(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Jakuba Teodora Trembeckiego Wirydarz poetycki : z rkopisu Ludwika Mizerskiego"

Purchased for the 
LiBRARY of the 

UNIYERSITY OF TORONTO 

from the 

KATHLEEN MADILL BEQUEST 



WIRYDARZ POETYCKI 

I. 



JAKUBA TEODORA TREMBECKIEGO 



WIRYDARZ POETYCKI 

Z RĘKOPISU 

RADCY DR. LUDWIKA MIZERSKIEGO 

WYDAŁ 

ALEKSANDER BRUCKNER 
TOM I. 




WE LWOV 

NAKŁADEM TOWARZYSTWA DLA P 
191C 







^ 



ftgo pod zarządem Józefa Filipowskiego. 



SPIS RZECZY 

WIRYDARZA POETYCKIEGO. 
Część pierwsza. 



Słr. 

1. Przedmowa z przestrogą potrzebną do czytelnika 3—6 

Wiersze zbieranej drużyny 9—163 

2. Paraenesis do poetów 9 

3. De Popielo II 9 

Ł De Piasto Crusyicensi 10 

5. In iuventute laborandum . . . • 10 

6. Labor omnia vincit 10 

7. Epitaphium regis Galliae 10 

8. Z Owena 1 

9. Na bękarta 1 

10. Sława 1 

11. Na przezwisko Gfedysza 1 

12. O poborach 1 

13. Na pana Szkodę 1 

14. Pożytki z owiec 12 

15. Pożytki z gęsi 12 

16. Przyczyny ubóstwa 12 

17. Frischlinii distichon 12 

18. Conditio sine qua non 12 

19. Przestroga 12 

20. Gra jaka być ma 12 

21. Na zią żonę 12 

22. Na jedne 13 

23. Łzy niepotrzebne 13 

24. Na komora 13 



VI SPIS RZECZY 

Str. 

25. Roztropność z czego 13 

26. BogusJawski na SokoJ'a 13 

27. Na wioską ucztę 14 

28. Dostatek polski 14 

29. Swawola polska 14 

30. In oculos 14 

31. Comparatia łakomce z wieprzem St. Lubienieckiego .... 15 

32. Ekzorta 21 

33. Śmierć nikim nie brakuje 22 

34. Na toż 22 

35. Regestr kuchmistrza francuskiego 23 

36. Lekkie i gruntowne potrawy 25 

37. Item 25 

38. Item 25 

39. Na suchą rzepę 25 

40. Traf 25 

41. Żart na gospodarzów 26 

42. Dziwy abo absurda .^ 26 

43. Item 26 

44. Item 26 

45. Item 26 

46. Item 26 

47. Nagrobek Łaszczowi 26 

48. Nagrobek pijanicy 27 

49. Nagrobek kostyrze 27 

50. Żołnierska na śmierć skarga 27 

51. Niewiasta i kokosz 27 

52. Nagrobek Elżbiecie 27 

53. Compatibilia 27 

54. Odmienności podlegle rzeczy 28 

55. Observatio contra pestem 28 

56. Lex combibonum 28 

57. Item 28 

58. Item 28 

69. Podziękowanie za cześć 28 

60. Ex Oveno 28 

61. Yultus medici triplex 29 

62. Galii et Itali de Germanis / 29 

63. Germani contra , , r / . . . . 29 

64. Yarios varia delectant ./,.... 29 

65. Do Anny 30 

66. Do tejże 30 



SPIS RZECZY VII 

Str. 

67. Na zazdrość 30 

68. Wizerunek sługi wiernego 30 

69. Gadka 31 

70. Nagłe śmierci w domu Radziwiłów 31 

71. Ad conspectum urbis parisiensis 32 

72. Epigrama na Rafała Leszczyńskiego 1660 . 32 

73. Pieśń kochającego 32 

74. Apollo gromi człowieka 33 

75. Replika 33 

76. De medico 34 

77. Na Moskwę gdy Zygmunt III Smoleńsk wziął 34 

78. Na ospałego we dnie 34 

79. O Zygmuncie III 34 

80. O Chmielnickim 35 

81. O hanie tatarskim 35 

82. Super illud quod post Bacchanalia capita conspergantur . . 35 

83. De eodem 35 

84. Na Krupę 35 

85. Aequivoca 36 

86. Do biegłego po wojnie 36 

87. Na herb strzały rozdartej 36 

88. O długach 36 

89. Na zwajcę młodego 36 

90. Na Mikołaja Rożna 36 

91. De Christo 36 

92. De Alexandro VII 37 

93. Descriptio fontis posoniensis 37 

94. Akrostych 37 

95. Koło 38 

96. Na łańcuch złoty 38 

97. Epitaphium Caroli V 38 

98. De St. Hosio 39 

99. De Christo 39 

100. De penna scriptoris 39 

101. Scriptura 39 

102. Campana 39 

103. Item 39 

104. Item 39 

105. Icrostichon Jesu 39 

106. Mors 40 

107. Acrostichon per sillabas 40 

108. Acrostichon per litteras 40 



VIII SPIS RZECZY 

Str. 

109. Cephalonomaticon 40 

110. Acrostichon 40 

111. Retro legenda 41 

112. Item 41 

lis. Item 41 

114. Item 41 

115. Item 41 

116. Item 41 

117. Item ad Jesum 41 

118. Item de flumine 41 

119. De echo 42 

120. Tren do herbu 42 

121. Nagrobek córce 42 

122. Inszy 43 

123. Epithaphium Catharinae Sueciae reginae 43 

124. Catharinae Mediceae 43 

125. Epitaphium canonici varmiensis 43 

126. Nagrobek małżonkowi 43 

127. Nagrobek Ludwika Krasińskiego 44 

128. Monument Imp. Katarzyny Denhofowej 45 

129. Do tejże kozaczka oracya 46 

130. Nagrobek Przylepskiemu 47 

131. Nagrobek p. Gemie 47 

132. Duro Durando 47 

133. Epitaphium nepoti 47 

134. Epitaphium ziębie 47 

135. Epitaphium parasito 48 

136. Epitaphium Horwato 48 

137. Nagrobek Rafałowi Leszczyńskiemu . 48 

138. Nagrobek Januszowi Radziwi?owi 48 

139. O przyjaźni kuflowej 49 

140. Przyjaciele skarb drogi 49 

141. Przyjaciela w przygodzie doznać 49 

142. Czas wszytko psuje 50 

143. Za młodymi 60 

144. Upominki 50 

145. Na marnotrawcę 50 

146. In aulam 61 

147. Cnota nieśmiertelna 51 

148. Cnota nieskazitelna 61 

149. Cnota posag wielki . . . 51 

150. Na harde pany 51 



SPJS R2ECZY IX 

Str. 

151. Na bogatego 52 

152. Komplimenty 52 

153. O mJodości i miłości 53 

154. Item o miłości 53 

155. Raki o pannie 53 

156. Próba w miłości 54 

157. Srogaś aż nazbyt 54 

158. Aleś przyjemna 54 

159. Studnia foremna 54 

160. Gadka 55 

161. Sukcesya białogłowska 55 

162. Votum 55 

163. Miłość ogniem dziwnym 55 

164. Konsolacya damy po suczce 56 

165. Na stroje cudzoziemskie 56 

166. Na toż 56 

167. Na toż 57 

168. Na toż 57 

169. Na jednego co ferezyą nosił na bakier 57 

170. Gadka T. Morstyna 57 

171. Gadka tegoż 58 

172. Eiusdem de rivalibus 58 

173. Decem plagae Aegypti 58 

174. Decem plagae Aegypti 58 

175. Marnotrawcom przestroga 59 

176. Wiersze Andrz. Leszczyńskiego 60 

177. Tenże do Gorajskiego 60 

178. Bezpieczne ubóstwo 61 

179. Szczęśliwość prawdziwa doczesna 61 

180. Lament ks. Teofile Ostrogskiej 61 

181. Pieśń zacnej wdowy 62 

182. Ex Horatii III, 2 63 

183. Kolęda 63 

184. Fraucymer 63 

185. Humory białej płci 63 

186. Na Mniszkową Hier. Morstyna 64 

187. Respons na to 64 

188. Na traf 64 

189. O pannie Sosnowskiej Gab. Lubienieckiego 65 

190. O pannie Suchodolskiej Sam. Arciszewskiego 65 

191. Respons na to J. T 66 

192. Sara. Arciszewskiego wiersz na chustkę 65 



X SPIS RZECZY 

Str. 

193. Epigrama Arciszewsskiego na Suchy DoJ 66 

194; Na konjunkcyą maJźeństwa Sam. Arciszewskiego 66 

Ekscerpta z Dworzanek J. Gawińskiego 67—70 

195. Do Jana Kochanowskiego • 67 

196. Kachna do Kochanowskiego 67 

197. Do Filipa momota 68 

198. Na niezgodliwego 68 

199. Z Ovena 68 

200. Żywot niespodziany 68 

201. O Dyonie i Dyanie 68 

202. O Klimku 68 

203. O MiJocie sędzim 68 

204. O świętokrajcy 68 

205. Do Baldeckiego praktyka 69 

206. Do Anny ; 69 

207. Do tejże 69 

208. Do tejże 69 

209. Do tejże 69 

210. Na unią Korony z Litwą 69 

211. O Bornku starym 70 

212. Do Anny 70 

213. Na posagi 70 

214. Przyjaciel jednany 70 

215. Na Wenerę 70 

216. Lekarstwo na robaki 70 

217. O mieszku 70 

218. Natura rusticorum 71 

219. Sześć dziwów w Litwie 71 

220. Quid significet pallor 71 

221. (Sztuczka wierszowana) 71 

222. Toż 71 

223. Toż 72 

224. De reąuisitis formosae feminae 72 

225. Gadki rozmaite (1-40) 73 

226. Pieśń. I to dobre i owo niezłe 83 

227. Bankiet wymyślny 85 

228. Ad conspectum urbis Yenetae 86 

229. In eandem urbem S. Przypkowskiego 86 

230. Eiusdejn in conspectum Alpium 87 

231. Eiusdem in glaciem 88 



SPIS RZECZY Zł 

Str. 

232. Eiusdem epitaphium coniugi 88 

233. Eiusdem item 89 

234. Afekt na dzień św. Anny 89 

235. Do Jagi A. Morsztyna 90 

236. Luna et virgo 91 

237. Nux et virgo 91 

238. Żart na skąpego 91 

239. Łaskiego żart na wino weneckie 91 

240. Żart doktorski na kapiuna . 91 

241. Recepta na bladą niemoc : . . . . 91 

242. Mąż i żona jedno 92 

243. Apoftegma 92 

244. Jak galą, tak biją 93 

245. In simili odpowiedź 93 

246. Nieobiecany kąsek 93 

247. De clerico et ruslico 94 

248. Na kobzę 94 

249. Do pewnej osoby 94 

250. Item 95 

251. O Kupidynie 95 

252. Elogium p. Myszkowskiego 95 

253. Drugi nagrobek 97 

254. Leszczyński d© Reja 97 

255. Co obierać najlepiej 97 

256. Vicinumque pecus grandius uber habet 97 

257. Na babożenia 98 

258. Bieda panieńska 98 

259. Stróż na stróża 98 

260. Wiersz łaciński o tym 98 

261. Natura biaiej pJci 98 

262. Panna bez wstydu 99 

263. Dzisiejsze żony 99 

264. Microcosmus 99 

265. Na tabakę wiersz 99 

266. In monachos 105 

267. In monachum et anum 105 

268. Epitaphium Fr. Yallae 105 

269. Epitaphium Yitellii 105 

270. Na piwo 105 

271. Hospes et pisces lOó 

272. Tria mulieris petulantiam prohibent 106 

273. Gradus venerei 106 



XII SPIS RZECZY 



274!. Munera literalia 106 

275. Pecunia ubiąue valet . 106 

276. In ignavos 107 

277. Quid vita humaria 107 

278. Galii versus 107 

279. Contra 107 

280. Cornix meretrix 107 

281. Irrevocabilia 107 

282. Pecuniam emungentia 108 

283. Reguła bursalis 108 

284. Monitum 108 

285. Aliud 108 

286. Optio uxoris 108 

287. In grammaticum Ausonius 109 

287 b. Inyitatio helluonum 109 

288. Lex combibonum 109 

289. In coecum gestantem claudum 109 

290. Z ubogiego rzadko dobry 110 

291. Rekwizyta przyjaciela 110 

292. Qualitates konia 110 

293. O tymże 111 

294. Na alamodę 111 

295. Wesele towarzyskie O. Karmanowskiego 112 

296. Tegoż 116 

297. Respons S. S 116 

298. Na rozwód p. Warszyckiego 116 

299. Na toż 117 

300. In effigiem St. Czarniecki 117 

301. Do Wisły 117 

302. Do p. Bogum. Zielińskiej O. K 118 

303. Tegoż o śnie 118 

304. Tegoż do zazdrości 118 

305. Wiązanie dwu kawalerów 119 

306. Wzajemne 120 

307. De victoria Niemcorum 121 

308. Na miJość 121 

309. Consolatia 121 

310. Respons 121 

311. Na poetę niepewnego 122 

312. Przestroga damy 122 

313. LudoYico XIV 122 

314. In eius solem 123 



SPIS RZECZY XIII 

Str. 

315. Apollo Polaków do lez pobudza a. 1673 123 

316. Omen na Chocim 125 

317. Acclamatio Samueli Arciszewski 125 

318. Ludovico XIV 126 

319. Replika 126 

319b. Descriptio Poloniae 127 

320. Fraucymer 127 

321. Do Marianny 127 

322. Wieniec 127 

323. Item 127 

324. Potęga bia^chgJow 128 

325. Koncept ruskiego malarza 128 

326. Serenada północna 128 

327. Trefny komplement 130 

328. Do tejże 131 

329. Komplement litewski 132 

3B0. Respons na pieśń panieńską 132 

331. Inwitacya panieńska 134 

332. Descriptio nationum 134 

333. Wiersz do ks. Dęboięckiego 143 

334. Modlitwa o męża 146 

335. Dziewczęta 146 

336. Lament damy 149 

337. Epitaphium Reuteri 149 

338. Epitaphium Tureni 149 

339. Scomma in Gallos 150 

340. Na herb DziaZyńskich 150 

341. Prophetia de regibus Poloniae 150 

342. Carmen poetae Więzek 151 

343. Dokończenie Szachów 151 

344. Lament panny oszukanej 152 

345. Sarabanda 155 

346. Pieśń wtóra 156 

347. Pieśń trzecia 156 

348. Pieśń czwarta 158 

349. ŻaZoba po szkodzie 158 

350. Kurant 160 

351. Drugi 160 

352. Amor 160 

353. Amantes 160 

354. Na imię filozof 161 

355. Na dziewczynę 161 



XIV SPIS RZECZY 

Str. 

356. Na łysego > 161 

357. Omne tulit punctum 162 

358. Na czujną ochmistrzynią 162 

359. Żart do damy 162 

360. Na Litwina 162 

361. Na drugiego 163 

362. Epitaphium żołnierza 163 

Wiersze p. Jerzego z Bukowca Szlichtinka . . 164—189 

363. Żart o tabace 164 

364. Szlachecka kondycya 168 

365. Pieśń 170 

366. Willaneska I 171 

367. Willaneska II . . 173 

368. Dworska choroba 174 

369. Pieśń 176 

370. Druga 177 

371. Trzecia 177 

372. Lekcye Kupidynowe. Pierwsza 179 

373. Druga 182 

374. Trzecia 183 

375. Czwarta . . . • 183 

376. Piąta 184 

377. Szósta 185 

378. Siódma 186 

379. Ósma 187 

380. Dziewiąta 188 

381. Dziesiąta 188 

382. Przestroga 189 

Wiersze p. A. Morsztyna 191—261 

383. Do niesJownej 193 

384. Na suszą 193 

385. Wymówka 194 

386. Kurant 194; 

387. Do psów 196 

388. Redivivus 196 

389. Ogrodniczka 196 

390. Przypodobanie 197 

391. Dialog z Wenerą 197 



r 



SPIS RZKCZY XV 

Str. 

392. Iglica 198 

393. Stan opłakany 198 

394. Na pJacz damy 199 

395. Powinszowanie zdrowia 201 

396. Do JP. Jana Szumowskiego 203 

397. Do JP. Jerzego Lubomirskiego 205 

398. Do jednej 206 

399. Do Zosie 207 

400. Do skąpego stryja 207 

401. Nieumyślna 207 

402. Starej . . . . • 207 

403. Lais stara 208 

404. Na traf 208 

405. Dwiema siostrom 208 

406. Do Walka 208 

407. Do Piotra 209 

408. O Jagnieszce 209 

409. Na piegi 209 

410. Do pieska 209 

411. Do Anny 210 

412. Chce i nie chce 211 

413. Jabłka 211 

414. Do kramarki 211 

415. Przechadzka 212 

416. Staremu 213 

417. Do dłużnika 213 

418. Na balwierza 213 

419. Na jedne panią 214 

420. Metamorphosis 214 

421. Do Piotra 215 

422. Do drugiego Piotra 215 

423. Do tegoż Piotra 215 

424. Paszport k m z Zamościa 215 

425. Na kalotę 216 

426. Ex duobus malis 216 

427. Na jednego 216 

428. Na Janka 216 

429. Na pana Wołowicza 216 

430. Na toż 217 

4:n. Na traf pewny 217 

432. Na niepłodnego 217 

433. Dobra rola 217 



XVI SPIS RZECZY 

Si*. 

434;. Do Jendrzeja 218 

435. O Zośce 218 

436. Do panny 218 

437. Na posłusznego 219 

438. Na jednego 219 

439. O Annie 219 

440. Na drugą Annę starą 219 

441. Gadek 12, Przemowa 219 

442. Gadka pierwsza 220 

443. Druga 220 

444. Trzecia 221 

445. Czwarta 221 

446. Piąta 222 

447. Szósta 222 

448. Siódma 223 

449. Ósma 223 

450. Dziewiąta 224 

451. Dziesiąta 225 

452. Jedenasta 226 

453. Dwunasta 227 

454. Fraszki. Przedmowa 227 

455. Do Piotra 228 

456. Nagrobek 228 

457. Nieobiecany kąsek 229 

453. Nowe ziele 233 

459. Na skąpego 233 

460. Przyjaźń pańska 234 

461. Rogi . 234 

462. Do stryja 234 

463. Do zazdrosnego 235 

464. Kontrowersyej uspokojenie 235 

465. Na PawZa 236 

466. Do tegoż 236 

467. Dary bogów 236 

468. Sen 236 

469. Do baby 236 

470. Do tejże 237 

471. Do W/ocha 237 

472. Na biaiegZowy 237 

473. Do Walka 237 

474. Na żony 238 

475. O kruczku 298 



SPIS RZECZY IVII 



476. Na starego 238 

477. Do Wawrzyńca 238 

478. Do jednej 238 

479. Item na tęź 239 

480. Nimfie myśliwej 239 

481. Do JMP. Sobieskiego 239 

482. Rozrywka 241 

483. Dekiaracya w miłości 241 

484. Do Jana 242 

485. Nowy Samson 242 

486. Sposób do zgody 243 

487. Zapai miłości 243 

488. Na wachlarz oddany 244 

489. Enigma 244 

490. Fragment z gratulacyej 245 

491. Na obraz odmówiony 246 

492. Pijanicy 247 

493. Nagrobek młodej paniej 247 

494. Bogactwo 247 

495. Przyjaciółka 247 

496. Żona myśliwemu mężowi 248 

497. Pieszczoty 248 

498. Do Jagnieszki 248 

499. Gomparatia 249 

500. Item 249 

501. Item 249 

502. Item 249 

503. Item 250 

504. Tęsknica 250 

505. Na niestateczną 251 

506. Przy odesłanym kwiatku 251 

507. Do nieużytej 251 

508. Do tejże 252 

509. Lament 252 

510. Do jednej 252 

511. Do Bogumiły 252 

512. Na zausznice • 253 

513. Na strzelbę 253 

514. Do jednej 253 

515. Do Jagi 254 

516. Na wdowę 254 

b 



xviii SPIS RZECZY 

Str. 

517. Do Bartosza 254 

518. Na krzyż 254 

519. Niestatek 255 

520. Do Jagi * 255 

521. Zielone 256 

522. Serenada 257 

523. O Jadze 257 

524. Na zausznice w dzwonki 258 

526. Na toż 258 

526. Na toż 258 

527. Na westchnienie 259 

528. Na zegarek ciekący 259 

529. Do lutnie 259 

530. Do nimf 259 

531. Na książki paciorkowe 260 

532. Dyskrecya 260 

533. Dobra i pięść pod głowę 261 

J. Pastorii carmina 262-273 

534. De rege Michaele 262 

535. De eodem 262 

636. In lunam regiam 263 

537. Ad reginam Eleonoram 263 

538. Ad dominum Bonvisi 264 

539. Ad bellatores Sarmaticos 264 

540. Ad marschalcum (Sobieski) 266 

641. Dft tributo 266 

542. De die s. Martini 266 

543. De Constantia Leszczyńska 267 

644. In eius modestiam 267 

645. Ad Yenceslaum Leszczyński 268 

646. In effigiem Joannis III 268 

547. De Joannę III dieto epigramma 269 

548. Ad Poloniae et Lituaniae militiam 269 

549. In fatum Christiani Bekkeri 270 

660. In idem 270 

551. Ad Annam Schurman 270 

552. Germani auxiliares 271 

553. Responsum Polonorum 272 



XIX 



Dnidm Maborowstne^o 174— Si 

55Ł Do kL Keł Badńwa^ 174 

556. Ka oczy królewny ■ugifliliij 274 

566. Do Aleksandry 275 

557. Do lejie 275 

556. Do Kapidyna o tcjie 275 

559. Ka nnieniny Anny S76 

560. Pieśń Beatns iUeelc 877 

56LGeń... 880 

568. Ciwartak 883 

563. Żywot ladrki 286 

564 Impreza 288 

565. Itailowanie 888 

566. KMkoić iywoła 888 

567. Xa łoi 289 

568. łazarz do bogacza 889 

569. Marność sitwy 889 

570. Ćwiczenie dziatek 290 

571. In Werid solatiam . 292 

572. Correctara 293 

573. Błąd ludzki 23Q 

574- Stateczny umysł 894 

575. Cnota grunt wszytkiemu 896 

576. Kur 297 

577. Róża 300 

578. Kalendy styczniowe 1636 r 302 

579. Malina 308 

580. Ćwiczenie 306 

581. Pochlebca 306 

582. Pokój 306 

583. Oslawa 307 

584. Doma mieszkać 307 

585. Moje twoje 308 

586. Nie dbaj o to nigdy, czego otrzymać nie możesz .... 308 

587. Do Rysiiiskiego 308 

588. Nagrobek J. Radziwilowi 3«J9 

589. Nagrobek J. Holowni 309 

590. Do Anny 310 

591. Zwada Marsa 310 

592. Prośba do ks. Radziwiła 312 

593. Fraszki. ludicium p. Żórawinskiego 313 



XX SPIS RZECZY 

Str. 

594. Respons na listy Krz. Radziwila 314 

595. Sąd Parysów 315 

596. Łowy 315 

597. Miłości wszytko równo 316 

598. Na p. Śledzia 316 

599. Żona bez posagu 316 

600. Na p. Czajkę 316 

601. Sine Cerere friget Yenus 317 

602. Do Kolna na prawice 317 

603. Czarnoksiężnik 317 

604. O paniej 317 

605. CWop dobry 318 

606. Omnia sunt hominum etc 318 

607. Niewiasta 318 

608. Szpada 318 

609. Zwajca 318 

610. Tenże 318 

611. Litwa 318 

612. Pannom nabożnym 319 

613. Na Kupidyna 319 

614. Omnia si perdas famam etc 319 

615. Do jednej 319 

616. Z grzeczną żoną do dworu 319 

617. Do hermafrodyty 320 

618. O fraszkach 320 

619. Na wieniec 320 

620. Na tenże 320 

621. Na łubek 320 

622. Pani 321 

623. O Necie 321 

624. Na kucharkę 322 

625. Na dworską lekarstwo 322 

626. Respons niespodziewany 322 

627. Oszukanie 322 

628. Nagrobek sroczce 323 

629. Wolny gJos 323 

630. Na p. Zaleskiego 323 

681. Na p. Ciołka 323 

632. Mądrość i rozkosz 323 

683. Pochlebstwo 324 

634. Chluba 324 

635. Miłość 324 



SPIS RZECZY XXI 

Str. 

636. Wymowca 324 

637. Dwór 324 

638. Jezuita 324 

639. Na pana młodego 324 

640. Żywot ludzki 324 

641. Droga z Litwy do Prus 325 

642. Liszka i Jasica 325 

643. Na nagie obrazy w łaźni 326 

644. Item . 326 

645. Item 326 

646. Item 326 

647. Item 326 

648. Odpowiedź baby 326 

649. Do złej baby 326 

650. Żart dworski 328 

651. Na jednego pana 329 

662. Złodziej w pustkach 329 

653. Na p. Skopa 329 

654. Respons Skopów 329 

655. Replika na ten respons 3H0 

656. Sprawa p. Skopa 330 

657. O Karmanowskim 3H0 

658. Marność 331 

659. Zła żona 3H1 

660. Do Seweryna 331 

661. Data 332 

662. Na bladą niemoc lekarstwo 332 

663. Do jednej o Kupidynie 332 

664. Daphnis świętojański 332 

Wiersze Zbygniewa Morsztyna 335—612 

665. Pieśń o sposobach życia 337 

666. List do p. A. Mierzeńskiego . . . . 354 

667. Duma sześciu panien 1657 r 362 

668. Druga duma autora 370 

669. Do p. Ciechanowieckiej 373 

670. List do tejże 376 

671. Na twarz jednej grzecznej damy 376 

672. Hejnał p. Zofiej Czaplicownie 376 

673. Na dobrą noc tejże 879 

674. Dialog młodzieńca z panną 381 



L 



XXII SPIS RZECZY 

Str. 

675. Nos .... 385 

676. Pieśń na pożegnaniu 388 

677. Na społzalotnika 390 

678. Węzeł 391 

679. Dedykacye A. Lubienieckiego 392 

680. Do p. Anny Mleczkowej 394 

681. Gadka o wierze S. Przypkowskiego 398 

682. O tymże szerzej 398 

683. Ad Poloniam S. Przypkowskiego' -403 

684. Toż po polsku 404 

685. Ostenda S. Przypkowskiego 405 

686. Toż po polsku 406 

687. Ad aeąuinoctium autumnale S. P 406 

688. Toż po polsku 407 

689. Elegiae S. P . 407 

690. Toż po polsku 409 

691. Ad Christum Dominum S. P 410 

692. Toż po polsku 412 

693. I. P. Mirandulae metra XII 413 

694. Pamiątka p. Aleksandra Czaplica 420 

695. Pamiątka Stefana Trębeckiego 430 

696. Lament hospodarowej Wołoskiej 432 

697. Z Persyusza 438 

698. Horatianum . 438 

699. Z tegoż * 439 

700. Z tegoż 439 

701. Z tegoż 440 

702. Z tegoż 441 

703. Myśl ludzka 441 

704. Języki ludzkie 443 

705. Na suknią niewolniczą 446 

706. Do p. Aleksandra Mierzeńskiego 447 

707. Do p. Huryna 449 

708. Kostyrowie wojskowi 450 

709. Pamiątka dobrego konia 453 

710. Lament w zakochaniu 455 

711. Epithalamium pewnym osobom 456 

712. Biedy podróżne 458 

713. Na znamię 458 

714. Gdy ks. B. Radziwił u stołu siedział 459 

715. Epithalamium p. Janowi Mierzeńskiemu 459 



St»IS RZECZY XXIII 

Str. 

716. Nagrobki rożne 472 

717. Fraszki 478 

718. Sfewna wiktoria nad Turkami 482 

719. Nagrobek generałowi Żebrowskiemu 502 

720. Na bankiet p. Kłokockiego 502 

721. Temuż prędko potym 504 

722. Treny żaJosne Ip. K. Denhofowej po ś. p. lir. Denhofie, wo- 
jewodzie pomorskim r. 1683 505 



WIRYDARZ 

POETICKI 



z ROŻNYCH POETÓW WIADOMYCH 

Y NIEWIADOMYCH 

ŁACIŃSKICH Y POLSKICH 



WIELKĄ 

Y KILKUNASTU LAT PILNĄ PEIACĄ 

WYSTAWIONY 

Y 
SKOŃCZONY 

ROKU PAŃSKIEGO 1675. 
DIE 24 XBRIS. 



Wirydart. I. 



1. Przedmowa z przestrogą potrzebną do czytelnika. 

Spytasz mię pono, czytelniku mi^y, 
Czemum tę księgę nazwał Wirydarzem? 
Pewne i słuszne przyczyny w tym były, 
Które ja, jako będąc gospodarzem 
Tego dziardynu, by cię nie trudniły, » 

Oznajmię. Wiedz, iż księga bakałarzem 
Najlepszym bywa każdemu człowieku, 
Tak w młodym, jako i dojrzałym wieku. 

Z ksiąg bowiem pięknych obyczajów wzory 
Weźmiesz, i wielkie do cnoty przykłady; lo 

Najdziesz, co w godne wprawi cię humory; 
Trafisz i rożnych impetów na ślady; 
Jakiś w affektach, leniwy lub skory, 
Wesół lub smutny: są tu na to rady; 
Niewyparzonej nawet jeśliś gęby, is 

Najdziesz specyał godny na twe zęby. 

Jak w wirydarzach nie wszytko lilije. 
Nie wszytko róże abo tulipany, 
Nie wszytko narcyz, nie wszytko kassyje, 
Ale i proste najdziesz majerany, to 

I z których ciężki jakiś odór bije, 
Mięty i ruty ujrzysz na przemiany. 
Nuż brak podlejszy: choć przecie te wszytki 
Mają skrytą moc i wielkie pożytki. 

Przeto lilią abo tulipanem w 

Lub różą okrzcisz, co jest duchownego. 
Wonnym narcyzem nazwiesz, co się z stanem 
Poważnym zgadza. A co zaś krwawego 

!• 



WIRY DARZ 



Marsa wyraża, niechaj krwią oblanym 

80 Goździkiem będzie. Co zaś źartownego, 

Lawendą: i w tym też nie będą dziwy, 
Że fraszki uznasz za chwast i pokrzywy. 

Luboć to i w tym mam sekret dwojaki, 
Żem też tu wpisał mniej dyskretne żarty. 

5^ Wprzód, że dowcipu bystrego w nich szlaki, 

Ba, i uwagi dobrej drugie warty; 
Potym, że ludzkich inklinacyj znaki 
Jak na probierskim kamieniu te karty 
Wnet mi pokażą: bowiem jak do czego 

40 Chętniej się bierze, mam go za takiego. 

Rzuciwszy wszytko, gdy czyta nabożne 
I święte pieśni, zaraz się wydaje, 
Że w nim myśl dobra i serce pobożne. 
Czyta stateczne rytmy, znaki daje, 

45 Że lubi statek i życie ostrożne. 

Czyta peany marsowe, dostaje 
Snadź mu i serca, a to gdy rozbada 
Wspaniałe myśli, wnet w pole wypada. 
Jako o wielkim piszą Macedonie, 

50 Że miał poetę takiego przy sobie. 

Co był tak zarwał zdroju w Helikonie, 
Że w którejkolwiek rymy składał dobie 
I czytał przed nim, wnet królowi skronie 
I twarz i serce (o dziwny sposobie!) 

55 Marsem zapalał, że czasem przy stole 

Rwał się, chcąc wojska wyprowadzać w pole. 

W tym też przestrzegam, bo są drudzy tacy, 
Że kiedy piękną księgę gdzie obaczą. 
Nie mają wstydu ludzie ladajacy, 

60 Gdy ją do Gdańska na doł spuścić raczą. 

Błaznowie to są i wielcy prostacy. 
Rzekę bezpiecznie; bo się w tym nie baczą, 
Że są jak bacy, którzy co w swe grody 
Pczołki nanoszą, wyjadają miody. 



PRZEDMOWA O 

Ciebie ja nie mam w tym regestrze, Bracie. es 

Ale żeć czytać tylko dam przy sobie. 
Nie jest to z jakiej suspicyjej na cię, 
Ale się boję, bo ludzie w tej dobie 
W lipcu się rodzą; acz ślubuję za cię, 
Żebyś nie zgubił; któż wie, że ją tobie 70 

Może kto zeraknąć? Aż moje roboty 
Lat kilkunastu oschną u niecnoty. 

Nie jednęż tu noc nad tym się nie spało! 
Nieraz do końca przywiedzione dzieło 
W cudze się ręce przez kradzież dostało. 75 

To jak na nowe znowu się modliło 
Komu, że to być koniecznie musiało 
U mnie! Więc to zaś często się trafiło 
Komu darować, to bratu to swatu; 
A ty jak ślepiaj od lata ku latu. w 

Jeszcze gdyby to zemknął który taki, 
Coby się na tym znał, abo rozumiał, 
Do czego ściąga zmysł autora? jaki 
Cel których rytmów, powiedziećby umiał? 
Lecz gdy to szuja porwie ladajaki, 86 

Co ledwie kozie ogon związać umiał ^ 
Raz przeczytawszy, on [w] chwast i pokrzywy 
Rzuci, że o tym nikt nie powie żywy. 

Lub tam za podłej bzdęgi gdzie szklenicę 
Mędrszemu nad się bibie da do ręki, so 

Który z nim równo godzien szubienice, 
To tu ja choćbym (jak z piekielnej męki 
Kiedy wybawił swoje Euridicę, 
Którą mu ledwie wydano przez dzięki, 
Orpheus), płakał, śpiewał, dumał i grał, ^^ 

Djabłabym wskórał a drugiego wygrał. 



* >Abo tak: Co mu łeb dawno gorzałką uyyazumiał*. Przypisek 
Trembeckiego. 



6 WIKYDAKZ 1- 

Zaczyra, jeślić się w tym moim parnasie 
Go podobało, zdrów, Bracie, używaj 
I kiedyć owo zbywa co na czasie, 
100 Jeśli twa wola i łaska, w nim bywaj. 

Rwi, co chcesz, kwiatów, ale tylko na się. 
A to też zawsze w swej pamięci miewaj, 
Że nim do tego wnidżiesz wirydarza, 
O pozwolenie wprzód proś gospodarza. 



J. I. 



COLLECTANEA 

TO JEST 

ZBIERANA DRUŻYNA 
POETYCKA 

ILE TYCH, KTÓRYCH IMIONA NIEWIADOME, 

KTÓRYCH 

DLATEGO NA CZELE POŁOŻYŁEM, ABY WIADOMI POTYM 
SZLI ŚRODKIEM, JAKO NAJUCZCIWSZYM MIEJSCEM. 



2. Paraenesis do poetów, którzy nie w druku, tylko in manu- 
scriptis zostają. J. T. 

Wy, coście na Parnasie długi czas strawili, 
I obficie ze zdroju Hipokreny pili. 
Czemu u was potomne tak wzgardzone lata. 
Że bujnym laurom waszym zajrzeliście świata, 
Ktoreby kiedyś w niebo późne niosły czasy, 6 

Gdybyście do drukarskiej podali je prasy. 
Znać ztąd wspaniałe serce i animusz prawy. 
Że dobrze zasłużonej unikacie sławy, 
Która przecie kamieniem, wierzcie, nie utonie. 
Bo już Phoebus na wasze wieńce wije skronie, lo 

Tę wróżkę im przydając: wasza sława skonu 
Nie uzna, póki i muz, póki Helikonu. 

3. De Popielo II, principe Poloniae eiusque miserabili fato. 

Dum timet hic regno pełli vir inutilis et cum 
Coniuge consultat. quid małe tutus agat, 
Vim morbi simulat, patruos accersit et illis 
(Yiginti fuerant) toxica mista dedit. 

Orta cadaveribus vis murum erupit et illum, s 

Uxorem, natos, undiąue dente petit, 
Dilaniat; frustra medios fugiebat in ignes, 
Frustra Gophleas perfidus hospes aquas. 
Discite iustitiam, qui propter lucra paratas 
Fertis et exertas ad scelus^^omne manus. lo 

Est Deus, est scelerum vindicta, est poena malorum; 
Unde putes minime posse venire, venit. 



10 WIRYDARZ - 4—7. 



4. De Piasto Crusvicensi, electo in principem Poloniae post 
fatum Popieli Secundi. 

O priscos hominum mores, ó nescia fastus 

Simplicitas, ingens ó probitatis amor! 

Non puduit proceres homini dare sceptra Polonos. 

Qui modo cultor agri Grusphiciensis erat, 
5 Ob solas yirtutis opes, yiriutis honorem, 

Qua vir in exigua floruit ille casa. 

Hoc orli e fonte duces regesąue Poloni 

Duravere dies ad, Ludovice, tuos. 

Compita Crusviciae veterum, nostro estis in orbe 
10 Eventu gemini nobilitata ducis: 

Regnum ruricolae deferri, a mure vorari 

Regem, res aeąue prodigiosa fuit. 

5. In iuventute laborandum, ut sit quieta senectus. 

Stridore ingrato campos dum rauca patentes 
Cicada cantrix complet aestu fervid0j 
Hiberni memor algoris formica repente 
Collecta grana, post ąuibus famem levet. 
* Te ne confectum senio mała vexet egestas, 

Suda, labora, dum virens aetas sinit. 
Heu quam res misera est canos gestare capillos 
Patiąue dura turpiter ieiunia! 

6. Labor omnia vincit. 

Incipe, dimidium facti est coepisse; supersit 
Dimidium, rursum hoc incipe et efficies. 

7. Epitaphium memorabile cuiusdam regis Galliae. 

Risi, ploro; fui, non sum; studni, reąuiesco; 
Lusi, non ludo; cecini, nunc mutio; pavi 
Corpus, alo vermes; vigilavi, dormio; dixi 
Salve, dico vale; rapui, rapior; superavi, 
B Yineor; certavi, pace utor; iure ego vixi, 



8—13. WIBRSZF. ZBIERANEJ DRUŻYNY 11 

lure igitur morior; non obsto, obstare neąuirem. 
Terra fui guondam, rursura sum terra: nihil sum. 
Terra caduca vale, verines salvete, recumbo. 

8. Z Owena. Na Niemców scomma. 

W takiej głębi nie wiem gdzieś prawda utopiona, 
Rzekł Demokryt, że dotąd nie jest naleziona. 
Jeśli w winie jest prawda, jako powiedają, 
Dawno ma być u Niemców, bo dobrze pijają. 

9. Na bękarta. 

Ociec twój nic nie myślił, aby cię miał spłodzić, 
Tylko chciał swej potrzebie, bastardzie, dogodzić. 
Zkąd jeśli na zmysł więcej niż na dar patrzymy, 
Niceś ojcu nie winien, tak tę rzecz sądzimy. 

10. Sława. 

Wszytkie rzeczy, które są, zginąć pewnie muszą, 
Lecz ludzkiej sławy dobrej wieki nie naruszą. 
Miasta, zamki i sklepy, za fraszkę to stoi. 
Sława się żadnej skazy i czasu nie boi. 

11. Na przezwisko Gładysza. 

Gładyszu nienadobny, to masz tylko w zysku, 
Że nie będąc gładyszem, gładkiś po nazwisku. 

12. O poborach. 

Poróbmy nowe wory, Na te nasze pobory. 
Te stare Podskarbiego, Nie mają dna żadnego. 
Nigdy ich nie napchamy. Choć co rok składamy. 

13. Na pana Szkodę. 

Jak mam zwać? Jestem Szkoda. Proszę Waszej Mości, 
Jedź^^ie precz, nie rad widzę w domu takich gości. 



12 WIRYDARZ U— 21 

14. Pożytki z owiec. 

Mięso, skora, jagnięta, gnój, nogi i strony. 
Wełna, mleko, syr owczy, niema być ganiony. 

15. Pożytki z gęsi. 

Niemasz lepszej zwierzyny, jako nasza gąska: 
Dobre pióro, dobry mech, nie gań mi i miąska. 

16. Przyczyny ubóstwa. 

Kto karmi dusz nie mało, a często buduje. 
Ten sobie pewną drogę do nędze gotuje. 

17. Friscłilinii distichon ex tempore factum in coronam ex 
violis factam. 

Gur yiolas mittis? nempe ut violentius urar, 
Cum yiolis violor nunc, violenta, tuis. 

18. Conditio sine qua non. 

Ksiądz bez dobrych uczynków, a mieszek bez złota, 
Szlachcic bez diskretyej, jednaka w nich cnota. 

19. Przestroga. 

Mężna Pallas tak mi radzi, Broń przy boku nie zawadzi, 
A tak jeśli chcesz ujść szkody. Miej kord zawsze od przygody. 

20. Gra jaka być ma. 

Jeszczem nie widział, mogę rzec prawdziwie, 
Aby kto wskórał grając sprawiedliwie. 
W kościele ujdzie taki, co się boży, 
We grze, kto sztuką przy szczęściu nałoży. 

21. Na złą żonę. 

Jest fortel na złą żonę: postronek drotowy; 
Której tym nie naprawi, pogotowiu słowy. 



S2— 26. WlKltSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 13 

22. Na jedne. 

Panną będąc pod pachą zawsze kozła miała, 
Szedszy zamąż, niżej go na paszą wygnała. 

23. Łzy niepotrzebne. 

Kiedyby mogły łzy zabieżeć złemu 
Albo w smutku ulżyć płaczącemu, 
Złotemby się łez przyszło dokupować. 
Ale jeśli nas nie mogą ratować 

A śmierć nic na to nie dba i przygoda, i 

Swą drogą idą, toć i płakać szkoda. 
Próżno to zgoła: jako drzewo rodzi 
Owoc swych czasów, tak żal płaczem zchodzi. 

24. Na komora. 

Mały wzrostem, ale jest wielkiej wspaniałości, 
Drobny komor, bo takich cnot jest i własności. 
Że nie kąsa żadnego, dokąd nie ogłosi 
Swej niechęci; kto gnuśny, ten szkodę odnosi. 
Insze rzeczy (które my zowiem niestworzone) i 

Zdradą żądła puszczają jadem zaostrzone. 
Na komora z tej miary skarżyć się nie godzi, 
Bo on milczkiem żadnemu stworzeniu nie szkodzi. 

25. Roztropność z czego. 

Miłość, wojna a prawo uczą roztropności. 
W tych trzech rzeczach gdy kto był, doszedł ten godności. 
A kto żadnej niewiadom, podobny dziecinie. 
Choć był w hiszpańskiej, włoskiej, francuskiej krainie. 

26. Bogusławski na Sokoła. 

Mówią, że księżyc wadzi człowiekowi. 
Barzo zawadził, widzę, Sokołowi, 



14 WlRYDAltZ 27—30. 

Bo prawie z niego lunatyka sprawił, 
Gdy z Celarowną przyjaźni pozbawił, 
i Wierz mi, Sokole, cud to jest niemały, 

Żeć od księżyca skrzydła ogorzały. 

27. Na włoską ucztę. 

Rozumiejąc, że bydła do siebie naprosił, 
Pełno chwastu nasz dobry gospodarz nanosił. 
Którym widzę częstuje swą miłą drużynę, 
Kładąc przed nie, chmiel, rutę i młodą jarzynę. 
) Rzodkiew, czosnek, rzerzuchę i sałatę daje, 

Tylko jeszcze na wety siana nie dostaje. 

28. Dostatek polski. 

Niech kto chce chwali Azyą urodną. 
Niech chwaU Egipt i Indią płodną, 
Polska ma dosyć, niwczym jej nie schodzi, 
Wszystko się rodzi, 
i Leśne bogactwa nieoszacowane, 

Hojnie od Boga są Polakom dane. 
Drop, kuropatwa, cietrzew, jeleń, sarna, 
Dobry wieprz, z ziarna. 

29. Swawola polska. 

Najdują się takowi, co regułką ową 
Ekscesów bronią, niewstydliwą mową: 
Neminem captivabimus nisi iure victum, 
A łotr ma arcyprawo, tanąuam monstrum pictum. 

30. In oculos. 

Sunt oculos clari quos cernis sidera tamąuam: 
Dicam Grammaticum, versum qui construit istum. 



31. WIERSZE ZBIKRANEJ DRUŻYNY 15 

31 Comparatia łakomce z wieprzem karmnym. 
Authore Stan. Lubieniecki *. 

Wieprz. 
Wieprz karmny ma coś z łakomcą spolnego. 
Śmiejesz się? postój, dowiodęć wnet tego. 
Ten póki żyje, tyje, póki chodzi, 
Pytam się, na co i komu przygodzi? 
Drze, szarpa, ryje, kopa, dziki z strawy, • 

To jego dzie^, to jego zabawy. 
A skoro wieprza miłego poiożą, 
Patrz, jak się z niego wnet pożytki mnożą. 
Szczeć wprzód na szczotkę, włosy zaś spędziwszy 
Aż wieprz jak z łaźni po śmierci poczciwszy. lo 

Rozpłataj że go, aż wnętrzności jego, 
Rożnym nasycą smakiem niejednego. 
Chrzept i z ogonem odłóż dla czeladzi; 
Głowiznę z chrzanem panu dać niewadzi. 
Utni mu nogi, dobre do gorczyce; ifi 

Popiecz te nyrki, piecz i polędzwice. 
Wyrzni te schaby, wyjm górne pieczenie, 
Będą na stole i te w niezłej cenie. 
Żołądek z wieprza, dobra to potrawa, 
Zwłaszcza kiedy go przyzdobi przyprawa. «o 

Ozór z podgarlem kwaśno uwarzony 
Dobry czeladce, pieprzem zaprawiony. 
Weź płuca z sercem, będzie siekaninka, 
Będzie to krasna czeladce z wierzy nka. 
Odłóż wątrobę, będą wątrobnice, «» 

Wszystkie te kiszki wywracaj na nice. 
Odbierz z nich tłustość, włóż sadła kawaJec, 
Każ to wysmażyć, będzie z tego smalec. 

*) Jest w druku spolczesnym p. t. »Anatomia wieprza y człowieka: 
wieprza karmnego, człeka takomego. Stosowanie czifowieka łakomego 
z wieprzem karmnym « (b. m. i r., z pierwszej polowy XVII wieku; cztery 
karty; egzemplarz w Petersburgu). Autor niewymieniony. 



16 WIKYDAR2 ^1 

Bywać toż z sadła wonna maść różana, 
80 Lecz iż ta maju aż bywa działana, 

Więc sadło posól a złóż je chędogo, 

Może się i to przygodzie dla kogo. 

Mięso wykrawaj miernie na kiełbasy, 

Zwierzynka i to w mięsopustne czasy. 
85 Kiszki nadziewaj manną i jagłami, 

Wątrobą drugie, drugie też krupami. 

Połcie, te posól i rozpraw chędogo, 

Zejdą się te w dom, nie płacąc ich drogo. 

Będzie słonina i szołdry, choć małe; 
40 Będą i sz perki piękne przerastałe. 

Słuchaj, ba nadmi i tę macherzynkę — 

Chować szelągi nie każdy ć ma skrzynkę. 

Białym też głowom przygodna śledziona 

W pewnych przypadkach, bo je leczy ona. 
45 Nawet i pierwsza sztuka pod ogonem 

Pomaga przez sen powodzią zmoczonym. 

Do malarskiego źołć się zejdzie złota, 

Bo glancowniejsza z nią bywa robota. 

Weźmi i te kły, dobre piłowane 
60 Przeciw robakom w napoju zadane. 

Weźm i kopytka, dobre do kurzenia, 

Z nosa płynącej krwie ustanowienia. 

To już masz tego nieboszczyka wszytki, 

W kupę zebrane, po śmierci pożytki. 

Łakomiec. 

65 O wieprzu słyszę, ale łakomego 

Jako do wieprza przyrównasz karmnego? 

Powiem, a naprzód położę zabawy, 

Położę potem i po śmierci sprawy. 

Wiedz, iż łakomiec, który zbiera chciwie, 
60 U siebie tylko szczęśliw sobie żyje. 

Cieką i szuka, skarbi, pieczołuje, 

Zgromadza, szuka, worki zawięzuje. 



^1. WlRR.SZK ZBIBRANRJ DRU^YNY 17 

We dnie tam hałas, skoro jedno wstanie, 

W nocy mu nie da spać jego staranie; 

O tym i we dnie i w nocy pracuje, « 

Sobie nie wierzy, ustawnie rachuje. 

Gość łam nie częsty, bo pan komputuje, 

Z jakim gość smakiem je, i to rachuje ^ 

O ludzką nie dba nic reputacyą, 

żadnego się nie stara gracyą. 70 
Jakby się na to na urząd urodził, 

By się nikomu ninacz nie przygodził. 

Twardszy niż skała jest do uczynności; 

W sercu swym szydzi z wszelakiej ludzkości, 

Zakrzemieniony, martwy, nieużyty, 75 

A zaś w fortylne wymówki obfity. 

Niemasz tam często, gdy dać przyjdzie komu; 

Pustki tam zawżdy, choć jest pełno w domu. 

Więc i przyrzekszy nie wstyda się swego 

Odmienić słowa, dla zysku sprośnego. so 

Granic przysięgą nadstawia i włości, 

Nienasyconej dość czyniąc chciwości. 

Z wiosek sąsiady uciskiem rumuje, 

Kontraktami je for teinie skupuje. 

Przeklętą lichwą pomnaża swe zbiory m 

1 ludzkim płaczem napełnia komory. 
Ubogi skępiec, chcąc umrzeć bogacie, 
Nędzuje żyjąc w tak ciężkim kieracie, 
Zażyć sam nie śmie, bo tylko cudzego 

Stróżem jest zbioru, chciwie nabytego. 90 

Tu już masz żywot jego i staranie. 

Patrz też na takich zbiorów szafowanie. 

Tego skoro śmierć jak wieprza położy, 

Wszytkim wrzeciądze do zbiorów otworzy, 

Wszytkim do brania ręce rozwięzuje, »* 

Wszytkim pociechę w ich żalu gotuje. 

^ Dopisano: szacuje; w w. 88 w druku: zywąc; ninacz^ na nic. 
Wirydari. I. 2 



18 Wiry£)arż 31. 

Naprzód tam Primus mieszek z kluczykami 

Z podgłowia wymknie, chcąc się z dukatami 

Z cicha zrozumieć, do szkatuły zmierza; 
100 Nocy z tym czeka, dniowi nie dowierza. 

A tak zarwawszy spory worek złota 

I tym fortelem ułapiwszy kota, 

Podrzuca milczkięm klucze, to sprawiwszy, 

Kontent sam z siebie, tak się obłowiwszy. 
106 Jejmość też nieco w żalu opłonąwszy, 

Onę szkatułę i kluczyki wziąwszy 

Niesie ją w sekwestr do pokoju swego, 

Bierze i skrzynię z pokoju pańskiego. 

W szkatule najdzie tysiąc portugałow 
110 I szuflad parę hiszpańskich reałow. 

Najdzie klejnoty, najdzie i łańcuchy: 

Złoto żal śmierzy i oczerstwia duchy. 

Jakby się wódki serdecznej napiła, 

Tak w żalu serce złotem oczerstwiła. 
115 Więc one skrzynie wnet egzaminuje. 

Przenosiny z nich do swych skrzyń sprawuje. 

To jejmość na swą uczyniwszy stronę, 

Rozliazuje też od zguby ochronę. 

A iż testament miał być świadkiem tego, 
120 Jak wiele i gdzie pan zostawił czego. 

Więc mu wprzód pogrzeb niż panu sprawiono. 

Bo go uczciwie w ogniu pogrzebiono. 

Przyjadą zatym rozproszni synowie. 

Testament naprzód chcą widzieć panowie. 
i2fi Szuka go Jejmość i wszyscy szukają 

A nie nalazszy rozruchy wsczynają. 

Jejmość winują, czeladź karać grożą 

I choć niewinni, nad nimi się srożą. 

Idą do sklepu dobrze warownego; 
3 80 Tam wszędy najdą obfitość wszytkiego. 

Najdują skrzynie popieczętowane, 

W szafach szuflady dobrze warowane, 



^1 WIKRSZK /iBIKHANEJ DRUŻYNY 19 

I szały pięknym porządkiem złożone, 

Rynsztunki pięknym dziełem sposobione. 

Tamże rozdają swej czeladzi szaty, iss 

Pierwszy wstęp czyniąc rozprosznej utraty. 

Nie umiał, mówią, skępiec zażyć tego; 

Zażywajcież wy, jak swego własnego. 

Otworzą skrzynie, tam uszykowane 

Worki najdują liczbą znotowane. i4o 

Zaczym dział łacny, bo napis każdego 

Uczy, co ma przyjść na stronę którego. 

Srebro też rożnie w sztuki rozłożywszy 

Losem je dzielą, patrząc kto szczęśliwszy. 

Więc iż w rozpuście zasadzili chcenie, 1*5 

Stajnia, rynsztunek, w małej u nich cenie. 

Co widząc czeladź, widząc przyjaciele, 

Każdy z nich drogę do obrywki ściele. 

Słudzy zasługi swe przypominają. 

Przyjaciele swą przyjaźń wysławiają, iw 

Ten się ukłoni, prosząc o siwego. 

Drugi mrugnąwszy bierze wilczatego. 

Do inszych się zaś rożni rożnie sadzą, 

Każdy z nich bierze a wszyscy prowadzą. 

Bierze koń 1 ten (brać trzeba gdy dają), 166 

Go nie wie, z której strony nań wsiadają. 

Nie trudna i tu stanęła rozprawa 

Stajnie tak grzecznej; z łatwim łatwa sprawa. 

Zaczym chcą widzieć strzelbę i rynsztunek, 

Ale i tam był nie trudny szafunek, i«o 

Bo to rozdali rozpustni panowie 

A rozchwycih ich darmojadowie. 

Porwał tam i ten rynsztunk niepośledni. 

Co nie wie, który u siodła łęk przedni. 

I strzelby sztuki tacy porywali, is^ 

Co się tak na niej jako i ja znali. 

Nie wiedział drugi, co wprzód nabijają, 

Czy kulę, czy proch i jako strzelają? 



80 WlRYt)AR2i SI. 

O godne zbiory dziaJu takowego! 
170 Godna pamiątka zeszcia łakomego! 

Co się tymczasem po folwarkach działo! 

Wyliczać wszytko, zda się po tym mało. 

Szarpali z gumien, gnali i z obory, 

Z szpiklerzow, z spiżarń, brali i z komory. 
176 Wszyscy pogody wczesnej zażywali, 

Wszyscy, gdzie kto mógł, na swą stronę rwali. 

A dziedzicy jak? z onymi workami 

Go uczynili i z majętnościami? 

Na majdan^ prędko majętność stawili, 
180 Worki na bruku z franty rozproszyli. 

A widzisz, że ten wieprz pożyteczniejszy 

Po śmierci niż był żyjąc i ładniejszy. 

Gdyż widzisz, jak się wielom' tu dostało 

Po onym, co mu zawsze było mało. 
185 Ehej jak marnie takie zbiory poszły 

A jak się nagle w cudze domy wniosły. 

Tak trzeba było: Bo z zbiorów chciwego 

Niema się cieszyć potomek wtorego^. 

— Są też łakomcy rodzaju inszego, 
190 Którzy potomstwa choć nie mają swego. 

Na cudze domy tak chciwie zbierają. 

Jak owi pierwszy, nic im wprzód nie dają. 

Tak są podobni ci owym, tym owi, 

Jako podobien zając zającowi. 
195 Przenoszą swoje w cudze domy włości, 

Przenoszą zbiory i swe majętności. 

W rozsypkę idą rzeczy ich ruchome 

A takić mają dział zbiory łakome. 

Są też i trzeci w mniejszy wzór łakomi, 
200 Ciekawi, skrzętni, nie wielom znajomi. 

Z tych gdy którego o uczynność prosisz, 

Swej proźby taką więc korzyść odnosisz, 

* na targ. 

* Dopisano: De małe guaesitis non gaudet tertius haeres. 



32 WIEK8ZB ZBIBKANJiJ DUUŹYMY 21 

Jako ten, co się umarłego radzi: 

Ow nie uczyni a ten nie poradzi. 

Wszystkich tych rodzaj jedną drogą chodzi, ws 

Choć w cel niekażdy jednaki ugodzi. 

Chciwość wprzód, w sercu wrzód tajny zakryty, 

Trucizna wieczna, jad nieznakomity ^ 

Chciwość przeklęta, korzeń wszego złego 

W niewolą wieczną pędzi łakomego. sio 

A jednak ten wrzód choć jest tak brzydliwy, 

Iż ma swą korzyść, zda się nieszkodliwy. 

Przekrzcił łakomstwo, gospodarowaniem, 

Skrzętną ciekawość, o sobie staraniem; 

Niedosypianie nazywa czułością, 216 

Plugawe skępstwo mieni oszczędnością, 

Nienasyconą chciwość, przemysłami: 

Tak wszytko wzgorę wywraca nogami. 

Ale łakomcy, mówcie wy, co chcecie. 

Dekret to boży, że wiecznie zginiecie. **^ 

W bogactwach waszych sadzicie nadzieje, 

A ufność w Bogu jak trzcina się chwieje. 

Zginie tu i pan i państwo z nim zginie. 

Jego krotki byt jako sen przeminie. 

Ten tylko szczęśliw, co na swoim małe 225 

Chętnie przestając, z Boga kontent cale. 

Przed potrzebnymi serca nie zawiera, 

Spiżarnią, mieszek i dom im otwiera. 

W Bogu wszytkie swe położył nadzieje. 

Za Bogiem idzie a nic się nie chwieje. *^ 

Takiegoć tu Bog wszem dobrem daruje 

A czasu swego i ukoronuje. 

32. Ekzorta. 

Wstydzisz się, że cię ludzie Neąuam zową wszędzie. 
Odmień złe obyczaje, tytuł inszy będzie. 

^ nieznaczny, nie do poznania. 



22 WIRYDARZ 33 — 35. 

33. śmierć nikim nie bralcuje. 

Śmierć wszytkim pospolita, ona i wolności 
Nie szanuje tytułów ani też godności. 
Kroi się jej nie wymówi, ubogi nie schroni, 
Bogacz się nie okupi, żołnierz nie obroni. 

34 Na toż. 

Zarówno prawie śmierć w pałac bogaty 
Nogą swą trąca, jak w ubogie chaty. 

35. Regestr Icuchmistrza francusl^iego rożnych potraw 
na banlciet. 

Słuchajcie, co za regestr potraw mi podano. 
Które dzisia na bankiet gotować kazano. 
Jakom żyw, takich potraw nigdy nie gotował, 
Chociam się czas niemały prawie w kuchni schował. 

Pierwsze noszenie. 

6 Zbotwiały pniak naj pierwsza potrawa z rosołem; 

Mrówcza przed nią kiełbasa z zajęczym ozorem. 

Stopy kozłowe biało z muszkatowym kwiatem; 

Wróbli ogon po włosku z słodkim aparatem. 

Bociani nos po rusku z barszczykiem gotowy; 
10 Wędzone drwa z mustardą, potym sęk olchowy. 

Motyka z migdałami słodko do podlewy, 

Kwaśno zaś na przepicie wytarte cholewy. 

Jelenie zarąbano do rosołu rogi, 

Z octem kwaśno żorawie po francusku nogi. 
16 Motylowe imbierem flaczki potrząsane 

A z cebulą i z gąszczem cepy przysmażane. 

Końska na poł z pietruszką po francusku grzywa; 

Maźnice z czarną juchą, kto chce, niech używa. 

Wilczy ogon do żółtej juchy a z szafranem 
20 Kruszki lisie z szczypiorkiem, te będą przed panem. 

Fotym kobyle słodko po hiszpańsku gnaty. 



•^5. WnOKSZE ZBIKRANKJ DRUŻYNY 23 

Te jak rzadki speciał pomkną się przed swaty. 

Zaś z słodkim mlekiem dyszel dobrze nadziewany, 

Z chrzanem nogi stołowe i zedlik pisany. 

Dwa pasztety francuskie: w jednym będzie dana 25 

Grammatyka brzozowym sokiem smarowana, 

Cyceronowa w drugim broda z rozynkami, 

Ciepło, a posypana z wierzchu migdałami. 

Drugie noszenie. 
Zardzewiały karabin z polewą cisawą; 
Koński chwost szpikowany z tatarską przyprawą. so 

Powróz dobrze duszony z chrzanem przyprawiony. 
Za nim dym z prochownicą trochę przykwaszony. 
Stara baba na bigos drobno pokrajana 
I czerkieska czupryna octem polewana, 
Cielęca ktemu ikra i krówki solone, ss 

Miasto kawioru octem winnym przyprawione. 
Trupia głowa i z mózgiem dobrze upieczona. 
Zaś na parze półmisków siekiera suszona. 
Dyszel ostro do pieprzu a po drugiej stronie 
Zebrane ze czterech pol tłuste zęby bronie. « 

Te będą goździkami z dębu natykane, 
A komorzą słoniną dobrze szpikowane. 
Żydowskie zaś birety z wiarą do pieczenia. 
Dzieża także z saporkiem słodko do jedzenia. 
Widły też po uęgiersku z chrząszczową słoniną 45 

I kożuch po litewsku robiony z botwiną. 
Drabina jako zwyczaj słodko z kaparami, 
Potym rydel nastąpi kwaśno z cytrynami. 
Z ogórkami cielęcy ryk zdrowy brzuchowi, 
A z sałatą od żydów talmud boruchowy. ^^' 

Grabie w sadle sosnowym dobrze przyprawione. 
Dwa pasztety francuskie ktemu przystawione, 
W tych nos Owidjuszow będzie z oliwkami, 
W drugim gryka do pieprzu kwaśno z kaparami 



24 WIllYDAUZ 35 



Nazajutrz po przepiciu śniadanie'^. 

5» Gdy się bankiet odprawił, goście uraczeni 

Do gospod się rozeszli, będąc tak uczczeni. 
A iż po tych potrawach rześko wypijali 
I dostatniej piwnicy dobrze się znać dali, 
Że z pochmielu jeść chcieli, gdy to zrozumiano, 

«o Robić dla nich śniadanie coprędzej kazano. 

Hiszpańską wprzód polewkę przez miotły cedzono 
W kocieł, który na nogach muszych postawiono. 
Po nim dwadzieścia czterej kucharze żeglują 
W" batach z papieru, a ci polewkę szumują, 

65 Woskowymi zbierając pianę warzechami, 

A baty pajęczymi rządzą się żaglami. 
Wkoło zaś kotła w garcach na u krop gorący 
Tylne grzmoty wypuszczał kucharz trzaskający. 
A te zaś kuchcikowie w półmiski zbierali 

70 I perdutę^ imbierem z octem przyprawiali. 

Owdzie nagotowana cegła upieczona, 
Tu zasię z ostrym pieprzem głownia osmolona. 
Tu w motylowym sadle szynale smażono, 
Tu na ołownym rożnie kowadło pieczono. 

75 Była i okiennica w pasy przypiekana 

A octem zmorzonymi pluskwy posypana. 
Gonty stare z podlewa, łogosz^ z kaparami 
I wyrwant* zardzewiały słodko z cytrynami. 
Z oliwkami dojnica kwaśno zgotowana 

80 A miotła zaś w drobiankę^ cienko pokrajana 

Zaś na ostatku garść bzdzin i wędzone g.... 
I tak wszystkie potrawy zastawiono równo. 
Rozumiem, że dość było obfite śniadanie. 
Może w domu poprawić, komu nie dostanie. 



* Dopisano: Tu conclusia. I. T. 

' Perduta, jajka sadzone ; łogosz, orczyk ; drobianka, polewka z chle- 
bem; wyrwani albo cyhant, żelazo u koła. 



36—40. WIKRSZR ZBIhJRANŁiJ DRUŻYNY 25 



36. Lekkie i gruntowne potrawy. 

Grzanki, pianki; kaszki, fraszki; polewki, przelewki. 
Gęś, kapiun, pieczenia, to potrawy do jedzenia; 
Z szpereczkami jajecznica jest tych potraw s-fuźebnica. 
Ba dobry też i ser z chlebem, prędka potrawa pod niebem. 

37. Item *. 

Dobra jest Wiochom żaba a do niej sałata, 
Polakom sztuka mięsa zawsze bywa grata. 
Dobra gęś z czarną juchą, nadziewane prosię, 
Może to mieć i każdy, kto jedno dba o się. 
Ostatek zaś obiada z odłużanym grochem ^ 

Weźmi diable kasztany pospołu i z Włochem. 

38. Item. 

Górno -sieczna a z wołu sztuka do pieczenia, 
Gdy ją rożen obrotny wypuści z więzienia, 
Ciepło-krwawą juszycą z wierzchu pokropiona. 
Drobno- krasną cebulką wkoło potrząśniona 
Głodnemu żołądkowi apetyt naprawi, j 

Boków mężnie podeprze, sił w człeku nadstawi. 

39. Na suchą rzepę*. 

Koci z kotkami po tych całkach się wściekali. 
Gdy no w marca pod dachem głośno zaczynali. 
Nie daj mi ich na obiad, bo się i ja wściekę. 
Weźcie te, Włoszy, figi na swoje opiekę. 

40. Traf. 

Włoch pod Warką w dzień piątku gotował wyzinę. 
Mazur to widząc mniemał, żeby cielęcinę. 

* Wydrukowano jako wiersz Karmanowskiego, por. Plebański str. 59 
(»Potrawy cudzoziemskie*); nasz tekst poprawniejszy. 

>) Suchą rzepę przezywano istotnie kocim wrzaskiem ; całki » rzepa 
cackiem, mafa albo w krajanych plastrach, suszona*. 



WIRY DARZ 41-47. 

Uderzy pałką w garniec, a Włoch od komina. 
Mazur za nim, wołając: owo cielęcina. 
Rzecze Włoch: o Mazurze, potrawęś zepsował, 
Znać, żeś tego obojga nigdy nie kosztował. 

41. Żart na gospodarzow. 

Czwartek milczy i mruga, 
Jest beczka piwa i druga, 
Gospodarzom radzi, 
Wypić ją nie wadzi. 

42. Dziwy abo absurda. 

Wrobi siedzi na kościele, napinając kusze, 
Ztamtąd woła na wilka, umykaj swej dusze. 

43. Item. 

Trzy przęślice jechały na słomianym wozie; 
Koza wilka prowadzi w rucianym powrozie. 

44. Item. 

Stodoła się rozigrała, sarnę ułowiła, 
Co stępa obaczywszy oknem wyskoczyła. 

45. Item. 

Siekiera się rozbujała, Wisłę przepłynęła. 
Kobiałka się przeciwiąc, z pierzem utonęła. 

46. Item. 

Kożuch poszedł do łasa i ułowił śledzia. 
Pomiotło zaś pływając zabiło niedźwiedzia. 

47. Nagrobek Łaszczowi, strażnikowi koronnemu. 

Służąc miłej ojczyźnie ja Łaszcz żołnierz stary, 
Strażnik ziem jej, dziś ciemne nawiedzam pieczary. 
Czuj, czuj moja ojczyzno; nie żart, gdy strażnika 
Nieprzyjaciel nas wszystkich śmierć w swe bierze łyka. 



48—53 WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 27 



48. Nagrobek pijanicy. 

Tu rycerz Bacchusow wielki pijanica leży. 
Ktokolwiek tędy idąc mimo ten grób bieży, 
Nie pytaj, jako zwano; rzecz: Boże daj zdrowie, 
A wiem, że za tym słowem zaraz się ozowie: 
Jam to, jeżeli nie wiesz, sławny pijanica, 
Czego świadkiem na grobie jest próżna sklenica. 
A ty gościu, życzy szli dobrze mojej duszy, 
Nalej mi, niech tak długo nie leżę na suszy. 

49. Nagrobek kostyrze. 

Kostyra tu spoczywa nago urodzony, 
Nago z karczmy przychadzał, nago pogrzebiony, 
Nago na sąd powstanie, i tak bez odzienia 
Będzie w piekle ogrzewał zadek u }^omienia. 

50. Żołnierska na śmierć skarga. 

Byłem rycerzem, stawałem w ordynku. 
Teraz przegrawam z śmiercią w pojedynku. 

51. Niewiasta i kokosz. 

Kokosz a niewiasta w jednym kole chodzi; 
Ta jajca nosi, ta bez nich nie rodzi. 

52. Nagrobek Elżbiecie. 

Nie może być prawdziwszy nagrobek Elżbiecie, 
Jak kiedy go napiszę na swym własnym grzbiecie: 
Tu sam leży podemną ta pani poczciwa; 
Gdyby kęs nie dychała, rzekłbym, że nie żywa. 

53. Compatibilia. 

Nux, asinus, mulier, simili sunt legę ligati: 
Nil faciunt recte nisi verberati. 
Orzech, osieł, niewiasta jednym kształtem żyją: 
Nic dobrego nie czynią, kiedy ich nie biją. 



28 ^v]llYDAuz 54^-60. 



54. Odmienności podległe rzeczy. 

Łaska u panów a w kwietniu pogoda, 
Panieńska miłość a róży uroda, 
Fortuna w karty, szczęście na farynie^, 
Często się mieni, niż krotki czas minie. 

55. Obseryatio contra pestem. 

Haec tria tabificam pellunt adverbia pestem: 
Mox, longe, tarde, cede, recede, redi. 

56. Lex combibonum. 

Morę palatino bi barnu s ne gutta supersit, 
Unde suam possit musca levare sitim. 

57. Item. 

Una manus calamum, magnum tenet altera vitrum; 
Scribimus et bibimus, sic bene cedit opus. 

58. Item. 

Mors a tergo Bibamus ergo, Śmierć zapasem, 
Mors a fronte Bibamus sponte, Pijmyż tymczasem, 
Śmierć na czele; pijmyż śmiele. 

59. Podziękowanie za cześć. 

Byli tu, byli, a nie utyli; 
Wy kpi, będziecie, nie utyjecie. 

60. Ex Oveno. 

We dnie woła Elżbieta i dowodzi tego, 
Że niemasz jarzma nad stan małżeński cięższego. 
A po tak wielkim trzasku, temuż zganionemu 
W nocy lekkość przyznawa jarzmu małżeńskiemu. 

loterji. 



^'i— 64 WIRKSZB ZBIKRANEJ DRUŹYNY 29 

61. Yultus medici triplex. 

Tres medicus facies habet, unam ąuando rogatur 
Angelicam, mox est cum curat ipse Deus; 
Ast ubi curato poscit sua munera morbo, 
Horridus apparet terribilisąue satan. 

Po polsku I. T. T. 
Trojaką twarz ma medyk: anielską proszony, 
Boską, kiedy jest przezeń chory uleczony; 
Lecz gdy się już zapłaty zato upomina, 
Natenczas w nim prawdziwie jest szatańska mina. 

62. Galii et Itali de Germanis. 

Germani cunctos possunt perferre labores, 
O utinam possint tandem ferre sitim! 

Po polsku. 
Niemcy najcięższe prace mogą znieść cierpliwie, 
Ach gdyby tak w napoju żyli wstrzemięźliwie. 

63. Germani contra. 

Ut nos dulce merum, sic vos Venus improba vexat; 
Lex posita est Yeneri Julia, nulla mero. 
Germani sitiunt vinum, tu quoque improbe Galie 
Perfidiam, litem, diffidiumąue sitis. 

Respons. 
Jak nam wino, tak i wam Wenus też panuje, 
Tej wam Juliusz, nam nikt wina zakazuje. 
Niemiec pragnie rad wina a Francuz dla szkody 
Ludzkiej, kłótnie, szalbierstwa robi i niezgody. 

/. T. T. 
64. Yarios varia delectant. 

Gallus amat celerem pede non removente puellam, 
Ouae levis est, certis at magis apta modis. 



30 WIRTIARZ 65 — 68. 

Hispano magis illa placet, cui forma benigna est, 
Cui semper ex oculis Venus amica ridet. 
5 Ast Italus timidae laetatur amore puellae, 

Daicia qaae Yeneris proelia saepe fugit. 
Yirgo sed audaci quae provocat ore raarłtum, 
Ilia est Germano dulcis amica viro. 

65. Do Anny. 

Próżno tam sadzić róże i lilie, 
Gdzie wdzięcznokręty Anna swój włos wije. 

66. Do tejże od jej kawalera na szpinecie napisany wiersz, 
obojga imię ^ zawierający. 

Apollo Panem Muzyki Będący, 
Serce Me Zawsze Rozweselający, 
Sam szpinet stroi, sam paluszki stawia, 
Kiedy się pan moj muzyką zabawia. 

67. Na zazdrość. 

Niechaj zazdrość przewodzi, niechaj dokazuje, 
Przecie cnota nakoniec gorę otrzymuje. 

68. Wizerunk sługi wiernego 

Widzę, że się dziwujesz mej trefnej postawie. 

Jam to Jest siugs. wierny, wymalowan prawie. 

Pysk mam świni, dlatego by jadł, co pan daje; 

Uszy ośle, bym cierpiał, choć mi podczas łaje. 
5 Zęby kłódką zamknione, rzecz pewna dlatego, 

Bym na harc nie wyjeżdżał z tajemnicą jego. 

Lewa ręka otwarta wierność znamionuje, 

A w prawej zasię mieszek dóbr pańskich pilnuje. 

Szablę przy boku noszę, a to dla tej rzeczy, 
10 Bym za wżdy zdrowie pańskie miał na dobrej pieczy. 



* Dopisano: »Anna Puciacianka,marsza?kowna bracia wska; Szczęsny 
Morsztyn z Ra<Mborska«. 



69 — 70. WIKUSZK ZBIERANEJ DttUŻYNY 31 

Sarnie kopyta mając nieleniwie kroczę. 
Gdy mi co pan rozkaże, jako sarna skoczę. 
Takowego pachołka panu mieć potrzeba; 
Który tych sztuk nie umie, szkoda mu i chleba. 

69. Gadka. 

Wuj en kam, siostra, żona mojemu mężowi, 
Siostrzenicą, synową zostawszy wujowi, 
Matce mężniej bratową; przez me stanowienie 
Wywróciłam na nice samo przyrodzenie. 
Jeśli dziatek narodzę, toć moi synowie 5 

Ojcu będą siestrzeńcy a mnie bratankowie. 
On im ojcem i wujem, ja matką zostawszy 
Oraz będę i ciotką, krew ze krwią zmieszawszy. 

Rezolucya tej gadki. 

Zygmunta Grudzińskiego, wojewody kaliskiego, syn Andrzej, 
staro.-ta srzedzki, pojął Potulicką, którą urodziła rodzona sio- 
stra wojewody kaliskiego ojca jego, a była przedtym za Janem 
Opalińskim, wojewodą poznańskim, wujem rodzonym tegoż 
Andrzeja Grudzińskiego, małżonka swego. 

(Patrz: Dodatki). 

70. Nagłe śmierci w domu Radziwiłowskim. 

Dziad wnuka wprzód poprzedził, potym wnuk umiera; 
Wnet synowa po synu dni swoje zawiera. 
Tak mąż oraz postradał ojca, żony, syna, 
O przeraźliwa sercu i straszna nowina! 
Wrychie z cudzych ziem żony za odwagą siebie 5 

Dostawszy, naostatek i matkę swą grzebie. 
Go rozumiesz, jaki żal orła prześwietnego 
W krótkim czasie był zaćmił Radziwiłowskiego. 

Rezolucya tego. 
Dziad Krzysztof Radziwił, wnuk jego Mikołaj Radziwił 
mały, synaczek księcia Janusza Radziwiła, syna Krzysztofo- 



5^ WikYdakz 71—73. 

wego; synowa księżna Radziwiłowa Potocka z domu, żona 
Januszowa; z cudzych ziem żona księżna Wołoszka, którą po 
śmierci Potockiej Janusz pojął był. Matka Januszowa, żona 
Krzysztofowa, księżna stara, Kiszczanka z domu. 

71. Ad conspectum urbis parisiensis. 

Se laudent aliae, pro me modo fama loąuatur, 
Si poterit vero murmure fama loąui. 
Nam mea maiestas uno non cernitur anno, 
Ampla nimis spatium porrigit illa suum. 
5 Ipsa mihi igndfa vias turresąue domosąue 

Non numero, immensa singula nomen habent. 
Tam grandem bifido scindit me Sequana cursu 
Tectaąue pontigera regia lambit aqua. 

72. Epigrama, napisane na sławę Imci Pana Rafała Leszczyii- 
skiego, wojewody Bełskiego, kiedy się traktaty z Szwedami 
skończyły w Oliwie, na które między inszymi on był komi- 
sarzem. 

Oliwna gałąź znakiem jest pokoju, 
Czyniąc krwawego luby koniec boju. 
Leszczyna Polska (słuchajcie o dziwie!) 
Sprawiwszy pokój, dała met Oliwie. 

73. Pieśń kocłiającego *. 

O Ty, najwyższy styrniku na niebie, 
Żeglarz strapiony dziś wołam do Ciebie. 
Wołam ratunku, bo już zewsząd cale 
Burzliwe na mię następują fale. 
5 Juzem daleko w ocean światowy 

Zabrnął, horyzont aż pod południowy 
Męskiego wieku: młodzieńskie me lata 
Z skwapliwej łodzi lotne pędzą fata. 

* Dopisano: »Świat— morze, człowiek— okręt, żywot— żegluga*. 



1 



74—75. WlERSZK ZBIEKANRJ DRUŹYNY 33 

Już sJabej lodki mojej śmiertelności 

Nadweredziły rożne nawałności. lo 

I jużby jej czas ustać w prędkim biegu, 

Przecie nie może przybić się do brzegu. 

Bo wiatr szkodliwy coraz gdy powieje, 

Moje daleko unosi nadzieje, 

Od portu tego, w którym sobie życzę, 15 

Rzucić spokojnie dni moich kotwicę. 

Bo choć się zbliżę i pełen nadzieje 

Patrzam na port swój i mile się śmieję, 

Coż potym, kiedy z boku wnet zdradliwe 

Na szczęście moje, dość i tak leniwe, *o 

Uderzą austry, prawie co godzina 

Łódź napierając moje na Rufina. 

Która jeżeli za twą łaską, Boże, 

Tu nie wynidzie, a któż jej pomoże? 

Ale ja ufam w opatrzności twojej, » 

Że mi pozwolisz po tej biedzie mojej 

Pomyślnych pociech zażywać z pieszczoną 

Nimfą w tak trudnym porcie osadzoną. 

74. Apollo gromi człowieka. 

Na wesołym Apollo siedząc Helikonie, 
Po wielogłośnej palcem przebierając stronie, 
Gdy rożnie na przylegle patrzą okiem morze. 
Gdzie burzliwe trozębem Neptun wały porze, 
Obaczy tam zdaleka aż od Litwy syna: » 

Animusz giganlowski, coż to za przyczyna? 
Czoła jest przywyższego a białego oka. 
Włos rudy, twarz dziubata, wszystko to odwłoka. 
Bo cię żadna nie zechce, jużeś omylony, 
Gdyś niebożę i w serce i w łeb postrzelony. 10 

75. Replika na to. 

Popraw się, zgadni mi tę amfiboloiję. 
Że złota szwajca mury stalowe przebije. 

Wirydarz. I. 3 



34 WIRYDARŹ 76-79. 

Wielkiego wtenczas ze mną zetniesz Apollina, 
Gdy mi zgadniesz tę gadkę, która to przyczyna. 

76. De medico. 

Pharmaca das aegroto, aeger tibi porrigit aurum, 
Tu morbum curas illius, ille tuum. 

Po polsku. 
Chceszli, aby cię medyk skuteczniej ratował. 
Trzeba wprzód, byś mu ręce dobrze nasmarował; 
On ci trunek opisze, ty mu smarowanie; 
Tym będzie ochotniej sze lekarstw opisanie. 
5 Dać receptę z Galena, ty mu z Miechowity 

I tak będzie i baran cały i wilk syty. 

77. Na Moskwę, gdy kroi Zygmunt III Smoleńsk wziął. 

Darmo się nocne sowy na słońce miotacie, 
Wierzcie mi, z Polskim nigdy Orłem nie wygracie. 
Ledwie się więc ukazał w smoleńskiej ziemicy, 
Aź zaraz was zapędził do samej stolicy. 
5 Ba i tam imię jego ledwie zaleciało. 

Mało się was i w samej stolicy zostało. 
Ja wierzę, by się dalej za wami popędził, 
Pewnie by was i z świata samego wypędził. 

78. Na ospałego we dnie. 

W nocy czujesZ; we dnie spisz, a to co za zgoda? 
Nie jesteś ty naszyniec, ale antypoda. 

79. O Zygmuncie III, królu polskim. 

Czyli nie masz Zygmuncie królewskiej zabawy? 
Sąć inne poważniejsze po twej głowie sprawy. 
Tobieć by się to z młodu przyćwiczać do boju, 
Nie daremno się uczyć muzyki w pokoju. 
* Wszakże się i ta zgodzi przy rycerskiej cnocie. 

Wiem, że twej nie zaszkodzi wojennej ochocie. 



80- 84. WIERSZE ZBIKRANKJ DRUŻYNY 35 

Na twe się nieprzyjaciel państwo nie pokusi, 
Bo jako mu zaśpiewasz, tak ci skakać musi. 

80. O Chmielnickim kozaku. 

Pytałem was niedawno, szlachetna drużyno. 
Co też jest mocniejszego, czy chmiel czyh wino? 
Ale ktoś wierę na to dobrze odpowiedział. 
Choć tam gdzieś na ostatku w kole naszym siedział: 
Mocne jest, nader mocne, wino, nie prę tego, e 

Ale w Polszczę więcej nam Chmiel narobił złego. 

81. O hanie tatarskim. 

Ham, Ham, często wołają, kiedy dzieci straszą; 
Ach tożci teraz czyni ktoś z ojczyzną naszą. 
Ham, ham, często zmyślone języki wołają, 
A na ten głos szalone dziecka uciekają. 

82. Super illud, quod post Bacchanalia capita cinere 
conspergantur. 

Quae prius insano maduerunt plena Lyaeo, 
Nunc capita exiguo pulvere sparsa ferunt. 
Defluus obrueret ne forsan colla catarhus, 
Siccatur, madidum quod fuit antę caput. 

83. De eodem. 

Dum małe sana bibax Bacchus sua festa peregit, 
Yertice pulveribus spargitur omne caput. 
Inąuiris forsan causam, dicisąue quid istud: 
Expurgantur ab his ebria pulveribus. 

84. Na Krupę. 

Nasz Jagiełło zbił Krzyżaki. 
I ten Krupa chce być taki; 

3* 



S6 WiiiYbARż . 85-91. 

Darmo suszysz mozg, niebożę, 
Krupa Jagfą być nie może ^ 

Yerona paucos, plurimos Placentia Ad Aulae honores pro- 
movet. 

85. Aequivoca. 

Tu canis es, canis et Decanis cane Decane. 
De cane Decano, cane Decane cane. 

86. Do biegłego po wojnie. 

Biegły masz dowcip moj Franciszku drogi, 
Biegłą masz pamięć, naj bieglej sze nogi. 

87. Na herb strzały rozdartej. 

Mężnie ta tępi pyszne heretylti strzała, 
Choć rozdarta, coż mniemasz, gdyby była cała? 

88. O długacli. 

Czemu to, co kto winien, długiem nazywają? 
Bo długów pospolicie długo nie oddają. 

89. Na zwajcę młodego. 

Gdybyś tak wiele lat miał, ileć dano rokow, 
Przeżyłbyś Matuzala i wszytkich proroków. 

90. Na Mikołaja Rożna od opryszkow upieczonego. 

Patrz co złych dzikość czyni opryszkow bezbożna. 
Ach! żałosną pieczenia uczynili z Rożna. 

91. De Christo. 

Yerbum, Pastor, Amor, feci, pavi, renovavi 
Omnia, oves, hominem, voce, cruore, cibo. 

* Z epigramów Ineza- Borkowskiego, drukowanych r. 1657. 



!— 9^- WIRKSZB ZBIBRANBJ DRUŻYNY 37 

92. De Alexandro VII Pontifice. 

Mons, sidus, ąuercus, munimine, lumine, fructu 
Urbem, orbem, populos, protegit, ornat. alit. 

93. Descriptio fontis sacri posoniensis. 

Posonios inter coUes, prope Pergama Palphi, 
Conspicuus viridi clauditur orbe locus, 
Vinea quem cinxit, nec longius abfuit arce, 
Quam binos lapides mittere funda potest. 
Obvia nux oculis hunc circum frondibus umbrat; 6 

Pone simul viridi gramine turget humus. 
Occupat hinc medium patulus telluris hiatus, 
Syrius aestivum quo vetai ire canem. 
Bis ąuinos locus ipse gradus substernit eunti, 
Ut descendentes ducit in atra ^ pedes. lo 

Fons sacer est inibi nitidis argenteus undis, 
Concolor a summo totus ad ima patens. 
Sic patet secreta amnis, cui flexus in arcum 
Impendente lapis margine summa ligat. 
Hunc sinuosa super percurrens semita calcat w 

Atąue yiatoris flectit amica pędem. 
Hac structa persaepe domo, vitreisque sub anlris, 
Suevit anhelantem mergere turba sitim. 
Saepe ibi colludit studiis emissa iuventus 
Atque piM fessos recreat amne sinus. «o 

Nec si longinquis veniat novus hospes ab oris, 
Tantas despiciet segnior amnis opes. 
Quisquis ad hunc currens deflectis tramite fontem, 
Scito Gastalidum te reperisse vadum. 

94. [Akrostych]. 

Incipe Yocales Hofmano impellere chorda S. 
O qui Phoebe soles Concordia plectra mover E. 

* Dopisano: »fortas8is in atria*. Posonium = Presburg, Pożuń. 



38 



WIRYDARZ 



95-97. 



Aspicis ut currat faustis modo passibus omeN, 
Nubila dispellens, magni praenobile nomeN, 
Nomen patroni quod adorat grata camenA. 
Et tibi prima ąuidem genitor mea plectra redimO. 
Suscipe gratantis sint haec tibi munera natl. 



95. [Koło]. 

Od serdecznego afektu to kołO 
Ochotnie toczę ku tobie wesołO, 
Odemnie pokłon źebyć oddawałO, 
O zdrowie prosząc tegoć winszowało. 
Okażże tedy łaskawe swe okO 
Obejrzy onym chęci me szyrokO 
Ochotnie bowiem wszytko sprawowało, 
Osobie co twej słusznie należałO. 




