic podlaski z malej 
chfJapki. 6) Kiszka podlaska (tak prze- 
zywano wysokich a chudych szlachciców 
podlaskich, nie było bowiem brzuchaczów 
pomiędzy ubogą tą szlachtą a wzrostu by- 
wali dobrego). 7) Gdzie idziesz? — Do Ty- 
kocina, zaskarżyć pana Marcina, te a mo- 
jego syna wybił szybkę z okna. I)o za- 
grodowej szlachty, zarówno podlaskiej jak 
mazowieckiej , stosowano następujące przy- 
słowia; 1) Choć nie umiem czytaó ani pi- 
saó, ale królem mogę zostaó. 2) Choć la- 
ta na łacie, kłaniam, panie bracie. 3) Z 
kordem a boso. 4) Choć mam fortunę nie 
szeroką ale długą, wysoką i głęboką. 5) 
Jok pies na jednej fortunie usiądzie, trzy- 
ma ogon na drugiej. 6) Fortun sześć a 
niema co jeśó. 

Podlewa, niekiedy podlewie. Tak 
nazywano dawniej każdy sos, którym pod- 
lane było mięso lub ryba przy podaniu na 
sti^. Czasem dawano podlewę osobno ns 
przystawce czyli salaterce. Najpospolit- 
sze byty 4 rodzaje podlew: tółta szafra- 
nem przyprawna, czerwona z sokiem wi- 
śniowym, czarna z powid^ śliwkowych i 
szara. Podlewy czarnej i żółtej używano 
najczęściej do ryb, węgoraa, indyka, pro- 
sięcia. Gęś podawano zwjkie z szarą pod- 
lewa, w której główną przyprawę stano- 
wiła posiekana, ugotowana i przecedzona 
cebula. Przyprawy do podlew bywały: 
migdałowe, winne, grzybowe, grochowe, 
mleczne, piwne z żółtkiem i cynamonem, 
muszkatołową gi^ą, itubierem i t. d. 0- 
rzechy zastąpione zostały z czasem migda- 
łami, suszone wiśnie rodzynkami a miód 
cukrem. 

Podnarszali. "W dawnej żegludze na 
rzekach polskich tak zwał się na szkucie 



ten, co przy marszałku na sztymbokn sie- 
dział (AfiT^/^r). . . 

Podniebienie miało znaczenie: wierz- 
chu, stropu, sklepienia, pułapu. Łoża Po- 
laków, których cudzoziemcy podziwiali 
ważkość i ciasnotę, otoczone bywały ko- 
tarą z podniebieniem czyli jakby namio- 
tem. W wyprawie królewny polskie- 
z r. 1475 widzimy obok licznych opon 
podniebienie nad łoże z aksamitu czerwo- 
nego złotem przerabianego. Budny w XVI 
w. pisze; „Zasklepił dom tramami i pod- 
niebieniem cedrowym". 

Podoficer. Stopnie niższe w piechocie- 
polskiej czaaów jej ostatnich były nastę- 
pujące: żołnierz, kapral fgefrajter czyli 
pod sierżant), sierżant, feldfebel (albo sier- 
żant starszy); w jedzie za Księstwa War- 
szawskiego: brygadjer, wachmistrz i wach- 
mistrz starszy; oprócz wymienionych w~ 
stopniach podoficerskich byli furjer i pod- 
chorąży. A Gemh. 

PodplereleA, podpierśnik — częśA- 
rzędu na konia rzemienna, idąca przez, 
piersi wierzchowca i łożąca tak samo s 
przodn, jak podogonie z tyłu, do utrzy- 
mywania siodła w równej mierze. W ka- 
walerjd narodowej przestrzegano, że ,pod- 
piersieA ma leżeć nad łopatkami, ażeby^ 
koniowi do stąpania i wyrabiania nogami 
nie przeszkadzał". W „Hippice' czytamyr 
iż .siodło ma byćzpochwamiizpopiersie- 
niem rządnym szerokim'. W bogatych 
rzędach wysadzano podpierśnik kamie- 
niami (najczęściej turkusami), złotem i sre- 
brem. 

Podplsfcowll. Prawo a r. 153*2 orzeklOr 
iż podpiskowie przy ^sarzach ziemskich 
być mogą tylko dla pomocy w pisania. 
"W r. 1638 postanowiono ze względu na. 
poszanowanie stanti duchownego, iż pod- 
piskiem (iggbft duchowna być nie może. 
W roku 1 :^ , ri aastraeŁono, iż u tego sądu^ 



gdzie iKąJr "a -coAcwkowie spraw żad- 
nych prrv^^#^ ,fc Tiia mo6% 



dbyGoot^le 



PODSIENIE.— PODSKARBIOWIE. 



oa sędziego. Podsędków^, zarówno jak sę- 
dziów i pisarzów ziemskich, wybierała , 



Podeienie starego domu w Goraju. 



Podaienie Bl&rej goepody w miBat^czlcu Czeladzi pod Będą 
paoi Kondratoniczotrej). 

szlachta z pomiędzy siebie. Król jednak 
z czterech kandydatów, przez szlachtę na 
liście ma podanych (podtug prawa z roku 



1496), wybieraj i zatwierdzić jednega 
Statut Wiślicki z r. 1347 nakazał, łe kto 
podsędka krakowskiego lab 
sandomierskiego zaskarży, 
ma im daó ko2Qch liai. "W r. 
1420 postanowiono, że od 
ksiąg wiecowych podsędek 
ma mieć klncz jeden, sędzia 
klucz dragi a pisarz ziemski 
klucz trzeci. 

Podsieniealboprzysie- 
nie, podcienie. Knapski 
określa: „Nakrycie przed 
domami", a Mączyfiski w 
słowniku z r. 1564 wyraz 
X&fśh.a)ń. suhgrun dalio obja- 
śnia : ,poddachowanie, pod- 
sienie abo przedsienie". 
Wargocki za czasów Zyg- 
muntowskich pisze: „Udaw- 
nych Rzymian naj przed- 
niejsze stany na podsieniu 
obiedywaly". Pola- 
cy zwali ganek 
„podsionkiem", a 
przedpokój— ,przy- 
sionkiem" (obacz 
Przysienie). 

Podskarbiowie. 
Pięciu było p o d- 
skarbich w Rzplitej, 
amianowicie dwuch 
wielkich: koronny i 
litewski, dwuch na- 
dwornych: koronny 
i litewski, wreszcie 
piąty podskarbi 
ziem praskich. Po- 
nieważ każdy ksią- 
żę miał na dworze 
swoim jakiś skar- 
biec, do którego 
n (i fotografii składano podatki i 
daniny z jego kra- 
ju, urząd więc podskarbiego nadwornego 
był jednym z najda-ffO^^i^^y^^ w Polsce 
Piastowskiej. Na ■tw»K'^*^^'* Kazimierza 



dbyGoot^le 



PODSTAROSTA I PODSTAROSCI. 



Wielkiego podskarbi tego króla złożył w 
ofierze na ołtarza miednice srebrne. Za 
Kazimierza Jagiellończyka podskarbim 
by] duchowny. Statnt króla Aleksandra 
przepisuje podskarbiemu nadwornema, a- 
by ciągle na dworze królewskim był obec- 
ny, zastępowi nieobecnego podskarbiego 
wielkiego, w obecnodcizadjego.aby wszyst- 
ko tylko z jego wiedzą i radą przedsiębrał. 
Miał ndział przy składania rachunków i 
zachowyw^ regestra przychodów i wy- 
datków królewskich. Już za króla Ale- 
ksandra podskarbi nadworny miał władzę 
nad dobrami stc^owemi i zebrane z nich 
doohody w skarbca zachowywał. Później 
wypłacić wojska najemnemu. W Paktach 
Konwentach zastrzeżono Sobieskiemu, o- 
by na podskarbich nadwornych wybierri 
tylko osoby świeckie. Podskarbiowie na- 
dworni byli tak samo senatorami jak wiel- 
cy, na których zwykle w nagrodę swoich 
zasług postępowali. Obowiązkiem ich by- 
ło, podług statutu z r. 1504, pilnowanie 
klejnotów i skarbca Rzplitej, pobieranie 
dochodów pahliczaych, czuwanie nad bi- 
ciem monety i całą sprawą menniczną. 
Marcin Kromer do obowiązków podskar- 
biego zalioza dozór nad archiwam i pom- 
nikami publicznymi. G-dy w r. 1569 złą- 
czono razem senatorów obojga narodów, 
uważano słusznie, ii to, co względem pod- 
skarbich wielkich koronnych ustanowio- 
nem było, podskarbi wielki litewski w gra- 
nicach księstwa wykonywać winien. Pod- 
skarbiowie wielcy pilnowali dochodów sa- 
mej tylko B^plitej a nie królewskicfa. 
G-łównem ich zatrudnieniem było opłaca- 
nie wojska. Wszelkie wypłaty czynili tyl- 
ko na asygnację sejmu, lub przynajmniej 
senatu. Na każdym sejmie skradali rachun- 
ki i odbierali kwity, które musiały być w 
konstytucjach zapisane. Do XVIII w. słu- 
żyli krajowi bezj^atnie, dopiero pierwszy 
Moszytiski za czasów Saskich otrzymf^ 
pensję. W razie śmierci podskarbiego wiel- 
kiego zastępowi^ go nadworny. Najgłoś- 

Encyklopedla stBJopoLihH. lom lY. 



niejszym z podskarbich pod koniec Rzpli- 
tej był nadworny litewski Antoni Tyzen- 
hauz, któiy z szalonym wysiłkiem pragnąc 
rozwinąć w Litwie, a mianowicie w eko- 
nomjach stołowych króla, przemysł za- 
chodnio -eniopejski, lecz nie mając do tego 
odpowiednich ludzi, ani środków dosta- 
tecznych, zbankrutował materjalnie i w o- 
pinii pubUcznej, a złożony z urzęda, u- 
marł w niedostatku. Podskarbi ziem pra- 
skich zbierał podatki, przez generalny 
sejm pruski uchwalone, czuw^, aby do- 
bra królewskie tylko krajowcom rozdawa- 
na były. Pensyi rocznej dostawał 4 tysią- 
ce dotych polskich, którą z ekonomii mal- 
borskiej pobierał. Urząd podskarbiego 
czyli skarbnika pruskiego nie mi^ krzesła 
w senacie, ale podskarbim zostawał naj- 
częściej jeden z senatorów, który nadal 
krzemo swoje i godność dawniejszą zatrzy- 
mywał, np. krajozy Tomasz Działyński, 
także Franciszek Bielifiski, cześnik koron- 
ny, i inni (ob. S k a r b n i k). 

Podsłarosta I podataroiel. Każdy sta- 
rosta miał swojego namiestnika, zwanego 
podstarostą lub borgrabią, przy którym 
l^ła władza namiestnicza i wypełnianie 
wyroków sądowych. W Wielkopolsce zwrf 
się surrogatorem i sądy grodzkie 
podług kadencyi odprawował. Mianowt^ 
go starosta, jak również i drogiego zastęp- 
cę z tytidem sędziego grodzkiego, każdego 
podług swej woli. W r. 1621 uchwalono, 
że podczas pospolitego ruszenia podstaro- 
stowie sądowi i panowie wojscy rezydo- 
wać mają pospołu w zamkach swoich, 
gwoli czemu mieszkania tam mieć dla sie- 
bie powinni. W „Porządku prawa bartne- 
go dla staroatwaŁomżyńskiego'' zr. 1616 
czytamy: j^Codstarości bartny albo sługa 
bartny m^ \(qt si^^y ^o^i^^ji w niwczym 
nie podeij^ ^ ctzeŁ staroat^ bartnego 
dany", ^■w^*'^''\ofeci>*aitn.y ma pozywać 
bartnikó^^*^ J^6^ (^ScTawozdama t^-- 
misvi iftJ^ irt^ vVa.46mu T3m6i. t. 



Ko- 

1YV 






'■ ^\. 



dbyGoot^le 



50 



PODSTOU. — PODWOJEWODZY. 



kopalniach iest*tym, czym atarostaw więk- 
szych*. Po dworach wiejskich ekonom 
czyli rządca miał swego zastępcę, którego 
nazywano , włodarzem' lub ,podfltaro- 
ścim.', także karbowym i giumeunym, a 
w Litwie namiestnikiem. Podstarosta 
bizmi poważniej niż podetarońci. To też 
włodarza nie nazywano podstarosta, ale 
podstarościm. Krasicki w „Podatolim" 
pisze: .Ekonom podstarońciema odda po- 
łajaniem, podstarości gomiennemu groźbą, 
gmnienny chłopcu kijem". 

Pffdstołi, po łacinie subdapifer, był naj- 
przód zastępcą czyli namiestnikiem stolni- 
ka i na dworach książęcych i królewskich 
doglądał stołów biesiadnych. Pierwszą 
wzmiankę o podstolim mamy w przywile- 
ju Przemysława z r. 1290. Później byli 
podstolowie nadworni, koronni i litewscy, 
fde nie zaliczani do wyższych dygnitarzy. 
Obok podstoHch wielkich byli ziemscy po 
ziemiach i powiatach. Pierwszydi podsto- 
Uch w Litwie widzimy dopiero w połowie 
XVI wieku za Zygmunta Angoeta. Ucz- 
towych urzędników był porządek taki: 
kuchmistrz, stolnik, podczaszy, krajczy, 
podstoli, czednik. "W liczbie piętnasta n- 
rzędników ziemskich urząd podstolego był 
co do starszeiistwa 8>yin z kolei, stanowił 
zatem sam środek. I dlatego to Krasicki, 
pragnąc przedstawić wzór przeciętnego 
ziemianina polskiego, dał tytał swema 
dzi^n flPan Podstoli". 

Poduszkowy taniec, inaczej chmielo- 
wy. Gdy w czasie wesela, po oczepinach, 
swatowie i swachy odprowadzają uroczy- 
stym polonezem państwa młodych do ich 
sypialni (gdzie u możnej szlachty zasta- 
wiano „cukrową kolację"), muzyka gra 
.poduszkowego" czyli „chmielowego".' 
Zwyczaj ten narodowy, zaniechanypo dwo- 
rach wiejskich dopiero w pierwszej poło- 
wie XIX w., lud zachowuje niekiedy do- 
tąd. 

Podwlka (od podwijania) ~ kwef, za- 
toną kobieca z głowy. Piotr Kochanow- 



ski mówi: , Płaszcz z niej i z głowy pod- 
wikę zerwano". "W sielankach Zimorowi- 
cza czytamy; „Wolał bieżeć w Moskiew- 
ską krainę, Niżeli przy podwice siedzieć 
na biesiedzie". Bielski pisze: „Powiadają 
o Kazimierzu (Wielkim), że go nie mier- 
zi ała podwika". W dawnej polszczyżnie 
.biegać za podwiką* oznaczało nmiej wię- 
cej to samo, co dziś: flirtować, b^mucić 
kobiety. 

Podwłe^nik — polska nazwa puder- 
mantla gotowalnianego niewiast i męż- 
czyzn. Bywał zwykle biały. Ł. Grfębiow- 
ski powiada o nim: .Siadano w nim do go- i 

towalni i zrzucano ^a potem. Wszakże na 
wsi niejedna z kobiet letnią porą w spód- 
niczce i podwlośniku dzień cały przecho- 
dziła". 

Podwoda. Tak nazywano dawniej jak 
i dziś wóz chłopski z końmi; czasem też i 
same tylko konie sprzężajne bez wozu. Za 
Piastów i Jagiellonów tak zwano powin- I 

ność wszystkich miast i włości do dawa- 
nia wozów i koni dla ^ug królewskich. 
Wyraz ten użyty jest już w dokumencie 
z r. 1225. W r. 1564 uchwalono prawo, że 
„podwody darmo dawać nikt nie ma ni- 
komu, ale tylko za pieniądze*. Że „pod- 
wody na potrzebę posłańców królewskich, 
miasta, miasteczka i wsie królewskie, o- 
packie, klasztorne, etc. dawać mają za 
pieniądze. Też miasta, miasteczka z przed- 
mieściami, także i wsie składać mają pie- 
niądze na te podwody. Ale barmistrz, 
wójt, ławnik, tak w miastach jako i we 
wsiach, któremu doglądanie porządku tych 
podwód zlecone będzie, wolen być ma od 
tego podatku". 

Podwodniczy, praefectus curruum, był 
to urząd wojskowy, zdaje się zwierzchni- 
ka nad podwodami i wozami wojennymi, 
zdawna w Polsce aż do czasów Władysła- 
wa IV ukazujący się; potem wyszedł z u- 
życia (J.Lelewel: .Dostojność i urzędy"). 

POtl^niewodZY był zastępcą czyli ko- 
morn.\^gnj -woje^wa^y. ^ Koronie, gdzie 



dbyGoot^le 



PODWOJSKI. — PODYMNE. 



51 



słownictwo wojewody kończyło się na 
I Żydach, podwojewodzy w jego zastęp- 

I stwie sądził sprawy żydowskie i to tylko 

' krwawe, bo wszystkie inne sądzili oni sa- 

1 mi. Akta wojewodzińskie, Żydów doty- 

czące, przechowywały sią w bóżnicach, do 
których schodził podwojewodzy, sprawy 
z kahałem załatwiał i grzywny za przewi- 
nienia krwawe pobierz. W Litwie nato- 
miast, z wyjątkiem województwa Brze- 
skiego i Mińskiego, do wojewodów należa- 
ło sądownictwo grodów strfecznych, tam 
więc podwojewodzy byłjoik urzędnikiem 
ziemskim i dostojnikiem sądowym. Ponie- 
waż do obowiązków wojewody należała 
w RzpUtej kontrola miar i wag miejskich, 
dopełniał tego wszędzie osobiście podwo- 
jewodzy, objeżdżając miasta i sprawdza* 
jąc miarę korca i łokcia, oraz wagę kamie- 
nia. Widzimy to już zarówno w statucie 
z r. 1532, jak i w ostatnich czasach EiZpli- 
tej, a niewielki ten urząd zaajdował zawsze 
■wielu chętnych do jego piastowania. W r. 
' 1631 postanowiono, aby podwoje wodzowie 

I na urzędy swoje przysięgali podług roty 

następnej; j^że sprawiedliwie sądzić i ■wszyst- 
kich rzeczy szacunek i pomiar odprawować 
będę, i we wszystkim urzędowi memu, po- 
dług opisanego prawa, będę dosyć czynii, nie 
mając względu ani na przyjaciela, gościa 
i przychodnia, ani na upominki^\ któreby 
sprawiedliwemu szacunkowi miały być prze- 
ciwne, respektując'* . 

Podwojtkl. Tak nazywano woźnych 
miejskich i wójtowskich. Szezerbicz w XYI 
w. pisze: .Podwojslriego pospolicie w nie- 
których mieńciech butlem zowią, dlatego 
iż jest posłem sądowym i sędziego". Wac. 
Potocki w Argenidzie mówi: „Podwoj- 
słdego u Rzymian 7.-waao /ecjałem'^. W in- 
nym pisarzu znajdujemy: „Q-ęhę swą roz- 
dziawi, jak podwojski". 

Podworowa. Tak nazwany został za 

doby Piastów czynsz, płacony w miastach 

od placów, na których mieszczanie domy 

I sobie budowali. O podatkn tym ob. jesz- 



cze inny szczegół w artykale ogólnym 
Podatki i ciężary. "Wyraz ,podwo- 
rowe" użytyjestjużw dokumencie zr. 1145. 

Podwójci — namiestnik wójtowski; są- 
dził on sprawy mniejszej wagi niż wójt 
Petrycy za Zygmnnta III pisze: .Podwój- 
ci w Krakowie, u których o dziesięć grzy- 
wien pozywają się'. 

Podymne. W dokumencie z roku 1200 
znajdujemy nazwę „podymowe", a z roku 
1242 „podymne", którem, jak się zdaje, o- 
znaczano podworowe. W znaczenia 
jednak dzisiejszem, t. j. opłaty pieniężnej 
z domn mieszkalnego, podymne pobierane 
było w Polsce dopiero od r. 1629. Dwie u- 
chwały sejmowe z r. 1775 zreformowały 
ten podatek: jedna w Koronie, druga w "W. 
Ks, Litewskiem, dzieląc dymy miejskie 
i wiejskie na wiele kategoryi. Miasta w 
Koronie podzielono na 4 klasy z oznacze- 
niem opłaty z dymu po złp. 16, 15, 14, 12, 
10, 8, 6 i 4, w miarę położenia miasta i ro- 
dzaju dymu. Miasta litewskie rozróżnio- 
no na magdeburskie i niemagdeburskie. 
Pierwsze podzielono na 3 klasy, stanowiąc 
opłatę z dymu po złp. 50, 30, 20, 12, 10, 7, 

6, 5, 4 i 2, podobniejak w Koronie, w mia- 
rę położenia i rodzaju zabudowań. Drugie 
porównano z wsiami, oznaczając z nich o- 
płatę taką, jak z wiosek, odpowiednio wo- 
jewództwom lub powiatom, do których na- 
leżmy. "W Koronie wszystkie wsie rozró- 
żniono na 2 klasy, w miarę jak do którego 
województwa, ziemi lub powiatu należały, 
postanawiając oj^tę od każdego komina 
nad dach wyprowadzonego, a gdzie nie- 
masz komina, od każdej chałupy zamiesz- 
kałej, tudzież od każdego komina w zam- 
kach, placach i dworach klasy 1-ej po złp. 

7, 2-ej po złp, 5, z pozostawieniem właści- 
cielom dóbr -wolnoś<^i rozkładania tej opłaty 
pomiędzy -^jABoian, w miatę rozległości 
ich gruntc^.^^ .rt^TłjBiaUtowska rozdziela- 
ła wsie n.Ł^' f\ ttiwmei w miarę poło- 
żenia kał^ ^^ IftCiai^i oplata coroczną 
z dymu 3v,. O* .. ioV\a.8snazlp.lO,9, 



dbyGoot^le 



PODŻUPNIK.— POGŁÓWNE. 



8, 7, 6, 6 i 4. "W caJej Rzplitej achylono 
od podymnego; lazarety i szpitale, domy 
plebańskie, szkolne, browary miejskie, ku- 
źnie, lodownie i cegielnie. 

Podźupnllc lab podżupek — namiestnik 
żapnikawezybachczylikopalniach, urzęd- 
nik, mający dozór bezpośredni nad ta- 
parni. 

PogłÓwne —podatek, nakładany w daw- 
nej Polsce na Żydów, Tatarów i Cyga- 
nów, niejako wzamian za opiekę prawną, 
jakiej doznawali od Rzplitej. Spotykamy 
go jednak również jako podatek powszech- 
ny, nt^oiony na całą Indnońć wraz z kla- 
sami aprzywilejowanemi, zawsze jednak 
z wyjątkiem osób podwięconych naukom. 
W tej formie widzimy go raz pierwszy w 
r. 1520 wedłag uchwały sejmu w Bydgosz- 
czy, w celu obrony od Tatarów, potem raz 
drugiwr. lE)90uchwaliłgo8ejm warszaw- 
ski w przewidywaniu wojny tureckiej. Po- 
datek jednakie został odwołany po roz- 
proszeniu się obaw wojennych i dopiero 
pojawia się w r. 1662 w celu wypłaty żoł- 
du wojska skonfederowanemu po wielkich 
wojnach za Jana Kazimierza. To ostatnie 
pogłówne generalne uchwalono na jeden 
raz i osobną konstytncją zawarowano, że 
tej kontrybucyi „na potym względom sta- 
nu duchownego i szlacheckiego propono- 
wać nie będziemy i jeśliby od kogo propo- 
nowaną była, Stany Rzeczyposp. na nie 
pozwolić nie będą powinne". Chciano na- 
wet, żeby znikł wszelki ślad takiego opo- 
datkowania klas uprzywilejowanych; to 
też ta sama konstytucja poleca podskar- 
biemu, ,aby instruktarzów tego podatku 
więcej nie drukowano, jeno tyle, Ue jest 
grodów w województwach i ziemiach", i 
nakazuje, 2e instruktarze „po skończeniu 
tej exakcyi z grodów eliminowane byó 
mają". Nie jest też instrukcja ta publiko- 
wana w konstytucjach z r. 1662, a instruk- 
tarze z tego roku należą do rzadkości bi- 
bliograficznych. Podobna niechęć do po- 
datków powszechnych była w Europie o- 



gólną. "We Francyi Filip August, nakła- 
dając pobór powszechny podatku drme sa- 
ladine, przyrzekał także, że w przyszłości 
ta dziesięcina nie będzie nagadana pod 
żadnym pozorem. Pomimo jednak zastrze- 
żeń, że pogłówne generalne (którego na- 
zwy samej Polacy w ustawie unikali) nie 
będzie nigdy powtórzone, precedens po- 
datku powszechnego był niebezpiecznym, 
bo wojna z Turcją za panowania Michała 
Korybuta skłoniła sejm r. 1673, że na za- 
{Jatę wojska uchwalił Suhsidium charita- 
Iwum ze staną duchownego i świec- 
kiego, nikogo nie ochraniając, według 
konstytucyi z r. 1663, nic się od jej instruk- 
tarza nie odstrychując Pogłówne gene- 
ralne od tej pory powtarza się w latach 
1674, 1676, 1677 i 1683, najważniejsze jest 
jednak z r. 1676, ponieważ zmieniono w 
tym roku niektóre przepisy o poborze po- 
datku; a gdy w 1717 r. po dłuższej prze- 
rwie pogłówne powszechne znów zapro- 
wadzono, już jako podatek stały na utrzy- 
manie wojska, który trwrf do r. 1776, po- 
bierano go przez lat &8 według taryfy z 
r. 1676. Tylko jedno województwo Po- 
znańskie z braku w aktach taryfy z 1676 
r. ptaciło pogłówne wedle taryfy z r. 1674. 
litwa pod względem pogłównego general- 
nego ada samodzielnie. W r. 1662 uchwa- 
la Sudsidium generale ze względu na ^jcfrf- 
mam Reipublicae necessitaiem, że podatek 
„równo od wszelkiego stanu i konstytucyi 
ludzi wydawany być powinien", i że nań 
„wszystkich stanów koronnych na tym 
sejmie zaszła zgoda". W r. 1673 jednak 
Litwa nie uchwala prwszechnego pogłów- 
nego, tylko w uzupełnieniu podymnego 
nakłada pogłówne na ludzi luźnych, w 
miastach bez żadnej służby bawiących się 
i komorą mieszkających, po złotemu od 
głowy, oraz na Tatarów i Żydów w sumach 
ryczałtowych. Pogłówne powszechne po- 
jawia się znowu w r. 1676 na motywach 
z r. 1662, a w r. 1677 wychodzi obszerna 
konstytucja o ^SuJjirfmff/ charitaiwum. 



dbyGoot^le 



POGOŃ.— POGRZEBY KRÓLEWSKIE I INNE. 



53 



wchodząca w szczegóły popisa ludności i 
pobora podatku, a taryfa z tego rokn śla- 
zy i potem za podstawę poborową. W nie- 
których latach sejm nchwala wysokość po- 
głównego zr. 1677, dozwalając zebrać tę 
gamę przez pogtówne lab podymne, byle- 
by kwota zebrana równica się poglówne- 
ma z r. 1677. W r. też 1685 Litwa uchwa- 
la pogłówne, mimo że go w Koronie nie 
naloiono. Prof. Józei Kleozyński napisE^ 
rozprawę: „Pogłówne generalne w Polsce 
i oparte na niem popisy ludnoid" (Kra- 
ków, 1893 r., tom 30-y ogólnego zbiorą 
Rozpraw Akad. Um,, seryizaśll-ej tomY, 
str. 240—262). 

PogoA — herb W. Księstwa Litewskie- 
go, wyobrażający w pola czerwonem pod 
czapką czyli mitrą książęcą jeżdica zbroj- 
nego w hełmie, z mieczem w prawej rę- 
ce, do cięcia podniesionym, a w lewej z 
tarczą, na której krzyi podwójny doły. 
Koń pod nim biały, rozpędzony, okryty 
czaprakiem czerwonym, dlagim prawie do 
sajnych kopyt, z potrójną dotą frendzlą. 
Najdawniejszy rysunek tego herbn mamy 
z r. 1366 ns pieczątce, znajdującej się na 
traktacie między Olgierdem i Kiejstutem 
z jednej, a Kazimierzem Wielkim z dm- 
giej strony. Obyczajem średniowiecznym, 
wszyscy panujący, często pisać nie umie- 
jąc, zastępowali swój podpis pieczęcią, 
która przedstawiała ich postać bądź sie- 
dzącą na tronie, bądź stojącą, bądź na ko- 
niu rozpędzonym. "Wielu Piaatowiczów 
posiadf^o pieczęde z postacią swoją na 
konia biegnącym. Pogoń htewska jest 
więc tylko naśladowaniem takich pieczę- 
ci piastowskich, a rycerz na pieczątce 01- 
gierdowej oznacza samego Olgierda. Ja- 
giełło, zostawszy królem polskim, stwo- 
rzył wspólny herb państwowy, z orła i po- 
goni łożony. W sprawach jedoak dzie- 
dzicznej Litwy nie przestał używać samej 
pogoni. Noszono zaś przed nim, jako przed 
królem polskim, wielką chorągiew z orłem 
białym w polu czerwonem. Władyriaw 



Warneńczyk podzielił tarczę pieczęci kró- 
lewskiej na 4 pola, pomieszczając w nich 
sposobem szachownicy 2 orły i 2 pogonie. 
Prócz tego jest jeszcze herb dynastyi Ja- 
giellońskiej, zwany Kolumny, wyobra- 
żający trzy żółte dupy w czerwonem po- 
lu. Używali go Witold i Zygmunt Kiej- 
stutowicz na tarczy Pogoni zamiast krzy- 
wa podwójnego w swoich pieczęciach, a 
później Zygmunt August na pieniądzach, 
bitych w mennicy wileńskiej. Dlatego na 
pogrzebie Zygmnnta I r. 1548 w Krako- 
wie niesiono prócz chorągwi litewskiej zPo- 
gonią inną jeszcze z Kolumnami, jako 
herbem domu Jagiellońskiego. Owagain 
pisze, iż chorągiew "W. Księstwa Litew- 
skiego była o czterech rogach, dla odróż- 
nienia od innych, z 60 łokci czerwonej ki- 
tajkl zdzidana, na jednej stronie miała 
Pogoń bi^ą, a na drogiej N. Panny Maiyi 
z Dzieciątkiem obraz w słońcu. Chorą- 
giew hetmańska litewska, dodaje Gwag- 
nin, różna od tej, była koloru lazurowego 
i miała z jednej strony Pogoń w polu czer- 
wonem, z drugiej obraz św. Stanidawa, 
biskupa krakowskiego i męczennika. W 
mowie potocznej pogonią nazywano 
także obowiązek chłopów do gonienia hul- 
tajów i złodziejów, czyli to, CO w czasach 
Piastowskich zwano „pieszym śladem". 

Pograniczna Sądy ob. Sądy. 

Pogrzeby krilewskla I inne. Z doby Pia- 
stów kronikarze zanotowali, że po zgonie 
Władysława Hermana nabożeństwo po- 
grzebowe odprawiono nader okazale i 
przez 5 dni śpiewano egzekwie za duszę 
nieboszczyka, poczem nastąpił pogrzeb i 
noszenie źcUoby, do której już w XII w. 
używano w Polsce czarnego sukna. Pierw- 
szy szczegt^owy i ciekawy opis pogrzebu 
królewskiego (Kazimierza Wielkiego roku 
1370) pozostawił aam arohidjakon gnie- 
źnieński. "Pf.|Tta6b t*ii odbywał się zape- 
wne na -^ iftfllŚeJBzych monarszych 
pogrzebd-^^*^ *^ ■^■la8toWBkiei.Poodby- 
^ t^T^ ^4uaaaem szedł kon- 



tem natk, 



'*>„ 



dbyGoof^le 



54 



POGRZEBY KRÓLEWSKIE I INNE. 



dukt pogrzebowy, obchodząc miasto Kra- 
ków i jego kościc^y znakomitsze, jako to: 
Św. FraaiEzka, Panny Maryi i Św. Trójcy. 
Szły najprzód 4 wozy poczwórne, z któ- 
rych każdy ciągniony byl przez cztery 
konie, czamem pokryte snknem i czarno 
też odziani byli woźnice. Za wozami po- 
stępowało 40-a rycerzów zbrojnych, na 
rmuakach przybranych suknem purpnro- 
wem, z których ll-n niosło 11 chorągwi z 
herbami tyluż ziem, a 12-y niósł chorą- 
giew królestwa polskiego. Za nimi jech^ 
rycerz na dzielnym stępakn, wziętym ze 
stajni zmarłego króla i okrytym w szkar- 
łat, wyobrażając osobę zmarłego monar- 
chy. Za nim postępowało parami 600 ła- 
dzi ze świecami, z których ka2da ważyła 
pół kamienia. Za nimi różne zgromadze- 
nia zakonne, śpiewając psalmy. Po nich 
dnchowieństwo świeckie, a za tern szły 
królewskie mary, pełne różnych jedwab- 
nych materyi i sukien dla rozdania ich po 
kościołach. Dalej dworzanie i domowni- 
cy nieboszczyka w liczbie trzystu osób, 
przybrani kirem. Ci z wielkim płaczem 
i narzekaniem smutno postępowali. W 
końcn szedł król nowy (Ludwik, sio- 
strzeniec Kazimierza) z arcybiskupem, 
książętami i pierwszymi kraju obywatela- 
mi. Orszak ten wstępował, jak się rzekło, 
do kościołów; P. Maryi, Franciszkanów 
i Dominikanów, gdzie złożono w darze 
dwa kawały sukna szkarłatnego i bruksel- 
skiego, każdy po IG łokci długi, tudzież 
wiele świec i pieniędzy. Przed marami i- 
dący człowiek miotał dla ubogiego ludu 
grosze (srebrne) i dawał każdemu, kto rę- 
ki nadstawił, byle nie zawadzano na dro- 
dze i modlono się za duszę królewską. 0- 
bok niego szli dwaj ludzie z worami gro- 
szów i wysypywali one na misy srebrne, 
z których pieniądze czerpał miotający je 
ludowi. &dy misy wypróżniono, znowu je 
napełniano. Tak postępując, orszak wszedł 
do kościoła katedralnego. Tu biskup kra- 
kowski miał żałobne nabożeństwo, przy- | 



czem robiono ofiary za duszę zmarłego. 
Jeden z kapłanów, otoczony sługami kró- 
lewskimi, obchodził ołtarze z misą srebrną, 
groszami napełnioną, i co mógł garścią u- 
jąó, kładł z misy na ołtarz. Przed wielkim , 

ołtarzem największe łożono dary: sukna 
tyle, co w innych kościołach, a czterej na- 
czelni królewscydworzanie położyli na oł- 
tarzu naczynia, któremi za życia usługi- 
wali swemu panu, a mianowicie komornik I 
i podskarbi złożyli miednice srebrne z ob- 
rusami i ręcznikami, stolnik z podstolim. 
4 wielkie srebrne misy, cześnik z podcza- { 
Ezym naczynia do picia, a mianowicie pu- 
hary srebrne, podkomorzy czyli marsza- 
łek ofiarował najdzielniejszego konia ze 
stajni królewskiej, podkeniuszy rycerza 
uzbrojonego, w szaty królewskie przybra- 
nego, tudzież chorągwie przez chorą^ch 
niesione. Poczem według zwyczaju poła- 
mano owe chorągwie, t. j, drzewca, wśród 
ogromnego jęku i łkania ludu. Na tern kro- 
nikarz kończy opis, a dodać trzeba do te- 
go małą uwagę, że zwyczaj łamania pro- 
porców musifU być w Polsce odwieczny, 
skoro już w pogańskich popielnicach na 
Mazowszu znajdowano pokruszone i pogię- 
te hronzowe groty od włóczni bojowych. 
Obyczaj chrześcijański, potępiając próżność 
światową, zalecał dostatki zmarłego roz- 
dawać ubogim i nie wkładać do trumny 
kosztowności. Stąd do trumny Kazimie- 
rza Wielkiego koronę, berło, ostrogi wło- 
żono pozłacane, a tylko jeden pierścień 
na palcu pozostał szczerozłoty. Przeciw- 
nie, obyczajem pogan, ciało zmarłego u- 
bierano najbogaciej, jakby na wielką ucz- 
tę. Stąd pochodzą owe złote skarby w gro- 
bach pogańskich dostojników. Długosz 
podaje, że gdy w V- L426 zmarł Ziemowit, 
książę Mazowie^ld i Płocki, żona jego A- 
leksandra, rod^^^ft siostra Jagiełły, cho- 
wając go w c1iqv,.^ ^oSoiola płockiego, cia- 
ło jego obycziĄ,^ * fftCTOj pogańskim niż 
chrześcija^iskijj^^*^ a-ns^J po śmierci ko- 
sztowtift^i S2.Ą. t^y^io^^szy srebrnym 




POGRZEBY KRÓLEWSKIE I INNE. 



65 



lańcachem, mieczem i pasem rycerskim, 
przywdziawszy mu obuwie wojenne i o- 
strogi złociste, udała dlań łoże miękkie 
i bogate, nakryte złotoglowem i tak ciało 
jego złożyła w grobie. Nie mógł znieść 
tej barbarzyńskiej głupoty Stanisław Pa- 
włowski, biskup płocki, gdy więc po skoń- 
czonym pogrzebie wszyscy odeszli, kazał 
z grobu wyjąd złoto, srebro, szaty, nakry- 
cia i inne ozdoby i rozdał je na cłiwalę 
Bogu i ludzkie użytki. — Na pogrzebie 
Władysława JagieUy, któiy takim samym 
(jak to widzimy z Długosza) odbywai się 
porządkiem, dano w ofierze za duszę zmar- 
łego króla wiele okazałych rumaków, 
szkarłatem przybranych, a prowadzonych 
przez rycerzy, z któiych jeden niósł cho- 
rągiew z białym orłem, na wysokiem 
drzewcu. Nadto złożono misy rfote i srebr- 
ne (których król używał najwięcej za ży- 
cia), napełniwszy je pieniędzmi. Olbrzy- 
miej wielkości świece paliły się w kościele 
dokoła katafalku, aksamitem i szkarłatem 
okrytego. Tu nadmienić wypada, że do o- 
statnich czasów przechowywano w kate- 
drze na Wawelu szkarłatne czyli purpu- 
rowe opony do zawieszania ścian świąty- 
ni podczas pogrzebów królewskich (szkar- 
łat miał na pogrzebach królów znaczenie 
zdobne). Paweł z Zatora, najsłynniejszy 
kaznodzieja swego czasu, wygłosił na po- 
grzebie Władysława Jagiełły mowę w ję- 
zyku polskim tak wzruszającą, że j^akali 
wszyscy senatorowie i rycerstwo polskie. 
Marcin Bielski tak opisuje pogrzeb Zyg- 
munta I (r. 1548). O-dy się zdobne nabo- 
żeństwo skończyło, srfo w kondukcie 30 
par mar zdobnych, pod przykryciem ma- 
kat złotogłowych, a za niemi tyleż koni 
królewskich, pod przykryciem kitajek róż- 
nej barwy, z herbami monarszymi. Praod- 
kow^ im chorąży nadworny, z orłem ko- 
ronnym, na białym koniu, dzierżąc miecz 
goły ku sobie zwrócony. Przed marami, 
na których ciało króla wieziono, jechał 
Jan Tarło w kirysie zupełuym (darowa- 



nym niegdyś w Wiedniu zmarłemu mo- 
narsze przez cesarza Maksymiljana), ma- 
jąc miecz goły, a takiż niósł i chłopiec, idą< 
cy za nim z proporcem. Przed marami 
szli posłowie ziemscy i niesiono oznaki 
królewskie: miecz, jabłko, berło i koronę. 
Ciało nieśli dworzanie, wielkie Świece wo- 
skowe dzierżąc w ręku. Za ciałem szedł 
król nowy Zygmunt August, prowadzony 
przez posłów cesarza i króla rzymskiego, 
a za nim zmarłego wdowa (Bona), prowa- 
dzona pTzez księcia pruskiego i margrabi- 
cza brandebnrskiego. Gdy ciało wprowa- 
dzono do kaplicy i oznaki królewskie zło- 
żono na marach, wystąpił arcybiskup gnie- 
:&nieński ze mszą, pi'zy której służyli mu 
wszyscy biskupi. Po ewangielii miał dłu- 
gą i uczoną mowę Samuel Maciejowski, 
biskup krakowski, a gdy ją skończył i za- 
częto śpiewać modły, ów Jan Tarło wraz 
ze swoim giermkiem wjechał do kościi^, 
mając około zbroi i h^mn zapalone świecz- 
ki. Gdy śpiewano Agnus Dei, panowie, 
co w obchodzie nieśU znaki królewskie, 
zdjąwszy je teraz z mar, położyli na ołta- 
rzu. Przystąpili do nich nowy król z ksią- 
żętami i (jak mówi Sarbiewski), na pamiąt- 
kę używanego w Kościele katolickim zwy- 
czaju łamania lasek we wstępną środę, u- 
derzyli je o ziemię. Król uderzył przed 
wielkim <^tarzem h^mem, książę pruski 
tarczą, margrabicz mieczem, książę cie- 
szyński drzewcem tak mocno, że się zła- 
mało. Wtedy kiryśnik spadł z konia przy 
marach, kanclerz i podskarbi skruszyli 
swoje pieczęcie, a inne otrzymali, poczem 
wyszli wszyscy z kościoła. Król Zygmunt 
August, jak wiadomo, zmarł (r. 1572) pod 
Tykocinem w Knyszynie na Podlasiu. 
Kondukt pogrzebowy wyruszył z Tyko- 
cina do K>jiA,(.flj&. Co odprawieniu mszy 
żałobnej ^^ .-cf 7.amkQ- tytocifa-ikiego, 
24 d wor^ ^ W. is^ŁicW, w kaptury 4alob 
ne ubraii ^■ 
ku, tud^^ 



' '^P*'3v, 



ń Wmcami w rą- 




dbyGoot^le 



POGRZEBY KRÓLEWSKIE I INNE. 



Cdsja, ze sta ubogich zlotona, ze świecami 
zapalonemi, za niini księża i kapelani kró- 
lewscy, a za tymi chorąży na konin czar- 
no nbranym. Za chorążym postępował o- 
toczony slogami pieszymi koń czarny, u- 
nosząc na sobie herby królewskie, a dalej 
konno jechało dwoje pacholąt z puklerza- 
mi. Następnie szedł wóz z ciałem królew- 
skiero, przykryty ozamem suknem i za- 
przężony w konie, tak samo ubrane. Za 
wozem jechali panowie radni z pocztami 
swymi. Przyjmowano ten konwój uroczy- 
ście strzelaniem z dzif^ i z ręcznej broni 
w miejscach, przez które przechodził, a 
gdzie się zatrzymywał na noc, tam stawa- 
ło na straży przy marach dwach komor- 
ników królowskich, ośmiu drabantów, 2 
dworzan i 2 jurgieltników. W Warszawie 
wystąpiło 200 ubogich i 60 dworzan ze 
świecami, oraz cechy wszystkie ze świa- 
tłem, niosąc 10 mar ^otogłowem i aksa- 
mitem bogato przybranych. Wóz żałobny 
przykryto także aksamitem. Wprowadzili 
ciało biskupi i opaci ubrani okazale. Wcho- 
dząc do kościoła, oznaki królewskie nie- 
siono przed ciałem, a obok postawiono 
chorągiew nadworną i pieniądze na mi- 
sach, które rozdawano Indowi. Mów było 
4. W Krakowie czekali na ciało u bramy 
Florjańskiej posłowie dworów zagranicz- 
nych, biskupi, opaci i cechy, mając 30 
mar dotogłowem pokrytych. Tamże atslo 
koni 30, przykrytydi jedwabiem, i chorą- 
żych ziemskich poczet wielki, w zbrojach 
czarnem suknem pokrytych, nakoniec n- 
bodzy w kapach i reszta procesyi. W po- 
chodzie szli najprzód żacy szkolni, po nich 
duchowieństwo, potem ubodzy w kapach 
w liczbie 600. Chorążowie szli podłng 
starszeństwa swoich ziem. Zaczynały więc 
pochód młodsze ziemie, t. j. najpóźniej z 
koroną połączone, kończyły zaś ziemie da- 
wniejsze, a na ostatku najstarsze: poznań- 
ska i krakowska. Za niemi chorągwie 
ziem lennych: pruska, pomorska, wołoska, 
inflancka i kurlandzka, chorągiew nad- 



worna Wielkiego Księstwa Litewskiego 
i Królestwa Polskiego. Po chorągwiach 
prowadzono 30 koni pod jedwabiem, a je- 
dnego pod czarnym aksamitem, za końmi 
30 mar królewskich, po tych jechf^ mąż 
w kirysie na koniu w czerni, trzymając 
miecz goły ostrzem ku ziemi. Za nim je- 
chało pacholę w zbroi z tarczą, drzewcem 
(kopją) i proporcem, ku ziemi spuszczo- 
nym. Na proporcu był z jednej strony o- 
rz^ z drugiej pogoń wymalowana. Za 
tymi jechał mąż w szacie królewskiej, a 
zanim panowie radni, niosąc znaki kró- 
lewskie, w otoczenia 60-u dworzan ze 
świecami. Nakoniec siostra królewska An- 
na Jagiellonka z frauoymerem^, prowadzo- 
na przez posłów od dworów zagranicz- 
nymi, a za nią rada miasta Krakowa. Po- 
chód ten odprowadzi ci^o do zamku na 
Wawel. Nazajutrz był podobny obchód po 
mieście, tylko że ciała królewskiego już 
nie obwożono, ale same maij. Procesja 
wstępowała do kościołów: Św. Franciszka, 
Św. Anny, sw. Szczepana, Św. Trójcy i po- 
wróciła na zamek. W każdym z tych ko- 
ściołów postawione były inne mary, a w 
ich głowach i nogach stały dwie misy z 
pieniędzmi, które rozdawano ubogim, a 
resztę panowie radni wysypali na c^tarz. 
Dnia trzeciego w tymże porządku stanęli 
wszyscy na zamka. We wszystkich ko- 
ściołach bito w dzwony, aż do kazania, któ- 
re miał biskap. Po kazaniu znowu bito w 
dzwony. Podczas śpiewania Paźer nosłer 
mąż w zbroi, z drzewcem, wjechrf do ko- 
ścioła, a za nim giermek. Poczem odbył się 
zwyldty obrzęd spadania z konia i łamania 
pie(asęci. Król Zygmunt August ubrany 
był do trumny ffi sposób następujący: 
Najprzód ciało owinioBO ceratą czyli fdót- 
nem woskowem i vclo*ono na nie koszulę 
z płótna flanian^^-, ..gro, na koszulę gier- 
mak naksztalt j.^^ ^o^J ^ adamaszku 
czer^wonego, spl^J**®^ oT«^ ilotym, opa- 
sującym oiaJo. -jjj^ ^J^^'^ fc^bą z bia- 
łej Jsitajti, »■ *^«^ x^ yf^^^^"^ liotoglo- 



D,g,tized>G00gle 



PUGRZEBY KRÓLEWSKIE I INNR 



57 



wą. Na wierzch tego wszystkiego abiom 
wJożono ptaszcz z altembasa. Zawieszo- 
no u szyi łańcuch wartości 200 czerw, zl 
z krzyżem djamentami i rubinami wysa- 
dzanym. Na palce włożono dwa wielkie 
pierścienie: szmaragdowy i szafirowy, na 
r^ce jedwabne rękawiczki, a na nie bla- 
chownice żelazne, na nogi buty złotogło- 
we i ostrogi po^ociste. Do boku przypa- 
dano miecz w srebrnej pochwie, a obok 
dożono berło i jabłko. Na głowę włożono 
biret z czerwonego atłasu, a potem osa- 
dzono koronę. Na piersiach złocona była 
srebraa pozłacana tabUczka z napisem ła- 
cińskim, objaśniającym, kto leży w trum- 
nie. Tmmaę wewnątrz obito aksamitem 
czaraym. Kronikarze opowiadają o żło- 
bie, noszonej po zgonie królów piastow- 
skich, a zwłaszcza po śmierci Bolesława 
Ohrobrego, którego naród pobki długo 
i żałośnie oj^akiwał. Długosz mówi, że po 
zgonie tago monarchy „niewiasty i dzie- 
wice zaniechały wszelkich strojów i porzu- 
ciły zwykłe ozdoby, a wszyscy jakby z na- 
kazu dłużej niż rok zachowywali ż^obę". 
Podobnie Marcin Bielski opowiada, że po 
zgonie Zygmunta I przez cały rok żałoba 
noszono, że sromotą było i prostemu c^e- 
ku wyjśó z domu bez czarnej sukni, że na 
pannach nie ujrzałeś wieńca, nie usłysza- 
łeś grania, że biesiad ani tańców przez ca- 
ły rok nie było. Podobnież oj^aMwano 
i śmieró królowej Jadwigi, £e nawet na we- 
selach nie giyw^a mnzyka, a na ratuszu 
krakowskim ściany i stc^y w izbach rad- 
nych czamem były pokryte suknem. Czy- 
niono to z dobrej woli, bo nakazu nie by- 
ło. Po Gtranowskiej, trzeciej żonie Włady- 
^wa Jagi^y, nikt nie chodził w żałobie 
oprócz króla samego. Żałobą nazywano o- 
sobnego rodzaju suknie, które odznaczmy 
się wielkimi kołnierzami i długimi ręka- 
wami. Na pogrzebie swego ojca Zygmunta 
III, królewicze i senatorowie mieU ka- 
py z sukna czarnego, jak zakonnicy, tak 
^ugie, że się wlokły po ziemi, a na gło- 



wach kaptury C2yli „kapice". W pogrzebie 
królowej Anny Jagiellonki, wdowy po 
Batorym, brało udzi^ 1500 ubogich, w 
żałobne kaptnry ubranych, którzy dostali 
każdy po dwa talary. Opis pogrzebu Ka- 
tarzyny Jagiellonki w Szwecyi, matki 
Zygmunta HE, ze iródd wspcMczesnych 
podał Pamiętnik sandomierski {r. 1830, t. 
U, str. 158). Ostatnim obrzędem, który w 
naszych czasach przypomniał pogrzeby 
królów polskich, był żałobny wspaniały 
obchód r. 1869 w Krakowie z powoda 
przeniesienia zwłok Kazimierza Wielkie- 
go doodnowionego grobowca. Wszyscy kró- 
lowie i książęta polscy kazidi się chować 
do trumien ubogo, z pobudź religijnych, 
z wyjątkiem Jagiellonów, którzy gwoli 
starym tradycjom litewskim ubierani byli 
do trumien z przepychem. O pogrzebach 
pańskich w dalszej przeszłości naszej wie- 
my, że przed trumną i marami zmarłego 
rycerza prowadzono jego rumaka pod 
zbroją i przykryciem purpurowem. Konia 
tego wprowadzano przed trumną do ko- 
ścioła. Taki pogrzeb rycerski, jak opisuje 
Długosz, wyprawił r. 1382 synowi swemu 
Zawiszy z Kurozwęk, biskupowi krakow- 
skiemu, ojciec jego Dobek (Dobiesław), 
kasztelan krakowski, a to z powodu, że 
Zawisza, zbyt młodo zostawszy biskupem, 
prowadził ^cie więcej świeckie, niż du- 
chowne. Później grzebaU się magnaci pol- 
scy podobnym zwyczajem, jak królowie. 
Janowi Tarnowskiemu sprawiono r. 1563 
w Tarnowie pogrzeb prawie taki sam, jak 
królom w Krakowie, Inni znowu przez 
pokorę chrześcijańską zabraniaU na swych 
pogrzebach wszelkiej okazałości świato- 
wej. Tak np. Mikołaj Krzysztof Radzi- 
wiH (który odbył pielgrzymkę do 2Uemi 
świętej) kazał iiię ubrać do trumny w su- 
tannę ubfiga claszcz gruby i kapelusz 
pielgrzyn. - ' cograe\)a& bw żadnej oka- 
załości, ji ^ ftsy, a*ftW trumny niczem 
nie nak^V* -^^^1^ katetalków me 
strojono ^v^*'^ Qg»6\.» me BOBZOM. 



dbyGoot^le 



58 



POHYBEL.-— POJEDYNKI. 



koni nie wodzono, kopii nie kraszono, i 
żeby ubodzy, których on bracią swoją na- 
zywaj, do groba go nieśli. Jakże odmien- 
nym by] pogrzeb Józefa Potockiego, het- 
mana wiel. kor., kasztelana krak. w r. 1751, 
w którym brało udzit^ 10 biskupów i sa- 
fraganów, 60 kanoników, 1,275 księży ła- 
cińskich, 430 unickicli i greckich. Z 120 
spiżowych armat dziedzicznych dając przez 
6 dni ognia, wystrzelano 4,700 kamieni 
procha. To też była tojnż doba upadkn 
narodowego. Gdy zmarł ostatni potomek 
męski jakiego znakomitego roda, byt zwy- 
czaj zawieszania miec"a nad jego grobow- 
cem. Tak uczyniono w kościele Św. Piotra 
w Krakowi') nad grobowcem zmarłego w 
r. 1771JanaKlemensaBranickiego, hetm. 
wiel. kor. i kaszt, krak., który był ostat- 
nim ze starożytnego rodn Jaksów czyli 
Gryfów Branickich. Na pogrzebach szlach- 
ty miewali przemowy nietylko duchowni 
ale i wspólzie mianie, a zwyczaj ten prze- 
chowa się w niektórych paradach n lądu 
wiejskiego do naszych czasów. O takich 
prawiących oracje pogrzebowe kmieciach 
wspomina Kolberg, ka. Siarkowski i Mi- 
chał Pederowski. Ten ostatni w dziełku 
„Lud" (t. I, str. 131). 

Pohybel, wyraz zapożyczony od Rusi, 
oznaczał w dawnej polszczyźnie szubienicę. 
Stąd „iść na pohybel" znaczyło: na szu- 
bienicę. Wesp. Kochowski pisze w swoich 
fraszkach: 

Pohybel święte drzewo, niechaj nic próchnieje, 
Pr7«z które eprowiedliwość święta oam eie dnieje. 

Pojedynki. Polskie prawodawstwo śre- 
dniowieczne nieznalo pojedynków. Każdy 
chodził z mieczem przy boku lub kijem, 
a obrażony obsypywał obelgami swego 
przeciwnika i staczał z nim bójkę. Jeżeli 
go zabił, płacił gi-zywny jego rodzinie lub 
krewnym, podłóg prawa. Za pokrzywdzo- 
nym ujmował się zwykle cały jego ród, 
tak zwani stryjcowie, czyli stryjeczni róż- 
nych stopni, stając do walki z przeciwni- 



kiem i jego poplecznikami. Tak było n lu- 
dów słowiańskich, ale inaczej na Zacho- 
dzie, gdzie rozwinęło się rycerstwo nie 
dla samej obrony kraju, jak w Polsce, ale 
jako stan z oddzielnym obyczajem i pra- 
wami towarzyskiemi.Z fanatycznych i za- 
bobonnych pojęó wypłynęły tam slynn© 
„sądy boże", czyli pojedynki przez próby 
z wodą i ogniem, lozpalonem żelazem lub 
walkę, których wynik, poczytywany za. 
zrządzenie boże, uznawano za dowód winy 
lub niewinności. Tym sposobem pokrzyw- 
dzony bywał nieraz trzykrotnie karany: 
raz przez krzywdę mu wyrządzoną, po- 
tem, gdy, wyzwawszy przeciwnika, ni© 
sprostał mu w próbie lub walce, a wresz- 
cie przez wyrok, uznający jego sprawę za 
złą. Prawodawstwo polskie może się tern 
pochlubić, że „sądy boże' nie były jego 
płodem i nie weszły do obyczaju narodo- 
wego. Za poniesioną lub zdziczaną komu 
krzywdę były u nas wynagrodzenia, o^a- 
ty ugodue, prawo zemsty, zdanie na ła- 
skę, pokora, infamja, bannicja i wyzucie 
z pod prawa, były na to dowody, świad- 
kowie, jednacze, a rzadko uciekano się do 
prób zabobonnych, jak na Zachodzie u 
Bawarów, Tu ryngó w, Normandów, AUe- 
manów. Burgundów, Longobardów i t. d. 
Prawo tylko magdeburskie zawierako prze- 
pisy o sądach bożych i pojedynkach, w ja- 
ki sposób odbywać się mają. Gdy przeto 
prawo to zacz^o w wielu miastach pol- 
skich obowiązywać, zabobonny zwyczaj 
udzielił się i naszemu społeczeństwu. Przy- 
czynił się do tego napływ cudzoziemców 
w XIII wieku i wrodzona wada Polaków 
naśladowania ^ych obyczajów zagranicz- 
nych. Mimo jednak rozpowszechniającej 
się tej zakały — powi&d^ Lelewel — było 
coś narodowego, co gię j®i opierało. I>ługi 
czas prawodawst^ ^jaiodowe zachowy- 
wało głuche milc^ p-ciaHyce t. z. pró- 
by boSseji samo n^^** ^goiiie przyswoiło 
sobie, toiedytcai^ V, ,^^\eje wykazują^ 




C|oo<^lc 



POJEDYNKI. 



r. 1252 pozwolił Klemensowi z Ruszczy 
odbywać sądy nu wodę, rozpalone ielazo 
i pojedynki, na miecze Inb kije. Podob- 
nych przywilejów spotykamy i więcej. Z 
drogiej jednak strony widzimy, jak około 
r. 1290 za Henryka Brodatego, w przepi- 
sach przeciw oszczercom nie dopuszczano, 
aby cześć obywatelska pozostawiona była 
losowi bójki Inb zabobonnej próbie. Kilka 
przywilejów, jakie mamy o dopuszczeniu 
sądów bożych, wyglądają, jakby uchylmy 
nieznające takich praktyk prawo polskie 
czyli, obyczaj narodowy, który w Polsce 
był prawem. Kiedy prawodawstwo naro- 
dowe odżyło za Kazimierza W., nstaty po- 
jedynki sądowe. Gdy r. 1389 podkomorzy 
kri^., Q-niewoaz z Balewic, pomówił świą- 
tobliwą królowę Jadwigę, pozwany, stan^ 
przed sądem w Wiślicy. Jaśko z Tęczyna, 
kasztelan wojnicki, zaprzysiągł ze strony 
królowej jej niewinność, a 12-a rycerzy 
stanęło wobec sądn, żądając każdy poje- 
dynku czyli rozprawy, ale rycerskiej, z 
G-niewoszem. Pomimo to sąd nie chcid 
honoru królowej na los pojedynku nara* 
żać. A nużby Oniewosz kolejno powalił 
przeciwników, to ludzie zabobonni przy- 
znaliby, że mówił prawdę. Sąd zażądd 
od niego dowodów, a gdy wyznał, że mu 
ńę uroiło i prosił przebaczenia, skazano 
go na odszczekanie oszczerstwa w izbie 
sądowej. Więc niezwłocznie, podług zwy- 
(sajn, wlazłszy pod ławę, wołał: .Zełga- 
łem jako piesi" i po trzykroć szczeknięcie 
psa udał. To rozbroiło dobre serce króla i 
królowej i był potem znowu w łaskach u 
dwom, może i dlatego, że z Krzyżakami 
potykf^ się mężnie. Na Zachodzie żądano- 
by w takich razach próby pojedynku, w 
Polsce, jak widzimy, sąd wszelką próbę 
odrzucił. Gdy za króla Aleksandra Ja- 
giellończyka prawo magdeburskie, które 
w 42 miejscach mówiło o pojedynku sądo- 
wym na włócznie i pałasze ku próbie nie- 
winności, wcielano w księgi ustaw naro- 
dowych, posłowie ziemscy {r. IB05) arty- 



kuły powyższe prawa miejskiego znieśli 
uchwałą swoją, jako przeciwne religii i 
zdrowemu rozsądkowi. A tak podobno ze 
wszystkich krajów Europy najpierwej w 
Polsce wszelkie próby pojedynkowe w są- 
dach zostały prawem zabronione. Gdy z 
powoda zwad i bójek po karczmach, na 
zjazdach i biesiadach, między bracią cho- 
rągiewną wydarzały się zabójstwa, z któ- 
rych oczyszczano się tłómaczeniem, że to 
były pojedynki, przeto w XVI w. pojedyn- 
ki zostały prawem wzbronione tak w Ko- 
ronie, jak Litwie. Kto chciał się pojedyn- 
kować, musiał od króla uzyskać oddzielne 
na to pozwolenie. Prawo w tym względzie 
uchwalone w r. 1588 brzmiało w słowach: 
Na pojedynek żaden szlachcic szlachcica 
nie powinien wyzywać, ani wyzwany sta- 
wić się, pod karą 60 grzywien i wieży pół 
roku. O co forum w ziemstwie. Kiól je- 
dnak pojedynka pozwolić może. Ten za- 
kaz dla szlachty tłómaozy się prostym 
względem, że w osobie każdego szlachcica 
prawo widziało obrońcę kraju, którego 
krew przeznaczona była do przelania za 
Hzeczpospohtą, a nie dla prywaty. Kro- 
mer mówi o Zygmuncie Starym, że tylko 
raz jeden podobnego pozwolenia udzielił. 
Za Zygmunta Augusta Brzostowski wy- 
zwij Stanisława Pszoukę z Babina przez 
pozew z pieczęcią królewską do pojedyn- 
ku publicznego w obliczu sądu królewskie- 
go. Pszonka nie stanął a Brzostowski żą- 
dał, żeby był uznany za niewinnego, lecz 
król wyrok zawiesił. Ka weselu Zygmun- 
ta I Samuel Zi%czyAski rąbf^ się ze Szwe- 
dem, który drwił z polskiego tańca. Szwe- 
dowi głowę zmiótł. Król Zygmunt o zgiełk 
stąd wynikły dopytuje. Skrwawiony Łą- 
czyński UĘprawiB^^i^i*^ ^ię przypada, a 
król, saiĄ Q\)Vr«i^*'''^^y 3*S0 i^*^S. pościł 
go spok.^^^ . TiBNiet hez pogróżek, lila. 
dworze ^*\^\Ł^scomuiany jest i^o- 
rzanin^jJ^tiO^Ł . ^tyit^^TT^aJi^Yoroziem- 
ca i zua^ V i<^^' ^.^cŁU^cVcr7.ecia6w co- 



dbyGoot^le 



POJEDYNKI. 



wprowadzfJa młodzież pańska, po naukę 
i dla rfużby rycorakiej wyjeżdżająca na 
obczyznę, (łdy raz między Spytkiem Tar- 
nowskim a Piernikiem takie waśnie nro- 
sly, że ani senatorowie, ani król pogodzić 
ich nie mógł, przyszło do tego za pozwo- 
leniom króla, że się wyzwali na rękę. Naj- 
przód tedy na kopje się potykali, ale oba- 
dwa skmszyli je o siebie bez szwankn. Do 
mieczów potem porwali się, którymi dłu- 
go walcząc, dali dowód patrzącym na to 
panom polskim, że sobie i w męstwie i w 
sile równi byli. Przetoż obadwa, zesko- 
czywszy z koni, mile się uścisnęli i odtąd 
w braterskiej zgodzie do zgonn trwali. 
Sądy, łożone z ziemian, miały taką wów- 
czas powagę obywatelską, że wyzwany na 
pojedynek mógł nie stanąć i sprawę pozo- 
stawić sądowi, jak ów Fszonka, i bonom 
przez to nie tracił. Gospodarz domn nie 
mógł nigdy przyjąć wyzwania od swego 
go^a. Opowiadano też o pewnym "Wio- 
cho, który, gdy w podróży po Polsce go- 
ścił u pewnego pana, i po aczcie, wśród 
rozhukanej wesołości, umazany miodem, 
był zaprowadzony między obłaskawione 
niedźwiadki, a te zaczęły go nielitośeiwie 
lizać wśród śmiechu gości — wyzwał go- 
spodarza na rękę, ale nie mógł go skło- 
nić do, przyjęcia pojedynku, bo to było 
przeciwne ówczesnym prawom gościnno- 
ści. Podniosły sięwXVI wieku głosy pol- 
skich publicystów przeciw bójkom i poje- 
dynkom. „Zemstą to zwiecie a w niej do- 
wód wielkiego serca i męstwa upatrujecie, 
jakby zemsta cnotą była, a czemże u was 
wzgarda krzywdy?" — pyta Frycz Mo- 
drzewski. Goślicki widzi w pojedynkach 
„zdrożność'. Bartosz Paprocki upomina 
hetmanów za łatwość w dopuszczaniu o- 
nycb. Powodowski, gromiąc w kazaniu 
(r. 1579) tych, co się pojedynkują, przy- 
tacza słowa hetmana Mieleckiego: że „kto 
najwięcej krzesze szabelką na dworze, ten 
w polu nie naciera na nieprzyjaciela". Ja- 
koż istotnie prawdziwi miłośnicy ojczy- 



zny i ludzie wielkiego serca uważali ka- 
żdą kroplę krwi swojej za wyłączną włas- 
ność miłej ojczyzny i do wylania za świę- 
tą sprawę a nie za prywatę przeznaczoną. 
Statut Litewski za zabójstwo w pojedyn- 
ku karę śmierci przepisał. Oświadcza on, 
że obelżywe słowa, miotane przez wyzywa- 
jącego na tego, który pojedynka nie przyj- 
muje, nie krzywdzą go, ale spadają na bu- 
rzyciela spokojności publicznej. Wobec su- 
rowości praw polskich pojedynki formalne 
z wyzwaniem, sekundantami, umową i o- 
becnością licznych świadków, odbywały 
się rzadko i sprawy wytaczane za te prze- 
stępstwa do sądn przez instygatorów 
są bardzo nieliczne. Za to bijatyki i rą- 
baniny zwaśnionych po obozach i sej- 
mikach, nie uznane za pojedynki i nie 
ścigane przez instygatorów, o ile nie 
pociągały za sobą wypadków śmierci, sta- 
wały się coraz częstsze w miarę upadają- 
cych cnót obywatelskich. Widzimy bo za 
Jana Kazimierza z .Pamiętników Paska", 
który częste bójki swoje dokładnie opisu- 
je. Kartelów on nie posyła, sekundantów 
nie obiera, sposobów do rozlania krwi na 
wzór zagraniczny nie układa, tylko w roz- 
jątrzeniu porywa się do szabli i rąbać na 
miejsca zaczyna. Ciągłe noszenie oręża, 
właściwe stanowi rycerskiemu, z wrodzo- 
ną krewkością i bezgraniczną odwagą 
przyczyniały się do częstego rozlewu krwi. 
GHy r. 1671 żołnierze chorągiewni wyrzą- 
dzili krzywdę niejakiemu Pałuckiemu pod 
Opatowem, ten, wziąwszy syna i dwuch 
służących, samoczwart, wyzwał do boju 
część chorągwi czyli roty i wnierównej wal- 
cekrzywdęawojąpomścil. Wr. 1674prawo 
ponowiło ostrość dawnych ustaw przeciw 
pojedynkom. Król Sobieski był ich wiel- 
kim przeciwnikiem, mawiając, że .odwa- 
ga dowodzi się jeno w walce z wielu, ale 
nigdy w potyczce z jednym". W tym 
samym jednak królu, gdy na sejmie gro- 
dzieńskim r. 1685 rozjątrzony był przy- 
mówkami Paca, odes^^^ ^'% krew gorą- 



dbyGoot^le 



POJEMSZCZYZNA.— PO-JEZUICKIE DOBRA. 



61 



ca, i, pochwyciwszy za szablę: „Nie wy- 
wijaj — rzeki — ciężara ramienia mego!" 
A Pac oa to, podobnież za szablę chwy- 
ciwszy, odparł: „Pomnij, żem był spraw- 
°yi gdySray byli równi". W tychże cza- 
sach bawiący na dworze króla fraacoakie- 
go Jan Władysław Radziwiłł, starosta wi- 
ślicki, ^słuszną zdjęty obrazą o honor na- 
rodu polskiego, po^a hiszpańskiego w po- 
jedynka zabU." W Polsce można było z 
godnością pojedynku nie przyjąć, przez n- 
szanowanie dla praw Bzplitej, jako uchwa- 
lonych przez naród a zaka.zujących po- 
jedynkowania. Pojedynki w święta i w 
dnia sobotnim, jako N. Maiyi Pannie po- 
święconym, nie odbywały się. Rozlew 
krwi w miejscach królewskiego pobytu 
surowo był karany. W czasie sejmu roku 
1634 przyszło do pojedynku wojewodzica 
Sapiehy z Kossobndzkim, wojewodzicem 
mazowieckim. Sapieha odniósł ranę, a 
KoBsobudzki, że pod bokiem królewskim 
zwady wszczyn^, gardłem przypłacił. Po- 
jedynki rycerstwa polskiego odbywały 
się pierwotjiie konno, w zbroi, z kopją Inb 
mieczem, jak turnieje i gonitwy, później 
dopiero stawano pieszo do walki z mie- 
czem Inb szablą. Pistolety i szpady, czyli, 
jak nazywano, rożny irancaskie, mieU 
Polacy w pogardzie, jako broń dla ryce- 
rza nieprzyzwoitą. Panicze tylko, wycho- 
wani z cudzoziemska, robili wyłom w oby- 
czaju narodowym. Po pojedynka strony 
się zwykle godziły i zawiść ostawa^a. Je- 
żeli jeden zgin^ to szukano zgody z jego 
krewnymi, a gdy jednacze do takowej do- 
prowadzili i nie było oskarżyciela, insty- 
gatorzy i sądy nie dochodzili sprawy. Za 
czasów Saskich najgłośniejszy był pojedy- 
nek (r. 1744) podkomorzego Poniatow- 
skiego z Tarła, wojewodą lubelskim, któ- 
ry polegŁ Że podkomorzy był młodzik w 
porównania z wojewodą, więc ojciec jego 
wzywał sejmujących, aby na syna był sąd 
a zgon Tarły dłago ze zgrozą naród wspo- 
minf^. Za Stanisława Augusta, o ile sfiraa- 



cnziałośó warstw najmożniejszych osłabi- 
ła rzetelną miłość krajn, o tyle rozwinęły 
się chorobliwe pojęcia o honorze osobi- 
stym i zagęściły pojedynki na wzór zagra- 
nicznych. BoznawfUy więc przeszkód od 
władz i były nieraz wstrzymywane, a po- 
jedynkujący się ulegali wyrokom i odsia- 
dywali wieżę. Choć król dał pozwolenie, 
dnchowieństwo jednak nie zważało na to 
i z ambon rzucało klątwę na tych, którzy 
się pojedynkowali Ogłoszenie takiej kląt- 
wy było niejako obowiązkiem biskupa, w 
którego djecezyi pojedynek nastąpił. Za- 
patrując się na pojedynki ze stanowiska 
rozumu, iż utracona cześć przywrócona 
być może tylko przez sąd honorowy a ni- 
gdy przez zabójstwo, i że średniowieczny 
zwyczaj pojedynków jest dziś pozostało- 
ścią .sądów bożych" wymyślonych przez 
ciemnotę i barbarzyństwo, przyznać mu- 
simy, że dawni Polacy, wyłączając broń 
palną z pojedynków, jako dającą wypadek 
losowy, czyli średniowieczny .sąd boży*, 
szlachetniejsze i bardziej rycerskie mieli 
pod tym względem pojęcia, niż oh^piący 
się postępem cywilizacyi ich wnukowie. 
W artykule niniejszym nie podążyliśmy 
uwzględnić rozprawki ks, S. Chodjnńskie- 
go o „Pojedynkach w dawnej Polsce' po- 
danej w „Encyklopedyi kościelnej" War- 
szawa, r. 1894, t. 20-y, str. 154—160). 

PsJemUCZyina (od pojęcia żony) —da- 
nina, składana niegdyś przez mieszczan 
i włościan panom na Rusi za prawo poję- 
cia żony cudzej poddanej. 

Po-Jezułckie dobra. Po zniesittnin za- 
konu jezaitów, Rzplita konstytucją sej- 
mową z r. 1775 (Tł/w/o: Rozrządzenie 
dobrami jezuickiemi) przeznaczyła 
ogromne te dobra ziemskie na fandnsz e- 
dokacyjnynarodowy. Postanowiono sprze- 
dać je, ale nie na własność bezwarunko- 
wą, lecz żeby nabywca -ci&at od szacun- 
ku procent w dwuch ratach półrocznych, 
bez względu na wszelkie klęski a za ca- 
łość dóbr i regularną popłatę rocento dał 



dbyGoot^le 



POKŁADZINY. — POKORA PUBLICZNA. 



kaucję, czyli, jak wtedy zwano, ewikcję 
równą '/j szacunku dóbr. Za uchybieniem 
jednej raty, gdy posiadacz taki (zwany w 
konstytncyi primlegiatus haeres) nie rfo- 
żytby w ciągu 6 tygodni należności, miał 
naówczas zaprowadzony byó sekwestr, a 
w razie niezapłacenia drogiej raty, władza 
edukacyjna mogła dobra za wakujące u- 
znać a król komu innemu je oddać. Do- 
bra te miały niejako naturę dóbr rządo- 
wych, nie mogły byó dzielone ani odłupa- 
ne pod karą utraty sumy na nie wypoży- 
czonej. Właścicielem był IFuudusz edu- 
kacjfjny, ale prawo nabywcy mit^o cha- 
rakter dziedzicznego czyli wieczystego po- 
siadania. Dobra te wyjęte były z pod zwy- 
czajnego sądownictwa, należały do Komi- 
syi ICdnkacyjoej. Za sejmu czteroletniego 
ustanowiona była z nich ofiara, jak z dóbr 
ziemekicb. Nie mogły ulegaó regnlacyi 
hypotecznej, ale w zaborze pruskim regu- 
lowano je jak allodjalae. Dekret króla 8a> 
Bkiego jako księcia Warszawskiego z d. 14 
grudnia 1812 r. {Dziennik Praw tom lY, 
str. 421), uznając, 2e dobra te mają natu- 
rę dóbr narodowych, przyznał Funduszowi 
edukacyjnemu egzekucję administracyjną 
i poddał szczególnym przepisom. Za Kró- 
lestwa Kongresowego dekret, ustanawia- 
jący Prokuratorję, uznał je (art. 9, lit. h) 
za własność publiczną. Ostateczne co do 
dóbr po-jezuickich urządzenia znsjdują się 
w Dzienniku Praw t. 41, str. 337—398. 

Pokładzlny. Ponieważ nie wypadało, 
aby panujący je^zit na własne wesele za 
granicę swego kraju, jak również aby 
księżniczka, wychodząca za niego, przyby- 
wała do jego stolicy przed wzięciem ślu- 
bu, był zatem zwyczaj, że panujący bral 
ślub w jej domu przez zastępcę czyli po- 
sła tam wysłanego. Do prawomocności 
takiego ślubu należał ceremonjał p okła- 
dzin, polegający na uroczystem chwilo- 
wem położeniu wychodzącej zamąż na je- 
dnem łożu z zastępcą przyszłego męża. 
Niekiedy wystarczało, aby poseł przytkaj 



tylko kolano do łoża, jeżeli zaś musif^ po- 
łożyć się, to kładł pierwej pomiędzy sobą 
a dziewicą obyczajem rycerskich wieków 
miecz obnażony. Nazwa po kład z in zna- 
ną była w Polsce od wieków w znaczeniu 
faktycznego pierwszego połączenia się no- 
wożeńców, których uroczyście z muzyką 
i pieśnią o „chmielu' żonaci i mężatki, 
czyli swatowie i swachy, odprowadzali po- 
lonezem .poduszkowym" do sypialni czy- 
li „łożnicy*. Dziś nazwa ta przechowała 
się tylko u ludu wiejskiego, jako echo nie- 
gdyś narodowego obyczaju. 

Pokol^dne — zwyczaj ubogich ludzi, że 
okc^o świąt Bożego Narodzenia lub No- 
wego Hoku obchodzą sąsiednie chaty 
i dwory, gdzie otrzymują podarki złożone 
z okrasy, kiełbas, płótna, lnu, konopi i t. p. 
Panna młoda przed weselem kwestuje so- 
bie u sąsiadów len na nowe gospodarstwo, 
co zowią .chodzenie po Inowalnem". 

Pokora publiczna. G-dy prawem dozwo- 
lona krwawa zemsta rodu za zabójstwo 
zaczynała ustępować powoli ze zwycza- 
jów narodu, powstawał dla zabójcy spo- 
sób usunięcia się przed niebezpieczeń- 
stwem odwetu grożącego mu pierwej ze 
strony krewnych zabitego. Tjm właśnie 
sposobem do przebłagania mściciela była 
pdna mistycznego nastroju uroczystość 
„pokory publicznej". W żałobnej odzieży, 
z mieczem wiszącym u szyi, w otoczeniu 
swoich krewnych lub przyjaciół przystę- 
pował zabójca przed oblicze uprawnione- 
go do zemsty za krew przelaną, upoka- 
rzri się przed nim, błagał o przebaczenie, 
życie swoje oddając w jego ręce. Czyniąc 
to, spełniał tylko jeden z warunków ugo- 
dy, którą bezpośrednio przedtem przypro- 
wadzili do skutku rozjemcy. Uroczystość 
tę nazywają źródła prawa polskiego „poko- 
rą", charakteryzując jątym jednym wyra- 
zem najtrafniej i najdosadniej. Zdaniem 
prof. Ulanowskiego, publiczne wyznanie 
sprfnionego czynu była to niejako spo- 
wiedź, odbywająca się wobec świadków w 



dbyGoot^le 



POKÓJ.— POKREWIEŃSTWA. 



«hwib, która, jeśliby tego zapragnął mści- 
<siel, ostatniąby się atain dla zabójcy. Wi- 
nowajca stawał przed swoim sędzią zpraw- 
dą w ustach i sam podawał na siebie na- 
rzędzie kary. Ale zanim jeszcze usłyszał 
wyrok, zanim dokonał spowiedzi, jni roz- 
poczyna pokatę, której główną treścią 
była zewnętrzna uroczystość, z jaką się 
odbywała p oko ra. Skoro udzielił mści- 
ciel przebaczenia, tem sanLem oznawat za 
dostateczną pokutę, której poddawał się 
winny. Wyznanie i pokuta zmazywaly 
zbrodnię i nie potrzebował już sędzia 
i mściciel karać pokutującego śmiercią. 
Oenezą pokory było przeniesieme pojęć 
spowiedzi i poknty do sfery prawa świec- 
kiego. Tkwiąca w pokorze spowiedź jest 
spowiedzią publiczną, treść pokuty zależ- 
ną była od ugody. Stanowisko zabójcy 
przed spełnieniem pokory było analogicz- 
nem do położenia grzesznika, pozostają- 
cego pod klątwą. Jak wyklęty musiał 
prosić biskupa na klęczkach o udzielenie 
mu przebaczenia, tak samo błagał zabójca 
mściciela o przebaczenie. Nie następowało 
ono bezwarunkowo, lecz zależnem było od 
poddania się grzesznika pokucie odpowie- 
dniej. Podobnie przyjmow^ na siebie u- 
pokarzają(^ się zabójca rozmaite obowiąz- 
ki, których treść była analogiczna do tre- 
ści pokuty publicznej, Czem więcej sobie 
ceniono instytucje kościelne spowiedzi i 
pokuty, tem większą przywiązywać mu- 
siano wagę do .pokory". Obszerną roz- 
prawę „O pokucie publicznej w Polsce" 
ogłosił prof. Ulanowski w 23-m tomie 
Rozpraw i sprawozdań wydz. hi8t.-iilozof. 
Akademii Um. (Kraków, 1888 r., str. 6 1 — 
172). 

Pokój. Ks. Franciszek Jezierski, uczo- 
ny pisarz z czasów Stanisławowskich, tak 
pisze: „Przez ten wyraz w naszym języku 
teraz rozumie się w domu rolnika miesz- 
czanina izba, w domu zaś szlacheckim 
mówi się pokój. Podług zaś dawnego 
ojców naszych języka tak się wymawiało: 



przed domem ganek, sień; co dziś nazywają 
przedpokój, przedtym się nazywd przy- 
sionek; co dziś nazywają pokój kom- 
panii, to przedtym mówiono izba, co 
dziś mówią gabinet, to przedtjrm kom- 
nata, co dziś nazywają pokój sypial- 
ny, to przedtym łożnica, co dziś gar- 
d ero ba, to przedtym k om or a, aprzejście 
między komnatą i łożnicą nazywano al- 
kierzem". 

Pokrewieństwa. Pokrewni są ci, któ- 
rzy od jednej osoby rod swój wiodą, powi- 
nowaci zaś są krewni męża względem krew- 
nych żony i odwrotnie. W jakim stop- 
niu zachodzi pokrewieństwo jednego z 
małżonków, w tymże stopniu jest i dla 
drugiego powinowactwem. Polacy mieli 
□ader obfity rodzinny słownik nazw, okre- 
ślających rodzaj pokrewieństwa, pozosta- 
wiający daleko w tyle niemiecki, więc i 
pożyczek mieli mf^o. Mieli oni zwyczaj 
rozpamiętywać najdalsze pokrewieństwa 
rodzinne, a starsze niewiasty przekazywa- 
ły młodszym pokoleniom cele dzieje po- 
krewieństw w swych okolicach i wojewódz- 
twach. Pochodziło to nie tyle z próżności, 
ile z obyczaju narodowego, w którym 
wszystka szlachta uważałasię za jedną ro- 
dzinę czyli .bracie". Stąd „u Polakównaj- 
pierwszy był tytuł: bracie, później mówio- 
no: panie bracie, a wreszcie: mości panie 
bracie". Piotr Skarga w „Żywotach świę- 
tych" pisze, iż „w polskim języku bracią 
zowiemy w trzeciem i czwartem pokole- 
niu i jakiekolwiek powinowate". W pra- 
wie polskiem, którego główną podstawą 
byty stare zwyczaje narodu, charaktery- 
styczną stanowi cechę pewna sohdamość 
i łączność rodowa, nawet w dalszych stop- 
niach pokrewieństwa. Majątek np. sprze- 
dany w obce ręce krewni sprzedawcy mie- 
li prawo odkupić, co wydawało się nader 
dziwnem dla cudzoziemców, W prasta- 
rym obyczaju polsko-rfowiańskim nie da- 
wano posagu czyli wiana za dziewką, ale 
młodzian nabywał córkę u rodziców, był 



dbyGoot^le 



64 



POKREWIE^iSTWA. 



więc zwyczaj porywania dziewcząt, jako 
najtańszy sposób nabycia iony. Obyczaj 
ten przetrwał w Polsce przyjęcie wiaiy 
chrześcijańskiej i musiał się wydarzać 
jeszcze w XIU i KIY w., skoro ówczesne 
prawa krajowe sarowo zabraniają cenie- 
nia się w sposób podobny. W obrzędach 
zaś weselnych lada polskiego ślady tego 
obyozajn przetrwE^y do naszych czasów. 
Że zaś na oznaczenie słowa gonić, zająó, 
było w dawnej polszczyinie słowo Conąć, 
ienić, st^ powstriy wyrazy: łona, ożenić, 
żonaty. Od wyraża mahal, nniowa słab- 
ną, atworzono z żony małżonę i nu^żonkę 
Droga żona względem dzieci swego męża 
z poprzedniej żony jest ich macochą. Ten, 
co „przyżenił" sobie żonę, czyli zjął, 
zftj^ J4 i^>^^™i nazywał się zięciem. 
Przyprowadzona do doma synowa, jako 
młoda niewiasta w porównaniu do starej 
matki męża, dostawi nazwę: niewiastki, 
niewiestki lab sneszki. Ojciec nazywa się w 
mowie staropolskiej: ociec, rodzic, tata., 
t. j. tak, jak dotąd lud polski wymawia 
i używa tych wyrazów. Wyraz .ociec" 
sięga prastarych czasów; wyrazu rodzic 
ladnżywa, gdy chce nazwać poważniej. 
Wyraz tata, używany przez dzieci, jako 
najłatwiejszy, jest również dawny, bo jnż 
Bielski w XVI w. pisze: „Święty Woj- 
ciech, założywszy klasztor, df^ mu imię 
po słowiańska tata, bo tak Słowacy zwah 
Św. Wojciecha jako ojca". Z nastaniem 
wiary chrześcijańskiej potworzyły się wy- 
razy: ojciec święty, ojciec duchowny, oj- 
ciec chrzestny, a ze wzrostem gospodarstw 
.ojciec czeladny" czyli gospodarz domo- 
wy, ojciec i dozorca czeladki. Ojczym jest 
wtórym mężem matki czyjej. Ojczyc i oj- 
cowie ma kilka znaczeń w języka staro- 
polskim: oznacza najptsód syna z prawe- 
go łoża, potem rodaka, ziomka, rodowite- 
go syna swojej ziemi, dalej doradcę i mi- 
łośnika ojczyzny. Takim np. był Jan Ła- 
ski (ur. 1456, zm. 1631), o którym Stryj- 
kowski wyraził się: „umarł Jan Łaski, 



prawy ojczyc ojczyzny". Ojczycam lub 
ojcowicem zwano każdego ze starego ro- 
du, pana z panów, wreszcśe tak nazywano 
poddanych ojcowskich, na miejsca urodzo- 
nych, a prawo dawne stanowiło, że poj- 
mańoów (jeńców) wojennych dzieci uwa- 
żani są za oj<^ców czyh poddanych*. 
Majątek po ojcu zwał się ojcowizną i oj- 
czyzną, po matce — macierzyzną. Syna je- 
dynaka narwano ,Jednorodzonym'', a- 
doptowanego — .przysposobionym" lub 
„przyjętym". Trzymany do chrztu jest 
chrzestnym czyli chrześniakiem. .Syno- 
wie koronni" oznaczało ziemian z Koro- 
ny. Rodzice nazywali córki swoje w mo- 
wie potocznej dziewkami, dziewuszkami. 
Dzieci żony od pierwszego jej męża, lub 
dzieci męża z pierwszej jego żony, zowią 
się pasierbami i pasierbicami. Ojciec ojca 
lub matki zowie się dziadem, dziadkiem, 
matka ojca lab matki — babką. Tych ro- 
dzice są pradziadami i prababkami, a tych 
znowu przodkowie zowią się pra-pradzia- 
dami lab naddziadami. Majątek po dziad- 
ku zowie się „dziadkowizną", po babce 
„babizną". Dzieci syna lub córki są wnu- 
czętami. W dawnej polszczyźnie nie mó- 
wiono wnuk, ale wnęk, a o rodzaju żeńskim 
nie mówiono wnuka ani wnuczka, ale wnę- 
ka i wnęczka. Jeszcze w końcu XVI wieku 
Szczerbowicz pisze: „dzieci rodzonych 
braci i sióstr, t. j. synowców i siostrzeń- 
ców, też wuękami zowią". Syn brata zo- 
wie się bratańcem, bratankiem, synow- 
cem, córka brata— synowicą, bratanka lub 
bratanicą. Syn siostry— siestrzanem, sio- 
strzeńcem, siestrzankiem, córka siostry — 
siostrzenicą, siestrzanką. Wyraz szwagier, 
szwagierka jest czysto niemieckim (Schwa- 
ger, Schwaher). Dawni Polacy nazywali 
zawsze brata mężowskiego dziewierzem 
lub Bzurzą a nie szwagrem, siostrę mężo- 
wą: żółwiej, żywicą, ż^wią lub świeścią 
a nie szwagierka. Sarzyną nazywano na 
Mazowsza żonę szwagra jeszcze w XVII 
w. Mączyński, sIowmkarzXVIw,, powia- 



dbyGoot^le 



POKREWIEŃSTWA. 



6& 



dm: „Żeitw albo ^wica, też niewiastiką nie- 
którzy zowią, Łj. mężowa siostra*. Szy- 
mouowicz w sielankach pisze: 

Żołwice i brstowA n jednio stotu, 
I Bwiekrj i ninwiestki jadają poepolo. 
Żona brata czyli bratowa ewa^a się jątrew, 
jątrewka, a nazwy tej pisane polscy oży- 
wali do połowy XVII wieka. Siostra mat- 
czyna lab ojcowa zowie się ciotką; jetoli 
rodzona, zowie się ciotką rodzoną, w prze- 
ciwnym razie jest ciotką wajeczuą lab 
stryjeczną. Mąż ciotki zowie się: pooiot, 
paciot, naciot. Lad wiejski nazywa ciotką 
wriHię, ciotnclią — febrę c^ll zimnicę, cio- 
tami—czarownice, które nasyłają ladziom 
kołtany lab myszy. Dzieci po dwncb sio- 
strach rodzonych są sobie rodzono-ciote- 
osmi,jeżelizaśbabki były siostrami, sąprze- 
oioteczni. Rodzony brat matki jest wnjem, 
aona jego wojenką czyli wuj ną, syn bratem, 
córka siostrą rodzono- wnjeezną. Brat 
babki nazywa eię stary wnj, dziadek tnb 
przedwieć. Brat ojca jest stryjem, sfryj- 
kieni. W dawnej polszozyźnie skracano 
stryjek naetiyk, mówiono więc pospoli- 
cie: stryk, wieó Stryków, kronikarz Maciej 
Strykowski. Żona stryja była jednak stry- 
jenką Inb stryjną, a dzieci po rodzonjrm 
stryja — rodzono-stryjeczaemi. Brat dziad- 
ka zwal się starym stryjem albo przestryj- 
cem, prastryjem, wnak jego był bratem 
stryjeczno-stryjeczaym, czyli przestryje- 
cznym. Syna i córkę brata stryjecznego 
zwano stryjecznym synem i stryjeczną 
córką. Wogóle stryjów i braci stryjecz- 
nych i przestryjecznych zwano „stryjca- 
mi".StryjcowiebyIi to męscy potomkowie 
jednego dziada, prad^ada lub prapradzia- 
da, w różnych stopniach pokrewieństwa z 
sobą zostający. Nosili oni wspólny herb 
i Dważani byli zawsze za blizką rodzinę. 
Paprocki w „Ogrodzie królewskim", w 
przedmowie do Mich. Sędziwoja, pisze: 
„A pod jednym herbem jest kilkaset, pod 
dmgim kilka tysięcy nalazłoby się stryj- 
ców herbowych, między którymi jest 

Entjklopeajs ituopolika, łom IT. 



wielka miłońć, chociaż jedni z tych her- 
bów panowie a drodzy cbndszy się zna- 
chodzą". I dalej: , Jest i był przedtem w 
Pokce takowy obyczaj i miłońó między 
rycerstwem a pany, t& herbowi stryj- 
cowie wszyscy jeden o drugiego krzyw- 
dę jako bracia właini mnierali i w potrze- 
bach na nieprzyjaci(dy koronne ze wszyst- 
kich państw pod jeden się proporzec albo 
chorągiew zjeżdżali, w potrzebach bywałe 
rotmistrze obierali a ich slach^". Znaną 
jest pewna starodawna spólność majątko- 
wa, wymagająca, aby pomimo uprawnio- 
nych joż działów rodmonyoh nie csynit 
lukt sprzedaży ani zapisn, nie zapewniw- 
szy się zezwolenia b tryjcó w herbo- 
wych. Klonowicz piase, że flisacy wiatr 
nazywają „stryjem". "W mowie potooimej 
było pDspoUtem „wnjanie i stryjanie", a 
s2Dzegóbiiej to ostatnie, to jest, że nUodai 
nazywali starszych anajomych i pm^a- 
ci(M „stryjka", co u ludu jest we zwyeaa- 
jn dotąd. Ojciec żony zowie się tetó, -a 
matka — teńdowa lub taśoia, dawniej oieśó 
i oieśds. W jednaj z pieśni ludoi^ch do- 
tąd w niektórych okolicach opiewają: „I 
wysdadoń stara oieió". Mączyński w swo- 
im eiowniku z r. 1664 tak objaśnia: pCieió, 
to jest żony mojej ojciec, niektórzy ówie- 
krem aowią, ale niewtańciwie, bo świe- 
kier jest mężów ojciec, którego zowią 
po łacinie socer'^. Stryjkowski znów 
pisze: .Obesłał bracią swoją i ónia al- 
bo cieścia, ojca żony swojej". "Widzimy 
z tego, ie tak dawniej jak i dzisiaj u ludu, 
który tej nazwy w wielu stronach uiywa, 
świekier, świokier, świekra, świekra, świe- 
krucha oznacza tylko rodziców męża, a 
teść i teścia — rodziców żony. Nieraz jed- 
nak ludzie mieszali z sobą te obie nazwy, 
a sam Stryjkowski w innem miejsca wy- 
raża się: „BoniakświekieralbocieśćSwan- 
topelka". Jeżeli świekier pochodzi takie 
z niemieckiego wyrazu Schwdher, to nic 
dziwnego, że znaczenie tego wyrazu w 
polskim języku nie mogło byó tak i owak 



dbyGoot^le 



POKURCZ.— POLONEZ. 



pojmowane, skoro nie było polskiem. 
„Pólbratem" nazywano w dawnej pol- 
szczyżni© brata przyrodniego, „półsioatrą" 
— siostrę przyrodnią, t.j, dzieci z jednej 
matki po dwnch ojcach, lub z jednego oj- 
ca po dwnch matkach. Dalekich przod- 
ków nazywano praojcami, praszczurami, 
prasknrzami a praprawnuków — pasyn- 
kami. Bruckner prz^acza zapomniane na 
przdomie od średnich wieków do nowych 
dwie nazwy: nieściora i czędo czyli cądo 
Ten ostatni wyraz oznaczał jeszcze w Xyi 
w. dziecko. "Wyrazy: bękart, bastard, ba- 
strzę, wyrugowały: pokrzywników i wy- 
lega^ców. W rachowania stopnia pokre- 
wieństwa przy zawieraniu małżeństw, 
trzymano się w Polsce śladem prawa ka- 
nonicznego rachuby kanonicznej, która 
się różniła w pobocznej linii od rachnby 
cywilnej prawa polskiego. Gdy podług 
prawa kanonicznego brat z siostrą są w 
pierwszym stopniu a synowica ze stry- 
jem w drugim, to podług rachuby cywil- 
nej w Polsce brat z siostrą był w drugim 
a synowica ze stryjem w trzecim stopniu 
pokrewieństwa. W prawach spadkowych 
nżywano cywilnej rachuby, ograniczając 
prawo spadkowości do 8-go stopnia włą- 
cznie. 

Pokurcz — gatunek psów, mieszańców 
z brytana i charta. 

Polatka — flaterka, blaszka złota lab 
srebrna w stroją niewieścim tak zawieszo- 
na, te za kajidem ruszeniem się osoby 
chwieje si^ czyli potrząsa {Mączyński, r. 
1564). 

Poifiwka — w dawnej knchni polskiej 
każda zupa, wyjąwszy: roat^u, krupniku, 
żnra, kapuśniaka i barszczu, które miały 
właściwe swoje nazwy. Były więc polew- 
ki; winne, piwne, migdałowe, grzybowe, 
grochowe i kilka innych. Polewkę winną 
przynoszono pannie młodej na śniadaniena- 
zajatrz po ślubie. Sfajbardziej upowszech- 
nioną na śniadania i posiłek przed wy- 
jazdem w drogę była wyborna polewka 



piwna, t. j. piwo grzane, zaprawione śmie- 
taną lub rozbitemi żółtkami i w miarę po- 
trzeby przyrodzone. Sos nazywano wte- 
dy polewką, gdy się podawał oddzielnie 
na przystawce (salaterce); podlany zaś na 
misie lub półmiska pod mięso lub rybę, 
zwany był zawsze podlewa (ob.). 

PolODflZ. Taniec ten narodowy tylko 
lud wiejski nazywa po polsku „tańcem 
polskim", lub poprostu „polskim", niekie- 
dy „wolnym", „wielkim". Klasy wyższe 
przerobiły nazwę z francuskiego /a Polo- 
naise, tak samo jak i nazw% sukni niewie- 
ściej zwanej „polonezką". Polonez t*^ był 
dawniej upowszechniony, iż rozpoczynano 
nim bale w c^ej Europie. „Muzyka jego 
— pisze Oskar Kolberg — idzie w rytmie 
na 3 długie stopy, czyli na 3 nuty ćwier- 
ciowe w takcie i składa się zwykle (przy 
prostocie) z 2 części po 6, 8 lub 10 taktów 
każda. Do nich przyczepiono (zapewne w 
późniejszych czasach) ino również o 2 czę- 
ściach a niekiedy i 2 źria z io(źę. Wlaśd- | 
wośó ruchów stanowi nacisk na zią (czyU 
dmgą) stopę taktu, mianowicie przy za- 
częciu i ku końcowi peijodu melodyjnego, 
i dlatego zwykle rozpoczyna melodję do- 
bra stopa taktu (bez odbitej nuty), chociaż 
cudzoziemcy prawidła tego nie zawsze się 
pilnują. Że charakterem poloneza jestu- 
roczysta powagft, więc ruchy jego powol- 
niejszynu są od rachów innych tańców w 
tępię *lf idących, od których zresztą od- 
różnia go także i akcentacja wyżej wska- 
zana. Rytm poloneza zastosowano i do 
wielu dłuższych ustępów muzycznych 
{alla Polaccd) o charakterze świetnym i 
pompatycznym; w taki sposób powstały 
polonezy koncertowe, warjacje na polone- 
zowe tempa (wokalne i instrumentalne) 
i t. p. Dosyć ta przytoczyć polonezy Cho- 
pina i tegoż finał warjacyi z Don Juana, 
polonezy i ronda Hummla, Webera i in- 
nych, ustępy w operach: „raust" Spohra, 
„Purytanie" Belliniego, „Halka" Koniusz- 
ki i t. d. Polonez, jako staropolski taniec 



dbyGoot^le 



POLONEZ. 



67 



rycerski, miaj w 8Wych mchach posawi- 
Btyoh i zamaszystych coś wojennego, w 
swych zwojach, skrętach, odbijaniach, 



dzińeki i Mickiewicz. Był to taniec powa- 
bnych mąiów i matron: pochód i rozmowa 
zastopowały w nim skoki i piedni w tań- 



f ^*^Ji IHB-if I f tlJ ^-^^^^^ ^ 




mi^3= ^=f^-h^i ^ h,J ^ ^ 






^^t ł-^ I Jlr 



-i \ ' [jjjlLJjŁ^ 



^ fe Łt- C-XX^ I^^ 



Polonez E r. 1736. 



szeptach przypominał życie publiczne, 
f];wame i ruchliwe dawnej szlachty. Tań- 
czono go w stroju polskim i przy karabe- 
li, a obrazy takie skreślili świetnie Bro- 



cach młodzieży. U ludu i drobnej szlachty 
zachowuje się tradycyjnie pod nazwą nP<*^" 
skiego" lob „Wolnego", lecz tylko w cza- 
sie godów weselnych przy oczepinach tań- 



dbyGoot^le 



J 



POLONEZKA.— POLSKA W DOBIE PIASTÓW. 



czony. Ka Mazowsza zwał się „Pieszym", 
w Krakowskiem „"Wielkim", gdy krako- 
wiaka zwano „Małym", a rozpoczynając 
zabawę od Wielkiego, zwykle ją na Ma- 
łym kończono. Jak we wszystkich innych 
polskich tańcach, wodził w nim rej przod- 
kujący, czyli „stojący na trakde", t. j. w 
pierwszej parze, jak mówiono po staropol- 
ska, Obertas jest to zdrobniłby polonez 
pod względem muzycznym, a wyrażenie 
„Drobny", jakiem cechają w niektórych 
okolicach żwawego ohertasa, zdaje się to 
potwierdzać; stopy też i naciski są a oba- 
dwu jednakowe, a różni je tylko stopień 
prędkości. Motywy staro-szlacheckiego po- 
loneza tkwią jeszcze w ludowym tańca 
„polskim" czyli „wolnym". Polonezy O- 
gińskiego są pięknym narodowego dacha 
ale i skażonej miękkością epoki, w której 
powstj^y, obrazem. Jędmiejsze są polo- 
nezy Karpińskiego, acz do wiela z nich 
zakradł się panujący wówczas etyl Rossi- 
niego, Uwagę Kolberga, iż nader mało po- 
zostało nam próbek muzyki staropolskie- 
go poloneza, możemy potwierdzić w zu- 
pełności. Pomimo bowiem zamiłowania 
narodu polskiego do muzyki tanecznej i 
śpiewowej, braldo mn dawniej miłośników 
rozumnych i przezornych, którzy spisywa- 
liby i zachowali muzykę tańców i słowa 
pieśni. Z wielkim też wstydem wyznać 
musimy, iż, pomimo wieloletnich poszuki- 
wań, nie znalazłszy nigdzie w kraju nut 
prawdziwie starych polonezów, przytoczyć 
tu musimy polonez z r. 1736, przechowany 
przez Niemców i podany w dziesiątym to- 
mie berlińskiego muzycznego leksykonu 
z r. 1880, str. 100. 

Polonezka — rodzaj narodowej sukni 
niewieściej z kroju kontusza naśladowanej. 
Jak zapewnia Gołębiowski, różnych by- 
wała kolorów, najczęściej brunatnego, ga- 
zą wkoło garnirowana. Charakterystycz- 
nym byłby szczegół, o ile jest prawdziwy, 
że moda tej sukni, naśladującej kontusz 
polski, powstała najprzód we Francyi i 



dopiero tam stawszy się popularna przy- 
wieziona została do Polski. 

Polowanie ob. Łowieckie prawa 
(Enc. Star. t. lU, str. 164). 

Polska mowa ob. M o w a polska. 

Polska w dobie Piastów. Przestrzeń 
roli, wypielouą pod uprawę zboża z 
porastających ją pierwej drzew, zarośli 
i krzaków, nazwaU praojcowie nasi od tej 
właśnie czynności pielenia polem. 
Później, gdy zamiast krzaków szkodziły 
uprawie roślin w ogrodach i polach tylko 
chwasty, rzecz prosta, że pielenie zaczęło 
oznaczać oczyszczanie roli z chwastów. 
Łudzi, którzy osiedli w polach, zaczęto na- 
zywać Polakami lub Polanami w 
przeciwstawieniu do tych, którzy, siedząc 
nad morzem, zwani byli Pomorzana- 
mi, siedząc w górach — O-óralami i sie- 
dząc w lasach czyli lachaoh — L achami. 
Dziś bowiem jeszcze w gwarze ludowej 
wielu okolic lach znaczy gąszcz zarosły 
leszczyną a „lachami" powszechnie lud 
nazywał wielkie, gęste, ciemne lasy, tam, 
gdzie jeszcze takie istniały. Od ludności, 
siedzącej odwiecznie w polach nad Wartą 
i O-opłem, czyli od ludności polańskiej, 
polskiej rozeszła się nazwa Poloni, Polo- 
nia na zachód Europy, tak samo jak od 
ludności leśnej, zamieszkującej krainy leś- 
ne między Polanarai i Rusią położone, na- 
zwa Lachów przyjętą została na całym 
wschodzie i południu. Nie powiadamy tu- 
taj nic nowego, bo już Dłagosz pisze bar- 
dzo trafnie i jasno: „Lechitowie, ci zwła- 
szcza, którzy na polach siedzieli, zostali 
przez inne pokrewne sobie drużyny, ko- 
czujące po lasach, nazwani Polanami, 
t. j. pól mieszkańcami, a ta nazwa tak się 
potem między ludźmi utarła, że dawne 
nazwisko (Lechitów) poszło w zapomnie- 
nie a naród i kraj wszystek począł miano- 
wać się Polską". Tu należy dodać to tyl- 
ko, że ziemię, na której siedziba od cza- 
sów przedhistorycznych gęsta ludność rol- 
nicza i wyrobiła sobie wielkie pola, nazwa- 



dbyGoot^le 



POLSKA W DOBIE PIASTÓW. 



□O Wielko-polską, a krainę dmgą chcnS 
obszarem większą ale mniej ladoą i mniej 
poln^ nazwano Malo-polską. (Ob. Lachy, 
Enc. Star. t III, str. 130). Żyjący w XI 
w. pisarz arabski Al-Bekri w dziele swo- 
jem .Księga drtSg i krain", w rozdziale o 
Słowianach powtarzając opisy żyją- 
cych w wieku X Ibrahima i Maendiego, 
tak mówi o Polecę ówczesnej: „Co się ty- 
czy kraju Mszki (Mieszka czyli Mieczysła- 
wa I wiatach 960—992), jeat on wielki 
między krajami ^owiańskimi, bogaty w 
chleb, mięso, miód i pastwiska. Podatki 
wybierane przez niego (Mieszka) opłacają 
się towarami. Te zaś podatki składają się 
na utrzymanie jego ludzi. Ka^ego mie- 
siąca, każdy z nich dostaje pewną liczbę 
towarów (produktów). Ma on trzy tysiące 
drużyny, a to są wojownicy, których sot- 
nia równa się dziesięciu sotniom drugich. 
On tym ludziom daje odzienie i konie i o- 
ręż i wszystko, co im potrzebne. A kiedy 
się rodzi dziecko u kogokolwiek z nich, to 
on (Mieszko) natychmiast po urodzeniu 
dziecięcia naznacza mu utrzymanie, czy 
dziecko jest męskiego, czy żeńskiego ro- 
dzaju. A gdy ono dosięgnie p^noletności, 
to je 2eni, jeżeli jest męskiego rodzaju, 
i płaci za niego swadziebny podarek ojca 
narzeczonej. Jeżeli zaś jest żeńskiego ro- 
dzaju, to ją wydaje za mąż i płaci jej ojcu 
swadziebny podarek. Ten swadziebny po- 
darek jest u Słowian bardzo znaczny, a o- 
byczaj ich w tej mierze podobny do oby- 
czajów berberskich. Jeśli u kogo się uro- 
dzą dwie albo trzy córy, to one stają się 
powodem jego zbogacenia, jeżeli zaś zda- 
rzą się dwie synowe, to przyczyniają się 
do ich zbiedzenia" . Józef Szujski, pisząc 
o władzy panujących Piastów, powiada, 
że książę w Polsce i na Rnsi był dziedzi- 
cznym i dzielącym po sobie dziedzictwo, 
jak własność prywatną, z zachowaniem 
zwierzchniej władzy synowi pierworodne- 
mu. Esiążę czy król był panem wszelkiej 
niezajętej przez prywatnych ziemi, opie- 



kunem dróg publicznych, prawodawcą 
sam lub z radą drużyny (comties), sędzią 
najwyżs^m sam, w; wiecu możnych lub 
przez sędziego, któremu kazał siebie za- 
stępować, najwyższym wodzem czyli wo- 
jewodą, panem wojny i pokoju, powołują- 
cym pod broń, rozdawcą urzędów i prawa 
rycerskiego (jus miliiare), jedynie prawo- 
mocnym do dawania pozwoleń na budo- 
wanie miejac obronnych czyli grodów, 
właścicielem kruszców w ziemi, grubego 
zwierza dzikiego w niepodzielonyeh wów- 
czas lasach i niewolników, zdobytych na 
wojnie, co wszystko razem stanowiło ca- 
łość prawa książęcego, zwaaegopo łacinie 
tus ducale. Pokój (mir) wkraja utrzymać, 
kraj ten ciągle objeżdżając, i wojnę z aą- 
aiadami prowadzić — oto były dwa głów- 
ne panującego powołania. Kto też prze- 
ciwko pokojowi (mirowi) wykroczył, pła- 
cił najwyższą karę królowi— siedmdzie- 
siąt. Aby panujący mógł skutecznie wy- 
konywać to swoje powołanie, musiało mu 
dużyć wszystko: szlachta, kmiecie, ducho- 
wieństwo i niewolnicy. Powinni mu byli 
wszyscy dawać stan {słałió) czyli kwaterę, 
torowanie drogi (przewód, przesiek, po- 
wód), środki podróży (podwody), utrzy- 
manie ludzi i dworu (naraz, krowa, owca, 
wieprz), utrzymanie smrodów, mostów, 
strzeżenie ich i ruszenie wojenne. On po- 
biera! podatki ogólne i czynsze od włas- 
ności, od gospodarstw, targów, jatek, szyn- 
ków, cła i dochody sądowe z „główszczy- 
zny", z powództwa i za niestawienie się do 
sądu. Kaiążę obdzielał rycerską drużynę 
swoją darami w pieniądzach, koniach i 
szatach, dawał jej do zarządu grody swo- 
je czyli warownie. Bolesława Chrobrego 
otaczała rada dwunasta. Służba wojenna 
i odznaczenie się w usługach rycerskich 
dla kraju, opuszczenie rolniczych zajęcz 
powoda usług rycerskich dla panującego 
— stanowi początek stanu szlacheckiego. 
Jak wojna była początkiem szlachectwa, 
tak jeńcy wojenni, osiedlani na pustko- 



dbyGoot^le 



POLSKA W DOBIE PIASTÓW. 



wiaeh, początkiem poddaństwa i niewol- 
nictwar. Ziemia bez ludzi nie miaia żadnej 
wartości, a było takiej bardzo dużo. Je- 
niec wojenny był więc aajpoiądańszą zdo- 
byczą. Handel ladami był jeszcze wów- 
czas powszechnym w całym ńwiecie i na 
zachodzie Enropy. Tam więc, gdzie brak- 
ło jeńców, kupowano Indzi i osiedlano ich 
na roli przy dworach rycerzy czyli szlach- 
ty, aby mieó r^e do pracy. Kaida okoli- 
ca, powiat, złocony z kilka czy kilkonastn 
opól, niby gmin dzisiejszych, mif^ swój 
gród warowny, który sijdził przestępstwa, 
ściągał podatki, ntrzymywal spokój i był 
schroniskiem w razie wojny. Niemiecki 
zakonnik, przybywszy w XII wieka do 
klasztoru w Lnbiąia na Śląsku polskim, 
nprzedzony oczywiście do wszystkiego, co 
polskie i w pojęciach jego barbarzyńskie, 
tak pisze o tym kraju: „Z braku rąk robo- 
czych leżała odłogiem pokryta lasem zie- 
mia, na której osiadły lud polski pogrążo- 
ny był w nędzy, ponieważ bardzo lenił się 
do pracy. Drewnianą sochą bez żelaza, 
ciągnioną przez dwie krowy lub woły, 
wzruszano zlekka piaszczystą glebę. W 
całym kraju nie było porządnego miasta, 
jeno grody (zaniki), przy których znajdo- 
wały się: szynk i kaplica, gdzie odbywały 
się targi dla zaspokojenia potrzeb wie- 
śniaków. Biedny lad nie posiadał: soli, że- 
laza, monety, obuwia, zajmując się tylko 
chowem bydła". Aby dać ogólny rzut o- 
ka aa kraj polski o dwa wieki póź;niej> t. j. 
za Kazimierza Wielkiego, streszczamy tu 
ustęp Szajnochy z dzieła jego „Jadwiga 
i Jagiełło". W drewnianych szarych dwo- 
rach tej epoki mieszkali ziemianie, zacho- 
wujący wiele cech pierwotnej wiesniaczo- 
ści, przemawiający tu z kujawska, tam z 
krakowska, ówdzie z mazurska. Odpowia- 
dała tema zwyczajna sielska zdrobnialość 
imion. Jaśko z Tęczyna kasztelanii w Woj- 
niczu, na województwie Poznańskiem sie- 
dział Maćko Borkowic, na księstwie Szeze- 
cińskiem Kazko. Mazowiecki Ziemowit 



zw^ Bię w mowie potocznej Semko albo 
Siemaszko. Ci ws^scy, z chłopska nazy- 
wani i odziani, panowie żyli w ogólności 
skromnie, ubogo. A przecież w tej mrocz- 
nej, zamierzchłej staroświecczyźnie by- 
ło daleko więcej polskości, dzisiejszości,' 
ni£ zwykle wnosimy. Choć w obyczajach 
narodu z wiekami zaszły ogromne zmia- 
ny, a nowe wynalazki, postępy wiedzy 
ludzkiej i przeobrażenia społeczne zatarły 
ze szczętem mnóstwo starych zwyczajów 
i wywołrfy inny tryb żyoia n wszystkich 
stanów— przecież niejedno zostało; jak by- 
ło przed wiekami. Gdybyśmy się mogli 
przenieść w owe czasy, dostrzeglibyśmy, 
jakby to nie było przed półszósta wiekiem, 
że np, na „folwarku" „klucza" Ksiąskie- 
go „włodarz" czyli „wojski", apoprostu 
„ekonom", ładował „szkuty łasztami ja- 
rzyny i oziminy", aby je spławić do Gdań- 
ska. Tam pod lipą wójt albo .sołtys" z 
gromadą i .ławnikami kmiecymi, przysię- 
żnikami", na wiejskie zasiadł sądy. Ów- 
dzie rybacy ciągną niewód, albo zastawia- 
ją więcierze, żegnając się od topielców. W 
gospodzie miejskiej marnotrawny .woje- 
wodzie" gra w kostki z „chlebojedżcami 
pana krakowskiego", a rozpustne żaki 
klasztorne śród „facecyi" i „dykteryjek" 
przyśpiewują sobie z łacińska przy kufla: 
^£si bona vox Nalej! — meltor Pij! — opłi- 
ma Wypij!" Tak jakby za naszych czasów 
Żyd Lewko siedzi u króla Kazimierza a- 
rędą na żupie wielickiej, a dla jego potom- 
ków wyraz „karczma" już w zwyczaj 
wchodzi. Odawionemu sromoceniem się 
w niej szlachcicowi „rybałtowi" zgorsze- 
ni mieszczanie: „Ząbek, Glinka i Pępek" 
wraz z przyjaciółmi „Wątróbką i Małpą" 
zadają nieszlachectwo, lecz „stryjcowie" 
obżałowanego przysięgają przed sądem; 
„Tako nam Bóg dopomóż i święty krzyż, 
jako Mikołaj nasz brat i nasz szczyt i na- 
szego klejnota", a brat Mikołaj — unie- 
winniony. Tana na sądziszowej niwie pod- 
komorzy rozgr^^jc^a morgi sąsiednie, a 



dbyGoot^le 



POLSKA W DOBIE PIASTÓW. 



71 



zwołana osada wygłasza przysięgę gra- 
niczną; „Z ademiedmy poszli, a ziemią ma- 
my być. Tak nam Bóg dopomóż i święty 
jego krzyż, jako widzimy prawą granicę 
między miastem Siewierzem a między 
wsią Tnlikowem', „Wielmożni" zai pano- 
wie a rycerstwo z ksią:^tami spór wiodą. 
Już nawet wyraz „rokosz" nieobcy {?). W 
gwarze sejmikowym brzmi ostawicznie 
wyraz „Panowie bracia!" — rozpoczynają- 
cy każdą przemowę. Pomiędzy podpisa- 
mi konfederacyi z czasów przedjagi^o- 
wych roi się mnogość dzisiejszy cb nazwisk: 
Sośnickicb, Borzukowskich, tiranowskicb, 
Jaroglowskich. Dzisiejszemi prawie sło- 
wami modli się smntna Jagienka w prze- 
dedniu Bwoicb ol^óczyn: „Jako żąda je- 
leń ka studniom wód, tako żąda dnsza 
mojak'tobie, Bofce". I miło, jakby dzid, 
brzmi w kościele gromadna kwietniej nie- 
dzieli pieśń: ^ Chwała! sława! wszelka cześć! 
Bądź Tobie, o królu gospodynie!" Do naj- 
pospolitszych zajęć należy rybołówstwo. 
Na dworach książąt byli „mistrzowie ry- 
bołówstwa", a co krok napotyka się ryba- 
ka, czyli, jak wówczas nazywano, „rybi- 
twę". W ich ręka widzimy: .włóki, węd- 
ki, więcierze, potrestnice, slabnice, wier- 
sze, zabrodnie, niewody, żaki" i t. d. .Bo- 
browe gony" i .żeremie" czyli hodowla 
bobrów prowadzona była starannie praez 
bobrowników, z dobieraniem maści czyli 
barwy fntra, w całym kraju, a najobficiej 
nad Karwią. Żaden kraj europejski nie 
dorównfJ Polsce obfitością miodu i wo- 
sku. Solona w beczkach, lub wędzona zwie- 
rzyna płynna okrętami w handel zamor- 
ski. Chów owiec, świń, stadnin i bydła a- 
ważany był za główne źródło bogactwa 
krajowego. Zdumiewa nas na każdym 
kroku pracowitość i gospodarność ówczes- 
nych pokoleń. Praca około ziemi czyniła 
zaszczyt. Nigdy się Słowianin nie wyku- 
pywtJ pieniędzmi od pracy. Przeciwnie, 
były przykłady dobrowolnej zamiany da- 
nin na robociznę. Kmieć wola^ odrabiać, 



niż {Jació. Stąd czynsze nie cieszyły się 
w Polsce powodzeniem. Czynszownik był 
zwykle źle widzianym. Nawet kupiectwo 
tylko dlatego odstręczało, iż je ziemianie 
za rodzaj włóczęgi i lenistwa poczytywali. 
Wyrazów „robota", ,robotny"nieszpeoiło 
bynajmniej niewolnicze znaczenie, do ja- 
kiego nowsze Wyobrażenia je naginają. 
Nawet szlachcic nie wstydził się razem z 
czeladzią swoją osobiście pracować. A w 
ocenieniu owoców tej „robotności" pol- 
skiej za doby Piastów należy przedewszyst- 
kiem uwzględniać szczupłość ówczesne- 
go zaludnienia kraju, brak dobrych rze- 
mieślników i drogość żelaza na narzędzia, 
wobec czego ówczesne drogi, groble, mo- 
sty, karczowanie lasów starodrzewnych, 
a przedewszystkiem potężne wały grodów 
tyleż znaczą, co gdzieindziej mury i gma- 
chy wspanic^e. Porosłe dziś dzikim lasem 
kopce i waJy niegdyś zamkowe, kościoły 
odwieczne z grubo ciosanego granitu, mo- 
żna przyrównać do dzieł dawnych olbrzy- 
mów. Co potem koło Drezdenka za natu- 
ralne ramię Noteci uważano, było tylko o- 
gromnym, ćwierćmilowym przekopem rę- 
ki ludzkiej. Każda wieś, każda łąka była 
widownią żywej skrzętności z rydlem w 
ręku. Wiekopomnym tego zabytkiem są 
dzisiejsze żuławy gdańskie, przez zwoże- 
nie niezliczonych grobli, tam i kanałów, 
przemienione w dobie Piastowskiej z nie- 
przebytych bagnisk na najżyźniejszą w 
świecie okolicę. Cf^a Kałopolska nap^- 
niała się sadami. Próbowano upowszech- 
niać winnice, które w owych czasach ce- 
sarz Karol IV, zięć Kazimierza Wielkiego, 
w Czechach był zaprowadził. Większem 
powodzeniem, niż winograda, zostf^ u- 
wieńczona w Polsce uprawa chmielu. Za 
Kazimierza Wielkiego nastał namiętny 
ruch górniczy. Kopano rudę srebrną w 
Olkuszu, ołowianą i miedzianą w Chęci- 
nach, Sławkowie, Kielcach, Trzebini, Ja- 
worznie i Miedzian ej -górze. Cała Małopol- 
ska mniemWa, że stąpa po soli, srebrze 



dbyGoot^le 



72 



POLUBOWNE SĄDY.— POMNIKI. 



i miedzi. Posiadacze rozległych wtoAci z 
OBasów Kazimierza Wielkiego poszokiwali 
Btarannie i ze znacznym nakładem wszel- 
kiego rodzaju kruszców w swych ziemiach. 
Górnictwo stało się przedmiotem najtro- 
skliwezej opieki króla, wyposaSooe naj- 
rozciąglejszemi swobodami. Do tyło roz- 
maitych zatmdnień przybyło badownic- 
two ceglane. E^zimierz Wielki .moro- 
w^''Pol8kę, a za jego pisykladem wszyst- 
kich ogarnął szat morowania. Przy bado- 
wie jednego zamkn lab kościc^a po kilka- 
set ludzi, po killcadziesiąt p» wołów pra- 
cowito przez lat kilka. Możemy wi^ so- 
bie łatwo wyobrazió, w jakim mcho mu- 
siało byó to dzielne pokolenie, które po 
kilkaset podobnych gmachów jednocześ- 
nie w krają wznosiło. Kazimierz w spich- 
rzach królewskich przechowywał wielkie 
zasoby zbo2a z rokn na rok, a w latach 
nieurodzaju powiększał liczbę fabryk, aby, 
jdacąc za pracę zbożem, mó^ zabezpie- 
czyć w ten sposób najbiedniejszych od 
głodu. 

Polubowne sądy ob. Sądy kompro- 
misarskie czyli polubowne. 

Połowie, poławuik. T^ narwano 
poduszki, materace i wogóle wyńci^anie 
na ławach w domach zamożniejszych. 
Krescencjasz średniowieczny zaleca pie- 
rze z kor zbierać „na pc^wte ku siedze- 
niu". Rej pisze: „I^awy szpalerami, pota- 
wniki a sukno zielone rozciągnione na sto- 
le". MączyAski w słowniku z r. 1664 wy- 
raz subsełlium tłómaczy na: uizkie ławy, 
poławie nizkie. W apartamencie Zyg- 
munta I, gdy był jeszcze królewiczem, 
drewniane ławy pokryto „poławiem" wło- 
skiem (Pawińskiego: Młode lata Zygmun- 
ta Starego, str. 160). 

Połownlk czyli pótrolnik, póKannik, 
pólkmieć. Tak już w XVI[ w. nazywano 
chłopa, który gospodarował na połowicy 
łanu i tego wszystkiego, co kmieó cały. 

Poły — w języku myśUwskim sieci nie- 
kiedy 200 łokci długie i od 3 do 6 szero- 



kie, ktÓremi przy pomocy palików obsta- 
wiano knieje. Stosownie do rodzaju polo- 
wania byw^y ptasznicze większe i mniej- 
sze, lotowe używane do łowienia kuro- 
patw w locie i inne zastawiane na gmbe- 
go zwieisa. 

Pofflian — hado, godło. W .Archelii" 
czytamy: „Stanowniczy musi każdego 
wieczora pomian albo hasło brać od het- 
mana". Wyraz ten podużyl za nazwę do 
herbu, wyobrażającego w polu żółtem czar- 
ną głowę żubra mieczem ukośnie przeszytą 
i w hełmie rękę zbrojną z gc^ym mieczem. 

Pomiory. Król Zygmunt August pole- 
cił, aby cały kraj był pomierzony i żeby 
mapa taka została sporządzona, „aby wie- 
dzieć, wiele ludzi może się wyżywić i ja- 
ki jest stan naszego państwa, nad którem 
Pan Bóg daje nam sprawować rządy". 
Rozporządzenie to zostało wykonane a 
Warszewicki na sejmiku mazowieckim r. 
1587 przedstawiał mapę z czasów Zyg- 
munta Augusta, w której znajdow^ wszel- 
kie wiadomości potrzebne obywatelowi i 
urzędnikowi. Gzacki powiada, że za stara- 
niem Mikołaja Radziwiłła i Falczewskie- 
go, podkomorzego wieluńskiego, rozmie- 
rzono za Zygmunta Augusta dokładnie 
wszystkie dobra królewskie w Litwie. Ja- 
ko nauczyciele geometry! praktycznej sły- 
nęli w początkach XVI w. Jan z Głogo- 
wy a potem Jędrzej z Łęczycy, który wy- 
dał dzieło o miernictwie. Prawo wymaga- 
ło, aby każdy komornik, jako pomocnik 
podkomorzego, umiał robić pomiary na 
gruncie. 

Pomiarnłk, używana niekiedy w daw- 
nych czasach nazwa miernika ziemi, zie- 
miomiercy, geometry, komornika podko- 
morzyńskiego. 

Pomniki. Sam wyraz pomnik, wybor- 
nie malujący zawarte w nim pojęcie, nie- 
zbyt dawnego jest pochodzenia: używać 
go zaczęto w samym końcu XVIII lub po- 
czątku XIX w,; przynajmniej starszych 
nad ten czas przytoczeń nie znajdujemy 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



73 



ani w „Mowniku' Lindego, ani w Wileń- 
skim, liinde określa pomnik w ten spo- 
sób: „monument dla p&mięei lab na pa- 
miątkę wystawiony, pamiątka czego za- 
chowana, wiekopomna". Rozszerzyło się 
następnie znaczenie wyrazu iw „Słowni- 
ka" Wileńskim czytamy, ie pomnik ozna- 
cza: 1) to, co się wznosi dla pamięci lab 
na pamiątkę kogo Inb czego: pomnik gro- 
bowy, pomnik na pola bitwy, wzniedó, po- 
stawió pomnik; 2) pamiątka dawna, rzecz 
starotytna: pomniki dawne, starożytne i 
3) przenośnie — rzecz wiekopomna, mająca 
wieki przetrwać np.: to dzieto należy do 
najpiękniejszych pomników rozumu ludz- 
kiego, ten posąg, ton obraz nale£y do naj- 
piękniejszyoh pomników sztoki. Do dra- 
giego z tych zna(<zeń dodań należy: po- 
mniki knltary, pomniki sztuki, jako to 
rzeźby, malarstwa, badowniotwa i t. d., 
pomniki pidmiennictwa, języka, pomniki 
prawodawstwa; pomnikami więc wieków 
ubiegłych są w tem szerokiem roza mienia 
togo wyraża: monety, pieczęcie, budowle, 
grobowce, sprzęty dawne, wszelkie wogó- 
le starożytności, a więo wszystko to, co 
wchodzi w zakres niniejszej „Encyklope- 
dyi Staropolskiej". Tutaj przeto wściślej- 
szem znaczeniu wyraz pomnik rozamiemy, 
t. j. jako przedmiot, wystawiony dla apa- 
miętniema jakiejś osoby lub wydarzenia, 
inaczej — to, co Rzymianie rozumieli przez 
wyraz mon umentum. Wszystkie ludy, sko- 
ro tylko wychodzą ze staną pierwotnej 
dzikości, skoro starają aię przekazać świa- 
domie potomstwu to, co sami wiedzą, upa- 
miętniają wybitne osoby, i zdarzenia we 
właściwy sobie sposób. To też już z okre- 
su kaltary pierwotnej pochodzą pomniki 
najprostsze, jak kopce, mogiły i kurhany. 
Gdy naród podniesie się na wyższy sto- 
pień oświaty, buduje z kamienia lub cegły 
grobowce (Lidowie, Persowie, Semiei), pi- 
ramidy (Egipcjanie) i t. p. budowle (G-re- 
cy, Etruskowie, Rzymianie). Najdawniej- 
szymi przeto i najtrwalszymi pomnikami 



w ziemiach polskich są również mo^y 
i kopce z ziemi asypane. — Przechodząc do 
szczegółowego przeglądu pomników pol- 
skich, zaznaczamy, że oprócz wznoszenia 
monumentów, wynaleziono w czasach 
nowszych inne jeszcze sposoby uwiecznia- 
nia ważnych wydarzeń i zasłużonych lu- 
dzi: aby aczció i przechować ich pamięć, 
wznoszone są fundacje religijne, dobro- 
czynne, spc^eczne i naukowe, jak koicioły, 
ochrony, szpitale, szkc^y i w nich stypen- 
dja, muzea i t. p.; nadawane są nazwiska 
sławnych mężów uUcom, placom (np. ulica 
Batorego w Krakowie i we Lwowie, So- 
bieskiego, Słowackiego, Mickiewicza, Lin- 
dego, Zimorowicza we Ln owie, ni. Szopę- 
pena w Warszawie i t. p.), przedmiotom z 
przyrody (np. skaJa Czackiego pod Żyto- 
mierzem, wodospady Mickiewicza w Ta- 
trach, Brama Kraszewskiego, Brama Kan- 
taka w dolinie Kościeliskiej). Pomniki, na 
ziemiach polskich się znajdujące lub na 
obczyźnie nmieszczone, -ale z Polską ma- 
jące związek, można podzielić na kilka ro- 
dzajów stosownie do ich materjału, cha- 
raktoru, epoki pochodzenia i przeznacze- 
nia. Mamy tu głównie na myśli pomniki 
publiczne, t. j. stojące na miejscach pu- 
blicznych, gdyż nie sposób byłoby omó- 
wić bardzo licznych, znajdujących się we- 
wnątrz kościołów, muzeów i innych gma- 
chów publicznych, oraz w posiadłościach 
prywatnych.— W czasach przedhistorycz- 
nych nie było prawdopodobnie innych po- 
mników, jak sypane ręką ludzką kopce i 
mogiły, oraz kamienne, drewniane imetalo- 
we posągi bogów. Do pierwszych zaliczyć 
można t. zw. mogiły Krakusa i Wandy pod 
Krakowem. Na mogile Wandy na wzgór- 
ku, mającym 7 sążni wysokości, wznosił 
się do niedawna słup bardzo zniszczony 
czworograniasty z cegły, podobny do figur 
przydrożnych, niewiadomo, kiedy wznie- 
siony; w r. 1890 Kornel Kozerski, ob. z 
Warszawy, uporządkował swoim kosztem 
mogiłę, wystawił według pomysłu Jana 



dbyGoot^le 



74 



POMNIKI. 



Matejki graniastosłap z czerwonego mar* 
mora, z wyobrażeniem dwu mieczy i ka- 
dzić i napisem „Wanda"); tu nalecą te2: 
nasyp, zwany mogiłą Lechu pod dme- 
znem, mogiła Mendoga w Nowogródka, 
góra,zw. grobem Olgierdowym, pod Nowo- 
gródkiem, G-iedyminapod Wilnem, Biraty 
pod F(^ągą. Na wzór dawnych usypano w 
czasach nowszych kopiec Kościuszki na gó- 
rze A. Bronisławy pod Krak. wiatach 1820 
— 1823 i kopiec Unjil569 r., rozpoczęty w 
r. 1869 na szczycie Wysokiego Zamku we 
Lwowie w 300-ą roez, UnjiLub.Ze znanych 
posągów bóstw pogaóskichwspomnimy tak 
zw. posąg Światowita, znaleziony w Zbm- 
czii, posąg kamienny w Kamionkach na 
Pokuciu, bałwan na górze Sobótce na 
Śląska i licznie szczególniej na Ukrainie 
rozrzucone .baby" (por. J. I. Kraszewski 
„Sztuka a Słowian", str.86 —87, F. M. 
Sobieszczatiskiego ,Wiad. hist. o sztu- 
kach pięknych w dawnej Polsce", I, 8 — 
11), — Wszystkie pomniki z czasów histo- 
rycznych dadzą się przedewszystkiem po- 
dzielić na dwie wielkie grupy: 'nabożne 
i świeckie. — I. Pomniki nabotne bardzo są 
pospolite; tn należą: A) t. zw. figury i ka- 
pHczki, t. j. pomniki kamienne, murowa- 
ne, drewniane i metalowe, stawiane zwy- 
kle przy drogach, szczególnie zaa na roz- 
drożach, na cmentarzach i przy kościo- 
łach w postaci krzyża najczęściej na uczcze- 
nie męki Pańskiej; bardzo częste są za- 
chowane dotąd na Litwie o bardzo daw- 
nym charakterze fig ary drewniane ze 
szczegółami męki Fańskiej, z Matką Bo- 
ską bolesną, przeszytą strzałami (por. art. 
„Krzyże" w t. III, 108 Enc. Star. oraz 
„Krzyże na Żmudzi" A. Romera w ,Tyg. 
Iluatr." 1860, 1. 1, str. 364 i „Krzyże i ka- 
pliczki na Żmudzi" A. Jaczynowekiego 
tamże 1902, N. 44, str. 873-4 z 15 ryci- 
nami); pospolite są kapliczki z figurą Pa- 
na Jezusa, siedzącego i zadumanego, jak 
lud nazywa, frasobliwego lub miłosierne- 
go (np. w Płonce); w Biłgoraju stoi słup 



kamienny z wyobrażeniem Pana Jezusa 
na krzyża i datą 1699 r., w Babinie pod 
Bełżycami kizyż kamienny z w. XVII-go. 
Nad wodami najczęściej stawiają figury 
Św. Jana Nepomucena, np. w Warszawie 
na placu św. Aleksandra z r. 1762, w Sta- 
nisławowie w Galicji z datą 1742 roku. 
Bywają i innych świętych, np. Św. Jacka 
w Wilnie, św. Wojciecha, św. Florjana, 
jako patrona od ognia, np. w m. Skale, w 
Włoszczowej i t. p. (por. art. .Kaplica" w 
t. III Enc. Star., str. 2—3). W m. Sierpcu 
znajduje się w podwórzu jednego domu 
słap murowany z r, 1733, jako przypo- 
mnienie świętokradztwa, spełnionego przez 
Żydów w kościele para^alnym w Jeżewie 
(p. „Wędrowiec" z r. 1896, N. 40, str. 260). 
W Berdyczowie wystawiono wr. 1764 ka- 
plicę pamiątkową pierwszej koronacyi cu- 
downego obrazu Matki Boskiej Berdy- 
ozowskiej. Stawiano często, i obecnie ten 
zwyczaj trwa, figury murowane lub krzy- 
że na pamiątkę wybawienia od morowego 
powietrza, głodu, pożaru, powodzi i innych 
klęsk: np, pod Lublinem przy rogatce Lu- 
bartowskiej z obrazem metalowym św. Ro- 
zalji, patronki od morowego powietrza. 
Na tę samą, podobno, pamiątkę wystawio- 
no slup kamienny w Szczebrzeszynie z 
datą 1662 r.; w Stanisławowie w G-alicji 
na przedmieściu Tyśmienickiem w ochro- 
nie dla dziewcząt znajduje się statua ka- 
mienna Zbawiciela, wystawiona w r. 1730 
przez Stanisława Potockiego, jako dzięk- 
czynienie z powodu minionego powietrza; 
pamiątkę moru uwiecznia pomnik we wsi 
Rydzewie na Mazarach Pruskich. Pod 
Sławkowem wznosi się pomnik na pamiąt- 
kę głodu w r. 1630 z napisem, w którym 
między innemi oznaczono, do jakich cen 
wtedy dosdo zboże. Na pamiątkę pożaru 
w r, 1744 z jego opisem wystawiono przed 
kościołem Kanoników regularnych w Iłży 
kolumnę, świadczącą, że ks. Józef Szysz- 
kowski spaloną świątynię odbudował. Nie- 
kiedy takie pomniki zatraciły cechy prze- 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



znaczenia religijnego, nabożnego; niema 
na nich ani napisów, ani obrazów, aDi 
krzyża nawet, stąd później tradno dociec 
ich znaczenia. Istnieją tei nieraz o ieh 
pochodzeniu domysły, legiendy i opowia- 
dania. Do takich należą np. pomnik ma- 
rowany w ogrodzie miejskim w Lnbliniei 
pochodzący z w. XVI lab KYII i wysta- 
wiony najprawdopodobniej na pamiątkę 
mora na miejsco, gdzie zmariych pocho> 
wano, i pod wsią O-orajcem w pcw. Zamoj- 
skim podobnego kszt^tn, figara staro- 
żytna w Rypinka pod Kaliszem, figara w 
Zawieprzycach ze złoconym krzyżem; do 
niej przywiązane jest podanie, na którem 
Bronikowski osnol powieść p. a. ,Zawie- 
przyce"; podobnych zresztą kapliczek i fi- 
gar dawaych jest wsz^zie tak wiele, że 
niesposób bytoby zebrać i wymienić je ta 
wszystkie. — B) Bardzo są częste nagrobki 
i grobowce po kościofach i cmentarzach; 
wspomnieć ta można zaledwie o najwspa- 
nialszych i najciekawszych z nich pod 
względem historycznym i artystycznym. 
Do takich nale2ą przedewszystkiem gro- 
bowce ksiątąt i królów polskich. W pierw- 
s^ch wiekach chrześcijaństwa i w wie- 
kach średnich grobowców nie wznoszono, 
lecz oznaczano miejsce pogrzebania zmar- 
łych prostą płytą lub krzyżem; dopiero w 
XI i XII wiekach zaczynają budować gro- 
bowce z wyobrażeniem postaci ludzkich; 
z tych wieków takie grobowce są nader 
rzadkie; nie dziw więc, że i u nas dopiero 
zapewne w XIII w. zaczęto je wznosić. O 
grobowcach dla Mieczydawa I i Dąbrów- 
ki nic nie wiadomo, oprócz tego, że grób 
Dąbrówki w katedrze Glnieżmeńskiej ozna- 
czony był krzyżem; dawny, dziś nieistnie- 
jący grobowiec, nie mógł z w. XI pocho- 
dzić, lecz prawdopodobnie w XIV lub XV 
w. był zbudowany. W Naumburgu w Sa- 
ksouji jest posąg Regelindy, córki Bole- 
^wa Chrobrego, żony Hermana, margra- 
biego Miśnji, ale trudno dowieść, że z w. 
XI pochodzi. Uczczono w r. 1841 Mieozy- 



^wa I i Bole^awa Chrobrego pomnikiem 
w katedrze Poznańskiej , wykonany m przez 
rzeibiarza niemieckiego Raucha z Berlina. 
W katedrze w Kolonji dochow^y się 
szczątki Ryksy, żony Mieczysława U, 
zmarłej 1057 r., (ob, rysanek, przedsta- 
wiający jej czaszkę w czepcu, w 1. 1, str. 
288 Enc. Star.), ale sarkofag jest nowy. 
Dotąd nie rozplatano wielu wątpliwości, 
wywołanych pomnikiem grobowym Bole- 
^wa Smif^ego w Ossjacha i jego tam 
rzekomym pobytem. Władyfiaw Herman 
i Bolesław Krzywousty uczczeni zostali 
grobowcem pomysłu Vogla w katedrze 
Płockiej dopiero w r. 1825. Pomnik księż- 
niczki Adelajdy, córki Kazimierza Spra- 
wiedliwego, zmarłej w r. 1211 w Sando- 
mierza i złożonej w kościele Św. Jakóba, 
nie ma być dziełem XIII w., lecz póiniej- 
ezem, może XIV, jak sądzi Łuszczkiewioz. 
Długie spory toczono o grobowiec Bole- 
dawa Wstydliwego w kościele ks. Fran- 
ciszkanów w Krakowie, i niedawno do- 
piero Akademja Umiejętności uczciła go 
nowym pomniidem na wzór średniowiecz- 
nych nagrobków. Posąg żony jego Św. 
Kingi znajduje się w kościele w Starym 
Sącza. Również dowodzą, że nagrobek 
Leszka Czarnego w kościele ks. Domini- 
kanów w Krakowie nie jest pierwotny. 
Autentycznym z XIV w. pochodzącym 
pomnikiem królewskim jest grobowiec 
Władysława Ziokietka w katedrze Kra- 
kowskiej; pomnik ten, znakomicie z kamie- 
nia i gliny palonej wykonany, stanowi e- 
pokę w dziejach rzeźbiarstwa polskiego, 
gdyż odtąd coraz więcej coraz znakomit- 
szych mamy pomników i dziel sztuki pla- 
stycznej. Posąg starożytny, przedstawia- 
jący tego króla w kolegjacie w Wiślicy, 
nie ma charakteru nagrobkowego. Nato- 
miast bardzo jest wiele pomników książąt 
z rodu Piasta na Śląsku; z pi'zed r. 1400 
naliczono ich około 100; znajdują się one 
w Wrocławiu (np. Henryka Pobożnego w 
kościele św. Jakóba), w Opolu, Lubiąża 



dbyGoot^le 



76 



POMNIKI. 



