(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Biodiversity Heritage Library | Children's Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Gramatyka historyczno-porównawcza jzyka polskiego"

GRAMATYKA 



JĘZYKA POLSKIEGO. 



Tom IZ. 








Digitized by the Internet Archive 

in 2011 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/gramatykahistory02maec 



-a.P. Gr- M Ci ^ettk i , O«wiroai 



GRAMATYKA 



H I STORYCZNO - PORÓWNAWCZA 



JĘZYKA POLSKIEGO 



PEZEZ 



Dra. ANTONIEGO MAŁECKIEGO. 




TOM DRUGI. 



503931 

aa. 5o 



LWÓW 



NAKŁADEM AUTOEA 

1879. 



z drukarni K. Winiarza. 



Etymolog^ia. 



III. Słoworód Imion. Przyrostki. 

§. 359. W drugim, bezpośrednio niniejszą część 
trzecią, Etymologii poprzedzającym rozdziale, stanowiły 
przedmiot ostateczny poszukiwań naszych końcówki 
Poznaliśmy ród i zawiązek, następnie i dalsze aż do osta- 
tniej chwili koleje tego imionowego składnika, Rozgatun- 
kowaliśmy je na skłonnikowe czyli deklinacyjne i na 
tematowe końcówki; w obrębie tych ostatnich odkry- 
liśmy dwa odrębne rodzaje: końcówki tematowe złożone 
i pojedyncze. Zastanawiając się nad tem wszystkiem. 
wyczerpnęliśmy też temsamem jak sądzę, co tylko było 
w^ażniejszego do powiedzenia o budowie i genezie imion 
pierw^otnych, tak rzeczownych jak i przymiotnych 
tudzież zaimków : albowiem imię pierwotne , a zowiemy 
tak każde imię bezpośrednio utworzone z \/, nic więcej 
w składzie swoim nie obejmuje . jak właśnie tylko koń- 
cówkę i odnośny pierwiastek (z przybranką albo i bez 
])rzybranki, co tutaj na istotę rzeczy wcale nie wpływa). 
Oprócz tego wyjaśniliśmy tam też już w pewnej części 
i pochodnych imion budowę, mianowicie o ile i te 
także wyrazy co do końcówek tymsamym podlegały za- 
wsze zasadom i potem przemianom historycznym , co inńonu 

Gram. łlist. Por. 11. 



6 Słoworód Imion. 

pierwotne. Natomiast pozostawiliśmy zupełnie nietknigtem 

dotąd to wszystko w składzie imion pochodnych, co je 

od pierwotnych odróżnia, co je właśnie kwalifikować każe 

jako z tamtych powstałe i co do wieku późniejsze: takim 

składnikiem zaś jest w tych wszystkich pochodnikach przy- 

ROSTEK (suffixum), zajmujący zawsze miejsce w środku 

wyrazu, po tema ci e pierwotni k a a przed końcówką: 

(za)-haw'h.-ka , dziś już zabawka — (pod)-starości-''fi-a. 

Wyraz co tylko użyty „pierwotnik" ma oczywiście tutaj tylko 
względne znaczenie. Właściwie bowiem i w ściślejszym sensie na- 
zywamy pierwotnikami same tylko wyrazy urobione bezpośrednio 
z sw^ego (bądź zarodowego, bądź wtórnego) pierwiastka: takim n\). 
jest z pomiędzy tych dwóch przykładów rzeczywiście tylko pierwo- 
tnik pierwszego, mianowicie (za)bmv-a, złożony z sa jako tylko 
przybranki — z rdzennej syllaby hatv jako \/ hy ze spotęgow^nną 
pierwotką y (niegdyś u) na mv — i końcówki a. Taki wyraz ma 
więc tę nazwę w sensie bezwarunkowym, jest on bowiem nie 
tylko dla tego swego pochodnika (zahaivha) , lecz i sam w sobie 
pierwotnikiem. Lecz my w rozdziale niniejszym dla uniknienia zbyt 
rozwlekłych omawiań, będziemy nazywali pierwotnikami i wyrazy 
pierwotnie jsze aniżeli to co się dopiero z nich rodzi, choćby 
takowe były i same już pochodnikami z czegoś jeszcze pierwotniej- 
szego. Takim to względnym więc pierwotnikiem jest względem pod- 
starościnej ]}odstarości , bezpośredni rodzic tego rzeczownika żeń- 
skiego, sam zrodzony wraz ze starością i starostą z przymiotnika 
star-y, a ten jest pochodnikiem od tematu sta w słowie staó^ któ- 
reto stać dopiero samo jedno jest w tej całej rodzinie ostatecznym 
pradziadem czyli rzeczywistym pierwotnikiem tych wszystkich imion, 
w bezwzględnym tego wyrazu sensie. 

§. 360. W ten sposób zatem widzimy jasno przed 
sobą wytl^nięte zadanie niniejszej drugiej połowy Słowo - 
rodu imionowego. Przedmiot całej analizy będą tutaj sta- 
nowiły PRZYROSTKI jako środki, za pomocą których z wy- 
razu już gotowego, mogącego być równie słowem jak i 



Przyrostki. 7 

imieniem, otrzymujemy rzeczowniki lub przymiotniki po- 
chodne, a z tych znowu jeszcze dalsze, coraz nowe wy- 
twory aż do kresu, po za który język nasz już dalej nie 
idzie. Rzecz tę roztrząsnąć jednakże tu zamierzamy w naj- 
ogólniejszych tylko zarysach. Nie będzie nam tu bynaj- 
mniej o to chodziło , ażeby cały że tak powiem pozyty- 
wny materyał przyrostkowy poruszyć, a tem mniej do 
dna wyczerpnąć, np. wyliczając wszystkie w języku na- 
szym możliwe kombinacye przyrostków lub też wysilając 
się na określanie przywiązanych do każdego z nich zna- 
czeń. Znaczenia takie w niektórych tylko, stosunkowo 
rzadkich razach dają się ująć w pewne karby zasadnicze 
i stałe. Wypadków takich oczywiście nie pominiemy mil- 
czeniem. Co jednakże już przechodzi ten zakres, o tem 
rozprawiać szczegółowo byłoby chyba tylko w monografii 
na miejscu. Naszem dążeniem — nie stracić i w tym tłu- 
mie drobnostkowych szczegółów nigdy z oczu głównej 
istoty rzeczy. Będziemy przeto nad takimi tylko pyta- 
niami się tutaj zatrzymywali, które nam w tej nad wszelki 
wyraz zawiłej , rzadko kiedy do pojęcia przemawiającej 
gospodarce przyrostkami odsłaniają zasadnicze prawa ję- 
zyka; które nam odróżnić w niej dadzą postępowanie pra- 
widłowe, zmyślne i celu swego świadome od manipulacyi 
już tylko mechanicznej, posługującej się gotowymi analo- 
giami danymi, aż zbyt często, jak się to niżej okaże, chwy- 
tanymi tylko na oślep... 

Ażeby nie być w ciągłej konieczności zabierania sobie niepo- 
trzebnie miejsca, wypisując ten nieco długi wyraz „przyrostek", 
zastępować go tu będę samą początkową literą , ale nie P, w liczbie 
mnogiej PP, gdyż te inicyały mają u nas już jak wiadomo inne 
konwencyjne znaczenie, lecz literami S i SS (od łacińskiej jego na- 
zwy Suffixum). 



8 Sloworód Imion. 

Kiedy i dlaczego pojawiły się w składzie Imion SSV 

§. 361. Starajmy się przedewszystkiem uprzytomnić 
sobie okoliczności, wśród których zaczęto w mowie na- 
szej tworzyć imiona rozszerzone przyrostkami i powody, 
dla których koniecznie przyjść do tego prędzej czy później 
musiało. 

Nie będzie to pewnie zbyt śmiałem, jeżeli przypu- 
ścimy, że w początkowych stadyach rozwoju językowego 
nie było w mowie naszej innych wyrazów, jak same tylko 
pierwotne, z V' i końcówki złożone. Te wyrazy były 
to słowa, rzeczowniki, przymiotniki, zaimki, partykuły... 
słoAvem części mowy wszelakiego rodzaju — każda z ży- 
ciem bezpośrednio wziętem od swojego V' : zastrzec się 
bomem muszę już z góry przeciw wiadomemu przeci- 
wnemu, już nieraz Avyrzeczonemu zapatrywaniu, miano- 
wicie jakoby słowa pierwszeństwo w tej mierze miały 
przed imionami; jakoby np. żaden rzeczownik nie mógł 
być bezpośrednim płodem z \^, ale dopiero rodził się z cza- 
sownika w którym V ów tworzy jego D (temat); albo 
też żeby w obrębie znowu imion, pokrewne i widocznie 
ze sobą jednolinijne rzeczowniki i przymiotniki nie mogły 
sobie być braćmi, lecz jjrzeciwnie żeby przymiotnik ko- 
niecznie synem dopiero być musiał odnośnego rzeczownika 

W moich oczach rzeczowrxik np. pies (AO pwm, pks'a, od V 
jiws . pcs) i przymiotnik j»6•^ (= p)ikSi<,-i, t. j. I □ thsi^ później ph,św. 
z (hjdanym artykułem I w myśl §. 190 już z nim zrosłym w jedne 
całość) są sobie jednolinijne i zarówno bezpośrednio z swego 
\^ zrodzone ; różnica pomiędzy nimi zachodzi tylko co do tematowej 
końcówki, tam a, a tutaj /. Żeby zaś ten jwzymiotny □ phd do- 
piero od rzeczownego tematu t. j. od jf^k^a, j>9k,s-a, pozbawionego tej 
swej końcówki -a, i zastąpiwszy ją przez i, k, miał być urobiony — 
w to mi wierzyć ani nie każe budowa tego wyrazu ani też to nie 



Przyrcstlfi. 9 

wynika z językowo-histoiycznych stosunków. Tosanio także, w sto- 
sunku do rzeczownika hóg (temat hog\a , później &0(/x), sądzę i o przy- 
miotniku hoź^ z wiadomym zaś artykułowym zaimkiem /, hoż-i czyli 
dziś po naszemu hoży : to boż wynikło z przymiotnego tematu hog-i. 
hoii, hożh, taksamo jak hog^k z □ hog-a. Jeden z tych tematów 
ma końcówkę a, drugi /, ale to też już cała różnica; gdyż zreszti^ 
i jedna i druga końcówka została tu od razu dosunięta do „hog". 
któreto log zdaje się być wtórnym V z zarodowego yfha. Ma = ja- 
śnieć, świecić. Kownie także i ^#^0^/ (w jako privativum praefixum — 
i tog^l, z '/jako artykułowym, później przybyłym owym zaimkiem i 
w sensie §. 190): dla mnie to hogj,, tutaj, a Jo^a w rzeczowniku 
hóg ^ stoją ze sobą zupełnie na jednej linii, chociaż tam jest przy- 
miotne , a tu rzeczowne znaczenie. 

Aż do pewnego czasu ten inwentarz samych wyra- 
żeń tylko pierwotnych mógł czynić zadość potrzebie. Ubó- 
stwo umysłowych pojęć rymowało z tem ubóstwieni mowy. 
Później jednak coraz bardziej niestósunek między myślą 
a słowem zaczął dawać się w znaki. Pojęcia bowiem 
mnożyły się w przyspieszonej progresyi. a ten materyał 
językowy nie wystarczał na ich pokrycie 

Wszelka mowa ku temu jednakże dąży, ażeby w niej 
każde pojęcie duclia narodowego miało swój wyraz odrębny. 
I w tamtych także stosunkach było w^ niej tego obowiązku 
poczucie — krzyżowane jed^^nie fizyczną niemożnością, 
a w najlepszym razie trudnością sprostania temu zadaniu 
o tych nader skronmych środkach, jakimi wtedy rozpo- 
rządzała. 

K^ażdy bowiem v^ mógł co najwięcej wydać z siebie trzy 
odrębne imionowe tematy, o końcówce a, i albo u. (Czy były zaś 
w używaniu i jakie czwarte czyli Spółgłoskowe pierwotne tematy, 
bez żadnej końcówki? to znaczy: czy można i wtedy przupuszczać 
same gołe pierwiastki w roli np. rzeczowników itp. funkcyonujące V 
tego nie śmiem rozstrzygać). Ivażdy z tej trójki tematów mógł 
wprawdzie od biedy pokryć kilkoro nmiej więcej odrębnych pojęć, 



10 Słoworód Imion. 

a to w miarę iip. tego albo owego przysądzonego sobie rodzaju 
gi'amatycznego , albo w miarę znaczenia rzeczownego lub przy- 
miotnego, jakie mu podłożone zostało itp. Ale to wszystko jednak 
nie mogło wystarczać. 

Stanęła zatem przed mowćij naszii, alternatywa: albo 
pomnóż i coraz dalej pomnażaj ilość })ierwiastków, a wtedy 
znajdzie się samo przez się i źródło coraz nowych wyra- 
zów — albo obmyśl nowe, nie^)raktykowane dotąd spo- 
soby, któreby ich dostarczyły. 

Pomnożyć ilość pierwiastli:ów — nie była to tak ła- 
twa rzecz, jak się może dziś zdaje. Przedewszystkiem bo- 
wiem zwrócić tu trzeba na to uw^agę, że nie każda doba 
języka do wszystkich funkcyj jest zdolną. Czasy właści- 
wej tw^órczości mowy, t. j. materyalnych jej żywiołów — 
te taksamo należały już do przeszłości, jal^ i w genezie 
naszego ziemskiego świata, w dziejach przyrody, epoka 
produkcyi coraz nowych gatunków miała także swoje ściśle 
co do czasu opisane granice. Zresztą materyał, z którego 
się tworzą pierwiastki, owe trzy, jak wtedy jedyne samo- 
głoski pierwotne, łącznie z kilku równie dawnymi spół- 
głoskami, nie dochodzącymi ani połowy dzisiejszej tako- 
wych liczby, ten materyał był wtedy prawie całkiem już 
wyczerpnięty kombinacyami w wszelkich możliwych do- 
konanymi kierunkach, tak iż tylko mało którą, a dość 
odrębną było można z nowa do nich jeszcze dołączyć. 

Uskuteczniono jednakże niejedno i w tym nawet za- 
kresie. Wszakże bowiem ma pewnie każdy język udzielny 
czyli szczepowy i takie u siebie także [)ierwiastki, które 
tylko jemu samemu właściwe, a zatem muszą pochodzić 
z czasów stosunkowo późnych, z wieków jego odosobnio- 
nego już bytu. 



Przyrostki. 1 1 

Innym pojawem tej dążności pomnażania liczby V^V 
zdaje się być ta znaczna ilość pierwiastków wtórnych 
czyli przerobnych, w ten lub ów sposób odmienionych — 
istniejących obok odnośnych prototypowych. 

Tak np. obok yf i iść, z czasem teraźń. w naszym języku idę, pojawił 
się taki późniejszy duplikat w postaci spotęgowanej pierwotki i, wię ia, dziś 
ja , z formą, tamtej odpowiednią, jadę , jać , zamiast czego dziś jechać. Zna- 
czyło to ruch już prędszy niż iść, np. wozem lub konno. Odnajdujemy ten 
duplikat i w litew. a nawet sanskrycie. — Do zarodowego V gi, w słowian, 
później żi (dziś it/), znaczą;Cego właściwie być zdrowym (wskazuje na to 
nasz nieżyt choróbsko , katar , i litewskie znaczenie słowa giju genesen ) do- 
nalazło się jako jego duplikat giw, ziw, znaczące coś już odrębniejszego t. j. 
vivere, od czego litew. giwas żywy, i także nasz dawny czasownik ja żywe, 
zamiast czego dziś znowu już tylko żyję , ale z przejętem od niego właśnie 
tern już drugiem znaczeniem. Albo przypatrzmy się tej oto z jednego źródła wy- 
nikłej parze: V leg i jego duplikat lęg. Od leg mamy słowo lec i imiona pier- 
wotne: (zimowe) leże, łoże, pod-, wy-, za-ło/ja , na-łóg , po-łóg; od lęg, ze 
znazalizowanem e, wynikły legę , ląc, i imiona Zg^ (ptastwa), dziioo-lqg, mako- 
lągwa (z lęgus kiedyś istniejącego wydobyta), nie-do-łęga t. j. stworzenie 
tylko niespełna zrodzone , któremu czegoś więc braknie itd. A więc cały sze- 
reg pojęć, pokrytych bezpośredniem potomstwem tego V leg, lecz rozszcze- 
pionego na dwoje. — Taksamo też i V gub otoczon (successive zapewne) został 
duplikatami gyh czyli „gib'-'' (§. 45), gyhn (gibn) i ^T)(b)n (gn) : tylko dopiero 
kosztem takiego rozszczepienia tego V, mamy z niego te i tu znowu bezpo- 
średnie zeń zrody: prze-gub, prze -gubię (więc kiedyś nijaki rzeczownik gubi, 
ID), z-guba i zamarły werbalny pierwotnik gubę, widny w pochodnem zeń 
gubić ; giby ( ocalone w utworzonem zeń gibki ) ; prze-gibnąć się , gi{b)nąć czyli 
ginąć ; gnę , giąć, a z niego gięty, giętki. — W tensam sposób V du (widoczny 
•w dudy i kauzatywnem dawić) wydał z siebie aż dwa wtórne W: dum i dus; 
że te obie kombinacye pojmowane były jako jeszcze jednolite całości czyli 
Vv', a nie jako du-m, dii-s (z m i s jako przyrostkami): tego dowód dla nas 
wtem, że z dum wytworzj^ło się potem dym i dhm , z dus zaś (w myśl §. 44) 
duch, a z niego dhch*). Dzięki temu rozpadowi, posiadamy następujące, za- 
wsze jeszcze pierwotnikami będące , z tego źródła wydane wyrazy : duma, dym, 
3, z niego dymić ; dme , dąć, a z niego dęły, dętka, dąs, dąsać się itd. dus (za- 
chowane w dusić ) , dusza , dyszeć , duch , diiCh czyli dech , dbchne czyli tchnę, 
tchnąć. — Prastary indoeurop. V" brzmiący w mowie pierwotnej zapewne ?łVm **), 



*) Du jako odrębny V nigdyby bowiem nie było zeszło na db: odczytać 

§.298^. 
**) Mówię tu o V „śru, cru'-^, jak go zwykle z sanskryckiego transkrybują, 
tegocześni lingwiści, zastępując sanskr. podniebienną, sybilantę 



12 Słoworód Imion. 

w slowiańsk. przeprowadzonj'^ w słu i człu, w lit. zaś Idu i szlii , a znaczący 
zarówno słyszeć jak i dać się słyszeć, więc mówić, wydał z siebie w na- 
szym litewsko-słowiań. szczepie jeszcze i duplikat sius {Mus) ^ z czego w słów. 
ostatecznie słuch (§. 44). Od odmianki siu mamy wyrazy, zabarwione zna- 
czeniem dawania głosu: słow-o , słaiv-a, słaiv--h zachowane w Stanisław, 
Broni\słaio , Władysław ; prócz tego było i przestarz. słowo słuć , od czego 
słyiinć, slouić, sławić (w litew. odpowiada mu znaczące tosamo szlowiti). Od 
duplikatu zaś słus czyli słuch pochodzi szereg dziatwy opatrzonej znaczeniem 
chwytania głosu: rzeczownik słuch*), słych , zaginione słychę, od czego 
słyszeć, słuchać i słychać ( w litew. zaś Iclausu wywiaduję się i Idausau słu- 
cham). Z tego V także, t. j. z odmianki człu, idzie jeszcze i człowiek, człek, 
lecz to już są pochodniki dalszolinijne , jako rozszerzone przyrostkiem. — We- 
źmy jeszcze jeden przykład, t. j. V (w sanskr.) h'i czyli „pi" — u nas ki a 
z tego czi (łać. qui-esco , gr. x£T-[jLat itd. ), z właściwem znaczeniem leżeć, 
więc i wypoczywać , spać itd. Otóż obok tego zarodowego ki , czi , stanęło u 
nas jeszcze i czin, czbii, jako wtórny V. Mamy z tych obydwóch odmianek 
progeniturę taką: przestarz. czyć (w starosł. po\cziti ąuiescere), widne w spo- 
czy-ivać, i koj w pokój (jako miejscu do wypoczynku), spo-kój , koić itd. na- 
stępnie spo-cznę , spo\cznbnć czyli więc spocząć; spo-czynek (zrodzony pocho- 
dnik z po-czynh = ąuies); starosł. czmii z dalszem już nieco znacz, pokład, 
rząd, warstwa, ordo, od czego wreszcie i nasze czynić =: w rzędy układać, 
umiejętnie i za porządkiem coś robić, thun; nakoniec czyn That. 

Na tych przykładach poprzestaję , choć możnaby jeszcze cały bezlik po- 
dobnych przytoczyć. 

Zarzuci mi tu kto może , a i ja sam o słuszności tego zarzutu 
nie wątpię, że znaczna ilość takich wtóriiycli v^v^ datować może 



przez konwencyjne ś albo c. Mam przekonanie, że głoska ta brzmiała 
pierwotnie jak nasze eh' w chichotać albo w niemiec. Lerche. To eh', 
krócej h', przeszło potem z jednej strony w k', z drugiej w syk między 
naszem ś a sz pośredni , jaki np. słyszymy w niem. sch albo włoskiem 
sci (scimia). Z tych zaś brzmień potem k' stwardniało na k, i tak je 
odnajdujemy w łać. i grec. (np. xX6w, '/.zi\La.i — cluentes); ów zaś syk 
zdeklarował się ostatecznie na sz, cz, s. Mianowicie sz albo i k znaj- 
dujemy zamiast owego h' w litewsk. — a, s, cz albo i /c w słowiańskich 
językach. Przez to jednak jak się samo rozumie, nie twierdzę, żeby 
każde nasze k, s albo cz pochodziło z tego zawiązku. 

Obok tego słuch (o kilku znaczeniach: zmysł słyszący, „słuchy" np. 
zajęcze, rzecz słyszana, słuch podziemny = §biiocf) , posłuch w znacz, 
posłuszeństwa itd.) były dawniej i inne jeszcze równie pierwotne imiona, 
mianowicie !□ słusz jako masc. i (powstałe z ta słusz) słusza = to co 
się słyszeć ( i przyjąć ) daje , Billigkeit , przyzwoitość , od czego słuszny 
słuszność i t. d. 



Przyrostki. 13 

z późniejszych dopiero stadyów rozwoju językowego , z czasów gdzie i 
pochodne już imiona na dobre się urabiały za pomocą, przyrostków. 
Przypuśćmy, że dobra połowa tych okazów do tej właśnie kategoryi 
należy: zawsze jednak i te wszystkie znalazły się w mowie naszej 
dopiero na wzór tamtej już istniejącej , dawniejszej tych rozszczepień 
połowy, a tej epoka niewątpliwie przypada na owo przejście kłopo- 
tliwe z doby samymi tylko pierwotnikami operującej do doby dru- 
giej, mnożącej zasób wyrazów w sposób, z którym się tu bliżej 
mamy zapoznać. W każdym więc razie mamy w tem dowód, że ję- 
zyk czasu swego jak naj usilniej próbował zatem i przez powiększa- 
nie liczby pierwiastków czynić zadość potrzebie, choć go to nie do- 
prowadziło do celu , tak iż w końcu był zmuszony obrać inną drogę 
do niego. 

* Nie zawadzi może mimochodem tutaj wspomnieć jeszcze i o wyrazach, 
w całldem odrębny sj^osób urobionych z danego V", tak iż ich ani do pierwo- 
tników zaliczać nie można ani też do pochodników zród swój zawdzięczających 
przybieranym SS (przyrostkom). Wyrazy te, trudno orzec z jakiej datują-ce 
epoki, mieszczą, się wprawdzie tylko w naszym dziecinnym słowniku , za- 
sługują na uwagę jednak o tyle , że polegają na pewnym rodzaju reduplikacyi, 
nie jak zwykle ku lewej ręce czyli z przodu wyrazu, ale ku prawej i w taki 
sposób że tę reduplikacyą stanowi niecała zgłoska, sam tylko spółgłoskowy 
składnik pierwiastka. Formuła tych wyrazów zatem niejako taka : V -f- 1/2 V -\- 
końcówka; np. gliigla (glu-gl-a), mama (ma-m-a), papa, tata lub tato, caca, 
gaga (tak nazywają ogień, którego embryonowy V rzeczywiście zdaje' się 
być g czy ga w kilku aryjskich językach , np. porówn. żegę , zgaga , o-gńb...), 
lalttj niania, plapla, baba, dziadzia, ciepcio, mlemlo , tutu (pić), papu (jeść), 
siusiu, ciocia, a podług tej analogii i mamcia, babcia, a nawet wujcio, stryj - 
do itd. Konstrukcya tych wyrazów zupełnieby odpowiadała składowi czasu te- 
raźń. od dać: da-d-mi, dzisiaj dam, gdyby ta forma rzeczywiście, tak jak to 
sądzą powszechnie, była utworzoną od całosyllabnego , t. j. wtórnego V da; 
lecz tak nie jest. Pochodzi ona od zarodowego jeszcze V^, a tym było we wszy- 
stkich językach samo d, jak to dowodnie w Etymologii werbalnej t.j. w przy- 
szłym rozdziale okażę. 

§. 362. Jeżeli teraz zapytamy, co w owem odmian- 
kowaniu V \f. w owem dostarczaniu ich coraz innych form 
( liibletowych właściwie stanowiło zasadę : to ta zasada po- 
legała widocznie albo na tem, że się samogłoski w po- 
środku owycłi (luplikatowycłi odmianek ukazują; spotę- 
gowane lub też znazaliz owane (i w id§, Ja w jadr : 



14 Słoworód Imion. 

leg ^Y legnę, lęg w lęgnę), albo też że do zarodowych VV 
przyrastały pewne jeszcze dodatkowe i pomocnicze spół- 
głoski, jako to w, n, m, s (w słowiańskiem natomiast i 
eh) itd. np. ży — żytv; czi — czkfi; gub — g^hfl\ du — 
clmu, d^in; du — dus i duchy dh^ch; siu — słuch. 

Co mamy sądzić o tych spółgłoskach? — Pytania 
tego w dzisiejszym stanie językoznawstwa stanowczo niepodobna 
rozstrzygnąć, godzi się jednak pewnie przypuszczać, że były to 
w pierwszych przynajmniej tej praktyki początkach pierwiastki, 
bądź zaimkowe, bądź t. zw. słowne W, z tych właśnie tylko 
pojedynczych głosek już całkowicie złożone. Takowe dosunięte do 
drugiego V, stanowiącego całą syllabę (du-m), wyrażały jako nowa 
razem z nim całość, pewien mniej więcej odrębny odcień owego 
znaczenia , jakie tamten już sam przez się wyrażał. Dzisiejsza szkoła 
nie chce wprawdzie znać żadnych V V, któreby nie stanowiły cał- 
kowitej syllaby: ale myśmy już poznali jako zaimkowe V \'' te nie- 
wątpliwie z jednej tylko litery złożone zarody: a, it, i, m, n, t 
(5), k (§.344); gdybyśmy zaś przedsięwzięli analizę partykuł , otrzy- 
malibyśmy jeszcze kilka innych podobnych v^ v^, a między nimi i p; 
wreszcie w Etymologii werbalnej przekonamy się dowodnie, że nie- 
jeden nawet słowny v^ wtedy tylko może się nazywać trafnie zde- 
terminowanym pierwiastkiem , a co ważniej sza, prawidłowych 
(a nie awanturniczo pojmowanych) form tematem , jeżeli go poczyta- 
my za utworzony z jednej tylko spółgłoski. Takimi mianowicie są te : 

s (w jestem) i eh (słowiański surrogat owego s) , 

b (w być), 

r (jako zaród kilku wyrazów ruch, pęd, płyn, rycie i rwanie 
wyrażających, między innymi rdzeń naszego słowa orać), 

ł (jako surrogat tego r, §. 53), 

m (\w imę i mam), 

d (w dać), 
drugie d (z dh, w ddać, staro sł. deżdą, deja), 

U \ s, Yj prastarego h' (np. w kamień, oko, ostry), nakoniec 

St (w stoję, stać). 
Nie jest to jeszcze wszystko, lecz na teraz i to wystarczy. Wtór- 
nymi dopiero W są w naszym języku ^V?.9 i is względem owego s- 



Przyrostki. 15 

hy względem h; or, ar i ra względem r; im i mie, ma wzglę- 
dem m; da względem pierwszego d; dń, dde względem d (dh); 
Jca, oJc, os względem owego 7i i s z h'; nakoniec aż potrójne ści, 
sta i stu względem st 

Otóż wszystkie tego właśnie kształtu, t.j. tylko ' spółgłoskowe 
pierwiastki, czy to słowne czy zaimkowe, mogły sądzę bardzo sna- 
dnie odgrywać owę rolę pomocniczą w składzie wtórnych pierwia- 
stków. O ile w tej właśnie funkcyi własne znaczenie tych pomocni- 
czych żywiołów każdocześnie oddziaływało na znaczenie drugiego, 
t. j. tego pierwiastka, który nimi się posiłkował? o ile to, co 
z nich obydwóch powstawało, zawdzięczało walor swój im obydwom? 
to jest znowu pytanie nie do rozwiązania przy dzisiejszych zasobach 
wiedzy. Najpewniej jednak miały się rzeczy tak, że dopóki trwało 
poczucie, że ta pomocnicza spółgłoska tworzy sama dla siebie V^, 
dopóty było przy wyborze jej i znaczenie jej uwzględniane. Ale pó- 
źniej poczucie to poszło w niepamięć; od owej chwili, już tylko na 
wzór dawniejszej , a źle pojmowanej praktyki operowano tymi spół- 
głoskami jako brzmieniami obojętnymi — a znaczenia, jakie one 
w wyraz wnosiły, zależały od najrozmaitszych ubocznych okoliczności, 
a głównie od milczącej polubownej ugody *). 

g. 363. Owoż ponieważ powyższe, około samych 
tylko W podejmowane usiłowania nie czyniły zatem za- 
dość potrzebie: zaczęto wreszcie tworzyć wyrazy, a głó- 
wnie imiona, z materyału dotąd nietykanego — z goto- 
wycłi i całkowitycłi już urobionycłi wyrazów. 
Postępowano sobie z tematami tych wyrazów w takisam 
sposób, jak aż dotąd z pierwiastkami, t. j. do tychto 
DD zaczęto odtąd doczepiać owe pomocnicze, z jednej 
lub dwóch spółgłosek się składające żywioły. 
Na tejto drodze przyszło wkrótce do przeciwstawienia 



*) Tak np. nie wiem, jakby kto w dodanej do V słu spółgłosce s i eh 
mógł upatrywać etymologiczną, przyczynę odrębności znaczenia tego 
słuSi siuch, wyrażają,cego już nie wydawać głos, ale słyszeć. To był 
akt samćj tylko konwcncyi. 



16 Słoworód Imion. 

wyrazom pierwotnym całej massy utworzonych z nich 
imion pochodnych; a ponieważ i z tych znowu rodziły 
się w tensam sposób jeszcze dalsze, coraz nowe pocho- 
dnilvi, więc ujrzała się ta słoworodna czynność mowy na- 
szej od razu na niezmierzonem polu działania — tworzyła 
z każdego już pierwotnika tyle odrębnych wyrazów, bądź 
bezpośrednio z niego i to w znacznej nieraz ilości zro- 
dzonych, bądź też pośrednio, t. j. drugo-, trzecio- itd. 
Unijnych, ile tego każdocześnie wymagały okoliczności 
Tak np. sta, temat słowa stać, wydał w pierwszej linii, 
przy pomocy S8 r, I i n, stary ^ stały, stan itd. Ze stary 
w drugiej linii zrodziła się starość, staruch, starosta, pod- 
starości i starka (a takie same pochodniki wydawał u siebie 
takżeistaiy, wraz ze stanem). Starosta potem spłodził staro- 
ścinę, starostwo y Si staruch staruszkę; ze starościnę) wziął zno- 
wu życie starościński — słowem rozród przeobfity na wszy- 
stkie możliAve strony, a ciągle w wzrastającej progresyi. 

R z e (' z y w i s t a p o stać p r z y r o s t k ó w. 

§. 364. Teraz wyroziiniieć nam należy w bliższych szczegó- 
łach cały sposób postępowania w obrębie tego rozrodu. 

Przedewszystkieni podnosimy tu następującą wątpliwość. Po- 
wiedziało się powyżej, że przyrostek jest to w normalnym swoim 
pojawię zawsze spółgłoska (jedna hib dwie), ale nie całkowita 
syllaba — i że takowa ażeby jaki nowy wyraz utworzyć, doczepia 
się do tematu wyrazu pierwotniejszego. 

Następujące imiona stwierdzają to powiedzenie naocznie: 

pły-n, pa-n, sta-n. każ-ń, waśń (wad-ń), da-r, mi-r, wia-tr. 
dzia-d, zna-k, tu-k, śmie-ch, ma-ć, na-ć, śmier-ć. cześć (czet-ć, 
§. HS, 7). oś-ć, pie-śń, ba-śń, piec (z piek-ć, §.93), moc (z mog-ć) ... 

Te rzeczowniki pozbawione są wprawdzie, jak widzimy, swoich 
końcówek, tak iż S (przyrostek) stanowi w nich krawędź wyrazu. 
Jest to tak jednak tylko w noniinat. sing. W dalszy cli przypadkach, 



Przyrostki. 17 

te końcówki się odnajdują {piyn-u^ paih-a, kaźń-i, pieśń-l itd. ). 
A w dawniejszym stanie jeżyka istniały one i w nominatiwie nawet — 
nasamprzód w postaci brzmień pełnych a^ u, ^, a potem w stanie 
wynikły cłi z nich j o r ó w i jerów, które z czasem odpadły. 

Z tego powodu też do tej samej kategoryi zaliczyć trzeba i na- 
stępujące, nawet w swoim nominat. końcówkami opatrzone imiona, 
jako także formacje naocznie ukazujące swój S w postaci tylko 
spółgłoski : 

wi-n|a, wi|n|o, wia|n|o, suk-n|o, płót-njo, pa-nd, mia-rja, dziu- 
rla, dob-r|y, sta-rly, chyt-r-y, sta-d-o, ozna-k-a, wi-k-a, su-k-a, 
wie-ch-a, wid-m-o, pas-m-o, ży-ł-a, dzie-ł-o itd. (Takie jak stair 
albo staje tu nie należą, gdyż to są pierwotniki, w Irtórych ^v i ./ 
dla uchylenia tylko rozziewu przybrane). 

Ale cóż sądzić o okazach, jak oto następujące, w których 
przyrostek przecie zdaje się stanowić całą syllabe: 

rodak, biedak, widok, płatek, panek, panicz, konik, liścik, 
jęzor, gąsior, wieczór, dobroć, miłość, prostota, cnota, długość, 
staruch, starość? 

I w powyższych także przykładach tworzą przyrostek same 
tylko te 7c, cz, r, ó, ść, t. eh. Nie należy imion tych bowiem rozkładać 
na rod i aZ;, ani na wid-ok, pan-ek, pan-ic0, star-uch; ale jedynie 
tak: roda-k, wido-k, pane-k, koni-k, gąsio-r , prosto-t-a, eno-t-a, 
staru-ch, staro-śe. To jest : samogłoski , o które się tu rozchodzi, nie 
należą do S, ale do tematu odnośnych pierwotników , t. j. do roda, 
tmdo, pane, koni, prosto itd. od których to tematów mamy urobioną 
dalszą tych wszystkich wyrazów deklinacyą ród, rodu, rodoiui, rodem, 
rodami itd. Są to właśnie tych pierwotników tematowe koń- 
cówki, i do nichto tutaj się doczepiły SS. 

Że w tamtych obydwóch, nasamprzód zestawionych tu grupach 
przykładów [płyn , ])an itd. i tvina , luino ) samogłosek takich przed 
przyrostkami nie ma — to stąd jedynie pochodzi , że tamte imiona 
zostały urobione od słów (pierwotnych), przeciwnie te ostatnie od 
imion. Temat słowa pierwotnego nie ma nigdy żadnej tematowej 
końcówki, brzmi bowiem tak jak v^ (§. 253); przeciwnie temat 
imienia choćby nawet i pierwotnego obyć się bez końcówki nie 
może (z wyjątkiem chyba Sp. DD)- I otóż w tern cały powód, 
że tam np. S k nie tylko jest, ale i zdaje się być samem tern /■ : 

Gram Iłist. For. II. 2 



18 Słoworód Imion 

tu zaś zdaje on się być al-. ol\ pI\ choć rzeczywiście jest nim i 
tutaj tylko samo /•. 

* Takie okazy, jak iip. łakoć, icilgoć, pakość, żeniec, jeniec ; formy w ge- 
iiit. plur. sukien, iclókien, okien itp. niemniej i dalszolinijne od nich pochodne 
imiona sukienko^ okienko itp. są, to już mniej prawidłowe formacye, tylko przez 
wzgląd na dzisiejszej naszej głosowni zasady wyjątkowo tak urobione. Zrodziły 
się one bowiem widocznie (nie z łąko, toilgo, pako itd. ale) z łak, toilg, pak, 
żhn, im, suk, lułok, ok, jako tematu słów pierwotnych; a jednak tak są, zbu- 
dowane , jak dobro-ć , iniło-ść , chłopie-c itd. które są, pochodnikami z imion. 
Właściwie miał być skład tych wyrazów taki: łak-ć, wilg-ć (a z tego mogło 
być łac, 'ivilc, tak jak ińec i moc z piekć, mogć powstały), pakść, ż\,n-c, im-c 
czyli więc źcc, jęc: sukn, włókn, okn, oknko, suknko itd. Te formacye jednakże 
w chwili zrodu swojego nie podobały się: były zbyt kuse, albo szorstkie. Na 
wzór przeto tamtych, z imion wynikłych wyrazów i te zostały urobione — za 
tern analogicznie. W ogólności analogia w tym dziale słowotwórstwa wszę- 
dzie wszechwładny wpływ wywierała. (Nieprawidłowość budowy jeńca już w tern 
widoczna, że brzmieć by ten rzeczownik koniecznie powinien jemiec, nie jeniec, 
skoro się mówi im§, nie inę. Wpłynęło nań tu niewątpliwie brzmienie żeniec, 
goniec od żnę, gonie itd. znowu więc i tu analogia!) 

Samogłoska przed S nie należy do jego składu. 

§. 365. Teraz poruszyć nam tu wypada dalszą, jeszcze wa- 
żniejszą wątpliwość, a mianowicie tę: Powiedzieliśmy w §. poprze- 
dnim, że wyrazy, jak ^jam|c.e', jęzoW, gąsio\r^ tviec0o\r^ cno\ta^ staru\ch 
itd. tak mają być rozkładane na swoje cząstki słoworodne, jakeśmy 
to tutaj już naznaczyli linijkand. Tenui twierdzeniu zdaje się być 
wręcz przeciwny oczywisty stan rzeczy, ])onieważ pierwotniki tych 
formacyj , a mianowicie pan , jpyk , gęś , wiek , cny , stary , nie po- 
legają pi'zecie na tematach pani, jezo, y§sio, tuleczo, cno i starii. 
Jakże zatem mogłyby samogłoski . położone na krawędzi tych mnie- 
manych tematów, uchodzić za ich „tematowe końcówki"? 

Ażeby na zarzut ten odpowiedzieć, trzeba nam tu zrozumieć 
zasadniczą różnicę, zachodzącą między (jakbym je nazwał) aulen- 
lycziiyini a tylko aniUo^icznyini końcówkami owych tematów, do któ- 
rych się doczepiają SS. 

W takich formacyach, jak bieda-h, roda-k, żreha-k; synu-ś , 
syne-k, miode-h; koni-h, liści-k , kości-ty itp. widzimy SS /.-, ś, f 
doczepione do a, u, e (x), i, jako końcówek autentycznych; po- 
nieważ tematy pierwotników bieda ^ ród, źreb (imię zaginione, ale 



Przyrostki. 1& 

widoczne w źrebię^ powstałem z żreh-int), tudzież syn, miód, nako- 
niec koń, liść i kość rzeczywiście się kończą, albo kończyły na 
samogłoski powyższe. Trzy pierwsze, hieda, ród, źreb, były to AGO; 
syn i miódhyłj !!□□; Jwń, liść i Jwść były IDIZI- W żeńskiem 
bieda końcówka a ocalała w nom. sing. do dziś dnia; w ród (jako 
męskim rzeczowniku) to a zwątlało na -a, dziś już wcale nie wy- 
mawiane, wszelako np. w formie roda-mi i w roda-ch stoi ono i 
dziś jeszcze jawnie nam przed oczyma; taksamo rzecz się miała 
i co do wyrazu źreb. Co do syn i miód , właściwy czasu swego temat 
tych wyrazów brzmiał synu (mamy go w synu-ś) i miodu (§.323); 
końcowe u zwątlało tu wprawdzie później w nom. sing. na a, już 
dziś nie wymawiane, ale w formie syneh ( = synak) i miodek je- 
szcze to z mamy, zastąpione przez 6 (§. 10). W vocat. o synu! 
i w miodow-i, synoicie, synów ^ miodów wadzimy owę końcówkę 
także jeszcze naocznie, a to bądź jako u, bądź jako oiv (spot^g. ^f) 
Nakoniec i koń, liść, kość wynikły z niewątpliwych w najdawniejszym 
stanie języka ind koni, liści, kości — i jest przeto ich rzeczy- 
wistą, własną i udowodnioną czyli jednem słowem „autentyczną" 
tematową końcówką. 

Obaczmy teraz, co to są analogiczne tematowe końcówki. 
Najlepiej rzecz wytłómaczę, jeżeli sobie w pomoc wezmę wyniki, 
któreśmy otrzymali w^ pierwszej połowie tego Słoworodu imionowego. 
mianowicie w tych ustępach poprzedniego rozdziału , gdzieśmy skład 
każdego skłonnika deklinacyjnego po kolei badali. Mamy bowiem do 
czynienia i tu z tąsamą manipulacyą , co w^ urabianiu przypadków, 
tylko że tam do danego tematu dosuwały się skłonnikowe końcówki, 
a tutaj się natomiast spaja z tematami przyrostek. 

Otóż jeżeli postawimy przed sobą cały szereg form skłonniko- 
wych np. A-tematowego imienia pan i rydz (pierwotnie pana-s. 
rydia-s) i zechcemy od razu linijkami w nich uwidocznić to co tu 
zawsze na rzecz tematu , a co na karb skłonnikowych znamion przy- 
pada: to je ujrzymy przed sobą w tym oto kształcie: gen. sing. 
pana ^ rydza; m^ir. \}\. pana\mi, rydza\mi; \ocRt pana\ch, rydza\cli 
a dawniej jeszcze i ^am^|c/^ d^\)0 pano\ch, rydzo\ch; dat. pi. pano\m, 
rydzo\m; \ocat. sing. ^mme, rydzu; instr. s. ^?a*^e|m , rydze\m; dat. 
sing. panu^ rydzow\i; nom. i^\. 2)cinow\ie, rydze ii niegdyś natomiast 
rydzy (z ?/ zamiast i, §.49); acc. plur. pany : nom. ńną. pan, rydi. 

2* 



20 Słoworód Imion. 

Niechże mi teraz kto powie, lecz je dnem słowem, co w tych 
wszystkich toniuich jest temat ! Tych tematów jest raczej całe mnó- 
stwo: jjrn^a. r//(l.^a — jjai/o. rydzo ~ panie ( z rodzimem, wiec mięk- 
kiem (\ np. w Nocat.). panic (w locat. pL), pane, rydze (z tAvardem 
(' zamiast -a, w instr. sing.) — paim. rydzu — panów, rydzotu — 
pany — nareszcie (w nom.) pan, rydz. A zatem nie tylko są to 
'^ D n ^ końcówką a przez wszystkie możliwe stopnie zwątlenia 
swego przeprowadzoną (o. f\ -a), w^ jednym zaś razie na e spote- 
iiowaną,, lecz nawet są to i IDO ^ koiicówd^ą ?r i jej spotęgowa- 
niem o/r — a przytem jeszcze mieszczą, się pomiędzy nimi i ogo- 
łocone z końcówki, więc jakby Sp. DD (w nom. sing.). 

Jeżeli do tego dodaniy jeszcze formy żeńslde , np. od haha, 
hania . n-iśuia , które tu także głos mają., będąc wyrazami A-tema- 
towymi równie jak tamte : to w dodatku do tego Avszystkiego otrzy- 
mamy jeszcze j)Ostaci, które tam albo wcale nie. albo tylko słabo 
są obsadzone, mianowicie: ha.by .bania ^ Imnio. banie ( stary Yocat. 
sing.), wiśnie, bani, bań ( bańb ) — a zatem: U □ bahy , z n na 
y zwątlonem ( jak i tam już powyżtij było tosamo w pany ) ; I □ 
bant i 1}ańw\ nakoniec widzimy iw A -tematowe końcówki a, o, c 
po zmiękczonej spółgłosce! A czegoby i tu jeszcze braknąć 
mogło, to sobie uzupełnijmy z deklinacyi imion także już A-tema- 
towych ( choć nie we wszystkich skłonnikach ) , t. j. takich jak Icoń 
i liść; np. I-tematowy gen. pi. honi, liści', takiż dawny locat. pi. 
l-onieh — i instr. pi. końh. nri , liśóh,\mi — wreszcie formy A-tematowe, 
albo 1 '-tematowe, lecz ze zmiękczoną spółgłoską, jak n]>. 
honia, Uścia: Lonió ni , Uścio\m; konioch (dawny locat.) i liśno\ch 
.'ilbo liście r/t — koniowi, liściow\i : koniu, liściu itd. 

Inno-tematowych rzeczowników deklinacya. np. Il-tem. syn, 
miód i cerki ew (poprzednio cerky , a najpierw cerku-s), następnie 
Spółgl.- tematowego imię, źrebię, kam/ień, nakoniec I-temat. kośr 
{ niegdyś kosti s ) , i ta także deklinacya tesame ukazuje zjawiska. 
W skłonnikach tematu żeńskiego rzeczownika ccrku, później cerky, 
i wszystkich iiiiiych tego kroju, nawet jeszcze inne przeskoki te- 
matowe widzimy, ii]). (hit. sing. cerJmi (cerkz«^--^'), dzisiejszy nom. 
cerkiew (cerk'Atv-h ) : końcówka tematowa u zamieniona więc na -Afr 
czyli dziś rn- lub też i samo fv (stłumiwszy e). 



Przyrostki. -• 

Pizypoiiiiiialem tu całe to tak uieustaime krzyżowanie sie 
w tleklinacyi tematu z tematami w tym celu, ażeby łatwiej dać 
zrozumieć na tych przykładach, jak mają być pojmowane i w sło- 
woworodzie owe, jakem je AYyżej nazw^ał, „analogiczne" tema- 
towe końcówki. Jeżeli np. pan, będący właściwie A-tematowym wy- 
razem, ma dat. pcuw ., a wlicz. mn. pcuioiu-le^ panóic i jHniy: to te 
u, oiv i y nie mogą oczywiście być inaczej wykładane, jak tylko że 
to są jego „tematowe końcówki", ałe końcówki exotyczne, z obcego 
tematu tu przywłaszczone, słow^em analogiczne. Dla U- temato- 
wego sijnu przeciwnie, z nominatiwem .s//y/, końcówki te n , owi, // 
są właśnie autentycznymi; ale za to wszystkie jego formy takie, 
jak je mu pan , np. synci, syna mu syna\cl\ . synom, synie\cJi itp. 
polegają na temacie z deklinacyi jemu obcej zapożyczonym, o tylko 
analogicznych końcówkach. Zresztą jednak nie ma tu już żadnej 
dalszej różnicy : czy końcówka ta lub owa jest jakiemu wyrazowi 
przyrodzoną i autentyczną, czy dopiero z inąd wziętą i przywła- 
szczoną — nie przestaje ona być przeto „tematową" tego wyrazu 
końcówką i w żaden sposób nie możnaby jej np. doliczać do składu 
skłonnikowych znamion lub też za „si)ójkę" lub coś podobnego 
ogłaszać. 

i^. 3G6. W taki sam sposób rzecz te pojmować należy i w^ bu- 
dowie rozszerzonych przyrostkami czyli pochodnych imion. Jeżeli 
nas uderza anormalność takich formacyj, jak panicp.\ zamiast ocze- 
kiwanego pcma-cs lub pano-cz , jak gąsior zam. yąsi-r. jak sfantcJi 
zam. stara-cli lub staro-ch^ jak wiecsor zam. nncka-r lub może iric- 
hi')- (jeżeli to był U □ ) ; jeżeli w rącz-ka i ( w genit. od iianck ) 
panUa widzimy /• dosunięte do tematu z odrzuconą końcówką: 
to wszakże i pan i oh-recz zakrawają już i same na Spółgł. □□• 
tamte zaś anormalności usprawiedliwić należy tamtoczesną już nie- 
wiadomością, jak właściwie brzmiały tematy pierwotników pan, (jeś. 
stary i iviek — a raczej zupełną na to obojętnością i rozumieniem, 
że przed przyrostkiem każda samogłoska jest dobrą, byleby tylko 
świeżo powstający wyraz był podobny do już dawniej urobionych 
(analogia), a przy tern też ani ucha ani jeżyka nie targał (eu- 
tonia). I dziwić się temu niemożna. Jeżeli w deklinacyi, bez ża- 
dnego względu na to, jaki wyraz się deklinuje, znajdujemy przed 
skłonnikową końcówką (mniejsza o to, czy odpadłą z tokiem czasu. 



22 Słoworód Imion. 

czy zatrzymaną) prawie wszelkie możliwe brzmienia używane w roli 
tematowych końcówek: «, e, o, e (miękkie), e (a), w, y, otv, 'i^w 
(dziś ew lub samo to)^ ^, wreszcie nic t. j. brak tematowej koń- 
cówki, a to wszystko jeszcze zarówno po poprzedzającej spółgłosce 
twardej albo i miękkiej: to rzecz zgoła naturalna, jeżeli tesame 
głoski i w tych samych warunkach spostrzegamy ad libitum funkcyo- 
nujące i przed każdym niemal przyrostkiem. 

W deklinacyi powstał ten zamęt, jak nam już z poprzedzają- 
cego rozdziału dostatecznie wiadomo , pod wpł3^wem dążności ró- 
żniczkujących, nadających tak rodzajom gramatycznym, jak i 
częstokroć skłonnikom w ten właśnie sposób ich osobne a odrębne 
znamiona. Zamęt ten też tylko dla oka niewtajemniczonego w cały 
ustrój mowy naszej może si^ zamętem wydawać , w gruncie rzeczy 
bowiem bynajmniej nim nie jest. Ale ogół narodowy patrzał na to 
zwłaszcza w pokoleniach późniejszych, właśnie takimi „niewtajemni- 
czonymi" oczyma, boć się przecie gramatyką porównawczą nie pa- 
rał — brał więc tak rzeczy, jak mu się przedstawiały, i wedle tego 
tworzył coraz nowe wyrazy. Widział np. wyi'az z dawien dawna 
istniejący Jioni-sJc-o , śmiecisko , hśyslw itp. dlaczegóż nie miał powie- 
dzieć i pcmi-slw , toporzysko , haci-sko ? Miał przymiotnik miodow-y, 
synoiv-a, wiekuj (z czego wiekuisty) i tuiekow-y: czemużby nie do- 
dać do nich i chlebowy, szata panotca, niechluj albo kosUivy? Miał 
kości-ty albo kościsty, przepaścisty, płomienisty, ognisty itp. więc 
się też zaraz zjawiło i mączy-ty albo mączysty, złocisty, srebrzysty, 
parzysty, nawet spadzisty i posuwisty I Miał liścia-ty 
albo liścia\sty , dropiasty, baniasty: więc dorobił i kiacza\sty, ce- 
ylasty, skrzydlaty (z miękką spółg. przed a). Był hrabi\cz, s§dzi\c, 
BaWce, podstoWc, podkomorzy\c, ksi§ży\c (od ksiądz, ksiąz): czemuż 
nie miał się zatem znaleść i pani\cz, szlachcice, dziedzi\c, ivojewodzi\c, 
starościc? Było od ZarM-c itp. kadzi-dło, kropi-dło, my-dło, straszy- 
dło, nosi-dła: powstało przeto \ malowidło, motoividło, powidła, choć 
ich pierwotniki malowa-ć, mota-ć pewno swej zgody na to nie dały (wo- 
lałyby były maloicddło, mota\dło, tak jak brząkać, kować, wykłuwać 
mają swoje brząka\dło, kowadło, tvykłmvadło — od czego zaś powi- 
dła wyszł}', prawdziwą dla mnie zagadką). — Na wzór przymiotni- 
ków broda\ ty , sękaty , boga-ty , powstało i trędowaty , zyzo- 
waty, piegowaty ; taksamo jak znowu jadowity, całkowity, 



Przyrostki. 23 

rodowltij w foniiacyi dopiero JwścĄti/, miamimity usprawiedliwie- 
nie swoje znajdują. 

* Okazy dane j)owyżej czcionkami grubszymi , mianowicie spadz\isty^ 
posu-w\isty, — trędoio\a\ty, zyzoio\a\ty, piegoiv\a\ty, jadow\i\ty, całkow\i\ty, ro- 
dow\i\ty, a mamy takich całe setki w naszym języku, nie tylko tern uderzają,, 
że ukazują, przed SS analogiczne końcówki. Poszły one i dalej jeszcze — 
widzimy w nich bowiem albo wbrew wszystkim zasadom przyrostek w postaci 
przecie całej syllaby, albo też dwie na pozór tuż przy sobie tematowe koń- 
cówki, przydzielone jednemu pierwotnikowi ! Tak np. w całkoi&ity, do C\ cał- 
Jcoiu (najpierw całku) zdaje się być it dosunięte jako całosyllabny S, albo 
chyba dzielićby to należało na calkow\i\ty, w którym to razie miałby całk aż 
dwie tem. końcówki, najprzód otv (spotęg. ?/), a potem jeszcze i. Jakże takie 
bałamuctwa słoworodowe rozumieć ? Niewątpliwie w wielu razach bywa tu 
przyrostek traktowany rzeczywiście jako cała już zgłoska, i mamy to nieza- 
wodnie w spadzisty, posuwisty^ a może i całkowity. Ta ciągła bowiem zmien- 
ność tematowych końcówek , czy to przed SS , czy w deklinacyi , sprawia na 
każdym rzeczywiście takie złudzenie, jakby one należały do SS i do skłonni- 
kowych znamion, a nie do tematu. Zapytajmy kogo chcemy, byle tylko nie 
fachowego lingwistę, co w formach płot, plota, płotoici , płoty, płotami, pło- 
tach jest skłonnikową; końcówką;: a usłyszymy niewą;tpliwie odpowiedź, że jest 
nią a, owi, y^ ami, ach — a płot zostanie jako temat! Jeżelić zatem już tutaj, 
w deklinacyi, takie a-ch bywa poczytywane za jednolite znamię skłonnika: to 
tem bardziej i tam takie it albo ist (w przepaścisty) za takąż przyrostkową, 
całość i jednostkę uznane, mogło przylgną-ć do spad jako tematu słowa spaść, 
i do su (w słowie su-nąć) od razu w tej już eałosyllabnej postaci. Co do ta- 
kich znowu Ibrmacyj , jak trędowaty, zyzowaty^ piegowaty, jadowity, rodoicity, 
a taksamo i starowina , dziadotcina , skopoiuina itp. to przypuścić j)6wnie 
trzeba, że te wyrazy nie wynikły bezpośrednio z trąd, zyz, piega, jad, ród, 
stary, dziad i skop, ale z pośredniego między tra^d a trędowaty ogniwa, t. j. 
z przymiotników (używanych lub też przypuszczonych ) na ów, owa, owo. Tak 
np. od trąd bezpośredni pochodnik trąda\ty albo irądzi\ty albo trądu\ty nie 
podobał się; urobiono sobie więc w myśli najprzód przymiotnik, a to tak: 
trądu (temat z analogicznem w), przy nim h, a, o jako końcówka nowo po- 
wstającego wyrazu doczepiona do „trądu'-'- bez żadnego S , co razem daje trą- 
dów-i} , trądow-a , o. Do tego to dopiero tematu trgdowa dodano S t i koń- 
cówkę nowopowstającego wyrazu b, a, o, co daje razem irędow9i-t'b , a w po- 
łąjCzeniu z wiadomym artykułowym zaimkiem i, trędowa-tbi czyli trędowaty. 
Dla czego tutaj , i taksamo w zyzoioafy , piegoicaty , jadoimty i rodowity, 
przystępowano do rzeczy na takiej objezdnej drodze ? tego wj)rawdzie nie od- 
gaduję, lecz w innych bardzo licznych razach przyczyna tego jest jasna; tak 
np. gdyby starowina, dziadowina i skoponńna, aby już przy tych przykładach 
pozostać, były się od razu od stary, dziad i skop zrodziły i na wzór prawi- 
dłowego np. głoioi-na , dziewczy-na, księży -na , psi-na, cielęci-va , starości-iia 



24 Sloworód Imion. 

In-zmiały słarzi-ua , dziedzi-na ^ skopi-7ia: to pojęcia, o jakie tu chodziło, 
innsiałyby w jediiem i temsaraem ciele mieszkać ze starzyną czyli starzyzną 
i dziedziną , mającymi całkiem imie znaczenie ; skopina znowu byłoby demi- 
nutirum równoznaczące ze slcopeh. Więc obeszliśmy w sztuczny sposób tę 
kollizya, wywodząc wyrazy żądane dopiero od przymiotników odnośnych... 

§. 367. Postąpmy teraz krok dalej, by usunąć jeszcze inną 
Avątpliwość. Powiedziałem w §. 363, że S doczepia się „do tematu" 
imienia lub słowa pierwotniejszego. Otóż i od tej także zasady tra- 
fiają się często wyjątki w praktyce, na złudzeniu i bałamuctwie, a 
nieraz i na słusznej racyi oparte. W takich formacyacii samogłoska, 
co S poprzedza, częstokroć nie będzie zatem „tematową" pierwotnika 
końcówką; lecz liczyć jej nawet w tym razie nie można do składu 
przyrostka. 

Do kategoryi pierwszej, t. j. bałamutnie ukleconych wyra- 
zów zaliczam np. moż-li-tvy i może-hny , nie od □ '^^^9 (słowa 
móc) urobione (brzmiałoby to w takim razie bowiem moglkoy)^ ale 
od in os. czasu teraźn. może, którego już używamy i w przy- 
słówkowem znaczeniu (fortasse). Możehny już i skądinąd jest bar- 
dzo podejrzanego rodu, ma bowiem doraźne i jednolite hn jak S, 
choć taki przyrostek wcale nie egzystuje w języku: mamy wpra- 
wdzie potrsehh-ny , ^\^ potrzeh-ny, 21^ i(y o^ potm&pa ; podohh^-ny — 
()& podoJ)\a: ivielebw-ny od tuieJMó, iviel-ba; ale o możhie \\2iyf^i my- 
śleć niemożna. Temu to zatem potrzebny odszczypnięto więc to całe 
naraz hny^ dodano je do Ul os. może — i oto nasz wyraz! — Ta- 
kimże znajdkiem jest i jesteskvo^ zrobione z III os. jest i stwo. 
Właściciel też od niego nie lepszy: ma za temat dawny bezokoliczn. 
( od władne) tołaści^ i S ciel. Na pozór zaś tylko zdaje się tak- 
samo być ukleconą i cięcitua (z bezokol. cięci czyli ciąć^ i w-a); 
rzeczywiście bowiem jest to formacya prawidłowa, zamiast właści- 
wie ciępciwa. pochodnik z zapomnianego już od może paru tysięcy 
lat imiesłowu ciępty naprężony, należnego do pierwotnika ciepę^ 
ciępci prężyć, od którego pozostało tylko jeszcze ludowe słowo 
klasy VI ciępić =-- pobolewać , dokuczać. *) 



*) Porównaj litew. rzeczownik impa żyła; tempiu, tempti prężyć, z imie- 
słowem temptas naprężony. Od tego tempt- pochodzą: temptiwas rodź. 
męsk., i tcniptiica albo temptuwe, rodź. żeń. znaczące cięciwa. 



Przyrostki. 25 

Do drugiej kategoryi odnieść można np. przysłówkowe już 
dziś dosyć, dość (do-satk), dawniej dosyci = do sytu (urobione 
od genit. sing. I-tematowego przymiotnika syth, dziś już zapo- 
mnianego ) ; — nihcsemny (ni-k(u)-czem(u)-ny), potomny i przytomny 
(z datiwów csemu i tomu, dziś temu); — osoha (z osobie, Yllmy 
przyp. od si§ jako zaimka zwrotnego); — poivszechny (z Yllgo prz. 
po-ivs0ech ) ; — dtvudniotvy ( z dwu-dniu-ai ) , stugłotuy (z stu-głowz-i ). 
dwumiesięczny, dwuletni, trzechletni, divuhrotny , stuletni, stulistny, 
stujęzyczny itp. (z dwu dniu, stu głów, dwu-lat itd. jako gen. dual. 
resp. plur. tycłi rzeczowników). Pisownia „stoletni, dwoletni, stoję- 
zyczmf zatem mało co lepsza od trzoletni i w żadnym razie nie 
wytrzymuje próby. — Kownie też dotychczasotuy , natychmiastowy, 
powszedni, pozgonny, pośmiertny, dzisiejszy, latosi, wynikły nie z ab- 
strakcyjnych tematów, lecz z już gotowych , w tym lub owym przyp. 
położonych wyrażeń do-tych-czas, po-wsze-dni, po- zgonie, pto- śmierci. 
dzień-ś z czego obecnie dziś (= ten dzień, accus. temporis), latoś 
(to lato, także jako acc. czasu). — PoJcolenie powstało z „po- kolana" 
(więc właściwie: dziatwa drobna po kolana sięgająca rodzicom); 
oJcolica (o koło), tosamo i oJwliczny. — Wszystkie nasze rodowe 
nazwiska na owicz , ewicz , np. Janotuicz, Spasowicz, RaJcowicz , 
Rakiewicz, Chodkiewicz, Bołęgiewicz, Koivalewicz, Andrzejewicz, nie- 
mniej męskie patronymica tego składu jak ^r(?^e5o^w, królewicz, 
cześnikieiuicz ^ a w konsekwencyi i nazwy wsi na oiv-ice, np. 
Orłotvice, Zehrzydouńce, Krzeszoioice a daw7iiej Krzeszewice itp. wy- 
raźnie są utworzone nie z tematu, lecz z no min. plur. zakończo- 
nego na owie, ewie, więc z pierwotnika ^vyrażającego nazwę nie sa- 
mego tylko ojca, lecz obojga rodziców, np. Janotuicz syn Jana 
i Janowej, więc od Janowie czyli Janoiustwo; reszta przykładów 
powyższych od Spasoune, Andrzejetoie, Kotvaleivle, a nawet (obok 
Rakotuie, Dołęgowie ) i Chodkietme, I)oięgietvie, Rakiewie, a. taksamo 
i cześnikiewie , stolnikietoie. (O możliwości i przyczynie prawdopo- 
dobnej tych nominatiwów na kicwie pomówimy w §. 384, o kowa- 
lewie, Andrzejewie itp. zaś ob. §. 74^). Przeciwnie takie forma- 
cye, zresztą, tosamo znaczące, jak Czaplic, Leszczyc, Fółkozic, sta- 
rościc, podlwmorzyc, księżyc, panicz, wreszcie Balice, Potidice, Wie- 
ruszyce itp. te wynikły z tematu nazwy samego tylko ojca lub 
herbu (Czapla, Leszcz, Pół-kozy, Bal, Potuł, Wieruch). Co się tu 



26 Słoworód Imion. 

powiedziało o tych imionach rodowych na oiuicz, rozumieć także 
należy o zbiorowych! własnościowych na otvshvo, eiuskco, 
np. prezesoicstico ^ 3ydoivsttvo , hróleivstwo (urobionych z presesoivie^ 
.żydoivie,hroleivie)\ nakoniec i o żeńskich patronymikach wd^. óivna 
(owt,na), eivna, jak ])rr.zesóiv na, Irolewna... Nakoniec wszystkie 
nasze t. zw. przymiotniki dzierżawcze zakończ, na óiv, ołva, 
owo, zdają sie bezi^ośrednio pochodzić z geiiit. sing. na u (§.340); 
np. synotca z synu-a = żona syna; nnelounj z lińrlm-i^f . Jahuhóio 
z Jakiibu-'i,, Chnistotvo (z domyśhiem sioło lub mienie) z Cliru- 
stu-o; i dlategoto w nich to u rozwarło się na ow. (Bardzo wiele 
z tych pierwotników wprawdzie w osobnem użyciu swojem nie mają 
\Y genit. n, jak np. pan, JaMh itp. mają pana, JaMha, nie są to 
więc U □ □ ; lecz tutaj one na podobieństwo takich jak dar, loieJc, 
głóg, sJiOj) itd. końcówkę tę przybierały jako „analogiczną" ). — Na 
wniosek powyższy naprowadza mię: 1. ścisłe logiczne pokrewień- 
stwo, zachodzące między znaczeniem tych dzierżawczych przymio- 
tników a genitiwem ; wszakże i zaimki dzierżawcze 'nas.z, wass z ge- 
nitiwów „nas, was" powstały, a nie z □• 2- Takie jeszcze w XYII 
wieku u nas używane lokucye, jak np. Żytuot luina JepJusotvy ; dom 
pana tvójtoivy ; stażto się. to już po ścięcm pana Samuelowem itp. 
3. Fakt owego rozwarcia u na otu , do którego nigdyby nie było 
przyszło, gdyby tu ?? było zwykłą tematową końcówką, t. j. l^rót- 
kiem u; 4. Świadectwo nakoniec takich (dziś już zaginionych) wy- 
razów , jak wiekuj, icohij \i\). ( = wieczny, woli , wołowy ) . zacho- 
wanych w starosł. i staropol. pomnikach '•' ) , dowodzące że i w tam- 
tych Ibrmacyach ta końcówka oiv z u się dopiero zrodziła. — 
Przymiotnild na sld z poi)rzedzającem oiv, ew [żydoiuski, presesoiv- 
ski, króleivski) także tak pojmowane być nmszą: są to albo pocho- 
dniki genitiwu sing. albo nominatiwu plur. w^edle swego każdocze- 
snego znaczenia. 

Ten sam JS w najrozmaitszych pojawach. 

v:>. 368. Dzięki analizie powyższej (aby już do konkluzyi przy- 
stąpić) widzimy się upoważnieni wszystkie np. następujące wyrazy 



*) Np. w Psałt. Flor. „obrxąd wiekuj", „pamięć wiekują" itd. Z tegoto 
dopiero loiekuj wyszło wiehdsty . — Dzisiejsze zaś wieczysty, wieczu-ny 
polegają na temacie wieki — wieczi, z i jako tylko analogiczną, końcówką,. 



Przyrostki. 27 

uznać zatem za zupełnie jednakowe pod względem wcho- 
dzącego do ich składu przyrostka: 

tarajn, młodzian, włósiany, kościany, kolano, krtań, odchłań; 
gawrojn, jabłoń, czerwony (dawniej czerwiony), wrzeciono; pierściejń, 
goleń, pieczeń albo pieczenia; bebcii, rożen, sosina, panjna, jasjny, 
spaśny, Wiedeń, stopień; ba|nia, pani, wi|na, wino, ziarjno, sukjnia, 
wiś|nia; kK|n, łup^jua, sędzina, psina, dziecina, dziedzina, Koźmin, 
ciocin, Radzyń; bieg^in, piołun /* Uidoiue piołyn, gamuń, Toruń, 
ojcunio, babunia; mł^n, czupryjna, Gostyń, Choryń, bogini, pustynia, 
zebra I nie itd. 

Imiona powyższe różnią, się wprawdzie pomiędzy sobą rodza- 
jem gramatycznym, pochodzeniem (ze słów albo imion), sto- 
pniem (dalszym lub bliższym względem odnośnego najpierwotniej- 
szego wyrazu), znaczeniem (rzeczownem albo przymiot), funk- 
cyą (np. zdrobniałość, lub też imię własne miejsca, albo stanowisko 
żony względem męża wyrażającą itp.), budową ( pierwotnikowych 
tematów, np. z tą albo ową — pojedynczą lub złożoną — auten- 
tyczną lub też przeciwnie tylko analogiczną końcówką), słowem 
różnią się te wszystkie tbrmacye pomiędzy sobą pod bardzo wielu 
przypadkowymi względami: ale to jedno w nich stałe, że za swój 
S mają ')t — jeden i tensam w nich wszystkich, jakakolwiek 
samogłoska to n poprzedza. Co się tu zaś wypowiada o S ^?, 
to rozumieć należy bez wyjątku i o wszystkich innych przyrostkach. 

Spostrzegamy jednak krom tego wszystkiego pomiędzy forma- 
cyanii przytoczonymi powyżej i inną jeszcze (niedotkniętą tu dotąd) 
różnicę, a mianowicie, że podczas gdy w jednych, np. taran, miyn, 
czupryna, tuino, to it brzmi twardo — to znowu drugie mają na- 
tomiast ń: krtań, jaMoń, pierścień itp. Otóż zachodzi pytanie: czy 
to są dwa różne i odrębne SS? — Bynajmniej. Ta różnica zależy 
tylko od końcówki tym wyrazom przydanej w pierwotniej szym 
stanie języka, od odrębności tematu, do którego taki pochodnik zo- 
stał w chwili zrodu swojego wcielony. W taran, młyn i czupryna 
brzmią tematy tarana, młyna, czupryna; w syn □ brzmi synu: 
tak to u tutaj , jak i a tam podlegały później zwątlaniu , lecz zawsze 
na samogłoski, które do twardych liczymy; n tu zatem pozostało 
przy brzmieniu swojem właściweni. Przeciwnie te tematy: jabłoni, 
krtani, pierścienia (\)0\)XAQ(h\\o pierścieni, §. 317, o) kończ3'ly się 



28 Słoworód Imion. 

na / , później na k , a te miękkie samogłoski przeistoczyły tu n na ń. 
Że pomimo tego przeistoczenia jednak i w tych wyrazacli ń jest 
tymsamym przyrostkiem it , co we wszystkich drugich — tego do- 
wód naoczny w ich pochodnikach pierścion-eJ,', jaMon-Jca itp. 

Co tu zaś wypowiadamy o stosunku ń do n, tosanio rozumieć 
należy o I względem I — o r.z względem /• — o .ś i ć względem 
sit — o ź i dź w^zględem z i d — a nawet o cz i c względem k — 
o c względem t — o ,^ i d.z względem g — o dz- względem d — 
o sz względem eh albo względem .s , o ile te wszystkie syczące brzmie- 
nia nie stanowią w danym razie samoistnych, na własną swoje rękę 
funkcyonujących żywiołów, lecz są tylko zmiękczeniem, lub też sub- 
stytutem zmiękczenia odnośnych twardych, użytych za przyrostki 
vł pierwotniejszym danego wyrazu stanie (porówn. §. 46 — 48). 

" Ktoby np. S cz w krzyhacz (z krzyk a/ds ) , g der acz ^ oracz li^. chciał 
uważać za osobny S wobec przyrostka h w pijak (z pija/cas), hulaka, rybak, 
lub też wobec c w oprawca ( z oprawi/das ) , daioca , móicca : ten musiałby 
w konsewencyi i w imionach pierwotnych rudy , ruda. , rydz (z rydias) i rdza 
przyjmować dwa osobne Vv'', t. j. rud i rydz; słowo rzekę, nawet bez wzglę- 
du na rzecz , już dla samej formy rzeczesz musiałoby mieć dwa v^ V : rzek i 
rzecz ] taksamo miote, przymiot i zamieć byłyby wtedy wytworami także z ró- 
żnych VV; nałóg, podłoga i leże, łoże ^ łożysko musiałyby być wywodzone od 
V leg i lez. Co większa, nawet w jednym i tymsamym wyrazie, np. wino, 
VIT prz. w winie, albo chałupka, III prz. chałupce, musielibyśmy wtedy 
uznawać dwa równocześnie funkcyonujęce różne SS , np. tu k i e, a tam w i ń. 
Słowem różne dziwne konsekwencye wynikają z postępowania takiego. 

Uozjicaluii kowanie przyrostków. 

^. 369. Wyjaśniwszy już znaczenie położonych i przed przy- 
rostkiem i p o przyrostku samogłosek w składzie imion pochodnych ; 
uznawszy w nich tak w pierwszym jak i drugim razie składniki do 
przyrostka nie należące: zwróćmy się teraz już wyłącznie do niego 
samego i odpowiedzmy na następujące tutaj główne pytania: ii o ra- 
ki e w mowie naszej posiadamy imionowe przyrostki? ile ich i 
które to są? skąd się wzięły? i co sądzić o ich znaczeniu 
funkcyjnem ? 

Przyrostki nasze imionowe (o werbalnych bowiem 
będzie się osobno mówić gdzieindziej ) możemy sobie roz- 
łożyć na te cztery odrębne kategorye: 



Przyrostki. 29 

1. Na takie, które tworzy jedna tylko spółgłoska. 
Takich SS mamy tyle , ile jest spółgłosek w naszym języku. 

2. Na złożone z dwóch spółgłosek, a mianowicie: 
z syczącej i jakiejkolwiek drugiej, i z nosowej i ja- 
kiejkolwiek drugiej, po niej stojącej: kracia-st-t/ , zło-śó; 
ręka (ra-nk-a), pieniądz ( pieni -ng-ias). 

3. Przyrostki zdające się stanowić całą syllabę, a 
nawet w obrębie przymiotników i rzeczowników rzeczy- 
wiście już dziś całosyllabne , lecz w gruncie rzeczy zapo- 
życzone w tym kształcie od imiesłowów, a na tym 
partycypialnym gruncie taksamo z pojedynczych tylko 
spółgłosek powstałe, jak cała pierwsza kategorya niniej- 
szego podziału. Takie SS mamy np. w ka-JHW^U, ra-^łflię, 
czci-ciel, ra-fU-o. cielę ciel-ęcia^ ciel-ęt-a; będ-ąc, go- 
r-ąc-y itp. 

4. Przyrostki rzeczywiście stanowiące syllaby całko- 
wite. Mamy takich jednak tylko dwa: stwo np. w pan- 
stiuo , i ^ ejsz^ kS'0, pierwotnie is, w stopniu wyższym 
przymiotników. 

" Ażeby ten rozkład przyrostków zasłonić od prawdopodobnych 
a tylko na nieporozumieniu polegających zarzutów, uczynić muszę 
już w tem miejscu dwa zastrzeżenia, a mianowicie: 

1. Com tu powiedział o przyrostkach, ściąga się tylko do na- 
szego i w ogóle do słowiańskich języków. Gdzieindziej bowiem są 
i inne jeszcze, także „suftixami" nazywane składniki imion pocho- 
dnych, stanowiące całą jedne albo i dwie nawet zgłoski, które kie- 
dyś były wyrazami samoistnymi, a potem spadły na poziom takich 
tylko pomocniczych dolepek. Do tego rodzaju SS należy np. mente 
w włoskim języku: vera-mente ; ment av Iran. np. vrai-ment pra- 
wdziwie, dawny ablat. sing. od mens; do takich zaliczać trzeba 
w łać. np. S gena, gnus, cola, ])lex itp. (indi-, aheni-gena, benignus. 
privignus, coeUcola, agricola, duplex, supplex); w niemiec. także 
niemało takowych, np. heit^ keit, los, lich (?) , sam, schaft, thmn itp. 



30 Słoworód Imion. 

a to w kliigheit, bitterkeit, gottlos, gelblich, sittsam, eigenschaft, 
eigeiithum "). 

Wszystkie tego składu cudzoziemskie wyrazy są właściwie tak- 
sanio złożonymi, jak nasze z^o-dziej , Jcoh-dmej, oczy-ivisty, 
hruko-Uuh itp. tylko że my czujemy te złożoność tutaj do dziś dnia, 
a tam sie to poczucie zatarło, podobnie jak go już nie ma np. i 
w naszem gos\poda albo niedźwiedź^ właściwie miedźtoiedś {miedu- 
-edź czyli mi o do jad). Prócz tych dw^óch jednak prawdziwie uni- 
katowych w języku naszym okazów^, dla których np. z powodu tego 
edź ( \^ ad, ed ys' j-eść) trudnoby było wyprowadzać tutaj osobną 
takich przyrostków rubrykę, nie posiadamy pewnie więcej takicli 
zakapturzonych złożonych imion, lecz same tylko jawnie złożone 
(w ilości zresztą stosunkowo nieznacznej). Jedynym naszym tego 
składu i tej przeszłości co tamte cudzoziemskie przyrostkiem, a na- 
der często używanym, jest tylko stwo, któremuśmy też w tym po- 
dziale przyznali stanowisko odrębne. — Powód, dlaczego nie posia- 
damy więcej takich przyrostów, w tem upatruję, że w ogóle nie 
lubimy imion złożonych, a ten mały poczet, którym się przecie po- 
sługujemy, wytworzył się wddocznie w późniejszych dopiero stadyach 
języka. Wyjątkowo tylko to stwo znalazło od najdawniejszych już 
czasów u nas pole szerokie, z przyczyny że to wytwór ze słowa 



*) Łać. gena i gnus były to wyrazy gotowe od V gen (gignere) rodzić, 
więc znaczące zrodź on itp. cola mamy w incola jako wyraz samo- 
istny, obłożony przybranką in ; plex należy do plica, plicare itd. Niem. 
heit i keit, jako odrębny niegdyś rzeczownik (gockie haidus), znaczyło 
sposób, jjołożenie, właściwość, mniej więcej tosamo, co nasze 
fikvo (wesen); V'jego zapewne hi leżeć (nasze ^* w przestarzałem c^yć). 
S sam, np. w sittsam, gleichsam, jako osobny przymiotnik znaczył po- 
dobno równy, podobny. Tosamo znaczenie miało mieć i lich, wła- 
ściwie glich, gelich, zachowane w dzisiejszem gleich. (Inni jednak upa- 
trują, w lich S zdrabniający, złożony z ^ i eh, co może i trafniej- 
szy wykład). S los w gottlos, leblo^, żyje dotąd samoistnie w loos, loose, 
oderwany, luźny. S schaft ( dawny rzeczownik scaft ) znaczył wła- 
ściwość, był pokrewny z schaffen i z niego idzie dzisiejsze geschaft. 
S thum (eigenthum, besitzthum) brzmiał kiedyś jako odrębny rzeczo- 
wnik tuom i wyrażał stan, zawód (zapewne w związku z thun ). 

Nie należy jednak sądzić, żeby wszystkie niem. albo łać. SS były tej 
kategoryi. W holzerri, ligiieus lub genuinus jest samo to n i tutaj tak 
do])rze przyrostkiem, jak w naszem drewniany, drewno lub samorodny. 



Przyrostki. 31 

posiłkowego (v^ 6'), które się stało w konjugacyi wszystkich inclo- 
europ. jeżyków, i naszego nie wyłąjCzając, tak już uniwersalnym skła- 
dnikiem form we wszelkicłi trybach i czasach, jak się to niżej 
w swojem miejscu okaże. 

2. Przypuszczając same tylko spółgłoskowe SS, mam na pozoi' 
przeciw sobie cały poczet takich całosyllabnych narostów, jak np. 
nih w rolnik, prawnik, szkodnik, niś w trefniś, modniś, lec w ry- 
lec , bywalec , csyh w kupczyk , młodzieńczyk , nieć w młodzieniec, 
szaleniec, potępieniec, nin i amw w chrześcijanin, krakowianin, tuch 
w pastuch , obżartuch , wańtuch , taj w rataj , tun w piastun , zwia- 
stun, csyn-i w zbawczyni, dawczyni, źliw w bojaźliwy, wstrzemię- 
źliwy, Inia w pralnia, gotowalnia, umywalnia, ivnia w wozownia, 
prochownia, tehi w skazitelny, wierzytelny, śmiertelny itd. 

Otóż tych wszystkich jakby się zdawać mogło coś odrębnego 
tworzących całostek nie tylko że nie uznaję za jednolite SS, ale na- 
wet ani nie za złożone, są to bowiem sukcesywne zlepy tylko 
kilku odrębnych i zwyczajnych SS. Zanim np. rola wydała rolnika. 
przyszedł z niej najprzód na świat rolh.-n-%, w przymiotu, rolny, a 
dopiero z tego ro?k^?x, z analogiczną końcówką rolnw^ rolni, powstał 
rolni-k-j^. Połączenie zatem S ?^ i ^ przyszło do skutku tu nie od 
razu , lecz sukcesywnie ; każdy z nich był własnością innej formacyi. 
Takimże sukcesywnym dopiero zlepem z S *^ i 5 jest niś ; taksamo 
powstało lec z ^ (np. w ry-l) i c; czyh z c (^w kupiec) i Jc:kupK\- 
czi-h-T^\ tucli z t i eh itd. Każdy bowiem w ogólności świeżo po- 
wstający pochodnik zawdzięcza ten swój zród zawsze tylko j e d n e- 
mu przyrostkowi i tylko jeden własny przyrostek posiada. Jeżeli 
jednak rodzi on się z takiego wyrazu pierwotniej szego , który i sam 
był już w posiadaniu przyrostka: to wtedy ten nowy wyraz, oprócz 
własnego swego przyrostka, bierze i tamten S niejako w spadku. 
A jeżeli się z tego wyrazu o dwóch SS urodzi jeszcze dalszy wyraz, 
który znowu mieć musi własny S: to ten już będzie posiadał aż 
trzy różne SS. I tak ten rozród wyrazów postępuje i dalej jeszcze, 
w skutek czego imiona nasze nieraz ukazują w składzie swoim i 
znaczniejszą jeszcze ilość przyrostków. Tak np. C2eśnikiewicsóivna. 
ten najdalszy już pochodnik od v' C2\d^ czet, skrócony z czes\{t\^)- 
7ii.Uieivi\c»óivw\na zawiera w sobie aż pięć SS: najprzód c a ra- 
czej t (w dalszych Ibrmacyach już odrzucane) jako własny S 



32 Słoworód Imion. 

w czet-t-k. czyli cześć; potem // jako takiż 8 w czes(tb,)-n-y ; potem 
/• jako takiż S w urobionem z tego czes{th,)ni-'k-'A\ potem jeszcze 
raz /.' w postaci cz jako takiż S w cześnildeivi-c^-h, (pochodnik 
z pliiralnej formy tegoż cześnika t. j. z ,,cześniMeivie'' zamiast cze- 
śmA'otvie, §. 384); nakoniec jeszcze raz n jako takiż własny S 
w cześniMełviczoiVh\na ; ten zaś wyraz albo ^yynikł z nom. plur. cze- 
śnilciewiczoicie (w myśl §.367) albo go też zrodziła cześnikiewiczowa, 
urobiona z genitiwu cześnikieiviczu (o końcówce analogicznej ti^ za- 
miast a) i dodanej doń nowej końcówki a już bez żadnego S: to 
u-a w cześniMeiciczu-a przeszło na otv-a. — W cześnikietuiczówlna 
jeru przed na nie wymawiamy; ale w formie gen. plur. cześnikietvi- 
czówie\n mamy go jednak w postaci tego miękkiego e. W ogólności 
te wszystkie w środku tematowe końcówki pierwotników, rodzących 
coraz dalsze swe pocliodniki, bywają w tych ostatnich zatem zatrzy- 
mywane albo też i odpadają w miarę każdoczesnej struktury wyrazu 
i wymagań praw fonetycznych. 

Otóż jak nikomu pewnie przez myśl nie przejdzie uważać 
w „cześjnikiewiczówna" tego całego nikiewiczowna za jedne i od 
razu do v' czet doczepiającą się całość, a taksamo też i np. w sta\r\- 
sze\ń\stivo^ zbrod\nia\r\ka itp. czujemy jawnie, że r-sze-ń-stwo^ nia-r-ha 
nie może być poczytywane za coś jednolitego: tak też i tamte 
krótsze zlepy {nih^ tuch, taj ^ Inia itd.) nie mogą sobie prawa do 
tego rościć. Rzeczy tej nie może zmienić ani nawet nieegzystencya 
już po dziś dzień pierwotników, które tym zlepom czasu swego umo- 
żliwiły spojenie, jakimi to pierwotnikami np. hjly past, rat, dat i 
zwiast w pas-tu-ch, ra-ta-j-(asj, da-te-l; zwiastun (z-wiad-tu-n-as) : 
te past, rat, dat i zwiast były to dawne imiesłowy od pasę, dam, 
(o)rać, z-wiad , tak jak i dziś jeszcze hije, myję, kuję, mele, prę 
itd. mają takie imiesłowy w postaci hity, myty, kuty, meJty, party, 
(porówn. §. 429, 3). 

Nie zachwiewa równie także zapatrywania tego i bałamutność 
częstokioć budowy takiego pochodnika. Tak np. wstrzemięźliwy, 
wstrzemięźliioośó nie dają się w żaden sposób rozłożyć na swoje 
cząstki składowe z powyższego punktu widzenia: ale to z tej jedy- 
nie przyczyny, że te wyrazy zgoła bezmyślnie (od strzemię!!) zo- 
stały urobione i to jeszcze na wzór przymiotnika już gotowego 
zgryźliwy, ohraź-li-ivy, hoja-ź{ni)-li-wy itp. tak iż to ź-li-iv w nich 



Przyrostki z jednej spólgł. 38 

poczytano naiwnie za jednostkowy S i doczepiono go od razu do 
strzemię. Przypomina nam to „możebny". 

Przyrostki z jednej spółgłoski. 

§. 370. Przystępujemy teraz do bliższego rozpatrze- 
nia każdej z tych 4 kategoryj przyrostków, na jakieśmy 
je rozłożyli. 

Przyrostków z j e d n e j tylko spółgłoski posiadamy 
właśnie tyle, ile mamy w języku naszym spółgłosek. Nie 
Hciąga się to wprawdzie ani do f ani do /^, gdyż tamta 
głoska jest niesłowiańska, a ta niepolska i dopiero przy- 
swojona z innych języków (§. 52 i 44); ale wszystkie 
inne spółgłoski nasze spełniają posługi imionowych SS 
jeżeli już nie na swoje własną, rękę , to przynajmniej jako 
zmiękczenia, substytuty itp. odnośnej twardej spółgłoski. 

Wypowiadając, że wszystkie spółgłoski nasze funkcyonują w tej 
roli, nie twierdzę jednak, żeby w niej każda w równym stopniu 
była powszechną i ulubioną. Brzmienia prastare, całej mowie indo- 
europejskiej właściwe, mają prym i w tem użyciu. Po nich idą 
głoski nasze odrębne, ale i innym słowiańskim narzeczom znane. 
Wyłącznie polskie, a raczej północno słowiańskie bywają do tego 
powoływane stosunkowo najrzadziej. Oprócz tego zauważyć także 
można pewną w tymże kierunku nierówność i pod innym jeszcze 
względem, mianowicie że brzmienia mocne (tenues) w ogólności 
częściej przyrostkami bywają, aniżeli odpowiednie im słabe; tak 
np. /• zwyklejszym jest S niż g; t zwyklejszym niż d; s niż z itd. 

Nakoniec jedno jeszcze mi tu należy uczynić zastrzeżenie. To 
ryczałtowe zrównanie ilości naszych przyrostków z liczbą spółgłosek 
będzie tylko pewnie w grubszych zarysach i niejako przeciętnie , a 
więc w przybliżeniu prawdziwem. W istocie rzeczy bowiem docieka- 
nia porównawcze naprowadzają na wniosek, że jak z jednej strony 
mogą się w postaci jednej już dziś tylko spółgłoski nieraz ukry- 
wać dwa kiedyś zgoła odrębne SS (np. w k tkwi jako S najprzód 
właściwe k, potem i /ć niegdyś h' ; równie też w ś zlane jest zmięk- 
czone właściwe .9 albo ch^ a potem i całkiem od niego odrębne h' ): 

Gram. llist. Por. H. 3 



34 Słoworód Imion. 

tak z drugiej strony jeden i tensam znowu S nieraz się już poroz- 
kładał na różne osobne brzmienia (np. S s figuruje u nas jako s, 
eh, ś i sz, z których to głosek co najmniej s i eh mają, wszelki po- 
zór odrębnego obok siebie istnienia, cłioć się rzeczy mają przeciwnie). 

Zasadniczo więc naznaczam tutaj już z góry ten niestósunek 
zachodzący między ilością i właściwościami naszych spółgłosek z je- 
dnej strony a przyrostkami z drugiej. Żeby to jednak rozprow^adzić 
w najdrobniejszych szczegółach — zlać co jest z jednego źródła, 
w jedne pozycyą, a to co jest różnorodne, rozgraniczyć kresą sta- 
nowczą na dwoje: o tern jak na dziś i przy obecnem stanowisku 
nauki , ani myśleć nie można. 

§. 371. Należy mi teraz przykładami udowodnić, że 
istotnie każda nasza prawdziwie rodzima spółgłoska fan- 
kcyonuje w roli S. 

A. Najzwyklejszymi w tej posłudze będą pewnie te: 

rozumie się każda głoska z zmiękczeniami, modyfi- 
kacyami i substytutami swoimi, jako to k\ cz, c, ó, 
ń, rg, 1. 

Wyrazów powyższe SS w składzie swoim ukazujących 
jest takie mnóstwo w naszym języku, że byłoby stratą 
czasu zestawiać je tutaj w szeregi. Idźmy więc dalej. 

B. W drugiej już linii przywodzę następujące: 

S i jego tylko odmianka eh; g, d; ]}, b^ TYl^ 

i zmiękczenia tych spółgłosek, jako to S2, .ś; i, dz ^ 
dź; p, V m (w dalszych przypadkach i w pochodnikach 
odnośnych imion). 

C. W trzeciej linii, jako najrzadziej pewnie na 
własną swoje rękę funkcyonujące , stawiam te siedm SS: 

ś, sz, z, CZ, Z: J, w, 
i zmiękczenie głoski z: ź. 



Przyrostki z jednej spółgL 36 

§. 372. Okazy do kategoryi B. 
1. Imiona z S 6% cJi (sz, ś): 

a. obojętnego znaczenia: 

czas, trzos, wrzos, lis, las, kęs, dąs, bies, mięso, proso, nie- 
biosa, kolasa, cieles-ny, łysy, kusy; — dach, miech, groch, proch, 
zuch, kożuch, brzuch, orzech, strzecha, wiecha, pacha, łachy, rucho, 
próch-no itd. — ss widzimy w brzuszek, mieszek itd. ś w trzosik, 
mi§si'WO itp. 

b. zgrubiałe i pogardliwe : 

biegas, łagas, fagas, kulas, dryblas, urwis, łajdus, wisus, ny- 
gus, babus, całus, sługus, derus, zasrus, morus, pierdus, gałgus, pi- 
jus, odartus, umizgus, garbus, kundys, płaksa, beksa. (Żeńskich ta- 
kich na sa nie ma ; babus także tylko w męskim się używa rodź.). — 
Stach, Wach, gach, wałach, motłoch, pieszczoch, tłuścioch, mie- 
szczuch, pastuch, obżartuch, świntuch, leniuch, zaszczuch, flejtuch, 
gałguch ; — Bacha, Kacha, macocha lub macocha, micha, łycha, tłu- 
ściocha, darmocha, gospocha, mądrocha, ropucha, zawierucha, jucha, 
pstrucha, dziewucha, krawczycha, szewczycha, suczycha. — Niezgra- 
bijasz, urwisz, okpisz, gniewosz, długosz, piwosz, białosz, chciwosz, 
siwosz, gniadosz, panosza, Junosza, kokosz i kokoszą, cienkusz, chu- 
deusz, gładysz, hołysz*); — gaszek, wałaszek, pieszczoszek , pie- 
szczoszka, dziewuszka itd. — fagasik, nygusi-sko, pierdusisko itd. 

§. 373. 2. Imiona z S gr (i, dz): 

twaróg, batog, pług, mózg, piróg, sługa, dziadyga, telega. 
pleciuga, struga, maczuga, kolczuga, rózga, miazga, Iiaługa itd. — 
batoże-k, móżdże-k, służ-ka, służba; przy teledze, tv kolczudze, 
słudzy itd. 

3. Imiona z S d (dz^ dź) : 

dziad, drozd (V drd w derdać — dd = zd, §. 88, 6), brózda 
(z bród-dd)^ cud, zad, bajda, gruda, trzoda (V trl)^ bieda, prawda. 



*) Te wyrazy na sz wynikły z I □ , np. okpisz z okpichis albo może okpi- 
chiaSj i stąd to w nich sz. Takie jak gach, wyszły z An gcichas i 
stąd w nich eh. 

3* 



36 Słoworód Imion. 

krzyTvda, swoboda, lebioda, gromada, maruda, gniazdo (^d = dd), 
stado ; — droździ-k, dziadzia, marudziarz, po grudzie, łabędź, piędź, 
gawiedź, czeladź itd. (dis widzimy np. ^ spraivdzę, sJcrzywdzę, oswo- 
hodzon, zgromadzenie). 

§. 374. 4. Imiona z S 2>.* 

słup (v^ .9^^), trup, sierp, wertep, strup, gapa, gap {gen. 
gapia), głupi, maciopy. ciupa, krupa, chałupa, skorupa, lupn . 
Słupie itd. 

5. Imiona z '^ b: 

świerzb, dziób, kadłub, kaszub, drużba, służba, hańba, liczba, 
trąba, swadźba. szuba, koleb-ka. kociuba, wierzba, żałoba, wątroba itd. 

6. Imiona z S 7ii: 

tłum, duma, jama, siedm, ośm. ojczym, olbrzym, karczma, 
taśma, darmo, stromy, liadom, Radom-sk, i następujące właściwie 
imiesłowy: ręko-pism (zamiast czego lepiej ręliopis)^ pismo, wia- 
dom, widomy, rodzimy, kryjomy, rzekomy, widmo, jarzmo, pasmo. 
Oświęcim itd. 

§. 875. Okazy do kategoryi C : 

1 . Imiona z 8 ,v ( ==^ ^' w sanskr.) : 

ptaś, Jaś i Jasiu {jalw nom. sing.)^ także Jasio; Staś, Stasiu. 
Stasio; biedaś, chudaś, karaś, głuptas, żonkoś, żarłoś, modniś, stroj- 
niś, trefniś, głuptuś, bieduś, kotuś, lizus, dziaduś , synuś, mężuś. 
maluś, Basia, Kasia, Małgosia, kumosia, gosposia, strojnisia, sami- 
sia, suczysia, modnisia, Jagusia, Jaguś, córusia i córuś, matusia 
i matuś, babusia, ciotusia i ciociusia, trusia, truśka, baska (/w 
drzewach) itd. — Przymiotniki: malusi , drobniusi , głupiusi, ca- 
lusi, calusińki, głupiusińki itp. — Wyrazów takich jest wiele, ale 
jedynie w takiem zdrobniałem znaczeniu; inne z S s- należą do 
S s w §. 372. 

§. 876. 2. Imiona z S ,sz: 

czasza, kasza, katusza, Kalisz, Bronisz itp. zdają się mieć to 
.sz jako brzmienie samorodne, a nie dopiero z sia albo chla wytwo- 
rzone. Daleko częstsze jednak jest sz jako wynik z eh i s (ob. §. 372). 



Przyrostki z jednej spółgł. 37 

o. Imiona z ^ z: 

mąż (Y 7na, wtórny V man). Chodzież, Zbaraż, papież, jar- 
muż, przeciąż, odzież, dzieża, grabież, łupież, może kałuża, jał- 
muż-na (pochodzenie tego wwazu z greek, nie uwłacza narodowości 
przyrostka). 

4. Imiona z S CZ: 

bicz, klacz, zdobycz, Czacz, Kwilcz, Gadacz dziś Giecz i 
Gdecz, Barycz, warkocz itp. Wątpliwem zaś jest, żeby np. i słodycz, 
gorycs miały to es jako samorodne es. '*') 

5. Imiona z ^ z: 

ślas, slisgi i slisM (właściwie ślisgzJci), slisgaicica, slus 
(wszystko to od V śU); scdsy, soisy, Isa (starosł. sjj:sa, V sł w słony, 
sól ) ; łobus, Jcohus obok Jcobus ; giis, grus, grosa (?) , Ssląs-ak (?) ; — 
w rogóśe, rogóśJca i rogosina — i w łahusie (roślina wodna) widzi- 
my S 5? w jego zmiękczeniach ś i ś. Takie zaś jak w dziecinnych 
zwrotach httsia, Mazią, Kazia, Kazio, bozia, nózia (jak i od ręka 
nicia, rąeia) zdają, mi się być tylko analogicznymi, mniej zgodnymi 
z naszą głosownią formacyami na wzór Jasio i Kasia. 

§. 377. 6. Imiona z S J (?): 

szachraj , mazgaj , rataj , hultaj , buhaj , bugaj (?) , rodzaj . uro- 
dzaj , zwyczaj , liszaj , sprzężaj , ściężaj . ruczaj , niechluj , kolej , 
przedaj, knieja, wierzeja, dziewoja... 

7. Imiona z ^ w (?): 

krzew, żóraw, rękaw, rękaw-ka, rękawica, dzierżawa, buława, 
kurzawa, purchawa, purchawka; łuczywo, mięsiwo, gi-osiwo, ogniwo, 



*) Do uznania powyższych (pod 2. 3. i 4. przytoczonych) sz^ z i cz za sa- 
moistne SS powoduje mnie między innymi i litewszczyzna, która te SS 
jako od 5 , od albo ^ , i od fc niezawisłe niewę-tpliwie posiada , a to 
np. w motuszi' mateczka , deze dzieża, drabiiżis ubiór , harhozius mruk , 
hroluzis braciszek, merguze dzieweczka, a na cz jest tam cały poczet 
takich przykładów. Wiadomo, że w litew. ani g ani też $ nie podle- 
gają, żadnemu zmiękczeniu, zaś głoski eh (z którego by tutaj sz wyni- 
kało) wcale tam nie ma. Powyższe sz , &', a zapewne i cz (o ileby ono 
z głoską k było w związku) nie mogą, przeto zawdzięczać swej egzy- 
stencyi dopiero tym twardym głoskom. 



38 Słoworód Imion 

żniwo, warzywo, pieczywo, krzesiwo; łaskawy, kulawy, lega\N7, bla- 
dawy, żółtawy, okrągławy; cliciwy, myśliwy, robaczywy, miłościwy, 
litościwy itp. 

* Nie można jednak na pewno wiedzieć , czy w niektórycli z pomiędzy 
tych w §. powyższym zestawionych przykładach tak j jak i iv nie pozajmowały 
miejsca jako tylko rozziewowe przegródki (w myśl §. 61), w którymto 
razie nie miałyby one tutaj znaczenia SS. Jest bowiem wielkie wprawdzie 
mnóstwo imion z głoską jf i ?(; w syllabie swojej ostatniej, lecz najczęściej są 
to albo takie właśnie tylko anti-hiatowe przegródki, w\). kij (= ky-j-as), 
szyja , staje , a taksamo i puvo ( = pi-w-o ) , ustawa , zasie'w{'b) , staw itp. 
albo też jest to (wedł. §. 62) osad dawnych dwugłosek ai, oi, au, ou itd. 
przekształconych na aj, oj, aw , ow; np. gnój , gaj, pokój, ostoja (od V gni, 
gi, ki, sti), i sława, słowo, ^tsmi- sław , (= słu-as — słau-as — sławas — 
sławb), eerJciew, żagiew, modrzew itp. (tu eiv = u-i — ow-b — -hw-i — bWh — 
ewh). Do rzędu tych ostatnich formacyj należy np. i połóiu , łowy, obława 
{V łu); krew, brew (kru, bru); szew, podesz-hwa, (szy, zrazu szu); trawa, 
strawa (tru); zdrów, drwa zam. dr bwa, drzewo (dru); prawo (i^ru) ; następnie 
wołow-y, Ojców, synowa, Dąbrowa, Chrustoivo, Żydowo ( ow tu powstało z koń- 
cówki genit. sing. u, §. 367); nakoniec gonitwa, pastwa, brzytwa, drałwa, 
państwo, bóstwo itd. (z iv tu bądź zamiast ^bw zachowanem albo też powsta- 
łem od razu z przeistoczenia u na w). — W każdym razie jednak godzi się 
zapewne przyznać w zasadzie, że te dwie spółgłoski pełnią nam czasem i usługi 
rzeczywistych SS. 

Ród i pierwotne tych SS znaczenie. 

§. 378. A zatem przekonaliśmy się na tych przykładach do- 
wodnie, że w samej rzeczy każda nasza spółgłoska nadaje 
się na imionowy S. 

Nim pójdziem dalej, do SS z dwóch spółgłosek złożonych, 
chciejmy tu zaraz załatwić dalsze z tern połączone pytania, miano- 
wicie skąd się wzięły powyższe SS i co one znaczą, a raczej: 
czy mają same przez się jakie stałe znaczenia i nadają 
je wyiazom, w których skład weszły? 

Po rozpatrzeniu faktów odnośnych, przyjdzie każdy pewnie do 
wniosku, że w ogólności rzeczy biorąc, na to pytanie ostatnie dać 
chyba trzeba przeczącą odpowiedź. W pierwszych początkach 
wprawdzie miała się ta sprawa prawdopodobnie inaczej. Najstarsze 
nasze SS, taksamo jak i owe dodatkowe głoski w najdawniejszych 
wtórnych pierwiastkach, miały zapewne i same przez się pewne 



Przyrostki z jednej spółgł. 39 

swoje znaczenia — i nie musiały to też być wtedy luźne, na chybi- 
trafi z abecadła pochwytywane brzmienia, lecz samoistne V^V: ta- 
kowe w połączeniu z materyałem który posiłkowały, składały sie 
razem z nim na to znaczenie, dla którego każdocześnie nowo 
tworzący się wyraz powstawał. Takich SS, takich z rodu swojego 
udzielnych spółgłosek - pierwiastków , musiała być oczywiście ilość 
czasu swego ściśle ograniczona. W każdym razie mogły do nich na- 
leżeć przedewszystkiem Aj, t. m i rf, jako ^Y" zaimkowe, w skła- 
dzie naszych imiesłowów w dowiedziony (w §. 428) sposób pra- 
wie wyłączną odgrywające rolę takich właśnie składników. Niemniej 
mogło być takim S s jako V^ słowa jestem (§. 425) i zarazem ów^ 
w ustroju deklinacyjnym stały już środek amplifikacyi (oznaka 
np. n o m i n a t i w u w przeciwstawieniu do podrzędnych skłonników — - 
cecha rodzaju żywotnego, w korku męskiego, w przeciwstawieniu 
do rodzajów słabszych — znamię mnogości w przeciwstawieniu 
do liczby tylko podwójnej). Niewątpliwie było takim S r (później- 
sze ar i ra) jako zarodowy V całego szeregu wyrazów na ozna- 
czenie ruchu, wzrostu, siły, pracy i w ogólności działania '''). Pra- 
wdopodobnie (choć to tylko już przypuszczenie) służył za taki S i 
pierwiastek dzisiejszego hamień, oko, ostry, ość, osa, oselha, oset, 
oścień itp. złożony wtedy także z jednej tylko spółgłoski, którą je- 
dnak nie było do późna ani k ani też s, gdyż to są dopiero pó- 
źniejsze substytucye owej prawie wszędzie już porzuconej litery, 
lecz brzmiała ona W (ob. wyżej na str. 11 notę), a znaczyła jako 
Vbyć ostrym, ostrze, ostrzyć, kłuć, drobnic itp. Upatruję 
mianowicie zastosowanie tego S w naszych imionach zdrobniałych 



') Wrócimy do tego niżej powtórnie (w §. 424). Tu mimochodem tylko 
zwracam na to uwagg , że obaczym niżej tensam S jako także jeden 
z środków tworzenia (z przymiotników) stopnia wyższego, §. 435^ 
Oprócz tego widzimy to r także w całej mowie indoeurop. jako S ura- 
biający nazwy działającej osoby i odpowiednich przymiotników 
z czynnem znaczeniem; np. nasze piekarz (z pieka-r-is, później pie- 
Ua-r-ias) , pisarz, Igarz; mądry, bystry^ ostry: w lit. odpowiada temu 
między innymi S r-us w przymiotnikach, np. edrus żarłoczny, o-r-ius 
w rzeczownikach, np. stiklorius szklarz; łacina ma takie imiona z za- 
kończeniem arius; niem. język z zakończ, dziś e-r (Thater, Triiger). 
dawniej aere , a najpierw a-r-i , . . 



40 Słoworód Imion. 

zakończ, na h. Im, ko, i na 5, sia^ któreto znamiona zdrobniałości 
z rodu właśmie są identyczne. (W niemiec. jest tym S do dziś 
dnia chen, przy brzmieniu tego eh podniebiennem , właśnie jak 
owo h'). 

W powyższych kilku przyrostkach mielibyśmy więc i przykład 
naoczny takich prawdopodobnie już z najdawniejszej epoki datują- 
cych i własnymi znaczeniami niegdyś zaopatrzonych składników, o 
jakicheśmy mówili na początku tego ustępu. Wolno każdemu wpra- 
wdzie przypuszczać, że przyrostków tej kategoryi odkryćby można 
w języku naszym i więcej , choć już na nich w tym stopniu tego 
piętna nie widać. Gdybyśmy jednak i jak najdalej posimęli możliwą 
kiedyś ich ilość, to wszelako w żadnym razie ani myśleć o tem nie 
można, żeby każdy nasz dzisiejszy S do tej liczby należał. Więk- 
sza połowa takowych niewątpliwie powołaną do tej funkcyi została 
jako tylko prosta spółgłoska — i właśnie przeto bez żadnego funk- 
cyjnego znaczenia. Poczucie rodu i powodu tamtych najstarszych SS 
zatarło się w pokoleniach późniejszych do szczętu; nie widziano 
w nich nic więcej, jak tylko po prostu brzmienia — i w tym 
sensie dobierano sobie też potem i z całej reszty spółgłosek w miarę 
potrzeb coraz szerszych świeży materyał do tej samej posługi. Co 
większa , nawet i tamte SS wchodziły później w skład coraz nowych 
wyrazów już taksamo bez wyboru i tylko na chybi-trafi, a znaczenie 
tak utwarzanych pochodników zależało oczywiście od samej tylko 
dowolnej intencyi tych generacyj, co je tworzyły. 

Wpływały na to zamieszanie pojęć nie pomału zresztą i inne 
jeszcze przyczyny, mianowicie z jednej strony ta okoliczność, że 
prawie każde gatunkowe pojęcie, każda pewna kategorya imion była 
od najdawniejszych już czasów wyrażaną równocześnie za pomocą 
kilku różnych , niejako do woli każdemu pozostawionych przyrostków ; 
tak np. mamy ińechur, pasterz, piekarz, pisars itp. rataj, sza- 
ehraj — żebraTc, pijak, żarhk — krzykacr^, rębaez — goniec, że- 
niec — zbójca, kłamca — rzeźniJc, rolnik, grzesznik — nareszcie 
czciciel, ivieTbiciel: wszystko to są rzeczowniki generalnie jedno i 
tosamo znaczące, t. zw. n ominą agentis, a okazują się urobio- 
nymi w tyle różnych sposobów! Dla samej tej już równoznaczności 
tylu różnych SS w tej sferze, ginie i po za tą sferą z oczu odrę- 
bność każdego z nich w porównaniu z drugimi. — Drugim takim do 



Przyrostki z jednej spółgł. 41 

zamieszania owego wielce się przyczyniającym pow odem był ów ruch 
nieustający pomiędzy głoskami każdego w poszczególności języka, 
w następstwie którego to się dwie, z razu odrębne głoski nieraz 
w jedne zlewały, to znowu dawniejsza jedna spółgłoska na dwa 
różne rozkładała się brzmienia. Tak np. w skutek wiadomego nam 
już rozpadu jedynego z początku }\ na r i '?, a w konsekwencyi i 
na r^ i I , przybył w naszym języku do owych na ar z zakończonych 
imion zawodowych jak pisarz i piel^ar.z, jeszcze w dodatku i szereg 
tosamo znaczących takich, jak l'oival, clnual, góral W takisam spo- 
sób jedyne dawniej ^ rozpadło u nas na s i eh a w konsekwencyi 
i na ś, sz. — W odwrotnym znowu kierunku uznać należy w dzi- 
siejszej naszej już jedynej głosce k dokonany w toku czasu dopiero 
zlew dwóch, jeżeli nie trzech różnorodnych żywiołów {h\ U i wła- 
ściwego Je), co i określoność znaczenia tych pierwotnie odrębnych 
SS z gruntu zachwiało i uczyniło z tego zbiorowego /■ w słoworo- 
dzie imion naszych już prawdziwe ąuodlibet. 

§. 379. Z nakreślonym tu obrazem jak się to działo w języku, 
rymuje najzupełniej stan rzeczy, jaki znajdujemy w praktyce. Nasze 
imionowe SS albo nie mają w sw^oich konkretnych pojawach, w swo- 
jem zastosowaniu, żadnego zgoła dającego się pochwycić znaczenia 
(takim np. jest S p, h, g) — albo też zdają się one wprawdzie 
na pierw^szy rzut oka coś znaczyć, ale potem wymyka się z rąk to 
ich niby już pochwycone znaczenie i rozwiewa się w nicość. Tak 
up. S t ma na razie w^szelkie pozory jakiejś funkcyi hałaśliwiej, 
z zmysłem słuchu w najściślejszych zostającej stosunkach: gi^zmot. 
klekot, rupot, łoskot, gruchot, gruchot-ka, gTzechot-ka, szczekot, 
tętęt, bełkot, bełkotka, skrzekot, turkot, chichot, stukot, łomot, 
szept, szelest, chrzęst, zgTzyt itp. Jeżeli jednak stawimy obok tego 
cały tłum W7razów takich, jak np. trzpiot, żywot, nieżyt, pasożyt, 
byt, świat, cnota, prostota, pieszczota, niewiasta, suchoty, sito, ko- 
ryto, rzeszoto, kopyto, łakoć, łokieć, dobroć, kopyść, kiść, maść. 
cześć, wiość itd. to wobec tej zgrai świadków zeznających zupełnie 
co innego, a taksamo nawet i pomiędzy sobą samymi niezgodnych, 
nie pozostaje nam nic innego, jak zamknąć akta tego śledztwa i 
powiedzieć sobie w^ pokorze ducha, że w tej sprawie my nie wy- 
damy wyroku. Z wszystkiego to jedno tylko zostaje, że ten S wy- 
raża więc hałaśliwość w obrębie kilkunastu w\Tazów i to takich 



42 Sloworód Imion. 

wyrazów, których już pewnie i sam V^ znaczenie to posiadał; w naj- 
lepszym razie przypuszczać zatem by tylko można pewien pociąg 
takich v^N^ do tego właśnie przyrostka. Co ten S t sam zaś znaczył 
i czy co znaczył — pozostaje niedocieczonem. Do podobnych re- 
zultatów doprowadza rozbiór agendy i wielu innych naszych SS, np. 
n, r, ?, ł, a przedewszystkiem rozgląd w nader obszernej dziedzinie 
wspomnianego już i powyżej z pewnym przyciskiem przyrostka Ł 

W szczególności o przyr. /.. 

§. 380. Przypatrzenie się nieco bliższe funkcyjności tego 
właśnie S k nie będzie tutaj zbytecznem choćby już z tego tylko 
powodu, że spostrzeżemy w niej i inne jeszcze, dotąd w wywiedzie 
tym z umysłu milczeniem pomijane zjawisko, mianowicie że podczas 
gdy z jednej strony panowała wi§c w wyborze tego albo owego 
przyrostka aż do pewnej granicy żadną uzdą niekiełznana dowol- 
ność: to z drugiej mieszała się jednak w tę bezmyślną gospodarkę 
i świadoma swego celu a wszędzie czynna dążność owa różniczku- 
jąca, która nawet w tym dziale ustroju językowego potrafiła swoje 
piętna wycisnąć i w rozbiciu ratowała, co mogła. 

Cała sfera dzisiejszego S h rozpada się na 3 działy. 

Pierwszy z nich zaludniają takie np. wyrazy: 

ptak, bruk, tuk, wiek, żuk, brak, kłak, rak, bzik, ćwik, pryk, dzik, 
znak , pułk , wzrok , słowik , człowiek , żak , szpak , dźwięk , zmrok , mantyka, 
klgska, łaska, oznaka, motyka, podwika, wika, rzeka, orka, draka, mraka, ręka, 
obręcz, mlecz, mleko, wieko, dziki, tak, jak, ~ wątek, skutek, dobytek, 
majątek , wziątek , początek itd. 

W tych wyrazach i najbystrzejsze oko nie dopatrzy żadnego 
wydatnego funkcyjnego znaczenia. Tyle tu tylko widno, że przy- 
miotników (oprócz ddld) wcale nie ma w tej rzeszy; że rzeczo- 
wniki męskiego rodź. znacznie górują nad żeńskimi, a te znowu nad 
nijakimi (tych jednak i w każdym innym zakresie słownictwa nie- 
wiele już mamy w naszym języku); oprócz tego zdaje się też po- 
między znowu męskimi wyrazami znaczenie działalności pewnem, 
lecz bardzo zamglonem światełkiem migotać — ale na tem też i 
koniec całego naszego sądu o tych formacyach. 

§. 381. W drugim dziale świat zgoła inny. Na pozór wpra- 
wdzie mamy przed sobą i tutaj mixtum compositum takie samo, 



w szczególn. o przyrostku Je. 43 

może większe jeszcze niż tam: z rzeczownikami sąsiadują i przy- 
miotniki i to w liczbie wcale znacznej, mianowicie takie jak 
krótki, płytki, sypki, słodki, gorzki, drętki, giętki, cienki, miękki, 
niski, prędki, szybki, gibki, gi'ząski , gładki , wielki , rześki , szparki, 
gi'ubki, wysoki, głęboki, ludowe dłużyki itd. Te przymiotniki — 
z dzisiejszego punktu widzenia — nie zdają się pod funkcyjnymi 
względami wcale różnić od należnego do pierwszej grupy dziki. 
Uderza jednak, że w stopniu wyższym odrzucają one wszystkie to 
swoje Je {hróiki ma hrót-szy ^ krócej • — a nie krótkssy albo krót- 
csejszy ani też krótczej)^ podczas gdy dziki ma dzik-szy, dziczej. 
A zatem musi być jednak między nimi jakaś etymologiczna różnica . . . 

Rzeczowna ludność składa się tu z takich oto żywiołów: 

1. chłopak, ciołak i cielak, kurak, psiak, żydziak, polak, słowak, kra- 
kowiak, kujawiak, Kasjirzak, Marciniak, Mazurak, Rybińszczak, Małeczczak ; — 
2. pisarczuk, mielcarczuk, żydziuk, psiuk, kosmyk, kamyk, promyk ; — 3. sto- 
lik, wózik, konik, stanik, biczyk, haczyk, księżyk, kuchcik, kupczyk, krawczyk, 
piekarczyk , niemczyk , Michalczyk , Jagielończyk , Radońszczyk , Rybińszczyk. 
kalwińczyk, Towiańszczyk , Czartoryszczyk , głogowczyk, poznańczyk , ukraiń- 
czyk, galilejczyk, anglik; — 4. chłopek, chłopka, denko, panek, ścianka, 
słonko, byczek, rączka, liczko, Jasiek, Kaśka, uszko ; Turek, turczynka ; przy- 
jaciółka, czcicielka, dziedziczka, pośredniczka, piekarka, żydówka, polka, 
niemka, sędzianka, szlachcianka, starościanka , Sapieżanka , Turnianka , krako- 
wianka, Iwowianka ; — 5. dziedzic, szlachcic, księżyc, wojewodzie, starościc, 
Koszczyc, Czaplic, Balice, Potulice, Jankowice, panicz, królewicz, prezesowicz, 
Michałowicz, Michalewicz, Brodowicz, Chodkiewicz ; — 6. ulica, krynica, ziemica, 
szklenica, pannica, kocica, lwica, oślica, samica, gołębica, grzesznica, zausznic 
ca, siostrzenica, bratanica; — - 7. chłopiec, stolec, cielec, młodzieniec, wieniec, 
Dunajec, Krakowiec, grobowiec, malec, siostrzeniec, brataniec, synowiec, Ukra- 
iniec, słowieniec. wołyniec, niemiec, bywalec; — owca, słońce, serce, miejsce, 
drzewce itp. 

Jakiż to zamęt pomiędzy tymi rzeczownikami ! I tak pod wzglę- 
dem rodzaju giamatycznego , widzimy między nimi (przy tymsa- 
mym kroju zgłosek ostatnich) reprezentowane w pewnej sferze 
wszystkie rodzaje , w innych tylko męski i żeński, w jeszcze innych 
sferach sam tylko męski {panek, szklanka, denko ; — dziedzic, dzie- 
wica, a nijakiego imienia na ice nie ma, takie bowiem jak lice tu 
nie należą, gdyż to pierwotnik; — chłopak, ciołak; wozik, stolik; 
kamyk, Żydziuk: a żeńskich takich pochodnych imion na aka, ika, 
iika, yka, ani też nijakich na ako, iko, ttko, yko, nie mamy). 



44 Słoworód Imion. 

Widzimy następnie w budowie tych wszystkich wyrazów ten ich 
S /.-już to jako k. już jako c. już jako cz: paneh^ chiedmc. 
panicsi : więc wyczerpnięta cała. możliwość i co do ich niegdyś 
kształtu tematowego. A cóż dopiero powiedzieć o ich znacze- 
niach. Są to imiona przedewszystkiem zdrobniałe {panele 
szManka, denJco) — młodocianość znaczące ( kurak, ciołak. 
chłopiec) — wyrażające żeńskość {chłopka, kotka, piekarka. 
szlachcianka, lwica, karlica) — imiona uczniów w stosunku do 
mistrza ( krawczyk , piekarczyk , kuchcih , kupczyk ) — nazwy synów 
i córek w stosunku do ojca, czyli t. zw. patronymica {Kasprzak, 
Maztirak, Małeczczak, Małeczczyk, Jagielończyk , mielczarczuk , pi- 
sarczuk, starościc, panicz, wojeicodzic, sędzianka, Sapieżanka) — wy- 
razy na określenie zwolenników w stosunku do głowy stronnictwa 
{Czartoryszczyk , Toiciańszczyk , Koźmiańczyk) — imiona własne 
rodowe lub skąd kto rodem wyrażające {Brodoiuicz, Chod- 
kiewicz, Okulicz, Czaplic, Kujaiviak, Krakowiak, Polak, Ukrainiec, 
Ukraińczyk, Poznańczyk, Wileńszczyk, Krakowianka, Lwowianka) — 
nazwiska osad {Balice, Żylice, Potulice, Proszowice) — nakoniec 
rzeczowniki, jakby się zdawać mogło, choć tak nie jest, powiększa- 
jące i zgrubiałe ( stolec , cielec , pannica , szdblica , szklenica). 

Pomimo tej całej, w tylu promieniach na wszystkie strony 
rozpierzchłej rozmaitości, dają się jednak te wszystkie różne po- 
zycye do jednego mianownika sprowadzić. Owym punktem, w któ- 
rym się to wszystko zbiega i który tworzył ich wspólne kiedyś 
ognisko i źródło, była niewątpliwie z drobniał ość. To co jest 
z postaci pomniejszem, przez towarzyskie sw^oje położenie podrze- 
dnem , dla młodości niewyrosłem , to co jest drobną wobec silnego 
i rosłego męża niewiastą i w ogóle żeńską istotą, to co jest synem, 
uczniem, zwolennikiem, potomkiem itd. czy to jakiej pojedynczej 
starszej osoby, czy np. kraju, miasta, słowem zbiorowej całości, 
wszystko to stało tu przed oczyma jako jestestwo zdrobniałe, jako 
pojęcie deminutiwne. Nazwy osad jak Balice, Proszowice itp. tyle 
tylko wyrażają, że byłato niegdyś własność synów i wnuków pierw- 
szego posiedziciela lub założyciela tej wioski, który się zwał Bał. 
Prósz, Potuł, Żyła itd. i że wtedy ci Balicoivie albo inaczej Balicy 
(nom. plur.) żyli z sobą w tej osadzie w niepodzielnej majątkowej 
wspólności : podczas gdy takie osady, jak np. Chrustowo albo Unie- 



w, szczególn. o przyrostku k. 45 

jów , Ostrów, Częstochowa, albo nakoniec Stawissyn, Słodzina. 
Nieczajna, Ulejno, były indywidualną, osobistą, a nie familijną 
własnością jakiegoś Chrusta, Unieja, Ostra (jeżeli który „Ostrów^ 
samem już położeniem swojem nie zdradza, że znaczyło to tylko 
kępę lub wyspę), a taksamo i Częstocha, Stawichy, Słody, Nie- 
czają i Uleją. Od tych nazw wszystkich miejscowych poszły dopiero 
późniejsze szlacheckie rodowe nazwiska na shi, tusJci, cld (z domy- 
ślnem pan albo dziedzic). W dawnych naszych dokumentach osady 
owe zakończ, na ice, owice, znajdujemy jeszcze z końcówką ?', np. 
Balicy , Zhyszycy , Potulicy (nom. pi.). Dzisiejsza ich forma na e 
(niegdyś ę) jest rzeczową czyli właściwie jest to aecus. plur. 
użyty jak w tylu innych razach w zastępstwie przyp. Igo (§. 113 
i 114). A zatem te nazwy osad są to właściwie rodowe nazwiska 
potomków, więc taksamo wyrażenia zdrobniałe, jak nimi są wszystkie 
w ogóle patronymica. Takie znowu okazy, jak owe stolec, cielec, pannica, 
szUenica, mają wprawdzie rzeczywiście już dziś nieraz „powiększa- 
jące" znaczenie, ale tylko w stosunku do jeszcze zdrobnialszej for- 
macyi, np. do stolika lub stolika, do cielęcia albo cielaka, do ^^a- 
nienki, dziewczęcia i szklanki, ale nie w stosunku do pierwotników 
swoich właściwych (stoi, szklana, dziewa). Panna (od pani, wła- 
ściwie pan(i)na. w starosł. j>ja/iK^^a). w braku swego pierwotniej- 
szego, a to sam o znaczącego wyrazu, zajęło wprawdzie już jego 
miejsce i zdaje się być na pozór czemś zdrobnialszem , drobniej- 
szem. aniżeli ptannica, ale w gruncie i to nawet nieprawda: o pan- 
nie dorosłej i na wydaniu nikt nie powie, że to pannica ; pannicą 
może być tylko podlotek, coś większego od panienki, ale jeszcze 
nie panna. Taksamo też i urobiony od już zapomnianego cioł wyi^az 
cielec jest czemś grubszem. niż cielę, cielak lub cioiak, ale zawsze 
to jeszcze ani wól ani krowa. Są to wszystko więc tylko stopnio- 
wania rozmaite, coraz grubsze w obrębie sfery zdrobniałej (tak jak 
i cielak lub ciohJi: jest znowu mniej zdrobniałem od cielęcia) , są to 
zdrobniałości mniej w tym kierunku posunięte, jak drugie — ale 
w porównaniu z właściwym swym pierwotnikiem przecie zawsze de- 
minutiva. Owe przymiotniki nakoniec, tego kroju jak sypki, giętki, 
f/ibki, gładki, lipki, szparki i grabki, i to są a raczej były dawniej 
zdrobniałe wyrażenia. Dzisiaj wprawdzie zatarte w nich już to zna- 
czenie — tylko na tych kilku tu zestawionych czuć jeszcze nieco 



46 Słoworód Imion. 

ten odcień, szczególniej na grubJci i ludowem dłużyhi — w całej 
reszcie zaś ani śladu z tego nie pozostało. Że jednak kiedyś były 
to zawsze przymioty wzięte tylko w pewnej już to mniejszej już 
większej sile, a w obu razach tylko w przybliżeniu równe z od- 
nośną bezwarunkową, własnością, więc synonima np. 7. gruhawy, 
gruhiuchny, przygruhy itp. za tem świadczy nasamprzód ich własny 
comparativus, a potem i stan rzeczy w litewskiem. Stopień wyższy, 
od gładki np. gładszy, gładziej , odrzuca zawsze to hi: nie stopniu- 
jemy bowiem takich tylko względnych pojęć, jak gruhiuchny albo 
griibaicy, ale tylko bezwarunkowe własności, t. j. głady (zachowane 
w gładysz) wynosimy z jego sfery do tej wyższej potęgi, a gład-Jd 
z tem swojem ki w domu zostaje. W litew. zachowały odpowiednie 
formacye do dziś dnia takie właśnie, jakie tu naznaczamy, znacze- 
nie: np. .si?j9wa5 słaby, 8isilpno\kas „niekoniecznie zdrów", osłabiony, 
słabowity, niejako więc s łab ki; saldus słodki, a saJdo\kas słodka- 
wy; didis duży, a dido\kas przyduży (nasze dawne ,^wieliki"- od 
tvieU, iviele — dziś wiel-ki); judas czarny, a judo\kas czerniawy 
itp. Wreszcie wszakże i sami posiadamy maluśki, maluczki, maleńki, 
cieniutki, gnihiuśki itp. w których to ki i dziś jeszcze znamionuje 
zdrobniałość. 

A zatem przekonywa nas analiza powyższa, że we wszystkich 
tych zasobach działu drugiego S k ostatecznie znamionuje zdrobnia- 
łość; że mamy w nich wszystkich właściwie z rodu swego deminu- 
tiva; że te wszystkie ich znaczenia przeróżne z jednego pocho- 
dzą gniazda. 

§. 382. Spróbujmy teraz w taki sam sposób i zewnętrzne, tak 
już różne postaci dzisiejsze tych wszystkich imion działu drugiego 
do pierwotnych punktów wyjścia sprowadzić, do ich kształtów pro- 
totypowych, a to ażeby odgadnąć, dlaczego potem te typy się 
rozszczepiły na tyle odrębnych różnic i jak się to dokonało. 

Prototypów takich, o ile wnosić z dzisiejszych faktów, nie 
było na razie więcej jak tylko dwa. A-tematowy prototyp obej- 
mował w sobie to wszystko, co się dziś kończy nsi k, ka, ko — 
pierwotnie (w nom. sing. ) kas, ka, kam; tu należą także i wszy- 
stkie owe przymiotniki na ki (^/cz-i, §.190). I- te mato wy pro- 
totyp ogarniał wszystko , co się dziś kończy na c (albo cz), ca, ce — 
pierwotnie kis, ki, a potem (o złożonej końcówce) kias, kia, Mam: 



w szczególn. o przyrostka Ł 47 

z tego wytworzyło się następnie cias , cia , dam — potem ( po wy- 
rzuceniu diftong. i i po zwątleniu « na o , z , a raczej tutaj na e , 
b, §. 74 ,j,) osadziło to Ck, ca, ce, stan rzeczy w starosł. języku, 
ostatecznie c, ca, ce; np. dziedmc lub cMopiec, ulica, słońce. 

Te dwie tedy postaci prototypow^e zostały osiągnięte za po- 
mocą samych tylko tematow^ych końcówek a lub i, dodawanych na 
sam koniec każdego takiego now^opowstającego wyrazu. 

W obec różnych , coraz się potem mnożących odcieni w obrę- 
bie początkowego tych wszystkich imion znaczenia, zaczęto nastę- 
pnie oprócz tego uwydatniać te różniczki także i za pomocą tych 
samogłosek w pośrodku, do których owo h przypierało, t. j. za 
pomocą końcówek (bądź autentycznych, bądź też analogicznych) 
owych wyrazów pierwotniej szych, z których się te pochodne tworzyło. 
Wprawdzie I-tematowe zdrobniałe (dziś ukazujące c) dosuwały ten 
S zawsze i bez W3Jątku tylko do i: dziedmc miało za punkt wyjścia 
dziedsi-his, cMopiec cMopi-Jcis, ulica, uli-his (potem uUMa), owca 
owikis , słońce słoni\Jd '^') itd. W A-tematowych jednak formacyach 
dosuw^ało się to k rozmaicie: już to do a {chłopa\has , żydńa^Mas) , 
już to do u (Jcosmu-Jcas, iyddu\Jvas), już do i (stoU-Jcas, Jcuchci-kas). 
Działo się to tutaj tak we wszystkich trzech gramatycznych rodza- 
jach zarówno. Tym sposobem A-tematowe te pochodniki zdrobniałe 
miały sobie w każdym zatem rodzaju do wyboru pozostawione 3 
odrębne foremki. Doliczmy do tej trójki jako coś czwartego jeszcze 
i owę I-tematową formacyą (na i-Jds, i-Jd)^ to otrzymamy już 
cztery, niewątpliwie i co do znaczenia funkcyjnego mniej więcej 
odrębne typy: 1. aJcas, aha, aJcam; 2. uJcas, uM, ukam; 3. ikas, 
ika, ikam; 4. ikis, iki (a później natomiast ikias, ikia , ikiam). 

Ta czwórka typowych różnic rozpadła potem sztucznym forte- 
lem i na większą jeszcze ilość odmianek za pomocą samej już pro- 
nuncyacyi, t. j. albo przez rozmaitą w miarę każdoczesnego zna- 
czenia tych wyrazów akcentuacyą albo też przez przedłuża- 
ni e w umówionych razach tych samogłosek , do których owo k ( i c) 
przypierało. 



*) A że tak było, tego dowodzą, formy zawsze tu z miękkiem e [chłopiec 
owiec) zastępującem i, , które to l też w starosł. zawsze tutaj pisano 
cMopbCb , oiubca , słubce. To i wynikło z i. 



48 » Słoworód Imion. 

Następstwo tych pizezemnie tu przypuszczonych pronuncya- 
cyjnych różniczek było zaś takie , że kiedy się potem w mowie na- 
szej zaczęły samogłoski pełne zwątlać, w jory i jery przekształcać, 
odpadać itd. to ten proces do naszej czworakiej tych formacyj 
budow}' zastosowany, wydał z niej taką, już oto nie przypuszczoną, 
lecz faktyczną, a wxale poważną rozliczność kształtów: 

Imiona żeńskie na M, i nijakie na harn^ dziś ho zakoń- 
czone — bez względu na to czy to Z: do a , czy do u, czy do i przy- 
pierało — otrzymały teraz wszystkie bez żadnego wyjątku zamiast 
tych głosek jory, dziś zaś wyrzutnie (z hahaka, hah^ha^ hahJca; z ha- 
niha, czy też haniaJca hańUco , bańka; z denaJco denko itd.). Przeci- 
wnie męskie rzeczowniki na akas. ukas i ikas pozwalały tym a, u, i 
zwątlać się (i ulatniać) jedynie w tym razie, jeżeli miały znaczyć 
zwykłe i to najdrobniejsze właśnie deminutivum, np. stoisk czyli 
stołek , ligi prz. stoika — syn%k, synka — hyczwh byczka. Ilekroć zaś 
chodziło o wyrażenie albo zdrobniałości przygrubszej, jak np. 
cMopak, cioiak, cielak, psiak, kurak, żydMak, stolik, tv6zik, żydmik, 
psiuk (w przeciwstawieniu do żydek, wózek, stołek i piesek), albo jeżeli 
chodziło o postawienie nazwy pochodzenia, rodu, zaw^odu, zwo- 
lennictwa itd. (np. krahowlak, rodak, Zboroiossczak. polak; Stasiuk, 
Bohdańcziik, pisarczuk, mlelcarcziik ; kuchcik, szewczyk, poznańczyk, 
anglik, Michalczyk, Jagielończyk , Towiańszczyk): to w takich ra- 
zach owe przed /; położone a, u, i pozostawały przy tych brzmie- 
niach swoich i nadal; (?^ wątlało i tu w^prawdzie niekiedy na 1/ : ko- 
smyk zamiast kosmuk, promyk, kamyk — ale nigdy nie schodziło 
i dalej, na x itp.). Te w^szystkie a, u, i, y. musiały zatem już i 
dawniej być w takich razach tu wymawiane z jakiemś odszczególnie- 
niem. Działo się to jednak w samym tylko męskim rodzaju — i oto 
cała przyczyna, dlaczego dzisiaj nie mamy ani jednego takiego żeń- 
skiego lub też nijakiego zdrobniałego imienia, któreby się kończyło 
na aka, ako, albo na ika, iko itd. 

To więc zaszło i taki mamy dzisiaj stan rzeczy w sferze imion 
An. Przejdźmy teraz do !□• 

I-tematowe męskie na ikis (później ikias, icias, icas itd.) 
taksamo i z tych samych powodów co tamte, rozpadły ostatecznie 
na dwie grupy: albo na takie, jak dziedzic, szlachcic, panic, a pod 
wpływem ruszczyzny panicz, królewic lub też królewicz, Chodkiewicz 



w szczególn. o przyrostku Ic. 49 

Brodoioics (z zachowanem i) — albo przybrały taką postać jak 
chłopiec (właściwie cMoj)kc)^ cielec, stolec, Dunajec, grohoiviec, 
UJcrainiec, siostrzeniec, w których owo / zwątliło się na k, dziś 
w polskiem w nominat. zastępowane przez e, a odrzucane w dal- 
szych przypadkach (chłopca, siostrzeńca). Imiona pierwszej grupy, 
z zatrzymanem i, są to same w ścisłym sensie patronymica "). 
Druga grupa mieści w sobie już zbieraną drużynę: zdrobniałe, 
ale tylko najgrubszego kalibru , potem imiona rodowe i w ogóle po- 
chodzenia itp. 

Żeńskie imiona niegdyś na ihia kończą się wszystkie, bez 
żadnego względu na znaczenie sw'0je, dzisiaj na ica; na h.ca mamy 
tylko jedyne owca "") : mieszczą się tu zatem i wyrazy przygrubszej 
zdrobniałości {pannica, ssldenica) i żeńskość wyrażające (ltvica, sa- 
mica, Tiarlica) i pochodniki odpowiednie męskim na ec {siostrze- 
nica, synoicica, bratanica) i takie wreszcie jak 7?ec7.e'mc« , truciźnica, 
sivyivolnica , którym w rodź. męskim odpowiadają imiona trzeciego 
już działu, zakończone na nile. 

Nijakie, niegdyś na iU, później ihiam itd. zakończone imio- 
na, postąpiły sobie wTęcz przeciwnie jak żeńskie, albowiem zwą- 
tliły wszystkie to i na k, dzisiaj już wcale niewymawiane : serce 
( = serdhce , od zamarłego już pierw^otnika serdi czy serdo ) , miej- 
sce (miestkce, mieśćce, od miasto w znacz, locus, §. 88, 4), 
słońce, drzetcce. Mało ich jest, znaczą zdrobniałość grubszą aniżeli 
np. miastlo, słonico, drzeiclco i drewienho, lub też pozbyły się już 
całkiem tej funkcyi, zastępując pierw^otniki swoje już zapomniane 
{serdo, sł^no). 

Że zatem owo i przed Je (c) położone, tutaj się wszędzie zwą- 
tliło, a w żeńskich na ca w^szystkich ocalało, nakoniec w męskich 



*) AV starosl. mieściło się jednak jeszcze i kilka takich w tej grupie, co 
znaczeniem należały do drugiej i które u nas też już tylko na ec sig 
kończą,, np. agnicb jagniec, ijwozdicb gwoździec, korahlici korabiec, pi- 
tomicb itp. Były to niejako więc marodery za główną, armią, które się 
później znalazły jednak w właściwym swoim obozie. 
**) W starosł. spotykamy i tutaj jednak więcej takich wyją,tków: cewhCa 
cewica, cewka, dwirica niejako ta drzwiczka, kadhca mała kadź, kUhca 
klateczka, owbca, myszbca ramicj, niuszkuł, właściwie myszka... Zakoń- 
czenie ica wszelako i tara stanowiło reguło. 

Mram. Hiat. Por. II. 4 



50 Słoworód Imion. 

w jednej części podległo zwątleniu, w drugiej zaś nie podległo: to 
tylko skutek odpowiedniej a coraz innej w tych wszystkich razach 
akcentuacyi tych imion"); a te znow^u rozmaitość akcentu wywołało 
i ustaliło pewnie nie co innego, jak tylko owa dążność różni- 
czkująca, której samej jednej więc mamy do zawdzięczenia, że 
się obecnie i w tym obrębie W7razów dobitnie wyrażać zdolni je- 
steśmy i że się zawsze rozumiemy wzajemnie. ' 

§. 383. Trzeci dział imion z S Z; jest to znowu zbieranina, 
która taksamo jak dział pierwszy, bardzo trudna do pochwycenia. 
Obejmuje prawie same osobowe imiona (więc rodzaj nijaki cał- 
kiem tu wykluczony), po największej części męskie — pochodne 
od słów, przymiotników i rzeczowników — budowy tematowej prze- 
różnej — znaczenia w głównej zasadzie albo zawodowego (no- 
mina agentis) albo własnościowego w tym sensie jak nedmik 
icietrznih . . . 

Mianowicie należą tu: 

1 . takie jak ińjak , zabij ak , li u 1 a k a ( ! ) , śpiewak , żebrak , deptak , 
czerpak, robak (od słów); — rybak , żołdak , pismak , nowak, dziwak, zmar- 
źlak, wisielak, żarłok (!), zdechlak, roczniak, swojak (od wszelkiego rodzaju 
imion). Sa to imiona co do kroju swego A-tematowe (kiedyś na a\1cas). 

2. palacz , krzykacz , gracz , tkacz , rębacz , posiadacz, wyjadacz, wyże- 
racz (od słów); — brodacz, gębacz, brzuchacz, rogacz, głowacz itd. (od rze- 
czowników). Sa to lorinacye I-tematowe (niegdyś pala-lcis itd.). 

3. dawca, zbójca, oprawca, kłamca, mówca, obrońca, bluźnierca, po- 
borca itd. (od samych słów). Sa to imiona także I-temat. ale takie, które 
np. z daiciJcis później się przerzuciły w dawikias — dawicias — dawhca itd. 

4. kupiec, krawiec, szcw(ie)c, łowiec, jeździec, goniec, strzelec, żeniec 
(od słów); posłaniec, wisielec, mędrzec, głupiec, starzec itd. (z imion). 
I tych formacya pierwotna takasania jak poprzednich: dlaczego te ostatnie 
zamiast klas, maj^ obecnie (e)c, a tamte ca? nie potrafiłem odgadnąć. **). 



') Mianowicie przyjDuszczam , że np. szlachcic i paiuica wynikło z szlachti- 
kias i pawikia jako paroxytonów, przeciwnie chłopiec i słońce 
z chlopikias i słnikiam jako p r o p a r o x y t o n ó w. 

■) A raczej, bezpośrednia tego przyczyna, ta jest wprawdzie jasna, była 
mą i tu znowu akcentuacya: dawikias osadzaję-c dawcę musiało być 
oxytonon; /atpiYjms osadzając kupca musiało być proparoxytonon. Dla- 
czego dawikia{s) miało akcent na ostatniej ? Aby się różniło od takich 
żeńskich, jak pawikia ^ które go miały na przedostatniej. Lecz to po- 
zostaje cieranem, dlaczego i kupikias ńie miało go na ostatniej. 



w szczególn. o przyrostku h. 5i 

Wszj^stkie te 4 kategorye imion są, tylko męskie. Chcąc np. 
z pijaJc przyjść do żeńskiego pijacslco. (pijakijka), albo z iwacz do 
2)raczl'a, albo od daicca do dawczynie a zJcrcnuicc do odpowiedniego 
mu Ir a IV czy cli a albo liraivcoiva: trzeba dopiero z tycli męskich 
imion urobić dalszy, o jedne linią niższy pochodnik za pomocą no- 
wego jakiego S, np. /j, n, eh, albo przynajmniej za pomocą nowej 
końcówki (Jcratvcu-a). Przeciwiiie np. w następującej poniżej grupie 
nędznih (nędznikas) i nędznica (nędznikis, później nędsnihia)^ są to 
formacye tej samej linii, choć o różnych temat, końcówkach. 

5. nędznik , szkodnik , płatnik , marnotrawnik , pośrednik , poprzednik 
itd. ręcznik, chłodnik, licznik, trawnik, napierśnik itd. 

Są, to formacye A-tematowe, od samycli tylko przymiotników na ni, ny 
urabiane. Mają sobie odpowiednie i żeńskie, na ica. Dlaczego zaś męskie 
looźnica ipijanica także sie na ica kończą? nie wiem. 

Cały ten „trzeci" dział imion z S /j, zajmuje jakby pośrednie 
miejsce między pierwszym a drugim. Z jednej strony zdaje sie 
on być etymologicznie najbliżej pokrewnym drugiemu działowi, 
a to nie tylko tem przeważnie osobo w em znaczeniem, lecz i for- 
macyą. Formacya np. takich jak pijah, ryhaJc, przypomina w tam- 
tym dziale takie jak cMopaJc, ciolal'. Podobnie Impiec, starzec, h'a- 
wiec tli — a chłopiec , cielec , 'niłodzieniec tam , także do siebie przy- 
stają. Z nedzniliiem, szJcodniJcicm, koresponduje słaniJc, honiJc; z 'iie- 
dznicą — Icrynica, idica, samica. Tylko pialac.z, Jerzy Jcacz — i daicca, 
zbójca , nie mają w tamtych sferach żadnych korrelatiwów. Z drugiej 
strony jednak mogłaby też być pew^na, a może jeszcze ściślejsza 
styczność tego działu i z pierwszym. Tak np. z takimi wyraza- 
mi tutaj, jak żebrali, ińjalc, mogłyby być na jednej linii stawione 
z tamtego działu pttah , znale , słowik , mrulc , bralc , Malc , ralc , żule 
itp. jeżelibyśmy w nich przypuścili znaczenie, które pierwotnie za- 
pewne i miały , działalności; np. 2)t(de ( od N^ i^^a , właściwie pet, 
pt, cf. gr. 7:£T0|/.ai latać) tyle co latacz; znale signator, który 
znać daje; żule który ciągle coś żuje, s?o?t?/'Z; = śpiewak, brale =^ 
zabieracz itd. Niejedno z pierwszego działu taksamo też i z drugim 
znowu działem się plącze, np. deminutiwne ale tylko co do formy 
a nie znaczenia icątele, skutek, wziątek, początek. Słowem jest to 
kłębek na wszystkie strony zgmatwany, którego dziś już rozplatać 
nie można, choć w ogólności czuje się dotykalnie, że tu działają 

4* 



62 Słoworód Imion. 

różnorodne, tylko jakimś szczególnym przypadkiem z sobą pokrzy- 
żowane czynniki. 

§. 384. Czynników takich przypuszczam co najmniej dwa. Jednym 
z nich mógłby być S Z; , z rodu swego V zaimkowy ( §. 344, 7 ) : byłbym 
skłonny upatrywać zastosowanie tego przyrostka głównie w imionach tutaj 
działu „pierwszego". Ten S Je brzmi tak we wszystkich językach i od naj- 
pierwszych już czasów, jako prawdziwe, gardłem wymówione h. — Drugim 
ezynnilciem będzie, jalc to i wyżej już napomknąłem , indoeuropejski V" kilku 
wyrazów znaczących ostrzyć, żgać, kłuć; ten V składał się pierwotnie 
także z jednej tylko spółgłoski , ale trudnej do zdeterminowania i spornej ; jest 
to bowiem istny zmiennik w składzie wyrazów odnośnych, który od wieków 
własną swoje postać porzucił i podszył się pod inne głoski , tak iż brzmi pra- 
wie w każdym języku inaczej i w każdym kilkorako: w słowiańskich najczę- 
ściej s, ś, ale i /j (t. j. substytuujemy owo brzmienie dzisiaj przez te wszystkie 
głoski , skądinąd odręlme i samorodne ) ; w litew. sz , ale i /»; , s ; w niem. h , 
eh; w łać. najzwyklej /c, ale i s; w grec. k, ale i h (spir. asper), nawet c/i; 
w zendz. s, ale i 7i; nawet już i w sanskr. niejednostajność, choć tu miała 
głoska owa własną swoje literę. Tą jój literą sanskr. jest znak, j)rzez Boppa 
i jego zwolenników transponowany na łać. s z kreskę, na „ś" , a definiowany 
w ten sposób , że wymawiać ją należy „wie ein s mit gelinder Aspiration" 
( definicya mówiąc nawiasem dla mnie zgoła niezrozumiała ) ; Benfey i Schlei- 
fher transskrybują ją przez iranc. r. Poczytali ją przeto wszyscy ostatecznie 
za syk, za jakiś odcień głoski s: choć zapewne daleko trafniej byliby uczy- 
nili, gdyby jej byli przyznali walor i postać h', to jest huchu czyli spiranty 
wymawianej w tak ciasnej między językiem a podniebieniem szparze, że było 
to coś w pośrodku między naszem ś a takiem eh', jakie mamy np. w chichot, 
Chiny itp. Takie odczytanie samo jedno zgadza się z staroindyjską tradycyą 
gramatyczną, że jest to brzmienie „podni eb ienne", między h a („cerebral- 
nem") ś czy sz [7) — 1)0 i to znowu sporna kwestya — leżące. ■ — W ety- 
mologicznym względzie tłómaczy lingwistyka dzisiejsza to brzmienie jako 
wtórny dopiero wytwór z Je czy też (podniebiennego) Je, który w sanskr. 
miał tedy brzmieć ś czy c, w obydwóch klasycznych językach stwardniał na 
Je, w litew. przeskoczył wsz, a w innych szczepach na s. Jakim sposobem Je' lub 
też A; na ś, c i m, sz , s przeskakiwać może? — to mi znowu jest zupełnie 
niezrozumiałem. Ja sobie ten proces raczej tak wyobrażam: punktem wyj- 
ścia było tu /*', i na tym punkcie stoi niemieczczyzna (mająca tu h, Ji') i 
sanskryt, choć i ten już w kilku razach owo Ji na inne głoski przesuwał. 
Z owego Ji, ponieważ b3'^ło to brzmienie przykre , zbyt ściśniętą gębą wyma- 
wiane, nieczyste, wytworzyło się — nb. na gruncie każdego już poszczególnego 
szczepu — z jednej strony Je', twardniejące później na Je; z drugiej strony 6', 
deklarujące się potem na s lub s^. Po większej części każdy język ma te 
wszystkie odmianki zarówno, choć w jednym taka, w drugim znowu 
inna odmianka x>rzeważa. Tak np. w naszej mowie wyrazy dziesięć, dziąsło, 
misa, miesić, niosę, ośm , o-semka, ostry. 06'ćj oset, oścień , o.?a. o.s', prosię, 



w szczególn. o przyrostku Ł 53 

pies , siarka , siry , siny , S2'ary, siano , słowo , sława , słuch itd. serce dawniej 
sierce, sto, wioska, wieś, suchy, świekr, s'wiekra itp. ukazują, kwesty ono waną, 
tu głoskę w postaci s , ś. *) Przeciwnie ^*amień , oAro , o/csza , po^*ój , ifcoić , 
świekr, świeZ:ra (a jak ja przypuszczam i wszystkie nasze zdrobniałe) mają. 
natomiast 1c **), a w konsekwencyi i cz , c, np. oczTco , spoczyiuać itd. 

Otóż takie to brzmienie pierwotne, tato głoska h' tworzyła ów zarodo- 
wy V sansk. słowa lijami ostrzę , h'atas i Witas zaostrzony aUnómi przekłu- 
wam , aliras ostry, aUma{n) kamień (jako kolec albo może osełka) — i 
z tego to W jako zarodowego V, wytworzył się tam potem wtórny V" ah' i 
/ła, który (z temsamem także znaczeniem) odnajdujemy i we wszystkich in- 
nych językach w odpowiednich każdemu z nich substytucyach , jako to w łać. 
w postaci ac, oc\ w gr. a-/, v/^\ w litew. ak i asz\ w słów. ha i o/j, os itd. 
A mianowicie mamy to wszystko np. w wyrazach: acuo ^ acus , acies , oculus 
itd. axpoc, a/.v], axcoxv], axrjLV], a-zJę, a zapewne i eyi<; żmija, £y_tvoc jeż itd.; alcmu 
po litew. kamień, alcotas źdźbło kola.ce w kłosie jęczmiennym, akstinas kolec, 
asztrus lub asstras ostry, aszmu ostrze, aszaJca ość itd. u nas wreszcie kamicii, 
okoj osełka, osa, oset, oścień, ostry itp. 



*) Wielki zasób takich wyrazów starosłowiańskich zestawił Dr. Miklosich 
na str. 261 i n. swojej w r. 1878 wyd. Altsloven. Lautlehre, wraz z do- 
wodami dostatecznymi, których tu za nim nie widzę żadnej potrzeby 
przytaczać. Jedynie co do świekr i świekra nadmienię, że wyraz ten 
brzmi w sanskr. livaUuras', więc pierwsze U mamy tu przez ś, właści- 
wie s — drugie zaś N przez k zastąpione. 

*''=) Taksamo też i żaden drugi język nie poprzestaje na jednej tylko 
brzmienia tego substytucyi, ale ich ma dwie, czasem i trzy. Mianowicie 
litewszczyzna, dają,ca natomiast zwykle sz , posiada przecież i da- 
knuti gryść , akmu, akmen kamień, akstinas ostrze, akotas wąs w kło- 
sie jęczmiennjmi, A:ZaMsi^ dopytywać się, klausiti, słyszeć, a zatem w tych 
wszystkich k — oprócz tego jeszcze i s, np. w saiisas suchy... Łacina 
prócz zwykłego tu k , ma także s : siecus , socer (czytaj soker), miscere ; 
w ericius, erinaceus jeż mamy r także dopiero z s wytworzone. G rę- 
czy zna, oprócz k, np, w s/upoc (spir. asper) 7i; być by mogło, że i 
c/i, np. w E/t; żmija, £/tvoc jeż; a nawet i s, w auv, łać. cum, naszem 
ST, , które pewnie do tej kategoryi należy, W zendzkiem brzmi s u- 
chy huskas, świekr ąasura , wiec prócz zwykłego tu s, jest jeszcze 
i h, k. Nawet sam sansk ryt gmatwa już ten stosunek: np. w hrcl 
(serce, herz, cor(d) , y.oLpoU, lit. szirdis) daje zwykłe h, nie h' — zape- 
wne i prepozycya sam (łać. cum, nasze st>) ma to s już zamiast^'. Że 

• między tamtejszem „mózgowem" s (ś, sh) a tą, głoską, częste zachodzi 
qui-pro-quo, jest rzecz od dawna wiadoma. Niejednokrotnie i k zajmuje 
tu jej miejsce, np. od V dih' (o£(-/.-vo[j.i) jest aoristus adikśam pokaza- 
łem; teniat rzeczownika dih' okolica, z genitiwem diWas itd. ma nom. 
i voc. sing. dik , locat. plur, dikśu, dat, pi. diffhhias . . . 



54 Słoworód Imion. 

Zanim te nasze wtórne VV ha^ olc i os przybrały w wyrazach powyż- 
szych tę całosyllabną, postać, brzmiały one oczywiście poprzednio krócej — 
jako samo k i jako samo s; a zanim znowu i te spółgłoski tale się tu twardo 
wymawiać zaczęły : musiały one mieć poprzednio brzmienie bliższe pierwszemu 
punktowi wyjścia, którym tu było /i', t. j. brzmiały 1c' i ś. *) Otóż w tej to 
ob oj ej postaci pierwiastek ten i jako przyrostek wchodził do składu 
tych imion, które go przybierały, a były tymi imionami mianowicie wszystkie 
owe wyrazy, które ów dział drugi stanowią, jako zdrobniałe lub też z tego 
pojęcia wynikłe. Przywiązane do tego fc', ś znaczenie ostrza, kolca itd. 
tyle w tem połączeniu znaczyło, jak kiedyby kto przy rzeczy właśnie omawia- 
nej kładł tuż obok jaki punkcik drobniuchny: symbolicznym obrazem tego 
punktu (wszakże i samo to „punctum" pochodzi od pungere kłuć) był sani 
koniec, samo ostrze kolca jakiego, dającego w tym razie do rozumienia, że i 
pojęcie omawiane ma być wzięte tylko w minimalnej tej objętości, że mówi 
się tu o jak najcieńszem takowego zdrobnieniu. 

S ś jest rzeczywiście jednym z naszych zdrabniających SS : Jaś, Kasla^ 
źonkośj lizus, ciohtsia, córusia, maliiśy malusi, drohniusi itd. ( porówn. §. 375). 
Ja poczytuję to ś za odraiankę tylko S k\ razem z nim pochodzącą ze wska- 
zanego tu źródła. Identyfikować tego ś (jak we wszystkich innych razach) 
z brzmieniem s, t. j. upatrywać w niem tylko zmiękczone zębowe s, tego tu- 
taj nie można. S s bowiem jest właśnie przeciwmie zgrubiającym, po- 
większającym S [sługus, dryblas, luisus itp. zestawione w §. 372, b). Przez 
zmiękczenie tego 5, t. j. przez doczepienie do niego końcówki i, zamiast a 
( icisusi, wisuśb — zamiast wisiisa, wisusii ) , nieuskutecznimy przenigdy prze- 
miany funkcyi zgrubiającej na zdrabniającą: ktoby bowiem to przypuszczał, 
musiałby chyba w konsekwencyi twierdzić, że I D wyrażał już sam przez się 
zdrobniałe, a An powiększone pojęcia, coby było bezprzykładnem w wszy- 
stkich językach. Tylko przeciwnie trzeba w tych dwóch przyrostkach s i ś 
uznać tutaj całkiem obce sobie żywioły; w tym razie bowiem to ś zawdzię- 
czało sobie samemu tę miękkość, jako wytwór na własnej drodze z Ji. 

Drugi nasz z tegoż źródła pochodny zdrabniający S, to jest k, także 
do późna mieć musiał nie tyle gardłowe, jak podniebienne, więcej do 
h' zbliżone brzmienie niż teraz ; a raczej wszakże on i dzisiaj nawet jeszcze 
jest ciągle jakby na przejściu dopiero z k' do k, ale jeszcze nie k. Mówimy 
wprawdzie już stale gibka, dołka, synka, córka^ denko, cienko, denku, icicczku 
(z głoską stanowczą k, nie //): ale dlaczegóż nigdy nie powiemy gibky, cien- 
ky, lecz gihYd, cienlći? dlaczego nigdy dołkem, denkem, lecz dollćem, den- 
Jćem czyli „dołkiem'-'- , „denkiem'-'- ? Dlaczego w Vtym i Vllmym przypadku 
zawsze o dołku t o cześniku! tv cseśniku, iv dołku, iv słonku, denku itd. t. j. 

*) Widzimy ten proces fonetyczny jasno na przykładzie serce: dzisiaj w nim 
jest już twarde 5, a dawniej hrzmiaio to sierce, sierdhce, właściwie śrd\,ce, 
z miękkiem ś; dowodzi tego np. miłosierdzie, miłosier{d)ny , osierdzie, 
osicrdko 2werchfell itp. 



Przyrostki z dwóch spółgł. 55 

tak ie rzeczowniki skłaniamy, jak gdyby to były wyrazy ligo deklinacyi tej 
wzorca, a nie deklinujemy ich w duchu zasad Igo wzorca, do którego one 
należą (§. 109, 111 i 124)? Dlaczego nakoniec od cześnik^ stolnika CJiodek 
itp. mamy C1iodkieivicz , cseśnikietuics , stolnikieioicz , a nie Chodkowicz — jak 
gdyby to k było jaką, miękką, a przynajmniej podniebienną, spółgłoską,? 

Prawda, że ta dotąd dająca się czuć w polskiem i także rosyjskiem 
podniebienność tego zdrabniającego S jest już własnością iDrzyrostkowego 
k i we wszystkich innych imionach, a nawet i każdego fc, gdziekolwiek tako- 
we krawędź wyrazu stanowi — owszem, uczestniczy razem z niem w tej wła- 
sności nawet i g. Prawda także , że w starosł. nie widać zjawisk odnośnych. 
Co większa , przyznać należy i to , że nawet w naszym własnym języku aż do 
wieku XVI była chwiejność co do formacyi owych dwóch deklinacyjnych przy- 
padków, mających obok ku^ gu nieraz i cp , dz(^- w Yllmym, a cze, że w Vtym 
skłonniku. Potem dopiero chwiejność ta zakończyła się wzięciem góry form 
na ku, gu, nad owymi drugimi. Zawsze jednak to zjawisko, na tak rozległej 
szczepu naszego panujące przestrzeni, musi mieć jakąś szczególną , racyonaliią 
a nie przypadkową przyczynę. Jeżeli co takową stanowić może, to właśnie 
pewnie tento ród tego przyrostka i tak rozległe jego w słowotwórstwie roz- 
powszechnienie. Nasamprzód było to właściwością zdrobniałych, potem wszel- 
kich na k zakończonych imion; a ponieważ z mocną spółgłoską i odpowie- 
dnia jej słaba tymsamym zawsze u nas prawom podlega, więc ostatecznie i g, 
a w części nawet i eh znalazły się w tern położeniu. 

* Powyższy wywód byłby nieco głębszem uzasadnieniem tych wszystkich 
wyjątkowości co do naszych gardłowych spółgł. którycheśmy dotknęli w §§. 
45 i 74, 3. tomu I. Nie daję tego co tu mówię za dogmat; chciałem tylko 
na rzecz w każdym razie, jak sądzę prawdopodobną, zwrócić uwagę myślących 
i biegi ejszy eh odemnie, ażeby ją stwierdzili lub odrzucili. 

2. Przyrostki z dwóch spółgłosek. 

§. 385. Przyrostków złożony cli z dwócłi spółgłosek 
iiiainy tylko dwa rodzaje: 

a, sycząca a po niej druga jaka spółgłosl^a; b. no- 
sowa, a po niej druga jaka spółgł.'") 



') Są i inne jeszcze kombinacye , lecz tych za SS poczytywać nie można, 
np. os-try, mą-dry, pstry, hestry, bystry, jc\drny, jądro, pędrak, pądró- 
wie (po-nrowie, V nru) itp. W tych t, d są tylko wstawkami eufoniczny- 
mi, ponieważ os-ry, iną-ry, ją-ro, jcrny, psry, pąrowiey niemile brzmi 
uszom naszym. Lud nasz mówi nawet llendryk za Henryk. Prawdziwym 
przyrostkiem jest w nich r, r-n samo, — O tr , <7, d^ jako rzeczywistych 



56 Sloworód Imion. 

A. W obrębie pierwszej kombinacji najczęściej spo- 
tykamy te oto SS: 

sJCy (zg); st; sn (i chn)^ zn. 