96. Na łaiicuch złoty. 

W kim się przyjaźń zakocha, wnet nam więzy robi, 
Kręci, złoto w ogniwo spaja, glancem zdobi. 
Coć się dzieje, przyjaźni? czy w rozum zachodzisz? 
Tym, w których się zakochasz, czem więzami szkodzisz? 
Złotnikom poleć proszę twą złotą robotę; 
Nie wiąż łańcuchem, kochaj raczej wolną cnotę. 
Próżna rada przyjaźni, więzów nie porzuci, 
Aż je na twe dziś serce, Stanisławie, wrzucić 

97 Epithaphium Caroli Quinti Imperatoris per Eteostichon 

scriptum ^ 

CaroLYs est IntVs reCYbans hoG noMIne qVIntVs. 
Ex rebVs gestis reLIqVa haVD nesGIre potestls. 



» Wiersz na »wiązaniea, t. j. dar imieninowy. 

• 97 i 98 są chronostichy albo eteosticha, t. j. pewne litery wyra- 
żają datę pewną śmierci, urodzin i t. p.; 99 i nasi. są logogryfy, zagadki 
czyli gadki, np. 104 to paw. 



98—105. WIBRSZK ZBIERANEJ DRUŻYNY 39 

98. De Stanislao Hosio Cardinali. 

Ela Mlhl pLYres det taLes PrYssIA soLes: 
Convenient uno fausta tot astra polo. 

99. De Christo. 

Sum quod eram, nec eram quod sum, nunc dicor ulrumąue. 

100. De penna scriptorls. 

Non caro, non os sum, sed carnis et ossis alumna, 
Elinguis linguae commoda multa fero. 

101. Scriptura. 

Astra, seges, yidentur hic in campo cernitur albo. 
Praetereunt multi nec patet uUa seges. 

102. Campana. 

Semper hians os est mihi, pendens ferrea lingua. 
Vox enim nulla nisi prodita verberibus. 

103. Item. 

Stans mola, surda nola, sterilis vola, stans schola, schola: 
Quatuor haec dorainis non placuere suis. 

104. Item. 

Angelus in penna, pede latro, voce gehenna: 
Dic quae sim volucris, sic mihi Phoebus eris. 

105. Acrostichon de nomine Jesu. 

Inter cuncta micans Igniti sidera caell 

Expellit tenebras E toto Phoebus et orbE. 

Sic caecas revocas J E S U S caliginis umbraS 
Vivificansque simul Vero praecordia motV 

Solem Justitiae Sese probat esse beatiS. 



40 WIRY DARZ 106—110. 

106. [Mors] 

Mordens 
Omnia 

Rostro Mors 
Suo. 

107. Acrostichon per sillabas dispersum. 

Fre, fremit in mundo, De deprimit alta profundo, 
Bi rigidum flectit, Cus cuspis mucroąue fleclit. 

108. Acrostichon dispersum per literas initiales. 

Effera Bruma Ruit laculis Et Trux Aqva Saltat. 

109. Cephalonomaticon. 

Sumitur Albenti Christus Rex Aethere Mensa: 
Exarmate Nigras Tartara Victa Manus. 

110. Acrostichon scriptum a discipulo suo, Admodum Reverendo 
Patri Martiniano Niescierowicz professori, oblatumque ei die 

natali ipsius. 

Mundus praeclaram celebrat quae gaudia luceM 
Adfert, nam primum hoc vidit te lumine terrA 
Rete subintrantena vitae quae raaxiraa fertuR 
Tempore praesenti factis celeberrima luceT. 
In te nam virtus cupiunt et limina mundi 
Noscere doctrinam, famamąue et nobile nomeN. 
Ingens doctrinae quia' fructus pervenit orbl 
Ars, natura, tuum nomen provexit ad altA. 
Nos tibi iucundum optamus, felix Pater, omeN, 
o Vt longo utamur doctrinae tempore fructV, 

Sic etiam ut candens videat tua facta senectuS. 



111 — 118. WIBK8ZK ZB1ERANK.I DKUŻYNY 41 

111. Retro legenda ^ 

Signa te signa temere me tangis et angis 
Roma tibi subito motibus ibit amor. 

112. Item. 

Si bene te tua laus taxat sua laute tenebis 
O ut ares animo nomina sera tuo. 

113. Item. 

Laus tua non tua fraus, virtus non copia rerum 
Scandere te fecit id decus egregium. 

114. Item. 

Conditio tua sit stabilis nec tempore parvo 
Vivere te faciat hic Deus omnipotens. 

115. Item. 

Coniugium tibi sit blandum nec gaudia sumas 
Irrita, sis felix nec ci I o dispereas. 

116. Item. 

Pauperibus sua dat gratis, nec munera curat 
Curia papalis, quod modo percipitur. 

117. item ad Jesum pastorem animarum. 

Sors mea, non tua mors, meritum non gratia fecit, 
Credere, quod pastor sis mihi perpetuus. 

118. Item de flumine. 

Praecipiti modo quod decurrit tramite flumen, 
Tempore consumptum iam cito deficiet. 

* Następujące wiersze, czytane na wspak, czy każdy wiersz osobno 
czy caiość, dają sens tensam lub przeciwny, np. 117, gdzie katolicką 
i protestancką naukę wystawiono. 



42 WIRYDARZ 119-121 



119. De echo ex Jacobo Pontano. 

POETA. Dic mihi quae gelidis habitas convallibus Echo, 

Cur populus pacem sic modo clamat? Echo amat. 

poBTA. Ad divam pacem precibus concurritur Echo itur. 

POETA. Ut damnum fugiat triste colonus Echo Omis. 

6 POETA. Rusticus ergo iterum campos reparabit Echo arabit. 

POETA. Et tuto curret remige navita Echo ita. 

POETA. Omniaąue evenient in mundo prospera Echo spera. 

POETA. Largaąue nec rerum copia deerit Echo erit. 

POETA. Si retulisti Echo mihi vera valeto Echo Valeto. 

10 POETA. Donec nostra iterum verba novabis Echo abis. 

120. Tren do herbu żal obracający. 

Księżyce herbowe, 

Kryjcie jasną głowę, 
Już mej naj milej szej Matki swym nieoświecicie 
Promieniem, choć się ku niej twarzą obrócicie. 
6 Nie będzie was w złocie 

Ryła i w klejnocie, 
Nie będzie już zdobiła wami ręki swojej, 
Ani więcej siądziecie w listach Matki mojej. 

Parka ją zaćmiła 
10 A wasza twarz miła 

W żałobną chmurę wszedszy więcej już nie świeci, 
Ani w ciemnych mogiłach panie j swej oświeci. 

Herbowe klejnoty, 

Przed samymi wroty 
15 Śmierci nas opuszczacie, a wasza ozdoba 

Za nami się nie spieszy, choć się nam podoba. 

121. Nagrobek córce. 

Tu żałośni córeczkę rodzice złożyli. 
Wątpiąc, czy światu czyli niebu ją zrodzili. 
Ale gdy ją tak prędko z oczu śmierć porwała. 
Nieomylny znak, że się niebu podobała. 



122—126. wiBKazuj zbieraj^ej drużyny 43 



122. Inszy. 

Czym był anioł czy człowiek, słusznie wątpić może, 
Kto się dowie, żem w grobie miał dziecinne łoże. 
Nie pytajcie się, czemubyra zszedł tak prędko z świata? 
I kwiat piękny nie czeka dojrzałego lata. 
Dość żem kresu dobieżał pierwej niżem chodził, 
Dość mi na tym, iżem się Leszczyńskim urodził. 
Płacz na stronę, płakać mię najmniej nie potrzeba, 
Chyba temu, ktoby mi miał zazdrościć nieba. 

123. Epithaphium Catharinae Sueciae reginae, filiae 
Sigismundi Primi regis Poloniae. 

Hic Catharina sita est, Sueci lectissima sceptri 
Consors, aeterna vivere digna die. 
Quae pietas illi, ąuaeris, quae gratia morum? 
Quae fuerint tanto lumina digna loco? 
En tibi subicitur paucis responsio verbis: 
Digna Jagellonum stirpe virago fuit. 

124. Catharinae Mediceae, reginae Galliae. 

Tres Erebi furias post hac ne dicite vates, 
Addita enim priscis est Catharina tribus. 
Quod si tres illas a se dimitteret Orcus, 
Haec illi fuerit pro tribus una satis. 

125. Epithaphium cuiusdam canonici yarmiensis. 

Vixi ego. tu vivis; morior, morieris et ipse, 
Deniąue sum pulvis, tu quoque pulvis eris. 
Ecąua rogas maneant nostram solatia sortem: 
Recte vive tibi, sidera posce mihi. 

126. Nagrobel( małżonkowi. 

Ktośkolwiek jest, stań gościu: tu dług śmiertelności 
Pobożny mąż niezeszłej wypłacił wieczności. 



k 



44 WIRYDARZ 127. 

Ach śmierci! ścisła miłość parę tę złączyła, 
Tyś wieczny między nami rozwód uczyniła. 

127. Nagrobek Ludwika Krasińskiego, kasztelana 
ciechanowskiego. 

D. O. M. 
Ten próg ciemny i marmur pokrywa proch z kości 
Ludwika Krasińskiego 
Dla ciebie Wieczności. 
Wielkiej to był mąż sławy, staropolskiej cnoty; 
' Gdy ta w Polszczę płużyła, jeszcze był wiek złoty. 
6 Stanisław go Krasiński zrodził, 

Wojewodą 
Który był Płockim. 
Twoją żył Polsko ozdobą. 
Młode lata i rozum swój nauką bawił, 
A sumnienia w młodości zmazy nie nabawił. 
Cnota jego świeciła królewskiemu oku; 
Godność za nim chodziła 
10 Strzegąc jego kroku. 

Płock go miał swym starostą, a Ciechanów panem. 
Nad starostą dziś stoi śmierć i kasztelanem. 
Katarzynę z Ichmościow Panów Kryskich Domu 
Małżonkę miał. 

Tych sława niewiadomaż komu? 
16 Zakonni i ubodzy pomnią szczodrość jego; 

Ukrzywdzeni chodziU po prawo do niego. 
Stoisz w ołtarzu, w Płocku przy tumskim kościele. 
Ludwika Krasińskiego równych niemasz wiele. 
Ciało Boże na tobie 
W dzień i w nocy stoi, 
«o W tym się kocha marmurze, o inszy nie stoi. 

Ojca swego marmurem Ludwik pokrył kości 
Rozsypane a w tenże loch zebrał wieczności. 
I napisał nagrobek 
Na potomne wieki, 



128. WIKRSZK ZBIERANKJ DRUŻYNY 45 

Nad prochem ojca swego zalawszy powieki. 

Dał mu Pan Bog sześć synów i dwie zacne córy 25 

Cny potomek ojcowskiej cnoty nosi wzory. 

Stanisław jest proboszczem 

Świętego Michała, 
Wojciech starostą płockim, cnota w nich dostała. 
Drugich młodszych ojczysta Pallas pielęguje, 
A ojczyzna z urzędy na ich cnoty czuje. w 

Ludwika Krasińskiego 

Nieba nam zajrzały. 
Nie ucieszył powieki ojca syn dojrzały. 
Parki go nam wydarły, a zmorzone kości, 
W jednej mogile z ojcem czekają wieczności. 

Pozostały syn ojcu 

Ten nagrobek daje, m 

A nad prochem ojcowskim serce żalem kraje. 

128. Monument synowskiej uprzejmości na prześwietne imie- 
niny Imci Raniej Katarzyny Von Bessen Denhofowej, podkomo- 
rzynej koronnej, ofiarowany od Imci Pana Franciszka Theodora 
Denhofa, starosty urzędowskiego. 

Wieczyste monumenta w dyament wprawione 
Rdza razi niepamiętna; leżą obalone 
Mauzola; zimny popiół w marmurze złożony, 
Żyje chwalebnie światu jaśnie oświecony. 
Czemu? Czy to dyament ognie swe roznieca, 6 

Czy pozorem swym kamień ozdoby przynieca? 
Nie. Artemizy serce za monument znane. 
Filarem wiecznym stoi, wieczności podane. 
To skarbcem Mauzolemu, to ożywia ciało, 
To kwiat młodości szczepi, aby dorastało Jo 

Dojrzałe w pełnią szczęście. Upominek tobie. 
Ten filar niosę, serce w synowskiej osobie, 
Miłej matce syn miły. Póki Feby koła 
Po złotym niebie toczy, lego nie podoła 
Monumentu na wieki. Żyj wieczyste czasy is 



46 WlRYDARZ 12d. 

W tym sygnecie zawartaj aż się bujne lasy 
W laur obrócą nie zwiędły, a ja twoje skronie 
Przeciwko śmiertelności tym wieńcem obronię. 

129. Do tejże Imci chtopca kozaczka oracya. 

Ja też, chocia kozak Mucha, 

Niech mam do pańskiego ucha 

Przystęp słowu służebnemu, 

Na twój honor powolnemu. 
5 Wszak i królewskie pałace 

Dają muchom swoje place, 

A jeślić niemiła mucha, 

Niech twa wielmożność posłucha 

Komora głosu małego, 
10 Na twoje cześć trąbiącego. 

Staję się komorem lotnym, 

Na twe usługi ochotnym. 

Siły swe w skrzydła przemieniam 

A gębę w trąbkę odmieniam, 
15 Którą wesołe nowiny 

Głoszę na twe imieniny, 

Winszując ci, żeó wesoło 

Powraca doroczne koło. 

Jać nie mam srebra i złota, 
20 Ale za dar stoi cnota. 

Tę od maluczkiego sługi 

Przyj mi za wierne usługi. 

Gdy z komora ptakiem będę, 

Na większy się dar zdobędę. 
26 Teraz komor wytrębuje: 

Niech nieszczęście ustępuje 

Niepowrotnie z twych pokojów 

A pociecha swoich rojów 

Mnóstwo niechaj tu wprowadza, 
80 I szczęście gniazdo zasadza. 

A wasz, bracia komorowie, 



130—134;. WlERsZliJ ZBIERANEJ DRUŻYNY 47 

Niechaj się odgłos ozowie; 

Na moje paniej sprzyjanie, 

Dajcie wy też swoje zdanie. 

Póki polska trwa korona, as 

Mow echo, poty i ona, 

A z nią ciebie, podkomorzy, 

Niechaj smutna śmierć nie morzy. 

Niebo też przez łaski nowe 

Plemię Dónhoffowe fove. 40 

130. Nagrobek Przylepskiemu, instygatorowi koronnemu. 

Kto tu leży? Przylepski. On w prawie ćwiczony? 
Ten jest. Jak umarł? Prawem śmierci przysądzony. 
Czemu się jej nie bronił? Nie szły dylacye, 
Ani chciano pozwolić na żadne racye. 
Czemu stanął pierwszymi pozwy zapozwany? 5 

Musiał, nie idą wtóre, kto na śmierć skazany. 

131. Nagrobek panu Gemie. 

Feliks Cem imieniem. Leży pod tym kamieniem. 
A iż na ustroniu Nie wadzi nikomu. 

132. Duro Durando. 

Hic iacet durus Durandus, sub saxo duro, 
An sit salvandus, nescio nec ego euro. 

133. Epitaphium nepoti. 

Hic iacet nepotus meus, Sit illi propitius Deus. 

Vos qui transitis per ibi, Orate rogo pro sibi. 

Orate pro illo ter, Ave Maria et Pater Noster. 

Et si fueritis mille Orate tamen pro ille. 

134. Epitaphium ziębie krolewica Imci kardynała napisane od 
brata jego krolewica Imci Aleksandra. 

Hic iacet fringilla Avis perpusilla, 

Cuius, edere, canere, bibere, Totum erat vivere. 



48 WIIIYDARZ 135 — 138. 

Eius praedulces moduli Placebant Yarmiae praesuli. 
Gurabat ille sedulo, Ut vocem haberet in capitulo. 
Quae si diutius vixisset, Forsan Canonica fuisset. 

135. Epitaphium parasito. 

Tu leżyta dwaj pasorzyta, unus Miechovita, 
Alter PinczoYita, bene vobis ita. 

136. Epitaphium Horwato pedestrium Ungarorum 
rothmagistro. 

Hic iacet miles ąuondam fortissimus Horwat, 
Si facies risum, sit tibi Beszte bizum^ 

137. Nagrobek Rafałowi Leszczyńskiemu, wojewodzie 
bełskiemu. 

Tu zacne senatorskie pochowano ciało; 
Na kości miejsca dosyć, na animusz mało, 
Który tak się był ściśle pobratał z cnotami. 
Ze go same krwawymi opłakują łzami. 

5 Bo to wszytko zazdrosne siostry^ zagasiły, 

Gdy prędzej, niźli trzeba, nici swych dowiły, 
Z żalem twoim ojczyzno i wszytkiego domu, 
Coż kiedy śmierć folgować nie umie nikomu. 
Tym się cieszy, że nie tak z marmuru kowany 

10 Kolos, jako te cztery wielkie świata ściany 

Piastują mu nagrobek w te pisany słowa: 
Tu mądrego spoczywa senatora głowa. 

138 Nagrobek księciu Imci Januszowi Radziwiłowi 
kasztelanowi wileńskiemu '. 

Tu leży cny Radziwił Janusz, wileńskiego 
Wojewody syn, w Litwie hetmana wielkiego. 

* Beszte bizum (bizony) — bestio zaprawdę! 
' >Parki< dopisano. 

* »Ten to był marszałkiem rokoszowym za Zygmunta III«. 



139 — 141, WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 49 

ZnaJ go przedtym podczaszym dwór króla polskiego, 

Potym ozdobą stoJka był senatorskiego. 

Go prze ojczyznę ważył, czego dokazował, 5 

Przeszły czas wie a przyszły będzie się dziwował. 

Matka księżna i obie zacne księżny żony, 

Go Ostróg, Słuck, Brandenburg świadczy na wsze strony. 

W miłość wielkich monarchów, w świetne skarby, sługi, 

Trudnoby go i z znacznych panów przesiągł drugi. 10 

Zła śmierci! ciałoś tylko przywłaszczyła sobie, 

Lecz sława jego w ciemnym nie została grobie. 

139. O przyjaźni kuflowej. 

Przyjaźń, którą chmiel zawiera, 

Nigdy z ludźmi nie umiera. 

Dobra co trwa do godziny, 

Bo tam wojna bez przyczyny. 

Ale taka nie ustanie, 5 

Którą jedna zachowanie. 

140. Przyjaciele skarb drogi. 

Ma swoje wagę złoto, w wielkiej dziś są cenie 
To perły, to klejnoty, to drogie kamienie. 
Lecz Bog ludziom droższego skarbu nie zostawił, 
Nad ten, komu prawego przyjaciela sprawił. 

141. Przyjaciela w przygodzie doznać ». 

Jako złota przez ogień ludzie doświadczają, 
Tak w zły czas przyjacioły pewne poznawają. 
Bo to nie dziw, gdy komu dni wesołe płużą, 
Że się najdzie moc takich, co mu radzi służą. 



* Drukowany nieraz, jako Karmanowskiego w > Pamiętniku Sando- 
mirskimc, II, 23 i, w >Jocoseriach« Nowakowskiego, 1840, sir. 195 (z od- 
miennym wierszem ostatnim: Rzadki cię zna a każdy rad z daleka mi- 
nie), por. Plebański, str. 12 (odb.). 
Wirydarz. I. i 



50 WlRYDARZ 142— U5. 

Ale kiedy się komu noga więc powinie, 

To przyjaciel, który cię w przygodzie nie minie. 

142. Czas wszytko psuje. 

Wszytko czas niszczy, wszytko łakomie połyka, 
Nie cierpi tu nic długo, wszytko z miejsc umyka. 
Morze brzegi osusza i rzeki ustają, 
A góry by największe na doł upadają, 
i Małe rzeczy wspominam: niebo okazałe 

Zgore nagle, tak wszytkie rzeczy są nie trwałe. 
Śmierć swoim prawem bierze, co się jej nawinie, 
I ten świat, będzie ten czas, kiedy wszytek zginie. 

143. Za młodymi. 

Nie razem wszytko na świat z człowiekiem wychodzi, 
Ale jako za czasem drzewo owoc rodzi, 
Tak powoli w człowieku cnoty wynikają. 
Bądź z ćwiczenia, bądź to w nim dziedzicznie mieszkają, 
) A póki człowiek młody, nie dziw, że szaleje, 

I drzewo póki małe, rade się zachwieje. 
Któremu, gdy dorośnie, nic wiatry nie szkodzą, 
Tak się i człek stanowi, gdy lata nadchodzą. 

144. Upominki. 

Szaty a upominki, pokłony i dary. 
Wierz mi, na pany sądne wielkie to są czary. 
Jako workiem przeżegnasz Kubę łakomego, 
Co przedtym srogo fukał, już najdziesz inszego. 

145. Na marnotrawcę. 

Ociec twój parą jeździł, podczas też i dryją^; 
Ty utratniczku chowasz koni procesyą. 
Mijasz teraz wioskę swą w wytartej siermiędze, 
Ledwo chodnikiem jeżdżąc, przycierpiasz i nędze. 

dryja, trojka. 



146—150. WIKRSZE ZBIKRANRJ DRlŻYNY 51 



146. In aulam. 

Servivi, virtus nocuit, spes lusit et aula 
Nil dedit, hoc fatis contigit, aula vale. 

Dworowałem przystojnie, lecz cnotę nadzieją 
Dwór płaci; ja odjeżdżam, niech inszy szaleją. 

147. Cnota nieśmiertelna. 

Gładkość, bogactwa, zdrowie, śmierć z lichwą odbiera, 
Sama tylko na wieki cnota nie umiera. 
Cnota wielki dar boży czyni nas szczęśliwe; 
Ta popiół nasz obraca znowu w ciało żywe. 

148. Cnota nieskazitelna \ 

Gładkość z laty niszczeje i siły ustają; 
Rozmaitym przypadkom skarby podlegają. 
Samej cnoty przypadki ani lata zmogą, 
Ani się jej śmie zazdrość dotknąć hardą nogą. 
Ta do nieba gościniec dobrym ukazuje, « 

Ta ich ciężkiej fortuny władzej odejmuje. 
Tej naśladuj co żywo, bo nad pewne rzeczy 
Nietrwałe chcieć przekładać, coś prawie nie k rzeczy. 

149. Cnota posag wiellci. 

Wielki ten posag bierze, kto pojął cnotliwą, 
I kto znacznych rodziców żonę wziął wstydliwą. 
Może nie dbać o bryże i o łańcuch złoty; 
Ujdzie szata przy cnocie choć prostej roboty. 

150. Na harde pany. 

Mało ważę bogactwa takowych, co hardzi; 
Fraszka u mnie pan, który uboższymi gardzi. 

* Wydrukował jako wiersz Karmanowskiego Ujazdowski w •Pa- 
miętniku Sandomirskim«, por. Plebański, str. 11 (odbitki). 

i* 



5^ WlilYDARZ 151-152. 

By miał wiosek jako gwiazd, by szedł od Noego, 
Przecie u mnie nie ujdzie taki za zacnego, 
5 Go mi każe chudszemu iść za swoim zdaniem, 

Że na mnie szara suknia a złotogłów na nim. 
Prawo a przyrodzenie wszytkich nas zrównało. 
Tak dobry grof, jako ten, co ma kmieci mało. 

151. Na bogatego. 

Niech bogaty zgromadza wielką liczbę złota, 

A chciwości nie będzie prożen i kłopota. 

Niech w jedwabiu, niechaj on w drogich perłach chodzi, 

Które w morzu czerwonym płodny piasek rodzi, 
5 Niechaj mu sto par wołów ciągnie w krzywym pługu, 

Niech go pan nie frasuje z wierzonego długu, 

Jeśli go za żywota troska naśladuje, 

A po śmierci żaden zbiór w grób z nim nie wstępuje, 

Coż go ratują skarby, z których się wynosi? 
10 Umrze jako ten, który dom od domu prosi. 

152. Komplimenty z pannami per impossibilia. 

Wtenczas gdy woz po morzu, okręty po lesie 
Pojdą a kryształowe kokosz jaje zniesie, 
I kiedy będą sarny po niebie biegały, 
A pioruny z podziemnych jaskiń wynikały, 

5 Kiedy słońce wśród nocy jasność swą rozleje, 

A w południe się niebo gwiazdami odzieje. 
Pierwej mię ziemia poźrze, pierwej w grobie ciało 
W proch się obrócić może i będzie próchniało, 
Pierwej niebo poroście trawą, a na ziemi 

10 Gwiazdy będą świeciły, pierwej zielonymi 

Morze drzewy obrośnie, a wysokie skały 
Będą ostrymi wierzchy niebiosow sięgały, 
Pierwej wilków kozłowie bić będą brodami, 
A psów będą doganiać jelenie rogami, 



lÓH — 155 WIERSZE ZBIKRANRJ DRUŻYNY 53 

Pierwej orła skowronek dotrzyma bujnego^ 15 

A lwa zając udawi pierzchliwy srogiego, 

Pierwej teskliwy komor jako żubr utyje, 

A drobna mrówka morze bezdenne wypije, 

Pierwej i żółw leniwy zbieży okrąg świata, 

Pierwej się nazad wrócą przepędzone lata, 20 

Niźli ty mnie z pamięci wyńdziesz, me kochanie, 

Albo cię serce moje szanować przestanie, 

Abo niż cię opuszczę, dziewczę urodziwe. 

Abo cię słowa moje omylą prawdziwe. 

153. O młodości i miłości. 

Trudnoż to bystrą młodość wędzidłem hamować, 
Często jeździec spadł, często koń musiał szwankować. 
Ogitń gdy go przyciska, tym prędzej ożyje, 
Miłość tym barziej pali, im ją barziej kryje. 

154. Item o miłości. 

Nie wiem, coby nad miłość z przyrodzenia było, 
Coby więcej i mądrym człowiekiem rządziło? 
Chybił brodu niejeden na tej bystrej wodzie, 
A ledwie się przy pławił do brzegu bez łodzie. 
Taki to wrzód a czyje serce opanuje, * 

Już go i najbieglejszy doktor nie ratuje. 

155. Raki o pannie*. 

Była panienka niedaleko rynku, 
Żyła cnotliwie nie pilnując szynku. 
Godło jej arfa nie wystawne szaty, 
Podło się niosła nie wielkie utraty. 
Hojnie ubogim nie żakom dawała, ^ 

Przystojnie sławy nie źle nabywała. 



^ Dopisane: lotnego. 

' Czytane na wspak twierdzą odwrotnie; wiersz szósty zepsuty, 
czytaj nie sławy. 



54 WIRYDARZ 156-159. 

Szkodna lat młodych nie pomnicie na to. 
Godna pochwały, nie przymowek za to. 

156. Próba w miłości. 

Fałszu niemasz we złocie siedmkroć przelewanym, 
Poznać go w przyjacielu choć raz spróbowanym. 
Nie chciej, kochana, w ogniu doświadczać szczerości, 
Bo ta droższa niż złoto; chciej w nim twej miłości 
i Raczej płomień rozpalić; jeśli mię próbujesz, 
Patrz jako pałam; ty zaś jeśli mię miłujesz. 
Doświadczę inszym kształtem, bo mam próbę taką, 
Która wyda w miłości przywarę wszelaką. 

157. Srogaś aż nazbyt. 

Ogniem i wodą, panno, przeciw mnie szturmujesz, 
Lejesz, palisz, prędzej mię też tak zamordujesz. 
W oczach mych łzy obfite, w sercu płomień srogi. 
Sam tonę, owdzie pałam, zewsząd pełen trwogi. 
5 Pragnieszli śmierci mojej, jutro o tej dobie, 

Gotowem umrzeć, tylko niech skonam przy tobie. 

158. Aleś przyjemna. 

Serceś rai wzięła; chowaj że go sobie. 
Jeśli nie szczyrze ja się kocham w tobie, . 
Tedy mi dowiedź, a jeśli miłuję. 
Miłuj też ty mnie, a jać to ślubuję, 
* Że póki we mnie żyły będą drgały. 

Poty cię będą z dusze miłowały. 

159. Studnia foremna. 

Pod wysokim pagórkiem i kępą krzewistą 
Jest studzienka, która ma wodę przezroczystą. 
Z obu stron para słupów u żrzodła wstawionych, 
Z alabastru białego kształtnie utoczonych. 
» Tam dnem bystrym wypada zdrój ciekącej wody, 
Który w koło sadzone napawa ogrody. 



160—163. WIERSZR ZBIERANEJ DRUŻYNY 55 

Do tej studnie po wodę wiele lodzi chodzi, 

Lecz trudny do niej przystęp, nie wszytkim wygodzi, 

Bo kto chce dosiądź, musi póki stawa szyje, 

Wrazić się, tak dopiero z onej się napije. lo 

Więc iż nie każdy może tak nachylić kości. 

Wielkie drugim ta studnia zadaje trudności. 

Starym tam z niej pić trudno, bo i głowa w mierze 

Nie stoi i we grzbiecie nie chybkie pacierze. 

Dzieciom także, bo choć te młode kości mają, i5 

Przez krótkość jednak szyje pić nie dosięgają. 

Owo kto niema według proporcyej szyje, 

Sięgając tej tam wody, trudności zażyje. 

160. Gadka. 

Trzy rzeczy są od młodych ludzi naganione. 
Rękawice, trzewiki, kiedy są przestrone. 
Ale trzeciej nie powiem, bo za tymi słowy 
Gniewałyby się na mnie barzo białegłowy. 

161. Sukcesya białogłowska. 

Parę jabłek od Ewy, zdobycz z raju swoje. 
Panny w zanadrzu noszą dziś na żałość moje, 
Której skoro się ręka dotknie, Adamowy 
Wąż, pomsta grzechu, swej podnosi głowy. 

162. Votum. 

Gdyby się godziło panny jak konia spróbować. 
Nie zawadziłoby sobie kęs podmałżonkować. 

163. Miłość ogniem dziwnym a niepospolitym. 

Chociaż to ludzie miłość ogniem nazywają. 
Czemuż się od miłości włosy nie spalają? 
Temu, że jest wygodna w tej mierze natura: 
Tam wodę postawiła, gdzie miłości dziura. 



56 WIRYDARZ 164—166. 



164. Konsolatia jednej damy po suczce zdechłej. 

Źlećby tak z gruntu wywróconej Troje 
Albo Parysa, w którym wszystkie swoje 
Składka uciechy, w żalobliwym trenie 

Płakać Helenie, 
5 Jako ty, lubo nie chcę czynić wzmianki. 

Swej opłakujesz odejszcia Dyanki. 
Lecz dam pociechę, posłuchaj mię jeno. 

Piękna Heleno. 
Zdarzy fortuna i już tego blizko, 
10 Że za to stare i krzywe suczysko 

Pieskać do pieszczot nie jeżdżąc za morze 

Znajdziesz przy dworze. 
Wprawdzieć kosmaty z główki i ogonka, 
Lecz gdy przyprawisz obróżkę do dzwonka, 
15 Lewus a Lewus, lepszego nie trzeba, 

Ten godzien chleba. 
Me śliczne psiątko, moje wdzięczne szczenię, 
Z tobą się nigdy napieścić nie lenię. 
Słodszy nad kanar, droższy nad klejnoty, 
20 Moj Lewus złoty. 

Nigdy nie zadrży ani zaskowyczy; 

Zwabisz go snadnie, kiedy chcesz do smyczy. 

Jedno mu pokaż a on do obroży 

Sam szyjkę włoży. 

165. Na stroje cudzoziemskie w Polszczę. 

Ledwie dziś znać Polaka, Włoszy, Francuzowie, 
Po dworach wielkich wszędzie, źle o polskiej mowie! 
Zginąć jej i ze strojem, bo dziś stradiely 
Nastały, saltabrety, wymyślne kolety. 

166. Na toż. 

Jeśli nie zlubił owego kołnierza 
Poeta polski na grzbiecie rycerza, 



167—170. WIBKSZK ZBIKKANEJ DRUŻYNY 57 

Wieręć niemasz co i tych pluder lubić. 
Gzasby lisowski już ten strój zagubić. 

167. Na toż. 

Sit tibi kurta brevis. delurka, myczka, czuprina, 
Szablaąue, bałta, pióro, totus sis ipse mager. 
Vive tibi cum pałasz, si vis esse liber od rany, 
Et chowa aliąuod hajdukos, nemo te pogani. 

168. Na toż. 

Francuski wąsik, czupryna zjeżona, 
Myczka z serduszkiem na bakier spuszczona, 
Kurteczka by drwił na piędzi od pasa, 
Brzuch podkasany, sam chłop jak kiełbasa, 
Portki nie portki, ni też szarawary, « 

Pludry nie pludry, i sam strój bez miary. 
Wiszą u zadu jak wory hołośnie^ 
A foc nie widzi, jako mu w tym sprośnie. 

169. Na jednego, co ferezyą nosił na bakier". 

Złego ten miał pan krawca, niedobrze go stroił, 
Jeden rękaw mu naprzód, drugi w dupę wkroił, 

170. Gadka autore Tobia Morstin*. 

Pięć wodzów mię prowadzi, a tak ciasną drogą. 
Że ledwie ja, oni tam pewnie wniść nie mogą. 

» holosznie, spodnie; foc, kiep. 

' W >Statucie Jana Dzwonowskiego«, z literatury sowizdrzalskiej 
(okoto 1620 r., b. m. i r.) czytamy ten dwuwiersz tak: 

Niedobregoś krawca mia/, szpetnie cię przystroił, 
Jeden rękaw przed sobą, drugi w zadek wkroil. 

Ztamtąd więc wzięto ten wiersz. 

• Dopisano rozwiązanie: ktUa; litera g (ge t. j. je); w zagadce 
nr 172 nazwiska krewnych aryańskich, Krzysztof Lubieniecki, Domaradzki, 
Moskorzowski z murowan<'go dworu, Chronowski, Przypkowski, Morsztyn* 



58 WiRYDARZ 171-174. 

Lecz nazad by ich tysiąc mnie zastępowało, 
Pojdę sobie z impetem, gdzie się będzie zdało. 

171. Gadka druga tegoż. 

Pytasz, co czyni moj brat? Literąć powiedzieć 
Jedną mogę, tę zgadni, a wnet będziesz wiedzieć. 

172. Eiusdem de rivalibus. 

Krzyż mi chcąc odjąć, krzyż mi zadajecie, 

Lecz mam nadzieję, że z niej wypadniecie. 

Już z karbu spadli, co doma radzili; 

Ci milczą, co dom murem ogrodzili; 
6 Wy co się chroniąc milczkiem mię zdradzacie, 

Z przytykaczami aza nie wskóracie. 

Luby to krzyż jest, morze was zaleje, 

Dla niego jako z brzegów swych wyleje. 

Krzyż na początku jest imienia jego. 
10 Tenże dla morza, po składzie patrz tego. 

173. Decem plagae Aegypti. 

Prima rubens unda Ranarum plaga secunda 
Inde culex tristis Post musca nocentior istis 
Quinta pecus stravit Antraces sexta creavit 
Post seąuitur grando Post bruchus den te nefando 
6 Nona tegit solem Primam necat ultima prolem. 

174. Decem plagae Aegypti. 

Sanguis, rana, culex, muscae, moriens pecus, ulcus, 
Grando, locusta, nox, mors prius orla necans. 

Po polsku. 
Pierwsza plaga egipskie wody w krew zmieniła 
A żabami wszytek kraj druga napełniła. 
Trzecia, z ziemie wywiodszy trapiła ich wszami, 
Jeszcze barziej trapiła ich czwarta muchami. 



176. WlEUSZK ZBIERANEJ DRUŻYNY 59 

Piąta przyniosła bydJu powietrze szkodliwe, » 

Szósta na ciała ludzkie wrzody zaraźliwe. 

Siódma deszcz i grad wielki z nieba im spuściła, 

Ósma straszne szarańcze polne przynosiła. 

Dziewiąta ciemnościami wszytek kraj okryła, 

Dziesiąta pierworodne syny wytraciła. lo 

175. Marnotrawcom przestroga. 

Kto gąb nad miarę chowa, stroi się, buduje, 
Zalotami rad bawi i z ludźmi prawuje, 
Myślistwa siła chowa, roli nie pilnuje, 
Bankietami się bawi i sam bankietuje. 
Zły gospodarz i drogi częste odpraw uje, 6 

Dosypia rad i choć go szkodzą, nic nie czuje. 
Próżnowanie ulubił i tak je miłuje, 
Że prace by najmniejszej nie rad podejmuje, 
W gospodarstwie opieszał i często choruje, 
Na doktory i leki niemało spenduje, lo 

Barziej cudzych niż swoich rzeczy rad pilnuje, 
I około nich chodząc własnych zaniedbuje, 
Choć mu czego nie pilno, przecie rad kupuje, 
Przychodu i rozchodu z sobą nie rachuje, 
W długi się rad zaciąga i od nich płatuje, i6 

I na ciężkie u żydów lichwy się fantuje. 
Wadzi z ludźmi a zatym i basarynkuje, 
I z nierównymi sobie sam w szranki wstępuje. 
Na poddanych swych ciężki i przez to ich psuje, 
A kiedy podupadną, nierad ich ratuje, »o 

Nowych się coraz handlów niepewnych ujmuje, 
A w nich miasto zarobku na każdym szwankuje. 
Na wielu i odległych miejsc gospodaruje, 
Zaczym się z złą czeladzią nie często rachuje, 
Publik żadnych nie zaśpi, a dom zosławuje, u 

Tak że kto się nie leni, każdy go szkoduje. 
Sukien drogo sprawionych nie rad uszanuje, 
By się najmniej zstarzały, nowe zaś sprawuje. 



60 WIRYDAHZ 176-177. 

Krojom się coraz nowym w szatach przypatruje, 
80 A wedle nich i sobie robić rozkazuje. 

Każdemu wierzy, choć sam tego nie spróbuje, 

Prędko taki u siebie ubóstwo poczuje. 

Do którego nie wszytkich z tych rzeczy potrzeba, 

Każda z nich pojedynkiem nie nabawi chleba, 
85 Zwłaszcza kiedy krom tego niemasz szczęścia z nieba, 

O które nie tak prosim, jako prosić trzeba. 

176. Wiersze Itnci pana Andrzeja Leszczyńskiego (do Imci pana 
Osoliiiskiego), gdy mu dano województwo derpskie. 

Piękna rzecz barzo, gdy kogo posadzą, 

Lecz posadziwszy, źle gdy jeść nie dadzą. 

Wolałby drugi najeść się w gospodzie. 

Niż z panem zasieść, a zaś wstać o głodzie. 
5 Jakoż głupi to ten, coby nie wolał. 

Żeby go nogi niż żołądek bolał. 

Ja cię zaś proszę: żołądek i nogi 

Ratuj jak możesz, podkanclerzy drogi. 

Proszę synowiec, proszę szwagier oraz, 
10 Bo gdyby przyszło częściej słabieć coraz, 

Cobyś za korzyść miał z mojej posługi? 

Takbym też ziewał jako i kto drugi. 

Lecz gdy przy stołku będzie sztuka chleba. 

Ujrzysz, żeć będę służył jak potrzeba. 

177. Tenże do Gorajskłego *. 

Rozumiesz, żeć tego Bog, szwagrze, nie nagrodzi, 
Żeć dziurawy Leszczyna twoja owoc rodzi? 
Nie frasuj się tak barzo, dwanaście lat sprawią. 
Że się tacy obiorą, co jej jądra wprawią. 



» W rękopisie Czartoryskich nr. 1888 w w. 3 Nie frasuj się nie- 
bożę, w. 4i co mu jądra wprauńą ; mowa o siostrze, Teodorze Gorajskiej. 
Zob. Dodatki. 



178 — 180. WIERSZIC ZBIERANEJ DKUŻiNY 61 



178. Bezpieczne ubóstwo. 

Ani mnie od Britanow złajnik ^ przywiedziony, 
Ani drab u podwoja gęsto rozsadzony, 
Ani czujna straż wiejska koleją pilnuje, 
Ale sama chudoba moj wczas zawiaduje. 
Ta mię czyni bezpiecznym w nocy od złodzieja, 5 

Bo go żadna na moj skarb nie zwiedzie nadzieja. 
Nic nie mając bezbronny śmiele idę w drogę, 
I niebezpieczny Krępak zdrowo przebyć mogę. 
Idę ciasną ulicą późno do gospody, 

Od nocnego rozbój stwa nie boję się szkody. 10 

Dlatego wolę znośny niedostatek w domu, 
Niźlibym miał z bojaźnią skarbić lada komu. 

179. Szczęśliwość prawdziwa doczesna. 

Temu ja nie przyznawam własnej szczęśliwości, 
Który posiadł nad inszych więcej osiadłości, 
Ale temu, co na tym ochotnie przestaje. 
Co mu Bog dał, a szczęściu skąpemu nie łaje, 
Który umie zły ucisk utrzymać cierpliwie, s 

Starając się jakoby zawsze żył poczciwie, 
A w przygodzie przy dobrym przyjacielu stoi 
I dla miłej ojczyzny umrzeć się nie boi. 

180. Lament Jaśnie Oświeconej księżny Imci Teofile z Szczeka- 

rzowic Ostrogskiej, kasztelanowej krakowskiej z jej własnej 

głowy, tydzień przed śmiercią napisany. 

Nieszczęsna dola moja! nie wiem, co mam czynić? 
Tęskno mię, nie wiem dokąd i kogóż w tem winić? 
W serce jakby młotem bił, jeść ani spać mogę; 
Do wszelakiej pociechy zamkniono mi drogę. 
Jędze jakieś piekielne na mię się zmówiły 2, ^ 

Aby mię i ostatka zdrowia pozbawiły. 

* pies, brytan. 

' Dopisano: sznać, że była oczarowana*. 



62 WIRYDARŻ 181. 

Zbyłam go już niestetyż! naostatek muszę 

Dla nieszczęsnej zazdrości postradać i duszę. 

Nie czuję się, bym komu w czym krzywa być miaJa, 

10 Chyba w tym, żem chęć chęcią odwdzięczać umiaJa. 

A kogóż kiedy miłość poczciwa uszkodzi? 
Owszem chęć uprzejmością odwdzięczać się godzi. 
Oto mię moja ludzkość w tę biedę wprawiła, 
Żem komuś swą przyjaźnią barzo przewiniła. 

15 Więc jej odstąpić przyjdzie, choć mi nie jest zbyta, 

Ucieszysz się do woli, zazdrości niesyta. 
Nie z musu, ale z dobrej ustąpię jej woli. 
Ponieważ cię ta przyjaźń ciężko w sercu boli. 
Czeka cię jednak zato męka w piekle wieczna, 

20 Kiedyć tak zawadziła chęć moja stateczna. 

Boże moj! ty bądź ze mną, daj cierphwość świętą, 

Żebym skromnie znosiła tę zazdrość przeklętą. 

Ani mi snem śmiertelnym nie zatulaj oka, 

Daj w dobrym przeżyć zdrowiu przynajmniej z poł roka^. 

181. Pieśń jednej zacnej wdowy. 

Szczęścia pokładać nie radzę nikomu, 

Ani w bogactwach, ni w zacności domu. 

Siła przypadków na ludzie bywają 

Często a zacne domy upadają. 
5 I któż mógł zacniej nad mię się urodzić? 

I któż mógł nad mię ochędożniej chodzić? 

Ojca możnego i mądregom miała; 

Na tymże miejscu i bratam widziała. 

Szczęście odmienne tego mi zajrzało. 
10 Ponurym okiem na ojca wejrzało. 

Lecz jako wzięło, tak i wróci snadnie, 

Kto bywa w gorę, bywa czasem na dnie. 

Prędzej wysoką sosnę wiatr wywróci, 

* Dopisano : >Nie uprosiła nieboga, bo w tydzień po napisaniu tego 
Lamentu nmar?*^*. 



182 — 185. WIERSZE ZKIBRANKJ DRUŻYNY 63 

Prędzej i piorun strzały swe obróci 

Na zamki wielkie, gmachy okazałe w 

A pospolicie mija chatki małe. 

Nic mnie majętność, nic drogie klejnoty; 

Dosyć jest na tym, gdy nie tracę cnoty. 

A Bog moj będzie umiał w to ugodzić, 

To co zginęło, mogąc mi nagrodzić. 

182. Ex Horatii Lib. 3 Ode 2-a Yirtus etc 

W niebo prowadząc ludzi zacnych cnota 
Do nieprzystępnych miejsc otwiera wrota i 

A gardząc gminem i tym ziemskim błotem 
Wszytko przemija nieścignionym lotem. 

183 Kolęda ». 

Prosiłbym o kolędę, lecz minęły gody. 
Jeszcze podobno rzeczesz, iźem żebrak młody. 
Czego proszę od ciebie, zawżdyć snadno o to, 
Ej daj, proszę cię, wszak ja nie stoję o złoto! 

184. Fraucymer ^ 

Z fraucymerem nie wadzi uczciwie żartować; 
I cudzej się urodzie może przypatrować; 
Ale wara po przęckę; bo i róże mają 
Ostry głóg na gałązkach, którym ukalają. 

185. Humory białej płci. 

Pieszczone mają gniewy, nieszczyre odmowy, 
Prędkie są do jednania, łagodne w rozmowy. 
Bezpieczne mają śmiechy, miękkie całowania, 
Słodkie krople łez, w żalu ucięte wzdychania. 

* Oba te wiersze (183 i 184) wydrukować Ujazdowski jako wiersze 
Rarmanowskiego, por. Plebański, sir. 14 i 60 (odbitki): wiersz 184 powta- 
rza się niżej dosłownie, p. nr. 309, zamiast którym ukalają w innych 
odpisach co nim u. 



64 wiiiYDAK/. 186-188. 

5 Wstydliwego wejrzenia, serca lękliwego, 

Bezpieczne zbyt poznawszy, rozumu bystrego, 
Pełne we wszem niestatku i miary nie mają, 
Lub w gniewie lub w miłości, z brzegów wylewają. 
Nic taić nie umieją, zwierzą się każdemu, 

10 Chwali je kto z gładkości, barzo rady temu. 

Czego chcą, to barzo chcą, ani się ich zbawisz, 
Odmowiszli, niełaski wiecznej się nabawisz. 
Nizkie lubią ukłony, wysoko patrzają. 
Gładkości zaś fortelem rożnym nadstawiają. 

15 Lat sobie umykają a młodości życzą. 

Gospodyniami wszędzie i cnoty swe liczą. 

Te są onych humory w tych wierszach zamknione. 

Lecz nie wszytkich cnych matron sprawy naganione. 

186. Na Mniszkową i syna jej wiersz księdza (!!) 
Hieron. Morstyna. 

Czyja to siedzi w oknie pieszczona dziecina? 
Matka Wenie podobna, syn do Kupidyna. 
Bijcie czołem Wenerze wszyscy zakonnicy! 
Kto się zdrady spodziewał, Kupido w kapicy? 

187. Respons na to po śmierci Morstynowej. 

Skoroś się ty Morstynie w inszy świat przemienił, 
Zaraz się on Kupido twój w Marsa odmienił. 
Co przedtym na pieszczonym siedział matki łonie, 
A teraz już dwu braciej oddaje Bellonie. 

188. Na traf. 

Śliczne dziewczę cisnęło pomarańczą na mię; 
Więc nie wiem, gniewli to był czyli łaski znamię? 
Nie był gniew, boby raczej kamieniem wolała; 
Nie łaska też, boby ją z rąk swoich oddała. 
5 Jakożkolwiek gdy była od niej odebrana, 
I mnie już odtąd insza nie będzie kochana. 



189—192 WlEUSZK ZBIMRANEJ DUUŻYNY 65 

Gniewali się, bodaj się nie długo gniew aJa. 
Kochali się, bodaj się do stu lat kochała. 

189. O pannie Sosnowskiej Gab. Lub(ienieckiego) wiersz 
do dobrego przyjaciela. 

Jeśli ten świat jest morze, a żyć w nim żeglować, 
Przestań się, przyjacielu, proszę cię, dziwować. 
Że nim na okręt wsiędę, nim żagle rozwinę, 
Postaram się o gładką do masztu sośninę. 

190. O pannie Suchodolskiej, wiersz Samuela Arciszewskiego. 

Świat jest morzem, lecz siła ryb na morzu pływa, 
Siła ludzi z okręty przez nie się dobywa. 
Ale trudno jednemu całe morze zbrodzić, 
Dosyćże jest i nad to, Suchym Dołem chodzić. 

191. Respons na to J. T. 

Lepiej jest, niż po morzu niestatecznym brodzić, 
I trzykroć mówię, lepiej suchym dołem chodzić. 
Zwłaszcza kiedy nim idąc dostatek zdrojowej 
Wody zawsze mieć możesz ku ochłodzie zdrowej 
I ustom upragnionym i sercu nędznemu, i 

Coż już może porównać Dołowi Suchemu? 
W którym życzę byś chodził chłodząc serce swoje, 
Aczby mi milej było, gdybym ja mógł moje. 

192. Tegoż Samuela Arciszewskiego wiersz na chustkę, daro- 
waną od Imci D. Suchodolskiej dobremu jego przyjacielowi. 

Chorągiew z płótna, z paciorków klejnoty. 
Węzły jedwabne, afekt szczyrozłoty, 
Afekt życzliwy, droższy złota wagi. 
Ten dyamenty, rubiny, szmaragi, 

I karbunkuły przechodzi zacnością « 

I co na świecie chlubi się drogością. 
Królestwo, zbiory, fortunę i sławę, 
Wszytko to może zarzucić za ławę. 

Wirydarz. I. 5 



66 WIRYDARZ 193-194 

Kto się tym może szczycić przed innymi, 
10 Fortunny nader prawdziwie na ziemi. 

Tego tu masz znak nieoszacowany, 
Z nieprzepłaconej ^ rąk ofiarowany. 
Winszuj ęć, abyć tak szczęście służyło; 
Acz gdyby to mnie, milej by mi było. 

193. Epigrama tegoż Arciszew[skiego] na Suchy Doł. 

Żeglarz płynie po morzu, zysku będąc chciwy, 
Tam gdzie wiosło abo pędzi wiatr życzliwy. 
Ja zysku nie chcę, morzu nie wierzę żywota; 
Suchy Doł morze moje, a zysk moj Dorota. 
6 Kopacz w górnych otchłaniach kruszcu bogatego 

Szuka, chcąc napaść biedne żądze serca swego. 
Ja w kruszcach, w górach smaku nie znam, nie chcę złota. 
Suchy Doł góra moja, a złoto Dorota. 
Rolnik w pol szyrokości skarby swe zakłada, 

10 Tam robiąc pewien w Bogu, że się dobrze nada. 

Mnie już z polem odjęta do roli ochota. 
Suchy Doł pole moje a skarb moj Dorota. 
Próżno w morzu i w górach i w polach szukacie, 
Zysku, złota i skarbu pewnego nie macie. 

16 Dar Boży w ziemi, w morzu zawarł szczęścia wrota. 

Dar Boży grecką mową nazwany Dorota. 
Czego żeglarz ni kopacz ni rolnik znajduje, 
To w sobie ma dar Boży, tym się popisuje, 
Tam szczęśliwość prawdziwa, tam wieczny skarb cnota: 

20 Jedno imię zawiera, z Suchodoł Dorota. 

194. Na szczęśliwą konjunkcyą wielkiego małżeństwa tegoż 
Sam. Arciszew[skiego] wiersz. 

I. 

Fortunne omen z nieba to zdarzyło. 
Że dwa tak zacne domy dziś złączyło, 

* Dopisano: »To jest Doroty, którą tak Kochanowski nieprzep/aconą 
nazywać. 



196—196 WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 67 

Możnych Sapiehów, Hlebowiczów sławnych; 

Obadwa z książąt idą starodawnych. 

Sława ich pnie się nad gwiazdy wysokie, fi 

A panowanie po świecie szyrokie. 

U. 

Niebieskie oko kryje światło wieczne, 
By się nie ćmiły promienie słoneczne 
Od wdzięcznych oczu tej śhcznej bogini, 
Którymi wszędy blask gdzie pojrzy czyni. 
Lecz barziej się lśni nad drogie kamienie « 

Glans wielkich cnot i zacne urodzenie. 

m. 

Choćby orient wszytkie złożył skarby 
Ba, i świat cały, o zacny Podskarbi! 
Nie odważyłby odrobiny tego 
Skarbu dziś tobie od Boga danego. 
Ten skarb należy właśnie podskarbiemu, « 

I ten podskarbi, skarbowi też temu. 

Ekscerpta niektóre z Dworzanek Jana Gawińskiego, które 

poty idą, póki ten znak napisany będzie: J. G. 

195. Do Jana Kochanowskiego J. G. 

Nieźle czasem powiedzieć, co człowieka boh, 
Przed sobie poufałym, gdy go masz powoli. 
Bo gdy na wierzch żal wyńdzie, mocy swej ujmuje, 
Lecz tajemny źrze serce i duszę morduje. 

196. Kachna do Kochanowskiego. J. G. 

Dlategom się kazała w łaźni przypatrować. 
Byś mię potym mógł snadniej, Janie, odmalować 
Ale kiedy nas dwoje chcesz być tylko w łaźni, 
Jako widzę i z pęzlem, podź do Bożej kaźni. 



68 WlRYDARZ 197-204 

197. Do Filipa momota. J. G. 

Kasiu masz rzec; ty mówisz: Kaka siusiu moja; 
Uszy i nos obraża, Bracie, mowa twoja. 

198. Na niezgodliwego. J. G. 

Z ludźmi się sam nie zgadzasz, a masz gładką żonę; 
Go cię miano miłować, to miłują onę. 

199. Z Ovena po polsku. J. G. 

By mężowi służebnej pozwoliła stara. 
Wieku tego pono się rzadka najdzie Sara. 

200. Żywot niespodziany. J. G. 

Wypuścił ducha, aż zatrzymał duszę; 
Bzdem śmierci pozbył, śmiele to rzec muszę. 

201. O Dyonie i Dyanie. J. G. 

Wenus niekiedy zarzuci Dyanie, 
Niesłuszna siecią zabawiać się pannie. 
Ta zaś odpowie: Mniej mi to zawini; 
Lecz co pod siecią ma czynić bogini? 

202. O Klimku. J. G. 

Żeby żona nie przyszła złym gościom na łupy, 
Klimek swojej Klimkowej mocno strzeże Dureń. 

203. O Miłocie sędzim. J. G- 

Źle robi, dobrze lecz sądzi Miłota, 
Jest on cnotliwy, i oraz niecnota. 

204. O świętokrajcy. J. G. 

Świętokrajcę tracić miano. 
Gdy go na plac wprowadzano, 
Rzecze ludziom żalem zdjęty. 
Za Kościół umieram święty. 



205—210 WIERSZE ZBIERA.NEJ DRUŻYNY 69 

205. Do Bałdeckiego praktyka. J. G. 

Mówiłem ja, Baidecki, moj prawnisiu, tobie: 
Gdy się spijesz, po mieście nie chodź w nocnej dobie. 
Nie słuchałeś mię, w tym cię złe potkały trafy, 
Boś dwa wziął a niestarte w gębę §§. 

206. Do Anny. J. G. 

Śliczna Anno, w tej cię być kładziemy istocie, 
Jeśliś nie sama cnota, tedy równa cnocie. 

207. Do tejże. J. G. 

Zimie kwiecia ustają, tobie w wiecznej dani 
Hołd oddała wdzięczny kwiat hesperyjska pani, 
Kwiat piękny co się lecie, co się zimie żarzy. 
Ten jaki, śliczna Anno? Kwiat twej pięknej twarzy. 

208. Do tejże, tegoż J. G. 

Prosiłaś mię o obraz Kupida małego, 
Zacna Anno, w pokoju moim będącego, 
I dajęć, jednak pytam, coć po malowanym. 
Gdy jest żywy Kupido w ciele twym kochanym? 

209. Do tejże, tegoż. J. G. 

O obrazek Kupida usilnie mię prosisz. 
Wdzięczna Anno, więc skutek prośby swej odnosisz. 
Jednak gdy go odbierasz, rzec mi śmiele przyjdzie, 
Do Wenery Kupido, syn do matki idzie. 

210. Na unią Korony z Litwą. J. G. 

Z serca życie powstawa, z serca miłość wschodzi, 
Głowa sercu ozdobą i rząd c?owa rodzi. 
Sercem jest zacne księstwo, głową cna Korona, 
Związek piękny, gdy głowa z sercem zjednoczona. 
Zacne państwa, wszej ^ ja wam winszuję wieczności, , 
Z swoją głową to serce gdy żyje w jedności. 

* W odpisie: swej. 



70 WIRYDAIIZ 211-217 

211. O Bornku starym J. G. 

Bogaty Bornek, lecz już w starej dobie, 
Młodą pojmuje lubienicę sobie, 
I dobrze: my go chwalić musim z tego, 
Że fundusz czyni dla kogoś młodszego. 

212. Do Anny. J. G. 

Anno, dałaś mi ust swych, ba i śmiele 
Rękę założyć na swym ślicznym ciele. 
Dałaś i słowo; dalej o co stoję. 
Acz nie wymówię, zrozumiesz myśl moje. 

213. Na posagi. 

Jak stepowane sukno bywa na nadragi*, 
Tak zrazu huczą, potym kurczą się posagi. 

214. Przyjaciel jednany. 

Choćby najlepiej sprawa była pojednana. 
Łatana po staremu już bywa nazwana. 

215. Na Wenerę. 

Nierada Wenus nikogo bogaci; 
Ma syna golca; rada, kto jej płaci. 

216. Lekarstwo na robaki. 

Kto chce wygubić robaki swe z brzucha, 
Niechaj tam wsadzi bociana lub Włocha. 

217. O mieszku. 

Aby nie przyszło do resztu, 
Trzeba na mieszek aresztu. 

* Nadragi spodnie. Te i następne wiersze wzięte z »Co Nowego*. 



218—222 WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 71 

218. Natura rusticorum. 

Rustica gens, Optima flens, Pessima ridens. 
Rusticus in tempio mulus, in foro athletus, in taberna miles. 

219. Sześć dziwów w Litwie. 

MaJo pościeli, a wiele piór... to jest s^omy. 
Mało trzewików a wiele skór... to jest łyczaków. 

et e contra. 
Wiele pościeli bez piór... to jest także słomy. 

Wiele trzewików bez skór... to jest łyczanych łapciow albo 

[chodaków. 
Wiele miast bez murów... to jest drobnych miasteczek. 
Wiele panów bez gburów... to jest drobnej szlachty. 

220. Quid significet nimius pallor. 

Qui nimium pallet, aut intense studet, aut vehementer 
invidet, aut nervose amat. 



221*. 

^ . pit rem pit . ne . te , borem 

Qui ca . uxo ca . si qvie , la , 

ret re ret ne te borę. 






Cur 


Tua 


Te 


super 
Be 


super 
Bis 


super 
Bia 


super 
Abit. 



* Częste to po rękopisach zabawki, nieraz nieco odmienne, np. w ręko- 
pisie Akademii krakowskiej, nr. 865, brzmi nr. 216: O cur superbe su- 
perbis, Deus supernus negat superbis vitam supernam (w pierwszym 
rządku O cur i t. d., w drugim tylko super, w trzecim reszta zgJosek); 
w nr. 217 koniec odmienny : tristi mulcedine pavit — Christi dulce- 
dine lavit. 



72 WIRYDARZ 223-224 



223. 

Qu An di tri de fu stra 

os gvis rus sti nerę vit, 

H San mi Chri de vul la 

224. De requisitis formosae faeminae carmina. 
(Otto Melander pag. 134). 

Triginta haec habeat, quae vult formosa vocari, 
Faemina. Sic Helenam fama fuisse refert. 
Alba tria, et totidem nigra, et tria rubra puella, 
Tres habeat iongas res, totidemąue breves. 

5 Tres crassas, totidem graciles, tria stricta, tot ampla. 
Sint idem huic forniae, sint quoque parva tria. 
Alba cutis, nivei dentes, albiąue capilli. 

Nigri oculi, cunnus, nigra supercilia; 

Labra, genae, atąue ungves rubri ; sit corpore longa 
10 Et longi crines, sit quoque longa manus. 

Sintque breves dentes, auris, pes; pectora lata, 

Et clunes distent, ipsa supercilia. 

Cunnus et os strictum stringunt ubi cingula stricta. 

Sint coxae, et culus, vulvaque lurgidula. 
15 Subtiles digiti, crines, et labra puellis, 

Parvus sit nasus, parva mamilla, caput. 

Cum nullae aut rarae sint hae, formosa vocari 

NuUa puella potest, rara puella potest. 

Toż samo po polsku przełożone przez Olbri/chła 
Karmanowskiego. 
Trzydzieści sztuk mieć winna każda białogłowa, 
Chceli być gładka jako córka Tyndarowa. 
Białych trzy, czarnych także, trzy też upatrować, 
Rumianych, długich, krótkich, w tąż się ma najdować. 

6 Trzy miąższych, cienkich, ciasnych po trzy, także wiele 
Przestronych, małych też trzy ma być w pięknym ciele. 
Biała płeć, zęby jak śnieg, taż farba warkoczy, 



225 WIBHSZK ZBIERANEJ DRUŻYNY 73 

Czarne brwi, grześ jak murzyn a sokole oczy. 

Wargi, pazur, rumiane, jak koral, jagoda; 

Włos długi, ręka także, wspaniała uroda. lo 

Ząb drobny, uszko, nóżka, a przestrone 

Piersi i pani stara, więc brwi niespojone. 

Krok ciasny, usta równe, wcięta w pas jak łątka, 

Nos mierny, głowa mała, niewielkie drażniątka. 

Zad i udy subtelne, cis jak najjędrniejszy, 15 

Warga, palec, włos im jest cieńszy, tym piękniejszy. 

225. Gadki rozmaite ^ 

1. 

Mężczyzna, nie mężczyzna, choć po męsku chodzi. 
Syrena, nie syrena, choć ją w głos przechodzi. 
Syrena, bo na morzu i mieszka i śpiewa, 
Nie syrena, bowiem się łuską nie okrywa. 
Nie anioł, bo ma ciało; anioł, bo w czystości 6 

Wiek prowadzi i życie prawie w niewinności. 
Nie panna, bo ma męża i z panem ślub brała, 
Panna, bo mu panieństwo swe ofiarowała. 
Bogata, bo za pana szła świata wszytkiego, 
Uboga, bo jałmużny prosi u każdego w 

I wiele innych żywi, biorąc w imię Boże. 
Sama bierze, ale dać nikomu nie może. 
Zgadnicież mi tę gadkę za zdrowie Franciszka, 
Starosty na Sanoku, jeśli znacie. Mniszka? 

2. Pióro. 
Gadaj mię, ktom jest, chceszli mian być za mądrego. 
Żaden bezemnie mądry, chociam coś małego. 

* Rozwiązanie dopisywać Trębecki na końcu, odwracając na wspak 
litery, zwyczajem i po innych rękopisach używanym ; my przed numerem 
wypisujemy. Pierwsza zagadka, częsta po rękopisach, jest piorą Hieronima 
Morsztyna, czy jednak i dalsze? Jest tego po rękopisach dosyć, najładniejsze 
pisał Andrzej Morsztyn, inne dedykował Zbygniew Morsztyn pani Denho- 
fowej i t. d. 



74 WIRYDARZ 225 

w ciele mieszkam a ciała i krwie nie mam w sobie. 
Matkę swą przy odzie wam i noszę na sobie. 
5 Gdy mię z domu wyciągną i utną mi głowę 

I język mi wywloką, dopiero mam mowę, 
Której głos acz jest tajny, mądrzy jednak znają, 
I tajemnice przez mię drugim podawaj ą, 
Zwłaszcza gdy się napiję trunku zwyczajnego 
10 I harcu w białym polu dotrzymam słusznego. 

Więc i znak gdy kto ujrzy na miodowym domu 
I tam pozna od kogo co należy komu. 
Ale i ten co o mnie prawi z chęci swojej. 
Nie mógł się obejść bez usługi mojej. 

3. Cień. 
Służę, choć rai nie płacą, bo nie potrzebuję 
Jadła ani odzienia, gdyż zimna nie czuję. 
A służę już tak wiernie, do kogo przystanę, 
Że od niego do samej śmierci nie odstane. 

5 Skoro słońce na niebo, już tak na to godzę. 

Że cały dzień to za nim, czasem przed nim chodzę. 
Lubo wierzchem lub czasem sześcią jedzie koni, 
Ja też także tuż przy nim, bo mi nikt nie zbroni. 
Głowę mam bez rozumu, a uszy bez słuchu, 

10 Zęby i nos, choć nie jem, ani puszczam duchu. 
Wszytko mam co ten, komu służę, tylko oka 
Nie mam, a przecie widzę do ciemnego mroka. 
Nawet latam jako ptak, lecz tylko po ziemi. 
Ziemię miasto powietrza tłukąc skrzydły swymi. 

15 Strzelec mię nie ubije, ni w sidło mię zima. 
Choć mię łacno dogoni, ale nie poima. 
Zejdę ja i po wodzie, a nic nie znać tego, 
Ale iżem jest zdrowia barzo schorzałego. 
Przeto też nie na nogach lecz tylko przy ścienie 

20 Stoję i podpieram się, to me przyrodzenie. 
Żadnej się najostrzejszej nie obawiam broni, 
Ja każdego, a mnie nikt bieżęcy nie zgoni. 



225 WIĘKSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 75 

Każdemu ja przydrzeźnię, co on czyni i ja 

Toż czynię, chociaż kto je, chociaż i wypija. 

Piję i ja nie pijąc, jem nie jedząc, ale i 

Tylko się o to dzieci więc gniewają małe. 

Światłość mię rodzi, ciemność gardzi mą osobą. 

Obejrzy się a to ja tuż stoję za tobą. 

4. Łódź dębowa. 
Viva fui, vivos pavi, nunc mortua vivos 
Ipsa fero, et vivos celeri superambulo gressu. 

Po polsku wersya J. T. 
Gdym była żywa, karmiłam też żywych, 
Teraz nie żyję dla ludzi złośHwych, 
A choć nie żyję, żywych przecie noszę. 
Nad nimi biegam, zgadni ktom jest, proszę. 

5. Klucz. 
Cnot wielkich dokazuję, chociem małej siły. 
Domy otwieram; te zaś, co otwarte były. 
Znowu zawieram; pańskie dostatki w mieszkaniu 
Zachowując, samem jest u niego w schowaniu. 

6. Łańcuch. 
Samem jest mocno twardym żelazem związany. 
Są tacy, których i ja wiążę na odmiany. 
1 wielem ich uwolnił z wiązania mojego, 
Siebie jednak rozwiązać nie mogę samego. 

7. Rak. 
Gadaj, co to za przysmak, co w ogniu żałobną 
Barwę traci, a bierze szkarłatu podobną? 

8. Mojżeszowi. 
Komu uszło połamać przykazania Boże 
A tak, że się sląd żaden grzech dowieść nie może? 



76 WIEYDAllZ 226 



9. Jonasz. 
Jeszczem zgoła nie umarł, juzem pogrzebiony. 
Ni z drzewa ni z kamienia grób moj urobiony. 
I żyję i rozum mam i choć wiem o sobie, 
U żywegom jest w mocy i wożę się w grobie. 

10. Arka Noego. 

Dic mihi quae fuerit ąuondam ditissima navis, 
Unica quae vexit totius orbis opes? 

Co za skrzynię tak wielką dawne miały lata, 
Że bogactwa wszytkiego wraz schowała świata? 

11. Ewa. 

Dic mihi, quae fuerit, matri quae filia nupsit, 
Cuius erat mater mascula, nemo pater? 

Która córka swej własnej matce żoną była, 
Ojca nie miała, choć się z mężczyzny zrodziła? 

12. Żona Lotowa. 
Zwyczajniem urodzona, jako wszyscy wiecie. 
Jednak przecie nie żyję, choć jestem na świecie. 

13. Mol. 

Pismem żyję, a nie wiem, co jest i co znaczy, 
Zrosłem w księgach, a nikt mej mądrości nie baczy. 
I sławnym wierszopisom jam dobrze dokuczył; 
Wskroś je przebiegszy, nicem z nich się nie nauczył. 

14. Dym. 

Gorzkie mam łzy aż nazbyt, a przecie bez wieści; 
Żadnej w sobie nie czuję przyczyny boleści. 
Szedłbym pod niebo, lecz mi w tym powietrze szkodzi; 
Kto mię spłodził, i sam się bezemnie nie rodzi. 



^25 WIKRSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 77 



15. Mak. 
Nogę mam zbyt wysoką, głowę nie mniej dużą, 
Insze członki są małe, ale do snu służą. 

16. Słowo nieborak. 

Nic nie jest na tym świecie tak utrapionego, 
Jako ja, gdy mię będziesz uważał całego. 
Ale kiedy uważać będziesz środek z głową, 
Że nie masz nic lepszego, uznasz własną mową. 
Przypatrzże się zaś nogom i środkowi memu, 6 

Ujrzysz, że żołądkowi zgodne są głodnemu. 
Same zaś nogi uważ, obaczysz mą drogę, 
Że chodzić jedno nawspak, inaczej nie mogę. 
Spytany o nieprawdę, odpowiedaj głową 
Moją, a o przyczynę, środkiem i swą mową. lo 

17. Dzień i noc. 

Ledwie podobno wierzyć mi będziecie, 
Że dwie są siostry takowe na świecie: 
Jedna się z drugiej naprzemiany rodzi, 
Matki i siostry: niech to kto pogodzi. 

18. Jaszczurka. 

Jeśli czyj, tedy też moj los najnieszczęśliwszy: 
Nie mogę się urodzić matki nie zabiwszy. 
Zabiłam matkę, ale toż i moje ciało 
Cierpieć będzie, co dla mnie matczyne cierpiało. 

19. Gornix et nix. 
Res volat in silvis, nigro vestita colore. 
Si caput abstuleris res erit alba ni mis. 

20. Muscatum. 

Si caput est, currit; ventrem coniunge, volabit; 
Adde pedes comedes et sine ventre bibes. 



78 WIRYDARZ 226 



21. Dawidowemu synowi Amraonowi. 
Komu się na chorobę taką zanosiło, 
Mydła w zęby, kijem w pęp, co go trzeba było. 

22. Paryż. 

Zgadniciesz mi tę gadkę: od początku słońca 
Głowę ma papieżową, a ryż zaś od końca. 

23. Respons i gadka. D... 
Zgadniciesz w^y tę wzajem: od początku słońca 
Głowę ma jak u dudka, a papieża z końca. 

24. Adam i El j as z. 
Kto był, co umarł, choć się nie zrodził prawdziwie, 
Kto zaś nie umarł, choć się zrodził niewątphwie? 

25. Czerwonego dno morza. 
Co to za ziemia, która od stworzenia swego 
Nie zajrzała tylko raz światła słonecznego? 

26. Szybolet. 
Kiedy i kędy słówko jedno tę moc miało, 
Że jednym śmierć a drugim żywot rozdawało? 

27. Działo (Jac. Torellii Fanensis). 
Yulcanus genuit, peperit natura, Minerva 
Edocuit; nutrix ars fuit atąue dies. 
Vis mea de nihilo; tria dant mihi corpora pastum, 
Sunt gnati: strages, ira, ruina, fragor. 
Dic hospes quid sim? num terrae aut bellua ponti? 
Aut neutrum, aut quo sim facta vel orta loco? 

De eodem aliud. (Julii Caesaris Scaligeri). 
Tota gula est, porrecto pectore rostrum: 
Multipedes pedibus monstra duobus agunt, 



^25 WIEK8ZK zBJKRAKEJ Drużyny 79 

Ferrea vox, ąualem sibi ąuondam optavil Homerus, 
Si tamen audisset, nollet habere sibi. 
Ut ricino, nullus postremae est exitus alvi, 5 

Sed saturo, quod non suscipit ore vomit. 

28. Ślimak. 

Nie czoban anim jeleń bystronogi, 
Choć na mnie widzisz okazałe rogi. 
Nie wielbłąd, choć garb znaczny z sobą noszę, 
I ciężar dźwigam. Zgadni ktom jest, proszę. 
W miejscu nie mieszkam ani w jednym kraju, 5 

Za paszą jeżdżę, jak Tatar w Nahaju. 
Bieg mam tak rączy, że z żółwiem w zawody 
O zakład puszczać nie mógłbym bez szkody. 
Tak wyprawując leniwe korbety. 

Ledwo więc traflę do stołu na wety. 10 

Bywam przed pany, bywam, przyjacielu, 
Gdyś na bankiecie, i w twoim gardzielu. 

29. Bawół. 

Jam woł, lecz gdy mię pierwszy raz widziano 

imię moje snadź się nie zgadzano. 

1 słusznie, bom jest przecie coś dziwnego, 
Nie rak, nie ryba, ani co wodnego. 

Z rybami jednak, kiedy chcę, przebywam; 5 

Kiedy chcę, z zwierzem w puszczach przemieszkiwam. 

Ghceszli mię wiedzieć, nie łamiąc swej głowy? 

Przystąp z upornym o mnie do rozmowy; 

Rzeczeli, nie woł, sprzeczaj się; tak snadnie 

Język twój nie chcąc, jak mię zową, zgadnie. 10 

30. Daniel (zwierzę). 
Zgadniesz, wiem, bo masz rozsądek głęboki 
I pilnie czytasz pismo i proroki: 
Nie Mojżesz, chociaż jak on noszę rogi, 
A przecie prorok i mam cztery nogi. 



80 WIRYDARZ 225 



31. Jeleń. 
Łubom niewinny i nie łomie prawa, 
Jak na złoczyńcę na mię jest ustawa. 
Lubo zawzięci na mię nic nie czują, 
Tak chciwie na moj żywot następują, 

5 Jakobym króla zabił abo jaką 

Zbrodnię popełnił barzo ladajaką. 
Ja też, lubo się czuję w niewinności. 
Uchodzić muszę srogiej okrutności. 
Wielkie orszaki ludzi na mię zwodzą, 

10 Ścieżki me murem zdradliwym obwodzą. 

Potym ciekawych szpiegów rozpuszczają, 
Co o mnie wszędzie głośno znać dawaj ą. 
Tak obtoczony zewsząd fortelami. 
Samymi zdrajcom składam się nogami. 

15 Ale im chciwiej uwodzę swą duszę. 

Tym prędzej wpadać na zasadzkę muszę. 
Tam usidlony kiedy padam trupem, 
Stawam się moim zdrajcom wdzięcznym łupem. 
Jednym się zaraz krwie mojej dostawa, 

20 A drugim ciało w obłowię zostawa. 

I taką ze mnie uciechę więc mają, 
Że o tym z chęcią cały dzień gadają. 
Jeśli z opisu żywota mojego 
Nie zgadniesz, idźże do lenia jakiego 

25 Podczas obiadu, spytaj się co czyni; 

Goć odpowiedzą, imię me uczyni. 

32. Tchórz. 
Tak mię już ludzie na języki wzięli, 
Że i nadzieję sławy mi odjęU. 
Choć mi nie straszna i największa kura, 
W męstwie nie każdy wyrówna mi ciura, 
5 Przecięm ja błazen i niemasz lekarstwa, 

Na tak zawzięte złych ludzi szczekarstwa. 



225 WlKKSZE ZBiBkANEJ DKUŹYNY 81 

Nawet kiedy kto popuści słabemu 
Zamkowi, twierdzą, że to jest po memu. 

33. Zając. 

Darmo wy tchórze o bojaźń sądzicie, 
Bom ja większy tchórz, a wy w tym Wadzicie. 
Wszytkiego mię strach, wszytkiego się boję, 
Byłem ja uciekł, o sławę nie stoję. 
Jeśli mnie nie znasz, spytaj się polnego, 
Go z bydłem czynić, kiedy w szkodzie jego. 

34. Królik. 

Łubom nie zając, ani tchórz smrodliwy, 
Jak oni oba, takem bojaźliwy. 
Rod moj wysoki od monarchów idzie, 
Choć mię to widzisz w takowej ohydzie. 
By nie źli ludzie, bodaj ich zabito, 
Co mi dwie w tyle litery przyszyto, 
Byłbym monarchą jako drudzy nimi. 
Co podpisują literami mymi. 
Teraz, że mi tak ogon przyprawiono, 
Szczyrego błazna ze mnie urobiono. 

35. Łoś. 

Nie koniem pewnie ani osieł gnuśny, 
Ani muł ludziom pod juki posłuszny. 
To mię wżdy cieszy, co o mnie pisał ktoś, 
Że chociem krotki, przecie ujdę za coś. 
Ba i po śmierci mej mam tę ozdobę, 
Że leczę trudną doktorom chorobę. 
Czego jeśliś ty nie barzo wiadomy, 
Wywróć Sol, będziesz, ktom ja jest, świadomy. 

36. Sobol. 
Łubom przyjechał od północnej strony, 
Płeć mam jak murzyn południem spalony. 

Wirydart. I. ( 



8^ winvi>ARz '^25 

Tytuł swój 2araz powiem, luboś spaczny, 

Niedługo bawiąc, czytelniku baczny. 
) Jeśli nie dosyć, oglądaj się w koło, 

Obacz mię z tyłu, zajrzy mi i w czoło. 

Jedno zdaleka powiem ci w ostatku, 

Waruj urazie, bo mam boi w pośladku. 

Gadajże chceszli, boć się uznać nie dam, 
) Alboć ten sposób desperacki podam: 

Uciąwszy sobie coś nakształt ogona 

Moj przypraw^, będzie gadka wyłożona. 

37. Popielice. 
Chcesz wiedzieć imię rodzaju naszego, 

Zajrzy w oblicze kapłana ruskiego. 
Tamci wiadome będą tajemnice, 
Bo nas tak zowią jako jego lice. 

38. Gronostaj. 

Z naj gładszą damą ze płcią najpiękniejszą, 

O cudność w poswar nie sromam się wchodzić. 

Wiem, że niż wszytkie mam ja pozorniejszą, 

Ktorąm zwykł króle i monarchy zdobić. 
5 Przy łożu ściśle pieszczę się z paniami. 

Zwłaszcza z poranku, ale i z wieczora, 

Tak że koszula tylko między nami. 

Ale ten sekret chceszli zgadnąć która, 

Pewnikiem mego poradź się ogona. 
o Mam tam w nim srokę, wygada się ona. 

Nie rozumieszli. idźże do winnice, 

Tam mnie obaczysz większą połowicę. 

39. Kunica. 
U drzwi kościelnych łubom nie dewotka 
Mieszkam; zamykam nie drzwi, bom nie kłódka; 
Nabożnam, ale moje nabożeństwo, 
Gdy go u ważysz, szczyre jest błazeństwo. 



W1EUS/.E ZBIKUANEJ DllUŻYNY 83 

Co drudzy za gwałt wielki więc miewają 5 

To mnie za cnotę księża przyznawaj ą, 
Która do nieba ludziom drogę ściele, 
Kiedy za szyję trzymam przy kościele. 

40. Łaska pańska. 
Nie pisz jak widzisz: choć nie mam nic sama, 
Mam co dać, bo mam dostatniego pana. 
Wprawdzie mię w wzroście skrzywdziła natura, 
Alem jest możnych krolow godna córa. 
I to rzecz pewna, że u ojca mego r, 

Nad moje imię niemasz nic droższego. 
Komu mię ślepa matka ma daruje, 
Niech sobie złote góry obiecuje. 
Jedno ostrożnie, bo za mną w też tropy 
Niechętna sługa liczy moje stopy. 10 

Gachów mam pełno, choć nie mam gładkości. 
I żądze wzniecam; równam w tym miłości. 
Pieszczonam barzo, lecz nie w obieraniu. 
Bo kto szczęśliwszy, tego mam w kochaniu. 
A kogo pożar niewidomy pali, w 

Wtenczas swe szczęście i nadzieję chwali, 
Kiedy w nagrodę statku po wytrwanej, 
Znajdzie mię w oczach swej panny kochanej. 
I gdybym była co stateczniejszego, 

Ledwieby w niebie naleść co słodszego. su 

Aleć się szczyrze przyznam, moj galancie, 
Że czasem rada jeżdżę na tarancie. 

226. Pieśń. I to dobre i owo niezłe. 

Raz gdy nocne zorze w cichej wodzie gasły, 
A pasterki owce pod gajem pasły. 
Słyszę głos walczących, co osiedli gorę: 
Ja Phillidę wolę, a ja zaś Glorę. 

Phillis jest nadobna, Glorys pewnie niemniej, 5 

Ta pięknie pogląda, a ta foremniej, 



84 W1RY1>AR2 2^^ 

Ta małe ma rączki, a ta mniejsze nogi, 

Ta za ludzie chwyta, a ta za bogi. 

W tej przedziwna piękność, a w tej dziwne cnoty. 
10 Tej usta jak koral; tej warkocz zloty, 

U tej jasne oczki, a u tej zaś ciemne, 

Tamtej są miłosne, a tej przyjemne. 

Phillis jest pieszczona, a Glorys okrutna, 

Ta miła, wesoła, a ta choć smutna. 
16 Phillis piękniej stąpa, Clorys lepiej skacze. 

Tamta wdzięczna w śmiechu, ta choć i płacze. 

Phillis oczy wabi, Clorys sercem rządzi, 

Owa miłość łapa, a ta ją sądzi, 

Phillis serca miękczy, Clorys im pomaga, 
20 Tamta afekt słodzi, a ta wymaga. 

Phillis niema wady, a Clorys przygany. 

Ta nie zna niestatku, a ta odmiany. 

Phillis w sercu dzika, ale Clorys wierna. 

Tamta jest powabna, ta miłosierna. 
25 Phillis dziwnie dobra, a Clorys łaskawa, 

Ta kocha gdy pocznie, ta nieustawa. 

Dla tej cierpieć miło, a dla tej omdlewać. 

Ta się kochać każe, a ta spodziewać. 

Dla tej serce taje, a dla tej usycha, 
80 Do tej więcej płacze, a do tej wzdycha. 

Owa myślom sidła, ta ponęty daje. 

Ta dobrocią wikła, ta choć i łaje. 

Phillis jak niebo, Clorys jako zorza, 

U tej serce gwiazdy, dla tej łzy morza. 
35 U tej myśli wiatry, u tej proźby fale. 

U tej serce w toni, a u tej wcale. 

Phillis zawsze śliczna, a Clorys bez końca, 

U tej brwi jak tęcze, tej oczy słońca. 

Ta ma serca w ręku, a ta miłość w mocy, 
40 Ta zmysły krępuje, a ta je troczyć. 

^ Dopisano: >abo tak, Tamta dniom panuje, ta dniom i nocyc, a do 



227 WIKRsZK ZBIRRANKJ DRUŻYNY 85 

Phillis nad boginie, Clorys jak bogini, 

Tę chwalić trzeba, tej nikt nie obwini. 

Ta jako kwiat wdzięczna, i ta stoi za to, 

Ta mila jak wiosna, a ta jak lato. 

Phillis jak róża, Clorys jak hha, *6 

Tej piękność nie ginie, a tej nie mija. 

Phillis jest Dyaną, a Clorys Palladą, 

Owa szczyrze kocha, i ta nie zdradą. 

Tej usta jak kanar, tej jak lipiec gęba. 

Clorys godna raju, a Phillis nieba. fto 

227. Bankiet wymyślny. 

Były wilcze pasztety i kiełbasy lisie, 
Para żab szpilkowanych na głębokiej misie. 
Zwierciadło do rosołu, z chrzanem barskie mydło, 
I do ostrego pieprzu wyrwanty i szydło. 
Obuch kwaśno, sieradzka wkowka z fordymentera. 
Stary połhak z oliwą, buzdygan z cymentem. 
Szczenięca siekanina, kocię do sałaty, 
I starego kożucha opiekane łaty. 
Szołdry z udow komorzych i wątróbki musze, 
Żądła szerszenie w gorzkiej zaprawiane jusze. lo 

Salamandra pieczona, żółta krakacica^, 
Smolanę sęki, z wapnem smażona żywica. 
Kuropatwa pod wiecheć, wroni nos z powidłem, 
Sroczy ogon z bocianim przypiekany skrzydłem. 
Psi bigos z kaparami na zimno robiony, i-"* 

Skok zajęczy z cebulą w oleju smażony. 
Babi ząb do zatoki, wędzone brodawki, 
Wszywy kołtun z gnidami tylko dla zabawki. 
Z młodych żab galareta, chrząszcze do podlewy, 
Z octem, z pieprzem, z cebulą krążane cholewy. «o 

następnych wierszów: >abo tak, Phillis jak bogini, Chloris nad boginie, 
Dla tej świat umiera, z tą żyw, kto ginie*. 

^ Krakacica, polip; ponta, pata, bródka; zatoka, właściwie za- 
łuka, jucha. 



86 WIRYDARZ 228-229 

Niedopyrze duszone i sowie frykasy, 
Krecie sadło spuszczone pięknie do okrasy. 
Broda wielka na misie kaszą popluskana, 
Przy niej ponta niemiecka jajem pomazana. 

25 Potym wąsy tabaką brzydko usmarkane 

I strupami z parszywej głowy posypane. 
Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury, 
I gołębiego mleka tureckie farfury. 
Świnie masło, syr z wieprza, cielęce smiotanki 

30 Iz jesionowej skory przypiekane grzanki, 

Pluskwami potrząśnione powidło wołowe. 
Toż zajęcze morele, figi wielbłądowe, 
Z młodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy, 
Z starych sośni daktyle, wszytko djabeł dziwy. 

228. Ad conspectum urbis Yenetae. 

Yiderat Hadriacis Yenetam Neptunus in undis 
Stare urbem et toto ponere iura mari. 
Nunc mi hi Tarpeias qvantum vis Juppiter arces 
Obice et illa tui moenia Martis, ait. 
^ Si pelago Tyberim praefers? Urbem aspice utramąue: 

lUam homines dices, hanc posuisse deos. 

Po polsku przełożył J. 1, T. 
Widział Weneckie Neptun w Adriej stojące 
Miasto a prawa morzu całemu dające. 
1 rzecze, niech mi Jowisz i tarpejskie grody 
I Swego Marsa raurow nie stawia na przody. 
* Choć Tyhr chce mieć nad morze \ lecz o miastach powie. 

Tam to ludzie, a to zaś stawiali bogowie. 

229. In eandem urbem Samuelis PrzypkowH. 

Iliaci cineres manibus fabricata deorum 
Moenia nunc phrigio moesta favilla solo, 

* Dodano: Sannazarius, qui pro hoc epigrammate ^00 aureos acce- 
pit; w tfumaczeniu, w. 5 dopisano: abo tak: Jeśli lybr ma nad morze. 