(up. Bole^awa Wysokiego); niektóre z 
nich sięgają w. XIII, inne z X.1V i KY 
pochodzą. Pomnik Władydawa, księcia 



, Franciazkaoów 



na dniewkowie, zmarłego w r. 1388 wDi- 
joQ, tam ń% znajduje; w Wiedniu n Św. 
Szczepana ma nagrobek ksią^ Aleksan- 
der Mazowiecki, zmarły w r. 1443. Ostat- 
ni książęta mazowieccy Stanisław (f 1524) 
i Janasz (f 1526) mają pomnik w katedrze 
Św. Jana w Warszawie. Poczynając od 
Władysława Łokietka a2 do Jana Sobie- 
skiego, posiadamy cenne dawne pomniki 
kościelne królów i cdonków rodzin kró- 
lewskich w katedrze na Wawelu, z nastę- 
pującymi wyjątkami: Ludwika zatrzyma- 
no na Węgrzech, królowa Jadwiga docze- 
kfJa się sarkofagu dłóta rzeźbiarza Anto- 
niego Madejskiego dopiero w r, 1902; Wła- 
dysław Warneńczyk poległ w bitwie i do- 
tąd nawet pomnikiem go nie uczczono; 
Aleksander Jagiellończyk miał grób w ka- 
tedrze Wileńskiej: wr. 17 98 przy restaura- 
cji kościoła pomnik zniesiono a grób za- 
murowano. Z pomników grobowych Ja- 
giellonów do arcydzieł sztuki należą: gro- 
bowiec Kazimierza Jagiellończyka, wyko- 
nany przez Wita Stwosza, kardynała Fry- 
deryka, Jana Olbrachta, który jest po- 
czątkiem epoki odrodzenia w sztuce pol- 
skiej (Jan Olbracht umarł w czerwcu 1501 
r. w Toruniu i tam w kościele św. Jana ło- 
żono jego serce i wnętrzności oraz umiesz- 
czono obraz, przedstawiający jego popier- 
sie). Królowa Bona ma sarkofag we Wło- 
szech w Bari, sprawiony kosztem Anny 
Jagiellonki. Pomniki żon Zygmnnta Au- 
gusta Elżbiety i Barbary znajdowały się 
niegdyś w Wilnie. Grobowców Jagiełło- 



Grobowiec Władysława Łokietka w katedrze Kraton, i^iej- 



DigilizedbyGoOf^le 



77 



nek naszycłi, równiei jak Piastówien, sza- 
kftć trzeba po caJej Europie. Zofja Jagiel- 
lonka, żona Henryka, księcia Brunświc- 
kiego, ma płytę grobową w kościele w 
Wotfenbiittel, Izabella, królowa węgier- 
ska, w Bialogrodzie (Karlsburg) w Sied- 
miogrodzie, Katarzyna — w Szwecji w Up- 
sali. Jan BCazimierz posiada dwa grobow- 
ce, jedenwParyżn, gdzie nmarł i pierwot- 
nie był złożony, w kościele St. Q-ermain 
de Fr^, wykonany przez Kaspra i Balta- 
tazara de Marcy, dmgi na Wawelu, dokąd 
go przewieziono w r. 1676, Jan III ma 
dwa pomniki nadgrobne, na Wawelo i w 
kościele Kapucynów w Warszawie, gdzie 
jest jego popiersie, rzeźbione w r. 1829 
przez Kaafmana, oraz tablicę pomnikową 
w kościele św. Jana w Toruniu. Grobow- 
ce synów i córek Sobieskiego rozrzucone 
są w różnych miejscach: w Rzymie— Ale- 
ksandra i Klementyny, żony Jakóba HI 
StDEfrta, Teresy w Monachjnm, Maryi Jó- 
zefiny z Wesslów Konstantowej Sobie- 
skiej i Maryi Karoliny księżny de Bouillon, 
córki królewicza Jakóba, — w kościele Sa- 
kramentek w Warszawie. Stanisław Lesz- 
czyński ma piękny grobowiec w Nancy. 
Wnętrzności Augusta U pozostały w War- 
szawie w kościele Kapucynów; Stanisław 
August Poniatowski wreszcie ma tablicę 
nadgrobną w kościele św. Katarzyny w 
Petersbargu.— Zarfngują na wymienienie 
bardzo wspaniałe niekiedy grobowce świę- 
tych polskich: Św. Wojciecha w katedrze w 
Gnieźnie, św. Stanisława na Wawela, św. 
Bogumiła w Uniejowie z r. 1666, św. Knne- 
gundy w Starym Sączu, ś. Jolenty w Gnie- 
źnie, Św. Jacka n Dominikanów w Krako- 
wie, Św. Jadwigi w Trzebnicy na Śląsku, 
Św. Salomei u Franciszkanów w Krako- 
wie, Św. Grzymistawy był w Zawichoście 
a Franciszkanów, ale został zniszczony, 
Św. Jana Kantego a ś. Anny w Krakowie, 
W, Jana z Dukli u Bernardynów we Lwo- 
wie, bł. Rafała w Warcie, z r. 1640 ś, Kazi- 
mierza w Wilnie w katedrze, św. Stani- 



^awa Kostki u Jezuitów w Bzymie, bl. 
Michla G-iedrojcift w kościele św. Marka 
w Krakowie, bł. Stanisława Kazimierozy- 
ka w Krakowie w kościele Bożego Ciała, 
bł. Izajasza Bonera w Krakowie w koście- 
le Św. Katarzyny. — Godne są wspomnienia 
niektóre dawne nagrobki często z po- 
sągami kamiennymi, glinianymi lub bron- 
zowymi sławnych mężów polskich, 
którzy bądź to odznaczyli się, jako dostoj- 
nicy kościelni, bądź jako wielcy wojowni- 
cy, bądź też zasłynęli na pola nauki, lite- 
ratury, sztuki, bądź wreszcie odznac^li 
się, jako mężowie stanu. Z pomiędzy bi- 
skupów, arcybiskupów i innych 
dostojników kościelnych odznacze- 
ni zostali szczególnie pięknymi grobowca- 
mi kościelnymi w wiekach ubiegłych: bi- 
skup kujawski Piotr z Bnina (f 1493) w 
katedrze w Wlodawku ma pomnik robo- 
ty Wita Stwosza, prymas Zbigniew Oleś- 
nicki (t 1493) w Gnieźnie w katedrze, 
dzieło tegoż wielkiego rzeźbiarza, Bernard 
Lnbrański, kanonik paznańskl (f 1499) w 
katedrze w Poznaniu odznaczony pomni- 
kiem Yischera, Urjel Górka, biskup po- 
znański (t 1498), ma wspaniały grobowiec 
roboty tegoż Piotra Yischera. Z epoki od- 
rodzenia wspomnieć należy o nagrobkach 
biskupa płockiego Jakóba Buczackiego 
{t 1644) w Płocku, mauzoleum Piotra To- 
mickiego (t 1534), arcybiskupa Dzierz- 
gowskiego w Gnieźnie z r. 1553, pomniki 
prymasów Przerębakiego i Uchańskiego w 
Łowiczu, Stanisława Karnkowskiego (f 
1603) w kościele dawniej jezuickim, dziś 
ewangielickim, w Kaliszu. Z końca wieku 
XVII wspaniały grobowiec wymienimy 
kardynała Jana Kazimierza Denhofa w 
kościele Trynitarzy w Rzymie (f 1697). 
Wielka ilośójest po dawnych kościołach 
naszych grobowców szlacheckich z 
w. XIV — XVIII w postaci bądź to mau- 
zoleów całych, bądź rycerzy zakutych w 
zbroję, bądź popiersi, bądź tablic pamiąt- 
kowych; nie mając możnościich wy liczenia, 



dbyGoot^le 



78 



POMNIKI. 



zaznaczamy, że najdawniejszym nagrob- 
kiem z wyrzeźbioną w sposób pierwotny 
postacią ludzką jest kamień bez napisa, 
wmorowany w ńcianę zewnętrzną Tama 
pod Zięczycą i pochodzący zapewne z w. 
XII. Do najdawniejs^ch nagrobków z 
napisami (nie ksiąi^ych i niekrólewskicb), 
odszukanych dotąd, należą: Piotra Wlasta 
w Wrodawio z w. XII, w koAciele Św. 
"Wincentego, dziś nieistniejący, dr. Fran- 
ciszka Ąiighiego z r. 1312 w Krakowi© i 
Pakosława z r. 1319 w Jędrzejowie. Napi- 
sy w języku polskim zjawiają się na 
grobowcach po raz pierwszy w końca pierw- 
szej polowy XVI wieko. Z najwspanial- 
szych ^/■oiiTrotre^w /«(fe> świeckich, zasłużo- 
nych w dzigach narodu wymieniamy: prze- 
piękny grobowiec Krzysztofa Szydlowiec- 
kiejjo w kolegjacie opatowskiej daje nam 
nietylko arcydzieło sztoki z w. XYI, ale 
nadto pozwala poznać niektóre szczegóły 
życia ówczesnego. Wspaniałe są pomniki 
Jana Tęczyńskiego w Ksi^n z r. 1541, 
Jana i Krzysztofa Tarnowskich w Tarno- 
wie, Piotra i Mikołaja Firlejów w Lubli- 
nie u Dominikanów, Uchańskich w Ucha- 
niach z r. 1690, kanclerza Lwa Sapiehy 
w kościele św. Michała w "Wilnie. Jana Za- 
mojskiego jJyta w kolegjacie w Zamościu 
z prostym napisem: .Hic situs est Joannes 
Zamoyski", Stanisława i Jana Żcdkiew- 
skich w Żółkwi, Stanisława Krasińskiego 
zr. 1617 w Płocku, oryginalny Jerzego 
Eadominy i ośmiu rycerzy, poległych pod 
Chocimem, r. 1621 — u fary wNowogródka, 
z nowszych Stanisława Matachowskiego, 
wystawiony w r. 1831 w katedrze św. Ja- 
na w Warszawie. Z osób, które odznaczy- 
ły się na niwie nauki, poezji i sztuki 
polskiej w wiekach dawnych, godne są 
wymienienia nagrobki kościelne- mistrza 
Wincentego, pospolicie Kadłubkiem zwa- 
nego, w Jędrzejowie; świeżo wr. 1900 wy- 
stawione tabhce w kościele w Szkalmie- 
rzu i w Krakowie z popiersiem Stani- 
sława ze Skarbimierza, pierwszego rekto- 



ra Uniwersytetu Jagiellońskiego (dłóta 
Piusa Welońskiego), sarkofag Jana Dłu* 
gosza w grobach zasłużonych na Skałce 
i tablica nagrobkowa w katedrze na Wa- 
welu, znakomicie wykonana płyta nagrob- 
kowa Filipa Kallimacha w kościele Domi- 
nikanów w Krakowie. Kagrobek Mikoła- 
ja Kopernika w kościele we Frauenburgu 
w r. 1681 wystawił Marcin Kromer, bi- 
skup warmiński; gdy ten się zniszczył, 
pr^aci i kanonicy warmińscy ufundowali 
tabhcę pamiątkową; drugi jego nagrobek 
jest w kościele św. Jana w Toruniu, fun- 
dowany przez ks. Józefa Aleks. Jal^o- 
nowskiego, trzeci pomnik w kościele św. 
Anny w Krakowie postawiono w r. 1824, 
czwarty w kościele św. Iwona w Rzymie. 
Słynny poeta łaciński Jędrzej Krzycki. 
arcybiskup gnieźnieński (tl5.S7), ma po- 
mnik w katedrze Q-nieżnieńskiej wstyln od- 
rodzenia. Bernarda Wapowskiego nagro- 
bek jest w katedrze na Wawelu, Jana Leo- 
polity z r. 1577 w kościele Marjackim, 
grobowiec z białego marmum kardynała 
Stani^awa Hozjusza znajduje się w Rzy- 
mie w bazylice Sancta Maria di Transte- 
Tere; popiersie Jana Kochanowskiego u- 
mieszczono w kościele w Zwoleniu. Ksiądz 
W, Koczborski ma nagrobek w Krakowie, 
znakomity autor melodji do .Psalmów" 
Dawida w przeldadzie Kochanowskiego 
Mikt^aj Gomółka ma nagrobek w Janow- 
cu (por. o nim j^Enc. Siar.** i. II, str. 200), 
Paweł Szczerbicz u Dominikanów w Kra- 
kowie, Piotr Kochanowski, synowiec Ja- 
na, w kościele Franciszkanów w Krako- 
wie i w Zwoleniu. Tablica pamiątkowa 
SebastjanaKlonowiczaznajdujesię obecnie 
w katedrze Lubelskiej, znakomitego leka- 
rza Wojciecha Oczki u Bernardynów tam- 
że. Posąg Piotra Skargi, którego popioły 
spoczywają w kościele św. Piotra i Pawła 
w Krakowie, wykonany przez Oskara Sos- 
nowskiego koło T- 1860, umieszczono w 
katedrze na Wawsl*^' Sebastjan Petryey 
(f 1626) ma poruj^fe, w Krakowie, Szymon 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



79 



Szymonowioz — tablicę w kolegjacie Za- 
mojskiej; tablice pamiątkowe Macieja Sar- 
biewskiego roboty J. Krjrńskiego nmiesz- 
czono w r. 1885 w kościołach po-pijar- 
skim w Warszawie, po-benedyktyńskim 
w Poltoska i parafjalnym w Sarbiewio. 
Stani^w Konarski ma pomnik w kościo- 
lack po-pijarskim w Warszawie i w Kra- 
kowie, gdzie w T. 1882 uiaieszczoiio jego 
serce. Znakomity malarz Szymon Czecho- 
wicz (t 1776), spoczywający w podzie- 
miach u Kapucynów w Warszawie, otrzy- 
mał w tymte kodciele pomnik w r. 1861. 
Ignacemu Krasickiemu wystawili ziemia- 
nie w katedrze w Plockn 1880 r. pamiąt- 
kową tablicę; posąg Adama Naruszewicza, 
wykonany przez Oskara Sosnowskiego w 
r. 1861 dla katedry w Janowie, gdzie spo- 
czywają zwłoki dziejopisa, stanął w roku 
1886 w kościele Św. Piotra i Pawła w War- 
szawie. — O dość znacznej liczbie pomników 
kościelnych, uwieczniających imię i zasłu- 
gi ludzi dawnych w dziedzinie sztuki, na- 
uki, poezyi 1 działalności społecznej, któ- 
rzy zmarli w ciągu XIX w., jako o now- 
szych, już tu nie wspominamy. Również 
ograniczyć się musimy ogólną wzmianką 
o pomnikach omentaruych, jako ró- 
wnież nowszego pochodzenia: wiele mogił 
ozdobionych pomnikami zasłużonych Po- 
laków, zmaiłych w ciągu XIX wieku, 
znajduje się na cmentarzach większych 
miast, jak Warszawy na Powązkach, Kra- 
kowa, Lwowa na Łyczakowie, Poznania, 
Wilna na Rossie, jak również miast mniej- 
szych i po wsiach parafjalnycb; nie mt^o 
tei nazwisk polskich wyczytać się da na 
cmentarzach zagranicznych, szczególniej 
we Francyi. Niemczech i Włoszech. W 
końca nadmienić należy, że Arjanie nasi 
w XVI i XVII wieka nie grzebali zwłok 
swych wyznawców w kościołach lub na 
cmentarzach ogólnych, lecz osobno w po- 
lu na gruntach własnych: często więc sły- 
szymy o mogiłach arjańskich w Polsce; 
jaż Czacki je rozkopywał. Mogiła arjań- 



ska w postaci sklepionego grobowca do- 
chowa się dotąd pomiędzy innemi na 
grantach wsi Skorocice w Pihczowskiem. 
Najsławniejszym jednak, kryjącym zwło- 
ki zdożyoiela sekty Socynjan, jest grób 
Socyna, pokryty wielką [Jytą kamienną, 
w Lutda wicach w Galicji, — Jako cariosam 
nagrobkowe swego rodzaju wymienić mo- 
żna „nagrobek gorzałki* w Krzeszowie, 
wsi w okolicach Wadowic: gdy w r. 1844 
włościanie wyrzekli się picia wódki, wznieś- 
li tam pomnik 8 — 10 stóp wysoki z cegły, 
zakopali pod nim baryłkę gorzałki, naze- 
wnątrz zaś umieścili wykute z kamienia 
flaszkę i kieliszek. — C) Nie ściśle kościel- 
nymi pomnikami są iablice crekc;^'ne, gdy2 
zdarzają się i na budynkach świeckich. Są 
to najczęściej tablice z płaskorzeźbą, przed- 
stawiającą fundatora kościoła czy innej 
budowli, trzymającego w ręku model bu- 
dynku i podającego go świętemu, którego 
czci budynek jest poświęcony. Napis od- 
powiedni objaśnia, co wyobraża j^asko- 
rzeżba i podaje datę założenia bndynJcu. 
Są więc tablice erekcyjne nietylko waż- 
nymi zabytkami sztuki, ale i dokumenta- 
mi historycznymi tern cenniejszymi, że są 
datowane. Niekiedy płaskorzeźbę zastę- 
puje obraz ścienny, np. w opactwie Cys- 
tersów w Lędzie. Do najdawniejszych zna- 
nych tablic erekcyjnych należą dwie z 
XII w. w Strzelnie fundacji Piotra Wła- 
sta i w kościele Najśw. M. P. w Wrodawiu 
na Piasku, z wieku XIII w Końskich z r. 
1220, w Sulejowie z 1231. Kilka takich 
tablic znamy z w. XIV: z r, 1317 w koście- 
le w Mikułowicach w Opatowskiem, z r. 
1337 w Radłowie w G-alicyi, w Swiętoma- 
rzy pow. Opatowskim z r. 1367, z r. 1372 
w Potoku Wielkim w pow. Janowskim; 
w domku gotyckim w Puławach wmuro- 
wana była tablica z zamku w Łobzowie 
z r. 1367; kilkanaście pochodzi z w. XV; 
szczególniej kościoły i domy, wzniesione 
przez Długosza w różnych miejscach, od- 
znaczE^y się pięknemi tablicami erekcyj- 



dbyGoot^le 



80 



POMNIKI. 



nemi. Z XVI — XVIir wieku pozostały 
nieliczne tabUce erekcyjne na kości(^adi i 
zamkacłi (np. w Żółkwi, 088olinie,3zydIow- 
ca), domaah miejskich (np. w Krakowie, 
Warszawie, Lublinie, Piotrkowie i innych 
miejscach) i dworach wiejskich (np. w Jeto- 
wie w Galicyi z r, 1644). — II). Dragą grup^ 
pomników, o wiele mniej liczną u nas, sta- 
nowią monumenta o charakterze Świeckim. 
Do takich należą: A) pomniki, wzniesione 
na cześć książąt i królów. Wspomnieć na- 
przód należy o dwn zbiorach popiersi ksią- 
^t i królów polskich pnblicznie wysta- 
wionych: w Brzega na Śląsku nazewnątrz 
zamku, dzió w minie będącego, amieszozo- 
ne były dwa rzędy popiersi 24 Piastów, 
rzeźbionych i powleczonych kolorami; 
byio tu 11 popiersi panujących z rodu 
Piasta i 13 książąt śląskich, a mianowicie: 
Piast, Ziemowit, Leszek, Ziemomysł, Mie- 
CzyBław I, Bolesław Chrobry, Władysław 
Herman, Bolesław Krzywonsty, Włady- 
sław II, Mieczysław II, Kazimierz Mnich 
(brak w tym szeregu Bolesława Śmiałego); 
ostatni z książąt na Brzega hył Jei^y Wil- 
helm, który umarł w r. 1675. Dmgi zbiór 
popiersi wszystkich panujących, umiesz- 
czony obecnie na froncie kamienicy, w 
której była bibljoteka Załuskich przy uli- 
cy Daniłowiczowskiej w Warszawie, takie 
ma pochodzenie: W r. 1821, gdy kamieni- 
ca ta była własnością Stanisława Nowa- 
kowskiego, przy odkopywaniu dawnych 
fundamentównatrafiono na kilkadziesiąt u- 
szkodzonych nieco popiersi od Piasta i Mie* 
czysława I do Władysława IV, pochodzą- 
cych, zdaje się, zw. XVII; wr. 1824 posągi 
te o dr estaaro wano, u z u pełni on o braku j ący- 
mi i umieszczono w niszach muruj okala- 
jącego dziedziniec kamienicy. Jeden z tych 
posągów, mianowicie Piasta, widział pi- 
szący te wyrazy w Eożnówce pod Biłgo- 
gorajem, własuości niegdyś tegoż Nowa- 
kowskiego.— Dawnymi pomnikami świec- 
kimi, na cześć panujących stawianymi, 
nie możemy się pochwalić; wymieniamy 



wszystkie nam znane; w Grodziska, w 
którym przebywała Św. Salomeą, w XVII 
wieka wystawiono na murze, okalającym 
kościół, posągi kamienne Bolesława Wsty- 
dUwego i Św. Kanegundy, Henryka Wroc- 
ławskiego i Św. Jadwigi, św. Salomei (zni- 
szczył go wiatr w ostatnich czasach) i mę- 
ża jej Kolomana, króla haliokidgo. (Posąg, 
mający wyobrażać jakoby Kazimierza 
Wielkiego, znaleziono w ziemi w okolicy 
Leśniowoli w r. 1824 i ofiarowano Tow-u 
Przyj. Nank w Warszawie, niewiadomo, 
co się z nim stt^o. Bównież przypaszoza- 
ją, że Kazimierza Wielkiego ma przedsta- 
wiać posąg na podmurowaniu Btndni w 
podwórza przy nhcy Grzybowskiej Nr. 24 
w W arszawie). Pierwszy pomnik pnblicz- 
ny wzniesiono Kazimierzowi WieUdema 
dopiero po r. 1870 w m. Bochni; jest to 
posąg z kamienia, wykoty przez rzeźbia- 
rza O-adomskiego. Na t. zw. górze Kapli- 
cznej między G-ranwaldem (Ind mazoi'^ 
mówi „O-ryw^d") a Łodzigowem na Ma- 
zurach Pruskich znajduje się olbrzymi 
blok granitowy, zwany kamieniem kró- 
lewskim lub Jagielłowym; mifU bowiem, 
według podania, spoczywać na nim w 
dzień bitwy Władydaw Jagiełło; obecnie 
Niemcy wyryli na nim napis, głoszący, 4e 
tu zginął w r. 1410 Ulrich von JungingOD. 
Pomnik Jadwigi i Jagidły z marmuru, 
dzieło i dar Oskara Sosnowskiego z roku 
1886, wznosi się na plantach w Krakowie. 
W r. 1903 wystawiono w Gródka (pod 
Lwowem), gdzie zachorował i nmarl Wła- 
dysław Jagie&o, posąg tego króla, wyko- 
nany przez J. B^towdkiego, rzeźbiarza 
lwowskiego. W Kozienicach jest pomnik 
z wierszami łacińskimi Andrzeja Krzyc- 
kiego na cześć Zygmunta I, który tu się 
urodził 1 stycznia 1467 r., gdy Kazimierz 
Jagiellończyk, unikając zarazy, tu z żoną 
Elżbietąprzebywal;wKozienicach też Zyg- 
munt I wystawił na pamiątkę swych uro- 
dzin kościół. Pomnik kozienicki w ksztaicie 
prostego ^upa, murowanego z cegły, znaj- 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



doje się przy kościele; w r. 1702 odnowi 
go H. Lubomirski, podskarbi wielki koron- 
ny. Posąg Zygmunta Augusta, wykuty 
z piaskowca przez Gł^adomskiego, stanął 
niedawno w ogrodzie Strzeleckim w Kra- 
kowie. Stanistaw August uczcił posągami 
Stefana Batorego w r. 17b9 w Padwie, 
gdzie stoi razem z posągiem Jana IIF, 
kosztem tegoż króla wzniesionym (1784), 
na Prato delia Yalle. Zygmunta III ncz- 
cil w r. 1644 syn jego Władysław IV ko- 
lumną z marmuru chęcińskiego z posągiem 
króla na szczycie; figurę króla odlaj Da- 
niel Thiem. Podajemy tutaj 2 rysunki we- 
dług eztycków z r. 1646, przedstawiają- 
cych przewiezienie kolumny aygmuntow- 
skiej z łomów chęcińskich do Warszawy 
i jej ustawienie. W czasie ostatniej restau- 
racyi pomnika w r. 1885 marmur chęciń- 
ski zastąpiono kamieniem z zagranicy 
sprowadzonym. W Wyszkowie znajdowa- 
ły się dwa marmurowe obeliski, z których 
jeden ocaM, z herbem Wazów, wzniesio- 



na Kazimierza; jakie jest znaczenie tej fi- 
gury z w yr ytym na niej mieczem, około 



Uatawiuiie koIoinDy sygmiintowBkiej w Wanzawle 
pocilug Bztychu t. T. 1646. 

którego rękojeści wije się wąż, nie wiemy. 
Najszczęśliwszym z królów co do pomni- 
ków, które na jego cześć wyatawiono, był 



Praewiezienio kolumaj sygmuntowiihiej z łomów chęcińskich do Warauwy podług sztychu z r. 1616. 

ne prawdopodobnie na pamiątkę poby- 
tu tutaj biskupa [^ockiego, Karola Ferdy- 
nanda, syna Zygmunta III, gdyż biskup 
ten ta w r. 1655 życia dokonał. W mająt- 
ku Nowagóra w pow. Chrzanowskim stoi 
dotąd figura, fundowana przez króla Ja- 



Jan m Sobieski; oto krótki ich wykaz z 
pominięciem tymczasem tych, które wznie- 
sione zostały na pobojowiskach; o pomni-' 
ku w Padwie, wzniesionjon w mylnem 
przekonaniu, £e tam kształcił się Jan So- 
bieski, wspomnieliśmy wyżej; pomnik, u-; 



EncfUopcdJł lUropolik*, I 



dbyGoof^le 



82 



N I K 1. 



I moście w Łazieukacli w 
Warszawie, rozpoczęty byl jeszcze za ży- 
cia Jana III, a wykończony w r. 1788 ko- 
sztem Stanisława Angosta przez rzeźbia- 
rza nadwornego Fr. Pincka z kamienia 
ezydłowieckiego poding modelu Le Brana 
(Por. Jlnstrację na str. 231 1. III Enc. Sla- 
rop.). "We Francji znaleziono części wspa- 
niałego pomnika dla Jana III, wykonane- 
nego przez zdolnego rzeiblarza francu- 
skiego Piotra Yaneau, współczesnego zwy- 



wie, dzieło Tadensza Barącza, odsłoniony 
d. 20 listopada 1898, i w Żółkwi, wykona- 
ny przez St. Czapka, od^onionywr. 1902. 
Piękny pomnik Stanisława Leszczyńskie- 
go, wzniesiony w r, 1831 w Nancy, wyko- 
nał rzeźbiarz Jaąuot. Posąg Angnsta II z 
soli -wyknty był w Wieliczce, w Dreźnie 
zaś wznosi się konny posąg tego króla ze 
śpiża nlany, dzieło Ludwika Wiedeman- 
na. Posąg wielki marmurowy Aagnsta III 
z r. 1760, wykonany przez T. H. Keissne- 



Fomnik St«ifaDa Czarnieckit^ w Tykocinio. 



ciężcy z pod Wiednia. W r. 1753 Michrf 
Badziwitt, hetman litewski, dziedzic Żółk- 
wi, wystawił przed portykiem zamku w 
Żółkwiposągkolosalnej wielkości, wyobra- 
żający Jana III w zbroi (przeniesiony w 
r. 1858 do Magierowa). Nadto w czasach 
ostatnich wzniesiono Sobieskiemn pomni- 
ki następujące: w Krakowie w ogrodzie 
Strzeleckim posąg, wyknty z piaskowca 
przez Gadomskiego, wPrzemyśla, we Lwo- 



ra, znajduje się w Gdańsku w Artoahofie 
(gmach giełdy) — 'B)Pomniki,wyslawionena 
cześć znakomitych mętdw polskich, klórzy od- 
znaczyli się na polu bitwy lub polityki. W 
Wilnie na górze Bekieszowoj był pomnik 
w kształcie wieżycy ośmiokątnej, wznie- 
siony przez Stefana Batorego mężnemu 
Kacprowi Bekieszowi, zmarłemu w roku 
1580. Pomnik ten runął w roku 1841. 
W portyku zamku w Żółkwi obok ka- 



dbyGoot^le 



POMNI 



83 



miennego posąga Jana III zaajdow^y się 
następujących jeszcze osób posągi, prze- 
niesione do Magierowa w r. 185B: Jakóba 
Sobieskiego; ojca króla Jana, Stanisława 
Żółkiewskiego, kanclerza i betmana w. k., 
Jana Daniłlowicza, wojewody ruskiego, 
Karola, Mikołaja i Michała Radziwiłłów. 
Pomnik Stanisława Żółkiewskiego, wyko- 



Pomoik K&zimierzs Pułaskiego w Saviiinsh 
wAmerjce, wzniraionj w mieJKU, gdzie poległ. 



nany w r. 1902 przez Stani^awa Czapka, 
rzeźbiarza, odsłoniono w Ż^kwi. Pomnik 
Stefana Czarnieckiego, wzniesiony w la- 
tach 1765—1760 przez hetmana Jana Kle- 
mensa Branickiego, znajduje się w lykoci- 
nie. Bohaterskiej Annie Dorocie Chrzanow- 
skiej wzniesiono w Trębowli pomnik i, gdy 
z czasem uległ zniszczeniu, postawiono w 
jego miejscu krzyż kamienny; kilkanaście 
lat temu nowy pomnik wzniesiono. Obroń- 



cy Częstochowy ks. Augustynowi Kordec- 
kiemu zbudowano pomnik bronzowy na 
wałach Jasnej Góry w r. 1859 według 
modelu Henryka Stattlera; w r. 1900 wma- 
rowano w kościele w Iwanowicach, gdzie 
się Kordecki rodził (1603), tablicę pamiąt- 
kową; w tym2e roku wzniesiono w Wieru- 
szowie posąg Bogarodzicy z napisem, 



a Kościuszki i 
T Amerjce. 



Świadczącym, że ta umarł w r. 1673; wre- 
szcie w r. 1902 odsłoniono w kościele na 
Skałce w Krakowie posąg Kordeckiego, 
wykonany przez T. Certowiczównę. Na 
pamiątkę zwycięstwa nad Tatarami w r. 
1695 wystawiono we Lwowie pomnik z 
posągiem hetmana Stanisława Jabłonow- 
skiego; odrestaurowano go gruntownie w 
r. 1859. Wysoki obelisk kamienny wznie- 
śli Amerykanie w Ameryce w Savannah 



dbyGoot^le 



84 



POMNIKI. 



Kazimierzowi Pulaakiemn, który tam po- 
legł dn. 9 października 1779, walcząc za 
wolność Amerykaoów. Popiersie jego, 
również jak Kodciuszki, znajduje się 
w "Waszyngtonie w galerji Kongreaa. 
Pomniki księcia Józefa Poniatowskiego 
znajdują się w Lipsku — jeden w po- 
staci wielkiego grobowca, drugi — ka- 
mień pamiątkowy na brzegu rzeki przy 
miejscu, gdzie rybacy znaleźli zwło- 
ki jego, i w Homlu spiżowy, wykonany 
przez Thorwaldsena (mif^ staó w Warsza- 
wie, obecnie wznosi się w ogrodzie księcia 
Paskiewicza); wreszcie kamienny wRoż- 
nówce pod Biłgorajem w ogrodzie włas- 
nym Stani^awa Nowakowskiego na pa- 
miątkę, jak świadczy napis, pobyto tutaj 
ks. Józefa Poniatowskiego po bitwie pod 
Zamońciem. W Pierzchowcu w G-alicji 
pod Odowem, gdzie nrodzil się d. 29 sier- 
pnia 1756 r. gieuerał Heniyk Dąbrowski, 
obywatelstwo okoliczne wystawiło oko- 
ło roka 1865 skromną kolomnę z pias- 
kowca z odpowiednimi napisami. W o- 
grod^e swoim w Rużnówce pod Biłgo- 
rajem, wzniósł na cześć Dąbrowskiego 
dawny jego włańckael iitanistaw Nowa- 
kowski koło roku 1830 pomniczek ka- 
mienny, jak równieft ,w dowód przy- 
jaźni" pułkownikowi O-odebskiemu, po- 
ległemu pod Raszynem d. 19 kwietnia 
1809 r. — C) Pomniki publiczne o charak- 
terze świeckim dla uczczenia zasług mę- 
żów, którzy odznaczyli się na niwie dzia- 
łalności naukowej, poetyckiej i ar- 
tystycznej, wznosić zaczęto a nasdopie- 
oj w w. XIX; nie można się więc dziwić, 
że liczba ich dotąd jest nieznaczna; wy- 
mienimy wszystkie, jakie znamy. Nie li- 
cząc pomników kościelnych i grobowców 
cmentarnych, najwcześniej wzniesiony 
znajdujemy pomnik Mikołaja Kopernika: 
w r. 1830 obdarzyła go Warszawa pomni- 
kiem według modelu Thorwaldsena; w r. 
1863 odstoniono w Toruniu pomnik utwo- 
ru prof. Tiecka, przez Niemców, którzy 



sobie Kopernika przyswajają, fundowany, 
wreszcie w r, 1900 w dziedziibcn Bibljo- 
teki JagiellofŁskiej. Jana Kochanowskie- 
go przypominają nam dwa skromne po- 
mniki: obelisk w ogrodzie w Czamymiesie, 
w miejscu, gdzie stała jego lipa, wzniesio- 
ny ok<^o r. 1830 przez księżnę Teresę Ja- 
Uonoweką, ówczesną właścicielkę Czame- 
golasu, i pomnik na placu Tumskim w Po- 
znaniu obok katedry, gdyż Kochanowski 
był ty tulamym proboszczem poznańskim; 
pomnik ten, ozdobiony medaijonem poety 
utworu Wiktora Brodzkiego, od^oniono 
d. 11 czerwca 1889 r. W roku 1862 d. 10 
czerwca odbyło się poświęcenie żelaznego 
pomnika Fabjana Sebastjana Klonowicza 
w Sulmierzycach, miejsca jego urodzenia; 
wzniesiono go staraniem Tow. Przyj. Na- 
uk w Poznaniu. Popiersie Staniriawa Ko- 
narskiego, wykonane w r. 1853 przez Cy- 
pijana Godebskiego, zdobi front szkoły 
polskiej BatignoUea w Paryżu. Popiersie 
Stanisława Trębeckiego stoi na kolumnie 
w Zofjówce, którą wieiBzem swym opie- 
wał. W wymienionej już kilka razy Roż- 
nówce pod Biłgorajem jest pomnik ka- 
mienny, przypominający, że tędy przejeż- 
dżał Ignacy Krasicki do Dubiecka. W o- 
grodzie w Jakubowicach Murowanych 
pod Lublinem usypany jest spory kopiec 
na którym leży kamień z wyrytym napisem: 
„Tadeuszowi Czaxjkiemu" dla upamiętnie- 
nia, że znakomity ten mąż przebywał tu 
niekiedy u synowicy swej, która była za 
gienerałem Szeptyckim, właścicielem Ja- 
kubowic w początku XIX wieku; popier- 
sie zaś Czackiego, wykonane przez O. Go- 
debskiego w r. 1853, umieszczone jest na 
froncie szkoły Batignolles. Znakomity 
przyrodnik ks. Krzysztof Kluk, który byt 
proboszczem w Ciechanowcu, uczczony 
został w r. 1850 pomnikiem dłóta J. Ta- 
tarkiewicza z posągiem, przedstawiają- 
cym uczonego w postawie stojącej ; i ten po- 
mnik i nagrobek w kościele, przed którym 
pomnik się wznosi, fandował dziedzic Cie- 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



85 



chanowca Stefan Ciecierski. Fracciszek 
Elarpiński otrzymc^ pomnik w r. 1880 w 
Ki^omyi, rzeźbiony z kamienia pińczow- 
akiego przez Walerego O-adomskiego. Ten- 
że rzeźbiarz wykonał pomnik Kazimierza 
Brodzińskiego, oddoniony w r. 1884 przed 
gimnazjom w Tarnowie, gdzie Brodziński 
się nozyt. !Knodzież uniwersytecka w Wil- 
nie nczciła Jędrzeja Śniadeckiego w ten 
sposób, ie przy gofoińca mińskim usypa- 
ła ma karhan, zwany Jędrzejówką; na 
szczycie był krzyż, ale z czasem się znisz- 
czył; w r, 1877 Towarzystwo Lekarskie w 
Warszawie nmieściło w sali swych posie- 
dzeń posąg tego wielkiego uczonego, rzeź- 
biony przez L. Kocbarzewskiego. Ada- 
ma Mickiewicza uczczono następającymi 
pomnikami: najwcześniej, bowr. 1869, od- 
słoniono pomnik jego w Poznaniu, wyko- 
nany przez. Wład. Oleszczyńskiego; równo- 
cześnie Henryk Stattler w Rzymie z mar- 
muru kararyjskiego wyrzeźbił piękny po- 
mnik, nabyty następnie przez Leopolda 
Kronenberga i znajdujący się obecnie w 
ogrodzie majątku jego Wieńca pod Włoc- 
ławkiem; w Krakowie wznosi się pomnik 
utworu Rygiera na rynka i popiersie dłó- 
ta Oujskiego w Uniwersytecie Jagielloń- 
skim, w Warszawie ~0. Godebskiego, od- 
sloniony 24 grudnia 1898 r., dalej w Rze- 
szowie, dzi^o Lewandowskiego, w Stani- 
sławowie, wykonany przez T. Błotnickie- 
go, w Tarnowie przez tegoż, w Tarnopolu, 
w Przemyilu i w Złoczowie przez Toma- 
sza Dykasa, oddoniony w r. 1899, w Karls- 
badzie pomnik Barącza i tablica na demo, 
w którym wieszcz mieszkał w r. 1829, w 
Wilnie — popiersie w kościele św. Jana, ta- 
blica na domu przy uL Piazzeta w Rzy- 
mie z płaskorzeźbą W. Brodzkiego, w Lo- 
zannie w uniwersytecie tablica z płasko- 
rzeźbą EL Hognenina, wmurowana d. 24 
grudnia 1898. Juliusz Słowacki ma jeden 
dotąd pomnik w ogrodzie prywatnym w 
Miłodawia, wykonany przez Wł. Marcin- 
kowskiego i odsloniony 16 września 1899 



r. Pomniki Fryderyka Chopina są w Że- 
lazowej Woli, gdzie się urodził, z popier- 
siem gipsowem Wojdygi, odsłoniony dnia 
14 października 1894, w Paryża, w Kra- 
kowie na Plantach— kolumna z popiersiem 
i tablica pamiątkowa w Marjenbadzie na 
domu, w któiym mieszkał w r. 1836, od- 
słoniona w r. 1902; projektowany jest je- 
go pomnik w Warszawie. Aleksandra 
Fredry dwa są pomniki, jeden dłóta Leonar- 
da Marconiego na placu Fredry we Lwo- 
wie z r. 1897, dragi — przed teatrem no- 
wym w Krakowie, dzieło Cyprjana O-o- 
debskiego z r.l90O. Pomnik Artura Grott- 
gera, wykonany przez Wacława Szyma- 
nowskiego, oddoniony będzie w maju r. 
1903 w Krakowie na Plantach. Założy- 
cielowi Instytutu głachouiemych i ociem- 
nił^ych w Warszawie ks. Jakóbowi Fał- 
kowskiemu (f 1848) wzniesiono pomnik w 
ogrodzie Instytutu w 1875 r., wykonany 
przez artystów głuchoniemych. Józefa 
Korzeniowskiego pomnik stan^ w r. 1897 
w Brodach, wykuty z kamienia przez An- 
toniego Popie]'a; tamże jest tablica pamiąt- 
kowa na domu, w którym się urodził. Po- 
mnik Bohdana Zaleskiego z bronzu, dzie- 
ło P. Walońskiego, wystawiono w Krako- 
wie w r. 1886, Kornela Ujejskiego przez 
Popiela weLwowiewr, 1901, Józefa Szoj- 
skiego dłóta Kozakiewicza w Tarnowie, 
odsłoniony w r, 1886. Posągi Stanisława 
Moniuszki przez H. Marczewskiego, Jana 
Królikowskiego i Alojzego Żółkowskiego 
zdobią foyer Teatru Wielkiego w Warsza- 
wie; oprócz tego Moniuszko ma pomnik, 
rzeźbiony przez C. Godebskiego w koście- 
le Wszystkich Świętych w Warszawie. Z 
pomiędzy uczonych pomniki posiadają o- 
prócz wymienionych; Józef Warszewicz, 
naturalista (-f- 1867 r.), w ogrodzie bota- 
nicznym w Krakowie, dr. Seweryn Galę- 
zowski — wzuiesiony wr. 1879 w dziedziń- 
ca szkoły Batignolles, wykonany przez 
Godebskiego, Józef Dietl w Szczawnicy, 
odsłoniony w r. 1865 jeszcze za życia tego 



dbyGoot^le 



86 



POMNIKI. 



uczonego lekarza, Chalabiński w Zakopa- 
nem, odsloniony w r. 1902. — D) Pomniki 
zbudowane w celu uwiecznienia znacznych 
wydarzeń dziejowych. Na pamiątkę Unji 
Litwy z Polską, w r. 1569 w Lublinie u- 
ekutecznionej, wzniesiono zapewne wkrót- 
ce po tym fakcie pomnik w części muro- 
wany, w części kamienny z postaciami 
Władysława Jagi^Iy i Jadwigi. Koło r. 
1820 pomnik zaczął się rujnować; wtedy 
z polecenia ówczesnego prezesa Komisji 
wojewódzkiej Jana Domańskiego porozbi- 



jano go na części wraz z posągami Jagieł- 
ły i Jadwigi. Za pozwoleniem Aleksan- 
dra I wzniesiono ze składek za 30,000 złp. 
w r. 1825 — 6 pomnik żelazny w kształcie 
obeliska; na piedestale umieszczono wy- 
pukłe złocone dwie postaci niewieście, wy- 
obrażające Koronę i Litwę, oraz napisy: 
„Połączenie Litwy z Koroną", ,Epoka po- 
mnika MDLKIK" i „Odnowiony roku 
MDCCCKKY". Obecnie należałoby po- 
myśleć o odnowieniu tego pomnika, gdyż 



rdza psuje żelazo. Na murze poprzeczaym, 
oddzielającym wieże narożne od zamku 
biskupa Jakóba Zadzika w Kielcach u- 
mieszczone były 4 posągi posłów króla 
szwedzkiego i cara Michała na pamiątkę 
zawartego w Polanówce pokoju w r. 1634 
i w Sztumdorfie 1635 r. rozejma26-letnie- 
go; pogrncbotauo je w r. 1867, "W Łęgo< 
nicachwpow. Bawskim wzniesiono kośció- 
łek drewniany na pamiątkę ugody zawar- 
tej między królem Janem Kaz. a Jerzym 
Lubomirskim w dniu 31 lipca 1666 r. Na 



zPol- 

Bielanach pod Warszawą znajdowała się 
do niedawna kolumna, wystawiona aa pa- 
miątkę elekcji Michała Korybuta w roku 
1669. Posąg Św. Jana Nepomucena na 
placu Trzech Krzyży w Warszawie, posta- 
wiony w r. 1752, jest pamiątką uporząd- 
kowania Warszawy za f raaciszka Bieliń- 
skiego, marszalkaw. k., i Jerzego Mniszcha, 
marszałka nadwornego: wtedydopiero wy- 
konano uchwalę sejmu z r. 1685, t. j. wy- 
tknięto, rozszerzono, wybrukowano i przy- 



dbyGoot^le 



N I K I. 



87 



ozdobiono alice i drogi w Warszawie, za- 
lotno nowe i odnowiono dawn e ścieki i 
kanf^y. Pomnik, mający przypominać o 
elekcji Stanisława Aagojta d. 7 września 
1764, wystawił w r. 1847 hr. Seweryn U- 
mski przy swoim pataca na Krakows kiem 
Przedmiedciu w "Warszawie. Pomnikiem 



Kolutnua wjBtmwiooa da Bielanach pod Wanzawą 
ua poouątkę elekcyi króla Micbota Koiybuta, 

Konstytacji trzeciego m=ija była kaplica w 
ogrodzie botanicznym w Warszawie; za- 
chowała się z niej tablica marmarowa z 
czterowierszem Krasickiego. Kościół św. 
Aleksandra w Warszawie zastępuje po- 
mnik dziękczynny za wskrzeszenie Króle- 
stwa Polskiego przez cesarza Aleksan- 
dra I. Z czasów nowszych wspomnieó mo- 



żna o krzyżach stawianych na pamiątkę 
oczynszowania włościan, np. ówczesny 
właściciel Poturzyna Tytus Wojciechow- 
ski wystawił w tej wsi krzyż żelazny na 
podmurowaniu z odpowiednim napisem. 
— E) Na pamiątkę bitw i walk, które Po- 
lacy stoczyli, wznosili pobożni przodkowie 
nasi najczęściej krzyże, kaplice i kości<^y, 
i te są najczęstszymi pomnikami, nwiecz- 
niającymi zasde tam zdarzenia. Tego ro- 
dzaju znamy pomniki następujące: pomię- 
dzy wsią Trawnikami i Fajsławicami w 
pow. Labelskim stoi w polu na wzgórzu, 
zwanem mogiłą Jadźwingów, dap muro- 
wany, według padania miejscowego, wy- 
stawiony na pamiątkę bitwy z Jadżwin- 
gami; jeieli tradycja się nie myli, byłby 
to jeden z najdawniejszych pomników 
w Polsce, gdyt pochodziłby z w. XIII. 
Na pamiątkę ostatecznego zwycięstwa 
nad Jadżwiugami w r. 1283 Leszek Czar- 
ny wzniósł w Lublinie kościół, dziś już 
nieistniejący Św. Michała, który mu dopo- 
mógł do zwycięstwa. W Płowcach, na pa- 
miątkę bitwy Władysława Łokietka z 
Krzyżakami w r. 1331, była wzniesiona 
kaplica j^oraioriiim propter corpora ctucp- 
ferorum sepelienda extructuin* , ale w w. 
XVII już była w bardzo złym stanie i na- 
stępnie runęła. Obecnie cmentarz w bUz- 
kości dworu otoczony jest murem; na 
cmentarzu dwa są murowane pomniki: je- 
den mniejszy i nowszy z r. 1844 „Chwale 
Boga i pamięci potomnej wystawił Józef 
Kalasanty Biesiekierski, dziedzic dóbr 
Płowoe", drugi z r. 1818 wyższy z sygna- 
turką, mającą datę: „Anno MDCYIII, i 
napisem: ,R-u 1331 d. 27 września. Za 
Władyrfawa Łokietka, Króla Polskiego, 
miejsce sławne zwycięstwem nad Krzyża- 
kami odniesionem i pochowaniem ryce- 
rzów polskich wraz z 20000 Krzyżakami 
tu pod Płowcami poległych 1818. B." (to 
jest Biesiekierski), Na polu bitwy 1410 r. 
pod wsiami G-ranwaldem i Tanenbergiem 
(lud mazurski nazywa je Grywałd i Sztym- 



dbyGoot^le 



N I K I. 



bark) na Mazurach Pmskich niema obec- 
nie żadnego pomnika: dawniej podobno 
wznosiła się tam kaplica. O tak zwanym 
kamieniu Jagi^owym wspominaliśmy 
wyżej. W kościele ewangielickim w Sztym- 
barku jest napis niemiecki, wspominający 
o bitwie r. 1410. Władysław Jagiełło na 
pamiątkę tego zwycięstwa fundował w 
r. 1426 w Lublinie kościół N. Marji Panny 
„de trimnpho' z klasztorem Brygidek. Na 
pobojowisku pod Warną wzniosła dywi- 
zja polska pod dowództwem hr. Wł. Za- 
mojskiego pomnik w r. 1856, ale dziś podo- 
bno ślady zaledwie dadzą się po, nim od- 
naleźć. Na Wołoszczyżnie aa pamiątkę 
klęski w r. 1498 za Jana Olbrachta zbudo- 
.wano pomnik, który dotąd istnieje. Na po- 
lu bitwy z Tatarami pod Kłeckiem, gdzie 
d. 8 sierpnia 1506 okrył się sławą Michał 
O-liński, stoi krzyż. Miejsce klęski, ponie- 
sionej pizez Polaków pod Sokalem w roku 
1619 od Tatarów, oznaczone jest pomni- 
kiem przy moście na Bnga; w Poturzycy 
zaś w pow. Sokalskim jest figura, na któ- 
rej był rok 1519; miał tu podobno zginąć 
Fryderyk Herbort, Na miejsca, gdzie w 
I. 1569 była bitwa w pow. Lepelskim gub. 
Witebskiej, czyli w dawnem wojew, Polo- 
ckiem, przy jeziorze Poło pomiędzy Ro- 
manem SanguBzką a Jerzym Baratyń- 
ekim i Szczerbatowem, którzy tu dostali 
się do niewoli, znajduje się krzyż kamien- 
ny pamiątkowy z napisem literami cy- 
rylickiemL Miejsce śmierci Stanisława 
Żółkiewskiego pod Cecora upamiętnione 
jest pomnikiem z cegły, wzniesionym 
przez żonę jego Reginę z Herburtów. Na 
pamiątkę bitwy chocimskiej hetman Lu- 
bomirski ufundował w Wiśniczu klasztor 
Karmelitów z wspanifJym kościołem; w 
Sandomierzu o jednej figurze murowanej 
pod miastem twierdzą, że wystawiona jest 
na pamiątkę tejże bitwy. Kościół Kamedu- 
lów na Bielanach pod Warszawą zastępu- 
je pomnik za wyprawę pod Smoleńsk, 
gdyż Władysław IV, tam się udając, ślu- 



bował go wystawić i po zawarciu pokoju 
w Polanówce 1634 r. sprowadził Kame- 
dułów i kościół zbudował. Czyniąc dzięki 
za oswobodzenie Lwowa od wojsk Chmiel- 
nickiego w r. 1648 i wierząc, że stało się 
to za sprawą bł. Jana z Dukli, Lwowianie 
w r. 1649 sbadowali piękną ciosową kolu- 
mnę z posągiem bł. Jana, wzcoszącego 
ręce ku niebu, przed kościołem Bernardy- 
nów, u których zwłoki jego spoczywają. 
Na pamiątkę zwycięstwa pod Berestecz- 
kiem w roku 1651 Jana Kazimierza nad 
Chmielnickim, w tem miasteczku król ten 
fundował kościół. Pod miasteczkiem Fili- 
powem w pow. Suwalskim znajdują się 
ruiny pomnika murowanego na pamiątkę 
niepomyślnej walki, którą tu nad jeziorem 
stoczyło wojskie polskie pod wodzą het- 
mana Gosiewskiego dnia 12 paMziernika 
1656 r. Zwycięstwa Jana III oznaczone 
zostały pomnikami w tych miejscach; na 
pamiątkę bitwy pod Żórawnem (1676) są 
tam dwa pomniki, jeden na polu, odnowio- 
ny w r. 1872, drugi w ogrodzie. Przesław- 
na wiktorja wiedeńska uwieczniona zo- 
stała przede wszy stkiem pomnikiem pod 
Schwechatem w blizkości Wiednia w miej- 
scu, na którem d. 15 września 1683 spot- 
ka się Leopold I z Janem Sobieskim. Pięk- 
ny posąg Najśw. Marji Panny Paasaw- 
skiej, stojący na Krakowskiem Przedmie- 
ściu w Warszawie, wzniósł architekt wło- 
ski, obywatel warszawski Jan Belloty w 
r. 1683 z napisami łacińskim i włoskim, 
upamiętniającymi zwycięstwo pod Wie- 
dniem. Kośoi<^ Przemienienia Pańskiego 
ks. Kapucynów w Warszawie jest spełnie- 
niem wotum, przed wyprawą wiedeńską 
uczynionego, najtrwalszym więc pozostał 
pomnikiem. Następujące też zaamy tabli- 
ce, opiewające tak świetne zwycięstwo o- 
ręża polskiego: w kościele Najśw, Marji 
Panny Anielskiej w Rzymie; dwie tablice 
marmurowe w kościele Marjackim w Kra- 
kowie; przepyszną wypukłorzeźbę Piusa 
Welońskiego nazewnątrz kościoła Marjao- 



dbyGoot^le 



]!:iego,- wyobrażającą Jana III na koniu, 
fondowaną w r. 1883, jako w dwuchsetną 
rocznicę bitwy; w tymże r. 1883 nmieaz- 
czono marmurową tablicę pamiątkową na 
Kahlenbergu w kościele Św. Józefa; wmu- 
rowano tablice w kośdele w Stanisławo- 
wie w O-olicji, w Samborze, w Trębowli; 
wreszcie w r. 1894 wystawiono w kościele 
i. Stefana w Wiedniu pomnik na pamiąt- 
kę odsieczy wiedeńskiej; są na nim wyo- 
brażeni Jan III i hetmani polscy. We wsi 
Hodowie w pow. Ztoczowskim w O-alicji 
maty oddział wojaka polskiego pod wodzą 
Jakóba Zaborowskiego zad^ w r. 1694 
klęskę Tatarom; na pamiątkę tego wypad- 
ka na stromem wzgórzu postawić kazał 
Jan in pomnik kamienny w kształcie pi- 
ramidy z krzytom u góiy. Na pamiątkę 
bitwy z Tatarami pod Lwowem w r. IGdU 
oprócz pomnika hetmana Jabłonowskiego, 
o którym wyżej wspomnieliśmy, umiesz- 
czono w r. 1869 przy dworcu kolei tablicę 
pamiątkową w miejscu, gdzie już dawniej 
się znajdowała. Przy drodze z Sokala do 
Walawki stoi figaru z datą 1704 r. na pa- 
miątkę, ie tu stał obozem Angnst II. W 
Rypinku pod Kaliszem zbudowali z ofiar 
dobrowolnych kościółek drewniany miesz- 
kańcy Kalisza na podziękowanie Bogu za 
oswobodzenie od Szwedów i bitwy pod 
Kaliszem dnia 26 października 1706 r. W 
Stanisławowie przy ulicy Halickiej jest 
kolumna z posągiem Bogarodzicy, zbudo- 
wana w r. 1739 przez Stanisława Potoc- 
kiego na pamiątkę, że wtedy załoga mia- 
sta obroniła się od oblężenia. W Sie- 
biećzowie i Krystynopolu wpow. Sokal- 
skim znajdują się figury nabożne, jako 
pamiątki walk z czasów konfederacji Bar- 
skiej. Na Lipowem Polu w pow, Badom- 
skim, gdzie d. 15 czerwca 1794: r. odbyła się 
potyczka pułkownika Dobka z kozakami 
Denisowa, stoi pomnik z cegły z krzyżem 
na wierzchu. Pobojowiska pod Szczekoci- 
nami i Maciejowicami oznaczone są krzy- 
żami OA mogiłach poległych. W końcu 



nadmienić należy, że tu i owdzie rozsiane 
są kopce czy mogiły, o których lud twier- 
dzi, że są mogiłami Jadżwingów, Tatarów, 
Szwedów i t. p.; daty dokładnej nikt wska- 
zaó nie może; na takich mogiłach stoją 
niekiedy krzyże lub kapliczki murowane, 
jak np. na szczycie góiy, na której stoku 
leży Przemyśl, na granicy wsi Pikolice, 
jest kopiec zwany Zniesieniem luh kopcem 
Tatarskim z kapliczkąmnrowaoą na szczy- 
cie; według podania miał tu poledz w bi- 
twie chan tatarski, któremu kopiec usy- 
pano. — "F) Pomniki, wzniesione dla uwiecz- 
nienia daty zaiotenia miast, wsi, ogrodów, 
zak^idów leczniczych. Tu należą naprzód 
dwie tablice pamiątkowe z napisami, osnu- 
tymi na legiendzie ludowej: na Wawe- 
lu ptzy Smoczej Jamie o zaJożeniu Kra- 
kowa przez Krakusa i na tak zwanej atudi 
ni brackiej w Cieszynie, przy której ze- 
szh się po długiej wędrówce synowie kró- 
la Leszka: Bolko, Leszek i Cieszymir, i za- 
łożyli miasto Cieszyn w r. 810. Przy zwa- 
liskach zamku lądowego przed kościołem 
po-Dominikańskim w Trokach stoi ^up z 
posągiem ów. Jana i napisem, świadczą- 
cy m na zasadzie tradycji, że miasto założo- 
ne zostało w r. 1341. We wsi Kraczewie, 
zwanej także Kraczówką, założonej przez 
Kraczewski^o w początku XIX wieku w 
pow. Tomaszowskim, jest pomnik z pia- 
skowca wykuty o pokaźnej powierzchow- 
ności z takim napisem: „Kolos wiecznej 
pamięci nowozalożonej wsi, Kraczew na- 
zwanej, w r. 1808 wystawiony". W ogro- 
dzie miejskim w Lublinie znajduje się 
skromny pomnik kamienny z napisem, 
świadczącym, że zwożono go w r. 1837 
(założycielem był ś. p. inżynier Feliks Bie- 
czyóski). Założycielowi zakładu zdrojo- 
wego w Iwoniczu, hr, Karolowi Załuskie- 
mu, zmarłemu w r. 1845, wzniesiono tam 
pomnik u stóp góry, na której jest cieka- 
we zjawisko przyrodnicze t. zw. B^kotka, 
źródło, w którem są gazy, palące się 
płomieniem; i przy Bełkotce, która otrzy- 



dbyGoot^le 



90 



POMNIKI. 



m^a 8WĄ nazwę od ciągłego bulgotania 
wody, jakby zdała bełkot przypominają- 
cego, jest rodzaj pomnika murowanego z 
tabłicą marmurową, na której wyryty jeat 
wiersz "Wincentego Poła „do Bełkotki". 
"W rokn 1874 postawiono na Plantach dla 
nczczenia zasług założycieli plantacji w 
Krakowie obelisk z medaljonem Florjans 
Straszewskiego, Irtóry najczynniej i naj- 
gorliwiej tą sprawą się zajmował. — G) Pa- 
tnnikii słupy drogowe wznoszone na pa- 
miątkę przeprowadzenia dróg i szos. Tu 
należy najdawniejszy zapewne istniejący 
na ziemiach polskich pomnik datowany; 
jest to slup kamienny w kształcie wielkie- 
go kręgla, który w Koninie stoi na cmen- 
tarzu kościelnym. Napis na słupie wyryty 
świadczy, że „Petrus comes hic palatinus"' 
w r. 1151 tutaj oznaczył połowę drogi z 
Kalisza do Kruszwicy. (Por. rysunek i 
wzmiankę o tym stapie na str, 216 t. III 
Enc, Star,). Jeat to bardzo ważny zabytek 
historyczny, jako wyraz znacznie już wte- 
dy rozwiniętej cywilizacji. Znamy now- 
sze pomniki drogowe z początku w. XIX: 
obeliski żelazne na pamiątkę zbudowania 
drogi bitej od "Warszawy do Brześcia Li- 
tewskiego, postawione pod "Warszawą i 
Terespolem w majn 1825 r.; na podatawie 
jest data 1820 roku, jako rozpoczęcia bu- 
dowy drogi, 1823 jej akoiczenia; 1825 
wzniesienia pomnika. Na szosie z Koła 
do KaUsza, na pamiątkę zbadowania 8*/^ 
mili drogi bitej, stoi pomnik kamienny z 
datą 1823 r. Podobny slup znajduje się w 
Łopienniku w pow. Krasnostawskim na 
szosie, prowadzącej do Zamościa.— H) We- 
dług podania słupy graniczne bić kazał 
już Bolesław Chrobry i, podobno, w Niem- 
czech dotąd ślady ich istnieją. Najdaw- 
niejszy datowany słup graniczny muro- 
wany znajduje się pod wsią Bogusze w 
pow. Szczuczyńskim gub. Łomżyńskiej. 
Pomnik ten wzniesiono w sierpniu r. 1545 
przy rozgraniczeniu od Korony tej części 
Prus, którą oddał Zygmunt I w lenne po- 



siadanie Albertowi, margrabiemu bran- 
deobarskiemn. Przy drodze z Łowicza do 
Sochaczewa wznosi się słap z napisem: 
„G-ranica Xięstwa Łowickiego 1829". Nis 
wiadomo, z jakiego czasu pocbodzą ka- 
mienie w liczbie 5 z napisami i znakami 
w pow. RadzyAskim nad rzeczką Piwonią 
między Suchowolą a "Wohyniem; uważają 
je niektórzy uczeni za graniczniki między 



Stup graniczny z r. 1545 postawiony pod weią Bo- 
gusze nad Tzcką Łykiem przy zetknięciu się trzech 
granic: Korony, Litwy i Prus Kaiąlęcych. 

Koroną a Litwą. Bardzo ciekawym zabyt- 
kiem średniowiecznym jest słup graniczny 
z kamienia piaskowego w Radłowie w Ga- 
licji nad Dunajcem z r. 1450, oddzielają- 
cy posiadłości kościelne Radłowa od pry- 
watnych wsi Drohicy; są na nim napisy 
wierszowane łacińskie. Granice posiadłości 
ks. Bazyljanów w Krasnopuszczy w pow. 
Przemyślańskim w Galicji, fundowanego 



dbyGoot^le 



POMNIKI. 



91 



i hojnie obdarowanego grantami przez 
Jana III Sobieskiego w latach 1665 — 
1679, oznaczone są kamieniami z napisa- 
mi polskimi sześciowierszowymi, wysta- 
wionymi koło r. 1689. Gdy w r. 1736 kró- 
lewicz Jakób Sobieski rozszerzył posiadło- 
ńci klasztorne, dodano na kamieniach i je- 
go imię i datę 1736 r. Na szczycie góry 
Snieinica w pow. Limanowskim stoi ka- 
mień graniczny z datą r. 1789 i nazwi- 
skiem Stan. Małachowskiego. Na granicy 
posiadłości Nr. 1 i 3 al. Pędzichów w Kra- 
kowie dochował się kamień graniczny 
między Kleparzem i Fędzichowem z rokn 
1782. (Por. artykuł „Kopce graniczne" w 
t. m, str. 81 Enc. Siar."). — 1} Ns pa- 
miątkę lowdw królewskich znamy wznie- 
sione następujące ponmiki: we wsi Zagoż- 
dżouie w pow. Kozienickim stoi okrągły 
^np kamienny bez iadnego napisu; we- 
dług podania tu, mieszkając w Kozieni- 
cach, bawił się łowami król Kazimierz Ja- 
giellończyk ze swoim dworem. W lesie, 
należącym do wsi Paczoltowice w powie- 
cie Chrzanowskim, jest wielki szeiciobooz- 
ny kamień z wyrytym na nim napisem 
.JanUI"; na tjnn kamieniu odpoczywał 
Sobieski, gdy w tutejszych lasach polował 
na lisy. W puszczy Białowieskiej odby- 
ło się się dnia 27 września 1752 świetne 
polowanie, naktórem znajdował się król 
August m z królową, królewiczami i z ca- 
łym dworem niemieckim, oraz panami 
polskimi. Na rozkaz Augusta wzniesiono 
w Nowej Białowieży obeUsk z kamienia 
piaskowego z napisami na nim wyrytymi w 
językach polskim i niemieckim (p. podobi- 
znę pod wyr. .Łowy', Enc. Starop.t. III, 
str. 169). — K) Wspominaliśmy już w dziale 
pomników nabożnych o uwiecznianiu pa- 
mięci klęsk; tu wspomnieć należy o po- 
mnikach i napisach charakteru świeckiego 
o wielkich powodziach w czasach dawnych: 
w Krakowie przy ul. Dietlowskiej znajdu- 
je się słup kamienny z datami powodzi 
1671 i 1813; na klasztorze Norbertanek na 



Zwierzyńcu w Krakowie są napisy o po- 
wodziach w r. 1593, 1697, 1813; taż po- 
wódź z r. 1813 uwieczniona została kilka 
napisami na domach przy ul. Zwierzyniec- 
kiej, Koletek, Rybaki i na Stradomiu. Na 
domku Loretańskim w Gołębiu oznaczono 
wysokość wody podczas powodzi r. 1808. 
— L) Przeznaczenia niektórych pomników 
trudno dziś dojść z powoda braku napi- 
sów lub błędnej tradycji. Wymienimy ta- 
kich kilka: Niezmiernie dawnym zabyt- 
kiem jest kolosalna figura z kamienia 
kwarcowego, przedstawiająca pokutnika 
w postawie klęczącej na drodze, wiodącej 
z m. Słnpi do klasztoru Benedyktynów na 
Łysej Górze; najprawdopodobniej jest to 
pokutnik, któremu ręka uschła, gdy rabo- 
wał w r. 1260 drzewo ki^yża Św. Tak zw. 



c „Grobisku" w I^rupem, 1 
Erasnostanskim . 



grobisko w Krupem w pow. Krasnostaw- 
skim również nieznanego i niewiadomego 
jest pochodzenia. Wnosząc z nazwy ludo- 
wej flgrobisko', przypuszczać można, że 



dbyGoof^le 



POMNIKI. 



jest grobowcem, wzniesionym dla jakiejś 
możnej osoby, a prawdopodobnie jednego 
z Orzechowskich, który należał do wyzna- 
nia arjańskiego w w. XVI i XVII. Słup 
kamienny z piaskowca bardzo oryginalne- 
go kształtu zapewne z nabożną intencją 
wzniesiony został w r. 1550 przez Krzysz- 
tofa Pieniążka, jak świadczy napis, w 
Krużlowej w pow. Grybowskim w Galicji. 
Obok szosy, wiodącej z Koła do Kalisza, w 
blizkości Koła znajdują się 2 jednakowe 
pomniki, w postaci okrągłych słapów. 
Na jaką pamiątk:ę je wzniesiono, nie wie- 
my. Pomiędzy innemi twierdzą miejsco- 
wi mieszkaiicy, że tu pojedynkowało się 
dwa braci i obadwaj trupem padli (?), Pod 
szpitalem Bonifratrów w Lublinie, na 
Lemszczyżnie, na murowanym graniasto- 
dapie trójściennym wznosi się piramida 
trójkątna. Napisów obecnie nie ma żad- 
nych. Podobno pomnik ten wzniesiony 
zostać przez Szwedów na uczczenie pamię- 
ci ich pułkownika, który tu w r. 1656 zgi- 
nął w bitwie z Pawłem Sapiehą. Czy ra- 
czej nie na pamiątkę klęski, zadanej 
tu Szwedom, pomnik ten wzniesiono? W 
okolicach Zamościa, w TTdryczach znajdu- 
je się pomnik niewiadomo przez kogo wy- 
stawiony, dla uwiecznienia przyjaźni; bliż- 
szych o nim szCzegiUów tymczasem nie 
posiadam. W odległości 5 wiorst od m. 
Biały Badziwittowakiej, w lesie, zwanym 
.Hola", znajdnje się rodzaj wieżyczki mu- 
rowanej do 12 łokci wysokości; co do po- 
chodzenia tego pomnika różne są podania: 
to, że postawiony jest na pamiątkę przy- 
padkowej śmierci na polowania Jerzego 
Illinicza, to dla upamiętnienia powrotu 
Krzysztofa Radziwiłła z Ziemi Świętej, to 
na pamiątkę łowów na niedźwiedzie, od- 
bywanych tutaj przez księcia Karola Ra- 
dziwi^a „Panie Kochanku", to wreszcie, 
że jest to slnp graniczay. W mieście Dą- 
browie w Galicji na placu miejskim stoi 
figura z kamienia i marmuru chęcińskie- 
go z herbami; pochodzi zapewne z począt- 



ku w. XVIII, znaczenie jej niewiadome; 
podanie twierdzi, że odbył się tutaj poje- 
dynek między dwoma braómi Lnbomir- 
skimi. W ogrodzie we wsi Oelejowie w 
blizkości Kazimierza Dolnego jest wielki 
kamień, jakby nagrobek, z napisem arab- 
skim. — Zwróció należy uwagę w dodatku 
do tego przeglądu pomników polskich, że 
nietylko pod względem historycznym cie- 
kawymi są one zabytkami i świadectwa- 
mi dawnej kultury; są one bardzo waż- 
nym materjałem, jako dzieła sztuki, świad- 
czą, jaksięonaw Polsce rozwiji^a, jak cią- 
gle dążyła za prądami zachodnimi, mając 
z początku charakter romański, następnie 
gotycki, w w. XVI renesansowy, w XVII i 
XVIII barokowy i rokokowy. Dokładne 
badanie dawnych pomników grobowych 
polskich doprowadziło historyków sztuki 
do wykrycia nazwisk zdolnych rzeźbiarzy, 
którzy kształcih się na wzorach obcych. 
Okazało się. że Polska posiada wprawdzie 
w mniejszej ilości, niż kraje zachodnie, a- 
le również jak one, znakomite dzi^a sztu- 
ki bądź swojskich, bądź obcych artystów. 
Przypomnieć się godzi, że pomiędzy gro- 
bowcami XV wieku kilka należy do Wita 
Stwosza i jego pracowni; Kazimierza Ja- 
giellończyka z r. 1492, Zbigniewa Oleśnic- 
kiego i Piotra z Boina z r. 1493 i i. Woj- 
ciecha (według innych biskupa Gruszczyń- 
skiego); kilka wspaniałych odlewów me- 
talowych w Poznaniu i Gnieiinie zawdzię- 
czamy Piotrowi Vischerowi. Arcydzi^a- 
mi epoki odrodzenia są pomniki Jana Ol- 
brachta na Wawelu i Krzysztofa Szydło* 
wieckiego w Opatowie. Niektóre pomniki 
polskie wykonane były przez najsławniej- 
szych w świecie mistrzów. Nadmienimy, 
że szczycić się możemy następującemi 
dziełami Thorwaldsena: pomnikami Ko- 
pernika i ks. Józefa, nagrobkami Włodzi- 
mierza Potockiego, pułkownika artylerji 
konnej (f 1812) na Wawelu i br. Józefy 
Dunin -Borkowskiej u Dominikanów we 
Lwowie; grobowiec wspani^y w katedrze 



dbyGoot^le 



iw, Jana w Warszawie, Stani^awa Mała- 
chowskiego z r. 1881 wykonał rzeźbiarz 
rzymski !F. M. Laboarenr podlag rysunka 
Tłiorwaldsena. Znaczna zai liczba pomni* 
ków, w ostatnich czasach wystawionych . — 
to dzieła mistrzów polskich: Oieszczyń- 
skiego, Sosnowskiego, Stattlera, Weloń- 
skiego, Oodflbskiego, Brodzkiego, Rygie- 
ra, Barącza, Marcinkowskiego, O-adom- 
skiego, -Popiela i innych. — Biblj0f|raf]a 
pomników polskich. Dokładna bibljogra- 
f ja książek i artykułów, w których znaleźć 
mo&na wiadomości o pomnikach polskich, 
zbyt jest obszerna, abyśmy ją tn mogli 
wyozerpaó; podamy więc tylko dzieła naj- 
ważniejsze, prace wiesze i ogólny spis 
żród^ dmkowanych, w których wiadomo- 
ści o pomnikach, nagrobkach i t. p. aię 
znajdują. Najpierwszem źródłem do wia- 
domości o pomnikach są wogóle dzieła 
treści historycznej i gieograficznej, w któ- 
rych niekiedy pomniki są opisywane lab 
wspominane. Obfity zbiór napisów grobo- 
wych w liczbie przeszło 220 pierwszy po- 
Aol Bartosz Paprocki w .Herbach rycer- 
stwa polskiego' 1584 r., a za jego przy- 
kładem i inni heraldycy. Ogromne dzieło, 
bo przeszło 850 str. liczące, a zawierające 
napisy pomnikowe, wyda^ polihistor XVn 
wieka Szymon Starowolaki p. n. „Monu- 
menia Sarmaiarum'* , wyd. w Krakowie 
1655 r. Po nim nikt dotąd, chociaż npły- 
n^o prawie 260 lat od chwili ukazania się 
„Monumentów", o podobnym zbiorze nie 
pomyślał. Zebrano jednak i opisano bardzo 
wiele pomników naszych szczególnie grobo- 
wych, gdyż świeckich nie wiele w ogóle da 
. się naliczyć.W wydawnictwach zbiorowych 
i pismach ilustrowanych, szczególniej .Ty- 
godniku ilustrowanym" i .Kłosach", nale- 
ży poszukiwać podobizn i opisów pomni- 
ków, stąd wiele ich wzięto do 5-a tomów 
„Dziejów Polski ilustrowanych" A. Soko- 
łowskiego, a J. I, Kraszewski w „Wize- 
runkach książąt i królów polskich" przy 
każdym panującym o pomnikach wspo- 



mina. Cenne reprodukcje niektórych ar- 
cydzieł dawnej sztuki pomnikowej podają 
Przezdziecki i Rastawieoki we „Wzorach 
sztuki średniowiecznej" oraz F. M. Sobie- 
szczański w „Wiadomościach historycz- 
nych o sztukach pięknych w dawnej Pol- 
ecę" {Warszawa, 1847). Sporo dobrych 
podobizn pomników umieścił H. Biegelei- 
sen w .Ilnstr. dziejach lit. polskiej". Do- 
kładnych opisów i podobizn pomników 
podano sporo w 7 tomach „Sprawozdań ko- 
misji do badań hist. sztuki w Polsce*, jak 
również w „Tece grona konserwatorów 
Galicji Zachodniej" (t. I, 1900). Opisy 
miast, powiatów, wsi, kościołów i cmenta- 
rzy wiele zawierają wiadomości o pomni- 
kach: Krakowa, Lwowa, Warszawy, Po- 
znania, Wilna, Sandomierza, Lublina np. 
L, Zjętowskiego „Katedra na Wawelu', 
I. Polkowskiego .Katedra Gnieźnieńska* 
i in. 'li książek, broszur, artyktJów, wy^ 
dawnictw ilustrowanych, specjalnie po- 
mnikom poświęconych, wymienimy : St. Pa'^ 
telskiego .Memoriale epitaphioram in eccL. 
Posnaniensi" 1762 r., Lelewela „Grobowe 
królów polskich pomniki" (Poznań, 1857) 
i , Grobowy napis Bolesława Wielkiego 
w Poznania" (tamże, 1866); o tymże pisali: 
Bielowski w „Bibl. Warsz." 1857, II, Łu- 
kaszewicz, tamże, 1857, IV, Stronczyński 
tamże, 1887, III, K. Ho£fman w broszu- 
rze: „O najdawniejszych grobowcach kró- 
lów polskich" (Poznań, 1872); A. Przez- 
dzieckiego „Ślady Bolesławów polskich" 
(Warsz.j 1853). O pomnikach wniesio- 
nych na cześć Jana III p. J. Łęskiego 
.Jan Sobieski, jego rodzina..." (Warszawa, 
1883), tenże: „Pomnik Jana S-go na pa- 
miątkę zwycięstwa pod Wiedniem. Rzeź- 
ba Piotra Vaneau- (Warsz. 1880). Kilka 
wydawnictw ilustrowanych istnieje po- 
święconych samym grobowcom królów 
i pomnikom Krakowa, jako to: „Monumen- 
ta" Stachowicza (wyd. Kraków i Peters- 
burg), „Groby i pomniki królów" Płon- 
czyńskiego (Kraków, 1843), , Groby, trum- 



dbyGoot^le 



91 



POMOCNE. —PONTAŁ. 



ny i pomniki królów polskich* A. Gra- 
bowskiego (wyd. 1-1836, 11—1868) i naj- 
cenniejsze, wychodzące dotąd .Pomniki 
Krakowa" M. i S. Cerchów z tekstem d-ra 
F. Kopery. „Pomniki książęce Piastów" 
K. Stronczyóskiego (Piotrków, 1888). Kil- 
ka artyknlów i broaznr dotyczy groho Bo- 
lesława Śmiałego; oprócz wymienionych 
dodamy S. BuszczyAskiego „Pielgrzymkę 
do grobu Boi. Śm." {Waraz. 1883). O Pola- 
kach, na obczyźnie mających pomniki, p. E. 
Marylskiego .Pomniki i mogiły Polaków 
na cmentarzach zagranicznych" (Warsz. 
1860), Ig. Polkowskiego „Groby i pamiątki 
polskie w Rzymie" (Drezno, 1870) -jest ich 
tamokoło*.łOO, Kraszewskiego „Kartki zpo- 
dróży", teg. .Padewskienagrobki^wksiąż- 
ce ,Po ziarnie" (1861), art. T.J.Steckie- 
gow ,Tyg.II,*,1871, t.Vni. Zmonografji 
wspomnimy jeszcze: K. W. Wójcickiego 
.Cmentarz Powązkowski", 1856, „Pomni- 
ki Sieniawskich w Brzeianacb" przez d-ra 
M. Maciszewskiego (Lwów, 1882), .Gro- 
by rodziny Tyszkiewiczów" E. Tyszkie- 
wicza (Warsz., 1873), „Groby kość. N. Ma- 
iji Panny w Kielcach (Kielce, 1872) przez 
ks. Wł. Siarkowskiego, .Monumenta EcoL 
Metr. Gneznensis" M. Siemieńskiego (Po- 
znań, wyd. n, 1823), .Oklasztorze jędrze- 
jowskim i nagrobka Pakosława" (Kra- 
ków, 1852) A. Z. Helcia, .Grobowiec kró- 
la Jana Olbrachta" d-ra F. Kopery, T. N. 
Ziemięckiego .Maozoleam Św. Wojciecha" 
(Kraków, 1898), .Opis sypania kopca Ko- 
ściuszki w r. 1820" (Kraków, 1880), M. Ba- 
lińskiego „Zgon Żółkiewskiego ipomnik je- 
go" (Bibl. Warsz., 1845, II). O posągu Zyg- 
manta III pisali: Wejnert w „Starożytno- 
ściach Warszawy" i W. Koleżak w broszu- 
rze z r. 1887. St. Krzyżanowski wydal ro- 
ku 1870 {w Krak.) ogólną rzecz .0 gro- 
bowcach". Wiele pomników opisał sena- 
tor K, Stronczyński w „Opisach zabytków 
starożytności w Król. Polskiem" (Dzien- 
nik Powszechny 1862 i 3); oryginalny rę- 
kopis z albumami rysunków jest w Bibl. 



Głównej w Warszawie. Obszerny spis, ale 
nie zupełny, rzeczy, dotyczących pomni- 
ków, przytacza dr. Ludwik Finkel w ,Bi- 
bljografji bistorji polskiej" 1. 1, str. 26 — 
27 (EpigraBka) i t. II, str. 1094 — 1100. 
Wiele pomników wydano w rycinach osob- 
no; najdawniejszą z takich rycin jest, je- 
żeli się nie mylimy, podobizna kolumny 
Zygmunta Ul, wykonana przez W. Hon- 
diusa i A. Lokcjnsza i wydana w r. 1646 
w Hadze. Pisząc ten artykuł o pomnikach, 
skor^staliśmy bardzo wiele z zasobnej 
bibijoteki i znakomitego zbioru rycin do- 
ktora Wacława Lasockiego, któremu naj- 
piękniejsze natem miejscu składamy dzię- 
ki za chętną pomoc, z całą gotowością a- 
dzielaną wszystkim pracującym nad rze- 
czami polskiemi, a pragoącym użytkowaó 
z zebranych przez niego skarbów. 

Hieronim Łopacmski. 

Pomocne ob. Podatki i ciężary. 

Pomorszczyzoa, pomorka. Tak flisa- 
cy na Wiśle zowią wiatr północno-zachod- 
ni, wiejący od strony pomorza, pożądany 
dla ieglnjąoycli w górę Wi^y. Klonowicz 
też mów « swoim Flisie: 

ijKiedy w tjł pomorszczyuik wieje, 
Jul Polak peleo joet dobrej nadzieje'. 

Pomort — narzędzie muzyczne dęte, z 
głosem basowym. Rej mówi: „Pomorty 
a puzany, co wszystkich zagłuszą". W Pe- 
trycym zaś czytamy: .Puzany, pomorty, 
szdamaje i wszelakie wielkiego głosu pi- 



POfltał, pontalik (z wlosk. /««to/-e) — 
węzeł, drogie noszenie na sukni lub przy- 
branie głowy niewieściej. Rej pisze: „Co 
owych nastało dziwnych pontalików, fe- 
retów; a snadź już drudzy nietylko na 
głowie, ale i na nogach te pontały a te fe- 
rety przyprawują". Żebrowski wspomina 
o srebrnym pontale, który misternie za- 
wieszony u wstęgi ,na czole trzpiotal". 
Syrenjusz wspomina o pontale rfotym. 
Petrycy opowiada w czasach Zygman- 
ta III: .U niewiast teraz łańcuchy na szjd 
wiszą, około szat pontały, na uszach per- 



dbyGoot^le 



PONTYFIKAŁ.— PORCELANA. 



ly, na ręku manele". Jaką droftą npo- 
wszechnita się w Polsce moda owieszauia 
szat niewieścich pont^ami, znajdziemy 
wskazówkę w spisie wyprawy, przywie- 
zionej do Krakowa w r. 1B53 przez królo- 
wę Katarzynę, malioakę Zygmunta An- 
gnsta. Było tam pontalów do sakien jesz- 
cze nie przyszytych: 1) dotych par 50 ze 
szmelcem białym i niebieskim, 2) ponta- 
łów złotych par 21 ze szmelcem białym, 
niebieskim i zielonym, 3) pontalów zło- 
tych par 18 ze szmelcem białym i fijoleto- 
wym, 4) pontalów dotych par 18 ze szmel- 
cem bi^ym i czarnym. Do nich widocznie 
naleifJy ^gnzy okrągłe, złote, czyli boto- 
uy w tejże Uczbie". 

PODtyflkał, zlać. fion/tyfcaie — ksiąga,, 
zawierająca przepisy nabożeństwa dla bi- 
skupów. Orzechowski w XVI wieka pisze: 
."Wejżrzyj w pontyfik^, a koronacją kró- 
lewską czytaj". Słynnym jest ze wspania- 
łych miniatur pontyfikał Erazma Ciołka 
{Erasmus ViłeUtnus de Cracoma), uczone- 
go biskapa płockiego i sławnego dyplo- 
maty z początków XVI w. 

Popisy rycerstwa. Pod wyraz. Kam- 
pament {Enc. Starop. t. II, str. 321} i O- 
kazowanie {Enc. Siarop. t-III, str. 286) 
mówiliśmy o popisach wojskowych i sta- 
nu rycerskiego. Obecnie przytoczymy już 
tylko to, co uczony ks. Franciszek Jezier- 
ski pod wyrazem „popisy" skreślił w cza- 
sach Stanika waAngusta: „Każda prowin- 
cja robiła corocznie zjazd polny z obywa- 
telów zgromadzających się na pewne 
miejsce; tam przed senatorem wojewódz- 
twa lab ziemi szlachta popisywała się z 
swoimi rynsztnnkami, kofimi i zbrojami. 
Popisy te były tym samym, co kampa- 
menta dzisiejsze wojsk europejskich. Na- 
ród nasz polski rolniczy, osiadły na ob- 
szernej ziemi, mający zażycie myśliwstwa 
i strzelby, mający obfity przychówek ko- 
ni, mógłby wznowić używanie popisów na 
wsparcie w czasie wojny swojego wojska 
i nawet na oparcie się przeciw temu same- 



mu wojsku, jeżeliby chciało uciskać wol- 
ność. Wyprawy w Polszczę popisów tak- 
by były przyzwoite potędze narodowej, 
jak są przyzwoite posągi stare między mod- 
nymi sprzętami w pałacach kosztownie 
ubranych'. 

Poplecznik. Dawni rębacze polscy, aby 
tylko mieli plecy osłonione przez współto- 
warzysza, nie liczyli mnogiej gromady 
przeciwników i śmiało z nimi walczyli. 
Towarzysz, zasłaniający walczącego z ty- 
łu, zwE^ się poplecznikiem, a wyraz ten 
zastosowano pó^ej do każdego, który 
popierał kogoś czy to szablą, czy radą, 
czy zabiegami w jakiejkolwiek sprawie. 

POpOna, opona. Rej pisze: „Kolebki 
(powozy) z szarłatnemi poponami*. Bir- 
kowski zaś: .Dwory i łożnice poponami u- 
pstrzą". 

Poprąg, popręg — pas rzemienay lab 
parciany, którym przypasane jest siodło 
do konia. W „Instruki^i dla kawaleryi 
narodowej" z czasów Kzplitej czytamy 
przepis: .Poprąg nie powinien być ani 
nadto mocno, ani nadto wolno podpięty; 
w pierwszym przypadku koń nie ma zu- 
pełnego oddechu, w drugim przekręca się 
kulbaka". 

Poradine ob. Podatki i ciężary, o- 
raz Kadło. 

Porcelana (z portugal, porcella, musz- 
la) i inne wyroby ceramiczne. 
"W czasie wesela Zygmunta Augusta z El- 
żbietą Rakuszanką w r. 1543 w Krakowie, 
młoda królowa między ślubnymi darami 
otrzymała od kurfirsta brandenburskiego 
pubar trybowany, wysadzany postaciami 
z porcelany, a od żony kurfirsta dzban 
również wysadzany porcelaną, jak to za- 
świadcza naoczny świadek Zygmunt Her- 
berstein. Bonifacy Yanozzi, sekretarz kar- 
dynała Q-aetano, opisując pobyt swój w 
Zamościu r. 1696 u kanclerza w. k. Jana 
Zamojskiego, powiada, że w izbie jadalnej 
były rozstawione naczynia z porcelany. 
Do picia używał kanclerz czary porcela- 



dbyGoot^le 



nowej z ochami zlotemi. Andrzej Lipski, 
biskup krakowski, zmarty r. 1631, zapisał 
testamentem królewnie Annie naczynia 
tureckie pod nazwą porcelany: mi- 
sy, talerze, miednice. Królowa Marja Ka- 
zimiera Sobieska w liście do siostry, księ- 
żnej Radziwiłłowej, opowiada o doMa swo- 
im (zapewne wilanowskim): „jest tn dom 
dość akkomodowany, specjałów moc, to 
jest obrazów, fraszek chińskich, porce- 
lan nastawiano i t. d. (wyd. przez Niem- 
cewicza „Pamiętniki o dawnej Polsce", 
Warszawa, 1822, t. IV, 490). Za doby Sa- 
skiej na stolach pańskich w Polsce zaczę- 
ły wchodzió w ażycie serwisy porcelano- 
we, zastępaj^ naczynia z kmszco, a była 
to jn£ ' słynna porcelana saska z Myezny 
(Meissen). W paiaeyka powązkowskim 
księcia Adama Czartoryskiego był pokój 
zwany porcelanowy, w którym utyto do 
wyłÓ£enia ścian 3000 tafelek z porcelany 
saskiej. Tak ca^a li^aropa-, jako i Polska, 
otrzymywrfy najprzód wyroby porcelano- 
we z Chin i Japonii. Pierwsze fabryki por- 
celany w £aro[>ie powstały w XVI w. we 
Włoszech. O usiłowaniach wyrobu majo- 
lik w Krakowie za Stefana Batorego ob. 
Maj oliki (£■«<:. ^tór^./. t. III, str. 178). 
Około polowy XVIII w. nabrała sławy 
porcelana saska. Stani^w August, usi- 
łując pi-zemyrf podobny zaszczepió w Pol- 
sce, z^o^ł fabrykę wyrobów fajansowych 
i majolikowycb w Belwederze pod War- 
szawą. Wiadomość o tej fabryce podali- 
śmy pod wyrazem Far/ury w Enc, Starop, 
t. II, str. 146. Tu dodamy jeszcze z notat- 
ki udzielonej nam uprzejmie przez p. Bi- 
8ier'a, że marka tej fabryki Varsov%€ (ob. 
fig. 1) czerwona, ciemna, niekiedy czarna, 
czasem z dodanem £(e1weder) niebieskiem 
albo żółtem i takimże rokiem lub W{&y- 
szawa). Litery te wszakże mogą oznaczać 
i wyroby wrocławskie ( Wratis]avia lub 
.^reslau). Fabryka belwederaka kopjowa- 
wała najczęściej naczynia holenderskie 
„Delfty", także porcelany chińskie a nie- 



kiedy francuskie i niemieckie. Wyrób, jak 
na majolikę, bardzo byt dobry, tylko kru- 
chy, W naśladownictwie Belwederu ksią* 
żę Józef Czartoryski założył w roku 1784 
najprzód fabrykę fajansów na Wołyniu 
pod Korcem na przedmieściu Józefinie. PI 
Leonard Lepszy w artykule o fabryce fa- 
jansu i porcelany w Korcu (Bibl. Warszl 
r. 1889, 1. 1, str. 90) podaje kontrakt za- 
warty na lat 6 d. 17 listopada 1783 r. po- 
między przysną kompanją reprezento- 
waną przez księcia Czartoryskiego, stol- 
nika litewskiego, z jednej aimć panem 
Franciszkiem Mezerem, dyrektorem fa- 
bryki farfurowiej koreckiej z drugiej stro- 
ny. Mezer, z pochodzenia Francuz, musiał 
być mieszkańcem Warszawy, bo i kon- 
trakt zawierany był w tern mieście i za- 
strzeżono w nim 30 czerw. zł. „na powrót 
do Warszawy". Niema w nim jeszcze 
mowy o porcelanie, tylko o .fabryce far-^ 
furowej", t. j. wyrobie fajansu. Z .Ramot 
starego Detiuka na Wołyniu" i z innych 
żród^ dowiadujemy się, że Czartoryski u- 
posażył świetnie nowozbndowaną ręko- 
dzielnię na przedmieścia koreckiem! W 
prawem skrzydle ogromnego gmachu by- 
ło mieszkanie dyrektora i laboratorjuin; w 
lewem skrzydle był magazyn wyrobów; 
środek na dole zajmowały pracownie, na 
górze sale malami z wzorami porcelan za- 
granicznych; z tyłu ogromny dziedziniec 
obejmował zabudowania fabryczne, Fran- 
dszek Mezer przybrał do swego boku bra- 
ta Michała; obaj znakomici nauką i do- 
świadczeniem składali dystyngowaną ro- 
dzinę polską. Mieli piękną bibljotekę i 
prenumerowali kilka gazet. Kapitał za- 
kładowy oparty był na akcjach różnej 
wysokości od 100 do 10,000 złp.. żeby u- 
przystępnić udział ludziom wszelkiej za- 
możności. Akcje te w chwili największe- 
go rozwoju przynosiły po sto procent. Od 
r. 1790 zaczęto wyrabiać wytworną porce- 
lanę, która nabrała znaczenia narodowej. 
Około r. 1793, w czasie największego roz. 



dbyGoot^le 



PORCELANA. 



97 



kwitn fabryki, liczba warsztatów, jak po- 
daje Korzon, dochodziła 86 a siedzących 
za toczydłami byto do 1000. Najwięcej 
robotników było z Warszawy, ale byli i 
Saksończycy, wśród uczniów zaś „wielu 
Hosinów miejscowych szczęśliwie się przy- 
uczało i kształciło''. W malarni było za- 
trudnionych 73 pracowników, pod prze- 
wodnictwem Sobińskiego, który pobieraj 
15 czerw. zł. miesięcznie, nadto miał dom 
z opałem, światłem i stróżem, co na owe 
czasy stanowiło wysoką ^acę, tembardziej 
że za kosztowniejsze obstalanki pobierał 
osobne wynagrodzenie. Pod jego kierun- 
kiem odznaczali się pięknem rysowaniem: 
Grzegorz Chomicki, Antoni &ajewski i 
Blumau. Sobiński był dyrektorem malar- 
ni w Korcu aż do czasu spalenia się fa- 
bryki, poczem przeniósł się na dwór woje- 
wody sieradzkiego Michała Walewskiego 
w Tuczynio, dla udzielania nauki malowa- 
nia miniatur dzieciom wojewody. Glinkę 
do wyrobu fajansu koreckiego znajdowa- 
no na miejscu, na porcelanę zaś przywo- 
żono glinkę z Dąbrowicy, oddalonej o mil 
kilka od Korca, krzemień z Krzemieńca 
a kredę najlepszą z Jampola. W najlep- 
szych latach miesięcznie wychodziło z fa- 
bryki do 20,000 sztuk a składy główne 
były w Berdyczowie i Warszawie. Komi- 
sja Skarbowa Bzphtej sprzyjała rozwojo- 
wi fabryki, zmniejszając cło wywozowe 
od fajansów do trzeciej części i zwalniając 
transporty od rewizyi na komorach. Na 
takie usposobienie Komisyi wj^ywał Jacek 
Jezierski, kasztelan łukowski, gdy na sej- 
mie r. 1790 stawał w obronie fabryk fa- 
jansu. .Mały zdaje się objekt fajansu an- 
gielskiego, przecież za niego nie miijon 
pieniędzy za granicę wychodzi. Jest fa- 
bryka w Korcu J. O. X. Czartoryskiego, 
Stoln. lit., druga u mnie (w Grębenicach), 
doskonalszego fajansu niż angielskie by- 
łoby ich więcej i tyle, ile kraj potrzebuje, 
gdyby rząd temu nie szkodził, bo chociaż 
wypadło prawo, aby kraj zagranicznego 

Ei«?}klopedjB ■tarapolBki, łom rv. 



nie używał, komisje skarbowe zagranicz- 
nym wchodzić dozwalają*. Z początkiem 
r. 1790, gdy Mezer wynalazł odpowiedni 
sposób przyrządzania glinki koreckiej na 
porcelanę, doniósł o tem królowi Stanisła- 
wowi, który go za to obdarował listem i 
pierścieniem z cyfrą królewską a następ- 
nie indygenat«m szlachectwa polskiego. 
Sława porcelany koreckiej zaczęła się roz- 
chodzić poza granice Polski. Generał-gn- 
bernator Tutułmin obstalował kaitior na 
12 osób z portretami cesarzowej za 1000 
rs. Piękność tego wyrobu przesta ocze- 
kiwanie. Tutułmin za tra&e podobieństwo 
cesarzowej Katarzyny i gładkość pędzla 
w medaijonacb na porcelanie ofiarow^ 
Sobińskiemu 100 czerw. d. a Mezer otrzy- 
mał w upominku piękną tabakierę złotą z 
portretem Katarzyny IL Tymczasem Czar- 
toryski, wyjechawszy po r. 171)2 na miesz- 
kanie do Drezna, z daleka już tylko na 
swój piękny zakład przemysłowy spoglą- 
dtJ. Po trzecim podziale kraju ^Franciszek 
Mezer, w r. 1795 wezwany przez Zamoj- 
skich, przeniósł się do ich majętności To- 
maszowa i tam nową utworzył fabrykę. 
Michał zastąpił brata, ale z trudnością o- 
gromowi pracy mógł podołać. W nocy z 1 
na 2 stycznia r. 1797, zapewne skutkiem 
nieostrożności podchmielonych noworocz- 
nym obchodem robotników, straszny po- 
żar zniszczył wspaniały zakład przemy- 
słowy, ogromne zapasy mat«rjałów, piece 
do wypalania porcelany i fajansu i dwa 
składy gotowych wyrobów. Zgorzała ma- 
larnia z całym zasobem najpiękniejszych 
wzorów saskich, francuskich i chińskich,- 
warsztaty, formy i narzędzia. Rezolucja 
od Czartoryskiego na odbudowanie fabry- 
ki nieprędko przyszłai jeszcze znal azłatru- 
dności w wykonaniu, czem zniechęcony 
Michał Mezer uwolnił się z Korca, prze- 
nió^ się do Baranówki, gdzie r. 1803 na 
własne imię i własnym kosztem zaJożył 
fabrykę, do nasz3'ch czasów trwającą. Pan 
Ludwik Wierzbicki w części informacyj-. 



dbyGoot^le 



PORCELANA. 



nej do katalogu wystawy archeologicznej 
powiada, te fabrykę korecką odbudowano 
w r. 1800. Wegetowana ona jednak jaż 
tylko i pomimo że sprowadzono do niej dy- 
rektora Francaza chemika Meranit z Se- 
Tres. wyrabiała jaż tylko fajans. P. Leo- 
nard Lepszy wyraża się, żei porcelana ko- 
recka jest najczęściej graba, zwłaszcza po- 
czątkowe wyroby, nieprzezroczysta, moc- 
na i twarda, krzesze bowiem ognia, pozło- 
ta z odcieniem czerwonawym, trwała. Ma- 
latury na niej mają ton i charakter łagod- 
ny, troskliwy, miniatarowy, jaki cecha- 
je epokę Stanisławowską. Przeważają w 
nich motywy ze ńwiata roślinnego, wcześ- 
niejsze częstokroć stylizowane, późniejsze 
zwykle natnralistyczne. Często wypełnia- 
ją je widoki zaczerpnięte z niw ojczystych 
lub wzorów francuskich, nieraz p^ne 
wdzięku. Ulubiocym kolorem był niebie- 
ski we wszystkich odcieniach, a najpospo- 
litszą ornamentacją rzadko rozsiane nie- 
bieskie kwiatuszki na bi^em tle. Pod 
względem ksztfJta trzymano się początko- 
wo wzorów zagranicznych, później wpro- 
wadzono pomysły artystów krajowych. 
Pod wzlędem rozmaitości wyrabianych tu 
naczyńi przedmiotów zbytkowych,Korzec 
dzięki środkom, wjakie uposażyli go Czar- 
toryscy, nie ustępował fabrykom zagrani- 
cznym. P. Jul. Kc^aczkowski pisze, że 
znakiem fabrycznym porcelany koreckiej 
jest napis „Korzec" lub oko Opatrzności. 
Znaki te są do r. 1797 złote, od roku zaś 
1800: niebieskie oko bez podpisu, po roku 
1815 i odprawieniu dyrektora Francaza: 
oko czerwone z podpisem, następnie aż do 
końca fabryki wr. 1831: napi^ w języku 
rosyjskim, często z dodaniem roku. Zda- 
niem p. Lepszego najwcześniejszy znak 
jest sam napis złoty „Korzec", następnie 
dodano oko Opatrzności z promieniami, 
które niebawem opuszczono. P. "Wł. Cie- 
chanowiecki twierdzi, że znak fabryczny 
od r. 1790 do 1797 był złoty, od r. 1799 
do 1803 był niebieski, a odr. 1803 do zam- 



knięcia fabryki czerwony, P. Bisior, biegły 
znawca przedmiotu, w danej nam o Kor- 
cu notatce tak pisze: „Wyrabiano w Kor- 
cu porcelanę i fajans podobny do Wegd- 
wooda angielskiego barwy żółtej. Marki 
koreckie, których rysunki podajemy tu pod 
fig. 2, 3, 4 i 5, bywają koloru szafirowego, 
czerwonego i czarnego a niekiedy dote, 
zwykle na polewie malowane, tylko szafi- 
rowe pod polewą, także wgłąb wciskane 
i z wieloma warjantami po r. 1815 z napi- 
sem rosyjskim. Fabrykaty były niekiedy 
bardzo piękne i starannie malowana Ma- 
ta porcelany przedstawia zwykle tę ory- 
ginalność, że wygląda jakby ziarnista by- 
ła i że łatwo np. w środku talerzy pęka". 
O fabryce porcelany tomaszowskiej 
(której marki podajemy tu pod fig. 6,7 i 8) 
powiada p. Bisien że miała te marki w 
różnych kombinacjach, niekiedy wyciska- 
ne wgłąb, że założona zostata jakoby w r. 
1795 pod dyrekcją Franciszka de Mezer, 
ale z tą datą i w stylu Ludwika XVI wy- 
robów p. Bisier nie widział. Urządzona 
nakładem Zamojskich w Tomaszowie lu- 
belskim, jak twierdzi p. Ciechanowiecki, 
zamkniętą została w r. 1810. Wyroby jej 
bywały niekiedy piękne, ale nieliczne. Ba- 
ranówka nad Słuczą na Wołyniu zało- 
żona przez Michała de Mezer w majątku 
Adama i Józefy Lubomirskich r. 1803 ob, 
marki fig. 9, 10, 11, 12, 13, 14) czerwone, 
czarne, niekiedy niebieskie, na polewie. 
Ody majątek przeszedł na własność ks. 
G-agarina, wówczas zapewne za jego sta- 
raniem fabryka otrzymała herb pań- 
stwa. Wyroby tutejsze z początku nie 
ustępowały koreckim, ale z czasem sta- 
ły się ordynarnieisze. FajansnzBaranów- 
ki p. Bisier nigdzie nie spotka-. P. Ciecha- 
nowiecki twierdzi, że fabryka w Baranów- 
ce trwała do r. 1833, posiadając 2 piece do 
porcelany i 4 do fajansu. Horodnica 
nad Słuczą w pow. Zwiachelskim na Wo- 
łyniu, kilka mil od Korca, własność Hen- 
ryka Lubomirskiego, później pięciu jego 



dbyGoot^le 



PORCELANA. 



córek: Janowej Potockiej z Tykocina, San- 
gaazkowej ze Stawoty, Lubomirskiej z 
Przeworska, Potockiej z Łańcuta i Rzysz- 



właścicielek (fig. 1 5). Później niy wano mar- 
kę (fig. 16) malowaną szarym kolorem pod 
polewą, następnie kładziono markę rosyj- 




(f-j") ''^ M 



Marki na porcelanach i fsjaiiBach łn-ftjowych. 



czewskiej ze Szpanowa. Markę fabr. z koń- 
ca XVirr i początku XIX w. składa ponad 
napisem Horodnica 5 liter początkowych. 
z nazwisk wymienionych powyżej pięciu 



ską (fig. 17). Z rąk ks. Lubomirskiego fa- 
bryka przeszła na własność Wacława Ra- 
likowskiego. Wyrabiała pierwotnie bar- 
dzo lekki i pięknie polewany kolorowo fa- 



dbyGoot^le 



100 



PORCELANA. 



jans, równający sią sngiel&kiema, tak£e 
porcelanę i wyroby kamienne. Przetrwa' 
la do naszych czaiiów, ubywając marki 
wyciskanej. Ćmielów nad rzeką Ka- 
mionna w Sandomierskiem. Fabrykę ia- 
jansa założył tu Jacek Małachowski w r 
1809, później przesta w posiadanie mini- 
stra Lubeckiego. Odr. 1831 do 1866 dy- 
rektorem byl Czech Weiss Gabrjel, później 
dzierżawił ją Cybulski, a od lat kilkana- 
sta prowadzą ją Lnbeccy na własny ra- 
chunek. Wyrabiano tu lekki żółtawy fa- 
jans z malowidłami i ozdobami drukowa- 
nemi, najpiękniejsze są koszyczki z okrą- 
głych pałączków plecione, później wyra- 
biano i porcelanę z markami £g. 18, 19 
i 20, kolorowo drukowanemi i wciskane- 
mi (fig. 19). Teraz używa fabryka herbu 
w kształcie miecza z 4-ma półksiężycami 
przy jelcach. W latach 1850—1870 liter: 
C, M. lub F. P. C, znaczących: Cmielow- 
ska manufaktura i Fabryka porcelany w 
Ćmielowie; także K. i£., których znacze- 
nia p. Bisior nie wyjaśnia. Fabryka w 
Staszowie sandomierskim wyrabiała 
naczynia z żółtej twardej gliny z wyciska- 
nymi deseniami, pomalowanymi jednoko- 
lorowe sposobem lakierniczym, t j. na 
czarno, czerwono i t. p., nadto fajki zwa- 
ne stambułkami, zwyciskami wgłąb z glin- 
ki lekkiej żółtej lub czerwonej (marka fig. 
21) wyciskana, także inna w małym owa- 
lu na fajkach. W Telechanach nad 
kanŁtJem Ogińskiego w Piószczyżnie, Mi- 
chał Ogiński założył fabrykę majoliki w 
XVIII w. Naczynia o białej polewie z ko- 
lorowanemi ozdobami liściowemi, z owo- 
cami i głowami zwierząt i ludzi są wcale 
piękne. Marka (£g. 22) oznacza zapewne 
Comte Ogiński, dawniej bowiem używali 
Ogińscy tylko tytnlu hrabiowskiego. Na 
początku XIX w. fabryka telechańska u- 
padła, gdy została wydzierżawiona Żydom. 
Lubartów wyrabiał dzbanki z wypuk- 
łą zwierzyną, zwierzęta na przyciski, na- 
czynia z wyciskami z gliny twardej, żół- 



tawej, malowanej podobnież jak w Staszo- 
wie, także z marką (fig. 23) wgłąb wyci- 
skaną lub drugą w obwódce LUBARTÓW. 
Glińsko w pow. Żółkiewskim w Galicy! 
wyrabiało fajanse z polewą twardą szarą, 
kawową i t. p. o kolorowych krążkach z 
marką (fig. 24) wyciskaną oraz f ajki-stam- 
bułki. Siedliska (dziś w pow. Kawskim 
w Galicyi) z fabryką fajansu o żółtej po- 
lewie i ozdobach barwnych, z marką wy- 
ciskaną (fig. 25). K r a w B k (może Kraw- 
ska góra) w pow. Zloczowskim, wcale po- 
rządne wyroby o żółtawej polewie i kolo- 
rowych ozdobach malowanych z marką 
(fig. 26) wgłąb wyciskaną. Sławsk za- 
pewne w okolicach Koła i Konina — wyro- 
by fajansowe z żółtawą polewą i wyciska- 
mi— z marką fig. 27. Lubycza wokoli- 
cach Rawy ruskiej — fajans prosty o wy- 
ciskach kolorowanych — marka fig. 28. 
Koło nad Wartą w Kaliskiem — bardzo 
dobre fajanse Freudenreicha z bogatemi 
drukowanemi ozdobami, niekiedy treści 
historj-cznej, ale nie lekkie. Fabryka ta 
wyrabiłJa także naczynia kamienne i ist- 
nieje do naszych czasów. Marka jej (fig. 
29) drukowana i (fig. 30) na kamiennych 
naczyniach wyciskana. Fabryka w Jedl- 
ni w Radomskiem wyrabiała w począt- 
kach XIX w. fajans prosty malowany z 
marką (fig. 31) wyciskaną. Nieborów — 
fabryka majolik zfUożona w r. 1880 przez 
ks. Michała BadziwiUa, wyrabiała malo- 
wane artystycznie naczynia zbytkowne 
i piece głównie z malowanymi na kaflach 
herbami. Zatrudniała do 60 osób i produ- 
kowana za 100,0(X) rb. rocznie, ale przez 
zbyt kosztowną fabrykację i niesnmien- 
nośó ludzi upadla. Marka jej PMR w mo- 
nogramie pod mitrą, czarna na polowie. 
Fabryka pod Kijowem, Mieżygorje 
zwana, założona w r. 1788 i oddana mia- 
stu, spłonęła wr. ISIO, poczem odbudo- 
wana w r. 18)2, przeszła na własność rzą- 
dową w r. 1822 („Malownicze album Ki- 
jowa", tekst Jul. Bartoszewicza, str. 21). 



dbyGoot^le 



PORĘKAWICZNE. —PORTUGAL. 



101 



Wyrabiała ona bardzo dobre fajanse z wy- 
ciskami i polewą w różnych kolorach, nie- 
kiedy z drukowanemi ozdobami, bardzo 
rzadko ze złoceniami i malowidłami. Mar- 
ka (fig. 32) wyciśnięta (lata bywają różne) 
i (fig. 33} zdansająca się bardzo rzadko 
drukowana niebiesko, naśladująca angiel- 
skie. Ostatnia wreszcie fabryka, o której 
tu powiemy, prowadzona równie jak w 
Mieiygorjn na znaczną skalę i z obfitością 
modelów, nalega w gub. Czernichowskiej 
w majątku Wołokitino (pow. Otachow- 
ski) do szlachcica herbu Ostoja Aleksan- 
dra Miklaszewskiego a wyrabiała świetnej 
białości i przezroczystości porcelanę, któ- 
ra i co do malowania była bardzo podob- 
ną do sewTskiej. Marka jej (fig. 34) kolo- 
ru czerwonego. W Krasławiu, w dawnych 
Inflantach polskich, znajdowała się fabry- 
ka wyrobów ceramicznych, założona pod 
koniec XVIII w. W końca udzielonych 
nam notatek, pan G. Soubise Bisier nad- 
mienia, że wszystkie okazy z markami po- 
mJeszczonemi w podanych ta rysunkach 
posiada we własnym zbiorze w Warsza- 
wie (Krakowskie-Przedmieście J6 30) z wy- 
jątkiem 3-ch tomaszowskich, które prze- 
rysował ze zbiorów ordynacyi Zamojskich. 
Warjantów zaś czyli odmian tych marek 
ma jeszcze na okazach swoich znacznie 
więcej. Wielu zaś marek nawet znacz- 
nych fabryk, np. grębenickiej kasztelana 
Jezierskiego, nie zna dzii nawet jego ro- 
dzina, równie jak i grodzieńBkiej z czasów 
podskarbiego Tyzenhauza, nikt bowiem 
dawniej nie zajmow^ się u nas kolekcjo- 
nowaniem tego rodzaju wyrobów krajo- 
wych, a niniejsze notatki pana Bisier o 
tych markach fabryk ceramicznych są 
pierwszą próbą pracy w tym kieruoka dla 
Ebcyklop. Staropolskiej umyślnie przed- 
sięwziętą. Jeden z bogatszych zbiorów por- 
celany dawnej polskiej znajduje się wpo- 
siadaniu księstwa Witoldostwa Czetwer- 
tyńskich w Daszowie na Ukrainie. W War- 
szawie zaś, nie mówiąc już o kilku domach 



pańskich, piękny zbiór zgromadził ongi in- 
żynier Ludwik G-oIębiowski (syn zasłużo- 
nego Łukasza), autor rozprawki: „Z dzie- 
jów ceramiki" drukowanej w „Bibljotece 
Warszawskiej" (r. 1877, t. III, str. 177). 

Porfkawiczne — podarunek dawany 
przez kupującego żonie sprzedawcy. Było 
zwyczajem w Polsce powszechnym, a zwła- 
szcza przy sprzedażach nieruchomości, że 
oprócz szacunku umawiano się jeszcze, 
jakie uowonabywcamadaó porękawicz- 
ne żonie sprzedawcy. Jeżeli sprzedają- 
cy był bezżenny, to porękawiczne otrzy- 
mywała jego siostra lub matka. Nawet 
prawnie przy puszczaniu królewszczyzn 
w emfiteuzę przyznano komisarzom wy- 
nagrodzenie od tego, któiy brał dobra, i 
nazwano to rękawicznem. 

Poroczki — mniejsze od roków wielkich 
kadencje sądowe. Jan Tarnowski w Usta- 
wach prawa ziemskiego mówi: „Wojewo- 
dowie roki wielkie sądzić mają; a to gdy 
wyjdą dwoje poroczki, tedy po nich trze- 
cie roki mają być sądzone". Podług Linde- 
go poroczkami zwano także przeszloczne 
zapasy gospodarskie. 

Porta. Od wielkiej bramy, wiodącej w 
Stambule do seraju sułtana, państwo tu- 
reckie nazwane zostało Porta Otomańską. 

Porłatyl i^\&c. portare). Polacy tak na- 
zywali ołtarzyk podróżny do odprawowa- 
nia mszy Św. 

Portki —spodnie z grubego i^ótna czyli 
partu. Używali tego wyrazu Bart Papro- 
cki, Wac. Potocki i inni pisarze X\'I i 

xvnw. 

Portugał — nazwa wielodukatowej sztu- 
ki złota w rodzaju monety, Gwagnin pisze: 
.Darował Jan Zamojski na weselu swym 
gościom portug^y złote, na których by- 
ła twarz królewska, a na drugiej stronie 
żałosna figara o wzięcia Połocka". Roj 
mówi: 

UjrEjsz, jc«lić pomogą portugal; onj, 
CoH je inarole Bzafownl na rozliczoe etroDy. 



dbyGoot^le 



102 



PORUCZNIK. — POSAG, 



Zbylitow&ki wspomina o szacie niewieściej, 
zwanej poitagał. 

Poruciflik, czyli namiestnik — nazwa, 
pochodząca od słowa poraczcuS. W dawnej 
Polsce porucznik oznaczał dowódcę od- 
działu, któremn wódz komendę nad tym 
oddziałem pomczył, ale miał takte i zna- 
czenie ogólne, niewojskowe, jako zastępca 
starszych, p^nomocnik. Herbnrt w Statu- 
cie pisze: .Wybierzemy poruczniki w ka- 
żdem województwie, którzy to porucznicy 
h^dą spisować i obieraó ludzie rycerskie 
wedle zdania swego". Tutaj porucznicy ci 
mają znaczenie komisarzów wojskowych. 
Prawo uchwalone w r. 1627 stanowiło, że: 
Poruczniki samkról na wojnę zhetmanem 
wybiera, którzy mają być osiedli. Że sami 
przez się, nie przez sługi służyć mają. Bu- 
dny pisze: „Porucznik jeden, który miał 
w poruczeniu swem od hetmana niemałe 
wojsko". W kawaleryi narodowej za Ezpli- 
tej, w czasie wojny, rotmistrz dowodzi cho- 
rągwią, a porucznik jest drugą po nim o- 
sobą w chorągwi. Że jednak w czasie po- 
koju rotmistrz spełniaj zwykle inne obo- 
wiązki obywatelskie, więc porucznik, jako 
namiestnik, był gospodarzem i głową swo- 
jej chorągwi Najniższym czyli pierwszym 
stopniem oficerskim w armii Królestwa 
Polskiego, tak w jeździe jak piechocie, 
był podporucznik {zwany także niegdyś 
pod namiestnikiem), drugim stopniem był 
porucznik i ten w szwadronie lub kompa- 
nii zastopował nieraz dowódcę, t. j. kapi- 
tuła. 

Porzficzns. Była to jakaś średniowiecz- 
na danina na Mazowszu nadwiślańskim. 
Według Czackiego Jannsz ks. mazowiec- 
ki, zatwierdzając r. 1382 sprzedaż Szolca 
pod Warszawą, uwolnił od daniny zwanej 
po rzeczne. 

Posadzka — podłoga, tak nazwana od 
posądzania czyli wykładania drzewem, 
kamieniem, marmurem. Posadzka bywała 
drobna wytworna, w kwadraty, na sztorc 
i ukośnie kładziona, sześciograniasta. Ks. 



Kluk pisze, ii posadzkowa cegła bywa 
tak szeroka, jak długa. (Ob. Mo za j ki 
£«c. Siar. t. III, str. 232). 

Posag. To, co żona w dom męża wnosi- 
ła, nazywano posagiem, albo wianem; 
co mąż zapisywał żonie, nazywało się 
przy wiankiem. Jeżeli 2ona nie miała 
posagu, prawo polskie wyznaczało jej pew- 
ną sumę z majątku męża lub dożywocie 
na pewnej części majątku, i to się nazy wa- 
lo pro crinili, zawieniec. W razie roz- 
wodu Statut Litewski oi^ekał, że jeżeli mąż 
jest winien, żona zostaje „na oprawie", 
t. j. przy majątku, na którym ma ubez- 
pieczony posag i sumę przypiaową. Jeżeli 
oboje są niewinni czyli w .dobrej wie- 
rze", to każde z małżonków przy swojem 
pozostawało, t. j. żona odbiera posag, a mąż 
nie daje sumy przywiankowej. W podziale 
spadku po rodzicach bracia brali ziemię z 
obowiązkiem wypłacenia siostrom posa- 
gu. Statut Litewski przyznawał siostrom 
„czwarciznę" czyli spłatę posagu w wyso- 
kości czwartej części szacunku dóbr. W 
Koronie, w ziemi Praskiej i w Mazowszu 
nie było takiej normy. Część tę nazywano 
tam competens lub contingens, przysłu- 
gującą lub przypadaj ącą, nioozna- 
czając czy ma być czwarcizną, czy równą 
z braćmi. Bandtkie w rozprawie o czwar- 
tym grosza mniema, że część posagowa 
sióstr była w prawodawstwie Kazimierza 
Wiel. równa z braćmi, ale późniejsze zwy- 
czaje wprowadziły nierówność, nie zapro- 
wadziły jednak czwarcizny, pozostawiając 
wysokość sumieniu braci i uczciwości ro- 
du. Prawo polskie przyjęło sobie za zada- 
nie, zostawiając wysokość posagu zwycza- 
jowi, obwarować, aby nie mógł być stra- 
conym, aby był dla męża użytecznym i 
aby po jego śmierci dostarczył utrzyma- 
nia dla żony. Żona po śmierci męża obo- 
wiązana była rodowi zmarłego oddać jego 
zbroje, rynsztunki rycerskie i konie, wy- 
jąwszy te, którymi za życia męża jeździła. 
Prawo uchwalone w r. 1496 karało żonę 



■yGoot^le 



FOSESJONAT.— POSKRUDLIĆ. 



103 



za cudzołóstwo atratą jej posagu. U miesz* 
czan rządzących się prawem chelmi liskiem 
była wspólnoaó majątku: oboje małżonko- 
wie byli awaiaai, gdy prowadzili handel, 
za jedną osobę. W razie śmierci żony, mąż 
winien był jej dzieciom lub krewnym, jeże- 
li zes^a bezpotomnie, oddać połowę całko- 
witego majątku. Długosz powiada, że gdy 
Kazimierz Wielki, owdowiawszy, pojmo- 
wał w małżeństwo (r. 1341) drugą żonę 
Adelajdę, córkę landgrafa Heskiego Hen- 
ryka, tenże dał jej w posagu (wyj^conym 
w rok po ślubie) 2000 kóp szerokich gro- 
szy praskich. ,Tak szczupłe wiano — po- 
wiadaDtugosz— jakie w teraźniejszych cza- 
sach {Długosz pisał około r. 14G0) zwykle 
panowie za córkami dają, okazuje albo 
skromnośó owego wieku, kiedy królowie 
na takich posagach przestawali, kt^re dzi^ 
miernym panom zdają się za małe, albo 
szczupłość majątku Henryka, z przyczyny 
iż ziemia Heska wielce jest jałowa i nie- 
płodna". Ponieważ jedna kopa szerokich 
groszy praskich zawierała w sobie około 
pół funta czystego arebra, z powyższej 
przeto relacyi naszego dziejopisa widzimy, 
t% w trzeciej ćwierci XV wieku, gdy to 
pisał, przeciętny poeag córki miernego pa- 
na czyli mniej więcej bogatego szlachci- 
ca przedstawiał wartość około tysiąca fun- 
tów srebra. Dziesięciokrotnie większy po- 
sag, bo 20,000 grzywien srebra, krom prze- 
pysznej wyprawy w naczyniach złotych i 
srebrnych, szatach, koniach i klejnotach, 
podług świadectwa tegoż Długosza, dał 
Kazimierz Wielki, wydając w r. 1343 El- 
żbietę, córkę z pierwszego swego małżeń- 
stwa za Bogu^awa, księcia szczecińskiego 
na Pomorzu. Volumma legum podają 
wzmiankę o tym posagu, szacując go na 
14,000 czerwonych złotych i błędnie zmie- 
niając tylko imię królewny Elżbiety na 
Annę (I, f. 470). Tenże król we 20 lat póź- 
niej wydając zamąż córkę powyższej El- 
żbiety i Bogusława pomorskiego a już 
swoją wnuczkę również imieniem Elżbie- 



ta za Karola, cesarza rzymskiego, dał jej 
w posagu, jak twierdzi Długosz, sto tysię- 
cy dotych polskich (czyli dukatów). Kwe- 
stję posagów i dożywoci żon porusza Kra- 
sicki w „Panu Podstolim", str. 87. 

Posesjonat. Prawa zarówno szlachec- 
kie jak miejskie ściśle wyróżniały pose- 
sjonata, t. j. posiadacza własności nieru- 
chomej, od nieposesjonata. Szlachcic, któ- 
ry siedzii^ we wsi prawem dożywocia, po- 
Horitałis, wieczystej dzierżawy, zastawu 
łub jako mfUżonek dziedziczki czy doży- 
wotniczki, był równie jak dziedzic dóbr 
ziemskich za posesjonata uważany. Ka- 
żdy senator, poseł, deputat, sędzia, podko- 
morzy, musitJ być posesjoaatem. Inne zaś 
urzędy, nie wpływające do rady narodo- 
wej ani sądownictwa, oraz prawo głoso- 
wania na wyborach urzędników służyły i 
nieposesjonatom. Rozumie się jednak, iż 
syn posesjonata korzystał zawsze z jego 
prawa. Prawa posesjonatów tracili banici, 
t. j. z kraju wywołani lub od działalności 
politycznej odsądzeni. Majątek posesjo- 
nata nd XVI w. nie mógł być bez wyroku 
króla konfiskowany, a jeżeli zapadł wy- 
rok koufiskacyjny, wtedy nie szedł na 
„kaduka' (ob.), ale na krewnych aż do 
ósmego pokolenia. 

Posiadanie czyli posesja ważną gra ro- 
lę w prawie polskiem, chociaż niema co 
do niej stanowczych prawodawczych prze- 
pisów. Jest tylko mowa o niej przypre- 
ekrypcjach czyli daw nościach i przy skar- 
gach ekspulsyjnych czyli, jak teraz nazy- 
wamy, posesoryjnych, a w Statucie Litew- 
skim o „wybicie ze spokojnego dzierże- 
nia". Posesja była uważana jako główay 
atrybut własności, nioma też wzmianki o 
innej posesyi, tylko o rzeczywistej aciua- 
lis possessio. Stąd właściciela nazywano 
posesorem, bene nalus, possessionalus i 
własność nazywano niekiedy „possessją", 
jak np. w Statucie Wiślickim: „si posses- 
sioues sint multae" ( Vol. leg. I, f. 45). 

Poskrudlić — pobronować, powIecHaur 



dbyGoot^le 



104 



POSPOLITE RUSZENIE. 



W XVII wieka pisze: „Na odwrotach po- 
skmdliwBzy albo uwlekszy, sieją aiektó- 
rzy". Słowo powyższe jest zabytkiem tych 
czasów, w których brona nazywała się 
jeszcze skrodą, zanim od podobieństwa 
swego do kraty zasuwanej z góry w bra- 
mach zamków średniowiecznych, zwanej 
„broną*, nie została tak samo na7:waną 
(ob. Brona, Enc. S/ar. t.l i Skródlió). 
Pospolita ruszenie. Szlachta polska dla- 
tego nazywała się stanem rycerskim, że o- 
bowiązana była prawem wszystka i za- 
wsze 2 orężem w ręku siadać na koń w o- 
bronie kraju, gdy zachodziła tego potrzeba. 
Już konfederacja za Władysława 'Wai> 
neńczyka w Nowem Mieście Korczynie 
wypowiedziała wduchupojęćnarodowych, 
że „ktoby nie stawał do boja, lub w in- 
nych względach od ogółu oddzielał się, 
takiego wszyscy mają na życia i dobrach 
karać, a ma być uwalany, jakoby się sam 
zrzekł dobrej czci i wiary". Pospolite ru- 
szenie było władnie owem „stawaniem 
wszystkich do boju". Była stara zasada w 
Polsce, że , każdy, kto ziemię miał, ten bro- 
nić orężem ojczyzny musiał". Gdy więc 
Piastowie narozdawali rycerzom dożo tej 
ziemi na dziedzictwo, tak, że utworzył się 
cały stan ziemiańsko-rycerski, powstały 
wówczas i zwyczaje zwoływania rycer- 
stwa przez rozsyłanie wici na powszech- 
ną wyprawę czyli pospolite mszenie 
(ob. Wici). Pierwsze wzmianki kronika- 
rzy polskich o pospolitem ruszeniu odno- 
szą się do Władysława Łokietka. Wyraz 
łaciński Moiio bglli, oznaczający to samo, 
ukazuje się w prawodawstwie pod r. 1510. 
Do r. 1454 zwołanie pospolitego ruszenia 
zależało wyłącznie od króla. Od powyższe- 
go zaś roku potrzebna była akceptacja 
sejmików ziemskich, później sejmu wal- 
nego. Sejm lubelski listopadowy z r. 1505, 
położywszy całą ufność obrony w pospo- 
Utem ruszenia szlachty, zaj^ się jego 
szczegółową organizacją. Dopiera atoli za 
Zygmunta I, na sejmie w r. 1544 stanęły 



t zw. lustracje gotowości wojennej ziem 
i województw. Gdy jednak sejm krakow- 
ski w początku r. 1545 rozszedł się na ni- 
czem, z przyczyny opozycyi Litwy i odda- 
lającego się niebezpieczeństwa tureckiego, 
organizacja z r. 1544 obaloną została i do- 
piero szczegółowe przepisy o pospolitem 
ruszę nin mamy uchwalone konstytucją 
z roku 1621. Do pospolitego ruszenia 
powoływano wszystką szlachtę i tych 
z mieszczan krakowskich, wileńskich i 
lwowskich, którzy posiadali dobra ziem- 
skie, także wójtów i sołtysów z dóbr świec* 
kich i duchownych. Mógł tylko dać za- 
stępcę ten, który dla nauk nie był obecny. 
W Koronie duchowni z dóbr swoich dzie- 
dzicznych musioli wyprawiać zbrojnego 
jedżdica. W Litwie wyprawiali nietylko 
z dziedzicznych, ale i z kościelnych. Szy- 
dzono wprawdzie sobie z tych przygod- 
nych rycerzy, nieraz organistów i zakiy- 
stjanów, w zbraję na pospolite ruszenie 
przebranych, i nazywano ich żartobliwie 
.Albertusami". Uboga szlachta zagono- 
wa, którą było przepełnione Mazowsze i 
Podlasie, obowiązana była wyprawić z 
dziesięciu łanów jednego konnego woja- 
ka. Z wielu braci, którzy sami rolę upra- 
wiah, szedł na wojnę jeden. Województwo 
Podolskie stawało pod Kamieńcem dla o- 
brany tego miasta i twierdzy. Pospolite ru- 
szenie zwoływał król dawniej za radą pa- 
nów, później za przyzwoleniem sejmu czyli 
izby poselskiej. Wezwanie to w ostatnich 
wiekach na piśmie i z pieczęcią roznosili 
woźni ziemscy pod odwieczną nazwą wi- 
ci, które były potrójne, czyli w ciąga 4-ch 
tygodni 3 razy, t. j. co dwa tygodnie po- 
wtórzone. Po otrzymaniu pierwszych wici 
zbierał się sejmik, na którym kasztelan o- 
znaczał dzień i miejsce zebrania zbrojne- 
go każdej ziemi, a gdy się zebrano, spisy- 
wał i prowadził chorągwie do wojewody. 
Wojewoda sprawdzał popis i robił prze- 
gląd chorągwi. Każde województwo miało 
swoje kolory i ubiór prawie jednakowy, 



dbyCoot^le 



POSPOLITE RUSZENIE. 



105 



co nadawało poapolitemn mszenia pozór 
wojska regolamego. Że zaś znowa ka&dy 
prawie szlachcic prowadził za sobą wóz i 
„czeladników", więc pospolite ruszenie 
wygląd^o, jakby cały naród wyraszyl dla 
obrony swej ziemi. Kto nie wyszedł w po- 
le, temn groziła kara utraty mienia. Po- 
nieważ wszystka szlachta wychodziła, 
przeto wszelkie sądy ziemskie ustawmy, 
a sprawy gardłowe zostawiano do rozpo- 
znania hetmana albo króla. Od najdą- 
wnieJBzych czasów pospolite ruszenie by- 
ło obowiązane tylko do wojny wewnątrz 
kraju. Królowie zobowiązywali się nie wy- 
prowadzać go nigdy z granic Hzplitej, 
która zaborów nie chciała. W pochodzie 
wolno było obozować tylko w otwar- 
tem polu. Po skończonej wojnie każdy to- 
warzysz pospolitego ruszenia, podług spi- 
sa swej chorągwi, powinien był zgłosić się 
do swego wojewody po świadectwo odej- 
ćoia. Piechota pospolitego mszenia spelaia- 
ła obowiązki dzisiejszych saperów (ob. 
Piechota polska). Statut Litewski prze- 
pisuje, aby w czasie pospolitego ruszenia 
„kasztelan, jeśliby razem ze szlachtą w po- 
wiecie swym zjechać się nie mógł, ściągał 
się co najrychlej w drodze z chorążym i z 
powietnikami". W dalszym ciągu podaje- 
my tn rzecz p. B. Gembarzewskiego o po- 
spolitem ruszeniu w latach 1806—1830; 
— ,Po wkroczeniu wojsk francuskich w 
granice dawnej Rzplitaj i po wypędzeniu 
z niej Prusaków, postanowiono formować 
jak najspieszniej wojsko polskie. Jednym 
ze środków ku temu było zwołanie pospo- 
litego ruszenia; w tym celu Józef Radzi- 
miński, wojewodagnieżnieński,jako pierw- 
szy senator Polski, wydał w d. 2 grudnia 
1806 r. uniwersał na „pospolitą obronę", 
który się od tych wyrazów zaczynał: ,W 
dniach chlnbnych narodu naszego woje- 
wodowie przez rozesłanie wici wzywali na 
popisy i wiedli na boje waleczne rycer- 
stwo Niech ka£dy, kto może władać o- 

rężem, siada na kob, a najmniej niech z 



każdego domu jeden z synów czy braci 
zbrojno pod chorągwią ojczyzny bronie- 
nia na konin stawa i jednego z sobą Inb 
dwu pocztowych wiedzie ubranych w wo- 
jewódzkim mondurze, krojem kurtek i cza- 
pek wojskowych. A ktoby ani sam mógł 
stawać zbrojno, ani być wyręczonym przez 
syna lub brata, ten w miarę majątku sta- 
wi zastępców ze stanu rycerskiego i pocz- 
towych zbrojnych..." Na mocy tego uni- 
wersaln genenJ Dąbrowski ogłosił rozkaz 
do rycerstwa polskiego po województwach, 
mianował rotmistrzów, tym d^ władzę 
do mianowania oficerów i namiestników, 
nrządził skład chorągwi i t. d., całą tę siłę 
zbrojną zwołał do Łowicza na 26 gmdnia. 
Przedtem już, bo w d. 13 listopada, woje- 
wództwo Sieradzkieogłosiło akt powstania. 
W dniu oznaczonym zebrała się licznie 
szlachta pod Łowiczem i z niej to komple- 
towano pułki jazdy, formujące się pod Dą- 
browskim. "W r. 1809, po wkroczeniu wojsk 
austrjackich do Księstwa Warszawskiego, 
Kada Stanu ogłosiła d. 16 kwietnia pospo- 
lite ruszenie. Odezwa ta zawiera nomina- 
cje naczelników powstania i dodanyoh im 
oficerów z wojska regularnego na organi- 
zatorów i komendantów. „Naczelnicy we- 
zwą stan rycerski do pospolitego ruszenia 
ukochanej ojczyzny. Każdy szlachcic o- 
siadły wsiada na koń lab sam osobiście, 
lub dostawia tyla szeregowych, zbrojnych 
w piki, pałasze, pistolety i na dobrych ko- 
niach, ile ma folwarków i wsi czynszo- 
wych". W miastach wszyscy męSczyżni 
od lat 16 — 50 mieli należeć do gwardyi 
narodowej. Z wiejskich mieszkańców mia- 
ły być formowane kompanje kosynierów. 
W każdym departamencie miano zebrać 
nużących dworskich i myśliwych i sfor- 
mować z nich pułk strzelców. Rezultaty 
tej odezwy były dość mierne w pierwszej 
części kampanii, zwłaszcza na lewym brze- 
gu Wisły, pierwej przez nieprzyjaciela za- 
jętym, nim obwieszczenie o powstaniu do- 
szło do wiadomości mieszkańców. Sprawa 



dbyGoot^le 



106 



POSPÓLSTWO.— POSTRZYŻYNY, 



pospolitego mszenia potrzykroó w r. 1812. 
poruszana była: raz w polowie lipca, gdy 
się wszcz^ po|doch w Warszawie z po- 
wodu wiedci, zresztą bezzasadnej, o aadcią- 
ganiu nieprzyjaciela kn stolicy; dragi raz 
w polowie października, wywołany oka- 
zaniem sią kilkotysiccznego korpusn Czer- 
nyszewa. Tym razem jak i poprzednim 
niecb^ władz francuskich oraz gen. Wiel- 
horakiego, zastępcy ministra wojny, do 
pospoHtego ruszenia wstrzymała jego o- 
głoszenie. Dopiero gdy niebezpieczeństwo 
stało się oczywistem, Rada konfederacyi 
generalnej Królestwa Polskiego postano- 
wiła pospolite ruszenie, wzywając Bzlacłi- 
tę do wsiadania na koń. Rezultatem ode- 
zwy tej z d. 20 grud., 1812 r. było jedynie 
stawienie się kilkuset jeźdźców. Nierów- 
nie lepsze skutki miała uchwała Rady mi< 
nistrów z d. 30 grudnia, wzywająca pod 
broń jeźdźca z ka^ych 60 dymów. Uzbro- 
jenie i ubiór jeźdźca i konia mia2 być na- 
stępujący: pałasz, pika z grotem na 5 łok- 
ci długa, pistolet na smyczy, sukmana do- 
bra, spodnie sukienne, płaszcz albo kożuch, 
bnty dobre, ikoszol dwie, czapka dobra, 
siodło albo terlica z pod piersiom i podogo- 
niem z czarnego lub surowego rzemienia, 
oździenniea, uzdeczka, kańczug, troki 
dwa, torba płócienna na obrok, postronek. 
Postanowienie to zaailUo wojsko przeszło 
szedciu tysiącami jazdy, ponieważ usłu- 
chać mogły tylko: Kaliskie, Krakowskie, 
Poznańskie i Radomskie, jako niezajęte 
przez wojska nieprzyjacielskie. Część tej 
jazdy wcielono do dawnych regimentów, 
z reszty utworzono pułk Krakusów, który 
zyskał głośną sławę w kampanii 1813 r. 
Pułkiem tym dowodził Rzucbowski, daw- 
ny żołnierz. Następne pospolite ruszenie 
ogłoszone zostało w r. 1830. B. Gemi." 

Pospólstwo. Wyraz ten, mający dzisiaj 
znaczenie gminu i publiczności ludowej, 
niegdyś oznaczał pospólne czyli wspólne 
władanie, posiadanie, zgromadzenie. Ar- 
tykuł Statutu Wiślickiego opospoli- 



tem dobrem ma pierwszorzędne zna- 
czenie dla badacza przejściowych form 
własności ziemskiej w Polsce. Siennik w 
XVI w. pisze: „Gawron ptak siedli się w 
pospólstwie, tak iż na jednym drze- 
wie kilkanaście gniazd będzie". 

Postatnica, postadnica, posta- 
oianka, dziewka na postaci, przo- 
downica — ta, która w ciągu żniwa 
żniwiarzom inącym sierpami przodow^a, 
stając zwykle na pierwszym z lewego 
brzegu pola zagonie. W dniu dożynek nie- 
sie ona na swej głowie wieniec dożynko- 
wy dla gospodarza, za co otrzymuje po- 
darek. 

Postrzyżyny. Najdawniejszy z kroni- 
karzy polskich, Gallus, wspomina kilkn 
sowami o postrzyżynach syna piastowe- 
go Semowitaipotem o uczcie u Ziemomy- 
sla, podczas której odzyskał wzrok syn je- 
go siedmioletni Mieszko (Mieczysław I). 
Jakkolwiek Gallus przy tej uczcie nic o 
postrzyżynach nie dodał, to jednak wszys- 
cy późniejsi kronikarze, jak Kadłubek, 
Mateusz Cholewa, Długosz i t. d., opisują 
na domy^ postrzyźyny Mieczydawa. Naj- 
nowsze badania historyczne Brucknera 
podają w wątpliwość: czy istnie rzeczy- 
wiście oLechitó wpogański obrzęd poBtrzy- 
żyn, na co niema dostatecznych dowodów. 
O postrzyżynach mówi Lelewel, że w o- 
wych wiekach, kiedy prawa własności nie 
były należycie utwierdzone, ojciec przez 
postrzyżyny wprowadzał uroczyście i o- 
głaszał swego syna spadkobiercą. W ka- 
żdym razie obrzęd ten nosi wybitne cechy 
zwyczajów chrześcijańskich i do pogan le- 
cbickich mógł się dostać za w^^ywem 
chrześcijan. Postrzyżynami na kleryka 
(prima tonsura) zowie się pierwsza cere- 
monja kościelna przyjęcia laika czyli mło- 
dzieńca świeckiego w poczet kleryków. 
Postrzyżynami zowie się również obcięcie 
warkocza dziewicy, wstępującej do zako- 
nu, co następuje przy obłóczynach, na 
znak jej rozdziału ze światem. W domach 



dbyGoot^le 



POSUŁY.— POŚCIEL I ŁÓŻKA. 



107 



zamożnych obrzęd ten odbywał się oro- 
czyście przy zjeździe krewnych i przyja- 
ciół. Pannie młodej, -wychodzącej za mą2, 
postrzygano włosy zawsze przed oczepi- 
nami, na znak wstąpienia jej w zakon mał- 
żeński, w którym ani trefić kosy panień- 
skiej, ani przystrajać włosów wieńcem i 
kwiatami jnż nie mogła. Prof . Karol Pot- 
kański jest aatorem rozprawy ^Postrzy- 
żyny u Słowian i Germanów", pomiesz- 
czonej w 32-im tomie ogóhtego zbiorą 
„Rozpraw Akademii Um, wydz. history- 
czno-filozof." (Kraków, 1896 r., str. 330— 
406). 

Pottlły to samo znaczyło w mowie sta- 
ropolskiej, co dzii łapówka, a zwłaszcza 
podarek dla sędziego w sprawie. Wyraz 
ten ażyty jest w Voluminack legum II, 
fol. 1627 i VI f. 474. W Statucie Litew- 
skim czytamy w rocie przysięgi dla sę- 
dziego: „Nie z przyjaźni ani z waśni, nie 
posoły i dary, ani się spodziewając na po- 
tem darów, sądzić będę". 

Poicłel ł łóika. Polacy, hartując się od 
wieka dziecinnego do znojów obozowych 
i do życia rycerskiego nawykli, unikali 
nawet w domu i w czasach pokoju wszel- 
kiej miękkości i wytwomości w spoczyn- 
ku. Skóra z zabitego łosia, wilka lub nie- 
dźwiedzia rzucona na słomę lub grocho- 
winy i siodło pod głowę zwykłą bywały 
pościelą, przykryciem — opończa. Nastały 
później sienniki napychane sianem i po- 
duszki c^li uasypki dla niewiast tylko 
nap^oiane piórami łub pakułami a dla 
mężczyzn nasypywane sieczką, plewą, su- 
chym mchem lub liściem. Królowie nasi 
przykład niższym dawali w życia skrom- 
nem, w unikaniu niewieścich wygód. „Naj- 
dzie się w rejestrach starych — pisze Gór- 
nicki — wiele usłanie królewskiego łoża 
stało, tak skromnie uaówczas monarcho- 
wie polscy żyli". Wszakże z czasem upo- 
dobanie w wygodach rosło i zbytek wkra- 
dać się począł. Skóry niedźwiedzie i wil- 
cze tak zszywano, że okrywały siennik a 



spuszczone z tapczana o^niały przed ło- 
żem ziemię, aby nie ziębiła bosej nogi. Do 
jednej poduszki przybyła draga i to pa- 
chowa, a z lżejszego futra wymyślono za- 
woje czyli kołdry. Kilimami i kobiercami 
wschodnimi lub kosmatymi kocami krajo- 
wego wyrobu przykrywano naporędzien- 
ną łoża i obijano przy nich ścianę. W miej- 
sce tapczanów z prostych 2 lab 3 desek a- 
kazywtJy się łóżka na powrozach rozbite. 
W rachunkach Andrzeja Kościeleckiego 
z lat I&IO i 1611 znajdujemy, że łóżko dla 
naturalnego syna Zygmanta I kosztowa- 
ło grzywnę 1 i groszy 12 czyli '/< funta 
srebra. Do „gierady" czyli wyprawy pa- 
nieńskiej — powiada Szczerbicz i Gnoicki 
— należą przykrycia łożne, albo kołdry, 
prześcieradła, wezgłowia. W XVI w. by- 
ły już upowszechnione na poduszkach czy- 
li nasypkach powłoczki czyli poszewki 
zwane także „cechami". Jan Kochanow- 
ski pisze we Fraszkach o gościnnym do- 
mu szlachcica polskiego: ,A żona, pościel 
zwłócząc, nieboga się krztasi". Inwentarz 
ruchomości Aleksandra Jagiellończyka 
przy jego testamencie wymienia łóżka 
polskie z dębiny, łóżka francuskie, łoża 
połogi, namioty (kotarowe) z forbotami, 
u których kutasy de iestudine spadały, na- 
mioty bez łóż, podniebień 3 z kamchatki, 
materace, poduszki 2 aksamitne ze złotem, 
ze skór zamszowych, czyli Uess poduszki, 
stragulum kołdrę atłasową czarną cwilli- 
cbem podszytą, kołdrę armezynową, gier- 
makiadamaszkoweczamedoIoża,jałnionki 
do spania, urynały, naczynie miedziane do 
ogrzewania łoża.Dlachłopców u tegoż kró- 
la była skórzana poduszka, wszewki, prze- 
ścieradła, poszwy większe i mniejsze, pie- 
rzynki większe i mniejsze. Caetani w pamię- 
tnikach swoich (r. IÓ96) świadczy, że łóżka 
Polaków były maleńkie i wązkie, ledwie się 
w nich obrócić można. W drodze wozili tló- 
mok z pościelą, inaczej musieliby spać na 
ziemi lub słomie. Podobnież i Ogier, opi- 
sując podróż do Polski r. 1G35, wyraża się; 



dbyGoot^le 



108 



POŚCIEL I ŁÓŻKA. 