1. Okazy imion z S sh, (zg) : 

tcnasJc, blasJc, x:>ysli^ plush i inoże jeszcze kilka podobnych 
(łącznie z drobia\sg) — bez żadnego co do fimkcyi wydatnego zna- 
czenia: powód tego s przed /j, g, jest tu niejasny. 

— chłopisko, słupisko, dziadzisko, konisko, psisko, domisko, 
czleczysko, biedaczysko, panisko, żydzisko; biczysko, toporzysko, 
zamczysko, grodzisko, ściernisko, stawisko, ognisko, mrowisko, gro- 
chowisko; kobiecisko, żonisko; mieścisko, gnieździsko. Albo też ta- 
kie (z ^ na k zwątlonem, a potem odrzuconem): hohiecho (kobie- 
ti-sko, kobietsko), dziecko, Obrzycko, błocko, trawsko, zielsko, 
siańsko, łapsko, babsko, kanapsko. 

Tu należą, i GdausJc, Grodzisk, Witebsk, Dolsk, Kadomsk, 
Sławsk, Szląsk, Pobiedziska (plur.), — pański, babski, ludzki 
(= ludk-ski), chłopski, synowski, żydowski, hiszpański, polski, 
niemiecki, francuski, świętojański itd. 

"' Wszystkie rzeczowniki na i-sJco, sJco, są to w ogólności 
imioniska czyli imiona zgrubiałe. Brzmienie k jest w nich zna- 
nym nam już S zdrabniającym ; brzmienie s takimże S powiększają- 
cym (§.372, b): z połączenia obydwóch powstał zatem przyrostek, 
który pojęciom danym nadaje sens czegoś większego niż zwy- 
czajny rzeczy tych obwód, a w konsekwencyi i starego, przedoj- 
rzałego, zużytego, zepsutego, byłego ale już nieistniejącego, po- 
zostałego tylko w ostatnich szczątkach lub śladach, więc i znacze- 
nie miejsca gdzie się coś działo, wreszcie czegoś pogardli- 
wego albo godnego politowania. Eodzaj takich rzeczowników — 
już tylko zawsze nijaki (jak w niemieck. deminutiva). Niektóre ta- 
kie imiona nasze nie mają już jednak tego znaczenia, lecz obojętne, 
np. sjawisJco, tvidoivisko, igrzysko, stanotvisko, shiegotuisko itp. 



imionowych 8S będzie mowa niżej, w §. 392. — Taksamo też i w za- 
zdrość (V zr), zdrada (radzić), zdrajca, zdjąć, ludowem zdntcić (zrzu- 
cić) jest d tylko eufonicznem. 



Przyrostki z dwócli spółgł. 57 

Przymiotniki na sJci znaczą dziś przynależność: pańsU 
dom = dom pana; francusJd j§0yk = jeżyk Francuzów. Pierwotnie 
i one wyrażać pewnie musiały przedewszystkiem pozostałość po 
kim — pochodzenie od czegoś takiego, co było, ale już nie jest 
(dom pańsJci = dom po panu pozostały). Ten odcień dziś w nich 
jednak całkiem zatarty. 

** Takie imiona miejscowości, jak Gdańsk, Dolsk, Badomsic, Slawsic , 
SdąsJc, Grodzisk, Witebsk, są, to albo właściwie przymiotniki, w męskim 
wzięte rodzaju (jak rad, kontent, loesół , zamiast wesoły), albo też może upa- 
trywać bodaj w niektórych z nich trzeba rzeczowniki tej formacyi , oca- 
lone w męskim jeszcze rodzaju. Kiedyś bowiem musiały te imioniska zgrubiałe 
zaludniać i inne także gramatyczne rodzaje, a nie sam tylko nijaki. Starosł. 
język posiadał obok takichże (nijakiego rodź.) imion na isko i na iszte (po- 
wstało to z in, t. j. z iski-am — iscze — iszte zamiast iszczę) także jeszcze 
i męskie rzeczowniki na isztb (= iski-as — isztas, bo mylnem jest, żeby 
to wynikło z itias ) ; np. dediszth z dediskis dziedzic. Są- to za pomocą 
tegoż S sk urobione imiona , tylko że nie A- , lecz I-tematowe * ) , z koń- 
cówką, dla uwydatnienia rodzaju potem złożoną, {ia). My na iszczę tylko jedno 
posiadamy zgliszcze, właściwie zgliszcze (miejsce gdzie się paliło, od zeg, żegl), 
pewnie przejęte z ruszczyzny. Na iszcz zaś, t. j. męskich, wcale nie posia- 
damy. Wyrażały te ostatnie w starosł. same patronymica, a zatem znaczeniem 
odpowiadają one naszym zakończonym na ic i na (z ruskiego wzięte) icz [pa- 
nicz, szlachcic), urobionym ze samego tylko k, a nie sk. Etymologia więc ró- 
żna przy temsaniem znaczeniu. 

§. 386. 2. Imiona z S st: 

szelest, starosta, starość, sprawiedliwość, złość, wieczność, 
przykrość, zazdrość, boleść, korzyść, czeluść itp. 

przymiotniki: głowiasty, sumiasty, kraciasty, hściasty i 
liścisty, grzebienisty i grzebieniasty, cebulasty, gałęzisty, ciernist}^, 
ognisty, barwisty, kwiecisty, posuwisty, zamaszysty, mglisty, osobisty... 

'^ Ezeczowniki żeńskie na o\ś6 , równie jak i na o\ta, o\6 za- 
kończone (niegdyś na a\tas, a\tis), znaczą po wic.kszej części po- 
jęcia oderwane (nomina abstracta, synonima łacińskich na tas, 
np. acąiiitas). Zapewne i ,^starosta^' znaczyło zrazu tylko starość 



Litewsiiie odpowiednie Ibrmacye trzymają się jeszcze twardo pierwo- 
tnego swego tematu: namiszkis domownik, miisiszkis naszyniec , iclri- 
8zkis chłopisko. W pruskiem zaś i łotyskiem jest tu sk, nie szk. 



58 Słoworód Imion. 

w znaczeniu przełożeiistwo, urząd starszego w gimnie, a po- 
tem dopiero i jego indywidualność. Przymiotniki na sfy ^ równozna- 
czace z zakończonymi na a-ty , i-ty, stoją na równi z nieni. na 
haft (od haben) albo na ar%, więc znaczą obfitowanie w co i 
zbliżenie do pewnej właściwości. 

Przyrostek st wytworzj^ł się w rzeczownikach, a może i przymiotnikach, 
tylko przez nieporozumienie , a to z S t , o którym ob. wyżej §. 379. Były 
wyrazy prostota, cnota, dobroć, wilgoć, pamięć — były takie jak cześć (czet-th), 
zawiść (wid-tb), loieść (wiad-tb), oś-ć , maść (maz-tb), zacność (cnot-tb), 
w których tylko samo to c jest S, a położone przed niem ś do pierwotnika 
ualcży. Otóż brano tu to ść , nie wchodząc w jego j^owody, za jedne całość 
i doczepiano je jako S do danego tematu: bole-ść, staro-ść itp. Stąd też zna- 
czenie takich formacyj niczem się zgoła od owych pierwszych nie różni. Tak- 
sanio też i takie np. przymiotniki, jak oczywisty (wid-ty), rzeczyiuisty, 
urobione za pomocą samego tylko S t, tak jak kracia-ty, mączy-ty^ znamieni-ty, 
czworograniaty, rzęsity, mogły dać powód do przekształcenia ich na. „rzęsisty, 
mączy-sty, kraciasty, czworograniasty^'' . 

* * Możnaby jednak w tern przymiotnikowem sty upatrywać i co innego : 
stary, odwiecznie zapomniany imiesłów naszego słowa posiłkowego, który 
(przy V s, nie es!) brzmiał staś, sii), z nalepem zaś z przodu istas ( §. 425 i 
429, 3). Mamy imiesłów ten zachowany po dziś dzień w przymiotniku isty, 
iście, istny. W takim razie należałby ten S st już właściwie do kategoryi 
l)rzyrostka stwo. Rzecz to jednak niepewna. 

§. 387. 3. Imiona z S silj Zfi: 

ba-śii, pieśń, pleśń — goła-źń , bojaźń , przyja-źń ( od V 2^ri , 
pr.zy, w s-przyja-ć, nie od jal), ku-źnia itp. 

Ojczyzna, ojcowizna, głowizna, twardzizna, dziczyzna, wło- 
szczyzna, francuszczyzna, meszczyzna (od meshi) pisane już zwykle 
mężczyzna, Chorążczyzna itd. 

O tym S w ogólności trudno jest coś pewnego powiedzieć. Tak np. 
niewiadomo, czy sn i zn tworzą dwie różne, czy jedne tylko pozycyą. Ja są- 
dzę, że to źa i zna będzie tylko fonetyczną odmianką zamiast śń i sna ; gdyż 
n (równie jak m) jest właściwie słabą głoską, choć nie ma tak jak inne 
słabe (np. h,d) sobie przeciwstawionej mocnej : będąc więc poniekąd słabą, 
przesuwała ona pewnie czasem (to znaczy: mogło tak być w pewnej epoce) 
poprzedzające ją s na (§. 83). 

Wyrazy w pierwszej grupie zebrane, i wszystkie inne podobne, będą 
miały to śń, źń znowu tylko przez nieporozumienie zamiast samego ń. Były 
bowiem takie rzeczowniki, jak przysta-ń, cie-ń, rdze-ń, przestrze-71 ; były takie 
jak waśń (z wad-ń) i kaś-ń: więc na wzór tych ostatnich mogły się zjawić i 



Przyrostki z dwóch spółgł. 59 

pie-śń, ha-śń itp. a to w niejednym razie i z tego jeszcze powodu, że np. pra- 
widłowe pie-ń i ba-ń zahaczałyby o pień, pnia i o bania, a dawniej bańh. 

Podobne też, choć nie w takim już stopniu zamieszanie co do 
znaczenia zachodzi i między rzeczownikami na i\sna a na i-na zakoń- 
czonymi. W pewnej sferze, nie ma żadnej zgoła pomiędzy nimi różnicy: 
porównajmy np. róiv)iina, dolina, nisina, luyżyna — di i^lassczyzna, 
icysocsyzna; albo cielęcina, wieprzowina, gęsina itp. a dziczy ma, 
głotoima; albo ojczyzna (tosamo pierwotnie co ojcoioizna) — a 
dziedzina (właściwie zagroda cz. majątek dziada, z uboczną 
staropolską, tosamo znaczącą formą dziedzizna). Co większa, pu- 
clilina i pniclilizna, twardzina i łiuardzizna; w innych słowian, na- 
rzeczach starszyna a u nas starszyzna^ tosamo znaczą. W innych 
razach jednak znowu jest różnica stanowcza, choć tylko konwen- 
cyjna; np. głoicizna a glowina, drożyzna a drożyna, niemczyzna a 
niemczyna itp. To n jest bowiem jednym z naszych najbardziej 
rozpowszechnionych SS i jak najrozleglejszego znaczenia ; mianowicie 
między innymi przeróżnymi jego funkcyami jest i zdrabniająca, 
a obok niej także i zbiorowa (collectiwna); tak np. deminutiva 
są deszczy na, liohiecina, dziecina, — przeciwnie bazgranina, łata- 
nina, jarzyna, dębina, brzezina, ogrodowina, ozimina itd. mają zbio- 
rowe znaczenie. Ilekroć zatem o to chodziło , ażeby taką formacyą 
na i-na postawić najdobitniej jako zbiorową, a przynajmniej jako 
nie zdrobniałą, wsuwano w nią owo z: drożyzna a nie drożyna, 
gloioizna a nie ghtuina "). Nie wyczerpuje to co się tu powiedziało, 
wprawdzie bynajmniej wszystkich możliwych kontrastów między ina 
a izna, gdyż tego ująć w jedne formułę niesposób; zawsze jednak 
Avidać z tego, że to z przed n jest tylko jakiemś konwencyjnem i 
pewnie dość późnem tego przyrostka wzmocnieniem. 

§. 388. 4. Imiona z S cllfi: 

córuchna, matuchna, rączuchna, nóżuchna, oczuchno, serduchno, 
życiuchno, — drobniuchny, maluchny, miluchny, samiuchny, świe- 
żuchny itd. 



*) Nawet meszczyzna było dawniej wyrażeniem zbiorowem i łączyło sig 
z predykatem pluralnym! Tak np. jeszcze Górnicki: .,0 łćm męszczyzna 
ku swej chlubie piszq.^' — ,,MeszGzyzna wołają na loielką rozpuatę 
btałychgłów^^. — ^,Przy patrz sietnnu, jako statecznie hronia męszczyzna 
%amków . . . '' 



60 Słoworód Imion. 

Sa to wszystko zdrobniałe i pieszczotliwe imiona, których 
posiada nasz jeżyk nader przeróżne postaci i kombinacye. W ogól- 
ności te sa nasze, z osobna wzięte, zdrabniające przyrostki: 

Iz i jego odniianka ^, n^ 1. 

Datuje one wszystkie z najodleglejszych już epok; mamy je, 
w tern znaczeniu, we wszystkich w^spółplemiennych językach: 
niewątpliwie nie były to zatem przypadkowe, bezmyślne i kon- 
w^encyjne, ale ze sfery prawych V^V^ zaczerpnięte SS. — Oh 
{c2, c) i ś mówiło sie już powyżej obszernie. S deminutiwny n 
uważam za zaimkowy V, funkcyonujący w roli przyrostka, z bardzo 
zbliżonem do zdrobniałości znaczeniem, także i w konjugacyi (§. 420); 
tak Y\i).raJ)ne, rąbnąć są takimi niejako zdrobniałymi (jednokrotny- 
mi) w porównaniu z r(tbię, rąhać... Co do S I, nie domyślam się 
jego (w tej właśnie funkcyi) początku: mamy go w takich oto 
imionach: synal, drągal, nosal, brzydal — ciottda, mahda,babtdait\). 

Otóż te wszystkie SS mają prawie w każdym języku, a szcze- 
gólniej w słowiańskich tę w^łasność, że utworzywszy w swój już spo- 
sób jakie imię zdrobniałe, mogą się potem jeszcze łączyć w w^szy- 
stkich kierunkach i nieraz po kilka razy ze sobą, ażeby to imię 
jeszcze zdrobnialszem i coraz pieszczotli Wiszem uczynić : np. od baha — 
bab/ta , baheczka ; albo babu^óa , babuw/ja , habiinieczJia ; albo babu7a, 
babu//a, babu^ec^y^a, babu?i;/A^a, habnlineczlu ; albo babu-sia, babu- 
6i;^/ta, babu5i«ec.0/ta ; albo hsihiichna, babu.s.:Z;a. 

* To hahuchna, hcihuszka, i w ogóle cały ten złożony S clm, a tak- 
samo i sze-k, sz-Jca, czy właściwie idzie z ś, czy 5? czy mówię jest to dalszy 
wytwór z habuś (= babuh'), czy z babus7 to dla mnie wątpliwem. Prawdo- 
podobnie jednak będzie to raczej s przekształcone na eh. A w takim razie 
dopiero to więc na i ka nadawałoby ,^babiichnie^^ i ^^bahuszce''^ ten odcień 
zdrobniałości , gdyż samo s i eh raczej zgrubia każde pojęcie. Wszakże tak- 
samo i babusek, całusek itp. s% pieszczotliwymi, choć samo babus obraźliwe, 
prawie bowiem tosamo, a raczej coś jeszcze gorszego znaczy, niż babsko albo 
hdbisko . . . 

§. 389. I). W obrębie drugiej kategoryi omawia- 
nycli tutaj 8S, t. j. złożonycłi z nosowej spółgłoski i 
czegoś drugiego po niej , mamy kombinacye następujące : 

nfc, Uff, lit, ncl, nchi i^i^- 



Przyrostki z dwóch spólgł. 61 

Te n i m, zlane ze samogłoską do której przypie- 
rają, w jedno brzmienie (§. 14), dają ąJc^ ęk, ąg , ęg, 
ąt^ §t, ąd, §d, ącJi, ęcli, ąb, §h, I to jest cały powód, 
dlaczego posiadamy tyle imion pochodnych takiego skła- 
du, że zdawaćby się mogło, iż w nich np. S k, g, t, d 
itd. doczepiony został do jakiejś nosowej końcówki te- 
matowej (odnośnych pierwotników), więc do jakiegoś 
ĄD i ĘD, jakich nie ma i nigdy nie było w językach. 

Oto okazy imion takiej budowy: 

tvnel', dziś toniiJc {V wzn); reht, obręcz, poręcs (V ra '•') 
pierwotnie r, §. 424); miesiąc (V mes, mieś, sanskr. 7nas = mie- 
rzyć, messen); paJąJc (?), zając (?); — takie ^Sik frasunek, kierunek, 
iuizerunek, stosunek, rachunek itp. także tutaj należą, lecz bezpo- 
średnio przybyły one z niemieck. gdzie się kończą na u-ng, n-nk. 

pstrąg, ksiądz, Książ, księżyc, książę, Grudziądz, mosiądz, 
pieniądz, wrzeciądz, ciemięga, włóczęga, łazęga (w Bibl. Zof. i ła- 
zęka), komiega (statek do spławiania zboża), mitręga, siermięga, 
moręga, księga, icardęga ( zagrodnik , chałupnik ) ; patceż (?)... 

dziewięć (z dewi-ntis), dziesięć, dziewiąty, dziesiąty. 

gawęda, łatęda, gowędo, Swarzędz, łabędź, krawędź, między, 
wszędy, kędy, tędy, stąd, z owad, zewsząd... 

[poiurząsło (V iwi^s w powróz i starosł. poior^zą zwiążę) tu 
nie należy, gdyż w niem sh wynikło z z-{t)ło, a to s do ^ należy, 
więc nazalizacya tu zaszła w pośrodku samego v^]. 

warzącbew . . . 

obręb, wyrąb, ręba-cz, ręby (V^ m); gołąb, głąb (V): może 
i zlęha , jarząbek , jastrząb . . . 

A zatem głównie k, g i d przed siebie takie n przybierają. 

'•^ For macy e, jak idąc, niosąc, majętny, umiejętny, icrząteh, majątek, 
cielęcy, cielątko, cielc{t) itd. tu nie nale/a; będzie o nich mowa w §. 393. — 



*) Cf. ramie, rab, dziś roh vi parobek, robo-ta\iŁ Jest to tensam V, który 
mamy w radio, rataj, [o)rać, rola itd. Właściwy V^ jest r; wtórny or 
i ra-, z trzeciej ręki ro6, rat itp. także za V już poczytane, w skutek 
czego jedynie mogło się tu a zwJjMić na o. 



62 Sloworód Imion. 

W takich zaś wyrazach, jak wątelc, smetelc, początek^ icyjątek , luziąłeTc, i ])0- 
czeły, wyjęty, wzięty, namict-ny, namiętność, powód nosowości w samym N^, 
np. mhU (w mnę, wspowmać) i innych taksamo na m lub n zakończonych. 

§. 390. O znaczeniu tego n przed następuj jjcym po niem właściwym S, 
np. k, g, (7, i o powodach jego tu przybrania, niepodobne ze stanowiska powyż- 
szych, własnych naszych okazów coś pewnego powiedzieć. W niejednym razie 
może się to tak mówić zaczęło bez żadnej zgoła szczególnej przyczyny (np. ko- 
vńega i także komiega ; miedzy a miedza) ; czasem też pewnie chodziło tylko o 
polubowne rozróżnienie w ten sposób np, takiego wyrazu jak ręh{acz) a rab 
(w ogólności robotnik, sługa) — o wszystkich jednak tego składa for- 
macyach trudno na tern mniemaniu poprzestać. Ze stanowiska niemieczczyzny 
i litewszczyzny mielibyśmy wszelkie powody przypuszczać , że te żywioły no- 
sowe powchodziły do wyrazów odnośnych kiedyś później dopiero i z intencyą 
ich zdrobnienia, jakkolwiek one tego znaczenia już dziś nie mają,. Tak 
np. w niem. S i-ng i u-ng (które to g wynikło tutaj z fc), a jeszcze częściej 
ling ( kompozycya ze wszystkich trzech deminutywnych SS : I , n , k) tworzy 
imiona po największej części zdrobniałe, patronymica i wyrażające, z czego 
co jest: kiesling krzemionek, liehling kochanek, jimgli^ig młodzianek, Jiornung 
rożek; Uenning, Griming \ic, jako nazwy rodowe, właściwie zatem patronym. 
wreszcie silberling pieniążek z srebra itp. Takie formacye nosowe znachodzą 
się we wszystkich j)odobno już staroniemieckich narzeczach, tylko gockie nie 
znało ich jeszcze. Obok kuning spotyka się tam i dawniejsza forma kanig, po- 
chodzenia niezupełnie jasnego, ale znacząca tosamo i poprzestająca na samym 
S gr (= /j). — Taksamo też i w litew. jest i kaningas i kunigas. Z tegoto 
kuningas, a raczej u nas kiedyś kuningias z kuningis , wyszło słów. kbnędzh , 
ktnęzb, nasze ksiądz. Obok zachowanych w litew. i takich jeszcze imion, jak 
kulikas albo kuUkis młócący, mołdernik , skimdikas pieniacz , kirtikas kosiec 
itp. z samem k, mają tam te wszystkie formacye, co z naszymi na nik {nędz- 
nik, rzeźnik) stoją na równi, już natomiast nie ni-kas , ale ni-nkas: knigini- 
nkas księgarz, laukininkas rolnik, mesinlnkas (mięśnik) rzeźnik, remestinin- 
kas rzemieślnik. Ani wątpić, że nasze nik{as) w rolnik, rzeźnik itp. będzie 
starszćm, niż to ich ninkas. 

Z tego wszystkiego taka konkluzya , że np. nasze księga , poprzednio 
kniega czyli kni\nga, było zdrobniałem w porównaniu z kniga, zachowanem 
w innych narzeczach. Potem jednak wypełzła z niego ta barwa, tak iż obecnie 
mamy prawdziwe deminutivum tej rzeczy dopiero w książka, książeczka. — Są 
to jednakże pytania ostatecznie jeszcze nierozwiązane. 

3. Przyrostki na pozór całosyllabne. 

g. 391. Przystępuję teraz do tych kilku SS w języku 
naszym, których całosyllabność w składzie rzeczo- 
wników i przymiotników odnośnych jest niby jawna i 



Przyr. właściwie participialne. 63 

niezaprzeczona (np. ka\7niefl, czciciel), a które przecież 
pomimo tego są, z rodu swojego taksamo z jednej tylko 
spółgłoski złożonymi SS, jak wszystkie inne l^ategoryi 
pierwszej (§. 370). Ta tylko pozorna całosyllabnośc 
takich SS pochodzi stąd, że są to właściwie ostatnie 
syllaby participialne, z S i czegoś drugiego, lub 
też z dwóch SS i końcówek złożone, które od razu 
w tej już gotowej całości weszły w skład rzeczowników 
lub przymiotników odnośnych, jak gdyby były całostkami 
jednolitymi. 

SS tej kategoryi mamy następujące: 

1. man^ mień, man\a^ mn\a, mn\o, mię; 

2. tr, tofj ter, tel, der, ciel, dziel, dziel, tr\a, dr\a, 
tr\o, dr\o, dl\o itd. 

3. ąt, ęt (z dht)\ 

4. ęt, ąt (z int)\ 

5. sz\y , dawniej t^s^cI^. 

§. 392. 1. Oto okazy imion z S man , mień^ mię itd. 

licz|man, łach|man, suk|mana, ka|mion|ka, trujmna, gujmno; — 
kajmieii, krzemień, promień, płomień, strumień, rzemień, jęczmień; 
znaimig, brzemię, ramię, strzemię, imię itp. 

'" Dokładniejsze szczegóły o formacyi i o przeszłości tych imion 
zawiera §. 431. 

2. Imiona z S tr, tor, ter^ teł, cier, ciel (cioł)j dr, 

dzier, dziel, tra, dra, tro , tło, dro, dło: 

a. wiajtr, wiater, bra|t (ale dawniej hrati% porówn. hrater-slcf, 
hrater-sttco) , boha|ter, pasjterz, pasterka, ma|cierz, maciora, siosjtra, 
córa (z d^córa czes. dcera); obywajtel, pę|tel, pętli-ca, czcijciel, 
mściciel, wielbiciel, przyjaciel, przyjaciółka, czcicielka, dzięcioł, chru- 
ściel, kądziel, gardziel; piętro, puzdro, gardło, radło, skrzydło, my- 
dło, szydło, prawidło, dziąs(t)ło, masło (z maztłó) , wiosło (z wioztło), 
przęsło (z przed-łło), czysło {('zyt-flo\ siodło i sioło, jasło, krzesło. 



64 Sloworód Imion. 

{Pudło w obydwóch swoich znaczeniach, jako naczynie i spu- 
dłowanie na łowach, pochodzi z łać. i niem. Porówn. hidelhis, 
die Pudel, Biitłe; i der Pudel spodłowanie ). 

b. śmierj^e?-ny, nieskazijtel-ny, wierzyjtehiy, rzejtehiy ( = źrze- 
tel-ny, v^ .źr.ze w uźrzeć, ujrzeć), a podług tego i czyt|elny itp. 

c. w|fóry (wx-tory, a to z luątory ^ w-tw|tery, litew. antras 
drugi, niem. anderer); który ( = Z'(a)-for«/, właść. kto z dwóch). 

" Jak sie te wszystkie, na pozór tak różnorodne i najrozma- 
itszego już znaczenia imiona wytworzyły z jednego tylko źródła? i 
co sądzić należy i ich przyrostkach? — o tem powiedzieć dopiero 
będziemy mogli w Etymologii werbalnej , mianowicie w §. 432 i nast. 

g. 393. 3. Imiona z S ąt [ant): 

id|fl^c, nios|c/c, będ|ą,c, ma|jąc, WTzjąjC, wrzący, umiejąc itp. 
ma|j^/e|k, wrz|a^e|k; maj^^ny, umie-jefny. 

'*' Punktem wyjścia dla tych wszystkich „r/c", „o^i" i „f^" było 
mi\i'. idąc z id\(m\t^ mając z maj\(m\t^ umiejąc z umiejmt. Jak 
sie to dzisiejsze ąc wytworzyło z cmfł o tem mówiliśmy obszernie 
w §.330, a jak i gdzie się samo to (m^ zawiązało ? powiemy dopiero 
w §. 452. — Wyrazy majątek i icrząteh są co do formy rzeczowiiikami 
zdrobniałymi; pochodzą od imiesłowu mająt^ torzcii, któreto formy 
nie były jeszcze wtedy przetworzone na mając, iwząc. A majet\ny 
i umiejętny są to takież pochodniki dalsze odnośnych imiesłowów 
na ąt, ze znaczeniem przymiotnem. 

4. Imiona z S ęt (int): 

mcicrsę (□ zwierzet, §. 150), hsiążę (= ksiąg-int, od Isiąg- 
{las\ Icsiąds = młody „ksiądz" w znacz, princeps); dsiecie (właść. 
Situgling, od imiesł. dzit^ zachowanego w dsiat\hl\ \^ d.zi ssać, 
widzialny np. w dój, doić); Jcocię, źrebię, cielę, kurczę itd. 

dziecięcy, zioierzęcy, książęcy itd. ( ksiąg-int-ias, z czego hsią- 
żęc% , a z dodanym artykułowym zaimkiem i , Jcsiążęc^i cz. książęcy). 

" O zawiązku tego int czyli ^^, i o pierwotnem a właściwem 
znaczeniu tych wszystkich, młodocianość wyrażających rzeczo- 
wników, będzie sie mówiło dokładnie niżej w §. 4G0. 



Przyr. właściwie participialae. 65 

§. 394. 5. Imiesłów z S s%y {^sz-i)\ 

jadjszy, piekszy, bijWjSzy, dawszy, by wszy, zrobiwszy, spłyną- 
wszy, pokochawszy itp. 

■^ Te przysłówki participiahie , właściwie locatiwy sing. od 
zaginionego już dziś nominatiwu jad^ jad(sz)^ iGid{s)^ jad^{s), 
pierwotnie jadus^ a taksamo i piehis, hiicus itd. są co do rodu 
identyczne z imiesłowem „posiłkowym" jadi (jadtuis)^ ocalonym 
tylko w nomin. i mają to swoje szy zamiast 3Ł5^-^ (^ jest końcówka 
locatiwu), poprzednio zaś usd. Punktem wyjścia było tu us, a ra- 
czej ut. Z czego, kiedy i gdzie sig to it\s, u\t zawiązało? to sig 
dopiero w §. 466 okaże; a w jaki sposób z tego zawiązku dzisiejsze 
S.Z1/ się wytworzyło? o tem ob. w tomie I. §. 331. 

** W tych wszystkich trzeciej kategoryi SS , a raczej charakterysty- 
cznych syllabach, właściwymi przyrostkami są, tylko same tem, n , t, r, wre- 
szcie s z t wytworzone. W tej zarodowej jednak postaci ukaże nam te 
składniki dopiero uprzytomniona geneza konjugacyi, a na teraz na tem po- 
przestać musimy, co się tu powiedziało. 

4. Przyrostki rzeczywiście całosyllabne. 

A. Przyr. shvo {hstiv\o). 
§. 395. S słwo — dawny, dziś zapomniany rzeczo- 
wnilv, pochodny od słowa posiłkowego jestem, a zatem 
znaczący We sen, odola — tworzy z wszelkiego rodzaju 
imion (rzeczowników, przymiotników, imiesłowów, za- 
imków itd.), niełdedy nawet z V^\^, pocliodniki tyllvO 
rzeczowne i wyłącznie n i j a 1^ i e g o rodzaj u. TalvOwe 
wyrażają przymiot (męstwo)^ powołanie i zawód 
(s2eivstivo, macierzyństiuo) ^ własność i godność ('pań- 
stwo^ hrabstwo), zbiorowość (duchowieństwo, potomstwo^ 
o%i(;a^e^c)^t6'o), słowem przeróżne pojęcia , ale zawsze ogól- 
ne i oderwane (abstracta). Wyrażamy wszełako przez 
takie rzeczownild na stwo , o(w)-stivo w drugiej linii także 
męża i żonę jalco jednostkę zbiorową, jako parę je- 
duem wyrażeniem lub nazwiskiem objętą, np. ci państwo, 

Uraui. llist. Por. II. 5 



f>G Słoworód Imion. 

ci starostwo, Janosiwo albo Janowstwo, Antonio(tv)stwo, 
Soltyko(w)stivo. 

Okazy imion z S stwo ogólnego znaczenia: 

dostojeństwo (od dostojen czyli dostojny), podobieństwo, mał- 
żeństwo ") , wielożeństwo , a podług tej analogii i starsmistiuo, pier- 
wszeńsftoo; macierzyństwo, ojcostwo i ojcowstwo, królestNYO i królew- 
stwo, żydostwo i żydowstwo; księstwo, bóstwo, męstwo (nie Jcsie:^- 
tiro , hó^tico , męstwo ! ) ; głupstwo , hrabstwo , państwo , szaleństwo, 
pijaństwo, niedbalstwo, opilstwo, złodziejstwo; sieroctwo, robactwo, 
województwo, niedołęstwo, towarzystwo, obywatelstwo, potomstwo, 
probostwo, dziado(w)stwo itp. 

W tern ogólnem przymiotowem znaczeniu mają te wszystkie 
na stivo zakończ, imiona, nawet i zbiorowość wyrażające, zawsze 
rodzaj nijaki. 

Okazy imion z S stwo^ znaczących męża i żonę: 

stryjostwo, wujostwo, hrabstwo, księstwo, Millerowstwo, Gille- 
rowstwo , królewstwo , cesarstwo , państwo , generalstwo , namiestni- 
kostwo, pułkownikostwo, Józefostwo, Ignacostwo itd. 

Iizeczownikom na stivo w takióm znaczeniu użytym, jakkolwiek 
i one w gruncie są nijakiego rodź., dodają się jednakże wszelkie 
epitety i orzeczenia (predykaty) zawsze w męskim rodzaju i licz- 
bie mnogiej. Tak np. ci pamtwo ohoje tam talże byli; id§ do 
znanych ci gencralstwa Skrsynecldch z wizytą ; kochanym stry- 
jostwu moim wiele zawdziecmm itp. Nigdy zaś nie możnaby tu po- 
wiedzieć np. tak : „donoszę szanownemu państwu pułkownikostwu, 
że moje stryjostwo już do Lwowa przybyło, lecz księstwva (albo 
prezesostwa) w domu nie zastało, ponieważ ono oboje już od 
dwóch tygodni bawi w Paryżu". Taką stylizacyą każdy by wyśmiał, 
a nawet mało kto by to rozumiał. 



Pochodzenie tego wyrazu; z mał (mą,ż, porówii. niem. GemaJd^ fermcih- 
len) i żona. Dawniej mówiono i maźeństwo ( mg;ż-żeń-stwo — mamy to 
np. w Psałt. Wróbla). To złączenie dwóch imion w jedno przypomina 
sanskr. mata\pitar\au (matka i ojciec), pita\putr\au (ojciec z synem) itp. 
w których do dwóch spojonych ze sobą rzeczowników dodana jedna 
końcówka dualna {ait) czyni z nich jedno pojecie zbiorowe. 



Przyrostek sUvo. 67 

* Wyjątek jednak od tego stanowi samo to wyrażenie małżeństwo, które 
nawet w znaczeniu obojga małżonków przybiera zawsze tak epitety, jak 
predykaty tylko w licz. pojed. i rodź. nij. np. „I to małze7istivo nie saiusze 
zylo ze sobą iv zgodzie'-^. 

"" W taki sposób nasze imiona na stwo łączą, w sobie często 
dwa, nieraz nawet i trzy zupełnie różne znaczenia: ci luujostwo a 
t o ivujostivo (Onkelschaft) ; ci generdlstwo a to generalshvo ; ci pa^^- 
sttoo a to pańsUvo , który to wyraz znowu może być synonimem 
pańskości lub też znaczyć dominium, Staat; taksamo hrah' 
stwo (godność hrabska, hrabstwo w terrytoryalnym sensie, i hrabia 
łącznie z hrabiną)... 

§. 396. Dołączam teraz do tego jeszcze kilka uwag, dotyczą- 
cych formalnej strony tych wszystkich rzeczowników. 

1. W samym tym S stivo upatruję zatem dawny słowny rze- 
czownik, utworzony bezpośrednio ze supinum słowa posiłkowego, 
t. j. z formy stu : tak bowiem brzmieć musiało supinum od ^ i bez- 
okolicznikowego tematu s (nie as^ es, jcs, §.425), urobione w myśl 
zasad wyłożonych w §. 430, 2. Tak jak się z bezokoliczników hiti, 
szyłi itp. wytwarzały wiadome substantiva verbalia hiti-j-am, szyti- 
j-am — ztego hitije, szytije — dziś hicie, szycie (§.326); tak jak od 
zaginionego już odwiecznie infinit. S2,\szwsti zusammengehen (v^ szwd 
zachowany w szedł) znajdujemy pochodny i w starosł. używany 
rzeczownik s^szhstije^ a od s^niti znijść, zejść się, s^nitije: tak 
też i od supinów dawały się w tensam sposób takie rzeczowniki 
urabiać, a to za dodaniem tu do supinowego it, końcówki (temat.) 
a albo i. Tak np. dosunąwszy i do supinum od umrę, brzmiącego 
mnrtu (V mr)^ osięgało się jako nijaki rzeczownik werbalny umrtu-i — 
umrtwi: po zamienieniu tej formy potem na A^ o złożonej 
końcówce i-j-a, w nomin. ijam (§. 317, 3), powstało z tego unirtwi- 
jam — z tego zaś umrttuije umarcie. Podobnie ze supin. szwstu 
(V szh.d) wynikło szwstioije pójście: obydwa te imiona {iimrticije 
i szhshcije) rzeczywiście znachodzimy w textach starosłowiańskich. 
Otóż takichże pochodników rzeczownych dostarczyło i owo supinum 
shi^ mianowicie shuije^ urobione w tensam sposób co tamte obydwa 
przykłady — i shvo jako formacyą od razu A-tematową : stu-am — 
siwam — słtco. W s a m o i s t n e m używaniu nie znachodzimy wpra- 
wdzie tych rzeczowników oni już nawet w starosł. języku: jako SS 

5* 



G8 Słoworód Imion. 

jednakże liinkcyonowaly one tam jeszcze obydwa (np. cesarwshco i 
cesayhstwijr). U nas po dziś dzień znany jest tylko S sUvo, czy zaś 
i stnije, siwie było kiedy tutaj w użyciu — niewiadomo. 

2. Jakkolwiek to stwo (a taksamo i shcijc) samo jedno było 
formacyą urobioną, normalnie: musiała jednak być w obiegu i forma 
uboczna isfwo^ AYzmocniona nalepom i (§.425), które to i widzimy 
np. i w tych z tegoż V s zrodzonych wyrazach: za-isłe, ishiy, 
isinośó^ istota; następnie w przestarzałem ist, ista^ isto; isty, a, r; 
iście, istośó^ iśctzna itd. Należało to bowiem już do szczególnej wła- 
ściwości tego v^.9, że jego formy konkretne to się pojawiały czyste, 
bez żadnego nalepu ") — to znowu z nalepami , a takimi było i 
albo a (to a zwątlone u nas na r, z przydechem ,/ (w myśl §. 58) 
je^ mamy np. \n jest i wytworzonem z tegoto „jest" np. jestem, je- 
steśmy, jestestwo, a niegdyś i jestwo , jestnośó itp.). — Otóż to isttco 
w^zieło w codziennem użyciu snąć nawet górę nad czystem sttoo, i 
zwątlało w przyrostkowej swej funkcyi później na hstiuo, np. pań- 
wstivo z pan-istifo, riie(ll)al-h.stwo z nicdhał-lstwo , niedhcdistwo: 
zmiękczona (przez i) poprzedzająca ten S spółgłoska, pozostała tu 
już miękką i i)0 odrzuceniu z czasem z tego wszystkiego tych je- 
rów, o ile na to (jak właśnie co do tego ń \ 1) pozwalała głoso- 
wiiia. W innych razach spółgłoska ow^a twardniała wtedy napo- 
wa^ót (np. yospoilarstico, różnotoierstwo^ zamiast dawniiejszego rjospo- 
(lar.v{w)stivo , róinoivier.v(u)stiuo , §. 87, 2), all)o też praktykowały 
się tutaj znane nam już z głosowani zasady zbitek (§. 92): toiua- 
rzystwo zamiast toicar.zysr4h.)stivo, rohacttoo zam. rohacz{h)stivo, sie- 
roctwo zam. sieroć(t^)stn'o, tuojewództiuo zam. wojeivodź{w)stwo, a tak- 
samo i męstwo zam. mei'(w)stiuo , bóstwo zam. ho.ż(h)stwo, księstwo 
zam. lcsięż{h)stwo. W starosł. języku wszystkie te formacye dawniej- 
sze (mążLStwo, bożkstwo, robaczkstwo itd.) widzimy naocznie jako 
właśnie jedynie jeszcze panujące. Przez proces ten zatem przeclio- 
dziły rzeczywiście te wszystkie Vyrazy. 

'*') o runnacli Ijeziialcpow^^ch tuj^o słowa posiłkowc<co luówi się obszernie 
w §. 425. Tu dodaję, że jest w mowie ludu wielkopolskiego i zamiast 
istny w o])iegu siiuj, np. „to stuy ojciec" (mówig-c o dziecku zupełnie 
do ojca podobnem). Tak jak owo istny jest pochodnikiem z isty, tak 
to siny z sty się wyrobiło; a to .s*^^, isty był to właściwie imiesłów 
(jak hify od hh:). 



Przyrostek sticu. Qd 

3. Co si§ tyczy takich na oicsttco, osttuo, ewstwo, cstwo za- 
kończoiiycli w^Tazów, jak Jano{iv)stivo , żydo(tu)stiuo , stryjostwo, 
tuujosiwo, JiTÓIestwo: to (zdaniem przynajmniej mojem) nie może 
żadnej wątpliwości podlegać, że te imiona przedewszystkiem zbio- 
rowe, a dopiero obok tego i oderwanego znaczenia wytworzone 
zostały z liczby mnogiej odnośnych pierwotników, a więc z Ja- 
noioie, żytloicle, sfryjoKie, Iróloiutr a raczej (jak sie dawniej mó- 
wiło, §. 74, 3) hrólewic, za dodaniem do tych nominatiwów — 
ogołoconych z końcówki swej skłonnikowej e — przyrostka h^stico. 
Jakoż w starostów, kończą się wszystkie takie formacye stale i bez 
wyjątku na oiu-hstwo, cw-hshco. W dzisiejszym naszym języku, po 
odrzuceniu tego h pozostałe ivstwo, wymawia się powszechnie w rze- 
czywistej ustnej mowie bez tego iv jako tu zbyt trudnego do wy- 
mówienia ( Jtróleiustiuo brzmi zupełnie tak jak jestesttuo). Ta właści- 
wość wymawiania oddziałała i na pisowMiią, która co do tego 
punktu nad wszelki wyraz jest chwiejną, w jednych razach to iv 
pisząc, w drugich najczęściej je wypuszczając. Niekiedy przestrzega 
się takiej tutaj zasady, że np. hrólcstwo znaczy regnum, a ,^oJ)OJ6 
Jcróleivsłivo^^ króla z królową. Z etymologicznego stanowiska nie 
można jednak na to się zgodzić , żeby królestwo było wytworzone 
z czego innego, jak Irólewstiuo , np. to z h'óletvie, a tamto z hról; 
gdyż w takim razie nie mielibyśmy „królestwa", lecz lcr6lstivo. Jest 
to zatem konwencyjna chyba i utylitarna tylko różniczka, która 
zresztą bynajmniej nie wystarcza na każdą potrzebę; tak np. stry- 
joshuo, icujostwo, Antoniostwo itd. mówi się stale i o parze mał- 
żeńskiej. — Postawić tu z mojej strony prawidła, jak się zawsze 
ma pisać — nie czuję się powołanym. Pisownia z zatrzymanem 
IV ^ teoretycznie w każdym wyrazie jest uprawnioną i nikt jej spra- 
wiedliwie błędną nie nazwie. Uznać jednak wolno każdenui pewnie 
i rzeczywistą całego już narodu Avymowę ; gdyż nasza ortografia nie 
jest przecie francuską ani angielską, żeby pisać koniecznie musiała 
brzmienia, obecnie w danych razach już w mowie nie istniejące. Z tej 
przyczyny ja co do mojej osoby daleki od tego jestem, żeby zaliczać 
do błędów ortograficznych formy bez w; a już wygłaszać z przyci- 
skiem tego w w ustnem mówieniu, w każdym bez wyjątku wyra- 
zie — tego bym nawet nikonm nie radził, gdyż zakrawałoby to na 
dziwactwo i i)uiTzm posunięty aż do śnueszności. 



70 Słoworód Imion. ' 

B. Przyrostek 55-?/, ejsz-y , ej (is). - 

§. 397. Przyr. ejszy , c;, szy , o którym tu mówić 
mamy, nie ma żadnej etymologicznej wspólności z S s^ 
do składu rzeczowników wchodzącym (§. 372 i 376). 
Jest on rzeczywiście calosyllabny , wytworzył się bowiem 
ze zgłoski is; funkcyonuje w obrębie sam^^ch tylko przy- 
miotników i pochodnych od nich przysłówków, mianowi- 
cie w obydwóch ich stopniach wyższych, compara- 
tiwie i superlatiwie. Tak więc nadarza nam się wreszcie 
sposobność pomówienia w ogólności i od razu w wyczer- 
pujący sposób w tem miejscu 

O Slopniowanitt przymiotników. 

Oprócz wszelkich owych względów, pod którymi ró- 
żnią się znaczeniem między sobą wszystkie nasze w ogól- 
ności imiona, mają przymiotniki jeszcze i zdolność wy- 
rażania stopniowej (niejako ilościowej) pomiędzy 
sobą różnicy. Widzieliśmy w ustępach poprzedzających 
już i w obrębie rzeczowników pewną że tak powiem ru- 
chomą skalę cieniowania ich znaczeń — bądź to zdra- 
bniając , bądź też zgrubiając zwyczajną takowych miarę : 
nazwaliśmy formy takie zdrobniałymi i zgrubiałymi 
rzeczownikami. Otóż ta co do miary i stopnia ruchoma ilość 
znaczenia daje się w przymiotniku jeszcze wybitniej a 
rozmaiciej wyrazić : nie tylko bowiem posiadamy tu takie 
oto na tle danej właściwości coraz inne odcienie , jak 
biały, białawy ^ bieluchny^ bielusi, bieluteuJci — albo mały, 
malusi, malucliny, maleńkie malineczJd, którymto odcie- 
niom dotrzymuje kroku i niejeden rzeczownik ; ale zna- 
chodzimy tu jeszcze i stałe, raz na zawsze przyjęte ró- 
żnice stopniowania nierównie dobitniejszego, jakiego nie 



stopniowanie przymiotników. 71 

jest zdolnym żaden rzeczownik, mianowicie takie formy, 
jak lialy^ bielszf/, najbielszy — mały^ mniejszy, najmniejszy. 

Tę właściwość przechodzenia całej jal^by drabiny 
przeróżnych i w jakimikolwiek kierunku stopni przez pe- 
wien dany przymiotnik nazywamy w ogóle i w obszer- 
niejszem tego wyrazu znaczeniu jego stopniowaniem (gra- 
datio, Steigerung). W ściślejszym jednakże sensie rozró- 
żniać tu należy manipulacyą dwojaką: stopniowanie samo 
w sobie czyli bezwzględne, i stopn. porównawcze. 

Bezwzględne stopniowanie (absolute Steigerung) sta- 
nowią, takie danej właściwości odcienie, jak hialy j biała- 
tvy, bieluchny; mały, pomniejszy^ maleńki; śliczny dzień, 
śliczniuchny robaczeJc, prześliczny obraz, jak naj śliczniej szy 
widok itd. Tu bowiem podnosimy i zniżamy przymiot rze- 
czy samej w sobie — bez względu na to, czy tam coś 
drugiego jest od niej śliczniejsze, czy nie. 

Porównawcze stopniowanie (yergleichende Stei- 
gerung) przeciwnie wtedy ma miejsce, kiedy rzecz jaką 
porównywamy z innymi rzeczami, które są tejże samej 
własności, co tamta, ale ją mają może w różnych sto- 
pniach; np. dąb jest równie pięknem drzewem, jak lipa; 
wiosna jest przyjemniejsza od zimy. Człowiek ze wszy- 
dkicli stworzeń na ziemi jest naj doskonals zem. 

A. Stopniowanie Porównawcze. 

§. 398. W obrębie stopniowania porównawczego, które 
jako najważniejsze przedewszystkiem nas tu zająć powinno, 
rozróżniamy mianowicie trzy różne stopnie własności 
przywiązanej do jakiego przedmiotu, porównywanego z in- 
nymi rzeczami tąsamą obdarzonymi własnością. 



72 Sloworód Imion. 

Każdy z ty cli stopni wyraża się przez jeden i ten- 
sam przymiotnik 5 ale takowy pojawia się w każdym sto- 
l)niu w innej postaci. 

Te trzy różne postaci danego przymiotnika nazywa- 
my: stopień równy (positivus) np. dtugi — stopień 
wyższy ( comparatiyus ) np. dłuższy — i stopień naj- 
wyższy ( suj)erlativus ) np. najdlmszy. 

Przez formę stopnia równego dajemy do rozumienia, 
że własność tej rzeczy, o której mowa, zupełnie doró- 
wnywa własności jakiego drugiego przedmiotu. 

np. Była to dziecina jpięlcna, jak anioł. — Nasz mar- 
szałeJc poiuażny, jak senator, a mądry, jak Salomon. 

Przez STOPIEŃ wyższy wyrażamy, że własność o jaką^ 
cliodzi, jest w jednej rzeczy w pełniejszej mierze i większej 
sile, aniżeli w jakim drugim przedmiocie. 

Sionce jest tvi§kszej niż ziemia. Jakób jest starszy 
od Fawła. 

Przez STOPIEŃ najwyższy nareszcie wypowiadamy, że 
rzecz jakaś posiada pewną, własność w najwyższej sile 
między wszystkimi przedmiotami, z którymi ją, poró- 
wnywamy. 

Ten ze wszystkich najszczęśliwszy ^ który łaski dr u - 
(jich nie potr żeluje. — I papier jest biały ^ i kreda biała, 
ale śnieg ze wszystkiego najbielszy. 

" Wiedzieć należy, że sposób si)ajanica dwóch albo więcej przed- 
miotów z sobą porównywanych, przy każdym stopniu jest inny. 

W stopniu równym używamy do tego jedynie spójnika 
jak; np. silny, jak leto; maty, jak mróiuka. 

W stopniu wyższym można myśl oddać rozmaicie: albo 
przez spójniki 7iiż, niżeli, aniżeli, niźU, zamiast których czasem 
też i tutaj używają ^aZ; (np. miał tcigcej ivojska, jak trzy tysiące), 



o stopniu równym. 73 

choć tego chwalić nie można; albo za pomocą przyimków itacl, od — 
albo wreszcie przez sam ligi przypadek. 

np. Trzy r0ec0y w sdacJiccJcmn mieście naganne: dwór wy^smj, 
niżeli Jiościói; Jcarc^ma ohasalsza niż ratiiss; psiarnia hitdowniej- 
sza, ni źli szpital, Rysiński. Zamiast tego możnaby także powiedzieć: 
dwór wyższy nad Jcościói; Icarczma okazalsza od ratusza; — sam 
zaś przyp. ligi przywiązany jest tylko do pewnych wyrażeń , np. mur 
wyższy dziesięciu sążni', miai tuojsJca tuięcej tysiąca, itp. 

Jeżeli jednak przy stopniu wyższym położona jest negacya, 
np. ten dwór nie jest toyższy, jak kościół; ta kccrczma nie jest 
okazalsza, jak ratusz: wtedy nie używamy już spójników niż, ni- 
żeli, aniżeli, lecz jedynie jak. Myśl bowiem w takich razach jest 
ostatecznie taka, że skoro coś nie jest od drugiego większem ani 
mniejszem, przeto mu jest równem : porównanie takich dwóch rzeczy 
wyraża się zatem , jakby było przez zwyczajny stopień równy oddane. 
Przyimki nad, od mogą się zaś używać i w takich razach, tak jakby 
przeczenia nie było ; np. dwór nie jest okazalszy od ratusza, itp. 

W stopniu najwyższym nakoniec używamy przyimkó w : 

z, między, pomiędzy, z pomiędzy. 

Sokrates hyi uznany za najmędrszego z Grekóic. Stal naj- 
twardsza jest między wszystkimi kruszcami (albo z pomiędzy 
wszystkich kruszców). 

W szczególności o stopniu równym. 

§. 399. Przejdziem teraz po lvolei to wszystko , co 
w szczególności wiedzieć należy o każdym z tych trzech 
różnych stopni przymiotnych. 

Co się tyczy nasamprzód stopnia równego, nie po- 
siadamy i nie potrzeba na wyrażenie tego stopnia żadnych 
odrębnych znamion: każdy przymiotnik, w przyrodzonym 
i normalnym wzięty swym kształcie, położony jest wła- 
śnie przeto w swym stopniu równym. 

Określać zatem urabianie stopnia równego — jest to tosamo, 
co roztrząsać zasady, jak i z czego się w ogólności przy- 
miotniki formują? 



74 Stopniowanie przymiotników. 

Na to pytanie daliśmy już właściwie odpowiedź, a to całii, aż 
dotąd wyłożoną osnową, niniejszego i także poprzedzającego rozdziału, 
dotyczącą słoworodu imion w ogóle, do których i przymiotniki sio 
liczą. Dla dokładniejszej ewidencyi jednakże nie zawadzi zestawić 
tu jak najkrócej w jednym poglądzie to wszystko, co w odniesieniu 
do przymiotników z całego tego rozbioru w ostatecznym rezultacie 
wynika. 

Przymiotniki, taksamo jak rzeczowniki, są albo pierwotne albo 
pochodne. Pierwotne składają sie tylko z v^ i końcówki; pochodne 
ukazują albo pomiędzy obydwoma tymi składnikami w środek wsu- 
nięty przyrostek, albo też mają dwie końcówki. 

Zaliczamy do przymiotników pierwotnych zatem np. na- 
stępujące : 

zły, V .ea?; miły, ml:; zdrów, liru; suchy, s^ch; luby, żywy 
(wtórny V śyni); kruchy, cichy, lichy, — czczy (taszczy, V łzsJc); 
tani, głupi; — boży i ubogi, psi, kozi, koci, woli, pawi, kurzy itp. 
Krom tego należą tu staropol. milosiercU (dziś miłosier(d)ny, V srd), 
stonóg, stonogi, laskonogi, długouchy, drzewołomy, chytrobiegi, 
czarnooki, rudobrody, czarnobrewa ( v^ hnt ) , złotousty itd. 

♦ W przymiotnikach powyższych na 2/> iip. ^-iy, kończy się □ na b, 
niegdyś a (albo u); w przymiotnikach na /, np. tani, czczi czyli „czczy^^, koń- 
czy się □ na i,, niegdyś i albo ia {tani, iiiSkia) : te końcówki tematowe 'b i h, 
z dodan3'^m do nich potem (§. 100) artykułowym zaimkiem i, tworz;^; razem 
dzisiejsze już prawie stałe zakończenie (w nom.) przymiotne y, i. W stonóg, 
Bogu-mił, milosierdż itp. mamy wyjątkowo formy jeszcze bez tego i, zakoń- 
czone na samo b i na b , dzisiaj już odrzucone. 

Takie wyrazy, jak nhogi, boży, koci, icoli itd. uchodzą powszechnie za 
urobione od rzeczownika hóg, kot, wół; jest to jednak mylne zapatrywanie. 
Być wprawdzie może , że te rzeczowniki w samej rzeczy są od nich starsze 
t. j. wcześniejszej daty, i że one to dopiero dały powód do utworzenia tych 
przymiotników : jednakże nie ma żadnego powodu tak tej rzeczy przedstawiać, 
że np. z tematu rzeczownego kota (AO) a zostało odrzucone, a i natomiast 
doczepione i że na tej dopiero drodze przyszedł do skutku przymiotnik koti 
czyli koci (1Q). Daleko prościej jest i kot-a i kot-i bezpośrednio z tegosa- 
mego punktu wyjścia wywodzić, t. j. z kot jako \/. Odległość przymiotnika 
koć (kotb) i rzeczownika kot (kot'b) od \/ jest w obydwóch razach ta sama, 
i tego tylko nam się tu trzymać należy, jak zaś szły rzeczy po 
sobie w zewnętrznej historyi tych dwóch wyrazów, to dla nas i zakryte i 
obojętne. 



o stopniu równym. 75 

Przymiotniki nakoniec w powyższej grujjie złożone, jak złoto iisty> 
sto n óg, dłuf/o u cliy itp. uważać trzeba co do tej drugiej ich części ( pierwsza 
bowiem taksamo w tej kwestyi jest obojętną, jak i przybranka u np. w n\hogi) 
za równie pierwotne wyrazy, jak rzeczownik usta, noga i ucho. Tematy tych 
rzeczowników i tamtych przymiotników mają tęsamę końcówkę i brzmią 
zupełnie jednako; a więc nie może w żaden sposób o tem być 
mowy, żeby jeden od drugiego pochodził. Jest to jeden tylko D? mający 
zarówno przymiotne i rzeczowne znaczenie; sama tylko dopiero dążność, ażeby 
te dwa znaczenia się nie plątały ze sobą, sprawiła że tych imion w znacze- 
niu przymiotnem nie używamy inaczej, jak tylko w postaci złożonego 
wyrazu — podczas gdy w pojedynczej postaci upatrujemy w nich kon- 
wencyjnie rzeczowniki. 

To cośmy tu powiedzieli, nie ściąga się jednak do takich wyjątkowych 
formacyj, jak np. stugłowy: to „s^zt" (a nie sto) bowiem daje nam tu widzieć, 
że ten przymiotnik, nie posiadający ani S żadnego ani nawet własnej temat, 
końcówki, wyszedł z już gotowego genit. „stu główb", za dodaniem do tćj 
formy samego tylko i jako owego artykułowego zaimka (§. 190). W tym razie 
przeto jest to rzeczywiście pochodnik w stosunku do głotca. 

g. 400. Przymiotniki pochodne urabiają, sie: z pierwotnicj- 
szych przymiotników, z rzeczo\Yników, zaimków, słów, a nawet 
przysłówków. 

Okazy : z przymiotnika biały pochodzi hiaławy, bieluchny ; z okrą- 
gły — oTzrągławy] z rzeczownika bóg — bogaty, boski (bożb-ski); z sęk — 
sękaty; z zaimków mamy np. sioojskij poivs2echny, potomny, nikczemny, oso- 
bny, osobisty; ze słów — ładowny, loarowny, rękodajny, mściicy, bitny; 
z przysłówków — tutejszy, tamtejszy, obecny, takowy, dzisiejszy, icczoraj- 
szy, niniejszy, teraźniejszy. . . 

Na zdolność wytwarzania ze siebie przymiotników pochodnych, 
nie wywiera żadnego zgoła wpływu ani rodzaj gramatyczny ani też 
ta okoliczność, czy pierwotnik, od którego sie jaki przymiotnik ma 
zrodzić, jest i sam już wyrazem pochodnym, czy przeciwnie z swego 
V zrodzonym. Równie także i to tutaj po większej części jest obo- 
jętnem, czy ów wyraz pierwotniejszy względem V swojego jest pier- 
wszolinijnym , jak np. cześć, czy o kilka pośrednich już generacyj 
odległym , np. cześnihleivicz. Tak jak bowiem od cześć mamy czcstny, 
zacny (za-czstny) , tak też od cześnikiewicz pochodzi cześnikieiciczów, 
cześniJcieiviczoiva, cześnikiewiczoivsli. (Porówn. jednak niżej §. 402). 

Teraz pytanie: w jaki mianowicie sposób z tych wszystkicli 
pierwotników urabiaj}]; się przymiotniki? — W ogólności w sposób 



76 Stopniowanie przymiotników. 

dwojaki: 1. dodając do ich tematu sarnę tylko nową, wiec drugą 
końcówkę (dziś już prawie zaw^sze A-tematową, t. j. (x), «, o); 
2. dodając do ich tematu przyrostek, a dopiero po nim końcówkę 
(x^.-tem. albo I- tematową). 

1. Okazy przymiotników urobionych z pierwotnika sw^ego za 
dodaniem doń samej tylko drugi (^j końcówki: 

łatwy, łatwo [łatu--hi)\ ledwo, leciwie: przysłówek od zaginionego już 
przymiotnika leciwy. Głównie należą, lu jednak dzierżą w cz e przymiotniki 
na ów (utworzone z genit. sing. §. 3G7), jak np. borowy (born-bi), marcowy, 
sosnowy, parowy, wołowy, krajowy, zimowy, gorączkowy, polowy, Janów, 
Kraków, Kijów, Ojców, Częstochowa, Żydowo, Chrustowo; synowa, cześnikowa, 
Janowa (żona), dąbrowa, mostowe (z mostu-o-je), targowe, wpisowe itd. 

Mogłyby także do tej kategoryi należeć, chociaż to jednak niepewne, 
i takie jeszcze od tematów tak imionowych, jak i słownych urobione formacye: 

myśli- w-y, miłościwy, właściwy — zóUa-ic-y^ bladawy, białawy — mśc.i- 
w-y^ chciwy, chodziwy, godziwy, obelżywy, legawy, ciekawy itp. 

* W ostatniej grupie upatrywać jednakby można (w myśl §. 377) i for- 
macye już rozszerzone przyrostkiem, mianowicie S w. Tern bardziej zaś 
przypuszczać to pewnie można o tern lo np. w bodli\wy (od bódł), wyhic<jli\ivy, 
zgryźU\ivyj syJcli\ivy, cierpimy (od cierpł), smrodliwy, a podług tcij analogii 
i Jcłamliwy, ivadlitvy, gorliwy itp. 

2. Okazy przymiotników urobionych za pomocą SS: 

a. przestro|ny (dziś już zwykle za to przestronny)^ przyjajzny, 
cv.\\oxomoś\y {z -wioz-U-y) ^ zajęczy, dziewi|czy, niewieś|ci, wieszjczy 
(wled't\ias — wkstias — wies.zc.z{ias) , §. 88, 6 i §. 70..,); or|li, 
księży, dziecięcy, książęcy, kobiecy, sierocy, zbawczy, twórczy, za- 
bójczy, gończy, młodzieńczy, stanowczy, śledczy, porywczy, 
prostaczy, wieśniacz}-, danniczy, podkomorzy, podskarbi, pod- 
starości itp. 

* W powyższej grupie a. mamy przykłady przymiotników, niewątpliwie 
urobionych z S — lecz nie od rzeczowników, ale raczej porówno z owymi 
rzeczownikami, które się zdają, (tylko na pozór!) być względem nich 
pierwotnikami i jedynie się od nich różnią tematowym zakrojem (a nawet 
i tym nie zawsze). Mianowicie jest przestrony z przesf.rzeniq, , b. przyj aziiy 
z przyjaźnią, a taksamo i zajęczy z zającem itd. j e dnolinijnym i rodzonym, 
a nawet bliźnim wyrazem, lecz właśnie przeto niezawisłym od tego rzeczownika. 
Frzestrony {stro\n-h, V słr) jest A n > sl przestrzeń 1 n ; taksamo przyjazny (przy- 
ja^znij) A □, ?iprzyja\źń I □; zajęczy (zajękis) I □, 'd zając (zająkias) A Q o zło- 
żonej końcówce ia. Taksamo i zicierzecy ( zwierzętias ) A n o złożonej końcówce, 
różni się od rzeczownika zwierzc{t), będącego Sp. D? tylko tym krojem tematu; 



o stopniu równym. 77 

ale zresztą, nie ma migdzy tymi wyrazami żadnej zgoła co do rodu i starszeństwa 
różnicy: nie tylko bowiem mają, one wspólny S, ale i z tegosamego pierwo- 
tnika tak jedno , jak i drugie uformowane zostało. Między rzeczownikiem 
wieszcz j a wieszczy, a, e nie ma żadnej nawet tematowej różnicy : w obydwóch 
])rzmiał on iciestia. Takie np. formacye, jak stanowczy, śledczy, porywczy, 
krajczy, wynikły z stanoioió, śledzić, krajać, porywać, chociaż bliźnich rzeczo- 
wników na ca albo na ec od tych słów nie ma wcale. A zatem najlepszy to 
dowód , że i inne na czy zakończone przymiotniki nie z odnośnych dopiero 
rzeczowników pochodzą, , lecz raczej z tego , co i rzeczownikom tym dało ży- 
cie. Co większa, taki np. podkomorzy^ podskarbi — nie tylko nie zrodziło się 
to z komornika i skarbnika , względem których w logicznym sensie są, to 
względne i i)óźniejsze ]30Jęcia , ale owszem te obie ostatnie formacye zajmują, 
o całe to nik, złożone z S 9i i S A; , a zatem osad dwóch sukcesywnych słowo- 
rodnych pokoleń, pozycyą dalszą, i młodszą,, aniżeli tamte oba imiona, stoją^ce 
na jednej linii ze skarbem i komoro^. Z tego wniosek: starszeństwo lo- 
giczne niekoniecznie i w słoworództwie musi być zawsze pierwotniej szą, 
formacyą,, a tem mniej źródłem koniecznem przymiotników, które znaczą, lo- 
gicznie młodsze pojęcia. 

h. stajiy, dobjry, mą|dry, osjtry; krót|ki, wieljki, szorstjki, 
płytjki; własjny, pełjny, wsta|w|ny (dawniej ivsfa\tvw-ny) , warowjny, 
naganjny, dodat|ni, cioci|n, siostrzyn, podkomorzyn, Mikorzyn, woje- 
wodzin, wojewodzina, sędzina. Sędziny, Zargbina; wełniany, szkla- 
ny; ducliowjny, herbowjny, a podhig tej analogii i cudoicny, givał- 
towny, pjyslmuny; sękaty, garbaty, brodaty, jadowity, rzęsity; — 
rzęsijsty, głowiajsty, mglisty, osobisty; pań'ski, sielski, żydowski, Ży- 
dowsJd, OstrosJd (== Ostrożk|ski, pan z Ostroga), Osłrow\sJd ( = 
z Ostrowa): w tych wszystkich mamy SS z jednej albo dwóch spół- 
głosek , lecz pojedyncze. Okaz złożonego S widzimy np. 
w shazi-tel-ny , tviersy\tel\ny, rzetelny, śmiertelny, csytelny itp. a to 
z powodu, że bezpośrednie ich pierwotniki {shaziUy itp. z S tł^ 
§. 432) odwiecznie wyszły z obiegu. Przeciwnie w tych z łać. 
przyswojonych: objeldyicny ^ decydywny itp. a\ho filosoficmy^ prakty- 
czny itp. albo idealny itd. mamy także sam tylko S n^ dodany do 
cudzoziemskich formacyj zakończonych na ic(iis), ic{tis), al{is)... 

''•' Dlategośmy całą, powyższą, grupę b. postawili tutaj oddzielnie, ponie- 
waż przymiotniki w niej objęte, i wszystkie inne tej kategoryi , rzeczywiście 
za pomocą, swego S z tych rzeczowników, werbalnych tematów itd. się x)oro- 
dziły, do których się i logicznie jako do pierwotników swoich odnoszą,: stary 
z sta-ój dobry z zaginionego już dob, krótki z takiegoż krół, włas{t)ny i szorstki 
z loiaść, szerH — loarowny z loaroioać, ciociu z ciocia^ duchowny z duchowy^ 



78 Stopniowanie przymiotników. 

rzęsista z rzęsa itd. SS w tych przymiotnikach są zatem ich własnymi, 
t. j. i m tylko służącymi przyrostkami, a nie żeby takowe miały wraz z nimi 
podzielać i rzeczowniki pokrewne, jakeśmy to w poprzedniej widzieli grupie. 

§. 401. Jak we wszystkich innych imionach, taksamo też i 
w przymiotniku stanowi każdoczesny jego przyrostek ów w nim ży- 
wioł słoworodny, który na nim ostateczne piętno i sens, jaki mieć 
ma, wyciska. Pierwiastek albo temat rodzącego go pierwotnika sta- 
nowi wprawdzie pierwsze źródło znaczenia, dla którego ten przy- 
miotnik się rodzi : lecz t o znaczenie jest tylko tłem bladej barwy, 
na którem dopiero przyrostek właśnie żądaną, a wybitną pieczęć 
kładzie. Tak np. (jórny, górski , fjórą/sfij, i w drugiej linii górniczy , 
tylko przyrostkom tym swoim {n, sl-, sf, cz z Ic) zawdzięczają 
odrębność pojęć każdenui z nich podłożonych — ich wspólny pier- 
wotnik góra dał im jedynie zawiązek. Takiż stosunek ukazują wzglę- 
dem pierwotnika swojego i drcwny, drewniany, drewnowafy, drwah/y, 
drzeicoicy, drzewisfy, drzewiasty . . . 

Aż do pewnej granicy dałyby się wprawdzie determinować owe 
funkcye poszczególne, przywiązane raz na zawsze do każdego, w skła- 
dzie przymiotników spotykanego S: tak np. S sh wyraża pocho- 
dzenie, właściwość i przynależność do czego (pańsJd); S i\n 
dzierżą w czość (ciocin) ; tenże S n po ia , więc idn — m a t e r y ą 
(wełniany, szJdany); S f bardzo często obfitowanie av co (5^- 
kafy, piaszczyły); S 7v (jeżeli to jest S) skłonność i dążenie 
ku czemu (mściwy — hladaimj). Są SS, które tylko ilościowy, 
stopniowy odcień danej własności miarkują (ghipoiccdy , głupawy, 
glupinchny; malusi, maUńld, mcduchny itd.). Są takie, które coraz 
inną jakość jej 7A\^q.z2^ (górny, górski, górzysty). W ogólności je- 
dnak byłoby to nadaremnem usiłowaniem, gdyby kto zamierzył so- 
bie poruszoną tu materyą wyczerpnąć całą systematycznie i zasa- 
dniczo, pokrywając wszystkie funkcye j^rzyrostkami poszczególnymi. 
Nie tylko przeto niepodobna tego dokonać, że wpływają na każdo- 
krotne przymiotników znaczenie zawsze i inne przeróżne względy 
uboczne (np. z czego ten przymiotnik powstał, ze słowa, czy 
imienia? i z jakiego, rzeczownego czy przymiotnego itd. imienia?): 
ale głównie byłoby to morzem do wypicia z przyczyny, że w całym 
słoworodzie imion jnastuje każdy S piócz pewnego głównego 



o stopniu równym. 79 

swego znaczenia, zawsze jeszcze i inne rozmaite funkcye uboczne, 
których powód generalny wszelkiemu sie już dochodzeniu usuwa. 

§. 402. Ostatnim roztrząsnąć się tu mającym punktem niech 
będzie następujące pytanie : Czy każda etymologiczna formacya, np. 
czy każdy bez wyjątku rzeczownik, nadaje się na materyał, z któ- 
regoby można w sposób powyżej określony przymiotniki wywodzić ? — 
Na to pytanie dać można odpowiedź, i to przeczącą odpowiedź, 
tylko ze stanowiska pewnej ściśle w sobie określonej , np. zygmun- 
towskiej, albo naszej obecnej itp. epoki. W obrębie takich epok są 
niezawodnie prawie zawsze takie w języku pozycye, z których się 
już nic dalszego zrodzić nie może i niepowinno. — Po upływie 
kilku wieków atoli, nieraz i krótszego przeciągu czasu, wali się 
przecie bardzo często stopniami na ziemię mur gi'aniczny tego nie- 
podobieństwa i potomność nieoględna, czasem i pod naciskiem rze- 
czywistej potrzeby, wykrzesuje sobie bez żadnego wyrzutu sumienia 
coraz nowe wyrazy i z takiego już materyału, nad którego w tym kie- 
runku płodnością przodkowie tej generacyi , a nawet i współcześni jej 
Śniadeccy albo Skoblowie załamywaliby ręce jako nad oburzającem 
językowem bezprawiem. (Nie mówię tego, żebym chwalił, zalecał 
to nowatorstwo i za dobre je poczytywał, lecz tylko z urzędu mego 
stwierdzam i tutaj to co widzę, że się dzieje w życiu języka). 
Takimi np. rzeczownikami , od których formowanie przymiotników 
na óit\ oica, owo uważano w zygmuntowskich jeszcze czasach, a na- 
wet i następnych wiekach za wierutne niepodobieństwo, były wszy- 
stkie zakończone na oć, ość, stwo, etc, nie, np. dohroe, prsyhrośó^ 
państwo, hucie, lochanie. Obecnie jednak „olcolicrmościoica poezya". 
„przyszłościowa muzyka" (Wagnera), „narodoicościowe spory", 
„międzynarodowościoice stosunki", „jaJcościotcy^^, Jlościotuy^^ (za- 
miast wstrętnego purystom hioalitcdywny i Icwantytafyicny czy też 
(juantitatiwny) — albo „państwoioy (przeciwstawiony krajowe- 
mu) skarb", „państwoica ustawa", „wzocars^/roice stanowisko Austryi" 
itp. stały się już wyrażeniami prawie utartymi ; dają się słyszeć w mo- 
wie parlamentarnej i gazetach coraz częściej , które przeto trudnoby 
było już na liście proskrypcyjnej zamieszczać z nadzieją skutku, 
zwłaszcza że i ze strony nawet teoryi nie wiem coby się dało na 
ich potępienie powiedzieć, prócz chyba tego jednego, że to sj^ 



80 Stopniowanie przymiotników. 

dorobkiewicze w słowniku naszym, o których możliwości nawet 
l)Oczatek bieżącego stulecia jeszcze nie wiedział. — Od rzeczowni- 
ków słownych na nie i cie nie tworzymy jednak jeszcze przymio- 
tników: ze wszech miar słusznie zatem powstały niedawno temu 
poważne głosy (w krak. Akad. Um.) przeciw samozwańczemu „życio- 
wy" (yitalis), urobionemu od życie- a to na wzór ros. żifjejshi, którego 
to wyrażenia metryka i w rosyjskiem bardzo wątpię, żeby była w po- 
rządku. .. Czy jednak za jakie lat 100, najprzód w pismach przyro- 
dników, potem w dziennikarstwie, a wreszcie i wszgdzie indziej nie 
zjawią się w całej massie takie wyrazy? za to ręczyć nie można. 
Brak ich koniecznej potrzeby, to nie daje jeszcze rękojmi. Wszakże 
jeszcze J. Kochan, obywał się tak doskonale bez tych wszystkich, 
dziś tak już zagęszczonych znajdów na lny (nieprzejednalny, słyszalny, 
nierozerwalny, nieuleczalny — nieprzemakalny); mówił prześUcznie, a 
tak dosadnie „nieprzejednane ucho, pożar nieugaszony, 
nieprzebyte morze, niezgoniony wicher, nieuchroniona 
ręka, świat niezmierzony, nie u jeżdżone wały morskie itd. 
Dzisiejszy niejeden skrybent miruby nie miał, dopókiby nie poprze- 
mieniał tego wszystkiego na nier^mierzalny , nieugasmlny — idziemy 
])Owiem aż zbyt często nawet w dobrem po za właściwe granice i 
chcąc mieć koniecznie na każdy strzępek odrębności logicznej także 
i w mowie odrębność, nie umiemy już pospolicie inaczej jej uwy- 
datnić, jak zaraz przez wyrazik skąd bądź wzięty, byle osobny. Taki 
to tylko niewczesny zapał mnożenia niepotrzebnych wyrażeń dodał 
np. do gra maty cmości jeszcze i ,,gramafyMlność^\ a gramatykę chce 
mieć koniecznie pisaną przez gramatyJcana, Niedługo zjawi się 
i fi.zylar.z, hołanikarz . . . 

Urabianie stopnia wyższego. 
§. 403. Stopień wyższy przymiotników, w dzisiej-' 
szym stanie języl^a, urabia się ze stopnia równego, a to 
za doczepieniem do tematu danego przymiotnika, ogoło- 
conego z swojej końcówki, przyrostka ejs0 lub też 
sz; np. p(elcn(y) — pięM-eJszy czyli y,pi§kniejszy'^, a, e; 
łaiiv(y) — łatwiejszy; slah(y) — slab\szy; mil(y) — milszy. 
Piównie także odrzuca sie z danego tematu i przyrostek, 



o stopniu wyższym Sł 

jeżeli nim jest h: glud(ki) — gładszy; gl§h(oki) — g^hszy; 
pręd(ki) — prędszy, itd. 

" To odrzucanie z pomiędzy wszystkich SS samego tylko h 
w stopniu wyższym zdaje się mieć ten powód, że był to dawniej i 
w przymiotnikach zazwyczaj zdrabniający przyrostek (obacz wy- 
żej str. 45 ) , a zatem żywioł przeciwny znaczeniu stopnia wyższego. 
Tylko w (hiJd miało to Je zgoła inną, przyczynę i właśnie przeto 
zatrzymujemy je też tutaj nawet w comparat. (dzikszy, najdzik- 
szy; dziczej). — Częstokroć dają się wprawdzie w obrębie kilku 
wieków ostatnich spotykać już od niektórych przymiotników opa- 
trzonych tym zdrabniającym S i formy z zatrzymanem k (na cz lub 
też nieorganicznie na 6 tutaj (przez e) zmiękczonem), np. mówi 
się zamiast cieńszj/ czasem cieńciejszy ; od mi§Jc-Jd zam. mieJcszy, 
miękciejszy albo mięlcc^ejszy ; zam. szybszy, szyhciejszy albo szyh- 
czcjszy; taksamo nie gihszy, ale gihciejszy albo gihczejszy itd. Są 
to jednak formacye dopiero późniejsze; zresztą tylko w sferze 
kilku przymiotników pozwalamy sobie takiej swobody, po za nią zaś 
nie (np. o^ predJd, Jcrótki, brzydkie tvysoki, niski, głęboki itd. mamy 
jedynie prędszy, krótszy, brzydszy, ivyższy, niższy, gM)szy). 

§. 404. Które przymiotniki stopniują się za pomocą przyrostka 
ssy, a które za pomocą ejszy, tego oznaczyć inaczej niepodobne, jak 
tylko w najogólniejszej zasadzie. Mające temat zakończony albo na 
pojedynczą spółgłoskę, jak slab, albo na takie dwie, które się ła- 
two razem dają wymówić, jak mcidr — przybierają po większej 
części szy : słabszy, niędrszy ; — przeciwnie tematy zakończone na 
więcej spółgłosek, aniżeli dwie, jak bystr-y, albo też na dwie razem 
do wymówienia trudniejsze, J8}i ^ń^kn-y, przybierają najczęściej przy- 
rostek ejszy: bystrzejszy, piękniejszy. Są jednak i takie wyrazy, 
które na obydwa sposoby tworzą stopnie wyższe; należą do nich 
gesty, cienki, czysty , żółty, hardy, twardy, mądry, prosty, tłusty, 
imękki, miły itd. np. miłszy i milej szy , najmiłejszy ; czystszy i czy- 
ściejszy. 

* W nakrawędnej spółgłosce przymiotnikowych tematów, przy- 
bierających to szy i ejszy, znachodzimy zazwyczaj fonetyczne prze- 
istoczenia, mianowicie następujące : 

Cl-ain. Ilist. Por. II. 'i 



82 Stopniowanie przymiotników. 

1. przed S ejssy^ każda spółgłoska taka się miękczy i to 
w duchu owycli zasad, podług którycłi samoistne Ziew ogólności 
oddziaływa na poprzedzająca spółgł. (np. t na c, d na c/i, s na ź 
itd.). Dlatego to pięhi-ejszy wymawiamy pięknicjssy ; inił-ejszy ~ 
milej szy; hystr-ejssy — hysfri^cjs.zy; łatw-ejssy — łahciejszy; prost- 
ejszy — prościcjszy itd. 

2. przed S szy przeciwnie pozostaje prawie wszystko nie- 
tknięte — tylko bowiem ł i n miękczy się tu na ?, ń; z i g prze- 
chodzą zarówno w i,* nakoniec c powraca w f: hiał{y) czyli więc 
hiał — bielszy^ stał — słalszy ; uczon — uczcńszy, ran{ny) da- 
wniej rany — rańszy ; hli^ilci) — hlikszy, ivąz{Jd) — węższy ; srog — 
sro^szy, clroy - - droższy ; gorąc — gorętszy, itd. ( Przeciwnie gruh - 
grubszy, ficard — twardszy, dzik' — dzikszy, cich — cichszy, da- 
wniej jednakże ciszszy itp.). 

— Ażeby zdać sobie sprawę, dlaczego ten S sz uskutecznia powyższe 
i takie właśnie przemiany głosek sąjsiednicli ? dlaczego mamy aż dwa nie- 
jako do wyboru sobie dane stopniujące SS? dlaczego spajający się z nimi n 
traci zawsze swojg końcówkę? ażeby wreszcie wyjaśnić trudności różne a na- 
der zawiłe z przedmiotem tym połączone i w obrębie starożytnej polszczyzny : 
trzeba nam tutaj sięgnąć głębiej w dzieje mowy naszej plemiennej i uprzy- 
tomnić sobie cały przebieg stopniowania w jego stadyach kolejnych aż do dnia 
dzisiejszego. 

Stopniowanie w całym swoim historycznym procesie. 

§. 405. Na w3Tażenie w stopniu wyższym właściwości przy- 
miotnej miała mowa indoeuropejska, przed rozszczepieniem jeszcze 
swojem na poszczególne języki, w ogólności trzy różne sposoby, 
które też przeto i po rozpadzie szczepowym widzimy praktykowane 
w nich wszystkich, jakkolwiek w każdym szczepie ostatecznie to je- 
dna, to znowu druga formacya głównie przeważa. Znamionami tymi 
stopnia wyższego były SS: 

1. S t», zapewne najstarszy ze wszystkich i w przekazanym 
nam stanie języków najmniej też już zastosowania mający (mówimy 
o nim obszerniej w §. 435); 

2. S tr, wytworzony ze zawiązku, o którym obacz §. 435, a 
rozwinięty (w tej funkcyi comparatiwnej ) na far (sanskr.), ter (łać. 
i gr.), tor (słowian.), w litew. zaś brzmiący tr do ostatka. Ten S 
panuje głównie w sanskr. i greczyźnie: nava-s nowy — na- 
i'(t\tav\as nowszy; dhanin bogaty — dhani-tar-as bogatszy; v£o; — 



o stopniu wyższym. 83 

v£a)-£pc;, zo(^6<: — ascwispo^: w innych jeżykach tylko ślady tej for- 
macyi zostały, z zatartem najczęściej piętnem pierwotnego znacze- 
nia. (Tak np. w łać. należy tu minister sługa, właściwie młod- 
szy; magister mistrz, właściwie starszy, uter, neuter, alłer, si- 
nister, dexter ^ wreszcie audacter, pariter itp. W li te w. an\tr\as 
drugi, Jcatras który z dwóch. W pol. w\tórij^ ^fóry^ zamiast iv%tory^ 
l-ktory, w starosł. jest jeszcze i jeter pewien itp.). 

3. S is^ wytworzony z futurum słowa posiłkowego, w sposób 
o którym niżej (w §. 476) bliższą damy wiadomość. Ten S widzi- 
my panujący głównie w słowian., łać., lite w. i niem. języ- 
kach — w sanskr. zaś i grec. tylko obok S U\ w mniej rozległem 
jednak aniżeli tenże zastosowaniu. — 

I^tóry z tych dwóch ostatnich SS: czy fr czy is, jest w mo- 
wie indoeurop. dawniejszy? ^ — orzekać trudno. Samo w sobie to tr, 
t. j. w innych swoich funkcyach, będzie zapewne daty znacznie ry- 
chlejszej ; od kiedy jednak ono jako piętno Avłaśme stopnia wyższego 
czynić zaczęło posługi, mianowicie czy to zaszło już po zjawieniu 
się is^ czy przedtem? tego wiedzieć niemożna. 

Otóż w takito trojaki więc sposób były kiedyś stopnie wyższe 
w każdym mniej więcej języku równocześnie i polubownie tworzone. 
Ponieważ w naszym i w ogóle całym słowiańskim kompleksie jednak 
wzięła ostatecznie górę nad drugimi tylko ta trzecia formacja: 
ona więc tylko sama jedna może nas tutaj zajmować i do niej też 
już jedynie odnosić należy to wszystko , co się powie w dalszych 
punktach niniejszego wywodu. 

§. 40G. A. Tegoczesna budowa stopnia wj^ższego (w myśl §. 403) 
daje nam zawsze wMiim widzieć po chodnik bezpośredni sto- 
pnia równego. Dany przymiotnik, w już gotowym, normalnym 
swoim okazie, t. j. w stopniu równym, jest dziś zawsze owem źró- 
dłem, które z siebie obydwa dalsze stopnie wydaje. W pierwotnym 
stanie języków miały się jednak te rzeczy inaczej. Comparativus i 
positivus były wtedy formacyami sobie równorzędnymi; ponie- 
waż znamię stop. wyższego, t. j. owo is^ przyrastało w tamtych wie- 
kach nie do H stop. równego, ale zawsze do samego v^. Tak jak 
więc dzisiaj u nas ów zdrabniający S k (np. w brzydki) znika za- 
wsze w comparatiwie : taksamo nie wchodziły pierwotnie w skład 
tego stopnia i wszystkie iime 8S w stopniu równym pr7yl)ierano, a 



84 Stopniowanie przymiotników. 

stąd też nawet i końcówka tematowa stopnia równego mieć miejsca 
w compar. nie mogła, skoro owo comparatiwne is z czystym tylko 
v^ się zawsze bezpośrednio spajało. ( Takito właśnie stan rzeczy wi- 
dzimy panujący w sanskr.). — Później dopiero zaczął się ten sto- 
l)niiijący przyrostek doczepiać po trosze i do tematów przymiotnycli 
rozszerzonycli już przyrostkami; tak np. od sfa\r\y mamy siar-sxy, 
poprzednio sfar-is — w której to formie „staris" r jest przyrostkiem, 
jak widzimy, i w tym stopniu wyższym nie odrzuconym. Koń- 
cówka wszelako tematowa stop. równego (jest nią tu «, z, a temat 
stara ^ sfayi,)^ ta się i potem już raz na zawsze z przed tego is 
odrzucała (sfaris^ później starsls — nie sfarys czyli star%-is\). A 
to było niewątpliwie tradycyjnem następstwem owej to właśnie naj- 
dawniejszej, w sanskr. do ostatka przestrzeganej tutaj praktyki. 

Ten punkt podnieśliśmy tutaj w tym celu, żeby wyjaśnić : dlaczego np. 
mówimy dzisiaj stalszy^ ra/tszy, uboższy itd. a poprzednio stalis , ranis , uho- 
ZŁS — jakkolwiek w stopniu równym mamy stały, rano ^ tibofji, a nie stali, 
rani, uboży, t. j. temat tych wyrazów ukazuje twarde spółgłoski*); i dla- 
czego się końcówka takich n[^ w stop. wyższym przed tern sz (dawniej is) 
zawsze odrzuca? 

B. Teraz należy mi tu i)odać powody, dlaczego ja odstępuję 
od powszechnego i już za pewnik w porównawczem językoznawstwie 
przyjętego mniemania, kiedy twierdzę, że pierwotnym i jedynym 
dziś dla nas zrozumiałym typem tego stopniującego S było nie „jas^\ 
a tem mniej (jak to tam przypuszczają) .Jcins^^^ ,.janis^^ — lecz is. 

Aż do pewnej, stosunkowo dosyć późnej epoki, nie znała mowa 
nasza plemienna, jak wszystkie poszlaki na to wskazują, więcej 
stopni wyższych, jak tylko jeden. Rozszczepionego na dwa odrębne 
pojęcia comparatiwu i superlatiwu — nie było: znano tylko obok 
przymiotu w zwykłej ukazanego sile, t. j. obok stopnia równego, 
jeden tylko wyższy własności tej stopień — wyrażany właśnie 
przez owę formę z przybranem r albo ty albo is: takowa na razie 
na wszelkie wystarczała potrzeliy. — W dalszym rozwoju jednakże 
zaczął się (w formacyi przez ^r, z positiwu— a w formacyi przez 



*) Taksamo też i w starszy (z starsis) przed tem sz mielibyśmy rz ( starZ' 
8zy ) , gdyby się rz z tem sz fonetycznie zgadzało. Zaszło tu więc od- 
twardnienio. Co tu zaś o r, rz mówimy, ściąga się i do renziy spółgłosek. 



o stopniu wyższym. 86 

is\ która nas tu wyłącznie zajmuje) z comparatiwu wykłuwać 
powoli odcień, który obecnie nazywamy superlatiwem : ażeby wyra- 
zić, że coś ze wszystkich rzeczy dobrych i lepszych jest najlep- 
szem, mówiono (w pierwszej formacyi ten dobry, a w dru- 
giej t. j. naszej formacyi) ten lepszy, ta lepsza, to lepsze; 
a zatem tąsamą posługiwano się tu ideą i kombinacyą, do której 
powtórnym zwrotem przyszły później i jeżyki wszystkie romańskie, 
w ten wiaśnie sposób, jak wiadomo, wyrażające po swojemu stopień 
przymiotnika najwyższy. W tych językach tegoczesnych jednakże 
to ;,ten", artykuł, kładzie się zawsze jako w^razik osobny — i 
przed formą stop. wyższego: w tamtych wiekach było zasadą kłaść 
go p o comparatiwie, zrazu także pewnie jako dodatek osobny, który 
jednak z biegiem czasu zamienił się na przyrostek, w jedne zra- 
stający całość z ową formą, do której się dodawał. Artykułem ta- 
kim był a raczej były tam wskazujące zaimki, mianowicie 
fas i mas '*' ) , niemniej złożone z tych składników ta-tas i ta-mas 
(a z tego potem w poszczególnych językach laioc, mus^ tii-mus, U- 
mus itd.), któreto złożone zaimki z jeszcze większym przyciskiem 
tosamo wypowiadały, co tamte. Te dodatki zaimkow^e doczepiały się 
więc do comparatiwu, zakończonego widocznie wtedy je- 
szcze na is (w obrębie tej „drugiej" stopniowania formacyi), i 
tworzyły razem z nim formy zakończone na ts-tas, is-tamas itd. 
Tak np. od V mah {mag, meg wielki) brzmi sanskr. superl. ma- 
hiśtlias'^^'^)^ w gT. [AŚY^dToc największy; od sanskr. lagJms lekki, 
mamy w tenże sposób urobione lagMśfhas najlżejszy; od gr. £/3"póc 
nieprzyjazny rz-jioToc; w łać. od V slit (zachowanego w sine i si- 
nister) mamy sinis-timiis^ sinis-tnmus ; od altiis "wy&oki altls-simus^ 
z pierwotniej szego sin\is\tamas i aU\ts\tamas wynikłe; od dnrns twardy 
durissimus; taksamo wreszcie od mag{nus) wielki, magis większy, 



*) Zaim. tas jest identyczny z naszem ten\ zaimka ;/tas w znaczeniu wska- 
zuj ą c e m już nie używamy : mamy go tylko w my , które było pier- 
wotnie także właściwie tylko wskaż, zaimkiem. 

**) Że tu w sanskr. zamiast is-tas widzimy iśfhas: to już wynik miejsco- 
wych tylko i specyalnych właściwości fonetycznych tego jojsyka , w wy- 
kład których wdawać się tutaj nie mogę. 



86 Stopniowanie przymiotników. 

nuifjistamas^ z czego potem (magistumus^ maglstimus ^ następnie 
mafj/issimns, "WYe&zcie mag{i)s-simifs czyli) „maximns" największy.''') 
Przeciwstawiony tym na is-tas , is-tamas itd. zakończonym for- 
mom siiperlatiwu stopień od tej chwili pośredni czyli comparati- 
vus miał swoje tak w obec tego najwyższego jak i w obec równego 
stopnia odrębną i własną cechę w swojem is żadnymi dodatka- 
mi nie obciążanem, i widocznie poprzestawał on na tej tra- 
dycyjnej postaci przez czas pewien naw^et i po wyosobnieniu się 
z niego tamtych form superlatiwnych. Skąd ten wniosek? — Oto 
wskazują na to takie łać. adverbia stopnia wyższego, co postać tę 
zatrzymały aż do ostatka , jak np. magis bardziej , ninds więcej niż 
należy a zatem „zanadto", ^jte (dawniej pluis) więcej, minus (za- 
miast dawniejszego niinius, a to z minis, porównaj mim mus ^ mi- 
mster) mniej, które to formy jak wiadomo, dopiero ostatecznie 
na przysłówki się zamieniły, poprzednio zaś były przymiotnikami 
(w rodź. nijakim). — Jeszcze silniej tego przypuszczenia dowodzi 
budowa comparatiwu n i em i e c k i e g o, który rzec można przy t a m- 
toczesnej postaci swojej stoi do dziś dnia i to w całej massie 
zjawisk, a nie jak tam w pojedynczych tylko wyjątkach. Tak np. 
pierwotne (od alt stary i min mały) formy stopnia wyższego altis, 
minis, widzimy w gock. w postaci jeszcze aldiza starszy, minniza 
mniejszy, z s tylko na z (wymawiać je jak nasze pol. z) tutaj 
zmienionem: z tegoto iza^ is\a^ wytworzyło się potem Staroniem. 
ir\o , np. altiro starszy, z przesuwką głoski s (jak i w łać. ) na po- 
krewne nm r — z tego altiro mają wreszcie Niemcy dziś dlter: 



'■'■) w podanycli tutaj przykładach mamy zatem okazy doczepionego do is 
zaimka łas (to;) i tamas (na twius , simiis w łać. przekształconego). 
W optumus (obok Optimus) mamy okaz odmianki turnus. Samo mas 
(w postaci mus) widzimy w mim{s)mus , infi{s)mu9^ supremus, summus, 
już poskracanych tak jak owo ,,maximus'-^ . — W sansl^r. funkcyonowało 
tamas tylko w obrębie superlatiwu „pierwszej" formacyi (przez tr), t. j. 
takich przymiotników, co miały w stop. wyższym taras, a w najwyższym 
tamas do positivu dodane: nauas nowy — naua-taras — 7iaca-tamas. 
Zaimek ^a^a.s (w kształcie ta-oc) ukazują, znowu greckie do tejże „pier- 
wszej" formacja należne superlatiwy, i tu także z positiwu wynikłe, np. 
aofó: mądiy — ao'^'ó-Tćpo; — ao-f"')-Taco; najmędrszy. 



o stopniu wyższym. 87 

to ciltey różni sig wprawdzie od altis brzmieniem, lecz etymo- 
logicznie są to formy jednakie. 

Gdzieindziej jednak zachciało się i stopniowi wyższemu nako- 
niec jakiejś przecie dobitniejszej, jakiejś więcej dodatniej od 
stop. najwyższego odznaki, aniżeli nią był ów sam brak tylko su- 
perlatywnych artykułów, obciążający cli tamten stopień, a tu niedo- 
dawanych : i oto mamy przed sobą — niewątpliwie z tejto dążności 
wynikłe i z tej przejściowej właśnie doby pochodzące przykłady com- 
paratiwu, który całym składem swoim jak na dłoni widzieć nam daje, 
jak nie od razu i jak po kłopotliwem dopiero próbowaniu różnych 
sposobów, trafiły języki wreszcie w tem zadaniu na drogę , z której 
już potem nie zeszły. Mam tu mianowicie na myśli owe w łać. 
wyjątkowe, w grec. zaś dość zwykłe formy, co polegają na kom- 
binacyi obydwóch w zapasie będących znamion sto- 
pnia wyższ. , is i ter\ np. w łać. od ^ min — min\is\ter mniej- 
szy (później sługa); od mag(mis) — mag\is\ter starszy (później 
mistrz, pan); od sin, sine — sinister lewy; od dec — dec(i)słer 
czyli dexter prawy ( zrazu były to raczej porównawcze pojęcia — 
„więcej ku lewej lub też prawej stronie zwrócony"); takimi są 
w grec. np. AaAiaispc; od Xd\oq , gadatliwszy ; £uBai(jLoviai£poc; ( poprze- 
dnio £uBat[xov(a-£poc;, od ?.u§aiV.wv) szczęśliwszy, i kilkanaście inn3xh 
podobnych, tylko przypadkiem ocalonych aż w granice history- 
cznej już epoki tego języka. Miał więc mieć taki comparat. w onem 
ter do is jeszcze dodanem takąsamą dodatnią dla siebie cechę, jak 
ją superlat. posiadał w owych zaimkach. 

Powyższe jednak przydługie łataniny comparatiwne nie wytrzy- 
mały konkurencyi z formą stop. wyższego zwięźlejszą, która snąć 
z tejżesamej co i tamta dążności wynikła, lecz rozwięzywała kwe- 
styą nierównie prostszym i zmyślniejszym sposobem. Oto tradycyjna 
owa postać stoimia wyższego (na samo is) zaczęła być wymawianą 
co do tej właśnie ostatniej swojej syllaby z przyciskiem — jak 
sądzę, nie akcentuacyjnym, lecz raczej ilo czasowym przyciskiem, 
a zatem przeciągle: a to miało taki skutek, że w tej zgłosce nie- 
zadługo zamiast is , zjawiło się spotęgowane ias! Po niejakim po- 
tem czasie w kilku szczepach i to ias nawet jeszcze nie wystar- 
czało: zajęło więc jego miejsce, po spotęgowaniu jeszcze dalszeni 



88 Stopniowanie przymiotników, 

tego' a (w /V^s-) na noso^Ye cm lub na au ") , pełniejsze kms i iaus — 
jako odtąd ostateczna, specyalna i własna cecha tego stopnia śre- 
dniego. 

Mianowicie \n odniesieniu do poszczególnycłi już mowy indo- 
europejskiej odłamów, przedstawiają nam sie stosunki co do postaci 
ostatecznej tego comparatiwnego i)rzyrostka w ten oto si)0sól), że 

nieni. j§zyk zatrzymał u siebie owo is w jego postaci, jak 
sie wyżej już nadmieniło, aż do dnia dzisiejszego nierozszerzonej 
{cildiĄa — aUir\o — - dltir — altrr = altis); 

słów. mowa, a taksamo pewnie i łacina także, poprzestały 
na pierw^szem tylko tego S spotęgowaniu, więc na ids; 

s ans kr. zna już wprawdzie i drugie także t. j. nosowe jego 
spotęgowanie, alb się jeszcze w poszczególnem zastosowaniu tego 
S chwieje między ias a icuis; 

greczyzna przyjęła już kuis bezwarunkowo i ukazuje ten S 
przeprowadzony we wszystkich stop. wyższego rodzajach i deklina- 
cyjnych przypadkach ; 

nakoniec lite w. język, najbaluniutniejszy ze wszystkich w tej 
kwestyi, ma Icms, o ile rzeczy nie zastąpił własnymi a całkiem już 
skąd inąd zasięgniętymi urządzeniami, które tylko jenui samenui 
właściwe. 

Widać z tego, w jak późnej więc stosunkowo już dobie usta- 
lać się musiał ten odrębny w każdym szczepie, a jednak nie odro- 
dny od drugich sposób formacyi stopnia wyższego, w jego przeciw- 
stawieniu do superlatiwu. 

* Grecki compar. polega zatem na odmiance S is już spotęgowanej i 
zarazem nosowej — a to przez wszystkie rodzaje i i)rzypadki: tak np. 
xa-/.itov, /.axiov, albo aia/ia)V, a\'cT/_iov, w gen. xay.iovo;, a?ayJovo; , powstało z JcaJc\- 
ian{s), aia-/-ian(s), z przytłumionem jednak tćm s (poczytanem snąć w później- 
szej dobie tego języka za ruchomą, tylko cechę rodzaju i nomin., a nie za ży- 
wioł do S należny) i z an przeistoczonem na on. — "W łacinie widzimy 
natomiast S ias: altior, altiits^ gen. altiońs , wynikło z alt\ias, aU\ias , gen. 



*) O nieorganicznem, lecz jednak i w innych różnych razach często i)rakty- 
kowanem potęgowaniu głoski a na an ob. §. 23 i 24; co do jego zaś 
przechodzenia w au, porównaj nj). w tomie I na str. 369 w odsyłaczu 
notę ***) t. j. ostatnią, na dole tej stronicy. 



o stopniu wyższym. 89 

altiasis. Długie a *) przeszło tu w o, krótkie « w ?< — as przy nich przeskoczyło 
w ?', odpowiednio fonetycznym właściwościom tego języka. (Mogłyby jednak te 

formy być wynikami i nosowej odmianki — rzecz jest niepewna). — Sanskryt 
chwieje się między jednym stanem rzeczy a drugim : w sihiiejszych skłonni- 
kach męskich ma ians — po za nimi tylko ias\ tak np. w nom. sing. masc. 
mamy tu (od V" im miły) prejan milszy, właściwie prejans, z fonetycznych tylko 
przyczyn to s się tu odrzuca; {od lacjhiis lekki) laghijan{s) lżejszy: przeciwnie 
milsza, lżejsza brzmi tylko prejasij JagTiijasi — bez n; taksamo i mil- 
sze, lżejsze prejas, lagliijas. Takież i acc. sing. w męskim rodź. msi prejan- 
sjawi, laghijansam; ale w innych rodzajach nie ma tu jeszcze tej nosowości, 
a we wsz3'^stkich ubocznych ])rzypadkach obywa się bez niej nawet i rodź. 
męski. ( Lingwistyka postronna bierze to wszystko odwrotnie : przypuszcza , 
że „jams" zrazu było tu wszędzie; potem się miało w odnośnych przypa- 
dkach i rodzajach skurczyć na jas , a w formach superl. (przed zaimkiem 
tas) „zdegeuerowało" nawet na is: z jakich powodów zaś tak się dziać to 
wszystko miało? — oto tam nie pytają). — W lite w. języku — tarapaty! 
ale zresztą pod niejednym względem ciekawe: ukazują, nam bowiem jak na 
dłoni, do jak późnego czasu żyły tutaj wyższy i najwyższy stopień ze 
sobą, nierozdzielnie pod jednym dachem, a dopiero sztucznymi sposobikami 
osiągnięto kiedyś potem ich od siebie rozgraniczenie. Tak np. od geras dobry 
brzmi tam przysłówek stopnia wyższego geriails albo geriau = lepiej; 
superlat. „najlepiej" wyraża się zaś przez gerias albo geridus. Że te róż- 
niczki są tylko polubowne — to każdy zapewne uzna. Pierwotna forma com- 
paratiwu ( przymiotnego i przysłówkowego, gdyż ta różnica nastała w ję- 
zykach dopiero później) brzmiała tu oczywiście nasamprzód geris , potem po- 
stąpiła na gerias , nareszcie na geriaus ; wszystko to znaczyło zarówno i to 
lepsze (lepiej) i to najlepsze (najlepiej). Potem jednak przyszło 
do rozgraniczenia tych stopni: i owoż tak formę gerias jak i geriaus, przy- 
właszczył sobie per nefas superlat. Stopniowi pośredniemu (wyższemu) 
najwłaściwiej było wtedy przysądzić formę geris — lecz ta była całkiem już 
zapomniana w tych czasach : więc zostawiono mu geriau{s) ogołocone z s 
(jako cechy raz na zawsze amplifikacyjnej , podnoszącej takie pojęcia funk- 
cyjne), albo mu też zostawiono do dys2)0zycyi i całą tę formę geriaus, lecz 
pod warunkiem że będzie inaczej akcentowana, jak w superlat. Ten stojjień 
kładł tutaj przycisk więcej na a {geridus) — więc właśnie przeto musiał tam- 
ten ten akcent raczej na « przesunąć {geriańs). Że jednak i jedno i drugie 
jest polubowne (a kto wie, czy to nie subtelność w głowach tylko gramatyków 
wylęgła) — rzecz niewątpliwa! Boć ati w geriaus jest całością jednosyllabną: 
jeżeli taki diftong ma akcent, to go dźwigają te obie samogłoski zarówno, 
a nie jedna albo druga na sobie — inaczej bowiem nie bj^łyby one difton- 
giem... W przymiotnern (tamtemu przysłówkowemu przeciwstawionem ) 



") Jest zaś długiem w męsk. i żeń. noniin. dla odpadłej tu cechy skłonnik . 
s (altior(s)). 



90 Stopniowanie przymiotników. 

znaczeniu, usicuteczniło się to rozgraniczenie obydwóch stopni wyższych od 
siebie jeszcze inaczej. Pospólna na razie im obydwom forma gerias hib ge- 
riaus , dla większej dobitności (jako przymiotnik ) opatrzona jeszcze I-tematową 
końcówka, a zatem brzmiąca w nomiu. sing. geriausis (także geriasias albo 
geriausias , o końcówce złożonej) znaczyła do późna i lepszy i najlepszy, 
t. j. te dwa różne stopnie nie były wtedy jeszcze rozróżniane w litewskiem. 
Później jednak zjawiły się one obydwa w pojęciu i zażądały i od języka po- 
krycia. Otóż i przy tej znowu sposobności zajął tę dotąd wspólną własność 
w wyłączne swe posiadanie stop. najwyższy. Poki'zywdzony w ten sposób 
comparativus , musiał sobie ponownym na starość trudem z czegobądź własną 
sklecić sukienkę, której też krój i materyał samej tylko litewszczyźnie właści- 
wy: jest nią forma „geresms'"'' lepszy, całość złożona z dawniejszej tego sto- 
pnia postaci geres (= gerias) i z n jako zapewne zdrabniającego przy- 
rostka {i-s po tern n jest tematową itd. końcówką). Czem więc w przysłówku 
geriau{s) było odcięcie z formy superlatiwowi przyznanej, głoski s jako ampli- 
fikującego żywiołu: tem tu wtrąceniu tego w, jako składnika wręcz prze- 
ciwne , w tym razie zniżające w skład wyrazu wnoszącego znaczenie . . . 

§. 407. C. A W jakimże związku z owym S is, później ias^ 
zostają nasze narodowe, dziś na ejszy albo szy zakończone formy 
stopnia w-yższego ? — W jak najściślejszym. Dzisiejsze np. mniej- 
szy ^ gładszy , jwędszy ^ i przynależne do nich formy przysłówkowe 
(właściwie przymiotnikowo-nijakie) mniej, gładziej, prędzej^ polegają 
bezwarunkowo na tejsainej, co i w innych językach formacyi: mają 
tylko nieco dłuższą i zawilszą historyą. Protypowym punktem wyj- 
ścia było tu: 

min\ejas — gładejas albo gładjas — pręd^las. 
Te z V i S ias albo ejas złożone całości stanowiły już skończone 
wyrazy; nie przybierały bowiem (tak jak i w łać. lub grec.) żadnej 
zrazu temat, końcówki i były to przeto t. zw. Sp. □ □ • J^ko imiona 
tego kroju, nie miały one i w Iszym przyp. licz. poj. innej formy, 
jak tylko równobrzmienną zawsze z tematem : takowa — bez różnicy 
rodzaju — kończyła się na samo to ias, ejas. W dalszych czasach 
wyłączył się w^H-awdzie z tej spółki żeński nominat. , odpadając 
do obcego (o czem później) tematu: ale obydwa drugie rodzaje 
zachowały tamte postać nominatiwu i nadal. 

Pomimo tego konserwatyzmu, przybierały te męskie i nijakie 
formy comparatiwu naszego w nomin. sing. przecież potem z tokiem 
czasu coraz inne przeobrażenia - sprawiała takowe sama odrębność 
zasad naszych fonetycznych, tak różnych od postronnej głosowni. 



o stopniu wyższym. 91 

Oto kolej prawdopodobna , w jakiej te przeobrażenia następo- 
wały po sobie: 

prędias minejas 

prędz{i)a{s) mińeja{s) 

pr§d2w{s) — prędse(s) ni\^ńejw{s) — nihńeje(s) 

pręds — prędze. nihńej — mweje. 

Widzimy tu zastosowaną nasamprzód zasadg miękczenia (podle- 
gły jej położone przed ia i e spółgłoski ) — potem mamy stopniowe 
wątlenie brzmienia a na o, z, a raczej tutaj na e i k (z powo- 
dów w §. 74, 3 wskazanych); następnie zaszło wyrzucenie „di- 
ftong." i (z pr§ds-{i)as)^ i odpadek nakrawędnego s jako spółgłoski 
„odsłonionej" w tych formach; nakoniec ubytek z nich i jer u. -~ 
Przez zamianę dwupłciowej zrazu, męsko-nijakiej formy pr§ds(i)a(s) 
i mmeja{s) na prędz, mniej vf męsk. rodź., a na prędze, mnieje 
w nijakim, rozeszły się w ten więc sposób czysto krajowy te 
obydwa nominatiwy od siebie. Po dziś dzień ich już w tym kształcie 
ni w jednym ni w drugim rodzaju wprawdzie nie używamy; aż do 
XIV stulecia jednak, a nawet i później jeszcze żyły one w naszym 
języku: zamiast dzisiejszego mniejszy mówiono mniej; zamiast 
mniejsze i zam. przysłówka mniej — mówiło się mnieje; za- 
miast prędszy —j^r^fLe-; zamiast prędsze i prędzej — prę- 
dze. Dowody na to podałem już w §. 332 (ob. Tomu I str. 411); 
tutaj do nich dołączam jeszcze w dodatku pośrednie okazy stop. 
wyższego zachowane w^ dziele lekarskiem Siennika (r. 1568!), jak 
przy żółć (= przy-żółtszy), przyczenoień, przy czerń, przy szerz, przy- 
lisoicać itd. które to formy jakkolwiek w tamtym wieku już się 
tylko używały bezrodzajowo, jako indeclinabilia, i tylko w połączeniu 
z tem przy — a znaczyły tylko tyle, coby się dziś wjTażało przez 
przy żółty, czerń iaw^y itp. to jednak w^ każdym razie są to co 
do formy comparatiwy i świadczą , że taka właśnie tego stopnia być 
musiała ostateczna prawidłow^a u nas budowa i w właściwem jego 
użyciu. '") — Dzisiejsze nasze przysłów^ki na ej , np. mniej, prędzej, 



■') O tych formacłi Siennikowych wspomniałem już raz i wyżej (w T, I. 
str. 394); ale tam w nich myhiie upatrywałem formy stop. równego, 
nie zwróciwszy na to uwagi, że w tamtoczesnej polszczyźnie nie mówiJo 



92 Stopniowanie przymiotników. 

gładziej , także nam tego dowodzą ; powstały bowiem właśnie z owego 
.^iimieje^^ .^głcalzieje^^ i ,4wedze". Mamy w nich zachowane okazy 
tamtoczesnego nominatiwu (albo accusatiwn) przymiotnych com- 
paratiwów nijakiego rodzaju, później dopiero zacieśnionego do 
tego adverbiahiego znaczenia. Postradały one tylko to c nakrawędne 
w dalszej czasów kolei. (Że zaś zamiast j9r^fe, mamy tu przed sobij; 
2)redzćJ, a taksamo Ink-rj , iryżćj itd. to pojmować ten narost joty 
można tutaj dwojako. Stało się to albo tylko dla analogii, ażeby 
takie formy jak iwedze zrównać z takimi jak mnivj{c) , w których to 
j ze samego już S cj{as) wynikło — albo też są to wyniki z form 
deklinacyjnych złożonych (w sensie §. 190), t. j. z form niegdyś 
predze-jc, Jmke-jc, niże-je, wzmocnionych artykułowym owym zaim- 
kiem nijakim je^ którego zastosowanie (w tymże skłonniku ! ) uznać 
nmsimy i w takich staropolskich stopnia nawet i równego prz}^- 
słówkach, jak np. ludzlac^ głupie, ostatnie, hjdlece itd. zamiast 
ludzJiO, głupio, jjo raz ostatni, hjdleco, jak się to w Składni w roz- 
dziale o przyp. IVtym okaże). 

Tyle tedy o przeobrażeniach, jakie nasz stop. wyższy przecho- 
dził w swoim męskim i nijakim nomin. 

W rodź. żeńskim Spółgł. ów temat pierwotny „predias", 
„minejas^ przybrał sobie, w przeddziejowej jeszcze epoce, końców- 
kę i; przekształcił się zatem Xi2i\[2prediasi, minejasi. Tak brzmiał 
i jego nomin. sing. Na tle tego in nrabiały się i dalsze także 
przypadło, a to nie tylko już żeńskie, ale (w tej sferze, t. j. poza 
nominatiwem sing.) i w obydwóch także drugich rodzajach, męskim 
i nijakim. W jaki sposób wciągu wieków następnych w skutek tego 
wykolejenia, w skutek tego mówię przeskoku ze Sp. □ w IH, a 
nakoniec i stąd jeszcze potem w A □ (o złożonej końcówce ia : 
X^r§diasia, minejasia) wytworzyła się z tych zawiązków dzisiej- 
sza nasza deklinacya stop. wyższego, z całkiem inną już i w mę- 
skim nawet toż nijakim nominatiwie zamiast owej prawidłowej i 



się, tak jak dziś, pnycienmy, pr^ywaskl, przykwaśny itd. w znaczeniu 
nadkwaśniały, suboscurus, ale tylko przyciemniejszy, przykwa- 
śniejszy, przyszerazy — t. j. to jprz?/ sączyło sig zawsze z formami stop. 
wyższego. A zatem i owe wyrażenia Siennika będą. dawnymi com- 
paratiwami, zrosłymi z tern przy. Cf. Linde pod przy. 



o stopniu wyższym. 93 

dawniejszej postacią {,,mniejssy \ mniejsze" zam. mm>/, mnieje; 
„prędszy i prędsze", zamiast prędz^ prędze)^ w jaki sposób powta- 
rzam to wszystko się potem stało ? — o tem obszernie się już mówiło 
przy innej sposobności (w §.332). Do wywodu tego, ażeby się nie 
powtarzać, widzę się przymuszonym i obecnie czytelnika odesłać. 

§. 408. D. Uzupełnić mi tu przychodzi ów wywód tylko jedną 
jeszcze rzeczą, mianowicie odsłonieniem prawdopodobnej przyczyny, 
dla której owo do tak późna jedyne, całemu plemieniu właściwe 
ias^ rozpadło się na naszym słowiańskim gruncie na te dwie różne 
odmianki — na ius (w prędias dziś prędszy ) i na ejas (w mh.ń\ejas, 
pięhń\ejas, dziś mniejszy ^ pięhiiejszy)! — Stało się to niewątpli- 
wie z fonetycznych tylko powodów^ S ias^ kłopotliwy w praktyce, 
bo diftongowej natury, był dogodny w takich tylko wypadkach, gdzie 
chodziło o dosunięcie tego S do tematu przymiotnika takiej oto pro- 
stej budo W' y, jak srog^ albo jak J,rot(J,:)^pręd{l-) po odrzuceniu z nich 
tego S /t. W pierw^szych czasach, jak się wyżej już powiedziało, 
wszystkie takie przybierane w stop. równym SS, odpadały w com- 
parat. Formy jak sroglas, krotias, prędias i co tam potem dalej 
z nich wynikało, nie sprawiały żadnej zatem trudności. Ale później 
zaczęto w naszych językach te rozmaite SS (prócz jedynego /■) co- 
raz chętniej przeprowadzać ze stop. równego i do wyższego, zaczęto 
mówię owe SS cierpieć i tutaj — a to bardzo utrudniło zadanie 
tego ias: bo i cóż nuał S ten poczynać w składzie takich formacyj, 
jak np. Jcrnąhrn-ias albo szorst-ius (od krnąbrny, szorstki), w któ- 
rejto kombinacyi to „hrnias" i stias (a w dalszym fonetycznym wy- 
niku szczias itd.) miało tworz}^ jedne tylko syllabe, a przecie 
taką, żeby i diftongowość tego ia nie traciła w niej swojej cechy? 
Otóż w takich to warunkach, dla ominięcia tej trudności , rozpadała 
owa dwugłoska ia na dwa brzmienia samoistne — na m, przegro- 
dzone od siebie dla uchylenia rozziewu jeszcze i jotą, meci-j-a: i 
tak to owo „hrnr^hrn\ias'^ przeszło w krnąbrn-ijas. A że w tem 
ijas w dalszym ciągu czasu, czy to dla dostroju głoski iza (§.77), 
czy z innych może akcentuacyjnych powodów, i to i jeszcze się po- 
tem na e rozwarło: więc przyszliśmy na tej drodze wreszcie do ejas, 
ej. Od tej chwili funkcyonowały w formacyi stopnia wyższego obok 
siebie zatem obie odmianki — ias w wyrazach lżejszej budowy, ejas 



94 Stopniowanie przymiotników. 

w więcej nabitych. Najczęściej jednak i na obydwa sposoby zarówno 
(w daleko szerszych rozmiarach, niżeli to dzisiaj praktykujemy) 
musiały się w tamtych czasach przymiotniki stopniować: na ten 
wniosek naprowadzają takie np. zjawiska, jak to że dziś obok 
jedynie już używanego gładszy (z gładias), a nie gladmcjszy^ wi- 
dzimy przecie w obiegu tylko przysłówek gladsićj odpowiedni temu 
gładziejssy — ■ a nie gladzej (jak prędzćj). Mówić się zatem oczy- 
wiście kiedyś musiało równie dobrze i gładmcjszy ^ gładziej i także 
gładszy^ gładzej — z tego zaś mamy obecnie z każdej formacyi po 
jednym tylko okazie, które oba jak na przekorę nie przystajjj, do 
siebie, ale właśnie przeto uprzytomniają stan rzeczy w przedpi- 
śmiennej epoce. 

* Z tą naszą, dwoistą, formacyą, stop. wyższego pozostają, w pewnej (zre- 
sztą dość odległej) analogii i stosunki w niektórych innych językach. Tak np. 
w grec. mamy i takie comparatiwy jak fjaacov, r^aaov, i takie jak -/a/.^aw, /.ay.toy. 
I jedno i drugie wyszło co do tej ostatniej swojej zgłoski z k[ians {heJdans, 
kaklans ) : ia tworzyło w nich obydwóch zarówno diftong. Otóż ten diftong ia, 
później io , ukazuje nam się w ka.Jc'ion już rozłożony na to — tej formacyi od- 
powiada przeto nasze mniej; pi'zeciwnie Jiesson, dawniej hession, odpowiednie 
naszemu prędz, ukazuje to io jako aż do samego ostatka utrzymane przy di- 
ftongowym walorze, w skutek czego ta dwugłoska tu też to k na ss przeobra- 
ziła, a potem co do pierwszej swej cząstki (co do i) podległa wyrzutni. — 
W 8 ans kr. także dwoistość taką widzimy: S ias {ians) w ostatecznym stanie 
tego języka albo się vf jas [jcms) konsonantyzował , albo na ijas {ijans) roz- 
kładał. Odmiankę jas widzimy tam zastósowywaną w takich tematach , jak 
prejas milszy, bhu\jas liczniejszy (po poprzedzającej samogłosce); od- 
miankę rozłożoną przeciwnie, t. j. ijas, ijans, widzimy w takich jak r ar j'y«s 
szerszy, lagh\ijas lżejszy itp. t. j. po poprzedzającej spółgłosce (jjor w-yar, 
po gh w lagh). Zresztą i tutaj jednakże, taksamo jak u nas, zdarzały się także 
i podwójne formacye; np. od ncwas nowy było w używaniu i prawidłowe na- 
vljas nowszy, i navja?. (Przypomina to nasze milejszy i milszy), 

O stopniu najwyższym. 
§. 409. Między stopniem naszym najwyższym a 
wyższym taką tylko mamy różnicę, że się w tym stopniu 
trzecim dodaje zawsze z przodu do formy wyższego je- 
szcze przybranka naj: najlepszy, najkrótszy ^ najbielszy. 

■•' To naj wytworzyło się niewątpliwie z przyimka na: naj- 
lepszy brzmiało dawniej na-hpszy ^ a znaczyło „na wierzchu lepszego" 



o stopniu najwyższym. 05 

niejako położony, czyli po nad to co jest lepsze, jeszcze wyżej ster- 
czący. Taksamo też i liczebniki „diva\naście'% Jrsy\nd^ście^ itd. wła- 
ściwie znaczą dwa, trzy, cztery itd. na podkładzie dzie- 
sięciu; powstało to bowiem z pierwotnego „dwa-na-dziesięcie" 
(§. 203, C). Otóż tasama myśl posłużyła i na wytworzenie odrębnej 
formy dla przymiotników i przysłówków w stopniu najwyższym w na- 
szym jeżyku — po utracie takich najdawniejszego kroju superlati- 
wów, jak nimi są np. sanskr. lagJdśfhas najlżejszy, i)A-^ig\to(; naj- 
większy, i mini-mus albo hrevis\si-mus w łać. jeżeli rzeczj^iście 
mieliśmy i my kiedy takie wyrażenia, czego już nie można rozstrzy- 
gnąć. Starosł. język używał także już takich form z przybranem 
naj; zastępował oprócz tego bardzo często jednak superlativus i 
przez temat comparatiwu obłożony z końca artykułowym zaimkiem 
/, ja, je; tsknp. dohrejs0\ij, dohrejsm-ja, dohrejsze-je mogło znaczyć 
i najlepszy, a, e; clmżdKSS-ij naj chudszy (idea zatem tasama, 
co w tamtych starożytnych klasycznych superlatiwach, tylko że użyto 
tu do tego zaimka i — a nie tas, mas, tatas, tamas). 

W dawnej polszczyźnie do bardzo późoa były zresztą, w obiegu i formy 
stop. najwyższego z przybieranem jeszcze na, zamiast naj \ np, jeszcze w XVII 
wieku ^^namiłościwszy królu, nałaskaicszy parde, namilejszy, nawyzszy,7iagłupszy, 
naniższy, naużyteczniejszy itd. Obok tego mamy jednak już i w Ps. Flor. 
(wiek XIV) liczne okazy dzisiejszych form, np. ,,naywlszy^^ , t. j. najwyższy 
(str. 4). — Żeby to 7ia i naj, w tern użyciu, było tylko zepsutem nad {nad- 
wyźszy), jak to przypuszczają, niektórzy: do tego wniosku nie widzę dosta- 
tecznych i)owodów. Wymawianie narodowe dawniejsze ( a i dziś jeszcze w pe- 
wnych stronach ludowi właściwe) tego a w nd-lepszy itd. zawsze jako d po- 
chylonego, a zatem kiedyś długiego, a to według tamtych mniemania 
z tego powodu, że z tego na coś tu odpaść musiało (mianowicie owo d) i że 
zaszło tu w taki sposób zatem przedłużenie kompensacyjne — wymawia- 
nie takowe , jakkolwiek co do faktu samego prawdziwe , nie może być w ten 
sposób uzasadniane i nie wystarcza na argument, żeby przyj ą-ć całe owo rozu- 
mowanie. Wszakże i w dwanaście, trzynaście itd. wymawiało się to na w ta- 
kisam sposób, a przecież nikt go tutaj nie poczyta za zepsute nad. Nakoniec 
zważmy i na to, że naj wytwarzać się może z wa i od razu , bez takiego po- 
średniego ogniwa: wszakże używamy na całym obszarze narodu wyrażenia pra- 
widłowego naprzód, nasamprzód; obok tego mówimy jednak już powszechnie 
i najprzód, a w Galicyi daje się słyszeć nawet i najsamprzód. Otóż w takito 
właśnie sposób i z nalepszego wynikło najlepszy. 



96 Stopniowanie przymiotników. 

Stopniowanie nieregularne. 

§. 410. Niektóre przymiotniki o tyle odstępuje, od 
powszeclmycli zasad stopniowania, że ukazują w obydwóch 
swoich stopniach Avyższych, tematy niekonieczne zgodne 
z tematem stopnia równego. 

Przedewszystkiem należą tu zakończone na S /c, które 
to h^ jak się i wyżej już powiedziało, wszędzie w sto- 
pniach wyższych odpada. jMamy zatem: 

gładki — gładszy, cienl^i — cieńsz}^, 

słodki — słodszy, nizki — niższy, 

wazki — węższy, miałki — mielszy, 

głębold — głębszy, daleki — dalszy, 

szeroki — szerszy, krótki — krótszy, 

lekki {==\wgld) — lżejszy {nie lekszy!) 

wysoki — wyiszy, w przysłówku także tvyżfj I 
miękki — miększy, ale i mi§Jcciejszy, migkczejszy. 

Tylko dziJci ma dziUszy^ dziczej. 

Następujące formują stopień wyższy od zupełnie 
innego tematu, w stop. równym nieużywanego: 
loielki — tcięJcszy, dawniej wlgłszy, w przysł. ivlccfj , (tem. 
mały — mniejszy, (tem. mi%w), \ivlc.th), 

dohry — lepszy , {Up), 
s^y — gorszy, {gor). 

Czerwony, dawniej czeriuiony, ma czerwieuszy. Wesoły, 
dawniej wiesioly — ma weselszy, zamiast wleslelszy; stąd 
też zwątlenie tu samogłoski (§. 76). 

Jest kilka przymiotników tylko w stopniu wyższym używanych 
i dlatego niemających już znaczenia stopnia wyższego; należą tu 
iiuąższy, j^)«'6'r?(;.s,0^, dzisiejszy, jutrzejszy, i podług tej analogii uro- 
bione; Kczorajszy, omydajszy, tutejszy, tamtej.^zy , teraźniejszy. 



stopu, bezwzględne. 97 

Tnssy pochodzi od inny (imj), ale także nie ma już znaczenia sto- 
pnia wyższego : znaczy tosamo co inmj. 

Niektóre przymiotniki nie stopniują sie wcale, a to z powodu 
swego znaczenia; np. zhfi/, słomiany, marmuroiuy ; niemy, ślepy: 
sypialny, jadalny ; biażławy, żóUatcy ; ojcotusJd, synoiusld, coroczny, itd. 

Z pomiędzy imiesłowów te tylko mogą się stopniować, które 
zupełnie już przybrały znaczenie przymiotne, i to pod warunkiem 
że własność, jaką wyrażają, może się zdarzać w mniejszym lub 
większym stopniu ; 

np. uczony — uczeńszy; hochany — najuJcochańszy ; ciągły — 
ciągłej szy ; czuły — czulszy; gorący — gorętszy, itd. — - Przeci- 
wnie umarły, sJcamieniały, spadający itp. oczywiście stopniować się 
nie mogą. 

■'" Oprócz tego najzwyczajniejszego sposobu stopniowania i)0- 
równawczego, któryśmy co tylko poznali, jest jeszcze drugi, tak 
zwany opisowy. Do przymiotników w stopniu równym dodaje się 
natenczas przysłówek hardziej lub icięcej , a w stopniu najwyższym 
najbardziej, najtuiecej ; np. szczęsliivy — bardziej szczęsliu-y — naj- 
hardziej szczęsliiuy. — Używamy tego stopniowania opisowego mia- 
nowicie wtedy, kiedy chodzi albo o imiesłów, który się zwyczajnym 
sposobem stopniować nie daje, np. bity, cJiiualony, celujący, pra- 
gnący itd. albo też o przymiotnik jak gibhi, szorstki, rcj^czy, cierpki, 
ochoczy i tym podobne, które rzadko kiedy znajdujemy stopniowane 
w zwyczajny sposób. 

B. Stopniowanie przymiotnilców bezwzględne. 

§. 411. Bezwzględne, t. j. nieporównawcze podnoszenie i zni- 
żanie danej własności wyrażać można w ogóle w czworaki sposól) : 

1 . za pomocą stopnia równego i najwyższego ; 

2. przez przyrostki; 

3. przez przybranki; 

4. opisowo. 

1. Za pomocą stopnia równego przypisujemy danćj rzeczy 
własność nie tylko w sensie porównawczym, ale i wtedy, kiedy jej 
z nic/ćm drugiem nie porównywamy; np. piękny koń, wielkie mia- 
sto, rozumny człowiek. - Jeżeli zaś clicemy dać do zrozumienia, 

(;r!ini. llist. I'()r. II. "> 



98 Stopniowanie przymiotników. 

że rzecz posiada ten przymiot w bardzo wysokim stopniu, używamy 
wtedy (jak władnie) stopnia najwyższego (t. zw. Ii]lalivus); 

np. najzacniejszy człoiciek ; pędził życie najszcześlitusze ; hyło to mia- 
sto położone 10 najpiękniejszej oJcolicy. 

2. Przyrostki, które stopień własności przymiotnikom pod- 
łożonej zdrabniają, tylko w przybliżeniu podają lub też podno- 
szą, są następujące: ńh% cliny^ tJd, czJci, śJci, neczJci, sinJd, sieńhi, 
teńJci, sineczhi, tineczhi, tineczuszM (łacińskie: lus, ciilus^ Uus). Te 
SS są zdrabniające. W przybliżeniu ukazują dany przymiot wy- 
razy zakończone na aivy, aty itp. np. żóUatvy, hladatvy, thistawy, 
rudatuy, gruhaiuy^ czerniawy , oJcrągławy, cisatoy, twardatcy — jaj- 
Jcotvaty, stoż7wtvaty, lejkotoaty , tuilczaty, dropiaty, f)hipotvaty ^ ghi- 
p)Jcoivaty, 2)odługoivaty itp. 

Okazy odcieni zdrobniałych, np. od mały: maleńJd, ma- 
hicJiny, malutki, maluczki, maluśki, malineczki, mahisinki, malusień- 
ki, maluteńki, malusineczki, malutineczuszki. . . 

* Nie wszystkie jednakże lorzymiotniki mają. po temu znaczenie, żeby 
sie w ten sposób cieniować mogły. Tłusty, głupi, drobny, ładny itp. można tak 
naginać. Ale wzniosły, anielski, boski, szatański, potężny, okropny itp. nie po- 
zwalają, na to. Zresztą, wiedzieć też należy, że powyższych wyrażeń uży- 
wamy prawie tylko w mowie potocznej. 

W niektórych okolicach, np. w Poznańskiem, lud i zgrubia przymio- 
tniki , a to przez dodawane achny, iki ; np. icielachny (=: co sig zowie wielki), 
dłużyki, itd. 

3. Przyb ranki, za pomocą których określamy stopień jakicg 
własności, są następujące: 

przy, "') prze , za ze stop. równym , 

co „ „ wyższym, 

jak, iwze „ „ najwyższym. 

w\i. przy ciężki, przytioardy, przytępy ( = nieco ciężki, trochę twardy); 
przeivlelehny, prześliczny, przemądry, przebiegły, ( -— bardzo piękny, 
aż zbyt m^.i{\j ) \ - ~ zaciężki , zativardy , zaskryty (zanadto, zbyt). 

*) W wiekach jednak zygmuntowskich łączyła się ta przybranka przy za- 
sadniczo ze stop. wyższym, np. przytwardszy, przygrubszy, przycde- 
mniejszy , przybielszy itp. nadając tym wyi-azom tosamo co i dzisiaj 
(w połączeniu zpositiwem) znaczenie dosyć al])o nieco twardej, gru- 
bej itd. własności. 



Słoworód Czasowników. ^9 

co toiękssy^ co prscbrańssy, co rosumniejssy (znaczy to wpra- 
wdzie tyle co tvleJcs0y, romminiejszy^ ale bez porównawczego 
znaczenia; np. micsscscf, się iv tym sbiorsc moivy co przehrańssc). 

jaJc najtvi§]cs.zy , jah najpiękniej ssy , — x}rzenajśivięts!2y , prze- 
nctjsJirytsmj (podnosi własność rzeczy do najwyższej potęgi, jaka 
być może). 

4. Opisowe cieniowanie stopnia przymiotników uskute- 
czniamy przez następujące przysłówki, dodawane do stopnia ró- 
wnego: bardzo^ luaio, shyt, nader, trocJic, nieco, arcy itp. — np. 
bardzo mcf^dry, arcydowcipny, nieco czarny, itd. 



IV. Słoworód Czasowników. 

§. 412. Rozdział mniejszy ma za wyłączny przed- 
miot owę obok Imienia drugą główną odmienną część 
mowy, którą nazywamy słowem czyli czasownil^iem. 

Tak jak każde nasze imię, czy ono jest rzeczowni- 
kiem, czy przymiotnikiem itd. nie pojawia się w żywej 
mowie inaczej, jak tyll^o w pewnej rodzajowej, skłonni- 
kowej , liczebnej , słowem deklinacyjnej postaci : tak też 
i Słowo stanąć nie może przed oczyma naszymi inaczej, 
jak tylko w pewnej takiejże poszczególnej formie swojej 
konjugacyjnej. Jeżeliśmy właśnie z tego powodu, mÓAviąc 
wyżej o słoworodzie Imienia, byli zmuszeni odtworzyć 
sobie przedewszystkiem genezę jego deklinacyi, a to do- 
ciekając, co jest każdej takiej deklinacyjnej formy zna- 
mieniem czyli końcówką, skąd się ta końcówka wzięła i 
jak się z daną rdzenia wyrazu czyli tematem spaja : to 
też i w^ niniejszym rozdziale trzeba nam sobie przede- 
wszystkiem uprzytomnić początek i powód tych wszystkicli 
form, których ogół konjugacyą zowiemy : w ten tylko 

7* 



100 Słoworód Czasowników. 

bowiem jedyny sposób potrafimy każdą taką słowną postać 
etymologicznie zrozmnieć. G e n e z a k o n j u g a cy i w o g ó 1 e 
będzie zatem przedmiotem pierwszej i głównej części ni- 
niejszego rozdziału. W jego połowie drugiej rozpa- 
trzymy odrębności zachodzące w samej budowie tematu 
czasowników naszych, dociel^ając i tu przyczyny tych ró- 
żnic , mianowicie czy i w nich także odgrywają jaką rolę 
talde etymologiczne składniki; jak owe cośmy je w sło- 
worodzie Imion rozpoznawali pod nazwiskiem przyrost- 
ków. Damy w ten sposób ostateczne, umiejętnie prze- 
prowadzone uzasadnienie owego podziału naszego wszy- 
tkich słów polskich na ośm klas konjugacyjnych , jakiśmy 
w II głównej tego dzieła części, t. j. w nauce Flexyi, 
już przeprowadzili w praktyce. 

1. Genoza l^ortjrLgacyi. 

§. 413. Zgodzi się na to pewnie każdy, że słowa 
t. zw. pierwotne (g. 254) są to czasowniki nic tylko 
budową swoją z pomiędzy wszystkich najprostsze, ale i 
co do wieku najstarsze. Obecnie tworzą one zasób, 
liczebnie wcale szczupły, naszej klasy I: niegdyś było ich 
nierównie więcej. W pierwotnej epoce mowy, przynajmniej 
w najrychlejszych jej zaczątkach, nie było innych czaso- 
wników, jak tylko takie. Słowa pochodne i w ogóle dal- 
szoklasowe wytworzyły się bądź z tych pierwotnych, bądź 
też z imion w następnych dopiero wiekach. 

Jeżeli w słowach pierwotnych upatrujemy okaz naj- 
starszych i w odnośnej epoce czasu jedynie istniejących 
czasowników naszej mowy plemiennej: to rzecz jasna, że 
i w mającej się tu przeprowadzić genezie konjugacyjnego 
ustroju to ^\'laśnie słowa mieć przed oczyma i na nich 



Geneza konjugacyi. 101 

się głównie; oprzeć, a przynajmniej od ich odmian itd. 
zacząć rzecz powinniśmy. Niew^ątpliwde cały nasz nstrój 
osobowania, liczbow^ania, czasowania i w ogóle konjngo- 
w^ania, tal^ })óźniej rozwinięty w^ w^szelldch możliwy cli kie- 
runkach, na tle tych tylko czasowników się złożył. Na 
tę dopiero już utartą i gotówką modłę zaczęły się potem 
i pochodne także słowa, w miarę jak się zjawiały czaso- 
wać — o ile ich właściwości odrębne nie pociągały za 
sobą w tern lub owem koniecznych odstępstw, które się 
do tamtej normalnej konjugacyi pierwotników^ miały jak 
wyjątki przyczynami szczególnymi spow^odowane do po= 
wszechnej i zasadniczej reguły. 

To też i dla mnie jest powód, że w wywodzie, który 
tu przeprowadzić zamierzam, będę się posługiwał samymi 
tyll<:o przykładami form wziętych z fiexyi czasowników 
pierwotnych. Odmienności czasowania niektórych słów 
dalszoklasowycłi będą mogły być uwzględnione dopiero 
w drugiej połowie niniejszego rozdziału. 

A. Konjiigacya pienyolua, bezwslaAvkowa. 

§. 414. Cały rozwój konjugacyi ind o europejskiej od 
pierwszego jej zawiązku aż do chwili, w której stanął 
ostateczny, w^ całej pełni wykończony jej ustrój , przed- 
stawia nam się być płodem nader długiej , coraz innymi 
wpływami i dążnościami kierowanej czasu przestrzeni, 
którąbyśmy podzielić tu sobie mogli najsnadniej na dwie 
co do obfitości faktów^ bardzo nierówne połowy. Za dzieło 
pierwszej z ty cli epok uw^ażam wytworzenie organizmu 
t. zw. bezspójkowej , a raczej bezwstawkowej konju- 
gacyi, którejto szczątki ostatnie, do niel^tórych już tylko 
słów przywiązane, zacłiowuje w iiexyi swojej mniej wię- 
cej każdy język szczepowy, a między nimi i nasz wraz 



102 Słoworód Czasowników. 

z innymi pobrćitymczynii (obacz wyżej §. 287). ^Yy two- 
rem drugiej epoki był sposób pełniejszego i dobitniej- 
szego już czasowania w duchu dzisiejszym, głównie się 
posługujący wstawkami, czyli konjugacya w stawkowa. 
W swoim czasie, t. j. dopóki konjugacya bezwstaw- 
kowa w mowie naszej plemiennej panującym była syste- 
mem, czasowały się na owe modłę wszystkie czaso- 
Avniki, jakie tylko owej mowie były właściwe. Później 
formy wstawkowe zajęły miejsce form bez wstawko wy cli i 
wyparły je z mżywania — z nielicznymi wyjątkami bądź 
to takich form zachowanych pierwotnych, które się same 
jedne aż do ostatka utrzymać potrafiły w obiegu, bądź 
też które żyją w języku obok form rozszerzonych już 
wstawką. Przykładem pierwszych jest nasze loiem, jem, 
jest; w łać. było takiem fers, fert, fertis itj). Okazu dru- 
gich dostarcza obficie język litew. a z naszych słów jest 
takiem np. dam , dasz itd. zachowane obok daję, dajesz. . . 

* Najwięcej słów czasują-cych sig wedle zasad tej konjugacyi pierwotnej 
nawet jeszcze i w piśmiennej ej)oce, znajdujemy stosunkowo w greckim i sanskr. 
języku. W sanskrycie s% takimi mianowicie czasowniki policzone do tak zw. 
II, III, a ściśle biorą,c i do Yll klasy narodowych indyjskich gramatyków. 
Zato wszystkie inne klasy sanskryckie, nawet Vta, Ylllma i IXta, pod ró- 
żnymi innymi względami tamtym trzem klasom najbliższe, posługują, się już 
wstawkami. Greckimi słowami tej kategoryi są, czasowniki na [j.i (z wyjątkiem 
jednak zakończonych na vu|xi). 

§. 415. Formy konjug. pierwotnej były to zawsze 
wyrazy z dwóch tylko syllab złożone. (Pewien wyjątek 
od tej zasady stanowił tylko szczupły poczet słów, o któ- 
rych mowa w §. 422). 

Pierwszą z tych zgłosek tworzył pierwiastek, 
drugą osobowa końcówka: tak np. jem brzmiało 
wtedy ad-mi; wiesz wM-si; kładziemy Mad-mas. Te 
\^\^ ad, toe^l i Jclad. same przez się wyrażały av obrazie 



Osobowe końcówki. 103 

bliżej nieokreślonym same tylko tym trzem słowom podło- 
żone główne pojęcia: końcówka osobowa nadawała każdemu 
z tych pojęć wyraźne już piętno przedewszystkiem czyn- 
ności, oprócz tego i związku tejże czynności z ])ewna. 
działającą, osobą (pierwszą, drugą lub trzecią); nako- 
niec określała, bodaj w przybliżeniu na razie, także i 
liczbę gramatyczną tych osób. 

Posługę osobowych końcówek świadczyły, jalv się to 
okazało już wyżej (§. 350 i nast. ), zaimki osobiste. 
Poła^czenie zaimka zatem osobistego z pierwiastkiem wy- 
twarzało z tego V słowo, od razu dane w pewnej funkcyi 
konl^retnej. Takież samo połączenie zaimka wsl^azują- 
cego z owym v', wytwarzało z niego imię, a raczej te- 
mat tego imienia (§. 305), któremu to tematowi postać 
ostateczną, a z nią razem i funkcyjne ol^reślone znaczenie 
nadawały dopiero sldonnikowe końcówld, doczepione do 
owego wskazującego zaiml<:a jako tematowej końcówki. 
Czem zatem tutaj te dwie końcówki, tematowa i skłon- 
nikowa: tem w tamtoczesnej werbalnej formie była oso- 
bowa końcówka, sama. 

1. Końcówki osobowe. 

§. 416. Pierwotna i normalna postać osobowych 
końcówek w całej mowie indoeurop. była następująca: 

sing. dual. plur. 

I osoba mi iva mas^ 

II „ si (U) ta ta, 

III „ ti (si) ta ti (si). 

'•' Porównanie tych końcówek pomiędzy sobą, choćby nawet 
nie . wnikało aż w ich etymologią , samo jedno już wystarcza , 
żeby każdego nieuprzedzonego przeświadczyć, że taksamo jak sie 



104 Geneza konjngacyi. 

w tlekliiiacyi i w sloworodzie Imienia tylko zwolna i sukcesywnie wy- 
twarzało to w^szystko , co tu stanowi nasze językow^e bogactwo : tak 
też i w werbalnym ustroju szły rzeczy po sobie taką koleją. Miano- 
wicie co się tyczy tych osobowych końcówek, widzi każdy że to wy- 
nik stopniow^ego , całe wieki ogarniającego procesu. Pomiędzy jedną 
a drugą taką końcówką leżą nieraz w pośrodku całe czasu prze- 
strzenie, całe okresy rozwoju ducha i językowego postępu. Dlatego 
to też wddzimy pomiędzy nimi takie niejednostajne różnice. Tak np. 
między mi a U albo wa, spostrzegamy odrębność rzekłbym bez- 
warunkową: każda z tych trzech końcówek poczęła się samo- 
istnie i niezawiśle od drugich. Między dualnem w II osobie ta a 
pluralnem w tejże osobie ta, jest już tylko iloczasowa, więc wzglę- 
dna różnica — następstwo oczywiste owej okoliczności, że się to 
ta z czasem dopiero z pełniejszego ta wytw^orzyło, jak w ogóle 
liczbę mnogą uznaliśmy w całej tiexyi za późniejszą i dopiero z tej 
podwójnej wynikłą. Między pojedynczo-liczebnem si ( lub niekiedy, 
t. j. w^ niektórych językach używanem natomiast ti) w II osobie 
— a takiemże (właśnie odwrotnie) tl (czasem si) w III osobie, 
zachodzi jeszcze mniejsza, bo już oto tylko taka alternatywna, 
w każdym razie konwencyjna różniczka, a to znowu z tego 
powodu, że te obydwie osoby w liczbie pojedynczej przez cały 
ciąg wieków poprzednich ze sobą stanowiły jednotę. Między po- 
jedynczo-liczebnem w III osobie ti {si) apluralną tejże III osoby 
cechą, nie ma w samej końcówce osobowej nawet już żadnej ró- 
żnicy: przyczyną tego stan rzeczy, na który wskazują i inne jeszcze 
poszlaki (poznamy je niżej), mianowicie że epoka konjngacyi „pier- 
wotnej" w ogólności nie potrafiła się zdobyć na rozgraniczenie od 
siebie tych dwóch liczebnych stosunków i prawdopodobnie wyrażała te 
obie trzecie osoby (pojedynczą i nmogą) tąsamą formą. Rozejście 
się tych dwóch pojęć w języku dało się uskutecznić dopiero sztu- 
cznie, za pomocą wstawki — więc nie prędzej , jak dopiero w ciągu 
odnośnej, o całe długie wieki już późniejszej epoki. Nakoniec 
w licz. podwójnej, między końcówką ta II osoby, a ta III osoby, nie 
tylko \N obrębie tej doby najdawniejszej nie było żadnej różnicy, 
ale do niej w kilku językach, a miedzy nimi i we wszystkich prawie 
słowiańskich, nawet i później nigdy nie przyszło — w owych zaś 
mowach, gdzie tę różniczkę uskuteczniono, jak np. w sanskrycie. 



Osobowe końcówki. 105 

a po części i w greckićiii, użyto do tego już tylko ubocznych środ- 
ków, dotykahiie datujących z bardzo późnej stosunkowo ejioki. Były 
to np. dodatki pohibownie doczepione do owych obydwóch tćl , lub 
też przeróbki przeprowadzone w wnętrznym ich składzie; inaczej 
bowiem tych np. aż czterech w sanskr. liczbie podw. różniczek : ta-s, 
tJia-s, ta-m i fa-m, po za wszelką, analogią z naszymi językami bę- 
dących, wytłómaczyć skąd się wzięły, w żaden sposób nie można. 
To co nam w powyższy sposób nasunęła sama że tak powiem 
zewnętrzna postać tych końcówek między sobą porównywana, to się 
stwierdza najzupełniej i kiedy się wchodzi w etymologiczny ich roz- 
biór, llozbior taki w całkowitym genetycznym toku i związku je- 
dnakże przeprowadziłem już wyżej w rozdziale o osobistych zaim- 
kach (§. 350 i nast.), więc do niego czytelnika i stąd odsyłam. 

** Niepodobna mi tu milczeniem pominąć sprzeczności, jaka niestety 
zachodzi pomiędzy mojem tutaj na końcówki osobowe zapatrywaniem a zda- 
niem o tern popłacającem w postronnej literaturze dotyczącej tego przedmiotu. 
Wychodząc z innych premisów, a to już w zakresie Głosowni , postawiono 
w lingwistyce porównawczej uprawianej przez zachodnich uczonych, całkiem 
inne punkta wyjścia w tej kwestyi. Zdaniem tedy szkół panujących pierwotną 
końcówką Iszej osoby licz. poj. miało być ma; podwójnej rasi, mnogiej 
masi; w Ilgiej osobie licz. poj. łva czy też *«, a podw. i mnogiej łasi; 
końc. Illciej osoby ta , w licz. mn. anta itd. Z tych dopiero rzekomo naj- 
pierwotniejszych , w ogólności indoeuropejskich form przeddziejowych, miały 
się przez jakiś rodzaj „osłabienia" czy zmiękczenia, skrócenia itp. wyrobić owe 
później już pozytywnie w najstarszych językach spotykane końcówki ??n', Si, ti.. . 
Me mając w ogólności zamiaru zajmować się w tej książce zbijaniem twier- 
dzeń przeciwnych mojemu zapatrywaniu , poprzestanę i tutaj na krótkiem po- 
daniu tylko powodów, dla których niepodobno mi było przyjąć tamtych wszy- 
stkich domysłów. 

Uważam zawsze za najlepszą i za najbliższą prawdy taką teoryą, która 
jest ze wszystkich najprostszą; za pomocą której jesteśmy w stanie jak naj- 
większą ilość różnorodnych pojawów jednym rzutem bez naciągania i karko- 
łomnych skoków wyjaśnić; za którą nakoniec świadczą i pozytywne fakta dzie- 
jowe, jakimi w językoznawstwie są pomniki piśmienne i przekazane w nich 
formy. W myśl takiej to właśnie teoryi zdaje mi się , że i pierwotnych w kon- 
jugacyi końcówek nie można sobie w innej wyobrazić postaci , jak tylko tej, 
w jakiej ja je tu okazuję. Przemawia za końcówkami moimi najprzód ta ich 
zgodność konsekwentna z całym rozwojem, powyżej przeprowadzonym, osobi- 
stych zaimków : tylko w ten sposób odgadywany ten rozwój wspiera cały sy- 
stem końcówek, i odwrotnie, tylko tak pojmowane końcówki umożliwiają od- 
gradnięcie , w jakiej kolei i z czego się rozwinęły i ustaliły rzeczone zaimki 



106 Geneza konjugacyi. 

w samoistiiem swojem użyciu. Lingwistyka tegoczesna wie wprawdzie od pier- 
wszej eliwili jak najdokładniej o tożsamości tych zaimków z końcówkami oso- 
bowymi, wie o tem jednak tylko w ogólnej abstrakcyjnej zasadzie. W poszcze- 
gólnej aplikacyi , ani zaimki osobiste nie odniosły z świadomości tej dotąd 
wielkiej korzyści ani też z niej nie zyskały niczego osobowe końcówki. 

Drugim takim tutaj punktem oparcia dla mnie to było , że tylko z ta- 
kiego pierwotnego zawiązku potrafimy bez naciągania i w sposób zgoła naj- 
prostszy wywieść postać tych końcówek w starosłowiańskim , a dalej tąsamą 
drogą idąc, w naszym dzisiejszym i w każdym drugim pobratymczym jgzyku. 
Ukazuje tensam zawiązek i każdy inny dalszy współplemienny nam język, rozu- 
mie się w głównej swojej wzięty całości *). Tam gdzie zachodzą więcej istotne 
zboczenia — zawsze tylko poszczególne i sporadyczne — np. w trybie rozkaz, 
o ile się w którym języku prawdziwy imperativus zachował, tam już należy 
uznać różniczki umyślne, dla odznaki togo trybu od form czasownych oznaj- 
mu jacy eh pomocniczo zaprowadzone, które zatem z tej jedynej tylko przy- 
czyny odstępują od prototypu głównego **). Za końcówkami pierwotnymi, 
w tamtych sferach naukowych przyjętymi za pewnik, nie świadczy żaden zgoła 
język; polegają one tylko na hypotezie z góry powziętej, która runąć musi po 
dokładniejszem, aniżeli dotąd, zbadaniu powszechnej indoeuropejskiej glosowni. 
Od czasów Boppa ta część najważniejsza nauki nie poruszyła się z miejsca 
w głównych swoich pojęciach, jakkolwiek skrzętność późniejszych badaczów 
nieskończenie zbogaciła materyał tamtemu uczonemu przystępny, i w ten spo- 
sób przygotowała dalszy sf)odziewany jej postęp. 

Trzecią instancyą, do której się tu muszę odwołać, są końcówki oso- 
bowe medyalne, z aktywnych jak się samo rozumie, z czasem dopiero 
wytworzone, a właśnie przeto pozwalające odgadnąć, jaka wtedy była po- 
stać tych aktywnych końcówek. 

*) ' Poszczególne drobne sprzeczności nie dowodzą oczywiście niczego. Tak 
np. w greckiem I os. licz. mn. ni stąd ni zowąd kończy się na men 
(Xuo(j.ev, ea|xev); ale dorycki konserwatywny dyalekt ukazuje przecież 
jeszcze natomiast pec, wynikłe z pierwotn. mas! A więc pojawienie się 
owego men zaszło dopiero na greckim gruncie. Łacina znowu ma tutaj 
mus {ama\mus, su\mus): jest to takisam przeskok z mas na mus, jak 
w deki. dominus z dawnego dominas itd. 

**) Nj). łać. /eri {z fer-ti) znaczyło on niesie; w imperat. przeciwnie 
mówiło się ferto [z fer-ta): zamiana ID O' na A[J] ta, w tym celu 
uskuteczniona, ażeby to „niech on niesie" miało znamię od „on niesie" 
odrębne. Odwrotnie w licz. mnog. zrobił trybowi rozk. takież ustępstwo 
znowu indicativus : ponieważ ferte ( z ferta ) znaczyło nieście, więc 
.,niesiecie" fertis przemieniło to ta na ti (z dodanem s jako cechą 
mnogości ). 





lics. 


poj. 


I 


osoba 


L mami , 


II 


V 


tvasi , 


III 


',■) 


tati, 



Osobowe końcówki. 107 



(O końcówkach osób. mcdyalnych). 

Formy konjugacyi medyalnej w ogólności nie należą do właściwego mo- 
jego przedmiotu, ponieważ z nicli ani śladu nie pozostało w językach słowiań- 
skich ani litewskim, jakkolwiek kiedyś i to wszystko było może w tych mo- 
wach. Jeżeli zatem podejmuję tu mimochodem i to nader zawiłe pytanie , to 
^tylko z tego powodu, że widzę i w końcówkach medyalnych przedmiot po- 
średnio wyświecający właściwe moje zadanie. 

Najwięcej dziś rozpowszechnione podręczniki porównawczo-lingwistycznej 
osnowy, ukazują prototypy końcówek osobowych medyalnych zwykle w postaci 
następującej : 

podic. mil. 

vasivasi , madhimasi , 

tvasitvasi , tvasidhvasi , 

tatitati , antanti. 

Obok powyższych końcówek bywają także przypuszczane w niektórych 
osobach i krótsze formy, jako już z tamtych przeróbki, lecz dokonane jeszcze 
za życia jeduotliwej plemiennej mowy: np. zamiast madhimasi madhai] zamiast 
tvasidhvasi sdhvai; zamiast vasivasi vadhai itp. 

Mojem zdaniem wątpić już z góry się godzi, żeby w jakimkolwiek wieku, 
choćby nawet w epoce troglodytów , mogły były kombinacye , aż z czterech i 
to jeszcze takich zgłosek złożone, pełnić w flexyi posługi końcówek. Przykuta 
do ciężaru, do kajdan takiej końcówki całkowita forma konjugacyjna, nie mia- 
łaby po prostu ani siły stać na nogach ani żadnej swobody ruchu. Musiałaby 
obejmować co najmniej 5 , a przy dodanym z przodu augmencie itd. nawet 
G i więcej zgłosek ! To mi się widzi samo w sobie niepodobieństwem , przeci- 
wnem wszelkim tamtoczesnym warunkom. Żaden też język nie ukazuje ani 
jednej z tych mniemanych końcówek pierwotnych zachowanej w wyrażeniach 
swoich medyalnych. Nawet nie dałoby się ani pośrednio bez naciągania wiel- 
kiego wydobyć z nich owych słówek, jakie natomiast rzeczywiście spotykamy 
w przekazanym nam już np. greckim, sanskryckim albo zendzkim organizmie 
konjugacyi medyalnej ; te trzy to bowiem jedynie języki zachowały do ostatka 
odrębne medyalne końcówki, podczas gdy w gockiem zostały z nich zaledwie 
ostatnie szczątki, a po za tymi czterema mowami szczepowymi nawet ślad 
wszelki tego wszystkiego zaginął. Nie wątpię też ani na chwilę , że nie byłoby 
i w dzisiejszej naukowej teoryi przyszło do przypuszczenia tych tak cudackich 
domysłów, gdyby ich i tutaj znowu nie była podyktowała tylko teorya z góry 
powzięta i nie wiedzieć skąd pochwycona, t. j. wiara w ten niby-pewnik: że 
końcówki osobowe medyalne były to dwa razy powtórzone końcówki 
konjugacyi aktywnej, z niejakimi tylko potem odmianami tego np. rodzaju, że 
z aktywnego ma (w I osobie 1. poj., taką to bowiem jak się wyżej już powie- 
działo, tam przypuszczono aktywną końcówkę) powstało medyalne ma-ma, po 
.jOsłabieniu" zaś tego drugiego tu ma na mi , wyrobiło się z mama mami, a po 
wytrąceniu potem i z tego ma{m)i głoski m, przyszło nakoniec do mai jako 



108 GeHeza konjngacyi. 

ostatecznej pojedyiiczo-liczebiićj medyalnej końcówki I osoby, z któr^ si§ spo- 
tykamy lip. w grec. już historycznie przekazaiiem TuTiTotj.a'. , r,[j.ai itd. Przeskok 
pojęcia aktywnego w odnośne medyalne pojęcie miało się przeto w tamtych 
wiekach uskuteczniać w ten sposób, jak gdybym dziś zamiast „uderzam się" 
lub ., siedzę sobie" powiedział ja uderzam ja, ja siedzę ja, a raczej 
uderzam ja- ja, siedzę ja-ja, z któiych to dwócli „ja" jedno wyobraża 
tu subjekt i jest nominatiwem , a drugie ja wyobraża objekt, położony w IV 
albo Illcim przyp. 

W całej teoryi powyższej jest tylko tyle rzetelnej prawdy, że rzeczywi- 
ście zawiązek konjug. medyalnej w ten oto sposób przyszedł do skutku, że na 
każdej takiej formie główny przycisk wyrazowy spoczywał zawsze na samym 
końcu , na osobowej końcówce. Jednakże nie uskuteczniano tego przycisku by- 
najmniej przez dwukrotne wymówienie (niejako reduplikacyą) owćj końcówki — 
na to bowiem nie ma nigdzie żadnych dowodów; ale praktykowało 
sio to jedynie ])rzez dobitne przewleczenie, wskutek tego x>i'zedłużenie, a wre- 
szcie potęgowanie rzeczonej końcówki, t. j. przez zamianę aktywnego mi 
na medyalne mai\ takiegoż si na sai\ ti [w III os. 1. poj. i mn.) na tai] ta 
( w 1. podw. ) na te itd. Z tych mai, sai, tai, autentycznie zachowanych 
w tem właśnie brzmieniu np. w Medium greckiem , wynikały n astepnie 
jeszcze dalsze fonetyczne, w takich razach zwykłe wyróbki ; np. (w sanskr. ) 
ze sai powstało se; z tai te; z pierwszo-osobowego viai najprzód me, a po 
odrzuceniu tu m — ć; dualne II i III osoby te , będęjce tylko spotęgowauem 
aktywnem ta (§. 23 i 24) , jeżeli w niem nie wolimy upatrywać raczej wyniku 
z III osobowej singularnej końcówki ti — to rozeszło się tam potem na the i te 
dla oddania osobowej różniczki , taksamo jak i w Activum kontrastowały już 
w II a III osobie tej liczby z sobą. odmianki tJia-s i ta-s w pomienionym języku. 

Otóż tak to ja sobie początek tych medyalnych osobowych końcówek 
tłómacze , a w ten sposób pozyskuję i stwierdzenie mej hypotczy 
co do końcówek aktywnych , w ich pierwotnej postaci. 