230 WIKR8ZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 87 

Desinite iniustis coelum pulsare ąuaerelis, 

Est tanti argolica procub[u]isse manu, 

Dum fugitiva iterum magnum gens temperet orbem. s 

Pergamaąue invita stent recidiva dea. 

Si non Roma satis, vester cui sanxit Apollo 

Moenia, bis senis condita vulturibus, 

Respicite Hadriacis extantia culmina in undis, 

Neptuno fuerat dignior iste labor. lo 

Dardanium nomen terris fatale regendis 

Si fuit et Phrigiis imperium exulibus, 

Ecce in Romuleae succedit fata senectae 

Gens Antenoreo nobilis exilio. 

Po polsku przełożył J. T. T. 
Iliackie popioły, mury zbudowane 
Ręką bogów, perzyną smutną przysypane, 
Przestańcie winić skargą mniej potrzebną nieba. 
Tak upaść od argolskiej ręki było trzeba, 
By zbiegły naród rządził na potym świat cały, ^ 

I nad wolą boginiej Pergamy powstały. 
Jeśli nie dość na rzymskich murach założonych, 
Od Feba dwojgiem sześciu sępów wy wróżonych, 
Patrzcie na Adryackiej wodzie, jak pałace 
Pyszne stoją, godniejsze Neptuno wej prace. »o 

Jeśli nieba Dardanom przejrzały rząd świata, 
I wygnańcom frygijskim państwo winny lata, 
Oto wstępuje w rzymski wyrok nachylony, 
Naród Antenorowym wygnaństwem wsławiony. 

230. Eiusdem in conspectum Alpium. 

Culmina quae modicus coelo disterminat aether, 
Culmina vicinis proxima sideribus, 
Suffectura oneri magnus quod sustinet Atlas, 
Terre novos fessus qui neąuit indigetes, 
Dicite cur gelidis geritis capita alba pruinis, & 

Imaąuc supremus sidera tangat apex? 



88 WIRYDARZ 231-232 

Fallor? an hinc sese melius ut cerneret ipsam, 
Terra parens, canum sustulit alta caput? 

Wierszow na Alpes łacińskich, wersya polska autore J. T. T. 
Wierzchy, trochą powietrza z niebem się dzielące, 
Wierzchy wyniosłe, blizkich gwiazd sięgające, 
Wybyście wystarczyły temu ciężarowi, 
Którym nowi mieszkańcy ciężcy Atlasowi, 
> Przecz to głowy zronione białym szronem macie 

A swym karkiem wysokim niższych gwiazd tykacie? 
Mylę się? czy chcąc lepiej widzieć, jak jest rosła. 
Matka ziemia, swą siwą głowę tak podniosła? 

231. Eiusdem in glaciem. 

Quid liąuidum strinxit laticem, qua Gorgone visa, 
vitreum marmor rigiduistis aquae? 

Wersya polska J. T. T. 

Co zdrój jasny tak ścięło^? Której wzrok Gorgony 
Sprawił, że w sklany marmur potok obrócony? 

232. Epitaphium quod idem coniugi suae scripsit. 

Faeminei specimen iacet hic et gloria sexus, 
Condita quae recubat Nympha sub hoc tumulo. 
Corporis atąue animi decus, veneranda venustas. 
Forma pudorąue, simul contumulata iacent. 

Wersya polska. 

Ozdoba swej płci, pani przyjemnego wdzięku. 
Nie uszła nieużytej śmierci srogich ręku. 
Z nią oraz cnota i wstyd, który przy ozdobie 
Wspaniałej twarzy świecił, w jednym leży grobie. 

Dopisano: abo tak Co ciekaey zdrój ścięło? etc. 



233 — 23 r WItóUSZK ZBIERANKJ DRUŻYNY 89 



233. Eiusdem. 

Accipit has lacrimas et flebile carmina donum 
Quaeque maritalis munera praestat amor. 
Sed neąue in hoc tumulo nec tristibus occubat umbris 
Sancta anima gremio credita Christe tuo. 
Non capit hos manes locas hic, nec debita coelo s 

Clauditur obscuro nobilis umbra situ. 

Wersya polska. 

Ogień nieugaszonej po śmierci miłości, 
Czują małżonki twojej, mężu, zimne kości. 
I łzy i twej przyjaźni upominki wzięte. 
Pałace, gdzie teraz jest, przeniknęły święte. 
Ona gdzie za żywota była jej nadzieja, & 

Odpoczywa na łonie swego dobrodzieja. 
Nie płacz jej; nie umarła, ani jej ostrymi 
Śmierć sroga nie zażęła pazurami swymi. 
W cieśni podłego grobu zmieścić się nie może, 
Komuś niebo przestrone otworzył, o Boże! ^^ 

234. Afekt życzliwy na dzień doroczni św. Anny, 
pewnej osobie ofiarowany. 

Już szczęśnie złoty Phoebus dawno pałające 
Efektem wota kończy a serce tęskniące 
Już dzień dzisiejszy cieszy, że afektu mego 
Mogę oświadczyć szczyrość tobie życzliwego. 
Ozdobna w swej urodzie nimfo Krakusowa, * 

Szlachetnie urodzona Anno Camarowa. 
Ciebie cnotą, urodą, ciebie i innymi 
Przymiotami natura zdobi panieńskimi. 
A nadto lubo drogi dyament przy złocie, 
Nie tak jaśnieje jak twa ludzkość przy ochocie. ^^ 

Nie tak pieszczone róże oko zniewalają, 
Ani wdzięczne liHe taki przymiot mają. 
Aby swobodne serca wabiły lubością. 
Na twoje zaś gdy wzgląd mam urodę z ludzkością. 



90 WIRYDAKZ 235 

15 Natychmiast mówić muszę: Nic pozorniejszego, 

Ani natura miała nic ozdobniej szego, 

Ciekawe oko ludzkie nigdy nie widziało. 

A zaż tego statecznie zawsze nie doznało 

Moje serce, które już tak się zniewoliło, 
20 Aby twoim na wieki niewolnikiem było. 

Rad w tym i sam zostanę: i trybut wdzięczności 

Otoć pierwszy wypłacam, przy uroczystości 

Wielkiej patronki twojej : Żyj w szczęściu u świata, 

Niech ci złota fortuna złote wije lata. 
2^' Atalantać już widzę placu ustępuje, 

Hippomenes niech o cię szczęśliwie certuje. 

235. Do Jagi. (Morstyna podskarbiego w. k.). 

Nie przeto. Jago, jestem ci poddany, 

Że urodzeniem możesz zrównać z pany. 

Nie przeto, żeć twarz taką dały nieba, 

Że się jej poddać koniecznie potrzeba. 
^ Nie przeto, że masz mimo insze panny 

Wzrost udatniejszy i kształt tvvoj sudanny^ 

Nie przeto, że gdy rozpuścisz wesoły 

Gios twój niebieski, zawstydzasz anioły. 

Nie przeto, że i śniegi i słoniowe 
1" Kości sztychują zęby twe perłowe. 

Nie przeto, że cię gdy go spuścisz z czoła, 

Wios aż do kostek okrywa do koła. 

Nie przeto, że w cię tak się wpiły cnoty, 

Że indziej mieszkać nie mają ochoty. 
^^ Nie przeto, że kto tej doli dożenie, 

Wielką podporę wziąwszy z tobą w tdenie. 

Nie przeto, mówię, mam ci wolą służyć, 

Póki śmierć oka nie każe zamrużyć. 

Ale że wszytko oraz jest u Jagi: 
20 Dora, twarz, kształt, głos, ząb, włos, cnota, posagi. 

» Kształtny, hoiy. 



236—211 WJERSZE ZBIKRANEJ DKUŹYNY 91 

236. Luna et virgo. 

Luna. Pallida pluit, rubicunda flat, alba serenat. 
Virgo. Pallida cupit, rubicunda dat, alba recusat. 

237. Nux et virgo. 

Dum nux rubescit, et virgo crine pubescit, 
Tum nux vult frangi, et virgo stipite tangi. 

238. Żart na jednego skąpego, który tytułowane wina 
kazał gościom nosić. 

Ne revertaris, si fers mihi Quid gloriaris. 
Si fers TJtcunque^ daemon vos tollat utrumąue. 
Di tibi dent flere, si fers, Nosłri miserere. 
Ibis ad astra poli, si fers, Me łangere noli. 

239. Łaskiego Polaka, posła kroIa Stepłiana, żart na wino 
w Weneciej, gdy publice był traktowany nie barzo przednim 

winem. 

In cratere meo Thetys est coniuncta Lyaeo. 
Est dea iuncta deo, sed dea maior eo. 

240. Żart doktorski na kaptuna 

Huius caponis alae sunt valde malae, 
Brachia et pectus habent suos defectus, 
Eiusdemąue crura sunt valde praedura, 
Capiit et pedes, haec ergo edes. 

241. Recepta na bladą niemoc. 

Kiedy na bladą niemoc chorowała, 
U wieszczek rady dziewczyna szukała. 
Z których jej jedna tak odpowiedziała: 
Końcem tych liter wyrażono stoi, 
Anno, recepta tej choroby twojej. « 



92 wiłiYDARZ 242-243 

242. Mąż i żona jedno. 

Mąż i żona jedno ciało, a przecie nie czuje. 
Mąż, kiedy mu kto inszy żonę kutneruje^. 

243. Apoftegma. 

Jedna panienka chora z wiewiórką igrała, 
Która jej pod pierzynkę coraz uciekała. 
Zazdrościł jej młodzieniec, który w nawiedziny 
Przyszedł, żałując chorej, tak pięknej dziewczyny. 

5 I rzekł, gdybym ja tam był, gdzie tak rozkoszuje 

Ten wiewior, po pieszczonych członeczkach łasuje. 
Panna na to odpowie: Żeby tam kapało 
Na cię, skądbyś miał wczasu pono barzo mało. 
Młodzian wtym powie: A wszak tam dobrze sklepiono 

10 I okrytym okapem dobrze opatrzono. 

Panna rephkę daje, że w takim okapie 
By najlepiej sklepiony, na kpa zaicsze kapie. 
O durny Korydonie, quae te dementia 
Capit, że cię w regestr kpów wpisała Łucya. 

Alio modo (J. T.). 
Jeden panicz udatny, rodu niepodłego. 
Udawał się do panny z dworu królewskiego, 
Która, że mu nie całym przyjacielem była. 
Chcąc jego też doświadczyć, chorobę zmyśliła. 

5 Ten nawiedza jak chorą, ona też styskuje, 

Jak w prawdziwej niemocy. Wtym ow upatruje, 
Że wiewiórka raz na wierzch pierzyny wybiega. 
Drugi raz pod pierzynę znowu nazad wbiega. 
Westchnie mówiąc: Jakbym się miał za szczęśliwego, 

10 Kiedybym przybrać postać mógł zwierzątka tego. 

Jakożbym odprawował częste przenosiny. 
Raz na wierzch, a drugi raz na spod tej pierzyny. 

* Kosmacić, naslr^ępiać sukno. 



244—246 wiKRSZE zbieranrj drużyny 93 

A snadźby tam kapało na was, panna powie. 
Ow, mniemam, że tam dobrze sklepiono, odpowie. 
Panna z tej odpowiedzi wziąwszy pochop, rzecze, i 

I w najlepszym wiedz sklepie na kpa zawsze ciecze. 
Musiał odejść ze wstydem jako wilk zmoczony, 
Będąc od sztucznej dziewki we kpa postrzyżony. 

244. Jak galą, tak biją. 

Na blizką się przejażdżkę raz było zjechało ^ 
Kawalerów i panien udatnych niemało. 
Wtym gdy jeden wężyka sprawnym toczy koniem, 
Skrzypnie pod nim kulbaka, a panna chcąc po nim 
Dworskim żartem pojechać, rzecze, snadź tu mają 
Szczurcy gniazdo, bowiem się jakoś odzywają? 
A ten: Szczurkom być w siedle, rzecz nieprzyzwoita, 
Raczej na wasz kiep, panno, moja kusia zgrzyta. 

245. In simili odpowiedź. 

Służały jadąc drogą ujrzy przy jezierze, 
Że dziewka podkasana chusty sobie pierze. 
Więc, że wzruszone fale o nię się wstrącały, 
Mocno jej białe udy były zczerwieniały. 
(Koniec skreślony; jest podobny w >Figlikach« Rejowych). 

246. Nieobiecany kąsek. 

(Początek wykreślony). 

Coż było czynić po tej daremnej robocie? 
Musiał miły pan Hanus zostać przy ochocie. 
Jakoby mu psi obiad zjedli, tak się sierdzi, 

Ciągnąc skórnie do pasa, ledwo już nie pie 

Barzo brat miły czasu przestrzegał swojego, 
Dlatego nie utrzymał szczęścia gotowego, 

* Dopisano: wybraJo. 



94 WIRYDAK55 247 — 249 

Które kiedy przeciwnym komu zezem padnie, 
Nieobiecany kąsek i z gęby wypadnie. 

247. De clerico et rustico. 

Rusticus amabilem obsecrabat yirginem, 
Ut sua dona acciperęt eumąue diligeret 

Oculte, oculte. 
Audiens haec clericus, ąui veniebat citius 
Virginis ad ostium et pulsabat clanculum 

Oculte, oculte. 
5 Yirgo iacens in lectulo, respondebat clerico: 

Si quis est antę ianuam detrahat corrigiam 

Oculte, oculte. 
Audiens haec rusticus, qui veniebat tardius 
Yirginis ad ostium et pulsabat clanculum 

Oculte, oculte. 
Yirgo iacens in lectulo, respondebat rustico: 
10 Si quis est antę ianuam ąuaerat sibi aliam 

Oculte, oculte. 
Eheu, eheu perdidi, omnia quae habui 
Aurum argentum sericum, virgo amat clericum 

Oculte, oculte. 



248. Na kobzę. 

Graj ty przecie, kobzo ma, choć cię wszyscy ganią; 
Łacno temu o lepszą, kto ma grzeczną panią. 
Ta kobza melodyjna, chocia trochę głucha, 

Ale skoro przyłożysz swój 

Szust, szmer, szelest wydaje, tysiąc stron wraz grają, 

Zgadni, którą to kobzę mym wierszem mianuję. 

249. Do pewnej osoby. 

Trudno przeczyć potrzebie, ani rozum radzi, 
Gdzie w zad cofnąć nie można, cug puścić nie wadzi. 



250—252 WIB5RSZE zbieranej dkużyny 95 

Nieżyczliwa fortuno, lub ci się tak zdało, 

To co mi gwałtem bierzesz, wróć przy naj miej cało. 

250. Item do pewnej osoby. 

Śniegiem igrasz, i samaś śnieg, pierwej niż minie 
Śliczność twoja, proszę niech przykrość wszytka zginie. 

251. O Kupidynie. 

Tobołę miasto łuku do ramion przypiąwszy 
Kupido, a styk w rękę za pochodnią wziąwszy, 
Zaprzągł woły i orze; zorawszy jak trzeba, 
Posiał, a w tym zuchwalec pojrzawszy do nieba, 
Rzecze: Jowiszu radzę, sprzyjaj oraczowi, 5 

By nie przyszło z Europą bobrować wołowi. 

252. Elogium na śmierć pana Myszkowskiego, złożone przez 
pana Żorawiriskiego, kasztelana bełskiego. 

Jeśli żony małżonek abo pozostały 
Słusznie płacze rodziców potomek ich mały, 
Jeśli słuszny jest lament irodzonego brata, 
Kiedy mu miła siostra zejdzie z tego świata, 
Słusznie dziś P...y kwoU naenia niech śpiewa, 6 
Cokolwiek niebo swoim okręgiem przykrywka. 
Siła tu ona mężów, sióstr rodzonych siła 
I niezmierną kpów braciej liczbę zostawiła. 
A jej cnego potomstwa żaden nie wyliczy, 
10 

Panny, co na dwuwierzchnym Parnasie mieszkacie, 

Tuszę, że się jej i wy trudno zaprzeć macie. 

A ty między inszymi Erato wspaniała, 

Któraś jej żywej kwoli wesoło śpiewała, 

Weźmi krzykliwe gęśli, a tonem żałobnym 16 

Śmierć jej opłacz i rymem czasowi podobnymi 

Niechaj razem północne i południe kraje 

^ Dopisano: sposobnym. 



96 WlRYDARZ 252 

I gdzie jasne zapada słońce i gdzie wstaje, 
Wiedzą nieszczęście swoje, a osierocony 

20 Świat niechaj swój usłyszy żal nieutulony. 

Ona wszech rzeczy matka, studnica żywota, 
One każdemu na świat niepochybne wrota, 
Utrapionych pociecha, rzeczy pospolity eh 
Podpora, żywe żrzodło rozkoszy obfitych, 

25 P... mówię O Parki złośliwe! 

O jędze, na upadek ludzki barzo chciwe! 

Mało na tym, że wiekiem same szafujecie, 

Że złe i dobre ludziom szczęście rozdajecie, 

Że świat z czasem zniszczycie, jeszcze na tym mało, 

30 To wszytko oraz zgubić lepiej się wam zdało. 

P... wszytkorodna, o kochanko świata, 
Także i tobie były zamierzone lata. 

1 ty co wszytko widzisz, umrzecieś musiała; 
Co wszytkim żywot da wasz, samaś go stradała. 

3ó Jako od starych matek w przybytek osobny 

Hucząc z ula wylata zastęp miodorodny, 
Jaki huk zwykły czynić szumne morskie wały, 
Kiedy z północy wiatry szalone powstały, 
Taki jest dziś na świecie dla twego skonania. 

40 Lamentów pełno wszędy, pełno narzekania. 

Płacze cię hardy Hiszpan i Włoch na zysk chciwy, 
I z bluźniercą Anglikiem Francuz niecierpliwy, 
Czech bitny i z nim wszytek rod niemiecki dawny, 
Więcej kuflem niż rzymską monarchią sławny. 

45 Płacze przemyślny Rusin i Polak swobodny. 

Butny Litwin i z nikim Moskwicin niezgodny. 
Płacze Turczyn i ci co za pana go znają, 
I Węgrzy co w swym cnoty języku nie mają. 
Toż obój a Indya z swymi Aetiopy; 

50 Toż czynią, co przeciwne nam stawiają stopy. 

Nawet i ci co się świat słusznie nimi brzydzi, 
Niż obiecanej ziemi barziej płaczą Żydzi. 
Ci zaś co za żywota mało o cię trwali. 



253-256 wjMRaZR zbibhanbj drużyny 97 

A raczej się sąsiada twoją zabawiali, 

Śmiech sobie z tego czynią, a złość nieużyta ss 

Cudzą szkodę za własny pożytelc poczyta. 

Lecz jeśli kiedy wróżyć poetowie mają, 

Jeśli ducha wieszczego płoche rymy dają, 

Zazdrość się sama pożrze, a twe wdzięczne plemię 

Tak gęsto nieobeszłą w krąg osiędzie ziemię, «o 

Jako gęsto po niebie gwiazd widać w pogody, 

I jako siła piasku morskie kryją wody. 

A ona podniozszy się od zawisnych oczu, 

Na niebie świecić będzie przy złotym warkoczu 

Tak, że ci, co na gwiazdach znają się na świecie, es 

Wszyscy się zadziwują tak śUcznej komecie. 

253. Drugi nagrobek krótszy. 
Siła niewczasow, trwóg siła wytrwawszy, 
I niezliczonych stosów wytrzymawszy, 

W tym naostatek P legła grobie, 

Marmur z napisem L. P. tym mając na sobie, 5 

Aby więc każdy, co tędy pobieży, 
Do razu zgadnął, że tu P — leży. 

254. Leszczyiiski do Reja. 

Rej, co się wnukiem pisoryma liczy, 

Wiedząc w tym domu o foremnej p , 

Chce iść na frymark i w pludrach przynosi 
J . . . a też trefne, a o p prosi. 

255. Co obierać najlepiej. 

Srogi to zapał, przy urodzie kopa, 
W popiół obróci kamiennego chłopa. 
Ty do małżeństwa jeśU masz ochotę, 
Brakuj tym wszytkim, a obieraj cnotę. 

256. Vicinumque pecus grandius uber habet. 

Smaczne kradzione a cudze, nie swoje, 
W swoim smak jeden, a w sąsiedzkim dwoje. 

Wirydftrr. I. 7 



98 wmYDAftz 257-261 

Pan dał obiesić chłopa o dwie rybie, 
Weźmie i suknią, kiedy w grochu zdybie. 
i Ty, żeś cudzego ruszał połcia śmiele, 

Nie rozgrzeszą cię ladajak w kościele. 
Kto chce ujść kary, nie być za to ścięty, 
Pomni, non Ucet, co rzekł Iwan święty. 

257. Na babożenia. 

W wielkim dla ciebie dzisia chodzę żalu, 
Żeś jajca zaprzedał kwoli szpitalu 
I dasz jej mięsa, kiedy się przepości, 
A baba tobie żyłowate kości. 

258. Bieda panieńska. 

Wielką ta mękę cierpi, a nader żałosną, 
Która miłosne serce ma, ale twarz sprośną. 
Większą ta i równa się potępieniu wierzę. 
Gdy gładkiej i dorosłej za mąż nikt nie bierze. 

259. Stróż na stróża. 

Nie wierzył żonie, a nie miał też komu. 
Słudze rozkazał, by pilnował domu. 
A ta sposobem tym stróża użyła: 
Dała mu wprzód i galanta wpuściła. 





. Piękna 




Helena 


Żona 


Wstydliwa 




Lukrecya 


ma 


Bogobojna 


jako 


Sara 


być 


Roztropna 




Penelope 




Bogata 




Kleopatra 



260. O czym wiersz łaciński. 

Quam ducturus es, habeat P. quinque puella. 
Sit pia, sit prudens, pulchra, pudica, potens. 

261. Natura białej płci niezrozumiana. 

Najsroższego zwierzęcia zrozumiesz naturę, 
Białej głowie czart w serce, drugi wlazł za skórę. 



262—265 wiKRSZE zbieranej drużyny 99 

262. Panna bez wstydu. 

I naturę twą piękną i wspaniałe zmysły, 
Popsowały, ma Panno, tych strojów wymysły. 
Raczej strojów poprzestań, choćbyś naga była, 
Moja ludzkość wżdy by cię i z ciałem okryła. 
Nic po stroju bez cnoty. Panna bryzo wana 
Bez cnoty, kamienica słomą przyodziana. 

263. Dzisiejsze żony. 

U poganow za męże żony umierały, 
A dziśby i na grobie jego tańcowały. 
Nie tylko żeby która zań zdrowie dać miała, 
Leczby mu je i trzykroć sama wziąć wolała. 
Ledwie z jednego dusza, na kobiercu drugi, 
Dziś wesele, jutro akt ostatniej posługi. 

264. Microcosmus. 

Mały świat człowiek żywy; tam niebo, gdzie głowa; 
Zmysły, planety; rozum, słońce, przytym słowa. 
Błądzi świat, na nim człowiek: niebo się obraca, 
Śmierć od wschodu na zachód dzień nocą potłacza. 
Gdyby odmienna Luna niewiast nam nie dała, 
Światby nie stał na nogach, cożby głowa miała? 

265. Na tabalcę wiersz od Polaka Polakom tylko ofiarowany. 

Tam gdzie w swoim udziale Acherontskie brody 
Trzyma Pluton, gdzie płyną niepamiętne wody, 
W lewo z bramy piekielnej jest pole przestrone. 
Równiną nad Stygijskim brzegiem rozciągnione. 
W środku zaś tego pola jest drzewo niemałe, 
I wzrostem i szyrokim liściem okazałe. 
To drzewo wszytkie drzewa na świecie celuje 
I płodnością^, i przeto, że słońca pilnuje. 

» Dopisano: bujnością. Wiersz ten, piorą Trębeckiego (czego cyfra 
dodana dowodzi), naśladuje podobny wiersz Szlichtynga (por. n. nr. 361) 
i A. Morstina. 

7* 



100 WiKYDAirz 265 

Bo skoro słońce na świat promień swój wywodzi, 

10 Ono w tenże trop list swój znamienity rodzi. 

A skoro słońce w wielki ocean zapada, 
Tedy i z niego liście natychmiast opada. 
To liście czas niemały gniło pogardzone, 
Póki mieszkańcom świata nie było znajome. 

ló Ale gdy według zdania Pitagorowego 

Po stu lat dusze wyszły z lochu podziemnego 
I w naznaczone sobie wróciły się ciała, 
Dopieroź o tym drzewie wieść się rozleciała 
Taka po wszytkim świecie, że chcąc Pluton srogi, 

20 Aby czysto piekielne zostawały progi, 

Zlecił to Eumenidom, żeby wyganiały 
Co wieczór z bramy dusze, by się wyczyściały; 
Pod tym drzewem usiadszy owe nędzne kupy 
Jego liściem zas...e ucierają d..y. 

25 Więc, że też szockie dusze wespół tam cierpiały. 

Po wyszciu sta lat, kiedy na świat się wracały, 
Chcąc aby się czym światu z piekła przysłużyły, 
Srogą moc tego liścia w rury nakręciły 
I przezwały tabaką, a dla lepszej chwały, 

80 Którym Uściem swe zadki dusze ucierały, 

Dali imię farynskiej; które zaś nietknione, 
Te na prostą tabakę od nich są skręcone. 
I odtąd ten swój towar brzydki, ladajaki, 
Szoci zwykU przedawać za przednie przysmaki. 

3r, Jeszcze gdy jej nad zamiar w swoich budach mają, 

Żeby się zdała świeżą, zawsze na nią szc 

I tak to sławne ziele z go ... m pomieszane, 
Musi być jeszcze nadto szc.y odwilżane, 
Dlatego żeby cale nic nie brakowało, 

40 Coby do zupełnego smrodu należało. 

O brzydcy śmierdziuchowie, którzy takie smrody 
Zbywacie ludziom, godni śmierdzącej nagrody. 
Żeby was pod wychodki za nogi wieszano, 
A jak wy na tabakę, tak też na was sz — o 



265 WIKKSZE ZBIKHANKJ DRUŻYNY 101 

I jak wasza tabaka ludziom czerni zęby, 45 

Że jak psu z kałamarza, drugim śmierdzi z gęby, 

Mym zdaniem słusznie by wam za to wyrządzono, 

Kiedyby z paszczek waszych wychod uczyniono. 

Dość Szotom tej łaciny, a ciebie, Polaku, 

Tak co się domem bawisz, jak ciebie dworaku, w 

I ciebie cny rycerzu, obrońco ojczyzny, 

Proszę, nie zażywajcie tak sprośnej trucizny. 

Niech jej insze narody jak chcą zażywają, 

Ja im tego nie zajrzę, gdy smród wypijają. 

Ale ciebie żałuję Polaku wspaniały, 55 

Żeś tak o miłe zdrowie barzo jest niedbały, 

Zabawiając się zawsze przemierzłą tabaką. 

Smrodliwą i szkodliwą, by trucizną jaką. 

Abyś wiedział, iż zielska używanie tego 

Nie szpeci tak dalece narodu żadnego, eo 

Jako naszych Polaków, którzy że nie mają 

Ni w czym miary, i w tym też onej nie trzymają. 

Gdy poczną pić, wypiją pipek i trzydzieści, 

Każdy na się, a drugi równo i czterdzieści. 

Zkąd dziąsła, ba i zęby tak zafarbowane 66 

Mają, jakoby były smołą szmelcowane. 

Od tej zaś do proszkowej, jak z rogu krzywego 

Wsypie na rękę na kształt kolosu jakiego 

Gromadę, a w nos ciągnie, nie raz, nie dwa razy, 

Ale na dzień mogę rzec, że i pod sto razy. 70 

Zkąd jak na wąsach sadza, tak z nosa likwory 

Płyną, tak jak przez rowy płynie gnój z obory. 

A dlaczego ją pije? nie dla inszej sprawy. 

Dla zbycia złych humorów, abo dla zabawy. 

Po djable taki humor, co nos zastanowi 75 

Jak franca^ a drugi już ledwo co i mówi, 

Kiedy mu garło flusy le z głowy zatkają, 

Bo własnego meatu przez nozdrza nie mają. 

Inszy prawie bez mózgu, który wysuszyła 

Tabaka, a sama się w głowę wkorzeniła »o 



102 WIRYDARZ 265 

Tak, iż gdyby drugiemu głowę otworzono, 
Mózgu nie, tabaki by pełno naleziono, 
A takiego nałogu i tak brzydkiej wady 
Kto chce ujść, życzę, aby posłuchał mej rady. 
85 Pluń na tabakę, a dla humoru dobrego. 

Zażyj de puro grano piwa wystałego, 
Które na lagrze winnym domowej roboty 
Piwnica twoja chowa; tym sobie ochoty 

1 lubym gościom dodasz. Jeśli też przewoźne 

90 Smakujesz, w państwie naszym najdziesz piwa rożne, 

Klarowne i wystałe, najdziesz tu Leszczyńskie 
Łagodne, z gęstą pianą obaczysz Brzezińskie; 
Albo Łowieckie, co więc chłopom gęby krzywi, 
Albo Wareckie, którym Warszawa się żywi. 

u5 Ujskie i to przyjemne, gdy nieprzypalone. 

Wielickie^ nie mniej sławne, które garła słone 
Swą wdzięczną treścią chłodzi. Nie gań Żółkiewskiego, 
We Lwowie będąc, miej się do Jezuickiego. 
Zielone Biłgorajskie jak lipiec się pije, 

i 00 A w głowie jak wino wianeczkiem się wije. 

Na Międzyrzeckie każdy podróżny się kasze, 
Podpiwszy nim jeszcze go weźmie i do flasze. 
Kolnę też, iż graniczy tuż obok z Prusami, 
O lepszą swoim piwem z ich idzie birami, 

105 I wdzięczną łuną krasi pijących jagody, 

A równą miarą ciepła daje i ochłody. 
Kiedyć się też Prusami zdarzy kiedy jechać, 
Świętych Siekierek piwa nie słuszna poniechać. 
A kiedy zaś do Gdańska popłyniesz z szkutami, 

110 Zażyj że dubelbiru z pany Gdańszczanami. 

Tylżyńskie i łagodne i wraz mocne piwo, 
Za speciał go bierze do Żmudzi co żywo. 

* Dopisano: koszyckie. 

2 Dopisano: Jeszcze zapomniał piw rożnych, jako to: Jeżewskiego, 
Białobrzeskiego, Wągrowieckiego, Kortskowolskiego, Sierbskiego (!). Ko- 
ścierskiego, Litzbarskiego. 



265 WIERSZK ZBIKKANEJ [»RUŹVNY 103 

Litwa w Kownie, w Poswolu, piwa wychwalają 

A z Bauska zasię birow tęgich zasięgają. 

Ciż kiedy towarami w Rydze więc handlują, ns 

To ich kupcy u siebie Mumą utraktują. 

Ale dosyć o piwach, bo im dłużej piszę. 

I sam coraz to barziej chmiel już w głowie słyszę. 

Jeżeli zaś przy piwie masz i pczelne dary, 

Bo kogóż zawsze stanie na drogie kanary, i-jo 

Toś pan, to będziem pełnić rześko za twe zdrowie, 

A gdy co wesołego Bacchus w ucho powie. 

Aż tu w głowie się roi, nogi chcą tańcować. 

Zwłaszcza gdy jeszcze panny będą przyśpiewować. 

1 muzyka za fraszkę stanie w takiej dobie i** 

Przed ich intony, miarę ja biorę po sobie. 

Którego nie tak cieszą z instrumentów noty. 

Jako syrenie równy głos ślicznej Doroty, 

Kiedy różanym wstydem oblokszy jagody 

Kwoli mnie swe wesołe rozwiedzie melody. >*o 

Pić tedy miody dobre nie tylko nie wadzi. 

Ale toż ze mną tobie i Salomon radzi. 

Jakoż ma mli rzec prawdę, trunku mi zdrowszego 

Nie pokażesz, bo pczołka co jest najlepszego 

Z ziemi, z drzew, z ziół, z owoców zbiera i sposobi, ^'* 

I z tych rożnych essentij miód pachnący robi. 

Który gdy nie przebrany, dobrze uwarzony, 

Czysty, nie skąpo dany, chmiel w nim utajony, 

K temu nieprzysmaźany, farbę przyrodzoną 

Zatrzyma bursztynową, abo też złoconą. ^*^ 

Nie łward jak ścianę lizał, nie słodki jak syta, 

Lecz korzenną słodyczą podniebienie chwyta 

A w szklenicy się roi i szepce: takiego 

Nie zgani, byś nim króla częstował samego. 

Stare też miody tak są wielkim panom wzięte, ^** 

Że w fasach żelaznymi obręczami spięte 

Za dawnych onych krolow stoją postawione, 

A korzeniem zaszytym w workach podprawione. 



104 WlllYDARZ - 265 

Takiego wolę wypić kieliszek trojaki, 

!5o Niźeliby sto pipek plugawej tabaki. 

Nakoniec jeżeli masz dostatek pieniędzy, 
Djabla się masz przeciwić lichej pieszej nędzy, 
Każ wbrod dawać węgrzyna owego z Tokaju, 
Zwłaszcza de uva passa lepszego rodzaju, 

155 Tudzież Piotra z Symonem aż od Hiszpaniej, 

Muszkateł i małmazji zasię od Kandiej. 
Rywułę wtąż, alakant, sęki i kanary. 
Łagodny Frontoniak i Luterdrank stary 
I zdrowe Ryńskie wina, chłodne cytrynowe, 

i«o Hohlandzkie niemniej wdzięczne jako i wiszniowe. 

Te wszytkie w smak nie podłe, ale zrana zdrowe, 
Masz wiedzieć, tak piołunek, jako omanowe. 
Krom tych wspomnionych najdziesz wina rozmaite' 
Które bliższe i dalsze krainy obfite 

165 Morzem i lądem sławnej Polszczę posyłają. 

Przy nich tych trunków, które nasze nieba dają, 
Chwaląc Boga Polacy mih, zażywajcie, 
A przemierzłej tabaki, proszę, zaniechajcie. 
Bo to ziele obrzydłe, ani tego godne. 

170 Aby go wasze usta tykały swobodne. 

Lecz rzecze żołnierz: dobra w obozie tabaka 
Na wszelakie niewczasy, by recepta jaka. 
Odpowiadam: Przodkowie nasi też bywaU 
W obozach, choć tabaki wonczas ani znah. 

175 Przecie ich sprawą więcej państw nabytych mamy, 

Niż teraz naszą, choć to tabakę pijamy. 
Owszem odtąd jakośmy cudzych obyczajów 
Przejęh, siła możnych straciliśmy krajów. 
Stój pióro! i w zwyczajnych granicach się trzymaj. 

180 Rycerstwo to, ostrożnie zwadę z nim zaczynaj. 

Mają wymówkę, czemu z przodków swych ochoty 
Spuścili, iż rycerskie nie są płatne cnoty. 
Wróć się ty do tabaki i już rzecz kończ swoje, 
Niechaj nie brną daleko te dyszkursy twoje. 



266-271 WIERSZE ZBIElłANIW DUUŻYNY 1 05 

Bodaj wino, miód, piwo, w długie wieki trwały, im 

Póki winnice, pczoly, role będą stały. 

Djable weźmi tabakę i z Szoty pospołu, 

Niech ją tam u twojego w piekle kurzą stołu. 

A ty o wdzięczna Polsko, żyj w sławie na wieki. 

Niech cię Bog z swej łaskawej nie spuszcza opieki, i?" 

Abyś poparła sławy przodków swych wspaniałych, 

W zwycięstwach i tryumfach kwitnąc okazałych. 

266. In monachos. 

O monachi, vestri stomachi, sunt araphorae Bacchi. 
Vos estis, Deus est testis, teterriraa pestis. 

267. In monachum et anum. 

Non audet stygius Pluto tentare, quod audel 
Effrenis monachus, plenaąue fraudis anus. 

268. Epitaphium Francisci Yallae. 

Nunc postquam manes defunctus Yalla petivit, 
Non audet Pluto verba latina loąui. 
Juppiter hunc coeli dignatus honore fuisset, 
Censorem linguae sed timet ipse suae. 

269. Epitaphium Yitellij 

O Deus omnipotens, Yituli miserere Joannis, 
Quem mors praeveniens non sinit esse bovem. 

270. Na piwo mazowiecki rym. 

Cuncta licet pereant piwo niech zostanie, 
Które niech będzie zawsze przy boku we dzbanie. 

271. Hospes et pisces. 

Post tres saepe dies, piscis yilescit et hospes, 
Nisi sale conditus, vel sit specialis amicus. 



106 WIKYDAHZ 272-275 

Gradus sewandae amicitiae. 
Amicum próba, probatum ama, amatum retine. 

Quo modo amittitur amicitia. 

Si mutuo dabis? Ipse non habebis. 

Si habebis? Non tam cito. 

Si lam cito? Non tam bonum. 

Si tam bonum? Amittes amicum. 

272. Tria mulieris petulantiam cohibent. 

Foemina moUe genus turpes proclivis ad actus, 
Ni vir sit custos, ni pudor atque metus. 

273. Gradus venerei. 

Post visum risum. post risum venit in usum, 
Post usum tactura, post tactum venit in actum, 
Post actum factum, post factum poenitet actum. 

Cuaestiones. 
Quaenam mulier pudibunda? Resp. Quae tegit faciem indusio 

[suo. 
Quaenam audax? Resp. Quae duos homines per 

[unum foramen expectat. 
Quaenam meticulosa? Resp. Quae non audet dormire 

[sine viris. 
Quaenam timida? Resp. Quae caudam servat intra 

[nates. 

274. Munera IHeralia. 

Mitto tibi navem prora puppiąue carentem (ave). 
Mitto tibi metulas, si non vis credere, vertas (salutem). 
Mitto tibi lunam, solem simul et canis iram (cor). 

275. Pecunia ubique valet. 

Primo crumenas argento sumito plenas, 
Nam si cares nummis, non virginis oscula sumis. 



276— :?81 wiKKSZE zbikrankj drużyny 107 



276. In ignavos. 

Cras, cras, corsrus ait. nigrum mutabo colorem, 
Sed manet ille niger, sicut et antę fuit. 
Cras, cras, semper cras, sic tota labitur aetas. 

277. Quid vita humana. 

Somnus, bulla, vitrum, glacies, flos, fabuła, foenum, 
Umbra, cinis, punctum, vox, sonus, aura, nihil. 

Quid Nihil? Omnia. Ergo: 

Pul vis et umbra sumus, pul vis nihil est nisi furaus, 
Sed nihil est fumus, nos nihil ergo sumus. 

278. Cuiusdam Galii versus, qui sequentes regiones 
peragraverat. 

Parca manus Belgis, Anglisąue superbia regnat, 
Germanis Bacchus, fronsąne proterva Lechis. 
Gens est Sveca rapax, vindictae Romula servit. 
Hispanus gravis est, Gallia mente levis. 

279. Contra eiusdem. 

Divitiae Belgis, Anglis audatia summa est, 
Germanis animus, libera mensąue Lechis. 
Pugnaces dicant Svecos, Romamąue sagacem; 
Prudens Hispanus, GaUia fortis erit. 

280. Cornix nieretrix. 

Balnea cornici non prosunt et meretrici, 
Nec meretrix munda, nec cornix alba fit unda. 

281. IrreYOcabllia. 

Bis duo notavi, quae non possunt revocari, 
Yirginitas, tempus, dictum verbumque, iuventus. 



108 WIRYDARZ 282-286 

282. Pecuniam emungentia. 

Pisces, perdices, bona vina simuląue meretrices 
ToUunt de cista, quicquid habetur in ista. 

283. Reguła bursalis. 

Reguła bursalis est omni tempore talis: 
Prandium fer tecum si vis prandere mecum. 

284. Monitum. 

O puer charę, noli puellas amare. 
Fingunt vultum, volunt multum. 

285. Aliud monitum. 

Esto quod vis, quod sunt alii, sine quemlibet esse; 
Quod non es nolis. quod potes esse velis. 

286. Optio uxoris difficillima. 

Ergo mihi uxorem qualem ducam? Annę puellam? 

Haec forsan voniet non satis apta mihi. 

An viduam? dominam quis potest ferre tonantem. 

An vetulam? toleret q«is patienter anum. 
b Foecundam? foecunda domum mihi prole gravabit. 

An sterilem? sterilis non decus arbor habet. 

An ditem? nihil est magis intolerabile dite. 

An inopem? quid opis ferre valebit inops? 

Pauciloquara? non me poterit recreare loquendo. 
i© Yerbosam? mulier res est morosa Ioquax. 

Formosam? variis est subdita forma periclis. 

Deformem? poenam ducere nunąuid amem? 

Non igitur ducenda uxor, quia foenore tuto 

Apparent socii damna timenda tori. 
16 Sed cum sit visum tibi sitąue perutile nobis, 

Tu vitae sociam da mihi Christe piam. 



287—289 WIliSltSZR ZBiKUANKJ DUUŻYKV 109 



287. Ausonius in quendam grammaticum scripsit. 

Arma virumque docens, arma virumque peritus 
Non duxi uxorem sed magis arma domum. 
Namąue dies totos totasąue ex ordine noctes 
Litibus oppugnat meąue meumąue larem 
Atque ut perpetuis dotala a Martę duellis » 

Arma in me tollit, nec datur ulla ąuies. 
lamąue repugnanti dedam me, ut deniąue victus 
lurger ob hoc solum, iurgia quod fugiam. 

Inviłatio helluonum. 
Estote hilares domini secundum vocem Nerli: 
Non erant voces neque loquelae. 
Exibat sermo inter fralres. 
Repleti sunt omnes laetitia. 

Loquebantur variis linguis. s 

Ibant quo poterant, stabant quo non poterant aut iacebant 

288. Lex combibonum. 

Sex fugę, qGinque tene, duo trina sequentur. 
Qui vult esse frater, bibat ter vel quater. 
Bibat primus cum secundo, Donec nil erit in fundo. 
Bibat herus, bibat servu3, Ad bibendum nemo serus. 
Bibat ille, bibat illa, Bibat servus cum ancilia. 

Bibat abbas cum priore, Bibat coquus cum pastore. 
Et pro rege et pro papa, Bibat vinum sine aqua. 
Et pro papa et pro rege, Bibamus vinum sine legę. 
Pro rege et pro regina, Bibamus et in culina. 
Nec non et pro patria, Bibamus pocula tria. lo 

Pro duce et exercitu, Bibamus uno halitu. 

Haec est lex probatica, Amicorum unica. 

289. In quendam coecum gestantem claudum. 

Loripedem sublatum humeris fert lumine captus 
Et socii haec ocułis munera retribuit, 



110 WIKYDARŻ 290 292 

Quo caret alteruter, concors sic praestat uterąue: 
Mutuat hic oculos, mutuat ille pedes. 

290. Z ubogiego rzadko dobry. 

Z chJopa pan, z klechy pleban, żołnierz z ubogiego, 
Nad to troje na świecie niemasz nic gorszego. 

291. Rekwizyta dobrego przyjaciela. 

Kto przy mnie za łeb pójdzie, pieniędzy pożyczy, 
Poradzi i gdy jechać, wiele mil nie liczy, 
To jest prawy przyjaciel, takiego szanuję, 
Tym czworgiem niech mi służy; z ostatka kwituję. 

292. Qualitates konia dzielnego ^ 

Koń od ośmiorga ma mieć po trzy rzeczy, 

Tę czwórę sześć sztuk trzeba mieć na pieczy. 

Żeby jako wilk, lekko, trwało nosił. 

Żeby dobrze jadł, kark pięknie wynosił. 
5 Żeby był rączy, sierć subtelną mając, 

Oko wypukłe, to tak jako zając. 

Liszka nog krótkich, długiego ogona 

I głowy małej, to niech ma jak ona. 

Z jeleniem więzi zaś ma być jednakiej, 
10 Nogi tak suchej i chyżości takiej. 

Głos rześki, więc brzuch, co go pas nie zsięże, 

I członki zdrowe, to są rzeczy księże. 

Pierś ma jak mamka dostatnie rozkładać, 

Zad mieć rozbity, dać śraiele dosiadać. 
15 Żeby jak pani szedł pyszno, a składem 

By był powolny, a żary wał zadem. 

Włos gniady, czoło panieńskie i kosa, 

I ubiór strojny, lecz ta sztuka z trzosa. 

* Wydrukował Ujazdowski w »Pam. Sandomirskim*, II, 593 pod 
tytułem: >Kon piękny i dzielny pod rycerzac jako wiersz Karmanow- 
skiego; powtarza się ten wiersz (bez autora) nieraz po rękopisach, por. 
Plebański , str. 18. 



293-^294 WiaRszfc żbUcraNSj dkuźyny 111 

Moszria rzecz lisznia, lecz zdobi wałachy, 

Tę sztukę chwalił Zubcowski u swachy. 20 

293. O tymże alio modo- 

Z ośmiorga zwierząt, każde daje swe godności 
Koniowi sposobnemu do wszelkiej dzielności. 
Biegiem swym wiatronogim on jednorożcowi, 
Podoła i swym męstwem rynocerotowi. 
On królowi wszech zwierząt opiera się snadnie, * 

Przed nim ponury niedźwiedź częstokroć upadnie. 
Przezeń i Mars żelazny ma uciechy swoje. 
Farbując go wbrod krasno, a to w krwawe boje. 
Godzien tedy jest rymów rożnych i też moich. 
Bo go leż rad zażywam sam w potrzebach swoich 10 

Gdyż już się więcej w starym nie kocham zakonie, 
Gdzie chodzili piechotą, nie dbając o konie. 
Już ja wierę na cudzych wolę nogach skoczyć, 
Niźh z panem Abramem podle kija kroczyć. 

294. Na alamodę dzisiejszą. 

Kołem idą znamiona i niebo znajdują. 
Alternatą planety swych czasów pilnują. 
Kołem codzień i słońce po niebiesiech chodzi, 
A swym promieniem jasnym ziemię wskroś przechodzi. 
Kołem i alternatą miesiąc światło bierze, s 

Rok i czasy skazując zawsze w swojej mierze. 
Toż i matematycy tak nam powiedają, 
Że zaś lata i skutki nazad się v/racają 
Pewnych czasów. Lecz i ja z nimi się dziś zgodzę. 
Bo w stroju ojca mego zaś w żupanie chodzę, 10 

Długo się opasując; i delią na się 
Obłoczę, i z drugimi czuchaj wdziewam zasię. 
Zaczym jako i lata tak i stroje chodzą, 
Kołem i alternatą zwyczaje się rodzą. 
Nuż i one połbotki, ciżmy zawlekane, " 

Więc baczmagi tureckie, portki zapinane. 



112 WlRYDARSi Źa5 

Tylko giczag nie nosim, jak starzy chodzili, 
I ostróg macedońskich, chyba zaś pochwili. 
Jużeśmy też i kurty zasię pochwycih, 

20 W których się pradziadowie naszy więc włoczyh. 

I tak te porzucone z pradziadów wnukowie 
Biorą mody, a po nich w sto lat potomkowie. 
Nie psuj, bracie, swych strojów, mówię oszczędnikom. 
Bo się nie przerabiając zejdą twoim wnukom. 

if> I teraz kto dziadowskie ma suknie schowane. 
Od krawca okrutnego nie będą tykane. 
A nietylko Polacy, barziej Francuzowie, 
Także rożnych narodów cni kawalerowie. 
Stroje nie nowe czynią, tylko odmieniają, 

30 Przyczyniwszy cokolwiek, stoletnie chwytają. 

Kołem się, jakom już rzekł, świat i rzeczy toczą, 
I one w dawne stroje i zwyczaj obłoczą. 
I nic nowego niemasz, gdy się przypatrzymy. 
Toż z małą odmiennością zawsze na j dujemy. 

295. Wesele towarzyskie. (Olbrycht Karmanowski). 

Dobra myśl i wesele do nas przyjechało: 
Dud pełen woz jest, widzę, i skrzypiec nie mało. 
Witajcie, wdzięczni goście, chcemy wam być radzi. 
Panie młody, każ przynieść kobierzec czeladzi. 
Występujcie, ksiądz woła, którzy wstępujecie 
W stan święty. Pierwszy Adam, kiedy wiedzieć chcecie... 
Wiąż, księże, nie bawiąc się długimi wywody, 
Jakie miała z Adamem pierwsza Ewa gody; 
Sam to tam Bog sporządził, jako słychać w raju, 

10 Którzy pierwszym początkiem ludzkiego rodzaju; 

Ty powiedz, jako sobie wiarę mają chować: 
Już oni w to potrafią, jako się miłować. 
Nie pierwsza to obojgu: pan młody miał żonę. 
Pani męża; jedno mu uchodziła w stronę. 

16 Już po ślubie! Niech wodę oddawają słudzy, 

Zajzym z kuchni przyniosą pierwsze danie drudzy. 



295 WlKiiSZE ZBIKUANRJ DRUŻYNY 113 

Regestr zginął: siadajcie, kto godzien do stołu! 

A ty, krzyczy, wprzód mięso postaw do rosołu. 

Potym niechaj z korzeniem do ciepłego dają; 

Są kury, jest zwierzyna i flaki być mają. ^o 

Ceremonii tu niemasz, wszytko dobrzy ludzie. 

Panie młody, każcie się ozwać swemu dudzie! 

Noście wina chłopięta; goście jakoś mdleją: 

Podobno nie dojjedli. niechaj wżdy doleją. 

Za zdrowie nowej pary spełnić się godziło: u.^i 

Kto łaskaw życz, aby się dobrze im wodziło. 

Ja sam pierwszą wypiję, a z taką nadzieją, 

Że każdy z wns będzie chciał spełnić mi koleją. 

Wierę słusznie; ja za twe spełnię, panie młody, 

Bodaj eś mógł tak wiele, jako masz urody; so 

Ale jakoś poziwasz; sen to znamionuje. 

Powiadaj, wczas niechaj się który nagotuje. 

Ja za twe. gospodyni; chłopcze, nalej wina: 

Bodaj miała przed rokiem córkę abo syna, 

A ja ojcem: czemu się pani uśmiechacie? sr, 

Krzesnym mówię, próżno się słów moich chwytacie. 

Ja będę pił za zdrowie tego, co już nosi. 

Toć mowa, rzecze pani, djabeł niech was prosi 

Z takowym winszowaniem. Są uczciwsze żarty, 

A te kto wniósł, bodaj miał łeb prędko odarty. lo 

Wymknę ja swoje, kiedy nie wczas, pani młoda: 

Chłopcy, niech mi sam który pełną prędko poda. 

Zda mi się, że tam mają być przewoźne piwa? 

Nie stało ich, to ja nic, gospodyni krzywa. 

Niechaj drugie noszenie wydają co prędzej, *^ 

Mało tam warzystego, pieczystego więcej. 

Panowie, o lepszą myśl gospodyni prosi. 

Podaj sam tę zwierzynę, przy której rog łosi. 

U kogo jest kurz w mieszku, rog słabo ratuje, 

W pierścionek barzo dobry, niech która spróbuje. 

O lepszą myśl panowie: niech się ozwą bąki. 

Miło patrząc na wiosnę, na kwitnące łąki. 

Wirydarz. I. 8 



Il4 WIRYDAKZ 295 

Jeszcze milej na panią, gdy siedzi przy boku, 

Poglądając na swego miłego po oku. 
.'is Pan młody się uśmiecha, znać, że gody czuje, 

Brodę głaszcze, wąs kręci, czapki poprawuje. 

Pewnie myśli tańcować, zdjęła go tęsknica, 

Jeszcze słońce na niebie, poczekaj księżyca. 

Dobrze duda. Jadłeś co? Piłbym, dobry panie. 
60 Awo zaraz będziesz miał, proszę o nalanie. 

Pij że duda, a przecie rozweselaj gości, 

A czegoć nie dostanie, czołem jej miłości. 

Księżyca nie wspominaj, jeszcze na tym mało, 

Choć wznidzie; my nie pojdziem, aż będzie świtało. 
65 Ledwie teraz południe. Pierwszy po obiedzie 

Sam pan młody do tańca panią młodą wiedzie. 

Patrzy, jeśli nie chromie: nie wczas, panie młody. 

Patrząc było, gdy na niej jechano od wody. 

Panny, dziś wasze żniwo, dziś przyjmujcie sługi! 
70 Jutro, nie pożegnawszy, odjedzie precz drugi! 

Nietylko białogłowy słowa nie trzymają, 

Najdą się i mężczyźni, co tęż wadę mają. 

Panny, dziś wasze żniwo, która rada skacze, 

Teraz czas, jutro będziem woleh kołacze. 
^^ Pan młody spać się bierze. Dobra noc, panowie. 

Ki go diasek, panicze, nie śpaćby przy wdowie. 

A teżeście pojedli wszytkie marcypany. 

Wytrzęśliście i bębny i pisane dzbany. 

Nie macie tu co czynić; kto sobie nie woli, 
»" Pospolita przypowieść, tego głowa boli. 

Bądź łaskaw, mamy klucze, dobrze się nam stało; 

Będziem pić za twe zdrowie, abyć długo trwało. 

Jednemu to poruczmy, niechaj wino nosi. 

Barze dobrze. A komuż? Poruczmy rząd Zosi. 
^^ Szkoda zlecać takiego białej płci urzędu, 

Bo za panną co żywo, aż tam pełno błędu: 

I wino się odmieni i prędzej wyleci: 

I panny tak najrychlej dostawają dzieci. 



^96 WiKRSZK ZBIKKANKJ DRUŻYNY 115 

Weźmi klucze, ochmistrzu, wierny sługo paniej, 

Bom to słyszał o tobie, żeś snadź często na niej 90 

Czesał suknią żałobną, kiedy się umszyła, 

A ona twych przedemną usług nie ganiła, 

Ba i kutner do góry; darmo głaszczesz brody. 

Wiem, że w to nie potrafi tak dobrze pan młody. 

Dla nas wino, a dla was miód, dobra drużyno. 95 

Coż po ceremoniach, pijmy wszyscy wino. 

Dobra myśl bez białych głów nie stoi za jaje. 

Biegaj chłopcze po panią, niech zarazem wstaje. 

I ty po moje, niechaj w te słowa przychodzi: 

Powiedz, że się pan z inszą do kąta odwodzi. 100 

Bodaj go psi kąsali, kto myśU o zwadzie; 

A tego pchły, który się spać pierwszy układzie. 

Panie idą: graj duda, ja z pierwszą rej wiodę. 

Ja za wami. Toć i ja trzeci nie zawiodę. 

Graj duda. Moja pani bodaj wszytko miała «» 

Wedle myśli, żeś na mą prośbę przybieżała. 

Panie bracie, nie tak się wierę obiecało, 

Za zdrowie gospodarskie, aby długo trwało. 

Awo zaraz wypiję: kazał wam dziękować. 

Nie pić nam dziś, macieli dłużej ją piastować. no 

Ża zdrowie gospodarza, aby mu w potrzebie 

Broń służyła, wypijam, drużbo moj, do ciebie. 

Mam ją rad, a gospodarz jak począł z wieczora, 

Tak niech robi, jeśli chce odnęcić kantora. 

Spatrz kto, daleko do dnia? Już baby zachodzą. n^ 

O baby nic, rychlej nam też młode dogodzą. 

Pytam jeśli już świta? Ma się rozedniewać. 

Terazby o księżycu, dudko, co zaśpiewać, 

A w południe o słońcu, o gwiaździe wieczorem, 

Chceszli, aby szły pieśni zawsze swoim torem. 120 

Próżno spać, dzień jak ma być, zniknęła i zarza. 

Do nas przecie nie widać jeszcze gospodarza. 

Więc my pojdziem do niego. Witaj, panie młody, 

Spełna masz nos, w piwnicy przecie nie bez szkody. 



116 WiiiYDA.iJi 296-^298 

123 Lecz to mniejsza: będąli kołacze z rozynki? 

Myśmy dawno już chcieli oddać upominki. 

Ale pani nie chce brać ni pereł ni złota, 

Gniewa się, pewnie się jej nie zda twa robota. 

Ba — nie żart, panie młody, sieczki przyniesiono. 
130 Jest i kołacz, ale go nie barzo maszczono. 

Pani, bierz z łaską toć, coc mąż przez mię oddaje. 

Złoto dobre, choć panu siła nie dostaje; 

Cukier słodki. Co mówisz? gdzie gańba mężowi, 

Tam i cukier zrówna się, mówią, piołunowi. 

296. Tegoż Olbr. Karm. 

Za pańskie, paniej, dziatek obój ej płci zdrowie. 
Kto życzliwy, niech pełni, a wierszem odpowie. 

297. Respons S. S. 

.Wypić i odpowiedzieć wierszem pogotowiu 
Jestem, gdy wzmiankę słyszę tu o pańskim zdrowiu. 

298. Na rozwód pana Warszyckiego, kasztelanłca 
krakowskiego z żoną w r. 1668 ^ 

Pannam, bo męża nie mam, alem przecie żona. 

Bo żyje ten, ktoremum była poślubiona. 

Wdowam, bo męża tracę, a to jest ku wierze 

Trudna, żem wdowa, bo śmierć męża mi nie bierze. 
5 To nowina, żem wdowa, a nie przy żałobie. 

Że nie mam w trumnie męża zmarłego, ni w grobie. 

To cud, żem prawa panna w prawdziwym małżeństwie. 

To nieszczęście, żem żoną, przy swoim panieństwie. 

Kto nie wierzy, żem panna, będę tego miała 
10 Świadkiem mego panieństwa, com go panem zwała. 

I to za cud niemniejszy potrzeba rachować, 

Że był stróżem panieństwu, ten co je miał psować. 

» Patrz: Dodatki. 



299 — 301 WIEIfHZE ZBJEHANKJ DlUJŻYNY 117 



299. Na toż. 

Ow co wolał być stróżem niż psować panieństwo, 
Godził, czemu nie sprostał, na to bezłożeństwo. 
Abo że sam nie trafił, dochował drugiemu, 
Albo nie miał naczynia zgodnego po temu. 
Będzie Jazon, do runa który ściągnie rękę, 5 

I Samson, co dla miodu rozedrze paszczękę. 
Ba i Jonasz puści się w morskie głębokości, 
Dla serdecznej ochłody we wnętrzne skrytości. 
Jednym słowem najdzie się ochotny młodzieniec, 
Go korzenno nadzieje przyrodzony ksieniec. 10 

300. In effigiem Stephani Czarnecii, palatini Kijoviae^ 

Hic est sarmaticis bellator magnus in oris, 
In cunis Mars cui praebuit ipse manus. 
Et Bellona latus stricto mucrone ligabat, 
Cum daret infanti Pallas amica cibum. 
Hic domuit Svecos et fecit Martę minores, •■* 

Hic et Rakotzii ruina prima fuit. 
Hic Lechiam multis implevit et antę triumphis, 
Grebro cum Gosacis bella secunda gerens. 

301. Do Wisły apostrofę. Na wyprawę Wisłą armaty 
ku Moskwie za Zygmunta III króla. 

Wisło, która północne brzegi morskie rosisz 
A dziś niez wałczonego króla strzelbę nosisz. 
Podnieś głowę; przy tobie pójdą między braki 
Ren i Dunaj i Tyber i Nil siedmioraki 
A Dźwina, Dniepr i Wołha będą służyć tobie, » 

Którym prawa stanowić ty masz w krótkiej dobie. 
Oto samym poj rżeniem kroi złą Moskwę skromi, 
Równie tak jako orzeł, gdy mdłe ptaki gromi. 

' Wydrukował Plebański jako wiersz Karmanowskiego, co już Hh 
chronologii niemożliwe. 



118 WiRYDARZ 302-304 

Przeszedł państwo wprzek i wzdłuż; osadę stołeczną 
10 Ogniem zniósł, cara pojmał, zkąd ma sławę wieczną. 

302. Olbr. Karm. do panny Bogumiły Zielińskiej, dziękując 
za poduszkę. 

Nie wiem, co w tobie myśl tak hardą budzi? 
Żeć Bogu miła, to nie dbasz o ludzi. 
Pokiś na ziemi, z ludźmi żyć potrzeba, 
Po śmierci się miej dopiero do nieba. 
Sama się osądź, jeśli się godziło 
Tak postępować z gośćmi, Bogumiło? 
Obesłałaś mię poduszką fałszywą, 
Co miasto pierza nasułaś pokrzywą. 
Jakom się wyspał, tak ci też dziękuję, 
10 A nie na lepszej sypiać ci winszuję. 

303. Tegoż o śnie. 

Około czego za dnia umysł ludzki chodzi, 
To mu wszytko na pamięć cicha noc przywodzi. 
Uśnieli pracowity łowca snem zmorzony. 
Myśl wywiera psy w pole abo w gaj zielony. 

5 Sporny swarow rad słucha, dekreta skazuje. 

Żołnierz ochotny przez sen wsiadać się gotuje. 
Żeglarz towar sztychuje, a swoich łakomy 
Nie zapamięta garnąć groszow z każdej strony. 
Woźnicy woz na myśli; ow zaś, co miłuje, 

10 W nocnej kradzieży sobie najwięcej smakuje. 

Chorego strumień wody kryształowej budzi. 
Którym go sen znikomy bez potrzeby łudzi. 
Mnie Muza nauczona i w poł ciemnej nocy 
Ciągnie do nauk swoich dodając pomocy, 

15 Bo mi się zdało, a ja śród zamku jasnego 

Niosłem rymy przed nogi Jowisza władnego. 

304 Tegoż do zazdrości ad imitationem Vivet Maeonides. 
Zkądżeć to o zazdrości, żeś mię hańbić chciała 
A moj żywot spokojny źle udawać śmiała, 



306 WIKIJ^ZK ZBIEKANFJ 1>1UJŹ\NY 119 

Żem przykładem swych przodków, gdy służył wi6k młody, 

Nie chciał z krwawej wysługi niepewnej nagrody 

Anim się uczył mownych praw, ani mię zwano 5 

Z hczby tych, gdzie urzędy złotem kupowano. 

Nie tego, jędzo, szukam, co jest błąd znikomy, 

Ale abym wszytkiemu światu był znajomy, 

Kto zamki budownymi, kto gęstymi wsiami. 

A ja niepodległymi złej śmierci rymami. 10 

Żyw i dziś Maeonides; póki staje świata. 

Zawsze będą wspominać wdzięcznego Arata. 

A dokąd trwać na niebie będzie ogień żywy, 

Nie przestanie żyć Maro i pług jego krzywy 

A ludzie zaniechają dopiero w te czasy 15 

Ty tyra z Aeneasem, gdy zaginą lasy. 

Ustępują królowie rymom z walecznymi 

Tryumfy i Paktolus z piaski bogatymi. 

Pospólstwo śmieci łapa, mnie moj złotowłosy 

Apollo zdrojem poi kastalijskiej rosy. to 

305. Wiązanie się wielkich dwu kawalerów na imieniny ich 
w roku 1675'. 

Dziś Ernest, bo tak Furman o nim pisze, 
Policzon między święte towarzysze, 
Moj Generale; wszak wiesz, że w takie dni 
Pamiątkę świętych obchodzą powszedni 
I chcąc patrona uczcić, każdy w trzaski s 

Do ziemskich druhów rożne niesie związki. 
Winszując sławy, fortuny i zdrowia. 
A jako dawne uczą nas przysłowia. 
Kto niema darów drogiego szacunku, 
Przynajmniej jabłko odda w upominku; 10 

Kto niebogaty, komu nie dostaje. 
Przecie w prezencie przyniesie i jaje. 

* Dopisano: »Stanisław Morstin, pułkownik i podstoli che/miński, 
dzisiejszy wojewoda sendomirski, wiąże Ernesta Donhofia, generał majora 
i obersteri gwardiej J. K. M., potym wojewodę malborskiego*. 



120 WillYDARZ 30i' 

Pewnie że ten wiersz nic więcej nie stoi, 
Lecz że jest świadkiem uprzejmości mojej, 

15 Kiedy mię na co lepszego nie stanie, 
Przyjm, proszę, z Jaską to powinszowanie, 
Które, gdy kościół twe święto obchodzi, 
Życzliwy afekt w moim sercu rodzi. 
Więc że nim w twojej związany przyjaźni, 

30 Tym piękniej, tym nam rzeczy pójdą raźniej; 

Kiedy, gdzie moja życzliwość u więzła. 
Do tegoż ze mną pokwapisz się węzła. 

306. Wzajemne. J. T. * 

Szczęśliwyś trzykroć, o zacny podstoli!' 

Kiedyć się szczęście tak kieruje kwoli, 

Że cię pamiątka biskupa wielkiego 

Zastaje w pośród miasta tak głównego, 
5 Powroconego z ukrainnej dziczy 

Przy wielkiej sławy chwalebnej zdobyczy. 

Więc gdy lud wszytek nabożnie obchodzi 

Ten akt tak wielki, niech się i nam godzi, 

To co dyktują afekty życzliwe 
10 Wyrazić, abyć nieba przyj a źli we 

Zdrowia, fortuny, sławy użyczały, 

Ktoreby lata latom podawały 

I jak świętego pamięć Stanisława: 

Tak twoja z wieki nie ginęła sława. 

16 Tę zaś już usta ludzkie zwykły głosić, 
Masz i to; tylko nas chciej dziś zaprosić. 
A my z Bachusem tego dowiedziemy, 

Że cię z wodnikiem w niebie posadzimy. 
Abyś wypłokał usta swoje z wina, 
^<» Jeśli jak w mieszku będzie oskomina. 



' Dopisano: iDOnhoff zaś wiąże Morstyna na św. Stanisław we Lwo- 
wie imieniem inszych kawalerów i swoim*. 



307 310 \V1KH8ZK ZniERANKJ DKUŻVNY 121 



307. De victoria Niemcorum adversus Francusos in anno 1674 

Ciągnie swawolnus Niemcos ad praelia Francuz 
Et się pludrati skurwysynowie biją. 
Naprzód łaskawa Francuzis kurwa pokazat 
Se sors, Niemcys sors quoque kurwa favel. 
Skub Niemiec Galio skrzydłos et vincit; upornus, 
Ut Żyd, se victum Gallus at esse negat. 
Frant quamvis wielki, darmo te Galie zapierasz 
Yictum, si in skrzydłys już tibi piorą niemasz. 

308. Na miłość. 

Kto kocha, ten nie brakuje 
Ani przywar upatruje. 
Złą i dobrą w jednej cenie, 
Szpetną porówna Helenie. 
Czemu? bo ślepej miłości 
Natura, nie widzieć złości. 

309. Consolatia*. 

Tak smętna po Syruciu zostałaś sierota, 
Żebyś rada do śmierci otworzyła wrota 
I sama mu pomogła niepowrotnej drogi, 
Lecz w tym wieku miłości przykładby był srogi. 
Powściągni łzy perłowe, Rog żywotem rządzi, 
Dać w nagrodę Wicherta. Kto słucha nie błądzi. 

310. Respons*. 

Nie męża, lecz połowem serca postradała; 
Wprzód niżli swój Hymen znam, juzem owdowiała; 
Niesłnsznąm tedy wdową, lecz sierotą pewnie, 



* Dopisano: i>Tego Morstina podstolego cheJm. Iu8as«. 

' >Pana Morstyna Podskarbiego wiersz, do pewnej damy warszaw- 
skiej, której się zaleca/ pan Syruć Litwin*. 

' »Wichort, rezydent Brandeburski potym o nie konkurował, ale 
nadaremniet. 



122 WIRYOAKZ 311-313 

Żałuję jak kochanka, nie jak męża, rzewnie. 

Nie ciesz mię ktośkolwiek jest od Prus pociechami: 

Nietrwałe są radości, co równe z Wichrami. 

311. Na jednego poetę niepewnego pod wiersze 

jego ktoś napisał. 

Bodaj tego poetę HeUkońską rosą 
Muzy jego skropiły, co ją w kroku noszą. 

312. Przestroga od jednej zacnej damy komuś 

importune zalotnemu. 

Przestań tych fochów, przestrzegam cię z boku, 
Bo cię tym nazwę, co go noszę w kroku. 

313. Soli Galliarum Ludovico XIV Opt. Max. christianissimo 

regi solis augustissimum emblema gerenti, sole novum annum 

1672 auspicante. 

Tendit ad occiduas semper sol mobilis oras, 

Occidit at nunqvam sol, Ludovice, tuus. 

Sol beat adversas et nostras lumine terras, 

Sed replet radiis gloria cuncta tuis. 
5 Percurrit duodena anno sol aureus astra, 

Omnia percurris tu tua regna simul. 

Sol meat huc illuc vagus vaga lumina fundens, 

Omnia tu fixo lumine solus agis. 

Maximus antę alios luces hoc orbe planetas, 
10 Atque minor solo tu potes esse deo. 

Cedile tristitae noctes, quas protulit arclos. 

Sol novus hic noctes non sinit esse graves. 

Cedite lucifugae volucres et cornua lunae \ 

Phaebus adest rutilus, lilia Phaebus amans. 



* Dopisano: »WyprorokowaJ królowi Michałowi, ale i sam niedługo 
potym si]pervixit, a jeszcze mirabili et miserabili mortuus casii. lustus es 
Domine et iusta tua iudicia; bo to zły ptak. co swe gniazdo in gratiam 
externi maże*. Tr. Chyba więc Lubieniecki, 7marły niebawem od truci- 
zny, jest autorem tego wiersza. 



314 — 315 WIKRSZK ZBIERANEJ DUUŻVNY 123 

Ominę felici sol laetos explicat annos, ^^ 

Sed magis his laetos Łu, Ludovice, dabis. 
Nescius occasus iubar immortale refundes. 
Sol solus talis, en Ludovicus, erit. 

314. In soleni regis christianissimi augustissimum en1ble^1a^ 

Yiderat insignem Parisinam lumine Phaebus 
Stare urbem et terrae et ponere iura mari. 
Nunc, Neptune, mihi Yenetam, nunc luppiter urbem 
Obice Romuleam, quas celebratis, ait. 
Seqvana si Pelago et Tybri postponitur, urbes f> 

Gernite; sol hic est, astra videntur ibi. 

Yersio polonica. 1. T. 
Pojrzał Phoebus na mury Paryża wielkiego, 
Lądem i wodą światu prawa dającego. 
Teraz niech, rzecze, Jowisz zamki Tarpejskimi 
Zarzuca mię i Neptun Adriatyckimi. 

Sekwanie, Tyber, morze chocia wprzód niedadzą. 5 

To miasto słońce przecie, tam się gwiazdy zdadzą. 

315. Żałosny Apollo nieczułych Polaków do łez pobudza nad 
zgubą Podola i Ukrainy a do Marsa brać się kaie in anno1673^ 

Ockni się Lechu, przerwi sen twardy ! 
Czuje na twój kark bisurmanin hardy. 
Czas przetrzeć zrzenice, a toczyć krynice 

Łez gorzkich. 
Podolskie z żalu skały się krają, .'> 

Kruszą się mury, wieże padają, 
A ty zakamiały nad Sypilskie skały, 

Spisz Lechu ! 



* »Ad imitatlonem Sanazarii de urbe Yenetac. Tr. 
' Dopisano: „Może toż aplikować się do tych czasów jak się zaczęfe 
rfe u nas w Polszczę ab initio seculi 1700-mi^ Temruki, więzy. 



u 



124 wniYDARZ 315 

Już pod armatą ziemia przyklęka, 
Już Ukraina pod Turczynem stęka. 
Kamieniec spętany już brząka kajdany. 

A ty spisz ! 
Na złotą wolność już pęta kują, 
Na twoje ręce temruk gotują. 
Gore u sąsiada, wszędy słychać biada, 

A ty spisz! 
Świętą swobodę już wytrąbiono, 
Już jej requiem z dział uderzono. 
A ty o żałobie, ni o jej grobie 

Nie myślisz. 
Już bisurmański Akteon swoich 
Spuścił brytanów do kniei twoich. 
Damy uciekają, a na ząb padają 

Psom brzydkim. 
Bracia krew leją, ty wino toczysz, 
Ty kanarsekiem pijany broczysz, 
Szklenice szykujesz, kolejne rychtujesz, 

W najlepszą. 
Już na dobrą noc wolnościom twoim 
30 Nachylił Turczyn miesiącem swoim. 

Ty hejnał wesoło, ty w taneczne koło 

Grać każesz. 
Już twym kościołom pożal się Boże, 
Ściele poganiec w popiele łoże. 
^^ Ty w łabęcim pierzu, nie w twardym pancerzu 

Harcujesz. 
Orle Sarmacki, gdzie twe pioruny? 
Gdzie są ognistej armaty tony? 
Gdzie dawna ochota ? gdzie pradziadów cnota? 
*o Gdzie męstwo? 

Koreckich niemasz, Czarneckich mało. 
I Chodkiewiczow już nam niestało. 
Rosną Turkom rogi. a Polakom w nogi 

Wszedł rozum. 



816—317 WlfiitSZK ZBlKłlA.NKj DRirŹYNY 125 



316. Omen na wiktorią chocimską (Luna sub pedibus eius). 

Zniżaj, zniżaj tak srogie Bislończyku rogi, 
Któreś tak bardzie wyniósł na Sarmackie progi. 
Padniesz pod panieńskimi zhańbiony nogami, 
Tu zwykły pyszne padać miesiące z rogami. 

317. Votiva acclamatio oblata gnoso dno Samueli de Arciszewo 

Arciszewski, diem Samuelis cognominfs sui feliciter (sit Deo 

gratia) celebranti, annol661. Samuel Artiszevius Per anagramma 

Musae zelus artis vi. 

Qvis bominum narrare valet, sit qvanla per orbera 
Vis artis musae, zelus et inde pius? 
Arlis opus cano, Musa, artis vim dicere musae, 
Talia quis musa baud auxiliante canet? 
Tbreicium blandis audivimu3 Orpbea musis 5 

Rupisse inferni regna pro funda Erebi. 
Fertur Dyrcaeus gratae modulamine ąuondam 
Ampbion Tbebis saxa mouere lyrae. 
Sed poterunt alii docŁas laudare camoenas 
Maeonii vates Stesicboriąue graves. 10 

Me tua musa tenet, me tua lenel usąue caraoena. 
Pindarus es noster, favet Apollo tibi. 
Est et Sauromatis borealibus Orpbeus audax, 
Est etiam Ampbion saxa movere scius. 
O mibi Pierides donent ad carmina yires ! ir, 

O tttinam faveat pulcber Apollo mibi ! 
Ut vim musae artis valeam narrare vocalis, 
Quae tua decurrens docta per ora ruit. 
Salve dies optata mibi, Samuel quoque salve, 
Te bodierna dies, te mea musa canit 20 

Tu decus omne meura, musarum tu decus omne, 
Vis artis, zelus tu quoque Pieridum. 
Te Deus omnipotens multis vertentibus annis 
Et redeunte die prosperitate beet, 
Ut tibi Penelope formosa, aut candida Nais, >& 



126 Wnivi>Ałr/ 318~:n9 

Aut detur Aoniae Lesbis amica lyrae. 

TuMC vos mandati memores Heliconis alumnae 

Gingite Samuelis frondę virente comas. 

Aonides vestri lauro cingatis alumni 
^^ Tempora, vestrł ille est gloria magna chori. 

Vive diu felix, annos atąue exige multos, 

Sint procul at luctus, omnia fausta prope. 

Cum venit Ilia dies, quae nil nisi corporis huius 

lus habet, ut vitam finiat ipsa tuam, 
^^ Parte tamen meliore tui super aethera seandes. 

Expleat astripotens haec mea vota Deus^ 

318. LudoYico XIV Galliae regi oblatum. 

Par domus haec urbi est, urbs orbi, neutra triumphis 
Et belli et pacis par, Ludovice, tuis. 

Równy jest ten dom miastu, miasto światu; twoje 
Tryumfy, Ludowiku, przewyższają oboje ^ 

319. Replika na to. 

Par versus vati, quia bis mentitur uterąue; 
Nam minor urbs orbe est, et minor urbe domus; 
Si mendax vates et versus, uterąue triumphis 
Et belli et pacis par Ludovice tuis. 
•T Równy jest wiersz poecie, bo oba kłamają 

Dwakroć, gdy miasto światu, dom miastu równają. 
Jeśli poeta kłamca, toć i wiersz; oboje 
Porównają tryumfy, Ludowiku, twoje. 



* Dopisano : „Devotissimus frater et cliens Steph. Trębecki. Był 
to rodzony moj, który w kilka lal umarł potym; de qvo vide paginam 
huius libri 658". 

' tNa pałac paryski, za które dystichon dał kroi autorowi 1000 
talerowa. >Chcąc wiedzieć kroi Francuski autora tej repliki dawał 2000 
talerow, ale nie mógł tego dokazać. Po polsku przełożył Zbyg. Morstyn, 
miecznik mozyrski*. 



320—323 WłRRSŹE /.BIEHANEJ DRI ZYNY 127 

DescripHo Poloniae chiroglifica. 

Regnum Polonorum Paradisus ludaeorum 

Infernus rusticorum Purgatorium plebeiorum. 

Dives lanis Pauper pannis 

Gopiam lini serit Externam telam gerit. 

Opes inopes ostentat Et sic se ipsum demenlat. 
Nil nisi extenso pretio emit Yiliter aeslimata temnit. 

Luxus faeminarum Aurifodina advenarum 

Perpetua peregrinatio Assidua hospitatio. 

luris inqvietatio Lingvae variatio. 

Futuri nulla ratio Quod ridet omnis natio. 

320 Fraucymer*. 

Z fraucymerem nie wadzi uczciwie żartować, 
I cudzej się urodzie może przypatrować. 
Ale wara po przęckę, bo i róże mają 
Ostry głóg na gałązkach, którym ukałają. 

321. Do Marianny. 

Gdy ctiłopa widzę, wspomnię zboża, role, 
Kiedy kozaka, z Tatary w Podole. 
A kiedy widzę Marjanko, ciebie, 
Zaraz zapomnię o piekle i niebie. 

322. Wieniec. 

Puste dziewczę wieńcem mi głowę przetrąciło. 
Mógłby tu płakać bity, atoli mnie miło. 
Gdy się już ma do zgody, bodaj zdrowa była, 
Byle tylko w swych mowach koniec uczyniła. 

323. Item. 



Jeśli pannom kwiat kochany 
Gzemum ja też nie różany? 



» Patrz wyżej nr. 185. 



128 WIRYDAU/ HŹ4-326 



Więcej w tym Bog goździkowi 
Dał fortun, niż człowiekowi. 

324. Potęga białychgłow, z Anakreonta. Olb. Karm. 

Z natury wol ma rogi, I zając prędkie nogi. 

Lew zęby miasto bronie Kopyta są u koni. 

I ryba wodą pływa, I ptak skrzydeł zażywa. 

Mężczyźni rozum mają, Białegłowy zostają. 

Goż wzięły? Piękne lice Za łuki i rusznice. 

Którymi dyament kruszą I stali twardej ruszą. 

325. Koncept ruskiego malarza pod obrazem Judyty, ucinającej 

łeb Holofernowi. 

Judyt Holofernesu hołowu utęła, 
A utiawszy u miech wkinuła. 
Ocknu sia Holofernes, a hołowa kudy? 
Achtymene! bez hołowy ni tudy ni siudy. 

326. Serenada północna, na ślub niezwyczajny wielkiego stadła, 

intonowana w Warszawie, przy skończonej sprawie. 

KWEST. Pytam się, gdy to będzie, że na jawi 
Dawna nam Venus przenosiny sprawi? 
Porzućmy przeszłe pokątne zaloty, 
Przybierajmy się do jawnej pieszczoty. 

Jest to mądrych zdaniem 

Ktoś, co całowaniem 

Kontent, a dalszego 

Nie uzna dobrego. 
RKSP. Wszak wiesz, żem i ja serdecznie czekała 
Tej okaziej, która już potkała. 
A że nam niebo długo przeszkadzało, 
Będzie sowicie teraz nagradzało. 

Co chcesz tedy czynię, 

Słodyczyć przyczynię 

A za poczekanie 

Jawnieć się dostanie. 



326 WIKRSZK ZBlEKANRJ DRUŻYNY 129 

KWEST. Nie wierzysz, jak Irwać ciężko przychodzi, 
Kryć się w miiości, a nam się już godzi: 
Niemasz w żywocie, coby tego bronił, 
Już się pod ziemię z żaluzią schronił. 20 

Wenus się rozśmiała, 

Sposób pokazała. 

Zażyj my ż ochłody 

Według nowej mody. 
RESp. Go to za moda? powiedzże kochany, s-^^ 

Z dawna przy mężu za męża obrany. 
Jam jest gotowa wszytko to uczynić, 
Nie chciej mię darmo, dawny mężu, winić. 

Lubo co świat widzi, 

Noc sobie ohydzi, «o 

Jednak dla miłego 

Jak nie czynić czego? 
KWKST. Moda nastała poprzedzać wesele, 
Umie to Wenus i jest tego wiele. 
Kto chce, wszylkiego dokazywać może, 's 

A komuż wadzi nasze skryte łoże? 

Od tego noc mamy, 

Przecz na ślub czekamy? 

Wszędzie jest łożnica, 

Gdzie oblubienica. •*" 

RESP. Dobra to moda i jaż zażywana. 

Niech od nas światu dziś będzie podana. 

Niech nikt nie sądzi; co chcesz, niech się stanie. 

Na twoje siebie całą daję zdanie. 

Spać z sobą nie bronię, *^ 

Od łóżka nie stronie. 

Potym ślub weźmiemy, 

Gdy się ochłodzimy. 
KWEST. Więc przez to czary, gusła mogą minąć, 

Przyjdzie w raiłoki razem się ochynąć. 50 

Niech kto chce prawi, a co było dawno, 
Niechaj świat widzi, a niech widzi jawno. 

Wirydari. I. 9 



130 WIUTDARZ 327 

My się z sobą cieszmy, 
Nie bawiąc pospieszmy, 
45 A ksiądz trafi prawie 

Po małżeńskiej sprawie. 
CHORus. I tak małżeństwo dawno już zawzięte 
Ślub poprzedziło i obrzędy święte. 
Niemasz tu dziwu, sprawuje Kupido 
60 Ten bankiet nocny z twą wolą Phillido. 

Przed ślubem wesele, 
Wenus łoże ściele: 
Przykład mamy nowy, 
Tak się legą sowyi. 

327. Trefny komplement. 

Nie pytam o to, jak się masz w klasztorze, 

Bo nieraz widzę, iż biegasz po dworze. 

Ale się temu cuduję niezmiernie. 

Czemu się na mię gniewasz tak kacernie? 
5 Czemu się ze mną tak srogo obchodzisz, 

I do ciężkiego żalu mię przywodzisz, 

Przeto iż mi się nie chcesz dać przeprosić, 

A ja nie mogę tego dłużej znosić. 

Bo widzę, iż się gniewać nie przestajesz, 
10 Lecz na mię swarzysz i ustaw nie łajesz. 

Karz mię jako chcesz i bij własną ręką, 

A wszytko zniosę i przyjmę to z dzięką. 

A niech nie będę w nienawiści srogiej, 

Żerii był przyczyną onegdajszej trwogi, 
15 Gdyż barziejbym był rozumiał o sobie, 

Iż gdzie przepadnę wprzód lub będę w grobie, 

Niżliby trwoga ta, która się stała, 

Do serca twego docisnąć się miała. 

* Dopisano: ^Oblubieniec J(jin) S(obieski), oblubienica M(arja) D(ar- 
quien Zamoyska), autor serenady A(ndrzej) M(orstyn)€. Na romans Mary- 
sieńki, częste po rękopisach. 



326 Wiersze zbieranej DKrŻYNY 131 

Nieraz się przecie pokornie zawodzę, 

A nie dasz postać przed sobą mej nodze. m 

I w klasztorzem chciał pokutować za to, 

A nie chcieliście pozwohć mi na to. 

Już i nie gadam głośno, jedno cicho, 

I cicho chodzę, a przecie mnie licho. 

I przestrzegam też każdego człowieka, w 

Kto idzie mimo klasztor, choć zdaleka. 

Żeby nie wołał i we dnie i w nocy, 

A przecie żadnej nie widzę pomocy. 

Podaruj mi to, niechaj mi ta wina 

Nie psuje łaski. Boć to nie nowina. w 

Rzecz do mnie z jedno słoweczko łagodne, 

A niech usta twe będą z sercem zgodne. 

Abym też i ja mógł to dobrze poznać, 

1 łaski twojej w samej rzeczy doznać. 

328 Do tejże, tegoż. 

Pomniąc na to, jak z tobą wdzięczna jest zabawa, 
1 na to, jakoś na mnie zawsze jest łaskawa. 
Chciałbym ci jak najwięcej sławy przysposobić 
I z twojej cię grzeczności barziej przyozdobić. 
Tytuły na cię ze wszech najsławniejsze kładę, 5 

Bo nie widzę, byś w sobie miała jaką wadę. 
Jesteś jak sto jagódek i śliczna płoneczka, 
Bo łagodne są zawsze wszytkie twe słoweczka. 
Jesteś jak sto kwiateczkow ślicznych i rumianych. 
Rożnej barwy fiałkow, goździków, różanych. 10 

Jesteś jak sto perełek, co na szyjach noszą 
Dziadowie, i stroją w nie, kiedy ich zaproszą. 
Jesteś jak sto klejnotów, lecz nie prostych owych 
Rubinów i turkusów i dyamentowych 
Kamieni, ale owych kosztownych chędogich is 

Marmurów, alabastrów, kalcedonow drogich. 
To przyj m ża żart odemnie, a jeśli się gniewasz. 
Pomni iżeś Dyanna, obrażać się nie masz. 

9* 



132 wiRYi>AR'^ 329 330 

A jeżeli też na mnie nie gniewasz się o to, 
20 To samo jest świadectwem, iźeś szczyre złoto. 

329. Komplement litewski. 

Cudna panno, wiesz żem sługa twój. 

Kocham się w tobie serdecznie, oj! 

A ty mię już z swojej litości 

Nie spuszczaj, użyj dobrości, 
6 Ukaż mi z pod chmury wzrok wesoły, 

Wzrok cudny jak dwa sokoły. 

Gdyż tęsknię do ciebie, jak cielę do krowy, 

Abo ptaszeczek na gnieździe goły, 

Którego maciora odbieży. 
10 Kisnę jak ciasto w dzieży 

I więdnę jako kwiat, abo porzucony 

Wiecheć, tak ja od ciebie wzgardzony. 

Bowiemeś cudna jako jaka róża, 

Abo też jak rajska koza. 
16 Amen, niechaj że już będzie lak. 

Wijmy się wespół jak złoty kłak. ' 

330. Respons na owę pieśń panieńską, którą młodzieńców zwykły 
konfundować, która jako się zaczyna, patrz na brzegu \ 

Chciałem Waśnić mieć za swoje Lecz się teraz Waśnić boję. 