,w drodze nie dostanie łóżek, trzeba, je wo- 
zić z sobą, albo spać na lawach". U boga- 
czów makatami ze złotogłowa i aksamitu 
obijano ściany przy łożu przykryłem koł- 
drą tnrską (turecką), gdzie wzorzysta po- 
biel osypana była wonuemi ziołami. Koł- 
dry robiono z atłasa tureckiego, z jrfócie- 
nek tureckich materace i zawoje do łóżek. 
Były później i z sierści koziej przykrycia. 
Moda szła zawsze z góry do warstw niż- 
szych. Jeżeli przeto widzieliśmy u króla 
Aleksandra Jagiellończyka wszystkie łoża 
pod namiotami czyli kotarami, to rzecz 
prosta, że naśladowali go panowie a pa- 
nów szlachta i mieszczanie, tych znown 
Żydzi, u których dotąd można spotykać 
po miasteczkach małe łóżka pod kotarą 
2 podniebieniem czyli namiotem. Namioty 
te odpowiednio do zamożności robiono z 
altembasu, tabiuu, rfotogłowu, adamasz- 
ku, kitajki pospolicie karmazynowej, nie- 
kiedy zielonej, z persa lub cycu w kwiaty. 
Na namiot suto fUdowany nad podwój- 
nem łóżkiem, zwieszony od powały do 
podłogi i tak dostatni, by śpiących dokoła 
osłaniał, wychodziło do 100 łokci materja- 
łu. Od Niemców zaczęto przejmować be- 
ty czyli piernaty w miejsce polskich sien- 
ników i pierzyny do przykrycia. Zwyczaj 
ten rozpowszechnił się i przetrwał więcej 
ułuda, niż u szlachty, która, przechowu- 
jąc tradycje rycerskie przodków swoich, 
pogardzała zawsze betami i zamieniała 
sienoiki tylko na wlosiane materace przy- 
krywaoe skórą łosią lab jelenią. Piszący 
to zoał jeszcze napoleonistę G-rodzkiego, 
który, przybywszy w odwiedziny do swo- 
ich przyjaciół, gdy znalazł przygotowany 
dlaó w łóżku piernat, przyjął to za rodzaj 
zniewagi wyrządzonej honorowi starego 
żołnierza i pierwej się nie położył, aż pier- 
nat i ręcznik, których nigdy nie używał, 
za drzwi wyrzucił. Żony lubiły uście- 
łać łoża mężom swoim. Marja Kazimiera, 
żona Sobieskiego, pisze, że król sypia do- 
brze, gdy ona mu sama pościele. Kitowicz 



w swoich pamiętnikach o czasach Saskich 
powiada, że w domach pańskich łóżko 
małżeńskie było adamaszkowe takiego 
koloru, jakiego obicie sypialni z firanka- 
mi i płotkiem sato u góry i dołu obłożo- 
nym złotym galonem. Stawiano te łóżka 
wzdłuż ściany w niszy, albo głowami pod 
ścianę a nogami na środek pokoju. Kawa- 
ler nakrywai swój tapczan kobiercem tu- 
reckim, ścianę obijał makatą, na której 
zawieszał rzędy, szable, pistolety, trąbki, 
ładownice a poniżej krucyfiks, obrazek 
N. P. Częstochowskiej i gromnicę. Crdy 
który pieszczoch, wyprawiony na dwór 
pański, przyjechał z pościelą pierzaną, zo- 
stawał wyśmiany i musiał do domu ode- 
słać piernaty, a poprzestać na kołdrze i 
poduszkach. Moda nżywania betów nasta- 
ła za doby Saskiej skutkiem bliższego ze- 
tknięcia się Polaków z Sasami. Wówczas 
to upowszechniły się i łóżka w miejsce 
tapczanów, które odtąd służyły już tylko 
hajdukom, lokajom i pachołkom. A jedno- 
cześnie upowszechniły się również i ury- 
nały, naczynia pierwej pogardzane przez 
szlachtę. W XVIII w. pojawiły się łóżka 
podróżne składane a także łóżka żelazne 
ze spodem na pasach. Kawalerowie, za- 
miast firanek, poprzestawali niekiedy do 
łóżka takiego na parawaniku żelaznym o 
jednej nodze, który na noc łóżko zasłaniał 
a na dzień u nóg był stawiany. Kołdry 
weszły w użycie watowane, kryte ada- 
maszkiem, atłasem, wełną Inb baw^ną, 
przedtem angielskie, później krajowe i pi- 
kowe. Niemniej w drugiej połowie XVIII 
w. upowszechniły się stoliczki lub małe 
szafeczki przy łóżkach, do postawienia 
wody, dzwonka, świecy i ekscytarza czyli 
budzika służące, a w miejsce parawanów 
żelaznych drewniane o kilku skrzydłach 
zaciągniętych kitajką zieloną lub papie- 
rem kolorowym, różnemi wyklejeniami 
ozdobionym. Od staruszek pamiętających 
wiek XVIII słyszeliśmy niegdyś, iż był 
powszechny zwyczaj w domach możniej- 



dbyGoot^le 



POŚWIĄTNE.— POWIAT. 



109 



szych pokrywaniakolder gościnnych matę- 
rją ze starych sukien jejmościnych. 

Poiwiątne znaczy grunt pod fundację 
kodciota przeznaczony, fundus dolatus, 
fundtis ecchsiae adjaccns. ( Vol. leg. I, fol. 
B74iIII,f. 798). 

Potaż- Jak powszechnetn było w Pol- 
sce wypalanie pota*u i jak spore dochody 
osiągano ze ^rzedaiy potain wywożone- 
go wodą zagranicę, jeszcze w XVIII wie- 
tadaje tego miarę Ign. Krasicki w wier- 
szu: 

Gd;b7 nie b;lo pota2u. 

Nie bylobf ekwipażu; 

Skarb to nie dosyć wielbiony, 

Z popiotóir mamy galony. 

Potloriłas czyli rozdział sądowy dóbr 
odłożonych pomiędzy wierzycieli, ob. Enc. 
Star. L III. str, 78, a obszerniej w Staro- 
iytnoSciack polskich J. Moraczewskiego, 
t, IL str. 269. Ksiądz Franciszek Jezierski 
pisze surowo w tej mierze za czasów Sta- 
nisława Augusta: „Dokret^tf/zor/^a/Zj jest 
jak strzała z cięciwy wypchnięta, kl^ra 
zawsze wylata z Sąd a, ale nie zawsze tra- 
fi w sprawiedliwe zadosyóuczynienie wie- 
rzycielom. Spadają późniejsze zapisy, 
zmniejszają się albo zupełnie upadają pro- 
wizje i trafi się często, że sprawiedliwość 
i cudza własność cierpi, a ten, kto przebrał 
więcej jak miał, zarobił na tym, jakby 
miał interes w najzyskowniejszych sposo- 
bach handlu". 

Potoczny sąd ob. Sądy. 

Potrzaba. Wyraz ten ma wiele ubocz- 
nych znaczeń, których wyjaśnienie należy 
do słowników języka polskiego. Tutaj 
wspomnimy tylko, że Polacy ze względu, 
iż nie prowadzili wojen zaczepnych, ale 
tylko wyraszali na boje w potrzebie obro- 
ny własnej, nazywali potrzebą smutną 
konieczność każdej wyprawy wojennej, a 
więc wojnę, bitwę i potyczkę- Starowolski 
pisze: .Rycerz dziękować ma Bogu za 
zwycięstwo, i co ślubował, idąc do po- 
trzeby, ma jak najprędzej z wdzięczno- 



ścią oddać*. Potrzebami nazywano także 
wyszycia do zapinania u bekiesz, ferezyi, 
kontuszów, czamar i kapot taśmowe lub 
sznurkowe z odpowiedniemi: pągwicami, 
butonami, guziczkami, barełkatni i pętli- 
cami, zwykle szmuklerskiej czyli pasamo- 
nickiej roboty, u możnych nieraz złote 
lub srebrne. 

Potu remne— opłata, którą składa skar- 
żący za uwięzienie i stróżowanie podsąd- 
nego. Statut Litewski każe płacić turem* 
nego od szlachcica dziennie 48 groszy, od 
nieszlachcica 24, jeżeU byli o zbrodnię 
gardłową obwinieni, W razie mniejsze- 
go przestępstwa płacono taksę połowicz- 
ną, jak również za wieżę, która nie zależa- 
ła od sąda. 

Poturnak, poturczeniec, poturczo- 
ny, pobisurmaniony — renegat, z 
chrześcijanina mahometanin. Gwagnin pi- 
sze: „Kiedy kogo mają poturczyć, do ka- 
dego go przyprowadzą. Kady zawój mu 
na głowę włoży; potym z pompą przez 
miasto prowadzą; potym go w osobnej ko- 



Potwarz albo kalumnja. Statutzr. 
1347 powiada, że potwarzony o gwałt pa- 
nien, wdów lab mężatek, sześcią świad- 
ków ma się oczyścić, to aię znaczy, że po- 
trzebuje tylu ludzi, którzyby zaprzysięgli 
jego niewinność. Prawo z r. 1496 postano- 
wiło, że potwarca do wieży skazany być 
nie ma, aż się sprawa dostatecznie mieć o 
potwarzy będzie. Potwarca, o potwarz in- 
szego pozywając, gdy się ten oczyści, trzy 
grzywny dać nrn powinien. (Ob. Odszcze- 
kiwanie pod ławą, Enc. Star. t. III, 
str. 278). 

Powązka — chusta do cedzenia mleka 
świeżo udojonego. Syrenjusz pisze: ,Sko- 
topasowie miasto powązki i cedzidła uży- 
wają ostrzyny do cedzenia mleka". 

Powidt, wyraz w języku polskim staro- 
żytny, sięgający czasów słowiaósko-lechic- 
kich, a oznaczający okolicę, obwód, o- 
kręg, którego mieszkańcy powiadamiali 



dbyGoot^le 



110 



POWITANIA. — POWOŁOWSZCZYZNA. 



się na wspólne wiece i do wspólnej obrony 
w swoim „grodzie*. Odwyrazówtefc wiec, 
powiadomić — pochodzą wyrazy: powiat i 
powietnik. Powiaty lechictie, zlo2one zwy- 
kle z kilka opól czyli gmin, łączyły się w 
ziemie {lerrae, comiiaius), a ziemie w księ- 
stwa. Jeszcze cesarz niemiecki Henryk II 
objeżdżał poddanych sobie Słowian po po- 
wiatach i odbywai z nimi zwoływane wie- 
ce. Pierwotne powiaty nie mogły mieó 
ani ścisłych granic, ani przepisanej rozle- 
głości. Długo termin ten polski stosowany 
był chwiejnie i odmienniti, nawet w jed- 
nym i tym samym doknmencie, zwłaszcza 
naLitwie i Rusi. Np.w „Diikcie granic ko- 
ronnych i W. Ks. Litewskiego" z r, 1646 
(Dogiel L.) cała prawie Ukraina nazwana 
jest raz .powiatem" kijowskim, to znown 
„ziemią' i , województwem", a obok t«go 
spotykamy w jej granicach „powiat' Win- 
nicki i .powiat' bracławski. Wogóle jed- 
nak „powiat" oznaczał w Polsce okręg są- 
dowy, t j. obwód, ciążący do jednego gro- 
du, starosty, a zwłaszcza sądu ziemskiego. 
W Wielkopolsce i Małopolsce wojewódz- 
twa dzieliły się na ziemie i powiaty. Np. 
województwo Płockie składało się z ośmiu 
małych powiatów, a obok niego wojewódz- 
two Mazowieckie z 10-u ziem, z których 
np. Łomżyńska obejmowała 4 powiaty. 
Każdy taki powiat był oddzielnym okrę- 
giem sądowym i miał własną hierarchję 
urzędników ziemskich. Że zaś niektóre po- 
wiaty {np. 3 powiaty ziemi "Wiskiej) były 
bardzo m^e, więc zdarzano się, że nieraz 
w powiecie było więcej urzędników tytu- 
larnych, niż posesjonatów do noszenia 
tych godności powiatowych. Gdzie powiat 
był nazbyt mały, tam okręgiem sądowym 
była ziemia. Księstwo Żmudzkie dzieliło 
się na 28 „traktów", które obszarem od- 
powiadały przeciętnym powiatom mazo- 
wieckim. W ziemiach ukrainnych ilość 
powiatów wciąż się zwiększała, w miarę 
posuwania się naprzód linii obronnej kra- 
ju przez wznoszenie nowych zamków i je- 



dnoczesne wzrastanie zaludnienia dokdta 
tychże. 

Powitania i pozdrowienia. W przy< 
wileju Zygmunta I z r. 1523 herb Pogo- 
gonią nazwanyjest Bo że-z darz iZdarz- 
b ó g. Są to wyrazy używane w Polsce od 
czasów zapewne bardzo dawnych przy 
spotykaniu się lodzi. Mówiono także: 
„Pomagaj-Bóg" lub „Pomaga-Bóg*. Jan 
Kochanowski we fraszce „Do Pawła' pi- 
sze: .Chcif^em ci pomagabóg kilka- 
kroó powiedzieć". W rękopisie księdza Ka- 
rola Żery, franciszkanina drohickiego, spi- 
sującego w XVIII w. dykteryjki i praw- 
dziwe wypadki ku rozweseleniu braci za- 
konnej, znajduje się notatka (karta 26, 
nr. fragmentn 147), że pierwej nim zaczę- 
to mówić do siebie przy spotkaniu: „Niech 
będzie pochwalony Jezus Chrystus", po- 
zdrawiali się Polacy życzeniem: „Poma- 
gaj-Bóg". W zakrystyi zaś kościoła w 0- 
strożanach, w ziemi Drohickiej na Podla- 
siu, wisiało na tablicy zalecenie do ludu, 
aby przy spotkaniu z żydem mówił: „Niech 
będzie Pan Bóg pochwalony' . Jakoż przy- 
pominamy sobie i Żydów wiejskich, po- 
zdrawiających chrześcijan tem samem wy- 
ratoniem. U pisarzów naszych z XVI 
i XVII w. znajdujemy, że gospodarz witał 
gościa w progach swego domu sowami: 
„Moja służba' — „Służba, sąsiedzie miły" 
— „Służba moja powolna', żegnać zaś od- 
jeżdżających, mówiąc: „Bóg żegnaj", Lud 
wiejski, spotykając się przy pracy, mówi 
dotąd: „Pomagaj Bóg' — „Boże dopomóż" 
—„Panie Boże dopomóż", na co odpowia- 
da pozdrowiony: „Panie Boże zapłać" lub 
„Bóg zapłać", 

Powołowe ob. PowołowszGzyzna 
oraz Podatki i ciężary. 

Powołowszczyzna, Powołows— dawny 
podatek od dobytku rogatego w naturze 
zwykle oddawany. S. Petrycy w czasach 
Zygmunta HI pisze: „Powołowszczyzna 
to jest dziesiąty od poddanych wół we 
trzy lata'. Starowolski poświadcza, że 



dbyGoot^le 



POWÓD. — PÓŁKORNECIE. 



111 



,Za Władysława IV, powolowszczyznę- 
coroczną, którą przedtym w 10 lat jeno, 
potym w 7, zbA w 5, we 3 znowu, aż nako- 
niec co rok wybierać poczęto, ustanowio- 
no". W Vol. legum (11, £ 685) czytamy: 
,W domach szlacheckich wolno cudzo- 
ziemcom woły zimowane, karmne i powo- 
łowszczyznę kupować, i b^ myta z granic 
■wypędzać". W tem wyrażeniu prawa kra- 
jowego powotowszczyzna oznacza młodą 
rogaci znę. 

Powód, wyraz znany już w Polsce od 
wieków średnich, oznaczał tego, który 
wnosił skargę do sądu, powodując 
sprawę i proces. Po łacinie nazywano po- 
woda zwykle w sprawach cywilnych ak- 
torem, -w)aymmd,\aych.dt;latorem. Podług 
prawa polskiego powód równie jak po- 
zwany mógł stawać w sądzie bądź sam, 
bądź w towarzystwie patrona, bądź przez 
p^nomocnika. W innem znaczenia użyty 
jest ten wyraz w dokumencie z r. 1241: 
^ovod miliiare Ducent'^. 

Powóz ob. Podatki i ciężary. 

Pozew. Każdy proces rozpoczynał się 
od pozwu na piśmie, który woźny wręczał 
stronie pozwanej. Statut Kazimierza W. 
z r. 1347 stanowił, aby bez wiadomego po- 
zywającego pozwy dawane być nie mo- 
gły. Prawo z r. IbOla określa, aby pozwy 
ziemskie wydawane były pod tytułem 
królewskim a z pieczęcią ziemską, grodz- 
kie zaś pod tytułem i pieczęcią starosty. 
W r. 1643 postanowiono, aby pisane były 
w języku polskim. Zwykłe w sprawach 
cywilnych zwano citationes liłernles, ale 
były i nstne, które zwano taktami (od wy- 
razu tactus), bo woźny zaraz prowadził 
pozwanego do sądu. Zwano je także .ro- 
kiem nadwornym". Do ustnych należy 
terminus facionaius, rok licowy, gdy 
złodziej „z licem" t. j. z przedmiotem 
skradzionym był schwyttuiy. Zygmunt I 
przepisał formy dla pozwów ( Vol. leg: I, 
f. 423). Wręczenie pozwu woźny poświad- 
czał zeznaną w sądzie relagą. Stąd poszło, 



że i po upadku prawa polskiego poświad- 
czenie woźnego o wręczeniu pozwu nazy- 
wano .relacją woźnego". Opłata za dorę- 
czenie pozwu zwała się pozewne. 

Pólko ob. Pręt. 

PÓłbraAcze — rodzaj półkrytka czyli 
koczyka z budką zapewne ze skóry bara- 
niej czyli ^baranicy", Wac, Potocki pisze 
w XVn w.: 

.Jrili Bię kiedy dowie o biwiediie, 
Cho<5 nieprosEODR, w pólbarańcEU jediie". 

Połdziałko— mała armatka. Btażowski 
w l^ómaczeniu Kromera mówi: „Dwoje 
półdziiJek na naszych wystrzelili". 

PÓłSfSek — pół gęsi uwędzoaej na su- 
rowo i podawanej jako wędlina; trady- 
cyjny przysmak litewski. 

PÓłgranaciO — grubsze sukno granato- 
we, którego nie wolno było drożej sprze- 
dawać (w r. 1620), jak po 5 zł. łokieć ( Vol 
leg. m, f. 370). 

PÓłhak — gatunek strzelby wojennej. 
Kromer pisze: „Za panowania Ludwika 
Węgierskiego, Niemiec jeden strzelbę śpi- 
żaną, co od grzmotu hucznego półhakami 
nazwano, wymyślił". Seb. Petrycy w ,Po- 
liłyce Ar." zaleca: „Miejscy ludzie mają 
mieć p(^aki, dzi^a, działa, miecze i 
wszystko, co do obrony piechoty należy". 

PÓłkartauna — rodzaj działa oblężni- 
czego. Chmielowski w .i4/ena<;A pisze: ,V6l- 
kartauny zowią burzycielami". 

PÓłkiryinik, po łae. semiernis. Mączyń- 
ski w słowniku swoim z r. I5C4 wyraz ten 
tłómaczy: ,na poły we zbroję ubrany" 
(człowiek). 

Półkoplenlacze. Kopieniak zwał się 
płaszcz węgierski od deszczu, modny od 
czasów Stefana Batorego. Półkopie- 
D i a c z e był to zapewne rodzaj półpłasz- 
cza podobnego. 

PÓłkornecie — mniejszy komet biało- 
głowski (rodzaj czepca). Haur w drugiej 
połowie XVII w. pisze: „Koron kobiety 
używają na komety, na półkomecia, na 
bonety". 



dbyGoot^le 



112 



PÓŁKRYTEK.— PRAWA NADBRZEŻNE. 



P6łkryłek — wózek czyli pojaździk pól- 
kryty t. j. z budką, koczyk, bryczka kry- 
ta. PóIkryŁki były już znane za czasów 
Zygmunta III. 

Połplisza — trypa, gatunek materyi. 

Półpoicie, środop oście. Foniewajt 
dawniej Post wielki zachowywany .byJ 
tak surowo, ża od środopościa przestawa- 
no spożywać gotowanych potraw, powstał 
więc na pamiątkę tego zwyczaj tłuczenia 
w dniu tym starych garnków, tak opisa- 
ny z czasów Saskich przez ks. Kitowicza. 
„Młokos przed niewiastą przechodzącą, 
dziewka przed mężczyzną rzucała o ziemię 
garnek popiołem suchym napełniony, tra- 
fiając tak blizko, żeby popiół z garnka ob- 
sypał i okurzył idącą osobę. Zawołał wów- 
czas swawolnik: „Półpoście, mości panie! 
lub mościa panno!" i uciekł. Wszakże sądy 
marszałkowskie, karząc za to na worku 
lub skórze, i to powściągn^y. Po wsiach 
uderzano garnkiem podobnym o drzwi, 
okiennicę lub ścianę, budząc śpiących od- 
głosem tym i krzykiem: „Półpoście!" 

PÓłBZarłacia, półszkarłaci e— suk* 
no szkarłatne, którego nie pozwolono w r. 
] 620 drożej sprzedawać, jak po 7 zł. łokieó 
( Vol. leg. IV, f. 370). 

PMszkutek — mała szkutka do spławu 
zboża. Klonowicz pisze we „Flisie": ,Gdy 
się żyta własnego dorobisz, spraw dubas 
abo półszkuteczek". 

PÓłtOWnik — przełożony nad połacią 
miasta. Seb. Petrycy pisze: „Miasto roz- 
szykować trzeba na ćwierci, ćwierci na 
póttowniki, póltowniki na dziesiątki"; lub 
w innem miejscu: ,,Półtownikiem i dzie- 
siątnikiem tylko ten być ma, który sam 
pod po^uszeństwem półtownika i dziesią- 
tnika swego kozacką (służbą) służył". 

PÓłzegarze ob. Godzinnik {Enc. 
Star. t. II, str. 197). 

Praejudicata. Taknazjwano wyroki 
sądowe, które w sprawach podobnych za 
wzór później służyły. Kazimierz Jagielloń- 
czyk postanowił, aby sądy wyroki swe 



wpisywały w jedną księgę (zwaną później 
dekretarzem), które potem przy sądzeniu 
spraw tejże natoły służyć miały zaprę- 
judykata do nowych wyroków. To samo 
wyrzekł Zygmunt I w urządzeniu dla 
Prus, oświadczając, że gdy dwa wyroki w 
jednakowych sprawach są różne, wówczas 
jedna z nich niesprawiedliwie jest osądzo- 
ną, Z mocy tych ustaw o prejudykatach, 
sądy trzymały się zawsze swoicli starszych 
a nie obcych wyroków, czyli prejudyka- 
tów w swoim dekretarzu zapisanych. 

Prałat, po łae. praelatus — przełożony. 
Godność udzielana w średnich wiekach 
niekiedy urzędnikom świeckim, z czasem 
wyłącznie przyzna wanaduchownym, spra- 
wującym wyższe urzędy kościelne. Prała- 
tami nazywają się opaci niektórych zako- 
nów, opatrzeni przywilejem używania in- 
sygniów biskupich, tak^e dygnitarze ko- 
ścielni wyjęci z pod zwykłej jurysdykcyi 
biskupiej. Prałatkami nazywały się nie- 
kiedy przełożone opactw żeńskich, ksienie. 

Prandypura—jakiśubiór męski wXVII 
w. niewątpliwie z Brandeburgii naślado- 
wany. Opaliński w „Satyrach" pisze: 

„Dla niego kniwcj Bzyjij l«lely, krają złotogłów;, 
A z nich zaś prandjpurj, koatusze, hazuki". 

PraSDł — przekupień soli; prasołka 
— przekupka soli; prasolstwo — kra- 
marstwo solno. Zimorowicz w Sielankach 
mówi: „z prasołki żyć" czyli z handlu sol- 
nego, PrasoIką nazywano także poda- 
tek od prasolstwa. Herburt w Statucie pi- 
sze, że „książę Oświęcimski miał grzywnę 
jedną z przekupniów albo z prasołów sol- 
nych". W Vol. legum (t. 2, r. 1642) znaj- 
dujemy, że „prasołowie, od każdego wo- 
za, którym sól wożą na przekup, płacą po 
gr. 12". 

Prawa nadbrzeżne o rozbitkach i kor- 
sarzach. Powszecline w Europie było pra- 
wo, iż rzeczy rozbitków morskich, które 
woda na ląd wyrzucała, stawały się praw- 
ną własnością tych, którzy je znaleźli i 
zabrali. Tylko naród polski może się tem 



dbyGoot^le 



PRAWA NADBRZEŻNE O ROZBITKACH I KORSARZACH. 



113 



pochlabić, ża ze wstrętem podobną zasadę 
odrzncaj, Kazimierz Jagiellończyk, przy- 
szedłszy do posiadania Pomorza, zniósł 
niesprawiedliwe to prawo, a takjus nau- 
/ragii nie miało u nas miejsca. Statut Li- 
tewski pod karą wynagrodzenia w dwój- 
nasób (sowito), wzbrania zabierać rzeczy 
rozbitkom (Rozdz. IX,art. 3i}. Naród nie 
cbciał, aby z nieszczęścia bliźnich bogaco- 
no się przez grabieji ich mienia. Ludzkie 
to i pełne miłości chrześcijańskiej zdanie 
objawili i obstawali przy nteoi: Zygmunt 
Stary i Stefan Batory. Jak zacne i rozum- 
ne raeczy wychodziły z kancelaryi kró- 
lewskich, niech posłuży za dowód list Ba- 
torego do miasta Lubeki w sprawie po- 
wyższej: „Jeżeli nie jest w mocy ludzkiej 
odwrócić rozbicia okrętów, to ciągnąć z 
nich zyski jest niegodneni. Jeżeli burza 
nieszczęśliwemu nie wszystko zabrała, dla- 
czegóż mielibyśmy być okrutniejszymi od 
wichrów i mórz? Ani my, ani poprzednicy 
nasi nio inaczej uważaliśmy rozbitków^ 
jak za ludzi, którzy w nieszczęściu więk- 
szo do naszej opieki mają prawo. Towary 
nieprzyjacielskich rozbitków powrócić, a 
ludzi wolno puścić kazaliśmy, bo sądzi 
my, że w rozbiciu nie byli nam nieprzyja- 
znymi, ani te* szkodliwymi być mogli" 
Potępienie koraarstwa przez prawodi 
stwo polskie nastąpiło za Stefana Bato- 
TORO w czasie pamiętnego buntu Gdań' 
szczan. Zuchwali mieszczanie, pobici na lą- 
dzie pod Tczewem, zamknęli się w warów- 
wnych murachswego miasta, ufni, iż od stro- 
ny morza będą otrzymywali posiłki, broń 
żywność. Aby właśnie tego nie dopuścić, 
Stefan Batoiy wydal następny uniwersał: 
„"Wszem wobec i każdemu z osobna, ko- 
mu o tem wiedzieć należy, tak z podda- 
nych naszych, jako i z ludzi postronnych 
i t. d. Dla popierania przedsięwziętych 
przeciw Gdańszczanom kroków wojen- 
nych potrzebując sity zbrojnej na morzn, 
akeztałcenie jej poleciliśmy urodzonemu 
Piotrowi Kłoczewskiemu, staroście mato- 

EncrUopedJa itiropolikii, tom IV. 



gojskiemu, sekretat^owi naszemu, oras 
burmistrzowi i radcom magistratu miasta 
naszego Elbląga, którymnastępującestano- 
wim przepisy: Nis chcąc, aby marynarze 
nasi frajfaiterów (rozbójników morskich) 
postać na siebie przybierali, jak najsuro- 
wiej im zalecamy, aby się nie ważyli ża- 
dnyi^h innych, prócz gdańskich, zabierać 
na morzu okrętów. Mianowicie, rozkazu- 
jemy im, aby szanowali okręty i wszelką 
własność najjaśniejszego króla imci duń- 
skiego i jego poddanych, najjaśniejszego 
króla imci szwedzkiego i jego poddanych, 
i miast hanzeatyckich, i żadnej statkom 
ich i płynącej na nich czeladzi nie czynili 
krzywdy. Okręty nasze chwytać mają tyl- 
ko statki gdańskie, których całkowitą 
wartość, nic sobie nie zastrzegając, mary- 
narzom i dowódcom ich ustępujemy. O- 
prócz korzyści, stąd dla nich wynikającej, 
zabezpieczamy im żołd, jaki z wielmożnym 
starostą matogojskim umówiony będziei 
który oni regularnie pobierać będą. Nie- 
mniej właścicielom okrętów, do tej wypra- 
wy użytych, zaręczamy zapłatę, o jaką 
się z W. Kloczewskim zgodzą, oraz uwol- 
nienie od tej służby przed zimą. Dla więk- 
szego zaś jeszcze zachęcenia przyrzekamy 
właścicielom tych okrętów darowanie im 
cła, skarbowi naszemu winnego od towa- 
rów, którymi, powracając do siebie, na zi- 
mę, okręty swoje ładować będą chcielL 
Dan w obozie pod Gdańskiem d. 28 lipca ' 
1577 r. Stefan Balory."- Dokument niniej- 
szy ogłosił Edward hr. Haczyński w zbio- 
rze p. Ł „Pamiętniki do historyi Stefana 
króla" (Warszawa, 1830 r.). Jednocześnie, 
tegoż samego dnia, król Stefan podpisał 
pełnoiuocnictwo dla Kloczewskiego i wy- 
dał prawie jednobrzmiący z powyższym 
uniwersał do magistratu elbląskiego, za- 
wiadamiając, że rycerze jego, nie zaś kor- 
sarze, będą ścigali na Bałtyku zbuntowa- 
nych Gdańszczan {mililes nosiri, quos non 
pirałos, neque Jraibileros esse -oolumus. 
„Źródła dziejowe", III, 183). W prawach, 



dbyGoot^le 



114 



PRAWA ZWYCZAJOWE. — PRAWO OBELNE. 



udiwalonych isa Stanika wa Augusta co do 
rozbitków morskich, przejawiły się te sa- 
me tradycyjne pojęcia narodu polskiego a 
pn^pisy dla księstwa Kurlandzkiego i Se- 
juigalskiego brzmią: „Nikt także na po- 
tem ważyć się nie ma używać owego nie- 
ludzkiego prawa opanowania dóbr rozbi- 
tych na morzu; lecz jeżeliby kto pomoo 
jakq wtem niebezpieczeństwie będącym 
przyniósł, sprawiedliwą nagrodą za pracę 
swoją ma się kontentowaó. O prawach te- 
go rodzaju u innych narodów ob. w Enc. 
kościelneji. 21, str. 197. 

Prawa zwyczajowe. Gdy r, 1249 legat 
papieski Jakób wysiany był z Rzymu nad 
Bałtyk do rozsądzenia sporów między 
Krzyżakami z jedaej a nowonawrócoaemi 
czyli podbitemi przez nich plemionami 
pruskiemi: Pomeranów, Warmów i Natan- 
gów z drugiej strony — obie strony spor- 
ne, t j. Krzyżacy i Prusowie szczepu let- 
tońskiego, po wspólnej naradzie wybrali 
prawo i sądownictwo polskie za obo- 
wiązujące. Widzimy z tego, w jaki sposób 
wpływ kultury i praw polskich sięgał już 
w XIII w. z nad Warty do ujść Niemna. 
Ale były to prawa nie pisane, ani siłą z ob- 
czyzny narzucone, ale uświęcone wiekami, 
rdzennie lechickie i słowiańskie zwyczaje 
narodu polskiego. Uczony prawoznawca 
polski Walenty Dutkiewicz powiada: n^""^" 
wa jak wszędzie tak i u nas, zaoim były 
zredagowane czyli napisane, tworzyły się 
z potrzeb społecznych i formy rządu, z u- 
sposobienia narodu, z jego ducha, z jego 
wyobrażei o sprawiedliwości". Zwyczaje 
ustalono nietylko w całym narodzie, ale 
nawet w jednej z jego ziem były uważa- 
ne za prawo miejscowo obowiązujące ( Vol. 
leg. V, f. 500). Statut Wiślicki jest pierw- 
szem prawem pisanpin, jest zbiorem praw 
zwyczajowych Wielko- i Małopolskich a 
zostanie on po wszystkie wieki pięknym 
pomnikiem, jako podstawa następnych 
prac prawodawczych, które przez pólpię- 
ta wieku poprawiały go, uKupelniały, zmie- 



niały w miarę nowych potrzeb i odwoły- 
wały się do niego. Król Aleksander Ja- 
giellończyk polecił, aby każda ziemia spi- 
sała i przedstawiła mu wszystkie swoje 
prawa zwyczajowe. Uczyniła to tylko za 
krótkiego jego panowania ziemia Krakow- 
ska i w statucie Łaskiego mamy jedynie 
zwyczaje prawne ziemi Krakowskiej. Do- 
chowały się jeszcze spisane w części zwy- 
czaje prawne ziemi Łęczyckiej. Innych 
zgoła brak a dowiedzieć się o nich może- 
my tylko z dokumentów prawnych pry- 
watnych. Nie będziemy też mieli poty hi- 
storyi prawa polskiego, dopóki nie będą 
ogłoszone i zbadane wszystkie dokumenta 
średniowieczne w krajn naszym. W. Dut- 
kiewicz pisat rozprawę: „O maiemanem 
prawie zwyczajowem". Warszawa, 1876. 
Komisja prawnicza w Akademii um. ogło- 
siła w V tomie swoich wydawnictw ode- 
zwę w przedmiocie zebrania prawa zwy- 
czajowego, przysłów i wyrażeń prawnych 
w Polsce. Prof. Aloizy Winiarz napisał 
rozprawę „O zwodzie zwyczajów praw- 
nych mazowieckich układu Wawrzyńca z 
Prażmowa" (w tomie 33 ogólnego zbioru 
rozpraw Akademii nm. a w t. YII seryi 
II, str. 91—170, Kraków, 1895 r.). 

Prawda — plecionka pod misy i półmi- 
ski na stole podkładana. W broszurze z r. 
1674 „Dworstwo obyczajów" czytamy: 
„Pacholę stół ma przychędożyć, obrus bia- 
ły pościele, prawdę w pośrodku położy". 
Bielski w XVI w. wspomina o prawdach 
stołowych przy herbie Prawdzie. 

Prawo gościnne. Tak zwano w Polsce 
sąd dla kupców, przybywających do miast 
składowych lub z towarami na jarmarki, 
ustanowiony w r. 1565 przez Zygmunta 
Augusta ( Vol leg. II, str. 636). Był to sąd 
natychmiastowy, ale sądził obcych (gości) 
podług prawa krajowego, stosując się w 
w rzeczach kupieckich do zwyczajów han- 
dlowych. 

Prawo obelne ob. Obelnc prawo 

{Enc. Siar. t. III, str. 269). 



dbyGoot^le 



PRAWODAWSTWA. 



115 



Prawodawstwa obowiązujące 'W daw- 
nej Polsce. Najdawniejsze prawa pol- 
skie są spisane na sejmie w Wiślicy za 
Kazimierza Wielkiego, 1347 r. Nie ksztai- 
.city się one na prawie rzymskiem a pomi- 
mo to byli autorowie, którzy prawo naro- 
dowe polskie prawem rzymskiem objaś- 
niać a nawet uzupełniać chcieli. T. Czacki 
w dziele ,0 Litewskich i Polskich pra- 
■ wach" zaprzeczył wzoru i wpływu prawa 
rzymskiego na prawa przodków naszych. 
■Natomiast Jan Wincenty Bandtkie w roz- 
prawie yindiciae Juris Romani (r. 1808) 
usiłował dowieść, że prawo rzymskie mia- 
ło moc pomocniczą w Polsce. Wówczas 
Czacki dowiódł swoich poprzednich twier- 
dzeń rozprawą: „Czy prawo Rzymskie by- 
ło zasadą praw Litewskich i Polskich?" 
Wówczas pogodził obn zapaśników Osso- 
liński, który w rozprawie „O prawie 
Ezymskiem w Polsce" (r. 1819) wykazał, 
że Bandtkie miał duszność co do praw 
miejskich a Czacki co do praw ziemskich. 
Ważne rozprawy drukował w tym przed- 
miocie ówczesny Dziennik Warszawski, 
pióra Aleksandra Mickiewicza (brata Ada- 
ma) i innych. W r. 1828 wydał Jan Ja- 
nowski rozprawę konkursową i Joachim 
Lelewel , Początkowe prawodawstwo pol- 
skie" a Wac. Al. Maciejowski „Historję 
prawodawstw Słowiańskich". Najdokład- 
niejsze wydanie Statutu Wiślickiego znaj- 
duje .się w dziele Antoniego Zygmunta 
Helcia „Starodawne Prawa Polskiego Po- 
mniki (Warszawa, 1856 r.). W r. 1874 wy- 
szły dwa ważne dzieła: Romualda Hubę- 
go „Prawo Polskie w wieku XIII" i A. Z. 
Helcia z pism po nim pozostałych „Daw- 
ne prawo prywatne polskie". Niemniej 
w tymże roku ukazała się rozprawa M. 
Bobrzyńskiego „O dawnym Prawie Pol- 
skim, jego nauce i umiejętnym badania". 
Ponieważ bibljografja przedmiotu prze- 
chodzi zakres Enc. Słaróp.^ zamykamy 
więc ją wzmianką o jedaem jeszcze waż- 
nem dziele Romualda Hubego: „Prawo 



Polskie w XIV wieku" (Warszawa, 1886 
roku). Od wieku XIV obowiązywało w 
Polsce prawo Ziemskie {/us Terreslre), 
którego podstawą był Statut Wiślicki Ka- 
zimierza Wielkiego z r. 1347, uzupełniany 
i zmieniany przez uchwały sejmów pó- 
źniejszych, zebrane w Yoluminach łegum. 
Uchwały te, pisane w języku łacińskim do 
polowy XVI wieku, nazywają się statuta- 
mi (ob. Statuty koronne). Odr. 1550 za- 
częto je pisać po polska i nazywać Kon- 
stytacyami. (Pierwszy raz użyto języka 
polskiego jako urzędowego w przywileju 
Zygmunta Augii.sta podczas sejmu piotr- 
kowskiego r. 1550). Aleksander Jagielloń- 
czyk zlecił Janowi Łaskiemu zebrać 
wszystkie prawa obowiązujące, a zbiór 
ten pozyskał sankcję królewską na sejmie 
radomskim w r. 1505 i, zuany pod nazwą 
Statntu Jana Łaskiego, wydrukowany zo- 
stał nietylko na papierze ale i na pergami- 
nie. Zygmunt I i syn jego Zygm. August 
usiłowali utworzyć porządne zbiory praw 
polskich. Za Zygmunta I była przygoto- 
wana w roku 1532 tak zwana Korrektu- 
ra Taszyckiego, jednego z sześciu redak- 
torów, w tym celu postanowionych, ale 
potwierdzenia urzędowego nie zyskała. 
Za Zygmunta Augusta dokonane były 
dwa zbiory praw: systematowy Jakóba 
Przyłuskiego i abecadtowy Jana Herbnr- 
ta, ale sankcyi urzędowej także nie naby- 
ły i pozostały pracą prywatną, Herburt 
jednak zyskał powagę w sądach. R. 1565 
wyszło niepospolite dzieło: „Ustawy Pra- 
wa Polskiego z łacińskiego wybrane na 
polski język dla wszelkiego człowieka pro- 
stego przdożone." Jest to pierwszy układ 
systematyczny praw polskich. Rozpoczy- 
na się Statutem Wiślickim, po którym idą 
statuta: o królu, wojewodach, starostach, 
granicach, szlachectwie i t. d., jodnem sło- 
wem całe prawodawstwo. W r. 1 569 wy- 
szło już trzecie wydanie tego dzieła. Za 
Zygmunta HI wyszedł wr. 1 600 zbiói- Ja- 
nuszewskiego, również jako praca pry wat- 



dbyGoot^le 



116 



P R A z M o. 



na, O pomnikowem wydawnictwie Yola- 
minów Legum ob. Yolnmina. Księstwo 
Mazowieckie, po wygaćcięciu swoich ksią- 
żąt do Korony wcielono, chciało zachować 
niektóre prawa ze Statutów Mazowiec- 
kicli i takowe pod nazwą Exccpta Maso- 
viae zatwierdził dla Mazowsza Stefan Ba- 
tory w r. 1676. (Całe Statuta Jlazowieckis 
wydal Bandtkie r. 18U1 w dziele^wj Polo- 
nicum). Najporządniej ułożone prawa mia- 
ła Litwa w tak zwanym Statucie Litew- 
skim (ob. Statut lit), którego były 3 
redakcje, a ostatnia w r. 1598 przez Zyg- 
munta III zatwierdzona, do XIX w. obo- 
wiązywała. Szlachta ziem pruskich, czyli 
trzech województw: Pomorskiego, Mal- 
borskiego i Chełmińskiego, która począt- 
kowo sądziła się równem prawem z miesz- 
czanami, zapragnęła na wzór szlachty ko- 
ronnej mieó oddzielne prawa, i takowe, 
zwane pospolicie Korrekturą Pruską, za- 
twierdzone zostały przez Zygmuntii III 
w r, 1698. Miasta miały prawa, sądy, au- 
tonomję i ustawy, przez Stany Miejskie 
uchwalane, .Wilkirzami" zwane. Mogły 
one czynió pewne zmiany w swoich pra- 
wach zasadniczych, jak tego zdarzały się 
przykłady w Poznaniu i Lwowie. Miasta 
województw pruskich i ks. Mazowieckie- 
go rządziły się prawem Chelmińskiem, z 
wyjątkiem trzech miast pruskich: Elbląga, 
Frauenburga i Braunaberga, które miały 
prawo Lubeckie, t. j. takie, jak niemiecka 
Lubeka. Miasta innych prowincyi rządzi- 
ły się prawem Magdeburskiem. Włady- 
sław Jagiełło, nadając to prawo, będące 
owocem kultury Zachodu, miastom Litwy 
i Rusi. jak: dla Wilna (r. 1387), Trok, Po- 
łocka, Witebska, Smoleńska, Kijowa, Ko- 
wna, Grodna, Woró, Kleszcz na Żmudzi 
i t. d., otwiera! wrota nadNiemnem, Dźwi- 
ną i Dnieprem dla wpływu kultury i pojęó 
zachodnio - europejskich. Źródło prawa 
Chełmińskiego i Magdeburskiego było je- 
dno. Różnica polegała głównie na tem, 
że w prawie Chelmińskiem była wspólność 



majątka między małżonkami, zwana 
„wspólnością chrfmińską" , nieznana w pra- 
wie Magdeburskiem. Uczeni prawoznaw- 
cy polscy dowiedli, że gdy na ustrój praw 
miejskich dużo wpłynęło prawo Rzymskie 
to w polskich prawach ziemskich nie mia- 
ło ono żadnej przewagi, bo te tworzyły 
się bezpośrednio ze starego obyczaju pol- 
skiego, z ducha i pojęć rdzennie narodo- 
wych i słowiańskich, a tylko pisane były 
po łacinie, jako w języku dawniej wyłącz- 
nie urzędowym. Po pierwszym podziale 
Polski 1773 r. w kraju przyłączonym do 
Austryi i nazwanym Galicją i Lodomerją 
do d. 1 Maja 1887 r. obowiązywały pra- 
wa polskie, od roku zaś 1787 wprowadzo- 
na została ^Ustawa JÓzefifiska", obejmu- 
jąca tylko prawa osobowe. Hypoteka (zwa- 
na „Tabulą lwowską") zaprowadzona zo- 
stała patentem z d, 4 marca 17«0. W Ga- 
licyi zachoduiej nie było TabuH i pozo- 
stały akta dawno polskie do czasu wpro- 
wadzenia prawa cywilnego w całej Gali- 
cyi z dniem 1 stycznia 1798 r. W prowin- 
cjach, któro dostały się pod panowanie 
pruskie, otrzymał z początku urzędową 
powagę zbiór Antoniego Trębickiego, a w 
r. 1797 zaprowadzone zostało prawo Pru- 
skie powszechne {Alłgemcine Landrecht), 
obowiązujące w państwie Pruskiem od r. 
1794. Po utworzeniu Księstwa Warszaw- 
skiego przywróconem zostało w departa- 
mentach po-pruskich prawo Polskie od 
daty 24 lutego 1807 r., ale na krótko, bo 
od 1 maja 1808 r, zaczął obowiązywać Ko- 
deks Kapoleona, w departamentach zaś 
po-austryackicb, po złączeniu ich z Księ- 
stwem Warszawskiem, zaczął tenże ko- 
deks obowiązywać od 15 sierpnia 1810 r. 
PraŻmo. Odwieczna potrawa rolniczych 
Polan, którą były niedojrzałe kłosy żyta 
lub pszenicy uprażone i wykruszone, Sy- 
reujusz w XVI w. powiada o życie i psze- 
nicy: „Krupy żytne z prażma t. j. z ziar- 
na niedoskonale dojrzałego, w kłosiu ze- 
rżniętego i na słońcu albo w piecu suszo • 



dbyGoot^le 



PRAZUCHA,— PRĘGIERZ. 



117 



nego" (str. 914). „Prażmo z pszenicy, pó- 
ki jeszcze ziarno ma w sobie nieco mleka, 
w ktosiu nad ogniem uparzone, albo wpie- 
ca pieczone, albo na słońcu asuszone i 
między rękoma wytarte" (str. 928). Łu- 
kasz Gołębiowski powiada, że na Polesiu 
grocb prażony dotąd .prażmem" zowią. 

Prażucha, czyli le mieszka — potra- 
wa starodawna z mąki pszennej a najczę- 
ściej z hreczanej, która praży eię sucho na 
patelni lub w rądlu a potem sypie na okra- 
szony wrzątek, miesza i podaje na gęsto 
lub na sypko z dodaniem skwarek. 

Pre8krypcJaob.w£nc.^/ar.:Dawność 
i Przedawnienie. 

Prełressa, tunika, westalka — 
suknia niewieścia w XVIII w,, którą tak 
opisuje Ł. Gołębiowski: , Jeden to prawie 
rodzaj sukien damekich ki'ótkicli, iałdzi- 
stych, z wyciętym gorsem, gamirowaniem 
u spodu, niedocbodzącej kolan, albo le- 
dwie za nie sięgającej, przepięta w stanie 
pasem i dwietną jaką klamerką. Z pod niej 
widaó było spódnicę długą, z tyłu powłó- 
czystą i z haftem częstokroć bogatym. 
Westalka zwykle biała krepowa lub z in- 
nej tkanki przezroczystej do binłej atła- 
sowej spódnicy. Pretressa i tunika purpu- 
rowa, niebieska nabiałem, albo przeciw- 
nie biała na niebieskiej, złocistej lub szkar- 
łatnej". 

Prezenta. Tak się nazywa przedstawie- 
nie biskupowi do zatwierdzenia osoby du- 
chownej na wakujące beneficjum. Prezen- 
ta była dawana albo przez samego kolla- 
tora, albo przez jego pełnomocnika, albo 
nawet przez opiekuna lub kuratora w ma- 
jątku małoletnich lub w kurateli będą- 
cych. Pisano ją według przyjętej formy 
i składano na r^ce biskupa. 

Pręgierz, dawniej pręgnierz, zwany tak- 
że piłatem, slup stojący zwykle przed 
ratuszem dawnych miast polskich, pod 
którym kat ścinał głowy skazanych na 
śmierć i smagano przestęców. Do słupa te- 
go przywiązywano oszustów dla pokaza- 



nia ich ludowi i winowajców, skazanych 
na hańbę publiczną, t j. piętnowanie czy- 
li „pręgę" lub „wyświecenie" czyli wy- 
gnanie z miasta (tak nazwane od tego, że 
pachołkowie miejscy wyprowadzali ich za 
bramy miasta ze światłem). Pręgierz był 
najczęściej używany w stolicy królewskiej, 
gdzie znaczna ludność, stek awantumi- 



Pręgieri z 



O przed ratuszem w Poznani 



ków i oszustów, a surowość artykułów 
marszałkowskich były powodem, iż w są- 
dach marszałkowskich zapadały^ często 
wyroki na chłostę publiczną. Chłostał zbir 
zwany: niedobry, budel{5;iWir/), szar- 
garz czyli hycel. Piszący to pamięta z 
lat swojego dzieciństwa może o.<tatniee- 
cho tej tradycyi, gdy r. 1851 władza ska- 
zała kupca tykocińskiego Kafałowicza na 



dbyGoot^le 



PRĘT.— PROCH STRZELNICZY. 



25 plag publicznych za fałszywą denun- 
cjację, którą to chłostę, ze względa że 
Tykocin nie posiadł już pręgierza, ■wy- 
mierzyli policjanci w obecności bnnni- 
strza na lynku tykoci6&kini pod pomni- 
kiem Stefana Czarnieckiego. W mniej- 
szych miastach były pręgierze drewniane, 
w większych kamienne, czasem miew^y 
ozdobę na wierzchu, np. w Poznaniu ry- 
cerza z mieczem podniesionym, jak to 
przedstawia dołączony tu rysunek prę- 
gierza poznańskiego. Przy każdym prę- 
gierza znajdowała się żelazna „kuna" czy- 
li kluba, skubUca, do przymykania prze- 
stępcy za szyję lub za rękę na czas wysta- 
wienia go na widok publiczny. Stąd było 
wyrażenie staropolskie: .siedzi jak w ku- 
nie". 

Pręt pierwotny znaczył tylko laskę i 
tyczkę. Potem zosts^ nazwą tyczki uży- 
wanej do mierzenia powierzchni ziemi, 
długiej na stóp polskich 15 a dzielonej w 
miernictwie na 10 pręcików i 100 ła- 
wek. Pręt „kopany" czyli kwadrowy (t.j, 
przestrzeń ziemi długa i szeroka na 77j 
łokcia) zwał się „pólko". Gb^ępski pisze: 
.W Polszczę zowią pólko, co na Mazow- 
szu pręt kopany". 

Prima Aprilis. Tak się nazywa po- 
wszechny zwyczaj zwodzenia innych w 
dniu pierwszym kwietnia. Początek te- 
go zwyczaju niektórzy wywodzą od uro- 
czystości dawnych Ezymian na cześć 
bożka śmiechu i wesołości, wiadomo bo- 
wiem, iż poganie rzymscy nowy rok roz- 
poczynali w dniu 1 kwietnia, wśród naj- 
weselszych zabaw. Inni utrzymują, że 
Żydzi, nie wierząc w Zmartwychwstanie 
Pańskie (Chrystus Pan, dnia 30 marca 
przybity na krzyżu, w dniu 1 kwietnia 
powstał z grobu), żołnierzy i wszystkich 
uczyli kłamać. W Polsce od czasów daw- 
nych w dniu tym rozsyłano listy ze zmy- 
ślonemi wiadomościami, lub zawierające 
tylko kartkę z napisem: Prima Aprilis, 
a także zwodzono ustnie, by uaśmiać się 



z łatwowiernych. Stąd przysłowie: ,Niv 
prima Aprilis nie wierz, bo się omylisz", 
lub „nie czytaj, bo się omylisz". Lud zo- 
wie zwyczaj ten po swojemu „prymapry- 
Ub". 

Proca— narzędzie do ciskania kamieni. 
Były proce mf^e czyli ręczne i proce wiel- 
kie czyli machiny szturmowe. Bielski w 
kronice swojej powiada: „Proki, jak zo- 
wie Długosz, abo proce, na dziwy wielkie 
nasi nasadziwszy, kamienie wielkie do 
miasta miotali". 

Procenty, Lichwa prawnie była do- 
zwolona tylko Żydom, a ii.usiała bywaó 
nad wszelką miarę wysoka, skoro Statut> 
WiśUcki ogranicza ją do 507u- Ograniczo- 
no ją jeszcze i tem, że tylko za 2 lata po- 
bierać ją dozwolono czyli do podwojenia 
kapitału ( Vol. leg. I, f. 33). Władysław 
Jagiełło, chcąc ułatwić pożyczki akademi- 
kom, ustanowił w Krakowie wekslarza 
Żyda, którego zobowiązał, aby nie bral 
więcej procentu jak grosz od grzywny na 
miesiąc. Była to łaska, a jednak wynosiła 
25% na rok. Przywilej ten znajduje się w 
Załaszowskim (t. I, f. 412), Dopiero w r. 
1670 zniżono stopę procentową dla Żydów 
do 207c. stanowiąc, że ktoby się na więcej 
obligował, takowe stypulacje ważne być 
niemają(Fi'/./if^.V, f. 77). Osobom świec- 
kim (nieżydom) pozwalano brać procent 
po 8 od sta, czytamy bowiem w uniwer- 
sale poborowym z r. 1578 za Stefana Ba- 
torego ( Vol. leg. II, f. 989), że: „Ci, którzy 
mają pieniądze leżące, a na interesa ich 
dawają, aby każdy od 100 złotych dal do- 
tych 2 (tytułem podatku od kapitału), 
Wszakże, aby żaden nie brał ode sta jed- 
no złotych 8", 

Proch strzelniczy nie był wynaleziony 
w Polsce, historja więc tego wynalazku, 
bardzo zresztą niepewna, nie może nas tu 
zajmować. To tylko możemy tu powie- 
dzieć, iż upowszechnionem było w dawnej 
Polsce (obalone przez dzisiejszą naukę po- 
danie), że pierwszym wynalazcą prochu 



dbyGoot^le 



PROCHOWNIA.— PROKURATOR. 



119 



był 'WToka 1830 oiemiecki mnich Bartold 
Schwarz. Konstanty Górski w .Hietoryi 
artyleryi polskiej" powiada, że „co do pro- 
chu, to z inwentarza zamku Lwowskiego 
(r. 1495) możemy się przekonać, że składał 
się on z saletry, której się znajdowało 
^medium pos'^ , i z siB.r]d „su^ur'^, której 
byJo „in tribus vasis quasi lapides decem''. 
Węgla zasobów nie trzymano, a przygo- 
towywano go w potrzebie z jakiegoś mięk- 
kiego drzewa. Dokładnych proporcyi tych 
składników u nas nie znamy, ale z inwen- 
tarza zamku Qlimańskiego okaznje się, 
że wyrabiano inny proch do hufnic, a in- 
ny do taraśnic, prawdopodobnie inny też 
do bombard. Kóżnica ta zasadzała się za- 
pewne na większej lub mniejszej propor- 
cyi saletry, od której właściwie zależna 
siła prochu. Z inwentarza zamku Lwow- 
skiego dowiadujemy się także, że do ro- 
bienia prochu używały się stępy i koło, 
które je w ruch wprawiało. Powiedziano 
tam bowiem: In kabilacuh, ubi puheres 
preparaniur, stinł dwie stępie, Cmn 
quatuor stempory cl una rola, magna 
ad hacc spectanlia i t. d. W innem miej- 
scu powiada Górski, że proch wyrabiali 
paszkarze na zamkach z materjatów otrzy- 
mywanych niekiedy z Krakowa. Tak w r. 
1521 podano z Krakowa do Kamieńca 
Podolskiego saletiy centnarów 22 i siarki 
cent. 14, za si^letrę płacąc po 24 .^otych 
za kamień. Posłano także i prochu goto- 
wego 36 centnarów. Mtyny prochowe znaj- 
dowały się w Krakowie, Lwowio i Czaję- 
wicach pod Krakowem. W rękopisie bi- 
bljoteki uniwersytetu Warszawskiego p. t. 
„Książka puszkarzom wszelkim bardzo 
potrzebna" autor piszący w r. 1624 poda- 
je rozmaite proporcje materjalów dla o- 
trzymania dobrego prochu potrzebne, np. 
5 funtów saletry, 2 siarki i 1 węgla, lub 3 
funty saletry, pół funta siarki i 6 łutów 
węgla. Potem daje proporcje dla prochu 
pierzchliwego, dla prochu, co się kręci jak 
wąż, dla majkowego, oraz dla różnych 



prochów kolorowych. Kołaczkowski w 
swem dziele „Wiadomości o przemyśle 
i sztuce' pod wyrazem „Proch" wylicza 
wiele miejsc w Koronie i Litwie, gdzie w 
wiekach XVI — XVIII istniały młyny 
prochowe (Lipniszki, Leszno, Poznań, 
Łuck, Pila, Sambor, Młociny i t. d.). 

Prochownia — młyn ze stępami do ro- 
bienia prochu lub skład prochu. Pod na- 
zwą prochowni znany był powszech- 
nie w Warszawie budynek zmurowany za 
Stefana Batorego u wylotu uhcy Mosto- 
wej nad Wisłą w kształcie wieży czworo- 
bocznej z przeznaczeniem na bramę mo- 
stową, przerobiony w latach 1648 i 1649 
za jeneralstwa Arciszewskiego na procho- 
wnię. Prochownię tę zbudowano na dwa 
piętra, które się komunikowały schodami 
kręconymi. Na piętrach urządzono rusz- 
towania do składania beczek z prochem, 
do których podnoszenia służyła winda z 
blokami i liną. Wejście zamykało się 
drzwiami żelazaemi, okna takiemiż krata- 
mi i okiennicami. Prochownia ta za cza- 
sów Augusta III Sasa przeistoczona zosta- 
ła na więzienie, na którcm Stani^aw Au- 
gust kazd położyć napis: „Nie miejsce, 
ale zbrodnia ludzi hańbi*. Stąd nazwa 
, prochowni" stała się dla ludu warszaw- 
skiego synonimem więzienia i jeszcze nie- 
dawno słyszeliśmy starych ludzi w War- 
szawie każde więzienie .prochownią" mia- 
nujących. Ale nietylko lud tak mówił. 
W sztukach teatralnych z końca XVIII 
w. czytamy: .Dłużnika nie mogącego we- 
ksla płacić, do prochowni zapakują". Skła- 
dy prochu z prochowni powyżej wmian- 
kowanej Briihl kazał przenieść za miasto, 
w okolice Woli. 

Prokurator. Tak nazywano pierwotnie 
w prawie polskiem pdnomocoików i pa- 
tronów stron stających w sądach. Statut 
Kazimierza W. postanowił, iż prokuratora 
swego każdy mieć może i mieć ma. Prawo 
z r. 1496 orzekło, że prokurator ma być u 
Sądu dany z urzędu potrzebującym go i 



■yGoot^le 



120 



PROPINACJA. — PROPORZEC. 



nieumiejętnym prawa. W r. 1538 postano- 
wiono, ż6 prokaratorem u Sądu świeckie- 
go być nie może osoba dnchowna, wyjaw- 
azy w sprawach własnych albo duchow- 
nych, W r. 1643 zaś uchwalono, ie Pro- 
curałores mają być przysięgli, ale ie kto 
chce sam swą rzecz prokurować w Sądzie, 
ten może. 

Propinacja (z grec. pinem pić), w are- 
dniowieozuej łacinie propinalw, znaczyła 
wystawienie wina na sprzedaż. U nas zna- 
czyła ezynkowanie. czyli sprzedaż wódki, 
piwa, miodu a przytem soli, pokarmów dla 
ludzi i obroków dla koni. Kazimierz W. 
nadaje rektorowi kościoła w Tymbarku 
liberam propinałionem lam cremati cere- 
vtsiae. Za Piastów piawa ksią2ęce,yurii rfw- 
calia czyli regalia^ ^7^7 obszerne. Mieli o- 
ni prawo zakładania wszędzie miast, kar- 
czem i kramów do sprzedaży żywności. 
W Koronie własność prywatna ziemska 
dość wcześnie została z pod prawa tego 
wyzwolona. Zasadniczy statut wolności 
propiuacyj nej z r. 1496 (ob. Vol. leg.l, 
f. 296, u Bandtkicgo f. 350} brzmi w tłó- 
maczenia polskiem: , Znosimy na zawsze 
nadużycie, t. j. zmuszanie poddanych, aby 
do domów i karczem przyjmowali piwo z 
miast królewskich, stanowiąc, aby pano- 
wie wsi i ich poddani w tej wolności byli 
zachowani, iż wolno każdemu piwa i inne 
trunki skąd kol wiekbttdż brać i we wsiach 
ich warzyć i warzyć kazać i wolno użyt- 
kować bez wszelkiej obawy z naszej stro- 
ny, lub starostów naszych zakazu, aresz- 
towania lub kary". Prawo zatem propi- 
nacyi — jak wyraża się uczony znawca 
praw polskich Walenty Dutkiewicz— nic 
innego nie znaczyło, jak prawo, służące 
właścicielom wsi do wyłącznego fabryko- 
wania piwa, gorzałki i miodu oraz szyn- 
kowania lub sprowadzania do szynku tych 
napitków, skąd im się podobało. Ten mo- 
nopol, że we wsi tylko jej dziedzic mógł 
warzyć i szynkować napitki lub innym da- 
wać na to pozwolenie, wynikał sam przez się 



2 nieograniczonej własności ziemi. W pra- 
wie jednak powytszem nie znajdujemy 
wcale zakazu, aby poddani pańscy nie mo- 
gli na swój użytek domowy sprowadzać 
napitków z innych dóbr i miast. Jeżeli 
więc przymus podobny był przez dziedzi- 
ców wprowadzony, to nie wynikał z pra- 
wa krajowego, ale byt naśladownictwem 
prawa w Niemczech, gdzie istniał w całej 
p^i obowiązek podobnej służebności oso- 
bistej pod nazwą „iannitm* , jus bartna- 
rium. Lecz u nas wyrazu tego niema w ca- 
łych Voluminack legum. Stefan Batory, 
przyznając r. 1676 w myśl prawa polskie- 
go, iż ziemie stanu rycerskiego są „wolne 
zawżdy ze wszemi pożytkami, któreby się 
na tych grunciech pokazowaly", uznał 
tern eamem wyłączne prawo dziedzica do 
dochodów propinacyjnych w obrębie jego 
dóbr. W Dzienniku Wileńskim z lipca 
1806 r. pomieścił Ozacki rozprawę p, t,: 
„O prawie, które mają obywatele prowin- 
cyi, składających dawną Polskę, do wolne- 
go szynkowania piwa, mioda i gorzałki; 
i o przyczynie, dla której obywatele daw- 
nej Rosyi, nie mając tej części docho- 
dów, krzywdy nie ponoszą". WBibljote- 
ce Warsz. z lutego 1861 znajduje się tak- 
że rozprawa o prawie propinacyi i jego 
rozciągłości, której autor A. K. bezzasad- 
nie wywieść usiłuje tak zwany przymus 
trunkowy bannum. Najobszerniej trakto- 
wał przedmiot Micbal Dobrzyński w roz- 
prawie „Prawo propinacyi w dawnej Pol- 
sce", pomieszczonej w XXIII tomie Roz- 
praw i sprawozdań Akademii um. (Kra- 
ków, 1888 r.). 

Proporzec. Tak zwano dawniej sztan- 
dar wojskowy, chorągiew i wreszcie kopję 
z chorągiewką. Kronikarze niemieccy za- 
świadczają, że n pogan słowiańskich na 
Pomorzu widzieli chorągwie wojenne ma- 
lowane na płótnie. Dytmar mówi, ieuLu- 
tyków czy Wilków była chorągiew z wy- 
obrażeniem jakiejś ich bogini, wielce sza- 
nowana, którą ktoś z chrześcijan przebił 



dbyGoot^le 



P R o P o R z 1 



kamieniem na wylot. Polacy, positkująoy 
w r. 1359 Stefana, wojewodę wołoskiego, 
przeciw jego bratu Piotrowi, poniósłszy 
kl^kę, atracili 11 sztandarów, a mianowi- 
cie 3 królewskia czyli ziemskie: krakow- 
ski, sandomierski i lwowski, oraz 9 rj- 
cerskich: Toporezyków, Leliwczyków, Li- 
Bowczyków ( Vulpium), Rawitów, Gryfi- 
tów, Szreniawitów, Habdanków, Pólkozi- 
ców i Strzemieńców {Sircparum). W roku 
1370, gdy po śmierci Kazimierza Wielk. 
wyszły procesje wszystkich kościołów i 
stanów miejskich na powitanie przybywa- 
jącego z Węgier króla Ludwika, „niesiono 
— ^jak świadczy Dtugosz— najprzód chorą- 
giew miasta Krakowa, na której wymalo- 
wany był herb miasta, a za nią post^po- 
■w^y chorągwie wszystkich cechów rze- 
mieślniczych, któremi gdy proporuicy o- 
kazali królowi Ludwikowi hołd posłuszeń- 
stwa, król z największą okazałością wje- 
chał do Krakowa, a potem uda^ się do ko- 
óciota krakowskiego i na zamek. Na po- 
grzebie Kazimierza Wielkiego jechało 40 
rycerzy w pnrparze, z których 11 z pro- 
porcami tylui księsttr Królestwa Polskie- 
go jechało za 12-ym, mającym większą 
nad inne chorągiew z orłem białym, her- 
bem państwa. W r. 1410 Witold, idąc z 
Jagiełłą pod Oranwald, rozda! w obozie 
nad rzeką Wkrą wojsku litewskiemu 40 
proporców {banderia), przykazawszy, aby 
każdy hufiec pilnował swego znaku. To 
rozdanie i ten przykaż kate nam mniemać, 
2e pojedyncze oddziały litewskie nie mie- 
wały pierwej swoich proporców i że Wi- 
told chciał je porównać pod tym wzglę- 
dem z polskimi. Dalej opisuje Dtugosz wi- 
dok wzruszający, jak ,w dniu 9 lipca ze 
wsi Będzina Jagi^ło z Witoldem wkro- 
czyli w kraj nieprzyjacielski a przebyw- 
szy bór dwumilowy i wyszedłszy na rów- 
ninę otwartą, tam dopiero kazali rozwi- 
nąć i podnieść chorągwie królewskie, W, 
ks. Litewskiego, ksiąiąt mazowieckich: 
Ziemowita i Janusza, tudzież panów pol- 



skich z niewymownem serc wzruszeniem 
i zapałem powszechnym. Król polski, 
wziąwszy do rąk swoich chorągiew wiel- 
ką, na której wyszyty był misternie orzeł 
biały z rozciągnionemi skrzydły, dziobem 
rozwartym i koroną na głowie, ze Izami 
w oczach wygłosił modlitwę do Boga". 
W r, 1422 po zakończeniu czwartej jni za 
Jagiełły wojny krzyżackiej, po przejściu 
rzeki Drwęcy i wysłuchaniu nabożeń- 
stwa, wszyscy chorążowie wzbroicach skła- 
dali na klęczkach królowi powierzone so- 
bie proporce, przemawiając; „Najjaśniej- 
szy królu, chorągiew tę poraczooą wier- 
nej mojej straży składam z czcią pokorną 
Waszej Królewskiej Miłości. Przy łasce i 
pomocy Bożej wiernie i w całości ją do- 
chowałem, a jako z zaszczytem wziąłem 
ją z rąk Waszej Kr. Miłości, tak ją odda- 
ję niepokalaną żadnem zbiegostwem ani 
czynem niesławnym". W r. 1461 podczas 
wojny z Zakonem — opowiada współczes- 
ny wypadkom Długosz — gdy król Kazi- 
mierz Jagiellończyk „zwlekał naumyślnie 
podniesienie naczelnego proporca z orłem 
białym, tak z powodu małej ilości wojska, 
jak i dlatego, aby inne chorągwie w więk- 
szej wystąpiły liczbie, urażeni tern pano- 
wie i przedniejsi rycerze postanowili roz- 
winąć własną chorągiew bez żadnego zna- 
ku; dopiero król kazał co prędzej podnieść 
przed nimi proporzec z ortem białym". 
Jan Kochanowski napisał wiersz: .Propo- 
rzec albo hołd Pruski", z powodu złożenia 
przysięgi na wierność dla Ezplitej, bo- 
wiem .Kurfirszt pruski od króla wedle 
mody starej chorągiew bral". Wojewoda 
zaś wołoski, „porzuciwszy chorągiew pod 
nogami królewskiemi, jako był obyczaj, 
przysiągł hołd i posłuszeństwo". Polacy 
nazywali propomikiem tego, co niósł pro- 
poi-zec. Proporczyk oznaczał chorągiew- 
kę u kopii. W przenośni: „zatykać pro- 
porce' znaczyło objąć pod swą władzę, 
a zwinąć proporce czyli chorągiewkę — 
znaczyło ustępować. W yoluminach Ic- 



dbyGoot^le 



122 



PROSCENIUM.— FROTEST I PROTESTACJA. 



gum znajdujemy przepis, że przekupnie 
miejscy ns rynko w dniu targowym mo-. 
gli dopiero kupować u wieśniaków „po 
zdj^in proporczyka miejskiego z ratusza" 
od godziny 10 rano, aby mieszkańcy mo- 
gli pierwej zaopatrzyć się bezpośrednio 
(co jeszcze bywało w naszych czasachj. 
Chorągiew kościelną z krzyżem mają her- 
by Badwan i Sieninta, proporzec trójzęb- 
nymaherbzwany Dostojewskim, Dwa pro- 
porce trójzębne &ą w herbach: Chorągwie, 
Kmita i Woronowicz, Jeden proporzec 
jest w herbie Przerowa, któremu Długosz 
daje zawołanie Proporzec. Wojewódz- 
two Smoleńskie mif^o w herbie swoim pro- 
porzec rozwinięty z tarczą na nim i laską 
ukośną na tarczy. O proporcach czyli 
sztandarach wojska polskiego z doby mię- 
dzy r. 1807 a 1830 taką wiadomość prze- 
słał nam p. B. Gembarzewski; Chorągiew 
czyli znak pałku lub bataljonu w piecho- 
cie. Dnia 3 Maja 1807 r. uowoformujące 
de wojska polskie W. Księstwa War- 
szawskiego otrzymały chorągwie i sztan- 
dary, zwane wtedy orłami. Uroczystość 
przybicia ich do draewców i wręczenie 
pułkom i oddziałam odbyła się bardzo so- 
lennie na Saskim Placu. Wojska potrafiły 
je dzielnie obronić w kraju i zachowały aż 
do reorganizacji w r. 1815. Były chorą- 
gwie pułkowe w tej epoce następującego 
kształtu: Na czarnem drzewcu orzeł srebr- 
ny dęty, siedzący na tablicy z białego me- 
talu z obwódką złotą; na tablicy złotemi 
wypukłemi literami na jednej stronie z 
frontu napis: ,Fułk N piechoty", na od- 
wrotnej; „Woysko Polskie". Pod tablicą 
kawał mat ery i jedwabnej karmazynowej 
kwadratowy, na niej orzeł biały z sukna, 
srebrem lub jedwabiem haftowany; wko- 
ło frendzla srebrna. Nie wszystkie pułki 
miały jednakowe chorągwie; chorągiew 
pułku 13-go piechoty była biała jedwabna, 
na niej malowana postać Komy, trzyma- 
jąca tarczę z literami S. P. Q. R. (Senatus 
Populusque Romanus), u stóp wilczyca 



kapitolińska, karmiąca Romulusa i Re- 
musa i t, d. — haity złote. Chorągwie były 
haftowane rękami dam, o czem świadczy 
niejednokrotnie napisy. Roku 1815 dnia 5i 
listopada zreorganizowane wojsko polskie' j 

otrzymało nowe chorągwie. Na wysokiem. 
drzewcu zakończonem ostrzem ażurowem- 
w kształcie ostrza piki, w której znajdo-, 
wał się metalowy orz^ek, zwieszał się kwa- 
dratowy kawał materyi; pośrodku orzeł- 
biały na tle ponsowem; naokoło wieniec a 
liści laurowych, na wierzchu korona kró- 
lewska; w czterech rogach cyfra monar- 
chy otoczona wieńcem laurowym. Tło po- 
dzielone na 12 pasów, schodzących się do 
środkowej tarczy z orłem, tworzyło kształt 
krzyża. Pasy te były rozmaitych kolorów- 
stosowuie do pułków. Podczas kampanii 
1831 r. wojsko wyruszyło w pole bez cho- 
rągwi, stąd żadna nie została zdobyta w 
boju. 

Proscenium. „Dykcjonarzyk teatralny": 
(wydany w Poznaniu r. 1808) tak objaś- 
nia znaczenie tego wyrazu: .Miejsce od ' 
zasłony aż do kanału nazywa się Prosce- 
nium, Dla śpiewaków bardzo jestpotrzeb- 
nem. Aktor bowiem gdy śpiewa w głębi, 
głos jego uchodzi w górę i łatwo niknie. 
Śpiewającego zaś w Proscenium lepiej- 
można słyszeć przez odbicie o sklepienie, 
które w salach teatralnych niektórych są 
przedziwnie do tego celu urządzone. Iiożo 
po bokach Proscenium będące możnaby 
bezpiecznie skasowad*. 

Protector Poloniae. Jeżeli król upowa- 
żnił którego z kardynałów przy stolicy a- 
postolskiej do załatwiania spraw polskich, 
ten nazywany był Protector Poloniae. O- 
bowiązek ten ustawał ze śmiercią lub wy- 
wyższeniem protektora na papieża. 

Protest i protestacja. Jeżeli kto popeł- 
nił jaki czyn krzywdzący drugiego lub o-. 
gół, wówczas skrzywdzony lub każdy o- 
bywatel kraju miał prawo osobiście lub 
przez zastępcę podać protestację do akb 
grodzkich lub innych (oh. Manifest, £■«<:, , 



dbyGoot^le 



PROWJAITT-MAJSTER.— PRYMAS. 



123 



Siar. t. IIIj str. 184). Protest czyli manifest 
o nieakceptowania lab nieuiszczeniu na- 
leżności wekslowej, w wekslach własoych 
nie byl potrzebny, ale stawał się koniecz- 
nym w wekslach trassowanych. Protest 
czyli protestacja następowała dla zape- 
wnienia właścicielowi wekslu, czyli remi- 
tentowi regresu do wystawiciela trasanta, 
lab indosaatowi. 

Prowjant-majsłer. Tak nazywano u 
nas w XVII wieku dostawca żywności dla 
wojska. Z prowjant-majstrem generalnym 
znosił się podskarbi koronny. Gdy Mar- 
cinowi Liniewskiema, łowczemu braoław- 
skiemu, który sprawować urząd powjant- 
majstra w Kamieńcu Podolskim, nieprzy- 
jaciel zabrał za 9,000 złp. żywności, sejm 
r. 1654 kazał tą szkodę przyjąć na rachu- 
nek Rzplitej. 

Prymas. Podług prawa kanoniczne- 
go prymasem zowie się pierwszy biskap 
w kraju. Tak w Hiszpanii prymasem by- 
wał arcybiskup toledańaki, w Węgrzech 
strygoński, w Polsce gnieźnieński. Pierw- 
szym arcybiskupem gnieźnieńskim, który 
wyrobił sobie tjtul prymasa, byt Mikołaj 
Trąba. Mówią o nim, iż urażony o to, że 
arcybiskup lwowski koronować trzecią żo- 
nę Władysława Jagiełły Elżbietę Pilecką, 
wyjednał u Soboru w Konstancyi prawo 
podpisywania się Primas Regni. Atoli jaż 
za doby Piastów arcybiskap gnieźnieński 
miał prawo starszeństwa nad innymi bi- 
skapami i pełnił obowiązki Interreksa czy- 
li Bezkróla, godził spory o dziesięciny 
i t. d. Pierwszym książęciem był arcybi- 
skup gnieźnieński od czasów Kazimierza 
Wielkiego. Prymas najpierwszą po królu 
zajmował polityczną godność w państwie. 
Od czasu nawrócenia się Litwy arcybiskup 
gnieźnieński był i metropolitą Litwy, a 
biskupi wileński i żmndzki należeli do je- 
go prowincyi, która sięgała po krańce 
państwa JagieHowego, za Dźwinę i Smo- 
leńsk. Litwa przestrzegała gorliwie tego 
związku z Gnieznem. Jan Łaski stanowi 



w dziejach prymasostwa epokę. Wizytuje 
biskupa wileńskiego, wznawia stary zwy- 
czaj wyświęcania wszystkich sufraganów 
w Gnieźnie, pozyskuje przewagę nad me- 
tropolitą lwowskim (który jednak niezale- 
żnie rządzi swymi biskupami: przemy- 
skim, kamienieckim, chełmskim, łuckim i 
kijowskim), zwołuje sejmy duchowne, czy- 
li synody. Prymasi wybierali marszałków 
swego dworu zpomiędzy kasztelanów, więc 
senatorów koronnych. Marszałek taki był 
dostojnikiem nawet wobec króla, nieraz 
nosił przed królem laskę lub berło i w po- 
trzebie zastępowałmarszałkówkotonnych. 
Dalej prymas uzyskał prawo zwoływania 
senatu na radę prywatną i zbierania jego 
głosów pod nieobecność monarchy, co pod- 
nosiło wielce jego znaczenie polityczne. 
Zwoływał sejmy elekcyjne i przewodni- 
czył na nich, ogłaszał narodowi i korono- 
wał króla i królowa. Sam jeno prymas 
mógł nie stawać przed sądami, tylko przez 
zastępców. Był prezesem senatu, a nawet 
mógł zwf^ywać prywatne narady senato- 
rów wbrew królowi, gdyby król prawo ła- 
mał. Kto w obecności prymasa zuchwale 
mówił lub miecza dobył, był karany. Na- 
czelnik Kościoła polskiego miał w uposa- 
żeniu swojem Łowicz, prawie udzielne 
księstwo, a Kazimierz Jagiellończyk nwol- 
nił go nawet od płacenia jednej grzywny 
podatkowej z dóbr łowickich. Ogółem U- 
czono, że prymas posiadał 360 wsi, kilka 
miast i do miljona złp. dochodu. Od roka 
1632 przydawano podczas bezkrólewia 
prymasowi konsyljarzów z obudwu sta- 
nów, senatorskiego i rycerskiego, w czasie 
zaś pospolitego ruszenia dodawano do je- 
go boku rezydentów. Za Jana Kazimierza 
biskup wileński Jerzy Białłozor przezwał 
się prymasem Litwy i tytuł ten kładł na 
swoich pismach urzędowych. Odtąd bisku- 
pi wileńscy nie przenosili si% już nigdy na 
wyższe biskupstwa do Korony. Do potę- 
żnego stanowiska podniósł prymasostwo 
polskie znakomity Olszowski za Jana Ka- 



dbyGoot^le 



124 



PRZEBINDA. —PRZEMYSŁ. 



i Michla Koiybat&. Nazywał się 
Olszowski Vicarius Regni, t j. namiestnik 
kiem Królestwa. Cesarz i król francaski 
swali go pierwszym książąciem, kancela- 
rja koronna i ministrowie cesarscy zawsze 
piazą do niego Cehissime Princeps a w 
ciągu Celsiiudo Vestra. W całej Europie 
poważano Olszowekiego, tylko jeden elek- 
tor brandeburski odmawiał mu tytułu 
pierwszego księcia, tłómacząc si^ tern, że 
na mocy prawa z r. 1625 jemu, jako księ- 
-ciu pruskiemo, należy się pierwsze miejsce 
-w radzie Korony polskiej i dostojność 
pierwszego księcia. Hetmaństwo i pryma- 
sostwo stoją obok Korony jako niezawi- 
słe, samodzielne władze. Prymasostwo na 
tem stanowisku W3n'abia sobie do pomocy 
wice-prymasostwo, które z urzędu dostaje 
się biskupowi kujawskiemu. Prymas pod- 
czas bezkrólewia bywał bezkrólem, co o- 
^naczalo w narodzie najwyższą patrjar- 
■chalną godność. O niego wtedy opierało 
się wszystko, jak O króla i hetmana. Bez 
prymasostwa nie można rozumieć dawnej 
Polski. Prymasostwo i hetmaństwo w 
gmachu Rzplitej stały się główneml wią- 
zadłami między tronem i wolnością. Cały 
naród znał prymasa 1 cześć mu oddawał. 
Ostatnim prymasem majestatycznej świe- 
tności był w czasach Saskich Łubieński, 
który nawet, nie czekając na obiór króla, 
rozdawał posady w czasie bezkrólewia. Po 
nim prymasi za Stanisława Augusta po- 
niżaH już tylko dawną godność. Prymasi 
w Księstwie Warszawskiem i Królestwie 
KoDgresowera nie posiadali żadnego zna- 
czenia politycznego. Tradycja mówi, iż był 
podobno stary zwyczaj, że przy wstąpie- 
nia na stolicę każdemu prymasowi i bi- 
skupowi krakowskiemu posyłano w darze 
białego rumaka. 

Przeblnda — przepaska, przewiązka. 
Klonowicz mówi o kupowanych w Gdań- 
sku. 

Przedawnienie ob. Bawność {Enc. 

Siar. 1. 1, str. 302). W Volum. legum jest 



mowa o przedawnieniu czyli dawności 
pod wyrazem Preskrypcja, począwszy od 
Statutu Kazimierzowego z r. 1347, który 
upominanie się o bydło skradzione ogra- 
niczał do roku, o stada i konie, o zagro- 
dzenie płotem dziedziny, o lichwę żydow- 
ską i o kmiecia zbiegłego — do lat dwuch, 
a o pożyczone zboże — do lat czterech. 

Przedwleć — brat babki, starszy wuj, 
ob. Pokrewieństwa. 

Przunysł. Historj a przemysłu w daw- 
wnej Polsce, jako przedmiot oddzielny a 
na różnolite gałęzie podzielony i niedosta- 
tecznie jeszcze zbadany, przechodzi zakres 
niniejszej EocykJopedyi, która tylko pod 
rozmaitymi wyrazami podać mogła co 
ważniejsze wiadomości w tym kierunku. 
Tutaj ograniczymy się również do kilku 
luźnych szczegółów jako gdzieindziej nie 
podanych. Oto np. o sukiennictwie powia- 
da Wład. Łoziński, że w XVI w. wywożo- 
no z Polski sukna na półwysep Bałkań- 
ski: kościańskie, bieckie, chęcińskie, wol- 
borskie, wschowskie i t. p. Adolf Pawiń- 
ski w „Źródłach dziejowych" (t. IX, str, 
194) wymienia zawiezione do Ordy tatar- 
skiej w r, 1578 przez komornika królew- 
skiego Marcina Broniewskiego sukna na- 
stępujących gatunków : Lundunensis, 
Szwicbodzinensis, Lazbettsis fioretiy arme- 
sitii. Oczywiście były wśród nich i krajo- 
we i zagraniczne. Czasem doraźnie wy- 
strzelał jakiś lokalny przemysł, np. czap- 
nictwo. Lwów i Kraków zaopatrywał w 
czapki kraje wołoskie i Słowiańszczyznę 
południową. Lwowski czapnik Dymitr o- 
bowiązuje się w r. 1557 wzamian za 100 
kuf małmazyi dostarczyć 8000 czapek 
„roboty swojej własnej, wedle próby". 
Michał Hanel wywozi r. 1559 na Wołosz- 
czyznę raz 6 fas czapek, później znowu 
800 sztuk. Jarosz Wedelski wysyła do 
Stambułu 200 „czapek lwowskich" (Wł. 
Łozińskiego ,Patrycjat i mieszczaństwo 
lwowskie", str. 46, jak również ciekawe 
w temże dziele szczegóły o rękodzielnic- 



dbyGoot^le 



PRZENOSINY.— PRZEZWISKA. 



twie, atr. 276). Wyroby szewców zakro- 
czymskich i warszawskich, piemikarzy to- 
ruńskich, stolarzy kolbnszowskicb, złot- 
ników krakowskich i lwowskich, słynny 
na c^ą Polskę. Hodowla owiec, dających 
wełnę zdatną na cienkie sukna, rozwinię- 
ta była najszerzej przez szlachtę w Wiel- 
kopolsce, gdzie też po miasteczkach naj- 
więcej było tkaczów. P. Juljan Kołacz- 
kowski, inżynier, wykluczając badania 
ściślejsze, zasłażył się jednak zebraniem 
mnóstwa ogólnych notat w dziele swojem 
p. n, „Wiadomości tyczące się przemysło 
i sztuki w dawnej Polsce" (Kraków,r. 1888, 
Btr. 744). 

Przenosiny —biesiada poweselna w do- 
mu pana młodego. Bielski w XVI w. pisze 
w swojej kronice: „W tydzień po weselu 
pan młody przeaosiny sprawował, przygo- 
towawszy na to salę wielką; na których 
praenosioach były gonitwy rozmaite i ma- 
szkary". Krasicki opisuje przenosiny w 
„Podstolim" (str. 142 i 143). 

Przepiórka. Tak zowie lud ostatnią 
garśó zboża niezżętego w końcu pola. Kęp- 
kę taką kłosów podczas wicia wieńca do- 
żynkowego związują żniwiarki u góry, do- 
łem zaś oczyszczają ziemię zchwastu i na 
płaskim kamyku kładą pośrodku kawałek 
chl©ba.W8zyBtko to robią, jak każe odwiecz- 
ny symboliczny zwyczaj, aby zboże by- 
ło tak czyste w roku przyszłym i chleb z 
tegorocznego wystarczył do żniw następ- 
nych a przepiórka miała kłosy dla siebie. 
Przestryjec — brat stryjeczny ojca lub 
dziada, w polskim wykładzie prawa sas- 
kiego w XVI wiekn nazwany , mego pra- 
dziada brat". 

Przetyczki — nazwa iglic do przetyka- 
nia zapałów broni palnej. W jeździe pol- 
skiej noszono je na łańcaszkach przy pa- 
sie do ładownicy z przoda na piersiach. 
Nie miały jednak zazwyczaj praktyczne- 
go znaczenia, lecz służyły więcej ku ozdo- 
bie. B. Gftnb. 

Przewólf ob.Podatki i ciężary. 



Przewiz ob.Podatki i ciężary. 

Przezroczyszcze. Tak nazywano szyby 
szklane ze szkła czystszego. Już za doby 
Piastów zaczęto przywozić do Polski szyb- 
ki okrągłe ze szkła zielonego. Za Jagiello- 
nów czyściejsze szkło przywożone z We- 
necyi nazywano przezroczyszczem. W ra- 
chunkach Kościeleckiego z lat 1510 — 1511 
wspomniana jest skrzynia szkła weneckie- 
go za złotych (czerwonyi^h) 20, drugi raa 
skrzynia „przezroczyszezów", w której 
sztuk 4,600 za 60 złotych (Ł. Gfrfębiowski 
„Domy i dwory", str. 14). 

Przezwiska. Iłóżuica między przezwi- 
skiem a przydomkiem polegała na tern, ża- 
gdy przezwisko było osobiatem i jedn% 
tylko osobę oznaczało, to przydomek 
sta^ dziedzicznie przy domu, oznacza- 
czając jedną linję jakiegoś rodu, to jest 
spływając wrodzinie z ojca uasyna, wnu- 
ka i t. d., jakby jej drugi herb ale właści- 
wy tej linii, gdy herb heraldyczny mógł 
wielu linjom być wspólny. Przezwiska na- 
dawał gmin swemu panu, szlachta swemu 
sąsiadowi, naród swemu monaidze. Z dy- 
nastyi Piastów był jeden Chrobry, drugi 
Śmiały, Krzywousty (od ust wrzodem w 
młodości wykrzywionych). Kędzierzawy, 
Laskonogi, Sprawiedliwy, Brodaty, Łysy, 
Łokietek i t. d. &dy przezwisko stało się 
dziedzicznemjakiegorodu, nabierało wów- 
czas znaczenia przydomku (ob. Przy- 
domek). Lud wiejski nazywa dzisiaj nie- 
kiedy .przezwiskiem" nazwisko rodowe z 
końcówką ski., co ma przyczynę logiczną^ 
choó takowej lud dzisiejszy już nie rozu- 
mie. Oto nazwisko każde na ski pierwot- 
nie, zanim sptyn^o z ojca na syna i stało- 
się dziedzioznem, było przezwiskiem oso- 
biatem. Takup. Wolski, przezwany tak oił 
Woli, gdy przenió^ się w XVI w. do Bia- 
ły, został przezwany Bielskim. W tym ra- 
zie i Wolski i Bielski były tylko przezwi- 
skami a stały się dopiero nazwiskami u po- 
tomków, gdy ci bez względu na nazwę^ 
dziedzicznych dóbr zatrzymali stale przy 



dbyGoot^le 



PRZĘŚŁICA-. — PRZYŁBICA. 



swym domu jedno z tych nazwisk. Ale 
lad, który i dzisiaj jeszcze przezywa czę- 
sto dziedziców nie ich nazwiskiem rodo- 
wem ale od nazwy folwBjku utworzonem, 
zachow(^ w swej gwarze dawne pojęcie o 
przezwisku. Radziwiłł Sierotka dostał ta- 
kie przezwisko w swojem dzieciństwie, gdy 
go raz król Zygmant Angiisc, znala^zy 
samego i płaczącego na pokojach królew- 
skich, nazwał „biedny sierotka". Jeden z 
Radziwiłłów miał przezwisko Piorun, Mi- 
chał Kazimierz — ,Rybeńko", bo tak nazy- 
wał często tych, z którymi rozmawiał. Z 
podobnej przyczyny przezwano i syna 
.Rybeńki" Karola, wojewodę wileńskiego, 
,Panie kochanku". Stanisław Potocki, het- 
man wiel. kor,, od łacińskiego swego przy- 
słowia re V£Ta (istotnie) dostał historycz- 
ne przezwisko Rewera. W języku polskim 
jest jeszcze wyraz przyzwisko, ozna- 
czający dodane komuś lub w zmienionej 
formie imię, zawołanie. 

Przęśljca— spi-zęt, służący dawniej po- 
wszechnie do przędzenia, gdy używano 
wrzecion. Len na przęślicy obwinięty zo- 
wie się kądzielą lub przęślikiora. Bielski 
w „Kronice polskiej" pisze: „Wojewodzie 
krakowskiemu, który z bitwy uciekł, po- 
sła,! Bolesław przęalicę, iż nie godzien być 
mężem, jeno niewiastą". 

Przętr — góra na spichrzu, gdzie żyto 
*yP'^» piętro, astrych z tarcic na belkach 
uczyniony pod stropem. 

Przydenek. Tak Jakubowski w .Nauce 
Attyleryi", wydanej za Stanisława Augu- 
sta, nazywa „ozdobę armaty, diiojej.za- 
mykającą". 

Przydomek. Znaczenie tego wyrazu tak 
objaśnia Ignacy Krasicki: „trdy za cza- 
sem jednego herbu familje znacznie się 
rozradzać poczęty, przybierały sobie dla 
różnicy nowe nazwiska z różnych przy- 
czyn, a mianowicie od osiadtości swoich, 
jako to: Karczewscy, Wiśnio wieccy, Zamoj- 
scy etc, co znaczyło: pan Karczewa, Wiś- 



niowca, Zamościa. Adawne z herbów nazwi- 
ska zostały p r z ydomkam i, oznaczający- 
mi z jakiego kto źródła pochodzi. Wszak- 
że nie wszystkie przydomki od herbów 
wzięły początek. Niezwykły jaki postępek, 
przypadek lub przyrodzona jaka wada 
lub ułomność niejednego przydomku sta- 
ła się przyczyną (ob. Przezwiska). O-dy 
w r. 1346 Polacy w dwuch bitwach pod 
Pogonią i Białą w Krakowskiem pobili 
wojsko czeskie króla Jana, szlachta To- 
porczykowie na pamiątkę, że wzięli do nie- 
woli wojewodę czeskiego Hinka z Dubu, 
przezwani zostali przydomkiem .Hinków" , 
który, jak zapewnia Długosz, stał się na- 
zwiskiem ich synów i potomków. Znako- 
mity niegdyś w Polsce dom Kostków her- 
bu Dąbrowa nosił to nazwisko od Nawo- 
ja z Rostkowa (zdobywcy Działdowa na 
Krzyżakach w r. 1464), który z powodu 
kostki wyrosłej mu na twarzy pierwszy 
nosił to przezwisko zamienione potem na 
przydomkowe nazwisko jego rodu. Jedna 
linja Karlińskich herbu Ostoja (z której 
pochodził Kacper, syn Abrahama, obrońca 
Olsztyna) miała przydomek Szyja, z po- 
wodu że przodek ich w szyję ciężko ranio- 
ny został. Przydomek Dunin, zamienio- 
ny z czasem na nazwisko rodu, oznaczał 
pierwotnie tego, który gościł w kraju duń- 
skim lub uczestniczył w wyprawie rycer- 
skiej do Danii albo z niewoli duńskiej po- 
wrócił, Z takiegoż źródła pochodzi przy- 
domek Szwed posiadany przez kilka ro- 
dzin drobnej szlachty na Mazowszu i Pod- 
lasiu. Rud Wojnów Szubów na Podlasiu 
nosił dziedzicznie przydomek Szuba od 
Stanisława Wojny, który za Zygmunta 
Augusta przezwany tak został niewątpli- 
wie od jakiejś wyróżniającej się jego szu- 
by. Prawdziwie starożytna linja Tyszkie- 
wiczów miała przydomek S k u m i n. 

Przyłbica — nazwa dawna i rdzennie 
polska hełmu z żelaznej blachy, utworzo- 
rzona od tego, że spoczywał na głowie 
czyli przy -łbie. O hełmach noszonych 



dbyGoot^le 



PRZYPOWIEDNI LIST.—PftZYSIĘŻNE. 



127 



przez ryoeratwo polskie ob. pod wyrazem 
Heim, Enc. Słarop. t. II, str. 242. 

PrzypowiednUiBt. Tak zwano w XVI 
i XVII wieka upoważnienie królewskie 
dane rotmistrzowi do zwerbowania nowej 
chorugwi. Botmistrz, który ,list przypo- 
wiedni" otrzymał, oblatowal go w grodzie 
i objeżdża! szlachtę, zapisującą się na to- 
warzyszów do chorągwi (ob. art. Jazda 
polska, Enc. Siarop. t. II, str. 290). W 
Yoluminack legum czytamy: ,Damy listy 
przypowiednie Indziom dobrze osiadłym 
na roty kozackie". HaurwXVlI w. piszo: 
,U rzemioślników żadnego czeladnika bez 
przypo wiedniego liatti nie przyjmają". 

Przysąd, przysądne — nagroda za 
pracę sądzenia. W Yoluminach legum (U, 
f. 630) czytamy: „przysądy, adjudicata raz 
tylko za Zyguunta Augnsta przypadały 
na dygnitarzów i sędziów, a pisarz się swo- 
jem salarium konteatowaó miat. Przysą- 
dy w Mazowszu nie były znane, tylko 
przed zaczęciem sprawy obie strony po 2 
grosze na koszta procesu składały. W Sta- 
tucie Litewskim przy sąd znaczy właś- 
ciwą jurysdykcję czy\]. forum, jak to wi- 
dzimy ze słów: „Panowie w miastach nie 
pod przysądem miejskim, ale pod prawem 
i wolnością szlachecką do.Tiy dzierżą". 
gBędzieli obwiniony inszego przysądu, a 
nie tego, gdzie ukradł, tedy mają go wieść 
do ttigo urzędnika, w czyim przysądzić 
jest". 

Przysiek— siekierka wazka, służąca za- 
razem za laskę. Kłonowicz pisze we .Fli- 
sie": „Powróci flis od żeglugi gdańskiej 
.w sukmanie nowej, w szerokiej krajce, z 
nowym przysiekiem", 

Przysienie lub podsIenlB — ganek na 

słupach wzdłuż ściany domu przed sienią. 
Nazywano go także podcieniem, że dawał 
cteń^ Przysienie tem się różni od przysion- 
ka, że pierwsze jest werendą niezamyka- 
ną zewnątrz domu a drugi jest przedpo- 
kojem wewnętrznym, a jeżeli zewnętrz- 



nym, to w każdym razie z drzwiami do 
zamykania (ob. Podsienie). 

Przysięga cielesna. Tak nazywano w 

dawnem prawie polskiem przysięgę osobi- 
stą, utworzywszy tę nazwę z dosłownego 
tłómaczenia nazwy X&cih^\&^j'uramenłum 
corporale. Przysięga cielesna znaczyła, 
kiedy kto sam osobiście, a nie przez za- 
stępcę przysięgę wykonywał. Yolumina 
łegum podają roty przysiąg sądowych o- 
raz dla panów marszałków trybanalskich, 
dla marszałków koronnych, pieczętarzów 
czyli kanclerzy koronnych, dla referenda- 
rzów kor., dla pisarza polnego, sędziego, 
podsędka, pisarza ziemskiego, woźnego, 
szlachcica, podejrzanego i t. d. Po koro- 
nacyikrólaZygmuntalll wszyscy duchow- 
ni i świeccy dygnitarze, urzędnicy kró- 
lewscy, starostowie sądowi i dzierżawcy 
dóbr królewskichpowinni byli złożyć przy- 
sięgę najdalej do 4 niedziel w grodzie 
przyległym swoim podług roty następnej: 
,JaN,N. przysięgam Panu Bogu Wszech- 
mogącemu: iż wierny chcę być, i postu- 
ezeóstwo wedle prawa oddawać Najjaś- 
niejszemu Panu Zygmuntowi III Królo- 
wi Polskiemu, "Wiol. Książęciu Litews. i 
chcę we wszem dostojeństwa Majestatu i 
osoby J. Kr. Mości, także bezpieczeństwa, 
jako wiernemu poddanemu należy prze- 
strzegać; tak mi Boże dopomóż i jego św. 
Ewangelja". Przysięga wojewody mnltań- 
skiego, którą w r. 1485 królowi Kazimie- 
rzowi Jagieł, oddawał, znajduje się w Vol. 
leg. I, i. 238. Żyd, składający przysięgę 
podług roty polskiej, obowiązany był ,o- 
brócić się przeciwko ^ońcu, osobnie od 
ludzi innych, i ma stać boso na jednym 
stołku, przyoblekłszy się płaszczem albo 
suknią, a czapkę żydowską ma mieć na 
głowie". 

Przyslęina. Wyraz ten spotykamy już 
w dokumencie z roku 1281. Stare statuty 
mazowieckie do połowy XV w. i statut 
Jagiełły z 1420 r. wzmiankują o przysięż- 
nem jako o opłacie składanej sędziemu od 



dbyGoot^le 



PR ZYSIĘZNY.— PRZYSŁOWIA OSOBISTE. 



przysięgi w sprawach małych po 2 grosze, 
w większych nad 30 grzywien — po 4 gro- 
sze. 

Przysiężny. W miastach Rzpliiej, któ- 
re się rządziły prawem magdehiirskiem, 
tak nazywano przysięgłych ławników, są- 
dzących sprawy razem z wójtem miej- 
skim. 

Przysłowia osobiste są to pewne wy- 
rażenia lub wyrazy oderwane, które bez 
potrzeby, ale z przyzwyczajenia wtrąca 
ktoń często podczas mówienia. Było tona- 
wyknieniem narodowem, że prawie każdy 
Polak, zarówno magnat jak szaraczek lub 
chłop, miał jakieś wyrażenie ulubio- 
ne, któro często powtarzał i po którem 
znano go wszędzie, a od którego dostawał 
nieraz przezwisko w historyi. Tak np, dość 
powiedzieć .Panie kochanku", aby każdy 
wiedział, te to mowa o księciu Karolu 
Hadziwille, wojewodzie wileńskim (urodź. 
1744, zm. 1790), który miał to przysłowie. 
Dość powiedzieć: Radziwiłł „Rybeńko", 
a wszyscy wiedzieli, że to był Michał Ka- 
zimierz, ojciec tego Karola. Sławny het- 
man Stanisław Potocki (zm. w r. 1667) 
miał przysłowie łacińskie rc v£ra (co zna- 
czy tyle, co zaprawdę, zaiste) i dlatego 
wszyscy nazywali go „"Rewera". Jan Kle- 
mens Branicki, hetman wielki koronny 
(ur. 1689, zm. 1771)— „Moja panno". "Wie- 
lopolski, krajczy koronny — „Bała bala*. 
Książę Sanguszko, starosta czerkaski — 
.Mopanie". Kacper Maciejowski, stryj ka- 
sztelana lubelskiego, żyjący w XVI wieku, 
miał przysłowie: „Bracie kuku", wozem 
go dworzanie przedrzeźniali. Typ narodo- 
wy dawnego Polaka miał cechy jednako- 
we we wszystkich stanach i prowincjach 
Rzplitej. Zarówno wojewoda kijowski, jak 
niejeden zagonowy szlachcic podlaski, 
kmieć mazowiecki i mieszczanin wielko- 
polski, mieli zwyczaj powtarzać: „Uczciw- 
S!!y uszy" lub „Panie dobrodzieju", a ta 
jednolitość sposobu mówienia była ude- 
rzającą. Ignacy Krasicki w „Pana Podsto- 



lim* wymienia następne a najpospolitsze 
wówczas „przysłowia mowy potocznej": 
„Ale ale", „jak się zowie", „tandem tedy", 
„mospanie', „mościwy panie". Jan Chry- 
zostom Pasek, pisząc swoje pamiętniki w 
XVII wieku, powtarza często „po stare- 
mu", co zapewne w mowie potocznej było 
jego przysłowiem. Mówi także o Warszyc- 
kim, kasztelanio krakowskim: ,pan kra- 
kowski rzecze: Imięjego święte, bo 
to jego przysłowie". Wiemy z tradycyi 
podlaskich, iż ks. Kamieński, słynny ka- 
znodzieja franciszkański w Drohiczynie 
za czasów Saskich, używał przysłowia 
„Królu mój polski". Szczuka, szambelan 
Stanisława Augusta, z Ciechanowca, po- 
wtarzał co kilka zdań „Mosembeju", pod- 
wojewodzy Piotr Dobrzeniecki — „Mopa- 
nie", poseł Franciszek Szepietowski — 
„Mosztordzieju" i t. p. Znaliśmy starego 
zagrodowca w Łomżyńskiem, który co 
kilka zdań wtrącał ,i taka osnowa". Ogól- 
ną bibljografję wszystkich przysłów naro- 
dowych polskich, t.j.nieosobistych, podali 
w swoich obszernych i sumiennych dzie- 
łach: Samuel Adalberg na początku wiel- 
kiej ,Księgi Przysłów" (Warszawa, 1894 
r.) i Ignacy Bernstein w dwutomowym 
„Katalogu dzieł treSci przysłowiowej" 
(Warszawa, 1900 r.). Wielki zbiór przy- 
słów polskich ułożonych porównawczo z 
cudzoziemskiemi przez s. p. Józefa Ko- 
nopkę, zbieracza pieśni ludu krakowskie- 
go, widzieliśmy w rękopisie u tegoż w Mo- 
gilanach r. 1869. Po raz pierwszy niektóro 
przysłowia polskie ukazały się drukiem w 
książeczce; „Rozmowy, które miał król 
Salomon mądry z Marchołtem grubym a 
sprośnym" (Kraków, 1521 r.). Z tegoż cza- 
su pochodzi przyczynek rękopiśmienny 
kilkudziesięciu przysłów, znaleziony na 
końcu książki ^Oratiunailae ■oariae'^. 
Pierwszy nań zwrócił uwagę prof. Łopa- 
ciński a ogłosił w „Wiśle" prof. St. Est- 
reicher w artykule: „Kilka przyczynków 
do paremjografii polskiej" (.Wisła" t. XI> 



dbyGoot^le 



PRZYSTOJEŃSTWO. — PUH ARY. 



Btr. 112). Znajdujemy tam pomiędzy iane- 
mi przysłowia: 1) Znać dudka między ko- 
koszkami; 2) Znam cię, ziółko, tei pokrzyw- 
ka; 3) Nie graj, nie przegrasz; 4) Na pochy- 
łe drzewo kozy lazą; 5) Jaki kram, taki 
pao; 6) Z naszło to j^ota koł; 7) Przygo- 
dzi się pijanemu pląsać; 8) Zawżdy leui- 
'wemu święto; 9) Po weselu bywa płacz; 
10) Miej język za zęby; 11) Bierze wilk li- 
czone; 12) Ani ty Bogu ńwieczki, ani dja- 
blu ożoga i t. d. 

Przy«toJeńsłwo. W mowie staropol- 
skiej wyraz ten oznaczał przyzwoitość o- 
byczajową, dobre wychowanie widoczne 
we wszystkich uczynkach, mowach, po- 
stępkach. Jan Kochanowski pisze; 
Teraz jak w pieniądzach ludsie emak pocculi, 
Cnota i picyatojeństwo do kąta aię tut). 
Oórnicki zaleca dworzaninowi polskiemu, 
że potrzeba mu „pięknych zwyczajów, 
skromności, przystojeństwa, od któ- 
rego się w ładnym postępku odstrzelać 
nie ma". 

Przytwor — to samo, co przysionek ko- 
ścielny, babiniec, kmchta. Mohiła w XVII 
wieku pisze; „Weszli do przytworu to jest 
do przysionku chrzcielnicy". „Widział go 
w przy tworze t. j. w babińcu przededrzwia- 
ml cerkiewnemi". ,Przytworkiem''iiazywa 
lud przy boku wewnętrznym skrzyni przy- 
mykane zachowanko na drobiazgi. 

Przywianek. To, co iona w dom męia 
wnosiła, nazywało się w Polsce posagiem 
lub wianem. Co mąż zapisywał od siabie 
żonie, nazyw^o się przy wiankiem. 
Gdy zaś żona, panną idąc za mąż, nie mia- 
ła oprawy czyli reformy posagu, prawo 
wyznaczano jej pewną sumę z majątku 
męża, lub dożywocie na pewnej części ma- 
jątku i to się nazy w^o zawieniec apo 
ławiie/ro criniłi. Jeżeli wdowa szła pow- 
tórnie za mąż, to prawo do przy wianka za- 
pisanego jej przez pierwszego męża traciła 
na rzecz jego potomków, 

Przyzyway sejm ob. Sejm konwoka- 

cyjny. 

EncjUopedji łtiuv|HdskB, t. IV. 



Pueri, puchery(z lac. puer, chlopieo) 
starodawny zwyczaj żaków szkolnych, któ- 
rzy okt^o świąt Wielkiejnocy chodzili po 
domach, śpiewając, prawiąc oracje i win- 
szując świąt Zmartwychwstania Pańskie- 
go, za cootrzymy wali podarki, zwłaszcza ze 
święconego. Już Bej w Postylli mówi, że 
w kwietnia niedzielę obchodzą pamiątkę 
wjazdu Zbawiciela do Jerozolimy, które- 
mu pacholęta zachodziły drogę, rzucając 
kwiaty i radosne pienia śpiewając. Na tę 
pamiątkę w kościele parafjalnym, gdzie 
były szkoły, wybierano chłopców do pro- 
cesyi ustrojonych czysto, którzy z bukieta- 
mi u boku, mając na ręku „fontazie" prze- 
wiązane chustką jedwabną lub wstążką, 
trzymali palmy ozdobione podobnież. W 
r. 1591 wyszła w Krakowie książka Sko- 
reckiego, zawierająca deklamacje i oracje 
dla pacholąt szkolnych, z któremi obcho- 
dzili domy w kwietnia niedzielę. Lud w o- 
kolicy Krakowa zachował ten zwyczaj 
dotąd, zowiąc Pucherami, a Kolberg 
opisał go w 1-ej części „Krakowskiego", 
str. 274. Chłopak umazany sadzami w 
kożuchu przewróconym włosem do góry, 
przepasany nakrzyż powrósłami, z dre- 
wnianą szablą u boku i koszykiem na 
kwestowane jaja i inne podarki, prawiący 
po domach oracje, zowie się tam p u c h e r - 
nik, puherak łub koniarz. 

Pahary. Polacy do miodu i piwa, na- 
pitków dawniej w każdym domu warzo- 
nych, mieli: rogi, kubki, kruże, lampki, 
szklenice, roztmchany i kufle, nie uży- 
wając puharów, które przyszły do Polski 
dopiero z upowszechnieniem się wina od 
narodów południowych bogatych w win- 
nice. Przyszły zaś drogą zwyczajną, więc 
przez dwory panujących na dwory ma- 
gnackie i przez cudzoziemców osiadają- 
cych w miastach polskich. Drogę pierw- 
szą wskazuje puhar kszttJtu wazy, roboty 
włoskiej, z herbami Litwy i Jagiellonów 
(znajdujący się dziś w gabinecie archeolo- 
gicznym nniwersytetu krakowskiego), ob- 



dbyGoot^le 



130 



u H A R 



Btalowany dla Aleksandra Jagiellończyka 
niewątpliwie przez bawiącego we Wło- 
szech Erazma Cit^ka. Dmgą drogę wska- 
zują piihary cechowe zwane w i 1 k o m a - 
mi, do OTOCzystodcigodowych służące, a do- 
tąd w niektórych zbiorach cechowych za- 
granicą i u nas przechowywane. W zbio- 
rze Tomasza Zielińskiego w Kielcach byl 
taki wilkom cechu kapelaszników kra- 
kowskich, obejmający w sobie rzekomo 
półtora garnca Bapoju i noszący napis; 
„Wilkom bracia, wypijcie raźnie, kto speł- 
ni, stanie ma za łaźnie. A. D. 1664". Był 
to wyrób ze szkła zielonego, mający pod na- 
pisem malowanie na szkle wypalane,przed- 
stawiające Matkę Boską z Dieoiątkiem^ sto- 
jącą na księżycu, i godła cechu kapelasz- 
ników i kc^o tarczy mieszczanina i mie- 
szczkę w ubiorach owoczesnych (ob. „Wzo- 
ry sztuki średniowiecznej"). Niesiecki i 
Niemcewicz opisują, że gdy Wlady^aw IV 
bawił 4 dni w Rodanie a Kazimierza Sa- 
piehy, przyniesiono starożytny puhar 
szklany, zwany Iwanem, przechowywa- 
ny od czasów bytności Zygmunta I tam- 
że u Iwana Sapiehy, wojewody podlaskie- 
go. „Prześliczny jego rysunek, wazy kształt, 
blizko garnca trzyma; dragi mniejszy o- 
walny, z podobnemże pięknem rznięciom, 
na czystym krysztale, nazywa się Iwani- 
cha" (Ł. Gołęb. „Domy i dwory "iStr. 112). 
Włady^aw IV miał postanowić, aby pan 
podczaszy chow^ te puhary zamknięte 
i nie wypuszczał inaczej na stół, jeno przy 
Ucznej asystenoyi i paradnej liberyi, przy 
brzmieniu muzyki i setuem daniu ognia 
z armat. Szlachta możniejsza naśladowa- 
ła magnatów i bogatych mieszczan kra- 
kowskich i lwowskich, którzy największe 
sprowadzali wilkomy. Szlachta średnia 
poprzestawała na niewielkich paharkach 
a uboga, najliczniejsza, nie pijała wiua 
wcale i nie posiadała żadnych puharów. 
Po królu Michale Wiśniowieckim artysty- 
czaie rznięty wielki puhar przechowywał 
się w zbiorach hr. Gustawa Broel-Platera 



w Kradawiu. W muzeum ka. Lubomir- 
skich we Lwowie przechowuje się puhar, 
utwierdzony klamrą srebruą, z którego 
według podania przechowanego w rodzi- 
nie Wojnów (Kołaczkowski, str. 574) mi^ 
pić król Jan Ul pod Wiedniem na po- 
myślność odsieczy przeciw Turkom. W in- 
wentarzu po Janie Sobieskim znajdują- 
cym się w bibljot«ce wilanowskiej wyka* 
zano, że król ten posiadał 250 kielichów i 
kieliszków. Podając tę wiadomość, p. Ko- 
łaczkowski robi naiwuą uwagę, że charak- 
teryzowała dobrze ówczesny okres. Gdy- 
by tak było, to z dzisiejszej daleko więk- 
szej liczby kielichów i kieliszków w kre- 
densach książąt i monarchów należ^oby 
wnosić o daleko większem pijaństwie. Do- 
dać praytem wypada, że bywały to zwy- 
kle okazy artystyczne, które gromadzono 
z upodobaniem. Jeden np, z pnharów So- 
bieskiego wystawiał polowanie Dyany, 
drugi herb królewski, trzeci cyfrę królew- 
ską z armatarą, czwarty był z herbami 
Czartoryskich i Sienią wskich i t.d. W mu- 
zeum Czartoryskich w Krakowie znajdu- 
je się puhar z figuralnie wyrżniętą legen- 
dą polską i r. 1656. Niebywałe pijaństwo 
na dwór polski wprowadził dopiero nie- 
mieo August II Sas, zwany .mocnym". 
Największy puhar, jaki kiedykolwiek wi- 
dzieliśmy, który podajemy tu w rysunku, 
należał do tego słynnego opilca a obecnie 
znajduje się wśród szkieł pamiątkowych 
p. Aleksandra Rostworowskiego w Stelma- 
chowie pod Tykocinem. Ma on z pokrywą 
prawie pół metra, bo 49 centymetrów wy- 
sokości a 15 cent. średnicy w otworze 
i mieści w sobie 3 litry napoju. W tymże 
zbiorze znajduje się drugi puhar tegoż kró- 
la, wykonany na cześć orderu ,Orła Bia- 
łego* a podany przez nas w 3 tomie Enc, 
Siar. str. 306. Adam Moszyński w „Pa- 
miętnikach* swoich opowiada, że na re- 
staurację orderu Orła Bitnego August II 
kazd zrobić puhar z napisem: „pro legę, 
fide et grege" (za prawa, wiarę i naród). 



dbyGoot^le 



PUKLERZ. — PUSZKA, PUSZKARZE. 



którym król z kawalerami orderu w dzieA 
restaaraoyi popili się, a na oktawę, gdy 
król zaprosił się na obiad do Mniszcha, 
marszałka wiel. kor., posiał mu kielich na 
ten obiad w podarunku. Podobny piihar 
był takie w zbiorze Hasta wieckiego. Sław- 
ny był takie puhar Adama Małachow- 
skiego, półgamcowy, zwany: j^cordajide- 
Uum^. Zbiory Pawlikowskich z Medyki 
posiadają 7 puharów z portretami, herba- 
mi i cy frami pa- 
□njącej w Polsce 
przez lat 67 ro- 
dziny królów sa- 
skich. "W notat- 
kach Jana Glo- 
gera, spisanych 
przed laty z tra- 
dycyi podlaskich 
dla syna, znajdu- 
jemy, 2e w do- 
mach magnac> 
kich bywUo po 5 
puharów, z któ- 
rych najmniejszy 
nosił napis: In vi- 
no veritas! więk- 
szy nieco: Bis 
fepetita placet; 
trzeci z kolei: 
Omneirinumpcr- 
mfecium; czwarty: 
Karits łanguis ła- 
quebantur; naj- 
większy: I bant 
qui poterant, cui 
tton poterant jacebant. Bywały i polskie 
napisy np.: 

.Uam tego la bs i bardio, jako nie on zowie, 
Etńry diuzkiem nie wf pil prijjiiciclakie zdrowie". 

Fahary bez podstawy zwano .niestawia- 
nemi" lab , kulawkami", że kto wziąt do 
ręki nalane, musiał wychylić, bo stać nie 
mogły. O takich wspomina już Sarbiew- 
ski w mowie pogrzebowej z r. 1635. Nie- 
kiedy kładziono na nich napis: 




Pnhar Augiuta JI Sasa. 



.Ludzie roi nog^ w«i^lt doradzając mbio. 
Ja im lepiej dogodzę gdj odbiorę obie 

Puklerz (z francuskiego bouclier) —tar- 
cza, pawęjb, paiż, szczyt. Naruszewicz pi- 
sze: .Posłał Bolesław oblężonym dwa pu- 
klerze do wyboru, z których czerwony 
wojnę, biały pokój oznaczał*. 

Pultynek— maty pulpit do robót kobie- 
cych. W Vol. legum (IV, f. 80) czytamy: 
„Płacić mają od koronek, szkatuł, pultya- 
ków, perspektyw". W „Monitorze" czy- 
tamy: 

„Bonończyk w izbie, a kubeł do psiarni, 

Śpilka w pultynkii, a widł; <* maHitarni'. 

Pułk - wyraz dawny, oznaczający więk- 
szy oddział wojska. Wznowiony został 
w r. 1768 przy formacyi pułku przedniej 
straży Arnolda Byszewskiego; odtąd ja- 
zda lekka czyli przedniej straży na pułki 
podzielona została. Husarja i psnc<-rni 
dzielili się na chorągwie, kawalerja naro- 
dowa na brygady i szwadrony, dragODJa 
i piechota na regimenty. W wojsku pol- 
skiem w epoce porozbiorowej piechota 
i jazda, a za Księstwa Warszawskiego 
i artylerja, podzielone były aa pułki, 
jako jednostki gospodarcze. B. Gcmb. 

Puszka, puszkarzo. Od Czechów, któ- 
rzy strzelbę do prochu nazywali w śred- 
nich wiekach puszką, nazwa ta upowsze- 
chniła się po całej Słowiańszczyżnie. W 
Polsce pnszkarnią zwano warsztat pusz- 
karski i ludwisarnię czyli działolejnię, 
puszkarzem albo rynsztunkowym zwa- 
no ruńnicarza, który brofi palną robił, 
strzelbę osadzał, naprawiał, rychtował; 
puszkarzem był i działolejnik czyli ludwi- 
sarz (ob. Lud wis ar ni a, Enc.Star. t. III, 
str. 151) i każdy artylerzysta. Bielski np. 
pisze: .Puszkarze strzelbą dobrze ich uga- 
dzali i szkodę w nich niemałą czynili"; 
Gwagnin zaś: „Polscy puszkarze Wotochy 
tak prażyli, że poczęli ustępować". Pierw- 
szą wzmiankę o artyleryi polskiej znajdu- 
jemy w statutach Kazimierza Wielkiego 
z prfowy XIV wieku. Ostęp ten w pol- 



dbyGoot^le 



132 



PUŚCIZNA. 



skiem tłómaczeain z XV wieku mówi o 
„szlachcicach, gdy na grodziech przeciw 
nieprzyjacielowi bywają pc^ożeni', „ohy 
paszek twierdzy się nwiarowali". Ludzi 
obsłcgujących działa nazywano po pol- 
ska paszkarzami, po lacime pixidaritts, co 
usprawiedliwia nazwę dla dział aiytą w 
Statucie Wiilickim. Pod r. 1426 wymie- 
niony jest puszkaiz Andrzej z Lubna, 
dworzanin Władysława Jagiełły, pod r. 
1443 Jan i Michał a w kikanadcie lat pó- 
źniej Jan Czech i Rzeszkowicz z Dobry- 
czyna, któroma krńl Kazimierz Jag. obo- 
wiązal się w r. 1458 wypłacić za zasługi 
jego podczas wojny z Krzyżakami 517 
dukatów węgierskich. W r. 1502 wymie- 
nionych już jest puszkarzy 13, którzy za- 
pewne taką samą liczbę armat mieli w ob- 
słudze. W r. 1623 było na służbie w Kra- 
kowie 9 puszkarzy z żołdem rozmaitym, 
zapewne podług swego uzdolnienia. Nie- 
którzy otrzymywali po 20, inni po 10, 6 
i 2 czerw, zł. na kwartał, a nawet słażyh 
za co łaska, ad bene placitum i do tego po 
sukni. Ale podczas wyprawy wojennej po- 
bierali oprócz żołdu djety po 12 groszy 
(srebrnych) na tydzień i całkowite ntrzy- 
manie. Puszkarz ówczesny miał przy so- 
bie siekierkę, prochownicę z prochem do 
podsypki zapału, cyndruŁę i rejnadlę czyli 
przetyczkę do zapału. "W r. 1551 było w 
Krakowie na żołdzie puszkarzy 12. Cejg- 
wartem i ludwisarzem był zwany raz^- 
sor łormenlorum, drugi r&z prae/eclus tor- 
mentorum Szymon Haubtcz, pobierający 
po 30 zł. na kwarto. "W roku 1652 pięciu 
puszkarzy i tyluż ich pomocników wypra- 
wiając do Brat^awia, sprawiono im suknie 
zbiiJtego i Wękitnego sukna. R. 1554 w 
liczbie 17 puszkarzy krakowskich na £cj- 
dzie, znajdował się 1 kowal, 1 ślusarz, 
1 prochownik i 1 piszczek czyli muzykant 
Boku 1567 przyjęto na służbę i wyprawio- 
no do "Wilna na wojnę inflancką 24 
puszkarzy i 30 pomocników. Odwieziono 
ich tam z Krakowa do Wilna na 6 po- 



czwórnych wozach, za oo zapłacono po 10 
d. od konia. Boku 1573 służyło puszka- 
rzy we Lwowie 4, w Tykocinie 5. Cejg- 
wartem byt Bartosz Nasz, pobierający 
kwartalnie 25 złot. B. 1574 było aa ^uż- 
bie puszkarzy: w Krakowie 1, w Kijowie 6, 
w Czerkasach 1, w Kaniowie 1, w BiE^ej- 
Cerkwi 1, w Ostrze 3. Za Zygmunta Au- 
gusta okazały się pierwsze Artykuły, dla 
puszkarzy wydane podczas wojny z Mo- 
skwą r. 1667 Novembris 22 w Lebiedziowie 
p. t. „ArtykiUy, wedle których siępnszka- 
rze a strzelce z pomocnikami swemi ku 
teraźniejszym potrzebom a służbom wo- 
jennym Króla JMci do artyleryi przyjmo- 
wani a obstalowani aa każdy czas a na 
każdem miejscu zachować, sprawować, a 
rządzić się mają wspólnie". Kołaczkowski 
znalazł gdzieś wzmiankę o puszkarzu w 
Płocku z początku XIV w. (?). B. 1414 w 
aktach miasta Lwowa wymieniony jest 
puszkarz Laurenty Hellenbasen. Pod Ja- 
nem Zamojskim zadziwiał w Inflantach 
Niemców i Francuzów sztuką paszkarską, 
t. j. strzelaniem z armat, Paweł Piaskow- 
ski. Boku 1789 było w Warszawie 60 war- 
sztatów puszkarskich, które mogły dostar- 
czać po 1000 sztuk broni na miesiąc. 

Puścizna. Jeżeli po zmarłym nie by- 
ło krewnych w obu linjach do 8 stopnia, 
wtedy podług prawa polskiego majątek 
nazywał się puścizną, kadukiem, czy- 
li, jak teraz mówimy, spadkiem bezdzie- 
dzicznym ( Vol. leg. II, f. 1209). Za doby 
Piastów majątek po zmarłym stryju bez 
potomka płci męskiej uważany był za 
puściznę, do której mieli prawo dziedzi- 
czenia synowcowie. Pierwotnie puścizna 
miała znaczenie nie sakcesyi, ale mie- 
nia bezdziedzioznego, sukcesy! pustej i 
dopiero później zamieniona została w 
spadek. Około p(dowy XIXwiekn Ka- 
rol Libelt i Lucjan Siemieński upowsze- 
chnili w języku literackim w miejsce 
spadku, używanie niezbyt szczęśliwe- 
go wyrazu spuścizna, \\&Ty zniwe- 



dbyGoot^le 



PUŚLISKO.— RACHUNKOWA MACHINA. 



133 



czyi historyczne znaczenie staropolskiej 
puścizny. 

Puślisko — rzemień, na którym -wisi 
strzemię u kulbaki. Dorohoatajaki w „Hip- 
pice" pisze: „Strzemiona na dużych paśli- 
skach być mają u siodła" . Polacy też prze- 
strzegali zawsze, aby pnśliska a ich siodeł 
były mocne i szerokie. 

Puian lub puzon — rodzaj trąby do 
grania. Kej pisze w „Wizerunku": ,Flet- 
niozki piszczą a puzany beczą*. „Kmieć 
jeden mniemał — powiada w „Dworzani- 
nie" Górnicki — aby ona cz^ć puzana, 
która się i tam i sam pomyka, w gardło 
wchodziła". Puzanem nazywano także w 
XVII w, pewien gatunek kornetów biało- 
gtowskich, jak to widzimy ze stów Haura: 
.Koron kobiety używają na komety, na 
półkomecie i na cały puzan, na bonety, na 
maloty". 

PuzdrO, puzderko. Tak nazywano 



szkatułkę, skrzynkę, pudło podróżne zwy* 
kle drewniane i dobrze okute na flaszki z 
wódkami i sprzęty stołowe, do podróży 
służące, np. noże, talerze, szklanki i t. p., 
na które bywały w puzdrach odpowiednie 
przegródki. Bratkowski w XVn w. pisze: 

Fluezki frant jeden w puzderku zamjkal, 
A co minuU odmyka) i łyknl. 

Józef Torzewski w książce drukowanej r. 
1785 w Berdyczowie p. t, „Rozmowa o 
sztukach robienia szkła" pisze: „Przy ha- 
cie chować stolarza i ślusarza, żeby pu- 
zdrarobili piękne, kowane'. W zbiorach je- 
żewskich posiadamy puzdro z r. 1767 i na- 
pisem; „Pilnuj i zamykaj". Ks. Dominik 
Birkowski w kazaniach drukowanych r. 
1623 mówi: „Głowa tego świętego we sre- 
braym puzdrze zamkniona, na ołtarzu 
jest wystawiona". Pazdrem nazywa się 
także u stadnika worek moszny, moszna 



Z rękopisów polskich XVI w. 

Rablec (od raby — pstry). Tak zwano 
pewien gatunek krogulca układanego do 
polowania. 

Racllltnlcowa machiBŁ Pierwszym wy- 
nalazcą tej machiny był Stern. Żyd pol- 
ski, orodzony w Hnibieszowie r. 1769 z ro- 



Z druków polskich XVI w. 

dziców bardzo ubogich. Oddany na nau- 
kę do zegarmistrza, zwrócił na siebie uwa- 
gę dziedzica Hrubieszowa ks. Stanisława 
Staszica, który wyriał go do Warszawy 
dla kształcenia się w matematyce. Tu wy- 
nalezieniem machiny arytmetycznej, któ- 



dbyGoot^le 



134 



RACIMORA. — RADA KRÓLEWSKA. 



Tą W r. 1815 wydoskonalił, zwrńcil na sie- 
bie uwagę uczonych. Towarzystwo Przy- 
jaciół Nauk, nie zwracając uwagi na prze- 
sądy stanowe, ani na to, że Stern nie przy- 
jął form ani stroju i. as ncywilizowanych, 
mianowało go w r. 1817 swoim członkiem 
i w XII-ym tomie swych roczników opia 
szczegółowy tej machiny ogłosiło. R. 1817 
podobną machinę, jak do 4 działań, wyna- 
lazł Stern do wyciągania pierwiastków z 
ułamków, a następnie połączenie tych 
dwuch wynalazków w jedną machinę do 
skutku doprowadził. Wr. 1818poddałpod 
sąd Towarzystwa modele mlocami, tarta- 
ku i żniwiarki Gdy tegoż roku ustanowio- 
no w "Warszawie .Szkołę rabinów', mini- 
ster oświecenia publicznego Stanisław Po- 
tocki wezwał Sterna na jej dyrektora i 
polecił mu wypracowanie planu nauk i u- 
rządzenie tej instytucyi, co wprędce do- 
konał. Roku 1835 wynalazł pden prostoty 
hamulec, ochraniający powóz i osoby w 
nim jadące w rozbieganiu się koni. Roz- 
prawy naukowe o własnych wynalaz- 
kach pomieszczał w Rocznikach Towarzys. 
Przyjaciół Nauk. W , Pamiętniku War- 
szawskim" (rok 1823, t. XI) ogłosił prze- 
kład z hebrajskiego .Opisu buntów ukra- 
ińskich z dzieła Natana Moskowicza Ha- 
nowerskiego, mieszkańca m. Zaslawia, 
wydanego roku 1653 w Wenecyi. Umarł 
Stern w Warszawie r. 1842 a wizerunek 
jego rytowali Piwarski i Oleszczyński. 

Racimora (od Raisy mor)— ga.tanek ma- 
teryi jedwabnej używanej w XVIII wieku 
na letnie kontusze, szlafroczki i salopy 
niewieście. Żydzi bogaci miewali na świę- 
to żupany racimorowe. 

Rada familijna. Zuana była w dawnej 
Polsce rada familijna, rada starszych w 
ważnych wypadkach, gdy chodziło o 
sprzedaż dóbr, które należały do nielet- 
nich, o sposób wychowywania, wydanie 
córki za mąż, usunięcie z opieki opiekuna. 

Rada królewska. „Porządkiem rady 
królewskiej" nazywano spis senatorów a- 



lożony podług ich pierwszeństwa. Porzą- 
dek ten, uchwalony na sejmie unii w Lu- 
blinie r. 1569, jest następujący: 
Arcybiskupi: 
gnieźnieński, lwowski. 
Biskupi: 
krakowski, kujawski 1 ,, 

■1 j. i.- j. 1 ■ I altemata 

wileń^iki, poznański > 

płocki, przemyski, żmudzki, chełmiński . 

faeilsberski 1 ,, 
... , altemata 

łncki J 

chamski, kijowski, kamieniecki. 

Kasztelan krakowski. 

Woiewodowie: krakowski 1 , , 

, , . ( altomata 
poznański ) 

wileński, sandomierski i kasztelan wil. 
Wojewodowie: kaliski, trocki, sieradz. 
Kasztelan trocki. 
Wojewoda łęczycki, starosta żmudzki. 
Wojewodowie: brzeski, kijowski, ino- 
włocławski, ruski, wołyński, podolski, smo- 
leński, lubelski, potocki, witebski, mazo- 
wiecki, podlaski, brzeski, chełmiński, mści- 
sławski, malborski, bracławski, pomorski, 
miński. 

Kaszlclanowie więksi: 
poznański, sandomierski, kaliski, wojnic- 
ki, sieradzki, łęczycki, żmudzki, brzeski- 
kujawski, kijowski, ioowłodawski, lwow- 
ski, wołyński, kamieniecki, smoleński, lu- 
belski, polocki, bełski, nowogródzki, wi- 
tebski, czerski, podlaski, brzeski-litewski, 
chełmiński, mści Rawski, elbląski, brac- 
ławski, gdański, miński. 

KasztelanoTJiie mniejsi: 
sandecki, międzyrzecki, wiśUcki, biecki, 
rogoziński, radomski, zawichostski, lędz- 
ki, śremski, żarnowski, matogoski, wie- 
luński, przemyski, halicki, sanocki, chełm- 
ski, dobrzyński, połaniecki, przemęcki, 
krzywieński, Czechowski, naldelski, toz- 
perski, bieohowski, bydgoski, brzeziński, 
kruświcki, oświęcimski, kamieński, spicy- 
mirski, inowłodzki, kowalski, santocki, so- 
chaczewskd, warszawski, gostyniński, wi- 
ski, raaąski, sierpski, wyszogrodzki, rypiń- 



dbyGoot^le 



RA.DA NIEUSTAJĄCA. 



135 



&ld, zaŁroosymski, ciechanowski, liwski, 
słoński, lubaczowski, konarski (z sieradz- 
kiego), konarski (z łużyckiego), koaareki 
(zKajaw).Ob. Senat. 

Rada Nieustająca. Już konstytucja sej- 
mowa z F. 1573 przepisała, żeby przy kró- 
lu oprócz ministrów znajdowało się za- 
wsze do rady czterech senatorów, a miano- 
wicie: I biskup, 1 wojewodai 2 kasztelanów. 
Jakkolwiek zatem ścisłej granicy poraiądzy 
władząprawodawozą i wykonawczą nieby- 
ło w dawnym rządzie polskim, to jednak 
władzą prawodawczą był tylko od koń.ca 
XV w. sejm z 3 Stanów (t. j, króla, senatu 
i rycerstwa czyli izby poselskiej) złożony. 
Władzą zaś rządzącą byt król z ministra- 
miigronem tych senatorów, którzy, nazy- 
wani rezydentami, przy boknjego zostawa- 
li do rady. O-dy taka organizacja władzy 
wykonawczej z postępem czasn stawała się 
niedostateczną, postanowiono jej reformę i 
w tym celu na sejmie r. 1775 utworzono 
Radę Nieust., jako władzę rządzącą i wyko- 
nawczą, do której zakresu niewchodziło sta- 
nowienie praw, bo to do sejma należało, ani 
sądownictwo, ale tlómaczenie czyli inter- 
pretacja prawa. W Badzie tej reprezento- 
wane były tak samo 3 stany Rzplitoj jak w 
sejmie prawodawczym, t,j. król, który pre- 
zydował, senat i rycerstwo. Senatorów za- 
siadało 18, i konsyljarzów czyli radców ze 
stanu rycerskiego 18, licząc z marszałkiem. 
Dawniej .panowie rada" byli to sami sena- 
torowie, wejście zatem do władzy naczel- 
nej 18-a, czyli pcdowa reprezentantów ze 
szlachty, stanowiło ogromny przełom na 
korzyść zasady demokratyczno-szlaohec- 
kiej, a ograniczenie wpływu oligarchii a- 
rystokracyi, która faktycznie od kilku 
wieków rząd Rzplitej stanowiła. W licz- 
bie 18 senatorów, zasiadających w Radzie, 
masiało być 3 biskupów (między którymi 
prymas co dwa lata być musiał), także 4 
ministrów a mianowicie: kanclerz, marsza- 
łek, hetmani podskarbi. Wszystkich człon- 
ków Bady, tak z senatu, jak rycerstwa, 



wybierał sejm zwyczajny po 16 z Korony 
i 16 z Litwy. Każdy szlachcic, który był 
kiedyś posłem na sejm lab zagranicą, de- 
putatem na trybunał, asesorem w jednem 
z czterech sądownictw, sekretarzem wiel- 
kim, referendarzem, albo pisarzem koron- 
nym lub litewskim, mógł podać osobiście 
lub na piśmie do marszałka starej laski 
(t. j. przeszłego sejmu) kandydaturę swoją 
do Rady N^ieustającej. Obiór odbywał się 
w połączonych izbach senatorskiej i posel- 
skiej prostą większością głosów. Marsza- 
łek Rady wybierany byt na sejmie kreska- 
mi tajemnemi, co dwa lata, z konsyljarzów 
stanu rycei-skiego. W razie obrania mar- 
szałkiem senatora lub ministra musitJ on 
wprzód złożyć swój orząd, nim objął laskę 
marszałkowską. Członkowie Radyza prze- 
stępstwa nrzędowe odpowiadali przed są- 
dem sejmowym. Bada Nieustająca podzie- 
loną zost^a na 5 departamentów: 1) cn- 
dzoziemski, czyli spraw zagranicznych, 
2) policyi, 3) wojskowy, 4) sprawiedliwo- 
ści, 5) skarbowy. Wszystkie departamen- 
ty miały po 8-u członków, z wyjątkiem 
cudzoziemskiego, który składał się tylko 
z czterech. W każdym prezydował mini- 
ster, a jeżeh go nie było, to senator. Bada 
zbierała się na ogólne posiedzenia pod prze- 
wodnictwem króla, piy masa lub pierwszego 
senatora. Każdy członek mógł czynić wnio- 
ski do praw. Sekretarz miał tylko głos do- 
radczy. Król miał prawo dać dwie kreski, 
ale innym sposobem uchwały Bady wzru- 
szyć niemógł. Jeżeli był nieobecny, to mar- 
szałek Bady z pierwszym senatorem zda- 
wali mu sprawę o uchwałach, jeżeli zaś wy- 
jechał z Warszawy, to towarzyszył mu z o- 
bowiązku jeden z członków departamen- 
tu cudzoziemskiego. Marszałek Rady po- 
bierz pensyi rocznej złp. 30,000. Biskupi 
i ministrowie, będący jej cdonkami, nie 
dostawali oddzielnej płacy żadnej. Sena- 
torom i konsyljarzom ze stanu rycerskie- 
go, oraz sekretarzowi, wyznaczono pensyi 
w r. 1775 po 14,000 złp., ale w roka na- 



dbyGoot^le 



186 



RADŁO POLSKIE. 



fltępnym zniżono takową senatorom n&slp. 
10,000. Rezolucje Rady KiensŁającej są 
ważne dlatego, że 2 nich można wyroza- 
mieć, jak eię naród na prawa, ówcześnie 
w życiu będące, zapatrywał. Wysdy one 
drukiem w 3 częściach w Warszawie, w 
latach 1786, 1786 i 1788. 

Radło polskie. Z narzędzi mywanych 
do aprawy roli, tak w całym świecie jak 
i u naa, najstarszem bez kweśtyi jeat r a- 
d t o. Galąż z twardego drzewa, z dobrym 
sękiem, którym spulchniano i pruto zie- 
mięi jest prototypem pierwotnego radia; 
nawet dziś jeszcze ludy, stojące na nizkim 
rozwoju, używają radia zrobionego z sę- 
katej gałęzi. Na starożytnych pomnikach 
egipskich widzimy narzędzia, do aprawy 
roli służące, bardzo podobne do naszego 
radła. Najdawniejsze wzmianki o radlę u 
nas mamy w przywilejach z lat: 1228, 
1231, 1242, 1246. 1251, 1297 i innych, w 
których jest mowa o podatku zwanym po- 
radlne. "W przywileju z r. 1262 wskazana 
jest różnica radia od pługa: ^pro unoquoctie 
arałro parvo, quod radio diciłur, lapi- 
dem cerę, pro magno autem^ cued pług no- 
mmaiur,duos łapides cerę persoiuai' . Jesz- 
cze przed półwiekiem radło było u nas w 
powszechnem użyciu i -użyło głównie do 
drugiej orki, ozyJi tak zwanej przeoryw- 
ki, radlenia t. redlenia; pierwszą orkę wy- 
konywano sochą, lab pługiem, po odleże- 
niu się zaś roli, puszczano radio wpo- 
przek skib. Radło składa się z następują- 
cych części: Grądziel v. rogacz (rysunek 
A, B), na co wybierają drąg 4 do 5 cali 
gruby, C/t łokcia długi z lżejszego gatun- 
ku drzewa: sosny, świerka lub osiny, z od- 
powiednimi korzeniami. Po wykopania 
drzewa z ziemi, obcinają korzenie z wy- 
jątkiem dwuch, mających prostopadły pra- 
wie kierunek. Po wystrugania korzenie te 
służą jako rękofeicie (c, d); prawy korzeń 
{c) nazywa się rękojeścią odsiebną, zaś le- 
wy iji) ksobną. Koniec cieńszy grądzielJi 
zwany wiercielem {A\ ma w sobie 3 lub 4 



dziury (/), w które wkłada się kołek, zwany 
n'^(i/ni'^(0.'Wierciel łączy się z jarzmem za 
pomocą /rs^a>(?f', zrobionych z wici, a cza- 
sauii z żelaza. Przestawiając ciągaluik w 
wyższą lub nitozą dziurę, reguluje się głę- 
bokość radlenia. W razie gdy w miejsce 
pary wołów używa się do radia jednego 
konia, wtedy grądziel zastępirje się dwo- 
ma drążkami, czyli hotoblatni. Część dolna 
grądzieli {B) nazywa się gniazdem t. roz- 
sochą. W gnieździe jest wydłubany ukoś- 
ny otwór («) zwany dziurą, tam pod ką- 
tem 48 do 45 stopni osadza się mocna 
brzozowa lub dębowa deska {H), ścięta a 
dołu klinowato, 3 do 4 cali gruba, 6 do 8 
cali szeroka, a lVj łokcia długa (od ^ do 
ni) zwana flOJSt^^mlub/tljcA^.Góraa część 
nasadu, mająca nacięcie, czyli warkocz{m), 
powinna przechodzić przez całą grubość 
rogacza, aby zaś c^y nasad siedział moc- 
no w rogaczu, warkocz przetyka się gwo- 
ździem dębowym lub żelaznym, który się 
nazywa pyzakiem t. pyzką {p)\ dolną część 
warkocza nazywają progiem (J>). Nasad w 
dolnej części zwęża się i na końca za po- 
mocą gwoździa lub śruby ma przytwier- 
dzony żelazny lemiesz [k), zwany także 
radlicą lub narogiem radiowym; ta część 
jest najważniejszą w radlę, bo spulchnia 
i pruje ziemię; zarazem jest to rzecz naj- 
kosztowniejsza, bo radlica kosztowała o- 
koto 3 zip., gdy reszta radia robi się w do- 
mu, bez wydatku grosza. "W polowie dłu- 
gości nasadu od dołu wyrobiony jest po- 
przeczny rowek zwany pazem v. kamą {i), 
w który wchodzi kawałek drzewa drążek, 
podpałek V, podymka (w), który sznurem 
lub odpowiednio wygiętem żelazem powo- 
jem (/) przymocowywa się nasad do grą- 
dzieli. Pod powojem na grądziel! jest klin 
(j), który w miarę podbijania daje mo- 
żność regulowania stopnia nachylenia na- 
sadu i utrzymania go~w należytej szty- 
wności. Aby rękojeście mogły być przy- 
stosowane do wzrostu i nawyknienia ra- 
taja (orzącego), do prawej rękojeści przy- 



dbyGoot^le 



RADNY.— RADZIECKIE KSIĘGI. 



mocowywa się witką lub gwoidziem kuik{ 
(w), Ł. j. zakrzywioną w formie rączki ga- 
ląt, do lewej zaś w tymie cela przy wiąza- 
je się dlagi kij, zwany rączką, porączką^ 
melicą v. medlicą {z), który do grądzieli 
przybija się gwoździem lab żelazną ob- 
rączką zwaną wiązatUem. Radio, prając 
ziemię, rozrznca skiby na dwie strony; nie 



nym szeregu od roka 1392 a2 do npadka 
Kzplitej, wiele ciekawych szczegółów do 
historyi sztak i rzemio^ w Polsce w sobie- 
przechowują. Pochodzi to stąd, it do ja- 
lysdykcyi rady miejskiej należały nietyU 
ko sprawy spadkowe, a więc spisywanie- 
inwentftrzy wszelkich przedmiotów pozo- 
stałych po zmarłych, bądź w majątkn nie- 




^ludl^fl^^ 



odwraca ich i nie odkłada, jak to robi so- 
cha lah i^ag, lecz podnosi ziemię, usta- 
wiając skiby na kant; stonce i wiatry su- 
szą podniesione skiby, — chwasty martwie- 
ją, a po wyschnięciu ziemi, brona wydo- 
bywa je z perzem na wierzch. Skutkiem 
wynalezienia ulepszonych narzędzi, np. 
kultywatorów i innych, radło wyszło pra- 
wie z ożyda i dziś zaledwie widzieć je mo- 
żna na Żmndzi labLitwie. Do oborywania 
kartofli jest obecnie w powszechnem uży- 
cia radło zmniejszone, zwane radeikiem v. 
redelkiem. Obszerniejszy opis radła patrz 
w dziele: „Uprawa mechaniczna grunta* 
przez Michla Oczapon skiego, Ł III, str. 
34. Warszawa, 1835 r. Eysunekradła nie- 
mieckiego podauy jest w pracy: „O sposo- 
bach gospodarowania w klimacie północ* 
nym", tom I, figury 1, 2 i 3. 