Potęgowanie takowe samogłoski w końcówce, nie był to jednak jedyny 
w mowach indoeuropejskich sposób wyrażenia w czasowniku funkcyi medyalnej. 
Miano na to oprócz tego dwa jeszcze inne sjDOsoby. Jednym z tych dwóch 
s])Osobów ubocznych była manipulacya, której tu bliżej rozpatrywać nie będę, 
ponieważ nie dotyczy ona końcówki, ale budowy słowa wewnętrznej, 
t. j. samego tematu. Wywiązały się z tej to manipulacyi dwie dzisiejsze cał- 
kowite nasze (a i gdzieindziej także) klasy konjugacyjne , t. j. moja Yllma 
{cierpieć) i VIII klasa {kamienieć, ubożeć). W swojem miejscu roztrząśniemy 
budowę tych słów dokładniej. — Drugim, a raczej trzecim w ogóle sposobem 
medyalnych wyrażeń nazywam formy konjugacyjne pierwotnie zwrotne (re- 
flexywne), co do istoty głównej zupełnie odpowiadające dzisiejszym naszym 
.,nazywain się^, „'wstydzę się^^ itp. jakkolwiek w szczegółowem przeprowadzeniu 
nie brak tu i właściwości odrębnych. AV myśl tej zasady, tworzono formy me- 
dyalne z aktywnych dodając do tych ostatnich zaimek zwrotny, a to 
w przypadku jak ])rzypuszczam owym jakem go nazwał Spoczynkowym nie, 



Osobowe końcówki. 109 

rozszczepionym jeszcze wtedy na osobny VII i III przyp. Była tym skłonnikiem 
forma si (niegdyś si-i, w myśl §. 354). Za dodaniem więc tego si do danej 
formy aktywnej, otrzymywano odpowiednie tejże formie wyrażenie medyalne. 
My po dziś dzień w takich sposobach mówienia dodajemy do czasownika nasze sie 
jako już wyraz osobny, i kładziemy je albo z końca [nazywam się) albo z przodu 
( np. „tak sie nazywam'-^ ) ; w tym drugim razie możemy to się kłaść nawet i 
opodal od słowa (np, „tak się wszędzie i zawsze nazyicam''^). Litwin przeci- 
wnie ma natomiast swoje si i skrócone z niego s, i łączy te zaimki zawsze 
w jeden wyraz ze słowem. Postępuje zaś sobie przy tem w ten sposób, że 
umieszcza w słowach złożonych, opatrzonych przybranką,, np. par-ivezti od- 
wieść, to si zawsze w środku, między przybranką a słowem [par-si-weza 
odwożę sobie coś, parsiweżti odwieść sobie, przywieść sobie do domu); a przy 
słowach pojedynczych, przybranką nieopatrzonych, np. wężu, weżti wiozę, wieść, 
doczepia do nich w formach medyalnych owo s (dawniej i si) z końca i 
otrzymuje np. imzfis wiozę się czyli jadę, inf. iceżtes (zamiast wezti-s) je- 
chać. Inne języki łączyły także owo si, s z czasownikiem zawsze w jeden 
wyraz; a doczepiały doń ów zaimek albo tak jak w litew. do jego osobowej 
końcówki z samego tejże końcówki końca (tak łacina i sanskr. ) — albo też, 
jak np. jęz. grecki, kładły go w sam wnętrzny środek aktywnej formy, między 
końcówkę a temat słowny: aktywne Tt3£-Tov wy dwaj kładziecie, stawało się 
więc w Medium T(3£-a-3ov kładziecie się; taksamo też i pluralne aktywne 
Ti3£-T£ brzmiało w Med. zl^z-a-^z itd.*). W sanskr. i łacińskim jęz. doczepiano, 
jakem co tylko powiedział, owo si na samym końcu, po aktywnej osobowej koń- 
cówce : pierwszo-osobowemu np. w Activum mas przeciwstawiało się zatem 
medyalne mas-si, z tego potem masi , a po zamianie tego s (w sanskr.) na 
h — maili **) ; tak samo w I os. licz. podw. aktywnemu va przeciwstawiało 
się medyalne vasi , a po zamianie i tu tego s nz, h — vahi. Te sanskryckie 
maili i valii były to prototypowe medyalne w I osobie mnogiej i podwójnej 
liczby końcówki ; przy dalszym , coraz pełniejszym rozwoju potrzeb konjuga- 
cyjnych, wytworzyły się potem z tego jeszcze (potęgując i na e. i na ai) od- 
mianki valie, vahai, i taksamo mahe, mahai jako różniczki trybowe itp. 
W Łać. cała tamtejsza forma bierna, z medyalnej wydobyta, polegała wy- 
łącznie na takiej to właśnie tylko manipulacyi — tylko że tutaj, odpowiednio 
do fonetyzmu tego znowu języka , w jego stanie nam wiadomym owo s już 
w postaci głoski r nam się zawsze przedstawia: amor jestem kochany tyle 
więc znaczy co amo-si, amo-s (samo aktywne to amo powstało z pierwotnego 

*) Przeskok w tych formach medyalnych głoski i w 5 (■ct3"£a-^£ zamiast 
oczekiwanego T'!3'£ar£ ) został spowodowany przez położone przed tem t 
brzmienie s: jest to w grec. głosowni i w innych różnych razach się 
powtarzające zjawisko, a w sanskr. jeszcze zwyklejsze. 
**) W takisam sposób powstała i sanskr. I osoba sing. praes. raedii od 

słowa posiłkowego, t. j. forma he z se; l)oć tematem i ])ierwiastkiem 
tego słowa jest s , a nie h. 



110 Geneza konjugacyi. 

amami, następnie amam, a po zlaniu tego am na o, może kiedyś na ą — awo) ; 
taksamo amaris jesteś kochany := aniasi-s; w III os. ama<«r w końcowem 
swojem r także to s ukazuje, zamiast amat (amati) i doczepionego doń s. (Czy 
zaś to u w tur, z i się tu wytworzyło, czy wtrącone zostało jako tylko po- 
mocnicza nawiązka? tego już nie śmiem rozstrzygać). W takiż sposób się 
tłómaczą i dalszo-osobowe bierne końcówki łacińskie, prócz jednego ama-mini 
w II os. licz. mn., które już jest imiesłowem biernym z odrzuconem estis = 
amamini estis kochani jesteście. — W uzupełnieniu uwag co do form tych me- 
dyaliiych pierwotnie reflexywnych, urabianych za pomocą zaimka si, dodać tu 
jeszcze należy, że wszystko na to wskazuje . iż w pierwotnym stanie języków 
indoeuropejskich zaimek ten zwrotny t. zw. „trzeciej" osoby, wraz z pocho- 
dnym od niego zwrotnym zaimkiem dzierżawczym {swój, swoja, swoje), służył 
zarówno w pojedynczej, jak w mnogiej i podwójnej liczbie wszystkim trzem 
bez różnicy gramatycznym osobom, tak jak to do dziś dnia jest właściwością 
wszystkich słowiańskich i także litewsk. języka, w przeciwieństwie do różni- 
czkującego używania tych zaimków [mich, dich, sich, uns, euch) np. w niemieckim 
i taksamo w przekazanym nam stanie łać. języka. Sanskryt także do ostatka ró- 
żniczek tutaj żadnych nie czynił. Ponieważ zaś nawet i w greckim mamy ślady 
takiej samej niegdyś jak w słowiańskich , litewskiej i sanskr. mowie swobody 
co do rzeczonych zaimków ( przypominam tu np. sposób właściwego poety- 
ckiemu tamtejszemu stylowi używania zaimka o; swój w odniesieniu do j akiej- 
kolwiek osoby), a później się to jednak tara w zwyczajnej prozie zmieniło 
na zasadę obecnie praktykowaną w niemieckim i romańskich językach : więc 
godzi się i co do wszystkich innych języków takie samo swobód tych ukróce- 
nie przypuszczać dopiero w pewnej późniejszej jakkolwiek przedpiśmiennej 
epoce. Skład odnośnych końcówek zwrotno-medyalnych greckich, i biernych 
łacińskich, stwierdza a posteriori ten wniosek. 

Czy zasada ta wyrażania medyalności werbalnej za pomocą zwrotnego 
zaimka — i owa druga, poprzednio tu przedstawiona zasada , która tensam 
skutek osięgała przez samo tylko potęgowanie samogłoski w końcówce, czy 
mówię te obydwie praktyki istniały kiedyś przez całą konjugacyą indoeuro- 
pejską równocześnie i równolegle jedna przy drugiej ? czy przeciwnie pojawiła 
się każda z tych dwóch manipulacyj w innej wiekowej epoce, tak iż to co było 
późniejszem, z użycia wypierało dawniejsze — o tem dziś niepodobne orzekać. 
Co jednak poczytuję za pewne , to konkluzyą z całego powyższego wywodu : 
że ostateczny końcówek medyalnych system, jak go widzimy ustalonym w sanskr. 
zendzkim i greckim języku, polega eklektycznie na tych obydwóch sposobach. 
W licz. pojed. zgodność między tymi językami zachodzi zupełna; w dalszych 
liczbach, a zwłaszcza mnogiej , przeciwnie co krok prawie w każdym z nich 
dają się już widzieć to rozstępy, to łataniny i luki niezapełnione — słowem 
względne różnice. Niewąti)liwie wszystko to w następstwie tylko tej jednej 
okoliczności, że w owym czasie, kiedy się pojedyncza liczba tworzyła, nie 
były jeszcze mowy nasze szczepowe do tego stopnia od sie))ie r()zosol)nione, 



Osobowe końcówki. Ul 

co później, zwłaszcza w chwili ustalania sig mnogiej liczby : takowa bowiem 
tak w deklinacyi , jak konjugacyi okazuje sie być ze wszystkich liczb najpó- 
źniejszym nabytkiem. 

§. 417. Końcówki osobowe w tej postaci, w której 
je mamy zestawione w §.416, były tylko pierwotnej na- 
szej mowie właściwe. Jako zgłoski w formach werbalnycli 
ostatnie, tworzące same krawędź wyrazu, podlegały one 
w dalszych stadyach w^ każdym poszczególnym języku 
przeróżnym przekształceniom, a nadewszystko skróceniu. 
W języku starosł. spotykamy się z nimi w takiej już 
oto nieco nadpsutej postaci (obok tych starosłow. koń- 
cówek daję tu zaraz w nawiasie i polską, jeszcze bar- 
dziej w tymże kierunku przeistoczoną ich postać): 
I, poj. podto. mn. 

I osoba mw (m), tv& (wa), m^ (m, my), 

II „ si, szi (ś, sz) , ta, te (cle) , 

III „ th. (—); ta: th. ( — ). 

Np. 0(1 słowa iciedmeć (wedeti) dają, końcówki powyższe, do 
jego v^ ived doczepione, następują-ce formy starosł. toenik wiem 
(-^ wed-mw^ z odrzuconem z powodów fonetycznych tu d)\ toesi 
wiesz (=^ wes\s% a to z toed-si); icestw wie (wed-th^ z d i tutaj 
w myśl §. 88, 6 zamienionem na s); w licz. pod w. tvetve my obaj 
wiemy, wiewa {=^ tved-ive, z odrzuconym d); tcesta wy dwaj 
wiecie i oni obaj wiedzą (^^ tved-fa^ z d i tu zamionionem 
na s); w licz. mn. loeniT^ wiemy (= wed~m^); iceste wiecie 
(r=tved-te); ived§tw wiedzą {=ived-m-tK)^ którato forma starosł. 
i polska już jest ze wstawką i przybyła w późniejszej dopiero epoce. 

W dzisiejszych formach polskich mało tylko pozostaje z ich 
właściwości przedpiśmiennej. Temat icied już prawie wszędzie prze- 
kształcił się tu na ivie; końcówki w osobach III licz. poj. i mn. 
całkowicie odpadły; w innych osobach zostały wprawdzie końcówki, 
lecz po największej części zredukowane do pojedynczych spółgłosek. 
W loiesz mamy sz zamiast ś: jedyną polską formą z zachowanem .<• 
jest hyś iw przeddrukowej literaturze jcś, z jps-ś. pierwotnie jei^si, 
€ssi, assi — dziś jrstrś (ob. §. 247). 



112 Geneza konjugacyi. 

2. Objętość konjugacyi pierwotnej. 

a, Aoristus i Praesens. 

§. 418. Połączona z pierwiastkiem osobowa końcówka 
tworzyła całość wprawdzie wybitnie werbalnego zna- 
czenia, określoną co do osoby, po największej części i 
co do liczby — lecz zgoła nieoznaczoną co do czasu 
gramatycznego. Był to pod tym temporalnym w^zględem 
takisam nieokreślnik i tylko dopiero zarodowy punkt wyj- 
ścia, jak nim na progu do deklinacyi były owe cztery 
tematy imion. W deklinacyi rozwiniętej stanowi temat 
tylko abstrakcyą, podścielisko i materyał do urabiania 
skłonników; w najlepszym razie tworzy on w niej tylko 
jeden i to właśnie najpodrzędniejszy przypadek (vocat. 
sing.). Przeciwnie w pierwszych początkach był to całko- 
wity już wyraz, który starczył, tak jak umiał — za 
wszystko. 

Tak jak tej formy deklinacyjnej , czasu swego jedynej, 
d^gradacya na temat lub vocat. przez to tylko się doko- 
nała, że jej zostały przeciwstawione w dobitnych już kształ- 
tach formy np. liczby mnog. , rodzajowe, wreszcie Igo i 
IV go przyp. (§. 306 i n. ): tak też i tutaj takie samo 
zaszło owemuto w konjugacyi na razie jedynakowi teraz 
przeciwstawienie drugiej, pełniejszej i dobitniejszej już 
pozycyi konjugacyjnej — czasu teraźniejszego. Czas ten 
nowo wchodzący w życie wypowiadał czynności, stojące 
przed oczyma obecnie, więc teraźniejsze; obok tego 
wyrażał on wtedy, jak wszystko na to wskazuje, także i 
czynności przewidywane, więc przyszłe. 

Przez to samo, że teraźniejszość i przyszłość two- 
rzyć zaczęła whk- au^ende wyłączna. t(^L?'() czasu n()wei>'o — 



Konjugacya bezwstawkowa. IIB 

przesuną/t się i tamten też aź dotacl „nieokreślnik^^ chcąc 
nieclicą.c na stanowisko ciaśniejsze : ])rzeistoczył się na for- 
mę dla samych tylko już minionych czynności, a zatem 
na czas przeszły. W tej chwili nazywamy go tylko .; prze- 
szłym" — później przyjdzie nam uznać w nim t. z w. 
Aorystus, mianowicie ów aor., który w grec. grama- 
tyce ma nazwę (mniej stosowną) Aorystu drugiego"). 
Jakkolwiek w obrębie owej najpierwszej , „bezwstaw- 
kowa" tu nazwanej epoki , kontrast między czasem tera- 
źniejszym a tym aorystem w pewnj^ch tylko czasowni- 
kach naocznie został uwydatniony, a i w^ tych nawet nie 
tak dokładnie , jak później : to jednak daje się tamtocze- 
sna między tymi dwoma czasami odznaka w ogólności 
określić w ten sposób, że forma czasu teraźniejszego wy- 
mawiana była z pewnym szczególnym na radykalnej swo- 
jej cząstce t. j. na pierwiastku przyciskiem, tak iż się od 
niej ów aorystus, wypowiadany bez żadnego takiego przy- 
cisku, dostatecznie w żywej mowie odróżniał. Nawet 



*) w t a m t o c z e s n e j autentycznej j ednak postaci nie spotykamy się z tym 
aorystem w żadnym już języku inaczej, jak cliyba tylko w tej albo owej 
poszczególnej formie , z odszczerbionymi już końcówkami osobowymi. 
Takimi okazami mogłyby być np. ocalone w starosłow. textacli formy 
II i III osoby licz. poj. tego kroju, co ivi,zę wziąjłeś, wzi^ł, naczę 
zacząłeś, zaczaił, bi biłeś, bił, da dałeś, dał, sta staną- 
łeś, stanął, może także i pozrb, otrh itp. pożarłeś, otarłeś, 
pożarł, otarł, jeżeliby tu to h tylko było oznaką syllabności głoski 
r, a nie substytutem za odpadłe samogłoski wstawkowe. W greckiem 
byłyby takimi okazami poniekąd formy jak Pav (zamiast pavTt , V" i 
temat [ia) oni szli, tylko że to ?i jest już w tem Pav przyczynkiem 
nie koniecznie datującym z tamtej doby języka. Bardzo podobne do 
tego [ixv formy aorystu licz. mn. III os. £'fav, eaTav, £ojv, £cpjv, £opav itd. 
nie ukazują nam już tamtoczesnej postaci aorystu, ponieważ są opatrzone 
augmentem, który nastał dopiero w epoce konjugacyi d rugą tutaj na- 
zwanej. 

«ram. llist. Tor. U. ^ 



114 Geneza konjugacyi. 

w owych czasownikach, których formy aorystowe a. tera- 
źniejszo-czasowe wyjątkowo żadnej zewnętrznej nie otrzy- 
mały odznaki, tak iż gdyby nam w tamtoczesnej swojej 
postaci były ukazane na piśmie, nie różniłyby się niczem 
od siebie — nawet w tych razach sama pewnie ich pro- 
nnncyacya dopełniała między nimi różnicy. Po więl<:szej 
części jednali wynikał}^ z tego i naoczne, dotyl^alne na- 
stępstwa, a te polegały na tem, że temat aorystu tak 
brzmiał zawsze, jak czysty, w bezpośredniej swojej po- 
staci wzięty pierwiastek; przeciwnie temat czasu teraźń. 
ukazywał ów V już w postaci w jakikolwiek sposób 
wzmocnionej, np. przez dodaną, do czystego Y^jaką spół- 
głoskę (w, t itp.), albo przez to, że się pierwotka w^ zgło- 
sce ów v' tworzącej czyli radykalnej, w czasie teraźń. 
przedłużała lub też potęgowała. Tak np. w tamtoczesnym 
stanie języka, od V pi pić, brzmiałby aor. pimi, pisi, piti... 
a cz. ter. pntmi itd. (porówn. gr. praes. mrco, aor. tJiLOp); 
od V^ siu brzmieć tamtoczesny, od wieków już zapo- 
mniany aor. brzmieć musiał slmni, a czas ter. slmimi lub 
sloumi (porówn. późniejsze, z tej właśnie formy powstałe 
slowę od czasownika sluc). — Końcówki zaś osobowe 
w tych czasach obydwóch nie różniły się pewnie wtedy 
jeszcze wcale od siebie. 

§. 419. Chciejmy teraz uprzytomnić sobie nieco dokładniej 
te różne a kilkorakie sposoby, jakimi owo czystego pierwiastka 
w temacie teraźniejszo-czasowym wzmocnienie uskuteczniało się 
w tamtoczesnych stosunkach. Wskażę tylko te sposoby, które się i 
w naszym praktykują języku, po których wreszcie choćby śLady tylko 
słabe zostały na oznakę, że ta praktyka i nam obca nie była. To 
co się odnosi do właściwości po za światem słowiańskim, mimocho- 
dem tvlko naznaczę w dodatkowych uwagach. 



KoDJugacya bez wsta wkowa. 115 

Temat czasu teraźniejszego różnił się od czystego V^ 
w tamtoczesnycli okolicznościach najzwyklej pod jednym 
z tych oto czterech względów'"): 

I. Samogłoska radykalna (pierwotka) ukazuje się 
w temacie czasu ter. w postaci spotęgowanej (w myśl 
§. 18, 2). Położenie tej samogłoski (w środku lub też 
na krawędzi pierwiastka) nie stanowiło różnicy. 

Okazy""): leje (w tamtoczesnej epoce le\nii)^ a czysty v^ U; 
sieję ^ V si; pieję, i przestarzałe pol. i starosł. poję śpiewam {z poj- 
mi), V pi; przestarz. phivę \ słoiuę, a "ł phi, shi; 0otvę, 0^wę 
dziś 0ivę, V sti; hiorę, Jcolę, mele, porę lub por:zę, a V^ hr, M, mł, 
pr, z S3^11abnem r i -?, w roli niejako samogłosek, chociaż nimi nie 
były (§. 54). Tu należy i jem, starosł. ;/aw^ł% (ziudnii, edmi), V ad. 



*) Bardzo często jednak i to bywało, że nie pod jednym, ale pod dwoma, 
a nawet pod trzema tymi względami naraz się ta różnica uskuteczniała. 

'''*) Należy mi się tu z czytelnikiem co do tego dokładnie porozumieć, 
jak się mają; przykłady tu zestawiane pojmować. Są, to po największej 
części już formy wstawkowe, zakończone np. w I os. licz. poj. na ^, 
które to ę powstało z am, pierwotnego a-mi, i. j. ze wstawki a i koń- 
cówki m{i), z przytłumionem tu już tem i. Wsunięcie tej wstawki a do 
bezwstawkowej , poprzednio dwusyllabnej formy teraźniejszo-czasowuj, 
datuje oczywiście z czasów o wiele już późniejszych, z drugiej epoki; 
widać jednak zawsze jasno, w jaką, to, t. j. w jak zbudowaną, formę 
ówczesną została owa wstawka wsunięta. Tak np. zanim dzisiejsze leję , 
zowę , idę , siędę , zimne itd. wyrobione z poprzedniego lejami , zoioami, 
idami, siędami i zwinami , przyszły do tych swoich wstawkami już po- 
zaopatrywanych postaci: brzmiały one poprzednio lemi (liami), zoimni 
( zaumi ) , idmi, siędmi ( sedmi ) , zwinmi. W teto więc formy, tak wtedy 
zbudowane, owa wstawka a potem wnikła, nie zmieniaj ą,c w tej ich bu- 
dowie niczego. Dzisiejsza zatem postać tych pięciu czasowników jak naj- 
pewniej świadczy o tem, jak one w czasie teraźń. brzmiały w konjugacyi 
pierwotnej. Gdyby te słowa bowiem przed przybraniem wstawki tak 
były brzmiały w tych formach, jak jest ich czysty V [li, zu , i, sed 
z sad i lvi), t. j. gdyby były wtedy brzmiały limi , zumi , imi , sedmi i 
loimi: toby i po przybraniu wstawki brzmieć nie mogły inaczej , jak 
li-j-ami, zu-j-ami, i-j-ami, sed-a-mi, zwi-j-ami, a w konsekwencyi dziś 
mielibyśmy z nich ja liję, żuję, ije, siedę i zioiję. — W takito sposób 
zatem dzisiejsza forma wstawkowa, byle tylko należycie pojmowano, 

8* 



llG Geneza konjugacyi. 

Okazy z innych języków: lite w. hhni jem, V ad; sedini siodę i siedzę, 
V sad; megmi podobam sobie (nasze mogę), V mag; eimi idę, V i; leidmi 
pozwalam, >/" lid\ rauju i raiciu rwę, V" r?«; spiaumi pluję, V spm-, merdmi 
umieram, Vinr] weizdmi widzę, '^ wid itd. [^1^ merdmi i weizdmi (z weiddmi^ 
§. 88 , 6 ) zaszło nietylko spotęgowanie pierwotki, ale równocześnie prócz tego 
i przybranie głoski d , właściwie t ; wzmocnienie zatem uskutecznione w po- 
dwójny naraz sposób]. Obficie tego wszystkiego i w dalszych językach: po- 
równaj np. s ans kr. lehmi liżę, "^ lih\ vak'mi mówię, "i uk {nieuak'!) itd. — 
grec. Idr.ti) (z )v£i::-a-fxt) V lip; <pa(vf.; zjawiam, V" cpav; £t[a.i idę, V i, itd. 

* O ile i przedłużanie pierwotek odgrywało tutaj rolę w naszych 
językach, tego dziś już tak pewno wiedzieć nie można, ponieważ ślady wła- 
ściwości iloczasowych nawet już w starosł. a cóż dopiero u nas z dawien da- 
wna zatarte. W litewsk. jest to jeden z środków l)ardzo często praktykowa- 
nych. W grec. z tego tylko punktu widzenia dają, się takie formy rozumieć, 
jak np. z^/M (z tck{a)mi) , a V tak; Tpipco z długiem i, a V trib , itp. 
W sanskr. mamy to np. w 2}dmi bronię, a V pa; mami mierzę, V ma itd. 

g. 420. II. Temat teraźniejszo-czasowy ukazuje wzmo- 
cnienie radykalnej syllaby przez doczepioną do niej spół- 
głoskę nosową n, lub też przez nazalizacyą samo- 
głoski w środku tejże syllaby. PrawTlopo dobnie było to 
n tutaj wskazującym zaimkiem w jego embryonowym 
zarodzie. 

Okazy: stvin§ {= pywin-a-mi , więc najpienv zivin-mi)^ a 

V %ci ; padnę , V pad ; Jctuitne , V hvit ; gne i ginę ( ^= gy(b)n-a-mi) , 

V g'Lj) itd. Z tej samej pewnie procedury wynikło i istniejące obok 
h{f-'^~C ho^ (= ^^^W§i 2 le-n-glmi, z n w środek V^ wsuniętem), 
yf leg; tosamo i siedę, V sied, a wpierw sad; itd. 

Taka sama, bardzo zwykła praktyka i we wszystkich innych tu poró- 
wnywanych językach. Tak np. w sanskr. junagmi (pierwotniejsze jiini^jmi) 
łączę, w licz. mn. junglmas, V jiig (w łać. także jung\o obok V jug, np. w,;?*- 
gum)\ runadhmi włączam, plur. rundhmas , yj radh. J^jać. fundo leję, tango 



służyć może wyśmienicie za przykład i za dowód zasady formacyjnej 
tamtej pierwotnej epoki. My się tutaj właśnie takimi tylko przykładami 
posługiwać głównie musimy, ponieważ w językach naszych w ogólności 
tylko 4 czasowniki zachowały bezwstawkowe swe formy, a i z tych je- 
szcze połowa tylko, t. ]. jem i jestem , daje widzieć tę różnicę między 
tematem a czystym V. Od dać tylko jedno ,,dadzą'-^ ukazuje ją jeszcze. — 
Taksamo pojmować tu też należy i okazy przywodzone z obcych języków. 



Konjngacya bezwstawkowa. 117 

tykam ilp. \/ fud, tag; cerno, sterno^ \/ er, sir. Grec. sphiiigo.^ pitio, \/ s^ig^ 
pi^ itd. Litewszczyzna całą, klasę (u Schleichera „lllcią" ) słów odpowiednich 
posiada, np. krintu kapię, \/ krit\ gaunu dostaję y/ gau czy gii-, raunu rwę, 
\/ ru\ emu idę, \/ i; aumi, inf. auti obuć, v/ u itp. (Mamy tu zastosowane 
obydwie rzeczy naraz, przybranie n i spotęgowanie pierwotek). 

* Zamiast głoski w, przybierano w niektórych językach i t, które za- 
pewne takimsamym było tu zarodem odnośnego zaimka wskazuj ę;C eg o, jak 
nim było i n. (Doczepione do danego \/ te wskazujące zaimki, bardzo snadnie 
mogły odnośnej czynności nadawać znamię czasu teraźn., wyrażając, że się coś 
właśnie tutaj, w tym punkcie (czasu), t. j. teraz dzieje), Sanskr. wprawdzie 
nieposiada tematów taldem t w czasie teraźń. wzmocnionych, używa do tego 
samego tyllio przyrostka w; lecz zato mamy takie okazy w łać. , grec. a na- 
dewszystko li te w. języku; np. lać. flecto zginam, pecto czeszę itp. przy \/ 
flec, pec) TuTiuo uderzam, ti/.to) rodzę, /.puriTto ukrywam itd. przy \/ typ^ Uh i 
/pucp czy xpup. Litewskich słów z O □ takimi jest cała nader zasobna klasa 
(u Schleichera „Vta" , ob. w jego Gram. lit, str. 246); np. od \/ i iść eita 
idę (obok równie używanego i einu toż eimi); od ivit icistu {=:tvit-l-u) wię- 
dnę ; od wirt luirstu staję się ; od gU giźtit kisnę itd. — Czy było kiedy i 
w słowiańskich także językach coś podobnego? — Zdaje się, że w znacznej 
liczbie dzisiejszych słów naszych (w III klasie) na tać będzie to t właśnie ta- 
kiem tylko przybranem; np. drep\t\ać, drepcę, a \/ drp (porówn. drapać, 
drapnąć); tuptać, V tup czy tąp (tąpać, tupać); chruptać (i chrupać); sze- 
ptać (obok szep-lenić); przestarzałe rostę obok rosnę, a V' właściwie tylko ros 
(w słoweńsk. narzeczu ras, w skr. rdh); smoldać (obok smak, smokwa) itd. 
Wszystkie te słowa miałyby tedy to t jako tylko przyrostek, który z czasem i 
do Ibrm po za czasem teraźń. się wsunął; to a zaś (w łać) przybrały one 
także dopiero w pewnej już późniejszej dobie języka, jak się to niżej okaże, 
tak iż liczyły się poprzednio do słów pierwotnych. 

§. 421. III. Temat teraźń. czasowy ukazuje V w po- 
staci zredupli kowanej. Tej formacyi ślad ostatni 
wszelako w naszym jęz. pozostał w jednem już tylko sło- 
wie daćy mianowicie w jego formie dadzą. 

Autentycznym i prawie wszystkimi językami poręczonym V^ sło- 
wna dać było d; reduplikacya w temacie teraźniejszo-czasowym tego 
d brzmiała więc da\d. (Powszechnie natomiast w lingwistyce przyjmo- 
^Yany v^ da był już wtórnym V, a rzekoma reduplikacya tego da 
brzmiałaby dada ; lecz takiego tematu (prócz gr. 8ico) nie było nigdy 
w żadnym języku). Otóż od tegoto [3dad, mamy urobione w sta- 
ro sł. formy czasu teraźń. takie: da{d)mw dam, dasi i= dassi 



118 Geneza konjugacyi. 

z ((u(l-i<l) i['d)iz, cla^łwda; (la(cl)tve, dasła; (la{d)jii'A, da^sfc, dad-eth — 
z wyi'zuconem d (przed m i to), albo też z zamienionein na ó- 
(przed t), jedno i drugie z fonetycznych powodów, a tylko w teni 
„dadetK'^ (nasze dadzą) pozostaje d jako d. Prócz tego widzimy 
to dad w starosł. także i w imperf. dad-eaclc^ dawałem, w imie- 
słowach dad-tj dający i dad-oni dający się, nakoniec w tr. rozkaz. 
dasdw daj, dad-imj, dajmy itd. Z tego wszystkiego zachowało sic 
więc u nas jedynie to ^^dadsa/ (z dad-iant), a reszta form jak np. 
da, da\cie, da\ję, da-iv-ać, da-ć, wszystko to polega na wtórnej 
już postaci tego V d, która się w wszystkich językach potem po- 
jawiła na tamtego miejscu, a brzmi da. — Drugi okaz i dowód re- 
duplikacyi w^ temacie czasu teraźń. jako praktyki i naszemu więc 
szczepowi kiedyś właściwej, mamy w starosł. deti dziać, czynić 
stawiać. Nasze dzisiejsze dziać, dzieję jest stanowczo słowem już 
III klasy, polega bowiem na □ d^^^, dsia (= dzieją)', ale tamto 
narzecze zachowało obok form tym naszym odpowiednich, a nie- 
wątpliwie już późniejszych (deja, dejati), jeszcze także i wcze- 
śniejszej daty formacyą, polegającą na □ <^^(^' to de\d było redu- 
plikacyą autentycznego tutaj V^, którym było nie de, ale d, wła- 
ściwie dli , §. 424, 2. Formami tymi są deżdą , dcżdeszi itd. wynikłe 
z ded-ią (dediami), poprzednio dedimi, a najpierw ded-mi ja 
stawiam, czynię, dzieję. (Później dopiero tak jak tam f?ć^, 
zjawił się i tutaj obok tego r^ wtórny V de czyli nasze dzie, i to 
spowodow^ało tegoczesne słowa tego odmiany dzieje, dziejesz itd. 
które same jedne pozostały w naszym języku zamiast tamtych, już 
zapomnianych ). 

W li te w. zachowały sig ślady reduplikowanycli w czasie teraźń. tema- 
tów także tylko w dwóch okazach i to właśnie w tych samych co u nas. Nasze 
dać brzmi tam dtlti (wymawiać doati, duati — to oa wynikło z «); czas 
teraźń. tego słowa oi)iera się na □ dt%d , najwidoczniejszym w dud\i dajesz i 
w imiesłowie dzldąs dający; w innych zaś formach (np. du{d)mi dam, dthti 
da itd.) widzimy i tu także to d to odrzucane , to na s przechodzące , z tych 
samych przyczyn co w starosł. Po za czasem teraźń. służy i tam już temu 
słowu za podstawę jego wtórny V, t. j. dllj du. — Nasze dziać brzmi i 
w litew. deti, polegając w wszystkich czasach oprócz teraźniejszego na wtórnym 
już V de; lecz w czasie teraźń. jest mu tematem prawidłowe de\d, redupli- 
kacya autentycznego pierwiastka d. — W łać. są takimi okazami np. słowa 
(jig{epio, siato i hiho, z L]] ;y*^(e)Wj sist, bib; a w tych mamy reduj)likacyą V'\' 



Konjngacya bezwstawkowa. 119 

fjen, sŁ i b (temu b odpowiada w innych językach p, któreto p my mamy 
w naszem pi (pić, pojić) i pa (napa-w-aó) , wtórnych już postaciach owego p). 
Identyczne zaś z owymi naszymi dać i dziać łacińskie słowa brzmią, tam oba 
jednako -d\ere, np. reddere oddać i condere założyć: takowe polegają, jak naj- 
wierniej na V 6Z, ale się w czasie teraźń. nie reduplikują: red-do, condo. (In- 
fin. zaś pojedynczego da-re , circumdare itp. polega, jak nasze da-ć , już na 
wtórnem da). — W grec. jest słów takich już więcej, np. YiY(£)vo[xai ro- 
dzę się, oiocL)[j.i daję, -zi^^u kładę, TcjT/jp-i zam. sistemi stawiam itd. te trzy 
ostatnie polegają wyjątkowo w tym jęz. na zreduplikowaiiych już wtórnych 
W do ^ tlie i sta, a autentyczne pierwiastki poszły tutaj w niepamięć. — 
Sanskryt najwięcej obfituje w słowa tej kategoryi ; stanowią one tam całą 
t. zw. trzecią klasę konjugacyjną , np. dad\ami daję i dadh\ami dzieję; 
bibhe\mi hoję się {yf bJii), bibharmi niosę {bhr), nenl'g'mi czyszczę {nig) itd. 
* Już z tych powyższych, z różnych języków wybranych i zestawionych 
tutaj okazów można sobie utworzyć wniosek , że dobór samogłoski w syl- 
labie reduplikacyjnej , t. j. w pierwszej tych wszystkich tematów zgłosce, mu- 
siał kiedyś prawie tylko od dowolności zależeć: bywało nią a, e, ć itd. Tak 
np. od V cZ, w sanskr. i słów. widzimy □ dad, w gr. did{o) , w lit. dud. 
Szczególniej zaś miała szerokie pole owa dowolność w sferze takich pierwia- 
stków, które jak d, dh, st itp. nie tworzyły całkowitej syllaby. 

"" Trzy słowa nasze dzisiejsze: iść, jechać i hjó, mają, w cza- 
sie teraźń. ide. jadę, h§de (ostatnie jako dokonane z futuralnem 
znaczeniem). W tych formach, właściwie złożonych, uznać na- 
leży w tem de osobny składnik, dodany do i, ja i hę (= bu-n) 
jako słowo pomocnicze i posiłkowe, nie mające z ich v^V^ żadnej 
wspólności: takowe brzmią bowiem ^, ia, i % (poprzednio hu, 
V wtórny, z zarodowego h, hh wynikły). Owo w nich de (niegdyś 
d-a-mi) jest właśnie okazem formy czasu teraźń., na tle czystego 
jeszcze v^ d urobionej, ale ze wstawką, od owego to słowa dziać 
czyli kłaść, czynić, o którem była mowa w §. niniejszym. Zło- 
żenie tych form idę, jadę i hędę, znaczących właściwie ja iść czy- 
nie, być czynię itd. przyszło do skutku oczywiście w pewnej 
dopiero dalszej epoce, gdzie się podobnych kombinacyj i więcej je- 
szcze w konjugacyi tworzyło, i powrócimy też w swojem miejscu 
na nowo do tego punktu. Tutaj tylko naznaczamy, że nam ów v' 
fZ (z dJi) zatem i takie także świadczy w konjugacyi usługi. 

§. 422. IV. Ostatnim, l^tóry tu mamy poznać sposo- 
bem urabiania tematów teraźń. -czasowych , było nadsta- 
wianie pierwiastków, mianowicie takicli co (jak np. s, r, 



120 Geneza koiijngacyi. 

Vi, tit itp.) nie tworzyły całkowitej sylłaby, samogłosł^^ą 
poniocniczą, l<:tórą nazwijmy tu sobie nalepem. Dobór 
samogłoski na nalep, równie jal^ i to czy się tal^owym 
pierwiastel^ z przodu czy z l^oiica nadstawiał, to zależało 
od każdoczesnych okoliczności ubocznych. 

W naszym języku wzmocniły się nalepami: V s na 

j€s; V na or i ra; 7fl na hn; st na sta, sti (czyli ści) i stu; 

a kiedyś i V^ li na ok, os i ka. Nalepy, przybierane zrazu 

tylko w sferze samego czasu teraźń. przylgnęły potem do 

V i Av dalszych formach konjugacyjnych. 

Tak np. od V s, został w ten sposób urobiony □ teraźniej- 
szo-czasowy w całej mowie słowian, jes (mamy go w ,Jcs\f^ i 
w przestarz. jeś-m, jeś{ś), jes-rny, jeś-cie, zamiast czego dziś już 
jestem, jesteś itd. §. 248): to jes wynikło z es (porówn. litew\ esnu 
jestem) — w jocie przed e, mamy „przy dech" (w myśl §. 58); 
owo es zaś z wątlało z as (w tem brzmieniu ukazuje je sanskr. 
asmi jestem itd.). Otóż w tych □□ a\s, e\s, je\s, stanowiło to 
a, e, je zatem nalep, a sam V^ brzmi s. W niem. er i\st on jest, 
AYidzimy natomiast nalep i, który i nam także musiał kiedyś (obok 
tamtągo) być znany, skoro mamy po dziś dzień takie wyrazy, jak 
istny, iście, za-iste, istota, istność itd. 

W łaó. es (z es-si) , est i estls, widzimy tosamo co i u nas; przeciwnie 
formy s?/w , smnus i sunt nalepu z przodu nie mają.; czy zaś to w nich u 
(po s) odgrywa tutaj rolę przybranej później już wstawki, czy jest to ra- 
czej także nalep , tylko że w środek formy wsunięty i z tej odrębnej samogł. 
użyty? o tem już trudno orzekać. W grec. zl^\ jestem mamy już przero- 
bienie pierwotniej szego s^fj-i; zamiast ii jesteś znacłiodzimy jeszcze (w iońsk.) 
i saai: otóż to eaai, jako też i dalsze tego słowa osoby (son, £a[j.£V itd.) uka- 
zuj% tosamo , co i drugie języki. 

Podobnie od v^ r, który zrazu wszelki lodzaj ruclm wyrażał, 
brzmiały □ □ nalepowe ar , ir, ra , ri , ru. Każda z tych waryant 
przybrała potem pewien osobny odcień owego zarodowego znaczenia 
i zaczęła też uchodzić już z czasem za odrębny V (w stosunku do 
r wtórny). 



KoDJugacya bezwstawkowa. 121 

Mianowicie od n f^l* tworzyło się ariid — później (już ze wstawkami) 
arimi i następnie ariami — i otóż z tego nasze dzisiejsze orzę*) (litew. to- 
samo znaczące ariu , i także aru wynikłe z ar-a-mi ; łaó. aro ). W sanskr. od- 
powiednia forma, t. j. bierne arjats, ma natomiast znaczenie zwykłego ruchu: 
itur, idzie się. — Formę na tle D if, irmi, odnajdujemy w skr. ,^ijarmi^' 
idę (właściwie iarmi, z spotęgowanem i na ia); obok tego i w litew. hm 
(z ir-a-mi) płynę wodą,, wiosłuję. — Temat ra (z znacz, sunąć, j)łynąć, 
orać, pracować) widzimy tylko w dalszych już zeń pochodnikach, jak rataja 
rab, racUo, ramię, rola, raJc, rcJca (ran-Jca) ; — litew. raias (zrazu pewnie wóz, 
dziś) koło od woza; łać. rota, niem. rad koło, sanskr. rathas vfóz itd. (Sa- 
mo to rataj, od imiesłowu rat utworzone, dowodzi jednak, że być musiał kie- 
dyś u nas i odnośny czasownik). — Temat ri , ze znaczeniem w sanskr. iść 
(np. rijami idę) i także płynąć, mamy zachowany w iiaszem z\drój (zam. 
z-rój, d tutaj eufouiczne jak w s-d-rada) , rój i z\redło, pol. irzodło, źródło. — 
Od n rit, później ry, wzięło początek nasze rwę {ri^w-a-mi) z pierwotnem 
znaczeniem także ruchu (np. „woda rwie"), rzeczown. ruch, i ryję (łać. ru-ere 
itd.) ; w drugiej linii mamy go w runę , przerytoam itd. — Swoją drogą ura- 
biały się jednak od owego V r tematy teraźniejszo-czasowe i w inny także 
sposób, bez żadnych nalepów, np. z S n (§. 420), albo z specyalnie sanskr. 
S k'k'h: takiem np. jest sanskr. słowo rkliliami i rnómi idę, z imiesłowem 
rtas (r w tych formach ocaliło aż do ostatka swój charakter jako r „syllabne" ) ; 
w greek, i tu jednakże opvu[;.i ( z nalepem !) ruszam z miejsca, powstaję. 

V m rozszerzał się w □ czasu teraźń. nalepem i, takowy 
brzmiał więc im: na tem tle polega nasze ini§,jąó; litew. tosamo 
znaczące imii; łać. emo kupuję zam. mo (jak tego dowodzi ex- 
iuio itp.). 

v^ st dostarczył w tenże sposób aż trzech D □ w naszym ję- 
zyku da, sil i stu. Na tle □ sta polega stanę, staję, staję sie 
(i kilka imion, jak stado, staje, stary)', ślad □ sti, ści, widzimy 
w pochodnem od niego stoję i imionach jak mstój, stójJca, ostoja, 
ściana; [J sta zdaje mi się być jedynym możliwym punktem wyj- 
ścia do kauzatywnego słowa VI klasy statuió (stu-ió), jeżeli ta- 
kowe zostało urobionem w duchu formacyi wszystkich innych słów 
owej funkcyi. 

Co się nakoniec tyczy zapomnianego już u nas V 7t (^= „ś", 
„<;", §. 384), to nalepowe jego □□ brzmieć musiały równocześnie 
ah' i Ua, z których się w późniejszym naszego języka stanie wy- 
tworzyło oh; os - - i ka. Mamy z tego wszystkiego jednakże już 

*) Orka była pojmowana jako jakiś rodzaj nawigacyi po roli; dowo- 
dzi tego i ,,pług'', od V płu, płynąć. 



122 Geneza konjugacyi. 

tylko pocliodniki pośrednie, jak iip. o/i;|o, oksza, osfry^ os\a i Jca- 
micń (porówn. §. 384). 

* Zarodowa autentyczna postać tego V, równie jak i nalepo wość tj^lko 
samogłoski a w ah', najlepiej się odsłaniają w sanskr. Tak np. formy Kjami 
ostrzę, imiesł. Wałas i Witas ^ perf. h'a-h'au itp. ukazują, jak na dłoni, co 
w składzie tych form jest V i D : może nim być tylko samo W . Obok tego 
mamy tu jednak i aWnond przekłuwam, ali\man kamień (jako kiedyś narzędzie 
ostre), ah'\ras ostry itp. polegające na □ już rozszerzonym ah'. 

§. 423. W saiiskrycie widzimy to nadstawianie pierwiastków 
samogłoskami nalepowymi praktykowane w nierównie szerszych je- 
szcze gi'anicacli: podlegały tam temu bowiem częstokroć nawet i 
v^ \^ stanowiące całkowitą syllabc. , mianowicie wszystkie pomieszczone 
w tamtejszej klasie konjug. VII, a nawet niektóre i z klasy III 
( reduplikacyjnej ). Tak np. nie poprzestawał ten język na formie 
(jak my ją mieliśmy) dad-mi dajg i dadh-mi dzieję, ani też na 
hihhr-mi niosę, pipr-i)ii napełniam, hihhPmi boję się (od V d, dli, 
hJir^ ])r, hlil) — lecz wsuwał w to wszystko jeszcze «, lub też 
potęgował radykalne syllaby, i wymawiał d adami, dadhami, Uh/iar- 
mi, plparnii, a zamiast blhhiml hihhemi Jeszcze lepiej to postę- 
powanie widzimy w obrębie tamtejszej klasy VII: np. od V jug łą- 
czyć , niedość mu było na formie urobionej od wzmocnionego przez 
n tematu jung, jimg-mi łączę , ale ją jeszcze rozszerzono nalepom 
a, w środek tego jung wsuniętym, na junag-mi; od V^ rudh za- 
wrzeć, nie rundh-mi zawieram, ale rnnadh-nii itd. Wszystko 
to jednak działo się tam tak w samej tylko liczbie po- 
je d. (czasu teraźń. aktywnego) — a nie w licz. podw. i mno- 
giej, ani też w medyalnych nawet i liczby pojedynczej osobach: we 
wszystkich tych bowiem pozycyach brzmiały słowa powyższe już 
tylko dad-rnas dajemy, dadk-mciH dziejemy, bibhr-^iias niesiemy, 
piprmas napełniamy, hihhi-mas boimy się , jung\nias łączymy, juiiJĄtó 
łączy się, rundh-vas my dwaj zawieramy; słowem w całem Me- 
dium, i w obydwóch tych dalszych liczbach praesentis activi, kładło 
się tu przed końcówkami osobowymi zawsze samo już tylko dad, 
dadh, hihhr, ińpr, hlbhi, jung i rundh — bez rozszerzenia. Co 
większa, nawet i takie W, które (jak np. ów V ,s) jedna tylko 
spółgłoska tworzy i to nie reduplikująca się w □ czasu teraźniej- 
szego, nawet i te mówię pierwiastki posiłkują się w sanskr. owym 



KoDJngacya bezwstawkowa. 123 

iialepeni także tylko w obrębie tej tylko jednej liczby: iip. as\mi 
jestem, as{s)i jesteś, as fi jest — przeciwnie licz. pod w. brzmi nie 
asvas , asthas itd. lecz svas, sthas, staś; licz. mn. nie asmas je- 
steśmy itd. lecz tylko smas, stJia itd. nakoniec cały czas teraźniej- 
szy medyalny ma także tylko formy zawsze bez a: se (z s\sai) 
jesteś sobie, s\te jest sobie, s\vahe i smaM jesteśmy sobie itd. W obec 
tych faktów, jak najwarowniej poświadczonych sanskrytem, rozumiem 
iż ani na chwilę wątpić nie można, że tosamo być kiedyś musiało 
w innych także językach, a zatem i u nas; i że dopiero więc pó- 
źniej powsuwały się tu owe nalepy z liczby pojed. powoli i do liczb 
nmogich, a stad potem nawet zgoła i po za gTanice czasu już te- 
raźn. np. do inhnit. itd. tak iż od owego V s ma np. łacina bez- 
okolicznik zamiast se, już z nalepem esse; a taksamo i u nas np. 
od o\r£§ brzmi bezokoliczn. już o\rać, w litew. a\rti^ zamiast co da- 
wniej niewą^tpliwie tu być musiało tylko rti^ rei; gdyż te nalepy 
w samym tylko czasie teraźn., a jak się z sanskrytu przekonywamy, 
nawet i tutaj w samej tylko pojed. liczbie formy aktywnej miały 
swoje racyą bytu i uprawnienie. 

Uprawnienie to polegało zaś zdaniem mojem na właściwo- 
ściach odnośnych końcówek osobowych. Mianowicie w ta- 
kich razach, gdzie tą końcówką, było wiotkie, nikłe i lekkie jak 
plewa rin, si, t^t (a to są właśnie końcówki pojedynczo-liczebne, 
aktywnej: tam forma teraźniejszo-czasowa od v^V z samej tylko 
utworzonych spółgłoski (a potem i od kilku inaczej zbudowanych, 
za przykładem tamtych), musiała przybierać nalep; gdyż inaczej 
nie byłoby w całym wyrazie takim samogłoski na podpórkę , któraby 
dźwigać na sobie mogła akcent przynależny tej formie (np. smi, 
byłoby to takie samo atonon, jak tni). Przeciwnie w medyum, gdzie 
nawet już i pojedynczo-liczebne końcówki Dial, sc7l i tui są zgło- 
skami pełnej wagi , bo z brzmieniem spotęgowanem, tudzież w oby- 
dwóch nmogich liczbach activi, gdzie np. we, ca (w skr. ra-s), ta 
(ffc-s) i mas jak to wyżej okazałem (§. 355 — 358) ze spotęgo- 
wanych (tia)^ lub też z długich syllab wynikły, w tamtoczesnej 
zaś epoce niezawodnie jeszcze jawnie charakter taki dzierżyły, nie 
było w formach odnośnych żadnej troski o brak takiej podpórki. 
Tu można było spocząć głosem i rozeprzeć się na tych pełno- 
l)rzniiennych końcówkach, jnodulować każdorazowe wymawianie 



124 Geneza konjugacyi. 

podług upwlobaiiiii i w ten sposób bez pomocy luilepowych żywiołów 
odznaczać samym tonem czynność obecni], od już minionej (piae- 
sens ad aoristu). 

* Po upływie kilku wieków przeszedł ten pierwotny ustrój konjugacyj- 
ny, jak już wyżej naznaczyłem, w stadyum nieskończenie więcej urozmaiconego 
czasowania za pomocą, wstawki i t. zw. augmentu. Tak wstawka, jak 
też i augment miały wprawdzie czasu swego zgoła inne znaczenie — przypu- 
szczam jednak, że jeżeli który z dawniejszych już i tradycyjnych środków 
flexyjnych mógł dać pochop do wprowadzenia wtedy w życie tych obydwóch 
nowości , to była nim ta właśnie samogłoska nazwana tutaj nalepem. Mamy 
w niej pierwszy zaród idei, rozwiniętej w całej pełni przez tamte generacye 
późniejsze. 

O pierwiastl^acli d^ st, i', tn i s. 

g. 424. Zanim tę część rozdziału niniejszego zaliończę : nie 
od rzeczy pewnie będzie wrócić się tutaj ponownie do niepopar- 
tego jeszcze dowodami dostatecznymi w powyższych §§ twierdzenia 
mego, że słowa dam, (iMeje, orze^ ime i mant., nakoniec jestem (a 
tał^samo i hyć) polegają, na pierwiastlvacli tylłvO z jednej utwo- 
rzonych spółgłosłii; że całlcowite syllaby, od Idórych dzisiejsza 
lingwistyl^a te słowna jednogłośnie wywodzi, nuanowicie da, de, or, 
im i jes (as), hy, uchodzić mogą w najlepszym razie za Vv^ chyba 
dopiero wtórne ; że chcąc formy najdawniejsze i właśnie jedynie or- 
ganiczne tych słów w^szystkich lub też ich pochodników rozumieć, 
koniecznie tamte V^V^ za punkt wyjścia przyjąć należy, a nie te już 
z drugiej ręki, najczęściej z nieporozumienia wynikłe. Co do V^ h 
wprawdzie nie mogę jeszcze av tem miejscu przeprowadzić naocznego 
dowodu, że by {blin, fu, /«, bu) poczytywać należy za temat ra- 
czej perfecti, a nie za V^: wyl^aże się to dopiero w §. 408. 
O innych jednak słówkach powyższych załatwić rzecz już można i 
tutaj, a więc podejmuję ten przedmiot. 

Tradycyjna wiara w całosyllabność tych kilku v^v' niewątpliwie 
wzięła początek z owej odwiecznej w językoznawstwie teoryi, że 
każdy V^, zwłaszcza t. zw. werbalny, nmsi koniecznie tworzyć całko- 
witą zgłoskę. Odnośne fakta na obszarze całej mowy indoeurop. 
stwierdzają wprawdzie na pozór onę teoryą: żeby to jednak było 
rzeczą konieczną i żeby od tej niejako reguły nie mogły się zdarzać 
wyjątki — tego przyczyny racyonalnej nie widzę. 



Konjugacya bez wstawko wa. 125 

Jedna z zasad fundamentalnych tak głosowni, jak i etymologii 
słowiańskiej, zastrzega nietykalność samogłosek, stanowiących czy 
to z przodu czy z końca same krawędź pierwiastka. W środku 
radykalnej) syllaby może wpraw^dzie każda samogłoska nie tylko wa,- 
tleć , ale z czasem i całkiem odpaść : widzimy to np. w naszem thię, 
gnę, od ^ fiJc^ fnJ), niegdyś fah, gub. Nigdy jednak nie podlega 
w niezepsutym języku temu losowi pierwotka poczynająca (An- 
laut) lub nakrawędna (Auslaut). W dzisiejszem sajdę^ 'i^cj^^C^, 
zamiast za-icle, ive-id§, mamy wprawdzie w następstwie tegoczesnej 
akcentuacyi pierwotkę i spadłą aż na poziom joty: ale zade, tcede 
itd. (z całkiem odrzuconem i) nikt nigdy przecież nie mówi. Tak 
też i w starosł. niekiedy pisano, a zatem i wymawiać musiano np. 
zamiast hijetw, pijetw itd. pk/efk, hhjeth: t. j. w skutek akcentu, 
który przypadał tam wtedy na jef , nakrawędna pierwotka i w hi , 
pi spadłą się już zdawała do waloru k : ale dalej rzeczy jednak nie 
poszły. My dziś nigdy nie mówimy ( zamiast pi/je, bije) on bie, pie ; 
przeciwnie, dobitnie konserwujemy tutaj to i, gdyż czujemy in- 
stynktownie, że to żywioł w tej syllabie niezbędny i nietykalny. Je- 
żeli w nadzwyczajnych razach zajdzie czasem takie nieporozumienie 
•a raczej bałamuctwo w języku, jakiego przykład mamy np. w^ spocmc, 
którego V' czi stracił tu już do reszty to i , a to w^ skutek tej tylko 
okoliczności, że po utracie słowa cmjć, zdaje nam się że to spocznę 
jest pierwotnikiem , nie na V^ czi polegającym, ale na cswn, i tak 
sobie z tem czwn już poczynamy, jak z tijz albo gjj) w gnę i thię : 
to takie zjawiska mogą się wyjątkowo zdarzać w tym lub owym 
z osobna chyba w^ziętym języku ; lecz żeby kilka odrębnych szczepów 
równocześnie, albo zgoła cała nasza mowa plemienna, na całym 
swoim obszarze, miała się wobec tego same go wyrazu takiej 
swywoli dopuszczać — to nie jest do wiary podobne, to się nie może 
zdarzać. Tam zaś, gdzie się tak być zdaje, zachodzi zawsze taki 
stan rzeczy, że samogłoska, w pewnych formach czy to całkiem 
odpadająca z radykalnej syllaby, czy to stałe sw^oje miejsce ciągle 
w niej zmieniająca (to przed spółgłoską, to po niej, np. kamieni 
oJco, radio i orka, sanskr. asmi jestem isanti są — t. z w. meta- 
theza), czy wreszcie coraz w innej się zjawiająca postaci i to jeszcze 
takiej postaci, w którą się ona w danym języku w duchu jego 
narodowej głosowni nigdy przekształcać nie zwykła: że mówię 



120 Geneza konjugacyi. 

samogłoski takie nie należą, prawie nigdy do rdzennego składu 
l)ierwiastków, lecz albo w nich tworzą naleciałość późniejszą, z po- 
wodów najczęściej konfuzyjnych, albo też w najlepszym razie uznać 
w nicli trzeba datujące z tamtej epoki nalepy. 

Otóż do takiej to właśnie kategoryi zaliczam słowa powyższe 
(lać, dziać, orać, jąćy mieć i jestem; a że mam słuszny do tego po- 
wód, o tem sie przekonamy z następujących zestawień. 

1. Dać. — Chodzi tu zatem o udowodnienie, że pojęcie „dawać" było 
w pierwotnym stanie mowy naszej wyrażane nie przez da , ale przez samo d. 
Reduplikacya normalna tego d brzmiała da\d: na tym n c?<^<^ polega też czas 
tera/ń. tego słowa, jak go widzimy w słowiańskicli, litewskim i sanskr. nawet 
języku: da{d)mb, dtl[d)mi dam. -, w sanskr. wlicz. poj. wprawdzie dad\a\mi dam, 
lecz dadras my dwaj damy, dadmas damy itd. przez wszystkie osoby aż do 
lllciej ddd\ati dadzą, w któremto ,/ldd-atl^'- ustanowi oznakę liczby (§.451;;;^) 
i taksamo się do tematu nie liczy, jak do niego nie należy i w osobach poje- 
dynczo-liczebnych {dadami, dadasi, dadati dam, dasz, da), będąc tu z wia- 
domych nam już przyczj^n nalepem (w myśl §. 423). W formach medyal- 
nych, mamy tu dad jako □ nawet i w liczbie pojed. (w formach zaś dad\a- 
tlie i dad\aU w osobie 111 dual. i plur. to a i tu znowu znamionuje liczbę*) 
i jest to w ogóle składnik dopiero w następnej epoce tu wsunięty, w tej 
chwili dla nas zatem nie istniejący). Tosamo także ukazują całym składem 
swoim formy tego słowa sanskryckie we wszystkich innych czasach: takowe 
polegają albo na dad, albo na czystym V rf — nigdy na da ani dadat Do 
pierwszych należy np. optat. act. dad-jam, perfect. dad\aii dałem, dad-us 
dali.itp. Okazem drugich jest np. praes. passivi d-ije bywam dawany, 
d-ijase, d-ijaU itd. i aor. med. d-d-iśi **) dałem się , gdzie iśi jest jednostką 
dla siebie, d augmentem, a d czystym V'. Nie wytrzymuje zatem próby mnie- 
manie powszechne, żeby w tych wszystkich formach było kiedyś tłem dada i 
da, z których to tematów a kiedyś dopiero później miało odpaść: za tą hypo- 
tezą nic nie świadczy, przeciw niej — wszystko, prócz chyba jedynej greckiej 
konjug. słowa S^Bwjj.i, rzeczywiście polegającej na V już wtórnym do. — Ła- 
cińskie formy także jak najsilniej stwierdzają moje zapatrywanie: perd-ere, 



■'ć* 



") Ktoby temu chciał przeczyć , tenby i w odnośnych formach od uznanego 
np. V Z^A lizać II klasy, t. j. w lihatM, lihaU , musiał przypuszczać 
jako n Uha, a nie Uh. 

Ftaz na zawsze robię tutaj uwagę , że daję w tym całym tomie litery 
sanskryckie zawsze zastąpione naszymi polskimi brzmieniami i literami, 
np. tutaj ś ma być czytane, jak ś w hyś, wieś, zaś. Fachov/i sanskry- 
ciści transponują tę literę na sh lub też s z krzywym nad niem haczy- 
kiem, z którymi to transkrypcyami mój czytelnik nie wiedział})y co po- 
cząć, zresztą są to mylne transkrypcye. 



Konjugacya bezwstawkowa. 127 

cred-ere, trad-ere, perd-is cred-it, trad-imtis, ded-i, credid-i, ded-erim, tradid- 
eram itd. wszystko to wtedy tylko okazuje się reguł arnem i prostem , kiedy 
jest tłómaczone w mój sposób. Forma da-re, jako verbum simplex, ma wpra- 
wdzie da — i tu jednak są odrębności: podczas gdy np. laudds , lauddmus, 
laudaham itd. z całe, I konjugacya łać. ma zawsze długie d: widzimy w das, 
ddmus, dcibam, dabo , ddtwn wszędzie a krótkie: Bopp to wyjaśnia (T. TI 
Vergl. Gram. ed. z r. 1859, str. 405 ) , „weil das betreffende lateinische Ver- 
bum einen Gefallen daran gefunden hat, seinen Wurzelvocal iiber- 
all zu kiirzen". Ani słowa , że wyborna exkuza. Takim sposobem można 
wszystko usprawiedliwić. Otóż właśnie nie było to a w tern słowie wcale 
Wurzelvocal, ale naleciałością, czasem wstawką, albo cząstką do ham należną 
itd. i stąd to krótkość tej samogłoski. 

2. Dziać. — To słowo polega na V pierwotnie (iwsanskr. ) brzmią- 
cym dh, który w łać. zupełnie się zrównał z V d dać (np. trado zdaję, 
redflo od- daj o itd. zupełnie stoi na równi z condo za-kładam). W greek, 
przybrał on postać 3, w wtórnej postaci 3£ , od czego ^i^-qixi kładę. W sło- 
wiańskich językach i litew. przeszło to dh tak jak w łać. także na d; jeżeli 
my go zaś nie mieszamy z tamtym Y'' dać: to tylko dzięki flexyjnym dopiero 
między nimi różniczkom , ale nie głosowniowym. Ze ten V rzeczywiście we 
wszystkich językach indoeurop. zrazu z samej tylko tej spółgłoski się składał, 
a postać jego całosyllabna, np. ^•e w grec, u nas dzie, w lit. i starosł. zaś de 
dopiero z niego wynikła jako już drugorzędna: tego dowodzić tu już nie będę, 
gdyż wszystko to , co o dać powiedziałem , przyszłoby mi tu tylko powtórzyć 
dosłownie. Konjugacya tych słów obu w sanskr. jest zupełnie jednaka, wyniki 
z niej przeto w obydwóch razach tesame. W słowiańskiej mowie, w skutek 
zatartej tutaj fonetycznej różnicy między dh b. d, musiały się te dwa słowa 
przeciwstawić sobie fiexyjnie, różnią się tedy budową form: mianowicie temat 
reduplikowany od c? dać, t. j. □ „cZacZ'', zatrzymał ten kształt i brzmienie do 
dziś dnia (porówn. dad-ch, dadz\ą) i był traktowany aż do czasów bardzo 
późnych jako czasownik bezwstawkowy [dadmh^ dziś dam — a nie dadę 
z dad-a-mi); przeciwnie takiż O reduplikowany od V d kłaść, dziać, pier- 
wotnie także brzmiący ^^dad^^, ten zwątlał później na ded; prócz tego był on 
tu traktowany jako czasownik w stawkowy {ded-i-mi^ później z wstawką 
złożoną ded-ia-mi) i na tej drodze przyszedł do formy czasu teraźń. dezdą ja 
dzieję, nam już wprawdzie po dziś dzień niezrozumiałej (brzmiałaby po polsku 
dziedzę) , lecz zakonserwowanej w starosł. języku. (Tylko w samem i-d§,jadc 
i h§-de mamy okaz form tegoż V i bez reduplikacyi: to dc wynikło bowiem 
z d-a-mi] samoistnie w pomnikach jednak nigdzie go już nie spotykamy). Otóż 
z owejto pewnie formy względem dezda, poprzedniej „dediami'^ a nasamprzód 
^^dedimi'-\ wytworzył się w naszych językach już kiedyś później i z konfuzyj- 
nych jedynie przyczyn wtórny tego słowa V w postaci „rfi", a z niego potem 
c/e, dzie. — i ten sprawił, żeśmy o tamtym już zapomnieli zupełnie, mówiąc 
już tylko dzieje^ dziad (z dziejąc), dzieje, dziad dosłownie „założyciel'* (rodu) 
itd. — INFimochodem wspomnę tu jeszcze, że prócz owej formy deidą , diUi, 



128 Geneza konjugacyi. 

znachodzi sio w starosł. i inny jeszcze czasownik, który prawdopodobnie z te- 
goż zawiązku powstał, mianowicie Zbdati (także zldati) z czasem teraźń. ziżda 
zakładam, buduję, muruję. Jeżeli źródło tego wyrazu rzeczywiście ze sło- 
wem deżdą (tosamo znaczącem) jest wspólne: to przypuścióby należało, że 
musiał być kiedyś u nas i taki stan rzeczy, że od owego V dli brzmiał czas 
teraźń. (obok dedimi itd. ) i dhidhmi , dhidhimi , dhidhiami — z tego potem 
dzydmij dzydiami (zamiana aryjskiego d/i na słowiańskie, tylko u nas już za- 
chowane dz, w starosł. z („zelo") — jak i dzwon, a winnych narzeczach ^lyon, 
ma sobie odpowiednie w sanskr. dlwan , w włoskiem zaś suono, w łać. sonus). 
'A tegoto niegdyś dzidiami czyli później po starosł. ^^zidiami'-'- wytworzyło się 
ostatecznie owo zizdą , któremu u nas odpowiadałoby „dzydzę^^. Lecz to są 
już rzeczy niepewne. 

3. Stad. — W podobny sposób przychodzimy także do wniosku, że 
nasze trzy już odrębne tematy : .sta w stanc , staję — słi w stojeć a po ścią- 
gnięciu siać, stoję — i sfłł , widne w kauzatywnem staioić (jak od plu i^la- 
wić , od ira trmcić) i w lite w. stoicmi (= staumi) i staunu, stowiu, stoiceti, 
są tylko nalepowymi , z drugiej ręki już postaciami właściwego V sł. W łaó. 
sisto (sist-a-mi), sisi-is , sist-ere, stetl zam. stest-i, i sti{s)ti (np. constiti) itd. 
widzimy reduplikacyjny temat w praes. sist, w perf. ste{s)t, sti{s)t; a ten nie 
mógł z czego innego wyniknąć, jak tylko z V st: ze sta byłoby reduplikaoyą 
bowiem sista , sta{s)ta , ste{s)ta itd. z nakrawędnem a. ( Stan rzeczy co do tego 
słowa w sanskr. ukazuje już formacyą nieprawidłową i z późniejszej datującą 
epoki ). 

4. Orać. — Ażeby się przekonać, że tak w tem słowie, jak i wszy- 
stkich z niem pokrewnych wyrazach samogłoska początkowa nie jest radykal- 
nym składnikiem : dość spojrzeć na zestawienie następujące. 

W naszym języku : 



orać, oracz, orka, orny, orzeł {orbli, 
właściwie pruj ący powietrze , że- 
glarz na wysokościach). 



rataj , radło , rola , rab — rób ( za- 
chowane w 2^^\'>'ob\ek , a znaczące 
właściwie pracownik około roli, 
sługa, niewolnik), robota, robić, ra- 
mię , ręka ( ranka w litew. ) , ryć , 
rwać, rów, ruch, ruczaj itd. 

W litew. ratas koło u wo- | arti orać, ore orka, arldas pług, 
za , retas radło , retis ugór , radetis \ artojis rataj , arimmas rola , arklis 
ster , rauti, rwać ... j koń roboczy, arelis i erelis orzeł... 

iru, irti jadę czółnem, wiosłuję, pruję; ardau (nj). w praardau) radlę, roz- 
rzucam: irklas wiosło; ira [iszira, prlira) dojazd dla czółna ; irtojis wioślarz; 
irejas tosamo ; irimas wioślarstwo . . . 

W niemiec. arm (nasze ra- I W łać. rado radlę, skrobię; ral- 

wuf), nrheif., arheiten (nasze robić, \ lum, terra rara (zorana), rastrum, 
robota ) ; erde, urbar, rad ... } rus , rota ; — aro , arator, aratrum, 

arvum, arura itd. 



Konjugacya bezwstawkowa. 129 

W sanskr. dość tu zestawić choćby same tylko formy konjugacyjne 
słów w ogólności ruch czyli iść znaczących: r\v6mi idę; rijami idę, płynę, 
r\tas szedł, r\k'k'hami albo ar\k'k'hami (== opvojxi) zrywam się, ruszam z miej- 
sca, ar\jaU itur, idzie się, ijar\mi {z irrni) idę; dodajmy do tego ra\thas wóz, 
ara\tram albo ari\tram wiosło, ar\va koń roboczy... 

Widać już z tych kilkunastu w różnych językach przykładów, że punkt 
wyjścia w całej tej sferze tworzyło r; że takowe znaczyło idę, sunę, jadę: 
jeżeli wodą, więc płynę; jeżeli pługiem po roli, więc orzę, pracuję, robię; 
że fonetycznie to zarodowe r albo pozostawało przy tem swojera pierwo- 
tnem, jak ja to nazywam, „syllabnem" brzmieniu, albo też tracąc ten cha- 
rakter, nadstawiało się nalej^ami — już to przybieranymi z przodu, już z końca, 
bądź tą samogłoską, bądź ową: najczęściej było nią a, wątlejące potem w o, 
c; czasem czyniło tę posługę ii, a w urbar mamy u nawet. Przypuszczać 
w tych wszystkich samogłoskach zarówno radykalne składniki, i wierzyć po- 
tem w możność ich odpadania, w tylu wyrazach i w tylu różnych naraz języ- 
kach — przypuszczać tam gdzie jedna drugą wypiera, identyczność pomiędzy 
nimi — przeskoki ciągłe ar w ra, iv w ri itd. za prostą „metathezę" ogła- 
szać: taka metoda, wątpię bardzo, żeby się mogła i nadal ostać. Metatheza — 
jest to wprawdzie wcale niezłe nazwanie zjawiska jakie tu mamy przed sobą , 
ale nie wyjaśnienie istoty tego zjawiska i jego przyczyn. Bez powodów dosta- 
tecznych nie ma ani metathezy w językach. 

5. Imę, JQĆ' — Że i tutaj prawdziwym V słowa jest samo m, a ?' 
w im tylko nalepem: tego dowodzą takie formy nasze, jakiuezmCj które w spo- 
sób oczywisty nie powstało z WhZ-hivc, gdyż w takim razie mówilibyśmy 
lueźmę, lecz mogło wyniknąć tylko z lUbZ-mc. Komu się zdaje, że to forma 
może zepsuta, niech spojrzy na stan rzeczy w starosł. języku. Otóż mamy tu 
np. imperat. luiiZ-mi weź , praes. obb-meth obejmie itp. w których dlatego, że 
się wyraz więc tymi przyimkami przedłużył, nalep stał się już niepotrzebny i 
odpadł, a raczej nigdy go tutaj nie było. "VV innych razach znowu spotykamy 
się tu wprawdzie z nalepem, lecz nie i, ale a, zwątlałem na e (rodzime): 
WhZ-emi weź, wh-n-emi wejm, ivhz-cmh wziąwszy itp. Tenże nalep e z jotą 
(jako przydechem, §, 58), więc je, ukazuje nam się np. w jenih jąwszy, j>o- 
jem-h pojąwszy, pri-jemb przyjąwszy; w nsLSzem przyjemny, luzajemny, najemnik 
itd. To je bynajmniej nie jest je (spotęgowane i w img), w tym razie bowiem 
brzmiałoby to w starosł. ja. 

Pochodnikami tego słowa imc są imam, imać jako częstotliwo, 
i imieć, imeti jako czasownik klasy VII nijaki czyli (tak jak wisieć, leżeć 
itd.) stan wyrażający: jeżeli bowiem ime znaczy mojem czynię, zajmuję, 
to imeti, dzisiejsze mieć, wyraża wynik stały już tego faktu: pozostaję w sta- 
nie takiego, który coś zajął — mam. Z j^omieszania tych dwóch słów pocho- 
dnych ze sobą , t. j. imać i imieć, powstało nasze (a także i już starosł.) nie- 
regularne po dziś dzień mam, mieć, a dawniej imam, imieć. Otóż i w tym 
pochoduiku dzisiejszym nalep i — gdzie on się podział? W starosł. i w pol- 
Sizczyźnie średniowiekowej mówiło się jeszcze stale imam^ imieć {imeti}. 

Gram. Ilist. Por. II. •) 



130 Geneza koDJugacyi. 

W rzeczowniku imię (dawny imiesłów odjąć, zam. im-mie =: rzecz w posia- 
danie wzięta, następnie majątek ziemski , a od niego i nazwa potem rodowa ) 
w imię powtarzam i dziś to i zachowujemy, boć trudno poj)rzestać na samym 
tylko przyrostku mię. Ale w mieć, mam, tak w polskim, ruskim, jak i czeskim 
tudzież łużyckim języku odrzuciliśmy tę naleciałość, bo nam sam instynkt wska- 
zywał, że radykalnego uszczerbku przez to słowu nie wyrzg-dzimy. 

Jesion — V^ s. 

§. 425. Zdetermiiiowanie w słowie posiłkowem jestem jego 
prawdziwego V — że nim nie jest as, es, jes, lecz samo tylko s — 
ma dla poszukiwań nad przedmiotem całego tego rozdziału nader 
ważne, bo już nawet i praktyczne znaczenie. Każdy język indoeuro- 
pejski posiada albo posiadał w ustroju swoim konjugacyjnym pewien 
zasób form złożonych, które w jednej z dalszych już epok poja- 
wiły się obok tosamo znaczących form jednolitych daty dawniej- 
szej i częstokroć takowe potem całkowicie wypierały z obiegu. Otóż 
budowa nader skomplikowana tych wszystkich trybów, czasów i imie- 
słowów złożonych nie może nikomu być zrozumiałą, ktoby nie miał 
trafnego wyobrażenia o postaci autentycznej tego słowa posiłkowego, 
gdyż onoto właśnie okazuje się być w tych kombinacyach prawie 
wszystkich utajonym sładnikiem. O właściwościach tego słowa, wspól- 
nych i kilku innym podobnie zbudowanym v^v^, mówiliśmy już 
w §. 423. Do tego dołączymy obecnie już tylko te kilka dodatko- 
wych spostrzeżeń, aby kwestyą tu poruszoną i do reszty wyjaśnić. 

Przyzna mi z góry zapewne każdy, że gdyby v^ słowa jestem 
rzeczywiście tworzyła całkowita syllaba: musiałyby wszystkie jego 
lorm}^, nie tylko w praesens,* lecz i po za jego obrębem, mieć to 
as itd. za temat. Trafiałyby się może i wtedy natomiast tu i owdzie 
formy zepsute, nadszczerbione , jakąto kaleką ma być np. nasze są 
zamiast jesą, łać. sunt zam. esunt, sanskr. sartti zam. asanti Lecz 
zdarzaćby się to mogło tylko sporadycznie, jedynie w poszczegól- 
nych, do takiego bałamuctwa właśnie skłonnych językach , w każdym 
razie w taki sposób, że te odstępstwa od normalnej zasady zosta- 
wałyby w porównaniu z formami całkowitymi także i pod Hczebnym 
względem w mniejszości. Prócz tego musiałyby też te wszystkie 
anormalności, w razie jeżeliby się powtarzały w obszerniejszym 



Konjugacya bez wstawko wa. ISl 

mów i szczepów przestworze, mieć przynajmniej jakiś powód logi- 
czny, jakąś szczególną w swoim rodzaju wymówkę, dlaczego im 
ta radykalna samogłoska «, e, je, tak była wstrętna... 

Otóż wbrew temu oczekiwaniu, widzimy w obrębie odnośnych 
faktów stan rzeczy, pod wszystkimi tymi względami właśnie dyame- 
tralnie przeciwny! Najstateczniejszy i najstarszy z wszystkich ję- 
zyków, sanskryt, do tego stopnia obfituje w owe mniemane kaleki, 
że oneto właśnie w nim stanowią regułę: prócz tych trzech oto 
form liczby pojed. czasu teraźii. dsnii, dsi, dsti (i I osoby w im- 
peratiwie, którą jednak znowu inaczej pojmować trzeba"), cała 
reszta konjugacyi tego słowa posiłkowego w sanskrycie nie chce 
nic wiedzieć o tej syllabie as — gdzie ją zaś ukazuje , np. w imperf. 
albo perfectum, tam to «jest augmentem, substytutem reduplikacyi 
itd. ale nie radykalnym składnikiem. Dual. i plur. praesentis act. mają 
sras, sthaSj staś, smas itd. Całe medium — także bez a. Optativus , 
tak w medium jak i activum — tosamo. Futurum, samoistnie 
wprawdzie nieużywane , zato tem częstsze w formach złożonych — 
i ono nie ma tego a! Aorystus, aż w czworakiej tam formowany 
postaci — i ten go ani w jednej z nich nie zna. Obydwa te, 
co tylko wymienione tu czasy, poczynają się wprawdzie w pewnych, 
mniej zwykłych razach (zamiast od s) od iś: lecz nawet i w tem 
iś ma i całkiem inne znaczenie, jak się to niżej okaże, a nie żeby 
w niem przypuszczać zwątlenie owego «. Zrobiłem wyżej uwagę, 
że ostatecznie, w najgorszym razie, musiałby się dać dopatrzeć jakiś 
przynajmniej powód logiczny odrzucania tu w tylu razach tego ra- 
dykalnego składnika: otóż i na tym punkcie praktyka oczekiwania 
nie stwierdza. A raczej ma się rzecz tak, że powód omawianego 
zjawiska daje się rzeczywiście odgadnąć, lecz w kierunku odwro- 
tnym t. j. nie dlaczego to a z form, gdzie go nie ma, odpadło, 
ale dlaczego tam, gdzie je wyjątkowo widzimy, przyb ranem z ko- 
nieczności zostało? Oto powtórzyć mi tu przychodzi, com już 
w §. 423 powiedział, że w liczbie pojed., dla nikłości osobowej tu- 
taj końcówki mi, si i ti, musiało smi, ssi i sti przedłużyć się na 



*) Ta I osoba trybu rozkaz, jest w sanskr. jak wiadomo Conjunctiwem , a 
tego cech<^ było a: owoż w tej formie stanowi to a raczej cechę trybu, 

9* 



132 Geneza konjngacyi. 

dsmi. dssi, asłi. To a jest tutaj zatem nalepein i akcentową, pod- 
pórką. Inne końcówki przeciwnie mogą być nosicielkami akcentu 
i właśnie przeto nie ma też we w^szystkicli takich formach sanskry- 
ckich nalepu. Przypuśćmy na krótką, chwilę taki W7padek, że owo 
a-smi^ a-ssi, a-sti przyczepi sie enklitycznie do drugiego jakiego, 
jedne całość z niem tworzącego wyrazu, do wyrazu któryby mu 
wagą swoją owe nalepow^ą funkcyą zastąpił — a owo a niewątpli- 
wie i z tych trzech nawet form się natychmiast ulotni, a raczej 
wcale się tu nie dolepiało. Okaz realny stwierdzonego przypu- 
szczenia tego mamy w budowie tamtejszego futurum periphrast. 
{ddtd-smi daturus sum, a nie ddfdr-asmi ^ j^kby to być koniecznie 
nuisiało, gdyby to a rzeczywiście radykalnym było tutaj żywiołem). 
Słowo w słowo więc tosamo, cośmy wyżej na starosł. oh^-mcfh, itd. 
widzieli, zamiast ohh-imcfK. 

Stan rzeczy co tylko ukazauy w sanskrycie, był niewątpliwie 
punktem wyjścia i we wszystkich innych językach, w których po- 
tem nastąpiło co innego natomiast. Tam, nalep ów na samej licz- 
bie pojed. poprzestał: tutaj, widzimy go po największej części 
już panoszącym się \ia facti i w dalszych obydwóch liczbach czasu 
teraźń. — oprócz samej tyl]vO III osoby plur. {santi^ snnt, sind, sq), 
której formacya, jak sie to niżej okaże, datuje ze wstawkowej już 
konjugacyjnej epoki, na całkiem innych już opartej zasadach, tak 
iż wsunięcie się tego wtręta i tutaj nie mogło przyjść prawie ni- 
gdzie do skutku (wyjątek stanowi sama greczyzna). Co większa, 
nawet i do form kilku po za obrębem już czasu teraźń. np. w Fut. 
łać. i grec. (ero najpierw eso^ £co;Aai) potrafił z czasem wcisnąć się już 
ten intruz w obydwóch klasycznych starożytnych językach. Wszędzie 
jednak mamy ślady, że i te formy dopiero w ostatnich stadyach tak 
przekształcone zostały, a do późna prawidłową zachowywały budowę 
(porównaj grec. tj'-cló czyli TU'i>w, a nie •:u7:-£aw; litew suJi-sit lub 
sul-siu będę kręcił, a nie snk-csu; laŁ fac-so czyli faxo^ a nie 
fac-eso itd). Zresztą niebrak i tam nawet na formacyach takich , 
które aż do samego ostatka zostały wolne od tego przybysza (np. 
łać. conj. praes. sim, sis, sit itd.). 

W słowiańskich językach nie mamy od tego słowa więcej, 
jak samo tylko już praesens indie, reszta form bowiem tu zastępuje 
sie słowem J/t/ć; w przymiotniku istij. a, ('^zachował się jednak i jego 



Konjugacya bezwstawkowa. 133 

imiesłów, choć w nim wcale nie czujemy już tego participialuego 
znaczenia. Jeżelibyśmy chcieli rozpatrzyć postać owego praes. w po- 
szczególnych narzeczach , to zobaczymy bezwarunkową zgodność mie- 
dzy nimi co do samego tylko w III osobie licz. poj. jest (lub też je) : 
ta tylko jedyna forma ma ten nalep je w każ dem z owych narze- 
czy. Równie także jednostajnie brzmi i mnogoliczebna III os. są^ 
sąth^ sut\ sou, só, s"^, su, i ta forma bowiem tesamę prawie 
wszędzie ukazuje budowę — bez je! (tylko jedyny serbski język i 
tu już wyjątkowo m.a jestt oni są). We wszystkich innych osobach 
tego czasu teraźii. przeciwnie języki słowiańskie już się różnią 
od siebie: podczas gdy bowiem np. my Polacy w samoistnem uży- 
ciu słowa jestem już wszystkie te formy nalepom je rozszerzy- 
liśmy (oprócz „6r/"), a w tej mierze stoi po naszej stronie także 
starosłowiań., ruski i serbski język: to reszta słowiańszczyzny od- 
wrotnie używa tych form (oprócz owego Jest'' albo „Je") zawsze 
bez je — chyba że zachodzą okoliczności wyjątkowe, których w tej 
chwili jeszcze nie tykam, ale niżej do nich powrócę. Ten stan 
rzeczy już sam przez się nasuwa mi taki wniosek, że kiedyś i 
w naszej także mowie musiała rządzić tasama tutaj co w sanskr. 
zasada, t j. że tylko same formy licz. pojedynczej nalepom 
owym zasadniczo się rozszerzały, obydwie drugie liczby przeci- 
wnie do takowego nie miały prawa: później jednakże zaczęły te 
obie strony wzajenmie oddziaływać na siebie, w skutek czego 
w wytworzonych w ten sposób dublet o wy eh, ubocznych for- 
mach i pojedyncza liczba na jednej z nniogimi liczbami stanęła 
linii, i te obydwie mnogie także do niej się znowu zbliżyły: zamiast 
np. swa, siue, zaczęło się mówić i jeswa, jeswe; a taksamo też 
znowu i odwrotnie zamiast jessi, weszło w obieg samo si Tylko 
jedyne trzecio-osobowe yjcst^'' i „s</" duplikatowym takim prze- 
kształceniom, jak ze wszystkiego wynika, nigdzie sie nie poddały. 
^Y pewnych dzielnicach przeważały coraz więcej potem odmianki, 
nalepom rozszerzone — w drugich skłaniano się bardziej do form 
bez tego je, AV takito sposób wytworzył się wreszcie stosunek, jaki 
dziś między jednem a drugiem narzeczem co do tej kwestyi już 
ustalony widzimy. Podnieść tu jednak należy okoliczność, którą za 
l)ardzo ważną uważam, mianowicie że jakkolwiek więc po dziś dzień 
każdy z języków słowiańskich stanął już albo po jednej albo też 



134 Geneza konjngacyi. 

po drugiej stronie : to jednak pozostawiono prawie w każdym z nicli 
pewien choćby też jak najciaśniejszy zakres i dla form przeciwnego 
obozu. Tak np. w łużycko-czeskiej dzielnicy są formami dominu- 
jącymi oto te'"'): 

sem, si, jest; swe, sta — sme, ste, sou (czesh) 
sym, sy, je; smoj, staj — ^ smy, sće, su (r/ór. hit) 
som , sy, • je ; smej , stej — smy, sćo, su (doi itii.) 
Jeżeli jednak którąkolwiek z form powyższych przyjdzie czy to 
Czechom, czy Łużyczanom wypowiedzieć av połączeniu z negacyą 
nie: to się już wtedy zwykle nie mówi np. ne sem nie jestem, lecz 
ne jscm, ne jsym^ ne jsoni; w licz. mn. ne jsme^ ne jsniy nie je- 
steśmy itd. Te formy uboczne z jotą można wprawdzie w dwo- 
jaki sposób W7kładać, mianowicie że albo np. owo jsmy jesteśmy 
wynikło z jesmy, w którem e przez jer zastąpione, a potem odrzu- 
cone zostało (za tą wersyą przemawia budowa trzeciej osoby jest 
lub je), albo też brzmiało to pierwej ismy (nalep /, który przeszedł 
w j potem, jak i nasze dzisiejsze dojdę z dawniejszego do-ide). 
Czy się kto jednak za tem ismy, czy za jesmy oświadczy "") : mamy 
przed sobą tak w jednym, jak w drugim razie nalepo wą więc formę, 
która w tej całej dzielnicy obok panującego smy, sme zatem żyje 
do dziś dnia, a daAYniej mieć musiała i szersze zastosowanie. To 
samo spostrzeżenie, choć w wręcz odwrotnym kierunku, nastręcza 
się do zrobienia i w grupie języków przeciwnej, którą w tej kwe- 
styi tworzy starosŁ, małoruski i polski język. Tu w użyciu samo- 
istnem tego słowa posiłkowego używamy (oprócz są) samych tylko 
form wzmocnionych ową zgłoską je. Pomimo tego posługujemy się 



*) Uczynić muszę tu zastrzeżenie , że mówię o formach , które rzeczywiście 
się wymawiają, , a nie o pisanych. Pisać można co się komu podoba, boć 
papier jest cierpliwy. 

**) Najprawdopodobniej i jedna i druga wersya będzie tu zgodna z hi- 
storyą, języka; mówiło się i jesmy i ismy ^ z nalepami polubownymi. Za 
formą ismy świadczy czeskie ncni (z ne-n-ist) w znaczeniu nie jest, 
nie ma; boć z nc-n-jest to z pewnością nie wytworzyło się (na coby 
wtedy to n tu było przybrane? a jakby usprawiedliwić to przejście Je 
na i?). Ze nalep i miał z tem słowem posiłkowem w słowiańskieni 
(i sanskrycie także) równie ustalone stosunki, jak a, a z mego je — 
tego i imiesłów isty itd. dowodzi. Wrócimy niezwłocznie do tego punktu. 



KoDjugacya bezwstawkowa. 135 

przecież równocześnie i wyrażeniami krótszymi, opartymi na czystym 
v^, t. j. formami śm^ ś (zamiast .świ, śsi), śmy^ ście^ są. Mamy je 
w takich np. zwrotacli, jak hjicm, hyłam^ lyhm (w XV jeszcze wieku 
natomiast hyłe-śm, hyia-śni, hyh-śni); hylc\ś , hyia\ś , hyh\ś\ byli- 
śmy, hyiy-śmy, hyli-ście, hyły-ście; jak jam, tyś, myśmy, toyścte; 
żem, śeś, żeśmy, żeście; jak dobry ś , dohraś, dobrzyśmy, dobreśmy, 
dobrsyście i jak rodacyśmy, rodacyścic itp. A w starosł. textacli 
przybywa do tego i ne-sm^, nesi, nestw nie jestem, nie jesteś, nie 
jest itd. dobreje jeiimsth. lepiej dla niego, Mażen'Lstw szczęśliwy jest 
itd. więc sth. zamiast jestw. Te wszystkie enklityczne słowa posił- 
kowego formy, w każdym razie i w tym kształcie całkowite a nie 
zepsute, dlatego się av zwrotach powyższych obywają bez owej 
nalepo wej syllaby, że usługi , które w^ ich samoistnem użyciu ta tylko 
syllaba im świadczy i świadczyć może, spełnia im tutaj równie do- 
brze każdorazowy wyraz poprzedni, do Idórego to ś, śmy, ście itd. 
przylega jako słówko, które się na korzyść tej swej podpórki zrzeka 
akcentu własnego. Akcent ten dźwiga na sobie ów wyraz położony 
przed niem, i z tej to przyczyny jedynie np. owo ne nabrzmiewało 
tutaj w starosł. na ne: jest to negacya tasama, tylko że wymówiona 
z większym przyciskiem; nie zaś wynik z nej, ne-je itp. 

W dawnym imiesłowie tego V^ s, brzmiącym isf, ista, isto, i w dal- 
szych jego pochodnikach, jak np. m-iste, iście, istny (obok czego 
w wielkopolskiej mowie potocznej także i stny, stna, stne), istota, 
iścizna, istność, istne, istnieć; w przyrostku nareszcie stiuo w pań- 
stwo, dawniej pań-Kstivo , a to z pan-isttvo, mamy przed sobą jako 
nalep zamiast je , samogłoskę i. Ani mowy nie może być o tern 
wobec całej słowiańskiej głosowni, żeby to i wzięło początek z je, 
żeby było zwątleniem a. Ani takiego przechodu a vf i ani też za- 
miany je na i nie znachodzimy nigdzie przykładu (nieurojonego) 
w językach naszych. Uznać należy w tem i nalep tu samoistny, 
poświadczony czeskiem neni i niemieczczyzną (er ist), równorzędny 
z je i a (zachowanem w fornue naszej jesm i sanskr. asmi). Po- 
nieważ zaś imiesłowy na własną swoje rękę nalepów nigdy nie przy- 
bierały, a tam gdzie je jednak mają , nalep wsunął się w nie t3iko 
przypadkiem, a to z czasu teraz ń.: więc przypuścić i tu należy 
tosamo. Obok zachowanych form asnd, potem csnit , nakoniec 
jesnih: musiało być kiedyś u nas w obiegu jako odmianka i ismi.,. 



136 ^ Geneza konjugacyi. 

b. Fcaiicijńuhie zasoby Icorijugacyi pkriwtnćj. 

% 426. Uprzytomniliśmy sobie w powyźszein zród i 
postać clwócli czasÓAY, w konjugacyi najstarszych. Ao- 
ristus s})ajał końcówki z czystym v^, czas teraźń. s]xijał 
jo ze wzmocnionym tematem. Na więcej czasów, jak na 
te dwa, nie zdobyła się konjugacya pierwotna. Miała ona 
wprawdzie jeszcze i Imperativus (już zapomniany w na- 
szym jezyłvu i zasta^piony czem innem), lecz to był tryb, 
przeciwstawiony tamtym obydwom formom jako trybowi 
„Oznajmującem.u". Prócz tych dwóch czasów i tyluż try- 
bów, wytworzyła jednalv w ustroju swoim Iconjugacya 
tamtoczesna jeszcze i kilka pozycyj natury w ogólności 
participialnej, Ictórych zawiązek, skład i znaczenie 
pierwotne wyjaśnić, jest zadaniem niniejszego rozdziała. 

'•' Prawdziwy, z tamtych wieków datujący Imperativus prze- 
cLo^Yał sie aż do końca tylko w niektórych językach, mianowicie 
z pomiędzy porównywanych tutaj widzimy go jedynie w sanskr., 
greckim i łać. Żadno słowiańskie narzecze, równie jak i litewszczy- 
zna, ani szczątków z tego trybu nie ocaliły. To co sie u nas mniej wła- 
ściwie „trybem rozkazującym" nazywa, był to istotnie tryb Życzący 
(Optatiyus), który zjawi sie w konjugacyi dopiero w ciągu dalszej 
t. j. wstawkowej epoki. Ten tryb życzący miał i u nas zrazu inne, 
odpowiednie swojej nazwie znaczenie: dopiero i)0 wyjściu tu z uży- 
wania Imperatiwu, przejął on na sie jego agendę i zamienił tamto 
znaczenie na dzisiejsze rozkazujące. — Starodawny i prawdziwy 
ów tryb Ptozkaz. urabiał sie od tematów teraźniejszo-czasowych " ) ; 
różniczkę pomiędzy nim a indicatiwem praesentis stanowiły same 



*) Grcczyzna posiadała wprawdzie w swoim „inipcrat. aoristi fi" i forniy 
uiabiauc na podstawie czystych pieru'iastlvó\v : nie inożna jednak lego 
być pewnym , czy ta wyłącznie grecka pozycya nie została dotworzon^ 
później dopiero i na tamtejszym już gruncie, porówno np. z imperatiwem 
<ioristi I i impcrat. perfecti, nievvą;tpliwie nabytkami późniejszej daty. 



Konjugacya bezwstawkowa, 137 

tylko końcówki osobowe, umyślnie dla odznaki tutaj przeistaczane 
pod względem SAvego kształtu tematowego. Tak np. w^ łacinie forma 
fert. pierwotnie fcr-ti (z I- tematowa końcówka^ ti) znaczyła czas 
teraz, oznajmuja^cy „ on niesie " : przeciw^nie imperatiwMia forma 
brzmiała fcrto^ wytworzone z fer-ta (z A-temat. końcówd^ą ia)^ ró- 
żniła się od tamtej formy zatem jedynie przez tę przeistoczona po- 
stać swojej osobowej końcówki. — Nad dalszymi szczegółami formacyi 
imperatiwu , jako rzeczy zapomnianej i nie mającej nawet pośrednio 
już żadnej dla nas ważności, zatrzymywać się tu nie będę, a prze- 
chodzę tem skwapliwiej do w^aściw^ego przedmiotu tego rozdziału, 
z którym się wiążą przeróżne kwestye nieobojętne i dla dzisiejszej 
polszczyzny. 

§. 427. Nazywamy imiesłowami czyli participiami 
taliie formy l^onjugacyjne, lvtóre zarówno sa^ sloAvami i 
imionami, które Avi(^c „partycypują" w naturze ty cli oby- 
dwócli części mowy: czasują się jalv czasownilv, a rodzą- 
jują i przypadl^ujaj, jalv przymiotnik albo rzeczownik. Tego 
wyrazu ^imiesłów" użyliśmy tutaj w znaczeniu obszerniej- 
szem, obejmujemy w tej nazwie bowiem i Bezokolicznik, 
tudzież zapomniane już w dzisiejszym naszym języku Su- 
pinum. Te dwie formy, np. hicl, dziś blć^ i hit poprzednio 
hitu^ są to imiesłowy rzeczowne; a hijqcy , hity ^ a tak- 
^'diao i znany^ triado my ii]), aą to imiesłowy przymiotne, 
czyli imiesłowy w ściślejszym tej nazwy sensie. 

Nasuwa się tu przedewszystkiem pytanie zasadnicze: 
co właściwie w składzie takiego Avyrazu, jak hity, hlć albo 
wTeszcie w urobionem z nich hicie, nadaje im to piętno 
imion? co je wia^że z drugiej strony ze sferą, czasownika? 

Na pytanie pierwsze, od]^owiedż bardzo łatwa: hity, 
hir, hicie dla tego są imionami, ponieważ są to formacye 
opatrzone łsońcówkami imionowymi, 1 tak: hiPhi czyli 
dzisiejsze hity, jest to forma w sensie §. 190 złożona 
z hit'K i zaimka i: w tem hit'h, najpierw bita, miały 'k i 



138 Geneza konjugacyi. 

a znaczenie tematowej imionowej końcówki. Takąż koń- 
cówką było i w hiti, dziś przekształconem na bić. Ta- 
kimże składnikiem było i złożone i-j-am w hitijam^ dzi- 
siejszem hicie (§. 325 i n. ). Otóż te to imionowe koń- 
cówld nadały tym trzem formacyom raz na zawsze zna- 
czenie imion. 

Na pytanie drugie: sl^ąd w tycli wyrazacli poczucie 
ich werbalnej natury? odpowiedzieć już trudniej. Zwy- 
czajnie wskazuje się, jako na powód tego poczucia, na 
„X^ocliodzenie^^ ty cli wyrazów od słowa, np. tutaj od hij(^; 
lecz to bynajmniej nie załatwia podjętego tutaj pytania. 
Nam właśnie cłiodzi tu o to pochodzenie jako rzecz, 
którą mamy wyjaśnić. Skąd wiemy a przynajmniej in- 
stynktownie czujemy, że te wyrazy od tego samego te- 
matu, co i hiję pochodzą? Wszakże i o takich imionach, 
jak licz, hiczyslco^ zahijaJc, bój, zbójca, bojoivica^ bojowisko 
itp. możnaby także tosamo sądzić — niektórzy to i wręcz 
nawet twierdzą. Po czemże więc poznajemy, źe mimo 
wszystkich pozorów, inny jednak jest stosunek tych wy- 
razów do słowa bij§ , jak tamtych trzech? dlaczego tych 
ostatnich nie zaliczamy do imiesłowów i widzimy w nich 
rzeczowniki prawdziwe? a tamte trzy przeciwnie w naj- 
ściślejszym w oczach naszych zostają związku z odnośnym 
czasownikiem? Pierwiastek bi, sam przez się, ten nie 
jest jeszcze ani słowem ani imieniem. Wytworzony do- 
piero zeń wyraz każdorazowy staje się w miarę składu 
swojego jednem lub drugióm. Cóż tedy kwalifikuje owe 
trzy tu za przykład wzięte wyrazy na formacye więcej 
należące do konjugacyi, aniżeli do słoworodu imiono- 
wego? co je stawia w tej przynależności bezpośredniej 
do czasownika bijg — w przeciwstawieniu do tamtych 



Konjngacya bezwstawkowa. 139 

rzeczowników, które choć także są jego krewniakami, 
to jednakże nie w tym sensie, żeby z niego czy to ród 
swój wiodły, czy flexyjnie doń należały? 

Werbalne piętno, o którego wyrozumienie tu chodzi, 
przylgnęło do imiesłow^u zdaniem mojem tylko przez to, 
że się w jego składzie, prócz cząstek albo neutralnej natury 
(pierwiastek) albo też imionowej (końcówka), mieści 
zaw^sze i ów jeszcze także żywioł, który sam jeden ka- 
żdej formie konjugacyjnej dopiero piętno słowa nadaje. 
Żywiołem tym, jak się wyżej już okazało, jest osobowa 
końcówka a raczej to, co funkcyą takowej spełnia: zai- 
mek osobisty. Otóż zaimki osobiste w zarodowej swo- 
jej postaci, t. j. pierwiastki tych zaimków, wchodzą za- 
sadniczo i do składu imiesłowu każdego. Oneto tylko 
mogły mu nadać raz na zawsze tę solidarność ze słow^em, 
której poczucie tradycyjnie, jakkolwiek bez świadomości 
230wodów, do dziś dnia wszyscy przechowujemy; one spra- 
wiają w formie hity itd. tę najściślejszą jej przynale- 
żność do całego ustroju form pochodzących od hi jako 
już werbalnego tematu. 

§. 428. Rzeczone pierwiastki zaimków osobistych, 
np. t w hi-t-'^i. albo hi-ł-i, zajmują w składzie imiesłowu 
zawsze miejsce między V (później i tematem werbal- 
nym) a imionową tematową końcówd^ą: jako cząstki w tej 
całości środkowe, odgryw^ają one w niej rolę owego 
zatem składnika, któryśmy w słow^orodzie Imion poznali 
pod nazwą przyrostka. 

Wszystkie nasze osobiste zaimki zrodziły się, jak to 
wyżej już ukazano, tylko z tych oto czterech \^V^: m, n, 
ł, u, §. 350 i nast. W tej czwórce zajmuje it stanowisko 
odrębne, a to jako samogłoska, do usług przyrostkowych 



140 Geneza konjugacyi. 

^v ogólności mniej przydatna, w tej roli funkcjonują bo- 
wiem same tylko spółgłoski; prócz tego też i jako żj- 
wiot już zużytkowany w funkcyi tematowej końcówki 
(obok a, i). Z tych to przyczyn wyjątkowych ten V za- 
imkowy nie wchodzi nigdy w r o 1 i przyrostka do składu 
formacyj participialnych : zato jednak wszystkie inne te 
trzy W {m, n, t), i tylko one, napotykamy w ich skła- 
dzie w tej właśnie roli w każdym indoeuropejskim jeżyku. 
Oprócz tej trójki żadna już inna spółgłoska w tej funkcyi 
się nie pojawia, cbyba że byłaby to tylko tak zwykła 
w tamtych stosunkach przesuwka np. głoski ^ na s, lub 
też praktykowane już na naszym słowiańskim gruncie 
przelvształcenie tegoż t na c, ć, albo kombinacya dwojga 
takich spółgłosek w jeden złożony przyrostek, np. z di 
i n powstało mmi, men, min — wreszcie wzmocnienie je- 
dnej z tych 8 spółgłosek przez nienależa^ce do ich sze- 
regu r, którego to wzmocnienia przykład mianowicie 
mamy w przyrostku participialnym tr — później tar, 
tar, tor^ ter, tely ciel itd. 

§.' 429. Każdym z tych trzech participialnych przy- 
rostkowy zarówno posługiwała sie konjugacya pierwotna 
przy urabianiu imiesłowów sobie właściwych. Doczepiała 
je ocz}^ wiście zawsze bezpośrednio do danego werbalnego 
tematu i po tym braku Avszelkich wstawek możemy imie- 
słowy tej epoki od późniejszych odróżnić. W ten sposób 
spotykamy się tutaj z imiesłowami budowy zatem tro- 
jakiej: albo z S m albo n albo t. Oprócz tego były też 
już w tamtoczesnem stadyum konjugacyjnem częstokroć 
w używaniu imiesłowy i z SS złożonymi, np. mcm i tr. 

Zabytkiem tych imiesłowów, a w każdym razie wiernym okazem 
tej najdawniejszej budowy participialnej , mogłyby być następujące 



Kopjugacya bezwstawkowa. 141 

w naszym jeżyku wyrazy, jakkolwiek takowe już w oczach naszych 
uchodzą za i'zeczowniki hib przymiotniki (względnie przysłówki) 
zwyczajnego zakroju, postradawszy z dawien dawna swoje pailici- 
pialne znaczenie, co nastąpiło z tego jedynie powodu, że się w ciągu 
epok późniejszych pojawiły na ich miejsce inne, tak kształtem jak 
i znaczeniem dobitniejsze od nich formacye, które dla siebie za- 
garnęły ich stanowisko pierwotne. 

1. Dawne imiesłowy z S m: 

vni w rozum ^ V u'^); dym idiima, \ dti; prom. \' pr ; dom 
\^ d, najpierw dJr'''-'); z tegoż V^ i tama z niem. Bamm; grom, 
V (jr; znamy, a, r (^— zrtajom}^, w Psałt. Flor. użyte) i zna; 
.surma, V sr, pokrewny z V^ siu; slonm zamiast siloma, ^ stl 
( widny w słańsJco , ścielę , siać) ; kromka , z hromy, a, e, \^ hr 
(w hrój, shraicać); ślimak od ślimy, a, c, i śli {w ślina); może 
taśma, y"?; widmo , p)ismo , prażmo, pasmo, bierzmo; jarzmo (nie- 
gdyś pewnie irzmo, iurzmo, i stąd tu rz, jak w tcierzha — V^ r, 
□ /r, równoległy z or worać); przysłówek darmo, a dawniej i dar- 
my, a, e, \f dr widny w durzyć, durny (porówn. ludowe „za durno^ 
= za darmo); mimo, \f mi w mijać, itd. 

2. Dawne imiesłowy z n : 

pan \^ pa bronić, zachowany w sanskr. ; stan (zwłaszcza w da- 
wnem znaczeniu namiot) v^ sta; syn ( v^ su w sanskr. płodzić); 

*) Inny, jak V' u w oh-uć itp. znaczący pokryć, wdziać. Odpowiada 
tamtemu pierwiastkowi w sanski*. av , z 'ti wytworzone , p oz n a ć. 
Kiedyś tworzyły one obydwa może jedno ogniwo: wszakże bowiem 
poznajemy, co myślą naszą zdolni jesteśmy pokryć, ogarnąć. 
**) Dom, 3ó[j.o<; , owfjia, łać. domus , sansk. damas , powszechnie wywodzi 
się wprawdzie z własnego V y,dam^^, zachowanego w oia£iv budować i 
domare uśmierzać. Ale to za osobny V' tu poczytywane dam będzie 
chyba jednym z wtórnych W^ Rzeczywistym punktem wyjścia było tu 
d, rozszczepione dopiero z czasem na 2 osobne W: na d, da w dać, 
i na dh, dha w sanskr. dadhami i gr. if^rjai kłaść, czynić, w lit. i 
starosł. deti , naszem dziać, porówn. §. 424 , 2. Pomimo tego roz- 
szczepu na d i dh, mieszały się ze sobą jednak te dwie odmiauki , na- 
wet w aryjskich językach, zwłaszcza w zendzkim. Stąd to sanskr. damas 
dom, zamiast oczekiwanego dhamas. — Że w dom, 5Ó[ao;, domus wi- 
dzimy do (zwątlone a na o): to stąd tylko pochodzi, że a nie było tu 
szczorą radykalną snmogłoską, gdyż V jost d. 



142 Geneza konjugacyi. 

czyn, płyn, sen (z S'Ł(p)n^ ^ sj^p); plon \ pełny, "^ pi; zmiana 
(mie), ściana (sti), ślina, rana; strona (str), struna (sru = słu); 
tcełna; suhio ( V^ ^if/c zachowany w starosł. siiJcati i \\t. suJdi kręcić); 
ptłótno (piet), tciókno (włk), hupno, ciemno (V ciem, porównaj lit. 
łemti ciemnieć), ścięgno, czółno, runo, siano, miano, tuiano, ziarno, 
ohio. Dodajmy do tego do dziś dnia używane z biernem zawsze 
znaczeniem, wiec właściwie imiesłowy, a nie przymiotniki pospolitego 
zakroju : tuidny, pełny, Jcupny, cliwytny, jaivny, orny, Immy, zdamy, 
spaśny, dojny, dajny (w przedajny i r^kodajny), ujemny, iczajemny, 
liuczny, czarny... Wreszcie już jawne nawet i dziś imiesłowy, jak 
dany, znany, brany, śmiano itp. ^ 

3. Imiesłowy z S ^: 

huty, myty, hity, spięty, tarty, Huty, a na tych obraz pó- 
źniej i takie jak dźwignięty itp. Te żyją jako imiesłowy w jeżyku 
naszym do dziś dnia. A że kiedyś i od innych, a raczej od wszy- 
stkich słów naszych tamtoczesnych (pierwotnych) sie ten imiesłów 
urabiał — tego ślad mamy np. w następujących, bądź to z niego do- 
piero wytworzonych, bądź też takimi właśnie imiesłowami dawniej 
będących wyrazach: dateh, podcdeh (od daty = dany), stateJc, do- 
stateJc, iKistuch, rataj; oczy-ivisty, rzeczyioisty (imiesłów od vid); 
lity (od li), soiuity {tvi), suty {su w suć), isty (imiesłów słowa 
posiłk. jestem z nalepom i)', za-męt, męty itd. sito, dłóto {V dl), 
lato (V li), myto; nietciasta (żeńska forma imiesłowu od V wied, 
porówh. starosł. ivest%^ wiedny, wiedzący); — należyty. Pośrednio 
należy tu i tcierzy teiny (z ivicrzyt\l\ny, a to z ivicrzyt\r\wny, porówn. 
§. 432,1), shazitelny, cztjtelny itp. Wreszcie wynikły z participi- 
alnych pierwotników i takie jak gonittua, ptastiua, martiuy, bitwa, 
Jcutica, nakoniec męsttuo (= męż-stu|o, §. 430,2), itd. 

* Przypuszczam zatem , że kiedyś , w całej mowie iridoeurop. a więc i 
w naszym także języku (czy on się wtedy dawał już kwalifikować jako „sło- 
wiański" itp. to oczywiście inne pytanie, ale zgoła obojętne dla naszej kwestyi, 
gdyż te nazwy konwencyjne nie tycz^ głównej istoty), że kiedyś mówię od 
każdego mniej więcej słowa tamtoczesnego , o ile tylko na to pozwalały gło- 
sowniowe warunki , były urabiane równolegle te wszystkie participialne forma- 
cye; że później x)Ozostawał z tej trójki w użyciu tylko jeden zawsze imiesłów, 
a drugie albo otrzymywały osobne, ciaśniejsze, t. j. już temporalne przezna- 
czenie (np. formacye na m w starosł. konjugacyi przy nieco zmienionym 
kształcie figuruje już tylko jako bierne partio, praesentis, po dziś 



Konjugacya bezwstawkowa. 143 

dzień zaś i w tej już nawet funkcyi zamarły), albo też całkiem powychodziły 
z obiegu. Tak np. od V^ da (wtórnego) zostało tylko dany, a daty (poświad- 
czone przez datek, podatek, wydatek, zdatny itp.) przepadło; odwrotnie od bi 
zostało tylko hity, a biny ani nawet takiego śladu po sobie nie zostawiło *). 

Tosamo też czasu swojego być musiało i w innych już rozszczepionych 
językach, a wydało w głównej rzeczy i tam tensam rezultat. Mianowicie np. 
w greckim formował się t. zw. „przymiotnik słowny", a raczej imiesłów na 
Toc, np. XuTÓ; od luta, do ostatka od wszystkich czasowników; obok tego 
zaś są. tam i imiesłowy jeszcze zakończ, na p.£vo; (np. 5£[j.£voc), urabiane także 
od wszystkich słów, a temsamem stwierdzające nasz domysł, że poprzednio 
być tam zatem musiały i formacye na m i na n z osobna jako równie po- 
wszechne, jakkolwiek z nich tylko takie pośrednie ślady zostały, jak np. quasi 
rzeczownik u;iVoc od V -jt, (nasze si>p), odpowiedni i składem i znaczeniem 
naszemu sen [sbpn). ■ — W łać. participia bierne na tus [datus], urabiane 
od każdego i tu znowu bez wyją;tku słowa, utrzymały się przez cały żywot 
tego języka. Inne postaci omawianych tu imiesłowów dają, się tutaj wprawdzie 
tylko odgadnąć , a to za pośrednictwem takich (niegdyś participialnych) forma- 
cyj, jak domin as , termiiius ^ femina, tudzież przez mało komu już dziś zrozu- 
miałe amamini, damini itd., która to forma była nom. plur. imiesłowu biernego 
na minus ( z domyślnem estis ) , o przyrostku min, złożonym z m i n. Skoro 
się jednak te dwa participialne przyrostki tu pojawiają w zobopólnem swem 
połączeniu , toć musiały one oczywiście tam poprzednio istnieć i w osobnem 
użyciu. A zatem nawet i łacina bynajmniej nie stanowi tutaj wyjątku. — W li- 
te w. formuje także znowu każdy bez wyjątku czasownik swój bierny imiesłów 
czasu przeszłego , tak jak w łać. na t, a więc stosownie do tutejszych zasad 
na tas [suktas kręcony). Oprócz tego żyją tam jednak jeszcze i wszystkie 
inne postaci omawianych tu imiesłowów, jakkolwiek z wiekiem poprzybierały 
tu one albo funkcye i piętna pewnym tylko czasom gramatycznym właściwe 
(np. ocalone do dziś dnia sukmas skręcany, mniej już zwyczajne tam jest, ni- 
żeli sukamas i siikstmas z znaczeniami już ściśle temporalnymi praesentis i fu- 
turi), albo też dają się one widzieć już tylko w kombinacyach : mamy to np. 
w przyrostku litew. tin, złożonym z t in {suk\tin\as = mający się skręcić) — a 



t 



) W starosł. jednak dawały się jeszcze prawie od każdego słowa klasy I 
urabiać te participia na n; np. obok hit-b (bity) było w używaniu i bi- 
jen, z temże co bitb znaczeniem; obok j9gii> (pięty) było i phnen-h (po 
naszemu byłoby pniony); obok trht-h (tarty) było i tren-h {trzony) itd. 
itd. My sami od dźwignąć itp. mamy i dźwignięty i dźwigniomj. — Po- 
wyższe participia starosł. na n są to już wprawdzie formacye rozszerzono 
wstawką , więc z wiadomej już późniejszej epoki : ale utworzyły sio 
one na pniu dawnych, o jakich tu mowa. Ta wstawka nie byłaby tu 
miała w co wniknąć , gdyby nie była zastała w języku już istniejących 
odpowiednich form bezwstawkowych. 



144 Geneza konjugaeyi. 

formacye iia samo n prawie wszystkie poszły w niepamięć — W sankr. wre- 
szcie co do przyr. n i t spostrzegamy w zachowanym stanie teg-o języka taki- 
sam prawie stosunek, co u nas : jedne słowa mają, tam odnośny imiesłów tylko 
z tym, drugie znowu z owym przyrostkiem. Trzeci żj'wioł, głoska 7n, jako oso- 
bny przyrostek już tam wprawdzie nie funkcyonuje ; zato jednak tem zwyklej- 
szą jest ona w kombinacyi man (w nomin. sing. waii\as), a to w imiesłowach 
medyalnych, odpowiednicli greckim na [j.£voc, łać. na minus, w licz. mn. mi- 
m. — Że kombinacya ta i naszemu językowi czasu swojego bynajmniej nie 
była obcą, to się niżej okaże. 

§. 430. Wniknijmy teraz w pytanie: jakie było tych trojakich 
imiesłowów w tamtoczesnej mowie użycie, jakie znaczenie i jaka 
miedzy nimi różnica? 

1. Pod względem czasu gramat. stały one zrazu niew^ątpliwie 
wszystkie ze sobą na równi (wszakże nawet i dziś jeszcze u nas 
hiti/ i da^ifj, luty i znany, (Iźwigniety i dźicigniony, pod tempo- 
rah)ym AYzgiędem wcale się od siebie nie różnią, — takisam zaś jest 
stosunek i w niem. miedzy np. gethan a gcmacJit). A¥łaściwie zaś 
przypuścić o nich należy, że dlatego sie w tym względzie one od 
siebie nie różniły, ponieważ w ogólności żadnego wtedy czasu 
jeszcze nie wyrażały. Obecnie nazywamy w^prawdzie ten imie- 
słów hity, huty, clkcignięty, a taksamo i dany^ znany, dhcignlony 
imiesłowem czasu przeszłego: dała do tego powód jednakże 
ta tylko dopiero okoliczność, że się później (przy pomocy już wsta- 
wki) znalazł sposób na utworzenie odrębnych i stanowczych imie- 
słowów teraźniejszo-czasowych i takichże futuralnych, w skutek czego 
ipso facto przysądzona t<amtym participiom została ta ich dzisiejsza 
ciaśniej określona agenda " ). — Co do różnicy, zachodzącej między 
czynną ibrmą a bierną, zajmować wprawdzie musiały te imie- 
słowy od najpierwszej już zaraz chwili stanowisko po stronie bier- 
nej: tylko pod tym bowiem jednym warunkiem daje się pojąć ich 
ścisły związek rodowy z zaimkami osobistymi, ich dotykalnie widny 
stosunek do pierwszej, drugiej lub też trzeciej osoby. Jednakże 

"•■; Jednakże i dziś nawet jeszcze używamy tych imiesłowów nibyto czasu 
przeszłego, mianowicie od słów niedokonanych, w znaczeniu pod wzglę- 
dem temporalnym raczej nieokreślonem. Powrócimy do tej kwestyi niżej 
raz jeszcze, ażeby js^ rozebrać dokładniej. 



Konjugacya bezwstawkowa. 145 

z czasem i pod tym względem zacierać się zaczęła ich barwa. Prz}^- 
należność np. imiesłowów na m do osoby I pojedynczej , na n do 
osoby I pluralnej itd. która wynika z ich etymologicznego rozbioru, 
jest dziś tylko hypotezą, pozytywnymi cytatami z pomników żadnej 
mowy już wcale nie dającą, się stwierdzić. Za tem poszło, co już 
i pozytywnie jest pewnem, że nawet w ogóle i cała bierność tych 
imiesłowów niezadługo potem przez czas przydłuższy na tak kru- 
chej się opierała podstawie, że ich nieraz równie dobrze i w akt}^- 
wnem już używano znaczeniu'''). — • Dopiero później, kiedy się już 
pojawiły sposoby odrębne ukazania w imiesłowie jak najdobitniej 
jego tam, gdzie tego było potrzeba, aktywnej funkcyi (i tu znowu 
stało się to głównie za pomocą dopiero wstawki, jak się to niżej 
okaże), dopiero mówię przez ten obrót rzeczy późniejszy stanęły 
tamte stare imiesłowy stanowczo po stronie przeciwnej funkcyi i 
ustaliły się ponownie w biernem swojem znaczeniu. 

2. Zato były już od samego początku środki na wyrażenie 
w tych imiesłowach ich rzeczownego waloru, tam gdzie miały 
one za rzeczowniki uchodzić, w przeciwstawieniu do takiegoż przy- 
miotnego znaczenia. Kontrast ten w mowie litewsko-słowiaiiskiej 
tak bywał uskuteczniany, że imiesłów, mający funkcyonować jako 
przymiotnik, otrzymywał zawsze zakrój A-tematowego imienia : 
siiJcłas, sulda kręcony, a; taksamo i u nas hitas^ hiła, hitam — 
dziś hit^ hita, hito^ a z tego hity, hita^ bite jako forma deklinacyi 
złożonej; taksamo isty (od V s); niemniej snan, znany (z znanas); 
nakoniec tuladoni, loiadomy, z pierwotni ejszego luiaclm (luladnias). 
Przeciwnie rzeczowniki participialne posługiwały się tu jedynie 
końcówką tematową i i tt. I-tematy były Bezokolicznikiem, 



') Widzimy to dziś w odnośnych pocliodnikach. Przedmiot chwytny jest 
to rzecz taka, która się pochwycić daje, ale np. i charta nazywamy 
chwytnym, w czynnem znaczeniu. Naród bitny jest taki naród, co bij 6 
skórę drugiemu. Łakomy jest i człowiek co łaknie, a nie sama tylko 
rzecz, której się łaknie. Świadom czego ma dziś już samo tylko czynne 
znaczenie. Stary imiesłów pan od V pa powinienby znaczyć właściwie 
broniony, a znaczy broniący, zwierzchnik, patron, protektor dru- 
gich. Starosł. lubintbi człoicekoiowimb, płodotworimii itp. miało zarówno 
bierne i także czynne znaczenie. 

Gram. Ulst. Por. II. 10 



140 (jeneza konjugacyi. 

np. hiii, hici^ dziś hlć. U-tematy miały znaczenie zaponmianych już 
dziś Supinó^Y, np. hitu, starosł. lit-Ł. Taką to formą od v^ 5 było 
stu, istu, zachowane w przyrostku dzisiejszym stiuo, I jedne i 
drugie wyrażenia, tak hlti, jak hitu^ były to substantiva abstracta 
nijakiego rodzaju; znaczenie ich choć nie wyłącznie, to jednak 
przew^ażnie było czynne (skutek owej, pod tym właśnie względem 
już wyżej podniesionej chwiejności w funkcyjnem tych wszystkich 
participiów użyciu). Czem się zresztą w szczegóhiości mogło różnić 
wtedy supinum od infinitiwu, to dziś już nie tak łatwo odgadnąć. 
W innych liczbach, jak pojedynczej, nie dawały sic te formy pewnie 
nigdy używać — następstwo właśnie ich abstrakcyjnego znaczenia; 
w obrębie zaś pojedynczej liczby mogły się one deklinować tak 
długo przez wszystkie poszczególne przypadki, jak długośmy po- 
siadali w ogólności osobną I-tematową i U-temat. deklinacyą dla 
nijakiego rodzaju i takie rzeczowniki, jakimi np. w łać. było 
cormi i z greckiego sincąń, czyli innymi słowy: dopóki głosownia 
nasza dopuszczała egzystencyi wyrazów ze spółgłoskami odsłonio- 
nymi na końcu, a w samogłoskach konserwowała iloczas. W sta- 
dyum potem już stanowczo „słowiańskiem", niemal wszystkie te 
skłonnikow^e odznaki z wiadomych nam już powodów zostały zredu- 
kowane prawie do zera, a w skutek tego pozostały z tych form 
obydwóch nijakich same tylko tematy. W tejto postaci też wła- 
śnie widzimy ow^e hlti i Ut:^ (z hitu) w słowiańskich najdawniej- 
szych pomnikach, jako torsa pewnych dawniej skłonników, jako po 
prostu już „iildeclinabilia". Tam zaś gdzie taki bezokolicznik albo 
supinum niejako obstawały upornie przy swojej prerogatywie fle- 
x3Jnej, tam przechodziły one utartym w całej sferze Imion zwycza- 
jem w A-temat o końcówce złożonej (§. 317, 3) i przybierały 
postać rzeczowników, jak hicie (J/iti-j-am) i hitica {hitu-ci). Naj- 
częściej jednak musiały takie nomina desupinativa pozostawać przy 
nijakim swoim rodzaju, czego okaz mamy w dzisiejszych tak 
nader licznych na sttuo zakończonych wyrazach , jak paustiuo, 
cliłopstico, itp. złożonych z doczepionego im z końca rzeczownika 
stii'0 (stu-am) wynikłego ze supinum od słowa posiłkowego s " ). 



*) Z powyższego wywodu wynika, że tak powszecline w językoznawstwie 
dzisiejszćm uważanie infinitiwu i supinum w słowiańskich językacli za 



Konjugaeya bez wsta wkowa. 147 

* Litewsko -słowiański bezokolicznik, w przystępnym dla nas stanie ję- 
zyka, kończy się zawsze na ti, ci, c; okazuje się byó zatem (co do przyrostka 
swego) bliźniakiem imiesłowu na t (bity). W niektórych innych językach spo- 
tykamy podobną, znowu spółkę infinitiwu z innymi imiesłowami , niekiedy i 
z kilkoma różnymi naraz. Tak np. bezokolicznik niemiecki jest krewniakiem 
imiesłowu z przyr. n\ w skład jego wchodzi też już i wstawka: steigen, sitzen 
(z steig\a-n, sit\a-n)-, przyrostka t tutaj w infin. nie widać. Sanskryt posiadał 
na wjTażenie bezokolicznika przeróżne sposoby; o ile do tamtejszego składu 
wyrażeń takich w ogóle wchodził przyrostek, to nim było albo ł albo też 71. 
W grec. języku funkcyonowały w infinitiwach równolegle wszystkie trzy par- 
ticipialne przyrostki: n, t, i m w połączeniu z w, czyli men. Przyr. n mamy 
np. w 9ep£iv , dawniej (iw doryck. ) o^pe^, z uboczną, formą, 9£p£vai, Bioóvat, 
XeXuy.£vai; przyr. złożony men widzimy w homerowych formach jak £t7:£[x£v, oioó- 
;j.£v , £t7i^[j.£vat , Ti37][j.2vai ; przyr. t wchodził do składu bezokoliczników medyal- 
nych i biernych , np. Xu£a5ai , Ti3-£a3ai , X'jaaa3ut , XuXua3ai itd. W tych formach 
ostatnich widzimy to ^ w postaci 3 dla poprzedzającego je s, którato głoska 
tak w grec. jak i sanskr. częstokroć na sąsiedniem t taki aspiracyjny wpływ 
wywierała (porówn. sanskr. laghiśfhas najlżejszy, zam. lagh-is-tas). Oznaką, 
medyalności czyli zwrotności tych bezokoliczników jest właśnie to s w środek 
wsunięte — V^ zaimka zwrotnego se , w samoistnem użyciu już w greckiem 
zastąpionego przez he. — Wspominam tu o tych wszystkich szczegółach dla- 
tego, ażeby sobie umożliwić konkluzyą, że zatem i bezokoliczniki były w ję- 
zykach indoeuropejskich urabiane pierwotnie prawie z tąsamą dowolnością , co 
imiesłów przymiotny , bądź to z tym , bądź też z owym pronominalnym przyro- 
stkiem. Nie ma żadnego powodu , żeby tylko naszej słowiańskiej mowie odma- 
wiać, co widzimy że się w innych praktykowało. Bardzo snadnie mogły zatem 
i tu kiedyś istnieć obok form zakończonych na U, bezokoliczniki np. na ni, do 
niemieckich zbliżone. Jeżeliby to przypuszczenie mogło coś mieć za sobą, 
w takim razie byłby ten rodzaj bezokolicznika właśnie owem ogniwem , za 
któremeśmy się tak usilnie oglądali w §. 326, poszukując, z czego powstać 
mogły owe nasze rzeczowniki słowne takiego kroju jak danie, znanie, pisanie, 
kochanie, równoległe z imionami urobionymi od infinit. na ci zakończonego, 
np. bicie, kucie, dźwigniecie. Stwierdzić tego domysłu dowodami dotykalnymi 
nie można, podobieństwa do prawdy wszelako to nie wyklucza. 

§. 431. Podejmuję teraz pytanie, czy są ślady jakie w naszym 
języku imiesłowów z tamtej datujących epoki, któreby odpowiadały 
np. sanskryckim zakończonym na manas^ greckim na menos, a ła- 
cińskim na minus? Czy się tu daje i jaka inna może jeszcze wy- 
kazać formacya o przyrostkach takich złożonych? 



odrębne tylko skłon niki tegosamego zresztą tematu, nie wytrzy- 
muje krytyki. Te formy polegają na różnych tematach, bez 
względu na deklin. przypadek. 

10* 



148 . Geneza konjugacyi. 

— Rzeczywiście posiadamy dwie odrębne grupy imion, będą- 
cych takimi właśnie śladami : pierwsza, np. znamię , polega na przy- 
rostku Dian ; druga , np. tuiatr, czciciel itd. na prastarej i wszystkim 
językom właściwej kombinacyi przyrostka participialnego t i przy- 
danej mu głoski r, więc tr. 

Przyrostek participialny man, złożony z ma (m. z temato- 
wą końcówką a) i n, dawał nowe imiesłowy w postaci w słowiań- 
skiem trojakiej: zakończ, na mana (AQ), na mani (ID) i ^^^ 
man (Sp G)- Ponieważ w tych wszystkich trzech kombinacyach sa- 
mogłoski z czasem wątlały: więc się później do tej trójki donalazły 
i następujące, jeszcze dalsze odmianki: 1. Obok mana — man% 
czyli dziś man^ i także mena (po pol. miena, miona)^ z tego zaś 
m^na^ dziś 'inna. 2. Z postaci in mani wynikło meni (po pol. 
mieni) ^ wreszcie menw czyli dziś mień. 3. Ze Sp. □ man na tejże 
drodze powstało nasze mien^ a w zgłoskach ostatnich — mi§. Otóż 
odpowiednio do tych wszystkich odmianek, mogłyby się imiona dzi- 
siejsze , takimi niegdyś imiesłowami będące, na ich wzór sformowane 
lub z nich zrodzone, w ogólności dać odszukać z takimi oto zakoń- 
czeniami: mana, man, mień (mion), mn, mna; mień i mię. 
Mamy je w następującej tu zebranej drużynie: 
siihnana (prastary wyraz: = skręcana scil. szata, z tka- 
niny skręcanej , sukienna — od v' siih, zachowanego w litew. i sta- 
rosł. suldi, siihifi kr^dć) ; liczman ( marka liczebna ) , łaclmian (po- 
równaj łachy, stare szmaty) ; — Jcamionhc (więc było i ta Tcamiona); — 
daremny, V dr w durzy ó; nareniny, np. wody naremne, ludowy 
wyraz, V nr, widny w mtrt, nur, mirzy 6, nora, narótu, pa^drouńe 
{pa-n(d)r...)', trumna, trumien\Jca; yumno (II prz. 1. mn. gumien: 
V rju, zachowany w gos\podarz, gospoda i gotuędo bydlę); — Jca- 
mień (= wyostrzone czy też ostrzące narzędzie, w tym drugim ra- 
zie zatem osełka, V^ Ica, Je, N); Icrzemień (krające czy odkrojone), 
promień (V 1)y), płomień, strumień, rzemień, jęczmień; — znamię, 
brzemię, ramię, strzemię (zam. strzem-mię, ^ trzim w trzymać); 
imię (= im-mię^ od imę, jąć, res occupata, majątek ziemski, od 
niego wreszcie imię rodowe); siemię, piśmie {=^ pismo, litera, od 
czego piiśmienny), luymię, ciemię, plemię i może jeszcze kilka in- 
nych wyrazów takiej samej budowy. 



Konjogacya bezwstawkowa. 149 

Formacye z przyrost, tr. 

g. 432. Przystępuję nakoniec do wykazania participialnej prze- 
szłości takich naszych wyrazów, jak loiatr, hrcd{r)^ siostra, ohfjicatcl, 
czciciel, mioUa, imsdro, iviosło itp. Przedmiot nader zaAvikłany, 
któremu się jednak ze wszech miar warto bliżej przypatrzyć. 

Przed rozosobnieniem się jeszcze języków indoeuropejskich , 
więc w jak najdawniejszej epoce, pojawiły się imiesłowy z przy- 
rostkiem t i dodanem doń r, które to r tutaj było „syllabnem" 
(§.54), i zapewne upatrywać w niem należy (choć to są rzeczy 
niepewne) ów to \^ r, wyrażający ruch, pęd w przestrzeni itd. o 
którym była mowa w §. 424. Imiesłów^ zakończony na to fr, bez ża- 
dnej zrazu tematowej końcówki, a zatem i bez rodzajowej odznaki, 
był co do kroju Sp. □. Przybierał w dalszych przypadkach końcówki 
skłonnikowe bezpośrednio do tego ir; zato też rozwierało się to 
tr w pewnych, funkcyjnie silniejszych skłonnikach i rodzajach na 
całkowitą już zgłoskę tar, tar, tur, jak to widzimy w jednych i tych 
samych wyrazach często praktykowane w sanskr. Pod wpływem 
znanej nam już z tomu I, w każdym języku coraz dalej wymagania 
swoje posuwającej „dążności różniczkowania", zaczęły potem wyrazy 
na owo tr, tar, tur zakończone czasem przybierać i tematowe koń- 
cówki, np. w nom. sing. a\s, a, diw, albo i\s, i, w rodź. żeńskim 
I: kończyły się więc obok tamtego pierwotnego zakroju wyrazy te 
i na tara, tera, tura, tra (A-tematy), a taksamo i na tari, ter i, 
tur i, tri (I- tematy), słowem najrozmaiciej. Dążnostka różniczkująca 
tskwapliwie korzystała z tej obfitości odmianek: kojarzyła prawie 
każdą z coraz innem w miarę wieku tym wyrazom podkładanem 
znaczeniem — z konsekwencyą i konfuzyą każdej takiej gospodarce 
właściwą. 

Dalsze zadanie moje co do tych po wszystkich jęz^d^ach rozpro- 
szonych formacyj ku temu tylko tu zmierzać może, ażeby owe roz- 
maite znaczenia ich i użycia w głównych punktach pochwycić, ażeby 
wyliczyć je w tej kolei, w jakiej logicznie, czasowo i fonetycznie 
jedno wynikało z drugiego, nakoniec wykazać, co się z tego wszy- 
stkiego odszukać daje i w naszym tegoczesnym języku. 

1. Przede^YSzystkiem były więc formacye owe, jak się wyżej 
już powiedziało, i m i e s ł o w a m i. Wyrażały taki odcień participialnej 



150 Geneza konjugacyi. 

czynności, jakiego imiesłów zwykłej budowy, np. na samo t za- 
kończony, nie dawał. Tak np. od słowa dać zwyczajny imiesłów dat., 
w nomin. datas (dałtis), znaczył mniej więcej tylko tyle, co dziś 
nasze dajny, które jest pod temporalnym względem nieokreślone, 
pod względem funkcyjnym (bierności a czynności) także nijakie 
a raczej dwuznaczne: porównaj np. relco\dajny qui manum dat, a 
sprze-dajny Yenalis, qui venditur. Otóż w przeciwstawieniu do tej 
bladej, niczego dobitnie nie wyrażającej formy, stawiał ten drugi 
imiesłów datr już dokładniejsze przed wyobraźnią pojęcie. Jeżeli 
rzeczywiście, jak nam się pewnie godzi domyślać, ten w nim przy- 
czynek, to r, był identyczny z owym V, który z tej właśnie spół- 
głoski r całkowicie się składał, a znaczył ruch, pęd w przestrzeni: 
w takim razie wnosił on w owo dat takie uzupełnienie, jak kiedyby 
kto przy wymówieniu „r7a^" dawał jeszcze jakim znakiem do rozu- 
mienia, że się czynność omawiana i na dalszą przestrzeń przenie- 
sie, że się i po za obecny punkt czasu przeciągnie, że będzie i 
w przyszłości trwała lub też że tam dopiero nastąpi. Fonetycznym 
symbolem takiego to właśnie znaku było tu owo r... 

W takito sposób otrzymała formacya tu omawiana od pier- 
wszej chwili walor imiesłowu teraźniejszo-futuralnego, z przy- 
rodzoną jej tendencyą przeistoczenia się później na imiesłów czasu 
wyłącznie przyszłego. Takieto właśnie znaczenie ma ona też 
w tych językach, które ją znają jeszcze jako imiesłów, mianowicie 
w sankr. i łacińskim. W sanskr. jest to jeszcze niekiedy i parti- 
cipium praesentis, ale zwykłej bywa to part. futuri: w tem znacze- 
niu jest ten imiesłów tam np. składnikiem Futuri periphrastici 
(ddtdsm% poprzednio ddtar-smi^ jestem ten który ma dać). W ła- 
cińskiem z tegoż źródła wynikłem i już rodzajowanem dahtrus (z da- 
wniejszego datur as czy dataras), datura., daturum widzimy go już 
przerzuconym w A-temat i przy znaczeniu już stanowczo zacieśnio- 
nem do czasu tylko przyszłego — i tam i tu jedynie w czyn- 
nem znaczeniu. 

Czy posiadamy bodaj ślady jakie i w naszym także języku tćj 
formacyi w oweni jej jeszcze znaczeniu participialnem V — Zdaje się, 
że są bezpośrednimi pochodnikami imiesłowu właśnie takiego przy- 
miotniki następujące : 



KoDjngacya bezwstawkowa. 151 

śmiertelny, nie-sJcazitelmj, lulerzytelny (któremu wierzyć mo- 
żna), rzetelny (zamiast irzetelny, od V źrse w ujrzeć =^ uirzeó, 
więc tosamo co widoczny), a podług tej analogii nareszcie i 
czytelny (V czht). Bierne tych przymiotników znaczenie wprawdzie 
zadziwia, lecz mogło ono wnijść w nie dopiero w skutek przybra- 
nego tu do tr jeszcze przyrostka ii^ który nieraz i gdzieindziej 
sprawia właśnie ten skutek. Zgłoska tel jest w nich niewątpliwie 
dopiero wytworem z f? (tl'-h); to i zaś jak we w^szystkich innych 
razach, tak też i tutaj było tylko substytutem dawniejszego r 
(g. 53): domyślny pierwotnik zatem ^^śmiertel-nego^^ brzmieć musiał 
śmiertr z tematową końcówką w lub może inną jaką, jeżeli w tem 
dzisiejszem -telh\ny to h zaliczać należy tylko do owych, tak u nas 
zwykłych „analogicznych" końcówek, o których była mowa w §. 365. 

§. 433. W dalszym rozwoju, wydała ta właściwie participialna 
ibrmacya ze siebie z jednej strony rzeczowniki; z drugiej strony 
posłużyła ona za prototyp dla przymiotnj^h comparatiwów, za- 
chowanych i właśnie najzwyklejszych w greckim i sanskr. jgzyku. 

2. W rzeczowniki przekształciły sie te z rodu swojego 
indesłowy na tr, tar, tur (niczego na razie nie zmieniając w tym 
swoim kroju) we wszystkich indoeuropejskich językach na mocy ta- 
kiego mniej więcej rozumowania: Jeżeli takie formy jak datr okre- 
ślają przymiot człowieka, co i daje i będzie dawał: to czemuby 
(w braku lepszego wyrazu) nie nazywać tak i takiego, dla którego 
ta czynność daw^ania w stałe już powołanie się zamieniła? dlacze- 
goby nie miało to datr, datar itd. znaczyć i dawcy czyli dawa- 
cza? dlaczegoby wreszcie i rzeczy nieżywotnych tak nie nazywać, 
jeżeli takowe już z przeznaczenia swego nie tylko teraz służą, ale 
i nadal będą służyły pewnej czynności za środki do jej wykonyw^a- 
nia czyli za narzędzia? 

Dawny imiesłów staje się tak więc przed oczyma oto naszymi 
z jednej strony nazwą zawodową czyli t. zw. „działającej osoby" 
(nomen agentis), z drugiej nazwą narzędzia: te obydwa nowe 
jego znaczenia przemieniają go na rzeczowmik i biorą wkrótce do 
tego stopnia przewagę nad jego dawnem (participiahiem) znacze- 
niem, że prócz dwóch owych już wyżej wymienionych języków, san- 
skrytu i łaciny, wszystkie inne zapominają z czasem o tamtej jego 



152 Geneza konjngacyi. 

pierwotnej funkcyi, a tylko go zatrzymują w owych obydwóch pó- 
źniejszych. 

Osobowe rzeczowniki tego rodu kończą, się w sanskr. na tar 
(tiii\ tr); w grec. na Twp, i^jp i później także ipoc itd. w łać. na 
tor, ter (w genit. toris i tris); w polskieni na ter, tr i wyrobione 
z tego na tutejszym już gruncie ciel itd. np. skr. dćitar, gr. BoiYjp^ 
a taksamo p-^Twp, ciarćip, laipóc, łać. dator, arator itd. Są, to wszystko 
AYłaśnie takieto nazwy działaj ą;Cej osoby, znaczeniem pokrewne 
z naszem daiuca, móiuca, sbaicca, leJcars, orac0, a co do rodu i for- 
my odpowiadają im takie nasze, jak np. tuiciter, tciatr ( = wiejca), 
ohyicatel, mśeiciel, cseiciel, zhaiciciel itd. 

Nazwy narzędzi pierwotnie taksamo się jak i tamte żywotne 
kończyły na tr (temat SpółgŁ). Ponieważ jednak gramatyczny ro- 
dzaj tych rzeczowników narzędnych najczęściej (choć bynajmniej nie 
zawsze) był nijaki, a imiona rodzaju nijakiego, zwłaszcza do Sp.n 
należne, lubiły sobie potem dla rodzajowej odznaki doczepiać od- 
powiednią końcówkę i w takim razie najchętniej się przerzucały 
w A-temat: więc też i te rzeczowniki postąpiły sobie taksamo. 
Przybrały one do tr (w nom. sing.) jeszcze am i kończą, się w od- 
nośnych językach po największej części na tram, tron, trum, tro; 
np. w sanskr. raJdram gęba, właściwie mówidło, od \f vaJc a 
raczej uh mówić; aratram albo aritram wiosło; — apoTpov, aratrnm, 
po pol. radh, a niegdyś natomiast ratro, radro (jak ^ńętro, piizdro 
itd.). Obejmują* jednak i inne także gramat. rodzaje po kilka takich 
nazwisk narzędzi, w takim razie z końcówkami odpowiednimi ro- 
dzajowi swojemu (np. łać. eidter nóż jakomasc; u nas ta gardziel 
obok to r/ardh', tuidiy licz. mn. zapewne od ten tuidi, tuidei, jak 
dowodzi tvidelec; Jcędzior, liądziel itd.). 

§. 434. Ażeby tu już na uboczu zostawić to wszystko, co się 
innych języków tyczy, przypatrzmy się nieco bliżej jeszcze tylko na- 
szym własnym z tego źródła wynikłym imionom. Ponieważ tutaj 
jak się wyżej już napomknęło, wszystkie tej formacyi wyrazy, tak 
osobowe jak i rzeczowego znaczenia, porzuciły z czasem swój własny 
(Spółgł.) temat, przechodząc w poczet zasobów I-tematowych albo 
A-tematowych, i z powodu że prócz tego owo pierwotne w nich tr 
swoją drogą, i w dr, a także i w tl, dł się przerzuciło (w myśl §. 53), 



KoDJogacya bezw stawkowa. 153 

te zaś /r, r/r, tł i dł potem i na fcr, der^ łd, dd^ a często i na 
c/cr, dzicr, md, dmd przecliodziły : więc otrzymaliśmy tu ostatecznie 
zamiast jedynego prototypu owego i te oto jeszcze wtórne jego 
odmianki : 

łr, ter, der{dor), dr, der, dsier{dsior), dd {doi); w rodź. 
żeń. tra, dra, tła, dla; w nijak, tro, dro, tło, dlo, {t)ło czyli samo 
już h: to wszystko znachodzimy więc w A-tematowych imionach. 
Prócz tego: ters, ders, tel, dd, dmd — jako zgłoski ostatnie 
w I- tematowych z tego źródła pochodzących zasobach, choć i te 
dziś już w męskim rodź. do Iszej (więc A-tematowej) deki. należą. 

Oto okazy wyrazów zakończonych na powyższe syllaby, jakkol- 
wiek dzisiaj już nie każdego takiego imienia znaczenie odpowiada 
temu typowi: tciatr, luiater; trat ale dawniej hratr (brater-ski, 
brater-stwo, po czesku do dziś dnia hratr)-, bohater (choćby to był 
obcy W7raz, zakrój jego zawsze tutaj należy); Jcmotr i Jmmoter; 
paster-lm, pasterz, siostra, córa (dawniej d'Leera, czesk. dcera; naj- 
pierw diicra, a to z duh-tr-a, w którem się zastąpiło w myśl §. 93 
to ht przez c, \\ starosł. szt, daszter, dzszti; w rusk cz: docz, 
doczka itd.); macierz, maciora (\^ma); pacierz (wzięte w^prawdzie 
z „pater noster", lecz i to p)ater było tegosamego rodu), padóreh, 
pad6r\'ki; obywatel, pętel, bidel; czciciel, mściciel, przyjaciel, clirii- 
ściel; czcicielka, przyj acióljm, dzięcioł; Jcądziel, gardziel. W nijak. 
Yodz. piętro, V piiU (pierwotnie -- wschody, drabina); fiitro (?), 
mydło, szydło, radło, skrzydło, praiuidło, piuzdro (pud-dro), gardło, 
masło (maz-tło), tviosło (wioz-tło — wios(t)ło), przęsło (przęd- 
tło — przęs(t)ło); czysło (czkt-tło — czis(t)ło); siodło (sied-(d)ło) 
i sioło (z ruskiego); taksamo jadło z V ad, jasło, krzesło itd. 

* Nasuwa się tu pytanie , wprawdzie uboczne , lecz zawsze ważne, dla- 
czego w powyższym szeregu imion, mających być nazwami „działającej osoby" 
lub też narzędzi, naczyń itp. pomieściłem i imiona krewniackie, familijne, 
jak np. hrat{r), siostra, córa, macierz, łaó. 'pater (od czego nasz 'pacierz), com- 
pater (od czego nasz kumoter, kmotr) , które przecie nie zdają się ani do je- 
dnej kategoryi ani też do drugiej należeć? — Otóż skonstatować tu trzeba, 
że nawet i te imiona krewniackie były także nazwaniami „działającej" kiedyś 
osoby, a dopiero po długich wieków upływie zacieśniły to znaczenie pospoli- 
te do obecnego rodowego tylko zakresu. W pierwotnym stanie naszych sto- 
sunków społecznych każdy prawie członek rodziny miał przydzielony sobie 
w domu pewien obręb działania i odpowiednio do niego się też nazywał. Oj- 
ciec (pater, r.crĄp , vater, w sanskr. pitar) był rodziny obrońcą;, czuwaj 



154 Geneza koDjugacyi. 

li ad jej bezpieczeństwem i właśnie jako taki stróż na zewnątrz i zwierzchnik 
całego domu nazywał się patr, patar, pater *) od ocalonego w sanskr. V pa 
( zachowanego i w pan ) = bronić. Matlca, macierz, mater, matr, ta znowu 
rządziła wnętrzem domu, obdzielała dziatwę żywnością, dostarczała 
pokarmu na stół: wszystko to znaczy zachowany w sanskr. V ma = mierzyć, 
rządzić, myśleć. Córka, dhcera, z diicer, a to z dulitr, diihtar, niem. Tocliter, 
ta znowu zawiadywała dojem, nabiałem: V tego wyrazu dug czy duh, 
w sanskr. = doić. Brat, bratr , Briider, frater^ hhrdtar, snąć musiał się 
głównie zajmować polem, zwoził plony, zaspakajał potrzeby domu, zatem 
materyalnie utrzymywał rodzinę: V bhr, Wiar, łać. i grec. fer = pono- 
sić, dźwigać, I mąż także (w stosunku do żony) miał (np. w sanskr.) to- 
samo nazwanie: oprócz innych swoich mian (np. w sanskr. nr, nar, gr. a|vy^p, 
V pewnie nr == wnikać etc), nazywał on się ( dla odznaki od owego „bhra- 
tra" ) hliartr, bhartar, niejako więc fertor. — Najmniej przeciężone obowiąz- 
kami musiało być stanowisko zięcia, przj^najmniej w domu teściowym — nie 
żądano bowiem od niego jak tylko żeby był dobrym żonkosiem: jego na- 
zwa zięć, litew. gentis, łać. gener, pochodzi od V gen płodzić ; w sanskr. (Ja- 
matar, V gam, zachowany w ya^Asty zaślubić. — Nazwa siostry krojem swoim 
także do kategoryi tych imion należy, lecz etymologia tu ciemna : ełow. sestra, 
w goc. svistar (su-istar), niem. schwester, sanskr. svasar (widocznie zamiast 
sua-btar), lac. soror zam. suoror (porówn. włoskie suora) , a to z suosor 
(właściwie siio-stor), najpewniej będzie całością złożoną z zaimka sua swój 
i star, str (istr), jako imiesłowu zakończonego na tr od słowa smi, asmi je- 
stem; więc nazywał ją brat „swoją z nim razem w domu będącą, współwy- 
chowywaną". Inni to jednak inaczej tłómaczą — ale nie wiem, czy trafniej. 
I w wyrazie sanskr. stri kobieta, żona, upatruję tensam żeński od słowa po- 
siłk. imiesłów; „będąca", ona ! (Jak nasz stryj zaś z tem jest skoligacony? tego 
nie odgaduję). Równie i niejedno drugie takie nazwanie krewniackie sprawia 
nam już wielkie frudności. Tak np. bratowa, niegdyś po naszemu ją ^reif, 
brzmi w sankr. Ja^ar, jatr , i tam także, jak przypuszczają, zamiast ja?i.'rt?*, 
jantr. Jeżeli między tem jatar a wyrazem jatra , znaczącym w tymże języku 
żywność, jadło, zachodziło jakie powinowactwo, a zdaje się, że tak być mu- 
siało : to wnosićby można z tego , że powołanie bratowej głównie około tej 
właśnie kulinarnej funkcyi się obracać musiało ; niewątpliwy tych wyrazów je- 
dnak V nie jest wiadomy. Wnuk nazywał się naptr^ naptar — może jako 
ten, co ojca rodziny (w jego już zgrzybiałym wieku, a więc dziada swego) 
za rękę prowadzi: na-patar , jeżeliby to 7ia mogło tu mieć jaki związek 



^) Ta nazwa wprawdzie ustąpiła w słowiańskiem miejsca wyrazowi ociec 
(zdrobniałe od atas, atb = ten od którego pochodzi cała rodzina); 
jednakże w naszem patrzeć =:=glądać, czuwać, słowem zachowy- 
wać się jak „patr''\ mamy jeszcze ślad i tamtego wyrazu. 



Konjugacya bezwstawkowa. 155 

z V w sanskr. zachowanym ni, od którego i nić= wiod^*). Od tego ni jest 
tam uformowane i netram oko, to co nas wiedzie... 

Takicto więc pierwotnie były znaczenia największej liczby tych odwie- 
cznych nazwisk familijnych, a st^jd wynika, że i w nich także nam upatrywać 
należy pierwotne participia. 

§. 435. Trzecie użycie — już nie samych tych imiesłowów, 
ale ich jedynie formy, ich zewnętrznej budowy — widzimy zastoso- 
wane do przymiotników, a to w ich stopniu wyższym, zakończo- 
nym (np. w sansk. i grec. języku) na przyrostek tar^ ter^ widocznie 
wzięty z tamtych dopiero imiesłowów. 

Wiadomo nam już z poprzedzającego rozdziału (§. 405), że 
kilkoraki w ogólności był w mowie indoeurop. sposób tworzenia 
comparatiwu, głównie zaś za pomocąj przyrostka is (ias^ jas) i tar 
w połączeniu z końcówkami, więc taras, lepo; itd. W tern miejscu 
wyjaśnić sobie mamy jedynie ten drugi dotąd nie omówiony sposób. 
Były kiedyś jednak i takie w tej mowie czasy, gdzie urabiano sto- 
pień wyższy, a raczej to co było jakby zapowiedzią i dopiero zaro- 
dem comparatiwu, za pomocą samego tylko przyrostka r, ar, któreto 
r niewątpliwie było w gruncie identyczne z owym V r , w pewnych 
razach ar, znaczącym pęd, ruch itd. (§. 424) i zastosowane do przy- 
nuotnika albo przysłówka, nadawało mu znaczenie własności dążą,- 
cej po za punkt, po nad poziom normalny, i zamieniało ten przy- 
miotnik na coś w dalszej czyli wyższej wziętego potędze, co wła- 
śnie nazywamy comparatiwem. Okazem takiej formacyi jest np. sanskr. 
d v-aras niższy, dolniejszy, od partykuły 2t ; dpa-ras czy też 
dp-aras tylny, późniejszy, od partykuły apa {ap?)\ łać. sup- 
er ns, sup-er, supra wyższy, wyżej, nad, od sup (później siib) 
przy; inf-crus^ inf-ra niższy, od domyślnego inj\ itd. Te forma- 
cye jednak w językach nie potrafiły zdobyć czy zachować sobie szer- 
szego zastosowania. Daleko częstszym stał się zato stopień wyższy 
z przyrostkiem tosamo wyrażającym ale dobitniej, który niewątpliwie 
został zapożyczony od owych to dopiero imiesłowów z przyrostkiem 
tr, tar, ter. Czem bowiem dla imiesłowu zakończonego na to tr 
była f u t u r a 1 n o ś ć czynności , jaką wyrażał — tem dla p r z y m i o- 
tnika opatrzonego tym symbolicznym dodatkiem była dalsza, 

*) W łać. 9?epo{t)s , ale po włosku nepote i także nipoie, wiec odezwało się 
tu to ni. 



156 Geneza konjugacyi. 

wyższa sfera przymiotu, stanowiącego jego znaczenie. To ^r był 
to jakby bodziec, który czynność werbalną, w przyszłość, a wła- 
sność przymiotną w coniparativus przerzucał. W tern tertium 
coniparationis spotykają się ze sobą te dwa zresztą różne pojęcia. 
Właściwą ojczyzną tycli stopni wyższych zakończonych na tar\as 
i wytworzone zeń ispc; ((IJuodłaras hogsitszy^ cccwiepo; niędrszy itp.) 
była głównie, jak się wyżej już powiedziało, greczyzna i sanskryt. 
Mamy jednak i gdzieindziej także, a i w naszych nawet językach 
tegoż kroju wyrazy, znaczeniem swem do comparatiwów zbliżone, 
które świadczą, że i tu ten rodzaj stopniowania nie musiał być 
rzeczą całkiem nieznaną. Tak np. mamy wtóry (wztory, z tv-m\to- 
r?/ = dalszy, za czemś pierwszem na drugiem leżący miejscu: 
porównaj litew. aniras drugi, niem. anderer); Idóry (katory, z ha]- 
iory, właściwie kto z dwóch); starosł. jeter (niegdyś ia\tcr^ z i 
na ia roztworzonego i trr, jeden z dwóch, który z dwóch, 
ostatecznie ten lub ów z nich, a więc pewien); w łać. jest ta- 
kiem uter, inter, interior, tudzież minis-tcr (właściwie młodszy, 
tyle co minor ^ wiec podległy, wreszcie sługa); magls-tcr 
(starszy, major ^ wiec zwierzchnik, mistrz); de.dcr itp. 

B. Konjugacya wslaAvkowa. 

§. 43(). Organizm konjugacyjny pierwotny (dwusyl- 
labny), w najistotniejszym swoim zakresie z dwóch tylko 
czasów złożony, nawet w tej tak ciasnej sferze kilku 
pojęć nie wyrażający dobitnie — niezdolny do dalszycli 
kroków dla samego już ubóstwa środków, jakimi rozpo- 
rządzał, musiał upaść prędzej czy później pod naciskiem 
])otrzeb ducha, stawiającego mowie ludzkiej coraz wyższe 
żądania. To też przed rozdziałem jeszcze szczepów, w wie- 
l-cacłi nierozerwanej jeszcze tych wszystkich języków spój- 
ni, stanął na zrębie tej przeszłości nowy system kon- 
jugacyjny. Nowość i wyższość tego systemu nad tamtym 
na tem jednem się zasadzała, że się ])osługiwać zaczęto 
nie już dwoma, jak clotychczas, lecz trzema żywiołami: 



Konjngacya wstawkowa. 157 

pierwiastkiem (względnie tematem), końcówką i — wsta- 
wką czyli augmentem. Temsamem niniejsza nasza 
konjugacyi geneza rozpoczyna tu drugą swoje epokę, 
epokę (jakem ją wyżej nazwał) wstawkową. 

Eozróźniać nam w ciągu tej epoki należy cztery 
różnymi prądami powodowane i o tyle odrębne stadya, 
które się wzajemnie pokrywają jak warstwy. 

Pierwsze stadyum posługiwało się wstawką trojaką 
(a, i, 2t), nie przywięzując do tych trzech głosek żadnych 
jeszcze funkcyjnych różnic: na pniu tej warstwy otrzy- 
mała budowa czasu teraźniejszego i aorystu (pierwotnego 
czyli t. zw. „Ilgo^^) ostateczne swe dopełnienie; z form 
aż dotąd nieistniejących wchodzi tu po raz pierwszy 
w życie czas przeszły t. zw. niedokonany czyli Imper- 
f e c t u m ( „ pierwsz ej " f orma cy i ) . 

Drugie stadyum operowało już ową wsfcawką tro- 
jaką wedle podłożonego każdej z nich odrębnego funk- 
cyjnego znaczenia i wprow^adziło w życie następujące 
trzy nabytki no we : 1 . Futurum ( „ pierwsz ej ^ f orma- 
cyi), przeciwstawione już czasowi teraźniejszemu zewnę- 
trzną swoją postacią; 2. Optativus (nasz dzisiejszj^ 
tryb ^rozkazujący"); 3. czas przeszły t. zw. dokonany 
czyli Perfectum. — Z każdym niemal takim czasem od- 
rębnym trzymają się tak w pierwszem, jak też i w drugiem 
stadyum za ręce przynależne im imiesłowy, każdy 
z nich już rozszerzony odpowiednią znaczeniu swojemu 
wstawką. 

Trzecie stadyum wprowadziło do języka formy kon- 
jugacyjne złożone, a to ze słów posiłkowych i tematu 
czasownika danego. Takiem np. było „futurum drugiej 
formacyi^: w litew. sukslu lub suJcsu skręcę, w gi^ec. Xi)ao) 
rozwiąże j w starosł, hyszą będę. 



158 Geneza konjugaeyi. 

Czwarte stadyum czyniło tosamo co tamto, lecz 
spajało czasownilv ten posiłlvOwy nie z tematem danego 
słowa, ale z jego imiesłowami; np. piehł-jemi^ z czego 
dziś piekłem; albo hędę ])iekl lub też hędę ])iec^ którato 
kombinacya tworzyła już futurum trzeciej formacyi. 
Teto czasy złożone powypierały potem z użycia niejedne 
formę dawniejszą jednolitą, tak iż się o jej niegdyś egzy- 
stencyi z najstarożytniej szych już tylko dowiadujemy tej 
albo owej mowy pomników. W obrębie tegoto czwartego 
stadyum jeszcze i dzisiaj żyjemy. 

I Stadyum: wstawka polubowna. 

Pracscns — Imperfecfum — Aoristus. 

§. 437. Główna istota idei utajonej w poczynającym 
się od tej chwili rozwijać ustroju konjugacyjnym daje się 
krótko a dobitnie wyrazić w ten oto sposób : Kontrast 
między było a jest, między przeszłą czynnością a t e- 
raźniejszą (i spowitą z nią jeszcze wtedy i przyszłą), 
zaczęto uwydatniać głównie za pomocą akcentuacyi. Na 
nosicielkę każdorazowego akcentu, powołano samogło- 
skę przybraną, ani do tematu ani też do końcówki oso- 
bowej nie należącą i exotyczną. Tę zawsze akcento- 
waną więc samogłoskę wstawiano albo na sam począ- 
tek albo w środek formy werbalnej. Formy konjugaeyi 
dotychczasowej składały się, jak nam to już wiadomo, zwy- 
kle z dwóch zgłosek*), z pierwiastka (lub wzmocnionego 
tematu) i osobowej końcówki: piekmi, (peijyiAi, cpvyf^i. Do 



*) Przypominam, że mówimy tu ciągle o słowach pierwotnych, którj^ch 
V a taksamo i temat teraźniejszo-czasowy był zawsze jednosyllabiiy ; 
tylko reduplikowane tematy stanowiły od tej zasady wyjątek. Eównież 
robię zastrzeżenie, że wszystko co sig tu mówi, ma być ściągane tylko 
do fiłowa czynnego (ActiYum), którego końcówki osobowe były 



Wstawkowej stadyuiu pierwsze. 150 

tychto dwóch zgłosek przybywa teraz zatem i trzecia, 
a tworzy ją owato samogłoska przybrana czyli wstawka, 
powołana na wyłączną, odtąd nosicielkę akcentu każdego 
słowa, bez żadnego wyjątku. Forma taka trójsyllabna, 
ilekroć była spojona z ową samogłoską z przodu, np. 
(l-jńekmi, d-cpayyijii, d-cpyyfit, wyrażała raz na zawsze czyn- 
ność minioną; przeciwnie formy, jak |9je/^f£ -mi, (pevy-d'[jii, 
a od V ag ag-ci-mi, ze wstawką ową w sam swój śro- 
dek przybraną, wypowiadały czynności obecne, więc 
teraźniejsze (lub przyszłe). Wizerunkiem zatem, czasu 
teraźniejszego w duchu tej urobionego epoki, jest 
taki oto raz na zawsze pod względem akcentuacyjnym 

schemat: i _, trzy zgłoski (linijkami tu oznaczone) 

z akcentem na zgłosce środkowej; przeciwnie czasy 
przeszłe były zawsze akcentow^ane tak: _: , z ak- 
centem na zgłosce pierwszej. 

W szczególności o budowie czasu teraźniejszego. 

§. 438. Z takich form prototypowych czasu teraz, jak pir- 
Mmi, agami, c£UYa[j.i, w lit. suhdmi (kręcę) wytworzyły się później, 
stłumiwszy w końcówce mi to i (którato głoska jako w wyrazie na- 
krawęrlna, najprędzej podlegała zawsze niedomówieniu, zepsuciu, 
odrzuceniu itd.), takie oto postaci krótsze: ińelcdm, agam, oz\i^ÓL\x, 
suMm. Z tych zaś — po zlaniu się tego am w ą, ę, o, u, 
może i n — powstało ostatecznie nasze piehę (starosł. pcJcą), lać. 
ago, gr. ceuYw, litew. sttht (może kiedyś i tu także były te o, u 
z takim nosowym przybrzękiem). — W II i III osobie licz. poj. itd. 
brzmiały te formy, jak to naocznie ukazuje sanskryt, picMsi, ©su^aai 
picMtl, cćuYttTŁ: później to pierwotne a zwątliło się w nich na c: 
pifMsi, pielcćti (zamiast czego w myśl głosowni naszej w jeszcze dal- 
szym postępie zzdi^&w piecsesi, lyiccseti)', taksamo też i w gr. już e 

zawsze jednosyllabne. Medium w językach słowiańskich w ramy do- 
ciekania nie wchodzi, a i w innych pewaie jozykach nie tak zaraz się 
wytworzyło. 



