(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Eos"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scanncd by Googlc as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legal copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this flle - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and fmally to you. 

Usage guidelines 

Googlc is proud to partncr with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to thc 
public and wc arc mcrcly thcir custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing tliis resource, we liave taken stcps to 
prcvcnt abusc by commcrcial partics, including placing lcchnical rcstrictions on automatcd qucrying. 
Wc also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles Wc dcsigncd Googlc Book Scarch for usc by individuals, and wc rcqucst that you usc thcsc filcs for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfivm automated querying Do nol send aulomatcd qucrics of any sort to Googlc's systcm: If you arc conducting rcscarch on machinc 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of tcxt is hclpful, plcasc contact us. Wc cncouragc thc 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributionTht GoogXt "watermark" you see on each flle is essential for informingpcoplcabout thisprojcct and hclping thcm lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legal Whatcvcr your usc, rcmember that you are lesponsible for ensuring that what you are doing is legal. Do not assume that just 
bccausc wc bclicvc a book is in thc public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countrics. Whcthcr a book is still in copyright varies from country to country, and wc can'l offer guidance on whether any speciflc usc of 
any speciflc book is allowed. Please do not assume that a book's appearancc in Googlc Book Scarch mcans it can bc uscd in any manncr 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Googlc's mission is to organizc thc world's information and to makc it univcrsally acccssiblc and uscful. Googlc Book Scarch hclps rcadcrs 
discovcr thc world's books whilc hclping authors and publishcrs rcach ncw audicnccs. You can scarch through thc full icxi of ihis book on thc wcb 

at |http://books.qooqle.com/| 



Google 



Jest to cyirowa wersja ksi^ki, ktora przez pokolenia przechowywana byla na bibliotecznydi polkach, zanim zostala troskliwie zeslia^ 

nowana przez Google w ramach projektu swiatowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zd^yly juz wygasn^ i ksi^ka stala si^ cz^Sci^ powszechnego dziedzictwa. Ksi^ka nalez^ca do powszechncgo 

dziedzictwa to ksiqzka nigdy nie obj^ta prawami autorskimi lub do ktorej prawa te wygasly. Zaliczenie ksi^ki do powszechnego 

dziedzictwa zalezy od kraju. Ksiqiki nalezqce do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszlosci. Stanowi^ nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz zrodlo cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolunicnic, znajdujii si^ rownicz w tyrn pliku - przyporninajf^c 

dlugi^ podr6z tej ksiqzki od wydawcy do bibUoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uzytkowEinia 

Google szczyci si^ wspolprac^ z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materialow b^d^ych powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Ksiqzki b^dqce takim dziedzictwem stanowi^ wlasnosc publiczn^, a my po prostu staramy si^ je zachowac dla przyszlych 
pokolen. Niemniej jednak, prEice taJde sq kosztowne. W zwiqzku z tym, aby nadal moc dostEu^czac te materialy, podj^lismy srodki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegaj^ce automatyzacji zapytaii po to, aby zapobiegaC naduzyciom ze strony podmiot6w 
komorcyjnych. 
Prosimy rowniez o; 

• Wykorzystywanie tych phk6w jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usluga przeznaczona dla 056b prywatnych, prosimy o korzystanic z tych plikow jcdynic w nickomcrcyjnycii 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytan 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytan jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badan nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znakow lub innymi dziedzinami, w kt6rych przydatny jest 
dost^ do duzych iloSci tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zach^camy do korzystania z material6w b^^ych powszechnym 
dziedzictwem do takich cel6w. Mozemy hy& w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisafl 

Znak wodny"Google w kazdym pliku jcst niczb<;dny do inforrnowania o tym projckcic i ulatwiaiiia znajdowania dodatkowych 
materialow za posrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwac. 



Hganie prawa 

W ksizdym przypadku uzytkownik ponosi odpowiedzialnosc za zgodnosc swoich dzialan z prawem. Nie wolno przyjmowac, ze 
skoro dana ksi^ka zostala uznana za cz^c powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzielo to jest w ten sam 
spos6b traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej ksi^ki zalezy od przepis6w poszczeg61nych kraj6w, a 
my nie mozemy Tqczy6, czy dany spos6b uzytkowania kt6rejkolwiek ksi^ki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmowa6, ze dost^pnoS^ 
jakiejkolwiek ksi^ki w Google Book Search oznacza, ze mozna jej uzjTvac w dowolny sposob, w kazdym miejscu swiata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogq byc bardzo dotkliwe. 

Informacje o usludze Google Book Search 

Misj^ Google jest uporz^dkowanie swiatowych zasobow informacji, aby staly si^ powszechnie dost^pne i uzyteczne, Google Book 
Search ulatwia czytelnikora znajdowanie ksiqzek z calego swiata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelnikow, Caly tekst 
tej ksi^ki mozna przeszukiwac w internecie pod adresem [http : //books . google . comTl 



111 11 



T- 




£■ £■ 



mmmum-i m* ait3it3 



v-:-^.- 



EOS 



CZASOPISMO FILOLOGICZNE 



ORGAN 



TOWARZYSTWA FIL0L0GICZHE60 

WYDAWANE PRZEZ 

STANIStAWA WITKOWSKIEGO. 



Rocznik X. — 1904. | 



WE LWOWIR 
Nakladem Towarzystwa Filologicznego 

Z DRUKARNl E. WlNlARZA. 

G^owny sklad we Lwowie w ksi^garni Gubrynowicza i Schmidta, 
w Lipsku w ksiegarni Karola W. Hiersemanna. 



E O S 

COMMENTARII SOCIETATIS PHILOLOQAE 

BDITI A 

8TANISLA0 WITKOWSKI. 
Volumen X. — 1904. 



LEOPOLL 

SUMPTIBUS SOCIETATIS PhILOLOGAE. 

Prostal Leopoli apud bibliopolas Gubrynowicz et Schmidt, 
Lipsiae apud bibliopolam Carolum W. Hiersemann. 



•/1 



„.?] 



SPIS RZECZY. 



I. Rozprawy z zakresu slaroiytno^ci klasycznej. ^^ 

Sinko Th., De foyis Horoerici caeruleis supereiliis . . . 109 

Sinko T., Fragm. com. adesp. 1203 Kock 115 

Danysz A,, Pelagogika Arystotelesa ..... 42 

Sinko Th., Ad Theocr. XI 72 sqq. 112 

Sinko Th., Ad Cael. Gic. epist. 8, 8, 1 . . . . 57 
Miodoi^ski A, >0 Swiadectwie duszyc Tertulliana . . .117 
Blatt G , pierwiastkach dwuzgtoskowych w j^zykach indoeu- 

ropejskich ......... 122 

Sinko T., Teorya i praktyka dzisiejszej leksykografii hcii^skiej 59 
Jezienicki M., Najnows^e wykopaliska na Krecie ze szczeg6lnem 

uwzgl^dnieniem ruin pahcu Minosa w Knosus (z planem) 1 

Miodoiiski A., Ustawodawstwo Likurga 37 

II. Z humanizmu i historyi filologii. 

Schneider St., Lukrecyus i Horacy a »Treny< Kochanowskiego 72 

Sinko T., Szymonowicz i Kalliraach 138 

IIL Z szkolnej nauki JQzyk6w klasycznych. 

Danysz A., W sprawie podrQCznik6w do ttumaczenia z JQzyka 

polskiego na ^aciiiski dla wyzszego gimnazyum . . 83 

Rzepiiiski St., Modele Prof. Dra Hensella uzywane przy nauce 

filologii klasycznej . . . . .147 

IV. Recenzye — sprawozdania - zapiski. 
(Spis na sUronie odwrotnej). 

V. Drobne wiadomodci (5 ..W.) 187 

VI. Z nowoSci filologicznych (S. W.) 190 

VII. Polemika (St Schneider i T. Sinko) 194 

VIII. Sprawozdanie z ezynno6ci Towarzystwa za r. 1903 (po str. 108, 

z osobn^ paginacy^, stron 5) 

za rok 1904 107 

IX. Spis czlonk6w Tow. fil. w r 1904 205 



Spis abecadtowy recenzyj. 



Archiv f. Religions wiss. Bd. Vll. (St. Schneider) . . . . 

Baedeker K , Griechenland, 4-. Aufl. (St. Witkowskij . . . . 

Bogucki, zob. Lukianos 

Brablec St , De gloriae cupidine a Komanis poetis expressa (St. Bcdnarski) 

Brugmann K,, Rurze vergleich Gramm. d. idg Spr (G. Blatt) 

Bruns I, Der Liebeszauber bei den august. Dicbtern (Fr Nagdrzanski) 

6esk6 Museum Filologick^. Roczn. IX (St. Witkowskii . 

Danysz A., Materyaly do tI6m. z j^z. pol. na lac (Br Kruczkiewicz) 

D e d R , De antiquorum superstitione amatoria (Fr. Nagorzartski) 

Dieterich A, Eine Mithrasiiturgie (St. Schneider) 

Dykij VI, De sententiis et proverbiis Horatianis I. (St. Bednarski) 

Gardthausen V., Sammlungen u. Cataloge gr Hss (W Hahn) 

Gleditsch H. Metrik, 3. Aufl. (St. Witkowski) 

G 6 r s k i K M , Transkrypcye z Horacego (T Sinko) 

Gruppe 0., Griech Mythologie u. Religionsgesch (St Schneider) 

H i r z e 1 R , Der Eid iSt. Schneider) 

Klinger W., Skazocznyje motywy w istorii Herodota (T. Mandybur) . 

Kolessa F, Uklad Pamietnik6w Ksenof. o Sokr. (St Bednarski) 

Kr6zel I., Quo temp. Tac Dial de oratt habitus sit (St Bednarski) . 

Lukianos, Bajczarz albo Niedowiarek, t^ M. K. Bogucki (T. Mandybur) 

Sen, tl M. K B o g u c k i (T Mandybur) . 
Meiliet A., Introduction k l'etude comp des langues ideu. ^G. Blatt) . 
N o a c k F , Homerische Paiaste (St. Schneider) .... 

Norden K., zob. Vergilius ...... 

Ok^cki WI. zob Tacitus, Tacyt ...... 

Pardyak St., bohaterach Eschila, Sofoklesa i Eurypidesa (St. Bednarski) 

Przoglad rozpraw z zakresu filol klas , umieszcz. w sprawozda- 

niach gal szkdl §redn. zar 1903/i (St Bednarski i T. Mandy- 

bur), zob. Bogucki, Brablec, Dykij, Kolessa, Kr6iel, Pardyak, Swiba, 

Szczepanski ........ 

Radermacher L, Das Jenseits im Mythos der Hellenen (St Schneider) 

R a s c h Fr , Liit Ubersetzungen deutscher Gedichte (T Sinko) . 

Sinko Th., De Romanorum viro bono (Br Kruczkiewicz) 

Sinko Th., Dic Descriptio orbis terrae (Br Kruczkiewicz) 

Sinko Th , Sententiae PJatonicae de philosophis rcgn fata St Bednarskij 

Solmsen F., Inscrr. gr. ad inlustr. dialectos sel JSt. Witkowski) 

Swiba Br., De Heauton Timorumeno Terentiana (St. Bednarski) 

Szczenanski J., Antygona Sofoklesa St. Bednarski) . 

Tacilus Historiae ed L Ok^cki (Br Kruczkiewicz) . . . . 

Tacyta Germania tl Wt Ok^cki (Br l- ruczkiewicz) 
Vergilius Aeneis B. VI. erkl. v. E. Norden (St. Schneider) 



slr. 

159 
Ibl 

167 
10 { 
165 
185 
102 
165 

93 
174 
181 
178 
162 
151 

91 

89 
175 
176 

91) 
178 
103 
15i 



170 



156 

164 

100 

182 

171 

180 

169 

177 

98 

98 

95 



< T 



9u^ 



/IC 



EOS 



CZASOPISMO FILOLOGICZNE 



ORGAN 



TOIARZYSTM cmftI,(|GICZNEGO 



IdIWIJ^pI'!?^ 



I 



STANIStAW&lgMrftBPWSKIEGO 



Rocznik X. — Zeszyt I. — 1904. I 



WE LWOWIE. 
NarZiAdem Towarzystwa Filologicznego 

Z DRUKARNI E. WlNIARZA. 

Gldwny skZad we Lwowie w ksi§garni Gubrynowicza i Schmidta, 
w Lipsku w ksi^ami Earola W. Hiersemanna. 



». rf^ ^^.r^^ y^.^^ » 



^ 



E O S 



COMMENTARII SOCIETATIS PHILOLOGAE 

BDITI A 

STANISLAO WITKOWSKI. "^ 
Yolttmiiiis X. — Fasciculus I. — 1904. 



LEOPOLL 

SUMPTIBUS SOCIETATIS PhiLOLOGAE. 

Prostat Leopoli apud bibliopolas Gubrynowicz et Schmidt, 
Lipsiae apud bibliopolam Carolum W. Uiersemann. 



■ > 






Rocznik, ztoiony z 2 zeszyt6w, kosztuje 10 koron, czyli 8 marek, 
czyli 4 rubte srebr., jeden zeszyt 5 koron, czyli 4 marki, czyli 

2 ruble srebr. 



Cztonkowie Towarzystwa filologicznego optacaj^cy rocznej wktadki 

8 koron otrzymuj^ »EOS« bezptatnie. 

Wktadki Czionk6w i optat§ za rocznik przyjmi\je skarbnik Towarzystwa 
Prof. Fr. Hoszowski, Lwdw ul. Grottgera I. 10. 



ADRES REDAKCYI: 
Prof Dr. Stanlstaw Witkowskii Lw6w ul. Sykstuska I 52 

Pod tym adresem uprasza si§ nadsy^ad r^kopisy, ksia^ki i listy. 



P. T, Autor6w, Wydawc6w i Nakladc6w publikacyi zzakresu filo- 
logii klasycznej tudziei literatury humanistycznej iycz^cych sobie, aby 
publikacye ich byty om6wione w >Eos<, uprasza si§ o nadsytanie Re- 
dakcyi egzemplarzy recenzyjnych. 



-«►—>- 



/^ 




3 



M "^ K Cyfj^ t^^^J^vimm 



Najnofsze lykopalisk na Krecie 

ze szezeg61nem uwzglednieniem ruin palaeu 

Minosa w Knosos 

(z planem). 

Napisal 

JMElolial jrezleiilols.l« 



I. 

Kiedy wielkie odkrycia archeologiczne dokonane przez H. Schlie- 
manna w Troi i na stalyra l^dzie Grecyi: w Tirynsie i Mikenach, za- 
znajomUy Swiat uczony ze wspanial^ i pod wzgl§dem sztuki wysoko 
rozwinigtq kultur^ przedhomerow^, znan^ powszechnie pod nazw^ mi- 
keiiskiej, zacz§li archeologowie pilniej interesowad si§ takie wysp^ 
Kret^ i uwaiad j^ za kraing, kt6ra w swem tonie ukrywa wiele drogo- 
cennych zabylk6w, mog^cych rzuci6 sporo swiatla na czasy przedhislo- 
ryczne Grecyi. A upowazniato ich do tego pon§tnego przypuszczenia 
wiele okolicznoSci Najpierw sarao potoienie tejie wyspy migdzy trzeraa 
cz^^iami ^wiata, i to nieraal w r6wnej od nich odleglosci, kt6re wysta- 
wiato i^ na wplyw lud6w wschodnich o wysokiej cywilizacyi, a przede- 
wszystkiem Mezopotamii i Egiptu, jak tego dowodzi sam charakter kul- 
tury mikeiiskiej, wykazujqcej wiele pierwiastk6w oryentalnych. Kreta 
bowiem leiala na gl6wnym szlaku, gdzie si§ krzyiowaly wszystkie wiel- 
kie drogi morskie wschodniego morza Sr6dziemnego. Obok niej musz^ 
przejeidiad jeszcze dzisiaj statki plynjice do Azyi Mniejszej i Egiptu. 
Nadto zdrowy klimat Krety zalecany chorym jui przez slynnego lekarza 



J 



Hippokratesa, oraz wielkie bogactwo wyspy obfituj^cej w dary przyrody, 
w iyzne doliny poprzerzynane potokaini, w wysokie pasma g6rskie, po- 
kryte bujnymi lasami drzew cedrowych, cyprysowych i dgbowych, z kt6- 
rych obecnie niestety tylko nieznaczne reszlki ocalaJy i to tylko w oko- 
licach niedost^pnych, ju4 wczeSnie zach§caly ludno§<5 do stalego osiedla- 
nia si§ na niej i do zakladania bogatych miast i miasteczek, kt6rych 
liczba wedJug Homera dochodzifa do 100 (11. 2. 649 vyjjo; e5taTcp.roXi;; 
w Odyssei 19. 174 podaje poeta okr^glq, liczb§ miast na 90). 

Powyisze okolicznoSci wyjainiaj^ nam poniek^d nietylko znaczn^ 
rol§, jak^ wyspa Kreta odgrywa w mitologii greckiej. lecz takie tI6ma- 
cz^ nam podania o jej rozleglym handlu i pot^inem panowaniu na mo- 
rzu, do kt6rego doszfa za rz%d6w Minosa. Oto wedZug podania miat ten 
pot§i:ny, m^dry i sprawiedliwy wladca Krety prowadzi6 cz^ste wojny 
z s^siedniemi wyspami i krajami, kt6re cz§§ci^ podbijal pod swoje pa- 
nowanie, cz^Sci^ zmuszal do placenia haraczu, jak n. p. Ateiiczyk6w, 
kt6rych uwolnil od sromotnej daniny dopiero ich bohaterski kr61 Tezeus. 

Atoli pomimo tej znacznej roli, jakq wyspa Kreta odgrywala 
w zamierzchlej staroiytnoSci, budzifa ona az do r. 1884 stosunkowo 
maly interes u uczonych, Cala nasza topograficzna i archeologiczna wie- 
dza o Krecie opierala si§ dot^d na dzielach dwu angielskich podr6i- 
nik6w: Pashleya (Travels in Crete, 2 tomy, Cambr. i Lond. 1837) 
i Spratta (Travels and researches in Crete, 2 tomy, Lond. 1867). Do- 
piero od r. 1884, w kt6rym archeologowie Fed. Halbherr iE. Fa- 
bricius odkryli wsr6d ruin staroiytnego miasta Gortyny (lei^cego 
w dzisiejszej iyznej r6wninie Messara niedaleko poJtudniowego wybrzeia 
Krety) t. zw. prawo gortyiiskie, zacz^l sig Swiat uczony wigcej in- 
teresowad wysp^ Kret^. Znalezienie bowiem tej archaicznej inskrypcyi 
na plytach kamiennych sciany wewnetrznej okr^gJego budynku, zamie- 
nionego w czasach rzymskich na teatr, zrobilo w swoim czasie ogromne 
wraJenie, a to dlatego, ie ta inskrypcya uloiona w dyalekcie greckim 
archaicznym, posiadaj^cym jeszcze digamma, wzbogacala nasze wiado- 
mosci nietylko o j§zyku greckira, ale takie o greckiem prawie prywa- 
tnem. To iei nie dziw, ie po tak slynnem odkryciu powstala w Swiecie 
uczonych mysl dokladnego zbadania tejie wyspy pod wzglgdem zaby- 
tk6w archeologicznych. Tak w r. 1893 udaje sig trzech wloskich uczo- 
nych: Mariani, Taramelli i Savignoni na Kret§ dla study6w archeologi- 
cznych. Prawie r6wnoczesnie, bo w latach 1894 i 1897 bawi na niej ox- 
fordzki archeolog Mr. Arthur J. Evans, konserwator Ashmolean Mu- 
seum w Oxfordzie. Przedsi^wzi^ on tg podr6i wla^ciwie w celach epigrafi- 
cznych. Oto na niekt6rych rini^tych kamieniach archaicznych i naczy- 



niach t epoki przedmiketiskiej spoiykanych w r64nych mnzeach odkryt 
Evans 'wyraine znaki pisma. Poniewai zaS powyfeze kamienie i naczy- 
nia ze znakarai pisma wyra^nie wskazywaly na Krel§, jako miejsce ich 
pochodzenia, przelo celem stwierdzenia tej okolicznoSci Evans wybral 
si§ w podr6i na le wysp§. Poszukiwania jego przedsi§wzi§te w r. 1894 
i 1897 byly uwieiiczone pomySlnym rezultatem. Na podstawie por6wna- 
nia licznych znak6w pisma znalezionych na kamieniach i naczyniach 
wsr6d ruin staroiytnego miasta Knosos na Krecie udaJo si§ Evansowi 
iislali<3 dwa systemy pisma przedhistorycznego. 

Tu wypada zaznaczy6 mimochodem, ie mala cz§§6 ruin staroiy- 
tnego miasta Knosos byJa jui odslonigta znacznie wczesniej. W tem 
bowiem miejscu ok. r. 1870 grecki kupiec z poblizkiego miasta Kandyi, 
nazwiskiem Minos Kaiokaerinos, poszukujqcy staroiytnosci, odkryl mury 
zbudowane z malych kamieni nieregularnych, wykladane ciosami, nale- 
i^ce niew^tpliwie do jakiejS wspanialej budowli. DwanaScie ogromnych 
naczyn glinianych w ksztalcie beczek (wiS-oi), kt6re dawniej odgrzebane 
i pozostawione na miejscu kaidemu przybyszowi w oko wpadaly, nadaiy 
lej miejscowo^ci w uslach ludu nazw§: >'<; -^h, r.\^dp\a€ t. z. »przy be- 
czkachc Por6wnanie ufamk6w naczyii oraz malowidel na stiuku, znaj- 
duj^cych si§ na ^cianach odkopanej budowli w Knosos, z podobnymi 
przedmiotami, znalezionymi w Troi i w Tirynsie przekonaly uczo- 
nych, kt6rzy pierwsi ogl^dali tg cz§§6 wykopalisk, o wielkiej staro- 
2ylno§ci tej budowli. Jui Schliemann zamierzal w tem miejscu czyni6 
poszukiwania archeologiczne i bylby przy znanej energii i przedsi^bior- 
ezoSci niew^tpliwie doprowadzil do urzeczywistnienia tego planu, gdyby 
wszcz§ty na nowo sp6r naukowy w sprawie wykopaJisk trojaiiskich nie 
byl go na dluiszy czas odwotal do Troi i nie pochlon^ calej jego dal- 
szej dzialalnosci. 

Znalezione w Knosos powyzsze zabytkl, a nadto piecz^tka steaty- 
towa i kamienie r:ini§te ze znakarai pisma zaciekawity w wysokim sto- 
pniu Evansa i obiecywaly mu wykrycie obfitego materyalu do jego ba- 
dan nad kwesty^ wrzekomego pisma przedhistorycznego. To tei po prze- 
zwyci§ieniu licznych trudnosci nabyl Evans w r. 1900 za wlasne fun- 
dnsze caly grunt, na kt6rym znajdowaly si§ ruiny staroiytnego palacu 
w Knosos i rozpoczql 23. marca 1900 posEukiwania archeologiczne na 
wlasn^ rgk^ i wlasnymi funduszami. Dopiwo, kiedy nie szczedz^ tru- 
d6w ani koszt6w odkopal wiekszq czg§6 palacu knosyjskiego, postanowilo 
Towarzystwo archeologiczne angielskie zwr6ci6 Evansowi wydane sumy 
i czynid dalsze poszukiwania wlasnymi funduszami pod jego kierowni- 
ctwem. Do koiica czerwca 1903, kiedyto skoiiczyla si§ trzyletnia kam- 



4 

pania kopania, wydano na ods2oni§cie ruin patacu knosyjskiego okolo 
250.000 frank6w; wydalek ten znaczny sowicie si§ oplacil, jeieli si§ 
uwzgl§dni Swietne rezultaty tychie poszukiwaii, o kt6rych niiej bgdzie 
mowa. 

Prawie r6wnocze5nie z ekspedycyq angielskq pod kierownictwem 
Evansa rozpocz^a poszukiwania archeologiczne na Erecie takie ekspe- 
dycya wtoska, w kt6rej wzi§li udzial archeologowie : Halbherr, Savigno- 
ni, De Sanctis i Pernier. Fundusz6w dla tej ekspedycyi dostarczyla 
wloskie ministerstwo wyznaii oraz Akademie umiejgtnoSci w Rzymie 
(dei Lincei\ Turynie i Neapolu. Do tej ekspedycyi przyJ^czyla si§ z We- 
necyi sekcya wenecka pod przewodnictwem Geroli, kt6ra obrala sobie 
za cel zbadanie zabytk6w Krety z czas6w, kiedy ta wyspa pozostawala 
pod rz^dami repubUki weneckiej od r. 1204—1669, w kt6rymto roku 
Kreta dostata si§ pod panowanie Turk6w. Takie rz^d francuski nosisig 
z myiSl^ wyslania ekspedycyi na Kret§ dla study6w geograficznych. 

Wobec tak wielkiego interesu, jaki obudzifa wyspa Kreta w swie- 
cie uczonym kilku paiistw europejskich, takie rzqd kreteiiski nie m6gt 
pozostad bezczynnym. Pierwszem jego zadaniem byJo oznaczy6 granice 
terytoryalne dla r6inych ekspedycyi naukowych, wej66 w uklady zwla- 
scicielami teren6w, nadaj^cych si§ do poszukiwaii archelogicznych, nadto 
za przykladem Wtoch i Grecyi wyda6 prawo zabraniaj^ce wywozu 
wszelkich wykopalisk z Krety, a w koiicu postarad si§ o muzeum, w kt6- 
remby wykopaliska znalazty umieszczenie i naukowe uporz^dkowanie. 
Takie prowizoryczne muzeum dla pomieszczenia wszystkich wykopalisk 
kreteiiskich urz^dzono w miescie Kandyi, w starych koszarach tureckich. 
Dyrektorem jego jest prof. Dr. J6zef Hatzidakis, Ateiiczyk, urz^d za6 I 
konserwatora wszystkich staroiytno^di na Krecie (e^opo<; twv (ipxaioxi^Twv) 
piastuje Dr. :^tefan E. Xanthudides, mieszkaj^cy stale w Kanei. 

Wymienione ekspedycye naukowe rozpocz^Iy za zezwoleniem rz^du \ 
kreteiiskiego poszukiwania archeologiczne prawie r6wnoczeSnie w r6inych I 
czgSciach wyspy Krety. Tak Anglicy pod przewodnictwem Evansa zwr6- I 
cili si§ w p6Inocnq strong wyspy i zabrali si?, jak jui wyiej wspomnia- 
lem, do odkopania ruin ksi^i^cego patacu w staroiytnem mie§cie Kno- | 
sos, lei^cem godzin? drogi konnej na potudniowy wsch6d od miasta | 
Kandyi. Ekspedycya wtoska rozpoczgla poszukiwania w pohidniowej stro- 
nie wyspy, w okolicy staroiytnego miasta Fajsios. We wschodniej cz§- 
sci wyspy, w dzi§. PaJiieokastro, zajmuje sig poszukiwaniami dyrektor 
szkoty angielskiej w Atenach Bosanquet, a Hogarth, dyrektor szkoJty 
amerykaiiskiej wAtenach, czyniJt poszukiwania wdyktejskiej grocie Zeu- ! 
sa, potoionej na p6Inocnym stoku g6r Lasithi powy^ej dzisiejszej wsi 



Psychr6. W niej znaleziono wiele dar6w wotywnych (w5r6d nich po- 
dw6jne topory bronzowe) z epoki mikeiiskiej i nast§pnej t. z. geome- 
trycznej. W koAcn r6wniei we wschodniej cz^sci wyspy dwie panny 
Amerykanki: miss Boyd, profesorka archeologii w Smith coUege, wraz 
ze swoj% towarzyszk^ zabraJy si§ do odkopania ruin mike6skiego miasta 
i pafacu, lei^cych w dzisiejszej miejscowoSci Gurnid w powiecie Hiera- 
petros. 

Z wymienionych powyiej miejscowoSei zwiedzifem w maju r. 1903 
pod dzielnem kierownictwem prof. Dr. Wilhelma DOrpfelda pole wyko- 
palisk Evansa w Knosos, Bosanqueta w Palaeokastro, miss Boyd w Gur- 
ni6, a w kortcu wykopaliska ekspedycyi wloskiej dokonane pod kiero- 
wnictwem Halbherra w okoUcy staroiytnego miasta Fajstos i dzisiejszej 
miejscowoSci Hagia Triada, niedaleko pohidniowego wybrzeia wyspy 
przy dzisiejszej zatoce Messara. 

Przyst§puj§ najpierw do zwi^zlego opisu ruin paJacu Minosa w Kno- 
sos, t. zw. labiryntu, odkopanego przez Evansa. Tu pozwalam sobie nad- 
mieni<5 mimochodem, ie przy skre^leniu nastepnych uwag korzystalem 
tak z wlasnych zapisk6w porobionych na miejscu na podstawie auto- 
psyi, jak cennych objaSnieA prof. DOrpfelda oraz samych kierownik6w 
wykopalisk, jak Evansa, Mackenzie, Bosanqueta, Perniera, Paribeni, miss 
Boyd, kt6rzy nas oprowadzali po ruinach w KnosQS, Fajstos, Hagia 
Triada, Palaeokastro i GourniA, udzielaj^c wyja^nieii. 

Z prac drukowanych uwzgl^dnilem przy sposobnoSci nast§puj^e: 
1) rozpraw? Artura MilchhOfera p. t: Aus dem Beiche des Mi- 
^08^ umieszczon^ w Deutsche Rundschau r. 1902 str. 341 — b66, 2) Er- 
nesta Gerlanda, Kreta, Ein tFberblick tiber die neueren wissen- 
schaftlichen Arbeiten auf der Insel, drukowanq, w Neue Jahrbiicher f. d. 
klass Alterthum, r. 1902 str. 726 —737, 3)Karola Tittela, Der Palaet 
in Knoeos^ wNeue Jahrb. f. class. Alterth. r, 1903 str. 385—409, 4) Ks. 
Marcina Czermiiiskiego T. J., Najnovosze wykopaliska na Kre- 
cie^ w Przegl^dzie Powszechnym w Krakowie r 1903 zeszyt za paidi. 
str. 1—17 i listopad str. 221 — 234, 5) Ferdynanda Noacka dzielko 
p t: Homerisehe Palaeste, Eine Studie zu den Denkmalern und zum 
Epos, Lipsk, 1 903, 6) rozprawg Jerzego Karo, AUkretische Kuit' 
stdtten, w VII. tomie Archiv f. Religionswissenschaft r. 1904 str. 117 — 
157, 7) ust§py traktuj^ce o Krecie w przewodniku Baedekera po Grecyi, 
Lipsk 1904, 8) niekt6re artykuty sprawozdawcze z ruchu w dziedzinie ar- 
cheologii, zamieszczone w czasopismach »Berliner Philologische 
Wochenschrif t< i »Deutsche Litteraturzeitung«. 



6 



11. 

Odptjn^wszy dnia 9. maja wieczorem zwyspy Tery (dzisiaj San- 
lorin), kt6r4 ^^^^ z innemi wyspami morza Egejskiego zwiedzaliimy 
dla poznania interesuj^cych wykopalisk archeologicznych dokonanych 
w latach ostatnich, zawingUsmy po catonocnej iegludze po morzu sihiie 
wzburzonem gwattownym syrokiem nazajutrz o godzinie 6'/, rano na 
wigkszym parowcu greckim Antigone do portu miasta Kandyi, kt6- 
rego nazwa urzgdowa opiewa obecnie Herakleion (Irakli). Leiy ono 
prawie w samym Srodku wyspy na jej wybrzeiu p6tnocnem. Cale nasze 
towarzystwo, hcz^ce okolo 50 os6b, wSr6d tego takie kilka paii, wyru- 
szylo wczeSnie na poklad okr^tu, aby napawa6 si§ widokiem na nizkie, 
daleko si§ ciqgn^ce brzegi wyspy i na malowniczo poloione miasto 
Kandy? oraz na dalsze g6rzyste okolice, gdzie od strony poludniovvo- 
zachodniej wznosi si§ majestatycznie laiicuch wysokich g6r Psiloritis, 
zwanych przez staroiytnych Id^, kt6rych najwyiszy szczyt Stauros, na 
2 436 m. wysoki, do miesi^ca hpca jest Sniegiem okryty. 

Wyl^dowanie w porcie Kandyi bylo pol^czone z wielu trudnoScia- 
mi. Nasz bowiem statek, nalei^cy do wi^kszych parowc6w, z powodu 
plytkoi^ci morza w przystani zatrzymal si§ w znacznem oddaleniu od 
brzeg6w wyspy, morze zaS wzburzone ustawicznie falowato i jeiylo si§ 
siwemi grzy wami piany. To tei: lodzie nasze zd^iaj^ce ku brzegowi byly 
naraione na powaine niebezpieczeiistwo ; wielkie balwany co chwila 
w nie uderzaly oblewaj^c nas od st6p do glowy zimn^ kqpieH wcale 
nie poi^dan^, zanim dostalismy si§ do malej zacisznej przystani znajdu- 
j^cej si§ w gl^bi portu, kt6rj| zabezpieczajq przed burzami i wielkiemi 
falami morza dtugie i szerokie tamy kamienne. Ta wla^nie trudnos6 
w wyl^dowaniu sprawila, ie wielu z uczestnik6w zrezygnowalo zezwie- 
dzenia miasta Kandyi oraz interesujqcego muzeum starozytno^ci kreten- 
skich i wspanialych ruin niedawno w Knosos odkopanego palacu ksi^- 
z^cego z epoki mikenskiej, przekladaj^c bezpieczny pobyt na pokladzie 
okr§tu nad niebezpieczn^ przepraw? w w^tlych lodziach w§r6d wzbu- 
rzonych fal morskich. 

U wejscia do miasta Kandyi nad samym portem wznosi si§ staro- 
i:ytna forteca o okr^glych basztach z blankami, zbudowana z kamienia 
jeszcze przez Wenecyan. Na murach tejie fortecy podobnie jak na mu- 
rach, okalaj^cych port, widniejq. rze:iby wykute zkamienia, przedstawia- 
jqce skrzydlatego Iwa Sw. Marka. Rze^y te s^ widomym znakiem pa- 
nowania Wenecyan nad Kret^ przez przeszlo 4 wieki (1204 — 1669)- 



Miasto Eandya licz^ce okolo 23.000 mieszkaiic6w, lezy amfiteatral- 
nie na wybrzeihi, kt6re zwolna spada ku morzu. Ma ono wszystkie wta- 
teiwo^ci miasta oryentalnego : krzywe, w^ziutkie uliczki, brudne, utwo- 
rzone z obu stron przez rz^dy bialo pobielonych dom6w murowanych 
z pfeiskimi dachami, w kt6rych pr6cz garkuchni mieszcz^ si^ skromne 
sklepy, kramy i bazary z r64nymi towarami. Wszystkie wi^ksze mocar- 
stwa europejskie majq. tu swoje konsulaty i urz§dy pocztowe. W mieScie 
samem, w kt6rem spotykamy tu i 6wdzie spalone i zburzone podczas 
ostatniego powstania przeciw Turkom w r. 1897 domki,, zachowalo si§ 
wiele zabytk6w z czas6w panowania Wenecyan i Turk6w. Tak na rynku 
wznosi sie pi§kna wenecka fontana z Iwami, a obok brytyjskiego urz^du 
poczlowego stoi studnia turecka, na kt6rej widnieje misternie wyryty 
napis w jgzyku tureckim i arabskim, zawieraj^cy zdania z koranu. Naj- 
wspanialszym zabytkiem miasta jest bezsprzecznie Loggia Vene- 
ziana. Jest to budynek pi^trowy zkolumnami, hikami i attyk^ u g6ry. 
Jakkolwiek przechowaJ si§ do naszych czas6.w w stanie silnie uszkodzo- 
nym, to jednak dot^d budzi powszechny podziw swoj^ prostot^, czysto- 
sci^ i szlachetnoSci^ stylu renesansowego. ZbudowaJ go prawdopodobnie 
sJynny architekt z Werony Michele Sanmicheli okoto r. 1549. 
Rz^d grecki nosi sig z my^i^ odrestaurowad ten wspaniaJy zabytek ar- 
chitektury wtoskiej i przeznaczy6 go razem z arsenalem, do kt6rego 
tyhiQ i§cian% przytyka, na muzeum archeologiozne. Ludnos6 miasta Kan- 
dyi skfada si§ z Grek6w i Turkow; ta okolicznos6 nadaje wybitny cha- 
rakter caiemu miastu, w kt6rem widzi si§ obok Swi^tyA chrzeSciaiiskich 
z kopufami szerokiemi w stylu bizantyiiskim, meczety tureckie ze strze • 
listymi minarelami. Znajduje si§ tu takie kosci61 rzymsko-katolicki, 
utrzymywany i odwiedzany gtewnie przez poddanych nalei^cych do 
panstw zachodnio-europejskich, kt6rzy chwilowo bawi^ w miescie w spra- 
wach handlowyeh. Na uUcach panuje ruch, iycie, rozmaitosd i barwnos6 
stroj6w prawdziwie oryentalna. Slyszy si§ tu r6ine j^zyki: gt6wnie gre- 
cki i turecki, a z zachodnio-europejskich przewainie wloski i francuski. 
Te wtasciwosci Wschodu i Zachodu spotykane w mieScie na kaidym 
kroku przypominaj^ nam wyrainie, ie wyspa Kreta leiy w miejscu, 
gdzie si§ krzyiuj^ gtowne szlaki morza 6r6dziemnego, prowadz^ce ze 
wschodu, poJudnia, zachodu i p6lnocy. 

Wkr6tce po wyl^dowaniu udato sig kilku z nas, poniewai to byla 
niedziela, do koscioJa katolickiego na msz§, kt6r^ odprawil jeden z na- 
szych towarzysz6w podr^iy, ks. profesor Dr. van Gils z Rold w Holan- 
dyi. Nast^pnie podzieliwszy si§ na mate grupki chodziliSmy gMwnemi 
ulicami miasta zwiedzaj^c jego osobliwoSci. Poczem udalismy si§ o godz. 



^ I 



1 



8 

9-tej rano do muzeuin, umieszczonego w starych koszarach tureckichy 
zamienionych obecnie na giranazyum. W tym dhigim budynku jedno- 
pi^trowym w stylu koszarowym bez najmniejszych ozd6b znalazty tym- 
czasowe pomieszczenie wszystkie wainiejsze wykopaliska archeologiczne, 
dokonane w ostatnich latach w kilku miejscowosciach Erety, jak Kno- 
sos, Fajstos, Gurnia, Gortynie, oraz idajskiej i diktajskiej grocie Zeusa. 
W dtugim korytarzu na dole muzeum s^ umieszczone pos^gi kamienne 
i marmurowe, niekt6re tadne i dobrze zachowane, sarkofag, marmurowy 
tors rzymskiego imperatora i torsy innych figur. 

Rzeiby te pochodz^ przewainie z czas6w hellenistycznych i cesar- 
stwa rzymskiego. W korytarzu na 1. pi^trze znaiazly umieszczenie po- 
dobizny inskrypcyi t. z. prawa gortyiiskiego wykonane na plytach gip- 
sowych; dalej pr6cz rzeih nagrobkowych kilka ludzkich gt6w marmuro- 
wych dobrze zachowanych i kilka tors6w kobiecych z marmuru, jui 
to nagich jui: tei w sukniach pi§knie faldowanych Pr6cz powyiszych 
rzeib, pochodz^cych dopiero z czas6w rzymskich, znajdujemy tu cenne 
wykopaliska z epoki mikeiiskiej, jak gliniane amfory, wanny, skrzynie, 
oraz kolosalne beczki z gliny (tci^o».) z pigknymi odciskami en reUef 
w ksztalcie rozet, wst§g i ozd6b spiralnych. W wielkiej sali na 1. pi§- 
trze umieszczono najcenniejsze zabytki archeologiczne, jak malowidJa 
Scienne, ozdoby ze zlota, figurki z ko§ci stoniowej i porcelany, iiczne 
tabliczki ze znakami pisma dot^d nieodczytanego, dalej broii, naczynia 
i t p. przedmioty z epoki t z. Kamares^) i mikeiiskiej, znale- 
zione podczas wykopalisk dokonanych w ostatnich latach w Knosos, 
Gurnia, Fajstos, Prajsos i innych miejscowosciach Krety. Ogl^danie po- 
wyiszych cennych zabytk6w nagromadzonych w muzeum, kt6rych obja- 
Snianiem zaj§li si§ prof. DOrpfeld i dyrektor muzeum dr. Hatzidakis, 
trwato do pohidnia 

Po wyj^ciu z muzeum i zakupieniu kart z widokami w poblizkich 
sklepach udali^my sig do kawiarni poloionej w pobliiu przystani; tu 
usiadtszy przy stolikach pod gotem niebem, ten i 6w kreSiil kilka st6w 
na zakupionych kartach do rodziny i znajomych pozostawionych w da- 
lekiej ojczyMe, dziel^c sig z nimi odniesionemi wraieniami Tymcza- 
sem zgromadzili sig nasi towarzysze podr6iy ; totez zaraz wsiedlismy 



') Te nazw§, pochodz^c^ od r6wnobrzmiacej miejscowoSci na Krecie, gdzie naj- 
pierw podobne egzemplarze naczyn znaleziono, nadajemy zwykle naczyniom glinianym 
powleczonym czarnym pokostem, na kt6rym znajdujemy ornamenty wykoiiane bar- 
wami jasnemi. Takie naczynia pochodza z epoki przedmikei^skiejj z pierwszej po^owy 
drugiego tysi^clecia (2000—1500) przed Chr. 



na oczekuj^ce nas na wybrzeiu lodzie okr§towe, w kt6rych z wielkiemi 
trndnosciami dosfalismy si§ na poklad naszego parowca Antigone, gdzie 
czekano na nas z drngiem sniadaniem. Podczas naszego powrotu morze 
byto tak dalece wzburzone i fale tak silnie uderzafy o nasze todzie, od- 
dalaj^c je od parowca, ie musiano rzuca6 z pokJadu liny okr^towe, 
z kt6rych pomoc^ dopiero udato . sig todziom dotrze6 do okr§tu. Ze 6nia- 
daniem zalatwili^ray si§ szybko, gdyi na godzin? 2-gQ po poludniu byl 
^apowiedziany odjazd do ruin pafetcu ksi^^cego w Knosos. Totei zaraz 
po Sniadaniu wigksza cz§S6 uaszego towarzystwa (nie wszyscy bowiem 
mieli odwag§ powierza6 si^ ^egludze podczas tak silnie wzburzonego 
morza), wsiadlszy na lodzie, wyl^dowaia z wielkim wysilkiem na wy- 
brzezu, gdzie jxLi czekaly na nas zam6wione muly i konie, z drewnia- 
Demi kulbakami na grzbiecie, przykrytemi pstremi deraiili, maj^ce nas 
iinies6 do ruin palacu w Knosos. 

Wst^piwszy na l^d, kaidy spieszyl do stojqcych tamie grupami 
czworonog6w, aby zdoby6 dla siebie jak najlepszego rumaka, ile moino- 
sci ze siodlem angielskiem — a tych bylo zaledwie kilka. Gale nasze 
towarzystwo wkr6tce dosiadlszy wierzchowc6w, zacz^o si§ zwolna poru- 
5za6 w dlugim szeregu po gl6wnej ulicy miasta Kandyi, prowadz^cej 
z p6lnocy na poludnie, stanowi^c ciekawy przedmiot obserwacyi dla 
mieszkaiic6w miasta, dla kt6rych konny orszak przedstawicieli i przed- 
stawicielek ^wiata uczonego r6znych narodowoSci w kaidym razie nie 
iyl zjawiskiem codziennem. Totei tlumy ludnoSci r6inego wieku i sta- 
Du, — zwlaszcza ze byl to dzien swi^teczny i sloneczny, — gapily si§ 
na nas z ulicy, z okien, dach6w i balkon6w dom6w, obok kt6rych nasz 
poch6d si§ poruszal. Przejechawszy przez pot^in^ bram§ z cios6w ka- 
miennych, znajduj^c^ si§ w murze fortecznym, okalaj^cym miasto Kan- 
dy§, a pochodz^c^ jeszcze z czas6w panowania Wenecyan nad Kret^, 
pod^alismy zwolna" wygodnym goSciAcem w kierunku vvschodnio - polu- 
dniowyra. Prowadzil on przez teren falisty i nieznacznie w g6r§ si§ 
wznosz^cy, jaki na Krecie, poprzecinanej wysokierai pasmami g6r, na- 
leiy do rzadkoSci. Po obu stronach gosciiica ci^gngly si§ dobrze upra- 
wne pola pokryte pszenic^ i j^czmieniem, kt6re jui dojrzewaly, chociai 
mieliSmy dopiero poczqtek maja. Opodal raiasta przejeidiali^ray obok 
<iw6ch craentarzy tureckich, lei^cych przy drodze, pozbawionych zwy- 
ktej przynajmniej u nas zieleni drzew, tak pongtnej dla oka. G§ste ich 
Jiagrobki kamienne w ksztalcie koluran, zakoAczonych ozdobami w for- 
mie zawoj6w i turban6w.pomalowanych na czerwono lub zielono, nie- 
zwykly dla nas przedstawialy widok. W dalszyra naszyra pochodzie na- 
potykalismy przy drodze ogrody oliwne, kt6rych szara zieleii dziwnie 



10 

odbijala od zlotej barwy otaczaj^cych je p61, pokrytych dojrzewaj^cem 
zboiiem. Na dalszym horyzoncie po prawej wznosit si§ majestatycznie taii- 
cuch wysokich g6r Ida z grzbietem Snieiystym, kt6rego srebrzysta barwa 
oswietlona jasnymi promieniami slodca dziwnie odbijala na tle ciemnega 
lazuru poiudniowego nieba. 

Po jednogodzinnej je^dzie dotarliSmy do niewielkiego wzg6rza, 
wznoszqcego si§ fagodnie od to^yska potoka ze strony wschodniej ku 
zachodowi. Na tem wzg6rzu obejmujqcem 22.0000 m. wznosz^ si§ 
wspaniale ruiny palacu ksi^^cego z 2000 lat przed Chrystusem, 
kt6rych prawie calkowite odkopanie zawdzi§czamy niestrudzonym zabic- 
gom i ofiarno^ci Evansa. Spiesznie zsiadamy z naszych zwierz^t, kt6re 
pozoslawiamy dozorcom, a sami copr§dzej udajemy si§ na pole wyko- 
palisk, a to najpierw na wysok^ wiei§ z drzewa wzniesiona przez 
Evansa w p^toocno-zachodniej stronie ruin, by zwiedzaji^cy goscie mo- 
gli slqd obj^d okiem caty ro^legly obszar wykopalisk oraz napawa(3 si§ 
pi^knym widokiem na okoiic§, U samego wejscia do ruin oczekuje nas 
kierownik wykopalisk Evans wraz z sekretarzem szkoly angielskiej 
w Atenach Mackenzie. Evans jest mgiczyznq. wzrostu nizkiego, kr^py, 
ruchach bardzo iywych i oczach tryskaj^cych energi^, twarz jego 
okr^gf^, starannie ogolon^, o czerstwej cerze, opalonej gor^cymi promie- 
niarai poludnia, zdobi tylko maty blond w^sik spiczasty. Gtow§ jego 
okrywa jasny angielski helm pl6cienny z dwoma daszkami na d6l wy- 
gi^tymi celem oslony twarzy i karku od pai^cego skwaru sloAca. Dr. 
Mackenzie przedstawia typ prawdziwego syna Albionu, sluszny, smukly, 
o poci^glej twarzy, niebieskich oczach, jasnych kr6tkich vvlosach i ma- 
tych w^sach, w jasnym pt^ciennym stroju i angielskim hetmie na gto- 
wie. Obaj panowie z najwi^kszq; uprzejmosci^ witaj% przybylych i daja 
wyjasnienia przewainie w jezyku angielskim, Evans takze w niemieckim. 
Po wzajemnem przywitaniu sig przedklada Evans prof. DOrpfeldowi ta- 
blice z najnowszym planem wykopalisk i informuje go o obecnym ich 
stanie. Nie trac^c czasu przyst^pujemy bezzwlocznie do zwiedzenia bd- 
sloni§tych ruin palacu, wsr6d kt6rych, co na pochwal§ kierownika wy- 
kopalisk podnie§6 naleiy, wida6 na kaidym kroku najwigkszy lad i po- 
rz^dek. Wszystkie gruzy starannie uprz^tnigto w stosowne miejsca, nie 
zostawiono zadnego kamienia, iadnego czerepu niepotrzebnego, wszyst- 
kie restauracye, rekonstrukcye i dodatki nowsze s^ wyrai^nie jako takie 
zaznaczone. Nie wida6 tu ani sladu tego nieporz^dku i nieladu, w jakim 
pozostawili Francazi pole wykopalisk w Delfach i na wyspie Delos. 
Poniewai nasze towarzystwo bylo zbyt liczne — liczylo bowiem prze- 
szlo 4rO czlonk6w — , przeto na propozycy? prof. DOrpfelda dzielimy sig 



11 

« 

na dwie grupy, aby tem wygodniej i dokladniej m6gi kaidy z uczestni- 
k6w widzied i bada(5 odkopane przedmioty. Przewodnictwo w pierwszej 
wi^kszej grupie,'do kt6rej i ja naleiatem, obejmuje prof. DOrpfeld wraz 
z Evansem, kt6ry przy kaMej sposobnosci udziela blizszych wyjasnien 
DOrpfeidowi i kaidemu z uczestnik6w na jego iyczenie; przewodnictwa 
w grupie drugiej, zloionej przewainie z Anglik6w, Amerykan6w i przed- 
stawicieli innych narodowosci, m6wi^cych po angielsku, obejmuje Macken- 
zie, kt6ry udziela wyjasnieii wyl^cznie w j^zyku angielskim. Z porzqdku 
rzeczy przyst^pujemy teraz do skreslenia wainiejszych wraiefi, jakie 
odniesliSmy przy zwiedzaniu pot^inych ruin patacu ksi^gcego w Kno- 
sos i ogl^daniu cennych zabytk6w w nim znalezionych. 



III. 

Ruiny tego palacu zajmujq znaczny obszar ziemi, tak ie na pier- 
szy rzut oka odnosi sig to wraienie, jakoby w tem miejscu odkopano 
nie jeden pafac, ale cate miasto. Byla to widocznie rezydencya ksi^^ca 
w wielkim stylu. Zajmuje ona oibrzymiq przestrzeii 22.000 m. D , kt6ra 
dol^d nie jest jeszcze calkowicie odkopana, szczeg6Inie od strony n^scho- 
dniej. Samo poloienie palacu nie ma nic osobliwego. Leiy bowiera na 
wzg6rzu tylko nieznacznie sig wznosz^cem ponad nizko poloion^ doling, 
kldr^ przeplywa potok Kairatos. Pochylos6 tego wzg6rza wyzyskali bu- 
dowDiczowie w ten spos6b, ze cz^^ci palacu, podobnie jak we Fajstos, 
wznosiU na terasach, skutkiem czego sam palac zyskat na okazalosci 
a pokoje jego i korytarze na Swietle. Palacu knosyjskiego nie otaczaly 
olbrzymie mury, t z. cyklopie, spojone z ogromnych nieforemnych gla- 
z6w, jakie widzimy dokola palac6w- w Tirynsie i Mikenach; byl on ze 
wszystkich stron otwarty i latwo dost^pny, a otoczony tylko wieiicem 
ogrod6w. Kiedy ten palac ulegl zburzeniu i spaleniu skutkiem jakiejS 
naglej katastrofy okolo r. 1200 przed Chr., miejscowos6 ta przez nast§- 
pnych trzy tysiqce lat pozostala zupelnie opuszczonq,. Tejto wlaSnie oko- 
licznosci mamy do zawdzi^czenia, ie tyle cennych zabytk6w w lonie 
ziemi sig zachowalo i to w stosunkowo dobrym stanie. W razie zamie- 
szkania lub uprawy tej miejscowosci w p6^niejszych czasach byloby to 
wr^cz niemoiliwem, dlatego, ie ruiny palacu sq, pokryte plytk^ war- 
stw^ ziemi, kt6rej grubos6 w niekt6rych miejscach wynosi tylko 1 stop§ 
a w najgl§bszych miejscach nie przenosi trzech metr6w. Jui jednak 
z samego pocz^tku przy odslonigciu ruin przekonano si§ dowodnie, ie 
palac knosyjski, zanim znikl zupelnie z powierzchni ^iemi, ulegl zupel- 







'r '^ 



12 

nemu przeszukaniu i ograbieniu z calego materyalu ruchomego, jak me- 
tali i innych przedmiot6w, kt6re przedstawialy jak%s wartos6. Pr6cz 
tego caly patac stal si§ w koiicu pastw^ wielkiego poiaru, kt6rego Slady 
s^ widoczne na zw§glonem drzewie kolumn, odrzwi i mur6w, na tynku 
^ian, na wyrobach glinianych, a przedewszystkiera na tabliczkach z na- 
pisami wykonanych ze surowej gliny, kt6re pod dzialaniem gor^cych 
ptomieni zmieniJty si§ w tward^ mas§ kamienn^ i tym sposobem w licz- 
bie kiiku tysi§cy ocalaly szczgsliwie do naszych czas6w. 

Co si§ tyczy wysokosci mur6w tego patacu, to trudno wyrobi6 so- 
bie o tem dokfadne wyobraienie z tej przyczyny, ie zachowaly si§ prze- 
wainie tylko fundamenty i mury parterowe, a miejscami tylko slady 
pierwszego i drugiego pi§tra. Tak dowodz^ resztki w g6rg prowadz^cych 
schod6w na koiicu korytarza, biegn^cego wzdtii magazyn6w, ie tam 
wznosiJo si§ przynajmniej jeszcze jedno pi§tro. Takie we wschodniej 
cz§^ci paJacu, przytykajqcej do dziedziiica srodkowego, znajduj^ si§ mury, 
w kt6rych dobrze si§ zachowaiy dwa ponad sobji wznosz^ce si§ pi^tra, 
a resztki schod6w, jeszcze wyiej prowadz^cych, dozwalaj^ przypuszcza(3 
istnienie jeszcze trzeciego pi^tra. 

Mury tego palacu s^ zbudowane z nieforemnego kamienia wapien- 
nego, glin^ spajanego, kt6ry wydobywano z poblizkich skal. Te cz§sci 
raur6w, kt6re byty wystawione na wi§ksze ciSnienie lub tarcie, jak np. 
ich dolne cz^iSci, progi u wejScia, podstawy kolumn, otwory na bramy, 
skfadaty si§ z regularnych cios6w kamiennych, a nie z bryi poligonal- 
nych, jak t. z. mury cyklopie w Tirynsie, Mikenach i Phylakopi na 
wyspie Melos. Takie w odkopanym niedawno pafacu ksi^§cym weFaj- 
stos na Krecie s^ pewne czgsci mur6w zbudowane ze starannie ociosa- 
nych i sp(>jonych glaz6w kamiennych 

Nieforemny kamieii lamany, uiyty do budowy mur6w patacu 
w Knosos, jest uJoiony w trzech warstwach, na kt6rych spoczywa gruba 
belka drewniana w poioieniu poziomem. Onalo stanowi^c siln^ pod- 
staw§ dla trzech wyiszych warstw karaienia przyczyniaia sig zarazem 
do wzraocnienia samego muru. ^e w og61e z drzewa obficie korzystano 
przy budowie mur6w tego palacu, dowodz^ zwgglone resztki drzewa 
pozostale w murach do naszych czas6w. Mury zbudowane z tamanego 
kamienia s^ pokryte tynkiem^ stiukiem lub ptytami alabastrowemi. Pro- 
fesor DOrpfeld zrobil stuszn^ uwag§, ie zastosowywanie drzewa przy 
budowie mur6w z kamienia i wyktadanie ich plytami karaiennemi lub 
alabastrowemi przypomina spos6b budowania Babiloiiczyk6w. Ci bowiem, 
uiywaj^c do budowy przewainie surowych cegiet glinianych, byli nie- 
jako zniewoleni dla wzmocnienia rauru przeklada6 warstwy surowych 



13 

cegiei belkami drewnianemi, a dla uchronienia go od wilgoci wyUadad 
go nadto pfytanii kamiennemi. Ale wyktadad mur zbudowany z kamie- 
nia iamanego lub nawet z cios6w starannie obrobionych i wygladzonych 
jeszcze pfytami z trwalego materyahi (alabastru), jak to widzimy na 
murach prfacu w Knosos i Fajstos, jest rzeczq. zupelnie bezcelow^ i do- 
wodzi tylko tego, ie budow^ tychie pafac6w kierowali budowniczowia 
ze Wschodu, kt6rzy technik? uzasadnion^ we wlasnym kraju bez konie- 
cznej potrzeby zastosowywali takie przy budowlach z kamienia na. 
Krecie. 

Na niekt6rych giazach i plytach kamiennych mur6w paJacu w Kno-^ 
sos spotykamy wyryte znaki, maj^ce pewne podobieiistwo do podw6j- 
nych topor6w. Evans upatruje w tychie znakach, o kt6rych niiej ob- 
szerniej pom6wimy, symbole kultu religijnego, panuj^cego w Knosos. 
Podobnych znak6w znaleziono znaczn^ liczb§ na murach palac6w kre- 
tenskich w Knosos i Fajstos. Niekt6re z tych znak6w s% pokryte tyn- 
kiem i dlatego niewidzialne dla oka ludzkiego. Ta wtaSnie okolicznosd 
daia niekt6ryin uczonym, jak DOrpfeldowi, pow6d, zdaniem mojem nie- 
uzasadniony, do upatrywania wowych znakach podw6jnych topor6w nie- 
symbol6w kultu b6stwa, lecz poprostu znak6w kamieniarskich, w ro- 
dzaju tych, jakie spotykamy na gtazach mur6w trojaiiskich. 

^ciany korytarzy i komnat pafacowych w Knosos sq wyloione sta • 
rannie tynkiem lub stiukiem, aby tworzyty gladk^ powierzchni§ dlama- 
lowideJ. Posadzka w komnatach jest utworzona z plyt alabastrowych 
lub ze stiuku. W niekt6rych komnatach plyty czworoboczne tak szczel- 
nie do siebie przylegaj^, ie nie wida6 mi§dzy niemi najmniejszych 
szczelin. 

Zreszt^ budowa palacu knosyjskiego nie jest jednolit^ i nie wyka- 
zuje we wszystkich cz^sciach tego samego typu. Zmiany widoczne we 
fondamentach mur6w, dokonywane wczasach p6^niejszych, oraz znajdo- 
wane wsr6d ruin rozmaite przedmioty i naczynia, pochodz^ce zr6inych. 
epok, poczQwszy od neolitycznej i Kamares ai do mikeiiskiej, s^ wy- 
raownym dowodem tego, ie miejsce, gdzie si§ wznosz^ ruiny palacu. 
ksiai§cego, bylo zamieszkane ju4 na trzy tysi^ce lat przed Chr. i ie- 
palac knosyjski nie jest dzietem jednego tylko wtadcy, lecz 4e byl za- 
mieszkiwany, przebudowywany i rozszerzany przez szereg wladc6w dy- 
nastyi panuj^cej. 

Palac, o ile moiemy wnosi6 z cz§§ci dot^d odkopanych, mial for- 
m§ ogromnego czworoboka lub moie nawet kwadratu. 6l6wne wej^cie 
do palacu znajdowalo si§ od strony zachodniej, sk^d z obszernego pla- 
cu (6) wchodzilo sig do dlugiego korytarza procesyjnego (4), tak 




• .5 



m? 



1 eI » 






tiiiiiiii 



ae ^ Si 



tpsa w Knosos 

aa Griechenland, IV. wyd. zt. 1904: 
t^kszony). 

3iiniec oltariowy, 3. propylaion poludn., 
Bniec zach., 7. baza oftarzowa, 8. lazienfci, 
etyk, 12. dziedziniec centralny, 13, pocze- 
pgaronu na 1 pietrze, 16. komnaty z fila- 
S. Uocznia ohwna, 22. achody do koinnal 
26. megaron kr6Iowej, 26. koninala 
(ompieks mniejszych komnal z kapliczka . 



15 

uazwanego od malowidel sciennych tu znalezionych, o kt6rych niiej 
bgdzie mowa. Z tego korytarza moina si§ dosta6 przez propileje (3) na 
raaly dzledzini^c (2), a st^d na lewo do korytarza (1) 70 metr6w dhi- 
giego a 3 metry szerokiego, z kt6rego na lewo wchodziJo si§ do maga- 
zyn6w, na prawo zaS do komnat mieszkalnych. 

Tak zwane magazy ny (a— j?) s^ to w^kie podluine komory zbu- 
dowane z lamanego kamienia. Sciany ich s^ pokryte tynkiem, na kt6rym 
miejscami zachowaJty si§ slady malowideJ. Powato byla wykonana z belek 
drewnianych, powleczonych gipsem. Te magazyny w liczbie 18 ciqgn^ 
sig rdwnolegie jeden obok drugiego po lewej stroHie korytarza (e). 
Z niego iei prowadzilo osobne wejscie do kaidego z magazyn6w ozna- 
czonych literami a—n i s. Magazyny oznaczone liczbami o — s mialy 
jedno wsp61ne wejscie od korytarza przy magazynie oznaczonym 
liler^ s. przeznaczeniu tych kom6r pouczaj^ nas najlepiej znalezione 
w nich olbrzymie naczynia gliniane w ksztatcie beczek z wycisnigtymi 
na nich deseniami w formie rozet i wsteg. Naczynia te, kt6rych wyso- 
kosd dor6wnywa m^iczytoie iSredniego wzrostu, stoj^ obecnie w maga- 
zynach oznaczonych liter^ d— n na pierwotnem swojem niiejscu, jakie 
zaj§ty jeszcze okolo 17^ tysi^ca lat przed Chr. Maj^ one kllka uch 
u dolu i u g6ry celem latwiejszego podnoszenia ich zapomocq sznur6w. 
Przechowywano w nich zboie, oliw? i wino. Obok tych ogromnych 
st^wi znajduj^ si§ jeszcze w posadzce magazyn6w ocembrowane zbior- 
niki, przeznaczone do pomieszczenia ptynu zawartego w naczyniach 
w razie ich pgknigcia. Zbiorniki te, kt6rych szczeliny s^ wylane olowiem, 
s^ w g6rnej cz§sci tak urz^dzone, ie dawaly si^ szczelnie przykrywa6 
kamiennemi plytami. 

Wzdtui powyiszych magazyn6w pod pJytami kamiennemi dlugiego 
korytarza (l) znajduj^ si§ jeszcze schowki podtuzne, wykladane 
plytami kamiennemi i tynkiem, kt6rych przeznaczenie jest dot^d w^t- 
pliwe. Evans upatruje wnich skarbce. Jakkolwiek komory te znaleziono 
wszystkie szczelnie zamkni^te, wobec czego wykluczonem jest przypu- 
szczenie, ie zostaly ograbione ze swej zawartosci, to przeciei s^ one 
obecnie wszystkie puste. Znaleziono w nich zaledwie kawalek brontu 
i kilka blaszek zlotych, co oczywiscie poniek^d przemawialoby za do- 
rayslem Evansa, kt6ry te komory uwaia za skarbce. 

Drugie wej6cie do palacu znajduje sig od strony p6lnocnej, sk^d 
<l/ugim korytarzem (wychodz^cym na drog§, wiodqc^ w p6Jnocnym 
kierunku do portu i morza) dosiajemy si§ na obszerny srodkowy dzie- 
dziniec (12) wyktadany plytami kamiennemi, 60 metr6w dtugi a 29 m. 
szeroki, dziel^cy paJac na dwie prawie r6wne polowy, na wschodni^ 



16 

jeszcze calkowicie nie odkopan^ i na zachodni^ Kaida z tych poI6w 
posiada caJy kompleks wi§kszych i mniejszych komnat, korylarzy i dzie- 
dziiic6w pozostaj^cych ze sob^ w potqczeniu. 

Szczeg61nie zachodnia cze§6 paJacu przedstawia formalny labirynt, 
w kt6rego korytarzaph i salach w r6inych kiernnkach ze sob^ si§ 1^- 
cz^cych jeszcze dziS tylko z trudno^ci^ raoina si§ zoryentowa6. 

Po lewej stronie wyiej wspomnianej drogi prowadz^cej na p6tnoe 
ku portowi znajduje sig strainica (10) a na prawo portyk otwarty (U), 
z kt6rego pozostalo jeszcze 11 podstaw pod filary ustawionych syme- 
trycznie. Z centralnego dziedziiica (12) w jego czgsci p6lnocno-zachodniej 
schodzi sig przez 4 drzwi, znajduj^cych sig mi§dzy 3 filarami, po 4 sto* 
pniach na d6J do matej izby, zwanej poczekalni^ (13), gdyi pod obu jej 
Scianami znajduj^ si§ }awki kamienne. 

Z poczekalni na prawo prowadzi wejscie do 7 w^kich pokoi; 
w ostatnim z nich znajdujemy sprzgty d^iwnego ksztaltu, kt6rych prze- 
znaczenie dotq.d nie jest dostatecznie wyja^nione. Mi§dzy innymi stoi tu 
kamienne krzesto, kt6re swym ksztaltem nadaje si§ raczej do wygodnega 
siedzenia kobiety nii: mgiczyzny. Z poczekalni prowadzi wprost wejscie 
do sali tronowej (14), tak nazwanej od krzesta kamiennego czyli 
tronu, stoj^cego przy ^cianie p6Inocnej. Pod ^cianami tejie sali znaj- 
dujq. sig r6wniei lawki kamienne, do§6 nizkie, jak sam tron, kt6- 
rego tylna plyta stoi zbyt prostopadlo, by mogla dostarczyc wygodnego 
oparcia dla plec6w. Sprz§ty te byly widocznie przeznaczone dla ludzi 
co najwyiej wzrostu Sredniego. Naprzeciw tronu znajdujq, si§ r6wniei 
lawki wykonane z ogromnych plyt kamiennych; plyty tylne tych lawek 
slu:iqce za oparcie odgraniczaj^ zarazem salg tronow^ od mniejszej na 
pohidnie lez^cej komnaty, w^tpUwego przeznaczenia. Ta niiej poloiona 
komnata, do kt6rej wchodzi sig z saU tronowej po kilku stopniach, jest 
cala wyloiona regularnemi plytami alabastrowemi. Zdaniem jednych 
byla to lazienka dlatego, 4e swym ksztaltein przypomina inne tak 
w tym palacu jakotei w Fajstos i Hagia Triada znajduj^ce si§ komory, 
kt6re z powodu znalezionych tamie gUnianych wanien mog^ by6 tylko 
lazienkami. Inni upatruj^ w tej izdebce rodzaj impluvium, jakie 
spotykamy w domach pompejaiiskich i hellenistycznych odkrytych nie- 
dawno na wyspie Delos. Inni wreszcie mniemaj^, ie byl to raczej 
zbiornik na wod§, czyU basen, w kt6rym trzymano rzadkie okazy 
rybek dla przyjemno^ci domownik6w i kt6ry r6wnoczesnie sluJyl do 
ochladzania powietrza podczas letnich upaI6w. W kazdym razie uderza 
ta okoliczno§6, ie ta izdebka nie ma w dole iadnego otworu, ani ka- 



17 

nafu do odprowadzenia zepsutej wody, kt6r^ widocznie w razie potrzeby 
naczyniami wyczerpywano. 

Sale tronow^ od powyiszego basenu odgradzaj^ trzy kolumny, 
siai^ce za podpory belkowania powaty. Byty one z drzewa cedrowego, 
jak tego dowodz^ zw^glone resztki. Kolumna jako podpora belkowania 
byfa dobrze znana mikeiiskim budowniczym. R6i:ni si§ ona jednak od 
greckiej kolumny tem, ie ku g6rze nie zwgia si§, lecz grubieje, a jej 
kapitel skfada si§ z kilku poduszkowatych pierScieni. Poniewaz w sali 
tronowej zachowaly si§ trzy kamienne podstawy kolumn, przeto Evans 
zarz^dzit rekonstrukcy? tychie koiumn. Wzoru dla nich dostarczyJy mu 
kolumny zachowane na Iwiej bramie w Mikenach. Stosownie do zacho- 
wanych resztek barwy kazal Evans kolumny powlec pokostem cegla- 
stym, a ich kapitele niebieskim (zar6wno jak ^ciany sali), t. j. takiemi 
samemi barwami, jakiemi byly pierwotnie pomalowane. 

Powyiszej sah tronowej nie powinnismy jednak ocenia6 wedlug 
naszych obecnych wyobrazed i stosunk6w, kt6re kai^ nam wymaga6 
od saU tronowej panuj^cego znaczniejszych rozmiar6w i okazaJtosci. Ta 
t. z. sala tronowa jest bowiem w rzeczywistosci zaledwie 6 m. dluga, 
4 m. szeroka, a 2 m. wysoka. Jednak skromne rozmiary tejie sali 
mniej nas bgd^ dziwily, je^li uwzgl^dnimy t? okoliczno66, ie w owych 
czasach, kiedy nie znano jeszcze sklepien lukowych ani ielaznych, bu- 
dowa ogromnych sal byla prawie wykluczon^. Z tem wszystkiem jest 
urz^dzenie tejie salki, jak na owe odlegle czasy, imponujqce i sprawia 
na widzu mile i uroczyste wraienie; przedewszystkiem jasny Wgkit 
^cian i kapitel6w w pol^czeniu z czerwonyra kolorem kolumn dziwnie 
odbija od jasnego swiatla poludniowego sloiica Pr6cz tego na Scianach 
tejze sali wida6 Slady artystycznego malowidla. Byly one nadto, jak si§ 
zdaje, u g6ry ozdobione pi?knym fryzem uloionym z cennego kamienia, 
na co naprowadzaj^ niekt6re znalezione z niego ulamki. Na poludnie 
odsali tronowej znajdujemy schody (15), prowadz^ce, jak si§ zdaje, do 
wielkiego megaron, na pierwszem pi§trze lei^cego, z kt6rego jednak 
nic si§ nie zachowalo. Dalej na poludnie wchodzi si§ przez obszern^ 
komnat? do dw6ch mniejszych pokoi (16); w srodku kaidego z nich 
stoi filar kamienny, na kt6rym ze wszystkich 4 stron znajdujemy wy- 
ryte znaki. przedstawiaj^ce podw6jne topory (o kt6rych niiej). 

W jednej ze srodkowych komnat (19) wschodniej cz^^ci palacu, do 
opisu kt6rej obecnie przyst§pujemy, zachowala sie tlocznia oliwna wraz 
z rynewkami kamiennemi, kt6remi odprowadzano wycisni^t^; oliw§ do 
magazyn6w (20), gdzie j^ spuszczano do ogromnych beczek kamiennych 
^-•l&ci) tam ustawionych. Na poludnie od komory z ttoczni^ oliwn^ ci^- 

2 



18 

gnie m? korytarz 4 m. wysoki, 2 m. szeroki, a 23 m. dlugi, ponad 
ktdrym podczas rozkopywania znaleziono niiszq. cz§s<3 korytarza pierw- 
szego pi§tra. Takie wkomnatach przylegaj^cych od strony poludniowej 
zachowaJy si§ jeszcze cz§sci pierwszego pigtra. Ze schod6w 1 22), przyty- 
kaj^cych do dziedziiica ^rodkowego, zachowaly sig sig oba skrzydla nii- 
sze, prowadz^ce na pierwsze pi§tro; dalej cate trzecie i koiicowa ptyta 
kamienna czwartego skrzydla prowadzqcego na drugie pi§tro, lei^ce 
w poziomie dziedziiica srodkowego. Do tych schod6w przytyka od strony 
wschodniej podw6rzec do wpuszczania ^wiatla, z kt6rym graniczy zacho- 
dni koniec korytarza i komnata (23), przytykaj^ca pod k^tem prostym, dalej 
za^ na wsch6d znajduje sig drugi podw6rzec do wpuszczania ^wiatfa 
i dwie wielkie sale; pierwsza z nich (24) zowie si? sal^ podw6 j- 
nych topor6w, a \o dlatego, ie wizerunki topor6w spotykamy wsz§- 
dzie wyryte na jej ^cianach; od poprzedniego podw6rca cdgraniczaj^ j^ 
dwie kolumny. Druga sala, przytykaj^ca do niej od wschodu, jest oto- 
czona z trzech stron filarami (po cz^Sci rekonstruowanymi) z przej- 
Sciami mi§dzy nimi z wyj^tkiem strony p6lnocnej, gdzie sig znajduje 
cala Sciana. Do tej sali przytyka od strony wschodniej i poludniowej 
portyk. S^ to wog61e najwigksze sale, jakie spotykamy w palacu kno- 
syjskim, a jako tskie byly prawdopodobnie salami recepcyjnemi. 
Z wyiej wymienionej sali (24) ze znakami podw6jnych topor6w na 
scianach prowadzi w^ki, dwa razy pod k^tem prostym zatamuj^cy si§ 
korytarz, 10 m. dlugi, do caiego kompleksu mniejszych komnat, w kt6- 
rych ze wzgigdu na ich urz^dzenie i odosobnienie upatruje Evans me- 
garon kr61owej (25). Do niego od strony zachodniej przytyka ta- 
zienka, wyloiona alabastrowemi plytami do polowy wysokosci scian, 
na kt6rych w g6rnych czgsciach zachowaty si§ resztki fresk6w, przed- 
stawi^cych ornamenty spiralne. Podobnych lazienek z wi§kszemi i mniej- 
szemi wannami zachowalo si§ kilka w palacu knosyjskira. Ponizej tejie 
lazienki ci^gnie sie na lewo w^zki korytarz, od kt6rego na prawo znaj- 
duje si§ wejScie do innych komnat, na lewo zas do malej izby z otwo- 
rami w posadzce, maj^cymi pol^czenie wprost z kanalem, kt6ry si§ pod 
ni^ znajduje. Jest to niew^tpliwie klozet. Zachowaly sig w nim takie 
slady drewnianego stolca. Eanal ten, I^cz^cy si§ z calym systemem 
mniejszych kanaI6w, ci^gnie sig ze znacznym spadkiem ku wschodniemu 
stokowi wzg6rza. Otrzymywal on wodg deszczow^ juito z dziedzirica 
centralnego, juitei z podw6rc6w dla dopuszczania Swiatla (Lichthof). 
Szczeg61nie podczas silnej ulewy odbywalo si§ naleiyte przeplokiwanie 
tego kanalu, a zarazem i wychodka. Podczas posuchy przeplukiwanie 



JL9_ 

kanahi odbywato si^ niew^tpliwie w sposdb sztuczny, do kt6regoto celu 
dostarczali zapewne niewolnicy potrzebnej iloSci wody. 

Do poludniowo-wschodniego rogu dziedziiica centralnego przytyka 
catj kompleks raniejszych ubikacyj (27), przez kt6re prowadz^ od 
wschodu ku zachodowi dwa r6wnolegle korytarze. Post^puj^c poludnio- 
wym korytarzem, znajdujemy na lewo lazienkg, nieco za^ dalej na 
prawo kapliczk^ domow^ w ksztalcie kwadratu, kt6rego bok wynosit za- 
ledwie 1'5 m. dlugo^ci. W jej wn§trzu znaleziono jeden nizki stopieri 
wzniesiony z ubitej masy kamiennej, na kt6rym staio na trzech nogach 
przytwierdzone korytko ze stiuku, a nadto kilka malych naczyii ghnia- 
nych. Za tym stopniem wznosit sig oJtarz wzdlui calej tylnej sciany, 
zbudowany prymitywnie, pokryty tynkiem. Na oltarzu znaleziono bardzo 
waine przedmioty kultu, znane nam dobrze z pomnik6w kreteAskich, 
L j. dwie pary rog6w, wykonanych z kolorowego stiuku. WSrodku kai- 
dej pary znajdowat sig otw6r, w kt6rym zdaniem Evansa tkwito topo- 
i-zysko drewniane z osadzonym na niem podw6jnym toporem. Za tem 
przemawia zdaniem jego ta okolicznoSd, ie na tym samym ottarzu zna 
leziono rzeczywiScie maJy podw6jny toporek wykonany ze steatytu. 
Pr6cz tego znaleziono na tym oltarzu pi?6 figurek gliuianych kolorowa- 
nych, okolo 20 cm. wysokich, nagich, wykonanych w spos6b bardzo 
prymitywny. Nie maj^ one n6g, lecz s^ osadzone na okr^gtych podstaw- 
kach; dwie z nich przedstawiaj^ adorant6w, nast§pne trzy niewqtpUwie 
b6stwa ieriskie, czczone w palacu knosyjskim. Na gtowie jednej z nich 
znajduje si§ ptak, prawdopodobnie gof^b, i tem wfasnie przypomina 
jeden wizurunek nagie^ bogini z goJ^biami na gtowie i ramionach,- zna- 
leziony w Mikenach. 

W p6Jnocno-zachodniej stronie palacu, w okohcy dziedziiica pty- 
tami kamiennemi wytoJonego, po usunigciu warstwy gruz6w odkryto 
miejsce n a widowiska, rodzaj teatru prymi ty wnego. Go- 
scie i widzowie zajmowali miejsca na kamiennych stopniach dziedziiica, 
kt6re w dw6ch rz§dach pod kqtem prostym ku sobie zwr6conych, amfi- 
teatralnie w g6r§ si§ wznoszq.. Pomigdzy obu rz§dami schod6w czyli 
stopni znajduje si§ czworok^tna baszta, kt6rej posadzka w g6rze jest 
wytoiona plytami. Mamy tu cos w rodzaju loiy, sk^d dw6r kr61ewski 
przypatrywal si§ widowiskom, odbywaj^cym sig w dziedzincu na dole 
wytoionym grubemi ptytami pokrytemi cementera. Wschodni rz^d scho- 
d6w Hczy 18 stopni, maj^cych 35 st6p szerokoSci; stopnie potudniowego 
rzedu sq nieco szersze i majq. okolo 50 st6p szerokoSci. te oba te 
rzgdy schod6w nie stanowily wejscia do palacu, do kt6rego prowadzito 
osobne wejscie w g6rze przez wznosz^c^ si§ rampg, przecinajqc^ uko- 



20 

^nie mur, stanowi^cy oparcie dla schod6w, dowodzi ta okolicznos6, 4e 
te schody w g6rnej cz§6ci przytykaj^ do terasy, granicz^cej z murem 
palacu. Oba te rzgdy schod6w s^ to poprostu siedzenia amfiteatralnie 
si§ wznosz^ce dla widz6w, kt6rzy st^d wygodnie przypatrywali si§ wi- 
dowiskom, odbywajqcym si§ w dole na dziedziiicu Ten prymitywny te- 
atr, mog^cy pomie§ci6 okolo 500 widz6w, jest niew^tpliwie pierwowzo- 
rem dla wszystkich p6iniejszych teatr6w greckich. 

Podobnie urz^dzony teatr nadwomy odkryli archeologowie wtoscy 
lakie wsr6d ruin palacu ksi^i^cego we Fajstos, pochodz^cego r6wnie4 
z tych samych czas6w, co pafac w Knosos, kt6rego plan, urzqdzenie 
i budowa wykazuje wiele podobieiistw i punkt6w stycznych z owyra 
patacem. Oi6i i w pafacu we Fajstos wznosz^ si§ w dziedziiicu zacho- 
dnim dwa rz§dy slopni pod k^tem prostym do siebie zwr6cone. Jeden 
rz^d prowadzi wprawdzie do wielkiego portyku czyli megaron, ale drugi 
rzqd, kt6ry bezpo§rednio z dziedziiica pod k^tem prostym do pierwszego 
rz§du stopni w g6r§ sig wznosi, przytyka w g6rnej cz^sci do muru pa- 
lacu, tak ii wykluczonem jest przypuszczenie, by ten rz^d stopni stano- 
wil dost§p do paiacu. Widocznie i tu shiiyly oba rz§dy nizkich stopni 
za siedzenia dla widz6w, kt6rzy z tego miejsca amfiteatralnie si§ wzno- 
sz^cego mogli wygodnie sig przypatrywa6 widowiskom, odbywaj^cym sig 
na dole w dziedziiicu patacowym. Jakiego rodzaju byJ^ te widowiska, 
trudno na pewne oznaczy6 wobec braku wiadomoSci staroiytnych. Do 
pewnych przypuszczeii pod tym wzgl§dem uprawniaj^ nas niekt6re ma- 
lowidta i przedmioty znalezione w5r6d ruin palacu knosyjskiego. Oto na 
Scianach jego zachowaly si§ niekt6re freski miniaturowe, przedstawiaj^ce 
zabawy z bykiem. 

Widzimy mianowicie na nich nagie dziewczgta, kt6re na rogach 
i grzbiecie byka przedstawionego w biegu wykonujq gimnastyczne ewo- 
lucye. ^e takie zabawy cieszyty si§ wielkiem powodzeniem na dworze 
knosyjskim, dowodzi ta okoliczno^6, ie podobne zabawy z bykiem s^ 
przedstawione nie tylko na freskach, lecz takie i w rze^bie. Znaleziono 
bowiem w ruinach paJacu bardzo starannie wykonan^ figurk§ z ko^.i 
sJoniowej, przedstawiaj^c^ dziewcz§ w chwili, gdy z podniesionemi 
w g6r§ rgkami ma wskoczy6 na byka. 

Pr6cz popis6w gimnastycznych na byku odbywaly sig w teatrze na- 
dwornym w Knosos niew^tpliwie takie walki zapasnicze na pigsci ; prze- 
rnawia za tem obraz znaleziony na jednej wazie w Knosos (drugi po- 
(lobny obraz odkryto we Fajstos\ kt6ry przedstawia zapa6nik6w w hel- 
raach gladyatorskich na gtowie, z pi§sciami owinigtemi rzemieniami. 

W koiicu wykonywano w tym teatrze prawdopodobnie takie sceny 



21 

taneczne w rodzaju tych, kt6re Homer przedstawil w 18. ks. Iliady, 
w. 591 nst, gdzie opisuj^c grono taneczne, slawi arcydziefo sztuki Daj- 
dalosa, wykonane przez niego wKnosos dla pi^knowtosej Aryadny (we- 
dhg przekladu PawJta Popiela) : 

»Potem i grono taneczne wykonai zrgczny kalawiec, 
•Wielce podobne do tego, co kiedys w Knozie obszernej 
•Dajdalos byl wymysW dla pi^knowlosej Ariadny. 
»W po^6d onego motojce i panny g§sto swatane 
•Taiicowali, r^koma za dtoii sig wzajemnie trzymaj^c. 
>One w cieniutkich oponach taiiczyty, a tamci chitony 
•Sztucznie prz§dzone przywdziali, ^wiec^ce fagodnie jak olej. 
>Panny wiankami pigknymi przybrane; molojce zaS noie 
>Ztote nosili przy boku na srebrnych paskach zwieszone. 
>Oni sig tedy kr^ci6 pocz^Ii wprawnemi nogami 
»Lacno i lekko ; podobnie jak garncarz w dtoni zwinnego 
»K(Mka siedz^cy pr6buje, czy kr§ci6 sig bgdzie stosownie ; 
>W innem zn6w miejscu rz^dami naprzeciw siebie taiiczyli. 
»Liczne posp61stwo stangto przy wdzigcznem gronie taiicz^cych 
>Z upodobaniem; a boski przed nimi spiewak zanucit, 
»Przygrywaj^c na harfie, a dw6ch kuglarzy w posp61stwie, 
>Kiedy si? spiew rozpocz^l, w posrodku si§ kola krgcito«. 

Dzi^ki uprzejmosci Evansa i my mielismy sposobnos($ ogl^da6 po- 
dobne widowlsko taneczne wtedy, kiedy po zwiedzeniu ruin, u podn6ia 
wzg6rza patacowego, na zielonej murawie, pod cieniem rozloiystych pla- 
tan6w ugoszczeni przez gospodarza r6inemi zimnemi przek^skami, piwem 
angielskiem i limoniad^, zabieraliSmy si§ pod wiecz6r do odjazdu. Wtedy 
przechodz^c po raz ostatni obok ruin palacu, ujrzeliSmy na dziedziiicu 
wytoionym ptytami kamiennemi, na kt6rym wznosz^ si§ w g6r§ dwa 
rz§dy wyiej wspomnianych slopni pod k^tem prostym do siebie zwr6- 
conych, zebrany tfum ludu od^wigtnie przybranego. Byli to, jak nas po- 
uczono, robotnicy i robotnice, pochodz^cy z wiosek okolicznych, zatru- 
dnieni stale przez Evansa przy wykopaliskach ; zgromadzili sig zaS na 
iyczenie Evansa, kt6ry pragn^ swoim go^ciom sprawid mit^ niespo- 
dziankg, dostarczaj^c im sposobnosci ogl^dania taiic6w i stroj6w ludo- 
wych M§^yini byli przswainie smukli, bruneci, o cerze ogorzalej 
i Iwarzach sympatycznych. Mieli brody golone i maJe w^siki, niekt6rzy 
takie peJny zarost. Glowy ich okrywal fez czerwony z niebieskim, dtu- 
gim kutasem lub male czarne czapeczki bez daszk6w. Byli ubrani w ko- 



22 

szule kolorowe, na nich z wierzchu kr6tkie kaftaniki przylegajqce lub 
kamizelki wyszywane, z przodu otwarte. NosiU szerokie tureckie szara- 
wary barwy czarnej lub niebieskiej przepasane wefnianym szerokimpa- 
sem czerwonym. Na nogach mieli buty koloru czarnego lub 46ltega 
z cholewami; poAczochy byly upi^te pod kolanami wst^kami koloro- 
wemi. Str6j kobiet zamginych i dziewcz^t nie grzesz^cych zbytni^ urod^ 
byl mniej malowniczy, jak wog61e caJa ich powierzchowno§<5 nie przed- 
stawiaJa nic osobliwego; widocznie dhigie panowanie Turk6w nad Kre- 
tedczykami, z pod kt6rego dopiero przed 6 laty sig wyzwolili, wycisngJo 
pigtno na zyciu i stosunkach kobiety kreteiiskiej. Kobiety byty ubrane 
w spodnice szerokie koloru przewainie niebieskiego lub ciemnego i kr6- 
tkie staniki obciste. Gtowy icli gladko uczesane z utoionymi dokota 
warkoczami byJy albo nieosloni^te albo przykryte ciemnemi chustecz- 
kami jak u Wloszek poludniowych. Na nogach miaty trzewiki lub i6he 
buciki z cholewkami. 

Skoro trzej grajkowie, z ktorych dwaj grali na miniaturow^ch 
skrzypcach, a jeden na cymbafach, wydobyli pierwsze skoczne d:Swieki 
ze swoich instrument6w, m^iczy^ni podawszy sobie r§ce utworzyli ta- 
neczne koto i w dziarskich skokach zbliionych do ruskiej kolomyjki 
wedle taktu muzyki kr^cili si§ w jedn% i drug^ strong, podczas gdy je- 
den z wodzirej6w popisywal si§ w Srodku kola taiicem pot^czonym 
z rodzajem prysiud6w i szczupak6w znanych z kolomyjki. 

Nast§pnie rozdzielito si§ kolo taiicz^cych na dwie polowy i w dw6ch 
rz§dach naprzeciw siebie zwr6conych jak w kadrylu, wykonywato na- 
prz6d i wstecz te same co przedtem obroty. Po pewnym czasie m§2- 
czyiini ust^pili miejsca kobietom, kt6re utworzywszy kolo i trzymaj^c 
wysoko podane sobie rgce, wykonywaiy kr^c^c si§ w jedn^ i drug^ 
strong te same taiice, co poprzednio mgiczy^ni. Na zakoriczenie wyko- 
nano te same taiice w kilku grupach zloionych z m§iczyzn i kobiet, 
w kt6rych wodzireje popisywali sig zr§cznosci% ruch6w i zwinnosci^ 
w obrotach tanecznych. 

Podczas trwania tego widowiska cale nasze towarzystwo zaj^wszy 
miejsca na wspomnianych wyiej stopniach amfiteatralnie si§ wznosz^- 
cych obok dziedzinca przypatrywalo sig z wielkiem zaj^ciem zabawie 
tanecznej. Kiedy przebrzmiaiy ostatnie diwigki niuzyki, tanecznicy za- 
cz§Ii opuszcza6 kolo, a spieszy6 do ustawionych opodal stot6w, gdzie 
czekal ich obfity positek. Znajdowaly si? tam bowiem cale jagni§ta pie- 
czone przy ogniu i pelne dzbany wina zaprawionego iywic^, kt6re sta- 
nowi zwykly nap6j Greka. Kilku molojc^w po6wiartowawszy pieczone 
jagni^ta na poczekaniu, rozdzielalo je kawalkami niigdzy towarzysz6w 



I 



23 

zabawy, kt6rzy zajadali je popijaj^c winem. Poniewai dzieii mial si§ 
juz ku wieczorowi, wi§c i nas naglil czas do powrotu. Totei poiegnawszy 
si§ z gospodarzem i podzi^kowawszy mu za poniesione trudy i mite 
niespodzianki dia nas przygotowane, opusciliSmy wspaniate ruiny pra- 
starej kultury kretenskiej, unoszqc ze sobqj do kortca iycia niezatarle 
wspomnienia. 

Kiedysmy rzucali ostatni raz okiem na t§ pami^tn^ miejscowo^d, 
mysleli^my o tem, jak gwarno i strojno musialo wygl^da6 w murach 
dumnie pi§trz^cego si§ pafacu przed 3 i p<5l tysi^cami lat za panowa- 
nia pot^znego Minosa. 



IV. 

Kto pragnie pozna<5 cenne zabytki kultury i sztuki krete6skiej, od- 
naiezione wsr6d ruin palacu knosyjskiego, ten musi bliiszq uwagg po- 
swi§ci6 ju4 wspomnianemu wyiej muzeum miasta Kandyi, gdzie na licz- 
nych okazawjh wystawionych na widok publiczny moie podziwia(5 nie- 
zr6wnane mistrzostwo artyst6w krete6skich. Jui na pierwszy rzut oka 
niekt6re ich dzieta sztuki zdradzaj^ tak wielkie mistrzostwo w pomy- 
sle i wykonaniu, ie mog% Smiato wsp6lzawodniczyd z najlepszemi dzie- 
fami wszystkich czas6w, tak mistrz6w greckich najSwietniejszej doby, 
jak wtoskich z epoki odrodzenia. 

Do najwspanialszych ozd6b palacu knosyjskiego nalei^ bezsprzecz- 
nie maiowidte ^cienne wykonane al fresco na warstwie stiuku. Nie- 
stety wiele z nich zachowaJo si§ tylko w stanie fragmentarycznym, po- 
mimo wielkiej starannosci i ostroinosci, jakiej przestrzegano przy odko- 
pywaniu palacu. zdejmowaniu fresk6w ze scian i przenoszeniu ich do 
muzeum kandyjskiego. Malowidte te, przedstawiaj^ce sceny z iycia 
dworskiego jniio w naturalnej wielkoSci, juitei w miniaturach, pokry- 
waj^ ^eiany korytarzy i komnat palacu. Tak na obszernej Scianie dhi- 
giego korytarza (4) zwanego procesyjnym, do kt6rego si§ wchodzi 
z zachodniego dziedziiica, widzimy uroczyst^ procesyg, zloione^ z figur 
naturalnej wielko^ci. Na jasnem tle Sciany umiescil artysta figur? mto- 
dzieiica o cerze Sniadej i czarnych wtosach. Cialo jego nagie okrywa 
tylko przepaska na biodrach. W r§kach do g6ry podniesionych trzyma 
on naczynie marmurowe barwy niebieskiej w ksztateie wielkiego stoiko- 
watego kielicha bez podstawy. Malowidto to przedstawia niew^tpliwie 
scen^ holdownicz^ poddanych, kt6rzy skladaj^ kr6Iowi drogocenne dary 
i daniny. Naczynia wykonane z marmuru barwnego, zbliione ksztaltem 



26 

Znaleziono wSr6d ruin palacn knosyjskiego takie utamki Jnatych 
rozet, wykonanych ze stiuku, kt6re etui^lf praivdopQikdmie do ozdoby 
powaiy ixmaa^ palKowTch, pomalowanq, jak si^ zdaje, na niebiesko. 
W muzeum kandyjskiem moina nadto oglq.da(5 liczne tabliczki ze stiuku, 
znalezione w Knosos, przedstawiaj%ce kolorowane fasady dom6w, nieraz. 
kilkupigtrowych, z drzwiami i oknami. Rysunki dom6w na tychie tabh- 
czkach opierajq si§ niew^tpUwie na wzorach rzeczywistych, a jako takie 
mog^ pod niejednym wzgl§dem przyczynid sig do poznania budowy 6w- 
czesnych domdw mieszkalnych. 

Takie w dziale rze:Sby mog^ si§ poszczyci6 arty^ci kreteiiscy zna- 
komitemi dzielami sztuki. I z nich niestety nie wiele si§ zachowalo do 
naszych czas6w wsr6d ruin palac6w kreteiiskich, a to gI6wnie z powodu 
mniejszej odporno^ci materyalu na wplywy zewngtrzne. Byl nim prze* 
wainie marmur, i to nie tyiko biaiy i 46Jtawy, lecz takie r6inobarwny, 
juito szary i niebieskawy, juztei zielony i brunatny. Na szczeg61mej- 
szq, wzmiank? zastuguje gJowa psa, wykonana z marrauru 26Jtawego, 
kt6ra zdaniem znawc6w pod wzgl^dem plastyki i wykonania mofe 
smialo rywalizowa6 z grup^ ps6w molosyjskich, znajdujqcych si§ w Uf- 
fiziach we Florencyi. Oczy u tego psa, podobnie • jak w rzeibach gre- 
ckich, sq, wykonane z kamyczk6w kolorowych, z?by z bialych, pysk zas 
dla wiekszej naturalno^ci jest powleczony barw^ brunatn^. 

subtelnem poczuciu styUstycznem artyst6w kreteiiskich dwiadczy 
r6wnie4 podstawa, jak si§ zdaje, pod lampg, znaleziona w Knosos; jest ona 
20 cm. wysoka, wykonana z czerwonego marmuru, a ksztaltem przypomina 
kwiat z otwartq koron^. Zachowal si§ iakie ci^iarek kamienny 42 cm. 
wysoki, stui^cy niew^tpUwie do waienia. Jest on ozdobiony rzeib^, wy- 
obraiajqc^ mi^czaka morskiego, prawdopodobnie sepi^. Poniewaz jej 
nogi wyci^gni^te oplataj^ misternie cats^ powierzchni§ ci^iarka, przeto 
bylo rzeczq niemoiliw^ sfaIszowa6 jego wagQ przez zmniejszenie w ja- 
kikolwiek spos6b jego obj^tosci. Niekt6re ci§^arki do waienia, znalezione 
w Knosos, odpowiadaj^ dokladnie wedtug doniesienia Tittla (w rozpr. 
cyt. str. 398) ci§iarowi 1 stopy kubicznej wody. Na podstawie tego 
spostrzeienia wyprowadza T. wniosek, ie wagi w czasach mikeriskich 
pozostawaly w scistyra zwi^zku z miararai dlugosci i z miarami na 
plyny. Na szczeg61niejsz% uwage zasluguje r6wnie4 fryz palmetowy, wy- 
konany z wielkim artyzmem z twardego kamienia zielonego. Palmety 
odstaj^ koricami lisci od tla Sciany, z czego moina slusznie wnosic, ze 
artysta wykonuj^c ten fryz obral sobie za wz6r palmety metalowe. 

Tak:^e dzial naczyri, znalezionych w ruinach palacu w Knosos 
i Fajstos, dobrze si§ przedstawia w muzeum kandyjskiem. Niekt6re zna- 



27 

czyn sq wykonane z marmuru ciemnego lub barwnego i maj^ kszta2t 
podhiinego harbuza. Wielko^d ich jest rozmaita; niekt6re dochodz^ do 
30 i 40 cm. wysokoscL Powierzchnia jest przewainie gladka, u niekt6- 
rych ozdobiona rowkami. biegnqcymi z g6ry na d6J a schodzqcymi si§ 
u spodu naczynia. Charakterystyczn^ cech^ tychie naczyii jest to, ie 
maj^ u spodu zakodczenie w ksztatcie jaja, w kt6rem si§ znajduje maty 
olw6r. Przeznaczenie tych naczyii jest dot^d nieznane ; niekt6rzy przy- 
puszczaj^ ie byty to lejki, sluiqce do cedzenia i nalewania plyn6w. 

Na blizsz^ uwag§ zaslugiqe waza z czarnego marmuru, znaleziona 
we Fajstos, ki6ra jest ozdobiona pigknq, plaskorzeib^. Jest ona 20 cm. 
wysoka, Srednica jej wynosi 10 cm. Bgd^c ksztaltem zbliiona do le- 
kitosu na wod§, ma ona u g6ry w%zk% dlug^ szyjk§. Pi^kna ta 
waza niestety nie zachowato si§ w calo^ci; dolna jej cz§S6 jest uszko- 
dzona. Na szc^^scie pozostata nienaruszon^ ptaskorze^ba, zdobi^ca po- 
wierzchni§ jej cz§5ci ^rodkowej. Przedstawia ona scen§ z iycia wojsko- 
wego lub rolaiczego ; kwestya ostatecznie dot^d nie zostala rozstrzygni§ta. 
Na tej plaskorze^bie widzimy orszak, na czele kt6rego kroczy w6dz 
prawdopodobnie w pancerzu, trzymaj^cy w r§ku dtugi miecz lub lask§. 
Za nim z tyiu postgpuje 8 mgiczyzn w 4 parach, kt6rzy nios^ dlugie 
tr6iz§by lub widty. Potem widzimy ^piewaka z instrumentem muzycznym, 
zakt6rym kroczy jeszcze trzech 6piewak6w. Wszyscy Spiewacy maj^ usta 
otwarte; widocznie Spiewaj^ pieSni, moie hymn z powodu odniesionego 
zwycigstwa. Na koiicu orszaku kroczy jeszcze 13 mgiczyzn z gtowami 
przykrytemi; tak samo jak ich poprzednicy diwigaj^ oni dlugie tr6jz§by. 
Zdaniem jednych przedstawia ta plaskorzeiba tryumfalny powr6t woj- 
ska zwyci§skiego z pola waiki do domu; inni upatruj^ w niej powraca- 
jacych z pola iniwiarzy po ukoilczonym zbiorze pIon6w ; dlugie tr6jzgby 
w r§ku mgiczyzn nie s^ wedtug tego zdania broniq, lecz widfami. R6- 
wniez w6dz, id^cy na czele orszaku, nie trzyma w r^ku miecza, lecz 
dfugi kij, slui^cy do wzbudzania postrachu lub do chlosty leniwych 
i nieposlusznych robotnik6w. Powyisza plaskorzeiba sprawia bardzo 
dobre wraienie; nietylko ugrupowanie i przedstawienie os6b, ale takie 
uwydatnienie ich postawy, ruch6w i muszkul6w zasluguje na wszelkie 
uznanie. 

Z pomigdzy naczyn marmurowych, znajduj^cych sie w muzeum 
kandyjskiem, zwraca na si§ przedewszystkiem uwag§ amfora wielkich 
rozmiar6w, wykonana z jednej bryly marmurowej. Obw6d jej wynosi 
27« m. a wysokosci 0-69 m. B§d^c ksztaltem zbliiona do kuli, ma 
n spodu zakoiiczenie jajowate, w g6rze ia§ kr6tk^ szyj§ z szerokim 
otworem. W g6rnej cz^sci brzucha ma trzy ucha a nadto dokola wy- 



28 

puk/e ozdoby spiralne; takie same ozdoby znajduj^ si§ na uchach i na 
g6rnym brzegu szyi. Misterha robota tejie amfory ^wiadczy chlubnie 
o wyrobionej technice i zmySIe artystycznym wykonawcy. 

Jeieli rzeibiarze kreteiiscy okazali sig prawdziwymi mistrzami 
w opanowaniu twardego materyatu, z kt6rego wyrabiali przedmioty 
wysokiej wartoSci artystycznej, to tem bardziej umieli zuiytkowa6 do 
cel6w artystycznych materyal migkszy i podatniejszy, jak gUn§. Z gliny 
zachowalo si§ r6wniei wiele cennych okaz6w, Swiadcz^cych chlubnie 
o wysoko rozwinigtej sztuce keramicznej na Krecie w owych czasach. 
Naczynia gliniane znalezione w Knosos, Fajstos i 6urnia'pochodz% juz- 
to z epoki zw. Kamares, jui tei, i to w przewainej czgsci, z epoki Mi- 
nosa czyh mikenskiej. Naczynia, pochodzj|ce z epoki Kamares, maj^ tio 
c^arne iub ciemne, na niem znajduj^ sig desenie lub malowidta wyko- 
nane barw^ czerwon^ lub bial^; naczynia z epoki mikeAskiej maj^ t}o 
jasne, na niem umieszczone rysunki i malowidfa w barwach ciemniej- 
szych. Naczynia ghniane, znalezione wi§r6d ruin pa2ac6w kretenskich, 
maj^ najrozmaitsze formy i rozmiary, a ksztaltem przypominaj^ ponie- 
k^d znane okazy z Troi i Miken. Przewaina ich cz§s6, pocz^wszy od 
najmniejszych a4 do olbrzymich glinianych beczek, odznacza si§ dobrym 
smakiem i wykonaniem artystycznem. Jako ozdoby, wykonane zazwyczaj 
Wyszcz^cym pokostem kolorowym, widzimy na nich juito wst§gi, roze- 
ty, palmety, motyle, juitei rozgwiazdy, polipy, ptaki wodne, rosliny 
i rybki. Ck) dosamego wykonania ozd6b, to naturalnie nie wszgdzie jest 
ono jednakie ; jedne z nich wykazuj^ wi^kszq wpraw§ i artyzm, inne 
mniejsz^. wysoce rozwini^tem poczuciu artystycznem u ludzi 6wcze- 
snych swiadczy chlubnie takie ta okoIicznoSd, ze nawet olbrzymie, 
z szarej gliny ulepione beczki {tJ,zz\)^ kt6re stoj^c zamkni^te w ciem- 
nych magazynach, usuwaiy sig z pod oka widza, s^ ozdobione popro- 
stu, ale gustownie, przewaznie wyci^nigtemi lub wypuktemi wst§garai 
i k6tkami. 

W ruinach palac^w kreterlskich zachowaly si§ takie okazy wyro- 
b6w ze szUa, jak sztabki 6 cm. dtugie, 1 cm. szerokie, dalej okr^gte, 
wypukte placuszki o Srednicy 27, cra. wykonane ze szUa bardzo czy- 
stego. Uiywano ich niew^tpliwie do jakiej^ nieznanej nam bliiej gry 
towarzyskiej. R6wnie4 dot^d jest rzeczq sporn^, do jakiego celu stuiyfa 
znaleziona w Knosos pfyta srebrna, emaliowana na niebiesko i wy- 
kfadana mozaik^, z kawateczk6w szkfa niebieskiego (homer. y-uovoc), prze- 
^roczystego krysztatu g6rskiego, biatej kosci stoniowej i blaszek zlotych. 
Na tej raozaice widzimy pola w ksztateie r6inych figur geometrycznych, 
jak k6lek, kwadrat6w i rozet. Cata mozaika jest otoczona wieiicem z6t- 



29 

I 

tych i niebieskich kwiat6w. Zdaniem jednych shiiyla ta plyta do jakiejs 
gry towarzyskiej w rodzaju szach6w, zdaniem irniych byla to pokrywa 
jakiejs cennej skrzynki. 

Uderzy<5 musi kaidego ta okoliczno^d, ie w ruinach palacu knosyj- 
skiego dot^d nie wiele znaleziono okaz6w ze zlota, kt6re przeciei sta- 
nowi charakterystyczn^ cechg epoki mikeiiskiej. Wszakiez w Mikenach 
odkryto tyle cennych zabytk6w wykonanych z tego szlachetnego kruszcu, 
ze do dnia dzisiejszego Mikeny mog^ z cal^ slusznoSci^ rosci6 sobie 
prawo do epitetu iwSAuxpuio;, przyznanego im przez Homera (U. XI. 46,. 
Od. III. 304). Dotychczas znaleziono w ruinach palacu knosyjskiegD 
tylko drobniejsze przedmioty ze zlota, jak blaszki, druciki krgcone w spi- 
rale wedlug znanych wzor6w mikeAskich, pier^cienie z wyrytymi zna- 
kami i naszyjniki. Jest jednak rzecz^ moiliwq., ie teu palac albo zostat^ 
ograbiony z wyrob6w zlotych, albo ie dotychczas jeszcze nie natrafiono 
na groby ksi^§ce. Wi§cej stosunkowo przedmiot6w ze zlota znaleziona 
w bogatym grobie z epoki mikeiiskiej, lei^cym w dzisiejszej miejscowo- 
sci Hagia Triada kolo Fajstos. W tymie grobie opr6cz szcz^tk6w kosci 
ludzkich znalezioao pieczg6 z koSci sloniowej z wyryt^ w piSmie hiero- 
glificznem nazw^ kr61owej egipskiej Tii, mateonki Amenophisa III., kt6ry 
panowal okolo r. 1450 przed Chr. Szczeg6I ten jest bardzo wainy dla- 
tego, ie na podstawie jego moiemy w przybliieniu oznaczyd epok§^ 
grobu oraz palacu ksi^^ego, odkrytego w dzisiejszej miejscowoSci Ha- 
gia Triada. Pr6cz tego znaleziono w powyiszym grobie takie naszyjnik 
rfoty, w kt6rym znajduj^ si§ pr6cz innych 02d6b jako ogniwa trzy zlote 
gt6wki wolowe i dwa spi^ce lewki. Wykonanie ich odznacza si§ wielkim 
artyzmem i ^wiadczy wymownie o wysokim rozwoju zlotnictwa w owych 
czasach. 

Artysci kreteiiscy uprawiali z wielkiem powodzeniem takie sztuk^ 
rytownictwa na drogich metalach i kamieniach. Swiadczy o tem rodzaj 
amuletu w ksztalcie zlotego serca ly^ cm. dlugo^ci, znaleziony wwyiej 
wymienionym grobie. Na tym amulecie amajduje si§ rysunek, przedsta- 
wiajacy walkg raka lub skorpiona z chrz^zczem. Wykonanie rysunku 
jest tak dalece poprawne i misterne, ie ma si§ wrazenie, jakoby rysu- 
nek wyszedl z pod rylca jakiegos mistrza nowoczesnego, a nie zlotnika 
zyj^cego okolo 1500 lat przed Chr. Jako materyalu uiywali rytownicy 
kreteAscy przewainie szlachetnych barwnych kamieni, z kt6rych wyra- 
biali gemmy z misternie wykonanymi rysunkarai miniaturowymi. Ponie 
waz gemmy owe przedstawiaj^ r6ine rzeczy niew^tpliwie juito ze iycia 
rzeczywistego juiiei wedlug wigkszych dziel sztuki, przeto mog^ si^ 



i' ■^'■^s-!ir^ 



30 

poniekqd przyczynid do poznania iycia i kultury 6wczesnego ludu kre- 
teiiskiego, kt6ry niestety nie jest nam znany z nazwiska. 

Mimowolnie nasuwa si? pytanie, czy lud, kt6ry zamieszkiwal wy- 
sp§ Kret§ w owych czasach, z kt6rych pochodz^ obecnie odkopane pa- 
iace, raial swoje pismo? Jui sam wzgl^d na jego wysoko rozwini^t^ 
kulturg, kt6rej wiele ceniiych zabytk6w wyiej poznaliSmy, zniewala do 
potwierdzenia tego pytania. Jakoi znaleziono rzeczywi^cie w ruinach 
palacu w Knosos, Fajstos, Hagia Triada i Gurnia liczne tabliczki gliniane 
z wyrytemi na nich linijkami, migdzy kt^renorl znajduj^ si§ znaki podo- 
bne do pisma. Liczba tabliczek dot^d znalezionych dochodzi do kilku 
tysigcy; s^ one r6wniei umieszczone w muzeum kandyjskiem. Niestety 
nie udalo si§ dotychczas badaczom pomimo goriiwych staraii odczytac 
tego wpzekomego pisma. Zadanie to oczywiScie nie b§dzie latwem, jefli 
sobie tylko uprzytomnimy trudnoSci, z jakiemi bylo pol^czone odczyta 
nie pisma hieroglificznego i klinowego. Odczytanie np. hierogHf6w umo- 
iliwita tylko ta okolicznosd, 4e obok tekstu skreSlonego pismem niezna- 
nera znajdowal sig przeklad tegosamego tekstu na j?zyk znany, kt6ry do- 
starczyl klucza doodczytania najpierw iraion wla.snych, a potem innych 
wyraz6w. Pismo, znajduj^ce si§ na owych tabliczkach glinianych, nie jest 
jui wla§ciwie obrazowem, lecz pierwotne obrazki zmienily si§ w niem 
jui na znaki konwencyonalne. Evans twierdzi, ie jest ju4 na tropie do 
odczytania niekt6rych cyfr wyrytych na tych tabliczkach. Zauwaiyl on 
raianowicie po lewej stronie niekt6rych tabliczek r6ine znaki skreSlone 
w wierszach pozioraych, po prawej za§ stronie tych samych tabUczek 
w r6wnej wysokoSci pewne uwagi. Poniewai te saune znaki powtarzaly 
si§ takie na innych tabliczkach, przeto upatrywal w nich Evans rodzaj 
systemu decymalnego. Dot^d nie znamy ani wlasciwej nazwy ludu, za- 
mieszkujq.cego Kret§ wdrugiem tysi^cleciu przedChr., ani iei niemamy 
najmniejszego poj§cia o jego j?zyku ; jest jednak nadzieja, ie obfity 
materyal pismiehny, nagromadzony na owych tabliczkach, wy^wieci kie- 
dys w przyszlo^ci tg zagadk§ i dostarczy niezmiernie wainego ir6dla 
^a jgzykoznawstwa i dziej6w ludzkosci. 



V. 

Cenne zabytki znalezione wsr6d ruin palac6w kretertskich, a prze- 
tiewszystkiem malowidla scienne, z kt6rych kilka wyiej wymienilismy, 
umoiliwiaj^ nam przynajraniej w przybliieniu przedstawi6 sobie obraz 
iycia i dzialalnosci ludzi, kt6rzy na 1500 lat przed Chr. zanaieszki- 



31 

wali owe pai^ace. Liczne objavvy iycia tych ludzi wykazuj^ wog61e wy- 
soki stopien kultury. Jedne malowidfa przedstawiaj^ nam poddanych 
ksi^cia, biorqcych udziaf w uroczystych obchodach procesyjnych, na in- 
nych widzimy wystrojone kobiety i pigknie ufryzowanych mgiczyzn ze- 
branych w dziedziiicu lub ogrodzie patacowym, gdzie stoj^, siedz^ lub 
ze sob^ rozmawiajq w§r6d iywych gest6w. Inny wreszcie fresk przed- 
slawia produkcye gimnastycine, wykonywane na byku w pelnym biegu 
przez nagie dziewcz^ta, kt6rym to widowiskom przypatrywali si§ widzo- 
wie niew^tpliwie ze stopni amfiteatralnie si§ wznosz^cych na dziedziiicu 
pafacowym w Knosos i Fajstos. Str6j m§iczyzn, o ile nas pouczaj^ za- 
chowane malowidta, jest prosty i zastosowany do klimatu gor^cego; 
nosz^ bowiem tylko przepask§ okoto bioder, kt6ra jednak ksztaltem jest 
niekiedy zbli^ona do kr6tkich spodni siggaj^cych do kolan. Przepaska 
ta, barwy jasno niebieskiej (jak n p. u mgiczyzny nios^cego waz§ na 
fresku procesyjnym), jest ozdobiona biatymi deseniami, kt6re prawdo- 
podobnie wyobrazaj^ hafly. 

Str6j kobiet odznacza si§ wielk^ wytwornpSciq i elegancyq. Pr6cz 
innych malowidel poucza nas o tem przedewszystkiem fresk, przedsta- 
wiaj^cy m}od^ kobiet§ w bogatym stroju; fresk ten znaleziony w Kno- 
50S r6wnie4 znajduje si§ obecnie w muzeum kandyjskiem. Ot6i na tym 
fresku kibi6 kobiety nader -w^kiej w pasie okrywa bluzka niebieska 
gi^boko na piersiach wycigta, odsJaniajqca pelny biust. Bluzka ta ma 
nadto ozdoby w ksztalcle pask6w i k6lek, a caiy jej brzeg, oslaniaj^cy 
piers, jest przetykany czerwon^ i niebiesk^ wst^eczk^. R§kawy bluzek 
zazwyczaj barwy niebieskiej lub i6ltej, s% szerokie i bufiaste a spigte 
tylko u doJu w^k^ wst^ik^. Do okrycia stuiyla zarzutka z wysoko pod- 
niesionym kotnierzem, si^gaj^cym ai do uszu. Suknia kobiet kreteriskich 
ma ksztalt dzwonu skfadajqcego sig z trzech pas6w kolistych, z kt6rych 
najniiszy ma najwi^kszy obw6d. Ma ona nadto szerokie wolanty a na 
bialym brzegu ozdoby z bogatego haftu. Nawet nagie dziewczgta, wyko- 
nuj^ce na bykach produkcye gimnastyczne, majq na nogach koto kostek 
ozdoby z niebieskich wst^ek. Mgiczy^ni i kobiety nosz^ na ramionach 
i na szyi zlote naramienniki i naszyjniki. Na zachowanych okazach 
i malowidlach spotykamy najczg^ciej naszyjnik ze ztotemi ogniwami, 
^7obra^JQcemi kwiat lilii. 

Takie fryzura kobiet kreteriskich odznacza si§ staranno^ci^ i do- 
brym smakiem. Krucze, bujne ich wiosy s^ uloione w pi§kne kedziory, 
kt6re oslaniaj^c czolo spadaj^ nastepnie w bujnych, krgconych lokach 
na kark i ramiona. St^d z cal^ slusznoSci^ moina nazwa6 mieszkanki 
paiac6w kreteriskich pigknok^dziernemi (y,aXXi-X6'xa[xoi), kt6rym to epite- 



32 

tem zaszczycit Homer (II. XVIII. 592) Aryadn? knosyjskq. W iyciu mi> 
keiiskiem wog61e odgrywa kobieta rol§ dominuj^c^. Widzimy j^ cz^sto 
na czele uroczystych procesyj i obchod6w publicznych, w kt6rych w o- 
g61e iywy bierze udziaf. 

Mieszkaiicy paiac6w kreteiiskich mieh tei swoje b6stwa opiekun- 
cze. W pafacu knosyjskim zachowalo si§ kilka matych Swi^tyn, w kt6- 
rych im oddawano cze§6 i skladano ofiary. Znalezione w nich liczne 
batwanki i stosy naczyn, stui^ce do sWadania im Ubacyj, swiadcz^ wy- 
mownie o poboinosci mieszkanc6w tychie patac6w. 



VI. 

Evans twierdzi nie bez pewnej stusznoSci, ie odsloni^te przez 
niego ruiny w Knosos s^ resztkami ogromnego labiryntu, kt6ry wedfug 
tradycyi staroiytnej raial zbudowad architekt Dajdalos z polecenia Mi- 
nosa na mieszkanie dla Minotaura i to wedlug wzoru labiryntu egip- 
skiego, znajduj^cego si§ nad jeziorem Moeris, kt6rego to tajemniczego 
gmachu opis podaje Herodot w ks. II. rozdz. 148. Swoje powyisze 
twierdzenie popiera Evans tq okoliczno§ci% ze na ^cianie jednego kory- 
tarza we wschodniej czgsci palacu knosyjskiego odkryto malowidto, kt6re 
ksztahem przypomina plan l£d)iryntu zachowany na staroiytnych mone- 
tach miasta Knosos, a zarazem okazuje pewne podobienstwo do planu 
odkopanego palacu knosyjskiego a szczeg61niej cz§sci jego, grupuj^cych 
si§ okoJo saU tronowej. 

Co sig tyczy samej nazwy labiryntu, to pozostaje ona niew^tpliwie 
w scislym zwi^ku z karyjsko-lidyjskim wyrazem labrys, kt6ry oznacza 
top6r. Top6r zas podw6jny jest symbolem wladzy Zeusa kreteiiskiega 
i karyjskiego z przydomkiem Labraundos, podobnle jak piorun jest 
symbolem wtadzy p6j5niejszego Zeusa helleiiskiego. Labirynt zatem nie 
oznacza nic innego jak dom toporu podw6jnego. I rzeczywiscie nazwy 
tej nie moinaby z wi^ksz^ stusznoSci^ nada6 iadnej innej budowli jak 
odkopanemu paJacowi w Knosos, gdyi na jego Scianach i filarach sa 
wyryte liczne wizerunki podw6jnych topor6w, bed^ce symbolem najwyz- 
szego b6stwa opiekuiiczego tej miejscowosci. Wprawdzie odkopany labi- 
rynt Minosa nie przedstawia si§ nam tak, jakesmy zwykli byU wyobra- 
i3.6 go sobie, t. j. jako olbrzymi gmach o niezliczonej ilosci komnat^ 
tajemniczych i zwodniczych korytarzach, zakrgtach, komnatach bezwyj- 
scia, ale jeszcze teraz kaidemu, kt6ry go po raz pierwszy zwiedza bez 
planu w rgku, bardzo trudno jest oryentowa6 si§ w nim skutkiem jega 



33 

ogrorau i niezwyklej ilo§ci najrozmaitszych komnat, korytarzy i dzie- 
dziric6w, kt6ra sprawia, ze z latwosci^ jeszcze teraz moina si§ w nim 
zgubid. 

Z porzqdku rzeczy wypada jeszcze zastanowi<5 sig nad kilku kwe- 
slyami, kt6re pozostaj^ w scistym zwi^ku z poprzedniemi uwagami. 
Jako pierwsza wysuwa si§ kwestya czasu, na kt6ry przypada budowa 
labiryntu. Co do tej, to tradycya staroiytna t^czy budow§ tego gmachu 
1 nazwiskiem kr61a Minosa z Knosos, kt6ry wedtug Hom. Od. XIX. 179 
jako powiernik Zeusa panowal pot^znie nad Kret^, a wedtug doniesienia 
Tukidydesa I. 4 rozszerzyl swoje panowanie takie daleko po za wyspy 
i oczyscii morze z karyjskich rozb6jnik6w" morskich. Wedtug doniesieii 
slaroiytnych iyt Minos okolo 100 lat przed wojn^ trojartsk^, wnuk bo- 
wiem jego Idomeneus wedlug Hom. 11. XIII. 449 i Od. XIX. 172 n. 
wyprawil sig z 80 okrgtami pod Troj^, gdzie jako jeden z najdzielniej- 
szych bohaterow zaiyvvat wielkiego powaiania u naczelnego wodza Aga- 
memnona. Na podstawie powyiszych doniesieA naleiy zatem panowanie 
Minosa i budow§ labiryntu odnies6 do XIII. wieku przed Chr. Za rz^- 
dow Minosa znajdowala si§ kultura i sztuka mikeiiska na Krecie na 
najwyfezym slopniu rozwoju, jak o tem wymownie swiadcz^ liczne 
cenne zabytki., odkopane w pafacach kreteiiskich. ^e zas okres najwyi;- 
szego rozkwitu poprzedzaly czasy kultury i sztuki dopiero rozwijaj^cej 
si§ a nawet prymitywnej, dowodz^ nietylko proste naczynia z epoki 
Kamares znalezione w rninach tychie palac6w pod warstw^ mikeiisk^, 
lecz takie same fundamenta tychie paJac^w, na kt6rych s^ widoczne 
slady licznych przebudowaii, dokonanych dopiero w epoce mikeiiskiej. 
Wzg6rza bowiem w Knosos i we Fajstos, na kt6rych obecnie si§ wzno- 
sz^ wspaniate ruiny paJac6w, s^ prastaremi siedzibami, kt6re byly za- 
mieszkiwane jui na trzy tysi^ce lat przed Chr. 

Co sig tyczy czasu, na kt6ry przypada panowanie kultury miken- 
skiej na Krecie, to niekt6rych szczeg6t6w przydatnych do rozwi^zania 
tej kwestyi dostarczajq. nara same wykopaliska wKnosos. Oto pod war- 
stw^ ruin palacowych z epoki mikeiiskiej odkryl Evans okr^gt^ plyt§ 
alabastrow^ z wyrytemi imionami egipskiego kr61a Khyan z dynastyi 
Hyksos6w. Poniewai; koniec panowania tej dynastyi przypada zdaje sig na 
potow§ XVII. wieku przed Chr., przeto wynika jako terminus post 
quem dla mikeiiskiej kultury na Krecie wiek XVII. przed Chr. Dalszy 
rozw6j tejie kultury przypada na poiowg drugiego tysiqclecia przed 
Chr. Dowodzi tego malowidto z grobu egipskiego z czas6w egipskiego 
kr61a Tuthmosisa III., i^rj^cego okolo r. 1470 przed Chr., na kt6rem 
przedstawione osoby hold skladaj^jCe rysami twarzy i ubiorem iywo 

3 



przypomLoaj^ figar^ mlodzieiica z waz^ w r§ku, przedstawion^ na fre- 
sku w Knosos. Co wigcej, poddani hotd sktadajiicy na malowidle egip- 
skiem s^ nazwani: >ksi^igtami kraju Kefti i wysp leiqcych na morzu«. 
Obecnie zdaje sig nie ulegaci w^lpliwoSci, 4e tym krajem Kefti, znanym 
z biblii pod nazw^ Kaphtor, jest wlaSnie Kreta. 

Podobnie jak palace ksiqi^t achajskich w Mikenach, Tirynsie. Or- 
chomenos, Troi, tak tei i wspanialy labirynt w Knosos stal si§ pastw^ 
straszliwego po^ru, kt6rego slady jeszcze dziS s^ widoczne na okopco- 
nych murach, malowidlach i zwfglonych resztkach drzewa. Nie rozmi- 
niemy sig podobno zbytnio z prawd^, jesli zburzenie wigkszej cz§^i 
pot§inych grod6w miketiskich i w og61e zniszczenie kultury mikeriskiej 
przypiszemy w§dr6wce doryckiej. Wprawdzie bUisze szczeg6ty naglych 
przewrot6w, jakie sig w6wczas na stalym l^dzie Grecyi, w Azyi Mniej- 
szej i na wyspach dokonaly, nie s^ nam znane, jednak przynajmniej to 
moiemy uwaza6 za wielce prawdopodobne, ie okres kultury mikeiiskiej 
na Krecie zaczyna sig w wieku XVIL a koAczy sig w XII. wieku przed 
Chr., kiedyto w§dr6wka dorycka wywoiala gwahowne przewroty nasla- 
Jym l^dzie Grecyi, na wyspach i wybrzeiach Azyi Mniejszej. Staroiytna 
zatem tradycya moie zbytnio nie odbiega od prawdy, jesli umieszcza 
panowanie kr61a Minosa w wieku XIII., kiedy kultura i sztuka miken- 
ska na Krecie doszla do najwyiszego rozkwitu, by wkr6tce potera uledz 
catkowitemu zniszczeniu w XII. wieku przez wgdr6wkg doryck^. 

Co sig tyczy ogniska, z kt6rego rozchodzity sig proraienie kultury 
mikeiiskiej, to nie naleiy szuka6 go w Grecyi, lecz dalej na VVscho- 
dzie; por6wnanie bowiem wspaniatych palac6w na Krecie z prostszymi 
^amkami w Peloponnezie i w Arne nad jeziorem Kopais w Beocyi do- 
wodzi tego, ie kultura mikenska szta ze wschodu na zach6d i ie pro- 
mienie jej s^ tem stabsze, im bardziej sie oddalaj^ od swego ogniska. 
Wszgdzie na stalym l^dzie Grecyi wydaje si§ kultura mikeiiska jakby 
narzucona przemoc^ przez lud obcy, kt6ry zdobyl panowanie nad tubyl- 
cz^ ludnosci^. Niekt6re dzieta architektury i sztuki z tej epoki sprawiaj^ 
to wraienie, jakoby przemoc tyrana panuj^cego rozporzqdzata wszech- 
wtadnie czasem i sil^ calych rzesz niewolnik6w. 

Za ognisko kultury mikeriskiej uwaza si§ obecnie niemal powszech- 
nie Kretg. Atoli przeciw temu zapatrywaniu przeraawiaj^ powaine 
w^tpliwosci. Oto najpierw Kreta przedstawia za szczupt^ podstaw? dla 
lak wysoko rozwini§tej kultury; jest to bowiem stosunkowo niewielka 
wyspa, kt6ra z powodu g6rzystego terenu ma malo urodzajnych r6wnin, 
nadaj^cych sig pod rozlegte, bogate osady, w kt6rychby pod wpJywem 
sprzyjaJQcych okolicznosci mogta kultura i sztuka dojs6 do tak swie- 



35 

tnego rozwojo. Wobec tego naleiy si§gn^ dalej poza Kretg i uwaia6 
za podstaw^ i siedzib§ kultury mikeiiskiej r6wnie4 sqsiednie wyspy jak 
Tera lob Gypr oraz wybrzeia Azyi Mniejszej. 

Kultura mikeiiska nie jest catkowicie oryginaln^, lecz wykazuje 
wyrainy wpJyw Wschodu i Egiptu. Jui lekki str6j mgiczyzn, przedsla- 
wionych na malowidtach wpalacach kreteiiskich, oraz sceny, wyobraia- 
j^ce polowanie na Iwa na okazach z epoki mikeiiskiej, wskazuj^ na 
wplyw kraju o gorf^cyra klimacie. 

Takie walec gliniany ze slemplem babiloiiskim znaleziony w Kno- 
sos dowodzi bliiszego stosunku mi§dzy Kret% a Mezopotamiq. R6wniei 
budowa mur6w w palacach kreteiiskich, w kt6rych warstwy drobnego 
kamienia przekladano poziom^ belk^ drewnian^, przypomfna, jak jui 
wyiej zaztiaezytem, spos6b budowania Babilo!iczyk6w, kt6rzy uiywaj^c 
do swoich budowli surowych cegiet, nie tak trwaiego raateryahi jak 
kamien, byli z natury rzeczy zniewoleni dla wzmocnienia muru postugi- 
wad sie belkami drewnianemi. Takie z Egiptem t^czyly Kret§ bliisze 
stosunki. Pr6cz kilku importowanych zEgiptu przedmiot6w znalezionych 
w ruinach palac6w kreteiiskich dowodzi tego przedewszystkiem plan 
ich budowy, kt6ry, jak to wykazal Ferd. Noack w cennem dziele p. t. : 
Homeriscke JPalcieste^ str. 30 n., jest egipskiego pochodzenia. «Patace te 
bowiem powstaj^ nie przez zewngtrzne dol^czanie komnat, stanowi^cych 
same dl^ siebie pewn^ catos6, lecz ca2a sie6 linij, pod k^tem prostym 
si§ przednaj^cych, przytykaj^ do gl6wnej przestrzeni i jej cz§^ci, sta- 
nowi ukiad i pot^czenie najwainiejszych komnat w patacach kretenskich. 
Przy wykonaniu ich planu og61nego korzysta architekt wyl^cznie z linii 
i k^ta prostego*. 

Jednak pomimo licznych analogij i podobieiistw ze Wschodem 
i Egiptem wykazuje przeciei: kultura i sztuka miketlska wiele samodziel- 
flo^i i oryginalnych motyw6w. Sztuk§ mikeiisk^ odr64nia n. p. od 
wsp6tczesnej egipskiej przedewszystkiem wi§ksze zblizenie si§ do natury 
i swobodne jej odtwarzanie. Artysta nie cofa si§ przed najtrudniejszymi 
tematami, a chociai porywy jego nie zawsze dor6vvnywaj^ jego sile 
tw6rczej, to pomimo to jego dziela odznaczaj^ si? niejednokrotnie nie- 
zwyH^ rozmaito^ci^ i s^ wolne od martwego schematyzmu. 

W koiicu samo przez si§ nasuwa sig pytanie, jaki szczep jest 
tw6rc^ tej bogatej kultury, zwanej powszechnie m i k e li s k ^ '), kt6rej 



^) Poniewai zabytki tej kultury zachowane na Krecie iioSci^ i znaczeniem 
przewyiszaja znacznie zabytki tejie kultury, odkopane na stalym ladzie Grecyi, jak 



36 

gt6wiiem ogniskiem i siedzib^ jest niew^tpllwie Ereta oraz s^siednie 
wyspy i wybrzeia Azyi Mniejszej? Na to pytanie nie daj^ nam niestety 
na razie iadnej odpowiedzi ani mity staroiytne, ani historya, ani wre- 
szcie wykopaliska. ie tw6rcami tej kultury nie byli Hellenowie, za tem 
przemawiaj^ waine powody. Nawet dla tw6rcy Odyssei {XIX. 172 n.) 
nie jestKreta krajem czysto helleiiskim. Jeszcze wczasach historycznych 
m6wi^ Eteokretowie, zamieszkuj^cy wschodni^ cze§6 wyspy Krety, jgzy- 
kiem niegreckim. Szczep, kt6ry stworzyl kulture mikensk^, nie nalezaf 
takie prawdopodobnie do rasy semickiej. Twarze bowiem ludzkie przed- 
stawione na zachowanych malowidlach w paJacach w Knosos i Fajstos 
nie wykazujq w profilu krzywej linii nosa tak charakterystycznej dla 
szczepu semickiego, lecz prawie prostq linig typu greckiego. Figury tak 
m§2czyzn jak kobiet s^ przedstawione na tych:^e malowidtach z wtosami 
czarnymi, co zdaje si§ by6 r6wniei wiernem odbiciera rzeczywistoSci. Ze 
ludzie tego szczepu nie musieli by6 wzrostu slusznego, moina wnosic 
z tronu kamiennego, zachowanego w sali tronowej pafacu knosyjskiego, 
•gdzie siedzie6 moie na nim zaledwie m^iczyzna sredniego wzrostu. 

Takie o nazwie tego szczepu, kt6ry jest tw^rcq. kuitury mikeiiskiej, 
nie da sig obecnie powiedzie6 nic stanowczego. Wedtug jednych badaczy 
s^ nim wyspiarze lub Miniowie, Danaowie, Pelasgowie, Achajowie, we- 
dtug innych Protohellenowie lub Karowie. Na razie najwigcej powod6w 
przemawia ze Karami. Jui sama nazwa labiryntu pozostaje w scisJym 
zwi^ku z wyrazem karyjsko-lidyjskim Xippu; = ttop6r podw6jny«, kt6ry 
tak wielkq, rolg odgrywal w kulcie mikeiiskim. Nawet wyraz Kreta 
(^ Kareta?) i Ikaros zdaj^ si§ pozostawa6 w ^cistym zwi^ku z nazw^ 
Kap£<; = Karowie. S^ to jednak tylko pon§tne hypotezy, kt6rym na ra- 
zie brak pewnej podstawy. Pomimo niepewno^i we wielu szczeg6tach, 
odnosz^cych sig do powyiszych kwestyi, ten jeden fakt nie ulega iadnej 
w^tpliwo^ci, ie wyspy i wybrzeia wschodniego morza ^r6dziemnego jui 
w drugiem tysi^cleciu przed Chr. zamieszkiwal szczep wysoko utalento- 
wany, kt6ry doprowadzii kultur§ i sztukg do wielkiego rozkwitu wtedy, 
kiedy zach6d i p6tnoc byly jeszcze pogr^one w grubych ciemnoteiach 
barbarzyiistwa. 

Lfvdiv. 



n. p. w Mikenach i innych miejscowo^ciach, przeto zastanawiaj^ si§ uczeni, czy nie 
naleialoby zast^pid wyrazu m i k e ii s k i wyrazero kretenski Wyraz mikei^ki jest 
tylko nazwa pomocnicza slui%c^ do oznaczenia okresu w rozwoju kultury i sztukif 
si^gajacego mniej wi^cej od r. 1600—1100 przed Chr. 



Ustawodawstwo Likurga. 

Napisat 

Adam Miodohski. 



Prace przedwcze^nie zgaslego historyka J. ToepfFera, autora attyc- 
kiej genealogii, majq szczeg61niejszy urok. Oryginalno^ pogl^du, 
unikanie szumnych hipotez, umiej^tna i zachowawcza krytyka irddety 
powabny, nieraz poetyczny spos6b pisania s^ mu w wysokim stopniu 
wfa^we. W dwa lata po ^mierci wydano zbi6r drobniejszych pism 
Toepffera, migdzy niemi ciekawy szkic: »Die Gesetzgebung des Lykur- 
gos«, kt6ry sJuiyt mu za podstawg wykladu wBazylei r. 1894/5. Niech 
mi wolno b§dzie kilka" niniejszych uwag oprze6 przewainie na tym ar- 
tykule ^). 



Arystoteles, klasyczny znawca i badacz ustroju paiistw greckich, 
nietylko zgodnie z tradycy^ staroiytn^ uwaial Likurga, prawodawcg 
spartaiiskiego, za cztowieka z krwi i koSci, ale tak^e zaznaczyl, ie razem * 
z Ifitosem brat udzial w zatwierdzeniu pokoju swi^tego w Olimpii*). Na 
pami^tk? tego aktu rfoJono w swiqtyni Heraion kr^iek, na kt6rym Ary- 
stoteles czytal wyraMe wyryte imi§ Likurga, t zw. lyirsj o((7xoc •''). Ifitos, 
kr61 krainy Elis, zaprowadzit igrzyska olimpijskie r. 776 i r6wnocze§nie 



') PoT. BeitrSge zur griechischen Altertumswissenschaft von lohannes Toepffer 
Berlin 1897, str. 347—362. Zob. takie A. Bauer, Die Forschungen zur griech. Gesch. 
188S-1893 (Manchen 1899) str. 163. 

*) Por. Plutarch, Lyk. 1. Pausan. V 4, 4. 

*) Pausan. V 20, 1. Plutarch, Lyk. 1. 



38 

ustanowil ekechejri§, gwarantowan^ przez Spartan. Jakkolwiek bowieni 
Lacedemoiiczycy dopiero po podbiciu Messenil od r. 720 wyst§puj% w spi- 
sie zwyci^skich zapaSnik6w, prawdopodobnie jednak tak samo, jak inne 
paiistewka, nie bior^ce pod6wczas udziatu w agonach, mogli by<5 dopa- 
szczeni do sankcyonowania^ tem bardziej, ie zaprzysi§4enie tego rodzaju 
pokoju mialo moie wyJ^cznie charakter religijny, byto prostj^ ceremoni^ 
bez znaczenia politycznego. Niekt6rzy uczeni przyznajq. wprawdzie, ie 
6w diskos byt star^, autentyczn^ reUkwi^, s^dz^ atoli, ie Ifitos i Likurg 
nie s^ bynajmniej lud^i, tylko istotami wyfezemi, pierwszy messeil- 
skim, drugi arkadyjskim herosem *). Ale jeieli takie Grecy 6smego wieko 
podobnie mieli twierdzi6, to jakie wytl6maczy6, ie wbrew zwyczajowi 
instytucy§ nadziemskich sprawc6w ujeli wform? dokumentu, uwiecznio- 
nego w spiiu? Opr6cz roku 776 zasluguje na uwagg drugie chronologi- 
czne okreSlenie. mianowicie Tukydidesa (I 18), wedlug kt6rego wielka 
reforma Sparty odbyla si§ mniej wigcej przed 40') laty, iicz^c od koiica 
wojny peloponeskiej. A zatem ustawodawstwo Likurga przypadatoby na 
samo przej^cie od wieku dziewi^tego do 6smego. 

Na czem polegala ta reforma? Odpowied^ daje znana rhetra Li- 
kurga, przekazana przez Plutarcha, Lyk. 6, z kt6rej godzi si§ wysun^6 
na pierwsze miejsce wiadomoSc o podziele Spartiat6w na nowe lokalne 
fyle i oby (w&a{), lecz nie wiadorao, w jakiej iloSci, gdyi ani za liczb^ 
pigciii fyl, ani za trzydziestu obami nie przemawia iadne staroiytne 
swiadectwo *). Pierwotnych trzech fyl doryckich nie moiemy stwierdzid 
w Sparcie, ale musimy je przyj^d, kiedy wyst^puj^ w koloniach spar- 
taiiskich. Ot64 ich miejsce zajmuj^ teraz inne, liczniejsze *), wywolane 
zapewne potrzeb^ wcielenia w organizm paiistwa Swieiych obywateli, 
przyjmowanych w dobrze zrozumianym interesie pohtycznym w czasie, 
poprzedzaj^cym zupelne zamkni^cie sig i zaskorupienie zdobywczego 
stanu. 

Naturalnem nastgpstwem tego przyrostu uprawnionych element6w 
bytoby tylko pomnoienie Rady ; nie trzeba jej bylo dopiero ustanawiad, 
gdyi od niepami§tnych czas6w w epoce kr6Iewskiej jedynowladcy ota- 
czali si§ zawsze gronem doradc6w. Obecnie ma ich by6 28 geront6w 



*) Por. Pausaniae Graec. descr., ed. Hiizig (1901) vol. II 1, str. 292 

^) Toepffer, str. 348 przytacza nazwy pi^ciu lokalnych fyl: Pitane, Messoa» 

Limnai, Konura, Dyme. Co do ob por. Sch5mann-Lipsius, Griech. Alterth. *, I (1897;, 

str. 218 i 236. 

') Prof. W. Zakrzewski, Hist. staroi. (1899) str. 54 m6wi o trzech pokoleniacb 

(fylach) i 30 obach. 



39 

i 2 kr616w, razem 30, i oni •Iworz^ geruzyg, Rad§ starszycii. Nadto co 
miesi^c powinno si§ zwotywad zgromadzenie og61ne Spartiat6w (apella) 
raigdzy Babyk^ i Knakionem, a wi§c na przestrzeni, objgtej okrggiem 
spartaiiskich, otwarlych osad (xwjjiat). Por. SchOmann ■ Lipsius, L c. 239. 
Z tego zarz^dzenia nalezatoby wnosi6, 4e przedtem zebrania ludu odby- 
waly ag rzadziej, albo bez oznaczonego terminu. Apella nie miala wla- 
sciwie ^dnej wtesnej inicyatywy; byla powoJan^ do zatwierdzenia, 
wzgl§dnie odrzucenia wniosk6w lub przedlozeii geruzyi, przypominajq- 
cych atenskie probuleumata, a wykonywafa to prostym okrzykiem. ^ycie 
parlamentarne by?o tu calkiem odmienne od ateiiskiego W Atenach 
ka^de przedloienie czy wniosek m6gl cdtonek ekklezyi poddawa6 kryty- 
ce, m6gt czyni6 poprawki, ^da6 uwzgl^dnienia dodatk6w, a nieraz cate 
probuleumata ulegaJy w ogniu dyskusyi doszczgtnej zmianie, kaidy tei 
obywatel m6gt przepisan^ drog^ wyst§powa6 z wnioskami. W Sparcie 
apella nie bierze ^dnego udzialu w debatach, nie wolno jej robi6 ia- 
dnych uwag ; jedynie kr61owie lub geronci (potem takie eforowie) przed- 
Hadaj^ sprawy pod obrady i sami o nich rozprawiaj^. Tak wi§c, jeieli 
apella przyjgla wniosek, znaczy to, ze powziela korzystn^ uchwaJg, bo 
naleiy przyj^6, ii rada (przynajmniej swojem zdaniem) stawiala tylko 
pozyteczne wnioski. Odrzucenie przedloienia r6wna6 sie b^dzie znatury 
rzeczy szkodliwemu rozstrzygni§ciu. W tym ostatnim wypadku mial 
zarzqdzi6 Likurg proste uniewainienie uchwaly *), to jest posl^pil wpra- 
wdzie surowo, ale w danych warunkach konstytucyjnych konsekwentnie. 
C6iby si§ dzialo, gdyby apella w ostatniej instancyi, zupelnie jui pra- 
woraocnie, miala przywilej nie przychyla6 sig do zdania rz^dz^cej 
rady? W chwilach krytycznych, zwlaszcza wobec rzadkich posiedzeii, 
podobna brori w rgku zgromadzenia bylaby nieraz zgubn^. W tych cia- 
snych granicach, zakreslonych przez Likurga, pozostaje apella jeszcze 
w czasach historycznych, nawet wtedy, kiedy ogromny wpljw efor6w 
trzymal na wodzy kr616w i r6wnocze6nie strzegl dobra ludu. Nie moina 
sobie przeto wytl6maczy6, co bylo powodem, ze w okresie pomigdzy 
Likurgiem a kr61ami Polydorem i Teopompem nagle te peta mialy si§ 
rozwi^a6 przez zmian? praktyki parlamentarnej na korzy^6 apelli, jak 
pisze Plutarch, Lyk. 6. *) Dlatego slusznie, jak mniemam, klauzul? al Bs 



Por. Piutarch, Lyk. 6 at Sk oxoXiav (pTjTpav) 6 Baao? eXoiTO, tou; TrpEofiuYEVEa; 
tax iiyTfi-za/i inooTaT^pa? ^H£v. Por. Schttmann - Lipsius, 1. c. 241, uw. 4. 

') ToTipov [x/vTot Tiiv :;oXXcov a^aipeosi xat Jipoo^^soEi Ta; Yvwua^ SiaorpE^pov- 
•wv xzX }:apa^'.a^oii2V(ov xtX. 



40 

gxcXiav y.-X, przyj^czono do omawianej retry Likurga ^), z kt6rq si§ zu- 
pelnie logicznie wi^e i tworzy jej poi^ane uzupelnienie. 

Widzimy, ie caJa akcya Likurga obejmuje podzial na fyle i oby, 
nowy uklad geruzyi i ustalenie zgromadzeii og61nych, jako tei prawne 
oznaczenie politycznych atrybucyj rady i apelli. Ot6i to wszystko bez 
wahania mo4e by6 uwaiane jako czyn prawodawczy jednego czlowieka. 
Jeieli zas dokonat tej reformy za wsp62dzia}amem i wskaz6wk^ wy- 
roczni delfickiej (Plut Lyk. 6), to wiadomo, ie Delfy wywieraly wielki 
wpjyw nawet na polityczne stosunki Grek6w (Sch(5mann - Lipsius, 1. c. II 
(1902) str. 48), ie r6wniei: Klejstenes nie gardzit t^ powag^ kiedy no- 
wym fylom nadaJt nazwy eponym6w, wybrane przez Pyti§ z po§r6d stu 
hero6w (Aristot, 'A3. icoX. 21, 6). Norm^ dla Likurga byfa [Lxneia 1% 
AsX<po>v... p (bTijTpav xaXou^iv, to jest (jak tI6maczy Toepflfer str. 350) 
orzeczenie, wskaz6wka boga, kt6ra przez przyj^cie i sankcy§ raiala 
w Sparcie znaczenie prawa (pTJTpa = voijlo;)'). Wainem Swiadectwem 
dla tego wsp6tdzialania Delf, a zarazem potwierdzeniem autentycznosci 
samej retry jest jej poetyczna parafraza u Tyrtajosa ^), kt6r^ podaj^ 
podlug wydania Bergka: 

<PoiPov dtxoiioavTeg Ilvd-wvo&BV olxad' eveixav 

fiavxeiaq te d-eoi) xal reXeevz' inea • 
HqX^i^v fiev fiovXfjg &eoTi[iriTovg fiaaiXfjagy 

oloL fAekei JSnaQTv^g IfieQoeoaa nokigy 
nQeofivyevelg %e jfeQovtag • eneixa de drjfiozag &vdQag 

eid-eiaig Qi^TQaig &vTanafieifiofievovg 
fivd-elad-ai Te ra xaXa xal eQdeiv ndvra dixaia, 

fiYjd' imfiovXeveiv rfjde noXeL {tl xax6v}j 
drjfiov de nXrjd^ei vixr]v xal xdQTog eneaS^ai * 

4>olfiog ydcQ neQi rcov &d^ dveiprive noXeL 



») Tak np. Th Bergk, uwaga do fr 4 Tyrtajosa (Poet. lyr. gr. II* p. 11) i Toept- 
fer, 1. c. 351. Inaczej G. Gilhert, Handb. d. gr. StaatsalU I (1893) str. 64. 56. 

*) Por. takie R. Hirzel, "Aypa^o; v6{xo; (Abhandl. d. philolog.-hist. Cl. d. kgl. 
Sachs. Ges 1903) str. 73 uw. 1. 

') Wiersze, przytoczone przez Plutarcha, Lyk. 6, bez podstawy uwazano za 
podsuni^te Tyrtajosowi. Zob. Toepffer, i. c 351 n.; Gilbert, Griech. Staatsait. I str. 
8 uw. 1 ; J. Beloch, Griech Gesch. I. atr. 306 uw. 1 Jak cz§5<5 retry, tak i te dysty- 
chy zwiazal Plutarch z rzekom^ ustawodawcza czynnoScia Polydora i Teopompa. 



41 

Plntarch przytacza tylko sze^ poczqtkowych wierszy, kt6re naleiy 
nzupefoid z Diodora dla ratowania samego sensu, albowiem apxeiv od- 
nosi sig do kr616w i geront6w, nie przyslugnje zaS w tym stopniu samej 

apelli (SYjfJidTa^ cb^pa^) '). 

W ten spos6b mielibysmy przed sob^ osobisto§6 historyczn^, 
kt6rej dziafanie w rozmiarach powyiej podanych ma wszystkie cechy 
piawdziwosci. Historycznem zdarzeniem, znacznie p62niejszenl od samej 
koDstytucyi, jest takze kult Likurga w Sparcie, czed6 boska dla wielkiego 
cdowieka, poswiadczona. najpierw przez wyroczni§ u Herodota I 65 
(Toepffer, str. 361). Tradycya przypisywala mu p6^niej znacznie wi§cej : 
podzial zierai, wprowadzenie dyscypUny spartaiiskiej (agoge) i t d. To 
jui jest wytworem legendy. Podobnie Ateiiczycy odnosili do Solona to 
wszystko, co im bylo milem w instytucyach demokratycznych. Nowsi 
Ticzeni zgota nie pozwoIiU Likurgowi kosztowa6 dar6w ziemi, przeni6slr 
szy go odrazu w regiony religijnych jestestw. 

KrcUcdfv. 



*) Wierszowi 6-mu odpowiada w retrze:«ai 8k axoXiav (^r^Tpav) 6 oajAo; eXoito. 



Peda^o^ika Arystotelesa 

Napisal 

Antoni Danysz. 



Arystoteles jest najpot^iniejszym umyslera, jaki wydala Hellada. 
Tworzy on w historyi literatury greckiej zwrot bardzo wainy od kie- 
runku literacko - muzycznego do scisle naukowego. A jeieli literatura 
grecka i pod tym wzglgdem stan§ta na imponuj^cej wyiynie, to za- 
wdzi^cza to albo bezposrednio jego pracom, albo wplywowi, jaki wy- 
wart na szkol? perypatetykdw. Znauk^ Platona o ideach zerwat bardzo 
rychto, a w miejsce jego filozofii, zmierzaj^cej do tworzenia poj^d, zbo- 
dowal caly system nauk opartych na faktach. Jego trze^wy umysl liczy 
sig zawsze z ^rzeczywistosci^, a w miejsce platortskiego empiryzmu uiy- 
wa iciile naukowej dedukcyi. Podczas gdy Platon jest przedstawicielem 
idealizmu, w Arystotelesie widzimy realizm, kt6remu zjawiska tego 
Swiata dostarczaj^ materyalu do rozwaiania. Studya jego nadzwyczaj 
rozlegle, w kt6rych nie pogardzil nawet drobnemi zewn^trznemi spo- 
strzeieniami, doprowadzily go do zbudowania wielkiego systemu nauko- 
wego. W ten spos6b poloiyl podwaliny pod wielk^ encyklopedy^ wie- 
dzy ludzkiej, wykoiiczon^ w szkole filozoficznej przez niego zalotonej. 
Niema prawie umiejgtnoSci, kt6rejby albo sam nie uprawial, albo kto- 
raby w szkole jego nie byla opracowan^. Zajmowal sig poetyk^, reto- 
ryk^, logik^, metafizyk^, fizyk^, etyk^, polityk^, ekonomi^, psychologi^, 
history^ naturaln^, matematyk^, historyq literatury. Prace jego s^ tak 
obszerne, ie przechodzq, sily jednego czlowieka. Dla tego przypuScic 
naleiy, ie niejedno dzielo, kt6re nosi jego nazwisko, powstalo raczej 
w jego szkole, nii w jego glowie. 



43 

Podobnie jak Platon, nie napisai Arystx)leles osobnej pedagogiki, 
ale swqjg pedagogiczn^ teory^ wpl6ll w dzieto o ustroju paiistwowyia 
p. t. IIsXiTtxa. Pedagogiczne idee wypowiada Arystoteles w tem dziele, 
jak si§ zdaje, na koncu w ksiggagh 7-ej i 8-ej, albo podtug innego po- 
rz^dku w ksi^gach 4-ej i 5-ej Tre§(*. o^miu ksi^ Polityki jest nast§pu- 
j^: I. Zarz^d domu, II. Najlepsze paiistwo wraz z krytyk^ history^ 
czn%, III. Pojgcie padstwa, kr61estwo, IV. Inne formy rz^du, wfadze 
polityczne, V. Zmiany w paiistwie. VI. Dzupetnienie ksi§gi 4-tej, VIL 
Eudajmonia, najlepsze paiistwo, wychowanie, VIII. Ci^g dalszy, wy- 
ksztalcenie. Opr6cz tego mysli o wychowaniu zawieraj^ ustgpy Etyki 
Xikomachowej. 

te umysJ tak wszechstronny jak Arystotelesa nie stworzyt osobnej 

pedagogiki, lo tlomaczy si§ pociqgiem do polityzmu u Grek6w. Wycho- 

wawcza teorya wydaje si§ Arystotelesowi cz§§ci^ nauki o paiistwie, po- 

niewai jako Grek nie odczuwal doi6 swobodnie praw jednostki. Naj- 

wvzsz^ praktyczn^ dzialalnoSci^ jest podtug niego dziaIaInos6 polityczna 

(xupiwTiTTi czi(rr»5{Ar,), kt6rej zadaniem jest migdzy innemi robi6 ludzl 

i obywateli dzielnymi i dobrymi (aYx&ab; tou; zoXka; •Koxf^cui 7,al ^paxT'.- 

•it:j; Tu)v xa/.wv). Z tem wszystkiem jego pedagogika, cho<3 zbudowana na 

podstawie socyalnej, ma jednak inny zakr6j nii platoiiska. Platon two- 

rzy nowe paristwo nie licz^ce si§ ze zwyczajem. Dzieci u niego nie na- 

lei^ do rodzic6w — troska o wychowanie naleiy wyl^cznie do patistwa, 

kl6pe je urz^dza w swoim interesie, czyli pedagogika socyalna przechodzi 

u niego w socyalistyczn^. Arystoteles wychowanie takie uwaia za rzec^ 

panstwa, pedagogika jest u niego cz^sci^ poUtyki, ale w obr^bie wycho- 

wania socyalnego uwzglgdnia takie prawa jednostki. Dla tego psycholo- 

giczna cz§s6 wychowania, u Platona doS6 pobieinie traktowana, wi^cej 

jest uwzgl^dnion^ u Arystotelesa. 

Arystoteles rozr6inia dwa rodzaje istot. Jedne z nich s^ raz na 
zawsze skoriczone i niezdolne do dalszego rozwoju, drugie mog^ si§ da- 
lej rozwija6. Do pierwszych naleiy niemateryalna formalna substancya, 
czyii duch, do drugich wszelkie stworzenia, kt6rych okreslaj^ca forma 
jest przywi^zana i zrealizowana w jakiejS materyi, bo podlug Arystote- 
lesa, ile mater^'a przez przyst^pienie do niej formy staje si§ przed- 
miolem, forma stanowi istot§ kaidej rzeczy. Jstoty materyalne dziel^ si§ 
na takie, kt6rych rozw6j odbywa sig na mocy praw w nich samych 
spoczywaj^cych i inne, kt6re si§ mog^ rozwijac swobodnie w rozma- 
itych kierunkach. Chociai mozliwych form rozwoju jest wi^cej, to je- 
dnak istota ich o tyle jest ograniczona, ie jedna forma jest tylko pra- 

wdziwa, bo to ixsv a;jt.apTav£iv izoWayJilit; sjtiv, to ^e xaTopS^cuv ^.svayw;, 



44 

Vozwijaj^ si§ wi§c w kierunku swej isloty. Jesteslwa zdolne do rozwoju 
gpontanieistycznego s^ swobodniejsze w por6wnaniu z innemi istotami 
o przepisanych formach rozwoju przez to, ie maj^ zdolno^<5 myslenia 
czyli Swiadomos6 siebie, maj^ my^l, 'kr(oz^ bo Xoyo; moie osi^gn%<? takie 
przeciwienstwo, a istota bez X6yo<; tej zdolnosci nie ma. Ciepio, kt6re 
nie ma X6yc;, jest tylko ciepJem, ale sztuka leczenia, jako wynik rozu 
mu, moie objq(5 zdrowie i chorob§. Tak^ swobodn^ istot^; zmysJowej 
i zarazem umystowej natury, jest z wszystkich istot na ziemi tylko 
czlowiek. Cztowiek ma wi§c zaszczytny obowiqzek rozwijania sig, ale 
poniewai ma )6yo;, to cho6 droga jego rozwoju jest przepisana jego 
istotq, moie wybra(5 fatezyw^ drog? rozwoju i min^6 si§ z przezna- 
czeniem. 

Rozw6j przychodzi do skutku w ten spos6b, ie to, co jest, dziata 
na co§, co jest tylko dynamicznie, czyli rozwija6 si§ moie pod dziafa- 
niem zewngtrznego wptywu tego samego rodzaju (xb xivcGv), jak czlowiek 
pod dzialaniem czlowieka, muzyk pod dzialaniem nmzyka (ctsv av3po)::c; 
e^ av3p(o::ou, jxouaixb? uxb jjioucixoij del xivcuvt6; tivoc ^ipwxcv). Czlowiek nie- 
rozwinigty mo:^e si§ tylko rozwijad pod wplywem czJowieka rozwini^ 
tego, a wplyw ten doroslego na niedorosJego jest wychowaniem. Na 
okreSlenie dzialania Arystoteles stworzyl osobne wyraienie, vnEkiyv.x 
od czego odr6inia zdolno§6 biern^, kt6r^ nazywa cuvaiJi'.;. Tak wiec wy- 
chowanie, m6wi^c terminami arystotelesowymi, jest entelechej^ ludzka, 
dzialaj^c^ na dynamis ludzkq. Wychowanie koiiczy si§ z chwil^, kiedy 
rozw6j isloty ludzkiej jest skoiiczony, albo kiedy wychowanek o tyle jest 
saraodzielny, ie sam zdolny jest prowadzi6 prac§ nad swoim rozwojem. 
OkreSlenie wychowania przez Arystotelesa jest przeprowadzone z nad- 
zwyczajn^ bystrosci^, tak ie do niego niewiele moina doda6 i od niego 
uj^6. W rzeczywistoSci dziala przy wychowaniu jeszcze co§ wi^cej, t. j. 
obok entelechii ludzkiej dziata takie dynamiczny rozw6j, czyli zdziecka 
musiaJoby si§ co^ zrobi6 nawet bez wplywu zewn^trznego albo pod 
dzialaniem nieSwiadomych czynnik6w wychowawczych, ale tego rozwoju 
nie moina jui naz.va6 wychowaniem. Wplywy postronne nie tego sa- 
mego rodzaju co przedmiot wychowania, jak n. p. natury albo okoli- 
cznoSci, dla teoryi pedagogicznej nie maj^ Jadnego znaczenia, poniewai 
s^ przypadkowe albo niepochwytne. 

Skoro wychowanie raa rozwija6 nicdorostego, ten, kt6ry je prowa- 
dzi, a tym jest w paiistwowej pedagogice Arystotelesa nie pedagog, lecz 
prawodawca, musi ztia6 psychologiczne podstawy wychowania, podobnie 
jak okulista musi zna6 cate ciato ludzkie: Syj/vcv oti BeT tov TrpaxTtxbv vM- 
vai Tziiiq Ta •jrssi 4'UXV' wTZtp xai tcv is^aXjJLCu; .^spa-suovTa xal ::av cxwiJLa» 



45 

Dla tego wypada nam pokr6tce zestawic*, co podlug Arystotelesa stano- 
wi istotg umysJu, jakie s^ siJy umystowej kt6re przez wychowanie raaj^ 
si§ rozwinqd. Czlowiek raa niejedne wlasciwoSci wsp61ne z roslinami 
i zwierz§tami, ale, co jemu tylko przystuguje, to jest duch, Xi-^zc. Ce« 
cha charakterystyczn^ ducha jest swoboda mySlenia. Przez ducha czlo- 
wiek r6zni sig od innych istot, kt6re albo dziaJtaj^ nieswiadomie pod 
wpjywem praw, wtoionych w ich wn?trze przez natur§, albo pod wpty- 
wera przyjemnych lub nieprzyjeranych wrazeii dostarczanych przez 
<wiat zewn§trzny, czyli pod wptywem poi^dania. Duch ten jest pol^- 
czony w spos6b przez Arystotelesa niewytlomaczony z dusz^ zmystow^, 
ozywiaj^c^ cialo, kt6rej uHad w czlowieku jest korzyslniejszy, nii u in- 
nych stworzen. Ten zwiqzek swobodnego ducha z dusz^, poJ^czon^ 
z fizycznym organizmem, pozwala czlowiekowi zapanowad nad poi^da- 
niami, kt6re nie s^ jak u zwierz^t tylko zalezne od przyjemnych albo 
nieprzyjemnych podrainien, ale wprost od mySlenia ducha. Cztowiek 
moze wigc swoje poi^dania zwr6ci6 takie wstrong tego, co za pomoc^ 
mysii za godne poi^dania uzna. W ten spos6b poi^danie samo przez 
sie nierozsqdne (5p£;.c) staje sig u czlowieka rozs^dnem poiqdaniem 
fASYiaTixTj ipt^'.(;). S^ wigc u czlowieka dwie sily, t. j. sila rozumu i siJa 
poi^dania, normowana przez rozura. Zadaniem wychowania jest te dwie 
psychiczne sily wyksztalci^. Wyksztalcenie ciala jest takie konieczne» 
ale tylko o ile ono wspiera dzialanie umysJu. 

Najwainiejszem u cdowieka jest duch, bo on jest sam dla siebie, 
poi^danie zas jest podlegte duchowi pv6fci> 6::axoueiv SuviiJievcv), dla 
tego w wychowaniu chodzi przedewszystkiem o wyksztalcenie ducha. 
btota ducha zwr6con^ jest ku pojmowaniu prawdy, a wi^c duch osi^ga 
swoj^ doskonaJos6 przez stale posiadanie prawdy. Prawda zaS dotyczy 
nie tylko poznania najwyiszej niemateryalnej substancyi, lecz tak:ie tych 
form, kt6re znalazly swe urzeczywistnienie w materyi, czyh nie tylko 
rzeczy istniej^cych w abstrakcyi, lecz istniejqcych takie konkretnie. 
Pierwsze poznanie nazywa Arystoteles voOq, drugie eTCKTrr^iJLY}, apol^czenie 
obu daje cnotg m^drosci, as^ta. Ale duch przez pol^czenie z dusz^ zmy- 
siow^ ma zarazem zadanie normowania zmyslowych poi^daii. Jest to 
tem potrzebniejsze, ie, gdyby nad sw% Spe^'.; nie zapanowal, m6gfty 
popas6 w zaleinos6 od niej i narazi6 na szwank swoj^ wlasnq, do- 
skonato^d. Tg strong czynnosci ducha, kt6ra nie ma do czynienia 
z poznawaniem, ale z dziaJtaniem, nazywa Arystoteles praktycznym 
rozumem, opovr^aii;. Tak wigc ao^ta i <pp6vr^ai(; s% cnotami mysl^cego 
umysiu, a poniewai Arystoteles myslenie nazywa 8iavoia, dla tego cnoty 



-y- 



46 

te nazwal dianoelycznemi. To jest pokr6tce zestawione pole dzia- 
^ania wychowawczego. 

Wychowanie zaleiy od przyrodzonych zdolno^ci cztowieka, kt6re 
nie s^ r6wne we wszystkich jednostkach i dla tego nie dopuszczaj:| ru- 
wnych u wszystkich ludzi wynik6w. Arystoteles przypuszcza, ie zdolno- 
sci kobiet sq mniejsze, nii zdolnosci mgiczyzn. U niekt6rych ludzi zdol- 
noSci s^ tak mate, ie pozwalaj^ im spelnia6 tylko fizyczne prace. Dla 
tego u tak stabo uzdolnionych ludzi o wychowaniu wfa§ciwie nie moze 
by6 mowy. Koniecznym warunkiem wychowania jest, aby cztowlek 
byl uzdolnionym fizycznie i moralnie, a nie stat nastanowisku zwierz^t. 
Wychowanie powinno byc r6wne i og61ne, poniewai nie mo:^na odrazu 
klasyfikowad ludzi na gorszych i lepszych, na takich, kt6rzy maj^ rz^- 
-dzid i kt6rzy majq by6 rzq.dzonymi. Arystotelesowi chodzi o wyksztatee- 
nie dobrych ludzi, co w jego partstwowej pedagogice r6wna sie wy- 
ksztateeniu dobrych obywateli. Dla tego wychowanie powinno rozwin^c 
43pecyficznie ludzkie sily. Poniewai ciato jest organem dziatania, dla tego 
i fizyczne wychowanie jest potrzebne. Wychowanie musi sie rycWo 
zacz4(S, bo pierwsze wyobraienia s^ najsilniejsze : zivTa ^ap GTepY:;j.r/ 
Ta rpwTov \xaCk\or 8ib SsT ts»? v£oi? wivTa •jroteiv $eva Ta owjkoL. Porz^dek, 
w jakim wychowanie ma si§ odbywad, jest nast§puj%cy : poniewaz ciato 
rychlej powstalo nii duch, — a usposobienie, wola i nami§tno66 przy- 
chodz^ razem na Swiat z urodzeniem, dla tego najpierw trzeba sig sta- 
ra6 o wyksztateenie ciafa, potem pois^dania, a w koricu ducha. Wycho- 
wanie musi mie6 sw6j cel w sobie samem, czyU wychowywa6 trzeba 
41a tego. aby umyst ksztalci6, a nie dla praktycznych korzySci, albowiem 
«zukanie wsz§dzie korzySci najmniej przystoi ludziom wielkodnsznym 
i wohiym: to 8s ijTfjTsTv izvnx/o^ to /pi^ffiji.cv ^y-idTa ipjjL^TTSi tcT? pLsvaXc^.^ 
Xou; 'AoCi ToT; e).eu3ipou;. Koniecznosc za§ wychowania dedukuje Arystoteles 
^ refleksyi, ie, jak cztowiek jest najdoskonaiszem z wszystkich stworzen. 
tak tei moie si§ stad najgorszem na mocy swych wyr6iniaj^cych zdol- 
nosci, jeieli prawo i sprawiedliwos6 nie ogranicz% jego przewagi umy 
«towej, ma bowiem w swoim umySle broii, kt6ra go moie zrobid naj- 
bezecniejszem i najdzikszem stworzeniem, oddanem zmyslowym ucie 
chom, jeieU nie ma cnoty. Zresztq, wychowanie jui dla tego samego 
jest potrzebne, ie, skoro cztowiek wejdzie na zt^ drog§, poprawa jego 
jest bardzo trudna. 

JeieU si§ odUczy przyrodzone zdolnoSci, cztewiek staje sig tem, co 
z niego robi wychowanie: to Xoi-bv ^p^ov t^; TiaiScia?. Poniewai cnola 
jest podw6jna, t. j. polegaj^ca na rozumie, dianoetyczna i na przyzwy- 
czajeniu, etyczna, dla tego podw6jne sq tei srodki wychowania: diano- 



^tyczna potrzebuje raczej nauki, eiyczna przyzwyczajenia. Srodkami 
wychowania s^ wi§c przyzwyczajenie i nauka. 

Preyzwyczajenie powstaje przez cz§ste powtarzanie czynnosci: lca, 
5ta To TwXXaixi; ::€-5'.Tjx£va». zciow/. Ale przyzwyczajenie nie zawsze jest 
moiiiwe. Moie ono dziafa(5 tylko przy sile, kt6ra jest przyrodzona, ale 
ma tyle swobody, ie si§ raoie w rozmaitych kierunkach objawiad, bez- 
«ilnem za§ jest przyzwyczajenie w obec siJ, dziataj^cych zawsze tylko 
w jednym kierunku z przyrodzenia. Sita wiec, kt6r^ wychowanie wyra- 
bia, mo^e by<3 tylko ogdlnej natury. Tak^ sil^ swobodnie sig objawia- 
J4CQ jest poiqdanie ludzkie, bo ono nie tylko zaleiy od wra^en czysto 
zwierz§cych, a wigc" przyjemnych albo nieprzyjemnych, ale normowane 
jest takie przez rozwagg. Przyzwyczajenie musi czlowieka nauczy(5 po- 
z^dad tylko tego, co dobre i pigkne. Wychowanie nie mo4e si§ wdawa6 
w pouczanie, co dobre lub zte, lecz musi dziata6 przyzwyczajeniem, po- 
niewaz mlo6ziei stoi na stanowisku zwierz^t i poi^da tego, co zmysty 
jako przyjemne poddaj^: xxTa -jrx&o; YJtp ouxot ^uiai xat (jLaXtvTa Stwxcuot Tb 
Tjcb auioii; xa: xb 7:ap6v. Czlowiek, kt6rego wszystkie poi^dania si§ zaspa- 
kaja, traci wszelk^ wrazliwos6 i poczucie wyiszego dobra. Przyzwycza- 
jenie musi czlowieka nauczy6 poi^da6, co dobre i pi§kne, a moie to 
przeprowadzi6, bo z wszystkich zwierz^t cz/owiek jest jedynera, kt6re 
jest na to wrailiwem: touio y^P ^^?^^ xaXXa Cwa toT? avS-fw-ci; Biov -zh \U' 
'izy 0^0^00 %at xay.su xat otxabu xat aoixcu xal twv a)^Xa)v atTSriaiv ex£t''. 

■Cnot? za5 zyskuje sig tylko przez to, ze si§ j^ wykonywa: przez wyko- 
nywanie sprawiedliwoSci staje si§ cztowiek sprawiedliwym, przez wyko- 
nywanie umiarkowania umiarkowanym, przez wykonywanie m^stwa 
meznym Przyzwyczajenie przechodzi w natur§, czy4i, jak m6wi Arysto- 

teles: 5;jloiov y«? "c*. to IJ&cj; ttj oucei, £YY^^ T^? '^ ::c)xXaxt^ tw itL Przy- 

zwyczajenie wyrabia zamitowanie, a skoro dziecko pokocha pewne czyn- 
nosci i wyobraienia, jego wola stale na nie jest zwr6cona. Dla tego 
trzeba cnoty skosztowa6, aby j^ pokochad: tcj Ik xaXoj xal ws dXr,5'.vw; 
ilib^ ouo' ^vvciav iyz\)z\y (cl veci) aYsujTct Svtsc. Wychowanie powinno przez 
przyzwyczajenie wywoIa6 interes dla dobrych uczynk6w, aby si§ czJo- 
wiek nauczyt cieszy6 si§ dobrem, a smuci6 si§ zlem. 

Srodkiem przyzwyczajenia jest rozkaz albo zakaz, kt6ry normuje 
wol§ wychowanka. Zacz^d trzeba od normowania objaw6w gniewu, 
strachu i zmyslowych poi^daii Wychowuj^cy musi pod tym wzgl^dem 
wymaga6 od wychowanka posluszeiistwa i to bezwzglgdnego, poniewai 
dziecko nie ma o tem wyobraienia, dla czego mu si§ rozkazuje albo 
zakazuje. Rzadko bowiem cztowiek sam ze siebie odczuwa, co jest pi§- 
kne i dobre — - przewaina cz§s6 iyje pod wplywem zewn^trznych zmy- 



48 

sJowych wraieii, kt6re wplywajq, na jego poi^danie. Dla tego wycho* 
wawca zrazu rozkazuje albo zakaznje, nie motywujqc swego i^d^m^. 
Wychowawca niemoie wigc szuka6 motywowania swego rozkazuwstu- 
sznoSci sprawy, ale ihasi podnieS(5 dzialanie rozkazu czem innem, a tem 
jest mitos6 dzieci do rodzic6w: axTTcep y^? ^'' '^*^? •^ioXso-iv evioyuct Ti 
v6ixifji.a yLoi ta eJ&T), oOto) xal ev oix.{at^ o\ itaTpixol X^^oi xat Ta I&tj xat Iti 
jjiaXXov ^ta tt)v TjvYsvecjtv xat Tot; eu£pY6ffia;. Czy z tego powodu, czy iei 
uznaj^c indywidualne prawo rodzic6w, wymaga Arystoteles, iehy dzie- 
cko przez pierwsze 7 lat w^chowywalo sig wyl^cznie pod wplywem ro- 
dzic6w, przez co staje na zupeJfnie odr^bnem pedagogicznem stanowisku, 
nii socyaUstyczna pedagogika Platona. Ale sama mito66 nie moie zapewni6 
wychowaniu poshiszeiistwa, poniewai zewngtrzne podrainienie poi^dania 
jest nieraz silniejsze, niz uczucie mitoSci. Dla tego wychowanie siega do 
innego srodka, t. j. do f,S5vi^ i Xutiy;, czyli do nagrody i kary: xcXi^cjai 
Yap xai TifjLwpcuvTat tcu^ BpwvTa^ Ta jJio/^Yjpa. tqj^ 5^ xaXa ^rparrcv-a^ TtjJLokjiVj 

(i)? Tou; [jL^v TTpoTpdC^ovTec; tou; Be xa>X6ciovTcc. Jak wszyscy teoretycy dawniejsi, 
Arystoteles o^wiadcza si§ za kar^ cielesn^ u mlodszej mtodziezy, kt6ra 
jeszcze nie jest dopuszczon^ do zasiadania przy wsp61nych ucztach (Tb/ 
eXeu^epov (xvj-^ro) xaTaxXiaeo); ■^^woii.evov ev Tot; cuatT(ctq), a za innemi han- 
bi^cemi karami (ariiJLtat dveXe63*6ppt) u starszej mtodzieiy. Kary i pochwaZy 
dzialajq, tem silniej, ira wigcej jest rozbudzona ambicya, ira wigcej mto- 
dziei odczuwa, co dobre i pi§kne. Jeieh zas wszelkie ^rodki niewystar- 
czaj^ do okielzania mlodzieiy, patistwo ma prawo takie nieuleczalne je- 
dnostki wykluczy6 ze swego zwi^ku (tou; av.dTOu; 5Xwc eqcpi^stv). Arysto- 
teles bowiem s^dzi, ie do zapewnienia wychowaniu bezwzglgdnego po- 
siuszenstwa nie wystarcza wladza ojcowska (i^ [Jtev 7:aTpixT) TrpojTa^t? cux 
e/et To td^upbv ouSe dvaYxaTov) i w og61no6ci wfadza jednego czlowieka, 
jeieli nie jest kr61em, albo nie ma wtadzy odpowiadaj^cej wladzy kr6- 
lewskiej — tak^ zmuszaj^c^ silg ma tylko prawo (6 ce v6[jlo(; dvavxa(mxY;v 
e)r£'. BuvajjLiv). 

Ale s^ jeszcze inne powody zmuszaj^ce paiistwo do uchwycenia 
wychowania w swoje rgce. Podlug Arystotelesa polityka jest xupwDTihYj 
extcTT^iJLTf;. Paiistwo jest podlug definicyi, kt6r^ daje w Pol. 3. 9 t^ tou e5 
!;^v xotva)v(a, a wigc instytucy^. w kt6rej prawdziwe dobro i prawdziwe 
szcz^^cie znajduje swe urzeczywistnienie. Dla tego tylko czlowiek ^j^cy 
w paiistwie, dvijp 'icoXtTtx6<;, ma prawdziw^ swiadomo§6 tego, co ludziom 
do szcz^scia jest potrzebne, oraz zna srodki, kt6re do osi^gni^cia szcz§- 
scia prowadz^. Czlowiek jest z natury wi§cej politycznem stworzeniem, 
mi zwierz§ta iyj^ce gromadnie: •nroXiTixbv 6 dv^-piozoi; ^wcv zdGr^^ lAeXtmrj; 
xai TcavTc? aYeXaicu C^ou [xaXXov. Arystoteles bardzo jasno okresla swe 



49 

pedagogiczne stanowisko. Czlowiek iyJQcy luzem, 4yje przeciwko swej 
nalurze, poniewai nie raoie sobie sam wystarczy<5 — jego prawdziwe 
iycie zaczyna si§ dopiero w organizmie paiistwowym, musi wi§c ogl^- 

da6 sig na catos(3, r^ V i'!:i\t.i\v.% Tie^uxsv exicrTcu jjicpisu pXszstv 'j^ph^ ttjv tsO 

CA5J 2zt|A£X£iav. Jak dom, jako cz§§6 caloSci, musi si§ rz^dzi6 wzglgdem 

na catos<5, tak tei i wychowanie dzieci musi si§ kierowad wzgl§dem na 

paiislwo. Wychowanie naleiy do panstwa, tem wi§cej, ie podtug wyo- 

brazenia Arystotelesa dobrzy obywatele s% identyczni z dobrymi ludi^mi. 

Ze w obrgbie organizm6w skladaj^cych ludzkosd, a u Arystotelesa tylko 

|)aristwowych, jest moiliwe dyferencyonowanie wychowania, tego Ary- 

stoteles ze swego greckiego stanowiska poj^6 nie m6gt. Wyklucza od 

wychowania, jak kaidy Grek, niewolnik6w, ale kaidy wolny obywatel 

jest wobec prawa Sixois;, dla tego tylko jedno wychowanie uwa4a za 

moaiwe. W poczqtku 8mej ksi^gi Polityki tak wnioskuje: poniewaz 

kazde panstwo raa tylko jeden cel, to oczywist^ rzecz^ 

jesl, ie i jednem jest wychowanie i ie to wychowanie 

jest dla wszystkich przymusowe i ie troska o nie jest 

wsp61n^, publiczn^, a nie indywidualn^ (xax* totavj, jak 

teraz kaidy wychowuje i ksztalci swoje dzieci prywa- 

tnie podtug wlasnego upodobania. Sprawa wychowania jest 

rzecz^ prawodawstwa, kt6re powinno je zrobi6 wychowaniem zbiorowem. 

Dot^d m6wilismy tylko o etycznem wychowaniu Arystotelesa, czyU 

wychowaniu przez przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie uczy cztowieka 

poz^dac tylko tego, co dobre, a wi§c umoralnia jego wolg. Przyzwycza- 

jenie wyrabia etyczne cnoty, kt6re pod pewnym wzglgdem wystar- 

czaj^, aby czlowiekowi zapewni6 moralne dzialanie. Ale wyiej stawia 

Arystoteles cnoty opieraj^ce si§ na poznaniu, wyiej stawia wyksztalce- 

nie lego, co stanowi istotg czlowieka t. j. wyksztatcenie ducha, czyli 

cnoty dianoetyczne. Nie wystarcza dla czlowieka samo moralne 

dzialanie — cztowiek powinien wiedzie6, dla czego ma dziatad moralnie 

i dla czego niekt6re sposoby postgpowania sq wyt^cznie prawdziwe: 

t; [jiETa Tou opS-oO Xoyou §|t? apeTK^ esTiv. Tak wi^c dochodzi Arystoteles 

w wychowaniu do wiedzy. Wiedza jest potrzebn^, aby moralne dziata- 

nie opieralo si§ na swiadoraoSci, ale takie pojmowanie wiedzy, sini^ce] 

dzialaniu, Arystotelesowi nie wystarcza. Wiedza ma mie6 sw6j cel w so- 

bie samej — wiedza, kt6ra sig cieszy sama sob^, stanowi korong wy- 

chowania czlowieka, a czlowiek w posiadaniu takiej wiedzy znajduje 

prawdziwe szcz§§cie. Wychowanie pod wzgl^dem wiedzy zyskuje czlo- 

wiek przez naukg (to pLav^avstv). W najog61niejszem znaczeniu jest [xav- 

^Tfzvi pozyskiwaniem zdolnosci, kt6rej czlowiek z natury nie ma; — o 

4 



50 

tyle przyzwyczajenie jest takie pewnego rodzaju nauk^: iol \xh vip er.- 
i^c[KVKi |jav5ivcjAev, za oe [xavirxvcjvTsc. W scislejszem znaczeniu jest nauka 
pozyskiwaniem wyobraieii i raySli, a wi§c rozwijaniem siJy mysienia 
i wyobraiania przez wpJtywy z zewn^trz. Wyobraieii i mySli nie moina 
jednak duchowi udzielad bezpo^rednio, lecz dzieje si§ to zapomoc^ ze- 
wn^trznych znak6w, crj;AgoXa. Najprostszym, chociai nie jedynym zna- 
kiem jest mowa, poniewaz moina ni^ przez powi^zanie gtos6w w nie- 
skoiiczenie wielu kombinacyach dowolnie wy woJtywa6 wyobraienia i mv- 
sli. Dla tego wJaSciwa nauka mo^liwq jest tylko u tych stworzei, kt6re 
maj^ sluch. Ale wyraz styszany moie by<$ z pocz^tku tylko symbolem 
jakiegos wyobrazenia konkretnie istniej^cego przedmiotu — nie mozna 
wi§c z [jocz^tku inaczej uczy6, jak ie si§, ucz^c wyrazu, a wigc znaku, 
pokazuje zarazem dziecku przedmiot obj§ty znakiem, aby wyobraienie 
i znak w jego umyae zlaJy si§ w jedno. Nauka nie moie jednak na 
tem poprzesta6, nie doprowadziJaby ona do wiedzy, gdyby ucz^cy si§ 
i wyobraienia i znaku nie m6gJt reprodukowad bez wraienia; do lakiej 
reprodukcyi zas potrzebn^ jest pami§(5. Przez cz^ste reprodukowanie 
wyobrazen, znak6w i ich zwiq^zku, czyh przez powtarzanie, wyobraienia 

zyskuj^ na sile: al U p.£Xe7a'. ty)v pi^fjLyjv gwIJsuci tw 6::ava|JitpLv/,{r/,c.v • toDt: 

o'£(r:iv ojBev sTspov t) to ^-ewpsiv TcoXXax^ tvjv sixsva. ZdolnoSd my^lenia sifga 
u czlowieka dalej. Czjtowiek moie nie tylko przedraioty pojmowac lecz 
mo4e takie zapami§tywa6 bg61ne wyobraienia, czyh poj§cia — moze 
przedmioty Sci^gn^6 w ich gI6wnych cechach i rozr6inia6 ich odr^bno- 
M, Jedynym Srodkiem udzielania tych og61nych wyobraieii jest mowa 
albo wyraz, kt6ry jest zawsze symbolem nie szczeg6towego wyobraienia, 
ale pojgcia. Operowanie wyrazami oznaczaj^cymi og61ne poj^cia na wy- 
raienie konkretnych rzeczy jest wtasciwie mysleniera, a mysle6 moze 
tylko czlowiek. Jaki:e4 wi§c ucz^cy moie uczqcemu sig udzielic swoich 
og61nych ray^li ? Ten proces Arystoteles tlomaczy w nastgpuj^cy spos6b. 
UczQcy daje ucz^cemu si§ wyraz i wskazuje r6wnocze§nie na przedmiot, 
to samo robi przy drugim i trzecim przedmiocie tego samego rodzaju. 
Dziecko zatrzymuje w pami§ci przedmioty oddzielone czasem i prze- 
strzeniii, a stysz^c przy nich ten sam wyraz, uczy si§ przez przyzwy- 
czajenie z wyrazem uog61nia6 wyobraienie. Dopiero skoro si§ dziecko 
nauczy operowa6 og6Inemi wyobraieniami nawet bez pomocy zewn§trz- 
nego przypomnienia, moze si§ rozpocz^6 wJasciwe uczenie, bo dopiero 
wtedy mo4e ucz^cy mu udzielic swoich my^li. 