Tymoteusz Łuniewski. 
Radny, radnypan — członek rady, 
do rady należący, wspólradzący, rajca, 
radzicie!, radnik. Rej pisze: „^7^ O"^ ™%" 
dryra abo radnym'. W .Monitorze" z w. 
XVni czytamy: , Szkodliwy radny, któ- 
ry wiele g a d a a mało mówi". 

Radzieckie kSi^g). Prof. Piekosiński po- 
wiada, że księgi radzieckie m. Krakowa, 
dochowane po dzid dzień w nieprzerwa- 



ruchomym, bądź w ruchomościach, jako- 
to: sprzętach domowych, szatach, klejno- 
tach, kosztownościach i towarach, tudzież 
szacowanie tych to przedmiotów, ale tak- 
że wszelkie spory między rzemieślnikami 
i sztukmistrzami. Jak pierwsze dają nom 
poznać zasobność prywatną, obszar po- 
trzeb codziennych i sposób ich zaspakaja- 
nia, wartość towarów i t. d., tak drugie 
rzucają interesujące światło na rozwój 
sztuki i rzemiosł w dawnej Polsce. Że księ- 
gi z XVI w. najcenniejszego w tej mierze 
dostarczają materjała, to rzecz prosta: od- 
rodzenie sztuki na Zachodzie i zawiązane 
z Włochami stosanki przez miUżeństwo 
Zygmunta z Boną, potęga Rzplitej i do- 
brobyt, do niebywałej skali rozwinięty, 
popierały w wysokim stopnia rozwój sztuk 
i rzemio^ n nas w tej epoce. Takich ksiąg 
radzieckich, o jakich mówi prof. Piekosiń- 
ski, labo nie krakowskich i maiej ważnych, 
przeglądaliśmy sporo w różnych miej- 
scach i zaczerpnęliśmy z nich wiele wia- 
domości, a zawsze z ubolewaniem, że po 
upadku Rzphtej mieszczanie nasi przestali 
opiekować się archiwami miejskiemi i po- 
zwolili niedbł^ym magistratom na ich ni- 
szczenie. Z ksiąg radzieckich można było 



dbyGoot^le 



133 



RADZIECKIE SĄDY.— RAJTAR. 



-odtworzyć całe życie mieszczańskie ostat- 
nich kilku wieków, jak to względnie do 
Lwowa wyzyskał świetnie Wl. Łoziński w 
-dziele swojem; „Patrycjati raieszczailiatwo 
lwowskie". Księgi te wogóle dawaiy nam 
~także świadectwo etnograficznego zalu- 
■dnienia naszych miast, w których bądź 
przeważna ludność napływowa, bądź jnż 
"Zmieszana z krajową i spolszczona, bądź 
rdzennie polska. Mieliśmy w ręku księgę 
sandomierską z lat 1570— 1580 (złożoną 
na. sprzedaż w księgarni aatykwarskiej 
Oiejsztora w Warszawie) i z niej to w ar- 
tykule Nazwiska ludzi {Enc. Siar. 
t. III. str. 258) przytoczyliśmy (z r. 1572) 
nazwiska przęsło 70-a mieszczan sando- 
mierskich, w liczbie których nie było ani 
jednego nazwiska cudzoziemskiego. Wido- 
'Cznie mieszczaństwo Sandomierza, tak jak 
większej części miast mazowieckich, było 
-od wieków rdzennie polskiem. Oczywiście 
było to mieszczaństwo przeważuie rolni- 
cze, ale względnie dosyć zamożne, bo w 
spisach rzeczy sporządzonych w księdze 
radzieckiej Sandomierza po zmarłych mie- 
szczanach napotykamy: lichtarze srebrne, 
-suknię czerwoną luń.ską z kitlikiem czam- 
letowym obłożoną aksamitem, snkaię mo- 
■drą luńską z kształtem aksamitnym, czap- 
kę aksamitną (niewieścią) podszytą kuna- 
mi, tunikę lundzką i t. d. 

Radzieckie sądy ob. S ądy. 

Rajca, inaczej zwany radca, rad czy, raj- 
-ezy, radnik, radny, radziciel, mąż należący 
■do rady .Wyraz ten pochodzi od rada, radzić 
i raić; urząd zowie się radziectwem; po la- 
■cinie rajców zwano Consules. W miastach, 
stosownie domiejscowego zwyczaju i praw, 
jakie miasto posiadało, bądź wojewoda, 
bądź starosta grodowy, bądź sami miesz- 
■czanie wybierali pewną liczbę rajców do 
rady zarządzającej miastem i jednego z 
nich na burmistrza {Magister cimunty Pro- 
£onsul). Do rajcdw należał zarząd i straż 
miasta, ściganie przestępców, szafnnek 
■dochodów, czuwanie nad budowlami pu- 



blicznemi. Najczęściej obowiązek burmi- 
strza pełaili rajcowie kolejao, rodzajem 
rocznych kadencyi. Od r. 1384 przywoły- 
wano nieraz rajców większych miast do 
udziału w naradach sejmowych. Np. roku 
1503, gdy skutkiem napadu Mengligireja 
na Polskę zwołano sejm do Piotrkowa, 
przyzwano tamże rajców z Krakowa, Lu- 
blina i Lwowa. Rajcy wileńscy dostali od 
Zygmunta Augusta przywilej na prawa 
szlacheckie. Poeta i satyryk złotego okre- 
su literatury polskiej, Sebastjau Klono- 
wicz, był dożywotnim rajcą lubelskim a 
wcale nie umarł w nędzy, jak to później 
zawistni mu wymyślili, co wykazał p. De* 
tmerski w .Ateneum' warszawskiem. Żo- 
nę rajcy zwano: „rajczyni", syna „raj- 
czycom" a w mowie ludu .rajczakiem". 
Senatorów, radę króla stanowiących, nie 
nazywano rajcami jeno: „panowie rada*. 
Ciekawe wiadomości o rajcach lwowskich 
podał Wlad, Łoziński w dziele: „Patry- 
cjat i mieszczaństwo lwowskie" str. 60. W 
r. 1507 postanowiono, iż „Rajce z Przy- 
siężniki mają być (obecni) przy stanowie- 
niu rzeczy przez p. wojewodę, albo jego 
podwojewodzego na ratuszu, a ustaw jego 
nie wypełniając, karani byó mają grzy- 
wnami". 

Rajtar. Rajtarja była to jazdawXVII 
i XVIII w. sposobem niemieckim ubrana 
i uzbrojona, którą nazywano także drago- 
nami. Vol. legum odróżniają zaciągi: pie- 
sze, dragońskie i rajtarskie. Uzbrojeniem 
rajtara była strzelba i pałasz. Sam wyraz 
jest średniowieczny i oznaczał pierwej w 
Polsce knechtów krzyżackich i rabusiów. 
Bielski np., mówiąc o wojnach z Krzyża- 
kami, pisze, iż nasi ^.zburzyli zamek San- 
tok, żeby się na nim więcej rajtara nie 
przechowywali". Mączyński w atownikn z 
r. 1564 wyraz perduellis tłómaczy po pol- 
sku: .rajtar, odpowiednik jawny, zbójca". 
Rajtarstwem nazywano też rozbójnictwo. 
Bielski wyraża się w XVI w., żo przez 
niebytność króla Ludwika w Polsce (w 



dbyGoot^le 



RAJTUZY. — RANKOR. 



139 



XIV wieka) hylj: tupieatwa, rozboje i raj- 
tarstwa. 

Rajtuzy- spodnie jazdy. Wkurtę i raj- 
tazy ubierali się Polacy do podróży, którą 
uajcz^ciej konno odbywali. Nasi kawale- 
rzyści nazywali rajtuzami spodoie pod- 
szyta skdrą tam, gdzie się z siodłem sty- 
kały. 

Raki. Tak nazywano dawnioj wiersze, 
które wspak czytane mają sens odmien- 
ny, zwykle ubliżający. Były one ulubioną 
formą paszkwilów, krążącycb po kraju na 
niemiłe narodowi osoby i wpisywanych 
zwykle w pamiętniki domowe XVI i XVII 
wieku, zwane pospolicie Silva rerum. Ra- 
ki na serce królowej Maryi Ludwiki zaczy- 
niły się od wiersza: 

„MaTJft w cnotach nie umaria, nie..." 
Wiersz powyższy wspak czytany brzmi: 

„Ale umarła nie w cnotach Marja.,." 
Jan Kochanowski wśród fraszek swoich 
pomieścił znany dziesięciowiersz p. n. Ra- 
ki, będący surową satyrą na niewiasty: 

^Folfpijnif paniom nic sobie, ma rada, 
Milujm]' niemie, nie jc«t w nich przebada, 
OodnoHci trzeba, nie zanic tu cnotn, 
Miłości pragną, nie pragną tu ilota. 
Miłują z eerca, nie patrzają idrady. 
Pilnują prawdy, nie kłaioają rady. 
Wiaię uprzejmą, nie dar sobie ważą, 
W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień kaią. 
Wiecznie wara słuiĘ. nie alulę na chwilę. 
Bezpiecznie wierzcie, nic rad ja omylę". 

"Wiersz ten czytany wspak będzie brzmiał: 
„Rada ma: sobie, nie paniom folgnjray, 
Przesada w nich jeat, niewicraie miłujmy, 
Cnota tu za nic, nie trzeba godności, 
Złota tu pragną, nie pragną miłości. 
Zdrady pstrzają, nie z »crca miłują, 
Radu klamają, nieprawdy pilnują" i t. d. 

GMy wiersze podobne przestano pisywać, 
ogół zapomniał znaczenia ich nazwy. Ła- 
mano więc sobie głowę, dlaczego Kocha- 
nowski nazwał „Rakami* wiersz powyż- 
si. Dopiero Mik. Malinowski w Wilnie 
wyjaśnił znaczenie nazwy pochodzącej od 
wstecznego chodn raka. 



Rakieta — siatka rozpięta do odbijania 
piłki. Ł. Górnicki pisze w XVI w.: , Ra- 
kietą tak jeden drugiemu piłkę poda- 
je, żeby nie upadła". Kluk zaś w XVIII 
wieku: „Rakiety do grania bywają lesz* 
czowe, czeremchowe". 

Rakietnicy. Korpus rakietników utwo- 
rzony bylwwojskupolskiemwr. 1823 pod 
dowództwem Piotra Bontemps'a. Korpus 
składa- się z półbateiyi konnej, zostającej 
pod dowództwem kapitana Józefa Ja- 
szowskiego i półkompanii pieszej pod do- 
wództwem kapitana Karola Skalskiego. 
W styczniu 1831 r. półkompanja rakietni- 
ków konnych reorganizowana była na ba- 
terję artyleryi lekkokonnej, a półkompa- 
nja pieszych rakietników na całą komp^ 
nję o 8 kozłach do wyrzucania rac kon- 
grewskich. Ta ostatnia kompanja odzna- 
czyła się w bitwie pod Grochowem. W 
skutek rozkazu Komisyi rządowej wojny 
z d. 25 lipca tegoż roku, zaczęto formo- 
wać oddział rakietników konnych pod do- 
wództwem podporucznika Szopowicza o 
4 kozłach czyli łożach rakietowych. Gemb. 

Rakusy. Tak nazywano dawniej w Pol- 
sce Austrję, zdaje się od ludu germańskie- 
go Rakatów. Był więc .możny dom Ra- 
kuski" (Górnicki Łuk.), Rakuszanin czyli 
Rakus; Rakuszanki, t. j. księżniczki an- 
strjackie, wychodziły za królów polskich. 

Ramsz — gra w karty, podobna do ma- 
rjasza. Każdy miał 5 kresek; mażą się te- 
mu, kto więcej nad powinność lew zrobił, 
mażą się i tym jeszcze, którzy zdejmą choć 
nie powinni byli zdejmować, a innym się 
dopisują. 

Rankor w znaczeniu przekory, waśni, 
gniewu, wjrraz wzięty żywcem z łaciny, 
w której rancor oznacza rzecz zgorzkłą 
lub śmierdzącą, a w przenośni starą nie- 
nawiść, zawiść, zaiartośó, chrapkę. Twar- 
dowski w XVII w.Pisze: „Polska z daw- 
nych lat wrodzone miała z pogaństwem 
rankory" — była bowiem w dobie Piastów 



dbyGoot^le 



RAŃTUCH.— RATUSZ. 



ciągle napadana przez pogan pomorskich, 
praskich, jaówieskicli i litewskich. 

RaAtuch, rańtuszek — chustka du£a 
noszona przez mężntki na głowie lab na 
plecach. ^Knpisz jej dziś koszalkę, jatro 
chce rańtaszka* (Rej w Wizerunka). 
„Poważne matrony w rańtuchach do zie- 
mi ozdobnych" — pisze Twardowski; a w 
innem znowu miejsca wyraża się: „ran- 
tach zerwie z głowy". R«ńtachy, noszone 
w XVI i XVII w. przez klasy zamożniej- 
sze, jaż w XVIII w. zeszły do ludu, a dziS 
tylko przez lod wiejski niektórych okolic 
są noszone. Tkane bywają w domu z Ina 
i wełny domowych owiec, w pasy lub 
kratkę, ale nie. służą jnż za strój głowy, 
tylko za szal na plecy. 

Rapcie — paski z taśmy albo sznurków 
do szabli i karabeli polskiej. 

RarJio —jeden z rzadszych gatunków 
ptaka drapieżnego używanego powszech- 
nie w Polsce do łowów. Oto co pisze o nim 
Czacki: „Ptak raróg, po włosku laniero, 
po niem. Sckeymer, po franc lanier. La- 
meret należy do największych osobliwo- 
ści w innych krajach; BufFon wyznaje o 
tym ptaka niewiadomość. U nas rarogi z 
błękitnym dziobem i nogami używane by- 
wały do polowania od czasn żniwa aż do 
późnej jesieni. Opaliński, nauczyciel Zyg- 
munta Augusta, usprawiedliwia niedanie 
pozwolenia wychowańcowi swemu polo- 
wania rarogami, że te ptaki są naojokrut- 
niejaze w swoim rodzaju, porwane ptaki 
rozdzierają; a tak samego tylko okrucień- 
stwa w tym polowaniu uczyć się można" 
(,0 Litew. i Pols. prawach 't. II, str.245), 
Czacki nie dodaje, że Opaliński, wybrany 
na mentora dla królewicza przez Bonę, 
był tylko jej narzędziem w kierunku znie- 
wieścialegowychowywaniaZygmunta, na 
co wielce utyskiwała szlachta. Raróg z po- 
woda swej niepospolitej rzadkości bywał 
zwykle deiwowiskiem czyli uważanym za 
dziwoląga przez tych, którzy go zobaczyli, 



a stąd poszło i wyrażenie o rarogu w prze- 
nośnem znaczeniu dziwoląga. 

Rasa, rasza, aras, haras, barasz — 
tkanina w^niana, lekka, szorsŁkawa. Wiel- 
ki mistrz krzyżacki chodził w białym ba< 
rasowym ubiorze, chodzili w nim zakonni- 
cy i zakonnice, a Św. Jadwiga w prostej 
rasie w święta tylko ubraną bywała. Pod- 
szywano nią palendrany, suknie świec- 
kich a zwłaszcza dworskich. Z niej mie- 
wali ubożsi pasy a kmioŁówny spódnice. 
Fiszą o niej: Skarga, Bielski, Stebelski, 
Gostkowski i Vol. leg. IV, f .81, r. 1643. 

Ratusz (z niemieckiego (/o; Rałhaus) — 
dom, w którym się mieścił zazwyczaj miej- 
ski sąd, magistrat i rada miasta. Polacy 
na oznaczenie ratusza mieli wyraz własny 
wietnica. ale rzadko go używali, bo 
chyba najmniej o czystość językową cho- 
dziło mieszczanom z pochodzenia przewa- 
żnie Niemcom. Wśród przysłów tei pol- 
skich niema ani jednego o „wietnicy* a 
jest ich kilka o „ratuszu", np.: „Nie wołaj, 
boó wezmą gębę na ratusz" (Rysiński). 
„Do kościoła kiedy chcesz, a na ratusz 
musisz' (Rysiński). .Wszyscy mądrzy, gdy 
wracają z ratusza" (Adalberg). W pie- 
śniach ludu polskiego także o wietnicy nic 
nie słychać a o ratuszu nie raz jeden. Naj- 
wspanialszy z ratuszów dawnej Polski 
przechował się dotąd w Poznania, navret 
z pręgierzem (ob. Pręgierz), który zwy- 
kle na rynkach przed ratuszami się znaj- 
dował. Gmach ten zasługuje na bardzo 
szczegółowe zbadanie, plany i opis, bo wo- 
bec orgii hakatyzmn, wielce niepewna je- 
go przyszłość. Drugi z kolei rysunek 
przedstawia nam ratusz na Kazimierzu w 
Krakowie. Jest to gmach nieobszemy ale 
typowy, jako ratusz średniowieczny miast 
polskich, a przytem widomy świadek u- 
dzielności Kazimierza, jako osobnego mia- 
steczka przy Krakowie! pamiątka tej dziw- 
nej decentralizacyi municypalnej, która 
pozwalała każdemu przedmieścia (jak np. 
Grzybów i Marjeusztadt przy Warszawie) 



dbyGoot^le 



RATUSZ. 



141 



mieó swój oddzielny ratusz, magistrat, 
pieczęć i t. d. Ponieważ rysunku dawne- 
go ratusza krakowskiego nie otrzymali- 
imy, podajemy wiąc tylko widok wnętrza 
jego sali radzieckiej, w której zawieszone 



RatiME n PoEnaoiu. 
były wysoko rzędem stare portrety dy- 
gnitarzy tego miasta. O portretach tych 
krążyła potem tradycja, nie ręczymy zre- 
.Bztą czy na faktach oparta, że spowodo- 
wały one za wolnego miasta Krakowa ro- 



zebranie ratasza, gdy bowiem przedsta- 
wia^y osoby i nazwiska mieszczan, których 
rody przeszły na arystokrację ziemską w 
Krakowskiem, postarano się uznać gmach 
wietnicy krakowskiej za odpowiedni do 
rozbiórki, ze zwro- 
tem portretów ro- 
dzinom i pozosta- 
wieniem jedynie 
wieiyiistuiejącej do- 
tąd wśród rynku. 
Następny rysunek 
przedstawia ratusz, 
istniej ącyniegdydw 
rynku starego mia- 
sta Warszawy. Wi- 
dok tego ratusza, 
znajdujący się w 
zbiorach p. BogusŁ 
Kraszewskiego , u- 
dzielony został dzie- 
jopisarzowi Al. Kra- 
usharowi do dzieła 
jego oRepuinie. 
Dalej podajemy ra- 
tusz lwowski przed 
r. 1826, t. j. taki. 
jakim był przed 
przebudowaniem 
go na gmach dzi- 
siejszy. B y s u n e k 
następny przedsta- 
wia szczegół attyki 
zdawnego ratusza w 
Sandomierzu. We- 
dle aktów miasta 
Krakowa, attyki da- 
chowe tego rodzaju 
zjawiają się za cza- 
sów kr. Zygmunta I 
jako nowość, dająca 
zabezpieczenie dachu od ognia gęsto za- 
budowanym w starych miastach kamieni- 
com. W dniu 7 kwietnia 1544 r, zebrani 
rajcowie i prezydenci krakowscy („Prawa, 
przywileje i statuta m. Krakowa*^, wydał 



dbyGoot^le 



RATUSZ. 



Dr. Fran. Piekosiński, t. I, etr. 183) uchwa- | 
liii przepisy odnośne do dachów kamienic 



Ratunz na Kaziniei 



dachy były ukryte 
poza murami. Po- 
nieważ pierwsza 
część uchwały ni& 
dozwala na wysa- 
nięcie dacha przed 
facjatę, ^idaó z te- 
go, żewszystkie da- 
ch y pierwotnie z 
końcami belek, na 
których stały krok- 
wie, wysuwano ja- 
ko duże okapy ku 
przodowi, jak to do- 
tąd widzimy we 
wszystkich starych 
domach wiejskich i 
na przedmieściach, 
gdzie do ustawy 
miejskiej nie stoso- 

„. . , , , wano się. Nowy lub 

Wieia w lynKiiKnikowBkim, , . , 

pozostała po dawn. ratuszu Odnowiony w roku 



Sala radziecka w dawny m lataczu krakon'akiin. 



i domów drewnianych i zastrzegli, aby 
przy nowo budujących się domach odtąd 



1544 sposób wprowadzał fajermury, jako 
oparcie dachów, które spadały do środka, 



dbyGoot^le 



gdzie miały rynnę 
do odpływu wody 
deszczowej . Tego 
rodzaju układ da- 
chów zachowfJ eię 
w wiela starych ka- 
mienicach Krako- 
wa, a prof. Łuazcz- 
kiewicz mniema, t& 
nie s% te attyki star- 
sze nad 3-ci lat dzie- 
siątek XVI w. Przy- 
budowywano j e z 
początku na starych 
kamienicach i ratu- 
szach, zmieniając 
system pokrycia, jak 
to zrobiono i po po- 
żarzeLiodentoldow- 
skich Sukiennic. At- 
tyka więc ratusza 
sandomierskiego 
pochodzi takłe z w. 
XVI a uiyto do jej 
budowy trojakiego 
rodzaju cegieł: zwy- 
czajnej formy do 
budowy ścian i zna- 
cznie większych mo- 
delowanych w pro- 
fil złożony z listwy 
i ćwierćwałka, lub 
listwy i żłobk a. 
Prócz tego na szczy- 
cie koronki jest 
naczynie ogromne, 
gliniane, ubrane u- 
szami w formie smo- 
ków, a powtarza się 
takłe rodzaj szyszek 
glinianych przy 
spo&a] 



Batusz, iBtDtejąc7 niegdyś w rynku starego miasta Waiazawf . 



Batusz Iwoweki przed r 



koronki. Złożyła się więc na budowę ratu- 
sza sandomierskiego nietylko praca stry- 
charzy, wyrabiających cegły różnoksztE^t- 
ne, ale i garncarzy miejscowych. O^dzie 



całe miasteczka bywały drewniane, tam 
zwykle i ratusz wśród rynku budowano- 
z drzewa. Takie ratusze widzieliśmy jesz- 
cze na Podlasiu w Knyszynie i Goniądzu^ 



dbyGoot^le 



lU 



RĄBEK. —RĄCZKA. 



Ten ostatni, z XVII wieka pochodzący, 
odrysowaliśmy z natury przed jego roze- 
braniem i ryaanek ten tu podajemy. Jesz- 



Szczegdt attyki z dawnego ratusza w Sandomierza 

(rysunek wziętj z V tomu „Sprawozdań Komiłiy i 

Sztuki"prz7 Akademii Umiejętaoici). 



charakterystyczne, zbudowane niewątpli- 
wie przez tych samych cieślów, którzy w 
XVI i XVII wieka stawiali po miastecz- 
kach Żydom w podobnymże styla ich sy- 
nagogi — niestety, jednak nikt tych wiet- 
nic szczerze słowiańskich nie upamiętnił 
w wizerunkach. W ich braku podajemy tu 
na koniec dwa ratusze murowane z ostat- 
nich dwuch wieków bytu Rzplitej, a mia- 
nowicie starszy w Zamościu lubelskim 
i nieco młodszy w Kownie. 

Rąbek— płótno cienkie lniane, chustka 
cienka biała, do zawijania głowy przez 
mężatki używana. Stąd rąbek bialogłow- 
ski był przeciwstawieniem do wieńca dzie- 
wiczego. 

Rączka — miara miodu przaśnego {w 
plastrach i patoce), obejmująca lO'/* garn- 
ca, którą bartnik odmierzał daninę miodu 
coroczną dziedzicowi boru, gdzie miał 
swoje barci. Zdaje si^, że wielkość .rącz- 
ki' powstała pierwotnie z przeciętnego 
wymiaru najpospoliciej używanych przy 



Ratusz drewuianj w Goniądzu ua Podlasiu (ryeowal z natnrj Z. Gloger). 



uze W połowie XIX w. istniały w kilkuna- 
stu miasteczkach polskich ratusze dre- 
wniane, piętrowe, z podsieniami, bardzo 



podbieraniu miodu cebrów lub kadłub- 
ków, tak jak powstała miara garnca od 
przeciętnego garnka i miara wiadra od 



dbyGoot^le 



REASUMPCJA. — REBUSY. 



przeciętnego wiadra. W „Prawie bartnem' 
Niazczyckiego z XVI wieku mamy częste 
wzmianki o .rączce', jako miarze daniny 
miodowej. 

Reasumpcja, z łacińskiego, znaczy roz- 
poczęcie na nowo. Używano tego wyrazu 
zamiast: otworzenie sejmn, trybunala itd. 
Keasumpcja znaczyła też czasem zatwier- 
dzenie dawniejszych nstaw 
przez nowy sejm. także czyn- 
ności trybonata albo konfede- 
racyjnych przez sejm i t. p. 

Rebusy. Ró2ne encyklope- 
dje zagraniczne podają, ie naj- 
dawniejsze rebosy układane 
były w języka łacińskim, co 
zresztą sama nazwa potwier- 
dza, a kolebką ich mi^y byó 
w XVn w. Włochy, skąd re- 
bns przeszedł wówczas do Fran- 
cyi i Niemiec. Gdyby tak było 
w rzeczywistości, to w takim 
razie pierwszymi wynalazcami 
byliby Polacy, piszący to bo- 
wiem posiada rebusy polskie z 
XVI w. Godzi się jednak mnie- 
mać, że nasi autorowie reba- 
sów tamtocżesnych naśladowa- 
li już w tym kunszcie cudzo- 
ziemców. Pierwszym rebusem, 
który tu przedstawiamy, jest 
znaleziony przez nas w ręko- 
piśmiennym pamiętniku (Silva 
rerum) rodziny Sasinów Eale- 
czyckich, rozpoczętym pod ko- 
niec XVI w. Daty ułożenia re- 
busa oczywiście podpisanej 
pod nim niemasz, ale pismo w nim użyte 
kreślone jest ręką Wasila Kaleczyckiego, 
który w tejże księdze wspomina o sobie, 
że urodził się w województwie Brzesko-li- 
tewskiem r. 1565, a wpisywał różne rze- 
czy przez cde długie panowanie króla 
Zygmunta III. Na tej zasadzie zaliczamy 
rebus niniejszy do okresu pomienionego 
panowania (r. 1687—1632), lubo mógł byó 

Oiryklopcdja aUrapotska, (om IV. 



wcześniejszym, jeżeli był przepisywanym. 
Już ta sama odległość czasu nie pozwala 
naszego zabytku mierzyć skalą dzisiej- 
szych formuł rebusowych. Cały rebus w 
księdze panów Kaleczyckich składał się z 
12-u wierszy rymowanych, z których dwa 
pierwsze wygryzione zostamy do szczętu 
przez myszy lub szczury. Twórca rebusa, 



Ratusz w Zamościu lubelskim. 

aby ułatwić odczytanie, co było właści- 
wem przy dość niezgrabnych rysunkach, 
zamieścił a dołu opisujące objaśnienie za- 
tytułowane pDo Czytelnika"; Objaśnie- 
nie to (w którem także znajdują się miej- 
sca zniszczoae oznaczone kropkami) brzmi 
jak następuje: 
NajdEJegz tu w tym Czytania: jelenia, dom, pana, 
Oś, kaw., aerca i w...y, bo tu jest odmiana. 



dbyGoot^le 



EatuBE w Kownie. 

W ty. cieniste rózgi i taranty Iconie, 

A po Eobaczyaz chro^iki bielone. 

Jetoli fii; chccBS atpii, ti&)dii»E i Hzkleoicę, 

CUowę i gdrę, takie dnie piwnice, 

I mniacy tu Bjwmwuią wiele czystych neczy, 
Seby dę nie odrwili, miejle lią na pieczy. 
Jeteli się na wojnę wybierasz, maaz działo, 
I Tz«kB jest, przez ktdni przeprawiaj się imjalo. 
Potym wiatry nastąpią, pizczoły ule mają. 
Te lię rady, niepogody i wiatrów lękają. 
I dala tn dostaniesz, i kur dla opata, 

P. soli zań będzie zaplata. 

(Mołesz) i w dzwon uderzyć i na wino pójdziesz, 
(Jeteti nic) zapłacisz, pewnie czyśćca dojdziesz. 
(Moiesz w stawie) ryb nalowić, tamże i kocięta, 

się kochają dziewcięta. 

lo siądziesz za stołem, 

choć wszystkie ogółem. 

pobiera psi zatyra do kośd, 

ganiaj go^ci. 

B(ędq śliwy) aa wety i gra dla zabawy, 

Ły czy z. . . . fraiiii i łyżka do strawy. 

mały jeżeli spać zechcesz na kocu? 

a potem sen otarłszy z oczu. 

(Możesz) sobie poskoczyć we . . . ry wesoło, 
Ił ą tylko rzeiko uwijaj się wkoło. 



Najdziesz tu i warcaby, także kostki, (karty), 
J(eśli woli)iiz niale zwierzę, jedzie w pole (z charty). 

Wyr. wierszem sobie to czytasz, 

przytym łaskaw na nie Czytelnik. . . . 

Pierwsze 6 wierszy powyższego objaśnie- 
nia odnoszą się do zniszczonych dwuch 
pierwszych wierszów rehasa, któiy, o ile 
go odgadłem, przedstawia treść następną: 



Zapomnisz i tu w gędźbie, co się przedtym działo, 
Nie narzekaj na to, już z wiatrem uleciało. 
Raczej zjedz kuropatwę albo karpia dzwono 
A pij to wino czyście (do czysta), coć go posta- 

Tylko dę ta o t« proszę, nie miee pod ató! kości, 
Bo gdy o nie zwadzą się psy, naczynia przykrośd. 
A j«ćli wypiec umiesz, pójdziemy prym zsłowiki, 
Jeżeli skakać wolisz, wyskocz do muzyki. 
Najdziesz tu porządne łyżkę . . . warcaby i barty, 
Jeśłi więc O sen nie dbasz, jediłew pole z charty. 
Pierwsze dwa wiersze, kropkami powyżej 
oznaczone, są właśnie te, które zostały w 
oryginale zjedzone przez myszy. Wiersze 
drodkowe uderzają swem podobieństwem 
do jednego z przysłów drukowanych w 
zbiorze Rysińskiego (r. 1619): „Nie mieć 
kości pod stół, niech się psinie wadzą". 
Dmgi rebus, który tu podajemy z piękne- 
go starego sztychn (40 centymetrów dłu- 
giego i 31 szerokiego), znajdującego się w 
zbiorach jeżewskich, przedstawia ló-wier- 
Ezowy poemacik łaciński na cześć króla 
Zygmunta III ułożony rebusowe i wyda- 
ny w r. 1593 przez J&kóba Krasickiego z 
Siecina, słuchacza poetyki a jezuitów w 
"Wiedniu. O Krasickich i Siecińskich wie- 
my, że był to w XVI w. jeden ród. Gdy 
bowiem majętność Krasice w ziemi Prze- 
myskiej wniosła w dom SieciAskich Bar- 
bara Obrzechowska, żona Jakóba Sieciń- 
skiego, potomstwo tegoż pi-zybrało nazwę 
Krasickich. Sztychowany utwór Jakóba 
Krasickiego udzieliliśmy profesorowi Hie- 
ronimowi Łopacińskiemu, który, pragnąc 
napisać o nim rozprawkę dla Akademii 
Umiejętności, odczytał tę łamigłówkę w 
sposób następujący; 



dbyGoot^le 



PORCELANA. 



^X^ /y.^^_;g^ ^^ y IS fi] 



J'sl^ 1/ua. o ^^^ JmAh^ i^eAu w «4^^^4^ ? -^^SB^^S^^ 



Bebni polski t XVI widra. 



Tekst łaciński. 
Bex, TivaH, cui TiTtut«e tiibuere coronao, 
SI gemmia Bceptra haec, atellantie... certe 

Favit RoDunae rie, ot ancora nBviB 

Essen, nam reget fortanae apecnUtui JeHiu, 
Deai Fater'parmas datorantia eiBque trophaM, 
Pfiamidw, celsos obeliscoi attiue columnaa. 
Bex ee in...... relut intereidera clara 

Solem, arcus, fulmiDa radiie mandus decora 

[alŁa veaustat (?). 
O fortnoatom, ąuem arma ailenda (?) resignant, 
Arma nbi Baeva iaceat, Dec aptftu? bTan 

[rotat ensea, 
Justilia inaignU Teram et gloria aancta 

[baccatur. 
Hinc Cerea et Bacchos florescunt palmea aerta 
Portantee caatua cithar»aqne l;rasque ten- 

[tantea. 
I>ege ergQ BM (?) parad iBeasque per arcee 
I, quod Yocalea chori, qut>d Slusa precanT. 

Ttómaczenie polskie tekstu łacińskiego. 
„Poemat bierogltlicziiy Najjaśniej szema i 
Najpołężniejszemn Zygmuntowi m z łas- 



ki Bożej Królowi Polskiema, Wiel. Ks. Li- 
twy, Bosi, Pras, Mazowsza, Zmadzi, Ki- 
jowa, "Wtrynią, Pomorza, Liwonii, Sswe- 
cyi dziedzicznemn królowi i t. A. Pana 
swemu NajmilościwBzemn ptzez Jakóba 
Krasickiego z Siecioa, słuchacza poetyki 
w Kolegjnm Zgromadzenia Jezusowego w 
Wiednia, dedykowany Roku Fabskiego 
1593 d. 28 listopada. 

Żyj, królu, kbSremu cnoty ndzielily korony, 
Jeteli drogimi kamieniami te beiia... napeimo 
... Rzymskiej. .„.., jak kotwica okrętu 
Łtylbyj, poniewał szczęście królów obmyfla 
IJezus, 
Bóg Ojdec tarczę (obronę) im daje i radoane 

[trofea, 
Piramidy, wyaokie obeliski i'kolumny (t. j. 

[pomniki). 
Królem jeat«j na (ziemi?), jak między gwia- 

[zdami jannemi 
Stonce, tęcza, pioruny promieniami świat 

(ozdoby wyaokie upiększa (t!( 



dbyGoot^le 



148 



O SECEęeliwj, którego oręi mjlczącj 
Gdzie orąt arop leiy, i Mara otwarcie : 

(wywija 

(Tam) sprawiedliwość wyborna, prawda i elawa 
[święta panują. 



Stąd Cenra i Bachus kwitną, palmowe wieńca 
Niosąc, pieśni, cytary i liry nastrajając. 
Ży] więc (dzczęśliwie?) i przez rajskie zamki 
Idi (t j. doei^nij nieba), o co chór dfwięccny, 
[o co Muza się modli. 




SPOEMA HlEKoaLTPHICYM _ 

ERENlSSIMOACP0Tf>mSSIMoSlGlSMVNDomDEI GRmA f OLONK. REGI 

MAGNODva LlTVA.Rys.PIWS.MAS.SAM.KlOV.V(H,I.P0MEiLLIVO.ZŁNECNON RE(34I 
SVZCK.HŁREDITlUgO REGI ZC.D.D.S.CŁEMZNTISSIMO.A,JacOBoKra. 
SICZKI . DEsfeaN.STV.POE. IN COL. SOCIE.TESWIIJf.DD . 

V I ® CVI ^^^TWBVE m^^ s 
S DAT ( ITIA EIS 

Cis-- 11 

IS ^IACNt NEC4© 
HINC -^6. ET -^ ^jŁJ^CYNrf pOOO 



nTsę 



Cc kim' iija^*Thgiii*run& mh i ... 

DGRCO^M ^^^i?- SQ pR 
1 OyOD AE10vJ|iM§^QV0] 



^ig^C^CgHNTS 



jntr jt ccrJłni" ^h praiatnhftima t^^a 

Dc SiyiDijinrfD >?iyt^i«ł» mai, 
Cjura nirinn Dla/ cum ,tei uninu di/i^r ftr»u 
qu^ icnwn R^n uinu ofymott-imtt 

Rebus łaciński, uloiony przez Jakdba Krasickiego w r. 1593 aa cześć krćla Zygmunta III, 




dbyGoof^le 



W«tęp, Bposobem rebnsoiryiii ntolooy do książki z r. 168S noszącej tytuł „Królewicz ind^jiiki w polski 
strój pwybrany'. 



dbyGoot^le 



150 



RECES.— REDUTY. 



Wyrażania swych myśli z domieszką pi- 
sma rebusowego nie zaniechano i w ciąga 
XVII w. Dowód tego znajdujemy w książ- 
ce wydanej wKrakowier. 168Sp.t.: „Kró- 
lewicz indyjski w polski atrój przybrany 
albo historja o świętym Jozaphacie, kró- 
lewiczu Indyjskim, i o iw. Barlaamie, pu- 
stelnika. Przez X. Mateusza Ignacego Ku- 
ligowskiego, dziekana Wolkowyskiego, 
proboszcza i plebana Wołpihskiego, z la- 
'cińskiego tekstu na wiersz polski przdo- 
żona". Na pierwszej stronicy powyższej 
książki w rodzaju dedykacyi odbity jest 
sztych, którego cynkotypową kopjęta do- 
łączamy. Nie powtarzając tej dedykac^ 
zwykłym drukiem, objaśniamy tylko, że 
rysunki wśród pisma znajdujące się przed- 
stawiają: Jerzego Hlebowicza, wojewodę 
wileńskiego, herb jego Leliwę (półksiężyc 
z gwiazdą), obłok, mrok, ńmierć, słońce 
promienie, świat, św. Jozafata, herb sa- 
pieżyński Lis, herb Połubińskich Jastrzę- 
biec, Boga, stadło małżeńskie i znów herb 
Lis, półksiężyc, herb Branickich Gryfi 
herb Czarnieckich Łodzią. W posiadanym 
przez nas rękopiśmiennym anegdotniku 
księdza Karola Żefy z XVm w. znajdu- 
jemy jeden rebus: „Krystyna przepiła 
klucz u kcdodzieja'* wyrażony za pomocą: 
krzyża, piły, klucza i koła oraz dopisanych 
liter i wyrazów. W czasopiśnuennictwie 
niemieckiem XIX wieku pierwszy rebas 
znajdujemy ogłoszony w Wiedniu r. 1837. 
Miano ten rodzaj łamigłówek upowszech- 
niony po Europie w piatem dziesięcioleciu 
XIX w. za tegoczesny wynalazek franca- 
skL Tak przynajmniej mniemał nasz ogół, 
nie przypuszczając istnienia rebusów pol- 
skich przed wiekami, a uważając Bona- 
wenturę Cbrząńskiego (zmarłego r. 1864) 
za pierwszego autora rebusów polskich i 
.Wolne żarty" wydawane przez Henryka 
Lewestama i Jana Gregorowtcza za pierw- 
sze pismo, ogłaszające rebusy w Warsza- 
wie (r. 1858—9). Kończąc rzecz niniejszą 
o rebusach, trudno nam powstrzymać się 



od wyrażenia żalu, że inni nie zwracali n- 
wagi na ginące tego rodzaju zabytki po 
archiwach domowych, co gdyby nie na- 
stąpiło, mielibyśmy niezawodnie w piś- 
miennictwie polskiem całą książkę a może 
i kilka tomów hioroglidcznej literatury. 

RflC68. W prawie prywatnem polskiem 
nazywano tak zrzeczenie się dóbr; w pra- 
wie zaj pubhoznem odłożenie jakiej ma- 
teryi do następnego sejmu ( ybl. leg, V, f, 
723). Jeżeli posiadacz przeciążonego dłu- 
gami majątku robił tylko prosty reces czy- 
li odstąpienie, to taka/ońorrV(M nazy- 
w^a się w prawie polskiem recessuata; a 
jeżeli się odprzysięgal, iż wszystko oddał, 
nazywała się recessuata et abfurata. Nie 
była znana subhastacja, nie dzielono się 
zatom, jak dziś, sumą osiągniętą ze sprze- 
daży, ale ziemię oddawano wierzycielom 
koUokowanym. Mimo to, właściciel, to jest 
dłużnik z dóbr wyzuty, zachowywał pra- 
wo do s{Jacenia wierzycieli z majątku spo- 
tioritowanego, co nazywano reluigą. 

Recllnatiorum. Tak nazywano dobra 
nadane w Litwie na schronienie i przyta- 
łekobcym wychodicom, exuHbus[ Vol. leg. 
V, f. 636). Tak nazywano również funda- 
cję na przytułek dla żołnierzy chorych we 
Lwowie { Vol. leg. V, f . 723). 

RecognitlD — osobiste zeznanie aktu w 
sądzie. 

Reduty czyli maskarady. Pierwsze re- 
duty w Warszawie były przy nlicy Pie- 
karskiej, w domu pod Vk 105, za panowa- 
nia Augusta II Sasa, który, jako miłośnik 
zabaw, do póinej nocy w nich uczestni- 
czył. Dawano je potem w najętych pała- 
cach u Przezdzieckicb, Radziwiłłów, Ja- 
błonowskich i w innych. Najpierwszym 
redut przedsiębiorcą był niejaki Salwator, 
który na Nowem- Mieńcie kamienicę wy- 
murował. Później znaleźli się inni współ- 
zawodnicy. Za Augusta III Sasa tak były 
ulubione reduty, że je dawano zacząwszy 
od października aż do adwentu i znowu 
pr:eez całe zapusty po 3, 4 i 5 razy na ty- 



dbyGoot^le 



REFEKTARZ.— REFERENDARZE. 



161 



ctzieA. W niedzielę odbywały się reduty 
w kilka miejscach a wszędzie hylo pełno 
osób i nieraz w dniu takim sprzedawano 
do 6000 biletów wejścia. Bilet taki przed 
r. ITSO kosztował 9 złp. Osoby wchodzące 
miewały maski i domina czyli płaszcze 
kitajkowe albo osobliwsze jakie i wspania- 
łe nieraz kostjnmy. Obszerniej o redutach 
warszawskich opowiada Kitowicz w „Opi- 
sie obyczajów" i Łnk. Gołębiowski w po- 
pisaniu Warszawy". 

Refektarz — od wyrazów lac. refecHo i 



bowe. Jedea ze wspanialszych refekta- 
rzów w Rzplitej znajdował się w klasztorze 
jasnogórskim oo. paulinów i ten podaje- 
my to w rysunku. 

Referendarskifl sądy ob. Sądy. 

Referendarze. Po nekretarzach wiel- 
kich szli w godności referendarze, ustano- 
wieni w r. 1507 przez Zygmanta I. Było 
ich wszystkich czterech, t. j. dwuch koron- 
nych i dwuch litewskich przez króla mia- 
nowanych. Wśród tych i tamtych był 
zwykle jeden świecki i jeden dachowny. 



Refektarz w kl«ist 

re/eclus, znaczących posilenie, pokrzepię" 
nie, nazwa izby stołowej czyli jadalni w 
domach klasztornych i dachownych, gdzie 
zasiadano razem do posiłka. Ponieważ re- 
fektarz w budynkach takich bywał zaw- 
sze izbą najobszerniejszą, tu więc odby- 
wały się wszelkie zgromadzenia ducho- 
wieiitstwa, zebrania kapituł na narady i 
wybór przełożonych, synody djecezjalne, 
popisy doroczne szkoły miejscowej a nie- 
raz sejmiki szlacheckie i stypy pogrze- 



Do. paulinÓTT w Cięstocłioikie. 

Musieli być biegli w prawie i zawsze zo- 
stawali przy dworze. Obowiązkiem dwuoh 
referendarzów było codziennie rano od 
Mszy do obiadu i po prfudniu od obiadn 
do wieczora przesłuchiwać skargi osób 
prywatnych i podawane na piśmie snplUd 
odnosić do kanclerza dla przedstawienia 
królowi. Tak więc od referowania powsta- 
ła nazwa ich nrzędu. Zasiadali przy Zyg- 
mnncie I, gdy sprawy rozsądzał, lecz tyl- 
ko z głosem doradczym. Dopiero od cza- 



dbyGoot^le 



152 



REFORMACI W POLSCE.— REGIMENT. 



BÓw Zygmunta HI zaczęli sądzić i wyro- 
kować, s należaty do nich specjalnie spra- 
wy, zwan«y»m ctr^^nam czyli poddanych 
z dóbr królewskich przeciwko starostom 
i dzierżawcom, oraz odwrotnie, zanoszoii& 
ByH urzędnikami przysięgłymi, którzy 
wszystkie sprawy kryminalne i cywilne 
do króla i sejmn przychodzące referowali, 
porządku ich wniesienia pilnowali i w Se- 
nacie zdanie swoje o nich wypowiadać 
mogli. Kromer pisze: „Dwaj referendarze 
aą^oizędnikami do przyjmowania próśb". 
RAformacI w Polsce. Czas beatyfika- 
cyi Iw. Piotra z Alkantary (za G-rzegorza 
XYwr. 1622), reformatora i założydela 
nowej gałęzi zakonu Św. Franciszka Sera- 
fickiego, byl epoką wprowadzenia w za- 
stosowanie OD, reformatów do Polski. De- 
kreii tego wprowadzenia w zastosowaniu 
się do Ojcsńw. wydal biskup krakowski w 
IIży[d. 29 maja 1622 r. a wkrótce po tym 
dekfecie powstały fundacje klasztorów 
reformackich w Zakliczynie, Miejskiej Gó- 
rze,' Oaiecznie i Choczu. Na kapitule w 
Zakliczynie r. 1623 nstanowiono 3 kusto- 
dje:! wielkopolską, małopolską i 3-ą dla 
Uazowsza, Litwy i Kusi. Gdy r. 1624 
Bzeńsyło się w Polsce morowe powietrze, 
miejsce zmarłych proboszczów chętnie za- 
stępowali reformaci, niosąc ostatnie ea- 
kraOienta. Wtedy to we Włocławka o. 
Feliks z Karyntyi z 3-ma braćmi Polaka- 
mi {ladt ofiarą^jsarazy, podugując zapo- 
wietrzonym. Od r. 1622 do 1772 założono 
w granicach EzeczypOSpolitej 61 klaszto- 
rów i domów reformackich, ktjjre podzie- 
lone zostały na prowincje: małopolską, 
^elkopolską, pruską i ruską. Prowincja 
Oi^opolska obejmowda klasztorów i do- 
mów 14, wielkopolska 17, praska (Prusy 
królewskie z całem Pomorzem, Mazow- 
szem i Podlasiem) 18, ruska 12. Na czele 
każdej prowincyi stał prowincjał, po nim 
szedł jego pomocnik i zastępca, cusłos pro- 
v\nciae^ następnie 4 definitorów i w końcu 
sekretarz prowincyi. Wszyscy oni byli 



wybierani większością głosów tylko na 
3 lata, i gtąd ka2da prowincja zawsze po- 
siadała dawnych najwyższych swych 
zwierzchników, których nazywano patres 
provinciae. Że zaś stosunki z jenerałem, 
z przyczyn niezależnych od zakonników, 
zost^y zerwane, co ujemnie na regułę 
wpływało, przeto żeby utrzymać karność 
klasztorów reformackich, prowincjał był 
zarazem commissarius generalis władzy 
zwierzchniczej, przebywającej w Rzymie. 
Zwierzchnikiem' w każdym klasztorze był 
gwardjan, jego pomocnikiem i zastępcą 
wikarjusz, a jeżeli w klasztorze były stu- 
dja czyli kursą naukowe (jak np. w Wę- 
growie), to następowali lecłores, magister 
lub insiruclor noviiiorum, pater spirifua- 
tis, concionatores (kaznodzieje) i poeniten- 
iiarii^ to jest spowiednicy. Zasłynęli w za- 
konie nauką i piórem: Florjan Jarosze- 
wicz (pierwszy zwierzchnik prowincyi ru- 
skiej), Józef Męciński, Antoni Konrad Pi- 
ramowicz, Franciszek Rychłowski, Kon- 
rad Kowalewski, Karol Surowiecki, Igna- 
cy Koralewicz, Bazyli Malinowski i Mie- 
rzejewski. Kasata klasztorów reformac- 
kich pod zaborem pruskim i austrjaokim 
nastąpiła w latach 1796 — 1809 z wyjąt- 
kiem pozostawionych w G-alicyi: w Krako- 
wie, Wieliczce, Kętach, Przemyśla, Jaro- 
sławiu, Sądowej Wiszni, Bieczu, Lwowie 
i Rawie (ruskiej). Na Wołyniu zamknięte 
zost^y w r. 1834, a w Królestwie Kon- 
giesowem przez ukaz z d. 27 październi- 
ka (8 listopada) 1864 r. z wyjątkiem Pili- 
cy i Wtodawka, gdzie pozostały do czasu 
klasztory etatowe. 

Rtformacja lub r^r/na posagu. Tak 
zwano z łacińskiego „oprawę" czyli abez- 
pieczeuie na dobrach męża posagu i przy- 
wianku jego żony. 

Regiment znaczył pierwotnie: rząd, pa- 
nowanie. Np, G-órnicki w XVI w. pisae, 
że po śmierci Zygmunta I „Zygmunt Au- 
gust na regiment Królestwa Polskiego 
wstąpił". W Postylli ks. Wujka czytamy: 



dbyGoot^Ie 



RECjIMENTARZ. 



168 



gSiła to narodów, które były pod legi- 
mentam Rzymu*. Stąd regimenteni nazy- 
wano później komendę, dowództwo, np. 

i Twardowski w XVII w. wyraża się: „Król 

mu wielki regiment dawał morskiej arma- 
ty", t. j. dowództwo floty. Franciszek Pa- 
procki w XVIII w. nazywa regimentem 
„korpas wojska, ^o£ony z jednego lub 
wi^ej bataljonów albo szwadronów", P.Br. 
0embarzew8ki tak nam pisze o regimen- 
cie: „Nazwa ta stosowana była w XVIII 
wieku jedynie do piechoty i dragonów, 
t. j. wojska cadzoziemskiego antoramen- 
ta; mówiono zatem: regiment pieszy i re-' 
giment konny czyli dragonów. Jazda pol- 
skiego autoramentu dzieliła się na chorą- 
gwie linsarskie, pancerne, petyhorskie 
i t. d.,. ns biygady kawaleryi narodowej 
i na pułki przedniej straży. W w. XIX 
wyraz legiment został zastąpiony stale 
przez wyraz pułk, stosowany tak do pie- 
choty jaki dojazdy, a w epoce Księstwa 
Warazawski^o i do artyleryi". Dodamy 
ta w końcn, ie Polacy,, zwłaszcza starzy 

I wojskowi, klnąc w gniewie, odsyłali do 

djaUów liczonych na: setki, krocie, becz- 
ki, fary, żargony, bataljony lub regimen- 
ty, np. „Idż do regiment djaMów!' 

Reginentarz— zastępca hetmana. Ordy 
hetmaństwo stało się w Rzplitej wielkim 
nrzędem dożywotnim, a zdarzało się, że 
hetman zachorow^, byt ranny, wzięty do 
niewoli lab nmarł, wojsko zaś ani chwili 
nie mogło pozostawać bez wodza, król 
mianowf^ zastępcę pod nazwą regimenta- 
rza. IŁegimentarz faktycznie bjł hetma- 
nem, ale tylko czasowym, nie mógł zaś 
iiosió nazwy hetmana, żeby nie nbliżaó 
zasadzie dożywotności hetmaństwa, lub 
^jącemu a tylko nieobecnemu hetmano- 
wi. Regimentarz zwykły dowodził jedną 
partją wojska, regimentarz generalny 
komenderował całą sUą krajową. QAy 
podczas wojny z Chmielnickim obadwaj 
hetmanowie koronni, Potocki i Kalinow- 
ski, dostali się kozactwu do niewoU, Rzpli- 



ta ustanowiła wtedy pierwszy raz regi- 
mentarzów. Było ich trzedi: Wład. Domi- 
nik książę Zasławski, Ostroróg i młody 
Aleksander Koniecpolski. Wybór ten był 
nietrafny, gdyż jeden był zniewieścitiłym, 
drugi zamiłowanym w książkach, a trzeci 
młodzieniaszkiem. To też Ohmielnicki 
wyrażał się ^ośłi^e, że wybrano „pierzy- 
nę, łacinę i dziecinę". Zostali też usunięci, 
a na ich miejsce sejm wybir^ regimenta- 
izem generalnym księcia Jeremjasza Wi*. 
śniowieckiego, wojewodę ruskiego, któiy 
ze wszech miar zadugiwfJ na buławę. 
Gdy August II Sas Niemca (Fleminga) 
zrobił hetmanem, a w skatek tego szlach- 
ta, chcąc ograniczyć króla, postanowiła 
na sejinie ,niemym"r. 1717, że król tylko 
podczas aejmn może hetmanów miano- 
wać, August II zręcznie sobie poradził, 
bo bez sejmu mianował Poniatowskiego 
(ojca króla) regimentarzem generalnym 
koronnym, do czego miał prawo. Regi- 
mentarz zaś taki był zupełnym hetmanem, 
tylko bez tytułu hetmańskiego, a o tyle 
dogodniejszym dla króla, że mógł być w 
każdym czasie odwołany i był jeden na 
całą Kzplitą. Taki stan rzeczy dotrwał do 
śmierci Augusta U, po której w czasie 
bezkrólewia r. 1733 Poniatowski, jako 
mąż zacny, zrzekł się regimeutarstwa. 
Był wówczas i regimentarz generalny li- 
tewski z ramienia Stan. Leszczyńskiego, 
Antoni Pociej. Sejm paoyfikacyjny z ro- 
ku 1736 przywrócił nowemu królowi pra- 
wo mianowania hetmanów poza sejmem. 
Znowu więc regimentarstwo schodzi z 
pola. Miewały i konfederacje swoich regi- 
mentarzy, czyli wodzów naczelnych skon- 
federowanego rycerstwa. Najgłośniejszym 
w ostatnich czasach był Józef Pułaski, 
starosta warecki, „regimentarz konfede- 
racyi Barskiej", zmarły w Turcyi podczas 
tejże konfederacyi. Rota przysięgi regi- 
mentarskiej Mikołaja Herbórta, podko- 
morzego halickiego z r. 1587, podana jest 
(po łacinie) w Vol. leg. II, f. 1065. 



dbyGoot^le 



164 



REGINA PO LONIAE.— REJENT. 



Regina Poloniae. 3-at pod wyrazem 
Matka (£nc. Siar. t. Ul, str. 199) zazaa- 
czyliśniy wysoką cześć, jaką obyczaj sta- 
ropolski otaczat niewiasta zamężną i dziet- 
aą, nazywaną w rodzinie nP^^ matką*. 
Obyczaj ten rdzennie słowiański niewąt- 
pliwie spotęgował cześć i miłość dla Matki 
Boskiej, czyli, jak dawniej mówiono, „Bo- 
garodzicy*, podnosząc te głębokie aczn- 
cia do znaczenia knltu narodowego. Aby 
uczcić Bogarodzicę w najwyższym stop- 



REGINA POLONIyC. 



ir KOS AB m^TB PTiOTEGE 
ET HO%A MOTiT/S" ^rsclTB 



Drzeworyt w książce i czasów potopn szwsdikiego 
p. n. „Lament utrapionej Matki Korony PoUkiej." 

nia, dodawano jej często tytuł Królowej 
Polski, po łacinie Regina Poloniae. Przy- 
kład tego znajdujemy w książce: „Lament 
utrapionej Matki Korony Polskiej już już 
konającej na syny wyrodne, złośliwe i nie- 
dbające na Rodzicielkę swoje*. Autorem 
tej bezimiennej i bez oznaczenia miejsca 
oraz roku wydanej ksią2ki był ks. Szymon 
Starowolsk), który napisał ją niewątpli- 
wie podczas potopu szwedzkiego, nazywa- 
jąc synami wyrodnymi 7^rajców takich, 
jak Radziejowski, i sprzyjających Szwe- 
dom arjanów polskich. Na odwrotnej stro- 



nicy karty tytułowej druku znajduje się 
drzeworyt, którego podobiznę (do połowy 
zmniejszoną) podajemy. Ta wiara w cu- 
downą opiekę Bogarodzicy, o ile w wielu 
razach była pobndką do czynów zdumie- 
wającego bohaterstwa rycerzy polskich, 
o tyle z drugiej strony usypiała przezor- 
ność narodu, który stąd nawykł więcej li- 
czyć na cuda, ni* na skuteczność wytrwa- 
łych zabiegów własnych w obronie Rzplitej. 

Reindukcja. Jeżeli kto został przemo- 
cą wypędzony z dóbr, a sąd przyznał mu 
wyrokiem, £e ma też dobra napowrót za- 
jąć, wtedy mówiono, że zyskał reindukcję. 

Rej (może z łao. regio, rząd, porządek, 
kolej). Wodzić lob trzymać rej, znaczy 
przewodzić, marszałkować w radzie, na 
zebraniu, w obywatelstwie, w boju. Rej 
wodzić w tańco, znaczy przodkować, iść 
na czele, w pierwszej parze. Twardowski 
pisze: „Władysław samej cesarzowej dat 
naprzód rej wodzić w tańcu". Bartosz Pa- 
procki w „(3-nieździe cnoty" tak pisze o 
sławnym Mikołaju Beja: 

,Za dawnych przodków tego rejem awano, 
Kogo do jakie] zacoej sprawy pierwaiym ziumo,. 
To jawnie pokazuje, iie ci Rejowie 
Byli wielu poczciwych ipniw dawni wodzowie'. 

Rejent kancelaryi koronnej lub litew- 
skiej redagował, kazał przepisywać, poda- 
wał do podpisu i pieczęci wszelkie pisma 
królewskie, kanclerskie lub podkancler- 
skie. Rejent był niejako prywatnym se- 
kretarzem kancelaiyi koronnej lub litew- 
skiej i ze śmiercią kanclerza lub podkanc- 
lerzego ustawał jego urząd. A był to urząd 
zyskowny, bo za ekspedjowanie przywile- 
jów, odpowiedzi królewskich, patentów, 
płaciła szlachta dobrze, a żydzi, mieszcza- 
nie i cudzoziemcy według ugody i często 
znacznie. Lubo to było dla kanclerza i 
podkauderza, ale i dla rejenta okroiło się 
zawsze. Rejent grodzki wyręozrf staro- 
stę w pisaniu i pilnował akt wieczystych. 
Byli jeszcze rejenci przy magistratach, 
konsystorzach i rozmaitych innych wła- 
dzach. 



dbyGoot^le 



REJESTR ARIANISMI.— REJESTROWI KOZACY. 



165 



Rejestr aiianlsmi, zniesiony po śmier- 
ci Augusta III, w który zapisywano spra- 
wy dyssydenckie, bluinierstwa, utrzymy- 
wanie Drożnie, nieohodzenle przez lat 
kilka do spowiedzi, zostawanie w klątwie 
przez rok i 6 niedziel, krzywoprzysięstwo, 
sumienie rozwiązłe, czarodziejstwo, choć 
większa ćząić tych przestępstw właściwie 
do sądów sejmowych nalegała. 

Rejestra. Tak nazywano księgi ra- 
chunkowe kupieckie ( Vol. Ugum I, f, 558). 
W Mazowsza spisywano złoczyńców i hul- 
tajów ■* rejestr. W Litwie rejestra po- 
dobne zwano księgami czarnemi. Ke- 
jestra sądowe były to księgi, do któ- 
lych „powód" podawał imię swoje, po- 
zwanego i treśó skargi. W nich każda 
sprawa dostawała numer a na sesyi wońuy 
przywoływał sprawy podługnastępstwa nu- 
merów, fiejestra w ka&dym sądzie byty wie- 
lorakie, np. wTrybunale piotrkowskim 1-y 
dla wojew. poznańskiego, 2-gi dla kaliskie- 
go, aporozdzieleniu i gnieźnieńskiego, S-ci 
dla sieradzkiego z ziemią wieluńską itd. W 
innych sądach s^y rejestra podług rodzaju 
spraw, up. w sądach nadwornyoh 1-szy 
rejestr apelaoyi od sądów miejskich z Ko- 
rony, 2-gi z Prus, 3-ci fiskalny. Każdy 
rejestr miał swoją kadencję. Z tego spra- 
wy przypadały na czerwiec, i. drugiego 
na Upieo i t. d. 

Rejestrowi Kozacy. Deiejopis nasz Jul- 
jan Bartoszewicz w gruntownych artyku- 
łach swoioh: Kozacy — K ozaczyzna, 
Niż— Ni* owcy {yr Encykl. powsz.2&-ii>- 
mowej) wykazał równicę Kozactwa od Ni- 
żowców. Niżowoy, t. j. siedzący na Niżu 
cayli w dole Dniepru, koczowali w stepach 
czarnomorskich i rozbijali Tatarów lub po 
morza. Kiedy siq Turcja zaczynała a- 
skariaó przed Kzplitą na te Niżowców na^ 
pady i rozboje, Batory się tłómsozyl, że 
to Ludzie, którzy jego rozkazom nie ulega* 
ją. Byli to wprawdzie przeważnie wy- 
chodźcy z Polski i Rusi, którzy norgaoi- 
zowali się sami i za pieniądze służyli, kie- 



dy ich zawołano, lecz obok tego posła Ste- 
fana Batorego zabili, gdy z polecenia kró- 
la, dogadzającego Turcyi, przyjechiUicb ła- 
godzić i od napaśoi na wybrzeża czarno- 
morskie odmawiać. Lecz z czasem Pol- 
ska, kolonizując się, z krainy kijowskiej 
i brat^wskiej na pt^udnie dosda do o- 
wych sławnych porohów dnieprowych, za 
którymi kryli się Niżowcy. Wtedy niepo- 
dobna było zostawió Niźowców samym so- 
bie i przed Tarcją wymawiać się dalej, że 
Niżowcy nie należą do Polski. Żadne 
państwo aa świecie nie zniosłoby na włas- 
nych granioach tJumn ludzi swawolnych 
i bitnych, których zgromadźmy na poro- 
hy: wstręt do pracy rolniczej, duch swobo- 
dy i żądza łupów. Polska jednak — jak 
mówi Barto^ewicz — nie przyda na Niż 
niszczyć rycerstwo, lecz je urządzić, a tem 
samem zabezpieczyć Ruś i całą Rzplitą 
przed gro^emi wojnami z Turcją. Pol- 
ska nie mogła zresztą dopuścić urządzenia 
na swych granicach państwa z rządem 
wojennym, z narodem, utrzymującym się 
nie z pracy ale z tnpieży; aby zyskać po- 
kój dla Rusi od strony potężnej wów- 
(sas Tnroyi, chciała zaprowadzić w^ród 
niesfornej rzeszy europejski ład i pra- 
wo. Potrzeba było tylko pod rząd het- 
manów koronnych oddaó to niżowe ry- 
cerstwo a Rnś zyskałaby od strony 
Tatarów świetną straż kresową. Pierw- 
sza konstytucja, która na sprawy Zaporo- 
ża zwraca uwagę, uchwalona na sejmie r. 
1589, nosi tytuł: „Porządek ze strony Ni- 
źowców i Ukrainy". Hetman miał całe 
Zaporoże opatrzyć i ludzi swawolnych 
,pod posłuszeństwo" ująć, aby granic ko- 
ronnych wodą ani ziemią nie przechodzili, 
kupców nie łupili, majętności nie napa- 
dali, nikogo do towarzystwa swego bez 
woli przełożonych nie przyjmowali a , re- 
jestr" ich ma byó zawżdy a hetmana. 
Otóż muny i pierwszy raz w dziejach wy- 
mieniony w sprawach niżowych Rejestr. 
Rzplita brała rycerstwo kozackie na swój 



dbyGoot^le 



156 



REKORD ACJA.—RELIGJA. 



żóldi, pod swoją opiekę i tvorzjIa silę 
zbrojną na kresach, bo byta do tego obo- 
wiązana dla bezpieczeństwa Rusi przed 
łupieżą Niżowoów i Tatarów i dla zasło- 
nienia się przed Turcją. Rejestr był po- 
prosta spisem rycerzy nilowych dla kon- 
troli, aby nie przyjmowali w swe szeregi, 
jak pierwej, wszelkiego rodzaja zbiegów, 
próżniaków, włóczęgów, swawolników 
i ładzi poróżnionych z prawem. Bzplita 
wszystkie łupieże i winy Niżowców pusz- 
czała w .niepamięć, aby tylko znieść n- 
dzielnośó dzikich Unmów, zagrażającą 
stosunkom międzynarodowym, nkróció ich 
napady na Wtrfoszczyznę, Siedmiogród 
i Maltsny i podnieść do godności wojska, 
polecając hetmanowi „n^wać ludzi niżo- 
wych i dańskioh (t. j. dońskich) do potrze- 
by Eizplitej'. Ale dla nawykłych do nie- 
okiełznanej wolności wszelkie zakazy mor- 
skich wypraw, łupieży i swawoli, a zwłasz- 
cza już sam rejestr, wydawały się uci- 
skiem jarzma i niewoli. 

Rflkorifacja. Tak nazywano zwyczaj 
(godzenia sług kościelnych {t, j. klechy, 
organisty, rybałta, dziadów kościelnych) 
do domów parafjan po kweście, kolędzie, 
warzywnem, śpiewających przytem pieś- 
ni nabożne. Gekordacją nazywano i sam 
zwyczaj t zebrane w ten sposób pieniądze 
i podarki żywności, a zabytkiem tego zwy- 
czaju jest dotąd chodzenie żebraków śpie- 
wających po podwórkach miejskich i wiej- 
skich. 

Rekreacja- 'W dawnych szkoładi pol- 
skich co wtorek i czwartek dawano po po- 
łudniu uczniom odpoczynek od nauk- 
Tylko jeżeli po wtorku albo czwartku na- 
stępowało jakie święto, rekreację znoszo- 
no. Na rekreację zadawano jednak pensa 
(ob.) i okupacje. W pogodę na rekreację 
wychodziła cała szkoła za miasto z profe- 
sorami i dyrektorami, ale kto chciał, mógł 
zostać. G-łówne zabawy na tych prze- 
chadzkach były: piłka, t. j. kłębek z weł- 
ny, bo gumy jeszcze nie znano, bieganie 



do mety i palcat czyli szermierka na kije, 
a profesorowie brali w tych zabawach ser- 
deczny z młodzieżą ndział. (Ob. Majów- 
ki, EncStar. t. HI, str. 178). 

Relaksacja. Zniesienie bannicyi mniej- 
szej, pozbawiającej praw politycznych 
tylko, łatwiejsze do uzyskania niż banni- 
cyi za kryminał, zwano relaksagą, subla- 
cją lub suhlewae^ą. (Ostrowskiego „Prawo 
cywilne" 1. 1, str. 25 i 386 i Vol. leg. II, 
f. 1220). 

Relatlo czyli relacja miała kilka zna- 
czeń: 1) Spisanie i przedstawienie przywi- 
leju królowi do podpisu, 2) sprawc^danie 
woźnego łożone przed Księgami o wrę- 
czeniu pozwu ( Vol. leg. I, f . 57B), 3) przed- 
stawienie sprawy w Sądzie czyli sprawo- 
zdanie. Stądnazwa „Sądówrelacyjnych", 
stąd Referendarz, czyniący relację kró- 
lowi w „Najwyższym sądzie królewskim", 
na którym sam król z senatorami zasiadał. 

ReiioJa (jako wyznanie wiary wo- 
bec praw publicznych). Jeden z naju- 
czeńszyoh prawoznawców polskich, Wa- 
lenty Dutkiewicz, tak pisze w tym przed- 
miocie: „Przeciwko odstępującym od nau- 
ki Kościoła heretykom mamy w zbiorach 
praw naszych dwa Stataty: "Władyrfawa 
JagieOy z 1424 r. i Janusza księcia Mazo- 
wieckiego z 1626 r. { Vol. leg. I, f. 85 i 448); 
pierwszy przeciw Hussytom, drugi prze- 
ciw zwolennikom Lntra. Nie mif^y one 
przecież ważnych skutków, nie powstała 
a nas, jak gdzieindziej, Inkwizycja ś-ta. 
Reformacja nie wywołała żadnych prze- 
śladowań ani rozlewu krwi, była bowiem 
większa, niż gdzieindziej, tolerancja. Za 
Zygmunta Augusta w Senacie była świec- 
kich większa część reformowanych. Po 
śmierci Zygmunta Augusta, na konfede- 
racyi Warszawskiej d. 28 stycznia 1573 r. 
Stany przyrzekły sobie pod wiarą, uczci- 
wością i sumieniem, .iż którzy jesteśmy 
dissidentes de religione (różaimy się w zda- 
niu), pokój między sobą zachować, a dla 
różnej wiary i odmiany w Kościołach, krwi 



dbyGoot^le 



REMANIFEST. — RESTY. 



167 



nie przelewać, ani się karać confiscatione 
bonorum, poczciwością carceribus et exilio 
i zwierzchności żadnej ani nrzędowi do 
takiego progresu żadnym sposobem nie 
pomagać". Mądra tsastawa w następ- 
nych wiekach nie była w całości zacho- 
wywaną. „Dyssydentami" narwano wo- 
góle Lutrów, Kalwinów i wyznawców 
wiary greckiej nieunitów. Unici, to jest 
wyznania greckiego z Szymem pc^ączeni, 
nastali od r. 1596. Jan Kazimierz wypę- 
dził arjanów z Rzplitej (którzy sprzyjali 
Szwedom a wyznaniowo potępiani byli 
i przez innych innowierców). Dyssydeu- 
Łów znacznie ograniczono, szczególniej na 
sejmie r. 1717 i konfederacyi r. 1733. Za- 
broniono im stawiać kości<dy, dozwalając 
tylko odprawiać prywatnie nabożeństwa. 
W r. 1733 wyłączono ich od urzędów. Do 
zyskania indygenatu a nawet prawa miej- 
skiego, zaczęto wymaigać wiary katolic- 
kiej. Te upośledzenia dyssydentów d^y 
pożądany powód obcym dworom do wmie- 
szania się w wewnętrzne sprawy Rzplitej. 
W r. 1768 stanął traktat, który zniósł po 
większej części powyższe ograniczenia, 
dozwolił stawiać zbory i cerkwie, dozwo- 
lił małżeństw mieszanych. Slnb miał być 
dawany przez duchownego właściwego 
oblubienicy, synowie w religii ojca, córki 
zaś w religii matki wychowywane. Dys- 
sydenci i niennid uznani zost-ali za zdol- 
nych do wszelkich dostojeństw i urzędów. 
(Ten ponkt został r. 1776 ścieśniony w 
tern, że do senatu i ministerstw nie byli 
dopuszczani, a do izby poselskiej trzech 
tylko, po jednym z każdej prowincyi, wy- 
bierać dozwolono. Ustanowiono także: że 
zmarłych nie będą chować w czasie publi- 
cznego nabożeństwa katohków, że dzwo* 
nów nie będą używać, że rozwody i sepa- 
racje, jak jedno z małżonków będzie ka- 
tolikiem, do katolickiego konsystorza na- 
leżeć będą. Król miał być zawsze kato- 
lildem; królowa mogła być niekatoUczką, 
ale w takim razie nie mogła być korono- 



waną. R. 1768 w prawach kardynalnych 
uznano religję katolicką za panującą. To 
samo powtórzono w konstytucyi 3 maja, 
wolność jednak dla wszystkich wyznań 
warującej. Konstytucja „Księstwa Wai^ 
szawskiego" religję katolicką za rehgję 
stanu ogłasza, wszystkie wyznania wolne 
i publiczne uznaje. Konstytucja flKró- 
lestwa Polskiego' ogłasza, że .Religjaka- 
toUckarzymska będzie przedmiotem szcze- 
gólniejszej opieki Rządu", dla innych 
wolność odbywania obrządków publicznie 
warowfJa. Różność wyznań chrześcijań- 
skich nie stanowiła o różnicy w używa- 
niu praw cywilnych i politycznych. To sa- 
mo co do leligii powtarza Statut organicz- 
ny z r. 1832". 

Remanlfest ob. Manifest {Enc. Star, t. 
DI, str, 184). 

Repertoar. W .Dykcjonarzyku tea- 
tralnym", wydanym w Poznania r. 1808, 
znajdujemy pod tym wyrazem: „Reperto- 
ar czyli Sztukozbiór wychodzi co mie- 
siąc czy co tydzień, które mają być dzieła 
okazywane, a to, aby artyści wiedzieli, 
jaką wprzód rolę przed się brać powinni. 
Jest tradycja, że od najniepamiętniejszych 
czasów nigdy następność reprezentacyi w 
repertoarze wyznaczonych nie dosda". 

Replika Odparcie skargi w sądzie ze 
strony pozwanego czyli drugi głos po 
pierws^m, zwanym induktem, nosił na- 
zwę repliki. 

Resolutło forłunarum. W zwyczajach 

Polski przyjęta zasada uświęcona Korrek- 
turą Pruską, że jak sukcesja szła w bocznej 
linii a nie na rodzeństwo, uważano, akąd 
majątek pochodzi; a to w tym celu, aby 
wracał do rodziny, z której wyszedł. (Czac- 
ki t. II, str. 18 i VoL leg. VI, f. 551). 

RttSty w 1. mn. (złac. «j/w— sznur, po- 
wróz). Kromer pisze, iż Jagiełło po wszyst- 
kiem królestwie mandaty sznurami poza- 
wleczone, które Polacy od tych sznurów 
Testami z łacińska zowią, rozesłał. 



dbyGoot^le 



158 



RESTYTUCJA IN IN TEGRUM. — REWIZJA I REWIZOROWIE. 



Restytucja In tntegrum. Jako środek 

nadzwyczajny przeciw wyrokom, znana 
była w prawie koronnem restytucja in tn- 
tegrum z jednego tylko powodu nowo od- 
krytych dokumentów: ex noviter reperłis 
documenłis . Do użycia tego środka po- 
trzeba było, aby nowo wynaleziony doku- 
ment byJ całą sprawę ewinkujący, to jest 
tak stanowczy, iż gdyby się znajdował 
przy pierwBzem sprawy sądzeniu, to inny 
musiałby wypaść dekret. Re8tyt:ucja by- 
wała różnego rodzaju i ma całą swoją hi- 
stoiję od Xiy w., ale to przechodzi jnż za-- 
kres niniejszej Encyklopedyi i ciekawych 
odsyłamy do rozpraw drukowanych w 
wydawnictwach Akademii Um. Ostatnia 
z nich, którą mamy pod ręką, prof. Karo- 
la Fotkańskiego, nosi tytuł: „Jeszcze spra- 
wa Restytucyi" (Kraków, 1901 r.) i jest 
odbitką z t. XLII Rozpraw hist. -filozof. 
Vt)l. leg. podają mnóstwo uchwał sejmo- 
wych o „restytncyi do czci", a nazwiska 
kiłknset osób dotkniętych tą sprawą wyli- 
cza Inwentarz. Woluminów (Petersburg 
1860, str. 401). 

Retrakt {retracius, zta,cretra6ere,co{' 
nąć sprzedaż] było to prawo bliższośoi, 
nużące blizkim krewnym do odkupienia 
majątku rodzinnego sprzedanego przez 
ich krennych obcemu, za zwrotem wyli- 
czonego szaounka. Prawo to służytó do 
lat 3 i miesięcy 3. Retrakt nie miał miej- 
sca przy darowiznach i zamianach choć- 
by z dopłatą pieniężną uskutecznionych. 
Gdy konstytucja z 1768 uzn^a niewzru- 
ezalnodó tranzakcyi, odt^d, jak to wytłó- 
maczyła Rada Nieustająca, ustał retrakt. 
Reversł, Reversino. Tak się nazywała 
gra w karty z czasów Sobieskiego, w któ- 
rą grywano często wieczorami dla rozryw- 
ki u króla Jana III, nie bez uprzykrzenia 
królowej. Francuzka i kobieta, wolała to- 
warzystwo salonowe z przyjemną rozmo- 
wą, niż grę w karty, a będąc oszczędną, 
nie lubiła, gdy Małżonek choó niewielkie 
sumy przegiywał. 



Rewsrenda — długi żupan noszony przez 
księży a także dawniej przez medyków 
i bakałarzy. Birkowski mówi: „Bóg go 
chciał mieć żołnierzem i położył na ramio- 
na jego miasto rewerendy karaconę". Pe- 
trycy pisze: „Dziś wolno Żydowi ubrać się 
w rewerendę, za doktora się udawać i le- 
czyć'. Falibogowski w r. 1626: „czemu 
dię wstydamy kaptura mistrzowskiego a- 
bo bakałarskiej rewerendy?" 

Rewizja I rewizorowie. Vołumina te- 
gum podają mnóstwo uchwał sejmowych 
o rewizjach i rewizorach wysyłanych do 
wszystkich dóbr królewskich, do ich dzier- 
żawców, do żnp, młynów, rud, stawów, 
do dóbr stołowych, do grobli i mostów, do 
zameczków kresowych na Podola i Ukra- 
inie, do rzek dla postanowienia mostów 
i myta mostowego, do błot, np. w r. 1613 
nadrzekęTurję, ido „pogaty" przez błota w 
majętności podsędka Chełmskiego, do re- 
wizyi dróg, np. w mieście Krotoszynie, 
do uznania kosztów, po zbudowaniu róż- 
nych mostów, na obejrzenie gaci (grobli) 
w Bielcu w majętności Bogackiego, łow- 
czego sanockiego, także mosta w Pijano- ' 
wicach, majętności Biereokiego, pisarza 
przemyskiego. Rewidowano tamy gro- 
blowe młynów czy nie przeszkadzfUy na- 
wigacjom, np. we wsi Hasienoi na Bugu, 
rewidowano granice, księgi i przywileje, 
łany wybraoieckie, frymarki, skarb, klasz- 
tory i t. d. Jeżeli zważymy utrudnione w 
dawnych czasach komunikacje, znaczne 
koszta podróży i czasu a mniejszą ladność 
i podatki, bezpłatność urzędów ziemskich, 
to czynność administracyjna Rzplitej, 
względnie do tych wszystkich okoliczno- 
ści, przedstawiała daleko więcej energii, 
trudów i gospodarności, niż to się zdaje 
dzisiejszym nieraz bardzo powierzchow- 
nym pisarzom i znawcom przeszłości. Lu- 
stracje starostw obejmują nieraz olbrzy- 
mie księgi złożone z cyfr i drobiazgowych 
opisów {ob. Lustracje w Enc. Star. t. 
III, str. 152) a rewizorowie i lustratorzy, 



dbyGoot^le 



■wysyłani w tym celu z Koroay na Raś, 
Żmudź, Litwę i do InflaDt, bywali zaka- 
żonymi na nczycielami kultury administra- 
cyjnej i biurowej we wecliodnioh krajaGh 
BzpliteJ. Wówczas też powstaJto przysło- 
wie litewskie: „Po pieniądze na Litwę, po 
rozum do Korony'. Lustracje fortec i zam- 
ków obejmow^y cale tomy, jak to widzi- 
my z wyd&nydi przez Fawińskiego i Ja- 
błonowskiego „Żród^ dziejowych". Boku 



bo łanów, tak wiele in posterum podatków 
dziedzice tych wsi płacić i ciężary wszyst- 
kie ponosió będą. 

Rezurekcja jest to obrzęd radosny, w 
krajach słowiańskich powszechny, któr3'm 
obchodzi kościół Zmartwychwstanie PaA- 
akie. Polega on na wyniesieniu N. Sakra- 
mentn z t, zw. grobu i trzykrotnej uroczy- 
stej procesyi wokdto kościoła pośród pieś- 
ni wielkanocnych. Obchód ten powstał 



flBSN WIELKANOCNA. 
Wstał Pao Cbrii(u.6ij 



'/ I 1^ I 



^ 



'iX^ 



^ 



^ 



- „-.: . ,. LX .1 - i., i. g,- s,: S.: S S .-ii? . S ; f. 



^^ 



^ł 



Ib - ')<] J», Ki - W - )■ 



^^ 



^^ 



* 



' I I ' 



■ lnkit«a (toar. i 



Melodjft pieśni wielkanocoej t r. 1635. 



1636 jeździła rewizja na przeprowadzenie 
wody z rzeki Warty przez grant RzpUtej 
rowem do staw ów Widzowskich, na wy- 
mierzenie placu na dwói kancelaryi i wie- 
ży w Różanie, na zbudowanie mostn i gro- 
bli w Biedrzycach kosztem Wojciecha 
Wessla, chorążego nadwornego kor. Sto- 
sując się do konstytucyi z r. 1652, woje- 
wództwu Lahelskiemii nużącej, pozwolo- 
lono na rewizję wsi szlacheckich w woj. 
Płockiem: Szczepkowa, Czubaków i 01- 
szewa-chamskiego, aby tych wsi grunta 
urodzajne (t. j. orne) na włóki albo tany 
przez geometrę przysięgłego przy sądzie 
Ziemskim i urzędzie Orodzkim pomierzo- 
ne były. A jak wiele pokaże się włók al- 



z misterjów średniowiecznych a na jego 
rozszerzenie wpłynęli prawdopodobnie bo- 
żogrobcy (miechowici). Im dawniejszych 
ten obrzęd rezurekcyi sięga czasów, tem 
więcej widzimy w nim cech dramatyczno- 
śoi. Według rękopisu z XIII w., znajdu- 
jącego się w bibljotece katedry {^ockiej, 
rezurekcja odprawianą była w sposób wie- 
le różny od obecnego. Agenda Powodow- 
skiego i rytuał piotrkowski inny już obej- 
mują ceremonjal rezurekcyi. Po ukoA- 
czonem respousorjum, lud śpiewa pieśń 
„Chrystus zmartwychwstań jest" i inne 
według zwyczajów miejscowych. Zwyczaj 
obecny jednak niektóre części tego oere- 
remonjału w inny już sposób odprawiaó 



dbyGoot^le 



160 



REZYDENT.— RĘKAWICZKI. 



zaleca. WWarszawie tak wspaniale odby- 
watasię rezurekcja u d. Krzyża, że nancjaez 
apostolski Antici za Stanisława Augusta, 
przytomny nabożeństwu wielkopiątkowe- 
mu w tym kościele, w podziwieniu zawo- 
łał: „ O bonę Deus, gnania majeslas/' i do- 
niósł Ojcu Św., „że nic bardziej wzrusza- 
jącego nie widział". Podajemy tutaj pięk- 
ną melodję starej pieśni wielkanocnej, u- 
dzieloną nam przez p. Aleksandra Poliń- 
skiego i nadmieniamy przytem, że już po- 
daliśmy jeden podobny zabytek pod wy- 
razem A 1 e 1 u j a. {Enc. Star. t. I, str. 37), 
Rezydent. Rezydentami nazywano naj- 
przód senatorów, przy boku królewskim 
orzędownie bawiących, a w potocznej mo- 
wie zwanych wraz z ministrami „panowie 
rada", albo „"Wielko-rada". Taka rezy- 
dencja była rodzajem kadencyi dwulet- 
niej Inb półrocznej od czasów Kazimierza 
Jagiellończyka, który zobowiąże^ się w ro- 
ku 1163, że będzie ntrzymywał przy so- 
bie zawsze 4-ch senatorów i że nic bez ich 
przyzwolenia nie przedsięweżmie. Był 
więc zwykle później jeden biskup lub ar- 
cybiskup, jeden wojewoda i 2-ch kasztela- 
nów. Batory zobowiązał się, że nawet 
żadnych poselstw nie będzie odprawował 
(t, j. przyjmował) „bez panów rad koron- 
nych, którzy przy Tiim mieszkać będą". 
Oi rezydenci brali pensję i przy wyzna- 
czaniu ich na sejmie r. 1607 zastrzeżono, 
że podskarbiowie mają im wypłacać MiAi- 
rium. Ponieważ sejmy zwyczajne odby- 
wały się co 2 lata a rezydenci zmieniali 
się półrocznie, przeto wyznaczano ich na 
każdym sejmie do tych zmian 16-tu. Ke- 
zydenci zasiadaU z królem i ministrami 
na radzie oraz w sądach relacyjnych; o- 
bowiązant byli podpisywać Senalus con- 
sulta a za ich nielegalność winni byli 
przed sejmem odpowiadać. Od r. 1775 z 
senatorów rezydentów powstała Rada 
Kieustająca (ob.), a podług konstytucyi 3 
maja miała powstać t. zw. Straż. — Nazy- 
wano także rezydentem każdego posła, 



stale przebywającego przy dworze zagrani- 
cznym. Nazwa ta wreszcie w życiu pry- 
watnem zastosowaną została do bezdom- 
nych przyjaciół, weteranów wojskowych 
i wy^użonych oficyalistów a często dale- 
kich biednych krewiiych obojej pici, któ- 
rych nieraz po kilkanaście osób w domach 
możnej szlachty ludzko i gościnnie do 
śmierci utrzymywano. 

Rezygnacja, po poL zdanie, wzda- 
n i e, w prawie miejskiem znaczyła for- 
malność oddania dóbr nowemu właścicielo- 
wi, przycz«mużywano pewnego jyw^(?/M«. 
Uroczystość tę opisuje G-roicki w dziele 
„Porządek sądów Miejskich", etr. 45. Sę- 
dzia, na potwierdzenie kupna, brał czapkę 
od przedawcy i kładł ją na głowę nabyw- 
cy. Indziej dawfJ kapującemu w rękę 
zieloną gałąź, oznajmiając fakt kupna. 
Był to zwyczaj niemiecki, zwany po łaci- 
nie resignatio, po niemiecku Au/lassung, 
po polsku zdanie albo wzd anie. Du- 
tkiewicz czytał w kontrakcie kupna i 
sprzedaży miasta Skaryszewa z r. 1569, 
że rezygnacja odbyła się przed Gajowym 
Sądem perviridem ramum, zieloną gtUąZ' 
kc. W prawie Ziemskiem zawsze wyraz 
resignatio łączono z donacją, ale żadnej 
symbolicznej rezygnacyi nie było, konie- 
czną przecieżbylai>i/r(7muj%7czyli wwią- 
zanie. 

Rękawek ob. Zarękawek. 
Rękawiczki. Użytek rękawiczek jest star- 
szy, niż cywilizacja polska, mógł więc 
przyjść do naszego kraju w zaraniu jego 
dziejów. O rękawiczkach nadmienia już 
Homer, mówiąc o ojca Odyseusza, że pra- 
cowal w polu w rękawicach, żeby sobie kol- 
cami rąk nie pokaleczył. Skarbiec kate- 
dry w Pradze czeskiej przechowuje rękft- 
wicę po Św. Wojciechu (robioną na dru- 
tach i podaną w dokładnym rysunku w 
Ulej części „Wzorów sztuki średniowiecz- 
nej"). Szujski znalazł w archiwum miej- 
skiem w Krakowie testament krakowski 
z XV w,, rozporządzający puścizną kilku- 



dbyGoot^le 



R Ę K A "W K A. 



161 



naeta tysięcy par przykrojonych rękawi- 
czek przeznaczonych do Flandryi, Na 
grobowcach marmarowych z wieka XV i 
XVI spotykamy już postacie matron pol- 
skich z rękawiczkami w ręka. Adam Ja- 
rzemski, mazyk Władysława W, wspomi- 
na w opisie ówczesnej Warszawy, że pa- 
nie chodzą w rękawiczkach po mieście. 
W wyprawie księżniczki z r. 1650 znajdu- 
jemy rękawiczki na zielonym hatlasie tu- 
reckim, zlotem szyte, gronostajkanu pod- 
szyte, a także haftowanych par 3 francu- 
ską robotą, francuskich szarychpar4 i fran- 
euskich białych par 3. W XVIII w. nie- 
wiasty zamożniejsze, wychodząc z doma, 
na ręce kładły rękawiczki jerchowe po ło- 
kieć długie, palczaste, albo też bez 4 pal- 
ców, klapką jedwabną, ^otem lub sre- 
brem wyszywaną, przykrywane, o jednym 
paluchu na wielki palec. Rękawiczki te 
były w różnych kolorach, często do kolo- 
ru sukni stosowane. Używano także rę- 
kawiczek czarnych siatkowych o jednym 
palcu z klapką bez wyszywania na 4 inne 
palce spadającą, zwanydi mitynkami. U- 
boższe osoby robiły je sobie z nici białych, 
co widocznie przeszło aż do ludu, bo jesz- 
cze w 3-m ćwierćwieczu XIX stulecia wi- 
dzieliśmy często na Podlasiu mężczyzn, 
robiących sobie w porze zimowej szyd^- 
kiem dwupalczaste rękawice z białej przę- 
dzy wełnianej. Gołębiowski, piszący w 3-m 
dziesiątku XIX stolecia, powiada, że rę- 
kawiczki kolorowe damskie, przedtem z 
zagranicy do Polski sprowadzane, „teraz 
w Warszawie u O-rossa rękawiczmka 600 
do 600 szwaczek wyrabia rękawiczki z 40 
tysięcy skórek jagnięcych, a doścignąć ten 
zaUad usiłają: Niwet, Schipold, Sandman 
i inni". Mężczyźni do polskiego stroju da- 
wniej nie używali rękawiczek, z wyjąt- 
kiem w podróży, w zimie i do zbroi. Żeby 
nie dotykać gołą ręką ręki damy, kładzio- 
no przez uszanowanie czapkę na swoją, a 
stąd poszedł zwyczaj trzymania przy so- 
bie czapki w taAcu. W dawnych wiekach 



! rzucenie komu rękawicy w twarz, lub 
pod nogi, znaczyło wyzwanie na pojedy- 
nek i do boju. 

Rękawka, zwyczaj krakowski. Corocz- 
nie w dniu trzecim świąt wielkanocnych, 
po południu, śpieszą gromadnie mieszkań- 
cy Krakowa za Wisłę, na wzgórze, zwane 
Ećrzemionkami, przy potężnej mogile Kra- 
kusa, i tłumowi biednych chłopców, cze- 
piających się na pochyłości, rzucają z wy- 
żyny: bułki, chleb, pierniki, jałdka, orze- 
chy i jaja wielkanocne. Dawniej zwyczaj 
ten wyglądaj inaczej, gdyż ubodzy scho- 
dzili się pod górę lub mogiłę Krakusa a 
mieszczanie rozdawali im obfite resztki 
święconego. Chleb był zawsze w takiem 
poszanowaniu u Polaków, że nawet jego 
okruchy, upuszczone na ziemię, pr^ pod- 
niesieniu, na znak przeproszenia, całowa- 
no. Zwyczaj zatem ciskania <^leba mię- 
dzy chłopców powst&t dla krotochwili w 
czasach, gdy już zanikała religijna cześć 
daru bożego. Rękawka jest pamiątką sta- 
rożytnej polsko-słowiańfikiej stypy po- 
grzebowej, c^li ugoszczenia ludu, zebra- 
nego na obrzęd pogrzebowy Krakusa dla 
usypania mu potężnej mogiły. Sypano 
ją rękami, noszono ziemię rękawami, a 
„rękawka" oznacza górę z ziemi, rękami 
usypaną. Powiadają starzy latopisowie, 
że kto był za życia lubiony i zostawił tyle 
dostatków, że rodzina jego mogła podej- 
mować hczną rzeszę na stypie, temu usy- 
pano o tyle większą mogiłę. Na wiosnę, 
w chwilstch obudzenia się przyrody ze snu 
zimowego, obchodziły dawne ludy Zadusz- 
ki, wy nosząc na mogiły pokarmy dla bied- 
nych, przez pamięć i cześć dla zmarłych, 
przyczem podejmowani musieli zapewne 
naprawiać kopiec mogilny, gdyż woda z 
topniejących śniegów świeże nasypy moc- 
no uszkadza, zanim z latami dobrze tra- 
wą nie porosną. Po przyjęciu chrześcijań- 
stwa wiosenne stypy mogilne przeniesio- 
no na dzień zaduszny w jesieni, a tylko w 
Barakowie, przez oaeść i pamięć dla jego 



dbyGoot^le 



162 



RĘKODAJtfY.— ROCZNICE. 



założyciflłs, oparł się powodzi hilkonastn 
■wieko w piękny zwyczaj praojcowi docho- 
wał w postaci rozdawania święconego a- 
bogim, pray grobie miłego wodza. I bog- 
dajby nie poszedł w zapomnienie n warstw, 
które w sowach podnoszą wysoko sztan- 
dar tradycyi, a w czynie i życiu domo- 
wem zapierają ńą bogatej mowy i oby- 
czaju praojców. Tradycja asypaoia mo- 
giły Krakusowi zaobowaje się od wieków 
ta sama, tylko podobno dawniej odbywa- 
ły się podczas rękawki igrzyska lądowe i 
młodzieży szkolnej. "W poezjach Jana Ko- 
chanowskiego znajdujemy: 

Więc my iet, pami^taiąc na jego zabawki, 
Nowej mu nie ialnjmy nsyp&ć rękawki. 

^Pszczółka krakcwska" z r. 1820 taką po- 
daje szaradę z wyrazn „Rękawka*, ułoio- 
ną przez Bobrowicza: 
Mo pierwsze z drugieoi w Polsce wprawne do 

[oręża, 
Me drogie z trreciem bywa nm kośdde; 
Wszystko uniiego cza^u potęgę zwycięlt, 
U nas ma wdzięku i znaczenia wiele. 

Rękodajny- Dworzanin, któiy mógł po- 
dawać rękę swema pann lab pani przy u- 
sługach, wsiadaniu na koń lub do pojaz- 
du i wysiadaniu, nazywał się „rękodajny", 
gdy chodziło o wyróżnienie nad pachoł- 
ków, którzy nie mieli do tego prawa. 

Rfkojemstwo chłopów. W Mazowszu 
była uchwała ziemska, laudum terreiire, 
ie wolno było kmieciowi na dw. Martun 
opuścić czyli oddaUó się z grantu, za i^- 
kojmią, że opuszczony pan w należytości 
podług prawa zaspokojonym będzie. Ta 
wolność chłopów opuszczenia pana, po- 
nieważ była zawisłą od rękojmi, nazywa- 
na była rękojemstwem. 

Rękojmia czyli poręczycielstwo. Prawa 
polskie stanowiły: że słowna rękojmia^- 
defussio trwa tylko rok i 6 niedziel; że, jak 
dług z gry, tak i zaręczenie za takowy 
nie ma znaczenia; że jak poręczyciel dług 
zaspokoił, mid regres do właściwego dłuż- | 



nika. Temu, który dał rękojmię u sądu, 
nie mógł wierzyciel zabierać ani wołu, ani 
konia, stanowiących inwentarz roboczy 
(r, 1605). 

Ritus etymologicznie znaczy to samo, 
co rectus, rgcle, t. j. zgodnie z prawem. 
W obszerniejszem znaczeniu używa się na 
oznaczenie obrzędu lab obrządku. W ści- 
ślejszem oznacza stopień uroczystości czyli 
sposób obchodzenia święta. 

Roboracja (z łac. rohoratio). Tak zwa- 
no w prawie polakiem przyznanie i stwier- 
dzenie w sądzie aktu spisanego prywat- 
nie. 

RobrOB, ro br on t, z fi^nc. roi« rtfwi^— 
gatnnek sotni kobiecej z materyi jedwa- 
bnej tak tęgiej, że spódnice postawione 
utrzymać się mogły w tej pozycyL Musia- 
ły więc być kosztowne i dlatego zbytek w 
tej mierae nagania „Monitor", powiada- 
jąc: „T^ były godne śmiedia żużmanty 
i Bzamerluld, jak teraźniejsze robrony i 
szusty". I znowu w innem miejsca: „Żon- 
ki krotofilne na swe adrjany, na wolanty, 
ażnsty, saki i robrony, wyciągnęły z śpi- 
(^Icozów korce, z stodół snopy", 

RochnanIĆ (z arabskiego ri»rj&man, ła- 
skawy, miloaiemy) znaczy oWaskawić. 
Zwierz rockmanny zasaczj: ugłaskany, ob- 
łaskawiony, łaskawy. 

Rocznice- Już pod wyrazem choć i ni- 
ska rocznica {Enc. Star. 1. 1, str. 237) 
podaliśmy wiadomość o nstanowionem 
przez Urbana VIII nabożeństwie dorocz- 
nem w kościołach polskich (od r. 1623) na 
wiekuistą pamiątkę wielkiego zwycięstwa, 
odniesionego przez Polaków pod wodzą 
Karola Chodkiewicza pod Chocimem nad 
potęgą sułtana tureckiego Osmana w d. 10 
października 1621 r. Tutaj wspomnimy o 
dwu- i trzywiekowych rocznicach niektó- 
rych wielkich wypadków dziejowych, np. 
zrzucenia jarzma krzyżackiego w r. 1454 
przez ziemie pruskie czyli pomorskie i po- 
wrót ich dobrowolny do państwa polskie- 
go. W 200 lat po tym wypadku epoko- 



dbyGoot^le 



ROCZNICE, 



163 



wym w dziejach Pomorza i Polski, miasto 
Gdańsk postanowiło uwiecznić dwuchset- 
uą rocznicę wybiciem medaln jubileu- 
szowego, przypominającego wypędzenie 
Krzyżaków i ich rządów niemieckich z 
ziem pruskicli i wdzięczność lodu pomor- 
skiego za rządy polskie. Strona główna 
tego medalu (JA 1) przedstawia orła pol- 
skiego w koronie, rozpostartemi skrzydła- 
mi unoszącego się w obłokach i trzyma- 
jącego w lewej szponie berło. K&d orłem 
w promieniach, wypisane jest po hebraj- 
ska imię Jehowy jnm, pod ortem zaś na 
choryzoncie ziemi napis: Prnasia. Foniłej 
tego napisu drugi orzeł jako herb ziem 



niem to piękne dzieło wzięte pod opiekę". 

Na stronie odwrotnej u góry maleńki herb 

O-dańska i potem napis w 12-tu wierszach: 

GEDANI. 

Annoa ■ antę ■ ducentos 

sub . Angustis ■ D(omiui) Casimiri 

aaspiciis . uniyersa - prope 

cum - prussia - ab - inianda 

crucigeror(um) tyrannide ■ libe 

ratae ■ tertium libertatis 

snae - seculum - regnante 

Joannę Casimiro 

f eliciter inchoantis 

Memoria 

AnCIOlOCLiy. 

Napis ten znaczy po polsku: .Pamiątka 

miasta Gdańska. Pod blogiem panowa- 



li 1. Medal, Wfbitj pnes miuto Odftńsk na pamią^ dwuchwitnej rocznicy Koiesieuia jarzma 
knyłacki«go. 



praskich, stojący na podstawie z koroną 
na szyi i mieczem w górę wzniesionym 
(korona na szyi oznaczała hołdownictwo 
Prus Polsce , miecz zai w górę wzniesio- 
ny przypominaj powstanie ziem pruskich 
przeciwko jarzmu Krzyżaków w r. 1454). 
W dah za orłem rozległa równina z mia- 
stami, zamkami, rzekami. Pod podstawą 
orła krzyż rycerski, na podstawie głoski 
LH., oznaczające ksylografa Jana Hdbn'a, 
który rył ten medal. W otoka napis: , Teu- 
tonicos - pepulit - virttis - prulenica: Pul- 
chrum numinis — et regis cura tuetur opus. 
Znaczy to po polsku: „Męstwo Pmsów wy- 
pędziło Krzyżaków. Boga i króla stara- 



niem króla Kazimierza (Jagiellończyka) 
całe Prusy od niegodziwego Krzyżaków 
tyraństwa oswobodzone, pod panowaniem 
Jana Kazimierza, trzeci wiek zaczynają- 
cej się wolności swojej szczęśliwie roku 
1654 (obchodzą)*. Oryginał tego medalu 
w złocie wagi gr. 16, średnicy 56 milim., 
znajdnje się w zbiorze numizmatycznym 
gimnazjum gdańskiego, w srebrze i w 
bronzie jest w zbiorze hr. Skórzewskiego. 
Opisany przez Yossberga: Danziger Miin- 
zen M 933. Sztychowany i opisany w me- 
dalach Raczyńskiego Nł 136. Medal ten 
dnia 6 Marca 1654 r. po uroczystej mowie 
JanaPiotraTytiusa. profesora gimnazjum 



yCoogk 



164 



gdańskiego, rozdany byl pomiędzy senato- 
rów i znakomitycli obywateli Gdańska 
przez burmistrza gdańskiego O-erarda Bar- 
taz'a a wspomniony wyżej Tytiaa w mowie 
swej, wygłoszonej w 2-setuą aroczystość 
zniesienia tyranii zakonu krzyżackiego z 
ziemi Praskiej i zaczęcia trzeciego wieku 
wolności, pod szczęśliwem królów pol- 
skich panowaniem, tak się wyraził: „I otóż 



dcita. Otóż dzień, który oam dal wszelkie 
prawa, wolności i przywileje mieszkańców 
Królestwa Polskiego, w którym nam na- 
równi z Polakami pozwolono królów o- 
bierać i koronować, który nam zachował, 
zatwierdził, pomnożył swobody, prawa i 
przywileje i nadania od książąt dachow- 
nych i świeckich, królów i panów uzyska- 
ne. Otóż dzień, w którym uwolniono nas 



M 2. Medal, wybity i 



-. 1754 przez miuto Toniii na puaiątkę trzecbeetne] tocznicy wyiiwobodienia 
się z pod jarzma krzyźacki^o. 



M 3. Drugi medal, nybitj przez Toruń na pamiittk; Łizechaetaej rocznicy zoiesienU jarzma 
kizytackiego. 



dzień, którego uroczystość radośnie dzi- 
siaj obchodzimy, dziękując Bogu Wszech- 
mocnoma za łaskę Jego niezmierzoną i ża- 
dnym nie wypowiedzianą językiem. Oto 
dzień, który po 2 wieków upływie wróciw- 
szy znowu, w szczęściu zastaje przesławną 
Koronę polską, wszczęścia, którego jej za- 
wziętość nieprzyjaciół tak mocno zazdro- 



od c^ hańbiących i podatków, i niezliczo- 
nemi innem! nszcz^liwiono dohrodziej- 
stwy.... O szczęśliwy Monarcho Kazimie- 
Tzu Jagiellończyku, wyryłeś na zawsze, 
na wieki wdzięczną pamięć w sercach po* 
tomnych. Twoim orężem zgaszono pło- 
mień niszczących wojen —a ondem wszech- 
mocnego Boga stworzone niejako znowu 



dbyGoot^le 



ROCZNICE. 



165 



Frosy, pod sbrzydtaini orlemi wśród cią- 
głego pokoja mile wypoczywając i odra- 
dzając się, rany swe goić zaczęły'. Chyba 
więcej objaśnień medal ten nie 
potrzebuje, rylcem bowiem wyryta 
na nim nienawiść Gdańska do mi- 
nionych w XV w. tyrańskich rzą- 
d <S w Niemców - Krzyżaków sn- 
miennie tu wyznana a zarazem 
BZCzęńliwoAó mieszkańców pod 
rządem Jagiellonów i Rzplitej. 
Dmgi medal (M 2) przedstawia 
na stronie głównej: widok zamkn 
malborskiego, z którego wyjeżdża 
6 rycerzy na koniach, tym zastę- 
puje drogę herold, który, zsiadł- 
szy z konia, wręcza pierwszema e 
jeżdiców pismo. Napis w otokn 
tego medalu taki: Prussici foede- 
ris exćcutio per fecialem denun- 
ciata Marieburgt ac 14^4 D. 6 
febr. Po polska znaczy to: „Pra- 
skiego związku manifest doręczo- 
ny przez herolda w Malborgu 6 
lutego 14B4". Na strome odwrot- 
nej — widok miasta Torunia z pa- 
lącym się zamkiem i w otoku na- 
pis: Tercentum anie annos crutia- 
ta Tkorunia nocie excusso exul- 
tat Ubera facta jugo. Co znaczy: 
, Przed trzystu laty udręczony To- 
ruń, w nocy zrzuciwszy jarzmo, 
oswobodzony cieszy się wolnością". 
A więc jak widzimy, jest to me- 
dal wybity przez miasto Toruń na 
pamiątkę Łrzechsetnej rocznicy 
wyswobodzenia się z pod jarzma 
krzyżackiego, obchodzonej w ro- 
ku 176i. Trzeci medal odmienne- 
go stempla, ale z tymi samymi 
napisami, tylko widokiem Halbor- 
ga różnym od poprzedniego. Wy- 
jeżdżający rycerze pędzą na koniach, przy 
których biegną charty, herold zastępuje 
im drogę i wręcza pisma Wielkiemu Mi- 
strzowi. Na stronie odwrotnej takiż na- 



pis, jak na poprzednim medain, widok 
tylko palącego się Torunia odmienny. Me- 
dal ten srebrny wagi łutów 2'/joi średni- 



Uedal gdański na pamiątkę erzucenia juzma krzątać- 
Iciego, wf bity w trzecfasetną rocznicę (r. 1T54). 

cy 53 milim. opisany jest w dziele Vobs- 
berga pod M 429, w dziele Raczyńskiego 
pod J6 410. Wybicie dwuch medali przez 
jedno miasto i na jedną i t^ samą roczni- 



dbyGoot^le 



cę tein się IJÓmaczy, że medal pierwszy 
uznali ojcowie miasłA za niedodć piękny 
odpowiednio do wielkiego jabileuszu i po- 
lecili wybió drugi, milej przedstawiający 
się dla oka. Na pamiątkę 3-setnej rocznicy 
^niesienia jarama krzyżackiego, Gtdańak 
wybił medal największy a ostatni z czte- 
rech, które tu przedstawiamy. Wyobraża 
on na stronie głównej widok Gdańska w 
oddaleniu; na pierwszym zaś planie dwa 
orły: polski i ziem pruskich, obalają szpo- 
nami krzyt herbowy kawalerów niemiec- 
kich. W otoku napis: Crux ecuitum ex- 
cructal Prussos. Prutena Polona hanc a- 
cuilae excuciuni rexque salusque regant. 
Co znaczy po polsku: „Krzyżacki krzyż 
dręczy Prusów. Pruski i Polski orły ta- 
kowy wyrzucają, Król i szczęście publicz- 
ne panują". W napisie tym większe głos- 
ki dodane do siebie dają rok 1754. Był 
bowiem zwyczaj tak ukrywać w napisie 
lata, naciągając niekiedy wyrażenia. Stro- 
na odwrotna ma 2 napisy: pierwszy w 11 
wierszach (pod którym umieszczony herb 
Gdańska) znaczy po polsku: „Pod opieką 
Bożą za Augusta Trzeciego, króla pol- 
skiego, ojca ludów szczęśliwie panujące- 
go, JubileuOT Gdański poświęcony pamiąt- 
ce połączenia się Pras z Polską za nadej- 
ściem dnia wcielenia (Pras do Polski) w 
środę popielcową zaczynają czwarte stu- 
lecie w r. 1764'" ■ Drugi napis tej strony, 
znajdujący się w otoku, znaczy po polaku: 
„Prusko-Polskiego związku twórca Kazi- 
mierz, trzy wieki upłynione opiekunem 
czczą Augusta. Te cztery medale, wybi- 
te znacznym kosztem na dwuchsetną i 
trzechsetną rocznicę przez wolnych i żad- 
nym w[^ywom niepodległych mieszkań- 
ców Gdańska i Torunia, są spiżowym po- 
mnikiem ich ucznó, który żadnych ko- 
mentarzy ta nie potrzebuje. "W sto lat po 
bitwie grunwaldzkiej, t. j. w r. lólO, nie- 
wiadomy z nazwiska, ale obeznany z kro- 
nikami i tradycją poeta ułożył pieśń, któ- 
rą znalazłszy w starym rękopisie, Leon hr. 



Rzyszczewski ogłosił r. 1843 w „Bibljote- 
c© Warszawskiej" (t, HI, str. 364). Pieśń tę 
z jej owoczesnym tytułem podajemy tu: 
Piessn o Prvskiei porascze kthora szie sstaia 
za Krolia JagieUa Władysława. Roku t^io 
napissana. 

We wtorkón dueó Apoatolski, 
Rzekt marPEBtek: „Królu polakil 
Wielki tu jest lud nad nami; 
Trzeba, by byl Fan Bćg z nami". 

Kr61, nitluc, \t blizko b;to. 
Aby Bię to dokończyło, 
Aci Bię Niemcy tutrdzie brali, 
Nił polskiej mocy doznali. 

Chorągiew wnet kazał poda<!, 
Chcąc swym serca więcej dodać, 
A iź ją podnosi sprawnie, 
Temi etowy dat znać jawnie: 

,Bot6 mójl Ty wietó bei chyby. 
Co pomyśli człowiek ty wy; 
Przed Tobą się nikt nie skryje, 
Kto źle albo dobrze iyje. 

„Ty wieez, zaw»ze żem uchodził, 
Abym nikomu nie szkodził. 
I wojna la za mym lałem. 
Świadczę Tobą, Bogiem i«mym. 

„Ale i£ je pych unosi, 
A ma składnoad wstyd odnosi, 
W Twą nadzieję wojnę wznoszę, 
A za krzywdy pomsty prosię. 

„Ty wiesz, Panie, moją rade. 
Żem wolał pokój nii zwadę, 
Pokój, choć z mcm ultywieniem, 
Nii wojnę z dobrem sumieniem. 

„Ale iźee mię na to wysadził. 
Abym o Twym ludu radut, 
Zo krwawych je rąk wyrwać tizeba, — 
Na pomoc im zstąp z nieba! 

„Chorągiew tę jui Tcociągam, 
W łaskę Twą z wojskiem dociągam. 
Kto ma prawo między nami, 
PomÓi ma Swemi rękamil 

„Wejrzyj, Panie, na krew onę. 
Która polata tę aCroDęl 
Ta woła sprawiedliwości, 
A jui nie krew, ale kości. 

„It ci, którzy tu polegną, 
Płaczem swym Ciebie dosięgną. 
Prosząc, by nie Jyl godziny, 
Kto tej wojny d^ przyczyny". 

Słysząc te królewskie słowa, 
ZłiplakHta każda gtcwa. 
Witult takąi rzecz uczynił,- 
Kto początkiem — t^o winił. 



dbyGoof^le 



R o C 2 ■N I C 



167 



Potem płaczD laniediali, 
„Bogarodxica" opiewali, 
Tneząc jutro, kaidy eobie, 
Weaolym być o tej dobip. 

Fotem do krdU przystano, 

blukiem wojsku edoi^ dano. 
A kr61 aię modlitwą bawiła 
Nic nie oynil, ai to sprawił. 

WiUUt a Mukowski dbali, 
By w ton cua lud uykowali. 
Kk)1, po skodczenin modlitwy, 
Nk liwym konin cukał bitwy, 

Poldki lud wziął lewą itronę, 
litewski — prawej obronę. 
Duewięćdiieaiąt waiystkich mieli 
Chorągiew, które widzieli. 

Na ciele lud, co wybrańazy, 
A co dalej, to są tańsi. 
En bitwie lad nieprzystojny 
Kr61 w obAz odesłał z wojny. 

A gdf poczęto trąb dnobać, 
Jol kaldy jąt swego szukać. 
Wtem dwa posłowie przysłani 
Byli od knjla slucbani: 

— „Mistrz pruski iti d powiedzieć, 
II mn to tak dano wiedzieć, 
Iź ci serca nie dotttawa. 
Dla tegoć dwa miecza dawa. 

„Abyj i ta miał na pomoc, 
Wszak poznasz, co jest niemiecka moc. 
A rozdziel się z nimi z bratem, 
A potykać się knJt zatem. 

„A jeilić pola nie dostawa 
Do ezykn, otoć je dawa. 
Abyć nie mi^ tadaej obmowy. 
Oto jn* masz plac gotowy'-. 

Wtem się idt wojsko cofnęło. 
Nasze się dobra poczęto. 
Boć to był znak albo wiedzieli, 
U tam na zacz biegać mieli. 

Król prsyjąl miecze z pokorą 

1 dał im odpowiedź skorą, 
Etóra za proroctwo ebda. 
Bo się im pydia znać dała: 

' „W mym wojsku aci dosyć broni. 
Pozna ten, kogo mój zgoni, 
A WBzakie i za to dziękuję, 
Wygrać noble obiecuję. 

„Acz na przepycli są posiane, 
Ale jednak mnie są dane. 
Bo się zwyciężonym czuje, 
Eto komu broń ofiaruje. 

„Zna Pan Bóg, tem ciągnął na zgodę, 
I wami tego dowiodę. 



Ale gdyide krwie niesyci, 

Da Pan B^, te w niej będziecie zmyci. 

„Psn Bóg długo zwykł folgować, 
Eogo cbce wiecznie zepsować. 
Aby cięiszą znal odmianę, 
Ody nieszczęście zada ranę". 

Potem król, swe napomniawszy. 
Na proćby icłi odjacłiawezy 
(Bo Polacy zwyczaj mają, 
Ił za pana gardła dają), 

Bozkazał dać znak potkania, 
A mało było czekania. 
Bo poezli odlotnie k'8obie 
Tok wybrane czoła obie. 

Niemcom przyszło bieleć z g^ry, 
I szli, by wyskoczyć z akćry. 
A wtem z kilku dziat strzelono — 
Nikogo nie ugodzono. 

Trzask, wrzask, Icrzyk, płacz niemały. 
TJszy zdała to dyszały. 
By się miał las ws^st^ ztomić. 
Nie mógtby ich tak ogromić. 

Zaczęła się bitna sroga. 
Erew, śmierć, dusza wnet niedroga. 
A mą£ się do mę£a kwapit; 
Czem kto mó^, swego polapił. 

Tak, te się we krwi mieszali, 
Zbroja, trupy, co spadali, 
Miecze, tarcze, kordy, luki, 
Jui radłe konie, a drzew stuki. 

Na godzinę nie znać było, 
Gdzie się zwycięstwo chyliło, 
Aż Niemcy wzięli tę radę: 
Z prawem skrzydłem zacząć zwadę. 

Potem się na Litwę puścili, 
Na pomieszanie trafili. 
Ich pędu strzymać nie mogli. 
Tak Pan Bóg chciał, ił je zmogli. 

Wtenczas Wróci mowakiemn, 
Chorątemu krakowskiemu. 
Chorągiew na dół strącona 
Ze krwią naszych jest wrócona. 

Tam po tej przygodzie skoro. 
Poczęło się naaz^m szczęścić sporo, 
Bo się Niemcy pomieszali, 
A Polacy docierali. 

Chetmieńskie wojsko zostało. 
Chorągiew szesnaście miało. 
Wtem mistrz z kreyiowniki 
Ji^ stronić, chcąc Polaków w sak nagonić 

Eról tam stał blizko w obronie; 
Chci^ bieleć tam k'tej stronie. 
Tok, \t go ledwie strzymali 
Ci, którzy ran wiarę dali. 



dbyGoot^le 



168 



A wtem jakia rycen zbrojny 
Chciał akositować z krAlem wojny, 
Ale mu się nie powiodła, 
Bo wnet zaraz wypadł z eiodla. 

ChciaJ króla drzewem dojadiać, 
A król go tel nie chciał zaniechać. 
Oleśnicki weń lawadził, 
Bo go mętnie z konia zifaddl. 
Hdm mu dobjt; zosta] goło, 
A król go ugodził w czoło. 
Ci, 00 króla pilni byli, 
Tam go do koj&ca dobili. 

Ostatnie wojsko zoatiJo, 
Ale 1 to za swe miało, 
W którem by) mistrz z ki^lowniki. 
Pomylono wezy^tkim ssykl. 
Owa wszyscy tyl podali. 
Co pierwej bardzie k&zali. 
1 w obozie się nie skryli. 
Jak bydło, PoUcy bili. 

Pięćdziesiąt tysiąc na placu 
Zostało ich nie bez płaczu, 
A czterdzieści poimano, 
A tak, jako trzodę, gnano. 

Mistrz z kontury — wszyscy zbici; 
Miecze co przynieśli — i ci. 
Pokora sama wygrała. 
Bo u Boga miejsce miała. 

Obóz, działa— wszystko wzięto. 
Tak Niemcom pychę odjęto. 
Łańcuchy, co zgotowali, 
Temi je nasi wiązali. 

Po tej bitwie std się koniec. 
Wtem do Polski posłań goniec, 
If król wygr^, a mistrz stracił 
I gardłem tego przy[rfacit. 

Takci Pan Bóg hardość traci, 
A pokorę hojnie pt&d. 
Sprawiedliwość w bitwie mole. 
Daj tak zawtdy wygrać, Botel 
Pierwsza eetna rocznica pogromu Tur- 
ków i ocalenia Wiednia, przez Sobieskie- 
skiego wypadała, u nas w epoce mezmier- 
nie rnchliwej i ciekawej, w epoce, którą 
słusznie nazwał Lelewel „dob% postępu i 
odrodzenia kultury iświatia". Po smut- 
nym okresie dwuch Sasów, naród wziął 
się gorączkowo do pracy organicznej, na 
wszystkich prawie polach działalności spo- 
łecznej. Uczeni i literaci wyrastają jak 
grzyby po deszczu, pracują i piszą o 
-wszystkiem i dla wszystkich. Światli pi- 



jarowie, w ciągu łat kilkunastu, piszą, ttó- 
maczą i wydają tysiące rozmaitych ksią- 
żek szkolnych. PEtnowie moiniejsi zakła- 
dają fabryki, sprowadzają z zagranicy 
mnóstwo rzemieślników, wznoszą dla han- 
dlujących bazary po swych miasteczkach, 
pragną podźwignąć rolnictwo, zajmują się 
dobrobytem ludu i reformą Żydów. Bok 
każdy zaznaczał się uderzającym postę- 
pem. W tej epoce wyrosły przedsiębior- 
stwa Tyzenhauza i sejm Czteroletni. Ko- 
misya Edukacyjna stała się w tym czasie 
najpierwszem i może najzasinżeńszem po- 
śród ws^stkich ministerjów oświaty w Eu- 
ropie. Reformuje ona akademje polskie i 
szkoły, oi^anizaje oświatę ludo, pragnie 
wychowaó pokolenie dobrych obywateli, 
zdolnych do pracy i poświęceń. Ponie- 
waż chodziło o przypomnienie młodzieży 
czynów wielkich, wi^ z łona Komisyi wy- 
chodzi r. 1783 h&^o do uroczystego ob- 
chodu wiktoryi wiedeńskiej we wszyst- 
kich szkc^ach krajowych. Mamy przed 
sobą „List Okólny Prześwietnej Komisyi 
Ednkacyi Obojga Narodów, nakazujący 
uroczysty obchód stoletniej pamiątki zwy- 
cięstwa Jana HI, Króla narodu polskie- 
go w obronie "Wiednia i c^ego Chrześci- 
jaństwa, do zgromadzeń szkolnych", wy- 
dany d. 7 Lipca 1783 r. i podpisany przez 
prezydującego w Komisyi, Ks. Michała 
Poniatowskiego, bisknpa płockiego. „List 
Okólny' przypomina „pamiątkę, zamyka- 
jącą stoletni okręg w dziejach odniesione- 
go zwycięstwa pod Wiedniem przez Jana 
m nad mocą Ottomańską d. 12 Wrze- 
śnia r. 1683*. Zachęca do obchodzenia 
tej pamiątki, „tern bardziej, im mocniej- 
sze w niej zasilenie znaleźć możemy ku 
podniesienia do podobnej chwały. Wszak- 
że jeżeh teraz w ludzkiej nie jest mocy sił 
osłabionych ożywió, tedy przynajmniej 
powinno byó naszą usilaością w potom- 
kach naszych zostawić broń rozumu, któ- 
rą przez obywatelską i baczną młodzi e- 
dukacją przygotować należy. Tym koń- 



dbyGoot^le 



cem, sądzimy wam, przełożeni szkół i na- 
uczyciele, uezynić zalecenie (któfe, £e bę- 
dzie dla was najmilsze, pewni jesteśmy), 
ażebyście spoinie z młodzią szkolną naju- 
roczystszem dziękczynieniem Boga ob- 
chodzili tą stoletnią pamiątkę zwycięstwa 
wiedeńskiego. Ponieważ ta pamiątka przy- 
pada w czasie wakacyjnym, więc się od- 
kłada na dzień 12 Października, gdy joż 
cała młódź do szkół zgromadzona będzie. 
Nie wątpimy, że i obywatele, uwiadomie- 
ni o tern, chętnie z synami swymi na tę u- 
roczystość stawać będą. Każde zgroma- 
dzenie szkół za tem obwieszczeniem zaraz 
wybierze z pomiędzy siebie najzdolniej- 
szego do przygotowania łożącej na akt 
mowy, po którym każdy swoją do Komi- 
sy! przyśle. Materją do mówienia bę- 
dą dotknięte wyżej maxymy obywatelskie, 
które się nkażą w Janie Sobieskim, i przez 
które ten etai się wielkim w Ojczyźnie". 
Dalej w swoim „Liście Okólnym" przebie- 
ga bisknp płocki treściwie życie nielkie- 
go bohatera i króla; wspomina o przestro- 
• gach Jego ojca, który, wyprawiając Jana 
i Marka, synów swoich, za granicę, przy- 
kazuje, aiy się we wszyslkiem doskonalili^ 
prócz iańcdw, których się uczyć mieli z Ta- 
larami, aby onikali modnych i wymyśl- 
nych naśladowań, teiękkośoią serce, próż- 
nością nmyri napawających, które gmin- 
ne i ciemne tylko oko aderzaó mogą. Mlo- 
dzieńcy zwiedzili Francję, a później Stam- 
buł dla poznania tureckiej potęgi. Wojna 
Chmielnickiego, zjednoczonego z Tatara- 
mi, przyśpieszyła powrót Sobieskich do 
kraju. Młodzieńcy zastają już tylko ma- 
tkę, która wita ich wezwaniem do boju z 
Tatarami i groźbą, że zaprze się synów 
swoich, jeżeli będą podobni do tych, co 
pierzchli pod Pilawcami. Biskup płocki 
zaleca dalej, aby w mowach podczas uro- 
czystości ukazano młodzieży za przykład 
owych obywateli i wojowników, dochowu- 
jących wiernie przyjaźni, dalekich od ob- 
łudy, prywaty i zbytku; a rządnych i pra- 



cowitych w swych domach, „abyście — mó- 
wił dalej — potrafili wszystko to stosować 
do uczącej się teraz młodzi, rzucając na 
serca jej nasiona cnót podobnych i mę* 
stwa. Cóż teraz po doskonalszej naszych 
wieków edakacyi, kiedy młodzież, chociaż 
chwalebne wziąwszy od niej prawidła, 
puszczona potem na wolność i widok 
złych przykładów próżnowania, nieusza- 
nowania rodziców, miękkości, swywoli, 
wytwomości, mód rozmaitych, płochego 
tonu, w też same zdrożności ślepo wpada*. 
Następnie powiada Michał Poniatowski, 
że lubo w innych państwach rękodzieła, 
kunszŁa i piękne sztuki czynią onym zasz- 
czyt i pomnażają bogactwa, tu a nas są 
jeszcze niechętni krytycy, powstający na 
asilowania Komisyi i innych dobrze my- 
ślących, którzy zachęcają młódź obywa- 
telską dobrania znajomości różnych sztuk 
i wynalazków, aby, poznawszy ich uży- 
teczność, umieli rozszerzać i wprowadzić 
te daiy przemysłu ludzkiego, bo przez wy- 
syłanie pieniędzy za granicę na sprowa- 
dzanie robót różnych kraj się uboży. Maj ąc 
na myśli szlacheckie uprzedzenia do rze- 
mień iprzemysło, woła dalej książę biskup: 
„I pókiż nieczuli będziemy na tak smutne 
skutki tylu przesądów naszych? Wszyst- 
kie te, rzucone wam w niniejszem obwie- 
szczeniu uwagi nasze wybrany mówca 
doMadnie wyłoży. Na was też, przełoże- 
ni szkół i nauczyciele, którzy stajecie się 
godną cząstką obywatelstwa, których po- 
w(^anie ścisłe bierze na siebie obowiązki 
tworzenia synów obywatelskich, najwię- 
cej zależy, gdy przychodząc do ■ dzi^a e- 
dokacyi z szlachetną duszą, przejęci świę- 
tością waszego obowiązku, nieść będzie- 
cie silny rozum, obejmujący człowieka 
i obywatela, gdy młodym i innym przesą- 
dami uprzedzonym wykładać potraficie 
prawdę i cnotę, których posiadanie jest 
prawdziwą, mądrością". „List Okólny" 
wykazuje dobitnie, jak Komisja Edaka- 
cyi pojmowała jasno i głęboko potrzeby 



dbyGoot^le 



170 



ROCZNICE. 



traju i zadanie wjchowania publicznego, 
i w jaki sposób nsilow^ spożytkować w 
tym celu obchód setnej rocznicy pogro- 
ma wiedeńskiego. Jakoż, stosownie do 
zalecenia władzy, w d. 12 października 
1783 roku obchodzono nader nroczyścde 
pamiątkę wielkiego zwycięstwa we wszyst- 
kich szkołach całej Rzplitej. W uroczy- 
stości wzięła gorliwy ndział nietylko mło- 
dssież szkolna i jej naaczyciele, ale ca^a 
inteligencja i tJnmy ludo. O jednej go- 
dzinie w całym krajn wygłoszono kilka* 
set mów, a wszystkie prawie wypowie- 
dziane były nstami duchowieństwa, z na- 
strojem podniosłym o obowiązkach oby- 
watelskich. „Mówcy, zachęceni „Okólnym 
Listem* po wszystkich Zgromadzeniach 
akademickich dali poznać jawnie i uczuć 
żywo młodym Polakom przymioty cnot- 
liwych, walecznych i rządnych poprzed- 
ników". "WWarszawie mówił Jacek Przy- 
bylski, nauczyciel prawa w szkołach wy- 
działa mazowieckiego, i mowę swoją po- 
wtarzał później królowi, a druknjąc, de- 
dykować księciu biskupowi j^ockiemn. 
Mówca, zaznaczywszy najprzód, że prze- 
mawia do obywateli kraju i młodzieży 
szkolnej, zebranej na obchód stuletniej 
pamiątki zwycięstwa Jana III nad mocą 
ottomańską, określa dalej, czem jest praw- 
dziwe bohaterstwo i jakim powinien byó 
bohater. „BohatjT prawdziwy — prawił 
w r. 1783 Przybylski — nie jest to srogi 
zdobywca, który świat żałobą i pustosze- 
niem okrywa, o którym dochodzą wieści, 
jak o okropnem trzęsieniu ziemi, lub o- 
gniowym pożarze, i który nie baczy, że 
najrozleglejsza kraina nie może byó kła- 
dziona na szali z życiem jednego człowie- 
ka". Dalej przechodzi orator do history- 
cznych objaśnień i powodów, które skło- 
niły Sobieskiego do pośpieszenia z odsie- 
czą pod Wiedeń i wylicza, jakie przez to 
zwycięstwo położył zasłngi Jan III dla 
ludzkości, cywilizacyi i Europy. Następ- 
nie zwraca się do osoby Sobieskiego, opi- 



sując jego nJodośó i postać, charakter i 
upodobania. Skończywszy o Sobieskim, 
zwraca się do młodzieży i podnosi rycer- 
ski sposób jej wychowania w dawniej- 
szych wiekach. „Ażdo czasów Jana III, 
kilka zydlów, tapczan niedźwiedzią skórą 
nakryty i para pistoletów na ścianie, były 
zwyczajnym sprzętem szlachcica. Płakać 
na niewygodę lub ranę było ostatnią za- 
kałą, a kto w bitwie nie odniód blizny, 
nie śmitht się chlubić, że wojował. JUodzia- 
nie od lat 14 stu ćwiczyli się w rzemiośle 
żolnłerskiem. Królewicz Jakób, lat sze- 
snastu skończonych nie mający, znajdo- 
wał się z ojcem pod Wiedniem i Parkana- 
mi. Nie mdlały matki i siostry, widząc 
synów i braci wybierających się do obozn^ 
a pierwsze ich pytanie było po potyczkach: 
przy kim zostało zwycięstwo?" „Siła na- 
rodu — mówił Jacek Przybylski — ni© 
miarkuje się ani gromadą żołnieizy, ani 
kosztownością gmachów, ani blaskiem ob- 
rzędów; szukać jej trzeba w zagonach ro- 
li, pod strzechami wieśniaków, w talen- 
tach mieszkańców miast, w dziełach kro- 
sien i warsztatów, w toku pieniędzy i to- 
warów, w edttkacyi młodzi. Sto tysięcy 
pieniężnych kupców, drngie sto tysię<^ 
przemyślnych rzemieślników, pięćkroć sto 
tysięcy pracowitych i majętnych ziemia- 
nów, dostatek oświeconych nanozycielów, 
nie są-ż to wojaka, co kraju strzegą? ra- 
miona, co go wspierają? skarby, co go bo- 
gacą? Niemasz innej drogi do szczęścia, 
tylko przez dobre naukii gospodarskie za- 
biegi, a cnota i bohaterstwo mogą upe- 
wnić jego trwałość." Bardzo uroczyście 
obchodzono w r. 1783 setną rocznicę wik- 
toryi wiedeńskiej w Wilnie. Wysrio też: 
„Opisanie obchodu stoletaiej pamią^ 
zwycięstwa Jana III nad Turkami pod 
Wiedniem", które, zewzględn na cieka- 
we szczegóły i rzadkość druku, przyta- 
czamy tu: , Szkota O^łówna W. X, L., 
stosując się do rozporządzenia Przeświet- 
nej Komisyi Edukacyi Narodowej, w 0- 



dbyGoot^le 



ROCZNIC 



171 



kolnym Lifcie sobie przepisanego, obcho- 
dziła z przyzwoitą wspanif^ością sto1etni% 
uroczystość pamiątki zwycięstwa Jana 
III, Króta Polskiego, nad Tnrkami pod 
Wiedniem w następujący sposób: „Na- 
przód dnia 11 miesiąca Października, so- 
lenne w Kościele Akademickim odprawiły 
si^ ezekwie, już to za tych Polaków, któ- 
rzy dla obrony całego Chrześcijaństwa, 
walecznie potykając się pod Wiednism, na 
placu polegli, jai to za owych, którzy, zo- 
stawszy zwycięzcami, na nsludze ojczy- 
zny potym pomarli. Ka ten koniec, wpo- 
śród kościoła postawiony byt kolos na po- 
stumencie 12 stóp wysokim a 18 w kwa- 
drat szerokim, nakształt piramidy, niby z 
ciosów kamiennych ułożonej, na której 
wierzchołka stał posąg Minerwy, z przy- 
zwoitemi jej znamionami, trsymającej 
portret walecznego Króla Jana lU-go. U 
nóg jej, z jednej strony był lew, oznacza- 
jący męstwo Polaków, z drogiej Turczyn 
w pętach; niżej trochę w przepasce archi- 
tektonicznej był napis; Joanni III Regi 
Pełoniae ItiTictisńmo, suisqu€ commiliiO' 
nibtts, gui pro servanda Imperii Romani 
sede, ac salułe universae Christianae capi- 
ta sua devovere ad Viennam Ausiriae. 
^«Mfl/iydj.{„JanowiIII-mu, niezwyciężo- 
nemu Królowi Polskiemu i wspóttowarzy- 
SEOm jego, którzy dla ocalenia stolicy PaA- 
stwaRzymskiego i c^odci Chrześcijaństwa, 
życie swoje poświęcih pod Wiedniem"). 
Cała wysokość tej piramidy, sięgając nie- 
mal sklepienia kościelnego, .piękną z ca- 
łym kościcJem czyniła eurytmią: z przodu, 
przed postmuentem piramidy, podniesio- 
na była, na 4 stopy wysoka, na 18 na 
wszystkie cztery strony szeroka, baterja; 
na nią zatoczono 4 spiżowe z lawetami ar- 
maty, przy których st^o 8 kanonierów 
i 2 unter-oficerów od artyleryi z bronią; 
w pośrodku tej bateryi, między armata- 
mi, na wspaniałym postumencie, stała o- 
soba smutna, wyrażająca płaczącą Ojczy- 
zaę nad stratą walecznych swoich synów. 



z napisem: Quomodo cedderunt /ortes in 
praelio. („Jakżeż-to padli dzielni w bi- 
twie!"). Obok tej osoby, przy postumen- 
cie, st^ genjusz wojenny w smutnej po- 
staci, gaszący swą pochodnię w dół obró- 
coną, nad całą zaś baterją rozpięty był 
namiot, niby w zdobyczy nad Turkami 
zabrany, którego cztery podniesione pa- 
wilony utrzymywali niewolnicy turecty, 
do armaty przykuci; iLa samym pawimen- 
cie przy rogach bateryi sttUy dwie pirami- 
dy, z flint, pancerzów i chorągwi ułożone. 
Tak zaś dobrze to wszystko do żałosnej 
pompy stosowane było,że ledwie kto był, 
który-by, uważając przodków naszych 
nieśmiertelne czyny, nie zapłakał, albo 
przynajmniej osobliwym sposobem nie 
oztJ się byó wzruszonym. Pized tą ry- 
cerską mogiłą odprawiały się wigilje od 
godziny 6-ej rannej, sż do 11, przy licz- 
nych Mszach 8w. i niezmiernym tłamie 
lada. Po godsinie 11-ej nastąpiła wielka 
Usza, przez 3. X. Zienkowicza ez-sekre- 
tarza Litewskiego, Dziekana Katedralne- 
go Wileńskiego, biskupim obrządkiem 
śpiewana, w przytomności J. O. Xiążęcia 
Massalskiego, Biskupa Wileńskiego, pre- 
^xlenta Komisyi Edukacyi Karodowej i 
J. X. Kossakowskiego, Biskupa Inflanc- 
kiego, JJ. XX. Suffraganów, Prałatów i 
całej prześwietnej Kapituły, oraz najdy- 
styngowańszych gości, a mianowicie: 
Tyszkiewiczowej Wojewodzinej Smoleń- 
skiej, Niesiołowskiej Wojewodzinej No- 
wogrodzkiej i Księżny Szefowej Massal- 
skiej. Senat akademicki w zdobnym n- 
biorze, otoczony od szkół wyższych i niż- 
szych, asystował tema nabożeństwu wpo- 
śród kościoła. Nazajutrz w tymże ko- 
ściele okazał się wspaniały kolos z wczo- 
rajszej piramidy, w tryumfalną kolumnę 
zamienionej, z rozmaitemi ozdobami, do 
okohczności zwycięskich tryumfów stoso- 
wanemi; osobliwie jednak ciekawie zaba- 
wić oko orzeł polski, pod sklepieniem na 
powietrza wiszący, a w szponach swoich 



dbyGoot^le 



172 



N I C E. 



Z boAozakieia namiot niby wezyrowski, 
z rozpiętemi pawilonami, nakaztsit balda- 
cbimn utrzymujący, pod którym na wspa- 
nif^ej kolamnie widać było posąg Marsa, 
na którego tarczy był portret Jana III, 
zwycięskim laurem uwieńczonego, o nóg 
zaś jeńcy tureccy w kajdanach. Postu- 
ment kolumny, 12 stóp wysoki, a 18 na 
wszystkie strony szeroki, otaczały bagne- 
ty, naksztalt sztakietów ustawione, na 
którym po rogach stało 4 grenadjerów z 
pułku szóstego. !Na kolumnie był ten na- 
pis: _/mjjw /rtw/^c/łJraw educationis publi- 
cae. Memoria vicloriae de Turcis partae 
ab inviciissimo Regę Polontae foanne III 
ad yićnnam Anslriae anno lóSi. (Z roz- 
kazu Komisyi Edukacyjnej Narodowej. 
Pamiątka zwycięstwa odniesionego przez 
niezwyciężonego Króla Polskiego Jana 
III pod Wiedniem'). Na dole zaś cytata 
z drugiej księgi Machabeuszów: Communi 
consiłio decreverunl,nullo mododiem istatn 
aiscue celebritałe praeterire, {.Jednozgo- 
dnie postanowiono nie pominąó dnia tego 
bez uroczystego obchodu"). Bateigą ota- 
ozfUy czterdziesto-fnntowe żelazne kale, 
po brzegach ksztiUtnie ułożone. Przez ca< 
iy poranek, kościół, acz tak wielki, nie- 
zmiernym jednak ludem byt zawsze na- 
pełniony. Po godzinie 10, za zebraniem 
się całego państwa tu przytomnego, Ksią- 
żę Jmśó Pasterz (Biskup Wileński Massal- 
ski), przy licznej asystencyi Ichmość XX. 
Biskupów, Prałatów, Kanoników, całego 
duchowieństwa i Senatu akademickiego, 
otoczonego wyższemi i niższemi szkołami, 
w zwyczajnej paradzie stojącemi, oraz 
przy wdzięcznej muzyce, miał Mszą wiel- 
ką, biskupim obrządkiem, podczas której 
J. X. Karpowicz, doktor i aktualny Św. te- 
ologii w Akademii tutejszej profesor, Ka- 
nonik kolegjaty Poznańskiej, proboszcz 
preńaki i grażyski, z niezmierną satysfak- 
cją mi^ kazanie, do którego uczynił 
wstęp ze słów Pisma Świętego: „Rozsze- 
r^ł chwałę ludu swego, ochraniał obozy 



mieczem swoim, odpędzeni są nieprzyja- 
ciele pogromem jego, zrządzone jest wy- 
bawienie w ręku jego, i w wiek pamięć je- 
gowbłogodawieństwie". PoMszy, Ksią- 
żę Jmć Pasterz nasz, na podziękowanie 
Bogu zastępów za dane zwycięstwo Pola- 
kom nad Tarkami, zaintonował: Te De- 
um laudamus. O godzinie 4 z południa 
w tymże kościele, w przytomności Księ- 
cia Jmci Pasterza naszego, Ichmość XX. 
Kossakowskiego, Biskupa Inflanckiego,Ło- 
pacińskiego, Safragana Żmudzkiego, i ca- 
łej prześwietnej Kapitały, oraz Senatu a- 
kademickiego ze wszystkiemi szkc^ami, i 
innych dystyngowanych gości, i licznie 
zgromadzouego ludu, J. Ks. Mackiewicz, 
nauk wyzwolonych i filozofii doktor, wi- 
ceprofesor w Akademii Wileńskiej, a w 
Kolegjum moralnem sekretarz, miał wy- 
borną mowę w łacińskim języku, do tej, 
tak wielkiej uroczystości stosowną, w któ- 
rej wyliczył żrÓdła i zasady dawnej Pola- 
ków sławy, naprzód: z rządu, karności i e- 
konomii domowej, powtóre: z nszanowa- 
jnia zwierzchności i władzy sejmowej, kró- 
lewskiej i wojskowej, potrzecie, z szacun- 
ku i obrony rehgii, naostatek z męstwa 
i biegłości w sztuce rycerskiej, wynikają- 
cej; ukazawszy przytem, jako Jan HI, 
gorliwy swych przodków naśladowca, sial 
się potomnym Polakom, jako dobry oby- 
watel, sławny Król i dzielny bohatyr, do 
pomienionych cnót przewodnikiem, jak 
najusilniflj zachęcał swych buchaczów do 
wskrzeszenia staropolskiej cnoty, męstwa 
i sławy. Przez te dwa dni pułk szósty 
Książąt Massalskich z artylerją litewską, 
w pięknej paradzie, wśród kościcJa uszy- 
kowany, powiększał wspaniałość tego fe- 
stynu. Kolos tryumfalny i piramida ze 
wszystkiemi ozdobami, w pięknym i wspa- 
niałym guście architektonicznym ułożone, 
dziwem były i. p. kapitana Kuakfusa, ar- 
chitekta Jego Kr. MoSci. Tym sposobem 
zakończyła się ta stoletnia uroczystość, z 
niezmierną wszystkich satysfakcją, którą 



dbyGoot^le 



RODELA.— RODUŚ. 



powszechnie widaó byto w oświadczeniach. 
Szkole Głównej od wszystkich dystyngo- 
wanych osób czynionych, osobliwszy zaś 
dal onej dowód J. Ks. Kossakowski, Bis- 
kap Inflancki, oflarając pnblicznie w ko- 
ściele, przed mową łacińską, tej-że G^Iów- 
nej Szkole medal złoty od 30 czerwonych 
złotych, bity na koronacją Jana III, któ- 
,remu Akademja naprzód przez W-go Rek- 
tora swojego, potem przez uczynioną z 
pomiędzy siebie depntacją, za tak drogi 
prezent w najtyczhwszych wyrazach zło- 
żyła podziękowanie. Na trzeci dzień, 
za zgromadzeniem się do sali akademic- 
kiej wszystkich szki^ i licznych gości, w 
przytomności J. Ks. Kossakowskiego Bis- 
kupa Inflanckiego, Ziopacińskiego, Safra- 
gana Żmadzkiego, Bohusza, pnJata, koa- 
djatora kantora Wileńskiego, J. Ks. Sza- 
lewicz, nauJi wyzwolonych i filozofii dok- 
tor, w szkołach pod wy dzikowy eh wymo- 
wy profesor, wyborną miał w polskim ję- 
zyku mowę. do tej uroczystości stosow- 
ną". Obchód setnej rocznicy zwycięstwa 
nad Tarkami nasnn^ Stanisławowi An- 
gnstowi piękną myśl wzniesienia pomni- 
ka bohaterowi na moście Łazienkowskim. 
Jakoż, w pięć lat później, stolica krają by- 
ła znowu świadkiem uroczystych zabaw i 
widowisk, wyprawionych przez króla z 
powoda odsłonięcia pomnika, które to o- 
wacje były niejako dopełnieniem pamiąt- 
kowego obchodu z roka 1783. Upoko- 
rzenie, którego w r. 1683 doznali Niemcy 
anstrjaccy, gdy cesarz ich, Leopold I-y, 
amknął przed Kara Mustafą, a oblężoną 
stohcę cesarstwa uratował król ościenny, 
apokorzenie to przypomniał mieszkań- 
com Wiednia Napoleon I, gdy senator je- 
go Nevchateau, po wkroczenia Francu- 
zów do stohcy naddunajskiej w r. 1805, 
rozrzucił drukowaną odezwę, przeważnie 
chwale oręża polskiego i Janowi LU, a nie- 
wdzięczności pohtyki austijackiej poświę- 
coną. „Niemiec zw^ się całej Europy 
zatoną — czytamy w tej odezwie — ale to 



wtedy, kiedy go Polak bronił... Ów So- 
bieski, zwycięzca pod Chocimem, wybaw- 
ca Wiednia, który przestrach Sułtanowi, 
^awę Polakom zostawił, z góry Kalenber- 
gu spojrzawszy na obóz Turków, potrafił 
walecznem męstwem zajadłość strasznego 
Mustafy pokonać, i mury Wiednia rozpa- 
czą objęte ocalió, a tron, wiarołomstwem 
upodlony, utwierdzić. Jakaż wdzięczność 
Austryi dla takiego dobroczyńcy? Oto 
właśnie słyszę głos Sobieskiego: „Byłem 
zbawcą Wiednia i chlubiłem się, gdy mnie 
Leopold przeraźliwym krzykiem do ratun- 
ku wzywał i Niemcy, drżący przed jarz- 
mem muzułmanów! Otóż z tak okropne- 
go Austrja wydźwigniona losu, tylekroć 
została niewdzięczną, a ten smutny owoc 
mojej waleczności jakże cierpką daje się 
czuć goryczą dla narodu dzielnego... Lecz 
Bóg ze^ał na nich bicz Francuzów* i t. d. 
Całej odezwy francuskiej nie przytacza- 
my, jeno ten krótki wyjątek w polskiem 
brzmieniu. 