IGO Geneza konjagacyi. 

zamiast a: cs^YŚat, csu^śti. Z tych form niegdyś całkowitych, zupeł- 
nych, mamy w starosł. jeszcze pieczessi^ pieczetw\ dziś w pol. już tylko 
jyieczess z odpadłem i, i piecze z całkiem tutaj już odpadłą końcówką. 
(W grec. zamiast fsuYeori nastało ceu^eic, w którem i nakraw§dne tak 
jak i u nas odpadło, a dla kompensaty e (wstawka) przedłużyło sie 
we/; a w III os. zamiast csuyst'. nastało ceu^ći, z całą już odrzuconą 
końcówką ). Takie same co do głównej istoty przekształcenia zaszły i 
w dalszych tego czasu osobach i liczbach — mniej więcej we wszy- 
stkich językach prócz jednego sanskrytu, w którym ani wstawka a 
brzmienia tego swego nie zmieniła"), ani też końcówki osobowe 
uszczerbków takich w czasie teraźn. nie doznały. — Tak więc dzi- 
siejsze nasze formy teraźniejszo-czasowe okazują nam się być bez- 
pośrednim wynikiem z normalnej tamtoczesnej formacyi, tylko że 
w nich pogospodarzyły już po swojemu późniejsze prądy głosowni. 

§. 439. Podejmuję teraz pytanie: z czego ten nowo teraz 
wprowadzony w życie czyli „wstawkowy" czas teraźń. był urabiany 
w tamtoczesnej epoce, z tematu czy czystego V^? To jest: czy 
owo w sam środek form w^erbalnych wchodzące i zawsze akcento- 
wane a (a razem z niem i każda inna samogłoska spełniająca tę 
funkcyą wstawki), czy ona się doczepiała do czystego V, czy prze- 
ciwnie do jego bądź to przez reduplikacyą , bądź nalep, bądź spo- 
tęgowanie pierwotki, bądź wreszcie nazalizacyjnie wzmocnionego 
tematu? — Wnosząc z faktów, jakich nam w wielkiej massie do- 
starczają wszystkie współplemienne języki, ani chwili wątpić o tern 
nie można, że się od najdawniejszych już wieków i jedno i dru- 
gie praktykowało. W naszeni hi-j-ę (dawne U-j-ci-mi) mamy 
praesens, z czystego utworzone V; takiemże jest np. łać. ago^ gr. 
ayo) wiodę ( = ag-d-mi ) , litew. sulcii kręcę, sanskr. ttid-d-mi pcham. 
Przeciwnie w naszem legnę , si§dc , łać. flecło, cerno, gr. 7:iva), csuy^, 
sanskr. hódhami wiem (przy V hudh) albo pundmi czyszczę (przy 
V jm) itd. mamy, okazy czasu teraźń. opartego na tematach w jaki 
bądź sposób wzmocnionych. Działo się zatem i tak i owak; w pe- 
wnej sferze słów mamy jedne , w drugiej znowu drugą formacyą. — 



*) Wstawka a utrzymała się i w litew. przy brzmieniu swojem pierwotnem 
po największej części , a to dowodzi , że i w tych językach , gdzie to a 
na e albo na o się ?w^tliło, punktem wyjścia było a. 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 161 

Dalszem pytaniem, które się tutaj nasuwa, jest to : czy wtedy jedno 
i to sam o słowo mogło tych różnych form czasu teraźii. dostarczać ? 
i czy do tych form było może przywiązane jakie coraz inne zna- 
czenie? — Kozstrzygnąć to zagadnienie, ze stanowiska innych ję- 
zyków, jest prawie niepodobieństwem. Uwzględniając ten (także 
fakt3^czny) stan rzeczy, że się nieraz w pewnym języku, zwłaszcza 
w sanskr. i litew. a po części i nasz3'm, spotyka to sam o słowo 
równocześnie różnorako konjugowane, np. rzekę i rzeknę^ staję się 
i stanę się, daje i dam; co większa, łącząc z tern jeszcze i spo- 
strzeżenie, że nic w językach zwyczajniejszego , jak to że jedno i 
tosamo słowo obiega w jednym szczepie w takiej, w drugim znowu 
w innej formie, np. u nas piję^ a w grec. nie rdb), ale tciW (po na- 
szemu byłoby pinę): można wyrzec zdaje mi się z całą pewnością, 
że zrazu od każdego czasownika musiały te wszystkie czasu te- 
raźii. formacye być zarówno w obiegu; że kiedyś później dopiero 
zrobił sobie każdy język z tej obfitości użytek, jaki jemu się po- 
dobało. Tak np. z duplikatów pinami i pijami my SłoAvianie zrobi- 
liśmy wybór na korzyść piijami^ dziś piję^ a pinami poszło tutaj 
w niepamięć; Grecy uskutecznili ten wybór wręcz przeciwnie. I tak- 
samo od każdego innego słowa utrzymał się w używaniu po naj- 
większej części ostatecznie tylko jeden duplikat — inne zaś jeżeli 
tu i owdzie zostały, to tylko wyjątkowo. — Co się tyczy możhwych, 
coraz innych do każdej takiej odmianki kiedyś przywiązanych zna- 
czeń: to tylko ze stanowiska samych słowiańskich języków można 
przypuszczać, że kiedyś rzeczywiście były takie różne czasu tera- 
źniejszego odcienie, mianowicie dokonany i niedokonany. Win- 
nych językach nic do tego wniosku jednak nie upoważnia, gdyż 
w tych ma czas teraźń. o ile o tem z przekazanych nam pomników 
wnosić możemy, tylko jedno zaw^sze znaczenie — a jak się te rze- 
czy mają w litewskiem, tego się z gramatyk tego języka nie można 
doczytać, gdyż na ten delikatny, samym tylko Słowianom przystępny 
odcień nikt tam jeszcze, jak się zdaje, nie zwrócił bacznej uwagi. — 
W słowiańskiem posiadamy niewątpliwie dwa te odcienie czasu te- 
raźń. i wszystko na to wskazuje, że ta dwoistość zostawała w jak 
najściślejszym właśnie związku z powyższą w głównej zasadzie 
dwojaką tego czasu formacyą: mianowicie formy wstawkowe, na 

Rrara. Uiat. Por. II. 11 



1G2 • Geneza konjngaeyi. 

czystym oparte V', jak hij§, dosta jg, daję, tuydajg, stawiały czyn- 
ność obecną w postaci jakby przestrzeni czyli czegoś trwającego ; 
przeciwnie formy tematowe, t. j. o wstawce ze wzmocnionym tema- 
tem spojonej, np. legnę, stanę się, stanę, rzelmę, x)adnę, siędę, będę 
itp. ukazywały ją jako coś w jednem mgnieniu oka, w jednym pun- 
kcie pojmowanego czyli (jak to mniej Avłaściwie zowiemy) w „do- 
konanym" jej stanie. Czy wszystkie, w jakikolwiek sposób wzmo- 
cnione tematy nasze sie nadawały do tego? na to dzisiaj bardzo 
trudna odpowiedź. Zdaje sie, że tematy nalepo we (§.422) wyklu- 
czyć z tego należy, dowodzi tego zaś „niedokonane" jestem (jeśm), 
imę, orzę', o tematach ze spotęgowaną pierwotką (§. 419,1) 
także mało praw^dopodobieiistwa , żeby to miały wyrażać; przynaj- 
mniej dzisiejsze takie formacye (np. leję, sieję, pieję, soiuę, kolę, 
]mrę, i przestarz. poję (śpiewam), płotce, siotuę itd.) nie ukazują 
dokonanego znaczenia. Zato jednak tematy 1. z przybranem n, 
np. leg-n, sta-n, 2. znazałizowane , np. sięd, lęg, i 3. tematy redu- 
plikacyjne, np. dad, te niewątpliwie miały te własność, że oparta 
na nich forma czasu teraźii., czy to bez wystawki (np. dadnii, dziś 
dam, w przeciwstawieniu do daję), czy ze wstawd^ą (np. padnę 
z padn-d-mi, stanę, legnę, rzchię itd.) miała owo momentalne 
czyli ,. dokonane" znaczenie. W wielu razach ta zasada dziś się 
już okazuje pokrzyżowaną przez inne, późniejsze zajścia, ale da- 
wniej stanowiła ona regułę. Czy zaś datuje to urządzenie już z chwili 
pierwszego poja.Avienia się. wstawd^i w ustroju konjugacyjnym, czy 
później kiedyś się dopiero tak te stósuidd złożyły: tego oczywi- 
ście nie można wiedzieć na pewne. 

2. W szczególności o Aoryście i Imperfectum. 

§. 440. Formy, l<:tóre miały znaczyć czas przeszły, 
przybierały owę wstawkę — i w tym tałcże razie zawsze 
al^centowaną — z przodu: nazywa sie ona w tern po- 
łożeniu AUGMENTEM np. n-cpeyyjiiij d-(pvyfiL Przez to zsu- 
nięcie całej wagi wyrazu (a tą jest jego akcent) aż po 
za krawędź właściwego jego obwodu, na żywioł tylko 
przybrany i na to jedynie na jego czele stawiony, żeby 
go wyzuł z als:centUj otrzymała lionjugacya tamtoczesna 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 163 

nabytek j który zmyślnie czynił zadość potrzebie. Bu- 
dowa takiej formy bowiem dostatecznie kontrastowała 
z postacią, czasu teraźniejszego; prócz tego Avyobrażały 
tu też te strony obydwie nawet już i każda w sobie 
dość trafnie, to co miały wyrażać. Sldad formy terażniej- 
szo-czasowej zaolvrągleniem i równowagą,, punktem 
ciężkości w sobie zawartym , wybornie symbolizował 
rzeczywistość, aktualność, obecność omawianej czynno- 
ści. Czasy przeszłe miały zaś ten punkt ciężkości nie 
w sobie , lecz po za sobą. Jeżeli co w mowie ludzkiej 
mogło się w ogóle nadawać na s^^mboliczny wyraz zdarze- 
nia, które było, lecz kiedyś, które stoi przed oczyma, 
ale tylko przed oczyma duszy, któremi ćmi się tylko 
w pamięci, przeciwstawione rzeczywistości, jaka^ sama tylko 
jest teraźniejszość : to chyba była wyrazem takim ta wła- 
śnie nowa forma werbalna — niby to całość mieszczą-ca 
w sobie wszystko co należało do rzeczy, a jednak w naj- 
istotniejszej swej własności zdegradowana prawie na par- 
tykułę i enklitykę '•' ). 



*) Pod akcentuacyjnym względem tamtoczesny skład czasu „przeszłego", 
w jakimkolwiek (dokonanym czy niedokonanym) tegoż odcieniu, przed- 
stawiał, jak się wyżej już powiedziało, oto taki wzorzec: — — — Po- 
nieważ pierwsza linijka (ta z akcentem) reprezentuje tu augment, więc 
żywioł tylko przybrany i exotyczny, zatem będzie jeszcze trafniejszym 
wizerunkiem tego stosunku to : ' | _ — Właściwa forma werbalna, te- 
mat i końcówka , linijkami tu oznaczone , te wszelkiej pozbawione są, 
wagi jako atonon ; akcent każdemu wyrazowi, więc i tej formie należny, 
ten pada tu po za jej obwód, na to co ten wyraz poprzedza. Żywiołem 
tym poprzedzającym owo atonon był augment. Przypomnieć nam sobie 
jednak należy, że np. w greckim języku, wprawdzie nie w prawidłowej 
piśmiennej prozie , ale w żywej mowie potocznej , a w skutek tego też 
i poezyi, nie było nic zwyczajniejszego, jak czas przeszły bez dodanego 
augmentu, tak iż taka forma aorystu lub imperfektu tworzyła niejako 
cnklityczne słówko, rzucające przynależny swój akcent na całkiem obcy 
jakikolwiek wyraz, który je bezpośrednio poprzedzał i ostatnią swoją- 

11* 



IG Geneza koiijugacyi. 

" Rozumie się samo przez sie, że przybierana ta w tera- 
źniejszym i Av przeszłych czasach samogłoska akcentowana stano- 
wiła w obydwóch tych swoich użyciach tylko jeden i tensam za- 
wsze żywioł. I tam i tu była ona nosicielkąj akcentu wyrazowego; 
oprócz tej jedynej swojej funkcyi nie miała ona już żadnej drugiej, 
przynajnmiej nie w obrębie tego stadyum, Idóre nas tutaj zajmuje. 
Tej rodowej indentyczności miedzy wciśniętą w sam środek formy 
werbahiej wstawką a tworzącym sam jej początek augmentem 
jednak dotąd nie dostrzeżono i stąd to poszło, że się na każdą 
z tych dwóch posług tej samogłoski znalazły też i osobne nazwa- 
nia: na początku formy werbalnej nazywa się ona już od dawnych 
wieków „augmentem", w drugiem zaś użyciu swojeni „spójką", „koń- 
cówką tematową", „piętnem czasu" itp. Dla łatwiejszego porozu- 
mienia, wreszcie żeby też nie spuszczać zupełnie z oka tej już 
ustalonej terminologii, i ja także będę tę samogłoskę nazywał w skła- 
dzie czasów przeszłych augmentem; jednakże w jej wszystkich in- 
nych użyciach muszę nazwać ją wstawką, której to nazwy nieo- 
kreślność i nijaka bezbarwność okaże nam się w dalszym, wykładzie 
może właśnie jej największą zaletą'"'). 



zgłoską, niejako zastępował inu augment. Tak np. zamiast iyro £X£yov 
mówiłem , powiedziałem , można sig było wyrazić i eyoi Xeyov , w której 
to liombinacyi X£)'ov tworzy enklitykg , a zato cała właściwa waga czyli 
akcent tćj formy spoczywa na poprzedzającem ją. yró, która to syllaba 
zastępuje temu X£yov augment jego i punkt konieczny oparcia. (Poró- 
wnaj np. Aristopli. Acham. w. 41: tout i-/.tv/\ ouytó (o iyoj) X£yov: jeżeli 
w edycyach i mss. znajdujemy to X£yov i w takim zwrocie z akcen- 
tem, to tylko z tego ijowodu, że każdy grecki wyraz (oprócz kilku 
uznanych enklityk) wedle szablonowej tamtoczesnej doktryny musiał być 
opatrywany akcentem, więc się i ten tutaj tak pisał, choć wręcz prze- 
ciwnie wymawianiu rzeczywistemu). W nowogreckim języku już na- 
wet i w prozie zasadą, się stało np. zamiast [:iipXióv [xoi £oa)/.£; ksią-żkę 
mi dałeś , mówić i pisać tak : fi'|3Xtóv [Jot (a raczej po nowogrecku [j-ou ) 
ocox.£;. To [J-ou odgrywa tu względem ooy/.£<; niejako rolę augmentu, a 
oor/.s; dałeś jest atonon, więc enklityka. Takie okazy form czas prze- 
szły wyrażających, wyjątkowo pozbawionych augmentu, można widzieć 
i w wszystkich innych językach, których to dotyczy, o czem niżej je- 
szcze jiomówimy dokładniej. 

Powyższa definicya augmentu mija się najzupełniej z tern wszystkiem, 
co dot^d powiedziano o tym przedmiocie. Wykładano i wyldadają ten 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 165 

§. 441. Opatrzone augmentem i właśnie przeto czas 
przeszły w ogólności znaczące formy werbalne, stanowiły 
wedle każdorazowego składu swojego dwie odrębne po- 
zycye, każda z innem znaczeniem. Jeżeli sie forma taka 



składnik koiijugacyjny jak wiadomo na j rozmaiciej, np. że to był jakiś 
zrazu osobny przysłówek, znaczę-cy sam w sobie wtedy, dawniej; 
że to zaimek wskazujący, w pewnym swoim użyty przypadku: takowy 
miał dawniej mieć dłuższa , zupełniejszą, formg , tutaj otrzaskaną, aż do 
tej jednej litery ; że to szczątek dawniejszej , całą zgłoskę tworzącej re- 
duplikacyi ; że to odrębny rodzaj redujplikacyi itd. Najbliższym prawdy 
ze wszystkich był Bopp, choć i ten w samo sedno nie trafił. Identyfi- 
kował on ten augment a (a z niego potem np. w grec. wynikłe e) z tak 
zwanem alp ha privativum, np. w cĆTratę bezdzietny, av-ai5r^; bez- 
wstydny, któremu to greckiemu a, przed samogłoską zaś an, odpowiada 
w łaó. i, in {i-gnavus , i-gnominia, in\iiłiUs), a w niem. un {unnutz). 
Auginent miała to być zatem właściwie negacya, która doczepiona do 
tematu czasu teraźniejszego, miała negować teraźniejszość, a temsameni 
afirmowaó przeszłość. Pomijając złośliwy, choć w gruncie słusznie te- 
mu wykładowi czyniony zarzut niektórych, że wynikałoby z tego, iż 
jeżeli np. kto powie „nie kradnę", to tem.samem twierdzi, że kradł 
( dawniej ) : jabyra mu to jedno tylko zarzucił, że nawet w najlepszym ra- 
zie, dałoby się to z pewnym pozorem słuszności tylko twierdzić odnośnie 
do Imperfectum, który to czas istotnie na temacie czasu teraźń. polega. 
Ale cóż zrobimy wtedy z aorystem ? Aoryst opiera się na czystym V : 
zanegowany czysty V, nie będzie żadną miarą zaprzeczeniem teraźniej- 
szości, ale całego chyba pojęcia, całej czynności! Oprócz tego bezradni 
także będziemy, kiedy nam przyjdzie greckie a intensivum tłóma- 
czyć, które wyraz z niem spojony w jego znaczeniu dodatniem podnosiło. 
Jakże może być tasama litera w jednych wyrazach przeczeniem, w dru- 
gich owszem przyciskowem twierdzeniem? A jednak, pomimo tego 
wszystkiego, był Bopp przecież zdaniem mojem zupełnie na tropie pra- 
wdy, kiedy a privativum i augment za tensam żywioł ogłaszał. Trzeba 
mu tylko było nie w tem a materyalnie doń przywiązaną upatrywać ne- 
gacya, lecz raczej widzieć ją w b ez akcen to w oś ci tych wszystkich 
dalszych zgłosek wyrazu, które stawiając to a na samem czele, właśnie 
na rzecz tej przystawki całej się wagi swojej zrzekały, jaką miały w uży- 
ciu samoistnem, bez tego a. Tak np. w gr. apaio; nieprzebyty, aypa-^o; 
niepisany, a7:aic bezdzietny itp. widzimy nawet naocznie cały tych wy- 
razów akcent skupiony na a. Jeżeli takie zaś przykłady, jak a3avaTo; 
nieśmiertelny, av-£AEu5£poc niewolny, av-aior]c bezwstydny albo arj.sA/]; 
niedbały ild. ukazują pozornie inną, wywodowi mojemu przeciwną 



166 Geneza konjugacyi. 

na czystym opierała Y' , np. na wtórnym V da , na sed, 
(pvy, Np, dając całość w tym razie tal^ći: adami, dsedini, 
c((fvy(AL , dlipuii : to był to wtedy a o r i s t u s , czan 
jjrzeszły bliżej nie ol^reślony, wyrażający czjamość mi- 
nioną w ogólności, bez żadnej osobliwej zabarwy. Wi(^c 
ciwedmi, dsedmiy adami, znaczyło w tamtoczesnym języku 
naszym tylko wiodłem,, siadłem, dałem, acpryfjn ich 
Holi , sanskr. dlipnii ich bestrich. Przeciwnie jeżeli się taka 
opatrzona augmentem forma opierała (nie na V, lecz) na 
wzmocnionym terażniejszo-czasowym temacie, np. ddadnii, 
dsędmi, a(p8vy[jii, dlimpmi: w takim razie miały te wyrażenia 

akcentuacyą,: to albo tylko stą-d to pochodzi, źe na czwartej albo pifjtćj 
od końca zgłosce szablonowa grecka teorya akcentów nie przyznawała, 
albo też takiem się powodowała złudzeniem, jak kiedyby kto np. w nie- 
niiec. uifglilckllcher upatrywał przycisk na zgłosce glucie, a w unhcdingt 
lub unverschdmt na syllabach ostatnich. AYszystkie te trzy tutaj zgłoski 
mają, wprawdzie w samej istocie więcej wagi , aniżeli drugie tuż przy 
nich, wszelako główna całego wyrazu waga, największy nacisk, spoczy- 
wa zawsze na U7i. Otóż tak właśnie jak ungliickUcher, było wymawiane 
i a5avaToc, a avaiorjC jak unrersclidmt — a akcenty tradycyjne jeżeli majij, 
tutaj jakie znaczenie, to w najlepszym razie chyba znaczenie świadectwa, 
że wyrażenia tego rodzaju w dalszych wiekach w tym narodzie i nie- 
właściwie nieraz bywały wygłaszane. W ogóle rzecz to wiadoma, że 
każdy jęzj^k z tokiem czasu zmienia zasady akcentuaoyi. Dość porównać 
z sobą, w tej mierze pierwsze lepsze dwa albo trzy dyalekty słowiań- 
skie, każdy z inną, akcentuacyą , aby się o tern przekonać. Od tej reguły 
żaden język, nawet sanskrycki, a cóż do]3iero obydwa klasyczne nie sta- 
nowiły wyjątku. — Alpha t. zw. intensivum , np. w atsw]; bardzo by- 
stry, aa/.slT^; bardzo twardy itd. podnosiło sens dodatni wyrazu i miało 
w ogóle wręcz przeciwne znaczenie tamtemu a. Powodem tego i tu 
znowu była tylko akcentuacyą, w razach takich nie na to a przesunięta, 
ale przeciwnie spoczywająca na jednej z syllab wyrazu istotnych. Takie 
a, niejako ciche , rozszerzało zatem obwód całego wyrażenia, nic wyzu- 
wając go przeto bynajmniej z wagi, owszem powiększając ją jeszcze. 
(I tutaj jednak zjawiło się później parę wyrazów opacznie akcentowa- 
nych, np. aPpo[xo<; bardzo huczny, do czego i to pewnie się przyczyniało, 
że w ogóle całe to a intens. w greczyżnie wieków już historycznycli le- 
dwie kiedy miało jeszcze zastosowanie, a żeby kto racyą, bytu jego miał 
był rozumieć, o tern już ani mowy nie może być). 



Wstawkowej stadyum pierv/sze. 167 

znaczenio czynności wprawdzie i tu także przeszłej, lecz jak 
gdyby z lekka pociągniętej po wierzchu zabarwą teraźniej- 
szości, czegoś co trwa, co daje sig czuć w całej dłuży swego 
przebiegu; a zatem odpowiadały one dzisiejszemu naszemu 
,.dawałem, siadałem, uciekałem, mazałem", i to 
było I m perfectum, czas przeszły „ niedokonany " , sta- 
wiający czynność minioną przed oczyma naszjaiii w ten 
sposób, że nam się takowa albo jako długo trwająca, albo 
często powtarzana, słowem jako przestrzeń przedstawia, 
podczas gdy aor. daje ją widzieć że tak powiem in ab- 
stracto i bez wszelkiej takiej zabarwy. 

§. 442. Znaczenia tych obydwóch czasów pozostały przez wszy- 
stkie następne wieki aż do samego ostatka nienaruszone. Dzisiej- 
szy np. nasz t. zw. czas przeszły niedokonany, choć to już jest 
całkiem co innego, jak tamto prastare Imperfectum, choć to już 
jest imperf. trzeciej, dopiero z czwartego stadyum datującej for- 
macyi — spełnia i dziś najzupełniej tosnmę funkcyą co tamto, 
wziąwszy w spadku jego agendę. 

Zato zewnętrzna budo w a tamtych czasów obydw^óch podle- 
gała w dalszych wiekach kilkokrotnym przeistoczeniom. Przekształce- 
nia te dokonywały się w pow^olnym , stopniowym , ciągłym , w każdym 
języku inaczej w najdrobniejszych swoich szczegółach postępującym 
procesie. Pomimo tego można jednak całą tę rozmaitość ująć 
w trzech głównych punktach następujących: 

Przedewszystkiem powiększyły te formy obie swoje objętość 
później o jeszcze jedne syllabę: z prototypowych form aorystu, 
jakeśmy je wyżej podali: diuednd wiodłem, dsedini siadłem, a^uyj;.'. 
biegłem, dlipmi pomazałem, wytworzyło się z czasem divcd\ami, 
dscdand, acpuY|a|[j.'. dlip\a\mi^ tosanio znaczące, co tamte. Taksamo 
też i z prototypowych form Imperf jakimi np. były w słowian, kiedyś 
dsędmi siadałem, ddadmi daw^^łem, gr. aąjcUY.w^. uciekałem, w skr. 
dlmipml mazałem, wynikły o jedno zgłoskę przedłużone formy: 
dsrxl\ami^ ddadaml^ a'f£'jY|a|[j.i, dllmp\d;})il., które i tu także znaczyły 
i nadal tosamo, co dawniej. To jest: do prawidłowych, z 3 tylko 



168 Geneza kODjugacyl 

zgłosek złożonych form aorystu i imperf. wcisnęła się. z czasem 
jeszcze i wsta^Yka: takowa była uprawnioną i konieczną w^prawdzie 
w samym tylko czasie teraźniejszym ; jednakże potem wnikała ona 
i w inne przeróżne formy, a między nimi i do tych obydwóch cza- 
sów, już bez koniecznej potrzeby. Działo się to dla ubocznych fo- 
netycznych wygódek, jakie z tego wynikały (szczególnie w III osobie 
licz. mn., o czem niżej pomówimy obszerniej), częstokroć zaś i 
zupełnie bezmyślnie, dla samej tylko ślepej analogii z formami 
czasu teraźniejszego.") 

Eozumie się samo z siebie , że wpuszczona z takich tylko po- 
wodów w skład tych czasów obydwóch wstawka, jako składnik cał- 
kiem tu luźny, bez żadnego funkcyjnego znaczenia, akcentu ani 
w aoryście ani w imperf. nie nosiła na sobie. Akcentowaną zgło- 
ską pozostał i nadal sam jeden w nich tylko augment. 

* Ze to wciśnięcie się wstawki do Aorystu i do Imperf. — jakkolwiek 
koniec końcem uskutecznione w wszystkich językach — było jednak dopiero 
późniejszym faktem i dokonanym stopniowo , mianowicie najprzód w obrębie 
niektórych tylko słów, a potem dopiero i reszty; co większa, że i w tych na- 
wet słowach, które ostatecznie tutaj się wstawce pozwoliły rozgościć, nie zdo- 
była ona sobie przystępu naraz do wszystkich liczb i osób, lecz się wkradała 
powoli i krok za krokiem — a to do III osoby liczby mn. nasamprzód, potem 
do I os. licz. poj., następnie do I os. obydwóch drugich liczb, a na samym 
dopiero ostatku weszła i do II i do III osoby: — o tera się może każdy na- 
ocznie przekonać , kto języki poszczególne pomiędzy sobą, porówna w zakresie 
poruszonego tutaj pytania. Prawie w każdym dawne formy konserwuj ą-cym 
języku znachodzimy czasowniki, które bądź w aoryście, bądź w imperfectum, 
Ijądź i w obydwóch tych czasach jeszcze wstawki nie mają, lub też takową 
ukazują tylko dopiero na początku, na połowie, na ^jr^ drogi, albo wreszcie 
postępują sobie z nią w jednym i tymsamym wyrazie i tak i owak , co wszy- 
stko wybornie nam uprzytomnia powolny i stopniowy postęp tego procesu. 
Tak np. w sanskr. aorystus (tej „pierwszej" formacyi czyli pierwotny, „mo- 
cny'' — o złożonym czyli t. zw. słabym aoryście bowiem będziemy wtedy do- 
l)iero mówili, kiedy się on zrodzi w językach, co dopiero w III stadj^um tćj 
epoki nastąpi) aorystus sanskrycki powtarzam ukazuje prawie zawsze, więc zda- 
wać by się mogło że zasadniczo, w składzie swoim już wstawkę. A przecież 
zachowało tam słów kilka formę tę i w jej pierwotnej lub też zbliżonej do 



''-} Generacye , które pierwsze wstawkę do czasu teraźń. zaprowadziły, te 
miały całą świadomość, dlaczego ją tu zaprowadzają. Lecz w później- 
szych pokoleniach nie było już tego poczucia. Uchodziło to może za 
konsekwencyą, pozwolić jej i tam się wścibić, gdzie jej dotąd nic było. 



"Wstaw kowej stadjura pierwsze. 1^39 

piurwotności budowie. Szczególnie pouczającym w tej mierze jest okaz tego czasu 
od słowa posiłkowego asmi, o ile takowy wchodzi w skład form późniejszych zło- 
żonych jako cząstka pomocnicza słów nim się tutaj posiłkujących — samoistnie 
bowiem nie widzimy go tu już używanego w przekazanym stanie języka. Aory- 
stus rzeczony miał w tej funkcyi kilkorakie postaci: jeżeli te postaci poró- 
wnamy ze sobą, to w nich ujrzymy uprzytomnione wszystkie że się tak wy- 
rażę, postępu tu omawianego etapy. W postaci swojej augmento wanej 
{i\śam hylem, is byłeś, it zamiast ist był itd. ) ukazuje ów aorystus intruza 
tego dopiero na progu — w składzie samej tylko III mnogiej (?ś/^sbyli) i Iszej 
pojedyncz. osoby {iśam). W postaci swojej pośredniej {sam, sis, sit itd.) 
ukazuje on tę wstawkę {a lub też i) nie tylko w tamtych dwóch formach, 
ale i w zakresie całej już licz. poj. ale jeszcze nie w mnogich liczbach. W trze- 
ciej nakoniec, t. j. wstawkowej swojej postaci (sam, sas, sat itd.) dozwolił 
on się wtrętowi temu rozgościć już przez wszystkie osoby i liczby. Takąto 
mniej więcej koleją zdobywała sobie stanowiska coraz dalsze ta wstawka i 
w zakresie wszech innych słów. — Co się tyczy Imperf. to widać ze wszy- 
stkiego w sanskr. że się tutaj wtrętowi temu już tak pomyślnie nie wiodło, 
jak tam w aoryście. Właściwie w samej tylko Illciej mnogiej i Iszej pojedyn- 
czej osobie ukazują wszystkie słowa (nawet takie które skądinąd pierwotnej 
bezwstawkowej konjugacyi nie porzuciły) w Imperf. przybieraną już wstawkę. 
W innych osobach i liczbach zato nie dopuściły jej tutaj jeszcze całe szeregi 
słów sanskryckich, mianowicie cała tamtejsza t. zw. liga klasa, Illcia, a wła- 
ściwie także i Yllma. Słowo posiłkowe przyjęło ją zaś w całej licz. poj. i 
w osobie III pluralnej. — W greckiem znowu cały ten między aorystem a 
imperf. zachodzący stosunek ma się właśnie odwrotnie : z form Imperfectu sa- 
me tylko słowa na [t-i (ale nie na vu[j.O pozostały wolne jeszcze od tego in- 
truza: £Ti37j-v, £0i8to-v, 'iaTr]|v = dawne ajtitha-mi itd. (w III osobie plur. zaś 
znachodzimy już zgoła co innego natomiast — formę z -aav, płód naszego do- 
piero Illgo stadyum). Przeciwnie Aorystus w pierwotnej swojej, oną wstawką 
nie obciążonej zachowany budowie, należy w tym języku do zjawisk dających 
się na każdej prawie karcie spotykać; nie tylko bowiem stara konjugacya na 
\n dostarcza zasadniczo takich okazów ( £37jv, £oa)v, 3atr)v ) , ale nadto i znaczna 
liczba słów już skądinąd wstawkowych, np. |!ia'va>, yppyoja/.w itp. ocaliły u sie- 
bie takie aorysty : £p^v, £opav, £yv(jjv, £Ouv, £cpuv itd. Nawet i III osoba licz. mn. 
tych aorystów pozostała przy takiejże budowie (ćaTav, 6j3av, ^'opav, fouv, 6Z)uv itd. 
z a, u itd. krótkimi tutaj dla odznaki od I os. licz. poj.). 

g. 413. Dalsze przeistoczenia zewnętrznej postaci aoiystii i 
imperf. działy si^ już pod wpływem tylko zwykłego fonetycznego 
procesu. Z jednej strony samogłoski do składu tych form Avcho- 
dzące, a pomiędzy nimi głównie augment i wstawka, wątlały we 
wszystkich tutaj porównywanych językacli (oprócz sanskrytu) i spa- 
dały z tokiem czasu na coraz niższy swój stoł)ień; np. a przeszło 



170 Geneza koDJugacyi. 

w o. to o w c lub też % itd. Z drugiej strony syllaby w wyrazach 
tych koiicÓAYkowe, jak wszędzie, tak też i tutaj podlegały (nie wyj- 
mując tym razem już i sanskr.) coraz dalej idącemu niedomawianiu, 
skróceniu itp. Pod wypływem tych to dwóch prądów, przybrały 
owe całkowite, powyżej (w §. 442) postawione na okaz formy Iszej 
pojedynczej osoby aW^ajj/. , a^euYa^j.^, (hoedami itd. ostatecznie np. 
\N greckiem") taką oto już postać: £cuYO[j.(t), £9£uyo[j,(i) , czyli po 
tamtejszemu £©0707 (jako aor.) i £cp£UYov (jako imperf.). W słowian, 
z dawnego aorystu ckucdami wiodłem, a po zwątleniu samogłosek 
oicedoml^ wytworzj^ło się oivcdonh(i) — z tego oicedą czy też owcdo 
--- owedo(m) — wreszcie {o)iucd^ czyli więc „^t^er/a", którąto fonue 
po takich dopiero przejściach pozytywnie jako panującą odnajdu- 
jemy w textach starosł. Cała końcówka 9ui tu już odrzucona, wsta- 
wka a zwątlona na z, nakoniec z augmentu, który w grec. w £ się 
przemienił, tutaj ani już śladu (dlaczego? ■ — powie się niżej). 
Taksamo i dawne diuedanias wiedliśmy, v/ydało ^^tuedoni^A^^ ; a 
w III osobie z dtcrdanti oni wiedli zostało tylko ,^tvcdą'^ = aiuc- 
dcm(ti). Takie same przeobrażenia szły po sobie także i w Imperf. 
słowiaiiskiem , którego okazów jednak nie ma tu już innych, jak 
tylko od słowa posiłkowego, a to w składzie starosłow. i staropol. 
imperfectum drugiej formacyi czyli „złożonego", zakończonego 
na ach [= asz^ a to z dsa{nu)]^ o którem mówić nam przyjdzie 
dopiero w granicach Illgo stadyum tej konjugacyjnej genezy, mia- 
nowicie w^ §. 474. 

* Wątlenie samogłosek w formacli werbalnych , równie jak i nicdoma- 
wianic osobowych końcówek, praktykowało sig w językach europejskich **) nic 
tylko w tych czasach obydwóch przeszłych, ale także i w formach czasu tera- 
źniejszego (§. 438). Co do tego drugiego punktu (niedomawiania końcówek) 
zachodzi tylko następują-ce pytanie: Dlaczego nasza, a tai^samo też i wielu in- 
nych języków głosownia końcówki te w czasie teraźniejszym zupełnie 
i n n Jj; traktowała m i a r k n , jak w p r z e s z ł y c h ? W sanskr. nji. końcówki 



'•') W sanskr. z alipaial i alimpami zostało alipam i alimpam : a tu zwą- 
tleniu i)ie podległo, ale z końcówki mi zostało tylko m. 

*^) Dlatego dodaję „w językach europejskich", ponieważ sanskryt zo- 
stawia końcówki w czasie teraźń. nienaruszone, a tylko je skrócił w j)rze- 
szłych. Wątlenie zaś samogłosek w sanskr. było w ogóle rzeczą nieznaną. 



Wstawkowej sta dy urn pierwsze. 171 

osobowe w czasie teraźniejszym wcale nie podlegają skróceniu, a w aor. i 
imprf. podlegaj^;. Po za sanskrytem, końcówki w czasie teraźniejszym tylko 
w niektórych osobach były skracane, a i tam gdzie zostały skrócone, prawie 
zawsze przecie coś z nich zostało : przeciwnie skrócenie tych samych końcówek 
w czasach przeszłych zwykle nam się tu o wiele dalej posuniętóm przedstawia. 
Jeżeli np. w słowian, i praesens poprzednio brzmiało loedami i aor. dwedami: 
to dlaczegoto już nawet i wstarosł. pomnikach zamiast iceddmi znajdujemy wr;- 
dq {= wedam, tylko z odpadłem i), nasze loiode — przeciwnie zamiast dwe- 
dami znachodzimy w nich tjdko ten okruch loed-h — z całem mi odrzuconem, 
a nadto i z a przed niem już na -b spadłem? Równie też w II os. dawniejsze 
iceddsi wiedziesz i dioedasi wiodłeś, wydało tam w praes. tuedeszi , a 
w aor. tjdko ivede, Takasama też i w III osobie licz. poj. nierówność. W licz. 
mn. Illcia osoba brzmiała poprzednio weddntii diDedanti: otóż i tutaj widzimy 
w starosł. praes. ^^wedątb'"'' wiodą to U tylko na th zwąjtlone, a w aor. .^wcda"- 
wiedli mamy natomiast już całkiem odrzucone to U! Mutatis mutandis, ta- 
kiesame spostrzegamy, jak sig to wyżej już nadmieniło, kontrasty i w sanskr., 
zendzkim, wreszcie greckim języku (tylko łacina i litewszczyzna pozostały przy 
tychsamych w obu razach końcówkach). Otóż zachodzi pytanie, czy daje si(j 
odgadnąć powód, dlaczego właśnie te t. zw. history c z no-cz aso we koń- 
cówki tak bj^ły traktowane po macoszemu na korzyść czasu teraźń. — Ilzecz 
ta cała zdaniem mojem była tylko prostem następstwem akcentuacyi tych 
praeteritów, akcentuacyi spoczywającej tu zawsze na augmencie, zatem o całą 
danego wyrazu przestrzeń oddalonej od syllaby końcowej. Końcówka tak akcen- 
towanego wyrazu najsnadniej daje się zawsze połknąć. W praes. iciodę ^ po 
starosł. luedoj, z weddmi, końcówka ?^?^ bezpośrednio dotykała do rdzennej czyli 
akcentowanej zgłoski : pod osłoną tej sąsiadki i protektorki, m tutaj z niej oca- 
lało (w zlanem z rt i tego m c, ą) , a tylko samo i na pohj^bel tu poszło. 
( W działam , starosł. dełaamh, nawet całe mu , u nas odrębne m, ocalało pod 
osłoną tego nie tylko akcentowanego, ale i długiego « *) jako ościennego są- 
siada). Lecz w aoryście diceda[ml) , nie było ani mi ani nawet a\mi bronionćm 
żadną taką w pobliżu położoną podpórką, i stądto wszystkie te dalsze nastę- 
pstwa. — Jednakże dotyczy to wszystko, cośmy tu powiedzieli, jedynie końcó- 
wek liczby pojed. (całej) i Illciej osoby licz. mn. (identycznej, jak już 
wiemy, z końcówką tejże III osoby w licz. pojed.). Dualne i pluralne koń- 
cówki osobowe w żadnym języku, w żadnej formie, ani więc nawet w cza- 
sach tych przeszłych, tej poniewierce nie podlegały — a to widocznie z tego 
tylko powodu, że były to zgłoski albo wręcz długie albo przynajmniej z dłu- 
gich wynikłe, więc nie tak łatwe do uchylenia, jak tamte. To też w tych 
formach podwójno- i nmogoliczebnych w języku starosł. a po największej 
części i w greckim końcówki czasów t. zw. historycznych nie różnią się 
zgoła niczem od końcówek czasu teraźń. AV sanskr. tylko dorobiono, jak 

*) Stądto nawet i w łacinie legam, amem (^^ amaim), doccdm, w prze- 
ciwstawieniu do lego, amo, docco... 



172 Geneza koiijugacyi. 

sądzę później dopiero, nawet i tutaj pomiędzy nimi sztuczną różniczkę, na 
wzór tamtego w licz. poj. mimowolnego kontrastu, który nie był bez dogo- 
dności. Mianowicie: czasy histor. zatrzymały tu te końcówki i nadal w ich 
kształcie po największój części oryginalnym; dla czasu teraźniejszego zaś po- 
wzmacniano je dolepami różnymi, np. zamiast va, weszło tu w życie vas; zam. 
ta zjawiło się tha; a z tego potem wynikły i jeszcze dalsze już wręcz powiem 
bałamuctwa {tas, thas, tam, tam itd. ), tak iż ten język w kwestyi co do wła- 
ściwej postaci końcówek konjugacyjnycli w ol)rębie tych liczb obydwóch wcale 
głosu jako świadek nie powinien zabierać , ponieważ jego zeznania tylko za- 
mącają trzeźwy pogląd na ten cały stan rzeczy. 

3. W szczególności o Augmencie i Wstawce. 
I. Augment zawsze akcentowany. 

§. 444. Postawiłem wyżej twierdzenie, na razie bez ża- 
dnych jeszcze dowodów, że akcent każdorazowej formy werbalnej 
przyi)adał w czasach przeszłych zawsze na augment, a w czasie 
teraźii. na wstawkę. Należy mi tu zdać z tego sprawę, na czeni 
się. to twierdzenie moje opiera. 

Co do Au gm en tu, dostarcza na wielką, skalę dowodu na to 
twierdzenie konjug. sanskrycka. Tutaj bowiem w każdej formie AYer- 
balnej opatrzonej augmentem, bez względu na ilość choćby najwię- 
kszą, zgłosek tej formy, akcent zawsze na ów augment przypada. 
W języku greckim wprawdzie wtedy to tylko widzimy, kiedy wyraz 
całkowity nie wynosi więcej zgłosek, jak trzy (£9£uyov, I^j^o^)). 
W dłuższych formach (np. lo\j-(o\j.t^f uciekliśmy, £go'jX£uo[j.sv radzili- 
śmy) leży augment już z tamtej strony akcentu. To nas jednak by- 
najnmiej bałanmcić nie może. Sama już ta okoliczność, że ten na 
trzecią tu zawsze od końca zgłoskę przypadający przycisk tratia 
zatem zupełnie na oślep, na jakikolwiek owo właśnie miejsce 
w wyrazie zajmujący składnik formy werbalnej, np. w £cuyo[j.cv na 
v^ 9'JY, w £fiou).£uoiJ.£v na tylko przyrostkową do niego cząstkę £'j, już to 
jedno zdaje mi się być dostatecznem świadectwem późniejszego do- 
piero wieku tej całej bezmyślnej akcentuacyi. W pierwotnym normal- 
nym stanie musiały się i w greczyźnie mieć te stosunki inaczej — 
niewątpliwie tak jak w sanskr. 

* Cała reszta indocurop. języków na pytanie tu postawione żadnój od- 
powiedzi nic daje. Z irańskich, starożytna tylko perszczyzna stale augment 
w czasach przeszłych konserwowała, zendzki zaś jęz. częściej go odrzucał, 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 173 

niż zatrzymywał; jaka jednak tam była wyrazów akcentuacya — tego nie wiem5\ 
Pośrednio tylko wnosić można i trzeba , że tak^ sarnę, jak w sanskr. musiała 
być i irańska akcentuacya augmentu , skoro połykanie odnośnych osobowycłi 
końcówek i w tycŁi mowacli stanowiło regułę. — W znanym nam stanie łać. 
li te w. i słowian, języka augmentu (na pozór) wcale już nie widzimy. Był 
on kiedyś jednak naj nie wątpli wiej i w tych językach ; a że w zapomnienie tu 
poszedł, to tylko z tego jednego powodu, że na całym tym obszarze, w przedpi- 
śmiennych jeszcze wiekach , wyszły całkiem z obiegu i czasy, które go przy- 
bierały. Tak np. łać. imperf. na bam, było to już imperf. drugiej formacyi ; 
rzeczy wistem i pierwotnem w łać. imperf. jest tylko eram ( ={i-sam ) , które też 
jak widzimy, zachowało swój augment. Aorystu jak wiadomo, w łać. nie ma. 
Starosł. imperf. , którego okazy ostatnie mamy także i w najdawniejszym pol- 
skim zabytku, w Psałt. Floryańskim, to było także już imperfectum złożone 
czyli drugiej formacyi. Miało ono augment, ale jak to niżej okażę, w środku 
wyrazu , a taksamo miała się rzecz i w słowian, aoryście takiej że drugiej for- 
macyi. Otóż z powodu, że w tych słowiańskich drugiej już formacyi cza- 
sach przeszłych jako złożonych augment środkowe więc miejsce zajmował; 
z powodu że go tu nic było na początku wyrazu : zaczęto go u nas potem i 
w aoryście pierwszej formacyi , o ile tenże jeszcze się konserwował , np. 
w owem icedb, wędą, luedomb itd. z 'ćuuedami itd. wynikłem, zaczęto go mó- 
wię z czasem na wzór tamtych form także i tutaj opuszczać. Że w tym aory- 
ście jednak poprzednio był augment, i że pierwotnie cały wyrazowy akcent 
na nim się właśnie skupiał: na to wskazuję, owe wszystkie jego formy z koń- 
cówkami połkniętymi, jak się to wyżej już wyjaśniło. 

|[. Wstawka zawsze akcentowana. 

§. 445. Poszlaki naprowadzaj c^ce na wniosek; że w czasie 
teraźń. akcent wyrazu całego pierwotnie spoczywał zaw'Sze na 
wstawce, upatruje przedewszystldem w budowie form odnośny cli 
starosłowiańskich, następnie też i w stosunkach sanskr. 

Spójrzmy np. na następujący między bezokolicznikiem a cza- 
sem teraz, w starosł. zachodzący stosunek w obrębie słów I klasy, 
które jako pierwotne wyłącznie nas tu zajmują. 

cwhtą kwitnę — eiuisti kwitnąć. 

czUeth czyta — czisti czytać, czyść. 

dbmetb dmie — dąti dąć. 

żmemii żniemy — z§ti żąć. 

puneszi pniesz — pęti piąć. 

lObUbZą nanizuję — icbiiisti nawlec. 

ivlbkqtb wleką — idvszti wlec. 

śig(l żegę — żeszti żec, palić. 

ptyjdeszi pójdziesz — imti pójść, 



174 Geneza konjugacyi, 

ł ivhzbmełu weźmie — lObzęti wziąć. 
\ tvbzmet „ „ „ 

bhjeszi bijesz — biti bić. 

phjątb piją — piłl pić. 

rwą {riiiuą) rwg — V ru. 

swajh [z-hwąth] zwą — V zii. 

itcl. itd. 

Kontrast między jakQjkolwiek wiec osobą czasu teraźn. z jo- 
(Inój strony a bezokolicznikiem słów powyższycli z drugiej, polega 
na tern, że syllaba radykalna (przedostatnia) infinitiwu ukazuje 
nam zawsze samogłoskę pełnego brzmienia, przeciwnie w czasie 
teraźii, widzimy natomiast :& albo k. Bezokolicznik słowiański miał 
widocznie swój akcent właśnie na tejto przedostatniej zgłosce; 
w tej zgłosce akcentowanej do zwątlenia pełnycli brzmień na a, k 
przyjść więc nie mogło. Jeżeli przeciwnie w czasie teraźniejsz. 
zwątlanie takie właśnie stanowiło regułę, to z tego wnosić należy, 
że ta syllaba tutaj na sobie nigdy nie nosiła przycisku. A ponieważ 
i w osobowych końcówkach miejsca dla akcentu upatrywać nie mo- 
żna, skoro i te także wątlały: więc konkluzya oczywista, że waga 
tych wszystkich form czasu teraźniejsz. spoczywała jedynie na środ- 
kowej syllabie, a zatem na wstawce — w formach zaś na ą (Isza 
osoba) i na ąfh. (Illcia licz. m.) na tćm ą. 

W sanskryckim czasie teraz ń. mamy wprawdzie akcentua- 
cyą pod niejednym już względem zdradzającą przeistoczenia później 
zaszłe w jej normalnych stosunkach: pomimo tego więcej zawsze 
tutaj będzie zbhżenia do pierwotnego jej stanu, aniżeli w jakim- 
kolwiek innym (prócz starosłow.) języku; nawet bowiem i litewszczy- 
zna dzisiejsza ukazuje zupełnie już powichrzone u siebie te akcen- 
tuacyjne stosunki. 

* W szczególności przedstawiają nam się te saiiskr. akcentuacyjne sto- 
sunki w sposób następujący. Z pomiędzy wiadomych 10 klas konjugacyjnych 
tamtejszych świadczy od razu na korzyść hypotezy mojej przedewszystkiem klasa 
Vf [tiid-dmi trącam, łać. tundere ) ; następnie także 11 i VII [lihiuiti liżą, 
jun(jó,nti spajają) o ile w ogólności obydwie te klasy posługują się wstawką 
w czasie teraźn. są to bowiem skądinąd słowa czasujące się podług konjuga- 
cyi pierwotnej. Niemniej przemawiają za moim wnioskiem: klasa V [sunomi 
z akcentem na 6 , wyciskam ) ; klasa VIII ( tanami z takimże akcentem , roz- 
szerzam), i ki. IX [punkmi czyszczę): te trzy klasy jednakże stosują się do 
t(g zasady tylko w samych trzech pojed. liczby osobach i w Illciój mnogiej 



Wstawkowej stadyum pierwsze, 175 

(po za tymi formami zaś odgrywaję, one rolg słów bezwstawkowych, choć 
właściwie i tutaj wstawkę [u lub też i) zawierajg, w sobie, tylko że takowa 
tu straciła później funkcyjne swoje znaczenie i właśnie przeto uchodzi już za 
wnętrzną cząstkę tematu). — Tak więc po stronie założeniu memu przeciwnej 
widzimy w sanskr. tylko cztery w ogóle klasy: ponieważ jednak i z tej 
czwórki całkiem na bok usunąć należy klasę III, gdyż ta klasa reduplika- 
cyjna {diida-mi) , wcale wstawki nie przybierając, żadnego tutaj nie składa 
ni pro lxi contra zeznania, więc właściwie pozostają tylko trzy głosy prze- 
ciwne , klasa IV, Xii. Przystąpmy do ścisłego przesłuchania tych świa- 
dectw. — Klasa IV nkhjami wiążę , Y ndJi , obejmująca słowa z „ja" a raczej 
za jako „wstawką złożoną" (§. 446), po wyczerpującera śledztwie stanowczo 
się na moje stronę przechyla. Przesunęła ona z nahjiimi akcent swój na 7iah 
w v-dhjaini z powodów wyjątkowych i później dopiero, mianowicie wtedy, 
kiedy się w konjugacyi sanskr. zjawiło Passivum (że zaś cała ta t. zw. 
bierna forma należy do nabytków językowych późniejszych, tego nam ta oko- 
liczność dowodzi, że na tym punkcie, jak wiadomo, nader mało między ję- 
zykami zgodności — prawie każda mowa szczepov»fa poczynała sobie tu już 
odrębnie). Sanskryckie czasowniki bierne są to całości złożone, a to z czy- 
stego pierwiastka danego słowa i z przydanego mu czasownika ^ja|mi, 
iiisi, ikti itd. znaczącego idę, od Vi. Te formy zaczynające się od ik skonso- 
nantyzowały potem, w tej funkcyi , to i na j i przeszły w ja\ więc jknu , 
jisi, jśiti itd.*) Otóż był to niejako przyrostek passywny. Tak jak łaó. venum 
eo , a z tego veneo , dosłownie na sprzedaż idę, przyszło potem do zna- 
czenia bywam sprzedawany, w przeciwstawieniu do venuni do a, z tego 
ve7ido , dosłownie na sprzedaż stawiam czy daję, a więc prze daję: 
tak też w sanskrycie z połączenia formy jawi z pierwiastkiem, np. z V nah 
wiązać, powstała całość nahjkml znacząca dosłownie w więzy idę, więc 
więznę, wiążą mnie czyli bywam wiązany — słowem forma tego cza- 
sownika bierna. Łacińskie veneo pozostało jedynym w tym języku okazem 
takiej biernej formacyi. Sanskryckie praesens passivi zakończone na jkrai (i 
tak dalej przez wszystkie osoby, liczby, tryby, a po części nawet i czasy) 
przeciwnie formować się mogło i było urabiane od każdego czasownika. 
W tej formie jam z ikmi ^ i było V, 4 wstawką: czasowało się zatem tutaj 
to słowo jako zwyczajny czasownik wstawko wy — podczas gdy w osobnem, 
samoistnem swojem użyciu (jako „idę") pozostało ono w sanskr. aż do ostatka 
w klasie H bezwstawkowej i dawniejszego autoramentu [e\tni^ elsi^ e\tij ilmasj 

♦) W samoistnem swojem użyciu brzmiała od V i forma bierna i\jaU^ 
z ^ i jak widzimy zaszanowanym ; równie także widzimy to ijaU'. (z i 
nie zjotowanem) np. w (i|yafe datur , c^/i|'ijaie ponitur , 67^r|^;a<« fer- 
tur, 1cr\ijate perficitur itp. t. j. w połączeniu z V V nietworzącymi całko- 
witej syllaby. Przy VV jednak całosyllabnych , jak nahjkt^ ^ spadło to 
ikt^ z czasem na jklt , z powodu że w tej tylko suffixowej już jego 
funkcyi zatarło się poczucie radykalności tego w niem i. 



17« Geneza konjugacyi. 

i\łha, a dopiero lii os. 1. mn, ze wstawką, a i\imti czyli źle clioć tradycyjnie to 
piszą,c , „jawii" ). Ta niekonsekwencya między flexyq; jego tam ( wstawkową,). 
a tu (bez wstawki) — niech tego nikt nie poczytuje za nadzw3'czajne zjawi- 
sko : wszakże i w łać. tosamo słowo eo , prawidłowo jeszcze brzmi^jce w ve- 
neOj w złożonem ambire , amhio „zabiegi czynię" już inaczej traktowane wi- 
dzimy; w litewskiem zaś ma ono nawet i w osobnem swem użyciu aż 3 różne, 
choć zgoła tosamo znaczjjce formacye: emi ^ einu , eitu. — Otóż w skutek 
jDOJawienia się w sanskr. takiego, tym sposobem urabianego Passivum, przy- 
szło tam w obrębie tej klasy IV do niemiłej koUizyi : forma bierna od V" noU 
brzmiała nah-jkmi ; dawne aktywne praesens tego słowa — i to także brzmiało 
iiahjći-mi, więc dwie formy, jak dwie krople wody sobie podobne, a przeci- 
wne znaczeniem. Dla różniczki musiała tu jedna strona koniecznie drugiej 
ozem bądź z drogi ustąpić. Bierny czasownik do ustępstwa tego się nie poczu- 
wał , gdyż musiałoby w takim razie całe Passivum , we wszystkich klasach 
konjugacyjnych , tejsamój podlec przeróbce; daleko snadniej było czasownikowi 
czynnemu tej lVtej klasy ustępstwo owo uczynić jako stronie liczebnie słab- 
szej — i z tychto właśnie powodów zaczęło się odtąd mówić w znaczeniu akty- 
wnem wiążę już nie nahjiiml, ale nkhjami. A choć potem stało się w tym 
języku zasadą przybierać do form biernych daleko częściej medyalne oso- 
bowe końcówki, aniżeli aktywne (jak wiadomo naUjkrnai czyli nahjd , nahjlisti 
itd. daleko tam jest zwyklejsze w biernem znaczeniu, niżeli nahjhmi, 7}ahjiisl) 
to jednak ów akcent przesunięty w activum na syllabę radykalną w tej klasie 
pozostał tak już i nadal ; zależało bowiem zawsze jeszcze na utrzymaniu kon- 
trastu między tą bierną a medyalną znowu formą. Więc nkhjami = wią- 
żę; nhhjamai czyli n-Jijc, = wiążę się; a nahjkml i nahjkmai czyli nahje =^ 
bywam wiązany. — Otóż taki to tylko może być powód wyjątkowej akcen- 
tuacyi czasu teraźn. w tej klasie IV, a tym sposobem i świadectwo jej prze- 
ciw twierdzeniu mojemu traci wszelkie znaczenie. Przejdźmy teraz do klasy 
X {svapkjami usypiam', dcdkjami dzielę), aby okazać, że i tych słów odrę- 
bności twierdzenia tego nie obalają. Czasowniki te na kjami (wytworzone 
z aiami) są to już słowa pochodne daty późniejszej , a właściwie pojmo- 
wać nam je należy jako po największej części od wrót ni ki co do zna- 
czenia tamtych słów biernych, zakończonych na jkmi. Mają się one do 
słów sanskryckich pierwotnych tak, w jakim stosunku nasza polska i 
w ogóle słowiańska, przezcmnie VItą nazwana klasa {zaiuiesić, trapić) 
zostaje do klasy I {za-ivisł , ścierpł)^ a to za pośrednictwem klasy VII 
[loisieć , cierpieć). Stosunek ten w obrębie sanskr. języka pojmuję w ten 
oto sposób. Pierwotnem słowem np. od V^ sup było suapmi ^ później (ze 
wstawką i) suapimi śpię: takicm samem słowem od Y' dr było dr-7i\k-mi 
kruszę, nasze drę, trę. Bierne formy tych czasowników wedle powyższego 
schematu tak brzmiały: sup-jkti , dobitniej później (z medyalną końc.) supjktv, 
śpi się dormitur; dr-jkmi, z tego ( eufoniczaiej } dir-jkmi, *) z medyalną 

*) Że się w sanskr. w ogólności formy bierne często napotykają i z akty- 
wnymi końcówkami osobowymi, o tćm obac?. w Boppa Vergl. Gramm. 



Wstawko wej stadynin pierwsze. 177 

zaś końc. dirjamai (czyli dirje) bywam kruszony. Otóż weszły potem 
w Ż3'^cie dj''ametralne odwrotniki tych biernych słów — t. zw. causa tiva; 
takowe wynikły bezpośrednio z słów biernych; miały brzmienie takie jak 
tamte, tylko że tutaj samogłoska w V podlegała spotęgowaniu (nie sy'p , 
dr albo fZ«V — lecz siiap, dar a z tego dal) i akcent w czasie teraźii. nie 
na ia, jk, ale na ia przypadał: podczas gdy więc np. sup\jśiti i s.icp\jśite 
znaczyło śpi się — miała kauzatywna forma suap-iati znaczenie wręcz prze- 
ciwne usypia; równie też i dal-ia-ii = „on sprawia że coś jest rozkawałko- 
wane" czyli dzieli. Akcent tych słów kauzatywnych nie na wstawce, ale 
wyjątkowo na tem i, był i tu zatem koniecznością, bo to była właśnie cecha, 
że to nie bierne, lecz wręcz przeciwne czynności. W naszem łożyć ^ trapić^ 
dzielić^ względnie do leżeć ^ leży i do cierpieć, cierpi, mamy tosamo. Jedyna 
między tymi naszymi causativami a sanskryckimi różnica jest tylko w tem, że 
nasze słowa przy tem i (np. w trapi, dzieli, niegdyś trapili) do dziś dnia stoją, 
a tam się później to i jeszcze na ai rozwarło, tak iż już nie suapiati, daliati się 
mówiło, lecz suapaiati , dalaiatl , z akcentem na tym diftongu ai. Spotęgo- 
wanie to i na ai (a;) było zapewne następstwem bardzo silnego, na tej wła- 
śnie samogłosce opartego tutaj przycisku. Słowiańskie causativa zdaje się , że 
miały akcent jeszcze dalej wstecz rzucony — t. j. na zgłoskę radykalną (np. 
w trapić, łożyć, dzielić, na trap, łoi, dziel), i to mogło być przyczyną, że 
w przeciwieństwie ze sanskrytem to i na ai , aj, e się u nas tutaj nie rozsze- 
rzyło. Tensam stan rzeczy — iw odnośnych słowach łać. np. sopire, sopit , 
a nie sopaiare, sopere itp. — Jeżeli powyższe wj^łożenie tak zrodu, jak i bu- 
dowy sanskr. słów kauzatywnych jest trafnem : *) w takim razie upadałoby 
zatem i świadectwo tej klasy X przeciw założeniu mojemu , ponieważ klasa ta 
głównie właśnie jest zaludniona causativami. ~ Tak więc pozostaje sama je- 
dna tylko klasa sanskr. I {bodhami od V hudh wiem) z akcentem w czasie 
teraźń. na hodh , więc na radykalnej zgłosce , a nie na a. Powodu tej odrę- 
bności nie udało mi się odgadnąć; przypuszczam jednak, że fachowa biegłość 
w tym tak mało dotąd zbadanym języku potrafi wskazać i tu powody rzeczo- 
ne, polegające albo na zbyt późnem przejściu czasowników odnośnych z kon- 
jugacyi bezwstawkowej w wstawkową (ZyócZA?»i na formę lodkami), albo też 
na innych , mianowicie funkcyjnych okolicznościach. W każdym razie sądzę 
jednak, że akcentuacya czasu teraźń. sanskrycka, wzięta w całym swoim 



wyd. z r. 1861 tom III str. 80 na dole w nocie. Był to tam niezawodnie 
pierwszy punkt wyjścia, przy którym nasza VII i VIII klasa stoi do 
dziś dnia. Później dopiero w sanskr. wzięły nad tamtymi przewagę me- 
dyalne w formie biernej końcówki. 

'•') Wiadomo mi wprawdzie dobrze, że i w tej sprawie nie mam szczęścia 
iść ręka w rękę z panującym dziś w nauce wykładem. Kozumiem je- 
dnak, że zród naszych takich słów: jak łożyć , trapić, idzie w parze 
z zrodem odnośnych sanskryckich. A inaczej początek tych naszych 
causatiyów nie może w żaden sposób być tłómaczony. 

Gram. Uist. Por. U. 12 



178 Geneza konjugacyi. 

ogóle, świadczy w ostatecznym wynika na korzyść twierdzenia mego. 
W grec. widzimy już całkiem przeciwne stosunki, akcent form konjugacyj- 
nycli grawituje tu zasadniczo ku zgłosce trzeciej od końca wyrazu. Że to je- 
dnak zasada już z drugiej ręki , a nie pierwotna : na to wskazują, np. doryckie 
formy -ri^ś^ni, oi8óv:t, '.aTavTi , podczas gdy zwyczajna greczyzna ma i tutaj na- 
tomiast proparoxytona. 

III. Wstawka w obrębie I. stadyiim trojaka. 

§. 446. Przechodzę teraz do innego w tym moim wywodzie 
wypowiedzianego twierdzenia, mianowicie że na razie nie samo 
tylko a w czasie teraz, służyło za wstawlcę, ale że pełniły z niem 
razem tę funl^cyą, tal^że i obydwa drugie brzmienia pierwotne, t. j. 
i i II. Wstawiła a była wprawdzie zawsze pewnie najwięcej używaną,; 
mniej już zwyczajnem było i , a jeszcze rzadziej brano do tego u : 
wszystlcie te trzy samogłoski jednalcże bywały czasu swego wstaw- 
kami i miały sie do siebie w granicacli tego pierwszego stadyum 
jako żywioły zgoła tosamo znaczące. (Nie rozstrzygam przy tem 
jednak ubocznego pytania, czy te i i u w funkcyi wstawek stano- 
wiły samoistne i samorodne pozycye, czy przeciwnie były tu one 
tylko osłabionem a. Takie degradacye głoski a na i albo na tt sta- 
nowiły w fonetyce indoeuropejskiej niewątpliwie kiedyś zasadę: 
\f słowiańskiej naszej odosobnionej już mowie nie było tego wpra- 
wdzie przenigdy, ale w przedsłowiańskich stadyach mogłoby się to 
stosować i do nas). Wystarczy tu zanuarowi niojenm zupełnie, jeśli 
okażę, że kiedyś więc w składzie form czasu teraźii. także i i^ 
albo '/, nieraz służyły za wstawkę; że później (w drugiem stadyum) 
otrzymały te dwie głoski znaczenie piętna innych czasów, a nie 
teraźniejszego, w którym odtąd samo tylko a przy znaczeniu tem 
pozostało; że w następstwie tego zwrotu wszystkie te wstawki już 
z czasem teraźniejszym nie licujące albo całkiem stąd wycofane 
i przez a zastąpione zostały, albo też cierpiano je już w tych 
formach wprawdzie i nadal , lecz w tym razie d dodawane do nich 
bywało i łączyło sie z nimi wtedy na id^ ud^ którą to kombinacyą 
ja nazywani wstawką złożona. W kilku tylko czasownikach każdej 
pewnie mowy szczepowej pozostał (jak gdyby przez zapomnienie, za- 
niedbanie) i nadal stan rzeczy dawniejszy, i stądto widzieć w nich 
można i dzisiaj jeszcze i albo u w funkcyi wstawek teraźniejszo- 
czasow}'ch, W generalnej jednak zasadzie zajęło miejsce tych wstawek 



Wstawko we j stadyum pierwsze. 1?9 

albo samo d, albo też dwugłoska id (jd w sanskr.) i tid (a 
z tego potem, obok ua^ także i vd, u\j\d^ oiv\d itd. ). Akcent 
w tych wszystkich wstawkach złożonych spoczywał oczywiście zawsze 
na a jako na jedynem odtąd uprawnionem i charakterystycznem 
znamieniu czasu teraźń. Dwugłoska m, jako „miękka," oddziały- 
wała pod fonetycznym względem potem na ościenną poprzedzającą 
spółgłoskę — w każdym języku w duchu jego narodowej głosowni. 
Po zmiękczeniu tej spółgłoski w słowiańskich językach (a częściowo 
i w greckim), wyrzucało się później z wyrazów to diftongowe i 
(§. 73, str. 119 tomu I), tak iż na pozór i tutaj ostatecznie samo 
a w formach odnośnych spotykamy, a to bądź w tem jego brzmie- 
niu pierwotnem, bądź też w wiadomych nam już stopniowych jego 
zwątleniach (o, e), albo nakoniec jako ą, jeżeli okoliczności niżej 
wskazać się tu mające wymagały tej jego nazalizacyi. 

Szcz^jtki , ślady itd. wstawki *. 

§. 447. Przystępuję do zestawienia bodaj kilkunastu form ta- 
kich , w których i jako wstawka w czasie teraźń. funkcyonująca 
bądź ocalała w tejto postaci do dziś dnia, bądź przeszła w ia itd. 

A. W naszych językach: 
Od spać^ i s-Łp (z siip)^ mamy spisz lub śpisz ^ śpi^ śpicie: 
w Ś2)i§ (sap-^a-mi), śpiemy i śpią natomiast mamy już wstawkę 
złożoną ( ia ). Taksamo ma się rzecz i ze słowami szczać ( z swczaó, 
V sUc, sik) i óp>ać^ V óhp^ porówn. §. 275.,. — W starosł. od 
dad, jad, tved, brzmiała III os. plur. czasu teraźń. dadetk^ jadeth, 
tuedęłw, a to powstało z dadintw itd. (nie z dadenfh! gdyż w III 
osobie plur. nigdy cza nie wywątla się). Równie też i w partie, 
praes. jest tam jeszcze wstawką i {dade, jadę, ivede = dadint itd.). 
W polskiem tesame formy ukazują już budowę wytworzoną pod 
wpływem wstawki złożonej , t. j. przybranego później do tych i je- 
szcze i d: dadzą (z dadidnt, nie dadcaiit!), jedzą, tviedzą, a tak- 
samo i jedząc , luiedząc. Tych form polskich nikt nie potrafi zrozu- 
mieć, jeżeli je wywodzi z dadeant, a w starosł. dadętw upatruje 
dadentw'. bo wszakże ea głoski d na dz nie zmiękczy; a potem na 
cóż to a byłoby przybrane do owego c, skoro i to e nie było pier- 
wej co innego jak a'^ więc trzebaby chyba tu przyjąć aż dwa 
ad — nie wiadomo ani na co ani dlaczego. Wreszcie wszakże ocalały 

12* 



180 Greneza konjugacyi. 

w starosł. jako part. praes. pass. jadm^ i tvedu)łz, w których ta 
wstawka i jest naocznie widzialną! — Ślad tejże wstawki „złożonej" 
(z odpadłem potem i) mamy także w formach pel§ (lub picie), 
pelą, \^ X:>1^ me pi; mele, melą, V ml; ściele, ścielą, V stł; Jcol§, 
Jcolą, V Id; porze, p^orzą (obok używanego \ porę, porct,), V p^r. 
Tosamo też już i w starosł. języku, gdzie to ^ po M r (np. onelia, 
meliąt^ nawet i naocznie jeszcze widzimy. Tosamo ukazuje i par- 
tie, praes. act. tych słów, w obydwóch tych językach. — Na wielką 
skalę mamy okaz takiejże wstawki w słowach naszej III klasy 
drugiej gromadzie {piszę = pisz{i)ę z pis-id-mi), a tosamo wi- 
dzimy i w starosłow. Miklosiczowskiej ki. Y, t. j. całej II grupie 
tej klasy. — Nie można zaś upatrywać tej wsta\Yki i w mojej YI 
i YII klasie (on zmviesi, i wisi), gdyż tutaj miało to i zupełnie 
inną przeszłość. 

B. W o.bcy cli językach: 
W lać. widzimy wstawkę i np. w inguis , iiiąwit^ fis, fit itp. głównie zaś 
w Jegis , legit , legimus i legitis, któreto słowo reprezentuje nam tu od razu 
wszystkie zasoby konjugacyi tamtejszej III czyli pierwotnej. W lego i legunt 
[== legami, leganti) mamy natomiast samo tylko a; zaś w facio i faciunt itp. 
funkcyonuje złożona wstawka ia. — W lite w. obok formy ^dmi jem i edu 
(= edami) jest i forma edziu z ćdiami, więc wpierw edimi. Niemniej należy 
tutaj cała klasa takich słów, jak pucziu dmę, arm orzę, w inf. pusti, arti. — 
W niem. widzimy i, w tej funkcyi, np. w hin [h-i-m) i sind {V b, dawne 
hJi, i s). — AV greek, miały wstawkę złożoną, ia wszystkie takie czasowniki, 
jak 7.p(xC(M, 9pa(^oj, Taaaw lub Tairw, i PaD^to, powstałe z kragio, phradio, tagio 
i balio — poprzednio Jcragiami itd. pierwotnie zaś Icragimi, pltradiini, tagimi 
i balimi. — W san s kr. należy tu cała tamtejsza klasa IV {nkhjami, pierwotnie 
naiwni)', prócz tego i w obrębie II klasy kilka takich wyjątkowych okazów, 
jak np. ródimi płaczę, suapimi śpię, animi dyszę (V rud, siip, rtw); luwimi, 
V nu; bravimi, V bru mówię itp. z nietknietem jeszcze i. Że te ostatnie for- 
my czasu ter. w sanskr. nie miały akcentu jakby należało, na wstawce, ale na 
radykalnej zgłosce , to st^jd tylko pochodziło , że po wycofaniu tej wstawki i 
7.Q wszystkich innych podobnych form, straciła ona i w czasownikach, gdzie 
ją, zapomniano wycofać, już znaczenie swoje właściwe; natomiast przyjęła po- 
zór czegoś do tematu tych słów należącego. 

Szcz^jtki, ślady itd. wstawki n. 
§» 448. A. W naszych językach: 
W formach leluję, V M; pruję, V pr, i przestarzałem ploivę 
płynę, v^ zarodowy zapewne pł^ mamy to u jak się zdaje z tego 



Wstawkowej stadynm pierwsze. 181 

tylko tytułu tutaj wścibione. Praes. tych słów brzmiało najpierw 
Tcolmt., pormi; potem Jiol\i\mi, p)or\i\mi (ze wstawką i); obok tego 
jednak także i M\ti\mi, pr\ii\mi (ze wstawką u): nakoniec, za przy- 
braniem do tego wszystkiego potem jeszcze i d^ wytworzyło sie 
z tych form z jednej strony JcoUdmi, poridmi^ dzisiejsze hoJę^ po- 
rse — z drugiej Mu\j\dmi, pru\j\dmi, dziś Muje, pruję. Od V pi 
brzmiał czas ter. phinii (z wstawką u)\ potem pludmi^ a z tego 
tym razem nie phi\j-dmi^ ale płotu-dmi, więc ostatecznie plotce; 
inną formacyą było plii\n\dmi, płynami, AziŁ płynę. — W klasie, 
naszej V {raduję się, radotuaó) wsz3^stkie prawdziwe słowiańskie 
słowa, nie będące pochodnikami z imion (jakiem jest np. nocować, 
mathować), ani też nie należące do częstotliwych (jak np. czy- 
tyivać, dawniejsze csytawać), wszystkie mówię takie słowa zdają 
się mieć w tern swojem uję i oiv\a6 (= u-ać) to u z dawnej ta- 
kiej to wstawki. 

B. W obcych językacli: 
Łać. ąuaesumus, volwniis, nolumus, malumus , może i possiimus , siimufi , 
ukazują, naocznie wstawkę u w jej jeszcze odrębnej i autentycznej postaci. 
W takich zaś czasownikach, jak nrguo, słernuo, minuo, volv o , solvo , ungiio, 
tinguo, nwguo, widzimy wstawkę złożona; mianowicie w arguis, solcis itd. 
wstawkę ui; zaś w argiio, solvo, i arguunt, soJvunt wstawkę ua, przeistoczona 
potem na ?/o, vo, i na rm{n), vu{n). Tosamo zaś rozumieć trzeba i o wszystkich 
innych łać. czasownikach zakończonych na tio , nie będących ani pierwotnymi 
(jak ruo, w którem u jest radykahiem), ani też denominativami (jak tribuo, 
statuo itd.). — W grec. zaliczam do tej kategoryi wszystkie niegdyś zakoń- 
czone na n-inni, następnie vu[;.i ( o£i/.vu[xi, opvup.i ) i na później z tegoto dopiero 
n\u\mi wynikłe n-ua-mi czyli vuto (o£i-/.vuw). A więc w tym języku zachowały 
ślad tej wstawki same tylko słowa z teraźniejszo-czasowym przyrostkiem n. — 
W s ans kr. ukazują, wstawkę u i powstałe z tego o [aii) przedewszystkiem 
słowa tamtejszej klasy VIII ( tan-o-mi rozciągam, tarMmas rozciągamy); 
niektóre, np. karami czynię, V Icr, mają to u, o w pewnych tylko formach, 
a w drugich obywają się bez tego, np, luirmks (z kr-mas) czynimy; w III os. 
hiruiinti czynią vk jest wstawką złożoną. Najzwyklej jednak przybierały tę 
wstawkę z« i w tym języku słowa z tematem teraźniejszo-czasowym na w, np. 
od V su rodzić sun-6-mi , licz. mn. sun-u-mas. Czasowniki tego składu, jak to 
sicnómi, tworzą tam klasę V. — W języku ormiańskim ma mieć ta wstawka 
u w składzie czasu teraz, daleko więcej jeszcze zastosowania, niż w sanskr. i 
to głównie w takich słowach, których temat nie kończy się na owo 7i *). 

*) Wspomina o tem Bopp (jakkolwiek on to wszystko zgoła inaczej poj- 
mował) na str. 352 tomu Jl (cd. z r. 1859) swojej Yergl. Gram. 



182 Geneza konjugacyi. 

IV. Augment także w kilkorakiej zrazu postaci. 

§. 449. Pierwotna trojakość wstawki teraźniejszo-czasowej na- 
suwa tutaj pytanie, czy w^ konsekwencyi z tern zjawiskiem nie ma 
okazów w którym języku i augmentu w czasach przeszłych z in- 
nej utwarzanego samogłoski, a nie z samego tylko a i powstałej 
z tego a (w greckiem) głoski eV — Okazów takich bezpośrednich 
wprawdzie dotąd nie spostrzeżono: na śladach jednak, że i i 
czasem jako augment funkcyonowało, nie zbywa. Mamy ślady takie 
mianowicie w starosł. jeżyku i sanskrycie, a to w konjugacyi słowa 
posiłkowego asmi^ jcsnih, t. j. w jego aoryście. 

Aoristus ten w starosł. zachował sie w tylko w funkcyi trybu 
warunkowego i ukazuje sie tutaj w postaci icZ/z (= isarn)^ i 
(= i{s)), i (^= i(st)) , ichom% (= isamas), iste, w III os. 
licz. mn. isze {==^ iclimt, a to z isint). W tych formach to i nie 
może być za co innego poczytywane, jak chyba tylko za augment. 
Mamy to np. w następujących bądź samoistnych użyciach bądź też 
kombinacyach : W kod. Supr. na str. 332 ,^I jaJcoże ne hyssę mogli 
togo S7,łgati, as?M ne hyio tCŁStanije: sc ni sloiua trehiijeth". 
I że nie byliby mogli tego zełgać, jeżeliby (gdyby) nie było 
( zmartwych)wstania : to ani słowa nie potrzebuje (na dowód). 
Tutaj „«50/^"") znaczy aszt' i{sf); wykład bowiem, że ma to być 
jakieś ściągnięcie z aszte hi albo asste %, trudno żeby się mógł 
ostać. — Tamże na str. 331: ^^Asztis^ę ho jedni toojni pcczatw 
Uli: mogli hyszę giagolati itd." (Bo jeżeliby (czyli gdyby) sami 
tylko wojacy (grób Chrystusa) byli zapieczętowah : moghby byli po- 
wiedzieć, że itd.). W tem ,,asziisz§'' mamy aszt' i iszg jako aor. 
słowa jeśm. W kombinacyi , mamy okaz wszystkich liczb i osób 
tego aorystu w znanem &/c/iz , hi(st'A), hichom^, histe, hisze^ t. j. 
w aoryście złożonym z ^ h \ zrosłego z nim tegoto właśnie aory- 
stu od jeśm; że bowiem V^ ten słowa hyć brzmi właśnie />, a kon- 
w^encyjne %, hu było jego dopiero wtórną postacią, to się niżej 
(§. 498) dowiedzie. 



"^'j Spójnik aszte znaczy w starosł. jeżeli. Aszti zamiast aszte nigdy si§ 
nie mówiło. Pojmować tu więc musimy aszti za aszt{e) i, bez któregoto 
aorystu i i to ^,bylo^^ jako conditionalis obyć by się nie mogło. 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 183 

W sanskr. aor. słowa as7ni ukazuje się tylko w składzie lak zw. „sła- 
bego" czyli złożonego i później nastałego aorystu innych czasowników, a sa- 
moistnie się nie używa w zachowanych pomnikach; ma ten aoryst posiłkowy 
tam jak wiadomo 4 coraz inne formacye , z przybraną, wstawką, albo bez niej, 
z augmentem albo bez niego, reduplikacyjną itd. Otóż augmentowana 
jego odmianka brzmi iśam, is , it, iśva itd. np. w połączeniu z V Imdli wie- 
dzieć: iibodh\iśamy Abodhlis, tib6dh\it, klrndlĄiśca itd. wiedziałem, wiedziałeś... 
W tych formach (i tworzy generalny augment całego tego wyrazu — bodli 
rdzenną, część jego czyli n'', a iśam jest aor. słowa posiłk. z zatrzymanym tu i 
własnym swoim augmentem, wytworzonym z ^! (AV innych razach przyrastało 
do danego V" samo tylko sam, albo siśam w postaci reduplikacyjnej ). 

A zatem ślady augmentu i z innej utwarzanego głoski, jak 
ze samego tylko a — te są, niewątpliwie w jeżykach, jakkolwiek 
tego dotąd w mownictwie porównawczem nie dostrzeżono i wykła- 
dano pojawy takie inaczej, np. nazywano te / spójkami itp. O ile 
jednak extenzywnie rozpowszeclmione kiedyś być mogło używanie 
owych innych augmentów — to rzecz dla nas już niedocieczona, 
gdyż cała egzystencya augmentu doznała w dalszych stadyach roz- 
woju językowego takiego prawie wszędzie ograniczenia, że my o 
przedmiocie tym w ogólności z urywków już tylko wiadomości na- 
sze czerpać musimy. 

4. Osoba III licz. mnog. — Imiesłowy czasu teraźń. 

§. 450. Wyjaśniwszy tak już wszystlvO, co było do 
powiedzenia o formacyi rozszerzonego wstawką czasu 
Teraźń. i augmentowanego Aorystu, jako też Im- 
perf. , stawiamy teraz pytanie, czy prócz tego posiadamy 
w konjug. i jalvie inne jeszcze z tegoż stadyum datujące 
nabytl^i? — Należy tu przedewszystidem pluralna for- 
ma Illciej osoby, l^tórej odrębność w przeciwstawieniu 
do liczby pojedynczej i do liczby podwójnej dała się wy- 
razić do})iero za pomocą przybranej do tej formy wstawki. 
Równie także zawdzięczamy tej dopiero wstawkowej ma- 
nipulacyi i nabytek obydwócli imiesłowów czasu te- 
raźń. t. j. czynnego (dziś na gc, ąci/) i biernego 
(na oiib, np. świadom). I tych bowiem form obydwóch 



184 Ueneza konjugacyi. 

w tej odrębności i postaci nie znała konjugacya nasza aż 
do tej pory. — Poczytuję te trzy fakta, szczególniej zaś 
pojawianie się tego imiesłowu czynnego i owej trzecio- 
osobowej formy pluralnej , za rzeczy w tymsamym wieku 
zdarzone i z jednego ducłia wynilde. Budowa tycłi form 
obydwóch, funlvcyjnie tals: mało sobie pokrewnycli, polega 
widocznie na tejsamej zasadzie i przechodziła aż do osta- 
tecznego Avykoiiczenia swojego w obu razach tesame l^o- 
lejne stadya. 

W szczególności o Iliciej osobie licz. mnogiej. 

§. 451. W obrębie konjugacyi pierwotnej ( bezwstawko\Yej ) 
nie przyszło jeszcze, jak wszystko na to wskazuje, do zupełnego 
wykończenia organizacyi różniczek osobowych pluralnych. Miano- 
wicie jest widocznem , że osoba II i III dualna, i osoba II i III 
nmogoliczebna , do późna stanowiły w konjugacyi wszystkie razem 
jedne tylko pozycyą. Miały sie rzeczy zatem tak, że podczas gdy 
np. (od □ dad, ived) forma das-tl i ives\ti znaczyła on da on wie: 
pokrywało przeciwstawione jej das-ta, tves-td zarówno i dzisiejsze 
„dacie", „wiecie" i „dadzą", „wiedzą" i to bez żadnego względu 
na to, czy się mówiło o dwóch tylko, czy o więcej osobach. Po- 
tem rozpadło wprawdzie to dasta (a taksamo i odpowiednia temu 
forma każdego innego słowa) na dasta i dasta: pierwsze znaczyło 
już „dacie" i „dadzą" tylko dualne; drugie t. j. dasta, wątlejące 
potem na daste^ zacieśniło się do znaczenia tylko „wy dacie" 
w pluralnym sensie"). Pojęcie jednak III osoby, pluralnego 
„oni dadzą", to pozostało na cały ciąg tamtej epoki pierwotnej nie- 
pokryte żadną osobną formą. Czem było wtedy zastępowane? która 
forma z pomiędzy obydwóch drugich liczb przyjęła to pojęcie w swój 
zakres? czy singularne dasti, tuesti? czy dualne dasta ^ tucstd? czy 
może wreszcie owo już pluralne Ilgo-osobowe dastci miało sobie 

*) Przedstawiam tu te stosunki tak jak one szły niewąjtpliwie po sobie 
w naszym języku. W innych mowach szczepowych niejedno z tego 
okazuje się być urządzonćm inaczej, w skutek jednak częściowych tylko 
i późniejszych przeróbek. 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 185 

przydzielone wtedy jeszcze i znaczenie tej trzeciej także osoby? 
tego dziś wiedzieć nie można. To jedno tylko jest pewnem, że 
kiedy się w mechanizmie konjugacyjnym nareszcie pojawiła już 
wstawka, a z nią od razu i sposób na odrębne wyrażenie tej dotąd 
pod obcym dachem goszczącej funkcyi: to się wtedy ta nowa forma 
wyłupiła bezpośrednio z osoby Illciej pojedynczo-liczebnej, 
coby może uprawniało do wniosku, że przez nią to owa funkcya 
była głównie aż do tej chwili zastępowaną. — Odrębność formy rze- 
czonej została wtedy osiągnięta mianowicie w ten sposób, że pod- 
czas gdy Illcia osoba pojedyncza albo żadnej jeszcze wstawki nie 
przybierała albo też tylko zwyczajną (a, i, u); to ta mnogo li- 
czebna przybierała ją zawsze i to w postaci (przynajmniej \y na- 
szych językach, o ile znamy ich przeszłość) znazalizowanej 
(ą, §); np. s-dh-ti^ z czego starosł. sąth^ nasze są; ivćd-m-ti, 
z czego starosł. wecleth; clad-in-ti , z czego tam dad§tw — u nas 
zaś luiedsą i dadgą (z tved-ian-ti, dad-ian-ti, ze wstawką znaza- 
lizowaną złożoną ian); plet-an-tl^ z czego w starosł. pletąth, u 
nas &ń^ pietą, plotą. Przeciwnie zaś on plecie, jest, wie, da 
itd. wyrażało się albo przez formę ze wstawką zwykłą iM-a-ti, 
z czego potem w starosł. pletetw^ u nas plecie, aibo też po dawnemu 
bez żadnej wstawki, m^c jes-ti, tves-ti, das-ti, z czego w starosł. 
jesth , tuesth , dastis. , a u nas jest , ivie , da. Ta formacya bezwsta- 
wkowa praktykowała się jednak tylko w kilku wyjątkowych tych 
czasownikach. Cały zaś ogół słów naszych przyjął tu taką budowę, 
jak powyższe plet-a-ti — t. j. ze wstawką a lub też jaką inną — 
pojedynczą albo złożoną, ale bez tej nazalizacyi po za sferą III 
nmogiej osoby. Tensam kontrast, co między pletati a pletanti, wi- 
dzimy i między si^p-i-ti albo pis-ia-ti on śpi, pisze, a sj^p-ian-ti^ 
pls-ian-ti, oni śpią, piszą: tam wstawka więc zawsze czysta, a 
tu, w mnogiej liczbie, zaw^sze znazalizowana. 

* Ukazana na powyższych, z naszego języka wziętych przykładach ró- 
żnica między tymi dwiema formami, stwierdza się i w wszystkich innych ję- 
zykach, prócz jedynej litewszczyzny, która do dziś dnia liczby mnogiej (a na- 
wet i podwójnej ) od pojedynczej w tej III osobie w żadnym czasie ni trybie 
nie odróżnia i po dawnemu tak np. jest jak i są, wyraża przez esti lub też 
C6f, tak idzie jak idą; przez e.iti lub też eit, tak kręci jak i kręcą, przez 
suka lub też suk (forma skrócona, zamiast dawniejszego, już w ten sposób 
niedomawianego suk-a-ti). Ten brak III osoby pluralnej w tegoczesnej konju^, 



186 Geneza konjngaoyi. 

litew. pojmują, gramatycy tamtejsi, równie jak i inni lingwiści jako zaszłą, kie- 
dyś później dopiero stratę tej formy; miała ona bowiem ich zdaniem egzy- 
stować niegdyś i tutaj, a następnie dopiero poszła w niepamięć. Mnie się zdaje, 
że takie rzecz}- w językach, zwłaszcza tak zachowawczych, jak litewski, nie 
giną tak łatwo. Uwzględniając, że już i starożytny pruski dyalekt także nie 
posiadał tej formy, byłbym raczej skłonny do przypuszczenia, że jej tu nigdy 
nie było ; że stan rzeczy, od którego wyszły zrazu wszystkie nasze współple- 
niienne języki, w tym jednym już tak pozostał na zawsze, a to w skutek szcze- 
gólnego właśnie konserwatyzmu, właściwego całemu "temu szczepowi. 

We wszystkich zato innych tutaj porównywanych językach widzimy 
ostateczny stan rzeczy co do kwestyi tu poruszonej zupełnie taki, jak go 
mamy w naszym, z tą drobną jedynie chyba różnicą , że nasze ą , ę tam figu- 
ruje jako aw, OM, nn, in itd. Tak np. w s ans kr. tud-k-ti trąca, a trącają 
tiid-kn-ti ; nkhjati wiąże, a wiążą nkhjanti ; asti jest, a są santi ; — 
w łać. tund-i-t trąca, a trącają iimd-un-t (z Umdanti) , fac-i-t, arg\uit , a 
w licz. mn. fac-iun-t, arguunt (z facianfi, arguanti); est jest, a są sunt; — 
w grec. TU7CTEI (ztypt-a-ti, -póimej typteti) bije, a biją łypt-an-ti — xur.T:ovxi 
( forma ta zachowana w doryckiem, przekształcona później na typtonsi, z czego 
nakoniec zwykłe greckie TuTZToua'. ) ; -zl^rizi czyli xl2rr^oi kładzie, a kładą 
Ti5£VTi (w dor., a z tego Ti3-ćvai — Ti5aai); 0£{xvuti i o£(/.vuai pokazuje, a 
pokazują, (w dor.) 6£ixvuvTt, albo o£r/vuoua'. (z deikn-uan-ti). 

Taksamo też uskuteczniła się różniczka ta potem wszędzie i po za sferą 
czasu teraźń., t. j. w innych czasach i trybach — tylko że w obydwóch cza- 
sach przeszłych osobowa ta końcówka ii z wiadomych już nam powodów 
( §. 443 :{: ) iw tej także formie znazalizowanej taksamo była niedomawianą , 
jak w liczbie pojed. 

=:; * Przyjdzie nam niżej zadać sobie i^ytanie, jak etymologicznie pojmo- 
wać należy ten nazalizm znamionujący tutaj pluralność. Rzecz ta nader trudna 
do rozwiązania stanie się tylko w takim razie przystępna dla analizy, jeżeli 
wiadome nam będzie , po jakich premisach i wśród jakich okoliczności, usta- 
liła się ta zasada w językach. Wiedzieć nam bowiem należy, że jak prawie 
każda inna forma, tak i ta Illciej mnogiej osoby miała w mowie (nawet i po 
wyosobnieniu już swojem) jeszcze kilka do przebycia stadyów pośrednich, za- 
nim przyszła do postaci, w jakiej ją tu ukazałem na przykładach powyższych. 
W naszych językach nie znamy jej wprawdzie inaczej , jak tylko z tą już 
wstawką znazalizowaną. Stanęły na tem ostatecznie i inne także języki. Nie 
brak jednak tu na poszlakach, które jak na dłoni wskazują, że to był ostatni 
dopiero wynik całego odnośnego procesu. Na razie poprzestawała ta pojedyn- 
czej 111 osobie już przeciwstawiona forma pluralna, na wstawce zwykłej: 
przy jednej i tejsamej końcówce {U, w med. tai), różniły się więc wtedy te 
dwie formy od siebie tylko tem, że pojedyncza wstawką się żadną jeszcze nie 
rozszerzała — pluralna zaś przybierała ją zawsze, lecz w postaci prostej sa- 
mogłoski, a nie nosowej. — W owej chwili, w tej jedynej zatem tylko formie 
czasu teraźń. przypuszczam użycie już wstawki: znamionowała ona tutaj jej 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 187 

odrębność — plaralną,. *) — W dalszej kolei, zaczęła głoska la wsuwać się i 
do innych liczb i osób czasu teraźń. spełniając w nich owę szerszą, już funkcytj 
(temporalnćj odznaki), którąśmy jej wyżej (§. 437) przyznali jako „wstawce" 
w ścisłem tego wyrazu znaczeniu. AV skutek tego, że przyjęła w ten więc 
sposób ta samogłoska na się potem i inne jeszcze posługi, i że się już w ka- 
żdej pozycyi czasu teraźń. a więc i w III os. licz. poj. mieściła: zaszła po- 
trzeba uwydatnić pluralnośó Illciej ponownie, napiętnować jej indywidualizm 
czemś jeszcze bardziej wybitnem , niż to co ją, dotąd znamionowało — i otóż 
to był dopiero powód, że się tu wtedy owa dotąjd czysta głoska na odnośne 
nosowe brzmienie przeistoczyła. 

Do powyższej hypotezy skłaniają, mnie następują,ce niewą,tpliwe, w inny 
sposób nie dająjce się pojąć fakta: 1. W kilku klasach konjug. sanskr. Illcia 
osoba licz. mn. nie kończy się jak wiadomo na anti^ w Med. na antę, ale za- 
sadniczo na ati^ ate. 2. llównie także zachowały się w całej massie i w gre- 
ckiem formy takie pluralne bez tego n przed osobową, końcówką, datujące 
zdaniem mojem z owego to właśnie przejściowego stanu rzeczy, gdzie ta for- 
macya jeszcze zwykłą stanowiła zasadę. Mamy je tu mianowicie w dyalekcie 
iońskim jako stałe już wyrażenia, np. ii^saai (poprzednio t£3£|a|Ti) kładą, 
w med. Ti^elatai kładą się; 8ioo|aai dają, oiSó;aTai dają się; o£ixvu[aai poka- 
zują, laT£|aTai stawiają się, taT^|aTo (imperL) stawiali się; zresztą ).uo(|aTo zam. 
X'jo'.VTo (jako plur. optat. ) , i^^aplaTat, 7:£-au|axai, x£Tra-/|atat, (j£(3X7]|aTai (plur. 
perf. med.) itd. Helleniści ton dziś nadający w nauce, widzą w tem wszy- 
stkiem wprawdzie formy zepsute: np. owo Ti3^aai kładą miało ich zdaniem 
brzmieć pierwotnie Ti5£-a-vi:i : n tu miało znamionować pluralność, a to a 
miało być „spójką" ; potem przeszło to ■:i^i(x.vTi w Ti5£avai , w skutek czego 
to n jako przy s niemożliwe miało podlec wyrzutni, a w kompensacyi za 
ten uszczerbek zostało sąsiednie a w Tt^e-a-ai , Sioóaat itd. przedłużone **)... 



"■") W tym charakterze, w tej funkcyi, ma ta wstawka wiele podobieństwa 
do opisanych w §. 423 nalep ów werbalnych. Mieszać wszakże jednego 
z drugiem nie można. Nalep był przybierany przez niektóre tylko 
słowa — wstawka zaś w powyższej funkcyi przez wszystkie. Nalep 
zajmował zwykle miejsce na samem czele wyrazu {a\sti, je\st) , albo 
też w środku tematu {jundg\mi) — wstawka zawsze po temacie (s-f'm-^i, 
jung-kn-ti, a raczej w tamtej jeszcze dobie s\a\ti , jung\a\ti, w Med. 
s\a\tc, jimg\a\t(i). Nalep był właściwy samym tylko formom aktywnym 
na nikłe zakończonym końcówki (mi, si, tl) , zatem w licz. pojed. i 
znamionował je jako teraźniejszo-czasowe w przeciwstawieniu do aorystu. 
Przeciwnie wstawka znamionowała pluralność III osoby, tak w activum 
jak medium. 

=•'*) I szkoła Boppa hołduje temu zapatrywaniu. Torówn. Boppa Yergl. 
Gramm. II T. wyd. z r. 1859, §. 450. 



ISS Geneza konjngacyi- 

Mnie sig zdaje, że ten wykład pomimo wszystkich swoich pozorów, na 
bardzo kruchej polega podstawie. Można mu wierzyć, dopóki się same tylko 
aktywne formy takie ma przed oczyma. Jeden rzut oka na odpowiednie me- 
dyalne wystarcza, żeby mu wszelkiej zgodności z historyczna prawdą, odmó- 
wić. Dla czegóż bowiem nie zostało owo a przedłużonem i tutaj ? Wszakże i 
te medyalne formy na citai lub (ito miały się zdaniem tej szkoły także kończyć 
poprzednio na antai, anto-, n i tu miało później dopiero odpaść. Pytam się, 
jakiby miał być powód odpadu i tutaj tej tak ważnej, bo właśnie pluralnośó 
znamionującej spółgłoski ? Sąsiednie brzmienie t przecie tego nie wymagało ! 
A potem, jeżeli już koniecznie przyją;ć mamy tę wyrzutnię i w Medium: to 
dlaczegóż i tutaj do kompensacyjnego przedłużenia owego a (w aiai zamiast 
antai) tak jak w activum nie przyszło? dlaczego w Ti^aarai, BioóSrai, la-^aro 
itd. znachodzimy zawsze krótkie a?.. Otóż widzimy, że ta cała teorya nie 
wytrzymuje krytyki. Mojem zdaniem z tych form wszystkich nic nie odpadło, 
nie są, one bynajmniej zepsute, głoski n w nich nigdy nie było; a pojmowane 
tu być powinno jako charakterystyczna odznaka, w tamtem stadyum jeszcze 
wystarczająca, pluralności tej formy konjugacyjnej ; w własności mniemanej 
„spójki" nie byłoby miało owo a w kombinacyach tak prostych , jak Oioo-ntai 
lub T'wć-vti zgoła nic do czynienia. Co się zaś tyczy owego a, rzeczywiście 
długiego w formach aktywnych ( ii^saai , otoóaai itp. ) , to rzeczywisty powód 
przedłużenia tutaj tej samogł. musiał być chyba całkiem innej natury. Mojem 
zdaniem, nie wyrzutnia go stanowiła, ale jedynie krótkość i nikłość osobowej 
tutaj końcówki [ti, si). Wszakże i w licz. poj. dla tej jedynej tylko przyczyny, 
dla nikłości końcówek mi, si, U, widzimy tithcmi , tithes{i), tithesi a dawniej 
łithetl^ ze samogłoskami w temże miejscu przedłużonymi. W medyum nato- 
miast brzmiały te końcówki pełno viai , sai , tai, i to powód, że tutaj 
krótka samogłoska w zgłosce przedostatniej zupełnie wystarczała. — Po for- 
macyi dopiero czasu swego w taki sposób uskutecznianej, nastąpił w greckićm 
(a tak samo i wszędzie intlziej) drugi i ostateczny sposób urabiania tej formy 
mnogo - liczebnej — za pomocą; znazalizowanej już wstawki: hj-an-ti , 
w med. ly-an-tai. Z hjantai wynikło późniejsze Xuov-ai ; lyanti przeszło w Xuoua'.. 
Czy ta ostatnia zaś forma przechodziła przez ly-ą-si jako przez ogniwo po- 
średnie, czy przeciwnie przez ly-on-si — ly-d{n)-si , z ?z tu już odrzuconem, a 
o zato na ou przeobrażonem ? tej kwestyi nie chcę tutaj jeszcze rozstrzygać. — 
Na tensam sposób przyszła potem do skutku i w sferze słów na [xt forma np. 
o'.oóvTi, xi3^vit, o£i/'.vuvTt ( zachowaua w doryckióm); w med. oioovTat, 0£i/.vuvTa: , 
':i3'svTa'.. Z tego to dopiero ti^ £'v-:i , oioóvti , oći-/.vuvti wytworzyło się następnie 
Ti^Eyci, oioovai itd. któreto formy z powodów już fonetycznych przeszły na- 
reszcie w Ti^itji, oioouat , o£r/.vua'.. Były to formacye o całe wieki późniejsze od 
owych zakończonych na ati, atai, zachowanych w dyalekcie iońskim. 

W sanskr. mamy icn. cały kolejny pochód nierównie lepiej jeszcze u- 
przytomniony, a to przez to , że tutaj te formy Illciej plur. osoby na ati i 
(w medium) na atc , ocalały w obrębie całych pewnych, i to właśnie najstar- 
szych, najwięcej archaistycznych klas konjugacyjnych powszechnie panującego 



Wstawkowej stadynm pierwsze. 189 

języka , a nie w zakątku jakiegoś tylko tak jak w greczyźnie narzecza. Mia- 
nowicie trzy tempa, trzy stopniowe procesu tego etapy nam tu ten język 
przedstawia. W obrębie klasy najbardziej do pierwotności i pod każdym in- 
nym względem zbliżonej, t. j. trzeciej czyli reduplikacyjnej , mamy ( np. 
od V bhr) w A et. bibhr-a-ti niosą, ferunt; w m e d. bibhr-a-te niosą, się 
feruntur: w obu razacli jest więc wstawką, na oznakę pluralności przybraną, 
samo jeszcze tylko a — podczas gdy odnośne singularne formy {bibhar-tl fert 
niesie, i bibhr-te fertur niesie się) żadnej wstawki nie mają,. Otóż to 
był pierwszy krok — od tego wszystkie kiedyś słowa zaczęły. Na drugim 
i pośrednim pochodu tego etapie zatrzymały się te wszystkie słowa sanskr. , 
które konwencyjnie zowiemy bez w stawkowy mi, więc przedewszystkiem 
tamtejsza klasa II i także (nalepem się tylko od niej różniąca) YII, niemniej 
i te czasowniki, które się posługiwały wprawdzie już wstawką , lecz wstawką 
u (klasa V i VIII) albo też wstawką i (ki. IX), w których to głoskach jednak 
zatarł się później (z powodów w §. 4544- podanych) ten ich właściwy chara- 
kter, w skutek czego tak sobie potem z nimi w niejednym razie postępowano, 
jak gdyby to nie były wstawki, ale żywioły integralnie do tematu werbalnego 
należne; t. j. przybierano rozpanoszoną później w czasie teraźń. wstawkę a do 
nich, albo też i zamiast nich, tam gdzie tego (jak np. w III osobie licz. 
mn. ) wyjątkowa zachodziła potrzeba. Otóż na całym obszarze powyższych 
pięciu, słabo zresztą zaludnionych klas, kończy się Illcia osoba liczby mn. 
w Actiyum już wprawdzie na anti , ale w med. pozostało do ostatka tu ate. 
Mamy tu zatem np. już s\anti, vas\anti , jung'cmti , su}i\vanti , pun\anti — 
ale w Med. sate są sobie , vas-a-t^ wdziewają na się , jimg'-a-te łączą się, 
sun-ra-te (z sun-ua-t(i) wyciskają się, pim-a-te (zamiast pun-{i)a-te) czyszczą 
się itd. Wątpliwości nie podlega, że w owej chwili, kiedy się ta forma me- 
dyalna właśnie rodziła, a to z odnośnej aktywnej formy, że wtedy mówię i 
ta akt. także odpowiednią mieć musiała budowę, t. j. i ona kończyła się wtedy 
jeszcze na ati[vasati wdziewają, jung'-a-ti łączą, sati są, sun-ua-ti wyciskają, 
pun-a-ti czyszczą): dojpiero później, pod wpływem analogii czasowników 
„trzeciego" stadyum, postąpiła ona potem krok dalej, t. j. po za plecyma już 
form medyalnych znazalizowała to swoje a. — W trzeciem stadyum znacho- 
dzimy wszystkie słowa sanskr. w pełnem znaczeniu tego wyrazu w stawkowe, 
t. j. takie, które się przez cały już czas teraźń. posługują wstawką a lub też 
złożonem z i i a ia [ja) , więc klasa I, IV, VI i X. Te mają nie tylko w act. 
anii, ale i w med. już antę. Oprócz tego przyszło też już w tych 4 klasach 
ostatnich jako w ogóle najwięcej rozwiniętych , i do rozgraniczenia w obrę- 
bie formy medyalnej osoby III dualnej od Illcićj mnogiej, podczas gdy 
przeciwnie wszystkie tamte więcej archaistyczne klasy tych dwóch liczb je- 
szcze tutaj od siebie (w Medium) nie rozróżniają, kończąc obydwie te formy 
zarówno na atc. W całej tej konjugacyi wstawkowej wyraża się zatem np. ou 
poznaje przez budh-a-ti, oni poznają przez bodh-an-ti; w Medium on 
poznaje się bodh-a-łd, oni poznają się bodh-an-t^ (plur. ), a ci dwaj 
poznają się bodh-e-tii. Więc w liczbie pojed. a czyste, w mnogiej na an 



190 Geneza konjugacyi. 

przeobrażone , w dualnej zaś dla odznaki na ś spotęgowane. Taki to był 
w sanskr. ostateczny koniec tego pochodu , osią-gnięty w tym języku przez te 
tylko 4 klasy, najludniejsze zresztą, ze wszystkich — w innych zaś językach 
(prócz iońszczyzny w greckiem ) przez wszystkie już czasowniki przyjęty. — 
Mam przekonanie, że tylko w ten organiczny sposób rzeczy pojmując, zaj- 
muje się stanowisko zgodne z przyrodzonym ładem i rozwojem języków. Uzna- 
wać owo nti i ntai od razu za pluralną końcówkę, widzieć w tem nt coś in- 
tegralnie jednolitego, przyjmować ten stan rzeczy za jedyny i od razu dany 
punkt wyjścia w urabianiu tej formy, wszystko zaś co się z tem przypuszcze- 
niem nie zgadza — choćby było w swojej sferze naj konsekwentni ej przepro- 
wadzone , choćby się w kilku powtarzało językach , ogłaszać w czambuł za 
wyrażenia zepsute, okaleczałe, bezmyślne, za wytwory jakiejś późnej już 
daty: w tem nie mogę się dopatrzeć umiejętnej metody, choć do dziś dnia 
takieto właśnie zasady i teorye pod powagą głośnych imion dzierżą władzę 
w nauce. 

W szczególności o obydwóch Imiesłowach czasu teraźń. 

§. 452. W bez wstawko wy m jeszcze stanie iiexyi naszej wer- 
balnej weszło w poczet jej tamtoczesnycli zasobów kilka wprawdzie 
różnorako nrabianych wyrażeń participialnego znaczenia, które je- 
dnak dla samego ubogiego swego już składu nie mogły na długo 
wystarczać: nie określały nigdy czasu omawianej czynności, a na- 
wet i tego dość dobitnie nie wyrażały, o jakiej to sie mówi czyn- 
ności — czynnej czy biernej (§. 430). Otóż teraz dopiero, po 
wprowadzeniu do mechanizmu konjugacyjnego już wstawki, znalazł 
sie sposób na zapełnienie tej próżni. Do liczby tych imiesłowów 
z dwóch tylko cząstek złożonych, przybywają dwa nowe takiej bu- 
dowy, że czyniły w całej pełni zadość potrzebie w tych oby- 
dwóch kierunkach , tak pod względem czasowej jak najdokładniejszej 
zabarwy, jak i pod owym drugim wzglądem funkcyjnym. Był to 
imiesłów czjuiiy teraźniejszo-czasowy, i takiż imiesłów 
bierny. 

1. Skład imiesłowu czynnego (na tymże polegającego tema- 
cie, co i czas teraźń.) ukazuje przybierany tu zawsze przyrostek 
t, lecz dopiero po wstawce. W ostatecznym stanie języków znaj- 
dujemy ten imiesłów w takiej oto postaci: temat, potem wstawka 
znazalizowana, potem S t; np. pieh-m-t^ dzisiejsze j9i^'cZ:^c, pie- 
kący; hi-j-mi-t (§. 61), dziś htjąc, Ujący ; jed-in-t, jióżmej jed-ian-t, 
dziś jfdząc^ jedz(icy\ pis-ian-t^ niegdyś pis-iu-t — dziś pisząc (dwa 
ostatnie z wstawką złożoną). 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 191 

Te formy zakończone na imt nie przybierały dość długo ża- 
dnej tematowej końcówki , liczyły się przeto jako tematy do tak 
zw. Spółgł. nn* Później jednak zaczęły one sobie w żeńskim 
rodzaju przybierać dla odznaki końcówkę i {pieh-an-t-i). W jaki zaś 
sposób z tego .^ńekanf' w męskim i nij. rodź. , a ,,pieJmnti'' w żeń- 
skim, przychodziło potem w języku naszym do coraz innych formy 
tej przeobrażeń, a nareszcie do dzisiejszego pieJmcij, pieMca, pie- 
Jcące^ i do przysłówkowego piehąc? o tem obacz §. 330, w którym 
to wyłożono dokładnie- 

2. Imiesłów czasu teraźń. bierny był urabiany wyłącznie za 
pomocą participialnego S m, doczepianego do wstawki tutaj zawsze 
czystej; skład jego zatem następujący: temat, potem wstawka, 
potem S in, potem temat, końcówka a; np. tuid-a-m-a, dziś tvi- 
domy^ «, e\ hry-j-a-m-a (§. 61) dziś Jcryjomy, a, e; pis-ia-m-a^ 
z czego (dziś już zapomniane) pissemy^ a^ e, ' 

Imiesłowy poAvyższe miały zatem krój imion A-tematowych : 
z □ imdama wynikło loidomj,, to zaś wzięte w formie nom. sing. 
deklinacyi naszej złożonej (§. 190), wydało dzisiejsze ividomy. — 
O imiesłowach tych biernych mówiliśmy już w §. 231, 1, podnosząc 
tam mianowicie tę okoliczność, że oprócz 9 przypadkowo ocalonych 
takich okazów, np. wiadomy, śtoiadom, rzeJwmy^ znajomy^ hry- 
jomy itd. zaprzestaliśmy już w polskiem imiesłowu tego używać. 

* W starosł. języku był ten imiesłów bierny teraźniejszo-czasowy 
w używaniu w zakresie jeszcze wszystkich słów, np. bljenib, dwignomt, pelconib 
itd. co my dziś zastępujemy przez wyrażenia odnośne częstotliwe {obijany, 
dźwigany, pielcany itd.). I litew. także język tworzy jeszcze ten imiesłów od 
wszystkich swoicli słów, o ile takowe znaczenia biernego są, zdolne; np. suk\a- 
mas skręcany, gelh\amas wspomagany — ze wstawką, a do dziś dnia tutaj, jak 
widzimy, zachowującą, to swoje brzmienie pierwotne. W innych językach spo- 
tykamy natomiast imiesłów ten z S z ?» i w już złożonym , więc z S całosyl- 
labnym man, a z tego men, min; np. w sanskr. bócż/ijajmanas poznający 
się, tud\a\manas trącający sio; w znacz, bicrnem hudh-j\a\manas poznawany, 
tud-j\a\manas trącany: wstawka a i tu przy brzmieniu swem właściwem; — 
w grec. natomiast wic?i05, o-menos : Tu7:T|óp.ćvoi;, ti5£|[J-£voc uderzany, kładziony; 
w łać. zam. amanas już i-minus: teg\iinini (estis) zakrywani bywacie, lauda\- 
mlni chwaleni jesteście itd. (nomin. plur. od zapomnianego tam już w licz. 
poj. imiesłowu tegiminus , laudaminus). 

** Czynnemu imiesłowowi naszemu na ant, w wyją,tkowych zaś ra- 
zach i na int pierwotnie zakończonemu, odpowiadają formacye tegosamego 



192 Geneza konjagaeyi. 

składu i w innych także językach. Mianowicie w starosł. mamy tu np. na n 
pekąt, plełąt (z peh-an-t, plet-an-t) oparty I. przyp. licz. poj. peJcę, plete albo 
też peJcy, piety*) plotący itd. plotące; w rodź. żeń. pelcąszti, pletąszti plotąca; 
od jasti jeść, jad\in\t jedząc, z nomin. masc. i neutr. jade(t}, fem. jadcszti je- 
dzący, jedząca. — W li te w. np. od snA'f^ kręcić, sit7tY/s (zam. siikan{t)s) kręcący, 
siikanti kręcąca , siikant kręcąc ; od arti orać , ariąs orzący , arianti orząca , 
ariant orząc. — W ł a ć. mamy natomiast tęsamę jeszcze formę we wszystkich 
trzech rodzajach, np. ainan[t)s ^ D amant (z ama-an-t) kochający, a, e; le- 
gen{t)s, n Icgent (z leg-in-t czy leg-an-t) czytający, a, e; genit. amant-is, le- 
gent-is. — W grec. Tu;:T|wv(ts) bijący, zaś bijące tux:Tov(t), a bijąca Tu~-ouaa 
(z typtontia — typfąs{i)a czy też typto{n)s{i)a) : punkt wyjścia i tutaj w każdym 
razie typt\an\t) od t.-S"^;-'-!, Tt^ei; (z tithen{t)s — to ti5£v; zachowane w eol- 
skiem) kładący, Ti^ć^ft) kładące, ti^staa kładąca {z tithentia — titlie[n)s{i)a)\ ge- 
nit. Tu-TovT-oc, Ti5£VT-oc itd. Taksamo to i w niem. np. hah-end, halt-end itd. 
We wszystkich tych językach zatem widzimy onę nazalizacyą wstawki — 
jako cechę że to czynny a nie bierny imiesłów **) — przeprowadzoną w nim 
przez wszystkie już jego liczby, rodzaje i przypadki. A jednak było pierwszym 
punktem wjgścia nawet i tu co innego natomiast, tak iż ta stałość nazalizacyi 
okazuje się być dopiero ostatecznym końcem procesu formacyjnego, jakiemu 
i ten imiesłów w toku czasu podlegał. Przekonywa nas o tem sanskryt, 
w którym się i tym znowu razem cały ów proces odbywa niejako przed oczy- 
ma naszymi. Owe słowa sanskr. , o którycheśmy w §. 451,^^ ws]pomnieli, że 
ani w III osobie liczby mn. medyalnej ani też w aktywnej nie mają jeszcze 
anti, ajite, lecz ati, atc: te formują bezwarunkowo i ten także imiesłów bez 
nazalizacyi, np. dad\a\t, dadati , dadat dający, a, e; hihhr\a\t, bibhrati, bi- 
hhrat niosący, a, e. Są to czasowniki tamtejszej ki. III (reduplikacyjnej ), re- 
prezentujące i tu więc znowu najdawniejszy stan rzeczy, punkt wyjścia. 



*) Pierwotna owa forma na an{t) przecliodziła tu więc w nomin. sing. albo 
na zakończoną na c , albo też na ą ; któreto ą następnie wymawiano 21, , 
potem u, wreszcie y. 

**) Że zaś o to jedynie tutaj chodziło — o tem się przekonywamy, rozpa- 
trując cały skład tego imiesłowu. Nie ma w nim ani jednego składnika 
(prócz wstawki znazalizowanej ), któryby wyrażał sam przez się czynną 
jego siłę. Mianowicie jego S t nie mógł mieć tego znaczenia, owszem 
służyć on mógł raczej za oznakę bierności (porównaj biły, kuty, da- 
tus, siiktas itd.) Brak tematowej końcówki przy tem ant — i to także 
aktywności tych imiesłowów nie mogło oznaczać. Zresztą wszakże pó- 
źniej i tu się znalazły prawie w każdym języku temat, końcówki. Je- 
żeli porównamy np. czynne znający z biernem znajomy : to co do te- 
matu zna i co do SS tu m, a tam t, które funkcyjnie wcale się nie 
różniły od siebie , byłyby te dwa imiesłowy synonimami. Ich różnica 
polega więc wyłącznie tylko na wstawce , w zna-j\a-mas nieznazalizowa- 
nej j a w zna-j\an-t spotęgowanej na an. 



Wstawkowej stadyum pierwsze. 193 

Drugie i pośrednie stanowisko zajmują, słowa, które owę formę III 
osoby mają w Activum wprawdzie już zakończ, na mitl , ale w Med. jeszcze 
po dawnemu na ate , a wigc klasa II, V, VII, VIII i IX. Tych słów imie- 
słów kończy się wprawdzie w nom. sing. masc. na an{t) , w accus. na ant-am, 
ale w nijakim na a^; w żeńskim zaś bądź przeważnie, bądź wyłącznie także 
się kończy na aii, np. san, sati , sat będący, a, e. Na trzecie wreszcie 
stanowisko podeszły te wszystkie tam czasowniki , których owa Illcio-osobowa 
forma tak w Act. jak i w Med. już się kończy na anti, antę. Tych dopiero 
słów participium praes. kończy się już w obydwóch przedniejszych rodzajach, 
(w nom. sing.) na an{t), anti, a tylko w samym nijakim na at \ np. bddhan{t), 
hodhanti, hbdliat wiedzący, a, e. Mają to tak tamtejsza klasa I, IV, VI i X. 
— Ze ten imiesłów jednak, nawet i w zakresie tych 4 klas, od tegosamego kiedyś 
zaczął, przy czem stoi klasa owa III [dadat , hibhrat): tego dowodzi ta jego 
nawet i tutaj beznazalizacyjna w rodź. nijakim formacya {bódhat); a jeszcze 
silniej wskazuje na to ta okoliczność, że owa niby to już zdobyta w rodzaju mę- 
skim itd. nazalizacya wstawki, służy jednak temu rodzajowi i na tym trzecim 
nawet etapie tylko w samych t. zw. silniejszych czyli po mojemu głównych 
skłonnikach. W wszystkich przypadkach ubocznych, ba nawet w accus. plur., 
poprzestaje i to hodhan{t) nawet wiedzący , a taksamo i san{t) będący itd. na 
formach nazalizacya jeszcze nie zabarwionych, np. w genit. sing. nie h6dhant\aSj 
ale tylko hodJiat-as, sał-as wiedzącego, będącego : w całej tej sferze ubocznej 
zatem stoi ta cała trójka stopniowa, i dadat i san i hodhan , zupełnie z sobą 
na równi. Tematy ich mają tu zakrój jednaki — na a^: dadat ^ sat ^ hodhat, 
nawet w męskim rodzaju! — Widać z tego wszystkiego, że co do genezy tych 
imiesłowów przyjąćby nam należało właściwie taki oto rzeczy po sobie porzą- 
dek : Kasamprzód wszedł tutaj w życie sam tylko ten imiesłów na ai , i było 
na razie jego zadaniem, w przeciwstawieniu do imiesłowów przekazanych z da- 
wniejszej doby, wyrażać jak najdobitniej same tylko teraźniejszość czyn- 
ności. Potem dopiero zaczęto go jeszcze forytować i na wyraz stanowczo 
aktywnej funkcyi — w przeciwstawieniu do biernej teraźniejszej czyn- 
ności, na wyrażenie której wprowadzono (wtedy właśnie) w życie ów drugi 
imiesłów (na a-m, a z końcówką na am-as). Owę siłę i intenzyą podłożoną 
imiesłowowi czynnemu , uwydatniano przez więcej dobitne wymawianie, przez 
przycisk (kładziony oczywiście na zgłosce jego właśnie akcentowanej , a więc 
na wstawce); przycisk ten dawał sic słyszeć najsilniej, ilekroć imiesłów ów 
był epitetem podmiotu albo przedmiotu w zdaniu (więc w nomin. i 
accus.), i w razie jeżeli tę pozycyą w zdaniu zajmowała nie rzecz, ale osoba, 
zwłaszcza zaś męska osoba. Z tego przyciskowego wymawiania wynikła 
z czasem jak w tylu innych razach, tak też i tu — nazalizacya zgłoski 
odnośnej, praktykowana właśnie w owych tylko dwóch*) skłonnikach, i w tych 
dwóch tylko rodzajach żywotnych, a szczególnie w męskim rodzaju . . . 



*) Właściwie w trzech, bo i w vocat. Ale ten stosował się już zwykle do 
nominat. i uczestniczył prawie w wszystkich prerogatywach tego skłounika. 

Gram. Uist. Por. U. 13 



194 Geneza konjugacyi. 

Na tym stanie rzeczy przejściowym, w polowie niejako drogi, zatrzy- 
mały się stosunki sanskryckie. Inne języki miały dość czasu , żeby organicznie 
pójść dalej : dotarły tu aż do kresu samego , gdyż przeprowadziły nazalizacyą; 
rzeczoną, przez wszystkie tak rodzajowe jak i skłonnikowe formy tego imie- 
słowu czynnego. Pod względem konsekwencyi i postępowym, mają, one przeto 
górę nad tamtą, organizacyą; ze stanowiska jednak dawności i konserwaty- 
zmu, nie mógłbym żadną, miarą zgodzić się na to, żeby się wstydzić potrze- 
bował np. sanskr. genit. sing. bharatas , kiedy go się porównywa z odnośnij 
grec. formą ^ipo^zoc, albo łać. fcrentis. *) 

§. 453. Po rozważeniu tego wszystkiego, wróćmy teraz do nie- 
rozwiązanego dotąd jeszcze pytania owego co do tej samogłoski no- 
sowej w jednych, syllaby zaś an, on^ un itd. w drugich jeżykach, 
o ile to w^szystko wchodzi do składu form Illciej mnogoliczebnej 
osoby, zakończonych na ąt^ ą{i)^ anti, ovti, tmt itd. Jak pojmować 
te nazalizmy i co tu jest pierwszem? Czy to an, o)i, w^^ jest roz- 
kładem brzmienia cm , « , a to było tylko nazalizacyą wstawki ? czy 
przeciwnie to a itd. wynikło z an'^ — Gdyby tu chodziło jedynie 
o analizę samej tylko tej trzecio-osobowej formy: ani chwili bym 
się nie wahał poczytać np. picJcą(t) , ivicdsą{{) , w' starosł. pcJcątis,^ 
wedfii^^ za wyniki z pielca-^iiti , iclcdia-ntl^ luedi-ntl, i upatrywał- 
bym w tern nti pluralną osobową końcówkę; to n mogłoby tu być 
zaimkowym żywiołem, na to dodanym do drugiego takiegoż zaimka, 
do t (w łi)^ ażeby przez to właśnie wymzić mnogość. Podczas 
gdy np. pldca-ti znaczyło „piecze-ten" , więc jeden piecze: 
oznajmiałoby picJca-ntl^ że „piecze ten (i) ten", a więc ci czyli 
oni pieką. Bróździłaby nam tu wprawdzie może ta okoliczność, że 
właśnie mnogość znalazła w tej kombinacyi swój wyraz — ocze- 
kiwalibyśmy w niej bowiem raczej oznakę liczby podwójnej; lecz 
na to możnaby oko przymrużyć, tak ściśle bowiem niemożna się liczyć 
z językiem. 

Powyższemu wykładowi stoją jednak na zawadzie nierównie 
ważniejsze a różnorakie przeszkody. Formacya tej formy konjuga- 
cyjnej polegała jak najściślej na tejsamej zasadzie, co urabianie 
imiesłowów na M. Nazahzacya wchodziła w nich obydwóch w ży- 
cie powoli, stopniowo, nie na oślep, lecz ręka w rękę w jednych i 
tychsamych odstępach, a to tak co do czasowników, od których się 



*) Porówn. Bopp, Yergl Gram. T. III str. 139 w wydaniu z r. 18G1. 



Wstawkowej stadynm pierwsze. 195 

te obie rzeczy tworzyły, jak i pod względem funkcyj, jakie każda 
z nich spełniała : w obrębie imiesłowu były tymi funkcyami rodzaje 
i syntaktyczne względy czyli przypadki; w obrębie III osoby, jej czyn- 
ność lub też medyalność. Takisam stopniowy proces co do tej naza- 
lizacyjnej cechy, ujrzymy niżej i w składzie czynnego imiesłowu czasu 
przyszłego (§. 459). Takisam proces odsłoni nam się i w czyn- 
nem participium perfecti (§. 464). Takisam proces nakoniec wi- 
dzieliśmy już i w^ urabianiu stopnia wyższego w zakresie przy- 
miotników (§. 406 , B). Mając te wszystkie naraz przed oczyma zja- 
wiska, musielibyśmy temu w nich n, jeżeliby ono tworzyło tutaj 
składnik rzeczywiście osobny, podłożyć pewne, tak giętkie i tak 
uniwersalne znaczenie, żeby się w niem pomieściła i pluralność 
III osoby i aktywność tych różnych trzech imiesłowów, i t o wi^eszcie, 
co w stosunku do innych stopni comparativus wyraża. Takie zna- 
czenie podłożyć tej głosce — • w zgodzie z jej czy to jako wskazu- 
jącego zaimka etymologią, czy w jakiejkolwiek innej wersyi — nie 
sądzę żeby było rzeczą podobną , a właśnie przeto skłaniam się ra- 
czej do przypuszczania, we wszystkich razach powyższych, nazaliza- 
cyi odnośnych samogłosek dokonanej przez nie samoistnie, bez po- 
mocy żadnych tutaj przy nich spółgłosek nosowych. Dokonywały 
one tego przeobrażenia, by w ten sposób uskutecznić różniczkę, o 
jaką każdorazowo chodziło, a to na korzyść funkcyi zawsze silniej- 
szej, w przeciwstawieniu do pojęcia czy to pod względem liczebnym 
czy syntaktycznym itd. słabszego, poprzestającego na brzmieniu tych 
głosek tylko zwykłem i czystem.. — W taki sposób przypuścić je- 
dnak musimy egzystencyą samogłosek nosowych we w^szystkieh 
kiedyś współplemiennych językach, tak jak ją już przyznano w ca- 
łej dziedzinie słowiańskich. Tak jak w tych, sam tylko język nasz 
do dziś dnia zachował tę własność, a inne ją postradały: taksamo 
też pozbyły się i tamte języki tych brzmień w przedpiśmiennych 
jeszcze swoich epokach, zamieniające je bądź to na ?t lub też jaką 
inną czystą głoskę, bądź też rozkładając np. ażh na an^ ą na on^ 
un itd. w skutek czego zamiast cmti^ nti^ mamy w pomnikach od- 
nośnych już anti^ ovti, imt{i) itd. Toć tensam wynik widzimy i 
w słowiańskich, a i w litewskim także języku : dawne scuitl^ starosł. 
sątw^ nasze są^ wymawia np. Ilusin sut\ Dawne siilmis kręcący 
wymawia Litwin saJcas^ choć je pisze jeszcze suJcas^ i choć odnośną 

13* 



196 Geneza konjugaeyi. 

żeńską formę i dziś jeszcze wymawia sukanti^ a w przysłówko- 
wem użyciu suJcant kręcąc. Dawne (w I osobie licz. poj. ) jMc, 
■pasę, pec.z§, dme, &y>, gorin, chtvalm, pissę^ hupuję itd. wyma- 
wia cała słoweiisko-serbska dzielnica pletcm, pasem, peczeni, dmem, 
hijeni, gormi, chiualim, piszem, hupnjem. Te formy powstały 
wprawdzie z najdawniejszych prototypów 'pietami, pehami, gorimi, 
jrisiami itd. a potem natondast plctemi, pecsemi, gorimi, piszemi: 
nie można jednak ani na chwilę przypuszczać, żeby wymawianie 
dzisiejsze z tych premisów bezpośrednio wynikło. Poprzedziło stan 
dzisiejszy wymawianie nosowe ; z peJcami, potem peczem{i), wynikło 
i tam peczę, a z tego dopiero dzisiejsze „peczem^' się wytworzyło. 
Że zaś tak jest: tego dowodzi i w naszym już nawet języku wy- 
mowa takasama ludu prostego, dająca się nieraz słyszeć w tej lub 
owej prowincyi ; np. w AYSchodniej Galicyi zjawiające się już ,,ja clicem, 
idem, ja myślem'', zamiast panującego wszędzie indziej chce, idę, 
myślę; albo znowu w W. Polsce „oni idom, myślom, hipujom^^, za- 
miast idą, myślą, hiipiiją. Że nie przesadzam, kiedy tak to wyma- 
wianie wielkopolskie tutaj przedstawiam : na dowód tego przytaczam 
tu początek słyszanej tam przezemnie piosnki w ochronkach wiej- 
skich: „Kiedy dzieci grzeczne som, miło patrzeć nom". To "nom. 
jest to nam nobis {nam z pochylonem a), i otóż owo „som'-^ (są) 
rymuje się tu z tym wyrazem! 

II Stadyum ls:onjugacyi wstawkowej. 

Wstawka w każdym głównym czasie odrębna. 

§. 454. Przecłiodzimy w drugie stadyum konju- 
gacyi WvStawkowej, które do zasobów dotychczasowych 
przyczyniło następujące, teraz dopiero w życie wcliodzące 
nabytki: 1. Futurum i dwa należące do niego imiesło- 
wy czasu przyszłego, czynny i bierny. 2. Optatiyus 
jako tryb obol^ Indicatiwu i Imperatiwu w l^onjugacyi 
już trzeci. 3. Perfectum czyli czas przeszły doko- 
nany, z przynależnym doń imiesłowem, ale tylko 
akty\\TiyTii, 



Wstawkowej stadyum drngie. 197 

Powyższe rozszerzenie granic konjugacyi dotychcza- 
sowej umożliwiła ta w niej zasada, teraz dopiero przy- 
chodząca do rządów, że się wstawka uważać odtąd za- 
częła za znamię odrębne czasu. W poprzedniem sta- 
dyum stanowiła talde znamię sama tylko akcentuacya: 
przeszłość a teraźniejszość oznajmiały się przez samo 
tylko syłlaby akcentowanej położenie w wyrazie (na 
samem czele — lub w środku). Jaka właśnie samogłoska 
tworzyła nosicielkę tego akcentu? mianowicie czy nią 
było a, czy i, czy u? — było obojętnem. Obecnie dzielą 
te trzy samogłoski pomiędzy siebie ów obszar. Przy wy- 
łącznem znaczeniu wstawki w czasie teraźn., a zatem 
przy znaczeniu cechy tegoto właśnie czasu, pozostaje od 
tej chwili samo tylko et. Za taką samą wyłączną wstawkę 
i znamię czynności przewidywanej, spodziewanej, życzo- 
nej, słowem przyszłej albo możliwej, uznano samo- 
głoskę i. Na oznakę zaś czynności przeszłych doko- 
nanych i na wstawkę formy, która takie właśnie prze- 
szłe czynności (w przeciwstawieniu do Imperfectum i do 
Aorystu) wyrażała, powołano samogłoskę ti. Tak więc 
w a mamy tu cechę teraźniejszości , w u dokonanej prze- 
szłości, a w i przyszłości albo też możliwości. Czas te- 
raźn. pozostał przy wstawce a; Futurum i Optati- 
vus zarówno otrzymały wstawkę i; Perfectum oparło 
się na wstawce u. '*') 



*) w niektórych językach był obok Optatiwu jeszcze i Conjunctivus 
jako tryb mający własny swój zakres, choć z tamtym dość blisko si)o- 
krewniony. W naszych jgzykach , o ile wnosić możemy, nigdy trybu 
tego nie było i dlatego na tej przelotnej o nim wzmiance tu już po- 
przestaję. Miał on za cechę i wstawkę a ■, to jest przedłużone czy też 
z dwóch a ściągnięte a. W tym drugim razie byłoby jedno z tych a 
znamieniem praesentis indicativi , a drugie własną tego trybu nowego 
cechą;. 



198 Geneza konjngacyi. 

" Te nowe rządy szanowały zresztą, o ile sie tylko dało, i 
dawniejsze trądy cye. Tak np. owe akcentiiacyjne stosunki pozo- 
stały i nadal nietknięte. Prerogatywy wciskającej sig stopniowo, nawet 
i do form po za zakresem czasu teraźń. (np. do aorystu i imperf.) 
-wstawki a, i te nie tylko nie doznały uszczerbku na tych miejscach, 
w które się już ten wtręt był wsunął, ale szerzył on się w tensani 
sposób i w dalszej jeszcze progresyi. Przewaga, niemal wyłączność tej 
samogłoski w augmencie — i to zostało przy znaczeniu dokonanego 
już faktu. W samym tylko składzie czasu teraźń. nastąpiły radykalne 
reformy, o ile w nim aż dotąd jako wstawka funkcyonow^ało / albo u. 
Tu dochodziła wstawka a praw swoich świeżo nabytych z bezwzglę- 
dnością bezwarunkową. Miało to, jak nam już z §. 446 wiadomo, 
albo ten skutek, że takie formy werbalne otrzymywały teraz wstawkę 
złożoną (m, tia)^ albo też zachodziło doszczętne rugowanie 
z tych miejsc owych wstawek dawniejszych, a próżnię tę przycho- 
dziło zapełnić samo a. Czy to drugie postępowanie miało zakres 
rozległy? — orzekać o tem dziś trudno, albowiem w takim razie 
zupełnie zacierały się ślady stanu rzeczy poprzedniego. 

Tam tylko, gdzie ta procedura wyjątkowo w poiowie drogi się zatrzy- 
mywała, można zastosowanie jej widzieć jeszcze lub odgadywać, np. w obrębie 
sanskr. klasy IX {jimami ł^czg, junanti łączą,, ale jeszcze junimas *) itd. 
łączymy). Może tu należy i znaczna część łać. III konjugacyi [lego z Ze- 
(jamij legunt z leganti , ale jeszcze legis itd. w innych osobach). Wkra- 
czanie zaś wstawki a do wstawki dotychczasowej (a nie, jak w razach po- 
wyższych, zamiast niej), więc wytv/ór złożonych wstawek — to miało 
już w sposób i dla nas widoczny wtedy bardzo rozległe zastosowanie: nasza 
klasa III (w gromadzie drugiej, np. orzę z or-ia-mi); łać. słowa jak/aao; 
grcc. jak Taaaw, /.paCa); litew. jak ariu orzę -, sanskr. cała klasa IV {nah-ja-mi) 
ukazują wstawkę ia. Drugą zaś takąż wstawkę złożoną [ua , i to co z tego 
dalej wynikało, np. va, t(ja, owa) widzieć możemy w kilkunastu słowach na- 
szej V klasy, jak np. raduję , radoioać ; w takich łać. jak volvo albo arguo ; 
w grec. jak &£'./vuw; wreszcie w odnośnych formach czasu teraźń. słów sanskr. 
klasy V i VIII, mianowicie w zakończonych na vanii i vathii, vai(\ Reszta zaś 
form teraźniejszo-czasowych tych słów ostatnich sanskr. zachowała szczęśliwym 
jakimś zbiegiem okoliczności to swoje dawne u czysto — tak jak w klasie 



*) Powszeclmie inaczej to wykładają, mianowicie upatrują w tern i {^ju- 
nimas) .,osłabienie" dawniejszego a (w lyrzypuszczanemj anamas). Lecz 
w takim razie godzi się zapytać , dlaczegoto i w innych klasach konj. 
sanskr. nie widzimy zastosowanej tej zasady osłabiania wstawki a na ^? 



Wstawkowej stadyum drugie. 199 

tamtejszej IX i i si.c potrafiło w nich ostać przed powodzią, wkraczająjCego 
zresztą, wszędzie a. To sig odnosi i do słów greckich na vu[j.i, do łać. ąaesit' 
mus itp. wreszcie do naszego np. śpisz , śpi , śpicie — w przeciwstawieniu do 
form tipie , śpiemy i śpią, już obdarzonych wstawką za, a z niej dziś ie itd. 

Fiitiirum , Optativiis. 

§. 455. Na znamię czynności przyszłych albo źy- 
czonych i możliwych, przeznaczona została wstawka i. 
Takowa bywała tu doczepianą najzwyklej nie do czystego 
V, lecz do teraźniejszo-czasowego tematu, a to niewątpli- 
wie z tego tylko powodu, że aż dotąd przyszłość i tera- 
źniejszość tworzyły wspólną agendę, wyrażaną przez czas 
teraźń. (§. 418); formy werbalne ze wstawką i wyłaniały 
się teraz przeto bezpośrednio z dotychczasow^ego czasu 
teraźń. i na pniu jegoto właśnie tematu. Tak np. z t§- 
gn-a-mi (dzisiejsze tę gnę) wytworzyła się ta nowa forma 
w postaci tęgn-i-mi, otrzymującej znaczenie będę tę gnał 
i obym tę gnał, a dawne owo t§gn(imi poprzestawało 
od tej pory na samem tylko znaczeniu „tęgnę". Odwro- 
tnie takie dawne formy, jak kolimi, które aż dotąd zna- 
czyło zarówno i pungo i pungam, to pozostało przy 
tej budowie kol-i-mi tylko w samem znaczeniu pungam, 
będę kłuł i obym kłuł; żeby zaś czynność teraźń. 
czyH dzisiejsze ;;kolę" wyrazić, przeszło owo dawne koli- 
mi w kol-id-mi (wstawka złożona) i z tego właśnie mamy 
to nasze Jcolę". 

Zresztą te dwa, obecnie całkiem różne pojęcia: będę 
tęgnął czyli stęgnę, będę kłuł czyli ukolę itd. 
z jednej strony, a obym tęgnął, niech tęgnę i obym 
kłuł, niech kolę itp. z drugiej strony, wja^ażały się 
wtedy jeszcze oba jednako: czj^nności tylko życz one, i 
czynności na pewne przewidywane czyli nastąpić ma- 
jące, tworzyły w mowie ówczesnej jeszcze tylko jedno 



200 Geneza koDjugacyi. 

wyobrażenie. Wyrażająca je forma konjiigacyjna , nazna- 
czona ową wstawką i, tworzyła zatem pień, z którego 
dopiero w dalszej przyszłości miało przyjść do rozosobnie- 
nia Optatiwu od Futurum, jako wyrażeń i formą sobie 
przeciwstawiony cli. 

W szczególności o Optatiwie. 

g. 456. Podejmuję tu pytanie: w^ jald sposób i z ja- 
kim slvutldem zostały te dwie formy, Futurum i Optati- 
vus, ostatecznie rozosobnione ? — Oto środkami tylko 
sztuczn3am i tego rodzaju, że nie czyniło to nigdy zu- 
pełnie zadość poczuciu potrzeby; w skutel^ czego też ko- 
niec końcem na tem stanęło w całej mowie naszej ple- 
miennej , że zaniecłiano nareszcie mozolić się nad tą trudną 
do przeprowadzenia różniczką. Wprowadzono (w „trze- 
ciem" stadyum jednak dopiero) natomiast wżycie całkiem 
inny wzorzec czasu przyszłego ( §. 475 ) , a to obecnie 
się zaczynające wykluwać futurum czyli „pierwszej for- 
macyi", coraz bardziej od owej chwili już omijane, 
w ostatnich jedynie szczątkach zachowało swoje istnienie. 
Natomiast Optativus zażywał doli szczęśliwszej, rozwi- 
nął się w całej pełni i żyje dotąd w języku naszym, jak- 
kolwiek pod już zmienionem nazwiskiem. Jest nim nasz, 
jak go już pospolicie zowiemy. Tryb rozkazujący. 
Prawdziwy bowiem Imperativus, o którymeśmy w §. 426 
wspomnieli, wyszedł odwiecznie z używania tal^ w sło- 
wiańskich, jak i litewskim języku. Jego agendę przejął tu 
więc optativus (nasze rozkazy i zakazy są zatem właści- 
wie życzeniami); a właściwe optatiw^ne pojęcia zastą- 
piliśmy przez konwencyjne wyrażenia, jak np. niech X)0- 
tuiem; może 2^owiem; obym powiedział itp. z których ni 
jedno ni drugie nie jest jednak co do formy optatiwem. 



Wstawkowej stadyum drogie. 201 

lecz zapoźyczką bądź to z czasu teraźń. {2)0 wiem) bądź 
z trybu warunkowego {hi/ni jjonńedzial), z podłożone m 
im tylko optatiwów znaczeniem. Tosamo, clioó nieco na 
inny sposób , praktykuje się także i w litewszczyźnie 
dzisiejszej. 

* Podobnie także przyjął Optat. obce sobie funkcye i w łać. jez. Przy 
właściwym zaś swoim zakresie pozostał on jedynie w greckim i sanskrycie. 
Łacina używa optatiwu swojego w kilku różnych znaczeniach: w obrębie konj. 
III i IV zastępuje on tam futurum; np. leg-es , leg-et itd. audi-es , audi-et 
itd. s^; to właściwie optatiwy ( w dawniejszym stanie tego języka brzmiała 
tu i Isza os. także legem, aiidiem, jak to podaje Quintilian. ) Powyższe formy 
powstały z leg-a-im, audi-a-im: z jest tu cechą optatiwu, -a- zaś znanym nam 
już wtrętem , morę solito i tu wpuszczonym (później) w charakterze wstawki ; 
ze zlewu tegoto ai wynikło e , właściwie e. W konj. łać. Iszej odgrywa 
optat. rolę znowu conjunctivu: amem , ames itd. powstałe z ama\łm. *) Kownie 
są tam ojDtatiwem tak zwane conjunctiwy kilku słów odrębnie się czasujących, 
np. sim , velim , noUm , malim , przestarzałe edim od edere , carint od carere 
(a raczej od już zapomnianego carere, jako pierwotnika tego słowa carere). 
Nakoniec należy tu też i rim ( = sim ) w takich formach złożonych , jak lege- 
rim , fecc-rim , które także uchodzą już za conjunctivus (perfecti). W tych 
wszystkich wyjątkowych formach, równie jak w amem (z ama-im) widzimy 
budowę optatiwu jeszcze normalną , z dosuniętem i bezpośrednio do danego 
tematu. I leges, audies brzmieć musiało pierwotnie leg-is audi-is: dla kollizyi 
pewnie tylko z formami czasu teraźn. zaszły w ich składzie potem takie od 
zasady odstępstwa. — O ile prawdziwy imperat. łaciński zastępuje się nie- 
kiedy formami tutaj przywiedzionymi, może wyrażać więc optativus i w tym 
także języku rozkazy i zakazy, w analogii do naszych pod tym względem 
urządzeń. 

§. 457. Mówiliśmy w §. poprzedzającym o podłożonem u nas 
Optatiwowi znaczeniu: wniknijmy teraz nieco ściślej i w skład 
jego zewnętrzny. 

Dopóki jeszcze nie weszło w życie futurum „drugiej forma- 
cyi," o kilka wieków późniejsze: siliła sie mowa nasza o konie- 
czne rozgraniczenie Optatiwu od niniejszego Futurum. Używała , ażeby 



*) Prawdziwy Conjunct. mamy w łać. tylko w II, III i IV konj. np. do- 
ce-am , Icg-dm , audi-am , z zostającem u i przez wszystkie dalsze 
osoby. 



202 Geneza konjugacyi. 

tego dokonać, w braku czego lepszego środków jedynie sztucznych, 
a mianowicie 1. akcentuacyjnych różniczek; 2. ii o czas o wy cli 
odrębności, w następstwie których np. potęgowano owe wstawkę, i 
na ia w optat., nie czyniąc tego w futurum ; 3. posługiwano sie i 
przypadkowymi sposobami, np. w skład optatiwu wpuszczano 
owego wtręta a, który się i tu zaczął niebaAYem narzucać — a 
do form futuralnych nie dozwalano mu na razie przystępu. Wszystko 
to działo się jednak tylko po trosze — w jednych językach śmie- 
lej, w drugich mniej stanowczo — a nawet i w obrębie tegosamego 
nieraz języka w pewnej sferze czasowników w ten, w drugich znowu 
w ów sposób — a wszędzie bez rezultatu dostatecznego. 

Akcentuacyjne różniczki miały tu stosunkowo najwięcej jeszcze 
znaczenia: spowodowały bowiem prawie wszędzie ten wynik, że 
podczas gdy w Futurum, niewątpliwie taksamo jak czas teraźń. 
akcentowanem , jego osobowe końcówki w tymsamym kształcie nam 
się we wszystkich ukazują językach , co w praesens : to Optativus 
przeciwnie zbliżał się pod tym względem raczej do aorystu i imperf. 
Jego końcówki albo podlegały takim samym, jak w tych dwóch cza- 
sach niedomówieniom, albo też i całkowicie odrzucane bywały tam 
gdzie z swej strony żadnego przeciwko tenm wagą swoją nie sta- 
wiały oporu, t. j. w licz. pojed. 

W tymto właśnie drugim stanie rzeczy widzimy końcówki 
osobowe optatiwu w naszym np. języku. - Nasze dzisiejsze idź , 
2ńecz. x)leć^ Jcol lub Jdtij ^ t§9^W^ ^^^^ itd. o których już nam 
(z g. 245) wiadomo, że to są zarówno formy tak drugiej jak i 
trzeciej osoby, powstałe z id-i, pieh-i^ hoł-i^ Idii-i itd. i że nie 
tak dawno temu jeszcze brzmiały one rzeczywiście idzi^ irkczij, 
2)leci, koli lub Mui^ Hgnii znui: postradały jak widzimy swoje 
osobowe końcówki si (czy szi) i ti, a następnie ubyła niektórym 
z nich (idźj piecz, plcć, hol) nawet i ta cecha funkcyjna (owo /). 
W liczbie mnogiej (i dopókiśmy ją mieli, podwójnćj) osobowe koń- 
cówki, jako tu ważne i kiedyś długie, ocalały w naszym języku 
{idź-wa, idź-ta, idź-iny , piecz- cie) — lecz owo i i tu już 
gdzie się to tylko daje uskutecznić, odpada (idźmy zamiast idzi- 
my). Dopóki ono jednak istniało: widzimy je doczepiane tu bez- 
pośrednio zawsze do danego tematu — i nie wątpić, że była 



Wstawkowej stadyum drugie. 203 

takato ^Yłaśnie postać pierwotna tych form i w całej naszej mowie 
plemiennej. 

Praktykowana czasu swego druga taka mi§dzy formami 
rozejść sie tu mającymi różniczka, t. j. potęgowanie wstawki i 
na ici w optat. (czego się nie czyniło w fut.), wydała w naszym 
języku ten skutek, że w obrębie naszej konjugacyi „bez wstawko- 
wej" (tciem, jem, dam) mówimy i dzisiaj jeszcze jech, icikh^ a 
kiedyś także i dads daj (o czem świadczy starosł. dażdw^ i zacho- 
wane w naszych dokumentach jako imię ,yl)adpj-hóg'% „I)adzybóg^^)\ 
taksamo też i w liczbie mn. jedzmy^ jedzcie, tuiedsmy, tuledzcie. 
Ta substytucya tu d przez dz, to mówię kończenie się tych form 
na dz, a nie na dź, samo jedno dostatecznie na to wskazuje, że 
one nie wynikły (tak jak tamte formy) z jad\i, ivied\i, dad\i^ ale 
z wyrażeń diftongiem opatrzonych jed-ia{s) , jed-iu{t) , tvied-ia{s) , 
dad-ia{t) itd. z których się potem pod wpływem głosowni naszej 
wytworzyło jedzia{s) , dadzia{t) — jedza{s) , dadza(t) — jedzw , 
dadzk — nakoniec tamte formy dzisiejsze. A zatem owo i wcho- 
dziło do ich składu w spotegowanem swem brzmieniu, jako ia — 
i to przez wszystkie ") liczby i osoby tej pozycyi konjugacyjnej ; 
w konjugacyi zaś wstawkowej to i się nie potęgowało. 

Trzeciej manipulacyi, nie ma żadnych śladów w polskim 
języku : rozumiem przez to przybieranie do składu form optatiwu 
owego brzmienia a i tu się także wnęcającego, więc niejako za- 
mianę cechy tutejszej i na al; takito bowiem bywał zawsze w ta- 
kim razie porządek cząstek po sobie owe formy tworzących: □ 
słowa danego, wtręt a, wstawka i, wreszcie końcówka. Postępo- 
wanie to gdzieindziej było często praktykowane, a w pewnej sferze 
stanowiło nawet i w starosł. języku stałą zasadę. 

* Kzekłem wyżćj , że nasza polska tego trybu formacja zdaje się mieć 
sama jedna znamiona najpierwotniejszej budowy. Wskazuje na to jćj prostota 
i konsekwencya. Jeżeli mówimy idź, nieś — to i idźmy, nieśmy; jeżeli 



*) Osoba III licz. mn. naszego trybu rozkaz, wyszła jednak z używania — 
trudno odgadnąć, dlaczego. Że zaś i I osoby licz. poj. nie mamy: to 
stąd jedynie pochodzi, że samemu sobie nikt nie wydaje rozkazów — 
a jeżeliby to czynił, to mówi wtedy i do siebie także w II osobie idź , 
wiedź , jede , medz itd. 



204 Geneza koujugacyi. 

jedz , iclećlz — to i jedzmy, iviedsiny\ wiec logiczność bezwarunkowa. Starosł. 
język zostaje z naszym w zgodzie tylko w samym liczby p oj ed. zakresie: na- 
szemu idź ^ dawniej idzi, odpowiada tam zgodnie idi\ naszemu jedz, wiedz 
potakuje tam jażdb , wvżdi,. W liczbie mn. i podw. przeciwnie formy tego ję- 
zyka ani z naszymi się nie zgadzają ani nawet same ze sobą: podczas gdy u 
nas idźmy, nieśmy — to tam (nie idlmb , ale) idem-b, nes(^m {= ida-im-h, 
Hes\a\imb, więc z wścibionem tu już w środek owem a); a podczas gdy u nas 
jedzmy , wiedzmy — to tam natomiast (nie jażdbmii itd. lecz) jaditwh, ico.dim-h : 
dyametralna więc sprzeczność tych form pluralnych nawet z icli własną 
w obrębie liczby pojed. postacią ! Podobną niekonsekwencyą odkrywamy w tym 
języku , i kiedy się porównywa tu poszczególne klasy konjugacyjne ze sobą. 
Tamtejsze słowa , odpowiednie mojej klasie I, II i IIF , te same jedne tylko 
ukazują owę sprzeczność miedzy pojedynczą tego trybu liczbą a mnogą , ma- 
jąc tam idi, diuigni, piszi — a tutaj 2ć/e»i b, dwign^mb, piszdm-b {zam. piszomb). 
Cała reszta czasowników wstawkowycli przeciwnie zgoła tak się tam zachowuje, 
jak nasze: fZełojwb działajmy , htpujm-b kupujmy, clncdlhwb chwalmy, łrpimb 
cierpmy, Icamenejm-b kamieniejmy (a nie kupujum-h, ohicalljdm-b lub cJncalidm-b , 
trpUdm-b, jakby one brzmieć musiały , gdyby i tu owo a tę cechę i poprze- 
dzało i w ogóle do składu tych form wchodziło ). Niekonsekwencyą powyższa , 
w tylu różnych kierunkach , sama jedna już wystarcza , żeby uznać we wszy- 
stkich tych od jednostajności odstępstwach robotę już późniejszą , jakkolwiek 
organiczną, t. j. celu swego świadomą. Formy liczby pojed., przez całą kon- 
jugacyą wstawkową, w obu narzeczach tych, np. idi, idzi, nesi, niesi, dla- 
tego mogły w optatiwie przy pierwotnym tym (co do i) składzie swoim 
pozostać , ponieważ przez samo to odrzucenie całkowite swych osobowych 
końcówek dostatecznie się już różniły od odnośnych form futuralnych, które 
nie mogły wtedy brzmieć inaczej jak idisi (czy idiuzi) pójdziesz, iditi pój- 
dzie, a taksamo i nesisi , nesiti itd. "VV liczbie podw. i mnog. przeciwnie, 
gdzie końcówki w językach naszych nie podległy wyrzutni, koniecznie zale- 
żało już na wprowadzeniu jakiej tutaj różniczki: optativus słowiański przybrał 
tu zatem owo a {id-a-im-b, nes-a-im-b) i podrósł w ten sposób na idemiy, ne- 
sdmb , podczas gdy fut. brzmiało i nadal po staremu idlmb pójdziem , nesimb 
będziemy nosili. Było to jednak w tym szczepie napoczęte tylko takie 
przeobrażenie, gdyż po za klasą I, II i III (według mojej klasyfikacyi ) nie 
widzimy jego zastosowania nawet i w starosł. języku, w polskim zaś zgoła 
nigdzie go nie widzimy. W naszem idźmy , nieśmy , a poprzednio idzimy , 
niesimy , uznać zatem należy formy dawniejszej daty, i możnaby je równem , 
jeżeli nie lepszem prawem za futuralne raczej , jak za optatiwne (co do for- 
my) uważać. A już stanowczo za szczątki takiego właśnie futurum byłbym 
skłonny w starosł. poczytać owe pluralne i dualne jadimb , wcdite, dadiicc , 
dadita , jadita itd. Zapożyczono ich od futurum , podłożono im imperatiwne 
znaczenie i nadsztukowano nimi owe jazdb, weżdb, dażdh, ocalone w tej tylko 
jednej liczbie. Wszystko to dziać się jednak mogło wtedy dopiero, kiedy fu- 
turum tego składu jako czas przyszły już zamierało w języku. 



Wstawkowej stadyum drugie. 2o5 

W sanskr. następujący stan rzeczy, Przedewszystkiem stanowiły tu 
różniczkę między futurum a optatiwem końcówki osobowe , w tym ostatnim 
i tutaj po największej części skracane. Obok tego tworzyło odrębność Opta- 
tiwu : 1. w zakresie sanskr. słów^ bezwstawkowych i tych czasowników , które 
się w czasie teraźń. inną, wstawką posługiwały jak a, więc w klasie II, 
III i VII, toż V, VIII i IX, na razie przedłużanie w optatiwie wstawki i 
(pozostał przy tem aż do ostatka tamtejszy optat. medii, np. od V s mamy tu 
formę s\l\niahi obyśmy byli sobie; od n dad ^ dad\i\mahi obyśmy dali się); 
następnie zaczęła się ta głoska tu jeszcze i potęgować na ia , ja {nu 
tym punkcie stoi tam optat. activi, np. s\ja\ma obyśmy byli, dad\ja\ma 
obyśmy dali), 2. W obrębie zaś właściwej konjugacyi wstawkowej (więc 
w ki. I, IV, VI i X) polegała tam odrębność Optatiwu na tem, że zamiast 
swojej wstawki i miał e, t. j. ai (z wtręta a i »' po niem wynikłe); potęgo- 
wanie zatem tego i na Ja, nie było tu już tak jak w tamtych słowach za- 
sadą. Tak np. od V tud^ forma tud-a-i-ma, a z tego tudema wyrażała 
„obyśmy pchnęli," w med. tuda-i-mahi^ a z tego łudeinahi „obyśmy się 
pchnęli", W dalszej jednak tych stosunków progresyi postąpiła tu jeszcze 
forma I osoby sing. activi ładem [tud-a-i-m) na tudejam {łud\a\ia\m) obym 
pchnął, i taksamo III os, plur. tudent {t'ud\a-in-t) oby pchnęli na tud\a\ian\t 
— tudejant , a wreszcie tudejus. Zaszło zatem w tych wyjątkowych dwóch 
formach aktywnych ostatecznie przecie takie samo spotęgowanie jeszcze tej 
wstawki i na ia , jak w tamtych klasach kategoryi poprzedniej. Wszystkie zaś 
inne tutaj osoby, i całe medium , zostały in statu quo i nadal — przy e , 
z a-i. — W języku greckim — w głównej zasadzie prawie wszystko tak jak 
w sanskr. Różnice drobne dotyczą tylko fonetyki tych dwóch języków (np, 
z a\i wynikło w sanskr. e , w greckim zaś oi (Xu-oi-}xi) ; ia dają tam w piśmie 
jako „Ja", a tu przeszło to w it) albo is, np, ti3-£|(7)|v i Ti.2r£|t£|v). — O łać. 
optatiwie i jego budowie jużeśmy wyżej mówili. Dodaję do tego jeszcze to 
jedno tylko, że potęgowanie się głoski i bywało i tu w pewnej sferze prakty- 
kowane; np. obok sim, sis, sit itd. ma dawniejsza łać. i siem, sies, siet, sient. 
Z tych to form (po wyrzutni dift. i) wj^worzyło się potem sem, ses , set itd. 
spożytkowane np. w es-sem , fecis-sem , traderem z trad-csem itd, 

W szczególności o Futurum I formacyi. 

§. 458. Futurum to razem z optatiwem zrodzone czyli ,, pierw- 
szej formacyi" kończyło sie w tamtem stadyum na i- w?" , isi, iłi itd. 
z i tu nie podlegającem potęgowaniu, nie dopuszczającym także 
owego wtreta a przed się , i z końcówkami osobowymi domawia- 
nymi w tensam sposób, co w czasie np. teraźń. A zatem od dzi- 
siejszego □ d.łiuł[/n, brzmiało to futurum dioigyiimi podźwigno, od 
<1(((U ((aduiil dabo, od Q as, s, aslmi lub też (bez nalepu) simi 



200 Geneza konjugaeyi. 

będę.") Żyła ta cała formacja w językach jednakże tak długo tylko, 
dopóki się nie zjawiło futurum II formacyi : takowe było formą zło- 
żona, a to z V każdorazow^ego słowa danego i z doczepionego doń 
wiaśnie tegoto .ysim?', jako niniejszego, najdawniejszego futurum 
od posiłkowego czasownika asmi jestem, które się w ten więc tylko 
dopiero sposób samo jedno ze w^szystkich takicli futurów zachowało 
przy życiu, dzięki przybraniu swojemu na składnik tej złożonej 
całości, i służy nam dziś za okaz, jak niegdyś i wszystkie inne 
słowa swój czas przyszły tego składu tworzyły. 

W naszym języku należy wszelako i to złożone futurum od 
niepamiętnych już czasów do rzeczy w7cofanych z obiegu. Wytwo- 
rzyliśmy sobie bowiem natomiast jeszcze inne, jeszcze późniejsze, 
„trzecio-formacyjne" futurum (dzisiejsze hcde daiuał ^ albo też da- 
iva6^ pleść h§de). Jednakże we wszystkich obcych tu porównywa- 
nych językach jest owo futurum z simi złożone właśnie panującą 
formą, a nawet i w starosłow^ pomnikach znachodzą się jego okazy, 
wprawdzie od jedynego tylko już słowa %6', co jednak starczy za 
dowód, że i nasz szczep więc czasu swego przez te wszystkie sta- 
dya urobień futuralnych przechodził. 

* Okazem tego złożonego futurum jest np. w li te w. języku dualne 
hu\siwa , bu\siła , siik\siva, suk\sita, pluralne bu\sime, bu\8ite, sulc\sim€, su7c\sUe 
itd. będziemy, będziecie, skręcimy, skręcicie. W Jać. jest okazem takim np. 
dawne fac\sis czyli faxiis uczynisz, faxii, faxlmus uczynimy itd. niemniej i fut. 
exact. amave-ris, fece\ris, fece\rit itd. z zamianą, tu już w duchu tamtejszej 
fonetyki tego s na r. W łać. samoistnem futurum eris, erit, erimus itd. mamy 
formę tęsamę, tylko że tu i nalep e został zatrzymany (brzmiało to pierwo- 
tnie asis, asit, asimus). 

W późniejszych wiekach zaczęła się i do tego simi w składzie tych 
form futuralnych złożonych powoli wciskać (bez żadnego powodu) owa wtrę- 
tna wszędobylska wstawka a, zajmująca w takim razie tu zawsze miejsce je- 
dnak dopiero po ^ (nie zaś przed niem, jakeśmy tu w składzie optatiwu 
widzieli ). W takito sposób dawniejsze i prawidłowe np. da-simi , da-siti itd. 



Przypominam , że w formach czasu teraźń. asmi^ assi, asti, t. j. w licz- 
bie poj. tego słowa posiłkowego, było tematem as; przeciwnie dalsze 
formy czasu teraźń. swa, sta, smas, ste {sta), santi opierały się w pier- 
wotnym stanie języków na samem s. Stą-d to też i w futurum tego cza- 
sownika ta jego dwojaka już postać, bez nalepu i z nalepami: simi 
i asimi [isimi^ esimi itd.). 