Darmo się sadzicie Już mię nie zwabicie. 

To oko w piękność bogate Poznałem że zyzowate. 

Darmo się sadzicie Już mię nie zwabicie. 

6 Czoło przenosiło śniegi Teraz widzę na nim piegi. 

Darmo się sadzicie Już mię nie zwabicie. 

I te brwi jako dwa kłaki Niewielkie mają przysmaki. 



* Dopisano »na brzegu t: 

»Pocoieście przyjechali, Darmo boty wydeptali. 
Nie pójdę za Waśnie, Bo Waśnie nie masz nie etc. 

Nb. Tu już zawsze co wiersz trzeba przykładać: 

Darmo się sadzicie, Już mię nie zwabicie*. 



330 



WIĘKSZE ZBIKRANKJ DRJ'ŻYNV 



133 



Więc z zakrzywionego nosa 
I te jagody różane 
Usta koral przenosiły 
A gdy uchylisz ust obu 
Zęby perłom się równały 
Kiedy mówisz, serce puchnie 
Rumieńce masz dość bogate 
Gdy też zaczniesz melodyą 
Postrzegłem z pod czapki ucha 
Szyja i pierś była pełną 
Ramię jedno troszkę krzywe 
Ręce palce żyłowate 
Darmo i ten garb chowacie 
Wstanieś tak kształtna sndanna 
Podniosłaś w tańcu pończoszki 
I biodrę masz jedne zbitą 
Choć cię też panna ustroi 
Szpetne wierę to zawicie 
I kwef na was krzywo leży 
Kiedyć panna perły wdzieje 
Choć gdzie pożyczysz klej nota 
Stan jak torbi do obroku 
Rękawy jako szuflety 
Fartuch srodze ubrodzony 
I to lad aj akie fochy 
Na wszystkimeś niedołężna 
Choćby mi cię zalecali 
Pewnie dla takiej gładkości 
Nic nie pożyczają 
I ci coć się w oczy sadzą 
A toż Tobie Waśnić 
Ani nie wyliczać tego 



Ustawicznie idzie rosa. 
Widzę, że są malowane. 
Teraz się zaskorupiły. it> 

Wdzięcznaś jak szkapa u żłobu. 
Teraz wszytkie wyprochniały- 
Bo z ust niesłychanie cuchnie. 
Obadwa już trędowate. 
Piękniej w lesie wilcy wyją. i'> 
Widzę, Waśnić kłapoucha. 
Boś ją wyścilała wełną. 
Drugie także djabeł dziwę. 
Jak Ezausz masz kosmate. 
Choć siła rogu wkładacie. -^^ 
Ledwie nie jakoby wanna. 
Koszlawe widzę masz nóżki. 
Znaczy^ to chromotę skrytą. 
Bynajmniej cf nie przystoi. 
Choć trupie włosy nosicie. 
I muszczka się szpetnie jeży. 
Każdy się z ciebie naśmieje. 
Jakby weń ustroił kota. 
Koszulaó wylazła z boku. 
U pończoch łatane pięty. w 

Trzewik stary wyszpocony. 
Że chustka starej ciasnochy^. 
W gorzałeczkę dość potężna. 
Nie zalecą wielcy mali. 
Nie zwabisz tu siła gości. «5 

Bo o cię nie dbają. 
Ślubuję, źeć pokój dadzą. 
Nie mówić, że to było nic 
Co u mężczyzny własnego. 



Darmo się sadzicie 
Już mię nie zwabicie. 



40 



Ciasnocha, koszula. 



134 WIRYDARZ 331 —382 

331. Inwitacya panieńska do ochoty młodzieńców w posiedzeniu. 

Niech się dobra myśl zaczyna, 

Wszak to u nas nie nowina. 
Zacznij my ż tedy wesołe pienie, 
Niechaj pochmurne ustąpią cienie, 
6 Smutnego czoła zaćmienie. 

ŚKczna niechaj melodya 

Teraz nam mile wywija. 
Pomóż nam i ty, cny ApoUinie, 
Niechaj wesoły teraz wiersz płynie, 
10 Przy tej wesołej godzinie. 

Muzy, co gładko śpiewacie 

A na Parnasie mieszkacie, 
Pomknicie smyczki, rznicie piosneczki. 
Poruszcie głowy na koncept nowy, 
15 Każdy was słuchać gotowy. 

Wy Mości panowie, coście 

Stół zasiedli zacni goście, 
Nie połowicą, całą szklenicą 
Bez ceremonii przymknij się do niej, 
20 Palcie do siebie, jako w potrzebie. 

A my kompanie) pomożem, 

Będziem wypijać co zmożem. 
Do ochoty wszytkich pobudzając, 
Dobrej myśli wam wszytkim dodając 
25 I humoru nadstawiając. 

332. Descriptio Nationum^ 

Eispani, ludiciosi 

Hispani viri Maiestuosi. 

Gran des et miri. Vultu austeri 

» Przepisane z druku p. t. : »Icon etc. Wizerunk albo opisanie ani- 
muszów piąci co naprzednieyszych narodów w Europie przez I. P. C. 



332 



WIERSZE ZBIKKANKJ DKUŻYNY 



135 



Mente sinceri. 
Consiliorum 
Utiliorum 
Providi cuncti, 
Vivi defuncti. 
lusti tenaces 
loci spernaces. 
Non sunt verbosi 
Sed operosi. 
Gaptis constantes 
Gestis praestantes. 
Sordidi victu 
Mundi amictu. 
Quis qualis? veste 
Noscilur teste. 
Sunt pleni fastu 
Sed sine astu. 
lactitant genus 
Nuraerant faenus. 
Vix eis sulcus 
Vel est bubulcus. 
Servantes legum 
Amantes Regum. 
Artes detrectant 
Arma affectant 
Ad quae sunt nati 
Dum fas aetati. 
Terris et mari 
Bellorum gnari 
Ouo pędem ponunt 
Nunąuam exponunt 
Nisi elati 



Morte prostrati. 

Ad mercaturas 

Ed ad usuras 

Pronum servile 

Yulgus est vile. 

Caute furaces 

Sed non rapaces. 

Tegunt amores 

Sed gratiores. 

Spreti, per tricas 

Vexant amicas, 

Donec donata 

Reddat amata. 

Tacent irati 

Si proYocati. 

At non diurni 

Sed diuturni 

Ultores rixae 

Menti infixae. 

Religionis 

Et regionis 

Sunt dilatandae 

Et propagandae 

Semper intenti 

Żelo ferventi. 

Catholicismum 

Et catechismum 

Docent realem 

Et non yerbalem. 

Inąuisitores 

Extirpatores 

Calvinistarum Atheistarum 



z fócińskiego na polski ięzyk słowo w słowo dla uciechy dostatecznie prze- 
lożonyc (b. m. i r., 15 str. A-o, po jednej stronie tekst łaciński Barklaja, 
po drugiej polski). 



136 



WIRYDARZ 



3?.2 



Et peryersorum Politicorum. 

Hinc pax optata 

Et illibata, 

Hispanas sedes 

Colit et aedes. 

Haec Hispanorum 

Reguła morum. 

Po polsku: 
Hiszpani. 
Narod hiszpański 
Poważny, pański, 
Majestatowy, 
W rozsądek zdrowy, 
Z twarzy srogimi, 
W sercu mężnymi. 
Rady bezpiecznej 
I pożytecznej, 
Opatrzni żywi 
I już nieżywi. 
Słuszność trzymają, 
O żart nie dbają. 
Skutkiem działają, 
Slow mało dają. 
W rzeczach swych cali, 
W gestach wspaniali, 
W życiu szczupłymi 
W szatach szumnymi. 
W jakiej kto cenie 
Świadczy odzienie. 
Są poważnymi. 
Lecz nie chytrymi. 
Rodem brakując. 
Rozchód rachują. 



Choć niema swego 
Morgu całego. 
Prawa pilnują, 
Króla miłują. 
Nauk nie znają, 
Wojny szukają. 
I z nią się rodzą 
Póki się zgodzą. 
Morzem na ziemi 
Zawsze mężnymi. 
Czego dostają 
Mocno trzymają, 
Ażby drugiego 
Zwlec już martwego. 
Drudzy kupcami 
I lichwiarzami 
Z pospolitego 
Ludu prostego. 
Nie wydzierają 
Sztucznie zmykają, 
Skryci w miłości 
Gdzie co w grzeczności. 
Gdy ich zawodzą 
Źle się obchodzą, 
Dokąd aż miła 
Wziątek wróciła. 
Milczą więc radzi, 
Gdy się kto zwadzi, 
Lecz gniew co mają, 
Długo chowają, 
Mszcząc potym złego 
W sercu skrytego. 
Obrońcy zgoła 
Państwa, kościoła. 



* Dopisano: brawują. 



3B2 



WIBllSZE ZBJKRANBJ DRUŻYNA 



137 



Z ich pomnożeniem 

Gorliwym chceniem, 

Wiary rzymiańskiej 

I chrześcijańskiej. 

Uczą zrzetelnie 

Nie dźwięku pełnie. 

Inąuisitormi, 

Executormi, 

Są kalwinistow 

I ateistów 

I polityków 

Przebiegłych ćwików, 

Zkąd pokój święty 

U ludzi wzięty 

W hiszpańskich gmachach 

Mieszka i dachach. 

Ten zwyczaj pański 

Ma kraj hiszpański. 

Galii. 
Galii famosi 
Jjitigiosi 
Furorę calent 
Impetu valent 
Gorpore breves, 
Animo leves. 
Capillis nigri, 
Ad artes pigri. 
Lingua procaces, 
Yentre salaces, 
Luxu effrenes 
Etiam senes. 
Yestitu compti, 
Ad arma prompti. 
Non provocati 
Furunt irati. 



Cadunt duellis, 
Plures quam bellis. 
Vix viri gestu 
Faeminae ąuaestu. 
Rident vel plorant, 
Quando perorant. 
Hosti venales, 
Sponsis rivales. 
Permutant leges, 
Occiduni reges. 
Torturis fortes 
Contemnunt mortes. 
Foedus cum Turcis 
Cunctisgue spurcis 
Barbaris pangunt 
Hispanis frangunt. 
Et protestanturo 
Et rebellantum 
Parricidarum 
Et piratarum 
Sunt receptores 
Et defensores. 
Perfidos amant, 
Fidos infamant. 
Yindictam fovent, 
Diris se vovent. 
Blasphemant, iurant, 
Coelum non curant. 
Confecti rugis, 
Vix cessant nugis. 
Sunt christiani 
Fide, sed vani. 
Credunt quod voIunt, 
Rident quod colunt. 
Religiosi 
Non scrupulosi. 



WIRYDARZ 



332 



Seu cucullati 
Seu purpurat! 
Miscent in fanis 
Sacra profan is. 
Haec est Gallorum 
Reguła morum. 

Francuzi. 
Wojennikowie 
Są Francuzowie. 
I popędliwi 
I natarczywi, 
Wzrostu małego 
Statku lekkiego. 
Czarny włos mają, 
Nauk mijają. 
Są uszczypliwi 
I skokotliwi 
Zbytecznikowie, 
Lubo starcowie. 
Ozdobni w stroju, 
Prędcy do boju. 
Choć bez przyczyny 
Burzy się iny. 
Więcej ich ginie, 
Gdy się nawinie, 
Pojedynkami Niźli wojnami. 
Niemęskie gesty, 
Kurewskie kwesty. 
Śmiech lub kwilenie, 
Krasomowienie. 
Przedawczykowiel gararatowie, 
Wykrętnikowie, Krolobojcowie. 
W mękach cierpliwi 
I na śmierć chciwi. 
Z muzułmanami I barbarami 



Przymierze lubią, Hiszpany gu- 
Tak protestantów [bią. 

Jak rebeliantów, 
Rodzicobojcow 
Przechowywają I ochraniają. 
W łasce niecnota, Obrzydła 
Pomstę chowają, [cnota. 
Djabłu się dają. 
I Boga łają, Gdy przysięgają. 
Bałamutami, Choć już starcami. 
Chrześcijanami, Ale nie sami, 
W wierze się chwieją, 
Z świętych się śmieją. 
Nabożni, ale 
Szkrupuł jest wcale. 
I mniszy sami Z kardynałami, 
Z ziemią jak trzeba 
Mieszają nieba. 
To Francuzowie 
Mają narowie. 

Itali. 
Itali svaves 
Vultu et graves 
Callida mente 
Lividi dente. 
Ingenłosi Fastidiosi. 
Negligunt caepta 
lura incepta. 
Moram pertaesi, 
Simulant laesi. 
Eminent arte 
Hostes, non marte. 
Mensas frugales 
Amant et sales. 
Laesi confidunt. 



832 



WJKR8ZB ZBIERANEJ DRUŻYNY 



139 



Nil tamen fidunt. 

Amici Yultu 

Tantum et cultu. 

Officiosi Et curiosi 

Sunt hospitales Et liberales. 

Moneri cavent, 

Advenis favent. 

Donis ditati 

Multum sunt grati. 

Vivunt decore, 

Gaudent honore, 

Celant amantes 

Sed aemulantes. 

Non militares, Sed sunt scho- 

Ludis et iocis [lares. 

Cantuąue vocis 

Sunt personati, 

Comoedi nati. 

Scriptis lascivi, 

Molles festivi, 

Cortesiani. 

Qui sunt Romani. 

Oratione Devotione 

NuUis cedentes, 

Si sunt ferventes. 

In his se frigent 

Intantum vigent 

Ut atheistae Sint non Papistae. 

Humanitate Et pietate 

Sunt christiani Vere non vani. 

Peregrinorum 

Et miserorum 

Soli patroni 

Ad curam proni. 

Haec Italorum 

Reguła morum. 



Wioszj/ 
Włoszy są snażni, 
Twarzą poważni, 
Serca chytrego, 
Języka złego. 

Daleko widzą, Prędko się brzy- 
Niestali w rzeczy, [dzą. 

Lub źle lub grzeczy. 
Tęsknienie mają 
Urazów tają. 

Pełni zazdrości I skrytej złości 
Zcicha czyhają 
Zdradę zmyślają. 
Wręcz nie zawadzą 
Fortelem zgładzą. 
Obiad z wetami Lubią z żar- 

[tami 
Co smak używają, Lecz nie- 

[ufają. 
Twarzą, fochami, Przyj aciołarai. 
Chętni, łaskawi, 
W rzeczach ciekawi. 
Gości przyjmują. Hojnie sza- 
Przestrog nie lubią [fują. 
A radzi skubią. 
Gdy ich darują 
Wdzięcznie przyjmują. 
W życiu poczciwi, Honorów 

[chciwi 
Zawsze w miłości, Nieufałości- 
Nie żołnierzami, Ale żakami. 
W graniu, śpiewaniu 
I w buffo waniu 
Komediami, Są dziedzicami. 
W piśmie łagodni 
Jurni swobodni. 



140 



WIRYDARZ 



33-> 



A Rzymczykowie Kortezanowie 

Devotiami I decymami 

Święci prawdziwi, 

Gdy są gorliwi. 

Atheistowie Nie Papistowie 

Swoją ludzkością I pobożnością 

Chrześcijańskimi 

Ludźmi wJasnymi 

Ubogich sami 

Są patronami. 

1 pielgrzymowi Pomodz gotowi. 

Te obyczaje 

Wioski kraj daje. 

Germani. 
Viri Germani, 
Iuvenes, cani, 
Artibus clari, 
Operę rari, 

Mente sinceri Fide non veri 
Laboriosi Sed ebriosi. 
Ut potatores Sic sunt ultores 
Ad mensam fratres 
Senatu patres 
Prompti ad ąuaestum 
Amant honestura. 
Et parentibus Et clientibus 
Obstringi curant, Servant quod 
Peregrinantur, [iurant. 

Multum vagantur, 
Quovis in loco Non sine ioco. 
Patria m putant 
Ubi compotant. 
Uxor et panis Si detur sanis. 
Illis retenti Vivunt contenti. 
Guncli ciyiles 



Magni et viles 

DiscJplinati 

Ad cultum nati, 

Sed gestu crassi, Voce sunt bassi 

Blaspheraant laesi 

Yomunt obesi 

Aedibus mundi 

Prole foecundi. 

Bella interna Ut et externa 

Iuvenes ąuaerunt, Et duci ferunt 

Nil curant, aeąua 

Vel sint iniąua, 

Num sint pro charis 

Focis et aris. 

Certant pro aere, Avari vere. 

Religionem, Devotionem 

Austeram rident 

Credunt quod vident. 

Illis doctrina Haec est divina, 

Quae sensus moUit 

Germanus tollit 

Quid de externo 

Fiat inferno. 

Haec Germanorum 

Reguła morum. 

Niemcy. 
Niemcy czystymi 
Z młodu siwymi 
Sławni kunsztami 
I rzemiosłami 

Wierni prawdziwi I niefałszywi. 
Są pracowici Ale są i ci 
Pijanicami I mścicielami. 
W trunku bratami 
W radzie ojcami 



332 



WIKRSZK ZBIEKANK.J DlUrZY.NY 



41 



Na zysk są chciwi 

Jednak poczciwi. 

Wszytko szwagrowie, 

Wszytko kumowie. 

Co przysięgają Wszytko trzy- 

[mają. 
Wszędy wędrują I pielgrzymują, 
W dalekie kraje 
Zkąd śmiech zostaje. 
Tam kędy piją Jak w domu żyją 
Ich dobre mienie 
Zupa przy zenie, 
Kędy to mają, 
Tam już zostają. 
Obyczajnymi, Więtszy z mniej- 

[szyrai 
Ćwiczyć się dają Z rodu to 

[mają. 
W gestach grubymi W mowie 

[podłymi. 
Sakramentują Obżarci blują. 
W domu chędodzy, 
W płód nieubodzy. 
Zaciągów nowych 
I Cudzych, domowych 

Młodo szukają Trudy znaszają 

Lub wojna słuszna 

Lub też niesłuszna. 

Czy dla ojczyzny 

Choćby i bhźni. 

Każdy gelt woła 

Łakomi zgoła. 

I z religiej I z dewociej 

Surowej szydzą. Wierzą, co 

Nauka święta [widzą. 

Ta u nich wzięta 



Z samego nieba Że się nie 

[trzeba 
Bać piekielnego Ognia wieczne- 
Tak wzwyczajona [go. 
Niemiecka strona. 

Poloni. 
Fortes Poloni 
Eąuites boni 
Gens generosa, 
Sed otiosa. 
Nobilitatis 
Et libertatis 
Gaudent honore 
Aeąuali morę. 
Duces vocari 
Atąue creari 
Nobiles sanę 
Putant inane. 
Immunitates 
Et dignitates 

Plebeis negant, Ut sint quos 
[regant. 
Vivunt privati Ut ruri nati 
Publicis cnris 
Rebusąue duris 
QuaesLu affecti 
Vix sunt sic recti. 
Dei mandata Caelitus data 
Dei rigorem 
Mosis vigorem 
Mitigant lenta Legę inventa 
Captivant nullum 
Nec prendunt ullum 
Nisi convictum Et iure victum. 
Hinc ditiores 



142 



WIRY DA R2 



33^ 



Premunt minores. 

Quos toUunt caede Solvunt 

Observant reges, [raercede 

Percudunt leges. 

Nil celant iussi Plorant percussi. 

Sunt prodigales 

Non liberales. 

Ut sine muris, Sic sine curis, 

Vivunt bibentes 

Et comedentes. 

Bonum futurum Malum ventu- 

Provident nunąuam [rum 

Haud cavent unąuam. 

Quando compotant Ebrii notant 

Haustus aeąuales. 

Qui negant tales, 

Hostes censentur Mensis arcen- 

[tur. 
Sordidis tectis Foedisąue lectis 
Et cum yitellis 
Et cum porcellis 
Degunt coniuncti Rustici cuncti. 
Hospiti stramen 
Vix dant et panem. 
Nobiles cauti Sunt magis lauti 
Domus ducales 
Vel his aeąuales 
Struunt decore, Magno splen- 
Sed mox erectas [dore 

Linąuunt neglectas, 
Stillis sexcentis Plenas et ventis. 
Fide constantes. 
Vota mutantes, 

Yerentur clerum Et amant ve- 
Divos honorant, [rum. 

Devote orant, 



leiunant stricte, Nil agunt ficte 
Mens timorata 
Illis innata. 
Haec Polonorum 
Reguła morum. 

Polacy. 
Mężni Polacy 
Dobrzy junacy 
Naród słynący 
Lecz próżnujący. 
Szlachectwa sławą Z wolnością 
Zdawna nadany [prawą 

Prawem zrównany. 
Książąt rzeczonych, Lub uczy- 
Szlachta nie lubi [nionych 
I tym się chlubi. 
Swojej wolności I dostojności 
Dać nie gotowi 
Plebejuszowi 

Aby ci byli, Kimby rządzili. 
Żyją w swym stanie 
Jako ziemianie. 

Gdy służyć w boju Albo w po- 
Ojczyznie mają, [koju 

Zysku patrzają. 
Mandaty z nieba Kiedy potrze- 
Boskie rygory [ba 

I święte wzory 
Sami stosują I mitygują. 
Nie chcą do tego 
Więzić żadnego 
Aż przekonany I prawem wzda- 
Zkąd od możniej szych [ny 
Ucisk jest mniejszych. 
Zabiwszy kogo, Płacą niedrogo. 



333 



wikkS/k zbieranej DIIUŻYNY 



143 



Krolow szanują 
A prawa psują. 
W rzeczach nieskryci, Płaczą 
Są utratnymi [ubici. 

A nie chciwymi. 
Jak bez warunku, Tak bez fra- 
[sunku 
Bezpiecznie żyją, Jedzą i piją. 
Dobru przyszłemu 
Jako i złemu 

Nie zabiegają, Za nic to mają. 
Kędy biesiada, 
Tam zaraz zwada, 
Że wypróżniona Nie jest speł- 
Zdrajcą każdego [niona 

Żowią takiego. 

Śmierdzące mają Go w nich 
Chaty z cielęty [mieszkają 
Z świńmi, prosięty, 



Tamże i dzieci U prostych 

Niema co trzeba [kmieci. 

Gość ani chleba. 

Ci co panami Są z dostatkami 

Wysokie dachy 

I pańskie gmachy 

Kosztem stawiają , W których 

Lecz zbudowane [mieszkają 

Wnet zaniedbane 

Aż ciecze z góry, Gdy zewsząd 

Tak pałac wczora [dziury. 

Dzisia obora. 

W wierze trwałymi Niegorli- 

Księży się boją [wymi 

Przy prawdzie stoją. 

Posty chowają Nic nie zmyślają 

A z przyrodzenia Strzegą su- 

Tym Polska strona [mnienia 

Jest zwyczajona. 



333. Wiersze Andrzeja Wiszowatego do księdza Dębołęciciego, 
starożytność języka polskiego nad wszytkie całego świata na- 
rody wywodzącego. 

O Dębołęcki, który dawne lata 
Z prochu wykurzasz, od początku świata 
Wywodząc dawność narodu polskiego, 
Imieniaś godzien ty Harculcowego ^. 
Mają to darem twym Carstwo mający, « 

Że oni prawi Obory czy niącj/. 
Mają się z czego szczycić Szczyciochowie, 
Że są eh walniej szy niż Chwaiodojowie. 
Niech się już Grzeczni z Łacniki nie chwalą. 
Gdy język grzeczniąc, iacniąc sobie galą, i 

* Dopisano na brzegu imiona starożytne, wyłożone w guście księdza 
Dębo/ęckiego : Herkulesowego, Carodunum id est Cracovia, Scythae, Chal- 
deowie, Graeci et Latini. Dodaj: Sarmaci (w. 5), Avares? 



144 WlRYDARŹ ^3^ 

Musi tu każdy w tym być twoim żakiem, 

Że pierwszy człowiek Jadam^ byl Polakiem. 

Syn jego Uhył, co naprzód zabity, 

1 sam Obrzezań on mąż znamienity, 
ir. I ojcu swemu Ohszalon przeciwny 

I on Harculec męstwem swoim dziwny 

1 on Wyżyrca i Ohżyrca dawny, 

Pierwszy Waraho pan nad Nilem sławny, 

I Samejramie i cne Samezony. 
20 Którymi naród Szczyciochow wsławiony; 

Nienasz, Mieniarca pierwszy A Szczyry jej, 

Tak niegdy nazwań od swej kompaniej, 

Gdyż w Bahimłonie Polacy mieszkali, 

Wszytkiemu światu możnie panowali 

I nad Gongo sam i u Ogzonego 

Pan tu sam ludzie Gwaru warownego, 

Choć to Grzecznicy, Łacnicy, Golcowie 

Z nich zrozszy mówią, że to Warwarowie 

I od wschodniego Odehanu byli, 
30 Do zachodniego państwa rozszyrzyh, 

Ludzie swobodni, wolni sami sobie, 

Siedząc w Ozyjej, Jawrucy, w Urobię, 

I Amarochę naszy napełnili. 

Olani, co ją /i; pani odkryli. 
sr. Naszy husarze są Ostrogotowi, 

Naszy kozacy są Wyskoczgołowi, 

I zjadli Wrzący, i Łukowartowie, 

Niekiedy groźni Wiachom narodowie 

(Których z jednego mamy niezliczonych 
4« Od historyków, nie Boga, stworzonych). 



» Adam, Abel, Abraham, Absalori, Herkules, Odrisis, Pharao, Semi- 
ramis et Amazones, Scythow, Ninus, Monarcha, Assyriej, w Babilonie, 
Nad Gangiesem, Euxinum Pontum, Barbarskiego, Graeci, Latini, Galii, 
Barbarowie, Oceanu, w Aziej, Afryce, Europie, Amerykę, Alani, Hiszpani 
Ostrogothi, Wissogothi, Franci, Longobardzi, W/ochom. 



i33 WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY 145 

Pierwszy Rajnia/, pierwszy Karalowie^, 

Niezwyciężeni prawi Oogustowie, 

Którzy Mianarcośó z Parzy stokroczeniem 

W swym Wypieractuńe trzymali z baczeniem. 

Sfusznie ukwila kraj pod Aąuiloiiy, *5 

Że rozkwilonych uwikłał, rzeczony. 

Tak byli nasi swój Dr&on zasadzili, 

Tak okrąg ziemski Szczepdrzonem rządzili. 

Teraz czemu nie? Beczkos im panuje 

I Czczę raz, a pan do Kupy ich psuje. fto 

Te rzeczy dawni w Baje ubierali 

Pisarze, polskie imiona psowali, 

Jedne grzecznili a drugie łamili^ 

Siła ich nawet i pożydowili, 

Ale ty, księże Dębołecki, grzeczy 55 

Odkrywasz sławę tych ojczystych rzeczy. 

Jużeś odpsował siła ahos dziwnie. 

Sadzając czasem litą rzecz przeciwnie, 

Na swym Podpierze Wiedymion wywodząc 

I Da^be wiedu z Ułenia przywodząc eo 

Jede pole sztucznie, przez rożne toygory: 

Tyś jego dał tor, twoje to wybory. 

Każdy z Lacha czcić cieszy się tej sprawie, 

Że to są iste i sto ryje prawie. 

A tyś sam prawy Niebolicz, co z nieba 05 

Polską przetwarzasz dawność, jako trzeba. 

Czyli z widzenia, czyś był w zachwyceniu, 

I ztąd te dziwy jeszcze masz w baczeniu? 

Bodaj żeś ty lat Matuśdołochowych, 

Bodaj i pociech zażył Obranowych, 70 



1 Consules, Reges, Augustowie, Monarchią z arystocratią, Impe- 
rium, Aąuilo, Tron, Septentrionem, Bachus, Ceres, Kupido, Bavari vi'I 
Boi, Abusus, Literae, Papierze, [Etymon], Abiecadlo, [z Ateny? t. j. Ucze- 
nie?] Aedepol, Vigor, Autor, Szlachcic, Ilistorje, Nobilis, Matuzalowych, 
Abramowych. 
Wirydarz I. 10 



146 WIUYDARŻ 334—335 

Bodaj eś uciech użył w Poradzieży\ 

Przez którą Rajka To gryz prędko bieży... ^ 

334. Modlitwa o męża. 

Boże, z którego ręku wszytko dobro pJynie, 
A co komu naznaczysz, żadnego nie minie. 
Któryś małżeństwo święte w raju postanowił 
I tam jego przywilej naj pierwszy ponowił, 
6 Ten zakon najprzedniejszy przejrzałeś od wieku, 
Przez mędrca rzekszy: źle być samemu człowieku. 
Wprawdzieć rodzice mili piastują w pieszczocie. 
Lecz z lubym przyjacielem miło i w kłopocie. 

Ręka umywa rękę, noga wspiera nogi, 
10 Przy dobrym przyjacielu nikt jest nieubogi. 
Otóż i ja, moj Panie, czyniąc wolą twoje 
Oddaję w ten to zakon młodą płochość moje. 

Raczże mi dać, o Panie, z miłosierdzia twego, 
Dobrego przyjaciela, do tego mądrego. 
15 Daj w stanie pobożnego, w cnocie przykładnego. 
Przystojnego w postępkach, a w leciech młodego. 

Daj, by na swym przestawał, nie pragnąc cudzego, 
Kontentując się gdy ma swego do nowego. 
Z statkiem słusznym niech będzie. Panie moj, choć młody, 
20 Niech nie chodzi rwać ziela na cudze ogrody. 

Daj takiego, moj Panie, z którym bym swe lata 
Przystojnie dokończyła, wprzód zażywszy świata. 
Wiem, żeś Pan miłosierny, daj bym doczekała. 
Abym z dobrym dobytkiem siedmiu pochowała. 

335. Dziewczęta. 

Sławne dziewczęta, wy swoim kołem 
Uderzcie nizko aż do ziemi czołem. 
ELizABBT. Pewnie HaUusia pierwsza stanie w rzędzie. 
Bo jako starsza przodek bierze wszędzie. 

* W Paradyzie, Rzeka Tygris. 

' Brak może końca, bo karty 191—196 wydarto. 



335 



WlBRSZK ZBIERANEJ DRUŻYNY 



147 



TERESA. 



Więc obyczaj na, lubi ochędostwo, 
Rada się słyszę zaleca ubóstwo. 

SOPHIA. Następuj po niej Zosienku co prędzej, 

Nie płacz i nie daj już się prosić więcej. 
Nie wstydź się tej tak brudnej zapaśnice, 
Nic to nie wadzi, kiedy białe lice. 

REGINA. Nuż ty Beginko, lecz stój, powiem mało: 

Widać z pod kształtu trochę brudne ciało. 
Znać że cię z młodu w mleku nie kąpano, 
Miasto balsamu dziekciem smarowano. 

MARGARETHA. Podź 1 ty Gretko kształtna w opasaniu; 
Rozkudłałaś się jakby po przespaniu. 
Teresin blada, a oka skąpego, 
Radabyś miała przecie kochanego 
I snadźby cię kto mógł pojąć z litości, 
Gdybyś nie miała utajonej złości. 
Już ztąd niebogo miej wróżkę niesłabą, 
Że rutkę siejąc pewnie umrzesz babą. 
I ty Orszulko ujdziesz w swoim rzędzie, 
Chociaż o tobie ten głos słynie wszędzie, 
Że coś wprzód miała kozła pod pachami, 
Teraz ci usiadł gdzieś między nogami. 
I ty Marysiu trochę zyzowata 
Nie wstydź się, ujdzie tobie podle swata, 
Jeszcze ty możesz palić niejednego, 
Z tym mówiąc, a tu patrząc na drugiego. 
Dziękuję Basi, że się ta nie wstydzi, 
Chocia to dobrze we zwierciedle widzi, 
Że prawa baba, lubo w leciech młodą, 
A przeto darmo szafuje urodą. 
Nie wadzi prosić w taneczek i Klary, 
Bo wiem, że dawno życzy sobie pary, 
Acz ją natura piegami popstrzyła: 
Znać, że na miesiąc w pełni nie patrzyła. 
Jewuń przyznać, rada skacze z dusze, 
Lecz iż koszlawa, dać jej pokój muszę. 



URSULA. 



MARIA. 



BARBARA. 



CLARA. 



EVA. 



16 



SO 



25 



SO 



10* 



148 



wirydArz 



335 



50 



55 



MARTHA. Martusi w trąbkę nie djabeł, bez mała 
Na przyjaciela ponoby się daJa. 
Więc ją nie wadzi trochę poobracać, 
A na obrocie pulsów jej pomacać. 
45 cATHARiNA. Kto kogo, a ja chwalę moje Kasie, 
I pić i jeść da, i każe wleźć na się. 
Z tą ja wyskoczę, a mnie moja Kasia 
Po pracy użyć da swego karasia. 

ALEXANDRA. Wlęc ty Oksiu ze mną chciej rączego 
Poskoczyć według zwyczaju twojego. 
Niech inszy jak chcą z swoich przeszydzają, 
Nalazł bies grzehło^ zwyczajnie mawiają. 

DOROTHEA. A ja zaś z tobą Dosienku kochana, 
Takimi dary od Boga nadana, 
Że ktoby tobie nie przyznał grzeczności, 
Tenby niegodzien ludzkiej społeczności. 

AGNKs. Więc i ja czołem uderzę Jagusi, 

Której taki dank każdy przyznać musi. 
Że chyba z twardej ten ma serce stali, 
Kogo jej śliczna uroda nie pali. 

coNSTANTiA. Kostka wspaniałe w tańcu rej prowadzi 
I tak nad insze ozdobnie się sadzi, 
Jakoby rzekła: jam jest wasza pani. 
Bijcie mi czołem tak jako poddani. 
Dość tańców prostych: więc jeśli kuranty 

HKDYiGis. Milsze, Jadwisia niech zacznie drabanty, 
Która tak rączo w pięknym toczy kole. 
Równie jak cyga puszczona na stole. 
A w pięknej twarzy cnoty znamienite. 
Hołdują serca mieczem niepożyte. 

ANNA. Niech też Hanusia pokaże co umie. 

Powiedz kto dobry co o niej rozumie. 
Powiem, nie bawiąc was długimi słowy, 
Bo gdzie rzecz jasna, mniej potrzebne mowy: 
W. tańcu jest Sappho. a w głosie syrena, 
W cnocie Zuzanna, w gładkości Helena. 



65 



70 



75 



336-338 WIKRSZK ZBIBRANEJ I>RUŻYNY 149 



336. Lament jednej damy. 

Już nie ten ogród i nie te są ścieżki, 
Plac tylko, w którym żal przebywa ciężki. 
A smutna dama błędne oczy kryje, 
Przeklinając się, że samotna żyje. 

Pisze lamenta na suchej drzewinie: * 

Bodaj mię były głębokie jaskinie 
Na pustych lasach mizernie zawarły, 
Prędzej by się łzy z moich oczu starły, 

Aniż te depcąc ścieżki i ulice, 
Po których przedtym częste obietnice lo 

We dnie i w nocy słały mnie nadzieje, 
Że się ta miłość nigdy nie rozchwieje. 

Zaż z małej chmury zaraz bywa burza? 
Miłość i wiara w niepamięć się nurza. 
Serce w skalistą opokę obraca. '^ 

Miru nie daje i dni moje skraca. 

Dyament w rzeczy tę miłość rysował, 
Coż kiedy ją wróg zazdrosny zepsował, 
Ale nie toćby tylko pisać trzeba: 
Niechże nas sądzi, czyj jest wyrok z nieba. *" 

A ja już będę dni żałosne wiodła. 
Żem się na takim kochaniu zawiodła, 
Z tym i umieram, a jeśli kto błądzi, 
Niechaj przyszły wiek obie stronie sądzi. 

337. Epitaphium Reuteri admiralis Hollandiae, in nava]i praelio 
cum Gallis in SIcilia commisso, caesi. 

Terruit Hispanos Reuter, ter terruit Anglos, 
Ter ruit in Gallos, territus ipse ruit. 

338. Epitaphium Tureni. 

Mille duces vici, tandem duce vincor ab uno, 
Dux fuit i He tonans, luppiter hostis erat. 



150 WIRYDARZ 339 — 341 

339. Scomma in Gallos. 

Quid facient Aąuilae, tecum si praelia tractent? 
Quando te Cuculus yincere Galie potest. 

340. Na herb Działyńskich. Kwoli jednej damie tego domu. 

Co to za strzała? co za połpierścienia? 

Czyli to strzała zacność pokolenia, 

Czy mądrość znaczy? czy serce waleczne? 

Czyli dostatek? czy wyroki wieczne? 
6 Wszytko, bo sam Bog strzałę tę piastuje, 

A oną w sercach przyjaźni miarkuje 

Wiecznym wyrokiem, a zaś poł pierścienia 

Jest wola ludzka, której rozdzielenia 

Ta jest przyczyna, że cierpi tęsknicę, 
o Dotąd aż najdzie swoje połowicę. 

341. Prophetia de futuris regibus Poloniae post decessum 

Sigismundi August! ultimi lagellonidum. 

Flos de Valle Henricus Yalesius cuius insigne fuit Tria 

Lilia. 
Nominis Corona Stephanus ex Graeco enim Stephanos 

coronam significat. 
Exul Fortunatus Sigismundus III. quem spoliavit regno Ca- 

rolus Sudermannus. 
Gloria Succedens Yladislaus IV. gloriosissimus regum. 

Manipulus Sterilis loannes Casimirus cuius insigne manipu- 

lus prolem nullam reliąuit. 
Noctis breve sidus Michael rex cuius insigne fuit luna cre- 

scens. 
Manus Congregatorum Joannes III. Supremus Regni Marschalcus 

et Exercit. Dux. 
Diversi color 
Solus biceps 
Ex duobus unus 
Sonitus aguarum 
Custos yigilantiae. 



342-343 WIERSZE ZBIKRANKJ DRUŻYNY l5l 

342. Carmen laureat! poetae Więzek. Na zdien świenta Dorotea 
nabożna matrona. Jejmości paniej Dorotea Olinska od życzli- 
wego i kochanki sługa przypiesana. 

Święta Dorotea, męczenniczka prawa 
Nie dał się odstrażyć poganina sroga. 
Od wiara chrześciańska, przy nim mocna stalą, 
Korona nieśmiertelna za to otrzymała. 
Theophilis kanclers barzo panna żałował ft 

Dlatego tes po śmiercią jej chrześcian ostał. 
Gdy mu od święta Dorotea z raju bożego 
Prynios anioł róża i kwiatka ślicznego: 
Oto Theophile, tobie obietnica nosi; 

Przyj mi to za wdzięczna, barzo cię o to proszę. lo 

Theophilus wnet od tenczas i godziną 
Przyjął chrzest święta i został chrześcianiną. 
Czierpiał też śmiercz jąk i święta Dorota 
Dlatego mu otworzył jest niebieska wrota. 
Żyją z sobą pospoła u Pana Jezusa, i* 

Gdyż tam niemasz nic nieśmiertelnego. 
Boże daj, aby każdego nabożna matrona 
Z świętą Dorotea odnoszyła niebieska korona. 
I jak ona z Theophilnsem siedzą sobie w niebie 
Tak żebym ja z WMcią siedział podle siebie. 20 

Co ja życząc WMci z sierca czyrego 
Daj Boże WMi doczekać roka drugiego. 

WMci życzliwie i kochanie 

z siercza i czyre sługa 

Augustia Zimerman. 

343. Dokończenie Szachów Jana Kochanowskiego. 

Anna z Fedorem skoro się pojęli, 
Zaraz spróbować szczęścia w szachy chcieli. 
I z tym umysłem poszli do łóżeczka. 
On z puszką szachów, z tablicą dzieweczka. 
Nie mieli stołu, ani siedzieć na czym, 6 

Więc leżąc grali; jaka gra, obaczym. 



152 WIRYDARZ 344 

Wnet ona naprzód rozłoży tablice, 

W środku znak czarny białej szachownice 

A lubo skaza w czarnym polu była, 
10 Ta rzecz by namniej gry nie przeszkodziła. 

Fedor też puszkę rozwiązał z szachami 

I dobył naprzód popu i z rochami. 

W grę się udawszy, nie dawał poprawy, 

Mocno nalegał, jako rycerz prawy. 
15 Ta za Siię sztukę w tym swą wydawała, 

Kiedy umyślnie pola naddawała, 

Chcąc go wysihć; jakoż już bez trochy 

Pop nie ustąpił placu z swymi rochy. 

Lecz iż z gry pierwszej wziął już był naukę, 
20 Nie tracąc serca, pomieszał jej sztukę, 

I taki dał met, aż jej zbladły lice, 

Bo od impetu trzask poszedł z tablice. 

Ona przegranej swej się dziwowała, 

A coraz wzgorę warstatem kiwała. 
25 Wtym gdy koniec gry, Fedor z szachownice 

Popa i rochy wymknął, a tablicę 

Anna stuliła, za ono przegranie 

Grożąc mu wkrótce dać powetowanie. 

On się też znowu stawić obiecował, 
30 Tymczasem puszkę z szachy zawięzował. 

344. Lament jednej panny w małżeństwie oszukanej. 

Ach mnie strapionej na świecie sierocie 
Przyszło w niezmiernym zostawać kłopocie, 
Rok, dni, godziny opłakiwać moje. 
Od łez zaledwie już żywa stoję. 
6 Srogim tyranem szczęście mi się stało, 

Bo czegoś hojnym gronem dodawało, 
W jednym momencie z rąk moich odbierasz 
I coraz sroższy nieafekt wywierasz. 

Czemu się srożysz, niefortuno moja, 
10 Nad mną i w sercu prawie u podwoja 



S^l- WIER.iZE ZBJ BRANEJ I>RUŻYNY 153 

Żółć mi zakładasz, aż strapiona muszę 
Znędzoną bólem karmić żalem duszę. 

Łakomy wrogu niegdy mej fortuny, 
Pomóż dziś śpiewać ze mną gorzkiej dumy, 
Której podległo teraz serce moje, 15 

Niema mi zajrzeć czego oko twoje. 

Wszytko to co mi przez moj wiek płużyło 
I co w mych oczu najmilszego było, 
Niechętne niebo z moich rąk zabrało, 
A żal serdeczny za pociechy dało. 20 

Gdzie się podziały (miło wspomnieć) lata, 
W ktorychem hojnie mogła użyć świata, 
Że się płeć męska o mnie ubijała 
Z kandorem swoim, o com nic nie dbała. 

Miałam do swory małżeńskiej tak wiele, 26 

Ile dni w roku, mogę mówić śmiele, 
Równych w urodzie, poniekąd i pany; 
Wszyscy wstręt wzięli dla mojej nagany. 

Skromnych postępki miałam za prostotę, 
Bezpiecznym w mowie czyniłam sromotę. so 

Dziś o moj Boże jawnie mi to płacisz, 
Kiedy moj żywot z srogą troską bracisz. 

Dostałam (nie wiem) jeśH z twojej woli, 
Wroga nie druha, jarzmo mej niewoli. 
Oświadczam niebu i z jego światłami, w 

Że bez mej winy pasę skronie łzami. 

A co najsroższa być musi u świata, 
Ile na moje rozkwitniałe lata, 
Potwarzą idąc nieznośnie szkaluje 
I wiek bez zmazy przed ludźmi nicuje. -» 

Odbiera słownie całość życia mego, 
Skraca kurs zdrowia od Boga danego, 
Niezasłużenie zadając mi rany. 
Obacz cały świat wiek moj opłakany! 

Którego trudno tak wypisać snadnie, ^6 

Jako łez wiele z mych zrzenic wypadnie. 



154 WJRYDARZ 344 

Przez marmur żywy wydawa krynice 
Serce me, które toczą me zrzenice. 
Dość sroga krzywda i nieporównana, 
50 Gdy w kilkanaście dni tak oszukana 

Od mego wroga nagle pozostałam 
I splendor ciała z nimźe postradałam. 

Teraz, moj Boże, żal moj tobie jawny 
Przekładam i wiek złoty we łzach dawny 
f)?) Opływający, prosząc twej litości, 

Byś skrócić raczył oczu mych żałości. 

Znam dobrowolnie, żem to zarobiła 
Za lat dawniejszych, gdym ludzi mamiła 
I dar twej łaski za rzecz mniejszą miała; 
w Płochość mię moja do tego zwabiała. 

A wszakże kiedy, najmocniejszy Panie, 
Z łaski twej teraz odnoszę karanie, 
Żebrzeć się ważę, byś się uhtował 
A fortun dawnych choć cząstkę darował. 
!^ Przyrzekam za to, wziąwszy dar z twej ręki 

I poprzestawszy znosić takie męki. 
Będę umiała fortuny szanować 
I nie przestanęć za onę dziękować. 

Nakieruj, Boże, prospekt oczu twoich, 
Zdejmi powłokę czarną z oczu moich, 
Otwórz mi wrota do twojej świątnice, 
Bym wyżebrała twoje obietnicę. 

Wróg moj naganę z przejrzenia twojego 
Niechaj odniesie od świata całego; 
7ó Spraw to. moj Panie, aby za te złości 

Został podległym piekielnej srogości. 

Niech go fałszywa przysięga pobije 
I wiarołomstwo niech pozbawi szyje, 
Bo pierwej ciebie, mocny Boże, zdradził 
80 A mnie w niezwykłą ohydę wprowadził. 



70 



345 -WIEUSZK ZBIKRA.NKJ DRUŻYNY 155 



345. Pieśń sarabanda. 

Smutny Filen a pasterz utrapiony, 
Będąc od Lilii raz wzgardzony, 

Pełen żalu i wymowy, 

Zaczął do niej tymi słowy: 
Cożci potym, Lilio nielutościwa, «> 

Chcieć, aby mię myśl frasobliwa 

Bez nadzieje, bez wolności, 

Trapiła dla twej dzikości? 
Od łez częstych już oczu mych nie staje, 
Serce dla ciebie ustaje, n> 

Z ciebie śmierci mam przyczynę, 

Wiedz, że z ręki twojej ginę. 
Jak ja umrę, a któż wierniej naderanie 
Lub odkrycie, lub tajemnie 

Chwalić będzie twe piękności? 15 

Któż zwycięży me miłości? 
Twej ostrości niemasz nic podobnego 
Ani przykładu jej równego. 

Boginie się zmiękczyć dały 

I kochać się nie wstydały. »o 

I Cynthia swego Endymiona 
Kochać musiała i Adona 

Śliczna Wenus obłapiła 

I nic przez to nie zgrzeszyła. 
Wspomni na to, a serce miłosierne ts 

Skłoń na me prośby tobie wierne. 

Patrz na moj płacz i wzdychanie 

Niech cię zmiękczy me płakanie. 
Umierając twój sługa nieszczęśliwy, 
Choć już strapiony i nieżywy, 30 

Głosić będę me wierności, 

Płacząc na twe niewdzięczności. 
Mściwe nieba słuchać będą mej mowy, 
Skończę me życie tymi słowy: 



156 WIRYDARZ 346—347 

35 z ciebie śmierci mam przyczynę, 

Wiedz że z ręki twojej ginę. 

346. Pieśd wtóra. 

Wdzięczne gaje, wy zielone Łąki, ogrody pieszczone. 

Do których myśl moja stroni Gdy się zgraje próżnej chroni, 

5 Z wami miłe me zabawy Wam są jawne moje sprawy. 

Was zażyję bez zazdrości Kiedy żyję w osobności. 

U mnie za nic są honory lo Gdy widzę wasze pozory. 

Bo rai milej sieść na trawie Niźli na niepewnej sławie. 

Wolę nizko napaść oko Niż w niewoh żyć wysoko. 

16 Między róże, tulipany Wolę wniść niż między pany. 

Tu mię zazdrość nie naruszy Ani frasunek ususzy. 

Tu przeciwnej nie znam chwile 20 Tylko ciche krotofile. 

Jeśli wdzięczny słowik krzyknie Ten mi mózgu nie przeniknie 

A łagodny spadek wody Doda mi snu i ochłody. 

^^ Gdy się miły gaj rozwija Niech mię trudna myśl omija. 

Za nic króle, za nic dwory Gdy widzę wasze pozory. 

Kiedy w miłym siędę cieniu 30 Nie korzystam w cnym imieniu. 

A gdy smaczny zefir wieje Nie dbam o żadne nadzieje. 

347. Pieśń trzecia. 

Tam gdzie morze równe brzegi 

Nieodwrotną wodą płocze, 

Zachamował swoje biegi 

Nakoniec Klimen żałosny, 
J^ I myśli do łez ochocze 

Rozpuściwszy w żal miłosny, 

Trzymał oczy swe wlepione 

Ku odległej krainie, 

Gdzie mu serce utęsknione 
10 Tajemne wiodły nadzieje. 

Więc usiadszy w dolinie 

Opiewał żal niesłychany 

Smutny i nieubłagany. 

Skarżył się morzu żałośnie 



347 WIKKSZK ZBIERANEJ DRlf;>:yNY 157 

Łzy rzewne po nim świadczyły is 

A słowa jego te były: 

»Wy nakoniec długie morza, 

Posłuchajcie mej żałości: 

W was słoneczne gasną zorza, 

We mnie życie dla miłości. »o 

We mnie ciężki żal przebywa, 

W was mieszkają niepogody. 

We mnie nigdy nie ubywa 

Łez obfitych, a w was wody. 

Wy polewacie falami 25 

Płaskich brzegów piasek lekki, 

Ja polewam ale łzami 

Nie brzegi, ale powieki. 

Mnie są wiatrem myśli moje, 

Wam przeciwne wńatry wieją su 

I tym stoimy oboje 

Wy wiatrem a ja nadzieją. 

Was wiosłami przerzynają, 

Kiedy je w was żeglarz moczy, 

Mnie na wylot przenikają ss 

Nie wiosła, ale dwie oczy«. 

Tak mówił, gdy zazdrościwe 

Odziane ciemnym wieczorem 

Niebo go przymuszało, 

Kończyć s.łowa płaczliwe. *o 

I chociaż mu się chciało 

Odejść i poprzestać skargi 

Zawarł słowa i wargi. 

Wstał nakoniec a spojrzawszy 

Ku krainie, gdzie mieszkała 45 

Jego ty ranka zuchwała, 

I tam miłośnie westchnąwszy 

Na swoje nieszczęście srogie 

Chcąc pamiętne mieć swe żale 

Wyrył słowa te na skale: •'*«> 



158 WIKYDARZ 348-349 

»Ja tam idę, gdzie mi każe 

Ciężka miłość bez nadzieje. 

Ale ze mnie nie wymaże 

Żal miłosnej pamięci. 
55 Myśl i afekt poleci, 

Choć tu serce zgoreje, 

A miłość drogę pokaże. 

Ja tam idę, gdzie mi każe 

Ciężka miłość bez nadzieje. 
60 A w takiej mojej żałości, 

Jeśli się kto o mnie spyta, 

Powiedzcież mu cne syreny 

I pokażcie, niech to czyta, 

Że umieram dla Ireny*. 

348. Pieśii czwarta. 

Choć kto wie, że mu miłość opacznie się stawi, 
Nie dba i myśl wesoło przy nadziei bawi. 
Smacznie sobie wdzięcznego snu wróżki tłumaczy, 
Serce cieszy, jak może, oddala rozpaczy. 
5 I chociaż umartwione serce w żalu mdleje, 

Lubo smutne dni wiedzie bez wszelkiej nadzieje. 
Przecie się szczęścia trzyma i tak sobie tuszy. 
Że mu nikt o nieszczyrość oka nie zaprószy. 

Lecz dla zwłoki, której mu codziennie przybywa, 
10 Słodkich myśli i zabaw wdzięczny czas upływa. 

Co za gust, chyba sam żal, temu co rad służy, 
Że im dalej, tym więcej w kochaniu się dłuży. 

Nie moda to, kto swemu słowu nie jest panem: 
Raz obiecał być szczyrym i z serca kochanym, 
16 Aleć znowu inaczej odpowie z niechęci: 
Mam ja kogo inszego w sercu i pamięci. 

349. Żałoba po szkodzie. 

Coż mi po życiu przy mej żałobie? 
Kiedy nie umiem radzić o sobie. 



''»4;9 WIERSZK ZHIERANKJ DKl ZYNY 159 

Oko się poci, serce mi taje. 

Gdy czegoś w domu moim nie dostaje. 
Żelazne czasy, czemuście dzikim 5 

Myśl urażoną opasały szykiem? 

Wzięłyście gwałtem, com ulubiła. 

Czylim ja kiedy to sobie wróżyła? 
Tak to fortuna u nas buduje, 
Go dziś wystawi, jutro zepsuje. 10 

Gożem wam winna, zawisne fata, 

Że mię ta od was potkała strata? 
Któż mnie pocieszy w razie tak srogim, 
Któż o klejnocie powie mi drogim? 

Choćby mi złoto fortuna siała, is 

Małąbym wierę ztąd pociechę miała. 
Czemużeście mi o nieba dały. 
Jeśliście nazad odebrać miały! 

Także to moje drażnicie serce, 

Gdy ogień w małej gasicie iskierce. ao 

Czego nie widzę, serce nie boli 
I raczej nie mieć niźli tracić woli. 

A wyście dawszy znowu porwały. 

Ja będę płakać na to przez wiek cały. 
Kędyż cię znajdę, klejnocie drogi? ^f* 

Szłabym ochotnie przez ciernie i głogi. 

Aleć już żadnej nie mam nadzieje, 

Lądem i morzem zarosły koleje. 
Pomóż mi płakać każde stworzenie, 
Gdy widzisz w domu moim to zaćmienie, 30 

1 wy co w puszczach dzikich mieszkacie 

I wy co w morzach głębokich pływacie. 
I wasci proszę, ptaszyny drobne, 
Zacznicie ze mną noty żałobne. 

I rybki ciche, co brodzą w strudze, 85 

Niech ku żałobnej mają się usłudze. 
O perło droga, o śliczny kwiecie, 
Będę cię płakać i zimie i lecie. 



160 wirydah;^ 350—353 

Będę cię płakać, gdy mi na oczy 

Lub we dnie, córko, przyjdziesz, lubo w nocy. 

350. Kurant. 

Miłości kto zaprzeda 
Wolność i nadzieje. 
Ten niechaj odpowieda, 
Gdy mu się źle dzieje. 
Darmo serce winu je, 
Niechaj się nagotuje 
Znosić wszytko cierpUwie, 
Chceli żyć szczęśliwie. 

351. Drugi. 

Fillis, choć czuję, że darmo psuję 
Serce sobie, mam nadzieję. 
Że kiedy dłużej, Serceć posłuży. 
Bez nagrody nie zgoreje. 
5 Nie pragnę zbroje Na oczy twoje, 

Choć się kiedy im nawinę, 
W pośród twej złości, Pewien miłości 
Cierpieć będę — a nie zginę. 

352. Amor. 

Libertas, carcer, pax, pugna, dolenda voluptas, 
Spes metuens, mel, fel, feria, ludus, amor. 

Interprełałia. 
Więzienie przy wolności, pokój nie bez rany, 
Nadzieja bojaźliwa, miód z żółcią zmieszany, 
Ucieszny żart, i pełna uciecha żałości: 
To kres, to cel, to koniec, to jest met miłości. 

353. Amantes. 

Est amor in nobis, in Hgnis ut patet ignis. 
Ignis uti hgnum, nos levis urit amor. 



364—356 WIERSZE ZBIERANEJ DRUŻYNY l6l 

Ligna sed łn cineres vanescunt, ignis in auras, 
Igitur nos cinis et noster quid nisi fumus amor? 

Inłreprełałia. 
Nie to jest ogień, co się swoją mocą 
Wydaje wtenczas, gdy mu drwa pomocą, 
Choć nie folguje (wtenczas kiedy pali) 
Złotu i srebru, żelazu lub stali, 
Choć całym gmachom przynosi ruinę, 
W dym obracając, w proch, w popiół, perzynę. 
Ten jednak, którym Wenera szafuje. 
Większy swój skutek i moc pokazuje 
Nad nami, cośmy z popiołu stworzeni 
I w popiół znowu będziem obróceni. 

354. Na imię: filozof. 

Przy pięknej paniej imieniem Zofiej 
Wszczęła się mowa o filozofiej. 
Rzekł ktoś, że filos zowie się miłością 
Po grecku, a zaś Zofia mądrością. 
Oz wie się na to mąż, co blizko siedział: 
Dopierom teraz o tym się dowiedział, 
Że filozofem i ja się mianuję. 
Bo ja każdą noc Zofią miłuję. 

355. Na dziewczynę. 

Zeszli się pod krzewiną, ona pasła owce, 
niech miłuje kto chce. 



10 



356. Na łysego. 

Łysy oknem wyglądał, kładąc nocnym cieniem 
Czoła pokryć łysinę, alić go kamieniem 
Ktoś z ulice przywita: uchodź, kpie, z ostatkiem: 
Patrz na ludzie oczyma, a nie gołym zadkiem. 

Wirydłm I. 11 



162 wiuYDARż 357-360 



357. Omne tulit punctum, qui miscuit utile dulci 

. . . . dziewkę, zawiodszy za borek, 
Znalazł pod zadkiem jej z pieniądzmi worek. 
Ten się mogJ chlubić szczęściem i zdobytkiem, 
Bo prawie słodycz pomieszał z pożytkiem. 

358. Na czujną ochmistrzynią. 

Trzy panny w jednym pokoju sypiały. 
Wiedząc, że czujną ochmistrzynią miały, 
Która przez ścianę dziurę urobiła, 
Aby nią w nocy, co robią, patrzyła, 
Zabiegły temu, zabiwszy ją kołkiem. 
Aby się śmielej bawiły z pachołkiem. 
Baba do dziury, alić w dziurze kołek. 
Chybiła baba, nie chybił pachołek. 
Panny rzec mogły, że z dwojakiej miary 
Zatkały dziurę wedle paniej starej. 

359. Żart do jednej damy w konfidentiej z okaziej pokłonu 
listownego napisany. J. T. * 

Nie dziw, że się świderek pokłonił dłotkowi, 
Powszechnemu uczynił dosyć zwyczajowi. 
Zgodne to instrumenta, pospołu legają 
Na warstacie i do dziur oboje się mają. 
Świderek na okrągłą pospoUcie godzi, 
Dłotku podługowata barziej zaś wygodzi. 
Kasiu, jeśli uważysz dobrze swą posturę, 
Najdziesz w niej od świderka i od dłotka dziurę. 

360. Na Litwina. 

Był Litwin na bankiecie, gdzie z wety do stołu 
Przyniesiono inszymi śmietanki pospołu. 



^ Dopisano: Bo on ją zwa^ świderkiem, a ona vicis8im jego 
dłołkiem. 



3H1~362 WIKRSZK ZBiKUANRJ DRUŻYNY 163 

Tam brat miJy nie patrząc na ono za wicie, 

Jął czwiertować kozikiem jako na zabicie. 

Poczną drudzy drwić z niego. On tym żart zakończy: 

Kac do dziabła, któż baczył mołoko w japończy. 

361. Na drugiego. 

Ferezya wprawdzie rysia, kołpak czamletowy. 
Bot czarny jałowiczy. żupan pakłakowy; 
Ciśnie się do pokoju. Hajduk co stał z dardą 
Odepchnie raz i drugi i uderzy twardo. 
Stój! Jam poseł upitski i zaraz wita się. 
Idźźe precz skurwysynu, czemuś nie w atłasie? 

362. Epitaphium żołnierza jednego, którego ktoś przy żenię 

zabił K 

Folgowała mi w krwawym śmierć okrutna boju 
Kiedyś, a dziś mi garło wzięła na pokoju. 
Tam było paść na placu, gdziem mieczem wojował, 
Ach niestetyż tu ginę, gdziem tylko miłował. 
Ale o coć mię zdrajca tak śmiertelnie pobił, 
Coż mu była za krzywda, żem mu dzieci robił? 
Co za obraza? żem się w jego kochał paniej? 
Daj go tam za mą duszę kaduk mietał na niej. 

1 Toż w rękopisie Czartor. nr. 1888, w w. 8 miotał. 



IV 



Wiersze rozmaite JE. Mci Pana Jerzego 
z Bukowca Szlichtinka. 



363. Żart piękny o tabace, przypisany księciu Imci Januszowi 
Radziwiłowi) podkomorzemu W. X. L. 

Jupiter, który siedzi na zmyślonym niebie, 
Zaprosił wszytkich bogów na bankiet do siebie. 
Tam Ceres nawarzyła piwa zielonego 
Z szczyropszenicznych słodów nakształt śmigielskiego 
Lubo też jako Leszno smak wdzięcznych piw rodzi, 
Albo nakształt brzezińskich, czym się każdy chłodzi. 
Tam czynili bogowie lube sobie wczasy, 
Krotofile, tam żarty, tam swe alaspasy. 
A podpełniwszy dobrze z rozkoszy skakali, 

10 Muzycy zaś padwany, skoczne tańce, grali. 

Ale Wulkan, co bogiem starszym nad dymami. 
Tymi cale niekontent pszennymi trunkami: 
Zaczym sięgnął do wacka, gdzie miał swe przysmaki 
I dobędzie smrodliwej rurki i tabaki. 

15 Swąd uczyni po niebie, z nosa dym wychodzi, 

Woła ktoś, hej bogowie, dziwować się godzi! 
Wypadli jako wściekli, porzuciwszy skoki, 
Gdzie Wulkan nosem puszczał dym aż pod obłoki. 
Gwiazdy zaćmił, że złote niebiosa zczerniały, 

20 Miesiąc się w noc obrócił, czarne chmury wstały. 



•'^SH WIERSZE J. SZLICHTYNGA 166 

Twarzyczki bogom zgasły, a włosy złocone 

Z dymu nie znać, jeżeli w pierścienie kręcone. 

Poczną stękać i kichać, zakaszle się drugi, 

Inszym łzy płyną z oczu, by przez Leszno strugi. 

Wenus co krasą miesiąc i słońce zdobiła. 2.^» 

Jej wdzięczną płeć tabaka sprośna przykurzyła. 

Narzeka na Wulkana, niebożątko, swego, 

Że tabaki zażywa, trunku piekielnego. 

»Pfe, zawoła chudzinka, prześmiardły Wulkanie! 

Nie czyń z tej twojej paszcze piekielnej otchłanie. s* 

niewdzięczny śmierdziuchu, dosyć żeś ułapił, 
Dosyć daleko, żeś mię za żonę obłapił. 
Dosyć że twe, w pierz ynce złotej, ciało, mojej. 
Zażywa wczasów wszelkich wedle żądzy swojej. 
Jeszcze mi usta w usta kładziesz przydymione, »•'» 
Które nad lipiec wdzięczniej i miód ucukrzone, 

1 łączysz usta z U3ty i piersi z piersiami. 
Dalej cyt, niech milczenie będzie między nami. 
A lepiejby zaniechać grzecznej gospodynie, 

A wędrować do chlewa z rurką między świnie*. " 

Prześmierdły tabaczniku, nie Wenery lice 

Tobie należą, ale sprośnej czabanice. 

Jupiter skarży, żeś ty powietrze zepsował. 

Nie zna, gdzie przed kurzawą strzały narychtował. 

1 zalotny Kupido olsnął od tabaki 4r> 

I miłosnych mu bełtow poginęły szlaki: 

Często się mąż do panny służebnej omyli 

A pani miasto męża sługą się posili. 

Precz się i Juno bierze z dymu jak najprędzej. 

Miner wa takich smrodów nie chce cierpieć więcej '•' 

Saturnus ten się krztusi, a zaś Febus złoty 

Przywiera swoje jasność gęstych dymów wroty. 

I piękne Cererzyne obumarły zboża; 

Floridzine kwiateczki poschły, aże groza. 

I krwawe zapotniały oręża Marsowe 55 

1 tabaczny mu czyni dym piersi niezdrowe. 



166 WIRYDAKZ 363 

Sączą z oczu Bachowi czerwone strumienie. 
Że Wulkana tak długo cierpią, podziwienie. 
Pytają zatym: dawno przywykł do tabaki? 

60 Niedawno, rzecze, ale straszne dymne szlaki 

Wypuści znowu nosem, że słońce zaćmiły 
I czarną ziemię czarne chmury ogarnęły. 
Oracz przypadł, bawołów u pługa nie widzi, 
I kupiec przerwał handel, ciemne szlaki hydzi. 

65 I po morzu okręty na kotwicach stoją, 

Cudzoziemcy, pielgrzymi iść się w drogę boją. 
Śpią po chrostach cichuchne stada capów dużych 
I nie strzygą ziołeczek po górach papużych 
I ptastwo nie wydaje głosów ulubionych 

70 I gadzinki ucichły przy krzakach zielonych. 

Dym zgoła taki powstał z tej miłej tabaki, 
Że i babom zagubił zwyczajne ich szlaki. 
Zgoła morzem i lądem niewdzięczne nowiny, 
Bo i pielgrzym nie może przejść do Palestyny. 

75 Wszelka dusza nabożna ciężkim zdjęta żalem, 

Że nie może odprawić dróg do Jeruzalem. 
I Febus urobiony z najlepszego złota 
Zawarł swej ślicznej twarzy na wszytek świat wrota. 
Ozwał się zatym Wulkan: Kiedym z uczty wyszedł, 

80 Tedy jakiś piekielnik cicho do mnie przyszedł. 

Mówiąc, że Plutonowe to jest rozkazanie. 
Abym cię z gor siarczystych nawiedził, Wulkanie. 
I przyniósł mi kurzoną tabakę w podarek, 
Jakoto nie bywały w tym świecie jarmarek. 

85 Ja widząc, żem się najmniej piwu nie przyłożył 

Anim w winnej jagodzie swych smaków założył, 
Chętniem wziął, mając zaraz kurzyć bogów lice, 
Że się świata wszytkiego zaćmiły granice. 
Kwaśno zatym bogowie poglądając wstają, 

90 Chcąc jechać precz z bankietu do domów się mają. 

Krzyknie zatym Jupiter, mówiąc: »ty, Wulkanie, 
Nie czyń z niebieskich krajów piekielnej otchłanie. 



363 WIERSZE J. SZLICHTYNGA 167 

A jeślić się podoba tabaka kurzona, 

Smrodź ją bracie jako chcesz w domu u Plutona, 

Bo swędów takich między bogami nie trzeba, a-i 

Precz do djaWa wyrzucić takie ziółko z nieba. 

Boć je pewnie wytrącę tym piorunem z gęby, 

Jeśli nim dłużej czarne będziesz kurzył zęby*. 

Porwał Merkury tabak krom wszelkich zawodów, 

Zrzucił ją; do indyjskich zleciała narodów. loo 

Przyjął to Amerykan z serdecznym weselem, 

Mniemając, że to było jupitrowym zielem. 

Gdzie dopiero co żywo tabaką smrodzili, 

Nozdrzami jako dwiema kominy kurzyli. 

Co żyvvo jej zdobywa do swojej winnicy los 

A ona się też krzewi jak kąkol w pszenicy. 

Przypłynie potym Hiszpan od Tagowej wody, 

Który za szczęściem nalazł indyjskie narody. 

Ten pierwszy ją do żyznej Europy przypławił, 

Niemców, Włochów, Francuzów, Anglików nabawił no 

Tej niewdzięcznej trucizny. O Boże przedwieczny, 

Już i naród nasz polski ten trunek bezecny 

Opanował, za którym kwitnąca młodości 

Leci, w się go sarkając ku swojej żałości. 

Mazur biedny obaczy, że Szwed tabak pije, ns 

Z śmiechu wyszczerzy zęby a wyciąga szyję, 

Mówiąc: gdybyście mię też chcieli poczęstować, 

Mógłbym to którym korcem grochu oddarowaó. 

Dał mu Szwed wnet tabaki, on pięć korcy grochu. 

Dziękując, Bog ci zapłać łaskę, panie Włochu. 120 

Pojrzy, aH z Mazura juz śmierdzi tabaka, 

Perfumy nosem puszcza, by jaka sobaka. 

Aż już i wdzięczna Polska bawi się tabaką, 

Psując dowcip i rozum by trucizną jaką. 

Tu kończąc ciebie proszę, przezacny Polaku! iv5 

Porzuć to a zażywaj inszego przysmaku. 

Ja trzymam z Radziwiły, wolę wina flaszę, 

Wolę piwo kowieńskie niż tabaki taszę. 



168 WIRYDARZ 364 

Wolę kuców leszczyńskich napić się dowoli 
130 I wina przepysznego z Boguszowej Woli, 

Wolę pić sok z tokaj skich jagód wyciśniony, 
Albo Piotra z Syraonem kędy od Lizbony. 
Wolę pić wino ryńskie, sęki i kanary, 
Alakanty, rywuły i w Lubczu miód stary. 
i:^' Bądź łaskaw, podkomorzy, by twa główka trwała, 

Póki puszcza litewska miód będzie dawała. 
Ja życzę, żebyście się poty dobrze mieli, 
Póki bałtyckiej wody z łuku nie przestrzeli. 
Porwana psom tabaka i jego macierzy 
'^') A szlachetne węgierskie wino niech się szerzy. 

364. Szlachecka kondycya \ 

Pan to wielki, co na stronie 
Dość ma na swoim zagonie; 

Czegóż potrzeba. 

Gdy z gębę chleba? 
^ Toć moje wszytkie klejnoty: 

Dobra myśl, taniec, zaloty. 

Wieniec na głowie. 

Fraszka królowie! 
O pompy żadne nie stoję, 
^® Mając wcale wioskę swoje. 

Z kmiotkami sprawa 

Moja zabawa. 
Zaprzągszy w pług sforne woły 
Rad zasiadam z przyj acioły; 
1^ Wszytkie tytuły 

Pełne ampuły. 
W stajni turek ogłaskany, 
W stadzie sekiel farbowany, 



* Powtarza się ten wiersz w rękopisie Piotra Smolika z r. 1613 i jego 
więc utworem będzie; częsty po Silvae rerum szlacheckich, uchodzi i za 
wiersz H. Morstina i i. 



364 WIERSZE J. 8ZLICHTYNGA 169 

Jest i siedzenie 

Świetne na ścienie. *<* 

Nie trudno o kopę w domu, 
Za nię nie służąc nikomu. 

Siuga i drugi 

Jest od posiugi. 
Najdzie w piwnicy węgrzyna, " 

Chmiel wystały; do komina 

Niech przykładają 

A w dudy grają. 
W kuchni domowa zwierzyna; 
Sarny, jeleń nie nowina. ^^ 

Rybkę ma świeżą 

Czasem i z dzieżą. 
Czasem też i z kramnym jadam, 
Czasem i z książęty siadam. 

Choćbym to przyda/ ••'^ 

I krolam widał. 
Lamus pełen wszelakiego 
Jest rynsztunku żołnierskiego. 

Obrona zdrowiu 

Jest pogotowiu. '•^ 

Młyn i tracz na bystrej wodzie, 
Jarzyny bujne w ogrodzie, 

Chmielnik tuż wtyle 

Aż wyjrzeć mile. 
Miasto blizko, targ niegłodny, *^ 

Kościół doma, sąsiad zgodny, 

Chłopków gromada 

Coż wsi za wada? 
Dwór wko/o oparkaniony, 
Żona grzeczna, rozrodzony 5> 

Sad, jako w raju; 

Gumno, jak w gaju. 
Obora tłusta; w stodole 
Nie pustki, a płodne role. 



170 WIRYDARZ 365 

55 Za okny pczoła: 

Dieta zgoła. 
Karczma we wsi przede dworem, 
Łaźnia zaś tuż nad jeziorem, 
Granica z lasem, 
fio Drwa jak za pasem. 

Gość grzeczny, z nim żarty, śmiechy; 
Toć moje wszytkie pociechy, 
Wsze krotofile. 
Nie znać złej chwile. 
«& Wsi cnotliwa, bodaj tobie 

Kwitła sława ku ozdobie. 
Jam twój, tyś moja, 
Moj skarb chęć twoja. 
Niechże nam Pan Bog nędznikom 
70 Sam błogosławi rolnikom, 

A wy panowie 
Siedźcie w Krakowie. 

365. Pieśń K 

O cożeś się, pani matko, na mnie rozgniewała? 

Żem się swego, najmilszego rozmiłowała? 

A jakoż to nie miłować, gdy to umie zasługować 

Krasny pachołek? 
Czyś mniemała, żebym miała w wiecznej niewoli 
Mieszkać z tobą, głód z chudobą, ciężko to boli. 
Karałaś mię bez przyczyny, teraz mi się trafił iny 

Smaczny opiekun. 

* Drukowana w >Kierma8zu« (s. 1. et a., około r. 1615) powtarza 
się w rękopisie wierszow P. Smolika z r. 1613, jako wiersz tegoż »Pieśń 
drugac, por. niżej nr. 359. Odmianki: w. 1 zgniewała (lepiej). 3 go (nie 
io\ gdy to umie odsługiwac Słuszny pachołek. 5 zem ja. 6 Cierpieć... 
cięikoó. 1 dostał Luby opiekun. 10 zażyć. 11 Toz mi Bog dal... miałam 
ja tez jak ty w sobie. 13 Daj się wściekli ci co rzekli. 15 Zgrzeszyłalim. 
16 Na małe dziecko. 17 ginę. 19 ja mu tez. 2f> Wszak sie godzi. 27 Gdy 
bez pociech te upłyną . . . pociechy giną. A grunt p. 30 Kto miłuje a da- 
ruje, to i t. d. 31 a (nie ♦), Nasze to żniwo. 



366 WIERSZE J. SZLICHTYNGA 171 

Odpuść, matko, wszakeś gładko chodzić kazała, 

I mnieć było skusić miło rozkoszy ciała. lo 

Toć mnie było co i tobie, miałam i ja iskry w sobie 

Cielesnej żądze. 
Daj wściekli, co wyrzekli, żem sławy zbyła. 
Łgą i plotą, bym niecnotą ja kiedy była. 
Zgrzeszyłam, żem z nim spała, bodaj żem się rozstękała ir. 

Na dziecko małe. 
W tę godzinę niechaj zginę, jeśli żałuję. 
Żem doznała, czegom chciała, aż mu dziękuję. 
Że mię był namówił na to, a ja mu synaczka za to 

Wrychle powiję. 20 

Ani wierzę, by w tej mierze wstyd miał być jaki. 
To sromota, gdy ma cnota szwank ladajaki. 
Lecz to sam Bog w raju kazał, aby człek ludzkie rozmnażał 

Na świecie plemię. 
Na to godzi, kto się rodzi, by zażył świata, ^^ 

W zeszłym wieku zysk człowieku są młode lata. 
Gdy bez pociechy upłyną, wszytkie nam korzyści giną. 

Grunt ci przyjaciel. 
Każdej radzę a nie zdradzę, niech się nie droży: 
Kto całuje i miłuje, ten nasz a Boży. •''o 

Bądźcież powolne dzieweczki i miłujcie parobeczki; 

Wasze to żniwo było jak żywo. 

366. Wnianeska I. 

Pomnisz, Amaryllido, gdyśwa z sobą w chłodzie 
Pod jaworem siedziała przy krynicznej wodzie, 
Jakieś czystej Dyanie przysięgi działała. 
Kiedyś ze mną na trawie zielonej ślub brała. 
Jam pasł w lesiech jagnięta, a tyś z Dryadami 
Po górach kwiatki rwała; bogowie cię sami 
Za żonę mi raili; jam nie był od tego. 
Gdyś sama towarzystwa ze mną małżeńskiego 
Pragnęła, i tak się w nas miłość rozmnażała. 
Kogożbyś Amar^łli słowy nie związała? 10 



172 WIRY DARZ 366 

Leśni nam satyrowie wesele sprawiali, 

A ptaszkowie w krzykliwe szałamaje grali. 

Miód w plastrach, wino w gronach, bukiew i kasztany, 

Gruszka, orzech, to nasz był bankiet zawołany. 
16 Smacznieśmy się w pragnieniu chłodnego napoju 

Szkopcem z przeźroczystego napijali zdroju. 

Po tańcach rozmaitych Wenus mi z twej głowy 

Wieniec zdjąwszy w łożnicy oddała bobkowy; 

Mech z drzewa kędzierzawy, pościel nasza była, 
2«« Ziemia łoże, gmach niebo; tameś doświadczyła 

Chęci mych poślubionych, w których nieustawam 

A po tobie odmiany miłości doznawani. 

Wiem, jakoś mię, zła żono, przedtym miłowała, 

Kiedyś więcej w mych członkach ognia najdowała. 
•^5 Dziś jeślić się odemnie niedosyć w czym dzieje 

Odpuść, bo niejednaki wiatr zawszegdy wieje. 

Nie zawżdy młode lata kwitną, a za czasy 

I brzozy miazgę tracą i schną jędrne lasy. 

Niezawżdy, jak sama wie-z, wonne kwitną zioła, 
«o Niezawsze słodki nosi miód do ula pczoła. 

Zima za latem idzie, czas odmiany rodzi, 

Komu śnieg padł na skronie, już się nie odmłodzi. 

Aleś ty mnie do śmierci miłować ślubiła 

A przecięć do inszego serce obróciła. 
3^ Gdzie teraz one żarty i uciechy twoje, 

Ktorymiś zabawiała teskliwe dni moje? 

Gdzie one moje w leśnych pokojach pieszczoty, 

Gdzie wymyślne przysmaki, twoich rąk roboty? 

Jakoś dawno mej głowy na swym chciwym łonie 
*o Piastując nie iskała, lub me zwiędłe skronie 

W rozkwitły nie przybrała wieniec? Albo nasze 

M'iękko łoże usłała lub z cedrowej czasze 

Śmiotaną mię poiła, albo mię oprała? 

Zgołaś miła wszytkiego dzisia zapomniała. 
^'^ Ktoś inszy na mym miejscu tych pociech zażywa. 

Komuś inszemu chęć twa dziś służy życzliwa, 



367 WIKRSZK J. SZLIOHTYNCłA 173 

A moje się diety w smutek obróciły, 

Przeszłe chwile w dzisiejszych łzach się utopiły. 

Boj się mściwej bogini, by cię nie skarała, 

Za to żeś rękojemstwa jej nie dotrzymała. w 

Jać według przyrodzenia skakać muszę, ale 

Gotowemci przysięgi mej dotrzymać wcale. 

Mił mi pokój w starości, lecz twoje za laty 

Krzywoprzysięstwo srogiej nie ujdzie zapłaty. 

367. Willaneska II. » 

Wczora, kiedyś do wody bydło rano gnała 
Cosiś o bękarcie pieszczonym śpiewała 
A jam barć w gaju ciosał, głos twój przeraźliwy 
Jak mi rozległ w uszu, wypadnę leskliwy, 
Spojrzę a ty w jezierze białe uożki swoje ft 

Pleskoczesz, których oczy gdy dopadły moje. 
Stanąłem zadumiały, a gorące siły 
Nagle na mię z cielesnej żądze uderzyły. 
Ty mniemając, żeś sama, nie myśląc o zdradzie, 
W jakiej się Wenus kocha i w skarb ją swój kładzie, lo 
Uchyhwszy giezłeczka ponoś pchły szukała 
Na brzuszku, która mi cię na szczęście kąsała. 
Tam dopiero trój przez m-ę szedł pot, kiedym chciwy 
Pasł w twoich ślicznych członkach swój wzrok pożądliwy. 
Bielsze mi się twe ciało, niż kiedy śnieg, zdało, 15 

Właśnie jakby się mleko ze krwią pomieszało, 
A tam kędy się moja wszytka myśl bawiła, 
W ciemnej chmurze szarłatna gwiazda się świeciła, 
Lecz mi szczęście przeciwne tych pociech zajrzało, 
Zaczym niedługo moje to wesele trwało, -.io 

Boś mię wtym obaczywszy nagość swą zakryła, 
1 zaraz się z bydlęty w pole pokwapiła. 
A jam płakał nieborak, łzy płomień gorzkimi 



* Obie Wilaneski powtarzają się jako wiersze Smolika w rękopisie 
z jego wierszami z r. 1613. 



174 WIRYDAKZ 368 

Serdeczny zalewając, upadszy na ziemi. 
25 Goż było czynić jedno w też za tobą tropy 

Iść po strząśnionej rosie szukając twej stopy, 

Zbieżałem cię, a tyś snem pod gruszką zmorzona, 

Usnąwszy rozłożyła zapocone łona. 

Przypadnę na kolana^ a Wenus kazała, 
30 Aby koniec w tej sprawie tam chęć moja miała. 

I tak mi się łaskawie fortuna stawiła, 

Żeś się za trzecim ledwie razem obudziła. 

Ledwiem się co i tykał z wielkiej chęci ciebie, 

A bywało jak kura zarżnął po potrzebie. 
35 Jeśliś smaku miłości mej we śnie nie miała, 

Spróbuj na jawi, kiedy żywnie będziesz chciała. 

Jam gotów, bo ukradkiem wszytko mi się działo, 

Czegoby się powoli wżdy powetowało. 

368. Dworska choroba. 

Kiła, szyszki, dymienice, 

Z francuskiej przyszły granice, 

W zantuzie im nocleg dano^ 

Strzedz się tych gości kazano. 
6 Nie mógł wytrwać Polak śmiały 

Aż mu się znać dobrze dały 

Przejął kiepskich obyczajów, 

Dostał po szyi Uszajow. 

Cudzoziemskim strychem strupy 
10 Zrodziły się koło d . . . 

Jako w niepołomskiej puszczy, 

-Szyszki po łbie, z dziur krew pluszczy. 

Zapomniawszy swego stroju 

Już ... nosi w zawoju, 
15 A w portkach turzy. Rzymianie 

Wzięli niezbędne wiązanie. 

We łbie szum, w kościach łamanie, 

W mieszku trwoga; ach, moj panie, 



368 WlftRSZfi J. SZLICHTYNOA 175 

Czegoć kiepstwo nabroiJo, 

Kiepstwemby się nie skropiło. s" 

Przyjdzie poszukać doktora 

Póki nie pognije skora. 

Kasper ow z siennej ulice 

Dobrze goi dymienice. 

Rożyc ten ma pannę w domu, w 

Próżno tam iść z franca komu; 

Ale Wilhelm, ten liszaje 

Salsą suszy, szyszki kraje. 

Jan Hini, co pod Murzyny, 

Przypędza do gęby śliny 3*' 

A Jan Wolski cieszę dłotkiem, 

Przybijając z góry młotkiem. 

Malcher goi pryszcze, piecze, 

Mięso rzeże, żyły siecze. 

Hendrys z Stradomia do kiły ^^ 

Jest szczęśliwy, choć opiły. 

Balcer zaś w kroku u panny 

Maca i tnie medyanny 

A Dominik szarą maże. 

Na wiatr wychodzić nie każe. ^^ 

Kasper ow żółtą czerwoną 

Rzyć klisteruje zemdloną 



Ow z świętej Anny ulice ^* 

Hans Berk skrytej tajemnice 

Nikomu zgoła nie wierzy, 

Bo też rad do cudzych mierzy. 

Acz ma żonę ku swej myśli 

Przecie mu j... zwisły, ^ 

Bo ni swemu ni cudzemu 

Dogodzić może żadnemu. 

Aczci przyczyna nie mała, 

Gdyż jego żona ospała. 



176 W1RYDAH7. ^^^ 

55 Upiwszy się spi jak kłoda. 

Z pijanymi trudna zgoda. 

Leczy też nieźle i falsę, 

Szyszki, guzy; ba i salsę 

Podczas możni ej szemu daje 
«o A w samym franca zostaje. 

Bo jej nie wy żenię potem 

Aż szara maść [i] z kłopotem. 

Acz ta liche daje zdrowie, 

Kogo mazał, każdy powie. 
«ó Są, co kurzą, są co parzą, 

Lecz ci france nie przeswarzą. 

Najlepsze jest srebro żywe, 

Chceszli mieć zdrowie prawdziwe. 

Jakoż takoż, wielkiej męki 
70 Zażyjesz z balwierskiej ręki. 

Będzieć się zdał doktor katem, 

Wolałbyś się rozstać z światem. 

Tak ci umie franca, miły, 

A naszy, nigdy bez kiły. 

369. Pieśd. 

Dworską się żywić nie myślę, szablą nie będę, 
Ani za stołem z zwajcami w rzędzie zasiędę, 
Ale nadobną dzieweczkę ściskający jej rączeczkę 

Całować będę. 
6 Bo co mi to za uciecha krwie rozlewanie. 

Łoskot szabel, z dział, z muszkietów głośne strzelanie? 
Wolę ja słuchać muzyki, siedząc sobie u podwiki; 

To me kochanie. 
Niechaj do siebie narody głośno strzelają, 
10 Niechaj z sobą traktat czynią, niech się jednają. 

Ja już wojsko mijać będę, a do ciebie się przysiędę, 

Kasienku moja. 
Wino, lutnia, twa uroda, me delicye; 
W tym się kocham, który pełną do mnie wypije. 



370 — 371 WIBRSZB J. SZLlOHTYNGA 177 

A ci CO są też w obozie, niech rany leczą na mrozie, 15 

Ja niechaj żyję. 
Ciebie proszę, Kupidynku, co z łuczkiem chodzisz, 
Co miłości szybką strzałą w serce me godzisz, 
Ulecz len boi między nami, nie dręcz nas więcej strzałami, 

Co z nimi chodzisz. 20 

Szlichtink Jerzy z Bukowca tę piosnkę złożył, 
Który przy słodkiej muzyce wiek swój położył. 
Niechajże mu zdrowie służy, bodajże jako najdłużej 

Na świecie pożył. 

370. Druga. 

Bujałem sobie jako ptak, zażywałem świata, 
W rozkoszym zawsze opływał, służyły mi lata. 
Teraz oraz wolnościm swoje utracił. • 
Czemu? temu: bom się z miłością pobracił. 
Nie wiedziałem, co jest stan małżeński na świecie, » 

Ale teraz już wiem dobrze i wy też będziecie 
Wiedzieć: siedzieć w domu a gospodarować, 
Trzeba chleba, wszytkim prawie zawiadować. 
A gdy da Pan Bog dziateczki, te będą leżały 
W kolebce jedno, a drugie za ojcem wołały: w 

Papu, tatu, daj mamo, swemu dziecięciu; 
Szwaczkę, praczkę potrzeba chować dziewczęciu. 
To jest najmilsza, gdzie stadło oboje zgodliwe, 
Ale gdzie żona abo mąż które z nich gniewliwe, 
Zdrada, zwada nie spodziewać się dobrego: « 

Fuki, puki, uchowaj Boże każdego. 

371. Trzecia. 

Zaprzęgaj orły białe a nie konie 
(Użyczy Wenus wiatrów, a idź po nie) 
W kantary złote i lejc z karmazynu. 