Wtasciwa nauka rozpoczyna si§ dopiero wtedy, kiedy ucz^cy moze 
operowad poj^ciami. Wpoj§ciu bowiem lezy istota i przyczyna tego, co 
jest. Arystoteles m6wi, ie ci dopiero ucz^, kt6rzy przyczyny kazdej rzeczy 



51 
UCZ^: curoi Y^P oiBaffxojaiv ct Ta; aiTia; asycvts; ^epl e7.aT:o'j. Ale ieby na- 

uka doprowadzila rzeczywiScie do tego celu, musi by($ raetodycznq,, t. j. 
rausi post§powa<5 drogq co dopiero wskazan^, a wigc od wraienia po- 
suwa6 si§ do pojgcia. Arystoteles uiywa na to trzech wyraz6w : 5t'., t» 
£7:1, l\z Ti; 5ti wyraia zjawisko konkretne, podane przez zmysly, ti im 
poj^cie og61ne, zyskane przez por6wnanie i zestawienie wyobraieii, 3ia 
r. wyisze poznanie spekulatywne. Na mocy tego daje Arystoteles bardzo 
wain^ dydaktyczn^ zasadg : nie trzeba zaczyna6 nauki od przyczyny, ale 
na tym punkcie, na kt6ry.m rzecz najlatwiej pozna<5 : cu^ a-b tcD Tzpw-yj 

7.:t T^; To5 .TpaYjjLOTo; ipYyi^ vnz-t dpXTSOv, iXX o^ev paov t' 5v jjLaJO', a tym 

punktem jest empiryczne poznanie zjawiska. Przez poznanie szczeg6I6w 
posuwad si§ powinna nauka do poznania og6inych zasad: iar'. 3« ^cppto- 

:i:u) Ta xa^Aou p.aT.idTa, eYYJ"3tT(i> Sk zk y,a3' £/.a3ra. W slowach tych od- 

najdujemy jasno okreslon^ metodg indukcyjn^, kt6ra zaczyna od 6y.aGTa, 
a konczy na xa36Xov. Z t^ zasad^ J^czy Arystoteles drug^ bardzo wain^ 
t. j. ie nauka powinna wychodzi6 od rzeczy znanych i posuwa6 sie do 

nieznanych: ^asa 3iBaT/.aX{a y,ai r^aja ^jlxSt^c:'.; 5'.avoT;T'.y,T) ex -pouicapxvUjy;; 

r-v^-^T, YvdKjsw;. Droga zas nauki, wychodz^cej od rzeczy znanej, jest albo 
indukcyjna (iTTavwYiS) albo dedukcyjna (aTCo^siSic). Miejsce to typowe dla 
ka^dej logiki brzmi: jAavS^ayoixsv y) e^caYwv^ ^ aTroSs^^s», Itc B't; [xb dxoosi- 
c.; £x Twv xa^6X(i)v, i^ B^s-aYWY/; ex twv xaTi ptspo;. 

A teraz przypatrzmy sig przedmiotom, na kt6rych podJug Arysto- 
lelesa ksztaJcenie ma si§ odbywa(5. Przegl^d ich daje Arystoteles na po- 
cz^tku 5tej, resp. 8mej ksi§gi swych Poiityka. Najpierw robi r6inic§ 
migdzy nauk^ godn^ a niegodn^ wolnego cztowieka. Niegodn^ jest na- 
uka szukaj^ca praktycznych korzy^ci, banauzyjna, rzemie^lnicza, kt6ra 
vr cztowieku wyrabia podle, banauzyjne usposobienie. C6i tedy jest ^avau- 
^:;? Za banauzyjn^ uwaia Arystoteles prac§, sztuk§ albo nauk§, kt6ra 
oiato, dusz§ i rozum czyni niezdolnemi do wykonywania cnoty: liavaucou 

cEpYcv elvat toOto vciAii^eiv xal Tr/vyjv TauTYjv y.al [xaS^rjtJiv, oaat T^pb; Ta; y.?'^' 
^ii; aal to; ^rpa^si; t3c; t^; ap2T>5; djxpTQ^^ov ai:&pYa(IovTai to a&ixot, twv eXeuS^e- 
?u)v xal T»;v 'luyri^f y1 ty;v Stavoiav. Praca w celu praktycznych korzysci upa- 
<ila uraysl. Kto wiec oddaje si§ studyom z wtasnej ciekawosci, albo, aby 
innym pom6dz, albo, m6wiqc po dzisiejszemu, dla sporlu, zatrzymuje 
«sposobienie wolnego czJowieka ; za to nieszlachetn^ jest ta sama praca 
^v chgci zysku. Jest to czysto greckie pojmowanie pracy, kt6re po cz§- 
sci dot^d jeszcze w europejskich giowach pokutuje. Praca nie haribi 
czlowieka, powtarzamy wprawdzie dzisiaj, a jednak nie bardzo jestesmy 
sklonni wierzy6 tym slowom i przypuszczamy, moie nie bez slusznoSci, 



52 



i ie islnieje jakis zwi^ek migdzy rodzajem pracy czlowieka a jego we- 

l^ wngtrznem usposobieniem. 

[ ''Em Js Teffaapa, 5 TratBs^siv ei(i)5a9i • YpajxjAaTa xal Yy|j.vaaTi*/.v;v xal pta>- 

I (jivty;v xat Ts-apTov Iviot Ypa?^^-^*' — oto cztery przedmioty, kt6re s^ zwy- 

kJymi przedmiotami nauki: pisanie i czytanie, gimnastyka, muzyka i po 
cz§§ci rysunki. Stosunkowo bardzo kr6tko zbywa Arystoteles nauk§ ele- 
mentarn^ czytania i pisania, poniewai warto^ jej nie ieiy w niej samej, 
lecz w praktycznych korzysciach, kt6re przedstawia. Nauka czytania 
i pisania potrzebn^ jest do zarobkowania, gospodarzenia, do nauki i do 

polityc^nych CzynnoSci : 'r:ph^ yipr,[L0LX{G'fk6'f xai •rpb; oixovojJLiav xai rpb^ ji.xrT,- 

c.v y.a* icpb; icoXtTixa; xpa;£i; roXXi;. Ale elementarna nauka jest jeszcze 
potrzebn^ jako podstawa innej wyiszej nauki: 8ia to ::oXXa<; hoiyiissii 
vtvf.jj-ai S'.' auTuiv (jLx&TiJffeK; eTspa;. Nauk§ rysunk6w Arystoteles nie tyle 
ceni dla praktycznych korzySci, jakich dostarcza przy kupnie i sprze- 
daiy narz§dzi, jak raczej dla dziatania formalnego t. j. ie wykszta/ca 
w czlowieku zmyst estetyczny: 5ti zoisT .^swpTrjTixbv toj Tcspt Ta c70)jjlzt2 
xaXXouc. 

Za to 3zc2.eg61niejszq uwag§ zwraca Arystoteles na wychowanie 
gimnastyczne. Kaie wi§c dzieci oddawad paidotribom t. j. inspektorom 
zaktad6w gimnastycznych, czyli palestr, w kt6rych odbywala fizyczne 
6wiczenia mtodzie^ w pierwszych latach iycia. Arystoteles wystgpuje 
przeciwko kierunkowi gimnastyki, kt6ry prowadzi do atletyki, jak to 
przed nim juz zrobil Platon, r6wniei wyst^puje przeciwko systemowi 
gimnastycznego wychowania Spartan, kt6rzy hartowali mtodziei, chc^c 
w niej wyrobi6 dzikie usposobienie. Mgstwo, twierdzi Arystoteles, nie 
idzie w parze z dziko^ci^ umystu. Mgstwo jest wyptywem wewn^trznej 
szIachetnoSci, a nie zwierz§cego usposobienia, albowiem nie wilk albo 
inne jakie zwierzg odwaia sig na szlachetne niebezpieczeiistwo, aleczio- 
wiek uszlachetniony. Ci zas, kt6rzy dzieci wychowuj^ na jednostronnych 
atlet6w, robi^ ze sztuki, samej przez si§ szlachetnej, rzemioslo, Pava-^cc:, 
do kt6rego Arystoteles zawsze okazuje wsti*gt. Ai do dojrzatosci 6wicze- 
nia gimnastyczne powinny by6 lagodniejszej natury, poniewai chtopca, 
kt6rego organizm si§ rozwija, nie trzeba wyczerpywac zbytniem natgie- 
niem. Za rychte forsowanie odbiera sil^, dla tego dw6ch albo trzech 
by si§ znalazto, kt6rzy w olimpijskich igrzyskach odniesii zwyci§stwo 
jako chtopcyijako mgzczyini. Arystoteles wyrainie wyst§puje przeciwko 
r6wnoczesnemu fizycznemu i naukowemu ksztalceniu, albowiem niepo 
dobna r6wnoczesnie ciatem i umyslem pracowad. Skoro chlopcy fizy- 
cznie dojrzej^ przez trzy lata gimnastyki, maj^ si§ odda6 wyl^cznie na- 
uce i wtym czasie by6 zupelnie wolni oddwiczeii fizycznych. Cwiczenia 






53 

wi^c powa^niejsze, pot^czone z trudami, maj^ si^ dopiero rozpocz4<5 po 
dokonaniu wyksztatcenia naukowego. W zapatrywaniach Arystotelesa na 
wychowanie fizyczne uderza wielkie umiarkowanie, stoj^ce w pewnej 
sprzecznoSci ze zwyczajem. Wychowanie fizyczne jest u niego tylko 
szczeblem umystowego, kt6re ma pierwsze zajmowa<5 miejsce. ie wy- 
chowaoie greckie nieraz moie dopuszcza2o si§ przesady pod wzgl^dem 
fizycznych <5wiczeii, Jatwo z tego moina sig domy^lid. Chc^c wigc za- 
prowadzid r6wnowagg we wychowaniu, radzi Arystoteles (iwiczenie or- 
ganizmu i umyshi przeprowadzi6 w swoim czasie. ie r6wnoczesne for- 
sowanie umyshi przy nat^ieniu fizycznem jest niemoiliwe, tego nie po- 
irzeba dowodzicS. 

Najobszerniej zastanawia si§ Arystoteles nad muzyk^, kt6rej po- 
iwigca wi^ksz^ czq&6 koiicowej ksi§gi 8ej (resp. 5tej). Dla rozmaitych 
powod6w moi:na si§ poSwigca6 muzyce : moim, j^ uwaia6 za zabaw; 
i wytchnienie (TcaiSia^ evexa xal avarajssw;), podobnie jak sen albo pija- 
tyk§ i taniec ; moina j^ uwaia(5 za zmyslow^ ucieche, kt6rft odczuwaj^ 
takie zwierz^ta i kt6ra dla tego nie jest wyt^czn^ wfeSciwoSci^ czlo- 
wieka; albo sluiy do rozweselenia umyslu {'::po^ BioYwpiv cupi^aXXeTai xa! 
-sb; 9pdw,ctv). Arystoteles zastanawia sig nad tymi zwyktymi powodami. 
Wychowanie i nauka nie jest zabaw^ : cl vsot ou iraCIJoufft |jiav3avov:s<;, [jL£Ta 
IbTT^z ^dp Tt jjia3r;(jt?. Nie moie muzyka takie sJu4y6 do rozweselenia 
w mlodo^i, bo nieskoiiczonemu nie przystoi koniec : cuSevl -xdp aTsXeT 
rp23Tjx£i TeXo^. Nie jest tei muzyka dla tego przedmiotem nauki w dzie- 
cinstwie, aby rozweselafa w p6iniejszym wieku, bo w takim razie lepiej 
kazad sobie muzykg wykonywa6, jak to czyni^ kr61owie Wschodu. Este- 
tyczny zmysl moie si§ wyrobi6 przez przysJuchiwanie si§ muzyce wyko- 
nywanej przez innych, np. Lakoiiczycy sami nie znaj^ muzyki, a umiej^ 
oceni<3 pi§kno66 melodyi. Te wszystkie wzglgdy nie motywuj^ nauki 
muzyki. 

Motyw uczenia sig muzyki mo4e tylko leie6 w niej samej, a nie 
w jakichkolwiek praktycznych korzySciach. Nauka muzyki jest zarazem 
nauk^ charakteru. Jak gimnastyka rozwija ciato, tak samo ma muzyka 
Q<izy6 umysl dobrze ocenia6, co pi§kne i dobre i wywotywa6 zamitowa- 
nie do niego, kt6re powoduje stafq, i pewn^ d^4no§6 czlowieka. Skoro 
umysl przyzwyczai si§ do tego naSladownictwa objaw6w charakteru 
i nsposobienia, przenosi to upodobanie na rzeczywisto^c. W len spos6b 
muzyka przez wzorowanie charakter6w wplywa na wyrobienie charak- 
teru ludzkiego. Pr6cz muzyki i inne sztuki na^laduj^ charakter, ale nie 
czyni^ tego w takiej mierze, bo daj^ tylko znaki zewn^trzne, z kt6rych 
charakteru moina si§ domySh6. Muzyka jest dla Arystotelesa najprzed- 



54 

niejszem ^r6dtein ksztaicenia i dla tego robi z niej xaT' klzyitv przedmiot 
naukowy dla mlodzieiy. Ale dla tego tei wymagal, zeby muzyka, jako 
tez inne sztuki, przedstawialy tylko moralne, pi§kne i szlachetne charak- 
tery, aby mtodziei na nich mogla sig wzorowa6. Poniewai za5 wycho- 
wanie jest podlug niego rzecz^ paiistwa, przeto panstwo powinno czu- 
wad nad tem, aby nauka muzyki tak byla prowadzon^, 4eby zachowala 
wplyw wychowawczy. W koiicu daje Arystoteies praktyczne przepisy 
wykonywania tej nauki, jakich muzyka powinna uiywa6 tonacyi (przede- 
wszystkiem poleca powain^ dorycki%), jakich powinno sig uiywac instru- 
ment6w, n. p. pot§pia flet, kt6rym podlug podania wzgardzila nawet 
Atena, skoro go przypadkiem znalazta. ^^da, 4eby mtodziei nie tylko 
przysluchiwala sig muzyce, lecz ieby j^ sama wykonywala za mlodu, 
albowiem niemozliwem i zdroznem jest s^dzid o czems, czego si§ nie 

zna: iv Yap twv aSuvaiwv -?, ^raXsirwv wtt |xy) xoiva)v/|7av:a<; twv £pY*»>*' xpiTa; 

Y£V£(j5at o-Gu5aiou;. Wykonywanie muzyki w p6iniejszym wieku nie jest 
konieczne, poniewai, kto przeszedl szkol? w mlodo^ci, dos(5 umie, aby 
oceni6, co pigkne. 

Na tem — zupelnie niespodzianie — koAczy sig ksigga 5ta Poli- 
tyki i teorya pedagogiczna Arystotelesa. ie w tej teoryi jest luka, i to 
do§6 znaczna, nie ulega iadnej w^tpliwosci. To iei spowodowalo wy- 
dawc6w, ie ksiggi 4t% i 5% kt6re zawierajq pedagogik? Arystotelesa. 
przeniesli w miejsce dw6ch ostatnich, przypuszczajqc, ie nastgpne ksi§gi 
zagin^ly, albo ie Arystoteles ich nie wykoiiczyl. Braknie bowiem om6- 
wienia wlaSciwego wyksztalcenia, wlasciwej nauki. Ten brak odczuwa 
si§ w stosunku do zaloienia calej teoryi Arystotelesa. Bo wychowanie 
u Arystotelesa posuwa si§ w nast^puj^cym porz^dku : cialo, wola, rozum. 
Wychowaniu ciala odpowiada gimnastyka, woli przyzwyczajenie, rozumu 
nauka — a o nauce Arystoteles tak dobrze jak nic nie m6wi. Nauka 
czytania i pisania jest nauk^ propedeutyczn^ i nie ma miejsca w syste- 
mie, nauka za§ muzyki jest wychowaniem woli. Wychowanie rozklada 
Arystoteles na 21 lat zycia, w 3 odst§pach po 7 lat — przy drugim 
odstgpie lata dokladnie nie s^ oznaczone. W pierwszycli 7 latach dziec- 
ko nale^ do domu rodzicielskiego. Arystoteles przepisuje dla tego 
wieku dobre odiywianie, zdrowy ruch i zabawy. Jednakie wychowanie 
i tu sig jui: rozpoczyna, bo Arystoteles wymaga dla dziecka zdrowej, 
moralnej atmosfery. Dziecko powinno by(5 wystawione na dzialanie do- 
brych wyobraieii. Dla tego iei ogranicza Arystoteles obcowanio jego 
z niewolnikami, kt6re na mlody umysl ^le mogloby oddziala^. Przez 
ostatnie dwa lata tej epoki t. j. od r. 5—7 ma dziecko bra<5 bierny 
udzial w nauce, do kt6rej w 7ym przechodzi czynnie. Od 7. roku ai do 



55 

r^r^ (prawdopodobnie do 14. roku) trwa druga epoka. Prawdopodobnie 
iia ten czas trzeba przenies6 naukg czytania i pisania (Ypa[j.sjLa:a), kt6ra 
si§ moie zgodzi6 z lekk^ gimnastyk^ polecon^ na ten wiek. Potem 
przez trzy lata trwa prdwdopodobnie nauka muzyki jako nauka charak- 
teru. W latach od 14-21, w wieku efeb6w, odbywa si§ przygotowanie 
na stuibe wojskow^ za pomocq. trudniejszych 6wiczeii fizycznych. Tak 
wi§c widzimy, 4e i przy takim rozkladzie niema wfasciwie miejsca dla 
wykszlalcenia naukowego, dla wykszlatcenia umyslu (ciBar/aXta). Cz^^iby 
moina przypuscid, ie podtug teoryi pedagogicznej Arystotelesa mtodziei 
miata sig obej^d bez wyiszej nauki, bez t. zw. wyksztalcenia muzyczne- 
go? Przy naukowem stanowisku Arystotelesa takie przypuszczenie jest 
niemoaiwe. Zreszt^ jego wzmianki o metodzie indukcyjnej e-avwYiQ i de- 
dukcyjnej a-KcBsi^K; wskazuj^ na to, ie miat na mySli rzeczywist^ nauk§, 
prowadz^c^ do samodziebiego badania. 

B i e h 1 (Die Erziehungslehre des Aristoteles, Progr. des Staatsgym- 
nasiums zu Innsbruck 1877) ttomaczy sobie to milczenie Arystolelesa 
wfasciwej nauce w ten spos6b, ze wyksztalcenie muzykalne wystar- 
czalo mu jako wyksztaicenie woli, wyksztalcenie charakteru. Wyksztal- 
cenia zas naukowego, przypuszcza Biehl, nie uwzglgdnii dla tego, ie je 
zostawil wrodzonej kaidemu cztowiekowi d^nosci do prawdy, o kt6rej 
wspomina we wstepie do Metafizyki. Ta d%inos6 realizuje si§ najkorzy- 
stniej jako spontaneistyczne staranie si§ o wyksztalcenie umyslowe 
przez wlasne studya na mocy osobistego upodobania. Dla tego przypu- 
szcza, ie Arystoteles wyisze wyksztalcenie przelozyl na czas po 21ym 
roku iycia, po skonczeniu wlasciwego wychowania, a naukg wyobraial 
sobie mniej wi§cej w ten sam spos6b, jak u nas studya uniwersyteckie. 
Jest to jednakie przypuszczenie, zrobione z koniecznosci, przeciw kt6- 
remu moina przytoczy6 bardzo powaine argumenty: Czyi jest rzeczq. 
moiliw^, 4eby Arystoteles, licz^cy si§ przeciei zawsze z faktycznym sta- 
nem rzeczy, a wi§c z obyczajem, m6gl wychowanie naukowe przenie§6 
po 21. rok iycia, w kt6rym wychowanie i wyksztalcenie nie tylko u nas, 
ale i u Grek6w si§ koAczy ? Jeieli za^ wyksztalcenie mialo byc og61ne, 
toby trzeba przyznad, ie obywatele Arystotelesa moieby byli dobrzy, ale 
bardzo m^oby umieli, a przeciei trudno przypu5ci6, zeby Arystoteles 
chcial cofn^6 wyksztalcenie greckie. Jego pedagogika zanadto jest so- 
cyaln^ ieby miala ignorowa6 wiedzg socyaln^. Nie moina takie 
przypu§ci6, aby Arystoteles byl tego zdania, 4e wyksztalcenie naukowe 
nie naleiy do prawodawcy i dla tego troskg o nie zostawil indywidual- 
nemu staraniu xat' Kiov Tp67:ov, 8 YivsTai xat vGv h Tal<; TcXeicTaK; TroXsdtv. 
Sa pocz^tku bowiem ksi§gi 5tej (resp. 8mej) m6wi: cTt \xvi tw vciAo^^T-ri 




ti^rei To:; KOAtTefo?, WyliczHjqC je- 
ii-ii «!i&3aoi, wymienit tylko cztery 
idzy, Co dziwniejsze, & ica.-iiii:t 
czas6w przedmlotdw ksztaJcenia 

inaczej wytiomaczyi, jak przez 

Izianego wyksztafcenia nmysJa za 

ri§c jego pedagogice, urwanej na 

|iko6czenia. Czas zai na to wy- 

epoce efeb6w mi§dzy rokiem U. 

rokiem 7. a i«Zfi ^fif.q, bo mto- 

i ma wiele woinego czasu. Dla 

i, w ktfirych jest mowa o wycho- 

^ posdy w Swiat niewykoiiczone. 

Imsekwencye, a gt^bokie jego uwagi 

rzeczywiste wychowanie nie daj^ 



Ad Cael. Cic. epist. 8, 8, i 



Scripsit 

Th. Sinko. 



A. u. c. 703 (51) Ciceronis amici immodico neque minus frivolo 
quodam modo iudiciis atque iustitia abusi sunt. De qua causa celebri, 
quae multum risum ac plausum tum movebat, M. Caelius Rufus, ipse 
patronus rei, oratione salis ac leporis plena haec fere amico narravit: 
M. Sempronium Rufum, *mel ac delicias' Ciceronis, lege Plotia de vi 
a M. Tuccio postulatum esse. Reum, cum ei iudices eo anno lecti mi- 
oime fiavere viderentur, causam eo modo ad meliora distulisse tempora, 
ut ipse accusatori de eodem crimine actionem intenderet. Eam litem, ad 
quam sine subscriptore descendisset, obtinendi spem Sempronio nuUam 
fuisse, sed expectationem sibi causa perdita calumniam latum iri, non 
gravem de vi condemnationem : nihil enim aUud eum egfsse, nisi ut iu- 
dicia Tucci causa occupata suam causam in posterius tempus differrent. 
A Tuccio Caelium advocatum esse eumque, cum re perspecta Sempro- 
nium adiuvare vellet, hoc modo patroni functum esse officio, ut in ac- 
cusatorem novam inferret litem, Vestorio argentario, Sempronii familia- 
rissimo, interponendo. Sempronium in causa Tucci calumniam tulisse. 
sed suam de vi causam eo anno non dixisse. — Ea, quam narravimus, 
iudicum et iustitiae irrisio ex verbis CaeUi ad Ciceronem scriptis facile 
eruitur. Difficilius est intellegere, quasnam partes Vestorius egerit, de 
quo haec in libris manu scriptis leguntur: totum Sempronium usque eo 
perago^ ut Vestorium quoque interponam et iUam fabuiam narrem^ 
quemadmodum tihi pro benefioio dederit^ si quod iniuriis suis esset, ut 
Testorius teneret. Illud tibi non nisi ad eura referri potest, ad quem 



58 

epistnla missa est. Sed Cicero in causa Sempronii et Vestorii nullas egit 
partes et alienissimus erat ab ea, antequam ex Caelii epistula rem com- 
perit. Caelius autem ex Vestorii narrat sententia Serapronium beneficio-^ 
rum inmemorem ingratum ei i. e. Vestorio animum ostendisse. Quae 
cum ita sint, pro tibi-sihi legendum esse puto, Quaeritur nunc, quid 
pro beneficio dederit Sempronius Vestorio? Maleficium, iniuriam. Qui 
sensus enuntiatione hypotactica exprimitur, ut legamus : sibi pro henefir 
cio dederit, si quid iniuriae <Ziuri8> sui esset, i. e. omnem iniuriam, 
cuiuscumque potestatem habuit, Vestorio intulit. Ad quam rem illustran- 
dam Caelius ad fabulam quandam alludit, in qua pro beneficio malefi- 
cium redditur. Estne ea, quam Phaedrus (4, 19) de serpente miseri- 
cordi nociva narravit? Rusticum, qui viperam gelu rigentem sinu fovis- 
set, a refecta necatum esse. Eodem modo Vestorium, qui Sempronium 
aere alieno oppressum adiuvisset, ab eo, quem foveret, iniuriam acce- 
pisse. Quae si vera essent, haud dubitaremus scribere: ut Vestorius 
< viperam sinu J> teneret cU. Cic. de har. resp. 50: etiamne in sinu 
atque in deUciis quidam optimi viri viperam illam venenatam ac pe- 
stiferam habefe potuerunt? Petron. 77 tu viperam sub ala nutricas. — 
Sed mihi nqn ad eam fabulam CaeUus alludere visus est, cum haec 
apud Terentium (Phorm. 330) legissem : 'quia non rete accipitri tennitur 
neque milvo, qui male faciunt nobis : illis, qui nihil faciunt, tennitur', ad 
quos versus Donatus haec adnotavit: 'pro maleficio si beneficium sum- 
mum nolunt reddere'. Quid? Si Caelius iudicibus dixit a Sempronio in- 
iuriam illatam esse Vestorio et sic homini innocentissimo rete tentum? 
Eandem fabulam Ciceroni alio eodemque proprio expHcat modo : Vesto- 
rium, cum Sempronium accusaret, milvo rete tetendisse, quod ille facile 
rumpere posset. — Quae si vera sunt, post ten <Zd> eret — rete 
supplendum esse puto, quod facile per iizXz-^poioiay excidit ita, ut totum 
locum hoc modo constituamus : ut., illam fahuiam narrem^ quemadmo- 
dum sibi pro heneficio dederit, si quid iniuriae <C iuris > sui esset^ ut 
Vestorit^ ten < d > eret <Z rete >«. 

Monaci. 



f- ♦ 



Teorya i praktyka dzisifysziij leksykografli taciilskiiy. 



Napisa? 

Tadeusz Sinko ')• 



Ai do potowy ubiegfego wieku czylano wi§kszo§6 aulor6w Jaciri- 
skich w tak zwanej wulgacie, to jest tej formie tekstu (textus receptus), 
jali^ im nadali wielcy filologowie na podstawie niewielu, nieraz przy- 
padkowo uzytych r§kopis6w. filiacyi kodeks6w, o historyi tradycyi r§- 
kopismiennej, a wi§c i o wystarczaj^cym aparacie krytycznym nie bylo 
mowy. A przeciei jakikolwiek stownik, roszcz^cy sobie pretensye do 
naakowo^ci *), musial podawa6 to, co zawierajq r^kopisy, nie poprawki, 
przypuszczenia i uzupelnienia uczonych. Dopiero z Karolem Lachmannem 
i Fryderykiem Ritschlera rozpocz^fo sig systematyczne i metodyczne 
wydobywanie i wyzyskiwanie wszelkich dostgpnych ir6del r§kopismien- 
nych, konstatowanie ich pokrewieiistwa i warto^ci, rozpoczgla sig ta 
scista krytyka tekst6w, kt6ra z pomocq aitctores, imitatoreSj teafitnonia 
uprz^tn^ta dawne rumowisko niepewnych lekcyi, niepewniejszych popra- 
wek i poIoiyJa niewzruszone podstawy pod pizyszfy gmach latynistyki. 
Na tych podwalinach krytycznych wydaii autor6w, kompletnych zbior6w 
fragment6w i inskrypcyi moina bylo mysle6 o urzeczywistnieniu The- 



*) Autor tego artykulu pracuje drugi rok jako asystent przy wydawnictwie The- 
saurus linguae latinae, moie informowad zatem czytelnik6w o zadaniach Thesauru i pracy 
nad nim nie tylko z teoryi, aie i z praktyki. (Bed.) 

*) Kr6tka, ale iei niewystarczajac^ history^ leksykografii lacinskiej dal F. Heer- 
degea z Erlangen w 2. tomie znanego 'Handbuch der kiass Altertumswissenschaft^ 
iwana MOllera. Interesowani musz^ zajrzed do przedm6w Roberta Stephanusa i I. M. 
Gessnera. Bibliografi§ leksykograficzna 19. wieku najlepiej omowil Georges w Bursia- 
na 'Jahresberichte' ai do roku 1886. Po Georgesie obj^I ten dzial K. Wagener zBre- 
Day i da2 w 114?. tomie (1902), str. 83—187 doskonaZy przegl^d odno^nej Jiteratury 
z lat 18^6-1899. 



60 

satmis linguae Latincie, o kt6rym w r. 1820 marzyl Fr. A. Wolff, kt6- 
rego w 38 lat potem domagal si§ K. Halm. 

Naturalnie takie olbrzymie przedsi§wzi§cie, taka ogromna budowa 
musiala byd poprzedzona przygotowaniem plan6w i zarys6w, i to nie 
wtedy dopiero, gdy si§ ukazaJa mo41iwo§6 ich wykonania, ale bez wzgl^du 
na rychle ich urzeczywistnienie. Nim si§ bowiem zdecydowano na po- 
^i^cenie wielkich sum pienigdzy i pracy, trzeba byto pokaza<5, czem 
ma by6 wJaSciwie przyszly Thesaums, jakie zadania maj^ przedsi^wzi^c 
jego wsp6Jpracownicy i jak je maj^ rozwi^a6; trzeba byto odsIoni<5 
perspektywy naukowych zdobyczy i korzy^ci tego nowego Skarbca: sio- 
wem, trzeba byto stworzy6 teory§ nowej leksykografii faciiiskiej i zde- 
monstrowa6 j^ na odpowiednich przykladach. Bo dotychczas ukladano 
wprawdzie sli)wniki faci6skie, nieraz nawet wielkie rozmiarami, ale 
sztuka ich pisania byJa czems wylqcznie empirycznem, zaleinem od ob- 
fito^ci zbior6w i notatek pewnego uczonego. Leksykografia byla raczsj 
mechaniczn^ robotq, nii samodzieln^ nauk^. 

Mgiem, kt6ry stworzyl t§ naukg, jest nastgpca Hahna na katedrze 
monachijskiej, Edward Wolfflin, duchowy, a raczej i fizyczny oj- 
«iec nowego Thesaunis L L. Lacina ludowa i prowincyonalna i zwi^ek 
jej zj^zykami romatiskimi, statystyka wzakresie iyciaizaniku pewnych 
wyraz6w i ich pol^czeA u rozmaitych autor6w i w rozmaitych epokach, 
historyczny rozw6j stylu i i§zyka u indywidu6w i w gatunkach literac- 
kich : to byly problemy, kt6re zajmowaly W6lflflina jednego z pierw- 
szych, — nim w r. 1882 zawolal: Utinam sim bonus lexicoffraphusl^) 
i nim w dwa lata p6:iniej zaczql swem ^Archiv fur lat. Lexicographie 
u. GrammaiiJ^ torowa6 drogi do Skarbca laciny. 

Pierwsza kwestya, kt6r^ rozstrzygn^6 naleiato, nim si§ zabrano 
do zbierania leksykograficznych materya26w jgzyka laciiiskiego, byfe la: 
Co naleiy rozumie6 przez j§zyk lacinski, jakie ^r6(Ha piSmiennicze za- 
wieraj^ go w sobie? — a 4e godzono si§ powszechnie na autor6w ar- 
chaicznej, klasycznej i srebrnej laciny, stowem na wszystkich pogau. — 
najwainiejsze byto rozstrzygnigcie : kt6rzy autorowie p6^niejsi maj^ 
wejs6 w sklad Thesaurui gdzie naleiy poprowadzid granic?, dziel^c^ au- 
tor6w laciiiskich staroiytnych od ^redniowiecznych ? Dawniejsi leksyko- 
grafowie, kt6rzy w zasadzie dawali tylko lacln? pogaAsk^, klasyczn^, 
okkazyonalnie tylko uwzgl§dniaj%c pisarzy koscielnych, w teoryi po 
wieku ztotym i srebrnym laciny przyjmowali jeszcze przejSciowy wiek 



') Rh. Museum (1882), Cber die Aufgaben der. lat. Lexicographie. 



6t 

spizowy, gdzies do 4. wieku i wiek ielazny, lub, jak go Forcellini na- 

zywa, gliniany (aetas lutea), zapewne z alluzy^ do glinianych n6g biblij- 

nego baiwana. Doln^ granicg tego wieku widziai Robert Stephanus, oj- 

ciec slawniejszego Henryka, w wieku XII. za Bernarda z Ciairveaux 

i Jana Sarisberiensis, czyli tui przed pot^inym rozkwitem laciny scho- 

lastycznej. Forcellini cofal jq, do w. IX., do renesansu Karolingskiego ; 

inni, jak Scheller, wci^gali w zakres swych ekscerpt6w tylko tych auto- 

r6w Vn. i Vn. w., kt6rzy jeszcze pelnemi rgkami czerpali ze ^r6del' 

staroiytnych, jak Isidorus Hispalensis, Beda Venerabilis, Paulus Diaco- 

nus. Racyonalniej na poz6r okreSIii zakres laciny W. Freund. Ten po- 

wiada, ie pisze stownik laciny narodowej, inwentarz literatury narodu 

rzymskiego. Ale jego nar6d rzymski, to niepodlegte imperium Bomanum. 

Z r. 476 koiiczy si§ u niego narodowa literatura rzymska. W rzeczywi- 

stosci sig nie koiiczy, skoro po upadku panstwa zachodnio - rzymskiego 

pisz^ po lacinie tacy Rzymianie jak Boethius, Ennodius, Priscianus, Sido- 

nius, Claudianus, Mamertus i inni. — Nie wi^ksz^ trafnosci^, a wigkszj^ 

batamutnosci^ odznaczalo sig okreslenie Dragera, wedJug kt6rego przed- 

miotem badan leksykograficznych i gramatycznych latynisty moie byd 

tylko facina iywa i zdrowa. Ta dopiero z koiicem w. V. i pocz. VI. 

okazuje ra^ce W§dy, zanik poczucia poprawno^ci i t. d. — tu wi^o 

koiiczy si§ domena latynisty. Dzi§ czyta si§ jako curiosum takie pojmo- 

wanie iycia i rozwoju jgzyka, dziS inaczej patrzy si§ na te rzekome 

W§dy i skaienia j§zykowe: ale Wolfflina to zastuga, ii filologowie kla- 

syczni przyzwyczaili si§ ow^ okrzyczan^ latinitas barbara uwa^a6 za 

rodzoniuteiik^ wnuczk§ ich ztotej faciny. W celach praktycznych, mia- 

nowicie ekscerpowania leksykograficznego autor6w, sprecyzowal powyi- 

sz^ kwestyg romanista G. GrOber w 1. zeszycie Archiwu *). Slusznie 

podnosi on, ie facina m6wiona, ludowa nigdy nie wymarfa, ale rozwi- 

jafa si§ stale i trwale, az przeszla w jgzyki romariskie. Z ich stanowi- 

ska moina j% uwaiac za dawniejsz^ faz§ romariszczyzny, jak znowu i^ 

mozna nazwa6 najmlodsz^ faz^ faciny. Bo fantastyczne hipotezy o wply- 

wie barbarzyriskich i§zyk6w na facin§ prowincyonaln^, kt6ra przez to 

przybrala r6inorodny charakter romaiiski, nowsza nauka zredukowala 

do minimum. Ale jesli lacina ludowa w drodze powolnej ewolucyi i we- 

wngtrznego rozwoju przeszfa w j§zyki romariskie, to trudno ustanowid 

wybitn^ granicg, zaznaczaj^c^, gdzie sig koriczy facina, a zaczyna romari- 

szczyzna. Tylko z praktycznych wzgl§d6w umie^cil j^ GrCber na pocz^tku 



*) Sprachquellen und Worlquellen des iat. WOrterbuchs. str. 35—67. 



62 

^. Vn., stawiajqc jako stupy graniczne postacie dwu Grzegorzdw, t. j. 
Turoneiiskiego i Wielkiego i wt^czaj^c w ich lowarzystwo Izydora 
z Sewilli. Ta granica nie wiele odbiega od historycznej, a raczej polity- 
-cznej, jesli weimiemy pod uwagg rezygnacy§ Byzancyum z zabieg6w 
o odzyskanie wplywu na prowincye zachodnie i powstanie narodowych 
panstw germaiiskich w Gallii, Hiszpanii i Italii: Gallia jui w poJowie 

VI. w. pod Childebertem I. staje si§ frankonskq, w Hiszpanii pocz^tek 

VII. wieku widzi Wizygot6w, zajmuj^cych ostatnie miasta rzymskie na 
wybrzeiach; a w Italii w polowie VII. wieku zajmuje Rotaris ostatnie 
^zysto rzymskie grody w Langobardyi. Z temi datami zgadza si§ takie 
kodyfikacya narodowych praw germaiiskich w wymienionych prowiD- 
•cyach: Lex Salica, lex Viaigotorum powstaje za obu Grzegorzdw. Ze 
takie odgraniczenie faciny staroiytnej od sredniowiecznej nie jest nie- 
naturalne, dowodz^ i nast§puj^ce spostrzeienia. Na przeJomie wieku 
VI / VII. rosn^ z niezmiern^ szybkoSci^ objawy upadku wyksztaJcenia 
wyzwolonego : skargi Grzegorza z Tur na nieuctwo kleru i dwora, mini- 
malne wymagania, jakie stawia klerykom Izydor, znajduj^ dosadn^ illu- 
stracyg w tak zw. laciAsko-barbarzyiiskich dyplomach i dokumentach od 
pocz^tku w. VI. RozkJad deklinacyi i konjugacyi i ich analiza, konfuzya 
rodzaj6w, wystqpienie rodzajnik6w — jest w nich jui faktem, z trudem 
tylko zacieranym przez pokost tradycyi. Tu si§ wigc koAcz^ nasze ^6- 
dla laciiiskie, bo nieposwiadczonych dyplomatycznie wyraz6w, kt6re 
otrzymujemy drog^ rekonstrukcyi z j§zyk6w romaiiskich. jako ich ko- 
nieczny substrat, Thesaurus inwentaryzowa6 nie mote. Chyba, ze im 
dadzq legitymacy? glossy, ostatnie bardzo waine ^r6dto leksykograficzne. 

W ten spos6b zgodzono sig na opracowanie przeszlo 8-wiekowego 
iywota laciny, przekazanego w literaturze, t j. od polowy III. wieku 
przed Chr. do koiica VI. wieku po Chr. Akta do tego iiyciorysu jezyka 
obejmuj^ mniej wi§cej 250 tom6w. je^li si§ taciiiskich autor6w Biblio- 
thecae Teuhnerianae Uczy na 125 tom6w po 25 arkuszy, Patrologi^ Mi- 
gne'a na 60 tom6w po 50 arkuszy, reszt§ literatury (gramatyk6w, jury- 
st6w, schoUast6w i napisy) na 70 tom6w jeszcze wigkszych objgtoSci^^). 
Jak ten materyai spreparowa6 dla leksykografa? Kto ma to uczynic? 
Z g6ry wykluczano moiliwos6, by podobnej pracy mogta podolad jed- 
nostka, z g6ry domagano si§ pracy zbiorowej. Jak j^ zorganizowac, 



*) Alfabetyczny spis autor6w i napis6w, uwzgl^dnionych w Thesaurus, daje 
^lndex librorum scriptorum, inscriptionum' (Teubner. 1904) z notatkami o chronologii 
i najlepszych wydaniach, rzecz niezmiemie cenna i poi^dana dla ka^dego latynisty, 
nie mniej jak ^Canon Chronologicus' (Mttnchen C, Wolf, 1904). 



~t " 



63 

jak przeprowadzi6 ? Halm et consortes, kt6rzy w r. 1858 liczyli na 
przyobiecan^ pomoc materyaln^ bawarskiego Fryderyka Maksymiliana, 
domagali si§ specyalnych sJownik^w dla wszystkich autor6w laciny zto- 
tej i wainiejszych pisarz6w srebrnej epoki, a ekscerpt6w dla autor6w 
p6iniejszych. Ekscerpta te mieli robi6 uczeni, dobrowolnie si§ zgtaszaj^cy, 
z tych autor6w, kt6rzy im s^ osobliwie znani. Uwzgl§dnia6 mieli przy 
lem rzeczy wainiejsze i bardziej interesuj^ce. Ale w historyi j§zyka nie 
ma objaw6w i wyraz6w wigcej lub mniej wainych. Nawet najniepozor- 
niejsza rzecz niibiera pierwszorzgdnej wagi, gdy si§ jq weimie pod roz- 
wag§ z nowego punktu widzenia. A jui przez 6w stopieA interesu 
wyraz6w i zwrot6w otwarto na o&ciei drzwi niedopuszczalnemu w na- 
uce subjektywizmowi. — I znowu WOlfflin wykazaJ niedostateczno56 
istniej^cych slownik6w do autor6w z osobna wzi§tych, trudno§6 pracy 
przy trzymaniu sig ich, a co najwainiejsza udowodniJ koniecznoS6 kom- 
pletnego inwentarza st6w wszystkich autor6w*). Bo tylko taki kompletny 
inwentarz pozwala nam na stworzenie statystyki filologicznej, pozwala 
nam na negatywn^ obserwacy?, t. j. stwierdzenie, 4e pewien autor, 
pewna epoka nie maj% pewnych wyraz6w. Statystyka i negatywna ob- 
serwacya — to dwa najwainiejsze wykladniki w historyi 4ycia, ruchu 
i zaniku wyraz6w. Wyjasnimy to na przykladach. Ktokolwiek zajmowal 
sie chronologiq pism Platortskich lub tylko pobieinie przegl^dal staty- 
styczne tablice stylem6w W. LutosJawskiego, ten sig jui w obr^bie je- 
dnego autora musiat zdumiewa6 nad rozmieszczeniem pewnych partykut 
i wyraieti w rozmaitych dyalogach. Mo4e iei z hisloryi partykut grec- 
kich Tychona Momrosena pozostal w pami^ci ten szczeg6l, ie c6v ogra- 
nicza sig do Ksenofonta i poezyi, podczas gdy prozaicy uiywaj^ zazwy- 
mj }jL£Ti. To wystarczy dla przypomnienia, ie przed Wolfflinem *) 
i obok niego uprawiano statystyk§ filologiczn^ w zakresie greczyzny: 
w fecinie on jest jej gl6wnym reprezentantem 'j. 

Spotykaj^c w jakimkolwiek tekscle przyzwalaj^c^ partykute eisi, 
nie zwracamy na ni^ uwagi, jakona cos bardzo pospolitego. Tymcza- 
sem nie bardzo ona pospolita, bo nie uiywa jej Wergiliusz ni Horacy, 



*) Liczb^ dzi§ znanych wyraz6w laciiiskich (bez imion wiasnych) moina 
^atwo ocenid na 50.000 z pomoc% 0. Gradenwitz: Laterculi vocum latinarum (Lipsk, 
1904). Caly Thesaurus powi^kszy ja o kilka setek. 

*) Bo j^zykowo-statystyczne roateryaZy LutosJawskiego zebrali Niemcy na dlugo 
przed ogfoszeniem angielskiego dzieta o logice Piatona. 

*) Die neuen Aufgaben des Thes. 1. 1. (Munchner Sitzungsber. 1894, I). Tenie, 
>Iodefne Lexicographie, Archiv, 12 (1902) str. 373—400. 



^^' 



64 

Sallustyusz ani Kwintylian, a wulgata Starego Testamentu ma j^ tylko 
3 razy. Sallustyusz zast^puje j% przez tametsi, etiamsi lub si z nast§pu- 
j^cem tamen. Cezar konsekwentnie unika : fluvius, amnis, nequeo, nescio, 
reor, igitur, quamquam, absque, mox. Podobne obserwacye zawdzi§cza- 
li^my dotychczas bystrosci i pilnosci r6inych uczonych: Prof. Morawski 
skonstatowal ciekawy stosunek ob \ propter u historykow rzymskich, 
zwr6cil uwag§ na ciekawy rozw6j benefido dlcs rei w srebrnej Jacinie, 
— ale dopiero wsp6Ipracownik Thesauru, rozporzqdzaj^cy kompletnym 
materyatem, bgdzie m6gt z najwi^ksz^ latwosci^ konstatowa6 w na- 
gWwku swego artykuiu: partykuta znajduje si§ tyle a tyle razy u tego 
i tego autora, brak jej u tego i tego, znika pocz^wszy od tego. N. p. 
mox do&6 pospoUte w starej lacinie nie cieszy sig lask^ Cycerona, kt6ry 
uiyl go 4 razy w mowach (2 miejsca s^ cytatami z Terencyusza), 
5 razy w pismach retorycznyeh i raz w korespondencyi z Attykiem. 
Nepos i Gezar unikaj^ tego przy sl6wka, Seneka starszy ma go tylko raz : 
za to Wellejusz kladzie go koto 60 razy, Tacyt przeszlo 300 razy. Wi^ 
mox naleiy do srebrnej laciny. A tego rodzaju obserwacye niaj^ wielk^ 
domoslos6 w zagadnieniach tak zw. wyiszej krytyki tj. przy os^dzaniu 
autentycznosci i nieautentycznosci pewnych utwor6w. OczywiScie nietylko 
partykuly, ale i wszystkie inne wyrazy otrzymaj^ statystykg. I tak czy- 
tamy w Thesaurze: audiiio jest wyrazem prozaik6w pocz^wszy od Cy- 
cerona, auditor jest wyrazem retor6w i gramatyk6w pocz^wszy od Rhet. 
ad Her. ; okkazyonalnie u4yl go raz Plautus i Warro, z p6^iejszych 
poet6w ma go Horacy 4 razy w heksaraetrze, Owidyusz raz, Marcyalis 
3 razy, Juvenalis raz. Z chwil^, gdy caly Thesaurus b§dzie gotowy, tj. 
okolo r. 1930, b§dziemy mieli przegHd zasobu i poglq4 na repertuar 
slowny kaidego autora; b^dziemy wiedzieU, kiedy pewien wyraz po raz 
pierwszy sig pojawia i u jakiego autora, jaka jest jego popularnosd czy 
niepopuIarnoS6, jak jego uiycie staje sig rzadszem, a4 wyraz zamiera, 
znika. I 6w pigkny obraz Horacego o wyrazach, kt6re jak stare liscie 
z drzew na zim? opadaj^, by nowym zrobi6 miejsce, znajdzie illustracye 
w takiej scislej statystyce leksykalnej. 

OczywiScie jej scislo§6 jest nawet przy zebraniu kompletnego ma- 
teryalu z literatury bardzo wzgl§dna, bo zaleiy od zachowanego ma- 
teryalu, a ten w pocz^tkach literatury jest kupkq. gruz6w, na jej schylku 
zwaliskiem nieuporzq,dkowanych surowc6w. I cho6 nawet przypadek zda- 
rzy, ze to miejsce, kt6re jako najdawniejsze dla pewnego wyrazu przy- 
toczymy, jest rzeczywiScie najdawniejszem swiadectwem literackiem, to 
przeciei: musimy sig liczyd z moiliwosci^, ie wyraz iyl oddawna w u- 
stach ludu, nim si§ dostal do literatury. Np. form§ poboczn^ do scriba 



65 

— scribo, -anis znajdujemy dopiero u Grzegorza Wielkiego. Dlaj^zykdw 
romadskich nie ma ona iadnego znaczenia, bo te wzi^y za podstaw^ 
scribanus, jak wida6 z firancuskiego ecrivain, wtoskiego scribano. Ale 
forma scribo mnsi byi par§ wiek6w starsza, nii jej pierwsze poSwiad- 
czenie w literaturze, bo imi§ gens Scribonia moglo byd utworzone tylko 
zescribo, Prawdopodobnie ioJnierze swych pisarzy obozowych, lud kan- 
celist6w nazywali wyrazem o pelnem brzmieniu z tak ludowyra suffik-' 
sem 'on\ j§zyk akademicki trzymat si§ poprawnego scriba. 

S^ jednak przypadki, w kt6rych z cal^ pewnoSciq, moiemy stwier- 
dzic akt urodzin danego wyrazu. Znane s^ te usprawiedliwiania sig 
Cycerona, gdy grecki termin filozoficzny TpSvcta pr6buje odda6 przez 
pronidentia, lub gdy Seneka^ tworzy w essentia r6wnowainik greckiej 
W5ia. Cafy szereg termin6w filozoficznych i retorycznych powstaje t^ 
drogq przekfadu z greckiego. Do^ wspomnie6 nazwy przypadk6w laciii- 
skich. — Drug^ kategory? innowacyi tworz^ wyrazy stworzone przez 
poet6w heksametrycznych tylko w tym celu, by zast^pi6 nimi formy 
nieuiyteczne w heksametrze. Je^li Lukrecyusz i Wergiliusz m6wi^ maxi- 
mitas zamiast nmgniiudo^ nominito zam. nomino, to moiemy ich uwa^ 
za tw6rc6w tych form, o ile ich oczywiScie nie uiyt jui Enniusz w za- 
ginionych dzieJach. Cz^sto wigc b^dziemy czyla6 w Thesaurze, ie pewien 
wyraz pocz^wszy od poet6w heksametrycznych staje si§ popularny w li- 
leratorze, np. supervacuus zamiast dawniejszego i prozaicznego super- 
vacaneus rozwielmoinia si§ przez Horacego i Owidego, cho6 nie wiemy, 
kto go pierwszy uiyJ. Inne nowosci nie znajdujq, przyj^cia Tak paccUia 
od pax (jak legalis od lex) utworzyJ prawdopodobnie dopiero Owidyusz, 
ale nie znalazt nasiadowc6w. Tego wyrazu nie stworzyla neccssitas metri: 
wojowniczy Rzymianie nie znaU w og61e przymiotnika *pokojowy'. 

Jak wplyw filozofii i nauki greckiej autor6w klasycznej i srebmej 
laciny, tak wplyw chrzeSciJatistwa zmusit autor6w koscielnych do two- 
rzenia nowych wyraz6w, do nadawania nowej treSci, nowych wartoSci 
dawnym. Z mn6stwa wybieramy jedno pojgcie, jeden wyraz, kt6rego 
losy dokladnie s^ przez autor6w poSwiadczone : to Zbawca, Salvator 
mundi. Ze tego wyrazu nie znano przed Cyceronem, ie i jemu samemu 
byi on obcy, widzimy z nast§puj%cego ust§pu drugiej Verriny (§. 154). 
Poniewai Verres kaza2 si§ stawi6 nietylko jako patronus Siciliae, lecz 
laikie jako Soter, zapytuje go Cycero: *hoc quantum est? ita magnum, 
ut latine uno verbo exprimi non possit. Id est nimirum soter, qui salu- 
tera dedit'. Do tych st6w robi Mart. Cap. 5, 510 uwag§: 'Cicero Sote- 
rera salvatorem noluit nominare : iilud enim nimium insolens erat'. Na- 
turalnie nie m6gl Cycero utworzy6 rzeczownika salvator^ skoro nie u4y- 

5 



66 

wat czasownika salva^By zast^puj^c go wyra^eniami : servare, salvum 
facere^ reddere. Chrze^ijanom nie wystarczal servatorj bo ten ozna- 
czal raczej zachowawc? i utrzymuj^cego, a nie zbawc§, cho6 Arnobius 
nazy wa Chrystusa generis humaui canservatar, Natomiast ttdmacze L zw. 
Itali, opieraj^c sig na ludowem salvare oddali greckie aw-njp przez salva- 
tor, Bo wprost ze salvus nie moina byto tworzyci noraen agentis na -tor, 
jak nie ma od bonus bonator lub maJus malator, Gramatykom nie po- 
dobala si§ ta chrzescijaiiska innowacya, jak wynika ze stdw §w. Augu- 
styna (trin. 13, 10, 14) 'lesus id est Salvator. Nec quaerunt grammatici, 
quam sit Latinum, sed Christiani, quam verum. Salvare et saivator non 
fuerunt haec Latina, antequam veniret Salvator; quando ad Latinos 
venit, et haec Latina fecit'. cf. ibid. ^verbura (salvator) Latina lingua 
antea non habebat, sed habere poterat, sicut potuit, quando voluif. 

Trudniej jest przy pomocy nawet najkompletniejszej statystyki po- 
da6 miejsce, gdzie jaki wyraz znachodzi si§ po raz ostatni. ^e umart 
w "ustach ludn, Swiadczy brak danego wyrazu w jgzykach romaiiskich, 
ale kiedy to nast^pito, trudno okresli<5, skoro tradycya literacka kaie go 
nadal uiy wa<5 w j§zyku literackim. Mimo to kompletria statystyka i w tym 
kierunku nas nie zawodzi. OczywiScie budowa6 tu trzeba przedewszysl- 
kiem na autorach niewyksztalconych, bo ci, nie ulegajqc zbyt silnie 
wply wom .szkolnym i literackim, wierniej oddaj^ mow§ mdwion^ swych 
czas6w. Szczeg6Inie pouczaj^ce jest por6wnanie takich niewyksztalconych 
autor6w ze !4r6dfami, kt6re w swym duchu kompiluj^: Solinus bior^c 
tre^ zmienia niekt6re wyrazy PHniusza, Orozyus Justyna*). Te odst§p- 
stwa w doborze wyraz6w od pierwowzor6w s^ wymownymi Swiadkami 
zmiany usus jgzykowego. — JeSU jaki bardzo pospolity wyraz laciAski 
nie ma kontynuacyi w j^zykach romaiiskich, Sledzimy bacznie, czy jui 
w tacinie uiywanie jego nie stabto i nie zanikaJo, a jesli tak, to jakie 
wyrazy go zastgpowaly i kt6ry z tych konkurent6w zwycigiyl i przeszedt 
do j§zyk6w romaiiskich. Zmystowo^d, konkretnos(S tre^ci i petnosc, 
d^wi^czno§6 formy dawaly przewag? w tej j§zykowej walce o byt. 
Weimy przysl6wek saepe. Nie przeszedt on do j§zyk6w romatiskich, 
a dekadency? jego moina dosc wcze^nie obserwowad. Konkurjuj^ z nim 
subinde (souvent) i frequenter, Stosunek liczebny tych 3 wsp6lzawodni- 
k6w za cesarstwa tak si§ przedstawia : Pomp. Mela ma na 3 sa^e tu- 
zin subinde, w 4 pocz^tkowych ksiggach astrologii Firm. Mat. jest na 3 



*) Niezrobione dotychczas pordwnanie przeWadu Platonowego Timajosa, doko- 
nanego przez Cycerona i Chalcydyusza daloby wspanialy przyczynek do historyi je- 
zyka i terminologii filozoficznej. 



67 

saepe prawie kopa frequefUer^ u Cass. Fel. na 3 soep? przeszlo 70 fre- 
quenier, przys}6wek, kt6rego jeszcze ISallustius i Cezar wcale nie uiywali. 
Podobne wyniki otrzymiyemy przy obserwacyi wyrazu omnea^ kt6ry dla 
kolizyi z homines pocz^wszy od Apulejusa met. zast^powano przez toH 
i to iei przeszto do j^k6w romanskich. Jei§li Francuzi mysz nazywaj^ 
dziS souris od gatunku eoreXj Hiszpanie wyrazem oznaczaj^cym szczura, 
a \\7osi kreta {iapo od talpa\ to ten zanik mue moina Sledzi6 jxii 
w lacinie. Podobniei obserwujemy rozwiebnoinianie si^ rozmaitych kon- 
kurentdw edere^ jak: comedere^ dbari^ manducare^ esitare^ gusiare i in- 
nych. Jui Peregrinatio Silv. z r. 385 nie zna edere^ cho<5 o jedzeniu 
nieraz mowa, nie ma go Caelius Aurelius, lekarz afrykaAski z Y. wieku, 
ani dyetetyk Anthimus t pocz^tku wieku VI., wulgata Starego Testa- 
mentu na 30 edere ma przeszlo 5C0 comedere i to nawet w pot^czeniu: 
comedere et hibere. Zwrot Cycerona o Appiuszu Claudiuszu Pulcher, 
kt6ry topi^c niechc^ce ]eS6 kuraki augura powiedziat: ui bibereni^ quo- 
niam esse noleni^ powtarzaj^ bez zmian Valerius Maximus i Suetonius. 
Ale jui Per. Liv. gdzieS z poJowy lU. wieku m6wi: puttosj qui cibari 
noiehant. Ta walka o byt wyraz6w, oznaczaj^cych to samo poj^cie, nie 
jest bezpoSrednio przedmiotem pracy leksykografa : ton obrabiaj^c saepe 
moie podad jego statystyk^ i doda(3 cf. subinde^ frequenier. Taksamo 
zrobi przy edere, odsyfaj^c do synonym6w i tak w kaidym innym wy- 
padku. Ale gdy wszystkie synonyma b§d^ w osobnych artykufach obro- 
bione, zestawienie ich da historyg poj^cia, a historya pojg6, to historya 
knltury. Pr6bk§ takiej historyi r64nych poj§6 daj^ na razie trzy roz- 
prawy w Archiv: Was heisst 'Leute'? (Archiv6, 1889, 341) Was heissl 
^die Kiuder'? (Arch. 7, 1892, 78) i Was heisst 'das Pferd'? (Arch. 7, 1892, 
313). 

Je^U ta historya zaniku wyraz6w i walki ich z konkurentami tylko 
poSrednio dotyczyfa leksykografa, to dalszy postulat WOlfflina, uwzgl^- 
dnienie lokalnych r6inic i wfaSciwoSci taciny, jest wprost niewykonalny. 
Teoretycznie ma on racy§, gdy twierdzi, ie tacina nie miala jednolitego 
charakteru we wszystkich krajach; przeciwnie obok chronologicznych 
wykazywafa z pewnoSci^ i lokalne r64nice. Ich dalsze r6iniczkowanie 
si§ i kombinacya z innymi wptywami wydala T6inoi6 j§zyk6w romaii- 
skich. W praktyce jednak gtoszona przez WOlfflina facina afrykaiiska 
i hiszpaiiska (Archiv 2. 6. 7. 8—10), a przez P. Geyra (Archiv 2. 7. 8.) 
iacina gallicka stoj^ na bardzo kruchych podstawach kilku, co najwig- 
cej kilkunastu obserwacyi, kt6rych liczby nawet Thesaurus powi^kszyc 
nie zdola. Zauwaiyl Wolfflin, ie grupa pisarzy pochodzenia afrykaii- 
skiego z n. i III. wieku jak Fronto a zwfaszcza Apuleius, Tertullian, 



68 

Cypryan, Arnobius i paru innych maj^ szereg wsp61nych wtasciwosci, 
nie napotykanych u dawniejszych pisarzdw; takie wyraienia . jak saecmJta 
saeculorum, caeli caelorum, lub t. zw. genetivi identitatis jak cupiditates 
libidinum^ imperU iussio — lub zast^pienie ablativu comp. przez pery- 
fraz§ z abl. doctior db illo -— objasnial WOlflflin wplywem semityzmu. 
j^zyka punickiego, (o kt6rym nie ma wyobraienia). Africitas grasowala 
w kolach WOlffUna przez par§ lat, ai jq sam autor po wielu cz§sto 
ostrych inwektywach z zewn^lrz mocno ograniezyJ. Przyznaje on dzis^ 
ie wiele afrycyzm6w da si§ objasni6 wplywem azyaiiskiej retoryki. ze 
inne okazafyby si? wsp61ne calej lacinie, gdyby^my z 11/111. w. mieli 
wi§cej autor6w europejskich, ale w Africitas wierzy — teoretycznie, 
wigc nieszkodliwie. HiszpaAsk^ facin^ oparl WOifilin na 3 obserwacyach 
z Senek6w i Columelli, a gallicka nie wi§cej ma ^wiadk6w. Prawdziwa 
jest obserwacya, 4e opisanie kompar. we francuskiem pvzezplus. w hisz- 
panskiem przez magis, da sig w zarodzie pokaza6 jxxi w V. w. : pisarze 
galliccy Sydoniusz Apollinaris i Alcimus Avitus maj^ plus^ Hiszpan 
Orozyusz magis. Ale takie wyj^tkowe obserwacye nie upowaini^ leksy- 
kografa do tego, by pewne wyrazy pigtnowal jako prowincyonalne gal- 
lickie, hiszpaAskie lub afrykaiiskie. Moina to uczyni6 jedynie przy imio- 
nach wlasnych, jeSli inskrypcye pewnej prowincyi maj^ je masami, 
podczas gdy w innych prowincyach ich sig nie spotyka. 

Przy rozwi^ywaniu dotychczas om6wionych zadaii leksyiografii 
gWwn^ rol§ grala statystyka, oparta na kompletnym materyale ze wszyst- 
kich autor6w ai do VII. wieku. Niestety musimy tu stwierdzi6, ie The- 
saurus ma korapletny materyat tylko do laciny zlotej i srebrnej : Apu- 
lejusz i Fronto to ostatni rozkartkowani autorzy. Do nich tylko przytacza 
sig w nagl6wku zupeln^ statystykg. Literatura chrzescijaiiska spreparo- 
wana tylko w bardzo niezupelnych, przypadkowych ekscerptach, obejmu- 
j^cych rzeczy 'wainiejsze i wigcej interesuj^ceM warto^ci wyiej. Tu 
dodamy, ie ekscerpty robili przewainie profani, wigc w teologikach nie- 
biegli. Teolog6w w po^piechu zapomniano zaprosi6 do wsp6lpracownic- 
twa, moie tei i nie bylo ochotnik6w. Do66, ie filolog ekscerpuj^cy Ter- 
tulliana, nie zanotowal tak pospoUtego wyrazu jak gratia, cho6 u tego 
autora wystgpuje on po raz pierwszy w znaczeniu chrzeScijanskiej laski. 
Gdzieiby iei filolog dziwil sig wyrazowi sanctus u ojc6w koSciola i no- 
towal go? Tymczasem ten wyraz na gruncie chrze^cijaiiskim osobne, 
bcurdzo ciekawe przeszedl koleje. Tak mniej wigcej przedstawia sig cala 
terminologia chrzeScijaiiska: co bylo w indeksach Corpus wiedenskiego, 
wypisano, inne rzeczy ekscerpowano. Tylko listy 6w. Hieronima i de 
civ. ^w. Augustyna kompletnie rozkartkowano. Na szczgScie istnialy tei 



69 

konkordancye biblijne. Ale przy lakim materyale nie moie Thesaurus 
spetoi6 owych powytej om6wionych poslulat6w WOlfilina — i to z winy 
jego samego. Bo skoro w r. 1894 stan^ kartel 5 niemieckich akademii^), 
kt6ry zagwarantowal na 20 lat Va miliona marek, Wolfflin mial naj- 
wpjywowszy glos w sprawie literatury chrzeScijaiiskiej. On j^ wprowa- 
dzil do Thesauru, jego zdanie byloby przewaiylo, gdyby kazal byl roz- 
iartkowad pisarzy chrzeScijanskich przynajmniej pierwszych 4 wiek6w. 
Tymczasem on w ch§ci ogl^dania za iycia przynajmniej pocz^tk6w 
Thesauru przeparl ekscerpty, podj^ si§ ich dostarczenia — i sam duio 
dostarczyl i o inne si§ postaral. Ale ta polowicznbsd sprawila, ie The- 
saurus, o ile dotyczy historyi laciny na gruncie chrzescijaiiskim, jest — 
bardzo niekompletny. Do tego przyl^cza si^ ta okoliczno§6, ie nieteo- 
log (rozumie si§ teolog uczony) nie potrafi nawet istniejqcego szczuplego 
raateryalu naleiycie wyzyska(3 : brak dziel, na kt6reby si§ moina powo- 
Ia(5. Przy artykulach rzeczowych, odnosz^cych si§ do staroiytnoSci po- 
ganskiej, powoluje si§ Thesaurus na Realn^ encyklopedy§ Paulego - Wis- 
sowy, na Dictionnaire Daremberga - Saglio, na opracowania prawa czy 
staroiytnosci publicznych i prywatnych. Przy rzeczach chrzeScijaiiskich 
na niewiele tylko dziel powola6 si§ moie, bo istniejq,ce encyklopedye 
<^ historye laciny koScielnej oparte s^ na bardzo szczuplym materyale 
filologicznyra. 

Ale ta Achillesowa pigta Thesauru nieznana jest publicznoSci, a ie 
recenzenci nie rozporz^dzaj^ materyalem z pisarzy koscielnych, iaden 
nie wyst^pil dotychczas z iadnymi zarzutami w tym kierunku *). Zarzut 
wyszedl ze stosunku laciny do kultury greckiej, ze strony czlonka ko- 
misyi Thesauru H. Dielsa. Ten rzekl: skoro terminologia filozoficzna 
lacinska, skoro cale iycie duchowe Rzymian polega na wplywach grec- 
kich, uzasadnionem jest i^danie, by uczony, opracowuj^cy historyg pe- 
wnego pojgcia greckiego na gruncie laciiiskim, znal jego history? na 
gmncie greckim. A to b§dzie dopiero wtedy moiliwe, gdy swiat cywili- 
zowany zdob§dzie si§ na nowy Thesaurus 1. Gr. Ten bgdzie moiliwy za 
lat 100, moie p6iniej, moie nigdy. W kaidym razie jednak Thesaurus 



*) W5IfflJn, Zwei Gutachten iiber das Unternehmen eines lat. WOrterbuches, 
Archiv 7 (1892), 606. 

*) Oceny i om6wiema pierwszych zeszyt6w Thesauru regestruje Wagener 
w wymienionym *Jahresbericht\ Technik^ pisarzy artykul6w i jej trudnoiSci przedsta- 
wil naczelny redaktor przedsi§wzi§cia, Fryderyk Vollmer, na ostatnim ( pa:Sdziernik 
1903) qeidzie filolog6w w Halli p. t. Thes. 1. L. Odczyt ten wyszedl w 'Neue Jahrh. 
fur klass. Phil.' 1904 w zeszycie styczniowym p. t. : Tom Thesaurus linguae Latinae\ 



70 

1. L przed Graecae jest uTrspcv 1:0 6Tspcv, jest anachronizmem. Nie moina 
napisa6 dobrze takiego artykutu jak affedus^ animw itp. nie znaj^c 
jego historyi na gruncie greckim. Nie moina sobie wyobrazi6 dobrej 
historyi eUmenintn w tacinie, nie znaj^c jej w grece. Diels da2 history^ 
elemenium w grece i {acinie, ale musimy przyzna6, ie gdyby rozporz^- 
dzat byt tylko materyalem taciriskim, historya elemenium w tacinie ani 
na jot§ nie bylaby inna od tej, ktdr^ dat Diels. Zadaniem leksykografa 
jest zrozumie6 uiycie pewnego wyrazu w kaidem miejscu autora i sto- 
sownie do znaczenia ustawi6 miejsca pisarzy w chronologicznym po- 
rz^dku. Wszakie poj^cie przeszedfszy do taciny, iylo samodziebiie bez 
ci^g}ego opierania si§ greckie ^r6dto. Znajomo^6 tego moie pom6c do 
obja^niania przyczyn, diaczego pewien autor uiyl tego wyrazu w tem 
znaczeniu. Ale leksykograf konstatuje fakty, przyczyn nie sledzi. To te^ 
artykui^ affedus. animua nie zmienifyby si§ zupetnie, cho6by Diels da/ 
im za folio tco^o? i t!^-.#x^ sl z jego rozprawy o elementum przejdzie do 
artykulu notatka v, Diels, Elemenium, Czyta6 greckiej cz^sci autor oie 
potrzebuje, jak dzisiaj nie czuje potrzeby, by przy kaidym artykule za- 
gl^da^ po oSwiecenie do greckiego Stephanusa. Nie wynika z tego je- 
dnak, jakoby znajomos6 greczyzny byla dla niego zupetnie zbyteczna: 
owszem, po zestawieniu pokrewnych tre^ci^ miejsc autor6w Jaciiiskich 
widzi, ie pewien wyraz, pewna formuta, czy konstrukcya zawdzi^czaj^ 
sw% tre^6 greczytoie. Kto zestawi miejsca Cycerona czy Apulejusza 
z vir honus, widzi bez dalszych study6w, ie to r6wnowainik greckiego 
y(.a\o<; xi^aJoq: przegl^d miejsc ze Seneki ai nadto jawnie pokazuje, ze 
si§ ma do czynienia ze stoickim azf6<; : Kwintylianowe peryfrazy vir bo- 
nu8 przez vir dmlis prowadz^ na slad sofistycznego av^^p zcXitixcc. Ale 
w tem objaSnianiu laciny greczyzn^ trzeba by6 bardzo ostroinym. C6i 
tatwiejszego jak przy taciriskiem bene^ ew. mcde auiire napisa6 cf xaXco; 
resp, xaxd><; dexoOsiv i uwaia6 osobliw^ konstrukcy^ tacirisk^ za naslado- 
wnictwo greckiej. Tymczasem przegl^d najdawniejszych przykfad6w do- 
wodzi, ie mamy tu do czynienia z czysto feciriskim rozwojem. 

Zatatwiwszy si^ w ten spos6b z zasadniczemi kwestyami, moiemy 
pobieiniej przedstawi6, co wigcej mie^ci kazdy artykul Thesauru. Uwzglg- 
dnienie tradycyi rgkopismiennej, inskrypcyjnej i testimonidw gramatycz- 
nych pozwala ustali6 ortografig, przytoczy6 wszystkie poboczne forray, 
nieraz tak waine dia j^zykdw romariskich, jak form§ poboczn^ do he- 
siia^ hesia, substrat frc. hei *) obok inereirix^ mdeirix i meneirix : leksy- 



^) Hislory^ tego wyrazu dal prof. Miodoriski w 11. tomie Rozpraw Akad. 
krak. z r. 1886. 



71 

kograf podaje wszystkie osoblivvsze formy deklinacyi, slopniowania 
i koDJugacyi i zaznacza brak pewnych przypadk6w i form i ich zastgp- 
stwo, znanym forraom przywraca matematyczny stosunek: z Thesauru 
dowiadujemy si§, ie pf. do audio jest atsdivij audiisH^ audiit, audivi- 
m««, audtvisiis. NagWwek miesci wreszcie przeglqd etymologii staro4yt- 
nych i kontynuacyg wyrazu w j^zykach i narzeczach romanskich. 

Przej^cie do biografii wyrazu, do rozwoju jego znaczenia, ma stanowi6 
etymologia : znaczenie najbliisze etymologii ma by6 wzi§te za najdawniej < 
sze, z niego rozwijaj^ sig p6iniejsze wedhig praw semazyologii. Niestety, 
etymologia i semazyologia tak same s^ jeszcze ciemne, ze nie mo^na 
ich bra6 za pochodnie, przewodnicz^ce w labiryncie rozwoju znaczeii. Ety- 
mologiczne notatki Thesauru s^ dlatego, by cos byto, ale z tych uwag Thur- 
neysena jak incertae originis, cf, ease videiur cum nikt chyba wi^cej si§ 
nie dowie nad to, iie najwi^ksz^ cnot^ etymologa jest dzis ars nesciendi. 
A semazyolog dopiero na podstawie calego Thesauru bgdzie m6gt szu- 
kac poparcia swych praw: z g6ry moina od niego przyj^d najwi§cej 
l§ uwagg, ie znaczenie konkretne zwykle dawniejsze jest od abstrakcyj- 
nego, wJa^iwe od przenoSnego. Cho6 cf. afluo, Opuszczony przez ety- 
mologi? i semazyoIogi§, znajdzie leksykograf pomoc w chronologii i gdzie 
najdawniejsze przyktady, tam cz§sto najdawniejsze znaczenie. Festus 
i gramatycy cz§sto mu dopomog^. OczywiScie nietylko wyrazy, ale i ich 
pol^czenia, formuty i frazesy w historycznym porz^dku notuje wsp6l- 
pracownik Thesauru. Co dzisiaj z wielkim trudem zbierajq uczeni w u- 
wagach do autor6w lub w osobnych, tak ^udnych monografiach, jak 
prof. Morawski w szeregu obserwacyi nad retorami i ich wplywem na 
iiteraturg, to w zupetno^ci chronologicznej b§dzie podane: wi§c wszyst- 
kie ampullae rhetorum^ wszystkie flores i oolores. Takie zestawienia po- 
zwol^ mn6stwo miejsc poprawi6, uzupelni6 i pozwol^ nieraz na wy^Ie- 
dzenie ir6det. Krytyka tekstu z Thesaurem w rgku na pewnych spoczy- 
wac b^dzie podstawach. AJe takie jurysta czy medyk, agronom czy 
przyrodnik znajdzie w realnych artykutach jeSIi nie pouczenie, to bardzo 
obfity materyat do swych study6w. Bo niczem innem, jak tylko upo- 
rz^dkowanyra inwentarzem, skarbcem taciny b^dzie nowy Thesaurus. 

Monachium, 



Z humanizmu i liistoryi filologii. 



Lnkrecyos i Horacy a „Trenf KochaDowskiego. 



Napisal 

Stanistaw Schneider. 



Zastanawiaj^c si§ nad genez^ »Tren6w«, dot^d brano w rachub? 
gtewnie prozaik6w rzymskich, a mianowicie utwory filozoficzne Gycerona 
i Seneki, kt6re mialy oddzialad na Kochanowskiego najsilniej, kiedy nad 
zgonem swej ukochanej Orszuli >pi6rko zabawia2«, stawiaj^c rzekomo 
>lekkie rymy«. W najnowszych czasach przydano do tych autor6w: 
KwintyUana, kt6ry bolej^c w przedmowie do ks. VI. swej Institullo 
oratoria nad smierci^ syna, dat pochop Kochanowskiemu do opisania 
swej straty; jakotei Plutarcha napa;xj3^Ti7.6^ izpbq AroXXwvisv, z kt6rego 
autor »Tren6w« i motto przej^ i wzmiank? o Heraklicie tudziei Symo- 
nidesie '). 

Z poet6w rzymskich, kt6rych oddiwi^ki w »Trenach« slyszymy^ 
Lukrecyusa wymienil pierwszy Kallenbacb, zauwaiywszy wplyw jego 
poematu De rerum natura w Kochanowskiego elegiact lacinskich, zwfa- 



•) Zwr6cil uwag§ na Kwintyliana Wincenty Kubik w sumiennej i samodziel- 
nej pracy p. t.: »Geneza Tren6w J. Kochanowskiego* (Tarnopol 1903). Scislosc wy- 
maga nadmienid, ie d. p. W^clewski ju^ w r. 1878, objaSniaj^c Inst. or. Kwintyliana, 
wskazywat na to, ze owa przedmowa do ks. VI. wpJyn^te na »Treny« Kochanow- 
skiego. 



73 

szcza w ii^ie filozoficznym do Firleja, t. j. w ostatniej elegii laciiiskiej 
ks. IV.*) Ale oddziaiywanie Lukrecyusa na »Treny« opart Kallenbach 
na jedynym, rozpaczliwym wykrzyku zw^tpienia: Gdzie^kolwiek jest, 
jeslisjest... (tren X), nie umiejqc go wytlumaczyd inaczej, jak tylko 
>z{owieszczym wptywem Lukrecyusza*. Podstawa to za w^tta, by na 
niej opiera<5 znaczniejszy wplyw filozofa-poety, kt6ry o zatraceniu duszy 
wraz z ciatem nie w^tpit, owszem najmocniej byt przekonany. Moinaby 
z wigkszem prawem przypuszcza(5 wplyw Apologii platoiiskiej, w ktdrej 
Sokrates na seryo bierze moiliwo^(5 smierci cTov [jltjBsv cTvai [txfi^ ai<j5y;aiv 
]kr^i\i(oci [LTfieycx; iytvf xbv Te^vgwTa, o drugiej zai moiliwoSci przesiedlenia 
sig duszy na inne miejsce wyrsLia si§ wieiokrotnie z zastrzeieniami 
w formie hipotecznej, jak Kochanowski ; et . . . a).T)J2rij 4<ni T3t XeYoiAsva, tl 
TaOT' etniv aXTj^, stice^ ye 'zk Xey^iAeva aXiQ^^ eortv (40 C — 41 C). Do 

podobieiistwa tego, by6 mo4e przypadkowego tylko, nie przywi^uj? 
Trigkszej wagi; chciatem jedynie wykazad, 4e na warunku: »jeslis jest« 
nie mozna zasadza6 oddziatywania Lukrecyusa na »Treny«. 

Widz§ natoraiast w czem innem wptyw Lukrecyusa, w owej zwta- 
szcza »m^dro^ci«, ktdrej autor Trendw zaledwie >ujrzat progi«, stra- 
wiwszy lata swoje na to, aieby teraz byl »nagle z stopni6w ostatnich 
zrzucony* (tren IX). 

Owe »progi« i »stopnie«, wiodqce do przybytku m^dro^ci, kt6ra 
»b€zpiecznq, nieodmienn^, niepo4yt^« stoi, o kt6rej za^ Kochanowski 
z przek^m m6wi i pow^tpiewaniem (Kupi6 by ci§ m^droSci ! za drogie 
f ieni^dze..., jesU prawdziwie mieni^), bardzo przypominaj^ nauk^ m§drc6w 
dobrze obwarowane twierdze, z kt6rych — jak s^dzi Lukrecyus — naj- 
wi^ksza rozkosz spogl^da6 z g6ry na innych, W^dz^cych w dole (II, 7 
i nast.: sed nil dulcius est, bene quam munita tenere | et sita doctrina 
sapientum templa, serene | despicere unde queas dlios passimque videre | 
<^rrare atque viam palantis quaerere vitae... Por. tren iX. pod koniec: 
Terazem... mi^dzy insBe^ jeden z wiela, policzony). Lukrecyus biada: 
miseras hominum mentes! o pectora caeca! Przyroda nic im innego 
nie wskazuje, jak tylko to, >ut, qui | corpore snbiunctus' st, dolor absit 
mensque fruatur | iucundo sensu, cura semota metuque« (II, 14 i nast). 
Podobnie Kochanowski wyrzeka o sobie: Nieszcz^Ufvy ja czlowiek^ prze- 
ciwstawiaj^c sig owej m^drosci, kt6ra »wszytki i^dze, wszytki ludzkie 
frasunki umie wykorzeni6, a cztowieka tylko nie w aniola odmieni6, 



*) Fiiozofia Jana Kochanowskiego w »Przegl. Pols.« z r. 1888, str. 120 i nast. 
Wydanie pomnikowe dzieJ Kgch. z r. 1884 zwraca uwag§ na analogie w tej elegii 
z Lukrec. V, 167 i nast., 876 i nast. ; VI, 607 i nast. 



74 

ki6rj nie wie co boM6, frMunku nie czuje, zlym preygodom nie pod- 
leg{, airaehom nie hotduje. Ty wszytki rzeczy Indzkie nunsB ea frasA^ 
sobie . . .« (qualibus in tenebris vitae quantisque periclis | degitur hoc aevi 
quodcumquest !...). 

Oswobodzenie si^ od wszelkiej obawy, zwtaszcza przed Smierci^, 
(ty Smierci nigdy si§ nie boisz), iywo przywodzi na pami§c ust§p z Ge- 
orgik Wergilego, z t. zw. I^udes vitae rusticae (II, 490 i nast.): felix, 
qui potuit rerum cognoscere causas, | atque metus omnis et inexorabile 
fatum I LUbiecit pedibus strepitumque Acherontis avari. Ale o remim- 
scencyi Kochanowskiego z Georgik niema mowy^), gdyi caJy ten ust^p 
u Wergiiego, jak inwokacya do Muz z wyliczeniem astronomicznych 
zagadnien, jest kopi^ i nasladowaniem Lukrecyusa (III, 37 i nast: et 
raetus ille foras praeceps Acheruntis agendus, funditus humanam qni 
vitam turbat ab imo... Por. I, 922 i nast. : percussit... meum cor... 
incussit suavem mi in pectus amorem Musarum ... I, 139 i nast. : solis 
lunaeque meatus | qua fiant ratione et qua vi quaeque gerantur { in ter- 
ris... Werg. Georg. H, 475 i nast. : Musae, | quarum ingenti percussm 
aniore . . . defectus solis varios lunaeque labores . . . qua vi maria alta 
tumescant . . .). Mimochodem dodaj^, j;e Kochanowski na dwa lata przed 
ogloszeniem Tren6w (w r. 1580), wydaj^c sw6j przekJad Psatterza Da- 
widowego i poSwi^caj^c go Myszkowskiemu, we wierszu dedykacyjnym 
zapoiyczyl si§ najwidoczniej u Lukrecyusa (I, 926: avia Pieridum pera- 
gro loca nuliius ante | trita solo ... I wdarlem sig na skaf? pi§knej 
Kalliopy, gdzie dotychmiast nie bylo znaku polskiej stopy) W ostat- 
nim trenie dopiero na tamtym swiecie kaie poeta pozna6 >przyczyny 



*) Z Wergilego dwa miejsca wog61e znalazl p. Kubik, przypominajace ustepy 
w Trenach : pierwsze jest tego rodzaju, ie nie dowodzi iwiadomej zapozyczki (En. I. 
201: durate et vosmet rebus servate secundis; tren XIX: a chowaj si^ na te nieod- 
mienne, synu m6j, roskoszy bogate. Por. Epitaph. Hannie Koch.: Aby ojciec nieszcze- 
sny zaraz odialowat ws^ytkiego, a na trwalsze roskoszy si^ chowaf); drugie zai 
jest tak powszechnym Tor.o^ xoivo^, ie na r6wnej podstawie m^gfbym dowodzic, ii 
owo miejsce jest, dajmy na to, naSladowanem z Tybulla (por. tren XIII : Tu mi ka- 
mied, murarze, ciosany po{6icie, a na nim t§ nieszcz^n% pami^tk^ wydr6icie: Or- 
szula Kochanowska tu leiy . . . Werg. ekl. V, 42 i nast. : Et tumulum facite et tumulo 
superaddite carmen: Daphnis ego... TybuU. I, 54 1 nast.: Fac lapis inscriptis stet 
super ossa notis : Hic iacet . . . TibuUus . . .). Nadto mo^aby utrzymywad, ie od Ty- 
buUa wzi^l Kochanowski pomyst przemiany swej OrszuU w slowika. Tak si^ zaczyna 
u niego opis eUzyum (I, 59) : Hic choreae cantusque vigent, passimque vagantes | 
dulce sonant tenui gutture carmen aves . (por. III, 204 i nast). Kochanowski zas 
m6wi w trenie X: Czy czlowieka zrzuciwszy i mySii dziewicze, wzi^IaS na si§ po- 
staw^ i pi6rka s^owicze? 



75 

wszytkich rzeczy«, owe »primordia rerumc, o kt6rych tyle razy u Lu- 
krecynsa czytamy (por. Werg. Georg. II, 490 : renim cognoscere causas). 



Dalsze wyrazy w trenie IX. zdaj^ si§ by6 zapoiyczkq od Horacego 

(carm. II, 3: Aequam memento rebus in arduis | servare mentem, non 

secQS in bonis...; III, 16, 28: magnas inter opes inops; sat. I. 1, 49: 

?el dic, quid referat intra | naturae finis viyenti, iugera centum an | 

mille aret? — Jednak^ mySl tak w szcz§§ciu, jako i w ialobie zawidy 

niesiesz.. ty bogactwa nie ztotem, nie skarby wielkiemi, ale dosytem 

mierzysz i przyrodzonemi potrzebami). Jednak u Lukrecyusa takie zna- 

chodz^ si§ przyUady na »aequus animus« i na »dosyt« : divitiae gran- 

des homini sunt vivere parce | aequo animo, neque enim est umquam 

penuria parcis (V, 1054 i nast., por. III, 937 i 960). Co do przeciwsta- 

wnosci: ty okiem swem nieuchronionem n^dznika upatrujesz pod da 

chem ztocooym, a uboiszym nie eaj^rayss szcz§sliwego mienia — por, 

ks. H, odg 10, w. 5 i nast: auream quisquis mediocritatem | diligit, tu- 

tus caret obsoleti | sordibus tecti, caret invidenda sobrius aula ; III, l^ 

45: invidendis postibus... atrium (zob. tei Werg. Georg. II, 498 i nast.: 

neque ille | aut doluit miserans inopem aut invidit habenti). Kochanow- 

ski ostabia ironicznym dodatkiem: >Etoby jeno chcial stucha(3 twego 

upomnienia« te wszystkie przykazania m^dro^ci, powymieniane w trenie 

IX., kt6re siQ dadz^ sprowadzi6 jak do jednego trddldi do epikurejskiej 

nauki Lukrecyusa. 

Treny Kochanowskiego moina uwaia6 za rodzaj palinodyi, za od- 
wrfanie wyznawanej dotychczas i wzorowanej na Lukrecyusu filozofii 
zycia. Za przewodnika w tyra odwrocie postuiyl Kochanowskiemu Ho* 
racy, kt6ry tak samo ze stanowiska Epikura i Lukrecyusa, wyniesionego 
ponad wszechwladne rz^dy Fortuny, przeszedl do pogodzenia si§ z wro- 
gim losem i do poddania si§ bogu, kt6ry nim despotycznie kieruje (Hor. 
carm. I, 34, 12 i nast.: valet iraa summis | mutare et insignem attenuat 
deus I obscura promens : hinc apicem rapax | Fortuna cum stridore acu- 
to I sustulit, hic posuisse gaudet. III, 29, 49 i nasL : Fortuna saevo laeta 
negotio et | ludum insolentem ludere pertinax | transmutat incertos ho- 
nores, I nunc mihi, nunc alii benigna. laudo manentem. . Lukr. V, 1056 
i nast.: at claros homines voluerunt se atque potentes, | ut fundamento 
slabilis fortuna manerei \ et placidam possent opulenti degere vitam | 
nequiquam! quoniam ad summum succedere honorem \ certantes iter in- 
festum fecere viai, | et tamen e sumrao quasi fulmen deicit ictos . . * 
Koch. tren XI : Nieznajomy wr6g jaki^ miesza iudzkie rzeczy, nie maj^c 



76 

^ni dobrych ani zlych na pieczy; k§dy jego duch wienie, iaden nie 
ulgie ; prawli, krzy wli — bez braku kaidego dosi§ie. XVI : Cdowiek nie 
kamien: a jako sig stawi Forluna, takich mySli nas nabawi. Przeklgte 
:szcz§scie . . .). 

Zaszedl fakt niespodziany, wykluczony przez Lukrecyusa, kt6ry 
toawr6ci/ Horacego do wiary w rz^dy bo4e i wobec iosu sUonil do 
rezygnacyi (Lukr. VI, 400 i nast. : denique cur numquam caelo iacil 
undique puro | luppiter in terras fulmen sonitusque profundit? Hor. 
carm. I, 34: Parcus deorum cultor et infrequens, | ... vela dare atque 
iterare cursus | cogor relictos; namque Diespiter, | igni coruseo nubila 
tiividens | plerumque, per purum tonantis | egit equos . . .). Takim 
gromem z jasnego nieba, kt6ry pomieszal szyki iyciowe Kochanowskiemu 
i kazaJ mu ugi^6 si§ przed »paiiskimi s^dami* i »wladz^ fortuny*. b\t 
^gon Orszuli (tren XVIII : My nieposluszne, Panie ! dzieci twoje w szcz?- 
Sliwe czasy swoje rzadko Cig wspominamy . . . XIX: Skryte s^ panskie 
s^dy ; co si§ jemu zdaJo, najlepiej, ieby si§ tei i nam podobato . . . 
To6 jest wfadza fortuny, m6j najmilszy synie! 4e nie tak uskaria6 si§, 
kiedy nam co zginie, jako dzi§kowa6 trzeba, ie widam co zostato). 

Jestem z petnym podziwem i uwielbieniem dla tej duchowej 
mocy, z jak^ wyr^bal si§ Kochanowski z rozpaczy, straciwszy >wszytkf 
nadziej§« (tren XVII). U:iyl on iscie krzyiowej sztuki w swym przed- 
ostatnim trenie, wielkim pokor^ i godnym tlumacza psalm6w Dawida; 
ale czy to stawienie sig na stanowisku wprost »nieposlusznych dzieci*. 
wzywanie »ka:^ni« i kary »ojcowskim obyczajem*, plyn^cych z >gniewu* 
i »ci§4kiej boskiej r§ki«, nareszcie odwolanie si§ do litosci i mitosier- 
dzia boiego, wystarcza — dla pelnoletnich, kt6rzyby sami chcieli 
i mogli co§ o swym wlasnym losie stanowi6 zamiast »by6 jako celem 
przygodom wszelakim« (Iren XIX)? Tu Kochanowski przeszedl na 
grunt etnicznej religii, na jakim u przelomu od lirycznegu pesymizmu 
do sofistyczno-filozoficznego u Grek6w zatrzymali si? dwaj szczeg61nie 
poeci : Archilochos i Symonides z Keos, z kt6rych tamtego Kochanowski 
w trzech miejscach nasladuje, a tego w pierwszym trenie wymienil 
(I lamenty i skargi Simonidowe). 

Do przytoczonych trzech raiejsc z Archilocha, w cennej pracy 
najnowszej o Trenach Kubika, dodaj? jeszcze jedno, niejako locus coni- 
munis, kt6re wplyn§Jto ng. Kochanowskiego po^rednio przez Horacego 
(carm. I, 34, 12 i nast.) lub bezpo^rednio (56 B : toT^; ^tciq li^v. ta rivTa • 
•noXXaxK; [jlcv ey. xax.(i)V avBpa; 5p3ou7tv |;.eXa{vY) y,6i|xsvou; ezl ypo^n^ ^oXXox:- 
S' avaipeTCOuai y.al u.dV eu (SepiQX^Ta^; utctiou; %X{vouff' . , . tren XVII: Lecz 

Pan, kt6ry, gdzie tkn^d, widzi a z przestrogi ludzkiej szydzi, zadaf mi 



"> 



77 

m tem znaczniejszy, czemem jui byl bezpieczniejszy). Co do Symoni- 
desa, por. jego dwuwiersz w Plat. Protag. 344 C: avBpa o' ou^ lori p.Yi 

:u xixbv s[A;xeyai, | 3v 5v a|JLi^iXavo^ cu|ji90pa /.oS^iXr, (por. Herod. I, 32: xav 
irr: T/^'.uiZoq ou^A^spi^ . . . VII, 49 ! al 9U)i.9opai tcov dv3p(i>T(*)v apxouori xal 0U7.( 

wvrpwTw Twv TuiiL^opsuv . . . tpen XIX : Czfowiek urodziwszy si§ zasiadt 
w prawie takiem, 4e ma by6 jako celem przygodom wszelakim; z tego 
trudno si§ zdziera6 . . .). Wszelkie porywy proraetejskie uchodzq za 
daremne zakusy i wykroczenia, co Kochanowski powtarza za Horacym. 
Jedyne to, jak dotychczas, miejsce, wskazane przez Kubika '), majqce 
bvriadczyi o sJabym wpjywie wenuzyjskiego poety na piewcg Tren6w^ 
(Hor. carm. I, 3, 26 i nast.: audax omnia perpeti | gens humana ruit 
per vetitum nefas. | audax lapeti genus | ignem fraude mala gentibus 
intullt... nil mortalibus ardui est; | caelum ipsum petimus stultitia 
neque per nostrum patimur scelus • iracunda lovem ponere fulmina. 
Tren XI.: A my rozumy swoje przed si§ uda6 chcemy, hardzi mi^dzy 
prostaki, ze nic nie umiemy; wspinamy sig do nieba, Boie tajemnice 
upatruj^c; ale wzrok ^miertelnej ^rzenice tgpy na to...). Sqdzg, ze to> 
co rzeHem powyiej i co nast§pnie przytocz?, §wiadczy przeciwnie 
si^gaj^cym daleko wplywie rzymskiego poety nawet na zwrqt prze- 
konari Kochanowskiego w Trenach, kt6rego PieSni, wydane.w tymie 
r. 1580 co Treny, nosz^ niezbite Slady mi§dzy innemi tiumacze6 i na- 
sladowaii z Horacego. 

Za wolny przekfed z 6d Horacego uwaiam drug^ zwrotkg w tre- 
nie XVI (^ywera ? czy mig sen oWudny frasuje, kt6ry koscianem oknera 
wylatuje, a ludzkie my§li tera i owem bawi, co bl^d na jawi? Hor. 
carm. III, 27, 38 i nast. : vigilansne ploro | turpe commissum, an vitiis 
carentem | ludit imago | vana, quae porta fugiens eburna | somnium 
dueit? Por. Werg. En. VI, 893 i nast., Hom. Od. XIX, 564 i nast.). 
Podobniei slowa Kochanowskiego : Wzi^ta^ mi, zgola m6wi^c, dusze 
poioivic§: — Osiaiek przy mnie zostal na wieczn^ tesknic? (tren XIII), 
s^ ttumaczeniem Horacyusowskich wyraien : animae dimidium meae 
•carm. I, 3, 8) ; a, te meae si pariem animae rapit | maturior vis, quid 
moror altera, | nec carus aeque nec superstes integer? (II, 17, 5); si 
parcent animae fata euperstiti (III, 9, 12). Nie potrzeba si^ si ucieka6 
do Kallimacha (epigr. XLII) i Teokryta (sielanka XXIX, ww. 4 i 5), jak 
to czyni Kubik, z kt6rych nie wprost Kochanowski korzystal, ale za 
poarednictwem widocznem Horacego. 



h W przytocz. rozpr. na slr. 37. 



78 

Zdaje mi si§, ie moina gmialo twierdzii, \i Kochanowski wcale 
lub prawie iadnych innych poet6w rzymskich, pr6cz Lukrecynsa i Ho- 
racego, w Trenach nie naSladowaJ. Korzystanie z dziel Wergilego uchy- 
lilem poprzednio (zob. uw. na str. 74), zapoiyczki z Tybulla s% niezmiernie 
w^tpUwe (tamie), w KatuUu nie dopatrzytera si§ iadnej analogii, jak- 
kolwiek w Fraszkach znachodzi sig odgtos maksymy tego poety (Katoll. 
XVI: qui me ex versicuUs meis putastis, | quod sunt moUicuU, parum 
pudicum. Nam castum esse decet pium poetam | ipsum, yersiculos nihU 
necessest... Fraszka ks I. do Mikotaja Firleja: JedUby w moich ksi^- 
kach co takiego bylo, czegoby si§ przed pann^ czyta6 nie godziJo. 
odpu^6 m6j Mikotaju! — bo ma by6 stateczny sam poeta, rym czasem 
ujdzie i wszeteczny. Por. Owid. Trist. II, 353 i nast.; Hor. carra. 
I, 6, 17 i nSist. ; sat. I, 4, 103 i nast.). Owidyus moie na jednem miej- 
«cu wywotal reminiscency§ u Kochanowskiego ^), lecz odpowiednie zwroty 
«potyka si§ i w Horacym (Owid. Metam. X, 32 i nast. : Omnia debe- 
raur vobis, paulumque morati | serius aut citius sedem properanius ad 
unam. I Tendimus huc omnes . . . Haec quoque, cum iustos peregerit 
annos, I iuris erit vestri. Hor. carm. 11, 3, 26 i nast. : omnes eodem 
wgiraur, oranium | versatur urna serius ocius | sors exitura... Koch, 
tren XIV: Zgin^6ci mu (Plutonowi) nie moie, tu6 si§ wszystkim zostac, 
niech si§ tylko niedoszlej jagodzie da dosta6). 



2 poezyi greckiej zauwaiono w Trenach wplyw Archilocha, Symo- 
nidesa z Keos, dw6ch miejsc z Sofoklesa (Antyg. 823—832 i tren XV 
o Niobie; Edyp Kolon. 1680 i nast. i tren XVII: Pr64no morzem nie 
plywamy etc), miejsca jednego z Antologii greckiej i pigciu miejsc 
z Moschusa*j. Nie wchodz§ jednak w rozbi6r wplywu poet6w greckich 
na treny Kochanowskiego. Atoli chcialbym na jedno zwr6ci6 uwag§, ie 
stanowisko ludowej etyki i religii, na kt6rem stali Archiloch i Symo- 
nides (Archil. Bergk, Poetae lyr. Gr. II, 70: toTo; avS-pwzotci ^upb; | YiV/sTa'- 



*) Zob. rozpr. Kubika, str. 39 

*) Te wszystkie miejsca, z wyj%tkiem przytoczonego przezemnie wyiej dwu- 
wiersza Symonidesa z Plat. Protag 3^ C, s^ wymienione w rozpr. Eubika na str. 
32 i nast. Opuszczam Kallimacha (epigr. XLII) i Teokryta (sielanka XXIX), gdyi 
Kochanowski mojem zdaniem korzystal z nich nie bezpoSrednio, ale przez poSre- 
dnictwo Horacego. Co do drugiego za§ miejsca z Teokryta (siel. I, 102): ^ij ykp 
^paaByj 7:av3' SXiov ajXjxi BcSuxEiv ; — pozostawiam rzecz nierozstrzygni§l%, czy oddzia- 
lalo na slowa matki Kochanowskiego w trenie ostatnim : Czyli nas ju^ umarie macie 
za stracone, i kt6rym jui^ na wieki slo/ice jest zgaszone? 



■* ^^t," * 



79 



lpYjia(jtv. Symon. w Plat. Protag. 344 E: xp«5x? [asv ya? €15 7:«; tn^p 
Tfx^^c, I x(3{x6; 5\ £{ xoxb);), na kt6re zaS Eochanowski cofn^ si§ za prze* 
wodera Horacego (carm. I, 34 ; tren 11. : Pr6ino to, jakie szcz§§cie ludzi 
naaaduje, tak w nas abo dobr^ mysl abo zl% sprawaje) — jest wsp61ne 
im z m^drosciq praktyczn^ t. zw. siedmiu m§drc6w. Chilon, jeden 
2 nich, zapytany przez Ezopa: 6 Zsb; -{ eiv) ^coiwv, odpowiedzia) : xot jxev 
viTjAa TaTCEivwv, xa Ss Ta-stva u<};wv (Mullach I, 224, 1 1). My§l ta sama, 
utarta i popularna, powtarza si§ wielokrotnie od Hezyoda do Eurypi- 
desa (Erga w. 6 o Zeusie : f sTa 8' dp{<;YjXov |x'vj5ct xal aiyjXcv &i^zu Herod. 
VII, 10: ipa; xa UTcep^xcvTa ^wa &^ xspauvot 6 ^sb; ol>Be ea favTa^€Cj3ai, Ta 
Bk a|X'.xpa ouc£v u.tv xviT^si, 6ca; Si, &>; I; otxi^iAaTa Tot {jLdYioTa atst xal SsvSpsa 
Ta TO'.a5T3t oicooxi^iCTSt Ta PlXsa • (ftX^st yap b ^sb; Ta jr.spsxovTa 'r:avTa xo- 
IziitvK Euryp. Hiket. 550 i nast.: KaXa{5|jLa3' i^ijiiv 6 p{o;, surjxouTt Ss | oY 
ii£v Ti^', ct S'dffau3*.^, 01 h* ^^ti ppoTWV | Tpu^a 6 8at|i.wV 7:p6; ts ifip tsu Buff- 
Tj-yTcDc, I o>; euTUyfT^iCYj, Tt[jiio; ispatpsTat, | 5 t' 8XPt6; vtv -irvsuiia Sst{xatvh)v Xi- 
x£iv I jd»tjX5v aipst. Plut. Mor. 811 d: >twv dcY^v ^ap &T:TSTat | ^€61;^ Ta (Atxp3c 
B' sl; TuxiQv ivst; sa« xaT^ t^v EuptxtBTjv. Koch. tren XVIII: Miej nas na 
wodzy, niech nas nie rozpycha doczesna roskosz licha ! . . A pierwej 
swiat zaginie, ni^ ty wzgardzisz pokornym . . .). 

Koncowe slowa matczyne, zwr6cone do poety, w ostatnim trenie 
tak^ podaj^ rad§ : ludzkie przygody Iqdzkie nod ; jeden jest pan smutku 
i nagrody. Najtrafniej podniesiono, ie ten aksyomat wzi^t Kochanowski 
z Plutardia (Cons. ad Ap. 118 C: Ta xotva tou Piou (rji«cT!i)|jiaTa xotvw; 
fspsiv, xat Tot avS-pciTciva (iv3p<oTc{vo»);) lub Cycerona (Tusc. III, 16, 34: Ca- 
laraitate fractus sanatur, quod humana humane Ferenda intellegit). Ale 
nie powiedziano, z jakiej mennicy numizmat 6w pochodzi. Wybito t§ 
monet§ zapewne r6wnoczesnie i wjednem miejscu z nastgpuj^c^ : ^vr;Ta 
7.?T) Tov 3vaT6v, ov»x d^avaTa tcv .^vaTbv «povsTv (Epicharm fr. 20 u Dielsa. 
Por. Arystot. Nikom. Et. X, 6: ou ^rptj 8^ xata tou; ivapatvouvTa; dv^pw-iva 
fpcvsiv dv^pwiTov 5vTa ouBs 5vY)Ta tov 3viqt5v. W komentarzu do tego raiej- 

SCa czytamy: Ttv^; ptsv Qid-^Mq ^actv sTva: r»)v yv««)|atjv TauTTjv, ot Ss wiXa>- 

vs;). Mojem zdaniem jest to dewiza, podobnie jak powyisza, Solona, 
gdyi Herodot (VII, 49) wyglasza6 mu kaie analogiczne zdanie : ai au[jL- 

fcpat Twv av^pturwv dpxouct xal ouxl 6v3'p(i)7COt twv <ju|x^ops<i)v, haslo zas ©pc- 

v£i ^Ta pojawia si§ mi§dzy przykazaniami siedmiu m§drc6w (por. Eur. 
Bakch. 395 i nast.). Moiemy je Solonowi bezpiecznie przyzna6 i widzie6 
w tem potoieniu nacisku na jedn^ ludzk^ strong w czlowieku oraz 
amiertelnq, brak r6wnowagi i pokrzywdzenie dla strony drugiej, ducho- 
wej i nieSraiertelnej. 



-^ , 



80 

Trzeba bylo dopiero poczeka<5 na Heraklita, aieby dowi^dl, ze 
mi§dzy Smiertelnikami a nieSmiertelnymi niema istotnej r6i:nicy (fr. 62 
u Dielsa) i ie czlowiek swe przeznaczenie i boga w sobie nosi. Przy- 
najmniej tak slowami Schillera: >In deiner Brust sind deines Schicksali^ 
Sterne* wytlumaczono ') zdanie efezyjskiego m§drca: ij^c^; iv^owTrw ca{- 
i;.wv (fr. 119, por. fr. 78: JjJ^o? y^P ^'•^P^^^^ov ijlIv oux s/st pwfjto;, .^eTgv 
cs b/j}. Epicharm fr. 17: 6 Tpozo; dv.Jpa)7coi(T'. BaiiAwv or(a^6c^ c^ 5s xat xa- 
x:(;). Wywody stoik6w i Cycerona (Tnsc. I, 7, 17; de fin. III, 22, 75; 
Seneca De vita beata XV J, 2 i 3) o podobieiistwie m^drca do boga 
znat Kochanowski, ale zapewne tak malo mu przypadaly do przeko- 
nania, jak Horacemu (Ep. I, 1, 106 i nast.; sat. I, 3 i H, 3). Wwolnym 
przekladzie wst^pu do Fenomen6w Arata Kochanowski zupelnie zatarl 
wsp6Ino§(5 i jednos6 rodu ludzkiego z bogami oraz bogiem najwyiszym 

(w. 5: Tcj yip [Aibc] xal "xt^oq ea[^.£v... w. 16: xjto; xai vpoup-fi vgvsT^ [t«;>> 

^cwv]. W przekl. Cycerona: quin etiam patre illo dicimur orti... Tuque 
priorque aetas. Por. powiedzenie Pindara : Iv avBpcov le ^ewv y^vo; i hymn 
Kleantesa do Zeusa, w. 4: i/. csO ^ap y^^c? ecrjjidv... Nadto slowa sw. 
Pawla w Dziej. Apost. XVU, 28: Albowiem w nim iyjemy i ruszamy 
sig i jestesmy [iv aOrw y^? S(]!){Jt.£v j^at sctvoOixE^^a xai e(j|i.ev]; jako i niekt6- 
rzy z waszych poet6w powiadali: Gdyie^my iei s^ narodem jego [to^ 
Yczp Mi ^hcq 6(T[x^v], Wiersz nieznanego czciciela Epikteta: v.<; yoLp Zsb- 

ffivTwv -npo^iTwp, ixta 3' avSpaff». pija, | el; TriXo; xaviwv.,.), 

Tej dumnej wiary, wypiastowanej w misteryach greckich, a zapo- 
wiedzianej przez Chrystusa i w hscie sw. Jana, autor Tren6w nie zdaje 
si§ podziela6 (por. zlote tabhczki z Petelii z 4 — 3. w. przed Chr. 
w Dielsa : Die Fragm. d. Vorsokr., str. 495 : auTap eiAol y^vo? oupavtov . . . 
xat yap e^wv \)[Lm ^evo? SXficv euxofJLoti ei|ji.sv — 3"£6; B^ecY) ivTi PpoTOio... 
VLod yap tf^y upLwv y^vo^; &jyji[».%i 5XPiov elvai . . . ^eo; h{ivo\j 6$ <iv3p(b7:cu . . . 

Slowa Jezusa w 6w. 5w. Jana XVI, 2 : Mam ci wam jeszcze wiele 
m6wi6: ale teraz znies6 nie moiecie. List sw. Jana I, 3, 2: teraz 
synami Boiymi jestesmy : a jeszcze si§ nie okazalo, czem b^dziemy). 
U Kochanowskiego B6g pojawia si§ po dawnemu, jak w Starym Za- 
konie, jako Pan groiny i laskawy, kt6rego milosierdzie nad ludzmi 
jest wigksze od mitoSci ku ludziom, Mowca Antyfont nazwal czlowieka 
najbogobojniejszem ze wszystkich stworzeii (fr. 108: av^pwico;, hq ©y;?'. 

jxev ::avTwv .^rjpiwv ^eaiBearaTOV Ysved^ai) i na tym Stopniu czci 1 bojasSni 

boiej, nazwanej przez Goethego etniczn^, zatrzymal si§ Kochanowski, 



*) W. Nestle: Untersuchungen uber d. philos. Quellen d. Eurip. (Philologus^ 
Supplb. VIII, 1899—1901) str. 576. 



81 

T¥ZDiesienie si§ do najwyiszej czci i prawdziwej religii, do czci przed 
sobq samym, by u4y<5 zgodnych sI6w Demokryta i Goethego (fr. 264 

Dielsa: euwrbv naAtTca ai^iza^ai xat toutov tov vdfxov xij ^^xfi **&cffTavai . . . 

Wanderjahre, B. 2. K. 1 : die oberste Ehrfurcht, die Ehrfurcht vor sich 
selbst), pozostawiajj^c p6feiejszym wiekom i najwigkszemu geniuszowi 
poezyi polskiej, w tytaiiskiej Improwizacyi Konrada. 

Kilka sI6w jeszcze o eschatologii Kochanowskiego. Jest ona 
chwiejna i sprzeczna. Wprawdzie idzie on za przypuszczeniem po- 
gaoskiem, ie dusza jego Orszulki dostaje si^ do podziemia (zob. Epitaph. 
Hannie Koeh. : I tyS, Hanno ! za siostr^ pr§dko pospieszyla i przed cza- 
sem podziemne kraje nawiedzila); w tym celu, dla ulatwienia jej po- 
dr6iy do tamtejszego elizyum, ojciec jej >ziemie bryteczk? w gWwki 
wtoiy/c (tren VII) *) — atoli w trenie ostatnim poucza go matka 
czems odmiennem, ^e »ziemia w ziemi§ si§ wraca, a duch nieba 
dany mialby zgin^d cmi na miejsca me we&wawif?^ Te dwa zapatrywa- 
nia wzajemnie sig kl6c^ z sob^ : Pindar, Wergili i t d. wyobraiaj^ eU- 
zyum podziemne oswietlone podobnie sloiicem, jak owo elizyum nad- 
niebne, kt6rem matka Kochanowskiemu m6wi: Sloiice nam zaw^dy 
swieci, dzieA nigdy nie schodzi, ani za sobq, nocy niewidomej wodzi 
(por. [Plut. consol. ad ApoU. c. 35] z Tren6w Pindara £r. 129 rec. Schroeder : 

TSis: Xi|jL;csi jjisv ff^evo? dsXtou Tiv ev3aBs v6xTa xoTb), ©otvtxopoBoi^ 0' evt Xet|A(i)veGGt 

xpsajTiov auiwv . . . Werg. En. VI, 640 i nast : largior hic campos aether, 
et lnmine vestit | purpureo, solemque suum, sua sidera norunt). SJowa 
matczyne : ziemia w ziemi§ si§ wraca, a duch z nieba dany etc. ludz^co 
przypominajq wiar§, kt6ra wr§cz nie Ucuje z kultami chtonicznymi, 



>) W ialu za utracon^ c6rk% Herodes Atticus rzuca si^ ziem, t9)v y^v 
naiwv xai ^ocov- t( ooi ^^aii^ xo^aY^ocu; t{ aoi ^uva^^co; (Phiiostr. V. SOph. 11, 1, 10). 
Uderzenie o ziemi^ oznacza wezwanie b6stw chtonicznyeh (Hom. 11. IX, 668), 
H grudka ziemi >w gI6wki wloiona* — to talizmanj maj§cy zmarl^ tem pewniej 
zawie^<< do podziemnego elizyum. Warto przypomnie<5, jak wielk^ wag^ przywi%zy- 
^no w staro^tno^ci do posypania data przynajmniej lekk% warstwa pyhi ziemnego 
zamiast pogrzebu (zob. Sofokl. Antyg. 256; Hor. carm. I, 28, 33 i nast., zwlaszcza 
ostatni w. 36 : iniecto ter pulvere curras), aby uchylid dopatrywanie si§ podobieiistwa 
iaJdego§ z >owym obolem, ktory umartemu do ust ktadziono«, albo z >owemi po- 
trawami i upominkami, kt6re zmarlym w staroiytnoSci do trumny kladziono* (Kubik 
na str. 24). Kult chtoniczny przypada zwlaszcza na czasy Solona, kt6ry tak si§ wy- 
raza ziemi : |*iiTj]p ^[<rci[ SaifiL^vwv 'OXuii;c{cov | apicrca, Ti[ {xAaiva (fr. 86 Solona). Por. 
Hym. Hom. XXX, 1 1 17: FaTa jwjijiiiTsipa . . . ^ewv ^nip,.. Orph. hym. VI, 38: 
Twa Ts Ka|iittjrap\.. XXXIV: rfl ^ivt[^ TcovTtuv... Sofokl. Antyg. 338: ^ewv te Tav 
jEipTiTov, rov... Filokt. 391: 'OpEorspa «afxpwTa Ta, fjiaTep auTou Aid?... Esch. Choef. 
129: xai Patav aud^v, ^ Ta icivTa T(xTeTai... 

6 



82 

a kt6ra rozpowszechnila sig w Grecyi i Atenach okolo polowy w. V. 
przed Chr. (Epicharm fr. 9: auvexpL&iQ xal 5ie)tpt3r) xowc^^w^ev SJJev tjXSev 
'jrdXtv [tren X: Czys po ^mierci tam poszla, k§dy§ pierwej byla...?), 

•^a jxev ek y^^» icveuu.a 8' dtvu) ... fr. 22 : avw to '?r/eutAa BiajJLevei xar' oupavov. 
CIA. I, 442: Ai5^p ptev ^uxaq uireSe^aro, aia^Lona 5e x^^"* TwvBe). Byloby 
rzeczq, nader poi^dan^ wiedzied, czy w Kochahowskim starhf si§ z sob^ 
dwa przeciwne, pogaiiskie pogl^dy o ehzynm w podziemiu i niebie, czy 
tylko jeden, popularniejszy pogaiiski o przebywaniu wszystkich dusz bez 
wyj^tku w Hadesie, z wyobraJeniem chrzeScijaiiskiem o niebie. W kai- 
dym razie etyczne i reUgijne wierzenia z czas6w Solona, w og61e sied- 
miu m§drc6w, wplyngty znacznie na tw6rcg Tren6w, kt6rych nieoceniona 
wartos6 r6^6 bgdzie w miar§, im bardziej sig przekonamy, jak wielki 
zapas nauki i mySU, pr6cz ogromu uczucia, Kochanowski w nie wtoiyi. 

Livikv. 



Z szkolnej nauki j^ykdw klasycznych. 



f spraiie podr§czniyw do ttomaczeDia z j§zylLa polskiego 

M }aciiiski dla fykego gimnazyiUB. 

Napisal 

Antoni Danysa. 



S4 dwa celey dla kt6rycb si§ ktod uczy obcego j^zyka. Przy 
jednym chodzi o zrozumieoie pl:od6w literackicb pisauych jakimd jgzy- 
kiem: nazwad go mo^emy egzegetycznym. W tym celu niejeden 
dzisiejszy uczony uczy si§ obcego JQzyka, zwtaszcza odk^d j§zyk 
taciiteki przestal by6 jgzykiem uczonego i literackiego porozumienia. 
Chce go tyle umied, aby rozumied dziela pisane tym j^zykiem, ale 
dalej ambicya jego nie si§ga. Tak^ znajomo^ osi^a sig stosunkowo 
tatwo i szybko. Znajomos^ 2000 do 3000 wyraz6w, lekko w pami^ci 
utrwalonych^ poparta pobiein^ znajomoSci^ gramatyki, wystarcza, aby 
m6dz powiedzied o sobie, ie sig j^zyk zna w celu egzegetycznym. Drugi 
cel nazwad moina technicznym, t. j. moina sig uczy6 j§zyka, aby 
go m6dz uiywa6 w mowie i pidmie. Osi^gni^cie drugiego celu jest, 
jak wiadomo, daleko trudniejsze. Przy pierwszym celu mo^na si^ do- 
mydlad, przy drugim trzeba wiedzie6. Przy pierwszym celu zostaje nie- 
pewno^, przy drugim wymaga si§ absolutnej pewnodci. Cel techniczny 
tyle przewyisza cel egzegetyczny, ie, kto go osi^gn^t, ten prawie 
nie potrzebuje pracowa6 nad osi^gni^ciem znajomoSci jgzyka w celu 
«gzegetycznym. 

W zastosowaniu do j§zyka taciiiskiego w szkotach naszych dawniej 
przewa^t cel techniczny z pomini§ciem egzegetycznego. Doprowadzano 
nawet uczni6w, jak wiadomo, do pisania wypracowaii laciiiskich, Cho- 
ciai dzisiaj z pewnem naigrawaniem m6wi sIq 6wczesnych tacidskich 



n l'. 



zczkni^tych skqdb^d^ frazes6w, 
i^ taciny. Ale ju^ za naszycli 
|czf to tak dalece aw^l^niai! cel 
litiskiego w mowie i piimle Die 
jrawie wcale oie bylo. Czyta<i, 
n, kt6re przebrzmiewaio w na- 
wprowadzono nawet gotowe pre- 
. I stato sif to, co si^ stad did- 
i^ obniiyla. S^dzf, ie nie do- 
lowsza generacya nie umie po 
umie samodzielnie twoTzy<! po 
if z tekstem taciiiskiai, wla^ie 
e tworzyti. Kto na pewno nie 
wno nie wie, pod jakiemi wa- 
mo^iwq, ten tekstu tacidskiego 
u siQ moie nieraz przypadkiem 
braUo pewnodci w zrozumieniu 
&• ^ tasada scbolastyczna : gramma- 
31 ic ^m, atrocissime ulciscens 



i :j 'i :; 



id Kfl E^ '^ 0j Eotei taciny zauwa^no — a nie 

tj tft b ix Dis d)jje w oczy przy egzamiDach doj- 

'.z io p6 hi tt tnu nauczycielskiego — uderzoao 

:B bI :i H e: B1 ^iego przechyliia sig znowii, i lo 

rtt M M Id M :] tu technicznego. Ale przez iosii 

^B [3 90 'i ^ 3^ bego niejedao si^ zmienito. Mtodzi 

P9 n N i. Rti :£ jkiem laciiiskim. Przeto wydane 

bS S H cl H K P^y gt§bsz^ znajomoStf taciny wy- 

ft^ tj Sd i: ttl 3ij Sia tego samego powodu nie znaj- 

3^ :^ >| ;: CiAskiego w ui^zem gimnazyuin 

n n n amtodszych nauczycieli, a ci Die 

H H H ^wiii z uczniami po lacinie i Die 

U ItB S4 M ^ I^ ^i.ie, poniewa^ bojq ai^ kompro> 

Ea pti t^ Q It: ^ |ka polskiego na lacii^ski w wyi* 

:} H 'S Ett : wycofane z kurbu, a uie zast^- 

HM^S^HI^S^ ^igga wstecz, przez 11 lat, pi4cz 

EH ^ J6 ^ S^ *^ ^ ftzumieti nie zostata zaprowadzon^, 

Ek y U k3 te r^iiywanie mogtoby podniese cel 

n ££ n CjX K 9» E tem samem podoiedi! znajomo^ 

y 09 Eiy BI N 9I e|^> ^^ lepiej, ^eby istniata naj- 

Sfl ^ f>\ '\ i\ U Etyle lat wcale nie byto, bo w braku 

hc :d E: KJ Bcznego w niejeduem ginmazyum 

EC^ Ei ej n pe uwa^4 istnienie takiej ksi^iki 

H &'3 ^ H H B: &j C^ mdwi^: in der Regel ist 

?! ^ ^^ ij r'^ ^i BJ ^^ ^^^ dem eingefQbrteD 

'~ Echen Prfiparation aufzu- 



86 

Potrzeby takiej ksi^iiki nie b§d§ si§ starat dowodzi<5. Poprostu 
^owad wypada tego czasu, kt6ry dot^d si^ zuiywa na dyktowanie 
tekstdw, je^li si§ to w og6lnodci dzieje. Ale ksiq^ka taka potrzebn^ 
jest takie ze wzgl§du na uczni6w. Obecnie ucze^, cho(^by sam czut 
ochot§ podniesienia w sobie czynnej znajomosci j^zyka bcitiskiego 
przez wprawianie si§ w kompozycyi tacliiskiej, nie ma ksi^iki, na kt6- 
rej by si§ m6g) wprawiad. Z moich szkolnych cza86w przypominam 
sobie, ie nieraz z wtasnej inicyatywy tt6maczylidmy teksty na JQzyk 
hciitoki; uczeii galicyjski przy najlep^zych chfciach tego zrobi6 nie 
moie. Ksi^ika taka przyda si§ takie sluchaczom uniwersytetu, kt6rzy 
z niedostatecznem w tym wzgl^dzie przygotowaniem przechodz^ do 
sludy6w filologicznych, a tej luki swego przygotowawczego wyksztatcenia 
nie maj^ sposobnoSci uzupetnid podczas study6w uniwersyteckich. 

nioienie takiej ksi^ki czy takich ksi^iek jest obecnie trudniejsze, 
nii dawniej. Dawniej brano tekst sk^db^d^; dla klas wyjtszych musiaty 
bardzo cz§sto dostarczyd materyaiu listy slawnych humanist6w, jak 
Erazma z Roterdamu albo Mureta. Obecnie wymaga si§ bardzo slosznie, 
aby ire&6 nie odbiegata od materyaiu przerabianego w lekturze szkol- 
neij. Dzieje si§ to ze wzgl^du na t. zw. koncentracy^. Spodziewamy 
si^ bowiem, 2e, jeieli zna.jomod6 j^zyka, zyskami przez ekspozycy§, 
wesprzemy kompozycy^ w obr^bie tych samych wyobraieii i znak6w 
btownych, to taka podw6jna praca w obr§bie tych samych szereg6w 
utrwali ich znajomo^. Po cz§^i ma by6 ti6maczenie z j^zyka pol- 
skiego ostatnim stopniem formalnym Herbarta, polegaj^cym na dzia- 
laniu, a wi§c zastosowaniu Z tego powodu ksiqika do ti6maczenia 
musi uwzgl§dnia6 kaibdorazow^ lekturg ucznia. Poniewai za& uczniowie 
otrzymuj^ do r^k wielu autor6w i lektura nie w kaidem gimnazyum 
i nie w kaidym roku jest r6wna« przeto ksi^ka z natury rzeczy musi 
byd obszern^, bo musi uwzgl^dniad moiliw^ lekturg. Nie moina bowiem 
wymaga6, aby odwrotnie lektura stosowaia si§ do ksi^^ek do tioma- 
czenia. W naszych gimnazyach wyrobila sig ta praktyka, ie ezyta si§ 
mniej wi^cej to samo w kl. V. i VL, ale rozcbodzi si§ lektura, zwiaszcza 
co do Cycerona i Tacyta, w klasach VII. i VIIF. Przeto iatwiejsze jest 
uioienie ksi^ki dla kl. V. i VI. uii VII. i VIII. 

Ale t}6maczenie z j§zyka polskiego nie moie by6 tylko parafraz^ 
albo reprodukcy^ czytaoycb autor6w, bo uczeii ma prawo is^ia^j ucz^c 
si; j^zyka iaci6skiego, abydmy go doprowadzili do swobodnego nim 
wiadania. Obok wigc tekst6w parafrazowanych musi ksi^ika zawiera(5 
ustfpy nieparafrazowane czyli samodzielne. Na tym punkcie powstaje 
powaina trudnoS(^. Jak wiadomo, dykcya klasycznego j§zyka iaciiiskiego 
rozni si§ znacznie od dykcyi kaidego nowoiytnego, a wigc i polskiego 
j§zyka. Jej znamieniem jest konkretnoi§(3, podczas gdy nowsze j^zyki 
coraz wi^cej zanurzaj^ si§ w abstrakcyjno^ci. Przenoszenie pblskiej 
abstrakcyjnosci na tacitiskQ konkretnos(5 jest, powiedzmy wprost, nad- 
zwyczaj trudne i wymaga pewnego przej§cia si§ duchem j§zyka iaciii- 
skiego. Ale nie radziibym dla tego samego, ie tiomaczenie takie jest 
trudne i czgsto s'§ nie udaje, zupetnie go pomija6, bo w niem leiy 
ogromna siia ksztalcqca, ogromna discipliua mentis. Ucze6 musi, 




1 polskiego ca hiciliskj, myiH 

I e dla iiiej granice i dopiero 

znaDym sobie zaaobie tacitiy. 

pobytu w szkole przeprowadza 

to dla swego intelektaalnego 

zdanie: >paezya grecka wy- 

g umystowo^ci greckiej* prze- 

multum Taluerunt ad animos 

bit w umy&le swoim bardzo 

1 zamieoU w jasno okredlony 

tnia bgdzie wi§c musiala za* 

te teksty orygiualne polskie. 

ciej nie znajdzie si§ tekstdw, 

sienia do naszej ksi^^i. To 

r den Lehrer erwachst 

it, indem er nicht leicht 

fien Obersetzuugsstoff 

i Autor finden wird. 

E lacing, trzeba przerobid cal^ 

Eiiaszych ucznidw. Frzed 8 laty 

t moglem jakkolwiek t)6maczy<5 

4iowit wyj^tek. Powiedziatbym, 

\, daj^c UiizDiom pi-zy maturze 

: wifkfizej cz^Sci powstaje z tego 

9. licho wypadla w ttdmaczeoin 

?go. wydawanego w Rzymie. 

: przeU6maczony przez galicyj- 

;i4<! ku lacinie, wypada je do 
; post^puj^c od kl. V. do VIIL, 
t bez Diego cfayba nie obejdzie 
: gdy chodzi o poIi|czeDie zdaiit 
ebuje, ale bez kt<)rego uie moie 
gl^dzie wymagatyby tak^e po- 
Eizyach do tldmaczeDia z j^zyka 
yum. Tekaty wi^c oryginalne 
Sigcej dostosowania do j^yka 

teksty sluzyty do wprawiania 
izyli d(.ktadniej sig wyraitajqc 
|iy uto^one na partye grama- 
|ne str. 66: iu der Regel ist 
iiss aD jeDe Partie der 
3^her wiederboltunder- 
pi eiDgefiihrteD deutsch~ 
^hrifticheD Pr&paration 
ilozeoia podr^czoika nowa tru- 
jgo zasobu wyraz6w przystg- 



87 

puje jeszcze dane prawidto gramatyczne. Z tych trzech trudno§ci wy- 
brn^d jest rzecz^ nietatw^. Najlepszym tego dowodem s^ podr§czniki 
niemieckie, ktdre prawie zawsze ogromnie uwzgl^dniaj^ gramatykQ i s% 
z tego powodu niezmiernio sztuczne i niesmaczne. Za swoich szkolnych 
czas6w miatem nauczyciela, kt6ry uktadat skrypta. dla trzech konstrukcy i 
syntaktycznych : tantum abest, ut -- ut; nihil antiquius habuit quam 
ut; mea plurimam interest W kaidem najkr6tszem skryptum musiaty 
byd przynajmniej po dwa okazy tych kwiatk6w, ale te^ ka^de skryptum 
by)o ai do obrzydizenia sztuczne. Chc^c wi^c podr^czniki nasze uchro- 
Di(3 od tego rodzaju sztucznych produkcyi, nie radzitbym wysuwa<S 
w nich gramatyki na pierwszy plan. Wystarczy, jeieli ukiadaj^cy b^dzie 
tem pami§ta}, te w kl. V. powtarza si§ skladni§ przypadk6w, a w kl. 
VI. uiycie czas6w i tryb6w. 

Stylistyka towarzyszy nauce j^zyka iacitiskiego od samego poczqtku 
do koiica. Stylistyka zaczyna si§ w klasie pierwszej, a koiiczy w klasie 
dsmej. Ale stylistyka w obrQbie nauki gimnazyalnej ma raczej grama- 
tyczny zakr6j, a przynajmniej nie da si§ zupetnie cd gramatyki od)^- 
czy(5. Dczy si§ jej uczeti przez induktywne obserwowanie w ekspozycyi, 
a uswiadamia na dobre przez kompozycy^. Nasza mtodziez, jak wia- 
domo. dla stylistyki iaciiiskiej dot^d nie ma wielkiego zmysiu. Ea2dy 
wyraz polski ti6maczy wyrazem iacii^kim, nieraz nawet najbliiszym, 
jaki jej si§ wta^nie nasuwa. W pracy polsko^aciiiskiej przy ostatniej 
maturze zauwai^yiem, ze caiy szereg uczni6w ti6maczyi »uspokoi<S wy- 
rzuty sumienia« stimulos conscientiae placare. Ztegowzglgdu 
wypadnie chyba naszej miodzie:iy odr^bnosci stylistyczne j^zyka iaciti- 
skiego ci^gle przypomina<5. W ogioszonych w Sprawozdaniu gimn. VI. 
we Lwowie za r. 1903 moich Materyaiach do ti6maczenia z JQzyka pol- 
skiego na iacii^ski uiyiem tego sposobu, ie na pocz^tku na mocy ob- 
berwowanej w nauce patologii w 50 paragrafach zestawiiem niekt6re 
oajwazniejsze gramatyczno-stylistyczne wskaz6wki i w odnodnych miej- 
scach przez dodanie paragrafu wskazuj^ na to, jak miejsce jakieS na- 
leiy przeti6maczy(^. SqdzQ, ie taka stylistyka, jej:eli j% tak moina nazwa(5, 
potrzebn^ b^dzie na kaidym stopniu podr^cznika i ie mniej wi^cej te 
same wskaz6wki na kaidym stopniu trzeba b^dzie powt6rzy<3. 

Dla wyi^szego gimnazyum wystarcz^ 2 podrgczniki. Parafrazowanie 
tekst6w iaci6skich dobrze bgdzie ograniczyd do prozaicznych pisarzy; 
jak wiadomo, parafraza ust(p6w poetycznych zwykle si§ nie udaje i nie 
nastr^cza sposobno^ci do wydatniejszego 6wiczenia. Najlepszy na to do- 
w6d, ie ksi^ka znanego wydawcy Horacego, Rosenberga, zawieraj^ca 
teksly na podstawie utwor6w Horacego, bardzo licho wypadia. Podczas 
lektury poetyckiej moina do ti6maczenia u4ywa6 U3tgp6w nie parafra- 
zuj^cych tekst6w laciiiskich. Szczeg6lnie wypadnie pilnie uprawiad ti6- 
maczenie oryginalnych polskich tekst6w w kl. VIII., co bgdzie zarazem 
pnygotowaniem do egzaminu dojrzaioSci. 

Jeieli do ti6maczenia pewnych miejsc potrzebne s^ szczeg6iowe 
objasnieniay nie radziibym ich umieszcza6 na koiicu ksi^iki. Od pewnego 
ezasu w naszych ksi%2kach szkolnych uwagi stale umieszcza si§ z tytu 
ksi|2ki. Uchodzi to, jak sig zdaje^ za wielk^ m^dro5<5 dydaktyczn^. 




cxnie chToaiti od nieawagi, Ale 
Krcale w nwagi me patrzr- J^- 
l^iowi tak, aby mu pomagala 
i uwagi z tyhi ksi^iki robi na 
przysmak w gnibej i twardej 
uwaia, ie w^rzy w uwag; 
rm Dic do zarzuceaia. 



Recenzye — Sprawozdania — Zapiski. 



Klinger W., Skazocznyje motywy w istorii Herodota. 
Kijew 1903. (Legendy i baSnie w historyi Herodota). 

Rozprawa mtodego nczonego zaczyna si^ dosyd obszemym wst^pem, 
w ktdrym autor rozwija sw6j pogl^d na historyQ bajki i baSni i przytacza 
g^owne teorye nankowe, wyja^niaj^ce ich pochodzenie i przenoszenie si^ od 
narodu do narodu. Klinger rozbiera teorye Grimmdw, Tylora, Benfeya i in- 
nych, z kt6rymi si^ nie zgadza, natomiast sktania siQ do teoryi Bddier'a, 
wedhig kt6rej nie jeden nar6d (indyjski) obdarzyt ludzkoSd baSniami, lecz 
wiele badni powsta^o niezaleinie u r6znych narod6w, a nastQpnie stalo 
si^ wtasnodci^ miQdzynarodow^. Z teoryi Benfeya przyjmuje przenoszenie siQ 
bai§ni od narodu do narodu, uwa&aj^c je za ^lady dawnych mit6w lub pier- 
wotnego stanu barbarzyiiskiego. Z tego punktu widzenia zamierza Klinger da6 
pogli|d na historyQ ba^ni u 6rek6w, a w szczeg61nosci u Herodota, poniewaz 
ta rzecz nie jest jeszcze dokladnie zbadan^. Materyalu w tej pracy wiele ; 
z nst§p6w wazniejszych przytaczam : Krezus i Atis, Astyages i Cyrus, Etyo- 
pia — Indye — Arabia jako kraje zupetnego szcz^^cia, Herakles i [ii^oxap- 
^svo;, Arion, pier^ien Polykratesa, Feniks, Gryfy, skarby kr61a Rampsinita. 
Autor postQpuje w ca^ej tej pracy w ten spos6b, ii zestawia baSnie innych 
narod6w ze starozytnemi, wykazuj^c wzajemn^ ich zaleznosd. Bardzo wiele 
materyahi przejmuje z prac niemieckich, traktuj^cych o tych przedmiotach, 
i dlatego to studyum pod wieloma wzgl^dami jest mato samodzielnem, bo 
zawiera wiele rzeczy znanych, lecz mimo to nie brak uwag dobrych i wi^cej 
samodzielnycb (np. na str. 94). Za szczeg61n^ zastugQ zas nale2y uznad, te 
Klinger zebra) bardzo wiele materyalu z literatur slowianskich (np. str. 101, 
167, 187) i w ten spos6b odiwieiyl przedmiot swej rozprawy. 

Chcac nalezycie ocenid prac^ Klingera, trzebaby nad ka2:dym z poda- 
nych wytej przedmiot6w z osobna si^ zastanowid; ogranicz^ siQ do kilku 
Qwag. W pracach tego rodzaju gI6wn^ rzeczq jest wi§ksza lub mniejsza sp61- 
nosd motyw6w ; zale2noSd wzajemna tylko tam niezbicie da si^ wykazad, gdzie 
podobienslwo jest bardzo wielkie lub gdzie ba^nie s^ prawie takie same. Je- 
zeli podobieiistwo jest mate, to zale2no^d, a raczej wptyw jednych ba^ni na 



S^IHft -I 

&iiir 



1 



mjt: 
i:iHI 




::|d:9tt 

!:|!i|» 

fI?' 

»|&c|:: 

4m 






:^|N 
|Bdle^ 
]sq|H 
H|c£ 



E>i|e& 

I^|s9|n 
»li^lbi 

„jKIe6 
k:lns|» 

;S|»:Ie€ 



iwo^i nasuwa nlniejsza praca cz^lo. 

tutor ni6wi wykaznjqc zwi^k po- 

rzymskiemi (str. 40 nstp.} i sto 

lych, nie bardzo znacznych podo- 

lice, Ze o jakiejS zale^oSci nawel 

podnosi te r6£mce, lecz za malo 

moze byd sama dla siebie ciekawa. 

Bjszyeii wniosk6w. Czy np. mifdiy 

iemieckiem o Meluzynie jest jaki 

ittigo sam autor ra6wi na slr. 108, 

echo> podania slarozytnego. We 

niezaleznoSd, na co zresztq sam 

a dalekich zwiqzk6w poszed) anlor 

■ (str. 56 nstp.) wpada w oczy, ze 
\rabii, Indyach za >inolywy Indowe*. 
logicznycb, przynajmnie) w znacziiej 
ilmann. W kafdym razie z tem 
f tym wzgl^zie by6 ostrozniejszym 
tacy przytoczyc rzeezy, o kt6re mo- 

Eiedziano, nie wynika, i2by nie miala 
Eiujqcego materyshi zeslawionego zre 
'Klinger wykazat dokladn^ znajomoso 
•H nie pomija takze polskiej ludonej 
S)yjmy si^ cz^sto nie zgodzili z nim, 
^6w, to ju^ samo zestawienie male- 
moze po^zyd jako dow6d, jat 
^odow pojawiaj^ si^ cz^sto podobne 



TadeusB Mandybur, 



wiarek, ttdmaczyt M. K. BoguckL 



og61nie znane ze swoich zalet; 
rysokotei dawniejszych jego przekta- 
we, Ikaromenipp). Autor rozpocziiia 
iie (na str. 2), ie ta doskonafa sa- 
:zabcbonu i mislycyzmu nic nie slra- 
; Przekfad prawie zupetnie oddaje 
: dobierac! zwrot6w z iycia codzien- 
■ humorystycznym, bardzo stosownych 
:Qsto zbliza si^ do potocznego (np. 
:ll: damulka romansowa str. 15: 



91 

babsztyl). J§zyk jest z maJymi wyj^tkami tak gtadki, ie prawie nie odczuwa 
si^ t^omaczeria; tylko na str. 7 razi nagromadzenie zdaii, zaczynaj^cych si^ 
od spojnika ^ie* : >usprawiedliwiwszy si^ znanym komunalem, ±e nie wie* 
dzia^em wcale, ze jest chory, i ze<... Wyrownad mo2naby takie zdanie na 
str. 17: jakem kocbal nieboszczk^, moj^ ion^, a ich raatk^, wszyscy wiedz%, 
a za dowod, poki tu by)a z nami, poshi^yd nioze moje potycio 
z oi^, kiedy zaS wrcszcie umarta, ze kaza}eiK\ muc. Stowo >parad si^< 
(str. 2) jest mniej odpowiedne, bo malo uzywane; zamiast »formalnie 
przykro cz2owiekowi< wolalbym co^ innego np w istocie, rzecz^-wi^cie, na 
prawd^. Czemu na str. 19 'kazuj^c, a nie »kazQ« ? Na str. 13 »przy ba- 
zenie z wod^«, ma byc »baseme<. Zapewne to bl^d dnikarski. 

Naleza2oby sobie zyczyd, aby autor, maj^c juz kilka przektad6w z Lu- 
kiana, wyda) calego tego autora w przeMadzie, albo wazniejsze jego utwory^ 
zwhszcza, te Akademia krakowska zach^ca do takich prac, a Lukian jeszcze 
teraz moze nie jednego, nawet niefilologa, zaj^d. 

Lnshv, TadmsB Mandybur. 



Hirzel Rudolf, Der Eid. Ein Beitrag zu seiner Geschichte. Leipzig 
1902 (str. VI + 225). 

Mi^dzy orYpa^o; v6|ji.oq, ktoremu Hirzel dawniej po^wi^cii monografi^ (zob. 
rec. w >Eosie< VII, 250 i nast.), a monografi^ niniejsz^ o przysi^dze zachodzi 
taki wewn^trzny zwi^ek, te byty dwa. obozy i dwojakiego rodzaju ludzie: 
jedni, »die alle Eide und Gesetze mit Fiissen traten, um sieh ziigellos dem 
Treiben ihrer individuellen Natur zu tiberlassen* i drudzy, >die diese fremden 
Fesseln nur abwarfen, um sich dann desto fester an selbstgeschmiedete, die 
dem Berzen entstammende Treue und den avpo^o; v6[i.oq zu binden« (str. 120). 
Dzieje przysi^gi przechodzi autor kolejno, rozpoczynaj^c od jej rodzajow. 

Teorya starozytriosci znaJa przysi^g^ istotnie tylko jako promissoryczn^, 
nie zas jako assertoryczn^. Dziwna rzecz. 4e Demokryt, gl^boki umysl i filo- 
zoficzny gtosiciel Swiata bez bostw, domagal si^ z ca}^ scislosci^ dochowy- 
wania skjfadanych przysi^g. Podobnie zapatrywal si^ na przysi§g§ Sokrates. 
Wsr6d walki, jaka za jego czasow toczyia si§ mi^dzy prostem, surowszem 
zapatrywaniem, a Jagodniejszym i zmodyfikowanym pogl^dem, stoi Sofokles. 
Ajschylosowa Atene juz si^ obawia zwyci^stwa sprawy niesJusznej za pomocjt 
przysi^gi i z^da wysluchania zar6wno stron obu (Eum. 428 : op'/.o'.q xa p.Yj 
l''./.2\2 {jLij vixav Xrfw. 424: SuoTv TuopovTwv ^|Atffu<; Xovou zscpa). Zwtaszcza 
mieszkancy Attyki zasadzali na tem sw^ cze^d, 4e zawsze obu stronom dawali 
posioch (Eur. Hipp. 882 i nast.). 

Po chwalebnym przebiegu wojen perskich poczucie dumy ogarnia szersze 
koia, zami}owanie prawdy i szczero^6 znamionuj^ wolnego czlowieka. aXvj^eia 
^ w po)^czeniu z Bixyj jawisi si§ w rz^dzie cnot. Klamstwo poprostu jest 
wzgardy godne, a samo siowo prawowitego m^ia wystarcza. Poeta wojen 
perskich i szermierz dni peJnych chwaJy, Ajschylos i Sofokles, zgadzaj^i si^ 
^ obnizeniu przysi§gi. Grecy prawdopobnie nauczyli si§ od swych wrog6w, 



'' ^-^-^ 



92 

od Pers6w, u kt^rych nie przysi^ga, lecz tylko podanie r^ki by)o naj- 
wiQkszem zapewnieniem. Filoktet Sofoklesowy nie t^dsL od Neoptolema 
przysi^gi, jeno uscisku dtoni (w. 811 i nast., por. Ajsch. fr. 394 N. *: sux 
avBpd^ 5pxc'. ^iffTi^, akX* 5pxa>v avi)p). Ludzie, kt<Srzy si^ uwazali za miar^ 
wszecbrzeczy, czuli si^ dojrza^ymi do tego, by sami prawd^ wypowiadali, nie 
potrzebuj^c wstawienia si^ boga; p;^eciwnie prostak w rodzaju stratnikow 
w >Antygonie« przysi^g^ ma na podor^dziu (w. 265). 

Cynicy w swojem d^zeniu do podobieiistwa do boga r6wnali sIq z bogiem 
Zeusem, ktdrego majestatowi podlug starogreckiego wierzenia nie przystalo 
przysi^gac. Tak2e i pod tym wzgl^dem Zeus okazat sjq bardziej krolewskim 
od ^ydowsko-cbrzedcijaiiskiego Boga, kt6ry zdaniem Groethego nie by) >so 
k5niglich gedachtwie Zeus, aber menschlicher* . Tam, gdzie przemoc jednostek 
albo zwyczaj rozstrzyga, traci przysi^ga na znaczeniu ; natomiast roSnie w cenie 
i szczytu dochodzi tam, gdzie lud wolny rz^dzi siQ sam pisanemi prawami. 
W tym wypadku przysi^ga jest g{6wnym irodkiem, zniewalaj^cym sumieniii 
obywateli do przestrzegania ustaw. Przeto w Atenach przysi^gano o wiele 
wi^cej, jak si§ zdaje, mt w Sparcie, kraju praw niepisanych(!). 

Bardzo znamiennem jest stanowisko Sofoklesa i Eurypidesa wobec 
przysi^gi, r6ine tak pod tym, jak pod wielu innymi wzgl^dami. Umysl szla- 
chetny Sofoklesa, jak przed niegodnym gwahem duchowym, broni si^ przed 
przysi^g^; przeciwnie Eurypides i tutaj marzy o r6wnem prawie, id!|c 
z postQpem demokracyi : HipoUt, syn ksi^zQcy, przysi^ga u niego piastunce 
(Hippol. 610 i nast.), a kr61 Egeusz wygnanej z kraju i opuszczonej Medei 
(Med. 731 i nast.), tak samo jak frygijski niewolnik Orestesowi (Or. 151() 
i nast.). Sofokles jednak nie jest bynajmniej rewolucyonist^, pragns^cym 
tisuni^cia pisanych praw; on chciaJfby lylko je raierzyd podtug dtYpa^? vsjic;. 
kt6ry ponad pisanem prawem stawia. Nie na zewn^trznym v6(jLd;, na ludzkiem 
mniemaniu, lecz na wewuQtrznych pobudkach : na obawie przed haiib^ i bogo- 
bojnoSci, zasadza si§ przysi^ga u Sofokiesa, na dw6ch spr^zynach zatem. 
kt6re i bez przysi^gi we wszystkich szlachetniejszych osobach Sofoklesowego 
pokroju byly czynne. 

Do najciekawszych atoli kart gruntownego dzie^a i na obfitych opartego 
dowodach nalezy rozdzia} o Horkosie jako demonie (X)px5?=:0rcus). Sofokle- 
sowy "Opxs;, jako towarzysz lub s^uga najwyi&szego boga w niebiosach (Ed. 
Kol. 1767), odbija ostro od chtonicznego demona, za jakiego uchodzi} zreszt^ 
powszechnie (w pierwszej pie^ni ch6rowej Schillera »Braut von Messina< przy- 
si§ga nazwana jest >der furchtbarste unler den GcJttern der H6lle«). W rze- 
czywisto^ci wyst^puj^ u niego dwie strony: jasna i ciemna. Ostatni^ mieni 
Hirzel odpowiedniejsz^ pierwotnej istocie przysi§gi i por6wnywa jej rozwoj 
z ewolucyq Erynij, kt6re z bostw zemsty i kl^twy, pefeaj^cych w podziemnych 
ciemnoSciach, sta}y si^ sJuzebnicami zw^aszcza Zeusa (Ajsch. Agam. 55 i nast. : 
•j-aT3c o'dia)v ij Tt; 'A-oXXwv t) flav vj Zsu; . . . UTTspo-oivDv •jisjxtwS'. TZxpoL^iivf 'Esivjv. 
Por. 718 i nast.), ai wreszcie je nazwano c6rkami slorica (*IIX{3J %6pT.: A. 
Difeterich, Abraxas str. 96). 

Mojem zdaniem rzecz miala si^ raczej odwrotnie z Horkos, podobnie 
jak z Dik^ i Eryniami, kt6re w najstarszej Teogonii Epimenidesa uchodza 
z Mojrami i Afrodytq za c6rki Kronosa, a nie Nocy, jak w pewnym hymnie 
p6^niejszym (Orph. hyra. LIX, 1 : Nj/.tb; ©'Xa Ts/.va iiiXoLhri^), Takte tq ^jvsixcc 



93 

To)/ xf:(i) ^ccoy Kxy] (Sofokl. Antyg. 450) zdaje sIq byd pochodnem odLiciem 
w podziemiu Diki przedwiecznej, niebiaiiskiej i orfickiej (por. hym. LXII. 
i Proki. do Plat Alcyb, III, 70 (Orph. fr. 126): Ilpb tou %6q\lod XUr, (yuvi^* 
•:£T2'. Tw A:( • zipeBpo^ Y*P ^ Nsjxo; tcO AiC(;, 6^ ^igatv Dpoeu;). R6wnie& 
lowarzysz 0Iimpijczyk6w, Aibc T)pV5; (Sofokl. Ed. Kol. 1767) prawdopodobnie 
by) pierwotniejszy od boga dmierci, od taclnskiego Orcus, z kt6rym go od 
poczatku utojisamiad nie mozna, jak chce Hirzel za Scaligerem, 0. Miillerem^ 
GCttlingiem i Zieliiiskim. 

Niejednokrotnie jul: wyraiano przypuszczenie, ze opxo^ jest spokrewnione 
z i^^:^, lecz Hirzel t^ etymologiQ zdaje sIq mylnie odnosid do podziemia 
i jego bog6w: »sie durften wohl die Einheger xaTV e^o/i^v genannt werden, 
da sie, was sie gefangen haben, nie wieder hergeben nnd darin nicht ihres^ 
gleichen haben« (str. 154). S^dzQ, ie pozostaj^c przy temte wywodzenio 
przysi^gi: opxo; od epxo:, motna lepiej i trafniej poit^czyd to utozsamienie 
z Zeusem spxsToc, t. zn. z kultem ogniska domowego, kt6ry stosownie do 
zapowiedzianych wywod6w Wissowy w t. 7. >Archiv fur Religionswissen- 
scfaaftc — nic nie mia^ wsp6lnego, wbrew utartemu mniemaniu, z chtonicznym 
knltem przodk6w» Dlatego wniosek Hirzla o pierwszej i jedynej przysi^dze 
Da boga ^mierci uwazam za ca^kowicie chybiony. 

Zrazu przysi^ga byta zblitona do s^du botego. Tak^ przedstawia w formie 
pehiego i silnego obrz^dku Hezyod; wyscU^ do samych s}6w przysi^g^ napo- 
tykamy jut u Homera. Autor zadaje sobie pod koniec pytanie, czy my w'e- 
rzymy jeszcze w s^dy bo2e, i odpowiada na nie slowami Schillera : »die Welt- 
geschichte wird uns zum Weltgericht;« ale bynajmniej nie w duchu tego 
poety-idealisty, lecz chyba w mydli poety - naturalisty Goethego, kaie 
wydawad dziejom §wiata wyroki podlug praw przyrodzonych, w kt6rych 
wyh|cznq widzi bosko^ • — obecnym ^ladera kaltury germaiiskiej — i sprawie*' 
dliwo^6 najwyisz^! 

Lrvikv. 8t Schneider. 



Dieterich Albrecht, Eine Mithrasliturgie erl^utert von . . 
Leipzig 1903. 

Znany badacz hymn6w orfickich i autor »Nekyii«, »Abraxasa« i t. p.^ 
Dieterich wyda^ pod wymienionym vryzej nag}6wkiem jedyn^ w og6Ie docho- 
wan^ w calosci, liturgiQ starozytnego kultu. Wyt}6maczenie jej ma stanowid 
konieczn^, przedwstQpn^ robotQ do zamierzonego wydania pozosta2o§ci kuIto« 
wych hymn6w oraz liturgii staro:iytnych, maj^cych pojawid si§ w Poetarum. 
Graecorum fragmenta (Vol. II, 2 : Orphica et mystica, ed. A. Dieterich et W. 
l^oll). Autor podaje najpierw tekst grecki Mitrasowej liturgii na lewych stro- 
nicach ksi^zki, niemiecki zaS przeklad z prawych stron; dalej w oryginale 
greckim przepisy, tycz^ce sIq magicznego zastosowania liturgii Mitrasowej ;. 
nakoniec objainienia od str. 23 — 219. Wytwornie wyposaion^ ksi^*k§, nakta- 
dem firmy lipskiej Teubnera, zamykajq trzy kr6tkie rejestry: sJowny do tek- 
slu hturgii, ortograiiczny wraz z gramatycznym i rzeczowy, odnosz^cy si^ da 
objasnien. 



I 



94 

Tekst rzeczonej liturgii miesci si^ na papyrasie paryskim, zapisanym 
w pocz^tkach w. ,4. po Chr. za czas6w pono Dyoklecyana. Sam za^ rytua2 
kultu Mitrasa wyrobil si^ podtug przypuszczen Dietericha miQdzy r. iCjO 
a 200 po Ghr. w Egipcie. Dokument. ten ma niezmiern^ wartoSd, gdyt chodzi 
tu szczyt religijnego kultu i rytuatu sakrdmentalnego : o podniesienie duszy 
tio ^wiatla boskiego i zjednoczenie jej z Bogiem. Zaraz z pocz^tku modlitwy 
uderza wyobraieniey ze czlowiek, jak wszystkie ciata niebieskie, sktada st^ 
z czteru 2ywiol6w: z powietrza, ognia, wody i ziemi. Teorya owa o czterech 
pierwiastkach, znana nauce Mitrasa, orfice, Empedokiesowi i in., pojawia si^ 
«i stoika Pozejdoniosa. a przez niego u Cycerona w Tuskulankach i w Som- 
nium Scipionis o wniebowzi^iu duszy. Stoicyzm oddzia^wa^ na astrologi^. 
kt6ra w zasadach swoich poiega na Pozejdoniosie. Wp^yw stoicki na religijne 
poJQcia z czas6w hellenistycznych w Egipcie coraz cz^^ciej i bardziej b^nKra 
uwydatniany. Tw6rcy za^ owej liturgii byli wiernymi Mitrasa z greckimi pod- 
«tawowymi pogl^dami. 

Z omawianego tekstu wyp^ywa niezawodna nauka: Mitras jest ojcem, 
a Helios jego synem i po^rednikiem mi^dzy mystami a Mitrasem, [kizirr^ii, 
atoh ojciec i syn stanowi^ jedno^: 6 (xsYa; d&b; ''HXio; hiOpctq, Cate miste- 
ryum sk^ada si^ z siedmiu cz^^ci, poodznaczanych tylomai modlitwami. 
Z modlitw^ pierwsz^ zaczyna siQ wstQpowanie do nieba, ostatnia zwraca si^ 
do zjawionego Mitrasa. og61nem wraieniu tej liturgii i wniebowzi^ia duszy 
jako najwyiszym sakramencie, kt6rego m6g2 uczestnik mistery6w Mitrasa do- 
st^pid, Dieterich tak si§ wyraza: »Wer ihn (den Gesamteindruck der Litorgie) 
«auf sich wirken lasst, nach Form und Inhalt, der weiss, meine ich, dass wir 
nicht eine Zauberlitanei zu irgend einem Hokuspokus im dunkeln Winkel 
«ondern ein gewiss in langer Tradition zu fester liturgischer Form gepragtes 
tiefsinniges Ritual eines m&chtigen und religi5s sehr hoch stehenden Kultes 
vor uns haben*. Mowa tu o sakramencie, gdyz [xutrn^pwv = sacramentum, 
a celem wszystkich mistery6w i sakrament6w jest wsp6lnoS6 cz2owieka 
z Bogiem. 

tej jednosci (svwjjt;) Boga z cztowiekiem wielorako prawili Neoplato- 
nicy, r6wnie2 o ub6stwieniu koricowem cztowieka (a::5ircu)j^vat). W^ tym wzgl§- 
dzie osobliwe znaczenie majs^ s2owa §w. Pawta o Bogu: iv duT(^ Yap ucil^jLcv 
■/.al xivcujxeira y-al e7ji.2v (Dz Apost. XVII, 28), kt6re wprost nawi^zuj^ do w\'- 
razenia grecMego poety : tou y^P '^^' ^tfo;, eajjLSv (Fenom. Arata, w. 5). M6gl 
byt Dieterich i stoika. Kleantesa przytoczyd, kt6ry w hymnie do Zeusa (w. 4) 
m6wi to samo niemal temi samemi slowami : ex ooO yorp vsvc; e<7{jt.iv. Tutaj 
nalezy miejsce z Axiochosa pseudoplatoriskiego (p. B71 d), gdzie tente jest 
nazwany: YsvvKjtif;; twv ^'ewv jako jeden z |X£|ji.j-rj|jLevoi. Mysli gt^boko religijne 
tak greckich jak rzymskich filozof6w, szczeg6lnie stoik6w, obracaj^ sig w kole 
ojcowskiej mi^oi^ci Boga do swoich dzieci, gdy:^ wszyscy ludzie s^ dziedmi 
Boga. Z tego stosunku wywin^t siQ wniosek §w. Pawla w liScie do Rzymian 
{VII, 17): A jeslid synami, tedyd i dziedzicmi: dziedzicmi m6wiQ Bozemi, 
a wsp6Jdziedzicmi z Chrystusem (y.Xrjpov6[*oi |Jtev 3eoO, cuYy.Xrjpovojji.ot Se Xpi- 
<jTouj, Chrystus bowiem jest pierworodnym mi^dzy wiel% bradmi (VUI, 29: 
7:p(«)T6Toy.o; ev tcoXXoT; aBeXcsT;). 

Ze wszystkich kult6w u staroiytnych narod6w wymienia autor pr6ez 
kultu Mitrasa nast^puj^ce, w kt6rych wyobraienie o smierci i odrodzeniu wy- 



95 . 

st^pnje wybitnie: ktilt Izydy, Attysa z tauroboliami, Dyonizosa i chrze^cijan- 
ski. Kultowi tydowskiemu by2 obcym tego rodzaju stosunek do Boga i poJQ- 
cie takiego odrodzenia po smierci. Autor zapewnia, ze. dowiedzial si^ o tem 
od znawc6w zydowskiej i semickiej religii. MogQ doda<5 do tego niepodejrzane 
swiadeetwo wyznawcy judaizmu: »unsere Religion kennt weder eine Gottwer- 
doDg des Menschen noch eine Menschwerdung der Grottheit< (Dr. Leopold 
Goldschmied, Der Kampf um Babel-Bibel im Lichte des Judentums. Frankfurt 
am Main 1903, str. 18). Natomiast wiara, ze Chrystus w nas jest a my 
w nim i ze z nim razem jestedmy dzicdmi Boga. stanowi punkt srodkowy 
naiiki sw. Paw{a. Autor wyznaje, ze os^dzenie Pawtowej teologii i mistyki 
przekracza na razie jego sity ; lecz to utrzymuje na pewne, ze pojmowaniu 
«hrzescijanstwa tak przez ^w. Pawta jak Jana brak podstawy w zydowstwie. 
Aby rozstrzygn^d, sk%d ten doniosly dogmat o odrodzeniu duchowem 
wywodzi sw6j pocz^tek, rozbiera Dieterich wyobraienia o podr64y po^miertnej 
doszy w zaSwiaty i rozr6^a dwa gt6wne rodzaje: jej zejtoie na d62 i wst^- 
powanie do g6ry. Mo2na przyklasn^d autorowi, gdy — wbrew dzisiejszemu 
pnidowi wyprowadzania wszystkiego mozliwego i niemozliwego od Babylonczy- 
k6w — stwierdza, te o podr6zy duszy do nieba w babylonskich swiadectwach 
niema najliejszej wzmianki. Ale by pomysl wniebowst^pienia duszy dostal si^ 
do mistery6w Mitrasa dopiero w hellenistycznych czasach i to za po^rednic- 
twem orfickich mistery6w, przedtem nieznany byt wcale staroiranskiej religii, 
lemu trudno uwierzyd. Raczej pojawia siQ on w orfice greckiej przed drug^ 
polow^ w. 5, co motuB, udowodnid na pewno i o czem Dieterich wie dobko- 
nale, prawdopodobme jest jednak przej^ty z iraiiskich wierzeii. Atoli pomi- 
n^wszy mysl bl^n^, jak s^dzQ, wywiedzenia dogmatu podstawowego w mitra- 
cyzmie z helleiiskiej orfiki, przyznad potrzeba, ie uczone wywody Dietericha, 
QJQte w form^ powabmi, czyta si^ z wielkiem i rosn^cem zaJQciem. 

Lmiw. St. Schffeider, 



Norden Eduard, P. Vergilius Maro Aeneis Buch VI. 
erkllrt von . . . (Sammlung wissenschafllicher Eommentare zu griechischen 
und rSmischen Schriflstellem). Leipzig 1903, str. X i 483. 

W zbiorze obszernych i naukowych komentarzy do starozytnych auto- 
row pojawiJ siQ 6w komentarz do Nekyi Wergilego jako czwarty po »Etniec 
2 objasnieniami Sudhausa (zob. rec. w »Eos« rocz. V, str. 84 i nast.), po 
Lukrecyusa »De rerum natura« (Ks. IIL) w obja^nieniu Heinzego i po 
>Elektrze« Sofoklesa, wydanej i obja^nionej przez Kaibla. Dzielo Nordena 
opr6ez przedmowy zawiera: wst^p (str. 3 — 48), tekst z thimaczeniem (str. 
49 — 103; tekst na prawych stronicach ksi^zki, przeklad na lewych), ko- 
mentarz (str. 105 — ^355), dodatk^w stylistyczno-metrycznych 11 (str. 357— 
^58), przyczynki (str. 459 — 465, gdzie uwzgl^dniono zwtaszcza Heinzego : 
•Virgils epische Technik* (Leipzig 1903. Zob. rec. w >Eos« rocz. IX, str. 
^25 i nast.) i rejestr. 

Autor zbadat tak starozytnti literaturQ eschatologiczn^, jak chrze^cijansk^ 
^bfit^ literatur^ apokaliptyczn^ ; w przedmowie jednak wyraia po imudnej 



96 

pracy doi6 skromne zadowolenie, jezeli ma si^ udato co§ pewnego 1qI> 
prawdopodobnego wy^ledzid o eschatologicznej poezyi 6rek6w (o xxro^affi^ 
Heraklesa i Orfeusza), jakotez o apokaliptycznym utworze Pozejdoniosa, ktory 
uwato za ^r6dlo Wergilego przy kompozycyi Eneidy ks. VI. Stoik zaS Po- 
zejdonios oparl si^ na poemucie z 6. w., z kt6rego Pindar (szczeg6lnie 0). 
2) korzysta2. W6wczas jui dokonan^ zostaZa kontaminacya sprzecznych zy- 
wio{6w, kt6re Norden w swym komentarzu do Nekyi Wergilego wprawn^ 
r^k^ wykazaL 

Pi^knemu przek^adowi mam tyle tylko do zarzucenia, te zash(piwszy 
heksametr pi^ciostopowym jambem, thimacz utrzymat go jedynie w ust^pach 
zwyktego opowiadania^ zmieniaj^c w miejscach dramatycznego lub lirycznego 
nastroju, dia oddania etosu Inb patosu, w trocheje lub anapesty. W komen- 
tarzu podnosi autor dwoist^ misy^: wieszczki i przewodniczki do podziemia, 
spefaiian^ przez Wergiliuszowsks^ SybillQ. Pierwsze zadanie zgadzasi^ z asta- 
lon^ tradycy^ drugie wymydlit sam poeta. Podw6jny ^rodek, jaki Eneaszowi 
do podziemia toruje drogQ: miecz i gat^zka jemic^, jest wynikiem zoiie- 
szania z sobii dwu roznorodnych motyw6w, z kt6rych jednego ir6dlo jcst 
znane, dnigiego ukryte. 

Juz Heyne zauwa^), 2e autor Eneidy, ka^^c bohaterowi swemu z do- 
bytym orQzem i nadstawionem ostrzem kroczyd naprzeciw cieni6w zmar^ch 
(ww. 290 i nast.), wszedlt w dlady xaTa^aat^ 'HpxAXeou;, znanej z wyj^tkdw 
Apollodora (H, 122 — 126), kt6ry powiada o Heraklesie: 67v)vixa ^k ElSoy al 
ij/u)fai, x^P'? MeXeaYpow ^ol\ Me^ouct;^ T>jq Fop^^voi; I^uyov. iiA 5e ttjv FopYcva 
TO ^ioo^ ox; (^(oaav eXx£i xal '::apa *£p(ji.ou (Aav^ivec 5ti xevbv ei^coX^v hxu Ca2a 
r6:^nica w tem tylko, ze Heraklesa Hermes, a Eneasza Sybilla poucza o bez- 
skuteczno^i miecza wobec mar bezcielesnych, 

Co do jemioty, to jako kwitn^ca w zimie jest ona symbolem smierui 
i odrodzenia, podobnie jak Dyonizos r6wna si^ Hadesowi, m^wi^c stowami 
Heraklita, a przeciet jest oraz bogiem wiosny i j^ycia. Takie i Persefona nie 
tylko jest bogini^, niszcz^c^ 2ycie, ale jako bogini ro^Iinno^ci darz^c^ zyciem 
(^icBojT'.^). Jej nalezy 6w symboi, zespalaj^cy w sobie ^cie ze smierci^ i za- 
pewniaj^cy powr6t na ^wiatto dzienne. Sk^die 6w drugi motyw przejii^ 
Wergili? Norden przypuszcza, ze z xaTi^astq Orfeusza, jak tamten motyw 
z orQiem wzi^) z xoTi^^ci; Heraklesa. 

Mnie siQ zdaje, ie Norden si^ myli i ze obydwie xaTa^a^ei^, tak Hera- 
klesa jak Orfeusza, nie miaty nic do czynienia z kultem Dyonizosa ni z kul- 
tem Persefony i jej symbolem, gal^zk^ jemioly, kt6ra otwiera drogQ do pod- 
ziemnego elizyum. Niebo natomiast Heraklesa i Orfeusza byto w g6rze. Jak 
Heraklesa ub^stwionego i wniebowziQtego Onomakrytos Scif^gn^) do podziemia 
w ustQpie 8fa2szowanym i interpoiowanym w Nekyi Homera (Od. XI, 601 
i nast.), tak samo z Orfeuszem postQpil. W ^lad za fakzerstwem Onomakry- 
tosa platodski Sokrates (Apolog. 41 A) i przewodnik Wergilego sadowi^ 
Orfeusza i Muzajosa pod ziemiti w raju tak Swieieg widocznie daty, tQ nie- 
obeznana z nim przewodniczka Eneasza Sybilla rozpytywad si^ musi dopiero 
o Anchizesa i jego miejsce pobytu. 

Od gry na cytrze samego Orfeusza, a oraz pean6w, nuconych przez 
Wogoslawione dusze (ww. 645 i nast., 657 ; por. o nich w. 19 w Apoka- 
lipsie ^w. Piotra: [kiix ^«dvt^ tov xupiov .Jebv avTeu^T^ixouv. Takte w t zw* 



97 

><2haldejskich« wyroczniach dasze, wznosz^ce si^ do nieba, spiewaj^ peany. 
Kroll Bresl phil. Abh. VII, 54) — pi^knie odbija ryczenie Sybilli (w. 99), 
znane z kaltu Dyonizosa, w ktorym byk wielk^ odgrywal rol§ (por. fr. 57 
z Eschyl. Edonow : -rxjpdo^OYYO'. 8' u::o{j/j*AO)VTai iro^iV e^ a^avoO^ oo^spoi |jli;jloi) ! 
B^ogie siedziby, swi^te b^onia i gaje, ^t^cz^ si^ z kaltem chtonicznym Perse- 
fony i Dyonizosa, jak wiemy niew^tpliwie z tabliczek ztotych dolnoitalskich 
z Petelii, pochodz^cych z w. 4. albo 3. przed Chr. (por. Verg. Aen. VI, 638 
i nast: devenere locos laetos, et amoena vireta I fortunatorum nemorum, 
sedesqne beatas. Diels, D. Fragm. d. Vorsokr. str. 495 : sBpa^ e»c euayc^v- 
Twv.... 6Boi7:opa*v Xei[i.(»)va; -e Ispou; y,aTa -z^ oD^atct ^^epffeooveiac). Tamie sJowa 
raistyezne P^rsefony: ^eoi; S^eoT) avT: PpoToto z dodatkiem epicoq ec; '^d\^ 
ir.£:;v = ireb^ fivevcu e? av5p(i7;ou * £p'.oc? e^ ^x\ol e-eTe? - oznaczaj^ wy- 
razne ub6stwienie i utozsamienie zmar^ego z Dyonizosem i dostanie si^ jego 
do raju, na r6wnin§, gdzie mleko plynie (u Hezychiosa czytamy : "Ept^o^; 
i:iv:>«:, zob. Eur. Bakch. w. 141 : b o* e^ap^o? Bcojaioc eusT, | ^zl Se vaXaxTi 

Pod^ag Nekyi Wergilego czysciec znachodzi) siQ gdziel w poblizu pod- 
zieranego elizyum (w. 735 i nast). W nim wywiewaly wiatry (powietrze), 
zmywala woda lub ogieii wypala^ ziemskie przywary z dusz dop6ty, a2 czysty 
pozostat duch eteryczny i szczery zapaJ (w. 746 : purumque relinquit | aethe- 
rium sensum atque aurai simplicis ignem). Wtedy dopiero czekata dusze 
boskosd 1 niesnoiertelnosd. Przeciwnie wedhig orfickich wyobraieii nie gdzie^ 
pod ziemia istniej^ czysciec i niebo^ ale na ziemi i ponad ziemi^, czego 
niezbite dowody mamy zwiaszcza w orfickiej wierze Empedoklesa, kt6ry jako 
wygnaniec z nieba na ziemi pokutuje i po kotowrocie wcielen oraz odwcieleii 
z nieba zstQpuje na ziemi^ jafco ^sbc ajji^po-cc, oux.€i'. ^rr^-cot; (u Dielsa fr. 
112, 4). Empedokles przechodzi^ r6wniez powietrze, wod^ i ogieri, zanim 
do$)tal si^ z nieba na ziemi^ (tamze fr. 115, 9 i nast.); lecz wymienione 
zywioly maj^ u niego, jak w orfice, pewne atmosferyczne uzasadnienie, 
^'mezasem przeprowadzone pod ziemi^ tr^cq poprostu niedorzecznoSci^. 

PodnoszQ zalem z naciskiem, ze w Eneidzie Wergilego nie widad szcze- 
rze orfickich wptyw6w, znad chyba oddzialywanie ich sfatszowane, poniewai 
zaprawione bakchickim pogl^dem i chtonicznemi wierzeniami. Czy Pozejdo- 
lios, czy nie Pozejdonios, zapo^redniczyt poecie rzymskiemu ten dziwaczny 
?malgam, tyle pewnego, ze byJ on starszym od aleksandryjskich czas6w 
i prawdopodobnie wynikn^ z kompromisu pomi^dzy pitagorejsk^ a dyoni- 
zyjsk^ doktryn^. Wskazuje na to dwuznacznosd Sybilli, kt6ra niby ma byc 
kap^ank^ Hekaty, a w rzeczy samej jest apollinow^ Pity^ i szalej^c^ bakchantk^ 
zarazem. Tylko niema w niej nic orfickiego. Takze teorya palingenezy, kt6rji 
rozwija Anchizes u Wergilego (w. 706 i nast), nie zawiera pierwiastk6w 
orfickich, gdyz por6wnanie dusz, przeznaczonych do powt6rnego wcielenia, 
z pszczolami jest wla^ciwo^ci^ kult6w chtonicznych (Sofokl. fr. 794 N. : 
?:ix|iil ce vsxpcjv ajjiTJvo?). MeXiTTai nazywaty si§ nie tylko kaplanki Demetery, 
iecz takie Persefony ; etymologicznie zai M eXiTTa pochodzi od Mylitta, od 
asyryjskiej Afrodyty, macierzy wszechplodnej. 

Moina siQ tedy zgodzid z ostatecznemi uwagami autora, »dass die 
Anlehnung in der Gesamtkomposition eine bedeutende, die Kunst des Aufbaus 
der Handlung hier alsa nur zum geringen Teil ein Verdienst Vergils ge- 

7 



98 

• 

wesen ist« (str. 348). Rowniez i na to spostrzeienie nalezy przystad (slr. 
352): >Herakles, Dionysos und Orpheus haben den Palast (der Proser- 
pina) betreten, sind nicht, wie Aeneas, an der Schwelle vorbeigegangen. 
Hier fehlt also, wenn nicht alles t&uscht, das eigentliche TiXo^; des Zweig- 
motivs: statt die Ubergabe personlich stattfinden zu lassen, begniigt sich 
der Dichter mit dem Symbol der Dedikation : ramumque adverso in Uffline 
figit (636)«. Trzeba takze podzielid koiicowe zapatrywanie Nordena : >im Ein- 
zeinen manche Fehler, Missgriffe, Widerspriiche, vergebliche oder kunstliche 
Versuche, die Vielheit der benutzten Quellen zu einer Einheit zu verbinden. 
und dennoch im Ganzen ein bedentendes Kunstwerk, wiirdig der grossen Zeit, 
in der es entstanden ist« (str. 355). Tylko nie ustrzeg) si^ autor mocnej 
przesady, mieni^c wielkim czas, w kt6rym Eneida powstata, tw6rcQ zas jej 
«najwi^kszym synem owego wielkiego czasu«. Ani czas nie by) tak wielkim, 
ani Wergili najwi^kszym jego synem, lecz chyba moie jednym z najwi^kszych. 
Dziat stylistyczno-metryczny wymagatby osobnej wzmianki i om^wienia, 
kt6rego jednak jako mniej kompetentny w tym wzgl^dzie musz^ si^ wyrzec. 

Lfviitv. St. Schneider. 



1) P. Cornelii Taciti Historiarum libri qui supersunt. Edidit 
notisque auxit Lad. OkQcki. Cracoviae 1901. 

2) Publiusza Eorneliusza Tacyta Germania. TI6maczy} 
WJadyslaw Ok^cki. Krak6w 1902. 

Dr. pr. Ok^cki zajmuje si^ od dtui;szego czasu z zamilowaniem Tacytem. 
Ju4 w r. 1895 oglosil w Erakowie przeWad polski ^ywota Agrykoli i Ro- 
cznik6w tego historyka, a w zeszlym roku wydat tamze Germani^ z niemiec- 
kim komentarzem (recenzya tego wydania pojawi^a si^ w Berliner philolo- 
gische Wochenschrift r. 1904 Nr. 4 str. 107 nn.). 

Wydanie Historyi Tacyta, kt6rego tytul w nag}6wku podatem, zawiera 
kr^tk^ przemowQ autora i tekst dzie)a pojasniony na dole komentarzem pol- 
skim. Druk wydania jest wyra:iny i wcale poprawny : opr6cz omytek dru- 
karskich, wymienionych przez autora na koxicu wydania, znalaz^em jeszcze 
dwie : str. 50, w. 10 »interpretebantur« i str. 54, w. 5 »ciscumspectabant«. 
a nadto w obja^nieniach str. 94 (a Sostrato et Tito zam. Sostratus a Tito; 
str. 95 (c. 10 zam. lib. I c. 10). Z przemowy autora domy^ladby si^ nale- 
zato, te tekst przekazany miejscami samodzielnie prostowa}; niestety autor 
zaniedba) podac spisu miejsc w ten sposob zmienionych, a trudno i^dac od 
recenzenta, aby tekst od pocz^tku do korica doWadnie por6wnywaJ i spraw- 
dzal. Autor oznajmia, te czasami udaJo mu si§ przez zmian^ przyj^tej dot^d 
interpunkcyi rzucic nowy promieri ^wiatta na my6l tekstu, ale doHadne po- 
rownanie 40 przeszlo rozdzia}6w tekstu w rozmaitych partyach dzieta z tekstem 
Halma nie dostarczylo recenzentowi zadnych godnych uwagi spostrzeieri; lyle 
tylko mozna bylo zauwaiyd, 4e autor obficiej interpungowal, niz to zwykle 
czyni^ wydawcy, ale wplywu tej interpuukcyi na odmienne od dotychcza- 
soWego pojmowanie mysli nie dostrzezono. Przyznaj^ jednak, ze interpunkcya 
autora przy koricu 6. rozd. H. ks. lepiej odpowiada tre6ci, nii np. interpunkcya 



99 

Halma lub Heraeusa. W komentarzu uderza pewna nierownoSd : obok elemen- 
tarnych uwag gramatycznych napotykamy obszerne wywody tre^ci realnej, 
osobliwie historycznej, a pozostaje wiele miejsc takich, kt6re domagaly si^ 
wyjaSnienia, a nie otrzymaty go np. I, 1 (dignitatem nostram cett), T, 2 (po- 
cz^lek), I, 65 (crebrius infestiusque), II, 3 (Aeriam; Ginyra), II, 5 (tempera- 
mentum). Nie zawsze moina siQ tez godzid na uwagi autora np., gdy do 
bellatum (I, 1) ^da uzupe^nienia stowa »fuit« zam. >est«, lub twierdzi 
(tamze), ze >ine8t« nie moze siQ prawidiowo t^czyd z podmiotem >species<, 
albo ze >intellegit« (I, 5) niewtaSciwie pot^czyt Tacyt z >neque dari . . . lo- 
cum«, albo 4e zwrot ^necessitatem perdidissent* (I, 18) uchybia logice. Przy- 
pisek na str. 21: »tamquam: oznacza jak zwykle, pow6d w my^li tkwi^cy, 
ale rzeczywisty* nie zdo^a wytrzymad krytyki Raczej nalezato zaznaczyd, 4e 
Tacyt na wz6r greczyzny wprcwadza uzasadnienia czy to z wiasnej my^li 
(rozd. 7 i 8 ks. I) czy tei z my^li tych, o kt6rych pisze (rozd. 6 ks. I) 
partyku)^ »tanQquam«, ilekrod zas l^czy tQ partykul^ z verbum fiinitum, a chce 
wyrazic, ze przywiedzione uzasadnienie pochodzi od tych, o kt6rych pisze, 
Wadzie coniunctivus (I, 8 i 18), co tez i autor w uwadze do r. 20 ks. 1 
lekko zaznaczy^ Takze uwaga do s26w rozd. 25 L ks.: >pretio et promissis: 
zamiast pretii promisso: przeciwstawienie do data pecunia« nie da si^ utrzy- 
mac; Otho oczywi^cie pozyska) stronnik6w pieni^dzmi (pretio) i obietnicami 
(promissis, np. przysz?ego awansu), a nadto dat im pieni^dze na przekupienie 
innych. W wyja^nieniu na str. 64 do roz 64 ks. I nie naleza^o mi^dzy wa- 
haj^cymi si^ Gallami wymieniad Lingon6w, kt6rzy przecie wedlug 57. rozd. 
bez wahania przy^^czyli si§ do stronnik6w Witeliusza. Str. 67 mylnie; >diu: 
az pot^d* (jezeli zaS ma to byd tylko wyja^nienie a nie przek^ad, to bylo 
zbyteczne). Str. 96: exspectari. jakich dv;6ch wyrazach, nast§pujqcych po 
tym iniinitywie a opuszczonych w tek^cie, m6wi autor, nie wiem ; wedhig 
Halma nie ma takich wyraz6w w rQkopiSmie Mediceus II. Dodad jeszcze mi 
v^ypada, ze dla szybkiego oryentowania sIq w tekscie i przypiskach nale^alo 
na wierzchu stronic znaczyd ksi^gi dzieta, a w przypiskach rozdzis^y i wiersze^ 
do kl6rych przypiski si§ odnoszq. Uwagi wyiej przywiedzione nie wyczerpuj^ 
catego spornego materya^u wydania, daj^ jednak, jak s^dz^, dostateczne wska- 
zowki w zakresie jego stron ujemnych. Do stron dodatnich wydania nalezy 
bez w^tpienia powa2ne a samodzielne traktowanie przedmiotu, kt6re, jezeli 
nie zawsze zdota przekonad, w kazdym razie pobudza do badania. Na uznanie 
zasiuguj^ tez liczne a rozwazne przypiski, odnosz^ce si^ do treSci i zwi^ku 
spraw w tekScie poruszonych. Je^eli recenzent niemiecki wydania Germanii 
z niemieckim komentarzem mogl wobec wielkiej ilosci wzorowych niemieckich 
edvcyj z tego zakresu nazwad wydanie Dra Ok^ckiego zbytecznem, to my ra- 
czej uznamy, te w naszej literaturze prace tego rodzaju s^ poz^dane i cb^tnie 
wyraiamy za nie autorowi nasz^ wdzi^cznoSd. 

Go siQ tyczy wymienionego na drugiem miejscu przekladu polskiego 
Germanii Dra Ok^ckiego, to w ogdlno^ci zaznaczam, 4e jest to przeklad ory- 
ginalny, a oryginalnosd ta polega na stylu, ktdrym, jak przypuszczam, autor 
slaral si^ zbliiyd do oryginalnego stylu Tacyta. I jest rzeczywiscie cos w tym 
st^'la, co przypomina Tacyta, mianowicie pewna zwi^zito^d i kr6tkosc zdaii, 
wyrateri, a nawet form wyrazowych, nadto niezwykle poJ^czenia zdaii, oso- 
bliwie znaczna ilo§d asyndetdw. Ale Tacyt dobieral w znacznej cz^sci wyraz6w 



1 



100 

i zwrot6w z poezyi, a ciemaodd my^li, ktdra go charakteryzuje, poiegala raczej 
na zwi^ztoSci wyrazenia, niz na doborze niezwykiych wyraz6w. Dr. Ok^cki 
za^ tak siQ lubuje w wyszukanych, niekiedy moze nawet iSwieto utworzoDYch 
wyrazach polskich, ze nie podobna czytad miejscami jego przektadu bez ko- 
mentarza, 2e trzeba zajrze6 do tekstu ^aciiiskiego, aby polski zrozumie6. Tak 
pisze zanadro (lud zwykie m6wi zanadrze) (1) w znaczeniu sinus, drugostron 

(2) = uitra, ze2^ (3) = accendunt, swadiba (4) = conubium, pragni^czka 

(ibid.) = sitis, posiad^o (5) = possessio, z przeJaja (6) = eminus, 

poniewazyd si^ (29) = contemni, poszana (ibid.) = reverentia, rdz^b (ibid.) = 

limes, zyczba (46) = votum. Podobnie oddaje Dr. 0. pierwszenstwo nie 

zwyklym formom gramatycznym przed zwyczajnemi np. z ludy i krole 
(1) s z ludami i kr61ami, sze^ci^ dr6g (1) = sze^cioma drogami, tarcze 

(3) = tarczami, wog6l (5) = wog6le, liodzy (5) = bogowie, utkwiwaj^ 
(4JS) = osadzaj^, buduj^, blozej (beatius) (ibid.). Podobna d^znoSd do nie- 
zwykto^ci lub staroSwiecczyzny daje si^ spostrzegad w zakresie sk^adni. Autor 
lubi k^a^d orzeczenie d^ugich zdaii na kodcu, pisze »Ren i Dunaj rzeki< za- 
miast: rzeki R i D., German6w bym tuziemc6w mienil (= tuziemcami); ludy 
przyjazdem a go^cin^ niezmieszane ; ocean rzadkim siQ okrQtem nawiedza; 
szpetny ziemi^, przykry niebem = maj^cy dzikie ziemie a kiimat ostry; 
z czyich imion = od kt6rych imion nazwani. Dodajmy, ze auior khdzie 
»bo<, jak tacinskie enim, na drugiem miejscu zdaii, ze, rozpoczyna zdanie 
slowami: »a nie przecie2 twierdzi}bym<, a po komparatywach uzywa gene- 
tywu, — b^dziemy mie6 w gl6wnych zarysach obraz styhstycznej sztuki jego 
przektadu. — Zreszt^, o ile stwierdzilem, przeklad polega na nalezytem* ro- 
zumieniu tekstu; to tez zatowac wypada, 2e autor w ds^znoSci do nadania 
stylowi niezwykiego znamienia dozwolon^ w tym wzgledzie miar^ przekroczyl 

lacdfm. Br. Kmczkieivics. 