Wstawkowej stadyum drugie. 207 

będę dawał, będziesz dawał, \)rzeszlo w dasi\a\mij dasi\a\si: a z tego proto- 
typu formy takiej rozdętej 

albo się potem (w skutek zamiany i na j) wytworzyło ddsjami , dksjasi 
itd. — jest to okaz sanskryckiego futurum, 

albo das{i)ami obok dasiami , a z tego potem Swaw obok otoaito (tam- 
to w zwyczajnej greczyźnie, a to w doryckim dyal. ), taksamo też i w litew. 
np. d(hu obok dUsiu ja będę dawał, dam; w łać. zaś samo już tylko faxo , 
dede-ro (z fac-s{i)ami , dede-s{i)aini), 

albo nakoniec wynikało z tego stopniowo dasziami , potem dasz{i)am{i), 
nareszcie daszą — okaz formacyi tego fut. słowiański, poręczony przez zacho- 
waną, w starosł. pomnikach takąż formę od jedynego już słowa hyti^ które tam 
takie futurum posiada, t. j. przez formę hyszą, byszesń, byszetb itd. będę. 

W jednych razach to i zatem jako w kombinacyi tej „diftongowe" 
bywało przeobrażane na jotę, w drugich odrzucane, w trzecich i zatrzymy- 
wane. A co do pytania, w których to mianowicie osobach tego czasu przy- 
chodziło do takiego jego postaci rozdęcia: to znachodzimy tu między języ- 
kami różność najw^iększą. Tak np. w łacinie zaszło to tylko w samej I oso- 
bie : ero, dedero , facso — dalćj jednak już po staremu eris, dederis , faxis 
itd. Tosamo też i w lit. gdzie choć w I. os. licz. poj. mówi się dtlsu lub 
dusiu, to jednak w liczbie podw. i mn. jeszcze dtlsiwa , dtlsime itd. a chyba 
tylko wyjątkowo w powiatowszczyznach dtlsiawa, dusiame. Przeciwnie w san- 
skr., grec. i w owem starosł. byszą, byszeszi itd. znajdujemy rozszerzenie form 
pierwotniej szych przez to a przeprowadzone przez wszystkie już osoby i liczby. 

* * Że w starosł. formach rzekomo rozkazujących dadiice, dadita ^ da- 
dlnib , dadiłe i takichże formach od jastl i od loedeti , niemniej w naszem 
idźmy, idźcie, a dawniej idziiny, idzicie itp. jako także już tylko imperati- 
wnych lokacyach, mamy może zachowane szczątki owego najdawniejszego 
futurum: o tem się już wyżej (w §. 4574-) mimochodem wspomniało. 

Obydwa Imiesłowy czasu przyszłego. 

§. 459. Futurum tej najdawniejszej formacyi weszło 
w życie w towarzystwie dwócli przynależny cli doń imie- 
słowów: imiesłowu czasu przyszłego czynnego i 
takiegoż bieenego. 

Urabianie ty cli imiesłowów polegało bezwarunkowo 
na tycłisamycłi zasadacli, co obydwóch terażniejszo-czaso- 
wycli, z tą jedynie różnicą , że podczas gdy particij)ia 
praesentis posługują się wstawką a, a?^, to tym obydwom 
imiesłowom odpowiednio do ichi znaczenia posłużyło za 



208 (Jeneza konjugacyi. 

znamię i wstawkę taką futuralne i, a przy znazalizowa- 
niu (na oznakę activitatis) in, ę. A zatem np. od jj/esć, 
brzmiał taki imiesłów czynny pletiut ^= mający pleść; 
od (laL dadint x=z mający dać; od jestem, sint mający być. 
Bierny zaś imiesłów: plethn(as)j dadim(as), sini ( a s) = ten 
co będzie (albo może być) pleciony, dawany itd. 

'" Z powyższych formacyj jeżyk polski nie zachował niczego, 
starosł. tylko szczątki ostatnie. Tak np. napotykane w jego pomni- 
kach wyrażenia, jak tuediniz, jadimz. {mvero-jadbm^) ^ dwiżim:^, 
ne\ohorim^^ nepseżimj^, ne\dostiMmz. itp. uważam za participia fut. 
pass. Znaczyły one zarówno przyszłość jak możność, np. ja- 
dim% == ten co będzie jedzony albo co może być jedzony, zatem 
jadalny: a to znaczenie drugie ukazuje w nich i krewieiistwo ich 
z optatiwem, do którego całym składem swoim taksamo należały, 
jak do futurum. — Na karb partie, lut. a et i vi możnaby w sta- 
rosł. policzyć takie okazy, jak dad§^ j(^d§^ tuede^ używane obok 
dadij^ jady, ivedy jako imiesłowów stanowczo teraźniejszo-czasowych. 
Ilóżnoznaczność pomiędzy nimi jednak się już zacierała w tamtocze- 
snym stanie języka. Głównym jednak okazem takiego imiesłowu czyn- 
nego jest starosł. hy-sze, hysząszti = ms(jiicy być, mająca być: po- 
wstało to z sian(t) — sianti, to zaś było tylko rozdętą formą zamiast 
siT((t), smti, tak jak i samo futurum hy-shiii przeszło tam później 
w hysiamij), a z tego ostatecznie wynikło hyszą ja będę. — 

W 1 i t e w. zachowały sig obydwa te imiesłowy tylko od samego słowa 
esmi jestem, a to jako slcładnika w futuralnych formach złożonych, tam wła- 
śnie panujących: np. suJc-se(t)s mający kręcić, suk-senli mająca liręcić, suk- 
sę[t) mające kręcić; hu\sęs, bu\senti, bu\sę mający, a, e być: to sgs , senti , sc 
wynikło z sints, sinti, sint. W formie biernej suk\simas , suksima = ten, 
ta co będzie się Icręcić — i tak dalej od wszystkich słów. — W najściślejszej 
analogii z tymi litewskimi imiesłowami jako składnikami złożonych form, 
zostają i sansk ryckie, tylko źe te tak w activum jak i medium mają już 
postać przez a przybrane rozdętą , odpowiednio do budowy i samego tamtej- 
szego futurum. A więc nie sint i simas a z tego simanas — lecz sjant , sja- 
manas ; np dcisjan{t) daturus , dasjanti albo ddsjati datura , ddsjat daturum ; 
da-sjamanas , da\sjamana , da\sjamanam , ten, ta, to co się da a raczej ma 
dać. ( Nazalizacya w aktywnym imiesłowie zatem taksamo i tu sto])aiowa i 
progresyjna, jak w partie, praesent, ). — W grec. są takimi imiesłowami 



Wstawkowej stadyum drogie. 209 

tamtejsze funkcyonujące jako przyrostki atov(T) , aouaa, c;ov(t) , np. w Xu(ja>v , 
Xuaouca, Auaov (z siant ^ siantia . . .) i o-ó[X£vo; (= s{i)amenos) w medyalnem 
X'jaó[j.£voi; itd. 

§. 4G0. Jakkolwiek sformowanych w i)Owyższy sposób imie- 
słowów^ czasu przyszh w języku naszym odwiecznie już nie posia- 
damy: zachowaliśmy jednakże w kilkudziesięciu wyrazach jak naj- 
wierniejsze że tak powiem odciski owego imiesłowu czynnego na 
i?it czyli e(t) , t. j. mamy rzeczowniki nijakie urabiane wdaśnie tym 
kształtem i niewątpliwie z zapożyczonym od tamtego dopiero imie- 
słowu przyrostkiem. Mówię tu o imionach, jak /oc/c, orI§^ cielę, 
gęsię, oślę, ])taszę, Imrcsę, hvię, książę, panie a z tego paniątlio, 
Xjsię psiątJiO itp. Wyrazy te wypowiadają także futuralne pojęcia, 
chociaż nie są i nigdy nie były imiesłowami; np. Jcocię = przyszły 
kot, to co kotem dopiero będzie; Jcsiąże = co >\yrośnie kiedyś na 
księdza czyli kuninga (władcę); panięta = ci co będą panami; rą- 
częta = jeszcze nie ręce, bo małe, ale zarody rąk co się zowie... 
(O budowie tematowej i o dawniejszej deklinacyi tych rzeczowników 
obacz §. 150 i nasi). My dziś w nich wprawdzie już nie przyszło- 
ściowość, ale raczej młodocianość i zdrobniałość czujemy, albo im 
też podkładamy pieszczotliwe znaczenie: niczego to nie dow^odzi 
jednakże przeciw tamtej ich funkcyi najpierwotniejszej. — Tak więc 
posiadamy w^ tych rzeczownikach względnie do zaginionych owych 
imiesłowów tosamo, czem dla naturalisty jest np. kawał wapienia 
z odciśniętą na nim muszlą, paprocią lub rybą, których kiedyś egzy- 
stencya w świecie zwierzęcym skądinąd nie byłaby wcale wiadoma. 

Perfectum. 

§. 4G!. Równoczesnym z Optatiwem i tymi futural- 
nymi wyrażeniami nabytkiem w ustroju naszym flexyjnym 
był i czas, Ictóry zowiemy perfectu^i. Wiadomo nam już 
z §.454, że znamieniem i wystawką tego czasu przeszłego 
było u. Doczepiała się tu ta głoska bezpośrednio do da- 
nego V, i to do V w tamtoczesńym stanie języków za- 
wsze re duplikowanego: po wstawce n nastc})owaly 

(irain. Hist. Por. II H 



210 Geneza konjngacyi. 

osobowe końcówki ; więc np. od TvnT(o biję ( V typ ) brzmia- 
ło perf. w tamtoczesnej epoce tatyp-u-mi uderzyłem, od 
sitkti kręcić sasuk-ic-mi czy siisuk-ii-mi skręciłem; od V d, 
dad-u-mi dałem. 

Perfectum zacliowało się w niel^tórycłi tylko języl^acli, 
mianowicie (z pomiędzy porównywany cli tutaj) jedynie 
w sanskr., greckim i litew\ W łacinie zaś i słowiańskich 
językach wyszło ono z używania w przedpiśmiennej je- 
szcze epoce; natomiast jednak żyje tutaj perfectum dru- 
giej formacji, w dalszem stadyum niniejszej naszej ge- 
nezy wytworzone z tamtego, mianowicie z jego imiesło- 
wu czynnego i zrosłego z nim słowa posiłkowego swi 
jestem. Ta formacya przyszła w słowian, językach do sku- 
tku już później, niejako przed oczyma naszymi ; w łacinie 
odbyła cały swój proces w wiekach jeszcze przedhisto- 
rycznych. 

"W tych zaś mowach , co zachowały tamto najdawniej- 
sze perfectum, podległa postać jego pierwotna w toku 
wieków w każdej cząstce swojej składowej przeróżnym 
przeobrażeniom. Stosunkowo najbliższym pierwotności jest 
tu czas ten w litewskiem. 

Przeobrażenia te dają sie do następujących punktów spi-o- 
wadzić : 

• 1. Co się tyczy pierwiastka, a mianowicie jego w tym czasie 
reduplikacyi: takowa bywała później często zastępowana doko- 
nywanem i w inny sposób w^zmacnianiem czystych v^V^; jeszcze zwy- 
kłej i całkowicie odrzucała się reduplikacyjna syllaba; perfectum 
np. litewskie posługuje się już zawsze niezreduplikowanym \^: nie 
snsuJc-tmii., lecz siih-umi a z tego już dziś suhmi skręciłem. 

2. Co się tyczy osobowych końcówek: takow^e podległy 
we wszystkich tych językach w perfect. ostatecnie jeszcze większym 
skróceniom lub wręcz wyrzutni, aniżeli np. w imperf. albo aoryście. 
Tak np. owo litew. sulimi (zamiast snlmmi) skręciłem, snho (zam. 



Wstawkowej stadyum drugie. 211 

siikiiti) skręcił itd. obywa się już zupełnie bez tego m% ti; tosamo 
widzimy i na gr. TŚiu^a uderzyłem zara. Tsiucap/. (a to z tetyp-iimi). 

3. Co się nakoniec tyczy wstawki u: ta we wszystkich tych 
językach podległa później po największej części spotęgowaniu (za- 
pewne głównie w skutek właśnie tych wszystkich na końcówce po- 
niesionych uszczerbków, a więc rekompensacya, choć mogły 
wpływać na to i inne jeszcze przyczyny). Potęgowała się zaś wsta- 
wka ta albo na au albo na ua : to au przechodziło potem często- 
kroć w ó; tia zaś albo na va się konsonantyzowało (w grec. a z tak 
zw. di gammą) albo też z owego tia to tt jako tu „diftongowe" 
odpadało z wyrazu, zostawiając w takim razie po sobie samo tylko 
a. Tak np. w sanskr. zamiast pierwotnego dad-u-{mi) dałem spo- 
tykamy dad-au (u spotęg. na au); a od V^ kid pchnąć, zamiast tu- 
tud-n-{mi) pchnąłem mamy tutód-{u)a (z diftongowem n wyrzuconem) 
w III os. liczby mn. jednak dad-u-s dali, tuUid-ti-s pchnęli, z u. 
tutaj zachowań em przy pierwotnem swem brzmieniu, a to z powo- 
dów, które niżej poznamy. W takisam sposób z grec. tatyp-u-{mi) 
wytworzyło się potem tetyp-iui — tetyp-va — tety^-{v)a czyli iŚTucpa: 
zamiana p na ph czyli o w skutek Avłaśnie tego sąsiedztwa z di- 
gammą (później odrzuconą). Taksamo też i w litewsk. z pierwo- 
tnego {sii)suh- ii-{mi) yfymkło suJc-au ^krędlem; w III os. zaś snJc-ó 
skręcił (z sitkau — a to zamiast siiJc-u-{ti)). 

Otóż w powyższych czterech, w sanskr., grec. i litew. ostate- 
cznych formach, dadan albo tutóda, TŚiuoa i suhan^ mamy okazy po- 
staci tego perfectum już historycznej — zamiast pierwotnego da- 
dumi^ tuttidumi^ tatypumi i susuhimi. 

§. 462. Przedstawiłem w powyższem zasady urabiania tego czasu tylko 
w ogólnym zarysie: obecnie trzeba mi dowodami poprzeć poszczególne w nim 
wyrzeczone twierdzenia. 

lleduplikacya tematu perfektowego zachowała się aż do historycznej 
doby w niektórych tylko językach, mianowicie w greckim, zetidzkim i sanskr. 
W litew. już wcale jej nie widzimy. Nie widać także żadnych jej śladów i 
w naszym słowian, imiesłowie perfecti {padł, padszij, łracii, dźwignął itp. ). 
Pomimo tego uważam jednak za pewnik, że pierwotnie była ta zasada obo- 
wiązuj ^jcą- w całej mowie indoeurop., a skłania mig do tego wniosku ta oko- 
liczność, że w niektórych jej odnogach, w stanie tych języków dla nas przy- 
stępnym, reduplikacya w perf. równocześnie i jest i nie jest, więc niejako 
przed oczyma naszymi powoli i stopniowo z używania wychodzi. Ściąga sie 

14* 



212 Geneza konjagacyi. 

to 1. w części już nawet i do sanskrytu, gdzie w perfectum pod pewnymi 
warunkami daje się w licz. podw. i mn. zastąpić redupl. pierwiastka i pewnym 
rodzajem jego spotęgowania; np. od V maii: myślałem wprawdzie maman\a 
(zam. 'mama7i\ua{'mi) , ale myśleliśmy itd men\i\ma ^ nie maman\i\ma', ma- 
man tu przeto zastąpione widzimy przez men *). 2. Równie widzimy dowol- 
ność taką i w stosunkach łacińskich: od lego wprawdzie już tylko legi, a 
nie lelegi, ale od do jeszcze dedi , a od pntigo nawet równocześnie i pepigi i 
jf)anxi. 3. Odwołać się tu także można i do germańskiej mowy szczepowej: 
w gockim języku obowięzuje jeszcze reduj^likacya w pewnym ściśle określonym 
słów tamtejszych obrębie — w innych Staroniem, narzeczach niknące już tylko 
tego pojawy lub ślady itd. Otóż tosamo musiało być kiedyś w keltyckim, litew. 
a nareszcie i słowiańskim odłamie, choć te języki zupełnie odstąpiły potem od 
tej zasady. 

§. d63. Głównym jednakże punktem, który tu jak najgruntowniejszego 
udowodnienia wymaga, będzie pewnie powyższe moje twierdzenie, że pię- 
tnem i wstawką w p e r f. było u. Ślady tej głoski w budowie tego czasu 
zostały wszędzie bardzo mocno zatarte; lingwistyka porównawcza nie wie nic 
zgoła o takim tego czasu zawiązku i natomiast uczy zupełnie czego innego. 
Ażeby uchylić to po dziś dzień panujące, mojem zdaniem niezgodne z prawdą 
dziejową zapatrywanie, wolno mi pewnie tu będzie nieco przydłużej zatrzymać 
się nad tą rzeczą, analizując ją na podstawie różnych obcych języków. Chodzi 
bowiem o wyjaśnienie kwestyi ze wszech miar nader ważnej , rozstrzygającej 
cały szereg wątpliwości dotąd otwartych i to właśnie w obrębie naszego 
języka. 

Najwalniejszym dowodem, który tu za mną przemawia, jest formacya, 
we wszystkich bez wyjątku językach tasama, im iesłowu czynnego per- 
fektowego, jakim np. jest nasze padł, l^gi] padszy, Icgszy. Pomówimy o 
tym imiesłowie jednakże dopiero niżej (§. 464 i nast. ), a na teraz poprzestaję 
na samej tylko o tym partycypialnym dowodzie wzmiance jako rzeczy, która 
i sama jedna mogłaby nam w najgorszym razie zastąpić wszelkie inne dowody. 

Lecz i skład samego czasu nazywanego Perfectum, dostarcza nam już 
niejednej, za tem założeniem przemawiającej wskazówki. 

Najwięcej takich wskazówek stosunkowo zachowało litewskie perf., 
które jest prawdziwe i to ze wszystkich najbliższe pierwotności perfectum, 
a nie jakiś tam luźny „aoristus" albo jakieś „specyalnie litewskie praeteritum 
najświeższej daty" (Neubildung), za jakie je ogłaszają tegocześni specyaliści 
togo przedmiotu. 



''') Żeby te men miało mieć taki tu początek , że było nasamprzód i tu 
maman; potem to maman na mamin przeszło; potom z ma{m]in m od- 
padło, amain na men się potem ściągnęło, jak to sanskryciści tłómaczą: 
temu ja wiary nie daję. To trzeba zgoła inaczej pojmować. 



I 


os. sing. 


11 


11 n 


[II 


11 11 


I 


„ dual. 


II 


V 11 


I 


11 plur. 


II 


•1 11 



Wstawko wej stadyum drugie. 213 

Tak ijp. od słowa suldi krycie (V suk) mamy tu purf. w postaci iia- 
stypujłicćj : ( obok form używanych dzisiaj , dajg po prawej rgce formy, z któ- 
rych ouG sig wytworzyły) 

sukait . . . suk\au{'mi). 

sukai . . . suka{w)i *) = sakau-i --^ suk\au{s]i. 

suko . . . suk\ait[tl). 

sitkowa . . . suk\au-wa. 
sukota . . . suk\au-ta. 

sukome . . . siik\au-me. 
Siikote . . . suk\au-te. *■•') 

Greckie i sanskryckie perfectum przekazane nam zostało wprawdzie 
w kształtach już bardzo popsutych; widać jednak tu i owdzie jeszcze nawet i 
na nich, że do icli sldadu wchodziło kiedyś owe u , ua , au. 

Z form sansk ryckie łi przywodzę tu przedewszystkiem formę Illej os. 
licz. mn. Takowa kończy się w obrębie wszystkich czasowników na us , któ- 
reto u\s ja pojmuję jako właśnie owę wstawkę m, i 5 (zamiast ty U ) jako oso- 
bową, końcówkę: dadus dali, tutudus pchnęli, babhtwtls i 'dsils byli. Nie- 
spotęgowanie wyjątkowe tego u tutaj na ua, miało widocznie ten powód, żeby 
w ten sposób III sing. od Illej os. plur. odróżnić: podczas gdy np. tutudnati 
(ze spotęg. u) znaczyło on pchnął, miało tutuduti wyrażać oni pchnęli (zu- 
pełnie tak, jak w III t. j. reduplikacyjnej, a więc pokrewnej urabianiu tegoto 
czasu klasie sanskryckich czasowników, taksamo już i w czasie teraźń. zna- 
czyło np. daddli on daje, a dadatl oni dają: krótsza więc forma jest tu 
pluralną, a wymawiana przewlekle, pojedynczo-liczebną ). Później dopiero 
swoją drogą z tamtej singularnej formy tutuduati on pchnął odpadło ti a reszta 
wyrazu napęczniała właśnie z tego pow^odu z Uitud{u)a na tuiijd{u)a ; w plu- 
ralnem zaś tiUudut[i) tylko samo i odpadło a t potem przesunęło się na s , 
tak iż koniec końcem pozostało z tego tutaj tutudus. — Oprócz tfgo widzimy 



Litwini w takich połączeniach połykają tu nawet i w polskich wyrazach. 
Zamiast np. Majorowicz^ Prokopowicz itd. mówią bardzo często Majo- 
roicz, Prokopoicz . . . 

Schleicher to całe litewskie (jak je nazywał) „praeteritura" tłómaczył 
zgoła inaczej. Wedle niego np. sukau w I os. sing. miało być synkopą 
czy kontrakcyą z pierwotnego suka-j-a-mi, po wyrzuceniu joty, Wt;a|awi, 
z tego potem suka-am{i) , wreszcie suka\u , i podobnie przez wszystkie 
dalsze osoby i liczby. Fonetycznie nie miałbym nic przeciw temu do 
powiedzenia. Ale etymologia? W tem suk-a-j-a-mi mielibyśmy zatem 
aż dwie wstawki a — w „praeteritum" ! Dziwne by to było zaiste prae- 
teritum aż o dwóch cechach czasu teraźniejszego. Toby było chyba ra- 
czej jakieś praesens w wyższej potędze, coś w rodzaju frequentatiwów, 
iteratiwów, ale nie praeteritum ! 



214 Ueneza konjngacji. 

też owo u, au , ua bądź naocznie, bądź też w fonetycznych z niego następ- 
stwach , i w inno-osobowych tu i owdzie formach sanskryckiego perf., np, 
następujących. Od V d, dh itp. dad\au dałem, dadau dał; dadh\ait położy- 
łem, dadhau położył; od V ga itp. f/aga\u grałem i grał; od talcich znowu 
W, jak du iść, dhu wstrząsać itp. I os. Act. dud'dva , dudMwa (= du- 
dau\tta[mi) itd,); w Med. duduve , diidhuue (= diidu-łf-{m)ai ^=dudu-e-e,itd.)] 
od V hhan kopać, obok k'akhii7i{v)a także Jc'akhni-va; od wtórnego V" bhu, 
habhuva = babhu-na-{mi) , itd. któreto wszystkie formy z innego punktu wi- 
dzenia w nienacięgany sposób się wytłómaczyć nie dadzą. Takie formacye zaś 
jak np. od V fZ w II os. sing. daditha dałeś , a w I plur. dadima daliśmy , a 
taksamo i ( od V du) dudavitha . dudiimma , pojmuję jako powstałe z dada- 
tha , dadama ; z dudaimtha ^ duduoama (osłabienie tu a na i, jak to często 
bywa w sanskr. ) ; a w tych znowu upatruję dawne dad-{u)a-tha , dad-{u)a\ma 
— dudau-iia-tha, diidu-tui-ma , z u diftongowem tam odrzuconem, a tu skon- 
sonantyzowanem na ?'.... 

Greckie takie foimy perfektu, jak od ay.ouo) a-/.r)-/.oa słysz ałe m (z akc- 
ko{v)a . najpierw zaś a1ce]cau\łtami , z tego akekaiiami, akekor a[mi) ) , zupełnie 
odpowiadają owym sanskr. od du, dhu itp. pochodzącym duddva zamiast dudau- 
ua itp. tylko że to v (digamma) tam w grec. już się nie wj^ażało piśmiennie. 
W słowach o temacie zakończonym na spółgłoskę i to wargową albo gar- 
dłową, jak np. kop, blab ^ ^ylak , V'^'(^Sh sprawiało to ua czyli va , przysu- 
nięte do p, & , A;, (/, przemianę tych spółgłosek na odnośne aspirowane (o, 7): 
■/fy.ocpa, pfp^aoa, 7:£cuXaya , rdr,po:'/(x. W dalszym czasie, zaczęły jednak te aspi- 
raty zwolna powracać do pierwotnego swojego brzmienia , w następstwie już 
zupełnie z tokiem czasu tu zapomnianej digammy : stądto formy owe ubo- 
czne (nie rychlejsze od tamtych aspirowanych , za jakie w lingwistyce ucho- 
dzą, ale właśnie późniejszej daty), jak '/Aao-hoC, TTćKpaya itd. zamiast /.ay.ooa, 
T.ŹT.poiyz — albo wreszcie i jedyne już takie formy, jak AŚ^oira, rJ^zuya. itp. 
które wszystkie poprzednio były niewątpliwie taksamo, jak i tamte , aspiro- 
wane. W takich perfektach , jak od V oav rJori^oa ( zam. r.z^ri^hua) ^ u difton- 
gowe odpadło , nie zostawiając na spółgłosce sąsiedniej żadnego śladu. Takie 
nakoniec formy, jak XfA'j/.a, [ispTjy.a (V /?/, 6a), uważam już za datujące z Illgo 
stadyum rozwoju konjugacyi wstawkowej , t. j. za formy złożone, a to 
z perfektowych □□ ^<^^y 1 bebe, i z perfectum słowa posiłk. Perfectum to, 
brzmiące np. w sanskr. asa (= a|s|(M)a|m*') , dosunięte do tych GOJ zostało 
w postaci sva — bez tego a, gdyż ten surrogat reduplikacyi, przy □□ już 
zreduplikowanych lely i bebe nie zdawał się już potrzebny: ze sva wytworzyło 
się potem hva — h{v)a, a to ha przesunęło się nareszcie na kn;*) to jest 



*) W ten tylko sposób daje się zrozumieć i możliwość aorystów jak s5r)/.a, 
60oj/.a , obok innych , na sa zakończonych ( Auaa ) , któreto sa w po- 
wszechnie uznany już sposób jest tu aoristem tegoż słowa posiłkowego. 
Przejście h na k nie zdaje mi się być żadnym skokiem. A co się tyczy 



Wstawkowej stadyum drugie. 215 

lcly\lia^ bcbc\ha temsamem prawem zamieniło się na XAuxa, ps[i/]/,a , co tam 
np. rJr,py.'/ci. na r,ir.poi.yoi. się zamieniło. To odrębne, w powyższy sposób doko- 
nywane urabianie perfektu w czasownikach tego kroju , co Xu-to , było spowo- 
dowane przez to , że przychodzące do skutku na zwykłej drodze X£-Xu-Mrt-[x'. 
jako zbyt nasadzone samogłoskami nie odpowiadało warunkom greckiej głoso- 
wni. U Homera spotykają, sie jednak niekiedy i takich nawet form jeszcze 
szczątki i ślady (7:eouaai, t£3v7]ojT£c , -/.s/o-cr]?'); itd.). 

Nad łacin, perf, rozwodzić mi się tutaj nie pora, ponieważ będzie 
czas mówić o teni dopiero w stadyach następnych: że jednakże i w tym ję- 
zyku owo u do składu tego czasu jako wstawka wchodziło , to każdy widzi 
naocznie na ama-V)-i^ dormi-v-i, i-t-i, fle-v-i , doc-u-i; a cóż dopiero na ta- 
kich dawniejszych formach, odszukanych w oskich itp. napisach, jak np. fe- 
faciist obok i fecust, porłtłst, hipust (V hah, więc właściwie zsimiasi hib ust ) , 
henust (zam. venust czy vemusi), iust (od iVe), couortust (łać. convertit) itd. 
Są to wszystko III osoby sing. perfecti ; a jak przyszły do tego składu? o tem 
powie się niżej. 

Nawet i gockie perf. zachowuje jeszcze tę cechę w podw. i mnog. 
liczbie, jakkolwiek w pojedynczej odrzuciło ją już w zachowanych okazach; 
np. mamy tam wprawdzie band (zamiast bundumi czy baibimdumi) związa- 
łem, II os. bans-ł, III band; ale w licz. podw. i mn. bundu związaliśwa, 
banduts związalista ; bundłtm związaliśmy, II os. bundłith, Illcia os. bundun. 
Od vald: vaivald owładłem itd. ale vaivaldn owładliśwa, vaivaldum owła- 
dliśmy itd. To w i w tych zatem formach nie może żadną miarą nazywane 
być spójką, za jaką u germanistów uchodzi, ale było to piętno charaktery- 
stj^czne dokonanej przeszłości, wstawka perfecti... 

W taki sposób twierdzenie moje powyższe zdaje mi się dostatecznie 
być dowiedzionem. 

Participium perfecti activi. 

§. 464. Wstawka czasu przeszł. dokonanego if, połączona 
z participialnym przyrostkiem f, wiec razem iit^ dosunieta do per- 
fektowego tematu, złożyła w takisam sposób czynny, przynależny 
temu czasowi imiesłów, jak dawniej a-t z odnośnym złączone te- 
matem, wydało było imiesłów teraźniejszo-czasowy a i-t futuralny. 

tej zamiany głoski s na h: to wiadomo, że to brzmienie nie w samym 
tylko słowiańskim języku przechodzi w h , ale i wszędzie indziej , choć 
już nie tak gromadnie. Tak np. już i w samym sanskr. mamy od ^ s 
formę /ic jestem sobie, zamiast se; w prakrycie futurum tego słowa 
brzmi himi^ hisi itd. będę, będziesz, zamiast smij sisi; w grec. 
mamy hiałcmi (TaTrjp) zamiast sistemi itd. 



216 Geneza konjngacyi. 

Jako zaś owo at i it w obychYÓch iniiesłowacli powyższych na ozna- 
ko activitatis stopniowo się (najprzód w pewnych tylko ro- 
dzajach i skłonnikach, potem — po za sanskrytem — i we wszy- 
stkich swych formach) znazahzowalo na cuit^ inf, (§. 452., i 459.,): 
tak też i w imiesłowie tym przeszłym potęguje się to tit progre- 
syjnie i literalnie przed oczyma naszymi najprzód na lud czyli 
caf^ potem na rcnit (w którejto manipulacyi ja upatruje wskazówkę, 
że nosowego ?[, t. j. nn^ nie można przypuszczać w^ mowie naszej 
pierwotnej, skoro na takiej dopiero objezdnej drodze owo nt do- 
chodziło do tego nosowego przybrzeku). — Obok tego zachodziły 
też jeszcze w tem itt, rat, vant i przeskoki głoski t na pokrewne 
jej s\ AYięc zamiast tamtych prototypowych postaci, spotykamy się 
tu już i z us , tias, ras, rcms, a to albo w pewnych tylko tego 
imiesłowu przypadkach, albo i ^ve wszystkich — zależy to od wła- 
ściwości każdego poszczególnego języka. — Dodawvać do tego wre- 
szcie już pewnie nie potrzebuję, bo się to i samo rozumie, że te 
języki, które w dalszym swoim wieku nosowe samogłoski straciły, 
a i u diftongowego ani też v nie znoszą, że takowe powiadam w tym 
imiesłowie ani cm ani też tia, va w tej pierwotności nam już nie 
ukazują, lecz się posługują natomiast substytutami, jakich każdenm 
dostarcza jego narodowa Avłaściw^ość. 

§. 465. Postać tego imiesłowu stosunkowo najpierwotniejszą, posiada san- 
skryt. Jest nią. np. od \ftiid, w pierwotnym tematowym swym kształcie łiitu- 
d-łf-Ł', z tego wynikły zaś formy w nomin. sing. takie: tutudviin{ts) ten co 
pclmąjł, tiduduśi ta co pchnęła, tiUudviit to co pchnęło. A więc progresyj- 
nie : w rodź, żeń jako opatrzonym i tematową, końcówką, — tylko łf ; w ni- 
jakim (ale tylko nominatiwie) ua] w męskim uan. W dalszych przy- 
padkach , widzimy tam formy albo u albo ua czyli va albo va7i wreszcie uka- 
zujące — zależy to od końcówki i wewnętrznej niejako wagi każdego poszcze- 
gólnego skłonnika. Co się nakoniec tyczy owej gry między t a zastcpują;cem 
je s: to wszakże widzimy już i w ukazanym powyżej Iszym sanskr. przyp. i 
jedno brzmienie i drugie: vidvai, — vldu.śi. Tosamo się tam powtarza i 
w dalszej deklinacyi, w miarę tego lub owego skłonnika. 

g. 4G6. Słowiańska postać imiesłowu perfektowego tem się 
tylko różni od tamtej, że tu s zamiast t zajęło miejsce już stale 
(słowiański zatem przyrostek tej formy jest i(s)\ powtóre że na- 
sze part. perfec. nie zachowało reduplikacyi ; potrzecie że o ile 
wnosić możemy, myśmy na pierwszem spotęgowaniu tego u na 



Wstawkowej stadyam drogie. 217 

lui w imiesłowie niniejszym już poprzestali, a dalszy jego pokrok 
aż na iccm, tcą, tu już pewnie nie przyszedł do skutlar''). Wniosek 
ten nie jest jednakże pewny. 

A zatem: od v^ pad, hl^ brzmiał ten imiesłów u nas w pro- 
totypowym swym kształcie, na wszystkie 3 rodzaje zarówno: pad-a\s, 
hl-us czyli po naszemu hi-iv-us (§. 61). 

Te formy krojeni swoim były Spógł. tematem (t. j. s w nich 
było przyrostkiem, u cechą czasu, a nie żadną, deklinacyjną koń- 
cówką): rodzaj gramatyczny nie miał się przeto czem w nich od- 
znaczyć. 

W dalszym toku, pod naciskiem różniczkującej rodzaj grama- 
tyczny dążności, wyosobniła się z tego nasamprzód żeńska forma 
jako I-temat, z końcówką i: i)ad\usi, hi\tu[tisl = ta co padła, 
biła. 

Męski rodzaj pozostał w nom. sing. bez końcówki, a zatem 
na zewnątrz przy kształcie dawnym; ale z padus, hi-iis, rozwarł 
on się później na paduas, hi-iias (następstwo dążności ukazania 
bodaj w tym najsilniejszszym rodzaju i w tym najprzedniejszym 
przypadku, że to czynny, że to z przechodnią a nie bierną czyn- 
nością imiesłów). 

Nijaki rodzaj — nie od razu zapewme — w tym Iszym (a 
w konsekw^encyi i IVtym) przyp. poszedł także w ślad tamtego 
rodzaju, t. j. przyjął i on to tms. 

Na tej drodze przyszło do tego, że brzmiał zatem na wszy- 
stkie 3 rodzaje nomin. sing. tych imiesłowów już tak: padtuis. 
hituis — padiisi, hi\iv\usi — nij. rodź. jak męski. 

Dalsze koleje tych prototypów słowiańskiego nominatiwu 
były oto takie: 

Ponieważ owo męskie ,4)adms^ hkias'' było i tak wyma- 
wiane, jak je tutaj piszemy, i także (konsonantyzując luc na iva) x)ad- 
luas, hhvas: wynikły przeto z niego w późniejszej dobie języka 
dwie, właściwie trzy różne postaci nominatiwu, do których zaraz 
też potem i znaczenia różne przylgnęły, a mianowicie następujące: 



*) Bierne participia czasu przeszłego , np. bity, kuty, z pierwotnej da- 
tujące epoki , dostatecznie całą, swoją budową i bez tego kontrastowały 
z imiesłowem niniejszym. 



218 Geneza konjugacyi. 

1. padu'i,, hiwA, a zamiast tego później — zastąpiwszy tt w tern 
iCA przez nader doń zbliżone, a łatwiejsze do wymówienia ?, wiec 
razem ?& — padł^^ hił-k^ z czego dziś w polskiem ptadl, hil^ w ma- 
łoruskiem^ja(r7)ri czyli j;«?f, hju;v{ serbskiem j)«o {p(^id)o) = albo 
i padao^ hio ; w starosł. imdłi,, hUiL ^^ ). 

W tento więc sposób powstał nasz dotąd etymologicznie i 
dziejow^o niewyjaśniony, jak ja go nazywam „posiłkowy" imie- 
słów, używany np. do urabiania form jak padłem, biłem itd. Oby- 
dwa drugie jego rodzaje, padła, hiła, i padło, biło, równie jak i 
jego też liczba mnoga, padli, padły, zostały do tego nominatiwu 
męskiego potem kiedyś dorobione już nieorganicznie , na a, o, i, y, 
tak jak gdyby j>>rtf7^z, pierwej padłaś, miało w tem as swoje koń- 
cówkę, a nie przyrostek — tak jak gdyby kto w łać. np. od ve- 
tus stary, na podobieństwo bonus, a, itm, formował vekis, veta, 
vetam — veti, vetac, veta... 

2. Drugim wynikiem z owego ptadims, a od chicalió cliicall- 
itas, było j9ać?z, chtcali,, w znaczeniu ten co padł, ten co 
chwalił — z zastąpionem tutaj przez z całem owem iias 
w pad{uas) , i z zastąpionem przez i^ całem i-iias w cliival{i-uas). 
Jest to imiesłów ów po dziś dzień tak zw. zaprzeszły czyli na 
szy, zachowany w polskiem w samym tylko swoim już locatiwie 
(padssy), w starosłowiańskiem jeszcze ocalony we wszystkich swo- 
ich skłonnikach i liczbach — w powyższem ukazany w dawnym 
swoim męskim i nijakim nominat. sing. Takie formy tego nomi- 
natiwu, jak 2^ttd, szed, pich, piet itd. (już z odrzuconem z), w zna- 
czeniu gebacken habend, geflochten habend itd. odnajdujemy jeszcze 
i w najdawniejszej polszczyźnie (ale tylko sam ich nominat. i także 
locat., a innych przypadków już nie ma). Takich zaś form, jak 
chwalh , tu nie ma ani nawet w nominat., a tylko cJmalltu. 



W obec faktu powyższego, można twierdzić z matematyczną, pewnością., 
czegom w Głosowni (nie zwracając na to uwagi) jeszcze nie śmiał roz- 
strzygać ( §. 53 j, że nasze ł było pierwotnie i starosł. języka, a nawet 
i wszystkich innych narzeczy własnością , którą, one później straciły. 
/ Mas tylko łas, łb powstać może, ale przenigdy las^ Ib. Jeżeli za- 
tem np. dzisiejsi Słoweńcy w tym imiesłowie mówią pa{d)l albo padeJ, 
pekel (od ^;iec), jjletel, bil, pisał, kupował, chwalił: to już kwestyi nic 
podlega 5 że te wszystkie I na końcu pierwotnie były i w tym języku 
także e?ami. 



Wstawkowej stadynm drugie. 219 

3. Trzecim wynikiem z owych prototypów było paclw^, hkv'Aj 
chwaliwh, wytworzone z już skonsonantyzowanego padwas^ hiwas^ 
chtvaliwas, zastąpiwszy tu samo tylko as przez 5ł, któreto -a 
później i samo np. w polskiem z oczu zniknęło. To była druga 
słowiańska niejako waryanta męskiego i nijakiego nominatiwu 
imiesłowu, który ja nazywam „zaprzeszłym", a to w przeciwstawie- 
niu do imiesłowu na ^ czyli posiłkowego. — Takie formy jak pacho, 
pletu\piekiv {iv po poprzedzającej spółgłosce) były jednak tylko pol- 
skiemu i czeskiemu językowi aż do XV wieku właściwe (starosł. 
ma natomiast tylko padj^): przeciwnie hiwi,^ clnualuui, itp. (iv po 
samogłosce) te znało całe Słowiaństwo. — Dzisiejsze nasze .^hmssy^ 
chwalmssy'-^ jest to locat. tychto właśnie nominatiwów ; było także 
w dawnej polszczyźnie czasem używane i padivsmj (obok prawidło- 
wego padszy) ale to już — w tym skłonniku — nieorganiczne i 
chyba forma tylko na podobieństwo owego nominatiwu ^^padw^^ uro- 
biona bezmyślnie. 

Takie to więc koleje przechodził imiesłów powyższy w swoim m ę- 
s k i m i (jak cień za nim idącym także) nijakim n o m i n a t i w ie. 

§. 4G7. Żeński nomin. sing. tego imiesłowu perfektowego 
przybrał, jak się i wyżej nadmieniło, już z dawien dawna I-tema- 
tową postać formy padusi^ hi-w-usi i przypadkował się podług na- 
szej IV deklinacyi. Na tymże na i, w całkowitości na -usi zakoń- 
czonym temacie zaczęły się potem opierać i męskiego także (toż 
nijakiego) rodzaju dalsze przypadki (zamiast co najpierw były to 
Spółgł. tematy). A że ta uniformitas wszystkich trzech tutaj rodzajów 
zawadzała późniejszym dążnościom języka, więc przeskoczyły nie- 
które, t. j. najwybredniejsze z tych dalszych skłonników — na pod- 
stawie już przerobnego tematu o końcówce złożonej {padusia^ 
hiwusia itd.) ostatecznie do deki. I, II i III (porówn. g. 831) i do- 
znały na tej drodze przeistoczenia owego us na iiss^ któreto uss 
się potem per analogiam (właściwie niepotrzebnie) wcisnęło i do 
żeńskiego nominatiwu, brzmiącego więc już padusd, hi-iv-iissL 
zamiast co dawniej było tu si. 

Najważniejszą w tych wszystkich przeobrażeniacli rzeczą z pra- 
ktycznego już punktu widzenia, t. j. dla ortografii dziś naszej, jest 
to, że więc tak w tym żeńskim nominatiwie , jak i we wszystkich 



220 Geneza koDJugacyi. 

dalszych jakiegokolwiek już rodzaju przypadkach, ukazywało 
się to usz, a po poprzedzającej samogłosce w-usz (hi-w-usz, ekwa- 
U-w-usz), przed końcówkami skłonnikowymi zawsze tedy w tej po- 
staci iisz^ a nie 2i2isz^ ivasz^ łasz; po z wątleniu następnie dokona- 
nóm w naszych językach tego nsz i tv-usz na 7,sz i tv-7,sz^ otrzymaliśmy 
tak w żeńskim nominat. jak i w wszystkich owych dalszych skłon- 
nikach, a między nimi zatem i w locat. który jako ocalony, najwię- 
cej nas tu obchodzi , formy z tem ^sz — więc pad^^szy , hi-iv-'hszy, 
cliwali-u-T^szy (dzisiaj padszy, hkuszy, chiucdkuszy) ^ a nie padiu- 
szy ani też padłszy^ hilszy, chiuaMszy^ gdyż takowe byłyby się 
mogły wytworzyć chyba tylko z padtiaszy, hiuaszy, chvcdhiaszy, 
a tego, w^ tych skłonnikach, nigdy nie było (porównaj §. 238,. i 
g. 331). Więc nie należy też i pisać padłszy ^ picMszy , lecz tylko 
padszy^ ińekszy. 

§. 468. Takiej samej mutatis mulandis budowy imiesłów czasu prze- 
szłego posiada albo posiadał i każdy inuy pokrewny język , nawet łaciński , 
który jednakże zrobił z niego w przedpiśmiennych jeszcze wiekach już inny 
użytek, tak iż sig na pozór zdaje, jakoby tam form takich wcale nie było 
(§. 497). Nawet w gockiem zachował się okaz imiesłowu takiego, a to 
w wyrazie iGrusjos [ber-tłs-ios) rodzice, ci co zrodzili, od V bar , za- 
chowanego w niem. gebdren : brzmieć on tam musiał w nom. w liczbie poj. 
bćrus , a najpierw z redupl. baibariis. — W grec. mamy to w uro])ionym 
np. od V typ imiesłowie tctyi)-van(t)\s ten co uderzył, a z tego tcty- 
o{i')an{t)s , ostatecznie (po zamianie an na w) tstuoojc ; w nijak. rodź. łetyp- 
ua-t — tetyo{v)ht, a po zamianie (inno, a przesunięciu t (jako tu niemożliwego 
na końcu wyrazu) na s, ostatecznie tetu-jó; to co uderzyło. Genit. w obu 
rodzajach tetyp-{v)at-os czyli Tstu-f ótoc : tutaj zatem ua (ale nie uan!) snaó 
wchodziło i w skład ubocznych nawet skłonników. W żeń. rodź. tetyp-itt-ia ^ 
następnie zzT\irM{t)ia , wreszcie TSTu^uta — z nieorganicznem tu o zamiast p 
(następstwo tylko analogii z tamtymi rodzajami). — W li te w. np. od V suk 
kręcić: w rodź. męsk. sul<es ten co skręcił (z suk-{u)aHS, z wyrzutnią 
tu diftongowego u, a potćm zamianą an na c)\ ale w llgim prz. już nic 
vuii, lecz tylko u: sukus-io tego co skręcił, i taksamo w wszystkich dal- 
szych skłonnikach , które zachowały się w tym języku. Tosamo m ukazuje też 
i żeń. nom. np. sukusi ta co skręciła. Rodzaj nijaki, w ogóle zaledwie 
istniejący w litew,, ma tu już Ibrmę zepsutą sukę to co skręciło, z od- 
rzuconem s, tak jakby ta głoska w powyższej męskiej formie sukrs była 
ozuaką rodzaju , a nie stałym przyrostkiem. 

* Że ta litew. forma męska sukes ten co skręcił rzeczywiście 
brzmiała kiedyś sukuans : o tem sig przekonywamy za pomocą wiadomego 



Wstawkowej stadyum drugie. 221 

przypadkowo nam kształtu tego męskiego nominatiwu w zamarłem staro- 
pruskiem narzeczu: brzmiał on tam jeszcze całkowicie iiuTcvqs czy sukvt(S. 
W wydanym przez Nesselmana starodawnym katechizmie pruskim zachowały 
się dwa takie tego imiesłowu okazy : 

„asmai murrawuns hhe klantiwiins"' *) 
jestem mruczał i klął, — 

W rodź. żeń. miał ten imiesłów i w pruskiem także narzeczu tylko u nie ?m, 
a tem mniej uan ; tosamo zaś rozumieć trzeba i o dalszych przypadkach (choćby 
nawet i męskiego rodź.). Okazy: od słowa aulauti umrzeć, V lau, brzmiało 
part. j^aiilause'-^ {— nulau-tłs\{i)a) umarła, mortua; acc. plur. masc. 
r,aulau\ti s\ins^' (także „aulau-io-us\ens^\ i jak tam, „aw?a?<sjm.s'"\mortuo s ; 
ba nawet nom. plur. masc. ma tam tylko u!! Mamy to w zdaniu: 

„m,adlitl , tyt icirstai iotts i m it si s; 
proście, a będziecie wy brali (jęli); 

„laiikyti , tyt icirstai iuus a upa Hus i s." **) 
szukajcie, a będziecie wy znaleźli (znajdziecie). 
Forma „im-łf:it-is'-^ (od imti ją^ć) i ,,aiipall-iis-is^^ jest takim właśnie nomin. 
Bardzo to ważne są, skazówki i dla historyi naszego nawet języka ; wynika 
bowiem z tego z apodyktyczną pewnością, że nasze dzisiejsze locatiwy na szy 
wyszły rzeczywiście z form pierwotnie zakończ, na Kszy , a nie na naszy ; 
więc się też i dziś żadną miarą na hzy kończyć nie mogą. Prócz tego wi- 
dzimy tu też ten cały imiesłów pruski faktycznie deklinujący się jeszcze i 
wtedy, kiedy ten katechizm pisano, na podstawie I-tematu (jak pąth i kosih 
w starosł. ), cośmy o polskim w §. 331 twierdzić mogli na podstawie samej 
tylko kombinacyi, więc hypotetycznie. 

§. 4G9. Wracam raz jeszcze do tych naszych imiesłowów 
„posiłkowych" na ł {pcidl^ hil)^ do których żaden drugi język in- 
doeuropejski nie posiada nic podobnego, albowiem poprzestają, one 
wszystkie na jednym tylko partie, perfecti activi, a tylko my 
Słowianie sami mamy aż dwa jego gatunki, t. j. jeden jak pad, 
z genit. imdsza, locat. padszy — drugi zaś taki jak ptadŁ Rozumiem, 
że w^ ten chyba jedynie mój sposób daje się ta wyjątkowa odrę- 
bność szczepu naszego wyjaśnić, t. j. kiedy się wywodzi i jeden i 
drugi ten imiesłów z jednego tylko zawiązku. Inni badacze widzą 

*) Pochodzi to od jakiegoś słowa klantiti , odpowiedniego chyba naszemu 
(nie kląć, ale gdybyśmy je mieli) klęcie; zaś murraiouns od mur rai i , 
które po litew. brzmi murnmti albo i murncti szemrać — może tam 
pisownia zepsuta. 

**) Nie wiem , jaki Litwa ma dziś natomiast czasownik. — Laukfi , od 
czego tam „la2ikyłi'\ znaczy po lit czekać, być cierpliwym. 



222 Geneza konjngacyi. 

tylko w tym pierwszym imiesłowie correlatiyum do owego w po- 
stronnych językach partie, perfecti, a nasz ten posiłkowy imie- 
słów próbowałi oni wydobyć z czego innego — mianowicie z bier- 
nego imiesłowu na t, tak iż np. bił miałoby si§ wytworzyć z &?Y, 
hity ; lecz w takim razie od pad byłoby to part. past^ a jakby z tego 
potem _2^ar?? mogło wyniknąć? tego już nie pojmuję, równie jak 
mi w ogóle do przekonania nie trafia i przesuwka brzmienia t w ł 
(tego zdania był Bopp). Drudzy znowu (Schleicher) stawiali ten 
imiesłów na równi z cudzoziemskimi formacynmi o przyrostku r 
(np. takimi jak gnanis^ ipu^póc); miałyby to więc chyba być wła- 
ściwie przymiotniki, a nie imiesłowy. Jeszcze inna interpretacya dawała 
je za identyczne z owymi niegdyś participiami na tr (§. 432) itd. Wszy- 
stko to mało komu trafi pewnie do przekonania. — Za wykładem 
moim przemawia prócz powodów już wyłuszczonych i używanie odpo- 
wiedniego imiesłowu w litewskiem (sul-ęs, suhusi), który tam czyni 
posługi w obydwóch zarówno tych funkcyach naszych; t. j. to 
snJces znaczy tam i (tak jak nasze padszy) „ten co skręcił," ge- 
wunden habend, i jest obok tego swoją drogą i posiłkowym 
(tak jak nasze padł) indesłow^em, literalnie w tychsamych przybie- 
ranym czasach i trybach, co w konjugacyi słowiańsk. (mianowicie: 
1. siilięs esmi = kręcił jeśm czyli kręciłem ; 2. suJcęs Imsiu = 
będę kręcił; 3. sulv§s huczati czy hiczian =^ krecił-bym). 

Ażeby jednak móc przystać na ten mój wykład, trzeba sie i 
tutaj rozstać z panującem mniemaniem, jakoby przyrostkiem tych 
wszystkich indoeuropejskich participiów perfecti było nasamprzód 
ra7is albo vant ^ a z tego dopiero vas, vat^ a po jeszcze dalszem 
skurczeniu się i tego — nareszcie ns, ut. Ttodowód ten kroczy ra- 
kiem, robi ojca ze syna, a z wnuka dziada. Przyjąwszy przeciwnie 
w myśl założenia mojego, że it było wstawką w całej perfektowej 
dziedzinie : zyskujemy po pierwsze węzeł między tym czasem a jego 
imiesłowem, po drugie pojmujemy w tym imiesłowie znaczenie tego 
n\t i powód dalszych z niego pokroków aż do vant^ vans. Ale 
kto odwrotnie rzeczy bierze i to vans punktem wyjścia nazywa, a 
tylko o to się z drugim spiera, czy na razie to było vans czy vans : 
ten zdaniem mojem ani tego vans nie rozumie ani też dalszych 
odmianek, które się z niego (nie wiem z jakiej przyczyny i na 
mocy jakich zasad fonetycznych) miały wykurczyć. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 223 



III Stadyum: Formy złożone — tema^tyczne. 

§. 470. Nastała potem w konjugacyi języków indo- 
europejskicli jeszcze inna dążność flexyjna. Obok form je- 
dnolitych, urabianycli w powyższy sposób, zaczęły się poja- 
wiać wyrażenia zgoła tosamo wprawdzie co i tamte znaczą- 
ce, lecz tern różne , że były to już całości złożone, a to 
z tematu czasownika danego i żądanej właśnie formy 
drugiego jakiego słowa jako posiłkowego. Tak np. 
temat suk słowa suMl kręcić, i futurum od jestem siu 
(dawne simi^ a z niego potem siami) będę, daje razem 
litew., teraz właśnie wchodzące w życie futurum złożone 
sitlĄsm skręcę. Ta nowa złożona forma znaczyła zupeł- 
nie tosamo, co dawniejsze futurum jednolite czyli Iszej 
formacyi (stiJc-i-mi) , którem się odtąd coraz rzadziej po- 
sługiwano, aż wreszcie i całkiem poszło w niepamięć. 

Wszystkie takie czasy, tryby i imiesłowy złożone 
będziemy tu nazywali formami z drugiej już ręki czyli 
„drugiej formacyi'*. (Trzeciej zaś formacyi okażą 
się być w przyszłem t. j. czwartem stadyum formy zło- 
żone ze słowa posiłkowego i imiesłowu, a nie tematu). 

Form takich z tematu i słowa posiłkowego złożonych 
w językach indoeurop. jest bezlik. Zadanie nasze pozwala 
nam te z nich jedynie tu wspomnieć, które i nasz język 
posiada albo kiedyś posiadał. Takimi zaś są: 1. Aori- 
stus, Imperfectum i Futurum drugiej formac3d; 
2. Nijak o-bierne formy werbalne, z których dzisiej- 
sze słowa naszej VII (leżeć) i VIII klasy {ubożeć), a z tych 
znowu t. zw. causativa klasy VItej {łożyć ^ ubożt/ć) wzięły 
początek; 3. Formy idę, jadę i hędę. 



224 Geneza konjugacyi. 

" Co mogło dać głównie powód do tworzenia w konjugacyi 
tycli fonu złożonych? — 1. Zjawienie się nowych pojęć, na wy- 
rażenie których zwykłe , dotąd praktykowane sposoby nie wystar- 
czały: to się odnosi np. do owych słów leżeć, łożyć, tihożeć, nho- 
żyć. 2. Niedogodności wynikające z zbytniego podobieństwa do siebie 
dwóch form różnych znaczeniem , np. optatiwu i futurum owego na 
imi, które też ustąpić teraz miejsca musiało całkiem imiej forma- 
cyi. 3. Niemało też wpłynęła na to i ta jeszcze okoliczność, że 
w tamtoczesnym stanie języków zahidniać je już zaczęły i czaso- 
wniki pochodne, np. z imion tworzone, których temat obejmo- 
wał dwie, trzy, czasem i cztery zgłoski, a nie jedne (tak jak sło- 
wa pierwotne). Przydawane da tych □□ jeszcze wstawki, redupli- 
kacye, augmenty, wtręty, końcówki osobowe itd. czyniły z nicli 
wyrażenia zbyt długie. System oparty pierwotnie na trójsyDabności 
form werbahiych, nie dawał się z takimi tematami })Ogodzić. Cała 
prężność, lekkość i przejrzystość budowy czasów znikała w takich 
ciężkich całościach. Zastąpiono je zatem kombinacyami , które choć 
także były nieraz przydłuższe, przynajnmiej wybitnie wypowiadały 
to o co właśnie chodziło. A ta praktyka oddziałała potem i na 
konjugacyą słów pierwotnych. 

System ten nowy nie wszedł zresztą, jak się to i samo rozu- 
mie, na miejsce tamtego w życie od razu w całej swej sile, ale 
się zapowiadał już i przedtem pojedynczymy pojawami swoimi; 
wkradał się zatem zwolna, aż wreszcie niemal wszystko owładnął. 

Pojawy takie sporadyczne, w składzie czasów i trybów dawniej jedno- 
litych, można było zauważyć jeszcze w stadyum poprzedniem we wszystkich 
tu porównywanych językach. Zaliczam do tej kategoryi w s ans kr. np. III osobę 
licz. mn. Optatiwu medii, zakończoną. na ra?2 (6óc//ie-ran, si-ran), któreto ran, 
wytworzone z san , było samo w sobie pewną całkowitą formą słowa posiłk. 
asmi. Takąż formą jest i ostatnia zgłoska III osoby plur. sanskr. Perfecti me- 
dii re, wytworzona z se [tutudi-rc, dsi-rc). W grec. spotykamy jeszcze wię- 
cej zjav/isk podobnych, zwłaszcza w konjugacyi na {j-i. Tak np. Imperf. act. 
£T'!irr]v (dawne a\Uthc\mi) jest wprawdzie przez wszystkie swoje osoby i liczby 
formą jednolitą, ale III os. plur. brzmi już £T(3e-aav (a tylko w dor. dyal. po 
dawnemu natomiast i tu en^sy); taksamo też i w Aor. t. zw. Ilgim mamy je- 
dnolite E^r^y, 'i'i'rty i t. d. przez wszystkie osoby, ale III os. pi. już ć^E-aay, a-^ct- 
cav, obok zachowanej i dawniejszej formy 6'3£V, 6'cpav; w Opt. act. widzimy je- 
dnolicie sformowane Ti3£irjv> -^^^^^ i^d. ale III os. i)łur. Tt3e(rj-aav , 3£ir]-cjav, obok 
zachowanej jeszcze formy i jednolitej , dawniejszej , t{3£i£V , 5£t£V. Otóż widzę 



Wstawkowej stadynm trzecie. 225 

w takich formach pierwsze próby tego systemu. Później, np. w t. zw. alexan- 
dryjskiem tego języka narzeczu (tłómaczono niem np. Stary Testament) przy- 
szły już rzeczy do tego , źe urabiano rzeczoną, mnogo-liczebną, formę na aav 
nie tylko od wszystkich słów, ale i w obrębie każdego już czasu 
historycznego, a nawet i optatiwu (e9aivo-oav, \zlr,oi-aa^ itd. zamiast je- 
dynie dawniej używanego £9aivov, IzUoiz^). W takich greckich, już wyżej 
(§. 463) rozbieranych perfektach, jak XiXu--/.a, niemniej i w formach medyal- 
nych na s-mai, np. 7r£9a-a[j.ai — pomimo że miało to wszystko wyłączne w swo- 
jej sferze rozpowszechnienie i na pozór od najdawniejszej już doby — upa- 
truję także w tem y.a i a[xai {s{u)mai) tejże kategoryi składniki , t. j. perfe- 
ctum tegoż słowa posiłkowego. — Otóż takieto więc sporadyczne i nieśmiałe 
były pierwsze tej formacyi początki , a obecnie bierze ona górę nad dawniej- 
szymi formami i w wielu razach zupełnie je z używania wypiera. 

1. Imperfectum i Aorystus złożony. 
A. Aorystus II formacyi. 

§. 471. Imperfectum słowiańskiego pierwszej for- 
macyi, odpowiedniego np. greckiej formie eTV7i7:ov {d-typt- 
a-mi), nie zacliowały się (nawet w textacłi starosł. ) ża- 
dne zgoła już ślady. 

Aorystus pierwszej formacyi zacłiował się w pomni- 
kach tego narzecza całkowicie tylko w liczbie podwójnej 
i mnogiej, w pojedynczej zaś chyba tylko z brakami — 
a i to wszystko w^ obrębie samych tylko czasowników^ 
pierwotnych. 

Tak np. od słowa luesti wieść, v^ tved, mamy tu aorystu 
tego szczątki następujące: 

liczba poj. I os. tuedz. niegdyś wed-a-(m), 

n „ - 
III „ - 

„ podw. I ., ivedoive „ lued-a-we, 

II i III ., icedeta „ tved-a-td, 

„ mn. I „ wedom^ „ tved-a-ma{s) , 

II „ wedete „ wed-a-ła, 

III „ wędą „ tved-dh-(t). 

* Aorystowi powyższemu odpowiadają, takie greckie formy, jak hur.o^i 
z ((-tyi)-a-m{i) wynikłe czyli tak zw. tam Aoristus II. Nasz jednak aoryst t(''j 

Gram. Hist. Por. U. ló 



226 Geneza konjngacyi. 

najdawniejszej formacyi postradał już, jak widzimy, swój augment, a to z przy- 
czyny, którą, zaraz niżej poznamy. 

Zamiast tego więc aorystu, wszedł teraz w życie ao- 
ryst złożony czyli drugiej formacyi, w obrębie słów 
pierwotnycłi przeważnie, od czasowników zaś pocłiodnych 
jedynie używany w zacłiow^anycłi starosł. pomnikach. Tego 
aorystu postać była u nas dwojaka, w niektórycli osobach 
nawet trojaka, mianowicie następująca: 

T . I wed\ochL z tved-d\s\a{m) , 

I os. sing. { ,, ' . , X 7 / \ 

II „ „ \md}e ,, ived'd{s\s) , 

III ., ,, ived\e „ ived-d{s\t) . 

j j , / tved\ocJiowe ., ived-ds\a\we , 

V tve\sowe „ wed-s\a\wc ^ 

II i III ., ,, ived\osta „ wed-ds\td , 

lub tve\sta „ tved-s\ta ^ 

T T / tved\ocho7n'h ., tved-ds\a\ma(s) , 

I " Pl^»'- { -'i "711' /\ 

I ive\somj^ „ ived-s\a\ma{s) , 



II 
III 



/ wed\oste „ wed-ds\ta^ 

\ tve\ste „ - tved-s\td , 

j ived\oszę „ tved-ds\in(t) ^ 

\ we\se^ tve\s0ę „ tved-s\in{t). 



* :;: 



■'' Powyższe formy sę, złożone z wed jako tematu i z aorystu słowa 
jestem, który w I os. 1. poj. więc brzmiał po słowiańsku osh lub ochh 
(pierwotnie ks-a-m{i) , z augmentem k zwątlonym na o; z s zamienionem na 
cA, drugiem a, które tu tylko było wtrętem, na 'b, a m odrzuconem). Ten 
aoryst o.<?t>, ochb mógł jednak do takich tematów równie dobrze i bez aug- 
mentu przyrastać, przekazując w takim razie (jako już enklityka) całą swą 
wagę tematowi, jako syllabie która mu za podpórkę służyła : to też powód, że 
w takiem icdd-si, i wed-clru , a raczej ivCiS'b , iccchh [d odrzucone jako fone- 
tycznie tu niemożliwe), a taksamo i w wcst,, ndch-b od nesti nieść itd. widzi- 
my w tym □ toed, nes , e już na e rozszerzone jako tu wymawiane ze szcze- 
gólnym przyciskiem. (Z tych samych przyczyn i „nc sW (nie jest) zamiast ne 
stb, jakeśmy to wyżej na str. 135 widzieli). — W osobie II i III t. j. w „tcec^le", 
widzimy augment posiłkowego aorystu (niegdyś Lss{i) i kst{i)) z a aż na e 
spadły, a ss i s^ odrzucone. Zdarzają, się czasem jednak natomiast jeszcze i 
formy całkowite, np. by\st-b byłeś i był , da\stb dałeś i dał ( właściwie jednak 



Wstawkowej stadynm ti:'zecie. 22? 

są. to tylko trzecie osoby), w których wigc ta bezaugmentowa forma aory- 
stu sti samo tylko i postradała. ( Wątpliwości zapewne nie podlega, że te ao- 
rysty były wtedy w starosł. języku rzeczywiście wymawiane tylko hijsty dast — 'b 
się tu dopisywało tylko z nałogu, t, j. gwoli tej zasadzie, że się wszystkie ta- 
kie na spółgłoskę zakończ, wyrazy raz na zawsze albo jerem albo jorera po 
niej uzupełniały piśmiennie. Ponieważ nie słyszano tu ani w spółgłosce t 
zmiękczenia, ani też po niej niczego takiego, co się w innych takich razach 
przez b wyrażało na piśmie — więc stawiano 'b. A to upoważnia do wniosku, 
że z tego dast{i), hyst{i) odpadło i o wiele wcześniej , aniżeli w innych podo- 
bnie zbudowanych wyrazach (mianowicie imionach), i że to zajść musiało już 
w owych odległych wiekach, gdzie się w słowian, żadna jeszcze spółgłoska nie 
miękczyła przed i samoistnie użytem. Obacz T. I. str. 108 i 123). — W III os. 
licz. mn. mamy znowu tak jak w Iszej sing. trzy odmianki: wedosze, węszę i 
icesę; wed\oszę powstałe z wed\óchin, a to z wed-ŚLs\in{ti) ; toe\szę z loechin, a 
to z we(d)-s\in{ti); nakoniec wesę bezpośrednio z we{d.)-s\in{ti). To in w ksinti 
i Sinii jest datującą, z pierwszego jeszcze stadyum konj. wstawkowej wstawką z, 
znazalizowaną tu na oznakę, że to mnoga III os. (§. 451). 

W ogólności zaś mamy w tym całym słowa posiłkowego aoryście albo 
więc formy, w myśl najdawniejszej zasady bez żadnej wstawki {Łs{si), kfi^ti); 
astcij i w licz. mn. Asta czyli kste) — albo z przybranym już tym wtrętem a 
(HS«(mi), asawe , ksama{s)) ■ — albo wreszcie ze wstawką i (znazalizowaną, 
mianowicie w III os. licz, mn. ). Więc tak co do wyboru wstawek, jak i co 
do ich użycia lub nieużycia dowolność bezwarunkowa, odpowiednio do wykładu 
rozwiniętego wyżej w §. 442 ^. 

§. 472. Powyższą; budowę słowiańskiego złożonego aorystu 
ukazaliśmy na podstawie faktów, jakich nam dostarczają, starosło- 
wiaii. pomniki. Nastręcza się tu pytanie, czy mamy takie fakta i w na- 
szym także języku? — Rzeczywiście posiadamy je i tutaj, lecz 
w obrębie tylko XIV wieku (Psałt. Flor.) co do wszystkich 
słów; a co do słowa posiłkowego hijó także jeszcze przez XVty, 
w poszczególnych zaś formach jego, np. hych, hjchwa, hy climy, 
byście, byś, by^ i znacznie później jeszcze, trzy ostatnie na- 
wet i dzisiaj. W dawnej polszczyźnie brzmi ten aor. jak to już 
ukazałem w T. I na str. 264, np. od chwalić, chicalich chwaliłem, 
chtualicJiom chwaliliśmy, chioalichą chwahli ; od nwwić a raczej 
wtedy jeszcze niołwić, molwich itd. mol to ich ą; od być: by eh, by, 
by, w 1. podw. bychica, bysta, w licz. nmog. bychom lub bycJimy, 
byście, by cha itd. Formy (w III os.) na szc, np. chwaliszę , mol- 
iciszę, bysz§, zaledwie się tu dadzą, obłożyć, kończą, się bowiem 
stale na chą: a to w wybitniejszem jeszcze świetle stawia owę 

15* 



228 Geneza konjugacyi. 

w końcu poprzedzającego ustępu wspomnianą dowolność słowiańską 
w dobieraniu samogłoski temu czasowi na wstawkę; podczas gdy 
bowiem np. starosł. aor. ma tu s,z§ albo s§ (z cJiint, sint)^ myśmy 
w XIV stuleciu nad to przenosili clią (dawne chan{t)^ to zaś z sant). 

* W grec. odpowiada temu złożonemu aorystowi naszemu tak zw. tam 
aor. I, np. sTutj^a, fXuaa itp. z a-typ-sa(m). Posiada takiż aoryst (obok zacho- 
wanego i dawniejszego aor.) także i sanskryt. 

§. 473. Teraz kilka słów jeszcze o augmencie, a raczej o 
jego na pozór braku w tych aorystach słowiańskich. — Między owem 
grec. £TU'J;a, pierwotnie fi-typ-sam, a naszem tved-a\sam albo i wed- 
sa77i , ta tylko jedna zachodziła różnica, że w greckiej formie rzu- 
cono «, oderwane od aorystu słowa posiłkowego, na początek 
całego tego złożonego wyrazu — w naszej przeciwnie albo wsta- 
wiano ten augment w środek, t. j. dosuwano tu do danego te- 
matu aoryst ten posiłkowy łącznie z swoim augmentem — albo też 
całkiem usuwano ów augment i odgrywał w takim razie sam temat 
(tced) rolę augmentu względem tego posiłkowego aorystu, jako 
piastun wygłaszanego z emfazą akcentu całej tej formy. 

Ponieważ zatem tak w pierwszym jak drugim razie (wed- 
d\sam^ tve(d)\sam) aor. ten słowiański złożony nie posiadał au- 
gmentu na czele całego wyrazu, lecz się w jakimkolwiek swym 
składzie od tematowej zgłoski zawsze poczynał: więc to najpe- 
wniej było przyczyną, że potem nawet i jednolite aorysty pier- 
wszej formacyi, t. j. takie jak dwedmn, także się z czasem swego 
augmentu pozbyły i już więc nie dtveda{m)^ dtved%^ lecz tylko we- 
da{m), łuedz itd. wymawiane bywały. 

Pozostały pomimo tego jednak do czasu stosunkowo bardzo późnego 
przykłady wyjątkowe i takich jednolitych aorystów, które przecie zachowywały 
(np. w starosł. textach) swój augment na samem czele wyrazu, i to w postaci 
(niezwątlonego) a, lub też i ( §. 449). Tak np. w kod. Supr. str. 222: r,Aby 
ho ne molił-h sę , ne hy tchstaiuił^b mrtwago'-'- ( = gdyby się bowiem nie był 
modlił, nie był])y wskrzesił zmarłego). Tutaj aby w pierwszem zdaniu, hy 
w drugiem, s% to aorysty zupełnie stojące z sobą na równi: hy już się pozbyło 
swego augmentu, aby zatrzymuje go jeszcze. Bo że to a w tem ahy nie jest 
żadnym innego znaczenia narostem, np. spójnikiem, dodanym jakby kto może 
przypuszczał tutaj dla tego, że to ahy miało tu znaczenie „gdy- by" i że jest 
położone w zdaniu poprzedniem ( Yordersatz ) : o tem się z tego przekonywamy, 
że przecie mogłoby stać na temsamem miejscu i w temże znaczeniu nawet 



Wstawkowej stadyum trzecie. 229 

i hy. Wszakże jeszcze u Kochan., Skargi itp. (XVI wiek!) znajdujemy takie 
zwroty, jak „£fy ( = gdyby) na wagę nastąpili, pióraby nie przeważyli^'-] albo 
,, Byście (= gdybyście) domowe niemocy tego królestwa zleczyli: łacniejszahy 
na przychodnia obrona naleść się mogła'-^. — Z augmentem i znachodzimy zno- 
wu aor. odi jestem] np. w Supraskim kod. str. 331: y,Aszt\iszę peczatbleW-^ 
i na str, 332: „aszt\i ne było^^ ^ położone zamiast aszte iszę = jeżeli by 
( mówiąc o kilku osobach), i zamiast aszte /(s^)= jeżeli by (mówiąc o Illciej 
os. 1. poj. ). Bliższe szczegóły o tych formach obacz wyżej , na str. 182. — 
Równie także mógł wchodzić ten aor. słowa jestem, augmentowany przez i, 
czasem i w skład złożonego aorystu jakiego drugiego słowa jako przyrostek; 
tak np. formy starosłowiań. dotąd niewyjaśnione b\ich-b, b\i, b\ista, b\iste , 
b\ichom'b, b\isłe , b\isze, są takim drugoformacyjnym aor., złożonym 7. ^ b 
(§. 498) i ic/iT) jako aorystu od jeswb, w postaci właśnie tu omawianej. 

B. imperfectum II formacyi. 

§. 474. Słowiańskie Imperfectum złożone, przez które 
w przedpiśmiennycłi jeszcze wiekacłi wyparte tu z używania zostało 
jednolite imperfectum „pierwszej" formacyi, miało budowę wielce 
podobną do złożonego aor. Różniło się ono od aor. tern tylko, że 
się tu z tematem teraz niej szo-czas owym (a nie czystym, tak 
jak w aoryście) spajało imperfectum słowa posiłkowego (a nie 
jego aor., jak w tamtej kombinacyi). Oto okaz tego czasu od słowa 
ivedą wdodę, jak go widzimy w starosł. języku: 

I os. 1. poj. ivede\ach'k , niegdyś tved\e-d\s\a{m) , 

II „ „ \ 7X1 ived\e-d\s\a(s) , 

TTT ivede\as3e; ,L . ,.,. 

III ,: „ i ived\e-a\s\a\{t)', 

I 1. podw. ivede\achotve . ived\e-d\s\a\we : 

II ,, ,, \ tvede\as3eta . ived\e-d\s\a\ta ^ 

III ., ., / wede\asta^ tvcd\e-d\s\td ^ 

I 1. mn. ivede\acliom^ . ived\e-d\s\a\ma{s) , 

f ivede\as0ete , tved\e-d\s\a\td , 

" \ wede\aste^ ived\e-d\s\td , 

III „ ,. tvede\achą, wed\e-d\sdri(t). 

Na tym przykładzie nie widać jednak różnicy, zachodzącej między 
aorystem a tym czasem co do samego tematu: tam wed -och, tutaj wed- 
ejac/ib. więc w obydwóch razach Q loed. Czasownik ten bowiem nie posiada 
odrębnego teraźniejszo - czasowego tematu. Ale np. od V dioig z □ dwign 
(dźwignąć), brzmiał aor. dwig-ochb, inperf. zaś divign-c\ach'b. — Co się na- 
stępnie tyczy różnicy między tymi dwoma czasami co do ich drugiej cząstki 



II 



230 Geneza konjngacyi. 

składowej: takową, widzimy w aor. w postaci ochb (z d\sam) , tutaj mamy na- 
tomiast ach-h {z dsam, z długiem a jako t. zw. augmentum „temporale" ). Sam 
już temat bowiem teraźniejszo-czasowy tego słowa posiłk. brzmiał w tamtej 
epoce as ; więc się to « w imperf. przedłużało, żeby mu w ten sposób augment 
t. zw. „syllabowy" zastąpić. Ta długość też tylko tej tutaj głoski a uchroniła 
owę imperfektową; formę dsam^ acham, ach'b, od zwątlenia się na ochh , tak 
jak się to stało w aor. — Spostrzegamy nakoniec jeszcze jedne i to zasadniczą, 
różnicę między aorystową, formą; wed-ochi^ a imperf. wed-e-acJi-h , t. j. to e 
w sam tu środek wsunięte. Różni różnie tę wsuwkę tutaj tłómaczą,. Ja są,dzę, 
że upatrywać nam w niej należy wstawkę a z czasu teraźń. przybraną; i tutaj , 
a to na oznakę trwania czynności. Czas teraźń. dawał tę trwają,cą, czynność 
w obecności; imperf. dawało ją, wprawdzie w ramach przeszłości, lecz także 
jako trwają,cą;, przydłuższą,. I w jednym i drugim razie symbolizowało się to 
zarówno przez to a. Przeobrażenie zaś tego a na d składam na karb fone- 
tycznych tylko powodów: normalne ived-a-dsam byłoby wydało ostatecznie 
tylko weddsam — a tu właśnie o to chodziło , żeby się ta cecha trwania nie 
zacierała: więc ją, wymawiano z przyciskiem i to właśnie spowodowało jej 
przeobrażenie w e. *) 

W drugiem zaś a w składzie form tego imperf. pierwotnych, np. wede- 
asam, luedeasas , wedeasat itd., z któregoto a później albo !>, np. w I os. 
sing. się wytworzyło, albo e, np. w II i III os. {wedeasze) , albo o, np. w I 
os. dual. i plur. ( u^edeachowe , wedeachom-h ) : te a były tu tylko późniejszą, 
naleciałością, jak w tylu innych razach podobnych. "Widzieć też możemy na 
wizerunku powyższym , że się w osobie II licz. podw., a taksamo i w 1. mn. 
używały zarówno i formy rozszerzone tym wtrętem i jeszcze wolne od niego. 

* Teraz pozostaje nam tylko jeszcze określić tutaj stosunek tego imperf. 
słowiańskiego względnie do innych języków. 

Imperf. tego składu było wyłącznie naszą, tylko własnością. Z pomię- 
dzy pięciu porównywanych tutaj języków, pozostał sanskr. i greczyzna raz na 
zawsze przy imperf. pierwszej formacyi. Łacina zachowała z niego tylko 
jeden okaz — eram (z lisam): po za tem słowem utworzyła ona sobie wpra- 
wdzie tak jak i my, już drugoformacyjne imperfectum , lecz złożone z innego 
słowa posiłkowego, jak nasze, t. j. nie z słowa, jestem, ale być: d\abam^ i\bam, 
ama\bam; doce\bam , leg\ebam itd. Są to zatem formy złożone z □ danego 
słowa i barn, abam, ebam jako imperf. (z augmentem lub bez augmentu, więc 
tak jak u nas) od słowa z V 6 (§. 498). — Litewszczyzna posługuje się 



Później jednak poprzestawał język rzeczywiście i na samem d w tych 
formach, już nie obstając przy ca. Wszystkie słowa późniejszej doby, 
t. j. klasy III, IV itd. (podług mojej klasyfikacyi ) mają w imperf. już 
tylko dchii (pisane w starosł. przez aachh): piszach lub pisach, ddłdch, 
kupujdch albo kiipowdch, chicalidch, sed(i\dch, ume\dch. Owo zaś ea za- 
chowała tylko klasa I i II. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 231 

także drugoformacyjnym juź czasem tym, lecz urabianym i tu zuowu z czego 
innego : z □ danego słowa i spojonego z nim ,^dawmt'^^, np. sulĄdawau skrę- 
całem, dosłownie kręcić czyniłem. — Tak więc sam jeden tylko słowiań- 
ski szczep miał natomiast owę kombinacyą, utworzoną podług zasad wyżej 
podanych na wzór złożonego aorystu, którego wiek jednak sięgać musi 
w nierównie dawniejszą, przeszłość, skoro go nie tylko u nas, lecz i w kilku 
innych szczepach także widzimy. — Żyło to imperfectum w starosł. języku 
w całej jeszcze sile; w polszczyźnie XIV stulecia (Psałt. Flor.) także je jeszcze 
używane widzimy, choć już mniej często, np. od mołwić (mówić) mołwiach 
mawiałem, mołioiasze mawiałeś i mawiał, molwiachą mawiali itd. (ob. T. I, 
str. 264). W wieku XV już go nie ma w żadnym naszym jęz3d<:owym zabytku. 

C. Futurum drugiej formacyi. 

§ 475. Trzecią z tychże składników złożoną cało- 
ścią , używaną 'w tamtoczesnóm stadyum i w słowiańskich 
także językacli, było Futurum formacyi II, które wy- 
parło z używania ów dawniejszy jednolity czas przyszły, 
zakończony na -i-mi, o którego zrodzie, składzie i kró- 
tkim w całej mowie indoeuropejskiej żywocie mówiliśmy 
w §. 458. Futurum to obecnie w życie wchodzące skła- 
dało się z tematu danego słowa, np. hi/ od być, suk od 
sttkti kręcić, i doczepionego doń shni: więc hy-simi będę^ 
suk-simi będę kręcił, skręcę. To simi było to owo 
jednolite fut. od {a)smi, {je)smk jestem, zachowane jako 
jedyny już okaz tamtej formacyi, po za tem słowem po- 
siłkowem zaniechanej odtąd już wszędzie. 

Wszystkie języki słowian, zamieniły i tę kombinacyą 
jednakże później (w c z war tem stadyum tej naszej kon- 
jugacyjnej genezy) na jeszcze inny sposób wyrażania czasu 
przyszłego, t. j. na używane obecnie np. od być będę, od 
kręcić skręcę i będę kręcił. Siad poprzedniego, drugo-for- 
macyjnego futurum zachował się w jedynym już tylko 
tutaj okazie, spotykanym niekiedy w najstarszych starosł. 
pomnikach, t. j. w formie by\szą będę, byszeszi będziesz 
itd. i w przynależnym do tego imiesłowie hy\szę^ by\sząszti^ 



232 Gfeneza konjngacyi. 

hy\szę = futurus, a, um. To hy\szą wynikło z hysimi, roz- 
szerzonego później na hy-siami (z wtrętem a); z czego 
potem bysziamij hysz(i)am(i) — hyszą. 

* Wszystkie zato inne tu porównywane jgzyki pozostały do ostatka 
przy niniejszem drugoformacyjnem futurum , nie wyłączając i litewszczyzny, 
która się niem posługuje do dziś dnia, np. od słowa huti być, hu\sm lub husu 
będę; od sukti.^ sitlc\siu lub też suŁsu będę kręcił. W tej formie I os. 1. poj. 
(wynikłej z -sianĄi) lub -s{i)um{i)) widzimy zatem także wpuszczony już 
w środek ów wtręt a; jednakże w wszystkich dalszych osobach, np. bu\sime, 
bu\siwa — suJc\sita , siik\site itd. zachowują się tu formy te wolne jeszcze od 
tej naleciałości. — Sanskr. futurum nie wytrzymuje w tym względzie już 
porównania z litew. ; wtręt ów bowiem wniknął tu już we wszystkie tego czasu 
osoby i spowodował przemianę normalnego np. da\simi dam, t6d\simi pchnę , V tud 
itd. na dalsjami, t6d\.9Jami. Niektóre słowa sanskryckie przybierają w tem fu- 
turum zamiast sjami raczej nalepową jego odmiankę iśjami, np. łan\iśjami 
rozszerzę, Vta7i: i tutaj nie jest bynajmniej „spójką", ale nalepem, z liczby 
poj. czasu teraźń. tu przejętym w tej odrębnej (może i w praes. tam kiedyś 
zam. a używanej) postaci. Są jednakże w języku tym kombinacye futuralnego 
znaczenia, gdzie i nalep a do składu takich wyrażeń wchodzi, więc jako -asjami, 
lecz o tem później. — W grec. forma ta futuralna daje się widzieć z nale- 
pem 6 (= a) jedynie w samoistnie używanem medyalnem ^ao[j.ai będę; jako 
przyrostek zaś z innymi tematami łączony, nie ma tu ona nigdy tego nalepu : 
Xu-aw, Xu-cro[J-ai , iuTz\a(M czyli Tin]^to, tui]^o[j.at. Co się zaś tyczy wnętrznej tych 
form wszystkich budowy, to tak to so, somai , jak i eao(J.ai wynikły z sio, slo- 
mai, asiomai (dorycki dyal. zachował jeszcze to i, np. oco|ai(o, 8(o|a£0[j.ai zam. 
8(oaio[jLai), a zatem z form i tu znowu tak jak w sanskr. i starosł. tym wtrę- 
tem a już rozdętych {siami, slamai) , a następnie pozbawionych tego difton- 
gowego i. — Łacina wreszcie posiada w swojem ero będę (=650, a to 
z as{i)ami) zabytek, już i w tym także języku jedyny, owego futurum pierw- 
szej jeszcze formacyi: w samoistnem swojem użyciu przybierała zatem i ta 
forma łacińska ów nalep ; co do wnętrznej zaś swej budowy przechodziła ona 
tesame stadya, co w greckiem. Było tak jednak w samem tylko tem ero 
(z as{i)ami) i także erunt\ gdyż we wszystkich innych osobach {eris, erimus 
itd. ) widzimy do ostatka i tutaj stan rzeczy zgodny z litewskim, t. j. i zacho- 
wane, wolne od a! Powyższe uwagi ściągają się do samego tylko słowa su7n. 
W^szystkie inne czasowniki łacin, zaczęły w stadyum obecnem tworzyć nato- 
miast futurum już to drugiej formacyi, i to na razie zgoła z tychsamych ura- 
biane składników, co w drugich językach. Świadczą o tem takie np. w staro- 
żytniejszej łacinie napotykane futura, jak faxo {fac\so), dixo, cap\so, accep\so, 
axo, incen{d)-so , occi{d}\80, noxo itp. *) Obok tej jednak formacyi, a może 



*) Były to w tamtym wieku zwykłe czasy przyszłe , czyli t. z w. futurum 
primum, simplex. Dopiero później, kiedy się na ich miejsce różne inne 



Wstawko w ej stadyum trzecie. 233 

później dopiero , w jakiej już dalszej epoce, pojawiły sig w łać. futura innego 
składu , mianowicie złożone z tychsamycli składników, co i imperfectum tam- 
tejsze: z dosuniętej do danego tematu formy futuralnej (pierwszo-formacyj- 
nej ) nie od słowa sum , lecz od ( zaginionego później ) czasownika z V b. Fu- 
turum to brzmiało najpierw b\imi, potem (z wtrętem a) biami, następnie 
b{i)am{i) — bo: w dalszych jednak osobach prawidłowo b\is, b\it itd. aż do 
buvt w III os. plur. którato forma tesame znowu przechodziła koleje , co bo 
w I os. Otóż w takito sposób przyszły do skutku tu kombinacye , jako da\bo, 
amd\bo , doce\bo , i\bo , które tamte, na so zakończoną, formacyą, z czasem zu- 
pełnie wytrąciły z obiegu. U dawniejszych autorów łać. znachodzą, się takie 
na bo zakończ, futura i w obrębie konj. III i IV: dic\e\bo, viv\e\bo, exsugebo — 
aiidi\bo, vem\bo, dormi\bo, sewibo itd. Te ostatnie swoją, koleją, uległy później 
tejsamej doli, co futura na so , które one wyparły. Zajęły wtedy ich stano- 
wisko formy na em: dicem powiem, audiem będę słyszał, przekształcone pó- 
źniej ( ale tylko w samej I os. sing. ) na dicdm , audiam. Czem zaś właściwie 
były te ostatnie rzekome „futura" łacińskie, na to już dano wyżej odpowiedź 
(w §. 456,,). 

§. 476. Powiedziałem w rozdziale o urabianiu naszego stopnia 
wyższego w obrębie przymiotników (§. 405), że przyrostkiem i 
znamieniem charakterystycznem tego stopnia było ms, pierwotnie 
is; i że wzięło to is swój początek właściwie na gruncie konjuga- 
cyjnym i to właśnie w zakresie futurabiycb wyrażeń. Wypowiadając 
to twierdzenie, odesłałem tam czytelnika do §. niniejszego jako 
miejsca, gdzie się będzie o tem dowodniej mówiło. Otóż podjąć mi 
tu jeszcze tę właśnie kwestyą należy. 

Około powyższego, na sjami lub też iśjmni zakończonego fu- 
turum, grupowały się w sanskr. jeszcze i inne, pokrewne z niem 
wyrażenia, mianowicie z jednej strony t. zw. verba desidera- 
tiva, znaczeniem odpowiednie łacińskim na urio (estirio pragnę 
jeść ), z drugiej strony czasowniki, taksamo jak i tamte pożądliwość 



formy znalazły, a te już tylko należały do archeologii języka , zaczęto 
w nich upatrywać futura „drugie" cz. t. zw. ex acta — niewą-tpliwie 
w skutek tylko ich podobieństwa do takich, z czwartego już stadyum 
pochodzących futurów, jak amas\so , levas\so, peccaslso, habes\so, prohi- 
besso, faces\so, incipes\so lub incipisso , które rzeczywiście były futurum 
owem zaprzyszłem, składem i znaczeniem na jednej stojąjCem linii 
z formami, jak jeszcze późniejsze amave\ro , fece\ro itd. Ostatecznie i te 
na asso, esso i tamte na so futura poszły w łacinie w niepamięć, zastą- 
pione czem innem. 



234 Geneza konjugacyi. 

wyrażające, lecz urabiane z imion (w zachowanym stanie tego je- 
żyka podobno tylko) rzeczownych : niech mi je wolno tu będzie dla 
łatwiejszego porozumienia nazywać desiderativa denomina- 
t i V a — a tamte , desiderativa zwykłe, pospolite. 

Desiderativum sanskr. zwykłe, nie był to właściwie żaden 
odrębny czasownik, ale tylko futurum odnośnego prostego słowna, 
jakeśmy skład tego czasu wyżej (str. 232) poznali. Wymawiało 
się jednakże takie futurum z jak największym przyciskiem, kła- 
dzionym na temacie, który się z tego właśnie powodu tutaj re du- 
pliko wał; tak np. (od \^ tud) forma tutud-s(i)ami , z odrzuconem 
już diftongowem i, więc tutud\sami znaczyła pragnę pchnąć; (od 
\^ tan) titmi\saml lub też titan\iśami pragnę rozszerzyć: podczas 
gdy niezreduplikowane i z zatrzymaną jeszcze jotą tód\sjami i 
tan\iśjami znaczyły tylko będę pchał , pchnę , b ę d ę szerzył , roz- 
szerzę '•' ). 

Desiderativa denominativa sans. powstawały za dodaniem do 
jakiego nominalnego tematu tej samej futuralnej formy sjami lub 
też nalepowej asjami; np. kśira mleko -{- sjami dsiWSilo hśira\sjami-^ 
pragnę mleka ; madJiu miód — madhv\asjami = pragnę miodu . . . 

Przypuśćmy teraz, na co się każdy zapewne zgodzi jako na 
rzecz, która się prawie i sama z siebie rozumie, że wyrażenia powyż- 
sze były nie tylko sanskrytowi, ale już i pierwotnej naszej mowie 
właściwe; że kiedyś nie same tylko rzeczowniki, ale także i przy- 
miotne tematy do składu takich wyrażeń wchodziły; nakoniec, 
że nie samo tylko owo sjami lub też asjami ale i druga nalepowa 
jego odmianka, t. j. iśjami (przez owo tan-iśjami i titan-iśami po- 
świadczona) spajała się z tematami takimi: a otrzymamy np. od 
□ nav{a) now(y) lokucyą nav-iśjami, pierwotnie nav-isimi = pra- 
gnę być nowym, mam zamiar stać się nowym ; od gruhy, gnib\isimi 
chcę być grubym, pragnę grubieć — więc stać się grubym 



*) Desideratiya greckie polegają, na tejsamej idei, tylko w praktyce prze- 
prowadzonej inaczej. Od Y£Aav np. forma zwykła ys^alato (= gela\s[i)o, 
gela\siami) znaczyła będg się śmiał; żeby zaś „pragnę się śmiać", 
„chce mi się śmiać" wyrazić, wymawiano owo gelasio z przyciskiem, 
i tak się z tego gelasio wytworzyło ye^aasiw. Więc tu w gr. był ów 
przycisk kładziony na cząstce całego tego wyrazu drugiej, a w sanskr. 
na p i e r w 8 z e j , na temacie. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 235 

jeśli jeszcze tej własności nie mam, a stawać się coraz grub- 
szym, jeżelim i tak już gruby... Od tego werbalnego pojęcia aż do 
usamoistnionych przedmiotowych pojęć, do odnośnych wyrazów 
własnościowych, już tylko jeden krok: niewątpliwie z tegoto zawiązku 
wynikły przymiotniki, jak nav\is, gruh\is^ glad\is itd. Znaczyły: 
taki nowy, gruby, gładki itp. co do nowości , grubości itd. i 
jeszcze dąży, większej nowości pożąda, bardziej nowym, gru- 
bym itd. być chce, słowem przymiotnik pochwycony w wyższej 
potędze, więc ,^notvs2y^\ „griihssy''... Wszakże i w drugim owym 
comparatiwnym przyrostku tar^ lep, tor, w zarodzie tr^ odkryliśmy 
tęsamę także pokrewność z pojęciem właściwie ruchowem i futu- 
ralnem, t. j. z participiami futuri (§. 435). 

§. 477. W powyższych czterech kombinacyach, z tematu i słowa posiłk. 
jestem złożonych : aoryście, imperf., futurum i comparatiwie , wyczerpnęliśmy 
cały zasób takich wyrażeń , o ile one i słowiańskiej także mowie właściwe. 
Niektóre inne języki mają lub miały ich jednak nierównie więcej. Tak np. 
w litew. jest cały szereg słów, znaczących być stale takim albo owa- 
kim, w których trudno zdaniem mojem nie widzieć takiego samego składu. 
Mówię o słowach, w Schleichera Gram. lit. na str. 157 wspomnianych, ale co 
do rodu nie wyjaśnionych, które się zdaniem mojem składają z tematu cza- 
sownika albo imienia jakiego, i spojonej z nim formy, jak przypuszczam czę- 
stotliwej słowa tego posiłk Je.siem: forma ta brzmieć same w sobie musiała 
saami czy sajami , a z tego ( saam{i) , ostatecznie ) saw, w bezokol. zaś sati , 
a z tego soti: np. kumpsoti, kump\sau zostawać w postawie skrzywionej 
[kumpas krzywy); link\sdti, linksau być skulonym, V link w lit. lenkti; 
w starosł. lęk, np. w lęszłi , naszem ląc [idąc się, przeląc, lękać) znaczą- 
cem właściwie skulić, zgiąć się (ze strachu); mir k\soti , mirksau być zmię- 
kły m itp. 

Łacińska konjugacya prawie cała składa się z takich właśnie ze słowa 
sum złożonych pozycyj, jeżeli nie w tem stadyum trzeciem powstałych, to 
w przyszłem. Z przynależnych do kategoryi niniejszej , oprócz już wymienio- 
nych powyżej form takich, wspomnę tu tylko o przestarzałych t. zw. „con- 
junctiwach praesentis lub też perfecti", które rzeczywiście były Optati wa- 
mi II formacyi, np. ausim {au{d)\sim) , adem\sim , dixim , traxim , aximy 
objexim , exces\sim , spon{d)sim , które później zastąpione zostały przez con- 
junctiwy (rzeczywiste) audedm , adimdm, dicam itd. a składały się z tematu 
i spojonego z nim sim, jako optat. słowa sicm. Poczytywano je mylnie w wie- 
kach późniejszych po największej części za conj. perf. dla przypadkowego 
tylko podobieństwa z takimi złożonymi, z czwartego już stadyum datującymi 
formami, jak habes\sim, negas\sim , facrs\sim itd. które były rzeczywiście per- 
fektowymi (ale nie conjunct., lecz) optatiwami, i także czasu swego ustąpić 
potem miejsca musiały przeobrażonym nieco formom wiadomym (/ia&we|rm, 



236 Geneza konjugacyi. 

7ie(jave\7'im , fecelrim). — Wspomnę następnie o t. zw. „conj unctiwauh 
imperfecti", jak possem {pot-sem) , essem {es-sem i ed-sem), ferrem {fer- 
sem), veUem ( vel-sem ), i o zupełnie na równi z nimi stojących, przestarzałych 
fac-sem czy]i faxem, traxem^ vixem {pwlsem), exłinxem , recessem , intel- 
lexem , percepsem itp. które później , znowuż mylnie , uchodziły za jednozna- 
czniki z fecis\sem , traxis\8em , vixis\sem itd. z czwartego datującymi już sta- 
dyum i rzeczywiście będącymi przynależnością perfecti. Tamte kombinacye 
powstały z połączenia tematów z sem , niegdyś siem , siam , a to było tylko 
odmianką owego optatiwu sim (z spotęgowanem i na ia, z czego i potem 
odpadło ) : były to zatem także tylko optatiwy 1 1 formacyi , ale z silniej wy- 
głaszanem i , m , a właśnie przeto i intenzywniejszem optatiwnem znaczeniem , 
wkraczającem już w warunkowość, i o tyle miały te formy więc i funk- 
cyjny już inny walor, jak tamten ich bliźniak , na sim a nie sem zakończony. 
Ta forma sem ( sieni , siam ) używała się i w nalepowej postaci : esem, a z tego 
powstało erem , jak i sein z czasem na rcfn się przekształciło : w tento sposób 
pojawiło się potem da\rem , sła\rem , fle\rem , i\rem — fac\erem ^ viv\erem, re- 
ced\erem , trah\erem itd. Te to właśnie fonetyczne tylko odmianki tamtych 
form na sem zajęły w klasycznej łaó. ich miejsce. 

Taksamo nakouiec pojmować też należy i In fin. łaó., który się kończy 
na re, z se wynikłe ; to se, z nalepem ase, ese , a z tego ere, było bezokolicz- 
nikiem słowa sum. Pozostały ocalone bądź to w żywej do ostatka mowie, bądź 
w piśmie, jeszcze i formy ukazujące te se : es-se (jeść), es-se (być), posse 
(pot-se), scrip\se , consum\se , dixe, advexe (od veho) , admis\se ^ divis\se\ — 
w fer\re , irCj flere , dare , stare, lauda\re , doce\rey audi\re, velle , nolle itp. 
mamy se już na re (albo dla assymilacyi na Ze) przemienione; w takich zaś 
jak ed\ere^ fac\ere itp. które ostatecznie owych dawniejszych esse i faxe 
miejsce zajęły, mamy i nalepowe już ere. Te cre, re, Mse , se brzmiały pier- 
wotnie sa , asa (V lub też temat werbalny, w A-tematowej postaci): ten ro- 
dzaj infinitiwu zna obok innych jego urabiań także i sanskryt, ale go tylko 
w samym accus. jako gerundium używał (bódha-m wiedzieć, bheda\m łupać, 
słaiam wielbić, haram czynić, dajam dawać, ketam itd.) Na to a, nastę- 
pnie e, musiał się kiedyś więc kończyć wszystkich słów łać. bezokolicznik, 
zanim go ta druga jego formacya , przez owo se, ase nadstawiona, z używa- 
nia wyparła. 

Infinit passivi łaciński, zakończony na ri {laitda\t'i, mone\ri, au- 
di\ri), w III konj. jednolity {legi), dawniej zaś kończący się na rier , ter 
{laiida\rier, mone\rier, audi\rier, a tam jednolicie legier), ten powstał znowu 
z drugiej najdawniejszego tutejszego bezokolicznika (aktywnego) jak wno- 
sić trzeba postaci, zakończonej na i ( dici mówić , legi czytać , od sum zaś si 
być ). Doczepiano do tego to więc infinitiwu na i , ażeby bierność ( medyal- 
ność ) wyrazić, w myśl zasady wyżej ( str. 109 ) podanej , zwrotny zaimek 
si, później s : legi-si — legi-s czytać się; (od sum) si-si — si-s. W tej kom- 
binacyi , i przed tern si lub też s położone , potęgowało się zawsze na ia , 
z czego później ie ; więc zara. legi\si itd. legie\si — legie\s\ zam. si\si tb.gz%] sie\si 



Wstawko we j stadyum trzecie. 237 

— sie\s itd. W duchu fonetyki łać. zamieni aj ą,cej .9 na r, wytworzyło się po- 
tem z tego legie\ri — legie\r\ taksamo i z siesi^ sies powstało rie\ri ^ rie\r. 
Otóż przyrastał w tejto właśnie postaci ten słowa posiłkowego bezokolicznik 
do tematów, o ile takowe w ten tylko składany sposób urabiały ten bierny 
infinitiyua, t. j. do □□ konj. I, II i IV: ama-ricr , mone\rier ^ audi\rier ; są, 
to całości zatem aż z 3 składników złożone: z r]) z infinit. si czyli ri od sum, 
i z s (r) jako zaimka zwrotnego. W konj. III pozostały natomiast formy wię- 
cej jednolite i pierwotniejsze [legier , trahier), złożone z dosuniętego tu tylko 
zaimka zwrotnego r [s) do własnego n« W ostatecznym stanie łaciny 
wreszcie i z laudarier itd. i z legier to er nakrawędne odpadło , tak iż nic wię- 
cej z tego nie pozostało, jak laudari , monert , legi, traht.*) — W taki sposób 
rozwięzuje się tedy ten o ile mi wiadomo , nadaremnie dotą;d w lingwistyce po- 
równawczej rozpatrywany problemat, któregoto rozwiązania zgodność z prawdę, 
dziejową, upatruję w tern , że te obie hypotezy, z kombinacyi których dosze- 
dłem do tego wyniku , mają pozytywne stwierdzenie swoje gdzieindziej — 
w sanskr. i litewszczyźnie. Co się bowiem nasamprzód tyczy przypuszczo- 
nych owych w łac. infinitiwów ( activi ) kiedyś na i : to sanskryt posiada 
między innymi i takie; np. drJte widzieć, a-sadc usieść, ati-krame przestąpić, 
lub też vak\śc- veh|ere , g'iśe zwyciężyć, me\sQ rzucić — g'iv\ase żyć, aj\asti 
iść itd. Są to i tutaj częścią jednolite , częścią złożone , drugoformacyjne już 
postaci bezokolicznika o tern se albo ase jako przyrostku, właściwie infinitiwie 
od asmi: był zaś ten cały infinit. na e właściwie dat. sing. od czystego V 
jako Sp. n , np. s , as. Owoż , ponieważ tak jak w sanskr. końcówką tego 
III skłonnika było e , tak nią w łać. było i : więc owe bezokoliczniki łać. si , 
legi itp. stały zupełnie na równi z powyższymi sanskr. formami. — Drugie 
znowu przypuszczenie powyższe , mianowicie że tak legier jak i laudarier itp. 
wynikły z legi-s{i), laHda\si-s(i) z potęgującem się tu i na ia , ie, i że to s{i) 
na samym końcu było tutaj zwrotnym zaimkiem — wszystko to opiera 
się na analogii litewskiego bezokolicznika medyalnego czyli zwrotnobiernego , 
urabianego właśnie w ten sj^osób. Tak np. od sulcti kręcić, brzmi 
forma rzeczona sukti\s „kręcić się," być Icręconym; takowa wymawia się 
w niektórych okolicach do dziś dnia jednak i siiktes , a w dawnych drukach 
znachodzimy natomiast jeszcze i suktiesi. Że to suktie\si nie przedstawia nam . 
nic innego, jak tylko sukti ze spotęgowanem i, i zwrotne przy niem si, 
tego w obec np. formy suktls , dumes itd. ( zam. suku si bywam kręcony , 
dtlmi si daję się) dowodzić pewnie wcale nie potrzebuję. 



*) W jednem tylko fteri {V f, dawne bh) zachowała się dawna forma 
nietknięta : fisi — fie-si — fie-ri. Podobnie było i od V' d np. {tra)dif}i 
— -die\si — -dieri ; lecz to skróciło się później na tradier , wreszcie 
tradi. 



238 Geneza konjugacyi. 

2. Słowa nijakie i kaiizatywne. 

§. 478. Drugim takim pomocniczym i przyrostkowym 
wyrazem, za pomocą którego przyszły do skutku pozycye 
niczem dotąd w konjugacyi niezapełnione, było słowo iść, 
w XV jeszcze wiel<:u brzmiące i\ó, z pierwiastkie^?^ i. Dzięld 
temuto słowu, użytemu tu na przyrostek, otrzymała mo- 
wa nasza z jednej strony takie słowa, jak leżeć, siedzieć, 
z drugiej jak łożyć, sadzić. W braku lepszego wyrazu, będę 
nazywał tu pierwsze po prostu nijakimi, drugie kauza- 
TYWNYMT. Słowa powyźszc nijakie wyrażają stan, jako 
skutek bezpośredni czynności, którą dają ich pierwotnild 
(/ec i sieść): jeżeli si§d§, siadłem — więc siedzę; jeżeli 
ległem — więc leżę. Takimi to właśnie słowami mamy 
zaludnioną prawie całą nasze klasę YII. Słowa znowu (po)- 
łożyć, sadzić, znsiczą, sprawić, aby ktoś leżał lub sie- 
dział; więc wyrażają czynności, w których skutku l^to 
leży albo siedzi, a zatem przyczynę tego: stąd też 
ta ich nazwa słów przyczynowych czyli kauzatywnych. 
Takimi czasownikami jest po największej części zapełniona 
nasza znowu VI klasa. 

Ponieważ tak te nijakie, jak i kauzatywne słowa 
okażą nam się niżej być całościami, i tym znowu razem 
złożonymi z tematu danego słowa {leg, łog — sied, sad) 
i przysuniętego doń drugiego słowa jako posiłkowego 
składnika, w tej zawsze użytego formie, o jaką każdocze- 
śnie chodziło : więc i niniejszy mowy naszej nabytek odno- 
simy do stadyum tego trzeciego. Ma on z niem związek 
całym składem swoim wewnętrznym, a prawdopodobnie 
także i wdekiem. 



Wstawkowśj stadynm trzecie. 239 

§. 479. Co mogło dać bezpośredni powód do wpro- 
wadzenia w życie tych słów nijakich, a następnie i kau- 
zatywnych? — Oto najpewniej ta okoliczność, że słowa 
nasze pierwotne, w drobnym szczątku ocalone w dzisiej- 
szym każdego języka stanie, niegdyś zaś nieskończenie 
liczniejsze, a czasu swego nawet w mowie jedyne, nie 
musiały dość dobitnie wyrażać funkcyjnej barwy tych 
czynności, którą każde wypowiadało. Przez tę funkcyjną 
zabarwę rozumiem tu mianowicie ich przechodnie lub też 
nieprzechodnie, ich na jakiś zewnętrzny przedmiot zwró- 
cone lub też przeciwnie w samym podmiocie zamknięte 
znaczenie. Głównie dla tegoto niedostatku powychodziły 
też później prawie wszystkie te czasowniki z użycia, a 
nawet i na tym stosunkowo niknącym szczątku, jaki nam 
z nich aż do dnia dzisiejszego pozostał, widzieć można 
jeszcze częstokroć ich nieokreślność , obojętność, dwu- 
znaczność. *) 



*) Nazywamy np. kraść, pi^c, cisnąć, gnieść, kuć, bić, pić, rwać, pleść y 
bóść, lać, strzyc itp. słowami przechodnimi i słusznie, ponieważ rządzą, 
przyp. IV jako skłonnikiem przedmiotu, podległego wypowiadanej 
przez nie czynności. Pomimo tego jednak używamy tych słów wszystkich 
nieraz i jako nieprzechodnich, nijakich; np. sroka kradsie (= jest zło- 
dziejem), rana piecze, trzewik ciśnie, gniecie; dzięcioł kuje, zegar 
albo pierwsza godzina bije, i barwa jasna bije w oczy (springt in 
die Augen), pan Paweł pije {= jest pijak), ząb rwie, strumień rwie, 
„pleciesz, pleciesz mój kochany!" — krowa bodzie {=^ jest bodliwa), 
deszcz leje, koń strzyże uszami itd. Taksamo na dwóch stołkach sie- 
dzieć musiało i zapomniane ( właśnie z tego powodu ) już u nas shić : 
znaczyło i słyszeć i głos wydawać i znaczyć (np. staropol. 
słoicie w znaczeniu es lautet, es gilt ), i stąd też tylko wyniknąć mogły 
takie , znaczeniem dyametralnie sobie przeciwne pochodniki z onego 
słowa, jak słynąć, słowić , sławić, słyszeć, słuchać , słychać (i to 
słychać nawet na obydwóch jeszcze ramionach płaszcz nosi i właśnie 
przeto dalsze swoje formy konjugacyjne straciło). Podobnie się rzecz 
mieć musiała i z zaginionym już pierwotnikiem słowa więznąć i tciezić, 
wiązać: wszystkie wynikły z jednego źródła: wiez7iąć iesi nijakiego, 



240 Geneza konjngacyi. 

Na tej cliwiejności oczywiście mowa nasza przy wia- 
domej swej dążności nie mogła nadal poprzestać. Na ra- 
zie postawiła ona sobie zadanie, przeciwstamć owym sło- 
wom niedość wybitnym bodaj takie wyrażenia odrębne, 
któreby cz3rnność omawianą, jako stanowczo w samym 
podmiocie zawartą czyli nieprzechodnią wypowiadały, któ- 
reby nie tyle czynność, jak raczej stan tego podmiotu 
dotyczący w niewątpliwy sposób znaczyły. Osiągnięto wy- 
rażenia takowe, spajając z danym V posiłkowe słowo imi, 
iszi itd. w bezokol. że, identyczne z naszem dzisiejszem 
idęj łać. ^-re, eo, -io; gr. eijii^ Uvat (ia-nai); lit. eim% skr. emi, 
co wszystko opiera się na V^ i. A zatem, obok pierwotni- 
ków siędę, legn§j stanęły w tento sposób uskutecznione 
kombinacye sed-imi, leg-hni, znaczące dosłownie idę w to, 
co ten V^ sed i leg znaczy; chadzam czyli zostaję w tym 
stosunku, słowem siedzę i leżę; w II os. sed-isz, leg-isz 
czyli po naszemu siedzisz^ leżysz^ i tak dalej przez wszy- 
stkie osoby, liczby, czasy, tryby i imiesłowy. Temat słów 
takich kończył się sam w sobie więc już na i: sed-i, 
leg-i; i mamy w nim całość z dwóch V'V^ zawsze złożoną: 
z V danego słowa, i V i jako cząstki tamto pojęcie po- 
siłkującej. 

§. 480. Na podstawie tych słów nijakich i że tak 
powiem stanowych, zjawiły się potem i czasowniki wręcz 
odwrotnego znaczenia: sprawić żeby kto siedział 
lub leżał, czyli kauzatywne łożyć, sadzić. 

Eozejście się tych dwóch ostateczności z zawiązku, 
który im obydwom był wspólny, zostało osiągnięte 
widocznie za pomocą tylko środków pronuncyacyjnych, 



loiązać przechodniego znaczenia; każde wzięło to znaczenie już ze źró- 
dła swojego, a zatem musiało ono zarówno i jedno i drugie znaczyć. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 241 

mianowicie w ten sposób, źe w znaczeniu kauzatywnem, cała 
waga tych wyrazów skupiała się na ich radykalnej 
zgłosce, na sed , leg; w znaczeniu zaś nijakiem, polegała 
ona raczej na owej cząstce przybranej t. j. na i. Więc 
np. secMszi, leg-iszi czyli dziś siedzisz, leżysz, z naciskiem 
skupionym na /, znaczyło nijakie tutaj pojęcie, to też 
zaraz spowodowało i spotęgowanie się tego i na ia, osta- 
tecznie e w niektórych formach tych słów, np. w bez- 
okoHcz., a zatem przeobrażenie zarodowego śledzić, lezyó 
{sed-iti, leg-iti) na sed-eti, leg-eti cz^di dziś siedzieć, le- 
żeć, siedzieli, leżeli itd. Przeciwnie w kauzatywnem zna- 
czeniu, pokraczały lub potęgowały się znowu samogłoski 
w V; np. w słowach użytych tutaj za przykład postąpiły 
z naciskiem wymawiane syllaby sed i leg na sad i ług, 
druga zaś owa cząstka składowa tu pozostała, czem była 
ii): i tak to jDrzyszło do sdd-iszi, idg-iszi, dziś sadzisz, 
łożysz; w bezokol. także sdditi, lógiti, dziś sadzić, łożyć; 
w imiesł. sadził, sadzili itd, 

* Ponieważ w słowach nijakich główny przycisk i akcent 
wyrazowy polegał zawsze na oweni i, e, a nie na radykalnej sylla- 
bie: więc też i to jeszcze z tego w dalszem następstwie wynikło, 
że się samogłoska tej syllaby radykalnej bardzo często tutaj zwą- 
tlała; np. zamiast diiszeć (wtórny V duch) mamy dyszeć; zam. slu- 
szeć, słyszeć — w starosł. siu^feti (V sivU)^ Iwpefi {lip), h'Łdeti 
czuwać {Ijud w huditi, budzić). Nie wynika z tego wprawdzie, żeby 
każde słowo takie musiało się do tej zasady zwatlania stosować; 
ale to w nich przynajmniej jest stałem, że się w tych słowach owe 
pierwotki w radykalnej zgłosce nigdy nie potęgują ani też nie 
pokraczają na wyższy swój stopień. (W jednem tylko słowie sie- 
dzieć zachodzi co do właściwej postaci samego już tego V^ sed^ sed, 
jakaś konfuzya w słowiańskich językach). Taksamo też i po drugiej 
stronie, w słowach kauzatywnych , nie każde wprawdzie słowo takie 
ukazuje w radykalnej swojej zgłosce samogłoskę posuniętą na 

Gram. Hlat. Por. U. Id 



242 



Geneza konjagacyi. 



wyższy stopień, ale to jedno i w nich znowu przynajmniej jest sta- 
łem, że się ta samogłoska tutaj nigdy nie zwątla. 

§. 481. Najlepiej nam się cały ten stosunek słów kauzatywnycli 
i nijakich do ich pieiwotników i pomiędzy sobą wyjaśni , jeżeli roz- 
patrzymy praktyczny tej całej manipulacyi okaz w przykładach. 

Stawiam tu na pierwszem miejscu pierwotniki lub też w ich braku W. 
na drugiem słowa nijakie, na trzeciem kauzatywue. Tam gdzie słów od- 
powiednich już nie ma, lub też nigdy nie było*), kładziemy linijki; a istnie- 
jące słowa takie tylko w starosł., zamykamy w nawiasie. 



^ wis 
„ świt 

„ lip 
„ wid 

„ czi 

„ dzi 

gnić 

pić 

żyć 
N^li 
„ snig 

imę 
V krzyk 
„ milk 
„ pisk 



wisiec 
( swkteti ) 
( kpeti ) 
widzieć 



(i)mieć 
krzyczeć 
milczeć 
piszczeć 



za-wiesic. 

świecić. 

lepić. 

od-wiedzić. ''''^) 

koić. 

doić. 

gnoić. 

poić. 

goić (i żywić). 

łoić. 

śnieżyć. 



V du(s), du(ch) dyszeć 



dusić, dawić. 



*) Nie należy bowiem sadzić, żebyśmy od każdego słowa posiadali po- 
chodniki tego rodzaju. Bardzo wiele słów takich było kiedyś, ale wy- 
szły z używania; tak np. starosł. switeti, hpełi, bhdełi , które kiedyś i 
nam pewnie były właściwe , nie istnieją, już w dzisiejszej polszczyźnie. 
Z drugiej znów strony jest nie mały poczet i takich pojęć werbalnych, 
które z natury już swojej nie dopuszczają albo nie potrzebują takich 
odcieni, np. pisać, wołaó , mówić, znać, jeść itp. 



**'! 



Z tego się najlepiej przekonać można, jak mylną jest zagęszczona 
w pismach galicyjskich pisarzów pisownia „ziuidzić , odwidzu',^^ 



Wstawkowej stadyum trzecie. 



243 



„ słu(ch)*) 


słyszeć 


słowić, sławić. 


„ bud 


( bzcleti ) 


budzić. 


„ płu 


— 


pławić. 


„ sxp 




usypiać (czestotl.) 


truć 




trawić. 


v' mruk 


mruczeć 




„ mus 


musieć 


(wy)musić. 


„ sti / 




stawić. 


stojeć, stać. 




„ kys (§. 45, 2) 


kisieć 


kwasić i kisić. 


. kyp 


kipieć 


kwapić się. 


:, gyb 




gubić. 


być 




bawić. 


Y^ryk 


ryczeć 




„ błysk 


błyszczeć 




„ leg 


leżeć 


łożyć. 


sieść 


siedzieć 


sadzić. 


ciec 




toczyć. 


rzec 


— 


od-roczyć, raczyć. 



*) To od wtórnego V" shich urobione słyszeć należy do ty cli słów klasy 
VII, które się zdają być poohodnikami imion, np. tu rzeczownika 
słucha słych („ani slychu!"), choć rzeczywiście tak nie jest. Istotna 
zasada była taka, że jeżeli się V kończył na samogłoskę, np. bi (w bać 
się)f sti (w stoję), du, słu, ra [ry), bu {by, w by\k i wtórnem bek = 
bbk): to w takim razie, ponieważ utworzenie takiego słowa na eć 
w normalny sposób podlegało trudnościom, omijano ten sposób i albo 
formowano owo słowo od W wtórnych, albo też np. bojeć ściągnięto 
potem na bać się, stojeć na stać itp. Tak np. normalna budowa nija- 
kiego słowa od sluć, V słu, byłaby brzmiała albo słu-w-iić czyli słu- 
wieć (w myśl §. 61) albo też sIow-gć czyli słoiuieć (podł. §. 62): to 
się nie mogło podobać, gdyż to uw, ow, miałoby pozór spotęgowanego 
u, a to było pojęciu tego tu słowa przeciwnem. Wzięto więc raczej wtórny 
V ałuch czy słych, i od niego wyprowadzono szłysz-eć. W takisam 
sposób powstało buczeć, beczeć, ryczeć, dyszeć itp. Zazwyczaj wzma- 
cniano W takimi spółgłoskami, które widziano i w odnośnych imio- 
nach {słuch, byk, bek, ryk, duch). Ale nie idzie bynajmniej za tern, 
żeby te imiona były tu pierwotnikami. 

16* 



244 



Geneza konjngacyi. 



wlec 


-^ 




włóczyć. 


wieść 






wodzić. 


wieźć 


— 




wozić. 


nieść 






nosić. 


siec 






ob-saczyć. 


grześć ( 


v^ grzeb) — 




grabić. 


pleść 


■^ — 




płacić, opłacić 


rześć 






razić. 


v^ ciep 






topić. 


V cięg 


ciężeć 




na-tężyć. 


„ lęk *) 


ślęczeć 




łączyć. 


„ Wz^g 






prężyć. 


, grząz 






grążyć. 


„ sięk 






sączyć. 


r jęk 


jęczeć 






. klęk 


klęczeć 






mrę 


mrzeć 




morzyć. 


pi^ę 


przeje 




parzyć. 


V ćrp 


cierpieć 




trapić. 


. (li'g 


drżeć 




» 


„ smrd 


śmierdzieć 


smrodzić. **) 




itd. 


itd. 





*) \' l^k (zachowany w starosł. lęszti) znaczy skulić, nachylić, zgiąć się, 
porówn. łek, łuk, kabląk. Z tego mamy zląc się = ( ze strachu ) skulić 
się; ślęczeć = nad pracą, skulony, zgarbiony siedzieć; łączyć = nachj^- 
lić np. dwa drzewa i tak je połączyć ze sobą. 

'•'') W obydwóch tych ostatnich grupach na to zwracam uwagę , że więc 
nosowa samogłoska miękka w słowach nijakich takąż zostaje, przeci- 
wnie w kauzatywnych staje się twardą nosową. W mrę i wszystkich 
po niem dalszych mamy V z syllabnem r, które w kauzatywnych słowach 
na or ^ ar, ro lub ra podrasta , w nijakich zaś albo na poziom zwykłej 
spółgłoski r, rz spadło (np. w mrz\eć), albo zostaje czem było, np. 
w cierpieć. Ś7nierdzifć, które to słowa tylko dopiero w nader późnej 
epoce tak się wymawiać i pisać zaczęły, właściwie zaś brzmiały ćrpieć , 
smrdzieć j §. 77 ^j. 



Wstawkowej stadynm trzecie. 245 

* Nasuwa siy tu pytanie co do tych wszystkich przykładów , którym 
przeciwstawiliśmy tutaj sam tylko ich pierwiastek: od czego te czasowniki 
nijakie lub kauzatywne bezpośrednio zostały urobione ? czy były kiedyś im 
odpowiednie słowa pierwotne, i jeżeli były, gdzie się podziały i dlaczego nie 
ma ich dzisiaj ? — Co do mnie, ani chwili nie wątpię, że wszystkie takie słowa 
pierwotne były w języku i że oneto właśnie dały życie tym oboim z drugiej 
ręki formacyom , następnie jednak pozamierały, a to z tego powodu, że te ich 
pochodniki na eć i ić daleko lepiej i dobitniej wyrażały to co miały wyrażać, 
aniżeli tamte. W tych tylko jedynych dwóch razach słowo pierwotne do dziś 
dnia pozostało przy życiu , jeżeli 1. jak to np. na sieść i po-lec wadzimy, ani 
ich formacya nijaka siedzieć, leżeć ^ ani też kauzatywna sadzić, łożrjć , nie 
zastępuje czynności wyrażanej przez tamte; 2. jeżeli (jak np. gnić albo jąć) 
takie słowo pierwotne wydało tylko jednego descendenta, gnić tylko gnoić , a 
odwrotnie jąć tylko imieć dziś mieć — a brak drugiego descendenta zastępuje 
ono samo i w tein właśnie ma racyą. swojego do dziś dnia bytu. Oprócz tego 
zachowały się też jeszcze całe setki słów pierwotnych słowiańskich i w taki 
sposób , że możnaby je przyrównać do owadu zachowanego w bursztynie ; to 
jest, mamy je wprawdzie nie w ich czystej, ściśle pierwszo-klasowej postaci, 
ale zawsze w nader do niej zbliżonym kształcie , np. z przybranem ną 
(II klasa), albo z przybranem a (III i IV ki.). Takimi są, np. niepierwotne, ale 
też i nie pochodne od czego drugiego słowa zwisnąć obok loisieć i zwiesić ; 
świtać obok świecić się a raczej świcić się (w starosł. je8zcze stvbteti) i świe- 
cić; albo nakoniec lunąć {= linąć) i lać (ściągnięte z lijać) obok łoić. Że 
te słowa zicisnąć , lunąć, lać, świtać itd. ocalały, i to w takiej niezliczonej 
ilości : to mają tylko temu do zawdzięczenia , że choć wyrażają pod głównym 
funkcyjnym (przechodnim albo nieprzechodnim) względem zgoła tosamo , co 
wyrażały w swojej pierwotnej postaci: to jednak dają to znaczenie już z przy- 
mieszką jeszcze jednego, a także ważnego innego względu: jednotliwości 
czyli doraźności z jednej strony (II klasa), a częstotliwości albo przy- 
najmniej przedłużonego trwania z drugiej strony (klasa IV i III). Tych od- 
cieni bówiom ani słowa na eć ani na ić same przez się nie wyrażają, więc 
też nie mogły one tamtych czasowników w języku zbytecznymi uczynić. 

§. 482. W powyższych słowach nijakich i kauzaty wnych , po- 
chodnych bezpośrednio od czasowników pierwotnych, widzimy zatem 
tematy, złożone z odnośnego pierwiastka i spojonego z nim i. 
W dalszym rozwoju języków zaczęto w takisam sposób i takiego 
samego znaczenia słowa wywodzić także i z Imion, spajając 
w takim razie owo i z danym imionowym tematem. W taki to 
sposób powstają, np. od kamień albo kaleJca, z jednej strony hiJe- 
czeję, Jiuleczeć; kamienieję, kamienieć — z drugiej skamienię, ska- 
mienić, skaleczę, skaleczyć; od przymiotnika bogaty — hogacieję, ho- 
(jacieć, i bogacę, bogacić; od ubogi — ubożeję , ubożeć, i ubożę, ubożyć ^ 



246 Geneza konjugacyi. 

od liczebnika trój — po-troję^ po-troić; od zaimka 6'i(;óy — prsysicoję^ 
prsysiuoić itd. 

Słowa nijakie, tego właśnie rodu i składu, stanowią jako 
grupa odrębna, nasze klasę VIII; przechodnie czyli kauzatywne 
zaś czasowniki z imion powstałe, zaludniają, porówno z takimi jak 
łożyć^ sadzić, obszar jednej tylko klasy, t. j. VIstej. 

* Pomiędzy tymi ostatnimi nie wywarło żadnego zatem na ich postać 
zewn^^trzną, wpływu ich pochodzenia z imion hib też z czasowników pierwo- 
tnych : zawiesić, zawieszę taksamo jest zbudowane, jak głosić, głoszę lub 
czyścić, czyszczę. Przeciwnie klasa VIII w obec VII stanowi nie tylko pocho- 
dzeniem, lecz i co do budowy odrębna grupę: krzyczeć od V krzyk urobione 
ma krzyczę, krzyczy, a kdleczeć ma ja kaleczej ę , on kaleczeje, 
z i na e więc przekształconem nie tylko w bezokoliczniku i pokrewnych z nim 
imiesłowach, lecz i w czasie teraźń. toż najbliższych mu innych formach. 

** Powód tego e jako końcówki tematowej przez całą. konjugacyą, 
słów klasy VIII nie jest mi jasny; zapewne polega on na tem, że np. koń- 
cówka a imionowego tematu kaleka -{- i słowa tutaj pomocniczego, razem dało 
ai a z tego e, więc kaleczę; który to temat kaleczę w czasie teraźń. przy- 
bierając wstawkę a, dawał kalecze-j-a-mi, z czego dziś kaleczeje, i tak dalej 
przez wszystkie liczby i osoby. Wprawdzie tworzą się słowa tej klasy nieko- 
niecznie z samych tylko A-tematowych imion ; w kamienieję np. widzimy rzc- 
czowny pierwotnik kamienisko Spółgł. temat; w tanieję, boleję mamy I-te- 
mat tań (z tani), boi (z boli). Ale A-tematy mają. już we wszystkiem prym 
przed drugimi, więc i tutaj mogły narzucić drugim tematom swój zakrój. 

W klasie VI zato przybierają imionowe tematy owo i (z iti) , odrzu- 
ciwszy swoje własną końcówkę: trąb-ić, kalek-ić , bogat-ić , gość-ić , 
kamien-ić.. 

§. 483. Teraz należy nam się tutaj zatrzymać nad niektórymi poszcze- 
gólnymi punktami , które może wzbudzają jeszcze wątpliwość. 

Przedewszystkiem wypowiedzmy, jakie są dowody na to , że wchodzący 
do składu słów siedzieć, sadzić i do kamienieć, kamienic przyrostek i, e, 
wzięty został właśnie z V słowa iść? Ta prawda, już uznana w językoznaw- 
stwie, najlepiej nam się odsłania np. w łać. venum ire albo vcn-ire iść na 
sprzedaż, być do nabycia; albo w łać. infinit. fut. pass. amatum iri, 
lectum iri, auditmyi iri itd. znaczących tylko jedno i to właśnie takie nija- 
ko-bierne pojęcie: być kochanym itd. (w sferze przyszłości). Kównież wi- 
dzimy to naocznie na takich litewskich bezokolicznikach, jak np. gerin-eiti, 
dobrzeć, poprawiać się, drutin-eiti mocnieć, kudin-eiti chudną,ć 
itp. w których to eiti ( przez niektórych nawet jako osobny wyraz pisane ) 
jest oczywistym bezokolicznikiem od tamtejszego eimi idę; brzmi on tam tak 
i w samoistnem użyciu. Widzimy to wreszcie i na takich naszych słowach 



Wstawkowej stadynm trzecie. 247 

jeszcze dosyć wyraźnie, jak kamienieć, bałwanieć itp. znaczą-cych dosłownie 
iść w kamień, obrócić się w bałwana. — Że my, w samoistuem tego 
słowa użyciu, mówimy idę, idziesz, iść, a nie ię , isz, ić — to nie dowodzi 
niczego , gdyż to nasza tylko taka i także dopiero wtem stadyum wpro- 
wadzona w życie , a po części nawet i jeszcze późniejsza właściwość : wszakże 
bowiem w XV jeszcze wieku mówiło się i u nas id, ić, w starosł. też iti — 
anie jak dziś nieprawidłowo isti , iści , iść. Forma teraźń. czasowa i-dę jest 
już formą, złożoną, C§. 489); znają ją, same tylko słowiańskie języki; gdzie- 
indziej zaś samoistne praesens tego czasownika urabia się jednolicie i po naj- 
większej części brzmi zgoła taksamo, jak w tycli słowach złożonych; np. łać. 
mon-eo , aud-io — a od ire, amh\ire, także co, amh-io. 

§. 484. Drugim punktem , który tu potrzebuje rozpatrzenia bliższego , 
jest właściwość tego i w tematach słów nijakich czyli klasy VII {siedzi, 
Icżi) , któreto i tylko w czasie teraźń, i najbliżej spokrewnionych z nim for- 
mach stanowi tych tematów końcówkę, zresztą, zaś rozszerza sie na e {siedzie, 
leże ). Wyraziłem się o tej głosce w §. 480, że na niej to właśnie skupiała się 
zawsze cała waga każdej formy tych czasowników nijakich, podczas gdy w sło- 
wach kauzatywnych polegał takiż przycisk przeciwnie na radykalnej syllabie. 
O woź zdać sobie z tego dokładną, sprawę należy, jak pojmować tutaj ten wyraz 
przycisk, czy w sensie iloczasowym , czy akcentuacyjnym ? — Co do słów kla- 
sy VII (nijakich ) ani chwili wątpić o tem nie można, że przycisk ów stano- 
wiło obój go, tak akcent, jak i długość iloczasowa. Dość np. spojrzeć na 
skład takich czasowników starosł. jak hhde\ti czuwać, II os. czasu teraźń. 
hbdi\szi ; zwbneii brzmieć, ziubniszi ; hpeti być przylgniętym, hpiszi; mbidti 
mżeć, ntbżiszi; swbteti świecić się, swbtt.szi; chiyteti chcieć ohok choteti; t-bsztkti 
kwapić się , titsztiszi ; po-mmeti po-mnieć , -nibnisń] u nas w pol iinieć i mieć iid. 
dość mówię spojrzeć na sam skład takich wszystkich wyrazów, aby zrozumieć, 
że ich akcent żadną, miarą, na tych jorach i jerach w pierwszej zgłosce nie 
mógł polegać; na końcówkach osobowych oczywiście także nie — a zatem 
trafiał tylko zgłoski środkowe, podtrzymywane przez te i , e. Co się ich znowu 
długości tyczy: e (najprzód m) jako diftong, nie mogło być innem 
brzmieniem , jak długiem ; a ponieważ w składzie form teraźń.-czasowych od- 
powiadało mu pod wszystkimi względami i: więc i o niem koniecznie tosamo 
przypuścić trzeba. Zresztą, wskazują, na to i takie w starosł. textach niekiedy 
napotykane miejsca, jak np. „bdiitb''^ albo „b-bdiiłb" czuwa, .,uzriitb^'' ujrzy 
itp. *) pisane z dwoma i , w którejto dwójce zdaniem mojem nic innego 
upatrywać nie można, jak tylko tosamo, co np. w bywaatb bywa, zamiast 
hywdłh, albo w dobraago , dobruumu itd. zam. dóbr ag o , dobrumu — t. j. dłu- 
gość samogłoski odnośnej. — Jeżeliby zaś kto zapytał : jaka być mogła tćj 
długości przyczyna? — to oczywiście samo to słowo iść nie mogło dawać do 



Wymienia je Miki. w AltsloY. Formenl. in Paradigm. str. 46. 



248 Geneza konjugacyi, 

niej powodu , w V i bowiem widzimy « ; ale wynikło to dopiero z całego 
znaczenia tycłi słów z onym V s]30Jonycli , mianowicie ze sposobu , jakim one 
wymawiane bywały. 

§. 485. Równie także i przycisk w składzie słów kauzatywnych 
(VI klasy), trafiający pierwszą zawsze zgłoskę takowych, pojmuję jako nie 
tylko akcentuacyjny, ale i iloczasowy, W słowach jak huiecić, trawić, poić, 
pierwotnie sioiat-iti, tran-iti , poi-itl, (V świt, tru, pi), sama ta diftongo- 
wość tego ia, cm, oi przemawia za przedłużeniem tych zgłosek. A że i akcent 
na nich spoczywał: to wynika już z właściwości słów owych, tym kauzatywnyra 
przeciwstawionych (np. swhteti, swhtith) , których akcent, oparły na syllabie 
środkowej , służył im za główną właśnie od tych tutaj odznakę. 

Pomimo tego jednak, że w tych słowach kauzatywnych była więc rady- 
kalna zawsze zgłoska równocześnie akcentowaną i długą, wszystko przecie 
wskazuje na to, że w nich także jeszcze i druga, po tamtej zaraz następująca 
syllaba {sweiiłi, łratciti), mianowicie to i w niej, także musiało być dłu- 
giem — niewątpliwie mimowolne onej tylko okoliczności następstwo , że te 
słowa kauzat. z nijakich dopiero się wytworzyły i to i, w składzie 
nijakich z zasady przedłużane, i na swój także grunt w tej już własności 
przewlekły. 

Na przedłużenie tej samogłoski i w słowach jak trawić, świecić, sa- 
dzić itd. wskazują mianowicie okoliczności następujące: 1. W lite w. odpo- 
wiednie tym czasownikom np. dalyti dzielić , czystt/ii czyścić itd. mają w tej 
zgłosce do dziś dnia i (litewska litera y znaczy długie ?', z naszym zaś ypsi- 
lonem nie ma ona żadnej wspólności). 2. Lać. słowa odpowiednie {sopire, 
audire itd.) także mają 1. 3. Sans kr. czasowniki tego rodź. poszły nawet 
i dalej jeszcze; nie tylko bowiem mają 1, ale natomiast już ai, więc spotęgo- 
wane 7; np. dalajami {z d-dl-ai-ami) dzielę, parĄ/ami napełniam itd. 4. W s ta- 
ro sł. textach zdarzają siei od tych słów na iii zakończonych niekiedy formy, 
pisane z dwoma i, np. prechodiitu *) przechodzi, w któremto ii upatruję i tu 
okaz trwającego i wtedy jeszcze poczucia, że to jest długie i. 5. W Cze- 
śkiem, najlepiej z wszystkich słowian, narzeczy konserwującem iloczas, wi- 
dzimy to i w słowach odnośnych długiem do dziś dnia: nosim noszę, nositi 
nosić; chwalrm, chicaltti itd (akcent zaś na pierwszej zawsze syllabie). 6. Na- 
koniec i nasz nawet język dostarcza na to pośrednich t. j. na ubocznej drodze 
dowodów; tak np. śmiałbym wnosić, że w □ słowa so/lzić , w owym wieku 
kiedy się z niego rzeczownik sędzia, dawniej sedzi-j-a czyli s§dt-j-a rodził, to 
i (w sądt) musiało jeszcze być długiem. W przeciwnym razie mielibyśmy 
bowiem natomiast nie sędija, lecz sędia, a z tego dziś sgdza : krótkie t razem 
z a może bowiem złożyć diftong ia , lecz długie i daje razem z a tylko ija 
lub oiaj oja ( §. 36). 

*) Obacz Miki. Altslov. Formenlehre in Paradigm. str. 47. 



Wstawkowej stadynin trzecie. 249 

§. 486. Teraz rozpatrzmy się jeszcze także i w znaczeniu 
funkcyjnem tych słów tak kaiizatywnych jak i nijakich, ażeby wątpli- 
wości i co do tego pod niejednym względem możliwe sprowadzić 
do właściwych swoich rozmiarów. Powiedzieliśmy wyżej , że słowa 
kauzatywne dały naszej klasie VI początek, a nijakie zalu- 
dniają Yllmą. Jakkolwiek wątpić nie można, że w pierwszym za- 
wiązku rzeczy tak to wszystko być urządzone musiało: to jednak 
i to widoczne, że w dalszym rozwoju języka powciskały się do tych 
klas obydwóch i obce także żywioły; co większa, że i zasoby ich 
pierwotne z jednej strony przytępiły z czasem ostrze dawnego swego 
znaczenia, z drugiej znowu rozszerzyły jego zakres pierwotny. 

1. Mianowicie co się najprzód w szczególności klasy VI do- 
tyczy, nie zbyt wiele stosunkowo potrafilibyśmy tutaj obecnie takich 
czasowników wyliczyć, jak mtuiesić^ śiviecić, lepić, hucUić, traivić 
i kilkadziesiąt innych, na których (porównywając je z odnośnymi 
pierwotnikami) znać jeszcze jak najwyraźniej to ich niegdyś kau- 
zatywne znaczenie (np. zawiesić = kazać wisieć, sprawić żeby 
coś wisiało itd.) Największa liczba słów takich spadła już do rzędu 
zwyczajnych pojęć przechodnich, a częstokroć w nich już nawet i 
przechodniość wątpliwa. Nie zaliczam do nich wprawdzie dzisiejszych 
naszych t. zw. słów zaimkowych, np. gapić się, Jciuapić się , pastwić 
się, icstydzić się , tyczyć się , łasić się , czaić się itd. gdyż jakkolwiek są 
to pojęcia w całości swojej (razem z tern „5^*^" ) medyalne, nijakie, 
to jednak sam czasownik jest przecież rzeczywiście przechodnim, 
skoro bez tego się obyć się w żaden sposób nie może : to się zastępuje 
mu tutaj syntaktyczny danej czynności przedmiot, w IVtym poło- 
żony przyp. Ale cóż powiedzieć np. o dymić, zboczyć, kroczyć, ivdl- 
czyć, promienić, służyć, dążyć, tuszyć, mżyć, baczyć, luajpić itd. 
Te już gorzej, niż wątpliwe, bo wcale nie są przechodnie, i z ja- 
kiego tytułu krój ten VI klasy przybrały — trudno nieraz odga- 
dnąć. Bardzo wiele słów takich zrodziło się wprawdzie z imion 
(np. służyć od sługa, więc udawać sługę itp., hroczyć od hrolc, 
więc robić kroki itd.) i mogły one przybrać ten kształt czyn- 
ności przechodnich albo na mocy podobnej, jak widzimy bardzo lu- 
źnej i naciąganej logiki albo i po prostu bezmyślnie, na podobień- 
stwo czegoś , co niekoniecznie tak podobnem było, jak się zdawało. 
Jednakże pozostaje nawet i po wyłączeniu takich żywiołów zawszę 



250 Geneza konjugacyi. 

jeszcze niemała liczba, których bytność obecnie w klasie YI będzie 
pewnie tylko skutkiem późniejszego przerzutu z Yllmej. Tak np. 
nasze 'wątjńó wyraża jak najściślej stan duszy, nie jest i nigdy 
być nie mogło przechodniem, powinno się więc kończyć na eó: i 
że dawniej, choć może przed tysiącem lat, w samej rzeczy tak 
brzmiało — tego dowód w jego częstotliwym pochodniku — nie 
2)0ivątpiać^ lecz poivątpieivać I Jeżeli bowiem drobić^ topić, mówić 
itd. mają, wszystkie bez wyjątku rozdrabiać^ zatapiać^ mmuiać: toć 
i tuątpić byłoby wydało {po)ivątpiać , gdyby już i w tamtej epoce 
było tak brzmiało, jak dzisiaj. 

Odwrotny przerzut, t. j. z VI klasy do VII, mamy znowu 
w dzisiejszem np. luiercieć, toierciał (świdrem coś), zamiast tuicrcić, 
iviercił\ bo wszakże to jest niewątpliwie przechodni czasownik, 
który Czesi też do tej pory wymawiają turłiti^ a i nasz Bielski 
w XVI jeszcze wieku pisał iciercić. I tutaj odnośne częstotliwo 
tvyiviercać, nie ivywiercietvać^ pozytywnie stwierdza domysł, że do- 
piero późniejsze pokolenia bezmyślnie przekręciły ten wyraz'''). 
Tak też już i zamiast luhić kogo, zaczęto mówić w Galicyi hihieć, 
hibiał — niepotrzebnie i WTęcz przeciwnie zasadzie. 

Zawsze jednak ta klasa VI niezmierną większością zasobów 
swoich jest klasą naszą przechodnią. Jest to jedyna z pomiędzy 
wszystkich klas, którą widzimy z zasady napiętnow^aną właśnie 
tym charakterem. — 

2. Przechodzę teraz do klasy VII. Przynależne do niej słowa 
miały znaczyć stan trwający spowodowany odpowiednią, przez 
ich pierwotnik wyi^ażaną czynnością: skoro usiadłem^ więc siedzę^ 
skoro micishm^ więc wiszę. Otóż to ostrze znaczenia już się w dzi- 
siejszej ki. VII po większej części stępiło — zrównało się z każdą 
inną, byle tylko nieprzechodnią a trwającą czyli "niedokonaną" 
czynnością. Tak np. beczeć^ krzyczeć^ Idęczeć itp. to nie stan, ale 



*) Prawdopodobnie szły tu rzeczy takim porządkiem. Od V wrt mieliśmy 
słowo pierwotne lur-te, wierść] od niego nijakie wierciec (w zna- 
czeniu dzisiejszego „iciercić sic^), a kauzatywne wrócić. Potem wy- 
osobniło sig jeszcze i słowo iwicrcic co (świdrem), z luiercieó wydobyte. 
Potem nastąpiła konfuzya między nijakiem 'wiercieć a przechodniem 
wiercić co , a ta wydała ten skutek , że wiercioć znaczy dziś bohren , a 
wiercić się sich drehen. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 251 

czynność, zgoła tasama, co w heJcnąć, Icrzyhnąć^ Idęhiąć i hlę- 
Tcać — tylko że te słowa na nąć dają tę czynność jako jednokro- 
tną i momentalną, w Idękać jest ona wprawdzie też momentalną, 
lecz kilka razy po wytarzaną, a owe słowa na eó wyrażają ją 
jako jednorazową, lecz ciągłą. W tej „ciągłości" i w tem że to 
są czynności nijakie, spotykają się więc takie słowa jak hecseć^ 
z owymi jak luisieć^ siedzieć. 

Niejedno słowo ki. VII zdaje się być dzisiaj nie nijakiem i 
stan podmiotu wyrażającem, lecz przechodniem; np. cierpieć męki, 
iviedzieć mało, icidzieć różę, mieć dom, icspomnieć pewne dawne 
zdarzenie, słyszeć głos; a nawet i w VIII klasie umieć i rozumieć 
rządzą już IVtym, a przy negacyi Ilgim przyp. Otóż do tegoto 
właśnie zjawiska ściągałem wyrażenie moje powyżej, że zaszło tu 
z wiekiem w niektórych razach i rozszerzenie pierwotnej tych słów 
nijakich agendy. Zrazu cierineć, tcidzieć, słyszeć^ mieć itp. zna- 
czyły tylko subjektywnie być przejętym jakąś cierpkością, nie- 
jako drętwieć, nie być ślepym, ani głuchym, być w po- 
siadaniu czyli majętnym — słowem chodziło tu tylko o wyraże- 
nie stanu, o werbalny przymiot subjektu — a nie o to, co tam 
kto cierpi, co widzi, słyszy, ma, co umie albo rozumie? Potem 
przylgnęły do tego jednak i te zewnętrzne przedmioty cierpie- 
nia, widzenia, posiadania, i tak się te słowa zwolna przedzierzgnęły 
w przechodnie, a raczej w quasi przechodnie. Prawdziwe bowiem 
słowa przechodnie same przez się nie mają nigdy jasnego sensu: 
np. on kwasi, on zaiciesi, on trapi itp. bez dodatku co on kwasi, 
co zawiesi, co trapi — to tak jak gdyby kto zamiast Mogosia- 
tcieństwo, powiedział Mogosia, a zamiast nocuje, nocu.. (niedopo- 
wiedzenie końca, bez którego taki wyraz zostaje niezrozumiałym). 
Ale „on widzi, on słyszy, cierpi, myśli^^ , to zupełnie co innego. 
To zarówno sobie samo zupełnie wystarcza, jak „on leży", sie- 
dzi, śpi, wisi... Słowo rozumieć rządziło dawniej, tak w sta- 
rosł. jak polskiem, nie IVtym, ale Illcim przyp., a więc było także 
stanowczo nijakiem, na zewnętrzny przedmiot nie spływającem po- 
jęciem. I z tegoto stanowiska trzeba zawiązek tych słów niemal 
wszystkich pojmować. 

§. 487. Nakoniec należy nam bodaj przelotnie tutaj jeszcze naznaczyć , 
któreto klasy konjugacyjne w innych tu porównywanych językach odpowiadajjj. 



252 Geneza konjugacyi. 

tym naszym słowom nijakiego i kauzafywnego znaczenia, i o ile takowe b^dź 
kształtem, bądź też innymi właściwościami swymi na tychsamych co i nasze 
polegają, zasadach. 

Co do łaciny, tyle tylko w ogólności można powiedzieć, że tamtejsze 
słowa konj. II [maueo, mmiere zostać, splendeo, spJendere błyszczeć się itd. ) 
odpowiadają naszej klasie VII; zaś konj. lYta łać. {audio, audire słyszeć, so- 
2^io, sopire uśpić itp. ) stoi na równi z naszą VItą ki. Pod względem znaczę- 
n i a jednak spostrzegamy między tymi dwoma działami czasowników łacińskich 
jeszcze więcej zamieszania niż u nas ; tak np. nijakie dormire spać należy do 
IVtej, przechodnie monere napomnieć do II konj. — wręcz przeciwnie oczeki- 
waniu i zasadzie pierwotnej. Pod względem flexyi, zachowują się obydwie 
te konjugacye łacin, zgoła taksamo , jak nasze: są to słowa przez cały swój 
czas teraźń. bezwstawkowe; jedynie w I os 1. poj. i po części III mn. 
przyjęły one już wtrętne a: maneo (z manc\a\mi) , audio (z ai{df\a\mi), audiunt 
(z audi\an\ti); w II konj. jednak nawet i w III os. 1. mn. nie przyszło do 
tego : manent — bez a. 

AV grec. zamieszanie między obydwoma rodzajami tych słów co do ich 
znaczenia, a nawet i postaci, jeszcze dalej niż w łać. jest posunięte. Są to 
tamtejsze t. zw. verba pura, na aoj, ^w, ów, której to trójki jednak powód i 
funkcyjny między sobą stosunek dotąd jeszcze należycie i zgodnie z prawdą 
dziejową przez nikogo wyjaśniony nie został. 

Nierównie jaśniej i porządniej przedstawiają się te stosunki zato w sankr. 
i litew. języku. — W sanskr. odjiowiadają naszym słowom nijakim (ki. VII) 
bierne czasowniki, a raczej bierne formy, dające się od każdego słowa 
urabiać, i ile ono jest zdolnem tego znaczenia. Formacyą tych passiwów 
w sanskr. opisywaliśmy już i wyżej (str. 175): do V" danego słowa, z samo- 
głoską nigdy tu niepotęgowaną, owszem często wątlejącą, dodawało się owo 
posiłkowe imi, ale z przybraną już przez wszystkie osoby wstawką a. więc 
jiimi, jasi, jhłi itd. Zamiast tych aktywnych osobowych końcówek, jeszcze 
zwyklejszymi stały się tam potem w tej kombinacyi medyalne, a zatem 
'jk{ma;i czyli je, j'ksG , j-kte itd. W taki sposób np. od słowa tudkmi pcham, 
V łud, powstawało bierne fudlj k{ma)i czyM tudje, bywam pchany, tud\jśisc, 
tudjkte itd. a z końcówkami aktywnymi ifMć^IJam/, tud\jasi, tud\jałi... przy tem- 
samem i w tym razie znaczeniu ; od bódhami wiem, V budh, jest pass. budhjć, 
budhj4se, budhjate ... A zatem między tymi passivami w sanskr. a naszymi 
nijakimi na ec zachodzi tylko tyle różnicy, że 1. nasze nijakie np. wisieć 
już tam przeszło w odnośne bierne pojęcie być powieszonym (zdarzają 
się jednak i tam jeszcze nieraz przykłady słów takich tylko z nijakiem, a nic 
biernem znaczeniem); 2. końcówki osobowe najczęściej tam medyalne, u nas 
zaś jedynie aktywne ; 3. wstawka a przybrana tam przez wszystkie już czasu 
teraźń. osoby, podczas gdy u nas wcisnęła się ona tylko do formy iviszę 
(winiarni) i do iviszą [loisianti) ; przeciwnie reszta form Jeszcze tu od niej 
wolna {wisi-aZj wisi-my, wisi-cie itd. — bez wstawki). 



Wstawko wej stadyum trzecie. 263 

Naszym słowom klasy VI odpowiada w sanskr. ki. X, zakończona 
na kjami (= aiami), np. hodlĄkjami daję wiedzieć, oznajmiam (V hudli wie- 
dzieć); ¥dr\kjami okradam, każę kraść {V k'ui- kraść): to bodh-ai\a\miitd. wy- 
nikło z nijako-biernego budh-i\k\mi , a to 1. po spotęgowaniu głoski «« (w 6i/<^ft) 
na au czyli ó , 2. po takiemże spotęgowaniu głoski i w posiłkowem słowie 
iami) na ai {aikrni), 3. po przesunięciu akcentu ze wstawki a o jedne syl- 
labę ku początkowi wyrazu, t. j, na to ai czyli „a;''. — Słowa tej klasy w sanskr. 
s% to w części causatiya , w drugiej części zbieranina słów pochodnych od 
imion : a zatem i pod tym względem podobieństwo do naszej VI klasy, złożo- 
nej najprzód z takich zasobów jak sadzić^ łożyć ^ trawić — obok tego zaś i 
z pochodników imion owych tego składu, co złocić, ubożyć, zdwoić itd. — Jak 
się w sanskr. ma bodh\kjami do budh\jkmi, taki u nas zajmuje stosunek sta- 
rosł. budUi [budzić) do bbdeti czuwać, wiedzieć o sobie. Zgodność między 
tymi dwoma naszymi czasownikami a sanskryckimi zatem w tem, że się akcent 
w kauzatywnem słowie i tu także o jedne zgłoskę wstecz cofa; następnie że 
tak między bodJĄajami a hudhljami z jednej strony, jak między biid\iti a 
b^yd\Qti z drugiej , stanowi główny kontrast pierwotka , konsekwentnie jeden 
pokrok wstecz lub też naprzód czyniąca : jeżeli po kauzatywnej stronie u , to 
po drugiej stronie spada to u na h , a jeżeli po tej słabszej stronie przeciwnie 
u przy brzmieniu swojem obstaje , w takim razie po stronie kauzat. pokracza 
ono w (aw czyli) ó. Odrębnością zaś już czysto sanskrycką w organizmie tych 
causatiwów jest to , że tak jak w biernych słowach , tak i tu wstawka a już 
się do wszystkich form czasu teraźń. wsunęła ; następnie że to i przed nią na ai 
podrasta: podczas gdy u nas i to i przy brzmieniu swojem pierwotnem zostało 
[trawisz, trawić), i wstawka wnęciła się tu jedynie do I os. trawię [trawia- 
mi) i do III os. ti-awią [trawianti) ; dalej zaś, w^.w traioi-sz, trawi, trawi-my 
traioi-cie , wniknąć tutaj niepotrafiła. — Porównywając tak w ogólności stan rze- 
czy co do tych słów tak nij akich jak kauzaty wnych więc u nas, z stosunkami 
w tamtym języku, okazuje się, że pod niejednym względem prędzej myśmy 
tu do pierwotności zbliżeni, niż sanskryt... 

W lite w. przegląd słów, o których tutaj mówimy, nasuwa kilka nader 
ciekawych spostrzeżeń, zupełnie aż do tój chwili niespożytkowanych w nauce. 
Przedewszystkiem podnieść należy, że spotykamy się tutaj, tak w dziedzinie 
słów nijakich , jak i ich odwrotników , z kilkoma postaciami owego słowa 
posiłkowego , tworzącego w nich drugą połowę wyrazu , w któremeśmy uznali 
czasownik iść. Czasownik ten, w samoistnem swoim użyciu, brzmi w litew. 
języku albo ei\mi (niegdyś i\mi) idę, albo też elnu (niegdyś inu = in\a\mi)^ 
odpowiednio do zasady formacyjnej wyłożonej w §. 420. Otóż to się odbiło i 
na fizyonomii słów niniejszych złożonych : ukazują one ten składnik swój albo 
w jednej albo w drugiej , a nieraz nawet równocześnie i w obydwóch posta- 
ciach — najwymowniejsze świadectwo, że tento właśnie czasownik iść, a nie 
żaden inny w nich obydwóch tę rolę słowa posiłkowego odgrywa, i że te dwie 
kategorye pojęć, słowa nijakie i kauzaty wne , z jednego się wyrobiły zawiązku. 



254 (Geneza konjngacyi. 

A. Klasie naszej k a u z a t. odpowiadają litew. słowa zakończone na y?/, 
iti {„yjUj ?/^*")j ^Ibo na inu i (dorobione doń później i w infin.) inti; np. 

1. mok\yjUj mok\yti uczyć; dalyju, dalyti dzielić; czystyju, czystyti czyścić itp. 

2. mokinu, mokinti uczyć; budinu, hudinti budzić; sodinu^ sódinłi sadzić; ge- 
rinu (od geras dobry), gerinti poprawić, dobrym zrobić itp. Oprócz tego jest 
tam jeszcze i trzeci krój słów tych — na aw, iti\ np. mokau, mokyti uczyć; 
iindau, żindyli dać ssać ; grudau, grudyti łiartować np. żelazo ; lauzau, laużyti 
rozlamywać. *) Te ostatnie czasowniki dają widzieć , że zatem i litewszczyzna 
po części na tęsamą drogę wchodziła, na której oglądaliśmy wszystkie cau- 
sativa sanskr., zakończ, na ajami. Te litew. bowiem mokau, żindau itd. brzmieć 
musiały dawniej mok\ai\ami ^ żindaiami, z któregoto a{;i)am{i) wytworzyło się 
potem au; w infin. jednakże i pokrewnych z nim formach, widzimy tu i je- 
szcze jako I nie przekształcone na ai. — Wszystkie powyższe 3 działy czaso- 
wników litewskich ( yju , inu i au) , przybierają wstawkę do wszystkich osób 
i liczb czasu teraźń. Mają więc tę właściwość wspólnie z sanskr., a w sprze- 
ciwieństwie ze stanem rzeczy w słowiańskich narzeczach. 

B. Klasie naszej nijakiej (Yllmej) odpowiadają w litew. słowa także 
trojakiego już kroju: 1. takie jak np. sędzia (= sedi-a\nii) . sedeli sie- 
dzieć ; smirdżiii^ smirdeti śmierdzieć ; myliu , myleti lubić itp. ( Te są naszym 
na eć najbliższe, a w litew. ti-zymają się z takimi tam causativami bezpo- 
średnio za ręce, jak dalyju ^ dalyii itp.). Pod względem wstawki — taka sama 
jest ich właściwość , jak naszych (w sprzeczności ze sanskrytem ) : w I. osobie 
sedżiu , jak nasze siedzę, jak starosł. seśdo, — z sedi-a-mi ; w dalszych je- 
dnak osobach, np. sedi-me, myli-me itd. jak nasze siedzi-my, starosł. sedi-m u 
itd. — bez wstawki. — 2. Druga postać tych słów nijakich w litew. następu- 
jąca: bub\enu, bub\enłi dudnić; gyiv\cmt , gyw\Gnti mieszkać, żyć gdzie, itp. 
(Te się znowu za ręce trzymają z takimi tam causativami , jak bud\inu, 
bud 'inti budzić: zatem w nijakiej fuukcyi mają e, a w kauzatywnej i — więc 
tasama i tu idea, jakąśmy w słowian, między np. bbdeti czuwać a buditi bu- 
dzić zauważyli). — 3. Jest prócz tego i taki tu jeszcze poczet słów tegoż ni- 
jakiego znaczenia, jak np. moku , mok\c,ti umieć, być zdolnym czego; gelb\mij 
gelb\eti pomagać; drebu^ dreb^ti drżeć; sausu , sauseti usychać itd. Więc sło- 
wa w czasie teraźń. i pokrewnych z nim formach jeszcze jednolite , pierwotne , 



Słowa jak mokyju, stanowią Schleicherowską klasę X (str. 162); takie 
jak mokinu, klasę XII (str. 163); takie wreszcie jak żindau, klasy VI 
drugą gromadę (str. 157). Samo to już rozrzucenie daje dostatecznie 
widzieć, że autor przynależności tych słów do siebie nie dostrzegł, a o 
rodowód ich wcale nawet nic pokusił się spytać. Bopp, po wydaniu już 
Gram. lit. Schleichera, w t. III swojej Vergl. Gram. str. 94 i n. (r. 1861), 
chciał te słowa na inu, inti, wydobyć z sankr. zakończonych na ajami: 
aja miało się tu przesunąć w ija, a j potem „zdegenerowało" (?) w n... 
Do takich to rezultatów dochodzi się przy najgłębszej nawet nauce, je- 
żeli się l)ierze sanskryt za alfę i omegę w takich porównawczych badaniach. 



Wstawkowej stadyum trzecie. 255 

które tylko w bezokolicznikowym swoim temacie już sig spoiły z tym posiłko- 
wym przyrostkiem (np. od moku , już nie mokti , ale molc\eti). S% to okazy 
samego zatem przejścia tych słów z klasy I do VII. *) 

C. Nakoniec klasie naszej VIII ( kamienieć, ubożeć ) odpowiadają, takie słowa 
litew. jak 1. seil\eiu, seileti pienić się (od seile piana); szyks2t\eju, szykszteti 
skąpić (od szyksztas skąpy); 2. słowa na in-eju , np. ger\ineju , ger\ineti 
(także ,,gerin eiti'-^ pisane) dobrzeć; akl\ineju , aklineti być zaślepionym, 
być w obłędzie; drut\ineju, drutinełi (lub „drutin eiti''^) mocnieć itp. 
(Schleich. klasa XI, str. 163). Te słowa ostatnie (na iii-eti) są pochodnikami 
od ge7'as dobry , aklas ślepy, drutas mocny — lecz bezpośrednio wzięły one 
życie nie z nich, lecz dopiero z odnośnych słów kauzatywnych ger\inu, akl\inic, 
drHt\inii. Zród ich zatem już bardzo późny, a skład nieorganiczny (zawierają 
bowiem w sobie to „iść" już aż dwa razy — raz w tern in , drugi raz 
w eju , eti czy „e*ii" ). 

§. 488. Słowa nasze tak Yltej jak i VII klasy {siedsieć i 
sachió) należą, zasadniczo do kategoryi słów bezwstawkowych 
{siedzisz^ sadzisz): w obecnym stanie języka wprawdzie formy 
siedzę , siedzą i siedząc^ a taksamo sadzę^ sadzą i sadząc , dają wi- 
dzieć w składzie swoim już wstawkę a {sedi-a-mi, sadi-an-(t) itd.); 
lecz w innych formach jednak ten wtręt się do nich nie dostał, 
a i tam wcisnął on się jedynie jurę caduco (porówn. §. 281). — 
Zwracam tu uwagę na to z tego powodu, ponieważ w nauce tego- 
czesnej panuje wręcz przeciwne zapatrywanie. Na podstawie stanu 
rzeczy w sanskr., gdzie tak słowa kauzat. (na ajami)^ jak bierne 
( i\3i jdmi^ jd(ma)i = je) przez wszystkie czasu teraźń. osoby 
i liczby wtręt ten już w skład swój wpuściły: przypuszczają wszy- 
scy dzisiejsi lingwiści i w słowiańskiej także mowie anteriora te- 
same; tak np. w formie sadzisz^ sadiszi itd. widzą wynik z da- 
wniejszego sadii\szi, poprzednio sadie\szi, a pierwotnie sadi\a\szi 
czy sadajaszi. Tosamo sądzą także i o słowach nijakich. W taki 
sposób owe formy wtrętem rozdęte i niepierwotne siedzę , sadzę , i 
siedzą^ sadzą, są dla nich właśnie organicznymi formami — a w dal- 
szych osobach upatrują już późniejszej daty ściągnięcia i wypacze- 
nia . . . Mojem zdaniem jest to mylne zapatrywanie ; ponieważ nie 



j U Schleichera i te trzy działy słów ściśle do siebie należnych rozrzu- 
cone po różnych kątach : mianowicie takie jak sedetl , tworzą u niego 
klasy IV drugą, gromadę (str. 244); takie jak buhitnti, klasy XII dru- 
gą gromadę (str. IGG); a moku, mokUi itp. klasę I, drugą gromadę 
(str. 237). 