Rodela, ro ndel a — rodzaj puklerza czy- 
li paiża. Szczerbicz pisze w XVI wieku: 
„Puklerz albo rodele drewniane, skórą 
powleczone". Petryey powiada: „Szladi- 
cic powinien mieć rysztuaek wszystek: 
kopję, zbroja rodelę, szablę, koncerz abo 
pf^asz i wszelkie do konia potrzeby*. 

RodglMm Reja, rotgisarz uKlono- 
wicza, inaczej rutgis er, później Indwi- 
sarz, ten, „co mosiądzowe rzeczy leje", jak 
się wyraża Knapski. 

Rodui. W Podlaskiem, koło Siedlec— 
pisze Łnk. Ot^ębiowski — w drugi dzień 
Zielonych Świątek jest zwyczaj starożyt- 
ny, że gromada chłopców pędzi wt^a, na 
którym przywiązany bałwan, wypchany 
słomą, w siermiędze, czapce i batach. Wół 
bieży przez wieś, a wszyscy obecni wt^a- 
ją: Roduśt Rodnś! W rachunkach do- 
mowydi królewicza Zygmunta 1 z pierw- 
szych lat XVI w., gdy rządził Śląskiem i 
mieszki w Głogowie, zapisane są datki 
dla tych, którzy przychodzili cum dracone 



dbyGoot^le 



174 



ROGOWE. — ROKI. 



ft cum Rodis — cum castro ad modum Ro- 
dis (Pawiński: „Młode lata Zygmunta 
Starego* str. 162). Jerzy Sam. Bandtkie 
pisze w „Pamiętnika Warsz." (t. XXI, r. 
1821), że widział zwyczaj o półtorej mili 
od Wrocławia w Lagtkowicach i innych 
wsiach polskich, jak parobczaki, pasi^cy 
konie, o świcie pierwszego dnia Zielonych 
Świątek wyjeżdżali do gonitwy. Metą 
bywał drąg na górze postawiony, a kto 
najpierwszy u niej stanął, tego okrzyki- 
wano królem, kto ostatni, zostawał ,ro- 
chwistem". Młodzież wracała z królem 
na czele, którema rochwist słożyl za bła- 
zna wieziony na wózka o dwuch kółkach, 
amajoaym zielenią. Wstępowano z nim 
do gospody i domów, zbierając podarki na 
biesiadę wieczorną, a rochwist za to figle 
rozmaite pokazywał. 

Rogowe przy sprzedaży rogacizny o- 
znaczą taki sam podarek dodatkowy, jak 
oduzdne dla masztalerza przy sprzeda* 
ży konia. 

Rogowszczyzni — opJata pobierana na 
Rosi przez dziedziców za prawo wypasa 
bydła rogatego na ich ziemiach. 

R0B6wka. Moda noszenia rogówek czy- 
li krynolin trwała za czasów Aagasta III 
Sasa około lat 15. Kitowicz opowiada, 
że nastały niedłago po salopach, matę z 
poozątka, potem a doła do 3 łokci średnicy 
nabrały. Były to spódnice z płótna, na 3 
obręczach z rogn wielorybiego czyli fiszbi- 
nu rozpięte. Pierwsza z nich była w pa- 
sie, dmga na wysokości kolana, trzecia w 
pół łydki. Kitowicz powtarza anegdotę 
ówczesną, że w zwadliwych kompanjach 
rogówki służyły za fortece dla tchórzów. 
Niejeden zajęczego serca paniczyk, gdy 
szlachta, porwawszy się do szabel, łby so- 
bie karbowiUa, skry wszy się pod rogówkę 
której z dam, w dobrem zdrowiu przesie- 
dział zawieruchę, tam go bowiem nikt a- 
takowaó nie śmiał. 

Rohatyna (z czeskiego), rogacina 
po polsku, stara nazwa włóczni pięciołok- 



ciowej, zapewne od 
tego pochodząca, t% 
z boku u tulejki 
czyli nasadu miała 
rodzaj rogu. Poda- 
jąc tntaj rysunek 
grotu czyli żeleżca 
rohatyny ze zbio- 
rów p. Bi&ier, odsy- 
łamy czytelnika do 
wyrazów: oszczep 
i włócznia. Nie- 
którzy posiadali 
sztukę ciskania ro- 
hatyną w nieprzy- 
jaciela. Wargocki 
pisze np.: „Rohaty- 
ny wycieka wszy, do 
szabel się rzacili". 
Roki w języku 
Grot rohatjny. prawniczym p o 1- 

skim oziMOzały ter- 
miny, w któiych się do sądu stawić było 
trzeba, a więc i same sądy i pozwy do nich. 
Rok nadworny znaczył pozew ustnie 
objawiony czyli astne zawotanie do sądu. 
Rok zawity oznaczał tennin koniecz- 
ny, odroczyć się nie mogący. Rok lico- 
wy znaczył termin sądzenia przestępcy 
schwytanego na gorącym uczynku, z oka- 
zaniem przedmiotu winy (ob. Lice, Enc. 
Star. t. in, str. 143). Roki bartne 
były to terminy do sądzenia spraw bartni- 
czych w sądach bartnych, przez podstaro- 
ściego bartnego najprzód co 2, potem co 
4 a w końcu co 6 niedziel odbywacych. 
Rokować znaczy wezwać ustnie do są- 
du, bez wręczenia pisma. Takie rokowa- 
nie czyli zawołanie do sąd a dozwolone 
było tylko w sprawie zgwałconego bezpie- 
czeństwa; w obrębie trybunału nastąpić 
mogło za decyzją trybunału; sam marsza- 
łek lub prezydent nie mógł tego dokony- 
wać. Rokowanie, będąc pozwem, nie zna- 
czyło wyroku. Roki walne znaczyły 
to samo, co dawne wiece, na których oby- 



dbyGoot^le 



KOSZ. 



175 



czajem piastowskim zasiadł i sądził mo- 
narcha lab zastępający go wojewoda ozy 
fitarosŁa. Po zaprowadzenia trybuaałów 
roki walne straciły swoje znaczenie. W 
księstwie Mazowieckiem, za udzielnych 
książąt, wszelkie obrady sejmowe, jako 
zarazem najwyższe sądy, nazywały się 
„rokami walnymi'. Roki ziemskie zna< 
czyly kadencje sądu ziemskief^o, na 
którym zasiadali sędziowie i podsędko- 
wie ziemscy. Boki maie czyli Roczki, Po- 
Toczki, były to miesięczne lab kwartalne 
kadencje, zwykle po miostadi sądowych, 
czyli sądy grodzkie. Sądzili na nich do 
wysokości 30-ta grzywien głównie komor- 
nicy czyli zastępcy wojewodów, podko- 
morzych, sędziów i podsędków, rozstrzy- 
gając sprawy nboższej szlachty i kmieci, 
na prawie polakiem osiadłych. Bywały 
jednak wypadki, że oa roczkach zasia- 
ńtii i aami królowie, np. w r. 1400 widzi- 
my Włady^wa JagieQę, gdy w Pozna- 
nia sądził sprawy rozmaite. Łukaszewicz 
wdziele .Obraz Poznania" powiada: „Król 
Wlad. Ja^^o zjechał do Poznania i są- 
dził poroczki ziemskie. Zasiadali na nich 
przy króla Dobrogost, arcybiskup gnieź- 
nieński, Wojciech, biakap poznański, Tom- 
ko, jenerał wielkopolski, i sędziwy Ostro- 
róg, wojewoda poznański. Sądził król 
ta poro<^ki lada gdzie, jako to w gospo* 
dzie Abrahama Żyda (m siuia Abrahami 
Judei), a dominikanów w klasztorze; czę- 
sto na zamku, na ratusza, w domach miesz- 
czan, na ulicy a bargrabiego jeaeralnego, 
pod zamkiem, na jakimś placn albo na 
mo^e, pod domem jakiegoś lotnika po. 
znańskiego. Na tych poroczkach bywaJo 
bardzo Wiele spraw; dnia oznaczonego nie 
miały, przeto sądził je król, kiedy chciał, 
zasiadał na nie albo rano albo wieczorem. 
Równie przy królu jak i w nieobeoaości 
jego sądzili wszyscy orzęduicy ziemscy. 
W nieobecności króla prezydowali bisku- 
pi poznańscy lub wojewodowie, W r. 1420 
uchwalono, aby roki ziemskie najprzód 



raz na miesiąc w każdym powiecie bywa- 
ły, potem w r, 1441 postanowiono, aby 4 
razy do roku odprawowane bywały. Toż 
potwierdzono i za Jana Olbrachta w roku 
1496. W ziemiach ruskich sześókroó do 
roku bywały podług uchwały z r. 1523. 
Potem trzy razy tylko do roku, a to dla- 
tego, aby czwartą kadencją sądziły się 
Wieca, t. j. Colloquia Generalia, na miej- 
scach w statucie wyrażonych, do których 
to wieców służyła w wiela sprawach ape- 
lacja do roków powiatowych. W woje- 
wództwach wielkopolskich tylko dwakroć: 
a mianowide roki ziemskie poznańskie 
odbywamy się pierwsze we dwie niedziele 
po Wielkiejnocy, a drugie po święcie Na- 
rodzenia P. Maryi, a kościańskie we dwie 
niedziele po pierwszych i drugich. (My- 
by dla sejmików deputackich, na których 
obierano deputatów do trybunału, lub z 
powoda sejmów walnych, roki ziemskie 
dojśó nie mogły, to ,sąd Ziemski powinien 
insze czasy naznaczyć i obwołaó 4 nie- 
dziele przed sądzeniem onych, i to obwo- 
łanie w akta grodzkie zapisaó. Tak wie- 
le jednak razy przez rok sądzić się mają, 
jako w prawie opisano* ( Vol. legum, II, 
f. 789). 

RokMZ. Roku 1526 nastąpiły w Wę- 
grzech głośne objawy anarchii i tłumne 
sejmy szlachty węgierskiej na polu, zwa- 
nem Rakosz. pod Pesztem. Pograniczne 
i odwieczne stosunki Polski z Węgrami, 
zbliżony ustrój konstytucyjny i związki 
dynastyczne Jagiellonów st^y się powo- 
dem, że zaburzenia węgierskie wy wrzeó 
musiały silny wpływ na umysły szlachty 
polskiej. To tefe w następnym dziesiąt- 
ku lat objawiły się podobne wstrząśnienia 
i u nas, a mianowicie tok zwana .wojna 
kokoszą" r. 1537 na polu pod Olinionami 
i Lwowem. Dekretsądusejmowegozr.lÓSS 
nazwał głównych przywódców wojny ko- 
koszej rokoszanami, uznając w nich podo- 
bny charakter zbrojnej opozycyi, jak wę- 
gierska oa polu sejmowem Rakosz (Ra- 



dbyGoot^le 



176 



RORATY, 



kos po węgiersku czyta się Rokosz). Zja- 
zdy rokoszowe nie oznaczmy wcale ban- 
tn poddanych, ale zbrojną opozycję prze- 
ciwko władzy królewskiej, którą to opo- 
zycję rokoszanie aważali za „ostatnią o- 
chronę każdej wolnej Rzeczypospolitej". 
.Stówo rokosz hasłem było w Polszczę, 
na którego wydanie kaidy szlachcic obo- 
wiązany był stawać zbrojno dla zabezpie- 
czenia powszechnego przeciw przemocy 
króla i senatu" (Skrzetuskiego „Prawo 
polskie", 1. 1, str. 318). Zjaady rokoszo- 
we atariJy się asilnie o zniweczenie uro- 
ku, jaki majestat królewski zawsze w Pol- 
sce wywierał, chciała bowiem szlachta za 
pomocą rokoszu poddać swemu sądow- 
nictwa samego króla i wszystkidi mini- 
strów i senatorów. Przeciwko doktrynie 
rokoszowej wystąpiono z wybornymi trak- 
tatami, które z dojrzanym rozamem stanu 
dowodziły, że rokosze jedyoie zgubę pań- 
stwa przynieść mogą. Rokoszów i zjaz- 
dów rokoszowych odbyło się nie mało. 
Najgłośniejszym ze wszystkich w dziejach 
polskich stał się rokosz lanckoroński Ze- 
brzydowskiego, który przez dwa lata trzy- 
mał Rzeczpospolitą w zamęcie, aż skoń- 
czyła go bitwa pod Q-uzowem d. 6 lipca 
1607 roku. O rokoszach pisali obszerniej: 
Henryk Szmit, August Sokołowski, Al. 
Rembowski i inni. 

Roraty- Od początkowych rfów: Ro- 
rate coeli — nieba, spuśćcie rosę, zowie się 
msza, która w Polsce od niepamiętnych 
czasów przezcaly adwent się śpiewa na 
cześć N. M. Panny. Msza ta ma miejsce 
przed świtem, symbolizując, iż ziemia ca- 
ła pozostawała w ciemnościach Uędu , gdy 
Jezus, światło świata, miał przyjść. W tej 
też myśli do sześciu świec woskowych do- 
daje się siódma w pośrodku, nad inne wyż- 
sza, symbolizując Najświętszą Pannę, któ- 
ra jako jutrzenka poprzedziła światło spra- 
wiedliwości Chrystosa. Lud wPolscezaw- 
sze się na roraty licznie gromadził, tem 
mUość swą dla N. M. Panny okazując. 



Królowie polscy okazywali szczególną pa- 
mięć dla tego nabożeństwa, łożąc koszta 
na śpiew i duchownych. W Krakowie za- 
łożono na to kolegjum Rorantystów. W 
djecezjach: płockiej, warszawskiej, włoc- 
ławskiej, kieleckiej, sandomierskiej, lubel- 
skiej, sejneńskiej, źmndzkiej i żytomier- 
skiej, jak ich rubrycelle wskazują, śpie- 
wają się roraty codziennie podczas ad- 
wentu, nawet w wigilję Bożego Narodze- 
nia. W djeoezjach mohilowskiej i wileń- 
skiej ostatni ten dzień wyjmuje się. ^ 
krakowskiej, poznańskiej i gnieźnieńskiej 
nie śpiewa się ich tylko w pierwszą nie- 
dzielę adwentu i w wigilję Bożego Naro- 
dzenia. "W książce pod tytułem „Ozdoba 
Kościec katolickiego", napisanej w roko 
1739, w rozdziale ,0 siedmiu roratnicach"^ 
(świecach) znajdujemy wiadomość, że ,o- 
sobliwie i w Polsce prawie tylko tej uży- 
wają ceremonii, którą zaczął w Poznaniu 
Przemysław Pobożny a przyjął (w Kra- 
kowie) Boledaw Wstydliwy (jako Bzo- 
wjus i Nakieljns świadczy), którzy uwa- 
żając, że trzeba się z wiarą, świecącą do- 
brymi uczynkami, na Sąd Boski stawić 
wraz z siedmiu stanami, gotowość swoją 
na sąd Pański oświadczyli tym sposobem' . 
Przystępował do (starzą najprzód król i 
na najwyższym lichtarzu siedmioramien- 
nego świecznika stawiał zapaloną świecę, 
mówiąc: „Gotowy jestem na Sąd Boski". 
Drugą imieniem duchowieństwa na lich- 
tarz poboczny wstawić biskup, mówiąc: 
Paratus sum adAdiienium Domini. Trze- 
cią stawi&t senator, czwartą ziemianio, 
piątą rycerz, szóstą mieszczanin, siódmą 
oracz. Wyznanie gotowości do Sądu o- 
statecznego czynione jest z powodu, że z 
narodzinami Chrystusa łączy się w ad- 
wencie zapowiedź Jego drugiego przyj- 
ścia w dzień Sąda. Uroczystemu i tak u- 
podobanemu w Polsce od doby Piastów 
nabożeństwu Ludwik Kondratowicz (Sy- 
rokomla) poświęcił wiersz p. n. „Staropol- 
skie roraty": 



dbyGoot^le 



ROSTRUCHARŻE.— ROŚUNY MIŁOŚNIC2E. 



Od Bolesława, Łokietka, Leszka 
Gd; jeszcze w Polac« Duch Pańabi mieszka, 
Stal iia oltarzn przed ni^zą roratj 
Sicdmio-ramieoDj licttan b(^aty. 
A Ktany państwa szlj do ołtarza, 
I kaldy jedną świecę rozżarza: 
£ról — kti^ry berłem potęinero włada, 
Prymai — najpierwsza senatu rada, 
Senator świecki — opiekun prawa, 
Stlachcic — co knSlón Foliice nadawa, 
tolniers — eo broni *woich wi<p61braci. 
Kupiec • co handle:!! ziomków bogaci, 
Chłopek ~ co z pola, ee krwi i roU 
Dla reszty braci chleb ich mozoli, 
K.a£dj na świeczkę grosz swój przyloty, 
I katdy gotów iść na Sqd Boiy. 

Tak siedem stanów z ziemicy całej 
Siedmiu plomieńmi jasno gorzały. 
Siedem raodlilew treści odmiennej 
Wyrażał lichtarz siedmioramienny. 
Rostrucharz, pierwotnie rostaszar 
{^Rostdiischer), z którego (jak mówi Briick- 
ner) już w XV wieka rostucharza a 
później roztmcharzazrobiono — strę- 
czyciel w kapnie koni, rajfur koński a 
nieraz i ladzki. W Vol. leg. znajdajemy: 
„Roztracbarze, co końmi kupczą, płacą od 
osoby po rft. dwa" (t. II, f. 984). Rostru- 
charza, który ludźmi kupczył, nazywano: 
martauz lub ludokrajca (ob.)- Klonowicz 
pisze o takim we Flisie: 

Niecny rostnichatz z uczciwemi cialy 
Kupczy dzień cały. 

Roillny miłoinicze. „Oj! dolażmoja, 
dola!" Tak biada dziś, w ludowej pieśni, 
opuszczona przez kochanka dziewczyna. 
Tak biada dziś i biadała podobnie przed 
wiekami, bo rzecz jest ogólnie ludzka. 
Jak odzyskać wzajemność ukochanej oso- 
by? Czyż na miłość niema lekarstwa? 
fiozsądek i paycbologja mówią, że niema. 
Ale od czegóż magjaP Magja rozpoizą- 
dzała zawsze czarnoksięskimi środkami. 
Przecież już w literaturze sanskrytu znaj- 
dujemy wiele roślin, którym przypisywano 
takie magiczne własności. Znajdujemy je 
a greckich antorów i w literaturze łaciń- 
skiej; najobficiej w tej kopalni przesądów 

Oicrklopedjł łtoropoliki, t. IV. 



klasycznego świata, która się nazywa hi- 
sŁorją naturalną Plinjosza. Wprawdzie 
autor ten zastrzega się, że nie obznajmia 
czytelaików z napojami miłosnymi, ale 
przecież mówi o niejednej milośniczej ro- 
ślinie i wierzy w jej skuteczaość. Ten ba- 
jarz był jednym z najpopalarniejszyob au- 
torów, znanych średnim wiekom; czytano 
go, komentowano i wierzono weń święcie. 
Jednakie o miłośniczych roślinach nie 
wielo można się doczytać w literaturze 
średniowiecznej, dlaczego, wyjaśnia nam 
to Szymon Syreński w swoim .Zielnika', 
z r. 1613, w ten sposób: „Mądrzy a rozu- 
mem się sprawujący, chooia Poganie cza- 
ry i gusła zawsze ganili i w nienawiści mie- 
li, jednak nabardziej czary miłości, bo te 
same rozum i zdrowie psują i odejmują. 
Przeto zawieraU wrota wiadomości ziół 
i skutków ich, do takowych nieprzystoj- 
nych spraw używania i zatem są tak od 
nich pokryte, że zaledwie jeden z kilku- 
dziesięciu ziołopisów może się znaleźć, 
któryby takowych kształt i wyobrażenie, 
nietylko ich moc i skutki poznać mógł". 
Trzeba dodać, że średniowieczni aatoro- 
wie mieU niezmierny respekt wobec kia- 
sycznych autorów i powszechnie nie śmieli 
niczego dodawać, czego w ich pismach nie 
znajdowali a o czem wiedzieli. Ale prze- 
sądne wierzenia o roślinach miłośniczych, 
jak wogóle wszystkie przesądy, rozcho- 
dziły się po Europie wraz z cywilizacją 
nietylko drogą literacką, ale także za po- 
średnictwem ustnego podauia, przez ze- 
tknięcie się Rzymian z podbitymi barba- 
rzyńcami, którzy je od-< panów swoich 
przejmowali. Przesądy te szły do nas od 
Zachodu a od nas dalej na Wschód. Do- 
stawały się najprzód do klas wykształco- 
nych a od nich schodziły do ludu. My 
dziś nie mamy wyobrażenia, bez oczyta- 
nia się, jak najróżnorodnlejsze przesądy o 
roślinach były rozpowszechnione wśród 
wykształconych nawet warstw społeczeń- 
stwa, przez «Ue wieki, aż po koniec XVIII 



dbyGoot^le 



178 



ROŚLINY MIŁOŚNICZE. 



stulecia. Od zarania cy wilizacyi wyobra- 
^no sobie, że rośliny — pod pewnymi wa- 
runkami — mają władzę wkraczać nietyl- 
ko w sprawy miłosne, ale we wszystkie 
wogóle stery fizycznych i psychicznych 
dzi^ń. Przecież z kilku tylko popular- 
nych książek zebrałem w moim , Zielnika 
czamoksięBkim" przeszło 13O0 takich prze- 
sądów ze świata roślinnego a bez wielkie- 
go trudu możnaby tę liczbę zapewne po- 
dwoić. Początków szerzenia się u nas 
przesądów o roślinach milośniczych nie 
możemy śledzić, bo nie mamy odpowied- 
nich źródeł. Dopiero w XV w. znajduje- 
my liczne rękopisy z nazwami roślin, któ- 
re zebrałem w mojej Średniowieczuej hi- 
Btoryi naturalnej (1900). Tam odraza znaj- 
dojemy cały szereg roślin miłośniczych. 
Jest wi^c tam mowa o pewnym poroście, 
który w kształcie brody zwiesza się w la- 
sach z gałęzi drzew obumierających i na- 
zwany jest „Całuj mnie" . Najczęściej wspo- 
minany jest .naai^rzał", najgłówoiejsze 
magiczue ziele miłości, maleńka i szcze- 
gólna paproć, o której będziemy mówić 
niebawem szczegółowo. Obok niego wy- 
stępuje i lubczyk i wielce czarodziejski 
dziewięciornik. W ogródkaohśredaio wiecz- 
nych — jak się z tych rękopisów dowiadu- 
jemy — hodowano różę miłości, którą z 
łacińskiego philirosa nazywano fioletką. 
Jest to kwiat pochodzący z południowej 
Europy, który się utrzymywał w naszych 
ogrodach od początku zeszłego wieku. 
Jest powszechna tradycja, że go Krzyżow- 
cy sprowadzili do Europy. Skoro to jest 
południowo-europejska roślina, tylko tyle 
może być w tem prawdy, że podczas wy- 
praw krzyżowych dostała się stamtąd i na 
północ Europy. Nie brakło wówczas w 
szlacheckich dworkach i kwiatu miłości 
{flos amoris), zwanego wówczas bruuatem 
lub szarłatem. Jest to gatunek amaran- 
tu, którego widokiem cieszyły się jeszcze 
nasze prababki, a który dziś daje się le- 
dwo odszukać gdzieś przy wiejskiej cha- 



cie. "W XVI w. mamy już nietylko zapi- i 
sanę nazwy roślin ale i wiadomości o nich 
szczegółowe, literatura botaniczna tego | 

wieku nie jest skąpa. Odnajdujemy też I 

w niej te średniowieczne rośliny, o któ- 
rych powyżej była mowa. Przybywa nam 
obok nasięźrz^u inna paproć ze szczegól- 
nymi liśćmi podobnymi do widoku księ- 
życa na nowin, który z tego powodu (księ- 
życ = miesiąca nazywano miesięcznikiem 
a także nasiężrzf^em, co wskazuje, że i ją 
podobnie jak prawdziwy nasięźrzał miano 
za roślinę miłośniczą. W XVI też wieku, 
pewien chwast ogrodowy, którego parami 
siedzące owocki łatwo czepiają się sukien, 
nazwany jest po raz pierwszy przycho- 
dzą. Ta parzystość owoców oraz ich przy- 
leganie pasowały t^ roślinę na rycerza mi- 
łości. Marcin z Urzędowa, który pisał 
swój „Herbarz* w pierwszej połowie XVI 
wieku, rozpisuje się o tem, czem jest pra- 
wy kwiat miłości i sądzi, że nie amarant 
ale pewien gatunek polnych szarotek na- 
leży zań uważać. Zyskujemy w ten spo- 
sób jedną więcej roślinę miłośniczą a za- 
razem przykład, jak pewien autor dowol- 
nie przenosi nazwę z jednej rośliny na 
drugą, wskutek czego z biegiem czasu i 
przesądne wierzenia, odnoszące się do jed- 
nej, przechodzą na całkiem inną, której 
poprzednio takich własności nie przypisy- 
wano. Podobnie było z dziewięciorni- 
kiem w średnich wiekach, którą-to nazwę 
odnoszono wówczas do trzech różnych ro- 
ślin. W XVł w. ustala się to miano i by- 
wa używane na oznaczenie jednej tylko 
rośliny. Marcin z Urzędowa opowiada 
nam o dziewięciorniku następującą legen- 
dę: . O tym zielu powiadają, iż gdy jeden 
mąż wzi^ złą wolę przeciw żenię, aby ją 
zabił, i wywiódł żonę do lasu, aby tam u- 
czynił swej wolej dosyć, ona idąc urwała 
tego ziółka i trzymała, a mąż stracił swą 
myśl złą, także drugi i trzeci raz. A prze- 
to mniemają być to ziółko anacampserum 
Plinii" — i tą legendą tłómaczy, dlaczego 



dbyGoot^le 



ROŚLINY MIŁOŚKIC2E. 



179 



dziewięciornik na Rosi nazjwają .przy- 
wrotem",żeprzywracado miłości. WXVl 
też wieku dowiadajemy Bią jakie znacze- 
nie miał wyraz nasiężrzał i że owe napoje 
miłosne, o których Flinjasz niechciaJ piaaó, 
były powszechnie znane. W pierwszjrm 
bowiem obszerniejszym ^owsika laciń- 
sko-polskim J. Mączyiiskiego, wydanym 
w Królewcu 1664 r., znajdujemy pod wy- 
razem /^i7/rum (latine amatoriam) prze- 
kład taki: „trunek, koufekt, potrawa albo 
wab niejaki, który w gamractwie dla mi- 
łości bywa zadawan, naai^rza, szalona 
miłość, pódi za mni^ niektórzy zow^". Z 
początkiem XVII w. dowiadujemy się kto 
zajmował się praktyką przyrządzania na- 
eięźrzalów. W r. 1614 wydal jakiś ano- 
nim pod nazwiskiem Jauaarins Sowizdra- 
lius ksiąteczkij pod tytułem: „Peregryna- 
cja dziadowska*. "W tern pisemka dwu 
dziadów Marek z B^banem wybierają 
się do Częstochowy i dicą wziąó z sobą 
dwie baby Fruchnę z Krawczonka jako 
bardzo uzdolnione do wyłudzania od lodzi 
pieniędzy, bo: 

„Rozmaitych zid dosjć pny wbie miewają, 
KtAremi ludzi kadząc wide pomagają. 
Do t^o u szlachcianek mają zachowanie, 

Nuf która chce, by Bię jej wszyscy zalecali, 
Da i czerwony zloty, by jej udzialali. 
To jat Babki najmują niemałymi dary, 
żeby jako zmamiła pacbol^ bez czary". 

W dalszym ciąga tego opowiadania chwa- 
li się; „Zwoninka stara' co umie. Mię- 
dzy innemi mówi: 

„Dziewki umiem porządnie do młodńeńców 

[zwodzić, 
Uczynię co nie będzie nigdy dzieci rodzić. 
Zsmąt nigdy nie pdjdzie, ktfiroj ja chcę zgoła. 
Uczynię to a prędko, bo mam takie zioła. 

Szymon Syrehski uzupełnia w swoim Ziel- 
nika tea obraz, gdy mówi: „...głupstwo i 
szaleństwo ziela temu, albo owema, to 
przypisowaó, albo od bab obrzydliwych, 
czarownic i czarowników, od szalbierzów 
i oszustów, od miasta do miasta biegają- 



cych i tułających się t«go szukać i sobie 
obiecować, co rychlej i pewniej samo przy- 
rodzenie, uroda, gładkość, obyczaje cu- 
dne sprawować mają". Syreóski rzuca 
gromy — jak już widziehśmy powyżej — 
na takie praktyki. Przestrzega, żeby nie 
szukać „po lesiech, górach, po skałach 
ziela miłości, rzeczy wietrznej albo nocne- 
go cienia". Ale swoją drogą opisuje te 
zioła i o niejednem jeszcze innym nasięż- 
rzale ozyni wzmiankę, wprawdzie zwykle 
krótko i węztowato w ten sposób np. jak 
o miłości: .Fraucymer używa tego ziela 
do zjednania miłości". To stanowisko 
Syreńskiego i innych naszych zielnikar^, 
że nie wypada uczonemu człowiekowi 
wdawać się w takie rzeczy, sprawia, że 
mamy podane przez nich ledwo jakieś . 
wzmianki o magicznych rośhnach a brak 
nam szczegółów yrjaki sposób ich ożywa- 
no. Jednakie to, co od średnich wieków 
do XVIII w. żyło wśród całego 8p(rfeczeń- 
stwa a zacz^o wśród wykszt^conych je- 
go warstw znikać pod wpływem oświaty 
Stani^awowskiej epoki, żyje w wielu ra- 
zach do dziś dnia wśród naszego ludu. Z 
jego to dotychczasowych praktyk może- 
my sobie uzupełnić obraz używania środ- 
ków milośniczych w dawniejszych cza- 
sach. Wiemy więc z literatury ludoznaw- 
czej, że kości z nietoperza, szczątki tru- 
mien, święcona kreda i t. p. przedmioty 
bywają używane przez Ind w celu osiąg- 
nięcia wzajemnej miłości. Do bardzo po- 
spolitych ' środków należy jabłko, które 
dziewczęta rozkrawają na dwie połówki, 
nosząc je albo na szczytach piersi albo 
pod pachami; skoro połówkę tak magicz- 
nie uzdolnioną zje chłopiec; musi zapałać 
gorącfi miłością do kobiety, która je nosi- 
ła. Ale na czele środków miłośniczych 
naszego ludu stoi ów nasięirz^ który, 
jak widzieliśmy, oznaczał w XVI w. wo- 
góle philtrum. Rzecz jest znana a nazwa 
zupełnie zrozumiała. Zamiast .zobaczy- 
łem* mówimy niekiedy „uirzałem"; na- 



dbyGoot^le 



180 



ROŚLINY MIŁ0ŚNIC2E. 



siężrzal znaczy więc na-się-żrzał czyli na- 
się-patrzał. W aamem tein nazwaniu jest 
więc powiedziane, że ma zdolność zwra- 
cania ładzi ku sobie. Nasięirzal jest ma- 
leńką paprocią, bardzo szczególną, bo ma- 
jącą jeden tylko listeczek, z którego po- 
ohwiastej nasady wychodzi cienki kłosek 
z owocowaniem. Wygląda to jakby język 
węża wychodzący z liścia — przez analo- 
gję wąż wysuwający się z zieleni, teby 
kusić Ewę. Wiemy, że została skuszona. 
Nic więc dziwnego, że roślina, będąca w 
wyobraźni uosobieniem sceny kuszenia 
niewiasty w raju, została przedewszyst- 
kiem magiczną rośliną, mającą mieć zdol- 
ność jednania miłości. Czarodziejska lo- 
ślina staje się w ręku c^owieka magiczną 
czyli z nadprzyrodzonemi własnościami 
często dopiero wówczas, jeżeli będzie bądź 
zebraną w szczególniejszy sposób, bądi 
jeżeli nad nią wymówi się magiczną for- 
mułę. Tak się ma rzecz z nasięirzfdem. 
Lad opowiada, że dziewczyna, chcąc zje- 
dnać sobie miłość chłopca, masi zdobyć 
tę paproć w szczególniejszy sposób. A 
więc upatrzywszy sobie zadnia miejsce, 
gdzie rośnie nasiężrzal, musi i^ć tam o 
północy nago i obróciwszy się tyłem — że- 
by jej djabeł nie porwał — rwać go, wy- 
mawiając pewną formułę, której liczne 
warjanty posiadamy — a więc np. taką: 

Nasięirzale, nasięźizale, 
Bwi; ciQ śmiałe, 
Pięcia paley, szóstą dtonią, 
Niech eię chłopcy za niiią gonią; 
Po stodole, po oborze. 
Dopomagaj, Panie Bote. 

Nasiężrzał w pewnych tylko okolicach 
kraju się zdarza; tam, gdzie go niema, 
przenosi lud te praktyki na inne rośliny. 
Zmienia też nazwę pierwotną bądź na sa- 
mostrzał, samojzdrzał lub nawet masie- 
irał i maszerdon. I firletka nie zeszła z 
pola, tylko zmieniła jego barwę. Nazwa 
firletki przechodziła, w kolei czasów, na 
różne pokrewne rośliny, a dziś jeszcze 



przypisuje lud własność jednania miłości 
pewnemu gatnnkowi tej rośliny, która z 
powodu jaskrawo czerwonych kwiatów 
najczęściej bywa nazywana ceglewką, 
czasem gwoździkiem a na Litwie gaszt* 
wą. Dziewięciornik albo przywrot Mar- 
cina z Urzędowa cieszy się do dziś dnia 
wielkiem uznaniem i powodzeniem u lu- 
du. Na całem Podhalu nazywa się wy- 
rwitańcem, a dziewczyna, która chce, żeby 
jakiś chłopiec do niej się zalecał, musi go 
zaszyć temu parobczakowi w ki^ierz. 
Wyrwitaniec jest śliczną polną roślinką z 
białymi kwiatami i listkami sercowatego 
kszŁ^tu. Zapewne też ten kształt liści 
był powodem, że przypisano jej wpływ na 
sercowe sprawy. Jest trawa w książkach 
drżączką zwana, której kłoski mają też 
postać serduszek. Przynoszą ją na targ 
do Krakowa dla dziewcząt, które chcą 
posiąść ten porwitaniec i przekonać się o 
jego wpływie. W ostatnim przykładzie 
postać serca pewnej części rośliny sprawi- 
ła, że stała się miłośniczą, czasem sama 
nazwa dawała do tego powód. Rzymia- 
nie nazywali pewną lekarską roślinę levi~ 
słtcum, z tego miana zrobili Niemcy lieb- 
stoeckel a my z „lieb" urobiliśmy „lub- 
czyk", októrym już Syreński pisał, że pod 
jawnymi aspektami kopany ,w małżeń- 
stwie rozterki i niezgody równa". Na 
Rusi lubczyk wielkiego doznawał uznania 
i przeszedł jako miłośniczą roślina do pie- 
śni ludowych. W ludowych też pieśniach, 
zwłaszcza na Ukrainie, jest mowa o trój- 
zieln; nikt nie wie czem ono jest i gdzie 
rośnie, bo już nikt nie wie, że Syreński o- 
pisyw^ ten trzylistnik. Lud zna i nocny 
cień i zaczarowane ziele i adamowy ko- 
rzeń i może wiele innych miłośniczych ro- 
ślin. Wszystko, co żyje dziś wśród ludu z 
pojęć o roślinach miłośniczych, da się od- 
nieść do literatury XVI w. Możemy się 
cofnąć i w głąb średnich wieków, ale i 
tam nie możemy się doczytać niczego, 
coby było rodzime. Wszystko, co wiemy 



dbyGoot^le 



ROTA.— ROZBITKÓW RZECZY. 



181 



O atisiążrzei&ch, ma źródło w literatarze 
starożytnej. Czyżby Słowianie, wyniósł- 
szy ze wspólnego pnia indoenropejekiego 
różne poj^ia i wyobrażenia, nie umieli ich 
tak urobić na własną modłę, jak G-recy i 
Rzymianie? Może być, że tak było; jeże- 
li jednak tak było, to ślady tego zostały 
zatarte przez .późniejsze cywilizacyjne 
wpływy. Jest tylko jedna nazwa, tkwią- 
ca w pniu ogólnie słowiańskim, .odolan", 
którą możnaby tak wykładać, i dziewczy- 
na, która za czasów „Starej Baśni* śpie- 
wała; „O dolaż moja, doIal" mogła wie- 
dzieć, że jest odolan, który może jej dolę 
zmienić. Kazwa zaś odolanu bywa wśród 
Słowian odnoszona do różnych roślin. Je- 
dną z nieb jest owa lilja wodna z serco- 
watymi liśćmi, którą powszechnie grzy- 
bieniem nazywamy. Ona mogła być pra- 
słowiańską miłośuiczą rośliną. 

Dr. /. Rostafiński. 

Rota oznaczała pierwotnie oddzit^, 
hnf czyli kompanję wojska. Z nastaniem 
w wojsku polskiem stałej piechoty cudzo- 
ziemskiego aatoramentu, wyraz ten został 
zastąpiony przez „kompanję" i pozostał 
aż do końca egzyetencyi wojska polskie- 
go w r. 1831. "W wieku XVin i XIX 
wyraz rota oznacz^ rząd żołnierzy posta- 
wionych jeden za drugim; tym sposobem 
szyk tizyszeregowy oznaczał, iż rota li- 
czyła trzech ludzi. Ogień rotowy w 
takim szyku trzyszeregowym odbywał się 
w sposób następujący: pierwszy szereg 
strzelał przyklękając, drugi i trzeci stojąc; 
po strzale pierwszej roty strzelała rota 
druga, trzecia i t. d. B. Gemb. 

Rota przysięgi ob. P r z y s i ę g a. 

Rotne — o|data zwyczajowa pobierana 
od składającego przysięgę. W sądach bart- 
nych w XVII w. pobierał rotne podstaro- 
dci bartny w kwocie grosz jeden, bez 
względu na to, czy odbierał przysięgę w 
danej sprawie od jednej osoby, czy od sie- 
dmiu. 

Rotmistrz — dowódca roty pieszej lab 



oddziału jazdy. Za Stanisława Angusta 
w kawaleryi narodowej rotmistrz przed- 
niej straży zatmdni^ się całem gospodar- 
stwem chorągwi. Za Rzeczypospolitej, 
gdy szlachta była stanem rycerskim, rot- 
mistrze, wyćwiczeni w sztuce rycerskiej 
nietylko podczas wojen w obronie granic, 
ale i w służbie dobrowolnej na dworach 
zagranicznych, osiadłszy potem na roli w 
ojczystych dworkach, chętnie otaczali się 
młodzieżą i wprawiali ją do ćwiczeń i ob- 
rotów wojennych. Tacy rotmistrze znani 
byli orzędowi hetmańskiemu, a w razie 
potrzeby dawano im ,listy przypowied- 
nie", upoważniające do zaciągnięcia cho- 
rągwi i postawienia jej w danym terminie 
na oznaczone stanowisko. Młodzież oko- 
liczna garnęła się ochoczo w każdej okoU- 
cy pod skrzydła takiego rotmistrza, który 
zwykle był wodzem doświadczonym, a 
nieraz w 7-ym i 8-ym krzyżyku lat swo- 
ich szedł skwapliwie, by krew wylać na 
kresach w walce z bisurmaństwem i gło- 
wę posiwiałą złożyć na dzikich polach U- 
krainy. W r. 1667 uchwalono, aby rot- 
mistrze na obronę państw RzpUtej obie- 
rani byli przez województwa i ziemie a 
każdy z nich n sta koni ma mieć pocztu 
swego 8 koni, a żołdu po zł. 10 na każdą 
ćwierć roku i towarzysze po ii.. 8; a szko- 
dy nie mają im być płacone. Ciż rotmi- 
strze powinni byli sobie obierać towarzy- 
szów tylko z województwa albo ziemi 
swojej, z której rotmistrzami naznaczeni. 
Oni też sami a nie ich porucznicy roty 
wodzić i przy nich mieszkać powinni i 
przestrzegać, aby żołnierz tak w ciągnie- 
nia, jako i na miejscu, szkody nie czynił 
nikomu i stacyi żadnych nie wyciągi a 
towarzysze nie przyjmowali więcej nad 
10 koni. 

Rotuły, z łac. rotulus morłuorum, ozna- 
czmy w poezyi mniejsze elegje. W języku 
palestranckim r o t u ł oznaczał pismo ape- 
lujące. 

Rozbitl(6w rzeczy ob. Prawa nad- 



dbyGoot^le 



182 



R02EKIER.~R0ZTRUCnAN. 



brzeine o rozbitkach i korsa- 
rzacb. 

RoZBkiar. Rej wspomina o winie pod 
tą nazwą, prawdopodobnie tak nazwanem 
od zaprawy różanej. 

Rozmaryn. Jak ruta n Indu prostego, 
tak rozmaiyn u szlachty i mieszczan byt 
troskliwie przez młode panny pielęgnowa- 
ny na dzień ślubu, do którego uplatano 
zeń koronę. O rozmarynie i rucie lud 
śpiewa dotąd w starych pieśniach wesel- 
nych. 

Rozpleciny —zwyczaj rozplatania war- 
koczów pannie młodej przed ńlubem. O 
tym odwiecznym polsko-stowiańskim zwy- 
czaju znajduje się c^y obszerny rozdział 
w dziełku „Obchody weselne" przez Pra- 
skiego (pseudonim Zygm. Glogera), Kra- 
ków, 1869 r. 

Rozruchy studeriCkio. Akademja kra- 
kowska, zaijojska i wileńska miały przy- 
wilej własnych sądów. Każdy więc pro- 
fesor i student był wolny od więzienia 
grodzkiego 1 miejskiego, ale zdybany na 
przestępstwie, musiał być odprowadzony 
do swojej zwierzchności, Eolegja jezuic- 
kie i pijarskie nie miały wprawdzie przy- 
wileju, lecz 4e winnych zawsze karały, 
więc chłopców zdybtnych na jakiem ło- 
trostwie odprowadzano do prefekta, ów 
przywilej wszechnicy krakowskiej st^ się 
powodem, że młodzież, rozjątrzona pewne- 
mi zajściami za czasów Zygmunta Augu- 
sta, opuściła gromadnie miasto i udała się 
zagranicę. 00. jezuici sami studentów 
swoich do rozruchów poniekąd zaprawiali, 
zachęcając ich do napadów na zbory i ko- 
ścicJy dyssydenckie, szkoły, drukarnie i 
bibljoteki różnowierców. Studenci zwy- 
kle dawali tylko początek a rzecz kończył 
lud miejski lub ze wsi przywabiony. Owej 
stawnej sprawie toruńskiej także studenci 
na procesyi dali początek. Studenci pra- 
wie nigdy nie pozwolili się imać a za wy- 
rządzoną im obelgę domy napadali i win- 
nych do szkół zawłóczyli i tam batożyli. 



Kitowicz o czasach Saskich pisze: „Nie- 
chaj tam był kto chciał jakiej godności u- 
rzędnik, szlachcic, oficer, żc^nierz, który 
studenta zaczepił, zelżył, popchnął lub u- 
derzył, jeżeli się zawczasu z miasta nie 
wyniósł, albo gdzie nie skrył, już on się 
od surowej szkolnej egzekucyi nie wybie- 
gał, bu choć chciałby się ilronić, to jakże 
było na tę gawiedż szkolną używać broni, 
gdy tymczasem to szamrajstwo, kijami, 
kamieniami i t^otem szturmując do wino- 
wajcy, z tyła i z przodu, jak pszczoły roz- 
drażnione, garnąc się mu do głowy, rąk, 
nóg, odzienia, zmordowanego chwytali i 
i do szkół wlekli. Bywały przypadki, że i 
panów z karet wyciągali". Napadnięty 
najlepiej wychodził, jeżeli się usprawie- 
dliwiał i łagodnie przedstawiał, dopóki 
mu nie przypadli w pomoc jezuici czy pi- 
jarzy. Niekiedy musieli napadniętego w 
koło obstąpić, żeby go od razów zasłonić. 
Żyd, udybany podczas przechadzkirekrea- 
cyjnej, był istnie jak zając wśród stada 
chartów. Raz za Augusta III studenci 
warszawscy, umówiwszy się z młodzieżą 
rzemieślniczą, odbili Dąbrowskiego, który, 
jako zabójca, stał już na placu pod mie- 
czem. 

RoztniChM — puhar do picia ze ^ota 
lub srebra. W rachunkach dworskich Ja- 
dwigi i Jagiełły roztrachan zwany jest 
dostuchan i hostrachan,w starych 
zapiskach krakowskich rostuchan. Na- 
dawano roztruchauom kształty najrozma- 
itsze np. zwierząt; lwa, konia, jelenia, or- 
ła, strusia lub pawia. G-óraicki powiada, 
że roztrucban bywał „we środku węższy 
niż w krajach". Krasicki w Podstohm pi- 
sze: „Wpośród pożegnania niezmierny 
staroświecki pstro-złocisty roztruchan na 
stole kładą, który gospodarz miał winem 
napełnić i spełnić za moje zdrowie". Ra- 
stawiecki mówi, że roztruchany bywały 
kosztownie ozdabiane, że sztuka owoozes- 
na wysadzała się na ich wyrób wytworny 
i podaje chromolitografję jednego z naj- 



dbyGoot^le 



ROZWODY. — RÓG OBRZĘDOWY GÓRNIKÓW WIELICKICH. 



piękniejszych we .Wzorach sztuki śred- 
niowiecznej". Jest on srebrny, wyriaoa- 
ny, 40 centymetrów wysoki, ma czarę z 
perłowej konchy, kamieniami rzniętymi 
sadzony, z niepoapohtym smakiem i sztu- 
ką wykonany. 

Rozwody, t. j. unieważnienie melżeń- 
stwa, i wogóle s^awy małżeńskie, causae 
matrimoniales, do których separacje nale- 
żały, podlegały w Polsce sadownictwu du- 
chownemn. W małżeństwach mieszanych 
konsystorz katolicki był właściwym są- 
dem; stosunki tylko majątkowe odsyłano 
do sądów świeckich. Wszystkie instancje 
w sprawEwh małżeńskich były w kraju, 
nie potrzeba było udawać się do Rzymu; 
ostatnią instancję stanowiły „Sądy nun- 
cjaturskie", t. j. legata papieskiego. 

Rożen miał kilka znaczeń. Był więc 
rożen kuchenny, zwykle żelazny, do pie- 
czenia mięsa przy ogniu. W sztychu, 
przedstawiającym rebus ułożony przez Ja- 
kóba Krasickiego na cześć Zygmunta III 
w r. 1693, widzimy rożen kuchenny z wil- 
kami nie różniący się kształtem od dzi- 
siejszych (ob, Enc. Starop., t. IV, str. 148). 
Ptaszki mniejsze pieczono na rożenkach 
drewnianych, jak tego dowodzi stare przy- 
słowie: „Ptacy w polu, a on rożenki na 
nie struże" (Rysiński, Knapski). Rożna- 
mi nazywano palisadę obronną. Mączyń- 
ski w słowniku z r. 1564 pisze: „Rożen, 
wtóry palec u ręki, skazujący", a wyraz 
łaciński obelus tenże Mączyński tak tłó- 
maczy: , rożen, znamię abo punkt w księ- 
gach, którym znamionują fałsz, abo co 
niepewnego, aby za podeżrzane było mia- 
ne". Rożen na niebie — gwiazda Orjon. 
Patrzący rożnem znaczy to samo, co świ- 
drem, szydłem, zyzem. 

RAg obrzędowy górników wielickich. 
Zabytek ten, rodzaj tak zwanych u Niem- 
ców TrinkhSmer lub Wilkomów, znany z 
wystaw starożytności, Urządzanych wKra- 
kowie w latach 1858 i 1872, liczy się do 
nader cennych wyrobów złotniczych z 



XVI stnlecia. Jest to róg bawoli, okuty 
srebrnemi obręczami, podtrzymywany 
przez postać Herkulesa, wyrobioną ze sre- 
bra. Na skówce wyryty r. 1534, orzeł, wąż 
Sforejów, oraz herby: Bonarowa i Ogoń- 
ozyk. Widać z tego, że za królowania 
Zygmunta i Bony r. 1534 ów róg obrzędo- 
wy (tegoż samego przeznaczenia, co spół- 
czesny mu srebrny Inrek strzelców kra- 
kowskich) sprawił górnictwu wielickiemu 
Seweryn Bonar, kasztelan sądecki, żupnik, 
wraz z żoną z domu Koscielecką, która O- 
goóczykiem się pieczętowała. Wyrób pię- 
kny, ozdoby w stylu odrodzenia. Zabytek 
ów podziwiano, cieszono się nim i w licz- 
nych reprodukcjach artystycznych upo- 
wszechniano jego wizerunek. I tak: K. Bejer 
fotografował róg wielicki w Albumie kra- 
kowskiej wystawy starożytności (tab. 60); 
Towarzystwo naakowe krakowskie zy- 
skało z daru p. Rogawskiego jego geome- 
tryczny rysunek, muzeum zaś wileńskie 
piękną akwarelę; w Kalendarzu krakow- 
skim J. Wildta {z roku 1860) dano jego 
drzeworyt; wreszcie gdy zarząd salin po- 
sł^ ów klejnot górników wielickich na 
wystawę powszechną, zwrócono tam nań 
uwagę i w MUlheilungen komisyi konser- 
watorskiej wiedeńskiej (tom XVIII r. 1873 
str. 312) ukaz^ się drzeworyt rogu wielic- 
kiego. To jednak zyskanie szerszej sławy 
było dla rzeczonego zabytku nieszczę- 
ściem; nieba wnie bowiem, gdy go po skoń- 
czonej wystawie odesłano z Wiednia do 
Wieliczki, dzieoniki rozniosły wiadomość, 
iż zaginął. Spodziewać się należcJo, że 
prokuratorja zrobi użytek z tych donie- 
sień. Gdy przecież sprawa w milczeniu 
tonąć się zdaw^a, prof. Józef Łepkowski, 
znajdując, 2e zarówno traktowanie rzeczy 
z urzędu, jak i jawność wtym razie są ko- 
nieczne, udał się do p. Adama Gorczyń- 
skiego, konserwatora zabytków pomni- 
kowych (w obwodach wadowickim i bo- 
cheńskim) z prośbą, aby na miejsce poje- 
chał, o fakcie zaginienia tak cennego za- 



dbyGoot^le 



184 



RÓŻA ZŁOTA. 



bytka się przekonał i uczynił, co mu z u- 
rzędu zrobić wypada. P. Gorczyński skon- 
statow^ rzeczywistość kradzieży i prze- 
pal o niej raport do komisyi centralnej 
konserwatorskiej, doradzając, aby, oprócz 
śledztwa kryminalnego, zaj^ądzono nad- 



bytek tylko dożywotnio a potem zwrócić 
do salin. Widoc/nie miljoner wiedeński 
ceni uczucie wynagrodzenia krzywdy, ale 
pragnie doświadczyć go dopiero w ayeio 
zagrobowem. 

R6ia złota jest to podarek dawany 



H6g obrz^dawy góroikón ninlickicb. Rycowal Ludwik Łepkoweki. 



to obesłanie po zbiorach europejskich wi- 
zerunku tego zabytku. W jakiś czas pó- 
źniej róg nasz ukazał się w posia- 
daniu Rotszylda wiedeńskiego, który na- 
był go od jednego z urzędników górni- 
czych z Wieliczki, prawdopodobnie za 
pośrednictwem jakiegoś antykwarjusza w 
Wiedniu. Poproszony o zwrot, zobowią- 
zał się podobno zatrzymać skradziony za- 



przez papieżów, w dowód łaskawości, kró- 
lowym państw katolickich, księtnom, mia- 
stom, korporacjom i kościołom. W 4 tą 
niedzielę postu papież poświęca złotą ró- 
żę, odmawiając modlitwę, w której Chry- 
stus jest zwany „Kwiatem pola i lilją do- 
liny". Pierwszą złotą różę w Polsce o- 
trzymał od Mikołaja V r. 1448 król Kazi- 
mierz Jagiellończyk, 2-gą od Juljusza r. 



dbyGoot^le 



RÓŻANIEC— RUGI. 



1S6 



1505 król Aleksander Jagiellończyk i po- 
darował do skarbca katedralnego, który 
r. 1702 zrabowali Szwedzi. 3-cią prze- 
siał O^rzegorz VIII Henrykowi Walezemn 
r. 1574 przed jego przyjazdem do Polski. 
4-ą df^ Sykstas Y królowej Annie Jagiel- 
lonce, 2onie Batorego r. 1586, która poda- 
rowE^ ją do skarbca kolegjaty dw. Jana 
w Warszawie. 5- tą przesłał r. 1592 Kle- 
mens VIII Anoie Anstrjaczce, pierwszej 
żonie króla Zygmnnta IIL 6-tą ofiaro- 
wał Paweł V w r. 1607 Zygmuntowi III. 
7-ą otrzymała od Urbana VIII królowa 
Konstancja, draga £ona Zygmunta III. 
8-m% dał Inocenty X r. 1651 królowej 
Maryi Ludwice. 9-tą otrzymała r. 1672 
od Klemensa X królowa Eleonora, żona 
Michała Korybnta. 10-tą ró£ę przysłał 
Inocenty XI po zwycięstwie wiedeńskiem 
Maryi Kazimierze, wraz z mieczem i czap- 
ką dla króla Jana III. 11-tą otrzymała 
od Klemensa XII królowa Marja Józefa, 
żona Angnsta III, która ją przekazała te- 
stamentem w r. 1757 do skarbca katedry 
krakowskiej 1 ta jedyna dotąd się przecho- 
wuje na Wawelu. Z ianych osób prywa- 
tnych w Polsce otrzymała złotą różę od 
Klemensa VIII Halszka z Badziwiłłów 
Sapieżyna, żona Lwa Sapiehy, świeżo na- 
wróconego przez Skargę kalwinisty. 

Różaniec jest to modlitwa ustna, zasa- 
dzająca się na odmówieniu 15 dziesiątków 
„Zdrowaś Marja", z poprzedzającem ka- 
żdy dziesiątek „Ojcze nasz" i z towarzy- 
szącem lej modlitwie rozważaniem „taje- 
mnie Odkupienia", kolejnowpewnym po- 
rządku do każdego dziesiątka zastosowa- 
nych. Na wstępie odmawiano zwykle: 
„ Wierzę w Boga" , „Ojczenasz" i 3 „Zdro- 
waś Marja", przy końcu zaś każdego dzie- 
siątka „Chwała Ojca i Synowi i Duchowi 
Świętemu". W Gdańska wyrabiano sznn- 
ry różańcowe czyli pacierze i paciorki z 
bursztynu i korali jeszcze z początku XIV 
wieku. W r. 1350 była tam nawet ulica 
„Patemosterstrasse", gdzie mieszkali sa- 



mi wyrabiacze różańców, a różaniec bur- 
sztynowy w r. 1446 kosztowi 6 marek. 
Lustracja skarbu koronnego na Wawela 
z r. 1B99 wylicza 19 różańców, w każdym 
po 3 djamenty i po 20 gałek, z których 
każda miała w sobie 3 perły, na końcu zaś 
g^ka wielka, w której 9 djamentów i 20 
pereł było osadzonych ( , Pamiętniki o daw- 
nej Polsce", t. III). W muzeum książ. 
Czartoryskich w Krakowie przechowają 
się dotąd różańce BadziwiUa „Sierotki" 
i króla Jana III. W skarbcu częstochow- 
skim znajduje się różaniec króla Stefana 
Batorego i Jana III, złożony jako wotum 
przez tego ostatniego, gdy szedł pod Wie- 
deń. Nuncjusze papiescy, przyjeżdżając 
do Polski, przywozili mnóstwo różańców 
z błogosławieństwem Ojca sw. na podar- 
ki dla dostojników kościelnych i bogatych 
dam, a Marescotti w relacyi swojej z po- 
selstwa w r. 1668 dodaje, że najwięcej, ja- 
ko dary, cenione są w Polsce: kosztowne 
różańce, naczynia z kryształu, esencje 
florenckie (perfumy), pachnące mydełka, 
robione kwiaty, jedwabne pończochy, me- 
dale, relikwie i Agnus-Dei. 

RllbtsŻ— granica, zwłaszcza pomiędzy 
dwoma krajami, zapewne tak nazwana od 
przerąbywanych linii w lasach i zaciosów 
na drzewach, Bnbiesz w Inflantach 
oznaczał włodarza wiejskiego. Czytamy 
np. w Vol. leg. (t. III, f. 49): „W ziemi In- 
flanckiej Rubieszowie i Poknndziowie, co 
po naszemu Włodarze". 

Rugi — zbadanie, sprawdzenie prawno- 
ści wyborów poselskich. Nazwa wzięta ze 
starych praw niemieckich, gdzie die Jiu- 
ge, Rugen, oznacza śledztwo, urzędowe 
badanie, roztrząsanie. Każdy trybunał 
rozpoczynał się w Polsce od .rugów try- 
buDalskich", każdy sejm od „rugów sej 
mowych", które niekiedy 2 i 3 dni trwały. 
W dniu otwarcia sejmu, po nabożeństwie, 
udawał się król do izby senatorskiej, a za' 
siadłszy na tronie, wobec senatu i mini- 
strów przyjmował marszałka przesrfego 



dbyGoot^le 



RUMEL PIKIETA. — RUTA. 



sejmu czyli „starej laski", który prosił 
króla o pozwoieaie udania się ze stanem 
rycerskim do izby poselskisj czyli sejmo- 
wej dla odbycia tam ragów i obrania mar- 
szałka dla sejmu. Bugi odbywał marsza- 
łek przeszłego sejmu (lub w razie jego 
nieobecności pierwszy z porządku poseł z 
jego prowincyi) przez rozpatrzenie lan- 
dów sejmikowych i zapytanie: czy który 
z posłów nie ma jakich zarzutów przeciw 
posłom i ich wyborom ostatnim. Po przy- 
jęciu zarzutów, nie dopuszczano na ru- 
gach żadnych głosów pod jakimbądż po- 
zorem. Do zarzutów nalegało np. je2eli 
pos^, przegrawszy proces, nie spełnił wy- 
roku sądowego i miał ua sobie kondemua- 
tą. Udowodnienie zarzutu powodowało 
unieważnienie wyboru, czyli wyrugowa- 
nie z sejmu i liczby posłów ziemskich. 
Stąd powstało w języku polskim b^owo 
rugować, wyrugować. Kitowioz powia- 
da o czasach Saskich, ie na tych rugach 
nieraz dwa i trzy dni zes^o, kiedy polo- 
wie dwoiści (t. j. przez dwie partje sejmi- 
kowe, więc w podwójnej liczbie wybrani) 
z jednego powiatu na sejm przybyli. Ka- 
żda partja pokazując swoje laudum za 
ważne, przeciwne zaś naganiając, albo też 
kiedy poseł, mając na sobie kondemnatę, 
został obrany na sejmiku choć bez kontra- 
dykcyi, nie śmiał się tam z nią popisywać, 
albo choć się popisywał, to na nią nie zwa- 
żano, lecz tu dopiero, jako w miejscu od 
gwałtu wszelkiego bezpiecznem, zabiegł 
posłowi w oczy marszałek starej laski z 
posłami, przeciw którym nie dała się sły- 
szeć żadna protestaeja i był sędzią zarzu- 
tów. A że pospolicie każdy stara się o 
przyjaciół, którzyby go w złym razie ra- 
towali—przeto pomienione rugi odprawia- 
ły się z wielkim hałasem i zamieszaniem 
izby, gdy z jednej strony do zepchnięcia 
posła z funkcyi, z drugiej do utrzymania 
go, forsa się natężała. Ody wszystko nie 
skutkowało, osobliwie gdzie magnata siła 
przeciw posłowi dowodziła, w takim razie. 



okryty kosdemnatą, lub żle obrany, rad 
nie rad musiał się wynosić z kcJa posel- 
skiego. Oczyściwszy się tym sposobem 
lub czystymi pokazawszy, dopiero przy- 
stępowano do obrania nowego marszałka. 
Choć kto miał na sobie kondemnatę, bez 
której rzadko bywali wielcy panowie a i 
mierny szlachcic niejeden, tedy byle ob- 
jektant nie odezwał się przeciw nismu 
przed elekcją marszałka, już pot^m nic 
mu zarzucanie nie szkodziło, bo gdy wszedł 
in aclivilatem przez wotowanie na mar- 
szałka, więc go wyzawać nie było można 
i zarzucający umilknąć musiał, a pos^ 
przy funkcyi pozostawał. Rugiem na- 
zywano w m^ych miasteczkach i na 
wsiach badanie sądowe obyczajów i wy- 
stępków mieszczan i kmieci zamieszanych 
w sprawy, gdzie występni jawnie byli ka- 
rani. 

Rumel pikieta. Ł. Gołębiowski mówi o 
tej grze, że zapewne od Francuzów przy- 
jęta, lecz grana u nas była w karty pol- 
skie. J. Kochanowski już pisze: „Bo cho- 
ciaż rumla nie mam, lecz przychodzę z 
braltem". Za Sasów była rumel pikieta 
„z pocztyljonami" . 

Rusznica, ruśnica — strzelba pro- 
chem nabijana. Stryjkowski w XVI wie- 
ku pisze: „Giedymin r. 1328 od Krzyżaka 
kulą z ruśnicy zabity; bo tego czasu ruś- 
nice Niemcy wymyślać poczęli, wszakże 
jeszcze bez krzosów", Starowolski wyraża 
się: „Strzelcy z rusznicami abo arkabuze- 
rowie". Kłokocki powiada o Turkach, że 
noszą za pasem „pistolety abo krótkie 
ruszniezki". 

Ruta, pierwej niż rozmaryn do wian- 
ków ślubnych w Polsce używana i często 
przez wierszopisów polskich w XVI i XVII 
w. wspominana, a doktor Syreński, mó- 
wiąc o rucie i wrzekomo rozlicznych skut- 
kach, zapełnia aż 24 stronic w swym o- 
gromnym zielniku. Nie traci w jesieni 
zielonych listków i temu zapewne winna 
pierwotnie swoje obrzędowe znaczenie. 



dbyGoot^le 



RUl— RYBAŁT. 



187 



Dziewczęta siały ją w swych ogródkach, 
aby przez zimę mieć bukieciki do panień- 
skich włosów i wianek na wesele, a stąd 
wyrażenie przysłowiowe o starych pan- 
nach, że „siejąnitkę", znaczyło że nie wy- 
chodzą za mąż. Herb, zwany Frzewoshi, 
ma 3 krzaczki raty na tarczy i to samo w 
hdmie. 

Rui. W „Dykcjonarzyka teatralnym", 
wydanym w Poznania r. 1808, czytamy 
pod tym wyrazem: , Kto nie wie, co jest 
mż, niechaj z pokorą kobiet się o niego 
zapyta. Na scenę wychodzący, chcąc się 
z ramieńcem pokazać, rużują się, lecz ile 
w takim przypadku ruż jest przyzwoitym, 
tyle w potrzebie okazania się zbladłym 
jest niedorzecznym. 1 tak np. mówi ktoś 
do innej osoby: „Ta nagła bladość na twej 
twarzy dowodzi.... A tu ruża pełno na gę- 
bie". Ł. Oołębiowski pisze w 3- im dzie- 
siątka lat XIX wieku, że „za obyczajem 
francaskim rużowania się lecąc przedtem 
zapamiętale, znaleziono z czasem, że i an- 
gielska blado8<5 lica ma swoje powaby, i 
za tą znowu idąc modą, albo zbliżając się 
do natury, zaniechano go całkiem lub 
rzadko używają teraz pomieuionego ma- 
lowidła nasze Polki". Tu dodać można, 
że szlachcianki wiejskie, prawie zawsze 
rumiane, nie używały ruża nigdy, 

Rybałt — śpiewak kościelny, kantor, 
organista, z włoskiego wyrazu ribaldo al- 
bo rubaldo. Już w XIV w., jak świadczy 
archidjakoB gnieżnioński, swawolnych du- 
chownych nazywano rybałtami. Rybałto- 
wie bezdomni przebiegali całą Polskę, 
przyjmowani gościnnie po miastach, zam- 
kach, dworach i klasztorach. Śpiewali 
nie^łko hymny nabożne, ale także dumy 
historyczne i piosnki światowe. Rybałto- 
wie krakowscy mieli swoje siedlisko na 
Podgórza i stąd Podgórczykami często 
byli nazywani, Czasem kilku zebrało się 
razem i jako muzykanci chodzili po dwo- 
rach szlachty, a zwłaszcza w zapusty, aby 
przy kuligach i weselach zarabiać. Od r. 



1619 do 1640 między wszystkimi rybałta- 
mi celował Marcin Zięba, a dobrawszy so- 
bie 7-miu towarzyszów, przebiegał całą 
Polskę. Co rano odśpiewał mszę w koście- 
le, potem dopiero szedł do dworu. Miał 
pamięć wyborną, umiał mnóstwo piosnek 
wesołych, rubasznych i historycznych: o 
8W. Stani^awie Szczepanowskim, o bitwie 
pod Grunwaldem, o Barbarze Radziwił- 
łównie, o wzięciu Gdańska i t. d. Wielu 
panów chciało zatrzymać przy swoim 
dworze Ziębę, ale on przenosił wolność 
nad wszystko. Potem chodził przez lat 
kilka samotnie, aż r. 1640 znaleziono go 
bez duszy we wsi pod Krakowem. Wiek 
XVII przyniósł upadek staroświeckim ry- 
bałtom w Polsce. Złożyło się na to wiele 
okoliczności, np. wielkie wojny, podczas 
których wędrowanie po kraju groziło po- 
dejrzeniem i szubienicą, niemniej upo- 
wszechnienie się w każdym domu książek 
drukowanych i lekceważenie wszystkiego, 
co nie było po łacinie. W kazaniach ks. 
Skargi słyszymy: „Teraz z rybaJtów abo 
zdworzan, z żołnierzównastanduchowny 
idą". Starowoiski narzeka, że: „Ladzie u- 
czone z urąganiem rybałtami zowiemy". 
Wiersze wydane w r. 1632 pod napisem: 
.Rybałt stary wędrowny, dobrego bytu 
szukający, z patrami i kantorami rozma- 
wiający o delicjach śpiewaków, kantorów 
i żaków" wystawiają smutną dolę wędrow- 
wnego rybałta. Dość obszernie pisał Wój- 
cicki o rybałtach w „Starych gawędach . 
i obrazach", oraz w Tygodniku Illustro- 
wanym (w t. VIII, r. 1863). a jakkolwiek 
są to więcej lużneopowiadania niż rozpra- 
wy krytyczne, to jednak mają to na swo- 
ją obronę, ze przez pół wieku po Wójcic- 
kim nikt krytycznie przedmiotu nie opra- 
cował, a poważnie poruszył go dopiero 
poczęści Leonard Lepszy w swojej rozpra- 
wie „Lad wesołków w dawnej Polsce" 
(Kraków, 1899 rok). Ob. także rozdział 
„Rybałt" w dziele Maciejowskiego „Pol- 
ska i Ruś" t. II, str. 173. 



dbyGoot^le 



188 



Ryby, rybactwo. Jakkolwiek ry- 
by od czasów pierwotnych musiały byó w 
Polsce jedDom z głównych źródeł poiiy- 
wienia miejscowej ludności, to jednak do- 
piero od czasów zaprowadzenia chrze- 
ścijaństwa i postów obowiązujących, st^y 
się w pewnych porach roku nieodzownym 
artykułem żywności. Za doby panowa- 
nia wPolsce Piastów, jadał w poście gmin 
śledzia, możniejsi ryby krajowe lepszych 
gatunków. Śledzie solone rozwożono po 
krają w beczkach, albo nadziane na rożny 
(zapewne wędzone). Na jedon rożen (o- 
czy wiście drewniany a nie żelazny) nadzie- 
wano do 30-tu śledzi. Musiał byó wielki 
odbyt ryb tego rodzajn, kiedy Klemens 
Małopolanin, zakładając w XIII w. klasz- 
tor w Jędrzejowie i przeznaczając dlań 
dochody z miasteczka, warował sobie (ro- 
ku r243), ażeby po jednym śledzia z ka- 
2dej beczki dawali mu handlarze, jako pa- 
nu miejscowema (Raczyński, Długosz). 
Było po kraju wiele stawów i sadzawek, 
które dostarczały ryb na długie posty. 
Długosz chwali Przeolawa, biskupa wroc- 
ławskiego, że bogobojny ten kapłan lubił 
zakładać sadzawki. W wiekach owych za- 
straegano różnicę sieci (nabryda, płachta, 
dragabica, mszesza, więcierz, słompnica, 
przy włok, kłomia, kidlo), pory: zimą, latem, 
po zaciągu księcia, brodząc, w łodzi, tak 
daleko jak strzała rzucona z młyna sięg- 
nie, koło gór, w środka jeziora, przy brze- 
gu i t. d. Wymienione są w dokumentach 
ówczesnych gatunki ryb: mrosty, łososie, 
jesiotry, bugle, szczupaki, węgorze, siela- 
wy, liny, karasie, lipienie i t. p. Szajnocha 
w dokumentach z XIV wieku znalazł wy- 
mienione sieci i narzędzia rybackie: włó- 
ki, wędki, więcierze, potrestnice, słabniee, 
wiersze, zabrodnie, niewody, żaki, oraz 
ryby: łososie, jesiotry, czeczugi, lipnie, be- 
rzany, ukleje, kleszcze, sielawy. Niektó- 
rym poddanym było wolno łowić tylko na 
nogach stojąc, czyli brodząc, t. j. bez uży- 
cia czółna, zatem przy brzegu. Statut 



Kazimierza Wielkiego powiada, że ry- 
by wolno łowió w starej rzece czyli 
rzeczysku ludziom z obu stron brzegu 
mieszkającym, gdzie się rzeka bez powo- 
du ludzkiego inaczej obróci. Ale jeśli za 
dowcipem ludzkim obrócona będzie, tedy 
tylko jedna z dziedzin, przy której owo 
stare rzeczysko zostało, marnieć własność 
w obu brzegach onej rzeki starej albo po- 
toczku. Ryby w jeziorze lub stawie ktoby 
pokradł, ma za nie stronie dosyć uczynić. 
Prawo z r. 1496 nakazuje, że ryby nie sta- 
wieniem płotów (jazów), ale sieciami ło- 
wione być mają na rzekach, przez które 
statki chodzą ( Vel. leg. I, f. 258). Na stół 
młodego królewicza Zygmunta I-go, gdy 
przyjeżdżał do Krakowa, jak to z rachun- 
ków jego widzimy, kupowano: łososie, pło- 
cice, kiełbie, śUzie, karasie, okonie, klesz- 
cze i hpienie. Wład. Łoziński w dziele 
swojem „Patrycjat i raieszezaństn o lwow- 
skie" opowiada, że w X'VI w. kwiti we 
Lwowie międzynarodowy handel ryb. 
Mieszczanie tamtejsi kupowali na ten han- 
del ryby od szlachty z jej stawów licznie 
urządzonych na Rusi Czerwonej. W do- 
kumentach wspominane są najczęściej 
stawy: doczowski, szczerzecki, zaleski, bo- 
recki nad rz. Wrzeszycą, kurowicki, łoja- 
nowiecki, januszpolski, szulczyński, ko- 
złowski, za^wski, podhajecki, komarzań- 
eki, kużmiński, czerniatyński, czernihow- 
ski, malczycki, buski i t. d. Filje handlu 
rybnego lwowskiego potworzyły się w 
Busku, Jaworowie, Łucku i t. d. (str. 46). 
Ryby suszone i solone rozsyłano ze Lwo- 
wa w najdalsze strony Polski, dostawiano 
na stół królewski (liny, szczupaki) a na- 
wet zagranicę (str. 75). Za Zygmunta Au- 
gusta spraedawano beczkę ryb po 36 grzy- 
wien (inne szczegóły ob. tamże str. 238). 
Hodowla ryb bardzo się w ówczesnej Pol- 
sce rozwinęła, co się też odbiło i w piś- 
miennictwie. W r. 1547 wydał Dubraw- 
ski we Wrocławiu książkę łacińską'o hodo- 
wh ryb, którą wytłómaczył na język polski 



dbyGoot^le 



Andrzej Proga p. t.: „Dubrowjnsza Jano- 
sza o rjbnikacli i rybach ksiąg pięcioro, 
z przydatkiem Joachima Camerarjusza 
Medyka Norymberskiego, w Krakowie". 
Olbracht Stmmieński w dziełka , O spra- 
wie, sypanin, wymierzaniu i rybieniu sta- 
wów i t. d." wydanem w Krakowie 1573 r. 
wspomina: Czemiechów, Niepi^omice, Ba- 
bice , Szczyglice , Niegrów , Oświęcim, 
Pszczyną. Pisemko to obejmaje wszyst- 
ko, co wówczas wchodziło w zakres sztucz- 
nego stawowego gospodarstwa. Stanisław 
ze Strój nowa Strój no wski, uzupełniając 
dziełko Strumieńskiego, wydał: .Opisanie 
porządku stawowego", a w r. 1609 wyszło 
już w Krakowie drugie wydanie tej książ- 
ki, Paweł Palczowski wymienia w roku 
1609 ryby ruskie: jesiotry, wyże, czeczu- 
ki, łososie, sielawy i leszcze. Twardowski 
pisze: „"Widaó w tej wodzie srebrne mrzany 
i pstrągi nakrapiane'. W książkach i pa- 
pierach polskich z w. XVII i XVIII napot- 
kaliśmy jeszcze następnjąco nazwy. ryb: 
amemice, anaba-iy, byczki lab polosze, 
brzany inaczej zwane barwanami, rapami, 
boleniami, biaiki, banie z rodzaju dwuzą- 
bów (Diodon), certy, cierniki, dubiele, 
drętwy, fladry, głowacze i głowacice, jaz- 
garze, jesiotry świeże, słone i wędzone, 
klenie, krąpie, koropie (z Dniepru), klesz- 
cze, kiełbie, konie, łososie bywały świeże, 
sache, gdańskie i duaaleckie, wielkie zwa- 
no krukami, mientuzy, minogi, miecze 
(„w rodzaju Hiphias"), obłączki, okleję, 
perki, płatajki, porsze, pałosze, pyny czyli 
lipienie, romachlami nazywano w FrU' 
siech dorsze; rogacze, ślizie czyli śMnie, 
stokwisze, świnki, suchwy; wyzinę nazy- 
wano także kózka, wiorozuba wyrozębem; 
szczupaki byty główne i łokietne; bydli- 
nek nazywał się śledź wędzony. Miaskow- 
ski za czasów Zygmunta III tak pisze o 
poście: 

Co gotują? Węgorre, śledzie, szczuti w soli, 
WiiiDę, lo9oś, karpie, brzuchom na post gnolr, 
Ci nie mfślą potężnie t dałem watapić n szranki, 



Ale kuflem diTuuchym cbcą szlamować dzbanki; 
Bo jako to nie tnoftlo nigdf bjć bez wodj. 
Niź co z niej wyciągnęły konopne niewody; 
Tak po śmierci solone brzydzą się nią lasię, 
Ale piwo i wino każą nosić na się. 

W wielu miastach nadrzecznych istniały 
konfraternje czyli bractwa rybackie. Cech 
rybaków warszawskich miał swój statut 
spisany po polsku w r. 1532, W kościele 
Panny Maryi na Nowem Mieście w War- 
szawie odbywało się dawniej zawsze w dniu 
Św. Barbary nabo2ei!L8two rybaków. Jesz- 
cze za czasów Saskich z cierni rodzinami 
i swoją czeladzią zwykli oni na raDoem i 
wieczornem znajdować się nabożeństwie, 
po którem rozdawali ubogim ryby, jako 
jajmużnę. Siarczyński w .Wiadomości o 
Jarosławiu" (str. 131) pisze o konfratercii 
rybaków nad Sanem. Piszący to wtajem- 
niczaj się z upodobaniem podczas młodo- 
ści swojej w życie i sposoby rybaków we 
wsi rodziców swoich nad Narwią. Ryby, 
zamieszkujące tą rzekę, zw^y się w gwa- 
rze miejscowego ludu: scubet (szczupak), 
jaż, lesc, okuń, płotka, mientnz, piskorz 
lub wiuD, jezgarz, kielb, lin, uklej, biela- 
ga lub bielucha zwana także bielizną i ka- 
raś. Z Biebrzy przypływała niekiedy do 
Narwi babia-łyta a z Wisły niezmiernie 
rzadko zabłąka się sam. Dwór łowił ry- 
by niewodem, chłopi zaś zastawiali wier- 
sze i żaki, zaciągali cbobotnią, włókiem, 
drygubicą, watą, brodzili z kłomlą czyli 
kłomką, łapali przy jazach na podrywkę, 
jeździli z dróżką, w dzień łowili na w^- 
kę i klucz, w nocy na wiosnę przy świetle 
łączy wa jeździli z ością, która sMadf^a się 
z żelaznego zębatego grzebienia, osadzo- 
nego na drewnianem piechowisku. W 
przygotowującej się do draku monografii 
dawnej ziemi BieUkiej, stanowiącej nie- 
gdyś północną połowę województwa Pod- 
laskiego, rybactwo na górnej Narwi bę- 
dzie przedmiotem dość obszernego roz- 
działa w tem kilkotomowem dziele. W 
zakończeniu niniejszego artykułu o ry- 



dbyGoot^le 



190 



RYDWAN. — RYNGRAF. 



bach oadmienić musimy, że ryba wchodzi 
w skład berba Glanbicz a dwie ryby 
przedstawia herb Wadwicz. Jest jeszcze 
ryba w herbie Mars vel Noga, jak rówaież 
w herbie miasta Koropowa. 

Rydwan. Polacy wyraz ten utworzyli 
z niemieckiego Reitwagcn a nie z arab- 
skiego ridcwan, znaczącego płaszcz zlożo- 
ny z dwach opon, jak to mniemał ks. Czar- 
toryski w swym Słowniczka. Ponieważ 
rydwanem nazywano pojazd okazały, pań- 
ski, wiąc też rymopisowie polscy często 
wsadzają weń Feba, np. Dmochowski: 

, Kiedy Feb zlotowloi*; na horyzont górny 

Dnia trzeciego wytoczy! swój rydwan po- 
czwórny. 

Rymarz znaczył niegdyś wierszopisa 
składającego rymy. Jeszcze Keja tak na- 
zwano w urzędowej zapisce z roku 1546 
(Briickner). 

Rymfowanie. W artykułach bractwa 
strzeleckiego z r. 1664 w Krakowie do do- 
zwolonych gier cichych zaliczone są: a r- 
caby. mąkowanie i rymfowanie 
(Ł. Golęb. „Gry i zabawy", str. 108). 

Rymsza. Mickiewicz pisze w „Panu 
Tadeuszu": 

.flSIawny 6w proces Ryiniizfiw z dominikanami. 
At irygid, wreszcie, syndyk klasztorny ksiądz 

Skąd jest przysłowie; większy Pną Bóg, nii pan 

By nisza". 

Przysłowie powstało z powodu proce- 
su, prowadzonego długo przez Ignacego 
Bymszę, oboiuego nowogródzkiego, z do- 
minikanami klasztoru w Polaweniu (pow. 
Wiłkomierski), a zakończoaego wygraną 
dominikanów. 

Ryndzia — nazwa staropolska dziewiąt- 
ki, czerwiennej w niektórych grach, np. w 
chapance. 

Ryngort — pas wierzchni, którym się 
opasuje kulbaka na koniu. Potocki w Ar- 
genidzie pisze (w XVII w.): „Konie w ryn- 
gorty wziąwszy pod brzuch z okrętu wy- 
sadzają". 



Ryngraf (z niemieckiego Ring-Kragen), 
inaczej kaplerz — blacha na piersi, służąca 
pierwotnie ku obronie, zwykle mosiężna, 
pozłacana Inb malowaaa, owalna, lab w 



centm. długi i 13 n 



iewskich). 



kształcie podobnym do tarczy, a niekiedy 
czworokątna, z wyrytym na niej lub wy- 
malowanym obrazem N. Panny Często- 
chowskiej z jednej strony a z drugiej z 



»2. ObrazN.M. Panny na blasze złoconej z XVII 
wieku, noszony na piersi pod suknią (22 cenL wy- 
soki i 17 szeroki— ze zbiorów jeżewskich). 

Panem Jezusem, a niekiedy na zbroi lub 
na koszuli z patronem rycerza, do którego 
ryngraf należał. Kaplerze taki© czyli ryn- 
grafy, poświęcane na Jasnej Górze lub w 



dbyGoot^le 



RYNSZTUNEK.— RYTUAŁY POLSKIE. 



191 



Ostrej Bramie, nosili rycerze polscy na 
pieTBiach na zbroi lab na koszali, a zawie- 
szamy im je zwykle przy błogosławieństwie 
matki lub babki, żegnając idących na woj- 



nę. Z biegiem czasu ryngraf, przybierając 
coraz mniejsze rozmiary, przestał być o- 
broną i zoatal symbolem dla oficerów pie- 




choty, będących na służbie, noszony przez 
lych stale tylko w czasie wojny. Około r. 
1790 ryngrafy zostały skasowane w woj- 
ska polskiem; wprowadzono je nanowo 
do piechoty Księstwa Warszawskiego. 
Według regulaminu ryngraf miał być po- 
złacany z orzełkiem białym pośrodku. 



Czasemorzetekbylotoczony srebrnym lau- 
rem i miai na piersiach numer pułku. W 
epoce Królestwa Kongresowego, 1815 — 
1830, oficerowie niżsi piechoty nosili ryn- 
grafy srebrne, a wyżsi czyli sztabs oficero- 
wie—pozłacane. JS. Gcmb. 

Rynsztunek wojskowy, czyli całe ozbro- 
jenie, dawniej zwał się: rysztunek lub 
rastanek, z niem. Riistung. U Tar- 
nowskiego {r. 1658) zowie się to rysztun- 
kiem, u Mączyńskiego (r. 1564) matunkiem. 
Wargocki w r. 1B09 drukuje „Rystunek 
żołaierski". Jakubowski w r. 1784: „Ryn- 
sztunkowy, cekwart, mający dozór zbro- 
jowni i wszelkich rysztunków". 

Rytrała, z włoskiego — obraz, portret, 
konterfekt. 

Rytuały polskie. Rytu^em nazywa się 
dzisiaj księga kościelna, wskazująca, ja- 
kich obrzędów i modlitw używać mają ka- 
płani przy sprawowaniu Sakramentów, 
błogosławieństw i modłów publicznych. 
Dawniej nosiła ona w Polsce nazwę Agen- 
dy (ob. Enc. Siar. 1. 1, str. 18), która to 
nazwa była powszechną do r. 1631, t. j. 
do czasu wydania w Krakowie Rituale 
Kiacramentofum. Odtąd nie spotykamy 
więcej na tytułach wyrazu Agenda, lubo 
w mowie potocznej starszych księży jesz- 
cze usłyszeć go można. Rytuał Piotr- 
kowski, dotąd obowiązujący, wydruko- 
wany w Krakowie r. 1631 in 4-o mai w 
dwuch częściach, zalecony był całemu 
krajowi okólnikiem arcybiskupa Wężyka, 
datowanym z Łowicza d. 15 marca 1631 
roku a ułożony albo raczej z rzymskiego 
z uwzględnieniem zwyczajów i tradycyi 
narodowych polskich przerobiony przez 
trzech mężów na dwuch synodach prowin- 
cjonalnych, którym do pracy tej odpowie- 
dnie dano wskazówki. W modlitwach i 
litanii do wszystkich świętych rytuał 
Piotrkowski wymienia następujących jako 
patronów polskioh: św. Stanisława, Wac- 
ława, Wojciecha, Florjana, Kazimierza i 
Jacka. Szczegółowy rozbiór tego rytuału 



dbyGoot^le 



192 



RYWUŁA.— RZECZY ŚWIĘTE I PUBLICZNE. 



i znajdających się w 36 jego miejscach 
pewnych dodatków i odmiau w porówna- 
nia z rylnalem Rzymskim poda) ks. Ma- 
rjan Falman w dziełka .Rytuał Rzymski 
a Piotrkowski", Kraków, 1896 r. 

Rywuła. Tak zwano przednie słodkie 
wina południowe, morzem do Polski przy- 
wożone. W Vol. legum czytamy: „Wina, 
które morzem przychodzą, francuskie, 
włoskie, hiszpańskie rywuly" (t. II, fol, 
1253). 

Rzaz — wyrzezany karb, cios, rznięcie. 
Solski w XVII w. pisze: „W drzewie tym 
cieśla uczyni piłką rzazów 14, głębokich 
na półtora cala". Mając powyższy wyraz 
polski, zapożyczyliśmy pomimo to od Niem- 
ców w tem samem znaczenia dla traczón 
wyraz Schnitt. Linde miesza rzaz ze 
zrazem, znaczącym latorośl do szcze- 
pienia, ale nam się zdaje, że zraz w sado- 
wnictwie jest to poprosta zrzez czyli zrze- 
zana latorośl do zaszczepienia na zrzeza- 
nym dziczku. 

Rząd, rzfd w dawnej polszczyżoie o- 
znacz^ cały przystrój na konia, t. j. sio- 
dło z czaprakiem i pokryciem wierzchniem, 
z ozdobną uzdą, podpierałem i podogoniem. 
Lipoman w swoich pamiętnikach powia- 
da, że: nStroją Polacy konie w złoto, sre- 
bro, perły, drogie kamienie; strzemiona 
ich bywają dote". Stąd też mamy przy- 
słowie na określenie bogatego daru: „do- 
stać konia z rzędem". Siądzenie czyli 
siodło i czaprak bywał z litej materyi, 
' dłuższy od mitaka, krótszy od dywdyka. 
M. Rej pisze: „^oń za pięćset złotych, 
rząd za drugie, nuż owe alzbanty, nuż o- 
we kutasy". Nie brakło i wzorów przy- 
wożonych do Polski. Z opisu wyprawy 
Katarzyny, ma^onki Zygmunta Augusta, 
sporządzonego w Krakowie r. 1553, wi- 
dzimy, że było tam siodło dla królowej w 
kwiatki jedwabne czarne z czaprakiem i 
pokryciem wierzchniem, z uzdą, wszystko 
frendzelką otoczone. Dwa rzędy dla kró ■ 
lowej z jedwabiu czarnego z czaprakami, 



u których, frendzle. Siedem rzędów dla 
dziewic z jedwabiu czarnego z Irendzlami 
i 14 czapraków takichże. Dla królowej 
rząd jedwabny czarny z czaprakiem spod- 
nim i wierzchnim, uzdeczką ze złota nit- 
kowego i jedwabiu, sznurkami złotymi. 
Rząd jedwabny purpurowy z sztuczkami 
złocistemi, czaprakiem purpurowym z 
frendzlą złotą nitkową. Dawny ubiór na 
konia z purpury, czaprak złotem wyrabia- 
ny i irendzla takaż. 7 rzędów dawniej- 
szych dla jednochodników, ozdoby z je- 
dwabiu czerwonego służą dla dziewie. Da- 
wny rząd purpurowy wraz z czaprakiem 
spodnim i wierzchnim, frendzlą złotą. 
Na jednochodnika rząd jedwabny czarny 
z sztukami ztotemi. Trzy pary strzemion 
docistych, z tych jedoa ze srebra pozła- 
cana. Strzemion para złoconych dla wo- 
źnicy. Ostrogi złocone dla tegoż. 8 złoco- 
nych sztuk do wędzideł. 3 żelazne wędzi- 
dła krygowe pomacane diakoni twardo- 
ustych. Sam król Zygmunt August miał 
siodła pokryte aksamitem, pukle do nich 
i zankle srebrne, rzędy i siodła włoskie, 
adziamskie, husarskie zlotem i srebrem 
haftowane, burze na konie, deki do goni- 
twy, rozmaite kutasy, kulasy kozackie, 
kosztowne czapraki z sukna czerwonego 
włoskiego z orłem wyrobionym z atjasu 
białego i zieloną obwódką atłasową. 
Rzeczy świfte ł publiczne. Rzeczy wo- 

góle nieprywatne dzielono na: święte, res 
sacrac, ku czci bożej poświęcone, jak ko- 
ścioły, ołtarze, sprzęty ofiarne, krzyże i 
figury przy drogach i t. p.j rzeczy godne 
poszanowania religijnego, res religiosac, 
jak: groby, cmentarze i rzeczy publiczne 
nietykalne, jak: mury, wały miasta i bra- 
my. Nazwy te nie były używane, ale rzecz 
sama była znana. Jagiełło, w przywileju 
wydanym w Jedlni ( Vol. legum I, f. 90) 
wszystkie kościoły nazywając aedessacras, 
przy wolnościach i prerogatywach zacho- 
wuje. Kościoły i klasztory były azylami, 
z których nawet zbrodniarzy wyciągać 



dbyGoot^le 



RZEK 



nie było woloo, z pewnymi wszakże wy- 
jątkami w Statooie Zygmunta I ( Voi. leg. 
I, f, 678) wymienionymL Klasztory pa- 
nieńskie i koidoly zabezpieczała konaty- 
tncja z czasów Zyginnnta HI ( Vol. leg., 
m, 281). W przywileje dla żydów zabro- 
niono im braó w zastaw ubiory koń- 
oielne. (Bandtkie fus, Pol. atr. 5). Bra- 
my miejskie ktoby gwałcił, mif^ byó ka- 
rany podłng Statntu Toruńskiego ( Vol. 
Ug f. 1241). 

Rzek). Na oznaczenie rzeki pomniej- 
szej bogata mowa polska miała sporo 
nazw, np.: potok, rostok, rostoka, zestoka, 
otok, prądnik, stmga, stmja, stok, stoczek, 
strumień, stmmyk. Pod nazwą strumień 
rozumiano zwykle bystrą wodę, strugą 
zad nazywano częściej wodę leniwą. Stok, 
który w biega swoim znikał w piaszczy- 
stych pokładach ziemi, zwano: ponild!y 
stok, ponik, ponikwa, ponikiew, przeginia. 
Ze stokami wiązały się i nazwy miejsco- 
wości, jak np.: Bi^y-stok, !Ró2any-stok, 
Wysoki-stoczek, Jałbrzyków-stok. Dawne 
łożysko rzeki, która zmieniła swój kieru- 
nek, zwano: rzeczysko, rzeezyca; strugi 
zaś — stmłysko. W rzekach odróżniano 
wody białe czyli nieprzezroczyste i prze- 
zroczyste a głębokie, które zwano czame- 
mi. Do białych wód należała Wisła, do 
czarnych największy z jej dopływów Na- 
rew. Są także dopływy Wisły: Czarny i 
Bit^y Dunajec, Czarna i Biała Przemaza, 
oraz dopływy Niemna: Czarna i Biała Hań- 
cza. Wisłę w dawnych wiekach nazywał 
Plinjusz Vislula, Isłula, Marcellinus Bis- 
sula, Fompejusz Visula, Jornandes: Vistu- 
la, Viscla. Dawni pisarze polscy wywo- 
dzili tę nazwę błędnie: Długosz od wody 
wiszące;', wisiej, niby w wodospadach u 
iródet swoich zawieszonej, Rzączyński 
wyprowadzał od wiosła. Że jednak lud 
polski zw^ Wisłę .Białym-dunajem, Bia- 
Ją-wodą" a w języku średniowiecznych 
Ootów kolor biały brzmiał: wais, wis, więc 
Goci to przetłómaczyli polską nazwę „bia- 

BwTU(q>cd)a łlarapolska, lom IV. 



łej wody" i wędrując po Europie, upo- 
wszechnili formę cudzoziemską, z której 
pozostała łacińska Vis lula, niemiecka 
Weichsel i spolszczona Wisia. Ptoleme- 
usz w 2-im wieku po Chrystusie nazywa 
całą sieó wód Dnieprowych Borystenem, 
uważając górny Dniepr, Berezynę i Pry- 
peć za 3 ramiona Borystenu. Dniestr u 
Ptolemeusza nazywa się Tyra^— Niemen 
starożytni zwali Chronus, Litwini: Nie- 
manas, Niemcy — Memel. Wogóle nazwy 
rzek i tkwiące w tych nazwach pierwiast- 
ki należą do najstarszych pomników ję- 
zykowych, czego dowodem są pokrewne 
brzmienia wielu nazw w różnych krajach. 
O nazwach rzek małopolskich pisał prof. 
Tad. Wojciechowski w uczonem dziele 
swojem „Chrobacja" str. 276 — 278. My 
zebraliśmy tutaj z dyplo mat ar j uszów pol- 
skich prawie wszystkie nazwy rzek i je- 
zior, znajdujące się w dokumentach z XI, 
XII i XIII wieku i podajemy jak nastę- 
puje w porządku alfabetycznym z datami 
dokumentów; Bachora (Bachorza) r. 1136; 
Bobrowa r. 1300; Bóbr r. 101 &; Brzeźnica, 
struga, pod Jędrzejowem, nazwana tak od 
brzozowego lasu, z którego wypływała, 
nosi tę nazwę w r. 1153 i tak samo zowie 
się dzisiaj; Bug r. 1065; Ch^mnica r. 1228; 
Chelcąca r. 1300; Chechel r. 1228; Dłub- 
Dia r. 1222; Dobra r. 1201; Dobrzesza rok 
1246; Drawa r. 1300; Drwęca r. 1222; Du- 
najec r. 1125; Dunajec nigra i Dunajec al' 
ba r. 1254; Dbra (Brda) r. 1166; Goplo r. 
1293; Gąsawa r. 1136; Jaworówkar. 1270; 
Jadków r. 1270; Jeziorko r. 1296; Kaka- 
wa r. 1283; Kamienica r. 1228; Kłodnica 
r. 1260; Korytnica r. 1242; Lnciąża roku 
1242; Łaba r. 1120; Łomnica r. 1248; Łą- 
ka fl. r. 1250; Mogilnica r. 1278; Mozga- 
wa r. 1200; Myrawa r. 1243; Nakla r. 1120; 
Narew r. 1065; Niegutka r, 1256; Noteć r. 
1299; Nyrr. 1136; Obra r. 1247; Odra r. 
1016; Oława r. 1206; Ołobok r. 1136; O- 
rzyca r. 1193; Osa r. 1222; Pilica r. 1136; 
Plutwica r. 1136; Ponikwa rivzila r. 1259; 



dbyGoot^le 



lU 



K I. 



Poprad r. 1244; Poronin r. 1254; Prądnik 
r. 1257; Rabar. 1254; Rawa r. 1274; Ruda 
r- 1271; Rudawa w XIII w.; Ruz (Raiec) 
r. 1236; Sedlnica r. 1287; Skawa r. 1228; 
Skawina r. 1278; Skawica 1287; Sreniawa 
r. 1244; Stobrawa r. 1274; jezioro Stndzie- 
niczno (Stuzenishno) r. 1296; Styr (Ztir) 
r. 1086; Tuczno r. 1209; Widawa r. 1175; 
Wirfa (Yialam) r. 1065; "Wysla r. 1120; 
Wyszła r. 1289; Wistoka r. 1190; Wiosło- 
wa r. 1254; Wojbora r. 1262; Wojborica 
r- 1228; Wolborica r. 1228; Warta r. 1235; 
Wirbec r. 1296; Zglowędar. 1155; Zglo- 
wiądka (zapewne dzisiejsza Zgłowiączka) 
r. 1254. Kronikarze piszą o Swi^top^ku 
pomorskim, że chcąc szkodzić Polsce, ob- 
saczył r. 1242 wszystkie drogi wodne czy- 
li żeglarskie (oczy wiście przy ujściach Wi- 
B^y)- O „jazach" (plotach rybackich) na 
Wiilo jeet wzmianka pod r. 1289. Prof. 
Ad. Pawiński odszukał w archiwach liz- 
bońskich i madryckich relacjekapców tam- 
tejszych o drogach wodnych za czasów 
Władysława Jagiełły do spławu drzewa 
masztowego Narwią, Wisłą i morzem dla 
flot ich krajów. Kasz Długosz pisze w 
w. XV: ,Wisła spławem swoim morzu 
dostarcza rozmaitego rodzaju drzewa dę- 
bowego, cisowego, na opał i budowę sta- 
tków, Biadty, popioln, jesionów, płótna, 
terpentyny, żywicy, wosku, miodu, oło- 
wiu, 2elaza, zboia i wielu innych rzeczy, 
któremi porty Anglii i Flandiyi ^yną, 
z krain polskich". Jeszcze Kazimierz W., 
aby podżwignąó dobrobyt Polski i Rusi, 
wiele łożył kosztów i pracy dla udogod- 
nienia dróg wodnych. Jagiellonowie, idąc 
za danym przez Kazimierza przykładem, 
rozwijali usilnie uporządkowanie spławu 



na rzekach. Na pierwszym walnym sej- 
mie za Kazimierza Jagiellończyka w Piotr- 
kowie r. 1447, stan^ ważna uchwała o 
swobodzie spławu, ponawiająca prawo 
Kazimierza W., mocą którego były por- 
toweiwoluedla wszystkich: Wida, Dniepr, 
Styr, Narew, Bug, Warta, Dunajec, Wi- 
słoka, Wieprz, San, Tyśmienica, Nida 
i Prosną. W r. 1496 przydano do nich: 
Drwęcę, Brdę i Noteó, zabraniając budo- 
wania „jazów" na rzekach publicznych, a 
dozwalając tylko sieciami łowić ryby. W 
Voluminach legum mamy liczne prawa o 
użyciu wód. Prawo polskie dzieliło rzeki 
na spławne (nwoigabiles) i niespławne. 
Pierwsze były publiczne czyli królewskie 
{fiumina nostra regia), wolne do żeglugi 
dla wszystkich, a wszelkie tamy, jazy, 
młyny znieść na nich kazano. Sejm w ro- 
ku 1507 określił, że rybołówstwo na rze- 
kach takich należy do właścicieli brzegów, 
a każdy naprzeciw swoich gruntów ma 
prawo łowić ryby na całej szerokości. 
Rzeki, nieuznane za sj^awne, zwano dzie- 
dzicznemi, a gdzie stanowiły granicę dóbr, 
tam połów ryb każdemu właścicielowi był 
wolny. Gdyby właściciel jednego brzegu 
zwrócił koryto i bieg wody ze szkodą są- 
siada, to statut Litewski nakazywać daw- 
ny kierunek przywrócić. Najlepsze pra- 
wo o użyciu wód było Mazowieckie i jako 
posiłkowe w innych prowincjach nieraz 
służyło. Zabraniało ono na rzekach spław- 
nych budowania młynów, jazów i pobie- 
rania myta pod bardzo surowemi karami. 
Konstytucja z r. 1613 dała każdemu wol- 
ność doświadczania spławnoścl rzek in- 
nych i urządzania żeglagi tam, gdzie jej 
nie było. 



dbyGoot^le 



z Biblii Lsopolitf r. 15S1. Z dyplomu pergamiaowego e kancelaryi Z rękopisu polskiego 
ZjgmuoU lU r. 1606. r. 1638. 



Saf]an, safijan,szafjan(z perskiego 
i tureckiego sachtijan)— skóra wypra- 
-wioDa kolorowo, przywożona niegdyś do 
Polski 7.e Wschodu, głównie na obuwie 
męskie i żeńskie. Prawdopodobnie na- 
zwą tę przynieśli Tatarzy, którzy osiedla- 
ni w Polsce zajmowali się wyprawą sa- 
ganów. Ł. Gołębiowski pisze: „Nastały 
potem angielskie różnokolorowe safjany, 
mamy dziś własne". 

Sa]a — materyjka włoska, cienka, lek- 
ka {ob. Vol. leg., III, i. 81, r. 1643). Wspo- 
minają tę tkaninę: Twardowski, Otwinow- 
eki i inni. Bywały saje wzorzyste. 

Sajan, sajanik, sagaj — suknia, wspo- 
minana przez wielu pisarzy polskich w 
XVI w. Górnicki pisze w „Dworzaninie": 
„Kto we Włoszczyżnie się kocha, niechaj 
zbytnie krótką sukienkę, sajan przed so- 
bą nie zawarty, zarzuci". 

Sajeta — sukno cienkie zagraniczne. 
Chwalono sajetę angielską i sedańską. 
„Król w błękitnej sajecie na czele pułku 
staje" — powiada Kochowski, 



Sajdak czyli sahajdak, ztatarskiego 
sadak — to 
samo, co koł- 
czan, pochwa 
na strzały. La< 
bo broń ogni- 
sta dawno we- 
szła w użycie, 
jednakowoż 
jazda polska 
lubiła nży waó 
laku i strzał 
noszonych w 
sajdaku. Przy- 
czyną tego by- 
ła możność ra- 
ienia nieprzy- 
jaciela bez hu< 
ku, oraz i to, 
te dawni woj- 
skowi, nie ma- 
jąc jeszcze 
mundurów, 
odznaczają- 



dbyGoot^le 



196 



SAKIEWKI. 



cych ich od ogółu szlachty, również jak o- 
ni w broń białą uzbrojonej, używali sajda- 
ków, czasem i bez luku, dla odznaczenia 
swego staną żołnierskiego. Łuk z sajdakiem 
był charakterystyczną bronią dawnej jazdy 
pancernej. B. Gemb. Sajdaczny, sa- 
hajdaczny, sajdaoznik ozoacieał n- 
zbrojonego łukiem. Na wzór hetmanów 
polskich, którzy byli: wielcy i polnie 
Kozacy mieli także dwojakich. Ich het- 
man wielki zwał się buńczucznym, ie 
buńczuk turecki przed nim noszono, mniej- 
szy zaś ożyli polny zwany był sahajda- 
cznym. 

Sakiewki do pieniędzy robiono w XYIII 
wieku sposobem szmuklerskim, z jedwab* 
nych, srebrnych lub złotych sznureczków 
wiązane jak torby myśliwskie; bywały, 
pończoszkową robotą, na drutach, haczy- 
kiem lub igłą, gładkie, w pasy, wzorki, na 
kanwie prostej, złotej, srebrnej, z perdek, 
paciorek drobnych i stalkowe. Upominek 
to był matki dla syna, którego na świat 
wyprawiała z błogo^awieństwem, dając 
dukat z N. Panną, którego w ostatniej 
chyba u2yó wolno było potrzebie; upomi- 
nek siostry, krewnej lub kochanki na dzień 
imienia. Włosami czasem wyrabiano cy- 
frę lub napis jaki. Zakonnice po klaszto- 
rach mnóstwo wyrabiały sakiewek, obda- 
rzając niemi tych, którym grzeczność ja- 
kąś uczynić chciano. Trudniły się tern i o- 
soby możne podeszłego wieku a pamiątka 
z rąk ich była szanowną. Sakiewki wy- 
szły z powszechnego użycia w 3-em ćwierć- 
wieczu XIX w. zastąpione portmonetkami, 

Sakramentki. Królowa Marja Kazimie- 
ra, tona Jana Sobieskiego, spełniając ślub, 
uczyniony podczas wyprawy pod Wiedeń 
jej męża, sprowadziła r. 1687 do Polski 
zakonnice zFraacyi, oddające się nieusta- 
jącej czci Zbawiciela wNajaw. Sakramen- 
cie. Na mieszkanie zaknpiła im w War- 
szawie, na Nowem Mieście, dwa domy z o- 
grodami od Adama Kotowskiego, stolni- 
ka wyszogrodzkiego, i kawał ziemi nad 



Wisłą od Kacpra Waltera, rajcy miejskie- 
go, gdzie wybudowała klasztor i kościół. 
Był to z kolei ósmy klasztor tego zakonu 
w Europie. Drngi zaś dom tej reguły w 
Polsce fundowany został w początkach 
XVIII w. we Lwowie. W obu otworzony 
został pensjonat czyli szkoła żeńska. 
Zwierzchnictwo nad szkolą miała mistrzy- 
ni, wykłady prowadziły zakonnice, nau- 
czycielki świeckie i profesorowie szktU pu- 
blicznych. Ponieważ zgromadzenie sakra- 
mentek przez długi czas werbowało się 
głównie z samych Francuzek i dziewic, 
pochodzących ze znakomitych rodów pol- 
skich, otoczone więc było wyjątkową pro- 
tekcją arystokracyi polskiej. Król Jan III 
podarował sakramentkom warszawskim w 
upominku swój płaszcz koronacyjny, n- 
słany koronkami, złotem i srebrem, z któ- 
rego sporządzony ornat kościelny do dziś 
się przechowuje i jest ażywany na uroczy- 
stość Zielonych Świątek. W r. 1848 Komi- 
sja oświecenia w Królestwie pozwoliła sa- 
kramentkom tylko na internat, t. j. pen- 
sjonat dla uczennic, mieszkających we- 
wnątrz murów klasztornych; w pełnym 
rozkwicie przetrwał on do d. 27 listopada 
1S64 r., w którym został zamknięty. 

Salaria. Tak nazywano wszelkie opłaty 
za pisanie i czynności urzędowe, których 
szczegółowe taksy uchwalone na sejmach 
podają Vol. leg. Były więc salaria albo 
pamiętne sądowe i pisarskie, salaria 
kancelaryi królewskiej, notarjnsza dworu 
biskupiego, salaria urzędnikom ziemskim 
i grodzkim, W r. 1576 postanowiono inne 
salaria przysięgłym miernikom ziemskim 
od włóki miary chełmińskiej, w której 30 
morgów w jednem miejscu zawiera się, a 
inne,jeżelimorgitesą narożnych miejscach. 
W tym ostatnim wypadku mieli brać a& 
po szelągu od morga, a za pobranie więcej 
płacić karę wysoką 60 marek srebra. Po- 
stanowiono to głównie w celu opieki nad 
zagrodowymi posiadaczami ziemi. Sala- 
ria nie były jednakowe w całej Rzplitej, 



dbyGoot^le 



SALSA. — SAMOWTÓR. 



197 



bo każde województwo, świadome najle- 
piej Bwoich potrzeb, stanowiło na swoich 
sejmikach jak chdi^o, co sejm walny zwy- 
kle sankcjonował. Tak wi^ np. w Voł. 
leg. figorują Salaria Mazowieckie z r. 1576, 
zastrzegające między innemi, że pisarze 
nic brać nie mają od czytania przywile- 
jów wszelakich i listów sądowych, które 
w aktach będą poMadane, ani od wyszu- 
kania rzeczy w księgach od roka dopiero 
zapisanych. 

Salsa, salsza — kwaskowata przy- 
prawa do potraw, zwykle sos z octem 
pieprznym robiony. Mączyfiskt w rfnw- 
nika z r. 1!)64 pisze: „w czym co macza* 
ją, przysmak, szalsza". Syrenjasz mó- 
wi o jednej z roślin: , z liścia tego ziela 
czynią salsze i polewki". 

Salvo regreiau. Obyczaj sejmów pol- 
skich przepisywał, te w pewnych razach 
izba poselska łączyła się z izbą senatorską. 
Ponieważ zaś w każdym razie przed za- 
kończeniem sejmu na dni 5 obowiązana 
była się łączyć, przeto król mógłby był 
sejm rozwiązać przy połączenia się izby w 
innym celu, niż dla zakończenia. Obawia- 
jąc się tego, posłowie mieli zwyczaj za- 
strzedz sobie u króla, ie choćby się zbli- 
żał koniec sejmu, to król rozwiązania nie 
ogłosi, ale pozwoli jeszcze im wrócić do 
swojej izby dla załatwienia spraw. Pc^- 
czenie się izb z tym warunkiem nosiło na* 
zwę sah)o regressu, czyli z prawem cofnię- 
cia się, z prawom poszukiwania na nowo. 

Sałamacha — zacierka czy lemieszka 
z krup owsianych lub jęczmiennych. Tłó- 
macz Gwagnina za czasów Zygmanta III 
pisze: .Kiedy który z Moskali chce lepiej 
zjeść, sztuczkę słoniny do krup uwarzo- 
nych wrzuciwszy, onę salamachę oma- 
ści", Potocki w , Wojnie Chocimskiej" mó- 
wi: „O-dy im anitołokna, ani sałamachy 
stawało". 

Samołówk] na dzikie zwierzęta. Pra- 
wie każdy gatunek zwierzyny naal w my- 
śliwstwie polskiem oddzielne na siebie sa- 



mołówki. Ł. Gołębiowski w dziele „Ory i 
zabawy" wymienia następujące: „stopiec", 
.stępica" mała na zające, większa na lisy, 
największa na wilki, „cewka' na lisy, żela- 
za rozmaite, np. „denkowe, łapkowe, stem- 
plowe, talerzykowe, karkowe albo sybir- 
skie, berlińskie i bobrowe" (na bobry), 
„zręby" na dziki, , dół wilczy' na wilki, 
„nasadka". Samotówką nazywano przy- 
gięte siłą rosnące młode drzewko, które, 
gdy zwierz poruszył przynętę, odprosto- 
wując się nagle, dusiło go podniesieniem 
do góry. „Deska" czyli „tłuczek* był to 
gatunek samołówki, zabijającej kuropat- 
wy, „Dołek" eluży do chwytania słowi- 
ków, .gałązka lepowa" — do najdrobniej- 
szych ptaszków. „Jastrzębcem" zwano sa- 
mołówkę na ptaki drapieżne. „Kuwiek, 
potrzask, ponik, łapka, polapka", były 
także pastkami na zwierzęta i ptactwo. 
.Samotrzaskiem" nazywano klatkę, za- 
mykającą się po wejściu do niej ptaszka, 
„wiersza' z rózg wierzbowych służyła na 
ryby i raki(ob. łowczy, łowiec, łowie- 
ckie prawa, łowy, myśliwski ję- 
zyk, stępica, sidła, sieci). 

Saaopał— gatunek dawnej ręcznej bro- 
ni palnej, wspominany zwłaszcza n pie- 
choty kozackiej i u Turków. Twardowski 
np, pisze: „Maszkiety nasze dalej nad 
Osmana samopały i trzciny sięg^y", lub 
gdzieindziej: 

Jednych diittla r&ż^ 
Drugich Dońc; ukryci z sunopaldir pralą, 

Samopaaka — tułająca się czyli błąka- 
jąca samopas gamratka, ladacznica, nie- 
rządnica. 

Samostrzał, Ks. Kluk tak o nim pisze 
w XVni w.: „Samostrzał zastawuje się 
tak, że na miejscu, gdzie się zwierz dobrze 
już znęcił, nabita flinta się osadzi, od cyn- 
gla aż do zanęty sznurek, aby, gdy zwierz 
zanętę ruszy, fuzja wystrzeliła'. 

Samowłór w mowie staropolskiej zna- 
czy: wedwuch; samotrzeć — w trzech; 
samo czw art— we czterech. 



dbyGoot^le 



198 



SANCYT.— SANIE. 



8ancył — termin prawa polskiego, o- 
znaczający: postanowienie, ■wyrok wyda- 
ny przez sejm, konfederację, generalność. 

Sandały — pantofle zakonnib<5w, skła- 
dające się z samej prawie podeszwy i na- 
noska. 

Sanguszkowa Barbara księina — z 
-doma szlachcianka Duninówna, trzecia 
żona ks. Pawła Sanguszki, marszałka w. 
lit., po śmierci męia 1750 r. zamieszkaw- 
szy przy córce Krystynie Bielińskiej, sta- 
rościnie czerskiej, w pałaca Bielińskich 
przy al: Królewskiej w Warszawie (zwa- 
nym później pałacem Łahieńskioh i roze- 
branym w 1895 r.), staia się przewodnicz- 
ką w znanej całej Warszawie .Miłej trój- 
cy świętych pań". Były to: Krystyna 
Bielińska, Bona ze Swidzińskióh Oranow- 
ska, wdowa po wojewodzie rawskim Kazi- 
mierzu, i Marjanna ze Świdzińskich Lanc- 
korońska, wdowa po Stanisławie, kasztela- 
nie połanieckim. Gronko tych młodych 
jeszcze i pięknych pań, dzięki wielkiemu 
sercu, wysokim cnotom i mądremu kie- 
rownictwu księłnej Barbary, stało się zna- 
nem nietylko ubogiej ladnosici w stolicy, 
dla której pracowc^, alei przez najwyż- 
sze warstwy 8p(^eczeństwa polskiego czcią 
było otoczone. Były to niewiasty typowe, 
wzór żywy cnót legendowych staropol- 
skich. Po ctUych dniach wysznkiwtJy nę- 
dzę i pracowały dla niej włassemi rękami, 
a wieczorami zbierały się w pałacu Bie- 
lińskich, aby pod światłem kierownictwem 
Sarbary Saugnszkowej obmyślaó nowe 
środki ulżenia niedoli. Na zebraniach tych 
bywał niekiedy i król Stanisław August i 
cały świat wyższy stolicy. A gdy War- 
szawa wrz^a życiem i walała się błotem, 
te pobożne niewiasty, prawdziwe siostry 
miłosierdzia, usiłując powstrzymać potok 
zepsucia, przyświecały społeczeństwu czy- 
stością i bezgranicznem poświęceniem, na- 
zywane „Mjłą trójcą świętych pań". 0- 
bok pracy i cnoty, Sanguszkowa usiłowa- 
ła i piórem nieść pomoc moralnie ^fizy- 



cznie cierpiącej braci i w tym celu pisy- 
wała lub tłómaczyla książeczki treści mo- 
ralnej. Umarła w Warszawie r. 1791, po- 
chowana zaś w podziemiach klasztoru ka- 
pucyńskiego w Lublinie. 

Saaie. Dołącsamy ta rysunki trojga 
dawnych sań. Pierwsze, przechowywane 
niegdyś wśród licznych pamiątek po Mnisz- 
chach w Wiśniowcu na Wołyniu, pocho- 
dzą z czasów Zygmunta III i należE^y do 
głośnej Maryny Mniszchówny, Są kryte 
na dwie osoby w kształcie wielkiego pu- 
dła, wiszącego na czterech skórzanych pa- 
sach przymocowanych do sztab żelaznych, 
praybitych po dwie, z tyła do ławki a z 
przodu do kozła. Pudło drewniane za- 
szklone od frontu, wewnątrz wyłożone 
jest aksamitem białym w ciemno- orzecho- 
we gwiazdki, zewnątrz skórą czarną z o- 
zdobami z drewnianych pozłacanych rzeźb 
w stylu odrodzenia. Na drzwiczkach s% 
złote monogramy z podwójnej litery M. 
Spodnia częśó w kształcie łódki nadaje 
charakterystyczny typ tej dawnej karo- 
cy. 2 i 3 rysunek przedstawia sanki ma- 
łe, wytworne, jakich używali bogaci, spę- 
dzający zimę w stolicy w XVIII w. Ostat- 
nie zaś są sanie pólkryte, większe, także 
z XVin w. Z upodobaniem ozdabiano 
dawne sanie rzeźbami, niekiedy bardzo 
misternemi i należącemi do dzi^ sztuki o- 
woczesnej. Ponieważ w użytku sanie ta- 
kie nie mogły przetrwać długich czasów, 
więc popsute wyrzucano na poddasza 
spichlerzy, wozowni, lamusów. Przeglą- 
dając strychy steryoh dworów w różnych 
stronach dawnej Polski, znajdowaliśmy 
podobne szczątki wśród śmieci, które w 
końcu zabierała służba na ogień. Właści- 
ciele byli zamało kulturalni, aby uszano- 
wać takie zabytki po przodkach i prze- i 
chować dla muzeów przyszłości. Lud wiej- 
ski, jako największy koserwatysta zwy- 
czaju, a zwłaszcza zagr odo wcy na Mazow- ' 
szu i Podlasiu, dotąd jeszcze na tyłach 
swoich sanek, wyrzynają po swojemu róż- 



dbyGoot^le 



SAPERD A.— SARMATA. 



. Sosie kryto Marjnj MnisEchówny z czasów ZjgmuDta III. 



filarki, ząbki i t. d., co jest bezwiednem 
dawnego zdobnictwa w tym kie* 



Sanki tnatc miejukie e XVIII ir. 

Sspsrda — mędrek (z lae. sapere, ro- 
zomied, być mądrym). Mohila w XVII w. 
pisze: „Nie z Pisma Świętego twoja tako- 



wa odpowiedź, miły saperdo, ale z twojej 
to głowy, jak zpastej stodoły, wyleciała". 
■ Sapor (z lac. przysmak) — sos ostry do 
mięsa albo ryb. Rej pisze: „Owe rozmaite 
przysmaki, co je sapory zowią, a prawie 
sapory; bo chłop po nieb sapi, ożai^szy 
się". 

Sarabanda, narzędzie muzyczne, melo- 
dja tańca i śpiewu — wszystko przybyło 
do Polski z Hiszpanii może przez Włocby 
w XVI w. Wesp. Kochowski pisze w XVII 
wieku: 

Gdy swą słońce jsanoeć gaei, 

Su«bisdy chcę grać Basi. 

Sarafan, serafan (z perskiego J^<7-^a, 
głowa-noga, czyli suknia od głowy do 
nóg), długi szlafrok niewieści z przodu 
rozwarty. W testamencie matid Jerzego 
Ossolińskiego z czasów Zygmunta III wy- 
mieniony jest sarafan czarny kunami pod- 
bity. Czartoryski na początku XIX wie- 
ku pisze: .Szarafany dotąd używaue, po- 
wiewne, dostatnie, z rozpu^zczonemi czę- 
stokroć połami szlafroki osób poważ- 
nych". 

Sarmata i sarmatyzm. W mowie 
staropolskiej Sarmata znaczył Polaka sta- 
rej daty. Starowolski w XVII w. pisze: 
„Jeszcze chwała Bogu nie schodzi Sarma- 
tom na męiacb dobrych, na roznmiech by- 
strych i dostatkach wojennych". W dru- 



dbyGoot^le 



SARMACJA.— SĄPy. 



giej pc^owie XVIII w. Barmatyzmem za- 
częto nazywaó obyczaj staroświecki, sta- 
Toszlachecką rnbasznośó z jej prostotą, 
szczerością, prawdomównością i krewko- 
ścią, jednem słowem, ws^etkie te cechy 
rdzennie polskie, narodowe i riowia^kie, 
które u ludzi salonowych i zcudzoziemcza- 
łych sdy w poniewierkę. 



Sanie półktyte s wieka XVIII, ob. 

Sarmacja. Tlómacz Ghraguina po- 
dłóg pojęć w. XVI tak określa tę nazwę 
pod względem geograficznym: „Dwojaka 
Sarmacja: jedna Tatarska abo Azjatycka 
na wschodnim brzegn Donu i Wołhy, w 
której mieszkają Tatarowle Zawolsoy; 
druga Europejska, w której Polacy, Ruś, 
Litwa, Mazurowie, Prusacy, Pomorczycy, 
Inflantczyki, Moskwa, Gotowie, Alani, 
Wolosza i Tatarowie na tym brzegu Do- 
nu". 

Satyra. Studja literackie nie wchodzą 
w zakres niniejszej Encyklopedyi. Poprze- 
stać zatem musimy na luźnej wzmiance* 
iebrak nam — jak to stwierdza prof. Briick- 
ner— studjum o polskiej satyrze politycz- 
nej i społecznej, która dotąd w najrozma- 
itszych formach ukrywa się głównie i naj- 
więcej po rękopisach. Schyłek XV i połowa 
XVI w. odznaczyły się w dziejach oświaty 



europejskiej nadzwyczajnem wzmożeniem 
się satyry skierowanej ku wszystkim pra- 
wie dziedzinom 2ycia społecznego. „Sa- 
tyr" Jana Kochanowskiego godzi, głów- 
nie na wady w wychowaniu narodowBm, 
na jałowośó dysput religijnych. Naśladu- 
jący go „Proteus* anonima, ma charakter 
podobny. O satyrach Marcina Bielskiego 
pisali Piotr Chmielow- 
ski i Józef Kallenbach. 
Do glówniejszyoh sa- 
tyryków polskich na- 
leżeli: M. Rej, Klono- 
wicz, Opaliński, Igna- 
cy Krasicki, w naszych 
czasach Bartels. 

Sądy. Pierwotnie 
książę panujący lub 
król był nietylko na 
czelnym wodzem i pra- 
wodowoą,ale i najwyż- 
szym sędzią. Przy b3 
ku jego były osoby, 
wyręczające go w wy- 
g^^ igg miarzfl sprawiedliwo- 

ści, był sędzia nadwor- 
ny, judex curiae,judices nosłri, jak mówi 
Statut Wiślicki; były sądy wojewody 
kasztelana w sprawach kryminalnych. Ze 
Statutu Wiśhckiego widzimy, że wyręcza- 
jąc króla sądzili panowie z sędzią i pod- 
sędkiem tej ziemi, do której król przybył, 
W tymże Statucie znajdujemy wzmiankę 
o sądzie wiecowym {collogium), na któ- 
rym zasiadał panujący z liczną radą pa- 
nów, prałatów ij urzędników ziemskich. 
Długosz powiada o dobie Piastowskiej, że 
„sądy ziemskie i główne, które Polacy 
zwali połać, colloguia albomniej właściwie 
termini magni^ odby wrfy się na błoniach 
lub nizinach zagajonych lasami. Był bo- 
wiem zwyczaj dawnych królów i książąt 
odprawiania sądów walnych dlatego na 
łąkach i polnych ro^ogach, żeby każdy 
przybywający do sądów, które trwały 
czasem przez kilka tygodni, snadnie 



dbyGoot^le 



201 



mógł zna\eiió potrzebną dla bydląt pasię. 
Zwyczaj tea ju2 zdawna usti^, odkąd Po- 
lacy nabyli więcej oświaty, i sądy odby- 
wają eiępo zamkacli albo grodach nie pod 
namiotami, jak dawniej". Gdy później 
na wiecach przewodniczył wojewoda lab 
kasztelan, moina się było odwołać jesz- 
cze do króla. Za Kazimierza Jagielloń- 
czyka astały sądy kasztelańskie, a nasta- 
ły starościńskie (grodzkie), do których na< 
lei^y 4 przestępstwa: zgwałcenie, rozbój, 
pożoga i najazd. Ustały tak^e sądy wo- 
jewody, pozostało przy nim tylko przewo- 
dniczenie w sądach wiecowych i najwyż- 
szy sąd nad Żydami, jak również obowią- 
zek naznaczania urzędowej taksy na ar- 
tyknly spożywcze i wyroby rękodzielni- 
cze. Od Kazimierza Jagiellończyka jest 
jnż wybitny rozdział sądów na zjazdo- 
we wiece i na sądy ziemskie, złożo- 
ne tylko z sędziego, podsędka, pisarza i 
komorników. Na sądach wiecowych, pod 
prezydenoją wojewody lab kasztelana, za- 
siadali wszyscy urzędnicy ziemscy woje- 
wództwa i sądzili sprawy większe, oraz a- 
palacje od sądów ziemskich powiatowych, 
do których należały sprawy mni^sze. 
Dopiero gdy w r. 1623 za Zygmunta Sta- 
rego dano sądom ziemstdm atrybację sa- 
dzania wszelkich spraw, odtąd sądy wie- 
cowe stfJy się tylko apelacyjnymi, co nie 
przeszkadzało, te od sądów wiecowych, 
jak to już wyżej powiedziano, była jesz- 
cze apelacja do króla, jako najwyższej iu- 
stanoyi. Oprócz tych zwyczajnych sądów, 
oddzielne były sądy wiejskie, a oddzielne 
miejskie miast, na prawie niemieckiem lo- 
kowanych. O sądach gmin wiejskich 
piei'wszą dobrą rozprawę napisał Jan Tad, 
ks. Lubomirski p. t. .Rolnicza ludność w 
PolBoe". Osądach zaś miejskich Heche* 
rzyński w pracy o Magistratach polskich. 
Ponieważ nie było jednostajnego prawa, 
więo i sąd w sprawach poszczególnych nie 
mógł być jeden dla wszystkich. !Młyna- 
rze mieli sąd młynarski, Sisy sąd ilisacki. 



JUS aqualicum. W starostwie Przasny- 
skiem bartnicy mieli sąd bartny, a zwycza- 
je ich zebrał starosta Krzysztof Niszczy- 
cki i drukiem ogłosił r. 1659, jako rozpo- 
rządzenie starościńskie p. t. .Prawo bart- 
ne, bartnikom należące*. (Prawo to prze- 
drukował "Wójcicki w 4-ym tomie ,Bi- 
bljoteki Starożytnej"). Wieś Jedlnia pod 
Radomiem, o której Dłagoaz pisze, ie na- 
leży do króla, a mieszkańcy jej więcej ło- 
wiectwa niż rolnictwu są oddani, miała 
sąd zwany „prawem obelnem*. Było je- 
szcze .prawo gościnne" czyli sąd kupiec- 
ki dla kupców, przybywających z towara- 
mi. Był to sąd natychmiastowy, ale sądził 
obcych (gości) podług prawa polskiego, 
stosując się do zwyczajów handlowych w 
sprawach kupieckich. Takie było sądo- 
wnictwo polskie w najogólniejszym zary- 
sie, aż do pamiętaej epoki ustanowienia 
Trybunału czyli sądu ostatniej instancyi 
w r. 1578, za Batorego. Sądy wiecowe, 
collo^uia, pomimo ustanowienia Trybuna- 
łu, nie były zniesione, tylko zastrzeżona 
możność odwołania się od nich do Trybu- 
nału; z czasem atoli wyszły z ożycia. Try- 
buni^ wstąpił w miejsce sądu królewskie- 
go, jako ostatnia instancja. Początkowo 
ustanowiony byt dla Wielkopolski w Piotr- 
kowie i dla Mf^opolski w Lublinia Sę- 
dziowie trybunału, zwani „deputatami', 
byli wybierani ze szlachty na sejmikach 
deputackich. Urzędowtmie takiego depu- 
tata trwało jeden rok, a wybrać go można 
było powtórnie dopiero po opływie 4 lat. 
W Litwie ustanowiony został Trybunał 
na wzór koronnego w r. 1581. Ziemie pru- 
skie przystąpiły do Trybunału wielkopol- 
skiego w r. 1688, zaś województwa: Wo- 
łyńskie, Brac^awskie — do Trybanału ma- 
łopolskiego czyli lubelskiego na sejmie 
r. 1689, Kijowskie w r. 1590. Pierwej wo- 
jewództwa te miaty oddzielny trybunat 
w Łucku i sądziły się statutem oddziel- 
nym, który zwano Wołyńskim lub Litew- 
skim drugim, a był istotnie JLiitewskim, 



dbyGoot^le 



z odmiananii zastosowanymi dla Woły- 
nia. Po ustanowieoiu trybunałów Bzpli- 
ta miała następujące sądy: 1) S^dy ase- 
sorskie ob. S. królewskie. 2) Sądy du- 
chowne. Początkowo jarysdykoja ducho- 
wieństwa była bardzo obszerna, dopie^ 
ro postęp czasn ją ścieśnił. Już za kró- 
la Aleksandra w r. 1505 postanowiono, że 
duchowni z dóbr ziemskich w sądzie ziem- 
skim odpowiadać mają ( Vol. leg. I, f. 304). 
Kazimierz Wielki z dóbr takich {bonapa- 
irimonialia) duchownym służbę wojsko- 
wą (przez zastępstwo) pełnić rozkaz^ 
( VoL leg. I, f. 6 i 102). Do sądów duchow- 
nych należały sprawy o ślub i rozwo- 
dy, o postępki duchownych, o rzeczy do 
karności kościelnej nalejiące i o wyzna- 
nie wiary. Gkly szło o ukaranie osoby du- 
chownej, tylko sąd duchowny wyrokował. 
Zygmunt I w Statucie z r. 154H wskazał, 
jakie sprawy do sądu duchownego należą. 
Za Zygmunta Augusta nie dopuszczano e- 
gzekucyi wyroków dachownyoh tam, gdzie 
Bzło o cześć lub majątek szlachcica. Przez 
ustanowienie Trybun^ów ścieśnił się za- 
kres spraw, sądowi duchownemu należ- 
nych. Sprawy o dziesięciny wyszły z pod 
jurysdykcyi duchowieństwa. 3) w Komi- 
syi Edukacyjnej w XVIII w. był Sąd do 
Spraw, fundusza edukacyjnego dotyczących. 
4) Sądy grodzkie,y»(^i'cńzCa^ii^R£a^, zwa- 
ne także „Jurydyką" (od miejsca tychże 
dotąd po miastach istnieją ulice z taką na- 
zwą), sprawowrf starosta grodowy. Były 
to sądy kryminalne. Bozróżniano tu sąd 
starościński od urzędu grodzkiego. Do sta- 
rosty należały, jak już wyżej powiedzianoi 
4 artykuły: zgwałcenie, rozbój, pożoga i 
najazd, ale oprócz nich i niektóre sprawy 
natury cywilnej, jak dziady między brać- 
mi, wyposażenie sióstr, opieki, inwenta- 
rza, sprawy o „wybicie ze spokojnego po- 
siadania* i egzekucja wyroków cywilnych. 
W województwach prukich sądy staro- 
ścińskie sprawował wojewoda. Grody mo- 
gły tf^że przyjmować wszelkie akta do- 



brej woli, ale te, o ile douczyły dóbr 
ziemskich, musimy być potem przeniesio- , 

ne czyli oblatowane do właściwego ziem- 
stwa. Zeznawano zaś akta w grodzie dla- 
tego, że w sądach ziemskich można było 
zeznawać tylko podczas ich kaden(^. 
Przy grodzie w Warszawie był jeszcze 
„sąd potoczny", uchwałą sejmu z roka 
1658 z Krakowa przeniesiony, który są- 
dził sprawy „gościnnych", t. j. cudzoziem- 
ców, szlachty bez posiadłości i mieszczan, 
mieszkających w starej, nowej Warszawie 
lub na przedmieściach. W tymże sądzie 
sądzone były także sprawy uczynkowe i 
policyi dotyczące, jeżeli się król ze stolicy 
wydalił, bo wtedy ustawała jurysdykcja, 
marszałkowska, podążająca za królem. 
5) Sąd kapturowy ob. Kaptury (£«e. 
Siar. t. III, str. 3). 6) Sąd komlsarskl. 
Jeszcze Kazimierz Wielki statutem z roku , 

135G ustanowił w kraju dwie wyższe in- 
stancje sądowe dla miast, rządzących się 
prawem niemieckiem, a mianowicie: Sąd 
Najwyższy niemiecki Zamku Krakowskie- 
go z trzecią instancją, którą stanowił Sąd 
Erólewskiz 6-ciumiast czyli Sąd komi- 
aarski. 7) Sąd Komisyl Skarbowych. W 
miejsce trybunału Radomskiego ustano- 
wiono w r. 1764 ze znacznie obszerniej- 
szą atrybucją Komisje Skarbowe. Sądy 
Komisy i Skarbowych sprawowali pod- 
skarbiowie jako prez€si i komisarze z se- 
natu i stanu rycerskiego wybierani na sej- 
mie. Do sądu tego należały sprawy o nie- 
wypłacone podatki, o zdzierstwa kupców, 
o kontrakty handlowe i weksle między 
kapcem i szlachcicem, miary i łokcie, o 
nadużycia w pobierania mostowego, grob- 
lowego, przewozowego i o wszelkie skrzyw- 
dzenie skarbu publicznego. 8) Sądy kom- 
promiearskje czyli polubowne były w Pol- \ 

sce najdawniejsze, bo pierwotnie wszyst- 
kie sądy miały charakter pojednawczy, a 
nie należy mniemać, że sądy kompromi- 
sarskie wtedy dopiero nastały, gdy dla 
nich prawodawca wyraźne dał przepisy. 



dbyGoot^le 



Przepisy te dla Litwy mamy w Statucie 
Litewskim, oraz w uchwale sejmowe] z ro- 
ku 1726, Wyroki Sądu polubownego, jak 
ka^ego innego, nazywano „Dekretami". 
Od rozstrzygania sądów polubownych 
wyłączone były: sprawy kryminalne, o 
rzeczy cudze i o złe użycie urządu. 9) 
Sądy kopne. W stosunku analogicznym do 
sądów wiejskich wpaństwach Piastów były 
t. zw. sądy kopne v. kupne {od kupy 
czyli gromady wiejskiej) na Rusi litewsk. 
Kupa, zwana inaczej kopą w Statucie Li- 
tewskim, występuje jako instytucja ludo- 
wa, gromadzka, która skutkiem wyjątko- 
wych warunków terytorjalnych przetrwa- 
ła na Polesiu aż do początku XVIII wie- 
ku. Sądy kopne istniały pierwej wszędzie 
na Litwie. Statut Litewski nawet w wy- 
danin z r. 1786, kiedy jni kopników, jako 
nieprawnie przywłaszczającyck sobie a- 
trybacje sądowe, pociągano do odpowie- 
dzialności w sądach grodzkich lob ziem- 
skich, wszystkie wtykuły, dotyczące ku- 
py, dokładnie jeszcze przedrukowywał. 
W dziełko Rawity „Studja i szkice histo- 
ryczne", seija II, znajduje sią ciekawy ar- 
tykuł o sądach kupnych i opis jednej 
sprawy na takim sądzie. 10) Sądy krń- 
lewskie, inaczej zadwoTJi6, posł Curiam, 
które były znowu trojakie. Relacyjne^ 
gdy zasiadał król z senatorami i minisis^- 
mi, a relację sprawy ode^anej przez kan- 
clerza przedstawiał referendarz, głównie 
zaś należały tu apelacje do sądów kor- 
landzkich. Asesorskie, czyli kancler- 
skie, z udziałem asesorów z kancelaryi 
królewskiej i od Stanów. Do tego sądu na- 
leżały apelacje od sądów miejskich, spra- 
wy dotyczące dóbr królewskich i o waż- 
ność przywilejów. Ign. Krasicki w „Zbio- 
rze potrzebnych wiadomości" 1. 1, str. 122 
tak {pod wyrazem Assessot^a) o sądach 
tych pisze: „Assessorja, sąd zadwomy kró- 
lestwa Polskiego, pod prezydencją k&n- 
clerzów. W nim miasta królewskie roz- 
sądzać się zwykły. Tamże sprawy przy- 



wilejowe mają swoją rozprawą. Niegdyś 
sami kanclerze mieli Yotnm z decyzją^ 
późniejsze konstytucje wyznaczyły im a- 
sesorów z równym prezydentowi zdaniem 
w niektórych okolicznościach. CSż aseso- 
rowie nie od kanclerzów, jak przedtym, 
ale pizez sejm są nominowani na 2 lata. 
Sądy asesorskie raz do roku mają 8woj% 
kadencję, podług konstytacyi 1776 r. — Ko- 
ronne w Warszawie, Litewskie w tamtym 
księstwie. Sekretarze, pisarze, referenda- 
rze z urzędu mają w tej jurysdykcyi stal- 
lum swoje". Referendarskie, kt^Sre 
sprawował referendarz koronny, a nale- 
żały do nich sprawy poddanych dóbr kró- 
lewskich przeńw starostom i dzierżaw- 
com i wzajemnie. 11) Sądy marszałków- 

Skie z jurysdykcją najobszerniejszą w za< 
kresie artykułów marszałkowskich w spra- 
wach o spokojnośó i bezpieczeństwo w 
miejscu rezydencyi królewskiej, t. j. zaw- 
sze tam, gdzie król przebywał Była to 
pierwsza a zarazem i ostatnia instancja. 
12) Sądy miejskie. Miasta lokowane na 
prawie niemieckiem, t. j. Magdeburskiem, 
inaczej Średzkiem wPmsiech, a Ch^miń- 
skiem na Mazowsza, miały antonomję^ 
czyli własny rząd, w magistracie i radzie 
i własne sądy. Zebrane stany miejskie sta- 
nowiły uchwały, zwane WUkirzami, P1&; 
biscytami. Sądy miejskie były dwojakie: 
do spraw mniejszych, Radzieckie, czy- 
li sprawowane przez radę złożoną z raj- 
ców, i do spraw kryminalnych oraz wiek-: 
szych cywilnych, sądy Wójtowskie 
Ławnicze, w których zasiadali ławnicy 
{scaiini), nie urzędujące stale, ale zwoły- 
wane czyli zagajane i stąd zwane sądem 
gajonym. Przy sądach tych były akta- 
Radziedde i Ławnicze- Wójtowskie, zwa- 
ne Magdeburgjami, czyli jurysdykcja, do- 
której mógł każdy wpisać akt dobrowol- 
ny. Od tych sądów apelowano za Piastów 
do Magdeburga i Halli, ale zwyczaj ten^ 
uwłaczający władzy panującego i naraża- 
jący mieszkańców na znaczne koszta. 



dbyGoof^le 



^4 



zniósł Kazimierz Wielki przez ostano- 
-wieaie roku 1365 krajowych sądów wyż- 
szych dla miast. Sądy te wyarfy z n- 
fiycia dopiero za Wladydawa IT, gdy u- 
powszeohniła się apelacja do 9ąda Zadwor- 
nego asesorskiego. 13) Sądy nuncjatur- 
Skle, t.j. legata papieskiego, rezydujące- 
go w Polsce, były ostatnią instancją w 
sprawach małżeńskich, tak ie nie potrze- 
ba było adawaó si^ do Rzymn. 14} Sąd 
(łodkomortki, czyli graniczny, wyłącznie 
•dla spraw granicznych. Sprawował go 
podkomorzy, pierwszy nrzędnik w ziemi. 
<Ob.Podkomorzy). Wyznaczał on ter- 
min zjazdu na miejsce sporne, tam zakła- 
dał jorysdykcję, zbierał dowody różno- 
rodne, całą sprawę roztrząsa na grancie 
i wyrok wydawał. Apelacja od wyrokn 
szła na trybanał. Jeżeli zachodził spór 
graniczny między dobrami szlacheokiemi 
a królewBzczyzną, król wyznaczał do roz- 
graniczenia komisarzy i sąd ten nazywał 
si% komisarsldm. Spory graniczne między 
dwoma króle wszczyznami rozstrzygali re- 
-wizorowie. W województwach praskich 
nie było sądów podkomorskich, a spory 
graniczne rozstrzygane były przez sądy 
aiemskie. 15) Sądy pograniczne były za- 
prowadzone pomiędzy Polską a Hosją. Z 
■obu tych państw byli wyznaczam sędzio- 
wie do załatwiania sporów i spraw między 
poddanymi obojga państw, tudzież kara- 
nia przestępców bez żadnej apelacyi. 16) 
Sąd potoczny. Cadzozdemcy, zwłaszcza 
kapcy, mieli u nas tę dogodność, że im 
.prawo gościnne" szybką zapewniało 
sprawiedliwość. Nie czekano na roki czy- 
li kadencję, ale w każdym czasie sąd byj 
gotowy. W dobrach królewskich starosta 
lub dzierżawca, w prywatnych sam dzie- 
dzic, w stolicy Sąd potoczny, to jest 
«tale zasiadający, sprawiedliwość wymie- 
rzał. 17) Sądy referemfarskie ob. Sądy 
królewskie. 18) Sądy relacyjne. Tak 
nazywano Najwyższe Sądy Królewskie, na 
których sam król z senatorami zasiadał a 



referendarz czynił królowi relację. 19) 
Sądy sejmowe, na których sądził król z 
senatem, a od r. 1585, kiedy sprawę prze- 
ciw Zborowskim prowadzić miano, dopusz- 
czono do głosowania i posłów ziemskich 
z izby poselskiej. KajprzÓd konstytucja z 
r. 1588 dopuściła ich w liczbie S-miu, z 
czasem sż 24. Do sądu sejmowego nale- 
żały sprawy, odesłane z trybunału: a) gdy 
nie było uchwalonego prawa na rozsądze- 
nie danego wypadka, b) o sprzedajnośó 
sędziów, c) przeciw ministrom, d) o obra- 
zę majestatu i zdradę kraju. Ostateczna 
ordynacja nastąpiła w latach 1775 i 1776. 
(Ob. Skrzetuskiego .Prawo polityczne" 
t. 2, str. 360). 20) Sądy wiejskie. Sąd wiej- 
ski w dobie Piastów nie zasiadł we dwo- 
rze dziedzica, ale u sołtysa, plebana, w 
karczmie lub chacie kmiecia a wykonywał 
nad kmieciami jurysdykcję cywilną i woj- 
skową. Tylko przed ten sąd mógł kmiecia 
pozywać kmied inny, mieszczanin, szlach- 
cic a nswet sam dziedzic, i ten sąd roz- 
strzyga spory między dziedzicem a kmie- 
ciem, np. o oposzezenie gruntu, o zwrot 
z^ogi, o dłagi na gospodarstwie ciążące, 
o nieodrabianie robocizny, niepłacenie 
czynszu i t. p. Tenże sąd ławniczy wiejski 
sądził sprawy kryminalne i karrf grzyw- 
nami, chłostą, ucięciem c^onków a nawet 
gardłem. Dziedzica zaś swego mógł kmieć 
pozywać przed sądem jego właściwym a 
więc ziemskim, grodzkim, wiecowym, na- 
wet królewskim. Samorząd gminny w 
sprawach sądowych nie dotrwał jednak 
nawet do końca XIV w. Nie mogła z nim 
iść w parze wzrastająca szybko w XV w. 
przewaga szlachty polityczna i ekonomi- 
czna. Odzyskane w r. 1466 ujście Wisły 
otworzyło dla Polski szeroki handel zbo- 
żem z Europą, dając podstawę silnego 
rozwoju większej własności (ob. w £:nc. 
Siar.: Sołtys, sołtystwo). Kmietue 
i ladzie wolni, do stanu rycerskiego i do 
mieszczańskiego nie należący, mieli zda- 
wna w sądach krajowych forum, czyli 



dbyGoot^le 



SĄDY. 