T. Sinko, De Romanorum viro bono. (Rozprawy Akademii 
umiej^tnosci. Wydziai filologiczny. Ser. II, tom XXI. W Krakowie 1904, str. 
251—300). 

ie nazwa vir bonus oznaczata u Rzymian6w stale ideat cz^owieka, oso- 
bliwie obywatela, to byto od dawna wiadomem. Ale jak ta nazwa w rozwoja 
dziejow rzymskich od najdawniejszych czas6w a2 do czas6w przewagi chrze- 
^cijaiistwa, stosownie do zmieniaj^cych si^ w narodzie i u jednostek poj^ 
o doskona^o^ci, zmienia^a nieco swoje zabarwienie semantyczne i wzi^tosc. 
o tem poucza nas na podstawie obficie zebranych irddot w potoczystym j^ 
zyku taciiiskim wy^ej zacytowana rozprawa Dra Sinki. Dowiadujemy si^ z niej, 
ze vir bonus (z duonus zostaj^cem w etymologicznem pokrewieiistwie z du- 
ellum czyli bellum) oznaczat pierwotnie wojownika a to dzielnego i silnego 
(forti^» wedhig wyci^gu Festa). Zdaniem Katona starszego doskonaloSd obywa- 
telska viri boni przejawiala si§ gl6wnie w osobach dobrych gospodarz6w wiej- 
skich. Pomalu w miar^ wzmagaJQcej si^ oswiaty i wplyw6w greckich vir bo- 
nus, nie tracqc swego pierwotnego znaczenia, zaezyna l^czyc w sobie cechy 
doskona}o§ci duchowej, a wi^c moralnosci i wyksztaJcenia pewnego. To tez 



101 

ived^ag definicyi Katona starszego dobry m6wca jest to vir bonus dicendi pe- 
ritns. Jeden z najstarszych, pochodziicych z przed r. 240, rzymskich napis6w 
^robowych nazywa Scypiona, syna Barbata, »bonorum optimum vinim«, ale 
drugi napis, wyryty na sarkofaga ojca, nazywa nieboszczyka »fortis vir sa- 
piensqae, qaoius forma virtatei parisuma fuit<, nie dodaje mu wi^c, z umy- 
s^u czy przypadkowo, predykatu »bonus«, chociaz jego dzielno^, m^drosd 
i postad slawi. Styszymy dalej, ze P. Scypiona NazykQ uznal senat rzymski 
za >Tir ex civitate optimus< i poruczyt mu tym wyrokiem sprowadzenie do 
Rzymu bogini Mater Idaea. Z nazw^ vir bonus ^cz% Rzymianie cz^sto poJQcie 
obywatela rzymskiego, kt6remu w pismach z ostatnich czas6w republiki dodaj^ 
przvffliolniki : fortis, honestus, beatus, benignus, bono genere natus, gravis, 
iustus. Niekiedy w mowie potocznej vir bonus oznacza tyle, co czJowipk wy4- 
szego stanu (nasze: >cos lepszego«). Zreszt^ u Saiustyusza i Cycerona vir 
boQus ma przymioty idealu politycznego tych pisarz6w, a u Cycerona jest 
czasem rodzajem tytulu zaszczytnego, bezwzgl^dnie wedlug potrzeby pewnym 
osobom nadawanego. U Gycerona jednak vir bonus jest jeszcze priedewszyst- 
kiem szlachetnym, miluj^cym ojczyzn^ obywatelem, kt6ry nie potrzebuje byd 
zarazem m^drcem i uczonym; za to u filozofa Seneki wyst^puje tenie vir 
bonus juz jako mQdrztic stoicki, ktorego ziemski wz6r czcili 6wcze^ni rzymscy 
idealiici w osobie Katona utycenskiego Apulejus wreszcie pojmuje virum bo- 
iiuffl jako m^drca platoiiskich zasad. Poniewa^ zai z nazw^ vir bonus t^czylo 
si^ od wiek6w statecznie poj^cie pogaiiskiej doskonalo^ci, wiQc pisarze chrze- 
scijariscy unikali z pocz^tku tej nazwy, az po ustaleniu si§ zwyci^stwa religii 
chrze^ijaiiskiej, a pod ciqg^m wpjywem staroiytnej literatury nazwa ta wy- 
hmh 8i§ przy koncu V. wieku po nar. Chr. P. w pismach biskupa Sidoniusa 
ApoUinarisa na oznaczenie doskona^ego chrze^cijanina. W dalszym ci^gu 
zwraca autor uwag^ na to zjawisko, 4e vir bonus juS; przy koiicu rzeczypo- 
spolitej znaczy niekiedy to samo, co grecki avrjp -/.aAb; xaYo^d;, na co gl6wnie * 
naprowadzaj^ zapiski opartych na starozytnej tradycyi zbior6w glos. Na pod- 
stawie Apulejusa, kt6ry twierdzi, 4e Platon nazwal m^drca »optimus ac bonus 
ac prudensc, a nadto na podstawie przek^adu vulgaty wypada zgodzic si^ na 
to, ze po^niejsza ^acina greckie przymiotniki xaAc; y.aYa^o; wyrazata przez 
-bonas et optimus«. 

Taki jest mniej wi^cej w najog61niejszych zarysach rezultat rozprawy 
Dra Sinki, rezultat oparty na ^r6dtowych szczeg6tach i zr^cznem ich powi^- 
zaniu. W niekt6rych jednak wywodach szczeg6fowych autor wedlug mego zda- 
nia posun^ si^ za daleko. Tak np. trudno mi przychodzi zgodzid si^ na to, 
co autor twierdzi, powotuj^c si§ na powag§ Fr. Nietzschego, o pierwotnem zna- 
czenia wyrazu bonus. Wyraz ten dla tego, ii w dawniejszej lacinie brzmial 
duonus, ma zostawad wzwi^zku etymologicznym z duellum (= poin, bellum), 
a wi§c ma znaczyd pierwotnie tyle, co wojownik. Ale zwi^zek etymologiczny 
rai^dzy >duonus< a »duellum« jest mojem zdaniem w^tpliwy, a gdyby nawet 
^godzid si§ na taki zwii^zek, to jeszcze niepewnem jest, z jakiego w takim 
razie wypadaloby wyjsd pierwotnego i posredniego znaczenia obydw6ch wyra- 
z6w. B^di co h^di trudno wyobrazid sobie stan spoJeczenstwa, w kt6rymby 
vojownik byl jako taki ideaJem czJowieka i obywatela, chyba gdyby^my si^ 
^'ofn^li do stanu dzikoici i spoiecznego rozpr6szenia, a do takiego stanu nie 
*'i«ga swemi pocz^tkami ani nar6d rzymski ani jego j^zyk. Jeieli wreszcie 



I 



m" 



m 



E' 



Mr 
IhI 



ma 



liNl:il9J 



iHI:3lKie9 



-^sliSgrilei 

i !|»|»|£b 
' "' "'JHL. 
!IHI«|BS|k 

:ie: 



lo bellum w facinie zbliiony, ^rrfbnt 
kis, a niczem nie przypomiDajqce poj^ 
fcy bellum r bonus i w og61e zwiszf); 
tozdwo}enia. kWre ma Ikwiii pienrolnif 
wqtpliwym. Inn^ rfab^ stronq wyrodof 
'rmy »nielior« i »optimuai bez wzgl^ii 
tanowiq wyzszy i Dajwytszy stopieo po- 
b form zdaje mi sig takie przemawi^j 
itkwito pierwotnie poj^ie rozdwojenii 
bioSci nq zapatrywanie antora, ze przy- 
Ua okreSlenia pewnej osoby z >boDnsi, 
I (por. str. 258) ; bywa tak czasem, m- 
jadiectivum przynosi do poj^ia zawat- 
iiej lakie, kt6re piszqcemu nie dofn 
BJq. Jeteli np. u Cycerona pro Ro*r. 
4 nisi Tigilaotes et boni et fortes e. 
Iwotoi, it tu kazdc nowe adiectiimi 
Scie jeszcze jedna uwaga, Na slr. 25J 
inter se partiti sunt, qui ab ^s bo- 
C popiera to twierdzenie cytalem 



'.i bie 



da si^ utrzymad, bo przH!' i 



tczny formy >bonus< i >bona< 
•otrzymad jakiS przyrostek oznaczaj^cy I 
Jak u nas, i w innych jjzyhch, ' 
Bobywcdw i wtaScicieli zostaly nazwanf, 
I^totnie byt materyalny zapennia, lak 
jid Festa jest wywodem faiszywvm, jat 
Ekich uczonych. 

trzegtem nast^pujqce : str. 222 prp. T 
&, 264- prp. 1 lebs, 268 dicto, -M 
^a str. 256 zamiast WTra£enia >lernii 
E appellati'^ sollemnis*. 

Br. Krucehiemics. 



Eyaly do ttomaczenia zj^zvka 
l ze Sprawozdania gimnazyum VI. i r. 
Sto. 

^r6ci<f tylko uwagg, poniewaz rfiwno- 
'; V Muzeum {maj 1904). To lyltn 
^dajqc gfi^wnie potrzebom VII. kla.^!' 
~ dhigolelniego braku w rz^dzie naszych 
lOze Smiato achodziti za wz6r, «edl^ 
SKi wypada. 



Br. Krucekietvice. 



103 



Z nowszej literatury gramatycznej. 

K. Brugmann, Kurze vergleichende Grammatik der indo- 
germanischen Sprachen. (Auf Grund des funfbandigen »Grundrisses 
der indogermanischen Sprachen von K. Brugmann und B. Delbrnck« verfasst). 
Slrassbui^. Trubner. 1902—4. 

A. Meillet, Introduction k T^tude comparative des lan- 
gues indo-europ^ennes. Paris. Hachelte. 1903. 

Prawie rownoczeSnie pojawily si^ dwa dzie^a z zakresu tej samej umie- 

JQtnosci, maj^ce ten sam cel na oku: zaznajomienie pocz^tkuj^cych adept6w 

tej naoki z wynikami nowszych badaii na polu gramatyki porownawczej. Jak- 

kolwiek w zasadzie oba dzie^a wymienione opieraj^ siQ na tych samych po- 

gi^dach (dok^adniej mdwi^c, jakkolwiek Meillet wychodzi z tego samego sta- 

nowiska, ktore byto punktem wyj^cia Brugmanna i jego szkoiy), to jednak 

w sposobie przedstawienia rzeczy tak dalece T6±m% siQ od siebie, jak tylko 

vyobrazic sobie zdo^amy odmienne przedstawienie tego samego przedmiotu 

przez dwoch antor6w. Moznaby prawie powiedzied, ze cala r6znica tempera- 

mentu i usposobienia dw6ch typowych przedstawicieli dw6ch odmiennych na- 

rodowosci nie mog^a lepiej si§ uwydatnid, jak to si^ tutaj stalo, w traktowa- 

waniu rzeczy tak suchej, jak gramatyka. Ta r62nica temperamentu wptyn§ta 

zar6wno na zalety jak i na niedostatki obydw6ch zarysow. Jezeli idzie o ja- 

snosc wyWadu, o przystQpnosd, a nawet i o pewien wdzi^k przedstawienia, 

to niew^tpliwie autor francuski g6ruje nad swoim wsp62zawodnikiem niemiec- 

kim, jak znowu z drugiej strony dok^adnosci^ i ^cisloiSci^ wyk^adu, systema- 

tycznotei^ (przedewszystkiem !) i gZ^bokiem wnikni^iem w matery^ badan^ 

aator niemiecki o caJe niebo wyzszy od tamtego. I nic dziwnego; wszak 

Bragmann z)o&y) tutaj, mozna powiedzied, owoc dJugoletnich badan caJego 

zycia —- przewaznie wfasnych — , jakkolwiek z r6wn^ sumiennosci^ uwzgl§- 

dnial i prace odmiennych kierunk6w, rejestruj^c z nieslychan^ i bezprzyWa- 

<in^ dokJadno^ci^ wszystkie, chodby najdrobniejsze przyczynki gramatyczne, 

ktore w jakikolwiek spos6b oswietlaj^ zjawiska j^zykowe. Teraz m6glby si§ 

czytelnik zapytac, kt6ry z wymienionych wyklad6w bardziej odpowiada swemu 

celowi, htwiej i pr^dzej potrafi zapoznad czytelnika-niespecyaiist^ z zasadami 

gramatyki por6wnawczej ; ot64 z pewnemi zastrze^eniami polecilbym raczej 

Mleta, mimo licznych medostatk6w jego dziela, o kt6rych niiej b^dzie mowa. 

Praedewszystkiem za zalet^ poczytuj§ juz ten szczeg6^, ie ksi^ika jego jest 

szcznplejszych rozmiar6w (nawiasem dodam, bardzo gustownie wydana) i nie 

^rasza dla tego czytelnika obj^to^ci^ swoj^ (nieco wi^cej tylko niz potowa 

<>i>j?tosci zarysu Brugmanna, 4e juz pomin^ druk ^ci^lejszy u tego drugiego), 

Mlet ograniczyt si§ tylko do wazniejszych zagadnien z zakresu gloso- 

'ni. morfologii (do kt6rej dziwnym sposobem wci^gn^J takie rzecz o wymia- 

^6 samogJosek czyli apofoni^), skladni i nawet semazyologii, a nadto liczy 

si? ci^ie z tym faklem, 4e ma do czynienia z poczqtkuj^cym, wi^c nawi^- 

zuje przy kazdej sposobno^ci do rzeczy znanych czytelnikowi francuskiemu. 




J5zyk6w romariakich ; unika tei bah- 

zi spisem wainiejszych dziel gra- 

^bi, gdzie podat takie kriitkii histo- 

Ea zalel? poczytujg, 4e nie preerywa 

(Sw, jak to uczynit Brngniann, klory 

naterya/ bibliograficzny, a nadto zn^v- 

[tiejsc dziela, zamiast objaSniaif rzeix 

U BmgiDaDna wynikto to naliiraln;& 

f tylko, brori Bo4e, nie pominqti ja- 

) rodzaju jak JRgo zarys, nie idiie 

(co tez i nio byto zamiarem aulorai. 

gramatyki porownawczej w pient- 

nika z metodq tej dyscypliny, lak 

ak ma)o zoan^ zazwyczaj, a co zz 

jszemi zagadnieniami. Brugmann nie 

pogl^ddw ogolnych na zsdania ^- 

temu sporo miejsca we wst^pie (tom 

^szem, nie idzie tutaj o szereg ogoloi- 

ii), z kt6rych czytelnlk nie wiele po- 

czegdlnych problemach przedslaqionB 

Itazad, jakiemi drogami uczeni usilui^ 

jwych, tj. do wydzielenia tych wJaKi- 

storycznego, ktore przedstawiaj^ nm 

t praj^zyka, w przeciwieristwie do iD- 

^tanowifi dorobek samodzielny kaid^» 

xe, usitowaliSmy niedawno pokazuc na 

: >0 zadaniach i metodzie gramalyki 

ly Bechtel wswoich »Haaptproblenic! 

Sicowania (zresztq ograniczonq lylko da 

ktorych wa£niejszych zagadnieri) 

Sta, muaze zaznaczyc, 4o obok stron 

^szlo sig bez pewnych niedokladnoici 

lczem muszg nazwai! przedewszystkieni 

rnawczej w dodatku na koricu dziels 

ient de la grammaire compar^e, slr. 

J. Schmidta nie doceniono, a >Me- 

zbyt wielkie znaczenie przypisano- 

Bzeni, po dJugiej opozycyi przeeiw le- 

niespoiytej doniosJoSei i w caJosci je 

w tej formie bezwzgl^dnej wypowie- 

la nieporozumieniu, Z r6znych teoryj 

:pewnemi modyfikacyami, jego naut; 

k powtedzied, nie pozostaJ karaieii na 

|yQ o wszechbytnoSci samogJoski e ve 

lawet w takich np. jak V ^'' 

ithe-A etc. Co o tych pomystach 

'6 siQ z ksiqzki Bechtela, lub chocby 

&ez Hiibschmanna w Indogerm. Forsch. 



105 

lAnzeiger, t. XI, 1900). J. Schmidta zbyto kilku nic nie znacz^cemi slowami, 
a jaz co do Schleichera, to wprost powiedzied trzeba, ^e nie zrozumiano jego 
epokowej zas^ugi w sprawie rekonstrukcyi praJQzyka. Trzeba bowiem wiedzied, 
ze M. jest stanowczym przeciwnikiem rekonstrukcyi praJQzyka. ktdr^ nazywa 
chimer^ uczonych (»la chim^rique restitution d^une langue disparue«, pag. 26), 
gdyi rzecz^ gramatyki por6wnawczej, jego zdaniem, jest tylko zestawienie 
metodyczne zgodno^i JQzyk6w historycznych. Przypomina to podobmi opozy- 
CYQ Potta, zresztfi r6wniez nieuzasadnion^, przeciw tej samej teoryi. A wi^ 
podtug tego zapatrywania gramatyka porownawcza powinna tylko skonstatowad, 
ie fema lub owemu diwi^kowi jednego j^zyka odpowiadaj^ takie lub inne 
dzwi^ki w innych JQzykach pokrewnych ; przy tem zapytad by siQ mozna, 
ktory to JQzyk ma byd punktem wyjScia? Sanskryt np. nie moie byd nim na 
punkcie jako^ci samogtosek, greka znowu nie w kwestyi konsonantyzmu 
w przewainej liczbie wypadk6w i t. d. Dodad jednak musz^, ze w praktyce 
a M. zoowu tak ^le nie jest, bo niejednokrotnie (zwlaszcza w tabQlach pogU- 
dowych) wbrew owym teoretycznym skruputom czyta siQ, ie i. e. (t. j. indo- 
earopejskiemu) temu i owemu diwi^kowi odpowiadaj^ te lub owe refleksy 
w JQzykach historycznych. Co wiQcej, M. szeroko rozprawia o sonatach kr6t- 
kich i dtugich, o a (szwa) indoeuropejskiem i t. p. kwestyach, co — mimo 
jego protestu — dowodzi najlepiej, ze zmuszony jest odwolywad siQ do sto- 
sank6w praJQzykowych ; sonant6w bowiem (z wyj^tkiem sanskryckiego f so- 
nant.) faktycznie w dobie historycznej JQzyk6w naszych nie mu (m6wiQ so- 
nantdw zachowanych wprost z doby praJQzykowej, a nie drugorzQdnie dopiero 
powstatych, jak np. w niekt6rych JQzykach stowiaiiskich), a tem mniej dlugich 
sonantow. S^ to tylko teoretyczne formulki, przyj^te w celu wyje^nienia pe- 
wnych objaw6w glosowniowych w naszych JQzykach. W tem wszystkiem widz^ 
tylko brak konsekwencyi i ici^le wyrobionej metody. 

Do tego samego ivddldi odnosz^ r6wnie2 i ten szczeg6), ie M. nie wierzy 
w prawdziwo^ teoryi o r62nicy mi^dzy i i j, y i v w praJQzyku; dla niego 
fakt, te tylko jedna greka odmiennie wyra^ to i i j (tj. przez spiritus asper 
1 przez ^: 5^ = sanskr. yas, ale 2^-'(i> = s. yasyati), nie stanowi jeszcze 
dostatecznej przyczyny przyjmowania odmiennych dw6ch d^wi^k6w w pra- 
j^ku. Ale czy naprawdQ niema innych waznych dowod6w ? Por. o tej kwe- 
styi rozprawQ naszi^ w Eosie, wyiej przytoczon^. 

Mialbym jeszc2e niejedno do wytkniQcia w dziele omawianem — ale 
mimoto wszystko podnie^ muszQ zaslug^ autora, chodby ju^ z tego wzgl^du, 
ze zdoby) si^ na odwagQ wyst^pienia z swojem dzietem wobec powagi Brug- 
manna, z kt6rym dotychczas nikt nie smiat wsp6lzawodniczyd na tem polu, 
i ze pod niejednym wzgl^em usitowal wyemancypowad siQ z pod wszech- 
wkdnego wplywu tego uczonego. Albowiem jakkolwiek zarysy Brugmanna 
zopetnie shisznie cieszi^ siQ ogdlnem uznaniem, to jednak dobrze si^ sta2o, 
ze znalazl siq ktoS, kt6ry ten sam przedmiot przedstawi} w spos6b odmienny 
— chudby ta pierwsza prdba nie zupelnie udad si^ miata. 

Co siQ tyczy zarysu Brugmanna, to najprzdd zaznaczyd wypada sto- 
sunek jego do wi^kszego dziela, wspdlnie w^^danego z Delbruckiem (w 5 to- 
macb od r. 1886 — 1900, tom I. w drugiem wydaniu znacznie rozszerzonem 
* r. 1897). Ot64 ta najnowsza, mniejsza edycya, nie jest prostym wyci^giem 
z wi^kszego dzieta, jakkolwiek zachowa^a zupe/nie ten sam uktad. Nawet do 



1 



106 

gtosowni, wydanej w kilka lat dopiero po 2. wydania I. tomu wiQkszego dziela, 
autor wprowadzi} kilka watnych zmian, wystarczy wymienid rozdzial o wy- 
mianie samogtosek. Podczas gdy w wi^kszem dziele autor ograniczyt si^ do 
krotkiego przedstawienia wzajemnego stosunku etymologicznego d^wi^kdw zg)o- 
skotw6rc^ych (sonant6w), zw^tpiwszy zupelnie w moznosd uporz^dkowania ich 
podhig szereg6w wymiennych pod wpiywem sceptycyzmu Noreena (znakomi- 
tego germanisty skandynawskiego, gt6wnie pod wphfwem jego dziela >Abriss 
der urgermanischen Lautlehre 1894), obecnie zachQcony przez Hubscbmanna 
(w recenzyi tegoi wyzej wymienionej), umie^cit tre^ciwy wyWad o tej mateni, 
z uwzgl^dnieniem nowszych prac dokonanych g}6wnie w tym kierunku (glo- 
wnie Hirta, chod nie podziela jego zbyt Smiatych kombinacyj). Jestto wcale 
jasny wyktad o jedno- i wiQcej zgloskowych >bazach« w JQzykach indo-euro- 
pejskich (termin, kt6ry ma zast^pid dawny »pierwiastek« ; tak samo zamiast 
utartej nazwy »suffiks< wprowadzi) nowy termin »formans« — o gwattownej 
potrzebie tej nowej terminoiogii zamiast uzywanej dotychczas tradycyjnie 
w gramatyce, nie wszyscy znowu Y^dv^, Jak mniemam, tak bardzo przekonani 
jak Brugmannowi si^ wydaje, por. jego uwagi o tej kwestyi w Ind. ForscL 
t. XIV. 1903 r.). Wi^ksze jeszcze zmiany wprowadzil do wykladu fleksyi 
i sktadni. Naprz6d co siQ tyczy zakresu sktadni, to odst^pit zupe^nie od do- 
tychczasowej praktyki (a zatem i od opracowania. ift§a daftiiita grftmatyki pizex 
Deibriicka w wi^kszym Zaryaie), idqc w tym wzgl^dzie za nowszymi pogl^dami 
niekt6rych uczonyefa, kt6rzy odrzucaj^ dotychczasowe pojmowanie skladoi, 
jako nauki o uiyciu form wyraz6w \ zarazem o zdaniu i kt6rzy tylko t§ 
ostatni^ party^ uwa2aj^ za wtaSciwy przedmiot sktadni, 
z tamtej zas tylko te funkcye wyrazu, kt6re wywohije okoliczno^d, 4e s^ cz^ 
sci^ zdania, np. accus. obiecti, instrumentalis i t. d., inne natomiast funkcye 
wyrazu, jak rodzaj, liczbQ, przys{6wkowe uiycie przypadk6w, jako wystQpuJ2|ce 
w j^zyku niezaleznie od tego, czy wyraz jest czQ^ci^ zdania, lub nie — wy- 
t^czaj^ ze sktadni i tworz^ z nich nowy dziat gramatyki pod nazw^ ^Nauki 
o znaczeniu wyraz6w« (»Lehre von der Bedeutung der Worte<). 

CaJ^ t§ kwestyQ wywoial gl6wnie J. Ries dzielem swojem >Was ist 
Syniax?« r. 1894, za kt6rego przyHadem niekt6rzy, jak Holthaus^n w swo- 
jem >Elementarbuch des Altisl&ndischen* 1895, usilujq materyal dotychcza- 
sowej skladni traktowad w dw6ch osobnych rozdzialach. Por. o tem Delbrucka 
Vergleichende Syntax, tom HI. we wst^pie i Bnigmanna w 3. wydaniu gra- 
matyki greckiej i w przedmowie do dziela omawianego. Ot64 Delbruck sJu- 
sznie zar6wno ze wzgl§d6w teoretycznych jak i (przedewszystkiem) praktycz- 
nych sprzeciwia si§ tym wszystkim innowacyom, tak samo i Brugmann wy- 
st^puje przeciw nim, zax6wno w gramatyce greckiej jak i w przedmowie wyzej 
nadmienionej — a jednak mimo tych licznych zastrzeteii uczynil im znaczne 
ustQpstwo, bo nauk^ o u2yciu przypadk6w usun^ ze sktadni obecnie. Wpra- 
wdzie nie utworzy) z niej osobnego rozdziatu gramatyki, jednak umieSci} ja 
— zamiast w skiadni — czQdci^ po deklinacyi (nauk^ o uzyciu przypadk6w), 
czQ^ci^ po konjugacyi (o uzyciu czas6w i tryb6w siowa), tak ze na wfesciw^ 
skladniQ zostawi} jedynie naukQ o zdaniu (zeszyt trzeci). Powody, kt6re przy- 
tacza w przedmowie celem usprawiedliwienia tej innowacyi, nie wydaj^ mi si^ 
tak bardzo przekonywuj^cymi. Mi^dzy innemi powiada, ze odr^bne traktowa- 
nie nauki o formach wyrazu i ich funkcyi pod wzgl^dem dydaktycznym 



107 

wptywa ujemnie na adeptdw gramatyki, bo przyzwyczaja ieh do tego, 2e za- 
czynaj^ uwazad fakta sk)adnio:we za obc^ dla siebie dziedzinQ i st^d przestaj^ 
zwracad uw$ig^ na wszystko, eo si^ odnosi do skladni. Jako lekarstwo na t^ 
zgubn^ nawyczk^ posluzyd ma umieszczenie tych rozdzia^ow tradycyjnej skta- 
dni tut po wyWadzie odnoSnych partyj fleksyi. Czy to pow6d na prawd^ tak 
wazny, moina bardzo w^tpic (zreszt^ juz .przed wielu laty, choc wcale nie 
z motyw6w teoretycznych, tak samo mniej wi^cej post^pi^ sobie Whitney 
w gramatyce staroindyjskiej). Mnie si§ zdaje, ze w gramatyce j^zykow literac- 
kich (a tymi przecie2 w pierwszym rz§dzie zajmuje si§ gramatyka por6w- 
nawcza) mozna bezpiecznie zachowad dawny uk2ad, chod mo2e ze stanowi- 
ska scisjlej teoryi nie bardzo konsekwentny. Inna sprawa z opracowaniem dya- 
lektow wspd^czesnych i wog61e mowy iyj^cej. Tu bezw^tpienia tradycyjny po- 
dzial na g^osowni^, fleksy^ i sktadniQ juz dawno okazuje siQ niewystarczaj^cym, 
a najbardziej nauka o zdaniu i jego czQ^ciach b^dzie musia^a z czasem ulec 
radykalnej zmianie, bo zanadto jeszcze przypomina schemata logiczne. Ju2 po- 
j^cie zdania, tak samo terminy : podmiot, orzeczenie, t^cznik, okazuj^ siQ bar- 
dzo cz^to przy badaniu JQzyka zywego jako niefortunne. Zreszt^ nie brak 
w nowszych czasach usilcwaii wyzwolenia sktadni z pod wp^ywu logiki szkol- 
nej, jakkolwiek daleko im jeszcze do tego, aby mogly zadowolid uczonycb. 
Przypominam tylko rozpraw^ Svedeliusa »L'analyse du langage* 1897, 
w ktorej autor bior^c za podstawQ analizy mowQ codzienn^ (francuskq) 
zupehue zarzucil dotychczasowe poj^cia i terminy skladniowe, odnosz^ce si^ 
do zdania i jego ei^to sUadowych (por. nader szczeg62ow^ recenzy^ Dittricha 
w Ind, For., Anzeiger z r. 1900). Jezeli wi^c Brugmann nie uwzgl^dniJ, 
i s^osznie, radykalnych pogli|d6w Svedeliusa (przypuszczam przecie?, te nie 
jedynie z powodu ujemnego s^du DittricbaX to m6gl tak samo ^miato po- 
min^c innowacye Riesa i innych, i nie rozrywad materyata syntaktycznego 
bez potrzeby. Bo b^d^ co b^d:^ nauka o funkcyi wyrazu wi^cej ma wsp6ino- 
sci z nauk^ o zdaniu, aniieli z morfologi^. 

Co do opracowania tej ostatniej w nowym Zarysie, muszQ jeszcze za- 

znaczyd, te pod wielu wzgl^dami r64ni si^ od dawniejszego dzi^a. Tu autor 

staral si§ pogodzid zmiany . wprowadzone do glosowni, gtdwnie nauk^ o dwu- 

i wi^cejzgJoskowych »bazach« z wykladem konjugacyi (bo dla deklinacyi 

przedstawia to mniejsz^ doniostosd). Zgodnie wiQC z nowymi pogl^dami na 

badow^ zasadniczych elementdw wyrazu, przewainie (nie zawsze) omija 

dawniejszy termin »pierwiastek« i zar6wno przy podziale sJ6w na klasy 

konjagacyjne jak i przy urabianiu czas6w i tryb6w wychodzi od formy jedno- 

i dwazgtoskowych »baz« (podstaw), z kt6rych si§ urabiaj^ np. formy tematu 

praes. i aorystu mocnego, czynnego i biemego. Przytocz^ tu kilka przyklad6w. 

1. S^owa nietematyczne, sktadaj^ce si^ z jednozg^oskowej 

podstawy lekkiej, to znaczy z kr6tk^ samoglosk^: es-, albo z jednozgJo- 

skowej podstawy ci^zkiej, tzn. z diug^ samoglosk^: dhe-. Z pierwszej urabia 

si§ praesens i imperfectum : na stopniu m o c n y m sing. * ds-ti, sanskr. asti, 

gr. iffTi ; na stopniu z a n i k u pl. * s-mds, sanskr. smas. Z drugiej znowu 

aoryst mocny (tzw, nietematyczny) : * d-dhet, s. ddhat, gr. S3^(x£), na stopniu 

2as redukcyi np. medium: * d-dhd-to, s. ddhita, gr. ^exo (greckie -e- dru- 

gorz^dne, zamiast -a-, kt6re odpowiada w regule praj^zykowemu 9 (szwa); 

co do tego punktu jednak, tz. co do kwestyi refleksu pierwotnego d w gre- 




i 



wm 

u 

Eil 

a 



tiltnltu 



|bi|&:L - 






li, jak BrugmanD, uwa£aj^ jedyoie 
ilowej samogtoski, por. s. p&Ai- : 
ymujq, 2g w greckiem sq trzv 

aorystu urabiajq siQ od podstan 

tz. ze ka£da z dwdch zglosek 

topniach wymiany samt^toskowej. 

samogloskq e, normalny drugi 

tzeregach z normalnym piorwszym 

teoretycznie (bo faktyeznie w iai- 

I, a ; w tak zwanych zad szeregacb 

stopniu normalnym (np. V~ dhr- 

jr. KnjnL tj. !3t5[j.'), redukcy§ two- 

hiia-, *dat(i-, s. ditd-, •sth»t6-, 

ku sonaniu: s. upa-hd^ itnask, 

d^tkich: dev^-tta- >od boga dany<. 

iplikuJ4 siQ jeszcze te objawy ^ 

ardzo rzadko po o, a) na stopnio 

ynne r, {, lub nosowe m, n; wi$c 

Jiti, Xetirio, V pleu — gr. ^Xipe, 

E. i5:Xo[jiai, V~ men — gr. )).t>u. 

EtQcej, je2eli w szeregach cigikich 

B$ z samogtoskami dtugiemi, two- 

' 1, i'1, vr, Pn, — oi, 5u, ii, aa 

%ad temi dwagloskami dfagiemi nie 

jnej spOBobnotoi, ta niech wystarciy 
'opieii pierwszej zgtoski, a rednkc^a 
a-tam, s. bhfivi-tam »by(i«; 2. re- 
tiigiej (R -f- N) : starolaciriskie fuas, 
i-; 3. zanik pierwszej, a normafDV 
Segt<-bam) z * bhy-a- ') ; tak samo 
1. sg. be z *bb\)-P(st), to zna- 
Vy, nSwnolegle do dtngiego -a- dni- 
inku wzajemnym do siebie tych eie- 
jistawy, nic na razie nie wiadomo. 
I[ oznsczam zamiast formalki Brug- 
a)hii-td-,'albo w 3. sg. aor. *4-bhH 



R Kimiast: S -f- V (•Schwundslufc + 



Sprawozdanie z czynnosci Tof arzystwa fllologicznego 

za m od 1. styomia do 31. grodDia 1903. 



Wydzial Towarzystwa filologicznego, wybrany na X. Walnem Zgromadzenia 
w dniu 24. marca 1903, skladal si^ z nast^pig^cycb czlonk6w : 

Przewodnicz^cy Dr. Bronislaw Kruczkiewicz, profesor Uniwersytetu, zast^pca 
przewodnicz%cego Stanislaw Schneider, profesor gimnazyalny, czlonkowie WydziaJu: 
profesorowie dr. Gerson Blatt, Aleksander Fr%czkiewicz, dr. Wiktor Hahn, Franciszek 
Hoszowski, dr. Tadeusz Mandybur, dr. Wincenty Smialek, dr. Stanislaw Witkowski, 
dr. Walenty Wrobel. Redaktorem obrano ponownie dr. S. Witkowskiego ; w sklad 
komisyi redakcyjnej weszli _pp. : dr. G. Blatt, dr. M. Jezienicki, dr. T Mandybur, S. 
Schneider. Wydzial ukonstytuowal si^ w ten spos6b, ie skarbnikiem wybrano prof. 
F. Hoszowskiego, sekretarzem dr. W. Hahna. 

Wykonuj%c uchwat^ X. Walnego Zgromadzenia, wniost Wydzial w roku ubie- 
glym podanie do c. k. Namiestnictwa o zatwierdzenie zmian statutu, uchwalonych 
na temie Walnem Zgromadzeniu. Zmiany te zatwierdzilo Namiestnictwo r^skryptem 
z dnia 5 lipca 1903 1. 81.732. W ciagu swego urz^dowania odbyl Wyd^ial szereg 
posiedze6, spelniaj^c obowiazki, kt6re wklada na niego §. 16. statutu. Mi§dzy innemi 
za^tanawial si§ nad sprawami poruszonemi na ostatniem Walnem Zgromadzeniu 
i tak przedewszystkiem nad sprawa uloienia dwiczeii gramatyczno-styUstycznych la- 
ddskich dla wyiszego gimnazyum. W tym celu uprosil Wydzial dyr. dr. A. Danysza 
wyglo szenie odczytu o tym przedmiocie ; w oiy wionej dyskusyi poruszono szereg 
uwag w sprawie "ukladu takich podr§cznik6w. W mysl wniosku dyr T. Garlickiego 
poniszyl tez Wydzial na swych posiedzeniach spraw§ wydania sIownik6w szkohiych : 
wydania slownika lacij&skiego, przygotowywanego przez kilku filolog6w Iwowskich, 
moina spodziewad si§ w najbli^sz^ przyszloSci; mniej korzystnie przedstawia sie 
sprawa wydania slownika greckiego. 

Wspomnied wreszcie naleiy, ie na iyczenie Tow. przyrodnik6w im. Kopernika 
we Lwowie Wydzial zastiinawial si^ nad spraw% j^zyka mi^dzynarodowego. Wydzial 
w\razil powatpiewanie w powodzenie takiego sztucznego j^zyka i uprosil dr. G. 
Blalta do wygloszenia odpowiedniego referatu, co si§ te^ stalo na jednem z posie- 
<lzen Towarzystwa, na kt6re przybyli i przyrodnicy. 

Ponadto omawial Wydzial sprawy zlaczone z wydawnictwem czasopisma 
>Eos<. W roku ubieglym pojawily si§ dwa zeszyty rocznika IX. Jak w poprzednicb 



■Illlill 



^iiiiiil:!^ 



[tE9cc|n B^ 



«Isi 
M|S:L- - 
u:|s»s 

|:§BH|E4 



1,, 

n|»|;i|:9 



■qa^ljt 



l:ll:ll 
|33!a 



:«lta|:»3] 



B^lra|j:l:: 



|>:|»fc: 
J:!|H|H 

k:|tj|M 



HL - 



tri|l;6 

HlN 



»B-^ 



:b!E^ 



lels^ 



»1 



rzystwo i trudnoSciami finansowemi: 
zystwa 8§ zawsze jeszcze niedosta- 
ci<! autorom nawet DajskromniejsEych 

to w knitkim czasie. Cele Towa- 
inisteratwo Wyznafi i OSwiaty udzie- 
Wydzia/ Towarzystwa pociuwa si^ 

wdzifcznojci. Natomiast Wys. Sejm 

ywaj^ce ai? we Lwowie, zaznajamiah- 
i i zaJmowaJy si^ sprawami zwi^za- 
iwiczeA gramatycznych laciiiskich dla 
ily w6r6d czlonk6w posiedzenia, po- 
laroiytnycli. W opSlnoSci ciesiyly si; 
i czlonktjw. W por6wiianiu z iDneoii 
rzyslwo nasze moie sie w ubieetym 

itwo w ubiegtym roku we Lwowie 7, 

lia ttad poctqtkami tragedyi greckiej. 

S-167.) 
■w iwittle Atyatofanesowych kOMedyi. 

s- 

idw dtemgtoskowych w jieykach itido- 

tpdrtcmikdv) do tttmactenia m jftyta 
it/um. (30. maja 19Ua.) 
i^eiynek do madomoSei o Orbili>H2u, 
drukowane w >Eob< IX. p. t. >Obvia 



j/ka mifdtynarodoieego. (17. paidzier- 

inieitie ustfpu w Flutiareha Moralia 
38> Dt. stt. 167—160 p. t. Co moi* 

iad atuteri/ami greckiemi. (7. listopwia 
Ohrscbmuck der Griechen und Etni- 
Smd Kalykes druk: w Eos IX. sti. 

fiykipali^ archtologictne na Kredt. 



«go byl w r. 1903 nast^puj^cy : pne- 
^astfpca przewodnicz%cego dyrektor SL 

prof. A. G^siorowski, czlonkowie Wy- 
pbmidt, di. L. Stembach, 

1903 siedro. 
wsit prof. Dr. K. Morawski odnyt: 



3 

We wst^pie acwrocil {Hrelegent uwag^ na to, ie rasa. romai^ka stawia Wergi- 
liusza bardzo wysoko, gdy tymczasem rasa germaiiska wyras^ si^ o nim z lekcewa* 
zeniem. S^ jednak i s^owa uznania* Wiiamowitz-Moellendorff nazywa Wergiiiusza 
Wlochem czystej krwii porownuje go z malarzem Perugino. Oceniaj%c poezy^ rzym- 
ska, nie powinno si^ jej por6wnywa<S z poezy^ grecka, bo rzymska jest na^ladowni- 
ctvem, opiera si^ na doktrynacb, jest prze?adowana mitoiogi^ i na wskrdS retoryczn%, 
Wergiliusz jest mm'ej retoryczny nii inni. Prelegent omawia nast^pnie niekt6re .dziela 
WergUiusza, a |^6wnie 4-t% eklog^ i VI ks. Eneidy. Idylla Wergiliusza wypfyn^a 
z ducha romantycznego wkoi^cu rzeczypospolitej a ten romantyzm hyl trojaki: 1. idyl- 
liczny, 2. historyczny, 3. etyczny. Z tego takie romantyzmu pochodz^ Georgica. Ene- 
idajest najwyisz>m wyrazem pof^czenia Wschodu i Zacbodu pod jednym berlem 
jako t^cznik mi^zy grecka i rzymska cywilizacy^. 

W dniu 15. marca wyglosit prof. dr. L. Sternbach odczyt: *Przycsynk% 
do Ulsykografii greckiej^. 

Preiegent wyja^nial na kilku typowych przykfadach rozw6j znaczenia niekt6- 
lych wyraz6w i ich uiywanie z biegiem czasu u rozmaitych pisarzy. 

W dniu 20. kwietm'a wyglosil prof. W. Schmidt odczyt: ^Ara Pade Au' 
qyaUie na podstawie ksiqiki Euy, Petersena^, 

Ara Fads Augustae, ufundowana przez senat po powrode Augusta z zacho- 
dnich kresdw padstwa w r. 13 a poSwi^cona w r. 9. prz. Chr. jako widoczny hold 
dla wladcy, kt6ry po dlu^ch rozterkach domowych zapewnia paiiistwu Wogie owoce 
pokoju, ukrywala sie w ruinie pod powierzchnia ziemi a^ do w. 16. W tym dopiero 
wieku zaczeto j% odkopywa6 i rekonstruowad. Prelegent opisuje szczeg6lowo cz^ci 
oftarza i plaskorzeiby tak wewn^trzne jak i zewnetrzne, zdobi^ce ten wspanialy pom- 
nik. (Rzeczy te znane 8% czy telnikom Eosu z recenzyi dra Hadaczka w roczniku IX. 
zcsz. 1. str. 144—146). 

W d. 15. noaja wy(^o«iI prof. W. Blotnicki odczyt: ^Wspomnienia s po- 
droiy po Greeyi^. 

Przedmiotem odczytu byl opis wycieczki po Peloponezie, kt6ra prelegent odbyl 
na wio8n§ r. 1902 pod przewodnictwem D6rpfelda. Prelegent zatrzymywal si§ dluiej 
przy opisie napotykanych ruin staro^tnych budowli, illustrujac je bogatym zbiorem 
^djed fotograficznych. Opisal ruiny Koryntu, Tirynsu, Myken, Epidaurus, Phigalii, 
przedslawil wyczerpuj%co wykopaliska w Olimpii, wreszcie wycieczk§ na Leukas. Tu 
oiD6wil obszemie stan kwestyi, poruszonej przez D^^rpfelda, gdzie szukad ojczyzny 
Odysseusa, 

Wd. 27. listopada wyglosil Ks. prof. Dr. Pawlicki odczyt: Poglqdy este- 
t*jme Piatona na poetdw, 

Prelegent poruszyl w swoim odczycie przedewszystkiem zapatrywania Platona 
oa Homera. Obok pochwal s% sady ujemne, w kt6rych Platon protestuje przeciw 
powszechnemu mniemaniu, ie Homer jest wychowawca Grecyi; zdaniem Platona 
Homer zepsul 6rek6w. Zasadnicze dzielo Platona, w kt6rem rozprawia si§ z Home- 
reni; jest Rzeczpospohta. Przedewszystkiem Platon zarzuca Homerowi, ie opowiada 
Diemoralne rzeczy o bogach, nastepnie, ie namiftnoSci ludzkie gloryfikuje. Ale naleiy 
stwierdzid, ie Platon zaprowadza w Rzeczypospolitej bardzo surowa cenzur^. Robi 
flaton takie Homerowi zarzut z formy. Poeta bowiem albo m6wi w swojem imie- 
siu, albo opowiada, albo przytacza cudze slowa. Jeieli poeta opowiada albo przyta- 
ctt cudze slowa, to jest to zdaniem Platona post§powaniem falszywem, bo jakie tak 
'at¥o przenie§d si§ w dusz^ np. Andromachy ? Zarzut ten jest takie ekonomicznej 






natury, bo poeta wykracza przeciw podziaZowi pracy. Dobrze post^puje poeta tylko 
wtedy, kiedy przemawia w swojem imieniu, np. w dityrambacb. W ks. X. powtarza 
Platon te same zarzuty, ale na podstawie idei. Powiada, ie Homer na niczem sie 
nie znat, bo ani bitwy nie wygral ani praw nie nadal. Wobec tych zarzut6w pod- 
nosi prelegent, ie takie i sam Platon przedstawia r6ine postacie, jak Sokratesa, Kri- 
tona, Fedona i t d., a nast^pnie, ie wobec tych zapatrywaA musialaby upasd wszelka 
sztuka. 

W d. 16. grudnia 1903 i 17. stycznia 1904 wygtosil prof. dr. MiodoAski 
odczyty p. t. Minucyusea Felixa Ociaviu8 i Quo vadis Sienkiewicza, 

Tre^ci^ odczyt6w byl rozbi6r dyalogu Minucyusza pod wzgl^dem kulturalnym 
i literackim, oraz por6wnawczy przegl^d stosunk6w chrze^cijanskich z wyszczeg6!- 
nieniem pewnych analogij, zachodz^cych mi^dzy tymi dwoma utworami. 

Towarzystwo lacznie z Kolem krakowskiem liczy obecnie jednego czlonka ho- 
norowego i 146 czlonk6w zwyczajnych, a mianowide: Towarzystwo bez Rola kra- 
kowskiego 115 czlonk6w (63 we Lwowie, 62 w innych miastach), Kolo krakowski? 
31 czIonk6w. 

W ci%gu czasu, obj^tego niniejszem sprawozdaniem, utracilo Towarzystwo przez 
Smierd czIonk6w: Stanislawa Librewskiego, dyrektora gimnazyum w Brodach i Wa- 
lentego Koziola, dyrektora IV. gimnazyum we Lwowie. Wyst^pilo w typa czasie z To- 
warzystwa 10 czIonk6w, wstapilo 6 czlonk6w. 

ZalegloSci czIonk6w wynosz^: 

za rok 1898 u 3 cztonk6w . . 12 K. 

23 » 

36 > 

: . 69 » 

. 219 » 

. 355 > 





» 1899 > 7 






> 1900 > 10 






» 1901 > 18 






» 1902 > 32 






» 1903 » 56 





Razem . 714 K. 



Z Wydzialn Towarzystwa filologicznego. 



We Lwowie dnia 7. niarca 1904. 



Dr, WiMor Bahn Dr. Bronisiaw Erucskiemcz 

sekretarz. przewodnfcz%cy. 



Roczniki czasopisma «Eos^ za lata 1894 — 1901 s^ dla 
Dowo przystQpujqcych Czlonkow do nabycia u Skarbnika Tow. 
Prof. Fr. Hoszowskiego po znizonej cenie 4 korony za rocznik. 



Nakladem Towarzystwa filologicznego wyszly i s^ we 
wszystkich ksi^garniach do nabycia: 

Bienkawski Piotr, Nowe odkrycia na Forum w Rzymie. 

Z plaDem Forum Romanum (wedtug Ch. Huelsena). 

(Odbitka z >Eos€). — Gena 60 b. 

Bazwadowski Jan^ Semazyologia czyli nauka o rozwoju znaczeA 
wyraz6w. Jej stan obecny, zasady i zadania. (Odbitka z >Eos«). 
Cena 3 K. 



ipKsi^gi pami^tkowej dla Prof. Dra L Cwiklihskiego" pozostat pe 
wien zapas egzemplarzy, kt6re sq. do nabycia u Prof. Fr. Hoszow- 
skiego po znacznie zniionej cenie 2 K. 

Komitet wydanmiasy. 



Spis ksi£^£ek nadesianych do Redakcyi. 



Seidl D., Rozbor Demosthenovy fefii proti Androtionovi. (VyroCni 
zpr^va e. k. gymnasia v Plsku za r. 1902/3). 



Pami^tnik Literacki 

CZASOPISMO KWARTALNE 

poswi^cone historyi i krytyce literatuiy polskiej, wydawane przez To- 

warzystwo literackie im. Adama Mickiewicza 

pod redakcya 

W. BruchnalslciegOi Br. Qubrynowioza i Ed. Por^bowicza. 

Rocznik kosztuje 12 koron, dla crfonk6w Towarzystwa, pJac^cych roczn^ 

wkladk^ 10 koron, bezp^atnie. 



SPI8 RZECZY ZESZYTU I. 



1. Rozprawy z zakresu starozytno^ci klasycznej. 

Jezienicki M., Najnowsze wykopaliska na Krecie ze 8zczeg6lnem 

uwzglQdnieniem ruin pa^acu Minosa w Knosos (z planem) 1 

Miodoiiski A., Ustawodawstwo Likiirga ..... 37 
Danysz A., Pedagogika Arystotelesa .... .42 

Sinko Th, Ad Gael. Cic. epist. 8, 8, 1 57 

> » Teorya i praktyka dzisiejszej leksykografii taciiliskiej 59 

II. Z humanizmu i historyi filologii. 

Schneider Stan., Lukrecyus i Horacy a »Treny« Kochanowskiego 72 

III. Z szkolnej nauki j^yk6w klasycznych. 

Danysz A., W sprawie podr^cznikdw do t}6maczenia z JQzyka 

polskiego na lacii^ski dla wy^szego gimnazyum . . 8S 

IV. Recenzye — sprawozdania — zapiski. 

Klinger W., Skazocznyje motywy w istorii Herodota (T. Mandybur), 
str. 89. — Lukianos, Bajczarz albo Niedowiarek. tl. M. K. Boguc- 
ki (T Mandybur), str. 90. — Hirzel R., Der Eid (St. Schneider), str. 
91. — Dieterich A., Eine Mithrasiiturgie (St. Schneider), str. 93. — 
Vergilius Aeneis B. VI erkl. v. E. Norden (St. Schneider), str. 
96. — 1) Taciti Historiae ed. L. Ok§cki, 2) Tacyta Germania, 
tl. Wl. Ok^cki (Br. Kruczkiewicz), str 98. — Sinko Th., De Roma- 
norum viro bono (Br. Kruczkiewicz), str. 100. — Danysz A., Mate- 
ryaZy do tl6maczenia z j§zyka polskiego nalaciiiski iBr. Kruczkiewicz), 
str. 102. — Brugmann K., Kurze vergleichende Grammatik deridg. 
Sprachen Meillet A, Introduction k V ^tude comparative des lan- 
gues indo-europ^ennes (G. Blatt). str. 103. 

V. Sprawozdanie z czynnodci Towarzystwa za czas od 1. stycznia 
do 31. grudnia 1903 (z osobn^ paginacy^). 






EOS 

CZASOPISMO FILOLOGICZNE 

ORGAN 

TOWARZYSpi^«%OaiCZNEGO 



Wim » 



I 




STANIStA\A^A^:aH^la2I^ 



Rocznik X. — Zeszyt II. — 1904. 1 



WE LWOWIE. 
Nakladem Towarzystwa Filologicznego 

Z DRUKARNI E. WlNlARZA. 

G^dwny sklad we Lwowie w ksi^garni Gubrynowicza i Schmidta, 
w Lipsku w ksiegarni Karola W. Hiersemanna. 



E O S 



COMMENTARII SOCIETATIS PHILCLCQAE 

EDITI A 

STANISLAO WITKOWSKI. 
Voluminis X. — Fasciculus li. — 1904. 

LEOPOLL 

SUMPTIBUS SOCTKTATIS pHILOLOGAE. 

Prostat Leopoli apud bibliopolas Gubrynowicz ct Schmidt, 
Lipsiae apud bibliopoiam Carolum W. Hiersemann. 






liiiiiiiiii 



Ja 



^mi 















!E 



ye 10 koroa, ezyli 8 marek, 
koron, czyli 4 marki, czyli 
febr. 



[o oplacaj^cy rocznej wkladki 
33« bezplatnie. 

T^rzyjmuje skarbnik Towarzystwa 
^6w ul. Grottgera l. 10. 



5MtCY[: 
ki, Lw6w ul. Sykstuska I 



jiadc6w publikacyi^ - sakresu filo- 
amstycznej iycz^cryth sobie, aby 
uprasza si§ o nadsytanle Ile- 



J AiN i. v; .V- ^>^ ..^ , 

De lovis Homerici caeruleis superciliis. 

Seripsit 

Thaddaeus Sinko. 



lovem precibus oratmn, ut petentibus aliquid praestaret, capitis 
nutu affirmare solitum esse se ea, quae pollicitus sit, impleturum satis 
constat. Qua affirmatione promissum ea vi exornari, ut neque revocari 
neque fallere possit, ipse pronuntiat: ou ^ap eixbv TCaXivrfpsTov ouB' aicatTQ- 
X:v o'j5' aTeXtuTTiTov, 5^». xev xe^aXij xaTave67(o (II. I, 526 cf. 625). Et cum 
homines summum deum oculis non viderent, e signis quibusdam coUi- 
gendum iis erat preces ab love exauditas votaque nutu confirmata esse. 
Itaqne si a dextera orautis fulguravit, si post vota emissa tonuit, pro 
adnutatione Aehivi habebant. Nestor quidem contra Troiam proficiscen- 
tibus per fulgura lovem adnuisse dicit: <piQiiil y^P ^^"^ xoTaveujat urep- 

'M^tia Rpoy((i>va..., aiTpflixccdv imli^i^ ivaifftpia ai^|t«.aTa ^atvcovj (II. II, 350. 353) ; 

idemque, postquam lovem commonefecit eum sibi reditum capitis nutu 
promisisse, tonitum audivit, quod signum erat preces exauditas esse (IL 
XV, 377 sq.). Simili modo Ulixi oranti lovis e candido intonuit Olympo 
(Od. XX, 103). 

Haec memoria tenentibus nobis ad celeberrimos iUos libri primi 
Diadis versus (328 — 330) expllcandos aggredi liceat, quibus commotus 
Phidias lovem suum Oiympicum animo concepisse dicitur (Strabo VIII. 
3, p. 543a. Valer. Max. III. 7. Macrob. sat. V. 13). Quibus versibus 
luppiler ea, quae de Achillis contumeha ulciscenda Thetidi poUicitus 
est, nutu affirmans describitur. Sed non capite solum adnuit, ut promi- 
serat: xe^aXii xarave63oii.ai (v. 524. 527), verum etiam supercihis. Is qui- 
dem adnuendi modus nusquam alibi a Homero commemoratur : nam in 

8 




id afSrmaret, sed ad signa sociis 
ins in Iliadis 1. 1. saperciliortim 
is est ; neque id aatiquis igDotmc 
;c dixit: »et in his (se. saperd- 
[naimus* (cf. Nigid. ap. GelL X. 
Homero diserte non memora- 
iflaxisse dicantur, cansa eios rei 

berent ansam, nisi ab illo capi- 

ttur. Nam quod vnlgo narralur 

tiam lovis optime designari, id, 

inime satisfacit- Hic eoim adnnen- 

im illo nobis coniangendus esse 

ir. Quod si fecerimas, facile can- 

Ireniemus, nimirum fulmeo, caius 

Kam ex atra nube tonuit, luppiler, 

!ud signi&cabat, nisi caelum nDbt- 

B hoiridum, caput nigris omatum 

BlguraTit, idem supercilia movisse 

Iiius pristinae lovis naturae vestigia 

^nl, ut xEXaivEi^? {II. n. 412. Oi 

Satis eiusmodi vestigium, ne nidi- 

nobis videmur; videlicet super- 

{e caerulea sunt, li, qui ignorabant. 

pliarentui', hoc epithelo nigmni co- 

jque iam Homeridae de Hecloris 

i tcItvovto (II. X. 402); et 

ji Y^^Eiov; eandemque colom cae- 

om auctores serrabanl (h. VII. 5. 

genus intellegendum est, de quo 

|inc corvina nigredine cerulens ') 

Qlis flosculos aemulatur*. £t idem 

Bis scripsit: -nec renuit loviscaeni- 

\ nigredinis genus designare Toloil. 

|nt, ut vocis »caeruleus« usum apud 

C eiug adiectiTi fata eadem sunt ac 



antiqiiam etymologiam cerulei ! 



llt 

wspih\^^ ita ut explicato illo etiam ad hoc iUustrandum lucis aliquid 
rednDdet. Itaque Thesauri Monacensis schedulas mihi perlustranti hoc 
clarum £actum est caerulei epitheton saepissime caelo attribui sereno, 
tum aquae maris yel fluminis, in qua caeli sereni resplendescit color; 
et ab hac etiam deos maris caeruleos dici et quae ad ipsos pertinent, 
aranesque, etiam naves. Pauca sunt vero exempla, quae ad caeli colo- 
rem referri non possunt eaque e mala vocis caeruleus interpretatione 
orta. Quae omnia ita esse ezempUs allatis G. E. Goetz Monacensis in peculiari 
dissertatione (Archiv f. lat Lex. XIV, 1904, 1) demonstravit. Vocem >caeru- 
leus« caeh sereni colorem designare et ex caeluleo ortam esse inter omnes 
constat, cf. Polonicum niebieski a niebo (radix nebea i. q. vi(po^, nubes, — nie- 
hiosa). Ovidius cum de coma caerula Tigridis (ars 1,224) naiTat, oolorem 
aquae caelum serenum reddentis in animo habet. Quid? Nonne maris im- 
perator eodem modo ab Homero semper xuavoxaCTr;? appellatur ? Non nigri- 
cantes comas habet Neptunus, sed caeruleas, ut caeruleum est mare 
caeU colorem reddens. Et ut Neptunus ab . aquae colore caeruleis capil- 
lis *), ita luppiter caeruleis superciUis omatus est a colore fulguris, quod 
caerulei epitheto apte ornari posse nemo est, qui neget. Supra autem 
iam demonstravimus superciUorum nutum loco fulguris positum esse. 
Restat, ut addamus etiam xuaveov ad caeli sereni colorem ab anti- 
qais relatuin esse: Eustath. 828, 19 toioutov Ik xac to xpw[Aa toO o^povou, 
6xr,v(xa im TcavTYj avd^eXo^, cf. Hesych. 6T5o<; X9^?'^^^ o^pavoetBe^;. lam vi- 

deant etymologiae periti, nonne inter radices, indoeuropeae quae vocan- 
tur, talem inveniant, quae ad caeU colorem referri possit, a qua xuaveov 
dedncant 

CracovtM, 



optime vertit Polanice illud epitheton I. Przybylski per »modrowlo8y«. 



Ad Theocr. XI. 72 sqq. 

Scripsit 

Thaddaeus Sinko. 



Ab ea, quam ex elegiarum fragmentis atqne imitationibus necnoD 
ex epigrammatibus nobis finximus carminis amatorii a poetis Alexandri- 
nis culti imaginem, Theocriti Ilat^txa (29. 30. 12) maxime recedunt 
Illae enim elegiae fabulis refertae sunt amorum fata illustrantibus : haec 
omni doctrina fabulosa carent; illarum compositio maxime contorta est 
et flexuosa, cum una fabula septem aliis euarrandis praebeat ansam: 
horum narrationis filum recta via ad finem decurrit; illis Hesiodi 
Eoeae^) et Lydia Antimachi patrocinari videntur: his Alcaeus et Sap- 
pho exemplaria praebent Atque ne quis eas differentias specierum attri- 
buat diversitati, scilicet quod elegiarum componendarum normae ac leges 
aliae sint ac carminis lyrici praecepta, ea Theocriti consideret poemata, 
ex quibus opinio cognosci possit, quam ille de elegia habuerit coaeta- 
neorum 

lam primum omnium idyllion X. respiciendum est, in quo cum 
Milo Batti cantilenam amatoriam propter numerorum rationem scite com- 
positam non sine castigatione quadam laudat (v. 38 sq.) et carmini 
a Pieridibus fastidiose incepto rustica Lytiersae opponit vota et praecepta, 
Callimachi amores nimium flebiles et numeros nimium tersos, sed et 
elumbes, reprehendere videtur*). Ipse Theocritus tum maxime doclae 



') De Hesiodo, poetarum Alexandrinae aetatis auctore, peculiarem praeparo 
dis^ertationem. 

*) De hac nova bucolicorum interpretatione atque aestimatione y. Knaaek, 
Herm. XXV. 84 et Reitzenstein, Eptgramm u. Skolion p. 240 al. 



. 



j 



113 

elegiae vestigia premit, cum carmen amatorium e persona hominis ru- 
dis atque inculti pangit ita ut iUius versus ad aliud quoddam idque ri-< 
diculum argnmentum detorti esse videantur. Huc pertinet icapaxXau7i3upov 
illud ante Amaryllidis antrum ab amatore contempto cantatum (idyll. 
III.), qui exemplis e fabulis petitis probare studet etiam priscas virgines 
malis atque armentis conciliatas esse nec non deas in pastores arsisse 
(v. 40—51). Similis est eorum carminum ratio, in quibus Polyphemi 
amores describuntur (idyll. VI. XI.). 

Sed de his rebus fusius disserendi fortasse alia praebebitur occa- 
sio. Nonc de nonnullis versibus poematis XI. pauca monere placet, in 
qao amoris vis in rudi et illiberali Cyclopis animo lepide repraesentatur. 
Hic quidem fortunae bonis commemoratis, quibus Galateam, si formae 
sibi desint munera, cumulaturus sit (v 30—41), invitat eam, ut in an- 
trum suum veniat, in quo amoenius victura sit, quam in maris voragine 
(42—53). Mentio maris, amasiae domicilii, dolore eum afficit, quod mater 
sibi non piscis dederit naturam, qua usus in aqua Galateam visitare 
posset lam quaeritur, utrum Theocritus cum Homero (Od. I. 70) nym- 
pham Thoosam, Phorcydis marini filiam, Cyclopis matrem fu'»sse puta- 
verit, quae iUum Neptuno genuisset, an aliam feminam e genere hu- 
mano. Nam cum apud Homerum Cyclopum neque mulieres neque filiae 
compareant, Theocritus et puellas novit Polyphemum irridentes (XI. 77 
sq.) et vetulam quandam illum de fascinatione instruentem (VI. 40). 
Keque praetereundum est Neptunum patrem nusquara a Polyphemo 
implorari, nt sibi opem ferat Quae cum ita sint, mortalem quandam 
malrem Polyphemi fuisse opinari possemus, nisi v. 26 legeremus Gala- 
team cura matre eius venisse, ut flores in montibus legeret. Quo versu 
docemur matrem Polyphemi apud Theocritura nympham esse marinam 
cum Galatea in undis habitantem. Quae cum nusquam quidquam, 
quo filium commendaret, amicae puellae dixerit, Polyphemus ei omnem 
Iribuit culpam, quod in amore parum profecerit: quam ob rem ut 
malrem puniat, morbum se simulaturum esse dicit, ut eam cruciet, 
cum et ipse crucietur (v. 67—71). Verba ezel xtqywv dv.wfjLai vulgo 
ad amorem infelicem refemntur, quo Polyphemus vexatur; et ora 
tione in his verbis subito abrupta Cyclops ipse ad cognitionem venire 
dicitur, quanta dementia laboret et insanum istum araorera animo 
evellere et extrahere. Quid? si ad illud dtvid)j.ai subaudiendum putabiraus 
'^" ouT^; et quae sequuntur verba (72 -76) raatris esse agnosceraus, qui- 
bus ir/uo(JLa'. illustratur? Illa enim cotidie eura visitare dicitur et raacie 
extenuatum videre (69) neque tamen araorera eius fovere (68). Quo tan- 
dem modo illam cum fiJio colloquentem nobis fingere possuraus? Ad 



lSV<fl«f 



114 

laborandum eum impellit, ad calathos texendos, agnos nutriendos, oves 
mulgendas : si Galatea eum fugiat, aliam puellam eum inventurum esse 
illa pulchriorem. Haec verba si matri tribuerimus ita, ut eis illud iviwiwt 
(sc. ^nz^ah^q) explicari putemus, et nexum sententiarum nuUa re inter- 
ruptum habebimus et intellegemus, cur mater filium apud Gaiateam dod 
commendaverit. Scilicet amorem invitae improbabat. Sed non solum ad 
(ivid)ii.a'. explicandum matris verba a Cyclope proferuntur. Nam posl 
aliquod temporis spatium ei persuasisse videntur eumque ab insano 
amore abstraxisse. Ultima matris sententia, qua pulchriorem Galateam 
ei poUicetur, fiduciam ei reddidit reputanti se revera nocte a multis puellis 
invitari, ut cum iis colludat: et risum audire, cum iUis auscultet. Qna 
re perpensa sibi persuadet et ipsum se aliquid apud Cyclopas, immo 
Cyclopides, valere. Hoc modo non carmine Cyclops ab insano amore 
sanatus est, sed aestimatione sui ipsius recuperata, propter quam moi 
(id. VI. 21 sq.) amatorem fastidiosum Galateamque contemnentem agit 
Non tamen affectus eius subito ita se ipse conmiutavit, sed matris verba 
hoc perfecerunt, si recte matri eos versus vindicavimus. lam si quis 
nostram observationem etiam aliis argumentis probai*e voluerit — ni- 
mirum versuum divisione strophica ab Ahrensio instituta nec non edo- 
gae II. Vergilianae imitatione, in qua et ipsa verba admonentis amato- 
rem infelicem agnoscenda sunt — non recusabimus; sed illa ipsa, qnae 
supra protulimus, ad rem probandam sufficere nobis videntur. 

Gracoviae, 



Fragm. com. adesp. 1203 Kock. 

Napisal 

Tadeusz Sinko. 



Pod tytutem: >Co moie znaczyd i^ ^vct6Xto<;... a6^xotTO(; ^(Xtj?* oma- 
wia prot S. Schneider w IX. roczniku Eos (str. 157 — 160) zachowany 
n Plntarcha (Mor. 1098 b) fragment komedyi i przyjmuj^c niekt6re do- 
bre zdaniem jego poprawki Eocka, sam dodaje inne, na kt6re jednak 
mojem zdaniem trudno si§ zgodzi6. Moie niniejsza interpretacya zdota 
przekona6 autora, a przynajmniej czytehiik6w, 2e caty romans Swinio* 
pasa, kt6ry fletnistkg (i^ iva6Xio??0 uraczyl do syta milosnemi piosn- 
kami ((i^wv... ^ix\ri<je\ naleiy do pomysl6w nieprawdopodobnych. 

Ma si§ rozpocz^ biesiada saturnalijska niewolnik6w : Jadto i nap6j 
jui przygotowane, biesiadnicy z towarzyszkami, wsp6tniewolnicami, zgro- 
madzeni. »Zajmijmy miejsca na sofach — powiada jeden — i rozpo- 
czmjmy pijatyk^! Nie zajrzyjmy samym sobie: 

xXC3K)Tt xal 7c{(i>[jL£v * oh xal avzlct 
TCa'peaTiv, & SuonQve ; iay) aal)T^ ^dovet. 

Na to wezwanie sympozyarcha rozpoczyna si§ biesiada, odbywa- 
j^ca si§ wedlug wszelkich praw komersowych. Wigc biesiadnicy Spie- 
waj^ razem pean: ot V euSlx; i^XaXa^av, a potem zaczyna si§ pijatyka (iv 
B'ix(pvaTo oTvo^). Ale przy biesiadzie trzeba zwyczajem wolnych §piewa6 
skolia. Spiewaj^cy zdobi glow§ wieiicem, a w r§ku trzyma gal^ wa- 
wrzynu (xXwva xaXdv W^vtj^;), kt6r^ potem podaje drugiemu ^piewakowi. 
Tre§ci% pierwszych skoU6w jest pochwala bog6w, nasz Spiewak slawi 



116 

w hymnie Febusa. Bo zamiasl ujjtveT b' trzeba czytad z Reitzensteinem 
(Epigramm u. Skolion p. 43) upLvetTo 8\ a wtedy otrzymujemy niena- 
ganne zdanie: ^epcov 3e (rrefavov aix^s^yjxe ti;, uiAveho $\.. xXSva ^pb^ xaXbv 
5a9VY)<; 6 <l>otpo;. Takby byto na biesiadzie wolnych. Niewolnik Spiewa 
ohydnie, atoxpo);, a melodya drugiego skolion tak nieharmonizuje z akomp^- 
niamentem fletu, ie ai wspdtbiesiadnica, oczywiscie takie niewolnica, sie 
przera^. Ale nie ona akompaniuje, nie ona jest fletnistk^, jak hoaikz; 
tf6maczy prof. Schneider, kt6reto jednak ttdmaczenie zupetnie nie da 
si§ ulrzyma6. Mowa jest o eva6Xio; sc. wBi^, o pie^ni przy akompacia- 
mencie fletu, ktdr^ ktoS Spiewa niezgodnie z fletem ou zpo^ndtd. K/a- 
dzieray wi§c po <l>oTgo; kropk§ i czytamy: 

o6 wpoff(i>8a Ti^v t' evajXiov 

a8u)v Ti^j e56icXY}5e a^YxoiTov 91X7;^. 

Krak6fv. 



„0 Mectfie dnszy" Tertolliana. 



Napisal 

Adam Miodo^ski. 



Autor afrykaiiski, kt6ry z powag^ i bolesn^ zadum^ wnikal w taj- 
niki naszej natury, pr6cz rozprawy De anima, pierwszej chrzescijaiiskiej 
psychologii, pozostawil kr6tkie pisemko, ale petne powabu, zapalu i poe- 
lycznego zabarwienia: De testimonio animae. Rozwija w niem zasad§, 
ie my§l o Bogu wypelnia najlepszj| cz§S6 istoty duszy ludzkiej i stanowi 
g}6wny przedmiot jej najgigbszej t§sknoty. Conscientia Dei animae dos 
est. Zaprzeczenie tak wznioslej idei byloby negacy^ ducha w samym 
rdzeniu, wydarciem mu nieocenionego posagu. A swiadectwo temu pier- 
wiastkowi religijnemu ma zIoiy6 sama dusza prosta, nieuczona, nie ko- 
niecznie chrzescijaiiska, gdyi Swiadomos6 b6stwa nie jest cech^ ani wy- 
i^cznie chrzescijaiisk^ ani wyt^cznie pogadsk^, tem mniej filozoficzn^, 
jest ona raczej naturalnym darem i objawem wog61e ludzkim, po- 
wszechnym. 

Powohijg si§ — m6wi TertuUian — na swiadka bardziej znanego, 
n\i wszelka umiej§tnos6, iywotniejszego, n\i wszelka teorya, bo na cal^ 
tre5(5 criowieka. Toi stan przed nami, duszo, czyli jesteS podlug niekt6- 
rych filozof6w czemS boskiem i wiecznem, przeto tem prawdomowniej- 
sza, czy tei Smiertelnem, jak s^dzi sam jeden Epikur, i dlatego tem 
nmiej wolno ci b§dzie klama6, czy pochodzisz z nieba albo z ziemi, 
sttadasz si§ z liczb lub z atom6w, albo wreszcie r6wnoczesnie z ciaiem 
Inb po niem dopiero powstajesz; sk^dkolwiek si§ wywodzisz i jakkol- 
viek si? tworzysz, ty to robisz z czlowieka istot§ rozumn^, poj^tn^ 
i wykszlalcon^. Lecz nie do tej si§ zwracam, co tryska wiedz^, nabyt^ 



118 

w szkotach, bibliotekach, akademiach i portykach attyckich, przyzywam 
raczej ciebie, duszo, prosta, nieogladzona, towarzyszko najuboiszych, mie- 
szkanko ulic, zaulk6w i izb roboczych. Potrzeba mi wlaSnie twego nie- 
doswiadczenia, bo doSwiadczeniu twemu nawet nieznacznemu nikt nie 
wierzy. Domagam si§ od ciebie tego, co albo o wtasnej mocy, albo za 
sprawq twego tw6rcy nauczytaS si§ odczuwa<5. Jesles nam obc^, a jednak 
chrzeScijanie ^^daj^ od ciebie swiadectwa przeciw twoira ziomkom, aby 
ci przed tob^ przynajmniej doznali wstydu, kiedy odkryj^ u ciebie swia- 
domo66 tej prawdy, za kt6r^ nas nienawidz^. Kiedy z cat^ swobod^ 
nawet publicznie wyraiasz s\q: Daj Boie, jeSli wola Boia (quod Deos 
dederit, si Deus voluerit), wyznajesz, ie istnieje B6g, obdarzony wszelk^ 
moc^, ie jest jedynym, gdyi nie dajesz mu iadnej szczeg6towej nazwy, 
a tem samem przeczysz, jakoby inni bogowie byli bogami, mianuj^c ich 
z osobna Saturnem, Jowiszem, Marsem, Minerw^. Nazywasz go, jak i my, 
dobrym, m6wisz nieraz: Niech ci§ B6g blogoslawi (Benedicat te Deos), 
jakby^ z nami gtosila, 4e takie WogostawieAstwo za uczynek mitoSciwy 
uchodzi u nas za najwyisze uswi^cenie moralnego iycia. Inni uznaj^ 
wprawdzie Boga, ale uwalniaj^ go z g6ry od troski dogl^dania i klopo- 
t6w karania, ty przeciwnie nawet przepask^ Cerery ozdobiona, w plaszczu 
purpurowym Satuma lub okryciu pKciennem Izydy, na twojem Formn, 
w Swi^tyniach zwracasz si§ do s^dziego z innych §wiat6w, wiedziona 
naturalnym i§kiem przed najwyiszym panem i s§dzi^, kt6rego uwagi nie 
nie ujdzie — i woJasz: B6g wszystko widzi, Bogu to polecam, B6g za- 
pla6, B6g mi^dzy nami rozs^dzi (Deus videt omnia, Deo commendo, 
Deus reddet, Deus inter nos iudicabit). Moie zwolennik Chryzyppa i^miac 
si§ z nas, ie przyjmujemy istnienie demon6w, ale sama podzielasz nasze 
zapatrywanie, skoro w licznych przekl§ciach nazywasz cztowieka zlego 
i zuchwalego demonem, albo szatanem dla pogardy i wstr§tu. Tak samo 
swiadczysz wreszcie o iyciu zagrobowem i s^dzie ostatecznym. Wspo- 
minaj^c kogo^ z umartych, m6wisz o >biednym« (misellus) lub »zabez- 
pieczonyra* (securus), bo zaznaczasz, ie podlega jui s^dowi, lub tei 
okreSlasz iycie jako utrapienie, ^mier6 jako dobrodziejstwo. Oczywiscie 
— dodaje ironicznie TertuIIian — tak odzywa sig dusza trze^wa, odda- 
lona przestrzeni^ od umarlych, jakby sw6j wlasny los rozwaiaJa. Bo<5 
przecie, gdy wychodz^c ku mogitora za bram§ miasta czgstujesz nie- 
boszczyk6w rybarhi i takociami, lub wracasz ze stypy troch§ podchmie- 
lony, jakie ci biada6 nad poloieniem tych niezwyktych wsp6tbiesiadni- 
k6w, chwilowych sprawc6w twej wesolo^ci ! Z drugiej strony i radoSniej- 
sza nadzieja wi^ie si§ z grobera, albowiera prawie wszyscy pragniemy 
stawy po smierci. Poraijaray takich ra§^6w, jak Curtius i Regulus, lub 



119 

Grek6w^ kt^rzy ch^tnie gin^Ii dla przysztej chwaly; kt62 z nas dzisiaj 
Die stara si§ o ntrwalenie imienia przez nank^, prawo^ charakteru lub 
po prostu przez monumentaInoS(3 nagrobka? Z pewnoSci^ dusza nie ro- 
bilaby tyle zabieg6w na przyszlo^, gdyby zgola nic nie wiedziala o przy- 
sztoSci. Ona wie i o przyszlem zmartwychwstaniu, bo gdy si§ pytamy 
kogoi^ dawno zmarlego, tak jak gdyby jeszcze ^I, cisn^ si§ na usta 
le slowa: Nie masz go jul:, ale* musi powr6ci6 (Abiit iam et reverti 
debet). 

Przytoczone objawy erupoyi psychicznej sq zewn^trznym wyrazem 
podmiotowej swiadomo^ci Boga. Ale to subjektjwne poczucie ma zara- 
zem znaczenie og61ne, przedmiotowe, jako niezmienna wlasnosd catej 
IndzkoSci. Historyczna obserwacya wskazuje, ie nie tylko Rzymianie 
i Grecy otrzymali swe dusze z nieba; u wszystkich lud6w czlowiek jest 
jednym i tym samym. Jednaka dusza, mowy wprawdzie odmienne, ale 
tres<S ich wsp61na. Dlatego ta 5wiadomo46 nie plynie ze zwyczaju, ani 
z ksi^ek lub refleksyi filozoficznej, lecz jest wykladnikiem wsp61nej, 
jednolitej natury. Je^eli badanie dwiata zewn^trznego i jego ladu pro- 
wadzi do uznania naczelnej inteligencyi, to dusza nasza sama rozumna, 
jako stworzona na podobieiistwo odwieczuego Rozumu, mo4e bez dlu- 
gich dociekan pozna<5 sw6j stosunek do Stw6rcy i ma moc wewn^trzn^, 
pr^c^ do pot^czenia sig z Bogiem, jako jej celem i ^6dlem. Owa »con- 
scientia Dei animae dos< nie jest zatem iadnem gotowem, danem a priori 
poznaniem lub ideq, ale przcdstawia si§ jako owoc dwu czynnik6w, na- 
turalnej dyspozycyi duszy i elementamego do^wiadczenia, kt6re przez 
W3p6tdzialanie tworz^ z tatwoSci^, bez subtelnej dyalektyki, pewne po- 
j§cia, wsp61ne wszystkim prawdy. S% to znane stoikom TrpcXi^^tlei?, xoival 
CvvowK, communes sensus*). ^adne doktryny ani wplywy nie potrafiq 
z dnszy wyrwa<5 tego pierwiastku, mogq go tylko przy6mi6 lub osIabi6. 
Ale nawet z najbardziej przerafinowanej natury wydostaj^ si§ czasami 
Wyski pierwotnego Swiatla religijnego w takich wylewach duszy, w przy- 
toczonych mimowolnych wybuchach,*) jakkolwiek czlowiek nie zawsze 



») Por. Dr. G. Esser: Die Seeienlehre TertuUians. Paderborn, 1893, str 169. 
173. 

') Stusznie m6wi G. Grupp (Kulturgeschichte der rdmischen Kaiserzeit, Mona- 
chium 190^, 11. str. 121), ie powyzsze wyraienia pogadskiego ludu w czasach cesar- 
stwa byly dowodem przebudzenia si§ pierwotnej poboinosci. Moina jednak przy- 
pttszc/ac, ie to pot^gowanie uczucia religijnego odby walo si§ samorzutnie, niezaleinie 
od wplywu zapatrywafi chrzeScijai^skich. Por. H. Usener, Gdltemamen (Bonn 1896) 
8tr. S4B— 348. 



120 



rozumie te zwroty lub nie moie poj^c ich gtgbszej przyczyny. Przyj^wszy 
t§ powszechnoS<5 swiadomoSci, twierdzi Tertullian, ie i pogan nie moze 
ttdmaczy<5 error invincibilis. Eaida dusza jest winowajczyniq i Swiadkiem 
zarazem, o ile nie chce uznad prawdy, kt6rej nie rooie zaprzeczyc. 
I bgdzie stala w dniu s^du przed przybytkami Boga, nie wiedz^c, co po- 
wiedzie6! GtosilaS Boga, a nie szukataS go; gromilas demony, a czcltas 
je; powolywaia^ sig na s^d Boiy, a nie wierzytaS weii; przeczuwa^as 
kary w podziemiu, a jednak nie wystrzegalaS si^ ; mialas przeczucia 
chrzescijaiiskie, a przeSladowalas chrzeScijan! 

Pisemko powyisze ma charakter apologetyczny, zmierza bowiem 
do wykazania racyonalnej podstawy naszej wiary. Dow6d oparty na te- 
stimonium animae jest tu stosunkowo szeroko rozprowadzony, zasadni- 
czo jednak przypomina podobny argument w Apologetyku TertuUiana 
(rozd;S. 17.) i w dyalogu Minucyusza Fehksa »Octavius« (rozd:^. 18, 11): 



TertuUian : 

Vultis ex animae ipsius testi- 
monio comprobemus (deum u- 
nura)?... ^deus bonus et magnus' 
et ,quod deus dederit' omnium 
vox est. ludicem quoque conte- 
statur illum ^deus videt' et ^deo 
commendo' et ^deus mihi reddet'. 



Min. FeUx: 

Quid quod omnium de isto (deo 
solo) habeo consensum? Audio 
vulgus: cum ad caelum manus 
tendunt, nihil aUud quam .o deus 
dicunt et ,deus magnus est' et 
jdeus verus est' et ,si deus de- 
derit'. 



Zdawaloby si§ na pierwszy rzut oka, ie jeden autor zuiytkowal 
drugiego, jakoi rzeczywiScie A. Ebert*) przyjmuje, ii dow6d Tertulliana 
w Apologetyku jest przej§ty z Minucyusza. Punktem wyjScia dla Tertul- 
liana, jak widzieUsmy, byla pewna wsp61na, og6Ina wlaSciwoSd nalury 
ludzkiej, ale i inni apologeci, np. Origenes, podnosz^ ^cisly zwi^zek 
chrzescijaristwa z glosem naszej duszy i na tej podstawie odwohij^ si§ 
do Swiadomosci Boga u pogan *). Poi^danego wyjasnienia dostarcza sam 
poczqtek »De testimonio animae*. Dowiadujemy si§ mianowicie, ie chrze- 
scijariscy literaci z najwi§ksz% skrzgtnosci^ wydobywali z pism poet6w 
i filozof6w pogariskich zdania, podobne lub zbliione do nauki Chrystusa 
i oglaszaU je w malych zbiorkach, ale bezskutecznie, gdyi odpowiadano 



1) Por. A. Ebert, Alig. Gesch. d. Literatur d. Mittelalters im Abendlande, I'* 



Btr. 43. 



«) Por. I A. MOhler, Patrologie, I. str. 710; Esser, 1. c. 169—170. 



121 

im na to nporem Diedowierzania lub szyderstwem ^). Wolno przypuszczaiJ, 
4e w tych apologetycznych materyalach znalazty pomieszczenie i te wska- 
z6wki, jakich dostarcza sensus publicus, czyU ten sam podktad psycho- 
logiczny, na jakim polega traktacik Tertulliana. Byt to zbyt bij^cy w oczy 
argument, ieby go raoina byto zupelnie przemilczad i kto wie, czy Ter- 
tuliian o nim nie m6wi, kiedy wspomina, ie ci zbieracze wyjadniali 
mi§dzyimiemi przyczyn§ i pocz^tek tradycyi? Nie bez powodu 
lez, s^dzf, przed swiadectwami z poet6w i j&lozof6w postawil. Minu- 
cyusz Feliks znane wyrzeczenia ludu, jako dow6d monoteistycznej wiary^ 
jakby pragn%t gtos poezyi i filozofii uczyni6 silniejszym i zrozumialszym 
przez nawi^zanie do vox populi. ile przeto wchodz^ w gr§ owe sen- 
sus communes, mniematbym, ie TertulUan i Minucyusz FeUks postuguj^ 
si§ tym dowodem prawdopodobnie niezaleinie od siebie. Czy i w innych 
partyach swych apologij pozostaj^ na tem stanowisku, nie tu raiejsce 
roztrz^d. 

Krakdw. 



-o<*^o- 



*) Bardzo charaktery8tyczn% jest uwaga Tertulliana, ie mi^dzy poganami byli 
ladzie, kt6rzy gardzili ceremoniami kultu poganskiego, lub zwalczali pon^ty Swiatowe 
(cum^. seu cerimoniaa despuens, seu saeculum revincens pro Ghristiano denotetur). 
Takie uznanie ma tem wi^ksze znaczenie, bo Tertullian zazwyczaj patrzy czamo na 
P06t§pki pogan. Nie wypada tei bez zastrzeieA powtarzad zuiytego komunalu o 8tra« 
szncj demoralizacyi niechrze^cijan tego czasu. 



£-1.' L ♦> 



pieniasttad InziMfiwjGii w JijzjlLacli ioloeiwjsldck. 



NapisaZ 
Gh. S 1 a t t. 



Poj§cie pierwiastku jako elementu zasadniczego wyraz6w nauka 
zawdzi^cza gramatykom staroindyjskim, tak samo jak pojgcie tematu 
i przyrostka. Wprawdzie i gramatyce grecko-Iaciiiskiej w staroi^tnofci 
nie obcy wyraz radix, ^i\x(x (n. p. u Varrona), ale wyobraienie o tych 
skladnikach wyrazu nader m§tne i batamutne. Dopiero gramatykom sla- 
roindyjskim udalo si§ dokona6 w spos6b prawdziwie naukowy analizy 
wyrazu i dopiero za ich przewodem nauczono si§ w gramatyce europejskiej 
rozbiera6 wyraz na jego sHadniki istotne, tj. takie, z kt6rych historycznie 
w rozwoju jgzyka powstala budowa wyrazu. Z pocz^tku, w pierwszych 
latach gramatyki por6wnawczej, konstruuj^c pierwiastki dla r6inych j^- 
zyk6w nie pytano sig wiele, o ile takie hipotetyczne formy s^ history- 
cznie uprawnione, czy moina m6wi6 n. p. o pierwiastkach greckich, 
sJowiaiiskich i t. p. Z czasem jednak, w miarg glgbszego pojmowania 
genezy j§zyka, uczeni nabrali przekonania, 4e na prawdg o pierwiast- 
kach takich mowy by6 nie moie w dobie historycznej j§zyk6w indoeu- 
ropejskich, do kt6rych z praj^zyka przeszly jedynie wyrazy w formie 
gotowej, fleksyjnej. Gdyi i praj^zyk — przynajmuiej w tem stadyum, 
kt6re poprzedza bezposrednio powstanie odrgbnych j§zyk6w — w cafej 



*) Redakcya jest przekonana, ie czytelnicy cb^tnie powitag% artykul niniejszy, 
informuj%cy o obecnym stanie najwainiejszego dzii problemu z zakresu fonetyki grec- 
kiej : kwestyi wymiany samoglosek (Ablaut), problemu, maj^cego nie mniejsze zna- 
czenie i dla morfologii. [Eedakc^a,) 



123 

swej struktarze byl jui podobnym pod tym wzglgdem do j§zyk6w z niego 
powsta^ych, tzn. sktadal si§ rdwniei wyl^cznie z gotowych wyraz6w, 
opatrzonych jak^ form^ fleksyjn^. Stqd prosty wniosek, 4e w scislem 
zDaczeniu nawet o pierwiastkach praj^zykowych m6wi6 nie moina, przy- 
najmniej w tem stadyum ostatecznem, kt6re otrzymujemy drog^ rekon- 
stnikcyi gramatycznej. Wynika z tego, ie m6wi^c o pierwiastkach, jako 
wyrazach, samodzielnie niegdy^ istniej^cych, czyli stanowi^cych odr^- 
bne dla siebie cz§sci zdania, cofnq6 si§ wypadnie do epoki jeszcze da- 
wniejszej, do owej doby zamierzcMej, kt6ra wyprzedzita p^iniejsz^ jui 
dob§ powstania fleksyi, i ie tylko dla tej doby formy pierwiastkowe 
przedstawiaj^ realn^ wartoSc. Inna rzeez, czy nasze srodki naukowe 
slarcz^ na to, aby m6c z pewnem prawdopodobieiistwem odrestaurowa6 
jfzyk tak odleglych czas6w. 

Tutaj w pierwszej linii nasuwa si§ pytanie, jak mamy sobie wy- 
stawi6 te pierwiastki. Od pocz^tku gramatyki por6wnawczej uczeni, id^c 
za wskaz6wkami gramatyk6w staroindyjskich, twierdzili z wszelk^ sta- 
nowczo§ci%, ie musiaty by6 jednozgloskowymi, i tg jednozgloskowo56 
uwaiali za konieczn^, bezwyj^tkow^ regut^. Dowod6w na to nie mieli, 
chyba ie zsl dow6d uwaia6 b§dziemy takie og61niki: »Der Begriff in 
der Spracherfindung ist der Eindruck, welchen das Objed, ein ausseres 
oder ein inneres, auf den Menschen macht; und der durch die Leben- 
digkeit dieses Eindruckes der Brust entlockte Laut ist das Wori. Auf 
diesem Wege kOnnen nicht leicht mvei Laute einem Eindruck entspre- 
chen«, slowa Humboldta u Potta w Etym. Forsch. IP, 1 p. 216. Takie 
rozumowanie moie by6 prawdopodobne, ale dowiedzionem nie jest — (jui 
twory j^zykowe z reduplikacy^, nader pierwotne, swiadcz^ dobitnie, ie 
6w refleks glosowy wraienia m6gl by6 wigcejzgtoskowym). Nam futaj 
jednak nie idzie o to, jak wygl^dala raowa ludzka w pierwotnem sta- 
dyum rozwoju, t j. w chwili powstawania — bo to stosunki dla nas 
ciemne — , lecz o czasy o wiele p6^niejsze, t. j. o dob§ jui gotowej 
lleksyi. Jakkolwiek i wtedy pierwiastki, jako wyrazy samodzielne, jui 
nie istnialy, jak wyiej zaznaczono, to jednak prawdopodobnie nie byty 
jeszcze tak ^cisle zwi^zane z przyrostkami tematycznymi i koiic6wkami 
fleksyjnemi, aby m6wi^cy nie mogli odczuwa6 ich specyalnej r6inicy od 
owych eleraent6w dodatkowych. Wszakie nawet w niekt6rych j^zykach 
historycznych, zwtaszcza w najdawniejszym okresie piSmiennictwa, jak 
n. p. w staroindyjskiem, wcale wyra^nie objawia si§ wprzewaiinej licz- 
bie wyraz6w przeciwieiistwo pierwiastka do reszty element6w formal- 
nych — , wiele wyratoiej, nii w innych j§zykach indoeuropejskich; 
okolicznos6, kt6ra jak wiadomo, przyszta w pomoc gramatykom staro- 



124 

indyjskim w przedziwnej szluce analizowania wyraz6w. Oi6i dla tej ostatniej* 
doby praj§zyka, do kt6rej drog^ rekonstnikcyi dotrzed motemy, z pewnemi 
zastrzeienlami ustanawiad moiemy formy pierwiastk6w - mianowicie 
z tem zastrzeieniem, ie nie b^dziemy ich uwaiali za samodzielnie uzy- 
wane jeszcze wyrazy, lecz za takie zasadnic^e sWadniki wyrazu, kt6re 
w dawniejszej dobie, przedfleksyjnej, stanowity odrgbne dla siebie cz§sci 
zdania, a w tej dobie p6iniejszej, nam wi^cej dost^pnej — jakkolwiek 
jui pot^czone z elementami formalnyrai — w poczuciu m6wi^cych pod 
pewnym wzgl§dem wyr64niaJy sig jeszcze wobec tych dodatk6w, jako 
istota, rdzeii wyrazu. Tu wi§c rodzi si§ pytanie, jak w tej ostatniej, 
nam dost§pniejszej dobie prajgzyka wygl^daty owe pierwiastki ? Czy na 
prawd§ musialy zawsze i bez wyj^tku.by6 jednozgloskowymi, jakto 
utrzymywala dawniejsza gramatyka (zatradycy^ gramatyki z doby ubiegfej, 
poprzedzaj^cej jeszcze czas powstania gramatyki por6wnawczei) ? Ot6isci- 
Slejsza anaiiza wyrazu doprowadzila nowszych uczonych do przekonania, 
ie opr6cz pierwiastk6w jednozgJoskowych istnialy dwu-, a nawet trzyzglo- 
skowe pierwiastki w praj§zyku. R6ine okolicznosci spowodowaty powstanie 
tej hipotezy, z tych najwainiejsze postaramy si§ przedstawi6 czytelnikowi. 

Dawniejsi gramatycy utrzymywali, ie pierwiastek odnajdojemy 
w jego formie pierwotnej, usuwajqc wszystkie dodatki formalne, wi§c 
najpierw wszelkie kortc6wki fleksyjne (przypadkowe w zakresie deklina- 
cyi imienia, osobowe w obr§bie konjugacyi stowa), nast^pnie przyrostki 
tematyczne zar6wno imienne, jak i stowne. Okazalo sigjednak zczasem, 
ie jeszcze po odsuni^ciu tych wszystkich element6w dodatkowych pozo- 
stawaly pewne diwi^ki -- zazwyczaj jakaS samogtoska — z kt6rymi 
nie wiedziano, copoczq6; a wigc nazywanoje »sp6jkami« (nazwa sp6jki 
nic nie wyjasnia, lecz tylko opisuje fakt j§zykowy). Celem dokfadniej- 
szego przedstawienia tej sprawy naleiy tu przypomnie6 nauk§ grama- 
tyk6w staroindyjskich o dw6ch klasach pierwiastk6w : anitowych 
i selowych. Pierwiastkami anitowymi (dostownie: bez i) nazywaj^ 
takie pierwiastki stowne, do kt6rych przyrostki imienne i cechy czasowe 
przyst§puj^ wprost do zgloski pierwiastkowej ; pierwiastkami za^ seto- 
wymi (doslownie: zapomoc^ — sp6jki — i) takie, do kt6rych te same 
elementa formalne przyst^pujq. za posrednictwem >sp6jki« i. 

Przyklady na pierwiastki anitowe: 

Vi- »iS6« (cytujemy tu na razie pierwiastek w formie tradycyjnejV 
z dalszych wywod6w okaie si§ potrzeba pewnej modyfikacyi) a) na sto- 
pniu normalnym (podlug teoryi gramaty k6w indyjskich jestto stopieii 
wzmocniony, guijia): o-tAr- (NB. staroind. e = aryjskiemu ai, prajgzyko- 



[^«-1 ■ 



125 

wemu ei, oi, ai, tulaj = ei) wzloieniu wedyjskiem: pura-etAr- »naprz6d 
id^cy, przewodnik«; inf. ^-tnm »i56«; b) na stopniu slabym: part. 
pf. pass. i-t^-, por. gr. adiect. verb. i-t5c, te6. i-tum; absolutivum: i tvi 
*poszedfazy«. To samo wida<5 w sposobie urabiania tematow ezasowych, 
gdzie przyrostek przyst^puje wprost do zgloski pierwiastkowej : fut 
e-sy^ti »p6idzie* (obok tego jednak znajduj^ si§ formy utworzone za 
pomoc% »sp6jki« ♦, jak gdyby od pierwiastku setowego ; bgdziemy w dal- 
szym ciqgu podawali te waryanty; co o nich s^dzi6 naleiy, powiemy 
niiej : ayi-sy^ti, tz. ai-t-sy^ti). 

Vdru- »biec« : a) na stop. norm, inf. dr6-tum (NB. staroind. 6 = 
aryj. au, praj. eu, ou, au; tu = eu). 6) na st st. part. pf. pss. dru-t6-; 
1. pl. jifirf. act du-dru-m^ (do 1. sg. du-drdva, 2. sg. du-dr&-tha); fut 
drS-syati. 



Vsru- >plynq6«, por. gr. pu-, psi»- : ep^uifjv, xoX6f ^uto?, itoXup^oo^, gdzie 
-pf- = -jp- : a) na st. norm. sro-syati (rzadkie, zwyklej z form^ s^tow^ : 
sravi-syati = srav-i-syati) ; 6) na st st. part pf. pss. sru-tA-, por. gr. 
pjT5<; >pfynny, ptyn^cy«. Tak samo 1. plur. pf. act su-sru-m4. 

Vbher- >nies6«, por. gr. fepw, Ia6. fero, staroslow. ber^, polskie 
bior§ i t d. a) na st. norm. inf. bhar-tum; nomen agentis bhar-tar- 
•dzieri^cy, wladca«; 6) na st si. part pf. pss. bhr-ta-; 1. pl. pf. act 
ba-bhr-ma, 1. sg. medii pf. ba-bhr-^ (zwyklejsze formy z nieregularn^ 
reduplikacy^ : ja-bhara, ja-bhr-m4 i t. d.). 

Vkar-*) >dziala6«. a) na st. norm. inf. kdr-tum, nomen ag. kar- 
t^- >creator, agens« ; b) na st. sl. part. pf. pss. kr-ta- >uczyniony«, 
abs. kr-tva »iiczyniwszy«. Ale fut. jui; jak gdyby od pierwiastku seto- 
wego kari-syati. 

Praj. Vs^h^n-, st ind. han- >zabija6«, por. gr. ?cvoc, hom. S-stvw 
= *3£vijj. a) Na st norm. praes. hin-mi, hdm-si, hdnti ; inf. han-tum, 
nom. ag. han-tdr-, fut harp syati (p6toiejsze, zwykle wformies?^t. hani- 
syati). 6) Na st sl. praes. 2. pl. ha-thd; ptc. pf. pss. ha-ti- (gdzie pierw- 
sze a = pierwot 9 sonans, podobnie jak w gr. (hom.) dpirjt-faToc, 7ui<pa- 
-a.); abs. ha-tva >zabiwszy«. 



^ praj. moie qlJer-, brak pokrewnych form w j^zykach europejskich. Zwykle 
Kstawiaj^ z etaroslaw. krHiSl >faber«, lit kuriu, kurti >budowad«. 

9 



126 

Tutaj mimochodem zwracamy uwag§ na paralelizm ^(ai): i=6(au): 
u =s &r: r = ^n: 9, tzn. gdzie na stopniu normalnym (zwykle na 
tym stopniu zgtoska posiada akcent; w wypadkach, gdzie akcent prze- 
szedl na zgtosk^ nast^puj^c^, trzeba przyj^ dziatanie anaiogii) pojawia si; 
staroind a (= praj^zykowemu e) w kombinacyi z nast^puj^cemi gtoskami: 
i, u, r, 1, m, n, — tam na stopniu slabym, tzn. na stopniu spowo- 
dowanym przejsciem akcentu na sylab§ nast§pni|, staroind. a (praj. e) 
ginie, a gtoski, stanowi^ce drug^ cz^&6 dwugtoski: i, u, r, 1, m, n, staj^ 
sig diwi§kami zgloskotw6rczymi czyli tzw. >sonantami< (termin Brng- 
manna) : i, u, f, 1, qi, 9. Z tych sonant6w i, u zachowaty sig w wszyst- 
kich j^zykach indoeuropejskich, ^ (i ] rzadkie) w sanskrycie, natomiast 
p, qi faktycznie w iadnym j§zyku nie istniej^; skonstruowal je Brug- 
mann tylko teoretycznie, na podsta wie proporcyi sanskr. ^-ti ( = s. ^i ti, 
gr. el-ji, praj. *6i-ti) : i-t6 = s. dr^v-a-ti; dru ta- = kar-6-ti: kr-ta- = 
hAn-ti : ha-ta. Z tej proporcyi okazuje si§ r6wnorz§dno5(5 samogloski a 
w ha-ti ze samogtosk^ ♦ w i-ti- i t. d., tzn. jak t w i-td- powstaJo 
z aryjskiego ai (s. e) po zaniku samogtoski a wskutek utraty akcentii, 
tak samo a w ^a-t^* powstato z an wskutek zaniku samogtoski a kom- 
binacyi : a -f n, tzn., ie to a rozwin§to sig z przyd^wigku towarzysz^- 
cego zgloskotw6rczemu p (takiego, jak np. w nowoniemieckiem : wissen 
= wissp). Niekt6rzy uczeni jednak, jak J. Schmidt, Ascoli i inni, przyj- 
muJ4 zamiast zupetnego zaniku samogtoski e (sanskr. a) — tylko jego 
redukcyg czyli oslabienie na jakiS nieokreslony, kr6tki d^i§k (• ); wi§c 
jako formulk§ prajgzykow^ dla s. ha-ti, gr. -(pato^; (w aprifixxoq) przyj- 
muj^: g5.hen-t6s, nie zaA jak Brugmann gHhg-t^s, i z tej ostabionej, 
kr6tkiej samogtoski wyprowadzaj^ owe r6ine refleksy j§zyk6w odr§b- 
nych: s. i gr. a, fa6 -en- (w mens, men-tis: s. maU-s »myslc), slow. § 
w pa-m§ti, lit. in w at-min-lis itd. Natomiast Brugmann i jego zwolen- 
nicy przyjrauj^ zupelny zanik owej samogtoski praj^zykowej e w kom- 
binacyach wymienionych, przyczem przypuszczajq dalej , ie dopiero 
w samodzielnym rozwoju kaidego j^zyka obok piynnych r, 1, nosowych 
m, n, rozwin^ sig jaki^ przyd:Swigk samogtoskowy, kt6ry dal. pocz^tele 
owym r6inym samogtoskom, wyst^puj^cym w tych j§zykach: praj. 
(i sanskr.) r = gr. <xp \ pa, l, or, starosl. ra etc, praj. J = gr. aX | Xi, 
Ja6. ol, ul, starosl. lii, etc; praj. m, 9 = s. i gr. a, l. en, em, staroslow. 
§ etc W szczeg6ly tej kwestyi spornej tutaj nie wchodzimy. 

Druga klasa obejmuje pierwiastki slowne takie, do kt6rych przy- 
rostki temat6w imiennych (zaczynaj^ce si§ od sp6Igtoski) i temat6w cza- 
sowych przystgpuj^ za posrednictwem samogtoski i (mechanicznie zwa- 



"BW- 



127 

nej »sp6jk^«). W tych pierwiastkach (setowych) wigc w sanskrycie wy^ 
st§puJ4 nasl^puj^ce kombinacye d^wi§kowe: a) Na stopniu normal- 
nym, tzn. z akcentem na d: -ayi-, •avi-, -^i-, -ani-, -ami-; 6) na sto- 
pnin redukcyi, z powodu przejscia akcentu na zgtosk§ nast^pn^: 
z -4yi- (przed sp6Jgtosk^) powstaje -I-^ z -avi- : -u-, -ari- : -ir- (lub 
-ur- po wargowych), -dni- : -a-, -ami- : -a- (zwykle : -am-), 
Przyklady: 

VnT- >prowadzi6«, a) na stopniu normalnym: fut. nayi-syati 
(ale lei i ne-syati, jakby od pierwiastku anitowego), 2. sg. pf. act ni- 
n^yi-tha (i ni-n^-tha, tj. ♦ni-nai-tha), inf. nayi-tum (i n^-tum), nomen agen- 
tis nayi-tar- (i ne-t6r-), gerundivum: nayi-tavya- (i ne-tavya-) »ducendus«. 

h) Na stopniu redukcyi: ptc. pf. pss. nl-tA-. A wigc pierwiastek 
na stopniu normalnym brzmi: n6yi-, na stopniu redukcyi zaS: m-. Zwra- 
camy uwag? na formy r6wnolegte b e z i czyli na formy anitowe i przy- 
pominamy zarazem wyiej przy pierwiastkach anitowych przytoczone 
waryanty setowe. Co o tem wahaniu sig pierwiastk6w mi§dzy form% 
anitow^ i setow^ s%dzi6 naleiy, okaie si§ nii;ej. 

Vbhu- >sta6 sig€. a) Na stop.niu normalnym: fut. bhavi-sy^ti 
(tnlaj akcent wprawdzie nie na temacie bhavi-, gdzieby znajdowa6 si? 
powinien, jako na stopniu normalnym pierwiastku, lecz na zgtosce, sta* 
nowi^cej charakter futuri sya-; to jednak nie ma nic do rzeczy, bo fu- 
turum powstalo ze stopnia normalnego pierwiastku, a mogJo w p6toiej- 
szym okresie j§zyka przesun%6 akcent na zgloskg charakterystyczn^ 
-sya-). Inf. bh&vi-tum, nom. ag. bhavi-tar- »futurus». b) Na stopniu re- 
dukcyi: ptc. pf. pss. bhu-t^-, absolutivum: bhii-tv& *stawszy sig« ; 
a wigc forma pierwiastku : bhdvi-, bhu-. 

Vstar- »sypa6, rozposciera6« ; cf. gr. crcopevvujjit, lac. sternere. a) Na 
stopniu normalnym: fut. stari-syati; inf. (w Brahmaija-) stari-tavai- ; 
nonj. ag. stari-tar- ; b) na stopniu redukcyi: ptc. pf. pss. stlr-^^-, 
absoi. stir-tva. Forma pierwiastku: st6ri-, stir-. 

Jednakowoi to samo siowo wykazuje tei i formy, a^itowe: inf. 
(Brahm.) st^r-tave, ptc. pf, pss. str-td-, nom. actionis: stt-ti- »obalenie«. 

Vg^ , (praes. gir^ti »pocWania, potyka«); a) fut. gari-syati, b) ptc. 
pf . pss. gir-^d- ; Wigc : g6ri-, glr-. 

Vjan- »creare, nasci* (praes. wedyjskie jtoati, p6iniejsze jayate)^ 
a) fut. jani-»y^ti ; nom. ag. jani-tdr- ; b) ptc. pf. pss. ja-ta- ; a wi§c 
jtoi-, ja-. 



128 

Aby m6c lepiej os^dzid przyWady wyiej przytoczone, naleiy sobie 
uprzytomni6 nast^puj^ce fakta. Naprz6d zestawid nalei^y odnoSne formy 
pierwiastk6w anitowych z formami pierMriastk6w setowych, a wtedy 
otrzymamy nast^puj^ce proporcye : Ai (s. e) : i = dyi : i; to (s. 6) : u = 
Avi : u; ^ : 5 = to : Ir; ^n : a(= 9) = Ani : a. A zatem ju4 ze samych 
stosunk6w sanskryckich wywnioskowa6 moina r6wnowartosciowo^ obQ 
po{6w kaidej proporcyi. Jeieli &i traci akcent, to a ginie, a druga cz§sc 
dyftongu (tj. i) staje si^ elementem zgIoskotw6rczym czyli sonantem; to 
samo powiada stosunek dyi: I, tzn. po utracie akcentu grupa ^yi traci 
samogtosk^ a, a wtedy pozostale yi daje w rezultacie 1 (przyczem pa- 
roi§ta6 naleiy, ie s. y (polskie j) przed samogtosk^ powstato z i, 
zatem to 1 stopnia redukcyi powstalo z i + i. To samo powiada pro- 
porcya &n (s. 0) : u = ^vi : 0, tzn., ie a powstalo po zaniku samogto- 
ski a grupy ^vi z vi, przyczem przypominamy, 4e s. v (= polskiemu w) 
powstalo z u przed samoglosk^ (cf. y powstate z «). 

Tu m6gtby si§ czytelnik zapyta6 o pow6d przejscia grupy u + i 
na u, a nie na vi (bo co innego i 4- i = *)• Ot6i tutaj zaznaczy6 naieiy, 
ie gdyby to ♦ w ayi, avi etc. bylo identycznem z zwyktem sanskryckiem 
«, czyli r6wnem praj^zykowemu ♦, to istotnie z u ^- i musielibysmy 
otrzyma6 vi- (albo uvi), bez wzgl^du na to, czy kontrakcya nast^pita 
jeszcze w prajgzyku, czy dopiero w samym sanskrycie, Por. np. 1. sg. 

imperf. med. Ajuhvi z *^-ju-hu 4- i, 2. sg. A-ju-hw-thas i t. d. od \hvi- 
»ofiarowa6 libacy§«. Z tego wniosek, ze to ♦ w kombinacyach wymie- 
nionych musi mie6 inny pocz^tek, jeJeli u + i = u, a nie vi, r -j- i = ir, a nie 
rt, n + i=a, a nie ni. I istotnie, jak wykazaty badania Ficka, Saussure'a i in 
nych, mamy tu do czynienia z refleksem kr6tkiej samogtoski prajgzykowej, 
powstatej z redukcyi praj^zykowej samogtosek e, 0, §; tg hipotetyczn^ samo- 
gtosk§ kr6tk^ nazywaj^ zaprzyktademFicka >szwa indogermanicum* iozna- 
czaj^ znakiem 9. To 9 w j^zykach europejskich zlalo si^ z pierwotnem a, 
tylko w sanskrycie brzmi odmiennie, tj. i. Por. takie przyktady, jak ptc. pL 
pss. sthi-td- : ^-sthat lub bez augmentu sth&t (s 3. sg. aorystu nietema- 
tycznego) = gr. araTo;: latYj z Haxax; a wi§c a powstale z a. Tak samo 
s. hi-tA: a-dhat = gr. ^ex6^: l.^rrxa, = la6. facio: feci, = praj. a z e. 
W koAcu s. -di-t^- (wzloieniu! (vyd-dita- »otwarty<): 6-dat, = gr. 5ot:<;: 
e-Scih-xa, » praj. 9 z 0. Por. jeszcze s. duhi-t^ = gr. 3vYi-Tr,p; w lit 
duktS, slow. duSti, gock. daiihtar a zgin^o na koiicu zgtoski pierwiast- 
kowej. Albo w srodku zgtoski pierwiastkowej : s. ptc. pf. pss. od §isti 

>rozkazuje, poskramia<: Sis-t^-y por. ta6. castus; Vl^o- s. 3. sg. si-sati 
»ostrzy<, ptc. pf. pss. ^i-t^-; por. fei6. cotis, cos: cS,-tus, gr. w^o^ »stoiek^ 




1 



129 

czop* = s. sa^a-s- SUjd wida6, ie w jgzykach europejskich 9 nie r6ini 
si§ od pierwotnego H 

Wracaj^ do formutek, w ktdredmy uj^Ii wokalizm pierwiastk6w 
srtowych w sanskrycie i majqc na uwadze pochodzenie koiicowego i 
w owych formulkach od praj^zykowego », moieray zrekonstruowad dla 
praj^ka wokalizm tych pierwiastk6w w spos6b nast^puj^cy : ^i? . l, 
^U9:n; tzn. ie dtugie T, n stopnia stabego powstaio tutaj z kontrakcyi 
i 4- », u + 9. Konsekwentnie wigc do l powstatego z i + a, jako reduk- 
cyi z qa, i u powstalego z u rh ^j jako redukcyi z 6\}9, Saussure wy- 
wnioskowat, 2e s ir w stlnoid- etc. stanowi6 musi refleks praj§zyko- 
wego f (dhigie r sonantyczne », powstatego z r -f ©, jako produktu 
osfaLbieDia kombinacyi s. dri, praj. ^ra, i tak samo, 2e s. a w ja ta- 
etc. musi by6 refleksem piewotnego g (dhigie n sonantyczne), po- 
wstaitego z s. ^ni, praj. ^ne. Na poparcie tej hipotezy stui;y jeszcze pro- 
porcyonaino^ tych grup z grupami fonetycznemi, kt6redmy ustanowili 
dla wokaiizmu pierwiastk6w anitowych : 6i : i = 6ia : I, 6y : u = 6g9 : u, 
er : j = ^ra : f , 6n : 9 = 6na : 9, czyli 4e hdn-tar- : ha-td = jani-tar : ja- 
ta-; gdyi e-tar- : i-tA- = nayi-tar- : nl-tA- i dro-tar- : dru-t4- = bhavi^ 
tar- : bh5-ti-. W len spos6b Saussure wykazat z s. Ir (ur) i s. a pier- 
wiaslk6w setowych istnienie w praj§zyku dlqgich sonant6wplyn- 
nych i nosowych, 

Jak4e si§ przedstawia ta sprawa wjgzykach pokrewnych? Tu sto- 
sQDki nie s^ tak wyraiSne, jak w sanskrycie, ale do pewnego stopnia 
dadz^ si^ uporzqdkowa^ podtug wskaz6wek tego j^zyka. Jako refleksy 
pierwotnych dlugich plynnych i nosowych wyst§puj% zatem: s. Ir (ur), 
a (am), gr. w op (+ cons.), Xw-oX (+cons.), va (=viq), jjia (|jltj), fa6. ra 
(ar + cons.), la fal -|- cons.), na, ma. W innych j^zykach refleksy dhi- 
gicl) zlaly si§ z refleksami kr6tkich sonant6w, tylko ie gdzieniegdzie, 
jak w litewskiem, akcent odmienny odr6inia je od tamtych : ir, in re- 
fiektuj^ dJugie sonanty, natomiast if, in kr6tkie sonanty. 

Przyklady : 

s. ja-tA- = Ia6. cogna-tus: s. jani-tar-, ia6. geni-tor (NB Ia6. i w ge- 
nitor nie ma nic do czynienia z s. i, bo jest ostabieniera specyalnie la- 
ciiskiem jakiejs samogloski kr6tkiej, przypuszczahiie samogl. e). s. a-ti-s 
»ptak wodny«, cf. I. an^itis (anas), gr. vTjaax »kaczka« (z *yf3Lxi(x\ staro- 

g6rnoaiem. anut. s, dimyati >poskramia« (Vset, cf. dami-tir-, J. domi- 
tor): gr. B|jMQr6;, u Pindara: v£6-B|jiSto^. 

s stlr-^i-: gr. cxTpw-To?, I. stra-tus; gln?d- gr. &pw-TT(5p, ^'.Ppoxjxw, lit. 
girtas »pijany« (do geriu, g6rti >pi6«), s. pur^i- do par-, praes piparti 
'Dapefeiat, pierw. setowy, por. parl-^as- »obfito56« : Ut, pilnas, slow. 



130 

pWnti »pelny« = 1 kr6tkiemu. St^d wniosek, 4e gdzie w innych wyra- 
zach (w imionach i t. d.) napotykamy tego rodzaju kombinacye, jakkol- 
wiekbySmy nawet; nie mieli odpowiedniego pierwiastkn sptowego, mamy 
do czynienia z refleksem dhigich sonant6w, np. s. purva-, lit. pinnas 
»pierwszy« ; s. Sirstoi »gtowa«, gr. xipcnj. 

Uwaga 1 Przed samogtosk^ te dhigie sonanty ulegaj^ nowej 
zmianie w tym kierunku, ie rozUadaj^ sig na cz^^ sonantyczn^, tj. na 
sonant kr6tki, i na konsonantyczn^ : T = ii (tzn. i + j), u = u5i (= n -|- vi, 
J == E'j 1 = i\ 5 = 9**? JP = W^' Por. s. dhl-s »mySU (spokrewnione 
zdhl-, 3. sg. praes. dtdheti »spostrzega, mysli«), acc. dhiyam, gen. abl. 
dhiy^ etc, ale przed sp^fgtosk^ l zoslaje: instr. pl. dhi-bhis etc. ; por. 
podobny objaw w gr. rXq »robak«: xlo; = *3f/i;. S. tantis >ciafo«, gen. 
abl. (wed.) tantivas (klas. tanv^): instr. pl. tand-bhis; bhr6s- gen. abl. 
bhruvas, ale instr. pl. bhru-bhis = gr. ifpiir, gen. h^puoq z *6?p6ic<;; s. 
bh6s >ziemia« spokrewnione z pierwiastkiem setowym s. bhdvi- bhu-, gen. 
abl. bhuvds etc. Por. takie staropolskie (w Bogarodzicy) kry (y«s pier- 
wotnemu u), gen. st. slow. kruve, Podobny objaw (w przybliieniu) 
mamy z dJugimi sonantami plynnymi i nosowymi: s. temat gir- »spiewc, 
nom. sg. glr, z *glrs, instr. p1. glr-bhis. etc , Ir przed sp6tg}osk^, natomiast 
przed samogtosk^ -ir: acc. giram, gen. abl. ^iras etc. Eonsekwentnie 
wigc podtug praj. dhTi6s : dhl s przyjmuj^ jako formutk^ do s. girfe : gr^6s, 
tak jak do s. glr-bhis prajgzykowe f. (NB. gir-, praes. podtng klasy 9. 
indyjskiej : grij4ti »spiewa«, pochodzi od pierwiastkn sptowego, por. gari- 
tir- »spiewak«, ptc pf. pss. glr^i). 

Od pierw. setowego *der9 , df- przed sp6tgtosk^, por. ptc. pf. pss. 
dlrqii- »p§kniQty«, mamy przed samogtosk^ dr': intensivum s. dardirat, 
gr. ^BipTQv ; wi§c gr. ap -|- voc. = praj r% stow. dTrati ; lit. dirti fir + 
cons. z akcentem dora^nym) wskazuje r6wnie2 na ^. 



Vdeme- przed sp6tgtosk^ na stopniu redukcyi : dig- : part pf. pss. 
s. danti- » poskromiony « (n, powstate z m, kt6re drog^ analogii dostato 
sig tutaj), gr. 5£5|jLY;-Ta!, u Pind. v66-B|jLa-To?, t. ma-teries (podtug Solmse- 
sena) ; przed samegtosk^ ip™ : gr. e$aiJLY)v, w kt6rem wtaSnie -ajx- przed 
samogtoskq reprezentuje praj. ipm. 

U waga 2. Te sonanty dtugie, stanowi^ce form§ redukcyi pierwiast- 
k6w setowych, ulegaj^ jeszcze dalszemu ostabieniu na i, u, j, J, 
Qi, g czyU stajq si§ sonantami kr6tkimi, jeieli si§ znajd^ po ak- 
cencie wyrazowym. Dzieje si§ to gt6wnie w wyrazach ztoionych, do 
kt6rych pod pewnym wzgl^dem zalicza6 moina formy stowa z augmen- 



131 

tem lub z reduplikacy^ (s^ to ztoienm nader staroiytne, prawie z epoki 
przedfleksyjnej). W tem samem potoieniii, tzn. po akcencie, praj§zy- 
kowe a ginie zupetnie; np. w takiem ♦dh9 , ♦stha-, *d9 etc., por. wyiej. 
I tak s. da, redukcya dt- = praj§z. *d9- w ptc. pf. pss. -dita-, w zloie- 
niu traci zupetnie to o, por. devAtta- >bogdan«, powstale z *deva-dta-; 
w formie z reduplikacy^ : 3. pl. da-d-ati »daJ4«, albo w desider. ditsati 
»chce da(5« z *di-dsati. Ot6i co5 podobnego, co z a po akcencie, dzieje 
sig i z d^igimi sonantami w tem samem potoieniu. I tak T skraca si§ 
na I: bhi- >obawia6 si§« (pierwiastek sptowy, por. ptc. pf. pss. bhitA-) 
3. pL bi-bhy-ati »boj% si§«, powstate z *bl-bhT-ati; ie tutaj to y po- 
wsta/o z T, dowodzi part. pass. bhiyana-s, gdzie i przed samogtosk^ uie- 
gto rozkfadowi na i + j, podczas gdy w blbhyati przed samoglosk^ ma- 
my tylko y. Tak samo u skraca si§ na a : bhu* w aoryScie s. ^bhut, gr. 
wii, 9G, lit. buti, slow. byti — skraca si§ w z/oieniu w s. a-bhva-s »po- 
tworny< z *a-bhw-a-s, pra-bhii-s >przewainy« gr. uicep-^faXo;. powstalem 
podtug Brugmanna z Oxcp-f |=- laXoc, w gr. skr6cenie nast^pito i w wyrazach 
niezloionych : <p6ai;. W ten spos6b tl6maczy si§ pochodzenie koiic6wki 
-bam w imperfectum taciiiskiem legp-bam, -bas, z formy aorystycznej 
*bhua-m, urobionej od pierwiastku dwuzgloskowego, oslabionego w 1. 
zglosce: bh^a-, obok wyrazu niezJoionego, staroIa6. fuam z *fuijam *= 
praj. *bhuijam ; formy te wskazujq na pierwiastek dwuzgloskowy w pel- 
nej postaci obu zgtosek *bbeua; czem niiej. 

r-r: s. stIngL&-, gr. GxpiuxS^;: s. 4-str-ta- >niezwyci§iony«, gr. cr:pat6;: 
por. inf. st4r-tav« (od formy anitowej) obok wyiej przytoczonej stari- 
tavai, z kt6rych moina uIo4y6 proporcy § : stari-tavai : stdr-tave = stlrni^ : 
a-strta- = cTpcoT^i;: ciTpaTo^. — s. sphnr-ti- »drganie« fur = Ir po war- 
gowych), 3. sg. praes. sphura-ti (ur, ir -f voc. == rO, z tymi wyrazami 
zestawiaj^ gr. aipupov i oTcatpw z *spfj[6; w tym ostatnim mieiibySmy jui 
r skr6cone na r. 

5-5: s. khdnati >kopie«, ptc. pf. pss. kha-td- (pierwiastek setowy, 
por. khani-tdr- »grabarz«), do tego pierw. naleiy (podlug Uhlenbecka) 
wyraz ztotony a-kha-ra-s »ja3kinia«, w kt6rym a r6wne kr6tkiemu 9. 

W ten spos6b tJ6maczy si§ fakt przechodzenia pierwiast- 
k6w setowych na anitowe i owe cz§ste chwianie si§ form tego 
samego slowa mi^dzy wokalizmem jednych i drugich pierwiastk6w, kt6re 
wyiej zaznaczono. 

Powiedzieli^my przedtem, ie uwaiaj^c za normaln^ pod wzgl§- 
dem wokalizmu tg form§ zgtoski pierwiastkowej, tematycznej lub fleksyj- 
nej, na kt6r^ akcent pada, musimy konsekwentnie nietylko es- 
w *6s ti (s. as-ti, gr. e^TQ, pet- w *p6t-e-ti (s. patati, gr. Tho^^.v.), — ale 



132 

takie i w nast^puj^cych kombiDacyach awai»<i za stopieii normalny 
wokalizmu: ei- w ^i-ti (s. iS-ti, gr. e!-») — a nie », jak dawniej przyj- 
mowano. Bo *6s-ti: *sm6s (s. smds) *= *6i-ti- i-m^s (s. i-mis); jezeli 
wigc w 6s-ti uwaiamy e«-, a nie «, w *p6t-e-ti pet-, a nie pt- (zawarte 
w gr. e-7CT-c-[*r|v) za stopieii normalny, to tak samo w *6i-ti: ♦i-m6s 
normalnym stopniem wokalizmu b^dzie e», nie i, i tak samo np. w gr* 
Xew- (w XeiTcw), nie Xi:;- (w XiTceiv), icei3- nie 7:l&- i t d. Dalej to samo 
wynika dla kombinacyi samogtoski e z innymi wsp6tczynnikami sonan- 
tycznymi, jak 6ij: u w gr. ?:e63-oiJLat: luuS^ea^ai, ^r r w S^pxspLai: l^paotiv 
(s. ^ dr§-am), 61 : | w gr. aTsXAu) : eaiaXiAat, 6n : 9 w ;:6vJ&o? : Ixa&sv albo 
[xevo?: (hom.) [jLe-[xa-Te, plur. do hom. [x^[jLova. 

Ot6i to samo Saussure wydedukowat dla pierwiastk6w setowych. 

A zatem normalnym stopniem pierwiastka jest *nei8- 
(s. ndyi-), nie zaS ni-, jak zwykle przyjmowano (i jak teraz zwzgi§- 
d6w praktycznych si§ przyjmuje), albowiem *6j[-tum (s. iS-tum): *i-t6- 
(s. i-td-) = *n6i8-tum (s. ndyi-tum): *nl-t6- (s. nT-t4). To znaczy, ze 
w takiem ♦n^ia- procesy, wchodz^ce w zakres wymiany samoglo- 
skowej (apofonii, Ablaut), odnosz^ sig do obydw6ch zglosek tego 
wyrazu i ie pod tym wzglgdem obie stanowi^ jednostkg fonetycznq 
dla siebie (ze wzglgd6w 6ciSle teoretycznych takq jednostk§ fonety- 
czn^ nazywaJ4 obecnie terminem: »basis«, »podstawa«, aby: unikna6 
wyrazu »pierwiastek«, tj. aby nie decydowa6 o tem, czem pod wzgl§- 
dem etymologicznym byia ta druga 7gloska w praJQzyku, czy cz§§ci^ 
integraln^ 6wczesnego wyrazu czyli pierwiastku, czy tei jakimi§ odr^- 
bnyra, przedtem samodzielnym wyrazem, kt6ry w rozwoju j^zyka zr6st 
si§ z pierwsz^ zglosk^ — tak samo samodzielnym praedtem wyrazem — 
w jedn^ caIoS6. To samo odnosi sig do innych kombinacyj, wyiej wy- 
mienionych. A wi^c normaln^ formg pierwiastku reprezentuj^ *bh6ua- 
(s. bhavi), nie bhii-, gr. 9O, tem mniej gr. ^u-, np. w <f6jtc, ♦st6ra- 
(s. stari-), nie zas stj- (s. stTr-i;^4, gr. otp(o-t6c, tem mniej ster-, np. 
w Ia6. sternere, *gen8- (s. jdni-, gr. Yeve-), nie g5 (s. ja-, t.- gna-), to 
Y6ve- przedstawia wigc pierwotniejsz^ form§ pierwiastku, aniieli 
Y6V- w Yevo?, 6Y£v6[ji.T)v, kt6re powstaJo jui drugorz^dnie, wskutek zaniku 
prajgzykowego 9 (pomijamy tu kwestyg sporn^, tycz^c^ sl§ owego gre- 
ckiego € w Y*^!""^^?» czy wprost odpowiada pierwotnemu 9, jak jedni 
utr^ymuj^, czy tez drog^ analogii wyparto dawniejsze a=8); w koiicu 
*d6me-, nie d^- (gr. hi\».x-(;: 3[jLY)-T6q). 

Jednem stowem Saussure'owi udalo si§ w ten spos6b udowodoi6 
istnienie dwuzgJtoskowych pierwiastk6w w praj^zyku (bez wzglgdu 
na to jak si§ zapatrywa6 bgdziemy na teoryg sonant6w diugich we wszyst- 



133 

kich szczegdtach ubocznych, kt6re podlega^ mog^ pewnym w^tpliwor 
^iom). 

Wy^j powiedziano, ie praj. 9 jest produktem ostabienia samo- 
gtosek dhigich e, o, a. Maj^c ten fakt na wzgl^ie, moinaby w sprawie 
omawianych pierwiastk6w dwozgtoskowych zapyta6 si^, czyby te:^ nie 
naieiato owego koiicowego o, kt6rem opatrujemy kaM^ tak^ forra§ 
pierwiastkow^, zastf^pii dawniejsz^ samogtosk^ dtug^, z kt6rei 
wtasnie ka^e e powstafo. W rzeczy samej nie zawahali si$ uczeni 
przed t^ konsekwency^, a na poparcie swoich dmiatych kombinacyj 
powolywad sig mogs| na t§ okoliczno^ ie rzeczywiscie w r62nych j^y- 
kach pojawjaj^ si§ tu i 6wdzie formy wyraz6w z owemi dtugiemi sa- 
mogtoskami. Trudnos6 tylko w tem, ii nie zawsze znajd^jemy odpo- 
wiedni przyklad w j^ykach europejskich, z sanski'ytu bowiem samego, 
jak wiadomo» nie mo^a odgadn^iS, jak^ samogtosk^ oznacza jego mo- 
DotOQne a ; druga trudno^ jeszcze zachodzi, ie czasem jako zakoAczenie 
pierwiastku pojawiaj^ si§ a^ dwie samogtoski dhigie w r62nych j§zy- 
kach, tak np. pod^ig }a6. -bas, fuis (por. wyiiej) zrekonstruowa6 wypada 
form^ ^bh^ua-, a znowu podhig starostow. b^ (3. sg. imperfecti, a wta- 
^iwie 3. sg. aorystu sygmatycznego = *bhije-st) form? bh^^r»-, przy 
czem nie wiadomo, jaki stosunek tego e : a, bo wymiany saraogtoskowej 
tego rodzajn nie znamy. A zatem konsekwentnie do tego rozumowania 
ozoacza si§ teraz najstarsz^ form§ pierwiastk6w dwuzgtoskowych, o ile 
odnosz^ si§ do form setowych, z dtug^ samogtosk^ koiicow^. 

Przyktady : 

^je-; I- pierw. g!!6ie-: gJli- >iy6«. a) z redukcy^ pierwszej zgtoski: 
gijp- w gr. Vt^^, awest. jya-tu- »4ycie«; b) zanik drugiej zgtoski, tzn. 
9=0 : g2ei- w hom. ^doyLOLi; c) z redukcy^ 1. i 2. zgtoski 1) przed 
sp<iIgloak%: g"l- w s. ji-vds. ta6. vl-vus, lit gf-vas, sJow. iivft; 2) przed 
samogtosk^: g^ij- w gr. Pio? z *3Cjio<;. 

♦bhi^a- lub *bh6^e-. a) z redukcy^ pierwszej : *bhuya- w coniuncL 
starotacinskim fuas z *bhuQa-s; 6) z zanikiem pierwszej: *bhua- w za- 
koAczeniu imperf. Ia6. -bam, np. lege-bas z *bhuas; ten sam stopieA 
wokalizmu od formy *bheue- w aoryScie stow. 3. sg. b6 z *bhue-st; 
c) z red. 2. zgtoski : *bh6u9- s. inf. bh&vi-tum etc. d) z red. pierwszej 
przed spdtgtosk^: *bhii- w aoryScie nietematycznym s. abhut, bh6t, gr. 
'-?'^» f^ ; e) z redukcy^ pierwszej i skr6ceniem drugiej : *bhii- w s. abhvas 
»potworny€ z *4-bhu-as, gr. ^O^ic. 

kera- »miesza6<. a) redukcya drugiej: k6r9- w gr. sxdpaaaa; 6) red. 
1. i 2. zgtoski: kf- w s. ptc. pf. pss. Slr-ta-; c) red. 1. i skr6ceme 2: 



•* f^T^' ' 



134 

kr- w s. ptc. pf. pss. sp-tA- w zloiemu: §rta-p4 >gotowane mleko 
pij%cy«; d) red. 1.: kra- w gr. xpa-ti^p, s. Sr4-ya-ti »gotuje«. 

pele-: pel9- «napelnia^^. 

a) red, 2. zgloski: p61a- w s pdrl-nas »obfito§(3«; 6) red. 1. zgl.: 
ple- w gr. I-xXtq-to, Ia(5. ple-nus, s. aor. d-pra-t; c) red. 1. i 2. zgt.: pj- 
w s. pur-na-, lit. pilnas, stow. pl&nii, serbskie piin (akcent dorainy 
w lit. pilnas i >muzykalny« spadajqcy w serbskiem pun stanowi^, jak 
utrzymujft niektrtrzy, refleks dlugich sonant6w prajgzyka), gockie fuUs 
»pehiy« ; d) red. 1. i skr6cenie 2.: a) przed spdfgloskq p|-: w s pi-pr- 
mds, gr. Tci jjLxXajxsv ; 3) pl- przed samoglosk^ w s. 3. pl. pi-pr-ati. 

gene-: gena- »rodzi6«. 

a) red. 2. zgtoski: g6n8- w s. jani-tir-, gr. ysvs-tt^p, t. geni-tor 
(NB. ta6. i- nie jest identyczne z s. i, lecz oslabieniem specyalnie fa- 
ci6skiem, powstalem albo z a, albo z e); 6j red. 1. i 2. zg} : *g5- 
w s. ja-ta-, lad. (co)gna-tus; c) zanik drugiej zgtoski (i przejScie wsku- 
tek tego na pierwiastek jednozgtoskowy) w gr. ^i^o^, YtTvojjLa», ytfo^^^ 
YSYaiAsv (w kt6rem a = 9); d) red. 1. zgtoski: gne- w gr. T^^atoc, xwt- 
YVTjo;; c) red. 1. i zanik 2.: gn- w gr. 6[jl6-'p^-is€ »krewny«. 

deme- (?): deme- >poskramia6«. 

a) red. 2. zgt*: derae- w s. dami-tdr- »pogromca«, t. domitor (co 
do ♦, por. wyiej), gr. 8e-p.a<;; 6) red. 1. i 2. zgt.: dra- ws. part. pf. pss. 
dan-ta- (zam. *dam-ta-), gr. ve6-B|jLa-T0(;, la6. ma-teries (podhig Solmsena), 
a moie i w gr. a-Bajxa-xo? (m"9? tak przypuszcza Brugmann). 



Wymienione dot^d pierwiastki dwugtoskowe odznaczaJy sif tem, 
ie koniec stanowila jakas samogtoska dtuga; s% to tzw. dwuzgtoskowe 
pierwiastki czyli >podstawy< cigikie (pomijamy tu te formy, kt6rych 
koniec stanowila dwugtoska dtuga ej i t. d.). Opr6cz tych przy- 
puszczaj^ jeszcze dwuzgtoskowe pierwiastki lekkie, tj. takie, wkt6rych 
samogtoska drugiej zgtoski byta kr^tk^. Do postawienia hipotezy o istnie- 
niu tego rodzaju pierwiastk6w sklonito uczonych (Persson) spostrzeJenie, 
ie istniej^ pierwiastki, w kt6rych pozornie w r64nych jgzykach pojawia 
sig rodzaj przestawki czyli metatezy samogtoski e (przewainie) z nast§- 
puj^cemi gtoskami : |, u, r, 1, m, n, czyli ie w jednych jgzykach pqja- 
wiaj^ sig korabinacye: ej[, eu, er, el, em, en, w drugich za§: j[e, ue, re, 
le, me, ne. Dawniej zadowalano sig w takich wypadkach terminem me- 
tatezy, kt6ry jednak nic nie wyjaSnia, lecz tylko sam fakt opisuje. Aby 



136 

te zmienDe objawy podci^gn^d pod jedn§ formutk^, przypnszczaj^ obe 
cnie aczeni istnienie dwuzgtoskowych pierwiastk6w lekkich z akcentem 
rQchomym, raz na pierwszej, raz znowu na drugiej zgtosce, i t^ zmien* 
no^i^ akcentu ttdmacz^ fakt, ie samogloska pojawia si§ raz przed 
wsp<3tczynnikiem sonantycznym, raz znowu po nim, podtug wzoru: 6j[e 
c= ej — ei6 = 16, 6ue = 6u — eu6 == u6, 6re = 6r — er6 -= r6 i t. d. 
Przyktady : 

s. trasati »driy«, gr. Tpeco = *Tpe((T)(o : ta6. terreo z *terseo (jestto 
formacya stowna, r6wna s. ca,us. trasayati); a wi^c mamy do czynienia 
z pierwiastkiem dwuzgtoskowym lekkim: t6res- = ters-, ter^s- = tres- ; 
albo s. tarku-s >wrzeciono<, ta6. torqueo, starostow. traku »pas, wi§zy<, 
polskie trok, dyal. troczy6 (= wi^6), formy stowiaiskie powstaty, jak 
wiadomo z glosowni stowiaiiskiej, z prastowianskiego *tork-, wi§c to 
samo naslQpstwo d:2wi§k6w, co w wyrazie s. i ta6. Natomiast w gr. 
Tpszu) z *treqI!o ; zatem pierw. 2-zgtoskowy lekki : t6req« = terqJI (lub 
z wymian^: torqj): ter6q" =• tr6qll. 

Tak samo przyjmuje si§ 2-zgtoskowy pierwiastek prajgzykowy 
ghejiem- >zima«, z kt6rego wskutek ruchomego akcentu powstaty: 
a) gh6iem = gheim- w gr. x^tixa, lit iemi, st. zima ; 6) ghei6m = ghiem- 
w ta6. hiems, gr. xi<i)v (ze stopniem wzdtuionym i wymian^ samogtoski 
dnigiej zgtoski: o). 

Praj^zykowe aueg* »powi§kszy6« : a) auega = aug^ — w ta6, 
augeo, gr. «5$<i) (z pogtosem tw6rczym -s), s. 6jas- (= aujas-) »sita« : 
h) au6g? = ueg- w ta6. vegeo, s. vak-saijam »wzmocnienie, positekf 
(z pc^tosem tw6rczym -s), gock. wahsjan >r656«. 

Prajgzykowe aues- >zabtysn^6« ; a) aues- = aus- w gr. (hom.) 
^iw;, eol. au«o? z *au(ff)<o;, ta6. aurora (ze stopniem wzdtuionym w pierw- 
szej i z wymian^ w drugiej zgtosce); b) praj§zykowe au^s- = ues- 
w stow. vesna, gr. sop z ^Feaap, s. vas-antas >wiosna«, vasar- w ztoie- 
niu vasar-han- >rankiem zabijaj^cy^, lit. vasara >lato«. 

Prajgzykowe (enebh-) onobh- >p§pek« ; a) 6nobh- = onbh- iub po 
assymilacyi: ombh- w gr. h\L9xX6^^ ta6. umbo; b) on6bh- = nobh- w s. 
nabhyam >5rodek«, starog6rno-niemieckie nabolo, n. g. niem. Nabel. 

Praj. bheleg- >btyszcze6« : a) bh61eg- = bhelg w s. bhargas- >blask«, 
goc. balrhts >iasny, widoczny« ; 6) bhel6g- = bhleg- w gr. ^Xsyo), t. fla- 
gro, s. bhrajate »§wieci«. 

Charakterystycznem dla pierwiastk6w dwuzgloskowych jest to, ie 
zawieraj^ w sobie zwykle kombinacy? : voc. -f i, \l, liquida, nasalis ; czy 
takie kombinacy§ : voc. 4- explosiva, jest rzecz^ wqtpliw^. Niekt6rzy 
(Hirt, Meillet) przyjmuj^ tak^ kombinacy? np. dla pierw. pet- »lata6« 



136 

w formie: pet^-, petd- celem wytI6maczeQia taklch form, jak gr. (dor.) 
toav, Sictr,v i powoJuj^ sig przytem na formy pozornie setowe w s. 1. 
pl. pf. pa-pti-ma (obok zwyktego peti-ma^, part pf. pss. patiti- i t d. 
Inni jak Brugmann, Hobschmann ^Anzeiger 1900, str. 50) uwa^j^ je 
za formy drugorz^dne, analogiczne do form prawdziwie setowych. 

Przegl^d pierwiastkdw indoeuropejskich zewzgl^du 
na ich budowg. 

Odr62niamy nast^pujf^ce cztery klasy pierwiastk6w : 1. Jedno- 
zgtoskowe lekkie: es- w gr. la-tC, s. 6s ti i t. d.; bher- w s. bhi- 
rati, gr ?ip(«) i t. d. 2. Jednozgtoskowe ci§i:kie z samogtosk^ 
dJugq lub dwuglosk^: dhe* w s dd dha-ti, gr. Ti-Si^-a; bha- wgr. (dor.) 
?5»fjLf, joiisko-att. <pT)-|ji{, s. bhft-ti »§wieci, zjawia si§« ; do- w s. da-da-ti, 
gr. 8i-Bw-fft; sphei- w s. sph4y-ati »nabrzmiewa, wzmaga sig» (tylko 
u gramatyk6w), stow. sp6ti »mie6 powodzenie*, ta6. spes. 

3. Pierw. dwuzgloskowe lekkie: teres- i t. d., patrz wyiej. 

4. Pierw. dwuzgloskowe cigikie: bheijp, bheya- etc., lub na 
dwugtosk? dlug^ zakoiiczone: menej-, a) men^j- = mp'»^!- albo mpe^i), 
przyczem formutka ^^ wyra:^, ie po 9 przed samogtosk^ tworzy si§ 
jako d^wi^k przejdciowy n consonans (podtug Brugmanna), a e(D, ze 
dwugtoska dluga przed sp^tgtosk^ traci drugi sktadnik: j[. Por. stow. 
mtnfeti »mniema6«, gr. e:jwc-vr,v (stow. Yn, gr av s^ podtug tej teoryi wti- 
^nie refleksem owego przypuszczalnego : 5"); 5) m6nej =: meni- wstow. 
2. sg. praes. mtniSi, 3. sg. rainitu (z analogicznem tn == if^ zaro. en), 
s. mani 8& »rozmydianie, rozum» (podlug Brugmanna Kurze VergL 6r. 
str. 297). 



Na zakoi^czenie naszego sprawozdania o nowszych badaniach nad 
budow^ pierwiastk6w indoeuropejskich doda6 musimy, ie niekt6rzy 
uczeni nie cgraniczaj^ si§ do owych dw6ch wymienionych klas pier- 
wiastk6w wi§cejzgtoskowych, lecz rozszerzaj^ t§ teory§ jeszcze na ione 
pierwiastki, przedewszystkiem zaS na te, kt6re we fleksyi wyst§puj^ 
z tzw. samogtosk^ tematyczn^ e | o. Po dawniejszych pr6bach 
Ascolego (patrz jego »Studya krytyczne«, w uwagach do listu wst§- 
pnego), poczynionych z stanowiska hipotezy o jednosci i§zyk6w indo- 
europejskich i semickich, i Ficka (we wst§pie do stownika por6wnaw- 
czego), w nowszych czasach kwesty? t§ poruszyt migdzy innymi Hirt 
w dziele swojem >Der Ablaut* i w p6iniejszych artykutach, umieszczo- 
nych w Id. Forsch. Motywem tych zapatrywaii jest gt6wnie to, ie nie 



137 

wiedziec, co poczq(3 z tzw. samogtosk^ tematyczn^, ppzej§t% do grama- 

tyki europejskiej od uczonych staroindyjskich. Czem wlasciwie pod 

wzgl^dem znaczenia r6^it si§ temat od pierwiastku? Na to uczeni da- 

wniejsi, jak Schleicher, Curtius i inni odpowiadali, ie jak pierwiastek 

byl samodzielnym wyrazem w najdawniejszej epoce j§zyka, tak samo 

temat przedstawia wyraz samodzielny p6iniejszego okresu (ale zawsze 

jeszcze przedfleksyjnego). A zatem *bher-, to wyraz samodzielny najda- 

wniejszej, *bhere-, bhero- p6iniejszej epoki; owa za^ samogtoska kon- 

cowa -e -o stauowita bliisze okreslenie, determinacy? pierwiastku, 

znaczeniu nieco og61niejszem. Nie bardzo to jasne ani przekonywujq- 

ce. Do tego przyl^czaj^ si§ jeszcze inne w^tpliwosci, z kt6rych najwa- 

iniejsza: dlaczego n. p. ledne imiona, jak ctc^wo-, xwpa- opatrzone s% 

owym elementem determinuj^cym, czy tei indy widualizuj^cym, inne za& 

nie, jak xsS-, ped- itd. (tzw. deklinacya sp6Igtoskowa) ; dalej dlaczego 

w konjugacyi owa samogloska pojawia sig tylko w temacie terainiej- 

szym, a nieznana w innych czasach? Ot6i wobec tych trudnoSci nie- 

ktfirzy nowsi uczeni czyni^ krok radykalny — usuwaj^c zupehiie poj§- 

cie tematu z gramatyki i twierdz^c, ie mamy tu po prostu do czynie- 

nia r6wnie4 z pierwiastkami dwuzgtoskowymi : bhere-, -o-, czyli, jak 

Hirt chce, wyl^cznie bhere-, pede-, patere (tzn. z przyrostkiem dwuzgto- 

skowym tere-), kt6rych dalej analizowa6 nie moina, tak samo jak 

bhege-, kera- i t. d. Nie wdajemy si§ bliiej w tg spraw§, bo najezona 

trodnoteiami bez liku. Wystarcza wskaza6 tylko na to, ie zupetoie znosi 

ntarte dotychczas w gramatyce pojgcia, jak r6inic§ mi§dzy deklinaey^ 

spdJgtoskow^ i samogtoskowq (tamta powsta6 miala ze samogtoskowej 

jeszcze w epoce pofleksyjnej, wskutek procesu fonetycznego, tj. wsku- 

tek zaniku koiicowego e- w pierwiastku dwuzgtoskowym bhere-, pede-, 

jak to zreszt^ jui dawniej wykazywat Streitberg w rozprawie »Die Ent- 

stehung der Dehnstufe« w III. t. Id. Forsch). Tak samo znosi r64nic§ 

migdzy konjugacy^ tematycznq, i nietematyczn^, kt6ra r6wniei ma by6 

produktem p6iniejszym: *6d-mi, s. ad-mi z *6de mi; oczywiscie, ie 

takie mi§dzy tematem praesentis bhere-, a tematem (ti. pierwiastkiem 

w znaczeniu dotychczasowem) reszty czas6w bher-. Kwestya ta powi 

Uana jeszcze z hipotezq wyiej wymienion^ ytreitberga o powstaniu 

tzw. stopnia wzdtuiienia w wymianie samogtoskowej, jak w vox, pes, 

7211^, z hipotez^ r6wme2 nieudowodnion^. Nie chcemy tem samem 

twierdzi6, jakoby te ^miate kombinacye by}y pozbawione wszelkiego 

prawdopodobieAstwa, alena razie to wszystko jeszcze chwiejne i niepewne. 

Dlatego ograniczamy si§ tutaj do ki6tkiej wzmianki o tej hipotezie. 

JjWOfV» ■ 



iili 









a 

u 
\i 

ie 

R 

:i 
a 



Btoryi fiiolo^ii. 

— 

i Kallimach. 

[Sinko. 



jrneli Heck ani nawet Wiktor HahQ 
[ Dyany, zawarte w dziewi^tej 
&danii ust^pdw z dwdch hymnOn' 
Beksandryjskiego. Poniewaii to spo- 
sego nii dolqd pojraowania tego 
Die od rzeczy b^dzie zestawit! dla 
^>bu poet^w, Kallimacha we wier- 

Barty jest na motywaeh Teokryto- 
^arzeka tam na ludzi bogatych, 
C na poet6w, giirdz% poezy% i tila 
JH do grobu zapomnieni; sk^pcom 
^gaj^cych przez Muzy nieSmierlel- 
freszt^ mySli Teokryta, zast^puje 
^ry pr6^o pragnie ogl^dati Huzy, 
Cona, tym razem za KaUimachein. 
Jenie od tradycyi azerokiego opo- 
pilina (hym. II.), utkanym e dro- 
^o zarzutdw nieprzychylnej kry- 
dzif w epilogu tego hymnu Zawisd 
{powiedzial na niego (w. 105—112): 



139 

>Zawii§c do ucha Apollina potajemnie rzekta: Nie podziwiam dpiewaka, 
kt6rego piesd nie dor6wnuje pieSni morza. — ZawiS6 ApoUo nog^ ode- 
pchn^ i tak jej powiedziat: »Assyryjskiej rzeki (t. j. Eufratu) wielka jest 
&Ia, ale wiele m^tnego mutu i wiele Smieci na wodzie unosi; Demetrze 
nie zewsz^d przynosz^ wod^ Melissy, ale sam wierzch ze Swi§tego :&6dla, 
gdzie czysta i niezmqcona, a szczupla ciecz wyplywa«. Szymonowicz za- 
miast Eufratu Nil wymienil, bli^szy Eallimachowi, a reszt§ tak oddat: 

»Zazdrosc m6wi: Nie mistrz to, co po trosze ^piewa 

i co si§ jaJco morze z piesni^ nie wylewa. 

Apollo zazdroS6 nog^ potr^ci i rzecze: 

Wielka egipska rzeka wiele btota wlecze, 

a pszcz6tki, co wdzi§czny mi6d w Hymecie zbierajq,, * 

z malych si§ a przezornych strug6w napawaj^*. 

Kallimachowe Melissy s^ to kaplanki Demetry. Szymonowicz po- 
mny na Horacyuszowsk^ pszcz6lk§ (carm. 4, 2, 21 sq.), kt6ra mozolnie 
gromadzi studya na plastry poezyi, zrobil z nich pszcz6Iki hymetyjskie. 
I ioreSli nast§pnie Wogoslawienstwa, splywaj^ce z Boga Muz i pogromcy 
zawiici ApolUna. Kailimach tak przedstawil dobrodziejstwa Apollina 
Nouw^ (50—54): 

>Latwo i pastwisko bydla uczyni pelnem i kozy gloSno beczqce 
nie pozostan^ bez plodu, j e s 1 i na pas^ce si§ Apollo oko zwr6ci. 
Takie owce nie b§d^ niemleczne i nieplodne, przeciwnie wszystkie bgd^ 
mialy mlode, a ta, co jedno rodzila, wnet po dwa rodzid bgdzie«. — 
Szymonowicz opuScil wzmiank§ o bydle rogatem i kozach, a spojrzenie 
Boga odni6sI do owiec i tak rozszerzyl slowa Kallimacha: 

•Gdzie Apollo okiem swem wejrzy, owce w welng 

odziej^ si§, wymiona mleka b^d^ pelne; 

b§d% jagnigta swoj^ czqjStkg wysysaly 

i dworniczki swq takie b§d% wydajaly ; 

kt6ra jedno rodzila, bgdzie dwoje miala, 

te u cycka, a drugich b§dzie donaszaIa«. 

Jak Muzom pierwszej strofy przeciwstawiona byla w drugiej Za- 
zdroS(5, tak Wogoslawieiistwa, plyn^ce ze spojrzenia Apollina, w strofie 
trzeciej, maj^ odpowiednik we wprost przeciwnych skutkach spojrzenia 
Pana strofy czwartej. Ale ten zgubny wplyw panicznego strachu na by- 
dto nie jest motywem staroiytnym, a wprowadzenie go wywolala jedy- 
nie potrzeba kontrastu. 



140 

Strofa pi^ta przenosi nas w pobliie Dyany i opisnje j^ jako my- 
Sliw^. Wprowadzona jest za^ w towarzystwie zawsze mtodego ApoUina 
i Pallady zawsze panny. Epitet boga wzi^ty z KaUimacha (IL 36), Pal- 
lada dostata si^ mi^dzy boskie rodzeiistwo, jako opiekunka sztnk pi^- 
nychy a zarazem wojny i jako dziewica: te bowiem przymioty zdobi^ 
i Artemid^, a takie ApoUo wfeda tukiem, lir^ i nie ma 2ony. — Ealli- 
mach opisuje w hymnie na Artemid? (III. 119—135) pierwsz^ jej pr6b^ 
z hikiem otrzymanym od Cyklop6w w taki spos6b: »Pierwsz^ slral§ na 
jawor, drug^ pudcitas na d^, a trzeci^ na zwierzyng; czwartej nie wy- 
puszczalaS jxii na d^b, ale na miasto ludzi niesprawiedliwych, kt6rzy 
i sobie nawzajem i cudzoziemcom wiele krzywd wyrz^dzali. Nieszcz^ni, 
kt6rych ty srogim dotkniesz gniewem ; bydlo im m6r po^e, a prac^ n|k 
w polu mr6z; opJakuj^ tam starzy sraierd syn6w, a niewiasty w po- 
togu albo ugodzone umierajq,, albo podczas ucieczki rodz^ : i nic u nich 
niewzruszone nie zostaje«. — pr6bie strzelania nie wspomina Szymo- 
nowicz, odrazu przedstawia rozmaite cele, do kt6rych strzela Dyana, 
miasto ludzi niesprawiedliwych zaludnia zb6jcarai, z rarozu robi grad 
i na prawd^ pi§knie Ealliraachowe (PUYouaai oddaje przez »Ieda gdzie<, 
a rzecz odnosi do napadu nieprzyjaci6t, uprowadzaj^cych branki: 

Srebrne strzaiy Dyana z luku wypu^cila, 
jedn^ w jaw6r, drug^ w d^b twardy ugodzila, 
trzeci^ we Iwy, a czwart^ ani we Iwy, ani 
w jawory, ale kogos zuchwalszego rani: 
A rani cate raiasto, gdzie zb6jcy mieszkaj^, 
co mi^dzy swym a obcym r6£nice nie raaj^. 
Nieszczg^ni, kt6rych ona gniewem swym dosi§iel 
Tam bydto morem, zboie ztym gradem pol^te, 
starcowie mtode syny b^d^ grze^, a ^ony 
leda gdzie potyraj^ pt6d niedonoszony, 
albo w niewolstwie bgd^ n^dznice rodzity: 
jej strzaty kaidego z n6g prawie obality*). 

Ale nie zawsze ApoIIo strzela, nie zawsze gro^na jest Artemis, nie 
zawsze Pallada wojuje. W kontrateie do wst§pu poprzedzaj^cej strofy 
6piewa Szymonowicz: 



^) Oc2ywiScie »n^dznice« przedostatniego wiersza s% to n^dzne, biedne, poIiUK 
wania godne iony. 



141 

>Apolo gpa na lutni, Palas pigknie Spiewa. 
Apolo biesiad, iart6w Dyjana u4ywa«. 

I nast§puje opis Wogosjtawienstw, zlewanych przez Dyan? na ludzi 
szczerych. »Gdzie ona mile usmiechni^ta i laskawa zaWysnie — po- 
wiada w dalszym ci^u (129—135) Kallimach — tara ludziom dobrze 
niwa rodzi ktosy, dobrze r6d czworonog6w, dobrze i dom sig pomnaia, 
a nad gr6b nie id^, chyba kiedy Jakiegos starca zmartego wynosz^. 
Takze nie rani rodziny niezgoda, kt6ra i silnie stoj^ce domy obaliJa, 
a oko^o jednego stolu ustawiaj^ stolki zolwice i ^wiekra*. — Kallima- 
chowe (vjrfdarriOLi^ oczywiscie wraz z poprzedzaj^cymi przymiotnikami, 
oddaZ Szymonowicz przepigknie przez »poslo sw6j promieh wesoJy* 
rozszerzyl wzmiank^ dobrobytu i szeroko rozwin^ obraz zgodnej ro- 
dziny : 

>W kt6ry dom ona po^le sw6j promieii wesoty, 
tam iyznie pola rodz^, tam peine stodoly, 
pelne obory bydta, petno maj^tno^ci, 
ludzie zdrowi i w sile trwajq. do staroSci; 
mted^ si§ nadobna rodzi, rodzic6w shichaj^, 
synowie ani zony z wstydu wykraczaj^; 
kaidy szanuje, bo go szanowa6 przystoji, 
nigdy gwar i niezgoda w domu nie postoji, 
zolwice i bratowe u jednego stotu 
i swiekry i niewiestki jadaj^ pospohi*. 

W dalszym ci^gu (140—151) daje Kallimach rodzajowy obrazek, 
przedstawiaj^c powr6t Artemidy z polowania na Olimp. Apollo i Her- 
mes, jak na grzecznych kawaler6w przystalo, wychodz^ na jej spotka- 
nie i pierwszy odbiera od niej broii, drugi ubit^ zwierzyn?. Tak dawniej 
bywalo, bo teraz ApoUina wyrgcza Herakles, oczywiscie nie tyle z ga- 
lanteryi, ile z obiarstwa. »Tyryntyjski bohater stoi przed bramq. i czeka, 
czy nie przyjdziesz z jakiras ttustym k^skiera. A na jego widok smiej^ 
si§ nieprzerwanie wszyscy bogowie, najbardziej za^ sama swiekra, gdy 
on niesie z rydwanu ogroranego iubra albo srogiego dzika, kt6ry jeszcze 
podryga tylnemi nogarai*. Szymonowicz opuScil wzmiank? o ApoUinie 
i Hermesie i zatart prawie ironiczny koloryt obrazka, pisz^c : 

»Dyjana gdy nabije iubr6w albo losi 

albo dzikich Swiii, z woz6w Alcydes je nosi: 

10 



142 

Smiej^ si^ mu bogowie, a iiajwi^cej jego 
macocha, gdy na grzbiecie lub iubra catego 
d^wiga lub wieprza; cho6 go posok^ pluskaj^, 
on ich jeszcze potrz^sa, ie nogami drgaJ4«. 

W nast§pnej strofie (8) nie kontynuuje Szymonowicz opowiadania 
o Heraklesie, ale wraca do Apollina i rdwnolegle do strofy pi^tej przed- 
stawia go jako wojownika. Po programie (w. 62 n.) spodziewaliby^y 
si§, ie jeden ch6r spiewa o Apoilinie, drugi na przemian z nim o Dy- 
anie. Tymczasem ta responzya nie jest Sci^le przeprowadzona. Bo bo 
dowa utworu dotychczas jest taka : 1 . strofa : Muzy, ich nieprzyjaciele 
i przyjaciele. 2. Zaizdro^ i jej odprawa przez Apollina. 3. Btogostawien- 
stwa Apollina. 4. Przekleiistwa Pana 6. Dyana karze zloczyiic6w. 6. 
Dyana Wogoslawi cnotliwym. 7. Dyana wraca z polowania, przyjmnje 
j% Herakles. 8. Apollo walczy6 umie i bawi6 sig. 9. Dwa^i Heraklesa 
nad upolowan^ zwierzyn^ 10. Uwagi nadstowami Herakiesa. 11. Ofiary 
dla Hermesa i Heraklesa. 12. Warto Heraklesowi wielkie sktadaiS ofiary. 
Z tego widad, ie dwanaScie strof na 3 dzieli si§ grupy: Pierwsze czte- 
ry strofy poSwi^cone s^ ApoUinowi, drugie cztery Dyanie, ostatnie cztery 
Heraklesowi. Responzya daje si§ wykaza6 wewnqtrz grup, bo druga 
strofa jest antytez^ pierwszej, czwarta trzeciej, taksamo sz6sta pi^tej. 
Ale ta responzya koiiczy si§ ze strof^ ^sm^. kt6ra odpowiada pi^lej, ale 
i przerywa tok opowiadania o Dyanie. 

Tre§6 tej 6smej strofy takie zaczerpnigta jest z hymnu na Apolli- 
na. Eallimach wspomina, ie ApoUo i tuk ma poruczony i dpiew (II 
44), przytacza zabicie Pytona (w. 35). Ale nie jest to ju4 przektad ani 
naSladowanie, tylko oryginalna kompozycya, w kt6r^ Szymonowicz sam 
wprowadzit wzmiank? o »setnor§bich dziewigsitach*. Za to stowa He- 
raklesa w strofie dziewi^tej znowu s^ parafraz^ Kallimacha (III. 152— 
1.57): >Chytrem stowem, bogini, on ci§ goriiwie upomina. Strzelaj do 
szkodliwych zwierz^t, aby cig Smiertelni dobrodziejkq jak ninie nazy- 
waU. Pozw61 taniom i zaj^com pas6 si§ po g6rach. CAi ci tanie Inb 
zaj^ce zrobity? Dziki pola, dziki zasiewy pustosz^ i iubry, wielka plaga 
na ludzi. Do tych takie strzelaj«. Chytros6 Heraklesa Kallimachowego 
na tem polega, ii niby to wstawia si^ za lud^mi, kai^c zabijad 
wielkich szkodnik6w, i ma litoS6 nad niewinnemi sarnami i zaj^cami; 
w rzeczywistoSci o wtasny mu chodzi iotqdek, kt6ry sig zaj^cem nie 
nasyci, a woli ttustego dzika lub ogromnego iubra. Szymonowicz tej 
chytrosci nie zaznaczyt i stowa Heraklesa przytoczyt w dobrej wierze: 



143 

»Chytre slofwa AteydQS do Dyany mawia: 
Nie zawsze si§ myffiwstwo twe dobrze oUawia. 
Na co liche zaj^ce lub stanj hyaj^? 
Ciebie niechaj narody ludzkie przyznawaj^ 
dobrodziejk^, jako mnie. Ma2o si§ prsygodzi 
zaj^czek lubo sarna i malo zaszkodzi ; 
^browie szkod^cy wielcy, takie swinia dzika, 
na te niechaj smycz twoja m§ine charty zmykac 

Na tem koiSczy si§ zaleino§(5 Szymonowicza od Kallimacha. Pozo- 
state trzy strofy s^ oryginalne, a tre^ ich taka: Stusznie Herakles 
kaie raate oszcz§dza6, wielkie t§pi(5 wrogi, bo praca ta sama, zysk 
z wielkich wi^kszy. Powinni go naSladowa(5 kr61owie i nie bawi($ si§ 
w maJe krzywdy i spory domowe, ale przedsigbra(5 wielkie wyprawy 
nad WoJgg i Dunaj. Wprawdzie Herakles du4o jada, Merkury matem 
si§ zadowolni, ale iei tamten za to odgania od stada wilki, wi§c lepiej 
jema da(^ barana mi wilkowi. Ci§ika to oiSara, ale znosi si§ ci^iik^ 
zbrojg dla obrony, biaduje si§ wieie miast, chowa si§ przy stadach psy, 
cho(5 te wigcej jedz^ rni owce: wigc nie trzeba idlowB.6 i na innych 
uci^iliwych str646w. 

Nie trzeba wielkiej bystro^ci, by w tresci trzech ostatnich strof 
dosznka(5 sig aUegoryi: Herakles to si}a zbrojna, wojsko, kt6rego utrzy- 
manie ci§ikie dla poddanych, ale za to broni przed zewn^trznym nie- 
przyjacielem. To tei interpretacye W§clewskiego w tej cz§§ci utworu 
moioa aprobowa(5 i w Merkurym widzie(5 posl6w, w zaj^cach rokoszan, 
sciganych przez kr61a. Natomiast w objaSnieniu pierwszych o^miu strof 
trzeba by6 znacznie oslroiniejszym nii Wgclewski, a zwtaszcza K. Heck, 
Bo to tylko wolno z nich wyczyta6: Muzy uwieczniaj^ paraig6 opiewa- 
nych i piewcy. Kto s^dzi, ie tylko wielkie poematy nie§miertelnos6 przy- 
nosz^ nie pomni, ii lepsza kropla czystej wody nii rzeka Wota. Po tym 
wst^pie osobistym i literackim wielbi poeta w Wogostawieiistwach Apol- 
lina Wogie skutki pokoju, w panicznym strachu niekorzystne oddzialy- 
wanie trwogi wojennej na dobrobyt, w Dyany karach, zsytanych na 
zb6jc6w, przedstawia kary boie, spadaj^ce na ludzi zlych, jej Wogo- 
slawienstwa, to blogosJawieiistwa wszystkich cnotliwych. Tak wigc te 
szes6 strof przedstawialy paiistwo w pokoju. Lupy mysliwskie Dyany, 
odbierane przez Heraklesa, to lupy wojenne, wychodz^ce na korzysc 
przedewszystkiem sile zbrojnej. Znaczenie dalszej czg^ci jui przedstawione. 

Wstgpna rozmowa Tyrzysa z Menalk^ rozjaSnia do reszty intencye 
poety. Wracaj^cy z kiermaszu Menalka narzeka na zle czasy, prze- 




144 

dewszystkiem zaS na upadek poezyi, kt6ra porzuciJa tematy religijne 
i bohaterskie, a zajmuje sig jedynie inwektyw^ i satyr^. Tyrzys roz- 
wielmoinienie si§ satyry tI6maczy upadkiem obyczaj6w — jemu iei 
trzeba wlo4y6 w usta w. 53 a w nast^pnych zmieni6 role os6b: Wszak 
Menalkas wraca z kiermaszu, gdzie sfyszat du^o pieSni, satyryczne za- 
pomniat, z innych pomni pochwal? Apollina i Dyany*). Pomysl do ta- 
kiego hymnu, wielbi^cego na przemiany te b6stwa, wzigty jest oczywi- 
scie z Carmen saecuiar^ Horacego, ale pomysl ten nie zostal czysto wy- 
konany, jak ju4 widzielismy przy przegl^dzie dyspozycyi. Stosownie do 
pogl^du, wypowiedzianego w wierszu 39 n. o ideale poezyi, w kt6rejby 
»lub swigte boskie nieSmiertelne chwa/y lub m§inych bohatyrdw dzieje 
w uszach brzmiaty*, slawi si§ dobrodziejstwa i kary zsyfane przez Boga. 
Sielska maskarada kazala zatrzymad b6stwa staroiytne, wi§c bierze Szy- 
monowicz z Kallimacha pochwaly Apollina i Dyany, a natrafiwszy na 
epizod o Heraklesie, widzi, ie moinaby jego nauk§ zastosowa6 do spraw 
polskich. W ten spos6b sielanka staje si§ po raz pierwszy w dziejach 
literatury — broszur^ polityczn^. 

AUegoryczna byJa zawsze. Bo trzeba raz wreszcie przesta6 powta- 
rzad utarte komunaly o pierwotnosci, naiwnosci i naturalnosci idyll i pa- 
sterzy Teokryta. Po badaniach Wilamowitza, Maassa, Knaacka, Gerckego 
i Reitzensteina, ieby tylko tych znawc6w literatury aleksandryjskiej wy- 
mieni6, nie tylko w idyUi si6dmej uznaje sig maskarad§ pastersk^ i alle- 
gorycznos6, ale literat6w w kostyumach pasterskich widzi si§ i w innych 
pasterzach Teokrytowych, nawet w I^iicach. T§ tradycy§ kontynuuje 
Wergiliusz i Kalpurniusz, prowadz^ dalej poeci laciiiscy nawet z epoki 
Karolingskiej, podejmuj^ humanidci, jest ona regut^ u Szymonowicza 
i Bartlomieja Zimorowicza. Objektywna sielanka pasterska, oddaj^ca 
rzeczywi^cie mySli i uczucia prostego ludu — jest wyj^tkiem. A wy- 
j^tk6w takich nawet u Szymonowicza nie wiele, u Zimorowicza wcale 
ich nie ma. Bo chyba nikt za pasterzy nie uzna ludzi, Spiewaj^cych 
erotyki, tt6maczone z Biona i Moschosa, by poprzesta6 na sielance 
drugiej. 

te i u Szymonowicza i u B. Zimorowicza pod tytutem Sielanek 
znajduj^ si§ takie 4ale nagrobne i ^piewy weselne, by nie wspominad 
Zimorowiczowych utwor6w religijnych i historycznych, to i ten objawr 
opiera sig na tradycyi staroiytnej. 



^) On tei m6wi w« 157 i 158, dalsze wypowiada Tyrzys. 



145 

Za przedmioty, kt6rymi zajmowad si§ powinien sielankopis, ucho- 
dziJy wszystkie zawarte w Corpus THeocriteum wraz z Bionem i Mo- 
schosem. 

Ale wykazanie tego wplywu i w doborze temat6w zbyt wiele za- 
jrfoby nam miejsca. Wi§c odkfadaj^c je do innej sposobnosci, pragnie- 
my raimochodem usunqc jeszcze jeden bl§dny komunal z historyi lite- 
ralury polskiej : Klonowicza ^ale nagrobne na nieboszczyka Jana Ko- 
chanowskiego uchodz^ powszechnie za »nieudolne nasladowanie tren6w 
Kochanowskiego*. Tymczasem to chyba tylko z nimi maj^ wsp61ne, ie 
tamto treny, to iale. Bo zreszt^ o nailadowaniu mowy nie ma. Wz6r 
sw6j podal sam Klonowicz, pisz^c na tytule «naksztatt idylion Teokry- 
towego, kt6re ma napis: Epitaphios Bionos, napisane*.*) Nie powinno to 
dziwi6 nikogo, ie iale nagrobne na Biona nazywa Klonowicz Teokryto- 
wymi : Czytal je w Corpus Theocriteum, widzial, ie s^ na^ladownictwem 
idylli L, a nie wiedziat jeszcze, ie powstaiy moie w p6ttora wieku po 
smierci Teokryta. Wiadomo, ie jakis auzoiiski, a wi§c poludniowo-italski 
Grek, nasladuj^cy Epitaphios Adonidos Moschosa, napisal nagrobek 
ukochanemu mistrzowi sielanki, zarazem nagrobek calej piesni sielskiej. 
W iale wpl6tl mn6stwo alluzyi, do poemat6w Biona i do os6b przez 
niego opiewanych; a takze cata scenerya, ptacz p61 i las6w, drzew 
i kwiat6w, ir6det irzek, owiecikr6w, Nimf i Satyr6w, powstaje wzwiqz- 
ku z sielankow^ tw6rczosciq Biona. Ot6z na tem polega cala bezkry- 
tyczno§<5 Klonowicza, ze przej^l bez iadnych zmian caly ten aparat, 
majqcy zastosowanie jedynie do Biona, w odniesieniu do Kochanow- 
skiego bezsensowny. A przeciei nie trudno bylo bohater6w Bionowych 
zast^pi6 przez postacie Kochanowskiego. Szymonowicz czyni to tylko 
raz, wprowadzaj^c w 4alu trzecim Satyra, »co go naszy Polacy, pola 
rozkopuj^c, wygnaU z Sarmacyi, a lasy rumuj^c*. Zreszt^ utworu gre- 
ckiego nawet nie lokalizuje; interpoluje go tylko wzmiankami z litera- 
tury rzymskiej i polskiej geografii. Epitaphios Biona dostarczyl mu tre- 
sci do o^miu iaI6w: ^al I. = Epit. Biona w. 1—12; II. = 13 — 18; 
m.= 19—35; IV. == 36-45; V. = 51—56; VI.-- 57- 85; VH. = 
86-99; Vni. = 99 - 108. ^al dziewi^ty jest stopem trzech epigram6w 
Antologii palatynskiej, mianowicie dw6ch nagrobk6w Hipponaksa (przez 
Leonidasa z Tarentu IIL 57 Jacobs i Alkajosa 111. 58) i nagrobka Ar- 
chilocha (przez Gaetulikusa III. 27). Pozostale cztery iale nie s^ wpraw- 
dzie wolne od reminiscencyi staroiytnych, ale dlutezych zapo^yczen 



Por. zaJ XII str. 14: *iahije Polaka Polak. a w cudze strzemiona wstepuje 
Teokrytowe, gdzie placze Biona«. 



■i-jf^iF^'!^^' ■ ("/rr; • ■"^i* 




146 

w nich niema. Bytoby za§ rzecz^ zupelnie niemetodyczn^ wszelkie 
wzmianki o b6stwach czy przedmiotach, opiewanych przez poet6w gre- 
ckich i rzymskich, a znachodzq.cych si§ u Klonowicza, t26maczy($ wpjy- 
wem odnosnego poety staroiytnego. Wszak mitologii uczono sig w szkole 
i przytaczano j^ potem bez ogl^dania si? na wzory staroiytne. Totez 
z wielu cyfr Jana Pliszewskiego, kt6ry w drugim roczniku Pamigtnika 
Literackiego wykazuje wptyw autor6w klasycznych na Roksolanki Szy- 
mona Zimorowicza, trzebaby trzy czwarte skreSlid. Bo wertowanie po 
leksykonach mitologicznych, encyklopedyach staroiytnych, indeksach 
i slownikach da wprawdzie wiele materyahi — ale ten materyal wiele 
nie warta. Tylko iywa znajomo^d poezyi staroiytnej pozwala odkryvrac 
jej wptywy w poezyi polskiej. Niestety w^r6d polonist6w tej znajomosci 
nie ma, a nawet prace W. Hahna bardzo duio pod tym wzglgdem po- 
zostawiaj^ do iyczenia. To tei na historyg literatury, wzglgdnie tylko 
poezyi polskiej, odniesionej do wzor6w staroiytnych, dhigo jeszcze 
poczekamy. W kaidym razie dad j^ b^dzie m6gl tylko filolog. 

Krakdfv. 



Z zakmn nanki szkolncij j§zyk6f Uasjcznjcb. 



Modele Prof. Dra Hensella, 

uzywane przy nauce filologii klasycznej. 

Napisal 

St Rzepinski. 



Szcz^sliw^ mySl miat prof. Dr. W. HenselJ, przyst^pujqc do wyko- 
nania catego szeregu modeli, jako Srodisdw pogl^dowych dla ulatwienia 
lekttury klasyk6w greckich i rzymskich. Stuszn^ bovviem jest rzecz^, aby 
uczeii, czytaj%cy czy to o domu rzyraskim, czy rydwanie wojennyra Ho- 
mera, nie tylko latwiej m6gJ tekst autor6w zrozumied, ale takJe, aby 
wyobraienie jego o tych przedmiotach bylo 6cisle, a przedewszystkiem 
jtsne, nie za^ m§tne lub wprost balamutne. 1 dlaczegoi zreszt^ nie una- 
oczni<5 mu plastycznie tego, co si§ga w odwieczn^ dal whistoryi kultury? 

Modele Hensella raoina podzieli6 na trzy kategorye; pierwsz^ obej- 
rauj^ przyrz^dy wojskowe jako to : rydwan homerycki, pluteus, vinea, 
testudo, quae ad fodiendum comparatur, testudo, quae ad congestionem 
fossarum paratur, yjkt^Yri SicpuxTi:, turris ambulatoria, catapulta, do dru- 
giej kategoryi diptychon, stilus, volumen, do trzeciej wreszcie tela stans, 
i5Tb^ 5p5toc, coius, tudziei modele odzieiy rzymskiej i greckiej. Poza 
obr§bem tych kategoryi wykonano model drzwi homeryckich i dom 
rzymski. 

przewa^nej cz^^i tych modeli ju4 wypowiedzialem sw6j s^d 
w artykule »Muzeum< (R. XV str. 103) i w czasopi^mie »Eos€ za rok 
1904 str. 179 i 180. Obecnie zamierzam zajq6 sig wytQcznie om6wie- 
niem modeli odzieiy staroiytnej, zwlaszcza ie s%d w tej mierze byl 
oparty jedynie na podstawie ogl^dania modelu w gablotce na wystawie 



Vi»'' 



148 

srodk6w pogl^dowych w Wiedniu 1903. Praktyka szkolna pozwala na 
pogtgbienie raojego s%du i na jego uzupelnienie. 

Pomysl siworzenia modeli odzieiy uwaJam za bardzo szcz§sliwy 
1 pod wielu wzglgdami cenny, mniej szcz§sliwie wypadlo samo wykona- 
nie, a to z nast§puj%cych powod6w. Dwie gl6wne wady modelu odzieiy 
to uiycie lalki, na kt6r^ si§ odziei naklada i maJe wymiary samej 
odzieiy. NakJadanie kostyum6w na martwy przedmiot, jakim jest lalka, 
nietylko natrafia na r6inorodne trudno^ci, ale w przysposobieniu do fi- 
gury, w utoieniu fald6w, owinigciu szaty dokota ramion lub przegubu 
r^k jest wprost niewykonalne z powodu sztywno^ci figury. Oczywi^ie 
nie moina sig powolywad na to, ie dzisiejsze krawczynie uiywaj^ do 
pomocy lalki celem t. zw. upigcia kostyumu, a to z tego powodu, ze 
staroiytne kostyumy w znacznej czg^ci nie byly 6v56|xata, lecz iTcipX^ixa- 
ta; nie byty rodzajem surdut6w lub a priori zeszyte ze wszystkich stron 
tak, 4eby sluiyly do wdziewania, iecz byiy narzutkami w Scistem tego 
slowa znaczeniu. A wi§c prostok^tny lub owalny kawal materyi byl za- 
rzucany przez barki symetrycznie na oba ramiona albo splywaj^c na 
front ciala z lewego ramienia, otaczal plecy, nastgpnie przesuwany pod 
prawem ramieniem okrywal piersi ukoSnie i przerzucany bywal w lyJ 
ponad rami§ lewe. Oczywiscie opr6cz tego zasadniczego sposobu zakla 
dania szaty byly przer6ine odmiany, kt6re pozna6 moiemy z olbrzymiej 
ilosci ukostyumowanych pos^g6w i rze^b staroiytnych, a zwlaszcza z nie- 
zliczonej hczby figurek tanagryjskich jakotei z rysunk6w na naczyniach 
greckich i rzymskich. Nieraz to ramig musialo by<5 silnie zbliione do 
tulowia, aby w jednem miejscu (pod pach^), niekiedy i w przedramie- 
niu, moglo podtrzyma6 materyg celem zapobieienia zsunigciu. A jakiez 
dopiero uloiy6 tego rodzaju efektowne udrapowanie szaty himationu, 
jakie widzimy n. p. na pos^u Sofoklesa LateraneAskiego ? Czyi podobna 
wykona6 nawet na ruchomem ramieniu lalki takie wygigcie rgki, dookola 
kt6rej wykwintnie zarzucono himation i to w ten spos6b, ie powl6czy- 
stos6 calej szaty, jej faldy i elastycznos6 zarzucenia przejawiaj^ si? 
w calej pelni ? Tego dokona6 raoie tylko osoba iy wa. Jakoi mojem zda- 
niem wszelkie demonstrowanie kostyum6w powinno by6 przeprowadzone 
tyiko na zywych osobach, a nie na lalkach. Demonsti*owanie okazuje sie 
w6wczas wierniejszem, jesU uwzgl§dni6 moina najtrudniejsze pozycye 
i ruchy i nie wywola si§ tego komicznego wraienia, jakie jest nieraz 
nieuniknione, kiedy sig na martw^ figur? naklada stroje przeznaczone 
dla iyji|cych i kiedy szczeg6ly nloienia szaty nie daj^ si§ prawidtowo 
i wiernie przeprowadzi6. Powie ktos: w takim razie cena modeli, kt6re 
i tak s^ do&6 drogie, podniesie si§ w miarg wielkosci materyi jeszcze 
bardziej. Tak jest. Ale jeieli b^dziemy kostyumy nakladall na osoby 
iywe, w6wczas okaie sig zbyteczn^ lalka, kt6rej cena jest ai nazbyt 
wysoka i wobec kt6rej zaklady mn''ej zamoine, t. j maj^ce sk^pe 
fundusze na ^rodki naukowe, nie b§d^ sobie mogly pozwoli6 na zbytek 
kupienia lalki za poka^n^ kwot§ 67 koron 20 hl. 

A wypada jeszcze zaznaczyc, ie modele kostyum6w, sporz^dzonych 
wedlug wzor6w Dra Hensella, pomimo wcale wysokich cen nie przed- 
stawiaj^ si§ pod wielu wzglgdami zadowalaj^co. I tak n. p. nie s^ zro- 



149 

bione z takiego materyala, z jakiego wyrabiano je w staroiytnoSci, n. p. 
nie s^ welniane, ale z surogatu welny. Wprawdzie autor usprawiedliwia 
to tem mianowicie, ie dla zapobieienia zniszczeniu przez mole u^o 
bawelnianej materyi, przypominaj^cej welng, zamiast czystej weftiy. Ten 
moLyw jednak mnie nie przekonywa, tem wi§cej, ie autor modeli ^da 
i tak wktadania do pudetek karafory. Drugi szczeg6I, kt6ry wywotuje 
niezadowolenie, to niezwykla cienko^6 materyi, skutkiem czego w razie 
za/oienia na osob§, a nawet na lalk§ prze^wiecaj^ czg^i wewngtrzne 
jak pod dzialaniem promieni Roentgena. 

Wreszcie powainy zarzut zrobi6 musz§ objasnieniom i to w dw6ch 
kierunkach Do objasnleh nie dodano wcale wzor6w kostyum6w, kt6re 
nalezalo przedstawi6 na catym szeregu rycin pos^g^w staro^tnych tak, 
aby czytelnik nie wyrabial sobie s^du jednostronnego i wyobrziienia, ja- 
koby toga czy himation byly rodzajem uniformu, kt6ry wszyscy i wsze- 
dzie, zawsze i jednakowo zarzucali na siebie i jednakowo nosili, jak n. 
p. u nas nosi si§ fraki lub anglezy, kt6re niczem innem nie s^, jak 
slrojem uniformowym. Nadto naleialo kaid^ rycin§ posqgu przedstawic 
co najmniej z dw6ch stron, z frontu i tylu, a wedle moinosci z oby- 
dw6ch bok6w figury, aieby da6 widzowi jasne i jak najdoUadniejsze 
wyobraienie kaidej pozycyi. 

Doskonale wszyscy wiemy, ie w strojach wsp6lczesnych, kt6re 
przeciei na sobie i na drugich widzimy, przy ich sporz^dzaniu opier^^ 
si§ krawcy nie tylko na saraych rycinach, wyobraiaj^cych spos6b no- 
szenia odzieiy, ale posJuguj^ si§ rysunkarai, zawieraj^cymi kroje odzieiy. 
Oczywisty dow6d, ie do ^cislego wykonania nie wystarcza og61ny widok 
stroju, ani nawet najobszerniejszy komentarz slowny, ale potrzebnem 
jest okazanie szczeg6I6w w rysunku kroju. ^e tak jest i z modelami 
kostyum6w staroiytnych, przekona6 sig moie kaidy, kto we:imie do r§ki 
Erlftuterungen prof. dra Hensella. 

zakfadaniu himationu n. p. pisze autor na str. 15: »man hangt 
das Himation seiner Lange nach tiber den eigenen linken Arm (nicht 
den der Figur!) so, dass das von dem blauen, eingenahten Faden aus 
iinks liegende kurzere Stiick nach links herabfallt und legt es dem blauen 
Faden nach auf die linke Schulter der Figur. Von da ab, wo der Faden 
aufhOrt, lasst man es Qber deren ausgestreckten linken Arm herabfallen. 
Um das Herabgleiten zu verhindern, kann man es um die Handwurzel 
feststecken etc. etc.« 

Usilowania prof. Hensella byly niezawodnie chwalebne, gdy kazal 
modeliscie nawet r6ine szwy rdinokolorowemi ni6rai wykona6 i r6ino- 
barwne gwiazdki pododawac, ale mimo to wszystko cate przedstawienie 
rzeczy w »Objasnieniach« wypadlo nie do&6 przejrzyscie. A c6i dopiero 
m6wi6 o oslabieniu wartosci lalki, jeSli tak w tym, jak i w kilku innych 
wypadkach autor dodaje przestrogg : man hangt tiber den eigenen linken 
Arm, nicht den der Figur! Sam wi§c przyznaje, ie lalka nie wystarcza 
i potrzeba s\q posIugiwa6 ramieniera osoby iy wej ; ja dodam, ie bez 
slosownych rycin odzieiy lub bez podania kroju nie calkiera latwo do 
celu doprowadz^ ponaszywane gwiazdki i szwy r6inobarwne, chociaz 
niewjjtpliwie sq one pewnem ulatwieniera. Czyi nie lepiej bylo dla osi^- 



l 



150 

gni^ia zupelnej jasnoSci i ScistoSci podad rysunek kroju, schemat, na- 
st^pnie caiy szereg figur z rdinych stron odrysowanych, dol4czy<5 opis 
zasadniczego zaktadania kostyumu i dopiero potem przyst4pi<5 do zasto- 
sowania modeli. Takie schemata dot^czyt Walter Amelung (Die Gewan- 
dung der alten Griechen u. ROmer. Leipzig 1903) do wybomydi swoich 
obja^nieA do tablic odzieiy Grekdw i Rzymian Cybulskiego (Vestitns 
Graecorum et Romanorum Tab. XVI.— XX). Tu chociai si§ nie opeFnje 
szwami ani gwiazdkami, daleko plastyczniejszego nabiera si^ poj^cia 
o staro^nej odzieiy, zwtasiscza kiedy si§ przed oczyma widza przesnnie 
caty szereg postaci, odzianych w ten sam, a jednak r62norodnie poj§ly 
spos6b zaktadania kostyum6w, przez co si^ zarazem pozwala widzowi 
wysnuwad wnioski o mozno§ci coraz to nowych kombinacyi stosownie 
do upodobania i indywidualnodci jednostki. 