Najmilszy synu! 
Nie stawaj, proszę, bo koła ogniste, * 

Pospiesz tym prędzej przez obłoki czyste, 

Wirydare I. 13 



178 WIRYDAKŻ 571 

Lazurom pięknym jasnością podobne, 

Światłem ozdobne. 
A ja w swych gmachach paniej czekać będę. 
10 Gdy uciszony wedle niej usiędę, 

Dam potraw dosyć i rozkoszne wino. 

Piękna dziewczyno! 
A przy tym akcie będę się gotował, 
Jakbym cię w gębkę rumianą całował 
ir. I usta barwą koralu podobne, 

Barzo nadobne. 
Tam się przechodzim na góry osobne, 
Kędy ujrzy wa zwierzątka ozdobne, 
Jelenie młode, są też i sarneczki, 
2J0 Jako dzieweczki. 

A z tej przechadzki do sadu poj dziewa. 
Pod lipą, drzewem rozkosznym, siędziewa, 
Wychłodzonego wina dadzą flaszę, 

Dadzą i czaszę. 
^^ Ztamtąd na pokój wesoły pójdziemy, 

Wdzięcznych rozkoszy i tam zażyjemy, 
Nad którą rozkosz już większej nie trzeba, 

Chybaby z nieba. 
Cyprydo, ty* co tym zapałem władniesz, 
3J Który pre w sercu, choćbym taił, zgadniesz, 

Co mię dolega i co mię tak pali. 

Ratuj, możnah? 
Gasić nie trzeba, nie pragnę wody, 
Dosyć będę miał serdecznej ochłody. 



* Tu zaczyna się nowa pieśń, nie Szlichtynga jednak, lecz Piotra 
Smolika, w rękopisie z r. 1613 jako >pieśń pierwsza< (»druga€ była wyżej, 
nr. 353) oznaczona. Odmianki tekstu: w. 29 Kupido, htory tym zapałem itd.; 
30; Co mię pre iv sercu; 33 Gasić nie każe i nie pragnę; 37 wargom 
dotknąć nie pozwoli Ust koralowych, powiem ze nie boli Choćby zgorzały 
płomieniem miłości Zetlałe kości; w. 41 Nuz kiedyby mię tam szczęście 
stawiło Gdzie tnme m. c. i co (!) sercu miło; 43 byle z ćwierć. 



$72 WIKR8ZR J. 8ZL10HTYNÓA 179 

Gdy ku mnie z serca westchnie ma Dyanna, m 

AnioJ, nie panna. 
A kiedy wargom mym się tknąć pozwoli 
Ust rubinowych, ach aż serce boli, 
Chociażby ogniem zgorzały miłości 

Zemdlone kości. *« 

Coż kiedy by mi szczęście tak zdarzyło, 
Być gdzie myśl ciągnie i gdzie sercu miło, 
Fraszka i piekło, by ze cz wierć godziny 

Być u dziewczyny. 

Lekcye Kupidynowe. 

372. Lekcya pierwsza. 

Będąc nad młode lata swoje śmiały 
Piąłem się w gorę helikońskiej skały, 
A niedoszedszy jeszcze i w poł drogi 
Jąłem opiewać nieśmiertelne bogi. 

Już Encelada, już dziewięćsiłego » 

Pironeusa i wartogłowego 
Śmierć wspominałem syna, a gdy one 
Okrutne góry na kupę zniesione 
Wszech przywaliły, a gęste pioruny 
Biły do domu czarnej Persefony. w 

Potymem pióro nago to wał moje. 
Bitne hetmany i surowe boje 
Podać rytmami wiekopamiętnymi 
Przyszłemu czasu a między mądrymi 
Słynąć poetą, odkąd bystre konie i» 

Zapala Tytan, aż gdzie w morzu tonie. 
A podobnobym przedsięwzięciu memu 
Tym był dogodził sławy pragnącemu, 
Ale mi drogę Wenus zabieżała, 

I sposób inszych rymów mi podała. *o 

Podź, mówi, za mną, nie twojej to głowy, 
Opisać bogi nadobnymi słowy. 

18* 



180 WIRYDARZ ^7Ź 

Krwawym też dzieciom Marsa żelaznego 

Głosu i rymu trzeba tubalnego. 
25 Poszedłem za nią, gdzie Śródziemne morze 

Pięknego Cypru żyzne brzegi porze, 

A tam pod mury Pafu bogatego 

Piłem zbyt wodę zrzodła kryszlalnego, 

Wodę rozkoszną, ale utrudzony 
80 Wypiłem razem z piaskiem pomąconej. 

Dziwny jad jakiś i miasto ochłody 

Dodałem sercu płomienistej wody. 

A tamem zaraz ledwie żywy prawie 

Upadł, zemdlawszy na zielonej trawie. 
86 Płacz mi się udał, a łzy z oczu płonne 

Ciekły, jako śnieg słońcem roztopione. 

Wzdycham, narzekam, chce się nie wiem czego 

A serce pała od ognia skrytego. 

Śmiała się siedząc na złocistym tronie 
40 Matka miłości, piastując na łonie 

Potomka swego; tamże sobie mali 

Jej potomkowie po trawie igrali, 

Których nadobne nimfy porodziły, 

Lecz nie jednakie wszyscy mają siły. 
45 Bo jedni szlachtę, drudzy wielkie pany 

Z łuków swych biją i zadają rany 

Niewinnym pannom, ci starych strzelają 

I trochę bólu w głowę przy da w aj ą. 

Drudzy pospólstwo i nieunoszony 
50 Gmin dają pod moc przemożnej Dyony. 

Sam dziedzic możny wojuje z poety; 

Sam z krolmi sprawę miewa i z książęty. 

To nic; jasnego dolatuje nieba 

I bogi trafia, którego potrzeba. 
56 Ci gdy od niego rozkazanie mieli 

Wszyscy mię z ziemie zemdlonego wzięli. 

Przywiedzionego ku swemu stołkowi 

Wenus mię w ręce oddała synowi, 



372 WIEUS/.E J. 8ZLIi;HTVN(;A 181 

Mówiąc: otom dziś sługę no wolnego 

Przyjęła, synu, do pocztu mojego. w 

Aleć w mym domu jeszcze niebywały, 

Zrazu do posług nie może być śmiały. 

Ćwiczyć go trzeba. Wzią.t mię do opieki 

A wtym dobył strzał z haftowanej teki 

Piąciu celniej szych, w piersi jak umierzył, es 

Prawie mię w serce z cięciwy uderzył. 

I tak ja nie wiem czym przy prawne były, 

Że mi mdłość i boi wszytek uleczyły. 

Miłą mię ciesząc nadzieją chciwego. 

Acz nie bez strachu prawie ostatniego. 70 

Przeto mi za złe złotowłosy Febie 

Nie miej, że na czas odstaję od ciebie. 

JeśU i ciebie Kupido poimał 

Aniś mu tego stosu nie wytrzymał 

I dziś to pomni córka Peneowa, 'ft 

Zkąd cię też zdobi korona bobkowa, 

I ja się pewnie przeciwić nie mogę, 

Takową w sercu uczynił mi trwogę. 

Gdyż i bogowie, co niebem władają 

I którzy w morzu głębokim siadają *> 

I którzy w piekle sądzą srogie męki. 

Nie uchronią się jego miernej ręki, 

Ale co żywo pod jego moc leci, 

Starzy i średni i też młode dzieci. 

A tak moj [cny?] synu nadobnej Latony, ss 

Za twoją wolą niech dziś moje strony 

Białą płeć rymy gładkimi śpiewają 

I wieczną sławę tym sobie jednają. 

Mogą za laty z Hippokreńskiej wody 

Strudzone myśli nabywać ochłody, 90 

Lecz teraz ognia nie ugaszę mego. 

Chyba z napoju stoku cypryjskiego. 



182 WIRYDAllZ 373 



373. Lekcya druga. 

Pókim nie myślił o żadnej miłości, 
Póki mi nie gryzł ten skryty mol kości, 
Chociara też czasem widział co pięknego, 
Nie tknęło się to namniej serca mego. 

r> A jako skoro pod chorągiew swoje 

Waleczna Wenus wzięła imię moje, 
Nigdy me oczy pokoju nie mają, 
Ilekroć na twarz nadobną patrzają. 
Dziwnej uciechy z wejrzenia samego 

10 Zawsze dodają do serca głodnego. 

Między inszymi z panieńskiej gromady 
Przypatrują się Anusience rady, 
Która mi w serce tak się wkorzeniła, 
Że mi nad zdrowie moje barziej miła. 

i:. Więc nie wiem, co mi dalej czynić trzeba? 

Czyli ratunku czekać tylko z nieba? 
Czyli przyłożyć starania pilnego, 
Chcęli dostąpić skarbu tak drogiego? 
Takiż więc człowiek, ktemu wychowany 

20 W wszelakim wczasie, przeto takie rany 

Od tego łuczku snadnie odnieść może, 
Jakieś mi zadał, nieuchronny Boże. 
A chociaż zgoła inaczej nie tuszę, 
Jedno że czołem uderzyć jej muszę, 

i5 Przedsię to będzie najtrudniejsza na mię, 

Pokazać jakie swej miłości znamię. 
Taić nie mogę, mówić nie mam jako, 
I ztąd i z owad próbuję wszelako. 
Przysieść się nie śmiem, żeby usłyszała 

80 Wzdychanie moje; wżdyby mnie spytała, 

Co mię dolega a snadźby ratunku 
Nie odmawiała w tym moim frasunku. 
Już też na świecie szczyrzy przyjaciele 
Dawno pomarli; nie masz, komu śmiele 



374 — 375 WIERSZE j. szlichtynga 183 

Mógłbyś się zwierzyć przypadku swojego »•> 

A zdrowej rady poszukać u niego. 

Próżno to, przyjdzie raz się już odważyć 

A w tym rosole dłużej się nie smażyć. 

Dobry mistrz Amor, a w tym zwyczaj ony, 

Nauczy mówić język niećwiczony. *o 

374. Lekcya trzecia. 

Maryniu moja, za żywota swego 
Wiem żeś wiadoma tego i owego. 
Na mię dopiero teraz następują 
Nowe przypadki i zdrowie mi psują. 
Nigdym ja tego przedtym nie rozumiał, 5 

Ślepy Kupido by zalecać umiał. 
A to mi śliczną tę dziewczynę chwali 
I ustawicznie serce moje pali. 
Chodzę jak błędny, bo zgoła w tym domu 
Nie śmiem swych rzeczy zwierzyć się nikomu. i» 

tobie przecie myśl mi jakoś tuszy, 
Że pomoc możesz utrapionej duazy. 
Pomóż dla Boga, nie będziesz za szkodą, 

1 sam ci będzie Kupido nagrodą. 

Wiemci, że niema serca kamiennego, ^^ 

Nie wzgardziłaby proszenia mojego, 

Ale coż kiedy nie mam z to śmia-łości, 

Przypatrując się tak wdzięcznej gładkości, 

Która w mym sercu czyni wielką trwogę. 

Że i słoweczka przemówić nie mogę. ^^ 

A tak nic więcej nie chcę mieć po tobie. 

Tylko mię zaleć tak grzecznej osobie 

A umiej udać szyrokimi słowy, 

Tę miłość moje i ten ogień nowy. 

375. Lekcya czwarta. 

Juzem ja dawno po tobie poznała, 
Iżeć Hanusia w głowie zaigrała, 



1 84 WJRYDARZ 370 

Ale się zrazu pytać nie godziło, 

Bo i mnie samej to bywa niemiło. 
5 Wiedzże już teraz i bądź pewien tego, 

Że przyjaciela masz z niej życzliwego. 

Dobrze wspomina przedemną o tobie, 

Ilekroć razy rozmawiamy sobie. 

A jeszcześ i ty nie pomyślał tego, 
'O Byś rai się zwierzył utrapienia swego, 

A jam już ciebie, Stefanie, chwaliła, 

I nadzieją twej chęci upewniła. 

Spuść się ty na mnie, wiem ja taką drogę. 

Że wam obiema niedługo pomogę. 
i» Będzie się pono zrazu ociągała. 

Jak ta, która w tym nigdy nie bywała. 

Aleć to fraszka, młodej białogłowy 

Mądrym rozumem, jedwabnymi słowy 

Łacno zwyciężyć; mury, baszty, wały, 
^' Ludzkim dowcipom żadne nie wytrwały. 

376. Lekcya piąta. 

Acz mi się wierzyć nie do końca chciało, 

Żeby mię szczęście takie potkać miało. 

Bez żadnej prace, bez żadnej trudności, 

Tak prędko dostać wzajemnej miłości, 
' Próżno to, namniej wątpić nie potrzeba, 

Że mi przychylna sama Wenus z nieba. 

Czekam z radością czasu szczęśliwego, 

Gdy przyjdzie zażyć kochania swojego. 

Szczęśliwa ziemio i szczęśliwe progi, 
^^ Po których pójdą twoje śliczne nogi; 

Wdzięczne tam róże będą wyrastały, 

Gdzie będą stopki tak piękne deptały. 

Szczęśliwe ściany, które tak miłego 

Gościa weźmiecie do pokoju swego. 

Szczęśliwe łoże, poduszki szczęśliwe, 

Dalej nie rzekę, by snadź zazdrościwe 



16 



377 WIKR8ZE J. SZLK 'HTYNGA 185 

Tu kędy w kącie uszy nie sJyszaly 

A mnie nadzieje takiej nie przerwały, 

Bez której bym żyć nie mógł i minuty 

Wesół, chyba jak skazan do pokuty. 20 

377. Lekcya szósta. 

Aepafrodyty niezwalczony synie, 
Którego sława po wszem świecie słynie, 
Jeśli mi ziścisz dar twój obiecany. 
Tobie z marmuru ołtarzyk ciesany 

Na znak wdzięczności kosztowny zbuduję s 

I twojej mocy pamięć wymaluję, 
Ktorąby młodzi poetę czytali 
A w swoich ciebie kłopotach wzywali. 
Ty mię dziś naucz, tyrona swojego, 
W takich potrzebach nic niewiadomego, 10 

Ty dodaj serca, dodaj i śmiałości, 
Kiedy mi przyjdzie do pierwszych trudności. 
A spraw to przytym, aby wiecznie trwała 
Zaczęta miłość i końca nie znała. 

Bo moim zdaniem nie masz nic cięższego, 1* 

Jako poprzestać kochania swojego. 
Acz o mnie nie masz żadnej wątpliwości, 
Bym miał zaczętej poprzestać miłości, 
Lecz białegłowy ten obyczaj mają, 

Że obietnice rady odmieniają. *^ 

Słusznie rzekł jeden: pisz na wietrze słowa, 
Kiedy co komu rzecze białagłowa. 
Jamci nie doznał, bo to pierwsza strzała 
W mym sercu z łuku twojego została, 
W której haki mocno zakrzywione ** 

Nie mogą łatwie być wykorzenione. 
Jeśli u panny drugi postrzał taki. 
Pewnie i płomień miłości jednaki. 
Ja tobie zato, cny Wenery synie. 
Tu na tym brzegu, kędy ten San płynie, ^ 



186 WJRYDAH/i 378 

Wieczną pamiątkę zostawię twej chwały, 
Kędy się świecą dziś Dąbrowskie wały. 

378. Lekcya siódma. 

Na co się matka twoja zapatrzyła, 

Gdy cię tak śliczne stworzenie zrodziła, 

Halżusiu wdzięczna, bóś ty Amorowi 

Barziej podobna, niźli człowiekowi. 
5 I Wenus nie wiem by tak gładka była, 

Kiedy swe dziecię jedyne powiła. 

A więc gładkości obie się zmieszały. 

Którą ma Wenus, którą Amor mały. 

W naszej Koronie niemasz równej tobie, 
10 Darmo się drugie podobają sobie. 

Tobie natura szczodra darowała 

Wszytko, cokolwiek osobnego miała. 

I przeto żaden niech się nie dziwuje, 

Że kto cię widzi, każdyć rad hołduje. 
15 Ja też na świecie znam nadobnych siła. 

Przecie mię żadna tak nie zniewoliła. 

Jako gdym ujrzał wdzięczne oczy twoje. 

Nierówne szczęście i pociechy moje, 

Zaraześ mi się tak upodobała, 
20 Jakobyś serce dać sobie kazała. 

I dałem z chęcią nic się nie strachając 

Ani wymówek próżnych nie szukając. 

Ty je masz w ręku, możesz wszytko z niego 

Uczynić, jako z niewolnika twego. 
26 A tak chociaś mi jeszcze nie ziściła 

W tym, w czym mię łaska twoja upewniła, 

żadnym jednak nie myślę wątpieniu. 
Póki tam serce u ciebie w więzieniu. 

1 dziś żeś na mię łagodnie wejrzała, 
80 Znowuś mi nowej otuchy dodała. 

Zkąd mam nadzieję, że prędko i ciebie 
I serce twoje będę miał u siebie. 



379 WIERSZE J. SZŁICHTYNGA 187 

Wtenczasby żadne złoto w takiej cenie 

U mnie nie było i drogie kamienie, 

Jako twe ślicznie formowane ciało, ss 

Kiedyby ze mną pospołu siedziało. 

Niechaj bogacze jako chcą smakują 

Skarby swe, jeśli miłości nie czują, 

Nie wiedzą, co jest na świecie dobrego. 

Nikt mię nie zbije z propozytu mego: 40 

Fraszka królestwo, fraszka majętności, 

Fraszki rozkoszy wszytkie bez miłości. 

A ja jeśli cię sam będę piastował, 

Niczym mię żaden nie będzie celował. 

379. Lekcya ósma. 

Z wdzięcznego oka równy słońcu bije 
Promień, z okrągłej blask wynika szyje, 
Włos zaś przechodzi złoto, a rumiane 
Usta. jakoby w purpurze zmaczane; 
Krew wespół z mlekiem są w ślicznej jagodzie; 5 

Każdy się pyta a twojej urodzie. 
Boginie, nimfy nadobne celujesz, 
Gładkością a płcią z Wenerą wojujesz. 
Twa wdzięczna ręka gdy cokolwiek robi, 
Jasnością swoją wszytko oraz zdobi. 10 

Stopkę uraża twarda ziemia twoje. 
Tam gdzie przechadzki odprawujesz swoje. 
A choć nastąpisz na fiałek mały 
Lub na lihą; przecie jej kwiat cały. 
Drugie głowy swe niech przyozdabiają, 15 

Niech piękną perłą szyję otaczają: 
Ty okrom tego masz dość sławy w sobie, 
Która, Marysiu, właśnie służy tobie. 
A gdy rozwijasz miodem nakrapiane 
Usta twe, muzy milczą zadumane *o 

Na twoje głosy, którymi w skrytości 
Serdeczne strzały płomienia miłości 



188 WIKYDAKZ 380—381 

Miecesz, duszy mej rany wielkie dając, 
I srogimi ją postrzałami krając, 
Że ledwie w grobie dla takiej srogości 
Nie przyjdzie złożyć utrapionych kości. 
Lecz ja to wszytko od ciebie przyjmuję 
I za twe chęci wszelakie dziękuję. 
Choć nie we wszytkim łaskę twą uznawam, 
» Przecie się sługą twoim być przyznawam 

I takim, ktoryć szczyrze życzy wszego 
Zdrowia, miłości i mienia dobrego. 

380. Lekcya dziewiąta. 

Masz w sobie wielkie, Marysienku, cnoty 
A że i wspomnię przystojne przymioty. 
Rozumu dosyć i mądrości w tobie, 
Jasna twarz twoja ciągnie wielu ksobie. 

> A oczka twoje jak gwiazdy niebieskie, 

Na których wiszą wszytkie kraje ziemskie. 
Nie zdobią ciebie perły ani złota, 
Ale twa grzeczność i z mądrością cnota. 
Syreny morskie przechodzisz ozdobą, 

> Tak iże żadna nie ma nic przed tobą. 
A jako ony nadobnie śpiewają 
Wdzięcznymi głosy, tak też nic nie mają 
Nad cię takiego, bo ty i ludzkości 

I cnot wiele masz i dosyć gładkości. 

> Go w sobie Wenus i Helena miała, 
Zuzanna także, wszytkoś ty pobrała, 
Które już wyszły z światowej opieki, 
A ty, coć Bog dał, zażywaj na wieki. 

381. Lekcya dziesiąta. 

Piękna twarz nieme miewa zalecenie, 
Deraostenesa nie trzeba Helenie, 
Ni Kostusienku tobie Cycerona, 
Zaleci ciebie, choć nie mówisz, ona. 



WlERyKK J. S25LICHTYNOA 189 



Nic nie jest paszport ani przywileje, 
Grzeczność przywilej, komu ją Bog wleje. 
Wiele, wierz mi, ten przywilejów nosi. 
Który choć milczy a wszytko uprosi ^ 

382 Przestroga. 

(Reszty brak, bo str. 257 i 258 wycięto). 

1 Patrz: Dodatki. 



WIERSZE 

ROZMAITE 

mci PANA ANDRZEJA 
Z RACIBORSKA MORSTYNA. 

PODSKARBIEGO W. KOR., 

ZAWICHOSTSKIEGO, KOWALSKIEGO, 

TUCHOLSKIEGO etc. 

STAROSTY. 

(Str. 451). 



wiersze rożne Imci Pana Morstyna, Podskar- 
biego Wielkiego Koronnego. 

(Str. 269). 



383 Do niesłownej*. 

Zmyślaj, jako chcesz; sadź się, jako raczysz; 
Czyń obietnice, że mię nie zahaczysz; 
Powiadaj, że mię miłujesz bez miary — 
Słowa tAve żadnej tu nie znajdą wiary. 
Przysięgaj, żeś się statecznie kochała. 
Nie będziesz wiary i w przysiędze miała. 
Powiadaj, w serce żeś strzałą raniona 
Kupidynową i że uleczona 
Już ta na wieki rana być nie może — 
Już mię nie zwabisz, strzeż mię tego, Boże! i 

Widzę, co się w cię wlewa i jak mało 
Szczy rości samoć przyrodzenie dało. 
Widzę, żeś serce nosiła kłamliwe; 
Nie wierzęć, boś mi zabiła za żywe. 

384. Na suszą. 

Niech cię wszytek świat, z chłodów swych obrany, 
Zła kanikuło, łaje naprzemiany 

* Te i następne wiersze, których szyk bardzo pomieszany, powta- 
rzają się w wydaniu warszawskim (z Kanikuły i t. d.), chociaż tytuł ich 
bywa czasem odmienny (np. Redivivus, w innym rękopisie: Redivivatug, 
w druku: Odżywiony i t. d.) i tekst pełniejszy lub poprawniejszy. 

Wirydarz I. 13 



194 WtitYDARż ^85-386 

I upalony twym ogniom złorzeczy — 
Ja swoje własną mając rzecz na pieczy, 
Dziękujęć, żeś mi strugę wysuszyła 
I do mej Zosie drogę uczyniła. 
Już teraz bystrych poprzestawszy biegów, 
Zawarta rzeka pilnuje swych brzegów; 
Już teraz w nocy ukradszy się z domu 
Przebrnę bezpiecznie, nie czekając promu; 
Już do kochanej spiesząc się zabawki, 
Nie będę patrzał ni brodu ni ławki, 
Kiedy za twoją tak znaczną wygodą 
Ledwo że piasek powłóczy się wodą. 
By był Leander takie miał pomocy. 
Szczęśliwszej pewnie zażyłby był nocy 
I dopłynąwszy znajomej latarnie. 
Nie zginąłby był w słonych wodach marnie. 
I mniC; gdy krzywej nie chcę czekać łodzi. 
Chociaż i po pas zabiorą powodzi. 
Mniejsza to, kiedy po takiej kąpieli 
Usnę na miękkiej u Zosie pościeli. 

385. Wymówka. 

Wyzwał na pojedynek ktoś mając urazę, 
Lecz że przez banitią na honorze zmazę 
Miał jego nieprzyjaciel, wprzód się prawnych pyta, 
JeżeU się wziąć w gębę godzi od banita, 
I nie chciał się bić, bowiem prawo temu przeczy: 
Nuż zdrowego w honorze banit okaleczy. 

386. Kurant. 

Dziewczyno ma nadobna Śliczna i ozdobna 

Twarz mię twa uwodzi, Na serce me godzi. 

Warkocz bujno złoty Każe mi z ochoty 

Zostać hołdownikiem I twym niev/olnikiem. lo 

Brew czarna wyniosła Jagody przeniosła. 

Promień oka twego Miecz jest serca mego. 



387—388 WiKRSZB a. morsztyna 195 

Warga rubinowa, Mowa z ust cukrowa 

Brnie w serce strapione Miłością zranione. «o 

15 Ręka bielusieńka Śliczna, malusieńka, 

Ciągnie serce moje, Chce dać łaskę twoje. 

Cieniuchnaś jak łątka \ Nadobne draźniątka, 

A dla twej grzeczności Dokonam z miłości. 

387. Do psów. 

Psi, którzy tego strzeżecie pokój a, 
Gdzie sypia pani, gdzie zbiega myśl moja. 
Dla których ani z nią się mogę schodzić 
Ani pilności matczynej podchodzić 

Ani oszukać uprzykrzonej mamki 5 

Ani zaglądać przez dziurę u klamki 
Ani dziewczęta obsyłać wieńcami. 
Żeby trzymały język za zębami — 
Uśnicie na czas, odpocznicie sobie, 

Aza mi się co pociechy uskrobie. lo 

Wszak też niebieski piesek, który wschodzi. 
Strzeże jej za was i z straży was zwodzi. 
Zasię psi! już też ten stróż was przeważy. 
Godna anielska twarz niebieskiej straży. 
Nie chcecie ani proźba ma was ruszy is 

I drzecie głośne paszczeki po uszy. 
Toć was musi kląć: Bodajeście mieli 
Taką wygodę, gdy będziecie chcieli; 
Niech was zarazi psia gwiazda robakiem, 
I hajduk strzeże z gotowym połhakiem; io 

Niech zapomniawszy waszej przeszłej cnoty 
Wloką półżywych hakiem między płoty. 

388. Redivivus. 

Jeśli to prawda, co kiedyś uczony 
Mniemał i twierdził filozof z Krotony ', 



» Łątka, lalka; draźniątka, piersi. 
' Dopisano: »Pithagora8€. 



!»• 



l96 WIHYDAIJZ 2S^ 

Że dusze ludzkie doszedszy swojego 

Kresu i ciała pozbywszy pierwszego, 
5 W" inszy się łupież na nową swobodę 

Przenoszą, w inszy kształt, w inszą urodę, 

1 inszej nie masz po tej śmierci szkody. 

Tylko na starą duszę żupan młody, 

Możemy z śmierci przeszydzać i tyle 
10 Niesmaków sobie nie knować w mogile. 

Tak i ja, kiedy dni swoich dopędzę, 

Kiedy ostatnią parki zwiną przędzę, 

Opuszczę z chęcią zwiotszałe łachmany 

I niż na nowy będę zawołany 
15 Żywot, będę się w powietrze zmieniony 

Przy Jadze bawił, jak wietrzyk pieszczony. 

Będę ją chłodził podczas kanikuły, 

I poddy mając na piersiach przy stuły, 

Czegom żyw pragnął, w tej alabastrowej 
20 Jaskini czekać będę formy nowej. 

389. Ogrodniczka. 

Nie wiem, zkąd nad swój zwyczaj litościwa 

Zemdlałe zioła Jagnieszka polewa 

I chłodzi ogród hpcem upalony. 

Na co ja patrząc, rzekłem zamyślony: 
f> Nie wodę na was ta bogini toczy, 

Ale was z banie łzami mymi moczy. 

Szczęśliwe zioła, wam się łzy dostały, 

Które okrutną dziewkę miękczyć miały. 

Pójdziecie bujno, kiedy swoje oczy 
JO Nad wami blasków słonecznych roztoczy. 

I odżywi was samo przyrodzenie, 

Słońce z jej oczu, z moich dżdża strumienie. 

Nader szczęśliwy wirydarzu, który 

Odżywia panna, pomkniesz się do góry 
ir. I hojność wielką przyniesiesz owocy, 

Bo ta ręka jest tej władze i mocy. 



390—391 WIKRSZK A. MORSZTYNA 197 

Że czego się tknie i czego się imię, 
Roście jej w garści, chociażby i zimie. 

390. Przypodobanie. 

Nie pochlebujęć, wierzysz temu, tuszę, 
Ale cię z niebem, panno, równać muszę. 
Usta twe w koral ubrane jak zorza, 
Kiedy rumianą twarz wynosi z morza. 
Oczy tak biaiym blaskiem świecą ziemi, 6 

Że się ćmi słońce za chmurę z swoimi. 
Płeć biała mlecznej nie ustą{)i strudze, 
Bez przypraw, którą wożą kraje cudze. 
Głos, kiedy śpiewasz, tak wdzięczny, że zgoła 
Serafickiego przewyższasz anioła. lo 

jakożbym się do tego wyścigał, 
Żebym to niebo, nowy Atlas, dźwigał! 

1 chociażby mi z urazu ledz w grobie, 
Życzyłbym nosić ten olimp na sobie. 

Byle mi niebo pracę odwdzięczyło, is 

I wieść mi na się wzajem pozwoliło. 
Wszak takim idą rzeczy ludzkie chodem. 
Że kto był z wierzchu, bywa i pod spodem. 

391. Dialog młodziedca z Wenerą. 

M. Ratuj, Wenero wszytkowładna, proszę. 

Poradź w tej doli, którą dziś ponoszę. 
V. Kochaj, miłości miłość jest nagrodą. 
M. Czynię to, ale darmo i z swą szkodą. 
V. Dawaj podarki, co wiążą i bogi. r, 

M. Chciałbym, lecz nie mam, mieszek mam ubogi. 
V. Obiecuj. M. Słowy nie wskóra gołymi. 
V. Przysięgaj. M. Szkoda żartować z świętymi. 
V. Gdyć wszytkie w głowie szwankują rozumy, 

Pisz wiersze. M. Trudno o miłosne dumy. lo 

V. Więc próbuj szczęścia, wleź tam oknem w nocy. 
M. Strach mię od straży kijowej niemocy. 



198 WIRYDAKZ 392-393 

V. Porwiźe pannę a dotrzymaj wiary. 
M. Boję się prawa i katowskiej kary. 
15 V. Toć już ostatnie lekarstwo dać muszę, 
Kup sobie powróz a zadzierzgni duszę. 
M. Już to tak Wenus cnotliwaś i z synem, 

Cukrem się wszczynasz a kończysz piołynem. 

392. Iglicą. 

Straszliwa broni, w której ani złota 

Wyborność ani misterna robota 

Nie jest tej ceny, jako to że włosy 

Pod twym są rządem tej złoconej kosy, 
5 Nie miej mi za złe, że zwykłej posługi 

Odbiegasz ani przyj d zięć więcej długi 

Pądziec^ rozdzielać warkoczy, ni stroki 

Czynić ni z wstążek do włosów zawłoki. 

Bo cię nie ręka złodzieja mocnego 
10 Ani rozbój ce na łup upartego, 

Ale wiernego sługi chciwość bierze, 

Który wiedząc, że nie zdoła Wenerze, 

Chociaż bezbronnej, kiedy nań naciera, 

Wszytkie jej bronie, jak może, odbiera. 
15 Śmiał się Kupido, patrząc na to z nieba 

I rzekł: już więcej broni mej nie trzeba, 

Bo się ten siepacz poimał w kradzieży 

I co chciał unieść, tym przebity leży. 

Jakoż poczułem, żem śmiertelnie ranny. 
20 Tak małą bronią wojują nas panny! 

393. Stan opłakany. 

Pytasz, jak się mam? Co za moje życie? 
Takie jak ty chcesz, to jest mianowicie 
Żałości pełne, ciemnością nakryte. 
Głodne pokoju i w troski uwite, 



Pądziee kosmyk; słroka linja, przedział. 



394 WlfiSUSZK A. MORSZTYNA 199 

Skąpane we łzach, stałe w złym humorze, s 

Przykrzsze niźli noc, burzliwsze niż morze, 

Ognia gorętsze, chłodniejsze niż mrozy, 

Słabsze niż plewy, krętsze niż powrozy, 

Błędniejsze niż ptak, jako żółw leniwe, 

Spokojne jak wiatr abo srebro żywe. lo 

Pytasz, z kim miłą kompanią wiodę? 

Serce me ogień, a oczy zaś wodę 

Od ciebie wziąwszy w wieczne towarzystwo, 

Z nimi już mieszkam, to moje myślistwo 

A przytym skarga na twe obietnice i* 

I bladość twarzy i serca tęsknice. 

Taki moj żywot, ta moja drużyna. 

Cokolwiek złego od strzał Kupidyna. 

Ale ty. Jago, kiedy o mym zdrowiu 

Pytasz, miej że wraz leki w pogotowiu. 20 

Bo tak i doktor, wprzód pulsu próbuje. 

Pyta o zdrowie, a potym ratuje. 

394. Na płacz jednej damy ^ wiersze. 

Płaczesz, Phillido, i śliczne jagody 
Potoki słonej przebiegają wody. 
Jak więc odwilżą rosa kwiat różany 
I ogród zdobią niemętne fontany. 

Dobrze tak na cię, że wżdy raz uczujesz, * 

Jako niesłusznie z moich łez dworujesz 
I jak to ciężko wylewać mej duszy 
Płacz, co cię najmniej nie zmiękczy, nie wzruszy. 
Aleć to nie twe łzy, tylko twe oczy 
(Jak słońce) ten płacz, co się z moich toczy, 10 

Promieńmi swymi ściągnąwszy do góry, 
Teraz ten smętny deszcz zpuszczają z chmury. 
I jużbym się bał potopu strasznego. 
Już o korabiu myślałbym Noego, 

* Panny w innych tekstach. 



200 w IRYDA RZ 394 

16 Ale mi miasto przysiężonej tęczy, 

Brew za pogodę zacerklona ręczy. 

Do tych wod jako jeleń upragniony 

Bieżał Kupido i kołczan złocony 

Złożywszy, strzały hartował w tyra zdroju 
80 I chwytał gębą krople w przykrym znoju. 

Potym zaś jako ptak przed niepogodą, 

Kąpał się, płocząc skrzydła swe tą wodą. 

I gdy się myje, gdy się nurza pod nią, 

Nieobyczajnie zgasił w niej pochodnią. 
25 Zkąd w twoim płaczu takie są zapały. 

Żeby mógł spalić okrąg świata cały 

Albo piorunem straszyć albo domy 

Siarką wywracać bezbożnej Sodomy. 

Kto widział, jako krople dżdża padają, 
30 Które z błyskaniem złączone bywają. 

Kto doznał, jako choć za szyję ciecze, 

Swoimi dżdżami kanikuła piecze, 

Ten i twoich łez porozumiał szkody. 

jakie cuda! ogień idzie z wody, 

35 Płaczesz iskrami; Wenus, co pochodzi 

Z morskich pian, w tym się płaczu znowu rodzi. 

Ale jeśliście są tak w ogień płodne, 

Jakoż pędzicie, oczy, zdroje wodne? 

Jeśliże wam zaś tak łacno o wody, 
40 Przecz sercu memu nie dacie ochłody? 

Widzę, co w tym jest: ogień z żadnej miary 

Wody nie cierpi, muszą być w tym czary. 

Już to ta Cyrce kuje mi okowy 

1 z łez przyprawia trunek jakiś nowy. 
46 Lecz i to dziwna, że tak twarda skała 

Kroplę litości wypuściła z ciała, 
Aczci zwyczajnie pod twardym kamieniem 
Żywe się żrzodło dobywa strumieniem. 
Podobno, jakby nie dość na tym miała, 
60 Że na lamenty moje skamieniała. 



395 WIEUSZK A. MCKSZTYNA 201 

Na moję szkodę te drogie łzy psuje 

I w nich stal swojej twardości hartuje. 

Podobno, że ją me posługi bolą 

I już mię cale dokończyć ma wolą; 

Nowy krokodyl zmyśla i żartuje, s* 

Tu płacze, tu mię aż na śmierć morduje. 

wdzięczny płaczu, z którego coś idzie 

1 coś smacznego przydaje Phillidzie. 
Coż gdyby z pereł pokazała zęby, 

A przy uśmiechu pozwoliła gęby! »» 

Równa się każda kropla, którą puści, 

Perle i srebru, kiedy się rozpuści. 

Ta Kleopatra ma perły przebrane, 

Zupełne w uściech, w oczu przetapiane. 

Nie tak są piękne gwiazdy, które w ciemnej «^ 

Nocy spadają ku nizkości ziemnej, 

Jaka każda łza, która na jej twarzy. 

Kropiąc lilije, ognie moje żarzy. 

Płacz tedy Philli, kiedyć tak przystoi. 

Już się tych smętków serce me nie boi. ''^^ 

Owszem tym deszczem zawiędłej nadzieje 

Latorost w sercu moim odmłodnieje. 

Tak wiemy, że już wiosna nam nadchodzi, 

Gdy słońce w kąpiel do wodnika wchodzi; 

Ztąd poznawamy, że wdzięczny świt blizko, '^ 

Gdy zorza kropi rosą ziemię blizko. 

Podobno widząc, jak dla ciebie ginę, 

Tę mi z łez swoich dajesz dziesięcinę. 

Aza mi cię też ten płacz miększą sprawi: 

Wszak częsta kropla i kamień dziurawi. ^ 

395. Powinszowanie zdrowiał 

Wiedzą, co miłość, i w niebie bogowie, 
Przychylni modłom i proszącej mowie. 

* Albo Na Zdrowie, tekst drukowany (str. 163) jest krótszy. 



202 wiRY[)Auz 395 

Ledwiem o zdrowie twoje przerzekł słowo, 

Wszyscy z ratunkiem przybiegli gotowo. 
6 Rzuciła Wenus na stronę zaloty 

A do lekarskiej spieszyła roboty. 

Przypadł z słój kami Phoebus swą osobą, 

Z władzą surową nad każdą chorobą. 

Dyanna, pannie dziewica, przybyła 
U) I swego cechu od szkody broniła. 

Był Aesculapi gotów z swymi zioły, 

Ustawaj ące pokrzepić żywioły. 

I sam Alcydes opanował węszcie, 

Chcąc śmierć odgromić jako przy Alceście, 
ló Która nie mogąc wytrzymać tej zgodzie 

Bogów, wróciła do piekła o głodzie^. 

Wszytkoć się niebo z pomocą ozwało, 

Wszytko przy zdrowiu twym opowiedało. 

Wrociłoć Jago i zdrowie i siły 
20 I kształt urody, mnie nad wszytko miły 

A zorza śliczna z swej różanej wody 

Skropiłać blade wargi i jagody. 

Postrzegło niebo, jakiej pragnął chluby. 

Zwycięstwa nad nim, ciemny grób z twej zguby 
25 I widząc, że to w twojej twarzy czynie 

Cudownym przednia dzielność jego słynie, 

I ztąd nie chciało walić oraz z tobą 

Swojej roboty z tak znaczną ozdobą. 

Ożyłaś zatym, ożyłem wnet i ja, 
30 Bo mię twe zdrowie żywi, śmierć zabija. 

jakom szczęśliw, jeśli moje modły 
Niebo po części do tego przywiodły 

1 jeśli moje przy ufałej wierze 
Nalazły miejsce u bogów pacierze. 



^ Po tym wierszu 16 (Wirydarz str. 270) następuje wiersz 17 do- 
piero na str. 299, bo przez pomyłkę przy oprawianiu rękopisu włożono 
tu seksterny z wierszami Pastorjusza str. 271— 29L 



396 WIERSZE A. MOIJ-ZTYNA 203 

Jakoż tak ufam i ztąd hojne dary, 86 

Bogom i Uuste przyniosę ofiary. 

I niech mię niebo srogim sądem skarze, 

Jeśli mię skąpym uznają ołtarze. 

Taż w tobie, Jago, niech będzie ochota, 

I wiedz, że wdzięczność najprzedniejsza cnota. *'j 

Oddaj zapłatę jak ślubowną winę 

Bogom za zdrowie, a mnie za przyczynę. 

396. Do Imci Pana Jana Szumowskiego natenczas dworzanina 

pokojowego króla Imci Jana Kazimierza, potym podsicarbiego 

nadwornego koronnego i starosty opoczyńskiego. 

Niesłusznie, Janie, niesłusznie to zową. 
Go my służymy, służbę pokojową. 
Coż to za pokój, co to za wczas taki, 
Włóczyć się z dworem jako wilcze flaki? 
Nie jeść kiedy chcesz, nie spać gdy się zdrzymie, » 

Bez opończy w deszcz, bez czapki stać zimie, 
Słuchać wycia psów, chociaś nie myśliwy, 
Przepić, co żyzne z domu poślą niwy, 
Kłaniać się wszytkim choć bolą kolana. 
Każdego przywieść i sprowadzić pana. lo 

Więc ani się wz wiesz, kiedy nas jak z woru 
Wysypą w rożne drogi ode dworu. 
Ty z przywilejem, ty biegaj z wiciami, 
Ty z Opatowem, ty z Proszowicami 
Umawiaj sejmik, ty biegaj do Lwowa, is 

Jeśli wyprawa na obóz gotowa? 
Taż nas i teraz biegunka napada, 
I za granice obudwu rozkłada. 
Jam już był dobrze cudzych krajów syty, 
I w domu każdy gościniec mnie bity, 20 

A przecie kiedy rozkaz pański tęgi 
Nastąpi, muszę znowu do włóczęgi. 
Widział mię pierwszy Opatów już swoim 
Posłem od króla; potym wielkim znojem 



204 wiRYDAiiz 396 

25 Przebyłem Węgry i na ich stolicy 

Cesarskiej pokłon oddałem prawicy 

I pańskie sprawy kończąc przy lym dworze 

Niosłem królewskie listy Leonorze. 

Zwiedziłem potym, gdzie szła sama głowa 
80 Ojczyzny naszej panów do Zborowa. 

Potym tej zimy nie szanując bicza 

I ostróg, biegłem w Litwę od Łowicza 

I przeszedłem ją aże ku Dnieprowi, 

Wielkiemu niosąc ordynans wodzowi. 
9r> Teraz zaś znowu wielkim obwołany 

Posłem, z Koroną i Siedmigrodzany 

Mam zwierać ligę i zwietrzyć, co mocy, 

Go ma sił i co wierności Rakocy. 

Przyjdzie go szukać gdzie między Multany, 
10 A snadź i śnieżne przebywać Bałchany? 

Takiź to pokój nasz? kiedy i tobie 

Dróżkę wymyślił pan o tejże dobie 

I tam cię kwoli sejmowi rześkiemu 

Od boku swego dał podkanclerzemu. 
« O jako rożna droga nas potyka! 

Mnie ztamtąd, gdzie mię mus pański wytyka, 

Już zalatuje czosnek i z cebulą 

I z dziekciem, aż się nozdrza w kupę tulą. 

Czuję, jak Tantal, że mi w pośród strawy 
5u Głód zapowiedzą niezwykłe potrawy; 

Znoju się lękam w niedostatku piwa 

I żywych prochów z spiskiego przędziwa ^ 

A ty zaś jedziesz między gładkie Niemki, 

Gdzie więcej niźli z kalendarza Lemki 
w Możesz już sobie szczęścia prorokować, 

I niż Alkoran swoim obiecować 



* Żywy proch, plugastwo zadomiowone na Węgrzech; Lemka, Jerzy, 
wydawca kalendarzow i prognostyków od r. 1610—1636. 



597 WIERSZE A. MORSZTYNA 205 

Zwykł bisurmańcom, zażyjesz rozkoszy, 

Zkąd cię zaś potym z trudnością wypłoszy, 

Tak że choć poseł wróci do pieczęci, 

Ty w Regenszporku zostaniesz z swej chęci. eo 

Sam cię dwór carski i kawalerowie 

I chęć, ułożyć włoski język w głowie 

I przejąć ten tryb przewoźnego kształtu 

I świat przewąchać, zatrzyma bez gwałtu. 

Więc i toć doda niesmętnej zabawy, es 

Żebyś niemieckie surowe postawy, 

Nasztychowane brody i powagę, 

Oczy na szrubach i słowa na wagę, 

Rady z zegarka ich, za kołowrotem 

Wbił sobie w pamięć i za twym powrotem 70 

Cudzoziemskimi ucieszył nas żarty 

I Pana, kiedy pokój już zawarty. 

Powracaj jednak, niech nas czas niedługi 

Stawi obudwu do dworskiej posługi, 

Której ja chociaż dwór kładę tak tanie, 76 

Nie zganię sobie, ani tobie, Janie. 

397. Do Imci Pana Jerzego Lubomirskiego marszałka wielkiego 
koronnego, posyłając mu pewne wiersze. 

Wielkiemu panu, ale i wielkiemu 
Wierszow uznawcy, dowcipów sędziemu, 
Podź rozkazaniem jego przymuszony, 
Oddaj twe wiersze i moje pokłony. 

Żebyś nie zbłądził, chociaż nie za morze 6 

Idziesz, o jego tak się pytaj dworze^. 
Kiedy w Warszawę wnidziesz od Krakowa 
I pański miniesz pałac Ujazdowa, 
Naprzód z zwyciężną potkasz się kaplicą 
I z carów wziętych pamiętną tabhcą. 10 

Potym masz wprawo królewskie ogrody 
I pałac, Wiślne patrzący na wody. 

Dopisano: do Warszawy wyprawuje. 



206 \MuyDAitż B98 

Przepyszny ogrod, stajnie i sieciarnie 

I co Pomona rozkoszy ogarnie. 
15 Nic tu nie wstępuj, ma kroi swoje sprawy 

I poważniejsze niż wiersze zabawy: 

Jako uśmierzać Chmielnickiego bunty, 

Szwedzkie w przyjaźni zatrzymywać zunty, 

Co z Moskwą czynić niestatecznej wiary, 
20 Zkąd wojsku płacić, gdzie gromić Tatary. 

W lewo zaś miniesz sJup ow co potrosze 

Poszeptem o nim wspomina Mazosze. 

Po tejże ręce i na tej połaci 

Święta Teresa śluby Bogu płaci 
'25 A za nią pałac podnosi swe dachy, 

Niezwykłe Polszczę i złociste blachy ^ 

Wielkiego kiedyś kanclerza: o gdyby 

Żył, tubyś mogła lutni bez pochyby 

Jako do swego wstąpić i bez mała 
30 W kupiebyś laskę z pieczęcią zastała. 

A teraz mijaj, bo pustki w tym dworze 

I dziedzic łaskaw na cię^ w bucentorze 

Albo w gonduli, równej w biegu strzale. 

Weneckie ściga łanie po kanale. 

398. Do jednej. 

Nie dziwna to u mnie, Pani, 
Że cię każdy kto zna ga 
Doglądasz bydła, przędziwa 
Przytym woHsz szklankę pi 
5 Przyznać ci jak aptekarce, 
Że umiesz wysuszać gar 
Przy stolec to nie nowina, 
Żeć i nie nastarczą w i . . 



lante wspomina, 
gwow usmażyć, 
garyzmy. 
dełek rozbierać. 



* Dopisano : Ossolińskiego paląc ; przy wierszu 32 : Lubomirski na- 
onczas koniuszy koronny, potym wojewoda krakowski zięć Ossolińskiego; 
po wierszu 34 : cetera desunt ; koniec tego wiersza, opisu Warszawy, cie- 
kawszego niż Jarzębskiego , patrz w wydaniu warszawskim. 



B99— 4Ó^ wiKRSzK A. morS/.tVna 207 

Zkąd kiedy w taniec poskoczysz, 

Pewnie się rześko zato .... nie powstydzisz. lo 

Nie mierzi cię gość życzliwy 

A mąż patrząc dobrze ży ... je z tobą. 

Zwłaszcza gdy kto nieubogi 

Wyjednasz mężowi ro .... czną intratę. 

Nawet przed chudym pachołkiem is 

Nie pysznaś z swoim po ... . kornym ukłonem. 

Więc to dziwna, że cię chwalą, 

A gdzieindziej takie pa .... nie kanonizują. 

399. Do Zosie. 

Tak twierdzisz, Zosiu, że kto je szczwanego 
Zająca, gładkim jest do dnia siódmego. 
Jeśli kto gładkim bywa z tej przyczyny, 
Znać żeś nie jadła nigdy tej zwierzyny. 

400. Do skąpego stryja. 

Zdrowy mi nic nie dajesz, po tobie dziedziczę. 
Jeśliś nie głupi, możesz wiedzieć, czegoć życzę. 

401. Nieumyślna. 

Żona złemu mężowi truciznę zadała, 
A chcąc żeby tym więcej mocy w sobie miała, 
Wlała żywego srebra, które samo szkodzi, 
Ale wzięte przy jadzie, moc jego rozwodzi. 
Tak kiedy dwie truciznie zwodzą w brzuchu zwady, ^ 
Strawiwszy się przepadły na doł oba jady. 
O jakie szczęście! żona chcąc zabić ratuje. 
Tak gdy Bog nie chce, dwoją trucizna nie truje. 

402. Starej. 

Przestrzegałem cię, Zosiu, że niegnuśne stopy 
Starość pomyka w świeże za młodością tropy. 
Mówiłem, teraz zażyj, teraz, dziewko, świata; 
Babą być i prawicy, gdy jej dojmą lata. 



208 wiKYDARz m-m 

) Nie dbałaś a toż starość przy lazła nieznacznie. 

Trudno zgubne dni cofnąć, choć je wspomnieć smacznie. 

Radabyś taki rozum wonczas była miała 

Jak teraz, abo teraz przeszłą gładkość ciała. 

Pozwól jednak, że i to uobłapiara ciało, 
) Co się już nie podoba, ale podobało. 

403. Lais stara. 

Poświęcam, Lais stara, zwierciadło Wenerze, 
Niech nieśmiertelna gładkość w rękę to szkło bierze. 
Mnie nic po nim, owszem mi większą czyni trwogę. 
Jąkam jest widzieć nie chcę, jak byłam, nie mogę. 

404. Na traf. 

Sztucznej macierze nowe obyczaje, 
Żeby mieć zięcia, córkę w próbę daje. 
Córka zaś, że mać w płodność trzyma za nią, 
Wprzód matką była, niźli młodą panią. 
r, Tak wprzód był wywód, niźli ślub w kościele; 

Mniej też kosztują krzciny niż wesele. 

405. Dwiema siostrom. 

Rodzoneście, a przecie rożneście w tej mierze: 
Tyś Zosiu czysta, chociaż w kurewskim ubierze, 
A siostra twoja kurwa, chociaż się tak nosi 
Jak dewotka, co chorym o jałmużnę prosi. 
5 U ciebie wszeteczny strój, u niej obyczaje; 

Ciebie suknia, a onę występek wydaje; 
Ona cnotliwa w samych strojach skromnych a ty 
W rzeczy samej : tę gani fryj, a ciebie szaty. 

406. Do Wallca. 

Sam osobliwe stroje, sam masz dwory, 
Sam masz dochody, sam nabite wory, 
Sara stawy, stada, zwierzyńce i gaje. 
Niepospolite sam ma?z obyczaje. 



^C?— 410 WlBRSZiE A. MORSZTYNA 209 

Sam i naukę od inszych zakrytą, f 

Zonę tylko masz z nami pospolitą. 

407. Do Piotra. 

Widziałem, Piętrze, wczoraj twoje panią 
I wierę nie wiem, czemu twarz jej ganią, 
A widzę, miała bogów chętnych sobie. 
Że wyrazili gładkość w jej osobie 

Tak, że gdyby mi nieba tak sprzyjały, s 

Żeby mi takie trzy żony wraz dały, 
Pevvniebym niebu nie chcąc zostać dłużnym. 
Oddał dwie djabłu, a trzecią w oduznym^ 

408. O Jagnieszce. 

Zgubił gdzieś matkę Kupido zbłąkany. 
Wtym zoczył Jagę i rzekł oszukany: 
Matko, o matko! Lecz harda dziewczyna. 
Nie chcąc ni gościa takiego ni syna. 
Rzekła: pewnie mi na łonie nie siędziesz: « 

Nie jestem matka. On rzekł: ale będziesz. 

409. Na piegi. 

Potkał Kupido dziewczynę gładką 
I bieżał za nią jakby za matką. 
Postrzegszy potym na twarzy piegi 
Czarnawe, spieszne stanowił biegi. 
Podobnaś, mówi, matce mej zgoła, ^ 

Takicheś oczu i ust i czoła. 
W tym ją przechodzisz, że twej płci śniegi 
Bielsze są niż jej, podle tej piegi. 

410. Do pieska. 

Pieszczony Żakiet, co u mej panny 
Na łonie leżysz, takeś nierachmanny 2, 

* Oduzdue, niby napiwek, co się masztalerzowi daje. 
' Rachmanny, łaskawy. 
Wirydarz I. 14 



210 WlRYDAR^ 411 

Że mi się przymknąć do niej nie pozwolisz, 
Lecz raczej inszych złodziejów strzedz wolisz. 

5 Chocia co wezmę, wszytko będzie wcale; 
Nazbyteś pilny szyltwach przy tym wale. 
Zarazem szczekasz, ledwo co się ruszę; 
Już nie Żakietem więcej cię zwać muszę. 
Jednak widząc cię na jej szaty kraju, 

10 Tuszę, żeś stróżem, nie piekła, lecz raju. 
Zaś kiedy siędziesz podle niej na ławie 
A mnie jej oczy palą w popiół prawie, 
Nowy astrolog tak wiersze dokończą. 
Że kanikuła siadła podle słońca. 

411. Do Anny. 

Śliczna Anno, twe zacne przymioty 
Chociaż upornych ciągną w zaloty; 
Potężne są pęta twej gładkości. 
Kto urody 

6 Twej zajrzy, to szkody 
Pewien w swej wolności. 

Twarz anielska, głos serafino wy. 
Usta z koralu, a ząb perłowy 
I czarne oczy serca imają; 
10 Warkocz złoty 

Wiąże, ale cnoty 
Twarde węzły mają. 
Jednakeś i ty nie bez przywary, 
Bo w twej dzikości nie chowasz miary. 
i.-i Bądź oraz dobrą lepiej i gładką. 

Już się godzisz 
Za mąż, pocoż chodzisz 
Jak jagnię za matką. 
Wiesz, że nic nie jest skarb nieużyty, 
20 Nic nie jest i kwiat gdy nierozwity. 

Kiedy cię dla ludzi nieba stworzyły, 
Daj się użyć; 



412—414 Wierszu a. MORSztri^A Sil 

Jam ci gotów smużyć 
Ze wszytkiej mojej siły. 

412. Chce i nie chce. 

Na coż, gładka tyranko, ten boi, co mię suszy, 
Każesz sobie powiadać, kiedy cię nie ruszy. 
Te męki, które cierpię u ciebie w więzieniu. 
Wiedzieć chcesz, ale nie chcesz wiedzieć o ulżeniu. 
Już też to wierutna złość, żeć miłość do smaku 
Moja, a wżdy się skłonić do niej nie chcesz znaku. 
Mogęć się śmiele skarżyć i krzyczeć że ginę, 
Znosisz lament, lamentu odrzucasz przyczynę. 
Gdyć się tedy wyrazić żale me napieram, 
Nie śpiewam wtenczas, Zosiu, nie, ale umieram. i 

413 Jabłka. 

Drażnięta*, których strzeże płócienna obrona 
I słaba oczom naszym zazdrości zasłona. 
Trudno zgadnąć, jakoście stworzone, atoli. 
Jeśli się pani wasza domyślać pozwoli, 
Widząc że sama biała jak śnieg niedeptany, i 

Że twarda, ni jej wzrusza stan moj opłakany, 
Mniemam, że kto się odkryć was odważy snadnie. 
Na twarde jabłka i na białą płeć napadnie: 
Strzeżcie się kanikuły i słońca (możnali). 
Bo i jabłka dojrzeją i płeć się przypali. k 

414. Do kramarki. 

Moja droga kramareczko. 
Me złoto, me pieścidłeczko. 

Nikt nie zada, że jest kram Iwoj chudy, 
Kiedy twe budy 

Wszytkie gładkości napełniły cudy. j 

1 Drażnięta, piersi, czeskie drażdiata. 

14* 



212 WiRYDARŻ 4;15 

Widzę tu twarde kamienie 
Jako w sercu tak i w cenie. 

Przecież bądź tańsza i waruj się skargi, 
Zwłaszcza gdzie targi 
10 Idą o łaski, o serce, o wargi. 

Ale i ztąd boj się trwogi, 
Obwinia cię o pożogi, 

Bo w tej budce od ognia jarmarki, 
Z ust strzelcze miarki, 
*^ W oczach ogniste strzały, wszędzie siarki. 

Ty się broń, że od przygody 
Naczerpasz z oczu mych wody. 

Choćby raz urząd kazał pobrać kramy. 
My co cię znamy, 
*^ Sercać w kramnicę na to miejsce damy. 

A ty nie bądź w grosz niesytą, 
Chowaj kupią nienabytą, 

1 choć rozprzedasz wszytkie stroje nasze. 
Choć zbierzesz tasze, 
26 Weź przecie na się w krobkę serca nasze. 

415. Przechadzka 

Czy z mojej namowy czyli z dobrej woU 

Chciała Kasieńka na folwark do roli 

Albo na łąki kwitnące do siana 

I do dobytku przechodzić się zrana. 
^ Żeby jej czas zbiegł, i w ciepłe południe 

Blizko siedziała gęstwiny i studnie 

I mówi: podźmy kwiatki rwać rozliczne 

I z wymion krowich pożytki brać mleczne. 

Jam rzekł: nie chodźmy, bo ja z kwiatków szydzę, 
^^ Kiedy śliczniejsze na twych wargach widzę, 

I na mleko mię darmo insze prosisz, 

Prócz tego, które na płci twojej nosisz. 

Jakoż gdy na pstrej murawie usiadła, 

I kwiatków krwawych na uszy nakładła, 



4? -6 418 WIERSZE A. MORSZTYNA 213 

Zgasi przy rumianej szkarłat ich jagodzie, 15 

Polna zniknęła przy ludzkiej urodzie. 

Jak zaś odkrywszy ręce po ramiona, 

Wyciskać w szkopce poczęła wymiona, 

Nie znać rąk było przy mlecznym promyku, 

Tylko się zdały bijiłe mleko w mleku. 20 

I tak mam, Kasia, gdy cię z sobą biorę, 

I łąkę z kwieciem i z mlekiem oborę. 

416. Staremu. 

Prosił Jadwigi o noc Bartosz chciwy; 
Nie zezwoliła, że był barzo siwy. 
Postrzegł się, że tam siwemu nie dadzą, 
I głowę czarną ufarbował sadzą. 

Tak w tejże twarzy, ale z inszą głową, 6 

Pow^rocił tamże i z takąż namową. 
Ona poznawszy, czując że tam zgoła 
Nie wszytko dobrze, choć poprawił czoła, 
Dalej z tym, rzekła, nazbyt prosisz siła. 
Dopieroiu ojcu twemu odmówiła. 10 

417. Do dłużnika. 

Mnieś winien a nie płacisz, praktykowi złota 
Nie żałujesz; to głupstwo, a owo niecnota. 

418. Na balwierza. 

Kogo świat mierzi, kogo zdrowie boli, 
Niech się u Czopka cyrulika goli. 
Niż się rozgości i niż zgrzeje wody, 
Połowa włosów przybędzie do brody 
I niż drugą część namydli, oskrobie, 5 

Tym pogolona poroście w tej dobie. 
Jak pocznie skrobać i włosów przerzedzi, 
Nie wie, co jest boi, ten kto mu dosiedzi. 
Nie tak się rzężą opili masłokiem, 
Nie takim ciągną bańkami krew stokiem. w 



214 WIRYDARZ 419-420 

Nie tak zawJoki, nie tak apertury, 

Jak jego bolą po jagodach dziury. 

Ledwieby godzien strzydz źmudzinom grzywy 

I usży, i to, jeśli koń cierpliwy, 
i Te co widzicie rany po mej brodzie, 

Nie innej one przyznajęć przygodzie. 

Nie kot podrapał, nie żona pobiła, 

Nie zła choroba krostą poznaczyła, 

Ani przy kuflu, ani z krwawej bitwy, 
) Alem to odniósł od balwierskiej brzytwy. 

Nie masz nad kozła sztuczniej szego zwierza, 

Brody nie goli, bojąc się balwierza. 

419. Na jedne panią. 

Jęłaś się, pani, rozwodu świętego. 
Że wolisz konwent, niż męża jednego; 
Widzę, że całą rodzinę miłujesz, 
Synać nie stało, do ojców wędrujesz ^ 

420. Metamorphosis ^ 

Jowisz przed żoną tając się z zaloty 
Rożnie się mienił, to raz w deszczyk złoty. 
To zasię w byka, to w kształcie oboim 
Dogadzał pannom i afektom swoim. 

5 Widzę, że ten bog przewiedział był sztuki, 

Co do zalotnej należą nauki. 
Bo u białychgłow i ten dziś przewiedzie, 
Co ma deszcz złoty a bycze narzędzie. 
I choćby ona była święta z nieba, 

^ Choć i dewotka, przecie do niej trzeba 

Czuć się, na portkach pociągać rzemyka. 
Mieć złoto w mieszku, korzeń jak u byka. 

* Dopisano : ^Videat^^ o tym Oracya Grodzickiego w Skarbcu moim 
Oratorskim, pagina nr. 216. Dalsze wiersze tegoż Morstyna, podsk. w. k., 
yideatur pag. 433 <. 

" »Wirydarz« str. 433. 



421—424: WIKRSZK A. MORSZTYNA 215 



421. Do Piotra. 

Już dokonywał i ledwie tchnął mało, 
Oddając Bogu duszę, ziemi ciało. 
Aż jak posłyszał Piotr, że przy żałobie 
Żona o nowym mężu myśli sobie, 
Chcąc jej rozerwać takową swawolą, 
Ożył, chociaż miał umrzeć dobrą wolą. 

422. Do drugiego Piotra. 

Nie schodzić Piętrze nic na przyjacielu, 
Boć młoda żona przyczyniła wielu. 
Snadno o druha i o kuma bywa, 
Gdy mąż nieżadny^ żona przyjaźliwa. 

423. Do tegoż Piotra. 

Nasz Piotr pan wielki. Coż? ma siła włości? 
Abo pieniędzy? Jako sadła w kości. 
Czy w wielkim domu i zacnie zrodzony? 
Ociec szwiec i to nie pilnował żony. 
Czy handel wiedzie? Tym się nie zbogaci. 
Czemuż tedy pan? Nierad długów płaci. 

424. Paszport !<.... m z Zamościa. 

Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina, 
Jewka z Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna, 
Te cztery k...y z piątą panią starą, 
Pod dobrą idą na wędrówkę wiarą. 
Służyły wiernie póki pański długi 

K potrzebował ich pilnej posługi; 

Teraz, że z ślubną związki zwarte żoną, 
Precz ich zapewne od dworu wyżoną. 
Powracają się, niech wie każdy, komu 
Wiedzieć należy, z odprawą do domu. 

» Nieżadny, niebrzydki. 



216 WIRYDARZ 425-429 

Przetoż niech im nikt drogi nie kazi, 
Lecz darmo jako loźne k.... i... 

425. Na kalotę K 

Czy to łysina, czy to spodkiem parchy, 
Że plesz, rzecz świętą, kryjesz w skórę z marchy? 
Gdy na was pojrzę, księże kanoniku, 
Zda mi się, że łeb nosicie w trzewiku. 

426. Ex duobus malis minus eligendum. 

Kto sto złotych daruje, dwochset nie pożyczy, 
Ten mniejszą szkodę, niż większą, mieć życzy. 

427. Na jednego. 

W nieszczęsne srebro szczysz a ze szkła pijesz; 
Drożej szczysz, niźli pijesz; nie po ludzku żyjesz^. 

428. Na Janka'. 

Janek, kto go zna, pi wszy trunek rzeź wy, 
Ocknął się w nocy, a jeszcze nie trzeźwy. 
Więc że mu piwo narodziło szczyny, 
Szukał pod łóżkiem, gdzie zlać z macherzyny. 
^ Aż miasto garka napadł na łapicę 
I ledwo wetknął k.... połowicę, 
Chwyciła łapka aże ku pęcherzu. 
Już też to lepiej niż jajca w talerzu. 

429. Na pana Wołowicza*. 

Woł, i niechudy, wzgardziwszy swą strawę 
Z siana, na pańską kąsał się potrawę. 

1 Kalota, czapeczka; plesz, tonsura; marcha, padlina. 

' Anekdotę przeniesiono później na p. Trzebickiego. 

* Dopisano: »Ten się starając o podstolstwo litewskie pos/a? po 
przywilej sługę swego P. Świnkę*. W innym rękopisie wiersz zatytuło- 
wany: Na traf dworski, Wolowicz posłał Świnkę po podstolstwa i t. d., 
kończy, zamiast g.., ono isłe; przez munsztuk, po cichu. 



430—433 WIKRSZK A. MOIISZTYNA 217 

Niedosyć na tym, ba wej tego wołu! 

Chciał mieć i urząd u pańskiego stołu. 

Posłał wprzód Świnkę dla lepszego toru; J 

Wypchnięto bydło zniszczym ode dworu. 

Może nie trąbić przez munsztuk i cienko: 

Kto pośle świnkę, przyniesie gowienko. 

430. Na toż. 

Nie takie, bydło, u dworu pustynie, 
Żeby woł krajał, zalecały świnie. 
Tam się wy z swoim kokoszcie okołera; 
Tu dla was miejsca niemasz i pod stołem. 

431. Na traf pewny. 

Wczora u gładkiej dziewczyny, na wierzchu białej pierzyny 
Widziałem serc naszych mękę, białą i śniegową rękę. 
Szyję mleczną, usta krwawe, włos złoty, oko łaskawe. 
A co niżej szyje było, zazdrościwe płótno skryło. 
Rzekłem: napaśmy tym wzroki; to oczu naszych obroki, < 

Bo co zakrywa pierzynka, to dla samego Morstynka^. 

432. Na niepłodnego. 

Jużeś i perły wyjadł i apteki, 
Żeby przypisać dziecię do metryki. 
Pijesz dekokty i polewkę zdrową, 
Nawiedzasz z panią Gidle z Częstochową. 
I do Leżajska miewasz dróżki chyże. 
Radzęć z Leżajskim sprzągni Święte Krzyże. 

433. Dobra rola. 

Gospodarz precz odjechał i ztąd role tłuste 
Nie przynoszą owocu i płoń i ej ą puste. 
Ale pani sowicie tę szkodę nagrodzi, 
Bo chociaż męża niem.bz, przecie dzieci rodzi. 

W innych odpisach: Szemlinka, Szmelinka. 



218 WiKYDARZ 434-436 

6 Wiesz, czemu pani płodna a pola szwankują? 

Bo roli nikt nie sprawia a panią sprawują. 

434. Do Jendrzeja. 

Wierz mi, Jendrzeju, że nie bez przyczyny, 
Czynisz Wałkowi częste nawiedziny. 
Ani on nad cię możniejszy, ani ty 
Jesteś z nim związkiem pokrewności zbity, 

5 Ani was przyjaźń i równe zabawy 
Wiążą, ani on na cię tak łaskawy, 
Aniś ty człowiek znosić jego zrzędy. 
Zkądże ta przyjaźń i takie obrzędy? 

Ma, mówisz, żonę, co mię twarz jej łudzi. 
10 Ach proszę, z taką ludzkością do ludzi. 

435. O Zośce. 

Przyszedszy do mnie Zośka do gospody, 
I już zażywszy wszelakiej wygody, 
Gdy rano myślę i uważam wiele, 
Jak jej odwdzięczyć, czy jej dać manele? 

6 Czyli kanaczek ? * czy atłasu sztuki ? 

Czy sznurek pereł? czy węgierskie kruki? 
Ona się u mej szyje uwiesiwszy^ 
Przez afekt ku mnie nad wszytkich życzliwszy. 
Przez swą uczynność, i przez przyjaźń nasze, 
10 Poczęła prosić o gorzałki flaszę. 

436. Do panny. 

Trzy rzeczy lecie miłe czynią chłody: 
Gęsty cień i wiatr i wilgotne wody. 
A przecie panny ciepłe mają udy, 
Co wie kto się ich dotknął bez obłudy, 
6 Choć tam przez ciemne płyną rzeki gaje 

I choć miech tylny wietrzyku dodaje. 

* Kanaczek, naszyjnik; węgierskie kruki, dukaty. 



4;B7 — 441 WIERSZE A. MORSZTYNA 219 



437. Na posłusznego. 

Wczora przy pełnej gdy niejedna w głowie 
Hojnych czyniła i w rzeczy i w mowie, 
Na obiadem cię wtenczas prosił, a ty 
Bez żartuś przyszedł, wyprzedziwszy swaty. 
Wierę żeś ludzki i barziej niż grzeczy: « 

Szkoda pijanych przypominać rzeczy. 

438. Na jednego. 

Kiedyć powiedzieć to, na coś zasłużył, 
Przy ludziach nie śmiem, żebym się nie dłużył, 
Jeśli masz dowcip domyślny i żartki, 
Exorcyzm czytaj po kraju tej kartki. 

439. O Annie. 

Chwali się stara Anna, że choć już niemłodą. 
Nigdy nie szafowała darmo swą urodą. 
Kto się o tę założy prawdę, nie utraci. 
Bo gdy ją o ą, ona zawsze płaci. 

440. Na drugą Annę starą. 

Twierdzisz, żeś się za króla Stefana rodziła. 
Łżesz, babo! boś za Piasta już na świecie była. 
I tak łżesz; bo jako twe drżące świadczą lata, 
Wraześ z Ewą stworzona na początku świata. 

Gadek XII. Imci pana Andrzeja z Raciborska Morstyna, pod- 
skarbiego w. kor., z przedmową do wielmożnej Imci paniej 
Theofile z Raciborska Rejowej, starośdnej małogoskiej. 

441. 

Znając twe, siostro, doskonałe cnoty 
Nie śmiem ci wierszow słać, w których zaloty 
Miejsce swe mają, lub gdzie bystre karty 
Bezpiecznie swoje wywierają żarty. 



220 WIRYDARZ 442-443 

5 Choć to poetom przystęp wszędzie wolny, 
I wiersz niedobry, kiedy nie swawolny. 
Nie ślęć też trenów, zdałbym się jakoby 
Życzyć w tym domu, strzeż Boże, żałoby. 
Psalmów nie umiem pisać, i choć w poście 

10 Większa chęć we mnie do piosneczek roście. 

Posłałbym pieśni nowej kuźnie, ale 

Tylko te śpiewasz, co w kancyonale. 

Pokazać się też do ciebie z fraszkami, 

Stałbym za fraszkę z moimi rymami. 
15 Więc ci posyłam gadki do zabawy, 

Z którymi kiedy wstąpi do rozprawy 

Twój dzielny dowcip, pokaże, że i te, 

Choć zawikłane, nie są mu zakryte. 

I one same będą temu rady, 
20 Że im brat dał wiersz, a siostra wykłady. 

A jeśli je też w tym szczęście oddzieli, 

Każ je choć babom gadać przy kądzieli. 

442. Gadka I. 

Trudno zgadnąć z jakiej em natury złożony. 
Skrzydła mam a nie latam, brzuch nienasycony 
I głodny zawsze noszę jako wor dziurawy. 
Który zaraz, jak przyjmie, oddaje potrawy. 

6 Zębów nie mam a siła gryzę; jedne nogę 
Mam tylko, a i na tej postąpić nie mogę. 
Ciało się wszytko rusza, jednak i w mym ciele 
Wkoło się tylko kręcę, a krzyż mam na czele. 
Mam przyrodzonego brata, ale z tym niezgoda 

io I takeśmy są rożni, jako wiatr i woda. 

443. Gadka II. 

Subtelnam w sobie, a blade mam lice, 
Z każdym obcuję, z każdym się położę. 
Nagie obłapiam bezpiecznie dziewice 
A żadna się ztąd, garło na to łożę, 



444—445 W I KUSZE A. MOKSZTYNA 221 

Wstydu nie boi. owszemby wstyd miała, 5 

Gdyby bezemnie położyć się śmiała. 

Króle i popy, poddane i pany, 
Mężczyzny, żony, panny mam pod sobą 
I zaraz świętsźe uczynię kapłany, 

Kiedy ich swoją przykryję ozdobą. 10 

Ręce mam tylko i brzuch rozpłatany, 
Głowę i nogi ścięte nad kolany. 

Topią mię, biją kijem, ciągną, kręcą, 
Potym obieszą nawet na powrozie, 

Jednak mię taką sprawą nie odchęcą, ift 

Bom tym piękniejsza, imem barziej w grozie. 
Ma mię i żebrak, i ty mię, łaskawy, 
Masz, czytelniku, jeśliś nieplugawy. 

444. Gadka III. 

Czołgam się zawsze, jak brzydkie gadziny, 
Krzyczę, choć gęby nie mam ni przyczyny, 
Matki swej gryzę ciało, włosy, kości, 
I bez pamięci rozrywam wnętrzności. 
Uciekam przed tym, klory za mną chodzi, * 

Tego zaś gonię, który mię powodzi. 
Rząd mam za sobą, a przed sobą siły, 
Przez co się wielkie królestwa zgubiły. 
Nos wszędzie wetknę, a nie lubię góry 
Wtenczas, gdy skarbów dobywam natury. 10 

445. Gadka IV. 

Wprzód mu.szę być w więzieniu, niżeli ożyję, 
I nie mogę żyć, jeśli wprzód dobrze nie zgniję. 
Matka mię bez pomocy mej nad przyrodzenie 
Nie urodzi, i moje cudowne rodzenie, 
Żem sobie sama wzrostem, początkiem, powstaniem, ^ 

Lepiej niźli rodzeniem nazwiesz zmartwychwstaniem. 
Trupa mego matce mej przyniosą, a ona 
Na grób moj litościwe otwiera ramiona, 



222 WIRYDAH/. UQ-W 

z którego niezadługo na świat zaś wychodzę, 
'O Ale się już z bliźnięty, a nie sama rodzę. 

W niej mam grób, w niej i żywot, w niej pokarm i szaty; 

Mroź mi choć nagiej nie strach, a kiedy kosmaty 

Przywdzieję kożuch, wtenczas na mię nie naciera. 

Gdzie mię niemasz, tam się mię lud barziej napiera 
lo A mnie zaś ledwo kijem wykoiacą z domu, 

Póki kijem nie wezmę, nie zgodnam nikomu. 

Jedne mam tylko nogę, rozum w głowie noszę, 

Weselszam gdy ją zwieszę, niż gdy ją podnoszę. 

Małam rzecz a ogromne na mię wojska zwodzą, 
20 Które ostrokrzywymi orężmi mi szkodzą. 

Ani mię to obroni, choć mam do obrony 

Dom złotymi spisami zewnątrz otoczony. 

A tak moj nieprzyjaciel okrutny i srogi. 

Że matce mojej ledwie zostawi me nogi. 
25 Ostatek sobie zbierze, część zwierzom rozrzuci, 

Im mię barziej morduje, tym się mniej zasmuci. 

Nakoniec mię przez wszytkie utrapi żywioły: 

Wodą mię a nie ogniem obróci w popioły, 

Rozrzuca po powietrzu i tłucze po ziemi, 
30 W ogień wrzuci, dopiero męczeńsŁwy takimi 

Zniszczona tyranowi tak płacę tę sprawę. 

Że mu za śmierć oddaję i żywot i strawę. 

446. Gadka V. 

Szczyram jest woda, ale bez pochyby 
Nie ciekę, ani w sobie chowam ryby. 
Z zimna się rodzę, a przecie i ciebie 
Grzeję i zimę wspieram w jej potrzebie. 
5 Najlepszam w drodze, a kiedy cię w domu 

Nawiedzę, gradu nie boj się i gromu. 

447. Gadka VI. 

Niebarzom kształtny, a z całego ciała 
Ręka mi tylko, a głowa została. 



448 — 449 WlERSZfi A. MORSZTYNA 223 

Ręka wżdy miękka, ale wierzch stalowy, 

Wierzch, którego się boją drugie głowy 

A tak się boją, że się kryją w ściany, 5 

I w twardy kruszec i kamień ciosany. 

Gdy zakołacę, otworzą mi śraiele 

Wolno mi rozruch uczynić w kościele. 

Jako kroi wielki, choć nie mam tej żądze, 

Trzymam mennice i biję pieniądze. 10 

448. Gadka VII. 

Drzewom jest szczyre, ale nic nie rodzę. 
Korzeń mam w głowie, na gałązkach chodzę. 
Listopad u mnie bywa i wśród lata, 
Cieszy mię tego ochędożka świata 

I kędy przyjdę, kędy się zawinę, s 

Tam zaraz piękne z szpetnego uczynię. 
Podczas mię w konia obrócą z rozpusty. 
Choć owsa nie jem ani bywam tłusty. 
Gdy mię rozedrą, to nawiedzam dzieci, 
Choć u nich nie mam nic łaski i chęci. 10 

I waszy starzy tak twierdzą ojcowie, 
Choć mózgu nie mam, że mozg ostrzę w głowie. 
Także tą rożnych sposobów przysługą 
Raz bywam mistrzem a drugi raz s^ługą. 

449. Gadka VIII. 

Wszytek świat smętną napełniam żałobą, 
Krwią się nasycić nie mogę i łzami. 
Ojciec moj światłem będąc i ozdobą 
Świata, mnie rodzi między ciemnościami, 
Ztamtąd wyszedszy na świat zaraz z sobą 5 

Wynoszę ludziom śmierć, groby z marami. 
Kocham się w barwie czerwonej, lecz wszędzie, 
Kędy dowodzę, bez czarnej nie będzie. 

Rany rozdawam i odnoszę razy, 
Krew i roztaczam i stanowię w żyle ^o 



224 WlRYDARSi 4:50 

Jestem instrument i wstydliwej zmazy 

I wielkiej cnoty; kto mię w dobrej sile 

Zażywa, sławy pewien jest bez skazy, 

Której śmierć w żadnej nie skryje mogile. 
15 Gdy kogo zgładzę, zaraz się umyję, 

Zaraz się sta wszy mężobojcą kryję. 
Łakomy szuka, tyran mię zażywa; 

Nizko się rodzę, wysoko się noszę. 

Przezemnie granic królestwu przybywa, 
20 Często gwałt, często prawo z sobą noszę. 

Moc moja raz zła, drugi sprawiedliwa. 

Brzydkie postępki i czynię i znoszę. 

Barzo mię w każdym rzemieśle potrzeba, 

A snadź bezemnie nie zjadłbyś i chleba. 
-ó A kiedy przyjdzie rwać pokój domowy, 

Ja się najpierwej porywam do zwady 

I choć z obustron służyciem gotowy, 

Żaden mi przez to nie zadaje zdrady. 

Ja czynię panem, ja wkładam okowy, 
80 Gdy do mej siły przydasz zdrowej rady. 

Ty przed którym się ukrywam w tej chmurze, 

Wolisz mię zgadnąć, niżli czuć na skórze. 

450. Gadka IX. 

Nie widzi słońce pod swymi obroty 

Śliczniej szej boskiej nademnie roboty. 

Jam jest obrazem bóstwa i na ziemi 

Z ozdobami się równam niebieskimi. 
.') Kroi mi poddaństwo oddaje i mężni 

Bohatyrowie nie są tak potężni. 

Żebym nie miała nad nimi przewodzić. 

Zwycięzcy sami muszą u mnie chodzić 

W okowach ciężkich, ale z mojej ręki 
' Smaczne są pęta, dobrowolne męki. 

O dwór mi łacno i o szumne sługi. 

Chociaż odprawiam siła bez wysługi. 



^»1 WlHRŚZB A. MOtlSZTYNA 225 

Wesolam, a wżdy przez ozdoby swoje 

Wzbudzam tęsknice, płacze, niepokoje. 

Szkodzę i nie chcąc, a w tymem jest płocha, 15 

Że barziej temu, kto mię barziej kocha. 

Ślepymi czynię, a wżdy chciwym okiem 

Każdy mię kradnie i łakomym wzrokiem. 

Jakoż też sam wzrok każe o mnie sądzić, 

Jeżeli mu wprzód nie rozkażę błądzić. ^0 

W dzień osobliwej dokazuję mocy, 

Ale się we mnie kochają i w nocy. 

Młodość w mej krasie i świeży wiek płaci, 

Kto mię zbyt pieści, ten mię prędzej traci. 

Sama mię starość niż umrę zabija, » 

Lecz kto za zdrowie moje nie wypija, 

Drzewo lub kamień nie człowiek być musi. 

Chceszli mię zgadnąć, przypatrz się Jagusi. 

451. Gadka X. 

Białym małżonek czarnej miłośnice. 
Związany tak z nią w ścisłe tajemnice, 
Że mię rozdzielić same z moją drogą 
Nieba nie mogą. 
Sekreta chowam i oneż wydaję n 

Często tym, co mnie nic niewinnie łają. 
Wzniecam i pokój i zwady przyczynki 
I pojedynki. 
Każdy mi wierzy tyle jako sobie. 
Największy despekt odnoszę' w chorobie. 10 

Każdą rzecz, wstydu nie mając na czele, 
Wyrzekę śmiele. 
Wszędziem w obrocie; dwór, wojsko, sejmiki 
Nie obejdą się bez mojej praktyki. 
Poselstwa noszę i bywam też złoty, is 

Idąc w zaloty. 
Sam bez afektów rożne w ludzie leję. 
Gniew, miłość, śmiech, żal, bojaźń i nadzieję. 

Wirydarz I. IB 



226 WIKYDARZ 452 

We mgnieniu oka, choć nie mam czym płacić, 
• Mogę zbogacić. 

Śmierć nawet sama u mnie w ręku bywa 
I czas i wieki i pamięć skwapliwa 
I czego ludzki dowcip nie dopada, 

U mnie to składa. 
Łacno mię zgadnąć, bo i mówię z tobą 
I masz mię jawnie w oczach twych przed sobą 
1 zgadniesz, jeśliś na oczy nie głuchym 

I patrzysz uchem. 

452. Gadka XI. 

Ledwo się pocznę, tak zarazem ginę. 
Pókim żyw, poty wszyscy mię winują 
I tak zły przysmak wszyscy do mnie czują, 
Że ledwie śmiercią zniosę z siebie winę. 

Nic mi nie ujdzie i wszytko mi szkodzi, 
Lubo co rzekę lubo zamknę mowę; 
Każdy się strzeże i odwraca głowę, 
I ten się mnie przy, który mię urodzi. 

Głosu dobywam, kędy chłopi siedzą, 
Ale zaś z pany obyczaj nie żyję. 
Jednak się rzadko i miiczkiem ukryję 
I choć nie mówię, wszyscy o mnie wiedzą. 

Nikt mię nie widział, a choć z mądrą głową, 
Jak pocznę mówić, przedemną uciecze 
I nikt bez gadki śmiele nie wyrzecze, 
I zkądem wyszedł i jako mię zową. 

Kiedy alarmę w trąby swe uderzę, 
Zda się, że górna gromy miece strona, 
Ale się strzały nie boj i {)ioruna. 
Bo tam nie biję nigdy, kędy zmierzę. 

Wy panny jeśli zrozumieć tej gadki 
Trudno się wam zda, dajcie mi powoli 
A jeśli łaska wasza to pozwoli 
Ozwę się ja sam, wypuśćcie mię z klatki. 



4ó3— 454 WIBKSZK A. MORSZTYNA 227 

Jakoż was proszę więzień i chudzina, a 

Puśćcie mię wolno, a natychmiast snadnie 
Każdy mię, ktom jest, coście i wy, zgadnie, 
I rzecze, coś tu śmierdzi, pewnie bzu przyniesiono. 

453 Gadka XII. 

Każdy mię szuka, chociam dobrze skryty. 
Brzuch tylko sam mam, a gardziel niesyty. 
Nic nie połykam tylko co wprzód gęby 
Ludzkiej się tknęło i przeszło przez zęby. 
Nie służę zwierzom i ptastwu co leci, 5 

Tylko co ludziom i to oprócz dzieci, 
Którzy mię brzydkim napełnią stękaniem, 
Garło i usta szpetnym całowaniem. 
Jako u dworu, gdzie się każdy nęci. 
Tyło mam listów i tyło pieczęci. 10 

Każdy potrzebny bezemnie się wścieka. 
A po wygodzie przedemną ucieka ^ 

Fraszki tegoż podskarbiego koronnego. 
454. Przedmowa do wstydliwych. 

Ustąpcie, żartów kto nie znosi, i wy, 
Którym rumieniec zapala wstydliwy 
Posłuszną gębę, u których niewolny 
Język i za grzech stoi wiersz swawolny. 
Są u mnie wiersze, które na nieszporze » 

Może ksiądz śpiewać i mniszka w klasztorze. 
Ą.le ta książka odważna na grzechy, 
Rzezkie ma słowa i bezpieczne śmiechy. 
Wy rzecze co chce i bez wszej ogródki 



10 



1 WyHad: 1. M?yn wietrzny; 2. Koszula; 3. Pług; 4. Zboże; 
5. Śnieg; 6. Młotek; 7. Miot?a; 8. Żelazo abo Miecz; 9. Giadkość; 10. Pa- 
pier i inkaust; 11. Tylny gJos; 12. Kabinet potrzebny. 

15» 



^28 WiRYDAfeż 455-456 

W" tej księdze pióro opuszcza nadragi 
I wiersz moj chodzi jako w łaźni nagi. 

455. Do Piotra o swych księgach. 

Ledwieś na karty rzucił okiem pierwsze, 

A już się marszczysz, już szacujesz wiersze. 

Że nazbyt tłuste i niezawstydane 

I że w nich słowa nic nie obwijane. ^ 

6 Odpuść mi, Piętrze, ja to nie do szkoły 

Posyłam dzieciom, bo gdyby tam goły 

, łacnoby 

Do nowych niecnot nabyły wątroby. 

Ani tego chcę, aby mię Lojole 
10 Bracia czytaU i za Flakka w szkole. 

Tym ja szlę wiersze, ten je czytać będzie, 

Co dawno chodzi z kusiem po kolędzie, 

Kto nowicyat odprawił w Lublinie 

Na Czwartku, kto wie, jakie gospodynie 
15 W Warszawskiej baszcie, na Mostkach we Lwowie, 

Co za szynk w Smoczej Jamie przy Krakowie. 

Fraszkić to, bracie; 

Tak się wiersz nie zda, co przebiera w słowie. 
20 Nic nie są fraszki z wymytą paszczeką 

I które, Piętrze, co chcą, nie wyrzeka. 