256 Geneza konjugacyi. 

należy się tu bałamucić stanem rzeczy w sanskr., lecz uprzytomnić 
sobie rzeczywisty, w całej mowie naszej plemiennej niewątpliwy 
co do tego punkt wyjścia. Takim punktem, dla słów tu oma- 
wianych, była właściwość słowa iść^ historycznie stwierdzonego jako 
czasownik trwale się trzymający konjug. pierwotnej. W użyciu 
samoistnem, słowo to stoi przed nami w sanskr. {e\mi^ i\m.as itd.), 
w litew. {ei\mi), w grec. {z1[m) i łać. {i\s, i\mus)^ jako słowo 
bezwstawkowe. Jego słowiańska forma i-dę jest złożoną i ca- 
łymi już wiekami późniejszą (§. 489). Tak jak się więc to słowo 
w samoistnem swem użyciu konjugowało, tak też musiało na razie 
być odmieniane i w tych kombinacyach obydwóch {siedz\is0, sadĄisz). 
Później dopiero zaczęła się wtrętna wstawka wnęcać i do tych cza- 
sowników — z powodzeniem w każdym prawie języku rożnem. 
W sanskr. wiodło się temu natręctwu najlepiej — weszła tu ona 
w wszystkie czasu teraźii. itd. pozycye. Litew. causativa na Mi 
(dalyju = dal-yjami itd.). także ją już przez całe swoje praesens 
przybrały. W nijakiej klasie litew. jednakże mamy tylko same 
I os. rozszerzoną tym wtrętem (sedżiu^ mylm ---= sediami itd.); 
w dalszych zaś osobach go nie ma. W łacinie konj. IVta ma go 
tylko w dwóch pozycyach, w audio i aiidiunt; liga konj. ukazuje 
go w samem tylko maneo (przeciwnie manent^ równie jak i wszy- 
stkie inne pozycye, jeszcze wolne od niego). Co się zaś słów. już 
języków dotyczy: to tu stopniowe to wciskanie się tej wstawki 
uprzytomnione najlepiej. Serbski, słoweński i czeski język nie przy- 
bierają jej nigdzie, ani nawet w I os. sing. {loisim^ saditn wiszę, 
sadzę). Starosł. ma ją tylko w tej jednej osobie: tois.zą ^ sażdą = 
sad\ia\m{i) ; w III plur. przeciwnie jeszcze tolsgfh sadęth == sadmti. 
Polski posiada ją w tych obu skrajnych osobach i w imiesłowie na 
ąc — ale nie i w dalszej sferze. — Tak więc tamte trzy dzisiaj na- 
rzecza nasze są tu pierwotności najbliższe — a ojciec sanskryt 
szary koniec zajmuje jako od niej najdalszy. 

'•' Ukazaliśmy w §. 484 i 485 powody, dla których tak tematy czaso- 
wników VIImej , jak VItej klasy w końcowem swojem i [siedzi, sadzi) po- 
siadać kiedyś musiały długie i. Otóż nasuwa się tu pytanie, jakiem prawem 
w takim razie , z formy pierwotnej np. saiim , iclslm, za wpustem tu owego 
wtręta a, mogła wytworzyć się całość sadiam, luisiam, z którego dzisiejsze 
sadzę j wiszę wynikło — a nie raczej, jakbyśmy oczekiwali, fiadt-j-ę ^ wisi-j-e 



Wstawkowej stadynm trzecie. 257 

(w myśl §. 36). Jakiem prawem i częstotliwe także od tych czaso- 
wników klasy VI formacye przeszły także przez tensam diftongowy przedsio- 
nek, skoro dziś brzmią, icieszaó , sadzać, a nie iciesr-wa-ć , sadzt\w\aó? — 
Zjawisko to daje się usprawiedliwić tylko uwagą, że to i w kombinacyach 
niniejszych nie było długiem samo przez sig , z rodu swego , jako V, lecz do- 
piero w skutek pronuncyacyi całego tego wyrazu. Jeżeli w tych przekształ- 
conj^ch dziś formach sadiam , wiaiam , pozostawiono temu w nich ia i ę- 
samę dozę czasu i przycisku, jaką wczoraj w sadtm, luisim samo to i 
dzierżyło : to pronuncyacya rzeczona nie mogła tu mieć żadnego powodu do 
skargi. W litew. jednak uwzględnione przy tym przewrocie zostały przecie 
w części i prawa owego i : wszakże bowiem kauzatywne dalyju , czystyju itp. 
mają y czyli i długie. W częstotliwych znowu słowach na ać , brzmiało 
to ać zrazu iać, z sadttl sadtati, z {po)iviestti iciesiati (potem sadziati, wle- 
sziati, a nakoniec dopiero sadzali itd.). Otóż i tu to ia jako diftong zastą,- 
piło wyrazowi dawniejszą długość tego i w zgłosce środkowej. Są jednakże 
i od tej znowu reguły wyjątki lokalne, z prawami owego i i tutaj uwzględnio- 
nymi: czeskie c1iodi\iv\aii, nosi\iv\atl itp. zamiast naszego chadzać, {u)naszać*). 

3. Słowa icl§, jacie i h§(l§. 

§. 489. Trzecim pierwiastkiem werbalnym, równie jak V .<? i 
jak \^ i, czyniącym w konjiigacyi drugich słów posiłkowe posługi, 
jest v^ d, pierwotnie dli^ zachowany samoistnie w dzisiejszem 
(Uiać --= czynić (porówn. §. 424, 2). Ten składnik w dzisiejszym 
języku naszym widzimy użyty 1. w i\dę^ i\dąc, idź, iść (idć); 
2. vf jadę, ja\dąc, jedź; 3. w będę^ h§\dąc, bądś. W tych for- 
mach widzimy kombinacye : tematu i i spokrewnionego z nim ja^ wre- 
szcie b§, jako pierwszych części składowych, spojonych z czasem te- 
raźniejszym itd. tegoto właśnie słowa posiłkowego d§ (d\a\mi), dziesz, 
dzie itd. Właściwe znaczenie tych formacyj zatem: „iść czynię," 
„jechać czynię," „być uczynię". — To hę w hę^dę, wynikło z hu-n 
i jest to temat teraźniejszo-czasowy i dokonanego znaczenia od 
(wtórnego) v^ hu^ dziś hy , wzmocniony przyrostkiem n ( §. 420). 
Temat ja w jadę , z ia wydobyty, jest tylko spotęgowanem i: Vi 



W tomie I, na stronic 48, wiersz 15 i nast. mówiąjC o formacyi tj^li 
częstotliwych , byłem skłonny powody zjawiska tu omawianego upatry- 
wać raczej w historycznych kolejach iloczasu w naszym jeżyku. Obecnie 
prostuję to zapatrywanie w duchu powyższej wersyi. 

Wram llist. Por. II. 17 



258 Geneza koDJngacyi. 

w prostym swym kształcie znaczy tutaj chód zwykły, a jego potęga 
ici wyraża rucłi przyspieszony, wiec jazdę. 

* Wszystkie 8 powyższe słowa zaliczyliśmy w rozdziale o konjugacyi 
dzisiejszej (§. 254) do klasy I, jak gdyby one były pierwotnymi czasowni- 
kami. Stało się to tylko dlatego, że popierwsze dziś już nikt w nich wyrazów 
złożonych nie czuje ; powtóre że trudno dla trzech słów osobną klasę urządzać ; 
nakoniec że są, i te nawet słowa w tych formach swoich, w których się onem 
d nie posiłkują , rzeczywiście pierwotnymi i jednolitymi słowami. Albowiem 
żadno z nich nie przybiera tego składnika przez całą swą konjugacyą, ale 
tylko w niektórych tejże pozycyach, mianowicie pewnie w takich , w których 
dla równobrzmienności z jakim innym ( tamtoczesnym ) wyrazem trzeba im 
było uczynić takie z zwykłej drogi zboczenie. 1 tak idę zaposiłkowało się 
tym przyrostkiem tylko w formach teraźniejszo-czasowych , w trybie rozkaz., 
aoryście (starosł. id-b i idochiy) i w imperfect. (ideachb): bezokolicznik prze- 
ciwnie brzmiał do bardzo późna (XV wiek) jednolicie ić , ici , w starosł. też 
zawsze iti — potem jednak wsunęło się ukradkiem to d nawet i tutaj. — Słowo 
Jndę ma ten składnik dziś tylko w czasie i imiesł. teraźniejszym, tudzież w tr. 
rozk. — dawniej także i w imperfect. {ja\d\each) : w aor. zaś miało jad\och obok 
ja\chh, urobionego od jednolitego lDJw. Inne formy —jednolite: np. part. perf. 
jał, jała, jało, jeii, jały ; jau\ {wy)jaw ; bezokol. jeć, jaó (wszystko to np. 
w Bibl. Zof.). Obecnie natomiast już tylko jechał, a, objechawszy, jechać, które 
lud wielkop. wymawia do dziś dnia j achał , jacJiać — formy utworzone, jak 
przypuszczam, na podstawie owego niegdyś aorystu jach , w braku innej osno- 
wy. — Słowo będę ma to dg, dziesz itd. dąc tylko w sferze czasu teraźń. i 
trybu rozk. Reszta form polega na jednolitym □ by. 

** Taksamo też znachodzimy i w innych tu porównywanych językach 
czasowniki, które l)ądź to w pewnej poszczególnej formie, bądź też w większej 
ilości tychże, posiłkują się tym składnikiem. AV lite w. jest takiem np. słowo 
wer\du, wirti (V wr) wrzeć, gotować się, warzyć. (Jednolite zaś weru, 
wertl znaczy tam nasze (za)w rżeć, (ode)wrzeć , (za)mknąć ). W s a n s k r. 
H rad\dadhami = „wiarę daję (a raczej) czynię", wierzę. W łać. identyczne 
z tem cred-do czyli credo; ven\do albo venum\do, pessum\do', zaś w condo, 
perdo, ahdo itp, mamy to do samoistnie użyte, lecz zawsze z przybrankami. — 

W grec. było takiem np. 7:pv]j5w obok 7i{[7.;ip7][j.i palę; 7:X7J|^(o jestem pe- 
łen obok niy7:X7)[j.i napełniam; cp^wópoj psuję; fa|5(o (= fo-5to) i to^lto obok 
£00) jem itd. Oprócz tego ukazuje tu t. zw. aor. I pass. w indicat. i innych 
trybach swoich ten także składnik (£Tu'fp/]v, tu^PoS, Tu9|5£'rjv, tu-f |3£'c , Tucp|5rj- 
aop-ai). — W niem. wynikły z tegosamego źródła dzisiejsze t. zw. imper- 
fecta: such-te, soll-te, dach-te itd. To łe było właściwie perfectum od słowa 
z V d, najpierw dh. Jeszcze w gockiem „s6ki\da'^ = ich suchte ; sdlci\d'^dum ■■= 
wir suchten, itd. ( To soklda brzmieć tu kiedyś musiało sdkl\delduami , sokidCt- 
d{u)a{mi) itd. aż do przejścia tego d w t i odrzucenia reduplikacyjnej syllaby). 



Wstawkowśj stadynm czwarte. 259 



IV. Stadyum: Formy złożone pakticipialne 

§. 490. Po upływie kilku wieków zaczęły się w ustroju 
konjugacyjnym pojawiać jeszcze inne formacye: całości 
taksamo wprawdzie, jak i tamte, urabiane za pomocą 
słowa posiłkowego, lecz już nie w połączeniu z tematem, 
ale imiesłowem ow^ego czasownika, który się właśnie 
konjugowało. Przez „imiesłów" nie rozumiem tu wszelako 
samych tylko w ścisłym sensie participiów przymio- 
tnych, np. dal, dany, ale i owe rzeczowne, do liczby 
których należy np. bezokolicznik. Otóż kombinacya 
słowa posiłkowego, np. być, jestem, mieć, zostać albo je- 
szcze innych tego rodzaju pomocniczych składników (cho- 
teti , nacz§ti w starosł. , tuerden w niem. itd.) i bezoko- 
licznika albo imiesłowu słowa właśnie omawianego, 
tworzyła czasy, tryby i w ogóle formy obecnemu stadyum 
właściwe. Takowe były używane zrazu obok formacyj 
jednolitych lub też owych z tematu złożonych daty da- 
wniejszej, a potem już zamiast nich, t. j. wypierając je 
z używania i zajmując jedynowładnie ich miejsce. Działo 
się to zaś już po stanowczem rozosobnieniu języków, a 
zatem w każdym szczepie inaczej. Z tej też przyczyny 
kombinacye tego rodzaju w naszym języku stanowią; 
nasze odrębną już własność i nie dają się porównywać 
z odpowiednimy w innych językach po za światem sło- 
wiańskim : co najwięcej , oglądać tu można mniej więcej 
tosamo tylko chyba w litewskiem. Analogie zaś z łaciną, 
jakkolwiek w wysokim stopniu uderzające, złożyć zapewne 
wypadnie na karb tylko przypadku. 

§. 491. Formy takiego właśnie składu są w języku 
naszym następujące : 

17* 



2C0 Geneza konjugacyi. 

1 . Czas przesz ł y dokonany ( Perfectum Ilgiej for- 
macji, złożone), np. biegiem, dałem. 

2. Czas przeszły niedokonany (Imperfectmn III 
formacyi, złożone), np. biegałem, daivalem. 

3. Czas ZAPKZESZŁY, w miarę potrzeby dokonany 
albo niedokonany, np. biegiem, bijl, dałem był — i bie- 
gałem bijl, dawałem był. 

4. Tryb Warunkowy, a to czasu teraźniejszego 
albo też minionego — każdy z nich bywa dokonany 
lub też niedokonany: biegłbym, dałbym, albo biegałbym, 
dawałbym; biegłbym był, dałbym był, albo biegałbym był, 
dawałbym był. 

5. Czas PRZYSZŁY złożony z bezokolicznika (futu- 
rum Illciej formacyi): będę biec, będę biegać, będę daioaó. 

6. Czas PRZYSZŁY złożony z imiesłowu „posiłko- 
wego^ (dawne Futurum exactum czyli ^, z aprzyszłe"): będę 
biegł, będę biegał, będę datuał. (Po dziś jednak te obydwa 
futura, pod 5 i (), niczem zgoła co do znaczenia się już 
nie różnią od siebie ). 

7. Futurum periplirasticum: mam biec, biegać; 
mam dać, datuać. 

8. Cała forma czyli strona Ijierna, np. bywam da- 
wany, zostałem dany itd. o której wszystkicli poszczegól- 
nych zasobach obacz wyżej §. 230 — 232. 

., Jak i z czego się te wszystkie formy nasze złożone ura- 
biają? o teni się już powiedziało w §. 251, w nauce o Formach. 
Jakie znaczenie funkcyjne jest dzisiaj przywiązane do każdego 
z tych czasów? o tem będzie się mówiło osobno w Składni. W tem 
miejscu zatem należy nam tylko z archeologicznego lub ety- 
mologicznego stanowiska podać o nich do wiadomości to wszystko, 
co szczególniej godne uwagi. 



Wstawkowej stadyum czwarte. 261 

1. Czas przeszły dokonany (Perfectum II formacyi). 

i^. 492. Najulnbieńszym naszym w tych wszystkich aktywnych 
formach złożonych składnikiem participialnym jest i m i e sł ó w p e r- 
fektowy, dziś zakończony na ł. ła, ?o, pierwotnie zaś na iias, 
ust, ticis (§. 4GG), np. dał, UegŁ Tento imiesłów, połączony z cza- 
sem teraźii. słowa posiłkowego jeśm(i), hib też z jego postacią en- 
klityczną, t. j. z formą bez tego nalepu je (§. 425) śm(i), wydał 
całość dał jeśm , dała jeśm , dało jeśni , a w drugim razie dałe-śm 
(dał^-śm), dała-śm , daio-śm^ dałi-śrny^ dali-ście itd. Znaczyły te 
formy właściwie „jestem taki co dał" i były zrazu zapewne uży- 
wane obok jednolitego perfectum, które zgoła tosamo znaczyło (ten 
to stan rzeczy mamy właśnie panujący w litewskim tegoczesnym 
języku: sukau albo csmi suhęs). Później jednak zostało u nas owo 
właściwe perfectum, w przedpiśmiennej jeszcze starosłow. epoce, a 
zatem przed IX stuleciem, wyrugowane z użycia, a te tylko wyra- 
żenia participialne natomiast same zostały. W parę wieków później 
(w polskiem w końcu XIV wieku) poszedł taksamo w niepamięć i 
słowiański aoristus, uczyniony zbędnymi zastąpiony przez tęsamę 
formacyą " ). 

Postać złożona tego „czasu przeszłego" {dał jeśm \i([. i^iko 
dwa osobne wyrazy) była u nas obok krótszych form dałeśm itd. 
w używaniu jeszcze przez ciąg XV stulecia. W III osobie najprzód 
to jest i są od dał i dałl zaczęto odrzucać. Potem czyniono tosamo 
i w wszystkich innych osobach, a zamiast dałeśm zaczęto mówić 
dałem. W pierwszej połowie XVI wieku już ten stan rzeczy usta- 
lony w drukach widzimy. 

* Litew. złożone perf. tem się tylko od naszego różni, że się tam imie- 
słów rodzajuje normalnie w żeńskim rodzaju, np. sukęs esmi, sttkusl esmi =. 
kręcił jestem, kręciła jestem; nasze zaś kręciła (zamiast kręciwszy) i krę- 
ciło ( zam. kręciw , kręciu) jest nieregularnem i z jakiejś bardzo już późnej 
doby datującem doro))ieniem do męskiej formy kręcił. (Starosł. język ma 
to jednak już także tak, jak nasz). Stąd też Litwini w potocznej mowie na- 
wet i po polsku często mówią, np. zamiast hiła, „godzina jest biwszy^^, albo 
bez jest, „pierwsza godzina biwszy^^, któreto biwszy jest tu nominatiwem żeń- 
skim, a nie owym przysłówkowym locatiwem czyli imiesłowem „zaprzeszłym". 

"'') Jednolitego perfectum nic ma nawet w starosłow. zal)ytkach już ani je- 
dnego okazu. Zaio aorysty żyją tam jeszcze pełnem życiem. W naszym 
Psałt. Flor. zdarzają się także jeszcze, ale tylko w tym jedynym pomniku. 



262 Geneza kosjngacyi. 



2. Czasy przyszłe. 

§. 493. Futurum drugo-formacyjne (§. 475), zakończone na 
-sza (sianii)^ zachowało się w jedynym tylko przypadkowo ocalo- 
nym okazie hyszą ja będę, i to w samem tylko starosł. narzeczu. 
Natomiast weszły u nas w życie kombinacye formacyi już III t. j : 

1. będę biegł, będę biegał''")^ będę dał, będę datcał, znaczące 
w tamtej epoce dosłownie „ich werde ein gegeben-habender sein , 
będę taki co dawał, co dał", więc odpowiednie łacińskiemu futurum 
exactum; 

2. będę biec, będę biegać, będę daiuaó, jako „futurum sim- 
p 1 e X ", zamiast którego służył wszelako i nadal od słów doko- 
nanych i sam także czas teraźniejszy: będę, dam, pobiegnę. 

W jęz. starosł. mają takie czasu przyszłego formy, jak po- 
wyższe będę biegł, będę dał itd. rzeczywiście jeszcze i wyłącznie 
tylko znaczenie takie za przyszłe (jest to że tak powiem, Plus- 
quam-futurum) ; kombinacyj zaś takich, jak będę biec, będę daioaó, 
w tem narzeczu i wieku jeszcze wcale nie znano, albowiem zamiast 
będę, mówiono mam biec, daicać, dać, albo nacznę biec, albo 
wreszcie chcę biec, dać, datuać, — Dziś u nas to wszystko zmie- 
nione : będę dał już się nigdy nie mówi , bo dać jest dokonane , a 
futurum słów dokonanych tylko się przez ich czas teraźniejszy wy- 
raża; zaś będę datuał, będę biegł, będę biegał zrównały, się już zu- 
pełnie z kombinacyą biec będę, biegać będę, daivać będę. To znaczy, 
że nie posiadamy już osobnego Fut. exact. 

* w lit. języku futurum simplex jest owo drugofo rmacyj ne tam 
zachowane futurum, np. suk\siu będę kręcił, hu\.ńu będę. Zaś taka kombi- 
nacyą, jak to nasze „będę kręcił", po litew. busiu sukęs, ma i tam także zna- 
czenie czasu zaprzyszłego cz. fut. exactum, tak jak w starosł. 



Zrobić tu muszę zastrzeżenie, że jeżeli i tutaj i w dalszych pozycyach, 
obok przykładów uprawnionych, jak będę biegł, będę dał, daję i takie 
także przykłady (z słów częstotliwych wzięte) jakbędę biegał, będę da- 
wał : to czynię to tylko dla zupełności , żebym się nie potrzebował do 
tego niżej wracać na nowo, ale właściwie dopuszczam się w ten sposólj 
anachronizmu; gdyż w tej chwili, którą tu właśnie mamy przed sob^, 
nie było jeszcze słów częstotliwych w języku. Niżej ujrzy- 
my ich zrodzenie dopiero. 



Wstawkowej stadynm czwarte. 263 

W starożytnem narzeczu pruskiem, dziś wytępiouem , było futurum 
exactum urabiane i za pomocą, słowa posiłkowego luirsti stać się (nie- 
mieckie werden)\ t. j. zamiast np. litew. hu siu sukęs — mówiono tam mutatis 
mutandis ^^wirstu s«/igs" = ich werde gedreht haben, „staję (a raczej stanę) 
się takim co kręcił". Tak np. czytamy w owym starym pruskim katechizmie: 

„ madliti , tyt wir sta i ioits i m tisis^^, 

proście a staniecie się wy takimi co wzięli, 

„ lauhjti, tył loirsiai ious aupallusis''^. 
szukajcie, a znajdziecie. 

To yjirstai imusis , lolrstai aupallusis są, to więc futura ex acta tak z formy, 
jak i znaczenia, gdyż je od obecnej cliwili przedziela czynność zawarta w tych 
imperatiwach , także się dopiero mająca spełnić. — Tu zatem spotyka się 
z tem pruskiem wyrażeniem niemieckie futurum, tylko że to ostatnie nie imie- 
słów, lecz bezokolicznik ze swojem wenlen łączy. *) 

3. Tryb Warunkowy. 

g. 494. Czynności tylko przypuszczone, nierzeczywiste a 
mało prawdopodobieństwa mające, więc warunkowe lub też warun- 
kujące, było zwyczajem w całej mowie indoeuropejskiej wyrażać 
przez tę albo owe formę czasu przeszłego"^'*). W naszych języ- 
kach tryb Warunkowy, a taksamo i pozbawiony właściwej swojej 



Niem. werden, w gock. vairthan (indoeuropejski V wrt) jest identyczne 
z litew. wirsta^ icirsłi, znaczącem dziś zmieniać się, stawać się, 
przypaść, upaść itd. Polski pierwotnik, gdybyśmy go jeszcze mieli, 
brzmiałby werłę lub loicrtę , imerść , a pochodnikami jego są: nijakie 
już nieużywane '2(;ierc?eć wiercić się; przechodnie wiercieć (zamiast ?yi>r- 
CTc), lurócićj tcracaó. Wszystkich tych pojęć punkt wyjścia upatruję 
w znaczeniu „sich (albo etwas) hin und her wen den" itp. 

Ze np. język gr. zamiast trybu warunkowego najpospoliciej się posługi- 
wał imperfectem indicativi z dodanymi spójnikami v. i av (któ- 
reto av najpewniej będzie augmentem , wyniesionym do godności sa- 
moistnego spójnika) — to rzecz każdemu wiadoma. Zendzkie texty 
także ukazują bardzo często imperf. indicat. w zastępstwie conjunctiwu 
praesentis, więc w znaczeniu przypuszczonej itp. czynności. W sanskr. 
conditionalis jest to opatrzona augmentem i końcówkami do połowy po- 
łykanymi forma czasu przyszłego, więc niejako imperfectum futuri. Sło- 
wem forma owej czynności, „co była, a nie jest", służyła i na wyrażenie 
pojęć, co by być mogły, lecz nie są, które mieszczą się wprawdzie 
w głowie czyjej , lecz przedmiotowej rzeczywistości nie mają. To je do 
siebie zbliżało, że jak jedno, tak i drugie stanowiło przeciwieństwo rze- 
czywistości obecnej. 



264 Geneza kODJugacyi. 

formy Optativus (takowa funkcyonowała tu z dawien dawna jako 
tryb rozkazujący) otrzymały jedne wspólną i z tejże przeszłościowej 
sfery zapożyczoną, a jednak odrębną postać. Takową tworzy Aory- 
stus od słowna %c, więc hych^ dziś już hym^ i spojony z tym po- 
mocniczym składnikiem posiłkowy imiesłów czasownika wła- 
śnie omawianego, np. hicgifiym , dałhym, a w czasie przeszłym 
byłbym biegi, byi\bym dał. 

W samoistnem jednak użyciu to bym, dawniej bych, jako ao- 
ryst się nie zachowało; ocalało tylko w tej kombinacyi i jej jednej 
zawdzięczając to ocalenie. (O zamianie dawnego bych, by, by, by- 
chom lub by climy, byście , byclią albo i by ssę — na bym , byś , by, 
byśmy, byście, by, ob. §. 250 o, ). 

* W najdawniejszych textach starost, np. w kodexie Supraskim są ślady, 
że kiedyś aoryst nie tylko od słowa hyć , ale równie i od słowa jestem mógł 
funkcyonować jako składnik trybu warunkowego. Tak np. czytamy w rzeczo- 
nym pomniku na str. 381 : ,,Aszt\iszc. ho jedni wojni pcczathleli : mogli hy- 
itze glagolati . . . . jako wojni teło dawbsze ukrasti, podasze uezenikom-h i o 
ivbskrsenii siyłgałi słowo". Całe to dość niezręczne i długie tam zdanie , po- 
dane w powyższem tylko w skróceniu , brzmi w przekładzie polskim tak : 
„Gdyby bowiem sami żołnierze byli (grób Chrystusa) zapieczętowali: mo- 
żnaby bj'ło — skoro i kłamstwo i niegodziwe słowa dają się wypowiadać , a 
zwłaszcza że jak przy innych (rzeczach) się nie wstydzili, tak też i o tćm 
byliby (je) rozpowiadali — (możnaby więc było) rozgłaszać, że żołnierze 
dawszy ciało wykraść, podali uczniom (możność) i o wskrześnięciu (Chrystu- 
sa) powiastkę zmyślić". — Otóż to na samym początku „af^zUs^c''^, a raczej 
zapewne aszf isze (bo aszte, a nie aszii brzmi ten spójnik starosłow., zaś iszę 
może tu być formą aor. z augmentem i od s'^ s, zamiast ichin, a to z isinłi), 
to szę czy iszę mówię jest oczywistym okazem takiegoto właśnie składnika 
w tym zwrocie trybu warunkowego aszf iszę iKCzathl^U. Drugie miejsce po- 
dobne mamy tamże na str. 332: „I jakoże nehysze, mogli togo s'błgati, aszti 
91 e było wbstanije: se ni słowa irebtijeti," = i że niebyliby mogli tego ze- 
łgać, gdyby nie było zmartwychwstania: tego nie potrzeba ani słowem dowo- 
dzić. I tu mamy aszti zamiast aszte , a słowa posiłkowego, t, j. aorystu, przy 
imiesłowie było brakuje ; ja ani chwili nie wątpię , że jest on zawarty w tćm 
aszti, położonem zamiast aszf i{st); to i jest aor. z odpadłem już st, lecz nie- 
wątpliwie kiedyś wymawianem, tak iż z czasem z niegoto dopiero to wyraże- 
nie się wyrobiło. ( Obacz wyżej str. 182, gdzie to i z innej jeszcze strony uza- 
sadnione). — W lite w. tryb warunkowy, np. od sukti, brzmi buczati sukęs, 
buczau suke^ buczau sukusi, byłbym kręcił, było])ym kręciło, byłaby kręciła. 
Tosamo zatem, co u nas — tylko że to buczau nie jest aorystus, ale pewna 
inna forma od słowa być, pochodzenia już późniejszego. 



Wstawkowej stadyum czwarte. 265 



4. Czas przeszły niedokonany — i słowa Częstotliwe. 

g. 495. Wszystkie powyższe słowiańskie czasy złożone widzie- 
liśmy w teni jednem tylko się od siebie różniące, że wedle każdo- 
razowej potrzeby bierze się do nich to ten, to ów czas słowa po- 
siłkowego %c, jestem^ a imiesłów głównego czasownika z formami 
tymi spajany, ten był aż dotąd zawsze stały i nieruchomy: jest nim 
w każdym razie owo participium perfecti na -?, pierwotnie iias. 
Otóż zrobiono nareszcie — nieAvątpliwie w tej dopiero epoce — 
jeszcze jedne nową próbę rozszerzenia tego ustroju, a przyznać 
trzeba, że nader zmyślną i samemu już tylko szczepowi naszemu 
właściwą. Zaczęto mówię naginać w miarę potrzeby i ów dotąd 
nieruchomy imiesłów, wsuwając w wewnętrzną jego budowę, między 
temat czyli V a owo iias (?), wstawkę a jako znamię trwającej 
czynności, i tutaj więc z czasu teraźń. zapożyczone. W takito spo- 
sób obok np. padł (pad-tias) zjawiło się padcd {pad-a-uas); 
obok pił ^ pijał (pi-j-a-iias); obok jpM'?, pieJcał; obok ciąi ( = 
ćwn-ł) zjawiło się np. ś-cinał (cin-a-ł); obok dc^ {d^m-ł)^ dy- 
mał; obok csetł (cz^t-ł) czytał (czif-a-ł); obok bódł zjawiło się 
badał; obok miótł (licz. mn. mietli), miaiał; obok plótł splatał-'). 
Te imiesłowy wstawkowe tak się miały znaczeniem swojem do 
imiesłowu bez a, jak się do perfectum lub do aorystu miało imper- 
fectum; t. j. były to wprawdzie imiesłowy czasu przeszłego, ale 
z czynnością trwającą, powtarzaną, przestrzenną, słowem niedo- 
konaną: niejako zatem participia imperfecti. Spojone ze słowem 
jeśm albo śm, takie participium, np. padał jeśm albo padałeśm 



*) Te pokroki brzmień i,, h na t, ?/ , a głoski c, o na a w tych nowo 
w życie wchodzących imiesłowach, tłómaczę sobie tak: Akcent wyrazo- 
wy w dawnem perfectum (jednolitem) spoczywał na jego wstawce m, 
ua\ participium perfecti oczywiście także na tej syllabie go miało. Po 
zamianie uas na ł w tych imiesłowach, akcent w rodź. męskim na to I 
jako syllabne ł (^b), w rodzajach drugich na ła, 7o, li, ły przypadać 
musiał. Teraz, w tych nowych imiesłowach akcent ten widocznie cofnięty 
został wstecz, t. j. ani na ostatniej zgłosce ani też na owem a spoczy- 
wać on pewnie nie musiał, lecz na zgłoskach tematowych badał, ści- 
nał, czytał. To powód, że samogłoska w tej syllabie podchodziła o 
jeden stopień wyżej, a jeżeli nią było a, to się przedłużało w a pochylone. 



266 . Geneza konjngacyi. 

(padałw-śm). zupełnie wyrównywało pojęciu, aż dotąd przez imperf. 
pudeacli'A wyrażanemu. A z tego następstwo takie: Tak jak zło- 
żone perf. padł jeśni zrazu kolegowało z jednolitem perfectum, 
a i)Oteni je z używania wyparło : tak też i to padał jeśm dzieli- 
ło zrazu swój zakres z tamtem imperfectum ( i właśnie tento stan 
rzeczy mamy panujący w starosł. pomnikach i w naszym Psałt. 
Flor.), a następnie uczyniło je zbędnem i stanęło samo na jego 
miejscu. Jest to zatem nasze (litewskiemu językowi zgoła nie- 
znane ) Imperfectum 1 1 1 c i e j f o rm a c y i czyli „ czas przeszły 
niedokonany", a dawniejsze prawdziwe, drugo-formacyjne imperfecta 
przepadły. 

§. 496. W jeszcze dalszem następstwie tego nowego nabytku, 
otrzymaliśmy z tego zawiązku i całkowite nareszcie słowa nasze 
t. zw. C^ęstotliwe ( frequentativa, iterativa, durativa), zakończone 
na ani, ac, np. padania padać. Mają się one do swoich pierwotni- 
ków {padnę, p)aść) w tym samym stosunku, co imiesłów padał 
względem j^af??, t. j. wyrażają przez całą już konjugacyą owę nie- 
dokonaną, długo trwającą lub też często powtarzaną czynność : pod- 
czas gdy tamte znaczą zawsze tylko jednotliwe bądź dokonane, 
bądź niedokonane działanie; np. ptadnę jest dokonane, tnę^ dmę. 
pielię niedokonane, ale i jedno i drugie jednotliwe — a dopiero pa- 
dam, ścinani, dymam, ivypieham są częstotliwymi. 

Był to krok naprzód doniosłości niezwykłej, po danych jednak- 
że premisach do zrobienia dziwnie łatwy i prosty. Skorośmy .bowiem 
po zjawieniu się owego nowego imiesłowu na a^, mieli już i zło- 
żone z niego imperfectum {jeśm padał), i futurum niedokonane 
{hędę padał), i plusąuamperfectum niedokonane {padałem był, 
niejako plusąuam-imperfectum słowiańskie), i Conditionalis niedo- 
konany {padażł hycli) : to czegóż nam jeszcze nie dostawało, żeby ta 
konjugacyą była zupełną? — Oto tylko imperatiwu, czasu teraźniej- 
szego, bezokolicznika i takich imiesłowów, jak (od badać) badający, 
badany. To się dało zrobić w najprostszy sposób, wystawiając w to- 
samo miejsce i tu owę cechę częstotliwości ; więc pad-a-j, pad-a-ć, 
a w czasie teraźń. pad-a-dm{j), pijadm{i), z czego padam, pijam: 
długość tamtoczesna tego a, ściągniętego z dwóch a w tej formie. 



Wstawkowej stadyum czwarte. 267 

wyszła na korzyść końcówce m^, bodaj w połowie tu zachowanej, 
podczas gdy w padnę, hiję tkwi nawet i m już w tern ^*). 

Rzut oka na budowę łacin. Perfectum. 

§. 497. Że język starszy wyśmienitym bywa środkiem do wyjaśnienia 
zawiłości mowy późniejszych , t. j. mniej dawną, posiadających literaturę szcze- 
pów: to rzecz powszechnie wiadoma. Zato mniej dotąd spożytkowaną, jest 
prawdą , że odwrotnie i języki z bardzo późno poczętem piśmiennictwem 
mogą nieraz za jedyny klucz posłużyć do rozwiązania zagadek w^ ustroju mowy 
o całe tysiące lat starszej. Taką zagadką , taką terra incognita w jęzjdio- 
znawstwie jest mimo wszystkich dotychczasowych wysileń łacińskie per- 
fectum wraz z wszystkimi najbliżej z niem pokrewnymi formami; a takim 
kluczem zgoła dotąd nie podjętym w tej kwestyi, a jedynym, co ją otwiera, 
nazwać muszę nasze słowiańskie praeteritum tej budowy , jak padłem , byłem , 
kochałem. 

Najznakomitsi lingwiści nadaremnie sobie dotąd głowę łamali nad bu- 
dową tego czasu w łacinie , tak odrębną w porównaniu z perfectami wszy- 
stkich innych języków. Istna chyba już tylko rozpacz przełamania tej trudno- 
ści na prostej drodze, sj)owodować mogła wyrok, w ogólności odsądzający ten 
czas w łacinie od zaszczytu , żeby to było perfectum ! Uznano je , w razie je- 
żeli brzmi leifi , dedi , za pierwszo-formacyjny czyli jak go w grec. nazywamy 
„drugi" aoristus, ale 1. ogołocony z augmentu , 2. bardzo często z redu- 
plikacyą , i 3. z końcówkami osobowymi medyalnymi! (chociaż tych wcale 
nie zna łacina , i chociaż się temu sprzeciwia stanowczo aktywne zawsze tych 
perfektów znaczenie). Takie jego postaci, jak dixi, scripsi^ uznano za zepsute 
formy z poprzedniego lexa , scripsa , mającego stać na równi z gTec. t. zw. 
„pierwszym" aorystem ŁX\i<^x. Takie zaś wreszcie okazy, jak docui , ivi , amavi , 
audivi , ogłoszono za kombinacye z doc-fui , i-fui , ama-fui , audi-fui — lecz 
z /' (niewiadomo dla czego) odrzuconem , a potem w tem i\ui , ama\ui i au- 
di'Ui miało się ui na vi przekształcić, lecz tylko w konjugacyi I i IV ; w Hej 
zaś {doc\ui) pozostało ul jak było. Ten przypuszczony w nich składnik fui, 
miał i sam także być owym takim, szczególnym w swoim rodzaju aorystem 
kategoryi pierwszej , a to od V fu (?) W każdej z tych trzech interpretacyj 
mamy zatem do przyjęcia hypotezy , którym śmiałości zajDCwne nikt nie od- 
mówi — co do prawdopodobieństwa ich jednak, mogłyby j^odzielone być zda- 
nia. Formy łać. temu perfectum najbliższe, takie np. jak amaveri'm, legerim; 



*) Mimochodem nie zawadzi tu zauważyć, że pomimo całej swojej późności, 
musiały jednak te słowa częstotliwe zastać w słowiańskiem tę końcówkę 
mi w czasie teraźń. jeszcze wtedy nienaruszoną. Inaczej bowiem nie 
mielibyśmy dziś z formy pije ^ rozszerzonej owem a, t. j. z pijaę lub 
pijnjc , prawidłowej postaci pijam , lecz dziwoląga jakiego. 



268 Geneza konjugacyi. 

amareram, hgeram ,• ainarero, legero ; amavissem, legissem i amnuissc, legissc — 
te czasy mają to być połączenia odnośnej formy słowa posiłkowego z .^nmavt\ 
j^lcgi''^ — a to amari [ama[f)ui) i legi ma to być temat perfektowy, utwo- 
rzony podług- zasad leżących już po za kresem widnokręgu lingwistycznego — 
nie z powodu dawności tych zasad , ale właśnie dla ich późności , spaczo- 
nej jak utrzymują , naleciałościami samej tylko właściwymi łacinie. . . 

Ze stanowiska słowiańskiego dają się koleje wiekowe łać. Perfectum 
wyjaśnić w mniej naciągany sposób, a to jak następuje. 

Jednolitego czyli pierwszo-formacyjuego perf. indicat. nie zachowała ła- 
cina taksamo już ani jednego okazu , jak i my go u siebie wcale nie możemy 
wykazać. W innych trybach jednakże zachowały się tam jeszcze jego szczątki 
ostatnie, mianowicie od dare, perdere, credere z V rf (§. 424), i od znaczącego 
„stać się" zarodowego V /" '(§. 498), ocalał optativus perf. dmm. perduim-, 
niemniej conjunct. perf. perduam, creduam, fiiam. Autentyczny perfektowy 
temat tych form brzmi zatem du ^ pcrdu , credn , fu — t. j. u stanowi tu ce- 
chę (wstawkę) perfektową ( §. 461), a <Z i /" są to V''\''. W optat. duim itd. 
figuruje krom tego i jako znana nam cecha 02)tatiwu (jak w yim, veliw^ edim^ 
§. ^55); a w conjunct. fuam, creduam- jest a takimże znowu znamieniem 
conjunctiwu. W obec tego ani wątpić , że dopóki samo czyste perfectum 
(indicat.) tych słów i wszystkich innych pierwotnych ( t. j. III konjugacyi) 
było l»rzy życiu : takowe brzmiało od V 6? , diimi , a z reduplikacyą daduml 
(później dcdinni) ; od V f — fefinni, fumi; od fac, feficumi, a odrzuciwszy rc- 
dupl. fecwni ; od pag (w pango) pepigumi; od tud (w iundo), tutudumi; 
od leg, Jcligumi , a bez redupl. Ittgumi itd. (Reduplikacyą bj^ła tu niewątpliwie 
tak jak i w drugich językach właściwością dawniejszą i powszechną; potem 
ocalała w niektórych tylko słowach , a te wszystkie czasowniki , które jej się 
pozbyły, mają jak feci^ l^9h samogłoskę w temacie przedłużoną w odwet za 
ten uszczerbek). Cechą perfektową, przybieraną przez te słowa pierwotne 
( najstarsze ) było więc ?<, nie potęgujące się jeszcze na, dalsze swoje postaci 
(na ua, va, van); temże u, z przydanym przyrostkiem s, były także opatrzone 
i i)articipia tych perfectów, więc dedus ten co dał, perdus albo perdidiis, 
fus, fecus , pppigus , tutudim , legus. (Stawiam je tu od razu z reduplikacyą 
albo bez redupl. według tego, w jakiej które z nich postaci potem w klasy- 
cznej łacinie żyło). 

Z połączenia tych imiesłowów potem z czasem teraźń. od słowa esse — 
lecz nie z formą samoistnie tylko używaną sum, es, est itd. ale z enklity- 
cznymi , i temu także językowi wtedy jeszcze znanymi formami smi *) , sti 
(zamiast ssi), st{i), smus, sUs — powstawały (odpowiednie naszemu padl-h-śm itd.) 



Że to np. „.smi" zamiast sum^ rzeczywiście i na gruncie italskim żyło: 
tego dowodzą znajdowane tam pokrewne łacinie najdawniejsze napisy. 
Porówn. np. Bopp, Vergl. Gram. T. II, wyd. r. 1859, str. 557. 



Wstawkowej stadynm czwarte. 2C9 

kombinacye , jnk legus smi , legus sti , legus st[i); w licz. mn. legus smus *), 
łegus stłs , legus sunt. Teraz zamieńmy powyższe formy , a to w sposób 
jak u poetów dawniejszych zamiast np. certissimus nuntius mortis , czytamy 
certissimu niinłiu mortis \ jak zamiast difficilc est , mamy tam difficUest , a 
zamiast opus cst, clietus est, ąualis est — opust, dictust , gualist itd. za- 
mieńmy mówię i tamte na odpowiednie tym elizyom skrócenia — a otrzj'^- 
mamy legu-swi, legu-sti , leg u-s t, legu-sinus, Icgii-stis , I e g u-sunt. Że 
rzeczy szły tą koleją w samej istocie, tego dowodzą formy dane tu drukiem 
rozrzuconym, z których pierwsza (legust) już jest historyczną, druga {tegu- 
sunt prawie historyczną: w napisach oskich i umbryjskich pełno bowiem 
jest analogicznycli okazów , np. iust ( od ire ) , fnst. dicust , fefacust i facust , 
poriust (nie od portare, lecz oportere) covorticst (od convcrłere), benust 
( zam. renusi) , Jiipust ( zam. Jiahust), prohihust — a w licz. mn. covortuso 
{= covortu-sunt , w so może z samogłoską nosową), henuso {venu~sunt ) ; 
sesu\re = ustanowili (od sedcre) ma zaś zamiast sunt już re [ręt po- 
przednio). Specyaliści z tymi inskrypcyami do czynienia mający nazywają 
wprawdzie formy powyższe „futurami Ilmi"; jednakowoż co do formy są to 
oczywiste perfecta, choć tam zresztą mogą mieć i futuralne znaczenie. **) 
Zresztą i same nawet takie participia perfecti, bez żadnego słowa posiłkowego, 
zostały w tych napisach już odszukane , mianowicie fii,s i ,,amprefus^'' = am- 
hreuus? amhrivus zam. amhivus. od ambire... 



*) Przypuszczam bowiem, że ten imiesłów na us dodawał się do słowa 
posiłkowego w tera perf. złożonem jako indeclinabile — a upoważnia 
mnie do tego analogiczna formacya sanskr. futuri periphrast. Gdyby 
ktoś jednak na podobieństwo naszego , w odpowiedniej kombinacyi ro- 
dzajowanego i liczbującego się tutaj imiesłowu padł, padła, padło, padli, 
padły, chciał koniecznie i w' łacinie tego samego szukać : to zrobiłbym 
mu w najlepszym razie tylko chyba co do liczby ustępstwo , ale 
nigdy co do rodzaju. W takim razie brzmiałoby to więc w licz. mn. 
legi-smus , legi-stis itd. To jest byłaby ta deklinacya tego Spółgł. te- 
matu legus podł. normy A-tematowej (jak np. sacrilegus), kubek w ku- 
bek więc taksamo , jak i iiasze padł, wydając z siebie formy padli i 
padła, padło, padły, ni stąd ni zowąd ze Spółg. tematu w A-temat 
się przedzierzgnęło. Lecz sądzę , że cała ta druga interpretacya ( choć 
to „legi-stis'-'' byłoby tylko wodą na mój młyn) nie wytrzymałaby kry- 
tyki. Owszem przypuszczam, że nawet i słowiańskie rodzajowanie i licz- 
bowanie tego padł w padł-jeśm jest daty dopiero bardzo późnej i wła- 
śnie z tego powodu tyle nieorganiczne. 

*; Wszak i w niem, wyraża nieraz perfectum czynności zaprzyszłe : 
Wenu du das Dorf einmal gekauft hast, danu wollen wir uns gute 
Tage ))ereiten. 



270 G^eneza konjagacyi. 

Uczyńmy teraz jeszcze krok naprzód , a staniemy u celu. Na zasadzie 
analogii tak powszechnego np. manibus zam. manubus; dęci mus , Optimus, 
proximus , zamiast decu-mus, optumus, proxumus ; coniiger zam. cornuger itd. 
zamieńmy i w tamtych formach u na i — a otrzymamy legi-{sm)!, legisti, 
legi-[s)t] le(ji-{s)mus, legi-stis, legi-siint albo i od razu legc-sunt. W leguti 
i legisiis, cel do którego idziemy, mamy już osiągnięt}'. Wyrzućmy zaś je- 
szcze z form pozostałych i to sm i s, o ile je położyłem w nawiasie — w le- 
ge-sunt zaś zamieńmy to s na r: a ujrzymy przed sobą, i całe już łać. perf. 
gotowe — z ii czyli długiem i w legi , i z krótkiem e w leg^Hrunt , jak wia- 
domo w późniejszej dopiero łacinie wymawianera legerimt. 

Słowa II konjugacyi ukazują, wstawkę perfektową, już w postaci spotę- 
gowanej ua j lecz przysuniętą, nie do ich tematu njj. do monę , doce , ale do 
mon, doc, t. j. do V ; a to znaczy : że te niegdyś słowa bierno-ni jakie ( co 
rzecz zresztą, naturalna ) własnego swego perfectum nie miały, tylko to perf. 
tworzyły właściwie ich pierwotuiki (w późniejszej epoce zapomniane) mon\ti'e, 
doc\ere. *) Brzmieć więc musiały te perfecta mon-ua-mi, doc-ua-mi ; **) imie- 
słów ich monuas , docuas — później moniius , docuus ; *•"■') stąd zaś droga aż 
do docui i monui tasama co od legus do legi. 

Słowa konj. Iszej i lVtej miały za wstawkę w perfectum va, z ua wy- 
nikłe, i przybierały ją; do tematu swojego: amaoami , audivami] part. za- 
tem amavas , audiuas — później amiwus, audiuus; ■•"•''•') a dalszy proces od 
tego punktu począwszy — jak wyżej. 

*) Taksamo i przestarzały optat. carint, na pozór do słowa care\re nale- 
żący , uformowany widocznie jest jeszcze od car\ere jako słowa pier- 
wotnego. 

*'7 Kiedy tu mówię, że w II konjugacyi było wstawką, w perf. ua , to 
przez to bynajmniej nie twierdzę, żeby już od najpierwszej chwili była 
taka zasada. Owszem są poszlaki, że pierwotnie i w II toż IV konj. "łjyło 
u , jak w konjugacyi III. Dowodzą, tego owe oskie i umbryjskie napi- 
sowe formy portust , hibust , prohibust , venust , uenuso itp. Jeszcze sil- 
niej na to wskazują, owe takie okazy dawniejszego łać. futurum exactum 
i perfectum conjunct., jak np. prohib^sso { = prohibus-so), prohibes\sim , 
habes\sim itd. które zgoła taksamo urobione widzimy, jak facesso 
{■=: facus-so) , incipis\so lub incipes\so , capes\so. (Należne do tej kate- 
goryi amasso , lecasso , peccasso ; negassim, curassim , levassim , są zaś 
ściągniętymi formami z amavisso , a najpierw amavas-so itd.). 
:!^:!-:!:j ^^gj^ przcskok ostatuićj tu syllaby as na us, czy takowe było (np. w ser- 
vus z seruas) tylko końcówką, czy odrębnym (tak jak tutaj) przyro- 
stkiem, należy do najpospolitszych w łacinie zjawisk: vetus , robłijt-tus 
foedus f scelus itd. wszystko to zamiast dawniejszych form na as za-< 
kończonych. 



Wstaw kowej stadyum czwarte. 271 

Słowa nakoniec takie, co w konjugacyi II i III maja w perf. si, np. 
scripsi, dixi, mansi. lub też si obok i, jak np. legi a z przybranką neglexi^ in- 
tellexi ; albo jak -sedi a obok tego i owo inskrypcyjne „stfswre" (widocznie z sed- 
fiU^e); albo wreszcie jak pepigi i panxi, pupugi i piinxi, te słowa są. nam 
świadectwem, że jednolite perf. łać. bywało w ostatnich swoich fazach także 
urabiane i w duchu naszego Illgo stadyum, t. j. jako kombinacya tematu 
ttctib, dic, man, sed, leg, pang, pufiy, i dodanego doń gotowego perfectum od 
esse , *) któreto perfect. wtedy w łacinie brzmieć musiało su{m)i , więc z te- 
matem scrib razem scripsumi (jak legiinii) , a jego imiesłów scripsus — a 
z niego potem złożone perf. scripsiis-smi itd. aż do scripsi. 

Nie tylko powyższe perfecta , ale i s u p i n a niektóre łacińskie wraz 
z swoimi imiesłowami wskazują, na to , że w icłi składzie odgrywa słowo esie 
tę rolę pomocniczego składnika , np. dioismn, laesum = divid , laed i ('supi- 
num od V^ s ) sum , razem divl{d)sum itd. Stądto też takie tam participia 
pass. albo act., jak lapsus, dicisw^, gavlsus, ausus, usiis itd. którychby w inny 
sposób wcale poj^jć niemożna. 

* Po tym przydłuższym wywodzie — o innych trybach i czasach ła- 
cińskich , z perfectum najbliżej spokrewnionych, już i krótkie słówko wystarczy. 
Takie formy, jak legero, legeo'lm, legeram, legissem i Icgisse, pojmować mojem 
zdaniem należy jako kombinacye z imiesłowu perfecti act. legu{s) i odnośnej 
enklitycznej formy słowa esse złożone, więc z so (pierwej s^o, siami) , sim, 
sam (może esam) i se — z zamienionem w nich potem s na r, zaś w iinie- 
słowie z przeskakującem u (lęgu) na e i na i; (w ległs\seni z leguA' sem ^ s 
nawet zachowane w tym imiesłowie zostało). O innych konjugacyach twierdzę 
tosamo, ale mutatis mutandis. 

Pierwiastek słowa być: h. 

§. 498. Mając już skończyć ten rozdział, wywią-zać mi się tu jeszcze należy 
z założenia do tej chwili dowodami nie stwierdzonego, że V słowa być, 
fui itd. — powszechnie determinowany jako bhu w sanskr., fu w łacinie , ou 
w grec, bu w litew, i małorusk., by w całem dalszem Słowiaństwie , rzeczy- 
wiście nie tworzy tej całej syllaby. Wtórnym, z drugiej ręki pierwiastkiem 
wolno zapewne nazywać każdemu te całkowite zgłoski, podkładając im w ta- 
kim razie znaczenie być. Kto je jednak za rzeczywisty i odrazu tem zna- 
czeniem opatrzony v^ uważa , ten się nie tylko teoretycznie powoduje złudze- 
niem , ale co gorsza, będzie musiał i w praktyce wielkiej się konfuzyi dopu- 
szczać , ilekroć mu przyjdzie tłómaczyć te wszystkie tego słowa czasy i tryby, 
które są, urobione od jego właściwego pierwiastka. Tym zaś jest hh, f, o , b 



*) Że taksamo i greckie perfecta na xa, w formie biernej na a|xat zakończone, 
najpierw takimi l)yły kombinacyami , o tem się już nadmieniło w §. 463. 



272 Geneza konjugacyi. 

wedle tego lub owego języka, w łacinie nawet równocześnie w jednych for- 
mach /, w drtłgicli b — a właściwe zarodu tego znaczenie: stać się, zja- 
wić się. 

Ażeby się o tem przekonać: rzućmy okiem na następujący, z różnych 
języków' zebrany poczet form tego czasownika, które nam się tyiko wtedy i 
regularnymi i zrozumiałymi okażą, jeżeli je sobie z tego punktu widzenia 
])ędziemy tłómaczyli. 

A. Formy na \^ autentycznym oparte, co do składu swego złożone. 
W starosłow. 1. Imperf. beach'h = b\eachh (jak od V nes nes\eachh) ; 

2. Inna tam jeszcze postać tegoż imperf,: bechiy = 5|a-7c7nb (a jako 
wstawka, na oznakę trwania czynności, §. 474; ich jako imperf. stow3i jeśm , 
augraentowane przez i, §. 449); 3. Aor. b\ich'i , b\i , b\ichom'b, b\iste , b\isse 
( §. 473); 4. Inna postać ( w licz. poj.) aorystu: I os. bim-h, II os. bisi = 
b-i{s)m{i) , b-is{s)i : spojony tu z V b został aor. słowa jeśin , augmentowany 
przez i , zresztą żadnym wtrętem w środku nierozszerzony i właśnie przeto 
z zachowaną końcówką, — W łać. 1. Inf. fore {-= f-ase , jak dare z d-ase, 
edere z ed\ase itd.); 2. Conj. forem, fores itd. (= f-aseni, jak ederem z ed\- 
asem, porównaj wyżej str. 236); 3. Infin, med, fieri {f-ie-si , *) obacz wyżej 
str. 237). 

B. Takież formy, z przyczyińonem do V (bądź jako wstawka, l)ądź 
jako wtręt) a : 

W łaó, -abam , -ebam, -barn; II os. -bas itd, a to w imperf. złożo- 
nem {d\abatn, leg\ebam, lauda\bam: b tu V, a po niem wtręt-wstawka , a m 
końcówka). — W starosł. III os. j^lur. aorystu jednolitego ba, np. „da 
se b(f jawili (aby się jawili): to ba z b\an{t) , §. 471. 

C. Takież formy ze wstawką i, lub też z złożoną wstawką ia, (■i)a itd. 
a mianowicie : 

W łać. 1. Praes, fio {f-ia\mi), f\h, f\H itd, 2. Składnik fut. złożonego 
-bo {b-{i)a\mi), b\is, b\it itd. (w i|6o, lauda\bOj doce\bo...). — W litew. opt 
jako składnik w takich dualnych i plur. formach, jak sitktum-b\iwa , bita, 
suktum-b\ime, bite itd. — W niem. bin ( = b\i\mi)y bist... 

D. Takież formy ze wstawką u, ua ( w perfectum ) : 

W łać. 1, Indie. perf. fui itd. (= f\us smi , §. 497); 2. Conj. perf. 
f\u\am\ 3. fuerim (= fiC-asim czy też fua{s)-sim , kombinacye z jego partie, 
perf,); 4. fuero , fuissem, fuisse (ob. wyżej §. 497;,.), — W sanskr. perf, 
babhuva = ba\bhu\ua{mi), niegdyś babh\ua{mi) : forma wprawdzie już przero- 
bna, skażona pod wj)ływem urojenia, że w tym temacie perfektowym babhua 
V jest bhii ; zawsze jednak ta reduplikacyjna zgłoska ba , a nie bu , a krom 
tego i różnica tego „babhuva^^ od normalnie np. od V du iść urobionego 

*j Schleicher wywodził lnć. fio, fieri od V „d/m" (raczej dh ) w sanskr. 
dadhami czynię, dzieję. Splątanie tego słowa w łać. z facio c z y- 
nię, poddaje taki wykład. Myślę jednak, że pomimo tego, fio, flerl od 
fui i od -bo, -barn, nie daje się odrywać. 



Przegląd klas konjug. 273 

perfectum dudava, wystarczają na świadectwo , że V tego słowa i tam do 
późna brzmiał bh , a nie hhu. — W językach słowian, part. perf. był, buł, 
buu itd. powstały z h\uas, buh^ byu : dla jednosyllabności tej formy nie całe 
to ua przeobraziło się w ii, , ale tylko sama druga cząstka tego diftongu. *) 

Twierdzić, że we wszystkicłi powyższych formach ta cała zgłoska bu , 
fu, bhu^ 9U, by stanowiła jednolity i zarodowy V ; że w^e wszystkich owych 
okazach , gdzieśmy zamiast bu itd. widzieli np. ba albo 6t, radykalne to z nich 
u dopiero kiedyś tam wytrącone zostało — jest to wierzyć w dziwną zmowę 
w^szystkich tych indoeurop. języków, spikniętych na zgubę tego biednego u. 

Później jednak rzeczywiście zaczęły te całe syllaby by, ou, bhu, bu, fu 
odgrywać w tym czasowniku rolę niejako pierwiastków , a stało się to głó- 
wnie z tego powodu, że perf. od V s [esse) w najdawniejszych jeszcze wie- 
kach poszło wszędzie w niepamięć — natomiast zaś zaczęto się posługiwać 
perfektem tegoto właśnie V bh , b , f itd. To perf. ukazywało w składzie 
swoim naturalnie zawsze zgłoską bJiu , bu, fu. Ponieważ zaś to bhu itd. zna- 
czyło jako perf. stałem się, a to pojęcie „stałem się" i „jestem" wza- 
jemnie się pokryw^ają : waęc je wzięto za osobny V znaczący być i manipu- 
lowano nim już taksamo , jak każdym drugim. Za dodaniem do ow^ej całej 
syllaby np. przyborów czasu teraźii., albo bezokolicznika , albo jakiegokolwiek 
innego czasu , otrzymywano sztuczne praesens cputo , fao, bu\n-dę = będę itp. ; 
bezokol. być, buti , ouvat i najrozmaitsze inne formy, np. aor. £cuv, nasze 
by\ch'h ; fut. bu\siu , bylszą ; perf. Trfcpul/a , bu\vau itd. itd. Są to wszystko je- 
dnakże późniejsze dopiero i na nieporozumieniu polegające tworzywa. 



Słoworodu Czasowników część 2ga : 

P^rz;eglą.cl ośiniix po szczególny cłi Klas 

Iconj U-gacyj ny cli. 

§. 499. Powyższy, w całym swym rozwoju przepro- 
wadzony ustrój konjugacyjny rozwinął się na tle czaso- 
wników najstarszycłi , t. j. pierwotnycłi. 



^•') Uważam za okaz zachowanego prawdziwego jeszcze i jednolitego perf. 
znany ale tylko w potocznej mowie w WPolsce od V b, wykrzyknik 
by\ np. w wyrażeniu „nie ma chleba, by!" „nie mam grosza, by!" 
itp. To znaczy, że nie ma ani troszeczkę , a raczej że już wszystko 
Yorbei, jak owo łacińskie „fuimus Troes" 

i^rwn. Uist. Por. U. 18 



27i Słoworód Czasowników. 

Na tensam sposób zaczęły się potem czasować i sło- 
wa późniejszych wieków, w miarę jak się w mowie zja- 
w^iały. Te słowa, pierwotnym przeciwstawione , w ogólności 
zwane pochodnymi, są to albo czasowniki urobione 
z imion ( denominati va ) , np. nocuję od 7toc, panuję od 
'pan^ 'Wzmocnić od mocny, skamenleć od kamień, grzm^otnąć 
0(1 grzmot; albo też urobione ze słów (deverbativa). Ta 
druga zaś kategorya deverbatiwów daje się znowu na 
dwa całkiem odrębne odcienie rozłożyć: 

1. na słowa pochodne od jakiego rzeczywiście dru- 
giego, bądź pierwotnego, bądź też także już pochodnego 
czasownika, jak np. od pierwotn. bóść badać ^ od sieść 
siadać i siedzieć, od sićc siekać i sieknąć; — od kituać 
(które i samo już jest pochodnem) kltunąć, od zieicać 
(pochodnik od zieję) zieiimąć, od czytać (pochodnik od 
czyść) czytyivać; 

2. na słowa, że tak powiem, od samych siebie 
pochodne, jakich mamy wielką ilość w naszej ITgiej , 
III, a po trosze i IV klasie; np. słynąć, pchnąć, drgnąć, 
płynąć, milknąć; — ssać, lać, rwać \ pisać, drapać \ wreszcie 
pchać, trwać, drgać. 

Powyższe słowa dlatego nazywam „pochodnymi od 
samych siebie ^^, ponieważ nie dał im życia jakiś drugi 
czy to dziś używany, czy choćby tylko dawniej istniejący 
czasownik, lecz raczej oneto same siebie zrodziły; t. j. 
były to kiedyś słowa pierwotne, od owej chwili żyją ży- 
ciem nieprzerwanem do dziś dnia, a straciły znamię pier- 
w^otności i x>i*awo do Iszej klasy tylko z tego powodu, 
że wpuściły do składu tematu swego takie wtręty, takie 
ani do \^ nie należne ani też ze strony konjugacyi nie 
wymagane, zatem luźne i obce żywioły, dla których za 
słowa czyste pierwotne poczytywać ich już nie można. 



Przegląd klas konjug. 275 

§. 500. Wtrętem takim bywa tu po pierwsze i głównie 
wstawka a: jest ona wprawdzie upoważnionym i funkcyjnym przy- 
borem w^ składzie czasu teraźń. , lecz prócz tego wnęciła się ona 
potem powoli ukradkiem i do ijrzeróżnych form dalszych. Tak np. 
wcisnęła się bez żadnej potrzeby do li-a-ć (z czego dziś lać), za- 
miast lić; do or-a-ć^ or-a-l — zam. pierwotnego orć^ orł. Powtóre 
jest też takim wtrętem i r^, wprawdzie w myśl §. 420 uprawnione 
w czasie teraźniejszym i pokrewnych z nim czasach jako przyro- 
stek tematowy, za pomocą którego był kiedyś urabiany pewien od- 
rębny czasu teraźń. odcień, t. j. wyrażający chwilową czynność: 
ale całkiem niepotrzebne np. w perfectum (dziś w imiesłowie na ł) 
albo w bezokoliczniku. Jeżeli zatem np. takie słowo legnę lub rosnę 
tylko w samym czasie teraźń. i w legnij , rośnij owo n ukazuje 
(zaś legę i rostę dziś nieużywa się), lecz ich bezokol. ma prawi- 
dłowo róść^ lec; imiesł. legi, rosi:: to im to wcale nie ubliża i pier- 
wotnikami być nie przeszkadza. Ale jeżeli np. slgnąó^ płynąć^ grzę- 
znąć, rąbnąć itp. mają to 7i wścibione w skład wszystkich już 
czasów, a na dobitek (z powodów pronuncyacyjnych ) jeszcze to n 
w nich na ną^ w^ wypaczyło się (w slynć, rąhnć^ rąhił, słynł itp. 
bowiem byłoby samo n zanadto niedogodnem): to takie słowa muszą 
koniecznie abdykować z dawnego swego zaszczytu (wymawiały one 
się wtedy sliić, płuc, grząść i może rąść^ jak sJcuść dziś shiibać) 
i poprzestać im należy na stanowisku, jakie im w II klasie dajemy, 
tak jak znowu lać, orać itp. aż do Illciej już spadły. 

§. 501. Przystępujemy teraz do szczegółowego prze- 
glądu wszelkich, jakie tylko mamy, odcieni owycli słów na- 
szych pierwotnym przeciwstawionych. Chodzi mianowicie o 
to, ażeby je w jednogatunkowe klasy zestawić na podstawie 
tej lub owej odrębności w budowie ich tematów, przy 
tem też powody tych odrębności , niemniej i skutki , jakie 
to wywarło na ich funkcyjne znaczenie , a czasem i na 
sposób ich czasowania się , wyjaśnić. Klas takich , jak 
wiadomo, jest w naszym języku siedm, a ósma,, a raczej 
z porządku pierwszą, zaludniają słowa pierwotne. Oprócz 
tego mamy też i w „konjugacyi bczwstawkowej "" odrębny 

18* 



270 Sloworód Czasowników. 

stanowiącej oddział, 4 słowa pierwotne: nieregularne je- 
sftm , prawidłowe jem , i częściowo już tylko do tej kate- 
goria należne dam i tulem. 

'^ Mając determinować tematy, porozumieć nam się tu trzeba 
co do następującego zasadniczego pytania: Czy wstawka i ów te- 
raźniejszo-czasowy przyrostek n (np. w legnę) wliczają się do te- 
matu? — Odpowiedź na to pytanie może być różna, zależy to bo- 
wiem od metody przyjętej. Moją rzeczą jest powiedzieć, jaki mój 
sposób, i usprawiedliwić go powodami. 

Przyrostek n, równie jak i owo wypaczenie jego na ną, n§ 
(w imiesłowie i bezokoliczniku) te do tematu zaliczam. Żądają 
tego względy językowo-dziejowe ( §. 420), niemniej i utylitarne. Inaczej 
bowiem należałoby dobrze 7* słów klasy drugiej wcielić do Iszej , 
gdyż w takim razie tematy pierwszej i drugiej klasy same przez się 
nie różniłyby się niczem od siebie. Oprócz tego byłoby się także 
w kłopocie, jak samym już zewnętrznym kształtem rozgraniczyć 
takie słowa, jak np. zietunąć , grzmotnąć, któreby i w takim na- 
wet razie w ki. II musiały zostać jako stanowcze deverbativa albo 
i denominativa , od słów tamtycb , do ki. I wliczonych pomimo 
tego swego n i ną. 

Wstawki przeciwnie czy to zwykłej pojedynczej (np. w tlu- 
cz-e-sz)^ czy „złożonej" (np. w dept-ie-sz., z czego dziś depcesz), 
tej w czasie teraźniejszym nie wliczam do całości tematu. Po- 
wód? — Ponieważ tworzy ona tutaj równie funkcyjny i samoistny 
składnik konjugacyjny , jak nim np. jest osobowa końcówka, od 
której zresztą nieraz wstawka nie tylko fonetycznie, ale i ety- 
mologicznie nawet w żaden sposób się nie daje oderwać: tak 
np. w idę z id-a-m{i), zlew a i m w c jest tylko fonetyczny; ale 
w idą, z id-mi-{ti) , nosowa ta samogłoska jest w oczach przynaj- 
mniej moich równocześnie i wstawką i cechą pluralności 
Illciej osoby , a więc czemś już w rodzaju prawie końcówki — 
właściwa zaś osobowa końcówka tu całkiem odpadła. — Ktoby 
zresztą chciał w wstawce upatrywać żywioł integralnie do tematu 
czasu teraźń. należny: ten tosamo czynićby musiał (np. w gre- 
ckiem) w czasach przeszłych historycznych z augmentem; tosamo 
w naszym imperatiwie (właściwie optatiwie) z jego wstawką i, dziś 



Przegląd klas konjug. 277 

ij, a w inuesłowach perfektowycli z ?«, im, dziś Ł Te wszystkie 
cechy musiałyby wtedy uchodzić za tematow^e końcówki, względnie 
naczołki — gdyż wszystkie powyższe przybory stoją z sobą, bezwa- 
runkowo na równi. Ktoby zaś i na to wszystko si§ godził, ten 
niech sobie to tak wreszcie urządzi; lecz byłaby to metoda, za 
którą ja nie pójdę. 

W takich jednakże wypadkach, gdzie wstawka ze swojej 
funkcyi właściwej się już wyzuła i bezprawnie, bez powodu ża- 
dnego, albo też co innego już znacząc miejsce w danej formie 
zajmuje : tam i ja także zaliczam ją do tematu. Stosuję to 1. do 
takich faktów, gdzie (jak np. w raduję, najpierw rad-ii-mi^ potem 
nidit-j-a-mi ) dawna wstawka u , po przybyciu do tej formy z przy- 
czyn w §. 44 G wy łuszczony eh ponownej wstawki a , połączyła się 
z tem a w dwusyllabne 2i-j-a i odstąpiła nowemu przybylcowi 
funkcyą wstawkową, a sama już nic nie znacząc, tuli się pod 
skrzydła tematu rad, brzmiącego odtąd radu. 2. Stosuję to do 
słów częstotliw^y eh, których znamię, t. j. a z czasu teraźii. 
tutaj przejęte, odgrywa wprawdzie rolę wcale nie obojętną, ale już 
nie owę wstawkową; np. w hyioani, dawniej hyw-a-d-m^i) , pier- 
wsze a jest tu właśnie takim znakiem tylko częstotliwości , a do- 
piero w drugiem d (akcentowanem) mamy prawdziwą wstawkę tej 
formy; temat tego słowa hywa\ć brzmi zatem byica, z owem pierw- 
szem a do całości jego wliczonem. 3. Ściągam to nakoniec do 
tych wszystkich (nader zresztą rozlicznych) wypadków, gdzie się 
ta, w samym tylko czasie teraźii. uprawniona wstawka, potem wnę- 
ciła jako wtręt i do form dalszych, a to bądź bez żadnej potrzeby, 
bądź też dla jakiej eufonicznej tylko wygódki; np. ssać {st^s-a-ć, 
a najpierw były 5zśc, a raczej syśó); sJcuh-a-ć (pierwej shthó, co 
brzmiało zbyt twardo); nocoivać, radoioaó (a najpierw nocuć, ra- 
duć)\ pcham (=^ p%ch-a-d-7}i{i) , zamiast p%ch-d-m{i) , z czego bez- 
pośrednio wynikające pclie snąć nie przypadało do smaku ) . . . 

■''-•' Ta to też właśnie tak cliameleonowa rola, jak^; to a, o, «, n, sło- 
wem ta najprzód funkcyjna wstawka , a potem istne ąuodlibet w ustroju 
konjugacyjnym spełnia , była tego powodem , że je dotąd w lingwistyce tak 
przeróżnie, a zawsze zbyt jednostronnie definiowano i nazywano (sjjójka czyli 
Biudclaut, Bindevocal — Zwisciiensylbe, Klasseiivocal , Thematisclier Vocal, 
Stammbildungssuffix itd.). Te wszystkie nazwy albo zanadto są, ciasne albo 



278 Przegląd klas konjug. 

wręcz mylue. Sa one np. zbyt ciasne , o ile tę samogłoskę hurtem wciskają 
w temat ; gdyż tylko w pewnych jedynie stosunkach daje się ona słusznie do 
tematu zaliczać, lecz nie w czasie teraźń. , gdzie ją, widzimy właśnie na przy- 
rodzonym jej gruncie i w roli swojej najpierwotniejszej. Nazwa „Zwischen- 
sylbe" nasuwa znowu mylne pojęcie , gdyż wstawka sama w sobie nie jest 
żadną syllabą, lecz tylko wspórką syllaby. „Spójka" zaś wydaje mi się już 
z gruntu przeciwnem prawdzie dziejowej nazwaniem , choć i ja dawniej za 
przykładem drugich, rzeczy dobrze nie rozważywszy, nomenklatury tej uży- 
wałem. Jakże bowiem upatrywać we wstawce żywioł spajający, kiedy się rzecz 
ze stanowiska historycznego właśnie przeciwnie j)i'zedstawia : wszakże ta rze- 
koma „spójka" jak klin jaki się włupiła w formy już z dawien dawna ścisłą 
całość tworzące, a bezwstawkowe ; zanim np. dzisiejsze bodę [bod-a-mi) w mowie 
nastało , żyło ono w niej poprzednio wielbi całe w postaci bodmi. Raczej by 
zatem ją tutaj należało nazywać rozłączką , przegródl^ą , aniżeli spójka ! 

Jak zaś te nazwy poczytuję za niewłaściwe, tak też mylną mi się 
być widzi i dot5'^cliczasowa definicya wstawki, napotykana nawet w dzie- 
łach pomnikowej wartości, mianowicie jakoby to był żywioł z rodu swego 
zaimkowy, bądź czyniący tu posługi w postaci samego a, bądź jednolitego 
także zaimka na ( np. w dźwignę, tzI^m , niegdyś dwignami , pinami), bądź 
wreszcie takiegoż ta ( np. w flecto , tutitw). Czem końcówka tematowa w imio- 
nach , temsamem właśnie ma być jDodług tej definicyi ten żywioł i w składzie 
słownych tematów... Miej sceć wprawdzie on w nich lokalnie tosamo w samej rze- 
czy zajmuje, co końcówka tematowa w imionach; i z brzmienia także jak dwie 
krople wody jedno do drugiego podobne. Ale w znaczeniu obojga różność je- 
dnak bezwarunkowa! Imionowe tematowe końcówki były to w samej rze- 
czy zaimki i to wskazujące zaimki, na to do nich doczepiane, ażeby im 
właśnie nadać znamię rzeczy albo przymiotu; ażeby je właśnie w ten 
sposób jako imionowe tematy przeciwstawić werbalnym. Jeżeli jednak i we 
wstawce będziemy upatrywali takąż już z rodu swego tematową koń- 
cówkę , pochodzenia wskazująco-zaimkowego: to wychodzi to na tosamo, 
jak gdybyśmy naszym przodkom kazali to co napisali prawicą , równocześnie 
mazać lewicą... Cały bowiem wtedy rozstęp między werbalnym a imionowyiu 
tematem staje się istnem złudzeniem. — 

Wyraz „wstawka" może także nie być jeszcze najlepszą nazwą. Ma 
ona jednak przynajmniej to jedno za sobą , że obejmuje całą tego czynnika 
konjugacyjnego tak rozległą a rozmaitą agendę, a to właśnie z powodu, że 
jest to wyraz bezbarwny i najzupełniej ogólnego znaczenia. 

Klasa I: słowa pierwotne. 

§. 502. Temat słów klasy I jest przez całą ich kon- 
jugacyą równobrzmienny z pierwiastkiem. 



Klasa pierwsza. 279 

Niektóre tylko z tych pierwotników ukazują (lecz tylko w sa- 
mych formach teraźniejszo-czasowych, mianowicie w praesens, })ar- 
tic. na ąc, i trybie rozk.) temat wzmocniony przyrostkiem it, np. 
pacln-e, pad\ł, paść: są to więc słowa klasy I dwu te ma to we. 
Takimi są: hradnę (obok używanego i Jcradf)^ ciehię (obok cielce), 
rzeknę (rzeJcę), za-prsęgnę (zaprzegę) , sięgnę (obok do-, przg-się- 
gę), stanę (staję), stanę się (staję się), ros(t)nę (dawniej i rostę), 
Madnę (zwykłej Madę), i następ. jedynie używane: ^mc^we, zlęhię 
się^ biegnę, legnę, lęgnę, itstrzęgnę i zażegnę. — Równie także są dwu- 
tematowe i te pierwotniki, które w czasach z teraźniejszym spo- 
winow'aconych ukazują samogłoskę w^ V^ znazalizowaną, nj}. 
się-dę, sieśó, siadł. Jak pierwszym jednak, tak też i drugim ta 
dwutematow^ość bynajmniej nie odejmuje znamienia czasowników 
pierw^otnych (§. 419 i 500). 

* Takie zaś chwiejne okazy, które owo n już i w bezokoliczniku także 
mogą przybierać, lecz częściej, a przynajmniej lepiej formują; go jeszcze 
bez tego wtręta : te stanowią, jakby przejście, a raczej zdradzają, dopiero 
ochotę przejścia w poczet słów klasy II. Takiem jest np. zlęknę się , zląkł się, 
zląc albo zlękvąć się; lęgvę, lęgnął , legnąć, ale i nlągł , vląc ; grzęznę, 
grzązł j grząść albo grzęzvąć itp. ( O ile mają swój bezokolicznik przeważnie 
się kończący na nąć, można je już zaliczać do II ki.) 

§. 503. Pod wzgięclem znaczenia czyli funkcyjnym 
klasa I charakteru wybitnego nie posiada żadnego. Słowa 
pierwotne to tylko wyrażają, co ich V: stąd mamy po- 
między nimi tak przeć li odnie, jak i nieprzechodnie 
czyli nijakie: np. j;iec , thic , pleść — a ciec , rość , g7iić. 

Pod drugim funkcyjnym względem , taka sama tu 
obojętność. Wprawdzie czynność słów pierwotnych jest dziś 
najczęściej niedokonana, nie zdaje mi się jednakże, 
żeby miał być już pierwotny i zasadniczy taki stan 
rzeczy. 

'' Tylko te oto ośm słów ki. I (nawet nie będąc połączone 
z przybranką) obecnie wyrażają dokonane czynności: c?aw (w prze- 
ciwstawieniu do niedokon. daję), będę (w przeciwst. ^o jestem), 



280 Przegląd klas koDJng. 

słane i stanę się (do staję i staję się) ^ rzelcę lub rsehnę^ sięclę, pa- 
dnę, legnę. 

Oznaką znaczenia dokonanego jest zaAvsze czas teraźii. , wy- 
rażający w takim razie już nie obecność, lecz przyszłość. 

* * Powód dokonaności tych 8 słów będzie co do dam ( dawniej dad\m 
itd. dadzą) pewnie w jego reduplikacy i ; co do rzelcę , w jego już 
zrównaniu się z rzeknę , więc w nieporozumieniu ; a co do reszty, w ich n a- 
z al i żacy i {siędę , będę) i w tym przyrostku n [l^gnę). Przypuszczam bo- 
wiem , że w pewnej , bardzo dawnej zresztą epoce , słowa nasze pierwotne 
tworzyły czas teraźń. w różny sposób i z dwojakiem znaczeniem. Tamte, 
bądź to reduplikowane bądź też nazalizowane formy, hyly to wtedy doko- 
nane duplikaty czasu teraźniejszego — obok równoległych form drugich nie 
reduplikowanych (jak daję) i wolnych od tego przyr. n (jak staję, rzekę), a 
właśnie przeto z niedokonanem znaczeniem (§. 439). Potem jednak za- 
częły tak po jednej , jak drugiej stronie te formy duplikatowe wychodzić 
z używania. Tak np. legę i 'padę przepadło , a zostało tylko legnę i padnę , 
zatrzymując konsekwentnie i nadal swoje dawne (dokon, ) znaczenie. Odwro- 
tnie np ińeknę i ploinę przepadło , a zostało samo piekę i plotę , oczywiście i 
nadal z niedokonanem znaczeniem. Bardzo wiele też form na nę w ten 
sposób z I klasy ub3'ło , że się z całym swoim taborem już do ki. II prze- 
niosły, np. sieknę, sieknąć; zwinę , zwinąć — a siekę , siec i wiję , wić same 
jedne w klasie I zostały. Jeszcze częściej zachodziły takie wypadki , że po 
przejściu dokonanego duplikatu (na 7}ę) z całą. swoją konjugacyą do ki. II, 
np. płynąć, słynąć — jego niedokonany, w ki. I samotnie pozostały dupli- 
kat, np. płowe, słouę (a może kiedyś i płuję , słuję) potem całkiem pomimo 
tego tutaj poszedł w niepamięć. Otóż ten ruch , ta oscyllacya w zamieraniu 
jednych, a przenosinach drugich, sprawiła w tych stosunkach wielką konfu- 
zyą : owe 8 dokonanych do dziś dnia słów pierwotnych, wymienionych 
powyżej , potrafiły wprawdzie zachować wyjątkowo i nadal swoje właściwe 
znaczenie; ale drugie , choć zbudowane taksamo i niewątpliwie także dawniej 
dokonanego znaczenia, nj). rosnę, biegnę^ hg^fC itp. te już dziś znaczą niedo- 
konane czynności , niezawodnie tylko z tego powodu , że odpowiednia dupli- 
katowa forma biegę , rostę i legę zamarły, w skutek czego tamte się przesu- 
nęły w jej miejsce. Forma rzekę, kiedyś pewnie niedokonana, ni stąd ni zo- 
wąd tosarao dzisiaj znaczy, co rzeknę ( dokouaność ). Odwrotnie cieknę , kra- 
dnę ( i mało kiedy używane ) kładnę przybrały znowu niedokonane znaczenie , 
choć ich duplikaty ciekę, kradę , kładę żyją jeszcze i także są niedokonane. 
Są to wszystko objawy owej konfuzyi. 

§. 504. Powyższa determinacya dotyczy jednak samych tylko 
gołych czasowników pierwotnych. „Obłożone" ( przybrankami ) 
czyli złożone słowa ki. I, np. upiekę, rozplotę, odrosnę^ wybiegnę, 



Klasa druga. 281 

przejdę itd. przeskakują zasadniczo i prawie zawsze w doko- 
nane czynności. 

* Tylko staje , staję się, nieużywaue pojedynczo znajc, i daję^ stanowią 
i od tej znowu zasady wyjątek: luystaję , dostaje się, poznaję, doznaję, ivy- 
daję , rozdaję , zadaje itd. są pomimo tych przybranek słowami niedoko- 
nanymi. 

Klasa II: słowa na -n-ę, -ną-ć. 

§. 505. Czasowniki klasy II są, wszystkie dwute- 
matowe: w formach teraźniejszo-czasowycłi mają temat 
zakończony na przybrane (nie należące do V^) w, w for- 
mach bezokolicznikowych — na takież n§ , pochylające 
się na ną; nip. ztuin-ę, swmę-ła, mviną-i, ztvmą-ć; siynę, sły- 
nąć; kiitmę, kkvnqó; grzmotnę j grzmotnąć itd. 

Całej tej klasie dały początek takie słowa klasy I, 
jak padn-ę, padł, paść. To znaczy, że największa liczba 
zasobów tej II klasy taksamo kiedyś się czasowała, jak 
padnę ^ paść; i równie jak ten czasownik, były one kie- 
dyś pierwotnymi słowami. Postradały jednak z czasem to 
znamię, zacząwszy ten przyrostek n przybierać nawet i 
w bezokoliczniku, co większa, przetwarzając go tu potem 
na zupełnie nieorganiczne nę, ną, i wprowadzając to na 
ostatek i w skład imiesłowów na 1. 

Słowa takiej właśnie przeszłości stanowią poczet, któryśmy 
wyżej (§. 499) nazw^ali „pochodnymi od samych siebie." Skoro je- 
dnak był ten krój słownych tematów już raz zrobiony: zaczęły po- 
tem formować się takie same słowa i od imion (rzeczownych lub 
też przymiotnych ) — a nawet od słów niepierwotnych. Takich 
deverbatiwów jednak nie mamy pewnie więcej , jak tylko te dwa : 
zieivną6 od zietoać, i Jckcnąó od hiioać. Denominatiwów zaś jest już 
ilość znaczniejsza, np. dmuchnąć, uśmiechnąć się, grzmotnąć, 
kaszlnąć, chrząknąć, istnąć, gęstnąć itd. Jednakże i w tej katego- 
ryi nie mamy tak znacznej znowu liczby, jak to już nieraz twier- 
dzono w tem mylnem przy]:)uszczeniu , że np. i szepnąć , blednąc , 



282 Przegląd klas konjug. 

hrzydnąć, ślepnąć, głiwhnąó itp. są pochodiiikami od szepta hlady, 
hrzł/dJd, ślepy ^ ghtcliy. Są to raczej formacye ze samych wydobyte 
v^v^, za pośrednictwem tematu odnośnych słów klasy I, które po- 
tem z użycia wyszły. Imiesłowy tych formacyj, po największej 
części nie na nął zakończone, ale jeszcze na <?, np. toyszepU, ivy- 
szepła, zbladł, zbrzydła, oślepi, ogłuchł, są właśnie tychto jeszcze 
pierwotników imiesłowami, choć cała reszta ich konjugacyi z da- 
wien dawna przepadła. 

Skoro zatem co najmniej 74 słów klasy niniejszej „od sa- 
mych siebie pochodzą," więc je też jako pochodniki z pomiędzy 
wszystkich drugich stosunkowo najbliższe słów pierwotnych, sta- 
wiamy tuż obok tamtej pierwotnej klasy, t. j. zaraz na drugiem 
miejscu. 

§. 506. Odszczepienie się słów tych na nąć od zasad klasy I 
szło krok za krokiem i ukazuje następujące stopnie pośrednie: 
1. n już i w składzie bezokolicznika; 2. zamiast ?^, już w bezoko- 
liczniku nie lub też ną ; 3. wtręt ten wciska się i w skład imie- 
słowu posiłkowego na ł. 

Pierwsze z tych stadyów uprzytomniają nam dwa już tylko 
okazy: giąć i spo\czą6. Ich V jest g^b (z gid)) i czi; temat czasu 
teraźń. brzmiał więc g%bn, czin, a potem g'Ł{b)n czyli gj,n i czwn: 
ukazuje go nam w takiej właśnie postaci praes. gn\ę, spo\czn\ę. 
Bezokolicznik brzmieć tu kiedyś musiał czy\ć (porównaj spo-czy- 
IV- ać) i giJĄć a raczej gyb\6 (giść, z i zam. y). Otóż zaszła tu po- 
tem z tymi formami ta zmiana, że tak jak np. do czystej formy 
sieść donalazło się potem i nieprawidłowe siajść: tak też i tutaj 
wnęciło się później owo n: giJJ))n-ó, czwn-ć — czyli w duchu 
głosowni naszej gąć (§. 14 i 45) t. j. giąć i cząó, a zatem formy 
wprawdzie już nieorganiczne, ale zawsze jeszcze nie gnać i S2)0- 
cznąć. 

W drugiem stadyum pozostają takie okazy, jak x)rzy\wylcn\ę 
z hezoko\\(izmk\%mj)rzyivylvną\ć',bledn\c, bledną\ć ; hwitn\ę, hwifną\ć 
itd. z całą więc tutaj już zgłoską 7ią, lecz ich imiesłów jeszcze czy- 
sty: przy\tvijh\ł , blad\ł, hvit\ł ! Jedyny powód tego tutaj 7tą oto 
taki, że blednć.^ tcyhnć, huitnć (tak jak tam g'Anć, czwnć) wymó- 
wić niepodobne. 



Klasa druga. 283 

Zanim się jednak słowa odnośne odważyły na to bezprawie 
(podsuwała im tę pokusę niezawodnie forma Iszej i Illej osoby 
hledn\ę, hledn\ą, wpraszająca się do odegrania tutaj tejsamej roli, 
jaką odegrał np. aor. jach przy narodzeniu jacliać^ i. j. roli tema- 
tu): było stadyum takie pośrednie, gdzie chciano na innej, więcej 
godziwej drodze ominąć tę trudność. Oto mamy np. biedne^ Uednieć; 
hrzydiię^ hrzy dnieć; chłodnę^ chłodnieć; gęstnę^ gęstnieć; gorzknę , 
gorshniał^ gorshiieć; Msnę, sMśniał {ohok hisl)^ kiśnieć; mięknę, 
mięknieó moknę, moknieć; puchnę, ptichnieć; słabnę ^ słabnieć; sło- 
dnę^ słodnieć; śmierdnę, zśmierdnieć się; tęgnę, tęgnieć; topnę, to- 
pnieć; tivardnę, stioardniai, twardnieć; tciędnę, loiednieć; stuilgnę, 
mcilgnieć; żóiknę^ żółknieć; pachnę, pachniał, pachnieć; istne, 
istniał, istnieć... Te bezokoliczniki na eć, a czasem nawet i imie- 
słowy na eł (== dł), mogą dziś wpraAvdzie przez gramatyków być 
w części nazywane niewłaściwymi albo mniej używanymi formami, 
pomimo tego jednak żyją one niewątpliwie w języku — a niepodo- 
bna wystawić sobie gdzieindziej ich początku, jak właśnie na grun- 
cie tylko tej II klasy: w VIIm-ej bowiem (jak cierpieć, cierpiał) 
a nawet i w Ylllmej {bieleję, bieleć) nie miałyby one żadnego 
sensu; gdyż przyrost, n do klasy VII nie ma żadnego wstępu i 
nigdy też nie mówiło się ja gęstnie, brzydnię, blednie, ty gęstnisz, 
brzydnisz itp. a VIII znowu klasa obejmuje same pochodniki od 
imion, takich zaś imion, jak biedny^ gęstny , brzydny, gorzkny , ki- 
sny itp. nigdy nie było. Więc widocznie wzięły formy rzeczone 
tylko na gruncie tej II klasy początek, a to w następstwie niepo- 
radności, co z tem n do formy np. brzydnć, blednć itd. wciśniętem 
począć. Ponieważ klasa VII i VIII jest co do funkcyjnego znacze- 
nia zasadniczo nijaką, a i te dwadzieścia słów klasy II także 
nijakie wyrażały czynności : więc zrobiono na ich korzyść zapo- 
życzkę z klas tamtych. — To jednak bynajmniej nie usunęło tru- 
dności. Kilkadziesiąt czasowników dziś zakończonych na nąć miało 
znaczenie przechodnie, np. kopnąć, minąć, sieknąć itd. a wtedy 
raczej kopnć, sieknć, minc, ale z poczuciem że to tak zostać nie 
może, a w niemożności pójścia w ślady za owem blednieć, brzy- 
dnieć, i przedzierzgnięcia się w kopnięć , sieknieć , gdyż ta koń- 
cówka eć do przechodnich czynności nie przystawała. Otóż wtedy 
to została ostatecznie przyjętą owa oferta poddawana ze strony 



2S4 Przegląd klas koi) jog. 

czasu teraźń. ja ;Jiopn^'^ i oni ^Jcopną^^^ żeby z nich zrobić uży- 
tek, jak gdyby to były tematy. Zjawił sie więc w samej rzeczy bez- 
okolicznik Icopnąć^ sieknąć, minąć — a za przykładem tycli prze- 
chodnich, otrzymało zaraz i nijakie hlednieć, hrsydnieć, pachnieć itd. 
na tensam sposób skrojony duplikat hJednąć, hrzydnąć, 2)achnąć — 
z tem ostatecznem następstwem, że te formy na nąć jeszcze zwykłej 
po dziś dzień (z małym wyjątkiem) są używane, aniżeli tamte da- 
wniejsze na nieć. 

Na trzeciem stadyum stanęły wreszcie takie dziś już naj- 
liczniejsze klasy II zasoby, które już nawet i w imiesłowach owo 
ną, nę ukazują; np. miną\i , min§\U, miną\ivszy ; targnął, targną- 
łeś sy ; kopnął, kopnąwszy, płynął, słynął, muinął itd. 

■^ Odpowiednie tej naszej II klasie słowa 1 i t e w. ( Schleicherowska 
„klasa III," na str. 239 i n.), przybierają-ce n albo w środek v^, np. z bud praes. 
bufid-u, infin. busti ocknąć się, albo też przybierające to w z krawędzi, 
np. Vi — ein-u , eiti i d ę , o tyle tylko różnią się od naszych , że się i dziś 
jeszcze tak właśnie zachowują;, jak padnę, padł, paść, i siędg , siadł, sieśó 
t. j. ani w bezokoliczniku ani też w part. perfecti jeszcze tego n nie dopu- 
ściły. *) Na tymsamym punkcie w s ans kr. stoi tamtejsza Vta, Yllma i IXta 
ki. (przy rozmaitych skądinąd wstawkach). W łać. mamy już większe do na- 
szego obecnego stanu rzeczy zbliżenie : sterno , sperno , tundo itp. mają nic 
tylko w tych formach czasu teraźń. ale już i w infin. n {sternere, tundere)\ 
ich perf. jednak sprevi, str ani , tutudi jeszcze wolne od tego wtręta. Słowo 
w słowo więc tosamo, co np. w naszem milknę, milknąć, lecz umilkł itp. 

g. 507. Podejmuję tu mimochodem i to jeszcze pytanie : dla- 
czego tyle słów naszych na nąć ukazuje obecnie radykalną swoje 
syllabę pozbawioną samogłoski, lub też w tejże zwątlenie? Zwą- 
tlenie mamy np. w płyną/, słynąć ( V płii, słti ) ; brak pierwotki 
widzimy w tclinę , tchnąć , lgnąć , schnąć , usnąć , żgnąć , rznąć 
(=: r2w{z)nąć), pchnąć, tknąć, o-lsnąć, spo\cznę, gnę itd. Starosłow. 
język daje tu jeszcze jory i jery w te miejsca, np. di^chnąti, 
hgnąti, lecz kładzie te nikłe brzmienia nawet i tam, gdzieśmy my 
już do pełnych samogłosek znowu wrócili, np. m^gnąti , gPi^chnąti , 
a u nas mignąć (przy rzeczowniku mgnienie), głuchnąć. — Oto 



*) Nie jest to jednak i tam nawet regułą bez wyjątku; np lyiioti lunąć, 
kilnbti podnieść, kalsnoti (V kal) puknąć, a nawet loymoti (V vń) 
jiwinąć i guinióti ( V giii) doścignąć. 



Klasa druga. 285 

powód tych wszystkich zwątleń upatruję w dawniejszej akcentuacyi, 
nigdy w tej klasie nie spoczywającej na zgłosce radykalnej. Słowa 
na 7i§ miały w czasie teraźń. prawidłowo przycisk na wstawce , 
t. j. na tem n§\^ nessi^ neth itd. ICiedy to n§ wsunęło się potem i 
do form innych, weszło ono i tam także jako akcentowana syllaba: 
jakkolwiek zatem np. od r^ez brzmiał czas ter. r^^^^ albo rzezę, 
infin. tylko rześó, imiesł. rzez^: to jednak w r^k^^-n^, rzh.znąti , 
TZwznąć (dziś rznąć) i rzKznąl^ rznął itd. ulatniała się ta 
pierwotka. (Dzisiejsza zaś już inaksza polska akcentuacya nastała 
natomiast dopiero później). 

§. 508. Przecliodzę teraz do zdeterminowania zna- 
czenia słów kłasy II. Wybitnym cłiarakterem tej klasy 
jest to jedno tylko, że wyraża ona zasadniczo czynno- 
ści chwilowe, niejako jedneni mgnieniem oka objęte ; 
np. blednąc znaczy albo właśnie poczynać być bladym 
(od razu i w jednej chwili bladym się zrobić) albo stać 
się jeszcze bledszym; rąbnąć raz jeden tylko siekierą, 
uderzyć — więc i jedna i druga ta czynność w jednym 
jak najkrótszym momencie się cała już mieści. To zna- 
czenie momentalności nadaje tym czasownikom jedynie 
to n (ną) do tematu przybrane, znaczące niegdyś (jako 
V zaimka wskazując.) tu, teraz, właśnie, co tylko 
(§• 420 J. 

Pod względem zaś dokonanej a niedokonanej 
czynności, klasa ta nie posiada żadnej własnej odrębnej 
barwy: obejmuje i dokonane słowa i niedokonane. 

Dokonanych jest tu wprawdzie obecnie nierównie więcej 
(c. %), aniżeli niedokonanych; lecz ten stosunek pomiędzy nimi 
niemal z każdym wiekiem się zmienia i zależy od ubocznych przy- 
padkowych powodów (od stanu rzeczy w innych klasach, obacz 
o tem bliższe szczegóły w §. 512). 

Słowa II klasy dokonane, np. rąbnąć^ sielmąć^ Icrzyhnąć ^ 
zieicnąć itd. wyrażają bez W3^jątku czynność raz tylko zaszłą i od 



286 Przegląd klas konjug. 

razu uskutecznioną, stąd też zowiemy je doraźuymi, jednokro- 
tnymi słowami. A zatem wszystkie na r^ac dokonane , są to słowna 
doraźne. 

Czasow^niki II klasy niedokonane przeciwnie wyrażają 
tylko w większej swojej połowie (około 50 sztuk) tak jak hlednąć 
czynności właśnie poczynające się, np. schnąć, twardnąć , żółhiąć , 
cierpnąć itp. Zowiemy je przeto słowami i)OCzyna,jacyini (inclioativa). 
Reszta zaś słów niedokonanych na nać (będzie takich około 40) 
wyraża już dziś (tak jak np. kochać, czcić, łupać) tylko obo- 
jętne czynności, ani poczynające się ani doraźne, np. hrahnę, Icici- 
tnę, pachnę, tchnę, garnę, płynę, łaknę, pragnę itd. Niegdyś musiały 
jednak i te także bądź doraźną , bądź poczynającą czynność zna- 
czyć, a dopiero później się to zatarło. . 

W trzecim kierunku t. j. pod względem przecho- 
dniego a nija lwiego znaczenia, nie ma ta klasa i tu 
także żadnej odrębnej zabarwy: obejmuje zarówno słowa 
nijakie, jak przechodnie. 

Nijakich jest wprawdzie nierównie więcej ( 'Yc ) , aniżeli prze- 
chodnich; lecz i ten stosunek jest w ostatecznej zasadzie następ- 
stwem tylko ubocznej, z klasą II żadnego związku nie mającej 
okoliczności, t. j. rozstrzygała o tem czasu swego natura pierwo- 
tników tych słów na nąć. Jeżeli takowe, np. płać, były nijakimi, 
to i wynikłe z niego ijłynąć jest nijakiego znaczenia; a jeżeli tam- 
te, jak np. gryść, mają lub miały przechodnie znaczenie, to i gry- 
znąć je zatrzymało. Zawsze jednak ta przewaga liczebna dzisiej- 
szych nijakich na nąć nad przechodnimi wskazuje na to, że naj- 
chętniej i najczęściej właśnie nijakie słowa klasy I musiały ów 
przyrostek n do tematu swego przybierać (a przechodnie pierwo- 
tniki urabiały ów swój dokonany czasu teraźniejszego duplikat 
może najzwyklej innymi jakimi sposobami). 

§. 509. Rozpad słów klasy II na prze cho dnie i na nijakie, 
i takiż rozpad ich na doraźne (dokonane) i niedokonane, te dwa 
względy nie mają ze sobą żadnego związku: w tych 
dwóch kierunkach krzyżują się te słowa ze sobą z całą swobodą. 
Mamy między doraźnymi tak przechodnie, jak nieprzechodnie , 



Klasa druga. 287 

np. rąbnę , łyknę , shiibnę — i hehię , Męknę , kiwnę ; taksamo też 
i migdzy niedokonanymi są i przechodnie i nieprzechodnie, np. 
garnę, gnę, rznę — i lgnę, słynę, ginę, płynę, pachnę. Same je- 
dynie poczynające nie mają i nie mogą mieć nigdy przecho- 
dniego znaczenia. 

§. 510. Wszystkie słowa klasy II, nawet poczynające, prze- 
skakują od razu w dokonane i doraźne znaczenie, jeżeli je spo- 
imy z jaką przybranką, np. zblednę, zbrzydnę, ostygnę, ptochłonę, 
zasłynę, spłynę, ogarnę, zginę, zapragnę itd. mają futur alne znacze- 
nie, są zatem dokonanyini czasownikami. 

Będzie wszakże około 60 takich słów na nać , których goło , bez jakiej 
przybranki, wcale nie można używać; np. dościgncić, wy-, prze-ścignąć , ale 
nigdy samo ścignąć ; taksamo nie używamy samego -lęknąć się, -snąć, -klnqć, 
-icinąć, -wichnąć, -gadnąć itd. 

Z tego wynika, że te wszystkie orzeczenia, któreśmy dali w powyższem 
o poczynających i o obojętnych niedokonanych, odnosić jedynie 
trzeba do słów na nąć dających się i bez obłożenia czyli goło używać. Obło- 
żone bowiem słowa tej klasy stają się wszystkie dokonanymi i w konsekwen- 
cyi doraźnego znaczenia. 

§. 511. Dodaję tu jeszcze kilka więcej szczegółowych spostrzeżeń na 
poparcie wszystkich powyższych orzeczeń. • — Wszystkich słów ki. II, licząc 
już w to i przestarzałe , oraz w ludowej tylko mowie spotykane wyrazy, 
będzie około 350. Z tego odpadnie przedewszystkiem ów cały szereg słów, nie 
dających się nigdy goło używać (w liczbie ok. 60), jako materyał w żadnym 
kierunku badań nie prowadzący do rezultatu: nie tylko bowiem są te wszy- 
stkie słowa, dzięki tej swojej właśnie przybrance, w czambuł doraźne, ale 
w części stały się one i przechodnimi z tego dopiero tytułu. Tak jak bowiem 
np. nijakie płynąć staje się przechodniem w przepłynąć coś, upłynąć tyle a 
tyle mil, tak też i np. zwernąć coś mogło przyjść do tego przechodniego 
znaczenia dopiero jako obłożone — a jakiem hylo gołe luernąć, tego wie- 
dzieć niemożna. 

Po odliczeniu więc tych c. 60, zostaje gołych blisko 300. 

Z pomiędzy tych mają 2/3 dokonane a więc i doraźne , V3 niedokonane 
znaczenie: ta 1/3 rozpada na c. 50 poczynających i blisko 40 .,obojętnych" 
niedokonanych. 

Poczynającego znaczenia są te: 

blednę , blaknę , brzydnę , chłodnę , chrypnę , chudnę , cichnę , cierpnę , 
gasnę, gęstnę, głachnę, gorzknę, kisnę, klęsnę, karknę, krzepnę, lipne, marznę, 
mięknę , zmierzchnąć, milknę , moknę , niknę , pełznę , puchnę , schnę , siąkuę, 
ślepnę, sła])nę, słodnę, stygnę, śmierdnę, tęchnę, tęgnę, topnę, twarduę, wisnę, 



288 Przegląd klas konjnng. 

więdnę, więznę, wilgnę, wyknę, ziębnę, żółknę — i jeszcze zapewne kilka, które 
uszły mojej uwagi. 

Warto zauważyć, że ta cała grupa formuje swój imiesłów na ł jeszcze 
od pierwotnika, a nie koniecznie tylko na nął, z wyjątkiem jednego topnął. 

Reszta niedokonanych (c. 40) ma znaczenie obojętne, t. j. trwające 
lecz bliżej niezabarwione. Pomiędzy tymi tylko 1/4, t, j. te c. 10 znaczą czyn- 
ność przechodnią: 
cisnę coś, ciągnę, garnę, gnę, chłonę, kradnę, lęgnę, łaknę, pragnę, rznę. 

Reszta, np. bralcnę , hrnę ^ ciągnę za kim, cuchnę, plyiię, słynę, wła- 
dne itd. są to słowa nijakie. 

Z pomiędzy blisko 200 czasowników po drugiej stronie , t. j. dora- 
źnych, nie naliczymy pewnie wiele więcej słów takich, któreby były ( rozu- 
mie się przy użyciu bez obłożenia żadnego) przechodnimi, jak następu- 
jące 36: 

bąknę, bodnę, chrosnę, cisnę (na kogo coś), cofnę, czerpnę, depnę, dra- 
pnę, dzióbnę, dźwignę, golnę, gryznę, gruchnę, kropnę, klepnę, kopnę, liznę, 
łyknę, miotnę, palnę, pchnę, pisnę, musnę, rąbnę, rzeknę, szepnę, skubne, sie- 
knę, szarpnę, targnę, tknę, trzasnę, trzepnę, trzasnę, walnę, żgnę... 

Cała reszta (c. półtora sta) jest nieprzechodnia. 

§. 512. Należy mi tu jeszcze dokładniej wytłómaczyć , com 
rozumiał w §. 508 przez powiedzenie, że podkładane obecnie do- 
konane lub też niedokonane tym czasownikom znaczenie „za- 
wisło tylko od cliwilowego stanu rzeczy w innych klasach'^ Oto 
mamy np. hodnąć^ gry znać ^ liznąć^ sJathnąó, pchnąć^ targnąć^ gol- 
nąó^ hropnąć^ heJcnąć , chrapnąó, jęknąć, jako słowa z dokonanem 
i doraźnem znaczeniem: dlaczego one mają. takie znaczenie? — 
Jedynie z tego powodu, że w jakiej innej klasie, albo też i w kilku 
naraz, są i dziś jeszcze żyjące słowa, z tamtymi etymologicznie 
pokrewne, dające się i goło używać, a niedokonane. Np. bo- 
dnąć i gry znać mają takie odwrotniki swoje w hod§ i gryzg w I ki.; 
liznę i shiibnę mają je w liżę i sJcuhię w III ki.; pchnę i targnę 
mają je w pcham i targam w IV ki.; golnę i hropnę mają je w golę 
i hropię w VI ki.; hchnę, chrapnę i jęhnę mają je w hcczę^ chra- 
pię^ jęczę i jąkam w VII i IV ki. Te słowa zatem parzyste są so- 
bie zawsze uzupełniającymi się wzajemnie odwrotnikami : istnienie 
t o s a m o znaczącego , gołego, niedokonanego, i d z i ś jeszcze uży- 
wanego słowa w innej klasie, pozwala jego krewniakowi w ki. II 
funkcyonować w przyrodzonej i właściwej swej roli, t. j. jako słowo 
dokonane. 



Klasa druga. 28ft 

Jeżeli przeciwnie ani w jednej z tych klas ubocznych odpo- 
wiedniego słowa takiego nie ma, albo też choć jest, to się tylko 
zawsze z przybrankami używa, a bez nich nie: w takim razie od- 
nośne słowo na nąó musi samo ten niedostatek zastąpić i przybrało 
( wbrew całej swojej naturze ) już znaczenie czynności niedokona- 
nej, bez żadnego względu na to, czy ono jest nijakiem, czy prze- 
chodniem. Tak np. niedokonanemu hledne, hlaJcnę, hrzydnę^ grzęznę, 
pragnę, laJcnę, słynę, nie ma słowa pod tymi warunkami odpowie- 
dniego nigdzie, w żadnej innej klasie (brzydzę bowiem w^obee hrzydnę 
znaczy już co innego); słowom zaś np. cichnę, cierpnę, gasnę, 
gęstnę, lęgnę, rznę, hwitne, lgnę itp. odpowiadają wprawdzie w in- 
nych klasach tosamo znaczące i niedokonane ucicham, pocierpam, 
dogasam, tuylęgam, tuyrzynam, zaJctuiłam, przylegam, lecz te się bez 
jakiej przybrania nie używają nigdy ; słowu cierpnę pokrewne cierpię 
ma już inne znaczenie ; z słowem gęstnąć pokrewne gęstnieć znaczy 
wprawdzie zgoła tosamo, lecz to są tylko duplikaty bezokoliczniko- 
we jednego słowa gęstnę, ponieważ gęstnie lub gęstnieję wcale 
nie egzystuje. 

Od tej zasady można wpraw^dzie wymienić kilka wyjątków, np. 
owo Jcradnę i cieknę (przy Jcradę , cieJcę) , hrnę, płynę, tuładnę 
( przy brodzę , pływam i luładam ) ; lecz stosunkowo niknąca liczba 
takich okazów nie obala reguły. 

§. 513. w języku lite w. odpowiadają naszym słowom na nąó, jak się 
wyżej (§. 506-jc) już powiedziało, takie słowa jak eimc , eiti pójść, guinu ^ 
guiti (albo i guinioti) pobiec za czćm itd. które jednak po największej czę- 
ści w samym tylko temacie teraźniejszo-czasowym owo n ukazują,, a w dal- 
szych formach nie. Daleko jednak liczniejszy jeszcze jest tam poczet słów, ta- 
kie czynności chwilowe, poczynające itp. wyrażających, które nie n , 
ale natomiast t ( albo też st , co jest pewnie eufoniczną tylko odmianką tego 
Ł) przybrały do swego tematu w formach teraźniejszo-czasowych i w skutek 
tego znaczeniem zupełnie wyrównywają naszym na nąć zakończonym sło- 
wom poczynającym albo doraźnym. To t poczytuję w nich za takisam V od- 
nośnego zaimka wskazującego , jak nim było i n. Mówimy tu o Schleicherow- 
skiej „klasie V" (str. 24G), np. lużŁ\u, luż\ti pęknę (a luzu łamię się), temsł\u, 
tem\ti zmierzchnąć (a temu, temti ciemnieć), sausi\u, saus\ti schnę (a sausUf 
sauseti jestem suchy), gel.fi\u, gelsłi{\) żółknę (a geln, gelti obierać się, 
jeżeli np. komu się ból robi na palcu), kusi\u, kus\ti chudnąć (V kud), 
(lrisl\u, dristi = starosł. drhz\nąti odważyć się (V drz); moksł\u, mok\ti 
wyknąć itd. 

Gram. Hisl;. Por. U. 19 



29(1 Przegląd klas konjng. 

Może i w naszych, dziś na ład lub otać zakończonych, najczęściej ło- 
skot jaki wyrażających słowach, mamy ślad istnienia tejże formacyi kiedyś i 
u nas ; np. brechtać, krechtać, becJdać, klekotać i klekłać, rumotać, grzecho- 
tać , łomotać itp. Wprawdzie w tych słowach dziś ani śladu chwilowej 
czynności — przeciwnie wyrażają one trwającą : ale to już mogłoby być tylko 
następstwem wpuszczonego do ich tematu tego wtręta a, który wszędzie w tym 
kierunku przeistaczał zaraz znaczenie. Są to jednak rzeczy jeszcze nie dosyć 
pewne , wymagające dalszego rozpatrywania. 

Klasa III: słowa jak ssę, ssció — piszę, jplsaó. 

§. 514. Ta na dwie (w §. 271 bliżej uzasadnione) 
gromady rozpadająca, w każdej z nich dwu tematowe 
słowa obejmująca klasa , zajmuje w stosunku do ki. I pra- 
wie tęsamę linią, co klasa II. I tutaj bowiem mamy po naj- 
większej części słowa , które niegdyś były pierwotne , 
w czasie teraźń. i dziśby mogły jeszcze za talde ucho- 
dzić, a tylko przeto charakter ten utraciły, że się z ich 
czasu teraźń. wstawka a potem wcisnęła i do reszty ich 
czasów, w których odgrywa już rolę tematowej końcówki: 
zamiast np. hd i Jciić — ku-ci-ć, hn-ct-l — a z tego (za- 
mieniwszy it na ow) Jcotva\ć y kołva\l; zamiast Uó i Ul — 
li-j-Cl-ć, li-jci-l — a z tego (po ściągnięciu) la\6 j la\l; 
zamiast S'kść czyli raczej syść i S'ks^, sysl — nastało 
sikS-^^-ć, s^s-ci-l — z tego dziś ssa-ć, ssa-ł; zamiast orć, 
orl — or-a-ó, or-a-l — jak gdyby temat był ora. W te- 
macie zaś teraźniejszo -czasowym zostało czyste hu , Je 
(spotęg. li), S'kS i or — ze wstawką potem wedle tej 
lub też owej gromady pojedynczą albo złożoną 
(§. 446), która sama o tem decyduje, czy tu np. s, jak 
w ssę, przy tem brzmieniu swojem zostaje, czy przeci- 
wnie (jak np. w pi-SZ-§) przechodzi w sz. Stąd też i 
orz§ (z ortami, a najpierw orimi) ma tu r zmiękczone 
na rz. 



Klasa trzecia. ^dl 

Na wzór tychto czasowników nieg'clyś pierwotnych, 
a potem w taki sposób przeistoczonych, przybywały pó- 
źniej do tej klasy i słowa zupełnie pochodne, t. j. uro- 
bione od rzeczowników ( denominativa ), np. kolebać, koły- 
sać, szczebiotać itp. Pochodnych takich posiadamy tu je- 
dnak stosunkowo niewiele i znajdują się one tylko po- 
między słowami samej drugiej gromady tej klasy. 

'' Że w bezokolicznikach i imiesłowacłi tych słów zostało to 
a do tematu dopiero kiedyś później przyjęte : tego nam dowodzą 
naocznie odpowiednie naszej klasie III słowa htewskie, u Schlei- 
chera rozrzucone po różnych miejscach i bezładnie z innymi poko- 
jarzone, mianowicie nasamprzód te, o których mówi na str. 238 u 
góry {gedii, gedóti śpiewać; raudu lub też raudmi^ rmidoti bia- 
dać itp.); następnie te które opisuje na str. 241 — 244 (np. ariu, 
perf. arian, arti orać; gnidżiu, gnidati, grusti tąpać; pucziu, 
pucziati, pusti dmuchać itd.). Pierwsze (gedoti itp.) odpowiadają 
jak najściślej naszej pierwszej gromadzie III klasy, ukazując 
w czasie teraźń. słowo w postaci jeszcze pierwotnej, a w inlinit. 
z przybranem o, wytworzonem z d: gedoti z gedati, tak jak nasze 
ssati, ssać. Drugie {arti, pnisti, grusti) odpowiadają naszej dru- 
giej gromadzie, ukazując w czasie teraźń. tak jak i nasze, wstawkę 
złożoną: ariu, imcziit, grudżiu (z gnid-ia-mi itd.) w bezokoH- 
czniku jednakże formę jeszcze wolną od owego wtręta: arti, pusti 
(z put-ti), grusti (z grud-ti), a nie arati lub aróti^ imtoti, gru- 
doti — podczas gdy u nas jest już orać, chłostać... 

*'•' Ciekawem także jest zauważyć, że tak jak u nas owo a z czasu 
teraźń. później się do form i dalszych wcisnęło : tak też tam znowu i (pierw- 
sza czą,3tka tutejszej wstawki złożonej) wmjcić się już potrafiła w pewnej dość 
znacznej ilości słów i do ich także perfectum; np. podczas gdy grudżiu ma 
perf. jeszcze prawidłowo grudau, bez i — to ariu, jiuczhi i wiele innych ma- 
jg, już perf. arian, pucziau. W starosł. znachodzimy takie znowu okazy, 
gdzie to i razem z a , a więc cała wstawka złożona ia wcisnęła się nie tyJko 
do part. perf. lecz nawet do bezokolicznika, np. w^ycrt^ł ( wytworzone 
z wykiałi) wyknę , uczę się ; klicati krzyczę ; kłhcati kołkować , kołkami za- 
tykać; lęcati polować, proricałi prorokować, nicati wynikać, dwizałl (z dwi- 
giati, więc pierwotnie dwidzati) dźwigać, s-bżlzatl spalić (od V żeg), Shtę- 
zati ściągać itp. My w polskiem formacyj takicli ( prócz jednego szczać --^ 



19 



« 



292 Przegląd klas konjug. 

Shkiałi , yf sik) nie posiadamy; przywodzę je tu jednak dlatego, żeby okazać, 
do jakiego to stopnia te obydwie wstawki, iii a, były żywiołami rucho- 
mymi i stopniowo wnikały w najróżniejsze nie swoje miejsca. 

§. 515. Przejdźmy teraz do funkcyjnego znaczenia 
słów klasy III. Ma ona w tern jednem tylko pewien wy- 
bitny charakter, zwłaszcza wobec klasy poprzedzającej, 
że obejmuje same słowa niedokonane. Ale niżej się 
przekonamy, że tę właściwość dzielą z nią i wszystkie 
dalsze już klasy, nie wyjmując z tego nawet ani kauza- 
tywno-przechodniej cz. Yltej. Od klasy zaś znowu IV, tak 
blisko zresztą pokrewnej z tą Illcią klasą, różni się ona 
tern, że dobra połowa IVtej są to słowa często tliwe — 
tutaj takich zaś nie ma. 

* Słowa klasy III połączone z przybranką, przeskakują bez 
wyjątku w dokonane czynności; np. leje — icyleję; nv§ — wy- 
nv§^ zanue; hiore — zabiorę; łge albo łże — sełge^ seUę; rąhię — 
porąbię; Icarzę — ukarzę itd. 

§. 516. Pod względem kontrastu między przechodnią a ni- 
jaką czynnością, klasa III nie ma piętna żadnego, obejmuje zaró- 
wno jedne i drugie: rąbać ^ dłubać, karać ^ lać, ssać, zwać itd. 
mają znacz, przechodnie — giuizdaćy chrapać, dybać, klekotać, 
grzechotać, łgać, rzaó, tajać, śmiać się itd. są to nijakie. 

To albo owo znaczenie słów klasy III jest tylko następstwem stanu 
rzeczy w icli pierwotnikach : kuć co, więc też i kować co; przeciwnie śmietn, 
śmieć jako pojęcie nijakie, więc tosamo i w pochodnem z niego śmieję się , 
śmiać (z śmiejąc) sie. 

Klasa IV: słowa jak kochcini^) kochcić. 

§. 517. Jedna z najzasobniejszych, kilka set słów 
obejmująca klasa ta rozpada się na trzy, w §. 276 już 
rozgatunkowane działy, które się wprawdzie wszystkie 
zgoła jednako czasują, lecz pod względem rodowodowym 
nic wspólnego z sobą nie mnją. 



Klasa czwarta. 233 

Dział pierwszy składa się z tych oto tylko 13, 
dziś już je dno zgłosiło wy cli słów: 

drgam, drgać, V c/rz^, żgam, zgać, V żeg^ 

dbam, dbać „ d%h ^ ii-fam, u-fać „ im (§.276,1). 

trwam, trwać, „ tru, plwam, plwać, V^ ^lu^ 

pcham, pchać, ,, j^łc/? , szczwam, szczwać, „ szczu, 

łkam, łkać, „ l%!k,, blwam, blwać, ., hlu, 

tkam, tkać, „ t%k ^ kiwam, kiwać, „ Idu. 
i liidow^e czlmm^ cshać^ V czeJc. 

Te słowa trzymają się jak najściślej za ręce z zasobami kla- 
sy III pierwszej gromady {ssać, łgać itd.). Różnica pomiędzy 
nimi tylko ta, że podczas gdy w ssać, if/aó itp. wtrętne a do sa- 
mego tylko bezokolicznika i form z nim spokrew^nionych wnęciło 
się, w czasie zaś teraźii. ss§ (z s-AS-d-mi) nadkompletnego a (prócz 
zwykłej wstawki) nie ma: to tutaj, np. w drgać, drgam, po- 
wstałem z drzg-a-d-m{i), to wnętrze a nie tylko w bezokoliczniku, 
lecz nawet już i w czasie teraźii. (prócz zwykłej wstawki t. j. 
przed nią) figuruje. Między bezokolicznikami ssać a drgać nie ma 
tedy żadnej różnicy: ale zachodzi ona między sse a drgam, po- 
wstałem z drgaam (obok tego były także dawniej i formy na j§ 
np. drgaj e = drg-a-j-d-mi, ob. §. 277). Dla długości tego aa w je- 
dno a ściągniętego, ocalało też w drgam to m w końcówce jako 
brzmienie odrębne, podczas gdy Yf ss§ (z ssam) razem ze wstawką 
]ia ę się przekształciło. 

O powyższych 13 czasownikach zresztą pod względem ich 
rodu i funkcyi tosamo rozumieć należy, co się wyżej powiedziało 
o klasie III, 1. Są to słowa równie jak tamte, już nie pierwotne, 
ale „od samych siebie pochodne". 

§. 518. Dział drugi klasy IV tworzą słowa tego 
rodu j jak działać ( urobione od dzieło , działo ) , bratać si§ 
(od brat), pląsać (od 2)lqs), tuieczerzać (od wieczerza), 
strachać się (od strach), korzystać {korzyść), pamiętać (pa- 
mięć), grać (gra), równać (od równy), jednać (jeden), 



294 Przegląd klas konjug. 

słowem czasowniki urobione z imion (denominativa), 
bardzo liczne w naszym języku. 

Temat tych słów kończy sie tak w czasie teraźń. jak i w bez- 
okoliczn. itd. na a : dsiaia , brata , jedna, równa. . . To a tutaj nie 
jest wtrętem ani też żadnym konjugacyjnym czynnikiem, lecz 
własną imionową, końcówki^ tematu tycti rzeczowników i przy- 
miotników, z których te słowa uformowane zostały. Za dodaniem 
więc do tego tematu najprzód wstawki, a potem osobowej końcówki, 
powstaje z niego dmda-d-^ni {działam)^ dawniej i dsiała-j-aml 
(dmałaje) t. j. słowno w^ czasie teraźń. itd. 

* Że takie rzeczowniki i przymiotniki, jak dsielo, strach, pląs, jeden, 
równy itd. pomimo innej już dziś swojej powierzchowności wynikły z tematu 
niegdyś zakończon. na a czyli A-tematu : o tern mówiliśmy obszernie w pierw- 
szym rozdziale Słoworodu Imion. Wiadomo nam już także, a to z drugiego 
rozdziału owego Słoworodu ( §. 366 ) , że przy urabianiu dalszych formacyj 
z danego już gotow^ego imienia, postępowało się pod względem jego końcówki 
z jak najdalej posuniętą, swobodą,, t. j. nie pytając o to wcale, jaka jest jego 
własna i autentyczna tematowa końcówka, lecz narzucając mu nieraz obcą, 
a do tej doczepiając przyrostek ; tak up. od pamięć, z tematem właściwie pa- 
mięti, po"\vstała pamiątka , dawniej pamiątii-Jca , a jeszcze dawniej pamięła-ka 
zupełnie w taki sposób, jak gdyby temat ów nie na i, ale na a się kończył, 
otóż taksamo jak ta pamiątka od „analogicznego" tylko tematu pamięta 
swój początek wzięła: tak też i słowo pamięta-k-mi , dziś pamiętam , pamic- 
ta-6, wynikło także z niego, a nie z autentycznego pamicti. Tosamo rozu- 
mieć trzeba i o korzystać, urobionem z korzyść (temat korzysti). Tosamo 
wreszcie przypuścić należy i o wszystkich innych końcówkach tematowych, 
zamienianych polubownie tutaj na a, w klasie V na m, jak to niżej zobaczym, 
a w Yltej na i. 

§. 519. Dział trzeci, a najliczniejszy klasy IV 
obejmuje : 

Słowa Czestotliwe (frequentativa). 

Są to czasowniki od innych, już gotowych słów uro- 
bione, czynność przeciągłej trwałości albo często 
powtarzaną wyrażające, takiej budowy jak ugniatam, 
układam, zabij ant, bywam, pękam^ ivracam, puszczam, mie- 
wam , podpisy wam , zaniedbywam, grywam, wykonywam itd. 



Klasa czwarta 205 

Mamy jednakże i jeszcze inaczej zbudowane słowa 
częstotliwe, mianowicie tego kroju, jak wkliiję, widywać, 
albo znajduję^ znajdować itd. podczas gdy tamte brzmią 
zgniatam j zgniatać , tuspominam, tuspominać. Te na tfję, 
Oivać lub ytuać zakończone, także w bardzo znacznej licz- 
bie językowi naszemu właściwe, należą do klasy V, zna- 
czą^ zaś zgoła tosamo, co niniejsze do ki. IV należne. 

§. 520. Ponieważ posiadamy zatem dwa odrębne kroje zgoła 
tosamo znaczących słów częstotliwych , jeden w tej klasie, drugi 
w następnej: trzeba nam tu poznać powód tej ich dwojakiej 
Ibrmacyi. 

Postać słowa częstotl. zależy zawsze od jego pierwotnika, t. j. 
od klasy, do której ten pierwotnik należy. 

Słowa klasy I, VI i obydwóch klas ostatnich (VII i VIII), o 
ile te dwie (w nader nielicznej ilości) dostarczają^ częstotliwych , 
wytwarzają z siebie pierwszą kategoryą słów częstotliwych, t. j. 
zakończone na ani, aó i do klasy IV należne; np. od gryzę 
(klasa I) ogryzam, ogryzać', od ivrócić, wrócę (ki. VI) icracani, 
icracać', od brzmi, hr zmieć (VII ki.) sabrzmiewam, zahrzmietcać ; 
od boleję, boleć (ki. VIII) ubolmam, uboleioać. 

Przeciwnie słowa klasy III, IV i V, a zatem już i same 
w bezokoliczniku zakończone na a\ć, np. grzebię, grzebać (ki. III), 
działam, działać (ki. IV), i gotuję, gotoivać (ki. V), te dostar- 
czają nam częstotliwych owej drugiej formacyi: odgrzebuję, od- 
grzebytvać ; oddziaiuję, oddziahjiuać ; przygotoicuję , przygotoivyivać. 
Takie częstotliwe należą do klasy V. 

* Wiedzieć jednakże należy, że ta druga słów częstotliwych postać 
nastała w językach słowiańskich dopiero później, poprzednio zaś wszystkie 
częstotliwe, nawet i te dziś na uję, ować lub jeszcze częściej na ywać zakoń- 
czone, brzmiały jednako i czasowały się w duchu klasy IV: odgrzebawam, od- 
grzebawać; oddziaławam, oddziałatuać ; przggotoioawam, przygotowawać. Tak- 
samo też od czytać było czytawam , czytawać; od grać — grawam , graicać 
( nawet i dziś naigraicam się , naigrawać się ) ; od czekać — oczekawam itd. 
Później dopiero nastąpił przewrót tego awam na uję, a awać na oicać lub 
ywać (jak i dlaczego? obacz §. 528). Ten przewrót jednak uskutecznił 
si^ niepostrzeżenie i zwolna; wszakże bowiem nawet w wieku XVI pisano u 



296 Przegląd klas koDjug, 

nas jeszcze częstokroć grawać, czijtaivać, odszczekawać , wldcnuać , zamilcza- 
u-ać itd. Tak np. Górnicki : „U nas szlachta na skrzypicach i na piszczałkach 
nie grawa"; Kochan. „I oczekawa zwykłej żywności od ciebie"... Co 
większa , my sami i dzisiaj jeszcze mówimy podpisuje lub podpisyiuam, wywo- 
łuję lub wyioolywam, oddziałuję i oddziałyicam, rozczytuję i rozczytywani, za- 
niedbuję i zaniedbyiuam ; a grywam, wygrywam, wykonywam^ pojednyiuam, po- 
równywam, rozpamietyicam itp. nawet są, jedynymi do dziś dnia używany- 
mi formami. Kończą sie one wprawdzie już na ywam, ywać zamiast na aiuain, 
awaó: lecz jeszcze do niniejszej klasy IV należy. 

§. 521. Odpowiedzieć nam tu jeszcze należy na pytanie, dla- 
czego w §. poprzedzająjCym, gdzieśmy mówili o tern, którato klasa 
nasza nam jednych , a która drugich czgstotliwych dostarcza, dla- 
czegośmy tam powtarzam zupełnie przemilczeli o klasie II ? — Oto 
z tego powodu, że ta klasa nie daje żadnych. Słowa na nąó, 
jako wyrażające chwilową, i jednorazową, bądź poczynającą, bądź 
też doraźną czynność, nie zdolne są zasadniczo wydać z siebie sło- 
wa częstotliwego. Przez pewien rodzaj nieporozumienia mamy 
AYprawdzie od gnę , giąć i od rznę , rznąć częstotl. z-rsynać , na- , 
ivy-^ u-rzynać^ i naginać, tuyginać^ zginać (dawniej jednak nato- 
miast prawidłowo zgihać, np. „r^cc Tohie zgihaje^^ Książ. Nawój. — 
od pierwotnika gile i. j. gyhe^ >f gjjj). Lecz to są jedyne tego ro- 
dzaju przykłady i rzeczywiście wyjątki. Cały zaś bezlik takich słów 
czgstotl. , które się zdają pochodzić od pierwotników na nąć^ jak 
np. odpoczyiuać, płyicać^ peltać^ mijać, znikać, posimać, usy- 
chać itd. te wszystkie nie pochodzą bynajmniej od odpocząć , pły- 
nąć, i^ęknąć , minąć, znihnąć, posunąć, schnąć — ale wynikły 
z owych słów jeszcze pierwotnych (klasy I), od których a raczej 
z których się te na nąć i same potem zrodziły. Dziś pierwotników 
takich już nie ma , to prawda ; lecz w wieku pierwszego zrodu po- 
wyższych częstotliwych żyły one jeszcze wszystkie w języku, a to 
w postaci czyć ąuiescere, phić, p§c, mić, znic, suć, sj^cM a raczej 
sychł itd. '■') 

Taksamo też i pierwsze gromady w klasach Illciej i IVtćj 
{ssać, lać, nuać — i pcham, tkam, dbam itd.) nie dostarczają nam 



*) Gdyby odpocząć, płynąć, pęknąć itd. wytworzyły były ze siebie te 
częstotliwe, toby takowe brzmiały odpoczynać , płynąć, rozpęJcnać , tak 
jak rznąć wydało urzynać (obok rzezać, od rześć urobionego). 



Klasa czwarta. 297 

ani jednego słowa częstotliwego , a to znowu z tej przyczyny, 
że w owych wiekach, kiedy zdająjCe się na pozór z tych słów 
pochodzić frequentativa ( sysysać^ tuyleiuać, saryiva6 — spychać^ do- 
tykać^ dybać) po raz pierwszy się w języku zjawiły: nie było wtedy 
jeszcze w mowie naszej tamtych ani jednych ni drugich, tylko nato- 
miast żyły jeszcze ich pierwotniki syść^ lic a może Zec, ryć — a tak- 
samo i pycli\6 czyli pewnie pyc, tyc, d7j)c. Otóż z tychto słów pierwo- 
tnych, dopiero później mających zamrzeć, tamte częstotliwo W3'ni- 
kły w tej swojej prawidłowej postaci, w jakiej je mamy. Gdyby zaś 
one z już przerobionego ssać^ lać^ ricać — i pchać^ łJcać^ dbać były 
życie wzięły: to niewą^tpliwieby brzmiały dziś tvyssatvaó^ wylawać, 
zaTivaivać, popchaicać^ dotJcatuać, dhaicać — tak jak np. cjrać ufor- 
mowało graicać dziś grytuać. 

Do szeregu słów zasadniczo niezdolnych wydać z siebie form 
częstotliwych można jeszcze śmiało także zaliczyć i obie nasze 
klasy nijakie, t. j. VII i VIIL Mamy wprawdzie od nieregular- 
nego mieć mieicać^ od takiegoż chcieć mchcieiua sie ; od nieosobi- 
stego boli, boleć jwboletua; od grnmi sa-(jrsmieivać , od brmni na- 
brsmietuać, od tocitpieć (dziś już tvcfipić) potoctipiewać — a w YIII ki. 
od mdleje omdleivam, od boleję uboleiuam, od zdumieć się zdumie- 
wam się, od rommieć dorostimieivam się : ") lecz to są, okazy wobec 
całej reszty zasobów tych klas liczebnie do tego stopnia niknące, 
że i mówić o nich niewarte. Słowa klasy VII i VIII wyrażają ra- 
czej stan, aniżeli czynność; stan zaś jest już sam przez się czemś 
tak trwającem i ciągiem, że się powtarzać kilkakrotnie nie daje: 
więc konieczności słowa częstotliwego tutaj nie było. 

Właśnie dla tejto przyczyny, że istotnie o tyle tylko urabiamy 
te czasowniki, o ile konieczna tego zachodzi potrzeba : widzimy na- 
wet i w klasie III i IV, a zwłaszcza w Vtej taki stan rzeczy, że 
stosunkowo mało które tu słowo formuje swego częstotliwego po- 
chodnika inaczej , jak chyba z jaką przybranką ; znaczna zaś ilość 
nawet wcale go nie dostarcza, jak np. harać, tciklać, paplać, chra- 
pać, sapać, Idehotać, firzechotać, holebnć, chłostać, gicazdać; — 



*) Przeciwnie widijwać, pochłucJbiwać, wylegiwać slg, wypatrywać, podla- 
tywać itp. nie pochodzs^ od widzieć, słyszeć, leżeć, patrzeć, lecieć, lecij 
od widaćj słuchać dziś słychać, legać, przestarz. patrać i latać. 



298 Przegląd klas koiijug. 

kochać ( liochhcaó si^ jest tylko żartobliwe ), hrataó si§, pltisaó^ gnie- 
wać si§^ tcitaćy korzystać, uśmiechać si§ itd. (z klasy V bez mała 
wszystkie słowa przytoczoneby tu być mogły). Te czasowniki 
i same przez się już wyrażają, czynności z natury swojej trwa- 
j{j;Ce przy dłużej , więc na cóż im osobnych częstotliwycli? Inne 
znoAYu (niekiedy naw^et i w klasie I) staj^^i; się tej formacyi zdolne 
dopiero w stanie swoim dokona n y m t. j. jako obłożone wyrazy ; 
tak np. piąć dopiero jako mpiać, rozpiąć, napuść itd. rodzi zapinać, 
rozpinać, dopinać, a gołego pinać nie mamy, bo go nie potrzebu- 
jemy. Taksamo pojmować trzeba też powód, dlaczego nie mamy 
gołego gniatać, Idadać, oryicać, łamywać, drapyivać, chcieiua mi si§, 
hrzmieiuam, Jconyioam, dmuchuję, jednyicam, tvajtpieivam, muszam itd. 
ale tylko zgniatam, zachciewa mi się, nabrzmieicam , dokonywam, 
rozdmuchuje, u'yiamytvać, rozdrapywać, zjednyiuam sohie, zmuszam. 

Słowa w klasie IV i V już będące częstotliwego znaczenia i 
w tym celu uformowane, te jak się samo rozumie, nie dostarczaj^i; 
ze siebie ponownych czestotliwych — chyba że zachodzi taki oto 
wyjątkowy wypadek, jaki mamy na przykładzie słów czytać, widać, 
słychać, rozktuitać, zamarłem zajmać i tvynajdać itp. Te właściwie 
częstotliwe formacye (od czyść, wiść, slyc, hwiść, zająć, icynaiść) 
straciły potem to swoje stanowisko, a to albo z powodu, że jak 
owe oba ostatnie, zaprzestały się już używać, lub też że ich pier- 
wotniki całkowicie wyszły z obiegu. Od tej chwili więc zaczęliśmy 
się posługiwać częstotliwymi , z tych czestotliwych pono- 
wnie utworzonymi (czytywać, ividyivać, podshichiivać , roz- 
kwity wać, ivynajdoivać , zajmotvać), a tamte albo wcale nie egzy- 
stują, albo też (jak czytać, widać) zastępują miejsce swoich pier- 
wotnych, bez żadnego już odcienia częstotliwości. 

Z tego wszystkiego wynika ta ogólna konkluzya, że właściwym 
zarodkiem słów częstotlivv'ych jest zatem tylko klasa pierwsza 
(liczące do niej i owe już dziś pozapominane słowa pierwotne) i 
szósta (wrócić, moczyć); w dalszej już linii, klasy trzeciej gro- 
mady II (p>isz§, pisać) i w obrębie klasy czwartej te wszystkie 
słowa, które mogą i potrzebują koniecznie ( w stanie swoim „obło- 
żonym" najczęściej) częstotliwe z siebie W7twarzać. Przeciwnie 
klasa V (radować), tudzież VII i VIII tylko chyba wyjątkowo ich 



Klasa czwarta. 299 

dostarczają,, a druga klasa jest pod tym względem całkiem 
niepłodną. 

§. 522. Teraz tylko kilka słów jeszcze o for macy i słów częstotl. 
Wiadomo nam już z §. 495, że powstają one za dodaniem do pier- 
wotnikowego tematu głoski a jako cechy częstotliwości, np. w kla- 
sie I od 2)cis\e — ivypas-a-ć; od hió — sahi-j-a-ó; od dam da- 
w-a-ć (§. 61); w ki. VI od hmui\ć — Mihatui-a-ó; od (fladsĄć — 
ivygładi-a-ć ^ z tego icygladsiać ^ wreszcie ivy gładząc (§. 73, VIII 
w T. I str. 119); w ki. VII i VIII: od hole\6 — tihoU-iu-a-ć , po- 
hole-tv-a; w ki. III i IV: od yrzeba\ó — rozgrzeha-ic-a-ó , a dziś 
natomiast ro.zgrzehyiuaó ; od stąpa\ć — post§pa'tv-a\ó , a dziś nato- 
miast postfpoivać. 

Przy tem zazwyczaj (ale jednakże nie zawsze) pokracza sa- 
mogłoska w radykalnej syllabie o stopień wyżej: od mieść, gnieść, 
pleść — miotać lub ivymiatać, zgniatać, splatać; od móc, wrócić, 
mrozić — iv zmagać, wracać, zmrażać; od poić (poi\ić), stroić itp. 
upajać (pai\ać), dostrajać; od łotvić połaiciać ; do uśpić (us^pić) 
usypiać; od S2)ać {s'Apać) sypiać — zam. sypać (dla różniczki 
od sypać schiitteln); od pierwotników z tematem jak dri.g , łiJc^ 
5x^, di^m , pwn, ć^n , mamy p)odrygać, łyhać, tvysylać, rozdymać, 
zapinać, ścinać; takie zaś znowu tematy, jak dr, pr, tr , Id, pł 
(syllabne r i ł), pęcznieją tu na dzier, pier, cier, hał, pellnh piel: 
rozdzierać , loypierać , nacierać , wylcalać , ivypelać lub luypielać ( to 
-lać w dwóch czasownikach ostatnich, zamiast spodziewanego łać, 
ma przyczynę w ich już takim czasie teraźń. hole , pel§ lub pielę , 
któregoto I zamiast ł przyczynę obacz w §. 447). 

* Powód do tych tutaj pokroków samogłoski e, o, i>, b, tudzież syll. r 
i ^ w radykalnej syllabie , dał niewątpliwie iloczas , a pierwotnie zapewne 
akcentuacya słów częstotliwych , spoczywająca z zasady na tej właśnie 
zgłosce rdzennej (§. 495): podczas gdy inne słowa zakończone na a\ć, 
mianowicie zasoby całej klasy III , i owe 13 dziś jednozgłoskowych słów 
w kl. IVtej {pchać, ikaćy drgać...) miały akcent wyrazowy nie na tej rady- 
kalnej syllabie, ale zawsze na wtręcie a *). (Jako wstawka czasu teraźń., zawsze 



*) Dowodzi tego zaś sama już słów odnośnych budowa, np. rwać {za,- 
miast n)M;ac'j rowkó) , łgać {Ibg^ć) , lać (Ujślć), pchać (pbchkć) itd. 
z pierwotką w starosł. na b , h już więc zwątloni , a u nas całkowicie 



300 Przegląd klas koDJug. 

tutaj akcentowaua, wcisnął sig ten intruz z tym przywilejem i do bezokoli- 
czników itd. tych słów wszystkich przerobnych). 

Z tegoto zatem powodu mamy takim słowom, jak pchać, drgać, tkać, 
plwać itd. przeciwstawione odnośne częstotliwo w postaci wy-pi/chać, po- 
drygać, za-tykać, tykać, splmcać. . . Różnica pomiędzy nimi polegała w pierw- 
szych początkach na samej tylko akcentuacyi, a w jej dopiero następstwie po- 
tem i na brzmieniu pierwotek, po jednej stronie wątlejących i znikających , 
po drugiej przeciwnie pokraczających naprzód, a zapewne i przedłużanych. 

Innym pojawem naocznym tejże zasady jest to , że w składzie słów 
częstotliwych, brzmienie a w radykalnej syllabie przedstawia nam się w da- 
wnych drukach polskich zawsze jako a pochylone (§. 32*), np. pkdać*] 
[odpaść z a otwartem), wypasać, loyrhśać, utriicać: to brzmienie a, dane 
już w temacie pierwotnika, nie będąc dalszych pokroków zdolnem, tutyj 
więc przynajmniej się przedłużało, a w następstwie tego i pochylało. 

Jeszcze innym pojawem tejsamej zasady zdaje się się być nakoniec i to 
zjawisko, że słowa ki. VI j e d n o z g ł o s k o w e , np. ćmić, kpić, lśnić, drioić, 
u-tkwić itp. nie formują swych częstotliw3'^ch , tak jak je np. sądzić , gonić, szy- 
dzićf wabić i wszystkie inne tej klasy formują {osądzać, poganiać, wyszydzać, 
zwabiać), lecz dają natomiast saćmieiuać, okpieioać, olśniewać, icydrwiewać, 
ntkwiewać. Słowa powyższe klasy VI nie należą do pierwotnych, mają bowiem 
temat złożony (V -{- i); brzmiały one kiedyś niewątpliwie cimić, kopić, liśnić 
lub Isinić, drowić, fykwić. Można nawet śmiało twierdzić, że na tych począt- 
kowych zgłoskach polegał pierwotnie ich akcent C§. 485). Potem jednak , 
w bardzo odległych już wiekach, zaszedł jakiś nieład w tej ich akcentuacyi : 
przycisk ów z pierwszej zgłoski przesunął się na i, pierwotka w tamtej sylla- 
bie w skutek tego ostatecznie j)rzepadła. Kiedy wszelako przyszło do zrodu 
z nich formy częstotliwej : nie utworzono jej sobie w szablonowej postaci za- 
ćmiać, okpiać itd. a to przeto że przycisku wyrazowego tutaj ani na a jakp 
znaku częstotliwości ani też na przybrance nie chciano mieć. Zrobiono raczej 
użytek z formacyi nieprawidłowej [za-ćmie-w-a ć, okpie-w-ać itd.), jak gdyby 
to ćmi było V (jak nim np. jest bi w bić), a nawet spotęgowano to Ć7ni na 
ćmie : byleby tylko i tutaj akcentuacya taką była , jak tego zasada częstotli- 
wych żądała, t. j. na radykalnej syllabie. 



odpadłą. Mniej jasnem u nas jest to już co do drugiej gromady 
ki. Illciej , gdyż tu mówimy np. już pisać, a nie psać. Ale spójrzmy 
tylko na budowę np. tych kilku starosł. przykładów: rbpiitati chru- 
ptać, szbptati szeptać, Zbdati zakładać, isitchati wysychać, phsati pisać, 
łob-hzati całować , skrżitati zgrzytać , a zrozumiemy, że i tu nie było 
dla akcentu innego miejsca, jak tylko na tera a. 

Jeżeli tu daję pkdać, to rozumiem przez tor/ pochyloną, przez a zaś 
otwartą głoskę. W dawnych drukach było zaś postępowanie wręcz od- 
wrotne: a tam znaczyło pochylone d, a „a" otwartą głoskę, więc 
.,/>a6c", ..padkć.^'' Obacz o tem §. 32 ^, 



Klasa czwarta. 301 

§. 523. Naostatek nadmienić tutaj należy, że posiadamy w ję- 
zyku naszym kilka słów częstotliwych , niewiadomo z jakiego po- 
wodu zupełnie odrębnego kroju, t. j. zakończone na ió i do ki. VI 
należne *) , mianowicie następujące : 

chodzić (dla iść), jeździć i -jeMźać (dla jecJiać); ivo- 
dzić (dla uieść), tcozić (dla tvioz§) , łazić (dla leść) i włó- 
czyć (dla toJec; jest używanem jednak i -iclehać, z odpowiednimi 
każdorazowej potrzebie przybrankami ). 

§. 524. Znaczenie funkcyjne słów klasy IV nie 
ukazuje w Iderunku syn taktycznym żadnego wybitnego 
znamienia. Mamy w niej, i to w^e wszystkich jej działach , 
słowa przechodnie i nijakie: pcham, żgam; kocham, 
działam,, pamiętam; siekam, rozstrzygam; — tifam , drgam ; 
korzystam, chucham; padam^ zahwitam. 

Pod drugim funl^cyjnym względem, wyrażają słowa 
obydwócli pierwszych działów tej klasy czynności 
zawsze niedokonane, które jednakże w dokonane prze- 
skakują, jeżeli się czasownik połączy z jaką przybranlvą: 
tkam — zatkam, pcham — zapcham, kocham — pokocham, 
równam — luyrótunam, konam — tuykonam itd. 

Słowa częstotliwe w ciziale trzecim tej klasy, a 
porówno z nimi i takież słowa w ki. V, nakoniec i Ylej 
(w liczbie owych 7) przeciwnie pozostają przy znacze- 
niu niedokonanem nawet i wtedy , kiedy się połączą z ja- 
ką przybranką. (W tento sposób najłatwiej też zawsze 
można słowa częstotliw^e od podobnie zbudowanych, a 
nieczęstotliwych odróżnić: jeżeli słowo jakie obłożone 
ma w swoim czasie terażń. znaczenie czasu przyszłego , 



"') Rzecz dziwna, że i w litew. ma podobno kilka czasowników zakończo- 
nych na iti także to częstotliwe znaczenie, lecz w czasie teraźń. maja 
one au {=^ a-am{i), więc tosamo co nasze am). Przywodzi je Sclilei- 
fher na str. 157 i n. jako swojćj klasy YI oddział IT. Sa to* jodnal</.e 
zjcoła inne wyrazy, jak to nn<jzp 7. 



302 Przegląd klas koDJng. 

to jest to znakj że nie można go zaliczać do często tli wy eh). 
Tak np. częstotliwe zatvieszam^ przebywam, zabijam ^ od- 
dzialijwam — a taksamo i odczytuję^ odgrzebuję — równie 
jak i odfuoże, zawodzę, przechodzę itd. wszystko to ma po- 
mimo tycli swych przybranek ciągle jeszcze znaczenie 
niedokonane. Dopiero jeżeli tym często tliwym złożonym 
dodamy jeszcze jedne przybrankę, np. poodprowadzam ^ 
naprzetcracam , 7iaivy myślani , poudzlelam — wtedy przecho- 
dzą i te czasowniki także w dokonane znaczenie. 

* w języku lite w. odpowiadają, uaszej klasie IV słowa przez Sclilei- 
chera klasą, YII nazwane (str. 159), np. bi/l6ju , hyloti mówić; 'wajoja , urn- 
joti [yf wi) uwijać się; wadżoju^ wadżoti opro-wadzać , wodzić itp. To o po- 
wstało w nich z a ( nie wiem, dlaczego tutaj długiego ), z któremto a w tym 
języku wstawka z końcówką osobową taksamo się więc dopiero za pomocą 
antihiatowej joty spajała {byla-j-kin{i) ), jak w starosł. d^łają obok dełaanib.. 

Klasa V: słowa jak wojuję, loojoiuaó, 

§. 525. Czasowniki klasy V są dwu te matowe: 
w formach teraźniejszo-czasowych kończy się ich temat 
zawsze na u, np. woju-ję, radu-Ję się, panu-Ję, malu-ję; 
w bezokoliczniku i pokrewnych z nim pozycyach, zostało 
to u spojone jeszcze z a i rozszerzone na ow, więc ra- 
zem z niem złożyło otv\a: wojowa-ć^ radoiva\ć się, pano- 
tva\ć, maloiva\6. Zamiast tej końcówki otva^ ma pewien 
poczet słów klasy piątej w bezokoliczniku itd. zakończe- 
nie yiva; np. czytywa\ó, czyłu\ję; pisywa\6, pisu\ję; sku- 
2)ywa\óy skupu\ję; olcrzykiwa\6 , okrzyku\j§; zasluguva\ć, za- 
slugu\ję; podslucJliwa\ó , podduchu\ję (te zgłoski ki, gi, 
chi tyle tu znaczą co ky, gy , chy , a to w myśl §. 45). 
— A zatem końcówkami tematowymi czasowników tej 
klasy są: tt, otva lub też u, ywa. 

1. Końcówką u, yiva posługują się po dziś dzień 
tematy słów częstotliwy eh do tej klasy należnych. 



Klasa piąta 303 

* Tylko złożone z -stepoicaó^ -jmoiuaó i -jdoiuaó, jak iip. 
po[st§2)otvaó ^ za\st§poiva6 — sa\jmoivać^ po\jmoivać — ma\jdoivaó ^ 
ivyna\jdotvać j mają. oivać^ a nie ytuaó^ choć i te także słowa są 
częstotliwe. (To -jmoicaó, -jdoiuaó brzmiało kiedyś -imoicaó, -ido- 
wać^ i są, to frequentativa od imać, idać, a te znowu od ini§^ idę: 
samo to idać jednak dzisiaj nieużywane). — Kiipotcać, częstotliwe 
do Jcupić^ kończy się także na oivać; ale shupyiuać^ wylc'upijiva6 itd. 
mają yicać. ") 

2. Na iij^y oiuać kończą się wszystkie inne zasoby 
tej klasy, stanowiące jej najznaczniejszy i talvże najda- 
wniejszy inw^entarz. 

§. 52G. Takowy można zaś rozgatunkować na następujące 
trzy grupy: 

A. Słowa niegdyś pierwotne, które się kiedyś posługiwały 
w swoim czasie teraźń. wstawką tt (§. 448), np. rad-u-mi ^ później 
zaś otrzymały tutaj wstawkę złożoną: rad-ti-j-d-mi ^ z czego 
obecnie raduję się^ raduję. - - Tej przeszłości mogłoby być np. 
buduję (?) , mihtję^ żałuje , litnję się , dslicuję się itp. Tutaj u wy- 
nikło zatem z dawnej funkcyi wstawkowej. 

B. Słowa pochodne od imion: na piastuję^ muiastuję, icie- 
kuję, daruję, gotuję, targuję, stosuję, frasuję, obozuję, marnuję, 
napastuję, nocuję, panuję, hróluję, gospodaruję itd. Tutaj it wzięło 
zatem początek z przyniesionej nominalnej tematowej końcówki. 

■'' Widzimy pomiędzy przywiedzionymi tu okazami nie tylko pocho- 
daiki od imion rzeczywiście U-tematowycli , jakimi zdają się być na pewne 
trzy pierwsze (porównaj piastu-n, ziolasta-n , loiekow-y , a kiedyś i wiekuj , 



'•') To kupować odgrywa dwojaką, rolo i stad ta nieregularność : z jednej 
strony jest to zwyczajny niedokonany czasownik, znaczący kaufen; 
z drugiej jest to słowo częstotliwe do kupić, któreto kupić dlatego 
nie posiada własnej swojej częstotliwej źbrmacyi, ponieważ ma dwa 
znaczenia, kaufen i hau fen. W znacz, haufen, ma np. skupić 
swoje frequent. skupiać ; ale w znacz, kaufen posługuje się tylko 
słowem kupować oft kaufen. /łożone jednak z niego skupywać, za- 
kupyioać , ponakupywaó \\^\. mają zazwyczaj ton krój. a mniój zwy- 
kle przyłiioraja ować. 



304 Przegląd klas konjug. 

z czego wieku -isty), ale także i od obydwóch innych tematów. Tak jak bo- 
wiem np. pamięć i korzyść, choć to są I-tematy, mogły jednak wydać z sie- 
bie pamięta\ć, korzysta\ć: tak też i nie U-tematowe vapaść, król, gospodarz, 
pan, wydały tutaj napastu-j^ , panu-ję itd. Była to tylko znana nam już swo- 
boda i polubowuość w dobieraniu tematowych końcówek, na podstawie ana- 
logii już wtedy istniejących takich czasowników na uję, z u uprawnionem. 

C. Słowa przyswojone pochodzenia cudzoziemskiego; np. 
malnję, rysuje, muruję, sstuarcuje , handluję, rachuje, homhinuję, 
adoruję, restauruję itp. ") 

§. 527. Wyjaśniliśmy w powyższem początek i powód tego u 
w temacie słów tej klasy teraźniejszo-czasowym. Poruszmy te- 
raz pytanie, skąd się wzięła końcówka oiva w ich temacie bez- 
okolicznym? — Wątpliwości nie podlega, że poprzednio słowa 
te miały i tutaj zamiast oiva tylko u (radu-ć się, litu\6 , luiehĄć), 
a co do słów przywiedzionych wyżej jako kategorya pod A. ( owych 
niegdyś pierwotnych) wynosić nawet należy, że takowe i tego u 
w bezokoliczniku i pokrewnych mu formach jeszcze nie przy- 
bierały, posługując się tu tylko samym czystym V. (Więc choć 
w czasie ter. radumi, to w inf. nie radoiuać, ani też radu-ó, ale 
radć — raść). Później jednak wcisnęło się to u, ta ich wstawka 
teraźniejszo-czasowa, i w skład tych form wszystkich bezokoli- 
cznych, tak iż podobnie jak w klasie III z dawniejszego np. lió, syść, 
orć, piść itd. wytworzyło się liać czyli lać, s^sać czyli ssać , orać , 
pisać, tak też i tu z pierwotnego radti, rad\ć wydobyło się radu\ć, 
z tematem już na u. Słowa zaś tej klasy V z imion pochodne 
(kategorya pod B.). te miały swoje tematy przez całą konjug. 
na u zakończone od razu, gdyż była to ich (nawet i w bezokoli- 
czniku uprawniona) już ze sfery nominalnej tu przyniesiona, inte- 
gralna tematowa końcówka. A zatem tak jak tam raduć, tak też 



*) Nasze rzeczowniki i przymiotniki U-tematowego kroju pozbyły się tego 
kształtu , jak nam z §. 323 wiadomo, już w bardzo rychłej epoce, prze- 
istaczając się naj zwykłej na A-tematy. Od owej cliwili U- tematowa po- 
stać wyrazów pozostawała w poczuciu jakby jakiś myt mglisty. Otóż 
te wszystkie czasowniki cudzoziemskie ( malen , mauern itd. ) wcłiodziły 
do języka naszego w postaci, jak gdyby to były pochodniki od takicli 
właśnie my tyczny eh, nikomu dobrze już nieznanych, zdała przed oczyma 
migających, słowem U-tematowych imion — w postaci zakończonej na 
u-jc itd. 



Klasa piąta. 305 

i tu moiastnó, tviehió, dariió itd. do późna, jako tych słów tutaj za- 
sadnicza foimacya. Potem dopiero, w wiekach stosunkowo dość pó- 
źnych, przyszło wreszcie do tego, że się te radiić i daruć rozdęły 
jeszcze na radoiuaó, daroicać. Przybierana w czasie teraźń. druga 
owa wstawka a (radu-j-a\mi) potrafiła wcisnąć się i do daruó^ tak 
iż to odtąd darti-a\ć na mocy praw fonetycznych albo się wyma- 
wiało darau-ać, z tego daraicać^ dziś daroioać^ albo też i ubocznie 
(jak przypuszczam) dant-tv-ać, w myśl zasady w §. Gl podanej. 

* O stosunkowo nader późnem przybyciu tego a w skład bezokoliczni- 
ków owych, na uć poprzednio zakończonych, godzi się na pewne wnosić mia- 
nowicie z następujących poszlaków: 1. W dolno- łużyckim jęz. przecho- 
wują się do tej pory jeszcze formy na uś, np. raduś *) , obok i tam już zwy- 
klejszych form rozszerzonych jak u nas, np. radowaś (to ś odpowiada tam 
wszędzie naszemu ć). 2. W lite w. odpowiadają naszej tej klasie V takie sło- 
wa, jak np. kasztu\^u, Jcasztu\ti kosztować, i takie jak rekau\ju^ rekau\ii wy- 
krzykiwać { Schleicherowska klasa Vin i IX, str. 160, 161). Tak jedne więc, 
jak i drugie widzimy jako słowa do dziś dnia j e d n o - tematowe , z końcówką 
i w bezokol. jeszcze m albo też au — a nie itja, au\a jak u nas. Przez to 
stadyum i myśmy musieli kiedyś przechodzić. 

Egzystencyi form takich ubocznych jak to „ćZarw-M?-ać" obok darow-ać, 
dowodami bezpośrednimi obłożyć wprawdzie nie można; na jDOŚrednich jednak 
poszlakach, że tak być musiało, nie braknie. Oto zdarzają się w starosł. po- 
mnikach takie formy imperfect. jak besedu\w\achTi obok beseduic\achTi ; jak 
i('łhchwu\iv\achi> obok toł-bcJiiuowlacłi; jak otbrezu\to\ach, poicediilwlachii, rabu\- 
wlach-b itd. Jeżelić w tym czasie przeszłym niedokonanym widzimy □ zakoń- 
czony na u\w\a obok oio\a: to go musimy uważać za istniejący kiedyś i w in- 
nych formach odnośnych, a zatem i w bezokoliczniku. 

Co się nakoniec tyczy przyj)uszczenia nasamprzód powyżej wyrzeczonego, 
że w takich słowach naszych, jak radować, pierwej radne, to u wnikło tu do- 
piero z czasu teraźń. jako niegdyś jego wstawka: to analogii odnośnej dostar- 
cza nam tu łacina, a to w słowach, jak ungiio, tingno, ninguo itp. wymawia- 
nych czasem i ungo itd. bez tego u (już z nich odrzuconego). Infinitivus słów 
tych kończy się na ere lub też uere ( ungere i unguere ) ; więc i tutaj owo u 
już do tej formy się wkrada , jak w radtić. Lać. denominativa na uo, 
uere, odpowiednie naszej kategoryi B. t. j. luieJcuje, piastuję itp. (np. metuere, 
statuere, tribuere, acuere itd.) , te mają to u zasadniczo i przez wszystkie for- 
my konjugacyjne : to u jest w nich bowiem dawną imionową końcówką. 

§. 528. Nakoniec podnieść mi tu należy pytanie: w jaki spo- 
sób pewien już nam wiadomy poczet słów częstotliwych, dziś 



*) Miklosich, Yergl. Stammbildungslehre, str. 486. 