Not€y S^, 




Recenzye — Sprawozdania — Zapiski. 



Grnppe 0. Dr., Griechische Mythologie und Religionsge- 
schichte (Handbuch d. klass. Altertumswissensch. herausg. v. Dr. Iwan von 
Muller. Funfler Band, 2. Abteilung, 2. Halfte), Munchen 1902 i 1903. 

Znany badacz na polu wierzen greckich, prof. gimnaz. w Berlinie Otto 
Grappe, roiiotyl swe wielkie dzie)o i znakomity podrQCznik, dot^d mimo 
1152 stron nieukonczony, na trzy gl6wne dzial^: I. Die wichtigsten KultstHt- 
len. II. Die wichtigsten Mythenkomplexe. Hl. Ubersicht uber die griechische 
Religionsgeschichte. Zamierzamy zdad sprawQ szczeg6lnie z trzeciej czQ^ci, po- 
czynaj^j si^ od str. 719, kilkoma og6lniejszej natury spostrzezeniami wy- 
przedzaj^c sam przegl^d. 

Gruppe nie godzi si^ na stanowisko, zaj^te przez nowoczesu^ antropo- 
logi^, kt6ra nierzadko uderzaj^ce podobienstwa w kulturze tak catkowitej, jak 
zwtaszcza religijnej, u najrozmaitszych lud6w Uumaczy wsp6lnoiSciQ umysto- 
wego usposobienia rodu ludzkiego, nie historycznym zwi^zkiem i zaleznoSci^. 
Teza auiora, uzasadniona w ca^em dzieie, opiewa: Grek najdawniejszych cza- 
s6w stoi co do zwyczai6w i wyobraten o wiele dalej nie tylko od pogaiiskich 
German6w lub Siowian, lecz nawet od Ind6w, anizeli od obcych sobie szcze- 
powo Semit6w. Zdaniem Gruppego najstarsza Teogonia' grecka, polegajs^ca na 
wyksztalceniu powolnem pierwotnego chaosu do uporz^dkowanego pod^ug praw 
pewnych kosmosu, pochodzi z teozoficznego jakiego^ poematu Fenicyan. Ci^- 
g^e podupadanie ludzkoSci pod wzgl^dem obyczajowym przedstawiali poeci 
greccy, najp62niej w VII w. , podhig znanego r6znym plemionom wschodnim 
— szczeg61nie Indom — nastQpstwa czterech wiek6w. 

Podczas rozkwitu kultury kretyjskiej kulty chtoniczne wypieraj^ wesel- 
sze wyobrazenia, wi^^ce si^ z rozniecaniem ognia ofiarniczego, Owe kulty 
bez ognia nalei^ w og61e do najstarszego, do kt6rego mozna dotrzed, pokladu 
greckiej religii i praindoeuropejskiej kultury. Kult kamiennych i drewnianych 
fetysz6w rozwin%2 si^ z kultu ognia, atoli greckie mity o pozyskaniu ognia 
nie nawi^zuj^ do nich, ale do p6iniejszego wyobra:^enia o pochodzeniu ognia 
z niebios. Niezmiernie pouczaj^ce przytacza Gruppe przyklady na to, jak kulty 



162 

podzietnne wtargn^ty w obc^ sobie pierwotnie dziedzinQ kamiennych i dre- 
wnianych, roslinnych i zwierz^cych fetyszow w kretyjskim i beockoeabejskim 
okresie. Typow^ dla ca^ego rozwoju jest zmiana znaczenia w pewnym wyrazie 
Kata(i)basion, kt6ry okreSla >miejscowo^c Kataibatesa«. W nazwie tej podczas 
beockiego i prawdopodobnie ja^ podczas kretyjskiego okresu miescila si^ tresc 
chtoniczna; chociai wspomnienie si^ zacbowato, £e Kataibasion w^asciwie 
oznacza miejsce w ten spos6b udwiQcone, iz z niebios duch spada w piorunie. 
P6^niej po usuniQciu chtonicznej nalecialo^ci rozumiano przez Kataibatesa 
stusznie ciskaj^cego gromy. Wa2nym jest tedy wniosek, kt6ry Gruppe wy- 
snuwa, te religijna cze^ pocz^la si^ od cudownosci zjawiska swietlnego i ognio- 
wego ; lecz d^^no^d czasu zmierzala do wywodzenia tego dziwu od duchow. 
przebywaj^cych w gi^bi, i dusz umartych. W og6le wiara w upiory, cz^sto 
^mierd sprowadzaj^ce, jako w zle duchy i wyslanc6w podziemia, panuje pod- 
czas kretyjsko-beockiego okresu. 

Wptyw wyobrazen wschodnich na religijne wierzenia 6rek6w nie ustal 
nawet we w. VI. ; chocia^ tQ religijnosd, kt6ra spoczywa na dnie ntworow 
homerowych, Pindara lub Sofoklesa, mozna uwazad za samoistny wyr6b gre- 
ckiego ducha. Tw6rc6w joiiskiego eposu Gruppe, stosownie do nowoczesnego 
poJQcia, nie uwa2a bynajmniej za naiwnych, przeciwnie si^ oni dobrze ^mar 
domi swojego przeciwieiistwa do zabobon6w religii ludowej. Mistycyzm w. VI. 
stworzy} tak niespozyte moralne wartosci i wydat tego rodzaju idea^, te wobec 
nich blednie swiat homerowych bog6w. Sofokies miatby byd zdaniem autora 
wlasciwie jedynym przedstawicielem przekazanej religii i gtosicielem mysli, 
kt6re juz byly przygotowane w sercj szlachetnych Atericzyk6w, co wielki po- 
klask jego wsp6Jczesnych ttumaczy (str. 978). Z poet6w w. V. on miatby 
najbardziej byd przeswiadczonym o slabosci czifowieka i bezcelowosci jego d^- 
zeri ; on daje wyraz skargom i zalom spoleczeristwa, d^wi^z^cym silnie od 
w. VI. i przygluszajqcym sJowa innych poet6w, zwiastun6w nowego czasu 
(str. 520). Gruppe tak pi^knie wykazal uprawnienie i sprawiedliwosc bolu 
ludzkiego w ekonomii greckiego wszechSwiata, u bobater6w i bohaterek tra- 
gedyi, chodby niewinnie i niezas2u2enie cierpi^cych, te Sofoklesa, kt6ry uswie- 
cil nieszcz^scie, bolesd uzacni} i na piedestal wynidsi szlachectwo duszy, oczy- 
szczaj^cej si^ w cierpieniu, powinien byl przedewszystkiem uznad rzecznikiem 
nowej ery, nie widzied w nim po dawnemu tylko straznika przebrzmiewaj^cej 
tradycyi ! 

Natomiast trafne i ziote s}owa wyglasza autor o tem, czem byla Atena 
dla Atericzyka V. w , oraz czem w ogdle bylo greckie b6stwo. Tamta byla. 
dla Atericzyka w owem stuleciu wyrazem wszystkiego tego, co uczynito Ateny 
wielkiemi; o tem zas greckiem poj^ciu b6stwa przytocz^ wa^ny i przetomowy 
mem zdaniem s^d Gruppego w doslownem brzmieniu: »Die griechiscbe Gott- 
heit ist nicht in der Natur, wie man gesagt hat; im G:*gQnteiI, sie ist das, 
was der Natur fehlt, um Kunst zu sein. Die griechische Gottheit wahrend der 
Bliiiezeit ist auch nicht die idealisierte Natur oder idealisierte Menschheit; 
aber sie macht beide zu Idealen. Sie ist der Uberschuss der Dichterseele uber 
die Natur. (str. 989). 

B6stwa eposu powstaty w godzinach, w kt6rych spot^gowana moc woli 
prze czlowieka do silnych czyn6w i przez to sprawia mu rozkosz najwyzsz^. 
Mi^osd nie leiy w ich istocie bynajmniej. Ale od jednej godziny nie mo£na 



153 

oczekiwad wszystkiego: >Es gibt im Leben des Menschen andere nich tninder 
fruchtbare Momente, wo ihn des Lebens ganzer Jammer anfasst, wo der Wi- 
derspmch zwischen Sollen nnd KOnnen ibn erbeben macht, wo er bereit ist, 
das Leben nicht etwa als wertvollstes Opfer fur eine hohe personliche Aufgabe 
einzusetzen, sondern es hinzageben in hoffnungsloser, entsagender, unpersQn- 
licber Liebe. Nur in einer solchen Stunde konnte der 6ott der Liebe ganz 
empfnnden werden« (str. 99U). Czy nie w takiej godzinie Sofokles tworzy) 
swoje dramaty, w kt6rej »der Grieche der homerischen und uberhaupt der 
ganzen Blutezeit« wolnym by) od u^udy, >dass dass buhlende Gliick sich dem 
Edeln vereinigen werde«, w kt6rej Mogos^awienstwo i powodzenie ludzi po- 
boznych uchodzi raczej za akt dobrowolnej i osobistej laski bozej (str. 1004)? 

Orfickiej mistyki nie wywodzi autor ani z Egiptu ani z Mezopotamii, 
gdyi w assyryjsko-babylonskiej literaturze brak i^wiadectwa o metempsychozie ; 
ale przyjmuje, ze nowa nauka kolo potowy w. VL dotar^a do Jonii, gdzie si^ 
znachodz^ jej pierwsze nieSmiale Slady u Anaksymandra i o wiele znaczniej- 
sze u Ferecydesa, pierwszego w Grecyi przedstawiciela nauki o dusz w^dr6wce. 
Wybitniej jednak w dolnej Italii wyst^pi^a ta nowa nauka, gdzie prawdopo- 
dobnie Kroton bylt centrem i punktem wyjScia sformulowan p6^niejszych mi- 
stycyzmu. Gruppego przypuszczenie, 2e wsz^dzie, gdzie wystQpuje mistycyzm 
w VI. w. pod nazw^ Orfeusza, naleiy rozumied nie mitycznego dpiewaka, 
lecz Orfeusza z Krotonu, jednego z falszerzy pism orfickich, w tym celu spro- 
wadzonego do Aten, ateby tam z rodzinnego swojego miasta przeszczepil sta- 
wn^ naakQ — ta hipoteza wyjaSnia pomieszanie dw6ch r6znych nauk przez 
ntoisamienie dvr6ch Orfeusz6w. Warte zapami^tania s^ vvBine stowa autora^ 
ktore tomj^ drog^ nowemu poJQciu orfiki i jej znaczenia: »Ohne sie wM.re 
nicbt allein die griechische Philosophie, wie sie w&hrend der Bliitezeit sich 
entwickelte, undenkbar, sondern auch das gesamte geistige und insbesondere 
das religidse Leben des Volkes h^tte sich so nicht gestalten k5nnen« 
(str. 1045). 

Z szczeg6lowego przegli^du bog6w (dot^d mamy ust^py o Zeusie, Herze 
i ustQp niedokonczony o Pozejdonie) wyjmuJQ tylko o Pozejdonie znamienn^ 
wiadomo^, te przedstawiano go sobie w postaci byka lub konia, albotez jako 
dncha ziemnego, kt6ry w g^Qbi przebywa i jest darzycielem 3^r6de2; st^d p6^* 
niej wyobra&ano b6stwa tak rzeczne jak 2r6dlane pod jednf^ z postaci Pozej- 
dona, pod ksztaltem byka albo przynajmniej z rogami. Powinowactwo za^ jego 
z Dyonizosem, kt6rego te2 wyobrazano sobie w postaci byka, wySwietla Gruppe 
przez przypuszczenie, ze ojciec piastunek Dyonizosa Geraistos by) identyczny 
z Pozejdonem. 

W tem miejscu przerwad wypada i oczekiwad cierpliwie korica swie- 
tnego dziela, kt6ry zapowiedziany byJ na pocz^tek mijaj^cego roku. Oby przy- 
najmniej z wiosn^ roku przyszlego uczony autor dotrzymal swej obietnicy! 

Lwdfv. St. Schneider. 



•v:.i'<- ;'. ■■ 



164 



Noaek Ferdinand, Homeriscfae PalSste. Eine Studie zu den 
Denkmalern und zum Epos. Leipzig 1903, str. 104. 

Gto^ne dzieto Noacka sktada siQ z dw6cfa rozdziaidw: I. Die PalMste in 
Kreta und Griecfaenland. Ifar VerfaSltnis zu einander. II. Das homeriscfae Haus 
aus dem faomeriscfaen Epos erklart. Nadto przydane s^ dwa ekskursy, uwagi, 
rejestr rzeczowy i wykaz miejsc, uwzglQdnionycfa zwiaszcza z Iliady i Odyssd. 
Zdobi^ ksi^jkk^ wykwintn^ dwie tafalice przy koiicu i 18 rycin w tek§cie. 

Autor dowodzi znacznej rdznicy mi^dzy faudow^ kretyjskicfa pa2ac6w 
w Fajstos i Knosos, a greckicfa w Tirynsie i Mycenacfa. Podczas gdy w tych 
ostatnicfa front jest tr6jdzielny za pomoc^ dw6ch slap6w, na Krecie prawie 
wyi^cznie panuje dwudzielno^d frontu z siupem poSrodku. . Tam jedne drzwi 
pomiQdzy obu shipami, tu dwoje drzwi po obu stronacfa slupa; tam w^ki 
front przy rozlegJo^ci w gl%b, tu natomiast przy stosunkowej piytkoSci front 
szeroki. Klasyczny ksztah propyle6w i celli ^wiqtynnej, t. zw. templum in 
antis, z frontem tr6jdzielnym, jest wytworem istotnie greckim. Przeciwnie do- 
my z szerokim frontem, szersze niz gtQbsze, s% egipskiego pocfaodzenia. Wsp6l- 
nego stadyum rozwoju mi^dzy obu typami nie byto. Takie szereg magazyn6w, 
odkrytych w Knosos, a po^wiadczonych w dolinie Nilu ju4 za 5. dynastyi 
(okoto r. 2500), przemawiatby za silnem oddziaiywaniem Egiptu na KretQ. 

W jednym tylko szczeg61e ani starocfaaldejskie ani egipskie budownictwo 
nie wykazuje podobieiistwa z kretyjskiem : tamte zdaj^ si^ nie znac przedzie- 
lonego na dwoje wcfaodu, kt6ry pr6cz Krety daje si^ zauwaiyc li w Malej 
Azyi i to na poiadniu tylko, w jednej Licyi. Zreszt^ wptyw starooryentalnej 
oraz egipskiej sztuki budowniczej na arcfaitekturQ pa2ac6w kretyjskicfa jest wi 
doczny, tem silniej za to i niezalezniej od Wscfaodu wyst^puje budowa doraa 
greckicfa anakt6w. 

Za Pucfasteinem i van Leeuwenem uie uznaje i Noack w faomerowem 
domostwie osobnej sali kobiecej i sypialni. 6iXa[jio; jako oddzielna i zapewne 
w podw6rzu odrQbnie zbudowana sypialnia jest unicam w Odyssei, Swiadcz^- 
cem o wprost przeciwnym w6wczas zwyczaju powszecfanym, 4e ognisko i loze 
ma2:^eiiskie miedci^y si^ w jedynej komnacie, ii.6Yapsv, Eurykleia, po^ieliwszy 
w sypialni, wraca wprawdzie do domu: TiiXiv oixdvBs ^t^-fi^v. (Od. XXIII, 
292), ale Parys nie siedzi jako niewie^ciucfa przy Helenie w sypialni, tylko 
we wtasnej izbie (3aXau.o;), kt6ra mu takze i za sypialni^ shr^ (U. VI, 321). 
Nie z komnaty niewie^ciej zostaJa Penelopa wyparta, ale jej degradacya pK)- 
lega na wyp^oszeniu jej z prawowitego miejsca pani domu w [kiyoipz^. Jest to 
W^d zasadniczy, -rcpwrov iJ^sjBo?, powtarzaj^cy siq ci^gle, ze si^ wywodzi faome- 
ryckie mieszkanie kobiet wJa^nie z stosunk6w wyj^tkowycfa palacu Odys- 
seusa. 

Podobniei nie istniato pierwotnie poddasze, uTwspwov, o kt6rem wszystkie 
wzmianki pocfaodz^ z p6:4nycfa ksi^g Odyssei (XXI — XXIII) lub opieraj^ si§ 
na nicfa. Id^c za Wilamowitzem, czas powstania tej partyi Odyssei kladzie 
Noack dopiero na 8. w. przed Cfar. Poprzednio zatem brak bylo, przynajmniej 
w faomerowym eposie, owego g6mego [HQtra. St^d wniosek, ze w przeciwien- 
stwie do wielkich i wiele mieszkaii w sobie mieszcz^cycfa pahu56w tak kretyj- 



165 

skich jak greckicb, stary dw6r homerowy z jednem [xiYixpov od dziedziiica 
i najmezbQdniejszemi izbami przy korytarza jako typ sta^y przetrwal mycen- 
sk^ epokQy od jej knUury dosadnie odbijaj^c prostot^ i ^wiadcz^ przeciw 
zwi^kowi homerowej poezyi z ow^ mycensko-kretyjsk^ cywilizacy^. 

Hipoteza Noacka o jednoizbowem zrazu domostwie przemawia do prze* 
konania, chodby dla analogii z atrium rzymskiem, w kt6rem skupialo siQ cate 
iycie rodzinne, gdzie kr61owala pani domu ze sluiebnicami, gdzie znachodzito 
siQ ognisko i sta2o malzenskie ioie (thalamus nuptialis). Co siQ za^ tyczy 
odrQbno^ kultury myceiiskiej od homerowej, kt6rej tak dwietnie broni Noack, 
to wst^pit on w Slady Helbiga, piszQcego przed laty: Die Kultur der Myke- 
nier batte eine gianzendere Aussenseite als die der homerischen Griechen... 
So weit die Funde ein Urteil verstatten, erscheinen die MykenHer recht eigent- 
lich als Onentalen. . . Dagegen ist im homerischen ZeitsJter eine Abnahme 
des fremden Elementes unverkennbar (Das homerische Epos aus den Denk- 
malern erlHutert. 2. Aufl. Leipzig 1887, str. 59 i nast.). 

W ekskursie drugim porusza autor kwesty^ podw6jnych topor6w, kt6" 
rycb rozliczne wizerunki znachodzii siq w odkopanym Swiezo palacu Minosa 
w Knosos. Wyraz karyjsko-lidyjski XaPpu:, oznaczaj^cy top6r podw6jny, stoi 
w zwi%zku i z labiryntem, wla^nie owym knosyjskim palacem, wzniesionym 
dla Minotaura, i z Zeusem karyjskim Aa0pauvS6^ (zob. wyborne sprawozdanie 
o wykopaliskach na Erecie dra Jezienickiego w »Eosie« rocz. X, str. 1—36). 
Labirynt bylby zatem przybytkiem boga z rogami byka, kt6ry mia) niew^tpli- 
wie Idedy^ i posta6 byka, kt6rego zaS symbolem byt top6r podw6jny. Lecz 
uciekanie si^ do symbolu Noacka i in. nie zdaje si^ byd shisznem. W og61e 
zgodzid siQ trzeba z sqdem naszego uczonego: Badania mitologiczne bylyby 
ju2 oddawna o wiele gtQbiej dotarly, gdyby mania symbolizowania wszelkich 
szczeg6^6w, i dzid jeszcze nie wykorzeniona, nie odwracata ich na manowce 
(Aleks. Briickner, Staroiytna Litwa. Warszawa 1904, str. 143 i nast.) 

Tenie uczony radzi tlumaczyd nie symbolicznie, ale dos^ownie 
i knlcie zelaznych m)ot6w litewskich wyralsa siQ, ie oznaczaj^ >piorun, ja- 
kim czy powtokQ chmur latem, czy raczej wi^zy dnie^ycy i lod6w na wiosn^ 
zyczliwe ludziom sily niebieskie rozbijaj^« (tam^e na str. 142). Miejsce mto- 
t6w (kamiennych), na kt6rych kult u p62nocnycb lud6w zwr6ci} uwagQ juz 
Mannhardt, zaj^ na Krecie i na matoazyatyckiem wybrzeiu kult podw6jnych 
toporow; kt6ry to kult wyja§niono jedynie trafnie, na podobienstwo p6bioc- 
nych oraz litewskicb mtot6w, w ten spos6b: Wie auf Kreta, so fiibrt auch 
an der ganzen kleinasiatischen Kuste der Himmelsgott an Stelle des Blitzes 
das Doppelbeil, welches die Wolken spaltet (Georg Karo, Altkretische Kult- 
statten w Archiv fur Religionswissenschaft, t. VIL z r. 1904, str. 124). 

Trudno^ pewn^ upatrzy) w tem Noack, t& nie wiadomo nic o kulcie 
teryomorficznym karyjskim boga w postaci byka. Dla usuniQcia tej trudnosci 
przypuszcza tedy synkretyzm dw6ch religii: starszej karyjskiej z p6^niejsz^ 
grecki^ teryomorficzn^ w swoicb pocz^tkach, zaprowadzon^ przez przybysz6w, 
zdobywc6w i za2ozycieb kultury myceiisko-kretyjskiej, kt6rym karyjski top6r 
podw6jny sta2 si^ ^wi^to^i^ a labirynt dwi^tyniii ich boga z glfow^ byka. Nie 
wiem, czy trzeba si^ postugiwad bA teory^ najazdu dla zrozumienia dwoistQJ 



156 

— ani s}owa — postaci uranicznego^) boga z czciji dla narz^dzia, kt6re roz- 
tr^ca chnrnry i Swiatto sloiica przywraca (piorun = m?ot, albo topdr podwojny), 
z drugiej strony zaS chtonicznego b6stwa, na co wskazuje kult jego pod 
ksztahem byka, wtadciwym szczeg61nie Pozejdonowi i Dyonizosowi. Synkretyzm 
takisam przeciez ujawnil siQ i w staronordyjskim Torze, b6stwie pioruna, kt6> 
rego przedstawiano z rogami na gtowie i z mtotem. Gzyzby i owe rogi ze- 
chciai Noack tlumaczyd >najazdemt? Tyle zdaje si^ byd pewnem, ze pray 
»symbolu< z rogami wsp6}dzia{a} wptyw oryentalny. zwtaszcza egipski; tym- 
czasem o toporze podw6jnym, na jednej z gemm kretyjskich, lec^cym z nieba, 
tego stanowczo twierdzic nie mozna. 

Praca Noacka nie potrzebuje zaleceii. Kazdy, chodby cokolwiek si^ sza- 
nuj^cy, filolog powinien j^ znad, azeby si^ pozbyd b^^dnych poj^ o domii 
w poematach Homera i o stosunku homerowej epoki do kultury t. zw. my- 
ceiiskiej, czytei mycerisko-kretyjskiej. Co do tytuhi samego zrobiibym w konca 
uwagQ, 2e mie^ci si^ w nim contradictio in adiecto, gdyz autor mowi w -swem 
dziele tylko o przedhomerowych pa^acach, o homerowym zaS domu, a nie 
bynajmniej o >homerowych palacach<. 

Iav6W' St, Schneider. 



Radermacher L., Das Jenseits im Mythos der Hellenen. 
Untersuchungen uber antiken Jenseitsglauben. Bonn 1903, str. 152. 

Jest to zbi6r lu^nych po czQ^i rozpraw, uj^tych w trzy grupy nast§- 
puj^ce: Zur Komposition antiker Nekyien, Das Totenreich auf der Erde, Das 
Totenreich unter der Erde. Dot^czone sq cztery ekskursy i nieodzowny 
rejestr. 

Autor wychodzi z tego zapatrywania, ie obok historyka tak£e psycholog 
ma watne do rozwi^ania zadanie, na jakiem to urz^dzeniu umys2u ludzkiego 
polega, ze tyle twor6w fantazyi, podstaw prawnych, obyczajowych i zwyczajo- 
wych zasad, od siebie niezawi^le i samoistnie siQ wywi^za^o. Radermacher 
jest bowiem zbytnio zachowawczego mniemania, te wyobrazenia Grekow, kt6- 
remi siQ zajmuje, nie s^ poniek%d zapoiyczone z obczyzny, lecz calkiem ory- 
ginalne^). 

Autor wnosi, ze Arystofanes w »!^abach« przedstawi) podziemie, id^c 
za ludowemi wierzeniami, ie przeto w V. w. przed Chr, w Atenacb utrzymy- 
vreilo si^ przekonanie, kt6rego Slady znachodzs^ si^ tak w Iliadzie jak w Odys- 



^) Niechaj Tni woino b^dzie nadnnienid, ie etymologicznie kretyjski Zxv odpo- 
wiada rzym lanus, kt6rego zestawiono z etruskim bogiem auspicy6w, by? zatem bo- 
giem niebios. 

«) I^zeciwnie Rohde w swoim »6reckim romansie< (2. w^d. z r. 1900) pod- 
kre^la dobitnie, ie Grecy doszli do wyobraienia o wyspie szcz^hwych za po^rediii- 
ctwem Fenicyan. Zob. o tym przedmiocie najnowsze prace* Fritz Hommel, Die Insel 
der Seligen in Mythus und Sage der Vorzeit (Mttnchen 1901) i Alfred Bertholet, Die 
Gefilde der Seiigen. Ein akademischer Vortrag (TObingen und Leipzig 1903). 



157 

sei, ii iycie w Hadesie jest jakoby dalszym ciqgiem ziemskiego. Za Norde- 
nem wykrywa Radermacher sprzeczno^ci w Nekyi Wergilego Od czasow 
Nekyi homerowej podr6£ podziemna nalezaJa do stylu wielkiego eposu. Ale 
Wergili skontaminowa) ze soh^ dwa r6toorodne motywy: r6szczkQ cudown^, 
toruj^c^ drogQ w podziemiu, z Sybillq, zbyteczn% w tym razie przewodniczk^. 
Pierwowz6r wergiiiuszowskiej Sybilli mial si§ znachodzic w jakiejs spekula- 
tywno-filozoficznej apokalipsie. Na wykazaniu widocznych i namacalnych wpjy- 
wow pitagorejskich m6g) jednak autor poprzestad, nie uciekaj^c si^ do pro- 
bleroatycznej hipotezy Nordena o ^r6dle stoickiem (Pozejdonios). Teory^ bo- 
wiem grzechu podw6jnym : pierworodnym i osobistym, z kt6rych tamten 
wymaga zmycia w podziemnem elizyum, * znalaz) chyba Wergili w jakimS 
iitworze raczej pitagorejskim, anizeli stoickim^ gdyz stoikom w og61e obcem 
byto poj§cie »podziemia«. 

Znan^ jest rzecz^, te za^wiata szukano pierwotnie albo pod ziemi^ albo 
za morzem na krancach Swiata. Tak uwa2ano — jeszcze i w historycznych 
ezasacb — Eret^ za miejsce pobytu dusz btogoslawionych. Bardzo ciekaw^ 
jest etymologia Erytbei, podana przez Radermachera za Dieterichem (Nekyia, 
str. 25'). Hezyod umieszcza tQ wysp^ bajeczn^ na zachodzie u koiica Oceann. 
Jej nazwa nic innego nie znaczy, jak tyle co »czerwona« i da si§ zestawi6 
2 Ajschylosowem czerwonem morzem (^oivixcireScv ipu^pdt^ lepbv j^eupia ^oikda- 
97;;), nad kt6rem le2y podhig ^wiadectwa Arystofanesa. gr6d rajski, i z krajem 
wschodu sloiica 4>oivixY;. Dodac tutaj naleiy nieuwzgl^dnione przez autora t. 
zw. Fortunatae lub Purpurariae insuJae (Plin. 6, 36), tudziez wzmiank^ Pin- 
dara «ctvixcpocoi Xeifxwve^; (por. Werg. En, VI, 640 i nast. o podziemnem 
elizyum: largior hic campos aether et lumine vestit purpureo.,). »Gzerwony« 
(:;uppcc, st^d Pyrrhos - Neoptolemos) jest przeciwienstwem boga swiatloSci, 
ApoUina-Orestesa, podobnie jak w mitologii germanskiej Loki jest antypod^ 
Baldura*). 

Autor wskazal na wsp6lno§d nader doniosl^ motywu podr6zy zaiSwiato- 
wych do kraju bog6w i zmarJych, t. j, do ehzyum i do Hadesu, a podr64y 
przedilubnych przez morze dla pozyskania narzeczonej. Przytacza na to 
islandzkie, rosyjskie i t. p. analogie, do kt6rych mo^na przyt^czyd i polskie, 
Madczsice o to^samoSci i§lubnego i pogrzebnego rytuahi u S^owian poganskich 
(zob. >Ludc z r. 1903, str. 221 i nast.). B6g skarb6w i bogactw, Pluton 
zarazem jest panem duch6w i niewidzialnych cieni (AiSn;). Trudno siq jednak 
zgodzic z autorem, by to wyobraj^enie, ze zmar^ schodzi do podziemnego 
krolestwa, wyst^pi^o dopiero od w. 5 silnie i wszystkie inne wyparlo. Raczej 
jest ono pozostatoSci^, jak byJo ni^ ju4 za Homera, ust^puj^cq. miejsca wta- 
^nie okolo poJowy w. 5., przynajmniej w pogl^dach Ate]6czyk6w, kultowi ura- 
nicznemu. 

Podlug autora normabi^ i niewqtpliwie pierwotn% byta droga piesza, 
wiod^ca do podziemia Dopiero z czasem, przed w. 5., skombinowano j^ z innem 



') Kolor ryiy, 7:uppo(, oznaczaj^cy grzech, przypisany jest w Apokalipsie §w 
iaoa (XII, B i 9; smokowi, >kt6rego zowi% diablem i szatanem«. Por. opowiadanie 
»0 zlym duchu, albo dyable albo Cerw%nym« w rozpr. J. Swi^tka p. t Borowa 
(Materyaly antrop - archeol. i etnogr. W Krakowie, nakl. Akad. Umiej. 1904 T. VII. 
str. UOj. 

11 



u 



lll 




morze, lieby si^ dostaii Da pola 
podzieiDDe wraz z przevoinikiem 
.mi w Hadesie, lecz pochodz^ od wod 
B6stwom wodDym i Fozejdo- 
aia postac byka'). Praypomti; 
itwo Horac«go o vtanriformis Aufi- 
tUiw odziedziczyty fe bdstwa wodne, 
lym zywiole. 

ie i dusze zmartych, 
w og61e jako zle dacby tra- 
fei patryarchy Henocha o poUmorGi 
rTOA6(ispfa ■j'^v6|J.sv3 Xu[La!v3viaL ~';;; 
Ina maloruskie wierzeDia o polimorGi 
|utaj wypada o czarach Bonapartego 
li< na >mn6stwie powietei, krqiqcych 
niei wspominam, ie kult chtoDiczDy 
l^siqcznych postaciacb ()iupiQ;jisp=::], 

^enie autora, 2e Kery, wymienioDe 
im jednego razu i to w jeduej z naj- 
^ 171), odnoszq si; zawsze tylko do 

> azeby Erynia przeSladowata kobiet;. 
:antor, 2e pojmowanie Apotlina jako 

> wcale zaslugq delfickich kaptandw, 
«rz^eego czystsze pog!%dy, slosownie 
szczerze ateiisk^ inwencyq i Ajschy- 
; najzDakomitszych i starozytnych ro- 
: wywodzili od matkob6jcy Orestesa: 
^iollinowq religiEi, ze wykluczeni byli 
2ie tak daleko, by nawet w zaprowa- 
zeciwstawienie si^ Delfom, lecz z^- 
^agedyi Ajschylosa potrzeba szukac 
l^zeciwieiistwie do Delf powstata. 

■j Ka2dy, kogo zajmuj% kwestye. ty- 
" powita dzietko Raderm. z wdzi§czno- 
ie obfite por6wnawczego mater)'^a, 
dziele. Tq wreszcie okoliczuoid, te 



ienscbengestaltigen Qfttter der Griechen 
Poseidon, dessen Priester zu E^besos 
po!, Tauptun), und ein Fest dasStierfest 

jkiego w •Aehilleidzie«, gdy >Bogu slo- 
; wia,r^ w •wiecznegoi Pozejdooa i 'ro- 
aiana syndw Laokoona w w%if. i ponifsf 
l^ku z chtoniczuYtn cbarakterem lak to- 



159 

aator nie zna ani odczuwa powatoej i samoistnej roli orfiki, prawi natomiast 
o >orphische Winkelkaltec i orphisch-pythagoraische Schule«, przyj^d nalezy 
z rezygnacyi^. 

Livdfv. 8t Schneider, 



Archiv fur Religions wisssenschaf t unter Mitredaktion von H. 
Usener, H. Oldenberg, C. Bezold, K. Th. Preuss, herausgegeben von Albrecht 
Dieterich und Thomas Achelis. Siebenter Band. Leipzig, Verlag von 
B. 6. Teubner, 1904. 

Czasopismo niniejsze wchodzi z obecnym rocznikiem, kt6ry juz si^ po- 
jawil w dwoch zeszytach podw6jnych (str. 1 — 280 i 281 - 644), w nowt^ 
fazQ rozwoju. S^owo wstQpne napisa) ^wie^y jego redaktor, A. Dieterich; treSd 
zas owej przedmowy najlepiej pos^u^y za wytlumaczenie, dlaczego zamie* 
rzytem zdad sprawQ z tego rocznika i zaprz^tn^d uwagQ czytehiik6w »Eosu« 
tyle jego osnow^, o ile ona tyczy si^ zw2aszcza religii i mitologii staro- 
zylnych Grek6w i Rzymian. 

Zdaniem nowej redakcyi naukQ o religii mozna oprzed jedynie na pod 
stawach filologiczno-historycznej wiedzy i za pomoc^ jej ^rodk6w naprz6d po- 
&uni^ Ghodzi szczeg6lnie o zbadanie najni^szej warstwy wierzeii i wyobrazen 
religijnych, tych samych formach powtarzaj^cych si^ wszQdzie, o podktad 
ogolnoludzki i wieczny w wszelkiej historycznodci. Trzeba do tego W3p6lnych 
zachod6w filologii klasycznej, semickiej, indyjskiej, germaiiskiej i t p., a oraz 
etnologii (ludoznawstwa, antropologii) i pot^czonych si) wsp6)pracownik6w an 
gielskich, francuskich, wtoskich i nowogreckich, obok niemieckich, kt6rzy 
w swoich JQzykach przemawiad b^% mogli w ^Archiv. fur Relig.< ^) Rozwi^- 
zania problemu religijno-historycznego domagaj^ sIq przedewszystkiem nasze 
czasy, zbadania genezy chrze^ijaiistwa^ zaniku starozytnej a powstawania 
i wzrostu nowej religii. Tylko poznanie historyczne potrafi czlowieka wykszta^- 
^nego naukowo prawdziwie oswobodzid na duchu nawet od religijnych wiQ- 
z6w i niedomagan czasowych. 

Gzasopismo zawiera trzy dziaty : I. Abhandlungen, II. Berichte, IH. Mit- 
teilongen und Hinweise. Z 20 rozpraw polowa (10) odnosi sIq do starozytno- 
^ klasycznej. Stary znawca mitologicznych zagadnien, Usener z Bonn, 
w rozprawie p. t. Mythologie utrzymuje, 2e kto z badaniami religijno-histo- 
rycznemi ma do czynienia, ten nie rozumie dawnego sporu, czy etyka jest 
samoistn^ czy od religii zalein^. Niegdy^ ca^a tre^d dwiadomo^ci naszej mu- 



*) Miejmy nadziej^, ie p. >JaYorsky in Rzesszov< (sicl), kt6ry si<g podja? spra- 
wozdaii o slowianskiej religii ludowej, zechce upomnied si§ o niew%tpliwe prawo do 
przemawiania n. p. w j^zyku polskim, skoro istotnie czasopismo ma shiiyd nauko- 
wym i mi^dzynarodowym celom. 



160 

siata byd religijn^, dlatego wielkiem zadaniem dziej6w religii jest wyjadnid 
powstanie i rozw6j ducha ludzkiego od najpierwszych pocz^tk^w az do tej 
chwili, w kt6rej poznanie rozumowe wypiera mityczne wyobratonia, a wolny 
polegaj^cy na samym sobie obyczaj zajmuje miejsce skr^powanego religijnie 
zwyczaju. .Koncowe s^owa autora, ie wiara si^ zestarzata i dojrzala do samo- 
poznania, przyj^d mo^emy z tem zastrzezeniem, ze samopoznanie to wiarg nie 
do grobu prowadzi, ale do odrodzenia i odm^odnienia. 

pocz^tkach rzymskiego kultu larow rozprawia Wissowa i przy tej 
sposobnosci z naciskiem zwalcza wsp6lczesn^ mitologiczn^ spekulacy^, ktorej 
siQ zdaje, ze w animizmie znalaz^a klucz do wszystkich tajemnic religijnego 
Qczucia. Tymczasem kult ogniska i lar6w nie da si^ 2adn^ miar^ pogo(/zi6 
z animistyczn^ czci^ przodk6w. ^al mi, ze z pracy Farnelia z Oxfordu: 
Sociologicai hypotheses concerning the position of women in ancient reiigion, 
kt6ra zawiera niechybnie szczeg6Jy zajmuj^ce, nie mog§ zdad sprawy z po- 
wodu nieznajomo^ci j§zyka angielskiego. Przyst§puj§ natomiast do pi§knej 
rozprawy Wiinscha: Ein Dankopfer an Asklepios, w kt6rej autor wykaza) 
w spos6b przemawiaj^cy do przekonania, 2e w czwartym mimiambie Heron- 
dosa naleiy widzied modlitw^, w kt6rej s^ roztworzone pierwiastki hymnu. 
Stowa: t^ trj riaiYjcv 2>Be Taux' stv^ (w. 85) odpowiadaj^ n. p. s^owom, kon 
czqcym modlitw§ ch6ru w Sofoklesowym Kr61u Edypie: iVits «^olge, sz\ ci 
TauT* apdar' etV; (w. 1097) i hebrajskiemu Amen = ^^''^ifo. 

Do najciekawszych bezsprzecznie rozpraw tego rocznika zaliezyd potrzeba 
rzecz p. t. Altkretische Kultstatten, zaopatrzon^w 38 rycin, kt6rej autoremjest Je- 
rzy K a r o z Bonn. Doszed2 on do nast^puj^cych wynik6w, kt6re uj^^ w cztery pun- 
kty: 1. Staroachajski (cz. myceiiski) kult nie znal ani obraz6w ani ^^i^tyn. 
2. Kult ten niewiele si^ zmieniJ w ci^gu swego przynajmniej tysi^cletniego 
istnienia. 3. Wielkich bog6w wyobra2ano sobie i przedstawiano takze, gdy 
nie chodzilo o wla^ciwe obrazy kultowe, czysto po ladzku. 4 Najznakomit- 
szym bogiem by} b6g niebiaiiski z podw6jnym toporem, wladca diktejskiej 
(Zeusowej) groty oraz patacu w Knosos (t. zn. labiryntu lub »domu topornc 
od Xi3p^?) top6r) ; obok niego, z kt6rego powstat p6:iniej helieiiski Zeus (kre 
tyjski Zav, Tav), pojawia si^ wielka matka bog6w i ludzi, pierwowz6r grecko- 
trygijskiej Rei-Kybeli. Pozwalam sobie nadmienid, ie owa bogini urodzajnosci, 
w kt6rej Karo domySla sIq za Evansem p6^niejszej Rei, zdaje si^ mied o wiele 
wi^cej wsp61nego z niebiaiisk^ Afrodyt^, o kt6rej swiadczy Herodot (I, 131), 
te j^ Grecy przeJQli od Assyryjczyk6w. 

Drugi p6}rocznik zaczyna zn6w Usener d)utsz{| rozpraw^: Heilige 
Handlung, skladaj^o^ si^ z trzech rozdzia}6w: I. Wasserweihe, II. Caterra, 
III. Ilions Fall. Zwlaszcza w drugim rozdziale uderza trafny wyw6d prastarej 
walki mi^dzy bogami »wydzialowymi« (Sondergotter) : pJowym i czamytn, ze 
wsp6}zawodnictwa roi^dzy bogiem zimowym a bogiem letnim. Autor nie w^tpi, 
ze 6w aY«»>v, w kt6rym Zieliiiski nauczyl widzied staly oSrodek staroattyckiej 
komedyi, pierwotnie tyczyl si^ tych zapas6w mi^dzy dwoma bogami. Argu- 
mentacya w trzecim rozdziale wydaje mi si^ zbyt skomplikowan^ i blQdn^ 
przez to szczeg61nie, te autor uwato Pyrrhosa Neoptolema za sobowt6ra Apol- 
lina, Orestesa zai utoisamia z Dyonizosem. Raczej Orestes jest powtdrzeoiem 
Apollina; niczego za^ nie dowodzi ta okoliczno^, te Dyonizos si^ DSEywa 
*'Op£tO(; (Festus p. 182b 30: *'Opsto(; Liber pater et 'Opetifeq Nymphae appei- 



161 

lantar, qaod in montibas frequenter apparent), ip£'.93iTY)^, ipeffxoo^, ' oupeaipdiTV]:; 
i l p. (por. Orph. hym. LII., 10: citpsji^oiio; o Dyonizosie), gdyi wlaSnie ten 
ostatni epitet w anonimowych hymnach do Dyonizosa i ApoUina przystuguje 
im obu. 

Autor >Poimandresa, Studien zur griechisch-agyptischen und friihchrist- 
lichen Literatur«, R. Reitzenstein wykazuje w rozprawie: Zum Asclepius 
des Pseudo-Apuleius, ze dochowana w papyrusie Mimaut z trzeciego albo 
czwartego stulecia po Chr. modiitwa znana jest z iaciiiskiego przekladu u koii- 
ca t. zw. Askiepiosa Pseado-Apuleiusa. Wyobratenie o bogu, tam wyra:ione, 
jako m^ko-zenskiej istocie, zgadza si^ z egipskiemi misteryami Izydy 
i Ozyrysa (zoh. Plut. de Is. et Os. 43), lecz nie powstalo wcale pod wpty- 
weffl orfickich nauk, co autorowi wydaje si^ prawdopodobnem. 

s th o f f rozpocz^ swoje Etymologische Beitrftge zur Mythologie und Reli- 
gioDsgeschichte od pochodzenia nazwy U^iz-xoz, W przysztym roczniku nasti|pi 
wyw6d etymologiczny s26w 'rreXcop i Tzpic. npi-oTro; mialoby by<5 compositum 
z npt == indog. *pri w lokalnem znaczeniu: przed, na przedzie 
i 2^9; =s sopio, penis, synonymum wyrazu ^aXXs^. pochodzeniu, tudziei 
zDaczeniu ^sO; e3^3{jLo; mamy dwie polen^iczne rozprawy W. H. Rosche- 
ra i Pawla Stengla. R6zni^ siQ oni w tem gl6wnie, ze Stengel widzi wtym 
siodoaym wole siodmi^ z kolei iyw^ ofiarQ (i^^jxov), podczas gdy Roscher 
upatraje w nim jedynie kolacz o ksztalcie wohi jako ofiarQ ubogich zamiast 
iywego wolu po sze^iu ofiarowanych poprzednio r6inych iywych zwierz^tach, 
lub tez po sze^ciu kr^glych kolaczach ksi^tyco^ej postaci (asAt^vai). 

Sprawozdania dotycz^ religii babylonsko-assyryjskiej, indyjskiej, egip- 
skiej, religii lud6w dzikich p6lnocnej Ameryki, Meksyku i srodkowej Amery- 
ki, Afryki i Indonezyi. Wreszcie ostatni dzii^ zawiera przer62ne wiadomotoi. 
PodDOszQ opis doktadny sarkofagu z Hagia Triada, dwa kilometry na zach6d 
od kretyjskiego Fajstos i rzecz o Upbz TzGikoc. W greckich ustQpach protoko- 
26w egipskich z czas6w Ptolemeusz6w czytamy: lepou 'tccoXou ''[(itBo; (xe-YocXY}^ 
lATjTpb; j^Ewv... UpcO xoiaoj 'IjiBo^ 36a? [Lsr((£kric,., [Lsr^imi^ \^T^-:po^ 3eci)v. Hezy- 
chios objasnia to wyraienie tccoXo^ w nastQpuj^cy spos6b : Oc^Xo^* eraipa. 
U&Xoj^ yap auTa; IXsyo'', cTov 'A^poBtTYj;, Ilt&Xcu; tou<; veou;, *Aat tj; vea;, xal 
72p£vou;. ^rebi^tami wi^c (TicoXot) nazywano zar6wno m}odzienc6w jakdziew- 
cz^ta na slu&bie Afrodyty, podobnie jak m6wiono o stugach przy rozmaitych 
kullach : at p^ec, oi ^ouxoXoi, ot Tpavct Dyonizosa, ai apxTct Artemidy, XiovTe; 
i Xsr.va'. Mitrasa i Taucot Pozejdona (por. A. Dieterich, De hym. Orph. 1891, 
str. 5). Na lakonskiej inskrypcyi (CIG. I, 1449) kaplanka Demetery i Eory 
nazywa si§ twXoi; tcTv oYtwTaTotv 3eoTv. Odpowiednio do tego wyobrazano so- 
bie zapewne Izyd§, jak Demeter^ w figalijskiej Swi^tyni (Pauz. VIII, 42, 3 
i oast.t i wog6le na arkadyjskich monetach, w postaci klaczy albo przynaj- 
iDDiej z glow^ konsk^ ^. Gzyz moina diutej wobec tycb znamion przeczyd, 
ze mi^zy kultem Izydy a Demetery zachodzit ^cisty zwi^zek i podobienstwo, 



M W. de Visser, Die nicht menschengeBtaltigen Gdtter d. Gr. Leiden 1903, 
str. 1^6 : Die Pferdegestalt gehOrt zu den vielen Tierformen des Korngeistes, sodasi 
man Demeter. die Kom-Mutler, ganz gut als Slute gedacht haben kann, wie Mann- 
hardt (Myth Forschungen S. 244 ff.) und Frazer (G B. II., 303) vermuten 



162 

iak to juz dawno zauwazano (Dyod. I, 96, 4: ty)v {xb vap ^0<jipilr,q xiktvrp^ 
rfi Atov^aou tyjv auTr)v etvat, t))v 8s tt5<; "laiBo; Tjj t^; Ai^ji.r,Tpo? 6jxoiOTanj¥ 
jicfltpxsiv T(5v JvojJLaTwv JI.6V0V ^vTjXXaYixsvoDv) ? 

Ltvow. Sf. Schneidcr. 



K. M. G6rski, Transkrypcye z Horacego (W zbiorku »Wier- 
8zem«, Warszawa i Krak6w, Gebethner i Ska, 1904, str. 57 — 85 i 157). 

Wymieniony tomik poezyi, wziQty jako caYo^, niema nic wsp6lnego 
z filologi^ klasycznQ i jej polskim organem. Om6wi}a go jui prasa dzienna, 
tygodniowa i miesi^czna, ale om6wi}a tak, ze ezQ^d najbardziej filolog6w obcfao- 
dz^c^, transkrypcye z Horacego, zbyli niezawodowi krytycy paru ogolnemi 
pochwatami, plyn^cemi nie ze zrozumienia Horacego i tych jego odtworzen, 
ale ze slownika konwencyonalnych frazes6w estetycznych. Poniewaz jednak 
kazdy milo^nik Horacego mo^e znale^ prawdziw^ rozkosz w odczytywaDiu 
tych odmnastu polskich piosnek na tematy klasyczne (Hor. carm. I. 1. 4 7. 
9. 11. 20. 23. 24. 33. 38. H. 6. III. 9. 12. 26, IV. 3. 7. 11.); poniewat 
kdzdy nauczyciel mo2e po »przerobieniu< odnodnej piesni ze swymi uczniami 
odczytad im j^ w transkrypcyi polskiej, by wyp2oszy6 przez to echa doslo- 
wnego thimaczenia, koniecznego zreszt^ do zrozumienia tekstu, i dac niedoro- 
slym jeszcze do ocenienia oryginalu przeczucie i przedsmak jego pi^knosci, 
warto na tem miejscu owym transkrypcyom bliiej si^ przypatrzed. 

W dyskretnie icr6tkiej przedmowie objaSnia autor niezwykly tytul tran- 
skrypcyi i zaznacza ich stosunek do oryginalu. Wie on doskonale, ze o prze- 
kladzie, thimaczeniu pieini Horacego na obcy JQzyk nie mo^e byd mowy. 
Wszak tam kazdy rytm, kazdy wyraz dziala nietylko swym d^wi^^em, nie- 
tylko swem znaczeniem, ale nawet miejscem, jakie w wierszu zajmuje. Od- 
czuwali to instynktownie humani^ci, piszt|cy w nowo^tnych JQzykach, i ni- 
gdy Horacego nie t26maczyli, ale go naSladowali, to jest do wyrazenia wla- 
snych, przeiytych i odczutych zdajrzeii duchowych poslugiwali siQ komplek- 
sami my^Ii i obraz6w wenuzyjskiego Spiewaka. Tak postQpuje Kochanowski, 
Szymon Zimorowicz, Kochowski. Mniej swobodnie odtwarzaj^ oryginal d 
na^ladowcy, kt6rych koncepcya jest czysto literacka, kierowana chQciii ubra- 
nia w polskie wyrazy tego, co ich zachwyca w lacinie. W tym rodzaju naj- 
doskonalsze rzeczy stworzyl L. Siemieiiski, doskonale, jeSli siQ je ocenia we- 
dhig pi^knoSci poiszczyzny, potoczystosci szlachetnego wiersza i podnioslosci 
tonu. Ale ten ton jest przewa2nie przeciwny Horacyuszowi, kl6remu nic bar- 
dziej nie bylo obcem, nawet niesympatycznem, jak patetyczno^ i retorycznosc. 
Tymczasem dlugie peryody wiersz6w Siemieiiskiego brzmi^ bardzo patetycznie 
i bardzo retorycznie, a tem samem komuS, co nie zna oryginahi, fai^zywe 
daj^ o nim wyobra2enie. Transkryptor unikn^l szczQ^liwie tego falszywego tona, 
a potrafil znale:2d miar^ takiej wytwornej powSci^gliwoSci, takiej dyskretnej 
impiissibilite^ ±e og61nego charakteru liryki Horacego nie mo^naby bylo le- 
piej oddad inn^ manierq, jak t^ p.!rnasyjskQ. Bo jedli chodzi o etykiet^, to 
w utworach oryginalnych najbardziej zbli2a siQ autor do francuskich parnasi- 
st6w. Transkrypcye jego bardziej licz^ si^ z oryginatem ni2 humanistyczne 



163 

nasladowania. Mimo to^ »przepisuj^c diwi^ki starozytnej lutni na jakieS skrom- 
niejsze, biiisze nam narz§dzie«, wi^qc proste swe wiersze parami, nie wahat 
si^ ujmowad obraz6w lub dodawad ich do s26w ^aciiiskiego poety, — a kie- 
rownikiem jego w tym wzgl^dzie by^, jak sam powiada, kaprys, jak my po- 
wiedzielibysmy, spos6b czacia i poezucia Enropejczyka z pocz^tka XX. wieku. 
OczywiScie na wszelkich zmianach Horacy nic nie zyskuje, ale tez przy prze- 
k^adzie o to tylko chodzi, by jak najmniej straciZ. Ale jak on o sobie m6- 
wi2: non ego nobiliam scriptorum aaditor et altor grammaticas ambire tri- 
bas et polpita dignor*, tak i artystyczny jego transkryptor mo^e stasznie 
wymagad, by go nie s]|dzi6 wedhig regat gramatyki i fiiologii. To tei po- 
przestaniemy na para tylko awagach. Horacyaszowski rolnik z carm. I. 1. 
11, kt6ry ochoczo skopaje ojcowskie zagony, ginie zapebiie w zdaniu >tego 
od sada nie odegnad«, a praktyczny kupiec rzymski nigdyby nie pojecha), 
>a± gdzie Thule sterczy w mrocznej dali*. Tam zaganiah' siQ tylko awanturni- 
czy bohaterowie greckich romans6w. Za to zupe^nie w stylu Horacego trzy- 
mane jest odtworzenie przedostatniej strofy i jej zapetnie indywidualne poj^- 
cie: Horacy cofa si^ w ustronne zacisze pi^knego gaju i tam w cieniu d^- 
b6w i laur6w, przy pli^sach Nimf i Satyr6w tworzy swe piesni. Nie moznaby 
tez piQkniej zrozamied owego «secernunt populo* jak w zdaniu »i sktadam 
spiew dla siebie, zdala ci&by ttumnej, na jej s^d oboJQtny, za cichy, za dum- 
ny«. Te dwa przyktady osobistego pojmowania tekstu daj^ pr6bkQ, jak gl^- 
boko wczol siQ aator w spos6b mySienia, w styl Horacego. Moznaby je mno- 
zyd z ka^ej pie^ni. Najmniej takich zmian w oddania carm. I. 4, a kto 
wie, czy to nie najlepsza transkrypcya. Silnych skr6cen doznal poczi^tek I. 7, 
ale nic nie stracil na tem uproszczeniu katalogu geograficznych osobliwodci. 
Je^li te trzy strofy mialy wejSd w sUad nowoiytnego utworu, to musiaity siQ 
mu poddad — i z tej operacyi widad najlepiej, jak nie kaprys, ale dojrza^ 
s^d estetyczny kieruje autorem przy zmianach. Nie ka^dy zgodzi siQ mo2e 
z pojmowaniem zakoiiczenia I. 9 : Horacy wspomina o nocnej schadzce ; 
dziewczyna skryla si^ przed kochankiem, ale zdradzil j% dmiech ; musi sw6j 
zart okupid. Autor maluje piQknie nocn^ wycieczke na Suburr^ i na spos6b 
paryski odtwarza iycie nocne na ulicach Rzymu. Ze jednak ten rys wielko- 
miejski inaczej wygl^dai w Horacyuszowskim Rzymie, o tbm a2 nadto pou- 
cza druga satyra pierwszej ksi^gi. Wi^c lepiejby moze bylo catf^ zabaw^ umie- 
scid w willi Thaliarcha. Melancholijny ton carm. I. pi^knie uwydatnia rytm: 
>Kiedy nas Smierc zaskoczy, nie pytaj, nie pytaj*, a »iocosa. . Vaticani mon- 
tis iinago« (I. 20) z radodci^ powt6rzy}aby te polskie wiersze: >I odpowiada 
mu ta Nimfa dmieszka, Echo, co w grotach Watykanu mieszka<. i^artobliwie 
milosne, a przeciez delikatne zaloty do mtodziutkiej Chloe, zyskuj^ jeszcze na 
liryczno^i przez wstQp: »Dzieweczko, pora kwiat6w i kochania«. Natomiast 
2ale na ^mierd Ewintyliusa (I. 24) wypad2y do^ bezbarwnie, moze dlatego, 
ze nieznany zmarhf nie m6g} przecie2 zbyt wzruszyd transkryptora. A lekki 
humor i ironia carm. I. 33 zbyt siQ kryj^ w powaj^ych wierszach polskich. 
Inne transkrypcye jedna od drugiej pi^kniejsza. Oto jak genialnie uchwycony 
jest szelmowsko-p2aczliwy ton jonikdw carm. 3, 12: 

Biada, biada tej dziewczynie, co marzy stQskniona, 
Ni zapomnied chtopca moze, ni padd mu w ramiona. 



164 

Carm. IV. 3 budzi szczeg6lniej wspomnienia deklamacyi Siemieiiskiego 
i ujmuje sw^ prost^ poboznoSci^, a przeklad IV. 7 godnie staje obok prze- 
pi^knej transkrypcyi I. 4. 

Tego rodzaju przeklady nie mog^ byd owocem systematycznej pracy 
nad Horacym. Spadaj^ one autorowi same, jak dojrzate owoce z jesiennej^ 
drzewa, gdy resonans jego duszy najlepiej odbrzmiewa tony i rytmy piesQi 
starozytnej. A takie chwile same przychodz^, wotad ich nie mo2na. Wi^ 
.0 catego Horacego autora prosid nie mo2emy, a tymczasem dzi^kujemy roa 
^ za tych 18 pieSni i za ozdobny dodatek, przeUad Moschosa I. 5. 

Krakdw. T. Sinko. 



Friedrich Rasch, Lateinische Cfbersetzungen deutscher 
Gedichte, Stade, 1904, str. 84, mate 8®. 

Rzecz niniejsza obchodzilaby wtaSciwie tylko Niemcow, gdyby tJuma- 
czone na tacin^ utwory nie by}y powszechnie znanemi balladami Goethegc, 
jak ErlkSnig, Der Sanger, Mignon, popularnymi utworami Heinego, jak Belsa- 
zar, Loreley, Du bist wie eine Blume, Auf Flugehi des Gesanges, gdyby to 
nie by}y przepi^kne liryki Chamissa, Hauffa, Uhlanda i Eichendorffa. Ale te 
to wla^nie wymienieni poeci i wzmiankowane utwory w liczbie 31 pojawily 
si^ we formie rymowanych Carmina vagorum, mo2e niejeden przyjaciel laciny 
we^mie je w r^k^ i z przyjemnoi§ci^ odczyta, je§li nie sobie, to przynajmniej 
uczniom. Uciesz^ si^ oni, gdy im siQ po pieSni Mignon zadeklamuje: »Nosii- 
ne terram, in qua florent citrea, In fusca fronde mala ardent medica, Caeru- 
leo a caelo lenis ventus flat, Tranquille murtus, alte laurus stat?< Ten prze- 
ktad do lepszych nalety, bo wiele innych wbrew intencyom autora budz^ tyl- 
ko smiech sw^ parodystyk^, jak Alnorum rex, a zwtaszcza liryki Heinego. 
Z wonnych, delikatnych kwiatk6w robi autor jakie^ konserwy jarzynowe. »Par 
flori tu es pulchra, Suavis et integra, Te specto et irrepit In me maestitiac 
Tak nie dopisuje ttumaczowi rytm, poczucie d^wi^ku, nie mdwi^c ju2 o sma- 
ku. Tymczasem ta rymowana sredniowieczna tacina, to taki d^wiQCzny instra- 
ment! PrzyzwyczailiSmy si§ slyszed tylko humorystyczne jej tony, wygrywane 
zwykle w zartobliwych toaslach, wierszach powitalnych na zjazdy filologow 
i t. p. U nas jednak niewielu ufa sobie, by wzi^6 w r^k^ t^ lutni§ po Krzy- 
ckim i innych humanistach, i kto wie, czy prof. Morawski nie jest jedynym 
u nas mistrzem na niej. Ale w Niemczech \m% czq^ w »Kommersbuchach« 
zajmuj^ Carmina vagorum i ich nowozytne naSladownictwa, a zamitowanie do 
nich zachowuje si^ nieraz z czasow burszowskich i w p6iniejszem zyciu. 
Tem si^ ttumaczy, ze tam podobne pr6by, jak t^umaczenia Rascha, nie nale- 
i% do rzadko^ci. Jak zas pii^kne wykazuji rezultaty, o tem przekonad si§ 
moina chodby tylko ze zbiorku Jana Lincke'go »Cithara sacra« (Lipsk 1893). 
Oto pr6bka przekladu romancy F. Kuglera: Ad decoram Salae aram Castra 
pinnas erigunt, Tecta corruerunt rubra, Flatque ventus per delubra, Nubes su- 
pra transeunt. — Absunt cortes Illinc fortes, Lusus pausant bellici, Sed ap- 
parent illuc vectis In ruinis musco tectis Omina prodigii etc. Oczywiscie za- 



165 

bawki to, powiedzmy nawet maroty hamanistyczne, ale czyz filologom bawid 

siQ nie wolno? A je^li maj^ na to czas i ocbot^, to wiQkszii przyjemnodiS 
sprawiaj^ swym mi^dzynarodowym kolegom takimi rymami ^redniowiecznymi, 

niz mozolnymi rytmami na wz6r starozytny. Bo nie brak i ttiimaczen poet6w 
nowotytnych w strofach Horacyuszowych, 

Krakdfv. T. Sifiko. 



R. Dedo, De antiquorum superstitione amatoria. (Diss. 
inaugural. Gryphiensis. 1904). 

I. Bruns, Der Liebeszauber bei den augusteischen 
Dichtern. (Aus den Preussischen Jahrbiichern Bd. 103, H, 2. 1901). 

W jednym z ostatnich zeszytow tygodnika paryskiego »Les Annales« 
znajdujemy ciekawy opis metod, stosowanych przez tamtejsze czarownice przy 
rzncaniu t. zw. uroku. Je2eli dzisiejsza przecywiiizowana Francya tak poda- 
tny jeszcze stanowi grant dla rozwoju ro^nego rodzaju zabobondw, to c6z do- 
piero m6wi6 o ludach starozytnych ? W Rzymie za cesarstwa roito si^ od 
czarownic i mag6w, u kt6rych rady i pomocy w r6znych przypadkach szu- 
kali mali i wielcy, prostaczkowie i wyksztalceni. sposobach jednak, jakich 
mrownice rzymskie i nierzymskie u2ywa}y przy zamawianiu, ci^gn^c z rze- 
miosta swego poka^ne zyski, dtugo nie by^o pewnych wiadomo^ci. Dopiero 
w ostatnich dziesi^tkach lat wydobyte na jaw papyrusy magiczne pozwalaj^ 
si^gn^d w tajniki czamej magii i obja^nid ich genezQ. Jak dziS, tak i w sta- 
rozytnosci zaJQcie to uprawialy przewaznie kobiety brzydkie, z niiszych warstw ; 
wyj^tek stanowi moze jedyna Simetha Teokrytowa. f)o obrzQd6w swoich ta- 
jemniczych zabiera^y si^ uroczyScie, jak do ofiar, z rozpuszczonemi szatami 
i wlosami, w nocy, pod gotem niebem. Odmawialy liczne zaklQcia i formulki, 
wzywaly pomocy bog6w i nieboszczyk6w albo demon6w. Jesli chodzito o spra- 
wy mitosne, uzywaly dwu metod, albo t. zw. ouiJLTca^iia, kt6ra polegala na 
tem, ze rzecz jak^^, przedstawiaj^c^ niewdzi^cznego kochanka lub kochank^, 
symbolicznie skazywano na udr^czenia, rzucano n. p. lalk^ woskow^, glinian^ 
lub inn^ do ognia dla wyrazenia iyczenia, aby niewierny kochanek zmarnial 
tak z mitoSci do osoby, kt6r^ wzgardzil, jak wosk topi siQ w ogniu i t. p.; 
albo tei przez podanie odpowiedniego napoju lub wprawienie w ruch t. zw. 
rhombus (wrzeciono) starano siQ osob^ kochan^ pozy&kad dia siebie na zawsze. 
Napoje takie sporz^dzano z zi6), co wskazuje na pocz^tek z medycyny ludu 
wiejskiego. Jako2 istotnie wed2ug opinii starozytnych najwiQcej i najlepsze cza- 
rownice pochodzily z Tessalii, z kraju Mars6w i Pelign6w, a wi^c z poSr6d 
lud6w pasterskich, najdalej od ognisk cywilizacyi starosiytnej, Aten i Rzymu, 
oddalonych. 

W hteraturze wierzenia w gusla i czary sporadycznie zjawiaj^ si^ ju2 
w epoce klasycznej, ale wykoriczone artystycznie trac^ zupetnie sw6j cha- 
rakter ludowy. Najwi^cej do rzeczywisto^ci zWiiaj^ si^ czary, opisane w Me- 
dei Eurypidesowej i komedyi, zwlaszcza nowszej. Dopiero poeci aleksandryj- 



166 

8cy, kt6rzy wi^cej si^ zajmuj^ ludem i jego wierzeniami, podobnie jak nasi 
romantycy, przydzielaj^ im szerszy zakres, a w ^lad za nimi id^ poeci rzym- 
scy, kl6rzy w na^ladownictwie posuwaj^ siQ prawie do przeUadu odnosnych 
opis6w. Dot^d obaj autorzy, Dedo i Bruns, prawie zgodnie obok siebie id^. 
Gdy jednak chodzi o to, czy poeci rzymscy sami wierz^ w czary J gu- 
sJa i czy boj% si§ czarownic, wytrawny znawca poet6w augustowskich, Brans, 
spotyka siQ z ostr^ krytyk^ mtodego Dedo. Zdaniem jego ironia, z jak^i Ho- 
racy wyraza si^ o Kanidyi i jej czarach i jego przekonania epikurejskie s^ 
rQkojmi^, ze Horacy woiny jest od obawy. Wyst^puje on raczej w roli ka- 
znodziei i moralizatora i drwi^c z Kanidyi, ch^osta ca^e spo^eczenstwo, kt6re 
wierzy w pot^gQ Kanidyi i jej czar6w. Mniejsza o to, klo ma racy^ ; ja oso- 
bi^cie przychylam si^ do zdania Brunsa. Wspomn§ tylko, ze sprawa ta sla- 
roiytnej magii zajmuje dzisiaj wielu uczonych. Obok znanych mi i om6wio- 
nych kr6tko rozpraw przypomnied nalezy Albrechta Dietericha i Ryszarda 
Wunscha, kt6rzy pracuj^ nad wspomnianymi papyrusami, prof. Morawskiego, 
kt6ry mi^dzy innemi i tej kwestyi dotkn^} w swoich >Catulliana et Cicero- 
niana<, i Fahz^a, kt6ry w czasopi^mie >Religionsgeschichtliche Versuche und 
Vorarbeitenc redagowanem przez Dietericha i Wunscha, og^osit pracQ : De Ro- 
manorum poetarum doctrina magica quaestiones selectae< (Bd. II. H. 3.). 

KraJcdw. Fr. Nagdreaikski. 



Przegl^d rozpraw z zakresu fllologil klasycznej, umieszczonych 
w eprawozdaniach gallcyjsklch 8zk6t srednich za rok szkolny 1903/904. 

>Zarys organizacyjny« austryackich szk6) drednich z r, 1849 zawiera 
wsr6d mn6stwa cennych mysli takze t^ trafn^ uwagQ, ze nauczyciel wtedy 
tylko daje r^kojmiQ skutecznego nauczania pewnego przedmiotu, jezeli saai 
ustawicznie pozostaje w zwiqzku i stycznodci z prac^ naukow^, odnosz^c^ si^ 
do jego przedmiotu i nietylko stara sIq zaznajamia<5 z postQpami wsp6}czesnej 
nauki, ale i sam bierze w niej czynny udziaJ. Wyklady uniwersyteckie, ktore 
reforraatorowie chcieliby dzi^ ograniczyd a z uniwersytet6w zrobid szko^y za- 
wodowe i tym sposobem pozbawid je charakteru naukowego, kszla^c^ w pierw- 
szym rzQdzie uczonych ; praca w seminaryach i laboratoryach zaprawia ucz- 
ni6w do samodzielnej tw6rczo§ci naukowej, a kto raz zasmakowa) wjej s^od- 
kich owocach, ten podobno nie potrafi zapomnied o tej krainie Lotofag6w 
i ci^gle b^dzie do niej powraca2. A ze pism zawodowych u nas nie wiele, 
z radosci^ korzysta nauczyciel ze sposobnosci umieszczenia co par^ lat swej 
pracy naukowej w sprawozdaniu dyrekcyi szkdty ^redniej, w kt6rej jest zaj§ty. 

Tak przedstawia si§ kwestya dodatk6w naukowych do sprawozdaii szk6I 
^rednich w zamiarze organizator6w austryackich szk6^ srednich, Bonitza i Ex- 
nera i — w teoryi. Wykonanie jej jednak u nas tak daleko odbiega od ide- 
a}u, ze prace ogtaszane w sprawozdaniach, wesz^y od dawna w zakres rzeczy, 
kt6re »siQ woli nieraz milczeniem pomin^d«. Nawet Muzeum, organ nauczy- . 
cieli szk6t ^rednich, uigdy nie omawia wszystkich dodatk6w naukowych do 



167 

sprawozdaii dyrekcyi gimnazy6w i szk6{ realnych, choc one s^ przeciez wa^ 
znym probierzem pracy naukowej naszy6h nauczycieli. Wybiera siQ czasami 
jak^S rozprawk^, JMm jako tako moze si^ osiac wobec skromnych wymagan 
krytyki i o tej pisze siQ garsd uwag, — inne pomija siQ milczeniem, niestety 
przewaznie bardzo usprawiedliwionem i zastuibnem. Ale to milczenie ma t^ 
slab^ stronQ, ze cz^sto oSmiela autordw do umieszczania w nastQpnych latach 
w sprawozdaniach rozpraw bardzo s^abych, czasem prawie niemotliwych. 
I niema siQ czemu dziwid. Ludzi pracuj^cych naukowo jest w gronach nau- 
czydelskich — zw^aszcza na prowincyi — bardzo niewielu. S^ przewainie 
>pedagogowie«, ktorzy uporawszy si^ z egzaminami, rzucaj^ w k^t ksi^^ki 
i teorye naukowe, co ich nigdy »tiie grzaty ani ziQbi}y« a o kolegach, rws^- 
cych si§ do produkcyi naukowej i literackiej, wyrazaj^ sig z pewnym prze- 
k^em. S4 te^ i tacy, ktorzy nie ignoruj^ wprawdzie w teoryi pracy nauko* 
wej, zal^ siQ jednak na brak srodkow pomocniczych i :&r6del. St^d dzieje si§^ 
ze dyrekcye prowincyonalnych szk62 drednich s^ nieraz w rozpaczy, sk^d wzi^d 
pracQ do sprawozdania rocznego. Ratuje je oglaszanie katalog6w dzie), znaj- 
duj^cych siQ w bibliotekach i zbior6w oraz rozprawy seminaryjne lub prace 
egzaminacyjne. Rozprawy te, kt6rych dostarczaj^ przewaznie mlode sily nau- 
czycielskie, nosz^ w wi^kszosci przypadk6w ^lady niedojrzato^i s^du i tylko 
brak autokrytyki pozwala autorowi w ten spos6b wyst§powa6 przed forum 
nauki. Gokolwiek ]epszy jest stan w Krakowie i Lwowie, chociait i tu w sto- 
sunku do wielkiej liczby nauczycieli za malo jeszcze jest ludzi, naukowo pra* 
euj^cych. 

Po tych kilku og6inych uwagach, kt6re mog^ posluiyd za tifo do om6- 
wienia tegorocznych dodatk6w naukowych do sprawozdari dyrektor6w, prze- 
chodzimy do ich oceny w porzqdku alfabetycznym. W przegl^dzie tych prac 
fiioiogicznych pominQliSmy cenny przeklad Lukiana prof. Boguckiego *). 



1. Brablec Stephanus: De gloriae cupidine a Romanis po- 
etis expressa. W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum w Bochni za 
rok szk. 1903/901.. Krak6w 1904. Str. 22, 8**. 

Jestto praca ze wszystkich tegorocznych dodatk6w naukowych najmniej 
udatna. Sam temat jest bardzo }adny. Zebrad wszystkie miejsca z poet6w 
rzymskich, kt6re si^ odnosz^ do z^dzy slawy u wsp6lczesnych i potomnych, 
wszystkie pragnienia i zapowiedzi niesraierteinosci, obserwowad spos6b wyra- 
zania tej samej mysli u calych pokoleri, rozr64ni<5 w tych zwrotach i wyraze- 
niach to, co jest konwencyonaine i retoryczne, od pierwiastka osobistego — 
zadanie to bardzo wdzi^zne. A jesli si^ taki obraz oprze o ilo greckie, jeSli 
si§ nwzglQdni ecba humanistyczne, to mo^e z tego powstad praca i ciekawa 
i nie bez wartoSci naukowej. Autor ma wszystkie wymienione punkty widze- 
nia, ale wykonanie dowodzi, ie planu wykonad nie potrafi^ 

Po wstQpnych uwagach o zaginionej ksi^ice Cycerona >De gloria« za- 



^) Przeklad ten ocenia w tym zeszycie prof. dr. Mandybur. 

{Przyp. Red.) 



168 

znacza p. Br., ze zadna inna literatura swiata nie ma tylu miejsc poetycznych, 
odnosz^cych si^ do stawy i niesmiertelnodci, co rzymska Twierdzenie to 
dmiaJte i niczem nie poparte. Antor twierdzi, 2e mimo swej oryginalncsci 
w sposobie wyrazania z%dzy stawy Rzymianie naSladowali 6rek6w, ale urywki 
z poet6w greckich, kt6re przytacza, z ts^dz% s^awy nic nie maj^ wsp61nego. 
I tak Solon prosi Muzy (str. 4) o SX^o^ i T^pb^ d(7:avT(i)>' av^pc^iccov alei ^izn 
l^etv aYflt&T^v. Tu Bo^a drfa^ — to dobre imi^, opinia dobrego obywatela 
i uczciwego cztowieka, ale nie poetycka slawa. Jeteli zai Ziemia ma za^wiad- 
czyd przed Dzeusem, dse j^ Solon wykupil z niewoli i uwolnil od gniot%cych 
granic, to w tej prodbie nikt opr6cz autora nie dopatrzy si^ 2^dzy s^awy po- 
etyckiej. Mn6stwo miejsc o ws^awiaJQcej pieSni ma Pindar, m6wi^cy czqsIo 
o wielkiej wartoSci swych utwor6w. Autor wyrwal w^asnie tylko pierwsz^ 
zwrotk^ 6. ody olimpijskiej, w kt6rej poeta zaznacza, te Agesias jako zwy- 
ciQzca olimpijski i wsp62zalozyciel pot^gi Syrakuz nie moze si^ uchyla6 przed 
pochwalami poet6w i ziomk6w. Prodba za§, by Pozejdon udzielil poecie szcz^ 
^li^ej podr62y i opiekowa) siQ jego pieSni^, nie nalezy do i^dzy slawy. TaJc 
wi^ to, co z poet6w greckich autor rozprawy przytoczyt, do rzeczy wcale nie 
nalejiy a pominiQte jest to, co nalezalo przytoczyd! W tym razie iepiej byto 
pomin^d wszystko. Pomin2|d tez mozna by2o uwag^, ze 2qdz§ s^awy u poei6w 
Augustowskich t)6maczyd nalezy protekcy^ cesarza. Rzymianie, powiada autor, 
majq tylko wi^ej retoryki od swych greckich wzor6w (str. 6). Trafna awaga, 
ale jak j^ autor uzasadnia? Oto, ie Owidy m6wi o wodzie ks^talijskiej, ktor^ 
ma petnymi puharami podaje Apollo i s^dzi, ie chod cialo jego splonie, czq^ 
jego zostanie (Owid. Am. l. 16, 35—36 i 41 — 42). Trzy inne przyHady s^ 
dowodem, 2e autor nie zdawal sobie sprawy z tego, co zawieraj%. Bo coz tu 
robi^ wiersze tej tredci, te kochanek pozna w bli:&nie Owidego swe cierpienia 
milosne, ze Tibulla Wenus poprowadzi do Elizyum? Miejsca z poetow Augu- 
stowskich ani nie zebrane w pelni, ani nie powi^zane nalezycie, ani nie ob- 
ja§nione odpowiednio. Jedyna my^l autora, ze ^dza sJawy »sicuti morbus 
quidam« coraz bardziej grasuje w spoteczenstwie rzymskiem, wcale nieudowo- 
dniona. Wiele tei cytat6w wprost mylnie objai§niono. Np. dwuwiersz: 

Vos raare temptetis, vos detis lintea ventis : 
Me vehat in tuto parva carina lacu. 

ma znaczyd »poetas esse contentos vita tranquilla, dummodo laudem poeticam 
assequantur« (str. 19). Tymczasem nic pospolitszego, jak wymawianie si^, 4e 
poeta nie chce puszczac si^ na rozbujate fale eposu i zadowala si^ mal^ I6dkf^ 
t. j. pisaniem drobnych wierszyk6w. humanistaeh m6wiQC, tl6maczy autor 
parQ miejsc z Burckhardta, do poet6w wcale nie zagl^daj^c. Co ma znaczyd 
uwaga na str, 21 : »Guius (Petrarcae) gloriae certa inspiciuntur vestigia in Ju- 
liani Klaczko opere: Rome et la renaissance?*. 

Rozprawka roi si§ od blQd6w gramatycznych, stylistycznych, ortografi- 
cznych i drukarskich; budowa zdan niezgrabna i czQsto tak zawiJa, 2e ntru- 
dnia zrozumienie mySli autora. Aby nie zabierad duzo roiejsca i nie nu2y6 
czytelnika, przytoczymy tylko kilka przyHad6w W§d6w gramatycznych : prae- 
clara facinora posteris prodere curabat (pg. 3); pervenisse profitetur bez 
se (pg. 5) i tak czQ^ciej ; coelum (sicl), quod assecuturos esse sperant (pg. 



169 

19) ; quo iactum est, ut .. . cum ... intellexerlDt, .. vitam iucundam 
rivebant... persequebantur (pg. 6); habuit, qui... successerit (pg. 
7). Z btQd6w stylistycznych przytaczamy: lector zamiast legens lub is, qui 
legit (pg. 7, 17, 18) ; carmine inscripto zamiast dedicato (pg. 9) i t. d. Czq- 
sto zachodzi inf. fht. pass. na um iri, kt6rego si^ unika w prozie klasycz^ 
nej, n. p. recitatum lectumqne iri (pg. 13); laudatum iri (pg. 16) i t. d. 



2. Swiba Br. : De Heauton Timorumeno Terentiana. 
W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum §w. Jacka w Krakowie za rofc 
szk. 1903/4. Krak6w 1904, str. 28, 8". 

« 

Ze pracowitoSd po^^czona z zami^owaniem przedmiotu dobry moze wy- 

dad owoc, chodby si^ nauki naprz6d nie posun^^o, swiadczy o tem rozprawa 

p. Swiby Autor zna dok^adnie Terencyusza i jego spos6b pracowania, rozu- 

mie go i lubi, czego dowodem rozprawa przed szeSciu iaty, ogtoszona w Spra^ 

wozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum w Jaroslawiu p. t. »De Adelphis Teren- 

tianisc ; zna ie± i odnoSmi literaturQ naukow^. P. Sw. omawia naprz6d r62ne 

obja^nienia prologu, g{6wnie wyraz6w, ie Heauton Timorumenos jest >ex in- 

tegra Graeca« integra comoedia latina, wi^c nie skontaminowana, z czem po- 

zomie nie zgadzaj^ si^ slowa >duplex quae ex argumento facta est simplici*. 

W czQ^ci drugiej, rozbieraj^c tre^ komedyi i wykazuj^c rozmaite niekonse- 

kwencye i nier6wnosci, por6wnywa j^ z fragmentami Menandra; w trzeciej 

wreszcie przytacza podobne miejsca z innych autor6w greckich i wykazuje 

slady greckich stosunk6w i poJQd w rozmaitych powiedzeniach Terencyusza. 

We wszystkiem okazuje autor duto oczytania, nie mniej pilnoSci i tyczyd mu 

tylko nalezy, by znalazl czas i ochotQ do rozszerzenia swych study6w i na 

reszt§ komedyi Terencyusza. Z jedn^ tylko pro^b^ zwracamy siQ do autora^ 

by na przyszlo^d staral siQ mySli swe wyrazad jasno i poprawnie po tacinie. 

Wyszukiwanie bowiem jakiego^ nadzwyczajnego szyku wyraz6w sprowadza 

aQtora na bezdro2a i utrudnia zrozumienie mySli. Budowa wielu zdaii jest 

wprost UQdna, jak n. p : Et CKremes . . . accipere vult (pg. 9) ; Potius Chre- 

nies... failacias patri... (pg. 11); Utenim... ab iis nuntiat (pg. 17). La- 

cina jest niezbyt udolna i dosyd licznymi M^dami skaiona. Oto kilka przy- 

k}ad6w: compulit filium... proficisci (pg. 5); poputoicenseo cz§- 

sto participium zamiast inf., n. p. : Chremetem se cruciantem putemus (pg. 

13); Terentium... morem romanum respicientem censeamus (pg. 26); ne- 

scia artis nuUius (p. 27). NiewJa^ciwie autor uzywa oratio recta zamiast 

obliqua, sk^d powstaly hczne bt^dy w trybach i w uiywaniu hodie (pg. 3 

i 6), nunc (pg. 6, 7, 9, 12, 13, 18;, heri (pg. 8, 23), hac (pg. 9), hic 

(P?' 9, 27). Niewtasciwie uzyto wyrazu auditor (pg. 3), vehementia za vehe- 

mens animus (pg. 5); si puella nasceretur zamiast si pueliam edidisset (pg. 

8), dubia coniectura zamiast non satis certa (pg. 10), misericors Menedemo 

zamiast in M. (pg. 12). Z dziwnem upodobaniem uzywa p. S. at i to nawet 

tam, gdzie powinno by6 nam, enim,.etenim, sed. Korrekta pozostawia 

wiele do ^czenia. 



170 

3. Pardyak Stanistaw: bohaterach Eschila, Sofoklesa 
iEurypidesa. W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum §w, Anny 
w Krakowie za rok szk. 1903/90*. Krak6w 1904, str. 26, 8*. 

Jak p. Swiba Terencyusza, tak p. Pardyak czyta z zamitowaniem i zro- 
zumieniem tragik6w greckich. Oczywiscie trzebaby przeprowadzid gruntowne 
studya nad bogat^ literatur^ naukowi^, by m6c co^ nowego napisad o bohate- 
rach trzech najwi^kszych tragik6w greckich. Trzebaby przytem uwzglQdnid nie- 
tylko zachowane tragedye, ale i fragmenty tych, kt6re zagiuQly. Ksii|zka 
Welckera o tragedyi greckiej bytoby autora pouczyta, jakich bohater6w katdy 
z tragik6w najchQtniej przedstawiai, jakie charaktery najczQ§ciej na scen§ 
wprowadza^ Wszak w wyborze temat6w le£y klucz do rozwi^ania zagadki: 
Mit zawiera) juz prawie gotowe charaktery. Charakterystyczne cechy bobate- 
r6w nie leiaty w zakresie tw6rczoSci poetyckiej. Tworzyd poeta nie m6g2 
wiele. M6g) tylko wybierad z mitu. Ten punkt widzenia uszed) jednak uwagi 
autora. Gdyby by} p. P. zaznajomil siQ z ksi^^kii Rohdego o greckim roman- 
sie, znalazlby by2 tam wiele uwag o kobietach w tragedyi greckiej. Ale autor 
ograniczy2 siQ do ^pi^knych st6w« W. Schlegla (Vorlesungen uber dramatische 
Kunst und Literatar) i do study6w Patina (Etudes critiques sur les tragiques 
grecs). Do pracy naukowej to nie wystarcza. Mimoto rozprawk^ autora z przy- 
jemno§cii| przeczyta i znawca literatury greckiej i laik si^ ni^ zajmie a nawet 
z niej pouczy. Woleliby^my widzied w tek^cie rozprawy streszczenie lub prze- 
Uad ustQpu z Patina (str. 8) zamiast tekstu francaskiego, dla kt6rego miejsce 
«tosowne bytoby w przypisku. 

I takie rozprawki, jakkolwiek nauki naprz6d nie posuwaj^, s^ przeciei 
pozyteczne i ^wiadcz^, ie sam przedmiot nie sta) siQ autorowi ani oboJQtnym 
ani obcym, 2e autor siQ w nim rozczytuje i swoje wrazenia, s^dy i zdania 
zapisuje. Z takich to obserwacyi i notatek powsta^a niniejsza rozprawka, ktor^ 
autor czytat na jednem z posiedzeii krakowskiego Kola fiiologicznego. A po- 
niewaz tre§6 jej znaj^ czytelnicy »Eos< ze sprawozdania krakowskiego Kola 
{Rocznik VIII, str. 230), przeto zakoriczyibym na tem swoje uwagi, gdybym 
z obowi^zku recenzenta nie byt zmaszony sprostowad paru fahzywych twier- 
dzeri, kt6re si^ do tej rozprawki zakrad^y. I tak Eschil ma byd piewc^ fa- 
tum, fatum zai^ ma by6 jego protagonist^ (str. 5). To poj^cie zupehiie fal- 
szywe. Poniewaz twierdzenia tego tutaj ze zrozumiidfych powod6w nie raozemy 
uzasadniad, odsylamy autora do znanej mu ksi^zki Wilamowitza-Moellendorffa 
p. t. »Einleitung in die attische Tragodie*, w kt6rej jednym rozdziale zasta- 
nawia siQ wlaSnie W. nad »Schicksalstragodie<. 

J^zyk rozprawy nie pozostawia nic do ^yczenia. Styl, troch^ moze za 
ch^odny, ma frazesy okr^te, poprawnie pod wzgl^dem skbidni zbudowane. 
Zaledwie kilka moznaby wytkn^d usterek : Minerwa z gtowy Zeusa zam. Atena 
(str. 1), por6wnuje zam. por6wnywa (str. 4), stale Euripides zam. Eurypides, 
jak w tytule; wiQcej doskonaty (str. 15), Diana (z. Dyana) zamiast Artemida 
(str. 14); dokonuje (str. 12); sztuk^ dramatyczn^ zamiast talent, zdolno^ 
(str. 18); wi^kszy, jak (str. 21); udany (str. 20)z. udaly; milujecie waszych 
rodzic6w. wasze dzieci (str. 24) zamiast swych, swe. 



171 

4. Dr. Sinko Thaddaeus: &ententiaePlaionicae dephilo- 
sophis regnantihus quae fuerint fata. W Sprawozdaniu Dyrekcyi 
€. k. gimDazyum w Podgorzu za rok szk. 1903/904. Krak6w 1904, str. 66, 8®. 

Zbieranie miejsc podohnych nalezato od dawna do wa^niejszych czynno- 
ici filologicznych, aie odbywalo siQ pocz^tkowo przewainie bez todnej my^li 
praewodniej, bez iadnego systemu i metody, jedynie dla pokazania erudycyi 
i oczytania wydawcy. Holendrzy z XVII. i XVIII. wieku doprowadzili rzecz t^ 
w swych komentowanych wydaniach klasyk6w ad absurdum; komentatoro- 
wie naszych czas6w mog^ poprzestad na przeJQciu najwainiejszych miejsc 
2 owych zbior6w; u2ywa si§ ich przewainie dla cel6w krytycznych, jako te- 
stimonia i imitationes. Odno^ne zdanie, kilka lub kilkanaScie razy 
przez p6£niejszych powtarzane, nie wystQpuje jako samoistne indywiduum li- 
terackie, ale jako podporz^dkowany czton pisma, do kt6rego nalezy, chociaz 
braUo pr6b zbierania podobnych miejsc i dla nich samych. Tu zwr6cimy 
uwag§ czytelnika n. p. na wielk^ rozprawQ polyhistora XVIII. w. Karpzowa, 
poswi^con^ zdaniu, 2e zycie jest teatrem. Wog6le jednak dopiero w naszych 
czasach pojawiaj^ si^ monograiie, poswi^cone historyi rozwoju pewnego poJQ- 
cia. Do^ wspomnied Baumkera Matery^ lub Hentzego Logos z dziedziny poj^d 
iilozoficznych, a cho6by tylko studya retoryczne prof. K. Morawskiego z za- 
kresn zdan i floskul j^zykowych. 0t6z za taki kwiatek retoryczny, za avT'.|i.«- 
TaJaXTQ, mozna uwazad sentency^ Platoiisk^: »Wtedy dopiero ludzkosc 
b^dzie szczQ^liwa, gdy albo kr61owie filozofowad b^d^ albo 
filozofowie kr61owad« i z tego punktu widzenia mozna pisad jej hi- 
story^. Ale jestto zarazem jedna z owych mySli przewodnich i fatalnych, ktdre 
ladziom spad nie dajq, p6ki nie wezm^ sIq do ich urzeczywistnienia. To ei^- 
gte podejmowanie idei Platoiiskiej w 2yciu, to jej wykrzywianie i paczenie 
przy petnem poczuciu, 2e si^ spe^nia zyczenie Platona, to jeszcze pon^tniejszy 
dla badacza przedmiot. 

Oba te kierunki uwzglQdnit i przeprowadzil Dr. Sinko w rozprawie, kt6- 
rej tytuJ wy4ej przytoczylismy. Korzysta^ ze zbior6w miejsc Gatakera (Medy- 
iacye Marka Aurelego I. 14 wyd. Cantabrig.), Kunsta (Gualteri Burlaei de 
moribus phiiosophorum, Tubingae 1866) i prof. Sternbacha (Gnomol. Vat. nr. 
443), kt6re bardzo rozleg)^ lektur^ powi^kszyt i uzup^nil. 

Om6wiwszy pierwsze pojawienie si^ sentencyi o uszczQdliwianiu ludzko- 
sci przez kr6l6w filozofujqcych (Plat. Rep. V, 473 d) i dwie jej modyfikacye 
(Rep. VI, 499 h) i VII, 640 d), zastanawia si^ autor nad jej znaczeniem 
u Platona, jej pochodzeniem i wzorami, wreszcie nad przyczynami jej niepo- 
pularnoeci w Atenach: Filozof Platoiiski — to idea} mQia i mydli i czynu, 
to odbide jednego z 7 mQdrc6w, zw^aszcza Solona, wcielone we wsp6}czesnych 
Platonowi w2adc6w Pytagorejskich, jak Tymeusz lub Archytas. Na gruncie 
atenskim — to kwalifikowany, zawodowy polityk i urz^dnik, maj^^cy zast^pid 
dotychczasowych niekwalifikowanych, losem wybieranych. W tej formie ojcem 
mydli o rz^dach filozofdw jest Sokrates, jak to po§wiadcza Ksenofont (Memor. 
4, 12). Smutne do^wiadczenie, jakie zrobili Atehczycy z dwoma znawcami 
sztuki rz^dzenia, wykszta^conymi przez Sokratesa, z Alcybiadesem i Krytya- 
szem, by jui nie wspominad o Charmidesie, sq, milcz^cem ilem w Rzeczy- 
jtospolitej (V, 475 d), gdzie lud atedski chce ukamienowad autora owego pa- 



172 

radoksu. Nie lepsze owoee zebral sam Platon, kt6ry w Dyonizyosie miodszyxn 
widziat doskonaly materya) na kr61a-filozofa w mydl Legg. IV, 709, a Aka- 
demicy, ktdrzy dostali siq do steru rz^d6w, dowiedli chyba, ze najgorszym 
wtadc^ bywa filozof. 

Mimo tych smutnych do^wiadczen idea Platoiiska nie stracita nic ze 
swej popularnoSci. Perypatos i Akademia staraty si^ udowodnic, ie nauki ich 
SQ najzbawienniejsze dla wladc6w, a filozofuj^ca retoryka Sokratesa przywta- 
szczala sobie wychowanie kr6l6w i kierowanie nimi. Pod tym k^tem widzenia 
zbi6r list6w pseudo-platoiiskich znajduje nowe a przekonywuj^ce objasnienie 
i o^wietlenie, niemniej jak epistolografia Isokratesa, Sokratyk6w i innych filo- 
zof6w. Zdanie Platonskie jest w obiegu teraz w tej formie, ze pot^dze (wla- 
dzy) powinna zawsze towarzyszyd m^dro§<5 (Ps. Plat. epist. II, 310 e), kn> 
lowi filozof, jako wychowawca i doradca. Za takiego doradcQ narzuca si^ Iso- 
krates niemal wszystkim wsp6)czesnym samow^adcom, a Arystoteles jest 
i wychowawc^ Aleksandra W. i doradc^ Filipa. Sam Arystoteles s%dzi (frag. 
647 Rose), ze filozofowanie jest dla panuj^ccgo nietylko niepotrzebne, ale 
wprost przeszkadza mu w rzi|dach ; wystarczy powolno^ i ulegto^ dla dorad* 
c6w filozoficznie wyksztalconych. 

Pod nast^pcami Aleksandra Cynicy kultywuj^ idea) kr61a-filozofa w oso- 
bie Cyrusa. Stoicy widz^ w kazdym >mQdrcu« kr61a, w kazdym zas prawdzi- 
wym kr6lu, ba nawet w prawdziwym poddanym, »mQdrca«. Praktycznie prae- 
prowadzaj^ swe idee na dworze Antygonosa Gonatasa, a zwtaszcza u Agisa 
i Kleomenesa w Sparcie. Ci rewolucyjni kr6lowie — to pierwsi prawdziwi 
wJadcy »filozofuj^cy czynem*. Upadek ich niweczy nadzieje Stoik6w. Pozydo- 
niusz (Sen. epist. 14, 2, 5) wygtasza zdanie, 2e ongi, w z^otym wieku, kro- 
lowali filozofowie. Inni dopatruj^ siQ ich w legendowych postaciach Likurga 
i Numy Pompiliusza. 

Z dwor6w hellenistycznych w^druj^ Stoicy do dom6w rzymskich wiei- 
mo£6w. Tu pierwszym ich rewolucyjnym wychowankiem jest Tyberyusz Grak- 
chus, drugim rz^dz%cym filozofem, uszcz^Shwiaj^cym Rzym — to M. Tulliusz 
Cycero. Przynajmniej za takiego uwaia) Cycero i siebie i brata swego Kwin- 
tusa na stanowisku zarz^dcy Bitynii (ad Qu. fratr. I. 1. 29) a w pami^tni- 
kach swym konsulacie gtosit, ie wszystkie czyny 63-go roku wypJyn§Jy ze 
wsp6lnych narad z filozofem Nigidiusem Figulusem (Plut. an seni rp. pg. 
797 d). W I. wieku przed Chr. powtarza zdanie Platoiiskie jako przykiad 
avTt|X6Ta&oXtj(; Rutilius Lupus (I, 6) we formie identycznej z gnomologiami 
greckiemi, po Chr. za^ powtarza je z drugiej r^ki Waleryusz Maksymus (7, 
2 ext. 4) i Apulejusz (dogm. Plat. 473 d), ten ostatni ze irodh wsp6lnego 
z Platonikiem Albinem (dawniej Alkinoos). 

Zajmuj^ce st^ losy filozofii na dworze rzymskich Cezar6w. Potw6r Nero 
jest przeciei wychowankiem filozofa Seneki, kt6ry pisze uczniowi swemu ro- 
dzaj zwierciad^a w ksi^gach »De ciementia*. Od filozofii powstrzymuje go 
matka, powtarzaj^c za Arystotelesem (frag. 647 R), 4e filozofia tylko szkodzi 
przyszlemu wJadcy (Suet. Nero 52). WspWczesny stoik Musonius Rufiis do- 
wodzi mimo to (Stob. flor. tit. 48, 67), 4e i kr61owie poivinni fllozofowad i 
— idzie na wygnanie. Dopiero za Trajana filozoficzni doradcy zasypuj^ uszy 
cesarskie mowami o obowi^kach panuj^cego: Dio z Prusy, Plutarch, Plim*usz 
Mlodszy narzucaj^ siQ na doradc6w kr61ewskich. Wsp6lczednie Aelius Aristi- 



173 

des polemizuje z Platonem o honor polityk6w atenskich, dowodz^c, ze Mil- 
tyades i Temistokles, Perykles i Cymon, byli filozofami i uszcz^sliwiali Ateny. 
W szlachetnym Antoninusie Piusie odkryl filozofa Aurelius Wiktor (Gaes. 16, 
3), a we wsp6hregencie Marku Aureliuszu widziat go juz ^w. Justyn (Apol. 1, 
3). I nikt inny nie w^tpi?, ie ten >kochanek lud6w« spe^nit z^oty sen Plato- 
na. Fakta dowodzity, 2e go tylko sparodyowa), pozostaj^c cate zycie szkola- 
rzem, uczniem. To te2 powoli zacz^to w^tpid w mo^liwoSd urzeczywistnienia 
owej idei. Dlatego Platonik Plotyn postanowil^ z pomoc^ cesarza Galliena dad 
okaz panstwa Platonskiego na nowo za2otonem, przez filozof6w rz^dzonem Plato- 
Dopolis. Pomysl nie przyszedl do skutku. Inni Platonicy, jak Hierokles, alle- 
goryczD^ interpretacy^ chcieli ratowad jego prawdziwodd. 

Chrze^ijanie zwalczali rz^dy poganskiej m^droSci. 1 tak Laktancyusz 
(div. inst. III, 21, 6) krytykuje owo »szczQ^cie« ludzkoiSci, sprowadzone przez 
kr616w-filozof6w, a sw. Grzeg6rz z Nazyanzu, wskazuj^c na ucisk ChrzeScijan 
za Joliana Apostaty, dodaje z ironiq, ^e rz^dy filozof6w jedynie poddanych 
mogq uszcz^liwiad (or. c. Jul. 1, 45). Julian Apostata byt ostatnim kr6lem — 
sofisl^ przynajmniej, jeieli nie filozofem. Inni wJadcy, otrzymuj^cy ten zaszczy- 
tny tytu^, dostaj^ go jako dworacki kompliment. Tak jeszcze przed Julianem 
Temistyusz s^awi Konstancyusza (or. 2 pg. 28 sqq. Dind.), tak potem Walensa 
i Teodozyusza. Teodozyusza za uszcz^^liwiaj^cego ludzko^d uwaza takze chrze- 
Scijanski poeta Prudencyusz, podnosz^c jego ko^cieln^ prawowitoSd, a wi^c 
>zamilowanie prawdziwej m^dro^ci«. Tu po raz pierwszy skontaminowano zda- 
nie Platonskie z naukami Ksi^gi M^dro^i i Przys^owi Salomona a to po^v 
czenie poganskich pierwiastk6w z biblijnymi utrzymuje sIq juz przez cal^ 
epok^ bizantyiisk^ i Srednie wieki na Zachodzie. Synezyusz (H97 r.) dosyd 
czyst^ jeszcze reprezentuje nauk^ Platoiiskf| w mowie do Arkadyusza, ale 
>Upomnienia« Agapeta, skierowane do mlodego Justyniana, »Rady polityczne< 
Piotra Patrycyusza i caJy szereg innych bizanlyjskich »ZwierciadeJ ksi^z§cych« 
az do Tomasza Magistra i Manuela II. Paleologa, st| raczej chrze.4cijaiisMemi 
kazaniami, nii instrukcyami dla kr616w-filozof6w. Nale2y si^ spodziewad, ie 
autor, zestawiwszy obecnie cat^ odnoSn^ literaturQ bizantyjsk^, nie poprzesta- 
nie na losach jednej sentencyi, ale da nam wyczerpuj^c^ historyQ wszystkich 
motyw6w, zawartych w tych »Zwierciadlach ksi^j^^cych*. Zestawit tei ju4 do 
tego celu materyat sredniowieczny zachodni. 

Boecyusz (phil. cons. 1, 4) po smutnych doi§wiadczeniach z Teodory- 
kiem pow^tpiewal o prawdziwo^ci sentencyi Platonskiej, ale przekazalj^ wie- 
kom ^rednim, przedewszystkiem Alkuinowi, kt6ry w Karolu W. widziaJ urze- 
czywistnienie Platoiiskiego ideahi. Walahfried Strabo przypisywat to samo 
Lndwikowi Poboznemu, id^c co do formy za Prudencyuszem, a Jan z Salis- 
bury i Wincenly z Beauvais trzymaj^ si^ m6w Boecyusza. Tylko Gualter Bur- 
ley przytacza wsponmiane zdanie wedlug Waleryusza Maksyma. Inni zmieniaj^ 
je cokolwiek. 

Humani^i sami uwazaj^ siQ za filozoficznych doradc6w ksi^Qt Odro- 
dzenia, a d, podobnie jak dyadochowie, posiadaniem sztuki rz^dzenia upra- 
wmaj]| swoje uzurpacye. Giekawy jest szczeg6l, ie zalol^enie pierwszej Akade- 
mii na Zachodzie, Platonskiej we Florencyi, dokonane przez Ku^mQ Medyce- 
uaza, jest skutkiem lektury ]ist6w Pseudo-platonowych. Los6w sentencyi Pla- 
tonskiej autor szuka dalej w dziejach i literaturze nowoczesnej. W liter^turze 

12 



174 

przedewszystkiem utopistycznej, u Campanelli i Andreae, potem u Bakona, 
w Fenelona >Telemachu« i w Terrassona »Secie<. Zabawna jest parodya pan- 
stwa filozof6w, stworzona przez duiiskiego komedyopisarza Holberga w >Po- 
dr6zach Nielsa Khmy«. W dziejach nowszych za krdla-iilozofa uchodzil angiel- 
ski Jak6b I. Urzeczywistnleniem marzeii Platona byta jeznicka repablika 
w Paraguaju, a wtadcy oswieconego absolutyzmu, jak Stanisltaw Leszczynski, 
Fryderyk II., J6zef II., nieraz styszeli kompHment, ±q s^ filozofami na tronie. 
Kr6i pruski w mtodosci lubowsi sIq w tej roh; na starosc zmienil jednak 
swoje zdanie i wyrzek): »6dy zechcQ ukara6 jak^ prowiney^, posI§ jej filozofa 
na rz4dcQ«. 

Rewolucya francuska wywdtata inn^ UteraturQ polityczn^. Udzial w rz^- 
dach ma odt^d mie6 kazdy obywatel, chodby — najglupszy, przynajmniej jako 
wyborca. Ta idea demokratyczna cieszy sIq do dzi^ dnia popuIamosciQ, bu- 
dz^c niechQd i odraz^ u takich arystokratdw ducha, jakimi byli Schopenhauer, 
Flaubert, Renan, La Garde, Nietzsche, t^skni^cych za powrotem rz^d6w filo- 
zof6w. 

Oto tre^ rozprawy dr. Sinki, bardzo zajmuj^cej i bardzo pracowitej, 
d^wodz^cej nadzwyczaj wielkiego oczytania i mr6wczej pracy autora ; rozprawa 
jego zajmie nietylko filologa, ale i historyka, filozofa a nawet ieologa. Praca 
ta, oparta na znajomo^ci bardzo bogatej i rozlegtej literatury, przynosi zaszczyt 
miodemu uczonemu. J^zyk taciiiski rozprawy jest plynny, gtadki i poprawny. 
Uderzaj^ tylko neologizmy, ale s^ one nieuniknione w takich pracach, gdzie 
nowsze poj^ia nie maj^ odpowiednika w JQzyku tacinskim a ci%g2e ich opi- 
sywanie utrudniatoby zrozumienie rzeczy. WiQkszq usterk^ JQzykow^ zauwazy- 
2em w uzyciu quin po dubito (str. 23) w znaczeniu >waha6 si^*. Eor- 
rekta jest bardzo staranna. 



5. Dykij Vladimirus, De sententiis et proverbiis Hora- 
t i a n i s. Pars prima. W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum IL w Prze* 
my^Iu za rok szk. 1903/904. Przemy^l 1904f. Str. 16, 8^. 

Rozprawka p. Dykija o sentencyach i przystowiach Horacego nauki nie 
posuwa naprz6d, ale jest dowodem zamitowania autora w przedmiocie swoiiu. 
Go za granic^ pisano o filozofii i etyce Horacego, autora nie obchodzi. Nie 
uwzglQdnit p D. nawet pracy kolegi swego i ziomka p. Kopacza, kt6ry nie- 
dawno ogiosi} w »Ek)s« rozprawkQ o zasadach dobrego zycia wedtug Tforacego. 
Rozprawki p. D. nie podobna streszczad szczegolowo. Zaznaczyd wypada, ze 
autor poszed} czasem za daleko w por6wnywaniu zwrot6w ^acinskich z pol- 
skimi lub ruskimi, jak tego dowodem jest n. p. zestawienie Horacego >per' 
contor, quanti holus ac far« z ruskiem: »Moja chata z kraju« (pg. 9). Nie 
przysJowiem jest tei polskie: Nie zawsze sw6j luk wyt^za Apoilo — jak 
twierdzi p. D. (pg. 12j, ale parafraz^ Horacyuszowskiego : »non semper ar- 
cum tendit ApoIlo«. Rozprawy tej oglosit autor dopiero czq^ pierwsz^. ^yczymy 
mu, aby w najkr6tszym czasie udelo si^ mu rzecz do koiica doprowadzic. 

J^zyk rozprawki jest dosyd poprawny^ ale nie bardzo g^adki. Autor nie 
umie urozmaicad swych wyraten ; iie razy wyprowadza wnioski ze s}6w Hora- 
cego, pisze : his monemur albo docemur, a przechodz^c do Horacego, uiywa 



175 

stale zwrota: quo haec HaraU spedant lab perUnent. Tnidno zro^umied 
my^I d^oiszego, bardzo zawitego okresa (pg. 3): Nam alia. . qui coepit, ha* 
bet. Czasem wskutek iiiewtadciwego aszykowania wyraz6w powstaje kakofonia, 
jak D. p. (pg. 4): Hanc rem antequam explicabo, praemittenda mibi paaca 
videntar, qaae eam re ipsa arctissime cohaerent, quibasque, . qaam ob rem 
capat, qaod commemoravi, primo loco panamy expanam, Zamiast ^neqael.... 
<x)gnosci potest, nisi hac re explicata* (sicl) nalezato aiyd »qaod nallo modo«, 
bo neque psaje badow^ calego zdania (pg. 4). B^Qdne s^ nast^pnie zdania: 
Quae at eodem . . . sensa sint inteUegenda, haeoce nos , . . monent (ibd.). SI6w 
ac nihil uiywa p. D. zamiast neque quidquam (pg. 12); UnqtMmu^ zamiast 
relinquamus (pg. 9) Rady Horacego oddaje niezrQCznie przez or. recta; cza 
sem niespodzianie przechodzi do or. obl. i zn6w powraca do or. recta (cfr. 
pg. 7). Niejasne i niepoprawne jest zdanie (pg. 4) : quamquam in unum 
seriptarus. Chociai korrekta jest dosyd staranna, mimo to pozostat niejeden 
bf^d. Interpankcya nia wsz^dzie jest dostateczna. Nie przytoczyl te2 autor ty- 
tuh dziela Czapinskiego, na kt6re si^ cz^sto powoluje w przypiskach (o. c). 



6. Kolessa Filaret, Uklad PamiQtnik6w Ksenofont a o So- 
kratesie. W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gimnazyum w Samborze za rok 
szk. 1903/904. Sambor 1904. Str. 30, 8^ 

Autor rozprawki rozejrzal siQ w obfitej literaturze niemieckiej, odnoszi^- 
cej siQ do ukladu PamiQtnik6w Ksenofonta, przypomnial nam, ze Ksenofont 
w pismaeh swych ^ uwzgl^dnial bogat^ literaturQ Sokratyczn^ i nieraz z ni% 
polemizowal, scharakteryzowal za Joelem umyslowoSd Ksenofonta, a po tych 
wstQpnych uwagach zabrat si^ do ponownego wykazania dyspozycyi PamiQtni- 
kow. Odst^puj^c od szablonu D5ringa i Prokrustowego loia dyspozycyi Birta, 
wskazal za Kiihnerem i Breitenbachem trzy pierwiastki w Pami^tnikach : apo« 
logetyczny, panegiryczno-epenetyczny i polemiczny, a nastQpnie okre^lil i na- 
zwal (a, b, c, d, e) pi^d motyw6w, kt6rych kombinacya daje dyspozycy^ Pa- 
miQtDik6w. Autor powinien byl zaznaczyd, ie rozmieszczenie tych trzech mo- 
tywow jest zanadto r6^norodne, by moglo byd umy^lue, z g6ry ulozone — ale 
po takiej uwadze trzebaby bylo przyznad, ze moina odkryd tylko og61ne za 
rysy ukladu dziela: w szczeg6lach ^cistej dyspozycyi wykazad nie podobna. 
Jak wi^kszoSd autor6w naszych, tak i p. K. zamyka oczy na literatur^, oglo 
szoDj^ w j^yku polskim, wi^c nie przytacza ani wywod6w X. Pawlickiego, 
kt6ry Ksenofontowi, Pami^tnikom i ich ukladowi po^wi^cil wiele, moie nawet 
w stosunku do innych wa^niejszych filozof6w za wiele miejsca w swej Histo- 
ryi filozofii greckiej, ani te& widocznie nie zna VII. rocznika »Eos«, w kt6- 
rym dr. Sinko dal przegl^d kwestyi Ksenofontowej i anaiiz^ dziela Joela Po- 
woJanie si^ na ten artykul byloby uwolnilo p. K. od wypisywania >Jahres- 
berichte*. 

J^k rozprawki szpeci caly szereg blQd6w Zwroty i wyrazy obce, jak: 
antycypuj^c wyniki (13, 29), motyw dyspozycyjny ; dalej rutenizmy: ^wia- 
domo, nieswiadomo, jakiego^ (zamiast z g6ry ulozonego); bl^dy przeciw skla- 
dni: podejmowano wiele przestawien (2), p6^niej, nii jak to czyni (5); sze- 
regi zdaii wzgl^nych, od siebie zawislych (str. 12, 19, 28) ; zwroty i wyrazy. 



176 

jak: mieszczuch Sokrates (8), dwiaiopogl^d (7 i 11), kreSli w spos6b pozyty- 
wny obraz Sokratesa (7); KsenofoDt przeciwstawia swoj^ dyalogik^ sokrate- 
sowsk^ protreptycznej d y a l o g i c e innych sokratyk6w (str. 7) ; bral peto) 
ki^ci^ kolory do malowania (slr. 11); fiktywny charakter (10), traktujqc 
epizodycznie o charakterze i nauce Sokratesa w formie pamiQtnikarskiej 
(str. 30); opieraly siQ na naace Sokralesa, kt6ry nadto (nad co?) nic pisa- 
nego nie zostawi); na podstawie innych iT6d^ (jak notatki... dyalogi... pi- 
sma). Co to znaczy: r6wnorzQdne dziela Ksenofbnta? I blQd6w dmkar- 
skich zanwaiyliSmy znaczn^ liczb^, jak n. p. czQste l^czenie przeczenia nie 
z nast^puj^cym wyrazem : niem6g2 (str. 9) i i. 



7. Kr6zel Joannes, Quo tempore Taciti Dialogus deora- 
toribus habitus sit, quaeritur. W Sprawozdaniu Dyrekcyi c. k. gim- 
nazyum w Tamopolu za rok szk. 1903/904. Tarnopol 1904. Str. 23, 8**. 

Autor powy^szej rozprawki, kt^r^ ju£ we wstQpie ogranicza do odpowie- 
dzi na pytanie: >quo tempore Tacitus Dialogum habitum esse finxerilc, pr6buje 
jeszcze raz okre^lid czas, w kt6rym si§ — w my§l sceneryi — odbyl dyalog 
Tacyta o mowcach. Maternus m6wi wyra^nie, ze od ^mierci Cycerona upiynQlo 
120 lat: wi^c dyalog odbywa si^ w 77. r. po Chr. Nadto ApQr dokladnie 
wylicza wypadki historyczne od ^mierci Cycerona i panowania cesarzy, kto- 
rych suma, powiQkszona o >sexta statio«, odk^d obj^ rz^dy Wespazyan, wy- 
nosi 120 lat. Tymczasem dodane liczby nie daj^ powyiszej sumy. M6wiono 
wiQc, 2e to >okrQgla« liczba, uciekano siQ do zmieniania cyfr i w najrozma- 
itszy spos6b objasniano ow^ sz6st% stacyQ. Autor przytoczywszy konjek- 
tury, odnosz^ce siq do chronologii spomego miejsca w Dial. 17, zestawione 
przez Andresena w >Jahresberichte des phil. Vereins zu Berlin«, sam nastQ- 
pnie t}6maczy s t a t i o jako wojskow^ straz, >plac6wkQ« i dopatraje si^ 
we frazesiQ Afra metonymii, a raczej metafory, wzi^tej z zycia wojskowego. 
Wespazyan odbyt do 77. r. szeSd stra^y, bo szeSd razy byl konsulem, a kon- 
sulat pojmowal nie jako czczy tytu}, ale jako tward^ shi^b^ wojskow^. Obja- 
Snienie powy^sze czyni p. K. prawdopodobnem i przez charakterystykQ sposobn 
m6wienia Materna i Apra (zabarwienie retoryczne i sUonno^ do yariatio)> 
a w tek^cie obja^nia, jak przepisywacz, bior^c statio w snaczeniu annQs, 
zmieni} lata Augustowskie >sex et quinquaginta« na >noyem et quinquagintac 

Wywody p. K. tak s^ jasne i proste, ze bylyby prawdziwe, gdyby 6w 
wyraz statio mo^na tak objadnid, jak go autor objaSnia i brad sextam 
iam... stationem w znaczeniu >ju2 ukoiiczon^ strai sz6st%<. Wedhig j^o 
zdania nale^aloby zachowad (z Kaiserem, Novdkiem) sum^ 120 lat i uwazac 
pocz^tek 77. roku za czas, w kt6rym siQ odbyla rozmowa o upadku wymowy 
rzymskiej. Sum^ t^ otrzymuje p. K. w nastQpuj^cy spos6b (str, 18): Pray- 
j^wszy, ze >sextam iam Vespasiani principatus stationem« oznacza straz przez. 
cesarza ju^ ukoiiczon^, liczy: a primo Vespasiani principatus die asque 
ad finem >sextae stationis« octo anni praeterierunt (69, 70, 71, 72, 
73, 74, 75, 76). Dodajniki zatem Apra s^ nast^puj^ : 56 -f- 23 + 4 4- 28 
-|- 1 -f- 8 = 120. Ghocia* wiQC tylko z pewnemi zastrzelteniami moglibyimy 
si^ zgodzid na powyisze twierdzenie, mimo to rozprawka ta i ze wzgl^du na 



177 

jasne i tredciwe przedstawienie rzeczy, na poprawny, potoczysty i gi^tki JQzyk, 
na pewD^ przymieszk^ humora i wreszcie ze ^rzglQcLu na znajomo^ odnoSnej 
iiteratory zashiguje na pochwalQ. 

Go do JQzyka zarzucidby mozna autorowi uie do^d scisle przestrzeganie 
prawidel nast^pstwa czas6w, jak np. utrum referat, non adnotavit (pg 9); 
cam demonstraverit, quomodo sit intellegenda (pg. 22). Zamiadt egit (pg. 
Ifi) woIa2bym agebat; sint soliti (pg. 20) poprawiitbym na sunt soli- 
ti; aetate viginti et aliquot annorum zmienitbym nanatus viginti 
et aliquot annos (pg. 21); zamiast persuasionem obtinent wolatbym 
sententiam obtinent (pg. 23). Szyk jest poprawny z wyj^tkiem jednego 
miejsca (str. 23), gdzie si^ zbiegaj^ trzy orzeczenia (occurrit, petitur, pro- 
palsaret), nale^^ce do trzech odr^bnych zdan. Dwa razy zaczyna si^ zdanie 
^ ^t (pg- 10), kt<3re powinno byd wtr^cone: Ut videmus i ut plurimis vi- 
detar. Nie trzyma si^ tez autor pewnej zasady w ortografii, pisz^c adtulit 
(pg. 7), odnotavit (pg. 9) obok aliata (pg. 3) i accommodaretur (pg. 13). 
B^Qdy ortograficzne zauwa2yli§my w kiiku miejscach. Forma zewn^trzna i druk 
nie nie pozostawiaj^ do zyczenia. 



8. Szczepanski Jan, Antygona Sofoklesa. W Sprawozdaniu 
c k. gimnazyum w aoczowie za rok szk. 1903/904. ZJocz^w 1904. Str. 30, 8®. 

C!h6r konwencyonalnych pochwa) «najbardziej siostrzanej z dusz<, An- 
*y?ony, zam^ci) przed 7 laty Jerzy Kaibel (De Sophoclis Antigona. Gottingae 
1897) stam|wszy po stronie Kreonta i jemu przyznaj^c s^dowq slusznosd: 
oWudna, nieugiQta i twarda Antygona, broni^ca praw rodowych przeciw uzur- 
patorowi, musis^a zgin^d w walce z racy^ stanu. Tak paradoksalnie sformu- 
Jowana charakterystyka Antygony i idea tragedyi wywotaia, czemu dziwid si^ 
nie mozna — wrzaw^, a programy gimnazydw niemieckich i czasopisma z lat 
ostatnich pehie sq polemik przeciw Kaiblowi. W rzQdzie jego przeciwnik6w 
stan^t i p. Szczepadski w rozprawie, kt6rej tytu2 — zanadto og6lny — wy- 
zej przytoczyli^my. Autor powo^al Kreonta przed sw6j s^d, udowodni) mu 
winQ, zupe^ny brak do^wiadczenia, zaSlepienie od pocz^tku do konca; wyg^o- 
sil nastQpnie obronQ Antygony, podni6s^ jej mi^^d ku bratu. cze^d dla praw 
boskich i ich poszanowanie, zaprzeczyl, jakoby chod przez chwil§ dziatala nie- 
rozwainie i na podstawie tej charakterystyki przyl^czyl si^ do zdania tych, 
ktorzy w kolizyi praw ludzkich z boskiemi widz^ w^zel dramatu a w zwy- 
ci^twie praw boskich jego ide^. Oczywi^cie wszystko to jest zgodne z prawd^ : 
— ale pytanie : kto winien ? nie nalezy przed forum teatru, tylko sqdu, a do 
kolizyi tragicznej konieczn^ jest rzecz^, by bohater mial godnego antagonistQ, 
by ten antagonista mial tez pewn^ racyQ post^powania. Prof. St. Schneider 
doskonale wyja^nit zasady paiistwowe Kreonta, illustrujqc je hasJarai sofistyki. 
(idyby hyl p. Sz. misl przed oczyma warunki kolizyi dramatycznej, nie bylby 
uwolnil Antygony od wszelkiego za^lepienia w tem, co m6wi i co robi. Wszak 
wta^nie forma, w jakiej Antygona broni praw nadprzyrodzonych wobec Kre- 
onta, jej zuchwalstwo, up6r i za^lepienie prowadzi do katastrofy. Charaktery 
osob trzebi objaSniad psychologicznie, s^dowe zas ich badanie i ci^gte pytanie 
8i§ win§ luD niewinno^ jest bezowocne. Zaakcentowanie wreszcie praw rodu 



178 

i rodziny wobec racyi slanu jest raczej zashigi^, aniieli stron^ ujemn^ 
Kaibla. 

Jt^zyk rozprawy, pe^en wielkiej zale^no^i od sUadni }acinskiej, jest do- 
B7<5 poprawny z wyj^tkiem kilku zwrotdw, jak: szereg momenfc6w, kt6re 
mia^y Kreonta sprowadzid do poznania bl^da, jaki popelni) (str. 6); sprzy- 
siQ&yto siQ (str. 7); co da si^ odnie^d tak do Kreonta (str. 14 i 15); 
zarzuty estetyczno-logiczne (str. 2t); zdradz^ niezadowolenie. Razi 
tez budowa zdan, bardzo zawiktana, peifna imies}ow6w (na qc i szy), czego 
jQzyk nasz nie lubi i zwroty, jak: ta okolicznosd, te (str. 20); dopa- 
truje si§, te (str 23); ch6r mu to prawi (str. 28) i t. d. Korrekta jest sla- 
ranna a druk przynosi zaszczyt znanej firmie Zukerkandla w Z^oczowie. 

Podgdrsfe. Stanistaw Bednarski. 



9. Lukianos, Sen (epizod z 2ycia Lukianosa), t}6maczy{ z JQzyka 
greckiego M. K. Bogucki. Krak6w 1904. 

Utw6r powyiszy jest wdrugiej swej cz^^i nasladowaniem znanego opo- 
wiadania Ksenofonta, przej^tego z Prodykosa »Herkules na rozstajnej dro- 
dze«, tylko ze tu wyst^puj^ kobiety, przedstawiaj^ce rze^b^ i nauk^. T^ 
pierwszii porzuca Lukianos i zanadto ostro j^ gani, bo sam nie mia) zdolno- 
dci do niej. We »Snie«, utworze lekkim, zr^cznie na^ladowanym wed^ng da- 
wniejszych wzor6w, a maj^cym niejako fantastycznie usprawiedliwid, czemu 
Lukianos obrat sobie zaw6d retora, poda^ nam autor dosyd wiadomosci ze 
swych lat miodych. TMmaczenie Boguckiego jest jeszcze staranniejsze mi da- 
wne ; trudno w istocie w por6wnaniu z tekstem podniesd jaki znaczniejszy 
zarzut. Autor oiywia przekJad bardzo stosownie, uiywaj^c utartych wyraz6w 
taciiiskich, bardzo nadaj^cych si^ do humorystycznego zabarwienia stylu, jak 
np. brac asumpt (str. 8), dad admonicy§ (str. 9) — sztuka, chcialo Lukia- 
nosa • skaptorvad (str. 11) etc. J^zyk polski i styl s% wzorowe; przekhd 
oddaje w zupeJno^ci ducha starozytnego satyryka, do czego przyczynia si§ 
bardzo caly szereg codziennych zwrot6w np. Sokrates — czmychn^^ od 
Rzeiby (str. 13), Lukianos — otrzymawszy admonicyQ od wuja, »dal dra- 
paka do domu« (str. 9) etc. 

Ln-ofv. Tadeusz Mandyhur. 



Gleditsch H., Metrik nebst einem Anhang uber die Musik der 
Griechen. 3. umgearbeitete Auflage. (Iw. v. Miiller Handbuch der klass. Al- 
tertums-Wiss. Bd. IL, Abteilung 3. Rhetorik und Metrik der Griechen und 
Romer). Miinchen 1901, Beck. str. 63—336, 2 tablice nut. M 8, 80, w o- 
prawie 10, 60. 

Kazdego, kt6ry bierze do r^ki nowe wydanie podr^cznika Gleditscha, 
musi zaj^d przedewszystkiem pytanie, jak autor zachowal si§ wobec nowycb 
teoryj metrycznych, tj. jak mierzy daktylo-epitryty a zwtaszcza tz. logaedy. 



179 

W chwili, kiedy autor opracowywaJ nowe wydanie swej metryki, sp6r o te 
metra, wywo^ny wst^pem do wydania Bakchylidesa przez Blassa 1898 i zna- 
lezieniem iragmenlu rytmicznego z Oxyrbynchos (Grenfell-Hunt, The Oxyrhyn- 
chus Papyri. Part 1.. Londyn 1898), hyl jeszcze bardzo ^wieiym Ot6z Gie- 
ditsch przeszedl bez zastrzezeii na stron^ nowej teoryi i przeprowadzii j^ 
konsekwentnie w ca^ym swym podr^czniku. W daktylo-epitrytach ustqpiJy wi^ 
daktyie i epitryty miejsca stopom 6-czasowym, jonskim, mianowicie cbory- 
jambom i jonikom. Tzw. logaedy mierzy Gleditsch r6wniez Gczasowo, joni- 
kami (choryjambami) i dypodyami jambicznemi. Dawna teorya jest z pod- 
r^znika calkiem wyrugowan^, z jej scbematami metrycznymi nie spotyka si^ 
czytelnik wcale. Je^eli wypadnie wydac sqd, o ile post^pienie Gleditscha jest 
odpowiedniem, to musz^ powiedzied, 2e nie uwa^am go za szczQ^liwe. Nie mozna 
dot^d wcale powiedzied, by nowa teorya odniosta bezwarunkowe zwyci^stwo 
Dad dawn^. Obie stojt^ dzi^ naprzeciw siebie jako dwie r6wnowarto^ciowe ilo- 
^i. Do kt6rej nalezy przysz^oSd, pokaz^ dopiero dalsze badania. Nie da si^ 
zaprzeczyd, ze nowa teorya posiada wiele zalet, ale obok tego sprowadza te^ 
i nowe trudno^ci. Metryk tej miary, co Fryderyk Leo, a takze i Wilhelm 
Christ podnieSli przeciw niej powazne w^tplivoSci. Dla przekonania si^, jak 
nowa teorya jest jeszcze dzi§ cbwiejn^, wystarczy por6wna6 mi^dzy sob^ roz- 
maite sposoby, w jakie jej zwolennicy mierz^ strofg saficzn^ i alcejskq. Klau- 
zul§ strofy saficznej, Adonius, inaczej mierzy Masqueray, inaczej Gleditsch, 
inaczej swiezo Schroeder (B. ph. Wschr. 1904 Nr. 51). Jeszcze wi^ksze tru- 
dno^ci mt w strofie saficznej Adonius sprawia w strofie alcejskiej Aicaicum 
enneasyllabum (por. nowq pr6b^ Schroedera wwym. m.). Przeciw przeprowa- 
dzeniu nowej teoryi w dziele metrycznem nicby nie mozna mied, gdyby to 
nie byl podr^czmk, przeznaczony przedewszystkiem dla kandydat6w filologii. 
Oezywista, w podr^czniku musi korzysiaj^cy z niego znaleid pouczenie, jak 
si^ przedstawia nowa teorya, ale tez obok tego powinien znale:2c zasady 
i schematy dawnej teoryi, kt6ra przeciei jest dot^d og6lnie rozpowszechnionq, 
wyst^puje we wszystkich dawniejszych podr^cznikach metryki i dzieJach, do 
lej nauki si^ odnosz^cych, a dot^d nie zosta^a naukowo obalon^. Zdaniem 
mojem zatem powinny si^ byly w podr^czniku znaleid obok siebie obie teo- 
rye. Tymczasem czytelnik Gleditscha znajdzie u niego analizy metryczne, kt6re 
moze nied^ugo ust^pi^ miejsca innym, a nie znajdzie wykonczonych i pewnych 
w szczeg62ach dawnych schemal6w metrycznych. 

Inny, ' daleko g^^biej, bo do samych podstaw dzieJa si§gaj^cy zarzut 
trzeba uczynid zarysowi Glediischa, a jezeli nie od niego zacziiJem, to postij- 
pi^em tak dlatego, ze zarzut ten nie odnosi si^ do jednego podr^cznika Gle- 
ditscha, lecz w r6wnej mierze dotyczy wszystkich innych dzisiejszych pod- 
r^cznik6w metryki, nie wyjmujqc Rossbacha^Westphala. a nawet wi^kszo^ci 
prac specyalnych z zakresu tej nauki. Oto podr^cznik Gleditscha dalekim jest 
od history cznego traktowania metryki. Gramatyka, hislorya literatury 
i r6zne inne ga^^zie filoiogii juz oddawna wprowadziJy u siebie metod^ histo- 
rycznq, metryka — rzecz dziwna — pozostaJa za wszystkiemi w tyle. Po- 
trzeb^ historycznego traktowania metryki zaakcentowal pierwszy Wilamowitz, 
Zaledwie jednak nieliczni uczeni, jak Fryd. Leo, wst^puj^ dotychczas w jego 
slady. Ksi^zkQ Gleditscha zarzut ten spotyka w mniejszym stopniu nii prace 
specyalne z zakresu metryki, gdyz autor odpowiedzied moze na swe uspra- 



180 

wiediiwienie, \t nie m6gl si^ oprzed na dostatecznej liczbie monografij w da- 
chu historycznym napisanych. Zarzut ten podnosz^ tu zatem wi^j jako po- 
stulat ze wzgl^du na przyszte wydanie. Poza tem nie wiele mam do zarzu- 
cenia pracy Gieditscha, uznanej ju2 dawno jako wybomy podr^nik, utozony 
przejrzyscie i napisany jasno a kr6tko. Literatura nowsza metryczna zn2ytko- 
wana jest w nowem wydaniu starannie. Jak w dawniejszych wydaniach, tak 
i w tem daje siQ tyiko czud brak uwag historycznych na czele niejedn^ 
rozdzia]!u. Tak np. przy tzw. iogaedach nie dowiaduje siQ czytelnik niemai 
nic o historyi pojmowania tych miar, a zatem nie sfyszy pravrie nic o tocz^- 
cym si^ dzi^ sporze metrycznym. BibiiograiiQ wyiicza autor sucho po kaidym 
rozdziale ; przyda/aby si^ tu kr6tka charalderystyka wybitnych prac. Przy na- 
zwach metrycznych greckich naiezatoby podawad ich etymologiQ, o ile jf^ zna- 
my, tak przy nazwach 8t6p: daktyl, jamb itp. 

Ze szczeg6}6w podnieiSd naiety, ze definicya synafei (Der enge Zu- 
sammenhang, in dem die Giieder einer Periode miteinander stehen, heisst 
<ji>va(p£ia«, str. 98) jest zupelnie niedostateczna. Objaw ten powinien byd wy- 
jasniony wyczerpuj^co. Przy koilokwiach uniwersytechich mo2na si§ ci^le 
przekonywad, ie trzeba na objaSnienie synafei Madd w wyk2adach wielki na- 
^isk, by j^ stuchacze naiezycie zrozumieli. 

Lfv<kt\ Stanistaw WUkowskL 



Solmsen Feiix, Inscriptiones graecae ad iniustrandas 

diaiectos seiectae. Scholarum in usum edidit Lipsiae, Teubner. 

1903, str VIII + [>6. M. 2, oprawne M. 2,40. 

Nie posiadaiiSmy dot^d matego a taniego zbiorku najwainiejszych napi- 
s6w dyaiektycznych greckich. Brak takiego zbiorku dawat siQ odczuwad zw2a- 
szcza, gdy chodzilo o teksty dia dwiczeii seminaryjnych. Potrzebie owej czyni 
zadosd nowy zbiorek Soimsena a czyni w spos6b wyborny. Slusznie wci^n^ 
wydawca w zakres zbiorku tylko napisy stosunkowo dobrze zachowane, wy- 
kiuczaj^c napisy mocno uszkodzone. R6wniQ stusznie wybral napisy, pisane 
czystym dyaiektem a pomin^l napisy, pozostaj^ce pod wptywem koine. Uwzgi^ 
dnione s^ wszystkie wazniejsze dyaiekty greckie pr6cz attyckiego, a wi^c: 3 
eoiskie, doryckie wlasciwe i dyalekty p6tnocno-zachodnie, kt6re wydawca kro- 
tko a szcz^siiwie nazwa) »doryckimi p6}nocnymi«, dyalekt jonski, wreszcie 
dyaiekty arkadyjski i cypryjski, nazwane przez niego »achajskimi«. Dyaleki 
elijski zaiicza Soimsen do doryckich p6)Docnych. Ja przed kiiku laty dosze- 
d}em r6wnie2 do takiego zapatrywania co do stanowiska tego dyaiektu, uwa- 
zanego davi^niej przez Brugmanna za zupelnie izoiowany. Obecnie (od r. 1902) 
i Brugmanii uznaje ju2 blizsze pokrewiexistwo tego dyalektu z p6tnocnymi. 
Prawo gortyiiskie i tablice heraklejskie umieScii wydawca w catosci. Kazd^ 
inskrypcy^ wyprzedza pr6cz wiadomosci o miejscu znalezienia i przechowy- 
wania najwazniejsza iiteratura, do niej siQ odnoszs^ca, a po napisie nast^puje 
wybrany aparat krytyczny i miejscami objasnienia rzadkich wyraz6w. 

Jako calo^c jest zbiorek doskonaly. — Tak tekst jak aparat opracowane 



181 

sil starannie, jak si^ o tem mog^em przekonad, objadniaj^c kilka napis6w 
w seminaryum. 

Lw6w. Skmisiaw WiOcotvski. 



Gardthausen V., Sammlangen und Catalogegriechischer 
Handschriften im Verein mit Fachgenossen bearbeitet Yon..., Leipzig, B. 
G. Teobner, 1903, 8^ s. VII -4- 96. (Byzantinisches Archiv, als Erg&nzung 
der Byzantinisehen Zeitschrilt in zwanglosen Heften herausgegeben von Karl 
Enunbacher). 

Jako trzeci zeszyt znanego wydawnictwa Byzantinisches Archiv ukazala 
si^ powyzej przytoczona ksi^ieczka, zawieraj^ca systematycznie u)o2ony spis 
zbiorow i katalog6w r^kopisdw greckich. Uktad ksi^jbki jest przeprowadzony 
wed)ug kraj6w w nast^puj^cym porz^dku: Portagalia, Hiszpania, Francya, 
Belgia i Holandya, Szwajcarya, Wlochy, Anglia, Niemcy, Austro-WQgry, Skan- 
dynawia, Dania, Szwecya, Rosya, Rumunia, Grecya, Turcya i Wsch6d. W o- 
br^bie tych dzia26w materyal ugrupowany jest wedhig miast alfabetycznie, 
ksi2|zki zad podwi^cone opisowi kilku bibliotek wysuniQte s^ na czoto zesta- 
wienia; og61na wreszcie literatura poSwiQcona bibliografii staro^ytnych r^kopi- 
sow pomieszczona jest na pocz^tku ksi^zki. Dok^adny spis rzeczy u^atwia 
pr^sze zoryentowanie si^ w materyale. Jest to podr^znik niezmiernie poz^- 
dany dla wszystkich, pracuj^cych nad r^kopisami greckimi, utatwiaj^cy w wy- 
sokiej mierze prac^. Autor nie szczQdzit pracy, by osi^gn^d jak najwiQksz^ 
(iokhdnos<S. Opuszczen rzeczy wazniejszych malo. Ze zbior6w polskich wymie- 
nia aotor jedynie bibliotekQ Za^uskicb i Zamoyskich w Warszawie, powo^uj^c 
sJQ na rozprawy Forstera i podpisanego. 

• 

Ltv6w. Wiktor Hahn. 



Baedeker K., Griechenland. Handbuch fiir Reisende. Mit einem 
Panorama von Athen, 11 Karten, 19 Planen, 5 Grundrissen u. 2 Tafeln. 
4. Auflage. Leipzig, Baedeker, 1904. str. CXXXIV -^ 438. M. 8. 

3. wydanie greckiego Baedekera wysz^o w r. 1893 a wi^c 11 lat przed 
obecnem. Kiedym w r. 1900 podr6zowal po Grecyi, zapowiadano, 4e nowe 
wydanie ukaze siQ lada dziezi. W rzeczywistosci pojawienie si§ jego op6znilo 
8i§ kilka lat. W przeci^gu 11 lat, rozdzielaj^cych wydanie 3. od 4-go, 
znajomosd nasza Grecyi znacznie si^ rozszerzyta. Przypad^y na ten czas wy- 
kopaliska w Delfach, na Krecie, na Terze, w licznych miejscowo^ciach Azyi 
mniejszej, by tylko wymienid najwa2niejsze. Nowe wydanie miaJo wi^c wiele 
^o zmienienia i dodania. Z g6ry zaraz zaznaczyc nale2y, ie wydawca 
^okladat staran, by opis Grecyi i obecnie stan^} na wysoko^ci wiedzy. Z jego 
ramienia objecbai w tym cela dr. Dietrich Bender z Lipska na nowo znaczn^ 
<3§3C Grecyi. Podstaw^ ksi%zki pozostat i nadal opis wybornego znawcy Gre- 
<^\ zmartego w r. 1894 LoUinga. Co prawda, nowe opracowanie pod wzgl^- 



182 

tiem zakresu nie zupetnie odpowiada oczekiwaniom. Z catkiem nowych ustQp^w 
przybyty tylko 2 : opis pomniejszych wysp i opis Krety. Natomiast naprozno 
szukaiby kto opisu gioSnych ze Swiezych wykopalisk miejscowosci Azyi mniej- 
szej : Milelu, Efezu, Priene, wyspy Samos, z dawniejszych P^rgamon ;* nie 
znajdujemy nawet w nowem wydaniu ppisu Troi, do ktorej przecie urz^dza 
wycieczki Ddrpfeld. Jest to dotkliwy brak ksi^^ki i sprawia, te i na przyszlosc 
b^dzie trzeba w podr62y greckiej pr6cz Baedekera postugiwad si^ takte prze- 
wodnikiem Meyera. Z wysp uwzgl^dnione s^ Cyklady (mi^dzy niemi Delos 
i Thera) oraz wyspy joiiskie. Dawne pattye ksi^zki doznaty stosownie do po- 
st^pu badan przerobienia i rozszerzenia. Przybylo te^ wiele nowych map i pla- 
now. I tak mapa ogolna Grecyi, naklejona w poJowie na wewn§trznej stronie 
tylnej oktadki, obejmuje obecnie takze znaczn^ cz^sd Azyi mniejszej i podaje 
linie statkow parowych. W dziale Attyki przybyJa mapa najbli2szych okolie 
Aten. UstQp o Delfach rozszerzyt znacznie i opracowat na nowo by^ sekre- 
tarz Instytutu niemieckiego w Atenach a obecnie profesor archeologii w Wuiz- 
burgu, Wolters. Do dawnego planu Delf przyby} plan Swi^tego okr^ga Apol- 
lina. Beocyi, kt6ra obecnie po pof^czeniu jej kolej^ z Atenami stanie si^ ce- 
lem wycieczek, po^wi^cono znacznie wi^ej miejsca nii poprzednio; przybyjy 
tu pjany Teb i PJatei. Do poz^danych dodatk6w zaliczyc tei nalezy plan 
miasta Patras i plan Heraion pod Argos. W dziale wysp znajdujemy nowo 
dodan^ mapQ Krety i plan pa^acu w Knosos (wydawcy pisz^ b^^dnie: Knos- 
sos). MapQ wyspy Korfu rozszerzono przez dodanie planu miasta Korfu i mapki 
jego okolicy. Zreszt^ wszQdzie na mapach i planach widad ulepszenia : podo- 
dawano nazwy nowo odkopanych zabytk6w, pozmieniano je stosownie do po- 
st^pu badaii itd. Wystarczy rzucid okiem np. na plan Eleusis lub mapQ wy- 
spy Delos, by si^ o tera przekonad. Zawarty we wst^pie ksi^ki zarys histo- 
ryi sztuki greckiej pi6ra Kekul^'go, b^dQcy najznakomitszem z istniej^cych 
kr6tkich przedstawieii tego przedmiotu, uleg) r6wnie2 przerobieniu. Dokons^ go 
na zyczenie autora dr. R. Zahn w Berlinie. Zmiany doznaty zw^as^za ust^py 
epoce najstarszej i o sztuce archaicznej. Dzi^ki wszystkim zmianom takze i nadai 
przewodnik Baedekera nietylko pozostanie wybornym towarzyszem podr6^y po 
slonecznej krainie greckiej, ale wySwiadcza} b^dzie cenne uslugi w bibliotece 
uczonego jako informator w mn6stwie kwestyj. Jednego tylko braku, ktory 
dawal siQ korzystaj^cym z Baedekera dotychczas odczuwad w czasie podro^^' 
po Grecyi, nie usuni^to i w nowem wydaniu: nie dodano mapy Grecyi sta- 
roiytnej z granicami kraj6w itd. 

Ksiqika w 3. wydaniu liczy^a CXIV -f 384 stron ; obecnie liczy ich 
CXXXIV "4- 4-38, obj^tosd jej wzrosJa zatem o 74 stron. Mimo to cena nie 
ulegta zmianie, co zas^uguje na uznanie. 

Ltv6fv. Stanisiixfv Wiikoivski^ 

Dr. Thaddaus Sinko, Die Descriptio orbis terrae^ 
eine Handelsgeographie aus dem 4. Jahrhundert. (Sonderabdruck aus Archiv 
f. latein. Lexikographie. XIII. Heft 4. S. 531—571). 

W tej pracy podj^J si§ Dr. Sinko 4mudnego zadania nowej edycyi geo- 



183 

graficzoego traktatu, znanego pod §redniowiecznym napisem : Expositio totiu3 
muDdi et gentiom, a kilkakrotnie przedtem jnz wydawanego, pocz^wszy od 
XVII. wiekn ai do obecn^o czasu. Traktat ten jest z tego wzgl^du waznym, 
2e nam daje zwi^z^f obraz ekonomicznego stanu prowincyj rzymskich okoto 
polowy IV. w. a mianowicie nadmienia, o ile pewne prowincye wystarczaj^ 
sobie wtasn^ produkcy^, o ile sprowadzaj^ pewne produkty lub je wywo^^. 

Praca obejmuje cz^sd wst^pr^ (str. 53 1 — 543 j, wyloszczaj^c^ zapatry- 
wania krytyczne, na ktorych sIq autor opieral w wydaniu tekstu, a nast^pnie 
krytycznie zestawiony tekst pisma (str. 543 — 571} zdwoma r6wnolegle doda- 
Dymi komentarzami, z kt6rych pierwszy obejmuje wyja^nienia rzeczowe i gra- 
matyczne, oparte na cennych dla historyi starozytnej geografii cytatach z od- 
powiednich autor6w staro^ytnych, a drugi r6zniczki tekstu przekazanego i do- 
t^d wydawanego. 

Tekst traktatu, ktdry, jak dowodzi tre^ jego a osobliwie wzmianki w §§. 
28, 32 i 28, pochodzi z czasu oko2o polowy IV. wieku po Chr., opiera sIq obe- 
cnie na dw6ch ^rodlach : a) na wydaniu genewskiem Jak. Gothofreda z r. 
1628, wykonanem z odpisu manuskryptu obecnie zagubionego i b) na tekicie, 
zachowanym w paryskim manuskrypcie XII. wieku a zgodnym z tekstem manu- 
skrypta Cavensis, pochodz^cego z tego samego czasu. Dotychczasowi wydawcy trak- 
tato wychodzili z tego zapatrywania, ze oba te teksty s^ dwoma r6zni^cymi 
siQ miQdzy sob^, niezgrabnymi przekiadami pierwotnego, labo nieznanego, tek- 
stu greckiego i zgodnie z tem zasadniczem zapatrywaniem starali siQ sprOsto- 
wad przekazany nam, miejscami balamutny a nawet niezrozumialy tekst lacin- 
ski. Dr. Sinko wykazuje, 2e zapatrywanie to hylo nieuzasadnionem i stara si^ 
dowiesd, ie tekst rQkopis6w podanych pod b), kt6ry oznacza liter^ B, jest 
tylko parafraz^ tekstu manuskryptu, na kt6rym opar^ swoje wydanie Gotho- 
fredus, a kt6ry oznacza liteni A. Pomimo tego nie jest tekst B dla wydania 
zdaniem Dra Sinki oboJQtny i bezwartosciowy, poniewaz autor tekstu B, spi- 
saaego wedlug zdania Dra S. po VII. w. (str. 537) a moze nawet w poZowie 
XII. wieku (str. 539), mial przed sob^ miejscami pierwotniejszy lekst A od 
tego, kt6ry obecnie mamy w wydaniu Gothofreda. Wychodzqc z tego zapatry- 
waDia, rekonstruuje Di*. S. mi^dzy innemi tytu^t traktatu na podstawie oby- 
dwoch manuskryptow w nast^puj^cej formie: >Orbis terrae descriptio* (str. 
537). Nadto twierdzi Dr. S., 2e traktat nasz jest szkoln^ geograficzn^ dekla- 
macyji a wnioskuje to z wyraz6w oratio i audientes, kt6rymi autor tekstu A 
ozoacza sw6j traktat i swych czytelnik6w. Ze tekst naszego traktatu uie jest 
Diewolniczym przektadem pierwotnego tekstu greckiego, tego stara si^ Dr. S. 
dowie^ cytatami, kt6re wykazuj^ zgodno^d pewnych wiadomo^ci, zachowanych 
u rzymskich autor6w, mianowicie u Pliniusza starszego, Meli i Ammiana Mar- 
(^liua, z wiadomosciami powtarzanemi w tym traktacie, kt6ra to zgodnos6 
oajlatwiej tlomaczy si^ tem, ie autor traktatu czerpal bezposrednio z tych 
rzymskieh pisarz6w. Wywody Dra S. we wszystkich wyzej poruszonych kwe- 
styach s^ po najwi^kszej czQ^i trafne i przekonywuj^ce. Nasuwa si^ jednak 
Dwaga, czy nie nalezalo zwr6cic tak^e uwagi na osobistoSd autora traktatu 
pierwotnego (A), zwtaszcza, ie Dr. S. zastanawiai siQ nad tem, kto m6g} byd 
autorem parafrazy traktatu, tj. tekstu B (str. 639). Ot6z mojem zdaniem tre^d 
tiaktatu naprowadza na to, ze jego autor 2y) w Egipcie, a to prawdopodobnie 
w Aieksandryi. Egipt i jego okoiice . s^ mu stosunkowo najlepiej znane.; opisuje 



184 

je z pewnem zamilowaniem , osobliwie za^ wystawia obszernie Aleksandry^ 
a kiedy przychodzi mu zaznaczyd, te Antyochia w Syryi obfiluje we wszystko, 
co s^Qzy do rozrywki i zabawy, dodaje z pewnym odcieniem niechQci, ze t^ 
obfitodd zawdzi^cza to miasto tej okolicznodci, iz tam ma siedzib^ imperator 
(§. 32). A jeieliby^my zgodzili siQ na to, 2e autor traktatu byt Egip- 
cyaninem, ktdry zapewne bi^lej wtadat j^ykiem greckim, ni^ laci^skim, to 
«nale^libySmy w tem wyjadnienie grecyzm6w w jego traktacie ^acinskimy ktore 
Gothofreda naprowadzily ua domysl, ze ten traktat jest niewobiiczym, niezgrab- 
nym przekladem greckiego oryginalu. Co si^ tyczy wyiej zaznaczonej hypotezy 
autora, ie nasz traktat jest geograficzn^ deklamacy^ to musz^ nadmieni<S, iz 
argumenty jego, przywiedzione na poparcie tego zapatrywania, nie przemawiaj^ 
do mego przekonania. Ani tredd ani styl nie odpowiadaj^ mojem zdaniem 
wymaganiom dekLamacyi, a jak wyraz oratio mote siQ w j^zyku lacinskim 
odnosid do kaidego tekstu, tak i >audientes« zamiast »legentes« tatwo da si^ 
wytl5maczyc lem, ze autor traktatu wyobraial sobie, iz ten traktat b^zie 
nauczyciel uczniom odczytywal w szkole. 

Co siQ iyczy wreszcie samego tekstu traktatu, to przyznac wypada, ze 
Dr. S z uznania godn^ pracowito^ci% i bystroSci^ staral siQ przywrocid trak- 
tatowi postad pierwotni| i przedstawil rzeczywiicie tekst poprawniejszy od 
swych poprzednik6w, ie mu siQ to jednak nie wsz^dzie powiodlo, ze w wiela 
miejscach pozostaje w%tpliwem, jak nale2y czytad, a w niekt6rych nawei 
twierdzid mo2na, te pierwotny tekst musial iuaczej wygl^dad; to juz jednak 
nie wina wydawcy, ale stanu tekstu, przechowanego bardzo wadliwie. Na 
dow6d mote poslu&yd stan tekstu w §§. 17 — 21. Jni sam Dr. S. uwaia 
wiQkszii czQsd § 2 L za interpolacyQ, nad czem rozwodzi sIq dokladniej na str. 
535 n. czQ^i wst^pnej. Drug^ interpolacy^ zaznaczyl Riese w § 19. Ale po- 
dejrzenie rozciiignie siQ dalej, jezeli zwazymy, ze § 21 nadmienia, iz wyzej 
powiedziano, ile tak zwanych mansiones zajmowali Persowie, kiedy tymcza' 
sem w naszym tekdcie powyzej tego szczeg6hi nle znajdujemy. 6o lubo we- 
dlug zdania Dra S. wzmianka ta pochodzi od interpolatora, jednak dowcdzi 
ona, 2e ten interpolator czytal wy:^^ w tek^cie szczeg6l, kt6rego obecnie na* 
pr62;no szukamy, albo przynajmniej inaczej l^czyl i rozumiai tekst poprzedza- 
j^cy. A ten tekst poprzedzaj^cy takze sam przez si^ nastrQCza pewne w^tpli- 
wo^ci nie tylko z tego wzgl^du, ze miesza w niezwykly spos6b niczem nle- 
przygotowane wzmianki o India Minor i o Persae, ale i dlatego, ze zawiera 
niezwykle zwroty: »India minor petit auxiliumc (por. §. 13: regio Disoph, 
quam qui habitant, reguntur) i ^motus belli a Persis«, gdyz »a Persisc raczej 
gramatyczuie l^czy si^ ze zwrotem: »petit auxilium«, tem bardziej, te nizej 
wzmianka: »ab ipsis (Indiae Minoris incolis) Persae accipiunt elephantos« 
zdaje si^ wskazywad na dobre stosunki s^siedzkie mi^dzy Persami a mie- 
szkaricami Indiae Minoris. Ale przyznad trzeba, ie Dr. S. wynalazl w kazdym 
razie moiliwe wyj^ie z tych . trudno^i. Trudno tez zgodzid si^ na brzmienie 
pocz^tkowego tekstu § 8: »Post ipsam gentem quid aliud est venientibus ad 
Occidentes Braxmani deguntc Pomin^wszy wzgl^d gramatyczny, fte »quid* 
w znaczeniu wzgl^dnem »quidquid« jest wlasciwo^i^ staroSwieckiej laciny, ob- 
c^, o ile spostrzegtem, stylowi traktatu, trzeba przyznad, 4e wyraienie »quid 
aliud< przygotowywa czytaj^cego na opis jakiej^ wiQkszej przestrzeni ziemi, 
kiedy tymczasem czytamy, 2e Brahmanowie zajmuj^ »quinque mansiones«. 



185 

Mojem zdaniem w wyrazacb >qiiid aliud« mamy przed sob^ dlady jakiegoS 
rzeczownika. Podobne w^tpliwodci nasnwa tekst drugiej potowy § 6, w § 7 
wyraienie >expectat (horam) expetentem animam«, § 12, § 36 (norainans 
a diis - ofifenint). 

B2^y dnikarskie spostrzeglem na sir. 538 kol. 2, w. 3 od g., str. 54 U 
w. 9 od d. § 37 zam. 7, str. 548 (op. kryt.: 112—116 zam. 112—117), 
str. 562, w. 11 od g. : <pauca)zam. <pauca>. 

Liviiw. JBr. KruczkiewicB. 



Cesk6 Museum Filologick^. Zalo2eno Spolkem filologick^m 
? Praze. OdpovSdnf redaktor: Dr. Jan Kvffiala. Rocznik IX. V Praze. 
1903. str. 480. 

Czasopismo czeskie jest r6wie^nikiem naszego Eos: jedno i drugie wy- 
cbodzi obecnie rok dziesi^ty. Zatozycielem jego i redaktorem jest zashitony 
nestor filolog6w czeskicb, radca dworu dr. Jan KvfCala. Rocznik ostatni prze- 
wyzsza obj^tosci^ nasze Eos, podczas bowiem gdy Eos liczy 256 stron, ma 
ich Maseum 480. Ze wzgl^du jednak, 2e pismo czeskie nie jest poSwiQCone 
wy^cznie filologii klasycznej, ale takte filologii czeskiej, materyal w obu cza- 
sopismach, odnosz^cy si^ do filologii klasycznej, b^dzie mniej wi^j r6wny 
obJQtosci^ My tu m6wid b^dziemy tylko pracach, obcbodz^cych filologi^ 
klasyczn^. Sam redaktor, dr. Kvidala, ogtosit pierwsz^ czqs6 pracy, zaty- 
tu^owanej : »Observationes ad cyclica Graecorum carmina (str. 400 — 414). 
Jeslto szereg poprawek tekstowych i przyczynk6w do egzegezy fragment6w cy • 
klikow. Bardzo czynnym wsp6Jpracownikiem Museum jest profesor uniwersy- 
tetu praskiego dr. Robert Novdk. Ogtosi) on tu trzy prace: Liviana, Lectio- 
nes Valerianae i Ad panegyricos latinos. Prace te r6wnie£ odnosz^ si^ do 
krytyki tekstu. Drugim r6wnie ruchliwym wsp62pracownikiem jest znany hi- 
storyk starozytny dr. PrdSek. Znajdujemy tu artyku^ jego, bardzo aktualny: 
Herodot a Babilon. Obok uczonych czeskich spotykamy w rz^dzie wsp62pra- 
cownik6w Museum takie nazwisko uczonego niemieckiego. G^o^ny znawca 
Wed, profesor niemieckiego uniwersytetu w Pradze, Alfred Ludwig, og}a$«za 
tu dwie drobne prace etymologiCzne : Etymologiae homericae (Tavy;XeYifi;, Suoy;- 
^st4<, avT)Xe-rt^), w drugiej obja^nia etymologiQ s^owa >explorare«. Obok 
prac profesor6w i docent6w wszechnicy praskiej znajdujemy w Museum wcale 
liczny szereg prac ich uczni6w. Wymieni^ z nich tylko jedn§, prac^ Jana 
Hillera: Ktesias i stosunek jego do Herodota. Inne prace dotycz^ Platona 
i Isokratesa z grecMch, Plauta, Cicerona i Liwiusza z rzymskich pisarzy. Jedna 
z prac traktuje o kwestyach sktadniowych. 

Bardzo obfitym i urozmaiconym jest dzial recenzyj. Tutaj uderza zw}a- 
szcza ogromna ruchliwo^c dra PraSka. Recenzuje on niemal kaide wainiejsze 
dzieto, dotycz^ce historyi starozytnej. Bardzo wiele prac z zakresu filologii )a- 
ciiiskiej omawia prof. Novak. Wspomnied wypada, 2e w szeregu recenzyj znaj- 
dojemy takie iyczliw^ ocen^ IX. rocznika naszego Eos (1903) pi6ra J6zefa 
Praiaka. 

Kr6tki ten przeglqd watoiejszych prac, zamieszczonych w ostatnim ro- 



186 



cznikn czasopisma czeskiego, Swiadczy dowodnie o pocieszajticym jego rozwoJQ. 
Autorowie rozpraw dotykajii r62nych dziedzin starozytno^ci klasycznej, z szcze- 
gdlnem jednak upodobaniem zwracaj^ siQ do krytyki i egzegezy antonSw sta- 
roiytnych, oraz do gramatyki, a wi^c uprawiaji^ te ga^Qzie, ktore zawsze po- 
zostan^ podstaw^ filologii. Prace uczonych czeskich na tem poiu znajdaj^jnz 
oddawna zas^uione uznanie w Swiecie naukowym. 



Lfvdw. 



Stanistafv WUkowski» 



Drobne wiadomo:§ei. 



Kolej ielazna z Aten do Teb. 

Grecya, pelna tylu pamiatek bistorycznych i tak obfitujaca w pi^knoi^ci natury, 
jest dotycbczas bardzo malo zwiedzan^ przez cudzoziemc6w, gI6wnie dla braku ko- 
munikacyj. Jak wiadomo, Grecya nie jest dot%d pol^czona z Europa drog^ ladow^ 
i moiDa si^ do niej dostad tylko droga liiorska. Grecy zdawali sobie zdawna spraw§ 
z tegO; ie niezb^dnem jest przedluienie kolei ^elaznej od granicy tureckiej do Aten." 
Prace, przedsi^wzi^te w tym celu jeszcze przed 15 laty, utkn§Iy jednak dia braku fun- 
dusz6w. Trudiiosci finansowe, wywolane fataln% wojn^ w r. 1893, nie pozwolily konty- 
nuowad prac Wreszcie w r. 1902 udalo si§ rz^dowi greckiemu zawrzed uklad z syndy- 
katem zagranicznym, w sklad kt6rego wchodzi zwlaszcza pewne towarzystwo francu- 
skie. Dkladem tym zobowi^zat si§ 6w syndykat zbudowad lini^ kotejow^ od Pireju 
do granicy tureckiej. Solej ta biec ma na Ateny, ^ehy, Liwady^, Demerli i Laris§. 
Pierwsza sekcya kolei zosta2a wykoAczona i oddana do uiytku publicznego w marcu 
1904. Wyszedlszy z Pireju, kolej przecina gaj oliwny, dotyka Aten od zachodniej 
strony, potem biegnie r6wnin% attyck^ i stokami Pamesu, przez rozkoszne lasy letniej 
rezydencyi krolewskiej Tatoj i przerznawszy ^zn^ r6wnin§ beocka, dociera na razie 
<io Teb. Z Beocyi prowadzi odnoga, r6wniei jui wykoAczona, nad brzegi Eurypu, do 
€halkis. Obecnie prowadza si§ roboty okolo dalszej linii od Teb do granicy tureckiej. 
Linia ta dotykad b^dzie Termopil, sk%d p6jdzie osobna odnoga do Lamii, przerznie pa- 
smo g6r Othrys a potem przez dlugi tunel wbiegnie na szerokie r6wniny tesalskie. 
Zamierzona te^ jest budowa odnogi z Liwadyi do' Itei, portu Delf. Uczestnicy kongresu 
archeologicznego, kt6ry odb^dzie si^ w Atenach w kwietniu 1905, b§d% mogli dostad 
si^ do Beocyi bez tych trud6w, kt6re trzeba bylo ponosid dot^d. 

Z innych post§p6w w rozwoju komunikacyi Grecyi warto jeszcze wspomnied, 
ie kolej ieiazn^ mi^dzy Atenami a Pirejem zast^piono kolej^ elektryczn^. Spro- 
wadzilo to t^ korzyS6, ie poci^i kursuja teraz szybciej i cz^sciej i ie ceny jazdy si§ 
obniiylY. (Por. korespondency§ atetisk^ Guilleberta w Revue des 6tudes grecques str. 
376. n.) 



188 
Wydawnictwo filologiczne kralcowslclej Akademil Umiejftnote*. 

Na posiedzeniu Wydzialu filologicznego Akademii Umiej§tnoSci w Krakowie 
z d. 13. lutego 1905 powzi^to uchwal^ wydawania greckich Ojc6w KoSciola lY. vriekiL 
Projekt tego wydawnictwa podal prof. dr. Stan. Witkowskl. Na spefnienie t^ zada- 
nia ofiarowal Akademii br. August Cieszkowski 10.000 kor. Pr6cz tego prof dr. Stern- 
bach ofiarowa? bibliotek^ pomocnicz^ i zobowi^zal si§ do datku 1000 koron na jej 
zakupno. JJla przeprowadzenia tego wydawnictwa zawi^zata si^ komisya, zloiona 
z pp. Miodoi^skiego, Morawskiego, Pawlickiego, Sinki, Stembacha i Stanislawa Wit- 
kowskiego, kt6ra niebawem przyst^pi do pracy. 

Swiat fiiologiczny polski z radoSci^ powita to na europejsk^ miar^ zakrojone 
wydawnictwo. Podj^ciem jego Akademia nasza staje obok Akademij berliiiskiej 
i wiedeiiskiej, z kt6rych pierwsza wydaje greckich pisarzy h oiSciofaL do r. 300, draga 
laci^kich pisarzy chrzeScijaiiskich. Wyrazy gl^bokiej wdzieczno^ci naiei^ si^ hojnemu 
ofiarodawcy, kt6ry wst§puj%c w Slady Dzialy^skich, RaczyAskich i innych wielkopol- 
skich mecena86w nauki i sztuki, umoiliwil doji^cie do skutku tak donioslego wyda- 
wnictwa. Wdzi^cznodd naieiy si§ r6wniei profesorowi dr. Sternbachowi zajego ofiar* 
noS6. Dojdcie do skutku planu wydawnictwa jest w pierwszym rz^dzie zasluga radcy 
Dworu prof. dra Kaztmierza Morawskiego, kt6rego poSrednictwu zawdzieczad nalezy 
wyjednanie hojnej subwencyi u hr. Cieszkowskiego. Takie i inne wybitne osoby po- 
parly wydawnictwo materyalnie, o czem w swoim czasie zamieScimy bliisz^ wiadomosd 



Nowyslownik etymologiczny grecki. Filologom i j^zykoznawcom 
oddawna dawal si^ ^ywo odczud brak slownika etymologicznego greckiego. ktoryby 
podawal rezultaty prac dwu ostatnich dziesi^ioieci, rozrzucone po ogromnej liczbie 
czasopism i innych publikacyj. Od czasu 5. wydania etymologii greckiej J. Curtiusa 
(1879) pojawila si^ jedna tylko praca na tem polu, slownik etymologiczny Prellwitza, 
ale praca to byla nieco powierzchowna i ogarniala materyal dosyd szczuply. Wobec 
tego grecydci powitaj% z ^ywem zajeciem nowy slownik, kt6rego autorem jest 
Emil Boisacq, profesor filologii klasycznej w uniwersytecie w Brukseli, autor ce- 
nionej monografii o dyalektach doryckich (Les dialectes doriens 1891). Stownik ten 
obok etymologii wyraz6w podawal b^dzie takie ^r6dla, z kt6rych ctymologia jest za- 
czerpni^ta. Praca jego nagrodzona zostala przez Akademi^ belgijsk%. Calo^d obejmuje 
okolo 720 stronic i ukaie si§ w 3 zeszytach, kaidy po cenie 10 frank6w. W sub- 
skrypcyi kosztuje dzielo 26 frank6w. Zeszyt 1. ma si^ ukazad z koAcem kwietnia b r., 
ostatni w jesieni. Dzielo wyjdzie nakladem firmy brukselskiej Misch & Thron. 

Kuhnera gramatyki greckiej w nowem opracowaniu wyszedl tom 
dalszy, obejmuj^cy 2. cz^d skladni (AusfUhrl. Grammatik der griech. Sprache von Dr. 
Raphael Kuhner, II. Teil, Satzlehre, 2. Band, 3. Aufl. von Dr. Bemhard Gerth. 
Hannover u. Leipzig, Hahn, 1904. Str. IX + 7U. M. 14. 

Paulego-Wissowy Encyklopedy i realnej wyszly zeszyty 69 i 70., 
doprowadzaj^ce materyal do Echelos, Z nimi ukoi^czono V» objeto^ci tomu V. Z dluz- 
szych artykui^w zasluguj% na wzmiank^: Drakon (J. Miller), drachma (Hultsch), tr6j- 
n6g (Reisch), duoviri (Liebenam, za dlugi), dos (Leonhard), nawoienie (Olck, za dlugi). 

Z sprawozdania zposiedzenia Komisyi literackiej Akademii Umiej^tnoici wKra- 



""^^m^mw * * 



189 

kowie, kt6re si? odbylo dnia 11. iistopada 1903 pod przewodnictwem prof. dr. J. Tre- 
tiaka, wyimujemy nast§pujacQ wiadomosd: 

Sekretarz Eomisyi iiterackiej prof. J. Czubek zdal spraw^ zwycieczki do War- 
szawy, przedsi^wzi^tej w czerwcu 1903. Prelegentowi chodzilo gI6wnie o bliisze za- 
znajomienie si^ z r^kopisami, znajduj^cymi si^ w trzecb tamtejszych bibliotekach : 
Zamoyskicb, Uniwersyteckiej i Krasii^skicb. W pierwszej, najbogatszej w r§kopisy, 
wynotowal 490 numer6w z og6biej liczby 1760, przyczem b^dito przegl^dal wprost 
same r§kopisy, b^dito ograniczal si§ tylko do korzystania z doskonalego katalogu bi- 
blioteki Do biblioteki Uniwersyteckiej wprowadzil go prof. Dr. T. Wierzbowski; przy 
pomocy do^ dobrego katalogu kartkowego zdolal prelegent wynotowad 222 numer6w 
z og6Inej liczby okolo 1.000 r^kopis6w. W bibliotece ord. Krasii^skich, posiadaj^cej 
okolo 1.500 r^kopis6w, praca nad ich zinwentarzowaniem ma si^ rozpocz^d nieba- 
wem ; dotychczas istniej^ tylko sk%pe notatki p. Rembowskiego, nie daj%ce nale^ytego 
wyobraienia o tre^ci rQkopis6w ; tu przegl^dal prelegent 489 numerdw. Razem liczba 
r^kopis^w, przegl^dni^tycb lub wynotowanych w Warszawie przez prelegenta, wynosi 
1.151. Materyat jest wa:iny i trefici r6inorodnej, jakto prelegent wykazal na 74 r^ko- 
pisach, kt6rych zawartO!§6 dokladniej oznaczyl; bliiszymi szczeg6lftmi moie iei sluiyd 
na kazde iadanie, piSmienne czy ustne, jak czynil dotychczas jui w kilku wypadkach. 



13 



Z nowo^ci filologicznych. 



A e s c h y 1 s, Die Schutzflehenden erkL v. W e c k I e i n. Leipzig 1903, Touhnen 
M. 1,60. 

Euripides, Iphigenie in Aulis erkl. v. Busche. Leipzig 1903, Teubner. 
M. 1,40. 



■5 



— Ryklops erkl. v. Wecklein. Leipzig 1903, Teubner. M. 1. 

Pausanias edd. Hitzig et BlQmner. Vol. IL pars. 2 Lipsiae 1904, Rels- 
land. M. 18. 

Libanius recens. Richardus Foerster. Vol. I. fasc. 1. et 2. (Orationes 
I— XI.), Lipsiae 1903, Teubner. M. 6 i 4. 

Eusebius Werke. II. Bd.: Die Ejrchengescbichte, bsarb. v Ed. Schwartz 
u. Th Mommsen. I Haifte. Leipzig 1903, Hinrichs M. 16. 

Ovidius Metamorphosen I. Bd. Buch I — VIL Erkl. v. M. Uaupt. 8. Aufl. v. 
R. Ehwald. Berlin 1903, Weidmann. 

Plinius Epistulae recogn. C. F. W. Mtiiier. Lipsiae 1903, Teubner 

Drerup, Homer Die Anf^nge der homerischen Kultur. (Weltgeschichte in 
Karakterbildem. I. Altertum.) Mit 105 Abbildungen. MUncben 1903, Kirchheim. M. 4. 

DOrpfeld, Troja u. Uion. Ergebnisse der Ausgrabungen in — Ilion 1870— 
1894. 2 tomy. Athen. 1902, Beck & Barth. M. 40. 

Menge, Ithaka, nach eigener Anscbauung geschildert. 2. Aufl, (Gymnasial- 
bibliothek). Giitersloh 1903, Bertelsmann. M. 0,80. 

H 5 c k , Herodot \u sein Geschichtswerk. (Gymnasialbibliothek). Giitersloh 1904, 
Bertelsmann. M. 1,60. 

Ghrist W., Geschichte der griech. Litteratur bis auf die Zeit Justinians 4. 
Aufl. (Iw. Miiller Handb. d klass. Alt-wiss. Bd VH) Miinchen 1905, Beck. 
(Nie zawiera zmian istotnych, dalej idacych). 



191 

Scbwartz Ed, GharakterkOpfe aus der antiken Litteratur. Leipzig 1903, 
Teuboer. 

(Hezyod i Pindar. Tukidydes i Eurypides. Sokrates i Plato. Polybios i Poseido- 
nios. Cicero). 

Oberweg-Heinze, Grundriss der Geschichte der Philosophie. L Das Al- 
terthum. 9. Aufl. fierlin. iMittler u. S, 1903. M. 7,50. 

Lamarre C, Histoire de la litt^rature latine depuis la fondation de Rome 
jusqu' k la fin du gouvernement r^publicain. Paris 1902. 
(Dzielo ogromnej pracy). 

Schanz M., Geschichte der r5tn. Litt v. Constantin bis zum Gesetzgebungs- 
werk Justinians L HSlLfte: Die Litteratur des 4 Jhd. (Iw. Miiiler, Handb. d klass. 
Alt. wiss. VIII. 4. 1). MQnchen 1904, Beck M. 8,60. 

Bardenbewer Otto,. Geschichte der altkirchlichen Litteratur. I Bd Vom 
Ausgang des apostolischen Zeitalters bis zum Ende des 2. Jhd. II Bd Vom Ende 
<ies 2. Jhd. bis zum Beginn dos 4. Jhd. Freiburg i. Br 1902—1903, Herder. 

Brugmann K., Kurze vergleichende Grammatik der indogerm. Sprachen. 2 
u 3 Lief. Strassburg, TrQbner. 

(Koniec dzie^a, zawierajacy morfologi^, nauk^ o tworzeniu sie tematdw i sk?a- 

dni^). 

Kirchner I, Prosopographia attica Vol. U. Berlin 1903, G. Reimer. M. 28. 
(Koniec dziela). 

Inscriptiones graecae. Vol. XII. Inscriptiones insularum maris Aegaei 
praeter Delum Fasc V. pars2. : Inscriptiones Cycladum praeter Tenum ed. Hil- 
ler de Gaertringen, Berlin 1903, G. Reimer. M 24. 

Idem. Vol XII Kasc. III. Suppl Inscriptiones Symes, — , Astypalaeae, Ana- 
phes, Therae, — , Meli, — , ed. Hiller de Gaertringen. Berlin 1904, G. Reimer, 
p. 273-356. M. 11 

Dittenberger, Orientis graeci inscriptiones selectae. Vol. 1. Lipsiae 1903, 
Hiizel M 18 

Grcnfell & Hunt, The Oxyrhynchus papyri. Part III. London 1903. 

SZawiera prawie wyfocznie dokumenty z II. w. po Chr.). 
To samo, Part IV. London 1904. 
(Zawiera przewainie dokumenty z czas6w rzymskich). 

Grenfell AHunt & Srayly, The Tebtunis papyri. Part I London 1902. 
(Zawiera wylacznie papirusy z epoki ptolemejskiej, znalezione w Tebtynis 
w Fajum) 

BelochJ., Griechische Geschichte. Bd. 3. Abt !. Strassburg 1904, TrUb- 
ner. M 9 

(Zawiera dzieje epoki hellenist. od 330—217 przed Chr). 

Kromayer Joh , Antike Schlachtfelder in Griechenland. Bd. I. Von Epami - 
nondas bis zum Eingreifen der ROmer. Berlin 1903, Weidmann M. 12. 

Foucart, Le culte de Dionysos en Atlique. Paris 1904, Klincksieck. 



«Jlll^" 



192 

Waldstein Ch., The Argive Heraeum. Vol. l. Boston-New York-Cam- 
hridge 1903. 

Hillerv. Gaertringen, Thera. Bd. 11. Theraische Graber. 1903. M. 50. 
Bd. III Stadtgeschichte v. Thera Berlin, G. Reimer. M. 40. 

Pontremoli et Hausso ulli er, Didymes. Fouilles de 1895 et 1896 Paris 
1904, Fr. 75 

JUthner- Knoll-Patsch Swoboda, Vorlaufigcr Bericht uber e. archaol. 
Ezpedition nach Kleinasien, unternommen im Auftrage der Gesellschaft zur FOrderung 
deutscher Wissenschaft, Eunst u. Literatur in Bohmen Prag 1903, Calve. 

Gusman, La vilia imp^riale de Tibur. (VUIa Hadriana). Paris 1903, FoDte- 
moing. M. 40. 

Huelsen, Das Forum Romanum. Seine Gesehichle u seine Denkm&ler Bom 
1904, Loescher M. 4 

Lanciani, Storia degli scavi di Roma Vol. II. (1531-49;. Rzym 1903. 
Loescher. 

Svoronos u. Barth (t^dmacz), Das Athener National-Museum, deutsche Aus- 
gabe. Ateny, 1903, Beck i Barth Zesz. 1. i 2., 4«, 85 str., 20 tablic. 
(Zbior reprodukcyj pomn'k6w ateif^skiego muzeum narodowego). 

Amelung Walther, Die Skulpturen des vatikanischen Museums. Bd I. Berlin 
1903, G. Reimer. M 40 

(CaIo6<5 obejmie 2 tomy). 

P ernice E., Ausgewfihlte griech. Terrakotten im Antiquarium der kgl. Muscen 
zu Berlin Berlin 1904 M 30. 

Sybel L , Weltgeschichte der Kunst im Altertum. 2. Aufl. Marburg 1908, El- 
wert. M. 10. 

Furtwftngler u Reichhold, Griech. Vasenmalerei. 4.-6 Lief Mun- 
chen 1902—04, Brucjcmann. 

Hachtmann, Die Akropolis v. Athen im Zeitalter des Perikles. (Gymnasiai- 
bibliotbek). GUtersloh 1903, Bertelsmann. M« 1 80. 

Cybulski, Tabulae, quibus antiquitates graecae et romanae illustrantur. 

I Arma et tela Graecorum. II. Milites graeci. Ed. 3. emendatior. ErklArender 
Text. 2 Aufl Leipzig 1904, Koehler. 

XIV a b Athenae. Ed II., quam cur. Loeper. Leipzig 1903. M. 10. 

XVI- XX Vestitus Graecorum. ed. Amelung. Po 4 m. — Vestitus Romanorum. 
Po 4 m. - Erkl Text zu XVI— XX. M. 1 50. Leipzig 1903. 



Z pnblikacyj polskieh. 

Hadaczek Karl, Der Ohrschmuck der Griechen und Etrusker. (AbhandlDzigen 
des arch -epigr. Seminars der Universitftt Wien. N. F. I.) Wieden, 1903, HfiWer. 

Hadaczek Karol, Z^ote skarby Michalkowskie. (Staraniem i nakL Muz. im. 
Dzieduszyckich). Krak6w 1904. 



198 

Rozwadowski Jan v., Wortbildung und Wortbedeutung Eine Untersuchung ih- 
rer Grundgesetze Heidelberg 1904r, Winter. 

Morawski Gasimirus de, De Athenarum gloria et gloriositate Atbeniensium. 
CracoYiae 1905 (Seorsum impressum ex t XLI Diss philol Ciass. Acad. Lit Cracoy.). 

Witkowski Stanislaus, Bericht Qber die Literator zur Koine aus den Jahren 
1898 — 1902 (Sonderabdruck aus d. Jahresbericht dber die Fortschritte der class. Al- 
tertumswiss Bd CXX 1904 L). 

Tenie, Sofoklesa »Antygona« a Shelleya »Rodzina Cencich* Krak6w 1904 

Sternbach Leo, Spicilegium Prodromeum. Cracoviae 1904 (Odbitka z t. 
XXXIX. Rozpraw vVydz fillol. Akad. Um). 

Miodoi&ski Adam, Philippi Callimachi et Gregorii Sanocei carminum inedito- 
rum corollarium Ciacoviae 1904. (Odb z t. XXXVI Rozpraw Wydz. filol. Akad. 
Umiej.). 

Schneider Stanislaw, Rzut oka na dzieje orfiki w staroiytnoiici i w now- 
szych czasach Krak6w 1904 (Odb z t XXXIX. Rozpraw Wydz. fiiol Akad Um ) 

Tenze, Ein sozialpolitischer Traktat u sein Verfasser. (Odb. z Wiener Studien), 

S. W. 




FOXjSIuCXI^ 



Od prof. St. Schneidra otrzymali§my nast^puj%ce pismo: 

Dr. Sinko w artykuliku svrym na str. 1 15 zarzucit mi g?6wnie niewIaSciwa in- 
terpretacye wyrazu Evau7io<. S?usznoSd jednak powinna byla nakazad Szanownemu 
krytykowi, by przyznal, ie na wykZad ivauXicc od fletu ja go naprowadzilem ; tylko 
ie on do iiiv t* EvauXiov domySIa si^ ^^M"*, wykazuj^c ciekawa kumulacy^ i kakofonie 
mySIow^: ou npoocoBa ii^v t* iva6Xiov (a>B9]v) aScov, tymczasem ja fi cvauXio^ odnosz^ do 
oiY^^oi"^®? 9^^*1» co pozwoli/em sobie zaznaczyd w tytule. 

R6wniei na konjektur^ aBcuv zam. (u5a)v nie bylby Szan. krytyk wpadl tak 2a- 
two, gdyby mu moja poprawka o>8cuv nie byla przyszla w pomoc. 

Co si^ tyczy evauXio;, to w tem znaczeniu, w jakiem on bierze, zawsze u^ywa 
si^ przymiotnika evauXo; ; i^ svauXio; zaS w rozumien u mojem jako fletnistka wpraw- 
dzie nie jest wyra^ie przekazanem, lecz utworzonem analogicznie do lvai{jLoc, ^^af^co; 
ev8ai?, evTe*vo; i t. p., oznaczaj^cych trzymanie czegod lub posiadanie. Gzemuiby wiec 
■fl evauXio; nie mogto tyle znaczyd. co posiadaczka fletu, fletnistka? 

Do imputowauego mi pomyslu jakiegod »romansu Swiniopasa, kt6ry fletnistk^ 
etc « , nie mog^ si§ przyznad, ja bowiem nie uto^amitem bynajmniej u^op ^o^ (zam. o 
<l>otpo?, poprawka Kocka) z ktosiem (ti^j w wierszu ostatnim. T§ konfuzy? popefail 
sam dr. Sinko. 

Moja intorprelacya, zdaniem dra Sinki, zupelnie nie da si^ utrzyma<5«. C6i on 
podaje natomiast? Sprz^ga ze sob^ ou rpoocoBa i t»jv t' evaOXiov w najniemoiliwszy 
®pos6b, przyczem I%cznik jest gramatycznie i logicznie nieznofeym. B§d? si§ staral 
przetWmaczyd dwa' wiersze ostatnie w rekonstrukcyi dra Smki, poslugujac si? jego 
wlasnemi wyja^nieniami, aby wykaza6 cala jej niemoiebno56 : KtoS Spiewaj^c nie- 
zgodnie z fletem % pieSn przy akompaniamencie fletu, przerazil wsp6lbiesiadnic§ ! 

Lw6w. '5t. Schneider. 



Na powyisze pismo nadeslal nam dr. T. Sinko nastfpujac% odpowiedi: 

Powyisze uwagi Prof. Schneidra dowodza, ie notatka moja nie zdolala go od- 
wieSd od stanowiska, kt6re zajmowal w artykule poprawiaj%cym i obja^iaj^cym frg 
adesp 1203 K. Zamiast polemiki odsylam wi?c czytelnik6w do owego artykulu (Eos 



195 

DL 167), kt6rego twierdzenia i dzi^ w zupelno^ci podtrzymuje Prof. Schneider. Do- 
daj^ tylko, ±e nie pojmuJQ jeszcze, jak elipsa ci> Sijv, moiliwa tylko dlatego, ie po niej 
naslQpuje dTScov, moie tvirorzy<5 >kakofoni§ mySlow%< (sic) i jak uiywanie greckiego 
Ts moina demonstrowad na przykladzie polskiego ?%cznika i. 

Krakdfv. T. Sinko. 

Na tem polemik^ w tej sprawie zamykamy. 

Bedakcya. 



Sprawozdanie z czynnosci Towarzystwa fllologicznego 

za czag od 1. stjezBia do 31. grndBia 1904. 



Walne Zgromadzenie w r. 1904. 

XI. Walne Zgromadzenie Towarzystwa odbyto si§ dnia 26. marca 1904. 

Przewodniczacy dr. Br. Eruczkiewicz zagaif Zgromadzenie, daj^c pogl^d na 
dzialalnoSd Towarzystwa w r. 1903, nast^pnie poSwi^ci} wspomnienie zmarlym czZon- 
kom : dyrektorom W. Eozlowi i S. Librewskiemu. Dalej wspomnial o nadesZanem na 
jego r^e podzi^kowaniu P. Ministra Hartla za iyczenia, zloione mu przez Towarzy- 
slwo z powodu 40-tej rocznicy otrzymania stopnia doktora filozofii. 

Od czytania sprawozdania uwolniono sekretarza. Do Komisyi szkontruj%cej wy- 
brano pp J^drzejowskiego i Romanskiego. Komisya znalazla ksi^^ki w zupelnym po- 
rz^dku; na jej wniosek udzielono Wydzialowi i skarbnikowi p. Hoszowskiemu absoiu- 
loryum. 

Dyrektor dr. A. D a n y s z wygtosil nast^pnie odczy t : Poglqdy pedagogicMne 
Arystotelesa. W dyskusyi zabierali glos pp : Kopacz, Rubczyiiski) Bandrowski, Wit- 
kowski. 

Doc. pryw. dr. K. Hadaczek wyglosit z kolei odczyt: Spor Apollina b Mar- 
9yasem (grupa plastyczna), iliustru]%c go szeregiem reprodukcyj. 

W dyskusyi zabierali gtos: dyr. dr. Garlicki i profesor dr. Boloz-Antoniewicz. 