I te się rymy podobać nie mogą. 

Które bezpieczną nie stąpają nogą. 

Przetoż mię nie chciej i spowiedzią straszyć 
26 Ani mi fraszek rozkazuj wałaszyć. 

Niech one śmiele, choćbym miał być w winie, 

Rrżą jak dryganci, niech kwiczą jak świnie. 

456. Nagrobek — 

Kuś umarł, kpy w sieroctwie. A coź będą czynić? 
I ktoregoź o tę śmierć z bogów będą winić? 
Parki nielitościwe, okrutne boginie, 



i 



^57 WIERSZE A, MORSZTYNA 229 

Czy nie wiecie, że z kusiem oraz i świat ginie? 
Mogłyście go zwyczajem starego zakonu 5 

Obrzezać, ciemnego nań nie przywodząc skonu. 
Mogłyście świata taką nie smęcąc żałobą 
Nieśmiertelną, choć ciężką złożyć go chorobą 

Ale żeście się z ostrą rzuciły nań kosą, 10 

Jedneż mary wasz naród wyniosą. 

Priape Lampsaceński, czyś spał? czyś pijany 

Nie uważał, jakie świat odniósł przez to rany, 

Żeś swojemu kumowi nie dodał pomocy 

I nie wywarłeś ojca wszytkich z ciemnej nocy? 15 

Nic cię wy prawnej ręki nie ruszą pieszczoty; 

Leżysz, a pan twój wiecznej ztąd pełen sromoŁy. 

Jaka strata na świecie! — umarł, który, 

Cokolwiek ziemię depce i powietrze piory 

Albo wodę skrzelami porze i samego 20 

Pierwszy po Bogu stworzył człeka rozumnego. 

On ociec wszytkorodny, co przez swoje 

Wszytkim otwierał ludziom do życia podwoje, 

On twórca umarł dziwny, on tak płodny tata. 

Który wszytkie napełniał pustki tego świata. 2f. 

Bez niego płodność swoje utraci stworzenie 

I świat na obrzydliwe przyjdzie spustoszenie...^ 

457. Nieobiecany kąsek. 

Ktokolwiek pod chorągwią cnej Wenery służy. 
Niechaj nie desperuje, choć mu się zadłuży 
Kupido w darowną czwierć i chociaż posługi 
Bez suchedni na słowie trzyma przez czas długi. 



1 Dwie karty wycięto; koniec tego wyuzdanego, ale w dalszym 
ciągu bardzo ciekawego wiersza zachowały inne rękopisy. Podobnie i na- 
stępny wiersz (wejście baby przerwało i uniemożliwiło gody miłosne, jakich 
po najdłuższej służbie doczekał się kochanek), wycięciem dwu kart pozba- 
wiono połowy (po w. -44); cały jest np. w rękop. Czartoryskich nr. 1888. 



230 WIHYDARZ 457 

5 Jedna godzina tyle słodkości przyniesie, 

Że ich i wyćwiczone serce ledwo zniesie, 

I czasu strawionego prawie bez korzyści 

Zapomni się, jak prędko obietnicę ziści, 

Jak żeglarz zapomina szturmów nawałności, 
10 Gdy się w domowym porcie z kotwicą rozgości 

I żołnierz krwie wylanej, trudów i ucisku, 

Kiedy wzięty łup dzieli na pobojowisku. 

Ale, jak wygrać miło, tak też z drugiej strony 

To z sobą boi, to niesie żal nieutulony, 
15 Kiedy już przy nadziei i pod obietnicą 

I z przykrą uczyniwszy rozbrat już tęsknicą. 

Tak długo zasłużony w okamgnieniu snadnie 

Nieobiecany kąsek i z gęby wypadnie. 

To jest męka, nad którą Awernu ciemnego 
^0 Trzej sędziów nie zmyślili nic okrutniejszego. 

Nie tak trapi oracza, że mu się nie rodzi, 

Jak gdy dojrzałe niwy zabiorą powodzi. 

Ale pocoż mam piekła wzruszać, ja tej gadki 

Potwierdzę swym przykładem i swymi przypadki. 
'<i5 Rok i sześć niedziel wczora, jako mię w okowy 

(Jak o głowę, tak dekret znosiłem surowy). 

Śliczne oko wprawiło, któremu ni bronić 

Mogłem się, ni przed jego promieńmi zasłonić. 

A nie barzom też i chciał, bo mi się tak zdało, 
»o Że bez niego w wieczną śmierć zmierzchnąć mi się miało. 

Jakżem siła ucierpiał, jakież na mię biły 

Ustawiczne kłopoty, jakie na mię siły 

I trój pot występował, cóżem musiał znosić, 

Niżem się rezolwował o receptę prosić? 
3'^ Lecz i z tym gorzej było i co leczyć miała 

Ta śmiałość, tym mię w cięższe paroksyzmy wdała. 

Szczęśliwe to zaloty i wolności strata, 

Za którą idzie w jej trop niemy Ina zapłata; 

Szczęśliwe łzy, kochana które ręka ściera, 
40 I rany, które jedna daje i zawiera. 



'l'^7 WIEi{SZK A. MORSZTYNA 231 

Jam nie byl na tych godach i końca nie chciano 
Słuchać, a cożby myślić o recepcie miano. 
Łacniejbym byl dwu dębu nachylił ku ziemi 
I nowy AIexander rozdarł Bessa nimi . . . 

45 

Wszytkie zawody na ten pożytek mi wyszły, 
Jako kiedybym posiał pszenicę wśród Wisły... 
Mnieć nie postrzegła, ale za moje nie stoi. 
Znowu się nowej pracy serce moje boi. 

przeklęte nasienie, mogłaś mię zostawić .ód 
Przy niej 

Przy twej obrzydłej twarzy, sprośnej obecności, 

Nie wabiłyby na się najgładsze nagości. 

Zmarskić czoło zorały, szczęki na doł spadły, 

Jagody aż przez zęby do języka wpadły. 56 

Oczy jak wróble gniazda, łez i gnoju pełne. 

Stawy porozciągane, członki niezupełne. 

Boki zapadły, właśnie jak doły od rzepy; 

Nogi się po włącza ją, jak stłuczone cepy. 

Pojrzenie krzywouste i nos zakrzywiony <•) 

W gębę patrzy, na straży zębom postawiony. 

Pouciekały przednie a te, co zostały, 

Color di merda barwę na się przyodziały. 

Brzuch i przez pas wah. a choć pod pasany 

Tłucze się po zsiniałych udach nad kolany. 65 

Cycki jak rzemień zmokły, gdy go wyprawiają, 

Wiszą i z brodawkami aż pępa sięgają. 

Trzecia ozdoba wisi u garła przeklęty 

Pęcherz, jako wieprzowy od chłopiąt nadęty. 

Usta się zawsze pienią, gęba się skrzywiła 70 

1 tymże co pod pachą smrodem zaraziła. 
Brwi jako u niedźwiedzia roztarchane wiszą, 
Łeb jak skora, na której przywileje piszą. 
Każdą kośćby policzył, sama tylko skora 

Z kościami w twoim ciele żyje samowtora. 75 

Własnaś mumia żywa, abo obieszony 



232 WIRYDARZ 457 

ścierw i na szubienicy trzy lata wędzony. 
Przeklęte wszytkie baby, jakże ony wiele 
Uciech młodym popsują i w smutek wesele 

80 Obrócą, a z zazdrości, bo tą szczyrze żyją. 

Zazdrość u nich za duszę; od niej samej tyją. 
Ztąd te otwarte groby, djabelskie poczwary^ 
Skeleta samorodne i wszytek cech stary 
Młodym dziewkom, którym ich za straż przystawiają, 

85 Nie dozwalają, o co same już nie dbają. 
Ale choćby też dbały, szalałby w miłości, 
Ktoby ich stare porwał obierać się kości. 
A trudno ich w czym podejść: djabeł mądr bo stary, 
Ostatek od latawców wiedzą i przez czary. 

90 Trzy dziewięci rozumów mają i sztuk tyle. 

Że ich na Twardowskiego nie zjeździsz kobyle. 

Łąka bez błota, gadzin, jaszczurki i węża, 

Młoda pani bez złego i starego męża, 

Niebo bez chmur, miód bez pczoł, róża bez kolących 

95 Szpilek, morze bez wiatrów okręty burzących. 
Żywot ten nasz bez śmierci, jezioro bez żaby 
I świat bez chyby byłby piękniejszy bez baby. 
Ale nacoż im łaję, co mi za nagroda, 
Że im dawną pieśń śpiewam? I słów było szkoda. 

100 Wszyscy wiedzą, jak jest rzecz sprośna być tą babą, 

Czego każdy wziąć może ztąd próbę niesłabą. 
Że białegłowy nie chcą żadną miarą, aby 
Choć im lata dokuczą, miano ich za baby. 
Ja tę swoje zwać na złość babą będę, abo 

105 Chceszli zgody babo. 

Nadzieją mi żyć przyjdzie, że się ten czas wróci, 
Kiedy się też na młynek moj woda obróci. 
Wszak często chmurne niebo słońce wypogodzi 
I śmiech z płaczem w jednymże tańcu rej zawodzi. 

110 Jam też pewien 



458-459 WJKRSZK A. MORSZTYNA 233 



458. Nowe ziele. 

Między inszymi, których ogród moj ma wiele, 
Osobliwie panienki lubią jedno ziele, 
Które rwą nie na wieńce, zdobić własne czoła, 
Nie na rownianki, nie na poświat do kościoła. 
Nie wąchać, nie na trumny, nie na nieboszczyki, ł 

Nie wódki distilować, ani do aptyki. 
A to ziele nie jest mak gnuśny, ani wiosny 
Pierwiastkowie fiałki, nie co kwiat niesprosny 
Rozwijają lilie, ani powój kręty, 

Nie drogimi tulipan przywiezion okręty, lo 

Nie róża skropiona krwią naj gładszej boginie. 
Nie wartownik słonecznik, nie kwiat na jaśminie. 
Nie stokroć, nie majeran, zapachem niebrzydki; 
Insze to ziele, insze ma swoje pożytki... 
Pąk z wierzchu, jako i kwiat, zawsze się zieleni i* 

I w tęgie mrozy swego szarłatu nie mieni. 
Pracy z tym zielem niemasz, i we dnie i w nocy 
Możesz go sadzić; lubo wiatry od północy 
Zimę niosą i wicher, lubo dmy południe 
Nadętą gębą zefir puszcza, wschodzi cudnie. w 

Toż jest zimie, toż lecie i odmiana czasu 
I obrót roku nic mu nie dają niewczasu. 
Ani gruntu upatruj, ni się o uprawę 
Staraj, wszędzie się przyjmie i najdzie swą strawę. 
Choć go w podłużną brozdę, choć w okrągły dołek 25 
Wsadzisz, wszędzie wesoły podniesie wierzchołek . . . 
Wtenczas już rękę zniesie i znój ogrodowy, 
I jak palma podnosi pod ciężarem głowy... 

(Siedm kartek wycięto). 



459. Na skąpego. 

Pokazujesz mi chwalebną szklenicę. 
Którą nad wszystkie szanujesz świątnice, 



234 WUIYDARZ 460-462 

że na niej dawne dyamentu rysy 
I wszytkich krolow od Piasta podpisy, 
5 Że dawniej w domu twoim niźli owa 

Solna w Wieliczce, blizko od Krakowa. 
Aż starymi się pyszniwszy kielichy 
Wino w nich młode dajesz i z pod wiechy. 

460. Przyjaźń padska. 

Przyjacielem mię zo wiesz, ba i bratem, 
Ale ja widzę, nie utyję na tym. 
Nic mi nie dajesz, choć mię widzisz w nędzy, 
Ani bez lichwy pożyczysz pieniędzy. 
5 Ani też bywam na twoim obiedzie 

A jeśli bywam, każdy mię posiędzie. 
W tym tylko widzę, żeśmy przyjaciele. 
Iż sobie przy mnie popierdujesz śmiele. 

461. Rogi. 

Akteon jeleń dał garło na łowię; 

Rogi się jego zostały w Krakowie. 

Psi pana zjedli nieszczęsnym przypadkiem, 

Rogi Warszawa wzięła po nim spadkiem. 
5 A chociaż go to szyndowali pilnie. 

Rogi się przecie pozostały w Wilnie. 

Owa gdzie się dwór choć krotko zabawi, 

Rogi wnet na łeb gospodarzom wprawi. 

I zaraz poznać to rogate bydło, 
10 Trudno się w worze ma zataić szydło. 

462. Do stryja K 

Zdrowy mi nic nie dajesz; po tobie dziedziczę, 
Jeśliś nie głupi, możesz wiedzieć, czegoć życzę. 

* Dopisane na boku; hyto już wyżej, nr. 408. 



^68 465 WiKUSZB A MOR.SZTYNA 235 



463. Na zazdrosnego. 

Radeś gościom, lecz poty, póki który z boku 
Nie obróci bezpiecznie ku twej żenię wzroku. 
Ale jak który na nię pojrzy chociaż z dołu, 
Kwasisz się, ba i każesz wstać paniej od stołu. 
Trudno oczom zabronić tak smacznej swej woli. 5 

Dałeś inszą, nie brońże i tej dobrej woli. 
Byłeś nam jadłem, piciem, przynuką ochoczy, 
Tyś nas napasł, niechmy też napasiemy oczy. 
Inaczej jeśli to nam twoja zazdrość gani, 
Prośże ślepych drugi raz a niech siedzi pani. 10 

464. Kontrowersiej uspokojenie. 

Zgodziwszy się ktoś po zwadzie, 

Pektorał paniej zostawił w zakładzie. 

A ona afekt chcą pozyskać nowy, 

Zegarek zato dała mu stołowy. 

Więc nie wiem, co to za nagła odmiana, 5 

Że zaś pektorał u dawnego pana. 

Pani się też swym chce cieszyć zegarem, 

Znać, że go ruskim darowała darem. 

Musiała sprawa pomknąć się do sądu, 

Kędy nie mogąc z stronami dojść rządu, 10 

Taki padł dekret, za którym już obie 

Będą się barziej miłować osobie. 

Ponieważ pani sędziom powiedziała, 

Że go na nowe gospodarstwo dała... 

465. Na Pawła. 

Paweł się w Zośce kocha, a niech mi odpuści, 
Niemasz w czym; nos ma długi, zęby jak czeluści, 
Łeb roztarchany, dłuższa jedna drugiej nogi. 
Pazury jak do lutnie, na grzbiecie garb srogi. 
Jedno oko niedawno straciła w chorobie. 6 

Ona na jedno oko ślepa, on na obie. 



236 WIRYDARZ 466—469 



466. Do tegoż. 

Siła wierzy, kto towar kładzie na okręty, 
Siła wierzy w Krakowie Tucy i Orsety. 
Siła wierzą na kredyt Izakowe sklepy, 
Ale więcej nasz Paweł: żeni się, choć ślepy. 

467. Dary bogów. Kolęda. 

Jowisz rozumuć naplwał pełną głowę, 
Ateńska Pallas dała swoje mowę, 
Neptunus trydent, wyjąwszy ząb srzedni, 
Rzymski zaś Janus tylny nos i przedni, 
6 Apollo kostki i lutenne karty, 

Rogaty Satyr dał wesołe żarty, 
Odryzijski Mars męstwem cię darował, 
Wulkanus w kuźni łeb ci zahartował 
(Świadczą to wschody, któreś nim przesklepił), 
10 Kupidoć serce, twarz Bachus ulepił. 

Inszym się bogom wiedzieć nie dostało, 
Kiedyś się rodził, ztąd darów tak mało. 

468. Sen. 

Dwie bramie, jako poeto wie bają 
Są w piekle, które sny na świat wydają. 
Pierwszą rogowe podwoje obwodzą, 
A tą prawdziwe sny zawsze wychodzą. 

ft Drugą słoniowe, koło tej się bawią 

Sny te, które się nigdy nie wyjawią. 
Śniłoć się, pani, żeś dziś u mnie była. 
Ten sen słoniowa forta wypuściła 
I wyszedł pewnie z piersi twej słoniowej. 

10 Ale ty straży uszedszy mężowej 

Przydź knam, za wodzem idąc ślepym bogiem, 
Sen będzie prawda i wróci się rogiem. 

469. Do baby. 



J 



470—473 WIERSZE A. MORSZTYNA 237 



. 470. Do tejże. 

471. Do Włocha. 

Przedajesz, Włochu, weneckie towary, 
I masz niemały pożytek z tej miary. 
Ale co przedasz, toć się już nie wróci, 
W mieszkuć przybywa, a sklep ci się kroci. 
Widzęć handlowniej z żoną idzie praca, 
Go noc ją przedasz a za noc się wraca. 

472. Na białegłowy. 

Zły jest krokodyl, bo płaczem uwodzi, 
Zła i syrena, bo swym głosem szkodzi, 
Zły wąż, bo skryty w trawie żądłem kole. 
Zły zdrój choć cudny, kiedy rodzi bole. 
Większą biała płeć szkodzi oraz szkodą, 
Płaczem i głosem, skrytością, urodą. 

473. Do Walka. 

Źle mię udano, żem cię przy bankiecie 
Rogaczem nazwał; kto to udał, plecie. 
Przysięgam, Wałku, przez Miner wy sowę^. 
Przez ucho Midy, przez szwajcę Marsowe, 
Przez dyszel Febow, przez Sylena rogi, 
Przez brzuch Bachusów, przez Tetydy nogi, 
Przez kozik Faunów, Atropy nożyce. 
Przez młot Wulkanów, warkocz Berenice, 
Żem tego nie rzekł; tom rzekł, com ci w uszy 
Gotów powiedzieć, co cię nie obruszy. 
Co sobie baby śpiewają ną trecie, 
Co każdy człowiek wie w naszym powiecie, 
Co sam z niewielkim przyznasz mi kłopotem. 
Żeś do swej własnej żony jest koczotem. 

Dopisano: forma przysięgi. 



238 WIKYDAKZ 474 478 



474. Na żony. 

U Traków^ kiedyś kupowano żony, 
Teraz ten zwyczaj i słusznie zniesiony. 
Teraz się panna na posagu wiezie; 
Nikt darmo gnoju z. domu nie wywiezie. 
I jeszcze mi to nie zda się w tej mierze, 
Że panna pierścień od młodzieńca bierze. 
Niech się ten zwyczaj opaczny poprawi, 
Niech ta da pierścień, ow palca nadstawi. 

475. O kruczku. 



476. Na starego. 

Młodym się czynisz sposobem nie nowym, 
Kopcisz się ługiem i czeszesz ołowem. 
Nie odrwisz śmierci, zna ona tę sztukę 
I zerwieć ze łbem fałszywą perukę. 

477. Do Wawrzyńca. 

Chcąc stare ryby przywabić do brzucha, 
Przykładasz młode, Wawrzyńcze, do ucha. 
Wiadomym żartem, i pytasz ich, jeśU 
Wiedzą, gdzie racy dziadusia roznieśli? 
Chceszli dobrego kunszt wyprawić wnuka. 
Nie ryb się o to pytaj, ale kruka. 

478. Do jednej. 

Parys gdzieś widział nago trzy boginie, 
Lecz te trzy ja też widzę w tej dziewczynie. 
Bo jest w wspaniałym właśnie Juno chodzie, 
Minerwa w cnocie i Wenus w urodzie. 

* W druku fałszywie: Turków. 



479- 481 WItCRSZE A. MORSZTYNA 239 



479. Item na tęż. 

Gdy się o cug gładkości przy jabJku s warzyły 
I po sądzie z nierówną cerą rozchodziły 
Trzy swariiwe boginie, dałyć po klejnocie, 
Żeś Wenus w twarzy, Juno w chodzie, Pallas w cnocie. 

480. Nimfie myśliwej. 

Niech twoja myśl ciekawa na obłów nie waży, 
Bo Dyanna, u której jesteś, panno, w straży, 
Samać nażenie zwierza na ostre oszczepy, 
Samo się spieszyć będzie ptastwo na twe lepy. 

481. Do JE. Mci pana Sobieslciego, marszałka i hetmana w. kor., 

wiersz Imci pana podskarbiego kor., gdy mu groził, że miał 

w jego ogrodzie swoje draganłą rozłożyć i rozkwatyrować. 

Jabłka, gruszki, wiśnie, śliwy 
Proszą, panie miłościwy. 
Żeby twoi źli żołnierze 
Zawarli z nimi przymierze. 
Omyłkać to jest i szkoda, 
Czynić fortecę z ogroda 
I równać go z szańcem którym. 
Lubo obwiedziony murem, 
Niemasz w kortynie szyslochu, 
Niemasz kul, chybaby z grochu, i 

Niemasz dział oprócz sikawki, 
Ani lawet tylko ławki. 
Miasto oręża, nożyce. 
Cyrkiel, kozik do winnice, 

Dzban, kołki, taczki, drabiny, i 

Nie do szturmu, do drzewiny. 
Sznur drutowy miasto lonta. 
Siarki na mrówki poł funta, 
Łapica na mysze dusze 
I na krety cztery kusze. 2( 



240 WiRYDAttŻ! ^-dl 

Owa wieża jak dzwonnica 

Kunszt to wodny, nie strzelnica 

I tylko z niej grube rury 

Wodą strzelają do góry. 
25 Coż to tedy po tym huku, 

Jakbyś dobywaj Bołduku 

Abo jako Hiszpan, kiedy 

Szturmował do sławnej Bredy. 

Kurnik to i klatka ptasza, 
30 Ktorać się w obronę wprasza 

I podaje swoje sady 

Na gnady i na ungnady. 

Przydaj wartę, żeby z drzewa 

Żołdat nie struł sobie trzewa; 
3:-. Śliwki szkodzą i te knechty 

Poszlą wnet do grobu piechty. 
• Przytym kto tu grabi, plewie 

Lub w Adamie lubo w Ewie, 

Ogrodnik, człowiek spokojny, 
40 Nie chce i o żonę wojny. 

Gani Atrydesa fochy, 

Za błazny ma wszystkie Włochy. 

Strzeż też Boże co ściąć ze pnia, 

Pociecze krew z bożka Wstępni a, 
46 Bo tu w pniaku i gałęzi 

Bogini się jakaś więzi. 

Tu jest Daphnis, tu syreny. 

Córka płacze swej Mareny. 

Tu płaczą swymi zrzenice 
60 Siostry głupiego Woźnice 

A Priapus zdjąwszy portki 

Strzeże jako zwykł u fortki, 

I kto go znieważy, panie. 

Temu do śmierci nie wstanie. 
56 Odwroćże się, moja rada, 

Od ogrodu i od sada, 



4-82—483 WlERSUE A. MORSZTYNA S4l 

Łacna zdobycz, mało sJawy, 

Masz ty głowniejsze zabawy. 

Bij Tatarów pod Komarnem, 

Uczyń Nuradyna karnym. eo 

Dwadzieścia tysięcy cztery 

Połóż, a odbij jassyry. 

Niech nienawiść z jadu mdleje 

Widząc Murzy i Gereje, 

Gdy drudzy są przy podwikach, gb 

U twego rycerstwa w łykach. 

Podź i dalej i Podole 

Odbierz, oprzy się w Stambole 

I niech po twym mężnym boju 

Krzyż tryumfuje w zawoju. 70 

Niech Bog szczęści! kto w tej wojnie, 

Niech mu się poszczęści hojnie, 

A tego niech djabeł ciśnie, 

Co mi wlezie na me wiśnie. 

482. Rozrywka. 

Chciałbym cię z dusze, dziewczę, pocałować, 
Ale muszę wprzód to w sobie uknować: 
Oczy są tego godniejsze czy usta? 
Taka to we mnie z twej łaski rozpusta. 
Przecie ja do was, oczy, serca mego b 

Zwierciadła, gwiazdy nieba miłosnego — 
Mylę się, do was raczej się udaję 
Rubiny żywe, których ogniem taję. 
Bo oko płaczu studnicą jest, a wy 
Nie wydajecie jedno śmiech łaskawy. 10 

483. Deklaracya w miłości. 

Jeśli chcesz mnożyć miłość gniewy twymi, 
Mam tyle siły nad ogniami mymi, 
Że z sideł, które twe stawiają oczy. 
Rozum wyskoczy. 

Wlrydarz I. 16 



242 wiRYDARz 484—485 

5 Chceszli, abym się w tobie kochał wiernie — 

Bez tamtych figlów; bo chociaż niezmiernie 
Kocham, jednak w bok natychźemiast skoczę, 
Jak zdradę zoczę. 
Musiałbym się wnet z miłością powadzić, 
10 Gdyby mię chciała na męki prowadzić. 

Ja czekam od tej, która mię tak wierci, 
Zdrowia, nie śmierci. 
Kto syt żywota, niech inaczej żyje, 
Mnie żaden z mego mniemania nie zbije, 
15 Że po pogrzebie największe kochanie 

Za figę stanie. 

484. Do Jana. 

Tobie, moj Janie, tobie przed wszytkimi 
Wiersz się moj kłania i między pańskimi 
Ścianami, gdzie się służba twa zawiera, 
Ciebie się Muza nawiedzić napiera. 
Drwać to do łasa i do Aten sowy. 
Słać ci wiersz, który u ciebie gotowy. 
Ale i bogom, chocia też nie głodni, 
Choć ich wiatr pewnie nie zaleci spodni, 
Przecie im kurzą, przecie z uniżenia 
10 Chleby im kładą i całopalenia. 

485. Nowy Samson. 

W ciepłe południe, kiedy znój był srogi, 

Płokała Jaga po kolana nogi. 

Co widząc rzekłem: O jako szczęśliwy 

Nad Herkulesa, co wytracił dziwy, 
r, Kto te przeszedszy marmurowe słupy 

Pisał: Plus ultra, odniozszy z nich łupy. 

Bo trzymam, że tam droższe są gotowe. 

Niż gadytańskie skarby, niż wschodowe 

I gdyby wolno do nich się pokwapić, 
10 Śmiałbym, jak Samson mocno je obłapić 



486—487 WiKftSZE A. MORSZTYNA 2tó 

I nie bałbym się zatrzasnąwszy nimi, 
Powalić się z tym budynkiem na ziemi. 

486. Sposób do zgody. 

Ukradła serce, dusze mię zbawiła 
Pieszczona ręka i zaraz się skryła 
W perfumowaną rzymską rękawicę 
I w tę w znój srogi wstąpiła piwnicę. 
Nie dziwuję się, bo tak złodziej czyni, 
Kryje się pilno, kiedy co zawini; 
I zbójca kiedy na lesie dowodzi, 
W odmiennej sukni i maszkarze chodzi. 
Jać się o kradzież nie będę prawował 
Ani o rozbój będę następował, i 

Tylko niech winny szuka ze mną zgody 
I da się na znak całować ugody. 

487. Zapał miłości. 

Kupido kiedyś ukochanej żony^ 
Odbiegł, kropelką oleju sparzony, 
Gdy mu się w nocy z lampą przypatrzała; 
Tak ta dziecina ognia niestrzymała. 
Jeżeli uciekł bożek ten miłości 
Przed sparzeliną, czemuż w gorącości 
Pałającego ja mieszkam płomienia? 
Przecz się nie chronię swojego zginienia? 
Etna siarczysta choć uslawnie gore, 
Hekla, choć ognie womituje spore, i 

Tyle zapału w wnętrznościach nie mają. 
Jak go me piersi w sobie nakrywają. 
I kanikuła zda się, że świat chłodzi. 
Względem płomienia co mi w sercu szkodzi. 
Niemały ogień snadź Troja wydała, ] 

Kiedy zdradzieckim pożogiem gorzała, 

* Dopisano: Psyche. 

16* 



244 WiRYDARŻ 488-489 

Ale zdałby się i ten pożar mały, 

Gdyby się z nim me ognie równać miały. 

Ustał nakoniec i ten ogień w Trojej, 
20 Kiedy dotrą wił materiej swojej, 

Ale ten, co mię tak bezmiernie piecze. 

Wtenczas mi zniknie i wtenczas uciecze, 

Kiedy strawiwszy wszytkie wilgotności, 

Pośle do grobu już spalone kości. 
25 Lecz póki stanie w człowieku żywota, 

Twoja to wszytko, tyranko, robota! 

488. Na wachlarz oddany. 

Co mi wiatr czynić, co mię chłodzić miało, 
To mię płomieniem żywym podżegało. 
Czym ja to płomień, na który gdy wieje 
Kuchenna ręka; tym prędzej niszczeje? 

5 Bojąc się tedy, żeby w tydzień święty, 
W który z serc naszych Kupido wyklęty, 
Nie nagabał mię wiatrem bożek młody, 
Odsyłam modlitw i skruchy przeszkody. 
Jednak chcę, abyś wiedziała i o tym, 

10 Żem barziej sługą twoim niż dewotem. 

489. Enigma 1. 

Jeśliże pragniesz wiedzieć, która była, 
Która mię w sidła niezbyte wprawiła, 
Albo kogom ja śpiewał i kładł słońcu 
Równą, to zgadniesz na tych liter końcu. 

6 Godny moj ogień, żeby go nie dusić. 

jakom darmo chciał się o to kusić! 
Nie kryję go też, wszak go pełne księgi 
Moje wyświadczą, jako mi był tęgi 

1 jako miły, że dla jego wagi 

10 Egipskie prawie wytrzymałem plagi. 

* Anagram: Jagnieszka Kromerowna. 



*90 WIERSZE A. MORSZTYNA 245 

Eleusys niechaj swoje tajemnice 

Roczne ukrywa, ale gdzie tęsknice 

Srogie zadaje miłość wielkim gwałtem, 

Osobliwym to może wywrzeć kształtem. 

Żaden też oprócz niemego nie strzyma 15 

Wygód, którymi Wenus swoje wzdyma. 

Każeszli jednak, o moje kochanie, 

Niech w ciemnej nocy imię twe zostanie, 

Ale tak lepiej, u mądrych nie zginie. 

Ci nic nie rzeką, a głupi pominie. ao 

490. Fragment z gratulacyj na nowy rok rodzonej 
siestrze wyjęty. 

Wczora stary rok o wieczornej dobie 
Pogrzebion, nowy dziś w kolebce wstaje. 
Tak ptak, co wonny grób uściela sobie 
I śmiercią swoją czci sabejskie kraje, 
Złożywszy starość w gorającym grobie, 5 

Odmłodniałym się z perzyny wydaje. 
Tak i Anteusz, matki naszej plemię, 
Uduszon wstaje, dotknąwszy się ziemie. 
Tak i odcięta od własnej gałęzi 

Latorośl, w nowym pniaku się przyjmuje. 10 

I smok dorosły afrykańskiej więzi 
Łupież porzuca, kiedy wiosnę czuje. 
Tak i jedwabny worek, co go więzi, 
Robak na nowy żywot przegryzuje. 

Tak i jaskółki zbywszy zimnych lodów 15 

Dobywają się lecie z mokrych chłodów ^. 

Niechżeć się ten rok szczęśliwie powodzi, 

Niech ci się wiedzie, jako pragniesz sama. 

Niechaj ci wiosna tak wesoła wschodzi. 

Jak przed upadkiem bywała Adama. 20 

Dopisano: icetera desiderantur*. 



246 WmYDAUZ 4;91 

Niech ci tak lato wszytko hojnie rodzi 
jorsFOwi Jako wnukowi starego Abrama, 
Jesień nie szkodzi żadną niepogodą 
Ani z ubraną w sople zima brodą. 

2ó I pan, co wieczne kieruje obroty 

I wszytkich fortun zawiaduje kołem, 
Niechaj od ciebie oddala kJopoty 
I dni z wesołym da zażywać czołem 
I gospodarskie niech szczęści roboty, 

30 Hojnością w gumnie, w spiżarni, za stołem 

I dać (wszak życzyć i tego godzi się) 
Drugiego syna i drugą Jadwisię. 

491. Na obraz odmówiony. 

Proszę o obraz malarskiej nauki 
A ty zła dziewko żałujesz mi sztuki 
Płótna i nie chcesz dziełem cudzej ręki 
Wiecznego sługi ulżyć srogiej męki — 

5 Moja zaś wierność, byłeś tego chciała, 

Krwią by cię własną rada malowała. 
Czemuż mi rzeczy tak hchej żałujesz? 
Goć tym ubędzie, że cień swój darujesz? 
Ty mi nic nie dasz, a ja wezmę siła, 

10 Tak będziesz służbę bez kosztu płaciła. 

Nadzieję serce posługi tym traci, 
Że mu fałszywej odmawiasz postaci. 
Bo jakoż się tu spodziewać nagrody, 
Gdy 1 zmyślonej nie chcesz dać urody? 

15 Jako same rzecz obiecować sobie. 

Kiedyś tak droga i w niemej osobie? 
Ja tego inszej nie widzę przyczyny. 
Tylko żeć ciężko siedzieć poł godziny 
I tak cię tam coś użega do ławy, 

2;i Że statku niemasz do malarskiej sprawy. 

Ale po coż też o ten obraz proszę, 



492—495 WIERSZE A. MORSrriWA 247 

Kiedy cię żywą w sercu swoim noszę. 
Nie malowaną (mogłaby być zmytą), 
Lecz wykonaną twardo i wyrytą. 

492. Pijanicy. 

Grozisz się wszytko, że chcesz pojąć żonę; 
Jak się opijesz, stłuczesz się i onę. 
Raczej, moj bracie, niech cię pojmie żona 
I wyprowadzi z karczmy pod ramiona. 

493. Nagrobek młodej paniej. 

Wszytko to, czego ludzie pragną na tym świecie, 
We dwunastym ta pani odprawiła lecie. 
Była dzieckiem, dziewczęciem, była panną gładką, 
Szła za mąż, porodziła i umarła matką. 
Nie swarz się żaden z śmiercią dla tak prędkiej straty: 
Baba tu leży życiem, chocia młoda laty. 

494. Bogactwo. 

Nie jest bogacz nad żebraka szczęśliwszy, 
Ani też żebrak nad bogacza chciwszy. 
Bogacz klejnotów, żebrak pragnie chleba. 
Tak obaj głodni, a temu mniej trzeba. 

495. Przyjaciółka. 

Taką dziewczynę lubię do zabawy. 
Co się nie strzeże, nie wgląda w me sprawy. 
Wnet się powadzi, wnet pojedna zasię, 
Czując, że przecie wiemy cosi na się. 
Niech mi się nazbyt cnotliwą nie czyni, 
I niech upornych odmów mi nie czyni. 
Niech będzie gładka, żartem się nie brzydzi. 
Dać się obłapić przy ludziach nie wstydzi. 
Bo jeśli będzie czysta, bojaźliwa, 
Dbała na sławę, zazdrosna, wstydliwa. 



10 



248 wiRYDARZ 496-498 

Do tej się serce moje nie przysiędzie, 
(Brzydko i wspomnieć) już ta żoną będzie. 

4%. Żona myśliwemu mężowi. Sonet. 

Kto się wprzód w dzikiej zakochał zdobyczy 

I począł straszyć niedościgłe łanie, 

Kto wprzód ulubił i pole i szczwanie 

I pierwszy wywarł abo zemknął smyczy, 
' Kto tę uciechę, że mu pies skowyczy 

Zmyślił, abo że nad przepiórką stanie. 

Nic mu dobrego serce me nie życzy. 

Bodaj był od swych, która mnie tak szkodzi. 

Poległ ogarów, jak Akteon, zgraje. 
' Nie próżny moj gniew, nie to mię obchodzi, 

Że mi wesołe pustoszeją gaje, 

Że owsa siłę w osypkę wychodzi, 

Ale że rano mąż odemnie wstaje. 

497. Pieszczoty. 

Ta w której ręku żywot moj i zdrowie, 
Pieści się ze mną i dzieckiem mię zowie. 
Ale kiedy chcę jak małe dzieciny. 
Trochę bezpieczniej poigrać bez winy, 
. Ostro się stawia, na śmiałość narzeka, 

I już i piersi dziecięciu umyka. 
Dotknęli się jej zwycięzkim orężem. 
Wnet mię nie dzieckiem uzna. ale mężem. 

498. Do Jagnieszki. 

Trudno zrozumieć, co się w ciebie wlewa, 
Takeś odmienna i takeś pierzchliwa. 
Raześ mi frantem, a drugi raz szczyrą, 
Raz przyjacielem, drugi raz przechyrą, 
i Raześ mi wierna, drugi raz mię zdradzisz, 

Raz się pojednasz, drugi raz powadzisz. 



499 502 WIERSZE A. mor^ztyna 249 

Tak cię natura chciaJa wykształtować, 

Że nie wiem jako z tobą postępować. 

Boże, żeś nie dal do serca okienka, 

Żeby zrozumieć, jaka to Jagienka. lo 

499. Comparatia. 

Twarde z wielkim żelazo topnieje kłopotem, 
Twardy dyament żadnym niepożyty miotem, 
Twardy dąb stary wiekiem długim skamieniały, 
Twarde skały na morskie nie dbające wa/ły: 
Twardszaś ty, panno, której łzy me nie złamały, a 

Nad żelazo, dyament, stary dąb i skały. 

500. Item. 

Biały polerowany alabastr z Karary, 
Białe mleko przysłane w sitowiu z koszary, 
Biały łabęć i białym okrywa się piórem, 
Biała perła nie częstym używana sznurem, 
Biały śnieg świeżo spadły, nogą nie deptany, 5 

Biały kwiat liliowy za świeża zerwany: 
Ale bielsza mej panny płeć twarzy i szyje. 
Nad marmur, mleko, łabęć, perłę, śnieg, lilie. 

501. Item. 

Oczy twe nie są oczy, ale słońca właśnie 
Świecące, w których blasku każdy rozum zgaśnie. 
Usta twe nie są usta, lecz koral rumiany, 
Których farbą każdy zmi/si zostaje związany. 
Piersi twe nie są piersi, lecz nieba surowe, 5 

Których kształt wolą nasze zabiera w okowy. 
Tak oczy, usta, piersi, rozum, zmysł i wolą^ 
Blaskiem, farbą i kształtem^ ćmiąy uńązuy niewolą. 

502. Item. 

Sroga jest żmija żądłem jadowita. 
Sroga i miłość ludzkich !ez niesyta 



250 WIRYDARZ 503 504 

Srogie tygrysy Hirkańskiej pustynie, 
Srogie są lwice, gdy im szczenię zginie. 
5 Sroższaś ty Jago od swojej Woźnice 

Nad żmiję, miłość, tygrysy i lwice. 

503. Item. 

Nie każda gwiazda takie światło toczy, 
Jaki blask twoje wydawają oczy. 
Włosy nad złoto sidła są zdradliwe, 
W które ty, panno, łowisz serca chciwe. 

5 Z karmazynowym zaś koralem usty 
Zrównasz, które nas wabią do rozpusty. 
Piersi bez mleka, ale równe mlecznym 
Nabiałom, równe i liliom ślicznym. 
Alabastrowa czoło jest tablica, 

10 Na której szczęścia mego tajemnica. 

Ręka tak gładka i ulana w mierze, 
Że każde serce do więzienia bierze. 
Toć mię, to trzyma w niewytrwanej męce: 
Oczy, włos, usta, piersi, czoło, ręce. 

504. Tęsknica. 

Bez ciebie, moje dziewczę, tak leniwym krokiem 
Czas mi bieży, że jeden dzień zda się być rokiem 
A z tobą tak dni bieżą i tak mi czas ginie, 
Że cały rok i jednej nie zrówna godzinie. 

6 Bez ciebie chociaż piecze kanikuła kłosy, 

U mnie szedziwa zima w mroź ubrała włosy 
A przy tobie, choć luty wilki w kupę zbiera. 
Życzliwe lato piękną żyzność rozpościera. 
Bez ciebie mi mrok padnie, choć w samo południe 
10 Az tobą o północy słońce wschodzi cudnie. 

O jako masz nademną władzą i rządzenie. 
Że mi niebo i samo mienisz przyrodzenie! 



505-507 WIERSZE A. MORSZTYNA 251 



505. Na niestateczną. 

Ktoźbyć przy ganił, widząc twoje cnoty, 
Gładkość i drogie wdzięczności klejnoty? 
Któżby cię chwalił z tak nieugłaskanej 
Dzikości i tak porywczej odmiany? 
Taka to w tobie przemieszkiwa siewka^, 
Że trudno zgadnąć, czy jędzaś, czy dziewka? 

506. Przy odesłanym kwiatku. 

Kwiatku choć suchy, ale mnie kochany, 
Dla ręki którąś urwany i dany, 
A suchy od mych ogniow i przed srogim 
Serca mojego zwiędniały pożogiem, 
Tyś niepodobny jej płci krwawej ani 
Mleku, przy którym nosiła cię pani, 
Lecz z megoś serca przybrał te kolory, 
Które tak zwiędło jak kwiat późnej pory. 
Ani cię mogę oczerstwić i łzami. 
Bo i te płyną zmieszane z ogniami. 
Pokaż mej pannie twe zbledniałe liście, 
Że widząc jako gładkość oczywiście 
Ginie, trwałość jej że jest klejnot rzadki, 
Da mi i owoc, a nie tylko kwiatki. 

507. Do nieużytej. 

Na głuche skały, na śnieżyste Tatry, 
Które północne odkrywają wiatry, 
Twoja się była matka zapatrzyła, 
Kiedy cię dzieckiem szczęśliwie nosiła. 
Ztąd ci się na złość sługom twym dostało 
Serce jak skała, a jako śnieg ciało. 
Lecz bardziej śniegi polubiła stałe, 
Ztąd jak śnieg serce, zimne ciało białe. 

Rodzaj gry, z ciągłą odmianą. 



252 WIRYDARZ 508-511 



508. Do tejże. 

Już się jaskółka, już i bocian wraca, 

Już się przybliża bydłu nowa praca, 

Już kwiatki trawy przewiły zielone, 

Już się wietrzyki wróciły pieszczone. 
5 Tyś sama, panno, lata niepamiętna, 

U ciebie samej trwa zima niechętna 

I chociaż szyper po Wiśle żegluje, 

U ciebie twardy mroź serce muruje. 

Czemuż nas zdradzasz mając lata gońce: 
10 W ślicznych jagodach wiosnę, w oczach słońce? 

509. Lament. 

Zdradliwa kotka czyża świetnym piórem 

Krytego na śmierć przejęła pazurem, 

Który mej Jagi pokropiony łzami 

I pieszczonymi rozgrzany piersiami 
5 Przyszedł do siebie i przez czas niewielki 

Spocząwszy, uciekł od swej skrzesicielki. 

Niewdzięczny ptaku, czemuś tę porzucił, 

Z ktorejeś łaski z śmierci się ocucił? 

Moje zaś serce strzedz jej nie przestaje, 
10 Chociaż mu ona śmierć, nie żywot daje. 

510. Do jednej. 

Twardsza nad krzemień i nad stal, dziewczyno. 
Trosk mych rozdawco, i śmierci przyczyno, 
Już umrzeć muszę; abo mię zaprzęże 
Stryczek za garło, abo skoczę z wieże. 



511. Do Bogumiły. 

Chcąc wiedzieć, jakom w twojej łasce, Bogumiło, 
Słałem serce na zwiady; to się nie wróciło. 



512-514 WlEESZa A. MORSZTYNA 255 

Wdzięczną zjęte gospodą twoją i przyjemną 

Gościną, tam zostało i nie chce być ze mną. 

Posłałem zaś westchnienie i to tam zostało s 

1 choć często powróci, to się bawi mało 

Ani mi dostatecznej nie umie dać sprawy, 

Gdzie me serce? czy umysł twój na mię łaskawy? 

Szedłbym sam, lecz nie mogąc posyłam ci duszę. 

Odpraw z łaską, bez tego dwojga umrzeć muszę. lo 

512. Na zausznice w węże, darowane. 

Złote jabłka murzyński Atlas z sadu swego 
Oddał w straż nieuchronną węża nieśpiącego. 
Tymże sobie sposobem miłość postąpiła, 
I nakoło cię strażą wężów osadziła 
Bojąc się, żeby cię kto nie chciał okraść, bo ty & 

W zanadrzu nosisz jabłka, na głowie włos złoty. 

513. Na strzelbę. 

Królewski orzeł niosąc zdobycz w sponie, 
Z której obnażył świeżo gniazdo wronie. 
Gdy się z nią bierze dla dzieci pod chmury, 
Z ognistej w barki postrzelony rury. 
Już lecąc na doł skarżył Jowiszowi, 5 

Że piorun śmiercią nie miał być orłowi, 
Który go bogom z Lemnu od kowadła 
Nosił, gdy zgraja olbrzymów napadła. 
■ Na co rzekł Jowisz darmo obwiniony: 
Ach! mają ludzie już swoje pioruny. to 

514. Do jednej. 

W sercu mroź nosisz, w piersiach szczyre lody 
A farbać zdobi rumiane jagody; 
Ja w sercu pałam, a twarz mi blednieje. 
O jak się znacznie z tobą lepiej dzieje! 



254 wmYDARź 515—518 



515. Do Jagi 

Zdybała dziecię Wenery w ogrodzie 
Rwąc wonne kwiatki Jaga przy pogodzie. 
Chciał przed nią uciec, ale uwikłany 
W ziołach, różane w^ziął od niej kajdany. 
Smęcił się z przodku, ale obaczywszy 
I twarz piękniejszą i wzrok dobrze żywszy 
Niż u swej matki polubił okowy 
I rzekł, już z niebem rozstać się gotowy: 
Takich mi właśnie oczu było trzeba, 
10 Zkąd lepiej będę strzelał niźli z nieba. 

516. Na wdowę. 

Gdybym miał pojąć, tę bym pojął wdowę, 
Której mężowi kat zakręcił głowę, 
Bo ony zwykły, chociaż pod płaszczykiem, 
Wypadać coraz na plac z nieboszczykiem 
h A jabym swej rzekł: Nie pleć, miła żono, 

1 nie chwal tego, co go obieszono. 

517. Do Bartosza. 

Schnieć widzę mozg, Bartoszu i masz zawrót głowy, 

Bojąc się jakiej zdrady od swej białogłowy. 

Gładkać jest wprawdzie, ale niemniej i wstydliwa, 

A szkoda, żeć się żona dostała poczciwa, 
ó Bo cię widzę tak trapi niesłuszne myślenie. 

Jak prawda; jak pewna rzecz, tak i podejrzenie. 

O jako Wałek mędrszy, choć ma kurwę w domu. 

Nie da tego po sobie rozeznać nikomu. 

Ale ty grzeczna pani nie bądź darmo w winie 
j(» I to czego się boi, niech męża nie minie. 

518. Na krzyż na piersiach jednej damy sonet. 

O luba mego przyczyno zbawienia. 
Któż cię wniósł na te jasną Kalwarią, 



519 — 520 WIKRSZK A. MORSZTYNA 255 

Gdzie duszo, któro z łaski twojej żyją 

W wolności, znowa sadzasz do więzienia?... — 



519. Niestatek. 

Oczy są ogień, czoło jest zwierciadłem, 
Włos złotem, per^ą ząb, płeć mlekiem zsiadłym, 
Usta koralem, purpurą jagody, 
Póki mi panno dotrzymujesz zgody. 
Jak się zwadzimy, jagody są trądem, 
Usta czeluścią, płeć blej wąsem bladym 
Ząb szkapią kością, włosy pajęczyną. 
Czoło maglownią, a oczy pierzyną. 

520 Do Jagi. 

Dwieścieś kroć gęby, Jago, obiecała, 
Dwieścieś ust dała, tyłoś odebrała. 
Dosyć się stało przyznam obietnicy. 
Lecz niemasz do.-yó w miłosnej tęsknicy. 
Któż sobie, panno, takowych żniw życzy, 
Których kłos, i sian, których źdźbła policzy? 
Kto się o tysiąc gron bogom pokłoni? 
Kto policzonym rojom rad zadzwoni? 
Ubogiego to na liczbie mieć owce 
I znać na pamięć granic swych manowce. 
Dlategoć ziemia zawsze z niebem zyszcze, 
Że jej nie licząc kropel spu.szcza deszcze. 
Także gdy wywrze przeciwko niej gniewy. 
Nie liczy gradu, młócąc zbożne plewy. 
I dobre i złe, co nam z nieba jedzie. 
Rachunku nie zna, nie podlega kredzie. 
Tak dawać hustom, bez liczby, bez wagi, 
Boskiej to właśnie majestat powagi. 
A ty będąc też tą boginią, z którą 
Nie zrówna żona Jowiszowa z córą. 
Czemuż niebieskie chcesz racliować dary 
I całowanie pojmujesz w pomiary? 



256 WlRYDARŹ aM 

Ale nie liczysz łez, co w mej jagodzie 
Łożyska słonej już wybiły wodzie. 
25 Jeśli łzy liczysz, miej usta w rachunku; 

Nie licz tych, kiedy nie liczysz frasunku 
I daj mi gąbki; złącz z moją pieszczone 
Usta bez liczby za łzy nieskończone. 

521. Zielone. 

Maj rozwił drzewa, więc starym zwyczajem 

Ustrójmy sobie, Jago, skronie majem 

I grajmy z sobą o zakład zielone: 

Ja jeśli przegram, dam ci wyrobione 

Francuskim szmelcem na piersi noszenie, 

Zkąd go zaś potym zazdrość ma wyżenie, 

A ty gdy przegrasz, dasz mi trzykroć gęby 

A tym śmierć moje i dolne pogrzeby 

Odwleczesz, zbiegłą duszę nazad wrócisz, 
10 Żywot przewleczesz i śmierć mą odwrócisz. 

Jam tak rzekł; ona tak odpowiedziała 

Krotko, lecz okiem coś więcej szeptała: 

Jeśli mię zdybiesz sam bez zielonego, 

Dam gęby i coś nad gębę milszego, 
jf, Potym dawszy mi ust raz dla zadatku. 

To teraz, rzecze, a czekaj ostatku. 

Ach wygram pewnie i doda mi rady 

Kupido zmyślny na kradzież i zdrady. 

A jać też, Jago, ani za swą rękę 
•JO Ani za cnotę w tej grze nie przyrzekę 

I byłem danej dobrał się nadzieje, 

Wpisz mię i w czarne księgi i złodzieje. 

Wtenczas więc nie tak chmiel okręca tyki. 

Nie tak ściskają bluszczowe patyki 
25 Buki, jakoć ja uobłapiam szyję 

I jako ust twych dowoli zażyję. 

I jeśli przydasz więcej za przegraną. 

Kwituję krolow z ich purpurą tkaną. 



623— 62H WiKKSZB A. mO!1«/>tyxa 257 



522. Serenada. 

Już słońce padło, już horyzont ciemny, 
Już plocze Phebe ocean podziemny. 
Już ptak spoczywa, szum usta), już głuchym 
Las się dębowy odzywa posłuchem. 
Już wszytkich skrzydły sen okrył słodkimi 
I cichy pokój rozciągał po ziemi. 
Już i promienie zgas-ły kanikuły, 
Ja tylko nie śpię, jam sam tylko czuły. 
Wszytkie te gwiazdy widzą me nie wczasy, 
Kiedy wieńcami zdobię twe zawiasy i 

Alboć sen słodzę śpiewaczymi głosy 
Albo skrzypkami, choć się boją rosy. 
Otworzże okno, uchyl okiennice, 
Rozśmieje się noc, jako gdy z łożnice 
Rumiana zorza od Tytana wstaje i 

I świetną barwę brudnym cieniom daje. 
W dzień się opalisz, ale w nocy chłodnej 
Nie kryj rai, panno, twarzy grzechu godnej. 

523. O Jadze. 

Czyli umyślnie czyli też omyłką 
Cisnęła na mię Jaga śniegu bryłką. 
Trafiła w piersi, nie bolić, lecz spodnie 
Płuca poczuły z tej bryłki pochodni. 
Ach ogień z śniegu! ktoby rzekł, że w ledzie 
I przez mroź ogień do serca zajedzie? 
Toć już ten ogień trudno zalać wodą, 
Który w śnieg zmarzłe wody z sobą wiodą. 
Ogniem go musi, jak przeciwną rzeczą 
Gasić, a ty miej Jago o tym pieczą. , 

Weź takież ognie, a mnie się dogodzi. 
Bowiem mnie tylko twoje zimno szkodzi. 

Wirydari I. 17 



258 WitiYbARZ 524-526 



524. Na zausznice w dzwonki. 

Patrzcie, co pannie wy służycie i wy, 
Co gładkość znacie oczu, ust i skroni 
I moc dowcipu i władzą jej broni, 
Jakie to z nami miłość czyni dziwy. 

Wiedząc, że każdy z was do skargi chciwy 
Na jej surowość, tak jej i w tym chroni. 
Że w tę pobliższą uszu spiże dzwoni, 
Aby jej lament nie doszedł rzewliwy. 

Już tedy mówić szkoda i fatygi, 
Bo ktoź to sobie sprawi co u głucha 
1 kto z nim wskóra? lecz jeśli otucha 
Jaka was potka, to chyba na migi? 

Gdy figle ręku chyższych niźli cygi 
Pojmie i oczu, toć mniej trzeba ucha. 
Jednak mądrego i w tym kto ma ducha, 
Wygrał, gdy oczu i uszu zna ligi. 

525. Na toż. 

Znam twą, Kupido, zazdrościwą zdrzędę. 
Żeć się zdradliwą ta panna na wędę 
Nie dała proźbą (boś też ślepy) ruszyć. 
Chcesz nasze proźby tym dzwonem zagłuszyć. 
Bądź ty kaleką, a ta niech nas słucha, 
Ty bądź już ślepy, ta nie będzie głucha. 

526. Na toż. 

Jużeś nam, panno tyle serc nakradła, 
Żeś ich i w dzwonki zauszne nakładła. 
Znać, że wytrwają służyć ci do skonu. 
Kiedy się zeszły za serca do dzwonu. 
Swego tu nie kładź, będzie w dzwonie skaza. 
Stłucze go serce, bo twardsze żelaza. 



527—530 wiERszK a. moksztyna 269 



527. Na westchnienie. 

Jedno westchnienie tak cię uraziło 
Okrutna, chociaż nieumyślne było. 
Jednaż nas wina przecie porównała: 
Jam nie chcąc westchnął, tyś nie chcąc słuchała. 

528. Na zegarek cielcący. 

Ten piasek we śkle, co jako na wieży 
Znacząc godziny, nie przestając bieży, 
Miał kiedyś Tyrsys, którego wesoły 
Wzrok Jagi spalił w piaszczyste popioły. 
Świadczy i teraz piasek niestateczny, 
Że kto się kocha, ma niepokój wieczny. 

529. Do lutnie. 

Szczęśliwa lutni, która wdzięcznym swoim 
Ucieszasz uszy biegłe w notach strojem, 
Czemu mnie zraz tak szczęście nie potuszy. 
Abym mógł szeptać, cobym chciał w twe uszy. 

Szczęśliwa lutni, której zgodne strony 
Przebiegał nieraz ten palec pieszczony, 
Zazdroszczęć szczęścia, że się będziesz tykać 
Ręki, do której nie śmiem się przymykać. 

Szczęśliwa lutni, twych, niż będzie grała, 
Kołków ta nimfa będzie pociągała. 
Mnieby i stroić do usług nie trzeba, 
Kiedyby tyle szczęścia dały nieba. 

Szczęśliwa lutni, która po hałasie 
Stron twych na łóżku jej odpoczniesz w wczasie. 
Mnie że nie wolno i pomyślić tyle, i 

Tłumiąc swe żądze czekam lepszej chwile. 

530. Do nimf. 

Nie miejcie za złe, o śliczne boginie, 
Że wam w mych wierszach część pochwały ginie 

17* 



260 WiRYDAiiZ; 631—532 

I Że godności wasze nieba szersze 
W mały zebrały snopek szczupłe wiersze. 
5 Wszak i bogowie przy pokornej wierze 

Przyjmą za wdzięczne choć krótkie pacierze. 

531. Na książki paciorkowe. 

Co Bogu milsza nad wonne ofiary, 
Którymi zakon kłaniał mu się stary, 
Czym od własnego nie pogardził Syna, 
Gdy go ostatnia trapiła godzina, 
5 Z czym i po dziś dzień na gniew Boży śmiele 

Nacierać zwykli grzesznicy w kościele: 
Dajęć dwojakie, chociaż w jednej mierze, 
Na sznurku i na papierze pacierze. 

532. Dyskrecja. 

Kiedy pobocznej piesek Ery gony 

Zetlałe palił role i zagony, 

Tam gdzie krynica przeźroczyste swoje 

Między drzewami pędzi żywe zdroje, 
5 Zdybałem śpiącą kochaną dziewczynę. 

Za poduszkę jej trawa, za pierzynę 

Cień był dębowy, a szum z blizkiej wody 

Smaku dodawał do snu i ochłody. 

Zephir jej suknią poddymał, a mali 
10 Kupidynowie na koło igrali. 

Ten na nię wieje, ten urwane zioła 

W śliczne natyka warkocze dokoła. 

Ten różą równa z rumieńcem, ten śliczną 

Białą lilią równa ze płcią mleczną. 
15 Ale jeden z nich nad insze swawolny 

Kształt jej rozpinał i do piersi wolny 

Oczom swym przystęp sprawował i w znoje 

Tym chłodził oczy i swoje i moje. 

Lecz mię tą swoją przysługą tak zdradził, 
20 Że więcej we mnie zapału wprowadził, 



533 WJRlUiZE A. MOKSZIYNA 261 

Którym bez miary będąc zapalony, 

Z siły i wszytkich zmysłów wysmażony, 

Padłem podle niej i to w śliczne usta, 

To w piersi, których nie kryła już chusta, 

I w kształtną szyję prawie bez przestania 20 

Nieuprzykrzone daję całowania. 

I już mię zła myśl na coś pod wodziła, 

Ale się wśród tych pieszczot obudziła 

I z mych się węzłów wywikławszy rzecze: 

A także mi to, niewdzięczny człowiecze, so 

Chęć moje płacisz? a złazem ja była, 

Kiedym ci służyć sobie pozwoliła? 

Ale mnie służyć trzeba z powolnością; 

Ja panem chcę być, ja chcę być jejmością. 

Inaczej wnet cię wypuszczę z posługi, 35 

Bom z łaski bogów nie tak głodna w sługi. 

Bym niedyskreta jak ty chować miała. 

Ja widząc, że się szczyrze rozgniewała. 

Odpuść, bogini, proszę, pierwszą winę 

Której ci własną odkryję przyczynę. 4t> 

Kanikuła to w mej głowie sprawiła, 

Że moja skromność toru uchybiła. 

Wszak wiesz, że kto się z Małgorzatą braci, 

I rozum, a coż dyskrecją traci. 

533. Dobra i pięść pod głowy. 

Dobra i pięść pod głowy, lecz gdyś to mówiła, 
Znać, żeś o mym zupełnym wczasie nie myśliła. 
Bo głowę opatrzywszy tegoś zapomniała, 
Że głowa bez swojego spać nie chodzi ciała. 
Lecz, żebym cię nie bawił, powiem słów niewielą: 
Jeśli poduszka w barwie ma chodzić z pościelą. 
Głowy głowie, a ciału trzeba twego ciała, 
Tak głowa z ciałem będzie zupełny wczas miała. 



Joachim! Pastorii de Hirtenberg S. R. Mstis 
Poloniae Secretarii Carmina Varia Latina. 



534. De Serenissimo Regę Poloniae Michaele Incipienti Exerci- 

tuum suorum apud Chotimum Pugnae et Yictoriae Nobilfssimae 

pie glorioseque Die 10 Novembris An. Dni 1673 immortuo. 



Regius aethereas ąuaerit dum spiritus arces, 
Turcica bellator Sarmata castra domat. 
Quid rex non potuit, vitam nisi fata negassent, 
Haec gerere auspicio qui moriente potest. 

535. II. De eodem. 

Invida quae Lachesis, quod nubila miscet amenis 
Fellea, quod melli iungere sidus amat? 
Magnificam Lechiae laurum fortuna parabat, 
Ad superos regem cum sua fata vocant. 
An fortuna nimis tibi prodiga visa fuisti, 
Talia si vivo rege trophaea dares? 
An potius fastum populi cristasque timebas, 
Cauta divideres ni tua dona manu? 
Dona en partitus regem sibi vindicat aether, 
Exanimi demum rege trophaea dedit. 
Talia pensantur magnis cum danina triumphis, 
Forsitan absoIvi tristia fata queant. 
Si dolor obsistit, regis nam funera plangens 



366-537 wiEuszE j. pastoryusza 263 

Non sinit absolvi fata sinistra dolor, 

Accurrit pietas et solatura dolorem, is 

Res, inąuit, caelo Sarmata mitte tuas. 

Augustos moriente dabant si rege triumphos, 

Regę novo similes astra secunda dabunt. 

536. III. In lunam regiam. 

Regia deciduo tenebrescit sidere luna. 
Ferre vel extinctam turcica luna neąuit. 
Luna suo propius iunxit se regia soli, 
Vicit cum vinci credita luna fuit. 

537. IV. Ad serenissimam reginam Eleonoram capite suo 
orbatam. 

Ah! cecidit tua luna Łibi stellasąue tenebrae 
Eripiunt oculis, Eleonora, tuis. 
Hinc tota in lacrimas posita laxatis habenis; 
Pectoris hinc fibras sąualida cura tenet. 
Ah! thalami luxere brevi tłbi lumine taedae, 5 

Funereas infert iam Libitina faces. 
O saltem thalami fructum tibi fata dedissent 
Damnaąue tanta thori pignore sarta forent. 
Nunc orbam penitus te mors inopina reliąuit. 
Gaudia deficiunt, omnia puUa vides. 10 

Nil praeter gemitus, praeter lamenta penates 
Occupat, infandus regnat ubiąue dolor. 
Attamen et pietas veneranda, quid exigat, audi. 
Haec poscit lacrimis, Eleonora, modum. 
Mandat et aethereos nutus agnoscere, summi i^ 

Numinis arbitrio subdere cuncta iubet. 
Alma simul tristem cupiens res publica luctum 
Solari, monstrat parta trophaea tibi 
Plenaąue Sarmaticis Machometica plena maniplis 
Captivosque hostes vinctaque coUa ducum. ^' 

Haec agit orbato divina potentia sceptro. 
Praestitit hoc patriae, munere damna levat. 



264 wiRYDAKZ 538-Er>9 

Est ingens fateor pretium, quod pendimus astris, 
Gratior haec vivo principe palma foret. 
Sed si debuiraus paenam, gens Lechica, caelo, 
Solamen paenae sit repulisse nefas. 
Tu quoque Sarmatici solatia suscipe fati 
Et placeat, superis quod placuisse vides. 
Sit tanti, carum licet amisisse maritum, 
j Si secus haec nequiit splendida laurus emi. 

538. V Ad illustrissimum et reverendissimum dominum domi- 
num Bonvisi, archiepiscopum Tessalonicensem. apostolicnm ad 
Poloniam nuntium, belli contra Turcas magnum promotorem. 

Audiit en sancti suspiria patris Olimpus; 

Est rea iam voti reddita Roma su i 

Et totus melior nova gaudia concipit orbis, 

Ominibus festis undique templa sonant. 
5 Tu grates superis antistes magne rependis, 

Laudati pretium dulce laboris habes. 

Bistonias acies Lechicae fregere sarissae 

Claustraque Moldaviae Sarmata victor ha bet. 

Emathii tergum nostris et colla dynastae 
} Pleraque castra opibus plena dedere suis. 

Tu puto tam grandes reputas dum mente triumphos, 

Haec superis iterum mittere vota soles: 

Regna o Sarmaticas imitentur caetera palmas, 

Exul erit terris Thracica luna suis. 



539. VI. Ad bellatores Sarmaticos nobilissima post hominum 
memoriam Yictoria apud Chotinum die 11 Nov. 1673 potitos. 

Area Sarmatici Martis campusque laborum 
Zolkieviaque olim terra cruenta nece 
Passarum iam caede madet, iam Turcica cernit 
Invicta Lechiae castra subacta manu. 
j Terga dedit Biston, ferro cecidere phalanges 
Sanguineaque Tyras corpora vexit aqua. 



539 WIERSZK J. PASTOR YUSZA 265 

Threiciis iam victor equis spoliisąue superbit; 

Extrahit eoas miles onuslus opes. 

Jam paret sceptris arx Chotimea Polonis 

Et subdit fasces Moesia tota suos. lo 

Emathiae trepidant turres trepidantąue tyranni. 

Omnis sol oriens signa Lechea stupet. 

Macte corona ducum, tantis circumdata palmis, 

Sanguine tota rubens, macte corona virum. 

Macte duces inter, clavo supremę Sobiesci 15 

Praesidio, patrii Scipio nate soli. 

Macte animis Visniovecii dux proxime regi, 

Dux nihil Aeacidis Hectoribusąue minor. 

Macte tuis Paci, Radivili, macte trophaeis, 

Miltiadum meriti nomen uterąue ducum. w 

Macte alii heroes, clarissima nomina regni, 

Pectora pro patriae prompta salute mori. 

Macte ąuibus vitam rapuit Mavortis arena, 

Nobilior neąuiit mortis arena dari. 

Nomina vestra, pii manes ignoscite, musa ss 

Jam silet, en claudi carmine posse negant 

Tantaąue maiori debentur nomina peplo, 

Omnia Maeonia vivere digna cedro. 

Macte corona ducum, tantis decorata trophaeis. 

Sangyine tota rubens, macte corona ducum. «o 

Et tu macte iterum clavo supremę Sobiesci, 

Praesidio Lechici Scipio nate soli. 

Tu patriam palmis, orbem tu laudibus imples 

Christiadum, qui te vindice laetus ovat. 

Martę tuo recipis terras, quas tinxit avitus 3-. 

Quasque tot heroum proluit antę cruor. 

Manibus illorum gladio victore parentas, 

Digne nepos ingens et simul ultor avi. 

Vive, nec antę tuos dux inclyte claude triumphos, 

Quam patriae cedat Thracia victa tuae. *o 



266 wiiiYDAuz 540-542 



540. VII. Ad eundem illustrissimum regni marschalcum et supre- 
mum exercituum ducem, de magno ipsius parente castell. olim 
cracoviensi, qui historiam scripsit prioris belli chotinensis, 
cuius ipse pars magna fuerat. 

Ingens Sarmatiae lumen princepsąue senatus 

Ghotimea parens prodidit arma tuus. 

Pinxit et Osmanum calamo, ceu depulit ense, 

Et stupet eximium quod legit orbis opus. 
i Ast idem crede mihi magis mirabitur orbis, 

Martę triumphali cum leget acta tuo. 

Non oriens potuit praestare, nec Africa ąuondam 

Osmani, Lechiae quod dedit una dies. 

Imperii vires castris impenderat unis 
» Haud expugriandis, par tamen ille fuit. 

Nunc vallis et Martę potens quae muniit hostis, 

Martius est ludus vincere castra tuis. 

Nempe Deus tecum pugnat neąue castra Ievarunt 

Hostem, cum vires astra dedere tibi. 

541. VIII. De tributo quod Porta Ottomanica a rege et regno 
Poloniae poscere non erubuit. 

Proh dolor! exegit Bizantia Porta tributum, 
Sarmatiae dirum Porta minata iugum. 
Horruit ad foedum generosus Sarmata nomen, 
Mało pati, clamans, ultima, mało mori. 
Inąue Machometicas stringit lethale phalangas 
Ferrum et pugnando Turcica castra subit 
Ingeminatgue hosti, dum caedibus omnia complet: 
En quae debentur pendo tributa tibi. 

542. IX. De die sancti Martini quo ingens haec victoria 
obtenta est (A. 1673). 

Martis alumnus erat, post factus episcopus ille, 
Cu i fuit haec sacro morę dicata dies. 
Quin de caelesti tam sanctus episcopus arce 



643—544 wiBESzE j. pastoryusza 267 

Pugnavit precibus, sit dubitare nefas. 

Si te Sarmaticae, Biston, stravere sarissae, 

Haud nocuere minus praesulis arma tibi. 

Et nostri sensere sibi quod militet aether, 

Yicimus hac, Mavors Lechicus inąuit, ope. 

Dextra Dei fecit virtutem, regia ąuondam 

Vox erat, ah nunąuam verior illa fuit. 10 

Quam cum caelorum spirante palatia rege 

Divinam sensit parma Polona manum. 

Musa diem celebra, dudum uno nomine sanctum, 

Jam bis sanctus erit Martius iste dies. 

543. Inter lachrimas triumphantibus musis scripsit Joachimus 
de Hirtenberg Pastorius Burg. Mar. Secr. et Historicus De illu- 
strissimi senatoris, Yenceslai comitis a Leszno, palatini Podla- 
chiae, pientissima coniuge, Constantia, inclyti bellatoris, Ste- 
phani Czarnecji) palatini kijoviensis, filia, cum sanctae vitae 
curriculum pari morte finivisset. 

Sarmatiae praelustre decus Czarnecius ingens, 
Dux nihil Hectoribus Scipiadisąue minor, 
Qui patriam palmis implevił, laudibus orbem, 
Auget sanctorum nunc quoque prole gregem. 
Quas animo dudum exuerat Constantia terras, 6 

Deserit et coelum religiosa petit. 
Humanos pietas si vultus induit unąuam, 
Spirans effigies haec pietatis erat. 
Ast hanc ferre diu virtutem terra neąuiuit. 
Addi numinibus debuit illa suis. 19 

544. In illustrissimae defunctae modestiam, qua omnem 
pompam funebrem sprevit. 

Funeream moriens tempsit Constantia pompam; 
Vivere quod nequeat, noluit illa decus, 
Quam comitata dabat pietate modestia pompam: 
Illa mori nescit, nec sinit illa mori. 



268 WIRYDARZ 045—546 



545. Ad illustrissimum dominum palatinum Podlachiae yiduum. 

Bistonia de caede recens ex Martis arena 
Pene calebat adhuc sanguine mucro tuus 
Et vix dum Geticis remearas victor ab oris, 
Laurigera gestans parta trophaea mann, 
Cum mors ausa nigris palmas mutare cupressis 
Et luctu illustres obtenebrare lares, 
Abripuit thalami sociam, solatia vitae, 
Et decus heroae deliciumąue domus. 
In terris quae plena Deo ac dignissima coelo 

' Vixit et ad superos semper anhela choros, 

Haec rea iam voti est, vitae cum carcere solvit 
Sanctam animam sponsi cuncta regentis amor. 
Gompare tam cara viduatus, magne senator, 
In lachrimas moesto corde oculisąue ruis. 
Sad luctum frenare decet, reputareąue tecum 
A domina vulnus tale venire manu. 
In terris exul fuit illa ac debita caelo 
Ci vis, nunc patriae laeta ąuiete frui 
Et superum permixta choris, te supplice voto 

' Et sobolem certat posse iuvare suam. 

Ac iuvat haud dubie, multum prodesse superstes 
Quae potuit, plus iam post sua fata potest. 

Musis funeri illacrimantibus scripsit 
Joach. Past. B. M. 



546. In effigiem serenlsslmi ac potentis. lohannis Tertii regis 
Poloniae et magni ducis Lithuaniae etc. 

Lucet in augusto virtus heroica vultu 
Principis, os famae quem super astra vehit. 
Sueta triumphales toties conscendere currus, 
Lauribus emeritum iam diadema capit. 
Hac se progenię felicem patria ducit, 
Semideum gaudens bis peperisse sibi. 



547— 5 i8 WiKUftZE J. PASTO RYUSZA 269 

Te tantum formasse ducum fortissime, magnum est; 
Maius regali te posuisse throno. 

547. De serenissimi ac potentissimi principis ac domini, domin! 
lohannis Tertii Poloniae regis, dieto aeterna memoria dignissimo: 

Mało mereri quam coronari, Epigramma. 

Quae nova, Rex, orbi laudum miracula pandis? 
Quam cunctante manu regia sceptra ca pis? 
Tam celer ad palmas alacri virtute parandas, 
Nunc data virtuti praemia lentus adis. 
Fronle sedet cassis, patitur diadema repulsam, & 

Aurea cum dentur, ferrea sceptra geris. 
Qui rapit Emathios animum pius ardor in hostes, 
Vix non immemorem te facit esse tui. 
Una tibi cura est, meritis vincire coronam, 
Laurigerum posthac cingat ut illa caput, lo 

Ne gens Lecha tuis dubitet inscribere fastis, 
Insoliti decoris te genuisse ducem. 
Orania Christiadum seąue ipsum impendit honori. 
Et coelo et populis est sacer ille suis. 
Nil ambit, sed grandę meret virtute theatrum. ,5 

Orbi servando par foret ista manus. 

548. Ad generosissimam et praeclare de patria ac re Christiana 

merentem Poloniae et Lithuaniae militiam. 

Nobile Sarmatiae robur, Mavortiae gentis 
Flos, umbo patriae praesidiumąue tuae, 
Bistonia de slrage recens, generosa ptialangum 
Plenaąue palmarum frondę corona ducum, 
Tessalicaa i teram caelo pelis auspice turmas s 

Strymoniisąue infers Lechica signa globis. 
Ite viri, quo fata vocant, armisąue timendi 
Threicia rursum tingite caede manus. 
Patria vindicias poscit, vos cura sacrorum 
Et pietas passis suscitat a Ima comis. lo 

En ardens animis, ingens viitutibus heros 



270 WIRYDAR?. 549-551 

Praevius ad magni ducit honoris opus. 

ItG; duci vestro, grandi praebete monarchae 

Pectora et invictas suppeditate manus. 
15 Ast alacres quid pulso animos? Stat Martia virtus 

Prona seąui, stimulis non eget illa meis. 

Nobile certamen surgit regisąue ducumąue 

Militiaeąue omnes laudis amore flagrant. 

Jam laurus oriens, palmas submittet Idume, 
80 Larga sub hoc coelum rege trophaea dabit. 

549. In fatum Christian! Bekkeri, medici et professorłs regio- 

montani, qui post initum recens matrimonium secundum, in 

thalamo subita morte extinctus. 

Perscrutans medicus Radzivilii principis artus, 

Explicuit, quo mors venerit illa modo, 

Nempe repentino vitae spiracula casu 

Dixit anhelanti clausa fuisse duci. 
6 Ast heu! paucorum post intervalla dierum 

Ipse ducis sector, par nece sector erat. 

Quos ludos sibi prava struit? Quam tramite miro 

In casses hominem pertrahit illa suos? 

Parva ducem perdix duro sub frigore perdit. 
10 In thalamo medicus reperit iste rogum. 

550. In idem. 

Nullo loco fata possis excludere; cum mors 
Yenerit, in medio Tibure Sardinia est. 
Sufficit in mortem quodvis, cum venerit hora; 
Vel perdix hominem perdere parva potest. 

551. Ad Annam Mariam a Schurman, cum Academłae Ultraiecta- 
nae Natalem Latino carmine illa celebrasset. 

Anna decus secli, teneri lux inclyta sexus, 
Humano celans corpore nympha deam, 
Nata auferre viris decus, heroina, virile 
Et facere attonitos nata pudore viros, 



562 



Wj KUSZE J. l>ASTORYnSZA 



271 



Nil tu'^foemineum spiras animmmąue virago 
Non nisi delectat mascula cura tuum. 
Unus deliciae tibi Phoebus et una voluptas 
Castalides, Clarius fons tuus unus amor. 
His animum pascens, modo siąuid docta dederunt 
Secla, legis, proprium mens modo fingit opus. 
Carmina deducis, quae Naso Marove resurgens 
Vel sua crediderit vel velit esse sua. 
Certę hesterna legens tua, dixit Apollo Camoenis: 
Vestra vel haec soror est, vel meret esse soror. 
Cede loco decimae, tu quem tulit Umbria, musae, 
Yirgineo virgo est aptior Anna choro. 



552. Germani auxiliares tempore belli Carolo-Gustaviani 
ad Polonos (ab a. 1655 ad a. 1660). 

Heu Poloni lacrimosi! 

Estis iterum animosi, 

Nam discessit Wirtzius. 
Regnum vestrum est purgatum 

Noviter, et recens natum, 



Quid nunc eo laetius? 
Sed est magna turpitudo, 

Quod vestra ingratitudo 

Germanorum merita 
Non agnoscat, sed accepta 

Pro nunc censeat inepta. 

Ubi sunt praeterita? 
Yestrum regnum et corona, 

Yestrae domus, vestra bona 

Et libertas aurea, 
Erant tota subiugata 

Et a Suecis spoliata. 

Germanorum laurea 



Cu neta haec recuperavit 
Vosque omnes liberavit. 
Pro hoc beneficio 

Nunc Germanos trucidare 
Et tam pessime tractare, 
Non vertitur vitio. 

Suecus, qui fefellit fidem 
Semel, faciet hoc idem *, 
Quando satis tacuit. 

Tamen pax iam sine cura 
Cum eo, qui antę iura 
Fregit, vobis placuit. 

Quis nunc erit tam insanus, 
Qui auxiliares manus 
Importunus porrigat? 

Nam Germanus ictus sapit 
Priusque exemplum capit, 
Ut errorem corrigat. 



* Dopisano ręką późniejszą: verum praedixit quod experimu8 hoc 
saeculo 170<). 



272 



WIRYDARZ 



553 



Quantos milites praeclaros 
Bellorumąue non ignaros 
Leopoldus perdidit 

Pro amico Gasimiro 
Nec pepercit ulli viro, 
Usąue regnum tradidit. 

Quain Regina eiulabat, 
Olim ąuando exulabat, 
Petens arma Gaesaris. 

Galii arma vocaverunt 
Et Suecos promoverunt, 
Tamen illi valent bis. 



Eligetur innovatus, 

Relinąuetur approbatus 

Ergo iuris socius. 
Reconciliato hosti 

Fide, quem tu semel nosti. 

Jam non stabit ocius. 
Serpens feminam sedaxit, 

Gui et post vir affluxit, 

Paradisi epulis. 
Gave Gallicam serpentem, 

Feminam decipientem 

Et cunctantes praesules. 



553. Responsum Polonorum ad Germanos. 



O Germani fastuosi! 

Quantum estis animosi 

Vel potius tumidi. 
Magnos triumphos canitis, 

Gum satis ignavi sitis, 

Vere dicam timidi. 
Sordidum est triumphare 

Yerbis et nunąuam pugnare, 

Vanas pompas canitis ^ 
O quam falso łioc dixistis, 

Quod nobis restiluisŁis 

Nostra perdita bona. 
Non sunt haec vestra trophaea, 

Factum id nostra framea. 

Non sunt haec vestra dona. 
Recessisset ne Wirtzius, 

Ni periisset Ragotzius, 

Devictus per Polonos? 
Nil nobis restituistis. 



Imo regnum exhausistis 
Et pauperes colonos. 
Tu Germane es insanus, 
Dum auxiliares manus 
Superbe depraedicas. 

Gum periit Heyster ille, 
Reputatur, quasi mille. 
Proditorem indicas. 

Sed pro rege Gasimiro 
Pepercistis nulli viro, 
O qaam falsa sunt haec verba. 

Imo multis pepercerunt, 
Vere hostes nec viderunt 
Yestra arma superba. 

Regina dum exulabat, 
Arma vestra implorabat, 
Sed non haec tyrannica, 

Quae nobis sunt graviora 
Et multo crudeliora, 



Dopisano: tu desideratur jedna stropha. 



553 



WlKRSZrc J. PASTORYUSZA 



m 



Quam forent paganica. 
Nunc blasphemam habes men- 
[tem, 

Reginam vocas serpentem, 

Cum sit mulier prudens. 
Promovere bonum gentis, 

Non est hoc virus serpentis. 

Tace lingua impudens! 



Non veneramur serpentem, 
Sed reginam tam pruden- 

[tem, 
Quae odio habet fastum. 

Decepistis Ungariam, 
Nunc Yultis et Poloniam: 
Novimus yestrum astum. 



Wirydan 1. 



IB 



Wiersze Daniela Naborowskiego, sławnego 
czasu swego, poety ^ 



554. Do księcia Imci Krzysztofa Radziwiła wojewody wileńskiego 

i hetmana wielkiego W. X. L. 

Miej, książę, niedoszłego żniwa rożne snopy. 
Znam, żem nie był na skale ślicznej Kaliopy 
I nie wiem, kędy płyną kastalijskie zdroje: 
Tyś moj Phoebus, tyś, książę. Hipokrene moje. 
f> Ty mi ducha doda wasz, ty wyjmujesz z ceny 

Tych, co teraz ubogie biczują kameny. 
Tobie jeśli w smak będą moje głuche strony, 
Jasne głową wyniosłą przesiąglem tryony. 

555. Na oczy królewny angielskiej, która była za Fryderykiem, 

falcgrafem Reńskim, obranym królem czeskim. 

Twe oczy, zkąd Kupido na wsze ziemskie kraje, 
Coro możnego króla, harde prawa daje. 
Nie oczy, lecz pochodnie dwie nielitościwe. 
Które palą na popiół serca nieszczęśliwe, 
s Nie pochodnie, lecz gwiazdy, których jasne zorze 

Błagają nagłym wiatrem rozgniewane morze. 
Nie gwiazdy, ale słońca, pałające różno, 
Których blask śmiertelnemu oku pojąć próżno. 

Patrz: Dodatki. 



556—558 wiERSZR d. nabokowskiego 275 

Nie s.!ońca, ale nieba, bo swój obrot mają 

I swoją śliczną barwą niebu wprzód nie dają. i 

Nie nieba, ale dziwnej mocy są bogowie, 

Przed którymi padają ziemscy monarchowie. 

Nie bogowie też zgoła; bo azaż bogowie 

Pastwią się tak nad sercy ludzkimi surowie? 

Nie nieba, niebo torem jednostajnym chodzi; i 

Nie słońca, słońce jedno wschodzi i zachodzi; 

Nie gwiazdy, bo te tylko w ciemności panują; 

Nie pociiodnie, bo lada wiatrom te hołdują. 

Lecz się wszytko zamyka w jednym oka słowie: 

Pociiodnie, gwiazdy, słońca, nieba i bogowie. 2 

556. Do Aleksandry. 

Ma śliczna Aleksandro, gdybym świat miał w mocy, 
Krwawo uraz na sercu nosząc we dnie, w nocy, 
Dałbym ci go w zakładzie, serce okupując, 
Lecz ngdznik rozgniewane nitbo na się czując, 
I to co mam na ołtarz twój niosę z ochotą: 
Krew swoje, zdrowie, wierność, stateczność i z cnotą. 

557. Do tejże. 

Tym ma nad Macedona Aleksandra moja: 
Ow świat jeżdżąc zwojował, a do tej podwoja 
Od ziemskich boliatyrow wolny hołd oddany; 
Ow w ciele, Aleksandra w sercu czyni rany; 
O w zbrojnymi szeregi, ta przeraża wzrokiem; = 

O w ogniem płomienistym, la świat pali okiem. 

558. Do Kupidyna o tejże. 

Okrutny Bisurmańcze, Kupido zuchwały, 
Upatrując tych ślicznych oczu wzrok wspaniały 
Widzę, żeś się w nich koszem warownym położył. 
Byś się z nich nad mym sercem swym zagonem srożył. 
Uczyń cud, o Kupido! cud niewysłowiony, i 

We mnie się koszem połóż, do niej puść zagony. 

1S» 



2t6 WtKYbARZ 669 



559. Na imieniny Anny. 

By szczęście jako chęci tak dało możności, 
Żebym miał, zacna pani, według twej godności 
Na twoje imieniny upominek złoty 
I krajów cudzoziemskich subtelne roboty, 
ft Albo perły na wybór z indyjskiego morza, 

Gdzie ze złotej łożnice wstając rana zorza 
Pokazuje w te kraje swe rumiane hce, 
Albo zdobycz bogatą moskiewskiej stolice, 
Z której by było pęto złote uczynione 

10 A na twe, zacna pani, ramiona włożone, 

Pewnieby się takiego nic nie uchroniło, 
Coby twoje osobę wiązać godno było. 
Lecz jeśli do tej sprawy nie może z pustego 
Lubo lnu lub konopi zebrać z pola mego, 

15 Pogotowiu też trudniej i o karmazyny 

I kosztowne podarza murzyńskiej krainy, 
Złota w chacie ubogiej szukać nie potrzeba, 
Ledwo dają żelazo rozgniewane nieba. 
Lecz jeśli i garść wody na ołtarz bogowie 

20 Za wdzięczne przyjmowali, a ty pogotowie 

Nie pogardzisz pokłonu, pani, ubogiego, 
Z którym teraz oddaję do progu twojego 
Wieniec, jaki natenczas z Helikonu panny 
Uwiwszy, poświęciły dniowi świętej Anny 

2ft I imieniu twojemu, nie z ziela więdłego, 

Nie z kwiecia lada wiatrem opadającego. 
Lecz z całej uprzejmości serca powolnego. 
Którym życzę, byś szczęsna do wieku późnego 
Mogła w szczęściu obchodzić imieniny swoje, 

80 Ażeby, o cna paro, te wasze podwoje 

Za Boskim wspomożeniem kwitnęły bez miary 
I w potomka lubego i w obfite dary. 
Tym cię wiążą natenczas Jowiszowe córy. 
Tym złoty Phoebus, a ten pojrzawszy tu z góry 



•^60 WIKRS/.K D. NAROROWSKIEGO 277 

Jaśniejsze nad obyczaj pokazał swe lice, 36 

A stary winolejca, w ulżeniu tęsknice, 

Wyniósł z chłodnego lochu piwa wystałego, 

Nie chcąc chybić zwyczaju w tym starodawnego. 

560. Pieśd ad imitationem Horatiuszowej ody Beatus ille qui 
procul negotiis K 

Szczęśliwy człowiek, który krom zazdrości 
Żyje spokojnie na ojczystej włości 
Przy bujnych polach i gęstwach zielonych, 
Wolen od buntów pospólstwa szalonych. 
Który w płat miłej wolności nie dawa s 

Ani się dworskim niewolnikiem stawa. 

Niepewnym rzeczom nie da się uwodzić. 
Nie da się płonnym obietnicom zwodzić; 
Z odmienną łaską mir uczynił wieczny. 
Prożen kłopotu, od zmazy bezpieczny, i« 

Marnie straconych lat swych nie żałuje, 
Gdy pełna wiatru nadzieja szwankuje. 

Nie strach go między odmęty morskimi 
Wzruszonych wałów wiatry niesfornymi, 
Lubo noc płaszczem czarnym świat okrywa, i^ 

W pokoju wdzięcznych snu darów zażywa. 
Na trwogę nagle nie bywa budzony. 
Aby był z łoża do grobu niesiony. 