205 



miejsce otwarte, tak jak inni mieszkańcy 
krajn, ale koniederacja po śmierci Zyg- 
munta Aagusta w r. 1573 poddała ich pod 
jurysdykcję dziedziców. "Wprawdzie Sta- 
tat Jana Olbrachta zabronił mieszczanom 
aresztować kmiecia za dlagi, które ten a 
mieszczan zaciągał i gdy kmieó kryminał 
popełnił, nie sądził go dziedzic, ale sąd 
ziemski, grodzki lab miejski, jeżeli wmie- 
ście, a gdyby zdarzyło się, że szlachcic 
chłopa zabił, karany był nie płaceniem 
główBzczyzny, jak za zabicie szlachcica 
lub mieszczanina, ale gardłem czyli utra- 
tą własnej głowy. 21) Sądy Obozowe czyli 
wojenne, w obozach i podczas wojny od- 
bywane, miewjUy swoje księgi. Prot. Mi- 
chał Bobrzyński na posiedzeniu Komisyi 
prawniczej w Akademii Um. r. 1879 o- 
zoajmił o znalezionej przez siebie w ar- 
chiwom rządowem w Poznaniu księdze 
sądu obozowego wojew. Kaliskiego z wy- 
prawy Jana Olbrachta na WołoBzę r. 1497 
a Komisja prawnicza uchwaliła wydaó ten 
arcyciokawy zabytek w VII tomie „Sta- 
rodawnych prawa polskiego pomników*. 
Za Stani^awa Augusta były 22) Sądy WOj- 
skowe, sprawowane przez departament 
wojskowy w Radzie Nieustającej. 
Tu należa2y sprawy rfużbowe wojskowych 
i między nimi a cywilnymi wynikające. 
Do departamentu tego należało udziela- 
nie pomocy wojskowej do egzekucyi wy- 
roków innych sądów. 23) Sądy szkolne. 
Kazimierz Wielki, zakładając akademję 
krakowską, zdał na rektora władzę sądo- 
wą nad członkami akademii. Władysław 
Jagiełło, otwierając tę wszechnicę w roku 
1400, władzę sądową nad studentami, ich 
sługami, księgarzami, drukarzami, bede- 
lami i wogóle osobami należącemi do aka- 
demii, podzielił między rektora, biskupa 
krakowskiego i sądy królewskie. Najwyż- 
sza kara, którą rektor mógł wymierzyć, 
było wykluczenie z akademii. Do ostat- 
nich czasów Rzplitej sądownictwo szkol- 
ne należało do władz szkolnych. 24) Są- 



dy wiecowe, ob. początek niniejszego ar- 
tykułu. 25) Sądy zjazdowe czyli Kon- 
descenzje były to sądy na grunt przes 
sądy zwyczajne zsyłane, gdy chodziło o- 
oszaoowanie szkód w lasach, polach lab 
łąkach, o kalkulację przychodów w do- 
brach, o otaksowanie dóbr, lab ich rozdział 
między wierzycieli. Apelacja szła na try- 
bunał. W jednem tylko województwie 
Łęczyckiem apelacja od dekretu grodz- 
kiego azlsk do ziemstwa, a od ziemstwa n& 
trybnnał. Oprócz powyższych sądów zwy- 
czajnych były jeszcze sądy szczególne, to 
jest do pewnych spraw, albo dla pewnych 
osób przeznaczone np. 26) Sądy barłlMr 
które sprawował starosta bartny {cafitta- 
neus mellis seu mellictdarum) — pierwsza, 
osoba w sądzie bartnym, „zawsze z naro- 
du szlacheckiego" obierany, na zasadzie 
prawa bartnego szlachcic „cnotliwy i do- 
brze osiadły", który wraz z 8 sędziami z» 
szlachty .ludimi godnymi i aumnienia do- 
brego" składał sąd bartny. Porządek pra- 
wa bartnego dla starostwa łomżyńskiego 
z 1. 1616 określał w paragrafie 2-im skład 
sądu bartnego i powinności starosty bart- 
nego, w paragrafie 3-im przysięgę staro- 
sty, w 4-ym sta.nowił mniejsze sądy bart- 
ne przez 2 osoby z starostą bartnym od- 
prawowane. Wogóle sądy polskie były ja- 
wne, t. j. publiczne. Sprawy wprowadza- 
ne być mogły przez same strony lub ob- 
rońców zwanych jni za Kazimierza Wiel- 
kiego adwokatami, prokuratorami lub 
prolokutorami, w późniejszych czasach 
patronami a przy trybunałach mecenasa- 
mi. Sąd, tak jak i teraz, z urzędu nic nie 
działał. Proces rozpoczynał się od pozf)!!. 
na piśmie, przez woźnego stronie wręczo- 
nego. Pozwy były na piśmie w sprawach 
cywilnych, ale były i ustne, gdy woźny 
zaraz do sądu pozwanego prowadził, np. 
gdy złodziej z „licem", czyli rzeczą skra- 
dzioną, był schwytany. Formę dla pozwów 
przepisał Zygmunt I. Głosy i dokumenta. 
strony komunikowały sobie podług spisa- 



dbyGoot^le 



206 



SĄPIERZ.— SĄ2EN. 



ndgo eamarjnsza. Wstępne rozprawy zwa- 
no akoeeorjaini, t. j. skscepcje, dylacje 
i t. z. pnnktA incydentalne. Od tych ak- 
cesóryjnych dekretów, jeżeli nie przesą- 
dzimy sprawy, nie było apelacyi i bardzo 
mądrze, bo inaczej iadna sprawa nie mia- 
łaby końca. Po ułatwieniu sporów akce- 
eoryjnych, gdy sprawę wprowadzano, naj- 
przód czytał głos obrońca powoda, który 
to głos nazywE^ się w Koronie induktą, 
w lAtm& produktem, i przedstawiał sądo- 
wi dowody. Następowała potem odpowiedź 
obrońcy pozwanego, zwana repliką. De- 
łtret zapadał większością głosów. Jeżeli 
eię pozwany nie stawił w sądzie, wydawa- 
na była na niego kondemnata. Do zu- 
pełnego pokonania, czyli konwikcyi, po- 
trzeba było trzech kondemnat. Ale jeżeli 
termin był zawity, t. j. stanowczy, to w 
takim razie jedna kondemnata stanowiła 
konwikcję. Jeżeli się powód nie stawił, u- 
padał ze sprawą. Przeciwko wyrokom, z 
niestawiennictwa pozwanego wydanym, 
-użyła skarga nieważności. Kondemnata 
miała ważne skutki polityczne, bo nie do- 
puszczała do urzędowania publicznego. 
Najgłośniejsza w dziejach była kondem- 
nata na Zakon Krzyżowy, w procesie mię- 
dzy Łokietkiem a tymże Zakonem o za- 
bór nieprawny Pomorza. Wyrok sędziów, 
ustanowionych przez papieża Jana XXII, 
ogłoszony r. 1321 w Inowrocławiu, zwra- 
cał Polsce Pomorze. Ale Zakon, nie chcąc 
mu się poddaó, nie stawił się w Inowroc- 
ławiu, a wówczas to arcybiskup gnieżoień- 
eki ogłosił kondemnatę na Zakonie, po- 
czem nastąpiło rzacenie klątwy na Zakon 
i interdykt kościelny. Zwykła egzekucja 
dekretów należała do sądu grodzkiego. 
<Jdyby pokonany prawem nie był wyro- 
kowi posłuszny, występował przeciw nie- 
mu starosta ze szlachtą. Jako środek o- 
brony przeciw wyrokowi pierwszej instan- 
ćyi była apelacja do trybunała, ale tu nie 
można było nowych czynów i dowodów 
przywodzić, z wyjątkiem chyba, że wy- 



kryty dokument był tak stanowczy, iż j 

gdyby się znajdował był przy pierwszem I 

sądzenia, inny wypaśóby musiał dekret. 
O sądownictwie dawnem polskiem, nie li- 
cząc dziri pierwszorzędnych, mamy wiele 
prac i wiadomości rozrzuconych tu i ów- 
dzie, począwszy od Kitowicza, który opi- 
suje obyczaje sądowe za czasów Saskich. 
O sądach kopnych na Rusi pisał Iwani- 
szew, Antonowicz i Rolle (dr. Antoni J.). 
O sądownictwie piastowskiem pis^ Fr. 
Fiekosiński w tomie 35-ym rozpraw Aka- 
demii Um. W ,Wielk. Encykl. powsz. ii." 
znajdujemy poważne artykuły: Forum 
(t. XXn, -str. 1022), Grodzkie sądy (tom 
XXV, str. 884) i t. d. W Enc. Star. ob. 
jeszcze Trybunały. 

S4pi6rz, szampierz — strona pozwa- 
na, adwersarz. Statut Wiślicki powiada: 
„Gdy acz sampierz na roku zawitym nie 
stanie, powód ziszczę mienionej dziedzi- 
ny pieniądze". Jan Kochanowski mówi: 
„Szampierz w szachach rycerz". Mąc^ń- 
ski w słowniku z r. 1564- wyraz competdor 
tłómaczy: .szampierz w staranin o jaką 
dostojność, gdy się dwa do jakiej dostoj- 
ności ubiegają", zatem rywal, współzawo- 
dnik. ' W rodzaju żeńskim: sampierka, 
szampierzka, sampierzyca. 

Sąsiedzi Statut Kazimierza Wielk. z 
r. 1347 ustanowił, iż sąsiedzi we wsiach 
pomódz mają gonić złodzieja, kiedy sąsiad 
prosi; inaczej winni szkody będą. {Vol. 
leg. I, f. 23). Prawo uchwalone w r. 1623 
stanowiło, iż przy wszelkich sprawach 
i czynnościach granicznych sąsiedzi colla- 
torales przypozwani być mają do granic. 
{Vol.legum,i.^\%. 

SllisA. Ręce rozkrzyżowano poziomo 
przeciętnego mężczyzny dały. pierwotnie 
początek miarze dłagości nazwanej od 
sięgania rękami siągiem, potem sążniem. 
Haur w XVII w, pisze: .Sążeń jest, kiedy 
człowiek obie ręce jak może najlepiej wy- 
ciągnie; taka miara bywa w górach (ko- 
palniach); zowią ją też klafter albo łatr. Ks. 



dbyGoot^le 



SĄZYCA. — SEJMIKI. 



307 



Klak mówi, iż: .sąłeA kopalny ma w so- 
bie pótczvarta łt^ia". Jest to zatem są- 
teii, który przeniesiony do Kosyi st^ się 
tam tizyarszynowym. S^ieft polski dzie- 
lił się na 3 łokcie małe (długość przecięt- 
nej ręki od pachy do dłoni) albo na 2 łok- 
cie wielkie (dtagość przeciętna od środka 
piersi do kończyn ręki). Łokieć mały 
czyli „kramny" ustalony został w XVIII 
wieka orzędownie pod nazwą .warszaw- 
skiego" (ob. Łokieć), łokieć zaś wielki 
czyli pólsążeń używany jest dotąd w nie- 
których okolicach przez lud wiejski do 
mierzenia tkanin domowych i nazywany 
łokciem „giętym" lub .strzi^ą". Są2eń w 
gwarach luda polskiego pozostf^t pierwot- 
nym „siągiem". (Ob. w .Wielk. enc pow, 
ill." Barkowy sąień (t. VI, str. 976). 

Sąiyca — żyto pomieszane na polu z 
pszenicą. Haur powiada, że: „gdy się ko- 
ma na polu miasto pszenicy sążyca uro- 
dzi, a takie na nasienie nie jest sposobne 
ziarno, bo w dalszym siewie jużby siew 
żyto obróc^o". Wymióeona sążyca była 
jednak pożądaną na domowy użytek, jako 
dająca dobrą mąkę na kluski i pierogi. 

Scrułlnium — wyraz łac, oznaczający 
badanie świadków w sprawach kryminaln. 
W sprawach cywilnych narwano to zwy- 
kle inkwizygą. Przysięgę składaliświadko- 
wieprzed zeznaniem. Skrutator zwał się 
ten, który badanie przeprowadzał. Prawo 
uchwalone w r. 1657 stanowiło, że: scruti- 
nium o zabicie ma czynić wojewoda z Sądem 
ziemskimna Wiecach, albo starosta ztymże 
Sądem ziemskim. Mógł jed nak woje woda o- 
siadlego Bzlachcica przysięgłego a starosta 
podstarościego na swem miejscu posadzić. A 
gdy się ex scrutinio nakogo pokaźno, że za- 
bU, przed króla ma być pozwan o wieżę. 
Scrutinium o zabicie szlachcica przy robo- 
cie na Wiecach ma być czynione. W przepi- 
sach kościelnych scrutinium oznaczało ba- 
danie kandydatów do stanu duchownego, 
w celu przekonania się o ich godności i 
zdatności do przyjęcia sakr. kapłaństwa. 



Sedno albo sadno — przetarcie skóry 
na ciele od kalbaki. Ilómacz Krescen- 
cjusza w XVI w. pisze: „Przydawa się ko- 
niowi uraz na grzbiecie od siodła, co sad- 
nem zowią'. Polacy, spędzając połowę 
życia na konia: w podróży, na łowach i 
na wojnie, dbali bardzo, aby konia i włas* 
nego ciała nie odsednió. „Trafić w sedno" 
znaczy w przenośni dotknąć kogoś w 
stronę najdrażliwszą. „Prawda tyka w 
sadno" znaczy to samo, co „w oczy kole". 
Rej pisze: ,Są ludzie, gdy go dotkną w 
sadno w obyczajach jego, w których się 
on kocha, chocia nie o nim rzecz będzie, 
tedy się przecie nadziewa, iż to nań przy- 
mówki". 

Sejn konwokacyjny oznaczfJ zwołanie 
wszystkich stanów Bzplitej podczas bez- 
królewia, celem uchwalenia terminu i for- 
my sejma elekcyjnego. Za Jagiellonów 
nie znano sejmów konwokacyjnych, lecz 
po ogłoszenia bezkrólewia naznaczano 
odrazu czas sejma elekcyjnego. Gdy atoli 
życie polityczne zacz^o się rozwijać na 
szerokich przestrzeniach pi^ączonej z Ko- 
roną Litwy i Rusi, postanowiono po śmier- 
ci Zygm. Aag. na styczeń r. 1573 do War- 
szawy konwokację Stanów, żeby uchwaliły 
czas i formę elekcyi. Z tej potrzeby chwi- 
lowego porozumienia wywiązał się sejm 
konwokacyjny, który odtąd wszedł w 
zwyczaj i prawo, a miał określony czas 
trwania dwutygodniowy. W kilka miesię- 
cy po konwokacyi następował sejm elek- 
cyjny. Sejm konwokacyjny czyli ,przy- 
zy wny" był w grancie rzeczy ze swemi n- 
chwałami „generalną konfederacją Sta- 
nów* i nosił taką nazwę prawną. 

Sejmiki w XV w. przywileje Nieszaw- 
skie przeniosły pankt ciężkości ustawo- 
dawczej do sejmików w ziemiach i woje- 
wództwach. Sejm piotrkowski r. 1496 o- 
znaczył 18 miejsc, w których sejmiki przed 
każdą wojną odbywać się mają, aby u* 
chwalić podatek i rodzaj dużby wojennej. 
W XVI w. poza sejmem walnym Rzplitej 



dbyGoot^le 



isŁuif^o po województwach, zidmiach j po- 
wiatach 50 — 60 ustrojów sejmikowych, 
które, wybierając poBlów sejmowych i da- 
jąc im swoje lauda, czyli uchwały sejmi- 
kowe, od jakich oie mogli odstępować, sta- 
nowiły wła^iwy rząd krajo. Coś podob- 
nego było swego czasu w Niemczech i 
Trancyi, a 62 sejmików komitatowych 
węgierskich rządziło komitatami do roka 
1848. Pomimo rozwoju sejmów ogólnych, 
nasze sejmiki ziemskie nie utraciły swego 
samoistnego obywatelskiego życia i były 
podstawowym organem reprezentacyi sta- 
nowej. Wiemy z dziejów, że kiedy r. 1404 
zawierano pokój z Krzyżakami i postano- 
wiono wykupić od nich ziemię Dobrzyń- 
ską, za którą żądali 40,000 dukatów, Wła- 
dysław Jagiełło zarządził złożenie sejmi- 
ków po wszystkich województwach i zie- 
miach, ażeby szlachta obmyśliła ze swoich 
dochodów zasiłek pieniężny na cel powyż- 
szy. Następnie zaś zw<^aDO do Nowego 
Uiasta Korczyna sejm walny, na który 
zebrano się z uchwałami, powziętemi ju2 
na sejmikach. Podwaliną zatem całej u- 
chwały nie był sejm walny, na który przy- 
byli przedstawiciele szlachty, ale postano- 
wienia sejmików ziemskich, uczynione 
przez ogól rycerstwa, czyli narodu, który 
wysyłał tylko po^ów na sejm walny dla 
porozumienia się z królem. Bez tych sej- 
mików i tego samorządu ziemskiego, któ- 
ry później czuwał nad wykonaniem swo- 
jego postanowienia, nie było mowy o ja- 
kimkolwiek najmniejszym poborze. Przy- 
wilej Koszycki z r. 1374 nadawał szlach- 
cie prawo przyzwalania na budowanie 
zamków obronnych i uwalniał ją od wszel- 
kich opłat i dania, z wyjątkiem dwuch 
groszy, które obciążały każdy łan osiadły 
przez kmieci szlacheckich. Tym sposo- 
bem każdy nowy podatek lub ofiara wy- 
magały przyzwolenia i zgody wszystkiej 
szlachty, zarówno bogatej jak i zagono- 
wej, która mogła się zbierać i stanowić 
tylko na sejmikach ziemskich, odbywa- 



nych w razie potrzeby. Sejmiki były jak 
ogniwa, z których się składał łańcuch, za- 
rządzający Koroną i stanowiący o wszyst- 
kiem dla kraju. Każde ogniwo ma w so- 
bie cząstkę władzy, niezawisłości i maje- 
statu państwowego. Pod koniec KITw. sej- 
miki ziemskie nie były jeszcze uorganizo- 
wane, a tylko występują sejmy prowin- 
cjonalne w pięciu głównych ogniskach, 
któremi były: Wielkopolska, ziemia Łę- 
czycka, Sieradzka, Krakowska i Sando- 
mierska. Niezależnie odwiecówsądowycb 
czyli Wielkich roków (colhguium genera- 
le), dostojnicy ziemscy tworzą w każdej 
ziemi radę ziemską {consilium generale), 
która zajmnja się sprawami porządku i 
spokoju publicznego, nie wyłączając spra- 
wiedhwości. Np. aby zapobiedz bijatykom 
na jarmarkach, rada taka zabrania kmie- 
ciom przychodzić na kiermasz z bronią w 
ręku. Jeżeli zaś przedmiotem obrad ma 
być rzecz, dotycząca całej społeczności, to 
powołany bywa ogół, czyli wszyscy zie- 
mianie na sejmik. Sądy wiecowe czyli Ro- 
ki wielkie po województwach poczęły w 
XV w. chromać, aje za to tętno życia roz- 
wijało się żywiej w sejmikach ziemskich, 
pociągających udziałem nietylko wybra- 
nych, jak bywało na wiece sądowe, ale 
zjazdem całego ziemiaństwa. Sejmik 
zajął wkrótce mocne i górujące stanowi- 
sko. Zaczął poprawiać, zatwierdzać i kon- 
trolować uchwały wieców sądowych. W 
dalszym swym rozwoju ogarnął miejsco- 
we ustawodawstwo sądowe i wymiar spra- 
wiedliwości. Obyczaj przechodzi od Pola- 
ków do Rusi. I tam sądy wiecowe udają 
się po instrukcje do sejmików. W Kras- 
nymstawie i Hrabieszowie, tak samo jak 
wszędzie, zasiadają panowie stolecznicy, 
czyli wybrana do głosu starszyzna, oto~ 
ezona tłumem wszystkiej szlachty. W 
Wielkopolsce sejmik ziemski jest instytu- 
cją zarówno sądowo-prawną, jak organem 
samorządu krajowego. Sejmik ziemski na 
Husi już w Xy w. zabiera się do kontroli 



dbyGoot^le 



SEJMIKI. 



dochodów skarbo publicznego, jak: myta, 
c^, szosów, czynszów 1 1. d. O-dy do roka 
1454 zwołanie pospolitego roBzenia żale* 
żało wyłącznie od króla, to odtąd król nie 
mógł zwoływać bez przyzwolenia sejmiku 
każdej ziemi oddzielnie. Dalej król nie 
mógł niczego nowego postanowić, coby 
pierwej nie było na sejmikach roztrząsa- 
ne. Ustawodawstwo Nieszawskia z roku 
1454 uczyniło stan rycerski sprężyuą ży- 
cia politycznego, którego składową jedno- 
stką staje się ziemia, a sejmik tej ziemi 
organem i warownią wolności. Wielko- 
polska góruje nad Małopolską, posiadając 10 
sejmików, podczas gdy ostatnia ma tylko 6. 
Sejmiki biorą udzifJ w sejmach głównych 
swojej prowincyi przez swoich podów, co 
nie wyłącza obecności szlachty, nieraz 
tłumnie na sejm prowincjonalny, np. wiel- 
kopolski, małopolski, raski lub pruski 
przybywającej. Zwykle ci sami posłowie 
wysyłani potem byli na sejm walny ctJej 
Korony, wioząc tak zwane kartelusze, 
czyU ściśle określone polecenia i instruk- 
cje swoich ziem, których zmieniać nie 
mieli prawa. Samorząd sejmikowy począł 
nawet regulować stosunki ludności rolni- 
czej, tak, ii zdawaJo się, £e każda ziemia 
jest oddzielną Bzplitą, lub niezawisłym 
stanem sfederowaaej republiki. W ten 
sposób na sejmiku w Krasnymstawie roku 
1447 ziemia Chamska unormow^a po- 
winności swoich kmieci. Na sejmach wal- 
nych za Kazimierza Jagiellończyka radzą 
król i panowie, jako starszyzna narodu, 
cała zaś rzesza szlachty radzi na sejmi- 
kach prowincjonalnych. AJe wstępuje na 
tron syn Kazimierza Jan Olbracht i skła- 
da r. 1493 sejm koronny, na którym spo- 
strzegamy wielką nowość: oto posłowie 
sejmików, reprezentanci szlachty ziem- 
skiej, występują w tym sejmie, jako uoi> 
ganizowana izba poselska obok senator- 
skiej, jako stan trzeci obok senatorskiego 
i królewskiego. Sejmiki ziemskie, przez 
utworzenie się izby poselskiej, nie przesta- 

Encjkloped]! iiaiopolikn, toia tV. 



ją istnieć, ale rozwijają się w dalszym cią- 
gu, jako organy samorządu w ziemiach i 
życia ich politycznego, zachowując sobie 
udział w stanowieniu praw, podatków i 
wojny, w administracyi skarbowej przy 
wybieraniu poborów i innych podatków, 
postanowionych przez sejm prowincjonal- 
ny lub ogólny za zgodą sejmików. Prawo 
kontroli nad szafowaniem skarbu było 
prostom następstwem prawa sejmików 
przyzwalania na pobory. Liberum veio na 
sejmach walnych było naturalnym wyni- 
kiem prawie udzielnej niezależności ziem 
i ich sejmików, którą miały w tradycyi z 
czasów Piastowskich; stawiały więc swo- 
je uchwały, jako prawa, nie czując się w 
obowiązku przyjmowania innych uchwal 
w ich miejsce. Tradycja była tak potężną, 
że nawet tak wielki umysł, jakim był Jan 
Tarnowski, przemawiał za ksrteloszami, 
t. j. instrukcjami sej mików ziemskich. Juł 
od XV w. st^ się sejmik ziemski filarem, 
na którym spoczywało wiązanie całej bu- 
dowy państwa, siei się w jego organizmie 
ową pierwotną zasadniczą komórką, któ- 
ra się rozradza i kształtuje, ale we wszyst- 
kich odmianach zachowuje znamiona swej 
pierwotnej istoty. Od XV w. do r. 1764 
władza sejmików miała wpływ przewa- 
żny w sprawach BzpUtej. Panowanie Sta- 
nisława Augusta było dobą ograniczenia 
tego wpływu. Za Władysława rV autono- 
mja ziemska, wyrobiona przez sejmiki, do- 
szła tak daleko, że województwa posiada- 
ły swoje własne skarby, zasilane docho- 
dami z ustanawianego rok rocznie przez 
sejmiki podatku czopowego. Za Augu- 
sta U odebrano sejmikom zarząd wojsko- 
wy w województwach, a za Stanisława 
Augusta zniesiono skarby wojewódzkie 
i odjęto im dochody z czopowego i szelęż- 
nego, co wpłynęło na zmniejszenie go- 
rączki sejmikowania. Kajpodobniejazy 
do polskiego ustrój autonomii sejmikowej 
miaJy Węgry. Komitaty węgierskie prze- 
chowały aż do r. 1848 przywilej, mocą 



dbyGoot^le 



210 



SEJMOWY SĄD.— SEJMY. 



którego, tak samo jak nasze ziemie, mo- 
gły się sprzeciwić wszelkiej uchwale sej- 
mu królestwa, jeteU ją uwatały za nie- 
zgodną z dachem starej konstytocyi wę- 
gierskiej. Było to poprostu analogiczne 
z polskiem liberum veio, tylko przetrwało 
dłużej nii polskie. Gtnintowne zrozmnie- 
nie całego ustroją prawno -państwowego 
Rzplitej polskiej byłoby uiemożliwem bez 
poznania historyi sejmików ziemskich. 
Historję zad powyższą dopiero rozwinął 
profesor Adolf Pawiński w dwuch znako- 
mitych swoich dziełach: 1) „Sejmiki ziem- 
skie" (r. 1374—1505) i 2) „Rządy sejmiko- 
we w Polsce" (r. 1572 — 1795). Pierw- 
szym z historyków polskich, który przed 
Pawińskim wykazał znaczenie i wszech- 
władzę sejmików był Jul. Bartoszewicz w 
rozprawie swojej o sejmach i sejmikach 
pomieszczonej w Enc Powez. Orgelbr. t 
23, r. 1866. Oprócz zwykłych sejmików 
ziemskich, poprzedzających sejmy walne, 
bywfJy jeszcze sejmiki relacyjne, po 
skończonym każdym sejmie walnym, na 
których polowie z tego, co na sejmie za- 
sdo, sprawęzdawali, sejmiki deputackie, 
na których obierano deputatów do trybu- 
nału, sejmiki ekonomiczne czyli go- 
spodarcze i sejmiki elekcyjne, na któ- 
rych obierano po 4 kandydatów na waku- 
jący urząd ziemski, z których król za- 
twierdzdt jednego. Litwa pod względem 
mianowania swoich urzędników ziemskich 
miała szersze prawa od Korony. Co do 
sejmików ob. Instrukcje sejmikowe czyli 
Łauda (Enc. Siar. t. II, str. 273). 

Sejmowy tąi ob. Sądy. 

Sejmy — zebrania prawodawcze ogól- 
no-państwowe, W pierwotnych dziejach 
Polski, t. j. przed zaprowadzeniem chrze- 
ścijaństwa, odbywały się wiece po ziemiach 
i opolach, czyli zebrania sądowo-admini- 
stracyjne starszyzny, ale o sejmach pra- 
wodawczych nie było jeszcze mowy. Bole- 
sław Chrobry miał przy sobie dwunastu 
panów czyli wojewodów, z którymi, jak 



zaświadcza Gallus, ^poufale tajemnico 
państwa i rady traktował'. Nie był to 
jednak sejm, tylko rada królewska, a kro- 
nikarz dodaje, że na dworze Bolesława by- 
w^y razem i żony owych wojewodów i 
że nieraz uczty i biesiady król z niemi i z 
mężami ich odprawiał, z czego widaó, że 
doradcy królewscy byli od pana swego 
nieodst^ni. Nawet zdarzało się, że kró- 
lowa, aby wyprosić przebaczenie winy 
dla potępionych, przypadała do nóg kró- 
lewskich ^z dwunastą przyjaciółmi i żona- 
mi ich". Bolesław przed śmiercią swoją, 
opowiadaG-allns, „wszystkich swoich przy- 
jaciół i wojewodów zewsząd zgromadziw- 
szy, w tajemnicy z nimi stanowił o przy- 
B^ych rządach królestwa". Był to więc 
już rodzaj sejmu, który wybrał i miano- 
wał następcę po ojcu, Mieczysława, jedne- 
go z młodszych synów królewskich. Po 
śmierci Bolesława Krzywoustego działa 
już bardzo widocznie starszyzna narodo- 
wa, rozstrzygając rozmaite sprawy w gra- 
nicach dzielnic, jednych książąt wyrzuca, 
innych obiera, więc sprawuje najwyższą 
władzę polityczną. Im więcej książąt i 
dzielnic się tworzy, tem więcej wzrasta 
liczba starszyzny ziemskiej. Wszyscy ksią- 
żęta otaczają się doradcami, mają swoich 
wojewodów, kanclerzy, sędziów, skarbni- 
ków, stolników, cześników, mieczników i 
marsz^ków, coraz liczniejszych kasztela- 
nów po grodach. Kazimierz Sprawiedli- 
wy, posiadłszy większą część Polski, zwo- 
łuje wielką radę starszyzny narodu do 
Łęczycy w r. 1180. Był to zatem pierw- 
szy wielki prawodawczy wiec narodu pol- 
skiego, nazwany przez kronikarzy syno- 
dem, ponieważ brali w nim udzi^ wszys- 
cy biskupi i starszyzna duchowna, a spisa- 
ne na nim nstawy posłano do zatwierdze- 
nia Stolicy Apostolskiej. Wiadomo jed- 
nak, że na zjeździe łęczyckim oprócz 
duchowieństwa, będącego wówczas czo- 
łem oświaty w narodzie, było trzech 
książąt panujących, moc panów świeckich 



dbyGoot^le 



J M Y. 



211 



i lycerstwa, oraz kmiecie okoliczni (Dłu- 
gosz). To też papież Aleksander III, za- 
twierdzając ustawy zjazdu łęczyckiego, 
powiada, że je uchwalili „biskupi i książę- 
ta kraju". Tych dostojników ziemskich 
musiało byó na zjeździe łęczyckim bardzo 
dużo, sądząc z wyrażenia kronikarzy: 
„obfita, gęsta liczba". Kazimierz Spra- 
wiedliwy wprowadził biskupów do rady 
narodowej, w której tym sposobem znala- 
zły się trzy stany sejmów późniejszych, 
t. j. monarcha, episkopat (senat) i rycer- 
stwo (szlachta). Ustawę łęczycką ogła- 
szali biskupi, ubrani pontjfikalnie, wobec 
Kazimierza Sprawiedliwego, książąt, rycer- 
stwa i ludu. (My czytali, wszyscy obec- 
ni po każdym ustępie odpowiadali chó- 
rem: Amenl wśród radości i powinszować 
ogólnych. Pod koniec doby podziałowej 
zjazd pomorski ogłosił Przemydawa, księ- 
cia opolskiego, panem Pomorza, a w kilka 
lat później, zjazd wielkopolski przywraca 
królestwo polskie i okrzykuje tegoż Prze- 
mysława królem polskim. Po śmierci pierw- 
szego króla tej doby, zjazd wspólny w 
Poznania, łożony z Polan i Pomorzan^ 
obiera r. 1296 Władysława Łokietka dru- 
gim z kolei królem. Władysław masi wal- 
czyć o koronę polską z Wai^wem cze- 
skim, Henrykiem głogowskim, i staczać 
boje z popieranym przez zachód Europy 
potężnym zakonem Krzyżackim, oraz 
Braadebnrgami. Dopiero po wielu latach 
walk i nadlndzkich wysiłków, wielki du- 
chem, choó mały ciałem, odbudowuje jed- 
ność Polski i zgromadza drugi po Kazi- 
mierzu SprawiedUwym zjazd powszechny 
ziem polskich r. 1331 w Chęcinach. Gdy 
w Łęczycy stanowiono prawa o służebno- 
ściach względem kraju i przeciwko gwał- 
tom prywatnym, to w Chęcinach mamy 
już zgromadzenie uietylko prawodawcze, 
ale i polityczne. Łokietek jest jeszcze 
samowładnym, ale stawia na sejmie chę- 
cińskim nową zasadę równości prawodaw- 
czej stanu rycerskiego a przewodniczy mu 



we wszystkiem myśl polityczna połącze- 
nia MfJopolski z Wielkopolską w jeden or- 
ganizm społeczny i państwowy. Za syna 
Łokietka, Kazimierza Wielkiego, edbywa 
się w Wiślicy r, 1347 sejm, jakiego Polska 
nigdy jeszcze nie miała, wyłącznie pra- 
wodawczy, zestawiający w jedną całość 
wszystkie zwyczaje prawne, po różnych 
ziemiach polskich wiekami wyrobione. 
Król przed iJożeniem tego statata postą- 
pił bardzo rozumnie, zwołując wiece pro- 
wincjonalne w Mało- i Wielkopolsce. Sej- 
mowanie rozwija się dalej za Ludwika 
węgierskiego, n^ady w Koszycach są do- 
wodem znacznego wyrobienia się narodu. 
Król nie mógł już odtąd samowolnie na- 
gadać żadnego podatku, a prawo to staje 
się atrybucją narodu. W ciągu dwulet- 
niego bezkrólewia po Ludwiku zjazdy 
ciągle radzą i stanowią. W nich spoczy- 
wa majestat narodu. Formy wyrobiły się, 
naród dojrzewał, a wybraniem Władysła- 
wa Jagi^y i przywiązaniem do siebie 
Litwy uwieńczył jedyne tego rodzaju w 
Europie dzieło. Nigdy sejmowanie nie 
przyniosło świetniejszego rezultatu. Za 
Władysława Jsgi^y sejmy rozwijają się 
coraz wspanialej. Obok dawnego senatu 
tworzy się izba poselska, w której sejmu- 
je rycerstwo. Sejm walny, zebrany roku 
1404 w Nowem Mieście Korczynie, celem 
wykupna ziemi Dobrzyńskiej od Krzyża- 
ków, stanowi epokę w dziejach sejmów 
naszych, bo obok izby senatorskiej przed- 
stawia ogół rycerstwa. Za Jagi^y orga- 
nizują się sejmiki ziemskie po wojewódz- 
twach, ziemiach i powiatach (ob. Sejmi- 
ki), w których ma prawo zasiadać i obra- 
dować każdy szlachcic. Sejmiki stają się 
władzą prawodawczą, a sejmy polityczną 
i wojenną, przestają zaś byó juryzdykcją 
sądowniczą, która zostaje przy wiecach 
(ob. Wiece) i rokach walnych. Apelacje 
ziemian od sędziów miejscowych i grodów 
idą na wiece, na roki walne wojewódzkie. 
Król zaś sądzi na sejmie już tylko apela- 



dbyCoot^le 



212 



SEJMY. 



cje, przychodzące od tych wieców ziem- 
skich. Tak powstają trzy instancje sądo- 
we, gdy pierwej były tylko dwie. Na 
miejsca dla sejmów walnych obiera Ja- 
gi^o zwykle miasta środkające między 
Wielko- i Małopolską, jak: Piotrków, Sie- 
radz, Łęczyca. Pierwszy sejm litewski 
wspólny z koroną jest w Horodle r. 1413. 
Potem, łącząc życie i krew dnuch naro- 
dów, Jagi^o sejmy koronne gromadził 
nawet w Litwie, np, 1426 r. w Brześcia 
Litewskim. Powaga sejmów była jnż tak 
wielka, łe król postanowieniom ich oprzeć 
się nie mó^. Sejm w Jedlny poręczył 
Jagielle następstwo trónn dla Władyrfa- 
wa, jego syna, i wyrobił zasadnicze prawo 
polskie o wolności osobistej. Zasłynęli 
wówczas jako wielcy radą i omyłem na 
sejmach biskupi: Zbigniew Oleśnicki, Mi- 
kołaj Trąba i Wojciech Jastrzębiec; het- 
mani: Mikołaj z Michałowa, Jan z Czyno- 
wa, Jan z Tęczyna i Jan z Tamowa; kan- 
clerze: Jan Szairaaiec, Władysław z Opo- 
rowa i t. d. Po zgonie Władysława War- 
neńczyka, podczas dłngiego bezkrólewia, 
gdy Kazimierz Jagiellończyk wzdragc^ 
się zostaó królem, sejmy rządziły narodem 
przez lat kilka. Kazimierz składał pó- 
iniej często sejmy prowincjonalne: wiel- 
kopolskie, małopolskie, litewskie, koronne, 
poborowe (dla uchwalenia podatków je- 
dnorazowych) i wreszcie wspólne Litwy 
z Koroną. Sejm r. 1493 za Jana Olbrach- 
ta był, jak się zdaje, pierwszym, na któ- 
rym obok króla i izby senatorskiej wystę- 
puje oddzielnie społeczność szlachty, jako 
izba poselska, odrębne cic^o, przedstawia- 
jące rzeszę ziemiańską w postaci stanu 
trzeciego. Za Aleksandra Jagiellończy- 
ka 1606 r. uchwalone zostaje w Radomiu 
prawo, które ostatecznie organizuje sej- 
my. Stanowi ono, że odtąd na zawsze król 
niczego nie będzie mógł postanowić bez 
obopólnej zgody obu izb sejmowych, t- j. 
senatorskiej i poselskiej. Odtąd widzimy 
w Polsce dwa odrębne stany: senatorski 



i rycerski. Obadwa wyszły z łona szlach- 
ty, lecz pierwszy jest starszyzną ziem, 
drugi reprezentuje ogół rycerstwa czyli 
braci szlachtę. Sejm polski koronny skła- 
da się tedy z trzech stanów a dwóch izb. , 
Stany są: królewski, 8enator:)ki i rycerski; 
izby: senatorska i poselska. Trzy stany 
równe są sobie dostojnością, władzą i zna- 
czeniem. Stanem królewskim jest osoba 
króla, który składa sejmy, zwc^nje pospo- 
lite roszenia, dowodzi w boju, rozdaje u- 
rzędy i stan senatorski z łona rycerskiego 
wybiera. Każde prawo musi być uchwa- ! 
lone przez trzy stany i przez dwie izby. 
Król polski jest dla pracy, zagaja każdą 
sesję sejmową, a gdy izbę opuszcza, posie- I 
dzenie się przerywa. Król sądzi na sej- i 
mach, czyli prezydaje osobiście w naj- j 
wyższej, jaka była, izbie sprawiedliwości 
dla narodu. Nie kładzie on oddziebiie , 
swojej sankcyi na uchwałach sejmowych, 
jak to się dzieje gdzieindziej, ale tylko za- 
biera głos w obradach, jako jeden z trzech , 
równych sobie stanów, i idzie za jedno- 
myślnością dwuch izb, czyli za wolą naro- 
du, która stanowiła wszystkie prawa. O-Io- 
sowania w sejmach polskich nie było. Ra- 
dzono bowiem i porozumiewano się naj- 
przód na sejmikach ziemskich przed sej- 
mem walnym, potem porozumiewano się 
poza sesją lub na sesyi sejmowej, a po- 
dług starego obyczaju mniejszość ustępo- 
wała patryotycznie większości, aby dla 
zasady zyskać sankcję jednomyślnej zgo- 
dy dla każdego prawa. Siciński, który 
pierwszy pop^nił zuchwalstwo protesto- \ 
wania jednym głosem przeciw większości 
sejmowej, został na wieki wyklęty przez 
naród. Król zwoły wsi sejmy, a od roku 
1521 musiał zawsze w uniwersałach swo- 
ich wyłożyć powód zwołania, żeby posło- 
wie przyjeżdżali przygotowani i z odpo- 
wieduiemi landami od sejmików. Odby- 
bywrfy się tedy najprzód sejmiki po wo- I 
jewództwach, z tych jechano na sejm pro- 
wincjonalny, a z tego na sejm walny. 



dbyGoot^le 



SEJMY. 



*^ f!-iiaii!!iliil' 



t t 



, tTy^ . MM a£m,M. /iiitrr ott'^1^ /im^, ^f*™*™* 







11 



□nnDDnDDaDDDDOnDDDDDaDDgDannDDDDDOnDDDGDaD n 



, jl 1 1 1 1 J 1 1 1 1 1 1 1 1 i I i 1 1 M 1 1 ; jS 

idiiWliiiijklllisI 



lilii 



Ul 



1 1 1 1 1 



1111 1 1 1 II I 



DumnonnuDODanDODOODDODCiDDnDDpDODDD 
naoanoDnDonaaDDDDDDnDDcign 



liiaftiiiii 






11 



I I II I M I I I I I I I M 



li 



r 5*K*. x&4i.- ^jKr-ufcł. A^.^™. -w^w v««<* cflin* and^. 



«JAhh CBŁigwa CMUfaM-M^ww Jt&y^iKy 



t^^^see Sbtcha^r^wf-^^-i^ytf). 



Sejmy prowincjonalne Rusi odbywały się 
zwykle w Wiszni. Sejm takiż trzech wo- 
jewództw pruskich, składany od r. 1446, 
zwał si^ „goneratem pruskim". Tym spo- 
sobem przyjeżdżano na sejm walny koron- 
ny z rzeczą gotową i dlatego sejmy ogól- 
ne trw^y zwykle niedługo, czasem kilka 
dni, tydzień tylko. Wnioski czyli „pro- 
pozycje od tronu" przedstawiał kanclerz. 



Jeżeli na nie się nie zgodzono, sejm roz- 
chodził się, nie sprawiwszy nic. Pierw- 
szy taki wypadek nastąpił zaZygmanta 
Starego w 1539 r. Nie było u nas, jak 
w innych państwach, rozwiązania sejmu 
przez króla i apelacyi jego do narodu. 
Jeżeli mniejszość nie chciała połączyć się 
z większością, sejm rwał się sam przez się 
i rozjeżdżał, a król, upatrzywszy odpowie- 



dbyGoot^le 



214 



J M Y. 



dnia potem chwilę, zwoływał sejm znowu. 
Wzorem Łakich nierządnych sejmów jest 
^wna .wojna kokoszą" i pospolite rosze- 
nie, które się zamieniło na ogólny sejm 
szlachty pod Lwowem. Bielski Marcin 
w swojej kromce, pisanej w polowie XVI 
wieku, powiada o sejmach: .Zaczym się 
trzeba tego obawiać, aby ta zbytnia 



PLAIT JZBY POSELSKIEJ. 




wolność nasza nam wielkiej niewoli nie 
przyniosą i tyraństwem się nie skończy- 
ła, abo więc nas wszystkich razem nie 
zgubiła. A tym obyczajem niegdy Rzpli- 
ta Rzymska znamienita upadła, przez zbyt- 
nie rządy tych trybunów i swawoleństwo 
pospólstwa*. Sejmy Zygmunta Aug. były 



wszechwładne, zawierzy traktaty między- 
uModowe. Lubelski w r. 1B69 z 2-ch repre- 
zentacyi, polskiej ilit.-ruskiej złocony, dwa, 
państwa zlał w jedno. Z pomnożeniem się 
spraw, sejmy masiały się przedłużać. Trwa- 
ją już nie po tygodniu, ale po kilka tygodni, 
anawet miesięcy. Sejmunii lubelskiej trwał 
aż 9 mieś. Kie wszystko dokonały na nim 
izby, wiele zasługi należy się 
i Zygmnntowi Augustowi, któ- 
ry, jako najwyższy rozjemca 
wszystkich osób i stanów a 
przytem umysł niepospohty, 
miał jeszcze niemałą władzę. 
Po śmierci Zygmunta Augusta 
sejmy ustanawiają się na zwy- 
czajne i nadzwyczajne, czego 
dawniej nie było. Prawo teraz 
orzekło, że raz co 2 lata zbie- 
rać się musi sejm na 6 tygoduL 
W razie zaś potrzeby szczegól- 
nej, król zwołuje sejm nadzwy- 
czajay, który może tylko trwać 
nie dłużej nad 2 tygodnie. Do 
sejmów nadzwyczajnych liczy- 
ły się bezkrólewia. Podczas 
bezkrólewia prymas zwc^ywał 
sejm konwokacyj ny, po 
nim szedł e 1 e k c y j n y, po tym 
zai koronacyjny. Sejm 
konwokacyjny i koronacyjny 
miały prawo trwać po 2 tygo- 
dnie, zaś elekcyjny, jako wię- 
cej spraw załatwiający, 6 tygo- 
dni, jak zwyczajny, ale trwał 
i dłużej w braku porc^umie- 
nia. Gdy do jakiej ważnej zgo- 
dy między zwaśnionemi stron 
nictwami przychodziło, zbierał 
się sejm nadzwyczajny pacyfikacyjny, u- 
spokajający. Gdy przyszło szlachcie ła- 
mać pychę magnatów, którzy się nad ró- 
wność szlachecką wynosili, domagano się 
sejmu konnego, t. j. zgromadzenia cdego 
rycerstwa w pola. Raz króla na sejmie 
sądzono (r. 1592) i sejm ten dlatego na- 



dbyGoot^le 



] M Y. 



216 



zwano inkwizyoyjnym. Raz (r. 1717) na- 
rodowi przemoc obca narzac^a prawo, nie 
dopaściwRzy żadnego posła do glosa pro- 
testacyi; sejm ten nazwano „niemym". 

[ Gdy zaczęto rwać sejmy prawem liberum 

velo, szlachta domagc^a się sejmów exor- 
bitacyjnyob, czyli naprawiających to, co 
wyszło z ładu. Odnnii lubelskiej sejmy 
prowincjonalne stracHy już swoje pierwo- 
tne znaczenie i, z wyjątkiem praskiego, 
rzadko się zbier^y. Ostatni sejm litew- 
ski dla załatwienia spraw miejscowych ze- 
brał się za Sobieskiego. Za Augusta III 
Sasa wszystkie sejmy obradowały po 6 ty- 
godni, ale w ostatnim dniu były zrywane 
wszystkie przez możnowtadnych przywód- 
ców. Ghjyby nie ta zasada wymaganej 
jednomyślnoóoi, mielibyśmy z tego czasu 
caJe obszerne prawodawstwo. Statyści 
polscy, aby utrudnić zrywanie sejmów, 
obmyślili limitę, czyli prawo, mocą które- 
go kcóL w krytycznej (^wili mógł sejm U- 

f mitować, t. j. zawiesić, aby go zebraó póź- 

niej w lepszej chwili, ale i to nie porno- 
glo. RwfJy się tei „generały praskie", 
zbierające się kolejno w Malborgu i O-ru- 
dziątu. Z tego to powodu wszystkie sej- 
my koronne od r. 1712 do 1730 odbywtJy 
się bez posłów pruskich, "W innych cza- 
sach znowu, gdy rwały się sejmiki woje- 
wództw koronnych i litewskich, a pruskie 
dochodziły, przybyw^a na sejm walny 
tak wielka liczba po^ów pruskich, że nie- 
raz prawie połowę sejmujących składali. 
To dało powód do uchwały za Staniriawa 
Augusta, że z trzech województw pru- 
skich może zasiąść w sejmie walnym tylko 
40-tu po^ów. Że zaś podług normy dla 
wszystkich ziem i powiatów Polski, z wo- 
jewództw tamtych powinno było zasiadać 
tylko posłów 18-tu, Rzplita więc robiła 
szczególny wyjątek i łaskę dla ziem pru- 
skich, dopuszczając więcej niż dwa razy 

1 liczniejszą ich deputację. Po unii Inbel- 

y sklej przysyłały województwa na sejmy 

walne po 6-ciu posłów, z każdej ziemi po 



2, lub jak na Litwie, gdzie powiaty były 
większe od ziem koronnych, z każdego 
powiatu po 2. "Województwo Mazowiec- 
kie z lO-ciu ziem wybierało posłów 20-tu, 
Buskie 8-miu, Halickie 6-oiu, Wileńskie 
10-ciu, Trockie 8-miu, Krakowskie, Po- 
znańskie, Sandomierskie, Kaliskie, Kijow- 
skie, Wołyńskie, Podlaskie, Mińskie i In- 
flanckie po 6-cin, również Sieradzkie z zie- 
mią Wieluńską, Łęczyckie, B^kde, Smo- 
leńskie, Brzesko-litewskie, Inowrocław- 
skie z ziemią Dobrzyńską po 4- eh, Kuja- 
wy 4, woj. Witebskie z powiatem Orszań- 
skim 4, woj. Płockie, Polockie, Lubelskie, 
Mścidawskie, Bracławskie i księstwo 
Żmudzkie po 2. Włady^aw lY, tworząc 
woj. Czernichowskie z ziem odzyskanych 
za Dnieprem, dał ma prawo wybierania 
po^ów 4. Później ze względów sprawie- 
dliwości powięluzano niektórym wojew. 
liczbę podów, a najwięcej w r. 1764, gdy 
powiększono ogólną ich liczbę o 55. To 
powiększanie trw^o dalej. W r. 1768 
wznowiono województwo Gnieźnieńskie 
z 4-ma polami. Na sejm wielki, cztero- 
letni, przybyło w roku 1788 porfów 181. 
A gdyby nie był nastąpił pierwszy roz- 
biór z lat 1772—3, byłoby ich 235. Sejm 
wielki był konstytuantą, urządzał kraj, 
zmieniaj zastarzałe prawa, sde usuw^ i 
nowe zasady żyoia podnosił, a gdy obra- 
dował już dwa lata i gdy nadeszła pora 
drugiego sejmu zwyczajnego, zatrzymu- 
jąc posłów starych, rozpisano nowe wybo- 
ry celem podwojenia kompletu. Tym spo- 
sobem przybyło w r. 1790 nowych posłów 
181, czyli zasiadło razem 362, którzy 
wraz z senatorami i ministrami stanowili 
poważną liczbę 600 sejmujących. Tym 
sposobem zasiadły jakby dwa sejmy ra- 
zem, a raczej jeden w podwójnym kom- 
plecie, który ze zwyczajnego stał się nad- 
zwyczainym, nazwany stąd w dziejach 
sejmem Wielkim i Czteroletnim. Sejm 
ten stworzył nową w Polsce ideę .sejmu 
gotowego' , który miaJ jak dawniejsze by* 



dbyGoot^le 



Sejm Wielki (Czteroletni). 



wybierany co 2 lata, alo trwać nie 6 tygo- 
dni, lecz w miarę potrzeby przez 2 lata, 
czyli być zawsze ns uslagi Rzplitej. Sejm 
Czteroletni rozjechał się jako zalimitowa- 
uy i mógł się zebrać w kaidej porze, ale 
prace jego, a głównie słynną Konstytucję, 
podpisaną w d. 3 maja 1791 r., zniweczy- 
ła Targowica, zw{dawszy r. 1793 sejm do 
Grodna, na którym stanął dmgi podział 
Rzplitej. Jak wielkie znaczenie miały daw- 
ne sejmy, jako szkoła £ycia publicznego 
w narodzie, dowód mamy w słowach Pas- 
ka: „Żeby każdy, ze szkół wyszedłszy, sta- 
rał się o to pilno, aby się rzeczom przy- 
słachał i przypatrzał na sejmach. Wszyst- 
kie na świecie publiki cień to jest prze- 
ciwko sejmom. Nauczysz się polityki, na- 
uczysz prawa i tego, o czem w szkołach 
jako żyw nie słyszałeś. Tam to słucha- 
łem najpilniej, że mi się i jeść nie zachciało. 
A kiedy na dokończeniu sejmu po całej 
nocy siadają, to te2 i ja siedziałem". Aby 



poznać dokładnie, czem były sejmy pol- 
skie, należy przeczytać dzieło Wł. Smo- 
leńskiego o sejmie Czteroletnim, dalej ob- 
szerną rozprawę Jnl. Bartoszewicza o Sej- 
mach w 23-im tomie Encyklopedyi Pow. 
Orgelbrandów, niemniej pracę Antoniego 
Pocbaski „G-eneza i rozwój parlamenta- 
ryzmu za pierwszych Jagiellonów" w 38 
tomie ogólnego zbioru rozpraw Akademii 
Um. (Kraków, 1899), także dwa pierwej 
wspomniane dzi^a prof. Adolfa Pawiń- 
skiego i prof. Oswalda Balzera „Głosowa- 
nie w dawnej Polsce" w , Encyklopedyi 
wielkiej ilustrowanej' Sikorskiego (tom 
XXV, str. 187, r. 1902). Jako ciekawe po- 
równanie dawnych sejmów polskich z no- 
woczesnymi parlamentami zachodniej Ea- 
ropy, przytaczamy ta wreszcie ciekawy 
artykuł „Zestawienia historyczne" pióra 
Aleksandra Świętochowskiego, którego 
nikt chyba w świecie o szowinizm polski 
ani schlebianie szlachcie nie posądzi: „A 



dbyGoot^le 



SEJMY. 



817 



w ich poselskiem kole, o Boże mój, jakie 
tam wstyóu godne postępki! Jakie swa- 
ly, zwady i wrzaski, broni dobywania 
międey nimi bywają... Bo2e, aby była 
poprawa!" „I poszedł ten gromowy głos 
Piotra Skargi daleko w czas i szeroko w 
przestrzeń. Przelewał on mę ciągle w po- 
tnienia, żale i przestrogi współczesnych 
ratowników spoleczedstwa 1 późniejszych 
jego sędziów, odbijał się dowrogiem €• 
chem wszędzie, gdzie tylko , o wichurach 
sejmów polakich wiedziano i mówiono. 
St^y się one pośmiewiskiem miłośników 
„prawidłowego rozwoja*, straszydłem 
, czcicieli porządku", przedmiotem naj- 
głębszej odrazy dla .rozmna stanu powa- 
inych statystów". Uznaliśmy sami i po- 
twierdziły ten sąd inne ludy, które nie 
„stały nierządem" i nie ronęly w prze- 
paść, te byliśmy zdolni zaledwie do ta- 
mult^w zbiorowych, do kłótni i bijatyk 
pijackiej, dzikiej i rozki^znanej hordy, 
która nie umiała uszanować żadnego ła- 
du, żadnego prawa i gotowa była mie- 
czem jednego szalonego lob najętego war- 
choła porąbać pracę ustawodawczą całego 
narodu. Dawne sejmy i sejmiki polskie 
weszły w ogólną pogardę i ogólne prs^- 
ełowie, które dotąd my sami powtarzamy 
z szubienicznym humorem. A jeżeli na- 
wet między badaczami przeszłości znalazł 
się o tyle sprawiedliwy, bezstronny, czy 
też miłosierny, że chci^ złagodzić ten po- 
tępiający wyrok, jakże to czynił ostrożnie 
i lękliwie! Bo od tego uprawomocnione- 
go wyroku nie było apelacyi ani do rozu- 
mu, ani do uczucia. Wykonywaj ąc go 
ściśle, wyciągaliśmy co pewien czas na- 
szych przodków z trumien i sprawialiśmy 
im bezlitosną chłostę. I oto od lat kilka- 
nasta nasza surowość zmiękła, a ręka pod- 
niesiona do uderzeń stężała. Zaczęliśmy 
przypatrywać się widokom parlamentary- 
zmu europejskiego i spostrzegliśmy ze 
zdumieniem, że te „ucywilizowane" naro- 
dy w XX w. nie zdobyły się na nic lep- 



szego, a zdobyły się na wiele gorszych 
rzeczy, niż nasz „barbarzyński" przed 40O 
laty. Porównywająo te obrazy tak odle- 
głych czasów i tak odmiennych kultur, 
zapytujemy siebie zdziwieni i rozżaleni: 
dlaczego myśmy tyle ^orzeczeń rzucih na 
naszą przes^ość i dlaczego tak znie^awi- 
liśmy naszych krewkich i nieopatrznych 
przodków? Bo zastanówmy się tylko u- 
ważnie.:. Na dawnych sejmikach polskich 
magnaci zjednywali Bobi» popleczników 
zapomocą datków i ugoszczeń. Idi agen- 
ci rozdawali pieniądze, zastawiali suto 
stc^y i obficie rozlewali wino. Co się te- 
raz dzieje ns zebraniach przedwyborczych? 
Pominąwszy nieliczne okręgi, gdzie lud 
nie da się niczem odciągnąć od swoich 
trybunów, przeważnie głosy dobywane 
są albo karmieniem i pojeniem, albo ła- 
pówkami, albo groźbą. W Anglii, w kla- 
sycznym kraju życia konstytucyjnego, u- 
zyskanie mandatu kosztuje nieraz posła 
do 6,000 funt. steri. Na kilka miesięcy 
przed terminem objeżdża okohcę groma- 
da faktorów, na kilka dni przedtem całe 
stada wotów i baranów, ci^e kufy piwa o- 
płacają Uumowi jego względy dla kandy- 
data. To samo we Franeyi, gdzie „przed- 
stawiciele narodu" dają mu setki tysięcy 
franków za tę godność. To samo we Wło- 
szech, Austryi, Niemczech, gdzie nadto 
nacisk władz lub pracodawców gwald wo- 
lę urzędników i najmitów. Dawne sejmi* 
ki polskie 'ifrzaly kłótnią, w której czasem 
i szable udzi^ brały. Czytajcie tegocze- 
sne plakaty wyborcze, artykuły dzienni- 
karskie, mowy na zgromadzeniach: ile tyl- 
ko potwarz może skłamać i wykręcić pra- 
wdę, tyle w nich dokonywa. I chociażby 
przeciwnik byt archaniołem, stróżem wrót 
nieba, obciążony w nich będzie wszy&tkie- 
mi zbrodniami piekła. Naturalnie wrogie 
partje przy starciach często mierzą wy- 
trzymałość swych grzbietów kijami. Da- 
wni deputaci polscy mieli utedz zup^ne- 
mu zanikowi poczucia interesów cf^ego 



dbyGoot^le 



218 



SEJMY, 



narodu, bo w ginstrakcje" Madziono im 
tylko interes magnata lub prowincyi. A 
dzisieJBi posłowie europejscy? Otrzymują 
wyraźny nakaz, ażeby zapomnieli zupi- 
nie o narodzie i pamiętali jedynie o awym 
okręgu wyborczym, o swem stronnictwie 
lob stanie. Miljony biedaków w Niem- 
czech nie mają za co kupić sobie drogiego 
cbleba, pomimo to większość parlamentar- 
na przeprowadza znaczną podwyżkę cet 
na zboże, przyczem ustawodawcy baczą 
tylko na to, czy nowa taryfa dogodzi chło- 
pom bawarskim, górnikom westfalskim 
lab kapcom hamborskim. Dawniej u nas 
osią obrad sejmowych był egoizm Brsnic- 
kich, Radziwiłłów, Potockich, Sandomie- 
rzan lab Ptocczan; dziś w knituralnem 
państwie— egoizm Kmppów, Kardorfiów, 
Limbnrg-Stirumów, Sasów, Brandebur* 
czyków, rolników lab przemysłowców. 
Wobec tego samolabstwa maleją lub ni- 
kną najsłuszniejsze prawa i potrzeby in- 
nych ładzi, innych zienL, innych warstw 
spf^ecznych. Niech zdyi^ają, niech giną 
z nęd^ i choroby, niech ich strawi najo- 
krutniejsza niedola — to przeciwników tyl- 
ko ubawi. Obrady sejmowe w dawnej 
Polsce były bardzo burzliwe: pad^y w 
nich słowa ostre, raniące, chociaż rzadko 
błotne i wymierzone przeciw osobistej 
czci walczących. Samą przytem Izbę po- 
selską uważano za miejsce poświęcone i 
szanowane, za bliższe kościoła, niż karcz- 
my. A czy pamiętacie wszystkie burdy, 
jakie wybuchały w obecnych parlamen- 
tach europejskich? Zdaje się, że w nich 
niczego nie brakło, co należy do arsenału, 
taktyki i celów najordynarniejszego brn- 
talstwa i najniższych instynktów. „Przed- 
stawiciele narodu" nazywali się wzajem- 
nie: zbrodniarzami, rzezimieszkami, łajda- 
kami, szpiegami, oszustami i t. d., bili się 
po twarzach i opluwali, powalali się na 
ziemię i deptali, zniewalali czynnie prezy- 
denta i ministrów, łamali krzesła, ściągali 
mówców z trybuny, piekielnym wrzaskiem 



i stnkotem nniemożliwiali obrady, wyłą- 
czano ich z posiedzeń, wyrzucano za 
drzwi — i to w najoświeceńszych krajach, 
w Anglii, !Francyi, Niemczech, Anstryi, 
Włoszech. Nawet w najbardziej zwich- 
rzonych sejmach polskich podczas XVII 
wieku nie było ani jednej tak ohydnej 
sceny. Zarzucano im dopaszozenie t. zw. 
, arbitrów", publiczności do udzifJa w ob- 
radach i oddziaływanie na nich bieg krzy- 
kami. Heż razy w dzisiejszych parlamen- 
tach europejskich przewodniczący naka- 
zuje , opróżnić galerje", zachowujące się 
hałaśliwiej, niż klaka teatralna! Oskarżano 
przodków naszych o teroryzowsnie stro- 
ny słabszej, o łamanie prawa i targanie 
przodka obrad. Czy w całej historyi pol- 
skiej można znaleźć podobny akt gwE^to, 
jaki się obecnie dokonał w parlamencie 
niemieckim? Większość, chcąc przeprzeó 
korzystną dla rolników a szkodliwą dla 
niższych warstw ludności taryfę celną, 
pragnąc zapobiedz wszelkiej krytyce, a 
przytem zdusić opozycję, przeprowadziła 
uchwałę, uniemożUwiającą rozprawy rze- 
czowe, zamkn^ kilkaset paragrafów a- 
stawy w jednym i ograniczyła mówców 
do pięciominutowego głosu w kwestjach 
formalnych. Posłuchajmy znakomitego 
Niemca, co on sądzi o tym gwałcie: nZnaj- 
dujemy się — pisze słynny historyk T. 
Mommsen — nie przy końca, lecz na po- 
czątku zamachu stanu, który cesarza nie- 
mieckiego i reprezentację narodową pod- 
daje absolutyzmowi junkierstwa sprzy- 
mierzonego z klerem. Teraz p(^ączone 
interesy najniższego gatunku rozstrzygać 
będą o tem, czy mają być budowane okrę- 
ty i kanały, oraz w jaki sposób dla dobra 
rządzących klik wyzyskiwać obywateli i 
kneblować naukę'. Sejmy polskie posia- 
dły przeciwko takim zamachom skutecz- 
ny środek w liberum veto. Nie jest ono 
wcale naszym wynalazkiem. Używały 
go zgromadzenia polityczne wieków śre- 
dnich, tkwi również w konstytucyi angiel- 



dbyGoot^le 



SEK.— SEKRETARZ. 



219 



skiej jako prawo stawiania do nieskończo- 
ności wniosków, zapobiegajyiego najstra- 
szniejszej wedlag Milla tyranii — większo- 
ści Dad mniejszoicią. Kam tylko dostaJ 
się przywilej odbierania orągań za tę „po- 
twomośiJ'' parlamentarną. Wartość środ- 
ka nie mierzy się wartością jego użycia. 
Z nanki można zrobió narzędzia zbrodni, 
z onoty — okmcieństwo, z wolnośd — sa- 
mowolę. W istocie swojej, niezależnie od 
zastosowania praktycznego, liberum veło 
jest jedną z najwspanialszych zasad etyki 
spc^ecznej i stanowi to wielki dla nas za- 
szczyt, żeńmy je wprowadzili do naszego 
życia pnblicznego. Nie zmniejsza to ani 
naszej-ogólno-ludzkiej zasługi, ani znacze- 
nia samej idei, że ona bywała nieraz nad- 
n^^raną — za to zostaliśmy ukarani — 
i tylko my. A czy nie są winniejsi od na- 
szych przodków z przed 250 laty dzisiejsi 
użytkownicy tego oręża? Siciń,ski, który 
wyzyskał lihernm. veło w 1652 r., jest prze- 
klętym upiorem, a obstmkcjoaiśoi z 1902 
roka — nie! Poseł upicki dat rfy przy- 
kład, bo w ciągu 50 lat zerwano 40 kilka 
sejmów, trwających zaledwie po 6 tygo- 
dni; ale gdy Wszechoiemcy lab Czesi tar- 
gają i rozrywają od wielu lat austrjacką 
Radę państwa — to nie jest grzechem wo- 
łającym o pomstę do historyi! Dawne sej- 
my polskie miały dosięgnąć szczytów a- 
wantumiczości i rozkielznania, a jednak- 
że uczestniczyli w nich królowie, którym 
posłowie uroczyście i komie całowali rę- 
kę — nawet rękę Stanisława Augusta! Tym- 
czasem czy w którymkolwiek z dzisiej- 
szych parlamentów europejskich monar- 
cha odważyłby się być obecnym podczas 
burzliwych obrad, zwłaszcza gdyby po- 
^om pozwolono przypasaó karabele? "Wąt- 
pię. Nie mogę w ciasnych ramach arty- 
kułu rozsnuwać dalej podobieństw i rółuic. 
Przy toczone wystaroą jako dowód i prze- 
stroga, że nietylko obcy, ale my sami po- 
winniśmy w sądzenia o^wionych sej- 
mówpolskich okazywać więcejrozwagL In- 



ni dla nas i my dla siebie byliśmy za o- 
krutni i nie podjęliśmy jeszcze nawet ta- 
kiej obrony naszej przes^ości, jaką wy- 
głosił S. Hfippe, Niemiec, w swej książce, 
poświęconej.... Bismarckowi {Yerfitssung 
der Republik Foien, 1867). Jeżeli histo- 
rja nie może ^ę zdobyć na głębokie zro- 
zamienię i bezstronne wytłómaczenie fak- 
tów, jeśli ona koniecznie chce byó Tnagi- 
stra vitae, niechże przynajmniej będzie 
mistrzynią sprawiedliwą. Gzy mechanizm 
parlamentarny w dotychczasowej swojej 
budowie musi ostatecznie dojść do brutal- 
nej walki interesów, czy on musi zaws^ 
zestarzeć się i rozpaść, czy też jego wyna- 
turzenia są tylko miejscowe i czasowe, w 
każdym razie jego rozkład nie był wyłą- 
czną własnością naszych przodków i nie 
przybrał u nas najgorszej postaci, a o ile 
rozki^nywal namiętności, ma na swoje 
usprawiedliwienie, że czynił to przed kil- 
kuset laty, nie w świetle obecnej kultury. 
I kto wie, czy dzisiejsze, tak dumne naro- 
dy ucywilizowane, w swym rozwoju poli- 
tycznym nie przechodzą okresu, który my 
już dawno przebyliśmy!" 

Sfik — wino dodkie hiszpańskie lub z 
wysp Kanaryjskimi. Wspominają o niem 
nieraz Vol. Ug., naznaczając np. cła od ku- 
fy małmazyi, alekanta, kanaru, sdcu, po 4 
złote (t. in, f. 564). 

Sekiel. Tak nazywano w Polsce ko- 
nie siedmiogrodzkie. 

Sekretarz — gra towarzyska ulubiona 
w Polsce jaż za czasów Stanisławowskich. 
Pisano zapytania na kartkach, które kła- 
dziono w jakie naczynie. Każdy na los 
wyciągał i winien był na zapytanie odpo- 
wiedzieć jak można najtrafniej i najkró- 
cej. Drugi sposób grania w sekretarza 
był bardziej zajmujący, kiedy za lepsze 
zapytanie albo odpowiedź przeznaczano u- 
pominki, a z tego powodu i gra ta nazy- 
wana była „czyje lepsze". Na zapytanie 
jedno z lepszych wszyscy byli winni na- 
pisać swoją odpowiedź, poczemsąd, z 3-ch 



dbyGoot^le 



390 



SEKRETARZE. — SENAT LITEWSKI. 



osób fotony, wybierał najlepszą odpo- 
wiedź do nagrody. Oc^ębiowski przyta- 
cza przykłady dawanych niegdyń naetę- 
pnjących odpowiedzi na pytanie: co jest 
podobnem do bańki na wodzie?: 1) Chwila 
radości, 2) Uśmiedi fortrmy, 3) Łaska mo- 
żnych, 4) Sekret n kobiety, 5) 2ycie bez 
potytkn dla społecznodci. 

SskretarzB. Sekretarzem królewskim, 
jak to widzimy z prawa r. 1504, zwal się 
kfttdy z pisarzów i komorników Króla 
Jmci. Królowie polscy mieli przytem wiel- 
ką liczbę honorowych sekretarzów, bo ty- 
tolom sekretarskim obdarzali chętnie dla 
odznaczenia wszystkimi ladś uczonych 
bez względa czy pochodzili ze szlachty 
lub nieszlachty. Aleksandra- Jagielloń- 
czyk T. 1504 za zgodą senatorów postano- 
wił urząd s^retarza wielkiego koronnego, 
który powinien byó najbliżej boku kró- 
lewskiego. Sekretarze wiel<^ mieli sobie 
powierzone tajemnice państwa, na któ- 
rych dodiowywanle przysięgali. Przecho- 
wywali pisma tajne, zastępowali kaucle- 
i-zy, na sejmach odczytywali pisma publi- 
czne, oddalać się nie mogli od dwom kró- 
lewskiego bez żadnych powodów. Prawo 
z r. 1504 stanowiło, że s^retarz wielki je- 
den tylko byó ma, a prawo z r. 1507 orze- 
keio, że sekretarza wielkiego król wedle 
zadug i dzielności, wedle czasu i pożytku 
Bzplitej i wedle woli swojej, na wyższy 
stan i opatrzenie podnieść może. Litwa 
naśladowE^a we wszystkiem urządzenia 
koronne, otrzymując tyleż wolności, co i 
Korona, a nawet w niektórych szczegó- 
lach jeszcze więcej. Więc po ustanowie- 
niu sekretarzy wielkich koronnych poja- 
wili się i litewscy. Zarówno jednak ko- 
ronny i litewski byli dygnitarzami Rzpli- 
tej, bez prawa zasiadania w senacie. Zyg- 
munt August, bawiąc bez kanclerza w Li- 
twie, miał przy sobie sekretarza wielkie- 
go, i przez niego wszystko jak przez kan- 
clerza załatwiał, udzieliwszy mu osobnej 
czworograniastej pieczęci, którą pisma aż 



do następnego sejmu pieozętow^ Przy- 
jęto zwyczaj, iż na urzędy te król miano- 
wd zwykle duchownych, a nawet waru- 
nek ten położono Janowi III do Paktów. 
Sekretarze wielcy byli kandydatami na 
kanclerzów. Po nioh w godności szli re- 
ferendarze. 

Sekrety kucharekle. Do nich należa- 
ło np. podanie kapłona w flaszy, lub ryby, 
która w jednej sztaoe byłaby: smażona, 
gotowana i pieczona. Sztuka zależała na 
dawaniu osobliwszej postaci różnym po- 
trawom. W tym cela np. wyjąwszy ko- 
ści z drobiu i posiekawszy drobno mięso 
zprzyprawą, nap^nianoniem skórę, nada- 
jąc kształt szczególniejszy, np. karpia łub 
szczupaka, i przeciwnie rybom kształt 
drobiu i t. p. Jeszcze znaliśmy staruszki, 
które posiadały tajemnicę nadawania o- 
soblitrszego smaku wypiekanym u siebie 
piernikom domowym i przyrządzanym z 
pomocą domowego alembika wódkom 
gdańskim. 

Sełedec, osełedeo. Ł. Gołębiowski 
w początkach XIK w. pisze: „Kozacy u- 
kraińscy noszą goloną lub krótko str^żo- 
ną głowę, z długim na boku kosmykiem, 
który sełedoem, osełedcem zowią; 
zwykli uplatać go w wstążki, miłosny u- 
pominek swych dziewic". W innem miej- 
scu powiada o pozostających w służbie 
dworskiej kozaczkach z czerwonym se- 
ledcem, czyH „pękiem włosów zostawio- 
nych na wierzchu głowy, do którego 
wplatali czerwoną zwykle wstążeczkę". 

Semen. Tak nazywano kozaków na- 
dwornych na Rusi, zapożyczając tę nazwę 
ze Wschodu, gdzie Semeni stanowili mili- 
cję nadworną ces ar zó w tureckich. 

Senat litewski utworzony przez Wła- 
dy^awa Jagi^ę na sejmie w Horodle ro- 
ku 1413, na wzór senatu polskiego, roz- 
wiji^ się podług wyrobionych już form i 
pojęó o wolności w narodzie polskim, od 
którego Litwa czerpała swoją cywilizację 
i wiarę. Przykład ustroju społeczeństwa 



dbyGoot^le 



SENAT LITfWSKI. 



221 



polskiego i polskich swobód masial być na 
Litwie potężny, skoro Jagiełło w 27 lat po 
watąpienin aa tron polski sam znosi nieo- 
graniczone samowładztwo swoje w dzie- 
dzicznej Litwie i stanowi dla narodu swe- 
go senat Akt nnii horodelskiej opiewa 
między innemi: „Też same w Litwie co i 
w Polsce stanowią się dostojeństwa, krze- 
pa i urzędy, t. j, w Wilnie i Trokach wo- 
jewodowie, kasztelanowie i na innych 
miejscach, jak się nam podoba postano- 
wili. Dygnitarze ci będą z katolików, ró- 
wnie jak ziemscy urzędnicy i wchodzący 
do rad naszych katolikami byó powinni, 
dlatego, że różnica w wierze stanowi róż- 
nicę w zdaniach i 2e potrzebne tajemnice 
w radzie bywają wynoszone". Król pierw- 
szych czterech wielkorządców zamiano- 
wtJ w Horodle, bo widzimy, jak woje- 
woda wileński bierze polski herb Leliwa, 
trocki h. Zadora, kasztelan wileński h. 
Rawicz, a kasztelan trocki h. Lis. Obok 
świeckich senatorów, polskim obyczajem 
wchodzą do wielkorady litewskiej i bisku- 
pi, jakoż w Horodle obecni byh: wileński, 
kijowski i włodzimierski (późniejszy tac- 
ki). Po wojni© grunwaldzkiej i ustano- 
wieniu nowego biskupstwa imudzkiego 
przybywa biskup imudzki i tak zwany 
„starosta żmudzki*, czyli wojewoda. Two- 
rzą się i ministerjalne urzędy, z których 
pierwszym na Litwie był marszE^ek. Licz- 
ba marsz^ków ziemskich dos^ do 12-tu. 
Za kanclerzem przys:do grono pisarzów. 
Na Kasi powstają namiestnicy i wojewo- 
dowie: w Łucku, Orszy, Brańsku, Połoc- 
ku, Witebsku, ale niżsi od wojewodów wi- 
leńskiego i trockiego, nstanowionych w 
Horodle. W świeckim senacie Litwy po 
dwach wojewodach i dwach kasztelanach, 
wileńskich i trockich, piąte krzesło zajmo- 
w^ starosta żmudzki, a szóste wojewoda 
kijowski. Po kijowskim pojawiają się: 
smoleński, połocki, nowogródzki i witeb- 
ski, a wreszcie od r. 1520 podlaski. Król 
Zygmunt I, pomimo oburzenia panów li- 



tewskich, zrobił wyłom w prawie horodel- 
skiem, zastrzegającem krzesła senatu li- 
tewskiego dla samych katolików, bo zna- 
komitego hetmana Litwy, księcia Kon- 
stantego Ostrogskiego, wyznawcę wiary 
greckiej, mianował najprzód kasztelanem 
wileńskim, potem r. 1522 wojewodą troc- 
kim. Na przywileju Zygmunta dla mo- 
nastyru pieczarskiego z lipca r. 1522 pod- 
pisany jako pierwszy świadek biskup wi- 
leński, dragi wojewoda trocki, trzeci idzie 
wojewoda wileński. Król zapraszał nie- 
raz do nielkorady i panów bez krzesz se- 
natorskich. Tak wszedł do rady litewskiej 
książę slncki Olelkowioz, metropolita ki- 
jowski wyznania greckiego. Litwa i Ru- 
sie, do niej naleSące, chcą stanowczo 
organizować się po polsku, mieó taki 
sam senat, jak koronny. Ruska szlachta 
z Wołynia prosi Zygmunta Augusta staro- 
polskiem wyrażeniem, aby jej urzędników 
do .panów rady' litewskiej przypuńoił. 
Król reformuje senat litewski, krzepa we- 
dług starszeństwa osadza, w miejsoe mar- 
szf^a wołyńskiego stanowi wojewodę. 
Dalej pojawiają się nowi wojewodowie: 
brzeski, mści^wski, bracławski (na Ukra- 
inie), miński, i porządkiem chronologicz- 
nym zajmują krzepa poniżej podlaskiego. 
W Horodle nstanowiono tylko dwie kasz- 
telanje: wileńską i trocką, Zygmunt Au- 
gust tworzy kasztelanję w każdem woje- 
wództwie, żeby izba senatorska na Litwie 
nie była pośledniejszą od koronnej. O wo- 
jewodadti wyraża się ten król, że .należą 
do najsekretniejszych rad królewskich i 
są zawsze przy bokn królewskim'. G-dy 
unja lubelska w r. 1669 z dwnćh sena- 
tów, litewskiego i koronnego, utworzyła 
jednolitą izbę senatorską, czyU wielkora- 
dę Rzplitej, weszło do niej 37 dygnitarzy 
litewskich, a mianowicie: biskupów 4, wo- 
jewodów 16, kasztelanów 12 i ministrów 
na sposób koronny 5-ciu, bo hetmanowie 
i podskarbiowie nadworni pozostali poza 
senatem. Ordy jednakże do Małopolski 



dbyGoot^le 



222 



SENAT POLSKI, SENATOROWIE. 



zaliczono Wołyń i Ukrainę, 8-mia senato- 
rów przeszło w poczet dygnitarz maJo- 
polskicb, a Wielkie Księstwo Litewskie 
pozostało przy 29 konsyljarzach w wiel- 
koradzie Rzplitej. 

Senat polski, Senatorowie. Nazwy wzię- 
te zlaciay, w której senat zowie si^senaius, 
cdonek senatn senator, a wszystko pocho- 
dzi od wyrazn senex, stary, sędziwy, sę- 
dziwiec. Rząd polski za doby Piastów skła- 
da się z księcia lab króla i rady starszycłi 
w narodzie, przy bokn jego zostającej. Za 
Mieczysława I i Bolesława Chrobrego ra- 
dę taką, wedhtg Gallasa, składali comites. 
Byli to niewątpliwie kasztelanowie i wo- 
jewodowio, a należeli do niej i biskupi. 
Grono tej starszyzny nazywali Pol acy nie- 
wątpliwie radą królewską Inb książęcą. Za 
Jagiellonów zwano je Wielką Radą, a 
członków wielkoradoami Inb „panowie ra- 
da". Nazwy te wzięte były zapewne w 
spadku po poprzedniej epoce Piastów. Że je- 
diiak pierwotnie wszystko pisano po łaci- 
nie, więc w językn piśmiennym i prawo- 
dawczym, a później w książkach i mowie 
potocznej upowszechniły się wyrazy senat 
i senator. Mateusz Cholewa i Długosz, mó- 
wiąc o wieku XII, nazywają już zjazdy i 
radę starszyzny narodowej senatem. Bal- 
ia papieża Urbana z czasów Kazimierza 
Sprawiedliwego czyni to samo. Bole^w 
Krzywousty, podług Cholewy, w obliczu 
„senatu" wstał, abyońciskaó Piotra z Ksią- 
ża, dziękując mu za schwytanie i dostawie- 
nie kniazia Wolodara. Oczywiście gdy 
Polaka zostawała w podziałach, naród nie 
miał jednego senatu, ale każdy książę 
miał swój senat czyh radę, złożoną 
z kilkunastu starszyzny. Za Przemysła- 
wa, Wacława czeskiego i Władysława Ło- 
kietka księstwa, wsiąkając w jedność ko- 
ronną i przybierając tytuł województw, 
wprowadzały do rady królewskiej swoich 
prowincjonalnych dygnitarzy. Więc zna- 
lazł sięcałyt^um podkomorzych, stolników, 
cześników, kanclerzy, pisarzów i sędziów, 



z których królowie, wybierając więkazydi 
tylko dostojników, tworzyli z nich „wiel- 
koradę* dla oalej Korony, czyli właściwy 
senat polski. Jeszcze Przemysław, panu- 
jąc tylko we właściwej Polsce czyli Wiel- 
kopolsce i na Pomorzu, mógł do rady swo- 
jej zwoływać komesów: poznańskich, ka- 
liskich, gnieźnieńskich i pomorskich, ró- 
wnie jak współcześnie z nim Łokietek — 
panów: krakowskich, sandomierskich, sie- 
radzkich, łęczyckich i kujawskich. Dopie- 
ro po śmierci Wacława i pc^ączeniu się 
Wielkopolski z Małopolską, O-niezna z 
Krakowem, senat polski arabu^ się dla 
CE^ej Korony: z biskupów, wojewodów, 
kasztelanów, sekretarzy, pisarzy i innych 
dostojidków, u steru władzy stojących. 
Od czasów Władysława Jagi^y do unii 
lohelskiej r. 1569, senat polski i litewski 
rozwij^y się jako dwie oddzielne, nieza- 
leżne w niczem od siebie władze państwo- 
we. Pierwsze miejsce w senacie polskim 
zajmował arcybiskup gnieźnieński, dru- 
gie biskup krakowski. Tak było już za 
Kazimierza Sprawiedliwego. Biskup wro- 
(^awski szedł trzecim w wielkiej radzie, a 
zasiadał tam jeszcze za Łokietka i Kazi- 
mierza Wielkiego, Po wrocławskim szedł 
włocławski, dawniej kruszwicki, nazywa- 
ny po wszystkie czasy kujawskim. Po ku- 
jawskim szedł poznański, potem płocki 
czyli mazowiecki, w końcu lubuski, wy- 
party ze swojej djecezyi nadodrzańskiej 
przez Niemców, tułacz osiadły w Opato- 
wie sandomierskim. Inni biskupi, np. po- 
morscy: kołobrzeski, kamiński i woliński, 
dostawszy się pod panowanie niemieckie, 
przepadli dla Polski Ziokietkowej. Było 
tedy wielkoradców duchownych siedmiu, 
a po utracie Śląska sześciu. Później przy- 
bywają biskupi łacińscy z Rusi, Za Ka- 
zimierza Jagiellończyka zasiada w sena- 
cie polskim arcybiskup lwowski, biskupi: 
przemyski, chełmski i kamieniecki. Za 
Kazimierza Wielkiego wszedł jeszcze bi- 
skup ceretyński z Bukowiny, ale w XV w 



dbyGoot^le 



SENAT POLSKI, SENATOROWIE. 



ta djecezja katolicka przepadła. W roku 
1466 wskutek pokoju toruńskiego i dobro- 
wolnego pc^ączenia się z Polska dawnych 
jej ziem pomorskicli, przez Krzyżaków 
przemocą oderwanych, przybywają do se- 
natu polskiego dwaj biskupi — chełmiński 
i pomorski. Ponieważ krzesła w senacie 
ustawiano podług dawności historycznej, 
był więc kłopot, gdzie ich pomieścić. Przy- 
byli bowiem po biskupach z Kusi, ale zie- 
mie ich dawniej niż Ruś do Polski należa- 
ły. Skończyło się na tern, że biskupa war- 
mińskiego posadzono po płockim, a przed 
przemyskim, ch^mińskiego zaś po przemy- 
skim,aprzed chełmskim. Odr. 1468 — 1569 
zasiadało wsenacie polskim 2-ch arcybisku- 
pów i 9 biskupów. Arcybiskup lwowski za- 
j^ miejsce zaraz po gnieźnieńskim. Pierw- 
sze miejsce wśród wielkoradców świeckich 
zajmować kasztelan krakowski, po nim 
szli wojewodowie: wielkopolskich 6-ciu i 
małopolskich 7-iniu. W r. 1466 przybyło 
trzech wojewodów pruskich: chdmiński, 
malborski i pomorski. Przestrzegano za- 
wsze, aby ziemie starej Korony zachowa- 
ły swoje pierwszeństwo w federacyi pol- 
skiej, jako starsze dzieci rodzeństwa. Wy- 
jątek zrobiono tylko dla księstwa Mazo- 
wieckiego, które w r. 1525 ostatnie wsią- 
Ho do Korony, al© nie otrzymało ostat- 
niego krze^ w senacie, lecz, zamienione 
na województwo Mazowieckie, zasiadło 
krzemo niżej od Płocka, a wyżej od Rawy, 
przed wojew. pruskiemi. Tym sposobem 
cały senat koronny przed unją lubelską 
liczył wojewodów 19-tu, t. j. 7-ciu wielko- 
polskich, 7-iu m^opolskich z ruskimi, 3 
mazowieckich i 3 pruskich. Kasztelano- 
wie byli dwojacy: grodów wojewódzkich 
i powiatowych, drugorzędnych. Właści- 
wie tylko wojewódzcy za Jagiellonów na- 
leżeli do wielkorady, byli senatorami, a 
kolej ich krzeseł czyli starszeństwo było 
takie same, jak wojewodów, z wyjątkiem 
Icasztelana krakowskiego, który już za do- 
by Piastow siedział wyżej niż wojewodowie. 



Kasztolanów wojewódzkich w rad2de ko- 
ronnej zasiadało 19. Powiatowychzaś czyli 
drążkowych król wzywał, kiedy chciał, lub 
nie wzywał wcale. Po biskupach, wojewo- 
dach i kasztelanach, 4-tą katogorję wiel- 
koradców koronnych stanowią ministrowie 
Korony. Że jednak zwykle królowie poru- 
ozaH laski, pieczęcie i buławy zasiadającym 
już w senacie wojewodom i kasztelanom, 
więc liczba wielkoradców nie powiększ^a 
się przez to. Najwyżsi ci dostojnicy, piastu- 
jący w rękach swoich władzę razem z kró- 
lem, byli przed unją: dwaj marszałkowie, 
wielki i nadworny, dwaj hetmani, wielki 
i polny, dwaj pieczętarze, t. j . kanclerz i pod- 
^nclerzy.i dwaj podskarbiowie, wielki i na- 
dworny. Najczęściej kanclerz, jako ciągle 
przy królu potrzebny, jeżeli pierwej miał u- 
rządikrzesłoinne,tozostawszy kanclerzem, 
rezygnowrf z tego. Doradców królewskich 
w senacie należeli podówczas i sekretarze 
kancelaryi, ktorzy pisali dyplomata i reda- 
gowali uchwały, a byli to wyłącznie ducho- 
wni, prałaci kapituł, z których grona wybie- 
rano na biskupów. Przed unją tedy lubelską 
i r. 1569, w senacie koron, zasiadi^o bisku- 
pów 11, wojewodów 19, kasztelanów 19 i 
pieczętarzy dwnch, z których jeden był 
zwykle biskupem. Razem wielka rada kró- 
lewska składała się zwykle z 50 — 51 sena- 
torów. Ministrów bowiem liczyć nie mo- 
żna, gdyż ci byli wojewodami i kasztela- 
nami zarazem. Sejm unii lubelskiej z 
dwuch państw wiecznym sojuszem spojo- 
nych zrobił jedną Rzplitą polską. Na sto- 
pie zupełnej równości traktowały się Ko- 
rona i Litwa, żeby zaś nie było żadnej sn- 
premacyi ani krzywdy któremu z tych 
państw, a teraz prowincyi jednego kraju, 
pomieszano z sobą krzesła dwuch senatów. 
Jak pomiesz^y się kiedyś krzesła wielko- 
polskie z małopolskiemi w jedną calośó 
koronną, tak toraz powiązano starannie 
senatorów koronnych i litewskich naprze- 
mian. W jednem tylko miejscu uchybio- 
no porządkowej kolei: po wojewodzie ki- 



dbyGoot^le 



224 



SEMAT POLSKI, SENATOROWIE. 



jowskim poszedł inowrocławski i mski, 
dwaj z Korony, a dopiero potem wc^yń- 
ski, kiedy według kolei wołyński miał Hó 
przed rnskim. Ale zachowano pierwszeń- 
stwo Rusi Czerwonej, bo Wołyń był jej 
prowincją, więc i w senacie Bzplitej, któ- 
ra tradycje miejscowe podnosiła, wojewo- 
da wołyński szedł po ruskim. Wskutek n- 
nii lubelskiej i zlania się dwuch senatów, 
wielka rada królewska powiększyła się o 
4 bisku[)ów, 16 wojewodów i 12 kasztela- 
nów. Kasztelanowie drążkowi weszli wte- 
dy w Koronie do senatu, chociaż przez 
czas długi jeszcze potem bywali po^mi 
od rycerstwa i marszdkowali, zachowując 
swój nap(^ senatorski, nap<^ rycerski cha- 
rakter. Pomieszanie ministrów koron- 
nych z litewskimi było najłatwiejsze z po- 
wodu równej ich liczby. Zaimowali oni 
miejsca ni2sze od wojewodów, a wyższe 
od kasztelanów. Jako zależni od króla 
nie byli tern, ozem istotni reprezentanci 
ziem i województw, wojewodowie. Po- 
dług teoryi parlamentarnej w Polsce, byli 
pod kontrolą sejmową, która nad nimi 
prawo sąda dawtJa, więc zajmowali sta- 
nowisko podlednie. W pierwszych dniach 
po unii lubelskiej w senacie Rzplitej za- 
siadtJo: biskupów 16, wojewodów 35, iai- 
nistrów 14, kasztelanów wojewódzkich 31, 
kasztelanów mniejszych czyli drążkowych 
47, razem wszystkich senatorów 142. Gdy 
odejmiemy dwuch lub trzech hetmanów, 
którzy razem byli wojewodami, ogólną 
liczbę senatorów czyU wielkoradców Hzpti- 
tej ozoaczyó można na 140-tu. Od r. 1569 
do 1794 zasdy pewne zmiany w senacie. 
Za Stefana Batorego przybył biskup wen- 
deński, później zwany inflaDokim, za Zyg- 
munta HI biskap smoleński. W r. 1790 
wszedł do senatu biskup metropolita uni- 
oki, a za nim mitUo wej^ć 8-mia biskupów 
aniokich. Wskutek podziału Inflant na 3 
województwa: Wendeńskie. Parna wekie 
i Dorpackie, przybyło za Zygmunta III 
do senatu 3 wojewodów i 3 kasztelanów, 



przedstawicieli Inflant. Lecz gdy po po- 
kojn ołiwskim r. 1660 przy Bzplitej pozo- 
sŁ^a jeno cząstka Inflant, pozostawiono 
tylko jedno województwo i kasztelanję 
Inflancką, labo utrzymano w senacie po 3 
krzepa ziem straconych. Gtn^y woje- 
wództwa: Chueżnieńskie, Gostyńskie itd., 
ale Rzplita zachowyw^a krzesła dla ich 
przedstawicieli, nie znosząc tych krzesdt 
nigdy. Władysław IV-ty, odebrawszy 
ziemie zadnieprskie, ustanowił woje- 
wództwo i kasztelanję Czerniechowską, 
a lubo ziemie te później odpadły, to ich 
senatorowie do ostatnich chwil Bzplitej 
zasiadali w radzie dostojnej. Tak ssjno 
nie upadły nigdy krzesła smoleńskie. Sta- 
nisław August więcej niż inni królowie 
zmienił postaó senatu, przywrócił woje- 
wództwo Gnieźnieńskie, buławy porobił 
senatorstwami, podskarbich nadwornych, 
koronnego i litewskiego, wprowadził do 
senatu, utworzył wiele nowych kasztela- 
nii, jak: buską, łukowską, żytomierską i o- 
wrucką. OgiMem grono senatorów powięk- 
szył o 13-tu. na sejmie więc wielkim by- 
ło wszystkich 157, a mianowicie biskupów 
18-tu, wojewodów 38, kasztelanów woje- 
wódzkich 34, drążkowych 51 i ministrów 
16-ta. Litwa, która senatorów drążko- 
kowych nie mifJa, domagając się ciągle 
o takowych dla zrównania z Koroną, uzy- 
skała za Targowicy prerogatywy kaszte- 
lanów drążkowych dla wszystkich powia- 
towych marsz^ków. Tym sposobem licz- 
ba krzeseł w senacie wzrosła do 171. 
Żmudź nie miała marszałków tylko ciwu- 
nów, więc nie dosti^a i kasztelanów mniej- 
szych. Mianowanie senatorów należf^o 
do króla, lubo sejmy, choó się król na nie 
oglądaó nie potrzebował, przedstawiłby 
kandydatów. Każdy kandydat musiał byd 
krajowcem, a od r. 1550, ehoóby i ducho- 
wny, szlachcicem. Senat rady swoje od- 
bywfJ bądź na sejmie, bądź bez sejma, w 
zebraniu walnem lub częńciowem. Koku 
1463 postanowiono, aby przy królu było 



dbyGoot^le 



SENAT POLSKI, SENATOROWIE. 



325 



zawsze 4rcłi wielkoradców, których zwa- 
no rezydentami. Ustawa z r. 1573 przepi- 
sała, żeby przy króla oprócz ministrów 
znajdowalsię zawszedo rady: jeden biskup, 
jeden wojewoda i dwach kasztelanów. 
Nie wolno było senatorom wyjeżdżać z 
granic Rzplitej bez pozwolenia sejmu. 
Chociaż król mianowc^ senatorów, wszak- 
że rady ich masiaJt slachaó. Nietylko do- 
radzali królowi, ale go mieli prawo i obo- 
. wiązek przestrzegać i napominać. n^B- 
nowie rada" radzih królowi na sejmie i 
poza sejmem. Od czasów Kazimierza Ja- 
giellończyka umawiali się, którzy z nich 
mają być kolejno ,przy panu". Tkwił w 
nich zawsze stary duch wojewodów ziem 
piastowskich. Sprawą narodową zawsze 
kierowali wspólnie z królem. Stąd prze- 
waga wojewodów i „panów rad" nad mi- 
nistrami; .panowie rada" z królem naka- 
zywali coś, ministrowie wykonywali. Byl 
w nich majestat narodu. Król wśród -wo- 
jewodów hjlfirimusinierfiares, t.j. pierw- 
szy między równymi. Oni byli wojewo- 
dami swoich ziem i województw, skonfe- 
derowanyoh w Rzplitą, król byl wojewo- 
dą całej Rzplitej. Oni to powzięli genjal- 
ny zamysł ślubu Władysława Jagiefly z 
Jadwigą, oni dokonali unii narodów, sze- 
rząc na Wschód cywilizację Zachodu i Ko- 
ścioła, oni stworzyli prawodawstwo pisa- 
ne, postawili zasadę bezpieczeiistwa wol- 
ności osobistej, co w owych czasach było 
olbrzymim postępem, oni oświecali Jagiel- 
lonów i wyrobili ich na dynastję najzac- 
niejszą w świecie. .Panowie rada" odzy- 
skali Pomorze, damali zakon Krzyżacki, 
a już królów wina, że uro^y Prusy jako 
państwo, oni wj^yw Polski ustalili w Cze- 
chach i Węgrzech, zhołdowali Wołoszczy- 
znę i Mnltany. Cóż za dojrzałość tych 
wielkoradców np. za czasów Ludwika, Ja- 
dwigi i Jagiełły, w XV w., gdy każdy ca- 
łą piersią swobodnie oddychał, gdy cała 
Polska rosła w wielkość i szczęście, gdy 
przyświecali narodowi tacy ladzie, jak: 

Enerkloped^t ilanpalBkB. t. IV. 



kardyn^ Zbigniew Oleśnicki, Długosz, 
Grzegorz z Sanoka, Ostroróg, Tarnowski, 
Tęczyńscy, Czyżowscy, Michatowsi^. W 
r. 1466 sostal zaliczony do Wielkorady 
czyli senatu polskiego mistrz krzyżacki 
jako „konsyljarz królestwa polskiego", 
Inbo w tej radzie nigdy nie zasiadał. O-dy 
Albert został dziedzicznym książęciem 
Prus, Zygmunt I wyznaczył mu także 
pierwsze miejsce w senacie, lecz nie po- 
zwolono mu zasiadać, aby na elekcję nie 
-wptywai. Senatorowie nie pisali się pod- 
danymi króla. Poddani czyli podwładni, 
rządzeni — byli ziemianie, senatorowie zaś, 
jak się wyraża znakomity znawca ustroju 
Rzplitej, Juljan Bartoszewicz, byli rajca- 
mi i ojcami narodu, razem z królem, naj- 
wyższym ojcem. Jan Zamojski byl osta- 
tnim świetnym typem wielkich, poświę- 
conych ojczyźnie, mądrych i cnotliwych 
wielkoradców jagiellońskich. Po nim se- 
natorowie schodzą na agitatorów, jakimi 
byli: Zebrzydowski, Krzysztof Radziwiłł, 
Jerzy Lubomirski, Jędrzej Morsztyn, Grzy- 
mułtowski, Kazimierz Jan Sapieha. Duch 
narodowy i tradycja wojewodów piastow- 
skich i jagiellońskich upada. Wielcy pa- 
nowie całą wartość swoją upatrują ju* nie 
w mądrej radzie, nie w poświęceniu i za- 
parcin siebie dla ojczyzny, ale w poniża- 
niu króla, poniewieraniu jego władzy, w 
rozrzutności i błyszczenia od idota i sre- 
bra. Gdy jeszcze za Władysława rV sta- 
nowią oni prawo przeciwko orderom i za- 
granicznym tytułom, to już w sto lat pó- 
źniej wszyscy się o nie ubiegają. Chci- 
wość i próżność ludzka bierze górę nad 
cnotą i miłością kraju. Dach starej Pol- 
ski cudzoziemczeje w magnatach. Gdy 
pierwHJ za prosty obowiązek uważano słu- 
żenie królowi radą, a krajowi mieniem i 
życiem, to w XVIII wieku mamy już ca- 
le setki dygnitarzów, którzy, podeptaw- 
szy tradycje narodowe, polują na tytuły, 
ordery i pieniądze, biorąc je gdzie się da. 
O senatach: polskim, litewskim i pruskim 



dbyGoot^le 



SENAT PRUS POLSKICH. — SEP. 



grniito\me rozprafty napisał dziejopisJu- 
Ijau Bartoszewicz. 

Senat Prus polskich. Za czasów Pia- 
stowskich spotykamy na Pomorza licznych 
wojewodów i kasztelanów. Był wojewo- 
da gdański, świecki, tczewski, kasztelan 
świecki, atarogrodzki, etupski, packi i t. d. 
Ustrój ten polski zmienił się pod panowa- 
niem Krzyżaków, łm starszyzna narodo- 
wa poszła w służbę do Nifimców. Dopie- 
ro wskatek powstania ziem pomorskich i 
zrzucenia jalrzma krzyżackiego a przyłą- 
(śenia się dobrowolnego do dawnej ojczy- 
zny polskiej, podatiia narodowe tam odży- 
ły. Kazimierz Jagiellończyk, nim wojnę 
jeszcze rozpoczął, ustanowił dla ziem tych 
i- zaraz nominował 4-ch wojewodów: gdań- 
Bkiego, toruńskiego, elbląskiego i króle- 
wieckiego. Kiedy król, po wybacha woj- 
ny, z Torunia przyjechał do Elbląga, 
, gdzie — jak mówi Bielski — nie jako za 
pana, alą ledwie nie za Boga od ^ch tam 
łudzi był przyjęt','opnicz szlachty przy- 
sięgali mu także trzej biskupi: ch^miński, 
pomezański i sambieński; tylko czwarty 
nie przysięga! — warmiński, bo u mistrza 
praskiego był V Malborgu. Nastąpił sejm 
wGradziążu, naktórym stania unja ziem 
pruskich z Koroną, Senatorowie tych ziem 
mieli zasiadać również i w radzie koron- 
nej i wspólnie króla obierać, król też przy- 
rzekł urzędy^ w Prusiech rozdawaó tylko 
obywatelom micfJBomfyiu. Pokój toruń- 
ski ż r. 1466 zoitawił mistrza wielkiego w 
pbsiadaniulennemPras Wschodnich, przez 
co musiało nstad województwo Królewiec- 
kie. Stanęły tylko w Prusach Zachod- 
nich czyli Królewskich 3 województwa: 
zamiast Toruńskiego Chełmińskie, zamiast 
Elbląskiego Malborskie i zamiast Grdań- 
skiego Pomorskie. Dalej krót ustano ■ 
wił 3 kasztelanów: chełmińskiego, elblą- 
skiego i gdańskiego, 3 podkomorzych, 3 
chorążych, miecznika i podskarbiego ziem 
pruskich, oraz sędziów po powiatach. Do 
wielkorady Pras Zachodnich weszło tylko 



2 biskupów: chełmiński i warmiński, bO: 
dwaj inni, samhieński i pomezański, pozo-: 
stali w Księstwie Królewieokiem. Cały 
senat praski składał się z 15-ta wielkorad-' 
ców, a mianowicie:, biskupów 2, wojewo- 
dów 3, kasztelanów 2, podkomorzych 3, 
przedstawicieli miast TorOnia, Elbląga i 
Q-dańska 3 i wreszcie podskarbiego ziem 
praskich. Nikt nie mógł piastować urzę- 
du, kto obywatelem praskim nie został 
przez osobną uchwałę sejmową. Do s^ia-- 
tu koronnegood r. 1466 wchodziło 8-a se- 
natorów pruskich, a mianowicie: bisku-- 
pów 2, wojewodów .3 ikasztelanów X Na 
sejmie unii lubelskiej pomieszały się ki%e- 
sła senatorów pruskich z koronnemi i 11- 
tewskiemi. Do rodzin senatorskich w woje- 
wództw, pomorskich należeli: Bajsen Ba- 
żeńscy, z Mort^a Mortęscy, Schewe, Fel- 
den Zakrzewscy, Wejherowie, Konopac- 
cy, Działyńscy, Czapscy, Przebendowscy, 
Żalińsoy i inni. Po pierwszym rozbiorze- 
r. 1772, choć ziemie pomorskie odpadły od- 
Bzplitej, to senatorowie zajmowali wciąż 
krzesła w wielkoradzie i król wakansd ob- 
sadzał tylko obywatelami pruskimi. Do- 
piero po drugim rozbiorze w r. 1793 pa- 
nowie pomorscy z izby senatorskiej ustą- 
pili. Zmarła w Warszawie r. 1837 ma- 
trona ' 90 letnia, Anna z Ledachowskich 
Czapska, wojewodzina malborska, była 
najdłużej w stolicy żyjącym pamiętnikiem 
podań narodowych z ziem pomorskich. 

Sentencjonarz— księga, do której pod- 
czas sesyi sąda pisarz wpisywał treść u- 
chw^y, według której redagował póiniej 
Wyrok z motywami w księdze, zwanej 
„dekretarzem". Senteucjonarz był zapro- 
wadzony wsadach ziemskich Jeszoze przez 
Kazimierza Jagiellończyka r. 1454. Po-, 
wiedziano bowiem w statutach Nieszaw- 
skieh, że wyrok sądu powinien byó zapi- 
sany do księgi, żeby nadal w takiejże 
sprawie jednakowo rozstrzygano. 

Sep, w liczbie mn. spy — danina, skła- 
dana w ziarnie. W dokumencie zr. 1242 



dbyGoot^le 



SEPET.— SERWETA. 



znajdajemy: „ Triginta łapides de sepo, 
quo pro sepo dedimits duas marcas'^. Pra- 
wo z r. 1565 zastrzegło, aby |)oddaai kró- 
lowi i panom swym wszelkie spy i dani, 
według miary starodawnej, a nie nowych 
miar, oddawali {Vol. leg.'^., f. 687). Pó- 
źniej spy nazywano o s e p a ro i. 

SflpBt, sepecik — skrzynia okata, 
skrzynka, kufer, wyraz przyjęty z turec- 
kiego. Po turecka s e p e t zoaczy nietyl- 
ko skrzynię, ale i sakwojaż zamykany, 
skórzany Inb z sitowia. 

Sarebszczyzna, Kierpszczyzna, 
sierebszczyzna i sierebrzesz- 
czyzna —podatek ziemski na Litwie i 
Rusi, nazwany tak od tego, że był j^eony 
gotówką czyli srebrem. Pierwotnie Ruś 
opłacała serebszczyznę Tatarom, zanim 
ją Polska z Litwą nie zagoniły od tego 
haraczu. Później był to podatek krajo- 
wy przez wielkich książąt litewskich z 
ziem rnskich pobierany. W statucie Li- 
tewskim czytamy: „Kie będziemy mogli 
ani sierebszczy ny, ani pł^ita żadne- 
go i nijakiego poboru ustanawiać aż na 
sejmie". Stryjkowski pisze: „Na sejmie 
wileńskim roku 1551 serep szczyznę 
na wszystką ziemię Litewską, Ruską i 
Żmndzką, na trzy lata, od sochy po 5 gro- 
szy uchwalono", 

Sergały lub s u r g o t y — strój kobiecy, 
o którym wspomina Haur w XVII w. 

Sernik albo 1 e s i c a -~ budynek kwa- 
dratowy pokryty gontami iub słomą, na 
wysokim slupie albo na czterech, do obsu- 
szania serów i gomółek. Ks, Kluk pisze; 
„W serniku świeżo robione sery suszą". 
Nazwa 1 e s i c a poszła od ścian robionych 
niekiedy dla lepszego przewiewu z lasek 
■ leszczyny. Jeżeli ściany były z bali, to 
zwykle z mnóstwem nawierconych dziur. 
Do sernika wchodzono po przystawianej 
drabinie. Znajdujący się dawniej przy 
każdym dworze i dworkn sernik dowodził 
pewnego rozwoju i zamiłowania gospo- 
darstw mlecznych. Sernik, opisany przez 



Mickiewiozaw 
„Panu Tadeu- 
szu," stalna jed- 
nym słupie. U ro- 
dziców piszącego 
to stał odwiecz- 
ny sernik na 4-ch 
dębowych slu- 
pach z dachem 
ozdobionym wy- 
rzezaną z drze- 
wa brodatą gło- 
wą Indzką. Gdy 
-' sernik ten roz- 
Stary sernik we wsi Złotoryi biyrano, odryso- 
Uad Natwją (rozebrany w ro- . 

1^6). wałem go, będąc 

jeszcze malcem, 
a głowa strącona z dachu służyła mi dłu- 
go za zabawkę dziecinną. Była ona po» 
dobna do głowy Czarnieckiego na pomni- 
ku w poblizkim Tykocinie. Na płaskorzeź- 
bach kolumny Trajana widzimy w grodzie 
Daków siedmiogrodzkich domy ich dre- 
wniane, także jak serniki polskie na czte- 
rech stupach budowane. 

Sarpanka —• rodzaj stroju- białogłów-! 
skiego, o którym w pisarzach XVI w. na- 
potykamy wzmianki. 

Serpentyna. Od wyraża łacińskiego 
serpens, wąż, żmija, nazwaU Polacy ser- 
pentyną, serpentynką szablę najbardziej 
krzywą, używaną do zwykłego stroju pol- 
skiego w wieku XVI, XVII i XVIII. Ko- 
chowski pisze w „Wiedniu wybawionym': 
„Kordy, pałasze, kręte serpentyny". Słu- 
żyły one zwykle do pojedynków. Był tak- 
że rodzaj dział 24-funtowego kalibru, 
zwanych „serpentynami". 

Serweta. O serwetach w XVII w, spro- 
wadzanych z zagranicy znajdujemy w 
Vel. leg.: „Tuzin serwet kolońskich, holen- 
derskich, adamaszkowych". Od czasów 
Zygmuntowskich powstał zwyczaj przy 
talerzu każdej osoby kładzenia dużej bia- 
łej serwety, która służyła ucztującym do 
zasłonięcia piersi i zawiązania rogów jej 



dbyGoot^le 



228 



SERWITORJA.T.— SIABRY, SIABROSTWO. 



na karku, a to żeby przy jedzeniu nie po- 
plamić kosztownego ubioru, o którego 
czystość bardzo dbała szlachta, przekazu- 
jąca nieraz swoje delje, sajety, żupany i 
koutuBZd synom i wnukom. Widok też 
Biedzących przy obiedzie lub wieczerzy 
przedstawi- od strony 6t<^n, jakby biesia- 
dowano w bieliźnie, a gdy jedli i gwarno 
rozprawiali, trzęsły się im tylko białe rogi 
od serwet na karkach. W domach mo- 
cniejszych, oprócz serwet dutych, do- 
dawano jeszcze maleńkie, przykrywając 
chleb na talerzu. 

Serwitorjat. Ludzie, składający dwór 
monarszy, nie podlegali sądom miejskim, 
ale marszałkowskim i królewskim. Stąd 
kupcy i rzemieślnicy miejscy nieszlschec- 
kiego pochodzenia, którzy byli dostawca- 
mi czegokolwiek do dworu, dostawali 
przywilej, wyjmujący ich z pod sądów 
miejskich. Przywilej taki, bardzo przez 
wszystkich pożądany, zwał się „serwito- 
rjatem". 

Sędzia — wyraz polski, starożytny. Sę- 
dziowie zastępowali książąt i królów pia- 
stowskich w sądzeniu spraw. W statutach 
Kazimierza Wielkiego znajdujemy sędzie- 
go w dzisiejszem pojęciu, juko przewodni- 
czącego sądowi. Wojewodowie i kaszte- 
lani mieli do sądzenia także swoich za- 
stępców czyli sędziów. Z czasem więc 
każda ziemia miała dla swojej potrzeby: 
sędziego, podsędka i pisarza ziemskiego. 
W mianowaniu ich władza królewska zo- 
stała ograniczona w ten sposób, jak pisze 
Kromer, „że szlachta tego województwa, 
gdzie jeden z tych trzech urzędów zawa- 
koje, zjechawszy się, obiera pod przewod- 
nictwem wojewody trzech ojców ze szlach- 
ty, z których król jednego, wedle swej wo- 
li, na osierocony urząd naznacza". Krasi- 
cki pisze w XVIII w.: „Sędziego ziem- 
skiego wybierał sejmik elekcyjny. Można 
było być pierwej sędzią grodzkim, potem 
ziemskim" (Podstoli, str. 70). W obozach 
rozsądzali sprawy w zastępstwie hetmana 



sędziowie hetmańscy, jeden w wojsku ko- 
ronnem, drugi w litewskiem. Byli i sę- 
dziowie dla pospolitego ruszenia. Po mia- 
stach, które rządziły się przeważnie pra- 
wem niemieckiem, sądzili ławnicy z wój- 
tem na czele. Sędziowie trybunałów zwali 
się „deputatami" i wybierani byli na sej- 
mikach deputackich ze szlachty. Sędzia 
polubowny, od strony obrany, zwał się 
jednać z, rozjemca. Sędzią do spraw 
żydowskich w zastępstwie wojewody był 
zwykle podwojewodzy. Sędziowie kap- 
turowi sądzili nadużycia i sprawy krymi- 
nalne w czasie bezkrólewia. Sędzia bar- 
tny sądził bartników w starostwie przas- 
nyskiem. Chiopi w dobrach łowickich, 
należących do prymasa, mieli obyczajem 
starożytnym sędziego wiecowego 
aż do rozbioru Hzplitej. Pomocnik i za- 
stępca sędziego zwał się z dawnych cza- 
sów podsędkiem. Sędzią mógł zostać tyl- 
ko ten, kto ukończył lat 24, był roztrop- 
ny i sumienny. Wogóle w Europie śre- 
dniowiecznej sędziowie nie bardzo byli 
sprawiedliwi, zdzierali strony na koszta, 
krzywdzili małoletnich, wyrokowali czę- 
sto stronnie. Oczywiście Polska nie mo- 
gła stanowić jakiegoś wyjątku, ale by wa- 
ło w niej nie gorzej a nieraz lepiej, niż 
gdzieindziej. Później bezstronność sędziów 
podniosła się znacznie. 

Sfragistyka polska ob. Pieczęć (£»<:. 
Siar. tui, str. 345), Pieczęcie naj- 
starsze szlachty polskiej {Enc. 
Siar. t. IV, str. 1) oraz iune artykuły, w 
których znajdują się opisy i rysunki roz- 
maitych pieczęci, np. pod wyrazami; Je- 
dnorożec, Cechy, Poczta itd. 

Slabry, Siabrostwo. Była to na Rusi 
naddnieprskiej pewna odwieczna forma 
rodowego posiadania ziemi, różniąca się 
zasadniczo tak od wspólnoty gminnej, jak 
i od dziedziczenia indywidualnego. Pod- 
stawą do tego rodzaju władania była pier- 
wotna wspólność krwi i pobratymstwo, 
t. j. rodzina szersza, pomnożona członka- 



dbyGoot^le 



SIDŁA.— SIECI. 



mi do roda przybranymi. Posiadanie o- 
byczajem eiabrów różniło sJc od wspólno- 
ty gminnej najprzód nierównością ncząst- 
ków używalnych, powtóre Bwobod% alje- 
nacyi i przedaży działów tak w tonie związ- 
ku między siabrami. jak i w ręce obce za 
zgodą siabrów. Siabrostwo, jako włada- 
nie rozdrobnione, dało początek w języku 
polskim do pogardliwego wyraża ,szab- 
rajstwo*. Wiadomość o siabrach znajdu- 
jemy w statucie Litewskim (Wilno 1786 r. 
rozdz. IV, art. 66); w „Źródłacli dziejo- 
wych" (t V, Warszawa 1877): Lnstracje 
królewszczyzn ziem raskich. Aleksander 
Jabłonowski pomiedcJłw/4/£n^um(r. 1890, 
t. m, str. 583) rozprawę: .Siabrostwo ja- 
ko jedna z form rodowego posiadania zie< 
mi". Łuczycki wydał r. 1889 w Petere- 
. burgu: ,Siabry i siabrynnoje ziemlewła- 
dieńje wM^torosii". Rawita (Gawroński) 
w książce swojej „Stadja i Szkice history- 
czne" (serja II) podaje rozprawę: „Siabro* 
stwo jako forma władania ziemią". 

Siciński ob. Upicki poseł. 

Sidła. Ł. O-t^ębiowski wymienia takie: 
„nawiązka"! .syp^ek", sidtazprzyuętąna 
zwierzynę^ „brózdy", sidła na skowronki 
w brózdach stawiane; „doua", sid^o 
szczególniej na kwicz<^y; „kołowrót" albo 
„kręg" w rodzaju denka od beczułki na 
wodzie umocowanego, z przywiązaną na 
środku żywą kaczką i zastawionemi dokcJa 
niej sidłami na dzikiekaczkigktórenakrzyk 
przywiązanej zlatują się; „opałki", sidło 
na kuropatwy; „ponóż", sidło koło gniazd 
umieszczane; „pozżynka" chwyta jarząb- 
ki; „wnitek", „wspar" i inne. 

Slebierka, siebierskie sukno przy- 
wożono z Rosyi a Instruktarz celny litew- 
ski oznaczył cło od postawu. 

Sieci. Wiązaniem czyli robieniem sie- 
ci tak łowieckich jak rybackich zajmowano 
czeladź po dworach wiejskich w wieczory 
zimowe przy świetle łuczywa lob wielkie- 
go ogniska na kominiekuchennym. Nad 
Sanem w Jarosławia i Padymnie wyra- 



biano sieci konopne na sprzedaż do O-dań- 
ska dla rybaków a może i myśliwych za- 
chodniej Europy. W okolicach jezior li- 
tewskich zajmowały się wiązaniem sieci 
rybackich w chatach ludu zarówno nie- 
wiasty, jak mężczyźni; na Podlasiu i Ma- 
zowszu nadnarwiańskiem kobiety tylko 
przędły szpagat a mężczyźni wiązali siat- 
ki. Haur w XVll w. zaleca tkaczom wiej- 
skim, oprócz tkania [^ótna, obowiązek ro- 
bienia sieci i dopomagania przy ich uży- 
waniu, a mianowicie przy łowieniu ryb. 
O sieciach łowieckich pisrf Wiktor Ko- 
złowski w książce .Pierwsze początki ter- 
minologii łowieckiej", str. 89 (Warszawa, 
1822 r.). Ł. Gołębiowski w dziele „Gry 
i zabawy* wyszczególnia następ. sieci ło- 
wieckie i rybackie, które przemysł łowiecki 
o^owiekazastosowa^ do ptactwa powietrz- 
nego, wodnego i zwierząt ssących: „Bro- 
żek", sieć mniejsza na półobręczach do ło- 
wienia ptaków; „drygubica", sieó na pta- 
ki troista, łożona z rzadkiej środkowej i 
dwnch gęstych obocznych; „dziwooza", 
sieókliniastanasokoły^dziwoki"; „dzwon*, 
sieć na kuropatwy w kształcie dzwonu 3 
łokcie wysokiego; „kobiec"; „koryto", sieć, 
której boki za pociągnięciem sznurów stu- 
lają się u wierzchu; knropatwia sieć zimo- 
wa; .lepowa sieć'; lotowe sieci, do przy- 
krywania kuropatw lecących służące; 
„mrzeżna sieć" na cietrzewie; .niewód 
ptaazy" z matnią na obręczach; „pajęczy- 
na", delikatna siatka na ptaszki; .podgaj- 
ne sieci" na kuropatwy; „pochodniowa 
sieć" do łapania ptaków nocną porą przy 
latami lub pochodni; „podolska sieć", ro- 
dzaj drygubicy i „podrygawka" na kuro- 
patwy; .poła"; „pomek" czyli .pomyk", 
sieć na kabłąku; „powłok" albo „włok, 
włóczek" i .rozjazd" ([Jacbta), sieci na 
kuropatwy. „Rozjazd" mniejszy bywał 
pieszo ciągniony, większy zaś konno. By- 
ły jeszcze „sald", „cierzenice", „szatry" 
(na cietrzewie), „wniki" i „zawiasa" (na 
słupkach). Sieci na łosie i jelenie „wild- 



dbyGoot^le 



230 



SIECIECHOWSCY ŚPIEWACY. - SIEKIERKA.' 



garn" zwano; sieć na wilki zwala się .pło- 
tem"; „parkany" okrążające i poprzeczne 
używane były na niedźwiedzie i dziki; 
knieję okrążano „połami" na 200 łokci dłu 
giemi, na 5 wysokiemi. Gdzie sieć nie o- 
bejmowała, rozciągano „fladry" czyli stra- 
szydła piórowe, t, j. długie sznury z na^ 
wiązanemi piórami, żeby zwierz tamtędy 
z kniei nie uciekł. Pomniejsze sieci słu- 
żyły na sarny, borsuki, bobry, wydry, ku- 
ny i tcliórze. Lekką „trokówką" łowio- 
no zające, „włóczkiem" wiewiórki w dziu- 
plach. Siecią przez zręcznego myśliwca 
nawet czujne żórawie podrywane bywały. 
Służba strzelecka u panów, czeladź fol- 
warczna u szlachty w jesienne i zimowe 
■wieczory, w izbach czeladnych, wiązała 
sieci nowe, naprawiała stare, kręciła sznur- 
ki z konopi, robiła sposobem szmukler- 
skim torby i pasy myśliwskie. W rachun- 
kach Kościeleckiego z lat 1510 i 1511 wi- 
dzimy, że dla Zygmunta I do Niepołomic 
za 3 sztuki sieci jelenich zapłacono grzy- 
wien 31 i groszy 15. Sieć kuropatwia za 
Zygmunta III koiiztowała złotych 10. 

„S lecieć howscy śpiewacy, świętokrzy- 
scy pijacy a pidtuscy żacy" byli słynni. 
Ks. Gacki, opisając „Benedyktyński kla- 
sztor w Sieciechowie" (R-adom, 1872 r.), nió - 
wi: „Przy odprawianiu nabożeństwa uży- 
waną była muzyka. O kapeli tutejszej 
wspominają dopiero w XVIII w, Kape- 
listó w świeckich bywało do 15 osób, a prócz 
nich grywali i śpiewali amatorowie zakon- 
nicy, bo każdy z nich mógł się uczyć grać 
na jakim chciał instrumencie, a musi^ 
znać koniecznie przepisy śpiewu kościel- 
nego. Dlatego też mawiano o benedyk- 
tynach: Stfcicc/iovie'!scs caniorci, Calvo- 
monłani fotatorcs, Ploccnscs docłorcs, lub 
też po polsku, jak powyżej. 

Siedemdziesiątnlca, inaczej Starcza- 
postna — nazwa niedzieli 3-ej przed 
wielkim postem a 10-ej przed Wielkano- 
cą, utworzona niewątpliwie od tego, że 
poprzedzała na dni 70 czyli 10 tygodni to 



wielkie święto chrześcijańskie. Nazwa zaś 
Starozapustnej powstała stąd, że 
w średnich wiekach rozpoczynano od tej 
niedzieli, zwłaszcza po zakonach, post 
wielki, była więc ostatnią niedzielą stare- 
go zapustu. 

Sledennadztesta ob. Pieniądze w 
Polsce. W statutach i akiach sądowych 
z w, XIV i XV spotykamy często karę 
pieniężną, pisaną po polsku siedemna- 
dzi esta a po łacinie scpiuaginta. Była 
to kara z pieniężnych czyli grzywnowych 
największa, zwana też „niemitościwą", o- 
znaczała bowiem wartość 70-cin grzywien 
skórek kunich, że zaś w wieku XIII trzy 
takie grzywny a w XIV i XV pięć takich- 
że równało sięjednej grzywnie sebra, więc 
mniej więcej w czasach Jagiełły „siedem- 
nadziesta" oznaczała 14 grzywien dena- 
rowych czyli około 7-miu fantów czyste- 
go srebra. Ob. Grzywna, Enc. Star. t. 

II, str. 221. 

Siekierka. 
Były czasy, 
w których 
nikt nie wy- 
ruszał się z 
domu bez o- 
ikierki, która 
:eśnie za la.s- 
za narzędzie 
az w drodze 
rewek na o- 
aych potrzeb 
mogiłach na 
pochodzą- 
;ych wieków 
.w tych stro- 
ostatniej do- 
nie pochowa- 
>ez położenia 
laznejsiekie- 
' przedstawi- 
Siekierka g<5rali l'śmy w rj^sunku przy wyra- 
poUk. z r. JS2G. zie O b U c h {Enc. Siar. tom 

III, str. 273). Gdy ze wzrostem zaludnie- 



dbyGoot^le 



SIELANKA.— SILVA RERUM. 



231 



-nia, wzrastało i bezpieczeństwo publiczne, 
obach podróżny utrącał stopniowo cha- 
-rakter broni i narzędzia a nabierał zna- 
czenia zwykłej laski w kształcie toporka. 
Taką właśnie laskę, nakładaną ozdobnie 
'cynkiem, zrobioną niewątpliwie przez gó- 
rali polskich, bo nabytą przez nas r. 1870 
od starego przewodnika w Zakopanem t 
noszącą na grzbiecie kija inkrustowany r. 
1826, załączamy tataj w rysunku. 

Sielanka. Ł. Gołębiowski pisze; „Z 
śniieiEiny słodkiej, nieco mąki i jaj dudaw- 
szyj gotuje się litewska sielanka". Go- 
łębiowski pamiętał sielankę z czasów swej 
młodości na Pińszczyinie i dlatego na- 
zwał litewską. Rzeczywiście jednak by- 
ła to potrawa znana w całej Polsce. Roz- 
pytywane przez nas staruszki na Mazow- 
szu, które pamiętf^y jeszcze koniec XVIII 
stulecia, uważały tak samo „sielankę* za 
dawną potrawę mazowiscką, ze śmietany 
kraśnej -rozbitej 2 żółtkami (bez białek) 
na gęsto jak jajecznica przyrządzaną. Był 
to zatem rodzaj uszlachetnionej jajeczni- 
cy, podawanej głównie na śniadania i pod- 
wieczorki w domach ziemia/iskicb, gdzie 
śmietany i żółtek miano poddostatkiem. 

Sielawa — jedna z najsmaczniejszych 
ryb jeziornych środkowej Europy, zwana 
w 'Wielkopolsce s u ł w i c ą, W Litwie sły- 
nęły sielawy polockie i augustowskie, w 
Koronie — wielkopolskie z jezior w okoli- 
cach Międzyrzecza. Sielawa żyje tyllio w 
jeziorach głębokich. 

Siemlflrnil(, siemię rnictw o. Du- 
biński w „Prawach m. Wilna" (druk wi- 
leński, r. 1788) pisze: „Co się tknie prze- 
kapniów, siemiprników, tedy ci nie mają 
być przypuszczeni dó miejskiej przysięgi; 
ale mają tylko mioe wolność na przekup- 
stwo i siemiernicLwo". 

Sieroty. Prawa pisane polskie, począw- 
szy od statutu Kazimierza WieL zr. 1347, 
brały w troskliwą opiekę sieroty. Osiero- 
ceni, podł. statutu tego mężczyzna do lat 
łó a białogłowa do 12, nie mogli wdawać 



się w procesy. Po dojściu do petnoletno- 
icisieroty, gdy dochodziły swoich krzywd, 
żadne przedawnienie czyli „dawność ziem- 
ska szkodzić im nie mogła". Statut Li- 
tewski wzorował się później na dawnych 
prawach polskich. 

Slesłrzan czyli stragarz, tram, 
dawniej po dworach a dziś już tylko po 
chatach szeroki ze starodrzewu poprzecz- 
ny podciąg pod belkami. Nazwa mogła 
powstać stąd, że bale lub dwie połowy, 
roztarte z jednej kłody, zowią cieśle sio- 
strami, a z takich połów robiono pierwó* 
tnie siestrzany. Ob. tram. 

. Siewruk — to samo, co Siewierzanin, 
tylko ±B zakończenie na uk, ak oznaczało 
pochodzenie cdowieka ludowe, np. Pole- 
8zuk, Pińczuk, Krakowiak, Kujawiak, 
Szkalmierzak, Sandomierzak, końcówka 
zaś <z»in oznaczała klasy wyższe w naro- 
dzie, a stąd up. nazwy: Sandomierzanie, 
Krakowianie, Kują wianie, Łęczycańie, 
Siewierzanie— oznaczały wyłącznieszlach- 
tę. Stryjkowski w XVI w. pisze: „Mo- 
śkwa Siewraków litewskich rozbiła i kadi 
miodu im wzięła; a o te to Siewruki sroga 
wojna się wszczęła". „O Siewruki litew- 
skie wojna się wszcz^a, którym miód 
Moskwa odjęła". Gmę Siewruków i szlach- 
ty pobrano". 

Sleża — przyrząd do połowa ryb. Sta- 
tut Litewski powiada: , Jeśliby kto komu 
jaz, sieżę, bądź też gać jaką porąb^ ta- 
kowy ma onemu zapłacić gwałt". 

Siglliaty ob. A r c h i w a. 

Silva rerum. Niegdyś w każdym do- 
mu polskim, gdzie nmiano pisać, a zwła- 
szcza po dworach wiejskich, posiadano 
księgę z czystego papieru, rodzaj pamięt- 
nika, do którego wciągano przedewszyst- 
kiem rzeczy, spraw publicznych dotyczą- 
ce." Życie polityczne było nadzwyczaj w- 
Polsce rozwinięte. Każdy ziemianin sej- 
mikował, posłował, urzędował, glosował i 
w taki lub inny sposób służył Rzplitej, 
której był cząstką. A że nie było stałych 



dbyGoot^le 



232 



SILVA RERUM. 



gazet, więc do takiej księgi pamiętniczej 
wpisywano wszelkie relacje, mowy sejmi- 
kowe i sejmowe, weselne i pogrzebowe, 
noty dyplomatyczne, listy, deklaracje, sa- 
tyry i paszkwile polityczne, djarjusze wo- 
jennych pochodów, wiadomości statysty- 
czne, daty wypadków dziejowych i rodzin* 
nycb, fundacje, rachunki majątkowe, wier- 
sze, pieśni, zjawiska atmosferyczne, klęs- 
ki, napisy na nagrobkach i t. d. Z powo- 
du tak rótnorodnei treści nadawano nie- 
którym pamiętnikom podobnym tytuły: 
Nikil et omnta (nic i wszystko), Varia 
(rozmaitości), MisceUanea (mieszaniny), 
Vorago rerum (bezdeA rzeczy), Farrago 
(zbieranina), „Torba dworska" i t. p. 0- 
gólnie zaś nazywano je pierwej djarjnsza- 
mi a potem Silva rerum czyli lasem rze- 
czy, gdy nazwa djarjuszów zaczną wyłą- 
cznie (^creślać dzienniki sejmowe i wy- 
praw wojennych. "W zbiorach podobnych, 
przeznaczonych do prywatnego uiytkn a 
nie do druku, znajdowało się mnóstwo 
rzeczy takich, które dla wielu przyczyn 
publikowane być nie mogły, tembardziej 
przeto do obrazu życia narodu s% ciekaw- 
sze. Przechowało się tam wiele pomni- 
ków umydowości, nigdy nie drukowa- 
nych a dowodzących, że poza literaturą 
książkową istniał w Polsce cały obszar 
piśmiennictwa domowego, ciekawego i 
cennego. Dosyć wymienić tu, że w tego 
rodzaju kopaloi wykryte zostały poezje 
Andrzeja Morsztyna, „Wojna Chocimska" 
Wacława Potockiego i Pamiętniki Paska. 
A ileż podobnych rzeczy kryć się może do- 
tąd w szpargałach, lub zostało zniszczo- 
nych na zawsze przez wojny, pożary, ludz- 
kie niedbalstwo i ciemnotę. Słusznie też 
powiedziaJ prof. Bruckner, że o cywiliza- 
cyi polskiej nie można sądzić z samych 
książek, bo druki wyczerpują tylko część 
zasobu pracy umysłowej narodu polskie- 
go. Praca zaś ta np. w drugiej połowie 
XVII wieku przedstawia znacznie większą 
wartość, niżby o tem z samych druków 



ówczesnych sądzić można. W aylwach, pro- 
wadzonych przez kilka pokoleń, znajdują 
się nieraz ciekawe wskazówki porównaw- 
cze do poznania następujących po sobie 
ludzi i czasów oraz wpływów, jakim ka- 
2de pokolenie ulegało. Oto np. próbka z 
niedrukowanego pamiętnika Kaleczyc- 
kich: £ról Zygmunt I w roku 1524 daje 
szlachcicowi mazowieckiemu, Stanisławo- 
wi Sasinowi, Kaleczyce w województwie 
Brzesko-litewskiem. Mazur osiada na Ru- 
si, a syn jego buduje już własnym kosz- 
tem dwie cerkwie, w Rohaczach i Kale- 
czycach. Wnuk Stanisława nosi już m- 
sińskie imię Siemen, a prawnuk Wasil. 
Krew i mowa mazowiecka a obyczaj przyj • 
mują od Kusi. Pod t. 1624, t. j. w sto lat 
po osiedleniu się Stanisława na Rusi li- 
tewskiej, prawnuk jego Wasil zapisuje w 
domowym pamiętniku: „Przebudowfdem 
cerkiew rohacką i wszystko odnowiłem i 
aparata posprawiaJem". Dalej znajduje- 
my rozmaite zapiski gospodarskie i ma- 
jątkowe. Pod r. 1643 Wasil, mający już 
78 lat, zapisai: .Junij godziny 11 na pół- 
zegarzu w niedzielę, małżonka moja miła 
Zofia Bieiikowska Kaleczycka w Hoha- 
czach zmarła, pochowana w cerkwi kale- 
czyckiej, w sklepie pod ołtarzem. Ija, Wa- 
sil Ealeczycki, tamże pochowany będę od 
synów moich". Jakoż r. 1648 zmarł pan 
Wasil i pod tą cerkwią pochowan zostaŁ 
Dalej znajdujemy zapisaną bitwę korsuń-. 
ską, nowiny polityczne i srogie okrucień- 
stwa Zaporożców, uchwały sejmowe, rady 
nad naprawą Rzplitej, projekt powołania 
kmieci do obrony krajowej, wydatki na 
aparaty i porządek w dwuch cerkwiach. 
Rodzina bowiem mazowiecka, przywykła 
do opieki, jaką kolatorzy otaczali swoje 
kościcJy na Mazowszu, znalazłszy w Ro- 
haczach i Kaleczycach lud wschodniego 
obrządku bez pociechy religijnej i domów 
Bożych, buduje mu takowe, uposaża i tro- 
skliwie opiekuje się nimi, aby chwałę Bo- 
żą szerzyć podług miejscowego obyczaju. 



dbyGoot^le 



SIŁACZ 



233 



Mazowsze i Podlasie roiło się narodem szla- 
checkim, gdy na Rosi wzgl^nie do obsza- 
rów było lada i szlachty mało. Szlachtapol- 
ska wychodziła Da Kaśpoł. gromadnie, ale 
osiadf^a pojedyftczo na roli, nie należącej 
do nikogo i zakładała dwory warowne, or- 
ganizując obronę kraju przeciw Tatarom 
i nie od pasując miecza dniem i nocą. Osiadł- 
szy wśród Rusinów, uczył się Mazur ich 
mowy, przejmował ich zwyczaje, szedł 
modlió się do ich cerkwi, a jeżeli takowej 
blizko nie mic^ a lud pod osłoną warowne- 
go dwora i mężnego szlachcica mnożył się, 
to ten budowo mu cerkiew, uposażał, pa- 
rocha osadza! i dzieci swoje w niej chrzcił, 
którym nadawał imiona Wasilów, Seme- 
nów, Danielów, jak to w pamiętniku Ka- 
leczyckich widzimy. Dzieci takiego Ma- 
zura przez maJżedstwa z potomkami miej- 
scowej rusińskiej szlachty zlewały się już 
w jedną krew, jeden obyczaj, jeden naród 
i przelewały wspólnie morze krwi, broniąc 
Rzplitej w walkach z Tatarami, Turkami i 
Zaporożcami. Niekiedy Silva rerum, kre- 
ślona drobnem pismem, dosięgała wielko- 
ści potężnych ksiąg. Taką właśnie, obej- 
mującą 176i stronic czytelnego pisma, z 
drugiej polowy XVII w. p. t.: Silva varia- 
rum curiosiłałum, znajdującą się wbibljo- 
tece po Załuskich w Petersburgu, opisał 
profesor Bruckner. Obok dokumentów 
i paszkwilów politycznych, djarj uszów i 
poematów, znajduje się w niej (jak zresztą 
we wszystkich takich pamiętnikach domo- 
wych) mnóstwo anegdot, dykteryjek, we- 
sołych żartów i wierszyków, w które obfi- 
tował dowcip staropolski. Zdarzały się 
też niekiedy sylwy, wyłącznie humorowi 
poświęcone, a do takich należy znaleziona 
przez Glogera i częściowo wydana w War- 
szawie księga Karola Żery, który pod po- 
zorem wesołego szlachcica był w istocie 
ojcem franciszkaninem w Drohiczynie na 
Podlasiu. Zdarzało się i dawniej niekie- 
dy, że pamiętniki domowe drukowano. 
Tak za Sasów wysrfa r. 1743 cała Silva 



rerum kasztelana smoleńskiego, Kazimie- 
rza Niesiołowskiego, pod tytułem j^OUa 

pubUca do zabawy w próżnościaoh nie- 

próżnującym'. Także „O/ia domesźica'^ 
w kilka lat później. Tytuły te łacińskie 
możnabj po polsku przetłómaczyć: „ Wcza- 
sy publiczne", „Wczasy lub odpoczynek 
domowy". "W r, 1829 wyszedł I tom „Pa- 
miętnika sandomierskiego" a w r. 1830 
tegoż tom drogi, 1 jaż więcej potem nie 
wys^o. A szkoda, bo było to pożytecz- 
ne wydawnictwo w rodzą ja silva rerum, 
zbiór ciekawych dokumentów dziejowych, 
opisów, relacyi, dawnych rymów, wiado- 
mości o zabytkach przeszłości i t. p. rze- 
czy. O sylwach rerum skreślił ciekawy 
artykuł profesor Briickner w wydawnic- 
twie petersburskiem „Charitas". W Kur- 
jerze Codziennym z r. 1881 począwszy od 
Jft 259 Kazimierz Bartoszewicz drukował 
„Silva rerum Zapałowskiego". W Kur- 
jerze Warszawskim z tegoż roku (Jfi 242) 
znajdujemy także n. p.: ,Silva rerum" 
artykuł o kilku podobnych pamiętnikach. 
Siłacza. Z rozmiarów i wagi zbroić 
dawnych rycerzy oraz z wielu innych 
wskazówek możemy twiedzió stanowczo, 
że wzrost przeciętny naszych ojców był 
cokolwiek mniejszy od dzisiejszego wzros- 
tu klas zamożniejszych, a równy wzrosto- 
wi ludu wiejskiego, siła zaś muskularna 
i wytrzymałość znacznie większa. Był to 
prosty i konieczny wynik mniejszych wy- 
gód, a większych trudów i zupełnie inne- 
go tryba życia. Częste dźwiganie zbroi, 
szermierka i gonitwy, zabawy łowieckie, 
podróże konne, liczniejsze prace fizyczne 
z powoda rzadkości rzemieślników na wsi 
(każdy prawie szlachcic i rycerz dawny 
umiał np. kowalstwo), zresztą życie wiej- 
skie zbliżone więcej do natury, niż dzisiej- 
sze zwyrodnione po miastach — wszystko 
to było przyczyną, że dawniej każdy po- 
siadał w sobie więcej energii, rycerskości, 
silnej woli, krewkości, wytrzymałości, 
zdrowia i siły muskularnej. Pod tym 



dbyGoot^le 



234 



SIŁACZE. 