Nast^pnie dokonano wyboru Zarzadu i Wydzialu na r. 1904. 

l*rzewodnicz4cym Towarzystwa wybrano dra Bronislawa Kruczkiewicza, profe- 
sora Uniwersytetu, zast^pc^ przewodnicz^cego Stanislawa Schneidra, profesora gim- 
nazyalnego, obu przcz aklamacy^. W skJad Wydzialu weszli profesorowie : dr. Gerson 
Blatt, dr. Wiktor Habn, Franciszek Hoszowski, Jan J^drzejowski, dr. Michal Jezieni- 
cki, dr. Tadeusz Mandybur, dr. Stanislaw Witkowski, dr. Walenty Wr6bel. Redakto- 
rem czasopisma Eos obrano ponownie dra St. Witkowskiego. Do Komisyi redakcyjnej 
weszli: dr. G. Blatt, dr. M. Jezienicki, dr. T. Mandybur, S. Schneider. 

Z kolei nast^pity wnioski czlonkow. 




198 



Sprawa tworaeBla K6I prowinojonalBjcli. 

Prof. dr. St. Witkowski wni6sJ: 

1. Walne Zgromadzenie uwaia za poi^dane tworzenie si§ K6I Towarzystwa po 
miastach prowincyonalnych. 

2. Watoe Zgromadzenie poleca Wydzialowi, aby zastanowij si§, czyby w naj- 
bliiszym czasie nie udalo si^ zatoiyd jednego lub wi^cej takich K6I 

Motywuj%c te wnioski, podni6>I wnioskodawca, ie ruch naukowy filologiczDy 

jest po naszych miastach prowincyonalnych bardzo slaby, jak to widad cho(5by z ro- 

cznik6w czasopisma Eos. Do o^ywienia tego ruchu mogloby si§ znacznie przyczynic 

powstanie K61 prowincyonalnych Zadaniem ich by/oby skupiad w sobie filologow, 

a takie polonist6w, rutenistow i gcrmanistow i dawad swym czlonkom przez odczyty, 

referaty, pogadanki itd. sposobno^d do wymiany my^li i podniet^ naukow^ Przed- 

mioty odczyt6w stanowilyby filologia klasyczna. czysta i stosowana w szkole, huma 

nizm i archeologia. Czlonkami takich K61 mogliby by6 tak^e lud^ie. stojacy poza To- 

warzystwem. Wkladki nie optacatoby si^ osobnej iadnoj. Gdyby kaide Kolo urzadzifo 

w cagu roku trzy a choiSby dwa odczyty, juzby korzyS<5 z tego byla widoczna. Urza- 

dzanie takich odczyt6w nic powinnoby sprawid wi^kszych trudnosci. W kaidem mie- 

Scie gimnazyalnem znajdzie si§ niemal co roku kto^, robiacy prace egzaminowa zza- 

kresu filologii lub humanisl6w poiskich. Prac^ taka lub ust^py z niej m6glby autor 

odczyta<5 wobec czlonk6w i\oIa, coby nieraz przynioslo i jemu samemu po^tek, bo 

m6glby zuzytkowad uwagi koIeg6w starszych. Dalej kto§ przeczyta now^ ksi^zk^ filo- 

logiczn^ i m6glby z niej zda6 spraw^ na Kole, cho6by w swobodnej ustnej pogadance. 

Czasem kwestye z zakresu nauki filologii w szkole nastr^czylyby poiadany temat do 

pogadanki. Kolo, zloione z ludzi zawodowych, byloby stosowniejszem polem do takich 

pogadanek nii Kolo Towarzystwa nauczycieli szk6l wyiszych zloione z przedstawi- 

cieli roinych nauk, z kt6rych tylko cz^Sd moie mie6 dla kwestyj filologicznych inte- 

res. Zachodzi jcdnak pytanie — m6wil wnioskodawca — , czy powstawanie Kol To- 

warzystwa jest potrzebnem wobec tego, ie istnieja jui Kola Towarzystwa nauczycieli 

szk6I wyiszych. Dr. Witkowski uwaia Kola takie za potrzebne a to z dw6ch powo- 

d6w : 1. przedmiot filologiczny nie zawsze nadaje si§ do przedstawienia go na Kole 

Towarzystwa nauczycieli ; kwestye wi^cej specyalne, a wi§c : tematy wielu prac egza- 

minowych, sprawozdania z niejednego dziela filologicznego, zagadnienia, dotycz^ na- 

uki filologii w szkole itd. nie interesowalyby historyk6w, matematyk6w ani przyro- 

dnik6w, podczas gdy obudz% zaj^cie przedstawicieli nauk humanistycznych. 2 — i to 

jest rzecza jeszcze wazniejsza — stworzeniem Kola filologicznego organizuje sie 

prac§ naukowa filoIogiczn%, bo, gdy b^dzie istnied Kolo, to czlonkowie jego, fiiologo- 

wie, b^d% uwaiad za punkt honoru urz^dzid dwa czy trzy odczyty do roku. podczas 

gdy w Kole Tpwarzystwa nauczycieli obowiazek pracy z nich spada, ilekrod zape- 

wniona jest dostatecina liczba odczyt6w ze strony przedstawicieli innych nauk: ma' 

tematyk6w, przyrodnik6w itd. Wszak jui dzisiaj tam, gdzie si^ znajd% ludzie gorliwi 

a ch^tni, odczyty takie odbywaja si^ z powodzeniem i stanowi^ cenn^ podniet^ nau- 

kowa dla nauczycieli, odci^tych od iywszego ruchu naukowego miast wi^kszych. Tak 

np. w gimnazyum w Nowym Saczu p. dyr. St. RzepiAski urzadza odczyty z zakresu 

filologii i archeologii. To, co w podobnych raziich robi energiczna jednostka, zostalobv 

przez powstanie Kola ujete w ramy organiza' yi, staloby sie czems trwalem. Gdyby wja- 

kiemS mieScie gimnazyalnem znalazl si^ gorliwy a ch^tny filolog czy polonista, rutenista 



199 

czy germanista, to m6g{by wiele zdziafod w kierunku oiywienia ruchu filologicznego 
w swem miei^cie, co dzii bez podobnej organizacyi jest daleko trudniejszem. Te i inne 
powody kai^ uwaiad powstawanie R6I Towarzystwa za bardzo po^^dane. Wniosko- 
dawca nie zamyka oczy na trudnoSci, ktore stoj^ na przeszkodzie tworzeniu sie K61, 
nie oddaje si§ optymistycznym zludzeniom, by odrazu powstalo wieie takich K62. 
Uwaialby to ju^ za post^p, gdyby w najbliiszym czasie dafo si^ zdloiyd jedno takie 
Ko^o PrzykZad jego pociagn^Iby za soba z czasem niew^tpliwe powstanie innych. 
Oczywista nie w kaidem mieScie gimnazyalnem znajda sie warunki do zaloienia 
Ko2a. Mozna o niem myslled g26wnie w miastach licz^cych dwa lub wi^cej gimna- 
zy6w. 

Nad wnioskami dra Witkowskiego wywi^zala si^ dyskusya. Wszyscy uznawali 
tworzenie si§ takich K6I za poiyteczne, podnoszono tylko pewne trudno^ci. W gloso- 
waniu wnioski dra Witkowskiego uchwalono. 

Z kolei wniosl p. Demiaiiczuk, aby dla slucbaczy filologii klasycznej zni- 
zono wkladk^ roczn^ na 4 korony. 

Wniosek ten r6wniei uchwalono. 

Na tem zakohczyly si§ obrady Walnego Zgromadzenia, w kt6rem wzi^Io takie 
udzial kilku czlonk6w z prowincyi. 

Wieczorem zebrano sie na koleiehsk^ pogawedk^ w hotelu Francuskim. 

Wydzial ukonstytuowal si^ na najbliiszem swem zebraniu tak, ze skarbnikiem 
wybrano ponownie zasluionego dotychczasowego skarbnika prof. Fr. Hoszowskiego, 
sekrelarzem prof. J. J^drzejowskiego. W ubieglym roku zbioral sie NVydzial na posie- 
dzenia w miar§ potrzeby, spelniaj^c obowi^ki, kt6re wklada naii § 16 statutu. Sta- 
lajac si§ wprowadzid w czyn spraw^, poruczon^ mu przez Walne Zgromadzenie, za- 
stanawial sif nad kwestya tworzenia K6I Towarzystwa po miastach prowincyonalnych- 



SprawoBdABle m «kejl Wjdslaln w sprawie mmkladanlift 

K61 Towarsyatwa. 

W imieniu Wydzialu przeprowadzil dr. Witkowski rokowania z trzema mia- 
stami prowincyonalnemi, licz^,emi po dwa gimnazya. 2, jednego z owych miast 
nie nadeszla dotad stanowcza odpowiedz W drugiem rokowania zapowiadaly poczat- 
kowo pomyilny rezultat, w koiicu jednak rozbily si§ o trudnoSci w jednym z zakla- 
dow. Natomiast, co z zadowoleniem zaznaczyd nale^y, w trzeciem z miast starania 
VVydzialu wydaly poi%dany rezultat. W Rzeszowie zaloiono pierwsze pro- 
win cy on aln e Kolo Towarzystwa. GI6wn% zaslug^ okolo tego zalozenia ma 
p. dyrektor I. gimnazyum, J6zef Nogaj, czlonek naszego Towarzystwa. Nowe Kolo 
zawiazalo si§ w styczniu 1905 i liczy do*ad 9 czlonk6w a jest nadzieja, ze pozyska 
niebawem wiecej czlonk6w 

* 

Sprawa wydania slownika lacihsko-polskiego zbli^yla si^ do kohca. 
Manuskrypt tego dziela znajduje si§ obecnie w ostatecznej rewizyi, tak ie w niedlugim 
czasie b^zie moina przystapid do druku. 

Czasopismo >Eos«, wyszlo w roku ubieglym w dw6ch zeszytach. Poniewai 
Towarzystwo mialo ciagle jeszcze do czynienia z pewnemi trudnoi§ciami finansowemi, 



200 

przeto nie ptacito i w tym roku ^adnych honorary6w autorom. Istnieje jednak uza- 
sadniona nadzieja, ie jni w najbliiszym czasie zacznie Towarzystwo p^acid honora- 
rya, chodby na razie skromne i chodby tylko za rozprawy. 

Szczuple z powodu malej liczby czIonk6w fundusze Towarzystwa zasililo 
w ubiegZym roku Wys. c k. Ministerstwo W. i 0. subwency% w kwocie 600 K, za 
co ^ ydzial poczuwa si^ do najszczerszej wdzi§czno^ci wobec tej Wladzy. .satomiiist 
Sejm krajowy takie i w roku ubieglym odm6wif nam subwencyi. 

Pomy^lny rozw6j Towarzystwa tamuj^ dwie okolicznoSci Pierwsza z nich 
i gtowna jest to ie znaczna liczba filologow, zaj^tych przy gimnazyach krajowych. 
nie naieiy do Towarzystwa. Uderzaj^cem jest zwlaszcza, ie mlodzi filologowie nie 
czuj^ potrzeby wst%pienia w szeregi czIonk6w Towarzystwa. Dnigiem rfem jest zale- 
ganie wielu czIonk6w z wkladkami, co naraia Towarzystwo na rozne trudnosci 
Jedna i druga przyczyna nie .pozwaia rozszerzyd ani ulepszyd czasopisma >£osc, jakby 
tego nalei;aIo pragn^d (ani pod wzgl^dem obj^to^ci ani przez dodawanie iUustracvj, 
plan6w itp.). Tem mniej mo^na my§ied o podj^ciu jakichS wydawnictw naukowych 
w formie osobHych dziel. 

Wspomnied wreszcie wypada, ie Towarzystwo naszc wzi^Io udzial w uroczy* 
stoSci odsloni^cia pomnika Mickiewicza wnaszem mie§cie Delegaci Towarzystwa zlo- 
iyli imieniem jego wieniec laurowy u st6p pomnika wicszcza. 

Towarzystwo odbylo w roku 1904; 10 posiedzen zwyczajnych, na ktorych wy- 
gloszono nast^pujacych 11 odczyt6w: 

1. Dr. M. Jezienicki: Najnowsze wykopaliska archeologiczne na Kr^. 
GzQilc II (23. stycznia 1904 ; cz^S6 I. zob. sprawozdanie w zesz. poprz. na str 2 Ca- 
lodd wyszla w biez^cym roczniku >Eos<. 

2. Prof. S. Schneider: G. E. Groddech. (W setn^ rocznic^ powolania jego 
do Wilna na katedr^ literatury greckiej). (13. lutego 1904, drukowane w >Muzeurot 
1904). 

3 Dr. S. W i t k o w s k i : Cel % xoiarogodnoic Anabazy Xenofonta (5 marca 
1904). 

4. Dr. A. D a n y s z * Poglqdy pedagogicene Arystotelesa. (Na XI. Walnem 
Zgromadzeniu 26. marca 1904 r., drukowane w >Eos< X.) 

5. Dr. K- H a d a c z e k : Spor ApoUina 8 Marsyaaem (grupa plastyczna). (Na 
tcmie Wahi. Zgrom.). 

6 Dr. T. M a n d y b u r : motywach ludowych w komedyi Arystofanesa 
•Fluto8€ (7. maja 1904). 

7 Dr. K. Danysz: Martcius jako pedagog. (Cz;§6 I. 4. czerwca 1904, cz^ 
II 18. czTwca 1904^. 

8. Prof. S. Schneider: J§zykoznaw8two siowiaMcie a mttologia starosy- 
tnego Wschodu i Grekow. (15. pazdziernika 1904). 

9 Dr. M Jezienicki: najnowszych trykopaliskach w Orchomenos. (18. 
listopada 1903). (Drukowane w >Muzeum« 1905). 

10. Dr. K. Hadaczek: Przyczynek do historyi stroju greckiego (17. grudnia 
1904). 

11. Tenze: Zfota waza rzymska (|7. grudnia 1904). 



201 



Koto krakowskie. 

Sk2^d Wydzialu KoJta krakowskiego hyl w r. 1904 nast^pujacy: przewodni- 
cz^cy prof. dr. Kazimierz Morawski, zastepca przewodnicz^cego dyrektor St Siedlecki, 
sekretarz prof S. Pardyak, skarbnik prof. A. G^siorowski, czJonkowie Wydzialu S Be- 
dnarski. J. Bryl, J. Pelczar, W. Schmidt, dr L Slernbach. 

Cz2onk6w liczylo Ko^o 25. 

Na Kole wygloszono nast^puj^ce odczyty: 

1. D. 25. lutego p. Franciszek Nag6rzariski wyglosiJ odczyt pt : *Uwagi 
nad lirykami augustowskiej epoki*. 

Znamionna ceche poezyi romantycznej rzymskiej stanowi pewne braterslwo 
milo^ci i ^miwci. Poeci, o ile skarza siQ na cierpienia swoje w mito§ci, na niewier- 
nosd lub niesta}oS6 kochanek. o tyle marz^. ie kiedyS doznaja ulgi. To >kiedy^< ro- 
zumie sie na polach elizejskich. Ze tak by6 musi, swiadcza ich opisy podziemia 
w ktorych jednym z motyw6w jest para kochankow. Ale te stabe przeWyski roman- 
lyzmu nie u wszystklch w jednakowej mierze wyst^puja i nie jednakowo oceniad 
i rozumied je naleiy. U Horacego sa zaprawione. ironi^, u Owidyusza przerafinowane, 
jak cala jego sztnka kochania Co do Tibulla i Propercyusza s^dzi prelegent, i:e w ich 
miloSci jest obok zmyslowosci du^o szczeroSci; oni czujd si^ nieszcz^Sliwi, kiedy ich 
kochanki bawi% gdzieS daieko. Pragneliby przenieSd sit^ do nich, uciec w zakatek 
wiejski. W chwilach zwatpienia przechodza ci^iikie walki ze soba, wteuczas najcz^- 
sciej wyrywa im si§ owo pragnienie smierci, kt6re czasem ma byd zemsta za nie- 
wiemo^, bo kochanka b§dzie prze^Iadowana przez cienie zmarlego. 

2 D. 20. kwietnia prof. dr. Piotr Bieiikowski wyglosil odczyt: >0 naj- 
fmmych wykoptiliskacJi na Krecie (Hagia Triada)«. 

Proto-Hellenowie, kt6rzy zaj^Ii Grecy^ w ci^gu 2-go tysiacolecia, dali Karyjczy- 
kom sw6j j^zyk a wzi^Ii od nich pocz^tki cywilizacyi i st%d powstat amalgamat : 
kullura mycci^ska Prelrgent pomija wykopaliska budowlane, kt6re nie sa ukortczone; 
to pewne, ie byta to letnia rezydencya ksiai^ca. Znaleziono wniej duzo naczyii. Pod- 
czas gdy klasyczne naczynia greckie odznaczaja si^ powierzchhi^ bardzo symetryczn%, 
to tu panuje swoboda, dowolno^c, jaka znajdujemy na naczyniach najnowszej doby 
pod wpfywem sztuki japoi^skiej lub mycenskiej. W parze z t^ dowolnosci^ idzie 
ksztalt naczynia. Naczynia ozdobione sa kilku maliami, z kt6rych wyrastaja algi. Do 
lego motywu zdobionia sklaniata artyst6w kreteinskich nie subtelnosd, lecz i^wa ob- 
?enx-acya natury. Na uwag^ zasluguje takie roli, jak^ odgrywa krajobraz, Idealem 
ludzkiej urody w tej epoce sa postacie smuk?e u m^iczyzn i kobiet. Modulacya twa- 
rzy u kobiet jest bardzo pi^kna. Na powstanie tej sztuki na Krecie wptyn^I Egipt, 
z kt6rym Kreteiiczycy mieli stosunki, ale uczniowie przewyiszyli mistrz6w; kreten- 
scy arty^i czerpi^ z swego bogatego talentu. Nie wida6 u nich co prawda post^pu. 
Przeciwnie Grek wnika w istot§ rzeczy i wprowadza pewna systematyczno^d w dziela 
sztuki; iip. w przedstawieniu budowy ciaTa ludzkiego kaidy utwor Grek6w jest kro- 
kiera naprz6d, jest post^pem. Ta zdoInoSd do post^pu jest charakterystyczna cech% 
sztuki hellenskiej, ta zdolnoid tci zapewnila jej dJugie iycie. 

3. D. 20. maja prof. Stan. Pardyak wygtosil odczyt pt : * Zwyczaje i ohre^dy 
prgy narodeinach i zaHubinach u Gfrekdw i Bzymian* (na podstawie ksiaiki Samtera 
pt.- >Fami]ienfeste der Grechen und ROmerc) 



202 

Prelegent zaczyna od xara/u3]xaTa tj obsypywania oblubienicy i dziecka owo- 
cami i ziarnem, przyczem roztrz^sa pytanie, czy te xaTayya|xaTa byJy ofiaradlabogow, 
czy symbolem powodzenia. ObjaSnia nast^pnie rzymski zwyczaj >aqua et igni accipe- 
re< i zwyczaj okrywania twarzy zaslon^ (nubere, obnubere), oraz namaszczania odnwi 
domu tluszczem lub oliwa, wreszcie postrzy^ny. Do tych obja^nieii dof^czyl prele- 
gent analogie mn6stwa zwyczajow i obrz^d6w u innych narod6w 



Towarzystwo {^cznie z KoJem krakowskiem liczy 1 cz^onka honorowego i 
czlonk6w zwyczajnych, a mianowicie: Towarzystwo bez Kola krakowskiego 110 
cz{onk6w, KoZo krakowskie 25 czIonk6w. Liczba czfonk6w w por6wnaniu z rokieni 
"O^bieg^ym zmniejszyfo si^ o 11 czIonk6w, ubytek obejmuje jednak przewaznie cz^oq- 
k6w nieregularnie placacych. 



Z Wydziatu Towarzystwa filologicznego 

We Lwowie 16 marca 1905. 



Jan J^rzejofvsM Dr. Bronistatv Krucehiewicz 

sekretarz. przewodniczacy. 




Zestawienie dochodow i wydatluiw 

TOWARZYSTWA Fl LOLOGICZ N EG O 

za czas od 1. stycznia do koi&ca grudnia 1904. 



doch6d. 

1) Stan kasy z dniem 1. stycznia 1904 .... 

2) Wk2adki czIonk6w Towarzystwa *) . . . . 

3) Od Ko^a krakowskiego ...... 

4) Z ksi^garni Hiersemanna w Lipsku 56 kor 40 h a Z. Jelenia 
w Tamowie 6 kor. 67 h , nadto ze sprzedaiy czasopisma dla 
biblioteki V i VI. gimnazyum Iwowskiego 20 kor., razem 

5) Od dyr St Rzepiiiskiego za koszta druku i broszurowania 50 
egz. odbitek rozprawy »Wystawa §rodk6w naukowych pogla- 
dowych dla szk62 Srednich w Wiedniu 1903. Filologia klasy- 



czna< 



6) Subwencya Wys. c. k. Ministerstwa W. i 0. na r. 1904 

7) Odsetki z got6wki chwilowo lokowanej . 



29 K. 70 h. 
725 > 80 > 
190 > - » 



83 > 07 > 



17 > - > 

600 > — > 

1 > 96 > 

Razem . 1.647 K. 53 h. 



1) W tem wktodki czlonkdw Tow. 

za r. 1899 
1900 
1901 
1902 
1908 
1904 
1905 



za 



6 K. 

14 > 

26 > 

79 > 

281 > 80 b. 
868 > 

16 > 





Uazem 


725 K. 80 h 


w wynosz^: 






r. 1899 u 8 cztonk6w . 


6 K. 


> 1900 » 4 


• ■ a 


12 » 


> 1901 > 7 


> 


22 > 


> 1902 > 17 


> 


101 > 


> 1908 > 89 


> 


186 > 


> 1904 > 47 


» 


371 » 



Razem 



697 K. 



204 



R0ZCH6D. 

1) Drukami za druk 1 zesz IX. rocznika rAszt^ w kwocie B46 k. 
50 h., za druk 2. zesz. IX. rocznika 608 kor. 50 h. i & conto 
naleiytoSci za dnik 1. zeszytu X. rocznika 487 k., razem 1.44*2 K. — h 

2) £. Trzemeskierou za p]an paJacu Minosa w Knosos . 14 > 63 > 

3) Za pomoc w korrekcie 2. zesz. IX rocznika i 1. zeszytu X. 

rocznika . . . . . 56 > 75 > 

4) Wydatki Wydzialu Towarzystwa, jak korespondencye, zapro- 
szenia na posiedzenia Wydzialu i posiedzenia czIonk6w, pe- 
tycye do wtadz, oplata poczty za przesylane wkladki i kur- 

sorowi za zbieranie wkladek . . 29 > 8i > 

5) Woinemu Uniwersytetu za ustugi podczas posiedzeii Wydzialu 
i miesi^cznych posiedzed cz?onk6w Towarzystwa i podczas 

Walnego Zgromadzenia . 20 > — > 

6) Rozefitanie 2-go zesz. IX. rocznika i 1. zeszytu X. rocznika 
czasopisma dia czlonk6w Towarzystwa, do redakcyi czasopism 
naukowych, do ksi^gami w Lipsku, do wybitnych uczonych 
poza granicami kraju, rozeslanie odbitek rozpraw, umieszczo- 
nych w 2. zesz IX. rocznika i w 1. zesz X. rocznika i roze- 

slanie programu Walnego Zgromadzenia . 40 > 17 > 

7) Na wieniec przy cdsloni^ciu pomnika Adama Mickiewicza 30 > — > 

Razem 1.633 K. 39 h 
A do tego zapas kasowy w kwocie . . 14 > 14 > 

Zgodnie z przycho(lem . 1.647 K. 53 h 



We Lwowie 16 marca 1904 



Francissek Hoszowaki, 

skarbnik. 



I 



SPIS CZ5lONK6W 

Towarzystwa filologicznego w r. 1904. 

Czlonek hooorowy: 

Cwikliriski Ludwik, Wiederi. 

Cztonkowie zwyczajni: 

Antoniewicz Botoz Jan, Lw6w 

Bandrowski BronisJaw, Rzeszow 
Bartunek Jan, Rzeszow 
Bednarski Stanis^aw, Krak6w 
Bielawski Stanis^aw, Kotomyja 
Bierikowski Piotr, Krak6w 
Biesiadzki Wojciech, Lw6w 
Blatt Gerson, Lw6w 
Btetnicki Wojciech, Krak6w 
. Bojarski WfedysJaw, Lw6w 
Bryl Jan, Krak6w 

Gachel Wojciech, Podg6rze 
Gegliriski Roman, Lw6w 
Gharkie.vicz Edward, Lw6w 
Ghowaniec Franciszek, Krak6w 
Giliriski Leon, Stanis}aw6w 
Gzechowski Dymitr, Krak6w 

Daniluk Pawe), Sambor 
Danysz Antoni, Lw6w 
Dembitzer Zacharyasz, Ko^omyja 
Demiariczuk Jan, Lw6w 
D^bski Henryk, Rzesz6w 
Dolnicki Julian, Stryj 



206 

Dropiowski Piotr, Lwdw 
Dutkiewicz Tomasz, Tarnopol 
Dworski Emanuel, Lw6w 

Fiderer Edward, Lwdw 
Fr^czkiewicz Aleksander, Lw6w 
Furmankiewicz Aleksander, Sanok 

Garlicki Tomasz, Z^oczdw 
G^siorowski Andrzej, Erak6w 
Geci6w Onufry, Buczacz 
German Ludomi), Lw6w 
Graszyiiski Bonawentura, Stryj 
Gromnicki Izydor, Lw6w 
Grotowski Boles^aw, Rzesz6w 
Grzegorczyk Franciszek, Brzezany 
Guzdek Jan, Wadowice 

Hadaczek Karol, Lw6w 
Hahn Wiktor, Lw6w 
Heck Korneli, Krak6w 
Homme Stanislaw, Tarn6w 
Hoszowski Franciszek, Lw6w 
Hreczkowski Wtadystaw, Stryj 

Jahner Alfred, Lw6w 
Janik Antoni, Jaros^aw 
Jezienicki Micha^, Lw6w 
J^drzejowski Jan, Lwow 
Jurkowski B^a^ej, Jaros^aw 

Klisiecki Andrzej, Zlocz6w 
Klak Wiktor, Lw6w 
Ks. Kohlsdorfer M., B^kowice-Chyr6w 
Kokorudz Eliasz, Lw6w 
Kopacz Jan, Lw6w 
Kopystyriski Tadeusz, Lw6w 
Korcyl Ignacy, Podg6rze 
Kossowicz Jan, Przemy^l 
Kossowski Stanislaw, Lw6w 
Kozakiewicz Eugeniusz, Kolomyja 
Kruczkiewicz BronisJaw, Lw6w 
Krukowski WtadysJaw, JarosJaw 
Kruszelnicki Michal, Rzesz6w 
Kusionowicz Mlchal, KoJomyja 
Kuima Leoncyusz, Kotomyja 

Lachowski Celestyn, Lw6w 



207 

Lebiedzki Jan, Sambor 
Lettner Gustaw, Lw6w 
Lewicki Jhh, Lw6w 
Lewicki Tadeusz, Lw6w 
Libera Antoni, Tarnopoi 

Ladyjsynski Michat, Sanok 

Majchrowicz Franciszek, Lw6w 
Mandybur Tadeusz, Lw6w 
Matusiak Micha), Tamopol 
Mazur J6zef, Buczacz 
Mianowski Teodor, Lw6w 
Miodoiiski Adam, Krak6w 
Morawski Kazimierz, Krak6w 

Nagorzaiiski Franciszek, Rzesz6w 
Neuwirt Hipolit, Sanok 
Niebieszczanski Andrzej, Stryj 
Nogaj J6zef, Rzesz6w 
Nowostawski Franciszek, Rzesz6w 

Ogonowski Hilary, Lw6w 
Og6rek J6zef, Lw6w 

Palmstein Roman, Lw6w 
Panek Antoni, Cieszyn 
Pardyak Stanislaw, Krak6w 
.Ks. Pawlicki Stefan, Krak6w 
Pelczar Jan, Krak6w 
Pelczarski Tadeusz, Stanistaw6w 
Piller Eugeniusz, Lw6w 
Pini Tadeusz, Lw6w 
Ptatek Edwin, Lw6w 
Pr6chnicki Franciszek, Lw6w 
Ptaszyk Micha?, Sambor 

Radecki Aleksander, Przemysl 
Resl Wtodzimierz, Lw6w 
Romanski Stanis^aw, Lw6w 
Rozdolski J6zef, Przemy^l 
Rozwadowski Jan, Krak6w 
Rzepidski Stanis^aw, Nowy S^cz 

Sabat Mikolaj, Stanis{aw6w 
Schantroch Rudolf, Tarn6w 
Schmidt Wiktor, Krak6w 
Schneibei^ Wladyslaw, Rzesz6w 



^j 



208 

Schneider Stanis^aw, Lw6w 
Siedlecki Stanislaw, Krakow 
Sikora Wincenly, Tarnow 
Skupniewicz J6zef, Ko^omyja 
Stotwiiiski J6zef, Jas^o 
Smialek Wincenty, Lw6w 
Soitys Mieczys2aw, Lw6w 
Soltysik Tomasz, Krak6w 
Staromiejski J6zef, Drohobycz 
Sternbach Leon, Krak6w 
Stylo J6zef Krak6w 
Swiba Bronistaw, Krak6w 
Switalski Jan, Z/ocz6w 
Szarga Stanis^aw, StanisJawow 
Szczepaiiski Jan, Z}ocz6w 
Szychulski WladysJaw, Tarnopol 
Szydiowski J6zef, D^bica 

Turczyiiski Jan, JarosJaw 

Vetulani Roman, Sanok 

Waszyiiski Stefan, Wiirzburg 
Weissberg Majer, StanisJaw6w 
Winkcwski J6zef, Cieszyn 
Witkowski StanisJaw, Lw6w 
Wojciechowski Konstanty. Lw6w 
VV6jcik Jozef, Jaros^aw 
Wr6bel Walenty, Lw6w 

Zag6rski WtadysJaw, Lw6w 
Zaremba Emil, Lw6w 
Zubczewski Ludwik Drohol.ycz. 



Spis wspolpracownikow 



Bednarski StanisJaw (Podg6rze). 
Blatt G. (Lw6w). 
Danysz Antoni (Lw6w). 
Hahn Wiktor (Lw6w). 
Jezienicki MichaJ (Lw6w). 
Kruczkiewicz Bronislaw (Lw6w). 
Mandybur Tadeusz (Lw6w). 
Miodoiiski Adam (Krak6w). 
Nag6rzanski Fr. (Krak6w). 
Rzepinski Stanislaw (N. S%cz). 
Schneider Stanistaw (Lw6w). 
Sinko Tadeusz (Krak6w). 
Witkowski Stanistaw (Lw6w). 




Roczniki czasopisma ^Eos* za lata 1894 — 1901 s^ dla 
nowo przyst^puj^cych Czlonkow do nabycia u Skarbnika Tow. 
Prof. Fr. Hoszowskiego po znizonej cenie 4 korony za rocznik. 



Nakladem Towarzystwa filologicznego wyszly i 8% we 
WBzystkich ksiggarniach do nabycia: 

Bienkawski Piotr, Nowe odkrycia na Forum w Rzymie. 

Z planem Forum Romanum (wedtug Ch. Huelsena). 

(Odbitka z >Eos«). — Cena 60 h. 

Rozwadowski Jai?, Semazyologia czyli nauka o rozwoju znaczeh 
wyrazow. Jej stan obecny, zasady i zadania. (Odbitka z >Eos*). 
Cena 3 K. 



iiKsi^gi pamiqtkowej dla Prof. Dra L Cwikiihskiego" pozostal pe 
wien zapas egzemplarzy, kl6re s^ do nabycia u Prof. Fr. Hoszovv- 
skiego po znacznie zniionej cenie 2 K. 

Komitet wydatvniczy, 

Sf'i ksi^zek nade8]:anych do Redakcyl. 



SinkoThau , Sentenliae Platonicae de philosophis regnantibus fata 

quae fuerL t. (Sprawozd. gimn. w Podg6rzu za r. 1904). 
Kr6iel J., Quo tempore Taciti Dialogus de oratoribus habitus sit quae- 

ritur. (Seorsum impr. e >Commentariis annuis c. r. gymn. Tarno- 

politani). 1904. 
Rasch Friedrich, Lateinische Uberselzungen deutscher Gedichte mit 

Bemerkungen. Stade 1904. 



Pami^tnik Literacki 

CZASOPISMO KWARTALNE 

poswi§cone historyi i krytyce Hteratuiy polskiej, wydawane przez To- 

warzystwo literackie ira. Adama Mickiewicza 

pod redakcya 

W. Bfjchnalskiegoi Br. Gubrynowicza i Ed. Por^bowicza 

Rocznik kosztuje 12 koron, dla czlonk6w Towarzystwa, placqcych rocznq 

wk^adk^ 10 koron, bezp^atnie. 



8PIS RZECZY ZESZYTU U. 



I. Rozprawy z zakresu starozylnosci kiasycznej. 

Sinko Th., De lovis Homerici caeruteis superciliis . . .109 

Sinko Th, Ad Theocr. XI 72 sqq 112 

Sinko T., Fragm. com. adesp. 1203 Kock. .... 115 
Miodoiiski Ad., »0 6wiadeclwie duszy* Terlulliana ... 117 
Lialt G., pierwiastkach dwuzgJoskowych w j^zykach indoeu- 

ropejskich . . . . . ^ • • .122 

II. Z humanizniu i historyi filologii. 

Sinko T., Szymonowicz i Kallimach . . . .138 

III. Z zakresu nauki szkolnej j§zyk(Sw klasycznych. 

Rzepinski St , Modele Prof. Dra Hensella, uzywane przy nauce 

filologii klasycznej . . . . . . . .147 

IV. Recenzye — sprawozdania — zapiski. 

Gruppe 0., Griech. Mythologie u. Religionsgesch. (St. Schneider) 
str. 161. — Noack E., Homerische Palaste (St. Schneider) str. 154. — 
Radermacher L., Das Jenseits im Mythos derHellenen (St. Schnei- 
der) str. 156. — Archiv f. Religionswiss. Bd. VII (St. Schnei- 
der) str. 159. — Gorski K. M, Transkrypcyc z Horacego (T. Sinko) 
str. 162. — Rasch Fr., Latein Ubersetzungen deulscher Gedichte (T. 
Sinko) str. 164. Dedo R., De antiquorum superstitione amatoria. 
Bruns I., Der Liebeszauber bei den augusteischen Dichtern (F. Nago- 
rzai^ski) str. 165. — Przeglad rozpraw z zakresu filologii 
klas., umieszczonych w sprawozdaniach galic szk6l sre- 
dnich za r. 1903/4 (str. 166): 1 Brablec St, De gloriae cupidine 
a Romanis poetis expressa (str. 167;. 2. 6wiba Br.. De Heaulon Ti- 
morumeno Terontiana (str. 169. 3. Pardyak 5t, bohaterach 
Eschila, ScfokJesa i Eurypidesa (str. 170). 4. Sinko Th , Sententiae 
Platonicao de philosophis regnantibus quae fuerint fata (str. 171). 
5 Dykij VI., De sententiis et proverbiis Horatiams (I.) (str. 174). 

6. Koiessa F., Uk?ad Fami^tnik6w Ksenofonta o Sokratesie (str.175). 

7. Krozei L, Quo tempore Taciti Dialogus de oratoribus habitus sit 
quacritur (str. 17()) * 8. SzczopanskiJ., Antygona Sofoklesa (^L 
Bednarski) (str 177) 9. Lukianos, S^n tl M. K. Bogucki (T. 
Mandybur) (slr 178t. — Gleditssh, Metrik, 3 Aufl. ^St. Witkowski) 
str. 178. — Solmsen F., Inscriptiones graecae ad inhistrandas dia- 
lectos selectae (St. Witkowski) str. 180. — Gardthausen V, Samm- 
luncon u. Catalogo griech Hss. (W. Hahn) str. 181. — BaedekerK.. 
Griochonland. 4 Autl. (St. Witkowski) str. 181 — Sinko Th , Die 
Doscri])lio orbis torrao (Br. Kruczkiewicz) str. 182. — Ceske Muse- 
um Fiiologicke. Roczn. IX (St. Witkowski) str. 185. 

V. Drobne wiadomosci (S. W.) ....... 187 

VI. Z nowosci fiiologicznych (S. W.) ...... 190 

VII. Polemika (St. Sclmeider i T. Sinko) 194 

VIII. Sprawozdanie z czynnosci Tow. fil. za r. 1904 . . .197 
IX. Spis czbnk6w Tow. fil. w r. 1904 2i»f> 



^v^ 



EOS 



CZASOPISMO FILOLOGICZNE 

ORGAN 

TOWARZYSTWA FILOLOGICZNEGO 

WYDAWANE PRZEZ 

STANIStAWA WITKOWSKIEGO. 



Rocznik XI. - 1905. 



WE LWOWIE. 

Nakladem Towarzystwa FiLOLOGICZNEGO: • 

z drukarni e. wlniarza. 

GUdwny sklad we Lwowie w ksi§garni Gubrynowicza i Schmidta, 
w Lipsku w ksi^ami Karola W. Hiersemanna. 



E O 8 



COMMENTARIi SOCIETATIS PHILOLOGAE 

EDITI A 

STANISLAO WITKOWSKI. 
Volixmeii XI. — 1905. 



LEOPOLI. 

SUMPTIBUS SOCIKTATIS PhiLOLOGAS. 

Prostat Leopoli apud bibliopolas Gubrynowicz et Schmidt, 
Lipsiae apud bibliopoiam Carolum W. Hiersemann. 



Spis wspotpracownikow rocznika XI. 

(Liczby po nazwiskach oznaczaj^ strony artykii26w kaidego aatora). 



Bednarski Stanis^aw (Erak6w) 


. ■ • • 


• 


181, 182 


Blatt G. (Lw6w) . 


.... 


• 


. 126 


Dembitzer Zacharyasz (Ko^omyja) 




• 


162, 189 


Homme Stanis^aw (Tarn6w) 




• 


. 185 


Janelli Maryan (Nowy S^cz) . 




• 


. 183 


Jezienicki Michal (Lw6w) 




. 


56 


Klinger Witold (Monachium) . 




• 


U 


Kopacz J. (Lw6w) 




• 


19 


Kr6iel Jan (Tamopol) . 




• 


11 


Kmczkiewicz Bronislaw (Lw6w) 




• 


167, 188 


Miodonski Adam (Erak6w) 




161 


(bis), 175 


Nag6rzaiiski Franciszek (Rzesz6w) 




. 52, 53, 171 


Schneider Stanislaw (Lw6w) . 


'. 30, 43, 


112, 


173, 174 


Siedlecki Stanistaw (Krak6w) . 




• 


45, 116 


Sinko Tadeusz (Krak6w) 


i, 34, 49, 51, 65, 164, 


164, 


169, 177 


W. o. . • . • 




. 


. 61 


Witkowski Stanislaw (Lw6w) . 




• 


60. 143 


Wr6bel Walenty (Lw6w) 




• 


. 178 











SPIS RZEGZY ROGZNIKA II. 



l. Rozprawy z zakresa staro:iytnodci klasycznej. 

Klinger W., Do historyi jednej formu^y poetyckiej ... 14 

Kopac^ J., Platonskim Fedonie .19 

Siedlecki St, Nie^miertelno^ duszy w Sympozyonie Platona . 115 

Sinko Th., De Gallimachi epigr. XXIII W 1 

» Romans grecki. Jego powstanie i organiczny rozw6j 66 

Miododski A., Grzegorz Nysse^ski o ciinieniu ciepla slonecznego 161 

Blatt 6., Nowsze pogl^dy na genezQ fleksyi w j^zykach indo- 

europejskich 126 

Witkowski St, Istota i powstanie Koine . . . . .143 

Schneider St, Zsu; MciX^x^d; u Atenczyk6w . . .112 

> Dwa proroctwa o bozku wina .... 30 

Kr64el I., Ad Taciti Ann. I 35, 14 11 



II 



UI 



Z homanizmu i historyi fllologii. 

Sinko T., Drobiazgi humanistyczne. I, II. 

MiodoAski A , Kilka sI6w o wydaniach Historyi Dlugosza 
Dembitzer Z., Buonaccorsianum . . . . . 



34, 154 

161 
162 



Reoenzye — Sprawozdania — Zapiski. 
(Wykaz om6wionych ksi^iek zob. na str. nast.). 
IV. Z nowo^ci filologicznych .... 



62 



8pis dziet omowionych w dziale reoenzyi. 



Bruns I., Vortr^e u. AufsaUe Fr. Nag6rzai\sld) 

Burger F. X , Minucius Felix u Seneca (Fr Nagdrzaiiski) . 

D o r 2y li s k i A., Quae fuerit Romae Ciceronis temporibus ludorum scaenico 

rum condicio (St Bednarski) .... 

Drerup E, Homer (Fr. Nag6rza6ski) . . 

Dykij Vl., I>e sententiis et proverbiis Horatianis. U. (St. Bednarski)- 
Eckhardt Z., Aristotelesa poetyce, przeloi.... (W. Wr6bel) 
Hahn W., De Piutarchi MoraLium codicibus (Br. Kruczkiewicz) 
Hammer S., Gontumeliae, quae in Ciceronis invectivis occurrunt (T. Sinko) 
Horn F., Platonstudien. Neue Folge (St. Siedlecki) 
Eornemann E., Kaiser Hadrian u. der letzte grosse Histonker v. Rom 

(A. Miodo6ski) ....... 

KroU W., Das Studium der klass. Philologie (St Wtkowski) 

Listy filologick^ 31 (1904) (S W.) 

Leo Fr., Die rOm. Literatur des Altertums (Br. Kruczkiewicz) 

— Die Originalit&t der rOm. Lit. (T. Sinko) 
Luczakowski K., Pr6by przekladu... Liviusa, Saiustiusa i Tacyta (M. Ja- 

nelli) ....... 

Mikolaiczak J, De septem sapientium fabuiis (St. Schneider) 

Nov&k K., Quaestiones Apuleianae (T Sinko) 

Przegl%d rozpraw z zakr. filol- klas w spraw. galic. szk6t Sred. za r. 190^ 

(zob. Eckhardt. Doroiyi^ski, Dykij, Luczakowski). 
Roscher W. H., Die Sieben- u. Neunzablim Kultus u. Mythus derGriechen 

(St Schneider) ....... 

Rzepii^ski St, E^roblem e. arch£U>i. Normalkabinets (St. Homme) . 
Terlikowski Fr, Zycie publ., pryw. i umysl. Grek6w iRzymian. 8. wyd. 

(Z. Dembitzer) . . . . ... 

Thomas P.y Remarques critiques sur les oeuvres philos. d' Apul6e (T. Sinko) 
Wilamowiz-Moeilendorff U., Die griech. Literatur des Alterbims 

(T. Sinko) ........ 

Woltj er R. H., De Platone praesocrat philosophorum.. iudiee (St Schneider) 
Zenger G., Przeklady wierszem na j^z. Ia6. (po ros.) (M. Jezienicki) 



53 
h% 

181 
171 
182 
178 
188 
177 
45 

175 

60 

61 

167 

169 

183 

4i 



m 



f-fUU 



IK. 



EOS 



V o '- " - \.i 



CZASOPI$4MO FILOLO&ICZNE 







* 
V 






TOWARZYS1»#™06ICZNEG0 



WYDAWANS PRZEZ 

STANIStAWA WITKOWSKIEGO. 



Rocznik XI. — Zeszyt I. — 1905. 1 



WE LWOWIE. 
i Nakladem Towarzystwa Filologicznego 

Z DRUKARNI E. WlNIARZA. 

Gtowny sktad we Lwowic w ksi^garni Gubrynowicza i SGliraidla 
w Lipsku w ksi^garni Karola W. Hiersemanna. 



E O S 



COMMENTARII SOCIETATIS PHILOLOGAE 

EDITI A 

8TANISLA0 WITKOWSKI. 
Volumiaif XI. — Fasoiculus I. — 190S. 



'«-^■WN.'-*-^ 



LEOPOLI. 

SUMPTIBUS SoCIIiTATIS PhILOLOGAK. 

Prostat Leopoli apud bibliopolas Gubrynowicz et Schraidl, 
Lipsiae apud bibliopolam Carolum W. Hiersemann. 



:•» 



Rocznik, ztoiony z 2 zeszyt6w, kosztuje 10 koron, czyli 8 marek, 
czyli 4 ruble srebr., jedeo zeszyt 5 koron, czyli 4 marki, ezyli 

2 ruble srebr. 



Cztonkowie Towarzystwa filologicznego 0|>tacaJ4cy rocznej wkladki 

8 koron otrzymuj^ >EOS< bezptatnie. 

Wkladki Czlonk6w i oplat^ za rocznik przyjmiye skarbnik Towarzystwa 
Prof. Fr. Hoszowskii Lw6w ul. Grottgera I. 10. 



ADHES REDAKCYI: 
Prof. Dr Stanislaw Witkowski, Lw6w ul. Sykstusica I. 52 

Pod tym adresem uprasza si§ nadsylad r^kopisyy ksi^ki i listy. 



P. T. Aulor6w, Wydawc6w i Naktadc6w publikacyi zzakresu filo- 
logii klasycznej tudziei literatury bumanistycznej iycz^ych sobie, aby 
publikacye ich byty om6wione w ȣos<y uprasza siQ o nadsyhinie Re- 
dakcyi egze.-nplarzy recenzyjnych. 




^? 



tJL^ 



De Callimachi epigr. XXIII. W, 

Scripsit 

Thaddaeus Sinko. 



Callimachi versiculi illi, quibus Cleombrotum Ambraciotam, post- 
quam soli valedixisset, de muro altissimo in Orcum desiluisse docemur 
non malo ullo affectum, sed Platonis libro de anima lecto commotum *), 
et apud veteres in hominum litteratorum ore erant et ab recentioribus 
saepissime laudantur. Antiquorum primus est Cicero, qui (Tusc. I, 84) 
postquam de Hegesia Cyrenaico narravit, mortis commoda ita laudante, 
ut plurimi auditorum mortem sibi ipsi consciscerent, haec addidit: »Cal- 
limachi quidem epigramma in Ambraciotam Cleombrotum est, quem ait, 
cum ei nihil accidisset adversi, e muro se in mare abiecisse lecto 
Platonis libro«. Qua Cleombroti mentione facta redit ad Hegesiae librum, 
in quo vir quidam, qui sponte mortem sibi consciscit, amicis revocan- 
tibus vitae humanae enumerat incommoda. — Is sententiarum cursus 
de recta cogitandi via et ratione non decederet, si Cleombrotum unum 
ex Hegesiae auditoribus fuisse concederemus. Hoc enim pacto generalis 
illa discipulorum Cyrenaici philosophi condicio exemplo singulari pro- 
baretur. Sed Cleombrotus Platonis libro, non Hegesiae scholis auditis 



») Callimachi hymni et epigrammata 2. ed U. de Wilamowitz-MoellendorlT, 
Berolini, apud Weidmannos, 1897, epigr. 23: 

I^iTia^ »*'HXi£ /atpsw KX£6(jLppoT05 *Q|xPpaxia)T7]? 

fiXoT* ao' u<];7jXou tsij^eo^ lU 'AiByjv, 
a^iov ouSlv 28(ov ^avoTou xaxdv, dXXa nXaTcovo; 

2v tA iztpX ^\>yir\i TP*l^t'' avaXE^afJiEvo?, 



2 

adductus est, ut fati diem occuparet, Quae cum ita sinl, Cleorabroli 
mentionem a Cicerone non suo loco positam, sed commemoratione aiio 
rum hominum ductam, qui libris permoti vitae suae vim attulerunt, el 
aliunde huc illatam esse facile concedemus. — Alias quoque difficuUa- 
tes Ciceronis praebet locus. Nam de saltu in mare facto apud Gallima- 
chum nihii legitur. Itaque erant, qui putarent ') Ciceronem in editiono 
sua non £•; 'A'!rjv, sed 5?; SlXtIi legisse. Id tamen explicationis genus 
minime nobis probari potest reputantibus Ciceronem facile de mari loqui 
potuisse, cum cogitavisset etiam Sappho e rupe Leucadia in mare desilu- 
isse neque alio Coos senes modo finem vitae ponere solitos esse. Itaque 
confusio soli Ciceroni tribuenda est neque in veteres libros manu scrip- 
tos inferenda 

Restat, ut respondeamus, quomodo ex Ciceronis sententia Cleom- 
brotus Phaedone lecto adigi potuerit, ut mortem sibi ipse conscisceret. 
Sententiarum nexu ducimur, ut illo libro vitae huraanae incommoda ila 
fuisse descripta opinemur, ut qui eum legerit, omnino vivere expedire 
nemini putaret. Quas sententias a Phaedone Platonis alienissimas esse 
nemo est, qui nesciat. Is enim in principio (61 D— 64 A) nefas esse dicit 
hominem sibimet manus afferre: neque aliter irasci deum, si id fiat, ac 
dominum, si mancipium se occiderit; aliisque multis locis ait raigrare 
ex hac vita iniussu dei nulli hominum licere Sumus enim hic omnes 
velut in acie loco unicuique suo ab imperatore deo adsignato maiorique 
supplicio afficiendum desertorem vitae, quam desertorera militiae. -- 
Quae omnia Ciceroni notissima fuisse ipsius docemur verbis Tusc I 74, 
Somn. Scip. c. 3. Cat Mai. c. 20 (quo loco sane hanc sententiam Py- 
thagoreis tribuit) Itaque minime credendum est eum Platoni mortis Cle- 
ombroti culpam attribuisse. 

Sed erant, qui in Platonis philosophiam mortis illius crimen con- 
ferrent, nimirum Christianorum philosophi. Lactantius Firmianus, qui s. 
IV. p Chr. n. ineunte divinas institutiones litteris persequebatur, utcon- 
tra gentium criminationes ostenderet Christi solam doctrinam cum reli- 
gionem tum veram sapientiam esse (div. inst. 5, 4 extr.), philosophos 
impugnans, qui voluntariam mortem persuaserunt (3, 18), haec scripsit: 
>MuIti ergo ex his, qui aeternas esse animas suspicabantur, tamquara in 
caelum migraturi essent. sibi ipsis manus intulerunt, ut Cleanthes et 

Chrysippus, ut Zeno et Empedocles, ex Roraanis Cato, qui fuit in 

omni sua vita Socraticae vanitatis imitator.. Homicidae igitur iUi omnes 



') V. Davisium ad Cic. Tusc. I. 84 et I. A. Fabrici«m ad Sextum Empiricum 
ady. math. I. 49 p. 609 adn. 



philosophi et ipse Romanae sapientiae princeps Cato, qui antequam se 
occideret, perlegisse Platonis librum dicitur, qui est scriptus de aeterni- 
tate animorum Et ad summum nefas philosophi auctoritate 
compulsus est Et hic tamen aliquam moriendi causam videtur ha- 
buisse: odium servitutis*. 

•Quid Ambracioles ille, qui cum eundem librum perlegisset, prae- 
cipitem se dedit nuUam aliam ob causam, nisi quod Platoni credidit? 
Exsecrabilis prorsus ac fugienda doctrina, si abigit ho- 
mines a vita!« — Platonis culpa in eo ponitur, quod nescierit, a quo, 
quando, quibus, quae ob facta, quo tempore immortalitas tribueretur: 
quod si scivisset, nec Cleombrotum nec Catonem in mortem volunta- 
riam impegisset. sed eos ad vitam et ad iustitiam potius erudivisset 

Unius criminatoris Platonis verba plane proposuimus, ut pro mul- 
tis starent. Nam unum ex multis hac in re fuisse Lactantium vel ex 
muititudine Platonis defensorum cognoscere possumus. Ultima nimi- 
rum iila Graecae philosophiae secta, iisdem fere quibus Christiana reli- 
gio temporibus nata '), ut Ammonii Saccae, Origenis, Plotini temporibus 
Chrislianis minime erat infesta, ita inde a Porphyrio, qui contra ebs fa- 
mosissimos libros pervulgavit, novae fidei sectatores vehementissime 
impugnabat. Lactantii verba nonnisi defensionis necessitate orta sunt 
Quantam vero bilem Platonis criminationes apud Platonicos philosophos 
commoverint, ex ipsorum scriptis cognoscere licet, quibus Cleombroti 
imperitiam, immo stultitiam incusant, quod illam mortis commentationem 
(sl 3zz:C>z 9'Xo'C5:jvt£; ax^irvVjcy.ziv ixeAETw-i Phaedo 67 E, cf. Cic. Tusc I. 
75) perperam interpretatus sit et, cum putaret illa doctrina philosophos 
ad mortem impelli voluntariam, in mortem desiluerit, ut se philosophum 
esse ostenderet. Non philosophum tamen eum fuisse genuinum, sed phi- 
losophiae tironem adulterinum, non virum firmum (qualis fuerit Cato 
Uticensis), sed adulescentulum ineptum. Primus est Ammonius Hermiae, 
Procli auditor, qui Cleombrotum adulescentulum (iJLeipaxiov), reprehendit 
in his (in Porphyr. Isagog. p. 3) : KXeojxpp ot6; ti; 6v6[jl3cti evxupaac tw IlXa- 
Tto)vc? <I>ai5o)vi y.ai 8ti |jl€v BsT tov ^iXdos^ov ^avaTov ijL£X=Tav '^'fzdc^ Stw 5* Tpczw 
BsT JJ.Y; ^fyjZj aveX^wv erl to tsT^^o; srjTov /.aTsy.pT^y.vKje* toutou jjiavrjpiov z 
eiq a*jTO TO l\ j^.3p av,»(i)T r/.bv jjL 6 ». p a X i V £x-&£[i.£vc; iziypoL\/.\j.x ^Tc.yjTr,;- *) cT,ffl 
Yip" et-a^ rfh\z yjxipz x. t. a. 



') Apuleius et Albinus iam s. II. ex Gai scholis didiccrunt eam Piaionis doc- 
trinam, cui rccte no\ao philosopbiae Platonicae nomen attribui potest, v. Th. Sinko, 
De Apulei et Albini doctrinae Platonicae adumbratione, Cracoviae 1905. 

-) Hunc Ammonii locum ante oculos habuisse videtur Georgios Pachymeres, 
qui 8. XIII. p. Cbr. n. exeunte libellum de sex philosophiae definitionibus ex Plato- 



4 



Ammonii iilud: quo modo philosophum mori discere oporteat (:uj> 
TpczG) liX Tov 91X6^09^7 ^avatsv (jLsXcTav), quod CleomJ)roto ignotum erat, 
iamdudum Platonici philosophi Platone duce (Phaedo 64 B — 69 E) expli- 
cabant ita, ut in vitae et mortis inquirerent naturam et genera. Tertul- 
hanus (de anim. c. 29) testatur eiusmodi disceptationem ab Albino, Gai 
auditore, institutam esse, cum scribit: >Haec et Albinus, Platoni suo 
veritus, subtiliter quaerit contrietatum genera distinguere, quasi non 
et haec tam absolute in contrietatibus posita sint, quam et ilJa, quae ad 
sententiam magistri sui interpretatur, vitam dico et mortem«. Quae 
quaestiones quales fuerint, ex Damascii doctrina cognoscere licet, ab 
Olympiodoro, Platonis Alcibiadem Priorem explicante (Comm. in Alc. I. 

p. 4. Creuzer), servata: 'O 8e Aajjidaxic? ax.piPeaT€pcv xal dATQ3^£(JTep&v Tcapi- 

BiBou^ Tov Gx.07cbv . . . cpY^cjtv 05^6 Bs 6 xaS'apTty.bq outc b Sswpr^Tiy.b^; OcTtx 

Tou <ja)fi,aToq. KaSapTtxbi; [x^v y^P ^oti ^\jyTt dtTioXuofxdvY; tou cwjjiaTo:, Toiv BsajAwv 
[jLSVToi iJtev6vT(ov xai ;jly) Xuojxevwv, xaSaTcep tou AiXiTpaxtxou pLetpay-tJJ^ 

dXXa 8id tou (JU(/.7ua3ou^ Xuoixevwv SewpeTixbq 5i eoTi d^u/.^ dTrsXe- 

Xu[jL£vr, Tou oo)|jLatoc, TtdXiv evTau3a Xuaiv voouvtwv VjpLWv xaTd Tb doyeTOv x. t. a. 

lam haec sufficiunt ad demonstrandum totam disquisitionem de morte 
naturali et theoretica a Platonicis philosophis ci!lm Cleombroti casu con- 
iunctam esse. Quam quaestionem multis tractasse videtur Olympiodoms, 
Ammonii Hermiae discipulus, cuius verba servata sunt a Davide Armenio 
(Prolegg. In philos. edita a Chr. Aug. Brandisio inter Scholia in Aristot. 
edit. Acad. Reg. Boruss. p. 13, 39): llpd^ic 3. 'laTeov Bl, 5ti KXeofjLPpoTc; 

Ti^ vcpLil^wVj 5ti 5 nXdTwv Tov ©uffixbv ^dvaTcv Xeyet tcv ^iXiaof cv jjLeXeTdVj pi'}i; 
eauTov ex tou Tei*/ecc eTeXeuTYjae* repl ou orolv o KaXXipaxo^ oIjtwc. Sequitur 
epigramma. Ilcb; tcutc Ik elrev 'OXufjLr.tcSwpcq 5 *tX6(jc(poc* 

E'. [JLY] Ypd;j.[jLa nXdTtovc? e,u.Yjv 67:eBYj(j£v epwvjv, 
"fiBr^ \\jypoy eXuoa ^iou ^ccXuxr^Bea BeojjLcv. 

Sequuntur Stoicorum opiniones de morte voluntaria — Olyrapio- 
dori versiculi etiam a scholiasta in Dionysii Thracis artem grammaticam 



nicis conflavit fontibus, quales sunt Anonymi Prolegomena (Grameri Anecd. Par. IV. 
p. 389 sqq.). Scripsit hic quidem : tointp rb 'AjxPpajtiwnxbv kelvo ji.£ipaxiov, KXsduL^poTo;^ 
iiziX^b"* ibv rou nXaTtuvo; <Pa(5ojva /ai a.T:oizr^^\w niizoirixs. xai £auTiv xatExpiJuvtaf. — E Pla- 
tonicorum fontibus hortulos suos irrigavit etiam, qui s. fere VI. scholia scripsit mytho- 
logica ad quattuor Gregorii Nazianzeni orationes, Abbas quidam Nonnus (in lul. or. 
I. 15). 



laudantur^) (Gramm. Graeci IV., 2 p. 160, 131 Hilgard) cum hac expli- 
catione: TOJTeaTiv e? jjlyj w^cXkjjyjv Ia nXatwvo^ Tp6zcv £u!^o)fac, -Kpcixpiva 5v {xy) 
£lvai 9j xaxo>{ elvai. 

Haec eadera proferuntur sine Olympiodori nomine in Prolegomenis 
in philosophiam Porphyrii (npoXeYOfjieva uuv 5ew t^; ^iXoac^ia; Ilopfjpicu), 
<iuae e codice Parisino Regio (1977 f. 1 — 12) Brandisius inter scholia 
Aristotelica (p. 7 sqq.) edidit ita, ut nonnisi specimina et capitum (quae 
zzi^zi^ appellantur) initia typis exprimi iuberet. Prolegomena illa quin 
que annis post (a. 1841) integra publici iuris fecit Cramerus quarto vo- 
lumine Anecdotorum Parisiensium (e cod. Coisl. 387; editionis p. 389 
ad 443) neque animadvertit nullum esse Anecdoton. Auctor ignotus, qui 
iii multis se Christianum prodit et Marino, quem laudat, iunior fuit, 
post celeras philosophiae definitiones in hanc Platonicam inquirit (^pa^i? 
£, p. 401 sqq.), qua philosophia mortis commentatio (lAeXeTY) 3avaTou) 
esse dicitur. Quam ubi secundum Phaedonem (p. 64 B. sqq.) explicavit 
et philosophi stndiura in purgatione (xa.5rap(;u;) ab animi et sensuum per- 
turbationibus posuit, eorum obiectationem (ixopia) protulit, qui Plato- 
nem sibi ipsi contradicere putaverunt, quippe qui homines iniussu summi 
imperatoris e corporis carcere aufugei^e vetuerit (Phaedo p. 62 B sqq.). 
Eam obiectationem ut refelleret, vitara duphcem esse dixit: naturalem 
{Itari fjfftxTQ) et voluntariam (C. r.poaipeTixiiJ). Quarum naturalem illura animi 
et corporis nexum (5£jjpl6;) appellavit, quo anima sensum et motum sup- 
peditet corpori; voluntariara vero eum nexum, quo anima corporis vo- 
luptates sequi iubeatur. Vitae duplici mortem duplicem respondere ne- 
cesse esse secundnm contrietatum (Ta avTixetjAeva, v. Phaedo 102 A sqq.) 
legem. Itaque et mortem in naturalem et voluntariam (vel potius ex ele- 
clione pendentem) dividi : in morte naturali eura animi discessum a cor- 
pore fieri, ut motus et sensus corporis exstinguatur ; morte voluntaria 
animam prohiberi, quominus corporis voiuptates sequatur. — Ex his 
duplicis vitae et mortis generibus quattuor efficit coniunctiones, qua- 
rum una in eo posita est, ut vitam naturalem mors ex electione orta 
subsequatur, dum mors naturalis animum e corporis vinculis plane 
exsolvat. Hanc philosophi esse vitam, iramo mortis commentationem. — 
His praemissis addit philosophus: 'EPouX6|Ar|V Be tojtwv twv X6y(«v axouoai 



*) Laudatur Callimachi epigramma a grammaticis propter usum vocis yp^H-H-^ 
notione libri soluta oratione scripti (i. q. (TuyypauLya) : V. Gramm. gr. I[1 , 2 p. 8, 22; 
125, 17; 128, 15: 139, 14. Sext. Empir. adv. gramm. I. 48. 



6 

KXsotJLPpoTov cuTcc; vap irspivorjjx^ to £v 4>at$(ovi pr,Tbv, o); Sr,Xct to stc au::v 
i7:{Y?a|x;xa ToO KaXXijjLixou, o!jTa> Xsy^v. Sequitur epigramma. 'E7W os Tiviv- 
Tia SAStvo) opr^fjLi IrYj c'jt(i);' 

Et jJLTj YP^V*!^* nXaxwvoc sijltjv st^sBr^Jsv spwYjVj 
f|Or| XuYpov e$Y;ca ^iou T:sX'j>'.r,Bsa BsjjjloVj 

TOUTsaTiVj si [jLYj w^sXi/jSYjV sx IIXaTwvo; TpOTcov sul^coia;, Trposxptvcv 5' jjly; ehr, 

fi xaxw; slvat. Sequitur (T^:a$'.; ;) Stoicorum doctrinae de morte voluntaria 
refutatio, in qua Zenonis sectatores KXsc;jLp:cTs{ t-.vs; reprehenduntur. 

lam vidimus versiculos Callimachi epigrammati respondentes firmis 
testimoniis Olympiodoro attribui. Anonymus cum se illorum auctoreni 
esse declaret (syw !s... «>r,|x(), aut Olympiodorus est ipse aut falsarius, 
qui aliena pro suis vendit. Olympiodorum eum esse quominus accipia- 
mus, vel hoc prohibemur, quod auctor se a Platonica secta seiungil, 

CUm dicat (?:pa;'; t3 p. 423) : '£7x^X00^1 It o\ nXxTwvtxct tyj TOtaiTYj hxizizv. 

5 6Y>tXt5jjLaTa, saep. Sed quicunque fuit is philosophus, qui etiam AnaJytica 
SCripturus erat (5six3^<T£Tai... auv ^so) sv tcT; avaXuTtxcT; p. 417 extr.j, fal- 
sarius certe non fuit, immo homo non indoctus neque insuisus. Qui ta- 
men, ut alii eorum temporum philosophi, fontibus doctrinae suae ita 
usus est, ut non solum argumenta, sed et sententias verbaque plane ex- 
scriberet. Quo factum est, ut etiam Olympiodori disceptationem de phi- 
iosophorum morte institutam nuilo verbo mutato totam perciperet neque 
animadverteret illud syo) Bs... cYjjjLt non ex suo ore primum fluxisse. Qaae 
cum ita sint, demonstravisse nobis videmur in his Anonymi Prolegome- 
nis bonam doctrinam atque eruditionem Oiympiodori servatam esse^ 
quem et ipsum eodem modo ex antecessoribus hausisse verisimiie est. 
Hos autem iam Tertuliiano cognitos fuisse supra vidimus. 

Platonicorum phiiosophorum orationes, quibus iiii Cieombroti mor- 
tis crimen a Piatone amovebant et in ipsum aduiescentuium imperitum 
convertebant, Christianorum phiiosophos non fugerunt. Itaque qui CXX 
fere annis post Lactantium iibros de civitate dei scripsit, Aurelius Augu- 
stinus, quamquara in ceteris Lactantium (i. i.) respexit, in eis, quibus 
demonstrare studuit mortem voluntariam numquam ad magnitudinem 
animi pertinere posse (civ. dei I, 22, cf. 23 de Catone), Piatonem a cuipa 
iiberavit. Scripsit is quidem: »Quam ob rem si magno animo fieri pu- 
tandum est, cum sibi homo ingerit mortem, iiie potius Cleombrotus in 
hac animi magnitudine reperitur: quem ferunt iecto Piatonis libro, ubi 
de immortaiitate animae disputavit, se praecipitem dedisse de muro 
atque ita ex hac vita migrasse ad eam, quam credidit esse meliorem. 
Nihii enim urgebat aut calamitatis aut crimiuis (seu verum seu falsum), 



quod non valendo ferre se auferret, sed ad capessendam mortein atque 
ad huius vitae suavia vincula rumpenda sola adfuit animi magnitudo* — 
Hucusque est Cleombrotus vir magni animi, dignus, qui Catonis socius 
sil. Sed inde ab Augustino nonnisi ut exemplum quoddam aestimatur: 
quare dubitatio illa: »seu verum seu falsum«. Sequitur Platonis apologia: 
>Quod tamen magne potius factum esse quam bene, testis ei potuit esse 
Plato ipse, quem legerat: qui profecto id praecipue potissimumque fecis- 
set vel etiam fieri praecepisset nisi ea mente, qua immortalitatem ani- 
mae vidit, nequaquam faciendum, quin etiam prohibendum esse iudicavit'. 

Hoc modo rem eo perduximus, ut et Cleombroti factum magno 
animo attribui et Platonem a mortis illius crimine absolvi videremus 
nec non rixas, quae de saltu fatali Phaedonis lectoris coortae sunt, seda- 
tas conspiceremus. Post has rerum et temporum ambages ad fontem 
ipsum nobis redeundum est et quaerendum, quaenam Callimachi ipsius 
fuerit sentenlia de Cleombroti mortis causa, immo quomodo ille eum, 
qui Platonis librum de anima perlegerit, ad mortem compelli potuisse 
sibi finxerit? 

Quae quaestio proposita ita nobis solvenda videtur esse, ut quae 
Calliniachi fuerit opinio de philosophorum placitis ad vitam post mor- 
tem pertinentibus, respiciamus. Itaque persuasum erat CaUimacho de 
rebus postumis non nisi ab eis, qui hoc experti scirent, scilicet a mor- 
tuis ipsis, aliquid certi cognosci posse. lam auscultemus, quinam nuntii 
ei perferantur ab inferis per Charidam quendam, qui eiusdem erat atque 
ipse civitatis (epigr. 13 W.): 

Apud inferos quid? - Multae tenebrae. 

Et de reditu quod narratur, verumne est? — Mendacium. 

Ouid Pluto? — Fabulae'). 

His responsis acceptis poeta >perii« (a-wX5{;.£3'a) exclamat, mortuus 
autem eum nuntium solum verum esse contendit: dulcem si optet Cal- 
limachus, scire eum oportere bovem magnum trinummo in Orco venire ^), 
»Bovem magnum* ridiculam, immo proverbialem quandam esse magni 
mendacii appellationem vel ex recentiorum Hnguarum analogia conici 
potest Sed quae sit locutionis illius Graecae origo, ignoramus. Si pro 



') u> XaptSa, T^ la vsp.^£; nnoXu axo70(ii. al 8'avoSoi Tt; 

n;^eu§o;«. tk [D.ouTb:v; n[xu3o{u. 
') ouTo; gjxb^ ^coyo? Ufiixiv aXT).^ivo'5 ' £t tk tov t^Sjv 

ji^oOXEi, nEXXa{ou ^ou^ H^^yac Etv ^A^St). 



8 



voce Os/.Xacicu alind nomen positum esset, bovis magni appellatione philo- 
sophum quendam reprehendi facile crederem. Nam Callimachi tempo- 
ribus Cleanthem Stoicum a commilitonibus asinum (Svcq La. Di. VII. 
170) appellatum esse, Menedemum vero Eretriensem a Cratete Cynico 
Taupov 'EpETpY] (frg. 3 Wachsm.) designatum satis constat 

Philosophus quidam Academicus vel Pythagoraeus ob eandem doc- 
trinam epigrammate decimo (W) a Callimacho irrisus esl, ^i quis de 
anima vel de palingenesia ahquid scire vellet'). in sedibus beatorum 
Timarchum Pausaniae Alexandrinum ei quaerendum esse. — Ex quibas 
eiucet philosophorum placita de animorum immortahtate, de vita fulura 
et de reditu migrationeque animarum mendaciDrum nomine a Callima- 
cho comprehensa esse. — Philosophorum, qui animam immortalem esse 
docuerunt, irrisor ne Platoni quidem pepercit et argumentationis, qua 
anirinorum aeternitas comprobatur, gravitatem ita cavillatus est, ut eum, 
qui eam perlegisset, gravissima dubitatione impUcitum in Orcum festina 
visse diceret, ut ipsius oculis, quae ibi essent, cerneret. Ut cyclicorum 
poema grande magnum esse malum dixit (-h <^kp;:> [Liyi, ^ipXiov bsv 
Tw fji£YiX(i) xaxw £r. 359), ita et Platonis hbrum mali cognomine ornavii, 
cum scripsit: 

a$iov cu5ev t J o) v ^'avaxGu xay.6v, aWk IIXaTwvo; 

SV TO 7C£pl ^yTt^ Yp^tfAiJL' . . . 

Platonis iiber unicum erat malum, quo conspecto Ci^ombrotus mor- 
tem sibi optandam esse putavit. Epigrammatis acumen in eo est posi- 
tum, quod /.a/.dv ita ambigue collocatum est, ut etiam ad Platonis librum 
referri posset, nisi ex improviso adderetur verbum: avaXs^ajjLEvo^. Quae 
cum ita sint, Callimachi epigramma contra Platonem eiusque doctrinam 
de animarum inmaortalitate scriptum esse putamus, non contra Cleom- 
brotum, quem potius vanae philosophiae victimam cecidisse poeta opi- 
natus est. Hoc sensu versiculos illos etiam ab ecclesiae patribus accep- 
tos esse supra vidimus. Sed cum hi alio consiiio in hanc interpretandi 
viam ducti sint, alii nobis quaerendi sunt testes, qui eodem ac nos modo 
Callimachi explicabant epigramma. Quos autequam adhibemus, alteram 
Cleombroti mentionem proferre placet, quam (liallimachus in Ibide fecisse 
videtur. 

Romanorum poetas, cum versus pangerent, multos libros inspicere 
solitos esse satis constat (v. Hor. sat. II., 3, 11 ; epist. I., 18, 109; II, 1, 
112). Itaque Catullus. cum Veronae degeret, ubi paucos libros secom 



*) o©pa 7co.&rjai | ^Ti keoi '^uyfj; tJ r.iXi izCjc lasai. 



9 

habuit, excusavit se apud Allium quod pro poemalibus ipsius Minerva 
compositis flebiies tantummodo mitteret eiegos, his verbis usus (68, 38 
sqq.): 

Nam quod scriptorum non magna est copia apud me. 
hoc fit quod Romae vivimus; illa domus... 
huc una ex multis capsula me sequitur. 

Non alia erat causa, cur Hortensio (c. 65) pro suo carmine Calli- 
machi elegiam mitteret de coma Berenices compositam, ab ipso Latinis 
vepsibus ornatam. Quid ? Nonne eadem, immo peior erat Ovidii condicio, 
inter barbaros Tomis degentis? Conqueritur is quidem librorum penu- 
riain, cum dicit (Trist. III., 14, 37): Non hic librorum, per quos inviter 
alarque, copia (cf. Trist. V., 12, 53). Quam multi autem opus erant li- 
bri ad omnia illa obscura malae mortis exempla colligenda, quibus 
inimicum Ibin insectatus est? Quae cum ita sint, praeter Ibin Callima- 
chi nullum fere librum Ovidio praesto fuisse putamus, unde >historias 
caecas« (Ibis 57) depromeret. Cum autem inter alia aevi prioris exem- 
pla etiara hoc protulerit: 

Vel de praecipiti venias in Tartara saxo, 
ut qui ^ocraticum de nece legit opus, 

concedendum est etiam Cleombroti mentionem verborum ambagibus ob- 
volutam ab eo in Callimachi Ibide inventam esse. Neque acumine quo- 
dam id caret, si Callimachus discipulum impium exemplis ex ipsius poe- 
matibus petitis persectatus est. ^ed quocumque modo res se habet, Cle- 
ombroti mortem Ovidii temporibus inter caecas remotasque historias 
collocatam esse cognovimus. 

Certamina demum ilia, quae a Christianis et Platonicis philosophis 
(ie vera Cleombroti mortis causa conserebantur, philosophici saltus auc- 
torem ita celebrem reddiderunt, ut Agathias Scholasticus, cum saeculo 
Vi. p. Chr. n. Nicostratum quendam philosophum irrideret, ad Cleom- 
broti fabulam notissimam alludere potuerit. Is Nicostratus easdem agit 
partes ac Callimachi Timarchus (epigr. 10) et bovis magni venditor (epigr. 
13j. Nam de animab immortalitate, an esset, et natura, qualis esset, in- 
terrogatus, primum Aristotelis libros de anima, tum Platonis Phaedonem 
legit, denique voltu severo respondit (Anth. Pal. XI., 354): Si animae 
quidem natura omnino exstat, quod quidem nescio, aut immortalem esse 
eam oportet aut mortalem; altera ex parte autem aut concretam aut 
spirabilem. Utrum horum verum sit, cognosces, sicut Plato cognovit, cum 



10 

Acherontein traieceris. Si vero impatiens es, adulescentulum illuin 
imitare, Cieobrotum Ambraciotam, et e domi fastigio te praecipites. Tum 
corpore liberatus idque factus, quod cognoscei^e vis, te ipsum stalim co- 
gnosces '). 

lam elucet Nicostratum, immo Agatiiiam ipsum, opinatum esse 
Cieombrotum ad dubitationes amovendas, quibus Phaedone lecto obslric- 
tus esset, moilem quaesivisse. Adulescentuli cognomen ostendit ex Pia- 
tonicorum scriptis rem Agathiae cognitam esse. — .^imili fere modo de 
Cleombroti casu is iudicavit, qui saeculo fere VII. vel X. p. Chr. n. dia- 
logum composuit, qui Philopatris inscribitur et inter Luciani veiiditur 
opera. In hoc enim dialogo Critias quidam, cum orationem audivissel 
confusionis atque ambagum plenam, vertigine correptus e rupe in mor- 
tem desiluisset, nisi amicus festinantem allocutus esset: paulumque 
afuisse, quin etiam de se Cleombroti saltus (to toO KaecixPpst&j n;:T,:;2' 
narraretur; sic philosophorum ineptis narrationibus menles hominum 
affici «). 

Quae a Critia de oratione narrantur, qua audita vertigine correp 
tus sit, si in Platonis librum conversa essent, quin a Callimacho proba- 
rentur, non dubitaraus. Ncim et ipse philosophorum argumentationes. 
quibus animorum aeternitas comprobatur, mendacia et nugas esse 
putavit. 

Cracoviae, 



») il e5:).£ic, Tov TOLioa KXcojjLJSiOTOv 'Au^pxxitoTrjV 
lAiuou, y.%t ic ''£cuv abv oeua; ExyaXaoov. 
x.a' xtv £-ivvo'!r,(; 8r/a owjjLaTo? auT»xa aauTov, 
uouvov orsp ^T)TeT; toO^' u7:oXcit:6|jl£vo; 

*) Philopatris §. 1. extr. : aXXa xaia xpTjavtuv (u5ou{j.t]v Sv iiz\ xesaXriv ffxorooivr^a»:, 
Et jirj iTT^xpaSa; {joi, to Tav, xai to Toi3 KXEOfxppoTou «i^8t)|x« tou 'A|j.^paxt(uTou l|iLu3£i3j is* 
tH-o{. cf. §. 2.: ntQoi yoLp £|j.,3p6vT7)Toi roir^Ta^. xai TEpaToXoy ^iXo^o^wv oux £;s- 

nXr,;av oou ttjv oiavoiav, aXXa X^po; ravTa y^vovsv eri cro'. 



Ad Taciti Ann. i, 35, 14 



Scripsit 

loannes Krdiel 



1,36,26-14] Fuere etiam, qui legatam a divo Augu- 
sto pecuniam reposcerent, faustis in Germanicum omi- 
nibus; et si vellet imperium, promptas ostentavere (quae 
lectio codicis Medicei primi iam correcta affertur, nam promtas Qt 
ostendavere ibi traditur). Quicumque locum vel obiter attingit, statim 
in locutione promptas ostentavere haesitat atque offenditur; quae 
verba plurimum iam viris doctis laborem ac sudorem attulerunt, id quod 
minime est mirum, cum ex contextu, quorsum pertineant, ad primuni 
oculorum obtutum erui non possit. 

Ut locum sanarent, viri docti trifariam rei consulebant, cum aut 
lectionem codicis servabant aut paululum mutabant aut quaedam supple- 
bant; quae omnia nunc ordine mecum velim percurras. 

Qui lectionem ita, ut est exarata, servandam censeant, iam, quan- 
tum equidem sciam, hodie non inveniuntur, sed fuit tempus, cum eius- 
modi opinio haud paucos leneret; id certe adnotatione Bekkeri (ad h. 
1.) nisi affirmare possumus, qui nonnuUos viros doctos promptas sc. 
legiones intellexisse et interpretari voluisse memorat, Sed cum sensus 
loci de singulis militibus, non de legionibus nos cogitare cogat, rectis 
sime nunc ea ratio missa est 

Eorum, qui lectionem libri manu scripti mutandam esse sibi per- 
suaserunt, ahi pvompta (i. e. «ppomptas res«, ut est 12, 12, U) coni- 
ciunt, quorum praestantissimi sunt: Heinsius, Doederiein; aUi promp- 
to8 sc. »se esse« commendant (Rhenanus, Bekker, Baiter Orelli, Nipper- 
dey-Andresen, Draeger, Pfilzner lo. Miiller, ceteri), alii promptos se 



^ 



12 



malunl (lac. Gronovius, Prammer, Polster^). Ex iis emendationibus op- 
tima est sine dubio illa, quae promp^os in textum introducit, quoniam 
levissima vocabuli mutatione sensum loci apte exprimit; quara ob rem 
plurimis probatur. Sed potius codicis scriptura retinenda et substanlivum 
quoddam fem. gen. excidisse statuendum est. 

Quod cum multi viderent, varii varia supplebant imprimis Wal- 
ther promptas re^i suasit, quem secuLi sunt Ritter, Halm, alii; recen- 
tiore autem tempore Polster promptas mentes, Weidner*) prompto 
studm ei, si vellet imperium, ostentavere, obtulerunt. Eas quo- 
que coniecturas vel strictim examinemus. 

tJt initium a sententia, quam Weiduer protulit, capiam, non infitior 
locutionem >prompta studia« a Tacito re vera usurpari (2, 76, i: cf 
piaeterea 3,48,13. 13, 8, 13), sed cum codicis fidei repugnet (desideralur 
enim substantivum fem. gen.), iam ipso hoc argumento confutala redar- 
guitur. 

Polsteri coniectura Weidneri emendatione vcrisimilior est, convenit 
enim eleganter, quod formam spectat, adiectivo promptas Sed, cpio- 
modo factum sit, ut scriba, cum codicem exararet, vocabalum tnenics 
praeterierit, non video. Neque mihi persuadebitur, ut credam id mera 
librarii incuria aut casu quodam fortuito evenisse. Ceterum addo roca- 
bulum »mens< cum verbis »ostentare« aut •promptus* apud Tacitmn in 
iis saltem, quae supersunt, non reperiri. Hanc ob rem Polsteri emenda- 
tionem necesse est respuamus. 

Restat, ut de Waltheri coniectura breviter dicara. Quae iam ea de 
causa ceteris loci emendationibus praestat, quod Taciti locutione firma- 
tur (12, 12, 14 vocante Carene promptasque res ostentante, 
si citi advenissent). Sed id, quod supra de casu fortuito aut incu- 
ria librarii disserui, cum Polsteri coniecturam perpenderem, in hac quo* 
que emendatione repeti potest. Adde, quod 12, 12, U promptas res 
aliam prorsus atque loco, de quo nunc agitur, significationem prae 
se fert ^). Denique Waltheri emendatio nimis ampla et vaga sensus lati- 
tudine laborat, quod a militum concitatorum et res novas molientium 
consuetudine sine dubio abhorret. 

Quae adhuc a me dicta sunt, satis superque demonstrant nullam 
loci explicationem exstare, quae nobis ab omni parte probetur. Ego hoc 



') L. Polster, Zu Tacitus. N. Jahrb. f Philol. t 153. p. &54. 
>) Ibdm. 1894. p. 853. 

») Cf. Gerber-Greef, Lex. Tac. s. v. p. 1212, ubi locutio verbis >rascher erfolg* 
redditur. 



13 

loco promptas vires conicio et posse me satis gravia argumenta pro- 
ferre confido, quibus haec emendatio corroboretur ac comprobetur. 

lam primnm locutio »vires ostentare* Taciti propria est (UI. lo, 2 
adventu... legionum... ostentare vires et militari vallo 
Veronam circumdare placuit; cf, praeterea IV. 85, U. 12, 27, 2) 
— Tum sensum aptum eumque definitum quodammodo praebet. Cum 
enim promptas res ostentavere et militum animos et civium stu- 
dia nec non facilem eventum in maius iactata elataque complecti videa 
tur, nostra coniectura angustioribus sensus terminis interclusa id tan- 
tum, quod nonnulli milites sive nonnullae legiones promittere poterant, 
significat; »res ostentare* hominis amici, famiiiaris et, ut ita dicam, 
consiliarii aulicique naturae convenit, >vires ostentare« miiitem redo- 
let. — Denique hac locutione probabilem in modum explanari potest^ 
cur librarius id ipsura vocabulum praetermiserit. Etenim similis verbo 
rura >vires« et »ostentavere« sonus in memoria scribae ad enuntiati 
finem festinanlis confusus in unum coaluit. 

TarnopoU 




Do historyi jednej formuly poetyckiej. 



Napisal 
W. KLFNGER. 



A-X£tT£ ZTjBav Ta5'.xif)jxaT' eic ^ecuc 
IlT£pcTffi, xizsiT' e^ Aib; SsXtwv TrrjyraT; 
rpa^eiv T'// aura; 0'jB' & 7:ar 5v oupavsc, 
Atb; Ypx^svTC? Tac ^pozd^i ajjiapTia;, 
'E^apxYJasiev ouB' ey-slvc; 5v (jxorwv 
IlefjLTTSiv ex.a;Ta) lir^p.tav, aXX' i?j A-xyj 
'EvTau^a 7:cu7T'v i^dz, tl PcuXsffy cpav. 

Eurip. fr. 508 (Nauck) = Stob. I. 3, 14 p 108. 

»S^dzicie, ie przewinienia na skrzydlach ulatuj^ ku bogom i zeje 
ktos nastgpnie wpisuje na karty ksi^gi Zeusa? Gdyby zapisywal Zeu.^ 
grzechy ludzkie, catego nieba nie wystarczyloby mu na to, ani tez, pa- 
trz^c w ksi^gf», zdolaiby na kaiidego zesiac kar§. Sprawiedliwosd. jeili 
zastanowi6 si§ zechcecie, jest gdzieS tu, w pobliiu*. W przytoczonym 
fragmencie Eurypidesowej »Melanippy w wi§zieniu« (M. tq BecfxioTi;) zwraca 
na siebie uwag^ najstarsza na gruncie Hellady wzmiankao mBeXtc. A-.:: , ^ 
swego rodzaju ksigdze przewinieii, gdzie wedlug staroiytnego wierzenia 
notowane by(3 mialy wszystkie ludzkie grzechy i zbrodnie do rozrachunku 
za grobem, mniemanie, kt6re z biegiem czasu sta/o si§ bardzo popular- 
nem, znajduj^c sw6j wyraz w licznych przyslowiowych sentencyacli. 
(patrz odnosne swiadectwa u 0. Crusiusa w »De Babrii aetate, pag. 11^^. 
— na szczeg61ne jednak wyr6znienie zasluguj^ stowa cu5' 5 -^ziz oti c--:^^ 

v6:, A'b; YpajpovTc; Ta; [ipoTtov d;jLapTia;, e5apy.K;(jeiev. Jesli pokrewienstWi)^ 

greckich A'6; ^eXTci, Si53"epat A'.6; z >ksigg^ niebios*, »ksieg^ s^du«' 



Jlo 

Wschodu dawno juz spostrzegli uczeni, juito \vi^2%c greckie wierzenie 
ze wschodniem w§zJem bezposredniej filiacyi (W. Nestle, Euripides der 
Dichler der griech. Aufklarung, 1901 ss. 452 - 3), juito widz^c w nich 
rmvnolegte wprawdzie, Ipcz zupelnie niezalezne wyobraienie (Dieterich, 
Nekyia, 1^93, s. 126 ri.), to, o ile mi wiadomo, na wyiej przytoczony. 
wysoce charakterystyczny usl§p nie zwr6cit doi^d uwagi nikt Mojem 
zdaniem stoi on w scisJym zwi^ku z oryginaln^ poetyck^ formul^, 
kl6ra juz przed 40 laty pod pi<Srem niezmordowanego R Kdhlera do 
czekata si§ specyalnej monografii, nosz^cej Irafnfi nazwe »Und wenn 
der Himmel wftr' Papier» (Patrz »Orient u. Occident* II, 1863, ss. 540 
— o9 i p6iniejsze uzupelnienia w »Etholog. Mittheilungen aus Ungarn* 
1SS9, I. 312—18, wszystko zas razem w R. KOhler, Kleinere Schriften, 
ausgeg. von J. Bolte III. 293—318). Na czele dlugiego szeregu wersyi. 
obejmuj^cych spory, bo 18-wiekowy okres czasu, kladzie niemiecki 
uczony dumne iT.co^€^(\}.0L slynnej ^ydowskiej znakomito^ci, wsp6lczesnego 
Wespazyanowi rabbi Jochanana benZacchai: »Gdyby niebiosa zmienify 
si§ w perganiin, wszystkie drzewa las6w w pi6ra, ludzie za§ w pisarzy, 
lo i w6wczas jeszcze nie byliby oni w stanie mej wiedzy opisa6«. 'Jal- 
kut fol. 7, col. 1. Chronic Schalscheleth, fol 26. 2|, powiedzenie, 
ktore zreszt^ w p6iniejszej literaturze iydowskiej nieraz bywalo nasla- 
dowanem. Przedewszystkiem widzimy je wTalmudzie (Schabbos, fol.ll, 
\\ gdzie zjawia si§ w rozszerzonej nieco formie: »Gdyby wszystkie 
morza staly sie atramentem, wszystkie lodygi Irzcinowe pi6rami, cale 
niebo pergarainem, a ludzie skrybami, t.o i wtedy nawet nie zdolaliby 
oni opisa(5 kr616w mysli gl§bokiej«, — wXI. za^ wieku wchodzi w sklad 
hymnu paschalnego, doUjd spiewanego w synagogach, gdzie naslgpuj^c^ 
przybiera form§ »gdyby niebiosa byly zwojem papieru, a trzcina 
pi6rami, gdyby wszystkie morza i wody zmienily sie w atrament, 
a wszyscy synowie ziemi w pisarzy. to i wtedy nawet nieopisan^ pozo- 
stalaby wielkoSc wladcy niebios i ksi^i^t swiata* . Mimo calego lakonizmu 
powyiszych sl6w Eurypidesa nie ulega w^tpliwo^ci, \i mamy tu do czy- 
nienia z t^ sam^ poetyck^ formul^, najwidoczniej do wsp61nego inwen- 
tarza tradycyjnych poetyckich kwiatk6w naleii^c^, z t^ tylko r64nic^, ii 
poeta nasz, jak prawdziwy Grek, posluguje si§ ni^ dyskretniej, z wi^k- 
szem poczuciem artystycznej miary. aniieli pelni i^cie oryentalnej em- 
fazy i wielom6wnosci pisarze iydowscy. Okoliczno§(3, ii w greckiej wer- 
?yi w roli pisarza, czy sekretarza wyst§puje sam Zeus, przeciw toisa- 
motei formuly przeraawiaxS nie mo4e : wszak w przytoczonej przez Ben- 
feya wersyi indyjskiej w analogicznej roli widzimy boga Brahm^ (Orient 
n. Occident II, 1863, s. 568). Nic tedy nie przeszkadza wl^czy6 staro- 



grecki aforyzm do jednej kategoryi z rozpatrywan^ przez Kdhlera for- 
muJ^. W granicach niniejszej notatki nie moiemy oczywiscie przedsta- 
wia<5 wszystkich perypetyi naszej formufy w dtugich i dalekich jej w§- 
dr6wkach. Powiemy tylko, ii niebawem opuszcza ona dziedzing powainej 
poezyi religijnej, by w utworach liejszej natury i tre^ci niezmiernie sze- 
rokie znaie^d rozpowszechnienie. Tu stosowan^ byta ona bardzo r62nie. 
Do niej uciekal si§ i ten, kto skariyl si§ na gorycz swego cierpienia^ 
i ten, co wynosil gi§boko§(3 i sil§ swej mitoSci 'j i ten wreszcie, co bia- 
dal nad nieobUczalnosci^ kobiecych wybieg6w i wykrgt6w •). Nieuniknio 
nem oczywiscie bylo przytem przenikanie w formul^ nowych pierwiast 
k6w, a czasem nawet sciemnienie i skaienie pierwotnego podtoia. Tak 
w wielu wersyach, jak to na przykladach widzieliSmy, w roh pisarzy 
spotykamy gwiazdy, w innych zn6w — bardzo zresztQ nielicznych ~ 
znika najbardziej istotny moment — niebo, — ust^puj^c miejsca po- 
wierzchni ziemi*). Mimo wszystkich tych zmian zachowuj^c zawsze wfe- 
sciwe sobie obhcze, formula nasza znana jest Arabom, Indom, srednio- 
wiecznej poezyi laciriskiej, Nowogrekom, Serbom, Wlochom^ Francu- 
zom, Niemcom i Anghkom, nie m6wi^c jui o wyiej wymienionych 
^ydach i Hellenach. Poniewaz najslarsza ze znanych Kohlerowi wersyi 
pochodzi z hteratury iydowskiej, a sama formula, jak dowodzi wyzej 



') Patrz naprzyWad ust§p nowogreckiej pie^ni Ni ^tavE 6 oupavb; yapt^ xal ^aXafloj 
(jleXx(v7), Aia vA YpaoEtv tou^ novou^ (lou olm\i-'. Bev c^^aivE, lub Tbv oupavbv xi\Lvtu yacv.y '/;^ 
3a\a5cav {jieXavT)^ | Na ypoL^ta la 7CEio|xaTixa xai xcaXiv 6kv jjle y^avEt, K5hler, Kl. Sch. III. 548. 

>) Naprzyklad ust^p z niemieckiej piei§ni : »Wenn all der Himmel w&r' Papier ! 
Und jeder Stern ein Schreiber schier | Uud beschrieben das ganze Firmament, ] Sie 
schrieben der Liebe ja noch kein End. Simmrock, Dcutsche Volkslieder, s. 605. 

3) Naprzyklad Jaciriski czterowiersz : 

Si stellae scribae, pelies caeluni, maris unda 

Esset incaustum, nec cifra cum sociis 
Suflficerent plene mulierum scribere fraudes, 

Cum quibus illaqueant corda modo iuvenum. 

(KOhler o. c. wedlug Leyser, >Historia poetaram medii aevic p. 2007 . 

*) Wszystkie wloskic wersye w rodzaju: 

Se gh alberi potesser favellare, 

Le foglie, que c' 6- su, saren le lingue 

E fusse inchiostro V acqua delio mare, 

La terra fusse carta, e l^erba penne, 

Tanto ci manchorebbe qualque foglio, 

A scrivere, amor mio, U ben que ti voglio. 

(Tigri, Ganti popolah toscani t. 76, Nr. 268). 



17 

wzmiankowana piesn paschalna, dot^d przez iyd6w w Swieiej zacho- 

wana jest pami§ci, Kohler uvvaia za mozliwe nietylko przypu§ci6, ie 

Zydzi s^ wJasciwymi nowego motywu tw6rcami i dalszymi jej popula- 

ryzatorami, — przypuszczenie dosd pongtne, poniewai w dtugowiekowej 

swej sia^-opa nadaj^ si§ oni bardziej n\i jakikolwiek nar6d do odegra- 

nia przypisanej im roli. Odkrycie jednak nowej naszego motywu redak- 

cyi, na cate 4 stulecia od przypuszczalnego oryginalu starszej, czyni nie- 

zb^dn^ rewizy§ kwestyi jego pochodzenia, — tembardziej, \i sam Kohler 

rozwi^zanie uwazaf tylko za czasowe, prowizoryczne, >so lange kein al- 

teres Vorkoramen nachgewiesen ist«(p. 558). Gdziei tedy szuka($ mamy 

ojczyzny naszej formuiy, — w Helladzie, gdzie spotykamy najstarsz^ ze 

znanych nam wersyi, czy tei Judei? 8amo przez si§ mo^liwem jest 

oczywi^cie, \i ^ydzi zapoiyczyli j^ u Grek6w : epoka zburzenia ^wi^tego 

grodu — czasy to p6iue w historyi wybranego ludu: ^ydzi od wiek6w 

ca^ych pozostawali woiywionych, nie tylko przytem handlowych, stosun- 

kach z Grekami, i naturalny skutek ich, — synkretyzm wschodnich 

i helleiiskich poj§6, do czas6w Wespazyana zd^iyl ju^ przynies6 obfite 

zniwo. Przeciw tej iednak moiliwosci przemawia bardzo wiele. Przede- 

wszystkiem z ducha i og61nego charakteru swego formuta nasza daleko 

bardziej przypomina poezy§ Wschodu zjej sklonnosci^ do hyperbolizmu 

i przesady, ani^eli przepojon^ poczuciem miary, r6wnowagi i artysty- 

cznego taktu poezy? Hellady. Apriorystycznemu argumentowi temu wi§- 

kszej nadaje wagi materyal faktyczny. Por6wnanie niebieskiego stropu 

ze skr^canym i rozkr^canym foliantem, zwijan^ i rozwijan^ ksi^g^, zna- 

nem jest w hebrajskiej hteraturze od czas6w bardzo odlegJych. Po raz 

pierwszy, o ile mi wiadomo, zjawia si§.u proroka Izajasza: «xat Trxi^- 

-:»Tai T:dca'. a.\ 2uvi[X£'.^ twv oupavwv, xal IXiYTJffetai 6 oupavb^; (•>; PiPXiov, Kal 
'ivTa Ta aoTpa xsaetTat wc ^uXXa e^ a|ji.X£Xc'j (Sept. Is. 34, 4 ed. Tischen- 

dorf) i odt^d zajmuje trwale miejsce w literaturze apokalyptycznej. Tak 
w »Obiawieniu« ^w. Jana (c. 7) czytamy: »y.a' b oupa^c^; a^rexwpCc^y; co^ 
3'.?"Aiov £rAta<y6[jL£V3c«; — w apokryficznem »Objawieniu« Sw. Piotra do- 
s/ownie prawie powtarza sig werset Izajasza: ^)/.at Ta/.i^deTat Tcaaa SOvaix'.; 
cjpavsu xat €tXr/^c£Tai 6 oupavb; w; PtgXiovd (patrz Macar. IV. 7), wresz- 
cie wpowstalych pod wplywem iydowskim p6iniejszych >SybiIliriskich« 
proroctwach (II. 200 s.) styszymy jeszcze echo tej samej mysli: 

aTitp oupivtot ^ta^vqp&^ 

Et^ Sv aup^tj^oua'. xa: 5t<; {JtcpfpTjv ^avepr/|Jtov, 

"Ksxpx vap oupavoS^ev Te 3'aXaacTQ (?) wavTa TceaeiTat. 



^ wil.»'iH 



18 

W takich warunkach w Judei tatwo mogfa powstac i nasza for- 
muta i raz powstawszy, znale^d dla siebie grunt odpowiedni. Jakpr^ko 
i mocno zakorzeniia si§ ona w literaturze iydowskiej, m6wiliSmy juz 
o tem poprzednio. Przeciwnie, na gruncie Hellady, Eurypides ze swym 
aforyzmem stoi zupelnie samotnie, nie tylko bez poprzednik6w, lecz - 
00 dziwniejsza, mimo olbrzymiego powodzenia, jakiem w hellenistycznej 
i rzymskiej epoce poeta ten si§ cieszyl, — i bez na61adowc6w. Tez? 
wigc Kohlera o judajskiem pochodzeniu naszego motywu wypadnie zmo- 
dyfikowa6 w ten spos6b, ii o rabbi lochananie, jako autorze jego, nie 
mo4e by<$ nawet mowy, ojczyzn^ jednak formuly, jak dawniej, pozosla- 
nie Wsch6d, wzgl^dnie Judea. OSwiadczaj^c si§ za judajskiem pocbodze- 
niem naszej formuty, jui przez to samo stajemy w szeregu tych uczo- 
nych, kt6rzy i wyiej wymienione wo^Axot \'.6qa uzaleiiniaj^ od >Ksi§gi 
niebios* Wschodu. Eurypides nie bez racyi zbliia powyisze 2 motywy: 
imidldi i poetyczna my^l przedstawienia niebios jako jednej wielkiej do 
pisania karty mogta, mojem zdaniem, tam tylko si^ zrodzi6, gdzie obraz 
»ksi§gi niebios* zdawna jui tkwii w wyobraini. 

Tak tedy fragment nasz, opr6cz uznanego znaczenia swego, jako 
przyczynku do etyki greckiego sofistycznego >Oswiecenia«. nabiera takie 
wysokiego interesu, jako jeden ze slad6w oddzialywania Wschodn na 
mySl i fantazy§ Grek6w nawet w okresie najbujniejszego rozkwitu hel- 
leiiskiej kultury. 

Monachium. 



O Platohskim fedonie/^ 

Napisat 

Dr. J. Kopacz. 

Platoiiskim Fedonie ladzkoS<i powinna i musi ci^le z trzech 
przyczyn pamigtai: 

1. Dlatego, ie to — og61nie bior^c — najznakomitsze, a bodaj 
najwi^j charakteryzuj^ce autora. pismo Platona. Eto chce jak najta- 
twiej zapozna6 si^ z Platonem jako cztowiekiem, filozofem i poet^, na 
najwyiszym szczeblu jego rozwoju, ten powinien gruntownie i z rozwag^ 
przeczyta6 Fedona, — z kt6rego wida6 oba stoki wysokiej Platoiiskiej 
g6ry: rozkwit i przekwit, mtodos6 i staro§6. To wynika nie tylko z po- 
r6wnania tego dyalogu z innymi dyalogami tak pod wzgl^em formy 
jak i pod wzgl^dem treSci, ale takie z czasu napisania tegoi, Nie chc^ 
wdawai sig tutaj w r6ine kontrowersye uczonych co do tego punktu, 
zaznaczam tylko krdtko, ie Uczne elementy pitagorejskie wtym dyalogu 
niew^tpliwie dowodz^ tego, ie dyalog napisany nie dtugo po powrocie 
z pierwszej podr6iy sycylijskiej, zaraz po r. 387 prz. Chr., to znaczy 
w petoi tw6rczych sii Platona, mniej wigcej w tym samym czasie, co 
Symposion. (W r. 387 mial Platon, jak wiadorao, r6wno 40 lat, a wi§c 
stat w potowie swego iywota). Fedon jest wi§c najiepszym i najprost- 
szym wyrazicielem ducha Platona, a jako taki musi budzid dla siebie 
zainteresowanie W3r6d ludzkosci dop6ty, dop6ki b^ie go budzit takte 
»oJciecidealizma<,to znaczy wlaSciwie »ojciec filozofii >taT' i5ox^<v«, Platon 
— a wi§c zawsze, dop6ki ludzkod<3 b^ie si^ interesowata swoim wta- 
snym hislorycznym rozwojem. 

2. Fedon — to najwspanialszy pomnik, jaki kiedykolwiek w histo- 
ryi ludzkoSci postawiono dobrze zastuionemu geniuszowi. Powiedziat je- 



*) Odczyt miany na Walnem Zgromadzeniu Towarzystwa filologicznego dnia 
B. kwietnia 1905. 



20 

den mySliciel, ie ludzko^d nigdy nie moie zapomnied, \i zyl kiedy^ cz^o- 
wiek, nazwiskiem Sokrates. Fedon — to pomnik dla tego czlowieka, 
a wyrze^bil go najwi§kszy mistrz, jakiego zna historya. Naturalnie, przez 
to swoje powiedzenie nie aprobujg tutaj falszywego mniemania niektu 
rych uczonych, jakoby Sokrates we Fedonie byt fotografi^ lub kopi^ 
rzeczywistego Sokratesa, a wi§c, ie rzeczywiscie taka dysputa, jak^ opo- 
wiada Platon we Fedonie, odbyta si§ we wi^zieniu Sokratesa w dzien 
jego smierci itd. Nie. ^e cale opowiadanie jest poetyck^ fikcy^, to udowu- 
dnili przedewszystkiem medycy, wykazuj^c, ie zachowanie Sokratesa 
w PlatoAskim Fedonie po wypiciu trucizny (xwvewv) nie odpowiada zadn^ 
miar^ tym doswiadczeniom, jakie zebraia medycyna o dziataniu trucizn 
na ludzki organizm. NatursJnie, jeieli w tym tak wainym punkcie opo- 
wiadanie Platona nie jest historycznem i faktycznem, to o ilei mniej 
musi ono by<5 takiem w innych mniej wainych momentach, np. co do 
tego, jak to Sokrates wstaje z I6ika, naciera sobie nog§, siada, rozma- 
wia z dozorc^ i t. p. Wobec tego prawie bezprzedmiotowy jest takze 
sp6r mi^dzy uczonymi o to, kiedyto, to znaczy, w jaki czas po smierci 
Sokratesa Fedon mial we Fhus opowiada(5 Echekratesowi to, co styszai 
we wi^zieniu Sokratesa. Jak wiadomo, Echekrates skarzy si§ przed Fe- 
donem, ie nie moie od nikogo innego dowiedzie(5 si§ troch? dokladniej 

O smierci Sokratesa: xai ^kp cute twv TrcXiToiv <l>X'.a7iwv ouc=i; Tzirj V. irj.' 
YjuipidS^ei Ta vOv 'A^^vai^E ouTe t».^ ^svo? i^iXTai XP^^®^ tjxvoO exsi^ev, 5<mc h 
YjjjLtv axtfiq ti aYT^^^*^ ®^^? "^* ^^ ^^P' toutwv, tcXtjv y^ ^^i St». (pippiaxcv ::iwv 
aTCo3avoi • twv 8e oXXwv ou8ev elxe ^pa^eiv. I du4o jui napisali sig r6zni 
uczeni o tem, ile to lat moie by6 xp^''^" cuxvoO i dlaczego to nie byto 
komunikacyi migdzy Atenami a Flius w owym czasie. Mnie si§ atoli 
zdaje, ie i tu nie trzeba szukad ani faktycznej historyi, zwtaszcza ze 
wzgl^u na nieokreslone biiiej wyraienia ::avy ti i aa^e; ti, -irXtjv v^ ^ — 
ani caiych iat w yipo^fo-j auxvou, bo to poj§cie zupelnie relatywne, a do 
tego w tymie rozdziaie tenie sam Echekrates oswiadcza (ze wzgl^du na 
30-dniow^ zwtok§, zaszl^ w wykonaniu wyroku ^mierci na Sokralesie}: 

xal eirau(JLa^c{x£v ye, ot: raXat ysvojjlsvyj^ auT^; (sc. 2ix..^) -cXXw uctcocv 

(paiveTai oro^avdbv. Oczywi^cie ze wzgl§du na §wieios(3 sprawy i sit§ za- 
interesowania Echekratesa naleiy sobie wyobrazi6, ie opowiadanie Fe- 
dona — naturalnie, stosownie do intencyi Piatona — mialo nast^pid 
niedtugo po Smierci Sokratesa, a wi§c jeszcze w r. 399 przed Chr. 
w 3 — 4 tygodnie po fakcie (a wigc w czerwcu lub lipcu tego roku, Ix) 
uroczystosd dehjska, kt6ra op6:inife wykonanie kary Smierci, przypadafe 
w miesi^cu Thargelionie = maj / czerwiec), Skarga wigc Echekratesa 
na brak komunikacyi z Atenarai ma stuiy<5 tylko za motyw, dlaczego 



21 

cat^ history^ raa opowiada(5 Elijczyk Fedon. Z tego samego stanowiska 
trzeba patrzed i na uczestnik6w dysputy we wi^zieniu, mianowicie Ke- 
besa i Simmiasa. Prawie wyl^cznie oni tylko m6wi^ ze Sokratesem. 
Apollodor i Kriton i Fedon i inni graj^ tylko podrz^dnij, rol§ jako slu- 
chacze i wi§cej jako mitosnicy osoby Sokratesa niz jako uczestnicy dy- 
sputy. I ten szczeg6l ma swoje odpowiednie znaczenie. Kebes i Simmias 
— to Pitagorejczycy, byli uczniowie Philolaosa. Z kimie mial Platon 
Sokratesowi kazad dysputowad o nieSmiertelnosci duszy jak nie z ludi^mi, 
obznajomionymi z naukq. Pitagorejskq ? Warto zauwaiy^, ie i Echekra- 
tes Pitagorejczyk. A wi§c cala scenerya dyalogu nie historyczna i nie 
faktyczna, a mimo to Fedon pozostaje tem, czem kazdemu przedstawia 
sie po pierwszera przeczytaniu, t. j. najwspanialszym pomnikiem Sokra- 
tesa. Dlaczego tak s^dz^, o tem p6:Sniej. Na rgizie wystarcza mi uwaga, 
ze i z tej slrony, to znaczy : jako pomnik Sokratesa, zastuguje Platortski 
Fedon na uwagg kaidego cztowieka, kt6ry interesuje sig history^ ludz- 
kosci. 

3. Problem, kt6rym zajmuje si§ Platon we Fedonie, - to, jak 
wiadomo, kwestya nie§miertelno§ci duszy. A czy jest. pytam sig, jaka 
kwestya, kt6raby byta og61niejsz^ i ciekawsz^ dla mysl^cego cztowieka 
od tej ? lieito milion6w ludzi 4yto ni^, nim jeszcze nauczono si§ pisac i czy- 
ta(5, i ileito milion6w zyje ni^ jeszcze i dzisiaj mimo najwspanialszego 
rozwoju t. zw. Scislych nauk? Platon byt pierwszym w historyi ludzkoSci 
ray^licielem, kt6ry starat si§ n a u k o w o udowodni6 nie^miertelnosd ludz- 
kiej duszy. A jak wypadta ta jego pierwsza pr6ba, to najlepiej wida6 
z por6wnania jej z p62niejszemi tego rodzaju pr6bami ai do naszych 
czas6w. W gt6wnej istocie powtarzaj^ p6:5niejsi to, co powiedziat Platon, 
tylko w innej formie, odpowiednio do kaidorazowego stanu filozofii 
i nank przyrodniczych. Najwi?cej decyduj^ce momenty, jakie moina 
bylo w tej sprawie podnieSd, wyzyskal wlaSnie Platon : inni potrzebowali 
je tylko tu i owdzie uzupelnid, zmodyfikowa6 lub rozwodni6. Kto si§ 
chce naocznie o tem przekona6, niech si§ przyjrzy dokladniej bodaj naj- 
wainiejszym etapom tego procesu. A etapy te stanowi^: w III. wieku 
po Chr. Nowoplatonik Plotinus w n. Enneadzie (wedlug wydania Kirch- 
hoffa) ; w IV. w. po Chr. iw. Augustyn w pismie : De immortalitate ani- 
mae (w r. 887); w XIII. w, po Chr. sw. Tomasz z Akwinu w Sum- 
raa theologica (pars I.) i Duns Scotus w Reportata Parisiensia (lib. 
lY.) — sw. Tomaaz z dowodami scislymi, Duns Scotus z prawdo- 
podobnymi tylko — obaj ze stanowiska filozofii Arystotelesowej ; 
w XVI. w. Petms Pomponatius w piSmie De immortalitate animae (r. 
1516) odrzuca wszelkq moiliwo§(5 Scislych dowod6w w tej spra- 



22 

wie, a uwaia kwesty^ nieSmiertelnoSci duszy tylko za akt wiary ; w XVIL 
w. Descartes i Locke (przeciw sceptycyzmowi Pomponatiusa); w XVIII. 
w. przedewszystkiem Mendelssohn w swoim »Fedonie« (1767) w duchu 
filozofii Leibniza i Kant w »Kritik der praktischen Vernunftc — oby- 
dwaj ze stanowiska moralno-teologicznego ; wreszcie w XIX. w. tw6rca 
psychofizyki Fechner w dzietku p. t. »Das Buchlein vom Leben nach 
dem Tode« (3. wyd. 1887) ze stanowiska monistyczno-panteistycznego ^J. 
Powiedziatem, ie wszystkie wainiejsze elementy tej catej literatury zo- 
staj^ w bezpo^rednim lub posrednim zwi^ku z Platonskim Fedonem. 
1 moie si§ to moje twierdzenie wyda dziwnem, bo<5 widzimy, ie w tej 
literaturze s^ przedstawiciele rdinych stanowisk — od pewnego siebie, sci- 
slego dogmatyzmu Plotina i sw. Tomasza z Akwinu ai do zupeJneiio 
sceptycyzmu Pomponatiusa. Ale w tem wlaSnie leiy iei niemaJa czgsc 
wielkosci Platona, ie on nie zakrywaZ wcale slabych stron swoich twier- 
dzeii, tylko majqc na swoje usiuei dyalog, zawsze z podziwu godna 
objektywno^ci^ wytuszczal argumenty pro i contra, nawet wyra^nie za- 
ch^caj^c nieraz uczestnik6w rozmowy do sprzeciwiania sie, i dop6ty nie 
ustawal w badaniu, si przeciwnik nie mial nic do zarzucenia. Tak tez 
i w Fedonie na jednem miejscu (cap. XL) wzywa Simmiasa i Kebesa, 
ieby wcale nie zwaiali na jego osobg, tylko na prawd§: Ji^eT^ [xivroi, iv 

ejAcl 7:£'3r|a^e, a|jL'. xpbv ^pcvtidavTe^ Swxpaxou^, t^^ Be dXYj^eia: 
TCoXu [AaXXov, eav \Lh ti ufxTv Box.(iI> aXtj^e^; XeYeiv, ^'-'^otAOAOYT-jaTe, ei 5£ ;it;. 
TcavTt XoYO) dcvTiTsivcTe, euXa3ou|jLevoi, ottwc; ^xYj 670) urb Tipc^JtJLtaq (bo jeniu, 

jako stoj^cemu nad grobem, zaleiy na tem, aby dusza byfa niesmier- 

teln^) djJLa eauTOv t£ aoli u\j.x^ e^a^aT/|Oa; b>Tr^e.p {jLeXirra to srevTpov evxaTaA'.- 

TCG)v c'xi(5ffO[xai. I wklada tez w usta przeciwnik6w Sokratesa wszelkie mo- 
iliwe zarzuty, ai wreszcie oSwiadczaj^ oni swoj^ zgodnos($ z pogl^dami 
mistrza. 

Jak sam Platon patrzyl na swoje dowody niesmiertelnoSci duszy, 
o tem p6^niej. A teraz raczej przyjrzyjmy si§ blizej tym dowodom. Oto 
mozUwie jak najkr6tszy ich przegl^d, a zarazem tok mysli dyalogu. 

Uczniowie zebrani w dzieri Smierci Sokratesa w jego wi^zieniu dzi- 
wi^ si^, ie Sokrates tak spokojny: oti o5t(i) ^aoio)^ ^epei? xal i^iJLd; otroXsi- 
T:ti)v xai oipYCY^oLC dYa5ou(;, ux; auToc 6{jLoXoYeT^, 3eou; (p. 63 ab). Sokrales 
odpowiada artykulem wiary : eueXrt; eiix». elvai ti toT; TeXeuTijTaa». xai, ^rzip 
Y£ xol -^waXai XfiYeTai, tcoXu djjLeivov toT; x^Oi^oi^ yj toT<; xxaoTc (p. 63 c)» 



*) Dobrym przewodnikiem przy studyowaniu tej literatury moie byd dzielka 
prof. Baumanna p. t. Platons Phadon, philosophisch erklart und durch die spateren 
Beweise fiir die Unsterblichkeit erganzt, Gotha 1889. 



_23_ 

Zwfaszcza prawdziwy filozof ma prawo by(3 dobrej my^li w godzinie 
smierci, bo tam za grobem oczekuj^ go najwyisze dobra. Przeciei smierd 
je^l niczem innem, jak tylko oddzieleniem duszy od ciala (y) tf,; ^^yrj^ 
27,0 T3U aa){AaTo<; airaXXa-p^), a prawdziwy filozof jui i za iycia tu na ziemi 
wiasciwie do tego tylko d^iy ; bo po pierwsze w praktycznem iyciu wi^- 
cej dbano o dusz^ nii o cialo (p. 64 e): SXwc; BoxsT ri tcu to-.outou icpaY- 

piaTiia cu izepi atoixa eiva:, aXXa x,a3' 5ffOv SuvaTai a^eaTavai auToG, "Kph^ ^i ttjv 

'W/Tt-f T£Tpa(p3a'. (etyczny punkt wyjscia), a powt6re i w teorety- 
cznem zyciu (icspl auTY;v tyjv rfjs <ppovf,(jsa)c xTT^aiv p. 65 a) stara si§ ile 
moznoSci uwolni^ od m^c^cego czyste poznanie wpJywu zmyst6w, bo 

tylko (p. 65 c) £v Tw \o'^'Xe.a^a\^ eiTrep tcou oXXodi, xaTaBtiXov tyj o-jyri Y-T^e- 

'li Ti rwv SvTwv (poznaniowy punkt wyjscia). Poniewai w obu 
tych razach ma zastosowanie formuJfa funkcyonalna : »im wi§cej, tem 
wigcej«; to smierc^ jako ostatni szczebel tego szeregu musi byc uwaiana 
za najwyisze dobro dla filozofa, bo wtedy tylko moie on osi^gn^(3 w ca- 
lej pehii to, do czego cale iycie dqiyl, to znaczy; <ppivY)atv {el vap [xyj 

:i6v T£ pieTi tou atjpLaToq jjlyjS^v xo^apu)? vvwvai, 5uoTv ^iTepov, y) ouBa|jt.ou ijTiv 
xTf^aaa^at to eiBevai y) TeXeun^cracrt " t6t6 yap auTr, -aol^' aur/)v eoTai if) •i^uy^Y) 
ywpi^ Tou ffciiJLaToc, icpoTepov B' o5 (p. 66 e). A wi^c konkluzya: Tw ovt», apa 
cl op^u)^ ^iXooo^ouvTe? d7Co3'vifjax.eiv iJLeXeTwai, xal to Te^vavai ^xiiTa auToT^ av- 
irpwxwv oo^epov (p. 67 e). 

Na to o^wiadcza Kebes (p. 70 a b), ie przeciei niema pewnoSci, 
czy i dusza nie umiera mo4e jakim^ sposobem razem z cialem: aXXoi 

T^uTo 3y) tao)*; oux. iXiYY)^ •3capa{ji.u3'ta^ BeTTai %cd TCtaTew;, ax; e a t i t e f^ tt u )r yj 
a-o3x>6vTO^ Tou dv5p(ixcu vtat Ttva B6va[jLtv e/et vtal ©pdvYjaiv. W tych stowach 

jest zaznaczony temat calej dalszej rozmowy. Mianowicie chodzi o do 
w6d, ie dusza prowadzi sw6j iywot dalej po ^mierci i ie zatrzymuje 
dalej wtaSciw^ sobie sil§ i swiadomo§6. 

Platon daje nastgpuj^ce dowody na to: 

1. Wszystko, co na Swiecie powstaje, powstaje ze swego przeci- 

wienstwa: dvaY>taicv, oaoK; SoTt Tt eva^ntov, |jLY)Ba[x63ev aXXo^ev auTO YiVvea^ai 
■?; iy. ToO auTW evavT^ou* otov 8Tav jjLeTl^ov ti •^{'priiai, u'fdr()ui tuou e^ eXdTTovoj; 
5vTo; xpoTepov IxeiTa jjLeT^ov Y^TveaSat. W ten sam spos6b odpowiadaj^ so- 
bie procesy : au^avea^ai i ^^ivetv, Bia^cptvea^ai i auY"/.pivea5'at, xa^^euBetv i eypYj- 
7Sp£vat, a tak^e : ?^v i Te3Ndvai, dTCO^^/YJaxetv i dvaPtwax.ea^^ai. A wigc : 6[jloXc- 
vElTai dpa f^jJtTv xai TauTYj tcu^ l^uivTa^ ex twv Te^^vewTo^v -^e-^G^itfOii cuSev ^ttov 
y; tcu; Te^veoiTa^ ex twv (Jwvtwv. Bo : et vip jjlyj det dvTaTioStBctY) Td ^Tepa tsT^ 
hepoi; vrp/oiJLeva wa-epel -auxXo) 'jrepttovTa, dXX* euS^eTd Tiq etY) tq fevea'.^; e/. tcu 
i'ipz'j pLOvcv V.C To xaTavTtxpu y.ai {jly; dvaxd[jL7:T0'. TrdXtv e-l t6 eTcCOv .[t.rfik 
r^]j.zryf zctoiTC, oIa5' 5Tt TidvTa TsXsuToivTa tc auTO ':yr,\L3i 5v cyzir, /.al Tb auTc. 



24 

T.i^oq av Tzx^Oi y.ai 7:auaaiT0 '^v^6\Le'fa. I tak samo si a-o3v7|<nto'. [jlsv Trivta, 
5aa ToO J^^v {jLE-aXa^oi, £7:£i5y; Bs a^oJ^avo', pLSvot h -zob-u) tw ayiff[L7.v. Ta TeJ^vs- 
wTa xal (jir) TraXiv avapioxTxoito, ap' ou ;:oXXy) avaf/.t) TeXeuTwvTa xavTa TS^vavai 
y.ai |jLYjO€v ^^v; A wi§c: eaTt tw 5vti xai Tb ava^ia^axeo^a'. xat ex twv t£3^;6cJ)- 
Twv xohq JJwvTa; v-y^sj^a» xal Ta^ twv T£>^t(OTa)v yuya; elvai (p. 70 C — 72 e). 

Wypada zauwaiy6, ie przewodni^ mysl^ tego dowodu jest prze- 
czucie prawa, sformutowanego jasno dopiero w XFX. wieku przez Meyera 
i Helmholtza o zachowaniu energii: Niema absolutnego powsta- 
wania w naszym zmyslowym swiecie, jest tylko ci^gfa przemiana 
energii (-xna pv, u Herakhta z Efezu). 

2. VVszelkie poznawanie (ixa3r,a'^) jest wtasciwie tylko przypomi- 
naniem sobie (avifjLvr^a'.;). Bo sk^d czJowiek przychodzi np. nazywa(^. co^ 
r6wnem drugiemu, kiedy de facto w zmyslowym naszym ^wiecie nic 
nie raa zupelnie r6wnego drugiemu? 'Avavxatov apa YiiJLac irpoetBevai to 

130V Tzph exstvou Tou 5^p6vou, 5Te to ■npwTov iBovTe; :a taa evevoi^aaiJLev, 5ti ipe- 
VSTat jjLev TavTa TauT' eTvai oTov t6 taov, eyei 5e IvBESOTdpo);. A wigc : ^S^av apa 
at ^uyai xat xpoTepov, -irptv eTvai ev av^piD-Trou ei^et, /wpt^ a(o|xaT<*)v, xai 9p6vr,aiv 
eixcv (pp. 72 e — 77 a). 

Ten argument jest reminiscencyq, z Menona^ a opiera si§ na fakcie, 
ie umysJ ludzki czynny bierze udziat przy apercepcyi i abstrakcyi i two- 
rzy sobie idee, daleko wykraczaj^ce poza obr^b zmyslowego do6wiadcze- 
nia. Platon pomylil si? tu tylko o tyle, ie to, co jest wlasciwie poste- 
rius, postawit jako prius, jakkolwiek p6^niej, np. w Parmenidesie, sam 
siebie sprostowal, ostro krytykuj^c wiasn^ naukg o ideach. Jeieli Natorp 
jui Fedona chce rozumie6 w duchu t. zw. Nowokantyzmu, to mojem 
zdaniem idzie on za daleko. Zreszt^ sprawiedliwoS6 wymaga tego, by 
wyra^nie zaznaczy<5, ii Platon byl w calej petni ^wiadom tego, ie jego 
nauka o ideach i avajjLvr^ai; to tylko hipoteza. a nie scisla wie- 
dza (jak to zobaczymy p6iniej). 

3. Elementami duszy s^ state, niezmienne, niewidzialne idee (og61ne 
poj§cia». St^d iei i sama ona jest jednoht^ i niezmienn^ w swojej isto- 
cie. Ona panuje nad cialem i pod kaidym innym wzglgdem jest r6in% 
od niego, jest antytez^ jego: tw fjiev ^etci) xat a3aviT(i) xai vor^Tw xat [jLovc- 

ciBsT xal dotaXuTO) xat aet (i)aa6T(i>^ xaTd TauTa cXOvti dauT(o 6[xot6TaTOV eTvai 
(|/uX^j '(f» 5' dtv^^pCi^Trivcj) xai ^vyjtw xat dvoKJT^p xat -oXuetBfeT xal SiaXuTUi xai |jlyj- 
BexoTe xaTa TauTa ej^ovTt eauTo) 6|jLOi6TaTOv au elvat auijJLa. A wi§c: aoijxaTt jjLev 
Ta^u oiaXuea^at xpoa>5xei, ^'jyjfi 3c au to ^rapaxav aBiaXuT(j) eivai y) tf{\)^ Tt tou- 
Tou (p. 806 b). 

Przewodni^ mysl^ tego dowodu jest codzienne do^wiadczenie, ie 
duch jest przeciei -- bodaj do pewnej granicy — samodzielny w obec 



25 

cia/a i nie udato sie dotychczas jeszcze nikomu zredukovvac proces6w du- 
chowe na mechaniczne. St^d te^ panuj^c^ teory^ o stosunku duszy do 
ciafa w dzisiejszej psychologii jest teorya t. zw. parallelizmu. 

Mimo tych dowod6w Simmias i Kebes nie chc^ ust^pi(5. Oni pod- 
nosz^ r6zne zarzuty: j-ci/ta'. xal avTiXagai (p. 84 c i nast^pne). I tak 
Simmias podnosi mysl materyalist6w, ie dusza to moi:e tylko harmonia 
ciafa. Sokrates zbija to zdanie podobnie jak Mickiewicz w »Dziadach« • 
M6wicie, panowie, ie swiat 

>jest to co^ na ksztalt wielkiego zegaru, 
Kt6ry obiega popgdem cieiaru? % 
Tylko nie wiecie, kto zawiesil wagi! 
koJach, sprg^ynach rozum was naucza: 
Lecz nie widzicie r§ki i klucza!« 

Zarzut Kebesa, ie mimo tego w^szystkiego, co bylo powiedzianem, 
<iusza przeciei mo^e gin^6, daje sposobnosd Sokratesowi jeszcze raz za- 
znaczyc, ie, poniewai dusza jest ir6dlem iycia, nie moie ulega6 Smierci, 
bo to byioby contradictio in adiecto. — Oczy wiscie, te ostatnie dwa rozu- 
mowania, uwa:^ane zwykle za dowody niesmiertelno^ci 4-ty i 5-ty, nie 
raaj^ samodzielnego znaczenia, bo wypjywaj^ bezpo^rednio z dowodu 
trzeciego, kt6ry iei jest wfasciwie jedynym mozhwym do przyj^cia dowo- 
dem a± po dzisiejszy dzieri. Mianowicie: kaidy z nas czuje idoSwiadcza 
codziennie, ie h^dt co b^d:^ czynnik duchowy jest czems odmiennem 
od martwego ciala, a wigc musi rnie6 sw6j wlasny byt, swoje wlasne 
istnienie. Jaki ten byt ma by6 przed i po tuziemskiem iyciu, Platon, jak 
widzimy, takie usiluje pokaza6. Czy przekony wuj^co .^ 

Lecz raczej postawmy pytanie tak: Czy odnosimy wraienie po 
przeczytaniu Fedona, ie te dowody nieSmiertelnoSci duszy, jakie Platon 
przytacza, byly bodaj dla niego samego wystarczaj^ce i o ile? 

0\j6i t. zastanawia6 musi to, ie Sokrates iui na samym pocz^tku 
dyalogu, daj^c odpowied^ na pytanie, dlaczego taki spokojny, powiada: 

iWzjt; (js^ci; ts xal avo^ou;, ixeiTa xal izap' av5po)7:ou(; TeTeXeuTr^xoTa? a[jLei- 
^zjz tg)7 iv^aSgj i^Bi/,cuv 5v cu/. aYavaxTcIjv to) S^avaTO). vOv Se eu iJTe, OTt zap' 
hlpxq T£ iATTt^u) do'q£ff5"a' aYa3c6c. xal touto jjl£v cuk 5v Travu OLtaxupi<jai[JLY;v. 
ct: pir/TC'. xapi .^ecu; 8eG7:6Ta<; 7:avu ar(OL^crjq f^S^iv, eu tate, oti, eiTuep Tt a)vAo 
'dri T3ic6to)v, 3'.'axi)ciaaijAr|V 5v xal tcuto. &(jxs, Sii tcuto cutt 6[xota); dYavay.Ta), 
iXX' eueX'::''; 6t[JLi elvai ti toT; Te C£XeuTtjx,67i y.a{, fi)cn:£p ys y.al TTjXa' XsYeTa», 
-:Xl> ajjLsivr.v tc?: ar/o^cT; t) tc:; /.a/.c'; (p. 63 cdX A wi^C m6wi nie ja- 

kiejs scistej wiedzy, tylko o nadziei. 



26 

2. Platon jest w calej pelni swiadom tego, ze jego dowody nie maj^ 
wartosci absolutnej, tylko relatywn^, to znaczy: jedynie dla ludzi, i tf> 
i dla nich tylko hipotetyczn^, t. j. dop6ty, dop6ki ktos nie przyj- 
dzie i nie wykryje brak6w tej jego hipotezy lub nie postawi lepszej. To 
wida6 najlepiej z tych sl6w (p. 79 ab): eaiiAev cuv jiouAet, £5t;, Suo v}.r^ 

Ttov 5vT(j)v, zo jjL£v opaTrv, xb Bs aeiSe;; 0a);x£v, s^y;. Kal Tb jjl£v a£i3£c asl 7.a-:2 
TauTa exov, Tb B£ opaTbv |ji.y)B£t:3T£ xaTa TauTX ; Kal toutc, Isr^, wwjjlev. ^izi 
Byj, ^ B' cq, aAXo Tt •^[^.wv auTwv to [jl£v (jC}\l7. eT:t, rb 3s ^JX^ J Ou^kv o/.Xc, e^t.. 
IIoT£po) ouv 6[jL0i6T£pcv TO) eiS£t 9aTp.ev av ETvai */,al ^uYvevioTepov to cuijjLa ; Ilr/Ti. 
£0Y), TCUTO Y£ EyjXov, ct'. T(p opaTO). Tt ^k. i^, ^ux^i > SpaTov Yj aetBec; Ot/ j^' 
avJ^pwzwv Y£. u> -(oxpaicc. eoy;. A XX a [jlyjv t^jxeTc; ^e Ta opaTa xal Ta;jLY: 
T y; t (T) V a V 3 p 0)" (A) V 9 u 7 e t X < y |jl e v yJ aXXY) Tivl oiet ; Tyj twv av3pw"i-". 

Wartos(2 hipotezy zaleiy jedynie od tego, czy ona moze tJu- 
maczyc zjawiska w jednohty i niesprzeczny ze sob^ sam^ spos6b: v. 

Be v.(; auT^^ tyj; uzo^£cr£(j)- e^oTto, y^oiipti^i ewY]; 5v y,at oux a::D7.ptvato, !w: i/ 
Ta a'::' exetvr/^; 6p[JLYj3evTa axe'|aio, ei jot aXXiQXoi^ (jujjl^ojvcTt; 
Btaod^veT; £r£i§Yj Sk exeivY); auTf^^ 5£oi ae BtSovat X-^^y^v, (byauTu)^ av c-Bc-t;: 
aXXr^v au uzc^ectv UTro^efxevcc, Y;Tt<; Tcliv avo^^ev peXTtaTY; oatvctTC, §o); ezi t' 
ty.avbv eX^ot^, ajjta Be oux 5v 96^010, wcirep ci avTiXov-.xct, 'nepi te tyj^ ^VJn -'^* 
Xevf pL£V0w: xal Tuiv e^ exetVYji; (bp|AYjiJLevo)v, £tz£p ^ouXotd Tt TGiv 5vTa)v eOpcV/ : 
6X£tvot<; p.£v Y^P J^^tu^; ouBe eic; T^pt toutou Xoyc^ ouC£ ^povTic. txavoi yhip j»: 
ccota? 6{jLcu zavTa xux(j)vt£^ o;jl(*)(; SuvaaSat auTot auTcT^ apeaxetv. au o", eize: i! 
TO)v 91XCCC9CJV, oI{JLat, av, d); evdj XeY^o, 7:cioT^ (p. 101 de) *). 

A wigc twierdzenie, ie jjLaS^at; = avaV-vratc, jest takze tylko hipn 

tez^, por. C£ Trepl TYJ; avajJLVYjjeu); xal jjLa^Y^c^o); Xcy?; ct' u7:o^eo£ioc icjt; 

d-cse^acira'. £tpr,Tat (p. 92 d). — A tak samo i nauka o ideach — to tylko 
tymczasowa hipoteza w braku lepszej. Nie umiej^c sobie mianowicie 
w zaden spos6b wytlumaczyc drog^ zmyafowego doswiadczenia, jak mu 
zliw^ jest jednoHta predykacya (orzekanie) wobec faktycznej zmystowej 
wielo^ci, szukat Platon innych dr6g i wpadl na pomyst o ideach, jako 
niezmiennych pierwowzorach faktycznego zmysJowego swiata. Ale wcale 
na t^ hipotez§ nie jest zarozumiaJy, jak to wida6 z nast§puj^cych wy- 

razeii (96 e — 97 ab) : n6ppo) tcu, ^©yj, vyj li' ejjL£ etvai toO otea^at r,Ec\ 
T0UTO)v Tcu TYjv atTtav £tO£vat, c; Y^ ®^^^ d^^ioBEj^cpLat e|jLauTOu cuBc d)?, e::£tSav h'. 
Tt^ TpcaiTYJ ev, y) Tb £v, o) ::poaeT^3Y<, Buo Y£YCvev, y) to TCpoare5"£v xal w r.zzzz- 
TtJri Btd TYjv T^pdj^eatv tsu ETepcu to) £T£p<t) Buo eveveTO" i7xu[JLduo) -^(ip, et, 5t£ 
jxr; exdTcpov auTjiv xo)pl; dXXviXo^v ^v, ev dpa exdTepov yjv xal cux Yj^r^v t:t£ 



') Nadzwyczaj warto porownac^ te my^li Platona z wywodami slynnego obecnie 
matematyka francuskiego Poincar^ w ksiajxe >Wissenschafl und Hypothese« 1904. 



C"jo, £7:£i V £::Ar<o;atjav iWf^oiCy auTtj apa aiTia auToT; £v£V£to Bus y^''*^*^'^-! ^ 
;jvo$o; tsu ::Xy;j'sv iXXiQXwv T^^^vai. 0'j5£ y$ d)c, eav ti^ Sv $ta(JX'-^T)j -'J^^^P»»- 
ETi z^i^c^j^ai, o); aOT*/; aJ aiTia y^T^''^'' ^Q ^X^*''^ '^^'^ ^^^ Y^T^''^^*^' fivavTia vap 
f.-f/STai Yj TdT£ aiTia tsu B6o vivv^c^ai' tots |jiev vip 5ti duvTfiYSfo TuXr^aiov aX- 
AiiXwv y.al ::pca£Tt3£T0 £T£ccv £T£p<o, vC-v S' CTi aTcavETa'. xal yyipi^ezoLi iT£pcv ao* 
hepcu' cu5£ Y^» 5^^''^ ^' Y'*T'^*^'7 ^? eicl^jrajxa', Iti ::£'w<a) £}ji.auT6vj cuc' oXao cu^sv 
£v'. Xcf(j), BioTt Y^T'^*^*' ^ ai^cXAjTai tj £(r:i, xaTa tcutov tov tp^TUov vfi^ [x^friBou, 
iXXa Ttv' dtXXov TpoTTOv auTO; ciXYJ ^tipo), tcutov 8£ ouSafxi] ::poff{£jjLai. 

I z pocz^tku spodziewai si§ znalei6 wyttumaczenie tych rzeczy 
u Anaksagorasa, kt6ry m6wii, wc; apa voO; ecyTiv & StaxoafjLCJv t£ xal TavTwv 

arTioc, bo W takim razie t6v y^ ^ovXv xoajjiouvTa ^avTa xocjjieTv xal exaaTov ti- 

bvn: TauTYj, c?:y) av pfXTtaTa Ixyj, a wigc trzeba tylko patrze6 na to, co jest 
t: 2p'5Tov y.al t6 3£Xtictcv. Atoli sam Anaksagoras pomieszal atTicv z ^uv- 
2(t.ov i dlatego nie wytlumaczyl niczego, popadlszy w dawne mechani- 
styczne tfumaczenie, kt6re nie uznaje tego, ie wszystko na swiecie dzieje 
si§ tak, jak jest dobrze i jak powinno by6 (stanowisko teleologi- 

czne): 5'.b Syj xat 6 jjl£v ti; StvYjv Tc^ptTi^ei; ty) YH ^^o tou cupavcu |jl£V£'v $yj 
'^ziv. ty;v y^v, 6 $£ 2)3X£p y.apB67:(}) TcXaTeia ^a^pcv abv depa uzEp^i^et" tyjv Be 
Tsj w; otov T£ ^^XTtffTa auTa T£353vai Buvajjiiv outw vuv x£Tff3a'., TauTYjv out£ 
r>;TcOT,v ouT£ Ttvi ctovTai 3at{xov{a^/ layh^i ^X^^''? aXXa ifiYOUVTat toutou "ATXavra 
iv rcT£ tcxup^Tepov y,at flLSravaTWT^pov xal |xaXXcv a-avTa auvaxo'''^^ E^Eup^Tvj xat 
(j>; iXri^^to^ t6 aYa^bv y.at Beov ^uvSeTv xal cuv^xetv ouBkv 
slovTai. £Yw {JL6V ouv T^; TOtauTY); atTtai;, 5ity) t:ot£ iy^zi , [kol- 
^r^TYj; 6tououv f^BtaT' 5v -^e^f oi[i.fi'r ExetBY) 5e TauTr^; eoTepTfjS^ijv xal cut' 
ojTo; eupeTv ouTe icap' oXAou iJLO^eTv di6^ t£ ^y^v^jxyjv, tov BeuTepov ttXouv ert 
ty;v tt;; atTta<; ?i^Tr|(j'.v ^ •Jte7cpaY[JLaTeu|jLai, PouXet aoi, e<pY), eTuiBet^tv ^otYJawiJLai, (o 

K2?r,; (p. 99 bcd) ; I nast^pnie opowiada Platon, jak przyszedJ do hipo- 

tezy ideach: u::o3£ijl£vo; eTvat Tt xaXbv auTO xa3''" ajTb xa't aY^*^^'' **• H"'^T^ 
Av. TdXXa icavTa. A wigc : eav ti; |ACt XeY^f), 5i6Tt xaX6v eaTtv 6tiouv. ^ XP^P-^ 
rjr/^£; exov yJ CJX^I*^ ^ oXXo 6Ttouv twv TOto6T(i)Vj Tot |jl£v oXXa x^^ttpEiv £(I), Ta- 
p2TTo;jLat Y^p €v ToT; d/%Xotc Tcdas, touto §£ dTCXo); xat aTexvo); /.at iaa>; 
eJTQJ^o); exw icap' dpLauTw, cti cOx dXXo Tt TCOteT auTb /.aXbv y) f^ ly.etvcu tcu 
xa/^ij eixe xapouata etT£ y.otvojvta [£tT£] Stcy) Byj xat 01:0); -rrpcaYevoiJLEVY)' cu vip 
^T- TOJTO Bitrxupil^oiJLat, dXX' 5Tt tcI) y,aX<j) ^cfltvTa Td yaXd y^Y''^'^^' ^'•aXd (p. 100 d). 

Takie hipotezy tworzy sobie criowiek dla porz^dkowania zjawisk 
i oryentowania si? w nich; w praktycznej za§ dzialalnoSci przyjmuj^ 
one formg zasad dzialania. I cztowiek musi je sobie tworzyc, ile 
jest czlowiekiem, to znaczy: o ile jest mySl^cq istot^. T§ mysl wylusz- 
cza Simmias w rozdz. XXXV (p. 85 cd) : e|i.ci Y^cp BoxeT, o) SwxpaTe;, 7:£ct 

Tuv TctouTwv laci); 5>zr,zp xa': aot, tc (X£v ca^^; EtBivat £v tw vuv JSkj) y) d^uvaTcv 



28 

5?va'. 9i TCaY/aA£7:6v ti, to iasvtoi au Tot Xevcjjieva repl auToiv jjltj ou/l zriTi '',zta') 
kKsyyS-'^ ^^^ H*^ T^poa^^cjTaai"»'., zph av TcavTaxfj tjxoiruiv aTrst-irT) t'c, ^ov-j ;jia/.- 
3ay.0'j elvai av$p6(;" Setv y^P ^ept auTa ev "^i ti toutwv 5ia-pa^atj3ai, TJ piz^ilv. 
5ty) £>^ci, 9) tbptXv •?), ei TaijTa aBuvaTCv, tov ^od^ PsATiaTOv twv av^po»- 
ictvoDv XovGDv Xa^ovTa xat huceis,'ke^%':6':a': o"*^ £7:1 toutoj cyo6- 
jjL£vov &ff7uep £Wi ff-^eJtaq xivBuveucvTa ^i aTrXeuoat tcv 3''^^. -• 
|JLY'; Ti^ BuvatTo aa^aXeorepov xai axtvSuvdTepov kid Pe^atoTspou oyyi^i.oczo^ yJ Ar;:j 
^tio'j Tivb; cia-cpeu^yiva'.. 

A wi§c caty dow6d nie^miertelnoSci duszy wobec tego nie jest at)- 
solutnie zmuszaj^cy. I dlatego tei, kiedy w koncu Kebes oSwiadczvl 
swojq, zgod§ na dowody Sokratesa slowami: -ravTb^; iJtoXXov apa (relaty- 
wizm wyraiony tutaj przez comparativus !) ^uyYj dtjavaTcv xat avwAsj::» 
(p. 106 e), Simmias zaznacza : AXXa {xy;v ouS' auToq Ixoi eTt, hzri (ktTrw ix 
^e Twv XeYoixevwv uwb pi^vTot tou jjieY^^out; zepl 2iv oi XoY^t ei^i, 
xai Ttjv av^pwTctvYjv acj^evctav aTi{JLaC(*>v, avaY^tarojJiat iz> 
CT(av i\ : I/etv zap^ e(JLauT(p ^weptTwv etpY;ixdv(i>v. Na to odpo- 
wiada Sokrates: Ou ulovov y\ e^Y), & LijxiJLta, aXXi TauTa Te eu XeYet:, %r. 
xkt; uiccS^ecet^ Ta<; •srpWTaq, xai el xt<XTat (credibilis !) ujjLtv eijiv, 
S|JLa)5 eirtaxeTTTeai aaceaTepov xat eav auTa? ly.av(5; SteXYjTe, w; eYa);*r., 
axoXou3i5<JeTe tw X^y^>, xa.^' 5aov 8uvaTbv [jLaXtaT* av3p(«)r(i) st^ix:- 
Xou.&^aaf x5v toutc auTO aa^e^ >[hriza{, ouBev JjYjTTQa^TS '::£patTepu) (p. 107 ab). 

Z tych st6w Sokratesa (to znaczy wlasciwie: Platona) widzimy, ze 
i on sam nie mial pretensyi do tego, iiby jego logiczne dowody by{y 
konieczne i absolutnie zmuszaj^ce. To tei dalsze wywody (t. j. 6w slynny 
mit o zagrobowem iyciu) wprowadza zdaniem warunkowem etr.£p i^ '^^ 
yjr, a3avaTo<; (p. 107 c), a koiiczy ten ust§p takie charakterystycznemi 

slowami (p. 114 d): Tb [Jiev ouv TOiauTa Stia/upiaaa3ai cutw; 
l/etv, (1)? eY(i) SteXijXu^a, ou ^pe^et vouv ly^ovTt avBpi" sr. 
|jL6VT0t y) TauT' laTiv ^ TotauT* dtTTa r.ept Ta^ ^'^X^^ i^p.()I)v xai Ta^ oixf,«i:, 
ir.tizep d^avaT^v y^ i^ ^^X^t ^at^^etat ouaa, touto xai rp£7:£iv jjlci 
SoxeT xal a^tov xtvBuveuaat otoiJL£V(i) ouTd); l)r^^^' xaXb; ^kp b x'!v5uvcc, xat xpt 
T« TOiaJTa &(j'j:ep e::aB£iv £auT(i)' 8tb ^y) £yo)Y£ >tal "^^aXat pLr,xuva) tcv ;xu5cv. 

A wi§c koniec koricera i dla Platona kwestya niesmiertelnosci da- 
szy nie jest przedmiotem ^cistej matematycznej wiedzy, tylko raczej, 
a bodaj w polowie, aktem wiary i nadziei. To te2 wprowadza dyalog 
o tej kwestyi wielce charakterystycznem stowem Biaixu^oXoY^^^ 

(p. 70b: y) -^^epi auTwv TOUTtov ^suXet 5 • ajjLuS^oX c y(*>[X£'', ^ite etxbc c^"w: 

yivt £•:• ixT^, ;). Kant nazwai to postulatempraktycznegorozumu, 
|w czem, jak i we wielu innych rzeczach, mianowicie w rozdzieleniu 
^wiata fenomen6w od swiata noumen6w (mundus sensibilis i intellegi- 



■'■T"-W 



29 

biJis) jest tylko Jaciiiskim czy niemieckim tiumaczem Platona, jako pra- 
wdziwy >Kanlius Platonizans.* (U Platona, jak wiadomo. istniej^ tez dwa 
swiaty: xsajxs; ata3r;t5; i 7,6z\t.o<; vor^tcc). Jednak Platon dalekim byl od 
tego, ieby z tego powodu, ii sprawa nie data sig rozumowaniem udo- 
wodm<3, problem uwaiai za mniej wainy lub za mniej pewny. Bynaj- 
mniej! Przeciei najsilniejszym dowodem nie^miertelnosci duszy w Pla- 
tonskim Fedonie jest wfasnie sama osoba Sokratesa z ow^ imponuj^c^ 
pogod^ ducha i z ow^ uszcz§5iiwiaj^c^ nadziejq. w sercu. Uczniowie 
Sokratesa widzieli to na wfasne oczy i odczuwali wlasn^ dusz^. I czy 
raoie byc wog61e jaki realniejszy dow6d na takie rzeczy, jak ten? 

Nie ulega w^tpliwosci, ie to rzeczywista cecha Sokratesa. Inaczej 
nie uinielibysmy sobie w iaden spos6b wytl6maczyc, diaczego Platon 
miaf j^ wlasnie Sokratesowi podsun^6 i dlaczego jemu wfasnie. Wi- 
dzimy j^ zreszt^ i w Apologii i w Kritonie i w Gorgiaszu i w Politei. 

To siJna w^iara jego: ot». cux I(7tiv avBpl aYOwO) xaxbv ou$£v outs J^wvti cut£ 

TfAwEUTTjJaVTl, OuBfi ipLSAsTTai U-b ^£<Ji)V TvZ TOUTOU TZ pOrf^kOLZa (ApOlOgia p. 41 d). 

I ona lo, zapiecz^towana spokojn^ Smierci^ m§drca, daia tei pocz^tek 
calej Sokratycznej literaturze, a przedewszystkiem takiej, a nie innej, 
tw6rczo^i filozoficznej Platona. To tei mialem na mySli, kiedy na po- 
cz^tku powiedziaiem, ze Platonski Fedon — to zarazem najwspanialszy 
jego dluta pomnik Sokratesa 

Lw6iv. 



Dwa proroctwa o bozku wina. 



Napisal 

Stanislaw Schneider. 



Pod koniec pierwszej ksi^gi Mojieszowego Pentateuchu, w t zw. 
Genesis, czytamy, jak Jak6b umieraj^c kaMemu z osobna z syn6vr 
swych opowiada przyszle rzeczy i Wogoslawi. Mi^dzy innymi po pier- 
worodnym Rubenie, Symeonie i Lewim, ktdrym ojciec przed Smierci^ 
wrdi;y zaglad^, przychodzi kolej na Jud^ i dhiiszy, jego chwale jako 
mlodego Iwa poSwigcony dytyramb (1. Moji. 49, 8 — 12). Jemu klania(5 
si§ b^d^ bracia i on posi^dzie prawo wraz z wladz^ do czasu, *az 
przyjdzie Szylo, ktdremu b§dzie oddane posluszenstwo narod(3w«. Ten 
cudzoziemski Szylo i jego zagadkowe przybycie sj^ opisane w nast§pnych 
slowach: »Uwi^e u winnej macicy oSle swe, a u wybomej macicy win- 
nej oslqtko o^licy swej; omyje w winie szat§ swoj^, a we krwi jagdd 
winnych odzienie swoje. CzerwieAsze oczy jego nad wino, a bielsze z§by 
jego nad mleko<. 

Ow64 mam zamiar wykaza6, ie caly ust§p powyiszy o zbawcy 
Swiata, nadjeitdiaj^ym na osle, zastosowany i odniesiony nast^pnie 
przez ewangelist6w do Chrystusa (por. Zachar. 9, 9; Mat. 21, 5; Jan 
12, 15), pierwotnie tyczyl si§ Dyonizosa i powstal pod wplywem grec- 
kim. Naprowadzaj^ mnie na to: sama nazwa przyszlego wladcy naro- 
d6w, dotychczas niewytlumaczona, daj%ca sig zaS wywie§6 z greckiego; 
zwi^ek osla z winnic^, poparty swiadectwem Pauzaniasza, i analogiczne 
ustgpy z >Bakchantek« Eurypidesa, odnosz^ce sig do przepowiedni 
o wielkiem rozpowszechnieniu po jGrecyi kultu Dyonizosa. 



31 

Zaczn§ tedy od nazwy Silo, kt6remu — wedtug Septuaginty: oi 
(i-:/.£iTai — berfo jest przeznaczone. Chciano w tej nazwie upatrywacJ 
miejscowoSd, miasto w Efraim, gdzie znachodzila si§ arka przymierza 
i tfumaczono : ai (Juda) przyjdzie do Silo. Gunkel, najnowszy i znako- 
mity komentator biblijnej Genesis (2. wyd. z r. 1902), odrzuca ten nie- 
dorzeczny wyklad i poprzestaje na przypuszczeniu umySlnie tajemniczego 
i wyrocznianego stylu. Szcz§§ciem atoli tak nie jest, Silo bowiem jest 
identyczny z Silenem (SsiXiQvd;, SiXyjvo;), mistrzem i wychowawc^ Dyoni- 
zosa. Tegoi Silena atrybutem byl — obok mieszka z winem i innych 
rzeczy — szczeg61nie osiof, na kt6rym zwykle wyobraiano go sobie ja- 
d^cym (Ov. fast. 1, 399; 3, 749). W sJawnej grupie z marmuru w Lu- 
TOe z Villa Borghese trzyma on na ramionach niemowlgcego Bakchusa, 
przysdego zaloiyciela wyiszego stanu kuitury, i przypatruje si§ jemu 
z btogiem przeczuciem, ie po swem i^ciu, dot^d oddanem zwyktym 
uciechom zmysJowym, doiyje w koiicu czegoS lepszego, gdy wychowa- 
nek podroSnie. Tego Siiena wigc, za przyWadem Sympozy6w : Platona 
(32) i Xenofonta (5, 7), zestawiaj^cych go z Sokratesem, podaje ust§p 
z Genesis jako Swiatowtadnego m§drca, kt6ry zwyczajnym trybem iycia 
pogardza. 

Kr6tko si§ sprawig z slowami Pauzaniasza (2, 38, 3) o osle war- 

golickiej winnicy: xal 5vo? a^iciv ev -^reTpa TceTCOit^fjLSvs? 8ia tojt6 icTtv Ste 

2:ji::£A(i)v oili^aci 'cs|ai^>', dowodz^cemi i^cistego stosunku tego zwierz^cia }ui 
nie tyle z Silenem, ile co wi^cej z winnic^ i wynalazc^ winnej macicy, 
Dyonizosem, z kt6rym Silen by6 moie w omawianym ustgpie z Genesis 
jest utoisamiony. Przemawia za tem utoisamieniem ^wiadectwo Eurypi- 
desa, kt6ry takie znamienne szczeg6ty o Dyonizosie podnosi, jakie zna- 
chodz^ si§ w biblijnem proroctwie o Silo, owym greckim Silenie. 

W usta wr6ibity Tejrezyasza wk/ada poeta Eurypides zwr6con^ do 
tebaiiskiego kr61a Penteusa przepowiednig o Dyonizosie : cZ-oq c' 6 3a{[jL(*)v 

vdo;^ ov cu oioYeXa^, ou/. 5v cuvaiiAYjv ixeYcJ&o; i^^iicsTv, haoq xa^' *EXXaB' Sffrai 

(Bakch. w. 272 i nast.). Sam za^ Penteus poprzednio wyraziJ si§ ironi- 
cznie o tym wszecbgreckim kiedys w przyszJo^ci bogu: Xe^/ouff». 8' &; tk; 
sweXijXuds ^evoq, Y^^<> ex(})5<5;, AuBta? aTzb x3ov6?, 5av3oTcrt PoffTpuxci^iv euoa- 
•|Wv x^pitjv, oivcoico^ Sacjoi^ y^dpizot^ A^poSCTT)^; 2x**^^) ^ "hV-^P^ '^^ xeu^pova^ S^T" 
Y^fvcT^ai, xeXeiaq lupotetvwv eufou^; veavwtv (w. 231 i nast.). W tych wyrazach 
Qderza przedewszystkiem wybitne por6wnanie, uiyte dla oczu Dyonizosa, 
>ciemnych jak wino<, w kt6rych Wyszczy sig slodki wdzi§k Afrodyty. 
oczach boiika wina powiedziat autor ustgpu z Genesis calkiem podo- 
bme, ie s^ »czerwieiisze nad wino« podtug Septuaginty, albo ie «iskrz^ 
si§ od winac, jak Gunkel thunaczy: Seine Augen funkeln von Wein. 



Czerwony poJysk z ciemnoSci^ oczu tatwo pogodzi, kto zechce zwazycS, ze 
u Homera civc; epu^pcq znaczy tyle, co wino >ciemnoczerwone- ; st^d cWy 
T.6'nzc, ciemne, wygl^daj^ce jak wino, morze. W tym >winobarwnym< bla- 
sku ocz6w przebija si§ zmysIowos6, zar6wno u Dyonizosa w »Bakchant- 
kach«, jak u nowego zakonodawcy w Genesis. Jego z§by w dodatku 
>bielsze nad mleko*, lub — wedlug Gunkla — weiss von Milch. Dosla- 
tecznie zas wiemy, ie mleko, podobnie jak wino, w kt6rem 6w przy- 
szloSciowy Silo »omyje szatg swoj^, a we krwi jag6d winnych odzienie 
swoje«, byJy wla^ciwosciami nieodt^cznemi od pojawienia si§ Dyonizosa 
(Bakch. w. 147). Wreszcie wyrazy o jego poprzedniku z ramienia (do- 
slownie : z bioder) Judy [oux. exXsidtei ap^^wv i^ 'louoa ri^odiLZ^^zq ir. Twv |jLT,* 
pwv auTcu] staj^ si§ zrozumialsze przez analogig, gdy si§ uwzglgdni, ze 
Dyonizos mial z Zeusowego biodra pochodzic (Olympiodorus in vita Pla- 
tonis p. 384. ed. Westerm. : A'3upa|jiPc<; 6 Aicvuao^ w; ex. Buc ^upwv e^s^wTwv^ 
TT)? i£ 2£|jLeArjq 'Acd Toj p.Yjpou Tou \i6q. Por. Eur. Bakch. w. 99 i 285). 

Shiiba u tego bozka wina byla >wesol^ sluib^*, przynajmniej tak 
j^ poj^Jt autor >Bakchantek«. Smutna m^droSd Silena, zawarta w zda- 
niu: Lepszem od iycia nie Todz\6 si§ wcale (Plut. IIapa|jiu3. r,p. 'kT.zll. 
roz. 27), powtarzana tak czgsto, zwlaszcza przez liryk6w oraz tragik6w 
greckich w zdaniu o 'A (fuvai (Teogn. 425, Bakchyl. fr. 2, Esch. fr. 343, 
Sofokl. Ed. Kol. 1225, Euryp. fr. 452; por. Hom. 11. 17, 446 i Od. 18, 
129; Herod. 1, 31 i 7, 46; Cic. Tusc. 1, 48; Lactant. 3, 304), wypiaslo- 
wata >radosn^ wiedzg* Dyonizosa, zasadzaj^c^ sig na unikaniu trud6w, 
przykroSci, smutku, na kl6ry b6g skuteczne lekarstwo dla biednych lu- 
dzi wyngdazl w napoju winnym (Bakch. 280 : 8 ::au£'. xou; TaXaiTrwpcuj; ^p:- 
Tou(; XuTco;). Frazes o biednych Smiertelnikach (TaXaiTiwpot 3poto(), o lekach 
przeciw smutkowi w iyciu przyjemnem i bez troski, powtarza si§ dosc 
cz^sto u Eurypidesa (Hiket. 949, Herakl. 502, Antiope 196). Poniewaz 
zas Eurypides jest, jak go Mommsen nazwai (Rom. Gesch. L B., 3. 
Buch), >der erste und oberste Apostel der neuen, die alte altische Volks- 
thtlmlichkeit auflosenden kosmopolitischen Humanitat<, przeto rausiai 
oddzialad bardzo na wiek Aleksandra Wielkiego, kt6ry go pilnie czytal. 
Aleksandryjski poeta Palladas na^ladowaJ go nawet doslownie w odwra- 
caniu wartoSci iyciowych i w apostrofie do biednych smiertelnifc6w 
(por. Sternbach Leo, Analecta Laurentiana; rec. Eos 1903, str. 201). 

Na te czasy aleksandryjskie przenosz? powstanie interpolacyi o me- 
syanicznym Silo w Genesis, dokonanej przez hellenistycznie wykszta/co- 
nego ^yda. Musz§ przechyli6 sig pod tym wzglgdem wbrew Gonklowi 
do utartego zdania, ie 6w ust§p z Genesis jest wtr^tem p6feiejszym i lo 
— jak doda6 mog§ — z epoki aleksandryjskiej, widocznie wzorowanym 



33 

na przepowiedni o Dyonizosie, kt6r^ w »Bakchantkach« Eurypides za- 
chowat. Tylko ^yd-hellenista, patrz^cy na uniwersalne mocarslwo Ale- 
ksandra, proroctwo panhelleriskie w tragedyi Eurypidesa zmienit, stoso- 
wnie do mi^dzynarodowych warunk6w, na wszechSwiatowe. Podlug pro- 
rok6w Starego Zakonu Mesyasz ma wyj§6 z posrodka Judy, natomiast 
podhig owego interpoiatora wszechgrecki hoiek wina odbierze berto 
z r^k Judy i zapanuje nad narodami. 

Oba proroctwa, tak znane nam z >Bakchantek« jak z Genesis, 
speJtnify sig co do joty przed Switem chrzescijaiistwa. W okresie bowiem 
aieksandryjskim wziql g6rg kult Demetery i nieodst§pnego jej towarzy- 
sza Dyonizosa. Samego Aleksandra na r6wni z Dyonizosem czczono, je- 
dnego ZS& z Rolemeusz6w zwano v^ov Aiovjcov. On to zaklada pod Ale- 
ksandry^ Eleuzys, a poeta Kallimach pisze hymn na Swi^teczny obch6d 
lych aleksandryjskich Eleuzyni6w (hymn VI.). Misterye eleuzyjskie wraz 
z kultem Dyonizosa w Attyce przetrwaly do koAca w. IV. po Chr., 
a Klemens Aleksandryjski przeciwstawia je chrzeScijaiiskim misteryom^ 
podobnie jak w ewangelii &w. Jana czytamy o Chrystusie: 'Er{^ et[ii ii 
ifizeXo:; f, iXr^ir/i (15, 1) w przeciwieiistwie do »winnej macicy«, sym- 
boh Dyonizosa. Najwigkszy moiie wr6g chrze^cijaiistwa zesztego wieku, 
Fryderyk Nietzsche, wiedziat dobrze, dlaczego sig chetpil : >ich, der ietzte 
Jiinger des Philosophen Dionysos< ; gdyby bowiem byl wyrzekl si§ pe- 
symistyczno-hedonistycznej m^drosci Dyonizosa, a byt si§ przyznal n. p. 
do ::£vca i xovog cynik6w, bytby odrazu znalazt si§ z chrzeScijaiistwem 
w jednym rz^dzie ! 



3 



Drobiazgi humanistyczne. 



Zebral 

Tadeusz Sinko 



1. Opowiada Kallimach Buonaccorsi w 36 rozdziele ^ywota 
Grzegorza z Sanoka (Vita et mores Gregorii Sanocei, rec. A. S. Mio- 
doilski, Krak6w, 1900), ie kiedy Kazimierz Jagiellonczyk naradza^ si{ 
z senatorami nad przyjgciem pod panowanie polskie zbuntowanych prze- 
ciw Krzyiakom stan6w pruskich, arcybiskup Iwowski (Grzegorz), zapy- 
tany o zdanie, doradzal przyj^cie, ale zarazem zapewnienie nowym pod 
danym lepszej opieki, nii ta, kt6r^ znajduj^ u W. Mistrza. Uzasadmeaie 
swej rady zacz^t og61nem zdaniem: »Armis quidem subigi provindas, 
sed iustitia retineri*. Zdanie to m6gl byl czyta6 w przedmowie do hi- 
storyi Got6w lordanesa (§. 6) : >Romani, ut ait lamblicus, armis et l^ 
gibus exercentes orbem terrarum suum fecerunt: armis siquidem 
construxerunt, legibus autem conservaverunt*. Przepisy- 
waczowi kodeksu krakowskiego nie podobala si§ ta sentencya i dopisa/ 
obok niej na marginesie: »utraque re potius subigi et retineri ego pu- 
tarim, nam iisdem semper artibus retinetur, quibus initio partom estc 
Z marginesu przepisano t§ uwag^ do tekstu i umieszczono przed zda- 
niem Grzegorza : Armis quidem cet. — Ja ze wzglgdu na uzasadnienie, ie 
Prusy nie orgiem zdobyte, tylko dobremi prawami Polak6w zwabione, 
cisn§ty si§ pod panowanie polskie, i dlatego temii dobremi prawami 
trzeba je przy sobie zatrzymad, i to zdanie uwaialem za Grzegorzowe 
(Eos VI. p. 243 adn.), tylko umieszczalem je po zdaniu: Armis quidem 
cet. Ale racyg ma ostatni wydawca, uwaiaj^cy je za interpolacy^. Inter- 
polatc^r znal, zdaje si§, Kodeks Justyniana, w kt6rym czytat (de cod. 



35 

confirm, przedmowa): »Summa rei publicae tuitio de stirpe duarum re- 
rnm, armorum atque legum, veniens yimque suam exinde muniens, fe- 
lix Romanorum genus... istorum etenim alterum alterius auxilio 
semper viguit ettam militaris res legibus in tuto collocata est, quam 
ipsae leges armorum praesidio servatae sunt<. 

2. Tegoroczny jubileusz Reja przyczyni si§ z pewnosciq do wy- 
^wietlenia wielu ^r6det tego autora, ktdrego cala niemal dzia}alnod£ lite* 
racka polegala na przerabianiu cudzych pomystdw i popularyzowaniu 
ich w bogatej, barwnej, przepigknej polszczyinie. Kto wie jednak, czy 
po Ignacym Chrzanowskim (Ateneum, 1893, str. 286)^) zajmie si? kto 
jeszcze razir6dlami *Ztvierzyiica*, Chr^nowski, skrz§tny czytelnik wszel- 
kich zbior6w humanistycznych, nie m6gt da6 stanowczej odpowiedzi co 
do tr6d^ tej cz§sci czwartego Rozdzialu »Zwierzyiica«, kt6ra obejmuje 
tak zwane emblematy, t. j. opisy, peryfrazy allegorycznych postaci i po- 
j§<5, jak Wiara, Nadzieja, Mitosd, Czas, Pomsta i t p. Co do trzynastu 
emblemat6w wyrazil przypuszczenie, ie m6gl je Rej zaczerpn^ z Alcia- 
tns'a: Emblemata (Lugduni, 1557). Do jakiegokolwiek wsp61nego trddldi 
przyszte badanie odniesie wszystkie emblemata, nie b^dzie nieu^teczna 
znajomos6 tych wzor6w klasycznych, na kt6rych si§ opieralo nieznane 
na razie ir6dlo Reja. 

Na str. 218 (iV. 10) Bruchn. czytamy : 

Occasio, to jest trefunk. 

Okkazici podobno trefunkiem moie (?) zwa^, 

T§ s tyJtu ob^siat^ kazali malowa6. 

A skrzydla u n6g s pirza, brzytw§ w r§ku dzyeriy, 

Kto stuszny czas opuszcza, kaidy i^ ten mierzi. 

Bo ma nogi s skrzydtami, umie si§ pokwapi6, 

A s tyhi te^ wfos nie ma, trudno si^ u{api6. 

Brzytw^ pr§tko oder^nie, jesliie co zmieszkasz, 

Ja radz§ tapay pr§tko, wszak nie w Clzechach mieszkasz. 

Antologia epigram6w greckich Maksimosa Planudesa (wydana po 
raz pierwszy w r. 1494 we Florencyi, potem w Wenecyi 1503, 1521, 
1551; we Florencyi 1516; w Paryiu 1531; w Wenecyi 1550; w Bazy- 
lei 1640 z pierwszym komentarzem Opsopeusa i 1549 z komentarzem 



') Lisl§ Mdel Ghrzanowskiego uzupelnil W. Bruchnalski w przedmbwie do 
«wego wydania >Zwierzyiica< z r. 1562 (Bibl. pis. polsk. Akad. Qmiej. krak . t. 30, 
Krak6w, 1896). ' 



36 

Brodaeusa) zachowata (IV; 275) nast^puj^cy epigram Poseidipposa, poety 
aleksandryjskiego z potowy IIL w. przed Chr. (Poseidippos na^duje 
niewolniczo Asklepiadesa ze Samos): 

Ei^ drfaX|jLa tsu Katpou. 
1 Ti^, 7:6ivf 6 icXaoTT;^; !^'.xuu>vio^ * o{Svo(JLa S^ t{^; 

AujiiTTuo^ ' ju Se, Ti;; Kaipo^ 6 nav3a|AiT(iip. 
3 TCtTC V e^^ axpa ^eprfXai;; asi Tpcx^u) * ti Ss Tapvou^ 

i:oaatv £X-^? Si^ueT;; ncTaix' G7n;v^fji.'o?. 
5 xetpt 2e 3e^tTepY) t( oepei; ^upjv; av$piac SeT-YiAa, 

<«>c ^liti}^ za^TTi^ i^uTepo^ T(Xe3<i». 
7 il Ik x6ii.T;, t( x^t' 5^tv ; j-KavTiflEffavrt Xa3^ff3at, 

VY) Aia . TaS6ic(J^ev 3* ^^ tC fotXoxpa ^^Xet; 
9 Tbv Y^P &ffa§ iTDQvoTcrt icapodpe^avri [jie tcovj^v 

o& Tt^ ly ifAeipuiv 3pot§eTai e^oictdev. 
11 Touvex' 6 TexviTY)? <je 8i4icXoaev; eTvexev 6|ji^(i>v, 

^eTve, xat ev icpo36pot^ J^^s Si^a^aXiTiV. 

Tytnt obja^nia nas, ie rozmowa toczy si§ mi^dzy pos^giem lizyp- 
pa, przedstawiaj^cym Kajros, Stosown^ chwil§, a przechodniem. Figora 
Kajrosa byla aUegoryczna : 1. Stata na koiicach palc6w (3); 2. n n6g 
miala dwa skrzydetka (B/4); 3. w prawej r^ce trzymata brzytw§ (5/6); 

4. na twarzy miata zarost (7/8); 5. z tytu byta tysa (8/9). Te attrybaty 
wymienia przechodzieii i pyta o ich znaczenie. Figura objaSnia 1. tem, 
ie ci^gle biega; 2. tem, ie wisi w powietrzu; 3. chee pokaza£, 2e 
ostrzejsza od wszelkiego ostrza: 4. by j^ chwycit ten, ktdry j% spotka; 

5. skoro kogo minie, teo jej ju2 wi^j nie schwyta. — Rej wymieDia 
punkt 6, 2, 3, potem objaSnia skrzydla, tysy tyt gtowy i brzytwg. i^ jego 
jbr6dtodawca czerpat z Poseidippaf nikt chyba nie zaprzeczy. Kajrosa, 
najmtodszego syna Zeusa, wspomina po raz pierwszy lon z Chios. Fo- 
tem postawiono mu w Olimpii ottarz obok Hermesowego. 

Nie dnito sif nawet Rejowi, powtarzajiicemu attrybuty TrefiiDlni 
za humanistq, opisuj^cym Occasio, to m6wi o po»|gu Ksgrosa dtuta U- 
zyppa, wsp6tczesnego Aleksandrowi W., o kt6rym Rej zawsze z tak^ Iu- 
bo^ci^ opowiada. Tem bardziej bytby zdziwiony, gdyby mu kto powie- 
dziat, ie obraz jego >Niewiasty takomej< (IV, 25) jest obrazem P0I7- 
gnota, malarza greckiego z V. w. przed Ghr. A jednak tak jest rzeczy- 
widcie. Pauzaniasz opisuje w 10. ksi^e swego Przewodnika po Grecji 
dwa ogromne obrazy Polygnota, kt6re zdobity knidyjskq rozmownicf 
(XeaxY)) w Delfach. Na obrazie, przedstawiaj^cym zst^pienie Odysseusza 
do piekiet, znajdujemy nastfpig^cy szczeg6t (Descr. Graeciae 10, 29, 2): 
>Za przyjaci6tmi Odysseusza widzimy m^^ nazwanego w napisie Okno- 



37 

sem, kt6ry siedzi i plecie z tyka sznur. OSlica, obok niego stoj^ca, zjada 
ma potajemnie to, co dopiero upI6tt. — Ten Oknos miat by6 zapobie- 
gliwym m§tem, ale mial rozrzutn^ ton^, ktdra ca^ jego zarobek na* 
tychmiast roztrwaniala. Do tej to historyi o 2onie Oknosa chciat Poly- 
gnot, jak s%dz3|, zrobi6 allozy^. A wiem, ike Joiiczycy o takim, kt6ry 
zupetnie bezniyteczn^ robot^ uprawia, m6wi%, ie plecie sznur Oknosa«. 
Oto ^dlo humanisty, za ktdrym Rej pisze: 

Chtop lyczanych powroz6w nakrgcil nie malo, 
By mu si§ iei co za nie na potym dostato. 
I poUadt ie na kupie. Przyszedszy odliczka 
Pogryzta mu po trosze wszytki mitosniczka. 
Takied wszyscy nierzqdni ty powrozy kr^c^, 
Panie, co ie chowai^, nic nie robi^c Swigc^. 
A n§dznik co wyrobi, to ona pogryzye, 
Bo sita tyk potrzeba na oczy ich bryie. 

3. Uzupetniaj^c artykut z ostatniego zeszytu Eos (X. str. 138 nn.) 
p. t. >Szymonowicz i Kallimach« dodaj^, ie i koAcowe strofy 
dziewi^tej sielanki opieraj^ sl§ o wzory klasyczne. Alcydesie 
m6wi poeta (139): >Bo on rad sita bierze«, a potem por^wntge z jego 
wymaganiami ^dania Merkurego (145 — 150): 

Merkuryjus, o dziecil matem ubtagany, 
Jemu mleko, albo mi6d z barci urzezany. 
Nie tak Alcydes: jemu potrzeba ttustego 
Wotu, albo barana z trzody wybranego. 
Ale tei wilk6w broni. Mat^ r6inoS6 niaj^, 
Wilcjli, czyli str6^e stado wyjadaj^. 

Jest to doS6 wierny przektad epidejktycznego epigrammu Antypa- 
tra ze Sydonu (koniec w. U. przed Chr.) lub Antypatra z Tessaloniki 
(koniec I. w. przed Chr.), zachowanego w Antologii Planudejskiej i Ee- 
falasowej (palatyiisidej IX, 72). Oczywi^ie Szymonowicz znat tylko zbi6r 
Planudesa, bo Antologi§ palatynsk^ opublikowat po raz pierwszy Filip 
Bninck w r. 1776. Epigram 6w brzmi: 

ESxoXo^ *Ep(As(a;, & 7co((a^v£;, ev ik ^SkaoLii 

)^aipu)v, xat Spufvo) a9cevS6)Aevo^ {AiXiTi * 

dXV oux *HpaxX^iQ^ • t^fa ik ^xTfXov 9i izoc/hyf dtpva 

ahe? xal 'iravTco; Sv ^oq i%kt(exaLi. 

dXXa X6xo'j< erpYei • t( ik rb wXeov, ei th ©uXax^^v 

SXXurai etTe X6xot^, el^^ \>zb tou ^uXaxoq. 



g8 

Mi6d Antypatra z pnia d^bowego pocbodzi: Sp6Vyov [ukr, a Szymo- 
ndwicza jest »z barci urzezany«. Grecki Herakles i^da tryka (xiT^c;) Inb 
thistego jagni§cia (^axbv apva) i sam sobie cokolwiek ze stada wybiera: 
Szymonowicz ka^e mu da<3 «ttostego wota, albo barana z trzody wybra- 
nego<. — Ale nawet wota moi^na ma przebaczy<3. Dziwid si§ natomiast 
trzeba, ie si^ nie spostrzegt, jak niestosowna jest w jego sielance po- 
enta epigramu greckiego : tu pasterze s^dz^, ie jeieli ofiary s^ tak wiel- 
kie, to ostatecznie wszystko jedno, czy wilk czy Herakles-strainik zabie- 
rze barana lub jagni^. Strata tasama. Tymczasem Szymonowiczowi cho- 
dzi dowiedzenie, ie przez wielkie ofiary na rzecz Alcydesa (sity zbroj- 
nej) otrzymuje si$ od niego zabezpieczenie przed wigkszemi stratami ze 
strony nieprzyjacid). Bt%d sw6j stara si^ naprawi(i w ostatniej strofie^ 
kiedy m6wi (153 n.): 

Wi§cej pies zje ni^ owca; a co owce maj^ 
Pasterze, dobr^ karmi^ swoje psy cbowaj^. 

Jest to oczywiSde alluzya do znanej bajki Ezopowej (Babr. 6.): 
Owce iality si§ przed pasterzem, dlaczego psy, kt6re ani wetny ani 
mleka ani mi§sa nie daj^, w lepszej ma pieczy nii tak poiyteczne owiecz- 
ki. Pasterz przypomniat, 4e bez ps6w wilkiby je pozrjadaty. Wi§c do- 
brze czyni, iywi^c swego i stad str62a. 

SkoroSmy weszli mi^dzy bajki, warto przytoczyi :&>6dto 25. z po- 
^r6d ^Nagrobk^w zbieranej druiyny'. 

Stowika (sc. nagrobek). 

Eiedym konat w paznoktach jastrz^ba srogiego, 
M6witem ^oSliwe te stowa do niego: 
Niewinnym ja Spiewaczek, mato na mnie mi^. 
A on: id^ przedsi§ w gardto, dobry k;s do k^sa. 

Ostatni poszukiwacz 2^6det tych nagrobk6w (w Pami; tniku literac- 
kim) s^dzit, ie Szymonowicz m6gt asumpt do tych wierszy wzi^d z bajki 
Ezopa o wilku i jagni§ciu; zmienit tylko czworonogi na ptaki. Tymcza- 
sem kaidy filolog wie, ie jest to najdawniejsza bajka grecka, opowie- 
dziana sgdziom przez Hezyoda (Erga 203 nn.): 

Jastrz^b bardzo wysoko w ^btoki wzniesiony, 
uchwycit raz 8towika poSpiewnego w szpony; 
a gdy ten pazurami sktuty haczystemi 
iatosnie skwirczat, 6w mu rzekt stowy dwornemi: 



_39_ 

>Nie piszcz, biedaku! musisz ulega^ potrzebie, 
wzi^ ci?, jak hip, daleko mocniejszy od ciebie... 
Jak zechc§, lub wieczerzg z mi§sa twego zrobi?, 
lub ci§ puszcz? i jeszcze iy6 pozwol§ tobie*. 

{Jaceh PrMyhylskC). 

Szymonowicz, obrawszy raz form§ czterowiersza, musial bajkg He- 
zyodow^ silnie skr6ci6. Nie da si? przytem zaprzeczy<S, ie w sformulo- 
waniu drugich dw6ch wierszy poszedt raczej za Ezopem nii Hezyodem. 

4. Wpjyw Kallimacha na Szymonowicza nie ogranicza si§ do sie- 
lanki 6smej. W bombastycznym panegiryku na Adama Hieronima Sie- 
niawskiego, umieszczonym (po raz drugi) mi§dzy sielankami jako u t w 6 r 
XI., czytamy mi§dzy innemi (25 — 32): 

Bo kogo na ^wiat chwila urodzi szcz§dliwa, 
Ten przed laty i rozum i bogactwa miewa, 
Przed laty i do nieba slaw^ wylatuje, 
Przed laty ludzkie serca sobie pozyskuje; 
Rano si§ wszytko sypie szcz§sliwym na lonie, 
Ani mily byt czeka — p6inej siwej skronie; 
A komu obietnice boskie co zdarzaj^, 
Pirwej, nim on zamySIi, w dom mu przynaszaj^. 

Ealiiniach opowiada (hymn. in lov. 56 nn.), ie maly Zeus szybko 
rtsl w siJy i m^droS6 i nie losem, ale dla tej wtaSnie pot§gi i m^droSci 
otrzymat panowanie nad Olimpem. — Opiekuje on si§ kr6Iami i daje 
im wtadzg i bogactwa (84), ale nie wszystkim jednakowo. Dow6d wida6 
na kr61u (Ptolemeuszu Filadelfie): od pocz^tku on wszystkich przewyi- 
szyl (87 nn.): 

i7T:ipioq xeiv^^ fs, TsXst rrf xev Jjpt vo/|ffY)' 

loTTspio? Ta [xeYiffTci, Tor fjieiova 8', e3T2 voi^Tyj. 

61 ii xoL [jiv 7;Xei(i»vt, tcc V cl*x ^''t, fwv V arb icajjL7:av 

ouTo; dtVY;v lx6Xoo9a^y evlxXaava^ ik ixevoivi^v. 

Rozchodzi 8i§ o szybko^6 w wykonywaniu zamysI6w: Ptolemeusz 
do wieczora wykonuje, co rano zamierzy; inni dokonuj% tego samego 
w roku, nawet nie w jednym, a w niekt6rych sprawach speJnienie zu- 
petaie im wstrzymal Zeus i spuScif na nich zwtok§. Co Kallimach o Fi- 
ladelfie, to Szymonowicz gtosi o Sieniawskim. 

5. tem, ie si? Pallada k^pala w ^r6dle Hippokrene na Helikonie 
razra ztowarzyszk^ swoj^, nimf^ Chariklo, opowiada Kallimach w ele- 



40 

gijnym hymnie na K^piel Pallady (V, 71). Tamte zaznacza, ie podczas 
Swi^tej k^pieli w rzece, nie wolno stamtqd czerpa^ wody, tylko zinnych 
2r6de} (45 nn.). 

Za Eallimachem opowiada Szymonowicz o tej k^pieli PalladT 
w Hippokrenie w sielance X. (Wierzby 61 nn.) i ostrzega gmin przed 
zbliianiem si§ do krynicy (70). Ale czy naprawd^ sam wymysli2 mit 
o nimfach, kt6re »w Paladzinym by2y fraucymerze<, a chc^c si§ popisac 
tem, czego si$ od Pallady nauczyty, wykradaty si§ noc^ »na dobr^ mySI 
i taiice« ze Satyrami, ai je »potkato to od nich, co zwykfo potykac 
mtode od mtodych« ? Zaraz zna6 byfo na nich »niecudn% odmian^<, kt6ra 
nie uszta uwagi pani. Wi§c powiodla swe shiiebnice do ir6d2a, kt6re 
tylko statecznej pannie pozwala si^ umy6 ; przed niestateczn^ wody ucie- 
kaj^. Pallada si§ umyta, stuiebnice pr6by nie wytrzymaty. Rozgniewana 
bogini zamienita je w wierzby, rosn^ce nad btotem. 

nimfach, towarzyszkach Pallady, nikt nie styszat. Tem mniej 
ich >niecudnej odmianie< i pr6bie :Sr6dlanej. Wi^c filologiczni i niefi- 
lologiczni objaSniacze Szymonowicza uznali ca2y mit za wymyst poety. 
Snucie w^tka mit6w w XVII. w., wynajdywanie nowych — to unikat! 
Byfoby unikatem, gdyby tw6rczoS6 Szymonowicza nie ograniczyfci si? 
byfa i w tej X. sielance do waryacyi na motywy staroiytne: Nimfy za 
towarzyszki miata — Artemida, nie Pallada, a jedn^ z tych Nimf by(a 
Eallisto. Uwi6dt J4 Zeus, przybrawszy posta6 Dyany. 

Heu quam difficile est crimen non prodere vultu! 
Vix oculos attoUit humo, nec ut dnte solebat 
luncta deae lateri nec toto est agmine prima 

powiada Owidyusz, opowiadaj^c t^ history§ w Metamorfozach (II, 447. 
takie Fast. n, 165 — 192). W dziewi^tym miesi^cu zdarzyfo si^, ^e Dyana 
zapragn^Ia po polowaniu k^pa6 si^ razem z towarzyszkami. 

Cunctae velamina ponunt, 
Una moras quaerit. Dubitanti vestis adempta est, 
Qua posita nudo patuit cura corpore crimen. 

Dziewicza bogini wypgdza winn^ ze swego orszaku, a gdy ta poro- 
dziJa syna, zazdrosna Juno przemienita j^ w niediwiedzic?. 