Okiem wyniosłym nikomu nie szkodzi, 
Zdradą bliźniego nigdy nie podchodzi, 20 



* Wydrukował Aug. Bielowski, jako wiersz Szymona Szymonowica 
p. t. : »Wiejska szczęśliwość* z rękopisu, gdzie autor niewymieniony wcale. 
Odmianki: w w. 3 t trawach; b ojczyzny; 14 wiatrów icaly{\): 18 wnie- 
siony', 19 Okiem wysokim wysoko nie godzi; 2i Sam sobie dworem; 'M Le- 
dwo ; 32 rozane; 34 po polach; 35 ten jest końcem; 41 nie leniwy chodzi; 
44 pola odziewają; 45 Jezierne; 49 żeńcom z kłosia wieniec; 50 prace 
obfitej; 55 dwa koła (!); 78 K cnocie; 80 po poświacie; 83 lookoło (!) 
odzywają; 84 po kwiecicch; 85 lata bieżą; 86 podnosi (!); 87 Koła (!)... 
dobrś mienie; 91 omywa; 96 Nieznany... dokończę; 102 przestawać. 



278 WIHYDARZ 660 

Wiarą nie kupczy, nie przysięga krzywo, 
Wielkim się stanom nie przykrzy jak żywo, 
Ale przestając na swojej chudobie, 
Saro dworem, łaską, sam i panem sobie. 

Póki Bog, póki zamierzone lata 
Zechcą, uczciwie tu zażywa świata 
A z ziemie jego praca sprawiedliwa 
Lichwą stokrotną nagrodzona bywa. 
Ztąd małe dziatki, ztąd żonę, ztąd wszytek 
' I z robotniki żywi swój dobytek. 

Ledwie jutrzenka ze złotej łożnice 
Na świat pokaże swe rumiane lice, 
On czeladź budzi. Boga modły błaga 
(Jemu ptak krzycząc na polu pomaga). 
Ten jest początkiem, ten i końcem wszego, 
Ten błogosławi wszytkie prace jego. 

Słoneczne słowik promienie tymczasem 
Z ochotą wita szczebiocąc pod lasem. 
Pasterz za stadem wesoło przygrawa 
I woł do jarzma pracowity wstawa. 
Oracz za pługiem przyśpiewując chodzi, 
Albo sad szczepi, albo płoty grodzi. 

Zachodne wiatry drzewa rozwijają, 
Rozliczne kwiaty ziemię odziewają, 
Jeziorne stada mnożą płody swoje, 
Nowe na paszą wylatują roje, 
Niewinne wojsko z owczarnie wychodzi 
I mać odziane pierzem hufce wodzi. 

Na skroni żeńcom wieniec z kłosia wity 
Lato przynosi, dar prace sowity. 
Odrosła trawy za kosą padają, 
W dojrzałe zboża sierpem zarzynają. 
On snopia wiązać pomaga czeladzi, 
On pełne wozy do gumna prowadzi. 

Lubo lwa koła słoneczne mijają 
A świerszcze słońcu gorącemu dają, 



560 WIERSZE D NABOKOWSKJROO 279 

On przed promieniem południowym w cieniu, 

Utaiwszy się przy chłodnym strumieniu, 

Leży uśpiony od szumu wdzięcznego 

Przezorną wodą zdroju ciekącego. «i» 

Jemu w jesieni sady barwę mienią, 
Jerau się jabłka po drzewach rumienią, 
Jemu pasieka hojne miody dawa, 
Jemu się wełna po o'.vcach dostawa: 
Nań biikiew z łasa, nań żołądź z dąbrowy, o. 

Nań i użytek idzie ogrodowy. 

Zatym pod borem gospodarz ochoczy 
Gęste obierze na dziki zwierz toczy, 
Albo więc z chciwym ptakiem w pole jedzie, 
Albo smycz chartów prędkonogich wiedzie. 70 

Lubo się trafi zając upatrzony, 
Lub wywartymi ogary ruszony. 

Aż słońce pada, nocne wstają zorze, 
A bydło rycząc idzie ku oborze. 

On upragniony korzyść niesie z łowu, 75 

Żona wieczerzą gotuje z obłowu. 
Synowie mali ku ojcu się mają, 
Cnocie wczas wykną, na małe przestają. 

On w roczne święta kiermasze sprawuje, 
Młódź po poś wiecie na trawie tańcuje. »o 

Pod starym dębem siadszy gracze wieśni 
W głośne fujary grają proste pieśni. 
Onym się lasy wkoło przeciw iają. 
Nimfy z faunami po kniejach igrają. 

W tym bycie bieżą lata wszytkokrotne, 85 

A on pod nogi fortuny obrotne 
Koło podbiwszy, fraszką wielkie mienie. 
Fraszką poczyta i drogie kamienie. 
Fraszką szarłaty, fraszką złotogłowy, 
I pełen troski pałac marmurowy. ao 

Niech kto chce w boju sławę krwią oblewa. 
Niechaj u dworu pogody zażywa, 



280 WIRY DARZ 561 

Niechaj przez morze dla zysku żegluje 

I pełne wory w swym pokładzie czuje. 
95 Z wami na polu, muzy, bez kłopota 

Nieznaczny starzec dokonam żywota. 
A wy o łąki! o krzewiny moje! 

I wy potoki i wy żywe zdroje! 

I wy o nimfy, co w rzekach mieszkacie, 
100 I co w jaskiniach skrytych przebywacie 

Faunowie leśni, bądźcie mi świadkami, 

Że ja do śmierci chcę zostawać z wami. 

561. Ciert, przypisany ks. X. J. M. Januszowi Radziwiłowi, 
podczaszemu naonczas W. X. L., A. 1607 ^ 

Brańca, książę, ode mnie przyjmi po kolędzie, 
Który widzian być może, lecz iman nie będzie. 
Wszakże stróż ustawiczny zawżdy przy twym boku 
Najmniejszego od ciebie nie odstąpi kroku. 
5 Muza go swą przewagą świeżo poimała 

A rymem związanego tobie odesłała. 
Cieniem się być mianuje, boga bezbrodego 
Piastun i cor dziewiąciu Jowisza wielkiego. 
Towarzysz nadewszytko poetom pijanym 

10 I wynaleźcy wina gościem pożądanym. 

W nim się Sylwan, w nim wszyscy faunowie kochają, 
Bez cienia żadnych plęsow nimfy nie wszczynają. 
Nagiej się przypatruje sam wolno Dyanie 
A wżdy Akteonowych rogów nie dostanie. 

15 Cień w trudzie, cień we znoju cieszy podróżnego, 

Cień bydło, cień pastuszka obżywia nędznego. 

* Odmianki z rękopisu Czartoryskich nr. 1888. W. 2 lecz w ręku; 
11 W tym sie... w tym; 16 Cień w drodze; 19 Owocu hy nie dała w je- 
sieni-^ po w. 23 dodano dwa: 

A wdzięczny sen po członkach strudzonych rozlewa. 

W cieniu więzień ubogi w srogim pęcie śpiewa. 
27 wazytkie... icszytkie; 28 ze mu; 30 swej rzeczy; 34 krom zazdrości; 
39 wywodzi; 42 włożony; 62 Lub tez światła ostrada; 63 Cień tego. 



561 WIĘKSZE D, NABCROWSKIEGO 281 

Gdyby nocnej na ziemię cień nie puszczał rosy, 

Biedneby nasze zboża nie doszły pokosy, 

Owocowby w jesieni nie dała Pomona, 

Floraby z swego kwiecia była obnażona. 20 

Mizernyby nasz wiek był, kiedyby swojego 

Światu cień nie użyczał płaszcza czarnawego, 

Którym prace i troski ludzkie ukoiwa. 

W cieniu ptak rozmaity swoje gniazdo miewa. 

Przed cieniem żal swój słowik odnawia surowy, 26 

Cień drzewa i rozwiłe cień zdobi dąbrowy. 

Za nic wszelkie obrazy, wszelkie malowanie, 

Jeśliże im ozdoby z cienia nie dostanie. 

Cień sławny on orator miał na pilnej pieczy, 

Gdy w Atenach osłowym cieniem wsparł swych rzeczy, so 

Cień czatom, cień zasadzkom, cień służy kradzieży. 

Cieniem chciwy miłośnik do swej miłej bieży. 

W czarnej cienia zasłonie do rozmów przychodzi, 

W cieniu zapał serdeczny bez zazdrości chłodzi. 

Cienia pragnie nowożeń, nowo zamąż dana m 

Cienia pragnie, nie pierwej w łożnicy oddana. 

Aż słońce woz zapędzi w gadytańskie morze 

A nocne się ku dołu nachyliły zorze. 

Nie jednego cień z krwawej potrzeby uwodzi, 

Cieniem z przegranej bitwy nie jeden uchodzi. 40 

Cień za starych Rzymianow drogo był płacony, 

Bo na cień marnej pompy pobór był złożony. 

Tysiąc zbrojnych okrętów Myceny stawiły, 

Aby się cienia wziętej Heleny zemściły 

A zprzysięgli Grekowie obegnawszy Troję, 45 

Przez dziesięć lat dla cienia kładli na się zbroje. 

Coż nadzieja, jedno cień dobra jest przyszłego, 

Ta w nieszczęściu człowieka podnosi nędznego. 

Dla cienia i zwierz głodny odbiega łupieży, 

Gdy za marą łakomstwem uwiedziony bieży. m 

Naonczas gdy bogowie ziemię nawiedzali, 

Cienia, miasto zasłony bóstwa zażywali. 



282 WJKYDARZ 561 

Równy cień Jowiszowi, równo z nim panuje: 

Cień i światło po niebie wzajem następuje. 
55 Cień w udziale swym trzyma acherontskie brody 

I straszne surowego Radamanta grody. 

Trzyma dusz zmazy próżnych szczęśliwe pokoje 

I pola kędy płyną niepamięci zdroje. 

Kiedy jasne niezwykłą słońce rdzą przypadnie, 
00 Zkąd nocy wiekuistej strach na ludzie padnie, 

Cień niepraw, że glanc traci pochodnia tak wdzięczna, 

Lubo światła odstrada błędna twarz miesięczna, 

Cień temu jest przyczyną. Świat nic nie wywodzi, 

Aż do włoska małego, zaczym cień nie chodzi. 
fiń Lotem ptaki, a w biegu zwierza najrętszego 

Cień wycieka, cień wpośród morza głębokiego 

Ściga nawy, żaglami i wiosły niesione, 

Poprzedzając w swym pędzie Eurusy szalone. 

Cień nauczył po słońcu godziny najdować 
70 I rozliczne po ścianach kompasy malować. 

Egipskie piramidy, niebotyczne skały, 

Talesowi za cieniem pomierne się stały. 

Cień dworski marnotrawca półmiski plundruje, 

Pełne czary, puhary, szklenice nicuje. 
7f, Jaką dziecię ma radość, kiedy je cień jego 

We szkle łudzi, a ono mniema być drugiego. 

Albo dziewczyna licha, gdy w zwierciadło swoje 

Patrząc, widzi twarz drugą, widzi drugie stroje 

I dziwując się myśh, coż wżdy się to dzieje, 
so Że ona twarz z nią płacze, z nią się wespół śmieje? 

Cień i w ogniu nie gore i w wodzie nie tonie, 

Miesza się między hufy, straszy z ludźmi konie, 

W krwawym boju bezbronny nie odniesie rany. 

Cień Narcysa o garło przyprawił kochany, 
8-. Ro skoro się oglądał w przezroczystej wodzie, 

Z miłości cienia podległ śmiertelnej przygodzie. 

I my co ziemię małą, małe morze mamy 

A myślą gorololną nieba się tykamy, 



562 WIEUSZK I). NA BOROWSKIEGO 2S3 

Cień niestyleż i marę zostawim po sobie. 

Cień z nami w grób, cień wiecznie stróżem naszym w grobie, y ■ 

Ale próżno wspominać cień naszego wieka 

I igrzysko niestałej fortuny czJowieka: 

Ten który z cienia powstał, świat nieogarniony, 

Będzie z nami w cień srogi znowu obrócony. 

562. Czwartak, przypisany księciu Imci Krzysztofowi Radziwi- 
łowi, wojewodzie wil. i hetmanowi w. W. X. L. v 

Szukałem upominku w nędznej gaździe swojej 
Dla ciebie, zacne książę, lecz w chudobie mojej 
Prożnom miał na bogatsze przesadzać się dary. 
Przyjm z łaską od chudego i ten czwartak stary. 

Nie gardź czwartakiem; dobrze naonczas bywało, 
Foki nam jeszcze starych czwartaków stawało. 
Teraz się nowych dudków, a złych namnożyło, 
Bodaj się nigdy o nich nam było nie śniło. 

Cztery rzeczy są, z których człowiek się wydaje: 
Kompania, zabawy, mowa, obyczaje. lo 

Kto łotrom brat, fraszką się bawi, prawdziwego 
Nic nie rzecze, a górny, strzeż się takowego. 

* Częsty po rękopisach ; drukowany jako wiersz Żabczyca w r. 1629; 
jako Olbr. Karmanowskiego w -Pamiętniku Sandomirskim«, II, 687 (bez 
dwu pierwszych zwrotek); tłumaczony w XVII wieku na ruskie z druku 
Żabczyca i częsty po rękopisach ruskich. TytuJ druku: »Czwartak nowy, 
w którym sie wyraźaią obyczaie ludziom rozmaitego stanu*. Przez Jana 
Z. Żabczyca, Kraków, lfi29, cztery karty (strof 25, brak dwu pierwszych, 
czy niezbędnych dla trafnego wyrozumienia jak całości tak i strofy osta- 
tniej?); druk niepoprawny; kończy sentencją łacińską o pax etc. W ręko- 
pisie berlińskim (miscellanea poetyckie Wojnów p. t. Jocoseria) ma Czwar- 
tak napis: »Czwartak albo Upominek*; są tu obie zwrotki, których druk 
niema. Czy nie przywłaszczył sobie Żabczyc Czwartaka, opuściwszy pierwsze 
zwrotki, chociaż i pomysł sam i język jak i wiersz, z jego własną poezyą 
najlepiej się zgadzają; czy może dorobił Naborowski dwie pierwsze zwrotki 
i Radziwiłowi w upominku posłał? Obszerniejszą o tym ciekawym wierszu 
i jego tłumaczeniach ruskich (z których jeden ma zawierać strofy, nie 
istniejące w naszych tekstach?), rozprawkę przygotowała Dr. Anna Croiset 
van der Kop. Są i naśladowania p. t. : Arytmetyka moralna. 



284 WIRY DARZ 562 

Cztery rzeczy na świecie nieoszacowane: 
Wolność, nauka, cnota, zdrowie niestargane. 
is Wolność serca, nauka rozumu dodawa, 

Cnota klejnot jest dusze, zdrowie żywot dawa. 
Cztery są na człowieka pokusy: mniemanie. 
Że mądry, możny*, bogaty, że mu wieku stanie. 
Możny* lekce poważa, zbyt mądry szaleje, 
20 Wiek nader ubezpiecza, bogaty hardzieje. 

Cztery rzeczy ma w sobie mieć sędzia: cierpliwość. 
Miłosierdzie, roztropność, świętą sprawiedliwość. 
Mądrze ma odpowiedać, słuchawszy cierpliwie. 
Prawnie dany wykonać dekret litościwie. 
25 Z czterech rzeczy przychodzi człowiek do godności: 

Gdy czytał, widział siła, był w sprawach, w trudności. 
Kto nieuk, niebywalec, nie miał z nikim sprawy, 
Trudności nie skosztował, to jest prostak prawy. 
Cztery rzeczy ma człowiek i niema w całości: 
30 Męstwo, przyjaźń i rozum przy doskonałości. 

Jest mężny na mężnego, jest w przyjaźni zdrada, 
Błąd się w mądrym znajduje, w doskonałym wada. 

Cztery rzeczy nas gubią, a trudno wetować: 
W sprawach z początku błądzić, nie chcieć się sprawować 
35 Według zdrowej porady, w zacięgi się wdawać, 

Nad siłę większy koszt wieść, niż cię może stawać. 
Dla czterech rzeczy lepiej jest odstradać świata 
Niż ich dostać: ubóstwa na szedziwe lata, 
Wywołania z ojczyzny, z chorobą więzienia, 
40 I po dobrze nabytej sławie obelżenia. 

Cztery rzeczy na świecie, którymi się brzydzi 
Pan Bog i których człowiek dobry nierad widzi: 
Łakomego bogacza, kaleki hardego, 
A młodzika bez wstydu, starca wszetecznego. 

* w »Pam. Sandom.< mężni/. W odpisie berlińskim w w. 1 m^ lichej 
ffazdzie; 6 póki nam reszty, 12 hardy (druk 1629 górny) i t. d. W w. 100 
druk : w mowie kłamliwy {kłamliwy i w Wirydarzu dopisany) ; w. 106 
w druku: idąc z ubóstwa mego przy mnichu i t. d. Jalat, nicpoń. 



562 WlKRSZK D. NABOKOWSKIKOO 285 

To czworo nam obficie przyj acioły daje: « 

Cnota przy stateczności, rozum, obyczaje. 
Kto z cnotą statkiem świeci, hojnie chleba daje 
I ludzki jest, takiemu przyjaciół dostaje. 

To czworo nade wszytko człowieka frasuje: 
Kiedy swych własnych dzieci pogrzeb odprawuje, ^o 

Gdy utraci majętność, gdy nieprzyjacielskie 
Szczęście widzi, a głupie sprawy przyjacielskie. 

Cztery rzeczy z ciężkością człowiek musi znosić: 
Służyć długo, nagrody za to nie odnosić, 
Prosić nie wziąć, czuć niewdzięk swej wiernej posługi, 55 
Nadzieją być omylon czeka wszy czas długi. 

Cztery rzeczy niesyte nigdy u każdego: 
Ucho, język i ręka, a serce do tego. 
Ucho zawsze chce słuchać, język nie ustawa, 
Ręka chce brać, a serce pragnąć nie przestawa. eo 

Cztery rzeczy są, które nie mogą być skryte: 
Miłość, boi i nienawiść, pieniądze obfite. 
Wzdychaniem się wydaje miłość, boi sarkaniem, 
Poglądaniem nienawiść, pieniądze zbieraniem. 

Cztery rzeczy wnet zbyte a niepowścignione: or. 

Panieństwo, czas i kamień i słowo rzeczone. 
Czasu próżno wetować, panieństwa przywrócić, 
Głos wypuszczon, rzucony kamień nazad wrócić. 

Cztery rzeczy widzimy, nie widząc ich znaku: 
Drogi ptaszej pod obłok, wężowego szlaku, 70 

Toru, którym po wodzie zwykły chodzić łodzi, 
I ścieszki na powietrzu, którą dym wychodzi. 

Tym czworgiem kiedy człowiek od Boga nadany. 
Godzien, aby był zaraz kanonizowany: 
Gdy żyje świątobliwie, w krzywdach jest cierpliwy, 75 
Sekret umie zachować, a w słowie prawdziwy. 

Cztery rzeczy, którym wnet przyjaciół nie stanie: 
Młodość i też bogactwo, możność i kochanie. 
Młody gdy star, bogaty, gdy stracił upadnie, 
A możny i kochanek, gdy z łaski wypadnie. so 



286 WlRYDARZ 563 

Cztery rzeczy ma w sobie mieć sługa cnotliwy: 
Ma być pilny, cierpiący, wierny i prawdziwy. 
Pilny w posługowaniu, prawdziwy w mówieniu, 
Cierpliwy w posłuszeństwie, wierny w poruczeniu. 

85 Cztery rzeczy ma w sobie pan mieć z powinności: 

Miłosierdzie, cierpliwość, baczność przy hojności. 
Miłosierdzie odpuszcza, nagradza baczenie, 
Hojność dawa, kłopoty wytrzyma cierpienie. 

Cztery rzeczy ma ten mieć, który co rozdawa: 

90 Wiedzieć dlaczego, i co, kiedy, komu dawa. 

Dlaczego, by dał słusznie; co, by zaś nie mało; 
Komu, by godzien; kiedy, by się na czas dało. 

Czterech rzeczy najbarziej pragnie białogłowa: 
Gładkości i z dostatkiem, szat, dobrego słowa. 

9;. To jej świat, gdy się stroi, gdy za gładką mają, 

Gdy ma tyle ile chce, gdy jej dowierzają. 

To czworo rycerskiego człeka hydzi prawie: 
Skępstwo a przytym kłamstwo, nieśmiałość, bezprawie. 
Jałat to a nie junak, kto niesprawiedliwy, 

100 W życiu marny, w potrzebie tchórz, w słowie fałszywy. 

Cztery rzeczy ma mnich mieć co w klasztor wstępuje: 
Starać się aby spełnił to co obiecuje, 
Czynić to co mu każą, jeść to co mu dają, 
A nie być markotUwym, gdy napominają. 

105 A tu już ten moj czwartak niechaj na tym stanie, 

Wyszedszy od kaleki, przy mnichu zostanie. 
Jeśli mię tak nieszczęście chce dłużej piastować, 
I panu do konwentu przyjdzie apelować. 

563. Żywot ludzki. 

Nie to żywot żyć długo, ale żyć cnotliwie. 
Bo jeśli żywot długi długością właściwie 
Życia naszego mierzym, bydlęta z tej miary 
Czemu mają od Boga większe niż my dary? 
5 Lecz żywot ten doczesny, przeszcie jest i wrota 
Do niebieskiego, Bogu równego żywota, 



S6S WiteRSŻK r>. NAliOUDWSKlKGO 287 

Do którego się rodzim, ztąd drogą nazwany 

Do żywota wiecznego żywot ten stroskany. 

Bo ten żywot, którego długo zażywają 

(Acz nie wszyscy) ci, którzy w ziemi oczy mają, lo 

Ziemski żywot W(ł'aściwy, a żywot bydlęcy, 

Co im właśnie należy, który też zwierzęcy 

Stan swym własnym poczyta, a ten skoro minie, 

łże już swój czas skończył, i sam z czasem ginie. 

Nie tak człowiek, któremu nieba rozkazują; i;^, 

Tym kwoli żyw, te jemu inakszy gotują, 

Żywot on nieskończony a żywot prawdziwy, 

Który przyzna dobremu sędzia sprawiedliwy. 

To twój żywot człowiecze, ten cię niech zabawi, 

A błoto błotnej ziemie niechaj cię nie bawi. jro 

A jako lekką nogą zawady przenosi 

Ten co bieży w zawodzie i tylko podnosi 

Do celu podanego oczy swe z żądości, 

I ty wszytkim wzgardziwszy trzymaj się słuszności. 

Niech się za dobrym mieniem inszy uganiają, 25 

Niech zacność i rozkoszy szczęściem poczytają: 

Ten co Bogu w pokoju winną chwałę dawa 

A bliźniemu, co jemu należy, oddawa, 

Prożen i domniemania, prożen i sromoty. 

Nadzieję, bojaźń, żądzą i wszelkie kłopoty sj 

Pod nogi swoje podbił, ten u mnie szczęśliwy; 

Ten mnie żywym przykładem; ten mistrz niewątpliwy. 

Ani dbam, chocia na mię z okrutnej swej gęby 

Pokazuje fortuna wściekła straszne zęby. 

Co mnie po wielu, trochą gdy się obejść może; s.'i 

Im mię więcej ta ślepa jędza zapomoże, 

Niestała pani, więcej u mnie będzie chciała. 

Kiedy mam to czym wzgardzić, choćby się pukała, 

Nic nie weźmie, nie weźmie nic i wróg szalony. 

Szczęśliwy, gdy od szczęścia będę oddalony. 40 



288 wiRYDARż 664-565 



564. Impreza, Calando Poggiando, to na doł, to do góry. 

Świat morze, człowiek okręt od burzy niesiony, 

Przygody skryte skały, szczęście wiatr szalony. 

Gdzie styr umysł stateczny, gdzie sam rozum rządzi, 

Gdzie cnota Gynozura, takowy nie błądzi. 
5 To na doł, to do góry, to w bok wały porze, 

Tak pogody zażywa, jako niesie morze. 

Nic stałego na świecie, ponieważ i wdzięczna 

Pochodnia Tytanowa, błędna twarz miesięczna 

Za niebieskim obrotem zachodzą i wstają, 
10 Coż człowiek, jeśU nieba swą odmianę mają! 

565. Usiłowanie. 

Dał ci się Bog urodzić do wysokich rzeczy, 
Wysokie tedy zawsze sprawy miej na pieczy. 
Choć się nie zawsze zdarzy, ty przecie czyń twoje. 
Ten co wysokim rzeczom oddał myśU swoje, 
5 Choć nie dopiął, ten pozad nie barzo zosta wa; 
Iż to co mógł uczynił, tym się zacnym stawa. 

566. Krótkość żywota. 

Godzina za godziną niepojęcie chodzi, 

Był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi. 

Krotka rozprawa: jutro, coś dziś jest, nie będziesz, 

A żeś był, nieboszczyka imienia nabędziesz. 
5 Dźwięk^ cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt, żywot ludzki słynie. 

Słońce więcej nie wschodzi, to które raz minie. 

Kołem niehamowanym lotny czas uchodzi, 

Z którego spadł niejeden, co na starość godzi. 

Wtenczas kiedy ty myślisz, jużeś był niebożę; 
10 Między śmiercią, rodzeniem, byt nasz ledwie może 

Nazwań być czwartą częścią mgnienia, wielom była 

Kolebka grobem, wielom matka ich mogiła. 



567—569 WIERSZYK d. naborowskirgo 289 



567. Na toż. 

Dzkń jeden drugi goni i potym zostawa 
Tam, zkąd wiek wszytkokrotny odwrotu nie dawa. 
Żaden dzień i godzina bez szkody nie bywa 
Człowieku, który ze dniem zarówno upływa. 
Karmią byt nasz godziny, która leci snadnie; 5 

Więcej się ten nie wraca, kto z regestru spadnie; 
Już w nocy wiekuistej sen przyjdzie spać twardy. 
Na to masz zawsze pomnieć, o człowiecze hardy: 
Dwakroć żyje, kto żyjąc umrzeć się gotuje; 
Umiera dwakroć. kto się śmiertelnym nie czuje. i« 

568 Łazarz do bogacza. 

Bogaczu hardy, próżno śmiejesz się z nagiego. 
Nago wchodzim na ten świat, nago pojdziem z niego, 
Nagle sumnienie Bog sam jako czyste lubi, 
Święta prawda nad wszytko nagością się chlubi, 
Nagi miesiąc i gwiazdy i okrąg słoneczny, ft 

Nago wchodzi, wychodzi z ciała duch przedwieczny. 
Nadzy nieba mieszkańcy, nadzy są bogowie. 
Przyjdzie czas, o pstry kruku! kiedyć pogotowie 
Odbiorą cudze płora; wtenczas swe nagości 
I sprośny wrzód odkryjesz i spróchniałe kości. lo 

569. Marność sławy. 

Świat obłudny tu widząc mieszkańca swojego, 
We dnie i w nocy pilnie myśh koło tego, 
Jakoby go mógł nakryć zdradnymi sieciami; 
Czasem go ponętnymi łudzi rozkoszami, 
Czasem też stracłiem karmi, wnet zaś pochlebuje » 

A żółć z miodem zmieszaną zawsze mu gotuje. 
Lecz ty na wszystkie trwogi tak bądź ustalony, 
Abyś z obu stron umysł miał niezwyciężony. 
Tak żyj na tym tu świecie, jakby cię nie było, 
Co jako masz wykonać, niebo nauczyło, lo 

Wirydarz I. 19 



2dÓ WIRTDARŻ ItÓ 

Z którego duch twój wzięty, iskierka wieczności; 
Tenci nazad pokaże do ojczystej włości. 
Ty tylko chciej za nim iść, a leniwe ciało 
Niechby przy marnej chlubie w tym padole trwało, 

ló Póki go matka wielka do łona wielkiego 

Za dań swą nie zagarnie, wziąwszy to co swego. 
To gdy tak postanowisz, jest przecie zawada. 
Chciwość sławy; tej jeśU kto mądrze nie zbada. 
Wysoki umysł w dolnych rzeczach uwikłany 

20 Od ciała sławy smakiem będzie zhołdowany. 

Więc rozumiesz, że domu starożytność twego 
I głosy pospolite gminu niestałego 
Pomkną terminu, który śmierć raz naznaczyła, 
Albo gdy się już dusza z ciałem rozłączyła, 

25 Żeś doszedł nieśmiertelnej aż na wieki sławy. 

Mylisz się: tylko w tym bądź sędzia sobie prawy. 
Bo choćby też i nawet już tak być musiało, 
Goż ma do tego w ziemi zakopane ciało? 
Gzy ten sławy pragnący wąż będzie ział wiecznie 

30 I już się ciebie robak nie imię koniecznie, 

Skoroby trąbę słyszał dostojeństwa twego? 
Nie to, nie; ale umysł prożen od świeckiego 
Plugastwa wieczność sarnę tylko upatruje. 
Gdzie kara złym, a dobrym radość się gotuje. 

85 Tam głosów pospolitych i sławy nie pytać, 

Próżno głupi człowiecze tego się tam chwytać. 
Ty prochem, zacność z ludźmi całkiem zostać musi 
A choćbyś chciał, o to się duch twój nie pokusi, 
By ją ztąd wydźwignąwszy przeniósł do wieczności, 

40 Przeszkadza noc głęboka i srogie ciemności. 

Tak w błocie tym to wszytko i twoje zewłoki 
Zostawiwszy duch wieczny przenika obłoki. 

570. Ćwiczenie dziatek. 

Ćwiczenie rzecz kosztowna niewinnej młodości. 
Póki pochopu nie wziął przyrodzonej złości 



570 WIBKSŻK D. NAttOROWSKlEOO 291 

Ogień, prac nieprzyjaciel i cnoty od wieku, 

Który zwykł rozkazować młodemu człowieku. 

Bog niewinnych ust pragnie do zakonu swego, 5 

Nieskalanych plugastwem wszeteczeństwa złego, 

Bo jeśli z młodu pola dasz zależeć jemu 

I z dzieciństwa nie będzie przywykał dobremu, 

Wtenczas gdy się rozpuści, na twój żal niemały 

Trudno będzie miał dosiądź świętej cnoty skały. 10 

Lecz kary niecierpliwe przyrodzenie jego 

Pierwej dobrze zrozumiej i dowcip, do czego 

Skłonny ma, do czego nie? Zkąd się zaraz sprawisz, 

Czym go trudnić nie będziesz a czym go zabawisz. 

Opłakane nauki już przyszły do tego, 15 

Że trudno ma kto wskórać wieku dzisiejszego. 

Przelo i tu opatrznym tobie być potrzeba, 

Nie mistrzom, ale czasom żal ten przyznać trzeba. 

Zyskowi niezbożnemu nauki poddane 

A święte obyczaje zewsząd są wygnane. 20 

Uboga cnota w szmatach oszarpanych chodzi 

I żebrząc nieszczęśliwa ulice obchodzi, 

Ąby wżdy mogła dostać chleba spleśniałego, 

Którym się żywić, którym żebraka drugiego. 

Tu już ten miejsca niema, któremu łaskawa 26 

Fortuna świetne sceptra i korony dawa. 

Nie śmie majestatowi przykrzyć się uczony 

A gdzie sam nie od złota, wnet będzie wzgardzony. 

Przeto ktokolwiek pragnie od gminu wychodzić 

A nauk świątobhwych i też cnoty chodzić so 

Ścieżką niepokalaną, niech się trzyma tego, 

Aby wzgardził pospólstwem i marnością jego. 

Lecz żeby owoc dało nauk pożądany. 

Niechaj będzie dziecięciu mistrz doma przydany. 

Bu szkoły, jakie mamy dzisia pospolite, 35 

Szkoły niecnot, rzec mogę, i w niewstyd obfite, 

Gdzie uczyciel darmouk, którą darmo dawa 

Naukę, sam się tylko uczestnik jej stawa. 

19* 



292 WIRYDARZ &'?! 

Tak i młodość niewinną zawodzi niedbały 
40 I sam siebie potępia człek zapamiętały. 

571. In Werki solatium^ 

Muzy zewsząd strapione skoro obaczyły, 
Że już siły marsowe zewsząd nastąpiły 
A szczęściem uniesiony bisurmaniec sprośny 
Już dawno ich ojczysty osiadł kraj żałosny, 

5 Tu, o wielki prałacie! wszytkie się udały, 

By ostatnie ciężkiego żalu łzy wylały, 
Gdzie miejsce to mieszkaniec dawny Werki zowie, 
Go płacz i łzy Słowianin nazywa w swej mowie. 
W tym placu swe pociechy założyły sobie, 

10 Gdzie Wilia oddawszy winny pokłon tobie, 

Spieszy się pod dawnego Gedymina mury. 
Tyś sam jeden nalezion, cny biskupie, który 
Jeszcze dawasz gospodę w czasy opłakane 
1 przyjmujesz w dom córy Jowisza wygnane. 

15 Tobie się sama cnota w opiekę oddała, 

Tobie się sama prawem wiecznym zapisała. 
Bodaj szczęsny dziedzicu przy znajomym zdroju 
W długi wiek tak świętego zażywał pokoju 
Przy gęstwinach zielonych z wdzięcznymi muzami 

20 Mile dni swe świętymi trawiąc zabawami 

A przypominał sobie te słowa kochane, 
Które przed twym pokojem stoją napisane: 
Tt/ mie rządź, ty daj umysł zdrowy w ciele zdrowym 
A tobie iiyć i umrzeć, daj Christe, gotowym. 

25 Żyj Bogu i ojczyźnie, biskupie jedyny, 

Ozdobo i senatu i naszej krainy. 

* Dopisano : Do Biskupa Wilen. abo Tyszkiewica abo Wolowicza, 
bo to. byli obay nader zacni Prałaci y prawie diyini. A Werki te są nie- 
daleko Wilna, co właśnie z litewskiego ięzyka znaczy i^y. Situs Werkow; 
Gedymin, Wielki Xiąźę Litewski Fundator Wilna; Elogium Biskupie. 

> Dopisano: Tu me roge sanum da sanam in corpore mentem Vi- 
Yere da recte, da pie Christe mori. 



572—573 W1KR8ZE d. naborowsktrgo 293 

Jeśli w potomne wieki będą jakiej ceny, 
Nie ząpomnią cię nigdy me proste kameny. 

572. Correctura. 

Jeśli, zacny biskupie, ladajakie rymy, 
Odpuść proszę: Wereckie to robią lachrimy, 
Które twoje piwnice hojną ręką dają. 

Werki! słodkie to łzy wasze muzy mają. 

573. Błąd ludzki. 

Ktokolwiek uwiedziony od błędu ślepego 
Ustąpiłeś niebacznie gościńca prawego, 
Wiedz, źe on wielki rządca świata szrokiego 
Nie chciał tu mieć na świecie nic doskonałego. 
Przeto do nieba się miej, chceszli być w pewności, 
Wyrzekszy się i świata i jego marności. 
Błędowi wszytko podbił mus nieprzełomiony, 
Cokolwiek w sobie oba zamknęły Triony. 
Niech szalony pustelnik kryje się w pustyni, 

1 tam czego ujść trudno pokryjomu czyni, lo 
Choćby dobrze to jawno, co zgrzeszył, nie było, 
Sumnienie, kat obecny, będzie go trwożyło. 

Jednakże trzeba dobrze wyrozumieć temu; 

Nie myślę ja otwierać tym drogi ku złemu. 

Grzechu strzedz się, lecz ile krewkość znosi, trzeba^, i5 

Bo jeśli kto rozumie, źe już blizki nieba. 

Że Boga dosiągł swoją czystością samego, 

Zapadszy na ustroniu, coś na niemądrego 

Barzo poszedł. Żaden tak z patriarchów onych 

Lat swoich nie prowadził Bogu ulubionych. 5!.» 

Przykład z Abrama, przykład z Izaaka cnego 

I któremu do nieba okno wysokiego 

Otworem kiedyś stało, którego też plemię 



^ Dopisano: *NB. Mowa cię wydnje, że Galileyczykc, przytyk na 
nieuznającego ślubów czystości kalwina. 



294 WIRY DARZ ^"^^ 

Dwunastą pokolenia napełniło ziemię. 

> Zkąd zbawienna latorośl potym zakwitnęła, 

Która grzech ludzki i gniew boży na się wzięła. 
Wszyscy święci ojcowie, co ich wonczas było, 
Przez których prawdy słońce na świat się zjawiło, 
Aż do Pawła świętego nie uczyli tego, 

) Żaden się nie poczytał za zgoła czystego. 

Nie kazał abyśmy się w jamy zamykali ^ 
Lub uczynki naszymi nieba dosięgah. 
O zawiedziona trzodo! o trzodo błądząca, 
Świątobliwości glancem tylko się chełpiąca, 

) Aby w murach zamczystych, w jaskini, w ciemności, 

Mogła skrycie popełniać wszelkie nieprawości, 
Strzeż się, Bog wszytko widzi, świadek myśli twoich 
A z starych tych przykładów popraw błędów swoich. 
Żyć trzeba świątobliwie pospolitej rzeczy 

) A zawsze, ile krewkość znosi, mieć na pieczy. 

Aby człowiek nie grzeszył. Jeśli też w grzech wpadnie 
Z niewiadomości jakiej, ratuje go snadnie 
Jezus baranek boży, świata odkupienie. 
Najpewniejszy nasz patron, nasze wybawienie, 

■■> Droga, prawda i żywot, kotwica wieczności. 

Do tego się z pokutą udaj w doległości. 
Jeśliś od przeciwnika w błąd jest uwiedziony, 
Szczyrze się kającemu błąd jest odpuszczony. 
Tak chce Bog mieć: przeklęctwo przeciwić się jemu. 

) Przeto też nie przydaj, nic nie ujmuj temu. 

574. Stateczny umysł. 

Jeśli kiedy bolejesz z przypadku nagłego. 
Wspomni, czy doznałeś co na świecie takiego? 
Jeśliś doznał, czemu cię jak nowe strwożyło? 
Cokolwiek przypaść może, już to przedtym było. 

* Dopisano: »Przymowka na katolickie zakonnik!, ale jako prae- 
postere?< Przedtym (w. 23 i 25): Jakuba Patriarchy; Chrystus. 



574 WIKRSJ^E D. NABOROWSKIEGO 295 

Tak się masz w swym rozumie z czasem porachować: 6 

Minęło pierwsze i to musi ustępować, 

Choć niemały czas, jednak w oka mgnieniu ginie. 

Fraszką wszytko być doznasz, co tu wielkim słynie, 

Fraszką choć i najdłuższe wszytkie przeciwności, 

Kiedy to przystosować przyjdzie do wieczności. lo 

Ciężkoć jest co wytrzymać, zginie to w godzinie 

A przedłuży się jeszcze, więc z drugą ominie. 

Cień, dym i dźwięk żywota koniec mizernego! 

Wszytko za opinią idzie co świeckiego i. 

Ta po swej woli czyni, chocia niemasz czego, 15 

Że jest, a co jest, właśnie, że nic takowego. 

Znikoma rzecz niegodna żalu mnie się widzi. 

Ktokolwiek jako nieswój z afekty się biedzi. 

Niech płacze, śpiewa, kwili, weseh się sobie, 

Cale spokojna myśli, oddałem się tobie. 20 

Opinią się wszytkie rzeczy ciężkie zdadzą. 

Znośna rzecz każda tam, gdzie miejsca jej nie dadzą. 

Ta własna na przypadki próba jest wszelakie: 

Lub białe, lub czarne, za farby jednakie 

Wszytko to mieć potrzeba, nie bać się niczego, 25 

Niczemć nie dziwować, nie mieć nic nowego. 

Wszytkie kłótnie na świecie, wszytkie nagłe rzeczy, 

Wszytko co tu wróg ślepy ma na pilnej pieczy, 

Tak poczytać potrzeba, jak się pokazuje; 

Złe i dobre za jedno, co w lot ustępuje. so 

Tak mieć co błędne szczęście ścisłą ręką dało. 

Jak oddać, gdy nieszczęście będzie odbierało. 

Ani godna zdradliwa fortuna jest tego, 

Żeby się swędzić dla jej dobra nietrwałego. 

Które tylko do czasu nam arędowała ss 

I bez wszelkich zapisów i warunków dała. 

Jak góry nie wynosić, kiedy pochlebuje, 

Tak też serca nie tracić, kiedy ustępuje. 

Dopisano: Opinionis graphica descripcio. 



296 WIHYDARZ 575 

Ten tryb rzeczy był przedtym: ten i teraz wszędzie 

40 (Jak dzieje wyświadczają), ten i potym będzie. 

Mizerny ten po błędnym morzu żywot pływa, 
Sam nie swój miejsca nigdzie pewnego nie miewa. 
Rozumieniem o swojej sile uniesiony 
A wszelakim przypadkom na cel wystawiony. 

45 Prawda, że nam przedwieczna opatrzność panuje, 

Ta wszytkimi rzeczami na świecie kieruje. 
Lecz rzadki mądry człowiek tak bywa szczęśliwym. 
Żeby jej miał dosięgać rozumem właściwym. 
Przeto w tym rządzie słabym nieporządnych rzeczy 

50 Chceszli bieg dobrze skończyć, ten sznur miej na pieczy: 

W śmiechach, w żarciech uczciwych niech płyną dni tobie 
A pracą i kłopoty nie skracaj ich sobie. 
Tak czyń jako zawodnik z kresu wypuszczony, 
Który w celu ma wszytek umysł pogrążony, 

'^5 Cel sam nad wszytkie inne rzeczy upatruje 

I do celu się żartką nogą wy prawu] e. 
Abo jak mądry styrnik, gdy przez dzikie morze 
Burzliwe wały nawą skołataną porze, 
Aż go nieba życzliwe do pożądanego 

6'J Portu przybiły, gdzie już kłopotu wszelkiego, 

I prącej zapomniawszy cieszy się ubogi, 
Że bezpiecznie przepłynął wszytkie morskie trwogi 
I strach w małej tablicy farbą wyrażony, 
Którą stawia od progu śmierci powrocony. 

575. Cnota grunt wszytkiemu. 

Fraszka wszytko na świecie, fraszka z każdej strony! 
Nic to, choć ty masz pałac kosztem wystawiony; 
Nic to, że stół zastawiasz hojnie półmiskami; 
Nic to, żeć złoto, srebro leży gromadami; 
Nic to, że gładka żona i domu zacnego; 
Nic to, że mnóstwo wnuków liczysz z boku swego; 
Nic to, że masz wsi gęste i wielkie osady; 
Nic to, że sług za tobą niemałe gromady; 



576 WIERSZE D. NABOUOWSKIEGO 297 

Nic to, źe równia nie znasz dowcipowi swemu; 

Nic to, źe się ty światu podobasz wszytkiemu; 

Nic to, żeć szczęście płynie nieodmiennym torem; 

Nic to, choćbyś opatem abo byJ priorem; 

Nic to, choć masz papieskie i carskie korony; 

Nic to, że cię wyniosło szczęście nad Triony; 

Nic to, byś miał tysiąc lat szczęsne panowanie. 

Bo iż to wszytko mija, za nic wszytko stanie. 

Sama cnota i sława, która z cnoty płynie, 

Nadewszytko ta wiecznie trwa i wiecznie słynie. 

Tą kto żyje, ma dosyć, choć nie ma niczego, 

A bez tej kto umiera, już nic ze wszytkiego. 5 



576- Kur na krzcinach oddany, małemu wielkiej nadzieje 
Radziwiłowi od Dan. Naborowskiego Anno 1624. 

Senatu królewskiego przedniejszy panowie, 
Książąt blizkich i miasta głównego posłowie 
Przynieśli do kolebki twojej dar bogaty, 
O mały kwiatku teraz, lecz da Bog za laty 
Przyszła domu korono, Stephanie, (tak zowie 5 

Greczyn, tak i. łacinnik koronę w swej mowie). 
Tam więc drudzy oddadzą upominki swoje, 
Szable, łuki, puklerze, kolczugi i zbroje, 
Orły, sępy, sokoły; tygrysy i konie. 

Ty natenczas odemnie weź kura w pokłonie. 10 

Mały dar, przyznać muszę, ale wielkiej cnoty, 
Godzien być porównany z wielkimi klejnoty 
Zwłaszcza dla męstwa, którym nadewszytko słynie, 
Jakie w Hektorze, lubo w Ajaksie Greczynie. 
W cokolwiek go jedno tkniesz, niemasz nic takiego, 1.0 
Coby ujmą być mogło wspaniałości jego. 
Chód śmiały, grzebień czerstwy, podbródek rumiany, 
Wzrok bystry, złote piorą, po szyi odmiany. 
Bodźca u nog potężne, pierś mężna, bark żywy, 
Nos ostrząc do boju się ćwiczy nietrwożliwy. ^so 



298 WIRYDARZ 576 

Którego jako skoro usłyszy lew srogi, 
Zaraz ogon ogromny zwiesi między nogi, 
Ucieka w las a jemu grzywę wiatr rozwiewa 
I tam wstyd swój głęboką jaskinią nakrywa. 

25 Zły kur na kura zwłaszcza gdy przyjdzie do tego, 
Że wódz z swym hufcem trafi na wodza drugiego. 
Wnet bitwę sobie dają hetmani zwaśnieni, 
Krwią własną na swe własne wnętrza zajuszeni. 
Spoiny raz ostrym nosem i pazury bywa, 

30 Barkami bijąc każdy sobie pochutnywa; 

Krzyk idzie pod obłoki a z ziemie kurzawa, 
Pierze leci, tak właśnie, jak kiedy śnieg wstawa. 
Takie Jason do Kolchow płynąc widział skały, 
Które się same z sobą nad morzem ścierały. 

35 Bywało, że częstokroć od razu spolnego 

Obu martwych odniosą z placu nieszczęsnego. 
Dziwuj się tu, kiedy krwią państwa nabywają 
Królowie, jeśli kurzy takie serce mają? 
Odpoczynku nie pytaj, trudno ich rozwodzić, 

^0 Gdy się poczną to za nos, to za grzebień wodzić. 

Krew z nich pluszczy, kokoszy z strachem wyglądają, 

Którego z nich za męża i hersta mieć mają. 

Tam jeden przemożony do kąta się spieszy 

A wygnaniec wzdychaniem w cieniu nędzę cieszy, 

45 Zwycięzca zaś wesoły skrzydły się ożywa 

A na nogi się wznosząc sam swój tryumf śpiewa. 
W kochaniu między bogi kur ApoUinowi, 
Pomoc wielką przyznawa Latona kurowi; 
Ztąd kurów przy brzemiennych wonczas zażywano. 

50 Z kurem Merkuriusza zdawna malowano. 

Srogi Mars i ten kura zawsze miał przy sobie 
I w kurzej snadź się wonczas wysiedział osobie, 
Od Wulkana poiman; Pallas kiedy brała 
Zbroję na się, na szyszak kura zażywała. 

56 Idomeneus mężny pod Trojańskim nmrem 

Paiż swój odlewany złotym zd(>bił kurem 



576 WIERSZE D. NABOHOWtiKlEGO 299 

I U tego, którego niezwalczona siła 

Wojska nieprzełomione perskie poraziła, 

Wielkiego Macedona na drzewku kur złoty 

Miasto grotu był dziwnie subtelnej roboty. co 

Kur przyszłe z przyrodzenia opowiada rzeczy, 

Tebańczykowie kurzy głos mieli na pieczy, 

Ztąd o szczęściu i przyszłej sławie wróżkę brali, 

Kiedy się z Spartanami pod Leuktrą ścierali. 

W Rzymie wieszczek kiedy swe wróżki odprawował, gs 

Żółć same nadewszytko w kurze upatrował. 

Tamże kur cesarzowi wróżył o stolicy, 

Gdy ziarna zobiąc imię zbierał po tablicy. 

Wojennym swoim bogom, gdy bitwę wygrali, 

Lakonowie w ofiarę kura oddawali. 70 

Nie wspominam pilności, z jaką więc kur chodzi, 

Gdy po matce żałosny sam sieroty wodzi. 

Sam jajca odbieżane od matek wylęga, 

W czym pobożnym afektem człowieka dosięga. 

Kur z nami wespół oko podnosi do nieba, 75 

Słońce w ciemnym obłoku upatrzy jak trzeba. 

Jego promień wschodzący wita swym śpiewaniem, 

Dzieli czas południowy, dzieli świt z zmierzkaniem. 

Straż nocną odprawuje, o północy czuje. 

Jutrzenkę poprzedzając blizki dzień zwiastuje. so 

Jego głosu rzemieślnik i oracz słuchają, 

Na głos jego podróżni w drogę wyjeżdżają. 

Wielkie pożytki z kura, przyznać to kurowi, 

Ztąd kur był na baczeniu Pitagoresowi. 

Kur przeciwną truciźnie cnotę w sobie czuje, 85 

Gadziny, szkorpiony, węże prześladuje. 

Cudem zamknę, że perłę skrytą w sobie miewa, 

Którą kiedy kto nosi, niezwyciężon bywa. 

Tym snadź Milo Krotończyk tak silnym się stawił 

I nieśmiertelną sławę siły swej zostawił. 90 

Lecz dosyć! niechaj ten kur już na tym przestanie. 

Żeby zawsze zwiastował, o zacny Stefanie! 



300 WIRYDARZ 577 

Głosem wielkim wschodzące twoje zorze wdzięczne, 
Dokąd słońce trwać będzie i koło miesięczne, 
j Abyś jasne promienie wydał czasu swego. 

Godne wielkiego ojca, potomka wielkiego. 
A ten który górnymi planety kieruje, 
Niechaj sam bieg żywota twojego piastuje. 

577. Róża przypisana po kolędzie księciu Imci Krzysztofowi 
Radziwiłowi. 

Różą mrozem spłodzoną Trionu zimnego. 
Miej, książę, za kolędę od sługi swojego. 
Przed wiosną, przed zefirem muza ją rozwiła, 
I mały dar za wielki tobie poświęciła. 
Godna rymu jest róża, sam Tytan gdy wschodzi, 
Różaną twarz podaje, lub kiedy zachodzi, 
Różane lice kryje w Oceańskie morze. 
Różane są tak ranę, jak wieczorne zorze. 
W różanym się odzieniu tęcza pokazuje, 
Różą wargi i śliczną płeć Wenus maluje, 
Różą członki Kupido swe kwitnące zdobi, 
W różanym wieńcu Bacchus koło winnic robi. 
Cnot strażnik wstyd rumiany różą zafarbuje 
Wstydliwej panny lice, gdy w łoże wstępuje 
Do swego oblubieńca. Jesień z owocami, 
Lato nie tak wesołe z swymi pożytkami, 
Jak róża wiosnę zdobi. Co wiosna jest latu, 
To wieśnie jest w ozdobie róża swego kwiatu. 
Róża kwiat z kwiatów, insze kwiaty tak przechodzi. 
Jak się wyżej nad insze sosna wierzby rodzi. 
Wtenczas gdy róża kwitnie, wszytek się świat śmieje, 
Ziemia szatę odmienia, wiatr zachodni wieje. 
Ptacy krzyczą a piękne zielenią się lasy: 
Takie snadź na początku świata były czasy. 
Gdy Hebe Alcydesa śliczna obłapiała, 
Na skroniach swych rumianych z róży wieniec miała. 



577 WIKRSZB D. NABOROWSKIEOO 301 

Gralia z Ortigenem^ kiedy się pieściła, 

Tak sobie jako jemu z roży wianki wiła. 

Wszytkie wonie, które nam Arabczyk przynosi, 

I które snadź do gniazda swego feniks nosi, so 

Róża przeszła w wonności, w barwie karmazyny 

I kosztowne kamienie murzyńskiej krainy. 

Jej listek jeszcze miększy niż puch Ledejskiego 

Łabęcia, choć był z brody Jowisza samego. 

Ztąd z niej bogom wezgłowia na ołtarz kładali ss 

Poganie, aby się tak miękczej wylegaH. 

Roza snadź z pokolenia wyszła królewskiego. 

Bo zdawna w herbie była króla brytańskiego. 

I po dziś dzień tym kwiatem złoto jest znaczone. 

Lekarstwo w niedostatku barzo doświadczone. 4o 

W to, o nieunoszone zwierciadło patrzajcie, 

A czasu póki płynie, radzę zażywajcie. 

Potym godzina minie; gdy kwiatu nie stało, 

Starej twarzy już będzie z paciorki przystało. 

Że między cierniem wschodzi, ma róża przyganę, 4r. 

Zkąd chciwie ją szczypiącym czyni w palcu ranę. 

Lecz próżno, tak mieć chciała bogini miłości. 

Aby żółć przy mieszana była do słodkości. 

I rozkosz sama nigdy, lecz z troską na poły: 

Tak miód wespół i żądło mają w sobie pczoły. so 

Cudem zamknę, o którym mądre świadczą księgi, 

Wielkiej mocy i wielkiej różanej potęgi. 

Młodzieniec od swej miłej w osła przemieniony, 

Ku postawie człowieczej różą przywrócony. 

Ta róża, która mi się wśród zimy rozwiła, 66 

Daj ci, książę, wesołej wiosny gońcem była, 

* Przypiski do w. 27: crror; 39: rosenoble; 41: apostrophe do 
białej pici. Odmianki rękopisu Czartoryskich nr. 1888, w. 35 wezgłowki; 
37 poszła \ 4:0 nader; po tym wierszu dodano dwa: 

Hoża nam wyraziła krótkie nasze lała, 

Bo z słońcem na świat wschodzi, z słońcem zchodzi z świata \ 
4cb roście (nie: wschodzi); 53 obrócony \ 60 insze. 



302 WIRYDARZ 578 

w której bodaj prowadził nieskończone lata 
I w pociechach bez smutku tu zażywał świata. 
Bogu służyć a wiek swój prowadzić w radości, 
60 Nad wszytko, inne rzeczy fraszki i marności, 

578. Kalendy styczniowe szczęśliwie nastałego roku 1636 
do tegoż księcia Imci. 

Żeby darmo styczniowe nie przeszły kalendy, 
Szukałem w chudych kąciech nędznej chaty wszędy, 
Życząc sobie o książę! w niedostatku moim 
Naleść godny podarek pańskim progom twoim. 

6 Ale iż wyschły strumień, jako skąpo dany, 

Parnaskiej wody, i wiek ku nocy podany 
Przeszkodą jest niemałą zapędu mojego, 
Przyjmi z łaską i to: Gos i jest Nic takiego. 
Bo to dwoje Goś a Nic na świecie panuje, 

1" Wszakże Nic moim zdaniem przed Gosiem przodkuje. 

Bo nie zawsze Go bywa choć z najlepszej sprawy, 
I z zapędu pańskiego i z rad pańskiej ławy, 
Nic zaś nie tylko z Gzego, lecz z Niczego będzie, 
To Nic nad wszytkie rzeczy potężne jest wszędzie. 

^'' Nic na świecie ogólna piąta essentia, 

Z którą nigdy nie zrówna żadna alchimia, 
Bo ta z pewnych metalów, z pewnych ziół się rodzi, 
Nic zaś ze wszytkiego moc swoje wywodzi. 
Przykładów tu dalekich nie trzeba; domowe 

20 Mamy przykłady tego i stare i nowe. 

Ono sławne Goś, które rokoszem rządziło. 
Jako sam dobrze pomnisz, w Nic się obróciło. 
To Nic jednak sprawiło potym amnistią 
A ta zaś rozróżnionych głów i serc unią, 

25 Z uniej zgoda miła, z tej zaś pokój trwały 
A z pokoju obfitość i dostatek cały. 
Nic nabawiło teraz, jako widzim, tego, 
Nic z zaciągów. Nic z wojny i Nic ze wszytkiego. 



S^^Ś WlERSZtC D. ŃABOftoWSKlfiOO B03 

Nic niewysJowione! które wszytkie trwogi 

1 burdy ludzkie krocisz i straszne pożogi! so 
I ty, odpuść o książę! choć łaskawe nieba 

Wszytkim cię obdarzyły tak jako potrzeba, 

Umysłu, ciała, szczęścia (jak mówią) darami, 

I sławą nieśmiertelną za twymi dziełami, 

W czym wszytkim i na ten rok i w potomne lata sr. 

Chowając cię w łasce swej i sławie u świata, 

Niechaj cię Bog pomnaża a trofea twoje 

Radziwiłowskie wiecznie niech zdobią podwoje, 

Wszakże w takim obfitym dostatku wszytkiego 

Zgoła żeć nie dostaje (rzekę tak) Niczego, 4u 

Przeto żebyś i to miał, czegoć nie dostawa, 

Przyjmi Nic z łaską, które chudy sługa dawa, 

A ranie dla samej sfory, o wielki hetmanie! 

Co daj a tak Co i Nic pospołu zostanie. 

579. Malina. 

Malina moj rym będzie; Apollo bez brody, 
Godna jest lutnia twoja tak wdzięcznej jagody. 
I wy złotowłosego ojca śliczne córy, 
Które zrzodła strzeżecie Kastalijskiej góry. 
Do mnie się społem spieszcie, owoc lub nienowy 
Nowo ja na wasz ołtarz niosę malinowy. 
Ale ty nadewszytko piękna nimfo moja 
Nakłoń ucha, u twego ja śpiewam podwoja. 
Natenczas gdy Kupido syn złotej Cyprydy 
Jak z gniazda wyleciawszy z macierzyńskiej Idy lo 

Pyszny złotym sajdakiem i złotymi piory 
Wybił się aż na sam wierzch Olimpowej góry. 
Gdzie poważny Jupiter z niebieskiej ławice 
W radzie obłocznej ziemskie rozmierzal granice, 
Płochy, nieunoszony, matki swojej rady u 

Nie słuchając, wnet z bóstwem samym szukał zwady. 
Wyliczając swe męstwa i potęgi bardzie 
Brawował wszytkie bogi ku ich wiecznej wzgardzie. 



304 wiRYDAuas o79 

Czym bóstwo obruszone radę uczyniło, 
20 Jakoby się takiego despektu zemściło. 

Dekret stanął, że zato zuchwalca małego 

Banitem uczyniono z Olimpu jasnego. 

On surowego gniewu i tak ciężkiej winy 

Uchodząc między leśne schował się gęstwiny. 
2f. Tam sajdak, tam z kołczanem ostre swoje strzały 

Zawiesiwszy występku płakał czas niemały 

A ciepłe łzy skupione na gęste krzewiny 

Wdzięczny owoc, szarłatne wydały maliny. 

Zkąd zapach wonny zaszedł Paphu matczynego, 
30 Za którym wnet wygnańca nalazła swojego. 

On matkę widząc zaraz piersi wonią nową 

I wargi jej całując, natchnął maUnową, 

Zkąd zaraz koralowi cera się zmieniła 

A przy woniej malinie farby ustąpiła. 
nó Już się nowym sam Wulkan wargom przypatruje, 

Gdy w Lemnie spracowany żonę swą całuje. 

Natychmiast malinowe te wargi sprawiły, 

Że w sieć Marsa zbrojnego żelazną wprawiły. 

Zaczym rozruch po niebie z tak małej przyczyny. 
40 Już sam Jowisz począł się pytać o maliny 

A sprawiony w tej mierze od swej własnej córy, 

Spuścił się z nieba na doł łabęcimi piory 

Do ślicznej Ledy wonią malin uwiedziony. 

I natenczas kiedy był w wołu przewierzgniony 
iń Z nadobną Europą przez morze się pławiąc, 

Zdybał ją mahnami przy kwiatkach się bawiąc. 

Maliny ztąd w tej wadze, że zawsze na wety 

Flora je dawać musi, ilekroć bankiety 

Odpraw ują mieszkańcy Olimpu jasnego. 
.^0 Maliny do napoju zapach niebieskiego 

Niezwyczajny przydają; gdy bogowie piją, 

Ganimedes z maliną miesza ambrosią. 

Nie tylko górni lubią maliny bogowie, 

Ale i wodne niraty i leśni faunowie, 



580 WtKRSZK Jo. NABORO^WSKIKCO 305 

Oready i polne Napee, Driady, 55 

Hamadriady społem malinom są rady. 

Dafne nim się w bobkowe drzewo obróciła, 

Przed Phoebem uciekając malinami żyła. 

Mieszaniec Chiron między głuchymi lasami 

Młodego Achillesa karmił malinami. eu 

Kto wie, kędy Simois i też Xantus bieży? 

Gdzie Troja w swych ruinach pogrzebiona leży? 

Kędy się trzy boginie o jabłko sądziły? 

Gdzie stopy onej greckiej Heleny chodziły? 

Uion zacny i też zamki Pergamowe? eo 

Wszytko opanowały krzaki malinowe. 

Sama na złość Junonie Wenus to sprawiła. 

By malina wszytkiego wiecznym świadkiem była. 

Lecz niedosyć, że wdzięcznym zapachem maliny 

Wonne zioła przechodzą arabskiej krainy 70 

I kadzidła Sabejskie i te wszytkie wonie. 

Które Flora zamknęła w swym pachniącym łonie, 

Cudowną nad wsze insze jagody moc mają, 

Że jednako i chłodzą i też zapalają. 

Gdy skryty ogień w ludzkie zakradnie się żyły, 75 

Niejednego maliny od śmierci wróciły. 

Sok zdrowy z siebie dając. Rozliczne napoje 

Od malin zawsze biorą miłe smaki swoje. 

Serce z malin największy swój posiłek czuje. 

Maliną kabalista sztuki dokazuje. so 

Malinasz sama sprawi, tylko w swoim rzędzie 

Chciej przestawić litery, że Namilsza będzie. 

Tej kwoli ta malina piórem rysowana, 

Z rąk bogini miłości jej samej oddana. 

A wy, o Mnemozyny, proście Apollina w 

O dekret helikoński: niech żyje maila. 

580. Ćwiczenie. 

Zbroję rdza je, której Mars krwawy nie używa; 
Chorągwie pajęczyna w pokoju okrywa. 

Wlrydarz I. 20 



306 wtRTDA»a 581-582 

Tak żeby i ta gwiazda, którą ty masz z nieba, 
Niebieski glans od siebie dawaJa jak trzeba, 

i Ani wiekom ani ich skazie podlegała, 

Godzien potrzeba, żeby się polerowała 
Przypadki wszelakimi: niech fortunie w oczy 
Rozgniewanej, gdy każesz, śmiałą nogą kroczy. 
Jak niebo ma na wieki obrót nieskończony, 

1 Gwiazdy za sobą tocząc, lecz oba Triony 

W swej klubie jednak stoją, tak jak zawsze stały: 

Trybem nieba śUcznego animusz wspaniały 

Choć wieczne dobro cichym obrotem przebiega, 

Umysł przecie z swojego toru nie wybiega, 

Nie unosi się ani ludzkimi kłopoty, 

Gdyż świeckie przemyślania hańbią statek złoty. 

Sam ma swoje oręże, tym się sam próbuje 

I codzień z srogim szczęściem ścierać się gotuje, 

Że gdy wszytkie fortuny uderzą nań strzały, 

I Wszytkie snadnie odpadną jak od twardej skały. 

581. Pochlebca. 

Pochlebca jest wąż jadu pełen śmiertelnego. 
Który zdradą się wkradszy kasze nieczułego, 
łże się nie obaczy, mami jadem swoim. 
Nieprzyjacielem każdy takowy jest moim. 
Kto złodziejsko podchodząc usty oszukiwa 
Fałszywymi a gorszy niż zabójca bywa. 
Wtenczas kiedy zdradnymi tobie ofiaruje 
Usty przyjaźń, w sercu swym szczyrą zdradę knuje. 
Gdy mu słowa z ust płyną jako olej cichy, 
) Natenczas on zadaje niezgojone sztychy. 
Ta niestety ż zaraza dziś wszędy panuje 
A rzadki, który się tej trucizny waruje. 

582. Pokój. 

Szczęśliwy to jest między szczęśliwymi, 
Którego pokój piory ogarnął swoimi 



583—584 WIKttS/.K D. NABOROWSKifiGO 30? 

Tym samym nieba z nami Jączą się łaskawe, 

I jeśli byt na świecie, to jest bycie prawe. 

Ale lam gdzie kłopotom żywot jest oddany, 5 

Kieratem, nie żywotem słusznie ma być zwany, 

Gdzie niemęskie postępki szczęścia odmiennego 

Wiatr rożny rożnie niesie do celu rożnego. 

Które pewność największą w niepewność obraca 

A zamąciwszy szańcem opatrznym się wraca. 10 

Samo niehamowane na obrotnym kole, 

Wzgorę się go spodziewasz, aż ono na dole. 

Święty pokój sam tylko znacznie w to ugodzi 

A siedząc na ustroniu na prask nie przychodzi, 

Strzegąc, aby mu wstydu to nic nie przyniosło, 16 

Gdyby snadź gorę statkiem niestałym wyniosło. 

583 Osława. 

Sam się pierwej na stronie spróbuj, gdy o tobie 
Żle kto mówi, a nic w tym nie pochlebiaj sobie. 
Jeśliś v/inien: więc 3obrym chciej leczyć złe razy 
A nową cnotą zatrzeć przeszłe stare zmazy. 
Wnet rozpędzi szczęśliwszy dźwięk ten obłok głuchy. 5 
Czujesz się być niewinnym, bądź dobrej otuchy 
I wesoło wytrzymaj; bo obaczysz snadnie. 
Że zła gęba na tenże swoj własny hak wpadnie. 
A właśnie gdy kto na garść żyta niewianego 
I z pyłem nieobacznie dmucha zmieszanego, 10 

Plugastwa wszego wprawdzie żyto łatwie zbędzie, 
Lecz twarz tego co dmucha, wszytek pył osiędzie: 
Tak i ten co o sławę cnotliwych się kusi, 
W gębę swoje bezecną złe słowa brać musi. 

584. Dorna mieszkać. 

Jeśli masz dom, krom gwałtu domem się zabawisz, 
Tak swym będąc spokojnie w swoim lata strawisz. 
Lecz jeśli się z tęsknice w cudzy dom przesadzasz, 
Cudzego niewolnika na kark sobie wsadzasz; 

20* 



308 WIRYDAR54 585-58'Ż 

s Mogąc doma być panem: tak tam znieważania 

A tu zasię nie ujdziesz od swych naśmiewania, 
Tu od swego opuszczon coś miał przyjaciela, 
A pobit pod obcego tam nieprzyjaciela. 

585. Moje twoje. 

Ręka rękę umywa^ to prawo miłości, 
Którym obie spoiła: tak i ty w szczyrości 
Bądź rzeczą przyjacielem, a nie tylko słowy 
W szczęściu, w nieszczęściu przy mnie trwać zawsze gotowy. 
Niesfornym, moje, twoje, miejsca nie daj słowom, 
Zaczym łatwiej o zgodę tak spojonym głowom. 
Co moje wszytko twoje, tyś jest, jak ja drugi. 
Niechaj nas nie rozwodzą obligi i długi. 
Tak przyjaźń, tak zakwitnie sprawiedliwość święta, 
Mego, twego ustąpi niezgoda przeklęta. 

586. Nie dbaj o to nigdy, czego otrzymać nie możesz. 

Żebyś przywykł nic nie wziąć, kiedy żądasz czego. 
Pomyśl sobie, że pragniesz państwa tureckiego. 
Tak kiedyś niepotęgę afektu naszego 
Zganił w sobie filozof miasta Synopskiego, 
Który choć najuboższy między bogatymi 
Jednakże królem słynął wonczas nad inszymi. 
Do senatu przyszedszy w Atenach sławnego 
Prosił by postawih z spiże obraz jego. 
Co gdy mu odmówiono, przyjął bez urazy, 
A lepsze nad ten nalazł w umyśle obrazy. 
Tak i ty chciwym żądzom swej woli nie dawaj, 
Niemożnych rzeczy nie chciej, na równych przestawaj. 

587. Do Rysińskiego, który polskie przypowieści wydał 
w druku. 

Przysłowia rożne rożnym językiem wydano. 
Nasze snąć dla niedbalstwa głucho dotąd miano. 



588-689 wiKRSZK d. naborowskirgo 809 

Ty pierwszy pokazałeś, Rysiński moj drogi, 

Że i w to nasz sarmacki język nieubogi. 

Zaczym muza słowiańska takie twe zabawy ^ 

Osądziła być godne wiekuistej sławy, 

Sławy, którą zdarzy Bog ty zakwitniesz wszędzie, 

Dokąd potomków cnego Lecha stawać będzie. 

588. Nagrobek księciu Januszowi Radziwiłowi, kasztelanowi wi- 
ledskiemu, który też marszałkiem był rokoszowym za Zygmunta 

Trzeciego. 

Tu leży cny Radziwił Janusz, wileńskiego 
Wojewody syn, w Litwie hetmana wielkiego. 
Znał go przedtym podczaszym dwór króla polskiego, 
Potym ozdobą krzesła był senatorskiego. 
Matka księżna, obiedwie zacne księżny żony, 5 

Co Ostróg, Słuck, Brandenburg świadczy na wsze strony. 
W miłość wielkich monarchów, w świetne skarby, sługi. 
Wątpię, by mu wyrównał z wielkich panów drugi. 
Zła śmierci, ciałoś tylko przywłaszczyła sobie. 
Lecz sława jego w ciemnym nie została grobie. 10 

589. Nagrobek Jerzemu Hołowni, słudze i towarzyszowi husar- 
skiemu tegoż księcia, podczas pogromu rokoszanow zabitemu. 

Stań proszę 1 ty co mijasz! Hołownię Jerzego 
W Wielkim Księstwie Litewskim szlachcica znacznego 
Ta zamyka mogiła, który w młodym wieku 
Co słuszna rycerskiemu pokazał człowieku. 
Przebywszy wprzód z ochoty węgierskie Bałkany, 5 

Chodził śmiały najeznik po Budzyńskie ściany, 
Gdzie na harcu nieszczęsnym będąc poimany 
Sześć lat miał w Andoralbie na nogach kajdany. 
Potym gdy go z pogańskich ręku Bog wybawił, 
Wiek na dworze Janusza Radziwiła trawił. 10 

* W odpisie Czartoryskich w. 1 Stań trochę', 8 w Yandoralhie : 
9 Bog ręku] 12 pola Buzowukie; w innym odpisie Gutowskie. 



310 wiRYOAiiz 590-591 

Lecz (o czasy nieszczęsne, czasy opłakane!) 
Gdy krwią pola ornańskie byjy napawane, 
A braterskie szeregi przeciw sobie stały 
I grotem nieszczęśliwym wnętrzu swych macały, 
15 Przy rzeczy pospolitej na czele wszytkiego 

Wojska krwią pieczętował służby pana swego. 
Mężny duch tu złożywszy śmiertelne zewłoki, 
Sam sławą nieśmiertelną przeniknął obłoki. 

590. Do Anny 

Z czasem wszytko przemija, z czasem bieżą lata, 
Z czasem państw koniec idzie, z czasem tego świata. 
Za czasem stawa dowcip i rozum niszczeje, 
Z czasem gładkość, uroda, udatność wiotszeje. 

5 Z czasem kwitnące łąki krasy ostradają, 

Z czasem drewą zielone z liścia opadają. 
Z czasem burdy ustają, z czasem krwawe boje, 
Z czasem żal i serdeczne z czasem niepokoje. 
Z czasem noc dniowi, dzień zaś nocy ustępuje, 

10 Czasowi zgoła wszytko na świecie hołduje. 

Szczyra miłość ku tobie, Anno me kochanie, 
Wszytkim czasom na despekt nigdy nie ustanie. 

591. Zwada Marsa z Kupidynem opisana wierszem Dan. Nab. 
a to z okaziej zwady pana Radziejowskiego star. Łomżen. 
z panem Daniłowiczem wdzicem Ruskim, na bankiecie księcia 
Imci Krzysztofa Radziwiła, wojewody wileń. i hetmana W. X. L. 
na sejmie Anni 1632*. 

Juppiter wiele bogów zaprosił do siebie, 
Sprawiwszy dla nich ucztę dosyć hojną w niebie. 
Proszone Merkuriusz lotny zbierał bogi, 
Przybył gładki Kupido a z nim Mawors srogi. 
5 Już stoły zastawiono potrawy bez braku 
I Lyeus z nektarem nie omieszkał znaku. 

* Dopisano: » Radziejowski Kupidynem; Dani/owicz Marsem; Juppi- 
ter, kii%żę Radzi wił«, 



^91 WIERSZE D. NABOROW8K1EOO 311 

Jowisz goście posądzaj, pilno ich częstuje, 

O wesoJą myśl prosi, sam ją pokazuje. 

A skoro się odprawił bankiet nieubogi, 

Zakrzątnął się z napojem piwniczy trojrogi. i'> 

Szarłatem wszytkich skropił, a swym dumnym winem 

Powadził tymże razem Marsa z Kupidynem. 

Mars z niego zadworował, ale synek gładki 

Zapomniał swej natury i łaskawej matki 

Swej łagodnej zwierzchności, lubej płci i stroju, 15 

Choć ci i sam zwycięzca, lecz nie tego boju. 

Marsu szpetnie przymowił, on mu też odpowie 

Trefnie barzo, a zatym koniec swojej mowie 

Uczynił, co bynajmniej bożkowi niemiło. 

Przymowkim tej zapomniał, coś o zadku było. ijj 

Znowu zaczął Kupido, Mars go ręką srogi 

Po rumianej twarzyczce siągnął przez dwa bogi. 

Wnet bożek tą zniewagą srodze się rozżarzy. 

Rzucił się rozgniewany do Marsowej twarzy. 

l^aznokty go podrapał, ucieszył się z tego, 5J5 

Że krew obaczył Marsa niezwyciężonego. 

A Mars też nie do broni, nie jak bitwę zwodzą 

Waleczni zapaśnicy, gdy za pasy chodzą, 

Ale go ujął za łeb a ręce Marsowe 

W szczyrojedwabne włosy wplotły się bóżkowe. s^ 

Jako gdy jedwab robi bombix, robak mały. 

Tak się ręce Marsoi^e w jego włosach zdały. 

Potym się wszytka orda boska poruszyła. 

Porzuciwszy dobrą myśl k broni się rzuciła. 

Huk się srogi po niebie, wszczęło i wołanie. w 

Grzmot prawie niezwyczajny, broń gołych trzaskanie. 

Janus drzwi pozamykał, by snadź Kupidyna 

Wenus w chmurę nie skryła, jak Pryama syna, 

Gdy czynił z Menelaem o Helenę, który 

Bić się wyszedł z Parysem przed trojańskie mury. *« 

Wstał potym i sam Jowisz gniewny z stołka swego, 

Że się zwada zaczęła na tej uczcie jego. 



312 wirVdarz 592 

PocząJ hamować innych, prosząc uniżenie, 

Aby na gospodarza chcieli mieć baczenie; 
4f. By się z sobą jednali, Jowiszowa rada, ^ 

Na co i sam Kupido chęlliwie przypada. 

Ale Mars nie przypada, nie da się hamować, 

Chce mu się z Kupidynem powtore spróbować. 

Lecz przecie go bogowie z Jowiszem prosih, 
&o Aby się pojednawszy zgodą z sobą żyli. 

Na co ledwie pozwoliJ proźbami zmiękczony 

A Kupido temu rad, nieborak zwątlony. 

Potym gdy już umilkli, wpośród wszytkich kola 

Mars do Jowisza tymi słowami zawoła: 
55 Jowiszu, któregośmy wszyscy pełni chęci, 

Przebacz proszę, ani już tego miej w pamięci, 

Co się u ciebie stało nie z mojej przyczyny; 

Kupido zwadę zaczął, jam prócz wszelkiej winy; 

Na twój rozkaz bić się z nim i jednać gotowy, 
60 A że mię dzisia potkał u ciebie łup nowy, 

Dajęć dobrą garść jego włosów w upominku. 

Gdzie Mars dzielny zasiada, wara Kupidynku! 

592. Prośba Dan. Nab. do księcia Imci Janusza Radziwiła, 
podkomorzego W. X. L. 

Niezawsze, zacne książę, straszne burze wstają, 
Niezawsze niepogodne chmury się wieszają. 
Lecz wzajem twarz swą Phoebus pokazuje złoty, 
Pokaże i przed twymi (zdarzy sam Bog) wroty. 

ri Mnie dosyć był nawiedził (znam to) dla mych złości 

I przywiódł już do progu ostatniej ciemności. 
Ale się zaś użalił człeka strapionego, 
Drogę teraz podając do portu takiego, 
W którym samym rozbita i w szcząt skołatana 

10 Uboga nawa może być poratowana 

Z obroną nadewszytko dusze i sumnienia 
(Inaczej moje rzeczy blizkie są stracenia), 



593 \Vii:R.sZE D. X A BORO w SK EGO 313 

Z usługą sposobniejszą tobie panu memu, 

Gdy tak żal da wytchnienie sercu zbolałemu. 

Ty, o książę! przedwiecznej nie przeciw się radzie, 15 

Jam cale wszytek podległ twej pańskiej poradzie, 

Którąś mi już po dwakroć z łaski swej dać raczył. 

Synów swych was tytułem najwyższy uraczył, 

Bogi ziemskimi nazwał; naśladujcież jego. 

On ci jest pierwszym sprawcą koła niebieskiego. 20 

Wy kołeczki małymi tak kierujcie cale. 

Jakoby to ku boskiej jego było chwale. 

Nie pozwala (rzecze kto) wiek na doł schylony 

I jest to własny pojazd w nieznajome strony. 

Tak jest, lecz kto w kłopotach wszytek wiek swój strawi, 25 

Dobre wesołe trzy dni, gdy ich Bog nabawi. 

W dalszą drogę potrzeba pojazdu takiego, 

Któryby nie skołatał ciała ztrudzonego. 

Dni co lepsze człowieku nieznacznie zbiegają, 

A schyłek wieku bole i choroby mają. w 

Dobra jedna godzina, gdy wcześnie przypadnie, 

Ostatkiem niech przedwieczna ona mądrość władnie. 

Ty, panie, nie zasmucaj sługi życzliwego. 

Tak Bog niechaj wyniesie sławę domu twego; 

Tak kwitnie jako palma Radziwiłow plemię ss 

A przed nim nieprzyjaciel musi lizać ziemię. 



Fraszki Daniela Naborowskiego. 

593. Judicium Imci pana Żorawii^skiego, kasztelana bełskiego 
o Naborowskim. 

1. 

Nie moje przedsięwzięcie potykać się z tobą, 
Jam laik, a tyś polskich poetów ozdobą. 
Na twoje Kloto skronie z lauru wieniec wije. 
Przeto rymuj abo więc pij za zdrowie czyje. 



314 WIRYDARZ 594 

2. 

Ty wiesz jakie to były, coś je trawił dymy, 
Czy z Parnasu? czy z beczki? ale że twe rymy 
Godne cedrów, po dymie tłoczonej jagody 
Ty się trzymaj, a drugim każ z gębą do wody. 

3. 

Piszesz wiersze po trzeźwu, piszesz i po chmielu, 
Przeto teraz co umiesz, ukaż, Danielu. 

594. Respons Dan. Nab. na dwa listy księcia Imci Krzysztofa 
Radziwiła wdy wil. i het. wiel. W. X. L. in anno 1628. 

Że, książę, nie uczęszczam do dworu twojego, 

Wstydać się wprawdzie muszę, ale wstydu tego 

Jedyna jest przyczyna niefortuna moja, 

Ze się nie mam z czym stawić do twego pokój a. 
r> Bogowieście nazwani i synami Boga, 

Z ofiarami do świętych przystępują proga. 

Ofiara zaś z boskiego zdarzenia pochodzi; 

Jeśli słońce nie grzeje, i ziemia nie rodzi. 

Tym kołem wszytko płynie z wyroku wiecznego, 
10 Tenże wyrok jest sprawcą staniku mojego, 

Że nie tylko o sobie, ale myślić trzeba, 

Zkądby żenię, czeladce, dzieciom dostać chleba. 

Jakoby też kark strącił, komu krzyżyk piąty, 

Już temu zabroniono w cudze patrząc kąty. 
1.'. Wszakże o raz nie trudno, bodaj mu nie stało 

Chleba i soli, komu raz się widzi mało. 

Raz gdy rok nieprzestępny zasłuży śniadanie 

I w potrzebie raz dobry stoi za wygranie. 

Wtym piąty krzyżyk służył u starożytności, 
w Że już sługę wynalazł od wszech powinności. 

Atoli przecie pięć ok na piąty krzyż mając 

Na twą, książę, usługę biegę nie mieszkając. 

Idę, inowię, bo jechać ten kto niema konia. 

Nie może i sejmowa ustawa zabronią. 



595 -5G6 WiEKSZK d. naborowskikgo 315 

Z rynsztunkiem takim, jaki miewa więc piechota, 25 

Nie bławat, złoto, ale szczyrość i prostota. 

W ostatku ten rok przeszły u szczerbił niemało, 

Że mi już nawet knechta starego nie stało. 

Sara knechtem twoim będąc, niosęć pokłon taki, 

Gdzie drugi sąd Parysów Mihala z Dyaki. 30 

JeśU w tref, to swojemu przysądzisz podaniu; 

Jeśli nie, niech też twemu podlegam karaniu. 

595. Sąd Parysów. 

Trafiła była jedna^ gdzie hajducy pili. 
Którzy ją wnet poczesną same upoili, 
Że usnęła nieboga. Wtym się to przydało, 
Że się jej clioć weśpiączki kilkom ich dostało. 
Nazajutrz przed rotmistrzem mąż na nich żałuje; 
Rzecz od winnych dziesiątnik Mihal odprawuje. 
Więc na Szmuklerza drudzy winę obalają 
A Mihal: panie rochmistr, niech tak nie udają. 
Ja powiem, kto był winien, a kogo nie winić. 
Przyszedł Szmuklerz, dał złoty, nie mógł nic uczynić. 10 
Dziurdzi dał poł złotego, raz seremak^ sprawił, 
Peter Dyak nic nie dał a siedmkroć odprawił. 
Czy Peter Dyak winien, rozsądźcie to sami. 
Prosim, panie rochmistru, daj dekret za nami. 
Równy coś Parysowi ten umocowany, 15 

Gdy odprawo wał ow sąd bogiń zawołany: 
Tam trzy były boginie, tu trzej podłaźnicy; 
Jednemu Dyakowi przyznał w tej różnicy. 
I tak się sąd odprawił; paniej nie ubyło, 
Mężowi też trzy cynki do rogów przybyło. 20 

5%. Łowy. 

Cicho, cicho Kupidynie Tu w tej zielonej krzewinie 

Lub pada lub słońce wschodzi Śliczna łani się przechodzi. 

* Seremak, siromacha, sierota, biedak. 



316 WJRYDARZ 597-600 

5 Wej trop świeży; serce czuje Że gdzieś pobliżu żyruje. 

Weźmi łuk i prędkie strzały Ono, ono, zwierz zuchwały. 
Teraz strzelaj Kupidynie. lo O ślepy Wenery synie, 

Coś uczynił najlepszego? Mnieś postrzelił, a prędkiego 

Z wierzaś chybił; on przez szkody Przez gęstwy gdzieś i przez wody 

16 Przepadł i niemasz nadzieje, Że się wróci do tej knieje. 

Ja z łowu łowczy ubogi W sercu niosę postrzał srogi. 

597. Miłości wszytko równo. 

Nie dba miłość na świecie o wysokie stany, 

wielkie majętności, o rod zawołany. 
Fraszka u niej posagi z wyprawą gotową 

1 kroi sielankę lubi, sielanin królową. 

598. Na pana Śledzia. 

Nie chciała jedna pani, by był Śledziem zwany 
Ten co więc z regestrami przychodzi przed pany, 

Lecz ślimakiem, bo kiedy pani daje 

Ow rożki pokazuje, jak ślimak z skorupy ^ 

599. Żona bez posagu. 

Jako mięsa bez chleba więc nie zażywamy 
Tak z żoną bez posagu najmniej nie wskóramy 
Mięsem przecie jastrząba wżdy nakarmić może, 
Ale z pieszczoną żoną, tylkoby na łoże. 

600. Na pana Czajkę. 

Czajka w polu krzykhwym głosem jajec broni 
I każde bystrym lotem od nich zwierzę goni. 
Cożby mi nasz pan Czajka nie wykrzykał zdrajca? 
Bodajby wrzeszcząc nie zdechł, gdyby szło o j . . . . 

* Następna ośmiowierszowa fraszka wykreślona. Fraszki nr. 599 
i 600 powtarzają się w rękopisie Smolika z r. 1613. więc jpmu należą; toż 
nr. 601 (w w. 1 Słaba, nie Kiepska] w. 18 Dnia dorabia a swego) i 602. 



6ÓI— 6Ó4 WiKHSZa D. NAlłOROWSKlKGO 3l7 

601. Sine Cerere et Baccho friget Venus. 

Szlachcic mom tak: Chłop e contra: 

Kiepska miłość o głodzie Chłop na wsi grochem żyje 

Nie chce się giąć po wodzie A po nim wodę pije, 

Ale po dobrym winie Przecie na piecu co rok 

Dogodzi się dziewczynie Nowy się wznieci prorok. 

A korzenne potrawy 5 Sama idąc na żniwo i 

Napełnią wnętrzne stawy. Porodzi dziecko żywo. 

Zaporoszczyk zemdlony Porodziwszy, pańskiego 

Źle ciągnie łuk zmocniony, Dorabia, a swojego 

Ale Tatarzyn syty Synka snopkiem okryje 

Rozdziera w zbroi nity. lo Iw powrósło powije. 5 

602. Do Kolna na prawice. 

Powiedają, że w Kolnie mieszkają prawice, 
A jam słyszał, że sobie sejm tam czarownice 
Uchwaliły; tam każda, która się ma stawić, 
Na ożogu powinna tę drogę odprawić. 
Ztąd każdą czarownicę tensam znak wydaje, 
Że jej zczerniały w kroku od ożoga kraje. 

Która tedy tam sobie posmoliła. 

Pewno posłem do Kolna tego roku była^. 

603. Czarnoksiężnik. 

Nie wiecie co za dziwy porobiło, 

Z paniej sukę, a z pana kozła urobiło. 

604. O paniej. 

Jedna pani a młoda, pytała doktora, 

Kiedyby z rana, czy z wieczora? 

Doktor niewiele myśląc tak paniej odpowie: 
Z wieczora miłość radość a poranu zdrowie *. 

* Następuje: Odmiana, 6 wierszy przekreślonych. 
> Następują dwie fraszki, obie wykreślone: O doktorze; Creseite et 
muUijpUcamini. 



iU8 W1RYDAR25 605-611 

605. Chłop dobry. 

Nie to chłop dobry, co się drugiego nie boi, 
Lecz ten, co z k... a k... mu stoi. 