Urriin. Ilist I'or II. 20 



i)UG Przegląd klas konjug. 

zakończoii3'di na nje , y^cać^ a, poprzednio na a-iv-am^ a\tv\ać, np. 
czyta\ivd^)( ., czyta\iv\a6^ teraz zaś czyUiję, czytywać^ mógł znńenić 
tak tę swoje dawną prawowitą budowę i przesunąć sie z klasy IV 
do Ytej? — Zamieszanie to zaszło niezawodnie najprzód w sa- 
mym tylko bezokoliczniku tych słów i w pokrewnych z nim formach, 
a potem dopiero oddziałało i na skład teraźii.-czasowych ; zacząć 
si§ zaś musiał ów zamęt w owej właśnie dobie czasu, kiedy słowa 
klasy V na aiimć się jeszcze kończyły. Między np. takiem radmv\a6 
się, iviekatv\aó, a częstotliwem czyta\iv\aó, tvygra\tv\a6 , nie było na 
oko i na pozór' żadnej różnicy: i tam i tu kończyły się te tematy 
na awa. Więc je też uważano za jednogatunkowe , i ponieważ od 
radaw\a6 brzmiał czas ter. raduję, zaczęto i od czyta\iv\aó taksamo 
mówić czytuję. Taki początek tego tu kroju — w czasie teraźń. 
Co się zaś tyczy bezokolicznika: obok takich form jak radatv\aó, 
były w obiegu, jak się wyżej już nadmieniło, i uboczne bezoko- 
liczniki piąto-klasowe radu\tv\a6, ivieJiu\iv\ać\i^. Słowa częstotliwe na 
a\iv\ać i tutaj się tej analogii poddały — zjawiło się więc i czytuiuae, 
tuygrutuać itp. Po zwątleniu się później tego tu u na^/, wytworzyły 
się z nich nakoniec i dzisiejsze czytywać, tvygrytvaó — z odpowiednim 
(w pewnej zresztą dość szczupłej sferze) zaraz też i czasem teraźń. 
na ywam: icygryiuam, obok zwyklejszego n^uję: czytuję, — Z oscyl- 
lacyi kilkowiekowej , po obydwóch porównywanych tu ze sobą ty cli 
stronach, która te wszystkie odmianki w chaotycznym utrzymywała 
zamęcie, wytworzył się wreszcie osad ostateczny w tym kształcie, 
że częstotliwe pozostały przy uję, yicaó, a reszta słów klasy V 
tylko przy uję, otuaó. Takie zaś zabłąkańcy, jak z jednej strony 
częstotl. postępoicać, postępuję wraz z kilku jego już nam zna- 
nymi towarzyszami (§. 525,;J — z drugiej strony zaniedbuję lub 
zaniedhyivam, a nadto jeszcze i ivygryivam lub też naig ra- 
to a m się — nakoniec (właściwie nie częstotl.) Jcupoiuać a obok 
niego i zahupyioać, są to dziś dla nas niejako drogoskazy, zo- 
stawione na świadectwo, jakim szlakiem szły co do tej kwestyi po 
sobie te wszystkie metamorfozy języka... 

§. 529. Znaczenie słów ki. V: zawsze niedoko- 
nane*), stające się wszelako dokonanem, jeżeli wyraz 



) Tylko jedyne daruję ma w niektórych prowincyach dokonane znaczenie. 



Klasa szósta. 307 

obłożony przybranką (z wyjątkiem częstotliwych ) : nocu- 
je — przenocuję, panuję — opanuję itd. 

Pod względem syntaktycznym , klasa ta mieści w so- 
bie i przechodnie i nijakie czynności: napastuję kogo, 
marnuję co, miląję — i błaznuję^ pokutuję, choruję... 

Klasa VI: słowa zasadniczo przechodnie, 
jak sadzić, łożyć. 

§. 530. Tak jak Illcia, lYta i Vta klasa razem je- 
dne wielką grupę stanowią, a to najprzód dla tego Cl\ć, 
które im wszystkim w bezokoliczniku jest wspólne, po- 
wtóre dla słów jak ssać w III ki. i jak pchać w IV ki., 
które się ściśle za ręce trzymają, nakoniec dla słów czę- 
stotliwych, które znowu lYtą i Vtą klasę taksamo 
ze sobą łączą: tak też i te trzy znowu klasy ostatnie, 
VI, VII i VIII, tworzą taką, nawet jeszcze ściślejszą ca- 
łość, a to jako słowa złożone i to z tegosamego posił- 
kowego składnika (§. 478), powtóre jako sobie przeciw- 
stawione znaczeniem, w VI ki. kauzatywnem, a w VII 
i VIII nijak iem, nakoniec jako i rodem od siebie zawi- 
słe , gdyż klasa VI właściwie dopiero z VII wynikła ( §. 480) , 
a i VIII na jej dopiero obraz wzięła początek. 

* Porządek tych klas, z tego punktu widzenia, powinienby za- 
tem właściwie być taki, żeby Yllma klasa jako rychlejsza miała 
przodek przed VItą. Jam odstąpił od tej kolei tylko dlatego, żem 
klasy VII od VIII, tak szczelnie z nią połączonej, nie chciał odry- 
wać; a ponieważ ki. YIII, jako same tylko pochodne od imion 
słowa w sobie mieszcząca (podczas gdy Ylta tylko w połowie sie 
z takich składa, a Yllma prawie wcale ich nie posiada ) m u s i zaj- 
mować miejsce ostatnie : postawiłem ją więc na końcu, Yllmą zaraz 
przed nią, a Yltą wysunąłem nasamprzód. W ten sposób tej VItej 
klasie, do połowy słowa z pierwotników werbalnych, a w drugiej 

20* 



308 Przegląd klas koii.iug. 

polowie z imion urobione obejmującej, przeciwstawiona więc jest 
Mima jako jej odwrotnik co do pierwszej połowy, a VIII ki. jako 
takiż jej odwrotnik co do drugiej, t. j. denominatiwnej polowy. 

§. 531. Klasa VI, obejmująca słowa z tematem na 
spojone z nim i zakończonym, np. on turóci, tvróci\ł, ivró- 
ci-6^ którycli to słów być może w naszym języku z górą 
jalde pół tysiąca, a zatem po Idasie IV najbogatsza ze 
wszystkich — zaczerpnęła tycli zasobów swoicli z dwóch 
źródeł : 

A. Obejmuje słowa, urobione z czasowników pierwo- 
tnych, których wyłączne, niegdyś kauzatywne znaczenie 
i formacya już opisane zostały wyżej (§. 480 i nast.). Ta- 
kimi są np. kiuapić si§ , Jcwasió, turóció, zawiesić^ goić, koić. 
trapić itd. 

B. Słowa pochodne od imion, np. zoprzepaścić, trą- 
bić, ciemiężyć, skamienić, czcrnićj bielić, zioężyć, zgriiblć, przy- 
swoić, zdiuoić, troić.., 

* Te pocłiodniki od imion mają, to i zapewne jako tutaj przy- 
niesioną; nominalną; tematową, końcówkę pierwotnika swojego, np. 
gości-6, wieści-ó, mprzepaści-6'''). Pochodzą, one jednak w wielkiej 
liczbie także i od inno-tematowycli imion, którym to i (zamiasi 
własnych końcówek) tylko na mocy już nam znanej polubownej do- 
wolności, jako „analogiczna" końcówka, narzucone zostało (§. 518;;, 
i 526^). 

* * Panujące dziś w lingwistyce mniemanie , jakoby wszystkie nasze i 
słowiańskie słowa tej ki. były urobionymi z imion, najmocniej odei)rzeć muszę 



Takie i nie mogło oczywiście nigdy tutaj być długiem tak jak w wła- 
ściwych kauzatywnych , i jeżeli tycli słów czgstotiiwe formacye , np. 
Ufjaszczać, a to z ugastiać, przez to stadyum z diftongiem ia przepro- 
wadzone widzimy — to uważać to tylko można za zjawisko konieczne. 
Może po części ta właśnie analogia oddziałała i na urabianie częstotli- 
wych w sferze słów kauzatywnych, mających tu kiedyś także to ia, za- 
miast oczekiwanego tja lub iiua : zawierzać, niegdyś zawiesiać, a nie za- 
wieaiwać itp. Porówn. §. 488.i.. 



Klasa szósta. 309 

jako mylne i tylko na złudzeniu oparte. Bo że np. obok kwapić lub kwasić 
jest i rzeczownik kwap, kwas: z tego jeszcze nie wynika, żeby to były pier- 
wotniki tamtych słów. Spójrzmy tylko na znaczenie np. zawiasy albo na- 
wiasu a tuieszania, lub też kwapiu a kwapienia się — czy migdzy jednem a 
drugiem jest jaki istotny związek? Począjtek słów kauzatywnycli płynie z sa- 
mych głębi ustroju językowego i nie należy ich zbywać tak powierzchownym 
wykładem. 

§. 532. Znaczenie funkcyjne słów klasy VI o tyle 
ma znamiona odrębne, że są to słowa i dziś jeszcze po 
największej części przechodnie (§. 486). 

Ta właściwość stanowi tylko tej jednej klasy charakter w na- 
^^zyin języku, gdyż wszystkie inne tematy albo są pod tym wzglę- 
dem obojętne, albo też jak w VII i VIII ki. — nijakie. 

Czynność słów klasy VI jest z zasady niedokonaną. 

Wyjątek od tej reguły stanowią: 

1. następujące 7 słów częstotliwych, a więc jakby niedo- 
konanych w wyższej potędze: chodzić, jeździć, łazić, nosić, tuodzić, 
luozić i icłóczyć (§. 523). 

2. następujące 14 słów, l^tóre mają (niewiadomo dlaczego) 
dokonane znaczenie : 

chivyc§, chyhię, Jcitpię, puszczę, ruszę, rzucę, sJcoczę^ spoję 
(złączę), stąpię, statuię, strzelę, trącę, trafię i zvrócę. 

* Za przybraniem jakiego przyimka, przeskakują słowa niedo- 
konane i tej kkasy w znaczenie dokonanych, np. ghdzę — zaghdzę. 
Do owych 7 częstotli\\ych się to jednakże nie ściąga. 



Klasa VII i Vin: słowa zasadniczo nijakie, 
jak cierpitć, kamienieć, 

§.533. Te dwie klasy, pospołu odwrotnikami klasy 
Vltej będące, obejmują same słowa stan lub też nijaką 
czynność wyrażające. 

Do klasy VII należą mianowicie czasowniki bezpo- 
średnio utworzone z pierwiastków, a to za pośrednictwem 



310 Przegląd klas konjng. 

słów pierwotnych, bądź żyjących jeszcze w języku, bądź 
zapomnianych; jako to np. cierpieć, wisieć, śmierdzieć, tvi- 
dziećj wiedzieć, mieć i chcieć (obydwa ostatnie są jednak 
nieregularne). Obecnie należy wprawdzie do tej klasy 
także i kilka słów już utworzonych z imienia, np. tkwkć 
{V Hk), świerzbieć, kaszleć, myśleć, skomleć: poczet słów 
takich jednakże niknie prawie w porównaniu z drugimi. 

Klasa YIII mieści w sobie zato właśnie same słowa 
od rzeczowników lub przymiotników pochodne, np. dnieć, 
boleć, kamienieć, ubożeć, bogacieć, głupieć, umieć, rozumieć itd. 

W klasie VII stanowi końcówkę tematową i, np ivisi, 
które dopiero w bezokoliczn. na e się potęguje, np. ivi- 
sie\ć; przeciwnie w VIII końcówką tą od razu jest e, zo- 
stające przy tem brzmieniu przez całą konjugacyą, np. 
ubożę, od czego i ubożeję i ubożĄć. Bliższe szczegóły o 
formacyi, początku i znaczeniu tych klas obydwóch ma- 
my w §. 480 i nast. 

* Czynność słów klasy VII i VIII jest zawsze niedokonana — 
staje si§ ona zawsze wszelako dokonaną, jeżeli się słowo spoizjaką 
przybranką : cierpię — ścierpię ; słyszę — dosłyszę ; id)ożeję — zubo- 
żeję itd. Bozimiieć powstało od razu z rozmn, dlatego ma mimo 
tego roz znaczenie niedokon. Ale zrozumiem, icyrozumicm itd. sto- 
sują się do reguły. 



§. 534. Z całego niniejszego rozdziału wynil^a jako 
wniosek ogólny, że czynność niedokonana jest zatem 
naturalnym i przyrodzonym stanem we wszystkich naszych 
słowach jakiejkolwiek budowy, i że jedynie tylko te z nich 
wyrażają dokonane działanie, które się albo z przy- 
brankami złączyły, albo (jak owo w ki. I siędę i paditę) 
temat wzmocniły przybranem n, t. j. wskazującym zaim- 
Ideni (co także i o doraźnych w ki. II rozumieć trzeba). 



Wyrazy złożone. 311 

albo wreszcie wyjątkowo przyszły do tego silniejszego 
znaczenia z powodów najpewniej tylko konwencyjnych 
lub przypadkowych, jak owe 14 okazów w klasie naszej 
,, przechodniej" czyli VI (§. 582, 2). 



O tcyrazacłi złożonych. 

§. 535. Wyłożone aż do tego miejsca zasady słowo- 
rodu czyli słowotwórstwa w naszym języku dotyczyły sa- 
mych tylko odmiennych i to pojedynczych (jednoli- 
tych) lub też w powszechnem poczuciu dzisiejszem za 
pojedyncze już uchodzących wyrazów: tę ostatnią kate- 
goryą stanowią np. takie formy, jak będę^ idę, widziałem, 
albo działałbym; takie słowa całkowite, jak leżeć, łozy 6; 
takie rzeczowniki jak pańshvo, bóshuo; takie przymiotniki 
jak oczyicisty, rzeczywisty, itp. 

Ponieważ nasz język, a taksamo i wszystkie inne 
słowiańskie, od niepamiętnych już czasów takimi to wy- 
razami pojedynczymi głównie się posługuje, przez złożone 
zaś wyrażenia chyba tylko wyjątkowo pojęcia pewne tłó- 
maczy; ponieważ w skutek tego prawie cały też lexyko- 
graficzny nasz zasób ze słów i imion tamtej tylko kate- 
goryi głównie się składa: uważać przeto możemy wykład 
powyższy za całą już i właściwą nasze Etymologią. To 
co obecnie o wyrazach złożonych tu zamierzamy jeszcze 
powiedzieć a raczej tylko naznaczyć, będzie się miało do 
rozdziałów tamtj^ch jako tylko już domówienie, jako mi- 
mochodem i w zarysach naj główniej szych dorzucony tylko 
przyczynek do nauki o słoworodzie naszym właściwym. 



312 Etymologia. 

Nie o to nam tutaj bowiem będzie chodziło, żeby rozwi- 
nąć całą teoryą, jak się wyrazy złożone urabiają, w jald 
s]30sób i z czego się talcowe składać powinno ; lecz za- 
miarzamy jak najzwięźlej zdać sobie tylko sprawę z py- 
tania: aż do jakiej granicy i nasz język pomimo całego 
wstrętu do tego, posiada jednak takie wyrazy? na jakie 
działy wyrazy te dałyby się rozłożyć? i w których dzia- 
łach najprędzej je jeszcze cierpimy? 

§. 53G. „Wyraz złożony" — jest to gorzej niż dwuznaczne, 
bo pod każdym względem dowolne, najróżniejszego wykładu zdolne 
pojecie. Ostatecznie każdy prawie wyraz nasz, by też najkrótsz}^, 
jest już złożoną całością, a to, jak już wiemy, z pierwiastka, 
który kiedyś i sam przez się odrębną całość stanowił, i dodanej doń 
końcówki, która znowu kiedyś była zaimkiem, a więc także cał- 
kowitym wyrazem. Tam gdzie do składu imienia albo słowa jakiego 
wchodzi jeszcze przyrostek: całość taka stała się jeszcze więcej 
nabitą, ponieważ i w tym znowu przyrostku najzwyklej uznać na- 
leży posiłkowy tutaj, osobny kiedyś pierwiastek, a zatem obok tam- 
tych dwóch, mamy w niej już i trzeci żywioł odrębny. Cóż zaś po- 
Aviedzieć, jeżeli tych przyrostków i końcówek jest (np. w imieniu 
jakiem) jeszcze większe nagromadzenie. Nieraz najdrobniejsza 
partykuła, najniklejszy dziś jednozgłoskowy zaimek ukazuje się 
w rozbiorze być połączeniem najrozmaitszych samoistnych niegdyś 
składników. Tak np. na co, dawne czhso, złożyły się: 1. V Je jako 
zaród pytającego zaimka; 2. ^ jako ślad tematowej końcówki % która 
zrazu i samoistnie tworzyła wskazujący zaimek; 3. s jako V^ jeszcze 
innego zaimka, identycznego z dzisiejszem naszem ten, to ; 4. o jako 
tematowa, do tego s należąca końcówka, pierwotne a, które także 
było wskazującym kiedyś zaiml^iem. A zatem mamy aż cztery po- 
łączone z sobą żywioły w tćm tak nikłem pojęciu, w tych dziś 
tylko już dwóch literach co... W nic^ z ni-c0i^\so ^ przybywa do 
tego jeszcze ni jako negacya, która znowu swoją drogą z dwóch 
różnych cząstek się zrosła. W takisam sposób i wszystkie nasze 
słowne czyli konjugacyjne formy są złożonymi już całościami; a 
cóż dopiero owe pomiędzy nimi czasy lub tryby, o którycheśniy 



Wyrazy złożone. 313 

powyżej jako nabytkach trzeciego i czwartego stadyum w wiadomym 
nam już sensie mówili (tryb warunkowy, dawne nasze aorysty, im- 
perfecta itd.). Otóż o takich, w tym sensie złożonych wyrazach mó- 
wić się tutaj nie będzie, ponieważ my w nich dzisiaj składu takiego 
już nie czujemy, za jednolite powszechnie je uważamy i wiaśnie 
przeto w właściwej Etymologii sprawę o nich też już po większej 
części jak sądzę załatwiliśmy. Równie także nie podejmiemy tu rze- 
czy o takich złożonych wyrazach, jak nieci źiviedś (zamiast mieclit- 
edź^ miediv-edź czyli miodo-jad), haicoi^ gos\podarz i gos\poda^ 
mat-żoneh i mal-żeń\stivo itp. i tych bowiem rzeczowników ogół nasz 
dzisiejszy za złożone wyrazy już bynajmniej nie poczytuje. Powstały 
one w epoce, w której jeszcze albo inne panowały fonetyczne za- 
sady, aniżeli dzisiejsze i w ogóle stanowiące słowiańską nasze gło- 
sownię , albo też miały tam obieg jeszcze wyrazy, zupełnie nam już 
ze stanowiska słowiańskiego niezrozumiałe, np. to gos i pod w go- 
spodarz^ gospod\x^ to ha czy haio (hu) ^yhaiooł^ albo to małwmai- 
żeństico — słowem datuje to wszystko z najodleglejszych, po za hory- 
zontem naszym leżących, przedsłowiańskich jeszcze stosunków. Do 
tejsamej kategoryi odnieść nakoniec należy i takie tworzywa, jak 
jarząheh^ jarzębina^ jastrząb^ jesion (także jasion) i jesień^ jatcor 
(wniem. aJiorn)^ jeżyna (także ożgna)^ jasJcóiJca, jezioro (ozer o) ^ je- 
siotr ( gdzieindziej sturio, storione^ stor) , jagoda, jeleń (obok ła^ii, ła- 
nia)^ jaszczurha, jaszczur^ może i jaskinia; następnie także osina 
czyli osika (w starosł jasika) obok soJcora (w ros. zaś osolwr) ; orzech 
(a w lit. reszutas)] oczeret, ogień (w innych językach agnis, ugnis 
i ignisl), ogniwo; wreszcie igrzysko^ igraszka, igrać (obok grać, 
gra); iskra, iskrzyć się, jaskier, jaskratvy (obok skra, skrzyć sie) 
itd. W tych w^szystkich wyrazach te na początku położone dziś zgłoski 
ja, je, o, i, pierwotnie samogłoski a lub też i, nie zdają się do 
pierwiastka należeć , są jakimiś tu nalepand exotycznymi : skąd je- 
dnakże wziętymi i ^N jakim celu, w jakiem znaczeniu? — tego 
dotąd nie wyśledziła nauka. 

* Przybieranie takich samogłosek na sam początek rzeczowników i przy- 
miotników, bez (lajjjccgo siy oznaczyć l)liżej powodu, było właściwe i różnjan 
innym jgzykom. Tak np. w rus. oseledec, u nas zaś sltdź, w ros. sdd' ; w sta- 
rosł. ostrhWb, zwykle ostrhwi (nom. plur. ) obole używanego i strhwo, nasze 
ścienco; opany obok pany, nasza pancw , uicm. pfcu/ue; ohriwh obok hrhiv\y. 



314 Etymologia. 

nasza hreiv — w gr. także otppuc, a w skr, tylko hhrus, V bhru; w gr. o'^o]x<x, 
w łać. przeciwnie nomen, w skr. nama, w niem. name; w gr. oBouc, o8óvto; 
ząb , a w łać. ćZew.9, w sanskr. dantas ; lla.yyc, szybki, a w sanskr. lagJius, nasze 
Ze^TjA^/jdziś Zefc^i; lou^póc, a w sanskr. rudhiram, nasze rudy; awjp, av8póc mę;ż, 
a w sanskr, nar, nr. Równie także i w apX7]ypóc, daTcsfpu), aaTirspy/jC, aaiacptę, 
aarspoTir) itp. niewiadomo dlaczego to a przj^brane tu zostało, nie należy bo- 
wiem do odnośnych VV. W formach werbalnych zdaje mi się, żeśmy jjowód 
i znaczenie takich nalepów odgadli (§. 422): tutaj to niedocieczone . . . 

§. 537. W przeciwstawieniu więc do wszystkich po- 
wyższych, w taki tylko mniej jawny sposób z różnych 
cząstek zrosły eh całości, mamy tutaj przez „złożone"' ro- 
zumieć jedynie takie wyrażenia, lvtóre jak np. górno-lotny, 
koło-dziej lub zh-ddej, drepci-kura, hruko-tiuk, samo-luh albo 
samO'td<;^ pratudo-podohny , Mogo-sławió, prze-ohrazic , ivy- 
leckć itp. dają się zawsze rozłożyć na dwie lub więcej 
takich części składowych, z których każda i z osobna 
jest dla każdego znanym, całym i zrozumiałym wyrazem, 
które przeto jal^o takie dwóch pojęć w jedno spojenie 
jawnie jeszcze wszyscy czujemy. Są to wyrazy stosun- 
kowo mniej dawnej daty, powstałe nie tylko na naszym, 
już odrębnie słowiańskim gruncie, ale nadto i w epoce, 
której prądy i właściwości czy to w fonetycznym, czy 
jakimkolwiek innym kierunku są dążnościami panującymi 
aż do pory obecnej. W obrębie tych ram wiekowych, 
język nasz widocznie do urabiania takich wyrazów nie 
był i nie jest pochopnym. Zasób wyrazów złożonych, 
np. istniejący w grec, sanskr., niemieckiem itd. nieskoń- 
czenie przewyższa stosunkową ilość naszych takich wy- 
rażeń. Dawniej jednak, w przedsłowiańskich jeszcze sto- 
sunkach, miały się pewnie pod tym względem i u nas 
rzeczy przeciwnie, jak na to skład niektórych dawniej- 
szych form słowiańskich konjugacyjnych i inne podobne 
poszlaki pośrednio naprowadzają. 



Wyrazy złożone. 315 

Przystępując juź do rzeczy, stawiamy tutaj zatem 
pytanie: pod jakimi warunkami dają się ostatecznie i 
w joolskiem tworzyć złożone wyrazy zgodnie z duchem 
języka? w których razach zmuszeni nawet jesteśmy 
nieodzownie posługiwać się nimi? 

§. 538. Na pierwszem miejscu wymienić tutaj należy 
te wyrazy nasze złożone, w którycli sldadzie tworzą na- 
czołek czyli sam całego wyrażenia początek, przyimki i 
partykuły czyli tak zwane PEZYBR ANKI, np. w^|bieg, ^*|bieg, 
^a|biegi, prze\hieg, 2:a|biegliwy, 2^o|bieżny, ^a|biegać, ^o|bie- 
gać, ro^|biec się itd. 

Używamy za przybranki ( praefixum, Yorsilbe ) w ogól- 
ności przyimków, ale samych tylko pierwotnych 
(§. 558), gdyż takie jak np. podług, prócz, zamiast itp. 
nie nadają się do tego. Przyimki te rozpadają na tak 
zw. rozłączne i nierozłączne. Przez rozłączne rozumiemy 
takie przyimki, które się i osobno kłaść mogą przed imio- 
nami, położonymi w tym lub owym przypadku, np. z dro- 
gi, z panem, po drodze, u pana itd. Nierozłącznymi 
nazywają się zaś przyimki, w dzisiejszym stanie języka 
już do tej posługi odrębnej przyimkow^ej nieprzydatne i 
tylko spotykane w samem przybrankowem użyciu, np. roz, 
tvez : mówimy rozhrat, rozdwoić, tuezghwie, wezbrać — lecz 
osobno ani roz ani wez nie daje się użyć; chociaż dawniej 
i to bywało, jak się o tem naocznie przekonywamy np. 
co do tego wez, tuz (wisz), używanego w dawnej polszczy- 
źnie (Xyi jeszcze wieku), a cóż dopiero w starosł. i 
jako osobny IVtym przyp. rządzący przyimek, np. ,^ivzgó' 
rg" = wz górę auf den Berg hinauf lub też i w znaczeniu 
samego tylko hinauf. 



316 Etymologia^ 

Rozłączne p r z y i m k i , .za przybrania służyć mogące, 
są w ogólności te: 

{hrz)^ do, na, nad, o, od, j; o (czasem j? a), pod, {prze.d), 
przy, u, tv, z, za. 

NiEKOZŁĄCZNE zaś są następujące : 
oh, prze, roz, wy, 'wz (tvez), pro. 

np. bezdroże, hezecny, bezcześcić; dożywocie, dostojny, 
donieść; nawóz, najemny, nabrać; nadiulśle, nadleśniczy, nad- 
zórca, nadliczboivy, nadużyć; opis, okrągły, oprzeć si^; od- 
prawa, odstawny, odbić; potuietrze, Podole, pagórek, pobiec; 
podli anclerzy , podstarości, x)oddasze, podręczny, podjąć; 
przedmurze, przedsionek, przedślubny, przedłożyć, przedsię- 
wziąć, przedstawić; przystań, przyjazd, przychylny, przydać; 
urok, udzielny, ująć; wpraiua, wstatuny, wciągnąć; zbieg, 
zręczny, zdarzyć; zachód, zacisze, zacny, zatoczyć; 

obowiązek, obłok, obrotny, obstaiuić ; przepis, przeiorotny, 
przełożyć; rozdźwięk, rozdroże, rozliczny, r o złamać; wy chód, 
loymitrny, tvy sadzić; wschód, iv zrost, wzniosły, wziąć, iv znieść, 
wezbrać, wzbić się (kierunek w górę); prorok, prowadzić. 

* Niekiedy złożony wyraz ma i więcej, niżeli jeden przyintek : 
ivy\prze\daż, po\roz\stawiać, na\wy\tacza6, po\roz\po\życzać itd. 

Są oprócz wyżej wymienionych i inne jeszcze przyimki, które 
się czasem z jaką częścią mowy w jedno spajają; np. śród — śro- 
dopoście, śródziemny ; między — międzymorze; przecitu — przeciiu- 
staiony, przeciwległy, itp. Ale użycie tamtych jest najpowszechniejsze. 

Pomiędzy rozłącznymi, zamknęliśmy tutaj bez i przed w na- 
wiasie, na oznakę że się te dwa przyimki zwykle tylko w składzie 
samych imion (rzeczownych albo przymiotnych ) napotykają, ze 
słowami zaś albo wcale sią -nie spajają albo jedynie wyjątkowo. 
Mianowicie przed mamy tylko w przedłożyć, przedldadaó, przedsta- 
tvió, przedstaioiać i x^rzedsięivzią6; bez zaś wcale się z czasownikami 
nie łączy, chyba z takimi jak bezcześcić, idjezpieczyć itp. które 



Wyrazy złożone. 317 

pochodzą od hezcześć^ hcspieczny i z tego jedynie powodu otrzymały 
a raczej zatrzymały już tę przybranke. 

§. 539. Podnosimy teraz pytanie, pod jakimi warunkami i na 
co te przybranki wchodzą w skład pewnych imion, słów i w ogól- 
ności wyrazów? 

Przedewszystkiem zauważyć należy, że przybranki spotykamy 
równie w składzie części mowy odmiennych, jak nieodmiennych: 
mamy np. nie tylko pohór^ poglądy potomny, pomniejszy, podać, po- 
hierać itd. ale i po\dhig ^ pośród, po\nad^ z po za góry itd. gdzie 
to _po ma się do dług ^ śród, nad, za, właściwie jako przybranka, 
modyfikująca nieco zv>^ykłe tym partykułom, podłożone znaczenie. 
Tosamo widzimy i w za\ivsze, ze\ivsząd^ z\ivłaszcza itd. 

Następnie przypominamy, że pierwotność lub też przeciwnie 
pochodność wyrazów nie stanowi co do przybranek, spajających się 
z nimi, żadnej różnicy; np. po w pohór przylgnęło do pierwotnika, 
w pohórca albo i^orozhiorowy^ do wyrazów pochodnych. Stąd też i 
odwrotnie rzecz biorąc, wcale to na pierwotność głównych wyrazów 
nie wpływa, czy takowe przybrankami są obłożone, czy nie : pomór ^ 
umrę, zetrę ^ luyhieg itp. są równie pierwotnymi formacyami, jak 
gołe mór, mrę, trę^ hieg. 

Co się tyczy v/reszcie znaczenia, jakie przybranka główne- 
mu wyrazowi swemu przynosi: to rozróżniać tu należy, czy ten wy- 
raz główny jest czasownikiem, czy inną jaką częścią mowy. Jeżeli 
to jest czasownik, to znaczenie przy nim przybranki bywa trojakiego 
rodzaju : 

A. Przybranka zabarwia, zaostrza, niekiedy i całkiem przei- 
stacza zwykłe, ogólne tego słowa znaczenie; np. brać a nabrać, 
odebrać, zabrać^ przybrać lub idjrać (kogo w co); albo idę a zajdę ^ 
dojdę, przejdę^ p)odejdę^ wdę, a cóż dopiero znajdę. 

B. Przybranka nadaje słowu niedokonanemu prawie zawsze 
dokonane znaczenie: mrę a umrę., biorę a rozbiorę^ idę a dojdę 
itd. Wyjątek stanowią tu tylko słowa c z es to tli we (§. 524). 

C. Przybranka przeistacza bardzo często i nieprzechodnią da- 
nego słowa czynność w przechodnią, np. idę a przejdę co , znajdę 
co; tnvam s. przetnuam; cierpię ?i przecierpię, ivy cierpię; siedzieć 



318 Etymologia. 

a msiedzieć co albo przesiedzieć ( dzień cały w kozie ) ; leżę a prze- 
leżę (rok cały w łóżku); płakać a opłakiwać kogo albo przepłakać 
życie, itd. Do wszystkich słów się to jednak bynajmniej nie daje 
zastosować, a zasadniczy już wyjątek tworzą tu słowa na nąć po- 
czynającego znaczenia, które ani pod tym nawet warunkiem 
w słowa przechodnie się przeistoczyć nie dają (porówn. §. 508). 

Jeżeli zaś spajający się z przybranką główny wyraz nie jest 
słowem, lecz imieniem lub partykułą: wtedy wnosi mu ona same 
tylko bliższą owę danego znaczenia zabarwę, opisaną tu pod A. 
Tak np. zabór, tvyhór, pobór, przybór, dobór, zbór... wszystko to 
różni się coraz inną tutaj barwą swego znaczenia, a samo bór 
(= las) ma się do nich obecnie już zgoła jak obcy wyraz. Taksa- 
mo też np. ivybieg co innego wyraża, jak bieg. Samo dzielny (tiich- 
tig) zostaje w związku tylko z pokrewnem sobie dzieło i działać, 
a dopiero np. podzielny , rozdzielny, oddzielny itp. wypowiadają to, 
co leży w sferze drugiego tych wyrazów krewniaka, t.j. słowa dzie- 
lić: między podzielny a dzielny przestrzeń zatem bardzo daleka. 

■'' Oprócz tego niemała też jest ilość i takich polskich wyra- 
zów, których goło, bez przybranki, wcale nie używamy; np. tylko 
luspaniały, icspaniałość, a samo paniały, paniażlość nieużywane ; doj- 
rzeć, spojrzeć itd. (zam. do\źrzeć, spo\źrzeć, §. 88, 4), a samo źrzeć 
ani w znaczeniu patrzeć ani też reifen niezwykłe. Mamy wzglc{,d, 
pogląd, rozgląd, przegląd — samo zaś glc^d nieużywane. — Mamy 
i całe nawet rodziny wyrazów w mowie dzisiejszej , które tylko 
z przybrankami dają się użyć; np. od v^ u mamy obuć, tuyztić, 
ivzuć, zziić (zamiast zitć), przeżuć, obiacie; samego zaś uwie ani 
też ^lć przenigdy niemożna użyć. O słowach na -nąć, bez przy- 
branki tej lub owej nieużywanych, mówiliśmy już wyżej w §. 510. 
O takichże częstotliwych, w §. 521. 

* * Z drugiej strony i tego milczeniem trudno pominąć , że jest bezlik 
nie słów wprawdzie, lecz rzeczowników w naszym jgzyku, które znowu nigdy 
by nie mogły , tak jak są. , przyjąć przybranki ; np. pan , syn , wódz , Jcoń, 
pies, kot, matka, córka, jaje, zmerzę, proso itd. itd. Niekiedy pewna tylko 
przybranką od spojenia się z danym wyrazem jest wykluczona, np. nad: mó- 
wimy wprawdzie 'podporucznik, ale nadporucznik ( Oberlieutenant) jest niemo- 
żliwe ; tosamo rozumieć trzeba i o nadradcy ( Oberregierungs itp. -rath ) , choć 
doradca, zdrajca { = z\d\radźca, §.90 i 88, 4) są dobrymi wyrazami polskimi. 



Wyrazy złożone. 319 

§. 540. Oprócz przyimków, jest także do składania 
wyraz ów wielce przy d atnym przysłówek przeczący 
'}tic, talvOwy atoli spaja się w jedno właściwie tylko 
z imionami ; — z czasownikami zaś tylko o tyle , o ile 
one są urobione od złożonego już w ten sposób imienia. 

niemoc^ nierozum, nieład, niecnota, niedotuiarek; — nie- 
ivinny, niemądry, nierozmyślny, niewielki; nieprzebrany, nie- 
wiadomy, niechcący, niedotuarzony ; niejeden, nietahi, niektóry, 
nieco, nieinny itd. — unieśmiertelnić, uniewinnić, zniedolę- 
mieć, zniechęcić się. 

* We wszystkich tych przykładach negacya nie spływa z wy- 
razem w jedno wyobrażenie, wręcz przeciwne temu, co znaczy wy- 
raz bez tej negacyi użyty; odpowiada zatem niemieckiemu ^m, ła- 
cińskiemu in (unschuMig, innocens). Dlatego też nie pisze się to 
nie w takich razach osobno, ale razem, jako jeden wyraz. Przeci- 
wnie zaprzeczone czasowniki, lecz niezmienione w przeciwieństwo 
tego co znaczą , jak nie ma, nie jest^ nie dać, nie luidsieć, powinny 
się zawsze pisać osobno, ponieważ do wyrazów złożonych nie należą. 
Również i przymiotniki osobno się pisać powinny, jeżeli przymiot 
ma być tylko zaprzeczony, a nie zniesiony i zamieniony w przeci- 
wieństwo. Co innego zatem jest nie piękny, a niepiękny, nie czidy 
a nieczidy, nie szczęśliwy a nicszczęśliiuy^ nie godny a niegodny. 
Pierwsze tylko znaczą : nicht schón, non felix, non dignus ; a drugie 
tmschon (hasslich), infelix, indignus. 

§. 541. Niemniej używaną do składania wyrazów jest 
także partykuła j^Ół- Był to niegdyś pewnie przymio- 
tnik, dziś zszedł do rzędu nieodmiennych części mowy. 
Służy znacznej ilości imion, zwłaszcza rzeczownycłi. 

póibożek, półgłówek, półmisek, półsetek, półgłupek, pół- 
koszulcze, południe, półpoście, — półwełniany, natupółtrzeźwy, 
półroczny, południoicy itd. 



320 Etymologia. 

§. 542. Składanie wyrazów w ściślejszym sensie 
tam się jednak dopiero poczyna, gdzie do spojenia dwóch 
słów ze sobą, bierze się np. dwa rzeczownild, albo rze- 
czownik z przymiotnikiem, albo przymiotnik lub też rze- 
czownik ze słowem, w ogóle takie dwa wyrazy, z których 
każdy z osobna daje już jakieś samodzielne i odrębne 
wyobrażenie czego. Takich złożonych wyrazów język polsld 
niewiele posiada, przynajmniej bez porównania trudniej 
nam jest je tworzyć, aniżeli np. w języku niemieckim 
albo greckim. 

Z tej przyczyny trzeba się też bardzo wystrzegać, abyśmy się 
zaraz nie kusili składać polskich wyrazów, gdzie widzimy złożone 
niemieckie. Wyrażenia bowiem, jak deszczochron (Regenschirm), pa- 
rostatek ( Danipfschiff ) , deszcsołiih (Regenbogen) , byłyby przeciwne 
duchowi języka ; zwłaszcza że przy łatwości tworzenia coraz nowych 
wyrazów za pomocą przyrostlców i przy wielkiej obfitości w wyrazy 
pochodne, możemy to wszystko inaczej oddać, a nieraz jeszcze do- 
bitniej i krócej, niż w innych językach. I tak, zamiast parostateh 
l)omQmy le^piej par oiuiee ; na JRegenJjogen mamy osobny wyraz tęcza; 
nakoniec lepiej w ostatecznym razie rzecz opisać dwoma wyrazami, 
np. iglica magnesoiva ( Magnetnadel ) ; albo pozostać przy wyrazie 
obcym, jak np. parasol, skoro już jest utarty, aniżeli kuć deszćzo- 
chrony na własną rękę , niepowołaną do tego. Niechaj sobie w swo- 
jej sferze tworzy wyrazy nowe lud prosty*), więcej kierujący się 
właściwościami mowy rodzinnej , aniżeli klasy „wykształcone", a 
zwykle nie obeznane, jakby należało, z własnym językiem. Niechaj 
je tworzą poeci, prozaicy pierwszego rzędu. Jeżeli ten i ów nowy 
wyraz, z ich ręki, trafi do instynktu powszechnego, wtedy on już 
w użyciu pozostanie i będzie rzetelnem zbogaceniem mowy ojczy- 
stej. Ale pierwszemu lepszemu pismakowi, poduczonemu zazwyczaj 
na książkach obcych, niewolno , nie godzi się szukać na tem polu wa- 
wrzynów; z tej to strony głównie się szerzy zepsucie języka naszego. 



* ) Tak np. w Galicyi w okolicy Dębowca, nazywa lud pospolity parasol — 
brożek^ zdaniem mojem wcale trafnie i zmyślnie. 



Wyrazy złożone. B21 

Najprędzej stosunkowo dają się w języku polskim 
tworzyć złożone przymiotniki, a to z rzeczownika 
i rzeczownika, z przymiotnika (lub liczebnika) i rzeczo- 
wnika, ze słowa i rzeczownika, ze słowa i przymiotnika, 
z dwóch przymiotników. 

Dzisiejsza polszczyzna i zygmuntowska dostarczają 
tu wielkiego zapasu przykładów; np. laskonogi, tuiatronogi, 
cudopręty (Mojżesz, Rybiński); — krzyirousty, chyżopióry, 
chyżoskrzydlłj, złotousty, czarnooki, czarnobrewa, różnozlarne 
(zboże, Ryb.), stuletni, stujęzyczny, diuiiznaczny, jednouchy \ — 
cudohoórczy , stokorodny (Kochan.), ivodokropny (o Janie 
Chrzcicielu, Ryb.), niebolotny, mostohronny (Ryb.), zboźo- 
platuna (Wisła, Ryb.); — marnotrawny, wseystkokupny 
(kruszec. Ryb.), górnolotny, obosieczny, obojętny, jedno- 
lity; — bladoróżowy, ciemnozielony, jasnopopielały itd. 

§. 543. Mniej bez porównania wy liczy ćby można 
rzeczowników złożonych, nie mówiąc oczywiście o 
takich, które jak obojętność, marnotrawstwo, cudotwórczość 
itp. są tylko pochodnikami przymiotników złożonych ; tych 
bowiem ilość jest wielka i tworzenie swobodniejsze. Zasób 
naszych złożonych rzeczownik: ów objęty jest głównie w za- 
kresie czasowników spojonych z rzeczownikiem, toż liczebni- 
ków albo przymiotników złożonych z rzeczownikiem ; prze- 
ciwnie dwa rzeczowniki w jeden spojone, a w taki sposób 
żeby to były szczęśliwie utworzone wyrazy, należą już do 
rzadszych zjawisk w naszym języku. 

zatoalidroga, burczymucha, goUbrod^i, ivomvoda, wydmi- 
kufel, pasibr zuch, wylży grosz, okpiświat, włóczykij, rzezimieszek, 
loiercipięta; albo odwrotnie: złodziej, kołodziej, hrukotluk, 
kaznodzieja, marnotrawca, bałwochwalca, wojewoda, cudo- 
twórca, dziejopis, dziwoląg, powieściopisarz , wodociąg; — 

Gram. Ilist. Por. U. 21 



322 Etymologia. 

cziuoroholc, trójJmt, dwukropek, stulecie ; — gohlecU, clarmojacl, 
czarnoksiężnik, ostrosłup, ostr okrąg; — powsinoga, nosorożec, 
sloworód, księgozbiór, sztukmistrz, rękopis, rodowód, staloryt, 
holiomaz itd. 

* Wyrazy, jak sztuka-mięsa , niłoda-panna , albo Wielkanoc, 
Krasnt/statt\ Białystok, swawola, Jegomość, tydzień ( tendzień ), za-, 
ledwie liczyć sie mogą do prawdziwych złożonych. Odmieniają się 
tu też w dalszych przypadkach zwykle obydwa wyrazy porówno: 
Wielkiej -nocy, młodej -panny itd. albo tylko wyraz pierwszy: sztidd- 
mięsa. Sieatcola ma i dziś jeszcze obok swaiuoli — i formę stuy- 
ivoli {= swej woli), w licz. mn. sunjieole. 

§. 544. Zaimki składają się tylko z niektórymi 
słówkami, należącymi do tak zwanych partykuł, które 
ich znaczenie albo czynią dobitni ej szem, albo też uogól 
niają. Są to słówka następujące: ci, że, to, ś, kolwiek, 
bądź — i pytające U. Zamiast ci i że — kładzie się po 
samogłosce ć, ż. 

np. tenci, onci, jaó, wyć, tento, onato, myto, jemuto, 
tencito , onicto, namcito, waszacto matka itd. któryż, tenże, 
onże, samże, myzto, czyj żęto ? jemu Ho, tyżeśto, takiżio itp. ja- 
kiś, któryś, ktoś, coś, czegoś, czyjaś książka, ktokolwiek ,' co- 
kolwiek, którykolwiek, czyjkoUuiek, jakikolwiek, ktobądź, cobądź, 
jakibądź itd. mnieli? tenli? takili? namżeli? iw żeli? 

'•' Czasowniki złożone o tyle się tylko znachodzą, o ile są 
urobione od jakiego złożonego imienia; ivp. marnotratoić, wojewodzie, 
dziewosłęhić, zobojętnieć. Ich liczba jest niewielka. 

Liczebniki składają się w znany sposób ze sobą, na ozna- 
czenie ilości większej nad dziesięć: dtvanaście, dtuadzicścia, trzy- 
dzieści, pięćdziesiąt itd. 



CZESC CZWARTA. 



Części mowy nieodmiennee 

§. 545. Nieodmienne części mowy czyli t. zw. 
PAKTYKUŁY („particulae orationis", t. j. niejako czą- 
steczki mowy czyli wyraziki podrzędne i tylko po- 
mocnicze) są to słówka więcej na to służące, ażeby spa- 
jać, określać, zniżać lub też podnosić i w ogóle uwydatniać 
znaczenie posiłkujących się nimi innych wyrazów lub też 
zdań całkowitych, aniżeh żeby same miały w sobie za- 
mykać jakie pełne i udzielne wyobrażenie. Nazywamy je 
słówkami nieodmiennymi, ponieważ ani przypadków 
ani liczb ani czasów coraz innych wyrazić przez nie nie- 
można. Tak np. słyszymy słówka tu^ czy? gdy, przez, o! 
zawsze w tem tylko jednem brzmieniu i kształcie: ani 
deklinować ani też konjugować ich niemożna. 

Partykuły w języku polskim mamy czworakie: przy- 
słówki, spójniki, przyimki i wykrzykniki. 

I. r^r^zysłówełc. 

§. 546. Pezyslówkami (adverbia) nazywamy party- 
kuły, które czynność lub też właściwość jaką do- 
bitniej określają, a to pod względem czasu, miejsca, spo- 
sobu, stopnia itd. np. jtiż teraz zolem — tam się to 
stało — jak to hyc może? — czy to hyc może? — har- 
dzo "szczęśliwy — ciągle pracuję j itd. 

21* 



321 Partykuły. 

Czynność wyraża się przez słowo, właściwość zaś 
czyli przymiot przez przymiotnik : służą przeto przysłówki 
właśnie tym to dwom częściom mowy, t. j. słowu i przy- 
miotnil<:owi za pomocnicze przydatld i określenia i otrzy- 
mały też stąd nazwisko przysłówków, jal^o wyrazy 
głównie ]3i*zy słowach posługujące. 

xlżel)y się z naturą przysłówka bliżej obeznać, na 
dwie okoliczności zwrócić tu należy uwagę: na to z czego 
przysłówek powstaje? i co wyraża? Dzielimy za- 
tem rzecz o tej części mowy na odpowiednie temu dwa 
działy. 

1. Pochodzenie przysłówków. 

§. 547. Pod względem pochodzenia swojego roz- 
padają przysłówki nasze na dwie różne kategorye. 

Pierwszą stanowią partykuły, które zaraz od samego 
początku, t. j. już w najdawniejszym stanie języka tak 
składem swoim, jak i znaczeniem były przysłówkami. 
Druga kategorya przeciwnie obejmuje prz3^słówki, dopiero 
z czasem wytworzone z wyrazów niegdyś, a często nawet 
i teraz jeszcze odmiennych, a to w ten sposób, że pewna 
poszczególna forma takiego wyrazu , np IVty lub też 
VIImy itd. przyp. jakiego przymiotnika lub rzeczownika, 
albo pewna forma konjugacyjna , przybrała zwolna od- 
rębne przysłówkowe znaczenie, bądź to zamiast, bądź 
też obok swego pierwotnego i właściwego znaczenia (np. 
zhyt^ trochę, całJciem , darmo — może, niechaj itp.). 

Przysłówki joiei^wszej kategoryi nazywamy właści- 
wymi czyli pierwotnymi; te drugie zaś są to przysłówki 
pocłiodne i zostają niejako na pograniczu między pra- 
wdziwymi partykułami a odmiennymi częściami mowy. 



Przysłówek. 325 

Do kategoryi właściwych należą, np. tu^ tam, tedy, 
wtedy, tędy, stąd, dotąd ^ Jdedy, kędy, skąd^ dokąd, za (np. 
w wyrażeniu za wielki, za głupi ) , czy, tużdy, zatożdy, wżdy, 
gdzie, jak, taky oiuak, luszak, że (np. w tuszakże, dajze itp.), 
-^^p. w otóż, dajcież itp.), li, ci, ć, ś, no^ nie, ni, ani, 
przestarzałe aza, azali, izali itp. 

* Etymologiczny rozbiór przysłówków tej właśnie kategoryi 
ostatniej na to jedno tylko wskazuje, że do ich składu wchodzą, 
głównie pierwiastki, któreśmy wyżej (§. 295) nazwali zaimkowy- 
mi. W jednej części są to \^\^ zachowane i w dzisiejszych naszych 
zaimkach, w drugiej zarody już zupełnie zapomniane w naszym ję- 
zyku. Tak np. partykuły tu, tam, tedy, tedy, stąd itp. polegają wi- 
docznie na tymsamym V, z którego i zrozumiały każdemu zaimek 
ten, ta, to wziął swój początek — pierwiastkiem tym jest t. Prze- 
ciwnie pierwiastek np. partykuł że, zaś i aza ( prawdopodobnie było 
nim w pierwotnym stanie rzeczy gh) ten już obecnie (ze stanowi- 
ska naszego języka) jest zupełnie dla nas niezrozumiały. — Dalszy 
skład tych przysłówków pierwotnych, a raczej zasady, które utwo- 
rzeniem ich kierowały, zasady widocznie całkiem inne, jak te któ- 
reśmy poznali w etymologii imion i słów, te jedynie w małej chyba 
cząstce dałyby się i dzisiaj jeszcze odgadnąć. W obec tego stanu 
rzeczy pominiemy tu całkowicie też zaciekania nad rodowodem tych 
najdawniejszych partykuł. 

§. .^48. Przysłówki drugiej kategoryi, pochodne, 
pojawiły się w języku w wiekach już znacznie później- 
szych i wzięły początek bądź z rzeczowników, przymio- 
tników lub liczebników, bądź z zaimków — niekiedy i 
ze słów. 

A. Przysłówki z rzeczowników powstały mianowicie w ten 
sposób, że jaki poszczególny przypadek rzeczownika, czy to przypadek 
Iszy, czy IVty, czy VIty itd. bądź to niczem nierządzony, bądź też 
z jakim przyimkiem, zaczął znaczyć coś przysłówkowego. Niekiedy 
rzeczownik taki zatrzymał obok tego i pierwotne swoje znaczenie, 



326 Partykuły. 

t. j. używa się i dziś jeszcze jako zwykły, rzeczywisty rzeczownik; czę- 
stokroć go jednak już wcale nie używamy inaczej, jak tylko w ta- 
kiej formie przysłówka. Tu należą np. ras, pól, zbyt, chyba, silą, 
teras (t. j. ten raz, ti^-ras), zaraz, oraz, ivraz; — bez ivątpienia, 
bez liJcu, natychmiast, zdała, z rana, dotuoli, zrazu, do razu; — 
trochę, jutro, dziś {dzień-ś), dzisiaj, wczoraj, loprzód, podczas, 
iczdłuż, icszerz, tcbreio, lushróś, lueiunątrz, zeivnątrz, naiuet, naoścież, 
na przełaj, wciąż; — gwałtem, chyłkiem, dnszMem, hurmem, nur- 
Iciem, uTcradhiem, czasem, razem, milczhiem ; — zimie, lecie, pojutrze, 
potrosze, narazić, poiuoli itp. 

B. Przysłówki z przymiotników powstałe kończą się naj- 
częściej na o albo e; np. prędlco, sJcoro, szybko, ostro, pieszo, dar- 
mo, bardzo, daleko, dawno; — dobrze, źle, cale, iccale, wielce, szcze- 
gólnie, biegle, peicnie, ciągle. Są także takie, które równocześnie i 
na jedno i na drugie kończymy ; np. ledtco i ledwie, daleko i dalece, 
dziwno i dzitonie, równo i róiunie, jasno i jaśnie itd. 

Niektóre przysłówki takie pocliodzą, od przymiotników, któro już dzisiaj 
są, zgoła nieużywane; np. bardzo, tylko, tyle, darmo, ledwo itd. 

* Że wszystkie takiego kroju przysłówki kiedyś były tylko formami 
przymiotnika ( w rodź. nijakim wziętego ), a to w Iszym lub też IVtym przyp. je- 
żeli się kończą, na o, a w Yllmym, jeżeli się kończą na e, i że dopiero w ciągu 
czasu te skłonniki przymiotnikowe nabyły przysłówkowego znaczenia : o tćm 
przekonamy się w Składni w §§. 646 i 704. 

Inne przysłówki, także z przymiotników powstałe, kończą sio 
na a albo u, z poprzedzającym w takim razie przyimkiem z, po. 
Islektóre z zakończonych na e mają także przydany sobie jeszcze 
przyimek na albo %v. Takimi są np. : 

z nagła, z lekka, z daleka, spełna, z tv§gierska, zgoła, z pań- 
ska; od dawna; — znowu; po prostu, po pańsku, po trzeźwu, po 
cichu, po kryjomu, po daiunemu, po stuojemu; — na prędce, wcale, 
lurychle, ivkrótce itd. 

* Ze i te także przysłówki były pierwotnie formami przymiotnika, a to 
wziętego w przypadku Ilgim, Illcim albo Yllmym : o tern się już powiedziało 
w §§. 180, 181 i 184. 

§. 549. Przysłówki z przymiotników powstałe, a za- 
kończone na o albo e, stopniują się w takiem samem 



Przysłówek, 327 

znaczeniu, co przymiotniki. Ich stopień wyższy kończy 
się na przyrostek ej. Za dodaniem mu zaś z przodu je- 
szcze przybranki naj , powstaje przysłówkowy stopień 
najwyższy : 

pięknie — piękniej, najpiękniej; bardzo — bardziej, naj- 
hardziej; bogato — bogaciej , najbogaciej ; dziko — dziczej, 
'na j dziczej; rzadko — rzadziej, najrzadziej itd. 

Niektóre przysłówki mają tak jak i ich przymiotniki, 
stopniowanie nieregularne, jako to: 



głęboko. 


głębiej , 


najgłębiej; 


daleko , 


dalej , 


najdalej; 


wysoko , 


wyżej. 


najiuyżej; 


nisko , 


niżej , 


najniżej ; 


lekko , 


lżej, 


najlżej; 


miękko , 


miękciej , 


najmiękciej; 


krzepko , 


krzepcie] , 


nojkrzepciej ; 


dobrze, 


lepiej, 


najlepiej; 


źle. 


gorzej. 


najgorzej; 


wiele , 


więcej. 


najwięcej ; 


mało, 


mniej , 


najmniej ; 


prędko j krótko i gorąco mają prędzej , krócej, goręcej (nie 


goręciej). Baczej 


nie ma innych 


stopni. (Obacz §. 407 


i 410). 







§. 550. C. Przysłówki z liczebników powstałe formują się 
po większej części w tensam sposób, jak te co pochodzą od przy- 
miotników. 

np. jednako, jećlnakoiuo ; diuojaJco^ trojako, czworako, pięciorako ; 
pojedynczo, jedynie, podwójnie^ potrójnie, pocztvórnie, — dtcit- 
krotnie, trzykrotnie, stokrotnie, icielokrotnic, kilkakrotnie ; po piencsze, 
2)otvtóre, po drugie, po trzecie, itd. 

D. Przysłówki z zaimków w późniejszej dobie czasu powstałe 
są następujące : 



328 Partykuły. 

ivs0elaJiO, tahsamo (od takisam); naco ^ zaco^ poco, czcniu^ 
nadto; — zmcsze, oicszem, zasię, potćm, przecie (przed-się) itd. 

E. Z form słownych wytworzyły się iip. następujące 
przysłówki : 

może (móc), snaó (znać), hądź (np. w wyrażeniu cohądź)^ 
chociaż, choć (tryb rozkazujący od chcieć^ właściwie ch^cieó, cho- 
cleć; daw^niej mómono chociaj) ; niech, niechaj {tr.YOzk. od niechac); 
hodaj^ hodajnie (bóg- daj) itp. 

Dzisiaj w znaczcDiu tych partykuł nie ma po wi^ikszej części ani śladu 
już poczucia ich pochodzenia od słów. Ułomne bezokoliczniki widać, słychać 
itp. taliże już dzisiaj tu ponieki^d należą,. 

Z. Znaczenie przysłówków. 

§. 551. Teraz utwórzmy sobie wyobrażenie o roz- 
maitości znaczenia przysłówków w powyższy sposób 
p o wstały cłi. 

Ol^reślają one czynność lub przymiot jal^i przede- 
wszystkiem pod względem ubocznycłi okoliczności, jakoto 
miejsca, czasu, sposobu, stopnia, miary itd. 
Oprócz tego służą nam też do dobitniejszego wyrażenia, 
czy wypowiadamy myśl nasze w formie pytania, czy 
przeciwnie przeczenia lub też twierdzenia, i jakiego 
twierdzenia — z p o w ą t p i e w a n i e m , czy też na pewne. 

Pod tym względem podzielicby zatem można przy- 
słówki z dwojakiego punktu widzenia: z jednej strony na 
czasowe, miejscowe, sposobowe, stopień lub miarę wyraża- 
jące; z drugiej strony na jjytające, przeczące, twierdzące 
Zacznijmy rzecz od tycłi ostatnich. 

§. 552. Ptjtające JPrt^ysłówki (interrogatio, Fragepartikel) 
mamy następujące: czy, alhoż, przestarzałe aza, azali, izali (nie 
azali, ani iżalil); i kładące się na końcu wyrazów jako przyrostek 
że i li; np. irieszli? czyli? onże? czyż? hyłżeś? 

Tu należą także: kiedy? od kiedy? dopóki? naco? czemu? 
wszak ? gdzie, skąd, dokąd ? kędy, którędy ? jak ? itp. 

— Na te pytania odpowiadamy jjrzecząco albo twierdząco. 



Przysłówek. 329 

g. 553. Frxec^ące przysłon ki (negacye) są następujące: 
nie, hynajwniej , jako śyivo ^ prsecmnie ^ nigdy, przenigdy ^ ni- 
gdzie, znikąd; i złożone, np. nie taJi\ nie tu, nie tam itd. 

''' Negacye polskie nie mają tej właściwości, co w łacinie i 
niemieckim języku, żeby się wzajemnie znosiły, jeżeli ich jest kilka 
użytych w temsamem zdaniu. Owszem, można ich połączyć obok 
siebie, ile kto zechce, a myśl zawsze pozostaje przeczącą; — np. 
Nigdyni jeszcze nic taJciego nigdzie ani nie luidziażł^ ani nie słyszał. 

§. 554. Twierdzące przys lówki z powątpiewaniem: 

może, zapetune, petcnie, hodajnie, podobno, pono ^ praivdopodo- 
bnie, snąć. 

Przysłówki twierdzące na pewne albo dają tylko ogólną 
odpowiedź: 

tak ( tak jest ) , oczywiście , rzeczywiście , niezawodnie , zaiste, 
istotnie, bez wątpienia, prawdziwie itd. 

albo też odpowiadamy szczegółowo, a to przez : 

1 . JPrzysłówki miejscowe jako to : 

wskazujące: tu, tam, oivdzie, wszędzie^ stąd, stamtc^d. zowąd, 
zewsząd^ zinąd, tędy, owędy, tamtędy, tcszędy itd. 

Tym zaś odpowiadają względne (relativa, correlativa): gdzie, 
skąd, dokąd, kędy, którędy; 

i nieoznaczone: gdzieś , gdziebądź , gdzieindziej , gdzienie- 
gdzie, gdziekolwiek, gdzie tylko, skądś iś, skądkohciek itd, 

2. ^Przysłówki czasowe: 

tctedy, teraz, dziś, wczoraj, jutro, zaivsze, zaicżdy, już, jeszcze, 
dawno, potem, dopóty, poty, dotąd, odtąd. — Tu należą względne* 
kiedy, odkąd, dokąd, dopóki; — ■ i nieoznaczone: kiedyś, kiedy - 
koliuiek, kiedybądź, kiedyindy, itd. 

3. Przysłówki sposobowe: 

tak, otoak, inaczej, nieinaczej , jakoś, jakkolwiek, jednako, ró- 
tcnie, ptodobnie, ivspalx, ciągle, dobrze, źle, cziuałem, itd, 

4. JPrzysłówkl na oznaczenie stopnia: 

bardzo, mało, bardziej, mniej, arcy, nader, nadztuyczaj, szcze- 
gólnie, nadewszystko itd. 



330 Partykuły. 

5. Fruyslówki na określenie miary: 

pratvie, ledtcie, często^ rzadko ^ nadto ^ zhyt, aż^ koniecmie^ tvy- 
soce, trochę, nieco, tyle, cohohuieJc itd. 

* Możnaby to rozgatunkowanie przysłówków prowadzić dalej, w jeszcze 
więcej szczegółowe odcienie : ale to nie przyDiosloby nam żadnych rzetelnych 
korzyści w praktycznym względzie. 

II.. Sp ój iiili. 

§. 555. Spójnikami (conjunctio) nazywamy party- 
kuły, za pomocą którj^ch jedno zdanie z drugiem wiąże- 
my. Spójnik 'łączy tal^że i pojedyncze wyrazy ze sobą 
(w zdaniach ściągniętych^ §. 591 i 763). 

np. Czloiuielc sądzi, d Bóg rządzi. Niebo i ziemia prze- 
miną, lecz słowa moje nie przeminą. 

* Bardzo mała jest hczba takicli spójników, któreby czy to 
pierwotnie, czy nawet i dzisiaj jeszcze niczem innem nie były, jak 
tylko spójnikami. Największa jest liczba takich, które zarazem są i 
przysłówkami (np. sJcoro, i), albo niekiedy zaimkami (np. to). Jeżeli 
zatem np. przysłówek jaki tak jest użyty, że nie określa ani słowa 
ani przymiotnika, lecz raczej spaja zdania lub wyrazy ze sobą : na- 
tenczas w tym szczególnym razie nie jest on już przysłówkiem, ale 
spójnikiem. 

Nie ma zatem bezwarunkowej granicy pomiędzy dziedziną spój- 
nika a innymi wyrażeniami, które do partykuł liczymy; partykuły 
w ogólności najczęściej spływają w jedno. 

§. 55G. Partykuły, które w obecnym stanie języka niczem 
innem być nie mogą, jak tylko spójnikami (spójniki właściwe), 
są następujące: 

a, ale, lecz, albo, ho, hoiuiem, więc, niż, ponieiuaż, jeżeli, je- 
śli, wżdy, iż, gdy, gdyż, by, ahy, żeby, ażeby, acz, aczJwlwieJc; na- 
stępnie i — i, ni — ni, ani — ani, albo — albo itd. 

* Niektóre z nich, jak widzimy, są jednokrotne, inne 
znowu podwójne t. j. dwa razy powtarzające się, np. czloivieh 
to i do tańca i do różańca; - - ani do Boga ani do ludzi, itp. 



spójnik. 331 

Nastcpuji|;Co zaś partykuły mogij. być i czem innem, jak spój- 
nikami : 

% ani, ni, liedy, shoro. jah, jak tylko, jużto — jtiMo '''), jak — 
tak, czy, czyli, czy — czy, choć, cJioćby, że, liibo, aż, dopieroż, także, 
tudzież , częścią — częścią , bądź — bądź itd. 

Te są skądinąd przysłówkami i to nie tylko pierwotnymi, 
gdyż jak widzimy, znajdują się i pochodne pomiędzy nimi. 

Z zaimkowych wyrażeń, używanych jako spójniki, poznajmy 
choćby niektóre: 

to, toż, oicoż, im — tern, przytem, potem, przeto, dlatego, zaczćm. 
też, zaś, przecie, z tern loszystkiem itd. 

§. 557. Te wszystkie spójnild iriają rozliczne znacze- 
nia. Spajają ze sobą zdania tak współrz-ędne jak i podrzędne. 
Stósnnek tycłi zdań do siebie, który może być nader roz- 
maity, spójnil^i to właśnie najdobitniej dopiero uwyda- 
tniają. Są jedne z nich bowiem na to przeznaczone, aby 
wyrażały skutek, inne przyczynę, inne warunek, 
inne podobieństwo, inne znowu przeciwstawie- 
nie, inne stosunek czasu, miejsca itd. itd. Lecz 
o tem wszystkiem dokładnie porozumieć się będzie można 
dopiero w Składni ( §. 760. i nast.) 

III. I^jr:^y iiiaolc. 

§. 558. Mamy w polskiem następujące przyimki 
( praepositio ) : 

1. hez (beze), do, od {ode), dla, u, hi, przez {przeze), 
przy , z {2e) , tv (we), na , nad ( nade ), po, pod {pode ) , 
p>rzed {przede), o, za, przecitv , naprzeciw, przecituko, na- 
przeciwko, mimo, pomimo, między, pomiędzy. 



* 



) Wyrażenie wnet—wtiet, odpowiednie niemieckiemu hald—bald, jest nie- 
polskie. Mówi sig u nas natomiast /wi^o — jużto, czy — czy, bqdź—bąd:ć\id 



332 Partykuły. 

Poumieszczaue tu w nawiasie „beze, ode, przeze, ze, ive, nade, pode, 
przede", maja to e nakrawędne zamiast t, na którąto samogłoskę niegdyś się 
te partykuły kończyły w każdem swojem użyciu (tak to jest np. jeszcze w sta- 
rosł. textacłi). Później tu owo i> odrzucone zostało, a w wyjątkowych razach 
zastąpiło je e (w myśl §. 10), np. w wyrażeniach heze-mme , ode Licowa, ze 
Śremu, przeze-mnie, pode-mną, przede święty itp. 

2. Następnie mamy przyimki: holo, około, naokoło, na- 
okół, krom, okrom, prócz, oprócz, miasto, zamiast, wśród, po- 
śród, lozdłuż, toprosf, naprost, podług, podle, toedhig, wedle, 
względem, blisko, bliżej, najbliżej, poiuyż, powyżej, wzwyż, po- 
niżej, poniż, obok, poprzek, wewnątrz, zewnątrz, gtuoli, wbretu. 

Pierwsza połowa tycłi partykuł (od bez aż do po- 
między) są to słówka, które dziś mają samo tylko przy- 
imkowe znaczenie: można je zatem uważać po większej 
części za przyimki pierwotne. Drugą połowę składają 
właściwie tylko tu zapożyczone wyrazy, mianowicie rze- 
czowniki, przymiotniki rzeczownie wzięte (a między tymi 
i prócz = reliquus w najdawniejszm stanie języka), na- 
koniec i przysłówki. Są to zatem nasze przyimki po- 
chodne czyli raczej niewłaściwe, pomocnicze. 

Oprócz powyż wymienionych, posiadamy też jeszcze 
tak zwane nierozłączne przyimki, które się jedyiiie 
znachodzą w wyrazach złożonych jako przybranki, osobno 
zaś jako przyimki rzeczownikami rządzące nigdy się dziś 
już nie używają. Takimi są: 

ob (obe) , prze, pro, roz (roze), wy, ivz (czasem wez = 
tv^z). Ob. §. 538. 

§.559. Użycie przyimkó w jest w ogólności dwojakie. 

Najprzód służą niektóre z nich przy tworzeniu się 
wyrazów, jakeśmy to widzieli w §. 538 i n., za przybranki 
stanowiące pierwszą zgłoskę wyrazu i nadające temuż wy- 
razowi pewne dobitniejsze znaczenie, jakiś szczególny od- 
cień rzeczy, o którą właśnie chodzi; 



Przyiraek. 383 

np. tvy-jecJiać, ode-hraó, roz-rmtny^ za-hójca. 

Po wtóre używamy i tych i wszystkich innych przy- 
imków (z wyjątkiem nierozłącznych) jako także i 
osobnych wyrazów. Takowe kładą się przy rzeczownil^u 
albo przy jaldemkolwiek innem imieniu rzeczownie wzię- 
tem i stąd też ta ich nazwa „przy -iml^i". Wyrażają 
wtedy stosunek, w jakim rzecz jaka zostaje do 
innych rzeczy lub też do jakiej czynności: 

np. Kamień itd polu. Foznań ^tacl Wartą. Idę do 
ciehie. Zgadzam się ze zdaniem huojem. 

* Względy i stosunki jednej rzeczy do drugich, albo też do 
jakiej czynności, wyrażają się. właściwie przez przypadki, których 
w deklinacyi polskiej jest siedm. Każdy przypadek ma pod tym 
względem przywiązane do siebie pewne jakieś znaczenie, którem 
się różni od znaczenia i zakresu drugich przypadków. Ale na wyraże- 
nie wszystkich najrozmaitszych względów i stosunków, jakie się zda- 
rzyć mogą , ta szczupła liczba siedmiu przypadków nie wystar- 
cza. Otóż przyimki wspomagają w takich razach niedostatek tych 
osobnych dekhnacyjnych form na oddanie tego wszystkiego. Co za- 
tem przez sam tylko przypadek byłoby zbyt ogólnie i niedostatecznie 
wyrażonem, to przyimki przy tym lub owym przypadku położone 
wypowiadają dobitnie. 

§. 56(). Prawie wszystkie przyimki wyrażały pierwotnie takie 
względy jednej rzeczy do drugiej, które dotyczą albo miejsca 
gdzie coś jest, albo kierunku skąd, dokąd, odkąd, ku czemu, 
około czego itd. się coś odbywa. 

np. Jcamień na polu^ chmura nad ziemią , skarby pod ziemią , 
dziad przed kościołem, w Jwściele^ toioar z Paryża, kamień przy 
moście, karczma za miastem. Te i tym podobne wyrażenia oznaczają 
miejscowość, położenie jednej rzeczy względem drugiej. Kie- 
runek zaś pewnej czynności względem czegoś drugiego wyi*ażają 
np. te i)rzyimki : idzie przez ogród , droga do Lwoioa , na pole — 
wzlecicd nad ziemię, pełza pto ziemi, skrył się pod ziemię, zajechał 



334 Partyknly. 

prsed kościół, przybył z Faryża^ ivyjech(d za miasto^ do przyja- 
cielą — wyjdę naprzeciioTio bratu, chodził wzdłuż rzeld itd. 
Takie to były pierwotne znaczenia wszystkich przyimków. 

Z postępem czasu zaczęto tymisamymi przyimkami wyrażać 
także i inne względy, a nie same tylko miejscowe. 

Tak np. zastosowano oznaczenia miejscowe i do stosunków 
czasu, gdyż i o czasie także powiedzieć można, że się coś w nim, 
po nim, przed nim albo około niego dzieje. Tak przybrały 
niektóre przyimki i znaczenie czasowych; 

np. przez roh, iv roh^ do jutra, po mszy, przy mszy, od tvczo- 
raj, ona się hu iviośnie, pod jesień , przyjedzie na niedzielę , iv po- 
niedziałek, za tydzień, około godziny trzeciej itp. 

Równie zastosowano przyimki, zrazu tylko zewnętrzną miejsco- 
wość wyi^ażające, do stanu duszy jako do wewnętrznego czyjego 
położenia, w którem się coś czyni, czuje, zamierza itp. 

np. człowiek bez odivagi (tak jakby odwagi przy nim nie 
było ) , w gnieicie , w rozpaczy , pod klątwą , wyższy nad potivarz, 
z chęcią do pracy, luśród tuajplmości, pomimo obatoy, na ivygnaniu, 
uczynił podług rozkazu itp. 

Wyobrażając sobie przyczynę, jako coś z czego skutek 
wynika, albo przez co takowy przechodzi jakby przez coś pośre- 
dniego, zaczęto niektórych przyimków używać i do oznaczenia sto- 
sunków przyczynowych; 

np. umarł z rozpaczy, z nędzy ; zemdlał z bólu ; chybił przez 
niewiadomość ; uczynił coś z własnej woli; ucieszył się z czego itd. 

Przenosząc wreszcie owe stosunki miejscowe w ogóle do 
sfery duchowej, zaczęto mówić obrazowo : 

uboleivać nad czy jem nieszczęściem ; zdumiewać się nad kim ; 
między trwogą a oiadzieją przedział niemały; truchleć 2^'^^ cd 
następsttvem zbrodni; ufać w opatrzności bożej; upaść pod brze- 
mieniem nieszczęścia; dążyć do wyniesienia, do sławy; zginąć 
w nędzy; przy talencie wszystko łativo; człowiek do niczego; mi- 
mo wiedzy kogo obrazić, itd. 

Tym sposobem zakres użycia przyimków coraz się więcej roz- 
szerzał, a w miarę tego przybywały każdemu przyimkowi z osobna 
przeróżne, coraz nowe znaczenia, aż stanęło wreszcie na tem, że 



Przyimek. 335 

dziś przez jeden i tensam nieraz przyimek wyrażamy bardzo roz- 
iczne już względy, bądź to dotyczące miejsca, bądź czasu, bądź 
sposobu, bądź materyi z której coś zrobiono, przyczyny, celu, środka, 
narzędzia itp. 

§. 561. Przyimki nasze kładą się zawsze przed 
imieniem. Każde imię z konieczności położone jest zawsze 
w jakimś przypadku, albo w Iszym, albo w Ilgim, albo 
w Illcim itd. Nie możemy sobie ani wyobrazić imienia, 
któreby nie było położone w formie pewnego przypadka. 
A zatem przyimek poprzedza zawsze jakiś przy- 
padek. 

Przed przyp. Iszym i Vtym jednak nie znajdujemy 
nigdy żadnych przyimków. Znajdujemy je tylko przed 
przypadkiem II, III, IV, VI i VIImym, w obydwóch liczbach. 

§. 562. Zachodzi teraz pytanie, kiedy mianowicie przyimki 
nasze poprzedzają ligi, a kiedy Illci, IVty itd. przypadek? 

To łączenie się przyimków z tym albo owym przypadkiem, 
jak wiadomo, nie jest bynajmniej rzeczą od naszej woli zależną ni 
obojętną. Są zawsze stałe i nieodmienne zasady, podług których 
każdy przyimek w pewnem swojem znaczeniu tylko się łączy z tym 
albo owym, a nie innym prz3^padkiem. Tak np. zawsze mówimy hc0 
pomocy, hu miastu, do ciebie — a w żaden sposób nie dałoby się 
np. powiedzieć hez pomocą,, albo hu mieście lub miastem, albo do 
tohie lub do tobą. Ta okoliczność, to powinowactwo między przy- 
inikami a przypadkami pewnymi, dało powód do utartego już wy- 
rażenia, którem i my się tutaj będziemy posługiwali, choć nie jest 
ono zupełnie trafnem, że „przyimki przypadkami rządzą" 
czyli że użycie tego albo owego przypadka zależy zawsze od przy- 
imka, co go poprzedza, i od znaczenia temu przyimkowi właśnie 
podłożonego; że zatem posiadamy w języku naszym przyimki, rzą- 
dzące Ilgim, a inne znowu lllcim albo IVtym itd. przypadkiem; 
nakoniec że niektóre z przyimków naszych rządzą tylko jednym 
pewnym przyp., a drugie dwoma albo i trzema zarówno, a to wedle 
każdoczesnego swego w danym razie znaczenia. Tak np. przyimek 



330 Partykuły. 

na rządzi równocześnie IVtym i Yllmym, w miarę tego czy spo- 
czynek, czy ruch i kierunek wyraża : hsiążka leMj na stole 
(spoczynek) — lisiążha upadła na stół (kierunek). 

* Wyrażenia tradycyjne „przyimki rządzą, przypadkami", „rzQ;d przyim- 
ków", „przj^iadki są, przez przyimki rządzone" itp. dlatego nie wytrzymują 
ścisłej umiejętnej krytyki , że zachodzi tu raczej odwrotny właśnie stosunek. 
Wypowiedzieliśmy już wyżej, że tak przypadki, jak i przyimki tesame nam 
świadczą, usługi, ponieważ tak jedne jak i drugie wyrażają; pewne względy 
czyli stosunki, zacliodząjce między rzeczami właśnie omawianymi. Różnica 
pomiędzy nimi jest tylko ta, że przez przypadki wyrażamy owe względy 
tylko ogólnie, a przyimki wja^ażają, je jak najdobitniej. Z tego wynika, 
że w sferze każdego przypadka mieści się zawsze kilka owych poszcze- 
gólnych znaczeń , podłożonych przyimkom , — i że te wszystkie przyimki , 
które wyrażają, stosunki choć odrębne, ale między sobą; pokrewne, przypadają, 
pospołu w ów jeden ogólny zakres, na pokrycie którego służy odnośny przy- 
padek. Otóż na temto polega cała przyczyna zjawiska, że pewne przyimki ko- 
jarzą, się tylko z tym, a inne znowu tylko z owym przypadkiem ; i takie tylko 
może być znaczenie owego wyrażenia , że „przyimki przypadkami rządzą" — 
właściwie bowiem mamy tu odwrotny raczej stosunek, t. j. że każdy przypadek 
dobiera sobie swój pokrewny, t. j. właśnie odpowiedni potrzebie danej 
przyimek. — Przyimki „rządzące zarówno dwoma , a niekiedy i trzema przy- 
padkami", dlatego tylko rządzić nimi (a raczej kojarzyć się z nimi) mogą, 
żeśmy im już podłożyli różne i to tak dalece rozbiegłe względem siebie zna- 
czenia, że z nich każde już do całkiem innej sfery należy, objętej innym przy- 
padkiem. Np. jestem między ludźmi (gdzie jestem? spoczynek, oznaczenie 
miejsca). Idę między ludzi (dokąd idę? ruch i kierunek do czego). 

Ezą,d przyimków. 

§. 563. Przyimki nasze rządzą Ilgim, Illcim, IVtym, Yltym 
albo Ylltym i)rzypadkiem. Niektóre rządzą dwoma lub trzema 
przypadkami w miarę tego lub owego swego znaczenia. 

Wymienimy tu nasamprzód przyimki, rządzące tylko jednym 
przypadkiem. 

Przyp. Ilgim rządzą następujące: 

bez, Jerom, ohrom, prócz, oprócz, do, dla, od (zamiast pierwo- 
tnego ot, właściwie ot%), u, Jcoio, oJcoło, naolwh, miasto, zamiast, 
X)odług, podle, według, wedle, ivzdłuż, wprost, naprost, poicyżej, po- 
ivyż, iczwyż, poniżej, poniż , blisko , bliżej , najbliżej , wśród, pośród, 
względem, obok, poprzek, wetunątrz, zewnątrz. 

Przyp. nicim rządzą następujące: 

hi, przeciiv, przeciwko, tobrew, gwoli (k-ivoli). 



Przyimek. 337 

Przyp. lYtym rządzi: 

przez — dawniej prze; np. prze-hóg, prze\to, ^^prze 
miłosierdzie tivoje^' (Psałt. FI.). 

Przyp. Yllmym rządzi: 
przy. — 

§. 564. Przyimki rządzące kilku zarówno przypadkami, a to 
wedle każdorazowego właśnie znaczenia swego, mamy następujące: 
Przyp. Ilgim lub Illcim rządzi: 
naprzeciw^ naprzeciwko. 

Przyp. Ilgim lub IVtym: 
mimo, pomimo. 

Przyp. Ilgim lub Yltym: 

z (ze), znaczące ex, de i cum (ob. §. 5G5). 

Przyp. lYtym lub Yltym: 

pod, nad, przed, między, pomiędzy. 
Przyp. IVtym lub Yllmym: 

w (we), na, o, a obecnie i po. 

Przyp. zaś Ilgim, IVtym lub Yltym rządzi 

za. 

Nakoniec przypadkiem lYtym albo Illcim lub Yllmym rzą- 
dziło w dawniejszym stanie języka: po. 

* Dziś ten przyimek po rządzi samym tylko IVtym lub też Yllmym 
przypadkiem: po zapłatę idę — po obiedzie jestem; po obiadowi zaś 
już nie mówi się. Że jednak dawniej łączyło się po i w polskim tak jak 
w innych słowiańskich językach, bardzo często z przyp. Illcim (zamiast czy 
też obok VIIgo ) : tego dowodzą wyrażenia, u autorów naszych nawet jeszcze 
XVI wieku nader często dające się spotykać, jak np. : 

Śmierć się wije po płotu szukajęcy kłopotu. — Po zjeździe w Kaskach 
szło juz wszystko, jak po sznurowi. Bielski. — Podniósszy mały żagiel po 
wiatru, zmierzali do brzegu. Wujek. — Na tym sejmie pobór po groszy 
dwunastu z łanu postanowiono; — pobór po dziesięci groszy był uchwa- 
lony. Górn. — Lud we Lwowie jeszcze do dziś dnia mówi: po krajcaru, po 
dudkowi, potemu (postea) — a w przysłówkowych wyrażeniach wszyscy mó- 
wimy: po jednemu, po jakiemu, po polsku, po pańsku, po bożemu, po złotemu itd. 

§. 565. Co do przyimka z, ze, rządzącego albo Yltym albo 
Ilgim przyp. a to w miarę znaczenia swego, w pierwszym razie 

CJiam. llist. Por. 11. 22 



33B Partykuły. 

cum, mit — w drugim zaś de i ex, czyli w niem. von i aus^ 
wiedzieć należy, że się na niego złożyły aż trzy różne partykuły, 
stanowiące w języku starosł. jeszcze odrębne przyimki , a mianowi- 
cie: 1. Si, z Yltym przyp., znaczące cum; 2. tożsamo s^ z Ilgim 
przyp., znaczące de; 3. «>j& z Ilgim przyp., znaczące ex. 

1. Przyimek s-h z VItym przyp., odpowiedni znaczeniem łacińskiemu 
cum, eon-, niem. mit, zusammen, wynikł z pierwotnej partykuły sam.^ 
znaczącej cum, auv, mit. To sam spotyl^amy (w tem właśnie znaczeniu) je- 
dnak w sanskr. już tylko jako przybrankę — rozłączny zaś samoistny przyimek 
odpowiedni brzmi tam saha ; w litew. ma ta partykuła już postać san 
lub są ^ sa, i także pełni tu już przybrankowe tylko usługi (w samoistnem zaś 
użyciu brzmi ona tutaj już zawsze su , któreto su swoją drogą bywa w tym 
języku i przybranką także niekiedy, porówno z san, są, sa). W naszych zaś 
własnych wyrazach widzimy tę partykułę w postaciach tych: sam albo som, 
są, su, s-b czyli (w myśl §. 10) so i se , nareszcie s — a po przeskoku tego 
s w z, mamy ją w postaci ze, z: porównaj np. ludowe sam\siad lub somsiad — 
piśmienne są\siad, sąpierz, sąsick — su\mnienie czyli jak dziś wymawiamy su- 
mienie — so\hor, so\jusz , so\ivity — sejm (= se\jh7n, V m, im), ludowe 
w pewnych okolicach se\wlec itp. — staropolskie s\jem (tyle co sejm), ś\nia- 
danie, ś\niedź (z s^-n-edanie , s-b-n-edi — V ed jeść); sfora, sforny itp. (za- 
miast s\wora itd. V wr) — s\piąG, skruszyć itd. — Z€\hrać, zetrzeć, zemUć — 
z\bór, zbiór, zgromadzić itd. 

Jako osobny, samoistny przyimek, przeistoczyło się to s-b w polskiem 
już stanowczo i z dawien dawna w zb czyli ze, z; np. ze swoim ojcem; ze 
skrajnłm stronnictwem, ze smutkiem, ze łzami, ze Zbignieiuem ; z ojcem, z ubo- 
gim, z Adamem, z orszakiem; z bratem, z matką, z żalem; z płaczem, z tor- 
bamij z fukiem, z piórem itd. W skutek tego zawsze też ten przyimek , jeżeli 
on stanowi osobne słówko, już piszemy i powinniśmy pisać przez z, ze*). 
W starosł. jednakże pomnikach zawsze nam się ta partykuła i w tem samo- 



'•■' ) Niektórzy zalecają pisać w pewnych razach nie z, lecz s ; np. s płaczem, 
s torbami, s fukiem, s piórem, a nawet i s płaczu, s torby, s pióra itd. 
Ja to uważam jednak za z gruntu bałamutną pisownię , choć jej nawet 
i Mickiewicz używał. Takie przykłady, z niewątpliwą już pronuncyacyą , 
jak ze stronnictwem, ze swojćm, ze smutkiem, ze łzami itp. niemniej i 
takie jak z ojcem, z orszakiem, z Adamem, z ubogim, z igłą, stwierdzają 
dotykalnie, że nasz przyimek, znaczący cum, już się stanowczo prze- 
obraził na z, ze, jakkolwiek dawniej brzmiał si), se, s. Nie można go 
przeto pisać inaczej, jak tylko w jego dzisiejszej rzeczywistej f)ostaci, t. j. 
przez z, choćby on nawet dla następującej po nim głoski mocnej 
(p, t, k, f, c) brzmiał w pewnych razach jak 6*. Fonetyczne względy — 
te niczego tu nie dowodzą, gdyż w takim razie musielibyśmy chyba 
pisać i f torbie, f piórze, f Kałuszu, f ciżbie — w iu. brzmi bowiem 



Przyimelf. 339 

istnem nawet użyciu swojem przedstawia jako jeszcze s-b. Ze zaś tosamo być 
i u nas dawniej musiało : to wynika nie tylko z natury rzeczy, ale wskazuje na 
to i ta już okoliczność, że wszakże mamy owo są , sm, 50, se, zachowane w wy- 
razach powyżej przytoczonych do dziś dnia w charakterze przybranki. — Co 
się tyczy słów i imion z t% partykułą, jaką przy branką, złożonych: to oto mamy 
ją, np. w czasownikach spędzić (zusammentreiben), spiąć, skupić, ściągnąć, 
skleić, zbić do kupy, zebrać w jedno, zmieszać itp. mamy ją, w imionach stek, 
ściele, spółka, spływ, zbieg, zbór itd. A zatem jako przybranka, ukazuje nam 
się ta partykuła bądź to w postaci s, bądź z, ze — odpowiednio każdocześnie 
do natury głoski, jaką, ona w wyrazie danym poprzedza. 

2. Przyimek st) z Ilgim przyp., samemu tylko słowiańskiemu światu 
właściwy, znaczył de, von. Była to i tu znowu tasama partykuła , niegdyś 
brzmią;Ca sam, co w tamtym pierwszym razie, tylko że tu, w połączeniu nie 
z VItym ale z Hgim przypadkiem, dyametralnie przeciwnym VImu przypadko- 
wi, miała też i ona także znaczenie tamtemu już wręcz przeciwne, t. j. nie 
łączności i towarzyszenia, ale odbiegu, oddalenia, słowem kierunku o d czego. 
Myśmy w polskiem i ten także przyimek ( w samoistnem jego użyciu ) przeo- 
brazili już na z, ze : mówimy już nie s góry, ale z góry irn dół, taksamo z dołu 
na górę, z boku, z\ubocsa, z brzega, z tyłu, z przodu, z końca, z początku, 
z oddalenia, z ustronia, z gtowy (np. czapkę zdjąć), z nóg (kogo zwalić albo 
komu obuwie zwlec), z wierzchołka, z korzenia, z wieczora, z południa, 
z rana, ze strony jednej na drugą itd. Mylnem przeto zdaje się być panujące 
powszechnie dzisiaj w językoznawstwie mniemanie, jakoby ten starosł. przyi- 
mek s-b i odpowiednie mu dziś polskie z, ze, znaczyło tylko ruch z góry na 
dół, von oben herab: wyrażało to bowiem i wyraża raczej wszelkie od, t. j. 
każde oddalenie , w jakimkolwiek kierunku , i byłby to ])0 prostu tylko syno- 
nim tego przyimka od, gdyby nie wyrażał ruchu po poprzednim innym, 
i to mianowicie bliższym dwóch rzeczy względem siebie stosunku. Przyimek 
■ ten z znaczy odbieg czegoś od rzeczy, z którą , n a której lub też przy której 
się poprzednio było ; przeciwnie przyimek o d wyraża ruch od rzeczy, u której 



jak /. Nawet i dawna postać owego st> zamiast zt,, t. j. jego etymolo- 
gia, nie może nas skłonić do tej pisowni, ponieważ musielibyśmy w ta- 
kim razie chyba zacząć pisać i ot płota , ot pana , ot takiego , ot Kra- 
kowa, ot Ceradza , ot Sasa itd. Gdyż i to nasze dzisiejsze od brzmiało 
dawniej jak wiadomo otii , i nie tylko np. w starosł. nigdy się inaczej 
napisane nie znajdzie, jak tylko przez t, ale nawet i nasze własne ot\- 
wierać, ot\ivór, ot\warty do dziś dnia jeszcze nam tę przybrankę ukazują 
w takiej właśnie postaci. Jeżeliśmy jednak tutaj, przez wzgląd na to że 
np. nie mówi się już ote\mnie, ote Lwowa itp. lecz odemnie, ode Lwoica, 
zgodzili się na pisanie tego od przez d, i to nie tylko w tych zwrotach, 
ale i wszędzie indziej, nawet np. od Poznania , od Krakowa , od Toru- 
nia, od ciebie, gdzie to d i brzmi jak t i ma za sobą takąż przeszłość, 
a nawet etymologią : toć i tam także s zamiast z pisać już nie możemy. 

22* 



340 t^artykuły. 

Sie coś znajdowało lub też ku której zmierzało. Partylcuła ta u znaczy bowiem 
zawsze mniejsze dwóch rzeczy względem siebie zbliżenie, niż z, na, a nawet 
niż przy. porównajmy np. jestem przy bracie^ przy oknie, a u brata, u okna 
it}!. Więc jak się ma w dodatnim kierunku to przy do u, taksamo też w od- 
wrotnym czyli ujemnym stosunku ma sig starosł. to s-h do oth i nasze z do 
od. — W przybrankowem użyciu mamy dziś te partykułę np. w takich 
oto złożonych wyrazach: zejść (komu z oczu), zboczyć, zbłądzić, zdradzić, zbiec 
(z obozu), zbawić, zczesać, zmyć, zgładzić, zepsute, spuścić, spowiadać^ spo- 
wiedź, stoczyć, spaczyć się , spruć, zetrzeć i ścierać co z czego, spuchnąć ; zbieg 
(z wojska), zwłoki (nieboszczyka jakiego), ścierka, zdaiuka, zdawkowa moneta, 
stok, stąd, stamtąd, skąd itd, I tutaj zatem, tak jak w pierwszym razie, pi- 
szemy s albo z, wedle tego czy po tej j)rzybrance następuje mocna czy też 
słaba spółgłoska. W samoistuem przyimkowem tego słówka użyciu przeciwnie 
pisać należy zawsze z. 

3. Przyimek iz-h, iz, do dziś dnia zachowany tylko w niektórych, mia- 
nowicie w południowych i północnych słowiańskich językach , w polskim zaś, 
łużyckim i czeskim już zapomniany zupełnie, choć i tu kiedyś był niewgjtpliwie 
w użyciu*), rządził także Ilgim przyp. i odpowiadał znaczeniem łać. ex, niem. 
aus, t. j. wyrażał ruch czegoś z wnętrza czyli ze środka jakiej drugiej 
rzeczy, a w przenośnym sensie wynik czego jako skutku z przyczyny lub też 
jako wyrobu z materyi. Był to zatem takisam znowu odwrotnik przyimka w, 
położonego na pytanie gdzie? w czem? jakim nam się być okazało owo 
Ilgim przyp. rządzące sb względem przyimków ^^rz^/, na i rządzącego Yltym 
przyp. ST), i jakim odwrotnikiem względnie do u i do ku nazwaliśmy od. W do- 
datnim bowiem kierunku , moglibyśmy w ogólności wszystkie nasze przyimki, 
wyrażające zbliżenie, zestawić w następującej progresyi: 

ku, u — pfsy, fiCL, 2 ( z VI przyp. ) — w. 

Otóż jeżeli w tym progresywnym szeregu „ku czemu" i „u czego" poczy- 
tamy za stadyum pierwsze, zaś „przy czem", „na czem" i „z czem" niejako za 
pośrednie i drugie, a „mj czem" za trzecie : to możemy w tensam sposób i w od- 
wrotnym także kierunku ustawić taką progresyą, ułożoną z odpowiednich tym 
trzem stadyom przyimków oddalenie wyrażających. Mianowicie od będzie 
wtedy odwrotnikiem przyimków ku i u — następnie owo Ilgim przyp. rządzące 
Sh będzie odwrotnikiem względem rządzącego VItym przyp. Sb, toż na i przy — 
a izb będzie nim względnie do w. To izb zatem tam tylko w ogóle daje się 



'■'•') Z pomiędzy wszystkich naszych dawnych językowych zabytków sama 
podobno tylko Biblia Zofii ( Szarospat. ) ma wjednem miejscu „yz mia- 
sta'-^, któreto yz tyle tu znaczy, co iz. — Z pomiędzy złożonych wyra- 
zów, dawne polskie zwoUć (wybrać) i wynikłe z niego po-zwolić , wy- 
zwolić, do-zwolić itd. świadczą także za używaniem u nas tego iz ; to 
zwolić bowiem (e-ligere) dla samego już tego znaczenia swego nie mo- 
gło dawniej brzmieć Sb\wolić, ale tylko łZ'b\wolić; s-b ])owiem nigdy nie 
wyrażało tego, co przybrauka wy-. 



Przyimek. 341 

użyć , gdzie z pomiędzy jakiegoś dwojga aż dotą-d była rzecz jedna w dru- 
giej, a teraz się z niej wydala. Czyli innymi słowy: izii wyraża w językach, 
które mają, tę partykułę, tosamo, co Sb z Ilgim przyp. — tylko że wskazuje 
zawsze na poprzednie bliższe zł§;Czenie, aniżeli je owa druga partykuła wyraża, 
rozejmuj§;Ca rzeczy tylko powierzchnię, się stykające , a nie takie co się zlały 
aż do rdzeni wew^nętrznej. — W polskiem dzisiaj « z tego [1)213 już odpadło ; 
pozostałe s-ł, czyli z, ze, zetknęło się z drugiem owem ( łać. d e odpowiedniem ) 
z, ze, czyli dawnem s-b , w jeden już tylko przyimek, który jak rządem, tak 
i agendą, (de, ex) do tego stopnia już szczelną, w sobie stanowi całość , że 
nie dają się częstokroć te dwie dawne odnogi rozeznać w praktycznem swo- 
jem użyciu. Nawet i w starosł. pomnikach to iziy , «s , i st Ilgim przyp. rzą- 
dzące częstokroć się już krzyżują z sobą w użyciu. — W litew. brzmi ta party- 
kuła iż, a może raczej isz , jak tam niekiedy (zwłaszcza jako przybranka, 
w złożonych wyrazach) bywa pisana — w łotyskiem is. Etymologia tego wszy- 
stkiego bardzo wątpliwa. 

Nadmieniło się już powyżej, że ta partykuła iz , w przyimkowem 
swojem użyciu, dopiero po za polskim, łużyckim i czeskim światem ma obieg 
w mowie szczepu naszego. W tychże granicach ma ona w niej rozpowsze- 
chnienie także i jako przybranka, jakkolwiek w rosyjskiem i ruskiem obok 
tego iz- jest już znanem i wy-, którąto przybranka, my Polacy łącznie z Cze- 
chami jedynie się już posługujemy, ilekroć mamy wyrazić takie pojęcia, jak 
toydobyć, wyprowadzić, loyjąć, uiyłupić, wykupić, wybiec^ wybrać; albo wybieg, 
icybór, loynik, wykup, wytworny, wyśmienity, icyleiu itp. To loy daje się tu 
jednak używać jedynie jako przybranka czyli jako nierozłączny przyimek, w sa- 
moistnem zaś użyciu ani w polskiem ani czeskiem nigdy się tak nie mówi. — 
Z powyższem wy- w wyrazach jak wydobyć , tcyleiu itp. bardzo blisko spo- 
krewnione jest znaczeniem u , np. w ubyć, ulać, ulew^ uchylić, usunąć^ ująć i 
ubrać (komu czego), uprowadzić, ubieg, utrata, ujma, ubytek, uszczerbek itd. 
Cala między tem u a wy różnica jest tylko w tem, że u wyraża tu tosamo, 
co przyimek od w samoistnem swojem użyciu , t. j, w ogóle ruch na bok o d 
czego ; wy przeciwnie znaczy wynik z czego, t. j. z wnętrza, środka itp. Nie- 
gdyś ten przyimek u (w połączeniu z Ilgim przyp.) musiał mieć właśnie to 
znaczenie powyższe (od) i jako samoistne słówko, jako właściwy przyimek, a 
nie tylko jako przybranka; dzisiejsze zaś znaczenie tej partykuły „u czego", 
apud, be i, miała ona pierwotnie chyba w związku z jakim innym przypad- 
kiem, np, VII, III lub VI, a nie z Ilgim: tego wszystkiego jednakże pamięć 
wszelka już zaginęła, od kiedy się te stosunki w wirze czasów pokrzyżowały 
ze sobą. 

Ze pomiędzy naszą, przybranka wy a tem u nawet i bliższy jeszcze, bo 
etymologiczny związek zachodzi, a to w tym sensie, że się tu u zwątliło w y, 
to y zaś potćm lo jako przydech sobie przybrało (w myśl §. 60) i tak prze- 
szło w wy: tego dowieść można naocznie na obydwóch dyalektach łużyckich. 
Naszemu np. wy\winąć się odpowiada w górnołużyckiem wu\winić so , a tak- 
samo mamy tam to ivic zamiast naszego wy i w wulemić (wyłamać), wulieść 



312 Partykuły. 

(wyleśó), wuivść (wyróść) itp. Ze rzeczywiście w tern górnołużyckiem ivto 
jest w jedynie przydechem , a u głównym , stałym tej partykuły składnikiem : 
to nam się znowu dotykalnie stwierdzić daje w dolnolnżyckiem , któryto dya- 
lekt juź nie w, ale h do tego u jako przydech doczepia: hii\biś (wy|bić), hu- 
holeś (wyboleć, wychorować się), hubraś (wybrać), hiignaś (wygnać), hndaś 
(wydać), hulesieś (wylecieć), humoc albo też i tam nawet już wymóc (wydo- 
być, wyratować), huchysiś (wychwycić), hugroniś (wygromić kogo) itd. 

§. 566. Oprócz powyższych trzech znaczeń (cum, de i ex), ma party- 
kuła nasza 2, ze w kilku słowiańskich językach, a między nimi i w polskim 
jeszcze i czwarte znaczenie, mianowicie circitor, ungcfahr, a to jeżeli po- 
przedza jaki liczebnik, szczególnie położony w Iszym albo lYtym przyp. Tak 
np. kosztowało to z trzydzieści złotych) dał mu z jakie dziesięć kij6io\ daj mi 
teraz ze trzy talary^ a resztę mi zwrócisz na przyszły tydzień ; przesiedział 
IV turmie ze dwa lata ; była tych koszul dobrze z kopa ; z jakie trzydziestu 
brodaczów do niego przyjechało i zaczęli rabować; zebrał ze trzystu wąsatych 
szlachciców, itd. — AV tem znaczeniu to z jest oczywiście tylko prostym przy- 
słówkiem, nie mającym powinowactwa z żadnym poszczególnym przypadkiem 
czyli nie rząjdzącym niczem; ów skłonnik ( Iszy lub IV ty), przed którym takie 
z stoi, ma zawsze raczej w całym związku zdania swój powód. Że zaś z żadnym 
innym skłonnikiem, jak tylko z tymi dwoma nie daje się połączyć takie z: tego 
przyczyna zapewne tylko w tem, że gdyby następował po niem np. ligi albo 
VIty przyp., bralibyśmy je za przyimek znaczący cum, de lub ex, coby ja- 
sność wyrażenia zaciemniało lub je dwuznacznem czyniło. W przyp. Vtym nic 
dają się tak łatwo zwroty takie wyrażać — w Illcim i Yllmym także rzadka 
chyba tylko do nich sposobność. 

§. 567. Bardzo często zamiast pojedynczych przyimków, uży- 
wamy złożonych, a to z jakim drugim przyimkiem, np. o\próc.i' 
zamiast ^jróc^. 

Niekiedy znaczenie zajmującego drugie miejsce w tem po- 
łączeniu przyimka nie doznaje w skutek tego żadnej zmiany, np. 
oprócz znaczy zupełnie tosamo, co prócz. Takimi złożonymi są, na- 
stępujące przyimki: 

o\'krom, o\prócz, o^^wło, ndx>\hoło^ za\miast, na\przeciwJco^ po\mi' 
mo, p>o\niięchy : znaczą one tosamo, co hrom, prócz, Jcoh, miasto, 
mimo itd. 

W innych razach znowu zmienia się cokolwiek znaczenie ta- 
kich przyimków, np. w tych: popod, jwnad, poprzed, poza, z pośród, 
z tcewnątrz, z zewnątrz, z przecitvha, z naprzecitoJca , z pomiędzy, 
z nad, z ponad, z pod, z przed, z poprzed, z za, z poza. 



Wykrzyknik. 348 

Co się zaś tyczy przypadków, jakimi te złożone przyimki rzą- 
dzą, w tej mierze wiedzieć należy, że zawsze przy nich ten kła- 
dziemy przypadek, jakim rządzi drugi przyimek (np. nad ziemią 
i po\nad ziemią; za górą, i po\za górą). Jedynie złożone z przyim- 
kiem z zaczynają zaraz rządzić natomiast przypadkiem Ilgim; np. 
z pod kamienia, z za rzeJci, z nad góry itd. (a nie z pod Jcamie- 
niem itp.). 

" Dlatego też w ogólności te przyimki złożone piszą się zawsze 
razem, jeżeli w nich niema z: popod, poza, ponad, pomiędzy, na- 
oJwh; gdzie zaś do składu przyimka takiego wchodzi z, tam się to 
z pisze osobno : z po7ni§dzy, z ponad, z poza itd. 

IV. AVyl5Lr*zyl$Lxiil5:. 

§. 568. Wykezyknikami (interjectio) nazywamy par- 
tykuły, które same przez się właściwie nic nie znaczą, a 
tylko służą do uwydatnienia uczucia, w jakiem wypowia- 
damy inne wyrazy, obol^ nicłi położone. Uczucia takie 
mogą być nader rozmaite: radość, smutek, żal, zdumie- 
nie , przestracłi , szyderstwo , niecierpliwość , gniew itp. 
Wszystko to może być żywiej wypowiedziane przy pomocy 
towarzyszącycłi mówieniu wykrzykników. Ale rzadko który 
wykrzyknik (jak np. biada! niestety!) przeznaczony jest 
do okazania jednego tylko uczucia; owszem, służą one 
po większej części przy każdej sposobności; np. ach jaka 
radość! — ach, ty ośle! — ach, co sa nieszczęście! — ach 
mój Boże! itd. 

§. 569. Mamy w języku naszym wykrzykniki na- 
stępujące : 

a, och, e, i, ej, o, och, ha, ho, hola, hej, hejże, hu, hm, 
na, ną, naści, no, nuż, nuże, biada, niestety, zaiste, dalej, 
przebóg, ba, ba-i-bardzo, masz! dalibóg, dalipan, precz, fora, 
fe, fiijj won^ oto, otóż, i może jeszcze kilka innych. 



344 Tartykuly. 

Do tego dodać by można rozmaite jeszcze mruknięcia i 
sykania, t. j. głosy nieartykułowane, naśladujące zdarzenia zżycia 
potocznego lub też brzmienia w naturze, jak np. hr^gJc! brzdęk! 
paf! xmf! hge! prr! brr! hs! m! pst! chlast itd. 

Wszystkie te wykrzykniki ani się same nie odmieniają, ani 
t^ż niczem drugiem nie rządzą. W ogóle są to słówka, które choć 
wchodzą w wątek mowy, nie wiążą się jednak żadnym węzłem z całą 
budowa zdania. 



CZESC PIATA. 



Sli:ład.n.ia. 
I. Nauka o zdaniu pojedynczem. 

ij. 570. W poprzedzających częściach gramatyki po- 
znaliśmy, jak się tworzą wyrazy osobne i jak się odmie- 
niają. Teraz pozostaje nam jeszcze obeznać się z zasada- 
mi, podług których używamy tych wyrazów w ciągłem i 
rzeczywistem mówieniu, czyli jak się z wyrazów po- 
jedynczych składają zdania. Przez zdania jedynie 
objawiamy myśH nasze. W zdaniu też częstokroć wyraz 
dany otrzymuje dopiero ostateczne swoje znaczenie. 

Ten dział gramatyki, którego przedmiotem jest nauka 
o zdaniu, nazywa się Składnią (Syntaxis). 

§. 571. Zdanie (enuntiatio albo propositio, 
Satz) — jest to myśl czyli sąd, wyrażony słowami. 

Ziemia jest okrągła. Ziemia się obraca. Ogień piecze. 
Lód jest zimny (albo ziębi). 

W każdem zdaniu znajdować się jnuszą następujące 
dwie niezbędne jego części czyli składniki: najprzód rzecz 
lub też osoba, o której się powiada, że coś czyni albo 
że czemś jest ( ziemia ^ ogień, lód)\ następnie to co się o 
tej rzeczy lub osobie powiada {jest okrągła, obraca się. 
piecze, jest zimny). Rzecz czyli osobę, o której się mówi, 



346 Składnia. 

nazywamy w zdaniu Podmiotem ( subj ectum ) * ) ; to 
drugie zaś, co się o niej powiada (orzeka), zowiemy 
Orzeczeniem (praedicatum). 

§. 572. Podmiotem w zdaniu może być właściwie 

tylko rzeczownik. 

Pan rozkazuje. Sługa słucha. Wiatr wieje. Kwiat 
pachnie. Bóg zasmuci, Bóg pocieszy. Bóg jest sprawiedliwy. 



) Wyraz podmiot — jest to dosłowne tylko tłómaczenie łacińskiego 
subj ectum; subjectiim zaś jest znowu przekładem greckiego to ur^o- 
*/.£{(X£vov. Nazwa ta wzięta została do gramatyki z tak zwanej logiki for- 
malnej, i z jej też tylko punktu widzenia może być wyjaśnioną. Każdy 
sąd logiczny — jest to spojenie dwojga pojęć, mianowicie rzeczy, 
którą chcemy oznaczyć, i własności lub też czynności, za pomocą 
której owę rzecz oznaczamy ; np. kamień jest ciężki ; kamień cięży. Po- 
nieważ tak własność (np. ciężkość)^ jak i czynność (np. ciężenie) jest 
zawsze pojęciem ogólniej szem i szerszego zakresu, aniżeli rzecz, z na- 
tury swojej mniej lub więcej konkretna (np. tutaj kamień): przeto mi- 
mowolnie wyobrażamy sobie, że się w sądach logicznych rzecz pod 
orzeczenie swoje podciąga, podstawia. To więc przyczyna ter- 
minu Arystotelesowego u7:ox£([a.£vov i dosłownych tegoż terminu przekła- 
dów : subjectum, podmiot, jako technicznych nazw w logice. — 
W gramatyce ten wyraz podmiot nie zdaje się być zupełnie właściwym. 
AV zdaniu gramatycznem bynajmniej nie o to chodzi , czy orzeczenie 
jest od podmiotu ogólniejszem, czy też podmiot od orzeczenia. Ani też 
nikt tu nie zwraca na to uwagi, czy podmiot wyobraża się jako coś bę- 
dącego pod orzeczeniem, czy też nad orzeczeniem. Chodzi tu raczej 
jedynie o to, ażeby każdy zrozumiał od razu, że rzecz lub osoba, o któ- 
rej głównie się mówi w zdaniu, coś czyni. Każde zdanie gramatyczne 
wyraża jakąś czynność; tej zaś czynności źródłem, sprawczynią lub no- 
sicielką jest właśnie ta rzecz lub osoba, o której się mówi. Nawet w zda- 
niach biernej konstrukcyi, nawet w takich , gdzie mamy łącznik jest — 
osnową zdania jest ostatecznie czynność, w pierwszym razie czynność 
bierna, w drugim razie czynność najabstrakcyjniejsza ze wszystkich 
czynności, jakie tylko pomyśleć można, lecz zawsze czynność. Jak kolor 
czarny, choć nie jest żadnym kolorem, choć jestnegacyą, a raczej nie- 
bytem koloru, a jednak do kolorów się liczy: tak też i słowo hyć 
(nawet w łącznikowem znaczeniu) wyraża czynność. Inaczej — hyć nie 
byłoby czasownikiem. — Gdyby to więc odemnie zależało, nazwałbym 
podmiot w zdaniu raczej Czynnikiem, jako to, co ostatecznie w ka- 
żdym razie jest czy to czynnej, czy biernej, czy wreszcie nijakiej czyn- 
ności źródłem, dźwignią i sprawcą. 



Zdanie pojedyncze. S47 

* Tylko w zastępstwie i w znaczeniu rzeczownika, może być 
podmiotem zdania także zaimek, liczebnik, przymiotnik, 
imiesłów, bezokolicznik i wszelka inna część mowy, a na- 
wet i zdanie całe, jeżeli jest użyte rzeczownie. 

On odszedł. My jesteśmy szczęśliwi. Wyście ojcowie 
nasi i opiekunowie, a m y sieroty i dzieciny wasze. Shar. T o 
jest najlepsze. Jeden tego nie dokaże. Oboje wyjechali. 
Pierwszy stracił, drugi wygrał. Ubogi żebrze. Dumny 
nie zna, co pokora. Umarli na świat nie wrócą. Polegli 
się nie ocucą. Chwalić jest miło. Być chwalonym jest 
jeszcze przyjemniej. Dobrze pisać nie jest łatwo. Dosko- 
nalić język polski nie jest tosamo, co nad nim wydziwiać. 
Śniad. To nieszczęsne jego nie dam wszędzie stoi na 
zawadzie. Twoje zaraz już mnie nudzi. 

§. 573. Obzeczeniem jest w zdaniu albo czasownik 
albo też imię (rzeczownik, przymiotnik, zaimek, imie- 
słów, liczebnik, nakoniec bezokolicznik rzeczownie wzięty). 
Jeżeli wszakże orzeczeniem jest imię, natenczas dodaje 
się jeszcze do niego łącznik (copula). Łącznikiem w zda- 
niu jest słowo hyc. 

Pies szczeka. Rzeka płynie. Brat pisze. Bóg jest 
wszechmocny. Człowiekjest śmiertelny. Lekki na- 
ród jest człowieczy, Koch. Zacne są twoje sprawy. Koch. 
Bóg jest jeden. Ten dom będzie twoim. Ta książka 
jest wasza. Przeklęty {jest ) , kto zasmuca matkę swoje. 
Skar. Czyny jego są widoczne, dzieła jego podziwiane. 
Pisać dobrze — nie jest to jeszcze pisać wymownie. Śniad. 

§. 574. Z powyższego wynika, że więc każde zdanie składaćby 
się powinno przynajmniej z dwóch, albo też z trzech wyrazów, jako 
koniecznych swoich części, t. j. z podmiotu i z orzeczenia, 
jeżeli orzeczeniem jest słowo — a z podmiotu, łącznika i orze- 
czenia, jeżeli orzeczeniem jest imię. W niektórych jednakże razach 
wolno jest opuścić jedne albo też i dwie z tych istotnych części 
zdania, tak iż natenczas pozostająca reszta sama jedna całe już 
zdanie stanowi. 

Być zaś to może pod warunkami następującymi: 
1) Przedewszystkiem wypuszczamy łącznik wszędzie, gdzie 
go się łatwo domyślić można z całego sensu zdania. Najłatwiej 



348 Składnia. 

domyślamy się zaś łącznika tam , gdzieby miał być użyty w czasie 
teraźniejszym. Z tej przyczyny kładziemy jestem^ jesteś^ jest, jesteśmy, 
jesteście^ są w takich jedynie zdaniach, gdzie na tych łącznikach 
spoczywa jakiś przycisk. Przeciwnie w czasie przeszłym lub przy- 
szłym słowo hyc wyjątkowo chyba tylko może być wypuszczone, 
chodzi tu bowiem o dobitne już wyrażenie czasu. 

Móivi się. tedy: Wielki to był człowiek; wielki to bę- 
dzie człowiek! Ale „jest" nie dodaje się, ho dość zromi- 
niiaUm hędzie i zdanie hez tego, np. Wielki to człowiek! 
Sławni to pisarze ! Sen mara. Pan Bóg wiara {prsysł. ). My 
temu nie winni ! Wiem, że to twoja praca. Chmury — twój 
wóz , twe konie — wiatry uieścignione , duchy — posłance , 
słudzy — • gromy zapalone. Koch. W następujących zdaniach 
mamy luypuszczone i był, była: Zaczem posłań do Ferdy- 
nanda króla ksiądz Wilanowski. Przyniesiona królewna Elż- 
bieta do Krakowa tegoż roku. Górn. 

Tu należą także wyrażenia, jak np. Można (rzecz jest). Trzeha 

(jest). Wstyd (jest). Straszno (jest), hiada mi, itd. 

2) Jeżeli podmiotem jest zaimek ja, ty, my, tvy; i on, ona, 
ono, oni, one: to i te zaimki jako niepotrzebne w zdaniu pospolicie 
opuszczamy, ponieważ w języku naszym, równie jak i w łacinie, 
z dodanego orzeczenia wyrozumieć już zawsze można, kto jest 
podmiotem, czy osoba pierwsza, czy druga, czy trzecia, i czy w licz- 
bie poj. czy mn. 

Wiem ; zginęliśmy. Wygrałeś. Szczęśliwyś (= ty jesteś 
szczęśUtuy). Stój! Idźmy. Słuchajcie! Słyszałem o niej, wy- 
zdrowiała. 

Zaimki osobiste kładą się przy czasownikach w polskiem 
(jak i w łacinie) wtedy tylko wyraźnie, kiedy chodzi o dobitne 
wyrażenie , że nie o kim innym, ale właśnie o tej osobie jest mowa. 

Nie mój brat, ale ja pisałem do niego. Nie on, ale tyś 
szczęśliwy. Nie my, ale wy winni jesteście, itp, 

3 ) Podobnież nie wyrażamy podmiotu w takich zdaniach, gdzie 
orzeczeniem jest jakie wyrażenie nieosohoYfe, ni^. j^ada, grzmi, h^ysJca 
się, holi, jest, hyło, nie ma, zdaje się, trafiło się, wypada, należy, 
trzeha, można, powiadają, mówią, piszą, zaczęto, uczyniono itd. 

Było smutno. — Jak tu przyjemnie! (opuszczone jest). 
O źle! (jest). — Za Stanisława Augusta pisano ciągle, 



Zdanie pojedyncze. 349 

pisano wiele, zbierano, tłómaczono, naśladowano wszystko. 
Witw. Zajęto się zaprowadzeniem rządu szkolnego. Śniad. 

W tych wszystkich razach nie wyrażony podmiot zdania jest 
niejako w słowie nieosobowem zawarty. I w tym względzie język 
polski zgadza się z łacińskim, a różni od niemieckiego; tu bowiem 
zastępują w takim razie niedostatek podmiotu słówka es lub man. 

4) Podobnie też nie tylko podmiot, ale i orzeczenie, a nie- 
kiedy nawet i obój go razem może być opuszczone w zdaniu, je- 
żeli się tylko tego wszystkiego w jakikolwiek sposób domyślić mo- 
żna ; np. w odpowiedziach na zapytania : 

Czy tam był twój brat? — Był (hrat). — Czy Jan kupił 
konia? — Kupił (Jan). — Czy Słowacki to napisał? — 
Słowacki. — Czy ten malarz jest sławny? — Nie (jest 
ten malarz słaiony ). — Czy się na to zgadzasz ? — Bynaj- 
mniej (nie zgadzam się). — Czyś dobrze sprzedał? — 
Żle (sprzedałem). 

§. 575. Takie zdania, które nic więcej w sobie nie 
zawierają, jak tylko sam podmiot i orzeczenie (z łączni- 
kiem, gdzie go potrzeba), nazywamy zdaniami gołymi 
(nackte Satze). 

Bóg nagradza. Bóg karze. Bóg jest sprawiedliwy. 

§. 576. Zwyczajnie jednak mieszczą w sobie zdania coś 
więcej , jali tylko te konieczne wyrazy. Częstokroć bowiem 
zmuszeni jesteśmy dla większej dobitności dodać albo do 
podmiotu, albo do orzeczenia, albo i do jednego i do 
drugiego jaki objaśniający dodatek, przez który zdanie 
nabiera treści, mocy, rozmiaru, słowem rozwija się, i 
właśnie też przeto natenczas zowie się zdaniem kozwi- 
NiJgTEM ( entwickelter Satz). 

np. zdanie gole : Samson zwodził, nie hyłohy zrozumiale ; 
ale będzie zrozumiałem, jeśli powiemy. Samson nieraz o 
krzywdy braci swej z Filistyny sam jeden wojnę zwodził. 
Skar. Fodohme rozwija się zdanie gołe i niezupełnie jasne : 
Nieprawości rosną — na zrozumialsze zdanie rozwinięte : 
Z głupstwa wszystkie nieprawości rosną. Górn. 



360 Składnia. 

Obaczmyź, ilorakie byc mogą te objaśniające do- 
datki, nie mające miejsca w zdaniu gołem, a wchodzące 
w skład zdania rozwiniętego. 

Dodatki rzeczone przydają się albo jakiemu rzeczo- 
wnikowi, będącemu częścią zdania gołego, albo słowu, 
albo nakoniec przymiotnikowi (§. 572 i nast.) Wedle 
tego różnią się one też pomiędzy sobą. 

§. 577. A. Objaśniające dodatki przynależne 
rzeczownikowi mogą być, bez różnicy czy ten rzeczo- 
wnik jest podmiotem zdania, czy orzeczeniem, czy jaką 
inną częścią onego , następujące : 

Najprzód może to być Przymiotnik (imiesłów, za- 
imek itd.) przydany rzeczownikowi na pytanie jaki? czyj? 

Tent o słynny pisarz; ów wielki poeta; muzyka do- 
brana; godzina pierwsza; cztery konie; wasze po- 
wozy; bieżącego roku; rozkoszom niepojętym; pię- 
kności nie wysłowionych; kwiatami polnymi itd. 

Te przymiotniki, zgadzające się ze swoimi rzeczowni- 
kami w rodzaju, liczbie i przypadku, nazywamy Pezydawką 
( epitheton, attributum ). 

§. 578. Powtóre może to być Rzeczownik przy- 
dany do głównego rzeczownika w Ilgim przypadku. 

Fale morza; mieszkańcy miasta; jęki nędzarza; 
tony harf niebieskich; na zamku kasztelana; cesa- 
rzowi Francuzów; przed oblicznością; całego świata itd. 

Taki dodatkowy ligi przypadek dopełnia znaczenie 
głównego rzeczownika, zowiemy go przeto Dopełniaczem. 

§. 579. Potrzecie może to być Rzeczownik przy- 
dany głównemu rzeczownikowi w tymże samym co on 
przypadku; 

Alexander, król macedoński; — Cicero, mówca; — 
Zygmunt Stary, ojciec ostatniego z Jagiełłów; — miłuj 



Zdanie pojedyncze. 351 

Boga, stwórcę i pana wszech rzeczy. — O poezyo, ma- 
tko piękności! — Śmierć Juliana, syna mojego, pocie- 
chy mojej jedynej; Ud. 

Ponieważ przez dodane w ten sposób rzeczowniki 
niejako dopowiadamy jaką szczególną własność głó- 
wnych rzeczowników: przeto nazywamy ten rodzaj do- 
datkowego objaśnienia Dopowiedzeniem (appositio). 

§. 580 Nakoniec należą tu Rzeczowniki, doda- 
wane do głównego rzeczownika za pomocą wszelakiego 
rodzaju przyimków. 

Gwiazdy około twojej głowy; — uśmiech na twa- 
rzy; — ptak w klatce; — gra w szachy; — liście na 
drzewie; — ryba w wodzie; — nędzarz w łachma- 
nach; — żołnierz bez nogi, o kuli; — list od matki, 
z Krakowa; — książka do czytania, itd. 

Tego rodzaju dopełnienia nazywamy określeniem 

PRZYIMKOWEM. 

§. 581. B, Objaśniające dodatki należące do 
przymiotnika, i 

O. Objaśniające dodatki odnośne do słowa, 
możemy połączyć w jedno, niczem się one bowiem mię- 
dzy sobą nie różnią. Odcienie ich mogą być wielce roz- 
liczne; ale jakiekolwiek one są, należą zawsze do jednej 
z dwóch klas następujących: 

Pierwszą klasę stanowią tu tak zwane Określenia 
PRZYSŁÓWKOWE, którc czynność lub własność, o którą 
chodzi, bliżej określają co do czasu i miejsca, co do miary 
i stopnia, co do sposobu, powodu i tym podobnych ubo- 
cznych okoliczności. Są to albo przysłówki albo też 
rzeczowniki w różnych położone przypadkach, rządzo- 
nych od przyimków, lub też i nie rządzonych od niczego. 



352 Składnia. 

Bardzo wysoki; prawdziwie, nad zwyczaj wielki; 
nieskończenie maleńki; ciemno zielony; zawsze po- 
sępny; jechać prędko; pisać pięknie. — Czekałem na 
niego całą, godzinę; — przeszłego miesiąca lepiej 
mi się powodziło; — trudem i silną wolą wielkich 
rzeczy dopiąć można. — Litewski Niemen sławny z gościn- 
ności. Mich Nie masz nic pod słońcem trwałego. Shar. 
Na tem weselu królowie z książęciem Ilia gonił na 
ostre w gończej zbroi. Górn. Szli jak mgły chodzą, 
bez szelestu, szli ze spuszcz o nem czołem, pełneni 
wspomnień bólu. Krasiń. 

§. 582. Do drugiej klasy liczymy takie uzupełnie- 
nia przydane słowom albo niekiedy przymiotnikom, które 
wyrażają przedmiot czynności lub własności, o której 
mowa. Są to imiona (rzeczowniki, zaimki, liczebniki itd.) 
położone w przypadku II, IH, IV, wreszcie niekiedy i 
VI tym. Przypadki te są zawsze rządzone przez słowo 
albo przymiotnik, do którego należą. Ten rodzaj uzupeł- 
niających dodatków nazywa się w ogóle Pezedmiotem 
(objectum). 

Mąż prawy nienawidzi zdrady. — Był to człowiek chci- 
wy bogactw i zaszczytów. Kras. Zakończył żywot, syt 
wieku i sławy. Niem. Bogu ufa dusza moja. Koch. Nie 
widziałem nic temu przepychowi równego. Kras. Sprzy- 
siężeni zamordowali Cezara. — Miłość rodzi zgodę, a 
bez zgody miłość być nie może. Shar. Ciebie wyznawam, 
Boże mój. Ty iścisz me prośby. Koch. Gardzimy czło- 
wiekiem, który się brzydzi pracą Ud. 

* Przedmiot tem się różni od przysłówkowego okre- 
ślenia (§.581), że podczas gdy to ostatnie swój wyraz główny 
tylko ubocznie i pomocniczo określa, przedmiot go raczej co do 
istotnego znaczenia jego dopiero uzupełnia, w taki sposób że 
słowo rządzące, bez dołożonego przedmiotu, nierazby ani zrozu- 
miałem nie było; np. zabić, zniszczyć... pytamy się zaraz konie- 
cznie: hogo zabić? co zniszczyć? 

** Częstokroć przy słowach i przymiotnikach, zamiast rze- 
czownika w przypadku Ilgim lub IVtym położonego, znajdujemy 



Zdanie pojedyncze. 353 

bezokolicznik. Takowy ma natenczas w zdaniu znaczenie rze- 
czywiste jednego z tych przypadków dopełniających orzeczenie, i 
także go uważać trzeba za przedmiot. 

Chcę go (naród) dźwignąć, uszczęśliwić, chcę nim 
cały świat zadziwić. MicŁ Postanowiłem dzisiaj pisać 
do ciebie. — Jesteś godzien być kochanym. 

§. 583. O woź przez przybieranie tych wszystkich do- 
datkowych objaśnień, któreśmy w powyższych §§ poznali, 
zdanie gołe staje się rozwinie tern. 

Nie tyll-^o konieczne składniki zdania (podmiot i orze- 
czenie), ale i wszelkie dodatkowe części jego, np. 
przedmiot, przydawka, dopowiedzenie, dopeł- 
niacz itd. mogą znowu i z swojej także strony przybie- 
rać bliższe uzupełnienia, a to podług zasad, według których 
w ogóle rzeczownik, przymiotnik i słowo objaśnienia do- 
datkowe przybiera. Co większa, każde z nich może i p o 
kilka naraz takich uzupełnień przybierać. 

Ty z pałaców swych świętych spuszczasz na ni- 
ską ziemię deszcz nieprz epłac ony. Koch. W cieniu 
twych skrzydeł, próżen wszech trudności, je- 
szcze ja (da Bóg) użyję radości. Tenże. Ustała światłość 
pierwotnej anielskiej natury człowieka. Mochn. 

§. 584. Przez zbyteczne jednak nagromadzenie takich 
dodatkowych objaśnień mogłaby łatwo powstać w zdaniu 
zawiłość i przepełnienie, zwłaszcza jeżeliby się one wszy- 
stkie ściągały do jednej i tejsamej części zdania czyli 
do jednego wyrazu. Dla uniknienia więc zbytecznego na- 
tłoku, zastępujemy w takim razie jeden albo drugi taki 
dodatek, albo też i sam podmiot danego zdania, raczej 
przez całkowite osobne zdanie. 

I tak, gdybyśmy np. mieli takie zdanie przed sobą: Tedij też 
książę Ostrogskie Ilia starał: się o Beatę KościelecJcą kasztelankę 
ioojnicką, przy królotvej Bonie zostającą, a będącą iv wielkiej 

Gram. Uist. Por. II. 2o 



354 Składnia. 

ticzciivości cliowaną: to raziłby nas tu jakiś zbyteczny nawał 
tych określeń Beaty. Dlatego daleko lepiej zbudowane jest zdanie 
następujące : Tedy też książę Ostróg sJcie stara- się o Beatę Koście- 
Jeclcą , Jcasstelanhę ivojnicką , Jctóra zosta toa^a prsy królowej 
Bonie, a była iv iv i elki ej iiczciivości ehoivana. Góra. Tu 
wyrazy poczynające się od która 0ostatvai'a itd. zastępują miejsce nie- 
zręcznej w zdaniu pierwszem i^rzj dsiVfki : p7'0y kr ólotv ej Bonie zosta- 
jącą , a będącą — itd. 

§. 585. Wyrazy w powyższem zdaniu: Mora zostawała 
przy królotuej Bonie, jako też: a hyla iv iuielkiej uczciwości 
chowana, są już całymi zdaniami; każde z nicłi bowiem 
zawiera wszystko w sobie, co stanowi istotę zdania, t. j. 
każde z nicłi ma swój podmiot i orzeczenie. Są to nawet 
zdania rozwinięte , gdyż mają więcej , niż co koniecznie 
jest w każdem zdaniu potrzebnem. Pomimo tego wszy- 
stldego, całkowitej myśli one jednali nie zawierają; bez 
wyrazów bowiem w zdaniu poprzedzającem: starał się o 
Beatę Kościelcchą, nie wiedzielibyśmy, o kim tu mowa, 
lito jest ta j^htóra zosłatuała przy króloiuej Bonie itd. 

Takie zdania, które tylko przez rozwinięcie jakiej 
szczególnej części zdania pierwotnego powstały, nazywamy 
zdaniami pobocznymi albo podezędnymi (Nebensatze, 
subordinirte Siitze). Owo zaś zdanie pierwotne zowie się 
zdaniem głównem (Hauptsatz). 

§. 586. Natura każdego zdania pobocznego po- 
lega na tem, że samo przez się nigdy ono całkowitej 
myśli nie wyraża i że dopiero razem ze swojem zda- 
niem głównem jest zrozumiałe. Przeciwnie zdanie głó- 
wne wypowiada i samo przez się zawsze myśl całkowitą. 

Zgodzili się wszyscy na to, co im król podał!. Górn. Chciał! 
uciec, gdy ode drzwi zaszła mu osoba. Mick. — (Tu pierwsze zda- 
nia są i same już zrozumiałe; drugie zaś dopiero w połączeniu 
z pierwszymi. Pierwsze zatem są zdania główne, a drugie poboczne). 



Zdanie pojedyncze. 355 

§. 587. Do jednego zdania głównego może należeć 

nie tylko jedno, ale i kilka zdań podrzędnych. 

Boję się miłościwy królu, iżby kto nie rozumiał, że swą. 
rzecz prowadzę, gdy o pospolitej mówić będę. Górn. 

§. 588. Połączenie zdania głównego z jednem lub 
kilku podrzędnymi nazywamy zdaniem złożonem (zu- 
sammengesetzter Satz). 

Przeciwnie nazywa się pojcdynezem (einfacher Satz) takie 
zdanie, które się składa z jednego tylko zdania, bez żadnego 
pobocznego. 

Lubo każde poszczególne zdanie, w skład zdania złożo- 
nego wchodzące, zawiera w sobie jakąś myśl osobną a przynaj- 
mniej jakiś jej odcień: to jednak całe zdanie złożone, razem wzięte, 
nie może nigdy wyrażać więcej, jak tjdko jedne myśl rozwiniętą, 
jeden obraz. 

§. 589. Jest jeszcze inny rodzaj zdań złożonych, t. j. 
t^kie zdań kilku w jedno związanie, gdzie wszystkie zda- 
nia są właściwie główne, gdzie pobocznych nie ma wcale, 
a gdzie przecież wszystkie razem jedne tylko całość 
stanowią. 

Wzniósł głowę — cicho wszędzie — do okien się skrada. 
Mich. Wyście ojcowie nasi, a my dzieciny wasze. Skar. 
Gwiazdy w około twojej głowy — pod twymi nogami fale 
morza — na falach morza tęcza przed tobą pędzi i roz- 
dziela mgły; brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą, 
niebo jest twojem. Krasiń. I zaraz postanowienie się stało: 
pierwszego dnia ślub się królewny odprawił, a wtórego dnia 
ślub i wesele było książęcia Iliego. Górn. 

§. 590. Ponieważ w zdaniach tego rodzaju nie ma 
żadnych zdań pobocznych, i wszystkie zdania szczególne, 
wchodzące do ich składu, stoją ze sobą na równi: nazy- 
wamy je przeto zdaniami współrzjcdnymi (coordinirte 
Satze). 

23* 



356 Składnia 

§. 591. Zdania współrzędne, tworzące jedno zdanie 
złożone, dają się niekiedy ściągnąć na jedno zdanie. 
Może się to uskutecznić natenczas, jeżeli w dwóch różny cłi 
zdaniach albo i w większej ich liczbie jest jeden i ten- 
sam podmiot, albo jedno i tosamo orzeczenie, albo 
też jedna i tasama przy dawka, albo tosamo dopo- 
wiedzenie, przedmiot itp. np. Uczucie krąży w duszy, 
uczucie rozpala się w duszy, uczucie żarzy się iv duszy, W ta- 
kim razie te wyrazy, które się w zdaniach nie powta- 
rzają, które są raz jeden tylko użyte, stawiamy przy so- 
bie, złączone przez spójniki, albo i bez nich; a to wszystko, 
co się w każdem zdaniu powtarza, wypowiadamy raz 
tylko. Powstające w ten sposób zdanie nazywamy ścią- 
GNiĘTEM ( zusammengezogener Satz). np. Uczucie krąży 
w duszy, rozpala się, żarzy. Mick. Podobnie zdania: Zacne 
są ttvoje spraivy , twoje sprawy są loielkiej mądrości, ścią- 
gamy na jedno zdanie: Zacne są huoje sprawy i wielkiej 
mądrości. Koch. 

Znamieniem zdania ściągniętego jest zatem przynależność do 

jednego podmiotu kilku orzeczeń, albo kilku przydawek, albo kilku 

dopowiedzeń itp. albo też jeżeli do jednego orzeczenia należy 

kilka podmiotów, kilka przedmiotów, albo kilka przysłówkowych 

dodatków itd. 

Nie miał Kołłątaj w sobie ani zawziętości ani zemsty. 
Śniad. P)yła to pani piękna i pięknych obyczajów. Górn. 
To niebo nad nami, i ta ziemia i te góry i te doliny, 
pierwszych wieszczów naszych natchnęły. Mochn. Mniemania 
ludzkie mają we wszystkich krajach tęsamę moc i niemoc, 
tęsamę prawdę i nieprawdę. Mochn. Mowa składa się z wy- 
razów, zdań, opowiadań i obrazów: wysłowienie tego wszy- 
stkiego stanowi styl albo pióro. Śniad. 

* Nie należy oczywiście rozumieć, żeby wszystkie zdania tak zbudowano 
w samej rzeczy powstały dopiero ze ściągnięcia zdań kilku, najpierw osobno 
wyrażonych. Od razu je bowiem już w tym kształcie w myśli rodzimy i wy- 
powiadam}^ Ale w ogóle ta forma zdania urobiła się w sposób, jak to 
wyżój wska/ano. 



Podmiot. 357 

Po tern wszystkiem wypadałoby nam tu zaraz przejść do szcze- 
gółowej nauki o zdaniu złożonem. Ponieważ atoli potrzebna jest do 
tego znajomość najważniejszych zasad specyalnych, dotyczącycli bu- 
dowy zdania w ogóle, którycheśmy w poprzedzającycłi uwagach je- 
szcze nie dotknęli : — odkładamy przeto rzecz o zdaniach złożonych 
do jednego z dalszych rozdziałów. W tern zaś miejscu należy nam 
się zastanowić właśnie nad owymi szczegółowymi zasadami składni 
polskiej. Dotyczą one z osobna tych wszystkich poszczególnych części 
a raczej członków zdania, któreśmy w powyższych §§ z nazwy już 
poznali. W tej też kolei, jakeśmy tam o nich w ogólności mówili, 
będziemy je tu przechodzili szczegółowo. 

Dzielimy sobie całą, tę część Składni na 3 rozdziały : na t. zw. 
składnię zgody — składnię rządu — i na składnię wer- 
balną. 

n. Składnia zgody. 

§. 592. Każde imię, tak rzeczowne, jali i przymio- 
tne, nie może wnijśó w skład zdania inaczej, jal^ tylko 
w formie jakiego przypadka. W którym przypadku zaś 
imię w każdym poszczególnym razie ma być położone — 
o tem stanowi składnia zgody i sl^ładnia rządu. 

Przez Składnię Zgody ( syntaxis congruentiae ) należy 
rozumieć zestawienie tycłi wszystkicli zasad, podług któ- 
rych się części zdania mniej ważne stosują do ważniej- 
szycli, a to w rodzaju, liczbie i przypadku. 

1. Podmiot. 

§. 593. Tym niezawisłym członkiem zdania, do lvtó- 
rego się wszystko inne stosuje, a htóry sam do niczego 
się nie stosuje, jest Podmiot. 

Podmiot Idadzie się zawsze w przypalku Iszym. 

'•" W jednym tylko razie napotykamy w naszym języku zwroty^ 
gdzie podmiot zdania zdaje się być położonym w przypadku ligi m 



o58 Składnia Zgody. 

lub IVtym. Mówimy o liczebnikach, w zdaniach jak np. Siedmiu 
(ośmiu, wielu, Miku itd.) kołnierzy hyło; czterech tvodzóiv stanęło 
na czele wojska; dzieiuięciu archontów rządziło w Atenach; trzech 
znakomitych mężów się na to dzieło składało. Ossol. W tych zda- 
niach wszelako liczebniki : siedmiu , czterech , dzieivięeiu , kilhi itd. 
położone w IVtym przyp. nie mają, znaczenia podmiotu w zdaniu. 
Czem są, i jak rozumieć tg właściwość polszczyzny? — o tem 
obacz §. G22, 1. 

3. Orzeczenie. 

§.594. Orzeczeniem bywa w zdaniu słowo, albo 
też rzeczownik lub przymiotnik z łącznikiem (§. 573). 

Orzeczenie stosuje się do podmiotu, a to pod nastę- 
pującymi względami: 

1 ) Jeżeli orzeczeniem jest słowo , natenczas zgadza 
się z podmiotem w osobie i liczbie, a gdzie to wi- 
doczne (t. j. w czasie przeszłym, przyszłym i w trybie 
warunkowym), także i w rodzaju. 

Ja piszę, ty piszesz, brat będzie malował; siostra 
przyjechałaby, gdyby jej dziecię nie chorowało. Oby- 
dwaj słyszeliście; obydwie słyszałyście. Państwo { = pan 
i pani) są w domu. Oboje byli zdrowi. 

* Od powyższej generalnej zasady stanowią wyjątek w języku 
naszym jednak zwroty, jak oto następujące. Było u nas wczoraj 
kilku (silho pięciu, sześciu itd.) znajomych i opoiviadali nam dziwne 
zdarzenie. Przyjechało do Liuotua kilka (silho pięć, sześć itd.) 
śpiew aczek i wystąpiły zaraz nazajutrz w koncercie. Przyjedzie 
do Lwowa kilka śpiewaczek i wystąpią zaraz nazajutrz w kon- 
cercie. Tyle lat już upłynęło i nie zmieniły tego człowieka 
10 niczem. Wielu nie rozumiało zamiarów Konarskiego i sta- 
wiali 7nu ive wszystkiem trudności. — Odrębność tych konstrukcyi 
polega na niezgodności orzeczeń, przynależnych do tegosa- 
mego podmiotu, t. j. na niezgodności między hyło a opowiadali 
w pierwszem zdaniu; między przijjechażło a ivy stąpiły w drugiem; 
między iwzyjedzie a loystąpią w trzeciem; między upłynęło a nie 



Orzeczenie. 359 

zmieniły w następnem ; między nie rozumiało a staividli w ostatniem 
zdaniu. Pierwsze z tych wszystkich orzeczeń {hyło, przyjechało, 
przyjedzie, upłynęło, nie rozumiało) są to formy nieosobowe, 
wyrażone przez liczbę pojed. i przez rodzaj nijaki. Drugie orzecze- 
nia przeciwnie są osobowymi, w liczbie mnogiej położonymi for- 
mami (opoiviadaU, ivy stąpiły^ ivy stąpią itd.). 

Zasada w zwrotach powyższych jest następująca. Jeżeli w ja- 
kiem zdaniu zamiast podmiotu jest użyty liczebnik t. zw. głó- 
wny, czy to oznaczony (począwszy od 5), czy też nieoznaczony 
{hilha, wiele, tyle, nieco itp.) i jeżeli ten liczebnik ma przy sobie 
więcej niż jedno orzeczeń: w takim razie daje mu się pierwsze 
z tych orzeczeń zawsze w formie nieosobowej {hyło itd.), dru- 
gie zaś orzeczenia już w osobowej (opoiuiadali) ^ t. j. zastosowanej 
w liczbie i rodzaju do owego rzeczownika, do którego ten liczebnik 
należy. (Porówn. §. 621, 1). 

Podobne zmiany koastrukcyi zdarzają się niekiedy i w innych 
razach, ale przy takich tylko podmiotach, które są rzeczownikami 
zbiorowymi; np. Słucha rycerstiuo — to głos pustelnicy, spoj- 
rzą na Jcratę — zda się pochylona. Mick. Wtedy cała ta tłuszcza 
krzyczeć zaczęła i rzucali kamieniami. Górn. (Porównać z tem 
tak zwaną łacińską konstrukcyą ad sensum). 

2) Jeżeli orzeczeniem jest ezeczownik: to zgadza 

się z podmiotem w liczbie; w rodzaju zaś tylko wtedy, 

jeżeli to jest wyraz mający na rodzaj żeński osobną formę 

(np. nauczyciel — nauczycielka, mistrz — mistrzyni itp.). 

Ich język dotkliwy miecz jest przeraźliwy, słowa — 
strzały żywe. Koch. Historya jest mistrzynią życia 
(nie mistrzem). Tańska jest autorką Pamiątki po dobrej 
matce (nie autorem). Nie tylko męszczyzna, ale i kobieta 
jest członkiem towarzystwa ludzkiego. Śniad. Dzisiaj 
Pani jesteś moim gościem. 

* Jeżeli orzeczeniem jest jakie imię zbiorowe, albo wyraz 
jakiego ogólniejszego znaczenia: natenczas kłaść on się może i 
w liczbie pojed. przy podmiocie w mnogiej użytym. 

Rzymianie byli wielkim narodem. Łzy będą pokarmem 
moim. Zbytki główną były przyczyną upadku tego państwa. 



8G0 Składnia Zgody. 

3) Jeżeli orzeczeniem jest pezymiotnik (imiesłów, 
zaimek, liczebnik porządkowy itd.) , to zgadza się z pod- 
miotem w liczbie i rodzaju. 

Rzeczy były pierwej tajemnie ukołysane. Górn. Droższa, 
niż żywot, twoja litość, panie. Koch. Kołłątaj był w mowie 
łagodny, poważny, płynnie i przyjemnie się tłómaczący. Śniad. 

§. 595. Oprócz tego zgadza się orzeczenie przy- 

miotne z swoim podmiotem i co do formy, jeżeli nim 

jest rzeczownik rodzaju męskiego i w liczbie mnogiej 

położony. 

Rzeczowniki męskie czyli deklin. Iszej mają, bowiem w Iszym 
przyp. licz. mnogiej już to osobową formę, już też rzeczową. 
Mianowicie nieżywotne i zwierzęce imiona mają w dzisiejszym stanie 
języka same tylko formę rzeczową; w^.teicilhi^ psy, ptaki, groby, 
miecze, strusie, konie, zdroje; a nie ci wilkowie albo wilcy, psi, 
ptacy, grohoioie, mieczowie, strusiotoie, koniowie, zdrojoiuie itd. jak 
w dawniejszych wiekach mówiono. Osobowe zaś rzeczowniki mają 
obydwie formy, i rzeczową i osobową ; w^. aniohioie {anieli) i anioły, 
chłopi i chłopy, doktorowie {doktorzy) i doktory, oszuści i oszusty, 
króloiuie i króle, mieszkańcy i mieszkance, mędrcy i mędrce, wodzo- 
wie i wodze, mężowie i męże ; obacz §. 113 i 114. 

Kiedy tej, a kiedy owej formy używać należy, na to przepisów podać 
żadnych nie można. W ogóle okazuje się w języku ludu pospolitego dążność 
do zagarnięcia wszystkich osobowych rzeczowników pod j^anowanie formy rze- 
czowej. I piśmienna mowa temu poniekąd podlega. Tu wszelako otrzymuje 
forma osobowa pierwszeństwo zawsze w tych razach, gdzie chodzi albo o pod- 
niesienie osobowości wyrazu, albo też jeżeli wyraz już sam przez się coś nie- 
pospolitego oznacza. I tak. nie mówimy nigdy inaczej, jak briilcoiłuJci, uli- 
czniki, szewczyki, sołdaty , łotry, szulery, pastuchy, chamy, łyki, oszusty, bo 
znaczenie takich osób nie jest zbyt świetne. Przeciwnie rzadko usłyszymy ina- 
czej, jak panowie, biskupi, ka^/łani, oficerowie, generałowie, ojcoioie, stryjowie, 
opiekuni albo opiekunowie itd. ponieważ samo znaczenie tych osób podnosi je 
po nad poziom pospolitości. Co się wszakże tyczy całej masy takich wyrazów, 
których sfera ani zbyt niska ani też zbyt dostojna, to używają, się one i tak 
i owak prawie bez żadnej różnicy. Czy powiem np. moi sąsiedzi kochani, czy 
moje poczciwe sąsiady: to przez to ani ich nie podwyższam, ani im też nie 
ubliżam. Panuje tu więc zupełna swoboda używania tych albo owych form 



Orzeczenie. 361 

w ogóle; chociaż w szczególności prawie o każdym wyrazie dałoby się prze- 
cie powiedzieć, w jakiej formie dla uszu naszych jest brzmienie jego zwyklej- 
szem, a w jakiej mniej zwyczajnem. Otóż tychto właśnie zwyklejszych form 
zwyczajna mowa piśmienna używa najchętniej. Przeciwnie atoli ma się rzecz 
w stylu wyższym, np. w poezyi albo wymowie. Poeta chcąc rzecz jakąś wysło- 
wić uroczyściej, t. j. samem już wyrażeniem ją podnieść, dobiera sobie zwykle 
takiego sposobu mówienia, Ictóry nie będąc błędem, jest przecież czemś mniej 
powszedniem w języku. Z tejto przyczyny znajdujemy z pewną niemal predy- 
lekcyą używane w stylu poetycznym właśnie formy rzeczowe w takich miej- 
scach, gdzie nie ma ani cienia zamiaru ubliżenia przez to osobom, które one 
wyrażają, np. Zewsząd Komtury do stolicy spieszą. Mick. A padniem na 
twarz (my) syny człowieka^ temu nad Icim spoczywa twych skrzydeł opieka. 
tenże. Jak sługi wierne w dobrym i złym losie, giną na swego dobroczyńcy 
stosie, tenże. W co twoje pobożne wierzyły pradziady. tenże. Tak czekają 
twej myśli szatan i anioły, tenże. Znamy was, wyście ostatnie bohatery 
ziemi! Krasiń. A pielg rżymy śpiewają psalmy pokutne, tenże. Przechodzą bi- 
skupi w infułach — idą kardynały w rażącej czerwieni — przechodzą 
wszyscy zakonnicy Rzymu — starce po starcach, i inni starce i znów stające 
jeszcze, tenże. Wt^dy w pustych ławkach usiedli meże i odetchnęli jakby po 
męce życia całego, tenże. 

Owoż od tego, w jakiej formie (osobowej czyrze- 
czowej) położony jest podmiot — zawisła i forma orze- 
czenia, jeżeli niem jest przymiotnik. 

A zatem mówimy.: Te psy są, złe {a nie źli); te ka- 
mienie są ciężkie; padały ptaki nieprzeliczone; łosie i 
bobry dzisiaj prawie już zupełnie są wytępione itd. Frzecl- 
wnie: Tam swe igrzyska srodzy wielorybi mieli {a nie 
miały); — ptaszkowie leśni śpiewali. Koch. Dawno go 
wilcy mieli rozdrapać. Woje. Panowie byli na polowaniu; 
chłopi pola obsiali; słudzy nie byli posłuszni {a sługi były 
posłuszne ). Iu'ólowie byli potężni ; mieszkańcy miast bywają 
przemysłowi {a nie przemysłowe) itd. 

W jednym tylko razie zawisłość orzeczenia od podmiotu nie 
jest w tej mierze tak bezwarunkowo konieczną. Jeżeli podmiotem 
jest imię osobowe, w rzeczowej formie użyte (np. jak po- 
wyżej rnęże)'. natenczas może mu być przydane orzeczenie i w for- 
mie osobowej ; owszem, ten sposób mówienia jest dzisiaj zwyklejszy, 
niżeli z formą rzeczową. I tak, mówimy wprawdzie: W co twoje 
pobożne wierzyły pradziady. Mick. To hyly króle! Bardziej 
jeszcze niźli złe sąsiady, gnicie ne na siebie LiUciny i Lachy, tenże. 



3G2 Składnia Zgody. 

Zhliżażły się rycerze i pany. tenże. Mnie harony, hrabie, Jcniarde na- 
zyicahj hratem. Kondr. itd. Ale częściej jeszcze, przynajmniej w mo- 
wie potocznej najzwyklej wyrażamy się tak, jak oto w następują- 
cych zdaniach: 

Tur ki sioła zrabowali {pieśń gminna). Męże podnie- 
śli czoła i uśmiechnęli się. Krasiń. W pustych ławkach 
usiedli męże i odetchnęli, jakby po męce życia całego, tenże. 
Osłupieli na to hajdamaki, poczęli uciekać, ale się wkrótce 
w oddaleniu zebrali. Woje. Tęgie to zuchy, bili się jak 
lwy! itd. 

* Przy dawka przymiotna zaś czyli epitet zgadzać się musi 
(co do formy) ze swoim rzeczownikiem pod każdym warunkiem; 
nie można zatem mówić inaczej tak tylko: nieme sługi (albo chyba: 
wierni słudzy ) ; ticoje pohome pradmady ; ostatnie hohatery ziemi ; 
toszysiJde pielgrzymy pobożne; krymskie chany; perekopskie Tatary; 
zmyślne Angliki; rzetelne rzemieślniki ; bitne lietmany itd. Jedynie 
rzeczowniki zakończone na ec dozwalają, przymiotnikowi swemu 
większej swobody ; mówimy zatem : inne starce i inni starce ; hvoiv- 
skie mieszkance i Uooiuscy mieszkance ; ci mędrce i te mędrce. ( For- 
ma zaś osobowa: starcy, mieszkańcy, mędrcy, ta przybiera ci, inni' 
ltvoivscy ). 

'K * Z\vi'ócić tu należy uwagę na zagęszczone w niektórych oko- 
licach Galicyi bardzo brzydkie sposoby wyrażania się, jak np. psy 
się gryźli; wilki tuyli; grody zburzone zostali; liście z drzetu 
po opadali; a nawet oby divie siostry dziś byli u nas; książki się 
p) odarli, a niedaiuno byli całe ; igły zginęli; dzieci r oz cho- 
ro tv al i się itp. Jest to gruby błąd, przeciwny wszelkim zasadom 
języka, należy go się przeto wystrzegać. 

§. 596. W zdaniach ściągniętych, w których podmiotów jest 
kilka, kładzie się orzeczenie albo w liczbie poj. albo też mnogiej, 
prawie bez żadnej różnicy istotnej. 

Jeżeli główny przycisk położymy na podmiocie najbliżej orze- 
czenia stojącym: wtedy orzeczenie dodaje się w liczbie pojed.; je- 
żeli przeciwnie mówimy o wszystkich podmiotach z równym przyci- 
skiem, natenczas następuje orzeczenie w liczbie mnogiej. 

Kochanowski i Klonowicz liczą się do zygmuntowskich 
pisarzów. Matka i siostra były u nas. 



Orzeczenie. 363 

Orzeczenie iv liczbie mn. zdarza się czasem i iv taMcli 
natvef ztvrotach: Ani kasztelan ani wojewoda nie dostaną 
tej buławy od króla. — alho : Nieznacznie Horacyusz z Wir- 
giliuszem przyzwyczaili go do tego. Kras. Trzy dni brat 
z siostrą cieszyli się i płakali. Mich. 

Podobnie i o rzeczach nieżyivotnych : Eolnictwo i swoboda 
zaludniają kraje i prawdziwe dają dostatki. Praca i na- 
uka zjednały mu chwałę. Czas ani okoliczność odmienić 
go nie mogły. Nieme. 

Niemal w tych wszystkich zdaniach będzie można położyć 
orzeczenie i w licz. poj., jeżeli oprzemy przycisk na jednym 
tylko z podmiotów, t j. na najbliższym ; np. Matka i siostra 
była dziś u nas. Ani kasztelan ani wojewoda buławy tej 
nie dostanie. Klonowicz i Kochanowski liczy się do zy- 
gmuntowskich pisarzów. Jechał z królewiczem Jan z Tar- 
nowa, kasztelan krakowski, i Andrzej z Górki, generał wiel- 
kopolski. Górn. Tamże z królem mieszkała królowa Bona 
i królowa młoda, tenże. Przemysł i rolnictwo z b o g a c a na- 
rody, zaludnia kraje. Na nic się nam nie przyda ostrożność, 
przezorność i umiarkowanie. Mochn. Był ślub i wesele księ- 
cia Iliego; albo: ślub i wesele było księcia Iliego. Górn. 

^ Jeżeli jednak jeden z podmiotów położony jest w licz. mn., 
to i orzeczenie najczęściej wtedy w mnogiej im się dodaje. 

Bogactwa i urodzenie nadają niejednemu wielkie 
znaczenie na świecie. Wszystkie zakony, biskup i opat 
odprowadzili ciało jego do grobu (nie odprowadził). 

§. 597. Jeżeli podmioty zdania różnią się pomiędzy sobą co 
do osoby, t. j. jeżeli tylko jeden z nich jest np. osobą pierwszą, 
a drugie drugą lub trzecią: natenczas w orzeczeniu osoba pierwsza 
ma pierwszeństwo przed drugą, a osoba druga przed trzecią (jak 
w języku łacińskim). 

I ja i brat mój doznaliśmy dobroci tego człowieka. 
I ja i ty i siostra twoja doznaliśmy I ty i ona do- 
znaliście I ty i wszyscy twoi współcześni za pół 

wieku będziecie w grobie. Woron. 

§. 598. Jeżeli pomiędzy kilku podmiotami osobowego znacze- 
nia (np. ojciec i matka) zachodzi różność co do rodzaju: naten- 
czas w orzeczeniu rodzaj męski ma pierwszeństwo przed obydwoma 
drugimi rodzajami. 



304 Składnia Zgody. 

Ojciec i matka twoja byli na mnie bardzo łaskawi. 
Oboje państwo (= mąż i żona) odwiedzili mnie dzi- 
siaj. Nawet: Matka i dziecię przelękli się wczoraj i leża 
chorzy. 

=^' w wyrazach męskich mieszanego, t. j. osobowego i nieoso- 
bowego znaczenia, jak np. jeździec i to^, podmiot osobowy ma 
pierwszeństwo przed zwierzęcym i nieżywotnym ; np. jeździec i koń 
zostali znalezieni zabici. 

W innych zaś razach różność rodzaju podmiotów nie ma na 
formę orzeczenia żadnego wpływu; np. Wieś, dom, ruchomości, Jco- 
nie i cały inwentarz zostały mu zahrane przez luierzy cieli (albo 
podług §. 596, został mu zabrany przez uńerzy cieli). Wtórego 
dnia ślub i tuesele było księcia Iliego. Górn. 

§. 599. Orzeczenie kładzie się w języku polskim 
w przyp. Iszym albo Yltym. 

Mianowicie : 1. Rzeczowne orzeczenia zarówno sie 
wyrażają przez Ylty, jak Iszy; przeciwnie 2. orzeczenia 
przymiotne, zaimkowe i imiesłowowe kładą, się (tak 
jak w łacinie) jedynie w Iszym przyp. 3. Wolno jednakże 
i przymiotnik położyć w przyp. Yltym, jeżeli tenże albo 
zastępuje miejsce rzeczownika, albo też jeżeliby się dało 
przy nim jeszcze raz powtórzyć ów rzeczownik, do któ- 
rego się ten przymiotnili odnosi. 

1. Prawdziwą i jedyną różnicą między ludźmi jest wy- 
chowanie. Tań. Wszystkie kobiety autorkami być nie 
mogą. tasama. Poezya jest muzyką duszy. Krasz. — Ich 
język dotkliwy miecz jest przeraźliwy, słowa — strzały 
żywe. Koch. Wyście ojcowie nasi i opiekunowie, a 
my sieroty i dzieciny wasze. Skar. 

2. Zacne są twoje sprawy i wielkiej mądrości. Koch. 
Lekki naród jest człowieczy, tenże. Zasługi Maciejowskiego 
są bardzo wielkie. Krasz. ( W tych przykładach nie mo- 
głoby pod żadnym warunkiem być: zacnymi, lekkim, wiel- 
kimi ). 

o. w następujących zdaniach przeciwnie spotykamy przyj). 
VIty, ponieivaż tu przy przymiotidku albo się domyślamy 
rzeczownika loypuszczonego, albo też przymiotnik ten ma sam 



Orzeczenie. 365 

maczenie rzeczoiime: Świętym jest na ziemi, kto umiał 
przyjaźń zabrać ze świętemi. MicŁ Czy był nieczułym, 
dumnym {czhtuieMem) z przyrodzenia ? tenże. Pisarz może 
być narodowym, ulubionym {pisarzem ) i wywierać 
wpływ na współczesnych, nawet wbrew idąc ich wadom. Kras?:. 

Z tej przyczymj stanoivczo Mędne są zdania, jah np. to: 
Jest to publikacya, której pożytek i cel poczciwy aż nadto 
były widocznymi. Frzy widocznymi boioiem nie można 
się domyślić żadnego rzeczownika opuszczonego. 

* Skąd to poszło, że się w językach slowiańskicli kładzie orzeczenie 
w tych obydwóch przypadkach, i jaka jest rzeczywista różnica między orzecze- 
niem położonem w V"Itym a Iszym przyp. ? — o tem obszerniej w §. 696. 

§. GOO. Orzeczenie rzeczowne tylko wtedy si§ kładzie jedy- 
nie i koniecznie w przyp. Iszym, kiedy podmiotem zdania jest zai- 
mek nijaki to. 

Móiuimy tvpratvdzie np. Filozofia jest właściwą nauką 
prawego myślenia. Alł>o: Filozofia-to jest w^łaściwą nauką 
prawego myślenia. Ale zamieniwszy samo to sUwlw to na 
podmiot., nie będzie już m.ożna inaczej powiedzieć, jak tylko 
tctk: Filozofia jest to nauka prawego myślenia i życia. 
Śniad. (oh. §. 623). Była to pani i piękna i pięknych 
obyczajów. Górn. Jest to święta prawda. — To (Bóg) 
mój zamek, to ma zbroja. Koch. Kto to jest? — To 
moja sio stra. 

* W wyrażeniach, jak To osohliwsza! Mniejsza o to! 
Że się dziś czego notuego doioiemy, to niezawodna; — naj gor- 
sz at o z ludźmi przeivrotnymi; — pisać dobrze, to nie łatwa 
itp. uważać należy orzeczenie osobliivsza, niezawodna, najgorsza, 
łatiua, mniejsza, za przyp. Iszy rodzaju żeńskiego z domyślnym rze- 
czownikiem rzecz albo spraiva. 

§. GOI. Jeżeli podmiotem w zdaniu jest jaki bezokolicznik: 
natenczas orzeczenie rzeczowne wyraża się w zwyczajny sposób 
( np. Baiuić , zajmotuać , nie jest p o tv o ła n i e m poety. Krasz. ) , ale 
przymiotne orzeczenie wyraża się w takim razie albo przez przy- 
miotnik w rodzaju żeńskim (z domyślnem lub też wyraźnie doda- 
nćm rzecz) albo też, i to najzwyczajniej, przez przysłówek. 

Można {rzecz jest) każdemu dogadzać, byleby nie z jego 
szkodą. Tań. Jeżeli s ł u s z n a Wajdelotom wierzyć . . . Mich. 



366 Składnia Zgody. 

Niepodobna myśleć o tern. — Zwyciężyć siebie samego 
jest rzecz najtrudniejsza. — Pożyczać zawsze jest bardzo 
źle. Tań. Najwygodniej jest wyręczać się drugimi. — 
Dobrze {jest) miłować sąsiada, lepiej wszystkie {sąsia- 
dy), a jeszcze lepiej wszystkie obywatele królestwa tego. 
SJcar. Przykro jest i mówić o tem. 

Imiesłowy, nie mające formy przysłówkowej, kładą się tu 

w przypadku Yltym: 

Jest to upokarzającem, występować w taki sposób 
przed publicznością. Mick Niepojętem jest takiej się 
zbrodni dopuścić. 

* Dlaczego mówimy: przykro jest mówić o tem, a nie przykre jest 
mówić o tćm ? — Przysłówek przykro i wszystkie inne zakończone na o , były 
pierwotnie w takich razacli właściwie przymiotnilciem rodź. nijak, położonym 
w przyp. Iszym podług deki. rzeczownej (§. 179), jak w łacinie meminisci 
injuriae accepłae inolestum est. Później dopiero formy, jak ^^r^^/''^**^ > stra- 
ciwszy znaczenie przymiotników, uchodzić zaczęły za przysłówki. Od czasu 
zaś, jak ta przemiana w ich znaczeniu już zaszła, stanęły z nimi na jednej 
linii i wszystkie inne przysłówki, mianowicie zakończone na e {cięgle, dzielnie), 
i w skutek tego dopiero używają, się i te porówno z tamtymi za orzeczenia 
bezokolicznika w podmiocie (jak w zdaniu pożyczać jest ile). 

§. 602. Podobnie przysłówkowo wyrażają się orzeczenia i wte- 
dy, jeżeli podmiot zawarty jest w łączniku hyc, nieosobowo użytym. 
Jak tu {jest) pięknie! Jak tu miło! Dobrze {jest)\ — 
Źle! — Tak jest. — Im prędzej, tem lepiej. — Ciemno 
{jest) wszędzie, głucho wszędzie. Mick. — Inaczej to 
kiedyś bywało! 