Rozstrzygaj^cy jest szczeg6I, ie w k^pieli wychodzi na jaw wioa 
stuiebnicy czystej bogini i ie winna ulega w koiicu metamorfozie. Na 
tym pomy^Ie opart Szyraonowicz swoj^ opowies6. Rozchodzifo rau sie 
o opiekunk? poezyi. Wi^c zamiast Dyany obrat Pallade, o ktdrej kapieli 



41 



wiedzia} z Kailiinacha, i PaDadzie dal orszak nimf. Przypadek, ktdry si§ 
zdarzyt Eallisto, rozszerzyt z Bokkacyoszowskim humorem na cat^ gro 
mad^ shiiebnic, z przypadkowej zaS k^pieli uczynit uroy^ln^ pr6b§ ^) w ro- 
dzaju tych, jakie przedsi^bra) Till Eulenspiegel lub chytry Pfafif von 
Eahlenberg. Przemian§ w nied^iedzic^ zast^pil stosownie do intencyi 
ca2osci w przemian§ dziewczyn w wierzby. Ale i tu w szczeg6fetch po 
szedt za Owidynszem. Ten tak opisuje przemian§ zab6jczyti Orfeusza 
w deby (XI, 76 nn.) : 

Sic, ut quaeque solo defixa cohaeserat harum, 

Externata fugam frustra tentabat; at illam 

Lenta tenet radix exsultantemque co^rcet; 

Dumque, ubi sint digiti, dum, pes ubi, quaerit et unguem 

Aspicit in teretes lignum succedere suras; 

Et conata femur maerenti plangere dextra, 

Robora percussit; pectus quoque robora fiunt, 

Robora sunt humeri, porrectaque bracchia veros 

Esse putes ramos et non fallare putando. 

Szymonowicz powyzsze wiersze tak sparatrazowal (105 nn.): 

Jeszcze kt6ra§ chciafe 
Ruszy6 nog^. a noga w korzen ju2^ wrastata ; 
Chciafa r§kami klasn^c^, jako sig r^kami 
Zaniosta, tak obrosta wszytka gal^ziami. 
Ciato w pieil poszto, cztonki sk6r^ obleczone. 

Jak w saniym micie, tak i w refleksyach poety nie brak moty w6w 
staro^nych. Rozmy^ania o niepowrotnosci lat ludzkich i ptyn^ca st^d 
przestroga : 

>Raczej to, co nam wieku pozwolono trochg, 
Niechaj troski nie gryz^ i frasunki ptoche. 
iramo nadbiei^y, co jest naznaczono komu, 
A zta chwila namaca i w zawartym domu (5 -12), 

lo jakby streszczenie katechizmu Horacyuszowskiego : Carm. IV, 7, 13 
nn.: I, 4, 13 nn ; 11, 6 nn.; II, 14 saep. A gdy poeta nie chce pi6 na- 



*) Pomysl do prdby dziewiczo^ci wzi§ty jest moie z Heliodora, Aethiopica. 10, 
8. 9 (1. wyd. Bazyleja 15d5). Lacit^ski przeklad Stan. Warszewickiego wyszedt w r. 
1596). 



42 

tchnienia z tego ^rodta, z kt6rego tfum pije (55 nn.), to zn6w ma przed 
oczyma wz6r Kallimacha (epigr. 28 Wil): 

ou 5' oltzo xpifjvri? xtvw (sc. ?:epi^s(x3'j) 
atxj^atvui icavTa Ta ^vjiJLSffia. 

Lektnra Szymonowicza nie ograniczala si§ do poet6w, kt6rzy dzis 
stanowi^ kanon szkolny. Dlatego bardzo trzeba by6 ostroi^nym wwyda- 
waniu gqdu o oryginalnoSci jego utwor6w. 

Krakdw. (C. d. n.) 



Recenzye — Sprawozdania — Zapiski. 



Mikolajczak losephatus, De septem sapientiQm fabulis 
quaestiones selectae (Breslauer philologische Abhandlungen herausg. v. 
R. Forster, Breslau 1902. IX. B. 1. Hefl, str. 75). 

Swoj^ cenmi rozprawQ, dwiadcz^c^ chlubnie o wielkiem oczytaniu, po- 
dzieii) nasz rodak na 5 rozdzia}6w, w ktorych kolejno odpowiedzia) na nast^- 
pnj]|ce kwestye, uwidocznione w tytulach: Quo tempore septem sapientium 
catalogus constitutus sit, Hebdomas sapientium quare ficta sit, De septem sa- 
pientibus cum ApoUine Delphico coniunctis, De septem sapientium conventi- 
bus conviviisque, De praemio septem sapientibus dato. 

Pierwszy Platon (Protag. 343 A) podaje najstarszy kataiog siedmiu 
m^rc6w, ztozony z Talesa, Pittakosa, Biasa, Solona, Kieobulosa, Myzona 
i Chilona. Ustanowienie zaS tego katalogu odnosi autor, id^c za zdaniem Ed. 
Meyera (Gesch. d. Alt. 11., str. 715), ju4 do w. VI. SJowa Platona w Prota- 
gorasie (347 C) : ib zepl 'jcoii^ceci); BiaXfivso^a». ^jxsioTaTov elvai toi? cj^ixoaio-q 
ToT^ t<2v fouXbiv xai arfopait^'* acf^^icta^i wbrew Duemmlerowi i Joelowi tycz% 
si^ — zdaniem autora — nie cynika Antystenesa, lecz sofist6w, kt6rzy roz- 
powszechnione w^r6d ludu sentencye siedmiu mQdrc6w o £yciu praktycznem 
i obyczajach, przyswoione poezyi gnomicznej i dydaktycznej, wydobywali zwfe- 
szcza z atwor6w Hezyoda, Symonidesa, Teognisa do interpretacyi w swoich 
rozmowach 

Liczba 7, podobnie jak liczby : 3, 9, 27, uchodzita za Swi^t^ szczegol- 
nie u semickich narod6w : u Arab6w i Zyd6w, potem u Ind6w, w kulcie grec 
kim Apollina (i^^oiAsic^, e^-oiJiaYrnJ^, eJiojjLaYeTr;;), w doktrynie pitagorejskiej 
i micie o siedmiu synach Heliosa. Wiara tedy ludowa o siedmiu synach sloiica 
odbila siQ nastQpnie w si6demce m^rc6w greckich, kt6rych prawidta uto^- 
samiono z przepisami Apollina delfickiego. 

Wymysl r6wnoczesnego wsp6}2ycia, schodzenia siQ i wsp6tbiesiadowania 
tych siedmiu m§drc6w powsta) na wz6r i podobieiistwo najstarszych sekt 
i szk6l filozoficznych, zorganizowanych do naukowej pracy. Nowszym bowiera 
badaniom Wilamowitza-Moellendorffa (1881), Usenera (1884) i Dielsa (1887) 
zawdzi^cza si^ ow^ doniost^ zdobycz, ze Platon n. p. szed} za przyJQt^ zda- 
wna tradycyii, gdy na^laduj^c bractwa pitagorejskie, zaloiy) swtt AkademiQ. 



44 



Biesiadzie siedmiu mQdrc6w u kr6ia Krezusa lub Periandra przeciwstawi) Sy- 
rakuzariczyk Archetimos tychze uczi^ u Kypselosa, ojca Periandra, w literac 
kim utworze z czasdw aleksandryjskich ; w rzelbie za§ hellenistycznej byb 
tematem ulubionym wykuwad siedmiu mQdrc6w jako pierwowz6r wszystkich 
uczonych i filozofow. 

Do najstarszych zalicza autor opowiadanie o zapasach w m^dro§ci tych 
siedmiu mQdrc6w, z kt6rych nie wyszedl ^aden zwyciQzc^, lecz ka2dy z nich 
odm6wi} przyj^cia w nagrod^ tr6jroga na rzecz innego, ai wreszcie ofiarowano 
go najm^drzejszemu ze wszystkich, Apollinowi. Z t^ opowie^i^ t^czy si^ drnga 
odmienna. kt6ri| poeta Kallimach podal za Majandriosem, autorem historycznego 
dzie^a p. t. Mikr^T.avA ; pod^ug tego dzieta miat Arkadyjczyk Batykles zosta- 
wid czar^ z tem poleceniem, aby j^ dano najmQdrszemu mQzowi. Otrzymaw- 
szy j% Tales, podat dalej, a gdy wr6ci2a znowu do niego, ofiarowal j^ Apolli- 
nowi w Didyma pod Miletem. Majandriosowi, kt6ry zachowalt t^ wiadomo4c 
o czarze (zob Diels : Poet. philos. fragm., str. 5, w. 27 i nast. ~ D. Fragra. 
d. Vorsokr., str. 5, w. 1 i nast.), poswiQcit p. Mikolajczak osobny ekskurs. 

Oto wytyczne uczonej i zajmuj}|cej rozprawy naszego ziomka, pisanej 
wytworn^ tacin^. Z swojej strony pozwolQ sobie jedynie dodad niejakie spro- 
stowanie i uzupelnienie. Lekcewaz^ce stowa Platona (Protag. 347 C i D), wb- 
±one w usta Sokratesowi, o ^aOXoi xat aYdP^^^' av^^pd)::?'., kt6rym zarzuca si^, 
ze wyrQCzaj^ siQ przytoczeniami poet6w lub za drogie pieni^dze najmuji^ so- 
bie fletnistki, gdyz nie umiej^ uicb araiBeuata; prowadzid rozm6w przy picia, 
jak 01 xaXci 'ATrx^ol cjjjL.TOTa». xai rs^a'.B£'j[i.svoi, odnosi trafnie p. Mikolajczak 
do sofist6w. Co wiQcej, ci sofi§ci na egzegezie poet6w wyksztaiceni, naodwrot 
przeciwstawiali si^ jako ct TrfcTcatBeujjLsvo'. tym, kt6rzy odrzucali Swiadectwo po- 
et6w, jak Pitagorejczycy (ot ire^ratSeuadat 5o>tcOvTe; w Plut. Temist. 2, por. 
Dialexeis w Fr. d. Vorsokr. Dielsa 2, 28: ^oiTQTag Be [LipvjpsLz e^rivovtat, o: 
TtoTt iJoviv, oh zot' aXa'£retav tcoiouvti. — 3, 17 : tot icotYjTat ou kot' dXo^eiav, 
aX/si xoTt Ta; dBova^ twv dv3p(07cci)v Ta Tcoii^uuxTa icoidovTi). Wiemy zaS, ze po- 
eta Sofokles wtaSnie z tych na poezyi wychowanycli i wyksztatconych ludzi 
zalozyt w Atenach pod wezwaniem Muz stowarzyszenie, a Muzy byly dla niego 
o-XxSkoi, t. zn. dyonizyjskie, w przeciwieiistwie do Pitagorejczyk6w, wyl^eznie 
apollinowych mQ26w (por. Sofokl. Antyg. w. 965: otXo^Xou; Moujac, biogr. 
Istros o Sofokl. : Tit; 8s Mouaat; J^tawv ex tcSv ^e:caiBsupi.£vb)v a-jvaY^*^*')- 

Za dalekoby mnie odwiodto od rzeczy, gdybym tu chcial dowodzid, ze 
euPouAta sofisty Protagorasa (Plat. Protag. 3l8 E), kt6r^ Sofokles w »Antygo- 
nie« (ww. 1050 i 1098) po kilkakro6 jako najwyisze dobro zaleca, §wiad- 
cz^ca o wtajemniczeniu w cze4d reiigijn^ Dyonizosa Eubuleusa, jako dobrego 
doradcy, zar6wno Protagorasa jak Sofoklesa, odbiegta diametralnie od m^dro- 
^ci praktycznej z czas6w Solona i w og6Ie siedmiu mQdrc6w ; wystarczy wska- 
zad, 4e m^drodd 6wczesn^, ty;v -zSxt xaXoupt.svT)v ao^ tav, ouaav hk Bsiv6rT)Ta coXi- 
Tt/.Tiv 7,at Bpajmjpiov (juvsffiv, ^r6dlo Plutarcha w zywocie Temistoklesa (2, 4) 
przeciwstawia rozprawom sofist6w. Nie moina tedy zgodzid siQ z p. M., ja- 
koby siedmiu m^drc6w w oczach sofist6w uchodzi^o za wz6r doskonaly, jakoby 
sofi§ci bardzo si§ przyczynili do wytworzenia o nich legend i ze ich cala na- 
uka polegala na interpretowaniu poet6w (str. 13 i 25) : sophistas in excoten" 
dis septem sapientium fabulis multum valuisse, str. 15: quippe quorum om- 
nis doctrina in interpretando posita fuerit. str. 25: septem sapientes... abso- 



45 

luti ei perfecti sapientes sophistis orant). Analogicznie do »bractw religijnych« 
Pitagorejczyk6w i p6^niejszego taidegoz bractwa w platoiiskiej Akademii, po- 
wstato bractwo w Atenach (5i'acsc) z inicyatywy Sofoklesa ku ozci Dyonizosa. 
Cztonkom jego, sofistom ze szko^v Protagorasa, calkiem o co innego chodzito, 
jak propagowanie iywcem m^droSci apollinowej siedmiu mQdrcow. 

Co do liczb Swi^tych, zwtaszcza 7, potrzeba zauwaiyd, ze kult ich nie 
ograniczait si^ tylko do wymienionych w rozprawie p. M.> Ind6w, Arab6w, Zy- 
d6w i Grek6w, lecz obejmowa) niemal wszystkie semickie i aryjskie plemiona. 
Kult siedmiu planet znany byl najpierw Chaldejczykom i Babiloiiczykom. da- 
lej misteryom perskim Mitrasa (siedem sfer planetarnych, siedem cz^^i ca^ego 
misferyum, siedem stopni wtajemniczenia). W przeciwieiistwie do uranicznego 
kultu planet i obok liczby 7, ^wi^ta tr6jka, szczeg61nie spot^gowana do liczby 
9, pozostawala w dcislej t^cznosci z kultami chtonicznymi i lustracyjnymi 
Rzymian, Umbr6w, Hellen6w i German6w (por. Diels: Sibyllinische Blatter, 
str. 40 i nast.). Nadmieniam r6wni62, £e w ^Spiewach i powiedciach« (pol- 
skiego, tudziei ruskiego) gminu odwieczne s^ podania o trzech ksi^^ycach^ 
trzech zorzach dziewiczych, siedmiu- gwiazdach wozowych i t. d. Przytem 
mnoiyfS lubi^ nieparzyste liczby; trypiat^ trzy razy dziewi^ w wielkiem jest 
u nich poszanowaniu« (zob. St. Zdziarski: Pierwiastek ludowy w poezyi poU 
skiej XIX. wieku, str. 460 i nast.). 

Na tem ko^czQ, nie chc^c zbytecznie przewlekad sprawozdania z roz- 
prawy i uwag nad skrz^tuQ prac^, kt6ra tyle podajo materyahi i szczeg6l6w 
tak szczodr^, moie nawet za szczodr^, r^k^ zebranych, ie raczej kwalifikuje 
siQ do pilnego przestudyowania, anizeli do doUadnego referatu. 

Lwdtv. 8t. Schneider. 



Ferdinand Horn, Platonstudien. Neue Folge: Kratylos, Par- 
menides, Theatetos, Sophist, Staatsmann. Wien 1904, str. X + 416. 

Po pracach mi^dzy Niemcami z lat ostatnich Gomperza i Natorpa, obej- 
muj^cych catodd nauki Platonskiej, zywe budzid musi zaj^de wydana Swiezo 
draga serya study6w Horna, kt6ra wraz z pierwszym tomem, ogloszonym jesz- 
cze w r. 1893, nie stanowi wprawdzie dot^d calo^ci zupelnej, ale pozwala juz 
w znacznej cz^i wytworzyd sobie zarys og6iny obrazu, kt6ry autor przyrzek^ 
w przyszlotoi wykoiiczyd. Rozbi6r pi^ciu t zw. dyalog6w dyalektycznych jesi 
w tomie tym z r^wnq opracowany troskliwo^i^, jaka i pierwszii cechuje se- 
ry^, tylko ze dyalogi te na^otyty ci^^ze na pisz^cego zadanie. Wywi^at si^ 
z niego tak, jak si^ mo2na by^o spodziewad po uczonym, kt6ry juz dal po- 
przednio dowody, te umie najprostsz^ post^powad drog^ nie powodowa»y.-ia^ 
dnymi pobocziiymi wzgl^ami i wolny od wszelkich z g6ry powziQtych uprze- 
dzeii i s^d^w. Jakie sobie za2ozy2 zadanie, fo okredlit wyrainie jeszcze w przed- 
mowie do tomu pierwazego: zg^Qbid nauk^ Platona i rozw6j jej stopniowy 
wySledzid na podstawie jak najdoktadmejszego zbadania trei^i pism jego; 
a jeieli tam ju2 wyrazil nieafnodd do poszukiwaii podj^tych w latach osta- 
tnieh eo do j^yka i stylu Platona, o ile atutyd one maj^ za podst&wQ da 
orzekania o porz^dku, w jakim dyalogi jedno ^ drugich nast^powaly, to obe- 



46 

<;nie przeczy wr^cz wartosci ich w tej mierze, a nawet zbyt moze skrajne zaj- 
muje wobec nich stanowisko. Koncz^c rozbi6r Polityka, tak si§ wyraia: »Je- 
zeli w sprawie nastQpstwa pism Platona cokolwiek innego za pewnik uchodzic 
moze, to jest nim zdanie, ze Polityk w takim samym pozostaje stosnnku do 
ksi^ o Padstwie, w jakim poczwarka do motyla. Odwr6cenie tego stosnnku 
^ najnowszych nad Platonem badaniach do najwiQkszych policzyd nalezy bt^- 
d6w, a m6wiiic bez ogr6dki, do b2Qd6w nie do przebaczenia ; bo trzeba zupe^- 
nie chyba zamkn^d oczy na rzecz sam^ i dad si^ omamid Slepej wierze w q- 
rok kolumn zapehiionych cyframi, aby stosunku tego tak widocznego nie doj- 
rze6. To tei spodziewad si^ wypada, ze uzdrowienie study6w nad Platonem 
rozpocznie siQ od stwierdzenia tej wtaSnie prawdy«. 

Horn burzy doszcz^tnie powstat^ na podstawie j^zykowych badan staty- 
stycznych teory^ o t. zw. >okresie staro^i< i nalez^cych do niego dyalogow, 
wzbraniaj^c si^ nawet Timaeusa do epoki tej zaliczyd, tak, i/Q na czas 6w 
przypadtyby tylko niewykonczone przez Platona Prawa i fragment Kritiasa, bo 
nieautentycznoSd Fileba poprzednio ju^ wykazywait i dot^d j^ jeszcze podtrzy* 
muje. Rozw6j i postQp my^li Platona okazuj^ przebieg naturalny. ZagadnieDia 
«tyczne, roztrz^sane w dyalogach z okresu najwczeSniejszego, zajmowaly Pla- 
tona do koiica iycia; ale ^iedy po napisaniu Gorgiasa nauk^ swoj% etyczn^ 
4o pewnego stopnia zaokri^gli^ przez wskazanie, jaki jest cel ostateczny edo- 
wieka, i kiedy walk^ na tem poln z sofistami zakonczy), przysz^a pora zasta- 
nowid siQ nad zagadnieniami noetycznemi. Wszakie uzasadniaj^c twierdzenie, 
ie cnota na wiedzy polega, musiat zadad sobie pytanie, czem jest z istoty 
swojej ta wiedza i do czego sin ona odnosi ; wypadlo mu wi^c poddad krytyce 
znan^ powszechnie w6wczas teory^ poznania sofist6w, a zarazem whisne za- 
znaczyd stanowisko wobec nauki szko^ Heraklita a nienmiej i Eleat6w. Uczy- 
nil to w dyalogach dyalektycznych ; pierwszy w szeregu tym Kratyl jest za- 
powiedzi^ nowego zwrotu, ostatni Polityk przejsciem powrotnem w granice 
badaii etycznych. W ksi»gach o Paiistwie nakoniec ztozyl dojrzahf owoc wie- 
loletniej pracy i poda) ca2od6 nauki swojej. 

W seryi nast^pnej study6w swoich usprawiediiwi zapewne Horn umiesz 
czenie Fedona po Paiistwie, a Paiistwa po dyalogach dyalektycznych — by- 
loby przedwcze^nie m6wi6 o tem juz teraz — ale z umieszczeniem Sympo- 
zyonu bezpo^rednio przed Paiistwem a po dyalogach dyalektycznych, sprawa, 
jak si§ okazuje dot^d, skoiiczona, i autor zdania swojego o niem prawdo* 
podobnie nie zmieni. Pomijaj^c ju& osnow^ i my^l przewodni^ dyalogu, prze* 
mawia przeciwko temu zasada samego2 Horna, ze dyalogi, w kt6rych nanka 
o ideach przyobleczona jest jeszcze w szatQ poetyczn^, uznad nalezy za wcze- 
sniejsze od krytycznych, ts^czenie zas teoryi niesmiertelnodci, wylotonej w Sym 
pozyonie, z teory^ o bycie, rozwini^t^ w SofiScie, oparte jest na podstawie 
bardzo niepewnej. 

Dyalogi dyalektyczne nale^^ zdaniem Horna do jednego okresu w roz- 
woju my^li Piatona i stanowi^ same dla siebie organiczn^ calo^c a nast^puj^ 
jeden po drugim w takim porzs^dku, jak na tytule ksi^iki s^ wymienione. 
Niepodobna w kr6tkiem sprawozdaniu dad jasnego pogir^du na uzasadnienie 
tego wlaSnie nast^pstwa; da ono niezawodnie sposobnoSd do obszemych na 
przyszlosd rozpraw i otworzy nowe dla walki pole z niezaprzeczon^ korzysci^ 
dla rzeczy samej, kt6ra przez \(t c(^raz wi^ej rozjaSniad si^ nam b^ie. Na 



47 

osobo^ natomiast wzmiank^ zashignje rozdzial o Parmenidesie ; jestto ustQp 
pierwszorzQdnej w ksi^zce warto^ci. Przeprowadzonym bardzo ieii\e rozbiorem 
ahtwi^ nam Hom w znacznej bardzo cz^^i zrozumienie wielu niejasnych 
w teks.-ie szczeg6^6w, znaczenia ich i zachodz^cego mi^dzy nimi zwi^zku, 
nwidoczni) t^cznodd pierwszej czQ^ci dyalogu z drug^ i doszukal siQ dodatniego 
z cato^ wyniku, kt6rego dot^d napr6&no si^ dopatrywano, dowodz^c, tb Pla- 
ton pozornie tylko sformutowai wynik ostateczny jakoby bezwzglQdnie ujemny, 
te owszem stredcid go mozna w dw6ch zdaniach naj^ci^lej ze sob^ zwi^a- 
Dych: 1) jedno^ musi istnied, gdyi bez niej niema ani bytu ani pozoru jego, 
2) jedno^ istniej^ca musi byd jakodciowo okreSlon^, gdyz byt wszelkiej po- 
zbawiony jakosci dla mySlenia naszego nie istnieje. Celem Parmenidesa jest 
wedJog Homa za2o2enie podstawy dla nauki o ideach, przez wykazanie, ie 
poj^cie jedno^i jest dla my^lenia naszego niezb^dne, ze jednak oswobodzid je 
nalezy od nadanej mu przez Eleat6w martwoty. 

W rozdziale ostatnim zebra) Hom w catosd spostrzetenia, poczynione 
w ci^gu badaii zawartych w obu tomach study6w swoich. Om6wione przez 
giebie dyalogi podzieli^ na etyczne i dyalektyczne, chociaz dodaje zastrze2enie, 
^ e okre^lenie to nie zupehiie zgodne jest z istot^ rzeczy. W dyalogach dya- 
lektycznych niema, ^idle bior^c, zmiany w pogl^dach Platona; pogl^dy jego 
etyczne natomiast ulegly z czasem, zdaniem Horna, zasadniczym przeobraze- 
niom w nauce o przyjemnosci, o Erosie i o niesmiertelno^i duszy. W Pro- 
tagorasie uznana jest przyjemnos6 za dobro ; w Gorgiasie przeprowadzony jest 
obszernie dow6d, ie przyjemnosd nie jest dobrem, a w Fedonie jest wprost 
nazwana z2em. Podobnie z Erosem. W Fedrusie jest Eros najmozniejszym 
a raczej jedynym czynnikiem^ sprowadzaj^cym czlowiekowi szczQscie ; w Sym- 
pozyonie jest juz tylko wsp6lpomocnikiem do jego uszczQ^liwienia, w Fedonie 
nareszcie znika zupetnie, bo przeszkod^ jest tyiko do osiqgniQcia szczQ§liwo^i. 
Inaczej znowu z niesmiertelno^ci^ duszy. Wedlug Fedrasa i Menona dusza 
nie mo4e byd unicestwion^, bo nie ma pocz^tku — preegzystencya i nie^mier- 
telnosd wynikaj^ z istoty jej. W Sympozyonie teory^ t§ Platon w zupeinotei 
porzuca ; jednostka sama ginie ze smierci^, pozostaj^ po niej tylko plody cie- 
lesne iub duchowe; wmiejsce nie^miertelnosci osobowej pojawia si^ nie^mier- 
telnosd zgola odmienna, polegaj^ca na trwalosci skutk6w przez jednostk^ za 
zycia jej wywotanych, nie pozostaj^ca z istot^ duszy w iadnym zwi^zku i nie- 
smiertelno6c t§ czlowiek sam dopiero uzyskad sobie musi. W Fedonie nako- 
niec podejmuje Platon ponownie teory^ swojii pierwotn^. 

Na wywody te jednak nie mozna si^ zgodzic bez niekt6rych waznych 
zastrzeteii. I tak co do nauki o przyjemnoSci najprz6d zachodzi wielka wqt- 
pliwosd, czy Platon w Protagorasie swoje wJasne wypowiada o niej zdanie. 
Wszakze to raczej ustQpstwo ze strony Sokratesa w rozmowie z ^ludimic, 
przyznajqcymi si§ do zasady, 4e dobro temsamem jest, co przyjemno^c. So- 
krates chci|c udowodnid, zre cnota na wiedzy polega, zni^a si^ niejako do po- 
ziomu wyobraieii tych »iudzi< i wykazuje, 2e i w razie przyj^a tej ich za- 
sady za prawdziw^ mierzenie przyjemnosci i obliczanie wagi jej w por6wna- 
niu z nieprzyjemnoSci^ da siQ uskutecznid tylko przez wiedz^ - ale nigdzie 
w tekscie nie ma podanej wskaz6wki, iiby zr6wnanie przyjemnosci z dobrem 
I)yte istotnie przekonaniem Platona. A nadto czy podobna przypu^id, zeby 
najgenialniejszy Sokratesa uczen, kt6ry tak do gtQbi przenikn^l duszQ mistrza 



48 

swojego, m6gl kiedykolwiek podzielad zdanie, ie dobro jest temsainem, co 

przyjemno^d, poJQta w znaczenia takiem, jak j^ w raeczonem miejscu Prota- 

gorasa pojmowad musimy? Dop6ki zatem nie b^dziemy mieli niezbitego do- 

woda, ze w Protagorasie ztozy^ Platon wtasne swoje o przyjemnosci zdanie, 

tradno b^dzie zgodzid si^ z Hornem na zmian^, jaka si^ zdaniem jego doko- 

na2a w umydle Platona. — Co si^ tyczy znowu Erosa, to nasuwa nam si^ 

pytanie, dlaczego 6w »najmozniejszy czynnik* w uszczQ^liwianiu ludzi niksie 

bez najmniejszego dladu w si^mym jul Fedrusie, w cz^^ci jego drugiej ? dla- 

czego nie znalazt tam Platon iadnego dla niego miejsca i najlzejszem s/5w- 

kiem o nim nie wspomnial? W Sympozyonie jest on wprawdzie nazwany 

wsp6lpomocnikiem, ale juz w pierwszym tomie sam Hom zauwa&yt shiszDie, 

te rzeczywist^ sprawczyni^ szczQ^ia okazuje siq w mowie Diotymy dyalek- 

tyka, a nie Eros, kt6remu prawie zadnego w tej mierze nie przyznaje zna- 

czenia. Sprawa zatem cata nie jest tak prosta, jak Hom j^ podaje, tak, ze 

i pod tym takze wzgl^dem zapatrywanie jego nie jest dostatecznie ozasadnio- 

na Co do nie^miertelnodci nakoniec, wyraza si^ Horn tak, jak gdyby naj- 

mniejszej nie ulegalo to w^tpliwo^ci, ie Platon w Sympozyonie niedmierteinosc 

osobow^ stanowczo porzucit. Pomin^) zupelnem milczeniem niepewno^, w ja- 

kiej pozostawia nas Diotyma przez s2owa swoje ostatnie, kt6re z teory^ wy- 

g^oszon^ poprzednio pogodzid siq nie dadz^* Zamiast rozwi^ania rzuconej 

w ten spos6b zagadki usituje dowie^, ie utworzona przez Platona >osobliv- 

szac ta teorya byta wynlkiem mysli rozwiniQtych w Sofi^ie. Jest tam bvt 

poJQty w znaczeniu zdokiosci dzia^ania, tudziei zdolno^ci doznawania akutkdw 

jakiejkolwiek czynno^i z zewn^trz. Ot6z Platon zdaniem Homa zastosowal to 

nowe poJQcie bytu do duszy i podj^ smiatii mysl wyt26maozenia sobie nie- 

dmiertelnodci w ten spo86b, ze i dusza takl», choiciaz jej jaz nie b^dzie, moze 

byd uwazan^ za istniej^c^ jeszcze o tyle, o ile to, co zdzialala, si^gad b^ie 

poza granice ^mierci, o ile zatem nie zostala zatracont| »sdolno§d dzialaniB«. 

— Jestto jednak argumentacya bardzo niejasna i slaba, maj^ca za sob^ pozdr 

tylko slusznodci. C6^ bowiem po ^mierci jednostki bQdzie jeszeze pierwiast- 

kiem, kt6ryby posiadal »zdolnodd< doznawania skutk6w jakiejkolwiek czynno- 

^ci zzewni|trz?c Nawet analogia wpierwszej potowie jest tylko pozoraa i nie- 

podobna przypu^id, iiby my^liciel tak gl^boki jak Piaton dal siQ temu rzekomemu 

podobienstwu uwie§d i na niem teoryQ swoj^ oparl. •— Pozostaniemy wi^ i nadal 

w niepewno^i, jakie znaczenie ma wylotona w Sympozyonie teorya nie^mier- 

telnodci. Horn sprawy calej nie wyjasnil — a jezeli utrzymuje, ie w dyalogo tym 

Platon zboczyl z drogi, na ktdr^ wst^pil w Menonie i Fedruaie i ze w Fedonie 

znowu ku niej zawrocil, to twierdzenia tego za udowodnione uwaiad nie mouia. 

W ci^gu pracy swojej przyszlo autorowi niejednokrotnie wyst^pid prze- 

ciw niekt6rym znanym uczonym ; najczQ^ciej jest w niezgodzie z Gompenem» 

a wroadual» 4odatkQwym do Sofisty w obszerniejszym nawet ust^pie rozpra- 

wil siQ z tym glo^nym znawc^ filozofii starotytnej, wykazuJ2|e mu dowodnie, 

jak mylne jest zapatrywanie jego na stosunek Platona do sofist6w, jak nie* 

sprawiedliwym i ubiizaj^cym pamiQci wielkiego filozofa jest s^d jego o nim^ 

jak bezpodstawnymi st^ jego zarzuty, ze Platon blQdnymi poshigiwal si§ w ro- 

zumowaniu wnioskami; konczy zad swojsi polemik^ dosadn^ krytyk% pogl|do 

Gomperza na Platonowego Gorgiasa, twierdz^c, ze znaezenie dyalogu tego jest 

przez Gomperza z grantu falszywie ujQte. 



49 

Praca Horna jest pod kaidym wzgl^dem bardzo cennym nabytkiem dla 
literatury, odnosz^cej si^ do Platona, a skJada si§ na to i scis^osc naukowa 
i rozproszone po catem dziele uwagi bardzo trafne i spostrzezenia niekiedy 
zupeJnie nowe, niepospolit^ za^ zalet^ ksi^zki jest jasno^c i przejrzystoikj wy 
Wadu od pierwszej do ostatniej karty. 

Krak6n\ &t. Siedlecki. 



Novdk Robertus, Quaestiones Apuleianae. (Ex ephemeridis 
>Cesk^ Museum filoiogick^< vol. X Coramentatio seorsum expressa). Pragae 
1904, prostat apud A. Starch fil., pag. 99, lex. 8°. 

Po wi^kszych pracach o j^zyku Apulejusza, napisanych przez H. Kretsch- 
manna (De latinitate L. Apulei, Regimonti Pr. 1865), H. Beckera (Studia 
Apuleiana, Berlin 1879) i H. Koziola (Der Stil des L. Ap., Wien 1872), tu- 
dziez drobniejszych przyczynkach priewainie krytycznych catego szeregu uczo- 
nych, kt6rych zestawiJ van der Vliet w przedmowie dio swego wydania Meta- 
morfoz (B. G. Teubner 1897), coraz bardziej dawaJa si§ odczuwad potrzeba 
krytycznego wydania caiej spuscizny r^kopismiennej wielkiego Madauryjczyka. 
Niestety zaden z wydawc6w nie sprostal trudnemu zadaniu. wydaniu pism 
filozoficznyeh, dokonanem przez A. Goldbachera (Wien 1 876) zbyt lagodny 
s:td wydal E. Rohde (Jenaer Litteralurzeilung 1876, Nr. 660), a i on by- 
najmniej nie chwaU krytycznego postQpowania wydawcy. W dwa lata p6^niej 
mogJ Luttjohann (Greifswald 1878) sprostowad mnostwo W^d6w w deklamacyi 
de dco Socratis, a po Goldbacherowem wydaniu pisemka T^ept lp;j.r<v£ ta; (Wien. 
Stud. 7, 1885) bardzo si^ przyda2a recognitio Meissa r.epl ep{i.Y;v£'.wv (Lorrach 
1886). Jak mimo to zaniedbany jest tekst tych pism Apulejusza, wykazatem 
niedawno w rozprawie : De Aptdei et AlMni doctrinae Platowcae aduni' 
hratione (Krak6w 1905). Moie gandawski profesor P. Thomas wyzyska wresz- 
cie Bruxellensis 10054/6 s. Xi., polecony przez Rohdego (Rh. Mus. 37, 
1882, p. 151) i da nam pierwsze wydanie krytyczne pism filozoficznych. Ale 
b^dzie je m6g2 dad jedynie wtedy, jeSli nie popizestaj^c na aparacie z rQkci- 
pis6w zg^^bi i zrozumie takie treSd tych pism, zaniedban^ zupelnie przez do- 
tychczasowych wydawc6w. 

Lepiej nieco wywi^al si^ G. Kriiger z .wydania Apologii (Berlin 1864) 
i Florida (Berhn 1865). Ale krytyczne wydanie dal dopiero R. Helm (Apo- 
iogia, Teubner 1904). Natomiast tekst Metamorfoz zepsut Holender van der 
Vliet. WykazaJy to recenzye 0. Rossbacha, M. Petscheniga, prace F. GaLschy 
(Quaestionam Apuleianarum capita tria, Wiener Stud. 6, 1898) i A. Kirchhoffa 
(De Apulei clausularum compositione et arte), a przedewszystkiem przytoczona 
w nag^6wku rozprawa znakomitego latynisty czeskiego, profesora R. Novaka. 

Po pracach nad j^zykiem i stylem historyk6w rzymskich, jak Velleius 
Paterculus, Livius, Ammianus, Scriptores historiae Augustae, Tacitus i Gur- 
tius, tudziez panegiryk6w, zabral siQ subtelny obserwator najtajniejszych w^a- 
^wo^i JQzykowych prozaik6w rzymskich do Apulejusza i na podstawie zbio- 
r6w tych wlateiwodci ky. Ta)v 9u{xfpa(70[jLev(i>v omawia 110 miejsc z Metamorfoz, 
po 20 z Apologii i Florida, wreszcie po kilka z reszty pism Apulejusza, wy- 

4t 



50 

kazujac, jak konjeklury van der Vlieta lub innych uczonych s^ niemozliwe 
ze wzgl^du na usus dicendi aulora w danem pi^mie Im kwestya na pozor 
drobniejsza, lem ciekawsze s^ obserwacye prof. Novaka. N. p. met 1, 3 uzu 
peJnia wydawca holenderski do inquam przedraiot ei. Uczony cze>*ki broni 
tradycyi r^kopismiennej, a uzupelnienie odrzuca dlatego, ze Apulejusz w Me- 
tamorfozach mowi zawsze: inquam. aio, v^flt ad aliquem. Dativus pojawia 
si§ tylko wtedy, gdy dotyczy participium. Niemniej ciekawe s^ obserwacye 
uzywaniu zwrot6w ob id (^ propterea), et ideo^ et idcirco^ aique tdeo, 
quaproptet\ a zwJaszcza o }^czeniu partyku^ gue z prepozycyami jedno- 
zgloskowemi jak ctitn, de, ex, iw, per, pro i dwuzgloskowemi. Wartosc takich 
i tym podobnych zbior6w podnosi ta okoliczno^, te autor starannie poro- 
wnuje styl i wJa^ciwosci Metamorfoz z Apologi^, Florida i pismami filozofi- 
cznemi. Oparte na tuzinach miejsc rownolegtych poprawki autora s^ prze- 
wainie pewne, chod nikt oczywiscie nie moie wymagad, by na 120 konjektur 
wszystkie og6ln% uzyskaJy aprobat^. Tak met. 2, 9 nie Jatwo kto przyjmie 
uzupeinienia dispersos flosculos, skoro te flosculi s^ tyiko mieni^cemi sie 
barwami na szyjach gol^bi. Miejsca paralelne czyni^ autora nieraz zbyt scep- 
tycznym na dobre nawet poprawki innych. Tak met, 3, 20 z pewnosci^ lepiej 
jest rQkopi^mienne a^ tenus poprawid z Petschenigiem w ac taeniis, niz pisae 
ac laciniis. Zbyt tez wielki zakres przyznaje autor rzekomym interpolacyona 
r^kopis6w. Zamiast (met. 4, 8) poprawid bezsensowne tebanif*tm wyrzuca je 
autor. Jest mowa o biesiadzie opryszk6w : clamore luduni, strepitu cantiiani^ 
conviciis iocaniur ac iam cetera semiferis Lapithis f tebanihu^ Ceniaurisbue 
similia. W tebanibus mieSci si^ epulantibus lub co^ podobnego. Objasnienia 
korruptel r^kopiSmiennych s^ mozliwe jedynie na podstawie bardzo dokiadnej 
znajomoSci historyi tekstu. Musimy wiedzie6, gdzie, kiedy, jakiem pismem 
pisano kt6ry kodeks, by m6c m6wi6 o powstaniu korruptel. kodeksach 
Apulejusza tego nie wiemy. To tez z bystrych obja^nien prof. Novdka o tych 
korruptelach z pewnodci% nie bardzo si^ cieszy prof. L. Traube. Fa2szywe 
poJQcie o rozIegtoSci interpolacyi kazato autorowi niepotrzebnie wyrzudd oon- 
suetudinem (met. 5, 4), vere (met. 5, 28), tenus (Plat. 2, 3), ores (= 
<deteri>ores Plat. 2, 24), mi (mund. p. 104, 1 G). Wszystkie ie miejsca 
mo^na inaczej objaSniad. By t^ list^ zarzut6w skompletowad, dodaJQ, 2e ani 
jednej z 6 przytoczonych (p. 87 n.) imitacyi Sallustiusa nie mozna uwazad 
za rzeczywist^ imitacy^. S^ to przeciei najpotoczniejsze zwroty, kt6re mozna 
wykazad u kaidego prozaika. 

Ale te wszystkie zarzuty nie podkopuj^ bynajmniej wartotoi znakomitej 
pracy. Pozostanie ona zawsze najlepszem studyum o JQzyku Apulejusza i to 
w kwestyach, kt6reby mniej subtelne oko z pewnodci^ pomin^o. Wydawca 
Metamorfoz znajdzie w niem niewzruszon^ podstaw^ do \vszelkich operacyi 
krytycznych, a historyk literatury upewni si§, 4e Metamorfozy s^ pierwszem 
chronologicznie dzieJem autora. Do ustalenia chronologii pism filozoficznych 
nie wystarczy sama statystyka partykui. Jako^d treto kaze je umiescid przed 
Apologi^ i Florida. 

Pisal je Apulejusz jako stuchacz filozofii Platoiiskiej w Atenach. 

Krakikv. T. Sinko, 



51 

Thomas Paul, Remarques critiques surles oeuvres phi- 
losophiques d' Apul^e. (Bull. de 1' Acad. roy. de Belgique, 3-e s^rie, 
t. XXXV., nr. 6, pp. 993-1012, 1898; nr. 6, pp. 470—484, 1899; nr. 3, 
pp. 143—165, 1900; nr. 6, pp. 499—512, 1900; nr. 1, pp. 78—86, 1905; 
nr. 3, pp. 153 — 177, 1905). Bruxelles, Hayer imprimeur. 

Profesor filologii klasycznej na uniwersytecie w Gandawie, P. Thomas, 
ogiosil od r. 1898 w biuletynie literackiej kiasy Akademii belgijskiej w Bru- 
kseli szesd seryi uwag krytycznych do filozoGcznych pism Apulejusza, a tak2e 
do Florida (Notes critiques sur les »Fiorida« d' Apul^e, Bull. etc. nr. 5 
pp. 288 — 298, 1902) i do zachowanego w Corpus Apuleianum Asklepiusza. 
Assumpt do nich vm%l z kodeksu brukselskiego (Bruxellensis B) 10054 do 
10056 s. XI. (nie IX.), kt6rego zupelnie nie wyzyskal w swem wydaniu Goldbacher, 
a na kt6rego wa^no^ i dobrod zwr6cil uwag^ Rohde (Rh. Mus. t. 37. 1882, 
p. 146 sqq.) Niestety zamiast poz^danej koUacyi dobrze znanego sobie rq- 
kopisu dai Thomas tylko pr6bki przy takich miejscach, kt6re mu dawa^ 
sposobno^- do wtasnych konjektur i emendacyi. Porobit je, jak sam powiada, 
podczas dwiczen seminaryjnych, prowadzonych na uniwersytecie gandawskim, 
i w miar^ tego, jak mu materyal r6s{, publikowat go w wymienionych biule- 
tynach. Nie musz^ one byd bardzo dostQpne, skoro skrz^tna bibliografia nie- 
miecka publikacyi tych nie zanotowala, a tylko o ostatniej wspomnia) C. 
Weyman przy sposobnosci recenzyi Gatschy. Tymczasem juz sama wazno^ 
kodeksu B czyni je niezb^dnemi dla kazdego, kto si^ zajmuje drobnemi pi- 
smami Apulejusza. A i poprawki i pr6by poprawek autora zashiguj^ na zna- 
jomos<^ chodby dla tego, by ich drugi raz nie wynajdywad. 

Przyszedlszy w posiadanie tych nieznanych mi przedtem przyczynk6w 
dzi^ki taskawej uprzejmodci autora, pragn^ podad na razie przegl^d tych 
awag krytycznych, kt6re sIq odnosz^ do pisemka de Platane et eius dogvnaie : 

p. 64, 2 Gold. pisze Thomas pullum ex altari,,. <e^volas8e^ chod 
rQkopi^mienne vol<M8e wystarcza i odpowiada greckiemu : Stc x6xvo; ii^-^ecoq 
^JXtev sv toT<; xoXzoi; auToO (Prolegg. in Plat. phil I.). Por6wnanie z Apule- 
juszem wskazuje, ze po -TjX^sv wypadta wzmianka ottarza i zaznaczenie, ±e 
)ab^^ u s i a d I Sokratesowi na tonie. 

p. 70, 10 wymienia Apulejusz 7 ruchow pianet: progressus et retro- 
cessus^ dexteriores ac sinistri. Th. s^dzi, 4e archetyp mial dexteri <Zerr> 
oris ac sinistri, s^d falszywy, skoro Apulejusz nie uwa^a) tych obrot6w za 
errores^ a konjektura psuj^ca paralellizm. Nie mniej niepotrzebnie uzupetnia 
Th. p. 70, 12 haec una mundo relida est sapientiae et prudentiae pro- 
pria <ri^>, bo przeciez podmiotem jest sphaera. 

Jeieli p. 73, 15 zmienia Th. (daemonum genus)^ quod est sui ra- 
tioney sed loco et poteslate diis summis sunt minores na quod et figu- 
ratione et cet., to powinien powiedzied, jak sobie wyobraza figuratio sumnn 
dei i demon6w Genus est sui znaczy tyle co sui iuiis^ a tekstu nie 
trzeba tykac. 

Dobra jest poprawka p. 74, 5: unde stisceptam providentiam dii 
seaindae providewtiae ita naviter retinent na unde susze2)tam provin- 
dam, niepotrzebne uzupeJnienia i nawiasy p. 74, 13 — 15. Widac, ze autor 
Jiie docenia my§li, skoro meditata wyrzuca. Takie p. 75, 2 fahzywie tJ6maczy 



_52_ 

in loco (ma byd = iUico), skoro konstruuje : in loco ohsequH (=^ obsfqxii" 
qus [et] eam in loco. Mie mozemy za fortunn^ uznad emendacyi p. 76^ 
6 sqq., ani zgodzid si§ na poleeon^ lekcy§ B p. 77, 16, ani p. 80, 12, ani 
p. 81, 11. Z ch^ci^ czytamy z JB p. 81, 18 CLd eius ardorem, ale nie wi- 
dzimy koniecznosci zmieniania z Th. adipiscendi na dispiciendi^ tem mniej 
psucia p. 82, 23 eiu^smodi quippe medietaies inier virtutes et vitta inter- 
eedere dicebat tertius quiddam na : eiusm^di medietatis (sic BJ... tertinm 
quiddam, Przecie^ ostatnie wyrazy s^ dopowiedzeniem do medietaies^ jako 
cos trzeciego. Tak Thomas czQsto zbyt ufa B^ a niezbyt dba o sens. Pomi- 
jamy wi§c reszt§ konjektur, na kt6re si§ nie zgadzamy, a wyliczamy tylko 
pewne, zdaniem naszem, poprawki: p. 85, 15 a VacefUia (p. 93, 26 sq. 
poprawit ju2 Rohde, a Tbomas samodzielnie poprawia tak samo) ; p. 94, 20 
qui qtianto plurium cupitor est {cupitione sit B) ; p. 96, 24 preiiosiorem 
solus videatur possidere virtuiem (sic B); p. 97, 18, stullus (zam. isiud)] 
p. 101, 9 despondente ipsa eiusmodi nuptias puhlice cwitate {ipsae d- 
vitates\ p. 101, 22 propriae {B). 

Z tych poprawek do pisemka de Plaione mozna mied pewne wyobra- 
zenie o warto§ci B i o jako^ci konjektur autora. 6}6wn^ ich wad^ jest to, 
te punktem wyj^cia dla autora jest przewaznie nie scis^a interpretacya teksta, 
ale varietas scripturae B. Tymczasem i najlepszy kodeks ma przecie^ swoje 
blQdy. Mimoto tuziny miejsc autor na pewne poprawit, daJ w sevji trzeciej 
najlepsz^ recenzy^ prologu do deklamacyi de deo Socratis, a w scryi czwartej 
uzupetni^ znacznie zbiory Gatschy, odnosz^ce si^ do reminiscencyi Lukrecyu- 
szowskich. Je^eli zechce si§ gJ§biej zajqd i tre^cii^, a wi^c nauk^ Apalejusza 
i jej stosunkiem do greckich s^r6del, to z pewnoSci^ da nam wreszcie ocze- 
kiwane wydanie krytyczne pism filozoficznych Apulejusza. 

Krakdw. T. Sinko. 



F. X. Burger, Minucius Felix und Seneca. Miinchen 1904, 
Beck. 

Autor l^l^^J z rz^du rozprawy o owym >aureolus liber« stara si§ — 
jak z tytulu widad — wykazad wplyw Seneki filozofa na dyalog Minuncyu- 
sza. Rzecz nie nowa, albowiem ju2 w roku 1612 poruszy) j^ G. Elmenhorst. 
W r. 1876 traktowal o niej B. Dombart ; przeciw jego zapatrywaniom wysta- 
pi} ostro Fr. Wilhelm i na podstawie pewnego podobienstwa my^li u Minn- 
cyusza i Tertuliana stara2 si^ dowieSd, ze reminiscencye z Seneki u obu pi- 
sarzy chrzescijanskich nalezy odniesd do ^r6d)a drugorz^dnego, do jakiegos 
nieznanego apologety chrze^cijariskiego. Victor Carlier, opat belgijski, stwier- 
dzil stanowczo wpJyw Seneki na dyalog Minucyusza pod wzgl^dem formalnym 
takze, poddaj^c dok^adnej rozwadze takie kwestye, jak zapatrywania obu pi- 
sarzy na znaczenie rozumu, na religi^ i zachowanie si^ cz^owieka idealnego 
w nieszcz^sciu. Carlier po raz pierwszy zwr6ci2 uwag^ na kilka zupehiie co 
do mysli zgodnych u obu pisarzy miejsc. Rezultaty badari wymienionych uczo- 
nych uwidocznit Herman Boenig w najnowszej edycyi Oktawiusza, w Lipsku 
1903. 



53 

Barger stara si^ wykazad, 2e zalezno^ Minucyusza si^ga daleko gt^biej 
i nie jest wyp^ywem prostej kompilacyi, ale przej^cia si^ ideami Seneki. Kto 
bowiem cho<5 trochQ obeznany jest z filozofiq stoick^, z wp^ywem, jaki ona wy- 
warJa na chrze^cijaristwo. oraz z manierami retorycznie wyksztaJconych pisa- 
rzy pierwszych wiek6w po Chr., temu nie wydadz^ si^ w Oktawiuszu dzi- 
wnemi ie wszystkie reminiscencye i kwiatki retoryczne z Seneki przej^te. Ale 
chod autor na poparcie tego zdania przytacza kilka miejsc pod wzgl^dem 
my§ii pokrewnych, nie mozna siQ stanowczo przekonad, jakoby z Seneki po- 
chodziliy, bo, ' jak ju2 sam autor zauwa^yt, wszystkie prawie powtarzaj^ si^ 
b^di u Cycerona, b^di u innych, p6^niejszych pisarzy, — a ju4 co do kon- 
taminacyi dwu lub kilku miejsc brak zupelnie przekonywuj^cych przyWad6w. 
A daiej autor gubi si^ czasem w domys^ach, n. p. na str. 13, gdzie przyta- 
czaj]|c Oct. 14, 4 i analogiczne zdanie z traktatu >de formuia honestae vitae* 
2, 4, kt6ry najwcze^niej z VI. wieku motB pochodzid — obydwa miejsca od- 
nosi do zagirionego pisma Seneki. Podobnych twierdzeri (cf. pg. 15 ust^p 
koncowy lub p. 22) znajdzie si§ wiQcej. 

Wi^j przemawia za wp^ywem Seneki na dyalog Minucyusza mn6stwo 
zwrot6w i frazes6w obu tyiko pisarzom wsp6lnych. Ztych jednak, kt6re Bur- 
ger przytaczat nie wszystkie musz^ byd zaczerpni^te z Seneki, bo s^ mi^dzy 
nimi zwroty poetom tylko wtaiciwe, n. p. Wergiliuszowi. 

Chocia^ tedy zebrane przez Burgera przyklady i wyraione zapatrywania 
nie s^ nowe, rozprawa niew^tpliwie godna jest uwagi, bo jasno i przejrzyScie 
zestawia caJy do tej kweslyi odnosz^cy si^ materya^. Burger nie daje wpraw- 
dzie niezbitych dowod6w zalezno^ci Minucyusza od Seneki, ale w ka^dym razie 
wykazuje, 2e pisarze chrze^ijariscy wpjywom Seneki ulegali i wiele z niego 
korzystali: uczy dalej, ze Minucyusz Felix nie jest bynajmniej kompilatorem, 
ze zna dobrze literatur^ filozoficzn^ Rzymian. 

B0e8e<kt\ Fr. Nagdrzanski, 



Ivo Bruns, Vortr&ge und Aufsatze hsgb. v. Theodor Birt. 
Munchen 1905. C. H. Beck. 

Filologia w Niemczech stracife niedawno dwu wybitnych uczonych. Po- 
lityka i parlament niemiecki dtugo cheJpi^ siQ Mommsenem i jego porywaj^c^ 
wymowQ, a Bmnsowi nie brakto wielbicieli, kt6rzy rozkoszowali si^ ciep^mi 
tonami jego smyczka. Pi^kna i wrailiwa na dol^ ludzk^ dusza przebija sIq 
tel: w mi^kkim stylu Brunsa, zupelnie odmiennym od stylu Mommsena. St^d 
choc pod wzgl§dem talentu ni^ mo2na go stawiad na r6wni z wielkim histo- 
rykiem, jako cziowiek wi^cej poci^ga i podoba sIq od Mommsena. Nawet 
w pracach dci^Ie naukowych, jak Das litterarische Portrat der Griechen (1896), 
przebija siQ ta rai§kkosd, od natury jego nieod/^czna. Jeszcze wyra^niej wpada 
ona w oko w odczytach publicznych, ktdrych 20 zamie^cil Birt w niniejszej 
ksi^e, poprzedzonej wstQpem o ^yciu i catej dzialalnoSci literackiej i nauko- 
wej profesora z Kiel. Owocem tej pracy jest 61 mniejszych i wiQkszych pism 
i rozpraw, ogtoszonych w r6£nych czasopismach naukowych, niemieckich i za- 
granicznych ; z dwudziestu zamieszczonych pi^d (Nr. 1, 4, 5, 15, 20) dot^d 



54 

nie bylo driikowanych, a pi§d ostatnich (16 — 20) nie dotycz^ filologii. Z po- 
zQstalych wyszczegolniaj^ si^ cztery srodkowe (Nr. 9 — 12), odnosz^ce si§ do 
satyry starozytnej i Lukiana. W pierwszej z nich, nawi^zuj^c do rozprawy T. 
Birta: Zwei politische Satiren (sc. Claudiani adversus Eutropium) des alten 
Rom 1888, zastanawia si^ nad nazw^ i pocz^tkami satyry i stwierdza, ze nie 
forma, ale tre^ stanowi istotQ satyry i odr6znia j^ od innych utworow; ze 
satyra nie wyrosta dopiero na gruncie rzymskim, ale uprawian% by^a na sze- 
rok^ skal^ juz przez Grek6w od Homera poczqwszy (cf. epizod o Tersytesie), 
tylko, 4e Grecy dla tego (ttwOuBoysXciov rodzaju literackiego specyalnej nazwy 
stworzyd nie chcieH. Stwierdziwszy nast^pnie na przyktadach komiczny cha- 
rakter satyry, stara si§ wykazad, ze kaidy rodzaj literacki stosuje ten srodek 
artystyczny, jezeli chce bawid i cel zamierzony osi^n^d. Ale jezeli pisarz nie 
umie zachowad miary w stosowaniu tego srodka, utwor zniza si^ do rz^u 
inwektywy i paszkwilu. — Druga, satyry dotycz^ca rozprawa: Philosophische 
Satiren Lucians^ napisana znowu z okazyi rozprawy J. Bernaysa : Lucian und 
die Kyniker, dotyczy dyalogdw: Vitarum auctio i Piscator. Po przypomnienia 
zajmuj^cej tre^ci satyry pierwszej, zapuszcza si^ ^ j^j egzegez^ i dowodzi, 2e 
po 'przymiotnikach : iwvixci;, nu3aYcptx.6? x. t. X. uzupehiid nalezy ^tcc, a nie, 
jak dot^d utrzymywano: lIXaTwv, Zi^vcov xtX. Nast^pnie na podstawie kilku 
scen dowodzi, ze Lukian dla celow artystycznych post^puje w dwojaki sposob, 
kt6ry nazywa: rodzajowym i systematycznym. Karykatura nie traci nic na 
wdzi^ku a pisarz w zupe^nosci cel zamierzony osi^ga, podaj^c r62ne systemy 
filozoficzne w ^miesznosd. Inn^ drogQ Lukian ohra2 w Piscator, mianowicle 
drogQ apologii. W ten spos6b wprowadza n. p. dhig^ mowQ, oskarzaj^ca Dio- 
genesa i w niej wypowiada wszystko, co wie niedobrego na t^ sektQ filozoii- 
czn^, nie szcz^dz^c przytem pochwat innym szkotom. Takie sceny polemiczne, 
zabarwione retoryk^, z wycieczkami przeciw filozofom, powtarzaj^ si^ dosyc 
czQsto w dyalogach Lukiana, a celem ich jest wykazad, w czem jakie sekty 
filozoficzne bt^dzily. Pod tym wzgl^dem Bruns zajmuje slanowisko inne, niz 
wszyscy, kt6rzy Lukianem przed nim si^ zajmowaii. 

Do Lukiana odnosz^ si^ takze dwie nast^puj^ce rozprawy: Lukianos 
und Oenomaus i Lucians Bilder. Tamta skierowana jest przeciw Bemaysa za- 
patrywaniu, jakoby Lukian krytykowat greck^ teologi^. Na podstawie dyalogow 
Z£'j? TpjiYw^^; i sXeYx^iJLsvoc; stara si^ udowodnid, ze Lukianowi chodzi o Stoikow 
i te zwalcza ich naukQ o przeznaczeniu, opatrzno^ci i o bogach. MySl ta nie 
nowa, bo juz Croiset (Lucien pg. 223 sqq.) to samo zapatrywanie wyrazit; 
ale Bruns przez doktadny rozbi6r tych dyalog6w mysi Croiseta rozwin^ i gJ^ 
biej uzasadni) i zwr6cit uwag^, 4e t§ sam^ tendency^ zawiera fragment Oeno- 
mausa, kt6ry wed^ug Euzebiusza zyt za Hadryana. Takdbe zapatrywania na 
mantyk^ u obu pisarzy s^ te same. To pokrewieiistwo mySli u obu pisaray 
sktania Brunsa do przypuszczenia, te Lukian albo znat pisemko Oenomausa, 
albo ze obaj czerpali z jednego lr6d}a. — W ostatniej z lukianowskich roz- 
praw poSwi^ca B. kilka uwag trafnych dyalogowi Eaove^, w kt6rym jeden 
z interlokutor6w, chc^c przedstawid i wyrazic pi^kno^ kobiety i sw6j dla niej 
zachwyt, przechodzi szereg pos^g6w i obraz6w niewie^cich i najpi^kniejsze 
cz^sci ich przypisuje owej, nieznanej sobie kobiecie. Bruns wi^c wskazuje 
na tc, 4e sv/.wv oznacza pos^g i obraz jak i portret literacki i ze dyalog 
sWada si^ z dwu cz^sci niby dwu aktow, z kt6rych drugi rozWi^zuje za- 
gadk^, niezrozumiatq w akcie pierwszym. 



oo 

W rozprawce »Allische Liebestheorien < roztrz^sa niektore ust^py z Fe- 
drosa, Praw i obu Sympozy6w: Platona i Ksenofonta, oraz trzy rodzaje miJo- 
sci w nich omawiane: mito^d mi§dzy przyjaci6tei, zmysJowq i Irzeci^, z obu 
tych pierwiastk6w z2oion^; w Emancypantkach zas ateiiskich (Nr. 7: Die 
Frauenemanzipation in Athen) na podstawie Eurypidesa i Arystofanesa, Platona, 
Ksenofonta i Arystotelesa zastanawia si§ nad kwesty^ emancypacyi kobiet 
w Atenach, nad jej pocz^tkami i rozwojem az do koiica IV. w. przed Chr. ; w Hele- 
nie (Nr. 9) daje obraz kultu tej bohaterki w Grecyi i w literaturze greckiej. 
>Zur Homerfrage der griech. Urgeschichte (Nr. 2), z okazyi ukazania 
si§ pierwszego tomu historyi staro4ytnej E. Meyera i J. Belocha powstaie, 
przedstawia stanowisko i znatzenie aojd6w, tudziez wykazuje, 2e w catej po 
ezyi epicznej nalej^y odr6toic dwie grupy : historyczn^ i mytologiczn^, kt6re 
pocz^tkowo rozwijaty si^ zupehiie niezaleznie od siebie a z czasem dopiero 
zlaiy si§ w catosd. Ta druga grupa, mimo 4e punktem wyj^cia dla niej s^ 
pierwotne wyobraienia o bogach, nie ma nic wsp6lnego z poezy^ religijn^ 
greck-^. Pod tym wzgl^dem — zaznaczyc wypada — Bruns staje na tem sa- 
mem stanowisku, co i Drerup w ksi^zce: Homer. Nr. 3: Die griech. Tragodien 
als reiigionsgeschichtliche Queiien, dotyczy Orestei i Prometeusa. Na podsta- 
wie analizy najbardziej skomplikowanych i niejasnych scen dowodzi, ze Ai- 
schylos wyst^puje w nich jako moralista i zwraca si§ przeciw sofistom i ich 
sztuczkom, skierowanym przeciw religii. — Maske und Dichtung (Nr. 5) ma 
na celu wykazad, 4e sceny bardziej patetyczne w dramacie greckim nie roz- 
grywaj^ si^ przed oczyma widz6w. Dopiero Eurypides odwazyl si^ po raz 
pierwszy w Hippolicie a potem w Orestesie przedstawid szat na scenie, kiedy 
dawne formy przestahy dzia^ad na publicznosd ateiisk^ i kiedy gonienie za 
efektem tQpi wratliwosd na cierpienia ludzkie; ale smierci nawet on nie od- 
waiyl si§ przedstawid. — Die atticistischen Bestrebungen in der griech. Litte- 
ratur (Nr. 8) daj^ kr6tki obraz d^^noSci literackich epoki aleksandryjsMej, 
znaezenia Dyonizosa z Halikarnassu i pisemka Pseudo-Longina o wznios^m 
stylo. Ich zashig^ w znacznej mierze jest zwr6cenie siQ do pisarzy ateiiskich 
i nasladowania ich JQzyka i stylu. Charakterystyka Marka Aurelego, jego dzia- 
^alnoSci na tronie i w literaturze, daje poznad nie tylko tego szlachetnego 
w^adcQ, ale i ca^^ epok^, pr^dy i walki, jakie epok^ t^ wstrz^sa^y. Kult hi- 
storischer Personen przedstawia kult Aleksandra W. w§r6d filozof6w, retor6w 
i cesarzy rzymskich. Ale ten artyku) nie jest wyt^cznie osobie Aleksandra 
WieUdego przeznaczony ; przesuwa si§ tu przed nami nadto kilka wybitnych 
csobistoSci ze swiata przewaznie literackiego r6znych czas6w. Wreszcie w ar> 
tykule: Montaigne und die Alten (Nr. 15) przedstawia Br., jak nalezy rozu- 
mied s2owa Montaigne'a, ze jest plagiatorem staro^ytnych pisarzy. Artyzm 
i tresd Katulla i Horacego, Lukrecyusza i Wergiliusza tak zawsze tego wyj^t- 
kowego cz^owieka poci^ga^ ku sobie, 4e ich j^zyk i my^li staly si^ jego wla- 
snemi, a nie zamyka^y mu oczu na prawdziw^ pi^knoSd i wielkosd Homera, 
kt6rego kosztem tamtych nigdy nie poni^at. 

Wartosd omdwionych prac Brunsa nie jest r6wna; do najlepszych pod 
wzgl^em rzeczowym nalei^ niew^tpliwie prace o Lukianie, do najmniej uda 
Inych Emancypacya kobiet w Atenach, wszystkie s^ jednak pi^knie napisane. 

Rzeseoifv. Fr, NagdreaAsku 



_5G_ 

SeHi^ep-L rpHfopift, MeTpHqecRiH nepejioateHia aa jiaTHHCKm 
ji3HKi> (Zenger Grigorij, PrzeWady wierszem na j^zyk lacinski). Pelersburg 

Autor wyiej wymienionego dzielka byl najpierw profesorem fiiologii kla- 
sycznej uniwersytetu warszawskiego, naslfpnie kuratorem szko* Kr61estwa Pol- 
skiego a w koiicu rosyjskim ministrem oSwiaty, z ktorego to slanowiska 
przed kilku laty ustqpi^ Pr6cz lileratury klasycznej oddaje si^ autor z zami- 
Jowaniem takie badaniom nad humanistami polskimi i najdawniejszymi kro- 
nikarzami i historykami dziejow polskich, pisz%cymi po lacinie. W tej dzie- 
dzinie ogtosiJ on w ostatnich czasach w r64nych pismach naukowych szereg 
cennych rozpraw po rosyjsku, kt6rych tytuJy brzmi^ po polsku : wierszach 
Jacinskich Jana Kochanowskiego, Kijow 1904, str. 53. Uwagi do tekstow 
fecinskich, Petersburg 1904, str. 42 (Gz. I.), Petersburg 1905, str. 21 (Cz. 
II.). Uwagi do sredniowiecznych tekst6w Jacinskich, Petersburg 1905, str. 37. 
Krytyczne uwagi nad prac^ Dr. Kazimierza Krotoskiego p. t. Sw. StanisJaw 
biskup w ^wietle irddel, ogloszone w Petersburgu 1905, str. 26. 

Odk^adaj^c ocen^ niekt6rych wyzej wyliczonych rozpraw autora na p6- 
zniej, pragn^ w tem miejscu kilka uwag po^wi^id jego dzietku wymieoio- 
nemu w nag}6wku. 

W tej wytwornie wydanej ksi^izeczce og^asza autor zbi6r r6znych wier- 
sz6w najcelniejszych poet6w europejskich tak dawniejszych jak nowszych 
w wierszowanym przeWadzie Jaciiiskim, wzorowanym tak pod wzgl^dem j§ 
zyka, jak miar wierszowych na najlepszych pisarzach klasycznej literatory 
rzymskiej. Zbi6r wiersz6w jest uJoiony w ten spos6b, 4e po lewej stroniejest 
podany tekst wiersz6w w oryginale, a po prawej stronie obok omieszczonf 
przektad Jaciiiski. PrzeWady tego zbioru ogfeszat autor, jak to sam zaznacza 
w przedmowie i uwagach tego dzietka, juz dawniej osobno drukiem po ro- 
znych rosyjskich czasopismach naukowych. Poniewai te czasopisma nie lalwo 
i nie dla kazdego sq dost§pne, przeto bardzo shisznie post^pil autor, ze roz- 
pr6szone przekJady obecnie zebraJ w jedn^ cato§d i z niekt6remi zmianami 
i poprawkami wyda2. 

W powyzszym zbiorze, w kt6rym przewaiaj^ t)6maczenia z poetow rosyj- 
skich, znajduj^ si§ przeWady nast^puj^cych utwor6w : 1) Dawida psalm I., 
oddany jv zwrotkach dwuwierszowych, ztozonych z jambicznego senarn i kwa- 
ternaru. 2) Modlitwa paiiska, przett6maczona z tekstu greckiego podanego 
w ewanielii sw. Mat. 6, 9—13 (w dyst. eleg.). 3) Wiersz Puszkina p. t. 
»Pojetu« (wdyst. eleg.). — 4) Wiersz Tjuczewa p. t. Fontan (zwrotki aik.). 
5) Wiersz Lermontowa p. t. Tri palmy (heksam. dakt.) — 6) Wiersz By- 
rona p. t. : >The destruction of Sennacherib* (heks. dakt.). — 7) Alpu 
haraMickiewicza (heks. dakt.). — 8) Wiersz Puszkina p. t. Anczar 
(heks. dakt.). — 9) Wiktora Hugo Ghants du crepuscule, nr. XIV. (dyst, el^.). 
10) Wiersz Tjuczewa p. t. Sumerki (dyst. eleg.). — 11) Wiersz Lermontowa 
p. t. : Zurnalist, czitatel i pisatel (dyst. eleg.). — 12) Puszkina wiersz p. t. Ro- 
dostownaja mojego geroja, strofa XI i XII (heks. dakt.). — 13) Kr6tki wier- 
szyk erotyczny Lermontowa (strofy saf.). — 14) Puszkina ^Tuczac (dysl 
eleg.). Pod nr. 15 21 podal autor przeHady dwuwiersz6w elegiackieh Sehil- 
lera p. t : Theophanie, Erwartung und Erfiillung, Die Triobfedorn, Das Di^li- 



57 

€hon, Zeus und Hercules, Wissenschaft, Wahl. — 22) PrzeWad Goethego dwu- 
wiersza eleg. na temat, jakiego sobie 2yczy czytelnika. — 23) Majkowa 
»Nywa< (heks. dakt.). — 24) Dantego Inferno III. w. 1 — 12 (heks. dakt.). — 
25) Puszkina »Na perewod Iliady» (dyst. eleg.). — 26) Goethego dystych 
JQzykach umarlych. 27) Puszkina >Prorok< (heks. dakt.). 

W przekladach Iftcinskich powy2szych wiersz6w zastosowywal autor, jak 
wspomnia^em, wyl^cznie JQzyk i miary wierszowe, uzywane przez najlepszych 
klasycznych poetow rzymskich. Wykroczenia przeciw tej zasadzie nigdzie nie 
zauwa^ylem, co z calem uznaniem zaznaczam. Autor wlada dzielnie poety- 
ckim j§zykiem laciiiskim. Tak samo ma siQ rzecz z budow^ i technik^ wier- 
sz6w kciiiskich, kt6ra jest wsz^dzie prawidtow^ i zastosowan^ sciSle do wy- 
magan metryki klasycznej. Nie wielu znalazloby siQ uczonych, kt6rzyby bie- 
g}o§ci^ i ratyns^ w JQzyku i wierszowaniu lacinskiem donSwnali autorowi, 
zwtaszcza w naszych czasach, kiedyto poczucie dla pi^knej formy j^zyka la 
cinskiego, oraz gruntown^jego znajomos^ i biegtodc w nim spotyka si^ zaledwie 
nielicznej garstki filolog6w z zawodu. 

Co si^ tyczy dalszego pytania, czy autor obrat zawsze w przekladach 
swoich stosown^ miar^ wierszow^, najbardziej odpowiadaj^c^ formie i tresci 
oryginalu, to w tym wzgl^dzie nie zawsze mogQ si^ z nim zgodzid. Zreszt^ 
nie moze byd inaczej tam, gdzie dot^d brak zgodnoSci zapatrywaii. Autor 
obra) sobie za zasad^ wszystkie wiersze oryginal6w oddawad miarami wier- 
szowemi, zastosowanemi przez klasycznych poet6w rzymskich. Wobec tego spo- 
tykamy w jego przekladach szeregi heksametr6w daktylicznych (7 razy), dy- 
stychy elegiackie (17 razy), zwrotki alcejskie (l raz), strofy safickie (w 1 
wierszu) 1 strofy dwuwierszowe, zlo2one z senaru i kwaternaru jambicznego 
(w 1 wierszu). Na oddanie wi^c 27 utwor6w nowo2ytnych, z kt6rych niemal 
kazdy jest ulotony w innem metrum, uzyl autor zaledwie.5 rodzaj6w miar 
wierszowych. Ta liczba jest stanowczo za mala. 

Aby dosiroi6 si^ nalezycie do formy utwor6w nowo2ytnych i oddad 
cfaodby w przyblizeniu jej pi^knoSd i rozmaito^, nalezalo mojem zdaniem po- 
rzQcid ciasnei krQpuj^ce ramy miar wierszowych, zastosowywanych przez kla- 
sycznych poet6w rzymskich, a siQgn^d do obfitych wzordw laciiiskiej poezyi 
sredniowiecznej, przekazanej w hymnach koScielnych i pieSniach wQdrownych 
takow. Liczne i r62norodne miary wierszowe tejze poezyi, opartej na akcencie 
zglosek i rymie, niejednokrotnie stanowjzo lepiej nit wiersze klasyczne nada- 
watyby siQ do oddania utwor6w nowozytnych. W takim razie przeklady au- 
iora stracilyby wprawdzie na koturnie i powadze, jakiej im mimowolnie na- 
daje szata klasyczna, niejednokrotnie wcale nielicuj^ca z ich tre§ci% i nastro- 
jem wewnQtrznym, ale za to zyskalyby na lekko^ci, barwnosci i rozmaito^ci 
formy zewnQtrznej, zblil^lyby si^ bardziej do oryginal6w, a tem samem prze- 
mawialyby zywiej i glQbiej do naszego uczucia. ie podobne wiersze laci^skie 
wybomie si^ nadaj^ do przekladu utwor6w nowozytnych, dowodz^ tego liczne 
tl6maczenia nowo^ytnych poet6w niemieckich na j^zyk laciiiski, jak n. p. 
zbi6r Jana Linckego p. t. Cithara sacra, Lipsk 1893 i Fryde- 
ryka Rascha, Lateinische Obersetzungen deutscher Ge- 
dichle, Stade 1904, kt6re czyta si^ z prawdziwem zaj^ciem, a dla ktorych 
wybornych wzor6w dostarczyly Carmina vagorum i spiewniki komersowe nie- 
mieckie 



58 

Ta okolicznos6, ze autor zastosowywaJ w swoich przekJadach tacinskicb 
szczupt^ liczb^ miar wierszowych, uiywanych przez klasycznych poetow rzym- 
skich, wywolaJa brak zgodnosci w niekt6rych szczeg6iach rai^dzy oryginaJera 
a przeWadem, zwlaszcza tam, gdzie autor krotsze wiersze oryginahi oddawal 
wierszami dtuzszymi, jak to ma si§ rzec^z z przeWadami, wymienionymi pod 
nrem 7, lU, U, 12, 27. Tak n. p. w przekladzie Alpuhary, klorej zwrotki 
skJadaj^ si§ z wiersz6w 10 i 8 zgloskowych, zastosowaJ autor heksameter 
daktyliczny, kt6ry jako licz^cy 13 — 17 zgJosek jest stanowczo za obszerny 
do pomieszczenia my^li, zawartej w znacznie kr6tszych wierszach polskiego 
oryginalu. W takich razach byl autor niejednokrotnie zniewolony wsuwac 
i dodawad do przekJadu laciriskiego szczeg6ity zbyteczne lub oboj^tne dla ory- 
ginatu, i to jedynie w tym celu, aby zachowac^ w przektadzie t^ sama \\o<(- 
wierszy lub zado^c uczynid prawidlom ich budowy. Jeslibysmy si§ mieli ko- 
niecznie zdecydowac na wyb6r klasycznej szaty dla Alpuhary, to mojem zda- 
niem najodpowiedniejsz^ szat^ dla niej, jako dla ballady li|cz^cej w sobit' 
pierwiastek opisowy i liryczny, nie byJby heksameter, lecz raczej dyslyeb 
eiegiacki, raaj^cy u Rzymian zastosowanie procz eiegii takze w niektorych 
utworach o charaiterze opisowym. 

Przy oddawaniu my^li autor nie trzymai si^ niewolniczo tekstu orygi- 
natu, lecz odtwarzat je w przektadzie Jaciriskim z Cdl^ swobod?^, nie naru- 
szaj^c oczywiscie ^cislo^ci rzeczowej. To tez wiersze jego odznaczaja si§ nie- 
tylko prawidJow^ budow^ w zupetno^ci zastosowan^ do zasad i wymagari rae- 
tryki rzymskiej, lecz takie lekkosci^, potoczysto^ci^ i wdzi^kiem i nigdzie nie 
wywohij^ tego uczucia, 4e ich ulozenie wymagaJo od autora wiele raoz^-^u 
i trudu. 

Wiersz6w niejasnych lub takich, kt6reby byto trudno zrozumied bez zajrze 

nia do tekstu cft-yginalu, znalaztem bardzo maJo w przekladach autora ; lo 

samo tyczy si§ takze mysli, niezgadzaj^cych siq calkowicie z oryginalem. Po- 

mijajqc inne, ogranicz^ si§ do przekJadu Alpuhary, kt6ra nas najbardziej ob- 

chodzi. Tak n. p. w. 12: »Gruxque sacris Arabum spargit de turribus igne>* 

mojem zdaniem nie oddaje wiernie sJ6w oryginaiu : *3\it z rainaretow bh- 

suf^h krzy4e«. Nadto czytelnik, nie znaj^cy polskiego oryginahi, moze je myl- 

nie zrozumiec w ten sposob, ze krzyz wysypuje ognie, t, j. ze chrzescijanie. 

opanowawszy wieze miasta, stamtqd rzucnj^ pJonqce pociski na inne cz^j-^ei 

miasta. Rowniez w. 16: »Effugit, inmissos quoque delusisse peritus«, me 

odpowiada w zupeinosci s^owom oryginalu: »Uciekl i zmyliJ pogonie* Za- 

miast nich moze lepiej nadawaJyby si§ slowa: >Effugit, instantis fallens ve- 

stigia turbae*. W w. 27 niepotrzebnie dodane s^owo rursus wypacza mysf 

oryginaJu, natoraiast pomini^to w przek^adzie wainy wyraz heepieasne. 

W w. 36: »Subiectique ostro sortem affectasse clientis* (= Chce zostae 

wasalem obcej korony), nie jest mi zupeinie jasnem znaczenie i zaletnosc 

wyrazu ostro. — SJowa w. 37: »Laus apud Hispanos ingens virtute para- 

tur« r6wniei nie oddaj^ wiernie mySli oryginalu: >Hi^zpanie m^st^vo cenie 

umiej^*. W w. 52: »Sanguineum vibrant ardorem incendia visus« (= krwia 

mu nabiegJy irenice) razq slowa incendia vism, kt6rych widocznie uzyt autor 

na oznaczenie wyrazu »:^renice«. Trudno przypuscid, by ktos nie znaj^cy ory- 

ginaJu polskiego, domyslil: si^ w powyiszych slowach tego znaczenia. Za- 

miast fronlem w. 54 moze odpowiedniejszym byiby wyraz vnlium; blados6 



59 

bowiem nie przebija si^ tylko na czole, iecz na catem obliczu. Zwrot >Verba 
dedi vobib« w. 55 na oznaczenie slow oryginahi: >Jam was oszukat* nie 
oddaje w zupeJnoilci powyiszej raysli i wydaje mi si§ za blady. 

Jednak powyzsze uwagi nie ujmuj^ w niczem wielkiej wartosci przeWa- 
dow Jaciriskich aulora, kt6ry pomirao wielkich trudnosci wogole znakoraicie 
wywi^.ai si§ ze swojego zadania. Aby czytelnik ra6gl choc w cz^sci poznad 
pi^kno^ci jego przekladu i miec wyobrazenie o jego niezwykJej bieglosci 
i wprawie w j^zyku Jaciriskim i budowie wiersza, przytaczam cztery pierwsze 
i cztery ostatnie zwrotki Alpuhary w przektadzie, dokonanym przez autora. 



Strata iacent Maurum disiectis oppida tectis, 
Ferratasque trahit gens debellata catenas; 
Arcet adhuc fidis Granata a moenibus hostem, 
4 Sed Granata gemit dira pessuradata labe. 

Parva cohors etiara manet Almansoris in arrais, 
Alpuxarranas certans defendere pinnas; 
Constituit tamen Hispanus yexilla sub urbe, 
8 Mane novo molem summa ruiturus opum vi. 

Et vix orta dies, reboat polus aere tonante, 
Nec mora, procumbunt volso muniraine muri, 
Tandem expugnat ovans arcem beliator Hiberus 
12 Cruxque sacris Arabum spargit de turribus ignes. 

Unicus Alraansor, socios ubi iam videt oranes 
Intrepidis cecidisse anirais seseque vigere 
Incolumem, rumpens sibi iter per tela, per enses 
t6 Effugit, inmissos quoque deiusisse peritus. 



* 



Oscula dispensans stillavi in viscera tabem, 
Quae penitus vestras corrumpet saeva medullas. 
Aspectate igitur, quantis cruciatibus urar, 
60 Suppiiciis iam iam perituri sciiicet isdem«. 

Sic ait et clamat, iactatur, contrahit uinas — 
Aeternis strictos ampiexibus optet Hiberos 
Absorbere sinu cunctos — geminatque cachinnos 
64 Efferus, haud ficto contendens iiia risu. 

Inridere etiam defunctum dicere possis : 
Conivere negant oculi, rigida ora dehiscunt 
Immoriturque genis feraii frigore tactis 
68 Mansurus totum risus furiaiis in aevum. 



60 



Ilicet attoniti fugitant urbemque luemque 
Hispani, sed trux sequitur vestigia clades, 
Alpuxarranos necdum transgressa caterva 
72 Saltus absumptast taetri spiramine morbi. 

Lfv6w. M. Jesienicki. 



Kroll Wilhelm, Das Studium der klassischen Philo- 
logie. Ratschlage fiir angehende Philologen. Greifswald 1905. 22 str. 

Mtodzi adepci filologii skarz^ si§ cz§sto, ze rozpoczynaj^c studya, po- 
zbawieni s^ wskaz6wek, jak te btudya urz^dzic. Potrzebie tej pragnie zaradzic 
ksi^^eczka KroUa. Autor daje w niej mtodym stuchaczom filologii rady, czego 
i jak maj^ s^uchad. Po odrzuceniu rzeczy, kt6re zastosowane s^ do stosunkow 
uniwersytetdw niemieckich (n. p. ust^p6w o burszenszaftach itd.), mog^ uwagi cenio- 
nego filologa oddad prawdziwi^ uslugQ i stuchaczom naszych uniwersytet6w. 
WspomnQ tu o kilku wazniejszych. Stusznie ostrzega KroU (str. 4), ze nikt 
nie powinienby wybierad sobie studyum filologii bez wewn^trznego powoiania^ 
jedynie dlatego, £e chwilowo studyum to uchodzi za korzystne. Nie liczba 
adept6w, lecz ich jako66 jest dla filologii rzecz^ g{6wn^. Ale nie wystansy 
sam zapal dla filologii; potrzeba nadto pilnodci i wytrwato^i, bo przyjdzie 
tu zajmowad si^ takie rzeczami, kt6re niezbyt s^ pon^tne, zwlaszcza dla 
pocz^tkuj^cego. Kto celowat w gimnazyum, nie powinien s^dzid. ze i naani- 
wersytecie wybije si^ bez pracy ; »pierwszy celuj^cy« wyr6sl ju4 nieraz na mier- 
nego studenta (str. 7). Nie jest dobrze, gdy shichacz z g6ry stucha tylko 
tego, co mu b^dzie wprost do egzaminu potrzebne (str. 8). Prawdziwe zado- 
wolenie znajdzie tak za czas6w studenckich jak i p6^niej w zyciu tylko ten, 
kto uprawia nauk^ dla nauki (str. 9). Najwazniejsz^ rzecz^ jest, by slachacz 
pocz^wszy od pierwszego p6}rocza bral udzial w dwic^eniach. Przestac cho- 
dzid na proseminarya mo2e dopiero wtedy, gdy czuje, 2e wlada dostalecznie 
JQzykiem taciiiskim i greckim ; pewnosd w wladaniu tymi JQzykami jest nie- 
zb^dn^ dla filologa (str. 10). Brak tej pewno^i spostrzega sl^uchacz nieraz 
dopiero wtedy, gdy mu przyjdzie pisad rozprawQ kandydack^ czy doktorsk^ 
albo gdy na prac^ klauzurows^ dostanie przeUad na JQzyk grecki lub tacinskL 
Cwiczenia wprowadzaj^ w najkr6tszym czasie i z najmniejszym tradem 
w nauk^; tu uczestnik ich dowiaduje siQ o kwestyach, kt6re wchodz^ w za- 
kres nauki, tu poznaje najwazniejsze podrQCzniki i inne srodki pomocnicze. 
Aby odnie^d nale^yt^ korzySd z dwiczeii, powinien stuchacz przeczytad aatora 
objadnianego albo w ci^gu feryj przed rozpoczQciem pdlrbcza albo tez w ci%gu 
kursu przygotowad si§ zawsze na ust^p, ktdry ma byd objaSniany. Wy- 
ktadu nie zast^pi studentowi ksi^ka, bo profesor stara si^ przedstawic 
przedmiot z innej strony niz go mozna znaie^ w podrQCzniku, stara si^ go 
przedstawid iywiej i zrozumialej. Przy wykladzie nie tyle chodzi o to, co za 
praktyczn^ korzySd przyniesie wyktad stuchaczowi, ile o to, ze b^dsie on 
podniet^ umyslow^ dla niego. Im szersze podstawy potoiy stuchacz pod swe 
wyksztalcenie za czasdw uniwersyteckich, tem wi^ej przyjemno^i znajdzie 
polniej w swym zawodzie. Powinien tez filoiog mJody zajmowac si^ iiteratur^ 



61 

swego narodu, history^ sztuki i innemi rzeczanii, kt6re pozwalaj^ mu pozna 
kultur^ nowozytn^ (str. 16). Pocz^tkuj^cy nie powinien zaczyna6 sludyum 
od tego, by siQ dowiadywad, co jest potrzebne do egzaminu, lecz starad si^ 
zoryentowad si^ w cafym zakresie nauki i poznad jej metodQ (str. 19^. Kaidy 
powinien dalej d^iyd do tego, by samodzielnie popracowad w pewnym 
punkcie ; nawet w tym razie, gdy to b^dzie obszar bardzo szczupty, nauczy 
si^ brad do zagadnienia naukowego i skoncentrowad siQ umys2owo, a to jest 
zdobycz trwa^a (str. 20). Takze i ci, ktorzy nie znajd^ po^niej czasu do 
pracy naukowej, odnios^ korzySd wielk^ z tego, ie chodby raz szukali prawdy 
dla niej samej (str. 21). Wreszcie i najubozszy student powinien d^zyc do 
tego, by posiada} na w}asno.4c najwa^niejsze dzieta podr^czne^ a wi^c przede 
wszystkiem teksty, sJowniki i gl6wne podr^zniki. 

KsiQzeczka KroUa zawiera jeszcze wi^cej takich zlotych ziarn. Po nie 
odeslad trzeba czytelnika do samego pisemka. 

Lfvdw. St. Witkotvski 



Listy filologick^. Red. Jos. Kr^l i Fr. Groh (dla filol. klas.)^ 
Jan Gebauer i Jar. Vldek (dla filol. slow.). Rocznik 31. Praga 1904. 

W zakres naszego pisma wchodzi tyiko sprawozdanie z artyku}6w cze- 
skiego czasopisma, po^wi^onych filologii klasycznej. Z nich artykut L. W e- 
niga (str. 81 — 94) informuje o wiele dzis omawianej kwestyi mierzenia 
daktyloepitryt6w (>Sp6r o daktyloepitryty«). Fr, Groh m6wi »0 niekt6rych 
spornych kwestyach topografii atehskiej« (str. 1 — 6). Ghodzi tu o Tb i/eYapcv 
Tb 'zpoz £0T:£p7)v TETpafjLjjLSvsv i o Ti^piTZT.o^f XaXxeov. Tenzeoglosil (str. 7 — 13) 
•Prayczynki do Arystotelesa Athenaion politeia«. Prof. J6z. Z u b a t f traktuje 
obszemie o etymologii wyrazu xcjctSto; (str. 405 — 419) a P. Lang o slowie 
h6. cerno i kompozytach sJowa cello. Z artykuI6w, wykraczsj^cych poza dzie- 
dzin^ filologii klasycznej, wymienid wypada artykut Zubatego o Ramajanie 
i dwie, nas Polak6w bliiej obchodz^ce rozprawki: Hujera »Do etymologii 
stewa pan* i Janki o zaimku ten i pokrewnych. — Rubryka recenzyj 
obejmuje mi^dzy innemi sprawozdania o nowszych publikacyach papirus6w 
(piora Groha) i o pracy metrycznej Goodella (pi6ra prof. Krala). — Bardzo 
nichliwym i pozytecznym jest dzial »Drobne uwagi». Przynosi on wiadomo- 
sci waznych najswieiszych odkryciach i publikacyach. 

S. W. 



Z nowo§ci filologicznych. 



Aristophanis Ecclesiazusae ed. J. van Leeuwen. Leiden 1905. (z ko- 
mentarzem). 



Bethe E., Die trojanischen Ausgrabungen und die Homerkritik. Aus d. Neuoi 
Jahrb. f. k. A. 1904. str. 13. 



BlasB Fr., Die Interpolationen in der Odyssee. Halle 1904. M. 6. 



Schanz M., Gesch. d. rOm. Literatur. 3. Theil. Die Zeit von Hadrian 117 
bis auf Gonstantin 324 2. AufL Miinchen 1905. M. 9. 



Leo Fr., Die Originalit&t der rOm. Literatur. Festrede. G5ttingen 19U. str. 
18. 40 fen. 



Kuhner R. Ausfiihrliche Grammatik der griech. Sprache. IL Teii. Satzlehre 
3. Aufl. V. B. Gerth* Bd. II. Hannover u. Leipzig 1904. (Zawiera dokoAczenie 
skhtdni). 



Dareste, HaussouLlier, Reinach, Recueil des inscriptions juridiques 
grecques, 2-e serie. Fasc. 2—3. Paris 1905 



63 

Lipsius J H, Das attische Recht u. Rechtsverfahren Mit Benutzung von 
Meier Scboemann, Der att. Prozess, neu bearb. I Bd. Leipzig 1895, Reisland. M. 6. 



Priene. Ergebnisse der Ausgrabungen 1895—1898 v. Wiegand u. Schra- 
der. Berlin 1904. M. 40. 

Magnesia am Meander. Bericht Uber die Ausgrabungen der Jahre 1891—1893 
von C. Humann. Berlin 1904. M. 40. 

Das athenische Nationalmuseum Phototypische Wiedergabe seiner Schatze. 
Mit erklar. Text v. Svoronos. Heft 3—4. Athen 1905. 



Lechat H., La scuipture Attique avant Phidias. Paris 1905. 20 fr. 



Furtwangler u. Urlichs, Denkmaler griechischer u. r5mischer Skulptur. 
2. vermehrto Aufl. mit 101 Abbild. Miinchen 1904. M. 4.50. 



Les grands artistes. 1) Perrot G., Praxitele. 2) Collignon M., Lysippe 3. 
Pottier E., Douris et les peintres de vases grecs. Paris 1905. (Po 2 fr. 50 c). 

Anderson u. Spiers, Die Architektur v. Griechenland u. Rom. Lief. 1. 
Uipzig 1905. M. 3. 



Pauly-Wissowa Real-Encyklopftdie Lief. 71 

(Doprowadzono rzecz do Kileithyia wf^cznie. Z obszerniejszych artykuldw znaj 
dujemy: Eiche (Olck) i KiSwXov (A. K5rte)). 



Z publikacyj filolog6w polskich: 



Sinko Th., De Apulei et Albini doctrinae Platonicae adumbratione. (Seorsum 
impressum e Tomo XLI Diss. philol. Class. Acad. Litt. Cracov.) Cracoviae 1905, 
stron 50. 



Sinko Tadeusz, Poezya aleksandryjska Pr6ba charakterystyki (Odb zeSpraw. 
gimn. sw. Anny w Krakowle za r. 1905). Krak6w 1905, stron 67. 



Waszyiiski Stefan, Die Bodenpacht. Agrargeschichtliche Papyrusstudien. 
Bd. L Die Privatpacht. Leipzig u. Berlin 1905, Teubner, str. 178. 



64 

Jezienicki Michal, Orchomenos w Swietle najnowszych wykopalisk. Nad- 
bitka z Muzeum 1905), str. 161—168 i 250—256. 

Kossowski Stan., Studya do dziej6w renesansu i reformacyi w Polsce. 
I. Krzysztof Hegendorfin w akademii Lubraiiskiego w Poznaniu (1530 -1535). Lw6w 
1905, 8tr 112 + IV. 

Jurkowski Blaiej, Szymona Szymonowicza Flagellum livoris. Szkic history- 
czno-literacki. Jaroslaw 1905, str. 43. 



Koczniki czasopisma ^Eos^ za lata 1894 — 1901 b^ dla 
Dowo przystepujitcjcli Czlonkow do nabycia u Skarbnika r^ ^ 
Prof Fr. HoRBowskiec:^ po znizonej cenie 4 korony za rocznik. 



Nak?adem Towarzystwa filologicznego wyszly i 8% we 
WBzystkich ksi§gamiacli do nabycia: 

Bienkowski Piotr, Nowe odkrycia na Forum w Rzymie. 

Z planem Fcirum Romanum (wedtuj? Ch. Huelsena). 
(Odbitka z »Eos€). — Cena 60 h. 

Bozwfiffowskl Jmu Semazyclogia czyli nauka o rozwoju znaczeA 
wyraz6w. Jej slan obecny, zasady i zadania. (Odbitka z >Eos«). 
Ccna H K. 



„Ksi^* pami^tkowej dla Prof. Dra L. 6wiklirtskiego" pozostal pe 
wi^n zapas egzemplarzy, kl6re sq do nabycia u Prof. Fr. Hoszow- 
skiego po znacznie zniionej cenie 2 K. 

Po znacznie zniionej cenie jest do nabycia u Prof. Ho 
szowskiego: Almae Matri Jagellonicae qui ab ipsa multa olim in lit- 
teris perceperant, quinque saecula feliciter peracta gratulantur (Leopoli 
19(X)) str. 128 (z tablic^». (Ksi^zka pami^lkowa, zawieraj^ca prace Ja- 
cinskie i polskie Wr6bla, Smialka, W itkowskiego, Czubka, Dembitzera, 
Nilscha, Fr^czkiewicza, Siedleckiego, ^teina, Bronikowskiego, Winkow- 
skiego, Rozwadowskiego i Kallenbacha) Cena 50 h 

Komitei wydawniczy. 



SpiB ksl^i^ek sadeslanych do Redakcyi. 

OtCet sostojanii i dejatelnosti imp. S. Peterburgskago Universi- 
lola za 1901- g. S pritoienijem refii prof. A. Ch. Holmstena. 
Universitetskija izv6stija. 190$- i 1905. Nr. 1—2. (Kij6w). 
Vestnik Cesk6 Akademie cis. Fr. Jos. l£04 i 1905 Nr. 1—3. 



Pami^tnik Literacki 

CZASOPISMO KWAUTALNE 

poswi^cone historyi i krytyce lileratuiy polskiej, wydawane przez To- 

warzystwo literackie im. Adama Mickiewicza 

pod rcdakcya 

W. Bruchnalskiego, Br. Qubrynowicza i Ed. Por§bowicza 

Rocznik kosztuje 12 koron, dla C£2onk(^w Towarzyslwa, p^acqcych roczni) 

wk^adkQ 10 koron, bczj^hliiie. 



'% 



ISPIS RZECZY ZESZYTU L 



I. Rozprawy z zakresu starozytnodci klasycznej. 

Sinko Th., De Caliimachi epigr. XXIII W. . 

Kr62el L, Ad Taciti Ann. I, 35, 14 

Klinger W., Do historyi jednej formuly poetyckiej 

Kopacz J., Platoriskim Fedonie 

Schneider St, Dwa proroctwa o hozku wina . 

II. Z humanizniu i historyi filologii. 

Sinko T., Drohiazgi humanistyczne I. . 

III. Recenzye — sprawozdania — zapiski. 

MikoZajczak J. Deseptem sapientium fabulis qoaestiones selectae 
(St. Schneider) str. 4jB — Horn F., Platonstudien. Neue Folge (St. 
Siedlecki) str. 45. — Novdk R., Quaestiones Apuleianae (T. Sinko) 
str. 49. — Thomas P., Reraarques critiques sur les oeuvres philos. 
d' Apui6e (T. Sinko) str. 51. — Burger F. X., Minucius Fclix u 
Seneca (Fr. Nagorzariski) str. 52. — Hruns Ivo, Vortrage u. Aufsa> 
tze hsgb. V. Th. Birt (Fr. Nag6rzariski) str. 53. — Zenger G., Przc- 
kfady wierszem na j^z. lad. (po ros.) (M Jezienieckij str. 56 — 
Kroil VV., Das Studium der kiass i*hilologic iSt W itkowski). str. 60. 
Listy filologicke 31 (1904) (S W.) str. 61. 

IV. Z nowosci filologicznych ....... 



1 
11 
14 
19 
30 

34 



62 







EOS 



CZASO|>|SMOi^rL^pGICZNE 



• 



TOWARZYmA FIL0L06IGZNE60 

WYDAWANB PRZBZ 

SXANIStAWA WITKOWSKIEOa 



Rooznik XL — Zeszyt IL — 1905. | 



WE LWOWIE. 
Narz«adem Towarzystwa Filologicznbgo, 

Z D&UKARNI B. WlNIARZA. 

GM6wii7 sklad we Lwowie w ksi§gami Gubrynowicza i Schnidta, 
w Lipsku w ksi^garni Karola W. Hiersemaima. 



E O S 



COMMENTARII SOCIETATIS PHILOLOQAE 

BDITI A 

STANISLAO WITKOWSKI. 

VtlMMinis XI. — Ftsciculys 11. — 1906. 



LEOPOLI. 

SUMPTIBUS SOCIKTATIS PHILOLOQAI, 

Proetat LeopoU apud bibUopolas Gubrynowicz et Schmidt, 
Lipsiae apud bibliopolam Carolum W. Hiersemami. 



-^ 



Rocznik, zloiony z 2 zeszyt6w, kosztuje 10 koron, czyli 8 marek, 
czyli 4 ruble srebr., jeden zeszyt 6 koron, czyli 4 marki, czyli 

2 ruble srebr. 



Cztonkowie Towarzystwa filoiogicznego, optacaj^cy rocznej wUadki 

8 koron, otrzymuj^ »EOS« bezptatnie. 

Wktadki Gz}onk6w i optat^ za rocznik przyjmiye skarbnik Towarzystwa 
Prof . Fr. Hoszowskii Lw6w ul. Qrottgera I. 10. 



ADRES REDAKCYI: 
Prof. Dr. Stanislaw Witlcowsicii Lw6w ui. Sykstusica I. 52. 

Pod tym adresem uprasza sIq nadsyfaid r^kopisy, ksi^iki i listy. 



P. T. Autor6w, Wydawc6w i NaUadc6w publikacyi zzakresu filo- 
logii klasycznej tudziei literatury humanistyczDej, iycz%cych sobie, aby 
publikacye ich byty om6wione w >£os<, uprasza si§ o Qadsylaiiie Re- 
dakcyi egzemplarzy recenzyjnych. 



-%>#>G^ 



\' • •"^t* 















^^.^y 



Romans grecki. 

Jego powstanie i organiczny rozw6j. 

Napiial 

Tadeusz Sinko. 



W majn 1905 r. obchodzili Hiszpanie trzechsetn^ rocznicQ pierw- 
szego wydania najsJynniejszego romansu literatury powszechnej : »Vida 
T hechos del ingenioso Hidalgo Don Quijote de la Mancha«. Autor, 
Miguel de Geryantes Saavedra, pisz^c sw^ nieSmierteln^ satyrg na gtu- 
pot§ tych, kt6rzy trawili czas na czytaniu rycerskich awantur w ro- 
dzaju Amadisa z Gallii, a przez to zaniedbywali inne studya i zaJQcia 
i traciii zwiqzek z jtrciem i rzeczywistodci^, pogrzebal r6wnoczednie 
^dniowieczny gatunek fantastycznych opowiedci rycerskich, zwanych 
jui przy powstaniu swem, w XH w., romansami, romanz. Nazwa ta, 
pojawiaji|ca si^ po raz pierwszy wRomanz des Francais, cha- 
lakteryzowal^ przedewszystkiem i wyt^cznie ludowy JQzyk tych rymo^ 
wanych utwor6w. Bo w przeciwstawieniu do literackiej laciny nazywano 
tf »lingua laica« Romancia seu lingua romansalis. Do-^ 
piero Roman de Troie mistrza Benoit de Saint More oiywia 
azereg zdarzeli i awantur, geste, milosnq history^ Troilusa i Eres^ 
sydy i odt^d wszystkie tego rodzaju utwory, czy staro&ytn^ czy ^re^ 
dniowieczn^ maj% osnow§, obracaj^ siQ okoto mitodci, okoto tego, co" 
my w iyciu codziennem »romansem« nazywamy. 

6 



66 

»I\zecz czyta si^ jak romans« mdwimy pochlebnie o jakiems 
dzlele naukowem, w danym razie historycznem, kt6rego i tres6, a ra- 
czej materyal, sUada sig z wypadk6w niezwyklych, niecodziennych, 
i forma jest tego rodzaju, ie nie wymaga od czytelnika ^dnego trudn 
i wyt^^ania uwagi; przeciwnie, czytanie sprawia przyjemnos6, jest roz- 
rywk^ i wypoczynkiem. Frazes ten Swiadczy wigc, ie od romansu i^- 
damy, aby byl zajmuj^cym i latwym do czytania. — Ale i w ujemnem 
znaczeniu m6wimy o uczonym, ie zamiast podawad sciste wywody 
i dowody >opowiada romanse*, czyli fantastyczne kombinacye, nie 
oparte na realnej podstawie. Tu frazes o romansie jest echem owych 
»zmySlnych historyi«, kt6re byty dusz^ pewnego gatunku opowiadal^ 
ubieranych od XV. w. w form^ prozaiczn^ ; jest r6wnoznacznikiem »ba- 
nialuk«, jak nazywatuy twory i potwory nieokietznanej wyobra^Sni ka 
uczczeniu »zacnej kr61ewny ze wschodniej krainy, Banialuki«, boha- 
terki »Antyspast6w Malieiiskich« Hieronima Morsztyna — Dodajmy 
jeszcze jeden frazes : »1 wszystko skodczyto sig jak w romansie*, to 
znaczy, pomimo najwi^kszych przeszk6d Numa dziwn^ task^ Ios6w wy- 
szta wreszcie za Pompiliusza, a b^dziemy mieli wszystkie echa, dosi 
wiernie charakteryzuj^ce romans grecki. 

Bo poj§cie >romans grecki«, mimo swej romaiisko- helleiiskiej 
postaci, nie jest hybryd^. RzeczywiScie byt on zmyslonem, nieraz fan- 
.tastycznem opowiadaniem proz^ o kochaj^cej si§ parze, kt^r^ po zar^- 
czynach lub zaslubinach wrogi los rozdziela, p§dzi po catym ^wiecie 
na niebezpieczeiistwa i przygody. Kochankowie wSr6d najci^^szych po* 
kus pozostaj^ sobie wiernymi. Za to tei na kodcu tryomfuj^ nad 
pokonaiiymi wrogami i w spokoju ciesz^ sig nagrod^ cnoty. 

Wi§c — wi§c dzisiejsze czy wczorajsze historye o porwanydi 
i odzyskanych Helenach i Oleiikach, Basiach i Danuskach maj^ coS 
z Grekami wsp61nego ? Ze stanowiska rozwoju i historyi gatunk6w li- 
terackich to proste potomstwo romans6w greckich. Od starszego Du- 
masa prowadzi wsteczna droga przez heroiczny romans XVn. w., zwi^zany 
z imionami 6omberville*a i panny Scud6ri, a2 do histpryi cierpieti Per- 
sUesa i Sigismundy (Los Trabajos de Persiles y Sigismunda), kt6rej 
autorem byt zab6jca romansu rycerskiego — Cervantes. A za przewo- 
dnika w tym nowym jgatunku literackim obrat tw6rca Don Eiszota 
Greka Heliodora, autora etyopskiej historyi q Teagenesie i ChariUei. 
Akta wptyw6w romansu greckiego na literatury europejskie pocz^wszy 
od r. 1635, w kt6rym uksizato si^ pierwsze wydanie Heliodora, podaje 
Qieoceniona ksi^ka Szkota Dunlopa T h e H i s t o r y o f F i c t i o n 
(Edynburg 1814. 1816. Londyn 1843), spopularyzowana m§nueck|| prze* 



67 

r6bk4 Liebrechta (Geschichte der Prosadichtungen, Berlin 1851). Od 
Bemardina de St. Pierre (Paiil et Virginie), od sielankopisarza (proz^) 
Gessnera, od autor6w romansn pastoralnego prowadzi droga znowu 
wprost do Longosa, ale i Heliodora i Esenofonta z Efezu i Achilleusa 
Tatiosa. A kto wie, jak^ rol§ ma w literaturach Sredniowiecznych hi- 
storya o ApoUoniuszu, kr61u tyrskim, i wszystkie opowiadania o Ale* 
ksandrze Wielkim i zburzeniu Troi, ten nie zdziwi si$ iywym intere- 
sem, z jakira historycy literatury powszechnej zajmowali si§ i zajmuj^ 
roraansem staroiytnym. Polonista, kt6ry chce zrozumiei wywody Salo- 
mona Polskiego, Stanistawa H. Lubomirskiego (w Bozmowach Arta- 
xerxesa z Ewandrem) o zmydlonych historyach, co si§ ramanami 
(nie nmaniamiy jak chce p. B. Gubrynowicz, Pam. liter. II, 1903, str. 
193) nazywaj^, musi zajrze6 do Dunlopa, a ten zaprowadzi go si do 
staroiytno^i. 

Inaczej zapatruj^ si^ filologowie klasyczni na ten dzial swych 
studydw. Poniewa^ romans grecki z poj^ciem klasyczno^ci, a wigc ja- 
kiejs osobliwszej doskonaloSci czy wzorowo^i, nic wsp6Inego nie ma^ 
przedwnie z tego punktu widzenia raczej ujm§ ni^ zaszczyt przynosi 
literaturze Homera i Sofoklesa: wi^c wolno si^ nim nie zajmowa6, 
wolno go nie zna6. Nawet dla >szanuj^cego si§« filologa wystarcza, gdy 
wie, ie istnieje o tym przedmiocie klasyczna ksi^^ka Erwina Rohdego: 
>Der griechische Roman und seine VorlSufer* (1. wyd. Lipsk 1876; 
2. wyd. tamie 1900), ale czyta6 jej nie musi. Bo cho6 nawet zabierze 
si§ do lektury, to nie dowiedziawszy si^ na kilkuset stronach nic o ro- 
mansie greckim, a znudzony drobiazgowymi wy wodami o elemencie 
erotycznym w poezyi aleksandryjskiej, o fahulistyce podr62niczej i uto- 
pijnej, nie czyta ju2 ostatniego rozdziatu i szuka tatwiejszego pouczenia 
w broszurce E. Schwartza : »FQnf Vortr&ge flber den griechischen Ro- 
mant (Berlin 1896). Niestety i tu nawet po przeczytaniu czterech pierw- 
szych wyktad6w o samych romansach greckich niczego si^ nie dowia- 
dqe. Zrozpaczony, a ^dny wiedzy, szuka ratunku u Francuz6w. Wszak 
ci lekko i przyst^pnie najsuchsze nawet przedmioty traktowa6 umiej^: 
Tymczasem i przy lekturze uwiedczonego przez Akademif parysk^ 
dziefei M. Qiassang'a : »Histoire du Roman chez les Grecs et les Ro- 
mains* (1. wyd. Paryi 1859, 2. wyd. tamie 1862) tonie w natloku 
element6w romansowych od Homera pocz^wszy i zn6w do wtaSciwych 
romansopisarzy si§ nie dobija. 

Te doSwiadczenia ^dnego wiedzy filologa wskazuj^, ie problenoL 
pocz^tkdw i powstania romansu greckiego jest bardzo trudny i zawi- 
UaBy,.skoro podstawowe dziela Ghassanga i Rohdego tak obszernie' 



_68_ 

traktuj^ jego prekursordw, a tak mato maj^ do powiedzenia o zacho- 
wanych okazacb tego gatunku. Latwiej radzit sobie pierwszy historyk 
roDQansu, biskup Huet, kiedy w liilcie do sekretarza hrabiny de la Fay- 
ette, autorki romansu ^Zayde^, w opowiadaniach oryentalnych widzial 
tr6dto opowie^i greckich. Jego «Lettre... de V origine des Romaos* 
(Paryi 1670), przethimaczony na 2acin§ jako >Huetii Liber de origine 
Fabularum Romanensium« (Haga 1682), przez dwa wieki byt podstaws^ 
poetyki tego gatunku. Na nim buduje i wspomniany Dunlop i znany 
minister oSwiaty z czas6w Ludwika Filipa A. F. Villemain w »Essai 
sur les Romans 6recs< (w M^langes historiques etc.),jakznowu Niemiec 
Nicolai kompiluje Chassanga w ksi%ieczce swej : ȣntstehung u. Wesea 
des griechischen Romans« (Berlin 1867). 

Wigcej ni^ wszystkie powy^e usitowania uczonych (a wymieDi- 
liiJmy rzeczywi^cie wszystkie) przyczynily sig do rozjaSnienia genezy ro- 
mansu greckiego i jego historyi egipskie papyrusy i pergaminy, opobli* 
kowane w ostatnich 12 latach. W r. 1893 wydat Ulrych Wilcken dwa 
fragmenty romansu o Ninusie i Semiramidzie ((Hermes 28, 161 — 193, 
Ein neuer griechischer Roman. Nazwa konwencyonalna : Der Ninusro- 
m^), obejmuj^ce w w^zkich kolumnach (wiersz przeci^tnie po 201iter) 
przeszlo 300 wierszy, je^eli si§ Uczy i uszkodzone. Jakod6 papyrusn 
(dzis w Berlinie, jako P[ap. Berol.] 6926) i kaligraficznych uncyal6w 
wskazuJ4, ie mamy do czynienia z resztkami egzemplarza ksi§garskiego. 
Rachunki pisane na odwrotnej stronie podaj^ termin, przed kt6rym 
egzemplaiz byt pisany i za makulaturQ uiyty: s^ datowane od 1. 
Payni 3. roku cesarza Trajana do 1 . Payni 4. roku, to jest od 26. 
Maja r. 100 do 26. Mega r. 101. po CUir. Na tej podstawie motoa ro- 
mans umieszcza6 najp6^niej w potowi^ 1. wieku po Chr., ale wokio go 
odnied^ do schytku czas6w przed-Clhrystusowych, mo2e jeszcze do epoki 
Ptolemeusz6w. Od poznania tych £ragment6w, uzopetnionych przez E. 
Piocolominrego (Rendiconti d. R. Accad. dei Lincei ser. V, voL U 1893, 
313—332 i Nuova Antologia 1. SierpieA 1893) i Lionella Leri^ego 
(RiYista di filoi. class. XXIII N. S. I 1894), wr6cili nczeni 9 WUamo- 
witzem (Hermes 1900 p. 8, Gott. Gel. Anz. 1901, p. 30 sq. ; jui przed- 
tem Aristot u. Ath. II 32) do odmiconej przez Rohdego tezj Chaa* 
sanga, ie romans grecki narodzit si$ ze zwyrodniatej bistoryografii 
jofiskiej IV. w. 

Dwudziestoszedciowierszowa kolumna papyni^n berlilLskiego z H 
w. po Chr.,. wydana w r. 1896 prze;; Krebsai a, objai^niona praez Kaibla 
i Roberta (Hermes 30, str. 144 nn,)^ otworzyta. perspektyw^ na zwiyek 
rpmansu ze szkot^ i deklamacy% sofiatyczQ^. a tak^ 9 mitojLogi^ Q^ 



_69_ 

legend^. Fragment Mahaffy'ego (Rendiconti d. R. Accad. dei Lincei z 21. 
Intego 1 897), pisany na odwrotnej stronie rachunkdw z czas6w Doraicyana, 
potwierdzil, ie aparat burz i rozbid, cz§sty w p6^niej6zych romansach, 
ustalony byl jui w w. II (mimo innego zdania 0. Crusiusa w Beilage 
zur Allgem. Zeitung, Mttnchen 1897, Nr. 145, 3. lipca) A trzy fragmenty 
romansu o ksi^iniczce Chione (62 wiersze po 12 liter), kt6re Wilcken 
odczytal pod koptyjskim tekstem pergaminowych kart, kupionych w egip- 
skich Tebach (spality s]§ one wraz z okr§tem w porcie hamburskim 
w r. 1899) i opublikowai w r. 1900 (Archiv f. Papyrusforschung I, 2, 
str. 255 nn.) przysporzyty materyalu, cho6by tylko do por6wnania z >Hi- 
storia Apollonii<. Wprawdzie ten romans uwa^ E. Erebs (Die Erz&h- 
luDg des Apollonius aus Tyrus, Berl. 1899) za oryginalny rzymski, na- 
pisany gdzieS w 1. potowie w III, przerobiony zas przez jakiegod 
chrzefeijanina w w. V, ale Wilcken (Archiv 1. 1. str. 25S, uw. 2) i K. 
Bdrger (Studien zur Gesch. des griech. Romans II, progr. Blankenburg 
a. H., 1 903^ przy toczy li dostateczne dowody na istnienie oryginalu grec- 
kiego i wyznaczyli mu miejsce wdr6d zachowanych romans6w greckich. 
Mniej produktywne byty uwagi G. Thiele'go (»Zum griechischen, 
Roman< w pii^mie zbiorowem: Aus der Anomia, Arch&ologische Bei- 
trSige Carl Robert dargebracht, Berlin 1890 str. 124 nn.), stwierdzaj^ce 
na podstawie Auct. ad Herenn. I, 12, Cic. inv. I, 27 i Anon. Seguer. 
Rh. Gr. I p. 4«% istnienie opowiadania, kt6re bardzo byto podobne 
do p62niejszego romansu w szkotach retor6w greckich i rzymskich ju2 
za czas6w Sulli ; i wy wody Btbrgera (Der antike Roman vor Petronius, 
Hermes 57, 1892, str. 346—358), kt6re pomimo energicznego protestu 
Rohdego (Rh. Mus. 48, str. 125) podj^l R. Heinze (Petron u. der grie- 
chische Roman, Hermes 34, 1899, str. 494—519), by dowie^6, ie Pe- 
trooiuszowa satyra jest tylko parody^ patetycznego romansu greckiego. 
btniat on w swej konwencyonalnej formie jui na pocz^tku 1. w. po 
Chr. Trwa}^ natomiast wartoSd ma rozprawa Btlrgera (Zu Xenophon 
von Ephesns, Hermes 27, 1892, str. 36—67), dowodz^ca, ie zachowana 
fonna romansu Ksenofonta z Efezu nie jest oryginalna, lecz pochodzi 
od p6^niejszego redaktora, ktOry pewne partye pozostawial bez zmian, 
inne znacznie skracal. Waine to odkrycie potwierdzila analogia ro* 
mansu Charitona. Szei^6 kart pergaminowych, kupionych przez Wil- 
ckena w Tebach (st^d Codex Thebanus), zawieraj^ (a raczej zawieraly, 
p6ki nie spton§ty) dwa rozdziaty 6smej ksifgi romansu Charitona (VIII, 
5, 9—6, 1 ; Vin, 6, 8—7. 3) w innej formie. nii jedyny kodeks flo- 
rencki. Por6wnanie obu dowodzi, ie mamy do czynienia z dwiema rdi- 
nemi redakcyami zaginionego oryginalu Charitona. Gdzie obie siQ zga- 



70 

dzaj^, tam brzmienie autentyczne ; gdzie si; rozchodz^ tam redakcya 
pelniejsza jest pierwotniejsza Redakcya tebaiiska pochodzi z wiekQ 
Vn/Vm. i,e oryginal powstal w w. 11. po Chr., przypuszczal jui W. 
Schmid, pisz^c o Charitonie w encyklopedyi Paulego-Wissowy. Jego 
kombinacye g)6wnie j^zykoweistylistyczne potwierdzit papyrus: Grenfell 
i Hunt (»Fayum Towns and their papyri«, London, the office of the 
Egypt Exploration Fund) oglosili papyrus z II w. po Chr., za- 
wieraj^cy fragment romansu Charitona. Rohde uwaial go za ostatnie 
ogniwo w taiicuchu zachowanych romansdw i umieszczat gdzieS w VI. 
w. Za punkt wyjscia obrat streszczenie romansu Antoniusa Diogenesa 
i opowiedziaJ prehistoryg jego fantastyki podr6iniczej w rozdziale dru- 
gim swego dzieta (Ethnographische Utopien, Fabeln und Romane), apre- 
kursor6w erotyki romansowej zestawit i scharakteryzowat doskooale 
w rozdziaie pierwszym (Die erotische Erz^hlung der hellenistischen 
Dichter). Z obu tych rozdziaI6w, zwtaszcza z drugiego, historyk romansu 
greckiego dzis niewiele tylko szczeg6t6w przej^ moie ; inne nie s^ mn 
potrzebne. Bardziej przyda mu siQ rozdzial trzeci (Die griechische So- 
j)histik der Eaiserzeit), a z czwartego (Die einzelnen sophistischen Lie- 
besromane) tylko niekt6re cegietki adaptowa(5 moie. Gmach zbudowany 
na takiej chronologii: Antonius Diogenes, Jamblich, Ksenofon z Efezo, 
Heliodor, Achilles Tatius, Chariton, Longus, run^. ^e sam Rohde tego 
widzied nie chciat i nawet romans o Ninusie ignorowat, nie dziw. To 
dziwniejsze, 4e redaktor drugiego wydania ksi^ki Rohdego, Fryderyk 
Scholl, pisze w przedmowie takie zdanie: »Rohde wGrde kanm Veran- 
lassung gehabt haben an den Grundlagen und wesentUchen Auffassun- 
gen der ersten Darstellung zu andern*. Tymczasem wta§nie jego pod- 
stawy i istotne poj§cia o romansie greckim si§ zmienity. Stwierdzit to 
w zesztym roku autor dzieta o attycyzmie i artykut6w o niekt6rych ro- 
mansopisarzach (Achilles Tatius, Antonius Diogenes, Chariton) w en- 
cyklopedyi Paulego-Wissowy, Wilhelm Schmid w wyktadzie, wygtoszo- 
nym w Stuttgardzie na zje^ie nauczycieli gimnazy6w wirtemberskich 
(7. Maja 1904), pubiikowanym w »Neue Jahrbucher f d. klass. Alter- 
tum« 13, 1904, 7 (Sierpieii). Artykut ten (Der griechische Roman), 
oSwietlajqcy obecny stan naszych wiadomosci o istocie romansu grec- 
kiego i jego pochodzeniu, wypetniony jest przewainie prostowaniem 
twierdzeii Thielego, ale w history? romans6w nie wchodzi, pozosta- 
wiaj^c J4 przysztemu nast^pcy Rohdego. Moie nim b§dzie autor >lfima<, 
Herman Reich, kt6rego drugi tom wielkiego dzieta ma obj^ wplyw 
mimu na romans. W kaidym razie, nim nowa wielka ksi^ika o ro- 
mansie greckim si§ zjawi, nie bez wartoSci dla fiIoIog6w, dla kt6rych 



_71_ 

Rohde jest przestarzaty, b§dzie ta kr6tka historya romansn greckiego, 
obejmig^ca wyniki dotychczasowych badai^ i snuj^ca je dalej. 



Jedn^ z przyczyn, kt6re op6MaIy poznanie istoty romansu grec 
kiego, jest brak wszelkiej poetyki staroiytnej, wszelkiej teoryi tego ga- 
tunku literackiego. Powstal on po epoce klasycznej, tw6rczej na polu 
gatunk6w literackich, usystemizowanych przez Arystotelesa i jego na- 
sl§pc6w, i teoretyka swego nie znalazt. Stqd nie ma nawet technicznej 
nazwy staroiytnej. Wsr6d zachowanych w calo^ci romansopisarzy Cha- 
riton okresla swe dzielo jako 5n^-p3pLa aci3ou^ IpwTixoO (cf. ico^o^; ipwTtxbv 
hf Supaxouaai; •y^v6|x£vov liyi^^oiLXi I, 1 ), Heliodor (X fin.) jako cGvTaYpwt 
Tiijv Tcspl 6eaYevY)v xat XapixXetav AI&wtcixwv. Jeieli patryarcha Focyusz na- 
zywa w swem streszczeniu romans Jamblicha 'lajxgXixou Spa[ji.a:iKbv, 
Spioxa; i«cox.piv6|jL6vov (p 221, l Hercher), a utw6r Antoniusa Dioge- 
nesa twv uTzkp 6c6Xt)v dicioTCdv X^Yot eixoat Tdaaape^, potem zaS m6wi o nim 
jako 8pa|jLaTiy.<v (p. 233, 2 Hercher) i tq sam^ nazw^ obejmuje ro- 
mans Achillesa Tatiusa (cod. 87), Heliodora (duvTaYiiLa BpafxaTixov cod. 
75 i n.), a dziela wszystkich trzech mieni : IpwTixwv BpaiAiTwv uTCo^eaetg 
(cod. 94 i n.), wigc ipwTixa ^pifxaTa, to po czgSci uwzglgdnia tre§6 ro- 
mans6w, petn^ niebezpiecznych zdarzed i awantur (BpaptaTa jui u He- 
liodora i AchUIesa Tatiusa, Rohde p. 376* aw. 3), po czgSci idzie za 
terminologi^ bizantyjskq (np. Eh[La^iou th xa3' TafjttvYjv xat^VopLivtav SpapLa). 
Ale w nazwie BpapLaTixdv (sc. Bti^YTQjjLa lub cuvTaYiAa) wolno tei dopatry- 
trywad si§ szkolnej terminologii retorycznej. 

W§r6d 6wiczeii szkolnych (icpoYujjLvaTfjLaTa) wymieniajq. retorzy opo^ 
wiadania (8irj-rt|JLaTa lub BtK^Yi/icetq), nie zwi^ane z procesem i s^dem 
(nie hA xpiTwv, lecz xa5' lauTa^;) i rozr^iniaj^ wiSr6d nich StT)-p5<ret(: ptw- 
Tixai, {«xTOpixai, ptu^txaC t TcepnceTtxat (np. Anon. Seguer. Rh. gr. I p 435, 
12 sqq). Opowiadaii historycznych i mitycznych obja§nia6 nie potrzeba : 
s^ to deklamacye na tematy, wzi§te z historyi i mitoiogii. A istot§ opo- 
wiadan biotycznych i perypetycznych poznamy, gdy zwaiymy, ie reto- 
rzy zaliczaj{( je do BtigYT^iJLaTa icXaaiJLaTtxa (np. Nikolaus, progymn. 2 p. 
455 Sp. Rhet. III) i do biotycznych mim (biologia) odnoszq,, on57Y)[ia irXad- 
IMtttxdv zas objaSniaj^ przez BpajjLaTtxov (Aphthon. progymn. 2 p. 22, 44 
sqq. Sp. Rhet. 11). Poniewai za§ w dramacie T:*.pt7ceTeta jest nieodzowna, 
iii^ixa BpajjLaTtxiv nazywa si§ tei TueptTCSTix^v. PrzykJad6w na takie opo- 
wiadania dramatyczne i perypetjczne szukal jui Rohde w zachowanych 
kontrowersyach Seneki i deklariiacyach Kwintyliana (p. 261' — 366). Te- 



72 

maty wymydlal (st^d nXaatAartx^y) nanczyciel, uczeii je obrabiaL Poda- 
jemy par§ spokrewnionych z motywami zachowanych romans6w. Doe- 
wicf, porwan^ przez korsarzy, wystawiono na sprzeda^. Eupil j% koczot 
i umie^cit w swym lupanarze. ProSbami sktaniala goSci, by jej nie 
tykali, a zostawiali jej zaptat^ dla koczota. Jaki^ iotnierz nie uiegt bla- 
ganiom, dziewica natarczywego zabila. Zaprowadzono j^ przed s^dzidw. 
Ci J4 uwolnili i odestali do domu rodzinnego. — Poniewai Senece 
chodzi o przyUad mowy niby s^dowej, ka^e dziewicy ubiega£ si^ po- 
nownie o kaptaiistwo i broni<i sig przeciw obywatelom, twierdz^cym : 
Sacerdos casta e castis, pura e puris sit (Contr. I, 2). 

Inny przyktad: Mtodzieniec, schwytany przez korsarzy, prosi listo- 
wnie ojca, by go wykupit. Ojciec nie dat ^dnej odpowiedzi. C!drka 
herszta zakochata si§ w jeAcu i obiecata go uwolni6, gdy przysiQgnie, 
ie uwokiiony J4 podlubi. Frzysi^gt i oboje uciekaj^ do rodzic6w mlo- 
dzieiicai gdzie odbywa si§ Slub. Tymczasem nadarza si§ jakad krewna 
sierota, ktdr^ ojciec na :lt^anie prawa chce wyda<5 za syna jedynaka. 
A gdy ten nie zgadza siQ na rozw6d z wybawicielk^, ojciec go wydzie- 
dzicza. — I zn6w Seneka umieszcza spraw§ przed s^dem, gdzie syn 
broni si§ przed postanowieniem ojca. 

Te dwa przyktady wystarcz^ na dow6d, ie mtodziei rzymska 
(i grecka) 6wiczyta si§ jui za Augusta w obrabianiu zmySlonych tema- 
t6w, petnych moment6w dramatycznych. Ale byty to kr6tkie deklama- 
cye szkolne, podobne do naszych zadaii szkohiych, a nie romanse. 
Teory^ ich sformutowali retorzy jeszcze przed czasami Sulli, jak to 
widzimy z Retoryki Herenniuszowej (I, 12) i Cycerona (de inv. I, 27). 
Nauczyciel Herenniusza nazywa $»^(jia icXa(7(jLacTtx6v argumentum 
i odr6Ma w niem dwa rodzaje: unum (genus), quod in negotiis, 
alterum, quod in personis positum est. Zmyslone opowiadanie 
rzeczowe (in negotiis, in rebus positum) to li^paai^ xparf^dzfay, 
opis wojen, bitew, podr6iy, ale i widok6w natury, dziet sztuki (p. Rohde 
358*— 361). Opowiadanie za^ o osobach nie r64ni si§ niczem od wspo- 
mnianego li-fi^\KOL ipa|jiaTix6v (7cep*.iceTix6v). Retor rzymski takich ^da od 
niego przymiot6w: illud genus narrationis, quod in personis 
positum est, debet habere: sermonis festivitatem, ani- 
morum dissimilitudinem, gravitatem levitatem, spem 
metum, suspicion'em desiderium, dissimulationem mi- 
sericordiam, rerum varietates fortunae commutationem) 
insperatum incommodum subitam laetitiam, iucundum 
exitum rerum. Podana i forma i tre66. Forma: opowiadanie powabne, 
wi§c pi§kne i lekkie. W treSci wymieniona najpierw r6inica chara- 



73 

kterdw u wyst^puj^cych os6b: jedne majq by<5 powaine (graves), 
drugie lekkomysbie (leves). Osoby te maj^ by6 nara^one na r6Jne 
pizygody (rerum varietates) i zmiany losu (fortunae commu- 
tatio) Jakie uczucia przytem maj^ wypetnia^ ich serca, o tem uczy 
wyraz desiderium, kt6ry w tym zwi^zku moie oznacza6 jedynie t^ 
sknot; milosn^. Wigc mito^6 ma by6 osi^ akcyi. Ona napelnia serce 
kochank6w nadziej^ i trwog^, ona wywoluje sceny zazdroSci (susp icio), 
ona sklania do udawania oboj^tno^i (dissimulatio), ona wreszcie 
kaie sig ulitowa6 nad nieszcz^Sliwym kochankiem. Eochankowie, mio- 
tani Diespodziewanemi meszczQ§ciami (insperatum incommodum), 
2QajdQJ4 wreszcie lask; w oczach losu i wszystko koiiczy sig szczqSU- 
wie, to jest rozt^czeni schodz^ sig i t^cz^ na szcz^dliwe iycie. 

Powyj^sza interpretacya ust§pu Retoryki Herenniuszowej zaleina 
jest wprawdzie od znajomoitoi zachowanych romans6w greckich, kt6re 
zawieraj^ wszystkie wymienione momenty, ale mimo to moie by6 
prawdziw^, jeieli jej dciste zakre^limy granice. Thiele widziat w owym 
nstfpie sformutowanie poetyki gotowych romans^w. Zapomniat o ich 
rozmiaracb, zapomniat, ie takie argumentum in personis posi- 
tum nie byto nawet wielk^ mow^: byto tylko drobnem 6wiczeniem, 
zadaniem. A ta okolicznos6, ie retorowie taciiiscy innych gatunk6w 
opowiadania pozas^dowego blii^ej nie charakteryzuj^, przypuszczaj^c ich 
znajomo^ u czytelnik6w, a nad tym jednym obszerniej si§ rozwodz^, 
jest dowodem jego nowo^i Gdyby to byt konwencyonalny ju4 wtedy 
gatunek literacki, byliby go nazwali po imieniu, wskazali na jakid okaz. 
Wi^ nie w opowiadaniu romans6w, nie w ich uktadaniu 6wiczyta si§ 
JsAoMei w szkole retor6w. Ale to pewna, ie ten nieznany autor, kt6ry 
pierwazy romans napisat, przeszedt szkotg retoryczn^, znat i opisy rze- 
czowe (narratio, quae in negotiis versatur) i opowiadania 
ozawikianychlosachos6b(narratio in personis p o s i t a) i wszystkie 
inne formy 6wiczeii retorycznych. W tem poj^ciu powiedzie6 moina, ie 
romaos wyszedt ze szkoty retor6w. 

Aby odpowiedzie6 na pytanie, kiedy sig to stato, kiedy napisano 
pierwszy romans, trzeba przypomnie6 sobie, kt6re gatunki literackie 
wjpetnione byty przedtem tresci^, wtaSciw^ p6^niej romansom Fabuta 
mitosna stanowita w epoce aleksandryjskiej o& Argonautik6w Apollo- 
ninsza Rodyjskiego (Jazon i Medea), stanowita wainy element w MeaoYjvta- 
^ Rhianosa z Erety (Cudzoto^na Messenka powoduje upadek twierdzy 
fra. Dziewczyn§, kt6ra wyzwolita Arystomenesa z niewoli, wydaje bo- 
hater za swego syna. Sam ieni si§ z c6rk% Damagetesa). A i takie epo- 
peje Rhianosa, jak AxaVxa, 'HXiaxa, BcdsaXtxof, t. j. Opowiedci achajskie. 



74 

,elejskie, tessalskie nie byty z pewno§ci% wolne od erotycznych l^end 
lokalnych. Ale wfaSciwem naczynieni tych legend byta z jednej strony 
objektywna elegia aleksandryjska, z dnigiej epyllion. Ksi^eczka nauczy- 
ciela wergiiiuszowego o nieszcz§§liwych miloSciach (icepl IpcdTQui&v icat37;|u- 
Twv) dostatecznie tego dowodzi. Wi§kszo56 tych mitosnych historyi ko6- 
•czyla si§ nieszczgsliwie, tragicznie. Ale byJy i takie, kt6re miafy po- 
my^lne zakoiiczenie. Tu naleiy przedewszystkiem slawna elegia KaHi- 
macha o Akontiosie i Kidyppie, zdobi^ca jego Attia. Ogloszona biei^cego 
roku przezemnie ksi^eczka o poezyi aleksandryjskiej (Sprawozdanie 
gimn. 5w, Anny w Krakowie za rok 1905) uwalnia mi§ od obszerniej- 
szego rozwodzenia si§ nad t^ erotyk^ aleksandryjsk^ i jej fonnami. Tu 
wystarczy uwaga, ie dop6ki uprawiano epos romantyczne, a przede- 
wszystkiem epyllion, na prozaiczny romans miejsca nie bylo. Epos 
ustqpiJo miejsce epyllionowi. Epyllion zas, podobnie jak piesn bukoliczna, 
wyrodnieje jui u Moschosa, a zwKaszcza Biona w epwriXov, w luXjBpic», 
heksaraetryczny anakreontyk. Auzoiiski poeta, opiakujqcy na pocz^tlra 
L w. przed Chr. smierd Biona i skari^cy si§ : /.ai t6 ixiXc^ Ts^vaxe xal 
^XeTo A(i>pt<; aoiSa, wypowiada te stowa nietylko na grobie bukoliki. ale 
i calej wielkiej poezyi aleksandryjskiej. Ztej zostat tylko epigram. upra- 
wiany przez takich poiBt6w, jak Antypater ze Sydonu czy Tyru, Melea- 
ger z Gadary, Archiasz z Antyochii, Filodem z Gadary — slowera caly 
szereg maloazyatyckich Grek6w lub zhellenizowanych Semit6w. 

Nie jest to chyba rzeczj^ przypadku, ie z po^r6d romansopisarzy 
Chariton pochodzi z Afrodisias w Karyi, Jamblich ze Syryi, Heliodorze 
syryjskiej Emezy. Nie moina tei trafem tlumaczy6 tego, ie miasta 
maJoazyatyckie, daleki Wsch6d i Egipt s^ widowni% wszystkich roman- 
86w greckich W Grecyi czy Italii nie rozgrywa si§ iaden. Tylko Sycyli? 
wci^ga Chariton mi§dzy swe aceniczne dekoracye. Ale i jego opowiesd 
syrakuzatiska rozgry wa si§ przewainie w Milecie, bohaterowie Antoniusa 
Dyogenesa pochodz^ z Tyru i wracaj^ do Tyru; w tem saraem miescie, 
a nadto w Tarsie i Efezie dzialaj^ osoby historyi ApoUoniusza. »Krajem dale- 
kim« jest dla odmiany Kyrene, ale i Egipt. OdEfezu otrzyraat tytut romans 
Ksenofonta, kt6ry zap§dza sw^ par§ z Egiptu na Sycylig i do pohidniowej 
Italii. Jedynie Rodos jest u niego miejscem klasycznem, jak znowa 
u Heliodora Delfy. Ale ten zmyka stq.d copr^dzej ai do najdalszej Ety- 
opii. Jedynie Longos nie wykracza za granice Lesbos. Achilles Tatius 
zn6w wraca do Tyru. To maloazyatyckie pochodzenie wielu romansopi- 
sarzy, to ograniczenie si§ do wybrzeiy maloazyatyckich, a unikania 
miejsc klasycznych, jest wykladnikiem tej prawdy, ie kolebk^ romanso 
greckiego jest Azya mniejsza. Tam Arystydes z Miletu zebra/ na po- 



76 

cz^tkn L wiekn przed Chr. Slizkie nowelki milezyjskie jako MiXiQcrtaxi, 
tara pisali w lym samym czasie swe romanse retorowie azyatyccy. 

Rohde dopiero za wszechwfadnego panowania Azyanizmu w epoce 
Hadryana szuka korzeni romansu i, podnosz^c wrogie usposobienie so- 
fist6w wobee wszelkiej rytmicznej poezyi (p. 357* nn.), s^dzi ie romans 
to jeden z konkurent6w, maj^cych zast^pi6 poezy§. Nie uwzgl^dnia 
jednak przy tem dwuwiekowej luki od ostatnich aleksandryjskich bu- 
kolik i epylli6w cho6by tylko do Antoniusa Dyogenesa. Organiczny 
rozw6j i upadek gatunk6w literackich, luzuj^cych sig bez przerwy, kaie 
nam cofn^d si§ ai do pocz^tku w. I. Wprawdzie nie mamy wszystkich 
ogniw, t^cz^cych tw6rcg azyanizmu, Hegesiasa z Magnezyi (ca. 260) 
ze sofistami Hadryanowskimi, ale widzimy azyanizm u epigramatyk6w, 
jak Antypater ze Sydonu, Archiasz z Antyochii i innych. Jeieli w.ich 
czasach Grecy nie pisalijui epylii6w. to tylko dlatego. 4e znaleili dla tej 
trefci now^ form§. A raczej przej^U jq od — historyk6w. Suidas, nazywaj^cy 
Ksenofonta z Efezu i dw6ch jego imiennik6w, autor6w Ba^uXcDviaxa i Kuicpiaxx, 
historykami, szedt tylko za tradycy^, zaliczaj^c^ ten gatunek literacki do hi-* 
storyi. Ten zwi^ek z historyografi^ zaznaczaj^ sami autorowie w takich 
tytufachjak Ba^uXcovtoxa, 'Efeaioxa, At^woicixa, kt6re dopiero przez dodanie 
imion pary mitosnej np. xa xaxa 'Av3"6(av xal •APpcx6|j.t)v lub Ti itept 
QeiYdvTjv xal XapiV.X6tav staj^ sig romansowymi. A obieranie za bohate- 
r6w postaci historycznych, jak Ninus i Semiramida, stwarzanie tia 
niby historycznego cho6by tylko przez Charitona i Antoniusa Dyogenesa 
jeszcze wyra^niej przemawia za pochodzeniem romansu z historyografii. 

Oczywi^ie ta matka romansu juz sama bardzo byta romantyczna. 
Lekarz nadworny Parysatydy i matki Artakserksesa II i Cyrusa Mlod- 
szego, Ktesias z Knidos. krytykowaJ ostro w swych nspjixa, wydanych 
koto r. 390, nie2r6dtowos6 i nieprawdomownosd Herodota. Ale co sam 
wypisywal z rzekomych archiw6w kr61ew.<?kich, spisanych na wotowyoh 
sk6rach, byto tylko starq joiisk^ legend^ o assyryjskim Ninusie, boha- 
terskim zdobywcy caiej Azyi; o c6rce Derketo, heterze Semiramidzie, 
kt6ra jako 2ona Ninusa okazywata nie mniejsz^ m^droSc^ jak odwag§ ; 
wreszcie o wyuzdanym i zniewiesciatym ASardanapalu, kt6ry zgin^t jak 
bohater. Czasy nowsze, wypadki znane mu z autopsyi traktowat jako 
materyaJ czysto literacki, uiywal go do bardzo dramatycznych scen 
i epizod6w. SJusznie staroiytni nazy wali go xcmqtij^; w znaczeniu tego, co 
w starej polszczyinie >wymyslkiem« si§zowie. — Ksenofont, pisz^c sw^ 
wymyflon^ K6pou icaiBeia, nie powo/ywal si§ jui nawet narzekome^r6dfa 
perskie. Korzystat tylko z przywileju filozoficznego historyka, kt6remu wolno 
byto dla cel6w pedagogicznych i protreptycznych snu6 na kanwie dziejowej 



76 

nauki i ponczania. JeieU Antystenes6w dyalog o idealnym (cynicznym) 

wtadcy: Kupo; i^ xepl ^adiXeCo^ zaliczany byt do literatnry filozoGcznej, 

to Esenofontowego Cyrusa nazywali Grecy dzietem historycznem. Roz- 

strzygata o tem historycznosd niektdrych os6b i wypadk6w, a prze- 

dewszystkiem forma historyi. Stawny epizod o Pantei i Abradatasie jest 

tylko nadladownictwem tego rodzaju erotycznych epizod6w, ulQbionych 

przez historyk6w joriskich. E. Schwartz przypomina mitosn^ hait 

wschodni^ aleksandryjskiego historyka Charesa z Mityleny (frg. 37 Mfll- 

ler z Athen: XIII, 575 b sqq.): »Hystaspes miat brata Zariadresa. 

O obu m6wili krajowcy, ie byli synami Afrodyty i Adonisa. A panowal 

Hystaspes nad Medy^ i przyleglym od dotu krajem, Zariadres zas po- 

wy:^ej bram kaspijskich az do Tanais. Z drugiej strony Tanais panowat 

nad Maratami kr61 Homartes. Mial on c6rk§ imieniem Odatis. niej 

historye pisz^, ie zobaczywszy we dnie 2ariadresa, pokochata go, a to 

samo i jemu przydarzyfo si^ w stosunku do niej. ^yU wi^ we wza- 

jemnej t§sknocie, spowodowanej widziadtem sennem. A byta Odatisnaj- 

pi^kniejsz^ z niewiast w Azyi, i Zariadres byt pi^kny. Lecz gdy Za- 

riadres wyprawil do Homartesa posehny, pragn^c poslubi6 jego c6rk§, 

Homartes nie zgodzit si§ na to, bo nie miat m^skiego potomstwa. Ghciat 

wigc wyda6 j% za jednego z krewnych«. I dalej w tym afektownie 

prostym, wzorowanym na Herodocie stylu, opowiada Chares. jak kr61 

sprosil z calego paiistwa moJnych, przyjaci6I i krewnych, wyprawU 

wielk^ ucztQ weseln^, lecz nie wymienil szcz^Sliwego pana mlodega 

Odatis wchodzi na sal^, ojciec odwiadcza, ie to jej wesele i rozkazuje 

jej napelniony winem puhar podad temu, kt6rego wybiera za m§^ 

Er61ewna rozgl^da si§ do kola i z placzem wychodzi. Uwiadomifai byh 

Zariadresa o zbliiaj^cem si^ weselu, a jego nigdzie niema. Jednak nie 

zawi6dl on wy^nionej kochanki. Jechal dniem i noc^, zatrzymal w6z 

w ukryciu, sam z wo^nic^ ubranym po scytyjsku zjawil si^ przed pa- 

lacem, gdzie placz^ca Odatis mieszala powoli wino. Stan^ przed ni^: 

»Odatis, jestem, jak chcialad, ja Zariadres<. Poznala Odatis mlodzienca 

wydnionego, oddala mu czasz^ i pozwoUIa si§ porwa6 na czekaj3|cym 

rydwanie. Niewolnicy i ^iebnice, wtajemniczone w milo^ kr61ewnej, 

zamilczaly porwanie i powiedzialy kr61owi, ie nie wiedz^, gdzie kr6* 

lewna pojechala. »Opowiadajq azyatyccy barbarzyiicy o tej milosci, po- 

daJQ J4 za wz6r do naSladowania, maluj^ j^ w Swi^tyniach, pahcach 

i prywalnych domach. A wlasnym c6rkom wielu ksi^^t daje imif Odatis«. 

Wschodnie pochodzenie tej opowiesci nie jest wymyslem Charesa: 

dowodz^ tego analogiczne motywy p6:Sniejszych opowiadai^ perskich czy 

arabskich. Dochodzily one do wiadomo^i Grek6w, odk^d Aleksander 



77 

Wielki otwarf im bramy tajemniczych krain Wschodn. Jak blaszcz po- 
t^D^ koluinn§, tak fantastyczna legenda oplata buj nie bohatersk^ posta<5 
zdobywcy Wschodu. Historyk jego, Klitarch z Kolofonu pisze swe Per- 
sika w »poetycznej« manierze Ktesiasa, a Cynik Onesikritos z Eginy 
modeluje swego Aleksandra na wz6r Ksenofontowego Cyrusa, jako ideaf 
krtla-filozofa. Cuda natury baktryjskiej i indyjskiej stanowi^ barwne tlo 
tych >historyi«, kazania cyniczne wloione s% w usta mgdrc6w indyj-* 
skich, gimnosofist6w. — Lud wolai »autentyczniejsze« od tych kompo- 
rycyi literackich listy Aleksandra W. do matki Olimpii lub nauczyciela 
Arystotelesa. Wreszcie i kapfani egipscy przytoiyli r§kg do spopularyzo- 
wania Aleksandra W.. przynajmniej w Egipcie, i dla u^wietnienia i ulegi- 
tymowania jego dyadoch6w opowiadali, ie Aleksander W. byl synem Zeusa 
Ammona, a raczej jego kaptana Nektanebosa, ostatniego potomka Faraon6w. 

Kiedy azyaAscy retorowie I. w. przed Chr. przyj§h w program 
dwiczeii szkolnych »wymyflone« opowiadania w rodzaju ba^ni o Odatis 
i Zariadresie, znajdowali zebrany i przygotowany materyal przez wspo- 
mnianych historyk6w joiiskich, opowiadaj^cych o cudach Wschodu. 
St^d wschodnia scenerya i wschodni koloryt zachowanych romans6w. 
Historya Odatis zawierala i rdine charaktery (gravis Homartes, levis 
Zariadres) i tQsknot^ mitosmi oddalonych od siebie kochank6w (desi- 
derium) i niespodziewane nieszcz^dcie (Odatis ma wyji§6 za krewnego) 
i nagt^ radosd (w ostatniej chwili przybywa zbawca). Kto si^ przyzwy-- 
czait w szkole do opracowywania takich temat6w, ten i p6^niej ch^tnie 
do nich wracat. Dla zaspokojenia tej potrzeby 6wiczenie szkolne rozsze- 
izono. A nui Homartes puScil si^ w pogoii za Zariadresem? Nu^ wy- 
dai wojn§ uwodzicielowi lub jego bratu? Nie darmo jego Zariadres byt 
synem Afrodyty. Ta musiata po wielu przygodach zapewni6 mu szczq- 
§iiwe posiadanie Odatis. 

te taka geneza romansu jest prawdopodobna, o tem ucz^ wymie- 
nione na pocz^tku fragmenty romans6w, ogtoszonych z papirus6w. Ja- 
kis retor obiera za bohater6w Ninusa i Semiramid^. Szablon szkolnych 
deklamacyi wymaga kochank6w mtodych i cnotliwych. Wi^c z hetery 
Semiramis robi IS-letni^ dzieweczkf, kt6ra si$ jeszcze nie wychylala za 
progi komnat niewiedcich, z Ninosa siedmnastoletniego bohatera. Wr6cit 
wbinie ze zwyci^kiej wypraMry, a ulegajqc gwattownej mito^ci do swej . 
siostry ciotecznej, staje przed jej matk^, Derkej^, i w mowie, dyspono- 
^ej wedtug wszelkich przepi86w szkolnej retoryki, prosi o przyspie- 
szenie §labu. Prawo assyryjskie pozwala dopiero w piQtnastym roko 
wychodzii pannom za mx^, Ale silniejsze jest prawo natury. Wszak 
tieyiiestoletiiie panny staj^ sif matkami, wssak pietoastolotiii chlopcf 



78 

nie tyiko kosztuj^, ale uzywaj^ dar6w mitosci. On, pomny zto^nej 
przysi^gi, zactiowai wSr6d wielu pokus sw^ czystos6. A teraz nie po- 
kryjomu, nie podst§pnie, ale jawnie i otwarcie prosi o przyrzeczon^ 
mu ion^. Dwa lata to dtugi czas, a dla wojownika, jak on, niepewny. 
Jesli zginie na l^dzie lub morzu, to niecb^ przynajmniej zostanie po 
nim potomek. — Ciotka przyrzeka pomoc, a tymczasem dziewica ma 
pozyska6 sw^ ciotkg, matk^ Ninusa, Thambe. Niestety uie umie sUadad 
pi^knych st6w, zwtaszcza, ie ma m6wi6 o zam^6jik;iu. Wi^ rumieni 
si§ i blednie, j%ka sig i miesza, ai wreszcie z ptaczem tuli sif na lono 
Thambe. Ta wie, o co chodzi, i wdr6d pocahink6w zapewnia siostize- 
nic^ ^czUwo^ci. — Sztuczny chiazm os6b przechodzi w parallelizm. 
Schodz^ si§ obie ciotki, wypowiadaj^ (niezachowane) mowy, ki6i7ch 
skutkiem jest Slub mtodych. Parallelizm tych nie odrazu doszedl do 
skutku, bo skromna dziewica, kt6ra nie mogta wypowiedziee wyrazu 
ma2ieiistwo, jeszcze bardziej boisi^faktycznegojego rozpoczgcia. Ale wy- 
mowa i sita Ninusa i te przeszkody pokonuje i teraz biei;^ca zima prze- 
mienia si^ dla mtodych ma2:tonk6w w raj na ziemi. Eros nie doposzcza 
Korosa (przesytu). Szcz§6cie koiiczy sig na wiosn^, gdy Ninus rusza na 
przygotowan^ wyprawg na zbuntowanych Armeiiczyk6w. Obrazki idyl- 
liczne przechodz^ w opisy wojenne. Wi§c poch6d 70.000 piechoty 
i 30.000 konnicy assyryjskiej, najemnik6w greckich i karyjskich i 150 
stoni, przebycie wielkich rzek i wysokich g6r, odpoczynek wojska na 
r6wninie armeiiskiej, ustawienie szyku bojowego, przemowa Ninnsa 
przed bitw^. 

Tu fragment sig urywa. Aby go m6dz uzupelni6, trzeba sobie przy- 
pomnie6, jak autor zmientt tradycyjny charakter Semiramidy. Opowiadal 
o niej Ktesias (u Diodora II, 44, sqq. lust. I, 2), ie hetera wyszta za 
assyryjskiego satrap? Onuesa. Znajdowal on sig w obozie Ninusa, oWe- 
goj^cego Baktry. 0bl§j;enie si§ przeci^galo. Panowie sprowadzili do 
obozu swe iony. Przybyla i Semiramis, dopomogJa chytr^ rad^ do zdo- 
bycia miasta, zwr6ci^a na siebie uwagg kr6Ia, obudzila w nim mitosd 
i zostata jego ions^. Wi§c Ninus zabrat j^ drugiemu. Odwracaj^cy cha- 
raktery autor kazal j^ chyba podczas nieobecnoSci Ninusa porwad przez 
jakiegod zakochanego ksigcia. Ninus otrzymuje wiadomo^ o tem, roz- 
poczyna si§ po^cig za uwodzicielem, szereg awantur. Wreszcie kr6i od- 
zyskuje iom^ i tu romans si^ koiiczy. 

Zwi^zek jego z historyografi^ joiisk^, z Etesiasem, zaznacza do^ 
wyratoie wyb6r tematu a wplyw szkolnej retoryki widnieje w mowach, 
wypetniaj^ych wszystkie fragnienty. Wprowadzenie najeninik6w greo- 
kich i ^aryjskich, a przedewszystkiem sjoni do armii Ninusa Swiadczy 



79 

tem, ie autor s^szat cos o najemnikach egipskiego Psammetycba 
i taktycznem znaczeniu stoni w armiach dyadoch6w. 

Romans o Ninusie wcbodzi zupetnie w ramy historyografii joii- 
skiej, jakkolwiek tradycyjne cbaraklery stosuje do konwenansu szkol- 
nego. Przytoczony powyiej Chares6w epizod badni wschodniej o kr61e- 
wnie Odaiis i kr61ewiczu Zariadresie ma pendant w fragmentach ro- 
mansu o Chione i Chrestosie. Kr61 przemawia do swej rady: Kr61estwo 
moje przejdzie na zi§cia. Dobrze wi§c trzeba naradzid si^ nad jego wy- 
borem. Zostawiam 30 dni do namys(u (fr. I). Niejeden z cz}onk6w rady 
pragn%tby otrzyma6 r^k§ kr61ewny. Naradzaj^ si§ nad wyborem jednego. 
Widocznie chcq porwa6 Chione, gdyby j^ kr61 przeznaczyi dla kogoS 
obcego, skoro lud oburza si§ na ich pogr6i^ki i tch6rzostwo Czemu^ 
^den otwarcie nie poprosi o kr61ewn§ ? Styszy o tem Chione od matki. 
(fr. U). — W nastgpnej scenie (fr. III), ukochany od dawna Chrestos 
radzi kr61ewnie ucieczk^ przy pomocy wsp61nego przyjaciela, Megame* 
desa. Ale kr61ewna stracita jui do niego zaufanie. Innego jednak spo- 
sobu ratunku niema, i nie mog^c szcz^Sliwie ij^ z ukochanym, posta- 
nawia z nim razem umrze6. — Zawikfanie gotowe. Zamiarom ojca stoi 
na przeszkodzie dawny wyb6r c6rki i spisek moi^nych, nie maj^cych 
widok6w powodzenia na dworze. Mo^e Chrestos jakimd bohaterskim 
czynem pozyskat kr61a i rgk^ ksi§2niczki? Intrygowaliby owi moino- 
wfedcy. Moie porwal Chion? przy pomocy Megamedesa, kt6ry sig oka- 
zaf niegodnym jego zaufania i potwierdzi2 obawy ksi^Mczki ? W kaidyna 
lazie trzeba t§ Chion^ wyprowadza6 z Owidyuszowskiej (Met XI, 301 
nn.). cztemastoletni^ c6rkg Dedaliona, dziewicQ nadzwyczaj urodziw^ 
^iegaj^ si§' tysi^ce za]otnik6w. Do ich liczby nale^ i dwaj bogowie. 
HermeSi zobaczywszy dziewic^, spuszcza na ni^ sen i staje si§ ojcem- 
Autolykusa. ApoUo czekat do nocy i w postaci staruszki zbliiyt si§ do^ 
Chione i mia< z ni^ Filammona. Matka, dumna ze swych syn6w, obra- 
zita DyanQ i poniosta z jej r§ki Smierd. — Autor romansu zast^pit 
prawdopodobnie bog6w lud^mi, a gniew bogini inaczej umotywowat. 
Zmienit tei zakoiiczenie, daj^c historyi pomySbiy obr6t Ale jak Semira- 
midajesttylkokontrastemtradycyjnej kr61owej asyryjskiej,tak zn6wChione 
romansa powstala na podstawie bohaterki jakiegod aleksandryjskiego 
epyllion, 

Ten sam stosunek do tradycyi wida6 z firagment6w o Partenopie 
i Metiochosie. Tradycya mitograficzna (Eostatios do Dionys. Perieg. 
358/9) opowiadata o pi§knej Parthenope, kt6ra, nieczuta na mitosne 
westchnienia licznych zalotnik6w, chciata wytrwa6 w/daiewictwie. Wi- 
doeznie AjErodyta rozgniewat^ 6iQ o to na ni^ i wzbudzita w jej seTcu 



80 

gwaltown^ nami§tno§6 do Frygijczyka Metiochosa. Aby nj^6 przed g^^. 
sem serca, obcigta Parthenope wtosy, zeszpeciJa sig i uciekfa do Kam 
panii, gdzie j^ Dyonizos uczyniJ sw% kapJank^ i po smierci obdarzyi 
nieSmiertelnoSci^. — Romansopisarze i ten charakter odwrdcili. Lukian 
(salt. 2) wymienia obok Fedry i Rhodope takie Parthenope jako -fuvxov 
^ptoTixbv piaxXiTaTov. Zna on tei Metiochosa (pseudol. 25) jako figur? ix)- 
hatersk^ obok Ninusa i Achillesa. Widocznie wigc nieczuly na mitoic 
charakter Parthenopy przenie^li romansopisarze na niego, a Parthenop? 
uczyniii lubieinq kusicielk^. Niedarmo inna tradycya (Eustath. L 1.) 
uwaiata j^ za jednq z Syren. — Kombinacyg t§ potwierdza zachowany 
fragment. JakiS cudzoziemiec skoi^czyt wtaSnie konwencyonaln^ pochwa}^ 
Erosa, znan^ chodby tylko z mdw biesiadnikdw Platodskich. Obecny 
przytem Metiochos zaznacza, ie on sam wprawdzie nie doSwiadczyt je- 
szcze mitoSci, ale sama logika dowodzi nieprawdziwosci mitologicznych 
pochwal Erosa. A filozofia, czy fizyologia uczy, ie Eros jest naprawd? 
jakiems wzruszeniem umyslowem (x{vr^|jia ^iavoio;), powstaj^cem wskn- 
tek zbyt dobrego iycia i odiywiania sig (6icb Tpuf^^; ^trff6[u^oy\ a utrwa- 
laJQcem si§ i umacniaj^cem przez obcowanie z przedmiotem wzroszenia 
{(yKb auvY]3e(a(; a656|xevov). Styszy te wywody stoj^ca w pobli^ Partbenope 
i cieszy si§, ie Metiochos nie zaznal jeszcze miloSci. Widocznie go ko- 
cha. Nie trudno snu6 dalej przerwany w^tek opowietoi. Eros ukaraf 
nieczutego mlodzieiica, sprowadzil przed oczy jego Parthenope, obudzif 
w nim mito^ do niej. Przed Slubem lub zaraz po nim powstaty jakiei 
przeszkody, rozt^czaj^ce kochank6w, kt6rzy dopiero po wielu cierpie- 
niach zn6w si^ pot^czyli. 

WspomnieU^ray jui na pocz^tku, ie wiek papyrus6w pozwala ro- 
mans o Ninusie umieScid w I. w. po Chr., tak samo romans o Metio- 
chosie. Ale nic nie stoi na przeszkodzie i wczeSniejszemu ich datowanin. 
Owszem, Scisty zwi^ek z historyografi^ i poezy^ aleksandryjsk^ kaze 
umie^ci6 je na samym pocz^tku rozwoju tego gatunku, w I. w. przed 
Chr. Grenfellowski papyrus z Fayum wskazuje, ie w H. w. po Qir. 
znany byt jui zachowany w drodze r^kopi^miennej romans Charitona. 
A stosunek jego do datowanego romansu Jamblicha (koto 170 r. pa 
Chr.) dowodzi, ie go mo^na umiedci6 najp&toiej na poczi|tku n. w. po^ 
Chr. Jakoi zobaczymy, ie wiek II. jest okresem najbqjniejszego rozkwita 
tego gatunku literackiego. 

Jak niegdyd Hekatajos z Abdery, jak Herodot, takCharitonra- 
poGzyna swe opowiadanie o Cbajreaszu i EaWrroe (la icepl X»pia» xat 
KaUi^{>6i;v: 1. wyd. D*Orville'a, Amsterdam 1760, obejmiqe 14* str; tek* 
stu i 78& staron uwag, w 3 i) od wtasnej osoby : »Ja Charitoii Afrody* 



81 

zyjczyk, koncypient u adwokata Athenagorasa, opowiem historyg mito- 
SD^ kt6ra si§ wydarzyfei w Syrakuzach«. Notatk^ t§ brano allegorycznie. 
Chariton nazwal sig od Charyt, by zaznaczy(3 wdzigk swego opowiada- 
Dia. Pochodzi z miasta Afrodyty, bogini miloSci, bo pisze o mitoSci* 
Athenagoras mial przypominad t2o historyczne, o kt6rem p6^niej. Ale 
czy i zaznaczenie stanowiska koncypienta adwokackiego mia/o ukryty 
sens? Chariton lubuje si§ w scenach i mowach sq,dowych. — Takim 
zbyt sprytnym domyslom poloiyfy ki-es napisy z Afrodisias w Karyi. 
Znajdiqemy na nich i Xapixm (C. I. Gr. 2846) i 'A^rivaY^paq (np. C. I. 
Gr. 2782, 2783). Wobec nich wszelkie kombinacye trac^ podstaw^. Cha- 
nton rzeczywi^ie 2y{ w Afrodisias, pisat akty oskarienia itp. u swego 
mecenasa, a w chwilach wolnych komponowat romanse. 

Strateg syrakuzaiiski Hermokrates, zwyci^ca Ateiiczyk6w (oczywi- 
scie z r. 415), mial c6rk§ Kallirroe, kt6rej nadludzka uroda zwabifa 
nm6stwo zaIotnik6w ze Sycylii, Italii i Epiru. Widocznie nie sprzyjala 
^iadnemuy skoro Eros mydlat o osobliwym zwi^ku dla niej. Mianowicic 
wsp6IzawodDik polityczny Hermokratesa, Aristo (u Tukidydesa nazywa 
sig on Athenagoras ' i rywalizuje mi§dzy r. 413—408. Chariton wymie- 
nit jxii swego szefa Athenagorasa, wi^c to imi§ zmienit) mial r6wnie 
pifknego syna, Chajreasza, kt6rego Eros chciat u^6 dla pogodzenia po- 
wa^nionych rodzin. Wi^c gdy Kallirroe szta z matk^ na uroczysto^ 
Afrodyty, Eros sprowadzit na jej drog^ Chajreasza, wracaj^cego wtasnie 
z palestry. Jedno spojrzenie mtodych wystarczyto do wzniecenia 
w sercach obojga gor^cej mito^i. Chajreasz, wr6ciwszy do domu, czuje 
w sercu ran^, dziewica modli si§ do Afrodyty : »Daj mi, pani, za m^ia, 
tego. kt6regoS mi pokaza2a«. Ptyn^ dla zakochanych bezsenne noce, 
petne t§sknoty dni. Dziewica milczy. Mtodzieniec zwierza si§ ojcu, ale 
ten nie chce nawet 8tysze6 o zwi%zku syna z c^rk^ swego przeciwnika 
politycznego. Chajreasz, trawiony gor^czk^ mitosnq, przestaje chodzi6 
do palestry, koledzy szukaj^ przyczyny, dowiaduj^ si§ o wszystkiem 
i szukaj4 ratunku — na zgromadzeniu ludowem. Przewodniczy z urz§du 
Hermokrates. Lud Maga go o oddanie c6rki Chajreaszowi, a dobry pa- 
tryota ust^puje woli ludu. Natychmiast prytanowie i lud udaj^ 8i§ ze 
strategiem do jego domu, spiewaj^c pieSni weselne. Dziewica trwoiliwie 
pt^e a gdy ustyszala od niaiiki, ie to lud j^ swata, mdleje. Ale jui 
przybiega do niej powiadomiony o szcz§Sciu Chajreasz, krzesi j^ poca- 
^rnkami i wnet przy udziale calego ludu odbywa si^ wesele, takie jak 
niegdyd Peleusa i Tetydy. Tylko ie zamiast £ris goScit tu ^^6^o<i. 

Na teni skoiiczytoby si§ jakied epyliion aleksandryjskie. Romaaso- 
pisarz wprowadza intryg^. Zawiedzieni w nadziejach swych zalotnicy 

6 



82 

gromadz^ si^ w iaii§ wsp61iiej zawiSci i naradzaj^ si§ nad zemst^ nad 
Chajreaszem, kt6ry bez ^adnych staraii zabral mu upragniony skarb' 
Syn tyrana z Rhegion radzi przemoc^ rozbi6 wesele Ale wi^kszy po- 
sluch znajduj^ slowa tyrana z Akragas, kt6ry podejmuje si§ podstepem 
i zazdrosci^ rozdzieli6 szcz§^liw% parg. A Chajreasz wydawaZ si§ bar- 
dzo przyst^pnym dla podejrzliwosci. skoro zaraz na drugi dzieti po §la- 
bie, zobaczywszy przed domem 4ony Slady nocnego komersu (xwjw?), 
porzucone przez zalotnik6w, urz^dzit jej gwaltown^ scen§, szczgsciem 
wnet uSciskami i pocatunkami zaiegnan^. Na tej stabosci jego charak- 
teru buduje sw6i plan chytry Akragantyjczyk. Rozkazuje przystpjnemu 
pasorzytowi swemu zaleca6 si§ do pokoj6wki Kallirroy i prosic j^ 
o nocn^ schadzkg w jej pokoju. R6wnocze^nie posyta do palestry, 
w kt6rej 6wiczyl si§ Chajreasz, oWudnego starca, aby uwiadomic mJo- 
dzieiica o rzekomej niewierno^ci iony. Starzec obiecuje nawet dowody. 
Niechaj Chajreasz zapowie ionie wiecz6r, ze musi wyjecha6 na wies 
i niech si§ ukryje w pobliiu wlasnego domu, a zobaczy przybywaj^cego 
amanta. I rzeczywiScie widzi czlowieka bogato ubranego, kt6ry chyttiem 
wsuwa si§ do otworzonej mu bramy. ByJ to 6w pasorzyt, wpuszczony 
przez pokoj6wkg. Ukryt sig za drzwiami, i gdy oszalaJy z zBzdKm 
Chajreasz pobiegt do sypialni ^ony, on umkn^t w ciemnosciach nocy. 
Eallirroe czuwata jeszcze, czekaj^c na brzegu loia, w t^skQocie na m^. 
Stysz^c jego kroki, wybiegta z radosci^ na spotkanie. On powitaljj^ 
kopni§ciem poniiej piersi. Kallirroe martwa padta na ziemig. Wskrzesif 
si§ jej nie udato. Ju4 na drugi dzieii cata prawda wychodzi na jaw. 
Owa pokoj6wka, " wzigta na tortury, wyznaje wszystko. Zrozpaczony 
Chajreasz tylko dzi^ki interwencyi przyjaciela, Polycharma, nie popetnia 
samob6jstwa. Oskaria sig jednak przed ludem syrakuzadskim o mor- 
derstwo, prosi o smier6, ale na wstawienie sig ojca zmartej zostaje 
uznany za niewinnego. Pogrzeb ofiary zazdroSci odbywa si§ z wielk^ 
pomp^, stosy szat i kosztowno^ci zamykaj^ z ni^ do grobu. 

Widzieli to graSuj^cy pod dow6dztwem Theona totrzykowie i po- 
stanowili gr6b okra§6 Kallirroe, zamknigta w grobowcu, odzyskaia przy- 
tomno§6, bo owo kopni§cie tylko w ci§ikim j^ pogr^yto letargn, 
i w przeraieniu oczekuje ^mierci gtodowej, Nagle styszy, ie kto§ gr6b 
otwiera. Wchodz^cy ztodziej uciekt przed zmartwychwstajqc^ niebosz- 
czk^. Wigc sam Theon obj^ w posiadanie i kosztownosci i pigkn^ 
niewiast§, za kt6r^ nie matej spodziewat si^ zaptaty, Na radzie totr6w 
odezwaty sig wprawdzie gtosy za tem, by dziewicg odda6 HermQkrate- 
sowi i iqda6 nagrody za ocalenie jej. Ale nieczyste sumienie nie po- 
zwolito im stan^^.przed strategiem. Wi§c na przygotowanym whsnjm 



83 

statku opuScili brzegi Sycylii i orain^wszy Ateny, skierowali sig do Jonij 
ku Miletowi. Wyl^dowali opodal miasta i tu zobaczyl Theon postgpuj^- 
cego w licznym orszaku dostojnego mgia, zgn§bionego widocznie smu- 
tkiem i ia2oh%. Od zaczepionego przechodnia dowiedzial si§. ie to naj^ 
znakomitszy Milezyjczyk, Dionysios, niepocieszony po niedawnej stracie 
iony. Przechodniem byl Leonas. wlodarz Dionysiosa. Theon o^wiadczyl 
mn, ie ma na sprzedai pi§kn^ i wyksztaicon^ niewolnicg z Sybaris» 
sprzedan^ mu przez zazdrosn^ pani^. Mo4e si? ona przyczyni do pociesze- 
nia Dionysiosa. Ucieszony Leonas zaprasza kupca do siebie. Po biesia- 
dzie umawiaj^ sig o miejsce spotkania, przy kt6rem Leonas odbierze 
niewolnicg, Theon zaplatg. Ten kaie si§ Kallirroe przystroi(5 i udaje, ie 
i% chce zostawi(5 pod opiek^ przyjaci6l, by jej nie naraiafi na trudy 
i niebezpieczeiistwapodr6iy doLykii. Kallirroe prosi o pozwolenieza trzy- 
mania jednego tylkosygnetu i czeka nasw6j los. Leonas przyni6st na razie 
lylko zadatek, talent srebra. Reszt§ wyplaci sam Dionysios. Theon ura- 
dowany, ie bez zwr6cenia na siebie uwagi wtadz i t§ sum§ zarobil, 
niewohiic§ oddaje, a sam coprgdzej odplywa. Leonas powierza przeSli- 
czn^ dziewic§ opiece niewolnicy Dionysiosa, Plango, zamginej z Foka- 
sem, zarz^dc^ folwarku tego samego pana. 

swicie spieszy Leonas do Dionysiosa, donosi mu o nabytka 
i prosi o pieniqdze. Spieszy z nimi na um6wione z Theonem miejsce,. 
aleani tam ani nigdzie indziej gonie znajduje. Przypuszcza wi§c, ie 6w 
kupiec cudz^ porwan^ niewolnic? mu sprzedal, ale mimo to chce je^ 
zachowa<3 dla pana. Wi§c sprowadza go na folwark Fokasa i pokazuje 
mu w poblizkiej Swi^tyni Afrodyty nabyt^ niewolnic^. Dionysios, jak, 
i caiy lud zgroraadzony, bierze j^ za saraq. boginie ^ Po tem pierwszem 
spotkaniu Dionysios nie ma ju4 spokoju. WiC; ie mu nie \yolno kocha^ 
niewolnicy, do tego mote przemoc^ komus porwanej, ale ^apano\ya6 
nad namigtnosci^ jui nie potrafi. Wi^c znowu wraca do swi^tyni A^ro- 
dyty, wypytuje sig niewolnic? o pochodzenie. Ta powoluje si^ na wspa- 
nialomyslno§6 helleiiskiego pana i prosi o uszanowanie jej tajemnicy; 
Niewolnic^ nigdy nie byta, Sybaris nie widziala. Srogi los zagnal j^ do, 
Miletu — Dionysios coraz gorliwiej zajmuje si§ gospodarstwem Fokapa» 
a2 raz Plango przybiega do Kallirroy z pro6b^, by za , ni^ i jej m§iem 
wstawita si§ u rozgniewanego pana. Czyni to Kallirroe,^ Dionysios dla 
niej przebacza rzekomym winowajcQm (wszysUko byto komejiy^, zaim- 
prowizowan^ przez Plango), ^ dzigkuj^c^ mu dziewic§ caluje. 

Tea pocaiunek byl kropl^, przepetniajqjC^ kielich. Albo posigdzie 
Kallirroe, alba umrze. Od imieyci uratpwal go taki przypa^ejt. Plango 
spostrzegla u k^pi^cej si§ KaUjirrpe f nieciudn^ odmian^ « . .Kr 6tkotrwate j ejj 



84 

matieiistwo nie miato pozosta<5 bezowocne. Eallirroe, przeraiona tem od- 
kryciem, prosi o pomoc, niedopuszczaJQCQ do tego, by jej syn by} synem 
niewolnicy i niewolnikiem. Plango pomoc przyrzekii, aie zwleka z ni^ 
i bndzi chytrze lito^ matki do pjfodn jej tona. Wreszcie podsuwa jej 
tak^ mydl: Jedli Eallirroe wyjdzie za Dionysiosa. to siedmiomiesi^czDy 
jej syn b^dzie nchodziJ za potomka pierwszego z Jondw i zostanie jego 
spadkobierc^. Eallirroe si§ waha : dopuszcza do gtosu m§^ kt6rego po- 
dobizna zdobi sygnet ; a ie Chajreasz poruczyt we §nie jej opiece syna, 
s^dzi, ie uzyskala jego pozwolenie na dw krok. Takie milczenie dziecka 
na swoj^ tlumaczy korzyS<3. Wreszcie sama broni przed sob^ swego po- 
stanowienia i kaie opiekunce swej i kusicielce Plango uwiadomid pana, 
ie gotowa do Slubu. 

Dionysios bhzki byt ju^ dobrowolnej ^mierci gtodowej, gdy Plango 
donosi mu o gotowoSci Eallirroe wzi^d ^lub z nim. Skruputy co do me- 
zaliansu znikn§ty, odk^d dowiedziat si^, ie to c6rka stratega Syrakuz 
Hermokratesa, kt6remu nawet kr61 perski posyla dary, jako pogromcy 
Ate]iczyk6w. Wi§c zaraz odbywa si$ huczne wesele, a po siedmiu mie- 
si^cach Eallirroe wieiiczy szczQ^cie m^^ synem. »Co sig dalej stato, 
opowiem p6^niej. Chc§ bowiem naprz6d opowiedzie6, co si§ w tym sa- 
mym czasie stalo w Syrakuzach* (III, 2 fin.). Chajreasz, skladaj^c na 
grobie ionj oGar^, spostrzegt, ie gr6b otwarty. Przera^ony biegnie do 
miasta. Zbiegl sig lud i wnet przekonano si§, ie kosztownoSci zabrane 
a zwtok niema Zrozpaczony Chajreasz przypuszcza, ie kt6ryi§ z bogd^r 
porwat Eallirroe do nieba. Trze^wiejszy Hermokrates natychmiast wydaje 
polecenia co do dcigania grobotupc6w. Chajreasz ptynie na okr§cie przez 
morze jot^skie. Tam chwyta statek korsarski, kt6rego zaloga sklada si^ 
ze samych trup6w. Na tym statku znajduj^ kosztowno^ skradzione 
w grobie Eallirroe i wyci^gaj^ z k^ta jakiegoS ^wego czlowieka. Obja- 
Snia on, ie przypadkiem dostal si§ w r^ce korsarzy. Bogowie nie pozwo- 
lili ich statkowi nigdzie wyl^dowad tak, ie z braku wody do picia wszyscy 
wymarh. On sam ocalat, widocznie dzi§ki swej sprawiedliwosci i pobo- 
inodci. — Po przybyciu do Syrakuz opowiada Cbajreasz na zgromadzenia 
ludu o wynikach swej wyprawy, powtarza tei swe wymysty Theon. Bo 
to on byt owym cudownie ocalonym pasa^erem, kt6ry ^cie swe za- 
wdzi^czat temu, ie ukryt przed towarzyszami kubtak wody. Poznaje go 
na zgromadzeniu jakid rybak, kt6ry go widziat w dzieii pogrzebn Eallir- 
roy myszkuj^cego po porcie. Na rozkaz Hermokratesa bior^ go na 
tortury i tu wyznaje Theon wszystko ai do sprzedania Eallirroy Diony- 
siosowi. Natychmiast jedzie Chajreasz na tr6jwiostowcu do Miletu i zaraz 
przy pierwszej modlitwie w ^wi^tyni Afrodyty spostrzega doty pos^g. 



86 

swej ionj i dowiaduje si§ od kap}anki o jej losie Nim si§ Chajreasz 
zdecydowat na jakiekolwiek przedsigwzi^cie, Fokas, widz^c niebezpieczeA- 
stwo, gro^ce szcz^Sciu pana, uwiadomit poblizk^ zatog§ persk^ ie to 
korsarski statek zatrzymal si§ w pobliiu Miletu. Persowie napadaj^wi^ 
w Docy na towarzyszy Chajreasza, jednych zabijaj^, drugich bior^ do 
niewoli. W liczbie jeiicdw znajduje sig te^ Chajreasz z Polycharmem; 
obu Persowie oflarowuj^ satrapie Karyi, Mitrydatesowi. W Milecie roz- 
chodzi sig wie§<5, 4e wszyscy przybysze zostali przez Pers6w wymordo- 
wani. Eallirroe, kt6ra z opowiadania kaptandw wywnioskowala, ie m%2 
jej byt w swi^tyni, wierzy w jego Smieri i za pozwoleniem Dionysiosa 
wznosi nad brzegiem morza Chajreaszowi taki sam kenotaf, jaki ona 
miata w Syrakuzach. Podczas jakichd ofiar nagrobnych zobaczyt j^ wspo- 
mniany Mitrydates i naturalnie natychmiast si; w niej gwattownie zako- 
chat. Ale najznakomitszemu Milezyjczykowi, przyjacielowi kr61a perskiego, 
porywa6 2on§ wydawato mu siQ zbyt ryzykownem przedsi^wzi^ciem. Los 
nastr^czyt mu inny spos6b. Wsr6d niewolnik6w, do kt6rych naleieli 
i dwaj przyjaciele syrakuzatiscy, wybucW bunt przeciw nadzorcom. Bunt 
sthimiono, winnych skazano na szubienic^. Jui wiedziono na stracenie 
Polycharma, gdy ten westchn^: Przez ciebie, Kallirroe, to cierpimy. 
Tys wszystkiemu winna. Dozorca s^dzit, ie wi^zieii wymienit nazwisko 
jakiejS wsp6twinnej, mo4e sprawczyni caJego spisku. Wi§c wiedzie Po- 
lycharma do Mitrydatesa, a jeniec opowiada znaczenie swego westchnie- 
Dia. Hitrydates rozkazuje natychmiast przywie^ do siebie Chajreasza, 
okazuje mu ogromne wsp6tczucie, jako synowi bohaterskiego Hermokra- 
tesa i obiecuje pomoc w odzyskaniu iony. Cbajreasz ma tylko napisad 
do niej list, donosz^cy jej o blizkim ratunku Drugi list pisze sam Mi- 
trydates do Kallirroy z zapewnieniem swej pomocy. OczywiScie nie dla 
Chajreasza chce odzyska6 Kallirro^, lecz dla siebie Ale oba listy do- 
staj^ si§ w r§c§ Dionysiosa. Ten uwaia wiadomoS6 o iywyra Chajrea- 
szn za wymyst i intryg§ Mitrydatesa. Wi§c za poSrednictwem s^iedniego 
satrapy zwraca si§ do kr61a ze skarg^ na Mitrydatesa Kr6I powotuje 
oskarionego i oskariyciela wraz z ^on^ przed siebie do Babilonu. Mitry- 
dates my^li z pocz^tku o jawnym buncie i zerwaniu z kr6Iem. Spokojna 
jednak rozwaga. bierze g6r^. Wi^c zabrawszy Chajreasza, jedzie do Ba- 
bilonu Z niech^ci^ zabiera Dionysios sw^ ^on^ w dalek^ podr6^, ale 
poddaje si§ rozkazowi kr6Ia. 

Tu (V. i n.) streszcza Chariton dotychczasowe wypadki, kresU ogro- 
rane wraienie, jakie pi§kno56 Kallirroe wywieraja na spotykanych bar- 
barzyiicach i doprowadza j^ do Babilonu. W dzieii procesu cate miasto 
na nogach i w s^dzie. Po kr6tkiej rozprawie (zna6 w jej przedstawieniu 



86 

koiicypienta adwokackiego) Mitrydates daje iyj^cy dow6d swej prawdo- 
mownosci : wprowadza na salg Chajreasza. Ogromna konsternacya u Kal- 
lirroe, wi§ksza u Dionysiosa. Mi^dzy obu m§iami powstaje gwaftowny 
sp6r. Kr61 na razie odprawia w tasce Mitrydatesa, mi§dzy obu mgiami 
Kallirroe ma rozstrzygnq(5 na innej rozprawie. Przedmiot sporny idzie na 
przechowanie do haremu, pod opiek§ iony kr61a, Statiry. Ale ie krtl 
jui na rozprawie zaplon^ miloSci^ do Kallirroe, dzien rozprawy ci^gle 
odklada, a tymczasem za poSrednictwem wiernego eunucha stara si§ 
Kallirroe pozyska6. Napr64no. Nie mniej nii Dionysiosa drgczy ta zwtoka 
Chajreasza. 

Nagle przychodzi do kr61a wiadomosc, ie Egipt sig zbuntowaZ. 
(Historya nie zna takiego powstania za Artakserksesa 11.). Kr61 zbiera 
armi^, zaJ^iera caly harem, w nim i Kallirro§ i rusza przeciw powstad- 
com. Towarzyszy mu Dionysios, kt6remu kr61 przyrzekl po wyprawie 
oddanie iony. Tak przynajmniej donosz^ Chajreaszowi. Zrozpaczony je- 
dzie do samozwaiiczego kr61a zbuntowanych Egipcyan i ofiarowuje ma 
swe uslugi. Egipcyanin oddaje synowi pogromcy Ateiiczyk6w dow6dzlwo 
nad flot^: na czele jej Chajreasz zwyci§4d flotg persk^ i zdobywa Tyr 
i Arad. Tu dostaje w swe rgce caly harem kr6lewski wraz ze Statira 
i Kallirroe. Przy podziale branek donosz^ mu, ie jedna z nich schronita 
sig do Swi^tyni Afrodyty, zasJtonifa sw^ twarz i o^wiadczyta, ie iywa 
za nikim nie p6jdzie. Chajreasz idzie si§ przekona6, co to za jedna. 

Tu (ks. XUI. i n.) autor zaznacza, ie zdaniem jego ostatnia ksi§ga 
bgdzie dla czytelmk6w najprzyjemniejsza, bo w niej rozjaSnia i rozpo- 
gadza sig wszystko, co dotqd byZo ciemne i zachmurzone. W bramie 
poznaje Chajreasz Kallirroe. Wkr6tce donosz^ mu, 4e kr61 egipski poko- 
nany. Nie ma jui wigc po co walczy6 z kr61em. Odsyfa mu .Statire 
z calym dworem i poleca si§ pami^ci. Flot§ sw^ zabiera ze sob^ do 
Syrakuz, bo towarzysze nie chc^ go opu§ci6. Odchodz^cej Statirze wsa- 
ngta Kallirroe potajemnie liscik do Dionysiosa, polecaj^cy opiece jego 
dziecko. 2e ono Chajreaszowe, o tem zamilczafei Nie wspomniafa tei 
o jego istnieniu m^iowL Statira opowiedziala kr61owi o wspanialomysl- 
nosci Chajreasza. Dionysios pocieszyt si§ dobrem slowem i synem, a kr61 
wr6cit do Babilonu. — W Syrakuzach opowiada Chajreasz na zgroma- 
dzeniu o swych losach i prosi o przyjgcie w poczet obywateli syraku- 
zailskich swych egipskich towarzysz6w. ProSbg spetoiono. A Kallirroe 
poszla Afrodycie podzi§kowa6 za dotychczasowq. opiekg i prosi o szcz^ 
Sliwe iycie z mgiem i wsp61n^ Smierc. 