-względem dziadowie nasi stali nieskoń- 
czenie \vyżej od wnuków, a dawne źródła 
przechowały nam liczne wiadomości o lu- 
dziach -wielkiej siły fizycznej i wytr^ma- 
lości. Pomijając ustne podania, przyto- 
xzymy tu wzmianki z dawnych pisarzów 
naszych o ludziach, którzy podziw ogólny 
krzepkością mnskułów obudzali: i) W 
XIV w. słynął Stanisław Ciołek, syn wo- 
jewody mazowieckiego. Chłopcem jesz- 
cze będąc, wstępował na wy^ze miejsce 
i, wziąwszy w każdą rękę dorosłego męi- 
-czyznę, tłukł jednym o drugiego. Dzwon 
spuszczony z wieży kościoła krakowskie- 
go wziął za ucha i do drzwi kościoła po 
Eohodach zaniósł. Miecz lub szablę skrę* 
cał w ręku jak postronek. Raz wróciw- 
-Ezy z łowów i zastawszy łaźnię zajętą 
przez dwuch braci ze sługami, rozgniewa- 
ny, te na niego nieczekali, pochwycił bu- 
dynek drewniany za narożnik i tak zręcz- 
nie przewrócił, 4e odkrył nagich. We wsi 
swojej Ostrołęce, przy stawianiu młyna, 
zobaczywszy kilkunastu ludzi, dźwiga- 
jących potężną belkę, kazał wszystkim 
wziąć za jeden koniec, a sam pochwyciw- 
szy za drugi, przeniósł z nimi i zadał ją 
na ścianę. Kiedy ścisnął w dłoni iwieże 
drzewo, to ciekł z niego sok, jak z gąbki. 
Tak zwane leziwa czyli grube sznury, z 
konopi lub łyka plecione, po których 
wchodzą na drzewa bartnicy przy podbie- 
rania miodu, rwał jak oici. Kuszę najtęż- 
szą samemi tylko rękoma i nogami bez le- 
wara naciągał. Dwie podkowy rozciągał 
lub kruszył. Oznaczywszy krótką szablą 
koło na ziemi, nie dał się z niego wycią- 
gnąć za sznur 12-tu ludziom. Kiedy z Ka- 
zimierzem Wielkim był w Pradze i po- 
szedł w zapasy ze słynnym jakimś siła- 
czem, tak go ścisnął, że biedny Czech du- 
cha wyzionął. Mazur ten, wysłany r. 13-56 
dla obrony Wołynia przeciw Tatarom, 
którzy Włodzimierz opanowali, poległ pod 
Włodzimierzem śmiercią walecznych. 2) 
Wojciech Brudzyiiski, dworzanin królów 



Aleksandra Jagiellończyka i Zygmunta I, 
jak zaświadczają Marcin Bielski i Bartosz 
Paprocki, sześcin mężów w całkowitych 
zbrojach na barkach swoich dźwigał, a 
siedząc na konin, gdy chwycił się rękami 
belki w bramie wjazdowej, konia swego 
w górę nogami z ziemi unosił. 3) Tę samą 
sztukę pokazy wał i Wiesi(rfowski, marsza- 
łek wielki litewski, znany z tego, że wozy 
w biegu, ująwszy za tylne koła, zafcr^my- 
wał i żubra oszczepem osadził, który na 
króla Zygmunta Augusta miał uderzyć. 
4) Król Zygmunt I żelazne podkowy ła- 
mał, postronki zrywał, napinał kuszę bez 
lewara i talję kart przedzierał. 5) Woj- 
ciech Łochocki, cześnik ziemi Dobrzyń- 
skiej, w pełnej zbroi przeskakiwał konie 
i wozy. 6) Janusz II, ostatni książę mazo- 
wiecki (zmarły x- 1526), miał być równie 
silny jak Zygmunt I, wyrzucał w górę ko- 
ło lub duży kamień. 7) Stanisław Radzi- 
miński, kasztelan zakroczymski za Zyg- 
munta Augusta — jak pisze o nim Bar- 
tosz Paprocki, który znał go osobiście — 
najtęższego chłopa bujał na dłoni a konia 
rozhukanego, chwyciwszy za łeb i uszy, 
dotrzymał, póki masztalerz uzdy nań nie 
włożył, poczem deiki rumak szedł pokor- 
nie, bo ma łeb i uszy spuchły. 8) Marcin 
Brzozowski z Brzozowa w ziemi Gostyń- 
skiej, przezwany „Kapturem", wziąwszy 
beczkę piwa na ramię, swobodnie z nią 
tańczył dokoła stołu. 9) O Wojciechu Cho- 
dzickim z wojew. Kaliskiego zaświadcza 
Paprocki, iż taką miał siłę w głowie, że 
wysadzał nią bramy z zawias. 10)Jakób 
Niezabitowski z wojew. Lubelskiego w 
drugiej połowie XVI w. słynął z odwagi, 
męstwa, siły i olbraymiego wzrostu. Był 
postrachem Tatarów, których gromił z 
małą garścią swoich pod Zbarażem i pod 
Skoworodkiem. W wyprawach Batorego 
pod Wielki em i Łukami i Pskowem świet- 
nie się odznaczył. Bielski wspomina o 
nim z uwielbieniem. 11) Ścibor, herbu 0- 
stoja, Dunaj w zbroi przepłynął. 12) Teo- 



dbyGoot^le 



SIŁACZE. 



235 



dor Lacki, pisarz polny, znakomity wo* 
jownik z czasów Batorego i Zygmunta III, 
zasłynął z olbrzymiej siły nietylko w Pol- 
sce, ale i zagranicą. Bawiąc w Wenecyi, 
chwycił ■wota, który się rzacił na niego, 
powalił go na ziemię i kark ma złamał, 
wozy w biegn za kola wstrzymywał, 
dąb, który mógł dłonią objąć, z ziemi z 
korzeniem wyrywał. W ciągnienia kuszy 
me miał sobi« równego, a gdy raz wobec 
Batorego przy pośle tatarskim zdnmial o- 
becnych celnością strzałów z łuku, król 
podarował mu dzielnego wierzchowca, 
Przez lat 20 stażyl krajowi orężem i mie- 
niem, bo własnym kosztem chorągiew hu- 
saryi wystawił. Odniósłszy pod Kirchol- 
mem w udo dwa postrzały od kul, mimo 
to nie zsiadł z konia i jeszcze dwie mile 
pędził uciekających Szwedów. 13) Rodzo- 
na siostra Teodora Lackiego, poślubiona 
EIjaszowi Pielgrzymowskiemu, pisarzowi 
litewskiemu, słynęła równie2 ze swej siły. 
14) Wojciech Padniewski w boju na "Wo- 
łoszczyźnie jednym zamachem kordą ściął 
Turczynowi głowę razem z ręką do pachy. 
16) Eustachy Tyszkiewicz, wojewodzie 
brzeski, spotkawszy niedźwiedzia na ło- 
wach, mini zwyczaj rozdrażniać go, a gdy 
beatja stanęła na łapach, łeb mu wtedy 
ścinał. 16) Tomasz Olędzki, kasztelan za- 
kroczymski, pięć talarów bitych, jeden na 
dragi położonych, szablą przerąbywał. 17) 
Szlachcic litewski Odyniec uderzał z osz- 
czepem sam jeden na niedi&wiedzia i za- 
wsze pokonywał. 18) Druszkowski, pro- 
boszcz hochotoicki, kiedy mu napuszcza- 
no cudzych koni do ogrodu, przez mur je 
powyrzucał. 19) Po śmierci Ziemowita i 
Władysława, książąt mazowieckich, ma- 
cocha ich a wdowa po Michale ks. litew- 
skim, roszcząca prawo do spadku po pa- 
sierbach r. 1462, zebrawszy szlachtę z In- 
dem zbrojnym w Płocku, wyruszyła na 
jej czele do Kawy i usiłowała zamek raw- 
ski siłą oręża zdobyć. 20) Cymbarka, księ- 
żniczka mazowiecka, córka Ziemowita i 



Olgierdówny, r. 1412 zaślubiona Ernestowi 
Żelaznemu, matka cesarza Fryderyka III, 
laskowe orzechy w palcach gniotła i pance- 
rze łamała. 21) Grabowska w wojew. Po- 
znańskiem i panna Barska w Kaliskiem, 
ścisnąwszy garść orzechów laskowych w 
dłoni, olej z nich wyciskały. 22) Żagiel, 
Szlachcic litewski, podskakiwał, dźwiga- 
jąc czterech łudzi na swych barkach. 23) 
Komorowski z Komorowa w Kujawach 
podkowy łamał bez wysiłku. 24)AugustII 
Sas od wielkiej siły fizycznej dostał na- 
wet przydomek Moonego. Za jednym za- 
machem ścinał on głowy bydlętom, czego 
dokonał raz na zjeździe z Piotrem I w Ra- 
wie (ruskiej). W Grdańsku działko, falko- 
n<rtem zwane, podnosił jak pistolet. 25) 
Przewyższał Augusta siłą Marcin Cieński 
z Cienia w Sieradzkiem, dzielny wojownik 
z czasów Sobieskiego a regvmentarz za 
Augusta II. Ody raz król zaprosił go do 
siebie i zapragnął widzieć dowody jego 
siły, regimentarz podane sobie sztaby że- 
lazne pozakręcał na szyi dwom królew- 
skim drabantom, którzy stali na warcie. 
Gdy król sam nie dat rady szyn tych od- 
kręcić, posłano po znanego z siły kowala. 
Ale i ton nie poddał, mówiąc, że trzeba* 
by łby w ogień wsadzić i czyny rozgrzać, 
aby drabantów z żelaznego jarzma uwol- 
nić. Wtedy dopiero Cieński rozwinął szta- 
by z łatwością, pokazując, że od króla i ko- 
wala jest silniejszym. 26) Córka tego wa- 
lecznego regimentarza odziedziczyła po 
ojcu także niezwykłą siłę. Opowiadano, 
że gdy raz w jej domu powadziło się 
dwucb szlachty, pogodziła ich, wziąwszy 
razem za pasy i wyrzuciwszy przez otwar- 
te okno do ogrodu. 27) Helena Ogińska, 
sławna z cnót, siły i nauki córka Kazi- 
mierza Ogińskiego, wojewody wileńskie- 
go, małżonka Ignacego Ogińskiego, kasz- 
telana wileńskiego, podczas wesela króle- 
wicza saskiego Fryderyka w Dreźnie, ro- 
ku 1719, na sławnym karuzelu, przez mło- 
de damy odprawionym, mając lat 18 



dbyGoot^le 



SIODŁO. 



wszystkie rycerskie sztaki z taką zręczno- 
ścią i podziwem wszystkich odbyła, że 
pierwszeństwo i <7yznaczoD% nagrodą o- 
trzymfJa. Żyła lat 90, a w podeszłym już 
wieku talerze srebrne w trąbkę skręcała i 
rozwijana, talary łamała. 28) Jan Kopczak, 
z pochodzenia chłopek, słynął z siły na 
dworze Stan. Leszczyńskiego w Lunewiln; 
karetę ministra Bryla zagrzęzłą w błocie 
sam wyciągnął; umarł jako piwniczy a 
hetmana Branickiego w Bialymstoka. 
29) Następny przykład wytrzymałości po- 
daje Dlngosz: „Gkly r. 1438 Tatarzy dobi- 
jali pojmanych jeńców polskich — Jan 
Włodkowicz, h. Sulima, po odoiesieniu ran 
mnogich leżał między stosami trapów, u- 
dająo nieżywego. Odarli go do naga po- 
hańcy, lecz gdy ściągali obuwie, a sprzącz- 
ki puścić nie chciały, przerżnęli je wzdłuż 
tak, iż miecz narysował na nogach głębo- 
kie rany. O-dy pierścienia, który miał na 
palcu, zdjąć nie mogli, ucięli go z palcem. 
Taką bohaterską cierpliwością przytaiw- 
8zy ducha w męczarniach, uniknął śmier- 
ci, lub gorszej niż śmierć niewoli". Blizny 
te na ciele jego oglądał później sam Dłu- 
gosz. Przez ćwiczenia rycerskie wyrabiali 
wsobio Polacy zadziwiającą zręczność. Mik. 
Pieniążek za kr. Stefana, trzymając w ku- 
pie nogi, bardzo wysoko w zbroi podska- 
kiwał. O^dy król Aleksander kopalnie w 
Wieliczce oglądał, szlachcic Jan Jordan, 
ubrany po husarsku, zatem w ciężkiej 
zbroi, mówiąc: „za zdrowie króla Jegomo- 
ści!" bardzo szeroki otwór do przepaści, 
zwany szybem, przesadził, za co żupni- 
kiem mianowany został. Bartosz Paproc- 
ki w „Ogrodzie królewskim' pisze o El- 
żbiecie, wnuczce Kazimierza Wielkiego, 
zdumiewającej dorodną budową i dziwną 
krzepkością ciała, że „gdy jej w Krakowie 
na weselu przyniesiono nową grabą pod- 
kowę, tak ją roztamii^a, jakoby była z ja- 
kiego drzewa słabego uczyniona; potem 
kucharskie tasaki zwijała, jakoby z lipo- 
wego drzewa robione były; pancerz wziąw- 



szy, jako koszulę wiotchą od wierzchu aż 
do końca rozdarła, co było z wielkim po- 
dziwieniem wszystkich książąt i panów". 
Jan Tarło, krajczy króla Zygmunta J, w 
konnych gonitwach porywał przeciwnika 
i zrzucał go z konia, uderzeniem pięści 
rozbij^ drzwi żelazne i zaniki, z oszcze- 
pem chodził na niedźwiedzie. Prokop Sie- 
niawski, marszałek wiel. kor., poszóstne 
karety w biegu zatrzymywał, łby wołom 
szablą w oczach królewskich odcinał. W 
nowszych czasach ^ynęli z ogromnej siły: 
Kichał Walewski, ostatni wojewoda sie- 
radzki, a w stronach nadbużnych ziemia- 
nie: My^owski, który 5 orzechów lasko- 
wych, w kółko na stole położonych, tłukł 
uderzeniem czoła, Franciszek Kowalski 
z Pratulina i Seweryn Bryndza z Łozo- 
wicy. 

Siodło, knlbaka czyli siądzonie na 
konia. Kitowicz rozróżnia w epoce Augu- 
sta m następujące odmiany kulbak, uży- 
wanych przez jazdę polskiego autoramen- 
tu: łęk, terlica, jarczak i kulbaka 
turecka. Ostatnia była podobna do terlicy 
(ob.) z tą tylko różnicą, iż przednia kula 
była wyższa i ostrzejsza, a tylnia ława 
szersza, zamiast poduszki cały wierzch 
knlbaki miękko włosiem wyści^any i su- 
knem powleczony; takiego siądzenia naj- 
więcej husarze do potrzeby używali. Po- 
dajemy rysunek kulbaki wykonanej we- 
dług bardzo szczegółowych opisów i ry- 
sunków, znajdujących się w bibljotece 
Ministerjom wojny w Paryżu, przepisanej 
dla szwoleżerów polskich w służbie fran- 
cusliiej z czasów Napoleona I. Zwraca tu 
uwagę głębokość siedzenia i szerokie tyl- 
ne jego oparcie, nader wygodne dla jeźdź- 
ca w gwałtownych ruchach przy robieniu 
lancą. Siodło miało szkielet z drzewa bu- 
kowego, spojonego mocnemi okuciami że- 
laznemi, było wysłane włosiem i czarną 
skórą obleczone; okucia wierzchnie były 
mosiężna B. Gemiarz. — Dorohostajski w 
swojej Hippice, mówiąc o siądzenin, kła- 



dbyGoot^le 



SIPOSZ. — SKARBOWE SKRZYNIE. 



237 



dzie najprzód bardele t. j. terlice przy- 
pinane jednym ręgortem bez strzemion, 
ażywane tylko przy objeżdżania źreba- 
ków, potem knlbaki włoskie, które były 
dwieztakzwanemi kulami, znacznie wpa- 
łąione z krzyżowymi popisami, nareszcie 
kulbaki huzarskie, daleko mniejsze od 
włoskich, i^askie bez kul, bez krzyżowych 
popręgów, a za to z pod- 
piersiami i pewnie z pod- 
ogoniami. O siedzeniach 
ob. w Enc. Siar. pod wy- 
razami: Bardela (t. I., 
str. lló), Jarczak (t. II, 
str. 28<i, Kulbaka (t. 
III, str. 116), Łęk (t III, 
str. 162). We „ Wzorach 
eztnki średniowiecznej" 
Przezdzieckiego i Rasta- 
wieckiego ob. siodło ks. 
Jabłonowskiego, hetma- 
na. Wedle taksy urzędo- 
wej z r. 1B73, siodło hisz- 
pańskie z blachami pole- 
TOwanemi i śmbami ko- 
sztowno złotych ówczes' 
nych 3, brunświckie z bla^ 
chą około krają zł. 2, wło- 
skie z poduszkami i zamkiem w siedzeniu 
zł. 1 gr. 15, bez zamku isł 1 gr. 6, tureckie 
proste zł. 1 gr. 10, po krajach białą skórą 
obłożone rf. Igr. 15, małe siodło gr. 20, 
jarczak bez safjanu gr. 24, siodło woźni- 
czelSgr., podkład nowy do siodła 6 gr. 

SIpOSZ ob. Szyposz. 

Skałki do strzelb, używane przed wpro- 
wadzeniem pietonów i iglicówek, robione 
były w fabrykach, istniejących zdawna 
pod Krakowem, także w fabryce, zawożo- 
nej pod koniec XVIII w, w Niżniowie w 
Stanisławowskiem w Galicyi. Fabryka ta, 
należąca do Freudenheima zatrudniała 
kilkudziesięciu robotników. Skałki wyra- 
biane pod Krzemieńcem na Wołyniu, 
nawet jeszcze wtedy, gdy już wyszły 
z użycia w kraju, wywożone były i 



nabywane w znacznych ilościach do A- 
zyi. 

Skarbcowe skrzynia były to skrzynie z 
desek, okute w gęstą kratę z szyn żela- 
znych, z zamkiem sztucznym umieszczo- 
nym na wewnętrznej stronie wieka, w je- 
go środka, posiadającym często 12 moc- 
nych ryglów, działających po kilka w ka- 



Siodto szwoleterdw polakich wsluibio fruicuBkiej e czasów Napoleona I 
(ryaunek p. B. Gembarzewskifgo). 



żdy bok skrzyni, tak, żeby wieko nie 
mogło byó łomem z żadnego boku podwa- 
żone. W latach 1863 — 1870 u przekup- 
niów starego żelastwa na Pociejowie w 
Warszawie widzieliśmy niejedn ciekawy 
tego rodzaju zabytek dawnych wieków 
na zniszczenie przeznaczony i przez niko- 
go nie uratowany, bo któryżby filister ze- 
chciał do eleganckiego mieszkania w mie- 
ście wnieść potężną zardzewiałą skrzynię 
z Pociejowa. Mnie przynajmniej nie uda- 
ło się namówić do tego czynu nikogo. 
Podajemy tu w rysunku dwie takie skrzy- 
nie skarbcowe. Jedna (mniejsza) znajdu- 
je się w Stelmachowie pod Tykocinem u 
p. Al. Rostworowskiego i chroni w sobie 
przywilej Jana Kazimierza, nadający sta- 
rostwo Tykocińskie Stefanowi Czarniec- 



dbyGoot^le 



kiema. Drugą, która znajdowała się w Pi e- 
czyskach podajemy z drzeworytu pomiesz - 
czooego niegdyś w „Kłosach", 



Skrzynia ekarbcowa ze Stelrafchowa (ńlaBnoJć p. Al. 
Toirśki^o). 

Skarbiec — miejsce do przechowywa- | 
nia klejnotów, kosztowności i pieniędzy 
czyli skarbu. Skarbce mieli królowie, ksią- 
żęta, Indzie możni i kośbioty. Długosz w 
swoich dziejach podaje pod r. 1212 nastę- 
pującą wiadomość: „W miesiącu lipcu, 
piorun uderzył w skarbiec kościoła kra- 
kowskiego, pokiyty dachem drewnianym, 
a gdy się wiązania zajęły i nie miał kto 
gasió pożaru, doszedł ogieli aż do wnętrza 
skarbca, ogarnął skrzynid i skarbnice i 
przechowywane w nich ornaty, kapy i li- 
czne kościoła krakowskiego ozdoby i przy- 
bory królów, książąt i biskupów strawił i 
pochłonął". Pierwotny skarbiec królewski 
znajdował się oczy wiście w Gnieźnie, ja- 
kostolicypolskiej Piastów. Pierwszy Łokie- 



tek a po nim jego następcy koronowali się 
w Krakowie, który od czasów Łokietka zo- 
stał Etolicą Polski, a więc i skarbiec kró- 
lewski przeniesiony został z Oniezna do 
la Wawel. Później, chociaż Zyg- 
przeniósl stolicę polską z Kra- 
Warszawy, to jednak skarbiec 
pozostał W Krakowie aż do u- 
plitej. W trzech sklepach dol- 
ziedzińcu pod kolumnadą połu- 
mku królewskiego na Wawelu, 
:ię pcJączone skarby Korony, 
Litwy i Rosi, Piastów i Ja- 
giellonów. Litewski skar- 
biec był na zamka wileń- 
skim, a mieścił w sobie tyl- 
ko klejnoty i archiwa. .W 
skarbcu krakowskim oprócz 
koron i insygniów królew- 
skich przechowywano jesz- 
cza dokumenta wielkiej wa- 
gi i różne klejnoty. Podskar- 
biowie wielcy koronni nie 
mogli sami otwierać tego 
skarbca, ale potrzebną była 
) tego obecność siedmiu jeszcze 
senatorów, z których każdy miał 
Ro«two- ]jimj2 oddzielny. Do wyniesienia 
czegokolwiek ze skarbca nietylko 
musiała być uchwała senatu, ale 
nadto zezwolenie wszystkich stanów ko- 
ronnych, wydane na walnym sejmie. Że 
insygnia królewskie, jako służące do reli- 
gijnej ceremonii, prawie za sprzęt kościel- 
ny uważano, więc do straży skarbca kra- 
kowskiego dodany byl jeszcze kapłan, ku- 
stoszem koronnym tytułowany. Wzmian- 
ki o stałym takim urzędzie spotykamy do- 
piero za Wazów. Szczegółowe ordynacje 
przepisywały porządek zdawania skarbca 
i dopełniania lustracyi a zalecenia przy o- 
twieraniu pilnie były przestrzegane. By- 
wały chwile zaburzeń wojennych, w któ- 
rych ukrywano klejnoty koronne poza 
skarbcem wawelskim, jak to —iltir miej- 
sce w czasie koronacyi Augustiwill Sassy 



dbyGoot^le 



SKARBIEC. 



gdy korony schowane były w Częstocho- 
wie. Tenże król, mając się koronować, 
gdy nie mógł z powodu formalności do- 
stać starej korony 
polskiej z Często- 
chowy, kazał sobie 
do obrzędu korona- 
cyjnego sprawió we 
"Wrocławiu nową' 
koronę srebrną, po- 
złacaną, którą po 
koronacyi podaro- 
wał do skarbca czę- 
stochowskiego j$ko 
wotum. Z liczby 
skarbców kościel- 
nych najbogatsze 
były; jasnogórski i 
katedralny na Wa- 
welu. W skarbcu 
ratuszowym miasta 
Lwowa szlachta 
podczas wojen skła- 
dek pieniądze i ko- 
sztowności, np, ks, 
Zasławski z Ostro- 
ga, który w r. 1630 
powierzył miastu 
swoje złoto, srebro 
i klejnoty. Ze wszy- 
stkich królów pol- 
skich najbogatszym 
w klejnoty był Zyg- 
munt August, Po- 
wiada o nim biskup 
Kamery nu, że „w 
klejnotach bardzo 
się kochał. Pokazał 
mi zbiór swój tajem- ' 
nie, nie chciał bo- 
wiem, żeby do wia- 
domości Pol Elków do- 
szło, ile na tO łożył. 

"W skrytym pokoju na stole było szkatułek 
16, wszystkie pełne klejnotów. Z tych 4, 
szacowane 200,000 szkudów, doet^y się 



ma po matce, 4 przez króla kupione za 
650,000 szkudów złotych, między nJemi 
rubin szpinel {jasno czerwony), niegdyś 



Skrzjnia skarbcowa s Pifciysk. 



Skarbiec w majątku Uorost^cie (pow. Włodaw^ki). 

cesarza Karola V, za 80,000 szkudów. Re- 
szta szkatułek po przodkach: klejnotów w 
□ich niezmierna moc, rubinów, szmarag- 



dbyGoot^le 



SKARBIEC. 



dów, djamentów ceny do 300,000 szka- 
dów złotych. Skarb ten przewyższa we- 
neckie i papieskie. Sreber, prócz używal- 



nyoh, w skarbcu do 30,000 grzywien (150 
centnarów), mi^zy temi misterne wanny, 



i^karbiec drewniao; w Adamowej, majątku Jundzil- 
łów, w pow. SloniiDskim. 

fontanny, zegary wielkości nadzwyczaj- 
nej z posągami, organy, nalewki, tace, 



roztnichany, puhary dociste, ofiarowa- 
ne królowi gdy mianował na dostojeń- 
stwa". Kosztowności te po śmierci króla 
rozproszone zostały pr&wie bez śladu. O- 
skarżano panów Mniszków, że w znacznej 
czyści przeszły do nich. Słynne „szpalery" 
Zygmanta Angasta, zdobiące w wieka 
XyiII zamek warszawski, przechowują 
się obecnie w O-atczynie. Ostatni rysunek 
który tu podajemy, przedstawia wnętrze 
Skarbca katedry krakowskiej na Wawelu. 
Wchód z samego kościoła do Skarbca 
idzie przez „zakrystję ks. ks. Wikarju- 
Bzów". Jest to jakby drugi kościół, ma bo- 
wiem ołtarz i chórek, a sklepienie w lazur 
pomalowane z gwiazdami ztotemi. Zbu- 
dowiJ go Jan Tlzeszowski, lecz wykończo- 
nym zupełnie został dopiero po jego śmier- 
ci, z funduszu jaki zapisał Miechowita, 
znany historyk. Piękna to budowaXVw., 
nakryta podniebieniem w ostre łuki, z 
trzema oknami u góry, trzema u dołu po 
stronie zachodniej, z ołtarzem na wschód 
zwróconym, dużym, złoconym, z wiekami 
do otwierania, na których namalowanych 
jest czterech apostołów. W górze jest ob- 
raz Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus. 
Pawiment kryje marmur w kostki ułożo- 
ny, czarny z bi^ym. Szafy malowane 
i Kocone, które w roku 1596 sprawił Ra- 
dziwiłł, kardynał.W pomienionym złoco- 
nym ołtarza eą przegrody, czyli półki, w 
które Idadziono relikwie ŚŚ. Pańskich, 
pokute w złoto i srebro, wysadzane dro' 
gimi kamieniami. Po szafach stawiano, 
czego ołtarz nie pomieścił: krzyże złote 
srebrne, tudzież lane figury świętych, bo- 
gate infuły, kielichy i naczynia różne do 
służby Bożej, a dołem po szufladach skła' 
dano ubiory kościelne, zdobne pertami 
złotą tkaniną, dary królów i biskupów 
krakowskich. Cząstki zaledwie z tych da- 
wnych bogactw pozostały dzisiaj; o prze- 
szłej zamożności tego Skarbca szeroko się 
rozpisuje biskup L. Łętowski w potuniko- 
wem swojem dziele „Katedra Krakowska' 



dbyGoot^le 



Wspominane Icrzyże szczerozłoto, figary 
3Ś. Pańskich lane ze srebra, i naczynia 
toszŁowne, z tych wspomnieDie tylko zo- 
stało w Wizytach, przy których spisywa- 
no szczegółowy inwentarz ce^ej wartości 
Skarbca katedry. Powody znikni^a tych 
bogactw mamy jasno wylo2one w pomie- 
nionem dziele. Dziś rzec można, £e tylko 
szczątki dawoyeh bogactw pozostały, które 
nie dają nawet wyobrażenia o starej za- 



ją męczeństwo Św. Stani^awa, a ósmy od 
spodu jest postacią Kmity z herbem w rę- 
ka, należy wspomnieć ornat Maryi Lesz* 
czyńskiej, małżonki Ludwika XV, z lamy 
srebrnej, po którym szyte są kwiaty zło- 
tem i jedwabiami; praca to rąk pobożnej 
królowej. Z relikwiarzy przechowf^y si^: 
Głowa Św. Floijana, relikwie św. Wacła- 
wa i ręka Św. Stanisława, przy której mie< 
ści się pierścień jego cudowny. Przy nim 



Wnętrze skarbca katedry krakowRkiej na Wawelu. 



możności katedry. Są jeszcze infuły za- 
szyte pertami i wysadzane drogimi ka- 
mieniami; z tych jedna Św. Stanisława, 
za szkło oprawna. Jest rationał, wedle 
podania ręką królowej Jadwigi szyty, co 
poświadcza napis na nim: ^Hedvigis Regi- 
na Ludovici Regis filia". Pomiędzy oraa- 
tami zwraca uwagę dar Piotra Emity 
z czewonego aksamitu, na krzyżu z ośmin 
w^ pukłymi obrazami złotem i perłami haf- 
towanymi, z których siedem przedstawia- 

- Eni7klopfdJa ■tantpolak*, lom IV. 



A. Naruszewicz złożył swój pierścień z 
szafirem. „Wieśó została (dodaje L. Łę- 
towski), iż Naruszewicz złożył go, gdy Sta- 
nisław August skarbiec obadał, |^acąc 
za to, co napisał pod Bolesławem o świę- 
tym biskupie i męczenniku". Trudno wie- 
rzyć tej wieści, albowiem Naruszewicz 
bardzo oględnie dotykai tego okresu, a 
szczególniej stanowiska św. Stani^awa, i 
szczerej prawdy historycznej nie wypowie- 
dział, zostawnjąc jej wyjawienie swoim 



dbyGoot^le 



SKARBNIK. 



następcom. Do zabytków starożytuodoi hi- 
storycznych, jakie się w tym skarbcu do- 
chowały, należy włócznia świętego Maa- 
rycego, dana przez Ottona III Bolesła- 
wowi Chrobremu, a która była pierwszem 
godłem władzy udzielnej królów polskich. 
Znaczenie tej pamiątki drogocennej i szcze- 
gółowy jej opis podał Aleksander Przez- 
dziecki w obszernej a zajmującej rozpra- 
wie w t. II „Bibl. Warsz," 1861 r, a następ- 
niewoddzielnej odbitce. Rycina załączona 
przedstawia wnętrze skarbca katedry kra- 
kowskiej z innej strony wzięte, jak mamy 
w dziele bisk.Łętówskiego, przez F.Stroo- 
baata wykonane; zdjętą została przez A. 
Giyglewskiego, artysta krak., w tej chwili 
właśnie, gdy insygnia królewskie, wydoby- 
te z grobu Kazimierza "Wielkiego, w r. 1869 
były złożone na poduszce w tym skarbcu. 
Skartinik-nrzędnik, któiy skarby pań- 
skie zbiera i chowa. Ka dworach Piastów 
byli już skarbnicy.Wdokumenciez r. 1237 
przytoczona jest polska nazwa „skarbnik, * 
a w r. 1291 łacińska thesaurarius. Za Ja- 
giellonów„ skarbnik" był tytularnym ostat- 
nim urzędem ziemskim. O skarbnikach ziem 
praskich pisze Kromer: Obowi ązkiem skarb- 
nika jestodbieraó wszelkie poboryi dochody 
od starostów i rządców dóbr królewskich, 
oraz podatki pubhczne; rozporządzać ich 
szafiinkiem wedle wskazania, lub wnosić 
do wielkiego podskarbiego państwa. Nie- 
gdyś tenże skarbnik bywał ekonomem czy- 
li rządcą malborskim. Skarhnym lub skarb- 
nikiem wielkim nazywanow Litwie kusto- 
sza skarbca litewskiegow Wilnie.Skarbni- 
kiem lub „ wozem skarbnym' nazywano tak- 
że wóz podróżny, telegęzprzykryciem, na- 
ładowaną żywnością, obrokami i przybora* 
mi podróżnymi, na której jechał szatny al- 
bo pokojowiee, Zadoby Piastów włożono na 
miastaobowiązekw^syłania „wozów skarb- 
nych" na wojnę. Kazimierz, książę ma- 
zowiecki, r, 1303 dając przywilej probosz- 
czowi wTarczynie na lokację tegoż miasta, 
uwalnia mieszczan od składek na wozy 



wojenne. Janusz, książę mazowiecki, przy- 
wilejem z r. 1413 waruje, aby stare miasto 
Warszawa dawało na wyprawy wojenne 
2 wozy czterokonne. Wedle przywileju 
z r. 1437 dombin obowiązany był dosta- 
wiać na wojnę wóz z 4-ma silnymi końmi, 
dobrze naładowany żywnością i napojem. 
Małe miasteczka składały się po kilka na 
jeden „wóz skarbny," np, Radziłów przy- 
kładał czwartą częśó do Wizny, Za to 
Szrem wielkopolski oprócz własnego wozu 
przykładał się w połowie do drugiego wo- 
zu ze Środą. Lustracje starostw i królew- 
ezozyzn od r. 1564 do 1765 wymieniają 
miasta, których mieszkańcy obowiązani 
byli pod komendę właściwego kasztelana 
wyprawiać na pospolite ruszenie „wozy 
skarbne oponami nakryte, leguminami 
i narzędziami wojennemi naśpiżowane", 
w 1 — 2 lub 4 konie zaprzężone, z woźnicą 
i oprócz tego z jednym lub dwu drabami 
(pachołkami) uzbrojonymi, „w barwie". 
Oprócz" wojennych były inne „skarbniki" ze 
skrzynkami zamczystemi i pokryciem, ^u- 
&ące do wożenia pieniędzy przy ściąganiu 
podatków od miast, do przewożenia „kwar- 
ty" czyli podatku kwarciauego, gromadzo- 
nego w zamku rawskim i odwożonego do 
Lwowa dla wojska. Krasicki w „Panu 
Podstolim" powiada: „Przyjechirfo się da- 
wniej na skarbniczku prostym, ale za ka- 
żdym razem skarbniczekz miasta pieniądze 
przywoził". Kajetan Węgierski pisze, iż 
woli żona: 

Aby ją na epręijnach giętkich zawieezon;) 
Po balach, po oaaaniblich kareta woziła, 
Nii gd^bf do kościoła Bkarbniczkiem jeidzita. 

W XVIII W. odróżniano „skarbniczek" 
od „skarbnika". Skarbnik był to zawsze 
wóz dworski czyli skarbowy, zwykle czte- 
rokonny, na którym w podróży za kolasą 
pańską wieziono: kuchnię, służbę, pościel 
i obroki. Skarbniczek zaś był wózek po- 
rządniejszy, parokonny, którym ziemianie 
jeździli do kościoła, za interesami, a ko- 
nusarze i plenipotenci objeżdżali folwarki 



■yGoot^le 



SKARBX W ZIEMI.— SKOFJA. 



Skarbniczek Dast^puie przetnienil się w ro- 
dzaj „wolanta" czy „karjolki". 

Skarby w ziemi (od scerf^drohna moneta, 
Ścierwem, takie bowiem zwjkle skarby, z 
drobnej monety złoi^one, zakopywano w 
garnkach do ziemi w dobie piastowskiej). 
Król Stefan Batory orzekł 1B76 r., że aby 
Wątpliwość żadna o gruntach stanu rycer- 
skiego nie zachodziła, są one „wolne zaw- 
idy ze wszemi pożytkami, któreby sią sa 
tych granciecb pokasowały i kmszce też 
wszelakie i okna solne zostawać mają". 
A więc ziemia zewnątrz i wewnątrz stała 
się nieograniczoną własnością jej posiada- 
cza, a z tej wielkiej zasady łatwy wniosek, 
że skarb znaleziony do właściciela ziemi 
należ^. Za odkrycie skarbn prawo pol- 
skie nie oznacz^o wysokości nagrody dla 
znalazcy, pozostawiając to szlachetności 
właściciela i aznaniu sędziego. Przeciw- 
nie, Statnt Litewski, prawie tak jak pra- 
wo rzymskie, przyznaje znalazcy połowę, 
a drugą właścicielowi grunta. Prócz tego 
tenże statut rozstrzyga, że jeżeli majątek 
był w zastawie, to owa połowa, przypada- 
- jąca na właściciela, idzie także w równy 
podział między tegoż a zastawnika. O skar- 
bach znajdowanych w "Warszawie wspo- 
mina Ł. (Gołębiowski, a mianowicie: o zna- 
lezionym w r. 1770 w liohej stajence 
na Marjensztadzie kociołka z dukatami. 
Ogrodnik, gdzie dziś ulica Hoża, kopiąc 
w ogrodzie, znalazł garnek złota. Bieliń- 
ski, marszf^ek wiel. kor., przyznał mu tę 
własność, byle sumą korzystnie rozrządził 
i spokojność odzyski^, którą był postra- 
dał. GKly kopano fundamenta na o&cynę 
tarasową pod zamkiem, w początkach pa- 
nowania Stanisława Augusta, znaleziono 
garnek żelazny pden daka^w. Była w nim 
kartka: ,Kto znajdzie, niech pamięta o du- 
szy Michała". Dosdo to do króla, i znalaz- 
cy skarb przyznano, zalecając dop^nieme 
warunku. O-c^ębiowski pisze, że wszędzie 
po kraju znajdoją skarby, kt<ire zakopy- 
wano podczas niebezpieczeństw albo żeby 



się nie wydać z dostaticami(„Domyidwo- 
ly", str. 280). 

Skartabell, skariaiellus—azla.chcio no- 
wokreowany. Sebastjan Petrycy pisze za 
ozas^ Zygmunta III, że nazwa scartabel- 
lus pochodzi z łacińskiego ex charta belli- 
cusj co oznaczano: z prawa na szlachectwo 
sobie danego wojujący. Ale Lelewel dusz- 
niej nazwę tę tlómaczy wyrazem włoskim 
scariabelłare — papiery przerzucać, a więc 
niby papierem obdarowany, co przypomi- 
na niemiecki wyraz Papieradel^ oznaczajtjcy 
nowe szlachectwo. Ksiądz Chmielowski 
w .Atenach" podał wiele różnych domy- 
dów nad pochodzeniem tego wyrazu, przy- 
toczonych przez Lindego pod wyrazem 
Schartabel. W czasach dawnych, gdy 
powataw^o dużo nowej szlachty % miesz- 
czan, wójtów, kmieci i sdttysów, którzy 
w boju mężnie stawali, nazywano nowou- 
szlachconych skartabellusami, Stanowili 
oni stan pośredni między kmiecym iszlach- 
tą starych rodów. Posiadali dużo przy- 
wilejów stanu rycerskiego, ale jeszcze nie 
wszystkie. Prawo np. z r. 1736 wzbraniało 
skartabellom do trzeciego pokolenia pia- 
stować urzędy koronne. Nie mieli byó tak- 
że wysyłani w legacjacb czyli poselstwach, 
Nietylko jednak w dalszych pokoleniach 
mieli joż prawa jednakowe z najstarszą 
szlachtą, ale nawet dla tych skartabellów 
zrobiony był wyjątek, „którzy zdrowiem 
albo majątkiem zaszczycali ojczyznę". Za- 
raz więc przy nobilitacyi usuwano często 
podleganie przepisom sksrtabellatn. Skar- 
tabellów za Kazimierza Wielkiego dostai^ 
czało głównie mieszczaństwo a nazywano 
ich wówczas po polsku „świerczałkami". 
Za zabójstwo „świerczałki" krewni-brali 
połowę tego od zabójcy, co otrzymywali 
krewni za zabicie rycerza rodowitego. R. 
1817 zniesione zostaJy ostatecznie w pra- 
wodawstwie polskiem wszelkie wzmianki 
i przepisy o skartabellacb. 

Skof]a, szkoija (z grec.) — czapeczka 
duchownych w rodzaju małej jarmulki, 



dbyGoot^le 



244 



SKOJEC— SKRZYDŁA tJSARSKIE. 



samo tylko <nemi^ okrywająca, takie ro- 
dzaj pióropusza na przyłbicy. 

Skojec, po lac. zwany scołus, znaczył 
24-tą część grzywny liczalnej krakowskiej, 
czyli dwa grosze srebrne. {Ob. Pienią- 
dze w Polsce, Enc. Starop. t IV, str, 6), 
Skomoroch , skomroch, kuglarz — 
wyraz rdzennie swojski, w XVII w. zapom- 
niany. Falibogowski jeszcze w r. 1626 pi- 
Eze: „Wasze to okazowanie równać moż- 
na owym lalkom, co je skomorochowie 
zwykli Indziom na śmiechowisko akazo- 
wać, a potym z niemi w pudlo". W Vol 
legum znajdujemy; „Dudarze skomoroszy 
{^acą każdy od siebie po 20 groszy" (t. II, 
f. 996). Głwagmn powiada, że „niedźwied- 
ników w Moskwie skomorocbami zowią". 

Skófy. Skór i koni tak wielką ilośó 
rycwstwo polskie potrzebowało z powodu 
wojen, potrzeb obrony krajowej i ogrom- 
nej doniosłości sprzężaju w czasach, 
gdy nie znano jeszcze dróg szosowych 
ani żelaznych, że nieodzowną koniecznoś- 
cią i prawdziwem dobrodziejstwem były 
prawa zlat: 1538, 1560, 1620 i.l647,zakazu- 
jącc zwłaszcza garbarzom, furmanom i Ży- 
dom wywozu z granic Rzplitej skór wy- 
prawnych, juchtów i koni, pod karą kon- 
fiskaty na rzecz starostów, którzy do strze- 
żenia tych przepisów byli obowiązani. 

Sk6rznifl, skórzenki, skórnie— 8tara,mo- 
że pierwotna nazwa butów z cholewami, 
przez pisarzy XVI i XVII w. nieraz uży- 
wana, lubo niektórzy i spodnie skórzane 
tak nazywali. Stryjkowski zalicza do ubio- 
m wojskowego ,skórznie z ostrogami", 
Rej pisze; 

Choda śmierdzi ilziegieć,Dic od (ego nie czuje, 
RozciągDąnszy za piecem, wnet skórnie smaruje. 

SkÓwka. Mężczyźni — powiada ks. Kito- 
wicz w opisie obyczajów za czasów Sa- 
skich—oprócz pierścionków noszonych na 
średnim palcu, na wielki palec zasadzali 
skówkę złotą lub średnią szmelcowaną, co 
było znakiem gracza do szabli i i^nżyó za- 



pewne miało do ocalenia tego palca tąk 
potrzebnego do ujęcia pałasza. 

Skrodlić, bronować. Brona pierwotnie 
nazywała się akroda; włóczyć zatem 
skrodę po zoranej roli było to skrodlić. 
Klonowicz pisze: .Kolnik radli, skródli, 
ugorzy, odwraca'. Haur radzi, aby „oko 
mieć, gdy chłop skrndli abo bronami włó- 
czy, wiole razy na jeden zagon obróci bro- 
nę*. To objaśnienie Haura , abo bronami 
włóczy" wskazuje, że już za jego czasów 
słowo skrodlić wychodziło z użycia. 

Skrom— iJuszcz zajęczy, któremu da- 
wniej przypisywano szczególną własność 
gojenia ran, sprzedawano go w aptekach 
i przechowywano po dotnach. Ogólnie bio- 
rąc, skrom znaczył okrasę jadła, stąd 
w gwarze ludu nadnarwiabskiego dzień 
„skromny" znaczy mięsny, a „nieskrom- 
ny" oznacza postny. 

Skrypt ad Archhłim. Często spotyka- 
my w Voluminąch, że dany był „skrypt 
do archiwum". Pismo takie obejmowało 
rozporządzenia tajemne, najczęściej obro- 
ny kraju tyczące się, których przed wyko- 
naniem nie możną było rozgłaszać. ( Vol. 
leg. V, f. 340). 

Skrzat, skrzatek, skrzadło (z nie- 
mieckiego Schratt)—Axu^ straszący, lata- 
wiec, straszydło nocne lub leśne. 

Skrzetułka. „Skrzetułkę* i „Matuspri- 
mua", grę studencką, w którą dyrektoro- 
wie grali nałapy, wspominają „Wiadomoś- 
ci brukowe" z 1817 i 1818 r. 

Skrzydła nsarskie w XVI w. wyrabiali 

w Krakowie rękodzielnicy, zwani ^pćnna- 
TUtn siructores, pennifices"' ^ np. w r. 1644 
Filip de Leymingen, zwany z niemiecka 
federschmucker. W r. 1609 wymienieni 
są Feliks Szadowicz i Sebastjan Ejrośnieó- 
ski, mieszczanie krakowscy. Jedno takie 
skrzydło kosztowało około pięciu dotycli 
ówczesnych. Używano do nich piór orlich 
lub sępich, które oprawiano najczęściej 
w srebro. Do skrzydeł pacholików usar- 
skich używano piór żórawi, bocianów i in- 



dbyGoot^le 



SKRZYNIA. - SŁOWIANIE. 



245 



Dych wielkich 
ptaków. Stryj- 
kowski w opisie 
wjazdu Henryka 
Walezjusza do 
Krakowa mówi o 
usarzach Macie- 
jowskiego przy- 
branych w tarczo 
i skrzydła z piór 
sępich. Kołacz- 
kowski nadmie- 
aia o skrzydla- 
tych usarzach na 
obrazach Alto- 
mont«go w farze 
w Żółkwi, z cza- 
sów Jana Sobie- 
skiego. 

SkrzynU.W 

spisie wyprawy 

jednej z księżni- Bkraydlo unaray polskich 

czek polskich z r. praechowjwane w skarbcu 

. '^ , czijsUicuowskini. 

I60O, wsrod rze- 
czy danych „do ochędóstwa bez szacun- 
ku" znajdujemy: 3 skrzynie: I) cyprysową, 
wielką, malowaną, na szaty, 2) gdańską 
wielką z chustami (t. j. bielizną) i 3) białą 
z szatami. Oprócz tych było wiele szkatu- 
łek, puzder i .skrzyneczka srebrna cudzo- 
ziemską robotą, kamień czerwony u niej 
na wierzchu". (Ob, Skarbcowe skrzy- 
nie Enc.Star. t. IV, str. 237). 

Skup czyli prawo bliższości. Jeżeli do- 
bra ziemskie po przodkach odziedziczone 
właściciel sprzedał obcemu, to członkowie 
rodu właściciela prawem bliższości (po ła- 
cinie pis rełractus) mogli odebrać dobra 
od nabywcy, [^cąc mu to wszystko, co on 
za dobra zapłacił i na nie wyłożył. (Ob. 
Re trakt). 

Słowianie starożytni, ich charakter, po- 
jęcia i zwyczaje. Prokop, piszący w VI w. 
po Chrystusie, powiada o Słowianach: 
„Wszyscy oni jednego języka używają — 
ani też kształtem cif^ się nie różnią. Każ- 



dy bowiem jest słusznego wzrostu i bar- 
dzo silny. Kolor płci niezbyt biały, ani 
włosów zbyt jasny, chociaż te nigdy 
wcale czarnymi nie są, lecz najczęściej 
nieco w rude wpadają. Prosty ich umyrf 
nie zna złości i fałszu". Cesarz jl/a«ry- 
cjus w VII w. mówi o nich: , Znoszą cier- 
pliwie mróz i gorąco, obnażenie ciała i nie- 
dostatek żywności"; w innem miejsca do- 
daje słowa bardzo znamienne: .Niczyich 
rozkazów nie buchają, a między sobą cią- 
gle się swarzą i nienawidzą"; lVitukindw 

X w. pisze: .Jest to lud twardy i pracowi- 
ty, nawykły do najpodlejszej strawy, a co 
dla naszych (Niemców) zbytnim się zda cię- 
żarem, Słowianie za igraszkę sobie to ma- 
ją". Cesarz Lew Mądry z IX w. zaświad- 
cza, że „wolą swobodny i niezbyt zatru- 
dniony żywot prowadzić, ni* wielkimi 
zachody o doborne jadło lub bogactwa się 
starać". O życiu społecznem Słowian pi- 
sze w X wieka Konslaniyn Porfirogenita; 
.Panów te ludy (chorwackie, serbskie) nie 
mają, lecz żupanów, starostów, równie jak 
i reszta rfowiańskich ludów", Ditnmrw 

XI w. podaje: „Ci, których zwykle Luty- 
kami zowią, nie mają żadnego pana nad 
sobą. Jednomyślną naradą uchwały swo- 
je stanowiąc, w wykonaniu postanowio- 
nych wszyscy zgadzać się winni. Jeżeli 
zaś który przy naradzie uchwałom się 
sprzeciwia, bywa kijami bity, lub jeżeli 
później publicznie opór stawia, niszczą mu 
wszystko ogniem, lub ciągtem pustosze- 
niem. Chociai sami zmienni i podejrzli- 
wi, wymagają od innych niezmienności i 
zaufania". W innem miejscu tenże kroni- 
karz powiada oLutykach: „Pokój ślubują 
ustrzyżeniem kosmyka włosów z wierzchu 
głowy i trawą, albo podaniem ręki". Ży- 
•mociarz Św. Ottona twierdzi w XIII w., że: 
„Jest zwyczaj na Pomorzu, iż książę tej 
krainy zakłada w niektórych grodach 
własną siedzibę, gdzie każdy, kto tylko 
tam się uciecze, bezpieczne od nieprzyja- 
ciół schronienie miewa". Opisując miejsca 



dbyGoot^le 



SŁOWIANIE STAROŻYTNI. 



publicznych zborów n Pomorzan, mówi: 
„Były zaś w Szczecinie 4 kontyay, z po- 
między których jedna, najglówniejsza, 
była z przedziwną sztuk% i nadzwyczaj- 
nym wymysłem zbudowana, mając we- 
wnątrz i zewnątrz rzeźby i sterczące ze 
ścian obrazy ludzi, ptactwa i zwierząt, 
tak dokładnie podług natiuy oddane, ii 
zdawały Bię żyć i oddychać; a co najoso- 
bliwsza, iż barwy tych obrazów od żadnej 
deszczów lub śniegów niepogody nie pd- 
zły, 'ani czerniały. Do tych budynków 
znosili Powianie dziesi^ny zdobycznych 
skarbów i bronie nieprzyjacielskie — i 
wszystko, co na morza lub lądzie w boju 
zdobyli; tudzież złote i srebrne czary, któ- 
re w dni nroczyste możni panowie stam- 
tąd wydobywali, aby ich do ofiar, godów 
i uczt użyTraó. Znajdował się tam także 
posąg bożka Tryglawa. Zaś 3 inne kon- 
tyny nie miały takiego poszanowania, ani 
tabich też ozdób. Stały tam tylko naoko* 
ło ławy i stoły, ponieważ t.am oui zwykle 
swoje narady i zgromadzenia odprawiali. 
Bo czyto na gody i biesiardy, czy na 1- 
grzyska, czy dla naradzania się nad wa- 
żnemi sprawami, tam oni zawsze do tych 
budynków w pewne dni i godziny się 
schodzili". Helmoid mówi w XII w. o są- 
dach w świątyniach i o przysięgach sądo- 
wych Pomorzan: „Zdarzyło się, żeśmy w 
naszej wędrówce przyszli do jednego ga- 
ju, który jest w tej krainie (Stargradzkiej), 
będącej zresztą polną płaszczyzną. Tam 
pomiędzy starożytnemi drzewami ujrzeli- 
śmy dęby święte, przeznaczone ku czci 
bożka tej ziemi— Prowe (prawo, prawy), 
otoczone wkoło podsieniem i ogrodzone 
wytkniętym parkanem, w którym były 2 
bramy. Oprócz licznych ołtarzy i bożków, 
przepełniających wszystką tutejszą zie- 
mię, było to miejsce powszechną caiej 
krainy świątynią, której kapłan wszel- 
kich uroczystych i ofiarnych obrządków 
dopełniał. Tam lud tej ziemi z kapłanem 
i księżęciem zwykł był gromadzić się na 



sądy. Wstęp do środka był dozwolony 
tylko kapłanom i tym, co ofiary składali 
łub w niebezpieczeństwie życia byli. Ta- 
kim bowiem nie odmawiano nigdy schro- 
nienia, ile że Słowianie tak wielkie dla 
swoich świątyń uszanowanie mają, iż 
wnętrza świątyni niczyją, nawet i nieprzy- 
jacielską krwią pokalać nie chcą. Przy- 
sięga bywa z wielką trudnością dozwala- 
na, gdyż przysięgać znaczy u Słowian ty- 
le, co krzywoprzysięgać, a to z powodu 
mściwego gniewu Bogów". Teofylakhts 
w IS w. opowiada: „GMy cesarz Maury- 
cjusz na wojnę przeciw AwaromdoTra- 
cyi wyruszył, schwytf^a straż cesarska 3 
mężów bez mieczów i wszelkiej broni, 
tylko gęśle niosących. Spyta ich cesarz: 
jakiego są narodu, z jakiego kraju, i po co 
na rzymską ziemię wstąpili? Odpowiada- 
ją, iż są Słowianie i mieszkają nad oceanem 
Zachodnim. Tam to do ich narodu wypra- 
wił Cbagan (awarski) posłów z wielkimi 
dary dla książąt, prosząc ich o posiłki, 
książęta dary przyjęli, lecz posiłków nie 
dali, oświadczając, \% długość drogi jest 
dla nich zbjrt uciążliwą. I z tem to ich do 
Chagana wysłali, aby mu tę odpowiedź 
zanieśli. Piętnaście miesięcy spędzili w 
drodze. Chagan, praw poselskich niepo- 
mny, powrotu im zabrania. Usłyszeli, iż 
Kzymianie potęgą i ludzkością najwyższej 
sławy doszli, przeto do Tracyi uciekli. 
Zajmują się gęślami, ponieważ nie umieją 
robić bronią, jako w ich krainie żelaza 
niemasz, a stąd też prócz domowych po- 
swarek i rozruchów w spokoju i cichości 
żywot pędzą... Z czego cesarz ich naród 
pochwalił, gościnnie ich przyjął i podzi- 
wiwszy ich wzrost wysoki i potężną budo- 
wę ciała, do Heraklei ich wysłał'. O wy- 
obrażeniach i obrzędach religijnych pisze 
Prokop (w VI w,): , Słowianie wyznają je- 
dnego Boga, twórcę piorunów, jedynego 
pana wszechświata, i święcą mu na ofiarę 
woły i inne zwierzęta. Nie wierzą w 
przeznaczenie. Gdy zapadłszy w chorobę, 



dbyGoot^le 



SŁOWIANIE STAROŻYTNI. 



247 



albo idąc na wojnę, śmierć przed sobą wi- 
dzą, ślubują Bogn ofiary, po 'mimonem 
Diebezpieczeństwie wyp^niają, co ślubo- 
wali, i sądzą, ie to ślubowanie życie im o- 
caliło. Oprócz tego czczą jeszcze rzeki, 
bogioki i inne bóstwa, wszystkim ofiary 
święcąc, a śród ofiar pewne wróżby czy- 
nią". Z>//«iir mówi: „U Słowian ile kra- 
in, tjle jest świątyń i tyle różnych boż- 
ków cześć pogańską odbiera. Pomiędzy 
świątyniami gród Retre naczelne mieisce 
trzyma. Tam oni, śpiesząc na wojnę, po- 
kłony biją, tam, wracając zwycięsko z 
wojny, należne znoszą dary i jako błagal- 
ną objatę kapłani bogom święcić mają; 
wróżbą losów i konia pilnie dochodzą. 0- 
kropny zaś gniew tych bogów bywa tylko 
ludzką lab zwierzęcą krwią nagodzony'. 
I dalej Ditmar mówi znowu: „W krainie 
Redarów jest miasto Riedegast, trójkątne 
i 3 bramy mające, a dokoła wielkim bo- 
rem, który mieszkańcy za nietykalny i 
święty mają, otoczone. Dwie bramy tego 
miasta są dla wszystkich otwarte, trzecia 
ka wschodowi położna, najmniejsza tyl- 
ko ścieżkę i tuż przyległe srogie morze o- 
kazuje. W tej stronie niemasz nic prócz 
świątyni misternie z drzewa zbudowanej 
i spoczywającej na podstawie z różnych 
rogów zwierzęcych. Ściany jej przyozdo- 
bione są zewnątrz dziwnie wyrzezanymi 
obrazami bogów i bogiń; wewnątrz zaś 
stoją wyciosani bożkowie, każdy z napi- 
sem swego imienia, groźnie w przyłbice 
i napierśniki odziani, między którymi naj- 
pierwszy nazywa się Swarasycy i przed 
innymi od wszystkich pogan czczony jest 
i wielbiony. Są tam także ich proporce 
wojenne, których, oprócz w czasie wojny, 
nigdy stąd nie ruszają. Dla strzeżenia 
tych proporców, wyznaczyli osobnych ka- 
płanów, którzy czyniąc bożkom ofiary, 
lub aby gniew ich przebłagać, siedzą, gdy 
reszta stoi*. „Czczą też Słowianie boż- 
ków domowych i wielkie zaufanie w moc 
ich pokładając, przynoszą im ofiary. Sły- 



szE^em o pewnej lasce, u której na wierz- 
chu była wyobrażona ręka, trzymająca 
żelazną obrączkę. Tę laskę nosił pasterz 
miejscowy od chaty do chaty, mówiąc 
przy wstępie na progu domostwa do laski: 
„Czuwaj, Henil, pilnuj!" — tak bowiem na- 
zywana się ona w ich języku — poczem je- 
dząc i pijąc uważali się za bezpiecznych 
pod strażą tego czaru". Helmold opowia- 
da: .Jest wiele rodzajów bałwochwalstwa 
TX Słowian; nie wszyscy bowiem na te sa- 
me obrzędy się zgadzają. Jedni mieszczą 
wizerunki swych bogów w budowanych 
świątyniach, jak np. owego bożka w Plo- 
nie, którego zwą Pogoda; inni bożkowie 
zamieszkują lasy lub gaje, jak np. Prowe, 
bożek Starogrodzian, a ci żadnych obra- 
zów nie miewają. Niektórzy zaś bywają 
z dwoma lub trzema, a nawet więcej gło- 
wami wyobrażani. Wszakże mimo tylu 
różnokształtnych bożków, którym [lola i 
lasy święcą a smutek i uciechy przyznają, 
nie przeczą Słowianie jednego Boga w 
niebie, władnącego resztą bożków, a oso- 
biście tylko niebieskienu sprawami zajęte- 
go. Inni bożkowie, którzy tylko poruczo- 
nych sobie obowiązków pilnują, zrodzili 
się ze krwi jego, będąc tern doskonalsi, im 
bliższe pokrewieństwo z owym najwięk- 
szym Bogiem ioh wiąże. Wszystkie pola 
i osady są p^ne świętych uroczysk, <^ta- 
rzów i bożków. Prócz tych najsławniej- 
szymi bożkami byli: Prowe, bożek krainy 
Starogrodzkiej, Żywa, bogini Polabingów, 
Radigast, bożek krainy Obotritów. Nad 
wszystkie zaś różnokształtne bóstwa sły- 
nął Swantewit (Świętowit), bożek krainy 
Ragjan, jako skuteczniejszy od innych, 
przed którego obliczem reszta bożków 
tylko półbożkami być się zdawała*. Ja- 
koż ze wszystkich krain słowiańskich nad- 
chodzą zapytania do tegoż bożka o wyro- 
cznie. Wszystkie też krainy wyznaczoną 
ilość ofiar w corocznej dani posyłają, 
Swantewita Bogiem bogów uznając. W 
porównaniu z jego kapłanem jest książę 



dbyGoot^le 



243 



SŁOWIANIE STAROŻYTNI. 



tych Ragjan daleko mniej szanowany. 
Tento bowiem ka|^au odpowiada na pyta- 
nia wyroczni i roztizygnienie losów tló- 
maczy. On od wróżby a książę z lądem 
od jego skinień zawisa. Ragjanie mają 
dla osobliwszej dawy swojej dwiątyni 
pierwszeństwo przed innymi Indami, i 
podczas gdy oni sami inne Indy do porfu- 
ezeństwa sobie niewolą, ich 2adna niewo- 
la nie dosięga, ileiewniedostępnem miej- 
scu mieszkają. Po otrzymanem zwycię- 
stwie znoszą złoto i srebro do skarbnicy 
swojego bożka, resztę pomiędzy siebie 
dzielą. Kupcom nawet, którzy przypad- 
kiem na wyspę Ragjan zawiną, nie wolno 
ani sprzedawać, ani kupować wprzódy, 
ai póki ze wszystkich swych towarów ko- 
sztownych ofiar Swactewitowi nie dożą. 
Słowianie wyznają, iż wszelkie szczęście 
od dobrego, wszelkie zad nieszczęście od 
złego Boga pochodzi i stąd też złego Bo- 
ga w swoim języku Zcemebooh (czarny 
bóg) nazywają. Wszyscy ci (bogowie) 
mieli swoich kapłanów i ofiarne libacje i 
rozliczne obrzędy religijne. Oprócz tego 
święcono podług wyroku rzuconych losów 
wróżebne na cześć tych bożków uroczy- 
stości, i schodzili się mężowie i niewiasty 
z dziećmi i czynili bożkom swoim ofiary z 
wołów i owiec, a czasem nawet z chrze- 
ścijan, których krew, jak mówili, jest mi- 
łą ich bogom. Zabiwszy ofiarę, kosztuje 
kapłan ich krwi, sądząc, iż przez to tern 
zdolniejszym do zroznmienia wróżby się 
stanie. Skoro obrzędy ofiarne się skoń- 
czą, zabiera się lad do ucztowania i zgieł- 
kliwej zabawy. Jest zaś dziwny zabobon 
u Słowian, ii przy swoich godach i pija- 
tykach obnoszą czarę, w którą nie tyle 
błogosławieństw, ile słów pn^ekleństw w 
imieniu dobrego Inb złego boga wmawia- 
ją. Zresztą, czczą gaje i źródła i wszel- 
kich zabobonów rozmaite błędy u nich 
pannją". Żywociarz św. Ottona zapewnia, 
że „Szczecin, nadzwyczaj wielkie miasto, 
i Julia, jeszcze większe, zawierały w swym 



okręgu trzy góry, z których średnia, naj- 
wyższa, najwyższemu pogańskiemu boż- 
kowi Triglafowi poświęcona, miała trój- 
głowy posąg, z zasłoną na oczach i na u- 
nstach. Kapłani zaś tego bożka mówili, 
iż dlatego najwyższy Bóg ma 3 głowy, że 
pannje trzem królestwom, t. j. niebu, zie- 
mi i piekłu; a zasłonę dlatego ma na 
twarzy, że umyślnie nie widzi i zamil- 
czą występki ludzi. Był tam jeszcze w 
m. Szc7.ecinie dąb ogromny i rozłożysty, 
a pod nim przeczyste źródło, które lad dla 
mieszkania tam niby jakiegoś bóstwa za 
święte nwBżając, wielce czcił i poważał". 
O życiu domowem praojców naszych pisze 
w Vn w. cesarz Maurycjus: , Krainy ^o- 
wiańskie ciągną się powszechnie nad rze- 
kami i stykają się zawsze tak blizko z so- 
bą, że gdy pomiędzy niemi żadnej otwar- 
tej przestrzeni niemasz, a wszystko lasami 
pokryte, przeto kto tylko wyprawę do ich 
kraju podejmie, musi się u samego wstę- 
pu zatrzymać, gdyż cała dalsza kraina by- 
wa zupełnie bezdrożna, niedostępna, gę- 
stymi porośnięta lasami, w których miesz- 
kańcy łatwo nadchodzących nieprzyjaciół 
podsłuchawszy, jak najspieszniej wgłąb 
przed nimi uchodzą. A jako ich młodzień- 
cy są bardzo zręczni i zwinni, przeto przy 
zdarzonej sposobności wpadają znienacka 
na żołnierzy, tak iż wyprawione przeciw 
nim wojska nigdy wiele im nie zaszkodzą. 
Zagrody ich leżą po większej części w la- 
sach, nad i^ekami, bagnami, lub tradne- 
mi do przystępu jeziorzyskami. Fotem 
robią zawsze po kilka wyohodów w swoich 
mieszkaniach, dla różnych, jakie się zda- 
rzyć mogą, wypadków. Wszystkie swoje 
dostatki chowają pod ziemię, nie posiada- 
jąc nic otwarcie. Obfitują we wszelkie 
rodzaje bydła, jakoteż ziemiopłody, które 
skladająnazapas, osobliwie proso i hreczkę. 
Są zaś Słowianie tak łaskawi na podróż- 
nych i z tak rzadką troskliwością o to 
dbają, aby ich cało i bezpiecznie z miejsca 
na miejsce, dokąd im iść potrzeba, prze- 



dbyGoot^le 



SŁOWIANIE STAROŻYTNI. 



prowadzić, it jeżeli przez opieszałość tego, 
komu pieczę nad nimi poruczono, szkoda 
jakapodróżnym się wydarzy, natenczas są- 
siad niedbałego przewodnika zbrój ao dom 
ma najeżdża, uważając sobie za cnotę po- 
mścili obcego podróżnika", Prokop (w VI 
wieku) powiada, że , Słowianie mieszkają 
w lichych, porozrzucanych chatach, i stąd 
też bardzo często miejsce siedzib zmienia- 
ją... dlatego zaś, że ich mieszkania tak 
zrzadka, jakby rozsiane po całej krainie 
leżą, zajmują oni tak wielką przestrzeń 
ziemi. Utrzymanie życia u Słowian bar- 
dzo mierne; strawa prosta i niewymyślna; 
czystość niewielka". Lew Mądry nadmie- 
nia: ,Do jadła używali najwięcej prosa, 1 
byli bardzo skromni w potrawach. Nie- 
wiasty słowiańskie celują wstydliwością 
i są tak wierne, iż wiele z nich śmierć swo- 
ich mężów za własną śmierć aważając, sa- 
me się udnszają, gdyż nie mogą owdowia- 
łego znieść życia. Również i tę inną jesz- 
cze CDotę Indzkośf^ mieli (Słowianie), iż 
jeńców, którzy pojmani na wojnie, pomię- 
dzy nimi żyli, nie do nieograniczonego 
czasa, jakby długo sami zechcieli, w nie- 
woli zatrzymywali, lecz jeńcom to do woli 
zostawiali, wyznaczając im pewien czas 
słnżebnictwa, po upływie którego wolno 
im albo wracać nazad do swoich za umó- 
wioną nagrodą, albo, jeżeliby się im podo- 
bało, pozostać nadal u nich, jako równi i 
przyjaciele. Św. Bonifacy pisze w VHI w., 
iż .Wendowie tak gorliwie wzajemną mi- 
łość małżeńską dochowują, że małżonka 
po śmierci męża życie sobie odbiera, i za 
cnotliwą niewiastę ta pomiędzy innemi u- 
chodzi, która własną ręką śmierć sobie za- 
da, aby wraz z mężem na jednym zgorza- 
ła stosie". Adam z Bremy pisze zaś w XI 
wieku, że , chociaż żyją w pogaństwie, co 
do obyczajów i gościnności nie znalazł- 
byś narodu, któryby zacniejszym byt i do- 
brotliwszym". Helmold poświadcza, że 
lubo gorliwość bałwochwalstwa nigdzie 
bardziej wygórowaną nie była, niż u Ru- 



gjan, zachowali oni przecież wiele cnót 
przyrodzonych. Są bowiem nadmiernie 
gościnni, a rodzicom swoim nadzwyczaj- 
ną cześć wyrządzają. Niema też ani je- 
dnego ubogiego lab żebraka pomiędzy ni- 
mi. Skoro bowiem którego choroba osła- 
bi, lub starość sił pozbawi, oddają go na- 
tychmiast pod opiekę spadkobiercy, a ten 
z największą ludzkością o niego ma stara- 
nie. Jakoż gościnność i uszanowanie dla 
rodziców bywają u Słowian za główne cno- 
ty uważane. W drodze zaprosił nas (Niem- 
ców) Przybyslaw, książę Obotritów, aby- 
śmy wstąpili do jego domu, który leżał o- 
podal. I przyjął nas z wielką radością i 
hojną ucztę nam wyprawił. Przyniesio- 
no nam stół zastawiony odrazu 20 dania- 
mi. Wtedy to z własnego doświadczenia 
się przekon^em, co mi dotąd tylko ze sła- 
wy wiadomo było, iż niemasz w świecie 
gościaniejszego narodu nad Słowian.W po- 
dejmowania bowiem gości jeden nad drugim 
j akby z nakazu się ubiega, tak iż nigdzie go - 
spody szukaćniepotrzebuJ6sz.Wszystko też, 
co z rolnictwa, rybołówstwa, albo myśliw- 
stwa zbiorą, hojnem szafowaniem dl a gości 
trwonią, uważając każdego za tem zamo- 
żniejszego, im więcej jest rozrzutny. Któ- 
ryto zbytek wielu z nich do kradzieży i 
rozboju pobudza, lecz nawet za występek 
tego nie mają, jeśli tylko, co się dziś w no- 
cy skradnie, nazajutrz rano wraz z gość- 
mi się przepuści. Ktoby zaś - chociaż to 
bardzo rzadko się zdarza — zost^ przy- 
padkiem postrzeżony, jak obcemu gościn- 
ności odmawiał, temu mogą wszyscy 
c^y dom i majątek ogniem spustoszyć, 
i wszyscy też jednogłośnie na to się uma- 
wiają, ogłaszając takiego bezecnym, po- 
dłym i wykluczenia przez wszystkich go- 
dnym, kto się nie wzdrygał odmówić chle- 
ba gościowi". Co do sposobów toczenia 
wojny powiada Konstanty Porfirogenita 
w X w. o Słowianach południowych, że 
nigdy ich łodzie dla napastowania kogoś 
wojną nie odpływają, chyba że ich ktoś 



dbyGoot^le 



250 



SŁOWIANIE STAROŻYTNI. 



aam zaczepił. Jeżdżą zaś na nich na tar- 
gi, płynąc od miasta do miasta. Prokop 
(w VI w.) mówi, że „na wojnie aderza 
wielu pieszo na nieprzyjaciela, niosąc tar- 
cz)j i włócznię w ręka, bez kolczagi na 
Bobie". Ceaarz Maurycjus {w VII w.) pi- 
sze, iie najpowszechniejszą ich bronią są 2 
kopje, a niektórzy miewają tarcze mocne, 
ale tak ciężkie, iż z trudnością przenieść 
się dają. Są też u nich w używaniu dre- 
wniane luki i m^e strzały, zapuszczane 
trucizną. Zresztą porządku w boju nie 
znają i o szyk wspólny bynajmniej się nie 
troszczą. Jeżeli się wydarzy, iż sami wstę- 
pnym bojem na nieprzyjaciela uderzają, 
postępują zwolna pośród głośnych okrzy- 
ków naprzód, a gdy nieprzyjaciele na ich 
krzyk odpowiedzą, nacierają co żywo. Do 
różnych zaś ich fortelów należy także nu- 
rzać się zręcznie w wodzie. Tak iż bę- 
dąc znienacka napadnięci, co prędzej w 
w wodę skaczą i leżą tam w głębi na 
wznak, przez umyślnie na to przyrządzo- 
ne długie, wewnątrz próżne, do powierz- 
chni wody sięgające trzciny oddychając, 
dopóty się tam kryją, aż wreszcie wszel- 
kie o nich podejrzenie zginie. Doradza 
też MaurycjuB, aby wyprawy przeciw Sło- 
wianom podejmować w zimie, aprzede- 
wszystkiera, o ile że mają wielu nie- 
zgodnych książąt, należy niektórych bądź 
namową, bądź darami, na swoją prze- 
ciągnąć stronę, aby się wszyscy w nie- 
przyjacielskim duchu nie złączyli. Ka- 
mcnjała wreszcie w X wieku notuje, że 
Słowianie „niczego tak doskonale nie u- 
mieją, jak celcie strzelać i w każdy za- 
mierzony przedmiot ugodzić". Znako- 
mity dziejopisarz Karol Szajnocha, w 
jednym ze swoich „szkiców histoiycz- 
nych' zestawiając powyżej przytoczone 
wiadomości o Słowianach z 12- tu pisa- 
rzów średniowiecznych, wypowiada głę- 
boki sąd, że „ten z narodów słowiańskich, 
który do dziś dnia dochował najczyściej 
powyższe cechy dawnego obyczaju sło- 



wiańskiego, jesl przeto najbardziej dziś 
słowiańskim, że mniejsze lub większe wy- 
zucie się z tych dawnych obyczajów, ja- 
kiemu który z dzisiejszych narodów sło- 
wiańskich uległ, znaczy właściwie mniej- 
szy lub większy stopień jego wynarodo- 
wienia, wysłowiańszczenia — wierniejsze 
zaś przechowanie dawnego obyczaju i du- 
cha jest najmocniejszem jego upoważnie- 
niem do odzywania się w rzeczach, doty- 
czących ogółu Słowiańszczyzny; że więc 
nie temu, który najgłośniej o tern prawi, 
lecz temu, który najniezmienniej dawny 
obyczaj w sobie przechował, pierwszy głos 
w rozprawie o Słowiańszyznę się należy". 
Z autorów, którzy pisali później o ludach 
słowiańskich, przytoczymy jeszcze Długo- 
sza, twierdzącego, że zacięta Niemka Kry- 
styna, córka cesarza Henryka, poślubiona 
Włady^awowi, najstarszemu synowi Bo- 
lesława Krzywoustego, matka i babka 
rozrodzonych Piastów śląskich, ,z zelży- 
wością twierdziła o Polakach, że byli nie- 
schludni i zawżdy cuchnęli. Stroju i oby- 
czajów polskich cierpieć nie mogła". O 
Kusinach powiada Długosz, że „niestfJe- 
go są umysłu, łatwo odmieniają swoje 
zdanie i rzadko między nimi tajemnica za- 
chowaną być może" (II, 503, wydanie 
polskie Przezdzieckiego). Herman Ske- 
del, Norymberczyk, bawiąc w Polsce w 
r. 1493, tak pisze o jej mieszkańcach: „Pol- 
scy obywatele cnotą, roztropnością i ła- 
godnością celują, ludzkość i przyjemność 
hojuie i otwarcie ku wszelkim cudzoziem- 
com okazują". Rorawjus, posłując do 
Polski 1540 r. od Stolicy apostolskiej, po- 
wiedział: , Naród polski umie cenić ludzi 
i wspaniale obdarzać, układnością oby- 
czajów z najświetniejszym teraz europej- 
skim narodem, t. j. z Włochy, dobija się o 
pierwszeństwo" (Chromiński w Dzienniku 
Wil. r. 1806, III, str. 216). Barklay (w 
Wizerunku) tak opisał Polaków: „Jest to 
naród mężny, potężnie je, próżnowanie 
lubi. Szlachta nad wszystko przekłada 



dbyGoot^le 



RÓWNIKI POLSKIE, 



261 



wolność i równość, ale jej plebejnazom u- 
dzielić nie chce. Żyj% Polacy jako zie- 
mianie i kochają swoją ojczyznę, ale rów- 
nież ubiegają się za zyskiem. Nie pozwa- 
lają nikogo więzić, aż prawem przekona- 
ny będzie. Za zabójstwo glówaaczyzną 
się opłacają. Królów szanują, lecz psują 
prawa; w politycznych rzeczach nie są 
skryci, a gdy stąd szwank odniosą, wtedy 
I^czą. Są atratni, ale nie szczodrzy. Zte- 
mo nie zabiegają. Żadna u nich bez zwa- 
dy nie może się obejśó biesiada. Zdrajcą 
nazywany u nich ten, kto na uczcie kieli- 
chów speJniaó nie chce. Żyją w niechluj- 
stwie z cielętami i prosiętami razem. Go- 
spody ich najgorsze, i chleba w nich po- 
dróżuemu dostać trudno. Panowie wspa- 
niiJe stawiają gmachy, lecz o ich całość 
nie dbają, stąd pełno spustoszałych tam 
domów, w których dziurawe są dachy, a 
przez nie leje się deszcz i slota. W wie- 
rze są trwali, ale słowa dotrzymać nie lu- 
bią. Księży swych bardzo się boją. Po- 
stów przestrzegają święcie". Za dużo cu- 
dzoziemcy pisali o Polakach, abyśmy na- 
wet setną część tego pomieścić mogh w 
naszej Encyklopedyi. Poprzestajemy więc, 
zakończając słowami filozofa niemieckie- 
go Fryderyka Nietzsche'go, który w za- 
piskach swoich autobjograficznych z roku 
1B83, zatem w czasie, kiedy umysł jego 
nie był jeszcze zamroczonym, tak pisze: 
„Polacy uchodzili w moich oczach za naj- 
zdolniejszych i najbardziej rycerskich mię- 
dzy narodami słowiańskimi, a zdolności 
Słowian wydawcy mi się wyższemi, ani- 
żeli zdolności Niemców; sądzę nawet, że 
Niemcy dopiero przez silną przymieszkę 
krwi słowiańskiej weszli do rzędu uzdol- 
nionych narodów. Z przyjemnością my- 
ślałem o prawie polskiego szlachcica oba- 
lenia przez proste V£io uchwały całego 
zgromadzenia, a Polak Mikołaj Kopernik 
wydawał mi się korzystać z tego prawa 
przeciw poglądom wszystkich innych lu- 
dzi w największy i najgodniejszy sposób. 



Politycznerozkielznanie i słabość Polaków, 
tak samo ich rozwiązłość, były raczej dla 
mnie świadectwem ich uzdolnienia, aniżeli 
niezdolności. Chopina czczę szczególnie 
za to, że awoloił muzykę od wpływów nie- 
mieckich, od dążności do brzydoty, bez- 
dźwięku, filisterstwa, ociętt^ości i blagi. 
Piękność i szlachectwo ducha, a mianowi- 
cie szlachetna wesołość, swawola i wspa- 
niałość duszy, obok ciepła południowca i 
głębokości uczucia, nie znalady wcale 
przed nim wyrazu w muzyce". 

Słowniki polskie. Jat w wiekach sta- 
rożytnych uiiładano wokabnlarze łaciń- 
sko-greckie; w wiekach średnich dopisy- 
wano do nich wyrazy celtyckie, anglosa- 
skie, niemieckie i inne. W początku wie- 
ku Vin powstał, w Hiszpanii podobno, 
„LiSer glossarum'^, który jest podstawą 
średniowiecznego słownikarstwa łacińskie- 
go; na nim polega słynny wokabularz, t, 
zw. „Mater verborum'*\ dalej tworzą się 
zbiory rfów łacińskich z objaśnieniami 
często bardzo dziwacznemi ich znaczeń 
pod nazwami yocabultsła Papias, Rosa- 
rius, nłożonyprzez Uguciona w w. Xn-ym, 
, CalAaiicon" Jana z Genui {/anuensis) z 
w. XIII, Granarius, krótszy słownik na- 
zywano Brevilogus lub BTeviloquus, Lu- 
cianus t. j. oświetlający, Mammotrectm o- 
kolo r. 1300, w którym;zebrane były obja- 
śnienia trudniejszych wyrazów z Pisma 
świętego i t. p. Wszystkie te słowniki 
przepisywane były i w Polsce w wiekach 
średnich, gdyż służyły do zapoznania się 
z łaciną. I w Polsce zaczęto do nich do- 
dawać znaczenia polskie, zapewne dość 
wcześnie, tworząc przez to wokabnlarze 
łacińsko- polskie; nie dosdy do czasów na- 
szych jednak starsze nad wiek XV. Pod 
wieloma względami słowniki te są bardzo 
ważne dla dziejów języka, gdyż przecho- 
wały nam wyrazy skądinąd nieznane, 
wzbogaciły język, zmuszając do tworze- 
nia nowych wyrazów; one przechowały 
nam dawną terminologję swojską z róż- 



dbyGoot^le 



SŁOWNIKI POLSKIE. 



nych dziedzin tycia, zajęć i nank, one 
świadczą o ówczeenym etanie języka, pi- 
sowni, odmianacli, ponczają nas, co mu- 
sieliśmy zapożyczać od narodów obcych, 
wreszcie świadczy o samej potrzebie ucze- 
nia się języków obcycli. W bibljotekach 
zasobnych w rękopisy średniowieczne, w 
Polsce pisane, jak Jagiellońskiej, Ossoliń- 
skich, publicznej w Petersburgu, gdzie są 
zbiory Z^uskicfa, książnicach Zamojskich 
i Krasińskich w Warszawie, dawnych 
klasztornych i kapitulnych, znajdują się 
odpisy wymienionych wyżej słowników 
łacińskich średniowiecznych z dodaną w 
tekście, namarginesach lub między wiersza- 
mi znaczniejszą lub mniejszą liczbą wyra- 
zów polskich; zwrócili na nie uwagę wXIK 
w. uczeni nasi badacze dawnych rękopisów, 
jak Lelewel, Maciejowski, Wi^ocki, Keh- 
ring, Szujski, Polkowski, Karłowicz, Kryń- 
ski, L. Malinowski i inni; największe jed- 
nak zasługi położył pod tym względem, 
jak i wogóle dla piśmiennictwa polskiego 
średniowiecznego, prof. A. Bruckner, ze- 
brawszy materjiU słownikowy z kilkudzie- 
sięciu rękopisów i odpowiednio go oce- 
niwszy. Kiemcy posiadali w wiekach śre- 
dnich słowniki łacińsko-niemieckie wier- 
szowane. I Czesi w w. XrV mieli słownik 
dość duży łaciósko-czeski pod nazwą ^Bo- 
hemarius^ — wierszowany, który tak się 
zaczynał: ^Bok dens est, doshoyc — deitas, 
siworziieląne -ereator". U nas dotąd nie 
natrafiono na cały słownik wierszowany, 
ale, że tu i owdzie znalazło się kilka wier- 
szy osobno, przypuszczać należy, że i u 
nas ułożono taki słownik w wiekach śred- 
nich dla łatwiejszego przyswojenia przez 
żaków. Oto znaleziono ślady takiego słow- 
nika: 

Modiolns — pyasta, radius — sipicza, est 
zwona — contus. 

Est tribulus osseih, tribula — ^^^py^ tri- 
bulumqnoqae — vyerczyoch. 

Est aquilo — pulnocz, austerque — po- 
ludnye. 



Est Albertus — Olbracht, Adalbertus sit 
tibi Voyczech. 

Zresztą jeszcze w w. XVIII po szkołach 
naszych podobne wierszyki mnemoniczne 
się tułały, np. Bóg^Deus, mój — meus itd. 
Słowniki średniowieczne uUadano nietyl- 
ko alfabetycznie; często spotykać można 
wokabularze, jeszcze i w XVI i XVII w. 
drukowane, w których wyrazy ułożone są 
według gmp pewnych, np. dotyczące do- 
mu, kościoła, ogrodu, pola, rzemiosł i t. d. 
razem są podawane. Jeden z dochowa- 
nych glosarjuezów do Pisma Św., t. zw. 
Mamotrectus" z r. 1471, świadczy doda- 
tnio o dbałości Akademii krakowskiej o 
język ojczysty, był bowiem przez jej mi- 
strzów poprawiony. W rękopisach śre- 
dniowiecznych bardzo są często na kar- 
tach wolnych lub okładkach krótkie spisy 
wyrazów łacińskich z polskim przekładem, 
np. wyrazów, oznaczających pokrewień- 
stwo, nazwy miesięcy i t. p. Często spo- 
tykają się po rękopisach słowniczki lekar- 
skie i botaniczne; miały one zastosowanie 
praktyczne w medycynie; jeden teki zbio- 
rek krótki pochodzi jeszcze z czasów Ło- 
kietka i jest najdawniejszym znanym sło- 
wniczkiem łac.-polskim; najobszerniejszy 
zaś słownik botaniczny łacińsko-niemiec- 
ko-polski z r. 1472 liczy około 2000 nazw 
polskich. Również z celem praktycznego 
zastosowania układano słowniczki wyra- 
zów prawnych; takich znamy kilka — jeden 
nieco obszerniejszy wydrf dr. Oelichow- 
ski, drugi znajduje się w Petersburgu w 
bibljotece publicznej. Mówiąc o wokabu- 
larzach średniowiecznych, nadmienić win- 
niśmy, że bardzo jest wiele rękopisów ła- 
cińskich z w, XV przeważnie treści teolo- 
gicznej, a mianowicie z kazaniami, w któ- 
rych pomiędzy wierszami lub na margi- 
nesach umieszczone są znaczenia polskie 
niektórych wyrazów i całych zwrotów o- 
raz zdań; takie glosy polskie w tekście ła- 
cińskim, zawierające odręczne przekłady, 
zwróciły w ostatnich 30-tu latach uwagę 



dbyGoot^le 



SŁOWNIKI POLSKIE. 



253 



badftczów języka i wykazały dniy zasób 
ciekanych a skądinąd mało znanyck lub 
wcale nieznanych wyrazów. Gdy w wie- 
ka Xyi znacznie a nas wzrosła potrzeba 
zapoznawania eią z językami obcymi, a 
sztuka dmkarska pozwalała wydawać 
książki odpowiednie dla użytka młodzie- 
ży szkolnej i całego czytającego ogółu, 
rozpoczyna się od r. 1&26 szereg dość licz- 
nych wydawnictw tego rodzaju pod posta- 
cią ht^i to wokabalarzy, w których wy- 
razy okładano alfabetycznie lub według 
ich treńci, bądź to rozmówek, bądź połą- 
czenia oba tych sposobów, bąd;^ grama- 
tyk. Najczęściej takie dykejonarze i wo- 
kabalarze zajmują się trzema językami: 
łacińskim, polskim i niemieckim, rzadziej 
wydawano je w 4-ch językach: łaci^kim, 
polskim, niem. i włoskim (1532 i 1566) i ła- 
cińskim, polskim, niemieckim i francu- 
skim (1574), łacińskim, polskim, niemieck. 
i czeskim (r. 1605). Ze słowników trzyję- 
zykowych znamy następujące: „Dicfio- 
narius /oannis Murmelli^ w Krakowie r. 
1626, który miał u nas następnie jeszcze 9 
wydań w XVI w. i 10 przynajmniej w XVII; 
wyrazy w nim ułożono według ti'eści np. 
^O bodzey rzeczach nyebyeskłch"-, ^O toz- 
mdyłych rodzdyoch pokirmu'^ i t. d. Podo- 
bny do niego , Diclionarius'^ Ślązaka My- 
mera z r. 1628 miał w XVI w. 3 wydania, 
przerobiony jest ze Równika łacińsko-nie- 
miecko-czeskiego z r. 1613. W r. 1532 
Wydano , lVielmi pożyteczny slowarz tym, 
ktorzi ządaią wyrozumieć y naiictyć się 
czcić {ezyi&6) pT0CzQ3&z) chodzenia do szko- 
ły, tako są prosczi laici, y niewiasty. Też ka- 
tdy iacztnnik może się nauczyć Wioskiego, 
Polskiego y Nietniecć kiego, a zasic kotdy s 
ntch taczinskiego: Bocziem w tych kxięgach 
zawteraią się wszytki imiona, przezwiska y 
słowa, które mogą być wymówione rozmai- 
tym obyczaiem*. Słowniki te układali nie- 
kiedy Ślązacy (np, Mymer), którzy zbyt 
niewolniczo posiłkowali się gotowym cze- 
skim i niemieckim materjałem. Słowni- 



czek wyrazów prawnych alfabetycznie u- 
łożony po raz pierwszy zjawił się w drukn 
w r. 1631 przy książeczce Jana Oervasa 
Tucholczyka ,Farrago actionum civilium 
furis Magdeburgensis^; rozszerzając się 
w następnych wydaniach^ doszedł w osta- 
tnim (9-m) 2 r. 1607 do znacznych rozmia- 
rów. Zedowników drukowanych dor. 1632 
oraz materJE^ów rękopiśmiennych ułożył 
słownik łaoińsko-polski Bartłomiej z Byd- 
goszczy w r. 1532; wydał go z rękopisu w 
r. 1900 dr. ErzepkL , Wokabułarz rozma- 
itych i potrzebnych scnłencyi' z r. 1539, 
1658, 1566 i 1 595 zawiera rozmówki, listy, 
pieśni i ustęp z powieści o Marchołcie. Z 
słowników botanicznych XVI wieku zna- 
ne są Szymona z Łowicza z r. 1633 i 1537 
w książce p. u. ^Euchiridion medicinac"" 
i Schnebergera z r. 1557 „ Catalogus słir- 
pium cuarundam", w którym są nazwy 
ludowe polskie i rusińskie. Drobne te ^o- 
wniczki poprzedziły wydanie wielkiego i 
dużym nakładem nauki ułożonego Rów- 
nika łacińsko- polskiego przez Jana Mą- 
czyńskiego w r. 1564; miał on i polsko-ła- 
cińską część gotową, ale ta w rękopisie 
zaginąć musiała. Dzieło Mączyńskiego, 
znakomite pod wielu względami, przewyż- 
sza obfitością wyrazów i starannością wy- 
bada wszelkie poprzednie próby, wprost 
je zatłamiając. Następne więc słowniki 
polskie z wielkiej pracy Mączyńskiego już 
korzystać mogły. W końcu w. XVI (1590) 
po raz pierwszy wszedł do wielkiego wie- 
lojęzycznego Równika Calepina język pol- 
ski (.Dictionarium XI Unguaram"). Dru- 
gim wielkim słownikiem jest „Thesaurus' 
Grzegorza Knapskiego w 3-ch częściach, 
zawierających: I) słownik polakołacińskO' 
grecki (1621 r.), II) Równik łacińsko-pol 
ski i III) „Adagia polonica" — przysłowia 
polskie (1632); dzieło Knapskiego wyko- 
nane jest z niepospolitym przygotowa- 
niem filologicznym i przez dwa wieki aż 
do wyjścia słownika Lindego było praw- 
dziwym „skarbem" mowy polskiej; cho- 



,Goo<^le 



254 



SŁOWNIKI POLSKIE. 



ciaż głównie z żywego języka i słowników 
poprzednich koi^yst&ł, to jednak przyta- 
cza chętnie cytaty z Kochanowskiego i in- 
nych znakomitych pisarzy XVI wieku; 
często też słowniki Knapskiego w wiekn 
XVII i XVIII przedrakowywano, przera- 
biano i skracano. Pomijając słowniki ła- 
cii!isko-f rancusko - litewsko - niemiecko-pol- 
skie z w. XVII, XVin i początku XIX, 
jak Volckmara, Datypodiusa, Emestiego, 
Troca (najlepszy słownik irancusko-nie- 
miecko- polski z w, XVIII), Mrongowiu- 
sza i inne, dość nieraz obszerne, przecho- 
dzimy do najwspanialszego dzi^a słowni- 
kowego nietylko w Polsce, ale i w słowiań- 
szczyźnie całej, mianowicie do 6-toniow6- 




wano mu w imienin narodu wielki medal 
s^oty z napisem: „Za Słownik Polskiego 
Języka Ziomkowie 1816'. Znacznie mniej- 
szy objętością jest „Słownik języka pol- 
skiego", opracowany zbiorowo i wydany 
w Wilnie przez M. Orgelbranda w r. 1861 
w 2-ch tomach. Do niedawna był to naj- 
bogatszy zbiór wyrazów języka polskiego, 
liczący ich przeszło 108 tysięcy. Pod 
względem wewnętrznego układu i ilości 
przykładów znacznie niżej ten słownik 
stoi od Lindego. Skróceniem Równika 
Lindego jest „Słownik" E. Rykaczewskie- 
go (2 wyd. 1866 i 1873), liczący w 2 to- 
mach przesdo 49 tysięcy wyrazów. Od 
czasu wyjśda „Słownika" Lindego i wi- 



go ^Siownika języka polskiego* , wydanego 
w latach 1807 - 1814 przez Samuela Bo- 
gumiła Lindego {wyd. II we Lwowie 
18B4 — 1860). Jest to praca pomnikowa, 
owoc długoletniej, zadziwiającej pracowi- 
tości i wielkiej nauki, wyprzedzająca leksy- 
kograiję europejską o całe dziesięciole- 
cia. Autor podaje ta obok wyrazu pol- 
skiego zestawienie z odpowiedniemi wyra- 
zami innych języków słowiańskich, obja- 
śnia wyczerpująco znaczenia wyrazów (li- 
czy ich Słownik około 69 tys.) przykładami, 
wyjętemi z 700 przeszło dzi^ w. XVI i na- 
stępnych. Współcześni niezmiernie wy- 
soko cenili „Słownik" Lindego, to też spot- 
kały go za to liczne odznaczenia; pomię- 
dzy innemi wybito na cześć jego i ofiaro- 



leńskiego okazało się wiele słowników 
specjalnych (np. łowiecki, leśny, górniczy, 
lekarski, architektoniczny, kupiecki, bo- 
taniczny, zoologiczny i wiele innych), za- 
częto zbierać wyrazy gwarowe i wielką ich 
ilość zgromadzono, wykryto wiele niezna- 
nych przedtym zabytków dawnej pol- 
szczyzny w rękopisach i drukach, rozwi- 
nęła się literatura piękna, wzbogacono 
terminologję naukową, rzemieślniczą i 
przemysłową w najrozmaitszych kierun- 
kach; zrodziła się przeto potrzeba opraco- 
wania nowego słownika, któryby wszyst- 
kie te bogactwa w sobie zawarł. W r. 1898 
zaczął wychodzić nowy ,Siovinik języka 
polskiego, ułożony pod redakcją Jana Kar- 
łowicza, Adama Kryńskiego i Wiadysiaioa 



dbyGoot^le 



255 



Niedźwiedzkiego'* w Warszawie; dotąd 
(czerwiec 1903 r.) wyszły 2 tomy i potowa 
ti^eciego do polowy litery N. Słownik 
t«n, uwzględniający cały zasób języka 
polskiego, prowadzony z wielką samien- 
nością odpowiednio do dzisiejszych wy- 
magań nauki przy pomocy wielu uczo- 
nych współpracowników, będzie liczył za- 
pewne ok<4o 300,000 wyrazów, gdy do 
końca dojdzie. Chociaż pod względem 
liczby wyrazów, zasobu przykładów, u- 
miejętnego układu i wyjaśnienia pocho- 
dzenia wyrazów „Słownik* warszawski 
przewyższa Lindego, to jednak wyczerpu- 
jący słownik akademicki języka polskiego 
jest zadaniem przyszłości. W słownika 
warszawskim wyrazy staropolskie podaje 
A. A. Kryński, gwarowe i objaśnienie po- 
chodzenia wyrazów obcych ś. p. Jan Kar- 
łowicz (t 14, VI, 1903), pochodzenie wy- 
razów swojskich — J. Baudouin de Oour- 
tenay. Niezależnie od słownika warszaw- 
skiego, Akademja Umiejętności w Krako- 
wie przygotowuje od lat przeszło 20-tu 
matorjaJy do wyczerpującego Równika 
staropolskiego. Jan Karłowicz ogłosił 3 
tomy doliteiy O włącznie „Słownika gwar 
polskich* oraz 2 zeszyty do litery K włą- 
czcie „Stownika wyrazów obcego a mniej 
jasnego pochodzenia używanych w języku 
polskim"'. "W wydawnictwach specjalnych, 
językoznawstwu naszemu poświęconych, 
jak ^Sprawozdania komisyi językoznaw- 
czej Akad. Um", „Prace filologiczne", 
„Zbiór wiadomości do antropologii krajo- 
wej", .Materjaiy antropologiczno-archeo- 
logiczne i etnograficzne" , „Materjały i pra- 
ce komisji językowej Akad. Um.", „Roz- 
prawy wydziriu filologicznego Ak. Um." 
i in., ukazują się obfite i cenne przyczynki 
do słownictwa staropolskiego i gwarowe- 
go. Ck)raz też częściej słyszymy o słow- 
nikach specjalnych, opracowanych bądź 
przez grona zbiorowe, bądź przez specja- 
listów, np. słowniki zoologiczne i botani- 
czne wydali E, Majewski i J. Rostafiński, 



lekarskie — T. Matecki i Tow. lek. krak,, 
anatomiczny — S. Krysiński, farmaceuty- 
czny — Wiórogórski i Zajączkowski, che- 
miczny—B. Znatowicz. Wychodzą też 
słowniki techniczne z dziedziny rzemiosł 
i przemysłu, np.: ciesielstwa, kowalstwa, 
slnsarstwa , stolarstwa. (For. W. Neh- 
ringa „Altpolnische Sprachdenkmaler" , 
Berlin, 1887, str. 16-39, A. Brucknera 
„Średniowieczne słownictwo polskie" w t. 
V-ym „Prac filologicznych", str. 1 — 62, 
H. Łopacińskiego „Najdawniejsze słowni- 
ki polskie drukowane", tamże str. 393 — 
464 i 586 — 606, K. Appla i A. Kryńskie- 
go „Przegląd bibljograficzny prac nauko- 
wych o języku polskim", tamże t. I, str. 
541 — 718, A.Brucknera „Język Wacława 
Potockiego. Przyczynek do historyi języ- 
ka polskiego* w „Rozprawach wydz. filo- 
logicznego Akad. Um' t. XVI ser. II, og. 
zb. XXXI, str. 275—421 (na początku tej 
znakomitej rozprawy dał autor ocenę 
dawnych słowników, a szczególnie Linde- 
go, str. 276- 290). Hier. Łopaciński. 

Słudzy. Statut Kazimierza Wielkiego 
z T. 1347 postanowił, aby sługa albo wło- 
darz o kradzież obwiniony przedstawił 
6-ciu poręczycieli swej niewinności. Po- 
dług tegoż prawa za sługę gołotę, czynią- 
cego szkodę, pan odpowiadał, ale ^uga, 
pop^niwszy kryminfJ, nie mógł uniewin- 
niać się rozkazem swego pana. W r. 1506 
postanowiono bezecnośó na sług, „jeżeli 
doczyńce gonić nie chcą*. O ile za słu- 
gę nieosiadłego pan w rzeczach mniej- 
szych majątkiem swoim odpowiadał, o ty- 
le sługa osiadły, o uczynek dy obwiniony, 
odpowiadał sam za siebie. Plebejuszów 
nie mógł nikt przyjmować do słufcby bez 
„attestacyi odstania od pana pierwszego", 
czyli listu świadecznego. W r. 1605 po- 
stanowiono, iż sługa, chcący oddalić się 
ze słnżby przed wojną, powinien był za- 
żądać uwolnienia od pana swego na 6 nie- 
dziel przed takową, W r. 1507 przedłu- 
żono t«n termin do niedziel 10-u. Sługa 



dbyGoot^le 



259 



SŁUPY.— SOBEK. 



Bzlachcic nie mógł od pana odstawać na 
czas wojny, jeżeli przed trzeciemi wiciami 
przystał. Sługa, dosłużywszy do swego 
czasu umówionego, mógł zawsze odejść. 
& gdyby mu pan listu odprawnego dać nie 
chciał, wolno mn było „wziąć list wyświad- 
czony od sądn Ziemskiego albo Grodzkie- 
go onegoż powiatu". Gdyby szlachcic u- 
więztł prywatnie szlachcica, to mógł być 
pozwany o to przez każdego szlachcica, 
zostającego w ^uibie a uwięzionego. 

Słupy. K. "Wł. Wójcicki podaje wiado- 
mość o słupach, które znajdowały się przy 
dworach do czepiania koni i mi^y jakoby 
zwykle po trzy kółka: żelazne, miedziane 
i srebrne, służące podług stanów dla koni 
chłopskich, miegzczaóskieh i szlacheckich. 
Ojciec piszącego to, współczesny Wójcic- 
kiema a także świadomy tradycyi podla- 
skich i mazowieckich od swego ojca z wie- 
ku XVIII, zapownial nas, że o tych troja- 
kich kółkach krążyła wprawdzie taka ba- 
jeczka, ale w rzeczywistości przy bramie 
dziedzińca każdego dworu, lub pod ok- 
nem uboższego szlachcica stał na parę 
łokci wysoki ^upek z jednem kółkiem że- 
laznem, służącem do uwiązywania wierz- 
chowców gości lub posłańców bez wzglę- 
du na ich stan. Służba zaś miejscowa 
przestrzegała tylko, aby nie uwiązywali 
u płotów i sztachet, które rujnowały się 
przez to. 

Służba. Tak nazywano osadę rolną nie 
zawsze jednakowej przestrzeni, daną za 
obowiązek odbywania powinności czyli 
^użby: strzeleckiej, wojskowej lub innej. 
LuboCzacki twierdzi, że na służbę 3 włóki 
liczono, niebyło to jednak wcale zasadą 
ogólną. Służby strzeleckie miewtdy mniej 
więcej po 2 włóki (na których powstawa- 
ły zwykle leśniczówki), służby wojskowe, 
w miarę dobroci gruntu— od 1 do 2 włóki 
Stefan Batory prawem wieczystem dał na 
własność "Wasilowi Niewierze służb czyli 
osad 12. Kmieć, dostający „służbę* na 
czynsz, płacił z niej np. 10 groszy rocznie 



w r. 1669. „W Kijowie i na Wołyniu, 
gdzie włók mierzonych niemasz, jeno służ- 
by, z każdej służby osiadłej po pół zło- 
temu poboru. A iż na innych służbach 
bywa po kilka dymów, tedy dwa dymy 
na jeden doty sUadań się mają" ( yol leg. 
m, f. 49). 

Smatruz — stragan przekupki, buda 
kupiecka, kramnica. W pisarzu dawnym 
czytamy; .Smatruzy i kramnice śrzódryn- 
kowe krakowskich sukienników i przeku- 
pniów, Kazimierza "Wielkiego jest budyn- 
ku pamiątka". Nazwa powstfJa od ga- 
dulstwa {schmelierń) przekupek, iglarek, 
kaletniczek, paśniczek, które tam siady- 
wały i ustawiczny sejmik wiodły, jako 
czytamy w „Kiermaszu na Zawiślu": ,na 
smatruzie (kto świadom) własny sejm nie- 
wieści". 

śmigus, śmigurst, ob. Dyngns(£'»(;. 
Siar. t. II, str. 88). 

Smorgońsita akademja. O 5 mil od Osz- 
miany, na trakcie do Mińska, w woj. Wi- 
leńskiem, powiecie Oszmiańskim leżało 
miasteczko Smorgonie, dziedzictwo w wie- 
ku XYI możnej niegdyś na Litwie rodzi- 
ny Zenowiczów. Mieszczanie tutejsi sły- 
nęli szczególniejszym przemysłem, pole- 
gającym na hodowli młodych niedżwie* 
dzi, obuczaniu ich sztuk i oprowadzaniu 
potem po ca^ej niemal Europie. Stąd sta- 
ła się ^awną w Polsce: „Smorgońska aka- 
demja", ^smorgoński akademik", „gaga- 
tek smorgoński" i t. p. 

Smukawlca — rodzaj sukni niewieściej 
za czasów Zygmunta III, wyraz użyty 
przez Zbylitowskiego. 

Smycz — rzemień, na którym charty 
na polowanie prowadzą, a potem je z nie- 
go zmykają czyli spuszczają. 

Sobak — skrócenie imienia Sobie^aw 
i Sebastjan. Lud nazywał także Jana So- 
bieskiego królem Sobkiem. Że za4 wyda- 
rzały się za jego panowania częste nieuro- 
dzaje, więc powstało przyrfowie w czasach 
Saskich: „Za króla Sobka nie było w polu 



dbyGoot^le 



SOBOLE.— SOBÓTKA. 



257 



snopka". Na oznaczenie egoisty mieli 
Polacy takie wyrazy: sobek, sobierad, sa- 
molab, samoiściec, siebielubieo, sobiegani, 
sobiedobrski, sobieradzki. 

Sobole — futro jedno z najdroższych i 
najwięcej w Polsce poszukiwanych. W 
Vol. legutn (III, f. 371, r. 1620} znajdaje- 
my postanowienie, iż „Borok soboli" przed- 
nich (t. j. 40 skórek) nie drożej mają prze- 
dawaó nad zł. 200. 

Sobótka. Najnowsze badania wyjaś- 
niły nam w zupełności początek nazwy 
sobótki. Biskap poznański Laskarz w 
wieku XIV statutem swoim zakazuje tań- 
ców nocnych w wigilje przedświąteczne, 
t. j. w soboty i w wigilje uroczystości, 
przypadających w lecie, a zatem przed 
świętem Jana Chrzciciela, Piotra i Pawła. 
Z zabaw tego rodzaju najwspanialszą byó 
musiała sobótka w okresie kategzoeken 
świątecznym, t. j, na Zielone Świątki. Ka- 
znodzieja krakowski Jan ze Słupca powia- 
da, że tańczą podczas Świątek w lecie nie- 
wiasty, śpiewając pieśń pogańską. Stwier- 
dza ten obyczaj, jako jeszcze pogański, 
statut synodu krakowskiego z i*. 1408. Na 
sobótkę, którą zawsze obchodzono wieczo- 
rem w sobotę przed jednem ze świąt let- 
nich, zbierali się jeszcze w wieku XVI 
wszyscy, zarówno kmiecie z wioski, jak 
drużyna i szlachta ze dworu, do ognia roz- 
nieconego na pagórku za wioską. Ta łącz- 
ność obyczajowa i charakter obrzędu gro- 
madzkiego przebija się jeszcze w pieśni 
Jana Kochanowskiego osobótkach w Czar- 
nymlesie: - 

Tam goście, Łam i domoni 
Sapali nie ku ogoiowi. 

W pieśni sobótkowej mazowieckiej słyszy- 
my: „Tam dziewczęta się schodziły"; w 
pieśni znowu ludu podkarpackiego: 

Kto na w>b6tce nie bodzie, 
QI6ivka go boleć wcią2 będzie. 

Ponieważ sobótka jest niewątpliwie staro- 
dawną uroczystością czci słońca, które ja- 

Oicyklopedla itaropolski, tom IV- 



ko źródło życiodajnego cie{Ja i światła od. 
wszystkich dawnych ludów cześć odbiera- 
ło, palenie więc stosów i igrzyska groma- 
dne przy nich obchodzili Polacy w noc 
najkrótszą z całego roku, t. j. w przesile- 
nie dnia z nocą. Oczywiście po zaprowa- 
dzenia kalendarza chrześcijańskiego zwy- 
czaj starożytny musiał się na początku la- 
ta do świąt i świętych chrześcijańskiej 
wiary przystosować. W jednych więc 
miejscach obchodzono go naZielone Świąt- 
ki, gdzieindziej w przeddzień Św. Jana 
Chrzciciela. I tak przez wiele wieków to 
widzimy, "W r. 1468 np. król Kazimierz 
Jagiellończyk, na żądanie opata benedyk- 
tyńskiego klasztoru świętokrzyskiego, za- 
kazuje pogańskich uroczystości (sobótekj, 
na Łysej górze w Zielone Świątki odpra- 
wianych. Tymczasem o kilka mil w Czar- 
nymlesie sobótkę obchodzono około Św. 
Jana, jak o tern wyraźnie zaświadcza Ko- 
chanowski, który utworowi swemu nadał 
tytuł , Pieśń świętojańska o sobótce" i 
zwyczaj ten uważa za odwieczny. „Sobót- 
kę, jako czas niesie, zapalono w Czar- 
nymleaie". A dalej mówi znowu, nie wi- 
dząc nic gorszącego w zwyczaju, który 
bynajmniej wiary chrześcijańskiej nie o- 
brażał: 

Tak to matki nam podały, 

Same znowu z drugich mialj, 

Że na dzień świętego Jana 

Zaniiif sobótka polana. 

Marcin z Urzędowa w drugiej połowie 
XVI w. pisze w swoim zielniku: „U nas 
w wilją Św. Jana niewiasty ognie paliły, 
tańcowtJy, śpiewały, djablu cześć i mo- 
dłę czyniąc (0; tego obyczaju pogańskiego 
do tych czasów w Polszczę nie chcą opusz- 
czać, ofiarowanie z bylicy czyniąc, wiesza- 
jąc po domach i opasując się nią, czynią 
sobótki, paląc ognie, krzesząc je deskami, 
aby była prawie świętość djabelska, śpie- 
wając pieśni, tańcując". Nazwa sobótki 
nie była powszechną w Polsce. Lud np. 
mazowiecki i podlaski, nad Narwią i Bu- 



dbyGoot^le 



258 



SOCHA. 



giem zamieszkały, obrzęd ten znal tylko 
pod mianem „Kupalnocki". U Mazurów 
naduarwiańskich w wigilję Św. Jana, po 
zachodzie słońca, gospodynie i dziewczę- 
ta, zebrane na łące nad strumieniem, roz- 
paliwszy „ kupalnockę", patrzyły czy ze - 
br^y się wszystkie; gdyby której nie by- 
ło, tą uważano za czarownicę. Kaatępnie 
biesiadowały, tańczyły przed ogniem i z 
ka^ego gatunku przyniesionych pęków 
ziół rzucały po gałązce w ogień, wierząc, 
te dym z tych ziół zabezpieczy je od sX6- 
go; resztę zabierały do domów, aby poza- 
tykać w strzechy chat, obór i stodół. Oko- 
ło północy, mocniejszy roznieciwszy ogień, 
pozostałe napoje weń wlewfJy, a jedna z 
dziewcząt wieniec, uwity z bylicy i ziół 
innych, rznc^anawodę strumienia, przy- 
czem wszystkie zawodziły prześliczną sta- 
starodawną pieśń (ob. Wieniec, wianki): 
Oj czego placzeflz, moja dEiewczyno? 
Ach, cói ci » niedola? i Ł d. 
Sobótka na Rosi zowie się Kupałą, a licz- 
ne ślady tego obrzędu z Wołynia, Ukrai- 
ny, Litwy i Białejrusi opisali nasi zbiera- 
cze rzeczy ludowych: Marcinkowski, Stec- 
ki, Enst. Tyszkiewicz i wielu innych, jak 
u ludu polskiego uczyniU to: Kolberg, 
Gregorowicz, Gloger i t. d. Seweryn Go- 
szczyński osnuł c^y poemat na tle sobót- 
ki karpackiej, a Wincenty Pol w „Pieśni 
o domu naszym" opiewa „wielkie wian- 
ków święto". Piotr Chmielowski podał w 
Tyg, Ilustr. (r. 1875, t. XV) obszerną roz- 
prawę p.n. „Sobótka — zestawienie dwnch 
wieków i dwuch indywidualności". Każ- 
dy naród, który chce życie własne rozwi- 
jać, ma obowiązek w swoich zabawach, 
rozrywkach i widowiskach podnosić i od- 
twarzać obrazy obyczajowe ze swej prze- 
sdości i zachowywać piękne zwyczaje oj- 
czyste, do których należy u nas sobótka. 

Socha, starożytne narzędzie słowiań- 
skie do orania, używane dotąd powszech- 
nie na Podlasiu i Rusi litewskiej, a da- 
wniej na calem Mazowszu i w Lubelskiem. 



lyiowiekowe istnienie sochy przemawia 
najwymowniej za jej racjonalną budową 
i praktycznością. .Zastanawiając się, w 
rzeczy samej, nad jej składem— pisze Mi- 
chał Oczapowski — nie można nie przy- 
znać albo jenjuszu dla jej pierwszego wy- 
nalazcy, jeżeli to był jeden człowiek, albo 
przyznać wypada, że w tych prowincjach, 
gdzie jej używają, oddawna bardzo na to 
narzędzie uwagę zwracano i ciągle je po- 
prawiano" (.Gospodarstwo wiejskie", 
Warszawa, 1856 r.). W dzidach rolni- 
czych dawnych autorów polskich, jak: Go- 
stomskiego, Zawackicgo, Słupskiego, Han- 
ra i innych, nie napotykamy opisu sochy, 
jak sądzę, z tego powodu, że wymienieni 
autor owie badali przeważnie gospodar- 
stwa tych prowincyi, skąd pochodzili sa- 
mi, t. j. mieli na uwadze prawie wyłącz- 
nie powincje po lewej stronie Wisły poło- 
żone, gdzie sochy nie znano, która była w 
użycia powt-zechnem na Litwie, Podlasiu 
i wschodniej ozęści Mazowsza, gdzie przez 
długie wieki trwał system gospodarstwa 
przemiennego, gdzie zatem dużo uprawia- 
no nowin leśnych, i do tego kamienistych. 
Wyraz soc^a w językach słowiańskich o- ' 
znaczą rozsochę t, j. drzewo na ksztalfc wi- 
deł, rozsochate. Starosłowiańskie słowo 
socha, rasocha oznacza widły, toż samo o- 
znacza socha w języku bułgarskim, serb- 
skim i czeskim. W języka polskim sochą 
zowie się słup rosochaty stawiany przy 
studni do zawieszenia żórawia, także 
słup wielki, jakie stawiają wewnątrz 
szop i stodół do podparcia dachu. So- 
cha do orania składa się z cz^ci na- 
stępujących: Główną część sochy stano- 
wi rogacz (ABCD), na który zwykle wy- 
bierają drzewo lżejszego gatunku (świer- 
kowe, sosnowe lub osikowe), grube 10 — 
12 centym., posiadające odpowiednie ko- 
rzenie. Po wykopaniu z ziemi korzenie 
obcinają, z wyjątkiem dwuch, mających 
odnośnie grządzieli kierunek zbliżony do 
prostopadłego. Korzenie te stanowią rę- 



dbyGoot^le 



o 



kojeście, czyli rogi sochy (BO, BD): ociebny, 
czyli prawy (CM) i kiohny — lewy (DB). 
Koniec (AO) grządzieli (AB), zwany wier- 
cielem, opiera się na jarzmie i ma kilka 
dziur, w kMre się wkłada ko> 
Jek — ciągalnik {O'). Przesta- 
wiając ciągalnik, możemy Di- 
żej lub wyżej przytwierdzić za 
pomocą 7ti/«'(/r3ear£jt) ff jarz- 
mo do grządzieli i w ten spo- 
sób regulować głębokość orki. 
Tużpodrozsochą, -ctzj gnieździe 
{część rogacza, skąd rogi wyra- 
stają(B)] w wydłubanym wgrzą- 
dzieli otworze ukośnym, zwa- 
nym dziurą (OP), jest osadzo- 
na, pod kątem 43 do 45 stopni, 
mocna trzycalowa deska brzo- 
zowa, zwana piachą, widiami, 
jo£rA(j:,alboteż nasadem(KM.(y). 
Górna część uasadu, czyli war- 
kocz (MP) powinna przeeliodzić 
przez całą grubość rogacza; a- 
by zaś nasad nie wyrywfU się 
z rogacza, warkocz przetyka 
się gwoździem dębowym lub 
żelaznym, zw anym pyzakiem v, 
pyżką. W dolnej części warko- 
cza, z prawej strony, leży wy- 
stająca część nasadu, zwana 
progiem. Drugi koniec nasadu 
zakończa się widdkowato, dwo- 
ma rogami, które służą do nasa- 
dzenia soSników, czyli narogów 
(GG, JK). Do nasadu, w punkt. 
SiR jak wskazuje rys., jest przy- 
mocowany drą&ek,orczyk,whÓ7Z 
czyli óri (SR'), o którego zgięty 
koniec opiera się spodnia, czyli 
prawa odkładnica. Na Podlasiu 
nad narwi ańskiem i Litwie órż 
zo-v/i%podpaikicm. Órż należy do części, na- 
dającyeii sztywność widłom. Na dolnej po- 
wierzchni, wpoprzekplachy,wydrążasię ro- 
wek, czyli ;łfl::(:^(7wa),wktóry wkłada się że- 
lazny lub mocny drewniany drążek, czyYipo- 



dymka(¥\5). órż wraz zpodymką. umocowa- 
ne za pomocą sznura, lub odpowiednio wy- 
giętego żelaznego pręta, służą dla mocniej- 
szego związania płachy z rogaczem. W nie- 



ja li 




I których sochachcałyaparat, wiążący nasad 
z rogaczem, bywa nieco odmienny: órż i 
podymka zrobione są z jednego kawałka 
drzewa lub żelaza; w takim razie órż staje 
się więcej wygiętym (TUR') i formą przy- 



dbyGoot^le 



260 



O C H A. 



pominą pływającą kaczkę. Dolna czaić 
oi4a, niby korpus kaczki, jest zabita w po- 
przeczną kamę, na dnie nieco szersza. Ka- 
ma znajduje się od spodu i po środku pia- 
chy. Część prawa orczyka, niby szyja i 
gtowa kaczki, wznosi się ku górze, pod- 
pierając prawą odkładnię. Z prawej stro- 
ny płachy, na orczyku założona jest sioi- 
iica V- n'/(7(-. Jest to pierścień żelazny, 
spłaszczony, służący do przyciągania na- 
sada do grządzieli i naprężenia jej. Krui 
V. jtriii~yi' — jest to kawałek żelaznego 
pręta, którego górna część zost^a w po- 
staci ostrego dzioba na zewnątrz wygięta; 
dolna laś jest opatrzona pierścieniem, 
którym kruk wbija się na lewy, półtora 
cala wystający koniec orczyka. Kruk ma 
posiadać podobnet przeznaczenie, jak skob- 
lica. rc:co/ v. w/ai" — jest to konopny 
powróz obmotany od skoblicy do kruka 
na girądzioli na podłożonym tam ize- 
ncemieniu. Pod rzemień i powój pod- 
bija się iiitt, któiy. w miar^ podbija- 
nia, nadaje widłom naturalną sztywność, 
prses zmniejszanie zaś kąta pomiędzy wi- 
dłami a grsądiielą. po części moŁe rega- 
lować głębokość orki Prawa odkladni- 
ca pn^'twie^dza się do orczyka za pomo- 
cą gwoździa, zwanego i^oz-icit-m. Jak po- 
wiedzieliśmy wyżoj. soiśoików, czyli naro- 
gów, jt>st dwa: /t-xv i /Tiizcy. Pierwszy 
kantom swoim odrzyna skibę prostopadle 
od warstwy niooranoj, t. j. gra rolę kroju; 
dnigi z.-»stęp«jo mii-jsoe lemit'sza: obydwa 
I.1Ś są di> $ii.'bio nieco uk<.'>snie ustawione. 
I^nry Sł\śnik jest cokolwiek dlutszy. dla- 
tojn> jvEionia liuja ivier,*uięv-i.i wj'pada a- 
ki>sn.'), j;»k u pluj;*- ^' s<^":kaoh iv>sn>- 
tiii.4J)): a> -v»v>\ sir.i.-too oo u:r:y.:-.yw;ir.ia 
11* t\ij:aoh SAmy.-h silników i o.rinyok 
końłVw obu dosok .O", K': b .c-7.;.;-..=-.:sj- 
duj.-i'.v si*; na ^ownęTrrr.yih s:r.^r..ic';: sos- 
nikow, i\: i '■:.}•:;,-■. r, •.':.•.■: «' .'C; ,0:1. .TK\ 
fctorjvb ji\M d\vi,\ ko;~.v';i;:vl .;Xr.yr.-.i w,V..^ 
dsą w uoha Si^isir.kow. osav:,-:.'aj ,-;; c-ł .iwj 
rv>i:;ti'h piachy. Zwyk> i^isfs.-r.ie wyra- 



biają się z drzewa twardego, grabowego, 
dębowego lub brzozowego; w braka zaś 
takiego okuwają je niekiedy grubą blachą 
ielazną. Prawa polica — odkiadna^ wazka 
(G"H), mająca odkładać skibę, opiera się 
o zakrzywionykoniecorża R'S i, jak wspo- 
mnieliśmy wyżej, przybija się do niego 
gozdkiem drewnianym lab żelaznym. 1*- 
wa polica — deska krajna^ zakra-uana (KK') 
ustawia się i reguluje za pomocą kamyka, 
zasadzonego między nią a rogiem pinchy, 
blizko osady, lub odpowiedniego przywią- 
zania sznurkiem do grządzieli. Obie od- 
kładnię (police) tworzą powierzchnię o 
krzywiżnie matematycznie prawidłowej, 
jaką się napotyka u pługów najnowszej, 
nlepszonej konstrukcyi, o krótkiej odkład- 
nicy. zatem socha należy do tegoż działu 
pługów, czyli mchadel. Aby rękojeście 
mogły byc przystosowane do wzrostu i 
nawyknienia orzącego, do prawej przy- 
wiązuje się witką tak zwana kulka (C~B'>, 
t. j. kawałek zakrzywionej w fonnle rącz- 
ki g^ęzi brzozowej; do lewej zaś ^r tym- 
że celu uwiązuje się nieco tUoiszy kij las- 
kowy, zwany ra^ą,porączką, melicą, me- 
dluą '.KP', który drogim końcem podsa- 
dza się pod żelazne uwiązanie, czyli siąza- 
dh ■,RK'Si. Z częiści dodatkowych sochy 
wymienić należy: L farzmo^ P^^ oraniu 
uiywane. jak widać na rysonka, jest for- 
my oryginalnej, mianowicie jest znacznie 
wydlnione ("2.400 m.'. Wyrabia się zdrze- 
wa iżojsze^o: np. lipowego, oso wego. wierz- 
Kiwego lv:b topolowego; waży okc^o Ił 
kilogramów \'11 funiówi; służy do njaiz- 
niiema 2-eh wołów, ciągnących sochę. "W 
jarrniie CGr.'±n:^;ą następujące części: a> 
T'ry ^i':."i, r:ia;d-;ące się pośrodku jarz- 
r.-.a, z kioryih śn[>dkowa nazywa się fr/t- 
r,-.;';, y* b:-:zne przekładają wicie ^ci/- 
7.,-- : V, -'-ST-- ■"■« rwące wtedy, gdy wo- 
ły p^::,ijr-~we p;:aia;ą siły nierówne, b. 
K:-'.i\ /"-"..; i .'. :.--j, w króie bokiem wkla- 
Cj-ą Jry;e w.','w. W dMaej części ka- 
;.'.;-_■ KJ..; zr.,ł;.:-;e się drżurks i parciani 



dbyGoot^le 



SOCHA. 



zapinka, zaaątka, pętelka, patka, c) Za- 
nozy, zanoiki — prawa i lewa. Są to łok- 
ciowej długości pręty, na jednym końca 
posiadające pałkowate zgrubienie; robią 
się one z najlepszej dębiny, zwanej go- 
łąbkową. Zanożki służą do podtrzymy- 
wania szyj wołów w kulach, a karków wo- 
łów w stosownych zagłębieniach jarzma. 
W tym celu przetykają je przez dwie dziu* 
ry, znajdujące się nakońcacb jarzma, dol- 
ne zaś koóoe wtykają w pętelki, znajdują- 
ce się w koficu każdej kuli. d) Podwóf, 
przy7vofe, wicie — służące za łącznik sochy 
z jarzmem. II. Skrobaczka 'v. łopatka ^o 
oskrobywania ziemi z de^ek. III. Naroi- 
nica. Sznur konopny lub parciany, za- 
czepiony u rogów obu wołów, służy do 
ich wodzenia. W tymże celu na nieobu- 
czonego woła zakładają oblejcówkę z ta- 
kiegoż sznura. IV. Taradeja v. Taradej- 
ka — tył wozu ze skrętem na dwurh ko- 
łach, obsadzonych na osiach drewnianych, 
duży do wożenia sochy; czasem w tym 
celu używają włoki, t. j. dwnch drążków, 
złożonych w kształcie takim f\ . Na Pod- 
lasia nadnarwiańskiem używany jest tyl- 
* ko .włók'. Wogóle socha jest narzędziem 
sztucznie i racjonalnie zbudowanem. Ze 
względu, iż głębokość orki może być re- 
gulowana za pomocą odpowiedniego przy- 
twierdzenia jarzma do grządzieli, przy- 
równać można sochę do pługa koleśnego, 
z tą różnicą, że w sosze kolesnośó zastą- 
pioną jest oparciem o jarzmo, przyczem 
grządziel wywiera możebnie mały opór 
na jarzmo, gdyż jest bardzo długą (3650 
milim.). Piętę pługa w sosze stanowi dol- 
na część soszników, głównie zaś — ręka o- 
racza. Lemiesz podwójny, formy wideł- 
kowatej, łatwo przebija i wchodzi w zie- 
mię; zużywa się przytem mniej siły, niż 
przy [cugach, o c^kowitym w formie no- 
ża lemieszu, gdyż, jak wiadomo, widły ła- 
twiej w grunt wchodzą, niż łopata. Zło- 
żona z dwuch polic odkładnica sochy 
przedstawia powierzchnię tarcia mniejszą, 



aniżeli takaż powierzchnia całkowitej od- 
kładnicy pługa; podjętą skibę socha prze- 
wraca po linii spiralnej. Ponieważ socha 
nie ma płoza, przeto, napotkawszy w cza- 
sie działania przeszkodę (kamień, korzeń), 
oracz, unosząc sochę, mija, narogi zaś 
biorą następnie i odwracają ziemię tuż za 
przeszkodą; to też socha bardzo się nada- 
je do nprawy grantów kamienistych, oraz 
nowin z korzeniami i karpami. Szerokość 
skiby wynosi 8—12 cali; głębokość zaś or- 
ki 3 —8 cali. Wymienione szczegóły bu- 
dowy soohy zdradzają najwyraźniej prze- 
wodnią mysi jej wynalazców, mianowicie 
moiebne zmniefszenie oporu podczas ora- 
nia. Że cel ten został najzupełniej osią- 
gnięty, wie o tem każdy, mający do czy- 
nienia z sochą. Zresztą mamy tego do- 
wody, chociażby w jakości inwentarza ro- 
boczego, używanego przez drobnych wła- 
ścicieli przy oprawie roli sochą. Nieraz 
zdarza się widzieć, jak para nędznych 
krów lub nawet cieląt pracuje przez cały 
czas przy orce pola, nie wytężając zbytnio 
sił. Do lekkości uprawy dużo się przy- 
czynia stosunkowo mała waga sochy, któ- 
ra prawie nigdy nie przekracza 70 — 76 
funtów [(30 kil.) w tem waga soszników 
= 7,6 funt,, czyli 3 kilogr.]. Jednocześ- 
nie socha jest narzędziem taniem; oprócz 
bowiem dwóch narogów z żelaza, reszta 
jest z drzewa, co daje możność zrobienia 
sochy w domu i łatwej naprawy. Po od- 
jęciu deski odkładnej, socha może być u- 
żytą jako radio lab obsypnik. Do wad 
sochy należy, że w czaaie orki nie podcina 
skiby na caJą szerokość, lecz tylko z bo- 
ków; tym sposobem środek skiby musi 
być oderwany, co przyznaoznem zaperze- 
niu roli jest szkodliwem. Łatwą jest do 
naprawy, lecz łatwo się i psuje. Oranie 
sochą wymaga wielkiej umiejętności i 
wprawy rataja czyli oracza, ponieważ pła- 
cha nie jest osadzoną równolegle do grun- 
tu, nie sunie się po nim. lecz tylko podej- 
muje skibę przodem. Z tego powodu ca- 



dbyGoot^le 



SODALIS MARIANUS. 



to narzędzie w czasie roboty musi b;ć 
trzymane w ręku, a wszelkie uchybienia 
oracza odbijają się bezpośrednio na jako- 
ści orki. Za to w ręku uroiejętnem, mi- 
etrza-oraeza, przy uprawie gruntów śre- 
dni o -z wic zły eh, kamienistych, lub nowin 
leśnych, jak również przy wyprowadzaniu 
rządków pod kartofle w linii prostej, so- 
cha jest narzędziem wyborneiu i, jak są- 
dzę, jeszczB przez długie lata w podobnych 
wypadkach będzie używaną, gdyż działa 
lepiej, niż pług. W dzisiejszych czasach 
socha znajduje zastosowanie w mniejszych 
gospodarstwach, w gubernjach: Siedlec- 
kiej, Łomżyńskiej, Suwalskiej, północnej 
części gub. Lubelskiej, we wschodniej czę- 
ści Płockiej, Warszawskiej na prawym 
brzegu Wiały, oraz w gub. litewskich. To 
szerokie rozpowszechnienie sochy bynaj- 
mniej nie świadczy o zacofaniu i nizkim 
stanie kultury tych miejscowości, jak to 
mniemają ogólnie, lecz jest raczej skut- 
kiem racjonalnej, taniej, a zarazem prostej 
budowy tego narzędzia. Ileż to narzędzi 
rolniczych już za naszych czasów zostało 
zarzuconych z powodu wadliwej budowy, 
lub udoskonaleń technicznych; tymcza- 
sem socha, przetrwawszy wieki, dziś jesz- 
cze współzawodniczy o pierwszeństwo z 
pługiem przy uprawie gruntów kamieni- 
stych i nowin. I trzeba przyznać, że w 
tych razach okazuje się lepszą od pługa 
i w zupełności go zwycięża. A wszystko 
to zawdzięcza tak genjalnie a prosto ob- 
myślanej przed wiekami swojej budowie. 
To też wartoby, aby w nowych narzędziach 
zużytkowano to, co socha ma w sobie do- 
brego, mianowicie: lemiesz wideikowały , 
odkładnie ziożotią z dwuch częSci, oparcie 
grządziełi o jarzmo (rodzaj koleśności) i mo- 
iebnie małe tarcie pięty. Tym. Łunicwski. 
— Do powyższego artykułu uczonego na- 
szego rolnika dodamy tylko, że około ro- 
ku 1870, przeglądając odwieczne graty, 
którymi założona była jedna z piwnic pod 
starożytnym ratuszem w Toruniu, znaleźli- 



śmy grządziel z naturalnym sękiem, a 
więc prawdziwą „sochę", użytą na narzę- 
dzie do uprawy roli w dawnych wiekach, 
a jak się zdaje, przechowywaną tu już nie- 
gdyś na pamiątkę pierwotnego sposobu 
uprawy ziemi. Przytem dodamy tu uwa- 
gę, że socha niewątpliwie zaniesioną zo- 
stała na Litwę i Żmudź przez rolniczy lud 
mazowiecki, zabierany tłumami w niewolę 
od XII do XIV wieku przez napady wo- 
jowniczych leśnych Litwinów, potrzebują- 
cych dziesiątków tysięcy rąk do karczo- 
wania dziewiczych puszcz i uprawy roli. 
Dlatego też sochę nazywamy narzędziem 
„mazowiecko-podlasko-Iitewskiem". O so- 
sze naszej pisał dość szczegółowo Dr, K. 
Rau w dziele: Gcschichte des PJfuges (str. 
33, Heidelberg, 1846). 

Sodalfs Marianus. Wysoka cześć, ja- 
ką Polacy oddawali Matce Boskiej, spo- 
wodowała założenie religijno-moralnego 
bractwa Sodalisów. Przymiotnik łaciń- 
ski sodalis znaczy: należący, składający 
towarzystwo. Zasadami tego stowarzy- 
szenia było nietylko nabożeństwo do N. 
M. Panny, ale zachowanie w życiu nieska- 
żonej prawości i czystości obyczajów. 
Bractwa sodalisów mi^y swego prefekta 
i kongregację, członkowie podzieleni byli 
na dwa stopnie sodalisów i tyronów. Brac- 
two to w XVII wieku rozpowszechniło 
się w szkołach, palestrze i po całym kraju. 
Samych uczniów jednego tylko kolegjum 
jezuickiego w Kaliszu, zapisanych było 
roku 1600 w bractwie sodalisów 127. Ró- 
wnież rozpowszechnionem było to brac- 
two w szkołach, palestrze i magistracie 
lubelskim. Członkowie obowiązani byli 
surowo zachowywać jego przepisy. Za roz- 
pustę dostawał sodalis od stowarzyszonych 
chłostę, za przekroczenie ósmego przyka- 
zania Bożego następowała ekskluzja, czy- 
li wykreślenie z bractwa, co uważano pra- 
wie na równi z klątwą. Zaklęcie: Ut sum 
sodalis Marianus, „Jakem sodalis", było 
dowodem prawdy stanowczym, o której 



dbyGoot^le 



SOKOLNIK.— SOKÓŁ. 



nikt jaż uie wą1^i2. Zygmaut Kaczkow- 
ski napisał piękną powieść p. t. „Sodalis 
Mariantts", osnatą na tle czasów Saskich. 
W ostatnich czasach za staraniem oo. je- 
zoitów w Głalicyi wskrzeszono znowu to 
bractwo. Wątpimy jednak, czy wobec 
nowoczesnego lekceważenia czystości o- 
byczajów i niemożliwości stosowania kary 
batogowej, bractwo to może nosió swój 
charakter staropolski. 

Sokolnik (lae. falconarius) ob. Sokol. 
Sokół, ptak {Falco genlilis), używany 
był w Polsce do łowów od czasów Pia- 
stowskich. Książęta i magnaci do hodo- 
wli i obuczania mieli sokolników, których 
osady po dziś dziefi zwane są Sokolnika- 
mi, Bole^aw Chrobry sprowadzał z da - 
lekich krajów sokc^y i sokolników. Sokol- 
nicy u panów należeli do sług, a u panu- 
jących — do urzędników dworskich. W 
XIII w. napotykamy pomiędzy urzędni- 
kami sokolnika {falconarius), podpisane- 
go jako świadek na przywileju Bolesława 
śląskiego z r. 1231. Ponieważ najsnad- 
niej ułożyć się dają do polowania młode 
ptaki, zabierano więc je z gniazd, gdy już 
mit^y z nich wylecieć, i takie zwano 
„gnieżnikami". Na kmieci wkładano po- 
winność pilnowania gniazd sokolich. Cy- 
gański, autor „Myśliwstwa ptaszego", 
współczesny Batoremu, każe je chować na 
wieży i dobrze karmić, aby nawykały wy- 
soko się wzbijać i nie uciekały. Młode 
pielęgnowano starannie i karmiono ptac- 
twem, stawiano przy świeżej wodzie, żeby 
się kąpały i na słońcu suszyły. Główny 
warunek nauki, żeby sokół mało sypiał i 
był najczęściej na ręku myśliwca, przez co 
stawał mu się posłusznym i do niego przy- 
wiązywał. Jak sokół wybrany z gniazda 
zwal się gnieźnik, tak złapany stary 
zwał się dziwek, a każdy ptak drapie- 
żny układany do polowania zwał się ma- 
i ż. W czasie nauki często karmiono, na- 
kładano na głowę kapturek, żeby nic nie 
widziały, pętano nogi i noszono ustawicz- 



nie na obręczy, dręcząc bezsennością, 
przGz co traciły dzikość i postuszniały. 
Puszczano je na sznurze (zwanym dłnż- 
ce lub pętca), żeby wracały na berło, po- 
czem je karmiono. Przez zimę dziwoka 
sokolnik przywiązywał do klocka, po izbie 
puszczał, często brał na rękę, pokarmem 
przynęcał, chłodno i w ciemności trzymał, 
o gnieźnika mniej się kłopotał. Gdy nie 
było dla sokołów ciemnej komory, to je 
zamykano w skrzyni. Na łowy niesiono 
wprawnego już ptaka na ręku z kaptur- 
kiem, który zdejmowano, kiedy zdobycz 
miał ujrzeć. Wówczas wznosił się pod o- 
błoki, krążył, na ofiarę jak kamień spadi^, 
zabijał, na głos powracał i pokarm otrzy- 
mywał. Raroga potrzeba aby pilnowały 
charty, jastrzębia— wy^y. Nadto każdy 
rodzaj ptaków łowieckich miał osobny ga- 
tunek ptactwa, do którego mógł być uży- 
ty, któremu mógł podołać. Orły i sokoły, 
głównie na dropie, dzikie gęsi, czaple i żó- 
rawie puszczano, jastrzębie — na cietrze- 
wie, kaczki i kuropatwy, krogulce — na 
przepiórki, gołębie i skowronki. „Sokół 
i każdy ptak— mówi Rej w Żywocie po- 
czciwego człowieka — gdy go nadob- 
nie agłaszczesz,foremną j akączapeczkę nań 
włożysz, już za tobą lata od stawku do 
stawku, już krąży, szuka, czemby ci się 
przyrfużył". Prawo posiadania sokoła my- 
śliwskiego tak oznaczało w Polsce szlach- 
cica, jak noszenie szabli u boku. Było w 
Polsce kilka gatunków sokołów. Klak 
powiada, że sokół podolski wielkie ma 
skrzydła i nogi. W przenośni sokół ozna- 
czał dorodnego młodziana. W pieśniach 
też starych słyszymy nieraz o młodzianie 
jako sokole lub sokoliku i o ptaku sokole. 
Żniwiarze podlascy śpiewają w dniu do- 
żynkowym: 

Hej nie wylatuj, raby sokole, 

Bo już nie prayjdziem w to czyste pole i\A. 
"W artyleryi polskiej „sokołami" nazywa- 
no pewien rodzaj dział. W „Arclielii" z r. 
1643 czytamy np.; „Działo, wielki sokół. 



dbyGoot^le 



264 



SOŁTYS, SOŁTYSTWO. 



czwarta ezęśó kolnbryny, wyrzuca trochę 
więcej niż 5 fantów". Jaknbowski w n^a- 
uce artyleryi" z r. 1784 mówi znowu: , So- 
koły, faucons z gatunku śmigownic albo 
wężów, do 6 funtów kulo strzelają'. W do- 
kumencie z r. 1145 znajdujemy: a cusło- 
dia et solucione crodiorum, quod a o k o 1 
dicitur, a w innym z r. 1259 mamy nazwę 
„Sokola dąbrowa" {circa rivulum Poniąua 
et Sokola Dam6rova). 

SoHys, sołtystwo czyli srfectwo. W 
czasach, gdy ziemi pustej było dażo a osa- 
dników mało, książęta, królowie, panowie 
i duchowni, zakładając wioski, stanowili 
w nich sołtysów czyli zwierzchników, któ- 
rzy mieli obowiązek starać się o nowych 
osadników, zarządzać gromadą, naznaczać 
pod wody, poprawiać drogi i mosty, strzedz 
całości granic, wybierać daniny, dziesię- 
cinę i czynsze, donosić o zbrodniach i są- 
dzić wszystkie sprawy pomniejsze wraz z 
z ławnikami obieranymi przez gromadę 
z poSród kmieci. Ta właśnie władza są- 
dowa stanowiła w Niemczech główny o- 
bowiązek wiejskiego s(^tysa, który nazy- 
wa się tam Sckuldheiss (od Schuld w sta- 
rej niemczyżnie: występek, kara, zatem 
Sckuldheiss był to w Niemczech sędzia 
wiejski). W Polsce, gdy zaczęto nad nowe- 
mi osadami stanowić podobnych zwierzch- 
ników, przerobiono ich niemiecką na- 
zwę na st^tys, szołtys, a Schuldheissamt 
na sołtystwo, sołectwo. Polacy sołtysa po 
łacinie zwali scultetus, a sołectwa sculte- 
tiae. Sołtysowi na uposażenie dawano kil- 
ka włók ziemi i pewne korzyści, jak np.: 
młyn, karczmę, rybołówstwo, dochód zja- 
tki (kramika) lub kuźni i zwykle trzecią 
część dochodu z opłat sądowych, z uwol- 
nieniem od wszelkich podatków i danin. 
Z czasem włożono na sołtysów obowią- 
zek służby wojskowej w razie wojny. Wój- 
towie i sołtysi tern się między sobą głów- 
nie różnili, ie gdy wójt był zwierzchni- 
kiem miasteczka, osiadłego na prawie nie- 
mieckiem, to sołtys był zwierzchnikiem 



wioski lub kilku wiosek, osiadłych na pra- 
wie polskiem. Za Piastów sołtysami zo- 
stawali kmiecie, mieszczanie, rzemieślni- 
cy, którzy potem wskutek dużby rycer- 
skiej przechodzili na skartabellów i szlach- 
tę. Później sejmy zalecały wójtostwa i 
sołtystwa oddawać zasłużonym krajowi 
żołnierzom. Ponieważ każda prawie oko- 
lica miała swój gród warowny czyli za- 
mek, służba zatem wojskowa sc^tysa pole- 
gała głównie na udziale w obronie grodu 
najbliższego, gdzie na czele gromady wiej- 
skiej stawał, zwoził żywność, daniny, 
drzewo, naprawiał wały, palisady i otrzy- 
mywał porządek w gromadzie, która przy- 
była schronić się do zamku. Pewno ró- 
żnice w obowiązkach zależały od tego, 
czy sołtys był z dóbr królewskich, szla- 
checkich lub duchownych. Sołtysi z dóbr 
królewskich odbywali zwykle służbę woj- 
skową w polu. Jeżeli sołtys był szlachci- 
cem, osoba jego nie traciła szlachectwa, 
jeżeli był kmieciem, sołtystwo ułatwiało 
mu za^użenie na szlachectwo. W więk- 
szych sołtystwach sołtysi miewali swoich 
kmieci i czynszowników. Sc^tys w sto- 
sunku do pana uważany był za lennika, 
winien był mu wierność, a nadto wyruszał 
z panem na wojnę we własnej zbroi i na 
własnym konin. Sołtystwo przechodzi- 
ło dziedzictwem z ojca na syna. G-dy pó- 
źniej, wskutek odzyskania na Krzyża- 
kach w r. 1466 Pomorza i G-dańska, szlach- 
ta rozwinęła szeroko produkcję zboża, 
celem rozszerzenia gruntów folwarcznych 
postarała się o ustawy, dozwalające jej 
wykupywania sołtystw z rąk sołtysów. 
Skutkiem tego wykupna wiele łanów 8(J- 
tyskieh wcielono do formujących się w 
XV w. folwarków dworskich, a była to 
pierwsza-faza komasacyi, dla której wiek 
XIX przyniósł projekty ustaw prawodaw- 
czych. W wieku też XV klasa sołtysów 
doby Piastowskiej poczęła w Polsce zani- 
kać a z nią upadł i samorząd sądowy gmin 
wiejskich. Odtąd akta sądów wiejskich 



dbyGoot^le 



SOWITY. — SPINKA. 



265 



należą jaż do rzadkości. Miejsce dawnych 
sołtysów zajęli wójci wybierani przez gro- 
madę a zatwierdzani przez dziedzica, lab 
odwrotnie. 