§. 603. Nakoniec za orzeczenia w zdaniu uważać należy różne 
nieraz przyimkowe zwroty, niemniej takie wyrażenia, jak oto na- 
stępujące: 

Jestem tego zdania.— Ta wieś jest mojego ojca. — 
Olszanki znowu będą Wacława. Tań. Sprawy twoje są 
wielkiej mądrości. Zbc/^. Gwiazdy (5(^) w około two- 
jej głowy. Krasiń. Jestem bez przyjaciół, w nędzy, pod 
klątwą, na wygnaniu; jestem bez nadziei itp. 

3. łącznik. 

§. 604. Łącznik {jestem itd.) zgadza się z podmio- 
tem w rodzaju, liczbie i przypadku. Jeżeli jednak zamiast. 



Łącznik. 367 

podmiotu położony jest zaimek to : natenczas łącznik sto- 
suje się we wszystkiem nie do tego zaimka to, ale do 
orzeczenia. (Podobnie rzecz się ma i w języku niemie- 
ckim, nieco inaczej w łacinie). 

Pamiętna to była epoka dla tamtycli krain. J5a?m. Wiel- 
kie to były zamiary, zdumiewające usiłowania, czyny wie- 
kopomne. Wiszn. 

§. 6U5. Słowo lyć albo jest w zdaniu tylko łącznikiem t. j. 
częścią orzeczenia, albo całem orzeczeniem. W ostatnim razie 
znaczy ono tyle, co znajdować się, istnieć. 

Bóg jest. — Jest książka, której tyle szukałem. — Je- 
steś wigc znowu we Lwowie! {w tych zdaniach hjć jest 
orzeczeniem). — Bóg jest sprawiedliwy. — Przez ciebie 
płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. 
Krasili. Co tylko ujrzysz, będzie twojem. tenże. (Tu być 
jest iącznihiem). 

* W zdaniach przeczących, przybiera jest tylko negacyą nie, 
jeżeli jest łącznikiem; a zamienia się na nie ma, jeżeli jest orze- 
czeniem całem. 

Nie ma książki, której tyle szukałem. Nie ma cię więc 
już znowu we Lwowie. — Człowiek nie jest wszechmo- 
gący. Ty nie jesteś pięknością. 

§. 606. W obydwóch znaczeniach powyższych słowo to po- 
siłkowe może się w czasie swoim teraźniejszym skracać (na formy 
on, 5, śmy, ście, enklitycznie przyrastające do najbliższego poprze- 
dzającego wyrazu), albo też i całkiem, się w zdaniu daje opuścić, 
tak iż go się tylko natenczas domyślamy. 

np. Słyszę, żeś znowu w kraju. (Ale z negacyą: Słyszę, 
że cię znów nie ma w kraju). — Pokój ludziom dobrej 
woli (niech będzie). Krasili. W nieładzie kwiaty i perły na 
włosach twoich, tenże. — Chmury twój wóz, twe konie wia- 
try nieścignione , duchy — posłance, słudzy — gromy za- 
palone. Koch. — Zaczem posłań ( hy^) do Ferdynanda Króla 
ksiądz Wilanowski. Górn. — Żeś niemądry, tom wiedział 
zawsze, alem nie myślał, żeś podły. — Zdrowiśmy wszy- 
scy. — Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko du- 
mny. MicJc, 



368 Składnia Zgody. 

4* Przydawka. 

§. 607. Przydawka (epitet czyli atrybut), t. j. ja- 
kiekolwiek imię przymiotne, stawione przed rzeczowni- 
kiem albo po rzeczowniku na pytanie jaki? czyj? któ- 
ry? celem wyrażenia szczególnej jakiej jego własności, 
zgadza się z nim w liczbie, przypadku, rodzaju, a nadto 
w sferze męskich rzeczowników, i w formie (osobowej 
albo rzeczowej ). 

Wielki człowiek. Bolesław ligi. Imiona nasze. Ziemi 
okrągłej. Tym mieczem obosiecznym. O piątej go- 
dzinie. Owi to ptaszkowie leśni. Owe ptaki leśne. Na- 
tchnieni prorocy — proroki natchnione. 

* Jeżeli w zdaniu nie ma rzeczownika wyraźnie położonego 
i tylko go się w jakikolwiek bądź sposób domyślamy: to nawet i 
w takim razie zgadza się z nim przydawka. 

Mściwy {cshioieh) dwa razy traci. — Już wybiła dwu- 
nasta. — Wkroczyło wojsko do miasta: jedni {żohiierze) 
nieprzyjaciela wypierali, drudzy miasto pustoszyli, inni 
zamek obsadzali. 

§. 608. Liczebniki główne, począwszy od jednego do C0terech, 
są co do znaczenia przymiotnikami i zgadzają się przeto ze 
swoim rzeczownikiem także w rodzaju, liczbie i przypadku. Mówi 
się więc: 

Te dwie mogiły, te dwa dzieła, te dwa zamki, ci dwaj 
mężowie; trzy siostry, trzej królowie; cztery wsi, czterej 
rycerze itd. 

* Zagęszczone w Galicyi wyrażenia: hupiłem sobie trzy hu- 
łeh; będzie tego ze cztery łutów; dicie cór eh miażła itp. są błę- 
dnym, niepolskim prowincyonalizmem, z któregoby się należało otrzą- 
snąć. Można wprawdzie wyjątkowo powiedzieć: byh na balu panien 
trzy, albo będzie tam tego łutów ze cztery; gdyż tu kładę rzeczo- 
wnik naprzód i nie myśląc jeszcze o tern, jaki nastąpi liczebnik, 
z góry stawiam rzeczownik w Ilgim przyp. jako w przypadku naj- 
zwyklejszym przy liczebnikach w ogóle. Ale skoro wyrażę liczebnik 
jeden, dwa, trzy lub cztery naprzód : natenczas powinienem wiedzieć. 



Przydawka. 369 

jakiego liczebnika użyłem ; i jeżeli nie mówię : hyh jedna |)aww?/ 
na halu^ to też nie mogę powiedzieć: hyh dwie panien, ale tylko 
hyiy dtuie panny, były trzy uczty, itp. 

§. 609. Zaimki względne MÓ7'y, Mora, Idóre i jald, jaJca, jaMe, 
w zdaniu pobocznem użyte, zgadzają się tylko w liczbie i rodzaju 
z rzeczownikiem w zdaniu głównem, do którego się te zaimki od- 
noszą; kładą się zaś w tym przypadku, jakiego budowa icłi wła- 
snego zdania wymaga. 

To złodziejskie serce, które z szkodą drugich chce być 
bogate. SJcar. Cześć mężom, których imiona żyją w wdzię- 
cznej pamięci narodu. Sniad. Są rzeczy na ziemi i niebie, 
o jakich się nie śniło naszym filozofom. 

§. 610. Zamiast Jdóry, która, Uóre, używać można zaimka co, 
które w takim razie jest nieodmienne. W Iszym przypadku kładzie 
się to co bez żadnego dodatku, w innych zaś przypadkach z doło- 
żeniem odpowiedniej formy zaimka go, jej, mu itd. 

Są mistrze uczeni, co kiedy zechcą, żołądź uczynią 
z czerwieni, przysł. — Czyś zaoczył zająca, co na stepie 
skacze? Malcz. To tensam człowiek, coś go wxzoraj poznał 
w teatrze. — Uprzykrzyła mi się wtedy służba u tych pa- 
nów^, co to im szczęście nie zawsze sprzyjało. SJcarh. 

" Jeżeli się zaimek względny ściąga na całe zdanie, wtedy 
nawet nie może być co innego użytem, jak tylko co (łacińskie id 
quod). 

Nie zostawili mu rodzice majątku, ale wziął po nich do- 
bre imię i otrzymał staranne wychowanie, co też zawsze 
wdzięcznie uznaw^ał. 

§. 611. Nakoniec zwrócić tu trzeba uwagę na dający się sły- 
szeć niekiedy w mowie potocznej frazes, z niemieckiego przejęty, 
który się do nauki o przydawce odnosi. To jest, Niemiec lubi cza- 
sem i bez potrzeby przydawać rzeczownikom zaimki dzierżawcze, 
nawet tam, gdzie nie ma wątpliw^ości, czyją jest ta rzecz, o której 
się mówi; np. ich hin heruhigt in meinem Getcissen; ich hahe 
schon meinen Kaffee getrunhen itp. Otóż źle jest dodawać i 
w polskiem w takich zwrotach owe zaimki, np. jestem spokojny 

(iiHiii. Uist. Por. u. 24 



sto Składnia Zgody. 

tv (mojem) sumieniu; piłem już (moje) limcę. Język nasz bo- 
wiem takich zbyteczności unika i mówi: mam spokojne sumienie; 
piłem już lxaivę. 

5. DopoTFiedzeiiie. 

§. 612. Jeżeli po wymówieniu jakiego rzeczownika 
stanowiącego część zdania, czujemy, żeśmy istotę rzeczy, 
o którą tu chodzi, albo też jaką przeważną jej własność 
jeszcze niezupełnie tym rzeczownikiem oddali: natenczas 
dopowiadamy to, czego tam jeszcze niedostaje, za 
pomocą osobnego wyrazu. Ten wyraz dodatkowy zwykle 
także jest rzeczownikiem, i nazywa się dopowiedzeniem 
( appositio ). 

Jan z Tarnowa, kasztelan krakowski. — Lwów, sto- 
lica Galicyi. — Urszuli Kochanowskiej, wdzięcznej, uciesznej, 
niepospolitej dziecinie, swojej najmilszej dziewce, Jan 
Kochanowski, niefortunny ojciec, Treny ze łzami napisał 
{tytuł Trenóiu Kochanów sldeg o). 

§. 613. Jak w innych językach, tak też i w naszym 
dopowiedzenie zgadza się ze swoim głównym rzeczowni- 
kiem zawsze w przypadku, a tylko wtedy także w ro- 
dzaju i liczbie, jeżeli to być może. 

Autorem Wallenroda jest Mickiewicz, pierwsza zdolność 
poetycka czasu swojego.— Najjaśniejszy królu, panie mój 
miłościwy, oto przynoszę W. K^. M. pracę ojca mego, pismo 
nie długie wprawdzie, ale... Górn. 

§. 614. Dopowiedzenie kładzie się często przed swym głó- 
wnym rzeczownikiem. 

Powstań, moje kochanie, powstań lutni moja! Koch. — 
Największy z poetów angielskich, Szekspir, żył za pa- 
nowania Elżbiety, ^roc?^. Król nieboszczyk zostawił synowi 
swemu, Zygmuntowi Augustowi, spokojne królestwo. Górn. 

§. 615. Dopowiedzenie należy czasem do zaimków osobistych 
ja, ty, on^ ona, ono stojących w zastępstwie rzeczownika. Ponieważ 



Dopowiedzenie. 371 

zaimki te pospolicie się w zdaniu wypuszczają: zdarza si§ tedy 
często, że dopowiedzenie nie ma przed sobą ani po sobie żadnego 
głównego rzeczownika. 

np. {ja) Wielbiciel pięknego, nie przestanę nim być 
i nie oślepnę, choć się i ożenię. Tań, {Ona) Niemka ro- 
dem, jest Polką całem sercem. Tań. 

§. 616. Jeżeli dopowiedzenie taki właśnie przymiot jakiej osoby 
lub rzeczy wyraża, który się do czynności, orzeczenie w zdaniu two- 
rzącej, ma jak przyczyna do skutku: natenczas kładziemy przed tem 
dopowiedzeniem jalw lub też jah (w łacinie utpote^ w niemie- 
ckiem ais). 

Senatorowie i posły, jako głowy ludu, braci i członków 
swoich, jako stróżowie śpiących i wodzowie nieumiejętnych 
i świece ciemnych i ojcowie dzieci prostych, o ich dobrem 
i spokojnem obmyślają. Skar. Woźny niby jeść zaczął, jak 
człowiek roztropny, aż skradszy się do okna, wpadł w ogi^ód 
konopny. MicŁ 

§. 617. Pomiędzy zwyczajną przy dawką a dopowiedze- 
niem jest taka wąska granica, że nieraz zachodzić może wątpli- 
wość, czy to co się na pierwszy rzut oka zdaje być w zdaniu przy- 
dawką, nie jest raczej dopowiedzeniem, i odwrotnie. Owoż: 

1) Uważać należy za dopowiedzenie, a nie zaprzydawkę, 

przymiotniki w takich np. zdaniach: 

A tam chłop biedny z litewskiego sioła, wybladły, tę- 
skny, idzie chorym krokiem. MicŁ Z pokolenia, nad któ- 
rem władam, narodzi się plemię, ostatnie, najwyższe, 
najdzielniejsze. Krasiń. Zdało mi się, że amfiteatr 
Flawiana, ten pusty, ten ciemny, ten stary, był je- 
dnym ogromem światła, tenże. Mówił ojciec do swej Basi, 
cały zapłakany. Słuchaj jeno, pono nasi biją w tara- 
bany. Fol. Tkliwy na cierpienia ludzi, nie miał on {Koł- 
łątaj) w sobie ani zawziętości, ani zemsty. Śniad. 

* Następujące sj^ znamiona dopowiedzenia przymiotnego, w odróżnieniu 
od zwyczajnej przydawki: konieczne jej następstwo po rzeczowniku, przesta- 
nek w mowie przecinkiem oznaczony, i większy przycisk, aniżeli na pospolitej 
przy dawce. 

2) Odwrotnie raczej przydawką, aniżeli dopowiedzeniem 
są r z e c z o w n i k i położone przed głównym rzeczownikiem i 

24* 



372 Składnia rządu. 

wyrażające w suchy sposób godność, stan albo gatunek rzeczy ( oso- 
by), o której mowa, 

np. Pan Guizot; wuj Mikołaj; Generał Umiński; 
miasto Lwów; mała mieścina Rogoźno; piękna wieś 
Wola. — Mętnie się fale rzeki Wisły toczą. Niem. Mia- 
sto Oborniki są położone nad rzeką Wartą. — Wyjechał 
królewic z lirakowa ku końcu miesiąca Sierpnia. Górn, 
Sławny astronom ICopernik był uczniem akademii kra- 
kowskiej. ( Frzeciimiie tu .zdaniu : Kopernik, sławny astro- 
nom, — albo tćż : Najsławniejszy astronom nasz, Ko- 
pernik, był uczniem akademii krakowskiej, mamy raczej 
dopoiuiedzenie). 



!IL Składnia rządu. 

§. 618. Składnia eządu (syntaxis rectionis) wyja- 
śnia nam i określa owe rozmaite względy, na wyrażenie 
których służą w l^ażdym języku przypadki, kładące 
się to na pytanie liogo^ co? to liogo ^ czego? to JcomM? to 
czem? itd. Pytania te bywają wywoływane przez słowa i 
przymiotniki, potrzebujące dla uzupełnienia swych zna- 
czeń jakiego dopełniającego imienia. Na ich uzupełnie- 
nie dodaje im się tedy imię, i to zawsze w tym przy- 
padku, jaki one wywołują, czyli jakim rządzą. 

Uwaga. W następują,cj'ch tu obecnie rozdziałach będziemy się zatem 
starali o każdym przypadku wypowiedzieć, co jest jego główuem znaczeniem 
zakresem? czyli jakiemu względowi on głównie służy? Ponieważ jednak 
względów w mowie jest bardzo wiele, a przypadków tylko siedm : naturalna 
przeto, że się niektóre z przypadków naszych okaż^ jako służące równocześnie 
na wyrażenie więcej aniżeli jednego względu , tak iż łą-cz^; nieraz w sobie 
względy rozliczne, niekiedy nawet mało sobie pokrewne lub i całkiem różno- 
rodne. Takim np. obfitującym w różne znaczenia skłonnikiem jest nasz 
ligi przyp. 

1. Przypadek Iszy i Vty. 

§. 619. Obydwa te przypadki główne, w gramatyce 
łacińskiej casus recti nazywane, tem się zbliżają ku 



Przypadek Iszy i Vty. 373 

sobie, a różnią od wszystkich innych skłonników, źe wy- 
rażają względy w zdaniu niezawisłe od niczego 
drugiego, czyh: że kładą się te obydwa przypadki 
zawsze z własnych swoich powodów, same przez się, a 
nie żeby nimi co drugiego rządziło. — Pomimo jednak 
tego do siebie zbKżenia, ma z nich każdy odrębną swoje 
agendę: te agendy są od siebie odgraniczone w sposób 
następujący. 

A. Przyp. Iszy. 

§. 620. Pezypadek Iszy kładzie się na pytanie l^to? 
co? i Y/yraża się przezeń przedewszystkiem podmiot 
zdania danego, jal^o część tegoż niczemu drugiemu w niem 
niepodległa. Następnie wyrażają się przez ten przypadek 
i te wszystkie drugie składniki zdania, które się do pod- 
miotu na mocy składni zgody w liczbie, rodzaju i przy- 
padku stosują, a zatem przydawka, orzeczenie (szczegól- 
niej też orzeczenie przymiotne), dopowiedzenie itd. 

Wszelka wiara, nawet poetycka, ta największa 
dźwignia poety, cudami się rozszerza i pomnaża. 3fochn. 

* O podmiotach zdania, wyrażanych przez t. zw. rzeczową; formę Igo 
przyp. licz. mn., i jaki logiczny powód tego zjawiska? o tern obacz niżej §.637. 

§. G21. Od tej zasady, że si§ właściwy podmiot zdania kładzie 
zawsze i kłaść powinien w przyp. Iszym, zdarzają się jednak w ję- 
zyku naszym czasem zboczenia. Mianowicie bywa tu nieraz tak, że 
rzeczownik, któryby logicznie mieć powinien w zdaniu walor podmiotu 
i który w innych (nie słowiańskich) językach też zawsze ono zna- 
czenie ma, nie daje się u nas położyć (jako podmiot) w Iszym 
przyp., lecz raczej przechodzi w IVty, niekiedy i ligi przyp., z to- 
warzyszącym mu w takim razie orzeczeniem wyrażonem n i e o s o- 
bowo. Tak np. niemieckie „viele siiho einige Jalire sind vergangen^\ 
łać. „muUi albo jńiircs anni praeterlapsl siinf\ wyrazić można po 
polsku tylko przez ,,tviele albo h i IJca ( accus. ) lat przeszło lub 



374 Składnia rządu. 

upłynęło (więc forma orzeczenia nieosobowa). Należą tu wszystkie 
takie zwroty, jak oto iip. te: Było u mnie tucsoraj trochę to- 
tvar.z'ystiva, mianoicicie lwięciu panóiu i sześć pań. (Tu logiczne 
podmioty zdania są wyrażone przez IVty przyp. trochę., pięciu i 
5^eśc, zaś orzeczeniem jest forma nieosobowa „hyło^^). „Bogactio 
prsyhyica, cnoty ubyioa^^ (podmiot logiczny cnota i bogactwa itn- 
taj położony nie w Iszym, ale w Ilgim przyp., a orzeczenie wyra- 
żone nieosobowo). 

Zwroty takie, słowiańskiej składni właściwie, dają się w ogól- 
ności ująć w następujące trzy kategorye: 

1. Jeżeli podmiotem zdania ma być jaki liczebnik (ozna- 
czony lub też nieoznaczony, §. 196), albo też jeżeli ma nim być 
jaka waga, miara itp. to duch języków naszycb nie pojmuje tego, 
żeby pojęcia takie mogły stanowić w zdaniu ów główny czynnik, 
jakim właśnie jest podmiot, i przeobraża raczej orzeczenie na pod- 
miot, wyrażony tylko domyślnie i w postaci nieosobowej, a owe 
miary, wagi i liczby dodaje już do tego w przypadku IVtym, jako 
na to przeznaczonym, by odpowiadał na pytanie ile? A zatem: 
zamiast „Byli u mnie pięć panoivie (lub też, jak się po sta- 
ropolsku mówiło, była u mnie pięć panów, §. 203) i sześć pań^\ 
mówimy: „Było (orzeczenie nieosobowe, jako tu już zarazem i 
podmiot) pięciu panótu i sześć pań (to pięciu i sześć jest tu 
accus. położony na pytanie ile?). 

Wyrazami takimi są: prócz właściwych liczebników i ta- 
kie nieoznaczone, jak mało ^ toiele^ Jcilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, 
kilkoro, nieco, trocha, tuzin^ mędel, kopa^ kupa^ reszta itp. Z miar 
są takimi np. łokieć, sążeń, cal, metr, ktcarta, p)ółktvaterek, garniec, 
beczka, fura itp. Z w a g łót, kilo, funt, pół funta itd. cetnar, pud, 

gran itp. 

Npf. Wyszło na to dwie kopy płótna (diuie kopy są 
tu IV tym przyp.). Było (lub jest, będzie) w kasie tysiąc 
złotych. Było na balu ośmiu pułkowników. Przybyło 
na mszą pięć zakonnic. Okazało się wiele jeszcze siana 
na strychu. Ilesztę dnia zeszło na przygotowaniu do po- 
dróży. Zginęło mi parę pończocli. Ubiegało się o ten urząd 
wielu kandydatów. Pięciu wodzów stanęło na czele wojska — 
pięć panien stanęło do tańca. Dziewięciu archontów rządziło 
w Atenach, a dziewięć muz królowało na Helikonie. Be 



Przypadek Iszy. 375 

z kształtu dzieła wnosić, trzech znakomitych dziejopisów 
się na to dzieło składało. Było nas czterech braci; było 
nas pięć sióstr; było nas tam troje dzieci. 

* Ponieważ liczebniki nasze od l do 4 są przymiotnikami (§.199): 
możnaby przeto w ich obrębie (zam. zwrotów powyższych) powie- 
dzieć dobrze po polsku i tak: ^^Wyssły na to divie hopy x>ł6tna. 
Były w Jcasie 2, 3, 4 tysiące 0Ł Zginęła mi para pończoch. Trzy 
śpieicaczM luystąpiły. J)iva Jconie zostały schwacone. Cztery miasta 
ogniem spłonęły. — Te trzy ostatnie przykłady nie dałyby się na- 
wet inaczej wyrazić. Jednakże w odniesieniu do rzeczowników mę- 
skich i osobowego znaczenia, kładzie się nawet i w obrębie tych 
pierwszych czterech liczebników, częściej IVty niżeli Iszy przyp. 
(np. Divóch pułkoiuników poległo, albo Trzech autor óiv się na to 
dzieło składało^ jest zwyklejszą już dziś konstrukcyą, aniżeli ,^dwaj 
pułkownicy polegW i ^^trzej autor oiuie się na to dzieło składali^^). — 
Począwszy zaś od 5ciu, każdy bez wyjątku już rodzaj gramatyczny 
musi koniecznie prawidłu powyższemu podlegać ; np. nie można ina- 
czej powiedzieć, jak tylko „Pięć śpietcaczek wystąpiło; sześć koni 
zostało schioaconych ; siedm (sto, tysiąc itd.) miast ogniem spłonęło''^. 
Inna, t. j. regularniej sza konstrukcya dałaby się tu osięgnąć chyba 
tylko w tak oto uformowanych zdaniach: Te wszystkie siedm (sto, 
tysiąc) dzieiucząt zostały powydatuane za mąż; wszystkie dzie- 
tvięć muz były uicażane za córy Jowisza^^ itd. — Nawet i w męskim 
rodzaju, np. w zdaniu „Wszyscy ci dziewięciu archonci bardzo się 
zasłużyli ojczyźnie^^ ; albo „Wszyscy siedmiu bracia śpiący zo- 
stali policzeni do rzędu śiviętyc¥^ itp. mamy także już osobowe 
konstrukcye , z podmiotami położonymi w Iszym przypadku , a to 
jedynie z powodu tego tu dodanego epitetu „te tuszy stkie'^, „ci 
ivszyscy'\ któreto epitety dopiero wagę moralną tych liczebników 
wzmacniają i budowę zdania sprowadzają na prawidłowe tory (cho- 
ciaż jednak nie ze wszystkiem, boć te ,,siedmiu^\ ,,dzieivięciu^^ 
itd. przecie zawsze jeszcze zostają tutaj co do formy skłonnikowej 
irracyonalne ). 

2. Jeżeli orzeczeniem zdania miałoby być jakie słowo wyra- 
żające brak albo też zgoła niebyt, np. że kogo albo czego nie 
było, nie będzie, nie ma, nie zostało, nie stanie, nie starczy, brakuje, 



376 Składnia rządn 

braJcnie, zbywa itp. to i w takim razie podmiot, logicznie do tego 
orzeczenia należny, nie kładzie sie w Iszym, ale w jednym z ubo- 
cznych , mianowicie w Ilgim przyp. jako ujemnym (§. 660), a 
słowo przy nim wypow^iadamy w^ formie nieosobowej, jako substytut 
niewyrażonego tu i tylko domyślnego podmiotu. Duch języków na- 
szych bowiem i tego nie może pogodzić z swoją logiką, żeby nic, 
żeby to czego nie ma, czego braknie, mogło być av zdaniu 
działającym czynnikiem czyli podmiotem. 

Tu braknie grosza ( nie ivyrażony loodmiot tego zdania 
jest zaicarty iv zdaniu braknie). Tu nie braknie ani gro- 
sza. Szerści bydła nie zostało! Nie zostało z całej obory 
ani ogona! Siostry w domu nie ma, nie było, nie bę- 
dzie. Tam o tobie mowy nie było. Co ty poczniesz, biedna 
moja, jak mnie nie stanie? 

"'■ Jeżelibyśmy te wszystkie w zdaniach powyższych znajdujące 
się słowa czyli orzeczenia wypowiedzieli bez negacyi: w takim 
razie przemienia nam się te przykłady natychmiast w prawidłowe 
konstrukcye: szerść została; został ogon; jest {hyla, będzie) siostra 
IV domu; była tam moiva o tobie. Tylko przy brahiie^ jako słowie 
nawet i bez dodanej negacyi będącem ujenmego znaczenia, zostaje 
to „grosza'^ w Ilgim przyp. i po skreślonem „nie". 

3. Jeżeli nakoniec podmiotem zdania miałaby być tylko pewna 

część rzeczy, a nie całość: to i w takim razie kładziemy ów 

logiczny (cząstkowy) podmiot raczej w Ilgim przyp. jako genitiwie 

partitiwie ( udziałkowym ) , a orzeczenie i tu znowu wypowiadamy 

nieosobowo. 

Z Maćkiem się pijało, póki piwa (albo grosza) stało. 
Bogactw przybywa, cnoty ubywa. Namnożyło się oszu- 
stów. Będzie tam krzyku, płaczu itd. 

" Taksamo też kładziemy i przedmiot bliższy (objekt) 
zdania, ilekroć takowy zawisł od orzeczenia ujemnego, zaprzeczo- 
nego, cząstkowo tylko działającego na to, co tej czynności podlega, 
już nie w zwykłym w takich razach t. j. lYtym przyp., lecz vf Ilgim 
jako t. zw. ujemnym lub też udziałkowym. 

§. 622. Aż dotąd rozpoznaw^aliśmy zwroty, w których oczeki- 
wany nominativus bywa wyręczany innymi przypadkami. Poznajmy 



Przypadek Iszy. 377 

teraz i odwrotny stosunek, t. j. takie konstrukcye językowi naszemu 
Avłaściwe, w których się spotykamy z nominatiwem, niewiadomo dla- 
czego użytym i jakie mającym w zdaniu znaczenie. Nominativus 
taki zostaje po za właściwym związkiem istotnych składników zda- 
nia, jako w niem bez oko liczny czyli luźnie wtrącony. 

Mamy to np. w wyrażeniach takiego składu: Ten aksamit 
sprzedaje się po dukacie łokieć. Dostaniesz ive Licoiuie toina do- 
brego już po diva reńskie butelka. Fiłem tam dawniej ivyhorną 
kaiv§, po złotemu tylko porcya. Sprzedaje się w tym sklepie pituo 
p)0 15 groszy miara itd. 

* Są. to pewnie jakieś ściągnięcia dwóch osobnych zdań w jedno , np. 
dwóch zdań takiego kroju : Sprzedaje się piioo po [takiej cenie, że] 15 cjroszy 
[kosztuje] miara — lub też z innych w tym rodzaju wyrażeń. 

§. 623. Innego znow^u rodzaju są zwroty z takimże na pozór 
luźnym czyli bezokolicznym Iszym przypadkiem, który jednakże wi- 
docznie miał w nich właściwie tworzyć podmiot zdania całego, wsze- 
lako potem pokrzyżowało coś tę rozpoczętą konstrukcyą; t. j. mó- 
wiący — już wśród mówienia swojego — dał się porwać jakimś 
nowym pomysłem i zmienił nagle tok rozpoczęty, w skutek czego 
co innego już w tem zdaniu zajęło miejsce podmiotu, a tamten 
podmiot pozostał bez domówienia. 

Poświęcenie, męstwo, szlachetność — cz3Jeż 
serce nie uderzy na samo tych słów w^spomnienie ? Witiu. 
Ta noc, ten księżyc, to zwycięstwo nad Tatarami, to 
uściśnienie starego Miecznika , to dumanie w^ takiej 
porze — ileż wtem wszystkiem smutku? ]\fochn. Doskonałe 
malowidło historyczne, najpiękniejszy realizm poetycki, 
prawdziwe objawienie przeszłości — to Mickiewicza Gra- 
żyna. ]\lochn. 

Tu należą i takie, nader często iv Icażdym języku spoty- 
kające się zdania, jak „Filozofia — jest to nauka prawego 
myślenia i życia. Śniad. (To „to^^ jest w niniejszem zdaniu 
podmiotem; „nauka^^ razem z łącznikiem Jest^^ stanowi 
jego orzeczenie: zaś „filozof a^^ ani tu jest podmiotem ni 
orzeczeniem; tworzy ona w zdaniu tem cząstkę luźną, sen- 
sem tylko do osnowy jego należną). 



378 Składnia rządu. 

B. Przypadek V. 

§. 624. Przypadek Vty ma w zdaniu znaczenie na- 
wiasowe, a to o tyle, że ani on się nie stosuje do niczego, 
ani się też do niego nic nie stosuje. Używamy go, ilekroć 
przemawiamy do kogo wprost jako do osoby drugiej, 
chcąc ją nazwać po imieniu albo wedle jakiegobądź jej 
przymiotu. 

My nieposłuszne, panie, dzieci twoje. Kocli. Nie masz 
cię, Orszulo moja! tenże. Wzgardziłaś mną,, dziedzi- 
czko moja ucieszona! tenże. 

§. G25. Niekiedy zamiast przyp Vgo kładzie się forma przy- 
padka Igo. Zdarza się to tylko w pewnycli zwrotach, najczęściej 
wtedy, kiedy przyp. Vty wyrażony jest przez dwa wyrazy, z których 
pierwszy ma już postać przyp. Vgo ; np. Fanie majster, a hiedy 
ta robota hędńe slwńczona ? — Fanie Dyrektor, raez mię posłu- 
chać. — Fanie Bychter; panie Wydżga; panie Zaręba! — 
Jeżeli jednak mówimy tonem poufałym, albo też opryskliw3^m i gro- 
źnym, to niektóre wyrazy, jak Ma;', j?oc/o/icer, stróż, foryś ity). tudzież 
imiona własne, kładą się nieraz i same w przyp. Iszym; np. Fran- 
ciszel\ słuchaj tylko! — Małgorzata^ chodź tu! — Zaklika! piroszę 
na słoico. Lokaj, podaj futro! itd. 

§. G26. We wszystkich zaś takich zwrotach, jak : Chciej Gene- 
rał usłuchać mojej rady; — przyjmij Fan zaj)eivnienie rzetelnego 
poivażania; — pozicól ksiądz Biskup, ażebym Mu prośbę moje prze- 
łożył itp. wyrazy Generał, Fan, ksiądz Biskup — położone są rze- 
czywiście w przyp. Iszym, jako podmiot zdania; a tryb rozkazujący 
chciej, iirzyjmij, pozwól użyty tu jest w Illciej osobie (§. 245 ,j,). 
Chociaż tu bowiem mówimy twarz w twarz do osób przytomnych, 
to się do nich wtedy jednak nie odzywamy w^prost, lecz ubocznie? 
w^ Illciej osobie, tak jakbyśmy nie do nich, ale o nich mówili, 
t. j. tak jakbyśmy się wyrażali następującym sposobem: niech Ge- 
nerał zechce usłuchać mojej rady ; — niech Fan przyjmie zapewnie- 
nie rzetelnego j)oważania; — niech siostra będzie zdrotua; — niech 
ksiądz Biskup poziuoli , ażebym Mu przełożył prośbę , co wszystko 
także się często używa. 



Przypadek IVty. 379 

* Możemy się do osób przytomnych odzywać ubocznie (omownie) nawet 
i przez ligą, osobę ; jednakże nie w trybie rozkazujęjcym, ale w innych trybach, 
np. Wiesz Pan o tern bardzo dobrze ; — ksiądz proboszcz byłeś tak łaskaiu ; — 
mozebyś Generał był wygrał bitwę , gdybyś był rady mojej słuchał. I to także 
są, prawdziwe przypadki Isze, jako podmioty zdania. 



2. Przypadek IVty. 

§. 627. Pkzypadek IVty kładzie się przedewszystkiem 
na pytanie kogo, co? prócz tego na pytanie ile? na- 
koniec (w połączeniu z przyimkami) wyraża on też kie- 
runel^ dokąd i przez. Główne jednakże znaczenie tego 
przypadka polega na tem, że przez niego wyrażamy bier- 
nik w zdaniu. 

Biernikiem czyli „objektem bliższym" nazywa- 
my w zdaniu imiona (rzeczowniki itd.) na pytanie kogo, 
co położone w przyp. IVtym, rządzonym przez jakie 
słowo przechodnie: imiona te wyrażają rzecz lub 
osobę bezwarunkowo podlegającą czynności, jaką owo 
słowo wyraża. 

Bóg stworzył świat. — Nieprzyjaciele miasto zbu- 
rzyli. — Śron zmroził wszystkie owoce. — Dziki zwierz 
rozszarpał j a g n i ę. ( Tutaj wyrazy świat, miasto, wszy- 
stkie owoce i jagnię są biernikami tv zdaniu). 

§. 628. Wspominaliśmy już nieraz w poprzedzających tego dzieła 
rozdziałach o słowach IVtym przyp. rządzących i o przechodnich. 
Otóż tu jest miejsce właściwe, zdać sobie z tego dokładnie sprawę, 
co to jest czynność przechodnia i które to słowa w języku 
polskim i w ogólności w słowiańskich są przechodniego znaczenia? 

Przedewszystkiem zauważyć tu należy, że definicya słów prze- 
chodnich łacińskich, niemieckich itp. nie zdałaby nam się tu na nic, 
takowa bowiem bynajmniej nie przystaje do natury naszych w tej 
mierze stosunków. W tamtych językach słowa rządzące w ogólności 
IVtym przyi). są to czasowniki przechodnie; nie rządzące zaś ża- 
dnym, alboteż rządzące innym skłonnikiem jak lYly, np. Illcim lub 



380 Składnia rządu. 

Ilgim lub wreszcie Yltym, wszystkie te uchodzą za nieprzechodnie 
czyli nijakie (dormire^ esse; sein, scldafcn — prodesse alicui, lielfen 
einem — einer Sache entbehren — carere aliąua re etc). — W sło- 
wiańskich językach przedział między przechodnimi słowami a nija- 
]dmi nierównie jest suhtelniejszy, a to z tego głównie powodu, że 
nasze słowa przechodnie rządzą w odpowiednich warunkach i Ilgim 
także przypadkiem. Tak np. czasowniki nie Jcochaó, nie lubić czego, 
nie zabić albo nie zabijać czego, nie kupić albo nie kupować czego, 
i w^ ogóle wszystkie słowa nasze skądinąd rządzące accusatiwem, 
skoro tylko znaczenie ich, choćby pod innym względem nietknięte, 
zaprzeczymy ( czyli je połączjaiiy z negacyą ) , rządzą Ilgim przyp. 
Następnie np. używać, użyć, nadużyć czego, spodzieiuać się nagrody, 
oczekiicać przyjścia czyjego, żajdać zapłaty, dokonać dzieła itp. także 
Ilgim, jak widzimy, a nie IVtym rządzą przyp. A pomimo tego są 
one przecież niewątpliwie przechodniego znaczenia. Że zaś tak jest: 
o tem się z tego dotykalnie przekonywamy, że wszakże wolno nam 
się i tak np. dobrze po polsku w^Tazić: ,,Osoba niekochana, nielu- 
bioua; zicierz nie zabity; tuioska nie kupiona; narzędzie użyte lub 
użyiuane; ufność czyja nadużyicana; spodzieioani goście; nagroda 
oczekitcana; żądana zapMa; dokonane dzieh^'' itd. Podobnych bier- 
nych wyrażeń są zdolne we wszystkich indo-europejskich językach, 
jak wiadomo, same tylko słowa przechodnie, to zaś z tego powodu, 
że same tylko przechodnie, t. j. na pewien zewnętrzny przedmiot 
z podmiotu się przelewające czynności, dają się bez żadnej zmiany 
sensu wypowiedzieć dwojako — albo czynnie albo też biernie. 
W pierwszym razie ( np. ja dręczę ciebie ) patrzymy na omawianą 
czynność, jak takową podmiot czyni i na przedmiocie wywiera; 
w drugim razie (ty dr ęczoity jesteś 2^'^^G-'2emnie) oglądamy tę same 
czynność, lecz już niejako z drugiego końca, odwrotnie, t.j. jak jej 
ów przedmiot podlega, jak on ją cierpi, znosi i bierze na się, 
przeistoczywszy się sam w podmiot tej sobie niejako narzuconej, 
cierpianej, biernej czynności. — Słowa zaś nieprzechodnie nigdy 
nie są zdolne takich konstrukcyi; np. zamiast ^a śpię, ja płaczę, 
nie możnaby w żaden sposób powiedzieć ja jestem spany, plakany ; 
taksamo też nie miałoby żadnego sensu „zbrodniarz jest albo byiva 
bany przez wszystkich^^ (zamiast zbrodniarza się boją tuszy scy); ani 
nakoniec „ przeszkodzony zostałem przez tego natrętnego gadułę^'' 



Przypadek lYty. 381 

(zamiast przeszlwdzU mi ten natrętny gadiiła). Niemożność ta zaś 
tern się jedynie tutaj tłómaczy, że ani spać lub też płahać^ ani lać 
się kogo i prseszJcadmć albo przeszkodzić komu czynności prze- 
chodniej nie wyrażają, i że są to słowa t. zw. nijakie. 

§. 629. Z powyższego wyłuszczenia wynikają dwa nader wa- 
żne dla celu tutaj naszego wnioski, mianowicie po pierwsze: 

źe w języku naszym nie ta więc okoliczność znamię 
słowa przechodniego stanowi, jal^im przypadkiem to 
słowo rządzi — lecz raczej czy jego bierny, na ty 
lub też 97^ zakończony imiesłów ma rzeczywiście 
bierne znaczenie. Nieprz echo dnie bowiem słowa albo 
wcale tego imiesłowu nie posiadają, albo tylko z nijakie m 
a nie biernem znaczeniem. 

Że np. ani nawet IVty, a tem mniej ligi przyp. przez jakie 
słowo rządzony, niczego zgoła jeszcze sam przez się o naturze tego 
słowa nie wypowiada: to widzieć można naocznie np. na słowach 
holeć, zaprzestać^ ucJiodzić, ujść^ patrzeć. Słowo holeć rządzi bowiem 
IV tym przyp. {zęby ją albo go, ciebie, nas, mnie albo też mię 
bolą ; bardzo m n i e to boli , że taki strapiony jesteś ) , a pomimo 
tego przecież bynajmniej nie jest ono przechodniem („bolony jestem 
przez zęby'^, nie można nigdy powiedzieć). Słowa znowu zaprzestać 
czego, ucJwdzić i ujść czego, np. niebezpieczeństwa lub sideł czyich, 
patrzeć wsparcia od drugich itp. rządzą Ilgim przyp., a pomimo 
tego nie należą one przecie do szeregu owych wyżej ukazanych 
już czasowników, które jak np. używać, użyć^ oczeMioać, dokonać 
albo nie lubić itp. rządzą także Ilgim przyp. a przytem są prze- 
chodnimi. — Dopiero brak owego imiesłowu biernego od boleć (bo- 
lony bowiem nie używamy ) dowodzi , że to boleć jest nijaką czyn- 
nością. Takiż brak imiesłowu tego od zaprzestać, ujść, patrzeć, ten 
doi)iero okazuje i tutaj, że to są czasowniki nijakie. Od niektórych 
innych nieprzechodnich, np. upłynąć, uschnąć, przylgnąć itp. mamy 
wprawdzie wyjątkowo bierny imiesłów {upłyniony, uschnięty, przy- 
lgnięty); ponieważ ten jednakże tylko z samej formy jest bierny, 
a nie co do znaczenia, gdyż to jest raczej nijakie : więc i te także 



382 Składnia rządn. 

czynności nie są przechodnie. (Tak np. uschnięty zgoła tosamo zna- 
czy co uschły, a przylgnięty stoi na równi z przylgły ; przylgly i 
uschły są to zaś imiesłowy strony konjugacyjnej czynnej, activi). 

§. 630. Drugi wniosek, który wynika z podanego wyżej wy- 
wodu, jest ten, 

źe w polskiem w ogólności przedmioty czynności prze- 
cłiodnicłi zarówno się wyrażają przez IV ty, jak i przez ligi 
przyp. Stanowi o tern zawsze dopiero natura każdoczesnej 
omawianej w zdaniu czynności, czy podlegający tejże czyn- 
ności przedmiot będzie położony w jednym, czy drugim 
z tych obydwóch skłonników. Mamy bowiem i takie słowa 
przechodnie, które rządzą samym IVtym przyp., i takie 
co samym Ilgim, i takie wreszcie, co wedle okoliczności 
tudzież znaczenia swojego rządzą lYtym lub Ilgim. 

Starajmy się okoliczności rzeczone tutaj rozpoznać jak naj- 
dokładniej. 

§. 631. Przypadkiem IVtym rządzi w naszym ję- 
zyku tylko taka czynność przechodnia, która swój przed- 
miot owłada bezwarunkowo, t. j. która się i na cały ten 
przedmiot zlewa i bez żadnego z jego strony oporu lub 
też oddziaływania. 

Ilekroć zaś czy to sama ta już czynność, czy też podlegający 
jej przedmiot, czy wreszcie i jedno i drugie są takiego rodzaju, że 
działanie owej czynności tylko części pewnej tego przedmiotu, a 
nie całości dotyka — albo go też całkiem chybia, chce a nie 
może dosięgnąć, dosięga tylko z wysiłkiem, np. doznając ze strony 
tego przedmiotu przeciwieństwa, oporu albo oddziaływania : — w tych 
wszystkich razach przedmiot ten kładzie się już nie w IVtym, ale 
w Ilgim przyp. 

Mówi się np. użyć narzędzia, używać przyjemności, nad- 
użyć lub nadużytuać czyjej dobroci, zażyicać lub zażyć for- 
telu, ponieważ z samego już znaczenia tych słów wynika, 
że albo rzeczy jakiej używam w części tylko albo jedynie 



Przypadek lVty. 383 

przez czas jakiś, a nie zawsze i nie w całości. Przeciwnie 
mówi się: zużyć suJcnię^ mżyć piguikę, ponieważ zużywam 
suknię do reszty, i zażywam pigułkę całą. — Podobnie rzecz 
się ma np. i ze słowami słyszeć a słuchać. Słyszeć (głos, 
rozkaz, wołającą, osobę) rządzi przypadkiem lYtym, gdyż i 
całą rzecz słyszę i bez oddziaływania z jej strony na mnie. 
Przeciwnie shichać (głosu, muzyld, śpiewu) rządzi przyp. 
Ilgim, gdyż dopóki słucham, poty się śpiew jeszcze cały nie 
skończył, zatem tylko słucham go w części. Oprócz tego 
maluje się też tu więcej, aniżeli przy słowie słyszeć, ten 
wysiłek z mojej strony, aby ton uchem pochwycić. Również 
mówi się: słucham ojca^ matki , starosty, komendy, ponieważ 
i tu zachodzi oddziaływanie ze strony tego, którego słucham, 
i na moje także osobę. To oddziaływanie na mnie owszem 
jest tu nawet jeszcze silniejsze, aniżeli moje na te przed- 
mioty działanie, chociaż ja tu jestem podmiotem: i to wła- 
śnie wyrażone jest przez ten ligi, a nie IVty przyp. 

§. 632. Oto okazy czynności prz ecłi o dnieli , z przy- 
danymi im przedmiotami w lYtym przyp., dlatego że ta- 
kowe podlegają im całkowicie i bez żadnego ze swojej 
strony oporu ani oddziaływania. 

Miłuję matkę; miłujemy matki, siostry i dzieci 
nasze. Kupiłem wieś, dom, ogród; kupiliśmy dwie wsi, 
trzy domy, cztery ogrody. Odbudowałem kamie- 
nicę, którą nieprzyjaciel zburzył, kiedy miasto nasze na- 
jechał i zdobywszy pustoszył. Założymy w okolicy tego 
miasta sioła rozległe, osadzimy je mieszkańcami licznymi, 
którzy pracę miłują, cnotę przenoszą nad wszystko. — 
Tu należą i takie nieosoboice, przez sam tylko bezokolicznik 
z przyp. IVtym wyrażone zwroty, jak czuć swąd, słychać 
huk, widać wieżę, znać ślad albo ślady czyje, ttp, (Przy- 
kłady odpowiednie z przedmiotem położonym w Ilgim przyp. 
obacz w §. 658 i 660. 

§. 633. Ilekroć jednak przedmiotem nawet takiej 
bezwarunkowo przecłiodniej, IVtym przyp. rządzącej czyn- 
ności, jest jakie imię osobowe lub zwierzęce, do męskiego 
zaliczone rodzaju: w takim razie język dzisiejszy nasz rzą- 
dzi się już inną zasadą, uwzględnia bowiem wtedy oko- 
liczności następujące: 



384 Składnia rządn. 

Przedmioty męskie nieżywotne (rzeczowe) stosują 
się do powszechnej, powyżej wyłożonej reguły; 

osobowe męskie przedmioty przeciwnie, tal^ w po- 
jedynczej liczbie jak w mnogiej , kładą się nie w IV tym 
ale w^ Ilgim przyp.; 

imiona zwierzęce nakoniec zajmują niejako śro- 
dek między osobą a rzeczą: idą w liczbie poj. za przy- 
kładem osób, w mnogiej zaś stoją na równi z rzeczami 
nieżywotnymi. 

1. Szanuję ojca, szanujemy ojców naszych. Widzimy 
rycerza na ognistym jadącego rumaku; widzimy ryce- 
rzy. Mam syna, miałem dawniej trzech synów — oby- 
dwóch młodszych mi na wojnie zabito, a tylko tego je- 
dnego zostawiono. — Tu loszędsle mamy tvi§c przedmiot 
męski o s oh o wy ^ tuiaśnie przeto położony to Ilgim przyp. 

2. Mam dom, ogród, kapitał — mamy domy oka- 
załe, ogrody rozległe, i znaczne kapitały. Wykopano 
rów, rzucono potem na nim trzy mosty, a brzegi obsa- 
dzono drzewami. Spostrzegam między nimi jeden wiąz, 
jeden jesion, jeden jawor, cztery dęby, trzy świerki, 
a reszta same topole. — Tu tuszędzie przedmiot męsM 
rzecz o IV y^ lułaśnie przeto pohżony iv IVtym przyp. 

3. Kupiłem pięknego konia — lecz w licz. mn. dwa ko- 
nie {nie koni!). Ubiłem zająca, wilka, dzika, lisa, ptaka, 
kota, psa; zdeptałem węża, robaka, szerszenia, trutnia, 
bąka : ■ — przeciicnie w licz. mn. ścigaliśmy zające, wilki, 
dziki, lisy, ptaki, koty, psy; będziemy deptali węże, robaki, 
szerszenie, trutnie, bąki. — Tu toszędzie przedmiot p)ohżony 
w Ucz. pojed. IV Ilgim, w mnogiej iv IVtym przyp.., gdyż 
to imiona zwierzęce rodź. męsŁ 

" W tejto też właściwości polszczyzny jest powód, dlaczego 
w nauce deklinacyi wyrażamy się już powszechnie w ten sposób, 
że rzeczowniki nasze męskie, do deklinacyi I należne, nie mają 
osobnego zakończenia dla przyp. IVgo, lecz że takowy jest tu ró- 
wnobrzmienny już to z Iszym, już też z Ilgim przyp.; mianowicie 
że nieżywotne imiona mają go w obu liczbach jak Iszy, osobo- 
we w obu liczbach jak ligi, a zwierzęce w liczbie poj. jak ligi, 
w nniogiej przeciwnie jak Iszy. Rzeczywista prawda co do tej kwestyi 



Przypadek IVty. 385 

jest taka, że accus. imion deklin. Iszej jest w liczbie pojed. 
właściwie w każdym razie równobrzmienny z Iszym przyp. (ró- 
wnobrzmienność mimowolna i przypadkowa, porówn. §. 316): tylko 
że w naszym językn zaprzestał się ten accusativus już prawie całkiem 
używać w całej sferze imion żywotny cłi t. j. osobowych i zwierzę- 
cych, i zastępuje go tu zawsze ligi przyp. W licz. mnogiej 
mają; się rzeczy znów tak, że właściwe formy accusatiwu tej dekli- 
nacyi, na y albo e zakończone (np. grody, Jconie, Uście, porówn. 
§. 117) pozostały w używaniu tylko w sferze samych rzeczowych 
i zwierzęcych imion; osobowe zaś rzeczowniki chyba tylko wyjątko- 
wo czasem jeszcze takie accusatiwy formują (np. nauczajcie syny 
ivasse; czcijcie ojce i mis trze ivasze; pocieszajcie tui §ź nie i 
podejmujcie przychodnie); zazwyczaj zaś zastępują się te formy 
i w tej już liczbie Ilgim przypadkiem {synózu, ojcóio, przychodnióio 
itd. widzieć, czcić, podejmować). 

§. 634. Wobec powyższego, na pozór tak zagmatwanego i 
(jakby się zdawać mogło ) nielogicznego używania to Ilgich, to zno- 
wu lYtych przypadków przy tym samym czasowniku i z temsamem 
zgoła znaczeniem (np. chwalę lub luidzę Jana, Jconia — zaś Zofią, 
dziecię, dom; w licz. mn. przeciwnie chtualę lub toidzę tylko Ja- 
nóiv — zaś honie, domy, Zofie, dzieci nasze ) , nie od rzeczy pewnie 
będzie wniknąć w powód tego zjawiska. Dlaczego to iod kiedy 
rzeczowniki męskie żywotnego znaczenia wyłamały się z pod reguły, 
która obowięzuje obydwa drugie rodzaje i której podlegają rzeczy 
nieżywotne choćby nawet i męskiego rodzaju? Dlaczego potrafiły 
osobowe imiona wyłamać się z pod tej reguły w obydwóch Hcz- 
bach, zwierzęce zaś w samej tylko pojedynczej? Dlaczego nako- 
niec przeniosły te wszystkie niesworne tutaj imiona, nad wzgardzony 
przez nie ów skłonnik — właśnie tamten, t. j. ligi przypadek? 

— Przyszło do całego tego odstępstwa nie na raz, lecz w pro- 
gresywnym postępie, i ustalało się to wszystko w długim całych wie- 
ków przeciągu; przyczyną zaś tego była jedynie ta okoliczność, że 
przez IVty przyp. wyrażają się przedmioty, podlegające jak się wy- 
żej już powiedziało, danej czynności bez żadnego z swojej strony 
na nią oddziaływania. Otóż poczucie nasze słowiańskie coraz silniej 
za takiem się oświadczało tutaj zapatrywaniem, że istota męska 

Gram. Ilist. Por. II. 25 



386 Składnia rządu. 

ma zawsze pewną w sobie energią; , dla której niepodobne żeby ona 
być mogła tak jak rzecz jaka, bezwarunkowym tylko znosicielem 
czyli biernikiem cudzych czynności, bez żadnego ze strony swojej 
oddziaływania na tęż czynność nawzajem. Wyobrażano sobie, że 
cłioć istota taka podlega jakiej czynności: to ją znosi niechętnie, 
niecierpliwie, a przynajmniej nie tak biernie, jak inne t. j. słabsze 
rodzaje i rzeczy. W skutek tego zaczęto tedy osobowe imiona 
męskie, od słowa przechodniego rządzone, stawiać w owym przyp., 
który taki właśnie mniej podległy stosunek rzeczy do czynności 
wyraża, t. j. w przyp. Ilgim (§. 669). A ponieważ ta autonomia 
do rodzaju męskiego przywiązana najprzód uderzyła w oczy w obe- 
cnych, widomych, t. j. w pojedynczych indywiduach: weszło 
zatem to zastępowanie przypadka IVgo przypadkiem Ilgim w zwy- 
czaj nasamprzód tylko w liczbie pojedynczej. Mówiono tedy wprawdzie 
i odtąd jeszcze po dawnemu: uwielbiam ojce, miłuję hogi^ p§d0§ 
ho nie, zabijam wilhi; mówiono u nas jeszcze w XVI i XVII 
wieku powszechnie: miłuj em.y ojce i ztvierzchniki nasze; obra- 
liśmy groźne pany iv o je wody. Czytaj fil o z ofy , czytaj one po- 
tuażne his tory hi. Górn. Niht tvas za moje poddane, za lud mój 
niechaj nie pisze, jeśli niezgoda jest między wami. Skar. (Nawet 
dziś jeszcze możnaby w uroczystszym stylu zwrotów takich używać). 
Ale w liczbie pojed. poszły już bardzo rychło w niepamięć kon- 
strukcye, jak uiuielbiam ojciec, miłuję bóg, ścigamy nieprzyjaciel, 
zabiję tcróg — któreto konstrukcye pierwotnie właśnie normalną 
stanowiły zasadę: a zaczęto wyrażać się natomiast uicielbiam ojca, 
miżłuję boga, ścigam n ieprzyjaciela, zabijam toroga, t. j . sta- 
wiać przedmiot ten osobowy w Ilgim przyp. zamiast IVgo. A po- 
nieważ i zwierzęta męskie, chociaż wprawdzie nie zbiorowo, nie 
w całej gatunkowej masie i trzodzie (t. j. nie w licz. mn.), ale 
zato w poszczególnych indywiduach, w pojedynczych stojących 
przed oczyma okazach, zdawały się być obdarzone odpowiednimi 
właściwościami ludzkimi : zaczęto przeto i o nich wyrażać się pędzę 
ho ni a, zabijam iv ii ha itp. dając przez to do rozumienia, że tak 
jak jagnię albo owca, ani wilk się zabić, ani też koń pędzić nie daje. 
Imiona męskie w ogólności należą do deklinacyi Iszej. Do 
niej się tedy to, co tu powiedzieliśmy, stosuje. Rzeczowniki zaś jak 
tvojeivoda, starosta, sędzia, poeta itp. należące wyjątkowo w licz. poj. 



Przypadek lVty. 387 

do deklinacji żeńskiej (Illciej), te pozostały i nadal przy pierwo- 
tnym zwyczaju ; w skutek czego mówi się też do dziś dnia : powa- 
żam pana tvoj etuo d§, widuję starostę, poetę, radcę, — a 
nie pana wojeivody, starosty, poety. (W liczbie mnogiej jednak i te 
wszystkie rzeczowniki już się dziś taksamo Ilgim przypadkiem wy- 
ręczają, zamiast Igo, jak wszystkie inne: podsmiam poetótu, sm- 
nuję tv ojetvodótv , chtualę sędsióio sprawiedlmych i starostóio 
sprężystych^ a nie szanuję poety , starosty itd. tak jak się mó- 
wi szanuję li oh i ety). 

§. 635. Dodać tu jeszcze należy, że nawet z pomiędzy rzeczowników 
nieżywotnego znaczenia niektóre w takich zwrotach kłaść się zwykły także 
w Ilgim zam. IVgo przypadku. Tak np. dzieje się to pospolicie w sferze pie- 
niędzy. Mówimy wprawdzie mam ( luhie , znalazłem itd.) 'pieniądz , fenyg, 
grosZy złoty, trojak — ale nie „viam talar'-'' itd. lecz mam talara, znalazłem 
dukata, zarobiłem rubla, florena, reńskiego. Wyrażamy się zaś tak z tej 
jedynie przyczyny, ponieważ to są, grubsze sztuki, które nabyć już trudniej i 
które przeto nam imponują, jakby coś z rodzaju istot obdarzonych udzielnem 
życiem. Taksamo odznaczamy nieraz też i z pomiędzy drzew i roślin naj- 
twardsze, najwięcej poszukiwane i najprzedniejsze gatunki: ściąć dęba, mo- 
drzewia itp., znaleśó grzyba, rydza, kozaka... Przy grze w karty mówi 
się także zawsze mam asa, zadaję tuza; nawet w licz. mn. niektórzy wy- 
rażają, się z takimże dla tych kart pożą,danych respektem „miałem trzech 
asów lub tuzów'"'-, zamiast właściwszej konstrukcyi „miałem trzy asy, tuzy'-'-. 
Tu należą, nakoniec i wyrażenia, jak tańczyć (albo zagrać) mazura, walca, po- 
loneza, galopa; grać w maryasza, w tryszaka, wista, faraona, ćwika itd. 

§. 636. Przechodzę teraz do historycznej strony zjawiska 
tutaj omawianego i podejmuję pytanie: od kiedy i czy i w innych 
także narzeczach słowiańskich obowięzuje zasada, żeby przedmiot 
czynności przechodniej był stawiany zamiast IVgo w Ilgim przyp., 
ilekroć nim jest coś żyjącego a męskiego rodzaju? — Jeżeli mowa 
o poszczególnych indywiduach, a nie o zbiorowym ich tłumie, 
jeżeli tedy odnośny rzeczownik, przedmiotem w zdaniu będący, 
w liczbie pojedynczej jest położony : to znachodzimy konstrukcyą 
tu omawianą panującą i w innych także pobratymczych językach i 
to od najdawniejszych już czasów. Już najstarsze starosł. pomniki 
prawie stale takimito właśnie się posługują zwrotami. Zdarza się 
wprawdzie niekiedy w tych starosłow. textach — co większa, nawet 
i w naszych, że przedmiot taki (męski żywotny) po dawnemu przez 

25* 



368 Składnia rządn. 

IVty jeszcze przjT^. (a nie przez ligi) jest w3Tażony: są to jednak 
już niezwykłe, owszem prawdziwie fenomenalne zjawiska. 

Ważność przykładów tycli v/yjątko\vycłi jest wielka, takowe świadczą, 
nam bowiem o tern , że i w słowiańskiej więc składni tasama tu pierwotnie, 
co i gdzieindziej obowiązywała zasada — dlatego przytoczmy tu bodaj kilka 
takich zwrotów na okaz. Otóż mamy np. w starosł. przekładzie pisma św. 
(Miki. Chrestom. palaeosl. edycya z r. 1854, str. 6): „W-hsrewb że liakoiou 
oczima siooima, wicie lsawi,> hrat-b sio oj idąszth i czetyri Shtamążb sb 
9imb" ( widział Ezawa brata swego idącego itd.). W jednej z mów św. Bazy- 
lego (w tejże Chrestomatyi str. 49) mamy znowu takie miejsce: „Człoweczbslco 
że rozdenije ino inogo , a duchoiDinoje jedbno lobseclib, obhsztb bo ołbCh 
imątb bogii, i hratija tvbsi''^ (wspólnego bowiem ojca mają, boga, i bracia 
sobie są, wszyscy). W ewang. Mat. (w tejże Ciirest. str. 33): „Da s-bbądetb s§ 
reczenoje otb gospoda prorokomb głagoląszteuib: ot-b Egicpita wbzicachb 
synii swoj^^ (z Egiptu wezwałem syna swego). Ewangelii św. Jana wiersz 
16 w rozdziale IV, który brzmi u Wujka: „Rzekł jej Jezus: Idź, zawołaj 
męża twego, a przyjdź tu!" oddany jest w przekładzie starosł. Ostromiro- 
wym: ...prizowi mążb tivoj ... (zamiast męża twojego). Tyle więc ze starosł. 
języka. — W polskim starodawnym języku znane mi są, między innymi nastę- 
pujące, tamtym odpowiednie przykłady: W Psałt. Flor. 30, 6: „ TF r^ce tivoi 
gospodnie, polecam duch mój'-'-. Tamże: ...„ jen (który) zbił król wielki'"'' 
(zam. króla ic). — W pewnym dokumencie z r. 1434 (przywodzi go J. Przy- 
borowski w Programie Gimn. poznańsk. na rok 1861, str. 25): „Gaweł mu 
krogulec luziął i policzek dał'"'' (zamiast krogulca). — W przekładzie z XV' 
wieku Stat. Wiśl. „Źałoioał Marcin na Adama o wół'"'-. Jest to wprawdzie 
acous. rządzony nie przez słowo , lecz przez przyimek — dziś jednak i 
w takim zwrocie powiedzielibyśmy „o wołu^^. — Gdzieindziej*): „Powinni 
mu też uszy SC y dawać na Wielką Noc chleb jeden i kur także jeden'-'-. — 
U Reja (w. XVI): „Fanie bracie^ tam będziemy u mnie jeść pospołu, Bo mamy 
świeży zając i pieczenia z wołu^^. — U Wacł. Potock. (w. XVII): „Jakoby 
go na wściekłym rozpasał umyśle^ Juz w Krakowie popasa^ już k o ń poi w Wi- 
ńZe"**). — Przy przyimkach, IVtym przyp. rządzących, mamy do dziś dnia 
nawet nieraz formy odnośnego rzeczownika, ukazujące prawdziwy jeszcze ac- 
cusat. (np. iść za mąż; prze- bóg; siadać na koń; być z kim brat za brat; 
na Św. Jan; na św. Michał, na śiu. Antoni itd.). Mówi się to tak je- 
dnakże w tych stałych jedynie wyrażeniach. Po za nimi, łączą się nawet przy- 
imki z tymi rzeczownikami wllgim już zawsze przyp. jako zastępującym IVty 
(np. Zona za męża nie odpowiada; przez Boga żywego! tą nogą się na 



*) W dwóch dokumentach nadawczych, jeden z r. 1564, drugi 1569, znaj- 
dujących się obecnie w Archiwum miejskićm we Lwowie. 
**) Wojna Chocim, str. 91. 



Przypadek IVty. 380 

konia nie wsiada! za brata długów nie płacę-, na Jana, Michała 
itd. nie mam powodu się sJcarżyć). 

Tak to więc mają się rzeczy co do przedmiotów męskich ży- 
wotnych pojedynczo-liczebnych. 

Przedmioty te w liczbie mnogiej przeciwnie było do późna 
zasadą i w innych słowiańskich i w naszym także języku wyrażać 
stale przez właściwe formy accusatiwu {i^oicażam Tcapłany, uwiel- 
biamy ojce nasze). Pod koniec dopiero XVII wieku i to się u nas 
zmieniło. W owymto czasie zaczęto uwzględniać autonomią istot 
męskich (ale tylko ludzkich) nawet i w zbiorowości, więc w liczbie 
także i mnogiej. Mówi się tedy odtąd już — nie po dawnemu 
uivieTbiamy ojce nasze, sławię hetmany, szamcję ziuierzchnihi moje ; 
lecz muielbiamy ojcóiu naszych, słaiuię het mano iv, sza?iujg 
zwierzchniJcóiu moich. — Imiona zaś zwierzęce pozostały już i 
nadal tu przy zwrotach swoich dawniejszych; dlatego to więc i dziś 
jeszcze pędzimy honie i zabijamy tuilJci (w stadzie i tłumie), a 
nie Je o 71 i, tuilJcóiu. 

§. 637. Po wyjaśnieniu powyższej właściwości, samym tylko słowiańskim 
językom znanej, wytłómaczyć sobie teraz zdołamy już łatwiej powód i drugiej 
naszej syntaktycznej odrębności tegoż rodzaju, bgdęjCej zjawiskiem względnie 
do tamtego odwrotnem, mianowicie dlaczegoto od kilku już wieków mówimy 
w obrębie deklinacyi I: te lasy, te ogrody, te zamki, te honie, psy, loilJci, węże 
itd. zamiast co powinnoby się mówić i co też rzeczywiście mówiło się dawniej 
ci Jasowie, ci ogrodowie lub ci ogrodzi, ci zamcy, ci koni albo koniowie, ci psi, 
wilcy, ci wężowie itp. (porówn. §.113 i 114). To jest: skąd weszło w zwyczaj, 
żeby w sferze męskicb imion nieżywotnych i także zwierzęcych nie 
używać już nigdy nominat. plur. inaczej , jak tylko w formie rzeczowej , t. j. 
zastępując prawdziwy Iszy przyp. przez lYty? 

Ażeby to zrozumieć — z tego punktu wyjść tu należy, że tak jak w myśl 
zasad co tylko powyżej rozwiniętych, przedmiot bliższy czyli biernik w zda- 
niu, jeżeli takowy jako np. osoba męska więcej energii z natury już własnej 
posiada, aniżeli jej mają zwykłe (rzeczowe) bierniki, wyi'aża się przez przypa- 
dek ligi, jako skłonnik silniej tę jego energią oddający, niż zwykły biernikowy 
przyp. t. j. niż accusatiyus: tak też odwrotnie i podmiot czyli główny czyn- 
nik w zdaniu, ilekroć takowy z natury już własnej mniej działalności mieć 
może, niż zwykły (np. osobą będący) podmiot, wyraża się przez formę słabiej 
tę jego czynnikowość wyrażającą , aniżeli ją wyraża zwykły podmiotowy czyli 
Iszy przyp. Za taką zaś słabszą względnie do tego skłonnika formo poczytała 
składnia nasza raz na zawsze IVty przyp. 



390 Składnia rządn. 

Języki słowiańskie bowiem nie pojmuje tego w ogóle, żeby rzecz nieży- 
wotna, albo pojęcie jakieś tylko w głowie czyjej będące, np. gatunek czego, 
albo masa jaka zbiorowa, wreszcie istota choćby i pojedyncza, ale jakaś 
mdła i słaba , mogły być pełnomocnymi i udzielnymi czynnikami w jakiemkol- 
wiek działaniu czyli podmiotem zdania. Dlatego też to rodzaj nijaki w obu 
liczbach nie ma wcale przypadka Igo, a i żeński w zbiorowości, t. j. w licz. 
mnogiej także go nie zachował, tylko go zastępuje formą, przyp. IVgo. Dziecię , 
słowo ] dziecię słowa; matki ^ panie — io są właściwie przypadki IVte, a tylko 
dopiero w zastępstwie są one i przypadkami Iszymi (§. 320). 

Istota żeńska w pojedynczem dopiero indywiduum, t. j. w licz. poj. 
(a w skutek tego i cała Illcia deklinacya) posiada tę różnicę przypadków: 
matka — matkę, chata — chatę. 

Osoba męska nie tylko w pojed. ale już nawet i mnogiej odrębny 
przyp. Iszy posiada i zachowała do dziś dnia : aniołotoie — accus. anioły ( dziś 
aniołów); ojcowie — accus. ojce (dziś ojcóiu). Z pomiędzy reszty rzeczowni- 
ków tego (męskiego) rodzaju, zwierzęce do nie tak dawna miały wprawdzie 
także ten prawdziwy nomin. plur., np. wilcy — accus. luilki, psi — acc. psy, 
wezowie — accus. luęze; jednakże potem go postradały i zastępują, tak jak 
żeńskie imiona, już dziś ten skłonnik stale IVtym przyp. {wilki, psy, węże jako 
nomin.). Nieżywotne zaś rzeczowniki postradały owę formę w całej tej dekli- 
nacyi nasamprzód, o kilka wieków rychlej jeszcze aniżeli zwierzęce : takie for- 
my jak ogrodowie itp. znachodzimy chyba tylko w rękopiśmiennych naszych 
zabytkach, druki zaś dają natomiast już tylko ogrody, którato forma jest isto- 
tnie IVtym przypadkiem. 

Przyczyną tych wszystkich, stopniowo po sobie nastających ubytków 
prawdziwego nominatiwu plur., mogło jedynie być owo w duchu naszym i ję- 
zyku coraz silniej wzrastające poczucie, że istoty wszystkie niewieście, że zwie- 
rzęta choćby nawet płci męskiej, a tem bardziej rzeczy martwe tegoż grama- 
tycznego rodzaju — jeżeli przed oczyma stoją w zbiorowym tłumie, jako ab- 
strakcya naszego tylko umysłu (tą bowiem jest ostatecznie każde wyrażenie 
mnogo-liczebne) — że to wszystko się nie nadaje prawdziwie na ów czynnik 
pełnomocny i prawe źródło czynności, jakiem w zdaniu z powołania jest pod- 
miot. Mogą one rzekomo wprawdzie miejsce jego zajmować — lecz niech 
je w skromniejszej zajmują formie, aniżeli nią jest nomiuativus. Stądto „wilki, 
wgze , groby, rotvy^ zaczęły znaczyć — nie tylko lupos , fossas , viperas , ale i 
łupi, fossae, mperae itd. 

Co zatem sama pozycya w zdaniu logicznie istotom takim niejako 
przysądza zanadto, to im znowu forma gramatyczna uszczupla; tak iż spro- 
wadzając każdy pomysł do właściwego zakresu, przywraca język tutaj wszy- 
stkiemu miarę — właściwą jego naturze. — 

Każda dążność językowa, wziąwszy raz z słusznej jakiej przyczyny po- 
pęd, radaby potem w kierunku swoim iść w ostateczność, nie uwzględniając 



Przypadek lVty. 391 

tych zjawisk językowych sobie przeciwnych, które na drodze swojej spotyka, 
a które także mają. swoje podstawę i uprawnienie. 

Tak też i tu. Jak tylko raz weszło w zwyczaj dawać formie przjrp. lVgo 
w pewnej sferze (t. j. w nieżywotnej i zwierzęcej) znaczenie przyp. Igo: za- 
czął się wciskać przyp. IVty licz. mn. w miejsce Iszego nawet i w owej sferze, 
do której wchodzić właściwie nie miał żadnego prawa, t. j. zaczął się wciskać 
i do sfery imion osobowych. Ślepym pędem, machinalnie coraz dalej postę- 
pując, doszedł już do tego punktu, że obecnie i tę sferę dzieli porówno z pier- 
wotnym (osobowym) przyp. Iszym. Stądto więc i ci doktorzy i te doJctory^ bi- 
skupi i biskupy, mężowie i mgże. W pewnym sfery tej zakącie formy rzeczowe 
nawet już zyskały przewagę stanowczą, nad osobowymi. Uliczniki , szewczyki, 
żebraki, szulery itp. zwyczajniejsze są;, aniżeli ulicznicy, szewczykowie i szu- 
lerzy; ob. §. 595. 

§. 638. Jeżeli słowo przechodnie, choćby skądinąd rzą- 
dzące lYtym przyp., w danem zdaniu jest zaprzeczone, 
t. j. ma przy sobie jaką negacyą (^nie, nigdy- nigdzie^ nic, 
nikt, żaden itp.): w tym razie przedmiot od tego słowa 
zawisły kładzie się zawsze już w Ilgim, a nie w IVtym 
przyp. — Ani liczba ani też rodzaj rzeczownika wyraża- 
jącego ów przedmiot, nie stanowią tu żadnej różnicy. 

(Powód zasady powyższej, wspólnej wszystkmi językom sło- 
wiańskim, obecnie pod wpływem niemieckiego języka częstokroć za- 
niedbywanej w Galicyi, wyjaśnimy niżej w ustępie o przyp. Ilgim 
„ujemnym", mianowicie w §. 665). 

Oto okazy takiej konstrukcyi: 

Nie znam pana Zaręby; nie widziałem starosty; nie 
obraziłem dumnego wojewody. — Nie mam ojca ani 
matki. — Nigdy już domu nie kupię. — Nie zastałem 
twoich braci; nie poznałem sióstr waszych. — Nigdy nie 
dręczyłem ani k o n i , ani psów, ani żadnych zwierząt. — 
Nie będziesz burzył miast żadnych. — Nie czuć swędu, 
nie słychać huku; nie widać wieży, nie znać żadnych 
śladów, itd. 

§. 639. Nawet w zdaniach, gdzie nie ma wyraźnego przecze- 
nia, kładzie się zawsze ligi przypadek, skoro tylko w jakil^ohYiek 
sposób dajemy do rozumienia, że myśl zdania jest zaprzeczona, 
ujemna. 



392 Składnia rządu. 

np. Bała się ust otworzyć. Krasz. Tego zwyczaju tru- 
dnoby już teraz zachować bez śmieszności. Tań. Przeciwnie 
w zdaniach, jak Bała się usta otworzyć (u dentysty)^ albo 
Całą, sztukę umieć aktorowi na pamięć jest trudno, po- 
łożony jest przypadeJc IVty^ a nie ligi , gdyż tu nie ma 
przeczenia. 

* Bezokoliczniki słów rządzących przypadkiem IVtym, 
choćby nawet nie miały przy sobie negacyi, łączą się zawsze i ko- 
niecznie z przyp. Ilgim, jeżeli należą do nie chcę, nie można, nie- 
podohno , nie doztuolono , nietcolno itd. w ogóle jeżeli główne słowo 
w zdaniu, do którego ten bezokolicznik należy, wyraża czynność 
zaprzeczoną albo przeczącą; 

Chrystus rozdziałów między bracią czynić nie chciał. 
SJcar. K^to nie woli tym czasem zysku mieć na pieczy? 
Koch. Wiek Stanisława Augusta nie ma istotnie prawa liczyć 
do swoich zaszczytów imienia Józefa Jędrzeja Załuskiego. 
Witiu. Me zamierzam roztrząsać pism uczonych Polaków, 
ani dzieł polskich artystów. Mochn. Dlatego Mędnie zło- 
żone są zdania, jah oto następujące: Niewolno im przeto 
brać jakikolwiek udział w naszych zgromadzeniach 
(zamiast brać jakiegokolwiek udziału, albo lepiej po polsJcu : 
mieć żadnego udziału). 

§. 640. Wyjątek od powyższej zasady stanowią tylko zaimki 

nic i co , które przy słowach przechodnich, przyp. IVtym rządzących, 

kłaść można w tym przyp. nawet i w zdaniach przeczących. 

Nic ci nie powiem; nic mu nie dał. Któż odgadnie istotę 
nic nie pojmującą? Mochn. Osoba ta nieraz nic a nic nie 
robiła, tylko jadła, spała i romanse czytała. Tań. Nie mamy c o 
czynić w naszym domu, albo raczej nie chcemy co czynić. Kras. 

Przeciwnie przy słowach, które jak np. dowodzić, używać itp. rządzą, 
już same przez się przyp. Ilgim, kładą, się zaimki nie i co oczywiście zawsze 
w tymże Ilgim przyp. bez względu na to, czy zdanie jest przeczące, czy nie; 
np. To nie dowodzi niczego^ ale tamto czegoś dowodzi. 

§. 641. Jeżeli znajdująca się w zdaniu negacya nie nie należy 
do orzeczenia czyli do słowa, a zatem też nie uchyla całej myśli 
tego zdania, ale tylko zaprzecza jaki pojedynczy w niem wyraz: 
natenczas oczywiście nie kładziemy przedmiotu tego zdania w przyp. 
Ilgim, lecz w IVtym, gdyż myśl główna całego zdania jest w takich 
razach dodatnia. 



Przypadek IVty. 393 

Nie tę książkę, ale tamte mi podaj. — Ja w moim 
ekwipażu nie modno ść, lecz wygodę upatruję. Kras. Nie 
samymi tylko wierszami bronił Tyrteus ojczyznę. Ilochn. 

§. 642. Nasuwa się tu pytanie: w jakim przypadku kłaść na- 
leży zaimki osobiste w zdaniach przeczących? — Należy kłaść je 
zawsze w przyp. Ilgim, ale trzeba przy tem rozróżniać formy mię, 
cię, od mnie, ciebie. I jedne i drugie służyć mogą zarówno za przyp. 
IVty i za przyp. ligi , chociaż pierwotnie mię , cię były formą tylko 
przyp. lYtego, a mnie, ciehie formą przyp. ligo. Używamy jednak obe- 
cnie form mię, cię bez różnicy, jaki to właśnie ma być przypadek, ligi 
czy IVty natenczas, kiedy na zaimku nie ma żadnego przycisku: 
np. Ja cię ho cham , on mię zna (to jest przyp. IVty). Ja cię nie 
Jwcham; on mię nie ma. — Nie mass cię, Orszulo moja. Koch. 
Kościół^ cię nie ogarnie, wszędy pełno ciehie. tenże. Byłem toczoraj 
ic ciehie, alem cię iv domu nie zastał. — Dlatego nigdy zgodzić 
się ze mną nie możesz, ho mię nie rozumiesz, itd. (to wszystko ma 
tu znaczenie przyp. ligo). Równie używamy i form mnie, ciehie 
w obydwóch przypadkach zarówno, jeżeli z powodu położonego na 
nich przycisku, nie dobrzeby było użyć tamtych form, nie mających 
tak dobitnego znaczenia. 

Kościół nie ogarnie ciehie. — Ciehie tu nie ma, Or- 
szulo moja! — Ciebie też nigdy iv domu zastać nie mo- 
żna! — Odgadłeś wszystkich — czemuż tylko mnie nie ro- 
zumiesz? (to są przyp. Ilgie). Ja i jego i ciehie kocham. — 
On nie ciehie zna, ale mnie (to jest przyp. IVty, choć 
wyręczony formą Ilgo). — Co do innych zaś zaimków, nie 
ma żadnej wątpliwości ; używamy ich bowiem zawsze podług 
wyłuszczonych wyżej zasad powszechnych. 

§. 643. Mamy kill^a czasowników t. zw. trzecio-oso- 
bowycłi (§. 719), w gruncie rzeczy nijakiego znaczenia, 
które pomimo tego rządzą jednak wyjątkowo lYtym 
przyp. — a przy negacyi Ilgim. Takimi są te: holi, mdli. 
korcij śtuierzhi, mierzi, tosty d (z domyślnem jest), obchodzi, 
kosztuje. 

Ząb mnie boli, zęby mię bolą (z negacyą: dziś jej już 
zęby nie bolą). Korci go to; to cię świerzbi; to siostrę 



394 Składnia rządu. 

moje bardzo obcliodzi (pj neg. to siostry mej nie obchodzi 
bynajmniej). To nas drogo kosztowało; wstyd mię za cie- 
bie; wstyd cię pewnie za tę niedorzeczność wczorajszą, itd. 

§. 644. Wracamy raz jeszcze do definicyi biernika, któryto 
składnik zdania wyrażać, jak się wyżej powiedziało, jest głównem 
zadaniem IVgo przyp. i stawiamy tu pytanie : który więc z tych 
rozmaitych, co tylko rozpoznanych przedmiotów czynności w zdaniu 
należy za prawdziwy biernik uważać? — Biernikiem w zdaniu jest 
sam tj^lko od słowa przechodniego zawisły, w IVtym przyp. położony 
przedmiot omawianej czynności. Takito bowiem jedynie przedmiot 
i w całości i bezwarunkowo działaniu temu podlega. 

Przedmiot czynności przechodniej ukazują wprawdzie i rzeczo- 
wniki przez ligi wyrażone przypadek. Ponieważ jednak zawisłość 
takich przedmiotów od podmiotu działającego wyobrażamy sobie 
w mniejszym już stopniu, niżeli tamtych: przeto ich już nie nazy- 
wamy biernikiem i w ogólności nie mieszamy jednych z drugimi. 

Tej różnicy nader subtelnej między biernikiem a zwykłym 
syntaktycznym przedmiotem nie pochwytuje i nie oddaje żaden 
drugi język indoeuropejski, oprócz słowiańskich. 



§. 645. Aż dotąd mówiliśmy ciągle o takim tylko 
przyp. IV, którym rządzą czasowniki. Ma ten skłonnik 
jednak u nas i własne, samoistne swoje użycie. Mianowi- 
cie kładzie się przypadek lYty sam przez się na pytanie 
ile? jak długo? jal^ dalel^o? jak szeroko? jak 
głęboko albo wysoko? ile wyżej, niżej lub wię- 
cej? Na te i tym podobne pytania kładziemy rzeczownik 
lub liczebnik, wyrażający rozmiar, ilość, odległość, trwanie 
czasu, cenę i liczbę, o którą chodzi — w przyp. IVtym. 

Rów dwie mile długi, a cztery sążnie szeroki. — 
Jak Avysoka jest ta wieża? — jest sześć sążni wyższa od Ma- 
ryackiej w Krakowie {tu to sześć jest położone iv przyj)- 
lYtyni). Bielany leżą milę od Krakowa. — Kosztowało 



Przypadek IVty. 395 

go to wesele cztery tysiące złotych. — Zbigniew trzeci 
dzień (alho: trzy dni) przedtem niż Władysław przyjechał, 
uciekł z Wrocławia. Bielski. — To wyniesie wielką su- 
mę. — Pracujemy dzień i noc. — Całe życie biedna. 
Krass. Ekonom przed jego drzwiami czekać nieraz musiał 
godzinę. Kras. To trwało całą godzinę. 

Na pytanie ile? mówi się: Było w kasie tysiąc, albo 
dwa tysiące złotych. — Było u mnie parę osób; było 
u mnie trochę towarzystwa. — Będzie u mnie wiele go- 
ści, kilku panów, kilka panien, itp. (Porównaj ivy- 
żćj §. 621, 1). 

§. 646. Ponieważ na wyrażenie rozmiaru, odległości, trwania 
czasu, ilości, ceny itd. używamy w języku naszym przyp. IVgo: wy- 
nika z tego przeto, że i wszystkie nasze przysłówki^ w stopniu 
równym zakończone na o , np. daleJco, hlisJco, drogo itd. w stopniach 
wyższych dalej, hliiej, najdalej, najhliżej , są właściwie IVtym 
przyp. a to przymiotników odnośnych, w rodzaju nija- 
kim (rzeczownie) wziętych. I tak, na pytanie: Gdzie mieszka kuoja 
rodzina? odpowiadam albo szczegółowo: trzy mile stąd, albo też 
daję ogólną odpowiedź: niedaleko stąd, blisko. Podobnie za- 
miast: halon tvzlecia^ trzysta sążni ku niebu, mogę powiedzieć: tuzie- 
ciałivy soko. Zamiast: ta majętność kosztuje milion, powiem ogól- 
nie: (^ro^ o. Ta spraiua trwała tylko godzinę = tnuaia krótko, 
albo niedługo. Jeżeli zatem na mocy poprzedzającego §. rzeczo- 
wniki trzy mile, trzy sta (sążni), milion, godzinę itd. uważamy 
za przyp. IVty: to i formy tosamo znaczące daleko, luysoko, drogo, 
długo, krótko nie mogą być czem innem, jak także przypadkami 
lYtymi liczby poj. rodź. nijakiego odpowiednich przymiotników, przy- 
padkowanych podług dawnej deklinacyi rzeczownej; §. 179 i nast. 

* Był czas , gdzie w znaczeniu przysłowkowem używano nijakich przy- 
miotników połoźonycli w przyp. lVtym i podług deklinacyi złożonej; 
np,. Ludzkie przygody ludzkie znoś, — Zaż nie głupie czyni? — Gdy 
w ostatek zboża zatnie krzyioakosa juz ostatnie (= ostatni raz). — I szkoda 
ziuać człoiciekiem f kto bydlęce żyje. Kochan. Dzisiaj już tak się jednak 
nie mówi. 

(O przysłówkach zakończonych na e (c), jak biegle, dobrze, dzielnie, ko- 
niecznie, obacz w §. 704, czem właściwie one sjj, i czem siy różnią od mających 
zakończenie o). 



396 Składnia rządu. 

g. 647. Nakoniec kładziemy przypadek IVty i na py- 
tanie dokąd? Używamy go tu jednakże w dzisiejszym 
stanie języka tylko w połączeniu z przyimkami odpo- 
wiednimi, te zaś są następujące : 

jprzez — mimOj pomimo; między, pomiędzi/; pod, nad, 
przed; w {tve), na, o, po i za. 

Oprócz przez, rządzą te wszystkie przyimki i innymi także 
jeszcze przypadkami, obok IVgo przyp. (§. 564). Nasuwa się tu 
pytanie: kiedy to mianowicie z IVtym, a kiedy z innym jakim się 
łączą przypadkiem? — Otóż łączą się zawsze z IVtym w tym ra- 
zie, kiedy znaczą ruch (a nie spoczynek) i to ruch naprzód, 
więc w ogóle kierunek dokąd. Przeciwnie w razie wyrazić się na- 
tomiast mającego spoczynku, rządzą przyimki powyższe po naj- 
większej części przyp. VI lub VII. Tak np. co innego jest iść mię- 
dzy ludzi, a hyc między ludźmi; wpaść pod dach, a leżeć pod 
dachem; wpłynąć tu hanał, a płynąć w Jean ale; wypraiuić 
liogo po żyicność, a ,po żytoności spotrzehotuanej oglądać się 
za notuą jjrzesyłhą''^ ; iść za mąż albo iść za las, a hyć za mę- 
żem, zhudotuać sobie chatkę za lasem. 

3. Przypadek ligi. 

§. 648. Pomiędzy wszystkimi skłonnilvami naszymi nie 
ma po za Ilgim przyp. już żadnego takiego, coby tyle obfi- 
tował w różnorodne użycia i znaczenia, ile właśnie rzeczony 
skłonnik. I nie dziw: przekonaliśmy się o tem w Etymo- 
logii, że nasz ten skłonnik jest spadkobiercą całej agendy 
generalnego „Ruchowego" niegdyś skłonnika (§. 340), i 
że łączy on w sobie co najmniej dwie, zupełnie dawniej 
odrębne owego zarodnika odnogi, rozosobnione w innych 
językach, a kiedyś także i w naszym. Mianowicie zlany 
tu j est właściwy Genitivus i Ablatiyus, któregoto 
ablatiwu mieszać nie trzeba (np. za przykładem łaciny) 
z naszym VItym przypadkiem; ten bowiem jest u nas 



Przyp. ligi — Dopełniacz. 397 

„narzędnikiem" (instrumentalis) i nie ma żadnej wspólności 
z ablatiwem właściwym, wyrażającym rozbieg i odbieg 
jednej rzeczy od drugiej. — Zdaje mi się być rzeczą 
prawdopodobną, że i jakiś dział locatiwu, t. j. Yllgo 
przyp. naszego, jest wcielony do obecnej tego ligo dzie- 
dziny, co widzimy na pewnych zwrotach, wprawdzie w sa- 
mej tylko licz. pojed. dających się użyć, służących na 
określenie czasu, w którym się coś stało lub dzieje. Te 
zwroty stanowią t. z w. przyp. ligi Czasowy. — W szcze- 
gółowem przeprowadzeniu niepodobieństwem jest już dziś 
wprawdzie wyrozumieć o każ dem poszczególnem użyciu 
tego skłonnika, z jakiego tytułu, t. j. jako czyj właśnie 
spadkobierca on w niem dziś funkcyonuje — mianowicie 
czy jako genitivus czy ablativus? W grubszych jednakże 
zarysach postaramy się rozgatunkowaó w nim te obie 
zlane już z sobą agendy. 

Zacznijmy rozpoznawać ten skłonnik od tych jego 
dzisiejszych funkcyj, w których on jest genitiwem. W tem 
znaczeniu niech się nasz tegoczesny ligi przyp. tu nazy- 
wa Dopełniaczem. 

A. Dopełniacz. 

§ 649. Jeżeli dwa rzeczowniki tak są ze sobą złączone, 
że wspólnie tworzą jedno wyobrażenie : natenczas jeden 
z nich kładzie się zawsze w przyp. Ilgim. Mianowicie kła- 
dziemy ten z pomiędzy nich w przyp. Ilgim, który zna- 
czenie drugiego (głównego) rzeczownika dopełnia. Na- 
zywamy taki przyp. ligi Dopełniaczem. 

Dzieła Mickiewicza; posąg Alexandra W. Siła 
słonia; sługa biskupa; dom mojego ojca; płacz matki; 
skarga nieszczęśliwego; wymowa Cicerona itd. 



398 Składnia rządu. 

* Dopełniacz przydaje się czasem i rzeczownikowi wypuszczo- 
nemu lecz domyślnemu, t. j. nie wyrażonemu powtórnie, jeżeli o 
nim raz już była mowa w poprzedniej części zdania, np. Sędziwość 
przodhóio nas zy cli hyla JcrzcpJca, nie taka, jaJc dzisiejszych pró- 
żniaków. Kras. W tej mierze język nasz zgodny jest z łacińskim, 
a różny od niemieckiego. W niemieckim bowiem kładzie się w ta- 
kim razie artykuł, w zastępstwie rzeczownika opuszczonego ; np. Mein 
Hans und das meines Bruders sind ahgehrannt; albo Bie Stilcke 
von Schiller gefallen mir viel hesser^ ais die von Raupach. Otóż 
tu wystrzegać się należy germanizmu w języku polskim. Przeciwne 
bowiem byłoby duchowi polszczyzny takie np. tłómaczenie powyż- 
szych zdań : Mój dom i ten brata mego spaliły się ; sztuki Schillera 
icięcej mi się podobają, aniżeli te Baupacha. Należytym sposobem 
byłoby to wysłowione tylko w takich wyrazach: Bom mój i brata 
mego spaliły się ; sztuki Schillera loięcej mi się podobają , aniżeli 
B^aupacha; albo też powtórzywszy rzeczownik: dom mój i dom brata 
mego spaliły się; sztuki Schillera icięcej mi się podobają^ aniżeli 
sztuki Baupacha. 

§. 650. Dopełniacz zostaje względem złączonego z nim głó- 
wnego rzeczownika albo w stosunku dzierżawczym czyli pod- 
miotowym, albo też w stosunku przedmiotowym. 

W wyrażeniach, jak np. miłość Boga ku ludziom; płacz ma- 
t k i ; tuieś mego brata; był to poioiernik jego serca; talent poety; 
dzieła Schillera itp. dopełniacz (to jest Boga, matki, brata, serca, 
p^oety) zostaje w stosunku podmiotu czyli dzierżawczym względem 
wyrazów miłość, płacz, ivieś, powiernik, talent, dzieła; wyraża bo- 
wiem albo sprawcę, który coś czyni, albo właściciela, który coś 
dzierży, albo w ogóle źródło, z którego pochodzi to co ten drugi 
rzeczownik znaczy. 

Możemy nazywać taki dopełniacz w polskim języku „dzier- 
żawczym czyli podmiotowym" (w gramatyce łacińskiej: geni- 
tivus subjectivus). 

Przeciwnie w takich wyrażeniach, jak kara zbrodniarza; 
miłość praicdy ; upominanie grzeszny eh; nadzieja luielkich k o- 
rzyści; icspomnienie przeszłości', żal zmarnoicanej pracy; 
Onto był duszy jego spouńednikiem (Mick.), wyrażony jest tym 



Przyp. ligi — Dopełniacz. 399 

dopełniaczem przedmiot, na który się główne rzeczowniki {hara^ 
miłość, nadzieja, ml, spoioiednik) ściągają. Ten rodzaj dopełniacza 
naszemu i łacińskiemu językowi zarówno właściwy, nazywamy do- 
pełniaczem przcdHiiotowjm (genitivus objectivus). Język nie- 
miecki zwykle tu używa zamiast przypadka ligo, przyimków. 

§. 651. Jeszcze inny rodzaj genitiwu stanowi tak zwany do- 
pełniacz własnościowy ( genitivus ąualitatis ) . Używamy go w ta- 
kich razach, jeżeli chcemy zaletę, przywarę, usposobienie, w ogóle 
własność jakiej osoby lub rzeczy wyrazić przez rzeczownik 
połączony z jaką przydawką. 

Ezecz wielkiej wagi. — Był to człowiek średniego 
wieku. Kras. Był Kołłątaj wzrostu nadobnego, twa- 
rzy okrągłej, czoła wysokiego, oczu i włosów 
czarnych, w mowie łagodny, poważny i płynnie się tłó- 
maczący. Sniad. Była to pani zacna i pięknych obycza- 
jów. Górn. Jestem tego zdania. — Zacne są twoje 
sprawy i wielkiej mądrości. Koch. 

* Tak jak w języku łacińskim, tak też i w naszym przeciwne, 
są zwyczajowi panującemu rzeczowniki same, bez żadnej przydawki , 
położone jako dopełniacz własnościowy; np. JByl to człoiciek honoru, 
charaMeru, serca, cziotuieJc czynu, mąż przytomności umysłu, poczci- 
tuości czhtuieJc itp. JaJwhinizm jest chorobą młodzieży, z której lu- 
dziom rozumu łattuo się icyleczyó. Wyrażenia takie są germa- 
nizmami ( Mann vo7i CharaUer, von Ehre, ein Mann der That itp.) 
albo też galicyzmami (un homme d'honneur, cTaction). W polskim 
trzeba tu koniecznie dodać jakiś przymiotnik albo przynajmniej za- 
imek, lub liczebnik ; np. człotcieJc stałego charalderu; mąż takiej 
albo tej przytomności umysłu; pisarz pierwszego rzędu; albo 
też trzeba rzecz samym przymiotnikiem wyrazić; np. człowiek ser- 
deczny, honor oivy, rozumny, mąż dzielny itp. albo nakoniec 
w inny sposób sobie poradzić, np. człoiuiek z charakterem itp. 

B. Dopełniacz udziałkowy. 

§. 652. Jeżeli dać cłicemy do rozumienia, źe to co 
o jakiej rzeczy wypowiadamy, nie dotyczy jej całej ale 
się tylko do pewnej jej części ściąga: natenczas kładzieiny 



400 Składnia rządn. 

rzeczownik, wyrażający całość, w przyp. ITgim; np. napił 
się wina, dałem mu chleba. To wina i clileha samo przez 
się już wyraża część tylko owego wina i chleba, o któ- 
rego wszystkiej całości tutaj nie mówi się. Taki ligi przyp. 
naz3rwa się z łacińska Partitiwem, t. j. niejako przy- 
padkiem Ilgim UDZIAŁKOWYM. 

Przypadek ligi udziałkowy kładziemy albo przy jakim wyrazie 
dobitnie wyrażającym miarę, ilość, wagę, słowem część pewnej 
całości (np. garniec tvina) albo też kładziemy go bez wszystkiego; 
np. hędńe tafn kr^yJcu! hyło tam płaczu! 

§. 653. Wyrazami oznaczającymi dobitnie część omawianej ca- 
łości mogą być rzeczowniki, przysłówki i liczebniki. 

1) Są to np. rzeczowniki jak: 

korzec żyta; funt cukru; łokieć sukna; worek du- 
katów; tuzin łyżek; mnóstwo osób; reszta wojska; 
pułk piechoty; ćma szarańczy. — Liczbę chwil życia 
mojego rachuję liczbą słońc widzianych. Grab. 

2) Z przysłówków i zaimków rodzaju nijakiego mogą przy- 
bierać dopełniacz udziałkowy np. następujące: dostatJdem, podo- 
statkiem, iv bród, bez liku, krociami, mało, mniej, najmniej, więcej, 
najtoięcej, obficie, szczupło, dość, dosyć, nadto, nazbyt, pełno, nieco, 
co, nic itd. 

np. Dość tego Rym widzie. Mick. Po obiedzie nazje- 
żdżało się do tej pani pełno doktorów. Skarbek. Może 
nadto mam szczęścia w domu. Tań. Nie masz nic pod 
słońcem trwałego. Skar. Próżne nasze usilności, żeby co 
nowego stwarzać. ^ra5. Wszystkiego tam było dosta- 
tkiem, wina w bród, potraw bez miary, zajęcy kro- 
ciami, ptactwa bez liku i t. d. 

3) Z liczebników — łączą się z dopełniaczem udziałkowym 

wszystkie liczebniki główne (cardinaha) począwszy od J9^§c^^«, jako 

też wszelkie liczebniki nieoznaczone {kilka, parę, tciele, mało, ile, 

tyle itp. ). 

Ile żądz mieszających umysł, tyle przyczyn słabiących 
zdrowie. Kras. Znalazło się jeszcze kilka tysięcy w go- 
towiźnie. tenże. Najwięcej u nas księży świeckich było ze 
stanu miejskiego i rolniczego. Kołł. Dla wielu ludzi rozkosz 



Przyp. ligi udziałkowy. 401 

jest wszystkiem. Krasz. Lat pięćdziesiąt upłynęło od tej 
doby. Woje. Dwoje tylko zapust w Warszawie odprawił. 
Kras. Było ośmioro rodzeństwa. Dziesięcioro jest przy- 
kazania. 

§. 654. Ilekroć jednak liczebnik położony jest w przyp. Illcim, 
Yltym lub Yllmym, natenczas zawisły od niego czyli należny doń 
rzeczownik przydaje mu się wyjątkowo w tymże co ten liczebnik 
przypadku, a nie w przyp. Ilgim. 

Dano jałmużnę sześciu żebrakom (nie żebrakótu). — 
Dokonano tej pracy dziesięciu robotnikami. — Okazał 
się dziad żebrak, zabity na rozstajnej drodze przed trzy- 
dziestu laty. Woje. W pięciu miesiącacłi cała ta wojna 
ukończona została. Nar. Przy wielu seminaryacli biblio- 
teki były bardzo zamożne. KoU. 

* Że to odstępowanie od głównej tutaj zasady było obcem dawniejszej 
polszczyźnie ( gdzie rzeczowniki kładzione były przy liczebnikacli zawsze 
w przypadku Ilgim), i że się to stało koniecznem tylko dopiero w skutek 
tego, że liczebniki nasze pierwotną, i dobitniejszą, swoje deklinacyą, straciły • 
o tern powiedziano w §. 204. 

§. 655. Zamiast przyp. ligo, można przy liczebnikach (tak 

oznaczonych jak nieoznaczonych) używać także przyimka z, między, 

z pomiędzy.^ zwłaszcza jeżeli chodzi o dobitniejsze wyrażenie, że się 

jakąś tylko częściową ilość rzeczy z całej liczby wyjmuje. 

Książę możny miał trzech synów; dwóch z nich było 
mądrych, trzeci głupi. Woje. Dziesięciu z obywateli We- 
necyi stanowiło Radę najwyższą. Tań. W tem zamieszaniu 
kilku z czeladzi odniosło rany. Woje. Wielu między 
nami wyobrażało sobie, że niezrozumiałość jest jednym 
z warunków nowej poezyi. Krasz. 

* Przy przymiotnikach użytych w stopniu wyższym i najwyższym, jako 
też przy wyrazach, jak każdy, peiuien, żaden itp. nie można nawet powiedzieć 
w języku naszym inaczej, jak tylko w sposób powyższy, t. j. używając przyimków 
z, między, pomiędzy, np. Najsłaiuniejszym z poetóio naszych jest Mickieioicz. — 
Starszą z córek moich już za mąż loy dałem. — Każdy z nas ma siooje 
luady. {W łacinie i niemieckiem przeciwnie można i w takich nawet razach 
używać partitiwu). 

§. 656. Jeżeli część całości nie jest oddana przez żaden wy- 
raz osobny: natenczas dopełniacz udziałkowy jest rządzony przez 
odpowiedni znaczeniu temu przymiotnik albo słowo. 

Ił ram. Uist. Por. II. 2 U 



402 Składnia rządu. 

Przymiotnika mi takimi są: syt i pełen. 

Szklanka pełna wody. Zakończył życie, syt sławy i wie- 
ku. Nieme. A ziemia nieprzebranej łaski bożej syta. ZbcA. 

§. 657. Czasowniki przybierające ten rodzaj przyp. ligo, 
są to następujące nieosobowe: 

starczy, tuystarcm, staje, stanie, jest, hylo, hędzie, przyhyiua, 
ubywa, przyrasta itp. 

niemniej słowa po większej części zaimkowe, jak np. clituy- 
ció się czego, trzymać się, jąć się czego, tyczyć się, najeść się czego, 
napić się, napatrzeć, nasłuchać się czego, dojechać (kresu podróży), 
doczeJiać się, dorobić się czego, dopłynąć, dojść, dostąpić, nabaiuić 
się (albo kogo) czego, itp. 

np. Najadł się mięsa; napatrzeliśmy się widowisk; 
nasłuchali się muzyki; dorobił się majątku itd. 

A czy ci też staje głowy na takie przedsięwzięcie? — 
Póki oczu stanie, płakać będę, — Było tam krzyku — 
będzie tam płaczu! — Jemu samemu ubędzie przykro- 
ści i pracy. Kras. Już mnie drugi raz nie złapią, bo mi 
rozumu przybyło. Skarb. Za tem zdarzeniem przyrosło 
mu i dochodu i wziętości. tenże. On mnie bo jaźń i, 
a jam jego gniewu nabawił. Bohom. Nabawić się kataru, 
choroby, biedy itd. 

§. 658. Nawet i słowa przechodnie mogą rządzić przyp. 
Ilgim udziałkowym. Bywa to zawsze wtedy, kiedy ich przedmiot 
jest tej natury, że się tylko w części poddaje czynności, o któ- 
rej mowa. 

Tu należą np. słowa: dać (pieniądz i pieniędzy), przydać 
(potrawę i pokarmu), Jmpić, obiecać (wieś i ziemi), zażytuać (le- 
karstwo i dobrych czasów), udzielić (jałmużnę i wsparcia), szano- 
wać (matkę i sukien), naldonić (umysł i ucha), unuać, tcypić, 
zjeść, liznąć, przylać, ująć, usuwać, usunąć, ustąpić komu czego, 
odstąpić i bardzo wiele innych. 

* Niektóre słowa przechodnie mają, takie znaczenie, że nie mogą. nigdy 
mieć przy sobie innego przypadka, jak tylko ten udziałkowy; np. ponadawać 
(komu podarunków), nabrać, naobiecywać, nazrywać itp.; taksamo słuchać 
(czego), pożyczyć, sJwsztoiuać, tlcnąć, zachwycić, zarwać czego, przysporzyć, 
zasięgać (rady czyjej), nadwątlić (sił), oszczędzać, uchylić czego, użyć, nadu- 
żywać itd. Stąd też mówimy np. pożyczyć książki {książkę nie mogę powie- 
dzieć, bo pożyczamy jej zawsze na czas pewien, a zatem jakby do cząstkowego 



Przyp. ligi udziałkowy. 403 

tylko użycia ) ; tknąć sukni ( całej sukni tkać nie można, stąd nie mówimy tknąć 
coś, ale zawsze czegoś); użyć zabawy (nie zabawę^ bo używanie i nadużywanie 
wyraża zawsze jakąś czynność odnoszącą się tylko do części tego , czego się 
używa; co innego zużyć — tu już partitiwu kłaść nigdy nie można, bo zużyć 
rozumie się zawsze o rzeczy całej ) ; zachwycić akcentu francuskiego, itd. 

** I na odwrót, wielka także jest liczba i takich słów przechodnich 
w języku naszym, które już dla swego znaczenia nigdy partitiwu przy sobie 
mieć nie mogą , ale tylko biernik w przypadku IVtym. Zabijać np. albo zabić 
czego nigdy powiedzieć nie można, bo co zabite, to całe zabite albo chyba 
wcale nie jest zabite. Podobnie stworzyć, zniszczyć, potępić, uszczęśliwić itp. 

§. 659. Z tego też to głównie powodu kładziemy w ogóle 
przy wszystkich słowach złożonych z przyimkiem do najczęściej 
przyp. ligi. Słowa takie bowiem wyrażają, prawie zawsze tylko do- 
konanie reszty jakiejś czynności, już rozpoczętej, albo też odnoszą 
się tylko do jakiejś części rzeczy, na którą spływają. 

np. dopisać (karty), doczytać (książki), doorać (pola), 
dodr zeć (^ukm) ^ dopiąć {zsimisiYU., już napiętego), dopełnić^ 
dodać, dotrmjynać (obietnicy) itd. 

* Są wprawdzie między słowami złożonymi z przyimkiem do niektóre 
takie, które nie wyrażają dokonania t3lko reszty jakiej czynności, ale speł- 
nienie jej całej i na całym przedmiocie; jak np. dobyć (miecza z pochwy), 
dostać ( sukni ze skrzyni ) , doznać, doglądać, dojrzeć (jakiej roboty), dozwolić, 
doświadczyć, dokazać, dowodzić (jakiego twierdzenia) itp. Te wszystkie słowa 
rządzą przypadkiem Ilgim tylko z przyczyny tego swego przyimka do , który 
pomiędzy wszystkimi przyimkami ma sam jeden wyjątkowo tę własność, że 
nie przestaje prawie nigdy rządzić swoim przypadkiem (t. j. Ilgim), nawet 
przyrastając do słowa. Oczywiście w takim razie nie jest to już partitivus. 

** Jest jednak kilka słów takich złożonych z przyimkiem do, które rzą- 
dzą i przyp. lYtym. Takimi są np. dodać^ dostać^ dowieść kogo do czego, do- 
pełnić itp. np. Dostać od kogo bułkę , złotówkę. — Godzien niemal dodaivała 
mu jakąś cnotę , którćj nie miał. Krasz. Ale i przy tych nawet słowach kła- 
dziemy rzecz w partitiwie , jeżeli sens zdania tego wymaga; np. dodać komu 
cnót, dostać bułek, pieniędzy; dopełnić zleceń; itp. 

C. Przypadek ligi Ujemny. 

§. 6(30. Przejdźmy teraz do tych zadań przydzielo- 
nych naszemu przypadkowi limu, w których tenże rolo 
ablatiwu odgrywa i z niego powstał. (Porówn. §. 340). 

2G* 



404 * Składnia rządu. 

Należy tii przedewszystkiem ów odcień tego skłon- 
nika, który nam wyraża rzecz, którą chybiamy, od 
której stronimy, której się pozbywamy, zaprzesta- 
jemy albo o się gnąc nie możemy. Taki przyp. ligi 
nazywamy ujemnym. 

Tak np. w zdaniu : Pomyślnym siwotem ohrętu ussedl naJconiec 
niehezpieczeństioa^ mamy rzecz, od której się uchodzi, któ- 
rej się unikło, położoną, w przyp. Ilgim. 

(Ten odcień przyp. ligo odpowiada najwyraźniej łacińskiemu 
ablat. przy słowach a r c e n d i ) . 

§. 661. Rozmijanie się z czem czyli chybianie czego- 
kolwiek może być dwojakiego rodzaju: umyślne albo mimowolne. 

Jeżeli rzecz lub osoba jaka, zwrócona ku jakiemu drugiemu 
przedmiotowi, spotkać się z nim nie chce: — natenczas umyślnie 
stroni od niego, mija, odpycha go, zaprzestaje czynić tego co 
czyni. (To mamy rozwinięte w §. 662 — 666). 

Jeżeli zaś odwrotnie rzecz lub osoba jaka chciałaby wprawdzie 
spłynąć na coś, a tylko dosięgnąć tego nie może: w takim ra- 
zie rozmija się z tem o co jej chodzi, mimowolnie czyli — 
pragnie tego przedmiotu. (To jest w §. 667 i 668). 

§. 662. Z tego powodu rządzą przyp. Ilgim (ujemnym) prze- 
dewszystkiem następujące przymiotniki: ijróżny^ daleJd, blisJci, 
i wolny czego albo także od czego. 

W cieniu twych skrzydeł, próżen wszech trudności, 
jeszcze ja (da Bóg) użyję radości. Koch. Któryż z nas rzec 
może: próżenem jest grzechu? WujeŁ Kto wie, jak bhski 
jestem końca mojej doczesnej wędrówki. Skarb. Wiedz o 
tem, żeś jeszcze daleki celu zupełnej doskonałości. 

* Przysłówki hlisho i daleko przybierają przyimki od albo także 
c7o, wedle sensu ; np. Niedaleko (albo blisko) ode Ltootua jest luieś 
Zboiska. — Z Krakozoa daleko jeszcze do Licowa. Z mojej tvsi 
blisko już jest do Warszaioy. 

§. 663. Z pomiędzy słów, przybierają ten rodzaj przyp. ligo 
następujące, częścią; nieprzechodnie, częścią przechodnie: 



Przyp. ligi ujemny. 405 

hać się, ohaioiaó się, lęhaó się, tncożyó się, uchodzić, ujść 
(niebezpieczeństwa), luyhiegać się, itchoiuaó się czego, chronić, 
uchronić (kogo czego) i chronić się, uchronić się czego, pilnoioać 
i pilnować się czego, wzbraniać się i bronić czego, strzec się czego, 
ustrzec (kogo czego), toyrzec się, zaprzeć się czego, pozbyć się 
czego, s])oiviadać się komu czego, hajać się, testy dzić się^ żal mi 
czego, icstyd mię czego, odtuyJmąć (jakiegoś narowu), odjechać 
(nj). żony), udumrzćć (dzieci), odpłynąć (domu, ojczyzny), uni- 
Icać, uniJcnąć, odbiec kogo i czego, chybić, zaniedbać, zaniechać, za- 
przestać^ zapomnieć kogo i czego, itp. 

Nikt si§ śmierci nie wybiega. Birli. Ludzka to rzecz — 
chybić brodu. Groch. Zaniechaj picia wina. Troć. Chroń- 
cie bogacze rąk od nieprawości. Bardz. Bezecnych lu- 
dzi strzec się trzeba, jak ognia. Jabłoń. Jeśli nas odbie- 
życie, poginiem. Shar. Zaprzestawszy grzechów, udajmy 
się uprzejmem sercem do Boga. tenże. Prawa się winny 
boi, nieszczęścia niewinny. Minas. Najdzie bieda i ta- 
kiego, co się boi cienia swego. Bysiń. Matki strzegłjj 
dziatek swoich jak oka w głowie. Pijany leży w błocie, 
a psy mu gęby pilnują, przysł. 

"' Wielka liczba z pomiędzy słów jak powyższe, przybiera też 
zamiast przyp. ligo prz3imki, które stronienie od czego jeszcze 
mocniej wyrażają, aniżeli sam ten ligi przyp.; np. od, przed itp. Mówi 
się zatem równie dobrze: uchodzić przed czem; ujść, tvybiegać się, 
pilnoivać się przed czem ; uchotuać się od czego , uchronić Jcogo ( albo 
się ) od czego ; odjechać od hogo ; zapomnieć o lam, o czem itd. 

§. 664. Ponieważ na mocy obu §§ poprzedzających kładzie się 
więc przyp. ligi na oznaczenie kierunku od czego: stąd też i 
przy stopniu wyższym można nieraz zdmm^i w^. od miecza, od 
oszczepów, od strzał.^ powiedzieć: Których języh szJwdlituiej miecza 
siecze; Mory eh zęby oszczepóio sroższe i strzał ]p'^§<^^^opiórych. 
Koch. Podobnie mówi się, w stylu zwłaszcza poetycznym: Giciazdy 
jaśniejsze luybranego złota. Gnieto jego nie trwalszy piany. Koch. 
Bowierzchnia szata na nim bielsza śniegu była. Grochów. Był ivię- 
cej lat trzydziestu to rotmistrzem, to imłhoionildem. (Odpowiada 
temu łacińvski ablativus przy comparatiwie). 



406 Składnia rządu. 

§. 665. "W dalszem następstwie powyższych prawideł, 
rządzą wszystkie nasze słowa przecłiodnie, jeżeli są 
użyte z przeczeniem, już nie IVtym, ale zawsze 
Ilgim przyp. W takim razie bowiem spływająca w twier- 
dzących zdaniach na swój biernik czynność przechodnia, 
obraca się w przeciwieństwo tego czem była dawniej, i 
zamiast żeby nań przechodziła — stroni od niego. 

np. w zdaniu: Ja cierpię, znoszę^ lubię tiuoje żarty, czyn- 
ność moja zwrócona jest niejako przychylnie ku żartom i spływa 
na nie; — przeciwnie w wyrażeniu: ja nie cierpię, nie znoszę, 
nie liibię, nienatuidzę twoich żartów, zachowanie si§ moje da- 
wniejsze przybiera wręcz odwrotny kierunek, i com dawniej zosta- 
wał w kierunku Jcu żartom, to teraz od nich się odwracam i stronie. 
Stąd też dawniejszy biernik (żarty) przechodzi teraz w stosunek 
rzeczy odpychającej lub odepchniętej , i przestając być biernikiem, 
kładzie się w Ilgim przyp. 

§. 6Q6. Na mocy zasady, że przedmiot czynności za- 
przeczonej kładzie się zawsze w przyp. Ilgim, rządzą 
tjraże przypadldem i słowa , nie mające wprawdzie przy 
sobie żadnej negacyi, lecz samem znaczeniem swojem wy- 
rażające coś przeczącego. 

Takimi są np. zaj)rzeczyć Jcomii czego (np. prawa do 
spadku); żałować komu czego, odmówić, zabronić, tozbraniać 
komu czego; loozbawić kogo czego; potrzebować czego; zaprze- 
stać czego; litować czego (np. pracy, trudu, krwi); 

i następujące nieosobowe: przebrało się , potrzeba, 
braknie, nie ma, nie było, nie będzie^ niestaje, niedostaje^ nie 
ivystarcza, itd. 

Błogosławił Bóg temu wodzowi, bo króla kochał, zdro- 
wia za niego nie żałował. Narusz. Z gaju starsza córka 
wraca, a młodszej nie ma. A. Chodźko. U nas nie było 
żadnej znaczącej kłótni między teologami. Kołł. Kiedy 
kwiaty znikną, owocu potrzeba. Tań. r>yron nie rozwiązał 



Przyp. ligi ujemny. 407 

sobie zagadnienia, nie uspokoił duszy, bo mu równie jak 
jego bohaterom, brakło czasu. Grai. 

* I tu powtórzyć należy, co się już rzekło w §. 640, że zaimki nic i co^ 
a oprócz tego i takie wyrazy, jak wiele ^ ile, tyle itp. kładą, się przy powyż- 
szych słowach mniej zwyczajnie w przyp. Ilgim, jak w IVtym. 

np. Nie masz nic nowego pod słońcem. Kras. Juz to nie ma na świecie 
nic nad wieś.Tsi-ń.. Znajdziesz tam wszystko, co tylko ^r^sefta. Skarb. Nie mogę 
ci dać tyle, ile ci braknie. (Ale można powiedzieć i Teraz nie braknie ci ni- 
czego). Wieśniakowi do zupełnego szczęścia nie loiele potrzeba. 

§. 667. Z tego nakoniec wynildo, źe wszystkie nasze 
słowa, wyrażające niewiadomośó , nieposiadanie, słowem 
niedostatek czegoś i zarazem pragnienie ucłiyłe- 
nia tego niedostatku, rządzą równie jak i tamte 
zawsze przyp. Ilgim. Tu należą następujące czasowniki 
przecliodnie i nieprzecłiodnie : 

łaknąć^ pragnąć ^ żądać ^ życzyć czego; chcieć, zachcieć; 
zachciało się, chce się; szukać, poszukiwać, wyiuiadywać się 
czego\ prosić (jakiej rzeczy u l^ogo, albo od kogo), ivo- 
lać, zebrać, wzyiuać czego, patrzeć czego, baczyć, luyglądać 
(np. skąd pomocy); pokusić się, naprzeć się czego; czekać, 
oczekiwać, spodzieioać się; płakać (czego), żałować (straty), 
zazdrościć, zajrzeć (komu czego); wymagać, tuyciągać czego, 
domagać się czego ; śledzić, badać, dopytywać się c^ego ; uczyć, 
nauczyć, wyuczyć (się albo kogo) czego itp. 

Szukałem koniecznie czego ciekawego. /Sto-^. Wołać 
do Boga pomsty nie przestaną. Koch. Lwięta ryczą, po- 
karmu żądając od ciebie, tenże. Kto za dobry postępek 
chce pieniędzy, pewnie się da i na zły stargować. SJcar. 
Nie spodziewałem się tego! słowo jest człeka głupiego 
(pr^ysŁ). Rzecze na to wiewiórka, przyczyny nie badaj. 
Kras. Świętokradzca nocy cienia czeka do zbrodni speł- 
nienia. Brodź. Korydon tęskny płacze swej Te miry. Karj). 
Nauczę ja cię rozumu! 

* Niektóre ze słów powyżej przywiedzionych przybierają i 
przyimki, np. o, na, po. Tak np. mówi się: ivyiviadyiva6 się o co; 
prosić .^ wołać, żebrać^ tuzywaó, domagać się, dopytywać sic o co ; 



408 Składnia rządu. 

czelcać "iia co lub na kogo; oczeJdwać, hacsyć^ patrzeć na co; — 
płalmó po Mm lub ^a Jcini itd. 

"^^ Nieraz jedno i tosamo słowo, w miarę każdorazowego w da- 
nem zdaniu znaczenia swego, albo wedle natury przedmiotu z którym 
ma do czynienia, niemniej podług tego jaką się właśnie przybranką 
posługuje, niekiedy nawet czy jest w niedokonanej , czy w dokonanej 
formie użyte, rządzi już to Ilgim, już też lYtym prz. Tak np. mó- 
wimy szukać, poszukać, poszukucać, toysziikiwać czego — a ivy szu- 
kać, przeszukać, wSiNi^i przeszukiivać co. (Kiedy np. i^apieróiu ja- 
kich szukam, poszukuję, ivyszukuj§, to ich jeszcze nie posiadam; 
kiedy zaś papiery przeszukałem lub przeszukuję, to je już mam, 
a tylko szperam w nich jeszcze). Taksamo hadać czego lub też co: 
badamy np. przyczyn jakiego zdarzenia (ponieważ ich jeszcze nie 
znamy, a pragniemy poznać); przeciwnie badamy sprawcę tego 
zdarzenia, albo badamy samo to zdarzenie co do przyczyn (po- 
nieważ ten sprawca już jest i oto stoi przed nami, a zdarzenie co 
do faktu samego także nam już wiadome). W odpowiedniem poło- 
żeniu nawet i „przyczyny badamy ^^ (np. podane nam przez owego 
sprawcę , czy są, prawdziwe ) : tu hadać ( częstotliwo od bodę , więc = 
roztrząsać, rozbierać) jest użyte w dosłownym pierwotnym sensie. 
Dokonane zaś zbadać nie może nigdy innym rządzić przypadkiem, 
jak tylko IVtym; ponieważ tu nie może być już mowy o dobiera- 
niu się dopiero do czegoś, czego się nie zna, ale o gruntownem 
stwierdzeniu faktów już posiadanych. 

§. 668. Z przymiotników należą tu następujące: łakomy, 
chciicy, żcf^dny, głodny i clekatvy, które z powyższej przyczyny także 
rządzą przypadkiem Ilgim. 

B3^najmniej nie jestem twoich tajemnic ciekawy. Kras. 
Miecz wojny chciwy. P. Koch. Bolesław Łysy, będąc gro- 
sza głodnym, miasteczka niektóre swoim ludziom zasta- 
wił. Błażeiu. 

* Łakomy, ciekaiuy i chciiuy przybierają równie często także 
przyimek na, zamiast przyp. ligo; np. Chciicy na pieniądz, jak 
dyabeł na duszę. — Ciekawy na loiadomość od brata. — Łakomy 
na zbiory i dostojeństtca rzadko doznaje zaspokojenia. Kras. 



Przyp. ligi oddziaływania. ^09 

D. Przyp. ligi przyczyny i oddziaływania. 

§. 669. Prócz tego rządzą przyp. Ilgim słowa wyrażające ta- 
kie czynności, że zaAvisły od nich przedmiot i sam także oddzia- 
ływa na podmiot. 

* Słowa te znaczeniem swojem bardzo blisko są spokrewnione z czaso- 
wnikami, o których rzecz w §. 667. Jest to tylko dalsze rozwinięcie ich sfery. 

Oddziaływanie rzeczone objawia się albo przez to, 

1) że przedmiot danej czynności jest właśnie jej przyczyną 
[przyp. ligi przyczynowy]; 

jako to w słowach: słuchać (śpieAYu), ścdoiuaó, żalić się, uża- 
lać się, ijożalić się (kogo i czego), ulitoiuać się, ivi}iszoivać (komu 
czego ) , mścić się ( czego na kim ) itd. — albo 

2) okazuje się w kształcie pewnej niezawisłości lub też 
przewagi przedmiotu nad działającym podmiotem [przyp. ligi 
oddziaływania] ; 

np. w słowach: radzić się (matki w czem, lub o co), słuchać 
(władzy), ;pytać się, prosić i prosić się (matki o co). 

1) Słuchać muzyki, kazania, opowiadania, rady czyjej, 
Avłaclzy, rozkazów ttd. Kajać się , żałować grzechów ; winszo- 
wać komu wygranej, imienin. — Mścić się na kim krzywdy 
swojej. — Wy się przynajmniej żalcie mojej męki. Brodź. 

Tu dodać można i taJcie jeszcze tcyrażenia : Czego się 
gniewasz '? Czegoś taki posępny ? Jakoś mi dzisiaj czegoś 
smutny jesteś itp. 

Wszystkie te przypadki Ilgie wyrażają, nie tylko przedmiot , którego 
czynność dotyczy, ale zarazem i przyczynę , która y^ wywołała. 

2) Radziłem się o to różnych prawników. Krasz. 
Wszystkich się radź, a jednego słuchaj. Uijsiń. Wię- 
cej trzeba słuchać Boga, niż ludzi. Wujek. Kiedy czas 
przyzwoity do dojrzenia nastał, pytała dynia dębu, jak też 
długo wzrastał. Ifras. Mądry rozumu słucha, jak musu. 
Knap. [ Tu tedy przeiuaga jest po stronie osób, Jdórych się 
kto radzi, pyta, słucha-. 

"^ Niektóre ze słów powyżej wymienionych przybierają też za- 
miast przyp. ligo, przyimki nad, o, za. Jakoto: pfożalić się, tiżalić 
się, uUtotuać się nad kim; żałoicać ^a co (np. za grzechy); mścić 
się o co, albo tia co. 



410 Składnia rządu. 

§. G70. Również należy tu i niektóre przymiotniki rzą- 
dzące przyp. Ilgim z tego właśnie powodu, jako to: 

icinien (czego i czemu), godsien, luart, pomny (czego i na 
co), zivyczajny , zdolny (czego i do czego), śtviadom, wiadom i 
peiuien (czego i o co). 

Być swego pewnym. — Wart pałac Paca i Pac pa- 
ła c a . przysŁ Winien grzechu śmiertelnego, godzien k ar y 
wiecznej. Wysocki. Młody lis, nieświadomy myśliwych rze- 
miosła... Ifras. 

Zasady w tym i w poprzedzaj ącj^m §. podane są. główną, tego przyczyną, 
że kiedy mowa o imionacłi żywotnycli męskich, zastępujemy wtedy w językach 
słowiańskich przyp. IVty formą, przyp. ligo; np. miłuję ojca, spotykam lu- 
dzie pędzę konia. Ob. §. 663 i nast. 

E. Przypadek ligi Czasowy. 

§. 671. Nakoniec używamy przyp. ligo i zupełnie 
niezawiśle, na pytanie kiedy? t. j. na wyrażenie czasu, 
w ciągu litórego się coś dzieje. W takim razie atoli rze- 
cz o wnil^ w przyp. Ilgim położony powinien przy sobie 
mieć koniecznie jaki atrybut lub dopełniacz, i mówi się tak 
tylko w samej liczbie pojedynczej, anie w mno- 
giej ani podwójnej. 

np. Nie możndby powiedzieć: Zdarzyło się zimy wielkie 
nieszczęście, lecz O milkę stąd zdarzyło się tej zimy okropne 
nieszczęście. Tań. Kopernik umarł roku tysiąc pięćset 
czterdziestego trzeciego, przeżywszy lat siedmdziesiąt. Wiszu, 
Fodohnie mótvi się: tego roku, minionego lata, czasu wojny, 
dnia dzisiejszego, tejże godziny, tejże minuty się coś wyda- 
rzyło Ud. 



§. 672. Przjimki rządzące przyp. Ilgim wymieniliśmy w §. 563 
i 5G4. Takowe albo dlatego skłonnikiem tym rządzą, że są to 
właściwie rzeczowniki, które choć już na poziom partykuł spadły, 
zawsze jednak łączą si(^ po dawnenm z dopełniaczami w myśl §. 641) 
(takimi są np. Jcoh czego, miasto czego, ohoJc^ podług, lozglgdcm 



Pzrypadek III ci. 411 

czego itd.) — albo też wyrażają te przyimld tosamo, co przyp. ligi 
w tern lub oweni swojem użyciu już i sam przez się wyraża, tylko 
że nie tak dobitnie, jak z przyimkami. Tak np. hes, od, z (w zna- 
czeniu de, ex), l^rom, prócz itp. znaczą brak, odbieg rzeczy 
od rzeczy, udziałkowość czyli resztę z danej całości, co wszystko 
do agendy genitiwu a raczej ablatiwu już i bez tego należy. Przy- 
imek za, z Ilgim przyp. spajany, wyraża znowu czasowe względy, 
które ten skłonnik także znowu i sam przez się niekiedy znaczy 
(§. 671); np. Za mej hytnoś ci jeszcze się to zdarzenie stało; za 
panowania Bolesłaica Śmiałego nie hyło iv kraju polcojii; za- 
wczasu itp. 

4. Przypadek 1 1 lei. 

§. G73. Przystępujemy teraz do przypadka Ulgo, 
ażeby i jego także właściwy zakres funkcyjny oznaczyć. 
Przypadek ten tworzył kiedyś jedne całość z Yltym i 
Yllmym, jako wtedy zarodowy i generalny ów skłonnik, 
któryśrny w Etymologii poznali pod nazwą Spoczynko- 
wego (§. 336 i nast.). Powód i okoliczności rozpadu 
owego zarodnika następnie aż na trzy te osobne odnogi 
wyobrażam sobie w ten sposób, że chodziło tu mowie 
naszej : po pierwsze o utworzenie formy odrębnej, któraby 
wyrażała rzecz (np. las) jako miejsce dla drugiego, tylko 
w pewnym punkcie się w niem mieszczącego przed- 
miotu (np, chatka w lesie, siedzę w lesie); następnie 
wytworzyła się tutaj takaż forma druga , na wyrażenie 
miejsca, w którem się coś jako pewna szersza prze- 
strzeń znajduje albo dzieje (np. idę albo ciągnę, hlądzę 
itd. lasem; podróż lasem, ścieżka lasem)-, nakoniec przy- 
była do tego jeszcze i forma, wyrażająca nie rzecz w któ- 
rej , lecz k u której , w pobliżu której się coś drugiego 
znajduje albo odbywa {chatka przgległa lasowi, dróżka 
ku las oto i). Z pierwszej formy wytworzył się ostatecznie 



412 Składnia rząda. 

nasz dzisiejszy VIImy przyp. (locativus), np. chata w le- 
sie. Z drugiej, nasz Ylty przyp., np. id^ lasem. Z trze- 
ciej, nasz Illci przyp. np. droga ku lasowi. W dalszym 
dopiero rozwoju przybrał każdy z tycli przypadków do 
agendy swojej i inne jeszcze zadania. 

§. 674. Pierwotnem zatem przeznaczeniem Illgo przy- 
padka było wyrażać przyległość, sąsiedniość, bli- 
skość — w przenośnym zaś sensie odpowiedniość, 
skłonność, równość, podobieństwo, życzliwość, 
użyteczność itp. A ponieważ to co np. jest użyteczne 
jednemu, może być i nie-użytecznem drugiemu, przy tej- 
samej jak widzimy konstrukcyi (z Illcim przyp.), pomię- 
dzy nieużytecmem zaś a szkodliujem już pokrewieństwo jak 
najściślejsze: podsunęły się przeto pod zakres tego przy- 
padka w znacznej mierze i przeciwieństwa owych po- 
jęć dodatnich, np. daleki względnie do bliski, lurogi wzglę- 
dnie do przyjazny itp. 

§. 675. Z tego powodu łączymy z Illcim przyp. prze- 
dewszystkiem przymiotniki, znaczeniem swojem odpo- 
wiednie jego zadaniu. Takimi są np tmerny^ usłużny, pod- 
legły, pożyteczny, przyjazny, życzliwy, pomocny, przyjemny^ 
tołaściwy, wspólny, równy, podobny, posłuszny, rad, lolnien 
(komu co), tudzięczny, uprzejmy, potrzebny; niemniej nie- 
chętny, trudny, niepodobny, szkodliwy, niebezpieczny, straszny, 
przeciwny itp. 

Był to człowiek swoim uprzejmy, poddanym względny, 
powszechnie czczony, a tym, którym się użyczał, nader 
miły. Kras. Pan Podstoli rad był każdemu w swoim do- 
mu, tenże. Przeciwnymi cli or obie lekarstwy zdrowieją 
chorzy, tenże. Pozmowa tamtej podobna. Górn. 

* Zamiast podobny komu, mówi się jednak częściej ijodobny 
do kogo. Największa liczba z przytoczonych, i w ogóle z wszystkich 



Przypadek Illci. 413 

podobnych przymiotników, przybiera zamiast przyp. lEgo także przy- 
imek dla, który wyraża tensam stosunek, tylko że jeszcze dobitniej ; 
np. pożyteczny dla Jcogo^ przyjazny^ życzlituy dla kogo itd. 

§. 676. Są także i rzeczowniki, które rządzą czyli 
które łączymy z przyp. Illcim, a to z tejże przyczyny. 
Należą tu mianowicie wszystkie rzeczowniki słowne, 
pochodzące od słów tym przypadkiem rządzących, jako 
to ufanie, wierzenie, ofiarowanie, sprzeckaianie się komu itd. 
Oprócz tego i inne rzeczowniki, np. pomoc, opór, przysłu- 
ga, tvdzi§czność, uległość, tuiernośó, posUtszeńshuo itp. 

Niepospolita to jest następcom przysługa, zostawić po 
sobie w książkach nauki. Kras. Wierność królowi, — 
wdzięczność rodzicom, — posłuszeństwo prawu itd. 

§. 677. Głównie jednak kładziemy przyp. Illci przy 
czasownikach. Należą tu przedewszystkiem takie słowa 
przechodnie łub nieprz echo dnie, które wyrażają czynność 
mogącą się obrócić komu na korzyść albo na szkodę ; 

np. dać {komu ałbo sobie coś lub czegoś), pomagać 
komu lub sobie, brać, tuzląć, dociąć, dogryść, nie dać się 
komie, dokuczyć, pośiulęcić i pośtuięcić się, podlegać, służyć, 
totuarzyszyćj pozwolić, życzyć, blogoslaivić {komu i kogo), do- 
godzić, czekać komu, nadskakiiuać, zapobiegać, złorzeczyć, za- 
dość uczynić, bluźnić, łajać komu (lub kogo), naigratcać, 
urągać \\\\b urągać się^ komu (lub z kogo), zazdrościć, gro- 
zić Jcomu, uchybić, szkodzić komu (lub sobie), podpić sobie, 
podchmielić sobie, podochocić sobie itd. 

( Porównać z tem łaciński d a t i v u s c o m m o d i v. i n c o m m.). 

Wam dano wiedzieć tajemnice królestwa niebieskiego, 
ale onym nie dano. Skar. Nie pomogły mu {baranowi) 
wieńce i złocone rogi. Kras. I największej nie be z pie- 
cz noś ci zabiegać mądrzy z pomocą bożą umieją. Skar. 
Stań z wierzchu nieba, i światu całemu okaż swoje wiel- 
możność. Koch, Chłop stojący zazdrościł siedzącemu 
panu lepszego stanu. Kras. 



414 Składnia rządu. 

§. 678. Nadto kładziemy przyp. Illci i przy takich, 
słowach, których czynność materyalnie wprawdzie nikomu 
ani szkodzi ani pomaga, lecz w moralnym względzie 
w tymsamym jednak stosunku zostaje względem jakiej 
osoby lub rzeczy dalszej. Tu należą np. słowa: 

luierzyć Jcomu (lub tv kogo), vfać komu (lub iv km, 
lub w kogo), prosić się komu o co (lub kogo o co), modlić 
się komu (lub do kogo), kazać, rozkazywać, hetmanić, pano- 
łvać komu (lub nad kim), przywodzić, równać się komu (lub 
z kim), wyrównać, dziwić się komu, czemu (lub nad kim, 
nad ozem), przypisać co komu, przypatrywać się, przysłu- 
chiwać się komu, czemu itd. 

Nikt nie ufaj światu temu ani rozumowi swemu. 
Koch. Niemocy naszej i lenistwu ten smutny stan 
rzeczy przypisać należy. MocJm. Chwale twojej nic nie 
zrówna. Krasiń. W tryumfie się przypatrzę wybawcy 
mojemu. Brodź. Nie uwierzę występkom, cnota mnie nie 
wzruszy, gdy nie widzę w nich prawdy, tenże. 

§. 679. W ogóle kładziemy w przyp. Illcim rzecz lub osobę, 
dla której (czyli gwoli której) się coś dzieje, i którą to co 
się dzieje , najbliżej obchodzi. 

np. Wyprosić się komu od czego. — Sobie śpiewam, 
nie komu, swe nie cudze rzeczy. Zimor. Na co to robisz V 
Ot tak sobie. — Tam wróble gniazda noszą, jodła bo- 
cianowi, sarnom góra mieszkanie {jest ) , skała króli- 
kowi. Koch. Chwała Bogu! Pokój ludziom dobrej woli ! — 
Jak K^uba Bogu, tak Bóg Kubie. — Przyszła do Wilna 
nowina, że się królowi Janowi syn urodził. Górn. 

§. G80. Z tej przyczyny rządzą też przyp. Illcim następujące 
słowa nieosobowe: 

chce mi się, zachcietua mi się, przykrzy się, dłuży się, brzydzi 
się Jcomu, ćmi się, przystoi, godzi się, należy się, służy, niedostaje, 
trzeba, potrzeba (jest), schodzi, brahiie, zbyica, marzy się, starczy, 
tvy starcza, śni się, zdaje się, zdarza się, trafia się, szczęści się, 
udaje się, powodzi się, żal (jest), wstyd Jcomu czego; i nieosobowe 



Przypadek Illci. 415 

jest, hyło, będzie z przysłówkiem, np. holesno (jest), łakuo (jest), 
ciężko, straszno, tęskno, miło itd. hyło lub będzie komu. 

Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo; lecz to tylko 
ślepemu nieznośno się zdało, iż musiał zawsze słuchać, 
co kulawy prawi. Kras. Ma być zasługom zapłata, ale 
cnota nie ma być najemna. Skar. Sercu memu tak się 
święcie zawsze o bliźnich marzyło, rzucałem się w ich ob- 
jęcie, i dobrze mi wtedy było. Brodź. 

§. 681. Tu należą wyrażenia: jest komu imię; jest temu tyle a 

tyle lat ; minęło , skończyło się , jest, będzie , było komu tyle a tyle 

lat; być komu czem (przypominające łacińską konstrukcyą słowa 

esse z datiwem); 

Mickiewiczowi było imię Adam. — Jest temu lat 
dziesięć, jakem cię poznał. — Pierwszą sztuką Schillera byli 
Zbójcy: było mu wtedy {albo skończyło mu się wtedy) lat 
dziewiętnaście, kiedy ją napisał. — Był on mi prawdzi- 
wym ojcem. 

§. 682. Często dodajemy zbytecznie zaimek zwrotny sobie^ albo 
zaimki osobiste mi, nam, wam, ci, jeżeli chcemy z szczególną dobi- 
tnością wyrazić, że okoliczność jaka żywo kogo obchodzi, albo że 
jego jedynie dotyczy. (Łaciński dativus ethicus). 

Pan Antoni będzie sobie taki człowiek, jak ja i jak my 
wszyscy. Skarb. Niech sobie mówią, co chcą. tenże. Pijże 
sobie teraz, czegoś nawarzył! (przysŁ). Cóżeś mi dziś taki 
smutny? — Takim ci był wczoraj chory, żem ledwie chodził. 

§. 683. O przyimkach Illcim przyp. rządzących mówiliśmy 
w §. 503 i 564. Są takimi następujące: 

ku, przeciw, przeciwko, naprzeciw, naprzeciiuko , icbreic 
(w brew = w twarz, w oczy, tyle co na złość), gicoli (=k(u)- 
woli), a w dawniejszym stanie języka także i po. 

* Z tych przyimków tylko ku i po uważać można za właściwe i pier- 
wotne przjrimki, cała reszta bowiem pewnie z rzeczowników wytworzyła się i 
rządzi przypadkiem Illcim na mocy §. 676. Podczas gdy lat, wyraża spoczyn- 
kowe lub też posuwające się zwrócenie twarzą, ku czemu w prostym kie- 
runku: znaczyło po z Illcim przyp. (np. śmierć się wije po płotu) kierunek 
względem tego drugiego przedmiotu raczej poprzeczny, wzdłuż. 



416 Składnia rządu. 

§. 684. W końcu nadmienić tu jeszcze należy, że w dawniej- 
szym stanie języka właściwa była polszczyźnie , jako i starosłow. 
narzeczu, konstrukcya przyp. Illgo z bezokolicznikiem, odpowiednia 
łacińskiemu accusativus cum infinitivo. Ta konstrukcya od 
bardzo dawna wprawdzie wyszia z użycia; ale pozostały niektóre 
wyrażenia, które ją przypominają. Tak np. mówi się: Samemu 
chcieć loszystko czynić — to myśl szczególna! — Pannie roz- 
hochaó się i oświadczyć pierwszej, to nasze i^roste i staro- 
śtuiecMe pojęcia przechodzi. Tań. Tohie też tuiersze pisać! — To- 
hie się jeszcze odgrażać?! (Jak owo Wirgiliuszowe : Mene in- 
ceptis desistere victam? !), 

5. Przypadek VIty. 

§. 685. Pierwotnem zadaniem naszego \Igo przypadka''') zdaje 
się że było wyrażać taki dwóch rzeczy względem siebie stosunek, 
że nie są one przy sobie (codativus znaczy), lecz w sobie, jedna 
w drugiej. Ponieważ rzecz, w której się jaka druga znajduje, 
jest miejscem tej drugiej rzeczy: wyrażał przeto VIty przyp. 
miejsce, a w konsekwencyi tego potem także i czas. W tej 
mierze miał on tedy wspólne zadanie z Yllmym przyp. Pomiędzy 
sobą różnią się te dwa przypadki zaś tem, że VIty takie tylko 
miejsce i czas wyrażał, w których rzecz omawiana leży lub idzie 
przestrzenią, t. j. zajmuje w nich pewną szerszą przestrzeń — w prze- 
ciwstawieniu do Yllgo przyp. przez który miejsce i czas wtedy 
tylko znaczymy, kiedy to, co się w nich mieści, stoi nam przed 
oczyma jako punkt pojedynczy lub tylko momentalny wypadek. Po- 
równajmy np. „%c tv lesie^' lub też ^^przechadzać się iv lesie'^^ 
a „ciągnąć lasem, iść lub wałęsać się lasem: w pierwszym razie 



) Mówię „naszego" VIgo przyp. gdyż rzeczywiście jest on prawie nam sa- 
mym tylko właściwy, t. j. słowiańskim jgzykom i litewskiemu. Sanskryt 
wprawdzie także posiada ten skłonnik, lecz ani greczyzna ani łacina ani 
niem. język go nie zna, gdyż łaó. VIy przyp. jest ablat., w większej części 
tkwiący w naszym Ilgim, a tylko kilku funkcyami w VItym. — Nazwy 
innej temu skłonnikowi dać tu nie mogę, jak „VIty" : będąjcy natomiast 
w obiegu „Narzędnik" czyli Instrumentalis zupełnie rozmija się z wła- 
ściwą naturą, pierwotną tego przypadka. 



Przypadek VIty. 417 

chodzi tylko o prostą odpowiedź gdzie? wczem? — w drugim, 
wypowiadamy z intencyą, że to gdzie ma być pojmowane szeroko, 
że zajmujemy tym razem pewną, rozlegiejszą przestrzeń lasu, w któ- 
rym idziemy, ciągniemy lub wałęsamy się. Tensam także i w obrę- 
bie czasu stosunek, np. między ^.przyjechać d,Voo wyjechać w no cy''^ 
a ^Jechać nocą^\.. 

Tak więc miały się przez ten sldonnik wyrażać właściwie tylko 
powyższe, w taki sposób pojmowane, miejscowe i czasowe 
stosunki. Następnie jednak szczupły ten zakres rozszerzył się i do 
innych jeszcze funkcyj, które do niego przylgnęły jako mniej wię- 
cej pokrewne. W skutek tego wypowiadamy obecnie przez formę 
tego naszego przypadka już i miejsce którędy coś do skutku 
przychodzi, a zatem drogę — wypowiadamy nim sposób, jak 
się co dzieje — przyczynę dlaczego się dzieje — narzę- 
dzie lub środek którym się co daje osięgnąć, niemniej treść 
czyli m a t e r y ą , z jakiej się tworzy — ostateczny skutek, który 
czynność jaka wydaje — analogią w wykonaniu z drugim jakim 
wypadkiem — orzeczenia porównawcze itp. 

Przejdziemy tu po kolei te wszystkie użycia VIgo przyp. w po- 
szczególnych ustępach. 

§. 686. Przede wszystkiem wypowiadamy więc przez 

VIty przyp. miejsce, w którego nieco szerszym obrębie 

co czynimy, i drogę którędy coś do skutku przychodzi. 

(W łać. ablat. loci). 

np. Płynąć rzeką. — Podróżować koleją żelazną. — Wnijść 
drzwiami. — Wpaść oknem. — Jechać morzem, lądem, pu- 
stynią, piaskami; iść górą, dołem, lasem, wierzchem. Ucie- 
kać manowcami itd. Umiejętność już natenczas szła innym 
strychem. Mochn. Chmiel chciał się ziemią sunąć. Kras. 
Cnota, rozum a fortuna bardzo różnymi gościńcy od 
siebie ciągną. Bej. 

* Do powyższego przyp. VIgo miejsca odnieśćby można 
słowa, jak rządzić i kieroicać (czćm lub co), doicodzić (wojskiem), 
powodować czćm (lub co), icładać czćm., zatuiadytoać , zarządzać 
czćm itp. które przybierają przyp. VIty pewnie z tejże przyczyny. 

np. Filo zofy światem rządzić nmirją^ ale loioslcą rzadko kiedy. Tan. 

Gram. ilist. Por. "I. 27 



418 Składnia rządu. 

(Tu świat oznacza niejako miejsce, warsztat itp. gdzie to rzą- 
dzenie odbywa się). 

§. 687. Eównież kładziemy w przyp. Yltym niekiedy 
i porę czasu, w ciągu której się coś dzieje. (Porówn. 
łaciński ablat. temporis). 

np. Jechać nocą; czytać zmierzchem; tylko wieczo- 
rami widywać się. — Siedzieli zimą i latem oboje w skro- 
mnej wiosce. Tań. Te ptaki u nas tylko wiosną widzieć 
się dają. — Pamiętają młodzi nawet, jakie niedawnymi 
czasy było u nas krasomówstwo. Bohomol. Świtaniem 
przyszedł do mnie. Tu należą wyrażenia : tymczasem , cza- 
sem, czasami itp. 

§. 688. Sposób, jakim się coś dzieje albo zrobiło, 
wyrażamy przez przyp. VIty np. w takicłi zdaniach: 

Śmiałym lotem wzbija się orzeł w obłoki. Moclin. La- 
tać gromadą, stadem; chodzić piechotą, spacerem; jechać 
kłusem, pędem, truchtem, czwałem, stępą, galopem; czytać 
coś wyrywkami; pominąć co milczeniem; dokonać rzeczy 
podstępem, fałszem, przemocą... — Prozą niepodobna a 
przynajmniej trudno pisać o niczem, wierszem to bardzo 
łatwo przychodzi. Tań, Umiejętność dziś płynie szeroko, 
r wis tym pędem. Moclin. Dom biskupa Maciejowskiego 
stał dla wszystkich otworem. Gorn. A tam chłop biedny 
z litewskiego sioła, wybladły, tęskny, idzie chorym kro- 
kiem. Mich. 

* Ten rodzaj przyp. VIgo zbliża się wielce do łacińskiego 
abl. modi, ale się nie we wszystkiem jednak z nim zgadza. 

§.689. Nadto wyraża przyp. VIty często także przy- 
czynę, dla której coś zaszło (łaciński ablat. causae). 

Co rozumem i pilnością i cnotą stanęło, to się nie- 
rozumem i niedbałością i złością ludzką obala. /SZ^ar. 
Nie piórem to ani książką, ale jak mówi pismo boże, 
niesprawiedliwością giną narody. Śniad. Pruskie po- 
gaństwo uciskami od namiestniczej zwierzchności, oraz 
chęcią powrotu swobód rozhukane, szarpało pograniczne 
Mazowsze. Narusz. Upadały spustoszałe zamki ustawa- 
niem robót, do których gmin wieśniaczy bez braku pierwej 



Przypadek VIty. 419 

był zobowiązany. — Zmniejszały się dochody skarbu ksią- 
żęcego ustępowaniem onych prywatnym, tenże. — Tu na- 
leżą shwa: chełpić się, chlubić się, szczycić się czem (albo 
z czego), celować czem iłp. 

* Z przyp. Yltym przyczynowym blisko spokrewniony jest 
przyp. VIty względu cz. ograniczenia (łaciński ablat. limi- 
tationis). Wyraża on nie tyle przyczynę, dla której coś tak albo 
owak jest, ile raczej powód, dla którego my o jakiej rzeczy w ten 
albo ów sposób sądzimy; a zatem wyraża : pod jakim względem 
się czynność jaką przypuszcza? o ile coś jest takiem albo owakiem? 

Mojem zdaniem jesteś na błędnej i niebezpiecznej 
drodze. Krasz. Poprzednicy nasi przechodzą nas treścią 
i mocą swych pojęć. Mochn. Plemiona różne mową, po- 
stawą, językiem, obyczajem, zostają pod jedną gło- 
wą, tenże. Rodem Angielka, była Francuzką całem ser- 
cem. Tań. — Ttc należą także loyrażenia: imieniem, na- 
zwiskiem, szczęściem, słowem itp. np. Pewien człowiek 
imi eniem Jan... 

§. 690. Treść czyli materyąj z jakiej się coś 
dzieje , kładziemy w przypadku Yltym np. w Avyrażemacłi 
następującycti: 

Jak to pachnie? — piżmem. — Jak to czuć? — stę- 
chlizną. — Czem to trąci? — chciwością. Skarb. Wy- 
stawił w majętności swojej kościół własnym nakładem. 
Śniad. Co za ogromne drzewo ! szeroko zalega ziemię cie- 
niem swoim. Mochn. Ludzie ci żyli więcej zabawami, 
niż pracą. Tań. Słynie szeroko w^ Litwie Dobrzyński za- 
ścianek męstwem swoich szlachciców, pięknością szlach- 
cianek. Mick. Wnętrze jego domu oddychało tymże po- 
rządkiem. Krasz. Plwać na kogo żółcią, jadem. 

§. 691. Narzędzie, tak zewnętrzne, jak i wewnętrz- 
ne (więc środek), za pomocą którego się coś odby- 
wa, wyrażamy w języku naszym także głównie przez 
przyp. VIty. (Łaciński ablat. instrumenti.) 

Zabić kogo mieczem. — Uderzyć kogo płazem. — 
Jechać sankami, wozem, czółnem. — Straszyć dzieci komi- 
niarzem. — Napełnić naczynie winem. — Obdarzyć 

27* 



420 Składnia rządu. 

kogo pieniędzmi. — Umiejętności tylu rozmaitymi po- 
cbrzcone tytułami. Mochn. Ubolewali wszyscy nad kra- 
jem tylu klęskami zniszczonym. Narusz. Jesteśmy rodziną, 
wspólnym rządzącą się rozumem, tenże. Rozbojem 
straszliwym nam grozi. Skarga. Możnaż nienawiścią po- 
jąć cokolwiek, a niedowiarstwem zbudować? Krasz. 

§. 692. Nieraz nie wiedząc, jakby doraźnie określić 
właściwy sposób jakiej czynności, wypowiadamy natomiast 
jedynie ostateczny jej koniec — skutek. Ten skutek 
kładzie się równie jak sposób, w Yltym przyp. 

Jeżeli np. czytamy: Wszystka ziemia popiołem stanęła 
( J. Bielski ) : to tym wyrazem popiołem nie tylko ostateczny skutek 
zajścia jest wskazań, jakiemu ziemia podległa, ale zarazem i spo- 
sób tego wszystkiego, co z ziemią zaszło. Domyślamy się bowiem 
z tego od razu, że musiał to być albo pożar jakiś powszechny albo 
upał i susza nadzwyczajna albo coś podobnego. Również mówi się 
np. sł^ipem stanąć^ t. j. doznać czegoś takiego, że skutkiem tej 
przygody jest postawa tak bezwładna i nieruchoma, jak słupa. 

Ty nie boisz się śmierci {przemawia Kochan, do mądrości)., 
bezpieczną, nieodmienną, niepożytą stoisz! {Ta- 
keś stanęła^ żeś oto bezpieczna i niepożytą). — Urósł wiel- 
kim człowiekiem. Górn. Pan, który kiedy pojźrzy, ziemia 
drży; pan, który kiedy ręką gór dotknie, dymem pójdą 
góry. Koch. Mury stały pustkowiem. — Bolesław da- 
rem wziął od Kaźmierza kraj oświęcimski. Bielski. Urodzić 
się kaleką. Dostać kogo żywcem itd. 

§. 693. W pewnem pokrewieństwie z tym skutkowym 
Yltym przypadkiem zdaje się być i użycie tego skłon- 
idka przy słowacłi, jak np. stać się czem^ zostać, zdawać 
się, urodzić się, okazać się czern.^ pisać się, czuć się, słynąć, 
nazywać się itp. tudzież przy odpowiednich przecho- 
dnich, np. ogłosić kogo czem, obwołać, nazwać, okrzyknąć, 
uczynić, potwierdzić, obrać, uznać, zamianować, osądzić kogo 
cztm, jakim, zrobić kogo jakim. itd. które wszystkie rządzą 



Przypadek VIty. 421 

przyp. Yltym na oznaczenie tego, czem się kto ostatecznie 

być zdaje, czem się stał, jakim go zrobiono itd. 

Uczeni Grecy aż do czasów Pytagorasa nazywali się 
mędrcami: pierwszy Pytagoras obrał sobie tytuł skro- 
mniejszy i nazwał się miłośnikiem mądrości czyli filo- 
zofem. Sniad. A jako kto zasługuje, takim płajcą, mnie 
uczuje. Koch. Ze zlecenia królewskiego donoszę ci, że je- 
steś wyznaczony nauczycielem królewicza. Kras. Wszy- 
stkie te złączone okoliczności czynią to miejsce zbiorem 
tego wszystkiego, cokolwiek najszczęśliwszym człowieka 
uczynić może. ten^e. Ktokolwiek z was jest, co poetą sły- 
nie. Opal. Agryppa takim mieć chciał Kzym, jakim był 
dawniej; Mecenas takim go pragnął, jakim mógł być 
w ówczesnych okolicznościach. Kras. 

* Niektóre ze słów wyżej wymienionych mogą jednakże za- 
miast przypadka VIgo przybierać i przyimki; np. ohraó Jcogo na 
co ( np. na posła ) ; — uważać.^ osądsić, uznać Jcogo ^a co ; mieć si§ 
za co (np. za mądrego, za artystę) itd. 

W niemiecki em przybierają słowa tosamo 7^12^,0,7.2^(10, także przyimki {zu^ 
fur) lub też wyręczają to przez podwójny nom. a w czynnej konstrukcyi przez 
podwójny accusativus z przydanym im spójnikiem ais. W łacinie rządzą słowa 
odpowiednie zaś tylko samym podwójnym nomin. albo accusat. (w zastosowa- 
niu zasad prostej Składni zgody) , a nigdy się tu nie używa przyimków. 

§. 694. Przy słowach zivać się, zwać 'kogo, nazwać, nazywać, 
a nawet i przy stać się i zdawać, wydawać się, znajdujemy jednak 
rzeczowniki i przymiotniki, wyrażające imię własne i to czem lub 
jakiem się co być zdaje, położone bardzo często i w przyp. Iszyni 
zamiast Yltego. 

Nazywam się Piotr. — Nazwali go Piotr. — Nazywam się 
Hreczecha, a od króla Lecha żaden za szarakami nie go- 
nił Hreczecha. Mich. Miasto, które zową Sychar. Nazy- 
wam się Gruby ; nazywano go Mały, itp. — Spóźnienie jego 
zaczynało się wydawać wszystkim wcale niezwyczajne. 
Tań. Są autorowie, których dzieła prędko stają się nie- 
zrozumiałe lub niesmaczne. Krasz. Znowu na wszy- 
stko stawał się nieczuły. Mich. (O ile poicyższe przy- 
hlady VIgo przyp. nie są imionami ivłasnymi, mogłyby or/c 
hi róicnie dobrze stać i w VItym przyp.). 



422 Składnia rządu. 

§. 695. Niekiedy odpowiadamy na pytanie, jak się 
jaka czynność odbyła, tylko w ten sposób że ją przyró- 
wnywamy do jakiej drugiej czynności, więcej znanej, a 
bardzo do niej zbliżonej. Zamiast więc np. powiedzieć: 
,, Stało się to (albo hylo to) tak a tak"' — mówimy: j^stało 
się to tak jak tamto^% albo od razu: J)yło jak tamto^^, 
„stało się jak tamto^^. 

Jak się te łaski zlały na niego? — Jak strumień (t. j. 
tak się nań zlały, jak się strumień zlewa). — Jak on spadł 
na karki swoich nieprzyjaciół? — Jak piorun. — Jak ta 
choroba idzie po ciele ? — Jak pożar. — Jak ta osoba jest 
względem ciebie? albo jak ta osoba tobie jest? — Jak 
matka. — Dawniej myśl ludzka nie była, jako warsztat rę- 
kodzielniany. Mochn. 

Ponieważ zaś wszystkie te dodatki porównawcze, za 
pomocą jak przyczepione, zastępują nam określenie spo- 
sobu: można przeto też jak opuścić, i położyć sam rze- 
czownik w przyp. Yltym porównawczym, z czego po- 
v-^stają takie wyrażenia: 

Zlały się łaski strumieniem na niego. — Spadł na karki 
nieprzyjaciół swoich piorunem. — Choroba po ciele po- 
żarem idzie. — Ta osoba jest mi matką. Błyskiem 
minął wiek szczęśliwy. Brodź. Niwy obszerne odłogiem 
leżą. Tan. Dawniej mjśl ludzka nie była warsztatem 
rękodzielnianym. 
I tu zatem przypadek VIty nie jest właściwie niczem innem, 
jak tylko określeniem sposobu, na pytanie jak? 

* W zdaniach, jak Jechać s iv a tern do kogo. — Grzegorz 
z Sanoka umarł Arcybiskupem lwowskim. — Urodziłem się ka- 
leką., żyję żebrakiem^ lecz się położę do grobu uczciwym czło- 
20 i e k i e m . Krasz. Ujrzałem go nieco pomieszanym itp. — w zda- 
niach tych mówię przypadki VIte swatem, arcybiskupem, żebrakiem, 
uczciioym człoiuiekiem , pomieszanym, należą poniekąd do tej samej 
Icategoryi, co tam wyżej to ,,strumieniem^\ „piorunem''^ „pożarem^^ 
itd. jakkolwiek już nie są to tu, tak jak tam, porównania. I tutaj 
bowiem taksamo rozwiązać można te wyrażenia, tylko że już nie 



Przypadek VIty. 423 

przez 81^6 jnik jah, ale przez ja Je o: Jechać sicatem tosamo znaczy, 
co jechać j aJco stvat do Jcogo ; Grzegorz z S. umarł arcyhishupem == 
jalw arcybiskup lwowski. Żyję żehraJciem == jako żebrak; umrę 
uczciwym czhwiekiem = jako uczcitvy człowiek itd. Między jak, 
które porównywa dwie różne rzeczy ze sobą,, a jako ^ które w je- 
dnym i tymsamym przedmiocie pewną jego właściwość na pierwszym 
planie stawia (łać. gw^ niem. ais., podczas gdy ^a^ = w^, sicut, tvie), 
między tymi dwiema mówię partykułami jest zapewne wielka ró- 
żnica; pomimo tego jednakże są one sobie pokrewne i znaczeniem 
i rodem. Otóż, jak się ma to jako do jak: tak się też mają te 
„stvatem^\ ^^arcybiskupem^\ „żebrakiem^\ do owych powyżej ukaza- 
nych porównawczych Yltych przypadków ,^strumieniem^\ ,^piorunem^'' 
i ,jpożarem^^. Są to stosunki logicznie bardzo do siebie zbliżone. 

§. 696. Nakoniec kładziemy w przyp. Yltym i orze- 
czenia (predykat) w zdaniu , jeżeli takowe przez rze- 
czownik są- wyrażone i nie należą do kategoryi właści- 
wych, że tak powiem literalnych czyli definicyjnych 
orzeczeń; te bowiem wypowiadamy najzwyklej, a przynaj- 
mniej najlepiej, w przyp. Iszym. 

Wiadomo nam z §. 599, że przy łączniku (jest itd.) może 
funkcyonować w zdaniu jako orzeczenie, rzeczownik lub też przy- 
miotnik; że orzeczenie przymiotne kładzie się zawsze w przyp. 
Iszym; nakoniec, że orzeczenia rzeczowne spotykamy w wszystkich 
słowiańskich językach bądź w Iszym, bądź też w Yltym przyp. — 
Otóż wiedzieć nam należy, że to wypowiedzenie orzeczenia rzeczo- 
wnego w tym lub też owym z tych dwóch przypadków bynajmniej 
nie od woli naszej zależy i że są zwroty, w których (jeżeli chcemy 
dobrze mówić po polsku) koniecznie przyp. Iszy tu być użyty po- 
winien, jakkolwiek przeczyć temu nie można, że we wszystkich in- 
nych razach zwykłą formą (rzeczownego) orzeczenia jest już VIty 
przyp. w naszym języku. 

Mianowicie kładziemy w Iszym przyp. orzeczenia, wyrażające 
np. imię czyje, nazwisko rodowe, przydomek, stan i zawód rzeczy- 
wisty, rodza