»Tyle napisaJem o Kallirroe<, dodaje autor i shisznie tylko boha- 
terk§ na koiicu wymienia. Ona tylko przedsigbierze jakieS plany i wy- 



87 

konuje je, okazuje wiele przytomnoSci umyslu wSr6d korsarzy, wiele 
sprylu w wydaniu si§ za Dionysiosa, nie raaJo taktu w oszcz§dzaj^cem 
poiegnaniu go i pozostawieniu rau syna, w kt6rego autentycznosd wie- 
rzyt. Chajreasza charakter, zabarwiony na pocz^tku (do§6 niezr^cznie) 
podejrzliwo^ci^ i gwaltownoSciq, zraia nas do siebie owem brutalnem 
kopnigciem 4ony, kt6rego mu nie moieray zapomnie(5, cho6 przez cale 
6 ksi^ ptacze i wzdycha i nosi si§ ci^gle z zaraiarami samob6jstwa. 
Przemiana jego na bohatera wojennego, godnego syna Hermokratesa, 
przychodzi w Vll. ksi^dze tak niespodzianie, ie nie moieray pozna6 da- 
wnego placzka, kierowanego zawsze przez m^drego Polycharma. — Jak 
bohaterowie. tak i inne osoby romansu maj^ kontury bardzo chwiejne» 
rysy bardzo blade. Jedynie herszt rozb6jnik6w Theon i satrapa Mitryda- 
tes a takie koczotka Plango maj^ pewne zacigcie charakterystyczne 
w swej przewrotnej chytroSci. Natomiast dwaj inni dostojni rywale Chaj- 
reasza, Dionysios i Artakserkses, s^ dziwnie fagodni i ludzcy, Grekowi 
nie moina nawet odm6wi6 wielkiej szlachetnoSci Tak dr§czy si§ skru- 
pulami, ie pokochat niewolnic§, tak boi si§ mezaliansu, tak radosnie 
chwyta si§ mysli poslubienia c6rki Hermokratesa. ie skfania j^ do bi- 
gamii, o tem nie wiedzial. Nawet kr6lowa Statira nie przeSladuje pieknej 
rywalki, cho6 wie o narai§tnosci m§ia. Przeciwnie, troskliwie si? ni^ 
opiekuje. — Autor, kt6ry otoczyl wszystkie osoby tq atraosfer^ lagodnej 
humanitamosci, nie czul poci^gu ani zdolno^ci do kreslenia czarnych 
charakter6w. Migkka nerwowo^ i placzUwos($ os6b, pi§kne ich west- 
chnienia i pelne uczucia monologi dowodz^ talentu lirycznego Ale rozwi- 
nigciu si§ tej liryki stoi na przeszkodzie szkolna retoryka. Dobrze dyspo- 
nowane mowy, a raczej deklamacye uklada autor przy kaidej sposobnoSci. 
Natomiast w epice jest blady i konwencyonalny. 

Opowiadanie jego jest prostolinijne. bez zbaczati i epizod6w. Dys- 
pozycya jasna. poparta streszczenianri ubieglych wypadk6w ale niecha- 
niczna. Formuly: >Tyle o tem. Teraz chc§ ra6wi6 o tem« dowodz^ 
wielkiej nieporadno^ci kompozytorskiej. A psychologia ogranicza si§ do 
katalog6w uczu6 i afekt6w. N. p. Zraartwychwstala Kallirroe slyszy halas 
przy drzwiach grobowca (I., 9)« Ogarneto j^ r6wnocze^nie wszystko: 
strach, rados6, smutek, zdziwienie, nadzieja, niedowierzanie«. Albo: Dio- 
nysios czyta przej§te listy Mitrydatesa (IV, 5): »Ogarnialy go rozmaite 
uczucia: otucha, rozpacz, strach, niedowierzanie*. 1 tak zawsze. 

Gdzie nie ma charakter6w, gdzie uczucia i nami^tnosci nie przy- 
chodz^ do glosu, tam akcya musi zaleze6 od wypadk6w zewn^trznych, 
od przypadku. I rzeczywiscie bogini przypadku, TiixYj, dominuje nad wy- 
padkami i osobami, do niej wci^i zwracaj^ sig nieszcz§SIiwi bohaterowie 



88 

z wyrzutami Obok niej inne b6stwa asi^puj^ na dalszy plan Wprawdzie 
do Afrodyly cz§sto si§ bohaterowie modl^, ale dziatanie l jej i Erosa 
nie bardzo jest widoczne. Wina to, zdaje si§, redaktora naszego tekstn, 
ktdry na pocz^tku opuScit wzmiank^, ie Eallirroe byta nieczuta na west- 
chnienia zalotnik6w, a dumna ze swej pi^knosci i tem obrazita Afirodyt^. 
Taksamo Chajreasz Sci^n^ na siebie gniew Erosa Obrateni bogowie 
pol^czyli ich tylko po to, aby ich czemprgdzej rozdzieli6 i rzuci6 na 
fale Tyche. Dopiero po odbytej pokucie b6stwa zn6w okazuj^ si§ taskawe. 

Romans Charitona nale^ do do!^6 wczesnych okaz6w tego gatunka. 
Tem si§ moie ttumaczy roilczenie o nim i w staro^tnoSci i n Bizan- 
tyjczyk6w. Ale na rozw6j romansu wywart ogromny wplyw, stal si§ 
wzorem i skarbnic^ motyw6w dla wszystkich zachowanych romanso 
pisarzy. Nawet liczba 8 ksi^g, przej^ta z Tucydydesa, kt6rego styl Cha- 
riton przedewszystkiem na^laduje (v. Cobet, Mnemos. VIII, 251), byfai 
miarodajna, chocia^ w wielokrotnodci. Bo nast^pcy Charitona. naSladaj^c 
go, staraj^ sig go przewyiszy6, przelicytowad. 

Tak przedewszystkiem Syryjczyk Jamblichos, ktdrego zaginiony 

romans p. t. Tdiv xept Sivcoviv xai ToBdvTjv Bx^uXcdv.axfi&v \6^i i^' (XVI) 

streScit Focyusz w 94. kodeksle swej Biblioteki. Konwencyonalna tresc 
romansu na XVI. ksi§dze zupetnie wyczerpana. Wi§c liczb^ 35 lub .H6 
ksi^g Suidasa musimy przypisad nieporozumieniu. Jak Chariton na po- 
cz^tku, tak Jambiich w Srodku romansu, przy sposobnoSci opisu babi- 
loiiskiej magii, wspomniat o sobie, pisz^c, ie zna j^ z praktyki, bo sam 
jest magiem babiloiiskim (c. 10 Fot.). ^yl zaS pod berlem armeftskiego 
kr6ia, Soajmosa, bytego senatora i konsula rzymskiego (oczywiScie tytu- 
larnego). Dio Cassius (LXX, vol. IV. p. 171 Dind.) donosi, 4e tego Soaj- 
mosa osadzit na tronie Lucius Verus po ukoiiczeniu znanej czteroletniej 
wojny z Partami. Wojng t§ i jej przebieg przepowiedziat byt Rzymianom 
sam Jamblich. Notatka marginesowa kodeksu Bessariona (A) Biblioteki 
Focyusza, oparta widocznie na petnym tekscie, uzupetnia powyisze wia- 
domo^ci tyle, ie obja^nia babiloiisk^ erudycy? Jamblicha. Gdy Trajan 
zdobyt Babilon (r. 115/116), zabrat do niewoli uczonego maga, kt6rego 
kupili syryjscy nauczyciele Jarablicha i oddali mu wychowanie syna. On 
to wyuczyt Jamblicha i j§zyka babiloiiskiego i magii i opowiedziat mu 
babilonsk^ histopy^ o Sinonidzie i Rodanesie. Ostatni szczeg6t jest jednak 
tylko fikcy^ :Sr6dtow^, skoro opowiadanie Jamblicha nie odbiega od sza- 
blonu romansowego. 

Chariton opowiadat o mitosci barbarzyiiskiego kr6Ia do iony jego 
poddanego. Motyw tcn bierze Jamblich za o^ swej opowieSci. Tylko ie 
iagodnego Artakserksesa zastgpuje okrutnym Garrausem, kr6Iem Babi- 



89 

lonu. Rozgorzal on nami^tno^ci^ do pi^knej Sinonis, mlodej tony Roda- 
nesa. Ona gardzi jego poknsami. Wi§c kr6i kaie j^ oku(5 zfotym laticu- 
chem, a Rodanesa przybid do krzyia. — Jak Chajreasza imi§ Kallirroy, 
tak Rodanesa sama Sinonis ratuje od dmierci i uJfatwia mu ucieczk^. 
Kr61 wysyta w pogoii za zbiegami dw6ch eunuch6w, Sakasa i Damasa. 
Damas odnajduje slad do jakiejS l^i, gdzie Rodanes odkryl byl pod- 
ziemny skarb, ale pary jui tam nie zastaje Tylko znaleziony wieniec 
Sinonidy moie posta6 kr61owi na znak, ie jest na tropie. Jadowite 
pszczoty ratuj^ parig od poscigu iolnierzy Damasa, kt6rzy jni wdzieraj^ 
si§ do jaskini, kryj6wki zbieg6w. Ale spoiycie miodu owych pszcz6I 
przyprawia oboje po wyj^ciu z groty o omdlenie. ^olnierze uwaiaj^ ich 
za martwych i zwyczajem babiloiiskim rzucaj^ na ich zwtoki szaty, chleb 
i mi§so Damas posyla kr61owi tylko warkocz Sinonidy, znaleziony w gro- 
cie. — Kruki, bij^ce si§ nad pozoruymi zwtokatai o migso, przywracaj^ 
onjtilalym przytomnoS6. Zabieraj^ wi^ ofiary ilolnierzy, nmieszczaj^ je 
na dw6ch oslach, przy drodze si^ pas^cych i tlciekaj^ dalej, ai na noc 
sfan^li w jakiejs gospodzie. Brat gospodarza zamordowat go w owej 
wtaSnie nocy. Podejrzenie pada na nocuj^cych tam przybysz6w. Ale mor- 
derca sig przyznaje, a Rodanes, wzi^wszy sobie na pamiqtkg troch§ tru- 
cizny, od kt6rej zgin^ gospodarz, jedzie z ion^ dalej. Los prowadzi 
ich do domu zb6ja i ludo^rcy, na kt6rego iolnierze Damasa wla^nie 
urz^dzali oblaw^. Dom jui plonie; Rodanes zabija kradzione osly, rzuca 
ich zwtoki w ogieii i drog^ w ten spos6b utorowan^ ucieka wraz z Si- 
nonid^. ^otnierze uwaiaj^ ich za duchy pomordowanych i puszczaj^ 
wolno Uciekaj^cy natrafiaj^ po drodze na pogrzeb dziewczyny, kt6r^ 
jakis mag wskrzesza. Ten sam mag przepowiada Rodanesowi, ie zosta- 
nie kr61era. Przyszly wladca szcz§§liwy na razie, ie moie odpocz%6 
w grobie wskrzeszonej dziewczyny i pokrzepi6 si§ ofiarami. Takie szaty 
niedoszlej zmarlej przydaj^ si§ prze^ladowanej parze. Niestety te same 
szaty s^ powodem, ie ich posiadacze, jako okradacze grob6w, zostaj^ 
pojmani i poprowadzeni przed sgdziego Sarajchosa, zwanego Sprawiedli- 
wym. Sarajchos przeznacza pi?kn% par§ na podarunek dla — kr61a Gar- 
rausa Wi§c Rodanes postanawia siebie i ion§ otru6 pami^tkow^ truclznq. 
Ale wierna niewolnica podsungla mu w ostatniej chwili proszek na spa- 
nie. Spi^cy jad^ mimowoli do Babilonu. Budz^ si^ dopiero tu^ przed 
miastem. Rodanes rzuca si^ na sw6j miecz i ci§^ko si§ rani. Sarajchos 
pyta o przyczyn§, a dowiedziawszy sig historyi pary, postanawia j% ukry6 
przed gniewem kr61a i wiezie j% na wyspg Afrodyty, oblan^ Eufratem 
i Tygrysem 



90 

Kaptanka Afrodyty miala dw6ch syn6w, Eufratesa i Tygrysa, zu- 
pelnie podobnych do Rodanesa, i c6rkg Mezopotamig, sobowt6r Sino- 
nidy. Tygrys niedawno umart. Wi§c przybywaj^cego Rodanesa 
nwa^ kaptanka za zmartwychwstalego syna, za kt6rym z podziemia 
przyszla Persefone. Bo t§ boginig widzi w Sinonidzie. Rodanes jui wy- 
leczyl sig z rany, gdy Damas dowiedziat sig o miejscu jego pobytu 
i o opiece Sarajchosa. Wigc tego aresztuje, a do kapfanki Afrodyty po- 
syla lekarza z listem, domagaj^cym sig natychmiastowego wydaniazbie- 
g6w. Ale lekarz, przepJywaj^cy na wielW^dzie rzek§, tonie, w uchu 
ocalonego zwierzgcia znajduje Rodanes 6w list i natychmiast zabiera 
ion§ i ucieka. Po drodze oswobadza Sarajchosa i w tr6jkg dalej ucie- 
kaj^. Damas nie zastat jxxi zbieg6w na wyspie. A.le ie kaptan wota} na 
Eufratesa: Rodanes, bo sam nie m6gJ rozr6ini6 sobowt6r6w, Damas 
pojmat go i doni6s} o tem kr61owi. Mezopotamia w sam czas ucieUa, 
by jej nie spotkal los, naleiny Sinonidzie. 

Uciekaj^ca tr6jka stanela u jakiegos gospodarza, kt6rego c6rka, 
ostrzyiona z powodu niedawnego wdowieiistwa, ma zastawic u z/otnika 
zloty faAcuch Sinonidy- Zlotnik poznaje sw^ robot^, uwaia ostrzyion^ 
kobiet^ za Sinonid^ i kaie j^ mie6 na oku. znalezieniu jej uwiada- 
jnia Damasa. PrzeSladowana przez zbir6w kobieta chroni sig do pustego 
domu, gdzie wlaSnie niewolnik morduje swoj^ kochank§ i siebie. Zbry- 
zgana ich krwi^ ucieka dalej i opowiada ojcu scen^ ze zfotnikiem. Ostrze- 
4ona para szuka wi^c innego schronienia. W drodze spostrzega Sinonis 
na wargach Rodanesa slady krwi. Pochodzq one od poiegnalnego poca- 
tunku, zioionego na ustach zbroczonej krwi^ c6rki gospodarza. Sinonida 
przypuszcza, ie ten pocalunek jest tylko jednym momentem w wiaro- 
lomstwie Rodanesa, robi mu wiec gwaltown^ sceng zazdrosci (jak Chaj- 
reasz Kallirroe) i spieszy, by ukara6 cudzotozn^ niewiastg Po drodze 
przyj^I j% w goscini^ bogaty rozpustnik, kt6rego natarczywo§<5 karze Si- 
nonis w nocy Smierci^. Pojmali j^ niewolnicy zamordowanego i posybja 
do kr61a. Ten dowiedzial si^ byt z iistu ztotnika, ie Sinonis si§ znalada. 
Wi§c wydaje edykt, uwalniaj^cy wszystkich wi§M6w. Skutkiem tego 
i morderczyni owego rozpustnika odzyskuje wolnos6. Za to Mezopotamie 
posyla Sakas wraz z Eufratesem kr61owi, jako Sinonid? i Rodanesa. 

Tymczasem pies Rodanesa znalazl we wspomnianym domu dwoje 
zwlok i ogryzl je do niepoznania.. W tym stanie zastal je ojciec Sino- 
nidy, poznat psa swego zi^cia, psa zabil, zwloki pochowal, a na grobie 
napisal : Tu le:^y pi§kna Sinonis. Poczem si§ w tej samej izbie powiesii. 
Nadbiega na to Rodanes, szukaj^cy swej iony, czyta jej napis grobowy, 
rani si§ i krwi^ pisze na scianie: >I pi§kny Rodanes*. Jui ma dokoii- 



91 

czyd samob6jstwa, gdy przybiega owa skrwawiona pocalowana, donosi, 
ie Sinonis iyje, wydziera miecz Rodanesowi a stryczek Sarajchosowi 
i wraca z ocalonymi do ojca. Gdy w izbie zostala tylko c6rka gospo- 
darza z rannym Rodanesem, nadbiega zazdrosna Sinonis i rzuca si§ 
z mieczem na rzekomq. rywalkg. Rodanes przeszkadza morderstwu, 
a wtedy Sinonis z okrzykiem : >Zapraszam Ci§ jeszcze dzi^ na wesele 
z Garmusem!« wybiega. 

Tymczasem Garmus poznal nieautentycznos6 przystanej mu pary 
i kazal j^ zgladzid. Ale kat zakocha} si§ w Mezopotamii i odestat j^ do 
egipskiej kr61owej Berenike. Ta zaopiekowala si§ dziewic^, za co jej 
Garmus wypowada wojn^. Takie Eufratesowi udaje si§ ujsci smierci. 
A i pojraany Sarajchos, ktirego majq. przybi6 do krzyia na owej t^ce, 
gdzie Rodanes odkryl niegdy^ skarb, przekupuje eskortuj^cych go na- 
jemnik6w Garmusa, Alan6w, zostaje ich kr61em i pokonuje ostatecznie 
Garmusa. Nim si§ to jednak staio, majq, w obecnoSci Garmusa przybi6 
do krzyia pojmanego Rodanesa. Podczas egzekucyi przynosi Sakas kr6- 
lowi Ust, donosz^cy» ie Sinonis wychodzi za kr61a syryjskiego. — Jak 
Dionysios w sprawie Artakserksesa, tak teraz uwolniony Rodanes ma 
walczy6 w interesie Garmusa, a w razie zwyci§stwa otrzyma6 sw^ iong* 
Garmus dal wprawdzie tajemne zlecenie zgladzenia go w razie zwyci§- 
stwa ale zlecenia tego nie spelniono, bo nim Rodanes pokonaJt Syryj- 
czyk6w i odzyskal iong, Sarajchos usunj^t Garmusa i powracaj^cemu 
zwyci§zcy Syryjczyk6w oddal tron babiloriski. 

Tg dzik^ historyg przesladowania i ucieczki ozdobil Jamblich 
wielu epizodami tre^ci po cz^sci antykwarycznej, jak dyskurs o rodza- 
jaeh magii, po czq&ci etriologicznej, po cz^sci nowelistycznej. Tak opo- 
wiadanie o konkurentach Mezopotamii, c6rki kaplanki Afrodyty (c. 8 Fot.) 
ma analcsie w opowieSciach wschodnich. Afrodyta musiala odgrywad 
w losach kochank6w rol§, podobn^ do tej, jak^ ma cho6by tylko u Gha- 
ritona. Ale pobieine streszczenie Focyusza o tem nie wspomina. Z niego 
idei przewodniej opowieSci pozna6 nie moiemy: widzimy tylko szereg 
bezladnych awantur. 

Caly szereg zachowanych ekscerpt6w (w wydaniu erotyk6w Her- 
chera) dowodzi popularno^ci Jamblicha w Bizancyum. Focyusz, czytaj^c 
jego romans, mial wraienie, ie szkoda tak pigknego stylu i zgrabnej 
kompozycyi na tak dziecinne wymysly (-aipta xal icXacrjxaTa) i ialowal, 
4e Jamblich nie obral jakiegos powainego tematu (oTcouBaTa TCpoYjwtTa). 
Widocznie Jamblich' nie bardzo na seryo traktowal swe babiloriskie tra- 
dycye. Mimo to podobal si§ i jeszcze w XVII. w. znalazt naSladowc? 



92 

we Filipie von Zesen, autorze »Afrykaiiskiej Sofonisby«, nasladowanej 
ze Sofonisby panny Scud6ri. 

Niemniej, a raczej bardziej od babiloiiskiej, styn^ta w czasachpo- 
Chrystusowych magia egipska. T? wprowadzil do romansu Antonius 
Dyogenes, autor 24 ksiqg (Chariton potrojony) »Nieprawdopodobienstw 
po za Tul^< (Twv uTt^p 606X113 V dtxiijTwv X^Yot *^')* ^^ sam tytul wskaznje, 
ie antykwaryczny i etnologiczny balast Jamblicha znalazt zast§pstwo 
w paradoksografii, kt6ra tak bujn^ miala literatur§ w epoce aleksandryj- 
skiej. Focyusz, kt6remu zawdzi^czamy (cod. 166) wyci^g tego dzieh, 
zaznacza wyra^nie (c. 11 Fot.), ie Antonius Dyogenes powolywal si§ na 
^wiadectwa staroiytnych pisarzy, kt6rych dzieJa mozolnie zekscerpowa2. 
Pewne wyobraienie o tej calej hteraturze daje nam Lukianowa >Pra- 
wdziwa Historya«, w kt6rej jednak nie wolno dopatrywa<5 si§ z Focyn- 
szem i Rohdem parodyi Antoniusa. Lukian wyszydza tylko fantastyczne 
opowiadania podr6ine. Gdyby mial na my^li Dyogenesa, musialby byl 
wprowadzi6 par§ milosn^. A pewne punkty styczne tem si§ Jatwo tlu- 
macz^. ie Lukian parodyuje autor6w, z kt6rych czerpat Antonius. 

Rol§ prze^ladowcy Garmusa obejmuje u niego egipski czarnoksi§4nik 
Paapis, rol§ opiekuna, Sarajchosa, Pitagorejczyk Astrajos PrzeSladowani 
nie s^ malieiistwem, lecz rodzeiistwem Nazywaj^ si^ Mantinias i Der- 
kiUida. Poznal ich Arkadyjczyk Dejoias w Tule. dok^d przybyJ z towa- 
rzyszami podczas podr6iy, maj^cej na celu jedynie szukanie przygfid, 
a pozna2 ich w osobliwszym stanie. Przez dzieii byli zmartymi, na noc 
odzyskiwali iycie. Dejnias pokochaJ Derkillid§, kt6rej noc wystarczaJa 
do rozmaitych znajomoSci i mUostek. i dowiedzial si§ od niej przyczyny 
owej p6l^mierci Do Tyru, gdzie mieszkalo rodzeiistwo przy rodzicach, 
przybyt egipski czarnoksi^inik Paapis, znalazl u nich goScinne przyj^ 
cie i sktonit raz brata i siostr§, by rodzicom dali jakiegoS proszku na 
sen. Po zaiyciu rodzice zmarU a mimowolni truciciele szukali w ucie<^e 
ratunku przed odpowiedzialnosci^. Przez Rodus, Kretg i Etruryg przybyli 
do Kimmery6w i tu wstqpila Derkillis do Hadesu i pd duszy swej po- 
koj6wki, Myrto, dowiedziala si§ tajemnic iycia pozagrobowego. Wszgdzie 
fciga ich Paapis. W kraju Kimmery6w rodzefistwo si§ rozstaje i Derkillis 
odbywa dalsz^ podr6i w towarzystwie kochanka Keryllosa i tajemniczego 
Astreusza, ucznia Pitagorasa. Ten wybawia j^ ze wszystkich obieiy, 
Keryllosa nie moie uchroni6 przed smierci^, bo ci§i^ na nim dawne 
winy. Przez kraje Iber6w, Celt6w, Akwitan6w i Artabr6w, o kt6rych 
autor opowiadal rozmaite »nieprawdopodobieiistwa*, przybywa Derkillis 
do Astur6w, gdzie j^ Astrajos opuszcza. Dostaje sig wreszcie na Sycyhg. 
Tu popada w moc tyrana z Leontini, Ajnesidemosa (okoto r. 490), na 



93 

kt6rego dworze spotyka i — Paapisa. Na szcz^dcie bawi tam i Manti- 

nias. Z jego pomoc^ wykrada Paapisowi czarnoksi^skie ksi^gi i ziofei 

i ucieka do Regium, st^d do Metapontu. W tej siedzibie zwi^ku Pita* 

gorejskiego przebywa takie Astrajos, kt6ry ich ratuje przed po^igiem 

Paapisa, zabieraj^c ich do swego dawnego towarzysza, Gety Zamolksisa. 

Zamolksis oczyszcza par§ z dawnego przewinienia i zwiastuje, 2e osta- 

teczna pokuta musi si^ odby6 w Tule. Tam tei jad^, ale jni bez Astra- 

josa; dogania ich Paapis, pluje na nich i pozbawia przez to na kaidy 

dzieii iycia. Wprawdzie czarnoksi^ihiika zabit jeden z kochankdw Derkil-> 

iidy, aie czar zostal. Dopiero towarzysz Dejniasa, Azulis wyczytat 

w ksi^e Paapisa formut§ zbawcz^ i rodzeilstwu przywr6cit normalne 

iycie. Oboje wracaj^ coprgdzej do Tyru, by i rodzic6w wskrzesicS z po- 

mocQ owych ksi^. Dejnias zwiedza jeszcze z towarzyszami — ksi$2yc, 

gdzie mu Sybilla pozwala wypowiedzie6 jakied iyczenie, a natychmiast 

si§ speJni. Dejnias chce si§ natychmiast znale^6 w Tyrze, przy Derkill- 

lidzie. I natychmiast zastal rodzeiistwo zdrowe, rodzic6w wskrzeszonych. 

Q^enit si§ wi^c z tulsk^ kochank^ i nie wr6ci) ju2 do Arkadyi. Gdy 

Arkadyjczyk Eymbas przyjechat w imieniu paiistwa, by go zabra6 do 

ojczyzny, on odwiadczyt, ie na stare lata nie ma jui ochoty puszczad 

si^ w podr6i^. Opowiedziat mu tylko koleje swego iycia i kazat to opo- 

wiadanie spisa6 w dwu egzemplarzach. Jeden zabrat Eymbas, drugi 

wtoiono do grobu Dejniasa. . 

Kiedy Aleksander W. zdobyl Tyr — pisze oficer jego Balagros do 
iony swej, File, — znaleziono w grobowcu przed murami miasta 6 ka- 
miennych trumien z takimi napisami : Mantinias, syn Mnazona, i^l 42 lata 
i 760 nocy DerkiUis, c6rka Mnazona, iyfa 39 lat i 760 nocy itp Taje- 
mQic; tych napis6w rozjaSnifa znaleziona w grobowcu skrzynka. w kt6- 
rej na tabliczkach cyprysowych spisana byta historya Dejniasa. Balagros 
kazat j% odpisa6 dla iiony, z jego odpisu posyta j^ Antonius Dyogenes 
siostrze swej Izydorze, ionie Faustinusa. Jej bowiem dedykowane bylo 
dzieto we wst§pnym liscie, opowiadaj^cym o ^r6d2ach powie^ci. "Ainaxa 
byfy tyiko przysmakiem i przyn^t^ dla ^dnej tego rodzaju awantur 
publicznotei. Celem romansu byto szerzenie nauki nowo-pitagorejskiej, 
reprezentowanej przez Astrajosa i Zamolksisa Idea grzechu (otrucie ro* 
dzic6w). pokuty i wybawienia ode ztego przez nauk§ i opiek^ Astrajosa 
i Zamolksisa ni zbyt wyra^nie przeprowadzona. Wobec niej nawet ele^ 
ment erotyczny schodzi na dalszy plan. Wszystko to przesuwa romana 
ADtoniusa w sfer§ tych Nowopitagorejczyk6w, kt6rych iwi^tym byt 
Apoloniusz z Tyany.W ich kotach wskrzeszano staryi fantafltyczny ^- 
ciorys Pitagorasa, skomponowany jeszcze w IV. w. przez Arystoksenosa 



94 

z Tarentu. Apolloniusz wyd^I ten iywot do rozmiar6w historyi swi^lego 
cudotw6rcy, a inni Pitagorejczycy szerzyli propagand? swej nauki w hi- 
storyach o ludziach zaczarowanych, kt6rych dopiero nauka Pitagorasa 
zbawila. Parody^ na te opowiadania napisal po roku 100 po Chr. Lukios 
z Patrae, opowiadaj^c o swej przeraianie w osta, dlugich cierpieniach 
w oSlej sk6rze i ostatecznem wybawieniu. Zachowany wsr6d pism Lu- 
kiana Ao6kios t) 5vo<; streszcza do§6 wiemie t§ historyg, podczas gdy Apu- 
lejuszowe Metamorfozy napelniaj^ parodyg pitagoraizmu zn6w duchem 
religijnym. Ale dopiero w zakoiiczeniu. Ono to rzuca na cal^ bardzo 
realistyczn^ history? ^wiatlo allegoryczne. LubieznoSd i niepowsci^liwos<5 
zrobily czlowieka bydlgciem. Misterye Izydy przywracaj^ mu zn6w go- 
dno&6 czlowiecz^. Ta sama idea przewodnia ozywia Apulejuszowskie 
opowiadanie o Amorze i Psyche. Pierwotnie byfa to ludowa basn o kr6- 
lewnie, wydanej za nieznanego m§4a. o kt6rego pochodzenie nie wolno 
si§ bylo pyta6. Kr61ewna mimo to zapytala si§, kr61ewicz przemienil si§ 
w smoka i znikl. Dopiero przez pokutg kr61ewny, wiele cierpieii i nie- 
szczgs6, kr61ewicz odzyskal ludzk^ postacS, a kr61ewna m^ia. T§ basn 
jakiS Grek zallegoryzowal, nadaj^c bohaterce imig Psyche, bohaterowi 
Eros. To poci^jgn^Io za sob^ wprowadzenie zagniewanej na Psyche 
Afrodyty, ale pozostalo bez wplywu na samo opowiadanie. W kaidym 
razie imiona prowadzily na my^l: dusza ludzka traci przez przewinie- 
nie boskiego Erosa; przez pokutg zn6w go odzyskuje. 

Wprowadzenie w romans motyw6w ludowych, oiywienie calosd 
tendency^ buduj^c^ podziela z Antoniusem Diogenesem i autorem Erosa 
i Psyche grecki tw6rca historyi ApoUoniusza. Jeieh Klebs udowodnil, ze 
pierwotna redakcya laciiiska tego dziela pochodzi z pierwszej polowy 
3. w. po Chr., to po wywodach Wilckena i Biirgera nie mo^na w^tpid, 
ie grecki oryginal trzeba umie§ci6 z koncem w. H. Chrzescijaiiski re- 
daktor zachowanego tekstu usun^I opiekg pogaiiskich bog6w nad boha- 
terami, aleiprzez jego przer6bk§ przebija buduj^ca tendencya romansn: 
bogowie piorunem zabijaj^ kazirodczego Antyocha i jego cdrkg, ratnj^ 
w cudowny spos6b Archestratis. Jak w romansie Jamblicha, tak i tu 
wskrzesza niesion^ jui do grobu lekarz. I nad mal^ Tarzy^ roztaczaj^ 
swq, opiekg, budz^ lito56 w sercu niewolnika, kt6ry ma j^ juz zamor- 
dowa6, liie pozwalaj^ jej nawet podczas mimowolnego pobytu w domu 
nterz^du straci6 czystoSci; Zla macocha, a raczej opiekunka Tarzyi 
i jej m^ ponosz^ tei zasluion^ kar§, a. wracaj^cy z Egiptu ApoIIo- 
niusz odzyskuje i c6rkg i ion§ i pozyskuje korong Tyru i Kyreny. 

Do tej grupy buduj^cych romans^w naleiy i pig6 ksi%g . historyi 
efezyjskich o Antei i Habrokomesie (Twvn xa-wt 'Av^eiav. xai •A^oxojnj^ 



95 

E^axxwv PigXta e'), dzieto Ksenofonta z Efezu (1. wyd. w r. 1726, 
przedtem po wtosku 1723). Wzgl§dy jgzykowe (wolnosd od sofistycznej 
a^eXeia, nieuiywanie dualis, fut. III. i rzadkie uiywanie optativu) i kom- 
pozycyjne kazalyby go umie§ci6 jak najbliiej Charitona. DoWadna zna- 
iomosd 6wi%tyni Artemidy w Efezie, kt6r^ zniszczyli Gotowie w r. 264, 
kwitn^y stan wyroczni Apollina klaryjskiego, milcz^cej po wieku III., 
okreSlaj^ terminus ante quem. Przegl^d raotyw6w kaie go umie- 
^cic po Jamblichu i autorze historyi Apolloniusza. Rzecz zaczyna sig 
jak u Charitona : J^yl w Efezie pi§kny mtodzieniec, Habrokomes, czczony 
jak b6g i gardz^cy Erosem. Na procesyi Artemidy zobaczyl pigkniejsz^ 
od siebie Antej§ w stroju samej Artemidy lub jej towarzyszki. Lud wi- 
dz^c ich, wola: Jakaby to dobrana byfa para! Anteja czuje, ie przy 
skfedaniu ofiar patrzy na ni% Habrokomes. Wigc odstania, co tylko mo4e 
({AipiQ Tou (ToipLaTC(; eYU[i.v(i)o€v (2v toc SuvaTot), by Habrokomes widziaJ, i m6wi 
wiele do towarzyszek, by j^ slyszal. Po powrocie do domu musi mto- 
dzieniec wyzna6, 4e jest niewolnikiem Erosa. Cierpi, ale milczy. Tak- 
sarao Anteja choruje z mitoSci. Zrozpaczeni rodzice pytaj^ sig (jak 
rodzice Kydippy Kallimachowej) wyroczni Apollina kolofoiiskiego o radg. 
Wyrocznia widzi dla obojga jedno lekarstwo, ale dodaje, 4e czeka ich 
wiele tulaczek i prze^ladowaii, nim z nad brzeg6w Nilu wr6c% szcz§- 
sliwi do domu. Odbywa si§ wesele, nawet rozpocz§cie poiycia maKeii- 
skiego opowiada autor dokladnie (I 9, jak "^ historyi o Ninusie). wy- 
roczni mtodzi nie my^l^. Bardziej niepokoi ona rodzic6w, kt6rzy w prze- 
powiedni tulaczek widz^ rozkaz do podr64y (tak Zamolksis kazal wino- 
wajcom jecha6 do Tule), przygotowuj^ okr§t i paiistwo mtodzi odpjy- 
waj^, sami nie wiedzq.c, po co i dok^d. Podczas i:eglugi przysiggajq, 
sobie wzajemn^ wierno§6 — i odt^d cafy romans jest wielk^ pochwal^ 
wiernoSci malieiiskiej, kt6ra przeciei stanowila i przewodniq, mysl 
Odyssei. Zatrzymuj^ si§ na Rodos, skladaj^ w swi^tyni Heliosa dary 
wotywne, poczem ptynq dalej. Sny ostrzegaj^ bohatera przed jakiemS 
nieszcz^sciera. Spelnia sig ono, bo korsarze feniccy napadaj^ i palq. efe- 
zyjski okr§t, zalogg zabijajq a Antej? i Habrokomesa bior^ do niewoli. 
Korsarze stali na ioldzie bogatego kupca z Tyru, Apsyrtesa, do niego 
lei wioz^ zdobycz. Podczas podr64y herszt ich Korymbus zaplonqt mi- 
tosci^ do Habrokomesa, podwfadny jego Euksinus do Antei. Obaj sta- 
raj% si? pozyska6 przedmioty swej mitoScii Korymbus wstawia sig za 
Euksinusem u Habrakomesa, Euksinus za Korymbusem u Antei. Zrozpa- 
czoha para widzi w tem kar§ za dawn^ hardoSd wobec Erosa i mysli 
samob6jstwie. Nim do tego przyszlo, wr6cit Apsyrtes i jeiic6w za- 
diowaJ dla siebie. Po kilkxi dniach wyjeclial za interesami do Syryi. 



96 

Skorzystata z tego cdrka jego Manto i za podredniclwem stag i lista 
wyznala Habrokomesowi sw^ mifo^ (jak u Charitona krdl Eallirroi) 
i obiecuj]|c matiettstwo, prosila o schadzk^. Habrokomes odpisnje, ze 
wolatby umrze(3, nii spetnid jej i^czenie. Manto mySli o zem^e. Wifc 
gdy ojciec wr6cit, przywoi^c ze sob^ narzeczonego dla c6rki, Mojrisa, 
ona zabawila si^ w Fedr§, oskar^ta niewolnika o zakusy na jej czy- 
sto^ i spowodowata wycbtostanie Habrokomesa w oczach Antei. Habro- 
komes idzie do wi^zienia. Antej§ zabiera ze sob^ jako niewolnic^ Hanto, 
wracaj^ca z poSlubionym Mojrisem do Syryi. Tu wydaje niewolnic^ za 
pasterza kdz Lampona, kt6ry jednak gotowy jest na prosby iony nie 
korzysta(3 ze swych praw (jak wiei^niak, za ktdrego Eurypidesowa Kly- 
tajmestra wydata Elektr§). Gdy jednak i Mojris zbyt poczqjt si^ intere- 
sowa6 pi^kn^ ion% koziarza, Anteja rozkazuje j^ potajemnie zabi<3 (jak 
opiekunka Tarzyi sw^ pupilk^). Ale Lampon (jak niewobiik Tarzyi) 
lituje si§ nad idealn^ ion% i sprzedaje j^ kupcom z Cylicyi. 

Manto uwiadomita listownie ojca, io Antej§ sprzedata, by nie 
dawa6 Mojrisowi okazyi do cudzotostwa. Apsyrtes przekonat si§ tym- 
czasem o niewinno^i Habrokomesa (z listu Manto, zostawionego w wi^ 
zieniu) i uczynit go swym wtodarzem. Uwiadomit go tei o doniesienia 
Manto. Habrokomes natychmiast jedzie do Syryi, dowiaduje sig od Lam* 
pona, ie Anteja sprzedana do Gylicyi, i jedzie tam. W lesie spotyka 
si§ z dow6dc4 zb6jc6w Hippothoosem, kt6rego band§ rozbit irenarcha 
(& vf^^ tiprffrti^ vfi^ iv KiXix^a icpoicz&q) Periiaos z Tarsu. Razem ze zb6jc^ 
szuka Habrokomes tony po Eappadocyi i raz, przy wieczerzy, styszy 
jego historyg. Z porz^dnego obywatela peryntyjskiego uczynita go nie- 
szczfdliwa mito§6 chtopi^ca rozb6jnikiem. Wspomina te^, ie towarzysze 
jego mieli w Gylicyi ofiarowa6 Aresowi pi^kn^ brankg. Jui j% przywti^- 
zali do drzewa i mieli strzela6, gdy Perilaos napada z wojskiem na 
band§ i oswobadza brank^. Rysopis m6wi Habrokomesowi, ie to jego 
tona. Spieszy wi^c do Tarsu i tu dowiaduje si§, ie Anteja umartSi Pe- 
rilaos zakochat si^ w niej i pragn^ j^ za^lubi6. Ona wyprosila sobie 
30 dni zwtoki, a w dzieii dlubu za^yta proszek, dany jej przez jakiegoi 
efezyjskiego lekarza i umarta. Pochowano j^ uroczy^ie. W grobie 
jednak obudzita si^ z letargu (jak Sinonis po zaiyciu proszku Saraj- 
chosa), ale nie miata czasu rozmydla6 nad swem potoi^niem, bo porwali 
}% pl^druj^cy gr6b zb6jcy (jak Kallirroe). OczywiScie Habrokomes 
nie zna los6w Gharitonowej Eallirroe, wiQc w ^u za zmarl4 jedzie 
w tajemnicy przed Hippothoosem do Aleksandryi, by tu mo2e cho6 zwtoki 
porwane odszukad. Do Aleksandryi zawin^li iei grobotupcy t sprzedali 
Antej§ jakiemuii kr61ikowi indyjskiemu, Psammisowi. W zabobonnega 



97 

barbarzfiic§ wm6wila branka, ie jezeli nie chce narazi(3 si§ na gniew 
Izydy, kt6re] jest poi§wi§cona, to rok jeszcze musi czekad na jej wianek. 

I Habrokomes dostaje sig w r§ce zbdjc6w, egipskich bukol6w, 
kt6rzy sprzedaj^ go staremu Araksosowi. W jego domn czeka go rola 
Hippolita wobec nami§tnej Eynno, ionj starca. Ta s^dz^c, ie obecno^ 
m^^ wstrzymuje niewolnika od speJtnienia jej woli, mordnje m§:^a, ale 
przez to jeszcze bardziej zra^a ukochanego. Wi§c wrz^c ^dz% zemsty, 
oskaria go o zamordowanie pana i oddaje w moc rz^dcy (ocpxcov) Egiptu. 
Skazanego na krzyi przybijaj^ idtmevze nsd brzegiem Nilu do szubie- 
nicy. Habrokomes modli si§ do Heliosa, prosz^c o pomoc. Natychmiast 
gwa/towny wiatr obala szubienic§ do wody, a Habrokomes p^nie na 
niej ai do uj§6 Nilu. Tu wytewiaj^ go iolnierze i znowu wiodq do 
archonta. Ten rozkazuje go teraz spali6 na stosie. Ale gdy wskutek 
nowej modlitwy wody Nilu gasz^ stos, archon widzi w tem r§k§ boi^» 
rozkazuje opowiedzied sobie jeszcze raz spraw§ Araksosa i dowiedziawszy 
sif prawdy, Habrokomesa uwalnia a Eynno ka:^e straci6. 

Na Psanmiisa, jad^cego z Antej^ do Indyi, napadaj^ zb6jcy pod 
dow6dztwem Hippothoosa, kt6ry tymczasem wr6cit do dawnego zatru- 
doienia, i zabieraj^ Ante]§ do niewoli. Herszt jej nie poznaje, zwtaszcza 
ie nazwala sig Memfitis i oddaje j^ pod strai Anchialusa. Ten tak na- 
larczywie stara sig o jej mitoS6, ie ona, broni^c swej cnoty, zabija go 
(jak Sinonis starego rozpustnika). Zb6jcy wrzucaj^ j% za kar§ do gl^bokiego 
dolu wraz z dwoma srogimi psami, aby tam zgin^a z gtodu lub od 
ps6w. Ale uj^ty mitosci^ str6i jej, Amfinomus, dostarcza jej potajemnie 
chleba i wody, kt6remi iywii^ si§ tei coraz bardziej tagodne psy. 

Habrokomes pojechal tymczasera do Syrakuz. Tu podejmowal go 
stary rybak, przechowuj^cy mumi§ swej iony, o kt6rej opowiedzial mu 
romantyczn^ history^. 

Prefekt Egiptu, oczyszczajqc przy pomocy krewnego swego, Polyi- 
dosa, kraj od zb6jc6w, rozbil i band§ Hippothoosa. W r§ce Polyidosa 
wpadl tei Amfinomus z Antej^. Wojownik zakochal si§ natychmiast 
w swej brance, kt6r% tylko ucieczka do Swi^tyni Izydy uwolnita od jego 
natarczywosci. Ale wies6 o tetti doszia do iony Polyidosa, kt6ra podczas 
nieobecno^ci m?ia kazata Antej§ sprzeda6 koczotowi (jak ApoUoniu- 
szow^ Tarzy§). Nabywa jq koczot z Tarentu, ale nie mo4e procentowad 
jej wdzi§k6w, bo Anteja udaje epileptyczk§. Wi^c co prgdzej wyprowa- 
dza j^ na targ, gdzie j^ kupuje Hippothoos, kt6ry tymczasem porzucil 
zb6jectwo, oieml si§ w Tauromenium z bogat^ wdow^ a po jej rycWej 
&nierci postanowil wie§6 w Italii wystawne iycie. Poznal on wprawdzie 
w nabytku brankg, wrzucon^ w Egipcie psom na poiarcie, ale nie wier 

7 



98 

dziat jeszcze, ie to ^ona przyjaciela jego Hippothoosa. Wi^c bez skrupu- 
}dw si§ w niej zakochaf i teraz dopiero dowiedziat si^, z kim ma do 
czynienia. Postanawia tedy odszukad przyjaciela i odda6 mu iong. Po 
drodze do Efezu zatrzymuje si§ na Rodos. Anteja poszta poktonid sie 
Heliosowi i przy swym darze wotywnym zostawita sw6j lok. Poznaii j^ 
dawni jej niewolnicy, w6wczas bogaci ju4 ludzie, i przyj^li u siebie go- 
dcinnie. Nazajutrz i Habrokomes, kt6remu sprzykrzyto si§ ttuczenie ka- 
mieni na Sycylii, przybyl na Rodos, zobaczyt w ^wi^tyni Heliosa lok 
Antei (motyw poznania Orestesa przez Elektrg) i przy pomocy wiernych 
shig j^ odnalazl. Og6Ina radoS6, w kt6rej bierze udziat i Hippothoos. 
Mal^onkowie zapewniaj^ si^ o wzajemnej wierno^^ci, poczem wracajai do 
Efezu i tu sktadajq. dzi^ki Artemidzie. Do dar6w dodaj^ opis swych 
wypadk6w i przyg6d (t^v yp<*?V '^ ^^^ iv^^sdav, «oEv3' Jaa t' sxx&sv xj: 
5a' SBpadav)*). Szlachetny zb6jca Hippothoos podzielal ich szczgscie. 

Z motyw6w Gharitona, Jamblicha i autora ApoUoniusa zloiytKse- 
nofont sw^ fabu2§, kt6r% urozmaicil motywami tragedyi i wprowadze- 
niem do akcyi zb6jc6w. Byli oni jui n Charitona, ale tylko jako to- 
pieicy grob6w. Tu Hippothoos jest integraln^ osob^ akcyi, a szlachetDemn 
jego charakterowijego rhniej szlachetne zatrudnienie nie przynosi w oczadi 
autora iadnej ujmy. Dla tego zasadza go na koiicu razem z cnotliwcami 
do st(3hi szczQ^cia. ile motyw gniewu Erosa za hardo^ mtodzienca 
nie jest zupetnie wyzyskany i zaraz na pocz^tku zostaje zast^piony 
przez motyw wyroczni, pgdz^cej par§ na przygody, o tyle fluby wza- 
jemnej wiernosci stanowi^ sprgiyng dalszej akcyi. Ale pr6b tej wier- 
noi^ci za duio, autor po d'.va razy wprowadza te same sytuacye. Celo 
podr6iy os6b Ksenofont zupelnie nie motywuje. Poniewai Chariton 
imiie^cit sw6j romans na Sycylii, poniewai bohatero wie Antoniusa Dyo- 
genesa przebywali i tam i w potudniowej Italii, i jego osoby tam si; 
udaj^ — zupetnie bez powodu, zarzucit natomiast Ksenofont tto hi 
storyczne, nie wspomina o iadnych historycznych kr6Iach, za to spo- 
kojnie wymienia urz§dnik6w rzymskich: archonta Egiptu (praefectos 
Aegypti) i irenarch§. Powie^vS jego ma by6 wigc wsp6Iczesna. Drug^ 
nowoSci^ jego jest usunigcie osoby autora z romansu. Chariton, Jam- 
blich, Antonius Dyogenes opowiadali i o sobie. Ksenofont unika nawet 
formotek : tem opowiadatem. Teraz opowieni, co siQ stalo itd. L^czy 
go natomiast z poprzednikami, pr6cz wsp6Inych motyw6w, tendencya 
religijna. Bohaterowie modi^ si§ przy kaidej sposobnosci do Artemidyi 



*) Taksamo Apollodius >casu8.. suos ipse desciipsit et duo Yolununa fecit, 
unum in templo Dianae Ephesiorum, alterum bibliothecae suae (fin.)«. 



99 

Izydy, Apisa, a przedewszystkiem do Heliosa. Jawnej tei zawsze do- 
znaj^ od tych b6stw opieki. 

EsenofoQt usan^t na bok balast ekskurs6w Jamblicha i Dyogenesa, 
a prost^ fabulg Charitona rozszerzyt szeregiem nowych motyw6w. Ale 
w ich natloku nie miat czasu i miejsca na pogt^bienie psychologii lu- 
dzi ani na bli^e scharakteryzowanie tta. Brak u niego wszelkiego ko- 
lorytn lokalnego. Tym brakom starat si§ zapobiedz H e 1 i o d o r, autor 
najwi§kszego romansu staroiytnego, dziesigciu ksiqg (podwojony Kseno- 
fonl) Historyi etyopskich CAiirioTrtxwv ptpxfa Sexa 1. wyd. w r. 1537, 2. 
w r. 1596 z ta6. przekfadem Stanislawa Warszewickiego) o Theagenesie 
i Chariklei. Babiloiisk^ m^droSd Jamblicha, pitagorejsk^ Dyogenesa po- 
t^czy} ze zb6jeckiem ttem Esenofonta i napisat romans kaptansko-zb6- 
jecki. Wiedzial o wgdr6wce egipskiego Nektanebosa do Macedonii i po- 
wotat kaptan6w egipskich do Delf, delhckich do Egiptu, wszystko ku 
wigkszej chwale Heliosa. Nad inwency^ motyw6w juz sig trudzi6 nie 
potrzebowal. Wybral tylko odpowiednie z poprzednik6w, a caJe swe 
staranie zwr6cil do kompozycyi. Jui u Ksenofonta wiele ubieglych wy- 
padk6w przedstawionych byto w opowiadaniu jednej z dzialaj^cych 
os6b. Heliodor techniki tej uiywa we wielkich rozmiarach. znaczeniu 
scen na pocz^tku pierwszej ksi§gi, o losach bohater6w wiemy dopiero 
na koiicu ksi^gi VI. Tak slawna avaaTpo^Tj t^(; Ta^e*»)?, wzorowana na 
apologach Aikinoosa, dwi§ci u niego tryumfy. Nawet nazwisk os6b nie 
podaje odrazu. Widzimy je naprz6d przy dzialaniu i powoli dopiero 
odstania si^ r^bek ich tajemnicy 

Na wzg6rza przy uj^ciu Nilu wychodzi banda rozb6jnik6w i wi- 
dzi stosy trup6w wSr6d resztek biesiady. Niewiasta w stroju Afrodyty 
trzyma na kolanach zw2oki pi^knego m^odzieiica i wsr6d ptaczu prze- 
mawia coS do niego. Mtodzieniec daje znaki ;ltycia. Z przem6w ich do- 
wiadujemy si§, ie to Charikleja i Theagenes. Zb6jcy zabieraj^ si§ jui 
do uprowadzenia obojga, gcfy nadbiega inna banda opryszk6w i zabiera 
hipy poIegJych i dziewic§ z rannym mtodziertcem. Prowadz^ ich do 
nawodnej wsi na bagnach Nilowych i oddaj^ pod strai jakiego§ Nie- 
egipcyanina. Ten, sJysz^c greck^ rozmow§ jeiic6w, daje sig pozna6 jako 
Grek, Knemon i przez cat^ noc opowiada im, jak skutkiem natarczy- 
woSci swej macochy i zdrady niewolnicy, Thisbe, musial ucieka6, ai si§ 
dostai w moc egipskich bukoI6w, kt6rych herszt nazywa si§ Thyamis. 
By) on niegdyS kaptanem w Memfis, ale pozbawiony przez brata swego 
tej godno^i, zostat rozb6jnikiem. Zakochat st^ teraz w Chariklei, kt6ra 
Theagenesa przedstawita jako brata, i chciat zaraz bra6 slub. Ale Cha- 
rikleja prosi o zwtok^, konieczn^ do spetnienia pewnych zobowi^aii 



100 

wobec bogdw. Byty kaptan uwzglgdnia te religijne skrnpuly i decydnje 
si§ czekad. Theagenes, niezadowolony z lytuhi brata, chciat przy Chari- 
kiei zaznaczyd, ie jest m^iem : ale ta kazafei mn czeka£, pdki si^ nie 
nadarzy sposobnod6 wzi§cia legalnego, zaprzysi^nego Slubn (eva>(AOTO¥ 
iict xa9i fOL\Myy Iv^eqAov, eX xv] ftfowOy icepioxoicouaa I, 25). Wi§C i Theage- 
nes czeka, ai tymczasem owa odprawiona na pocz^tku z niczem banda 
rozb6jnik6w napada na nawodn^ osad§ i pali j^. Thyamis ukryt przed 
walk^ Charikie§ w podziemnej kryj6wce (i Anteja Ksenofonta siedziata 
w dole), a widz^c, ie pokonany i ranny, spieszy, by cho6 przez smierd 
si§ pot^czyd z ukochan^. U wejdcia do kryj6wki wola naii jakas nie- 
wiasta po grecku : Etoto ? Tq wi$c zabija, jako Chariklej§, a sam ucieka. 
Po bitwie przybywa do .kryj6wki i Enemon z Theagenesem. Ten bierze 
z pocz2|tku zwtoki niewiasty za trupa Chariklei, ale wnet widzi kochank^ 
^yw^. Tabliczka, znaleziona w r§ce zabitej, poucza Enemona, ie to jego 
przeSladowczyni, Tfusbe, kt6ra przyjechata z bogatym kupcem do 
Egiptu i tu popadta w moc rozb6jnika. Porwat j^ byt i ukryt w pod- 
ziemiu Thermutis, kt6ry po bitwie przychodzi po sw^ ukochan^, a zna- 
laztszy trupa, uwaia obecnych w podziemiu m^iczyzn za sprawc6w tego 
czynu. Grecy uniewinniaj^ sig i chc^c si§ go pozby6, wysytaj^ go na 
zwiady. A ie Thermutis sam i^ nie chce, towarzyszy mu Knemon, 
kt6ry w drodze narzeka na b6I iot^dka, zatrzymuje si§ ci^gle w zaro- 
filach i zn6w wraca, si u^pit podejrzliwo56 towarzysza. Wtedy uciefca 
i spieszy do um6wionej wsi, ale ani Theagenesa ani Chariklei tam nie 
zastaje. Spotyka natomiast starego Egipcyanina, m6wi^cego po grecku» 
kt6ry go zabiera do domu bogatego kupca Nausiklesa. Ten poszedt szu- 
ka6 swej niewolnicy, Thisbe, porwanej mu przez zb6jc6w, wifc 
w czasie jego nieobecnoSci podejmuje Enemona c6rka pana domu. 
Przy biesiadzie opowiada 6w Egipcyanin, m6wi^cy po grecku, swe 
dzieje. Nazywa si§ Kalasiris, byt dawniej kaptanem w Memfis. Ale po- 
kusy kobiet i wyczytana w losach walka migdzy synami sktonity go do 
opuszczenia Egiptu. Pojechat do Delf, by tam pozna<5 m^dro§6 kaplaii- 
sk^ i wnet zawart przyja^ii z kaptanem Apollina, Chariklesem. Ten po 
stracie swej iony i c6rki pojechat byt raz dla ukojenia ialu do Egiplu 
(jak Apollonius) i tu oddat mu jakiS kaptan etyopski siedmioletni^ 
dziewczynk§ z pewnyrai znakami. Charikles zabrat j^ do Delf, nazwat 
Chariklej^ i wychowywat jak swq, c6rk§. Dorosta dziewica jest kaptink^ 
Artemidy i o matieiistwie stysze6 nie chce. Dopiero gdy ujrzatSi pi§knego 
Theagenesa, kt6ry przyjechat ztoiy6 uroczyst^ ofiar§ w imienin Tessa- 
16w, gdy go uwieiiczyta jako zwyci§zc§, poznata, co to mito56. Kalasiris, 
zaprzyjainiony takie z Theagenesem, chciatby mtodym dopom6dz, zwtei- 



101 

szGza gdy odczytat przepask^ Chariklei, na kt6re} w etyopskich cha- 
rakterach donosita 2ona kr6ia Hystaspesa, Persina, ie kazata cdriLf 
>wysadzi6< z powodu jej bialej cery. Pochodzito to z zapatrzenia si^ 
Persiny na fresk w sypialni m^ia, przedstawiaj^cy Andromed§. W oba- 
wie, by czarny ojciec inaczej sobie nie tlnmaczyt bialoSd c6rki, oddata 
JQ kap}anowi Sisimitresowi, a ten 3% gdzie^ podziat. Ealasiris znat oso- 
biScie Persin§, obiecat jej nawet sznka(3 c6rki. Wi§c teraz odstania 
Chariklei tajemnicQ jej pochodzenia i sktania J4 do ncieczki do Egiptu. 
Theagenes j% porywa i wszyscy troje siadaj^ na statek. Popadaj^ w moc 
korsarzy, kt6rych dow6dca, Trachinus, pokochat zaraz brank§. Ealasiris 
podszepn^ drngiemn piracie, Pelorusowi, ie Charikleja kocha jego. 
Mi§dzy rywaiami powstaje przy podziale hip6w sp6r, przychodzi do 
walki, a skutkiem jej jest scena, odmalowana na pocz^tku romansu. 

Podczas tego opowiadania wr6cit Nausikles, przyprowadzaj^c pi§- 
kn^ niewoloic^, kt^r^ reklamowat u satrapy Mitrydatesa jako zagubion^ 
Thisbe. Ealaairis poznaje Chariklej§, odkupuje j^ od Nausiklesa za 
wspaniaty pier^ieii ametystowy i wybiera si§ z ni^ (Enemon zargczyt si§ 
z c6rk^ Nausiklesa i zostat przy niej) na poszukiwanie Theagenesa. Dla 
utatwienia wy^wienia si§ przebieraj^ si§ oboje za tebrak6w, ale w tor- 
bach zabieraj^ i kaptaiiskie swe szaty. StyszeU byli od Nausiklesa, ie 
Mitrydates post^ pi^knego mtodzieiica do kr61a. Ale po drodze trafiaj^ 
na pobojowisko, na kt6rem zb6jcy rozbili oddziat Mitrydatesa. Trup, 
wskrzeszony przez matk^czarownic^, przepowiada im szcz^dliw^ przy- 
S2tos6, id^ wi§c dalej, ai przybyli pod Memfia. Miasto to oblegat wta- 
soie Thyamis na czele swej bandy. Domagat sig mianowicie przywr6- 
cenia go na urz^d kaptai^ski, wydarty mu przez brata Petosirisa. 2ona 
satrapy Oroondatesa, Arsace, sprawuj^ca podczas nieobecnoSci m^iak 
rz%dy, proponuje rozstrzygni^cie sporu przez pojedynek bracL Ale 
tch6rzliwy Petosiris na sam widok Thyamisa rzuca si§ do ucieczki i bie- 
gnie dookota mur6w. Thyamis chce go oszcz§dzi6. ale lekkiem zranie- 
niem upokorzy6. Wtem wpada mi§dzy obu Ealasiris, zrzuca ptaszcz 
iebraczy i jako ich ojciec godzi powaSnionych i wraca w tryumfie do 
miasta. Walce Thyamisa asystowat Theagenes. Charikleja, niepomna na 
swe przebranie, rzuca mu si§ na szyj§, za co utrzymuje policzek. Eo- 
chanek wzi^ j% z8l Iadacznic§. Wtedy i ona pozbywa siq tachman6w to- 
braczych, a Theagenes poznaje w niej zgubion^ kochank§. Radod6 mto- 
djch przy6miewa nieco nagta dmier6 Ealasirisa, a bardziej jeszcze za- 
proszenie Arsace, by si^ wprowadzili do jej pafeicu. Theagenes juz byt 
zauwaiyt, jak poi^dliwie spoglqdata na niego znana z Iubieinoi§ci iona 
satrapy. Za kusicielk§ Theagenesa i podredniczkQ stu^ slara niewolnica, 



102 

Kybele. Ale jej perswazye i proSby nie odnosz^ skulku. W Theagenesie 
poznaje syn Kybeli, Achemenes, jeiica Mitrydatesowego i donosi o tem 
pani. Ta oglasza Theagenesa za swego niewolnika, a Achemenesowi 
ofiaruje Chariklej§ za ion§. Mlodzieniec dawno bowiem ju4 j^ kochal. 
Wtedy Theagenes udaje, ie sig zgadza na i^dania satrapini, ale prosi 
o jedn^ lask§ : niech Charikleja, iom, jego, a nie siostra, jak dotychczas 
twierdzil, nie idzie w rgce Achemenidesa. Arsace i na to si§ zgadza, 
nie mysl^c o Achemenidesie. Ale gdy Theagenes i teraz nie chcezaspo- 
koid jej hamigtnosci wtr^ca go do wi^zienia, gdzie tei dostaje si§ Cha- 
rikleja, oskariona o otrucie Kybeli. Miala ona by6 juz spalona, ale dzi§ki 
cudownemu pierScieniowi ocalaJa. Teraz dzieU los ukochanego, p6ki 
Eunuch Bagos nie zawezwal obojga przed Oroondatesa. Tego uwiadnmil 
Achemenides o sprawkach 4ony i skutkiem tego donosu byto owo po- 
wplanie pary do obozu perskiego. Bo Oroondates stal wJasnie na czele 
wyprawy przeciw Etyopom. Arsace na wiadomo§6 o misyi Bagoasaode- 
brala sobie iycie, a bohaterowie dostaj^ si§ do niewoli pogromc6w 
Oroondatesa, Etyop6w. Zwyczaj etyopski wymagal co kilka lat zabijania 
mtodzieiic6w i dziewic na cze56 Heliosa, najwyfezego boga Etyop6w. 
Ofiara ma si§ odbyd na I^ce przed stolic^ Meroe. W obecnoSci kr61e- 
stwa i dworu odbywa sig pr6ba czystosci ofiar na rozpalonym oJtarzn, 
kt6ry czystych nie parzy : Theagenes i Charikleja wychodz^ z niej zwy- 
cigsko. Jui ma sig zacz^6 ofiara mimo protestu obecnych gimnosofist6w, 
gdy Charikleja rzuca sig do n6g Sisimitresa, daje mu sig pozna<5 poka- 
zuje !*ersinie pewne znaki i znami§ na r§ce: Persina wita w niej zgu- 
bion^ c6rk§. Hydaspes oglasza ludowi, ie odzyskal jedyn^ c6rk?, ale 
got6w odda6 j^ na ofiar§, gdy lud tego z^da. Lud prosi o zachowanie 
kr61ewny. Wi^c tylko Theagenes zginie. Mlodzieniec odznacza sig przed 
ofiarowaniem go pokonaniem rozjuszonego byka i olbrzymiego Etyopa 
(naSladowanie Teokrytowej walki Polydeukesa z Amykosem) i prosi 
jedyn^ iask§ : niechaj go zabije na ofiarg Charikleja. I ta powtarza I5 
sam^ proSb§, maj^c zamiar wraz zukochanym odebrad sobie iycie. Ale 
ofiar§ skladac moie tylko niewiasta, a ona jest dziewic^. Chwilabardzo 
krytyczna. Napi^cie wzmaga si§ z przybyciem greckiego poselstwa, kt6re 
prosi uwolnienie c6rki kaptana delfickiego, Chariklesa. Charikles zoba- 
czyl uwodziciela swej c6rki i z krzykiem rzacil si§ na niego Posredniczy 
Sisimitres, wyjaSnia wszystko, przeprowadza zniesienie ludzkich ofiar. 
W tryumBe wraca mloda para do Meroe na wesele. 

»Tak si§ skoiiczyla etyopska historya Theagenesie i Ghariklei. 
Uloiyl j^ Fenicyanin z Emezy, z rodziny kaplan6w Heliosa, syn Theo- 
d,Qsiosa, Heliodor«.^aden szczeg6l calego romansu nie stoi na przeszko- 



103 

dzie, bysmy uwierzyli temu osobistemu epilogowi dzieJa. Wszak wszyst- 
ko zmierza do uswietnienia Heliosa. On ratuje bohaterk? przez r§ce 
kapJana swego Sisimitresa. on jako ApoUo opiekuje si§ niq w Delfach, 
on zwiastuje szcz§sliwy powr6t do Etyopii, on w ostatniej chwili zba- 
wia swe ofiary. Cze§6 jego dos6 wyra^nie glosz^ i bohaterowie i inne 
osoby romansu. .A osobliwa predylekcya do kaptan6w (Sisimitres, Cha- 
rikles, Kalasiris, Thyamis, gimnosofisci) tturaaczy sig chyba tylko ka- 
pJaiistwem autora. St^d V'i przy kaidej sposobnoSci egipski kapJan 
chwali m^dro^c greckiego, grecki egipskiego, obaj wyslawiaj^ gimnoso- 
ilst6w etyopskich. Widocznie pisat to autor w czasach, gdy rozmaite reli- 
gie jui si§ bardzo do siebie zbliiyly, na tle wsp61nego kultu do 
Heliosa, zwanego po Chrystusie Mithrasem. Heliodor tego imienianie wspo- 
mina. Ale czy Theagenes, ujeidiaj^cy przed oltarzem Heliosa rozjuszo- 
nego byka, nie jest alluzy^ do znanego z reliew6w mitrasowych mto- 
dzieiica, w pgdzie zabijaj^cego byka? Wobec Heliosa inni bogowie ble- 
dn^ zupelnie. Tylko Mojry i Tyche pewn^ odgrywaj^ rolg, a nadto nie- 
nazwane demony. Jeieli z t^ teologi^, peln^ wr^ib i proroczych sn6w 
por6wna si§ jeszcze abstynency? Kalasirisa od mi§sa i wina, jeieli 
si^ przypomui pot^pienie wszelkich ofiar krwawych przez usta gimno- 
5ofist6w, to musi si§ z Rohdem nazwa6 Heliodora Nowopitagorejczykiem, 
kt6ry czytal jui mo4e fantastyczny iyciorys ApoUoniusa z Tyany, na- 
pisany przez jednego z Filostrat6w. A oflara, kt6r^ Kalasiris kaie na 
Ilace ztoiy6 Odysseusowi (V. 22), kt6ry mu si§ w nocy pojawil, wiedzie 
w atmosfer§ Heroikosa F lostratowego. Nie raa natomiast slad6w Nowo- 
platonizmu. Wi§c Heliodor pisal przed rozszerzeniem si§ tego ruchu 
religijno-filozoficznego Walki nad g6rnym Nilem i pot^ga Etyop6w si%, 
zdaje si§, echera abissynskiej pot§gi Auksumit6w, kt6rym Dyoklecyan 
musiat si§ opIaca6. Niedarmo na dw6r Hydaspesa przybywa poselstwo 
Auksumit6w, ludu niepodlegtego i tylko z nim zaprzyja^nionego. A wi§c 
i te reminiscencye historyczne wiod^ gdzies na wiek III. Bo wzmianka 
satrapach perskich w Egipcie jest tylko przeiytkiera z dawnych ro- 
iDans6w. 

Tych kombinacyi, opartych na samem dziele, nie moie zachwia6 
tradycya historyka koScielnego Sokratesa (V, 22), wspominaj^cego, ie 
pewien przepis koscielny pochodzi od biskupa Trykki, HeUodora, kt6ry 
w mtodoSci swej mial (XsYcTat) napisa6 roraans etyopski. Jest to tylko 
kombinacya, oparta widocznie na istnieniu jakiegoS Heliodora, biskupa 
Trykki, kt6rego skontaminowano z romansopisarzem Heliodorem. Ni- 
keforus Kallistus (hist eccles. XII, 34) rozszerza t§ tradycy? anegdot^, 



104 

^ Heliodor, wezwany przez synod do spalenia swej niebezpiecznej dla 
mtodzie^y ksi^^i, wolal si§ zrzec biskupstwa nii romansu. 

Heliodor byt kaplanem i filozofem pitagorejskim. Ale by} tei mi- 
toSnikiem teatru, skoro na ka^dej niemal stronie cisn^ mu si^ por6w- 
nania i metafory wzigte z teatru. (Zebral je Walden, Harvard Studies 
in classical philology, vol. V, 1895, p. 1 sqq.). A przedewszystkiem byi 
retorora. Stq^d jego patetyczny styl, poruszaj^cy sig w dfcgich peryodach, 
st^d ci^gte opi?y (e^^^paffei;) i ajtiologiczne dyskursy, st^d cata paleta 
sztuczek retorycznych. W swej patetyczno^i (asiAvonQ^) zdobywa sig He- 
liodor na rzeczy prawie pi^kne. Natomiast wszelkie pr6by oiywienia 
opowiadania dowcipem albo prowadz^ do takich pomyst6w, jak kilka- 
krotny bdl ^ot^dka Knemona albo do wysrubowanych igraszek st6w 
i mysli. Od niemo^liwie idealnych postaci kaptaiiskich korzystnie odbija 
chytry Enemon z calq sw^ attyck^ history^ uplecion^ z motyw6w tra- 
gedyi i koraedyi. Zbyt lu^ny zwi^zek jej z gt6wn^ fabuf^ dowodzi, ie 
Heliodor pierwszy, na wlasn^ r§k§, w miejsce epizodycznych wktadek 
wprowadza drug^ akcy^ i drugiego bohatera. W ten spos6b stwatza 
w miejsce romansu prostego, przerywanego obcemi wktadkami, romans 
zawiklany, kt6ry ma by6 r6wnoczednie i patetyczny i etyczny, oczywi- 
dcie w znaczeniu starozytnem (Arist. poet. 1 8, 2). Stron§ psychologiczn^ 
uwzgl^dnit i zaznaczy) w licznych, nieraz bardzo g}§bokich sentencyach 
zakochanych i mitodci. 

W kierunku patetycznym trudno ju2 byto przeScign^d Heliodora. 
W obec jego romansu moina si§ byto zdecydowa6 jedynie na romans 
realistyczny, do kt6rego pewne zarody wida6 jui byto w Ajtiopikach. 
Ale by mie6 miejsce na obszerne odmalowanie drodowiska, na przedsta- 
wienie codziennego iycia i obyczaj6w, trzeba byto fabu}§ upro^i6, ilo^ 
zdarzeii zredukowa6 do minimum. Pr6bQ t^ przedsi§wzi§to. Mamy dwa 
jej okazy: cztery ksiggi powiesci pasterskiej o Dafnisie i Chloe {Uoiiu- 
vumSv twv xaii Aifviv xai XX6ijv \6r(oi l* 1. wyd. w r. 1598, przed- 
tem w fociiiskich heksametrach 1569 i po francusku [Amyot] w r. 
1659) i o^m ksi%g romansu o Leukippie i Klejtofoncie (Twv xara Ao 
xtxwQv xal KXeiTo^wvra \6^oi t)' 1. wydanie w r. 1601). Oba te realistycz- 
ne romanse maj^ r6wnoczeSnie pretensy^ do psychologiczno§ci, na 
kt6r4 jednakowo^ staroiytnos^ zdoby6 si^ nie potrafita. Przeszkodzib 
temu retoryka i sofistyka. 

Nie mo^na zaprzeczyc^, ie sielsko^ Longosa pozostaje w zwi^z- 
ku z niekt6rymi listami chtop6w i rybak6w Alkifrona, wsp6)czesn^o 
Lukianowi, i listami chtopskimi (oYpotxat e::t^GXai) Klaudyusza Eliana, 
z pocz^tku w. IIL Ale bliisze jeszcze pokrewiedstwo t^czy j^ z si6dm4 



105 

mow^ Dyona z Prasj p. t E^^oixb^ i$ xuwjyj^. Mimo to nie moina na 
podstawie podobnych wyraieii i opis6w sielskich nwa^ad Longosa za 
Dasladowc§ Dyona tem mniej za kopist^ Alldfrona. Par§ identycznych 
zwrot6w, odnosz^cych siQ do ^ycia wiejskiego, to za staba pod- 
stawa do owych kombinacyi o wzajemnej zale^notei autor6w, wdr6d 
kt6rych Elian ma zn6w kopiowa($ Longosa. Kombinacye te snnje 
Reich (de Alciphronis et Longi aetate, diss. Regimonti 1894), kt6ry 
Longosa nmieszcza mi^dzy Alkifronem a Elianem, na pograniczn 
wieku U. i in. Wobec staboSci Reichowych argument6w o czasie Lon- 
gosa rozstrzyga6 moie jedynie wzgl^d na organiczny rozw6j romansu 
greckiega A wzgl^d ten kaie prostotQ i idyllicznos6 Longosa uwa^ za 
reakcyg przeciw zawiklaniu i patetycznosci Heliodora. Motyw wysadse- 
nia bohaterki i jej ostateczne poznanie, wprowadzony do romansu po 
raz pierwszy przez Heliodora, czyni Longos osi^ swej opowie^ci. ^e nie 
on pierwszy go uiyl, dowodem na to cho6by tylko podw6jno^ tego 
motywu: i bohater jest wysadzonem, a potem poznanem dzieckienu 
Mimo radykalnego uproszczenia akcyi nie trudno dostrzedz, ie Longos po- 
wtarza, a raczej zaznacza caly repertoar motyw6w z romans6w zawi- 
Uanych — ale w miniaturze. Wi§c bohater ma w mifo^i do bohaterki 
rywali Dorkona i Larapisa Pierwszy pr6buje j% podst^pnie uwieS6, drugi 
rzeczywifeie porywa. R6wniei hohater naraiony jest na pokusy nami^- 
tnej m^tki i lubieinego pasorzyta (por. Eorymbus i Habrokomes 
Q Esenofonta z Efezu). Nowoi§6 i oryginalno§6 Longosa na tem poiega, 
28 u niego po raz pierwszy bohater, aczkolwiek nieSwiadomie, tamie 
wierno^ oblubienicy, pozwalaj^c si§ przez Lykajnion wprowadzi6 w ta- 
jemnice mitoSci. Nie mniej bohaterka odst^pila od rygorystycznego za- 
konu Heliodora, daj^c umieraj^cemu Dorkonowi pocatunek. Pr6cz tych 
obustronnych pokus przej^ Longos od poprzednik6w aparat korsarzy, 
porywaj%cych Dafnisa, ba nawet machin? wojny i uprowadzenia Chloe 
do niewoli. Ale te szablony romansopisarskie tak s^ oplecionebujn^ 
idylllk^, ie uczeni nie zwr6cili na nie uwagi, nie odniedli ichdopoprze- 
dnik6w Longosa, ale uwa^Ii go zawsze za zjawisko zupetnie odr§bnei 
wybmuj%ce si^ z ram rozwoju tego gatunku literackiego. Tymczasem 
JQz powyisze uwagi dostarczyty nam gar^ nici, ^^cz^cych Longosa 
z resztQ romansopisarzy. Eontynuuje on takie ich tendency§ religijn^ 
a jako epigon pot^guje j^ do szczytu : losem bohater6w kieruj^ ci^gle 
b6stwa pasterskie, nimfy i Pan. Cata historya jest tylko illustracy^ do 
twierdzenia, 2e niewinnych prostaczk6w b6stwa w nieustannej maj^ 
opiece i ze wszelkich obie^y ich wybawiaj^. Mtodzi stui^ im najlepiej 
przez czyst^ mito^. Przedstawi6, jak si^ ta mito^ rodzi i rozwija w ser- 



106 

cach dwojga niewinnych dzieci, umie§ci6 kietkowanie, wzrost i rozkwit 
nczucia na tle iycia natury i zharraonizowa6 go z czterema porami 
roku, to przedmiot godny psychologa. Przypatrzmy si§, o ile Longos po- 
dotat swemu zadaniu. 

Niewolnik bogatego Mitylenejczyka, pasterz k6z Lamon, znaladraz 
pod koz^ maiego cMopca^ ss^cego mitosierne zwierz§, i wraz z pewnemi 
kosztownosciami obok le^cemi zabrat go do domu i oddat swej ionie na 
wychowanie. Na imi§ daJ chtopcu Dafnis. W dwa lata p6iniej znalazl s^- 
siedni pasterz owiec. Dryas, dziewczynkg w§r6d takich samych okolicz- 
no^ci i wychowywa? t§ Chloe jak wtasn^ c6rk§. Poniewai wspomniane 
kosztownosci" wskazywaly na lepsze pochodzenie dzieci, pasterze i kar- 
mih je lepiej i uczyli czyta6 i pisa6. . A po pigtnastu latach od znale- 
zienia Dafnisa wyslah dzieci na pole do trz6d wezwani do tego we 
§nie przez Nimfy. 

Wsp61ne zaj§cia i zabawy zbliiajq dzieci do siebie — a gdy Da- 
fnis wpadl w wilczy d6l, a Chloe wyci^ni§tego stamt^^d myia w grocie 
Nimf, poczula w sercu nieznany dot^d niepok6j. >Chora jestem, a cho- 
roby nie znam. B61 czujg, a rany nie widz§. Srauc§ si§, a iadna owiecz- 
ka mi nie zgin^ta. Gor^co mi, a w cieniu takim siedzg. Ilez cierni 
mi^ nieraz ukluto, a nie plakalam ! Ile^ pszcz6} ^dlo mi wbito, a i tak 
jadlam! To, co teraz dr§czy me serce, bardziej jest gorzkie, nii wszystkie 
tamte bole*. I Dafnis uczuwa podobne udrgczenia, odk^d pocalowal 
Chloe jako zwyci^zca w zapasach pasterskich z wojarzem Dorko. (I Tea- 
genes, zwyci^zca wzapasach, otrzymal byl nagrod§ od Chariklei.)- Ten 
takze pokochal Chloe, a nie mog^c jej pozyska6 ani podarunkami, kt6re 
ona co prgdzej dawala Dafnisowi, ani zachodami u Dryasa, chwycil si? 
podstgpn. Przebrany w wilcz^ sk6r§, chcial napas6 i zgwalci<3 Chloe 
przy :Jr6dIe, ale wytropiony przez psy, tylko przy pomocy obojga pa- 
stuszk6w uszedl z iyciem. 

To sig dzialo na. wiosn§. Lato pot^guje iar milosny Dafnis, szn- 
kaj^c Swierszczyka na lonie Spi^cej Chloe, po raz pierwszy zwraca 
uwag§ na oboj^tne mu przedtem wdzi^ki, a dziewczyna staje mn si^ 
tem droisz^, ie wybawila go z r^k korsarzy. Ci uprowadzili jni Dafnisa 
na okr§t i odplyn§ii, gdy Chloe zad^la w otrzyman^ za pocatunek od 
umieraj^cego Dorkona piszcza2k§ : uprowadzone bydlo skoczylo na znany 
znak z okr^tu do wody, okr^t si§ przewr6cil, zb6jcy ci§iko zbrojni po- 
ton^li, a swobodny Dafnis doplyn^ do brzegu. pocalunku danym 
Dorkonowi Chloe, sama nie wiedz^c dlaczego, zamilczala. 

W jesieni po winobraniu opowiada kochankom stary pasterz File- 
tas, za mlodu miloSnik Amaryllidy, o swem spotkaniu w ogrodzie ze 



107 

skrzydlatem cWopigciem. Powiedzialo mu ono, ie wzi^o pod sw^ opiek§ 
Dafnisa i Chloe. Kim za^ Eros si§ zaopiekuje, — bo to byto owo pa- 
chol? — ten nie moie ani je§6 ani spacJ ani niczem si§ ucieszy($. Je- 
dynem lekarstwem na tg chorobe jest pocalunek, uscisk — xat auYxocra- 
xXt^ai TujiiVoT^ a(!i[kaavK Mtodzi uiywaj^ pilnie pierwszego i drugiego 
leku, ale ulgi nie czuj^. Dafnis mySli ju4 o uiyciu trzeciego lekarstwa, 
gdy poturbowani przez pasterzy panicze z Metymny, kt6rzy polowali 
i na pastwtsku Dafnisa, powoduj^ zbrojn^ wypraw§ swych wsp6loby- 
wateli, tupi^ grunta Mityleny i uprowadzaj^ Chloe. Ale Pan zmusi} ich 
do oddania Iup6w i branki, wojna zakoriczyta si§ bezkrwawo, a mtodzi 
zaprzysiggli sobie w grocie Nimf wieczn^ mitoSd i wiernosd. (Jak Ha- 
brokomes i Anteja, Ephes. I, 11.). 

Nadeszla ostra zima i poloiyfe kres wsp61nemu poiyciu mtodych 
na tonie natury. Ale przemy^Iny Dafnis i teraz znajduje sposobnosci 
widywania si§ z ukochan^ w chacie jej rodzic6w. Na wiosn§ wracaj^ 
oboje do swych trz6d i zaiywania lekarstw Filetasa. Cw trzeci spos6b 
praktycznie objasnia Dafnisowi niejaka Lykajnion, zwracaj^c mu przy- 
tem uwagg na ewentualny b61, kt6ryby wycierpie6 musiala Chloe. Mysl 
tem wslrzymuje Dafnisa od zuiytkowania nauk Lykajnion. tem bardziej, 
ie nowe spotkalo go strapienie. r§k§ Chloe starali si§ bogaci pasterze, 
wobec kt6rych biedny Dafnis nie mial widok6w powodzenia u Dryasa. 
Ale i teraz pomogiy mu Nimfy, wskazuj^c mu we snie miejsce na wy- 
brze^, gdzie le^ato 3 tysi^ce drachm. Ten posag usun^t wszelkie skru- 
pajfy Dryasa. Lamon zgodzil si§ takie na maKeristwo mtodych. Wesele 
miato sig odby6 za pozwoleniem wsp61nego pana, Dionysofanesa, kt6ry 
zapowiedzial swe przybycie na wie^ 

Na to przybycie przygotowal Lamon pi§kny ogr6d Niestety, jeden 
z dawnych zaIotnik6w Chloe, Lampis, niszczy w nocy v.szystkie kwiaty 
i tylko laskawos6 syna Dionysofanesowego, Astylusa, kt6ry wzi^ wing 
na siebie, wstrzymuje zrozpaczonego pasterza od samob6jstwa. Ale do- 
broczyrica staje sig przyczyn^ smutku calej rodziny pasterskiej. Pasorzyt 
jego, Gnaton, zaplon^l mitosci^ do Dafnisa i wyprosit go sobie za nie- 
wolnika. Wtedy Lamon o^wiadcza przybytemu z ionq, panu, ie Dafnis 
nie jest jego synem ani niewolnikiem, o ile o tem s^dzi6 moina ze 
znaiezionych przy niemowlgciu kosztownosci. Pokazuje si§, ^*e to wysa- 
dzone niegdys dziecko Dionysofanesa, kt6ry, maj^c jui troje, czwartego 
spadkobiercy pozbyl si§ tym zwyHym w staroiytnoSci sposobem. Teraz, 
po ^mierci dwojga dzieci, z radosci^ przyjmuje odnalezionego syna. 
Chloe na razie niema mowy. Porwal j^ Lampis, ale pasorzyt odebrat- 
zdobycz rabusiowi i przywi6dl do pana. Z niewolnic^ Dafnis 4eni6by 



108 

sig nie m6gt. Ale znalezione przy dziewczynie przedmioty w^EazQJ^ na 
to, ie i ona nie jest niewolnic^. Wigc mlodzi mog^ si§ pobracJ. Przy nczcie, 
wyprawionej w Mitylenie przez Dionysofanesa, ogl^daj% znakomid 
godcie kosztownodci, znalezione niegdyS przy Chloe, i z nich poznaje je- 
den z nich, Megakles, ie to jego niegdys wysadzona c6rka. Wesde od- 
bywa sif na proSb§ mtodych na wai przy grocie Nimf. 

Tak^ history^ opowiedziat Longos >jako dar ofiamy dla Erosa, 
Nimf i Pana, a dla wszystkich ludzi jako ucieszny goSciniec, kt6ryby 
chorego uzdrowit, smutnego pocieszyl, kochankowi przypomniaJ mitosd, 
niekochajqcego jeszcze pouczylc. Imienia swojego autor w romansie 
nie wymieniJ, ale czy bez znaczenia jest ten szczeg6t, ie Dionysofanes 
ukladat dlug% history§ mitosn^ (\Ktxk Ik touto ouveTXTTe Xoyov m. ipvh 
Tixbv y.al ixaxprv)? Czyiby to nie byl nasz romans? W ogrodzie Diony- 
sofanesa byl ottarz Dionysosa, a imi§ pana tak^e z tem b6stwem w zwi^zkn 
pozostaje. 

ile w tre^ci widzieliSray wielkq zaleinoSd od szablonu romansa 
bohaterskiego (napad zb6jc6w, porwanie bohatera i bohaterki), 
o tyle we formie, w stylu Longos zupetnie od nich odst§puje. Na 
podstawie sztucznej prostoty i bezpretensyonalnoSci czy nonsza- 
lancyi (i^eXeia) sofistycznej stworzyt sw6j rafinowanie naiwny spos6b 
wyraiania si§, na poz6r bardzo odpowiedni w dyalogu pasterzy i chlo- 
p6w, w rzeczywistoSci w opowiadaniu nuiqcy. A jak przez t§ afelej? 
stylu przeziera rutynowany sofista, tak z pod barankowej sk6ry opisy- 
wacza niewinnych pieszczot dzieci wychyla si§ kopyto lubieznego 
fauna. Kto wie jednak, czy ta grecka zmystowno§6 nie ratuje opowiesci 
przed utonifciem w abstrakcyjnym sentymentali^mie. 

Dusz^ fabuty Longosa byta jej prostota, dyskretnie urozmaicona 
echami romansu awanturniczego. Ale ta prostota wtaSnie uniemoili- 
wiata rozw6j romansu bukolicznego. — Kto nie chciat powtarzad siel- 
skich zabaw zakocbanego pastuszka i pasterki, musiat z romansu idyl- 
liczego zrezygnowa6. Jakoz nie znamy iadnego kontynuatora tego ga- 
tunku. BukoUka mieSci si^, jak za czas6w Alkifrona i Elaudyusza Eliana, 
i nadal we formie listu czyto Aristajneta (w. V) czy tei Theophylaktosa 
Simokattesa (w. VII). 

Nie wynika z tego, jakoby Longos wog61e nie znalazt byt staro- 
iytnych na6Iadowc6w. Ostatni romansopisarz staroiytny, Achilleus 
Tatios, nietylko kopiuje jego styl, ale i pomysty niekt6re przejm^je. 
Tak i u niego opowiadanie rozpoczyna sig od opisu obrazu, przedsta- 
wiajqcego porwanie Europy przez Zeusa-byka, a wi§c tryumf Eroea nad 
najwyiszym bogiem. Nadchodz^cy wtainie mtodzieniec potwierdza t( 



109 

pot^ Erosa wbsnem doswiadczeniem, a na proSb§ autora opowiada 
mu swe przygody, siedz^c nad chtodnym strumykiem w cieniu rozto- 
iystych platan6w Wdr6d takiej sceneryi rozprawial niegdyS Platoiiski 
Sokrates z Fajdrosera o istocie duszy i mitosci. 

Nie napr6^no nawi^uje w ten spos6b Achilleus Tatios do Platona. 
I on chce przedstawi6 psychologi§ miloSci, chce doprowadzid do roz- 
wi^zania problem, rzucony przez Heliodora, traktowany przez Longosa. 
Ale zast^pienie mistycznego idealizmu Platona przez jakid racyonalistycz- 
ny realizm smutne tylko wydaje owoce. Z Platona (Fajdros, Sympo-- 
sion, Leges VIII. c. 5 — 8 aL), Ksenofonta (Symposion) i innych autor6w, 
kt6rzy pisali o mito^ci i mat^iistwie "*"), zbiera Achilleus antologi§ zdaii 
i s^d6w o tych sprawach i czyni je przy kaidej sposobnoSci przedmio- 
tem rozpraw i dyskusyi. W ten spos6b zamiast psychologii milo^ci do- 
stajemy trywialne deklamacye i kontrowersye na jej temat 

Z niewi^kszem powodzeniem stara si§ Achilleus o realizm. Bohater 
jego po raz pierwszy wprawdzie pokochat dziewic^, ale zna mitoS(3 kupnq 
(6[jL:Xij(ra<; TaT<; 6i<; A^poSiTiQv wwXoujjtsva^ II, 27), a wiernoSci przestrzega niezbyt 
rygorystycznie (V, 27). Cudowne ocalenia znajduj^ u niego objasnienie 
racyonalistyczne, a tendencya religijna schodzi na daleki plan. Poza tem 
figury i zdarzenia przej^te s% z repertuaru dotychczasowych romans6w. 

Klitofon z Tyru ma poslubi6 przyrodni^ siostrg Kalligong, gdy do 
domu jego rodzic6w przybywa w goScing stryjenka z c6rk% Leukipp^. 
Modzieniec pokochat dziewic?, pozyskal jej milos<3 przy pomocy przy* 
jaciela, Klejniasa, i chytrego niewolnika, Satyrusa, a uwolniony tuz 
przed slubem od Kalligony, kt6r^ porwal zakochany od dawna w Leu- 
kippie Kallistenes z Bizancyum, ma ju4 osi^gn^c owoc swych zabieg6w 
w sypialni Leukippy, gdy do pokoju wohodzi matka dziewicy. Przed 
kompromitacy^ swoj^ i panny ratuje sig Klitofon ucieczk^ w towarzy- 
stwie Leukippy, Klejniasa i Satyra. Okr§t sig rozbija, rozbitkowie do- 
stajq si§ w rgce zb6jc6w egipskich, Leukippe ma by6 przez nich zabita 
na ofiar^. Klitofon widzi z daleka, jak zb6jcy godz^ sztyletem w lona 
dziewicy i wypruwaj^ jej wn^trznosci, ale jej pom6dz nie mo4e. Spieszy 
wi(jc przynajmniej do zwlok, rzuconych do rowu, gdy spotyka Satyrusa 
z nowym znajomyra, Menelausem On to podj^ si§ ofiarowania Leu- 
kippy, by j^ ocali6 i uiyJ przy ofierze sztuczki teatralnej z wsuwaj^cym 
si? w pochw§ sztyletera i przywi^anym do tona workiem, pelnym krwL 
W towarzystwie pogromc6w bandy, iotnierzy, odbywa para dalsa% po- 



♦) Cf. A, W. Winckelmann, Plutarchi Erolicus, Turici 1836, p. 96 sqq. F. Wil- 
helm, Za AchiUeus Tatios, Rh. Mus. 57 (1902) p. 55 sqq. 



110 

dr64, podczas kt6rej dow6dca oddziahi Charmides przesladuje Leukipp? 
swymi zalotami, a jeden z zotnierzy zadaje jej nap6j mitosny, od klo- 
rego bohaterka w spos6b bardzo nieprzyzwoity szaleje. Ledwie j^ wy- 
leczouo, a tu inny iolnierz, Chajreasz, uprowadza j^ na okrgcie z portn 
faryjskiego, a podczas poscigu scina jej w oczach kochanka gtow§ 
i zwtoki rzuca do morza. Zrozpaczony Klitofon stracil wszelk^ nadzieje: 
wigc w braku lepszych widok6w przyjmuje oswiadczyny bogatej oby- 
watelki efezyjskiej, Melite, kt6rej m^ zgin^ podczas jakiejs wyprawy 
morskiej. W Efezie ma si§ odby6 61ub. Tymczasem w domu przysztq 
mationki odnajduje Klitofon w jednej z niewolnic Leukippg. Wi§c od- 
wleka dzietii ^lubu, ai ten staje sig niemoiliwym wskutek powrotu m§2a 
Melity, Tersandra, kt6ry nie zginql na morzu. M%4 wrzuca rywala a ra- 
czej cudzoiOic§ do wigzienia i tu Klitofon spelnia prosby Melity, kt6ra 
w nagrod§ oddaje mu swe szaty i pozwala umkn^<3 z wi^zienia. Aie 
uwolniony wpada zn6w w rgce Tersandra i musi wraca6 do wi^ienia. 
Tu opowiada mujeden z wsp6lwi§ini6w, ie jego towarzysz, naj§ty przez 
Meht§, zamordowal niejak^ Leukippg, a na niego rzucono podejrzenie. 
Klitofon ma sig w s^dzie broni6 przed zarzutem cudzolostwa z Melit^ 
Nietylko do tego si§ przyznaje, ale nawet obwinia si§ o zamordowanie 
Leukippy, do czego sklania6 go miala Melita. Mimo obrony Klejniasa 
skazano go na 5mier6 i tylko przybycie poselstwa do swi^tyni Arte- 
midy wstrzymuje egzekucy?. Na czele poselstwa stal ojciec Leukippy, 
kt6ry teraz domaga si§ od Klitofonta zwrotu swej c6rki. Wszyscy udaj^ 
sig do Swi^tyni Artemidy, gdzie spotykaj^ Leukipp§, kt6ra ucieUa 
byla z chaty, gdzie j^ dla siebie kazal trzyma6 zakocbany Tersan- 
der. Dalsza rozprawa odbywa si§ ju4 w Swi^tyni, Klitofonta broni 
arcykaptan Artemidy. niewinnoSci Melity i czysto^ci Leukippy maj^ 
rozstrzyga6 s^dy boie (jak u HeUodora). Jakoi Melita przysi^ga, ie nie 
obcowala z Klitofontem, dop6ki Tersander byl nieobecny, i wychodzi 
cato z wody stygijskiej, a czysto§6 Leukippy potwierdza muzyka w gro- 
cie Pana (jak u Longosa). Tersander przegral, Leukippe opowiedziala, 
ie to nie ji| na owym okrgcie zabito i wszyscy wracaj^ szcz^sliwie do 
Tyru. Przebaczono tez Klistenesowi porwanie KalUgony i pozwolono 
mu na zaSlubienie jej. Tak ten realistyczny roraans staje si§ mimowoU 
humorystycznym, a przez to sama sd^rftifac sr? do jedynego oryginalnego 
romansu rzymskiego, do Satyricon Petroniusza. Petroniusz pisal 
wprawdzie nie romans, lecz satyr^ Menippejsk^, w formie przej§tej 
z aleksandryjskich mim6w i fars, wigc w prozie, przeplatanej wier- 
szami, ale i romans grecki mial przed oczyma. Jego tr6jka hnl- 
tajska, dcigana gniewem Pryapa, jest parody^ szablonu romansowego. 



111 

Giton zast^puje kochanke-bohaterk§, bohaterem jest idealny nicpoii 
Enkolpios, kt6ry musi ci^gle walczy6 o posiadanie oblubieiica. Ale 
rzymski realizm Petroniusza» zwi^any z podtozyskiem italskiem cza- 
s6w Neronowych, nie ma nic wsp61nego z abstrakcyjnym, szablono- 
wym idealizmem greckim. Wigc odsyfaj^c czytelnik6w do pigknego 
studyum prof. K. Morawskiego p. t.: Petroniusz Arbiter i jego ro- 
mans (Przegl^d polski XIII, 4, t. 52, kwiecieii 1879), wracamy do 
oi^reslenia czasu Achilleusa Tatiusa. 

Rohde s^dzit, ie iyl on po Musajosie, autorze epyllionu o Hero 
i Leandrze. Jakoi pewne zwroty i sytuacye u obu sig powtarzaj^. Mo- 
^a je jednak odniescido wsp61nego :&r6dta aleksandryjskiego. A wzgl^d 
na organiczny rozw6j gatunk6w literackich kaie romans uraieSci6 
przed epyllion. Bo jak pierwszy romans powstal dopiero wtedy, gdy 
epyllion zamarlo, a treS6 jego wlala si§ w form^ szkolnych deklamacyi, 
tak po zmartwychwstaniu epyllionu w szkole Nonnosa (w. IV/V) ro- 
mans zn6w stracii racyg bytu. Wszak tres6 jego zn6w znalazta form§ 
w epyllionie. Wobec tego nie wahamy si§ umieSci6 Achilleusa gdzied 
z koncem w. IV, przed Musajosem. 

Literaci bizantyjscy pilnie rozczytywali sig w tych plodach, wy- 
rostych na gruncie rozUadaj^cego si§ hellenizmu, ale wobec wskrzesze- 
nia eposu i epyUionu pisali tylko wiersze. Do szerszych warstw, do chrze- 
^iijaiiskiego ludu nie doszly nigdy te wytwory rozgor^czkowanej wyobraini 
reU)r6w. Lud czytat romanse duchowne, buduj^ce, o Barlaamie i Joasafie, 
filozofie Syntypasie i siedmiu mgdrcach, o dw6ch m^drych szakalach, Ste- 
fanitesie i Ichnelatesie, kt6rych tre^ przywgdrowala ze Wschodu, z In- 
dyi i Arabii (v. Krumbacher, Byz. Litt.* 886 nn.). Renesans XI. w. 
wywotal wprawdzie wskrzeszenie powiesci Achilleusa Tatiusa i Helio- 
dora w romansach Eumatiosa, Teodora Prodroma, Niketasa Eugeniana 
i Konstantyna Manassesa (Krumbacher, s. 643), ale tych zwyrodnialych 
drodukt6w fantazyi bizantyjskiej lud nie przyj^. Jak od w. VII. 
Wsch6d, tak od w. XIII. Zach6d dostarczal mu w^tka powiesci. Krzy- 
iowcy przynieSli do Bizancyum zachodnie podania i romanse rycerskie, 
kt6re a2 do XVI. w. stanowi^ lektur§ spoleczedstwa bizantyjskiego 
(Emnib. str. 854 nn.). Na zachodzie przekwitty wreszcie i te rycer- 
side romanse, by ust^pid miejsca — nai^downictwom Heliodora 
i innyeh romansopisarzy greckich. Tak romans grecki, mimo swej ma- 
lej wartosci estetycznej, ma ogromne znaczenie w dziejach literatury 
eoropejskiej i dla tego wtadnie znaczenia warto, a nawet trzeba go zna6. 

KrcMw. 



Zevg MeikixtoQ u Atehczyk6w. 

Napisal 

Stanistaw Schneider. 



W sfeiwnym ekskursie o zamachu Eylona na akropol§ ateM^ 
m6wi Tucydydes (1, 126) o wyroczni, jak% 6w moznowtadca w Dei- 
fach otrzymat, by mianowicie podczas najwi§kszej uroczystoitei Zeusa 
zdobyl^ zamek aleiiski. Eylon czekal do igrzysk olimpijskich, gdyi jako 
zwycigzca w nich uwa^ je za najwi^ksze Swiglo Zeusa; a gdy nade- 
szty, wykonal zamach. Zapomniat jednak, ie AteAczycy najwi^kszy ob- 
ch6d Swifcili na cze^ Zeusa Mejlichiosa, t. zw. AioEata, w czasie kt6rych 
iud wszystek poza miastem skladat ofiary nie tyle krwawe, ile z krajo- 
wych plon6w. 

Podnie^ naleiy u Tucydydesa dwukrotnie zaakcentowane najwiek- 
sze Swigto ateiiskie Zeusa MejUchiosa (Sv ttJ tou Atb? xj} jjLeYtffrtj loptf,... 
Auicjta, & xaXetxat Atb? iopvti MetXiytou \Lsr(i(5Tq\ kt6re i Ateiiczycy za takie 
uwa:^] i uznawata wyrocznia delficka. Stowa nastgpne, bliiej okre- 

Slaj^ce to Swi§to: l^u) vfiq :c6X£a>^, iv ^ icav^Tjixet ^oujt, isoXXol ou/ iepeta' 
dtXXa 36jAaTa £icixa>pta — zdaj^ si§ by6 p6^niejsz^, z dobrego ^6dta ply- 
n^ic^ glossq, jedynie co do wyrazu icoXXot niedokladnie przekazan^. AI- 
bowiem prawdopodobnie sUadali wszyscy, nie wielu, o6x l^pdoi^ iUi 
36(AaTa dictx(t>pta. Co do tych swojskich ofiar panuje znaczna r6inica 
zdaii : jedni widz^ w nich za scholiast^ placki ofiame, ulepione w po- 
Btaci zwierz^t (3u(AaTa emxci^pta, Ttva T:i\k[MnoL elg ((^«dv (JLopfo^ ^xwccdiJiiva)^ 
drudzy ofiar§ z dymu kadzidlowego (PolL 1, 26: 6ouxu8aiQ<; V (Ax^ [tst 
ip€l)[AaTa] £fpT)xev ocYva 3u(xaTa icpb? Ta alfxiacjovTa xal fffaTTdpieva). 

To drugie przypuszczenie jest blizszem prawdy, cho6by dlatego, 
4e 3^|xaTa ^ieiv odpowiada zupelnie zwrotom u Herodota : ^[xiav 3u|jLn^iJuni 



113 

(3, 107; 4, 75; 8, 99). Wyraz zas ^^.(Yjixa = 5^[xta|jLa jest zloiony z 3uiJi.bv 
liojiat uSmierzam gnlew, o u§mierzenie kt6rego przedewszystkiem cho- 
dzito, jak okazuje nazwa Z. Mejlichios w przeciwienstwie do Z. Maj- 
maktes. Odwracanie to gniewu b6stwa w podobny odby walo si§ spos6b 
przez wykadzanie, jak wykadzano n. p. imije skrzydlate u Arab6w 
(Herod. 3, 107), a w§ie ogniste u Izraelit6w na puszczy (2 Kr61. 18, 4). 
Sama nazwa uroczystodci wzi^a nawet pocz^tek od miejsca pobytu 
w§i6w. 

C64 bowiem znaczy Aiaoia? Wyraz ten pochodzi od a<jic, szlam, 
muJ, Woto (przym. aato^;, szlamowaty, bagnisty), a z wody i mulu po- 
wstat wedhig kosraogonicznych wyobraie6 bajeczny w%4 lub smok (A- 
thenag. I^gat. 18 u Dielsa: Die Fragmente der Vorsokratiker str. 494 : 

^v yap Ijliitp opXYj xa-r' auTov toT? 5Xo'.q, oicb 5s tou GBaTO^ IXb? xaTdoTYj, ix. Ik 
IxoT^pcov ^Y^^^^ C<«>ov 5pax(i)v...). Nie wahalbym sig od bagniska w Mezo- 
potanui, siedziby smoka babiloiiskiego, wy wodzi6 miana Azyi (por. Hom . 
II. 2. 461 'Aaioq Xetjjwbv); Atdcjia za^ oznaczatoby obch6d na Wotach (Bia 
ina = 8i' dtata), stad Ziq (= Atsu;)*) w Teogonii Ferecydesa stoi obok 
Eronosa jako w^ '0(ptov£6^ na czele w^i6w 'O^tovtScov (fr. 1 : Zaq [xev xal 
Xpovo^ ^ffav dcel xal X3ov{t]... £r. 4. u Dielsa ^£pex63Y)v.». lAu^oicoteTv oTpaTetav 
^pareCa iuapaT2TT0(jL^viQv xat vfi^ (jlsv f^Y^(j[6va Kp6vov dTCoSiSovat, vq^ hipau; ^k 
'O^tovio... Tcapa 4>oivtX(i)v Zi %al <(>• Xa^u^v Ta^ a^opfx^c^ l3eoXd-fy]7e icepl tou nap' 
«bTw XeYojAevou 'O^tovecoi; ^eou xat twv 'O^i^vtBwv). wplywie kultu wschodniego 
i fenickiego na Zeusa Mejlichiosa i jego najwi§ksze Swigto u AteAczy- 
k6w nie mo^a w^tpi6, cho6by si^ nawet ktoS chcial natrzQsa6 ze sta- 
rym i uczonym Schoemannem (Gr. Alt. IV str. 504, uw. 5) z etymolo- 
gii, wywodz^cej Mejlichiosa jako kr61a bogow (Plut. de coh. ira 9: xal 
Twv S^ewv Tov ^aaiX^a MetXixiov xaXouoi) od semickiego wyrazu Melek (kr61) 
lub od fenickiego boga Baala-Milika. 

Na potwierdzenie, ie w kulcie Zeusa Mejlichiosa i jego najwi^k- 
szem Swigcie u Ateiiczyk6w, obchodzonem w dniu 23. Antesteryonu, 
naleiy upatry wa6 kult w§i6w, niechaj sluzy swiadectwo niewzruszone, ie 
w porcie ateiiskim Pireusie znaleziono wotywne reliewy, przedstawiaj^e 
wielkiego w^ia z napisem: Atl MetXtx^ci). Ferecydes powiada o swi^tym 



*) Zwracam uwag^ na to, ie dyabel w narzeczach polskich nazywa si^ Dja- 
sem (zdrobn. Djasek), a dyabfo wyobrsuiano sobie podlug Biblii w postaci w^i& (por. 
1. Moji. 3, 1; Objaw. 6w. Jana 12, 9; Siown. gwar pols. Karl. s. v. Djabel). Prawdo- 
podobme pols. Djas ma pierwiastek wsp61ny z grec. Zdi; i Aia<ria, oznacza tedy — 
m6wi%c j^zykiem Apokalipsy — »smoka wielkiego, w^ onego starodawnego, kt6rego 
zowi4 dyjablem i szatanem*. 

8 



114 

Slubie Zasa z Ziemi^ (X5cv(y], fr. 2 u Dielsa), k\AT% Solon nazywa:;ifiir,p 
lAeY^^*"} 8at[A6vwv 'OXufxicicDv, Tr^ [xeXaiva (Aristot 'A3. «oX. 12). Podobnie 
u nas Rej, kWry w Postyli na Swigta staroSwieckie powstaje (Wijc 
jeszcze ktemu jakie^ dziwne ziota na ty wymySlone ^wi§ta Swi§cili, po 
domach wieszali, na gromy jimi kurzyli itd.), nie waha sig tegoi kultu 
»ziemi matuchny< przenosi6 »na pann§ matk^ swi§t4« (A. Braclmer: 
Mikolaj Rej, Erakdw 1905, str. 51 i 381). Eosmiczne b6stwo ieMie 
wsz§dzie na Wschodzie pojawia si§ w towarzystwie wgia, czy jako Izys 
egipska, czy babilodska Istar. Najwi§ksze Swi^to ateiiskie na czesd Zensa 
Mejlichiosa byto zatem chtonicznej natury i niew^tpliwie miato o wiele 
wi§cej wsp6hiego z teriomorfizmem i kultem w^ wschodnim, niieli 
z antropomorficznem poj§ciem n. p. Zeusa homerowego. 

Lwdtv. 



Nie^Diiertelno^ duszy w Sppozyonie Platona. 

Napisal 

STANISLAW SIEDLECKI. 

Co do pytania, czy Platon w Sympozyonie uznaje nie^raiertelnoSd 
osobow^ czy jej zaprzecza, pojawily sig w pracach ogtoszonych jui 
w latach ostatnich zdania niezgodne, niekiedy wprost jedne drugim 
przeciwne Pow6d leiy w tekscie, mianowicie w cz§sci dyalogu drugiej, 
gdzie wtoione w usta Diotymy pogl^dy tak rozmaitej ulegly interpre- 
tacyi. I do pewnego stopnia usprawiedliwi6 to mo^na okolicznoSci^, ie 
w dyalogu tym nie zatoiyt sobie Platon zadania, aby podobnie jak 
w dyalogach innych przeprowadzid rozumowanie jakieS w granicach 
tematu danego, ale maj^c na oku cel inny, tres^ naukow^ usun^ 
z umystu na plan drugi i w najliejszym tylko zarysie j^ podal. Z tej 
wlasnie przyczyny najwigksz^ naleiy zachowa<5 ostroinoS6 przy rozbiorze 
szczeg6t6w i okreSleniu, jakie mo^e mie6 znaczenie catos6 tego ust^pu. 
Prawdopodobnie nie b^dziemy nigdy w tem szcz^sliwem pototeniu. aby 
m6dz usun%6 wszystkie przy rozbiorze takim nawijaj^ce si§ trudnosci - 
brak nam do tego wszechstronnej znajomoSci literatury Platonowi 
wsp6jfczesnej i dawniejszej, z kt^r^ zagin^y na zawsze i wiadomoSci 
dla rozjainienia ich niezb^dne tem wi§cej za to nacisku polo^6 nxu- 
simy na wnikni§cie w tres6, o ile j^ z tekstu samego pozna6 moiemy, 
zwtaszcza 2e rozchodzi si§ o odpowied^ na pytanie^ I^cz^ce si^ tak Scidle. 
z zagadnieniem o kierunku i rozwoju mysli Platona. 

Cz^ druga dyalogu rozpoczyna si§ w miejscu, gdzie po mowiO; 
Agatona zwraca si§ Sokrates do Eryksymacha z uwag^, w jak ktopotli'; 
wem zBaiazt si^ polo^eniu, maj^c zabra6 gtos po tak znakomitym 
mowcy, z kt6rym niepodpbna mu si^ mierzy6 — a koiiczy si§ z ctxwil^ 



116 

pojawienia si§ Alkibiadesa (198 A — 212 C). Sokrates, zaznaczywszy 
odmienne swoje pojmowanie mowy pochwalnej jakiejkolwiek, ie mia- 
nowicie prawd? tylko m6wi6 sig w niej powinno, opowiada po wst§pnej 
wymianie st6w z Agatonem o rozmowie, jak^ mial niegdys z Diotym^ 
niewiast^ mantynejsk^, ktdra wtajemniczala go w misterya milosci 
i byla mu w nich nauczycielk^. Wykazuje mu na pocz^tku, ie Eros, 
zajmuj^c poSrednie miejsce pomi^dzy istotami ^miertelnemi a b^Sstwem, 
naleiy do liczby demon6w, podaje potera jego zakres dziatania, rodow6d 
i charakterystyk§ i prostuje niekt6re mylne o nim wyobraienia. Zapy- 
tanie Sokratesa, jakie jest jego znaczenie dla ludzi, daje pow6d do 
zmiany tematu: rozpoczyna si§ rozmowa o uczuciu, kt6rego wyobra- 
zicielem jest Eros, tj. rozmowa o mitoSci, zmierzaj^ea do bliiszego ozna- 
czenia, ku czemu ona wiedzie, a koiiczy si§ stwierdzniem przez Diotym§ 
tej prawdy, ie odnosi si§ do posiadania dobra na zawsze 
(IffTtv ipoL SuXXt^^Byjv 6 epa)? tou tb dtYo^bv autw elvai ae{ — 206 A). Pojgcia 
dobra i pi§kna uwaiane s^ za identyczne (204 D£); moinaby wigc 
innemi stowy powiedzied: mito§6 odnosi siq zar6wno do posiadania do- 
bra, czyli pi§kna, jak i do posiadania niesmiertehioSci. 

Dekro6 Platon w dyalogach innych dochodzi do jakiejS og61niejszej 
prawdy i formuluje j^ w spos6b podobny, jak tutaj, czyni to zawsze 
w zamiarze, aby wynik rozumowania, kt6re potem wprowadza, zestawic 
z t^ prawd^ ogdln^ i wykaza6, ie on z ni^ zgodny jest albo niezgodny. 
CzegoS podobnego oczekujemy i w naszym ust§pie. Diotyma w zapyta- 
niu zwr6conem do Sokratesa chce si§ dowiedzie6, w jaki spos6b i jak^ 
drog^ zmierzaj^ ku celowi temu ludzie miluj^cy. Spodziewamy sig, ie 
je^eli po bliiszem poznaniu tego sposobu i tej drogi okaie si§, ie przez 
nie nie dochodz^ ludzie do celu, tj. do posiadania dobra na zawsze, 
Diotyma pouczy Sokratesa o post§powaniu, kt6re im to zapewni. Mogla 
to byla takie uczyni6 wprost przez zapytanie : w jaki spos6b postgpo- 
wa6 si§ powinno, aby cel zamierzony osi^gn^d? i w rozbiorze odpo- 
wiedzi dojS6 do po^danego wyniku. Jeieli obrafa drog§, prowadz^c^ 
kotem do rzeczy i nie pyta si§, co dzia6 sig powinno, ale co 
zwykie si^ dzieje, to ogl^damy si§ po zboczeniu takiem za kry- 
tyk^ i rozstrzygnigciem poruszonej sprawy. APlaton, powracaj^c w po- 
dobnych wypadkach do porzuconego chwilowo w^tku mySU, miejsce 
takie bardzo wyra^nie podkresla i przypomina podstaw^, 2 kt6rej wy- 
Bzedt. Tutaj tymczasem nietylko ie Diotyma sama zaczyna w odpowie- 
dziach zast^powa6 wymawiaj^cego si^ niewiadomodci^ Sokratesa, ale 
i forma zrazu dyalogiczna ust^puje zwolna miejsca wywodom Diotymy 
ci^gtym i owego powrotu do zato^enia niema uwidocznionega nigdse — 



117 

wszystko sUada si§ tak, ie o nim w dalszym toku nst^pu zapominamy* 
Gdziei jest zatem oczekiwane pierwotnie zakoiiczenie, gdzie jest odpo- 
wied^ na pytanie, jak moina rzeczywiscie dojs<3 do posiadania dobra 
Da zawsze, jeieli z tego, co zwykle si§ dzieje, wyniku po^danego, jak 
si§ p6toiei okaie, nie otrzymujemy ? Znajdziemy j^ na samym koiicu 
przem6wienia Diotymy: kto zdotat sig wznieSd do uj§cia idei 
pi§kna, ten posiadl rzeczywiste szcz^Scie i nieSmier- 
telnoscJ — zastanowienie si§ nad calym przebiegiem my^li naprowa- 
dza nas z koniecznosci na ten Slad jego, pozornie gubi^cy si§ i nikn^cy 
z przed oczu, a jednak niepostrze^enie a^ do koiica utrzymany. ^e zaA 
Diotyma, okreslaj^c mitoS(3 jako pragnienie posiadania dobra na zawsze, 
miata na my^i nie§miertelnoS6 indywidualn^, w^tpliwoSci ulegad nie 
moiB. Wszak^e gdyby przez smier6 i jednostka sama gin^d miala, nie 
mogtoby byd mowy o posiadaniu przez ni^ dobra i dalszem odczuwa- 
niu st^d szczfScia, bo o czem§ jui nieistniej^cem nie mo^na utrzymy- 
wa6, ie ono posiada cod albo odczuwa. Jeieli przeto Diotyma z koiicem 
przem6wienia znowu powraca do mySli nawi^anej poprzednio i wspo- 
mina o nie^miertelnoSci, to rzecz^ jest jasn^, 2e i tutaj m6wi o nie- 
^miertelno^ci indywidualnej. 

Ale spos6b wyra^enia si§ Platona w tem miejscu dat pow6d nie- 
kt6rym uczonym do podniesienia zarzutu, ie nieSmiertelnos6, o kt6rej tu 
mowa, nie zgadza si§ z zasadami jego znanemi z dyalog6w innych. 
Brzmienie tekstu jest takie: t£)covti Ik apet^v diXv]^ xat 3pet|;a;j.sv(i) Oicocp- 
X^t ^so^iXcT Y2via3ai, xat elxep xo) dcXX(i) dcv3p(ox(dV d3avd^T0) xat ixetvo). 

TWmacz^c doslownie: »a temu, kt6ry cnot§ prawdziw^ zrodzil i ucho- 
wal, przysJuguje zostatf bog6w ulubieiicem, i jeieli komu^ innemu mig- 
dzy lud^mi, to jemu przysluguje zosta6 niesmiertelny m < . Horn 
w pierwszej seryi study6w swoich uczyniZ uwag§, ie wedJug zasad Pla- 
tona albo si§ jest nieSmiertelaym, albo nie jest, ale zosta6 nim nie 
mcina. Najprz6d jednak rzeczq jest bardzo w^tpliw^, czy usprawiedli- 
wione jest przywi^wanie tak wielkiej wagi do wyrazu Yeved^at w tem 
whsnie miejscu. Zapewne, ie gdzie mamy do czynienia z dowodzeniem 
jakiemS, gdzie zatem rozchodzi si^ przedewszystkiem o doUadno^ 
w okreSleniu poj§6, tam wymaga si§ bezwarunkowo Scistosci jak naj- 
wi^kszej. Ale zdanie, w kt6rem znajduje si§ to stowo, mieSci si^ 
w nstgpie, kt6ry caty tchnie poezy^ podniost^. Mowa jest o idei pi^kna. 
Je^li potem powiedziane: kto j^ pozna, temu przypadnie Iqs kochanka 
bog6w, ten nieSmiertelnym zostanie — to stowa te tak naturalnie t^cz^ 
sif z poprzedniemi, ie skrupulatnosd w waieniu ich zbyt Scistem grani- 
czy prawie z przesad^. Powt6re: nie naruszaj^c w niczem mysli Pla- 



118 

-tona, moiemy powiedzfe6, ie chociai wszyscy jui obecnie jeste^my nie- 
^miertelni, to przecie^ stan i SwiadomoSd tej niei§mierteInoSci inne ai, 
dop6ki w ciele fizycznem jeszcze ^emy, a inne b^d^ znowa po §mierci; 
co wigcej, inne jest poloienie w tej mierze czlowieka, kt6ry doczesno- 
Sci^ siQ ogranicza, a inne mitoSnika m^dro^i, kt6ry ju2 za ^cia nsi- 
Juje rozlu58ni6 wgzly, t^cz^ce go z ziemi% i cialem. Czy Platon ma na 
my^li jedno, czy drugie, w kaidym razie m6wi o czemS, co dopierona- 
stqpi, albo nastqpi6 mo4e, tak, ie uiycie slowa 'xvfiv^ai nietylko nie jest 
wadliwe, ale najlepiej my^l t§ oddaje. Dla tychie samych powod6w od- 
pada r6wnie4 zarzut jeszcze inny, mianowicie, 4e Platon w slowach 
swoich przeznacza nietoiertelno§6 tej tylko szczuplej liczbie wybranych, 
kt6rzy do poznania idei pi?kna wznie§6 sig zdolali. 

W ten spos6b zyskalibySmy klucz do rozwi^ania zagadki. Jeieli 
bowiem da sig obronii domysl co do zwiqzku mySli w uwagach po- 
wy4szych wskazanego, to moina stanowczo obstawa^ przy zdaniu, ie 
Platon w Sympozyonie nie porzucil myfli o nie^miertelnofci osobowej. 
WspomnieliSmy ju^, ie owa t^czno^ pomi^dzy zatoteniem pocz^tkowem 
a zakoiiczeniera przem6wienia Diotymy nigdzie nie jest uwidocznion%. 
Gdziei przyczyna tego i jak sobie to wytt6maczy(3 ? Zdaje mi si§, ie 
odpowied^ da si§ znale^6 po uwzgl^nieniu tresci ustfpu ostatniego 
(210 A- 212 B). Zaczyna sig on od sI6w: »Ot64 w te tajemnice mito- 
^ci moiesz i ty, Sokratesie, da6 si§ wprowadzid, ale w ostateczne 
i w najwyteze, dla kt6rych i tamte istniej^, je^li kto trafnie ku nim 
post^powa6 b§dzie, nie wiem, czy b§dziesz m6gl wnikn^d*. 

Jestto widocznie zapowied^ czegod, do czego Diotyma najwi^ksz^ 
przywi^zuje wag§, co jest koilcem i celem nauki, kt^r^ Sokratesowi 
podaje. I nastQpuje wskazanie drogi, prowadz^cej do poznanla idei pi^ 
kna. ZaJQcie si^ pi^kno^ci^, objawiaj^c^ si^ w ciele, wiedzie ku pi§knosci 
duszy, od pi§kno5ci duszy postgpujemy ku pi§kno§ci zaJ5<5 i ustaw, po- 
tem ku pi§knodci nauk, ai zapatrzeni w szerokie morze pi^kna, doj- 
dziemy w koricu do jednej pewnej umiej^tnodci, kt6ra wtaSnie tego 
pi§kna jest umiej^tnoSci^. SkreSliwszy potem istotg idei pi^kna 
i w mistycznym' niemal zachwycie szcz§5cie tego, komu sig widok jej 
ukaie, koiiczy stowami: »Czy s^dzisz, ie marne jest ijcie cztowieka, 
tt6ry si§ w ni^ zapatrzyt i ogl%da j% zawsze i z ni^ jest razem? Czyi 
nie pojmujesz, ie tam jedynie patrzqc na ni^ wzrokiem, jakim patrze6 
haleiy, bgdzie m6gt tworzy6 ju4 nie pozory tylko cnoty, bo nie poz6r 
b§dzie' ujmowat, ale chotg rzeczywist^ rzeczywisto56 sam^ ^jmuj^c — 
a temui kt6ry cnot§ rzeczywist^ wytworzyl i wypiel^gnowat, ie przy- 
pada bog6w uldbieiicem zostad i ie jeieli komukolwiel^ innemu mi^dzy 



11» 

Ind^mi, to jema przyjdzie nie^miertelnoSci dost^pi6?«. Tre6<$ cala, spo- 
s6b, w jaki Platon przez usta Diotymy pogl^d sw6j rozwija, forraa 
wreszcie odr^bnoSci^ swoj^ i wykoiiczeniem wybijaj^ca siQ ponad dykcyg 
poprzedni^ — wszystko to przekonywaj^cym jest dowodem, ie w tym 
wfeiSme ustgpie zlotony jest Srodek ci^kodci catej dragiej cz^dci dyalogu, 
ie zatem wprowadzenie — za poSrednictwem idei pi^kna — teoryi 
o ideach bylo w niej gtdwnym Platona zamiarem. Sprawa nieSmiertel- 
noSci zajmaje tataj miejsce drugorz§dne; nie pomin^ jej railczeniem, 
ale gWwny nacisk na co innego jest poloiony. Rozbi6r istoty miloSci 
i l^ez^ce si§ z nim zagadnienie o niedmiertelnoSci posAiiyty mu tylko 
za punkt zaczepienia, aby da6 wyraz przekonaniu, 4e dopiero teorya 
idei jest uwieiiczeniem catej jego nauki. Nie pochwatg Erosa potoiyt 
sobie za zadanie — jest to tylko poz6r — , w rzeczy samej zakoiiczyt 
peanem wySpiewanym z gtgbi duszy, poruszonej Swieiym jeszcze za- 
pewne pomystem o istnieniu idei zaswiatowych. Zawdzi§czat go Sokra- 
tesowi — to tei trzeci^ czgSd Sympozyonu po§wi§cit niezapomnianemu 
swemu mistrzowi, aby niepospoUta t§ posta6 otoczy6 aureol^ czci 
i awielbienia. A tak — gdziei mogto by6 miejsce na odwotanie si§ do 
owego zatoienia ? tfczepienie dodatku takiego na koAcu cz^sci drugiej -- 
a tam tylko znalei6by si§ mogto — bytoby zbyt rai^ce i niestosowne; 
wzmianka wi§c o nieSmiertelno^ci musiata sama starczy6 za wszystko. 
Pozostaje jeszcze bliisze wgl^dni^cie w ust^p najwainiejszy, bo 
mieszcz^cy w sobie nauk§ o niedmiertelnodci w innem, niewtasciwem 
znaczeniu. Diotyma rozpatruj^c spos6b, w jaki objawia si§ w Swiecie 
d^zenie do nieSmiertelno^i, podaje co do niej teory^, kt^r^ tak moina 
8treSci6 : >^dna jednostka sama dla siebie niedmierteln^ nie jest, moie 
by<5 tylko uwaiana za nieSmierteln^ o tyle, ie po Smierci pozostawia 
po sobie ptody b^d^ cielesne b^d^ duchowe, kt6re utrzyrauj^ si§ kr6cej 
lob dtuiej, stosownie do swej trwatoSci; st^d i stopnie r6ine poj^tej 
tak nieSmiertelnoik^i : znakomite ptody duchowe s^ »dzie6mi pi^kniej- 
szemi i niedmiertelniejszemi*, nii zwykte potomstwo; pami^6 Homera 
i Hezyoda albo Likurya i Solona b^dzie przez dzieta ich nie^mierteln^^^ 
Flaton nie daje nigdzie w dalszym ci^gu wyra^ie pozna6, ie si^ z te- 
ory^ t% nie zgadza, owszem wszelkie pozory zdaj^ si§ przemawia6 za 
tem, ie j% przyjmuje za swoj^ : Diotyma mieni j^ przenoSnie misteryami 
mHodci stopnia niiszego i poucza Sokratesa bezpoSrediiio potem o ta- 
jemnicach jej wyfezych i najwyiszych, koticz^cych si§ poznaniem idei 
pi^kna, jak gdyby to wszystko z jednego pnia nauki Platoiiskiej wyrosto 
i wi^zatO si^ w jedn§ organiczuQ cato^. 2^tan6wmy si§ jednak nad 
szczeg6I^mi jej rozumowania. »Gztowieka — m6wi — mieni si§ od lat 



*120 

dzieci^cych tymsamym, ai starcem zostanie, i cztowieka tego t% samii 
zowie si§ osob^, chociai nie posiada nigdy tychsamych cz^i sktado- 
wych : przecie4 on ustawicznie zmienia je na §wie4e, trac^c dawniejsze, 
czyto wtosy, czy cialo, czy koSci i krew i caty organizm. l nietylko co 
do ciala, ale i co do duszy, usposobieilia, zwyczaje, mniemania, ^dze, 
rozkosze, smutki, trwogi — wszystko to nie pozostaje nigdy w nikim 
niezmienne, ale jedno pojawia si§ a drugie ginie A co nad to dziwniej- 
sza jeszcze, 2e i wiadomoSci nietylko jedne powstaj^ a drugie nam 
nikn^ i nigdy pod tym takie wzgl^dem tymi saraymi nie jeste^my, ale 
ka^da nadto wiedza sama dla siebie tej samej ulega zmianie (iXXa %it 
(Aia exaffTTfj twv dztffriQixwv xatTbv waaxet). To bowiem, co (5wiczeniem si§ 
zowie, odbywa sig z powodu znikania naszej wiedzy — bo zapomnienie 
jest zniknieniem jej — a 6wiczenie si§ now^ znowu w miejsce znika- 
j^cej wdra^ i zachowuje j^ tak, ie si§ t% sam^ wydaje (&m tijv ownjv 
^oxelv elvat). W taki bowiem spos6b utrzymuje si§ wszelka istota §mier- 
telna — nie, iiby t% sam^ zawsze byte, jak b6stwo, ale przez to, ze 
ust^puj^c i starzej^c sig, drug^ tak^ mlod^ pozostawia, jak^ byla i sama 
Tak^ to spraw^, Sokratesie, co Smiertelne, udziat ma w nieSmiertehiosci, 
i cialo i wszystko inne, i inaczej dzia6 sig to nie moze« {TauiTj zft 

[XTQXa''^, w ZcDxpaTe^, ^vyjtov dL&x/affta? (jieT^et, xal a<5|JL« xat TiXXa xavrar 

iWvaTov hk dtXAY). 207 D— 203 B). Diotyma wi§c zaprzecza w slo- 
wach ostatnich bezwarunkowo nie^miertelnofci osobowej — a w okre- 
^leniu mitosci podanem przez ni^ miedcito si§ wtasnie jej uznanie — 
to zaprzeczenie ^zad na jakiejie spoczy wa podstawie ? Jestie to nauka 
Platona? Nie — to nauka szkoty Heraklita, opieraj^cej si$ o zasad§ 
ci^gtego wsz^dzie ruchu, zmiany i przepty wu. Platon nietylko nie wyzna- 
wal nigdy tej teoryi, ale w Kratylu iartuje sobie z tej »zakatarzonej« 
filozofii, krytykuje j^, a w Teetecie stanowczo odrzuca. Diotyma utrzy- 
muje, ^e kaida w szczeg6lno§ci wiedza ustawicznie si^ zmienia, ie przez 
<3wiczenie daje si§ wprawdzie zachowa6, ale zachowana ta wiedza wy- 
daje si§ tylko tq sam^, w rzeczywistoSci jest to wiedza nowa. Po- 
r6wnajmy2 twierdzenia te ze stowami Sokratesa w Kratylu. »Je^ii 
jednak wszystko si§ zmienia i nic niema statego, to niepodobna m6wi6 
nawet o poznaniu. ile mianowicie ono samo nie przestaje by6 tem, 
czem jest, jest zawsze niezmienne i pozostaje poznaniem; jeieh za^ 
sama ju^ istota jego zmienia si§, to staje si§ ono temsamem istot^inn^ 
i poznaniem nie jest; a jeieli dzieje si§ tak ustawicznie, to ustawicznie 
przestaje by6 poznaniem — i na takiej podstawie rozumowania nie 
istniafoby ani nic, coby mogfo mie6 poznanie, ani nic, coby mogfo by(3 
rzecz^ poznania« ('AXX' ohlk YvtSatv elvai ^ivai etxi;, u> RpoTiXs, cl jisr» 



121 

mr:» %dma yjprii^iMzaL %a\ [i.rfih [ki^zi, el p.ev y^p auib toOto^ i^ ^&ai^^ tou 
ffCiai^ 6ivat |i.T) |Ji€Taic{icTet, [jl^voi Te 5v del i^ yvwi^ xai ewj vvwai?" et 8^ xal 
olrrb To etSo^ pieTaRdcTei t^; y^^iaa&hK, S\t,OL t' div (AeTaicdcToi etj; dlXXo eTSo^ 
Yvuffecdc xal c6x 2v eTiQ Y^t^?:;* ei 81 dcet (jieraictirret, deei oh% dlv etv] Yvcoat^, xat 
bf. TouTou Tou X6you o8Te Tb Y^wadpLevov ouTe Tb Y^(i)ff3vja6|Ji.£vov (h str), — 
440 AB». Niepodobna wobec lego wygloszonej przez Diotymg leoryi 
uznawad za teoiy^ Platona — s^ to przekonania i pogl^dy nauce jego 
wprost przeciwne ; a zatem i opieraj^ca si§ na nich teorya niesmiertel- 
Qodci nie jest teory^ jego ani z ni^. powi^ad si§ nie da. I chociaibyi^my 
nigdy tych sprzeczno^ci wyja6ni6 sobie nie mieli, to raczej cai% sprawg 
pozostawimy nierozwiktan^, ale w ramy nauki Platona nie moiemy 
wtlacza6 doktryny, kt6rej wyznawc^ nigdy by6 nie m6gl. 

Jakiei zapatrywania pojawity si§ w tej mierze w czasach ostatnich? 

T. Gomperz nie uczynit ^dnej zgo2a wzmianki o poruszonych po* 

wytoj wqtpliwoSciach a o nieSmiertelnoSci duszy przygodn^ tylko podal 

uwag? — i to w dopiskach do rozdzialu o Fedrusie — oSwiadczaj^c 

kr6tko i stanowczo, 4e Platon nie uznaje w Sympozyonie nieSmiertelno^ci 

indywidualnej (Griechische Denker II. * p. 577). To samo uczynil jeszcze 

wczeSniej Lutostawski (0 pierwszych trzech tetralogiach dziel Pla- 

tona p. 134). Moina sobie to tylko wytI6maczy6 przypuszczeniem, ie 

obaj ci uczeni uznali nie§miertelno56, o kt6rej wzmianka jest na samym 

kodcu przem6wienia Diotymy, za nie^miertelno^6 w znaczeniu owem nie- 

wta^ciwera,iezatem my§lPlatonapoj§U w ten spos6b : rozmaitajesttrwalo§6 

ptod6w pozostalych po czlowieku ; jeieli doprowadzil do tego, ie wytworzyl 

prawdziw^ cnot§, to te dzieta jego b§d% stosunkowo najtrwalsze i czlo- 

wiek uzyska tei przez nie nieSmiertelno^6 stopnia najwyiszego — on 

sam zginie wprawdzie, ale dzieta jego b§dq utrzymywaly sig w ^wiecie 

dhiiej nii wszystkie inne. Ale chociaibySmy nawet nie zgodzili si§ na 

domysl, 4e Diotyma powraca w tych slowach do zaloienia poczqtko- 

wego, to mimo to miejsca tego rozumie6 tak nie moina. Bezpo^rednio 

przed tem powiedziane jest, ie cztowiek taki zostanie ulubiencem bog6w, 

a ca2a tradycya mityczna poswiadcza, 4e ci, kt6rych bogowie' otoczyli 

szczegdlniejsz^ swoj^ opiek^, task^ i mitoSci^, otrzymali od nich w darze 

nie^miertelno^d rzeczywistq — bogowie ich albo do grona swojego 

przyjgli, albo zapewnili im w inny spos6b iycie szczgdUwe na zawsze. 

Takimi byli np. Menelaos. Tithonos, Kleiton, Memnon, Ganymed i wielu 

innych. Platon nie m6gl stan%6 w sprzecznotei ze znan^ powszechnie 

tradycy^, nie m6gl zatem mie6 na mysli innej nieimiertelnoSci, jak 

tylko indywidualn^ Nie uwzgl^dnili tego ani Gomperz ani Lutostawski. 

Natorp usitaje w zawitem nieco rozumowaniu zaj^6 jakieS po- 



122 

^ednie stanowisko, ale sktania si^ widocznie ku temu samemn przeko- 
nanin, kiedy m6wi: >\m Gastmahl scheint die persOnliche Unsterblich- 
keit beinahe (!) preisgegeben« (Plato's Ideenlehre p. ti7 i 166 nst). 
Uznajqc wszystko, co m6wi Diotyma, za pogl^d Platona, wydal s^d po- 
towiczny. Horn tf6maczyt sobie zrazu sprzecznos6 chwiejnosci^ Platona 
(Platonstudien p. 278), ale w seryi drugiej swoich study6w utrzymuje 
bez iadnych jui zastrzeieii, ie w Sympozyonie porzucona jest mysl 
o niesmiertelno^ci osobowej a pojawia si§ natomiast teorya zupelnie 
odmienna: wszystkie cele ludzkich pragnieii §ci^gni§te s^ z wyiyn za- 
Swiatowych na ziemi§, tak, ie d^eniu do wiedzy, do szcz^Scia, a nawet 
do nieSmiertelnosci ju4 tutaj sta6 si? ma zadosy<5 : w Fedonie i Paiistwie 
powr6cil znowu Platon do nauki dawniejszej, znanej nam z Fedrusa 
i Menona. Czujejednak Hornbardzo iywo nieprawdopodobieAstwo takiej 
w Sympozyonie metamorfozy i zwrot ten w rozwoju my^li Platona 
raieni dwukrotnie nadzwyczajnym i niezwyklym (Eine ganz verftnderte 
und hOchst merkwlirdige Gestalt zeigt die Unsterblichkeitslehre 
im Gastmahl. — Diese Gedankenfolge, die man wohl als den merk- 
wtlrdigsten Abschnitt in der Entwickelung des platonischen Denkens 
bezeichnen darf i t. d.) Ale przyjmuj^c wszystkie pogl^dy Diotymy, jak 
to rozumieli i inni, za zdanie Platona, uczyni<5 inaczej nie m6gt; aieby 
zaS zmian§ przeciei w spos6b jakiS uzasadni6, chwyta si§ rozpaczliwej 
hipotezy, ie Sympozyon napisane zostaJo po SofiScie, ie >jedynie« roz- 
winigte w SofiScie poj§cie bytu moglo wplyn^6 na przewrot taki w umysle 
Platona! (Platonstudien, Neue Folge p. .410 nst.)^ Rohde nie moie sie 
pogodzi6 z mySl^, iihy Platon teory§ nieSmiertelnoSci poj§tej ze slano- 
wiska Heraklitowego przyjmowat za swoj^: argumentacya ta byla mu 
chwilowo dogodn^, ale my§le6 tak w iaden spos6b nie m6gt (Psydie 
II. ' p. 148 i 308). Dlaczego jednak Platonowi dogadzato zaj^cie takiego 
stanowiska w Sympozyonie, tego Rohde wcale nie tI6maczy i w cal^i 
spraw§ bliiej nie wchodzi. Ks. Pawlicki broni przeciw HorDOwinie- 
fimiertelno^ci indywidualnej, ale sprzecznoSci w pogl^dach Diotymy 
nie dostrzega (Historya filozofii greckiej 11 p. 358 nst.). Nie dostrzegt 
jej takie Joel, kt6ry sqdzi, ie Platon przyswajaj^c sobie leory§ obc^, 
wyst§puje poza granice jej i wfasnym poglqdem j^ uzupetnia (Der echte 
und der Xenophontische Sokrates II. p. 941 nst). donioslosci hipo- 
tezy jego b?dzie jeszcze poniiej mowa. 

Jak si§ okazuje zatem, wszyscy wymienieni autorowie z wyj^tkiem 
Joela upatrujft we wszystkiem^ co gtosi Diotyma, przekonania Platona. 
A czy Platon iadnej zgola nie zostawiJ nam w»kaz6wki w tej mierze, 
tihociai niei oswiadcza si§ nigdzie. przeciw zdaniom, kt6rych podziela6 ni^ 



123 

m6gl? — Eiedy Diotyma skoiiczyla wyw6d Sw6i o nie^miertelnotei, 
ogarn^o Sokratesa zdumienie (xal Iy<*> oofjo^ou; tov X6yov iiad^LMot) i zdr 
pyta2 siQ: »Dobrze to wszystko, Diotymo najm^drsza, ale czy tylko 
tak jest w istocie?* (208 B). C64 moglo by6 powodem tego zdumienia? 
Nie teorya Heraklitowa — byla ona znan^ wsp6tbiesiadnikom, jak zresz- 
t^ Swiadczy krytyka jednego jej wyrzeczenia przez Eryksymacha 
(187 AB) — ale zastosowanie jej do nieSraiertelnoSci ; bo Sokratesowi 
ntkwifa dobrze w pamiQci rozmowa, miana przed chwil^ z Diotym^: 
»— A zatem czy moiina tak wprost powiedzie6, ie ludzie dobro mi- 
Jpj^? — Moina. — A czy nie naleiy dodaci, ie miluj^ takie jego po- 
siadanie? — Naleiy. — A czy nietylko to doda<5 naleiy, ie mituj^ po- 
siadanie jego, ale i to, ie mih^j^ posiadanie dobra na zawsze ? — I to 
takie. — Odnosi sig zatem mito^, zbieraj^c wszystko razem, do posia- 
dania dobra na zawsze? — Najwi^ksz^ m6wisz prawdQc (206 A). 
Ateraz dowiaduje si§ od tejiesamej Diotymy, ie tych ludzi miluj^cych 
czeka zaw6d, bo ze ^mierci^ wszystko si§ dla nich koilczy. Wi§c Platon 
jest tutaj widocznie po stronie Sokratesa, a nie Diotymy. Na zapytanie 
zdumionego Sokratesa odpowiada potem Diotyma »jak sofi^ci z za*- 
wodu« (CxTxep ol T^Xeot (lOipiaTai) i m6wi o nie^miertelnej stawie, pozosta* 
J4cej po dokonaniu dziet znamienitych, daj^c za przyktad Homera, He^ 
zyoda, Likurga, Solona. Zauwaiyl trafnie Joel, ie por6wnanie z »sofi- 
stami z zawodu« bytoby bardzo niewtaSciwe, gdyby Diotyma przema^ 
wiata tutaj w imieniu Platona, gdyby zatem Platon sam siebie niejako 
zestawiat z sofistami — i ie styl jej w tem miejscu nosi na sobie wy* 
bitne pi^tno retoryki sofistycznej, znakomicie przez Platona wynadladowa^ 
nej. Ale Diotyma przypomina sofist6w, jak s^dz^, nietylko formutk^ 
oiyt^ na samym ' pocz^tku : «b^dsS o tem przekonany jak najg}§biej< 
(e3 t<j5t), nietylko stylem retorycznym, ale jeszcze wi^cej zachowanienl 
si( swojem i treSci^ odpowiedzi Zamiast wybada6 Sokratesa, co go tak 
zadziwito, i zda6 mu spraw^ ze swojego wywodu, kt6rego wyjasnienia 
bylby niezawodnie za^dal, nie mySli wcale wdawad si§ z nim w roz- 
praw^, do gfosu go nie dopuszcza i zaczyna w najlepsze rzecz rozpro* 
wadza6 dalej, nie posuwajfic jej bynajmniej naprz6d. Wszak^e Sokrates 
m6g) byt 1 teraz uczyni6 jej zarzut, ie mHo^ci owych poet6w i prawo-*- 
dawc6w nie stato si^ zado§6, ie d%iyli oni wprawdzie do celu, ale go 
ostatecznie nie osi^gn^li 

\Vskaz6wki te uboczne mog^ tylko utwierdzi6 nas w przekonaniu, 
ie je^li Platon i w tym ust§pie przez usta Diotymy nie przemaiwia od 
siebie, to tem mniej tam, gdzie na podstawie nauki szkoly Heraklita 
oparta jest teorya nieSmiertelno^ci nieosobowej. Jestto prawdopodobieA"- 



124 

stwo, kt6re staje si§ dla nas prawie koniecznym z premis danych wy- 
nikiem. Mniej jasnymi s^ nam powody, dla kt6rych Platon nie odpiera 
otwarcie twierdzeii zasadom swoim przeciwnych, dlaczego pozostawil 
wlasnej naszej domy^no^i trudne poniek^d rozgraniczenie mydli swoich 
wtasnych od obcych, dlaczego dwie tak rdine role przydzieli} tej^ samej 
Diotymie a zachowat pozory, jak gdyby to byla rola tylko jedna, co 
wreszcie za osobistosd kryje si§ pod mask^ pierwsz^. Pytania te t^cz^ 
si§ wprawdzie poSrednio tylko z tematem naszym, ale o ile w zwi%zku 
z nim pozostaj^, milczentem znpetnem pomin^6 ich nie mo^a, 

Co do polemiki najprz6d, to zaniechanie jej tI6maczy(3 sobie mo- 
iemy z jednej strony nkiadem i celem dmgiej cz§^ci dyalogu, z drugiej 
wzgl^dami na jego caJo^. Platon dal nam w Sympozyonie pierwszo- 
rz§dne arcydzielo poezyi i sztuki mimetycznej ; jeieli jest tam i tresci nau- 
kowa, to pomieSci{ jej tyle tylko i takiej, ile koniecznie pomiescid mn 
wypadto i kt6ra wigkszego napi^ia umyslu nie wymagata. Powaga rozprawy 
Scistej bytaby zamglila pogodne tito uczty swobodnej, dhiisza jej rozci^o^ 
psutaby harmoni^ caloSci a przez pobieiin^ wzmiankg jak%S nie zyska- 
libydmy nic wi§cej nad to, co i bez niej takte wyjaSnione byd moie. 
Z tem wszystkiem ufatwione jest zadanie nasze, gdzie jeszcze na tekscie 
oprze<5 si§ moiemy, albo odwolatf do innych znanych 2^6det; gorzej, 
ilekro6 znajdziemy si§ bez takiej pomocy i wypadnie si^ domniemywad 
szczeg6t6w, kt6re niogty by6 bardzo dobrze znane czytelnikom wsp6t- 
czesnym a dla nas na zawsze przepadty Platon pisz^c podobno prze- 
dewszystkiem dla najblizszych w akademii towarzyszy i przyjacidt, m6gt 
uiy6 cz^sto czyto zwrotu jakiegoS, czy por6wnania lub wyrazu, kt6ry 
m6wit sam za siebie obeznanym ze stosunkami towarzyskinii i litera- 
tur^ wsp6tczesn4, a dla nas pozostaje bez znaczenia; rozgraniczenie za- 
tem pomi§dzy myslami Platona a czyjemiS innemi bardzo jest ntmdnioae, 
gdzie w^pliwo^i jakied zachodzi6 mog^. Moie Jo^l za daleko posuwa 
8i§ w niekt6rych domystach swoich i zanadto Smiatemi postngiye af 
kombinacyami, ale kiedydmy jui zmuszeni do przypuszczenia, ie Dio- 
tyma na pocz^tku dtuiszych swoich przem6wieii podaje nie mySli Pla- 
tona, ale nauk§ mu obc^, hipoteza Jo6ia, ie osobisto^ci^ t^ jest Anty- 
stenes, jest ze wszech miar godnq uwagi. Stosunek Platona do Anty- 
Btenesa nie m6gt by6 nieprzyjaznym< bo obaj byli uczDiami najwie^ 
niejszymi tego samego mistrza; owszem wsp61nod6 tradycyi i zasad 
pewnych t^czyta ich bli^j, a chociai antagonizm spowodowany odmien- 
nym kierunkiem dr6g, jakiemi post^powali, miat si§ ujawni<3 wydaniem 
przez Antystenesa pisma »Sathon«, w kt6rem ubliiyt podobno Plato- 
nowi, to o Platonie wiadomo^ci takiej nie posiadamy. W dyalogach 



125 

swoich nie wymienia nazwiska jego nigdzie z wyj^tkiem Fedona; 
w Eutydemie i Teetecie polemizuje z jego nauk^ — a prawdopodobnie 
odnosz^ si§ i w innych dyalogach wzmianki niekt6re do niego — ale 
niema nsgmniejszego powodu do podejrzenia, teby niech^d jak^S gt^bsz^ 
przeclwko niemu iywit. wiele wyiszy od niego geniuszem, wychodzit 
zapewne zwyci§sko w oczach znawc6w z walki pismienniczej, ale nie- 
zawodnie czcit obok tego i szanowa) wielki i nieztomny charakter 
swego przeciwnika. Wtoienie w usta tejie samej Diotymy nauki jego 
i wtasnej miatoby zatem pewne swoje znaczenie, bytoby niejako przy- 
pomDieniem, co ich dot^d jeszcze jednoczy, i wskaz6wk^, gdzie prawdy 
szakac naleiy — jak gdyby m6wiJ: »Jedn^ iyjemy ray^l^ wprowadze- 
nia w ijcie zasad w spadku po mistrzu naszym odziedziczonych ; ale 
naaka przez ciebie podawana krytyki surowszej nie wytrzymuje, a obe- 
cnie czji tt6maczy istot^ mitodci i niedmiertelnoi§ci, o kt6rej rozpra- 
wiasz? MitoS6 twoja musi ze Smierci^ si§ koiiczy6, a w Smierci tej gi- 
nie i jednostka bezpowrotnie. GdybyS m6gl pod^6 w sfery wyisze 
i wnikn^^ w tajeronice m^droSci gl^bsze, przyznatbyd mi shisznoS6, ie 
tylko nauka o ideach do celu doprowadzi6 moie«. — Jo61 przypuszcza, 
ie w pismach Platona moJ;na odnale^ wiele pierwiastk6w nauki Anty- 
stenesa, ie w Sympozyonie przyjmuje j% w calosci za swoj^, rozszerza 
granice jej 1 w spos6b sw6j j^ uzupetnia. Nauka ta jest wedlug Jo^la 
stopniem, na kt6rym Platon staje i po kt6ryni wyiej wst^puje. Krytyka 
dzieta jego wykaie kiedyiS, ile w tem wszystkiem moie by6 prawdy — 
co do Sympozyonu jednak wypadnie stanowczo sprzeciwi6 si§ Joelowi, 
izby Platon zuiytkowan^ przez Antystenesa teoryg szkoly Heraklita 
wcieli6 mial takie do swojej nauki. M6gl przej^ inne jego twierdzenia, 
rozwin^6 je po swojemu lub form? im nada6 lepsz^, ale zasady ci^gtego 
we wszystkiera ruchu i zraiany nie przejql nigdy i zgodzi6 si§ z ni^ 
nie m6gl. 

Ale cokolwiek stanie sig z hipotez^ Jo6la, zagadnienia naszego nie 
dotyka to bezpoSrednio. WykazaliSmy, ie osobisto§6 ostoni§ta dla nas 
tajemnicq przez Platcna — czy ni^ b§dzie Antystenes, czy ktokol- 
wiek inny — gtosi teory? nie^miertelnoSci, kt6ra nie jest teory^ Pla- 
tona. ie zatem w Sympozyonie niema zaprzeczenia nieSmiertelno^ci in- 
dywidualnej; przeciwnie, zbadanie treSci w drugiej czgSci dyalogu 
stwierdza j% poSrednio. Okazuje si§ stqd, ie Platon nie zaj^ w Sympo- 
zyonie iadnego wyj^tkowego co do niej stanowiska i ie niema ^dnego 
powodu do przypuszczania tak wielkiego w jego zapatrywaniach przewrota* 

Krakiiw. 



m.l 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m. 

m., 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m.i 

m, 

m.. 

m.i 

m, 

m. 

i«* 

m. 



m 



S'|;' 

^ i;' 
s'|;' 

S'|:' 

lil: 

15; li: 
S'!s:; 
i5'f ' 



i5'!l; 



i5;|;; 
!5'|;' 
J5'f ' 



1:3 



J>' 



Im 



Im 



Im 



■k 




^ ■^i 



► ■< 



► ■< 



► -4 



)^ ^ 



\>^ 



^ ^l 






•^l 



► ^ 



:^ 



► ■* 



► 4 



■^3 



^ 4 



a 



► ^ 



c^ 



► •4 



t1 



► ^ 



r3 



»4i 



'*^*==2|^ 



•,»^r 






•^^^. 



»•> » 



P^ieszj, 



osci^ 



*"< 



^**^.. 






► -4 



i*- 4 



[¥■ <4i 



► -4 



► <«! 



► * 



» 4i 



»-^s 



t: 



N 



-•« 



i»ua>» 






^^tJkW 



^^i 



l^ *** 



-i>ok,,7.fjem ^. 



.««I».'' 






► 4 



► 4 



► 4 



► 4 



► 4 



► 4 



► 4 



127 

iieks^a byfa jui faktem dokonanym (rozumie si§: w ogdlnosci, pomija- 

Wnowotwory fleksyjne, p6iniej powstaie) Ot6i wszyslkie badania 

Krainatyki por6wnawczej i wszelkie jej konstrukcye na podstawie fak- 

^^, dostarczonych przez j§zyki historyczne, docieraj^ jako do ostatecz- 

^^go i dost^pnego jej punktu: do praj^zyka o budowie fleksyjnej. 

^ poza tq granic^ byto, nieznane nam, do tego drodk6w nie mog^ 

do&iarczy6 nam badania por6wnawcze. Dlatego tei zupelnie sJusznie 

ze swego stanowiska gramatyka por6wnawcza uchyla si^ od odpowiedzi 

na tego rodzaju pytania, na tzw. pytania glotogoniczne. Ale pyta- 

^^e, czy gramatyka wog61e, jako umiej§tnoS6 rozleglejsza, moie pozosta6 

^a tem samem stanowisku, na stanowisku wyt^cznego sceptycyzmu ? 

oprawa ma si§ tu podobnie jak w naukach przyrodniczych, kt6re nie 

ograniczaj^ si§ wyt^cznie do konstatowania i opisania pewnej liczby 

gatunk6w istot organicznych, lecz usiluj^ przedrze6 si§ do epoki powsta- 

wania owych gatunk6w, z obserwacyi nam znanych. Ot6i i j^zykoznawstwo 

znajduje sig w tem samem poto^eniu i od niego ^dajs^ odpowiedzi na 

zawite pytanie, jak powstaly znane formy wyraz6w w naszych i§zy- 

kach. Aby m6dz na to odpowiedzied, gramatyka uwzgl§dni6 musi dwie 

okolicznoSci : 1) pewne Slady stosunk6w przedfleksyjnych, zacho- 

wanych jeszcze tu i 6wdzie w faktach jgzykowych epoki fleksyjnej ■— 

^ \ak\e na szcz§Scie s% jeszcze dosy6 liczne; 2) stosunki j§zyk6w innych 

TUemdo europejskich, — a wigc ucieka6 sig trzeba w tym wypadku, 

]ak nieraz i w innych naukach indukcyjnych, do wniosk6w z analogii. 

Teorye fleksyjne, zbudowane dawniej na tej podstawie, nie zdolaty 

qednaii sobie og61nego uznania. Mamy tu na mySli teory§ aglutynacyjn^ 

Boppa, tw6rcy gramatyki por6wnawczej, i teory§ adaptacyjn^ Alf. Lud- 

wiga (pomijamy tutaj fantastyczne zgola pomysly Fryd. Schlegla i West- 

phala, znane pod nazw^ >teoryi ewolucyjnej«, o kt6rych najfatwiej 

poiDformowa6 si^ mo^na w dzietku Delbrficka »Einleitung in das 

Sprachstudium*). Co gtownie przyczynilo si§ do zdyskredytowania tych 

^^^i, to nie tyle ich skrajna wyI^cznoS6, uznaj^ca w tworzeniu sig 

/orm jfleksyjnych tylko jedn^ zasad^, albo aglutynacyi, albo adaptacyi, 

Podczas gdy prawdopodobnie (ych zasad byio wigcej — jak raczej 

WJKTQig ^ okoliczno^, ie zar6wno Bopp (i jego zwolennicy, np. Cur- 

^^^) jak i Ludwig w swych konstrukcyach nie wiele zwaiaii na prawa 

f^^^iowe, ie przyjmowali tego rodzaju zmiany i przeobraienia fone- 

j <^e, ki^rycb niczem nie zdoiali udowodni6. 

^ifc DSLJpierw co sig tyczy teoryi aglutynacyjnej Boppa, kt6ra 

j^^ dftigi CZB3 cieszyta si§ prawie og61nem uznaniem, to podiug niej 

^^ ^a siQ w spos6b nast^pig^cy. W epoce przedfleksyjnej mowa 



128 

indo-earopejska skfodala sig z samych pierwiastk6w jedDOZgtoskowych, 
a zatem pierwiastek stanowit wyraz praj§zyka owej doby. Bopp odr6i- 
niat dwie klasy pierwiastkdw : pierwiastki stowne i zaimkowe (podhig 
innych: »orzekaj%ce< i >wskazuj^ce«); pierwsze wyraialy czynnos6albo 
istnienie, i z nich rozwin^Iy si§ p6iniej imiona i stowa (nomina-verba), 
drugie za^ oznaczaly r6ine stosnnki tych pierwiastk6w slownych (kt6reby 
lepiej nazwa6 moina pierwiastkami »materyalnymi«) do siebie i do 
osoby m^wi^cego; z nich wyszty zaimki, przyimki i partykuty (moinaby 
je dlatego nazwa6 pierwiastkami >formalnymi«). Przyktad na pierwia- 
stek slowny czyli materyalny: *bher- (podajemy wokalizm podtug zapa- 
trywaii obecnie panuj^cych; za czas6w Boppa i p6iniej jeszcze woka- 
lizm przyjmowano w postaci staroindyjskiej : *bhar-), to *bher- c)zna- 
czato zar6wno czynno^, jak wskazuje urobione od niego slowo: s. 
bhArati, gr. fepw, etc. — jakotei osob§ dzialaj^c^ lub tei przedmiot 
czynnoSci (nomen actionis): gr. (p6po<; »danina«, s. bhdras »zdobycz<, 
»zysk«. Przyktad na pierwiastek zaimkowy czyli formalny: *to-, z niego 
rozwin^y si^ formy zaimka wskazuj^cego : gr. x6v etc., s. tam etc, l. 
is-tum etc, i partykuty wskazuj^ce: s. t&-tas »stamt4d«, «sk^d», t. tmn 
(to-m), stow. tuda, pol. tgdy (= s. tadi, lit. tadi). Z pol^czenia pier- 
wiastk6w stownych z formalnymi powstaia tedy podtag Boppa fleksya, 
a mianowicie z pot^czenia pierwiastk6w stownych z pierwiastkami za- 
imk6w wskazuj^cych powstaty formy dekhnacyjne: nom sg. J. p^s 
z V" ped- (cf. s. p^-ya-ti »przychodzi«) i z V so (w s. sa, gr. 5 
etc); z poJ^czenia za^ tych samych pierwiastk6w stownych z zaimkami 
osobowymi powstaty formy konjugacyjne: gr. t\[Li z *es-mi, gdzie -mi 
wynikto z pierwotnego *me- w gr. I|jl^ etc. Tak samo zgloski tema- 
tyczne, zar6wno deklinacyjne jak i konjugacyjne, powstaly z takich 
pierwiastk6w zaimkowych: samogloska tematyoena e/o- w deklinacyi 
i konjugacyi powstata z pierwiastka zaimkowego: e-, zawartego w skr. 
a-sdu >6w«, gr. i-xeTvo(; etc W og6lno§ci teorya ta przedstawia pewue 
prawdopodobieiistwo, przemawia za ni^ np. podobieiistwo niekt6rych 
koiic6wek osobowych slowa do temat6w zaimk6w osobowych: -mi do 
4-jii, 1. pl.-mes (dor. (psps-pLsi;) do Ut. mes »my«, koiic6wka 2. sg. imper. 
med. *-syo (s. bhara-sva, gr. <pipou z *9eps-7-o do tematu zaimka zwrot- 
nego *sijo- w I. sui, suus, stow. svoj, s. svas. Dalej popiera t§ teory? 
analogia innych j§zyk6w, np. semickich i uralo-altajskich, gdzie w kofi- 
c6wkach konjugacyjnych nie trudno dopatrzyd si§ element6w zaimko- 
wych. Jednakowoi gdy sig chce udowodni6 to na catym materyale 
fleksyjnym, nasuwaj^ si^ trudnoi^ci nieprzezwyci^ne. Jui np. koiic6wka 
2. sg. -si nie da sig wyprowadzi6 od tematu zaimka 2. sg. tve- w gr.. 



129 

52, s. tva) ; gorzej jeszcze z koiic6wkami medyalnemi i t d. Dodad trzeba 
jeszcze, ie Bopp w przyrostkach tematycznych upatrywat nie tylko pier- 
wiastki zaimkowe, ale r6wniei i pierwiastki slowne, np. w « aorystu 
widzial szcz^tek V" es- >by6«, w zglosce perf. laciiiskiego -vi, -ui 
(delevi, monui) — V" bhn-, polqczony z pierwiastkiem stownym; je- 
dnak p6^niejsze badania okazaly, 4e to nowotwory specyalnie j§zyka 
facinskiego, przy kt6rych przeciei: trudno my§le6 o Iq.czeniu si§ nowych 
element6w j^zykowych z pierwiastkiem (obecnie przewaia zdanie o zwiqz- 
ku etymologicznym tych perfekt6w laciiiskich z perf. s. dadiu etc). 
Pomijamy tutaj trudnos6 glosowniow^ : przemian§ pierwotnego bh w te- 
cinskiem na v-; z lakich trudnosci Bopp nie zdawal sobie jeszcze 
sprawy. 

Nie dziw tedy, ie teorya aglutynacyjna nie mogfa wszystkich za- 
dowoli6 i ie zacz^to ogl^da6 sig za innymi sposobami tI6maczenia po- 
wstania fleksyi. Najoryginalniejszq byla pod6wczas teorya adaptacyjna 
Alf, Ludwiga. 

Ludwig, wielki znawca literatury wedyjskiej i komentator Bygwedy, 
ntrzymuje, ie nie masz wlaSciwie ^cistej r6inicy mi^dzy przyrostkami 
tematycznymi a koiic6wkami fleksyjnemi, ie wlaSciwie w praj§zyku 
(w dobie przedfleksyjnej) istnialy tylko tematy, a w dalszem stadyum 
rozwoju j§zyka, kiedy zacz^to uczuwa6 potrzeb? osobnych wyktadnik6w 
formalnych dla wyraienia r64nyeh stosunk6w pojg6 do siebie i do 
czynnotei slowa, z koiic6wek tematycznych rozwin§ly si§ koiic6wki 
fleksyjne, adaptuj^c si§ pod wzglgdem d^wi^kowym do zaimk6w oso- 
bowych. Wigc to, co obecnie nazywamy deklinacy^ jakiegoS imienia, 
to wia^iwie szereg temat6w imiennych, kt6rych zakoiiczeniom z bie- 
giem czasn podsuni^to znaczenie koiic6wek deklinacyjnych, odpowiednio 
do nowo powstatej potrzeby wyraiania r6inycii wzgl§d6w gramatycz- 
nych (miejsca czynnosci: locativus, punktu wyj^cia czynnoSci: abla- 
tivus, celu: dativus», — a to, co obecnie sig nazywa konjugacy^ jakiego 
sJovva, to znowu szereg temat6w sJtownych, kt6rych zakonczeniom pod- 
sunigto znaczenie os6b czynno^i, adaptuj^c je formalnie do ju4 istnie- 
j^cych zaimk6w osobowych. A wigc podobieiistwo, kt6re istotnie zacho- 
dzi mi§dzy koiic6wkami osobowemi, a zaimkami osobowymi, jest czemS 
przypadkowem, uzyskanem w »walce o byt« r6inych form tema- 
tycznych (to slaba strona teoryi, kt6ra ucieka6 si? musi do przypadku). 
Opiera si§ ta hypoteza Ludwiga na pewnych wfe^ciwoSciach dyalektu 
wedyjskiego. 

Tu rzeczywi&jie czasami koiic6wki osobowe pomieszane ze sobq, 
np. zamiast koiic6wki 3 sg. medii -te wyst^puje nierzadko koiic6wka 

9 



130 

1 sg. medii -e: bruv^ zamiast brat^ (od V ~ bra- »m6wJ6«), ^aye za- 
miast s^te (od V" ^»- »Ieie6«), ^nyv^ = Srnute (od \/~ sm- >stysze60 
i t. d., podobnie jak we wszystkich epokach j§zyka staroindyjskiego 
3. sg. med. perf. = 1. sg.: bubudh^ (1. i 3. sg. med. perf.), odmiennie 
jak w greczys&nie: ic^rj<7piai : ic£icuoTai. Dalej koiic6wka 2. sg. ind. -si po- 
jawia si§ ze znaczeniem 2. sg. imptT.: n^si = naya (od V~ ^'" ^P^' 
wadzi6«), y&ksi = klasycznemu yaja (od yaj- >ofiarowa6<), 5r6«i = 
klas. dri)iu etc. — a zatem pomieszane tryby. Na tem wi§c opart L. 
twierdzenie swoje, ie w og61e pierwotnie te tzw. koiic6wki osobowe nie 
byly przywi^ne do jakiejS pewnej osoby, lecz stanowiJy koniec tema- 
t6w slownych, oboj§tnych na wzgl§dy gramatyczne; z czasem dopiero 
pod wptywem zaimk6w osobowych ustality si^ pewne koiic6wki zezna- 
czeniem os6b i liczb. Te tematy slowne stanowity zatem podhig L. ro- 
dzaj bezokolicznik6w czyli imion czynnoSci — »nomina actionis*. Wia- 
domo, 4e w dyalekcie wedyjskim (podobnie jak i w j§zyku Awesty) 
bezokolicznik ma nader r6^e zakoticzenia, -i: drSi »widzie<3<, budhi 
»czuwa6«; e (= -ai): drSe, di^e >pokaza6«, = l. agl, gr. x^^S Ivrpui; 
od temat6w na -s: jise »zwyci§iy6«, stuse «wielbi6« ; od tematdw na 
-as- (praj. -es-): bhirase »nieS6<; od temat6w na -u-: k&rtum »czynic«, 
bhartum »nies6« (te inf. na -tum zapanowaty wyt^cznie w j^zyku kla- 
sycznym); od temat6w na -a- (praj. o-): a-vocam »wzywa6«, a-sadam 
»usiq§6«; por. umbr. erom »esse«, osk. ezum. Zwykle uwaza si§ te inf . 
za przypadki uboczne jakiegoS iraienia czynnoSci, mianowicie inf. z kori- 
c6wk^ -i za loc, z koilc6wk^ -^ (= ai) za dat., z koiic6wk^ -tura, -am 
(praj. -om) za loc. i t. d. Podtug L. zaS byty to po prostu jakies te- 
maty pierwotne, ze znaczeniem czynnosci wprost, zreszt^ ani tematy 
stowne, ani iraienne: nadto trzeba doda6, ie uczony ten owe r62ne za- 
koiicenia: i, T\ am etc. wywodzi od jednego przyrostka, przyjmuj^c takie 
zmiany gtosowniowe, kt6rych nauka zgota nie uznaje. 

Z tych zakoiiczeii wi§c L. wyprowadza koiic6wki osobowe stowa 
i koAc6wki przypadkowe imienia: -i koiic6wka loc. sg. (s. padi, gr. 
•rco^i, t. pede;) — a w konjugacyi koiic6wka 1. i 3. sg. medii (pass.) 
czas6w historycznych s ddvisi (od dvis- »nienawidzi6€), ^padi (od pad- 
»przybywa6«); z zakoiiczenia -e (-ai) wyprowadza koiic6wkg dat. sg. s. 
pad^, t. pedl, st. nebesi, i zarazem koiic6wk$ 1 . (i 3.) sg. medii czas6w gt6- 
wnych: s. bhare, bubudhiS, t. vidi (kt6re przybrato w tacinie drugorz^ 
dnie znaczenie czynne^. 

Pogl^dy Ludwiga, jakkolwiek w niekt6rych wypadkach znajduj^ 
poparcie w pewnych faktach jgzykowych (np. 2. pl. pass. w t. legimini 
rzeczywi^cie przedstawia temat imienny, tj. inf. wci%gni§ty w zakres 



131 

koqugacyi, prawdopodobnie dat sg. tematu imiennego na -men-, por. 
gr. IBiuvai = s. vidm&ne, do kt6rego istnieje jeszcze nomen vidm^n- 
>uwaga«) — jednak w tej rozci^gtosci, jakto L. przyjmuje, nie dadz^ si§ 
iitrzyma(5 *). Wspominamy o tej hypotezie gt6wnie z tego powodu, po- 
niewaz niedawno podj^ J4 na nowo H. Hirt w rozp. »Cber den Ur- 
sprung der Verbalflexion im Indogermanischen« Id. For. t XVII. 

Hirt wychodzi z trafnego spostrzeienia, ie elementa formalne kon- 
jugacyi, zar6wno tematyczne jak i fleksyjne (koiic6wki osobowe) napo- 
lykamy r6wnie2 w deklinacyi imienia (i to trzeba doda6, ie w dekli- 
nacyi liczba ich o wiele znaczniejsza). I tak w zakresie temat6w, pomi- 
jaj^c jxd tzw. samogtosk^ tematyczn^ o/e-: ?6ps-c, 95pe, fipo-[jLfcv, <p^p€-Te 
(tutaj przypominamy dalsze podobieiistwo : istnienie deklinacyi sp6tgto- 
skowej: icoo-t, i konjugacyi nietematycznej : el-iAt) — wszystkie inne przy- 
rostki tematyczne stowa odnajdujemy znowu w zakresie temat6w imien- 
nych. I tak nos6wke -n- jako wrostek (mfixum) st6w klasy 7. indyjskiej : 
V" bhid- 1. sg. bhi-ni-d-mi, 1. pl. bhind-mis, t. findo (fid-i), scindo 
(scid-i), st. sgd^: inf. s^sti; jako przyrostek kiasy 9. indyjskiej -na-: 
krl-ni-ti »kupuje« (= gr. icpia<i.&at), albo w gr. 8a|i.vrrH.i, -va-[A6v obok 
Biixib), t. domare, s d&myati >poskramia«. T§ sam^ nos6wk§ znajdu- 
jemy znowu jako przyrostek temat6w imiennych: gr. tiic-vo-? (s. sv4p- 
na-s, t. somnus z *svep-no-s, do stowa s. svipi-ti »spi€. 2. Przyrostek 
ie-/j[o- w konjugacyi (klasa 4. indyjska): p&S-ya-ti, t. specio, w gr. ^atvw 
z ^^oTh-ua^ w st. 2. sg. piSeSi z *pis-j[e-Si ; jako przyrostek temat6w imien- 
nych: frfio-?, s. yaj-ya-s »venerandus« ; s. pltr-ya-s, gr. iciTptoi;, t. medius, 
st. meida, pol. miedza z *medio , j[a-. 3. Przyrostek -skho- e- (sqho-, sqo-) 
w temataxjh imiennych: PoaxVj »pasza«, ^oaxcs »paslerz« ; staro-g6rno- 
niem. forsca. = nowo-niem. »Forschung€. s. prcchi »pytanie«; ten 
sam przyrostek w temacie stownym: s. prcchdti, t. posco = *porc-sco, 
praj. *prk-skho- (forma normalna zgtoski pierwiastkowej *prek- 
w t. precor, cf. proc-us, st. prositi, s. pra6-n4s »pytanie«). Rozpowsze- 
chnit si§ ten przyrostek gt6wnie w gr. i t. w stowach poczynaj^cych 
(incohat : -pQpitjxo), conticesco, a nadto w gr. w wyrazach zdrobniatych : 
veaviffxo^; w stow. jako przyrostek przym. bo^Tsku, d^tlsku. 

4. Przyrostek -s, -es, -as- temat6w imiennych odnajdujemy znowu 
w konjugacyi jako charakter tematu aor. (i futur.j TJSea = s. Avedisam, 
ppaj. *6-veid-8s-m, formacya podobna do tematu imiennego: xpeac, s 
kravis, praj. ^kre^-es-. 

Z tych i tyra podobnych fakt6w wy wnioskowa6 wolno, ie t e m a t y 
stowne poiegaj^ na tematach imiennych, czyli ie ostatnie 
S4 podstaw^ konjugacyi stowa; spostrze^enie to popieraj^ fakta, wyst^- 



132 

puj^ce w j^zykach innych szczep6w (nieindo-europejskich). Hirt jednak 
idzie dalej i utrzymuje, ie i koiic6wki osobowe w konjugacyi slowa 
powstaJy z zakoiiczeii temat6w imiennych, co nie wydaje nam si§ prawdo- 
podobnem fprzypominamy analogiczne twierdzenie Ludwiga). H przed- 
stawia ten proces w spos6b nast§puj^cy. Najprz6d poddaje rozbiorowi 
formy przypadkowe imienia i wyr6inia w nich nast§puj^ce trzy war- 
stwy: 1) pewna liczba przypadk6w nie posiada wog61e cechy fleksyjnej, 
czyU przedstawia czysty temat — albo, jak H. (za przykJadem Boht- 
lingka) nazywa: casus indefinitus; jestto najdawniejsza warstwa, 
pochodzqca z owej doby, kiedy jeszcze wog61e nie byto wykladnik6w 
formalnych dla wzglgd6w gramatycznych. 

Tu nalei^: nom. sg. tych wyraz6w, kt6re i w czasach historycz- 
nych rozwoju jgzyka obchodzq si§ bez -s (Bopp i jego zwolennicy, 
gI6wnie Schleicher, przypuszczali tutaj odpadni^ie koiic6wki przypadko- 
wej): temata ieiiskie na a-, gr. x*»>P«» '• terra, sl. r^a etc; temata 
sp6Igtoskowe na men-, er- etc., jak tcoiixt^v, iIIysplidv, homo, kamy, — ivt^s, 
s. na (acc. nar-am), pater, s. pitS (acc. pitdr-am), sl. mati (gen. mater-e)» 
na s : s durminas, gr. Juapievi^^;, t. degener. Dalej wszystkie temata nijakie, 
z wyjqtkiem temat6w ua o-: tcoXu, goc. filu, s. puni, t genu. 

Ten sam *casus indefinitus* przedstawiaj^ locativy wedyjskie bez 
koiic6wki (w innych jgzykach tylko jako bezokoliczniki lub przysKwki 
uiywane) : murdhdn = klas. mulrdhAni »w czaszce* ; karman = kir- 
mani »w czynie* etc. Por. gr. inf. tSfxsv, adv. aUv: aiwv. To samo tyczy 
si§ loc. temat6w na i-, u-: wedyjskie agnft od nom. agnl-s (klasyczn? 
loc. agnau analogiczny) z *agnai, por. goc. (dat) anstai od ansts >}aska«, 
moie i sJow loc. ogni, s. slinSu od sunti-s, st synu z praj. ^iineu, l 
senatii. W koiicu voc. sg. l^z-^e, eque, vlu6e etc, . ^gni^, ogni, xiXi ; te- 
mata na u-: suno, synu. Gdzie voc. koiiczy si§ na -s, jak nominativus, 
tam jestto objaw p6^niejszy. Ta sama formacya pojawia si§ takie jako 
pierwsza cz§^6 wyraz6w zloionych: olxc-Yevi^^, w kt6rych to cixc- raia/o, 
jak si§ zdaje, znac^ienie miejsca. Z tego wida6, ie ten »casus indefini- 
tus« byt wszystkiera i niczem, czyli po prostu temat m6gl wszyslkie 
wzglgdy wyraia6. Czy koniecznem zatem byto wprowadzad nowy ter- 
min, kiedy dawniejszy »temat« w ten sam spos6b pojmowano, to inne 
pytanie. 

Drug^ warstw§ podhig H. stanowi^ te formy przypadkowe, 
w kt6rych do cas. indef. (czyli do tematu) przyst^pHy jakieS elemenla 
okreSlaj^ce, determinaty wne ; w tych dawniej upatrywano pierwiastki 
zaimkowe, w nowszycb czasach za§ jakie^ partykuJy, moie ze znacze- 
niem miejsca; s^ to: koiic6wka loc -i i dat. -ai (ostatnia zdaje si? by6 



133 

tylko wymian^ samogtoskow^ tamtej); to -i bylo partykut^ ze znacze* 
DJem miejsca, zawart^ np. w przyst6wkach polskich : wczora-j obok 
dawniejszego : wczora, totaj, ludowe: tamoj (H. przypuszcza, 4e jest 
identyczne z gr. cC»to9i, jednak tu I dhigie). Oi6i takie formy, jak loc. 
s. mardhani, padf, gr. xsSi (przybrato drugorz§dnie znaczenie dativu), t. 
pede z ^pedT, powstaty z dawniejszego cas. indef. mordh&n etc. za 
dodaniem partykuty wskazuj^cej : i, i to w6wczas, kiedy cas. indef. jui 
nie wystarczat w poczuciu m6wi^cych i zacz^to szukac^ formalnych wy- 
UadDik6w dla wyraienia tego wzgl§du gramatycznego. Tak samo po- 
wslaty loc. gr. cixoi, tj. ctxc-i obok dawniejszego *oixo w oixc-y£vi4c, l 
Romae, s. a^ve itd. Trudniejsza sprawa z koiic6wkQ dati^u: -ai w gr. 
ixxci) z *iicico-3ti, y/opa z *xci)pa-ai itd ; por. s. pade = pad-e, z praj. 
*ped-4i — ie to s. -e oznacza pierwotne -ai, tego dowodz^ inf. gr. 
rB|«v-ai = s. vidm4n-p, Bouvai z *8oF£va', por. s. davane, albo dativy 
utworzone ze zgtoski pierwiastkowej, np. inf. (wedyjski) dfSe, dHe, t. 
agi, gr. IvsYxa'. Trudno§6 jest pod wzgl§dem sktadniowym, gdyi obecnie 
kwestyoniu'4 rzekom^ pierwotn^ natur§ lokatywn^ tego przypadka 
(Delbrflck). 

Uwaga. Hu*t pomin^ wainy, naszem zdaniem, fakt, ie samogtoska 
i odgrywa jeszcze znaczn^ rol^ w zakodczeniach deklinacyjnych, zwtaszcza 
w deklinacyi zaimkowej, gdzie gt6wnie pojawia si§ w liczbie mnogiej : 
Dom. pl. gr. To{, s. te, t. is-ti, sl. ti, lit. t8, praj. *toi; — dat. pl. 
s. te-bhyas, st. t^-mii, lit. tS-ms (w lit. stow. wprawdzie inny przyro- 
stek, ale to i charakterystyczne tak samo wyst^puje, jak w sauskrycie); 
— ^instr. pl. s. tais, gr. toT? (dwugtoska skr6cona , t. is- tis; — loc. pl. 
s. te- su, gr. Totai, sl. t6-chii, Doda6 trzeba ten szczeg6t, ie w deklina- 
eyi temat6w rzeczownikowych na o- to « w przewa^nej liczbie j^zyk6w 
r6wDie£ si^ pojawia: nom. pL gr. Ttzzoi, t. equi, iit. vilkai, stow. vltlci 
(Datomiast nieznane w s. iSvas, goc. wuifos) ; tak samo w instr., dat., 
i loc.: a^vais, KtTcoi^, equls, vilkais, vluky (y==ois); — ^vebhyas (w innych 
Dieznane); — ASvesu, kwowji, vliic^chii. Zdaje si§, ie punkt wyj^cia 
stanowita deklinacya zairakowa, podtug kt6rej uformowaty si§ odpo- 
wiednie przypadki deklinacyi rzeczownikowej. Nalei^o wi§e, zdanieni 
naszem, podda6 analizie tg deklinacy§ zaimkow^ (H. analizuje tylko 
deklinacyf zaimk6w osobowych) i wyjasni6 znaczenie tego elementu do- 
dalkowego. Zdsge aig, ie jest on identyczny z partykul^ i wyiej wynaie-:. 
DioD^, albo tei moie z pierwiastkiem zaimkowym i- w t. is, goc. is = 
Biem. er, at. i-ite, lit. jia, s ay-toi »ten<. W teu spos6b wytt6maczy6by 
Wim taki nom. pl. *toi jako: to-i »ten i ten< = ci; z powodu tego 



134 

tei to i tak charakterystycznie wyst§puje w 1. mn. (w 1. poj. tylko 
w instr. tena, i podhig tej analogii w dekl. rzeczownikowej : asvena). 

Dnigqi tak^ formacy^, polegaj^c^ na zloievnu (aglutynacyi), przed- 
stawiaJ4 te przypadki, w kt6rych wyst^pige element -bhi, zdaje si$ 
spokrewniony z przyimkiem s. abhi »do, kn«, stow. obii, t. ob- etc- 
Element, rozmaicie rozszerzony, stat si§ podstaw^ koilcdwek instr., dat' 
i abl. plur. w s. -bhis: pad-bhfs, dat abl. pad-bhyds, i moie instr. dat 
abi. dualis: pad^bhyim. Tak samo w gr. (hom.) npi, kt6re oznacza instr. 
abl. loc., oboj§tne zai jest na znaczenie liczby, a zatem przedstawia, 
jak H. mniema, starsz^ fazQ w rozwoju deklinacyi, por takie 3£S9t, 
epePeorf i, dcY^XiQf t. W t. wystgpuje ten element w koiic6wce dat abi. plur. 
-bus: Tocibus, filiabus. W sing. to bhi wyst^puje w dat. zaimka oso- 
bbwego: s. tiibhyam, l. tibi, sl. tebft. 

Trzeci^ warstw^ reprezentuj^ przypadki z elementem charak- 
terystycznym: -m (albo samo -m, albo rozszerzone przez dodanie innych 
diwi§k6w) i -s. Tu nalei^ acc sg. servo-m, ped-em, tinco-v, w6^a, asva-m, 
p&d-am — to znaczy : po samogtosce -m, po sp6Iglosce -m. Ten element 
H odnajduje jeszcze w instr. sl r^k^ (w innych j^zykach sprawa nie- 
pewna: lit. instr. rank^: gera-ja, vilkil: gerQ-iu. wskazuj^ jedynie na 
koiicowe pierwotne -a, -o; domniemane odpadni^cie jakiejd nos6wki 
niczem nie udowodnione) ; w dat. pL st. vlukomtl, lit. vilk^ms, starolit 
vilkamus; r6wnie2 w instr. pl. st. r^kami, lit rankomis. H. wnosi 
z okolicznosci, ie to -m (kt6re sprowadza do dawniejszego -mo, wzgl§- 
dnie -mos, to drugie w dat. pl. mo^iwe, tamto nie dowiedzione) 
wyst§puje w r6inych przypadkach — to, ie ono pierwotnie wog61e nie 
miato nic wsp61nego ze znaczeniem przypadku, czyli inaczej m^wi^c. ie 
to nie byt przyrostek fleksyjny, lecz tylko tematyczny, a mianowide 
identyczny z przyrostkiem -mo- imiestowu biernego, por. stow. yezomii, 
nesomii, lit. veiamas. Nadto H. powiktal t^ kwestyg jeszcze przez to, 
ie uwaia to -mo- za redukcy? przyrostka imiestowu biernego -meno-, 
por. gr. 9ep6pi6vc(;, s. bharamanas (opieraj^c si§ na przypuszczenin J. 
Schmidta, ie grupa pierwotna m+ n na stopniu redukcyi traci jedn^ 
nos6wk§, tak ie zostaje z niej m albo n); tak wi§c bytoby to -m 
reszt^ sufiksu tematycznego imiestowu biernego (naszem zdaniem nale- 
^o poprzesta6 na samem uto&amieniu z przyrostkiem -mo kt6ry prze- 
<Aei r6wnie^ urabia temat imiestowowy, i nie tworzyd bez potrzeby 
nowej hypotezy na prawidle niedowiedzionem). H. chciat widocznie opraei 
na tem dalsze przypuszczenie. mianowicie ie -n koiic6wki acc. pl -ns 
(por. gi\ dyal. X6yov(;) jest tego samego pochodzenia, co -m aoc sg., 
a zatem reszt^ przyrostka tematycznego -meno-; naszem zdaniem, zn- 



135 

petoie bez potrzeby, bo m6gl tg koiic6wk§ acc. pl. identyfikowa6 wprost 
z przyrostkiem imieslowu biernego -no-: si. nesenu, s. tirna- do tirati 
»przeprawia si§«, purnd- do piparti »napetnia« etc. Do postawienia tej 
hypotezy skloni* Hirta artykulik Uhlenbecka w t. XII. Id. F., w kt6rym 
uczony 6w dowodzi, ie pierwotnie w prajgzyku id-eur. nom. i acc. nie 
byJy przypadkami podmiotu i przedmiotu lecz tylko przypadkiem dzia- 
tacza i biernika: ^casus activus cas. pasaivus*, a wnosi to z tej oko- 
licznoSci, ie rodzaj jhijaki ma acc. = nom., por. s, purii, gr. 7:0X6, goc. 
filu, l genu, -— dalej zaS z tego, 4e w lematach na 0- nom. i acc. 
neutr. = acc. masc. : ncicov = Bwpov, co jest zrozuraialem, poniewai 
neutra pierwotnie oznaczaly wylqcznie istoty nieiyj^ce, kt6re z natury 
swojej nadawaly 3i$ tylko dla znaczenia biernika. 