Sowity w dawnej polszczyźnie znaczył 
podwójny; sowito, sowicie znaczyło 
podwójnie, dwójnasób, sowitość — pod- 
wójność. "W tern znaczenia ożywa wszę- 
dzie tego wyrazu prawo polskie. W Vol. 
leg. czytamy: „Od beczki mioda po groszy 
12, od miodów starych sowito po groszy 
24'. W staropolszczyźnie wojskowej wy- 
rażenie, iż przyszedł na wyprawę .sowi- 
cie" lub .sowito", znaczyło, że przypro- 
wadził na swój koszt towarzysza, który 
też nazywany był w takim razie .sowi- 
tym". 

Sowizdrzał, sowiżrzał — wietrznik, 
postrzelony, żartownik. Artykuł o sowi- 
zdrzale w literaturze drukował A. Brlick- 
ner w Bibl. Warszawskiej. W historyi zaś 
piśmiennictwa naszego tenże autor pisze: 
.SowizdrzfJ w literaturze polskiej rozwiel- 
możnit się więcejmżwmemieckiej, na grun- 
cie polskim o wiele lepiej przyj- się i wy- 
rósł niż we własnej ojczyźnie (niemiec- 
kiej). Cała literatura sowizdrzalska z po- 
czątkiem Xyil w. wys^ wyłącznie z pod 
pióra mieszczańskiego". 

SÓł, 80łek (od suó czyli sypać, gro- 
madzić)— spichrz, spiżarnia, komora. Mą- 
czyitski w słowniku z roku 1561 wyraz 
łaciński granarium Uómsczy: „Sól, szpi- 
ohlerz, gdzie żyto zsypują". Tłómacz 
Kresceucjusza powiada w XVI wieku: 
„Soły abo spiżarnie mają być w równi 
budowane, w którychby się chowało 
naczynie piwne, winne albo też olejo- 
we", .Żyta trzeba dobrze suche do sołu 
albo do spiżarni znosić". KJonowiez pi- 
sze: „Złodziej stara się odemknąć soła i 
komory" . 

SÓłtana, strój kobiecy. Wzmiankuje 
o nim Haur w XVII w. 

Spadek czyli sukcesja. Rzecz polega- 
ła pod tym względem więcej na zwycza- 



jach niż na literze prawą. O najdawniej- 
szej sukcesyi pisał rozprawę Józef Hnbe 
p. n. „O spadkach słowiańskich" w Temi- 
dzie, co oddzielnie wydał Komuald Hubę 
w Warszawie r. 1832. Antoni Przeszko- 
dziński pomieścił rozprawę: .Zasady praw 
dawnych polskich o spadkach" w ,Bibl. 
Warszawskiej' (r. 1851, t. III). O zasa- 
dach spadkowych z czasów nowszych pisa- 
li: Załaszowski, Ostrowski, Czacki, Bandt- 
kie, Jekel, Kojsiewicz i inni. 

Spad, szpad —pewna miara nasypna 
w XVI i XVII w. niewiadomej nam do- 
kładnie objętości. Bielski pisze w „Kro- 
nice polskiej": „Biskup chełmiński wymó- 
wił sobie u Krzyżaków z 200 włók poda- 
tki, t. j. z każdej włóki spad pszenicy i ży- 
ta każdy rok". W Gwagninie znów czy- 
tamy: .Nabrawszy we Włoszech 10 szpą- 
dów srebra, udał się do Węgier". 

SpinGt, szpinet— instrument muzycz- 
ny w rodzaju m^ego klawikordu. 

Spinka do spięcia kołnierzyka koszuli, 
ze szkiełkiem lub drogimi kamieniami, 
używana przy stroju polskim, upowszech- 
niła się w drugiej polowie XVII w. Pola- 
cy bowiem nie nosili na szyi chustek, tyl- 
ko wazki kołnierzyk bi^ej koszuli wykła- 
dah Da stojący niewysoki kołnierz żupaua. 
Możniejsi wysadzali się na spinki koszto 
wne z drogich kamieni, które wraz z sza- 
blą i sygnetem herbowym przechodziły z 
ojca na syna i wnuka. Na wielkich spin- 
kach mosiężnych, miejscowego wyrobu, 
których górale w Ratulowie, Ząbiu i Za- 
kopanem używają do koszul, ornamenta- 
cję stanowią ryte k<rfa doneczne, rzędy 
półksiężyców i liczne gwiazdy. Wierzch 
tej spiuki odznacza się dwoma rogatymi 
wyskokami, a wszystko to jakby uświęca 
krzyż na szczycie. Przyczepione u dola 
wisiorki druciane, zwane .brombelcami", 
nadają całości wygląd starożytny, przypo- 
minający niektóre ozdoby bronzowe, znaj- 
dowane w mogiłach {np. wisiorki u na- 
szyjnika na tabl. óej w „Rzucie oka na 



dbyGoot^le- 



266 



SPISA. — SPRZEDAŻ. 



Źródła archeologii" Eastachego Tyszkie- 
wicza). Uczony Stodaw Laguna mniema, 
że ozdoby ryte mia^y pierwotnie znacze- 
nie symboliczne znaków magicznych i a- 
moletowych, zasłaniających od niebezpie- 
czeństwa tych, którzy je nosili (Ob. z a- 
p o n a). 

Spisa, z niem. der Spiess, wspominana 
już przez Keja, pika, dzida, używana przez 
kozaków zaporoskich i hajdamaków. Pi- 
sze o niej Kitowicz: ^Dzidy, po rusku spi- 
sy zwane, hajdamacy mieli krótkie, nad 
cztery łokcie nie dlnłsze, grotem ostrym 
żelaznym z obu stron opatrzone. Bronią 
tą hultajstwo dziwnie zręcznie i daleko le- 
piej od Polaków szermować umiało". Wi- 
daó z tego opisu, że spisa, jak rohatyna i 
proporzec (w 1785 r. 4 i pół łokcia długo- 
ści mający), była prototypem z dwueh stron 
ostrej krótkiej lancy ułańskiej, która za 
czasów późniejszych sławę męstwa pol- 
skiego szeroko roznioda, B. Gemb. 

Spłsne, napisu e, wpisne, zapis- 
ne — załata od pisania. Zygmunt Sta- 
ry w r. 1511 zakazuje braćspisne, t j, 
zajdatę za pokwitowanie z odbioru dzie- 
sięciny pieniężnej ( Vol. leg. I, f . 377). Ta- 
kiż zakaz był postanowiony już za Jana 
Olbrachta w r. 1496, "Wzmianki o s p i s- 
n e m mamy także z lat 1433 i 1447. 

Spisy ludności. Szlachta, stanowiąc od- 
dzielny stan rycerski czyli wojskowy w 
narodzie, uważna zawsze za rzecz uwła- 
czającą, aby w jakikolwiek spis ludności 
ogólnej wliczaną była. I to jest powo- 
dem, że o ^ściślejszej statystyce szlachec- 
kiego pogłowia w dawnych czasach mo- 
wy byó nie może. Tadeusz Korzon w 
dziele „Wewnętrzne dzieje Polski" na za- 
sadzie najrozmaitszych danych przyszedł 
do przekonania, że w XVIII w. ludnosó 
szlachecka czyli uprzywilejowana swobo- 
dami stanowiła dziesiątą część ogólnej lu- 
dności Rzplitej. Ponieważ w żadnym in- 
nym kraju tak wielkiego stosunku nie by- 
ło, przynosiło to zatem zaszczyt narodowi 



^owiańskiemu, w którym tak znaczna je- 
go część, bez względu na ubóstwo zagi-o- 
dowców, uprawiających rolę własną ręką, 
używała swobód najszerszych. Była np. 
w województwie Podlaskiem ziemia Biel- 
ska (nie Bialska), której taryfa dymów 
szlacheckich ułożona do podatku podym- 
nego w r. 1776 (znajdująca się w archir 
wum jeżowfikiem) wykazuje urzędownie 
przeszło 6000 dziedziców w tej ziemi, nie 
posiadających wcale włościan i tylko po 
jednym dymie. Druga ziemia w tomże 
województwie, Drohicka, liczyła również 
około 6000 ziemian dziedzicznych, a ra- 
zem jedno to województwo przedstawiło 
większą liczbę posiadłości szlachty dzie- 
dzicznej, niż było jednocześnie domówi 
posiadłości stano uprzywilejowanego w 
słynnej ze swobód społecznych Anglii. 
Prof. Adolf Pawiński w „Źródłach dzie- 
jowych" usiłował na zasadzie rozmaitych 
spisów podatkowych obliczać ludność 
Rzplitej czasów dawniejszych. Prof. Józef 
Kleczyński w tomie 30-yni ogólnego zbio- 
ru Rozpraw Akademii Um. (serja II, t. V) 
pomieścił rozprawę p. n. .Spisy ludności 
w Rzeczypospolitej polskiej". 

Sponka, polska nazwa haftki drucianej, 
składającej się z konika i kobyłki, 
tak nazwanych przez pewną analogję do 
funkcyi j^eiowych. 

Sprzedaż, vcndilio, nazywana była 
„donacją" i „rezygnacją" i zapisywana w 
księgach wieczystych. Sprzedaż dóbr ziem- 
skich musiała być zapisana w aktach wła- 
ściwych coram actis perpetuis. Zeznana 
przed niewłaściwymi, winna była być 
przeniesioną czyli oblatowaną do właści- 
wych przed upływem roku i 6-u niedziel. 
Oprócz inskrypcyi potrzebna była „intro- 
misja" czyli „wwiązanie", co właściwie 
przenosiło fakt prawnej własności z osoby 
sprzedawcy na nabywcę. Inskrypcja mo- 
gła być zrobiona i w kancelaryi królew- 
skiej, w Metryce koronnej lub litewskiej 
i z niej nie potrzebowała być przenoszo- 



dbyGoot^le 



SPRZĘTY DOMOWE. 



267 



ną, ale zupełne dokonanie miała wtedy, 
kiedy we właściwych aktach ziemskich ze- 
znana została relacja woźnego o dokona- 
nej intiTOmisyi na gruncie. Tym spoaobem 
prowadzona była urzędownie kontrola ty- 
tułu własności, co nie było rzeczą obojęt- 
ną, kiedy do posiadania dóbr przywiązane 
było prawo obywatelstwa i tym sposobem 
zaciąg^o się właściwe^rum sądowe. 

Sprzęty domowe. Wyliczanie wszelkch 
sprzętów, jakie miewano po mieszkaniach 
w dawnej Polsce, bez podania ich rysun- 
ków i szczególowego opisu, nie przyczy- 
niłoby się wiele do odzwierciedlenia do- 
mowego życia naszych przodków. Nale- 
żyte zaś w możliwych nawet granicach 
wyczerpanie przedmiotu stworzyłoby od- 
dzielną książkę a nie encyklopedyczny ar- 
tykuł. Musimy zatem poprzestać na wzię- 
cia do ręki jednego z posiadanych przez 
nas żródel, a mianowicie księgi radziec- 
kiej miasta Sandomierza z doby Zygmun- 
ta Augusta, i zobaczyć jakie ruchomości 
domowe były tam wówczas spisywane u 
zmarłych lab procesujących się mieszczan 
wyłącznie polskiego pochodzenia, mamy 
bowiem i spis kiLkadziesięciu ich nazwisk, 
któiy już w Enc. Siar. w tomie 3-im na 
na str. 258 przytoczyliśmy, A więc po Ka- 
tarzynie Fomalównie, żonie krawca Woj- 
ciecha Wilgi, pozostało między innemi: 
poduszek mchowych 4, z pierzem 4, pie- 
rzyn 2 z powłokami Inianemi i konopne- 
mi, prześcieradeł lnianych 4, konopnych 4, 
lnu kit czyli zwitków 150, konopi 30, pa- 
new (rodzaj misy kuchennej), rożnów 2, 
skrzynia wielka kowana i 2 skrzynki mniej- 
sze. Po Katarzynie Postrzygaczce pozo- 
stały „pacierze dwoje, jedno gagatkowe a 
drugie brzezinowe" (zapewne agatowe i 
czeczotkowe), puszczadła 3, spathel 1, kar- 
ty związane złe, kamyk biały do taczania 
rańtuchów mały, łyżek drewnianych 2, 
trzecia warszawska, szczotka postrzygac- 
ka do smalcowania, surmeczka, ząb wil- 
czy ze srebrem groszowem, poduszka 



mchowa z powłokącwelichową, zwierciadł- 
ko małe, nożów węgierskich para, trzeci 
groszowy czarny, czwartego połowica, na 
końcu trochę srebra, nożyczki zardzewia- 
łe, wieniec jedwabny zły, miotełka do szat, 
stoły dwa, figura św. Pawła i druga, pierz- 
nik bez powłoki, misek glinianych 3, sum- 
ki rzemienne, talerzów drewnianych 6 
wielkich i 6 maluczkich, powróz albo lina, 
worów złych 5, barwice (farby) czerwonej 
kosz, lichtarzy srebrnych... tartka, co pierz 
(pieprz) trą, wilk żelazny do pieca, szczo- 
tek żelaznych do lnu 2, barwice czarnej 
faseczka, nogi stołowe, ławka, drabinka, 
stępka i tłuk do soli, powyrków 4: 2 piw- 
ne a 2 wodne, rożenków żelaznych 2: więt- 
szy i mniejszy, tartka do tarcia serów, 
grzebionka do kądziel, koszów piwnych 
do stągwi 4, rogoża 1, kijanek 2, żerdzi na 
górze do osęk 2, latarnia drewniana bez 
powłoki, beczułka bez dna, szczotek ręcz- 
nych do lnu 3, dzban i garnców pospoli- 
tych kilka, drabina przed sienią. — Maciej 
Szczygidek vel Kolipiątek miał: skrzyi 3 
(jedna malowana nowa, druga stara czar- 
na okowana, trzecia spiżarnia wielka oko- 
wana), trzosik, Idódkę z kluczem, „kamien- 
ne książki" (zapewne tablice szyfrowe do 
notatek i rachuoków), wieko cynowe do 
gamcówki, szczotkę szatną z gręplą ku- 
śnierską, kt^trynę starą, talerzów drewnia- 
nych 20, małych i wielkich, słojek i ka- 
mień chustny, rożen żelazny, siekacz, krzy- 
nowy drewniane 4, wiercimaków 2, czo- 
pów 6, łoże z rogoża 1, „drogiej skrzynie 
nie możono odemknąć, trzecia skrzynia 
Ł j. spiżarnia, której też odemknąć nie mo- 
żono", w izbie garbonek jeden do rzemie- 
sta, obraz 1, szafka malowana w kącie za 
stołem, młotek żelazny, nożenki węgier- 
skie, w piwnicy szyukfas, konewek 6, 
lossowki 2 (szafie do pomywania?) i tłuk 
solny, na górze w 3 komorach pustych 
stara skrzynczyna, dzieżek albo fasek dre- 
wnianych 2, kobiałka, koszyk, sitko, trze- 
wiki męskie. — U innych mieszczan były 



dbyGoot^le 



SPUST DO GDAŃSKA. 



jeszcze: dzieże, niecki, siekieiy, panewki, 
kosy dwojakie: , aiedczane i trawne" , skrzy- 
nie bez zamków, loktusze zgrzebne, dożo 
przędziwa i t. d. Wogóle jednak nadmie- 
nić tQ winniśmy, że podobne spisy po- 
śmiertne nie dają dokładnego pojęcia o 
majątku ruchomym żyjących. Jak bowiem 
dzisiaj, tak i dawniej powszechnym był a 
ludu brzydki zwyczaj, że już przed zgo- 
nem chorego, a tembardziej gdy zamknął 
oczy, potomkowie i krewni rozchwytywa- 
li co kto mógł przed spisem. 

Spust do Gdańska. Tak nazywano spław 
zboża z dóbr szlacheckich na sprzedaż do 
Gdańska po Wiśle i rzekach do niej wpa- 
dających. Haar w swojej Ekonomice zie- 
miańskiej wylicza „różne towary', wysy- 
łane wodą do Gdańska, a mianowicie: 
„zboża, prowjanty, woski, miody, łoje, 
przędzą, {^ótna, potaże, galman, glejtę, 
ołów, minią, żelazo, stal, wt^y, skóry, 
klepki i inne wszelkie rzeczy, które z prze- 
mysłu ludzkiego do handlu i pożytku zna- 
leźć można... przez dwojaki sposób: na ry- 
zyk; albo też na pewny z tamecznemi 
kapcami kontrakt". Jednak wprzód kred- 
ką radzi Haur obrachować, miawszy na 
pamięci kapitał, koszt swój i zysk: dopie- 
ro w Imię Pańskie ze swoim na defluita- 
cją pośpieszyć ładunkiem. Statki wszel- 
kie na tę defluitacją mają być: szkuty, 
dnbasy, komiegi, byki, kozy, wiciny, lich- 
tony, galery, czółny ze wezystkiemi po- 
trzebami porządne, płytko i według czasu 
budowane, udychtowane, osmolane czę- 
sto. Tratwy, aby byty z nośnego i suche- 
go drzewa, dobrze zbijane i opatrzone. 
Naczynia i potrzeby wszelkie, co tylko na- 
leży do statków: maszt, roja, karnaty, 
sztak, tryl, t.j. polna lina, obcaje, trysk, 
prysk, szu ty, kluby, klubki, powrozy, 
postronki, kotef, żagle, wory, szelki, po- 
biegi, tarcice do futrowania, pojazdy, las- 
ki, drągi, szufle, berły, koły, stroisze, kule, 
maty, iiczki, gwoździe, smoła, siekiera, 
świder, piła, dłóto i toporek. Kuchenne 



statki: kotły, szafliki, konwie, garce różne, 
mają być sporządzone w zimie, Da wiosnę 
nie czekając wsiadanej. Łeguminy także 
mają być wygotowane, jako to: krupy ja- 
glane, jęczmienne, tatarczane, groch, pel- 
cie, sadła, mąki, sól, których tyle przy- 
sposobić trzeba, ile na dół i na górę wy- 
starczyć może, i lepiej dać nad zamiar, a- 
by za jakim w drodze omieszkaniem, za 
gotowe pieniądze nie kupowano. Inwen- 
tarz tego wszystkiego przed spustem u- 
czynić, aby o tem szyper i sternik wiedział, 
i z tego wszystkiego, za powrotem, słusz- 
ny rachunek oddali. Ładunek ma być 
według proporcji statków i wody: nie 
przeładowywał!, aby często gęsiami nie 
częstować flisów. Lżejsza fora bezpiecz- 
niejsza! do przebycia prędsza i z mniejszym 
kosztem. Kotman, sternicy i flisowie, a- 
by nie omieszkiwali, ale czasu i wody do 
spustu pilnowali i w drodze żadnemi nie 
bawili się biesiadami. Zboże, aby było 
piękne, przez sita, arfę albo młynek chę- 
dogo wywiać i za dobrej drogi, ile podczas 
sannej, na spichlerz wywieść dla przysię- 
go spustu. Prądu, haków, zawad jakich, 
aby rotman i sternik pilnie przestrzegał. 
Pilnować sztemborku, bakortu, śrzodka, 
bacząc na wszystkie miejsca. Przy spaś- 
cie w drogę mieć potrzeba przy statkach 
lichton, dla lichtowania zboża przy jakiej 
zawadzie, czi^n także dla potrzeb i ceł od- 
prawienia. Cła mają być sprawiedliwie 
z kupnego zboża odprawione. Do jura- 
mentu ludzi niewinnych (aby cię Pan Bóg 
błogosławił) nie przywodzić. Myto chłop- 
skie (dla flisów) na miejscu ma być posta- 
nowione, którym wedle zwyczaju zadać i 
zapłacić, tylko pewnych mieć i wiado- 
mych, aby nie uciekali w drodze. Strawa 
niech ich wedtag dawnej porcyi i zwycza- 
ju dochodzi, aby im do złości nie być oka- 
zją. Gdy o kilka mil statki pod Gdańsk 
przypłyną, upatrzywszy dzień pogodny i 
kiedy wiatr powiewa, w ten czas przeszu- 
fiować dobrze zboże. Żaglów pod zboże 



dbyGoot^le 



SPYTEK.— SREBRO. 



nie siać dla zbutwienia. Pod Gdańskiem 
żadnego nie godzi się mieć na statku o- 
gola, gdy cię Pan Bóg na Moltawę przy- 
prowadzi, jednak na lądach jeść gotować 
wolno. W jeBieni z pustem pilnie trzeba 
pośpieszyć, aby mrozy w drodze nie za- 
trzymały statków. Gdy statki szczęśliwie 
do domu powrócą. Panu Boga podzięko- 
wawszy, ludziom popłacić, i dla drugiego 
raza przychęcenia uczęstować. Rachunek 
zboża, wiele czego w Gdańsku wymierzo- 
no, attestacją kupiecką weryfikowanie, 
także legumin, pieniędzy, naczynia, we- 
dług inwentarza i pomiarkowania szafar- 
sŁwa i wszelkich wydatków z szyprem u- 
czynić. Naczynia różne według inwenta- 
rza odebrawszy, na spokojnym miejsca 
porządnie pochować, ponaprawlawszy. 
Miarę mieć gdańską w swojej majętności 
dla pewniejszej weryfikaóyi. Statki na 
zimę obwarować, w cichym miejscu po- 
stanowić, często wychędażać, od wilgoci i 
śmieci ochraniać. Stróża mieć pewnego i 
sposobnego do oglądania statków. Burta 
aby na ziemi nie była i od lodów nie 
szwankowała. 

Spytek. Spytek, Ł j. Spicymierz Jor- 
dan, kasztelan krakowski, czyli, jak da- 
dawniej nazywano, ,pan krakowski", mó- 
wiąc o doleglościach wysokich urzędowi 
wyrażał się: „Co sobie Spytek nagotaje' 
to mu pan krakowski zje". Wyrażenie to 
stało się przysłowiowem i spotykamy je u 
Jana Kochanowskiego w XVI-ym i u 0- 
palińskiego w XVII-ym wiekn. 

Srebro. Mieliśmy kopalnie srebra w 
Olkusza, gdzie w XVI w. wydobywano 
rocznie około 5,000 grzywien czyli 2,500 
funtów tego kruszcu. Kromer i Starowol- 
ski nadmieniają przytem, że srebro znaj- 
dowało się także pod Sławcami, Chrzano- 
wem, Siewierzem, Nową Górą, a nawet 
Sandomierzem i Kielcami, Jako środek 
do zamiany stnżylo srebro nietylko w po- 
staci pieniędzy krajowych, ale i zagrani- 
cznych, napływających do Lechii już od 



czasów rzymskich, niemniej także w po- 
staci rozmaitych ozdób i naczyń lub brył 
srebrnych, przyjmowanych zarówno z pie- 
niędzmi i pomiażdżonemi ozdobami na 
wagę. Jak już w zamierzchłych czasach 
skarby podobne bywały nieraz wielkie, 
dowodzi tego np, znaleziona w Płockiem 
około r. 1870 kilkudziesięciofuntowa bryła 
spojonych rdzą srebrnych monet rzym- 
skich (odesłana podobno przez władze miej- 
scowe do Petersburga). Długosz opisuje, 
że gdy Wołodar, książę na Przemyślu nad 
Sanem (w XII w.), dostał się do niewoli 
Polaków, dał im w okupie za swą wolność 
20,000 grzywien srebra (t. j. około 10,000 
funtów), z których 12,000 grzywien zaraz 
wypłacił, a za resztę odesłał potem 50 na- 
czyń srebrnych, jako to: mis, dzbanów i 
kubków greckiej roboty. Zdumiewająca 
ilość srebra u Jadżwingów, o jakiej wspo- 
minają kronikarze i doknmenta z doby 
Piastowskiej, znajduje proste wyjaśnienie 
w fakcie, że plemię to litewskie leśne i roz- 
bójnicze, przez półtora wieku żyło napa- 
dami na rolnicze Mazowsze, Kujawy i Ma- 
łopolskę. Ł. Gołębiowski przytacza w swej 
książce „Ubiory w Polszczę" z archiwum 
królewskiego rejestr klejnotów Jadwigi, 
królewny polskiej, wyliawanej r, 1475 za 
księcia Jerzego, spisany przez Trenczyń- 
skiego, kanonika krakows. i podskarbiego 
dworu. Znajdujemy tam ze srebra: 10 mis 
wielkich, 4 naczyń do umywania, z któ- 
rych 2 wewnątrz i po wierzchu pozłacane, 
2 inne naczynia, 30 łyżek, 2 pary nożów 
dla krajczych, 2 wielkie z rękojeścią po- 
złacaną, 2 wielkie w części oprawy ^oci- 
ste, 4 mniejsze i z tych 2 docone, 20 kub- 
ków wyzłacanych i 1 darowany Ligockie- 
mu, 2 flasze srebrne (większa i mniejsza), 
2 talerzyki srebrne do konfektów, 21 kub- 
ków wyzłacanych na podarunki i 4, na 
których mało ozdób rioconych, 14 noszeń 
i 15 naszyjników czy^ Halsbanddw (które 
wraz z klejnotami przez króla i w Polszczę 
danemi są w osobnej szkatułce), wreszcie 



dbyGoot^le 



270 



SREBROGŁÓW. — STAJE, 



1 czasza srebrna docista. Przytacza Go- 
łębiowski również w tej książce (atr, 273) 
bardzo szczegółowy rejestr sreber wypra- 
wnych Katarzyny Austrjaczki, małżonki 
króla Zygmunta Augusta, sporządzony a- 
rzędownie w Krakowie d. 8 sierpnia 1553 
roku. W chwili gdy to pisaliśmy, przy- 
niesiono nam do pokazania srebra, znale- 
zione w puszce cynowej zakopanej do ziemi 
w stronach pułtuskich podczas potopu 
szwedzkiego, wszystkie bowiem znalezio- 
ne razem monety dosięgają tylko pomie- 



<HiA 




Pasy arebrno używane w Polsce w pierwszej polowie XVII wieku. 

nionej daty. Ze sreber powyższych po- 
dajemy podobizny trzech pasów, jakie by- 
ły w pierwszej połowie XVII w. powsze- 
chnie używane. 

SrebrogłÓW — tkanina, upowszechnio- 
na pod koniec XVI w., do której użyte 
były nitki srebrne, tak samo jak do złoto- 
głowu złote, czasem mieszane z sobą i z 
jedwabiem. Bogaci nosili ze srebrogto- 
wu żupany (plecy były dawane z tańszej 
tkaniny), panowie młodzi w darach wesel- 
nych przywozili srebrogłów swym bogdan- 
kom. 



Stacja stanowiska, po lac. s/atio słafi- 

va. Pierwszym wyrazem oznaczano opła- 
tę na wojsko, drugim — leże wojskowe. 
Dobra ziemskie czyli prywatne nie podle- 
gały w Polsce stanowiskom, t.j. że woj- 
sko stawać w nich nie mogło, ani też nie 
płaciły s tacy i. Nadawane emfiteuzy 
podlegały tym ciężarom, zastrzeganym 
wyraźnie w słowach sahiis staiwis. { Vol. 
leg. IV, f. 284, 861). Ob. w Enc. Starop. 
Stan. 

Stado. Długosz uskarża się, że lad pol- 
ski, na pamiątkę święta sło- 
wiańsko - pogańskiego zwa- 
nego stadem, przy opil- 
stwie i rozwiązłości obcho- 
dzi Zielone Świątki. Ka Pod- 
lasiu tykocińskiem jeszcze 
za naszej pamięci święto po- 
wyższe obchodzone było na 
Zielone Świątki przez paste- 
rzy pod nazwą , wołowego 
wesela'. W Siedleckiem wół, 
użyty do tej uroczystości pa- 
sterskiej, zwał się „Roduś". 
(Ob. Rod u ś). 

Staje, stajanie — po- 
miar grunta. Solski w G«)- 
metryi z XVII w, pisze, że 
,mila polska ma stajan 36". 
Grzepski liczy staje za 18-ą 
częśó łanu. Czacki mówi: 
„Staje powinno mieć 220 
kroków". Haur znów twierdzi, że „staje 
ma w sobie kroków 120, t.j. stóp 625". 
Podług Jakubowskiego „łan polski dzieli 
się na trzy pola, w każdem polu wzdłuż 
jest staj 4, każde staje wzdłuż ma 150 stóp. 
Ostrowski w , Prawie cywilnem' mówi: 
„Staje geometryczne ma kroków geome- 
trycznych 125 albo łokci 416 i calów 16; 
staje statutowe ma łokci 84. Tu dodamy 
tylko, że 100 kroków wielkich lub 200 ma- 
łych stanowi staje dziś przez lud używa- 
ne, w różnych zresztą stronach rozmaite. 
AV wielu okolicach staje równa się sta są- 



dbyGoot^le 



STAMET. —STAROSTA. 



271 



żniom polskim czyli stu krokom maksy- 
malnym rozpędzoaego człowieka. 

Stamet, Bztamet,sztament, sza- 
m e t — rodzaj to podobno rasy, tęgiej 
mateiyi. Mówi o niej instruktarz celny 
lit., wspomina W. Potocki i Vol. leg, IV, 
f. 359, r. 1650. 

Stan oznacz^ w dawnych wiekach 
pra\7Q panującego bawienia bezpłatnie w 
dobrach, przez które przejeżdżaj. (Ob. w 
Enc. Star.: Podatki i ciężary). Obo- 
wiązek ten dostarczania w naturze potrzeb 
dla dworu ksi^ęcego zamieniony został 
jeszcze za doby Piastów na pieniądze. 
Kapitała gnieinieńska odmówiła Jagielle 
w swych dobrach „staoyi", a Zbigniew 0- 
leśnicki w liście do Kazimierza Jagielloń- 
czyka wymawia mu gorzko, że klasztory 
pi^ez „stacje* zubożały. "W XVI i XVII 
wieku zwano jeszcze „stacją" popasy bez- 
płatne dworzan i żołnierzy po wioskach. 
Oburza się na nie Starowolski w „Retor- 
macyi obyczajów polskich", pisząc: „Ubo- 
gim chłopkom po wsiach „stacją" naszym 
dragonom, hajdukom, wydawaó każemy, 
labo to na wesele, na odpust do Często- 
chowy, lab na sejm do Warszawy jedzie- 
my". Stanem zwano schronisko, miesz- 
kanie bartnika na puszczy, St.anem zowie 
się dotąd stajnia zajezdna z wozownią 
przy gospodzie i karczmie przydrożnej. 

StaA. Rasztowanio z dylów lub drą- 
gów na słupach około drzewa w lesie, kil- 
ka sążni nad ziemią wysokie, dla ustawie- 
nia na niem ułów celem zabezpieczenia ich 
od wilgoci, myszy, bydląt i t. p. 

Stangierka, sten gierka — chustka 
kobieca na szyję, złotem i srebrem przety- 
kana. 

Stanownłczy, gospody rozpisujący, kwa- 
termistrz, należał do niższych urzędników 
dworu królewskiego i zosta wałpod rozkaza- 
mi marszałka wielkiego. Obowiązkiem jego 
było utrzymywać porządny spis izb gościn- 
nych w zamku królnwskim, naznaczać go- 
spody dla dostojnych gości i posłów w 



mieście, gdzie się sejm lub zjazd odbyw^, 
a także w czasie podróży króla. Sobieski, 
zostawszy królem, nie przestał być goś- 
cinnym szlachcicem, więc senatorom i po- 
słom ziemskim, którzy do Warszawy na 
sejmy zjeżdżali, kazał dawać pomieszka- 
nia w zamku królewskim. Statut Litew- 
ski przepisuje, że w domach,, należących 
do szlachty, stanowniczowie i marszałko- 
wie ziemscy (czyli powiatowi) nie mogą 
dawać gospód dla podów sejmowych. Dla 
łatwości znalezienia gospody, w której 
mieszkał stano wni czy, umieszczano na 
niej napis odpowiedni, a prawo krajowe 
ostrzegało, że ktoby taki napis zmazał, 
albo herb gościa kwaterującego w gospo- 
dzie przybity „oddarł, będzie karan*. Na- 
zwę: stanowniczego, stanowcy i stanowi- 
cielą dawano także niekiedy fundatorom 
kościołów, klasztorów, szpitali. 

Starka — w kartach polskich nazwa dzie- 
wiątki żołędnej. 

Starosta. Od czasów najdawniejszych 
Polacy wyrazem tym mianowali przewód- 
cę, zwierzchnika i osobę najstarszą urzę- 
dem w danem miejscu. Wacław, król 
czeski, wezwanyprzez Wielkopolan, przy- 
bywa z wiosną r. 1300 do Polski, koronu- 
je się w Grnieinie, a wyzuwszy Łokietka 
z jego dziedzin i powróciwszy do Czech, 
przez lat pięć panuje pizez ustanowio- 
nych w Wielkopolsce, Małopolsce i na Po- 
morzu „starostów" {capilanei), czyli na- 
miestników swoich. Odtąd urząd ten, 
przedstawiający władzę wykonawczą i są- 
downiczą monarchy, zrazu na większych, 
potem na drobniejszych terytorjach (w 
starostwach i grodach), ustalił się w Pol- 
sce. Kazimierza Wielkiego zastępuje w 
sądach królewskich starosta tylko w Wiel- 
kopolsce. Odtąd mnożą się jednak sta- 
rostowie, jako namiestnicy królewscy, 
sprawując sądy po grodach, zbierając po- 
datki dla króla. Gdy kasztelani i woje- 
wodowie przywodzą rycerstwu ziemskie- 
mu w polu, starostowie są jakby zarząd- 



dbyGoot^le 



272 



STAROSTA. 



cami grodów warownych, powierzonych 
ich sądownictwu. Ludwik, król polski i 
węgierski, przyrzekł Polakom, że nie bę- 
dzie cudzoziemcom oddawał starostw i 
grodów sądowych, a mianowicie w miej- 
scach, wyraźnie wskazanych, między któ- 
remi aą znaczniejsze miasta, jak np.: Kra- 
ków, Bieczf Sącz, Wiślica, Wojnicz, San- 
domierz, LabUn, Radom, Łęczyca, Sie- 
radz, Piotrków, Brześć Kujawski, Krusz- 
wica, Poznań, Kalisz i inne. Jak wiado- 
mo, panujący książęta i królowie piastow- 
scy uważani byli pierwej za właścicieli ca- 
łego obszaru ziem, wód i lasów, objętych 
granicami ich państwa, a wszystek lud 
wiejski stanowił ich kmieci i służbę. Ale 
już bardzo wcześnie powstawała w Polsce 
własność prywatna czyli szlachecka tym 
sposobem, że panujący rozdawali chętnie 
lub sprzedawali ziemię rycerstwu, które 
stanowiło ich siłę w obronie granic i nie- 
podległości kraju. W dobie Piastowskiej 
z każdym rokiem przybywa własności pry- 
watnej ziemskiej, a tem samem obszar kró- 
lewski i książęcy zmniejsza się. Gdy pier- 
wotnie własność rycerska czyU szlachecka 
stanowiła niby wyspy wśród morza ob- 
szarów książęcych, to później, w stosunku 
odwrotnym, dobra książęce i królewskie 
stawtJy się wyspami wśród obszarów zie- 
mi rycerstwa i duchowieństwa. W tych to 
dobrach, zatrzymanych stale na własność 
panującego, królowie i książęta mieli swo- 
ich namiestników czyli starostów, a od 
nich dobra i grody im powierzone nazy- 
wano starostwami. Starosta jest nietylko 
obrońcą zamku królewskiego, lecz nadto 
stróżem spokoju w granicach swego staro- 
stwa, gdzie powinien powściągać gwałty, 
karać kradzieże i rozboje. W tych obrę- 
bach władza jego rozciąga się nietylko na 
chłopów i mieszczan, ale i na szlachtę. 
Do niego należy prawo miecza, wykona- 
nie wszelkich wyroków kościelnych i świe- 
ckich. Starosta czuwa nad pożytkami i do- 
chodami króla, czynszami i poborami od 



mieszczan i kmieci. Starosta krakowski 
posiadał najobszerniejszą sądowniczą wła- 
dzę, a tylko czuwanie nad dochodami kró- 
la do niego nie należało. Starosta poznań- 
ski nosił tytuł jeneraJa wielkopolskiego. 
Ponieważ sądownictwo należało do panu- 
jących, oczywiście więc ich starostowie, 
jako namiestnicy, byli zarazem sędziami 
w ich imieniu. Gldzie były miejsca z na- 
tury obronne, zwłaszcza strome wzgórza 
otoczone wodą lub bagnem, tam zakłada- 
no warowne zamki czyH .grody", a przy 
nich zwykle powstawały miasta, więc i są- 
dy, które nazywano grodzkimi. Stąd, jak 
pisze Skrzetuski w „Prawie politycznem 
narodu polskiego", „grodzki starosta sądy 
grodzkie sprawował, bezpieczeństwa w 
starostwie swojem pilnow^ zamku całoś- 
ci przestrzegał". W miarę więc, czy w sta- 
rostwie był gród i sądownictwo, lob nie 
było go, starostowie byli „grodowi" lub 
„niegrodowi", tak jak starostwa „grodo- 
we'^ i „niegrodowe" . Starosta niegrodo- 
wy nie miał władzy sądowej, był popro- 
stu rządcą dóbr królewskich, odpowie- 
dzialn3rm tylko za całość dóbr. Starostwa 
niegrodowe były wogóle młodsze niż gro- 
dowe, a to dlatego, że powstawały z nowo 
zakładanych folwarków. Starostwa gro- 
dowe nadawały wyższą godność, ale za to 
niegrodowe były dochodniejsze. Wogóle 
na utrzymanie starostów płynny następu- 
jące źródła dochodu: 1) dziesiąta część 
wfdywów pieniężnych, 2) trzeci snop, wy- 
trącając zasiew, 3) dziesiąta ryba przy 
spuście stawów, 4) z dochodu sądowego 
od kopy 3 grosze, 5) 12 groszy od dziew- 
ki, idącej zamąż do innej wsi, 6) od na- 
znaczenia przysięgi dwa grosze, 7) grzy- 
wny za psucie miedz granicznych i t. d. 
Na sejmach postanowiono, że starostwa 
mają być tylko wynagrodzeniem zasłużo- 
nych względem kraju i zaczęto je awaó 
chlebem dobrze zasłużonych [panis bene 
vierentium). Zasada była święta, ale u- 
łomna natura ludzka spaczyła jej wyko- 



dbyGoot^le 



STAROSTWA. — STATERA. 



273 



nanie. Starostami zostawali niekoniecz- 
nie za^u2em krajowi, ale zwykle najmo- 
Kniejsi. Starosta z dóbr sobitt oddanycb 
obowi^any był płacić do skarba część 
czwartą dochoda, czyli tak zwaną kwartę, 
ca otrzymanie wojska Rzplitej. Zresztą 
był panem prawie dziedzicznym, bo pra- 
wo, zwane,^ communilaitvutn, dozwalało 
wdowie starosty zatrzymać starostwo na 
dożywocie. Dla wykazania kwarty spo- 
rządzano bardzo szczegółowe i dokładne 
opisy starostw czyli tak zwane Instracje, 
a mianowicie w latach: 1569, 1616, 1660, 
176B i 1789. Zygmnnt III wszystkie kró- 
lewszczyzuy podzielił na dwie kategorje, 
t. j. na starostwa do rozdawania i na eko- 
nomje czyli dobra stołowe, przeznaczone 
na wyłączny dochód króla. Starostowie 
administrowali dobmmi, jak własnością 
cadzą i czasową. To te2 sejm r. 1771 po- 
stanowił wydzierżawić starostwa prawem 
eiofiteatyoznem na lat 60, a starostjSw gro- 
dowych czyli sądowych obierać kazano. 
Sejm zaś czteroletni zniósł zapełnię sądo- 
wnictwo starościńskie. Starostążmadz- 
k i m nazywał się nrzędownie i powszech- 
nie wojewoda księstwa Żmndzkiego. Sta- 
rostą w górnictwie czyli zapach ten, któ- 
ry czynił sprawiedliwość i baczył nad bez- 
pieczeństwem kopalni. W mniejszych ko- 
palniach był tylko podstarosta. „Staro- 
sta bartny" był sędzią bartników (ob. S ą- 
dy bartne). Starosta na Wiśle ozna- 
czeU starszego flisa. Po apadkn Rzplitej 
tytuł starostów dawano jeszcze tym, któ- 
rzy posiadali dobra starośdńslde. Fryde- 
lyk hr. Skarbek w najlepszej swojej po- 
wieści, zatytułowanej „Pan Starosta", 
przedstawia nam piękny obraz dawnego 
prawego obywatela, tak jak Krasicki „Pana 
Podstolego". 

Starostwa. Pierwszy znany nam lu- 
bo bardzo nieznpdtnyspis starostw wRzpli- 
tej znajdnje się w opisie Polski Marcina 
Kromera z w. XVI. W oddzielnej ksią- 
żeczce wyszedł spis wszystkich starostw 

EocrUopedJa itaropolski, t. IV. 



za czasów Stanitiawa Augusta w Łowicza. 
Eligi Piotrowski wydał „Sammarjoszkró- 
lewszczyzn w c^ej Koronie Polskiej z wy- 
rażeniem posesorów i siła która płaci ro- 
cznej kwarty, spisany r. 1770'*. Warsza- 
wa n S. Orgelbranda, drak w żytomierzu 
u J. Chrząszcza, r. 1862. Aleksander Wei- 
nert wydał „O starostwach w Polsce do 
końca XVIII w., z dołączeniem wykazu 
iiih miejscowości". Warszawa, naUad au- 
tora, r. 1877. Z wykazu Weiaerta obli- 
czyć można, że w wojew. małopolskich 
Krakowskiem i Sandomierskiem znajdo- 
wf^o się starostw 67, na Mazowszu (woje- 
wództwa: Mazowieckie, Płockie i Rawskie) 
starostw 56. W województwach wielko- 
polskich: Poznańskiem, Kaliskiem 33, Łę- 
czyckiem i Sieradzkiem 26, Brzesko-Ku- 
jawskdam i Inowro<^aw6kiem 20. 

Starościna — dawna gra towarzyska. 
Wszyscy siadają wkoło i przyjmują sobie 
przydomki: marsz^ka, koniuszego, pod- 
starościego, klucznika, piwniozego, kuch- 
mistrza, łowczego, włodarza, masztalerza, 
panien respektowych, panny apteczkowej, 
dworki, ochmistrzyni, panny służebnej 
dworu pani starościny. Osoba, będąca sta- 
rościną, obchodzi koło i mówi: ,Pani sta- 
rościna jedzie w drogę i bierze z sobą..." 
tu wymienia kolejno osoby, dwór jej skła- 
dające, a te powstają i idą za nią sznurem. 
Gdy już wszyscy wstaną i obejdą krfo, ni- 
by polonezem parami po razy kilka, daje 
się słyszeć nagle głos: „Pani starościna 
zajechałal" Wówczas każdy siada z po- 
śpiechem gdzie może, a że jednego miej- 
sca nie staje, kto został w kole, jeet panią 
starościną. 

Staszówka — szabla z fabryki staszow- 
skiej w Sandomierskiem. Ob. Szabla. 

Statera. Tak a nas w dawnych cza- 
sach zwano bezmian, przezmian, do wa- 
lenia niewielkich ciężarów nżywany. Sa- 
muel Twardowski w Miscelaneach (wyd. 
kaliskie z r, 1681) pisze: „Zważyła ich for- 
tuna staterą równą". 



dbyGoot^le 



274 



STATKI.— STATUT LITEWSKI. 



Statki. Niektóre luźne wiadomości o 
budowie statków wodnych na rzekach na- 
szych zebrał J. K(jaozkowski (ob. „Wia- 
domości, tyczące się przemyśla i sztuki w 
dawnej Polsce", str. 622). 

Statut. Skrzetuski w „Prawie pol- 
skiem" tak określa różnicę statutu od kon- 
stytucji: „Ustawy nasze od Kazimierza 
"Wielkiego a£ do Zygmunta Augusta, 
łacińskim językiem pisane, statuta- 
mi zowią, to jest prawami niby od sa- 
mego króla za radą senatu stanowione- 
mi, pói^ejsze zaś, polskim językiem pisa- 
ne, konstytucjami". Określenia tego nie 
można jednak brąó bardzo ściśle, bo i pra- 
wa Kazimierzowe nazywano po łacinie 
Constitutiones. Pierwszym statutem ko- 
ronnym, obejmującym kodyfikację praw 
zwyczajowych polskich, jest WiśUeki z ro- 
ku 1347 (ob.). Drugim ogłoszony w War- 
ce r. 1423 przez Władysława Jagi^ę. Da- 
lej idą statuty Kazimierza Jagiellończyka: 
ogłoszony w Piotrkowie r. 1447, ułożony 
w Nieszawie i we wsi Opoki r. 1464, w No- 
wem Ifieście Korczynie r. 1466. Z czasów 
króla Jana Olbrachta znany jest statut 
piotrkowski z r. 1493 i inny z r. 1496. Z 
czasów Aleksandra Jagiellończyka istnie- 
ją statuty z lat: 1503, 1504 i 1505. Na zje- 
ździe koronacyjn. w Krakowie r.l507 nlo- 
żonezostałystatutyZygmanta I. Ustawy 
piotrkowskiezlatl610, 1611, 15191 wszyst- 
kie dalsze, np. bydgoskie z r. 1620, piotr- 
kowskie z r. 1623, krakowskie z lat 1527 
i 1632, znowu piotrkowskie (1538) i kra- 
kowskie (1539, 1640, 1543), wreszcie piotr- 
kowskie ostatnie (1544), uważane są za 
statuty, jako pisane po łacinie, ale wła- 
ściwie należą jnż do konstytaeyi, bo i ty- 
tuł ConsHiuiłones noszą i uchwalone zo- 
stały już nie przez samego króla z wielko- 
radą senatorów, ale z przeważnym udzia- 
łem izby poselskiej, t. j. stanu rycerskiego. 

Statut Litewski. Król Zygmunt I w 
r. 1622 dnia 6 grudnia ogłosił w Wilnie e> 
dykt, w którym oświadcza, że ponieważ 



dotąd w Wielkiem Księstwie Litewskiem 
bez statutów pisanych odbywały się sądy, 
a sprawiedliwość tylko podług rozumu, 
sumienia i widzenia sędziów była wymie- 
rzaną, przeto stanowi, iż odtąd jednem 
prawem pisanem duchowni i szlachta są- 
dzić się mają. Był to pierwszy zbiór praw 
dawniej uchwalonych i starych zwycza- 
jów litewskich czyli praw zwyczajowych, 
a król, dbały o dobro narodu, aby prawo 
tem prędzej i łatwiej do wiadomości ka- 
żdego doszło, zapowiada, że nowy ten zbiór 
w licznych egzemplarzach .wydrukować 
rozkazał*. Że jednak zaszła potrzeba zmian 
i doprfnień, statut Litewski nie został 
wówczas wydrukowany. Przerabiany i po- 
prawiany pod kiemnkiem kanclerza Al- 
berta Gasztołda, jednomyślnie przez Sta- 
ny litewskie przyjęty, otrzymał sankcję 
królewską i moc obowiązującą od dnia 1 
stycznia 1530 r. Zbiór ten znany pod na- 
zwą Starego Statutu, napisany po rusiń- 
sku w narzeczu krzywiczańskiem, tegoż 
roku przetlómaczony został z rozkazu 
Zygmunta I na język łaciński, a w r. 1632 
na polski. Rękopisy w owych łxzech ję- 
zykach doszły czasów naszych. Przez lat 
66, t. j. od r. 1622 do 1688, Litwini z po- 
lecenia królów pracowali nad zmianami 
i dop^teniami statutu swego. Porówna- 
nie bowiem swobód Litwy z koroną i osta- 
teczna unja w r. 1569, wywołały także 
potrzebę zmian niektórych. Pierwsze u- 
zup^ienie Statutu nastąpiło na sejmie 
brzeskim r. 1544, gdzie na prośbę Stanów 
król kazał wybraó do poprawy Statutu 
dziesięciu męiów w prawie biegłych. Na- 
stępnie zajmowano się takiezuiż uzupeł- 
nieniami na pięciu sejmach wileńskich (od 
r, 1547 — 1563), na sejmie bielskim roku 
1564, na wileńskim r. 1565, na lubelskim 
r. 1569. Statut teraz uzupełniony, uła- 
twiający niezmiernie sądownictwo, nazy- 
wany był Statutem Zygmunta Augusta a 
najczęściej Wolyńskiiu, z powodu odmian 
uznanych za potrzebne dla województw: 



dbyGoot^le 



STATUT WIELICKI. 



276 



'W<^y^kiego, Kijowskiego i Bractawekie- 
go. Statutem tym, oprócz Litwy, Żmudzi 
i trzech powyższych województw, rządziły 
się wszystkie inue wojew., do Litwy należą- 
ce, a mianowicie: Potockie, Witebskie, Smo- 
leńskie i Mścistawskie. Podlasiowi tylko, 
przyłączonemu r. 1569 do Korony, służyły 
prawa koronne. Statut drugi czyli Zygm. 
Aug., uzop^niany w dalszym ciągu za Ste- 
fanaBatorego, otrzymaj uakoniecmocpra- 
wodawcząd. 28 styczn. r. ł588 od Zygmun- 
ta III, a znany odtąd pod nazwą Trzeciego 
statutuLit., wydrukowany po raz pierwszy 
w języku rusińskim r. 1588, a wjęzyku pol- 
skim r. 1614, przedrukowywany potem w 
latach 1619, 1648, 1698, 1744, 1786 i 1811, 
przetrwał w Litwie, jako prawo obowią- 
zujące, do d. 6 WTzednia 1840 r. Władoi- 
wie statut Litewski był konstytucją kra- 
jową. Wielki książę przyrzeka w nim 
wszelkie przywileje zachować, granice Li- 
twy pomnażać i senatu nie poniżać. Senat 
ten, a książąt, wojewodów i kasztelanów 
zIo2ony, stanowił najprzód sejm prawo- 
dawczy, szlachta bowiem litewska dopie- 
ro w (Sasie układania drugiego statutu o- 
trzym^a miejsce na sejmach, obowiąza- 
na pierwej tylko do służby rycerskiej i 
sprawowania urzędów. Jakkolwiek sta- 
tut miał wiele niedostatków, to jednak 
względnie do miejscowych stosunków 
przedstawiał on w XVI i XVII w. jedno 
z lepszych prawodawstw w Europie. Od 
wyroku starościńskich lub wojewodziń- 
ekich zastępców sądowych mo2us było a- 
pelować do samych starostów lub woje- 
wodów, a od tych do senatu, jako najwyż- 
szej instancyi. Prawo było dla wszyst- 
kich jodao, ten tylko odpowiadał, kto za- 
winił, przedawnienie co do własności na- 
stępowego w 10 lat, w tyleż lat wolno by- 
ło wierzycielowi wziąć dłużnika , za kark". 
Hospodar (którym Statut nazywa panu- 
jącego) nie mógł bez wiedzy i woli senatu 
stanowić nowych praw, urzędy dostawali 
krajowcy. Tym sposobem wielcy książę- 



ta litewscy, pod wpływem postępowych 
urządzeń polskich, dobrowolnie zrzekali 
się nieograniczonego samowładztwa, któ- 
re pierwej przysługiw^o im na Litwie. 
Sędzia, podsędek i pisarz musieli umieć po 
ruaińsku i byli obieralni z 12 kandydatów. 
Poddani i rfudzy nie mogli być świadka- 
mi w sprawie swych panów. Ozterokrot- 
uemu potwarcy obcinano nozdrza. Wdo- 
wa mogła wyjść za mąż w pół roku po 
śmierci męża. Majątek matki szedł mię- 
dzy synów i córki w równy podział, córki 
zaś nie wydane brały po śmierci rodziców 
część czwartą, a trzy czwarte spadku oj- 
cowskiego. 

Statut Wielicki. Pierwotne prawa pol- 
skie nie byty napisane, ani narzucone na- 
rodowi, ale były prawami zwyczaju. Po- 
nieważ Polska Piastowska składała się z 
wielu ziem i księstw, mających różnolite 
warunki bytu i rozwoju, zatem każda zie- 
mia wytwarzała sobie zwyczaje prawne 
nieco różne. Były tedy zwyczaje ziemi 
krakowskiej, łęczyckiej, ziem mazowiec- 
kich i t. d,, a stąd były i owe różnice sta- 
tutów wielkopolskich i mdopolskich, któ- 
re obrazowo wykazał Szajnocha we wstę- 
pie do dzida swego „Jadwiga i Jagiełło". 
Gdy po dobie podziałów, którą rozpo- 
czął Bolesław EJzywousty, rozdzieliwszy 
Polskę między synów, praprawnuk jego, 
dzielny Władydaw Łokietek, połączył ją 
znowu w jedno państwo, okazja się po- 
trzeba porównania i spisania wszystkich 
praw polskich. Pracy tej dokonał syn Ło- 
kietka, Kazimierz Wielki, a kodeks jego 
od miasta Wiślicy, w której zost^ ostate- 
cznie ułożony i przez króla ogłoszony, o- 
trzymał nazwę Wiślickiego. Cztery zaś 
statuty dawniejsze utonęły w prawodaw- 
stwie wiślickiem, dwa niezawodnie mało- 
polskie, jeden wyraźnie wielkopolski, wy- 
dany w Piotrkowie przez Kazimierza W., 
i czwarty, który sam się mianuje ustawą 
zjazdu wiślickiego, ogłoszony urzędownie 
jako prawo dla tąłego Królestwa, z sank- 



dbyGoot^le 



276 



STATUT WIŚLICKI. 



cją króla. Szajnocha powiada, że kto chce 
poznać dawną prostotę myśli naszego na- 
rodu, niech porówna wstępy dwóch współ- 
czesnych sobie statutów, t. j. niemieckie- 
go, zwanego „Złotą bnlą", i polskiego z 
Wiślicy. Ordy wstęp niemiecki prawi je- 
dnym tchem o Adamie, piekle. Troi, He< 
lenie, Pompej uszu, Cezarze, siedmiu świe- 
cznikach apokalipsy, siedmiu grzechach 
śmiertelnych i t. d. — to skromny prawo- 
dawca wiślicki zagaja ustawę polską sło- 
wami niezrównanie pięknej prostoty, pra- 
wdy i mądrości. Mówi on, że „Nie ma to 
ani naganną, ani dziwną rzeczą zdawać 
się ludziom, że podług zmiany czasów, 
także i obyczaje a dzieje Indzkie zmienia- 
ją się. A gdy każdemu z mę^w nie dość 
jest zabezpieczyć się mocą ciała, albo bar- 
nasza (pancerza) świecić cudnością, nie 
będąc nauką i obyczajami okraszonym, 
przeto My Kazimierz z Bożej miłości" itd. 
Calem prawodawstwem Kazimierza "Wiel- 
kiego kieruje dążność, aby różnolite pra- 
wa zwyczajowe wszystkich ziem polskich 
zebrać i ujednostajnić, znosząc przesta- 
rzałe i zapewne pogańskich jeszcze czasów 
sięgające przepisy, a wprowadzić zmiany 
odpowiednie do nowych potrzeb i postę- 
pu społecznego. Naród nasz stał cały na 
obyczaju przez wszystek czas swojego po- 
litycznego żywota. Ileż tej pairjarchal- 
ności musi^o być za Kazimierza Wielkie- 
go, kiedy jeszcze prawie we dwa wieki po- 
tem Łaski w wydaniu swoich statutów zo- 
stawiał całe karty puste dla wpisywania 
zwyczajów ziemskich. Janko z Czarnko- 
wa wyraźnie zaświadcza, te Kazimierz 
znosił zwyczaje, które się już zużyły i nie 
odpowiadrfy rozpowszechnionemu świa- 
tłu, a wprowadzał odpowiednie nowej wol- 
ności i nowym pojęciom. Takich praw 
przestarzałych musiało być wiele. Przy- 
pomnijmy sobie tylko barbarzyńskie ka- 
tusze, jakie do nas przyszły z prawami 
miast niemieckich, owo ucinanie członków, 
wyłapywanie oczu i t. d, Karód odczu- 



wał już wstręt do kar tego rodzaju, więc 
rozumny król ograniczał to pastwienie się 
prawa nad c^owiekiem. liOody Kazimierz 
po zabezpieczeniu granic Polski, o ile mo- 
żna było, teaktatami ośoiennymi, wziął 
się z zapałem do pracy prawodawczej, w 
czem dopomagał mu arcybiskup Jaro^aw 
Bogorja ze Skotnik, uczony prawoznawca, 
niegdyś rektor wBononii, mąż i obywa- 
tel doświadczony. Jego też jednego w 
przedmowie do statutu wielkopolskiego 
król wyraża z imienia jako swego dorad- 
cę. Redaktorem statutów był niewątpli- 
wie siostrzeniec arcybiskupa Jarosława, 
doktor Jan ze Strzelcy Suchywilk, herbu 
Gtrzymała, Sandomierzanin, biegły praw- 
nik, przyjaciel i nieodstępny towarzysz 
Kazimierza, mianowany kanclerzem Ro- 
si a potem c&tej Polski. Ustawa Kazi- 
mierza dla żup solnych krakowskich może 
posłużyć za wskazówkę, jak się przygoto- 
wywały prawa statntn ziemskiego. Zwo- 
łani rozkazem królewskim, starsi i młodsi 
żupnicy zeznali, jakimi się rządzą zwycza- 
jami; następnie rada świeckich i duchow- 
nych komisarzy królewskich dopełniła 
zbioru, który Dymitr z O-oraja, podskar- 
bi, zredagował w ustawę, a król potwier- 
dził. Aby tak samo dopełnić zbioru praw 
ziemskich, uchwalić zmiany i ułożyć sta- 
tut, potrzeba było zapewne niejednego na 
to zjazdu. To też uczony Romuald Hubę 
wykazał, że zjazdów prawodawczych za 
Kazimierza było kilka i nawet dwie ich 
doby: jedna przygotowawcza przed sta- 
nowczym zjazdem wiślickim, druga pó- 
źniejsza, dop^iająca na innych zjazdach 
główne wiślickie prawodawstwo. Statuty 
Kazimierzowskie redagowane były po ła- 
cinie i dopiero w sto lat później ke. Stani- 
^aw z Wojcieszyna, kustosz warszawski, 
przełożył jena język ojczysty, a rękopis 
ten znalazł Lelewel w bibljotece poryckiej 
i wydrukowaJ w Wilnie r. 1824. Późnie) 
uczony Stronczyński wydał księgę, zwaną 
, Wislicia', która obejmuje przedmkowa- 



dbyGoot^le 



STĄGIEW.— STEGNO. 



277 



De w podobiżnie cale prawodawstwo Ka- 
zimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiel- 
lończyka. Wreszcie w 500-iią roczni- 
cę uchwal wiślickich, L j. w r. 1847, K. 
WI. Wójcicki wydal w Warszawie „Sta- 
tuta polskie króla Kazimierza". O statn- 
cie Wiślickim pisali: Helcel, Bartoszewicz 
i inni. Prawodawstwo Kazimierza Wiel- 
kiego jest naszem prawem żródłowem i 
podstawowem, obejmająoem polskie pra- 
wo kryminalne, cywilne, post^owanie są- 
dowe i rozmaite urządzenia. Wszystkie 
prace prawodawcze podlejsze objaśnimy 
tylko, zmieniały lab uzapdnialy statut 
Wiślicki. Podlag statutu tego prawo o- 
bowiązuje tylko na przyszłość a nie na 
wstecz od daty ogłoszenia. Dawniejsze 
prawo odwetu za zabicie i rany zastąpio- 
ne zostaje winą czyli opłatą, nawiązką 
pieniężną, dla poszkodowanego lub pozo- 
Btaiei rodziny. Zmniejszono liczbę przy- 
padków stosowania kary „niemiłosiernej'. 
Obelgi kobiecie wyrządzone są równem 
przestępstwem, jak dobycie orę2a w obec- 
ności króla i arcybiskupa. Szkodnik i zło- 
dziej polny nocny może byó zabity. Kto- 
by okradł króla lub rycerza, ulegnie oszel- 
mowaniu czyli ucięciu jednego ucha. Sta- 
tut znosi dawny powszechny zwyczaj za- 
wierania małżeństw przez porwanie pan- 
ny, karze porywcę utratą posagu, jeżeli 
panna na porwanie się zgodziła, a śmier- 
cią — jeżeli się nie zgodziła. Zniesiono od- 
powiedzialność rodziny za winowajcę czy- 
li odpowiedzialność rodu. Zastąpiono kau- 
^JJĄ czyli rękojmią wydawanie- przegrywa- 
jącego sprawę w ręce wygrywającego. 
Statut ustalił procedurę sądową, zabronił 
kobietom stawać w sądach, zalecając ich 
obronę adwokatom {których później na- 
zwano patronami, a w trybunale koron- 
nym mecenasami). Sieroty miały opie- 
kunów, którymi byli najbliżsi krewni, a w 
braku takich, osoby przez sąd wyznaczo- 
ne. W sprawach małoletnich przedawnia- 
nia nie było. Maloletność, stosownie do licz- 



by lat, dzieliła się na kilka kategoryi, od 
12-go do 24-go roku życia. Opiekunowie 
po skończonej opiece odpowiedzialni byli 
przez lat 3 miesięcy 3. Za Stanisława 
Augusta uchwalono: „Odnowienie Statu- 
tu Kazimierza względem synów", tak pra- 
wo to było dobre. Co do stanów, to sta- 
tut wymienia: 1) rycerza czyli szlachcica, 
2) skartabellę czyli „świerczałkę" {nowo 
nobilitowany szlachcic), 3) wojaka z sołty- 
sa lub kmiecia ustanowionego i wreszcie 
4) wolnego rolnika, kmieciem zwanego. 
O kmieciach, których losem Kazimierz się 
zajmował (skąd go też „królem chłopów" 
nazwano), zawiera statut sporo rozporzą- 
dzeń opiekuńczych, czyniąc różnicę mię- 
dzy osadnikami na prawie polakiem i osa- 
dnikami na prawie niemieckiem. Stanu 
niewolników, jak w wielu innych krajach 
Europy, już za Kazimierza Wielkiego nie 
było w Polsce. Żydzi mieli zatwierdzony 
przywilej, jaki im nad^ Bolesław Pobo- 
żny, książę kaliski, r. 1264 i ograniczoną 
stopę lichwy. Jeżeli Bolesław Chrobry 
był twórcą orężnej potęgi Polski, to Kazi- 
mierz Wielki był prawdziwie wielkim, ja- 
ko pierwszy prawodawca, organizator spo- 
łeczny i twórca potęgi ekonomicznej i mo- 
ralnej swego kraju. Do liczby najpoważ- 
niejszych uczonych, którzy o statucie Wi- 
ślickim pisali, należą jeszcze: Stosław La- 
guna (w „Bibl. Warszawskiej" z r. 1859) 
i prof. Franc. Piekosiński w rozprawie: 
„Uwagi nad ustawodawstwem wiślicko- 
piotrkowskiem króla Kazimierza Wielkie- 
go". {Ogólnego zbioru rozpraw Akad. TJm. 
t. 28) i „Jeszcze słowo o ustawodawstwie 
wiśłtckopiotrkowskiem króla Kazimierza 
Wietk."{t.33). 

Stągiew, stągwią, stągiewka — 
kadź stojąca na wodę, kilkowiadrowej ob- 
jętości. Tłómacz polski prawa saskiego w 
XVI w. pisze: „W każdym domu ku gasze- 
niu ognia ma być woda w stągwiach". 

Stegno, ścięgno — ścieżka udeptana 
nie przez ludzi, tylko przez bydlęta, liczne 



dbyGoot^le 



278 



STEMPEL.— STĘPICA. 



Ślady tropów zwierzęcych. Twardowski 
pisze: .Drogi tam już nie byto, tylko trop 
zwierzmy i Stegna udeptane, którędy do 
wody chodzili". 

Stempel albo pobojec,pobojczyk. 
Ostatnia nazwa stosowana się do broni 
krótkiej^pistoletu. W XVIII w. za cza- 
sów Saskich jazda polska nosiła pobojczy- 
ki pistoletowe przywiązane do ładownicy 
na taśmie jedwabnej lub na rzemyku, cza- 
sem wiszące, czasem zatknięte za pas z ty- 
In. Od r. 1775 regulamin wskazywał no- 
szenie pobojczyków na wierzchu ładowni- 
cy przy pasach do niej; ten sposób nosze- 
nia używany był również od r, 1815 do 
1831. Za czasów Księstwa Warszawskie- 
go pobojce noszono przy pistoletach. 

B. Gembarzewski. 

Stemplowy papier ustanowiony został 
na sejmie r. 1775. Zawarowano wówczas 
karę śmierci na fałszerzy tego papieru. 
Ktoby zaś przedawał go po innej cenie, 
drożej lub taniej, miał za każdy arkusz 
zapłacić lOOO złp. kary, lub w braku pie- 
niędzy odpowiadać osobą. Wszystkie spra- 
wy, dotyczące tego papieru, oddano pod 
rozstrzyganie Komisyi Skarbowej. Papie- 
ru stemplowego kazano używać do czyn- 
ności wszystkich sądów, do zobowiązań i 
kwitów prywatnych, na podania zanoszo- 
ne do władz, na nominacje i dymisje, 
wszelkie świadectwa osobiste, urzędowe i 
cechowe, karty do gier i po egzemplarzu 
do każdego kalendarza i książki drukowa- 
nej po żydowska. Był papier, począwszy 
od 1 i 2 groszy srebrnych, na 1 zloty, po- 
tem na 3, 6, 9 itd. w postępie arytmetycz- 
nym, mającym za wykładnik 3, aż naj- 
wyższy stempel kosztował 2250 zip. 

Stęplca. Już w dokumentach z doby 
piastowskiej spotykamy nazwę przyrządu 
myśliwskiego, zwanego stępicą czy stąpi* 
cą {siampicc w r. 1287). O .stępicy" sły- 
szeliśmy i od starych myśliwych jako o 
drewnianej samołówce na lisy i wilki, któ- 
ra wyszła z użytku w XVIII w. po upo- 



wszechnieniu się tego rodzaju przyrządów 
żelaznych. Długo poszukiwaliśmy stępi- 
cy w naturze po różnych zakątaoh kraju, 
aż nareszcie u starego zagrodowego szlach- 
cica na Mazowsza łomżyńskiem we wsi 
Chlebiotkach wśród ubogich rupieci wy- 
rzuconych oddawna na podstrzesze znala- 
sJtasięi pStępica", ze swoją prastarą nazwą 
a niewątpliwie i pierwotnym kształtem. 
Przyrząd to bardzo prosty, ale niemniej 
dowcipnie' pomyślany i skuteczny do po- 
chwycenia za nogę zwierza, który stąpi w 
jego środek. Cały składa się z brzozowej 
płaskiej szczapy (około 3 stopy długiej, 9 
cali szerokiej, dwuch takiohże podłużnych 
klapek (e — f) i dwuch leszczynowych prę- 
tów zasadzonych w końcach stępicy. Jak 
widzimy, nie użyty jest ani kawałek me- 
talu w całym przyrządzie, co świadczy 
wymownie o jego starożytności, a zrobić 
stępicę można od biedy za pomocą samej 
siekiery. Cały mechanizm zasadza się na 
tem, że wzdłuż otworu (podobnego do o- 
tworów w barciach i ulach pieńkowych) 
znajdują się naobu jego brzegach podłuż- 
nych dwie klapki osadzone czopami (g - h) 
w zagłębieniach stępicy i są tak przyci- 
śnięte prętami leszczynowymi, że tylko 




przy użyciu dużej siły mogą być otworzo- 
ne do pozyeyi, w której widzimy je na o- 
bu dołączonych rysunkach. Dwa kołecz- 
ki w każdej klapce za[iobiegają, aby nie 
mogła wypaść ze stępicy w stronę otworu. 
Na rysunku brakuje tylko zastawki, któ- 
rej już nie znaleźliśmy, a która przy na- 



dbyGoot^le 



STOLARSTWO. — STOLEC. 



379 



stawienia rozpiera od środka obie klapki 
i gdy zwierz stąpnięciem w otwór ją po- 
trąci, wypada. Wówczas klapki parte si- 
lą naprężonych a powracających do pro- 
stości prętów przymykają nogę zwierza 
tak silnie, że oswobodzenie jej staje się 
dla niego absolutnie niemożliwem. Mo- 
żna to osiągnąó tylko przez podważenie 
klapek siekierą lab innem narzędziem, co 
oczywiście jeno dla cdowieka jest możli- 
wem. Kie potrzebujenLy ta dodawać, ie 
pręty leszczynowe (przeszło calowej śred- 
nicy) maszą pierwej zaschnąć w stanie 
swej prostości, aby później zachowały na 
zawsze silę naporu po zastawieniu pułapki 
iioh naprężeniu, jakie rysunek przedstawia. 
Stolarstwo I snycerstwo- Wiele luź- 
nych wiadomości w tym przedmiocie ze- 
brał J. Kołaczkowski w dziele: „Wiado- 
mości, tyczące się przemysłu i sztuki w 
dawnej Polsce" (str. 624— &46). Najwięk- 
szy rozgłos miały w Polsce od X'VII w. 
wyroby stolarzy gdańskich i kolbuszow- 
skich. Miasteczko Kolbnszowa (należące 
do ordynacyi Ostrogakiej, której rozdaro- 
wanie w 1753 r. przez Janusza Sanguszkę, 
marszałka nadw. lit., ostatniego ordynata, 
znane jest pod nazwą „Tranzakcyi Kolba- 
szowskiej") leżało w powiecie Pilżnień- 
skim w południowej części wojew. Sando- 
mierskiego. Mich^ Bahńaki powiada, że 
„zdawna osiadłe jest stolarzami, tokarza- 
mi i ślusarzami, którzy swe wyroby w da- 
lekie rozsyłają strony". Rękodzielnictwo 
to początek swój i rozwój zawdzięczało o- 
pieoe ordynatów ostrogskicb. Zabytków 
sztuki snycerskiej mamy wielkie bogactwo 
w kościołach krakowskich. Do nich na- 
leżą stalle wielkie oraz syndykowskie w 
kościele N. P. Maryi, również stalle w ka- 
tedrze na Wawelu, szafa w skarbon tejże 
katedry, wspaniałe stalle w kościele Bo_ 
żego Cia^a i Św. Krzyża, oraz uienstępu- 
jące im jedne i drugie stalle w kościele 
parafjalnym w Bieczu. Świetne są także 
kręcone schody gdańskie w pałacu krze - 



Bzowickim u Potockich. W KYIII wieku 
wspominanych jest wiele miejscowości, 
gdzie wyrabiano piękne meble, np. w War- 
szawie, Lwowie, Płocku, Korcu, Mach- 
nówce itd., nie mówiąc już o GMańsku i 
Kolbuszowej. Wielkie szafy gdańskie przy- 
wożono na szkutach, które po spławieniu 
zboża powracały z winem, gdańską wód- 
ką, sprawunkami i towarami kolonjalny- 
mi w górę Wirfy i jej dopływów. Napływ 
do Polski w średnich wiekach rzemieślni- 
ków niemieckich wszelkiego rodzaju, a 
więc i stolarzy, spowodować niemiecko- 
polską terminologję ich narzędzi. Oto np. 
w inwentarzu z r. 1573 po stolarza Zyg- 
munta Augusta, Jerzym Szwarcu, znajda- 
jemy: szynwagę mosiądzową, rasple, heble, 
amhusy, klubzagi, winkeimosy, streichmo- 
dly {modła — wzór), listwy, sprengle, tabli- 
ce sziukferkowe, srobcwingi, srobstoki, kieł- 
brały i pełno innego coigu ślusarskiego, 
złotniczego itd. (Briickner). O-dybyśmy 
byli narodem prawdziwie kalturalnym, to 
wśród tak licznego dachowieństwa 1 mo- 
żniejszych amatorów antyków, zaślepili- 
by się pożyteczni znawcy do zebrania w 
każdej okolicy rysunków i wiadomości o 
lepszych rzeźbach kościelnych, których 
tyle zginęło już niepowrotnie od ognia, 
wilgoci i wandalizmu ludzkiego. 

Stolec, stolica, czyli wielkie krzesło, 
oznacza! dawniej tron monarszy, krzesło 
królewskie, sądowe, zwierzchnią władzę, 
świecką lab duchowną, wreszcie kazalni- 
cę. Rej w Postylli pisze: „Da mu posieśó 
Pao stolec Dawidów ojca jego". Ks, Wu- 
jek mówi: „Święty Piotr otrzym^ stolec 
wszystkiego świata". Marcin Bielski po- 
wiada: „Popiel z Krakowa do Gniezna 
przeniósł stolec swój, a potem do Krusz- 
wicy". Stryjkowski wyraża się: ,W Kier- 
nowie księże Kiemas stolcem mieszkał". 
W ciesielstwie polakiem stolcami zo- 
wią się słupy, dźwigające podciąg, na 
którym opierają się krokwie zwykle w 
połowie wysokości dachu. 



dbyGoot^le 



STOLEC WDOWI. — STOŁY I STCŁKI. 



Stolec wdowi. Podług drugiego atatn- 
tn Litewskiego, każda wdowa szlachcian- 
ka dopiero po 6-cia miesiącach od śmier- 
ci męża zamąż iść mogła, a to obowiązko* 
we półroczne wdowieństwo zwało się w 
języku prawniczym „stolec wdowi". Uchy- 
biająca przeciw temu traciła zapisane od 
męża wiano, jeżeli zaś wiana nie mic^a, to 
płaciła karę „dwanaście rubli groszy" 
dzieciom swoim, a w ich braku krewnym 
pierwszego męża. 

Stolnik, po łacinie dapifer — urząd, któ- 
ry widzimy ju* na dworach książąt pia- 
stowskich i w dokumentach od r. 117B. 
W r. 1382 wymieniony jest stolnik kaliski. 
Za Jagiellonów stał się dygnitarzem, a 
był koronny i litewski. Za Zygmunta Ut 
idzie szereg stolników obok podstolich. 
Szereg ten na czas jakiś musiał być prze- 
rwany, bo kanclerz Albrycht Radziwiłł 
w swoich pamiętnikach wspomina, że ^Wła- 
dysław IV wznowił ten urząd dla swego 
ulubieńca Adama Kazanowskiego. Stol- 
nik nadworny koronny {dapifer curiae re~ 
gm) bylciągle, a za czasów Władysława IV 
znika tytuł stolnika nadwornego a po- 
wstaje wielkiego, czyli nadworny awan- 
suje na wielkiego. Z podstolego szło się 
zwykle na stolnika, ze stolnika na kraj- 
czego lub podczaszego. W XVIII wieku 
stolnikowid posuwali się do senatu. Na 
Rusiach byli najprzód stolnikowie woje- 
wództwa całego, np. wołyńscy, potem po- 
wiatowi, bo godności i urzędy przechodzi- 
ły tam z Korony pierwej do większych 
organizmów społecznych, a później do 
mniejszych. Stanisław Poniatowski, wo- 
jewodzie mazowiecki, nim za wpływem 
cesarzowej Katarzyny został królem pol- 
skim, był pierwej stolnikiem litewskim. 

Słołp oznacz^ dawniej okrągłą muro- 
waną wieżę. Podług ruskiego latopisa 
Hypacowskiego z XIV w. stołpy takie 
wznosili książęta ruscy jako strażnice przy 
swoich grodach, np. ks. Daniel r. 1223 pod 
Chełmem, Włodzimierz Wasilkowicz w 



Kamieńcu lit. nad rz. Łosną, Mścisław 
r, 1191 w G-rodnie, Lublinie, Brześciu lit. 
i wiele innych. Pomieniony latopis pisze: 
„W Chamie był stołp murowany na 15 
lokoi od ziemi, ubielony jak ser i świecący 
się na wszystkie strony. Ten zgorzał za 
Daniła. Był stołp murowany niedaleko 
grodu chełmskiego, na nim orzeł z kamie- 
nia, wysokość muru łokci 10*. Dotąd w 
stronie północno-wschodniej od Chełma 
wśród trzęsawisk, na wzgórku istnieje ta- 
ka wieża. We wsi Stotpiu pod Ch^mem> 
na kopcu parosążniowym wznosi się ta- 
ki stołp czworoboczny, trzypiętrowy, oko- 
ło 60 stóp wysoki, z piaskowca zmurowa- 
ny. Na górze panującej nad Kazimierzem 
nad Wisłą wznosi się do tejże kategoryi 
strażnic należąca wieża okrągła z czasów 
Kazimierza Wielkiego. Podobne stołpy 
średniowieczne dochowały się jeszcze tu 
i owdzie w zachodniej Europie. 

Stoły I stołki. Że nie było wielkiej 
różnicy pomiędzy stołami z w. XV i XIX, 
dowodzą tego podane tu rysunki. Pierw- 
szy przedstawia stół w izbie malarza kra- 
kowskiego, której wnętrze wyobrażone jest 
w księdze cechów Bema z artystycznemi 
miniaturami z czasów Aleksandra Jagiel- 



StiSł podług wizerunku w ksicdie cechów Bema z 
czasów Aleksandra Jagiellończyka. 

lończyka, przechowującej się w bibljote- 
ce Jagiellońskiej w Krakowie. Stół dru- 
gi odrysowaliśmy w r. 1872 w chacie wło- 
ścianina litewskiego we wsi Strażyszkach 
pod Pnniami nad Niemnem. Stół trzeci 
znajdował się z dawnych lat w izbie cze- 



dbyGoot^le 



STOPY LUDZKIE NA KAMIENIACH. 



281 



Stół w chade nadDiemeńskiej z pcJowy XIX w. 



Starj iit^l w izbio czeladnej na Podlaaiu. 

ladaej we dworze jeżewskim na Podlasiu. 
Cztery podane tu dawae stołki odrysowa- 
liśmy około r. 1870 w domach zagrodo- 
wej szlachty mazowieckiej w dawnej zie- 




Stdki u drobnej ezlachtj mazowieckiej z polowj XIX w. 



mi Nurakiej nad Bugiem. Niegdyś wszyst- 
kie stołki u ludu mazurskiego i podlaskie- 
go byty robione w tym rodzaju, ale w osta- 
tniem ćwierćwieczu XIX wieku kształt 
ten został zarzucony. 



Stopy ludzkie na kamieniach- Stopy i 
podkowy wykute na kamieniach granicz- 
nych próbowano objaśnić teip, że pierwsze 
oznaczają granice obchodzone pieszo, a 
drogie konno. Łagana robi słuszną uwa- 
gę, że lubo takie kamienie mogły być nie- 
raz nżyte za znak graniczny, jednak nie 
duktom granicznym zawdzięczają swój 
początek. Są one dawniejsze, jak to wska- 
zuje myt o Pegazie, który gdy uderzył ko- 
pytem w skałę, wytrysło z niej cudowne 
źródło. Ze stopą ludzką wiąże się wszę- 
dzie jakaś pobożna legenda lub nazwa, 
począwszy od Bożej stopki r. 1342 na Po- 
morzu, aż do licznych stopek Matki Bo- 
skiej lubkrólowejJadwiglwróżnych stro- 
nach Polski. Znaki te są znane w wielu 
krajach od Cejlonu, gdzie słynna Sri-pada 
ncbodzi za stopę Brahmy, przez mahome- 
tan stopą Adama zwana, aż do Kzymii, 
gdzie opowiadają legendę: ^Domine. quo 
radisf^ W powiecie Święciańskim i czę- 
ści Wilejskiego lud stawia przykładziny, 
t. j. nagrobki, na mogiłkach mężczyzn; 
na grobach kobiet nie stawiają ich, lecz 
na ich pamiątkę kładą na strumieniach 
lub rowach kładki drewniane, z wyrżnię- 
tym na nich bądź krzyżem, bądź literami, 
bądź słońcem promienistem, a najczęściej 
stopą ladzką. W Borysowskiem, jak pi- 
sze Kons. Tyszkiewicz („Te- 
ka Wileńska", r. 18.58, III, 
str. 286), gospodarz czyni 
ofiarę na intencję swego do- 
bytku, iundując kładkę i wy- 
rzynając na niej kopyto koń- 
skie lub racicę bydlęcia. W 
licznych wędrówkach na- 
szych po kraju napotykali- 
śmy kamienie z wklęsłościa- 
mi trochę podobnemi do śla- 
dów stopy ludzkiej i przywiązaną do nich 
zwykle jakąś pobożną legendą. Kamie- 
nie te badaliśmy szczegółowo i we wszyst- 
kich wypadkach znaleźliśmy wklęsłości 
zdziałane przez naturę a nie ręką ludzką. 



dbyGoot^le 



STÓG. — STRAŻE I BEZPIECZEŃSTWO OD OGNIA.. 



Z tego też powodu żałujemy tu miejsca na 
przytaczanie legend i miejscowości. Kwe- 
stją podobnych kamieni zajmował się Jó- 
zef Przyborowski, a p. Józef Szaniawski, 
uczony archiwista kaliski, jest autorem 
pracowitej rozprawy „O stopach ludzkich 
na kamieniach", drukowanej w „Kalisza- 
ninie" r. 1872, nr. 10, 12, 13. 

Stóg — wysoka, czubata kupa siana, 
snopów, gałęzi lub czegokolwiek w tym 
rodzaju. Zastożyć ozuaoza to samo, co 
zawierszyć stóg czyli dokończyć ułożenia 
czubatego wierzchu. Na łąkach wilgo- 
tnych lub podlegających zalewom wody 
stawiano stogi na palach tak samo, jak np. 
na Polesiu budowano w nizinach na pa- 
lach chaty wiejskie. Najwięcej stogów 
na palach stawia lud nad górną Narwią, 
Podajemy tu z fotografii zdjętej przez nas 
stogi na łąkach w uroczysku Stara-Biało- 



St^g na łąkach nad Narewką w puszczy Biało wienkiej. 

wieża wśród pusznzy nad rz. Narewką. Pa- 
le i pomost z gałęzi, na którym układają 
stóg, zowią łożyskiem. 

Stradjotka, stratjotka, stradjeta 
— jeździecka szata, krótka jak karwatka, 
wspominana przez Reja i Mączyńskiego. 

Straflarz, slestrzan, tram — pod- 
ciąg poprzeczny pod belkami, środkiem. 



Krasicki w „Podstolim" pisze: „Postrzeg- 
lem wyryty na stragarzu napis: mori!>us 
anUquis''. 

StrałeAoy. Takie miano dawano za 
Zygmunta III słynnym w odej Europie z 
szalonej odwagi Lisowczykom, którzy w 
każdym boju szli jąk na stracenie. 

Strawa. Jomandes, piszący w poło- 
wie VI w. dzieło swe: ^De origine actugue 
Getarum!^, mówi w jednem miejscu o wa- 
lecznych żołdakach potężnego Attyli, kró- 
la Hunnów, władającego w V-ym w. Pa- 
nonją i Scytją, że w obozowisku swojem 
zasiedli do spożycia .strawy". "Wymienie- 
nie tego wyrazu słowiańskiego każe się 
domyślać, że wśród wojowników Attyli 
były i plemiona słowiańskie a prawdopo- 
dobnie i lechickie, które już w V wieku n- 
żywały w swojej mowie naszego wyrazo 
strawa w dzisiejszem jego znaczeniu. 
Twardowski w XVII w. pisze: „Żc^nierzo- 
wi o strawie cudzej lżej wojować". 

Straże i bezpieczeństwo od ognia. Mia- 
steczka polskie budowane z drzewa i na- 
wet murowanych kamienic dachy gonto- 
we (które spowodowały wielki pożar Kra- 
kowa w r. 1851) — wywoływały koniecz- 
ność troskliwego czuwania nad bezpie- 
czeństwem, czego dowody i przepisy na- 
potykamy ciągle w naszych urządzeniach 
i dokumentach z przesdości. Anzelm Go- 
stomski, wojewoda rawski {ur. r, 1507), w 
znamienitej na swoje czasy książce rolni- 
czej p. n. „Gospodarstwo' (Kraków, 1588 
roku) tak zaleca „Porządek około gasze- 
nia: „Do gaszenia mają być naznacze- 
ni w każdym domu, czego kto przy ogniu 
ma pilnować. Naprzód kilkanaście (mniej 
i więcej wedle miasta osiadłości) mężów 
sprawnych, bacznych, eoby rozkazowali 
i rządzili przy ogniu, potem miasto roz- 
dzielić wedle liczby ludzi: Jedni, aby bie- 
żeli z siekierami, drudzy z hakami, trzeci 
z drabinami, drudzy z sikawkami, z wia- 
dry, z cebry. A kędy rury niemasz, wo- 
ziwodowie wszyscy: jeśli tego mało z pe- 



dbyGoot^le 



STRAŻE I BEZPIECZEŃSTWO OD OGNIA. 



283 



wnych domów Hodyj z wozy i p«wną licz- 
bą kaidego naczynia obracŁowaó i posta- 
stanowió. A gdy trwogą astanie, opa- 
trzyć kto się stawił, kto nid stawił, kto 
pierwej, i z którym naczyniem: za to we- 
dle miesckich dochodów meriia postano- 
wić; kto powiedz (ostatni), tego karać; kto- 
by nie byl, jeszcze większą każii. Bo choć- 
by doma sam nie był, jako w mieście In- 
dzie kupieccy, tedy ma doma już tak stat- 
ki, jako słagę dla takiej trwogi odjeżdżać: 
coby w tern winien nie został. Maj% też 
być naznaczeni, kiedy gore, ktćrzyby do- 
dziejatwa pilnowali: bo wtenczas kradną 
pospolicie złodzieje najbardziej. I tak żli 
ludzie najdają się, co dla kradzieży zapa- 
lają. Oi, kiedy wiedzą o rządzie i o dobrej 
sprawie, łacniej się o złe nie skuszą. Urząd, 
kędy gospodarza nad zakazanie nieopatrz- 
nego okc^o ognia i występnego baczy, le- 
piej go karać przed przygodą niż po przy- 
godzie". Jakób Kazimierz Hanr w swo- 
jej Ekonomice ziefnia7lskie^\ wydanej po 
raz pierwszy r. 1675 w Krakowie, powia- 
da, że w razie ognia na gwałt i trwogę 
trąbią, lub we dzwon biją, lud różny ze- 
wsząd się zbiega i miesza, jedni do ratun- 
ku, dmdy do rabunku, niektórzy też na 
dziwowiaka. "Więc należy, aby urząd był 
na ratusza, miejscu publicznem, przytom- 
ny, oraz warty, cechy, gromady ludzi, a- 
by jedna warta owę połać albo ulicę oto- 
czyła, aby ludzi luźnych hamowano i nie 
puszczano, a tylko pewnych z wodą, osę- 
kami, z siekierami, z wąworkami (kubiki 
skórzane) do ratunku puszczano. Cieśle 
ze swojemi siekierami wszyscy mają ochot- 
nie pokazać się. Kufy, albo beczki na sa- 
niach albo wozach, mają być zawsze po- 
gotowia wody pełne, w rynku na czterech 
rogach przy studniach, a ktokolwiek 
wprzód na miejsce, gdzie jest ogień, wodę 
przywiezie, ma mu pewna z urzędu dana 
być kontentacja z grzywien płaconych za 
karę, u kogoby się z komina ogień poka- 
zał i kto o kominiarzu nie pamiętał. W 



miastach, w miasteczkach i porządnych 
wsiach, mają być sikawki od tokarzów, od 
miechowników wąworki skórzane, od ko- 
walów osęki okowane, od bednarzów na- 
czynia na wodę, od cieślów siekiery. Pe- 
wna tedy część ładzi ma być wydzielona, 
jedni z siekierami dla wyrębowania, dru- 
dzy z osękami do rozrywania ognia, trze- 
ci z naczyniami i z sikawkami, do nosze- 
nia wody i zalewania, czwarci do wyno- 
szenia rzeczy, mają też być i tacy, którzy- 
by na ten czas szkody strzegli, a tak przy 
takowym porządku i ostrożności, ma być 
pilność i dozór aż do uśmierzenia i ugasze- 
nia ognia. 'Zachęcając do ostrożności z 
ogniem, przytacza Haur wypadek, który 
się wydarzył w pewnem mieście pruskiem, 
gdzie przyczyną pożaru była kotka, która 
z zatloną w piecu sierścią wybiegła na 
poddasze. ,Dopieroż owo za piecem dre- 
wek suszenie, także i przędziwa, jako wie- 
le domostwa mamie w popiół obróciły". 
Każe zwracać baczenie na ozdownie, bro- 
wary, kuźnice, na piwowarów, piekarzów, 
kowalów, kotlarzów, ślusarzów i tych 
wszystkich, którzy ,z ognia prowadzą 
swoje pożywienie". Już Gostomski, na 
sto lat żyjący przed Haorem, zaleca, aby 
przędziwa i Inn nie suszyć w izbach. Były 
też poza obrębem wsi i miasteczek t. zw. 
„suszarnie*, po których tylko nazwa miej- 
sca w wielu okolicach pozostała. Pan wo- 
jewoda rawski przykazuje, aby porządek 
gaszenia był „spisany u radziec (rajców 
miejskich) i postanowiony, jako szyk do 
bitwy żołnierzom, tak wieść do ognia mie- 
szczan". Bardzo obszernie o ostrożności 
względem ognia opowiada „Przy wilej mia- 
sta Łobiemce z r. 1693" (druk w Pozna- 
niu r, 1883), mianowicie artykuł XV „Na- 
uka i przestroga około ognia". "Wyzna- 
czono nawet specjalnych stróżów — „kwa- 
terników ogniowych' (str. 70—80). Arty- 
kuł XVI stanowi „O straży nocnej i burmi- 
strza nocnym* (str. 80 — 86). Dzięki u- 
przejmości prof. Hieronima Łopacińskie- 



dbyGoot^le 



284 



STRAŻE I BEZPIECZEŃSTWO OD OGNIA. 



go, podajemy tutaj nadesłane nam wyjąt- 
ki z przywilejów miasteczka Wolborza z 
lat: 1713 i 1766: „Mając i to wkonsyde- 
racyi, ie toż miasto Nasze Wolbórz 
częstokroć in autecesstim gorzywalo, i te- 
raz z wszelkiego niedbalstwa, ztych komi- 
nów i nieopatrzonyoh dobrze domostw i 
nie z czutego wycierania kominów, nie- 
dozora w ożnicach, przy suszeniu słodów, 
i dUBzeoiTi lnu i konopi na przędziwo in 
magno mętu ognia zostają et per conse- 
ąuens (broń Panie Boże) Świątnioe Pań- 
skie i rezydencja Nasza Biskupia, wielkim 
sumptem i kosztem skarbu Naszego, post 
abomicabilem desolationem -reparowana, 
periclitarentur. Przeto osobliwie i serjo 
przykazujemy, aby nietylko nocne zawsze 
straże i warty kolejno na ratusz ordyno- 
wane, albo i po nlicach rozsadzone, ale i 
często rewizje kominów i po górach ko- 
minków i co tydzień wymiatania sadzy w 
każdym domu były, a gdzieby przez nie- 
dbalstwo ziy komin znałaś się, takowy do 
grantu stłuczony i zepsowany być powi- 
nien, aby niedb^y gospodarz domostwa 
owego za karę nienaprawy komina nowy 
jako najprędzej wystawił i wylepił. Su- 
szenia także przędziwa wszelkiego po do- 
mostwach i ożnicach zakazujemy, stano- 
wiąc: aby trzy lob cztery piece w polu z 
boku opodal od budynków, od miasta wy- 
lepione lab z kamieni w glinę wymurowa- 
ne najdalej w niedziel dziewięciu były i 
tam każdemu suszenie przędziwa nie po- 
winno być odmówione. Osęki także żela- 
zne, konwie i inne do gaszenia i rozrywa- 
nia ognia instrumenta potrzebne, kosztem 
publicznym miasta sporządzone być po- 
winny i na ratusza, i na osobnem miejscu 
dobrze konserwowane i zachowane, aby 
w przypadku i nieszczęściu każdego (aver- 
tat Deus) używane były. Do tegoż za 
tąż expensą starać się i o to mają, aby ze 
dwa przykadki dobre i mocne pod ratu- 
szem na saniach i do sani przykowane, co- 
dzienie p^ne wody były, zodjiianąwo- 



dy, gdy tego potrzeba będzie, aby gotową 
wodę, konie czy woły zaprzągłszy, prędzej 
w nieszczęściu ratunek był*. („Ordyna- 
cja dla m. Wolborza, dana przez biskupa 
kujawskiego K. F. Szaniawskiego 1713 r.", 
znajdująca się w dziele: „Monumenia Ht- 
siorica Dioeceseos Wladislaviensis'^,wyd&- 
nem przez ks. St. Chodyńskiego, t. Xni, 
1896 r., str. 36—37). Tamże znajduje się 
jeszcze inna ordynacja (bisk. Antoniego 
Kazim. Ostrowskiego dla tegoż miasta, z 
r. 1766), w której znajdujemy artykuł 22, 
zatytułowany .Ostrożności od ognia": 
„Są tego po wielu miastach i miasteczkach 
także w tym naszym Wolborza przed 
dwiema laty opłakane znaki, jakie szko- 
dy przez nieostrożność jednego obywate- 
la wszyscy, albo część ich znaczna ponio- 
sła, więc gdzie dla wszystkich uchraniają- 
ca od szkody jest potrzebna ostrożność, 
tam wszystkich wspólnie interesować po- 
winna, do której jak najgruntowniejszego 
ustanowienia obligujemy sławetny magi- 
strat, jakhy zaś ustanowiona była poniżej 
wyrażamy: 1. Tenże sławetny Magistrat 
expensą publiczną ma trzymać 2- eh stró- 
żów nocnych, któizyby całą noc po mia- 
steczka chodząc, dali baczność, jeżeli się 
w którym domu ogień pokaże, aby oni po- 
strzegłszy, po domach goapodarzów bu- 
dzili do wzajemnego ratunku. 2. Każdy 
gospodarz przy kominie swoim ma utrzy- 
mywać drabinę ze dworu na dachu, a gdy- 
by to jeszcze można, aby co czwarty lub 
piąty dom, na nlicy beczka nody stała, do 
której utrzymywania obowiązane będą. 
Przy ratuszu także dwie beczki wody na 
sanicach z orczykami do pary koni, dla prze- 
prowadzenia gdzieby była potrzeba, także 
spryca choć jedna do tych beczek i osęki 
do rozrywania ognia oraz zalewania na 
ratuszu konserwowane być mogą. Żeby 
zaś w czasie potrzeby wody nie zabrakło, 
chcemy, aby przynajmniej dwie studnie 
w rynku, kosztem pubhcznym należycie 
opatrzone i zawsze z kubłami okowanemi, 



dbyGoot^le 



STRAŻNIK.— STRÓŻA ZAMKOWA. 



utrzymywane były, w czem dozór wszyst- 
kie trzy porządki miejskie i pitne staranie 
raieó powinny". W archiwum jeżewskiem 
posiadamy listy „paui Krakowskiej" (wdo- 
wy po' Janie Kłem. Branickim, hetm. wiel, 
kor. i kasztelanie krakowskim, Izabelli z 
Poniatowskich, siostry króla Stanisława), 
piszijcej w r. 1774 do jednego ze swych 
komisarzów majątkowych: „Mam wiado- 
mość od pana ekonoma tykockiego, ie 9 
budynków i 3 browary w Tykocinie zgo-, 
rz^o. Wina jest pana ekonoma, że zleco- 
nych mu dyspozycyi nie dogląda. W dal- 
szy zaś czas, broń Boże podobnego przy- 
padku, nalety, aby mieli przed domami 
kadzie z wodą ponalewane, siekiery, bosa- 
ki (osęki), wiadra etc., i ten porządek, aby 
byt na zawsze wprowadzony w Birfym- 
stoku, Tykocinie, Choroazozy i po wsiach 
wszystkich". "Wiele ciekawych szczegó- 
łów „O porządkach ogniowych w War- 
szawie* z dawnych czasów pod^ F. M. 
Sobieszczański w „Tygodniku Ilustrowa- 
nym" {r. 1870, Ł 2-gi (VI), str. 74). Na za- 
kończenie podajemy tu jeszcze i ten szcze- 
gół, ie zakonnicy, którzy po wielu klasz- 
torach zajmowali się wyrabianiem pro- 
chu strzelniczego i obroną w czasie sztur- 
mów (zapewne od czasów, w których kla- 
sztory były zarazem warowniami) — czyn- 
ny ndział brali zawsze przy gaszeniu poża- 
rów w sąsiadującej z klasztorem wsi Inb 
miasteczka. Habit nie mógł przytłumić 
wrodzonego poczucia rycerskości plemien- 
nej, jak świetny tego przykład mamy w 
Kordeckim i oddźwięk skreślony piórem 
wieszcza w nieśmiertelnym „Robaku". 
Bielski w „Sprawie rycerskiej" mówiwo- 
góle o klasztorach polskich, że „są z pusz- 
karstwem oswojone, zasoby prochów dla 
wojska robić umiejętne i ognie, jeżeli gdzie 
wybuchły, gasić sposobne". Gdy ojciec 
piszącego to chodził do szkół łomżyńskich 
w latach 1826 — 8, stróże miejscy uzbroje- 
ni w halabardy, obchodząc wieczorem i 
nocą ulice miasta, śpiewali: 



JuJt dziesiąta na zegarze. 
Spać, panowie gospodane! 
Strzelcie ognia i złodzieja, 
W FsDu Bogn jest nadzieja. 
Na alugi ni; nie spuszczajcie, 
Lepiej sami doglądajcie. 
Ostrolnie z ogoicml 

W r. 1797 wydaną zostiUa przez rząd au- 
strjacki dla O-alicyi Wschodniej i Zacho- 
dniej w dwuoh językach: niemieckim i 
polskim, szczegółowa ustawa, zawierająca 
przepisy „O porządku gaszenia ognia" 
(Ob. Z. Glogera: „Dawne straże od ognia" 
w Tygodniku Ilustr. r. 1900, Jft 42. Także 
Edmunda Dylewskiego: .Andrzej Frycz 
Modrzewski, jego przepisy policyjne ognio- 
we i myśl organizacyi straży ogniowej" 
w .Tygodniku Piotrkowskim" z r. 1881, 
»92). 

Strażnik — urzędnik wojskowy dosyć 
wysoki, którego mianowfd hetman, a od 
r. 1776 sam król. Było w Bzplitej straż- 
ników 4-ch: koronny wielki i polny, oraz 
litewski wielki i polny. Pierwotnie mieli 
oni obowiązek pilnowania granic przeciw 
napadom nieprzyjacielskim, a zwłaszcza 
tatarskim, później zaś był to urząd tylko 
honorowy. Od r. 1768 wliczono ich mię- 
dzy dygnitarzy krajowych, wr. 1776przy- 
znano im pensje stałe, a całym ich obo- 
wiązkiem było zasiadanie w sądach woj- 
skowych. 

Słredi. Do wyrazów starych polskich, 
które pod koniec średnich wieków zani- 
kły w naszym języku, należy stredż — 
miód. W odkiytym przez nas staro^^ 
nym zabytku języka polskiego (ogłoszo- 
nym w BibL Warszawskiej z r. 1873, tom 
ni) znajdujemy: „bo jad nigdy nie będzie 
rychlej dan, jedno w słodkiej strdzy." 

Stroka) stroczka, strefa, pas odmien- 
nej barwy na szacie, szew ozdobny, pasa- 
man. Od tuzina pewnego rodzaju strok 
do naszycia, sprowadzanych widocznie z 
zagranicy, cło naznacza instruktarz celny 
litewski w XVli w. 

Stróża zamkowa ob.Podatki i cię- 



dbyGoot^le 



STRUCLA. — STRZAŁA. 



żary (Enc. Siar. t. IV, str. 38). U Długo- 
sza znajdajemy taką wzmiankę, oczywi- 
ście ze żród^ z doby Piastowskiej zaczer- 
puictą: ^Bolesław Chrobry zaprowadził 
zwyczaj, aby każdej nocy koleJDO włościa- 
nie i osadnicy czuwali, a wołaniem gloś- 
nem i śpiewaniem znać dawali, 2e pilnie 
stróżują. Ta straż rozumnie obmyślana 
sprawiła, ie pogranicza Polski, czujną stra- 
żą nbezpieczone, nigdy od nieprzyjaciół 
nie mogły doznaó napaści". („Dzieje" 
t. II, str. 191). W ostatnich wiekach stró- 
żą nazywfJa się powinność strażnicza 
chłopów, odprawujących kolejno straże 
nocne w dworach pańskich. Bohoroolec 
w XVIII w. pisze: „Skoro chłop na stróżę 
przyjdzie, zaraz w tym albo w owym ką- 
cie odzywa się". Ta strÓża dworska była 
tylko przeobrażeniem dawnej stróży gro- 
dowej i granicznej z doby Piastowskiej. 

Strucla, z niem. der Strietzel — ciasto 
świąteczne, w kształcie długiego piroga, 
zwykle jak warkocz uplecionego, w środ- 
ku nieco szerszego. Na jednej z minia- 
tur pontyfikału Erazma Ciołka, przedsta- 
wiającej święcenie święconego z końca 
XV w., oprócz prosiąt leżą na stole dwie 
stracie kształtu nie różniącego się niczem 
od dzisiejszych (ob. Święcone). 

StrukciOTZy lub tmkczaszy — dworza- 
nin, usługujący panującym przy stole 
podczas uczty. Starowolski pisze: „Struk- 
czaszych, którzy jeść noszą snłtanowi aż 
do pokojów, jest sto pięćdziesiąt" . Bachów 
ski w wierszu z połowy XVII wieka wy- 



Gdy przemieaia trukczaszy, mięć go nie bamujeaz. 
Półmiski, napojem w ocij nie brakujesK. 

StrychOwanieBUknaznaczypostanowie- 
nie taksy czyli ceny na sukno. Taksowa- 
nie takie czyli oznaczanie z urzędu cen 
sprzedażnych odbywało się w 1-yra dniu 
na jarmarku a podlegały mu tylko sukna 
krajowe { VoL leg. II, f. 1242). 

Stryjanka — taniec staropolski. Skła- 



dałsięzdwuchczęści:zmuzyki drahanta, 
który jest rodzajem marsza rycerskiego i 
oddraba czyli piechura wzi^ nazwę, o- 
raz właściwej stryjanki, która jest wła- 
ściwie raźnym mazurkiem, śpiewkami 
przeplatanym. Drabant miał ten przy- 
wilej, co i taniec polski, że go po wszyst- 
kich kątach domu tańczono ze skrzypkiem 
na czele, który szedł przed pierwszą parą 
po całym domu i zabierał wszystkich gości 
i domowników bez różnicy płci, wieka i 
stanu do tańca. Osoby poważniejsze sdy 
tylko poty, dopóki grano drabanta. Skrzy- 
pek, poczynającgrać stryjankę, zapyty- 
wał: 

Co atijjanka robiła, 

Kiedy sobie podpiła? 

Pierwsza para odpowiadała do rymu wier- 
szem, a jaką figurę zapowiedziała, taką 
wszyscy naśladować musieli, gdy tymcza- 
sem starsi jako widzowie przyklaskiwali 
ochocie, Winc. Pol w poemacie swoim, 
zatytułowanym „Stryjanka", tak określa 
ten taniec: 

bBo etrjiankft to taniec był bardzo szalony! 
Ody go grano, to Biadiieć nie wolno uikoma, 
Leci i wszystkie wianuszki i wszystkie robrony 
Szaleć spdem muaiaty jut po całym domu. 

Pod wpływem poematu Pola taniec ten 
staropolski wskrzeszono w G-alicyi, naj- 
przód w Jaslelakiem, i przez czas jakiś po 
dworach wiejskich każdą zabawę zakoń- 
czano szaloną stryjanka. 

Stryjsc ob. Pokrewieństwa. 

Strzała. Żaden przedmiot w znakach 
herbowych polskich nie powtarza się ty- 
lekroć, ile strzała, bo aż 174 razy, gdy pod- 
kowa tylko 94. Strzała do strzelania z 
luku składała się z ostrza czyli żełeźoa, 
zwanego beł te m, i pręta drewnianego, 
zowiącego się brzechwą, którego tylny 
koniec napierzony był piórami. Na Pod- 
lasiu nad narwi ań skiem lud nazywa dziś 
jeszcze „strzałą" długość 3-stopową, służą- 
cą do mierzenia samodziału. Podajemy 
tu rysunek herbu Bolce czyli Bełty odry- 



dbyGoot^le 



STRZECHA.— STRZELCY. 



287 



sowauy przez prof, 
Piekosii!iskiego po- 
dług grobowca z ro- 
ku 1368. Godnem 
uwagi jest to, że 
przedstawione na 
nim 3 strzały mają 
belty czyli bolce o 
ostrzach poprzecz- 
Herb Bolce rajli Bellj. . ■ ^ -lI ■ t 
' nieuciętych t,j., ta- 
kich samych, jak pewien rodzaj znajdowa- 
nych u nas często b^tów krzemiennych z 
doby przedhistorycznej. 

Strzecha. Wszystkie ludy słowiańskie 
posiadają na oznaczenie dacha w różnych 




Widok Htrzedi podług haftu na omacie Kmity % 
pierwBzjch lat XVI w, 

postaciach wyraz strzecha, pochodzący 
od słowa strzec, znaczącego: rozpostrzeć, 
rozpościerać, oczy- 
wiście rozpościerać 
to, z czego robiły 
pierwotne ludy sło- 
wiańskie swoje da- 
chy (a czego wie- 
śniacy dotąd uży- 
wają), t. j. w okoli- 
cadi rolniczych sło- 
my, w leśnych ko- 
ry świerkowej i dra- 
nic, w błotnych 
trzciny. Trzcina w 
czasach, gdy kra 
cały był o wiele ba- 
gnistszym i m n 



rolniczym niż dzisiaj, musiała być powsze- 
chnie na strzechy nżywana, jak to jeszcze 
dotąd w wielu wioskach między moczara- 
mi położonych widzimy, a tern się tlóma- 
czy i wspólność słoworodn w wyrazach 
t r z cina i s t r zecha. Tak samo i po łaci- 
nie stramentum znaczy poszycie, & słra- 
men —słoma od tegoż pnia językowego str. 
Podobnież ailmtis znaczy źdźbło zbożo- 
we a ck/otck— dach. W rysunkach poda- 
jemy tutaj dla porównania widok strze- 
chy wyhaftowanej na ornacie Kmity z 
pierwszych lat XVI w. i strzechy dzisiej- 
sze chat podolskich podłng fotografii na- 
desłanej nam przez p. 0reima z Kamień- 
ca Podolskiego. 

Strzelcy. W r. 1794 do każdego regi- 
mentu piechoty dodano bataijon trzeci 
strzelców. Jeszcze w r. 1792 powstały 3 
oddzielne bataljony lekkiej piechoty czyli 
strzelców ochotników (frejkorów) Siissmil- 
cha, Rotenburga i Trębickiego, formował 
się i 4-y bataijon Niedermajera. "W r. 1794 
sformowane były następujące oddziały 
strzelców pieszych: majora Biegańskiego, 
bataijon Czyża, pułkownika Flor. Dem- 
bowskiego, strzelców kaliskich generał- 
majora Skórzewskiego, strzelców podlas - 
kich generat-majora Karwowskiego, kapi- 



Stnechy podolaUe dŚBiejaze. 



,Goo<^le 



STRZEMIEN NE.— STRZEMIĘ. 



tana Kowwaoza województwa Kaliskiego, 
bataljon pałkowaika Ossowskiego, strzel- 
ców ziemi Wiskiej generąl-majora Chry- 
zantego.Opackiego (kasztelana wiskiego), 
strzelców (jegrów) województwa Lubel- 
skiego general-majora Potockiego, strzel- 
ców Sokolnickiego i Rymkiewicza, strzel- 
ców Michała Starzeńskiego, starosty brań- 
skiegOjpulkS-batljon-pułkownikaWęgier- 
skiego, straelców ziemi Łomżyńskiej gen,- 
maj.Wiszowatego, strzelców ziemi Nurskiej 
gea.-maj. Zielińskiego. Na Litwie w tymże 
1794 r. utworzono następ. oddziały strzel- 
ców: bataljon Grabińskiego strzelców ko- 
bryńskich, wolnych strzelców Ogińskiego, 
strzelców Kazimierza Sapiehy, Sochac- 
kiego, strzelców kowelskich geaerat-ma- 
jora Steckiewicza, Trębickiego, strzelców 
rosieńskich Tyszkiewicza, strzelców puł- 
kownika Wolana, żmudzkich oraz strzel- 
ców konnych Sochackiego. W epoce Księ- 
stwa Warszawskiego w kaidej z trzech 
legii był utworzony jeden pnłk strzelców 
konnych. Palki te po reorganizacyi woj- 
ska w r. 1808 otrzymały następujące nu- 
mery: 1-y pod dowództwem pułkownika 
Przebendowskiego, 4-y pułkownika Dnl- 
fusa i Ei-y pułk. Kurnatowskiego. W ro- 
ku 1806 i 1807 formowano oddziały strzel- 
ców pieszych, które wcielano następnie do 
pułków piechoty. W r. 1809 podczas na- 
jazdu Aostrjaków sformowano dwa ba- 
taljony strzelców pieszych łomżyńskich 
i poznańskich oraz oddział stiselców kon- 
■ nych. Strzelcy ci również do pułków pie- 
choty zostali wcieleni. W r. 1812 uformo- 
wano na Litwie dwa pułki strzelców; pie- 
szych pułkownika Kossakowskiego i kon- 
nych Jana Lubańskiego. W epoce Kró- 
lestwa Kongresowego były 4 pułki strzel- 
ców pieszych; pierwotnie utworzono ka- 
dry dla pułku strzelców pieszych gwar- 
dyi, lecz w r. 1817 zostały one wcielone 
do piJku grenadjerów gwardyi. Pułki 
strzelców pieszych oprócz ubioru w ni- 
czem nie różnify się od pułków piechoty 



linjowej, mając z nią wspólny regulamin 
i ówiczenia. Było w tej epoce pięó puł- 
ków strzelców konnych, z których jeden 
należał do gwardyi. Ten ostatni w roko 
1831 przybrał numer 5-y swojej broni. W 
r. 1831 uformowane były następujące puł- 
ki strzelców pieszych: pułk 5-y zwany 
Dzieci warszawskich pod dowództwem 
C^zalczyńskiego, pułk 6-y województwa 
Krakowskiego pod dowództwem Jutrzen- 
ki, pułk 7-y województwa Sandomierskie- 
go pod dowództwem Pmszyńskiego, pułk 
8-y wojew. Kaliskiego pod dowództwem 
Siemońskiego, pułk 10-y pod dow. Plon- 
czyńskiego, pułk 11-y pod dow. Dunina; 
oprócz tych pułków powstały oddzi^y 
strzelców ochotników: strzelców celnych 
krakowskich Nowińskiego i Koidowekie- 
go, bataljon strzelców celnych płockich 
O-eritza, korpus strzelców górniczych, 
strzelców pieszych kaliskich Kosińskiego, 
strzelców Kochanowskiego, Kurcjusza, 
strzelców lubelskich Gedrojcia, majora 
Malczewskiego, strzelców celnych mazo- 
wieckich Korzuchowskiego, strzelców pie- 
szych podlaskich Michała Kuszla, strzel- 
ców pieszych sandomierskich Dembow- 
skiego, Grotthusa, Kozakowskiego, Krze- 
sinowskiego, Małachowskiego, strzelców 
ZaliwskiegOjOrazoddzialy litewskie: strzel- 
ców Słonimskich Brojeskiego, solskich Mo- 
rykoniego, trockich Matusewicza, Wiłko- 
mirskich Baczyńskiego, Yietinghoffa i 
Tyszkiewicza. Oprócz tego sformowano 
strzelców konnych podlaskich pod dow. 
Antoniego Kuszla i na Litwie pułk 6-y 
strzelców konnych pod dowództwem ma- 
jora Izenszmita. B. Gembarzewski. 

Strzemienne — 'ostatni toast przy po- 
żegnaniu gościa, tak nazwany od tego, że 
był wznoszony, gdy odjeżdżający rycerz 
(każdy bowiem szlachcic był z obowiązku 
rycerzem) miał siąść na koń i włożyć no- 
gę w strzemię. 

Strzemię. Pierwotne strzemiona u sio- 
AfA polskich bywały żelazne lub dębowe. 



dbyGoot^le 



STRZEMIĘ. 



289 



Te ostatnie zdarzały się podobno jeszcze 
i w XVI w. Przestrzegano, aby pnśliska 
rzemieoDe a siodeł były mocne i szerokie. 
Dorohostajski w „Hippice" pisze: , Strze- 
miona na dużych puśliskach być mają u 
siodła', W cenniku urzędowym z r. 1573 




Stnemię drewniane po- 

dtng pieczęci herbowej z 

r. 1534. 



Sirzemię metalowe po- 
dług pieczęci herbowych 
K XVI w. 



znajdujemy strzemiona włoskie szmelco- 
wane po 6 groszy, nierozcinane 8 gr., roz- 
cinane piłowane 10 gr. W XVI i XVII w. 
słyszymy często o urwanych w Polsce 
strzemionach tureckich, t. j. szerokich i tak 



Strzemię atebrne pozłacane wielkiego wezyra Kara Mustafy, zwycicionego 
po.l Wiedniem i kartka własnoręczna króla Jana III. 

EncjWopedJB slaropolilm, tom IV. 



prawie długich, jak podeszwy. Strzemię 
takie podajemy tu w rysunku a jest ono 
bardzo pamiątkowe. Kależało bowiem do 
wielkiego wezyra Kara Mustafy, którego 
król Janin zwycięży wszy pod Wiedniem, 
strzemię to przesłał królowej Marysieńce 
do Krakowa, jako pierwszą wiadomość o 
wielkiem zwycięstwie, z kartką, na której 
ręką własną napisał: „Ten, którego noga 
była w tern strzemieniu, za łaską Bożą 
jest zwyciężony". Dupont, wysłany przez 
króla Jana z tem strzemieniem, tak pisze 
w swoich pamiętnikach: „Podróż moja do 
Krakowa trwała 3 dni i 3 noce; przyby- 
łem tam (we czwartek 16-go) zrana o 7-ej 
godzinie. Królowa już była w kościele a 
stóp ołtarzy. Zoczywszy mię, a nie wie- 
dząc, z czem przybywam, krzyknęła, że 
krzyk ten rozległ się po całym kościele. 
Zaledwiem wyraził, z czem przybywam, 
upadła na twarz przed ołtarzem i tak krzy- 
żem leżąc, jakiś czas pozostawała. Tym- 
czasem zaczęła się msza, z którą władnie 
wychodził ka^^an, kie- 
dym ja się zbliżał; ale 
zanim się jeszcze msza 
skończyła, przypom- 
niała sobie królowa, 
żemjej żadnego nie 
dał listu od króla JMci. 
Wtenczas dopiero do- 
kładniej sprawiłem się 
wedłag rozkazów, ja- 
kie miałem od króla, 
zapewniając nadto, że 
król i królewicz w po- 
żądanem zostają zdro- 
wiu; doręczyłem też 
królowej strzemię we- 
zyrskie, które w tejże 
chwili zawieszonem zo- 
stało a stóp cudami 
słynącego Chrystusa 
Ukrzyżowanego(w ka- 
dr z e na Wawelu), 
zie też pozostaje aż 



dbyGoot^le 



290 



STUDNIA.— STY PA. 



dotąd*. {.Pierwsza wiadomość z pod "Wie- 
dnia i strzemię wezyra*, skreślił Fr. EU. 
Kraków, 1880). Dawna rycerskość naro- 
du polskiego odbijała się i w jego języku. 
Nie mówili np. ojcowie nasi, tak jak my 
mówimy dzisiaj: wstępować w czyjeś śla- 
dy, ale , wstępować w strzemię". Bielski w 
XVI w. pisze: „Pięknie go napominają, 
aby w strzemiona przodków swoich wstą- 
pił, a Rzplitą mitowai'. Leszczyński mó- 
wi: „On kiedyś w swojego stryja walecz- 
nego wstąpi strzemię*. Strzemię wozowe 
lab kareciane znaczyło stopień u wozu lub 
karety. Strzemię znajdujemy w herbach: 
Strzemię iStrzemiecz;2 strzemio- 
na w herbie Drangwicz. 

Studnia, stadu ica, studzienka, stu- 
d niczka. Studnie budowano pierwotnie 
w ten sposób, że w wykopanym wądole i zna- 
lezionej wodzie stawiano 4 stupy olszowe, 
które obijano od zewnątrz szczapami olszo- 



Studnia BI 



wiecka we wwi Bialowic/a, w puszczy. 



wemi i osypywano ziemią. Z postępem 
czasu zaczęto zdrębinę czyli cembrzynę «- 
kładad z dylów olszowych bez slupów, tyl- 
ko zacinając końce bierwion bądź w w ę- 
gieł czyli w kostkę lub w kier jaku 
domów, bądź wpazę. Studzianki w słu- 
py, zwłaszcza tam gdzie woda znajduje 
się płytko, spotykamy jeszcze nawet w o- 



kolicach Warszawy. Dołączamy ta podo- 
biznę z fotografii, którą zdjęliśmy ze stu- 
dni we wsi Bi^owieża wśród paszczy. 
Jest to studnia staroświecka, w słapy, obite 
bardzo szerokimidylami, zżórawiem. Przy 
płytkich studniach nie stawiano sochy i żó- 
rawia, ale czerpano wodę wiadrem za wie - 
szonemnaklaczce, czyli drątka z sękiem. 
Stypa. Zwyczaj ludów pogańskich od- 
prawiania uczt i igrzysk na pogrzebach 
ludzi mocniejszych przybrał zwłaszcza u 
ludów dowiańskich po przyjęciu chrze- 
ścijaństwa, postać styp, obiadów pogrzebo- 
wych z pijatykami, dnia nawskiego, (któ- 
ry opisała Rodziewiczówna w „Rokn pol- 
skim*, E. 214), hauturów, dziadów zadasz- 
nych (na Rusi lit.), pielgrzymek na Rossę w 
Wilnie, na mogiłę Krakusa w Krakowie 
(Rękawka) i t.d. Kościół katolicki jako po- 
siadający więcej kosmopolityczną i silniej 
wpływającą na obyczaj narodowy kultu- 
rę, niż wschodni, zdołał więcej za- 
trzeć cech zwyczajów przedchrze- 
ścijańskich, niż ten ostatni. To 
też dziady zaduszne przetrwały 
wieki tylko po zakątach Rusi li- 
tewskiej, gdy u ludu polskiego 
mogły pozostać tylko w postaci 
chlebów obficie rozdawanych bie- 
dnym na cmentarza w dzień za- 
duszny i w formie „obiadów żałob- 
nych" wyprawianych suto na Za- 
duszki po domach dla uczczenia 
pamięci i za dusze osób dawniej 
zmarłych w rodzinie, w których 
to „obiadach'^ na Podlasia i Ma- 
zowsza i księża zaproszeni biorą 
nieraz udział. Tradycja słowiań- 
ska utrzymała się tylko na stypach pol- 
skich w tem, w czem mogła, więc np. w 
nadużywaniu napitków, na co skarżą się 
liczni pisarze i moraliści polscy w KYI i 
XVII w. tembardziej, że gdzie pijatyka, 
tam przy krewkich temperamentach ry- 
cerskich łatwo o zwadę i rąbaninę. Jako 
pisze w .Reformacyi obyczajów" Staro- 



dbyGoot^le 



STYPUŁKI.— SUKNO. 



wolski: , Widziałem pogrzeby krwią oblŁ- 
ne, 2 których zaraz po obiedzie wysyłano 
za amarlym drugiego zabitego do nieba, 
aby oznajmił, co za ludzie na stypie byli". 

Stypułhi — pałeczki do bębna. Bielski 
w „Sejmie niewieścim" (dr. z r. 1595) po- 
wiada; 
Nakręć trąbek, t papieru formę ndiialftwezj, 
Zawięzu] je aa końcu, aa stfpalek ndzianazy. 
W innych pisarzach czytamy o stypule 
srebrnej do chóru, o stypołce miedzianej. 

Sublaeja i snblewacja ob. Rela- 
ksacja. 

Subsidium charłtatlvufn. Dobra dncho- 
wne i^acity na atrzymanie wojaka w le- 
żach zimowych tak zwaną „hibem^", któ- 
ra zamieniona później została w tychże 
dobrach na subsidium chariiafivum, du- 
chowieństwo bowiem nie pozwalało nazy- 
wać Bwoich ofdat podatkiem. Nie idzie 
za tem, żeby nie ponosiło ono żadnych 
ciężarów krajowych, lękało się tylko sta- 
łych podatków, utrzymując, że z dóbr du- 
chownych dochody powinny być obraca- 
ne tylko na chwałę bożą. Już r. 1319, za 
Kazimierza W., kazał papież duchownym 
polskim przez 4 lata j^actć wsparcie na 
wojsko. Za Kaz. Jag. r. 1455 duchowień- 
stwo złożyło sumę znaczną na wykup Mal- 
borga. Za Zygm. I w r. 1507 włożono poda- 
tek osobno na księży i osobno na biaknpów. 
także za Zyg. 1 na sejmie bydgoskim wło- 
żono poglówne na duchownych i ustano- 
wiono dla każdego wysokość, począwszy 
od arcybiskupa a skończywszy na kanto- 
rach, organistach i dzwonnikach. Za Au- 
gnsta II r, 1717 duchowieństwo musiało 
się także przyłożyć na wojsko. Gdy kró- 
lowie żądali jakich opłat, biskupi zwy- 
kle na nie zezwalali, bo od króla zależało 
ich posuwanie nadochodniejsze katedry, 
na kanclerstwo i t. d. 

SuchomsIszczyzna.Taknazywanoczyn- 
sze płacone przez młynarzy z wiatraków 
i deptaków, t. j. młynów poruszanych: 
wiatrem, końmi lab webami. 



Slldanny, sadamny — nadobny, cudny, 
ndatny. Tłómacz Kromera pisze: „Bole- 
sław (Śmiały) rozkoszami Kijowa, piękno- 
ścią, Budamnością i przyjemną wdzięczno- 
ścią urodziwej białej płci uwiedziony", W 
„Monitorze" z r. 1776 czytamy: 

Cztery rzeczy koDiecznie ma mieć w sobie panno: 
Żeby byta n^tjdliira, aklonna i eudanna, 
Przytym ieby wsielakiej prteatTK^ła cnoty. 
Tak się zamąt wyrai, mając te przymioty. 

Sufler, w „Dykcjonarzykn teatral- 
nym", wydanym r. 1808 w Poznania, czy- 
tamy pod tym wyrazem: .Jakiś poeta, mó- 
wiąc o swym przywiązaniu, między inne- 
mi zaklęciami i tego uży wa: „Prędzej su- 
fler na polskim odetchnie teatrze", niż się 
niby on odmieni; nie wierzy więc ten pan, 
żeby artyści nasi mieli kiedy zupełnie i do- 
skonale uczyć się roli: musi to być skąpiec 
rzadko bywający na teatrze, gdyż artyści 
polscy już nieraz dowiedli, że jego utrzy- 
mywanie jest fałszywym. Autor znowu 
.Dziennika zdrowia" życzył suflerowi 
wiecznej chrypki; jakym mu życzył, żeby 
go wcale na świecie teatralnym nie było, 
zważając atoli, że pamięć człowieka nie 
jest tak obszerną, iżby ten bez omyłki 
mógł objąć dów kilka tysięcy, suflera 
więc koniecznie potrzebnym sądzę — znoś- 
nym on będzie w swojej badzie, jeżeli tyl- 
ko cicho i czasami się odezwie". 

Sukno. Już Dytmar wspomina, że gdy 
cesarz Otton, w r. 10IX) przybywszy do 
Polski, szedł pieszo i boso do grobu św. 
Wojciecha, Bolesław Chrobry kazał od 
zamku Ostrowa aż do samego G-aiezna u- 
słaó drogę suknem różnobarwnem. Cho- 
ciaż Bolesław był bardzo bogaty, godzi 
się jednak przypuszczać, że sukno, którem 
cale drogi wyściełano, muiiało być prę- 
dzej krajowego wyrobu, niż sprowadzane z 
zagranicy. Z traktatu zawartego w roku 
1238 p?mięłzy Władysławem Odoniczem, 
księciem wielkopolskim, a Zakonem krzy- 
żackim widzimy wprawdzie, że różne tka- 



dbyGoot^le 



292 



SUKNO. 



niny sprowadzano z zagranicy do Polski, 
ale tak było po wszystkie wieki, że grub- 
sze i tańsze tkano na miejsca a osobliwsze 
sprowadzano z daleka. Klasztory średnio- 
wieczne były ogniskami postępu nietylko 
naukowego, ale i szkołami rękodzielnic- 
twa, rolnictwa i ogrodnictwa. W kodek- 
sie dyplomatycznym Wielkopolski znajdu- 
jemy przywilej z r. 1276, którym Yrati- 
slaus kapelan darować klasztorowi w Pa- 
radyżu schedę swoją na wsi Wyszanowie, 
zastrzegając, aby mu opat i klasztor da- 
wali corocznie po 6 łokci sukna dobrego 
w klasztorze ich robionego (^ex ulnas bo- 
ni panniin domo eorum facti). WXIVw, 
sokna polskie w znacznych ilościach wy- 
wożono na sprzedaż do Nowogrodu Wiel- 
kiego. Magistrat m. Poznania wydał już 
w r. 1344 ustawę dla sukienników, to jest 
handlarzy sukna. Wywóz sukna z Pol- 
ski do Moskwy w następnych wiekach był 
znaczny. W Ealiszn jeszcze w r. 1201, a 
w Lutomiersku r, 1274 były już cechy su- 
kienników. Sukno wscbowskie miało już 
w XIV w. taki rozgłos, że związek hanzea- 
tycki w r. 1386 zobowiązał się sprzedawać 
je w Nowogrodzie Wielkim na równi z sa- 
knem niderlandzkiem. ^ynne były rów- 
nież snkna wyrabiane w Kościanach, któ- 
re król Kazimierz Jagiellończyk pozwolił 
znaczyć herbem nadanym temu miastu na 
sejmie piotrkowskim, przedstawiającym 
wieżę z orłem białym i literą C. Sukien- 
nicami nazywano kramy miejskie handlu- 
jących suknem i domy, w których mieści- 
ły się krosna sukienników. Ta łączność 
zdaje się stąd pochodzić, że ci, co sukna 
wyrabiali, mieli prawdopodobnie własne 
kramnice. O sukiennicach mamy wzmian- 
ki nietylko w Krakowie, ale także we Lwo- 
wie, Poznaniu, Sandomierzu, Toruniu, 
Warszawie, Wilnie, Kaliszu, Korczynie, 
Lublinie, Łowiczu, Łukowie, Radomin i 
Stryju. Od XIII w. bywało w Poznaniu 
po paręset krosien sukienniczych i po kil- 
ka foluszów. Jednocześnie mamy wzmian- 



kę i o sukiennikach w Nowym Sączu. W 
Borku wielkopolskim był w r. 1674 su- 
kiennikiem Maoiej Jabłoński, a w r. 1599 
Andrzej Alanowski. W r. 1501 Jan Lu- 
brański, biskup poznański, nadał rółne 
swobody licznym sukiennikom w Buka 
(Raczyńskiego: , Wspomnienia Wielko- 
polski" t. L str. 108). Statut Herbnrta i 
uchwała z r, 1565 w Vol. leg. stanowi, że 
sukna wszelakie ziemskie inaczej robione 
być nie mają, jeno na szerz 2 łokcie koron- 
ne bez krajki, a wzdłuż łokci 30, Wszyst- 
kie musif^y być obowiązkowo stepowane 
i postrzygane z wyjątkiem tylko kim i ka- 
razyi, które mogły być sprzedawane bez 
tego. Ten sam przepis stosował się do 
sukien przywożonych z zagranicy i w zna- 
cznych ilościach ze Śląska. Sukna ma- 
chelskie, fiamańskie, haby tessalonickie w 
Moskwie zwane Watman, byiy u nas zna- 
ne, później francuskie sajety, angielskie, 
nakoniec własne krajowe. Sukna leszczyń- 
skie wspomina poselstwo wielkie Chomen- 
towskiego do Turcyi. W rejestrach roz- 
chodów z czasów Stefana Batorego {bŻfó- 
dła dziejowe" t. IX, str. 194) wymienione 
są następujące gatunki sukien: PanmLun- 
dunensis, Szwiebodzinensis, LazbensisyfiO' 
reli, armesini. Wacław Potocki pisze w 
XVII wieku: 

Porzuciwsz; fslendj'BZ i grannt oatkniij, 
Wiotche wzięli sukienka, ledwieby na acianj'. 

Zawód rycerski, do którego obowiązkowo 
należał każdy szlachcic i ziemianin, nie 
dozwalał mu prawodawczo przedzierzgać 
się w kupca lub sukiennika, żeby nie uby- 
wał z szeregów obrony krajowej rycerz, 
ale dozwalał wspierać w inny sposób prze- 
mysł sukienniczy, czego też przykłady 
mamy od czasów bardzo dawnych aż do 
wieku XIX, w którym Rajmund Rembie- 
liński, prezes komisyi województwa Ma- 
zowieckiego, sprowadza sukienników nie- 
mieckich do Łodzi i buduje dla nich fa- 
bryki w swoim majątku Jedwabno w Łom- 



dbyGoot^le 



SULEJATY.— SUPLIKA. 



ży&skiem. Ostrowski to samo czyni w 
Tomaszowie nad Pilicą i Jan Leśniewski, 
plenipotent ministra Mostowskiego, budu- 
je olbrzymią na owe czasy fabrykę snkna 
kosztem Mostowskiego w Choroszczy pod 
Bialymstokiem, wydzierżawiając na lat 
SOMoesom, którzy rozwinąwszy świetnie 
przemysł sukienniczy w Białostockiem, na- 
byli potem dobra Choroszcz od sukcesor- 
ki Mostowskiego. Sporo luźnych wzmia- 
nek o sukiennictwie polskiem zebrał inży- 
nier Juljan Kołaczkowski w dziele swem 
.Wiadomości, tyczącesię przemysłu i sztu- 
Id w dawnej Polsce" w rozdziale „Sukno". 
Nie było jednak nikogo w narodzie, labią- 
cym próżniactwo umydowe, do opraco- 
wania książki o sukiennictwie i tkactwie 
naszem w przeszłości, z opisem drobiazgo- 
wym warsztatów i krosien używanych do- 
tąd w różnych stronach krają przez lad 
wiejski. Ob. w Enc. Star,: Folusz (t. 
II,8tr. 161) i Wełna. 

Snifljaty, sulaty — obuwie pilśniowe, 
Ttómacz Gwagnina powiada, że królów 
przy koronacyi w sulejaty, w dalmatykę 
i w plawjal złotogłowy ubierają. Chorzy 
oa podagrę, nie mogąc nosić butów, ubie- 
rali się wsulejaty. 

Superintendenci. Tak nazywano zwierz- 
chników kościelnych luterskicb w Polsce. 
Za Zygmunta Augusta widzimy superin- 
tendenta wielkopolskiego, który miał pod 
swoją władzą auperintendentów woje- 
wództwa Poznańskiego i innych. W XVIII 
wieka każdą większą komorą zarządzał u- 
rzędnik celny, zwany także saperinten- 
dentem, którym bywał zwykle azlachcic 
osiadły, mający obowiązek przysi^aó co- 
rocznie, i,B spełniał swój obowiązek nie- 
skazitelnie. 

Superwesta, czyli zwierzchnia kamize- 
la, była noszona przez gwardję konną ko- 
ronną w dni galowe podczas służby pie- 
szej pałacowej. Kamizela ta ponsowa, 
obramowana była srebrnymi galonami, 
miała na piersiach i na plecach dwie duże 



gwiazdy blaszane. Sup^rwesty zaczęła 
gwafdja koronna nosió za panowania Au- 
gusta III Sasa. B. Gemb. 

Suplika. Tak nazywano zazwyczaj a- 
niżoną prośbę, zwłaszcza podawaną na pi- 
śmie. Piszący to posiada w sweni archi- 
wum kilkadziesiąt .suplik" z czasów Au- 
gusta III Sasa, podanych przez Żydów, 
kmieci i rozmaitą biedotę na Podlasiu do 
Jana Klemensa Branickiego, hetm. wiel. 
kor., dziedzica Białegostoku i Tykocina. 
Żydzi z miasteczka Orli pisali częste sa- 
pliki do hetmana o cegłę na piece, szabaś- 
niki i kominy w swych domostwach. Proś- 
ba taka zwykle zatytułowana jest: .Su- 
plika pokorna (np. Byszka Josielowicza, o- 
bywatela orleńskiego) do Jaśnie Wielmo- 
żnego" i t. d. i odczytana byó musiała het- 
manowi, bo napisano w jej kofLca: .Supli- 
knjącemu Byszkowi Josielowiczowi imó 
pan Eoc, administrator orleAski, wyda z 
cegielni na piece i fundamenta cegły trzy 
tysiące i gruzu fur dwanaście. Datt w Bia- 
łymstoku... (i podpisano własnoręcznie)/. 
Branicki. Niekiedy zanosiły suplikę cJe 
gromady wiejskie. I tak włościanie czyn- 
szowi wsi Kadule klucza stelmachowskie- 
go piszą w r. 1749: .Jaśnie Wielmożny 
Panie Miłościwy i dobrodziejat My cała 
wieś Radnie nie mamy dokąd się uciec, 
tylko szczególnie do J. W. P. M. i D., że- 
brząc miłosierdzia i politowania Fańskie- 
go w naszym tak wielkim upadku, że nam 
w tym roka dobytek wszystek upadł i do 
tego szarańcza z kretesem jarzynę zgra- 
sowała. Choć i oziminy użęliśmy, to i z 
tego musieli dziakto oddać, a resztę wy- 
sieli na zimę, co i o chleb nam ciężko, bo 
i pożyczne żyto (dworowi) pooddawali i bez 
połowę czynszu oddali" i t. d. Chodziło 
gromadzie radolskiej, aby Branicki daro- 
wał jej drugą połowę czynszu rocznego, 
wynoszącą złotych 150, ,w czym pokor- 
nie z płaczem upadamy, za co my będzie- 
my Majestat Boski błagać za miłe zdro- 
wie i szczęśliwe panowanie Jaśnie Wiel- 



dbyGoot^le 



294 



SURMA.— SWAWOLNI LUDZIE. 



możnego Fana miłościwego i Dobrodzie- 
ja... My ct^a gromada ze wsi Radal'''. Na 
euplice powyższej podpisana jest, jak na 
wszystkich innych, własnoręcznie odpo- 
wiedź Branickiego, że „mając wzgląd na 
upadek tych suplikujących czynszu zt, 150" 
darowuje im. Niektóre supliki podawane 
były o rzeczy bardzo drobne, np. Krysty- 
na Zawadzka, „obywatelka tykoci&ska, 
wdowa mizernioa, z pracy rąk ciężko cho- 
rująca, iehrze i suplikuje Miłościwej Kle- 
mencyi Pańskiej o sledm złotych czynszu, 
których nie ma skąd oddać sposobu, bo 
tylko co ledwo dach w ciele, więc będzie 
Majestat Boski błagać za miłe zdrowie i 
panowanie Jaśnie W-go Dobrodzieja nad 




^^=^/?«4^ 



sieroty łaskawego nieastannio". Na su- 
plice tej Branicki własnoręcznie w trzy 
dni po jej podania podpisał z datą 13 no- 
wembra 1749 r. odpowiedź: „Tę supliku- 
jącą do imć pana Ekonoma tykocińekiego 
odsyłam i jeżeli słusznie suplikuje, aby o- 
nej proporcjonalnie deiolkował zalecam". 
Ogromna ilość suplik, znaleziona przez 
nas w szczątkach archiwum tykocińskiego 
na poddaszu klasztoru oo. Bernardynów, 
przechowana dzięki grubej warstwie po- 
miotu gołębi, których wielką ilość zakon- 
nicy posiadali, wskazuje, że do miłosier- 
dzia wielkiego pana w Polsce odwoływało 
się tysiące osób ubogich w suplikach pisa- 
nych i że Branickiemu w Białymstoku 
musiano odczytywaó wszystkie w całości 
(niekiedy dość obszerne), skoro na każdej 
znajduje się inna odpowiednia do tieści 
rezolncja, a po zgonie jego, któiy w roku 



1771 nastąpił, na tegoż rodzaju snplikach 
podpis jego małżonki, t. zw. ^pani krakow- 
skiej ■ . 

Surma, z tureckiego sitrna — trąba głó- 
wnie w dawnych wojskach używana. Ma- 
łe Eormy zwano sarenki; grający na 
surmie zwał się u Polaków surmarz, u 
Turków surnadiy- Jenerał ziem podol- 
skich Czartoryski przyrównywa surmę 
do h o b o i. Ł. Gołębiowski powiada, że 
był to gatunek krzykliwych piszczałek z 
wielkiemi dziurami. Surmy były dwoja- 
kie: na lewą rękę o jednym otworze wyda- 
wały głos poważny, na prawą o dwuch 
głos przeraźliwy i skoczny. Zakazano pó- 
źniej używania surm w wojsku dla czę- 
stych zwad surmarzów ztrębaczami. Twar- 
dowski wyraża się: , Pacholęta marsowe 
w suremki swe małe certowały dumając*. 
Suropieki — podtugowate zrazy mięsa 
wołowego, nasiekiwane i dobrze zapraw- 
ne, niekiedy słoniną szpikowane. Mówio- 
no: „pokrajać pieczenia na suropieczki". 
Surowica. Tak lud zowie solankę czyli 
wodę słoną z naturalnego źródła; w okoli- 
cy m. Sambora zowie ją rosołem. W do- 
kumencie z r. 1125 znajdujemy nazwę 
surowice. 

Surrogałor — zastępca. Tak zwano 
zastępcę podkomorskiego, a zwłaszcza sta- 
rościńskiego. Ponieważ starosta poznań- 
ski, zwany jenerałem wielkopolskim, miat 
7 grodów pod sobą, musiał więc mieć i ty- 
luż zastępców, zwanych „surrogatorami* a 
u innych starostów częściej podstarosta- 
mi, komornikami lub burgrabiami. Sur- 
rogatora do sądów grodzkich wyznaczał 
zwykle sam starosta na lat 4 lub 3, a sejm 
go zatwierdzał. Wyznaczano także sar- 
rogatorów czasowych starostom, wyjeż- 
dżającym zagranicę w sprawach publicz- 
nych lub dla poratowania zdrowia, jak 
również i pisarzom ziemskim. 

Suscepta ob. Księgi wieczyste. 

Swawolni ludzie, swawolnicy. Tak wo- 
gole nazywano rozbójników i rabusiów. 



■yGoot^le 



SWAT. — SYMPLA. 



295 



których kupy grasowały prawie ciągle w 
stepach Ukrainy i Podola, napadając Ha 
pogranicznych Tnrków, Tatarów, Woło- 
chów, na dobra królewskie, duchowne i 
szlacheckie w Koronie i Litwie, czyniąc 
mordy, gw^ty i najazdy. Prawo naka- 
zywało starostom, regimentarzom i het- 
manom ładzi tych imać i karać na gardle- 
Swat. W obyczaju narodowym pol- 
skim, młodzieniec nie oświadczał się sam 
rodzicom panny o jej rękę, tylko przez 
swata, na którego wybierał poważnego i 
wymownego sąsiada lub krewnego. Swat 
ten na weselu rej wodził i prawił oracje. 
S wacią nazy wah się podczas wesela wszys- 
cy mężczyźni, sąsiedzi i krewni, żonaci i 
drużbowie czyli przyjaciele bezcenni pana 
młodego, który starał się o jak najliczniej- 
szy konny ich orszak. Zwyczaj ten, dziś 
już tylko ludowy, jest pozostałością da- 
wnego narodowego obyczaju szlachty pol- 
skiej, którego początek tak tłómaczy Pa- 
procki w „Gnieździe cnoty": „Rycerz pol- 
ski, jadąc sobie z przyjaciółmi po żonę, 
trafi) na strai nieprzyjacielską, którą po- 
gromił. A od tego czasu nastały wielkie 
poczty swatów, kiedy się kto jechał żenić, 
obawiając się nieprzyjaciela". Nie godziło 
się wyprzedzać jadącego orszaku swatów, 
i nie było bezpiecznie, uważano to bowiem 
za rodzaj uchybienia. Stąd stare przy- 
łowie: „Nie wyjeżdżaj przed swaty, nie 
bądź mądrym przed laty". Bez swatów 
nie było wesela polskiego, jak stypy bez 
dziadów potrzebnych do modłów zadusz- 
nycb, do lamentów, do |^aczu, do spoży- 
wania uczty żałobnej i przyjmowania jał- 
mużny. Stąd inne dawne przysłowie mó- 
wi o takich, co to: 

Na kaidem neGelii sn&r, 
Na każdej stypie dziad. 

Swatzyrba, po łacinie zwana nupłialis, 
opłata w Mazowszu, składana przez chło- 
pów książętom od wesel. W księstwie 
Płockiem zniósł ją biskup Giżycki, jako 



reg