W zdaniu: >6po» to Ipyovc i »10 Ipyov 6paTat« (pierwotnie znaczylo 
wyl^cznie: »widzi sig dzieto«) neutrum Ioyov w gruncie rzeczy jest 
zawsze biernikiem, czyli innemi slowy, ie pierwotnie neutra nie mogJy 
mie6 znaczenia »casus activusc; a 4e temata m§skie na 0- w acc. 
maj^ takie koiic6wk§ -m, to z tego wynika, ie to -m oznaczato zawsze, 
bez wzgl^du na rodzaj, »casus passivus* Dlaczego jednak m6wi si§: 
>dr;3pci>icoc 6paTai«, a nie: »av3pu)TCov« ? tego Uhlenbeck nie uwzgl§dnia, 
ani nie usiluje nawet wytl6maczy6, dlaczego : ^avS-pwTCov* zastqpiono przez : 
>av5po)^o;«. — Ot64 na tem opieraj^c si§, H. przypuszcza, ie to -ra 
(-mo-) rozwin^o sig z sufiksu tematycznego iraieslowu biernego, i tak 
samo -n w koiic6wce -ns acc pl., kt6re, jak wyiej powiedzieli^my, na- 
wet etymologicznie f^czy z owem -mo-. A ie ten sam element wystg- 
pnje r6wniei: w instr. i dat, zdaniera Hirta, pochodzi st^d, i^e i te dwa 
przypadki maj^wsobiecoS ze znaczenia biernika. Tu jednak nasuwaj^ si§ 
r6ine trudnosci skfodniowe, kt6re H. z lekkiera sercem porain^. Np. 
jdk pogodzi<3 to znaczenie bierne dativu z przypuszczonem przez niego 
samego znaczeniem miejscowem tego samego przypadka, por, wjiej 
wyw6d koiic6wki -ai dat i koiic6wki -i loc.? Albo jak wytI6raaczy6 
n^cie narz^dnika przy zwrotach biernych. gdzie z koniecznoSci instr. 
mnsi mie6 znaczenie dziatacza, casus activus (jednak niekt6rzy, jak np. 
Delbrtick, utrzymuj^, ie w tym ostatnim wypadku rozwinglo si§ to u4y- 
cie podtug analogii konstrukcyi czynnej: Sasydse v4cobhis >Iaudaris 
vocibus« podtug analogii s&rasati v&cobhis »iaudat vocibus«, por. VergL 
Synt L §• 123). W koiicu podnie^ naleiy jeszcze ten szczeg6tt ie ani 
Uhlenbeck ani Hirt nie usiiuj^ nawet pogodzid swojej hypotezy 
pierwotnem wyJ^cznem znaczeniu biernem neutr6w z nauk^ J. 
Schmidta, powszechnie przyjgtQ, ie rodzaj nijaki w jgzykach indo-euro- 
pejskich powstat wtasciwie z wyraz6w zbiorowych ieilskich, a zatem 



136 

akie wedyjskie neutrum plur. yuga (= klas yugSni), l iuga, goc. yuka, 
st. iga z koiicdwk^ a r6wna si^ formalnie nom. sg. f. x^^P^» ^^ ^ 
znaczy, ze iuga ild. pierwotnie byto femininum ze znaczeniem zbioro- 
wem w 1. poj. (st^d konstrukcya grecka: tG>^ Tauia rauffeiat, i tak samo 
w staroindyjskiem), a kiedy ze znaczenia zbiorowego rozwinglo sig zna- 
czenie liczby mnogiej, dorobiono nom sg. iugum itd. jako temat na o-, 
a wi§c temata na o- gen. neutr. s^ czem§ drugorz^dnem, genetyczoie 
nier6wnomiernem z tematami m§skimi na o-. 

Obok wymienionego cas. pass. z elementem m byt jeszcze casus 
a c t i y u s z elementem s, podtug H. nieznanego pochodzenia (Uhlenbeck, 
zgodnie z teory^ aglutynacyjn^ Boppa, widzi w tem s zaimek wskazn- 
j^cy praj. *so-, uiyty w sensie artykutu po rzeczowniku). Hirt utoisa- 

mia to -s z koric6wk^ abl. i gen. sg. temat6w sp6lgloskowych — — '■ 

6s '^ 

TCo5-<$;, ped-is, nebes-e(s), pad-As, praj, *ped- --; a opieraj^c sig na na- 

uce Streitberga o powstaniu stopnia wzdtuienia e, d w szeregu samo 
gtoski e, twierdzi, ie taki gen. abl. praj. ped^s etymologicznie identy- 

6s 
cznym jest z nom. sg. praj. *ped-s, pod-s. Dia wyja^nienia tych wywo- 
d6w przypominany, ie podlug obecnego stanu naszych wiadomoSci 
wymianie samogtoskowej tzw. szereg e (tzn. ze samoglosk^ e na 
stopniu normalnym, w kt6rym akcent spoczy wal na zgtosce odnosnej) 
przedstawia si§ w spos6b nast§puj^cy: 

1. stopieri normalny e — a) stopieri wzdtuiony e 

2. » z przegtosem o — b) » z przegtosemo 

3. » zaniku — 

Np. 1) St. norm. ta6. pedis 

2) St. z przegt. gr. ico86(; 

3) St. zaniku gr. i7ci-^3ort, gdzie ^l- powstato przez assymila- 
cy§ z pd-, por. takie s. upa-bd4- »tupanie« (nogami); a) stop. wzdt. 
t. pes. z *ped-s, b) st. wzdtuiony z przegtosem: gr. (dor.) ^wc, goc. 
fotus. A zatem nom. praj. brzmiat ped-s (wzgl^dnie, pod innymi wa- 
runkami: *pr)d-s); to wzdtuienie e na e Streihberg tt6maczy jako ro- 
dzaj wzdtuienia zast§pczego wskutek zaniku samogtoski koricowej -e 
podstawy *ped-e- (przypuszcza bowiem z pewnem prawdopodobieristwem^ 
ie deklinacya sp6tgtoskowa i tak samo konjugacya nietematyczna, ^ 
wstata z deklinacyi samogtoskow^ wskutek procesu fonetycznego, tj. 
wskutek zaniku samogtoski koricowej. -e podstawy dwuzgtoskowej, dla 



137 

braku akcentu). Ot64 stosownie do tych kombinacyi praj. *p?cl-s wska- 
zuje na dawniejsz^ faz^ p6d-es, a ie gen. abl. w praj^zyku brzmiat 
r6wniei *ped6 s (wzgl^dnie *ped6s, por. co do kodcowego -es slow. 
nebese z *nebese-s, l. pedis r6wnie4 z *pede-s, co do koiicowego -os por. 
gr. to55; ; sk^d te r6inice : pede-, pedo- pochodz^, w to tutaj nie wcho- 
dzimy), zatem pokazuje si§. ie nie ma w^aSciwie r4)2nicy mi§d2y nom. 
i gen. w dawniejszej epoce praj^zyka (tzn w epoce poprzedzaj^cej po- 
wstanie wymiany samogtoskowej pod wptywem dziafania akcentu), wy- 
j^wszy ty Iko odmienny akcent : *p6des, ale : *ped6-s. Pod wzglgdem sWa- 
dniowym rzecz przedstawia si^ w ten spos6b, ie gen. tworzyt rodzaj 
dopowiedzenia do wyrazu gt6wnego, por. np. dyalektyczne niem. »der 
Maller, seine Tochter» = »die Tochter MuUers*. Popieraj^ to analo- 
giczne objawy w j§zykach semickich, amerykaiiskich i innych. Na tej 
podstawie utrzymuje tei Hirt, ie i koiic6wka -sio gen. temat6w na o-: 
s. asvasya, hom. »ncoi9, praj, e&QOsj[o przedstawia r6wniei temat (cas. 
indel.) jakiegoS przymiotnika, a nie przypadek prawdziwy (o koiic6wce 
-s, -es nom. pl. H. przypuszcza moiliwo^ pokrewiedstwa etymologicz- 
nego z koiic6wk4 -s 1. p. (kt6rej jednak przedtem nie wytt6maczyl). 

Z tego rozbioru wynika, ie po wyt^czeniu form przypadkowych 
z wyrain^ koiic6wk^: -al, -i, -bhi, zostaj^ jeszcze dwa przypadki z ele- 
mentem charakterystycznym : -s, rm, tj. casusactivus i passivus; a nadto 
izw. casas indefinitus Te dwa przypadki H. odnajduje znowu w konju- 
gacyi, do kt6rej teraz przyst^pujemy. Z g6ry jednak zaznaczy6 wypada, 
ie jeieli ju2 wobec wywod6w Hirta odnosnie do genezy deklinacyi 
liczne zastrzetenia uczyni6 nam naleiato, to wi^cej jeszcze dotyczy to 
genezy konjugacyi. 

I tutaj przewodni^ mySl^ H. jest wywodzenie koiic6wek form sto- 
wnych od przyrostk6w tematycznych imienia (podobnie jak u Ludwiga). 
Ze pewne formy konjugacyjne podobne s^ w zasadzie do form dekli- 
nacyjnych imienia, to jui dawniej zauwaiono. N. p. 2. sg imperat. 
«Y^ do voc. sg. ar(i, s. aja : ajA, gdzie zatem wyst^puje w obu razach 
czysty temat (cas. ind.) jako forma fleksyjna; albo, cho6 z mniejszem 
]ui prawdopodobieiistwem, 3. pl. *bh6ronti, *ebheront: gr. (eol) ©epcv^r», 
ef€pov, s. bhdranti, ^haran, — widoc^nie spokrewniona z teroatem part. 
praes. *bheront-, por. gr. (pipcvx^a), s. bh4rant(am). Co za^ to i dodaticowe 
znaczy, p62niej si§ oka^e. R6wnie2 takie formy imienne upatrywano 
w imper. z koiic^wk^ -tod: s. 2. i 3. sg. i rzadziej 2. pl. dhavatad 
(gr. iiia) »accelerato«, 3. sg. viddtad »intrato«, bhrutad >nuntiate« ; w t. 
2. i 3. sg. dato; w gr. tylko ^. sg. torco = s. vitt4d. JeieU w s. ta 
sama forma wyst^puje w sg. i pl. i to w r6inych osobach, to ten 



138 

fakt zdaje si§ wskazywa<i na to, ie to fonna imienna, oboj^tna nazna- 
czenie osoby czynnoSei. Brngmann przypuszcza, ie owo -tod jesl abl 
sg. od tematu zaimka wskazuj^cego to- ze znaczeniem miejscowem: 
>stqdl«. Ten fakt spowodowal Hirta do nader ryzykownego przypu- 
szczenia: 1) ie *age byto r6wnie4 pierwotnie oboj§tne na znaczenie 
liczby, tj. ie moglo byc uiywane i w liczbie mnogiej (ie bylo obojftne 
na znaczenie osoby, H. wnosi z formy *age-t6d, w kt6rej -tnd byJo do- 
datkiem p^Mejszym); 2) 4e 2. pl. imper. *bli6rete, s. bhdrata^ gr. 
oipexi^ tak samo *it6, s. ita, gr. ue — tak samo mogto mie6 znaezeme 
2. sg., a zatem byto tematem imiennym (cas. ind.) i to identycznym 
2 tematem part. pf. pass. *it6- >profectus«. Tu ju4 H. przekroczyl gra- 
nic§ wszelkiego prawdopodobienstwa, zdaniem naszem; bo ie odmienny 
wokalizm tych dw6ch formacyi imper. *bherete : part. *bhrt6- nie sta- 
nowi przeszkody identyfikowaniu ich, to jest w zgodzie z teory^ o wy- 
raianie Hirta, — ale odmienny akcent? 

Podobnie rzecz si§ ma z jego tt6maczeniem genezy konc6wek 
osobowych. Najpierw H. usihije wykaza6, ie r6inica mi§dzy koAc6wkami 
strony czynnej i medyalnej jest faktem p6^niejszym Ten wyw6d stoi 
w zwiQzku ze znan% teory^ wymiany H , niekoniecznie pewn^. Wedtug 
tych wywod6w forma koiic6wek medyalnych, jako b§d^cych pod akcen- 
tem, jest starsza od formy koiic6wek strony czynnej, czyli inaczej, ie 
w dobie jgzyka id-eu. przed powstaniem wymiany, kiedy to akcent 
wyrazowy nie wplywat jeszcze na wokalizm zgtoski, nie byto rdinicy 
fonetycznej mi§dzy tymi dwoma szeregami koiic6wek — wyj^wszy tylko 
odmienny akcent. Por. s 

act. med 

t. ^-mi — iy-8 (ale gr. t{-3v;-[a». : Tt-Ss-iJLai) 

2. 6-8i — i-sS 

3. 6-ti — i-t^ 

3 pl. yanti — iy^tr» (gr. Ti-3e-a7i : Tt-5e-vT(yO- 
Tu zdaje si§ mi§dzy (-mi: -m4i), -si: -s4i, -ti: -tii zachodzi6 sto- 
sunek wymiany samogtoskowej : pod akcentem: -sfti, bez akcentu: -si 
(wymiana ii: i jest znan^ sk^din^d, cho6 nie cz§sto si§ pojawia; por. 
s. idh-mis »opaI< : ^dhas- ^tzn. *4idhas-) >opaI<, gr. aDw, ad^o: t&afs; 
•pogodny»). A zatem w przypuszczanej przez H. dobie przed powsta- 
niem wymiany samogtoskowej brzmialy te formy: 

act. . med. 

*^i-sai, ei-s^i, 

*6i-tai, . ei-tdi etc. 



I3tf 

Dopiero p6iniej, kiedy pod wplywem akcentu powstala wymiana 
samogtoskowa, z *6i-sai powstato *6i-si, natomiast z *ei-sii: *i-s4i. 
W tem -ai -i H. za przykJadem Thurneysena upatnije partykul§ ze 
znaczeniem wskazuj^cefi: >tu< (w dekl.), >teraz« (w konj ). Ztego roz- 
bioru H. wnosi dalej, ie i r6iniea mi^dzy koiic6wkami gt6wnemi i hi- 
storycznemi jest r6wniei faktem drugorz§dnym. Por. -mi: -m, -si: -s, 
-ti: -t, -nti: -nt (w medium to mniej widoczne; NB. koiic6wk§ 3. sg« 
med. -to H. uwa2a za cas. ind imienia, podobnie jak w 2. pl. imper* 
act. -te). Poniewai w tem -i, (powstatem z -ai) widzi dodatek p6iniej- 
szy, wi§c zostaj^ jako kolic6wki najdawniejsze: -m, -s, -t, -nt, czyli 
tak zwane koiic6wki czas6w historycznych (kt6re jednak w dyalekcie 
wedyjskim maj^ znaczenie nader og61ne, zar6wno wyraiaj^ czynno56 
przeszl^, jak i imperativus i hortativus, jednem slowem s^ to formy 
oboj^tne pod wzgl§dem znaczenia czasu -^ nazywaj^ je obecnie za 
Brugmannem >modus iniunctivus*). Por. wedyjskie: bhflrat (zam. abharat) 
»ni6st» i »niech niesie* (w hom. ^iot obok ^o^p^ mamy tylko znaczenie 
przesztoSci), bodhat (zam. dbodhat) >czuwat« i >niech czuwa<, tak samo 
i w formach aorystu: d&s zam. 6das, d&t zam. iltdat itd. To ju2 byto 
dawniej wiadomo; por. sprawozdanie nasze o pracy Herbiga >Actions- 
art und Zeitstufe* Eos 1897. H. o tyle r64ni si^odswych poprzednik6w, 
4e podczas gdy tamci w owych -m, -s, -t upatrywali temata zaimkowe, 
on w nich upatruje przyrostki tematyczne, mianOwicie w -m ten sam 
element, kt6ry, jego zdaniem, zawarty jest w cafl. pass. ( = acc), w -a 
ten sam przyrostek, kt6ry naleiy do cas. act, tzn. ie to byty temata 
imienne, a ie si^ ustalily ze znaczeniem pewnych os6b, stato sie to 
z powodu podobiefistwa ich do zaimk6w odno^nych os6b, — chod przed- 
tem w tej samej rozprawie H. kwestyonuje zwi^zek etymologiczny po- 
mi^dzy koi^c6wkami osobowemi, a tematami zaimk6w osobowych, py^ 
tajqc, dlaczego wptyn^l na koi^c6wki osobowe stowa temat przypadk6w 
zaie^ych, a nie — nominativus *). 



Z tego, co§my wyiej powiedzieli, okazuje si§, l) ie dzi§ki lepszej 
znajomo^i praw fonetycznych obecnie moina lepiej nieco wnikni|6 
w istotg form fleksyjnych i ich pochodzenie, aniieli to mogto by6 za 
czas6w Boppa, lub nawet Ludwiga; 2) ie Hirt pod niejednym wzgl?dem, 
opieraj^c si§ na badaniach poprzednik6w, (nie uwzgl^dnit jednak prac 
Ascolego*) do tej kwestyi si^ odnosz^cych) zdotat wyja^ni6 niekt6r6 
eiemne punkta w dziejach fleksyi naszych j§zyk6w; 3) ie jednak prze^ 



I 



140 

^adzil, zdaniem naszem, w tym kieranku, ii za wieik^ rolg przyznal 
owemn cas. indef., zwfaszcza w zakresie konjugacyi; 4} ie nie uwzgl^ 
dnil wcale procesu tworzenia si§ deklinacyi zaimkowej i stosunku jej do 
deklinacyi imienia; w koiicu 5) ie wywody swoje opiera gdzieniegdzie 
na prawach glosowych, nie ze ii^szystkiem jeszcze udowodnionych, albo 
nawet wprost sprzeciwiajqcych si§ prawom gtosowym, powszechnie 
przyjgtym — co z naciskiem podnieS6 naleiy wobec zarzut6w podnie- 
sionych, i to zupelnie stusznie, przeciw dawnym uczonym, kt6rzy si§ 
zajmowali podobnymi problemami jgzykowymi *). 



Przypiski. 

1) Opozycya Ludwiga przeciw teoryi aglutynacyjnej Boppa byJa z nie- 
kt6rych wzglQd6w uzasadnion^. Przedewszystkiem slusznie L. wytykal Boppowi 
i jego zwolennikom, 2e nie wiele zwaiaU na prawa gtosowe, przypuszczajae 
tego rodzaju korupcye d^wiQkowe, kt6re si^ niczem nie dadz^ usprawiediiwid. 
I tak np. przyjmowali, ze koiic6wka 1. sg. med. -mai powstala z *ma-mi, 
a to z *ma-ma, chcqc w teii spos6b wytl6maczy<5 znaczenie zwrotne z dwn- 
krotnego uiycia tematu zaimka osobowego, raz w znaczeniu podmiotu, dnigi 
raz w znaczeniu przedmiotu — podczas gdy to znaczenie zwrotne mogto 
spoczywad jui w samym pierwiastku s^ownym. Ale ten sam zarzut zrobic 
moina i Ludwigowi, kt6ry r6wnie^ przyjmuje r62ne wyrzutnie spo^losek 
i przeobraienia caJtych zgJosek, kt6re niczem nie dadz^ si^ udowodnid. Np. 
wyrzutniQ sp6lg2oski -n- mi^dzy samog^oskami (konc6wkQ inf. wedyjskiego 
-se: stuse »opiewa6< wyprowadza z koiic6wki inf. wed. -sani: nesdQi »pro- 
wadzidc ; por. »Der Infinitiv im Veda«, pag. 14. Tak samo koiic6wkQ dat. 
pl. temat6w pierwotnych na o-: ais wywodzi od '''anis, ib. pag. 21. i t. d. 
Dalej przyjmuje przemianQ sp62g)oski -s mi^dzy samogtoskami na -r- joz 
w praJQzyku, w celu wyprowadzenia konc6wki -re 3. pl. perf. med.: bu- 
budhir^ z koiic6wki 2. sg. med. -se: bh^rase, i utoisamienia tej ostatDiej 
z koiic6wk% inf. wedyjskiego -se). Ale i cala podstawa jego wywod6w, mia- 
nowicie uporczywe twierdzenie, jakoby wszystkie formy fleksyjne byly pier- 
wotnie tematami imiennymi, tj. bezokolicznikami, z kt6rych zakonczen — 
pierwotnie ze znaczeniem wskazuj^cem --- utworzyly siQ z czasem koiic6wki 
flleksyjne, — caty ten system wniosk6w i dedukcyi nie da si§ utrzymad. 
To ju2 dawno wykazano (Delbriick i inni). Jednakowoz dodad trzeba, ze nie- 
brak w pracach Ladwiga ciekawych i oryginalnych spostrzezen, kt6re z cza- 
sem, kiedy miuQlo pierwsze rozgoryczenie przeciw niemu, jako burzycielowi 
calego systemu prawd uznanych, znowu zwr6eily na siebie nwag'^ ocaonycfa. 
Dzi^ nie w^tpi^ jujb, ie w pewnych wy.padkach istotnie zakonczenia tema* 
t6w mogly z czasem stad si^ koiic6wkami fleksyjnemi; np. ,te przyrostek te- 
matyczny imieslowu -nt-, gr. (pspovT-, s. bharant-, byl punktem wyjScia dla 
konc6wki 3. pl. -nti, -nt, a koiic6wka bezokolicznika -menai stala si^ ko]&* 
c6wk4 2. pL pass. w taciiiskiem legimini. Nawet k(Hic6wkQ 2. pL med. gr. 
^a^t uwazaj^ obecnie niekt6rzy, jak Wackernagel KZ. 33, pag. 57, sa loo- 



141 

dyfikacyQ koiSc6wki inf. -ff^a*.. W og61no6ci jednak, jak ju4 w tekScie zazna- 
ezyli^my, aglutynacya miata, z pewnemi ograniczeniami, daleko wi^ksze za- 
8t6sowanie w dziejacii powstania fleksyi. 

2) W tych dedukcyach Hirta przypadek odgrywa takj^ sam^ to\% 
jak u Ludwiga. Dla czego »agens« ze swojem zakonczeniem -s znalazl za- 
stowanie w^aSnie w drugiej osobie, a »patiens« z koiic6wk^ -m w pierwszej 
osobie, to H. zostawia przypadkowi, to znaczy po prostu, ie nie potrafit 
tego wytI6maczyd. Bod przeciez powo^wanie si^ na podobieiistwo z zaimkami 
osobowymi odnosnych os6b nie moie byd tt^maczeniem^ skoro sam H. 
przedtem na str. 77, polemizuj^c z teory% aglutynacyjn^, zapytywa2, dla czego 
wJasnie temat przypadkow ubocznych, a nie nominativus owych zaimk6w, 
wp^yn^t na upodobnienie konc6wek. Wog61e dla wyt}6maczenia genezy konc6- 
wek osobowych stowa teorya aglutynacyi jpszcze dot^d przedstawia najwi^ksze 
stosunkowo prawdopodobieiistwo. Za trafne uwazamy przypuszczenie Hirta, it 
-r, zawarte w konc6wce 3. pl; pf. s. bubudhtir, >czuwali«, jest w zwi^ku 
etymologicznym z tematami imiennymi na r (heteroclita praj^zykowe na -r): 
i)5(i)p, lap, cf. pag. 69. Popiera to i ten fakt, ze w 3. osobie wyst^puje 
i w temacie praes. forma imienna. 

3) Ascoli przed wielu laty zajmowa2 siQ kwesty^ powstania flaksyi 
w ca^ym szeregu specyalnych rozpraw, ktore wyliczone s^ na str. 23 jego 
>Study6w krytycznych«, w przypisku. Spraw^ t^ ^czy on z hypotez^ 
pierwotnej jednoSci j§zyk6w semickich z indo-europejskimi — dotychczas 
nie udowodnion^. Wprawdzie dzisiaj, czytaj^c jego wywody (znane nam tylko 
z dzieta wyzej wymienionego), nie mo^naby si^ zgodzic z niejedn^ jego ana- 
liui form fleksyjnych JQzyk6w indo-europejskich (co do semickich, os^dzidby 
m6gl to tylko znawca tych j§zyk6w), ani te4, i to przedewszystkiem, z jego 
sposobem tt6maczenia zmian g}osowniowych ; zawsze jednak nie brak tam 
samodzielnych i bystrych, jak zwykle u Ascolego, spostrzezeri, kt6rych Hirt 
nie powinien byl pomin^d. Doi§d zaznaczyd tylko jeden szczegdl, kt6ry 
przed 40 przeszio laty podni6sJ ten uczony, a kt6ry powtarzaj^ p6iniejsi> 
bez wymienienia swego poprzednika, mianowicie fakt podobieristwa temat6w 
imiennych, doktadniej ra6wi^c, pi*zyrostk6w owych temat6w w semickiem 
i w jQzykach indo europejskich, i tak samo pewnych element6w deklinacyj- 
nych. A zatem z jego dedukcyi wynika, te temata imienne i deklinacya s^ 
starsze od systemu konjugacyjnego naszych JQzyk6w. 

4) Tu nie zawadzi dodad, 4e Hirt w kilku miejscach swej rozprewy 
utoisamia sw6j »casus indefinitus« pod wzgl^dem formalnym z tzw. podsta- 
wami (basis) wymiennemi, czyJi inaczej m6wi^c, 4e owe podstawy w epocie 
pizedfleksyjnej stanowi^, jego zdaniem, form^ wyrazu praJQzykowego, a z ich 
zakoriczeri, po r64nych przeobraieniach glosowych, wywoJanych gt6wnie przez 
akcent wyrazowy, utworzy^y si^ temata fleksyjne. I tak np. e- temat6w 
stownych : l, vide-re, sJ. vid§-ti, gr. aor. pass. 5ap^-vai, powstaly z zakoriczeri 
»podstaw ciQ2kich< na e-: ^ene-; a-, e- temat6w imiennych i sJownych: gr. 
lo^d, h dica-s, dice-s tak samo z zakoriczeri podstaw na a-, e: *bheijia-, 
*bheue-. Rzadziej ju2 koric6wki fleksyjne miaty taki sam pocz^tek. H. przy- 
puszcza np., ze koric6wka l. i 3. sg. pf. act. -a, -e: gr. '^iyowd^ Y^YOve, 
przedstawiaj^ zakoriczenia podstaw ciQzkich (oczywi^ie na stopniu redukeyi 
drugiej z^oski podstawy), tj, ze gr; -a^--*<-HFeprezentuj^ tutaj pierwotne e. 



142 

powstate z os^abienia samoglosek dlagich -a, -e nie odstrasza go nawei 
od tego ryzykownego twierdzenia fakt, ze s. ma tutaj nie: i = e, lecz: a, 
por. 1. i 3. sg. pf. ved-a, dla kt6rego usitaje wynale:&6 nowe prawidto. Ale 
ten szczeg62 pomijamy. Wainiejsna dla nas kwestya, ie Hirt i inni nowsi 
uczeni operuj^ temi »podstawami« jak gdyby czemd realnem — nawet pod 
wzglQdem morfologicznym, podczas gdy w rzeczywistotei owe podstawy re* 
prezentuj% tylko jednostki fonetyczne, odtworzone ze wzgl^u na wymiaD^ 
samogtoskowti, jakto stusznie podnosi z naciskiem Brngmann (Id. F. t. 18,50, 
w uwadze do rozprawki van Wijka). Czem by}a koiicowa samogloska dhiga 
w takiem *gene-, *bhe^a- etc, dotychczas tak samo nie wiadomo, jak 
dawniej, gdy przyjmowano dla praJQzyka pierwiastki jednozgtoskowe *gen-, 
*bhei}-. Nie wiadomo najpierw, czy tei ta druga samof^oska podstawy nie 
byta moie elementem dodatkowym czyli osobnym przyrostkiem. za Gzem 
przemawialby fakt, ze si^ powtarza to -e, -a, -o w r62nych podstawach dwu- 
zgtoskowych ciQzkich; dalej nie wiadomo, jaki stosunek zachodzil mi^dzy -e 
i -a w tej samej podstawie, por. ^bheye-: *bheT}a-; w koncu, jaki stosunek 
tych koiicowych samoglosek dlugich do tzw. samogloski tematycznej -e-. 
Z tego wynika, ie istnienie poHstaw jako wyraz6w samodzielnych od naj- 
dawniejszych czas6w nie jest wcale udowodnione, czyli, inaczej, jakoby 
nigdy przedtem nie istnialy osobno *bheu-, *gen-, a osobno jakied pierwiastld 
demonstratywne podlug dawniejszej terminologii : e, a, e. Wi^j juz pra- 
wdopodobiedstwa pod wzgl^dem semazyologicznym przedstawiaia hypoteza 
Ludwiga, podlug kt6rej wyrazem praj^zyka byl temat, podhig jego zapatry- 
wania zawarty w bezokolicznikach wedyjskich o r6znych zakonczeniach. 
Infinitivus taki pod wzgl^dem semazyologicznym zawiera istotnie w sobie 
niby w zarodku wszystkie odcienie znaczenia, kt6re w catej pelni rozwinQly 
si§ w stowie doby fleksyjnej. Wi^ tei konsekwentnie ze swego stanowiska 
m6gl Ludwig te infinitivy uwalad za temat czyli za wyraz praJQzykowy z doby 
przedfleksyjnej, o kt6rej przypuszczat, 2e w og6le nie posiadala wykladnik6w 
formalnych dla tzw. wzgl^6w gramatycznych. R6wnie2 z pewnem prawdo- 
podobietistwem mogli dawniejsi zwolennicy teoryi aglutynacyjnej uwajiad sa- 
mogloskQ tematyczn^ jako p6^niejszy dodatek do pierwiastka (tzn. do nsj- 
starszej formy wyrazu przedfleksyjnego), i to za dodatek ze znaczeniem deter- 
minuj{|cem, albo tez wskazuj^cem, powoluji^c sIq w tym wzgl^zie na j^ki 
semickie (Ascoli 1. c). Ale nowsi badacze, odrzucaj^c wszelk^ mysl o egzy- 
stencyi takich element6w dodatkowych, z powodu ie one tak samo bior^ 
udziat w wymianie samogloskowej, jak i zgtoski pierwiastkowe — tem sa- 
mem zrezygnowali z moino^i wytl6maczenia, co wtaSciwie znaczyly te 
zgloski dodatkowe. Bod przeciei za integraln^ cl^ wyrazu od najda- 
wniejszych czas6w uwaiad ich nie podobna; przeciw temu przemawia jui to, 
ze siQ tak stale powtarzaj!^ w r6£nych podstawach, czyli inaczej m^wi^c ze 
tem samem zdradzaj^ swoje pochodzenie drugorzQdne, tak samo jak przy- 
rostki i tzw. poglosy tw6rcze (determinativa radicalia). 

Lwdw. 



Istota i powstanie Koine. 



Napisal 

Stanistaw Witkowski. 



Jak w kaidej innej epoce rozwoju j§zyka greckiego, tak i w epoce 
Koine istniej^ obok siebie: j§zyk codzienny potoczny, i j§zyk piSmienny 
czyli literacki. Mdwi^c o istocie i powstaniu Eoine, b^d^ miat na 
mysli Eoin§ potoczn^. Co do czasu, to za granice Eoine uwaiam 
r. 300 przed Chr. i p. 500 po Chr. 

Eoine literacka, byt to dyalekt attycki (kt6ry jui w 4. w. sta2 
si§ og61no-greckim j§zykiem prozy) z domieszk^ elgment6w iyj^cej, po- 
locznej Eoine. W miar§ wyksztaicenia pisarza, dalej stosownie do ro- 
dzaju literackiego, do kt6rego dzieto nale^o, wreszcie w miar§ tego, 
czy pisz^cy zamierzaJ w wi^kszym lub mniejszym stopniu postugiwacS si§ 
j§zykiem codziennym, j§zyk jego zbliial si§ wigcej lub mniej do dyalektu 
attyckiego Eoine iiteracka polegala wiec na kompromisie mi^dzy 4yjq,cym 
j?zykiem codziennym a dawnym dyalektem attyckim Istnialy w niej 



Uwaga. Artykul ten jest wolnem opTacowaniem rozdzialu z obszemiejszego 
sprawozdania o najnowszych pracach nad greck% Koine, ogtoszonego przezemnie 
w Bursiana Jahresberichte Ober die Fortschr d. klass. Alt. Wiss. 1904;. Mam wstr^t 
do podwdjnego oglaszania tej samej rzeczy, chodby w formie zmienionej i w r6- 
znych j^zykach ; wydaje mi 8i§ to prze^waniem, banauzy^ naukow%. Jeieli mimo to 
po d/ugich namyslach zdecydowalem si§ uledz radom kilku os6b ^czliwych i rzecz 
t^ oglosid w Eos, to uczynilem to z tego wzgl^du^ ie studya nad epok% heUenistyczn^ 
a w6T6d nich i studya nad Koine wysuwaj^ si^ dzisiaj na pierwszy plan w filologii 
greckiej, a sprawozdam'e moje w Bursiana Jahresberichte (dotychczas dla tq rzeczy 
jedyne obszemiejsze sprawozdanie) nie jest tatwo dost^pne dia czytehiik6w Eos, mie- 
Bzkaj^cych w miastach prowincyonahiych. 



J44 

wszelkie moiliwe szczeble od czystego dyaleklu attyckiego do zwyktego 
jgzyka ludowego. 

Pytanie, jak powstala Koine potoczna, jest niezwykle tru- 
dnem. Wszak pytanie, jak powsta/ dzisiejszy j§zyk literacki niemiecki, 
jest najtnidniejszem w historyi j§zyka niemieckiego, mimo 4e dyalekly 
niemieckie znamy bez por6wnania lepiej nii starogreckie. powstania 
j§zyka literackiego angielskiego wyra^ si§ tak znakomity gennanistajak 
Fryderyk Kluge, ie jest ono dot^d zupetnie ciemne i ie wyjaSnienie jego jest 
jeszcze daleko trudniejszem nii wyjasnienie powstania j§zyka literac- 
kiego niemieckiego *). Przy Koine trudnosc zwigksza sig nie tylko przez 
to, ie j% znamy niedokladnie, ale wigcej jeszcze skutkiem tego, 4e nie 
mamy iadnych analogij do procesu jej powstawania. Wytworzyli j^ 
bowiem nie sami tylko Grecy, ale i barbarzyiicy, dalej wytworzyli j^ 
ludzie m6wi^cy r6inymi dyalektami greckimi, a mieszkaj^cy przewa- 
inie nie w zwartych obszarach, iecz rozrzuceni po rozlegJych krainach 
Wschodu, tak ie miasta i kolonie, m6wi%ce po grecku, stanowily jakby 
wyspy wsr6d morza barbarzyiic6w, wreszcie przedstawiciele kaidego 
z dyalekt6w nie byli na Wschodzie skupieni razem, lecz pomieszani 
mi§dzy sob^; tak n. p. w Aleksandryi mieszkaU ludzie, m6wi^cy po jon- 
sku, dorycku, attycku itd., podobnie w Antyochii i innych miastach 

Istota Koine. 

Z jakich skladnik6w powstala Koine.^ jaki jest stosunek jej da 
dyalekt6w starogreckich ? Na to pytanie niema dot^d zgodnej odpowie- 
dzi. Jedni sqdz^, ie podstaw^ Koine jest dyalekt attycki, inni uwa- 
idi^ j^ zamieszaning rozmaitych dyalekt6w. 

Pytaniem, czem jest Koine, zajmCwano si§ jui w starozytnosci. 
Lekarz Galen wahaJ si§, czy uwa4a6 j^ za dyalekt attycki, czy tei za 
jaki§ catkiem odmienny dyalekt Za dyalekt przewainie attycki uwa- 
4aj^ Koine: Hatzidakis, Krumbacher, W. Schmid. Thumb, Wendland 
i i Najdalej z nich idzie Schmid, bo nie przyjmuje w Koine prawie 
iadnych sktadnik6w joiiskich ani doryckich. 

Do tego zapatrywania zbliia sig zapatrywanie Schwyzera 1 on 
uwaia dyalekt attycki za podstaw§ Koine, ale w szerszej mierze przyj- 
muje w nim domieszki innych dyalekt6w (Grammatik der pergameni- 
schen Inschriften, Beriin 1898 str. 27 nn.). 

Drugie, wrgcz odmienne zapatrywanie przedstawia Kretschnier. 
Wedlug niego Koine jest mieszanin^ r6inych dyalekt6w. Podo- 



*) powstaniu j^zyka literackiego poiskiego nie wiemy dot^d xnc 



146 

bnego zdania byJ ju4 w pocz^tkach 19. w. Slurz. Podobnie s^dzili 

Koine takie niektdrzy gramatycy bizantyiiscy, n. p lohannes Philo- 

ponos lub Grzeg6rz z Koryntu. Zwtaszcza dosy6 dawno zauwaiono, ie 

wp/yw dyalektu juiiskiego na Koine jest bardzo silny. Wilamowitz 

wypowiedzial w r. 1877 nawet zdanie, 4e Koine nie jest niczem innem 

jak mowq ludow^ joiisk^. Zdanie to jednak p6iniej zmodyfikowa/, mia- 

nowicie przyznat, ie dyalekt attycki jest podstaw^ Koine, a tylko ak- 

centuje doniosIo§6 wplywu joiiskiego. Kretschmer przyjmowal da- 

wniej (w r. 1898), ie podstaw^ Koine jest dyalekt joiisko attycki. Wnet 

jednak, bo jui wr, 1901, zmienil zdanie i w piSmie »Die Entstehung 

der Koine< (Sitzungs - Berichte der Wiener Akad. 1900) wyst^pil 

z twierdzeniem, ie Koine jest mieszanin^ r6inych dyalekt6w (str. 6 

i 31). Dawniejsze zdanie Kretschmera, ie podstaw^ Koine s^ dyalekty 

jofiski i attycki, wyznaje dzii teolog Adolf Deissmann. Doda6 tu naleiy 

wyraaSnie, ie wymieniona r64nica zdaii dotyczy potocznego j§zyka 

Koiue. Co do literackiej Koine, to tak Thumb jak Kretschmer przy- 

znaj^ zgodnie, ie podstaw^ jej jest dyalekt attycki. 

Dla dania odpowiedzi na pytanie, jakq jest podstawa Koine, po- 
trzeba zastanowi6 si§, jakie sktadniki maJ4 o tem rozstrzyga6. 
Pod tym wzgl^dem nie osi^gni^to jeszcze zupetnej zgody. Po skladni 
nie moina si§ na razie wiele spodziewa6, bo sUadnia dyalekt6w malo 
jest dot^d zbadana, trudno wi§c powiedzie6, z jakiego dyalektu wzi§ty 
jest pewien objaw skladniowy. Ponadto mogta niejedna wlasciwo^ 
skladniowa Koine rozwin^^ si§ sama z siebie. a nie by6 przej^t^ z ja- 
kiegoS dyalektu Pozostaj^ dwie waine strony : zapaswyraz6wi fone* 
tyka z morfologi^. Przy zapasie wyraz6w uwzgl§dnia6 naleiy 
lak ich znaczenie jak formacy?. Tak Thumb jak Kretschmer zga- 
dzaj^ si§ na to, ie do zapasu wyraz6w nie moina przywi^ywa6 zbyt 
wielkiej wagi. Zapas wyraz6w odgrywa tu bowiem nie wigksz^ roI§ 
jak wyrazy, przejgte z obcych j§zyk6w. Nadto przy niejednym wyrazie 
tnidno jest powiedzie6, z jakiego wzi^ty jest dyalektu bo wyrazy w^druj^ 
fatwo. wyrazie, naleiqcym do Koine, wtedy mozna twierdzi6, iewzi§ty 
jest z j)ewnego dyalektu, gdy znaczenie jego nie da si§ wyprowadzi6 
z attyckiego a w innym dyalekcie si§ znajduje. R62nica zdaii panuje 
przedewszystkiem na punkcie, o ile moina wysnuwa6 wnioski z fone- 
tyki i morfologii. 

Nim przedstawi§ zapatrywania co do tego punktu, wspomn§ o re- 
zultatach co do zapasu wyraz6w Koine. Tu uderza przedewszystkiem, 
ie Koine wykazuje wiele wyraz6w joiiskich. Dawniej s^dzono, ie 
wyrazy joiiskie u autor6w, n. p. u Polybiosa lub losephosa, zaczerpni§te 

10 



146 

S% z lektury Herodota lub Hippokratesa. W rzeczywistoSci by^y te wy- 
razy cz^Sci^ skladow^ Koine i z niej wzi^li je owi pisarze. ^ te wy- 
razy naleiaJy do Koiue, widad stqd, 4e wiele z nich 4yje jeszcze do^d 
w j§zyku nowogreckim. Tylko jonizmy u pisarzy attycyzuj%cych mog^ 
byd zaczerpnigte z lektury. Jonizmy pojawiaj^ si§ jui u Arystotelesa. 
Joiiskimi s^ n. p. neutra na 1*«. — Trudniejszy jest s%d o t. zw. wy- 
razach poetycznych, cz^stych w Koine. W prozie p6iniejszej grec- 
kiej, traktuj^cej o przedmiotach iycia codziennego, znajdujemy wyrazy, 
znane nam tylko lub g^dwnie z tragedyi a wi§c uwa^ne za poelyczne. 
Wedhig Thumba pochodzenie tych wyraz6w w Koine jest trojakie: 
albo s^ to wyrazy joilskie, kt6re i tragedya miata z tego tr6dtdL, albo 
istnialy w j^zyku potocznym attyckim a jgzykowi Uterackiemn at- 
tyckiemu byly obce, albo wreszcie wyrazy te dostaty si§ z dyalektu jon- 
skiego do Koine za podrednictwem j§zyka potocznego attyckiego. ^ 
j§zyk potoczny attycki wywart wplyw na Koine, wida6 st^, 4e pe- 
wne wyrazy spotykamy tak w komedyi attyckiej jak w Koine i w no- 
wogreckiem. Tak ma sig rzecz n. p. z deminutywami. CJo do wyraz6w, 
wsp61nych tragedyi i Koine, to jedne z nich s^ jonskie, inne zda- 
niem Thumba istnialy w staroattyckiem (n. p. dbtn^ i ^oxjnjp). Na 
zdanie Thumba, ie j§zyk potoczny attycki posiadat w wigkszej liczbie 
jonizmy, niepodobna si§ zgodzi6. Przemawiaj^ przeciwko temu napisy, 
a jeszcze wi§cej tabliczki attyckie, zawieraj^ce klq.twy. Zwtaszcza le 
drugie przedstawiaj^ nam j?zyk warstw niiszych Tymczasem w jednych 
i drugich wyrazy z innych dyalekt6w s^ rzadkie. W napisach nieat- 
tyckiemi s^: (Soppa; (doryzm), 1x1x6? (= {xixpoi;) ; cjv ( = jjieTa c. gen.)?i5'i 
z acc. zam. Ivcxa z gen. itd W ^r6dlach literackich znajdujemy Xsxr^oc 
(dor.) i niekt6re inne wyrazy. — Inne szczepy greckie wywarty 
mniejszy wptyw na zapas wyrafe6w Koine. Doryzmem jest zdaniem 
niekt6rych (n p Kretschmera) wyraz Pouvo? »pag6rek«, czemu jednak 
Thumb przeczy; aXexTwp »kogut« uwaia Kretschmer za wyraz dorycki, 
Thumb za poetyczny itd. 

Jeieli wspomniaiem wyiej, 4e j§zyk potoczny attycki miai malo 
wyraz6w z innych dyalekt6w, to odnosi si§ to do czas6w wyprzedzaj^- 
cych Koine. Po Aleksandrze W. Koine wywiera wplyw na dyalekt at- 
tycki i w napisach z czas6w po Aleksandrze W. znajdujemy Uczne 
formy i wyrazy nieattyckie, kt6re weszly do attyckiego z Koine. N. p. 
3a(jtXicfffa, vao? (dor.), koiic6wka Imperat. -wffov (== wv), ou^eC^;, mo4e tvi 
(joA.), Gomposita z -apxY); (zam. -apx©;) (moie z joii.). 

Co sig tyczy fonetyki i morfologii, to tutaj wptyw innych 
dyalekt6w na Koine zdaniem Thumba nie jest wielki, zdaniem Kretscfa- 



147 

mera bardzo znaczny. Formg pewo^ dyalektyczn^ wtedy moiemy przy* 
fiaad Eoine, jeieti 1) znajdige si§ w tekstach pisanyeh w Koine> 
2) jeieli iyje w j^ku nowogreckim. 

Jonizmy fonetyczne i morfologiczne w Koine s^ nast^puj^ce: 
formy nie^i%gni§te, n. p. Gen. pL na -^(i)v, adjeklywa jak XP'^'^°'> 

aspiracya odmienna od attyckiej w wyrazach jak : x63pa ( = x^'P«)i 
xi^wv, gaLJpaxo? lub brak aspiracyi (aTitj) «ottj^ ^wiatr wschodni« = i^TQXwll^tYj?); 

ordinalia typu TpetcrxaiB^xaTo^ (zam. TpCrc^ xal li%, a wi^c maj^ce 
w pierwszej czgsci cardinale zamiast ordinale), Te<y<jap£<jxai5^KaTo<; itd.; 

pewne sporadyczneobjawy, n. p. vo<j<j65(= veo<r(ji<; »pisklg«), odmiana 
8iwpu$, gen. Bw6puYo<; (att 3w»)puxo<;X ^^^ (wedhig Kretschmera), Svexev; 

odmiana rzeczownik6w na -ou; gen. -ouBo? lub -outo<; i rzeczownik6w 
na -<x:, plur. -aBe? (natomiast gen. sg. na -<x jest prawdopodobnie do- 
ryzmem). 

Mniej pewne s^ inne rzeczy: 

Niekt6re rzeczowniki deklinacyi a maj^ zamiast a w Koine % n. 
p. gen. aiceCpTj^, (Aaxa(piQ(; na gruncie egip skim i matoazyatyckim, jest to 
jednak dosy<5 rzadkie. Jedni, jak Thumb, widz^ w tem wplyw joiiski, 
inni (W. Schmid) sq.dz%, ie formy te s^ tworem analogii (na wz6r form 
jak B6§Y}? itd.). 

Znajdujemy w Koine form^ T^<j<jepe<;; mo^e to by6 albo jonizm albo 
tei e powstato przez asymilacy^ a do otaczaj^cych e. 

W p6^iejszej epoce cesarstwa traci Koine spiritus asper. Kretsch- 
mer sqdzi, ie psyloza ta powstab pod wptywem jotiskim; to mi si§ je- 
dnak nie wydaje pewnem, bo wtedy dyalekt joiiski }ui nie istniat. 

Stowa na -jxt przechodz^ w Koine czgsto do konjugacyi -w (BiBot). 
Kretschmer widzi w tem wplyw joiiski, ale to mogto sig rozwin^ 
w Koine samo (niezaleinie od dyalekt6w). 

Doryzmy odgrywajq mniejsz^ rol§. Nalei^ tu: >sa6<; i v565, (ijl5- 
pyxw|xai 'rycze6'), Xtjx^; jako fem. (w attyckiem jest masc), aor. Iicai^a 
zam. ficauja (od 9ra(!^a)), odmiana 5pvt<; 5pvtxo«;. Natomiast nie uiywa Koine 
formy doryckiej ^oppdu;, lecz ^op^a^. 

Z kilku dyalekt6w r6wnoczeSnie wzi^te s^ nast^puj^ce waine 
objawy Koine: 

1) ff<j (zam. att. tt) joii., ale i w innych dyalektach (tt jest tylko 
w attyckim i beockim). 

2) po (= att pp) wysl§puje w Koine cz§5ciej nii pp (SpoYjv ob. 
dppijv ; ipffTQv w joii., w dor. itd.). 



148 

Podwxijne formy znajdujemy obok siebie w Koine nie tylko 
przy p7, ale i cz^^iej. P6:£niej jedna z nich brata cz§sto g6r§ nad drug^; 
niekiedy zachowaty si§ obie ai dot^id w j^zykn nowogreckim; niekiedy 
wreszcie powstawata forma mieszana. Takn.p. kilka form waha si^ 
w Koine migdzy « a e: t^xKoq i U\o^ szUo, aioXov i atsXo; slina, 7.u£Xo; 
koryto, wanna, (i.ueX6^ szpik. Formy te powstaty zdaniem Thumba w ten 
spos6b, ie iorma attycka &xX9; zlata sig z joiisk^ UXoq itd. 

Podczas gdy na punkcie wplywu dyalekt6w joiiskiego i doryckiego 
Thumb i Kretschmer nie r6ini^ si§ migdzy sob% istotnie, to wielka za- 
chodzi migdzy nimi r6inica, gdy jest mowa o wplywie dyalektu beoc- 
kiego, dyalekt6w p6tnocno-greckich i dyalekta attyckiego. 

Dyalekt b e o c k i wy warl zdaniem Kretschmera wielki wpjyw na 
wokalizm Koine. W dyalekcie beockim wczesnie dwugloski si§ zmono- 
ftongizowaly a y; przeszto na i. Wedhig Kretschmera przejscie dwuglO' 
sek z i na monoftongi, wi§c ai na e, ei na i, ot na (i, kt6re widzimy 
w Koine, podobniei wymowa t) jako i, nast^pily pod wpJywem beoc- 
kim. Thumb przeczy temu. Koiic6wka -aav przyst§puje w Koine i do ta- 
kich form, kt6re jej pierwotnie nie przybieraj^. I w tem widzi Kretsch- 
mer wptyw beocki. Inni w^tpi^, powolaj^c si^ na to, ie w napisach 
beockich wyst^puje -aav szerzej w 2. w. przed Chr., podczas gdy w Koi- 
ne widzimy takie formy jui w 3. w. 

Dyalekty p6Inocno-gpeckie wywotaly zdaniem Kretschmera 
w Koine: 1) Acc. pl. na -6<; zam. -aq (n. p. tou; Xsyo /Te?), 2) Dat pl. na 
'Oii; od temat6w konsonantycznych, 3) medyaln^ odmian§ stowa v^i 
(impf. ^tAYjv), 4) pomieszanie sl6w na -aw ze slowami na -ew. — I tego 
wplywu Thumb nie uznaje. 

A tty cki dyalekt wreszcie wystgpuje zdaniem Kretschmera w Koine 
tylko w tem, ie zamiast joii. tq widzimy 5 purum. Zdanie to jest mylne. 
Wplyw attycki Koine jest daleko silniejszy. Kontrakcya samogtosek jest 
w Koine taka jak w attyckiem, formy jak xoptj Sivo; hXoq (joiL xcufn; 
'§eTvo; ouXo(;), aspiracya, cala deklinacya i konjugacya, wszystko to idzie 
w Koine wzorem attyckim. 

Stanowisko obu uczonyoh na punkcie wptyw6w innych dyalekt6w 
na d4wi§ki i formy pewnego dyalektu jest zasadniczo r6^ne. Thumb 
s^dzi, ie d^wigki i formy nie ulegaj^ fatwo obcym wplywom, Krelsch- 
mer jest zdania przeciwnego. Gdzie Kretschmer widzi wplyw obcy, tam 
Thumb przyjmuje r6zw6j wewn§trzny. fhumb s^dzi, ie dwugtoski same 
przez si§, bez wptywu zewn§trznego przeszly w monoftongi, ie zarodki 
jt^cystycznej wymowy ei leiaty jui w attyckiem. Jeszcze mniej wierzy 
Thumb w to, by formy flek^yjne mogty si§ przenosi6 z dyaiektu do 



149 

dyalektu. Eoine d%^ do uproszczeDia i wyr6wnania form i tem sig 
thmacz^ zmiany fleksyjne. Dziafala tu analogia 

Przypuszczenie Kretschmera o daleko id^cym wpJywie dyalekt6w 

beockiego i p6tnocno-greckiego na Koine a o malym wptywie attyckiego 

spotkato si§ z siln^ opozycy^. Jako^ pewne jego twierdzenia nie dadz^ 

6i( utizymad. Tak przedewszystkiem. niew^tpliw^ jest rzecz^ie dyalekt 

attycki jest podstaw^ Eoine i ie z innych dyalekt6w joi^ski 

wywart na Eoine wptyw najsiiniejszy. Wiele zjawisk Koine ma swe 

zarodki jui w dyalekcie attyckim, n. p. wymowa 6i jak i, Mimo to bs^t 

dzf, ie twierdzenie Ecetschmera o wplywie innych dyalekt6w jest do 

pewnego stopnia sluszne; tyiko wymaga zmodyfikowania. Mianowicie 

dyalekty te nie wywolywaly moie bezpoSrednio zmian w Eoine, lecz 

po^rednio. Eoine nie brala pewnych objaw6w fonetycznych i morfo^ 

iogicznych wprost z beockiego lub p6Inocno-greckiego, lecz wlaiciwo^ 

(ych dyalekt6w przyspieszaly rozw6j, do kt6rego sklanial siQ dyalekt 

attycki czy joiiski. Tak n p. w beockiem i'. przeszlo wcze^nie na i. Ot62 

gdy w Egipcie lub Azyi mniejszej Grek pochodzenia attyckiego slyszat 

z ust mieszkaiica Beocyi w codziennem obcowauiu wyraz "^tiTta^ wyma- 

wiany jako yhta^, to to przyspieszylo tylko przemiang ei' w t, do ktdrcg 

mial tendency§ dyalekt attycki. Mieszkaniec Attykimdglsamdoj^dQacc 

pl. tol); htxo^zi^ jak doszedl do xit; Tcf)6i(; (forma nom.), ale przyspieszyl 

.t( zmian^ fakt, ie w dyalektach p6Inocno-greckich takie Acc. istnialy. 

Zapewne nie wsz^ie naleiy mydled o takim poSrednim wply wie. Nie- 

kl6re zjawiska mogly by<S przej§te wprost z beockiego lub pdlnoch.a- 

greckiego, inne mogly si§ rozwin^^ z attyckiego niezale^nie od wszelkicfa 

dyalektdw. W pizyszIoSci zapewne b^dzie moina na niejedno z tych pytaii 

odpowiedzie6 dokladniej. Poprzednio musi by6zbadane, kiedy, gdzie L wSr6d 

jakich warunk6w historycznych pojawia si§ po raz pierwszy pewne zjaiwi- 

sko, czy n. p. w miejscu, gdzie pewna zmiana si^ dokonala, mieszkaii istot- 

nie przedstawiciele tych dyalekt6w, kt6re pozomie wplyngly na owq zn)mn$. 

W przyszIoSci zapewne okaie si^, ie wplyw r6inych dya}ekt6w 
na Koine jest silniejszy nii to dzi§ si§ przyjmuje. 

:Thumb przypuszcza, 4e podstaw^ Koine jest dyalekt attycki, ale 
nie literacki, lecz potoczny. Dowody jego jednak nie wytrzymuj^ 
krytyki, bo wyliczone przez niego zjawiska wsp61ne Eoine a dyalektowi 
potocznemti attyckiemu nie s^ wcale specyalnie attyckiemi. 1 

Nadmieni6 wreszcie wypada, ie r64nica zdaii mi^dzy Thumbem 
a Kretschmerem dotyc^ ty Iko podstawy potocznej Eoine. Co do 
Eoine.Iiterackiej, to i Kretschmer zgadzk si§, ie podstaw^ jej jest 
dyalekt attycki. . / 



160 



Powstanie Koine. 

Pytaniem, jak powstata Eoine, ;»jmowali si^ gtdwnie Thumb 
i Kretschmer. Powstanie Eoine przedstawia si$ wedhig nich w spo- 
86b nast§puj^cy. 

Pierwsze pocz^tki do powstania Eoine dal pierwszy zwij^zek 
morski attycki. Dyalekt attycki wchtaniat wtedy niejeden element 
obcy, zwtaszcza joi^ski^ i na odwrdt wptywat na inne dyalekty. Takie 
i wielkie miasta greckie, zwtaszcza miasta portowe, jak n. p. 
Pireas, sprzyjaty mieszania si§ dyalekt6w, bo ta gromadzili si^ Grecy r6i- 
nych szczep6w. Ps. Xenofantowa 'A3ii)va{(i>v ludXtxeia poSwiadeza, ie 
w Atenach mieszat siQ dyalekt. attycki z innymi. Odnosi si§ to da j^ 
zyka potocznego attyckiego, a nie do literackiego. Mieszanie si§ dyalek- 
t6w widzimy idi na wazach attyckich, na t zw. chalkidyjskich i wiein 
potudniowo-italskich. 

W wielu k o 1 n i a>c h, zwtaszcza sycylijskich i potadniowo-italskidi, 
rzecz miata siQ podobnie, bo zamieszkiwali je Grecy r62nych szczep5w 
(n. p. Himer§ na Sycylii). 

Eoine powstaje jednak na prawd§ -dopiero z Aleksandrem Wiel- 
kim J§zykiem stworzonych przez niego paiistw na Wschodzie staje ^ 
grecki. Po grecka pisz^ dwofy helleoistyczne i urzgdy, greckim jest j?- 
zyk wojska i koIonist6w. ^ydzi w Egipcie m6wiU lei po grecko, a miato 
ich by6 w Egipcie milion (tak podaj^ Philo). Jgzykiem tych nowych 
paAstw byt wedtag Thumba ten dyalekt attycki, kt6rym m6wiono 
w obr§bie morza egejskiego a :kt6ry wsi^knql w siebie-wiele ^wiot6w 
joitekich. W miastach, w kt6rych mieszkali pomieszani Grecy r6inych 
8zczep6w, m6wit kaMy wedtag Eretschmera ^woim ojczystym dyalek- 
tem; powoli odrzacano te wtadciwotei, w kt6rych dyalekt najbardaej 
odst^powat od innych. W dragiem pokolenia znikn^ jeszcze wi^j 
tych wtadciwodci, a w dalszych • pokoleniach pocz^ dyalekty zlewaiS 
si^ w jeden j^zyk og61ny. Eoine rozwin^ta si§ {H^edewszystkiem w Egip- 
cie i Azyi mniejszej. Te kraje oddziatywaity p6Mej na i^ 
kraja macierzystego. Przybywali z nich kapcy do Greeyi, przybywali 
ladzie na aroczysto^ci dimpriskie, wreszcie — czego TbDmbnie dodat— 
Egipt wywierat zawsze wptyw polityczny na Grecy^. Ptdemeu- 
szom podlegaty Cykladyj Samos, Samothrake, Itanos na Krede, Hiera, 
miasto Arsinoe w Peloponezie. We wszystkicb tychmiaslach rezydowali 
arz§dnicy PtoIemeasz6w. 



151 

Mi^dzy d^i^kami i formami r6J:nych dyalekt6w toczylSL si§ naj- 
pierw walka. Pd^niej zwykle forma pewnego dyalektn odnosila zwyci^ 
stwo. J§zyk kierowal si§ przytem wedhig Thumba nast^puj^cemi zasa-t 
dami : 1} Co byto wsp61nem dyalektom attyckiemu i joiiskiemu, pozosta2o 
w Koine nienaruszonem (r^; zakod. *ou(7i i -aat). 2) i 3): Je^eli dyalekt 
attycki zgadzal si§ w pewnej formie z innymi niejoiiskimi, to ta forma 
zwyci^^la (n. p. a purum) ; podobnie jeieli dyalekt joiiski zgadzaf si^ 
w czem z innymi dyalektami (n. p. a?), to ta forma brata g6r§. 4) . Je« 
ieh z dyalektem attyckim zgadzala. si^ cz§^ dyalekt6w a druga cz^6 
z joiiskim, to obie formy utrzymywafy sig w Koine (n. p. dtpar^v joii., 
lesb., cz^teiowo dor., ^app& att., ark., w. Thera), 5) albo Vei powstala 
w tym razie forma raieszana (n. p. iausXo? itd.) albo wreszcie zwyci§- 
2y}a forma jednego dyalektu, n. p. doryckiego (vao^;, gen. na -a n. p. 

nouaavia). 

Zasady, postawione przez Thumba nie zawsze si§ co prawda 
sprawdzaj^. Tak n. p odmiana x^Xic, icdXio; byta rozpowszechniona w ca- 
tej Grecyi, mimo to zwyci^i:yla w Koine odmiana att TcJXeo);. Acc. fe- 
mimn6w na -c6 (acc. -ouv; = att -w), wla^ciwy tylko dyalektowi joii- 
skiemo, zwycieiyt mimo to. 

Wymieniohe pogl^dy Thumba i Kretschmera na powstanie Koine 
nie mog^ zadowoli6, o ile dotycz^ samych pocz^tk6w Koine. Wedtug 
mego mniemania pocz^tki Koine przedstawiaj^ si§ w spos6b nast^pu- 

Poczj|tki Koine lei^ nie w Gr.ecyi. lecz w Makedonii. 
Makedoiiczycy zaqieSli j§zyk grecki Jia Wsch6d., Grecy brali w tem 
dziele udzial, ale gt6wna rola przypada tu MakedoAczykom. Czemui j^- 
zykiem. urz^dowym nie stat si§ w iiowych panstwach j§zyk aiakedoiiski, 
lecz grecki? Oto dlatego, ie j^zykiem Makedoilczyk6w byt j§zyk grecki. 
Dw6r makedoiiski, szlachta, urz^dy postugiwaty si§ j^zykiem greckim. 
Makedonia. brala udziat w o^wiacie greckiej od czas6w kr61a Archela- 
osa. Za czas6w Filipa 1 Aleksandra jest Makedonia do potowy zbelleni- 
2Eowan^. Lud byt wtedy yxii prawie dwuj^zycznym: m6wit po makedoii- 
skUy ale rozumiat iei po. grecku. Aleksander W. m6wi do wojska po 
grecku. W6dz jego Philotas broni si§ w procesie przed wojskiem, ztoio- 
nem z Makedonczyk6w i Grek6w, w JQzyku greckira; Makedoiiczycy ro- 
zumieli zatem ten JQzyk. W 2. w. przed Chr. Makedonia jest ju:^ catko- 
wicie zhellenizowan^; wyptywa to z Polybiosa,. Strabona i Liwiusa. 
Kancelarya. makedoiiska pisze od czas6w Filipa po attycku. Poprzednio 
pisata prawdopodobnie po joiisku (zdaniem Wilamowitza, ZFGW. 1884). 



/ . 



J a k i m 2 e byt ten j^zyk attycki w Makedonii za czasdw Filipa 
lub Aleksandra? Nie byl to z pewno^ci^ czysty dyalekt attycki, lecz 
silnie zabarwiony jonizmami. Makedoiiczycy przejmowali o§wiat§ 
greck^ za posrednictwem miast jonskich, rozsianych na wybrzein ma- 
kedoiiskiem. ^e dyalekty joiiski i attycki wczeSnie si^ w Makedonii mie- 
szaty, dowodz^ napisy greckie z Makedonii. Tak n. p. pewien napis 
z czas6w kr61a Amyntasa (z lat migdzy 389 a 383) wykazuje obok 
form joiiskich takie i attyckie. Napis kr61a makedoiiskiego Anligonosa 
z r. 304* lub 303 (po Aleksandrze Wielkim) lub napis Kassandra z tych 
samych czas6w wykazuj^ dyalekt attycki z domieszk^ jonizm6w. To tei 
ju2 j^zyk grecki, kt6ry Aleksander i jego wojsko zanieSli na Wschdd, 
byt pewnego rodzaju Koine. W wyprawie Aleksandra wzi§ty udziat r6- 
2ne szczepy greckie; mn6stwo Grek6w osiedlito si^ potem na Wscho- 
dzie jako koloni§ci; mieszanie si§ ich dyalekt6w prowadzito dalej roz- 
poczgty proces. Wain^ roI§ dyalektu joiiskiego w Koine rozuraiemy 
tylko wtedy, gdy pocz^tki jej wyprowadzad b^dziemy z Makedonii. Ma- 
kedonia daleko wi^cej wptyn^a na powstanie Koine n\i zwi^k mor- 
ski lub miasta wielkie i portowe. 

Ale doda6 nalezy jeszcze jeden czynnik: dwory satrap6w 
perskich w Azyi mniejszej. Dwory te uiywaty w starszej epoce dya- 
lektu joiiskiego ; gdy w 5. w. Ateny staly si§ pot§g^ polityczn^ posta- 
:giwano si§ na dworach satrap6w dyalektem attyckim. Po wojnie pelo- 
poneskiej zaczql tu wybitn^ rol§ odgrywa6 dyalekt dorycki. Te stosunki 
przyczynity si§ r6wniei do wytwarzania sig Koine na Wschodzie. 

Wreszcie nietylko Egipt i Azya mniejsza odegraty gI6wn^ roI§ 
w wytworzeniu Koine, lecz i Syrya. Udzial Syryi nie jest dot^d nale- 
iycie oceniany. 2e dla nas mniej jest widoczny nii udziat Egiptu lub 
Azyi mniejszej, to pochodzi st^d, ie z Syryi mamy mato napis6w, bo 
tu wog6Ie mato pisano Seleukidzi pr6bowali hellenizowa<5, czego irie 
czynili Ptolemeusze, st^d Seleukidzi musieli niemato wplyn^ na roz- 
w6j Koine. 

stopniowem rozprzestrzenianiu si§ j§zyka greckiego po 
Aleksandrze traktuje Ed. Schwyzer w pracy: Die Weltsprachen des 
Altertums (Berlin 1902). Chodzi w tej pracy nie o jakiS staroiytny vo- 
lapUk, lecz jgzyki staroiytne, kt6re byly j§zykami Swiata, przedewszyst- 
kiem grecki i laciiiski. J§zyk grecki stal si§ nim z Aleksandrem W. 

Koine uwaiano dawniej za okres upadku j^zyka greckiego. Prze- 
ciwko temu s/usznie si^ zwr6cono w czasach nowszych. Prawda, 2e 
w zakresie morfologii wiele form zanika a wiele konstrukcyj w slh- 
dni, ale wyrazislo66 j§zyka t. j. zdolno^6 do wyrazania odcieni mysli 



153 

nic na tem nie stradla. Wszak i j^yk angielski mnsielibydmy w takim 
razie nwaia^ za j§zyk ubogi, widziecS w obecnym jego stanie upadek 
w por6wnanin z czasami dawniejszymi, co jednak bytoby mylnem. Co 
do zapasu wyraz6w w Eoine, to ten nie tylko si§ nie znmiejszyl, lecz 
przeciwnie wzbogacit. 

Uwow, 



Drobiazgi liumanistyczne. 



Zebral 

Tadeusz Sinko. 



W ostatnim zeszycie PamiQtDlka Liierackiego (IX^ 1, 1906, str. 62) 
zwr6cit p. F. Er6ek uwag§ na to, ie Mikotaja S§pa Szarzyiiskiego 
wierszyk »do Aimsie« (m. 64 wyd. I. Chrzanowskiego w BibL pis. poL 
krak. Akad. Umiej. z r. 1903) jest, pocz^wszy od wiersza pi^tego, paia- 
fraz4 drugiej cz^dci Eatullowego earmen V do Lezbii. Zach^ny tem 
spostrzeieniem, przejrzatem i reszt^ poezyi Szarzyiiskiego i przekonatem 
siQ,2e poeta bjl przedewszystkiem mitodnikiemi naSladowc^ Horac^o^. 
Oto dowody: 

Z dw6ch redakcyi (nr. 17 i 18 Chrzanowski) ntwom o cnocie 
szlacheckiej doskonalsz^ jest drnga (nr. 18), adresowana >do jednego 
pani^cia«, czego dowodem cho6by tylko brak rymu w dw6ch poczqtkowych 
wierszach ntworu 17. Poeta przyznaje, ie tyiko szlachetny r6d sda- 
chetnych wydaje potomk6w, ale wymaga utwierdzenia przyrodzonych 
cn6t przez 6wiczenie i nauki i wykazuje negatywnie na tym pogromcy 
Hannibala, pozytywnie na Herkulesie prawdziwo§6 swych twierdz^ 
StreSciwszy wzdaniu »Droga ku stawie w stawnem urodzenin 
DomUf nie sama stawa«, przewodni^ laj&l swej piedni, zach^ 



*) Por. EoB X, 2, 8. 138 nn. ; XI, 1, s. 84 nn.). 

^ KatuUa (c. 11 fin.) przypomina jeszcze tylko por6wnanie (nr. 88, 7 on.) 
o podci^tym kwiecie. 



155 

szlachetne panig do na^ladowania przodkdw i obiecuje mn wieczn^ 
slaw^ 

Trndno nie dostrzec, ie caty tok my^li przejgty jest z Horacyn- 
szowskich pochwat mtodego Druzusa, pasierba Augnstowego, i caJego 
rodn Elandyusz6w (carm. IV, 4). Szarzyiiski zaczyna od parafrazy strofy 
6smej (wiersz 29): Fortes creantnr fortihns et bonis; Est in 
inyencis, est in eqnis patrum Virtns, neque imbellem 
feroces Progenerant aqnilae. columbam; opuszcza wzmiank^ 
byczk6w, a przytacza Iwa, ?-kt6regQ nie urodzi siQ zaj^c, i pisze: 

Zacni si? rodz^ z zacnych i cnotliwych: 
Zna(3 w koniu sztuki ojcpwskie; l^kliwych 
Smiafa orlica got^bi nie rodzi, 
Ani z lw6w trwatych mdly zajqc pochodzi. 

Patrnm virtus u koni nieszcz^sliwie oddana przez »sztuki oj- 
cowskie«, chocia^ nie o sztukQ, ale o ras^ i ptyn%ce z niej przymioty 
chodzL Eontrast Smiatej orlicy i l^kliwego got^bia powtarza si§ w sto- 
sunkn Iwa do zaj^ca. Poeta nie chce powtarza6. tych. samych epitetdw, 
wi^ pisze naprz6d »ani mdty zaj^c z duiiycb Iw6w.pochodzi<; ale 
CZUJ4C, ie to przeciwstawienie samego wzrostu jest za blade, poprawia: 
»Aiu z lw6w trwatych mdly zaj^c poctiodzi<. I tego kontrastu wytrwa- 
tego Iwa i stabego zaj^ca nie moina nie nazwa6 mdtynn: — Lepiej 
ndata mu si^ parafraza strofy nisfesjb^pnej : Doctrina sed vim pro- 
moYet insitam, Rectique cultns pectora roborant, Utcnm- 
qne defecere mores, Dedecorant bene nata culpae. 

Wszakie rozmnai^a cnoty przyrodzone 
Cwiczenie Swigte; czyni^ utwierdzone 
Nattki serce: tych kiedy nie sfaje, 
Slachetne plemi§ szpec^ zIq zwyczaje. 

Pierwsza redakcya nie ma przydawki »Swigte< przy »6wiczenie«. 
Jakoi nmieteil j^ poeta tylko przez xnySl o cnotach. Natomiast opu^cit 
w dmgiej redakcyi bhisze okrei^lenie nai^k »pi^kne.nauki«, t. j. bonae* 
arte% sztuki wyzwolone. Moia nie chcia}, by nieuwaitny czytelnik pd^ 
nosit »pi§kne« do serce. Zmienil tei-mydl Horacyusza o tyle, ie rzymski 
po^ta. w ztych. obyczajacb widzi sromol§ dla szlaclietQej piersi ; , polski 
s^dzi, ie .dopiero brak nauki sprowadza zte oby(»aje, kt6re sz)achetne 
plemif szpec^. , 

Tok mydli Horacego przerywa Szarzyiiski wtasnym komnnalem 
o potomkn szlachetnego rodn, kt6ry gubi stdi^w^ pr?odk6w, cbelpi^c sig 



156 

pii^ a nie nadladuj^c jej. — Horacy slawi przodka Drazosowego, kon- 
sula G. Elaudyusza Nerona, kl6ry przez pokonanie Hazdrubala nad Me- 
iaurem przyczynit si§ do usl^pienia Hannibala z Ilalil Szarzyliski za- 
chowa2 tylko wzmiank§ o ucieczce Hannibala z Italii: dirus per 

urbes Afer ut Italas per Siculas equitavit undas(w. 

42 n.), ale zuiytkowal j% inaczej. Zwyci^zc^ Hannibala jest Scypio Afry- 
kailski. Jego syn nie wst^powal w Slady ojca i dlatego szydztf z niego 
wileczny Rzym. — Przykfad Herkulesa m6gt poeta samoistnie na pod- 
stawie popularnej wiadomotei skomponowa6, ale mo^ tei misl na my- 
fili wiersze Horacego (IV, 8, 29 nn.): sic lovis inlerest optatis 
epulis impiger Hercules, bo i tam o unieSmiertelniaj^cej stawie 
mowa. Dwie zsi drogi widzi Szarzyiiski do tej slawy wiod^ce: obron? 
praw i obron? ojczyzny. 

Pie&A Fridruszu (Nr. 18) rozpoczyna parafraz^ Horacego IH, 3: 
lustum et tenacem propositi virum Non ciyium ardor 
prava iubentium^ Non yoIIus instantis tyranni Mente 
quatit solida cet. Ale opuszcza wzmiank§ o przewrotnym ttnmie, 
z tyrana zostawia tylko Iask§, ktdr^ bohater gardzi, a zamiast kata- 
klizm6w natury wstawia gniew szcz^Scia: 

Umyst stateczny i w cnotach gruntowny 
Eto ma od Boga, i^ywie Swi^tym r6wny; 
Nietylko wytrwa gniew szcz^Scia surowy, 
Ale i task^ wzgardzi6 jest gotowy. 

Stateczno^ tak^ illustruje Horacy przykladem Romulusa, Sza- 
rzyiiski Fridrusza. Eiedy ten opisuje kl§sk§, zadan^ Polakom przez Ta- 
tar6Wy i szuka bohaterskiej Smierci, to post^puje tak, jak Horacyuszowski 
Regulus (III, 5, 21) : derepta vidi, vidi ego civium cet: »Farb; 
Bugowej, widziatem, krew wody nasza zmienita*. I Begulus wyrzuca 
iotnierzom rzymskim, ie woleli si^ podda6 nii zgin^^. On s§mier6 woli 
od haAby. — OczywiScie tre66 miat SzarzyAski dan^ w fakcie histo- 
rycznym. Ale w jej sformutowaniu nie zapomniiat o Horacyra. To tel 
kiedy opiewat wypadek analogiczny (jako motyw poetyczny) do Smierci 
Fridrusza, i5mier6 Strusia (nr. 19, 19 a), kt6ry pole^ w nieszcz§§liwej 
bitwie z Tataralni, uwzgl§dniat Horacego (^trmen IV, 2. Wi{C jego 
dulce et decorum est pro patria mori (w. 13) oddat przez: 
»Jest nieco — ojczy:Snie iywot sw6j darowad* ; a stowa o Smierci tdi6- 
rz6w (w. 14 nn.): mors et fugacem persequitur yirum nec 
Parcit imbellis iuventae poplitihus timidoque tergo taki 
knaj^ odpowiednik w redakcyi pierwszej (19, 21): »i tak pi^rzchliwego 



157 

Sroierci grzbic^t jest odkryt, jak smierci Smiatego«. W tejie redakcyi 
czytamy por6wnanie o rozjuszonym Iwie, kt6ry i^dny krwi wpada 
w szeregi mysliwych (w. 25 nn.)- Ma je Horacy w tej samej piefini 
(w 11 n.). Wreszcie w rozwaianiach o slawie (w. 20 i 34 pierwszej 
red.) pobrzmiewaj^ echa Horacego (w. 21 nn.): virtus recludens 
inmeritis mori caelum negata temptat iter via. 

Oczywiscie tylko wtedy nawet tak drobne wolno wykazywa6 ana- 
logie, gdy si§ raz stwierdzito wyra^nie zsleino&i od Horacegp. Totei 
nawet w utworze 21. moina odkrywa6 wplywy mySli Horacego carm, 
2, 2, w utworze 41. dopatrywa6 sig reminiscencyi carm. II, 12; I. 32» 
9 nn. i IV, 15 i n., a pocz^tek utworu drugiego: 

Ehej, jak gwaltem obrotne oMoki 
I Tylan pr^dki lotne czasy p§dz%! 
A chciwa moiie odciq6 rozkosz n^dz^ 
SmienS, — tu4 za narai spore czyni kroki 

Qwa^6 za echo carm. II, 14: Eheu f ugaces, Postume, Po- 
stume, labuntur anni! W dalszym ci^gu jest iei wzmianka 
indomita mors, kt6ra u Szarzyiiskiego tak goni za cztowiekiem^ 
jakvitiosa cura Horacego (carm. II, 16. 21). — Nawet w utwo- 
rze 20., poswi§conym Stefanowi Batoremu, wolno si§ dopatrywad 
wp/ywu carm. IV, 5, (por. tei IV, 16), w kt6rem Horacy slawi Augu- 
sta. Sam jednak poczqtek : >Kr61owi hymn moinemu Spiewajmy Ka- 
meny, Bogu naprz6d : bez Boga nic nie godne ceny itd. « przy wodzi na 
pami§6 pocz^tek Teokrytowej pochwaly Ptolemeusza (id. XVII) : 'Ex 

l'.b; ip'/u}\>.^G^a xal e^ Aia Ki^eze MoTaxi... ay^pCiy S' au ntoXsfjLaToq ^vt icpco^ 

Towi Xv(iz^{»), jak znowu dalsze pochwafy Boga przypominaj^ pocz^tek 
Aratowych Fenomen6w. 

Ale na tym przyWadzie trudnoby udowodni6 znajomos6 greczy- 
zny u Szarzyfiskiego. Pr§dzej uwierzy ktos, ie pocz^tek slawnego sonetu 
(nr. 6): >/ nie tnitowad ci§iko i mitowac* jest tlumaczeniem anakreon- 
tyka (m*. 46) : XaXswbv ib [xy) ^iXvjcra', XaXsicdv ^k xat ^iXfjjai. Anakreon 
narzeka w dalszym ci^gu na chciwos6 kochank6w, Szarzyiiski bolej& 
nal marno^ci^ rzeczy zmysfowych, kt6re nie daj^ zadowolenia, jesli 
celem mitoSci nie jest - B6g. 

A czy pisana w safickiej strofie piesn (nr. 53), wzywaj^ca Afro- 
dytf, by zaprz§gta w ztoty w6z par^ bialych gof^bi i przybyta nad 
Wisl^, nie powstata pod wplywem ody Safony do Afrodyty ? 



158 

icoTpbg ^k 36{jLOv XtxoTaa 

ip[k^ uicol^e6^a9a, xflcXoi S^ a* 2y^v 
<I)xie^ grpou^ci repi|Y^P (jieXaCvaq 
wuxva JiveuvTe^; izHp^ aL-K* b>pava>, ai5l- 
pO(; hk [UoGtii, 



Wzmiank^ o opuszczeniu Cypru przez Wenerg ma 1 Horacy 
(carm. I, 19, 9, por. I, 30). 

Ale nietylko staroiytn^ Iiryk§ przerabia Szarzyiiski na polsk^. 
W wierszu do Kasie (nr. 68) zrymowat w pi^knych strofach saCckich 
opowiadanie Owidego o Narcyzie (Met. III, 413—510). Zacz^ od 
w. 487 : 

...sed ut intabescere flavae 
Igne levi cerae matutinaeque pruinae 
Sole tepente solent, sic attenuatus amore 
Liquitur et caeco paulatim carpitur igni 

i w odniesieniu do siebie napisat: 

Jako 16d taje przezroczysty z lekka, 
Kiedy go ogie^ zagrzewa z daleka, 
Tak ja na twarz tw^ na ka^^ godzin^ 
Patrzam a gin^. 

Stosunek do Owidego w dalszym ci^gu ziliustrujemy jedn^ 
strofi^ (w. 48' nn.) : Narcyz przemawia do swego wizerunku, odbit^o 
w lr6dle: 

Pfaczesz, gdy ptacz^ ; gdy i;alodnie wzdycham, 
Wzdychasz ; 6miejesz sig, gdy si§ ja u^miecham ; 
Chc§ ci§ oWapi<5, r§ce twe rozci^asz 
I mnie te^ si^asz. 

Owidyusz pisze (w. 458 nn.): 

Cumque ego porrexi tibi bracchia, porrigis ultro; 
cum risi, arrides; lacrimas quoque saepe notavi 
me lacrimante tuas.. '< 



169 

Zakodczenie opowiadania Owidyuszowego (w. 505 n.): 

...Planxere sorores 
Naldes, et sectos fratri posuere capillos, 
planxere et Dryades cet. 

umiescil SzarzyAski we >fraszce dn Anusi« (nr. 67). Dok/adne zbadanie 
motyw6w jego erotykdw wykazaloby, ie te plomienie do Zo^, Ka§ 
i innych Anud isi swdj nie tyle sercu poety, ile antologii i anakreon- 
tykom zawdzi§czaJ4. Ale moie j\d i przytoczone, bez szukania, przy- 
padkiem znalezione prdby wystarcz^ do scharakteryzowania — orygi- 
nabosci Szarzyiiskiego. Oryginainosci w poezyi polskiej przed w. XIX 
szuka^ moina jedynie u domorostych nieuk6w. A Szarzydski do nich 
nie nale^. Etoby w^tpit o jego humani^ie mimo przytoczonych remi- 
niscencyi staro^nych, tego moie zachowane wiersze taciiiskie Sza- 
rzyiiskiego sktoni^ do wiary w jego humanizm. 

Aby oszcz^i6 trudu szukania wdr6d epigramat6w Martialisa 
iiMid, >firaszki z Marcyalisza« (nr. 42, 42a), dodaj§, ie tr6dlem jej jest 
nie Martialis, lecz Plutarch (apophth. reg. imp. Agathocl. nr. 1) i z niego 
powtarzaJQ j^ humanistyczni wydawcy apoftegmat6w, jak Fulgosius, 
Erazm z Rotterdamu i Lykostenes. Z tego przej^ j^ Rej i opowiedzial 
w 8 wierszach w >Zwierzyiicu« (I 30), a proz^ w ^l^ywocie cztowieka 
poczciwego« (str. 112 Turowski, 1 157 Kallenbach). OSmiowiersz Sza- 
rzyiiskiego wyszedt moie z ch§ci rywalizowania z Rejem w obrobieniu 
tego samego tematu. 

Natomiast czterowiersz 43 (Z iegoi fraszka) jest rzeczywiScie prze- 
kiadem dw6ch epigram6w Martialisa: 

V 81 : Semper eris pauper, si pauper es, Aemiliane. 
Dantur opes nulli nunc, nisi divitibus 

i Vn 66 : Nulli munera, Chreste, si remittis, 
nec nobis dederis remiserisque : 
credam te satis esse liberaiem. 

Wreszcie drobny przyczynek do trdd^ X. sielanki Szymanowicea! 
Wspomnialem (Eos XI, 1 str. .-^4), ie pomyst pr6by dziewiczoSci za- 
pomoc^ rodzaju s^d^w bo^ych wzi^ Szymonowicz z greckiego ro- 
mansu. W r. 1164 wydal Wtoch Annibale della Croce (Cruceius) 
w Bazyiei (dziesi§6 lat przedtem publikowal w Lyonie pierwsz^ 



lao 

potow§) taciiiski przektad oSzniu ksi^ de Clitophontis etLeu- 
cippes amoribus AchiUesa Tatiosa. Pierwsze wydanie greckie 
ukazato si§ dopiero w r. 1601 ex officina Commeliniana. 0162 w lym 
romansie ma cudzotoina iona, Melite. zst^pi^ dla oczyszczenia si^ do 
wody stygg.skiej 6dy kto fatszywie przysi^t na sw^ niewinnosd a po- 
tem wstiipit do wody, woda podnosita si§ wzburzona 'di po jego szyj§. 
Przy wst^pieniu osoby, kt6ra prawdziwie przysi^gta, woda si§ nie pod- 
nosita, zostawata tylko po kolana. Powstanie tego ^6dta Tatius tak 
objasnia (VIU 15): 2yta raz pi^kna dziewica, Rodopis, oddana tylko 
towom i gardz^ca mitoSci^. Artemida przyj^a j^ do swego orszakn, 
zobowi^zuj^ przysi^g^ do wiecznego dziewictwa. Rozgniewana tem 
Afrodyta sprowadzita na jej drog§ r6wnie nieczutego na mito^ mto- 
dzieiica, Euthynikusa, i w sercach obojga wzniecita gwattown^ nami^ 
inoi6, kt6ra w tej samej grocie, gdzie Rodopis przysi^gata Artemidzie 
czysto^, znalazta zaspokojenie Rzecz wyszta na jaw. Rodopis za kar; 
zostata przemienion^ w 2r6dto stygijskie. — To opowiadanie, pot^one 
z Owidyuszowsk^ history^ o Kallisto, dato Szymonowiczowi zr^b do 
sielanki X. 

Wptyw romansopisarzy greckich na literatur§ polsk^ XVU. w. 
naleiy jeszcze zbada6. Dowodem ich znajomodci u nas jest chodby to^ 
2e Etyopika Heliodora przetoiyt pierwszy na j^yk tacidski Polak, 8ta- 
nistaw Warszewicki i wydat w k 169& z greckinr tekstem Kommeli- 
nusa ; a w r. 1606 ukazato si^ w Wilnie polskie ttumaczenie tegoi ro- 
mansu. A kto si§ rozczyta w romansach pasterskich, pocz^wszy od 
Arkadyi Sannazara, ten znajdzie moie i ^r6dta dziwacznych imion dziew- 
cz^t i mtodzieiic6w w »Roksolankach« Saymona Zimorowicza. 

Krakdfv. 



MISCELLANEA. 



Qrzegorz NysseAski o ciinieniu ciepta stonecznego. 

W odcinku »Czasu« (r. 1905, Nr. 18 z dnia 23. styczDia) podaf 
Dr. Antoni E. kilka uwag o promieniowaniu stoiica, z kt6rych najcie- 
kawsz^ byta dla mnie nast^puj^ca notatka: »Przed trzydziestu 
laty dowodzit angielski uczony Clerk Maxwell, ^na mocy jego elektro- 
magnetycznej teoryi Swiatla promienie powinny wywiera6 cisnienie na 
powierzchni§ ciata, kt6re oSwietlaj^ i ogrzewaj^. Zjawisko to stwierdzit 
rosyjski uczony Lebedew i Amerykanie Nichols i Hull; ci ostatni wy- 
mierzyli nawet wielko^ tego ciSnienia z nadzwyczajn^ ^isto^i^. Jeieli 
ciato ma jeszcze mniejsze rozmiary, nii srednica V4o.9oo cm., wtedy 
ostatecznie zostaje odepchni§te od stonca<... Nie sledzitem oczy- 
wiscie wstecz historyi tego spostrzeienia, zwracam tylko uwag§, ie 
pisarz ko^cielny 4. wieku, Grzegorz, biskup Nyssy, w Ta Maxpvna 
(w dyaiogu z siostr^ Makryn^ o dnszy) podobnie sig wyraia o cieple 

stoiica: »01^ (sc. oroixewig) ayui^eprf,^ hxDf i^ 9601^, exi ta xixta ©^peTai, 
^q i^Xiaxt}^ ^cppi^TYjTo^ Zia twv dcxTtvcdv xara^^co^aYjg « (= Migne, Patr. gr. 
tom 46, col. 25). Czy wiadomo komu o innych analogicznych zdaniach ? 



Krakitv. A. 



X. _ *_ • 



Kilica 8t6w o wydaniach IHistoryi Dtugosza. 

Zajmuj^c sig Grzegorzem z Sanoka, miatem sposobno^ por6wny- 
wa6. czfsto oba wydania >Kroniki« Dlngosza: Lipskie i Krakowskie 
z r. 1878. Uderzyto mi§ wi§c, 2e recenzya tekstu, jak^ uskutecznit 
^gota PauUy wprowadza nieraz zmiany, co najmniej w^tpliwe. Obja^nif 
to jednym znamiennym przyktadem. 

Wedlug notatki w Aktach grodzkich i ziemskich IL str. 61 
(r« 1404) w pobliiu Dunajowa leiata wieS Zboratycze: in fluvio Weli- 

11 



162 

kalyppa (dzid Ztota Lipa), quod flumen granicies inter rillam nostram 
Sboraythicze et inter vilLajn Dunayow ipsius haliciensis Archiepiscopi. 
Wydawca Liske zauwa^yt, ie wsi Zboratycze obecnie nie moina od- 
szuka6, »moie byla zniszczona przez Tatar6w r. 1474, kiedy 
Grzegorz z Sanoka obronil si§ od Tatar6w w posiadloSci swej Dmia- 
jowie«. To przypuszczenie potwierdza Dhigosz, ks. Xlil. str. 515, kt6ry 
donosi, 4e Tatarzy wlaSnie w tym czasie spalili pr6cz Kamieiica, Halicza, 
Glinian, Dunajowa, Golog6r — takie Zboratycze: Thartarorum vilis.. 
exercitus... cladem ingentem circa Kamyenyecz, Halicz, Giinyani, Dn- 
nayow, Golegori, Zberaszicze igne, caede et omni vastationis genere 
egit Tak czytamy w wydaniu lipskiem, podczas gdy wydanie krakowskie 
(ks. XII. str. 608) podaje >ZbardSz< zamiast Zboratycze. Wzgl^ na 
s^siedztwo Dunajowa i osady Zboratycze przemawia za autentycznosciii 
tekstu lipskiego, czy natomiast »Zbarai« jest prostem podstawieniem 
nazwy wi§cej znanej, czy tei naleiy przyj%6, ie byla mowa o obu 
naraz miejscowoSciach, to zale^oby od stwierdzenia, jak daleko w tym 
roku posun^ty si§ hordy tatarskie. 

Bytoby rzecz^ po^dan^, podda6 doUadnej rewizyi tekst Dtugosza, 
por6wna6 oba wydania i utoiy6 jako dodatek, krytyczny wykaz rtinic. 
S^dz^, ie sumienny historyk, zwtaszcza Polak, nie bgdzie nwaisal takiej 
pracy za zbyteczn^. 

Krakiw. A. MiodoMd, 



Buonaccorsianum. 

Nuper cum quaestionem de verborum ait, inquit in Callimachi 
libello de vita et moribus Gregorii Sanocei coUocatione instituerem, in- 
cidi in locum, qui est c. 30, 1. 5 sqq. (ed. Finkel. Mon. PoL hist VI 
(1893) p. 202): Ceterum ne aut ea, quae magno labore conquisierat (sc. 
Gregorius), neglegentia deperirent aut animus suus, quem ab onmi 
perturbatione absolutum volebat, servilibus curis implicaretur, rerom 
suarum procuratores in locis opportunis designaverat, cum quibus admi- 
nistLationis rationes nunquam subducebat fcu certus integritatis eorom 
seu timens cognita fraude destinatam sibi animi pacem inquietare. Iirud 
certum est ipsum saepe usurpare solitum eorum, qui de 
fide procuratoris dubitarentaut inquirerent; etsi resma- 
xime salvae sunt, tamen animum esse inquietum. 

Verba >iliud certum« cet usque ad finem sensu carent, qoa- 
propter Miododski (ed. Gracov. 1900) post vocem solitum vocabulmoi 
dictum addidit, Sinko (Eos VI (1900) p. 243 not. 3) genetivum eorum 
in ad eos mutandum esse putabat. Sed mea quidem sententia locos, 
de quo agitur, nulla mutatione eget, dummodo rectam interpungendi 
rationem adhibeamus. Illud certum est ipsnm saepe usnrpare 
solitum (sc. esse), eorum, qui de fide procuratoris dubita- 



163 

rent aut inqairerent, etsi res maxime salvae sunt, tamen 
animnm esse inqnietnm. Ftonomen illnd non est subiectnm, 
quod vocatur, enuntiati certum est, sed vice obiectiverbi usurpare 
fangitur (cf. c. 39, 1. 14 sq. Id pro certo asseyeraverim, cum de ieiunio 
admoneretur (sc. Gregorius), Isaiae illud usurpabat: »Non tale 
ieiuninm elegi«, dicit Dominus), genetivus eorum non e pronomine 
illud, sed e substantiTis res, animum pendet 

8or. fn oppido Kotomyiik* Z. DembU»er. 



Recenzye — Sprawozdania — Zapiski. 



Ulrich von Wilamowitz-Moeilendorff, Die griechische 
Literatur des Altertums (W zbiorze: Die Kultur der Gegenwart, 
herausgegeben von Paul Hinneberg, Teil I, Abteilung 8,*)str. 1 — 236 J, Berlin 
i Lipsk 1905, B. 6. Teubner. 12 M. (za ca^ tom oprawny). 

Ktokolwiek przegl^da historyQ filologii klasycznej w ostatniej dwierci 
ubiegtego wieku i wyniki badaii w rozmaitych jej dzialach, zebrane tak do- 
stQpnie w wydawnictwie W. Krolla: »Die Altertumswissenschaft im leizten 
Vierteljahrhundert< (Lipsk 1905, 0. R. Reisland, str. 557), tego musi uderzyc 
ogromne znaczenie berliiiskiego hellenisty, kt6ry w metryce, krytyce tekstn, 
historyi politycznej, a przedewszystkiem w historyi literatury, branej w naj* 
obszemiejszem znaczeniu tego s2owa, mn6stwo problem6w rozwii|zal a wi§cej 
jeszcze poruszyL Nie motoa sobie poprostu wyobrazid, jakby wygl^dal roz- 
w6j filologii greckiej w ostatnich 30 latach bez imienia i osoby Wiiamowitza. 
Pracownika wszechstronniej wyksztatconego, badacza bardziej bystrego, pisa- 
rza bardziej ^iywego Niemcy dzi^ nie posiadaj^ A ze wsp6{czesna filologia 
klasyczna ci^gle jeszcze przebywa sw6j »okres niemiecki<, mozna bez wiel- 
kiej przesady powiedzied, ie Wilamowitz jest najwi^kszym wsp6}czesnym hei- 
lenistii w Europie, wiQc na ca^m Swiecie. 

Polscy czytelnicy, kt6rzyby tej osobistodci jeszcze nie znali, mog% siQ 
jej przypatrzyd w sylwetce, skreSlonej z okazyi srebrnego jubileoszu doktor- 
skiego przez ucznia jego, prof. S. Witkowskiego (Przegl^d polski t. XX). 
A gdy }% przeczytaj^, gdy przypomQi^ sobie o tak znanych dzielach, jak: 
Homerische Untersuchungen^ Aus Kydathen, Einleitung in die attische Tra- 



*) Tom I. cz^6 8. mie^i nadto : 2) Die griechische Literatur des Mittelalters 
Yon Earl Krumbacher (str. 237—285), 3) Die griechische Sprache Ton Jakob Wacker- 
nagel (str. 286—312), i) Die r5mische Literatur des Altertums von Friediich Leo 
(str. 313—373), 5) Die lateinische Literatur im Ubergang vom Altertum zum Mittel- 
alter yon Eduard Norden (str. 374—411), 6) Die lateinische Sprache von Fraox 
Skutsch (str. 412—451). 



166 

g5die, Isyllos von Epidaoros, Textgeschicbte der griechischen Lyriker, cieka- 
wo^ ich, by poznad history^ literatury greckiej, napisans^ przez tego cz2o- 
wieka i nczonego, bQdzie dodd napr^tona. 

Rzecz ukaza^a siQ w zbiorze encyklopedycznym, przypominaj^cyin 
gigantycznego Erscha i Grubera, ale znacznie dostQpniejszym, w zamiarze 
nawet popularnym. Jakoi wiele ustQp6w moze nawet wyksztatcony laik czy- 
tac z zaj^iem i korzydci^. Ale cato^d, a takze kaide zdanie z osobna, prze- 
m6wi tylko do filologa, znaj^cego i autora, o kt6rym mowa, i wszystkie pro- 
blemy z nim zwiiizane. Laik najwiQcej skorzysta, dowiaduji|c siQ np., czego 
nie mamy z liryk6w greckich, o kt6rych si^ tyle m6wi, a nadto poznaj^ 
szereg wybitnych osobisto^ci literackich. Filolog umocni siQ w przekonaniu, 
ze filologia klasyczna jest jeszcze nauk^ bardzo mtod^, zapami^ta sobie, ile 
kwestyi trzeba jeszcze rozwi^za6. 

Wilamowitz wskazuje na nie przy kazdej sposobno^i. Ale za podrQcz- 
nik historyi literatury ta ksi^^ka stu^yd nie mo^e. Mitodzieiicy, szukaj^cy 
w podrQcznikach materyahi do memorowania, systematycznie uto^onego 
w p6}kach i p6leczkach, b^d^ pr6bowad podkredlad pewne zdania, aby si^ 
ich wyuczyd na pami^d. Ale wnet odlo^ i o{6wek i ksi^ikQ. W niej trze- 
baby albo wszystko podkre^iid, albo niczego nie tykad. Przejrzysto^ci^ i try- 
wialn^ przystQpno^i^ szkolarsk^ dzieto to nie grzeszy. 

Gdyby chodzilo o analogie, to jedynie ust§py o literaturze rzymskiej, 
skreslone przez Teodora Mommsena w jego Historyi rzymskiej, moznaby ze- 
stawid z wywodami Wiiamowitza. Tak% literatur^ greck^ m6gtby byt napisad 
jedynie Mommsen, gdyby byt pracowa^ w tej dziedzinie, co jego zi^. Zreszt^ 
ksi^ka jest unikatem, jak jej autor. 

Dwie dusze odstonity si^ Wilamowitzowi w literaturze greckiej : joiiska 
i attycka. Jonizm jest wykiadnikiem zbiorowej kultury wszystkich szczep6w 
greckich, osiadjych w Azyi mniejszej, Na zjonizowanej ziemi eolskiej powstaje 
cechowa poezya epiczna, recytowana na dworach butnej szlachty (epos dwor- 
skie. nie ludowe ; do illustracyi mozna uzyd epopei starofrancuskiej, nie pie^ni 
ladowych), najpierw w Azyi mniejszej i na wyspach, potem w samej Grecyi. 
Okoto r. 700 najznakomitsze jej produkty zwi^zane s^ jui z imieniem oso- 
bisto^ci historycznej, Homera. Wolno i trzeba wyro^niad w Iliadzie i Odyssei 
szereg iT^del (Vorlagen) Homera, ale nie wolno w^tpid, ie znane nam epopeje 
8^ dzie^em jednego poety. Nie F. A. Wolf, ale Ghr. G. Heyne i G. Hermann 
pomagaj^ do zrozumienia i ocenienia Homera. Nie illustruje go tez zupelfnie 
sztuka mykenska. Raczej styl geometryczny da siQ pordwnad z szablono- 
wo^i^, ale i architektonik^ pie^ni Homerycznych. Obok tej dworskiej i dwor- 
nej epopei kwitnie wiQcej »burleskowac poezya popularna. Od Margitesa do 
jambdw Archilocha i Hipponaksa prosta prowadzi droga. Antypod^ Homera 
jest tei pierwszy poeta koiitynentu europejskiego, Hezyod, kt6ry bog6w epopei 
jo^skiej pogodzii^ z b6stwami ludowemi Beocyi, stwarzaj2|c ich genealogie. — 
Wi^ Teogonia jest tylko spekulacy^ jednego cztowieka?! 

Pomijamy rozw6j elegii i liryki joiiskiej (w Anakreonteach nie ma zu- 
pehiie Anakreonta) i eolskiej, nie zatrzymujemy si^ przy kitarodyce i poezyi 
ch6rowej, o kt6rej nie mamy wyobra2enia, a podnosimy fakt stworzenia 
naukowej prozy przez Jo6czyk6w: Anaksimandra, Heraklita i Hekatajosa. — 
Taki jest helleiiski peryod (ca. 700 — 480) Uteratury greckiej. 



166 

W peryodzie attyckiin (480 — 300) przedstawia antor najpierw literatm^ 
poza Atenami, wiQC lirykQ ch6row% Simonidesa, Bakchylidesa i Pindara, 
poezy^ filozoficzn^, nprawianti w Grecyi Zachodniej przez Ksenofanesa, Par* 
menidesa i Empedoklesa ; dalej prozaiczne pisma (w dyalekcie dorycidm) 
lekarza Alkmajona i filozof6w FUolaosa i Archytasa; wreszcie Indowii poezy^ 
Epicharma i Sofrona. Z korynckich ch6r6w Satyr6w (nie z dytyramb6w) 
powstaje na gmncie attyckim tragedya, a na jej modl^ formnje si^ z pier- 
wiastk6w flyakograficznych komedya. R6wnolegle z rozwojem attyckiej poezyi 
idzie joiiska proza Herodota, Hellanika, Melissosa, Hippokratesa i Demokryta. 
Proza attycka pojawia siQ po raz pierwszy w mowach Peryklesa, a zwlaszcza 
w wymowie si|dowej. NajwiQkszym talentem formalnym jest Isokrates. 

Nie motemy znowa streszczad wspanialych charakterystyk mowG6w i fi- 
lozof6w attyckich (jako Indzi, osobistoi§ci i pisarzy) i przechoiteimy do peryoda 
helleiiskiego (320 — 30 przed Ghr.), w kt6rym Wilamowitz za Droysenem pod- 
nosi ogromne znaczenie hellenizmu, jako nowej formy knltnralnej, obejmn- 
j^cej 6aly dwiat cywilizowany. Na czele literatnry hellenistycznej s^wia antor 
Arystotelesa, przedstawia powstanie nowych form literackich, jak : >podr^nik 
szkolnyc, hypomnema, list, diatryba, apoflegma; zastanawia sIq nad teoryami 
retorycznemi, kt6re p6^niej doprowadzily do t. zw. azyanizmn i attycyzmu; 
kredli hellenistyczn% historyografiQ, biografiQ i romans. W ten ostatni gatnnek 
wktada (za E. Schwartzem) wszystkie elementy romantyczne, a przez to samo 
cofa problem na stanowisko Chassanga. Natomiast shisznie przyjmnje istnie- 
nie romansn komicznego przed Petroniuszem. 

ile rzecz o prozie hellenistycznej jest najlepszii party^ w catej 
ksi^&ce, o tyle przedstawienie poezyi aleksandryjskiej przez najlepszego jej 
2nawcQ wiele pozosta^ria do ^czenia. Zadnych grup literacMch, feidnego 
powstawania i rozwoju gatunk6w w niej sIq nie widzi. Filitas podniesiony 
jedynie jako zbieracz gloss, Leonidas z Tarentu nazwany Enforionem epigra- 
matycznym, Meleagros z Gradary ledwie wspomnianyl 

Z tem wi^kszem zadowoleniem czyta siQ peryod rzymski (30 pnsed 
Chr. do 300 po Chr.) raz dla znakomitego przedstawienia reakcyi attycystycz- 
nej, jej teoryi i praktyki ; po drugie dla r6wnorz§dnego traktowania litera- 
tury chrze^ijaiiskiej obok pogaiiskiej. Po raz pierwszy obok Filona z Ale- 
ksandryi staje Pawet z Tarsu (klasyk hellenizmu), obok romansu greckiego — 
Klementyny i historya Tekli, obok pism Hermetycznych — Apokalipsy i Her- 
mas. W ustQpie o zamieraniu (das Ausleben) literatury przesuwaj^ siQ przed 
nami postacie blizkie Apostaty, wIqc Themistios, Himerios, Jamblich, Libanios, 
ale i trzej wielcy Eappadocyjczycy. PotQzna postad Jana Chryzostoma zamyka 
literaturQ greck%. Bo p6^niejsi to ju^ Bizantyiicy. 

Do czytania takiej ksi^zki zachQcad chyba nie potrzeba. Je^eliby nawet 
jej lektura mogta poniek^d balamucid >ucznia« przy okresie heUenskim 
i attyckim, to niechaj przynajmniej dalsze partye (nie obowi^zuj^oe przy 
egzaminach) stanowi^ irddlo pouczenia si^ o literaturze greckiej w czasach 
hellenizmu i za cesarstwa rzymskiego. Bo innych tak dostQpnych 2r6del nie* 
ma w og6le. A w szczeg61noSci my Polacy jeste^my skazani na kupowanie 
niemieckich podrQcznik6w. W2asnych przecie^ zupehiie nie posiadamy! Eu- 
pujmy2 wiQC towar najlepszy 1 A mo2e kiedy^ polski latynista, kt6rego nieraz 
zestawiano z Wilamowitzem, zdecyduje sIq na wydanie swej historyi literatnry 



167 

rzymskiej. Wtedy b^ziemy mieli w^asn^ ksi^ikQ, godn^ por6wnania z t]| 

oiemieckii history^ literatury greckiej. Oby to wnet nast^pitol 

Paryi. T, Sinko. 



Fr. Leo, Die rfimische Literatnr des Altertums. (W zbio- 
rowem dziele, wydawanem przez Hinneberga p. t Die Eultur der Gegenwart. 
Bd, I, Teil 8 str. 313—373). Berlin und Leipzig 1903. 

Aby t§ oryginab^ pracQ nale2ycie ocenid, wypada uwzgl^dnid, 4e ona 
jest cz^feisi w tytule oznaczonej zbiorowej ca^oSci i musiata byd dostosowan^ 
do celu, jaki wytkni^to catemu dziehi, wydawanemu przez Hinneberga. Wy- 
dawca i wspdtpracownicy wyszli z zapatrywania, 2e obecnie badania naukowe 
za nadto si^ rozstrzelaj^ i w miar^ rozrostu specyalnych ga^Qzi wiedzy za 
bardzo siQ od siebie odosabniaji^ ; ^e brak im wQzla t^czQcego, kt6rym jest po- 
gli|d na ca^o^, a przeciei tylko gruntowne opanowanie cato^i historycznego roz- 
woju ducha ludzkiego daje zdrow^ i wydatn^ podstawQ do nowych zdobyczy 
dnchowych w kierunkach specyalnych. A poniewai niepodobna kaidej nau- 
kowo pracuJQcej jednostce opanowad nalezycie drobne, szczeg6lowe a tak 
rdznorodne i dzisiaj liczne gatQzie wiedzy, postanowiono stworzyd naukowo 
Qzasadniony pogl^d na g26wne objawy i kierunki rozwoju tych gat^i, i do zesta- 
wienia tych pogl^d^w specyalnych powoJano zawodowe, powazne i wypr6bo- 
wane si2y wsp62czesnych uczonych. Zadanie byto trudne, bo wymaga^o nie 
tylko doborowych sil, nie tylko pewnego porozumienia siQ wsp6hiczestnik6w 
co do zakresu i metody traktowania przedmiotu, ale nadto stosunkowego 
ograniczenia rozmiar6w pojedynczych dzia}6w a wreszcie odr^bnego talentu do 
przedstawienia jasnego i szerszym o^wieconym warstwom przyst^pnego czQ^ci 
w sUad catoiSci wchodzi|cych. 

Czy uda siQ w tej tak zakredlonej systematycznej encyklopedyi kultury 
osi^^d wszystkie wytej zaznaczone cele, czas poka^e, gdy^ dot^d mala do~ 
piero cz^ dziela wyszla z druku, ale jui teraz mozna wydad s^d o tem, 
iie te dzia^, kt6re si^ dot^d ukazaty, maji^ same w sobie warto^d i odpo- 
wiadajii celowi wydawnictwa. 

Ot64, ze referat Dra Leo o rozwoju literatury rzymskiej, kt6ry ma byd 
przedmiotem niniejszego sprawozdania, jest gruntowny i stoi na wyzynie 
W8p6}czesnej krytyki, tego prawie stwierdzad nie potrzeba wobec tak znanego 
i wytrawnego autora. To ie± i sprawozdawca w Deutsche Literaturzeitung 
(r. 1905 Nr. 46 str. 2781) P. Wendland uznaje t§ zalet§ referatu Dra Leo, 
zaznaczaj^c tylko drobne rdtoice swego zapatrywania w pogl^dzie na poemat 
Lnkrecyusza i na elegiQ rzymskq. 

W calo^ci przyznaje Dr. Leo literaturze rzymskiej wi^cej samodzielnotoi 
i zalet, nit jej doti|d zwykle przyznawata krytyka. I molsna zgodzid siQ na 
to, ie ten poglf|d w licznych szczegdlach jest shisznym i zgodnym z prawd^. 
Bronil tez samodzielno^ci rzymskiej wobec wp)yw6w greckich juz w staro^- 
ino^ Cyceron, np. w Tusc. disp. I, 1, 1 n. Z drugiej jednak strony dwiadczii 
krytycznie stwierdzone fakty, jak przej^ie alfabetu i liczne podania, si^gaj^ce 
w czasy kr61estwa, o odwiecznych wpjywach greckiej kultury na rzymsk%. 



168 

Ani tei Rzymianie nie wstydzili si^ tego, ani nie awiacza im to wcale, 2e 
takim wptywom, czy to etruskim, czy to greckim, byli przyst^pni: owszem 
wielkodd Rzymian, jak to widocznem i z ich stosunku do religij obcych, po- 
lega na tem, ze z wszystkich dobrych przyk2ad6w umieli korzystad, ze prze- 
wa^nie przyswajali sobie to, co byto dla nich pozytecznem ; w tem tez lezah 
jedna z wa^nych przyczyn, 2e owtadn^li tak wielki, jak nikt przed nimi, 
a przez tak r6^norodne narody zamieszkaty obszar ziemi. M6wimy, i to 
slusznie, o samodzielnoSci Rzymian w zakresie sztuki wojskowej. A przeciez 
dobrze wiadomo, ile w tym zakresie korzystali nie tylko z wynalazk6w grec- 
kich, ale i z urz^dzeii innych narod6w w miar^ potrzeby. Drugiem g)6wnem 
niew^tpliwie polem, na kt6rem samodzielno^ rzymska si^ uwydatnila, jest 
umieJQtno^ prawnicza. Ale jezeli Dr. Leo chce w prawodawstwie rzymskiem 
widzied zjawisko samodzielne w tem znaczeniu, ze uwaia historyczne podania 
o wp^wie prawodawstwa attyckiego na prawa XII tabUc wprost za basnie, 
narzucone Rzymianom przez greckich uczonych (str. 3), to mojem zdaniem 
posuwa si^ za daleko. Za to tatwo godzimy si^ na zdanie autora, gdy prze- 
sadnie przez Drumanna i Mommsena poUoczonemu Cyceronowi przyzaaje 
wiele samodzielnosci i zastugi, a oparhzy siQ na dziele Zielinskiego (Cicero 
im Wandel der Jahrhunderte), ocenia sprawiedliwie szeroki jego pogl%d na 
kulturQ i olbrzymi wptyw na potomnych. Obok Cycerona stoi w przedsta- 
wieniu Dra Leo wysoko KatuUus jako liryk, dalej uzyskal niezwykle w na- 
szych czasach pochlebne uznanie Horacy i Wergili, kt6remu przyznal aator 
nawet wobec Homera znaczn^ oryginalno^. Z p6^niejszych pisarz6w ceni Dr. Leo 
bardzo wysoko Tacyta a obok niego Petroniusa. OsobUwie charakterystyka 
Cycerona, Wergilego i Horacego jest oryginaln^ i godn% czytania. Za to blado 
i sk^po, jak mniemam, wypadta charakterystyka taientu Owidyusza, Lukana 
i Stacyusza, osobliwie jego Sylw, nadto Marcyalisa; a z Juwenalem obszedl 
siQ autor nieco po macoszemu. Ghodby na wzmiauk^ o Kornificyuszu, Korne- 
liuszu Neposie, Warronie Atacydskim, Licyniuszu Kalwie, Gracyuszu, Manili- 
uszu itp. nie pozwalaty zapewne autorowi ciasne ramy planu zbiorowego 
dziela Niema iet wzmianki o charakterystycznych dla swych czas6w prze- 
kladach Arata. Jezeli dalej autor wi^ie czasy mlododci Augusta z pocz]|tkami 
stylu retorycznego rzymskiego (str. 38), kt6ry do szczytu rozwoju doszed) 
w pismach mtodszego Seniki, to dla unikniQcia nieporozumienia wypada do- 
dac, ii Dr. Leo ma tu na mySli specyalnie styl retoryczny szkolny czyU zwy- 
rodnia^, bo pi^tno retoryczne w obszerniejszem znaczeniu czyli oratorskie 
maj^ na sobie ju2 dawniejsze pomniki literatury rzymskiej. S^dzQ nadto, ze 
Dr. Leo niedostatecznie skreSlit wpiyw filozofii stoickiej pocz^wszy od Scy- 
piona EmiUana a2 do II. wieku po n. Chr. P. na ducha Rzymian i ich lite- 
raturQ, bo przeciei ta filozofia by)a tlem, na kt6rem w tym czasie powstaty 
Uczne utwory literackie i rozwijaty si^ 6wczesne pogl^dy republikanskie 
i wog61e polityczne, by)a tez l^czni^, kt6ra zbli^yta etyczne zapatrywania 
rzymskie do zasad szerz^cego sIq chrzeScijaiistwa. Czy wreszcie zupetnie stn- 
sznie charakteryzuje autor archaistyczny kierunek literatury pocz]|wszy od II. 
stulecia po n. Chr. P. jako odwr6cenie si§ od mowy ludowej (str. 54), mo- 
znaby w^tpid wobec tego, 2e JQzyk Plauta, Enniusza i Katona by) podo- 
bniejszym do wspoJczesnej mowy ludowej, nii JQzyk klasycznych autorow, 



169 

a mowa ladowa zachowa^a pewne w^a^wo^i z okresa staroSwieckiego ai 
w czasy apadku literatary. 

Na jedno jeszcze zwracam awagQ. Dla czlowieka nie tylko og61aie wy- 
ksztatconego, ale i obeznanego z p^odami literatary rzymskiej jest traktat 
Dra Leo nadzwyczaj pouczaj^cym i p^odnym w nowe pogl^dy, ale czy zdota 
on tego, kto literatury rzymskiej nie zna wcale z pomnik6w, pouczyd o jej 
duchu i wartoSci? Pod tym wzglQdem mam pewne w^tpliwoSci. Kto chce 
dad nieobeznanemu poznad ducha pewnego autora, nie mo2e ograniczad siQ 
do S4d6w oderwanych o nim, ale od czasu do czasu musi przejmowad na 
siebie rol^ wiernego tt6macza tego autora, musi m6wid nieco jego j^zykiem 
i jego stylem, tj. niejako cytowad, przynajmniej w udatnych przektadach, 
i streszczad barwnie tegoi autora; inaczej czytelnika nieobeznanego z rzecz^ 
nie tylko nie pouczy, ale nawet nie zajmie. Historya wiedzy da si^ przed- 
stawid w ogdlnych s^dach i we wfesnych slowach, w historyi styl6w literac- 
kich trzeba koniecznie, jezeli rzecz ma byd zrozumia)^, dad artystom stylu 
m6wid ich wtasnym stylem. Gdyby traktat niniejszy objadniat gruntowne 
i zwi^e s^dy o rzeczach takiemi streszczeniami i cytatami, odpowiada^by 
bez w^tpienia lepiej wytkniQtemu celowi, chodby nawet liczba aator6w i dzie^ 
ocenionych miala wskutek tego uledz jeszcze wi^kszemu ograniczeniu. 

Li€6w. Br. KrucBkiewicB. 



Friedrich Leo, Die Originalit&t der r5mischen Lite- 
ratur. (Festrede im Namen der Gottinger Universit^t zur akademischen 
Preisverteilung am 4. Juni 1904 gehalten von Fr. L.), Gottingen, Vanden- 
hoeck u. Ruprecht, 1904, str. 18, 4o. — 40 fen. 

Obok Vahlena, Buechelera i Woelfflina stoi mlodszy od nich profesor 
z Gettyngi, Leo, w pierwszym rzQdzie latynist6w niemieckich. Postawily go 
tam studya nad Plautem i Senek^ (autorem tragedyi), poetami Aagustow- 
skimi i literatur^ biograficzn^, nad starozytnymi komentatorami i metrykami. 
Z Vahlenem i Buechelerem l^czy go to podobieiistwo, ze i on zawsze iungit 
cum Graeda Latina; tem si^ za^ od nich r6zni, ^e, owiany duchem da- 
WDego kolegi gettyngskiego, Wilamowitza, na wi^ksze zdobywa siQ ksi^ki 
i czQ^iej d^^y do syntezy, niz tamci autorzy drobnych przewatnie uwag 
i adwersari6w. 

Czytelnikom »Eosu< juz przy sposobnodci referatu z dzieta Heinzego 
epicznej technice Wergiliusza przedstawilem w og6lnych zarysach reakcy^, 
kt6ra si^ obecnie dokonywa w Niemczech na polu oceny lit?ratury rzymskiej. 
Reakcy^ mo2na jednak ten pr^d nazwad tylko o tyle, ie obaliwszy lekcewa- 
z^ce literatdw rzymskich komunaly, schodzi si^ z s^dami humanist6w. Ale 
wla^iwie jest to nowy renesans literatury rzymskiej, rewizya s^d6w ujemnych 
i ustanowienie nowych, prawdziwych liczman6w. Ruchliwy i wrazliwy na 
wszelk% nowo^d profesor gryfijski, VV. EroU, jeszcze przed czterema laty 
zebra} te liczmany w rozprawie: >Unsere Wertsch&tzung der r5mischen 
Dichtung (N. Jahrb. f. klass. Altert. VI (11), 1903). Ale ze jego pelne tem- 
peramentu wywody mogtyby u starszych filologdw budzid pewn^ nieufno^, 



170 

jakoby zbyt hotdowaiy zasadzie : Unit nouveau tout beau, siredcimy zlote 
stowa Fr. Leo, kl6rego imiQ daje r^kojmiQ wszelkiej przedmiotowo^. 

NieSmiertelnodd dziet sztuki polega na ci^gtej ich prodaktywnotei 
w rozwoju cywilizacyi. Nieraz przerywa si^ ona na cate wieki, by potem 
z now2| wybuchn^d 8ili|. Tak byto z greck^ plastyk^, z Homerem, tak 
z Szekspirem. Dzialanie cywilizacyjne literatury rzymskiej objawialo si^ nie- 
przerwanie przez ca2e wieki §rednie, kt6rych ostatnim wyrazem jest Dante. 
Petrarka i wszczQty przez niego ruch literacki wzmacnia je i rozwija. Odt^d 
Gycero i Wergiliusz s^ mistrzami i wzorami nowych wiek6w, p6ki Niemcy 
XVIII w. nie odkryj^ na nowo Homera, p6ki renesansu rzymskiego nie zln- 
zuje grecki. Kto zapominal o r62nicy ozas6w i ludzi i wprost Homera prze- 
ciwstawial Wergiiemu, Platona Cyceronowi, musia) byd dla Rzymian niespra- 
wiedliwym. A niesprawiedliwo^ ta rosla w miar^ coraz to doUadniejszego 
odbudowania greckiej religii i panstwowo§ci, gramatyki i metryki, poezyi 
i filozofii. Studya nad nadobn^ literaturii rzymsk^ ozywili dopiero Lachmann, 
Ritschl i Madvig, ale oiywili tylko interes dla jej formy. Jej tre^i^ nikt si^ 
nie zajmowal, wszak to wszyslko z greckich byto zaczerpniQte ir6det. 
Mommsen, obalaj^c literack^ wielko^ Cycerona, utorowa) drog^ do zbezeze 
szczenia calej literatury rzymskiej. S%d, ze jest ona niewolniczem naSladowni- 
ctwem greckiej, przeszedt do podrQcznik6w, stal si^ komunalem. 

Obalony pos^g Cycerona wnet podniesiono. Nauczono si^ cenic czto- 
wieka, wnet poznano i wielkoiSd literata. Zacz^to sIq dokladniej przypatrywad 
pracy Plauta, zastanawiad nad stosunkiem poet6w augustowskich do icb 
czas6w, zrozumiano wreszcie artyzm Wergilego. Leo moze dzid bez para- 
doksu m6wi6 o oryginalnoi^ci literatury rzymskiej. 

Wla^wie istnieje w Europie tylko jedna literatura oryginalna: litera- 
tura grecka. Grecy tylko stworzyli i utrwalili iyj^ce do dzi§ dnia gatunki 
literackie. Z chwili|, gdy te byly gotowe, i greccy literaci byli tylko nast^p- 
cami, by nie rzec nadladowcami, swych poprzednik6w. oryginalnosd 
u nich stanowita tylko osobistoiSd. Takimi samymi nastQpcami wielkich poe- 
t6w greckich, jak ich p6^niejsi ziomkowie, s^ poeci, literaci rzymscy. 

Z wYasnych zasob6w gatunk6w literackich nie stworzyli. Ale kiedy 
kultura grecka napeJnifa Rzym i obudziJa potrzebQ literatury, oni nie zado- 
wolnili siQ czytaniem po grecku, zapragn^li dzieJ, pisanych po lacinie. Wten 
spos6b oni pierwsi w Europie stworzyli sztuk^ t^6maczenja, sztuk§ przeWa- 
d6w i przer6bek. Italski plebejusz z dum^ wyst^puje jsko poeta harbarys, 
Pr6by utrzymania wiersza saturnijskiego w formie, czyn6w rzymskich i iycia 
rzymskiego w tre^i — na razie nie osta^y si§ wobec wyksztalconego na 
greckich wzorach smaku literackiego. Poprzestano na przerabianiu (Nachma- 
chen) greckich wzor6w, p6ki si^ nie wzi^to do ich na^Iadowania (Nachahmen). 
Proces ten skoriczyJ si§ przed wystqpieniem Lucyliusza. On zaczyna trzeci^ 
fazQ literack^: kontynuacy§ greckich gatunk6w na gruncie rzymskim (Nach- 
folgen). W tem nast^pstwie okazali si^ Rzymianie wi^kszymi niz nast^pcy 
klasycznych Grek6w w Aleksandryi. Z osobistoteiami Lucyliusza, Lukrecyustt, 
Katulla nie moie si§ mierzyd 2aden z 6rek6w, urodzonych po 4. wieku. Cy- 
cero wlewa nowe zycie w szkoln^ retorykQ greck^ i na podstawie bogatej 
praktyki, w kt6rej mo4e si§ mierzyd z Demostenesem, stwarza najlepszy sta- 
ro4ytny podr^znik wymowy w >de oratore*. On tez jedyny z posrdd na- 



171 

stQpc6w Platona pisze dyalogi, przewyzszajt|ce formalnie wszystkich grecldch 
iiadladowc6w ateidskiego filozofa. 

Co Cycero dla prozy, to dla poezyi zrobili poeci aogastowscy. Wergi- 
linsz by} Homeryd^, jak nim hjl antor Hermana i Doroty. Ale mniej byt 
zalezny od Homera niz wszyscy greccy cyklicy i icb epigonowie. Jego naro- 
dowe epos rzymskie, wykonane w technice odmiennej niz Homerowa i ale- 
ksandryjska, byto najplQkniejszym kwiatem, jaki nkazat si^ po przekwitniQcin 
starej epopei greckiej. W podobny sposob Horacy nawii|za2 wprost do liryki 
lezbijskiej i wypelni) jej formy tie^d^ rzymskii, ozywi) je osobisto^i^ Rzy- 
mianina, w kt6rym odbrzmiewaly wszystkie t^tna czasn. Tak ci dwaj poeci 
sq godnymi piastnnami najwi^kszych tradycyi greckich. Elegicy kontynnj^ 
mniejszQ poezyQ aleksandryjsk^y ale tez j^ przewyzszaj^. Wielki i ma^ ^wiat 
Rzymn odbija siQ w ich ntworach nie mniej doskonale, jak np. dnsza Goe- 
thego w »Rzymskich elegiachc. Goethego natchn^ do nich Propercynsz, jak 
Propercynsza Kallimach i Filetas. 

Nie wodoci^giem wi^ byla poezya rzymska, przeprowadzaj^cym wod^ 
greck^, ale ^ywem ^nSdtom. Dante i Tasso, Milton i Pope, Comeille, Moli^re 
i Holberg cznli, ie z ^fcywymi wzorami obcnjq, nie ze sztncznemi mnmiami. 
Bo tylko zycie rodzi nowe iycie. 

Powiedzfi moie czytelnicy, ze tego rodzajn pojmowanie i szacowanie 
rzymskiej poezyi dla nich nie nowe. Tem lepiej. Lndy romadskie nigdy 
inaczej nie zapatrywaly siQ na poezy^ rzymskil, Anglicy zawsze jednakowo 
j^ cenili. A n nas tylko ci, co z niemieckich podrQCznik6w czerpali sw^ wie- 
dz§, powtarzali kalnmnie antirzymskie. Na wiele lat ptzed rnchem niemieckim 
podobny do Leowego s^d o iiteratnrze i poezyi rzymskiej wydat prof. K. 
Morawski w rozprawie p. t.: >SJowo i natchnienie w poezyi rzymskiej* (Prze- 
gl^d Polski z r. 1884/5, kwart. 4), a jego nczed, antor niniejszego referatn, 
stara2 si^ psychologicznie, na podstawie analizy samej tw6rczodci poetyckiej, 
Qzasadnid oryginalno^ poet6w rzymskich w dw6ch artyknlach: »Ingenium et 
Arsc (Ksi^ga pami^tkowa Uczni6w Uniw. Jagiell. Krak6w 1900) i »Tw6rczo^ 
liryk6w rzymskichc (Przegl<|d Polski z Maja 1904). 

Krakiiw. T. Sinko. 



Drerup Engelbert, Die AnfHnge der hellenischen Eultur. Homer. 
(Weltgeschichte in Karakterbildern hrgb. v. Dr. F. Kampers etc. L Abtei- 
long: Altertum). (Mit 105 Abbiidungen). Mtinchen. Kirchheim. 

Lipsk i Monachium prze^cigaj^ si^ w popularyzowaniu wiedzy drog^ 
wydawnictw przystQpnych dla ludzi ze dredniem wyksztatceniem. Ledwie 
jedna z firm naktadczych w Lipsku zainaugurowala z koiicem roku 1901 
szereg monografii historycznych, a jui; w rok potem monachijski naktodca 
Kirchheim poszed2 w jej dlady i z wiQkszym jeszcze rozmachem stara siQ 
my^l lipskiej firmy zamienid w czyn. Historya staroiytna i filologia klasyczna 
zawdzi^aj^ nakladcy lipskiemu pi^kn^ i tre^eiw^ monografi^ 0. Seecka »Der 
Raiser Augustusc, pod niekt6rymi wzgl^dami przewyzszaj^c^ nawet dzieto 
Gardthausena : Augustus und seine Zeit, monachijskiemu zas obok H. Schella: 



J 



172 

Christus. Das Evangeliam und seine geschichtliche Bedeatung i G. Hertlinga: 
Augustin. Der Untergang der antiken Eultur — piQkn% pracQ Drerupa o Ho- 
merze, kt6ra dla swej zwi^zto^i i jasnoSci zas^uguje, by przed innemi wzi^d 
j% do rQki. Czytelnik znajdzie tam zebrane rezultaty prawie wszystki^o^ co 
dol^d o Homerze i epoce homerowej napisano, a do tego wiele rzeczy po 
raz pierwszy poruszonych lub z innego stanowiska poj^tych. Caload, 290 
kolumn zwyczajnej 6semki obejmuj^ca i licznemi rycinami poprzeplataoa, po- 
dzielona jest na trzy rozdziaty o trzech lub czterech poddzialach. Wrozdziale 
pierwszym autor zajmuje si§ wyt^cznie kwesty^ kompozycyi, w trzedm roz- 
nic^, kt6ra zachodzi mi^dzy Iliad^ i Odysse^ a mi^dzy nie jakby klinem 
w&uwa obszerny traktat o kuUurze mykei^skiej. W kr6tkiem przedstawienia 
historyi krytyki i egzegezy Homera autor wskazuje na doniostosd krytyki ale- 
ksandryjskiej, od kt6rej mi^dzy innemi pocbodzi podzial na 24 piesni, przez 
Codex Venetus po^wiadczony. Tekst jednak taki, jaki dzisiaj posiadamy, nie 
dozna) zmian ze strony AIeksandryjczyk6w, jak widad z papyrusow egipskich. 
Z nowych badaczy wskazuje Dr. na znaczenie Anglik6w, a zwiaszcza 
Bentleya, i Niemc6w : Wolfa, Lachmanna i Nitzscha. Nie ograniczaj^c si§ do 
przypomnienia ich teoryj, poddaje je krytyce i wykazuje ich braki, z ktorych 
najwi^kszym jest nieznajomo^ rozwoju poezyi ludowej. Od Steinthala i jego 
rozprawy : »Das Epos« (Zeitschrift fQr Vslkerpsychologie u. Sprachwiss. Y. 
1868. pg. 1 — 57) studya nad Homerem wchodz^ w inn^ faz§, por6wnawczJi. 
Ale nie Steinthal ani potem Erhardt ani P5hlmann nie doszli na tej drodze 
do zadowalaj^cych rezultat6w : tamci dlatego, ie nie znali najnowszych badaii 
nad poezy^ ludow^ finsk^ i s^owiaiisk^, Pohlmann dlatego, ie tylko nieklore 
najbardziej charakterystyczne rysy tej poezyi por6wnywa} z piesniami Homera, 
ze tylko formalny rozw6j epiki ^iedzil, a treSci, jej zmianom i modyfikacyom 
mato po§wiQC\t uwagi. Drerup stara si^ uzupelnic braki poprzednik6w i gdyby 
nie musiat si^ liczyd z obJQto^i^ ksi^iki, przedstawilby w najdrobniejszych 
szczeg6lach kompozycy^ Nibelung6w, Orlanda i pie^ni akandynawskich. Ulwory 
te jako lepiej znane traktuje pobieznie, za to szczeg62owo rozbiera podania 
ludowe i pie^ni Fin6w i Est6w, Serb6w, Kroat6w i Bulgar6w, rosyjskie by- 
liny i podanie tureckich szczep6w Kara-Kirgiz6w i Tatar6w. Wielk^ rol^ 
w tworzeniu si^ tych podari i pie^ni odgrywata najpierw fantazya i improwi- 
zacya ludu a potem aojd6w. Na podstawie tych podari i poezyi Iud6w obcych 
rozwija Dr. teory^ powstania epopei greckiej. Jak te pie^ni w r64nych okoli- 
cach r6zn^ wykazywaly obj§to§d i tre^d, a przez w^drownych spiewakow 
czQsto doznawaly zmian, tak i podania i piedni greckie, w^draJQC z okolicy 
w okoIicQ, rozszerzaly si^ i zmienialy stosownie do poj^ i stosunk6w miej- 
scowych i powoli zacz^ly l^czyd si^ w calodd organiczn^, az si^ wreszcie 
zlozyly na epopeJQ narodow^. Taka jest tredd cz^^ci pierwszej, z kt6rej dal- 
sze konsekwencye dla Iliady i Odyssei znajdujemy jeszcze w cz^ici trzeciej. 
Punktem wyjScia dla Drerupa odnoSnie do jednoSci obu epopei jest 
JQzyk, w kt6rym eolizmom przyznaje bardzo znaczny zakres. Na podstawie 
JQzyka stwierdza dalej rozszerzanie si^ podari greckich z Tessalii i Beocyi 
ku Peloponezowi, gdzie ostatecznie dokonuje si^ apoteoza bohater6w piesni. 
Ale JQzyk Iliady jest odmiennym od JQzyka Odyssei, a r6znica wskazuje na 
oddalenie obu przynajmniej o p6ttora wieku. Ale gdy Iliada skonsolidowala 
siQ z podari w^r6d plemion na kontynencie Grecyi osiadlych, Odyssea ma 



173 

w^bitne pi^tno wyspiarskie ; pocz^tkdw jej nalezy szukad na Krecie. — Obie 
epopeje nadto rbzni^ si^ wybitnie chariJcterem, bo gdy Iliada ma charakter 
bohaterski, Odyssea zbliia siQ do baini. 

Niepodobna przytaczad wszystkich przez antora poruszonych szczeg6t6w^ 
obfito^ ich wielka, ale wskntek ograniczonego miejsca nie s% traktowane 
szerzej, ani nale^ycie poparte dowodami. — W rozdziale drugim autor przed- 
stawit dobrze donios^o^ wykopalisk na wzg6rzu Hissarlik, w Mykene i Orcho- 
menos, w Knosos, Phaistos i Gortynie. Zadanie to ulatwila mu okolicznodd^. 
ze sam wszystko widziat i sumiennie zbadat. Wobec tego m6gt iet wyrobid 
sobie wtasny s^d o kulturze tych odlegtych czas6w. M6wi dalej Dr. o sto- 
sonkach spc^ecznych i politycznych, poJQciach religijnych i prawnych, o wp^y- 
wie kultury wschodniej na rozw6j stosunk6w greckich. Przytem umial przed- 
stawid kr6tko rzeczy najwazniejsze, a nie przeladowuj^c rzeczy cytatami, lek*' 
tnr^ uczyni) przyjemn^. W hipotezach nie posuwa siQ nigdy za daleko, lecz 
zatrzymuje siQ na granicy, poza kt^r^ rzecz traci cechy prawdopodobieiistwa. 
rzeczach mniej pewnych woli wcale nie wspominad, ni^ gubid si^ w pr6- 
bach ich rozwiktania. Slabsz^ stron^ moze si^ wydad opracowanie kwestyi 
homerowej i czasu powstania obu epopei, autor bowiem za ma2o tu przyta- 
cza dowod6w na poparcie swego zdania. Na to jednak wp)yn%l cel pracy 
i przeznaczenie jej dla og6iu wyksztatconych a nie filoiog6w specyalnie. J^zyk 
jest potoczysty. Stowem ksi^ika zashiguje, by pozna2 siQ z ni% kakly, kta 
w gimnazyum uczy filulogii. 

Beesediv. Fr. NagArMnski. 



R. H. Woltjer, De Platone praesocratico rum philosopho- 
rum existimatore et iudice, Lugduni Batavorum 1904. 

Rzecz niebywala! Dysertacya doktorska na 206 stronicach, przyczem 
z rozkhdu na str. 124 i nast. dowiadujemy si^, ie cz§^ druga, z kt6rej 
zaledwie drobn^ poznaliiSmy cz^stkQ (str. 129 i nast.), sUadad si^ b^dzie 
w zamierzonem na wielk^ ska]^ dziele z 9 rozdzia}6w! Przedmiot jednak 
cieka^ie i potoczysl^ hcin^ opracowany, pomimo rozwlekfo^ci, do kt6rej 
nas niemieckie rozprawy doktorskie nie przyzwyczai^, istotnie wart bliiszego 
poznania. 

Autor potoiyl sobie za cel zbadanie, co s^dzil Platon o swoich poprze- 
dnikach na polu filozofii. Okazuje siQ, ie pocz^tek filozofii wywodzi Platon 
od 01 xoXaioC (Fileb. 16 D), t. j. orfik6w, w przeciwieiistwie do ol vuv dv- 
3p(iKc<i)v oo9o{ (tamze E), przez kt6rych rozumie Eieat6w. Przeciw Dielsowi,. 
kt6ry zgodnie z Zellerem odlt2|cza orfik6w od filozof6w, a za Gomperzem, Ed. 
Meyerem i Gruppem Woltjer uznaje doniosle oddziatywanie orfiki na po- 
wstanie i rozw6j filozofii greckiej. Zwlaszcza za tym ostatnim powtarza autor 
ze shisznym naciskiem, ii na dhigo przed narodzinami eposn powsta^y w Gre- 
cyi mistyczne doktryny, kt6re w os^onie mit6w najwyzszil zawar^ mf|dro^,, 
p6^niej nczoni| po misteryach i iNrz;edstawiani| dogmatycznie. Na og6t filozo- 
fowie przed Arystotelesem bynajmniej nie stronili od mit6w, st^d filozofia ai. 
do Platona wl^^znie posiada charakter mityczny i poetyczny* 



174 

^adnych hymndw ni dzie), przypisywanych Orfenszowi, Platon nie znai, 
znal tylko Indowe o nim podanie i o czarownej mocy jego mnzyki. To przy- 
pnszczenie, jakoby Platon nie znat iadnego orfickiego ntwom, wydaje si^ 
nieprawdopodobnem wobec badaii Gmppego, kt6ry przypnszcza n Platona 
znajomo^ starszej orfickiej, w przeciwstawieniu do rapsodycznej teogonii. Bo* 
gowie tej teogonii orfickiej nie byli ludowymi bogami, ludow^ byhi ich gene- 
alogia u Homera jakotei u Hezyoda. Nie s^dzQ, by tak ddSle odr6zniat Pla- 
ton mityczn^ osobQ Orfeusza od doktryn i mistery6w orfickich, jak to 
Woltjer czyni. Wptyi^ orfiki na Platona byl znacznie mniejszym, niz antor 
mniema; nie trzeba tylko szlakiem utartym orfiki mieszad z pitagoreizmem, 
wbrew kt6rej ten u Platona stanowczo przewato. 

Lwikv. 8t Sehneider. 



W. H. Roscher, Die Sieben- und Neunzahl imKultusund 
Mythus der Griechen (Abhandl. d. philoL-hist. El. d. kdnigl. sSchsischeQ 
Gesellsch. d. Wissensch. XXIV. B. Nr. 1). Leipzig 1904. 

S% to przyczynki znakomite do dzieta tegos^ antora p. t. Enneadisehe 
und hebdomadische Fristen und Wochen, wydanego w rozprawach tego sa- 
mego towarzystwa (L XXI. Nr. 4). Z niezwykt^ skrupulatno^il i emdycysi 
przechodzi znany autor nasamprz6d znaczenie si6demki w kulcie i mide 
ApoUinowym, nastQpnie w kulcie i micie innych bog6w oraz hero66w. To 
samo czyni kolejno z liczbfi 9. Kt6ra z tych liczb jest starsz^ mofte byd 
rzeczil w^tpliwii; to jednak pewna, ie liczba 9 nie tylko u 6rek6w, lecz 
i u Ind6w, Pers6w tudziei najstarszych Rzymian stoi w stosunka do b6stw 
chtonicznych, zw^aszcza Eumenid, przytem do kultu zmarlych i lustracyjnych 
obrzQd6w. 

Do najwainiejszych wynik6w tej 2mudnej pracy nalezy, te j^wi^ta liczba 
7 pojawia si^ przedewszystkiem w kultach ApoUina i Dyonizosa, szczeg61nie 
za^ w tych kultach i mitach, kt6re pochodz^ z dziedziny kultu beocko-eubej- 
skiej. Jak u Ind6w, Pers^w, German6w, Chii5czyk6w, Mongo26w i L d., po- 
dobnie u 6rek6w pojawiaj^ siQ obok hebdomadycznych okres6w oraz tygodni 
takie enneadyczne i odgrywajii w greckim kulcie i micie pewn% rol§. Enne- 
adyczne okresy o wiele przewazaj^ w epicMej poezyi 6rek6w, natomiast w ich 
religii okresy hebdomadyczne z zastosowaniem liczby 7 si| znacznie cz^tsze. 
St^d wniosek : prastare hebdomadyczne okresy zostaty po wi^kszej cz^kd wy- 
parte we wieku heroicznego eposu przez enneadyczne. W przeciwiedstwie do 
innych lud6w gmpy 9 b6stw i heros6w w kulcie i micie 6rek6w s^ nader 
rzadkie, tymczasem bardzo liczne s% gmpy z siedmiu. 

R6wnocze^ie z Roscherem i opieraj^c siQ na dawniejszej jego nnpra- 
wie, wykazal ca2kiem tQ sami| walk^ mi^dzy enneadyczni^ a hebdomadycsi^ 
zasad^ u staro^nych Gelt6w francuski celtolog J. Loth. Ale gdy Roscho' 
poprzestaje na analogii i utrzymuje, ie siedmiodniowy okres u Gelt6w m6g^ 
byd tak samo prastarym i pierwotnym, t. zn. czystoceltyekim, jak byl ory- 
ginalnym u 6rek6w, Loth religijne znaczenie dwi^tej si6demki odnosi do ba- 
biloiiskich wptyw6w. Nie nie pomote, 2e Roseher iadnych dlad6w nie zna- 



175 

lazt oddziatywania babiloiiskiego w najstarszycb czasach na 6rek6w, wszakie 
sam pTzyznat pod koniec znamienitej rozprawy, zgodnie z dzisiejszem wywo- 
dzeniem liczbowej mistyki i speknlacyi Pitagorejczyk6w z doktryny babilon- 
skiej, ie taz nauka o iiczbach pitagorejska »nicht eines der ersten, sondern 
Yielmehr eines der letzten Glieder einer langen £ntwicklung bedeutet und 
wenigstens zum grossen Teil auf uralten Volksanschauungen beruht« (str. 74). 

Lnxkv. 8t. SchnMer. 



Ernst Kornemann, KaiserHadrian undderletztegrosse 
Historiker von Rom. Eine queUenkritische Vorarbeit. Leipzig (Theodor 
Weicher) 1905. 

Jedli dalsze badania potwierdz^ przypuszczenie Kornemanna, szereg hi- 
storyk6w rzymskich powiQkszytby siQ o jedno wybitne nazwisko, godne stan%6 
blizko Tacyta. Lollius Urbicus za Aieksandra Sewera miatby byd ti^ sa- 
m^ gwiazd^ a dzieje przez niego spisane, pocz^wszy od r. 117 po Ghr. 
(historia sui temporis), nosityby na sobie piQtno rzeczowego przedstawienia 
o podUadzie annalistyczuym, z wyras&n^ d^nodci^ do psychologicznego o^wie- 
tlenia os6b. Jakkolwiek syn senatora i prefekta Rzymu, jako pisarz nie sta- 
ni^ na wyl^nem stanowisku senatorskiem i nie zni^{ si^ do stronniczego 
ooeniania panuj^cych, z wyj^tkiem tak mamych cezar6w, jak Kommodus 
i Elagabai D^wigniami rz%du s^ dla niego pr6cz gtowy paiistwa jeszcze lud 
i senat, chociaz dyarchiQ istotnie usuniQto ju^ z poczi|tkiem 2-go wieku, 
a zwtaszcza dynastya Sewer6w ujQ^a wladzQ w despotyczn^ dloA mi- 
litarn^. Ani dla Septimiusa Sewera, ani dla Hadryana, kt6ry pierwszy wpro- 
wadzil rz^dy absolutne z pominiQciem senatu, nie znajdujemy tu Mw nie- 
przychyhiych. Przeciwnie - o cezarach afrykanskiego pochodzenia wyraza siQ 
Lollius z wyrozumialo^if( i widocznii sympaty^, a Hadryana bierze w obrouQ 
wobec Aijemnej i zlo^liwej tradycyi, bo z Afryki miala pochodzid rodziua hi- 
storyka. z wioski Tiddis niedaleko Cyrty, a ojciec jego doszedl do najwy^- 
ssych godnodci w Rzymie dzi^ki Hadryanowi. 

Hadryana nienawidzil senat z calej duszy, g}6wnie pod wrai;eniem krwa- 
wych cios6w, jakich mu nie oszczQdzal cesarz pod koniec swego liycia. To 
ie^ tylko za wplywem Antoninusa wstrzymal siQ senat od przeprowadzenia 
damnatio memoriae zmarlego wladcy, nie dal si^ jednak odwiedd od wykrzy- 
wienia i zatarcia jego rys^w w portrecie literackim, dokonanym na zyczenie 
i po my^li upokorzonego »zgromadzenia kr6l6wc. Tak sporz^dzony obraz sko- 
piowal Marius Maximus. Inn^ drog^ poszedl Lollius. Zmysl powainego historyka 
i losy familii sklonily go do szlachetnej reakcyi, a wielk^ pomocti byla mu 
aatobiografla Hadryana, kt6rf| wyzyskal i uwzglQdnil w daleko wi^kszych roz- 
miarach, nii jego wsp6lzawodnicy. Sama autobiografia zagiuQla, ale przez to 
wta^nie podrednictwo mozemy mied dzisiaj o niej lepsze poj^ie, z drugiej 
strony powaga Lolliusa pokazuje nam niepospolitti postad Hadryana w ja- 
^ejsEem i prawdziwszem i^etle. Te ^r6d2a biograficzne nie przechowaly 
siQ jako samoistne, odrQbne dokumenty, trzeba je tylko rekonstruowad z maj 
teryaln, kt6ry zlepil w caloikS Spartianus w biografii Hadryana, umieszczone- 



176 

w zbiorowem dziele p. t. Scriptores Historiae Augustae. Komemann doUa- 
dniej od innych badaczy oddziela wiadomosci rzeczowe i powaine zapatrywa- 
nia od balastu natury anekdotycznej i retoryczuej, a nawet od najoczywist- 
szych zmy^leii p6iniejszych. 

Jezeli wiQC czytamy, ie sofista Favorinus, kiedy mu Hadryan zgani) 
u2ycie jakiego^ wyrazu, uznat krytykQ za s2uszn<|, bo kto ma 30 legion6w, 
musi mied racy^ i na polu naukowem, trzeba przyj^d, ze zrQczna odpowiedt 
przypomina bardzo stowa Poliiona w odniesieniu do Cezara: at ego taceo, 
non enim facile in eum scribere, qui potest proscribere (Macrob. Sat. 2, 4), 
i dlatego wraz z sytuacy^ robi wrazenie fikcyi, odgrzewanego dowcipa. Jak 
dalece siQga bezmy^lna robota kompiiatordw lub wprost przeciw Hadryanowi 
zwr6cona r§ka, wskazuje os^awiony rozdziat 14- ty, gdzie Spartianus upatrnje 
w cesarzu najwi^ksze sprzecznoSci, mieni^c go na przemiany src^im i lago- 
dnym, oszcz^nym i rozrzutnym, skromnym i zarozumialym, przyjacielem 
uczonych i ich dr^ycielem, gdzieindziej znowu wstrzemiQ^liwym a obok 
tego nienasyconym smakoszem. Schanz nazwat t^ charakterystykQ wybor- 
n^, inni zhA s^dzili, ie stowa »semper in omnibus Tarius« s^ kapitulacy^ 
biografa wobec zawitego zjawiska psychologicznego, jakiem by) Hadryan. Za 
r6wno z tre^i, jak i z JQzyka wnosi s^usznie Kornemann (str. 60), ie po- 
wy&szy ust^p naleiy do najgorszych w calej biografii, 2e to stek niedorzecz- 
nych i efektownych szczeg6}6w, najnizszy gatunek wrogiego ±c6dta. i wy- 
myshi. 

Ajednak posuuQiiby^my si^ za daleko w apologii Hadryana, gdybysmy na 
tej podstawie chcieli usuwad cienie i nier6wnodci z jego iycia duchowego. 
Podobne wygtadzanie wizerunku nie liczyloby siQ z charakterem epoki, nie 
bardzo sprzyjaj^cej wyrobieniu si^ jednolitych charakter6w, nie uwzgl^nia- 
}oby faktu, ze znakomity administrator i wyksztalcony strategik, dzialajiicy na 
widowni publicznej z energi^ i stal^ gorliwo^i^, mial nierzymskie porywy 
romantyzmu, wszechstronnie rozbudzon^ ciekawo^d i pewn^ mi^kkosd buma 
nitarnodci. Niedawno ogtosil Wiicken list Hadryana w przekladzie greckim 
(Hermes 1902), w kt6rym najwyra^niej zaznacza si^ sprzeczno^ cesarza, kiedy 
to samo rozporz^dzenie poprzednik6w nazwal raz ou vxXT^psv, a nieco dalej 
To au(7TY;p6T€pov U7c6 t6>v icpd ^{jiou auToxpocTopiov oTod^cv. Nie zapominajmy 
i tem, 2e Hadryan w pierwszych latach rz^d^w nie czul si^ zupelnie pe- 
wnym na tronie, kt6ry prawdopodobnie dostal mu siQ w udziele raczej przez 
wzgl^dy i zabiegi Plotiny, niz z woli Trajana i legalnego aktu adopcyi. A sam 
Hadryan nie zamilcza w autobiografii i tego wa:Knego objawu, te wojsko nie 
sprzyjalo mu bynajmniej w latach mlodo^ci. Nie by}oby wiQC zupetnie rzecz^ 
diziwn^, gdyby pierwsze kroki wladcy w tych warunkach na szczyt godno^i 
wyniesionego byly chwiejne, albo nawet czasem mi^dzy sobi| sprzeczne. Wresz- 
cie — audiatur et altera pars. Cesarz mia2 byd zmienny, kaprySny w sto- 
sunkach z cal^ plejadii artyst6w, ret6r6w i innych. mniej lubwiQcej ucaonyeh 
dworzan, nieraz posuwad siQ mia2 do obelg i inwektyw. Ale zechcijniy sobie 
uprzytomnid, ie w tych g^owach 8atellit6w cesarskieh, pochodz^cych przewai- 
nie ze Wschodu, bylo co prawda nieco dwiatla, 9sa to czQstokrod bardzo wiele 
pychy, arogancyi, niew^tpliwie mn6stwo dmiesznoiici. Kto sobie pnsypomDi 
cho6by cz^tk^ epizod6w z zycia 6wczesnych retor6w-sofist6w, np. owo pizy- 
j^ie, jakiego doznal Antoninus Pius w Smymie w domu Polemona, nie b^ 



177 

dzie si^ dziwil, jeieli natnra b^d^ co b^dz wszechstronnie oSwieconego auto- 
kraty mniej grzecznie na podobne grzeczno^ci odpowiadala. Wespazyan 
lub Trajan byJby wielu tych pyszatk^w kr6tk^ drog^ odprawil poza rogatki 
miasta. 

Analiza ^r6del, kt6rej pr6bQ podat nam Eornemann w przytoczonej 
pracy, ulatwi rozpatrzenie si§ i^ materyale pomocniczym, umoziiwi przede- 
wszystkiem odl^czenie ziarna od plewy. Krytyk niemiecki, patrz^cy na Ha- 
dryana ze stanowiska historyka, uwaza monografi^ o tym cesarzu i jego epoce 
za jedno z najkonieczniejszych zadaii nauki. Niestety musiato uj^ jego wia- 
domodci, ze nasza polska h'teratura posiada od lat 12-tu studyum w tym 
dochu poJQte i oparte na szerokiem tle 6wczesnych pr^d^w. 

Krak&w. A. MiodonM. 



Hammer Severinus, Contumeliae, quae in Ciceronis in- 
yectivis et epistulis occurrunt, quatenus Plautinum redo- 
leant sermonem. (Seorsum impressum e Tomo XLI. Diss. philol. class. 
Acad. litter. Cracov.), Krak6w, Sp6}ka wydawnicza, 1906, str. 42, lex 8o. — 
1 korona. 

Duzo pracy le^ w tej pihiej rozprawie, kt6ra wysz^a z krakowskiego 
seminaryum filologicznego. Autor nie poprzesta) na zebraniu obelg z inwek- 
tyw i list6w Cycerona,' nie tylko por6wna2 je z odpowiednikami Plauta, ale 
uwzglQdni} tez Lucyliusza, Katulla, Horacego i Marcyalisa, zajrza2 do frag- 
ment6w rzymskich mowc6w, a co najwazniejsza, przytoczy2 wsz^dzie nSwno- 
legte blasfemie greckie. Przez to praca jego otrzyma)a szerokie t2o kulturalne, 
interesuj^ce dla tego, kt6ry iia podstawie obelg chcialby snu6 wnioski o psy- 
chologii catego ludu. Bo kto chod trochQ wszed) mi^dzy uhczne typy obcych 
szczep6w i pozwolit uszy swe obrazid ich wyzwiskami i przekienstwami, ten 
wie, jak doskonal^ one stanowi^ charakterystyk^ duszy zbiorowej. Chod do 
takich wniosk6w psychologicznych autor wi^kszym rozporz^dza materyatem, 
nii 6. Boffmann w swym leksykonie obelg greckich i rzymskich (Schimpf- 
w5rter der Griechen u. Rdmer, Berlin 1892), nie po^wiQci) im ani troch^ 
nwagi, a zadowolni) siQ leksykograficznem zestawieniem materyalu. 

Tytut rozprawy jest poniek^d usprawiedliwiony obfitem przytaczaniem 
parallel Plautyiiskich. Ale w b^^dby wprowadzi) tego, ktoby s^dzi}, ^e Cycero - 
»czerpa}< swoje obelgi z Plauta. I oni obaj i wszyscy inni kalumniatorzy rzymscy 
kropili wod^, czy czemd mniej czystem, co zaczerpn^li ze wsp61nych studni czy 
kahii piiblicznych. literaturze przy tych obelgach mowy byd nie moie. To 
dopiero Bizantyliczyk XL w., Micha) Pselios, zestawia sobie z komik6w attyc- 
kich i Iek8yk6w blasfemicznych obelgi, kt6remi zasypuje biednego SabaitQ. 
Gdyby ten by} niewyksztatconym chlopem, ani setnej cz^Sciby ich nie ro- 
zumiaL Ale Cycero 8ta2 na rynku wdr6d j^ych i z iywych ust czerpat. 

Pomini|ws3iy niepotrzebny, a nadto niewystarczaj^cy i nie dobrze obja- 
^ony ust^p o ~ karesach Cycerona (autor powinien byt zajrzed do 2adnej 
ksi^zki 0. E. Schmidta o rodzinnem poiyciu Cycerona, o jego listach do 
iony), rozUad obfitego materyahi tak si^ przedstawia, i» autor m6winaprz6d 

13 



178 

o abstraktach, u^ych jako obelgi np. . portentrim, prodigium, pestis, pemi- 
cies, furia, labes, calamitas, potem o takich konlcretach^ jak caenum, lutnm, 
faex, sentina i t. p. ; potem zestawis^ rzeczownikowe obelgi na zar)ok6w, pi- 
jak6w; dalej przytacza takie (liczne u Plauta) obelgi, jak furcifer, carnifex, 
verber i inne, wzi^te ze sfer niewolniczych ; zastanawia siQ nad pospolitemi 
wyzwiskami jak scurra, histrio; przedklada poUtyczne blasfemie w rodzaju 
parricida, hostis patriae ; przechodzi . por6wnania ludzi ze zwierz^tami; za- 
trzymuje aiQ (zn6w zbyt pobietoie, nie uwzglQdniaj%c literatury o humorze, 
dowcipie Cycerona i jego grze s26w) przy przekrQcaniu imion i tworzenia 
z nich obelg ; wspomina o piQtnowaniu powierzchownosci przeciwnik6w, ulom- 
noSci ich fizycznych i b)Qd6w toaletowych ; napomyka o obelzywem utydii 
nazw rzemie^inik6w i t p. ; wreszcie podaje kr6tk^ listQ przymiotnik6w, kto- 
rymi Cycero pi^tnuje moraln^ nicoSd swych adwersarzy. 

Czysto leksykograficzne traktowanie przedmiotu poci^ga za sob^ nie 
jednokrotne przytaczanie takich miejsc, w kt6rych nie mamy do czynienia 
z obelgami, ale z prostem skonstatowaniem faktu. Ale .to bynajmniej nie 
oboiia wartodci zbior6w, bardzo przydatnych dla kazdego komentalora miejsc^ 
w ktdrych si^ obelgi znachodz^. A filologiczna akribia, wielka pilno^ i niezta 
tacina w uwagaeh wstQpnych i tych, kt6re l%cz% listy obelg, ka^ z radosci^ 
powitad mlodego autora w szeregu nielicznych pracownik6w polskich na polu 
filologii klasycznej. 

Krakdw. T. Sinko. 



Przeglfd rozpraw z zakresu filologii klasycznej, umieszczonych 
w sprawozdaniach galic. szk6t Srednich za r. 1904/5. 

1) Eckhardt Zenon, Aristoteles» >0p oetyce«, prze^ozy) z grec- 
kiego... Sprawozdanie Dyrekcyi c. k, Gimnazyum w Samborze za rok szkoloy 
1905. W Samborze. Naktadem funduszu naukowego. 1905. Str. 30. 

W kr6tkim przeci^gu czasu mamy zatem ju2 drugie t26maczenie poe- 
tyki Arystotelesa w sprawozdaniu gimnazyainem. Pierwsze Stanis^awa Sie- 
dleckiego wyszllo w sprawozdaniu dyrektora c. k, gimnazyum ^w. Anny 
w Erakowie za r. szk. 1887. Por6wnanie obu tych tl6maczen, kt6re ju4 wy- 
nika z obowi^zku sprawozdawcy, wypadnie na korzyS6 nowszego. Kiedy bo- 
wiem St.. Siediecki, przywi^zuj^c niepotrzebnie wielk^ wag^ do rzeczy, mojem 
zdaniem mniej waznych, zewnQtrznych, stara sIq niewolniczo zatrzymad wszyst- 
kie wtaSciwoSci stylu Arystotelesa a nawet JQzyka greckiego, to przeciwnie 
Eckhardt usituje przedewszystkiem uj^d mysl istotn^ Arystotelesa a co do 
sposobu oddania jej po polsku szuka wzor6w w rozprawach naukowych pol- 
skich, nie kr^puj^c sIq ani j^zykiem greckim ani stylem Arystotelesa. Poza- 
tem jednak t26maczenie Eckhardta nie jest wolne, jak wi^ksza cz§s6 t/6ma- 
czen niemieckich i franquskich, od wad i brak6w, kt6rych gl6wnem s^rodtem 
jest niedostateczna znajomo§6 filozofii Arystotelesa. Jest bowiem ca^y szereg 
wyraz6w, znanych zreszt^ z. stylu historycznego i retorycznego, jak icotsrv, 



179 

^pirretv, ^aoxeiv . z pochodnymi %oivfi{^ 7cpA]|xa, gconQTn^^, TconQtixd^, icpdc^i^, xpax- 
Tixo^; /c<£^o;, icx^i][Aa, dalej ^5o<, '^^X^^^ [aO^o^, xo^opci;, Siavoia i t. d., 
kt6re w filozofii Arystotelesa maj^ fankcyQ wyraz6w technicznycb na ozna* 
czenie pewnych poJQd o ^iiie okredlonytn zakresie i tre^i. A poniewaz Poe- 
tyka jest ostatniem ogniwem w tancuchn, kt6rego pierwszem ogniwem s^ Ka- 
tegorye, i jakby ostatnim rozdzialem w systemie filozoficznym Arystoteiesa, 
przeto jasn^ jest rzecz^, ie cbc^c j^ zrozumied, trzeba koniecznie poznad 
pierwej poprzedzaj^ce rozdzialy i ksi^zki tego systemu. Poniewai jednak t26- 
macze Poetyki ulegaj^ temu z^udzeniu, ze mog^ poetyk^ i bez tego zrozq- 
mied, sti|d naamy du^ przektad6w Poetyki, kt6re nie daj^ nam jasnego po* 
gl^du na tre^ tejze. Dla udowodaienia tego wybieram jeden szczeg6t. Ary- 
stoteles wymienia mi^dzy czQ^ciami tragedyi kwalitatywnemi nastQpuj^ce trzy : 
[iO^O(;, ^i^o^, dt(f/ota, a wiQc akcyQ, charakter i rozum, kt6re s^ przedmiotem 
tw6rczoici poetycznej. W nowozytnych estetykach poezyi zdaje si^ pod wpty- 
wem poetyki Horaoego »rozttm< rozplynql si^ w charakterze os6b dzia- 
laj]|cych, st%d tl^maeze, nierozumie!}^ tago wyrazu technicznego, nie mog^ so- 
bie z nim dad rady. NiemiekMsy Utoiacze oddajii to poJQoie na 16 sposob6w. 
P. £okhardt idzie w dlady niemieckich t26macz6w; w dedukcyi cz^^ci kwali- 
tatywnych z definicyi tragedyi (rozdz. 6) U6maczy Siayoia przez *rozum«, 
aie parQ wierszy dalej pisze tak: »Musi wiQC tragedya mied szesd czQ§ci 
sk^adowych, kt6re 3% znamionami tragedyi. Te s^: fabula, charaktery, mowa, 
refleksya, scenerya i muzykalna kompozycya«. Tu wi^c ju2 uiywa za- 
miast »rozamu« wyrazu bardzo mglistego i niejasnego >refleksya« i tak az 
do rozdz. 24, gdzie zamiast tego pojawia siQ znowu »tok myilic. Rozdzial 
t9. czyta sIq w tl6maczeniu autora gladko, ale niestety nie daje zupe^nie 
wyobrasfcenia o tem, co zawiera tokst Arystoteiesa, kt6ry okresla tu kr6tko 
stosunek wzajemny czQsci kwalitatywnych "/-£5^;, 5'.avota i jAO^oq t. j. mowy, 
rozumu i akcyi, odsylaj^c czytelnika po szczeg6ly co do rozumu praktycznego 
do Retoryki. 

UstQp o »rodzajachc tragedyi t}6maczy autor tak (rozdz. 18): »Cztery 
s^ rodzaje tragedyi, podobnie jak przyJQliSmy cztery rodzaje fabu^y: 
pojedyncza, zawiktana, w ktorej wszysfko zalezy od zmiany losu i roz- 
poznania, patetyczna (wstrz^saj^ca), jak tragedye o Ajasie i Iksyonie, i tra- 
gedya charakter6w, jak Fthiotidy i Peleus. Szczeg6inym rodzajem jest tragedya 
cudowna, jak n. p. Forkidy (c6rki Forkisa), Prometeus i inne, rozgrywa- 
j^e si^ w Hadesie«. Ot6i tu autor, wprowadzajqc do tekstu az trzy konjek- 
tury, uwiklal Arystotelesa i siebie w rai^ice sprzeczno^ci. Naprz6d ta (A^piQ 
<Tou ii63ou> (Ueberweg) ^cztery rodzaje fabutyc s^ w sprzeczno^ci z roz 
dzialem 11, gdzie A wymienia tylko trzy czQ^ci akcyi: z£pi-6Teta, avxYvciptJt^ 
i vi^o^. NastQpnie m6wi o tztorech rodzajach tragedyi a wylicza ich pi^i^: 
pojedyncza, zawiklana, patotyczna, tragedya charakter6w i *cudowDa«. Tra- 
gedyi pojedynczej (raczej »prostej«), i^ |x^v (xtuX^ (Dacier-Vahlen), nie byl6, 
nie ma i nie bQdzie. Wprawdzie w roz. 24 Arystotoles m6wi, te 
>epos musi mied takie same rodzaje, jak tragedya; musi byd albo proste, 
albo zawiklane, albo etyc2ne albo patotyczQe«, sk^dby wynikalo, ze prze- 
ciei i tragedya »prosta« byd musi, ale o parQ wierszy nitej czytamy, 2e 
>z obu poemat6w Homera liiada jest prost^ i patetyczn^, a Odydsea za- 
wiUan^ i etyczn^», a ie nazwa bierze siq a parte potiore, wiQc 



1«0 

i Iliady nie nazwiemy >prost^«, lecz »patetycznf|<. Kt5ryz zreszbi 
poeta odwa^ylby siQ wyst^pid w zawody z tragedy^ prost%, kt6raby rdwno- 
cze^nie nie byla ani patetyczn^, ani etyczn^ ani fantastyczn^ ? Pow6d do tej 
konjektnry byt ten, ie do koiica XIX. wieku wydawcy nie mogli odczyta6 
nazwy czwartego rodzajn tragedyi, kt6ra w rQkopisie paryskim Ac brzmiah 
tak: To Ik T^TopTOv 6y)(;, z czego Schrader-Vahlen zrobili: to Be TepaiuBes 
ttragedya cudowna«, i wiele innych konjektnr niemozliwych do przyj^ia. 
Dopiero J. Bywater (Aristotelis de arte poetica liber. Oxonii 1897) od- 
czytaZ i t^ 2amigt6wke : Tb hk T^TopTOv !^u; (por. 1458 a 5, gdzie ten sam 
znak odczytal jn2 Victorins jako i^ t. j. OUZ). S% to zatem tragedye takie, 
w kt6rych Iwia cz^^d zadania przypada do spetnienia dekoratorowi i ma- 
szyniteie (6 m(.&joTzoi6q). Arystoteles jako przyklad przytacza Prometensa 
Aischilosa, w kt6rej to tragedyi Prometeus wdr6d grzmot6w i trzQsienia ziemi 
zapada si^ w podziemie, i nieenan^ tragedyQ p. t. G6rki Forkisa (owe sta- 
mszki, kt6re wszystkie razem mia2y tylko jedno oko), i wszystlde, kt^rych 
akcya odbywa siQ w Hadesie (xal haa ev "'AtSou). Z najnowszych moinaby ta 
przytoczyd Dzwon zatopiony 6. Hauptmanna i Zaczarowane Koto L. Rydla. 
Jako nazwQ dla tego rodzaju proponowalbym dlatego: tragedya >fanta- 
styczna« . 

Z mniejszych usterek wymieniam nastQpuj^ce. W r. 2 pisze autor: 
>przeto poeci s^ albo lepsi od nas, albo gorsi, albo tacy sami«. Arystoteies 
pisze; ^toi ^eXTCova^ ^ xa3' ii^tdq ^ Yeipoycv; i) xal toio^tou^ (sc. (AipioiiVTai ol 
icoiiQTaQ to znaczy: »poeci przedstawiaj^ ludzi albo lepszych od nas, albo 
gorszych, albo takich samych« i w ten spos6b rozr6£nia znane trzy kieronki 
w poezyi : idealizm, pessymizm (w najnowszych czasach >dekadentyzm«) 
i realizm. 

W definicyi tragedyi (r. 6), »a to w tym celu, aby przez uczacie bo- 
jaini i litodci sprowadzid btogie oswobodzenie od tego rodzaja wzruszen 
umyshi*, wyrazu >b2ogie< niema w tek^ie Arystotelesa. Tam26 na konca 
oxeuoicoij^ nie znaczy reiyser, lecz dekorator i maszynista; reiyser, kt6rym 
byt sam poeta, nazywal siQ diSioxaXo^. 

Mu3oc jako czQ^ kwalitatywn^ tragedyi nazywa autor stale »fabul4<. 
Mojem zdaniem, — skoro juz mamy »aktor6w« i »8kty«, wolalbym nazywa6 
j^ utartym wyrazem, nie obcym zreszt^ autorowi: «akcy^*. Wog61e zauwatyd 
muszQ pewien brak staranno^ci w doborze wyraz6w, jak n. p. scenerya (oj^^) 
zam. przedstawienie sceniczne lub pojedynczy (dbcXoO^) zam. prosty w prze- 
eiwstawieniu do akcyi zawiUanej ; nie rozr6toia autor dciSle poJQd iieri^osi;, 
(JLeTa^oXi^ a icsptic^Teio. W koiicu jeszcze jedna uwaga. Pierwszy raz w ^cin 
mam przed sob% przektad poetyki Arystotelasat^kzupehue >nagi<, bez wstQpu, 
beziadnego komentarza, bez dodatku. Kto wie/'ile rzeczy wtakim pizek2a<kie 
musi pozostad niejasnych, ile w^tpliwych, gdzie czyta si^ na pewno mysli 
Arystotelesa^ a gdzie moie pomysly (nie zawsze szczQ^liwe) nowszych wy- 
dawc6w i komentator^w, ten przyznad musi, ie brak tych rzeczy dotkHw^ 
ujmQ przynosi dobremu zreszt^ przeUadowi autora. 

LflK^, W. Wribd. 



181 

2) Doroiynski A., Qnae fuerit Romae Cic^eronis tempori* 
bns ludorum scaenicorum condicio. W sprawozdaniu Dyrekcyi c k. 
gimnazynm I. za rok szk. 1904/5. Przemy^l 1905. str. 24, 8*. 

Gdyby kto dzi^ przedrukowa) odczyt profesora filologii klasycznej na 
aniwersytecie warszawskim, Jana Wolframa, p. t Owidowiskachpu- 
blicznych w starolytnym Rzymie (Warszawa 1869), lub jego wstQp 
do przekladu czterech komedyi Plauta (0 dramacie rzymskim. teatrze 
w Rzymie. aktorach w Rzymie) wydanego w Poznaniu 1873, to filolog 
musia^by uwaiad takie przedsi^wziQcie za bardzo niefortunne dlatego, ^e po- 
st§p nauki w przeci^gu ostatnich lat trzydziestu przyprdszy^ owe, w swoim 
czasie doskonate, artykuly dniedzi^ — przestarzalo^i. Autor powyiszej roz- 
prawki Wolframa nie zna, ale i bez jego pomocy napisat rzecz r6wnie — przesta- 
Tzah^. Gdyby nie wymienione w spisie drodk6w pomocniczych dziela Oehmichena, 
Opitza i Ribbecka (bo z Schanza p. Dorozyiiski nie wiele korzysta), s^dzi 
libysmy, ze rozprawa powstala okolo r. 1860. staro2ytnoi§ciach rzymskich in 
formuje siQ autor w podrQczniku Adama (przeklad niemiecki z angielskiego 
1818!}, o mimie u Grysara (1854), chocia£ najnowsze dzielo o tym przed- 
ffliocie Reicha omdwiono iakie i w naszej literaturze — w Eos. Do cantica po- 
shiguje siQ p. D. rozpraw^ Gottfryda Augusta Wolfa (1824), jak gdyby nic 
nie wiedziat o badaniach Lea. A przeciei bibliografia fiiologii klasycznej jest 
tak doktadna i doskonala, Bursiana Jahresberichte s^ dla kazdego tak do- 
st^pne, Ise tego rodzaju nieznajomo^ nowszych prac o przedmiocie, o kt6rym 
si^ pisze rozprawQ naukow^, zashiguje na zarzut — wielkiego lekcewaienia 
nauki. JeSli rozpxawQ pisan% po lacinie maj^ czytad filologo^rie, to, gdy si^ 
im nie podaje nic wlasnego i nauki nie posuwa naprz6d, trzeba ich przynaj- 
mniej poinformowad o dzisiejszym stanie pewnej kwestyi To, co znajduji| 
w rozprawie p. Doroiyiiskiego, wiedz^ wszyscy, z jakiegokolwiek obszerniej- 
szego podr^znika uczyli siQ literatury rzyjnskiej. 

Wohec tego, ze rozprawa jest przestarzala i ze o jej tre^i poinformuje 
nas pierwszy lepszy podr^znik literatury rzymskiej, streszczad j^ uwa^amy 
za rzecz zbyteczn^. Wystarczy wspomnied, ze autor podzielil rzecz na odm 
rozdzial6w, podaJ!|C w 1. (wstQpie) bibliografiQ, kt6n| (m6wi£|c nawiasem) 
moina byto na samym koiicu lub w dopisku umie^cid, w 2-gim m6wi o or- 
ganizaeyi i kamo^ci paiistwowej i o cbarakterze Rzymian, w 3cim o da- 
wniejszych gatunkach poezyi scenicznej i o ich autorach, w 4*tym o now- 
szych gatunkach i pisarzach, w 6-tym o istocie i rodzaja^h widowisk scenicz- 
nych, w 6 tym. o teatrze, w 7-mym o aktorach^ wreszcie w 8-mym 
maskach. 

BlQdy w tre^ tMmacz^ si^ przestarzalo^ci^ dziet pomocniczych. Wla- 
snoteiil jednak autora jest twierdzenie na str. 5, te poezya grecka po- 
padla za s.praw^ gramatyk6w w pog ardQ i poniienie^). Go 
znaczii daisze stowa o gramatykach aleksandryjskich, zrozumied trudno. 



1) apud Graecos per grammaticos in contemptum quendam et humilitatem 
deiecta. 



182 

W opisie teatrn wymienia p. D. kurtynQ (aalea sir. 17) w§rdd re- 
kwizytdw, jak gdyby jej znaczenie nie byto takie same, jakie maw naszym tea- 
trze. Mi^dzy adeptami sztuki dramatycznej wymienia lotr6w (perditi ho- 
mines str. 18), kt6rzy albo dobrowolnie szukali ostatniego schronienia na 
deskach teatralnyefa, albo przez s^y zostali skazani — na pracQ na scenie. 
Ten niepochlebny s^d o aktorach rzymskicb przenosi p. D. i w dzisiejsze 
dsasy, pisz^c: Ceteroqui etiam apud nos actorum scaeniconim nomini ple- 
rumque nota aliqua turpitudinis et vitae dissolutae inusta est^). Cale szcz§ 
iScie dla autora, ze jego tacinskiej rozprawy nasi arty^i dramatyczni czyta(^ 
prawdopodobnie nie b^d^. A i my, nie chc^c autora zdemaskowad, przytoczy- 
liSmy ten niepochlebny o aktorach sqd w jego oryginalnem brzmieniu. 

Wobec tych brak6w w tre^i na zupehi^ pochwa^Q zashiguje wcaie do- 
bra lacina rozprawy i staranna korrekta. Mniejsze usterki zauwazyli^my : fnit 
tempus, cum... cuperent (pag. 6); non defuit (Cicero), qno- 
minus eum... appellaret (pg. 8). Czy to ma znaczyd: Daleki by} od 
tego? Na str. 12 ma byd: quidquid apti venit in buccam, pro- 
tulit t. j. przecinek ma byd po buccam, nie po venit. Tamze po cum 
explicativum: fundebatur, cum ei sese consociarent et . . . 
inter se conferrent consilia ma byd indicativus; persuasum ha- 
buit (pag. 9) zamiast sibi persuasit lub ei persuasum erat. 

Dwa razy przytoczony jest w toku rozprawy tekst niemiecki (str. 22 
i 24', zamiast prze^o^d go lub poda6 streszczenie w JQzyku taciiiskim 
a w przypisku, jeieli tego potrzeba zachodzi^ poda6 oryginaLae jego brzmienie. 

KrcAdw. SkMisbm Bednaraki, 



3) Dykij Vladimirus, De sententiis et proverbiis Hora- 
tianis. Pars posterior. W sprawozdaniu Dyrekcyi o. k. gimnasyom 11. za 
rok szk. 1904/5. Przemygl 1906. Str. 22, 8» 

P. Dykij ogtosil w tegorocznem sprawozdaniu szkolnem czq^ drog^ 
fozprawki swej o sentencyach i przys^owiach Horacego, kt6rej cz^ pierw^ 
om6wili^my w Roczniku X. tego czasopisma. W tej cz^^i drugiej powyzszej 
pracy uderza na pierwszy rzut oka brak wszelkiego planu i metody. Cytoje 
wiQC naprz6d autor miejsca (nie wszystkie!) o powolaniu poety i niedmiertel- 
no^ci poetyckiej, por6wnywujqc przytem los Ikara (Car. IV, 2, 1) z now- 
szemi przysJowiami. Potem przytacza wyj,tki z poetyki Horacego, zn6w ta i 6w- 
dzie szukaj^c przys}6w. Stowem, co z Horacego wesz^o w sk^ad >ulotnych 
s^Sw« inteligencyi europejskiej, p. D. uwaza za przystowie i nieraz banali 
zuje owe lapidarne- slowa przez zestawienie ich z przystowiami ludowemi 
Tak n. p. Audax omnia perpeti gens humana ruit per vetitum 
nefas ma zawierad t§ Bam^ mydl, co »Zakazany owoc najlepiej smaku}e« 
i t. p. Po cytatach o cnocie. pobozno^, patryoty^mie, sta^ym charakterze, 
chciwo^, pysze, gniewie i innych grzechach g}6wnych i powszednicb, zachQca 



>) str. 21. 



183 

p. D. czyielnik6w, by przytoczone przez aiebie maksytny Horaoego zawsze 
mieli w pamiQci, a b^d^ szcz^^liwi. Jestto wi^ filosofia stosowana do praktycz- 
Dego &ycia, jak j^ uprawiali zbieracze i wydawcy licznych »Fiores poeta- 
nim Romanoram«. Z nauk^ ta c^ynno^d nic nie ma w8p61nego. Wreszcie 
i na to uwagQ autora zwr6cid wypada, ze dzie^a cytuje si^ w oryginale, a nie 
w ^aciiiskim przel^adzie, jak to ezyni w spisie dzie) pomocniczyoh. 

Krdkim Stanislamf B$dnareki. 



4)l:iaezakowski Konstanty Dr.,Pr6by przek^adu i inter- 
pretacyi szkolnej do T. Liwiusa, 6. Salustiusa i K. Tacyta. 
(Sprawozdanie gimn. im. Franc. J6Befa we Lwowie za rok szk. 1905 str. 
3—72). 

Zalowad wypada, ie szan. autor >Pr6b«, potQpiwszy og6lnikowo dotych- 
Gzasowe przeklady, z kt6ryoh »zaledwie niokidre celowi swemu jako tako 
odpowiadaj^« (str. 4), nie wyjawit pogl^d^ ewoich na kwesty^ t)6maczen 
z klasycznych prozaik6w wog6ie, a przynajmniej na przektady dla utytku 
szkolnego. W ten spos6b bylby nieizawiidiiie uhitwit oceuQ wlasnych >pr6b 
przek2adu«. 

NazywaJQC je skromnie »pr6bami«, tem samem nie uwaia dr. Lucza- 
icowski przek2ad6w swoich za wzorowe i zapewne spodziewa si^ z niejednej 
strony uwag, z kt6rych m6glby ewentualnie korzystad przy dalszej pracy nad 
przeMadem powy^szych autor6w ^aciiiskich. To przypusz.zenie odmiela miQ 
do o^oszenia kilku spostrzezeii i uwag, k4^ nasun^y mi si^ przy czytaniu 
pracy dra Luczakowskiego. 

ZacznQ od tego, co mam jej do zanucenia. Dostrzeione bt^dy i uchy- 
bienia staratem si^ uj^6 dla lepszego oryentpwania si^ w schematyczny prze- 
gii^d, podzieliwsay je na dwie kategorye. 

L Do pierwszej- zaiiczam U^dy, co do kt6rych, jak sqdz^, dw6ch zdaiS 
byd nie inoze, b)^dy, kt6re pozostan^ MQdami ciQzkimi w ka^em tl6macze- 
niu, jaki^ukolwiek shi^loby ono celowi. S^ to mianowicie aehyfoieaia prze- 
ciw poprawnodei i czysto^ci polskiego JQzyka. 

Pt^zytaczam nail>ardzioj rai^ee. 

a) W preekladzie z Liwiusa: »Na znajomodci historyi ta tedy po- 
lega 8zc2eg6lnie zbawienna korzy^d« (str. 11. w. 51.) = hoc iilud est 
praecipue in cognitione rerum saiubre ac frugiferum, co mo^naby oddad n. p. 
w spos6b nastQpuJQcy: ze znajomoici dziejow ta przedewszystkiem plynie 
zbawienna korzysd. 

». Nie powinne mie^S miejsea« (sc. 2ale — ibid. w. 70). 

firzydki ten germanizm naiezatoby zast^pid przez »nie powinny si^ znaj- 
dowa6«. 

b) W przeMadzie z Salustiusa: ». czego za^ bezinieresownie do- 

konywalem, nim przez was godno^ciami zaszczycony zostatem, iebym 
tego zaniecba}, kiedy wynagrodzony zostalem, wcale nie mam zaroiani«^ 
(str. 21. w. 28 i n.) Pomijaj^c juz kakofoni^, pochodz^c^ z cz^stochowskich 
ryiii6w, jest to chyba bardziej po lacinie, ni^ sam tekst laddaki, kt6nf 



184 

opiewa : qnae ante Yostra benefida graiuito faciebam, ea Qti acoepta meroede dese- 
ram, non est consilium. Po polsku: co czynitem bezintg itMOwm e, zamm saansy- 
ciliscie mnie godnodciami, tego po otrzymaniu saptaty wcaleiiiemyilQniiieefaad. 

>Uczciwo^ symulowali* (ibid. w. 32.) zamiast: ndawali. 

»Uwa2am wszystkich ludzi co do urodzenia r6wnymi< (str. 23. w. 

28.) — poprawnie: uwazam za rdwnych. > Nie b^d^ tei im trudy 

zostawiah. (str. 27. w. 10) — poprawnie: truddw. 

Do kategoryi tej zaliczam wreszcie zwroty lub wyrazy zbyt trywialne, 
lub raz^ce wulgaryzmy, kt6rych uzycia nie usprawiedliwia brzmienie orygi- 
nahi. Nale^ tu w przeUadzie z Liwiusa wyraz »romanse« (str. 27. w. 32.) 
zamiast wlaSciwszego >mi)ostki« i (tamte w. 37) >przebrzydli ci ludziskac 
(turpissimi yiri). W przekladzie zaS Tacyta znalazl si^ nawet dziwol%g: >brns 
co do dobrych zalet« (str* 59. w. 19.), co ma odpowiadad lacinskiemu: >ni- 
dis bonarum artium«, a co mo2naby oddad przez: prostak, nieokrzesany pro- 
stak, czlowiek bez wszelkiej og^ady i t. p 

II. Druga kategorya uchybieii nie jest jui natury tak bezwzglQdnej. 
Mog^ one podlegad dyskusyi zale:inie od wymagaii, jakie kto stawia dobremu 
tldmaczeniu. Pierwszym jego warunkiem (poza poprawno^ci^ JQzyka) jest bez- 
sprzecznie mozliwie najdalej posuniQta dostownodd przeklada. 
Postulat powyjbszy odnosi si^ zwlaszcza do przeUaddw szkolnych. Teoretycznie 
situszuy, w praktyce nastrQCza 6w postulat znaczne trudno^ci ze wzgl^da na 
niemozliwo^d absolutnego oznaczenia granic i stopnia tej dostownosci. Zdol- 
noi6 jej stosowanie zalezed b^dzie kazdorazowo, t. j. u rdinych t26macz6w, 
od stopnia ich znajomo^ci JQzyka, z kt6rego siQ przeUada, jakotei od stopnia 
wtadania mowq, na kt6r^ sIq przektada. 

Ot6z pr^ciw postulatowi dos^ownoSci tl6maczenia zdaniem mojem grze 
szy dr. Luczakowski w >Pr6bach« swych niejednokrotnie. 

WskazQ tylko kilka przyk)ad6w