606. Omnia sunt hominum tenui pendentia filo. 

Wiszą rzeczy człowiecze, jak na cienkiej nici. 
Tak żeby je raogł urżnąć kozikiem przy rzyci. 

607. Niewiasta. 

Chcesz wiedzieć co niewiasta? po grecku jest Gini, 
Wyjmiże I z pośrodka, poznasz co uczyni. 

608. Szpada. 

SInżyłam przedtym rożnym ludziom w boju, 
Dziś sobie stoję przy ścienie w pokoju. 
Piszczałkę mając dla swojego pana. 
Na której zagra, gdy dopije dzbana. 

609. Zwajca. 

Kto szuka, snadnie każdy guza nabyć może. 
Rano żal, przecie gotuj mary abo łoże. 
Łatwie przyczynę zwajca może dać każdemu. 
O w chce swej krzywdy poprzeć, niechce się drugiemu. 
By ten zmysł w zwadzie zwajca miał, co go ma rano. 
Gdzie się sprawić przychodzi, ztrwa, choćby łajano. 

610. Tenże. 

Kto podpiwszy się z wadzi a po trzeźwiu złoży, 
Snadnie takiego każdy w kozi rożek włoży. 

611. Litwa. 

Litwin drugiemu w zwadzie skurwysynu mówił; 
On mu odpowie: bracie i tyś nie Radzi wił. 
Trzeci rzekł: nie wadźcie się o to ladajacy; 
Nie mówmy sobie złych slow, wszyscyśmy jednacy. 



612 WlKKSZie t). NABÓHOWSKlEGO 3l9 

612. Pannom nabożnym. 

Wiem ja, zaco tak często paciorki miewacie, 
Zato, że tylko jedne rzecz potrzebną macie. 
Bo co po pięknej twarzy, co po pięknym oku, 
Gdybyście też nie mieli owej rzeczy w kroku. 

613. Na Kupidyna w nogę zakłotego. 

Strzelałem w ludzkie serca krom wszelkiej zasiony; 
Dzisia nieszczęsnym cierniem okrutniem zraniony. 
Opak sobie fortuna ze mną postąpiła, 
Bom ja z miłości, ona z gniewu mię raniła. 

614. Omnia si perdas famam etc. 

Fama za nic nie stoi, gdy niemasz pieniędzy, 
Żaden nie da szeląga, byś był sto lat w nędzy. 
Perdas to marne słówko; seroare potrzeba, 
By nie przyszło na starość żebrać sztuki chleba, 
Bo omnia straciwszy żaden nie ratuje, r, 

Ba i szelągiem jednym więcej nie daruje. 
O memento^ memento^ na cię by pamiętać. 
Mógłby się człowiek nigdy lichoty nie lękać. 
O nieszczęście, nieszczęście, gdybyś chłopem było, 
Takbym cię kijem walił, ażbyś się kurzyło. * lo 

615. Do jednej. 

Jeśli to prawda, że kto rano wstaje. 
Temu też szczęścia więcej Pan Bog daje, 
Świtby mię budził, bym za swe niespania 
Mógł przyjść, me serce, do twego kochania ^ 

616. Z grzeczną żoną do dworu. 

Słońce gdy rodzi z pragnienia tęsknicę 
A pan wyjedzie z flaszą na granicę, 

* Wykreślono fraszki: Szermierz 2 wiersze; Cudzołożnik 2 wiersze; 
Kmt na mężatki 6 wierszy; O tymże 10 wierszy; Swadźba 14 wierszy. 



320 . WIRYDA112 617-621 

Kto śmie ten pije, kto nie śmie, ten wznika 
Abo się do niej ukradkiem przymyka. 
i Tak kto do dworu z grzeczną żoną jedzie. 

Szczęsny, kto nie wie o takiej biesiedzie! ^ 

617. Do jednego hermafrodyty. 

Nie wiem, hermafrodytą przecz cię ludzie zową, 
Jakobyś i mężczyzną był i białogłową. 
Ja z ciebie tych dwóch natur nie mogę wyłatać. 
Chyba żebyś się miał dać na dwoje rozpłatać, 
i Atoh jednak powiem o tym zdanie moje: 

Kiepeś a pyje nosisz, otóż masz oboje I 

618. O fraszkach. 

Właśnie jakby też chciał mieć kto bez dusze ciało. 
Kto chce by się nic złego w wiersze nie pisało. 

619. Na wieniec. 

Nadobny kwiat, cudniejszy świat, najpiękniejsza cnota. 
Wierna chęci, za pamięci otwórz szczęściu wrota. 

620. Na tenże. 

Śliczne zioła, gdzieście się ode mnie dostały. 
Bodaj tam z wami wszytkie fortuny zostały. 

621. Na łubek. 

Niegodne zioła Tak wspaniałego 

Tykać się czoła Zajrzę wam tego. 

* Wykreślono fraszkę: Grześ (10 wierszy). Fraszka 616 w zbiorze 
Smolikowym zatytułowana: Po hejnale do jednej [ealoty); w w. 2 nie mniej 
P. Bog daje; Mógł przyść do TwegOy Kasieńko, kochania. We fr. 614, 
w. 9 hys ty chłopem było. Fr. 616 również Smolikowa; w w. 3 kto nie 
śmie t$n wzdycha. 

" Opuszczono fraszki przekreślone: Ptaszek w klatce 8 wierszy; 
Wijatyk 2 wiersze; Smaczny kąsek 12 wierszy; Pisces et mulieres in me- 
dia meliores 4 wiersze; Choroba panieńska 18 wierszy; Ksiądz 4; wiersze; 
Rozmowa mniszki z młodzianem 14 wierszy; Apostropha do panien 8 wier- 
szy; po Choroba panieńska wydarto cztery karty. 



622 — 623 WIERSZE D. NABOftOWSKIKCiO 321 



622. Pani. 

Z jedną panią w namiotku młodziana zastano, 
Poimawszy nazajutrz utopić kazano. 
Pojrzy idąc do stawu a pani wyziera 
Z okna; krzyknie, ratuj mię, twój sługa umiera. 
Pani: już idź, boć moja łaska nie poradzi; 5 

Po smacznym kąsku wody napić się nie wadzi. 

623. O Necie. 

Miałem tę dobrą wolą zalecać się Necie, 
Ale mię ona chciała musnąć po kalecie. 

Dawna powieść płaci: 

Droga rzecz smak traci. 
Juzem pisał i rymy o gładkości Nety, 5 

Ale ona wolała pieniądze z kalety. 

Dawna powieść płaci: 

Droga rzecz smak traci. 
Całowałem to w usta, to w czoło swą Netę, 
Alem zawsze miał pilne oko na kaletę. 10 

Dawna powieść płaci: 

Droga rzecz smak traci. 
Prosiłem by łaskawą słudze swemu była, 
Ale barziej o mojej kalecie myśliła. 

Dawna powieść płaci: 15 

Droga rzecz smak traci. 
Jednęm rękę w zanadrzu trzymał u swej Nety 
A drugąm zawsze miewał przecie u kalety. 

Dawna powieść płaci: 

Droga rzecz smak traci. 20 

Owo zgoła jeśli chcę ujść z całą kaletą, 
Przyjdzie mi nie kosztując pożegnać się z Nelą. 

Dawana powieść płaci: 

Droga rzecz smak traci. 

Wirydarz I. łJl 



322 WlRYDARZ 624-627 

624. Na kucharkę. 

U stołu w kompaniej dobrej się mówiło, 
Coby potrzebniejszego z tego dwojga było, 
Gzy kucharz, czy kucharka? Zgoda tak stanęła, 
Że przecie przed kucharzem kucharka dank wzięła. 
5 Bo kucharz kiedy oraz wyda swe potrawy, 

Już się żadnej u niego nie spodziewaj strawy. 
Ale zasię kucharka choćby wszytko dała, 
Specialik osobny przecie będzie miała. 

625. Na dworską lekarstwo. 

Pytali raz dworzanie doktora mądrego. 
Co na dworską chorobę jest doświadczonego? 
Doktor rzecze: pies się tej choroby nie boi. 
Bo naczynie uliże, pierwej niż nastroi. 
5 I wy jeśli chcecie być wolni od wszytkiego, 

Taka jest moja rada, zakrawajcie psiego. 

626. Respons niespodziewany. 

Topić (mówił małżonek) rogacze potrzeba. 
Żona na to: uczyć się, miły, pływać trzeba. 

627. Oszukanie. 

Rozśmiej się Kochanowski, jeśli słyszysz w niebie! 

Do fraszki nad fraszkami trzeba było ciebie. 

Jak niedawno małżonka jednego uczczono. 

Gdy miasto zaręczonej inszą przywiedziono. 
5 Gdy stanął na kobiercu, o pulsy! o żyły! 

Jakoście u takiego pacyenta biły, 

Kiedy musiał za wdzięczne to wszytko przyjmować. 

Trudna, bo nielza było naonczas brakować. 

Żart wprawdzie nie uraził do śmierci nikogo, 
o To wierę z żartów wyszło: na śmierć zakpić kogo^ 

* Opuszczono przekreślone fraszki : Gadka 16 wierszy ; In simili ma- 
teria odpowiedź 14 wierszy ; Na Wolczka kuchmistrza J. K. M. 14 wierszy. 



628—632 WIERSZE D. NABOROWSKIEGO 323 



628. Nagrobek sroczce. 

Kochaną księżny sroczkę mówić nauczoną 
Jastrząb lecąc po dworze porwał ostrą sponą. 
A ona, Maćku zagraj, w pazurach wrzeszczała, 
Ale się jej muzyka biednej nie nadała, 
Bo Maciek z niej uczynił prędko szałamaje; 
Wesołej tylko śmierci pamiątka zostaje. 

629. Wolny głos. 

Pił wolny do wolnego za zdrowie wolnego 
Głosu w sprawach publicznych. W tym z końca drugiego 
Oz wał się spodnim głosem: hej, panowie, i ja 
Mam wolny głos, niech proszę i za moj dopija. 

630. Na P. Zaleskiego. 

Duży, miąższy, brodaty, sądowy do tego 
Chciał na wiatr wstać od stołu u pana jednego. 
Nie puść, jeden zawoła. Puść, na moje duszę. 
Bo jeśli ty nie puścisz, pewnie puścić muszę. 

631. Na P. Ciołka. 

Ciołek chcąc być małżonkiem udał się do wdowy, 
Ale na pierwszym wstępie miał respons takowy: 
W domu moim na obiad zjedzą wołu cało, 
A ciołka by mi ledwie na śniadanie stało. 
Ciołek niewiele myśląc: pani miłościwa, 
I z ciołka, rzecze, spory byk za czasem bywa^ 

632. Mądrość i rozkosz. 

Świeci nam ślepy miesiąc gdy słońce zachodzi; 
Tak gdzie mądrość ustąpi, zła rozkosz rej wodzi. 



1 Pięć kart wycięto. 



21* 



324 WIRYDAR55 633-64:0 



633. Pochlebstwo. 

Wolę grzebiąc w opoce o żywność się starać, 
Aniżeli przeklętym pochlebstwem się parać. 

634. Chluba. 

Chluba jest własna syren człowieka gnuśnego. 
Chwalić się nic nie czyniąc, jest to szalonego. 

635. Miłość. 

Uczona miłość człeku za ofiarę stanie, 
Wargi ołtarz, kadzidło jest pocałowanie. 

636. Wymowca. 

Wymowca ten, któremu nauki nie staje, 
Zapałem świeci; tymże zaś jako śnieg taje. 

637. Dwór. 

Dwór wszytko obiecując, nic nie dając, szydzi. 
Żegnam cię, wężu chytry, bądź jakoć się widzi. 

638. Jezuita. 

Jak błogosławiony z błota, Jak złodziej rzeczon od złota, 

Jak szwiec od świece nazwany. Jak człowiek, człek malowany, 

5 Tak Jezuita z Jezusa; Strzeż się go, w^łasna pokusa. 

639. Na pana młodego. 

Pan młody o cześć prosi, aby do dnia trwała. 
Źle się był porachował, że jeszcze nie stała. 
Do domowej recepty apelować trzeba. 
Nadrobić, panie młody, w piwo z syrem chleba. 

640. Żywot ludzki. 

Sługą się miłości czuję Z Anakreontem tańcuję. 

Przynieś Bacche dary swoje Porusz we mnie serce moje. 
fi Przeraź i stawy i kości Pobudź duszę ku radości. 



641-642 



WIERSZE D. NABOROWSKIEGO 



325 



W tańcach, żartach zażyć 
[świata, 
Nic żywot, żywot troskawy, 
Który nie życia długością 
Od mądrego określony 
Jak własną był i jest marą i 



Bieżą niewrocone lata. 

W żarciech zawisł żywot prawy, 
Lecz weselem, lecz radością 
A kiedy raz utracony 
Tak się drogą wiedzie starą. 



641. Droga z Litwy do Prus. 



15 



Jeśli się kto taki pyta. 
Zwłaszcza gdy z Litwy wędruje 
Naprzód kiedy wGrodnie będzie, 5 
Tam prosto do Augustowa, 
Ztamtąd już pruska granica, 
Za nią Łek Arsz Rein leży 
Przez Lezięta do Drygały 
Z boku zaś będą Kurzątk 
Dupki, Osranki i Ruda 
Tu dawne granice mieli 
Mazury z Prusy napoły, 
To też sobie warowali, 
Że im przejechawszy Kolno » 
Z Pisi Tartak przy jeziorze, 
A z wyż jadąc przez bor Pupy 
A w dole wodny młyn miele, 
Z Szczytna musi być w Holszty- 
Do samej prawie Żuławy [nie, 
Który jeśli kto potrafi 



Kędy do Prus droga bita, 
Ztąd się zaraz informuje. 
Niemen na promie przebędzie; 
Przez puszczą droga gotowa. 
Gdzie naj pierwej Pisanica 
A gościniec prosty bieży 
Do samej Pisi niemałej. 
Orzyc, Koty i Muszątki, 
Zkąd na Piś droga się uda. 
Starzy, bo Orzyc Piś dzieli 
Tam więc sobie grabią woły. 
Wtenczas gdy kopce sypali. 
Przez puszczą do Pisi wolno. 
Kędy się łowią Węgorze 
Gdzie na górze dwie chałupy 
Zkąd do Szczytna tor się ściele. 
Ztamtąd Zalfeldu nie minie. 
To Gdański gościniec prawy, 
Na dobry dupelbir trafi. 



iiO 



642. Liszka i łasica. 

Trefunkiem do szpiklerza liszka się zakradła 
Chuda przez ciasną dziurę; tam gdy się objadła, 
Nazad wyleść tą dziurą, którą wlazła, chciała. 
Lecz nie mogła, bo barzo brzuch była napchała. 
Widząc łasica rzecze: O próżno się kusisz, 
Ghudaś wlazła, siestrzyczko, chuda wyleść musisz. 



326 wiRYDAKZ 643-649 



643. Na nagie obrazy w łaźni. 

Co za nagie obrazy, jeśli mię kto spyta? 
Łaźnia tu, w łaźni nago myć się przyzwoita, 
A jeśliby się komu niepoczesne zdały, 
Wolno, jeżeli umie, przybrać femorały. 

644. Item. 

Nie dziwuj się, żem nagość swoje ukazała; 
Sen mię zmorzył, takem się nakryć zapomniała. 

645. Item. 

Gościu, chciej mi powiedzieć proszę swoje zdanie, 
Cobyś wolał, czy żywą, czy to malowanie? 

646. Item. 

Jeśli wadzę, żem nagość swoje ukazała, 
Łaźnia tu, do łaźniem się ja nagotowała. 

647. Item. 

Nie dziwuj się, żem się tu nago położyła 



648. Odpowiedź baby. 

Dobry pan gdy w kościele modły odprawował, 
Naostatek schylił się, by ziemię całował. 
Lecz baba zawadzała, co przed nim klęknęła. 
Rzecze do niej, aby mu trochę się umknęła, 
i A baba tył odkrywszy na ono żądanie. 
Tu mię całuj, powieda, i to ziemia panie. 

649. Do złej baby. 

Babo bez zębów brzydka, babo nieszczęśliwa, 
Babo niewdzięczna, babo cnocie nieżyczliwa, 

» Opuszczono fraszki : Klucz złoty 8 wierszy ; Na Tobiasza doktora 
i wiersze; Na tegoż 8 wierszy; Chimistowie . . . jedna karta wycięta. 



p 



G^9 WIERSZE D. NABOROW8KIEGO 327 

Babo pełna zdrad, babo pełna niesforności, 

Babo zwodnico dawna, babo szczyra złości, 

Babo, która przedawasz panienki cnotliwe, 5 

Babo, która namawiasz mężatki wstydliwe \ 

Babo niemiłosierna, którą jad wydawa, 

Babo, na której skora jak żaba chropawa, 

Babo smrodliwa, pełna plugastwa wszelkiego, 

Która o nikim słowa nie rzeczesz dobrego, 10 

Przeklęta babo sama, co przeklinasz ludzi, 

Babo, którą czart zawsze na cnotliwych budzi, 

Pijanico wierutna, zamtuzie wytarty, 

Która cycem obwisłym karmisz młode czarty. 

Babo sekutna; która swoim czarowaniem 15 

Przechodzisz i Medeą i Cyrce mym zdaniem. 

Babo, któraś niegodna, że cię ziemia nosi, 

Kiedy cię z kwaśną twarzą sam djabeł roznosi, 

Babo, któraś się nigdy grzechów nie kajała 

Ani tym suczym okiem na nie nie płakała, 20 

Babo, która gdy puścisz wiatr z zadu sprośnego, 

Pukasz, właśnie jak z działa gnojem nabitego. 

Babo wdzięczna jak tygrys abo niedźwiedzica, 

Babo takiego jako Tyzyphone lica, 

Lubo Megera, lubo której życzy sobie 25 

Szatan, aby się w piekle mógł ogrzać przy tobie, 

Wiedmo i sykofanto z swymi pacierzami. 

Które jako kot morski markotasz zębami. 

Babo, która to czynisz, że nad przyrodzony 

Bieg swój strumień potężny bywa w zad wrócony, 30 

Babo, która na ziemię ściągasz miesiąc z nieba 

A jasne słońce czynisz ciemne jako trzeba. 

Gdy jedno zachcesz swymi niezbożnymi słowy, 

Babo, której wzrok wilczy urok jest gotowy 

Małym dzieciom, że w łonie u matek schnąć muszą, 86 

Babo czartu oddana i z ciałem i z duszą, 

* Dopisano: uczciwe. 



328 WIRTDARZ 660 

Godna nie tak powroza, by cię obieszono, 
Ale raczej aby cię na popiół spalono, 
Babo peJna trucizny wszelakiej i jadu, 

4'i Babo, któraś czartowi wyleciała z zadu. 

Babo, która swoim tchem powietrze zarażasz. 
Babo, która na każdy dzień Boga obrażasz. 
Babo bezecna, i tak myślisz sama sobie, 
Że się Bog sprawiedliwy nie pomści na tobie, 

15 Nieszczęsna sekutnico, któraś już tak siła 
Panieneczek uczciwych panieństwa zbawiła, 
Handlując jak szkapami, nad prawo do tego, 
Paniami poczciwymi i domu zacnego, 
Nie boisz się piekielnych sędziów za swe złości, 

50 Aeaka, Radamanta, Minosa srogości. 

Skryj się, sprośny babsztyłu, powietrzna zarazo. 
Skryj się wieku naszego nieszlachetna zmazo, 
Któraś światu znajoma sprawami brzydkimi. 
Przechodząc i Thaidę wszeteczeństwy swymi, 

55 Babo, która gorącem ogona chciwego 

Przewyższyłaś Laidę Koryntu sławnego. 
Babo, niech mi odpuści kto czyta, tak zdrowa. 
Że więcej gnoju puszczasz niż największa krowa. 
Babo, która jak kozieł śmierdzisz szczyrym potem 

60 I wszędy parchu pełno za twoim obrotem. 

Stary kurpiu i wiechciu i regestrze stary, 
Godnaś, Lucyperowi żeby cię dać w dary. 
Boś jest wyobrażeniem a właśnie owego, 
Co wieniec ma na wierzchu z szybu smrodliwego, 

65 Popraw się, babo, na tej swojej wdzięcznej twarzy, 
Albo mi się za jedno tysiąc złych słów zdarzy. 

650. Żart dworski. 

Był w rynku u Pieczonki bankiet zawołany. 
Na który zaproszono pana i dworzany. 
Gdzie była gospodyni niebarzo mierziona, 
Nazwiskiem od małżonka swojego rzeczona. 



651— 65i WJKRSZR D. NABOROWSKIKGO 329 

Jeden z dworskich opóźnił, zamieszkał wieczerze fi 

A nie zastawszy potraw do wetów się bierze. 

Rzekł mu pan siedząc wedle gospodarskiej żonki, 

Chcecie jeść? Radbym, mówi, miał zraz tej Pieczonki. 

Nie zbłądził obierając do smaku zwierzynę; 

Było czym z głodnych zębów otrzeć oskominę. n» 

651. Na jednego pana. 

Niedawno do kościoła, niedawno wstępował, 
A kazanie natenczas ksiądz tam odprawował 
I przytoczył te słowa Samsonowej żony, 
Kiedy rzekła do niego: Mężu poślubiony, 
Nie miłujesz mię; a ten mniemając, że jego u 

Żona to powiedziała, wnet z miejsca świętego 
Nazad się cofnął; na co gwałt ludzi patrzało. 
Coć się zda, czy sumnienie tego nie ruszało? 

652. Złodziej w pustkach. 

Złodziej zakradł się w nocy do domu pustego. 
Mniemając, że miał zdobycz dobrą odnieść z niego. 
Gospodarz goły widząc, że ten maca wszędzie, 
Bo nie spał chudy Ferens, Długoż tego będzie? 
To trefna, rzecze, ty chcesz naleźć, miły bracie, 6 

Czego ja o południu nie najdę w tej chacie. 

653. Na pana Skopa. 

Trudno Skopa nawrócić, bo to nie rzezany. 
Musi go z wiosny posłać na trawę z barany 
A w jesieni uczynić to co skopom trzeba, 
Ale boję się, żeby odbieżał i nieba. 

654. Respons Skopów. 

Jest to prawda, że ten Skop nie bywał rzezany, 
Od czworonogich baranów jest reformowany. 
A co się zaś tknie nieba, w nim owce, barani. 
Skop jest podobny owcy, któż mu tam być zgani? 



330 wiiiYDAiiz 655—657 



655. Replika na ten respons. 

Jeszczem tego nie widział, że owca z barana, 
Łacniej sza na barana z owce jest odmiana, 
Kiedy baran przyszyje, czego nie dostało: 
Ale iż tego szczęście skopowi zajrzało, 
5 Ani baranem, ani owcą zwać się trzeba, 
Zupełne tylko członki należą do nieba. 

656 Sprawa pana Skopa w trybunale wileńskim anno 1629. 

Skop się zwadził z Baranem, Wołk rzecz odprawuje, 
Tur i Kozieł Sędziami, Wilczek dekretuje. 
Rzecz taka, że się wsparli, na kim lepsza strawa, 
Zaczym u trybunału przypadła ich sprawa. 
5 Strony z kontrowersiej oczywistej obie 
Miały dowody słuszne i prawne po sobie. 
Wołk, choć z obiema trzyma jak umocowany i, 
Prosi, żeby za Skopem dekret był wydany. 
Potym kiedy już stronom ustąpić kazano 

10 I tam dosyć uważnie tę rzecz rozbierano, 

Tur począł głową kręcić, Kozieł ztrząsnął brody, 
Obiema tak się zdało wieść ich do ugody. 
Wilczek siedząc na miejscu marszałka głównego 
Do ziemstwa ich odesłać myślił Oszmiańskiego. 

15 Novum emergens, że się Skop z Baranem wadzi, 

Rzecze ktoś, tej niezgodzie Wilczek z Wołkiem radzi. 
Tak gdy już na tym długo deliberowano, 
Wilczkowi by obu zdał nakoniec kazano. 
Wilczek za zgodą wszytkich dekret wydał taki, 

20 Na sąd kożuch. Wilczkowi mięso, Wołku flaki. 

657. O Karmanowskim do księcia Radziwiła. 

Panie moj, masz Bachusów malowanych siła. 
Lecz ich nie tak malarska ręka wyraziła, 

Dopisano: plenipotent. 



658—660 wiEiiszK d. naborowskikgo 331 

Jak wczora Karmanowski, na co oczy twoje 

Patrzały, gdy on nowe wynajdował stroje. 

Pił wprzód, a pił tak mężnie, że był godzien owej, r, 

Pod którą Bacchus chodził, korony bluszczowej. 

W tańcuć tak rześko stanął, że kto patrzał na to. 

Mniemał, że dziś w Rakowie miłościwe lato. 

Naostatek i portki do kostek odpasał, 

By tak sobie swobodniej po podwórzu hasał. lo 

Było tych fochów więcej, rzekłbym że żartował, 

Lecz od prawdy pono się był rozdrygantował. 

Książę, wiesz co, ożeń go a przypraw mu rogi, 

Ujrzysz, że ujdzie między kornutańskie bogi. 

658. Marność. 

Świat hołduje marności I wszytkie ziemskie włości; 

To na wieki nie minie Że marna marność słynie. 

Miłujmy i żartujmy 5 Żartujmy i miłujmy 

Lecz pobożnie, uczciwie A co czyste właściwie. 

Nad wszytko bać się Boga Tak fraszką śmierć i trwoga. 10 

659. Zła żona. 

Straszna burza morska bywa, Straszna woda gdy rozlewa, 
Straszne pożogi ogniowe, Straszne powietrze morowe, 

Ciężka nędza niezleczona, s Ale nad wszytko zła żona. 

660. Do Seweryna. 

Pili z sobą dwaj na zmowie Za jednej, za drugiej zdrowie. 

Tu możesz zrozumieć snadnie. Że nie każdy tego zgadnie. 

A te przyjaciółki obie 5 Są blizkie sąsiady sobie. 

Row między nimi granica I wpada jako ulica 

Właśnie na gościniec, który Przez pośrodek białej góry 10 

Idzie w niż do Szarogroda, Kędy Kieski wojewoda 

Więził kiedyś Wuja swego, Zkąd do procesu prawnego 

Przyszło stronom a sąsiady i6 Były przyczyną tej zwady, 

Świadcząc przeciwko wujowi; Wszakże końca dekretowi 

Niemasz, i tak poszło w długą. Ten jak zoczy jedne z drugą 20 



332 WIRYDARZ 661-664 

Mniema, że przypada sprawa. I tak stanie, jak do prawa. 
Sewerynie, znać że tobie Znajome sąsiady obie. 

661. Data. 

Przywilej i z podpisem pieczętować dano. 
Pieczętarz pyta, daty czy nie zapomniano? 
Ten co przyniósł przywilej, powie, że jest w liście, 
A ow mu zaś odpowie, panie, zbłądziliście. 
Nie ta to data co jej w liście dokładają. 
Ja daty potrzebuję, którą w rękę dają. 
Ważny każdy przywilej czyni taka data 
A bez niej za nic stoi krewność i prywata. 

662. Na bladą niemoc lekarstwo. 

Czemuś blada? Zusia pyta swej rodzonej. 
Hanusia z płaczem taką da odpowiedź onej: 
Umrę, siostro, a nie wiem jako zbyć tej cery. 
Jać poradzę, weź główne te cztery litery. 

663. Do jednej o Kupidynfe. 

Tryumfy nadęty swymi Kupido z bogi inszymi 

Jął po niebie harce zwodzić I chorągwie swe rozwodzić. 

Czego aby się pomścili Bogowie sąd założyli, 

Którym z nieba za tę winę Wygnali hardą dziecinę. 

On straciwszy miejsce w niebie lo Uciekł się z krzywdą do ciebie 

I twe oczy oszacował Aby z nich bogi hołdował. 

Lecz te śliczne gwiazdy obie Tak go zniewoliły sobie, 

Że zapomniał, jako trzeba, Krzywdy swej, bogów i nieba. 

664. Daphnis świętojailski z roku 1611. 

Już słoneczny promień złoty Od ranego Euroty 
Przychodząc do kresu swego Mijał raka gorącego, 
Gdy pastuszki siadszy w chło- Przy jasno ciekącej wodzie 
Sobótkę w zielonym gaju [dzie Wznieciły według zwyczaju 
A tam postępując w koło lo Phillis śpiewała wesoło. 



664 



Większe D. na6ouowskikgo 



333 



Jej się lasy sprzeciwiały, 
Twego Daphnis czas niemaiy 
» Świadkiem tego pław Niemno- 15 
Gdy cię coraz wyglądając [wy, 
Pasterze nie gnali trzody 
Po tobie ściany tęskniły 
Nakoniec i sam zwierz srogi 
Jako niwie gęste kłosy 25 

Jak owoc drzewu płodnemu 
Skoro cię na czas nie stało, 
Bydło zeszło a w użytki 
Gdzie zboża obfite były,. 
Umieciono dawne stogi, S5 

Kędy pojrzysz, zewsząd szkody, 
Stado zżarł wilk drapieżliwy 
Wtenczas z ludźmi nieme skały 
Niemasz cię, o Daphnis drogi, 
Ciebie noszą morskie wały 45 
Ty nawiedzasz obce kraje 
Na ten głos, na to wołanie 
Same się nieba wzruszyły 
A z nim i wesołe czasy. 
Pola kwitną, rady dwory, 55 
Wilk owcom więcej nie szkodzi 
Pasterz w cieniu odpoczywa 
Zdrów szczęśliwie mieszkaj 

[z nami 
Tobie rośnie kłos obfity 
Już i pracowita pczoła 65 

Nimfy różą i lelią 
Bodaj ci ten dzień szczęśliwy 
Póki będą jasne zorze, 
W tym Phillis śpiewać przestała, 
Amintas nadstawiał ucha, 75 
Phillis Daphnisa smakuje 
Poszedł w gęstwę nieprzebytą 



Nimfy na głos przybiegały. 
Odjazdu nimfy płakały. 
Świadkiem gęstwy i dąbrowy 
A surowe niebo łając 
Ni na paszą ni do wody. 20 

Lasy nawet smętne były. 
Litował tej twojej drogi. 
Jak krople niebie&kiej rosy 
Daphnis był ozdoba wszemu. 
Wszytko razem spustoszało, 30 
Zubożały włości wszytki. 
Nieszczęsne chwasty zrodziły. 
Ledwie stoją próżne brogi, 
Dziki wieprz porył ogrody. 
Miody wybrał niedźwiedź chci- 4o 
Żałosnym głosem wołały: [wy. 
Nie dbasz o ojczyste progi. 
A nas drapie zwierz zuchwały. 
A nas w troskach już nie staje. 
I serdeczne narzekanie 50 

I Daphnisa przywróciły 
Już się znowu śmieją lasy, 
Z nimi gumna i obory. 
Już bezpiecznie stado chodzi 
I Phillis ochotniej śpiewa. 60 

Nie gardź wiejskimi darami. 

Tobie buja cielec syty, 

Zbiera miód do twego stoła, 

Przeplatany wieniec wiją. 

Poty wracał Bog życzliwy 70 

Zapadały w bystre morze*. 

A drugim kolej dawała. 

I widząc, że zła otucha, 

Daphnis Phillidę miłuje, 

I tam skargę swoje skrytą 80 



334 



WIRYDARZ 



664 



Jui umrzeć będąc gotowym, 
Kwoli okrutnej Phillidzie, 
Aż się nimfy użaliły 
Phillidzie wieniec różany 



Wyrył na dębie surowym: 
Amintas już z świata idzie. 
I w bedłkę go obróciły. 
Za jej śpiewanie oddany ^ 



1 rt Koniec Nabór owskiego. Caetera Naborowskiego tego opera videantur 
w mojej QuodUbecie€, 



ZBYGNIEWA 

z RACIBOESKA 

MORSTYNA 

MIECZNIKA MOZYRSKIEGO 



WIERSZE 
POLSKIE. 



665. Pieśń wyrażająca w sobie wszelkie sposoby życia na tym 

świecie i ultazująca, w czym najwięlcsze szczęście człowiecze 

nadewszytlco zawiera się^ 

Trzykroć szczęśliwy, który od młodości 
I wiek znikomy i czasu spłynności 
Giioć w ranym, ale dojrzałym rozumie 
Uważać umie. 
Szczęśliwy, który na dwu prowadzących 5 

Różno gościńcach nie idzie Wadzących 
Stopami, ale wie, którędy trzeba 

Piąć się do nieba. 
Szczęśliwy, który świat z jego wabami 
Pogardzić umiał i zdeptać nogami, 10 

Którego umysł jest nieporuszony 

W kwadrat złożony. 
Szczęśliwy, mówię, ale gdzież takiego 
Najdziesz na świecie wieku dzisiejszego. 
Żeby od swojej naj pierwszej młodości 15 

Nie uznał złości? 
Żeby od kresu samego puszczony 
Biegł na tak ślizkiej drodze niepotkniony; 
Żeby we wszytkim życiu jego cale 

Nie było Ale; 20 

Żeby na ten świat i jego szalone 
Dumy i fochy myśli zapatrzone 
Nie wpadły wespół z jego służebniki 
W zdradliwe wniki. 

* Tą samą pieśnią rozpoczyna Morsztyn i >Muzę Domową*, tylko 
nazwaJ ją tam trafniej a króciej >Votum*. 
Wirydan I. 82 



338 WIRYDARŻ 665 

25 Dawno ci byli, których okazała 

Cnota do nieba żywo porywała, 
Dzisiaj takiego za naszego wieka 

Niemasz człowieka. 
Wszyscy my zgoła, których odmiennymi 
80 Hekate koły oświeca na ziemi, 

Wszyscy nieprawi, że niemasz jednego 
Doskonałego. 
Wszyscy błądzimy a co starsze lata, 
To dalej bieżym w błędną puszczą świata. 
3f. Rzadki na dobry tor powrót uczyni 

Z dzikiej pustyni. 
Tak przeciw wodzie płynąc gdy ramiona 
Opuścisz, prędko powódź niewściągniona 
Tam cię zaniesie, kędy niezebrniony 
40 Nurt zakręcony. 

Wszytkich mieszkańców swoich świat przeklęty 
Zwabiwszy na swe zdradliwe ponęty 
Na miękkim łonie piastuje zmamione, 
Snem opojone. 
45 I jakie kiedy w pogańskie krainy 

Ciężkie uczynił więzień przenosiny. 
Od bisurmańskiej gdzie nieznośne męki 
Ponosi ręki, 
JeśU snem kiedy powieka zmorzona 
50 Od ciężkiej prace, przecie nieuśpiona 

Myśl go przenosi, choć w kajdanach nogi, 
W ojczyste progi, 
Tak i ta nasza z nieba udzielona 
Cząstka światłości, w cieniu położona, 
55 Wzdycha do swojej niebieskiej dziedziny 

Z ziemskiej niziny. 
Brzydkim tłumokiem ciała obciążona 
I snem głębokim prawie opojona, 
Jako niewolnik srogiego tyrana 
«" Władzy poddana. 



665 WlKilSZK ZB. MORSZTYNA 339 

Lecz tego przecie spodziewać się może 
Ułomność ludzka, gdy jej Bog pomoże, 
Że kiedy żkolwiek z tego co ją łudzi 
Snu się obudzi; 
Że nim dopędzi zaczętego biegu rs 

Łódź nieścigniona, nim stanie u brzegu, 
Zkąd już żadnego ludzkiemu żywotu 
Niemasz powrotu, 
Wróci się ztamtąd, gdzie wiatry i chmury 
Zapędziły ją, a do cynozury 70 

Bieg swój kieruje, tam w porcie szczęśliwym 
Wiatrem życzliwym 
Pędzona stanie. Ciebie ja o święty 
Świętych zastępów panie niepojęty, 
Królu nad krolmi wszemi zawołany, 75 

Panie nad pany, 
Który od wieków wszytkich zasadzony 
Masz swój majestat, zkąd na niższe trony 
Nieba i ziemie wychodzą wyroki; 

Który obłoki so 

Depcesz nogami a coż podłą ziemię. 
Gdzie biedne ludzkie płaza się nasienie. 
Żyjąc do woli twej niedoścignionej 
Kres zamierzony; 
Którego chwalą oni niezliczeni sr 

Hetmani świętych wojsk niezwyciężeni 
Kryjąc swe twarzy przed oczyma twymi 
Piory złotymi; 
Któryś wschód, zachód, południe, północy 
Sprawił, w nich czyny twojej dziwnej mocy, »i' 

Człek, zwierz, ptak, ryba, patrzą swej żywności 
Z twojej litości 
A kiedy twój wzrok odwrócisz wesoły, 
Zbiednieje słońce, ztopnieją żywioły, 
Padnie w popioły, jak w trąbkę zwiniony 95 

Sam świat spalony; 

22* 



sio WiRYDAiłZi 6(> 

Ciebie ja nędzny, bo to twoje dzieło 
Wszechmocnej ręki szczególne sprawiło, 
Że jeszcze żyję, żem dawno z martwymi 
100 Nie oddań ziemi; 

Żem z podobnymi sobie dawno razem 
Niepołożony okrutnym żelazem 
Ani na opas nie był zostawionym 

Zwierzom łakomym; 
105 Że też i insze rozliczne przygody, 

Które tak chatki, jak wyniosłe grody 
Równo nawiedzać zwykły, mnie mijały, 
Żem uszedł cały; 
Ciebie, którego wyrok świątobliwy 
110 Pomni z radością człowiek nieszczęśliwy, 

Że ty nie pragniesz zginienia prędkiego 
Człeka grzesznego, 
O to niegodny grzesznik, wieczny Panie, 
Proszę, nade mną miej swe zlitowanie 
115 A.ni mię zdmuchaj, póki na twe drogi 

Błądzące nogi 
Nie wnidą, póki zmazana grzechami 
Dusza ciężkimi nieomyta łzami. 
Póki w złych toniach śluby uczynione 
120 Niewypełnione. 

Uznałem, uznał i dał od nauki, 
Jakie są świata zdradliwego sztuki, 
Jakie fortele, którymi on ludzi 
Do siebie łudzi. 
125 Jako tu na nim niemasz nic trwałego, 

Cień tylko, owszem sen cienia marnego, 
A jak godzina idzie za godziną. 
Tak lata płyną. 
Jako dostatki, którym to dufamy 
180 I w nich nadzieję wszytkę pokładamy. 

Oraz przepadną za lada trafunkiem 

Z wielkim frasunkiem. 



666 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 341 

Jak i uroda i zdrowie i sUy 
Często tych; co im ufają, zdradziły, 
Kiedy to wszytko w jednej że godzinie i36 

Choroba zwinie. 
Jako i sława, co ją to zowiemy 
Nieskazitelną a barzo błądzimy, 
Dym tylko, który kiedy wiatr rozwieje, 

Gdzież się podzieje? uo 

Jako i wojska i wielcy hetmani 
Lub w ciężkie ręce pogańskie zagnani 
Lub trupem pola one uścielali. 

Na których stali. 
Jako cudowne całych wieków czyny ub 

W jednym momencie upadły w perzyny, 
Jako nakoniec państwa niezwalczone 
Z gruntu wzruszone. 
I dlatego też już o świecie cale 
Już twym zabawom powiedziałem Yale iso 

A chwyciłem się daleko lepszego 
Życia inszego. 
Nic mi po broni, nic po bojuchciwym, 
Co mię wynosił, więc koniu pierzchliwym. 
Już na złe ludzkie wymyślone sztuki, 155 

Strzały i łuki, 
Pancerz, karwasze, buzdygan, wsiędzenie. 
Inszy rynsztunek powieszę na ścienie 
A na kopiej jak na własnej grzędzie 

Kokosz usiędzie. i«o 

Prawdać, że żywot zda się być przystojny 
Służyć żołnierską i pilnować wojny, 
Miłej ojczyźnie z własnej krwie ofiary 
Przynosić w dary. 
Ale to jabłko sodomskiej krainy i65 

Z wierzchu pozorne, a zewnątrz perzyny 
I szczery popiół, że kto go skosztuje. 
Każdy wypluje. 



342 wmYDARz 665 

Minąwszy biedy rozliczne, ach i te 
170 I z serc kamiennych czasem Izy obfite 

Toczą, klnie drugi, że go kiedy mila 
Matka zrodziła. 
Gdyć się być przyda w ciężkim oblężeniu 
A już na wszytkim zejdzieć pożywieniu, 
ł75 Zjesz mysz, zjesz kotkę, zjesz z głodu ciężkiego 

I psa zdechłego. 
Często i w polu bywa, że suchara 
Pogryższy tylko, drugi już jak mara 
Nie człowiek, ale straszydło człowiecze 
180 Ledwo się wlecze. 

Rzucą się w wojsko choroby straszliwe. 
Aż i powietrze czasem zaraźliwe 
A to najbarziej w owe nieprzyjemne 
Pluty jesienne, 
i«B Że choć nie widzą i nieprzyjaciela, 

W kompucie się ich nie doliczy wiela, 
Że się i całe wojska choć próżnują 
Wszcząt zruinują. 
Żal srogi patrząc, gdy ich nie tak wiele 
lyo Miecz srogi na swym bojowisku ściele. 

Jak pościnanych za obóz wyniosą 
Okrutną kosą. 
Gdyś zdrów, a przyj dzieć jechać na podsłuchy, 
Choć cię wskroś prawie mroź przejmuje suchy, 
195 Choć cię deszcz z śniegiem w same siekąc oczy 

Do szczętu zmoczy, 
Trwaj przecie i stój, bo jak ruszonego 
Z pierwszego miejsca abo zdrzymanego 
Najdzie cię strażnik a po wiec trzy słowa, 
200 Toć spadnie głowa. 

Będziesz li też stał i na dniowej straży. 
Źle cię deszcz zmoczył, lepiej cię wysmaży 
Słońce, gdy ziemię ognistymi koły 
Pali w popioły. 



665 WIBIlSZR ZB. MORSZTYNA 343 

Ach! wtenczas pomnę gdy się nam trafiało 205 

Potykać, jako garło usychało, 
Jako już dusza była na ramieniu 

W ciężkim pragnieniu. 
Pójdziesz na podjazd a w nagłej przygodzie 
Padł koń, inszego niemasz na powodzie, 210 

Masz być językiem u nieprzyjaciela, 

Swój ci w łeb strzela. 
A kiedy przyjdzie do walnej potrzeby, 
Niech kto przysięga, nie uwierzę, żeby 
Pod kolany mu, lub wiele lub mało, 215 

Zadrżeć nie miało. 
Śmierć przed oczyma lata, gdy się szyki 
Straszne mieszają, brzmią nieba okrzyki, 
Świata nie widać, dzień z nocą zrównany, 

Z piaskiem zmieszany. 2 jo 

Tak rzeki szumią, kiedy z gor spadają, 
Tak wiatry, kiedy drzewa wywracają, 
Tak huczy nagłym wichrem poruszone 
Morze szalone. 
Tak niebo trzaska, gdy straszne powodzi 225 

Z gradem spadają a piorun ugodzi 
W zamek wyniosły lub w dąb zastarzały 
Lub w morskie skały. 
W takowym razie, chocieś sławy chciwy. 
Choć masz dość serca, choć koń natarczywy, i:;o 

Próżno w nim, próżno w inszym tam rynsztunku 
Szukasz ratunku. 
Gdy ci nie będzie sam Bog łaskawy 
Nie tylko żadnej nie nabędziesz sławy. 
Lecz czasem hańby, sam nie zwiesz jak snadnie ^^35 

Serceć upadnie, 
Że cię ustraszy list wiatrem ruszony 
I marnie pierzchać będziesz wylękniony, 
Potym nie będziesz śmiał nikomu w czoło 

Pojrzeć wesoło. wo 



344 wiRYDARz 665 

Lub też w potrzebie broń nieuchroniona 
Od głowy twojej oddzieli ramiona 
Lub cię podepcą z konia zwalonego 
Napoł żywego. 
245 Choć cię też z ciężkim uprowadzą razem 

Zadanym kulą lub bystrym żelazem, 
Będziesz kaleczał, będziesz nieszczęśliwy 
Chodził trup żywy. 
Jeśli w ostatku na tę przyjdziesz dolą, 
250 Że się w pogańską dostaniesz niewolą, 

Pójdziesz niebożę od okrutnej ręki 
Na cięższe męki. 
Że sobie z gorzkim stęskniwszy żywotem 
Śmierci pożądać będziesz, by z kłopotem 
255 Rozłączyła cię, gdy na galliony 

Będziesz kupiony. 
Lecz choćbyś na swej nie szwankował głowie, 
Kiedy utracisz prawie wszytko zdrowie, 
Gdyć wszytkie życia odejmą sposoby 
260 Gorsze choroby, 

Nieraześmy się tego napatrzyli, 
W co się żołnierze dobrzy obrócili, 
Gdy od Zbaraża, Kamieńca, Sokala, 
Szli do szpitala. 
265 Chociaż prosili, choć supplikowali, 

Choć swe kajdany pod nogi rzucali. 
To tylko słowy ich pożałowano 
A nic nie dano. 
Takim to tylko dają dziś daniny, 
270 Co sobie piżmem pudrują czupryny; 

Ci to daniny jak psi flak łapają. 
Tych tu kochają. 
A ty niebożę chocieś już ćwiczyznę 
Niejedne spędził, służąc za ojczyznę, 
275 Chocieś ostatni ząb wyłamał stary, 

Głodząc suchary, 



6G5 WIKRSZE ZB. MORSZTYNA 345 

Już jak za płachtą tak za portirią 
Stój za tą i za inszą okazią, 
Tak wiele weźmiesz, jako ci pobrali, 

Co tu stawali. 280 

Wszytkieby jednak, wszytkie mówię były 
Znośniej sze biedy, choćby się sprzykrzyły. 
Jeszcze ci, co są na tak gorzkim chlebie, 
Nie będą w niebie. 
Bo to rzecz pewna, niech kto co chce mówi, 28.0 

Kto wiadom a da miejsce rozumowi, 
Niech przyzna, jeśli żołnierz który żywy 
Był sprawiedliwy. 
Gdy na włość przyjdzie, tam dobry mierniczy 
Tak sprawiedliwie łany pograniczy, 290 

Pustych od całych nic nie odejmuje. 
Wraz to spisuje 
I tak porządne sprawi inwentarze. 
Że się dziwują sami gospodarze 

Nie wiedząc tego, co rewizor nowy, 295 

Ani połowy. 
Biedny karwasz rznąc to co żołnierzowi 
Ze środka połcia, a gospodarzowi 
Kawałki tylko jeden od ogona. 

Drugi z zęboma. soo 

Toć sprawiedliwość. Nuż one korbony, 
Z których dziurawy i nienasycony 
Wor chcą przy ludzkim srogim uciążeniu 
Napchać w ciągnieniu. 
O jakie płacze, jakie narzekania, sos 

Jakie za nimi idą przeklinania. 
Które samego dosięgają nieba, 

Że miasto chleba 
Łzami ludzkimi napełniają wozy, 
Którymi swoje taborzą obozy. sio 

Zkąd też częstokroć przywodzi Bog na nie 
Ciężkie karanie. 



346 WIUYDARZ 665 

Drudzy już chłopa dobrze nie obłupią, 
Za jego zboże wina sobie kupią, 
3L5 Wezmą mu woły, zabiorą mu wszytek 

Z domu pożytek. 
Jeszcze się pastwią mękami rożnymi, 
Żeby powiedział, gdzie zakopał w ziemi 
Lubo pieniądze lubo w jamie zboże, 
320 Powiedz, niebożę! 

A skoro powie, to wszytko zabiorą, 
Jeszcze nałają, czasem i dopiorą, 
Że przed nimi jak przed zbójcy jakimi 
Chowasz się w ziemi. 
32f. A gdy odjeżdża choć z napchanym brzuchem, 

Jeszcze cię za cześć wyłamie obuchem. 
Ty płaczesz biedny odjazdu takiego 
Gościa miłego. 
A naostatek wiedzą same kury 
330 Co od jednego zginie tego ciury, 

Że go poznawszy jak na kanie gdaczą, 
Gdy go obaczą. 
Te go popłaczą, że, choć w tym żywocie 
Wszytko się jego przepiecze niecnocie, 
336 Chociaż go minie i kula w potrzebie, 

Nie będzie w niebie. 
Dlatego znowu już was żegnam moje 
Wojska, obozy, szyki, krivawe boje. 
Żegnam cię pole, witam spracowany 
840 Domowe ściany. 

Wolę tak w cieniu dawne przewinienia 
Opłakiwając żyć już bez zgorszenia \ 
Być sobie wolnym, nie służyć nikomu, 
Usiadszy w domu. 

* W »Muzie Domowej « brzmią oba wiersze odmiennie: 
Wolę tak w cieniu (będąc syt haZasu); 
Zapadszy w ciszy, zażywać też wczasu ; 
w w. 344 Osiadszy. 



^65 WIRRSZK ZB. MORSZTYNA 347 

Prawda, żeć mi się jeszcze nie dostało sis 

Gospodarować; lylko się widalo, 
Kiedyśmy na włość z chorągwią chodzili, 
Co też robili. 
Lecz widzę, że to nie filosofia 
Rolą sprawować, potrafię w to i ja. 350 

Nic łacniej szego jako się nauczyć 

Siać, orać. włóczyć. 
Czy nie trudniej że w zawartym obozie 
I rok o jednym gnarować się wozie? 
Ten miasto brogu, ten jest u żołnierza ss.-i 

Miasto szpiklerza. 
To prawda, że też choć się nic nie siało, 
Jakom już wspomniał, przecie się młacało 
I z sąsiekow się bierało, ach Panie! 

Nie karz nas za nie. sco 

Bywało i to, że się domyślała 
Sama czeladka i często wadzała 
Karpie z rogami lub tłuste sikory 
Z cudzej obory. 
Ale do roli wracam się od wojny, 866 

Czy nie lepiejże żywot wieść spokojny? 
Nie lepszaż dola drugiego pasterza, 
Niźli rycerza? 
Niech każdy przyzna, czy nie droższe złota 
Wszytkie godziny takiego żywota? 370 

Gdy pańskie dwory, wysokie kominy. 
Ich gęste dymy. 
Wzgardzę; gdy prożen lichwy i wszelkiego 
Długu, mogę się obejść do nowego 

Tym czym mię Pan Bog na ten rok obdarzy 375 

A w drugim zdarzy. 
Będę swój własny zagon sprawiał krzywym^ 



1 W »Muzie Domowej € odmiennie nieco: Będę swój własny zagon 
pJugiem krzywym orał; w w. 379 zamiast wyniosłe lepiej przestronne'^ 
w w. 381 zamiast wesoły lepiej bezpieczny. 



348 WIRYDARZ 665 

Pługiem, nie będę okiem zazdrościwym 
Patrzał na cudze wyniosłe stodoły 
880 Zawsze wesoły. 

Zawsze wesoły na swoim przestanę, 
Nie będą myśli moje obłąkane 
Po cudzych gruntach szerokich latały, 
Dość mnie moj mały. 
385 Tam skoro tylko gnuśna zima minie 

A wiosna śliczny warkocz swój rozwinie, 
Kiedy się śmieją kwiatkami upstrzone 
Łąki zielone, 
Sam świat i samo rzeczy przyrodzenie 
390 Radość wydaje przez swe odnowienie 

I samo nawet światło najjaśniejsze 
Zda się świetniej sze, 
Jako koluber gdy z nowymi roki 
Nowe na stare odmienia powłoki, 
3'j.') Blaskiem promieni południowych bity 

Lśni się nieskryty. 
Kiedy i Wenus pospołu z nimfami 
Poplotszy ręce pięknymi parami, 
Pieszczoną nogą zaczynają wesoło 
400 Taneczne koło. 

Jako rzecz piękna lub ptastwo pierzchliwe 
Łowić, lub głosy słyszeć świegotliwe, 
Lub leśny pędzić zwierz w niepostrzeżone 
Sieci wstawione. 
405 Lub patrząc kiedy sady zakwitają. 

Gdy łąki sieką, gdy siana sprzątają, 
Gdy woł roboczy w jarzmo zaprzężony 
Wali zagony. 
Lubo gałązki, gdy jeszcze pęcnieją, 
410 Szczepić, z prędkiego owocu nadzieją, 

Lubo gościnną wsadzić też macicę 
W własną winnicę. 



665 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 349 

Lubo gdy Phoebus juź ku zachodowi 
Schyla, gdy schodzić czas robotnikowi, 
Widzieć gdy wloką jarzma zawieszone 415 

Wofy zemdlone. 
Widzieć gdy syte z pola powracają 
Stada owieczek a pod sobą mają 
Małe jagniątka. co gJosy rożnymi 

Beczą też z nimi. 42i» 

Bydło wesołe ledwie już nabrane 
Dźwiga wymiona, które ukasane 
Dziewki wycisną wtenczas i z obory 
Pędzą w ugory. 
Tam buhaj ryczy, sroży się rogami, 4i'. 

Kopie i ziemię rozmiata nogami, 
Tam capi skaczą a rozliczną sztuką 
Wzajem się tłuką. 
A kiedy już noc czarnymi skrzydłami 
Świat ten okryje, nie między ścianami, 430 

Lecz w sadzie abo otwartej stodole 
Spoczywać wolę. 
Tam niepodobnym swej urodzie huczy 
Bąk wodny głosem; to niedźwiadek kruczy. 
To powtarzają pieśni ulubione 435 

Żabki zielone. 
To szumią drzewa powoli ruszone, 
Gdy nimi chwieją zefiry pieszczone. 
To wonność z rosy dają wszylkie zioła, 

Pociechy zgoła. 440 

To czyste wody w przejrzystym strumieniu 
Szemrzą spadając z góry po kamieniu, 
Aż i na młyńskie woda lecąc koło 
Szumi wesoło. 
Kiedy też księżyc swe pełne kieruje 4*5 

Koła, że ledwie dniowi ustępuje, 
Jakie przechadzki lub między łąkami 
Lub nad stawami? 



350 WIRYDARZ 665 

A skoro słońce lwa srogiego mija, 
450 Tam się gospodarz wesoło uwija, 

By mu co prędzej sierp pożynał krzywy 
Dojrzałe niv/y. 
Tam się nasłuchać robotniczej noty, 
Którą więc sobie dodają ochoty, 
455 Że choć już druga ledwo nie omdlewa, 

A przecie śpiewa. 
Lub też usiadszy pod gęstym chłodnikiem 
W wieczór rachować karby z robotnikiem 
I z swej mu słuszną w zwyczajną godzinę 
400 Dziehć jużynę. 

Którzy gdy swojej dokończą roboty, 
Zwyczajnej swojej upomnią się kwoty, 
Kiedy przyniosą Cererze święcony 
Wieniec zielony. 
405 Tam pląszą, skaczą, tam rożnie śpiewają, 

Gdy im przy gęślach równo pomagają 
Z wielkiego kozła bąki zawieszone, 
Rymy uczone. 
A serce rośnie, kiedy już złożone 
470 Kopy po polu jak gwiazdy natknione 

A koło takiej prace nie żal zgoła 
Zapocić czoła. 
Nuż potym jesień, ta nieladajakie 
Ma swe przysmaki, to kiedy wszelakie 
475 Zbierasz z gałęziow owoce, z którymi 

Gną się ku ziemi. 
To gdy podbierasz z u Iow podkurzonych 
Pachniące miody, które z zarobionych 
Ulow już same strumieńmi wdzięcznymi 
480 Płyną ku ziemi. 

To runa wełny ostrzygasz odziane, 
To siecią łowisz ryby obłąkane, 
To rożne ptastwo gdy stadami leci. 

Przykrywasz w sieci. 



665 WIRRSZK ZB. MORSZTYNA 351 

Lub się też w pełnej przechodzisz stodole, 48i 

Lubo z ciekawym na przepiórki w pole 
Lub na kusego jeżeliś myśliwy, 
W pożęte niwy. 
A naostatek i zima leniwa 
Nie wszytkie z sobą uciechy pokrywa, 4'ji) 

Większą i w polu uciechę odniesie. 

Niż w inszym czesie. 
Aleć ja wolę siedzieć u komina 
Z swym lubym, to najweselsza nowina, 
Niż patrząc jako zające się kryją, aro 

Jako psi wyją? 
Bo lubo chcąc się ustrzedz próżnowania 
W domu, pilnuje drugi polowania. 
Nie zawsze jednak zdarzy się dlatego 

Uciec od złego. f,o.» 

Biedny Hippolit choć wzgardził pokoje 
Królewskie, w puszczach dni prowadząc swoje, 
I tam go jednak psiej żądze niesyta 
Fedra przywita. 
Wita bezecna i dla przyrodzenia 
Na rzecz szkaradną twardego kamienia. 
Dla swej przeklęła nieczystej nadzieje 
Patrz jak łzy leje. 
Jakieś miał zato z skały przenosiny. 
Gdy piękne ciało poszło w odrobiny, .mo 

Aż je, co za nim na smyczy chodzili. 
Psi pozwłoczyli. 
A gdy akwilon niepohamowany 
Powstanie, gdy świat z śniegiem pomieszany, 
Gdy poświstuje w dziurę zakradniony f.t.. 

Wicher szalony. 
Wtenczas się lepiej zagrzać w miękkie puchy 
Niżeli jechać w wojsku na pods-łuchy. 
Wetując przeszłych wycierpianych czasów 

Bied i niewczasow. 620 



352 WIRYDARZ 6Ś5 

Lub też z martwymi siadszy bohatyry 
Czytać na wieki dzisiejsze satyry, 
Aż oną moją zabawą jedyną 

Zle chwile miną. 
525 Ghceszli też wiedzieć moje pożywienie, 

Wiedz, że niewiele pragnie przyrodzenie. 
Coż mi po więcej, czegóż mi potrzeba. 
Gdy mam dość chleba? 
Przytym jagniątko, cielę, postawiony 
530 Czasem i wołek, indyk utuczony. 

Gdy kur a nadto nabiały, jarzyny, 
Coż glod uczyni? 
Już tego w mojej nie najdziesz komorze, 
Co więc ostatnie posyła tu morze, 
585 Radbym się obszedł bez kramu na wieki 

I bez apteki. 
Wystałe piwo domowej roboty, 
I to więc doda gościowi ochoty. 
Jeśli też można lepszego rodzaju, 
540 Albo z Tokaju 

Lub w domu jaki sycony miód stary, 
Przyjemne pczołek pracowitych dary, 
Lub naostatek czysty i łagodny 

Jabłecznik chłodny. 
646 A kiedy jeszcze do pożycia swego 

Społtowarzysza będziesz miał lubego, 
Będzieć świat kwitnął, lata coć się krocą, 
Wzad ci się wrócą. 
Fraszka są wszytkie nieprzerachowane, 
550 Z samego serca ziemie wykopane 

Na marną szczęścia płonnego zapłatę. 
Kruszce bogate. 
Fraszka dyament i rubin wesoły, 
Fraszka szafiry, chociaby w popioły 
555 Świat wszytek zgorzał od blasku takiego 

Szkła bogatego. 



6^5 WIERSZE ZB. MORSZTYKA 353 

To jest skarb prawie nieoszacowany, 
Ten ubogiego równa często z pany, 
Gdy choć pieniędzy nie weźmiesz z nim wiela, 

Masz przyjaciela. mo 

Ten ci i w szczęściu przydaje ozdoby, 
I szczyrzeć każdej pomoże żałoby; 
Serce z twym równo śmieje się i boli 
W każdej twej doli. 
Co nieuchronnym słońce widzi okiem, .-ies 

Co siedzi w ziemi, co w morzu głębokim, 
Wszytko to co w tym widzimy żywocie, 
Nic przeciw cnocie. 
Żadnego kwiatu ziemia nie wydaje 
Tak ślicznej barwy, nie tak piękna wstaje 570 

Rana jutrzenka, jako niezmyślony 

Wstyd przyrodzony. 
Lecz prędzej na doł swe obrócą koła 
Słoneczne wozy, niż temu kto zdoła. 
Żeby wyrazić umiał tego wszytki 575 

Życia pożytki. 
Niechaj w nim żyję, niechaj obciążony 
Laty w nim umrę starzec nieznajomy. 
Choć mię moj kmiotek rękoma własnymi 

Zagrzebie w ziemi. 58o 

A jako żeglarz gdy już w porcie stanie, 
Miłe mu^ przeszłych bied przypominanie, 
Miło mu pojrzeć na wichry, na skały, 
Gdy uszedł cały, 
Tak ja, gdy da Bog w pokoju usiędę, 585 

Przeszłe n:ewczasy przypominać będę, 
Wszytkie me biedy, trudy, troski, szkody, 
Wszytkie przygody. 



* W »Muzie Domowej* lepiej: miłe ma i t. d.; w w. 583 pomnieć, 
nie pojrzeć; w. 586 kłopoty zamiast niewczasy\ w. 597 i dziś zamiast 
teraz '^ w. 598 boskiemu zamiast pańskiemu. 
Wirydwi I. 23 



354 WiiiYDARis 666 

Jakom skrzydłami niebieskiej obrony 
590 Z ostatnich toni bywał wydźwigniony, 

Jakom w najcięższe swe doznawał razy 
Anielskiej straży, 
Lubo nie poraź śmierć już srogą swoje 
Kosę na szyję zakładała moje, 
595 Nieraz już moje wstępowały nogi 

W podziemne progi. 
Go wszytko teraz przy mym dziękczynieniu, 
Które Pańskiemu oddaję imieniu, 
Wyznając jego niebieską obronę 
60D I dziś wspomnionę. 

Nie zawsze trzeba w prochem przykurzonych 
Dziejach przykładów szukać niezliczonych. 
Są częste znaki i z naszymi wieki 
Boskiej opieki. 
605 Wszytko to, co się przydaje człowieku, 

Było już w dawnym, będzie w późnym wieku. 
Nasze przygody, pokoje i zwady 

Pojdą w przykłady. 

666. List do Imci Pana Alexandra Mierzeiiskiego, porucznika 

chorągwie pancernej księcia Imci Janusza Radziwiła, wojewody 

wileńskiego i hetmana wielkiego W. X. L. * 

Jako więc kiedy w pogańskie krainy 
Ciężkie uczynił więzień przenosiny, 
Od bisurmańskiej gdzie nieznośne ręki 
Ponosi męki, 
6 Jeśli snem kiedy powieka zmorzona 

Od ciężkiej prace, przecie nieuśpiona 
Myśl go przenosi, choć w kajdanach nogi, 
W ojczyste progi. 
Śni mu się, że już odrzucił okowy, 
10 Że widzi komin, czuje dym domowy, 

* W »Muzie Domowej« dodano w tytule »po szepielowskiej potrze- 
bie<; jest tam pod nr. 19. 



Wiersze zb. mOrsztyNa 355 

Żo już na wTasną wstępuje dziedzinę, 
Wita rodzinę. 
Zgrzybiały ociec, laty nachylona 
Matka, nie o swej mocy wywiedziona. 
Witają drobne dziatki, ulubiona 15 

Wita go żona. 
Już zapomina i nocy niespanych, 
Już łzy ociera z oczu wypłakanych, 
Równa czystością i troskami owej 

Itakusowej. ło 

A gdy pod oną spoczynku zasłoną 
Troskliwy więzień pasie myśl łakomą, 
Aż poń okrutny przystaw zakołace 
Do ciężkiej prace. 
Porwie się nędzny, aż sen ulubiony, -5 

Właśnie jako wiatr leci nieścigniony. 
On po staremu, ach wyrok surowy! 
Dźwiga okowy. 
A kiedy jeszcze kto z jego drużyny 
Złotem okupion od miłej rodziny, so 

Żegna go w długą, już oswobodzony, 
On zostawiony 
W ciężkiej niewoli i okupu swego 
Nie widzi nędzny sposobu żadnego, 

Lecz widzi koniec ten tylko kłopota, as 

Co i żywota, 
Dopieroż wtenczas myśli zkamieniały, 
Obfite krwawych łez płyną kanały; 
Za odchodzącym niesie nieszczęśliwy 

Wzrok zazdrościwy. 40 

Tak ci mnie właśnie szczęście posłużyło, 
Gdy mię w tej ciężkiej biedzie zostawiło, 
Z którą gorzej niż z Moskwą po wsze czasy 
Chodzę za pasy. 
Wyście pobiegli i trudów marsowych 45 

Już zapomnieli, gdy w wczasach domowych 

23* 



356 wirydArz 666 

Macie rozkoszy i wszelkie dostatki 
U zacnej matki ^ 
Tam ci byt dobry, tam pieszczoty macie, 
50 Których beze mnie, bracia zażywacie. 

Ale najbarziej niemiło mi na cię, 
Najstarszy bracie. 
Wiem, żeś buzdygan powiesił na ścienie. 
Kar wasz pod ławą, a przy cudzej żenię 
f,5 Dźwigasz wrzeciono i zwijasz osnowy 

Herkules nowy. 
Choć kędykolwiek muzyka krzyknęła, 
Choć piękna para wprzódy się wymknęła, 
Choć za nią orszak zaczyna wesoło 
60 Taneczne koło. 

Ty barziej wina, miłością spojony 
Wzrok w pięknym ciele trzymasz utopiony 
A cicho puszczasz w ucho ulubione 
Slowka pieszczone. 
65 Wtym zacny brodus, czeladka życzliwa, 

Panny służbiste i baba złośliwa. 
Wszyscy zasnęli a ty w cudzym domu 
Masz dosyć rumu. 
Patrzajmyż teraz tego czatownika, 
70 Jak do cudzego zsyła alkierzyka 

Częste podjazdy, sam za drzwiami w boku 
Tuż stoi w kroku. 
Straże po wschodach wszędzie rozstawione, 
Podsłuchy wkoło domu postawione; 
75 Stoi i wierny Andrasz na odwodzie, 

W tylnym ogrodzie. 
Dybie nieboras, a jasne promienie 
Pełnej Dyany klnie, że nocne cienie 
Nimi oświeca i pono zabieży 
80 Nocnej kradzieży. 

* Dopisano: to jest u chorągwi na stanowisku. 



6fi6 WIRllSZB ZB. MORSZTSNA 357 

I tak ci go los piastowa-J życzliwie 
Że przebył wszytkie przeprawy szczęśliwie 
I za odwagi otrzymał zapłatę, 
Łupy bogate. 

cny wielkiego wodza poruczniku, ss 
O doświadczony kiedyś wojenniku! 

Ockni się, ockni a patrzaj, żeś w pierzu, 
Zacny rycerzu! 

1 takli ona z odwagą żywota 

W dziele marsowym doznana ochota 90 

Już zapomniana, żeś zaczął boj nowy 
Kupidynowy ? 
Wspomni przynamniej, że bracia kochana, 
W głodzie i ciężkiej nędzy odbieżana. 
Miasto wytchnienia po takiej robocie, 95 

Stoi tu w błocie. 
Wspomni, że oni waleczni mężowie, 
Którzy przy twojej położeni głowie. 
Na tymże placu gdzie legli zostają, 

Grobu nie mają. 100 

A jeszcze teraz między nowinami 
Przyniesiono nam, że wojna z Szwedami, 
To nas najpierwej na zły raz narażą. 
Na Żmudź iść każą. 
Nie śpi a słuchaj, jeślić miękkie puchy 105 

Jeszcze marsowe nie ztłumiły duchy: 
Miasto hejnału jać zaśpiewam nowe 
Rymy Marsowe. 
Nie dufa sobie muza moja, żeby 
Miała wojsk całych okrutne potrzeby, no 

Dzieła wielkiego wodza, wszytkie szyki. 
Pisać w kroniki. 
Ciebie tu tylko wspomni moje pióro, 
Srogiej Bellony niewyrodna córo 



358 WJRYDARZ 666 

115 A matko moja^ kiedyś niezwalczona, 

Dziś pogrzebiona. 
Mężna orlico, pod twymi skrzydłami, 
Twe dzieci między gęstymi śmierciami 
Chwalebnie we krwi zdradzieckiej brodziły, 
120 Swej nie szczędziły. 

Tyś dzieci swoich wprzód odżałowała, 
Gdyś je pod straszne wojska posyłała. 
Szli, nie bali się wojsk całych pogoni 
W dziesiąciu koni. 
125 Myśmyć tych gości na cześć zaprosili. 

Myśmy się z nimi naj pierwej z wadzili. 
Gdzieśmy się i tej liczby w małej chwili 
Nie doliczyli. 
Pod krzyżem twoim hufiec nasz szczęśliwy 
130 Boj pierwszy zawsze zaczynał straszliwy. 

On go i kończył jak przedtym z Rusinem, 
Tak z Moskwicinera. 
Tyś od sióstr swoich wszytkich odbieżana 
Sama okryła wielkiego hetmana'^; 
135 Od twojej odniósł szczególnej obrony 

Żywot zwątpiony. 
Na tymże placu gdzieś mężnie stawała, 
Tameś się, matko nasza, podesłała 
I twój pospołu z tobą piastun drogi 
140 Pod pańskie nogi. 

Drugiś w regestrze doświadczony mężu. 
Znać cię po ręce, znać cię po orężu. 
Kiedyś w potkaniu pierwszy czynił naszym 
Kredens pałaszem. 
146 Oj nie jednegoż zbrojnego Iwana 

Posłała ręka twoja do Abrama. 



* tDo chorągwi apostrofę*. 

"Dopisano: Podczas klęski Szepielowskiej in anno 1654; Mierzeń 
ski porucznik; Graffemberk chorąży. 



^66 WIERSZE 7,B. MORSZTYNA 359 

Nie jednegoś ciął po sobolim szJyku, 
Cny poruczniku. 
I ty zacnego Gradywa kochany 
Sławny chorąży, nie jest zapomniany. 150 

My cię żałośni wspominać będziemy. 
Póki żyjemy. 
Tyś dał najlepszą wodzowi obronę, 
Tyś mu z swych piersi uczynił zasłonę. 
Tyś sam w się przyjął raz nieuleczony, 155 

Jemu niesiony. 
Zacny Mnichowski*, tyś naszą ozdobą 
Był kiedyś, miło nam bywało z tobą 
Dobra i licha zażyć lub w pokoju, 

Lub w srogim boju. leo 

Ległeś niebożę! a twe piękne ciało 
W sztuki rozcięte, lubo nie zostało 
Zwierzom na opas, wzięli je troskliwi 
Bracia życzliwi. 
Tu mężny Munster swego Akwilina les 

Zwarł ostrogami, ściął w lot Moskwicina; 
Drugiego jeździ, lecz od strasznej zgraje 
Zabit zostaje. 
I Namsciewicza niemniej sza ochota, 
Znaczna i ręki i broni robota. no 

Ćma niezliczona i tego okryła, 

Z konia zwaliła. 
I tyś jest zabit przy tej naszych szkodzie, 
Kiedyś się z nami został na odwodzie, 
Tameś w nierównej ledz musiał obronie, 175 

Odważny Ronie. 
I cny Milczewski nie jest zapomniony 
I ten na tymże placu położony: 



* Dopisano: »Towarzystwo, Mnichowski, Mtłnster, Namściewicz, 
Ron, Milczewski, Morstyn, Kimbar, Brzozowski, Pękalski, Przypkowski, Re- 
gulski, Szczawny, Szlichting, Herman<. 



360 WIRYDARZ 666 

Strasznej potędze kiedy nasza mała 
180 Garść nie strzymała. 

Patrzajmyż jedno na swego Morstyna^, 
Jakoć zbrojnego zsadził Moskwieina, 
Lecz go w misiurkę drugi nad ciemieniem 
UrwaJ kiścieniem. 
185 Leci nieboras ciężko uderzony, 

Chwyta się łęku na do«f pochylony, 
Ale go prędko z onej wyniósł trwogi 
Koń wiatronogi, 
Cnotliwy bachmat, co wyniozszy pana 
190 Z dwóch ciężkich potrzeb krew jego wylana, 

W jednej zacięty, w drugiej położony 
Wpół postrzelony. 
Ba i nasz Kimbar dobrze się sprawował 
Na swym dzianecie, lecz potym szwankował, 
195 Bo w lewą rękę porwał, brat cnotliwy, 

Postrzał szkodliwy. 
Tu Brzozowskiego już zwalono z konia, 
Tu za Pękalskim już pieszym pogonią; 
Rwie k nam nieboras, za nim tysiąc goni 
200 Moskiewskich broni. 

Mężny Przypkowski już ginął, już rata 
Wołał, a przecie nie zapomniał brata, 
Kiedy Pawłowicz miasto Moskwieina 

Chciał ściąć Morstyna. 
205 Do Rogulskiego Moskwicin z łysiną 

Skoczywszy trafił w żebra rohatyną, 
I by nie pancerz, byłby do żywota 
Otworzył wrota. 
Szczawny cnotliwy, ustał bachmat, a ty 
210 Uchodź, Szlichtinku, postrzelon wilczaty. 

* W »Muzie Domowej* odmiennie: Ratujcie bracia swojego Mor- 
styna, Bo gdy i t. d., Wnet go i t. d. 



^^^ WIERSZE ZB. MOK8ZTYNA 361 

I twoj pleśniwy bez mai nieustanie. 
Zacny Hermanie. 
Lecz nie tylko my, i czeladź ćwiczona ^ 
Rwie się przykładem panów zajuszona 
I co wypali, to znowu nabija, 2:5 

Jak rjjtaria. 
W tych tam największa uczyniona dziura, 
Kiedy wojsk całych nieprzejrzana chmura, 
Nas ogarnąwszy cały ich zajęła 

Szereg wycięła. 220 

Sto i pięćdziesiąt nas się popisało, 
A pięć czterdzieści tylko się zostało. 
Żaden nie umarł ani żaden zwinął, 
Lecz mężnie zginął. 
Zgoła równymi trudno wywieść słowy, 220 

Jak się ten taniec odprawiał marsowy. 
Gdzieśmy nie winem pragnienie gasili, 
Pot ze krwią pili. 
Aż wszytko przeszło jako sen, jak mara*, 
Ojczyźnie tylko oddana ofiara sso 

A płonnej sławie, lecz i ta u bieży. 
Kto zabit leży. 
A choć kto uszedł, kiedy nago z błota 
Wylazł, ustała do służby ochola: 

Bo o czym służyć będziesz, czy nie o tych as.^ 

Czterdziestu złotych ? 
Byśmy przynamniej od tych wdzięczność znalij 
Za ktorycheśmy krwią się oblewali, 
Ale kiedy na żołnierza co żywo 

Pogląda krzywo, 240 

Więc kiedyśmy my tak źli wojennicy, 
Niechże się sami biją kapuśnicy. 



* Dopisano: Czeladź pocztowa. 

' W >Muzie Domowejc brzmi ten wiersz: A wszytkoć przeszłoi 
jako cień, jak mara; w. 231 J, nie A\ 235 h^dzie służył. 



362 WIRYDARZ 667 

Miasto ferezji niech wdzieją pancerze 
A my pacierze 
245 Z desperaciej zostawszy mnichami, 

Będziemy za nich mówić z ich żonkami. 
Będziem w domach ich gospodarowali, 
Orali, siali 
A w miękkich leżąc jak oni pierzynach, 
^50 Będziem się także pytać o nowinach, 

Gzy już tam naszy w pień Moskwę wycięli? 
Czy cara wzięli? 
Arwano biesu, przyjdzie da Bog ona 
Tak długo od nas pożądana nona. 
f::)5 Żegnam cię, pole, witam spracowany 

Domowe ściany. 
Tam z przyjacielem siadszy u komina, 
Każda mi zejdzie wesoło nowina. 
Ni się bić będę, ni służyć nikomu 
260 Usiadszy w domu. 

667. Duma sześciu panien podczas oblężenia krakowskiego 
in anno 1657 *. 

Muzo dokądże? Coż miasto pęcaku 

Śpiewasz, o wojnie, broni i żołdaku? 

Nie twoja to rzecz, nie zdołasz ty temu, 

By miały godnie wieku potomnemu 
.5 Podać na pamięć błahe rymy twoje 

Tak wielkie dzieła i tak krwawe boje. 

Puść to jakiemu mądremu Słowaku 

A jak twe prawo, śpiewaj o pęcaku. 

W te tedy trwogi i tak ciężkie strachy, 
10 Gdy przez krakowskie gęste kule dachy 

Przebijały się, w tym zagasły zorze 

I noc nastała, aż tu w jednym dworze 

Wyńdą trzy oraz pięknych panien pary. 

* W »Muzie DomoweJ€ nr. 31. Pieśń sześciu panien i t. d. 



667 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 36B 

Patrzę, co niosą i co za towary 

Rozkładać będą; alić na przetaku 15 

Coś niosąc, wszytko mówią o pęcaku. 

A toć był jęczmień, który niebożęta 
Na krupy sobie miały tłuc dziewczęta. 
Tak w jednym tylnej komory ustępie, 
Usiadszy kołem przy dębowej stępie, 20 

Jęły tłuc a piać dumy, w których znaku 
Nie było więcej tylko o pęcaku. 
Coraz parami, coraz na przemiany, 
Ja w cieniu pilno słucham niewidziany. 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku, 25 

Nie mając na cię młyna ni wiatraku, 
W te ciężkie chwile, w te nieszczęsne trwogi 
Samy cię musim otłukać niebogi. 
W Bogu nadzieja, że po tych kłopotach 
Zaświeci jeszcze słońce w naszych wrotach. 30 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku, 
Kamień we młynie, piła na tartaku 
Zrobi się i nam ręce się zepsują; 
Prędko zaginie, czemu nie folgują. 

Księżycu jasny i wy gwiazdy śliczne! 35 

Widzicie nasze prace ustawiczne. 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku. 
Gdybyś to widział młodzieńcze chudaku 
Co z nas którą masz wziąć, jako robimy, 
Płakałbyś i myć do ciebie tęsknimy. 40 

Wznidźże, wznidź rychło słoneczko zarane 
A wróć nam nasze czasy pożądane. 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku, 
Nie jednegoś rąk nabawił bolaku, 

Czy nie lepiej że poczynać powoli? 45 

Niewiele zrobi, kogo ręka boli. 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku. 
Zakłóć się musi, kto maliny w krzaku 



364 WJRYDARZ 667 

Albo kto piękne chce pozbierać roźe, 
*o Tak ci lekkim nic razem przyść nie może. 

Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku, 
Gnuśny, leniwy, ospalcze, prostaku, 
Każdy młodzieńcze, że z takiego grona 
Już dawno która z nas nieuwiedziona. 
55 Ej nuże, nuże! niebożę pęcaku i, 

Kiedyż się w tobie dobierzemy smaku? 
Acz oń nie dbamy, byle pożywienie 
Mogło być, mało pragnie przyrodzenie. 
^^ Już nie znamy strzał, nie znamy sajdaku 

Dziecka Cyprydy; gdybyć tu siedziało, 
Samemuby się strzelać odechciało. 

Do naszej kuchnie nie trzeba krężaku 
^^ Ni rożna, tylko stoi okopcony 

Garniec, pęcaku, tobą napełniony. 

Podobien ten świat do lichego kłaku 
Miękkich paczesi wrzuconych w płomienie, 
'^ Tak wszytko zginie, gdy lada wiatr wienie. 

Wżdy się nas kiedy użal, jedynaku 
Matki kochanej a swego ojczyma 
Uproś, niech nas w tym więzienia nie trzyma. 
'5 Co jest młodemu pierwsza szkoła żaku, 

Co księdzu pacierz, co straż żołnierzowi, 
To panieńskiemu praca jest stanowi. 
Ptaszęta w siatki, rybięta do saku, 
^■^ Nas tu zagnano, ale po złej doli 

Będziemy, da Bog, szczęśliwie na woli. 

Jelonek w lesie, zajączek w chrośniaku, 
Owieczka się zaś na łące paść woli, 
^'' My tu siedzimy, ach aż serce boli. 

Wszytkoć pracują na cię, wisielaku 
Żołądku, ręce, a tyś sam niedbały, 
Aleby i te bez ciebie zemdlały. 

» Dopisano: >Nb. i tak juź dalej, co punkt, to trzeba przydawać: 
Ej nuże, nuże i t. d.« 



667 WIEJRSZE ZB. MORSZTYNA 365 

Tyć nas sam żywisz przy trosze boraku. i«o 

Boże, bądź z nami, byśmy się w tej chwili 
Tak opłakanej nędzne wyżywili. 

Nie frasujmy się, stanie nam bukłaku 
Jako oliwy w bańce, bo szafarza 95 

Dobrego mamy, który nam przysparza. 

Męskie się głowy kochają w kołpaku, 
Panieńskie w wieńcu; lecz na naszym czele 
Już dawno jako niepostało ziele. 100 

Długoż okrutny w żelaznym serdaka 
Mars chodzić będzie? rychłoli pogodne 
Słoneczko wróci nam czasy swobodne? 

Szabla przystoi dobremu junaku 105 

A pannom igła, nam szczęście szalone 
Wtrąciło w ręce tłuczki ustalone. 

Tak wielkiej nawie, jako i bajdaku 
Trafia się rozbić a wżdy nie utonie, no 

Nie trać nadzieje, choć w ostatnim zgonie. 

Lubo cię teraz biedzimy holaku, 
Kiedy nas samych w tej nieszczęsnej chwili 
Ledwie nie z skory źli ludzie złupili. ur, 

Cierpisz ci od nas męki. nieboraku, 
Lecz nam niemniejsze czynisz; tak się tłuką 
Sporni, gdy równą na s^ę idą sztuką. 

Już dziś żadnego nie czynimy braku 1-20 

W potrawach a to czynimy z ochoty. 
Bo nie są płatne przymuszone cnoty. 

Ziemianin się zwykł stroić w kopieniaku, 
Żołnierz w pancerzu chodzi i we zbroi, ur, 

Nam ślubna szata, lecz nie dziś, przystoi. 

Tak się hodują konie na budziaku. 
Jako my się tu pasiemy niebogi, 
Lecz cierpieć musim co przyniósł los srogi. isu 

Gdy na świat wyjrzysz, nie ujrzysz giermaku 
Ni polskich strojów, same tylko pludry, 
Niechaj z Polaki nie chodzą na udry. 



366 WIRYDAR2 667 

135 Chodzić że było Polakom w pakłaku, 

Nie w aksamicie; o pięknaż to cnota, 
Podła o sobie myśl i mierność złota. 
Byłeś potrawą grubemu cepaku 
140 A dziś nam z ciebie wyborne potrawy, 

O dziwne szczęścia odmiennego sprawy! 

Właśnie jak w wodę wrzuconemu raku. 
Tak temu co ma za obronę Boga, 
145 Największa straszna nie może być trwoga. 

W największym grzecznej młodzieży orszaku 
Memu lubemu nie najdziesz równego, 
Przetoć go kocham i tęsknię do niego. 
150 Myśliwych pole, a twoja pijaku 

Wino i lutnia; nasza zaś zabawa 
Praca, tak na nas fortuna łaskawa. 

Prędzej byś zliczył największy wor maku 
155 Niż biedy nasze, a przecie nadzieje 

Nie tracim, że je dobry wiatr rozwieje. 

Ksiądz na parepie, żołnierz na łoszaku, 
Baba na djable jeździ, a my mamy 
160 Stępę za konia, co ją osiadamy. 

Jeślić od stępy dane jest stępaku 
Przezwisko, toć też podobną tej mową 
Nas stępaczkami od stępy nazową. 
165 Gdybyś dziś zmartwychwstał, o wielki Kraku! 

Na miasta twego płakałbyś ruiny. 
Tak wszytkie giną ręki ludzkiej czyny. 

Niedźwiedź w kagańcu a koń na łyczaku 
170 My (lecz to teraz), przy Dyony synie 

Nie urwiemy się, choć na pajęczynie. 

Klej z wiśni ciecze, żywica z świerszczaku, 
Na starym dębie porasta mchu wiele, 
176 Na naszych ręku rodzą się bąbele. 

Droższyś dziś złota, droższy i kanaku 
Świetnych promieni, gdyż przy kupie złota 
Midas od głodu dokończył żywota. 



667 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 367 

Jako papudze, krukowi i szpaku iso 

Nie dawaj ą jeść, ażby wprzód gadały, 
Tak i nas morzą, żebyśmy śpiewały. 

Włóczy do jamy bobak na bobaku, 
By miał na całą zimę pożywienie: isó 

Toż i my czyńmy na to oblężenie. 

Czas w zawód bieży, śmierć choć na szłapaku 
Za nim się wlecze a wżdy go dogoni; 
Pomarli starzy, będziem my gdzie oni. 190 

Turczyn Ghocimskie a ty na Krępaku 
Zbójeckie noty zanosisz świstaku, 
Nasze zaś pieśni tylko o pęcaku. 

Jeśli gdzie słyszał kto o mizeraku, 195 

Na mię niech wejrzy; chcąc zarobić sobie 
Czymby żyć, ręce już ustały obie. 

Ktoby to był rzekł, żebyś był, Polaku 
Kraków oblegał i nań ostrzył bronie? 200 

Wygrasz niechybnie, Bog przy twojej stronie. 

Wolałaby dziś druga przy żebraku 
Bez takiej prace wyżywienie słuszne 
Mając, po siołach prosić o jałmużnę. 205 

Żołnierz obozy, ty wolisz dworaku 
Pańskie pałace, my miejskie przyjęły, 
Bodaj żeśmy tu za mąż pochodziły. 

Bog ci jest przy nas, na warownym haku aio 

Dobre nadzieje nasze zawieszone. 
Na niewzruszonym gruncie zasadzone. 

Już nie chcę robić, pójdę i szyszaku 
Dostawszy, włożę na włos rozpuszczony, 215 

Wmieszam się w pułki, żołnierz nieznajomy. 

I ja powieszę rapir na temblaku 
A tam pobiegę, gdzie się krwie niesyta 
Bellona z śmiercią nieuchronną wita. 220 

Dzisia z postrzałem lotnego kiesmaku 
Kogoś niesiono, bądź pochwalon, Panie, 
Że nieprzyzwoite nam jest wojowanie. 



368 \VlRYDAil2 667 

226 My ciebie tJuczem a tam gdzieś z pułhaku 

Lub z działa lubo naostatek z kusze 
Pono dotychczas niejeden zbył dusze. 
Co nierad robisz, leniwcze stojaku, 
:;3o Patrz, jak dla ciebie miło zagrzać czoła, 

Choć nikt nie nagli, chocia nikt nie wola. 

Dość i tak krotki biednemu robaku 
Żywot na świecie, jeszcze go skracają 
•2Zb Troski, które nań zewsząd przypadają. 

Ty swojej gębie żałujesz źmindaku, 
Mybyśmy dały i czerwony złoty 
Za kąsek chleba do takiej roboty. 
240 Szyszki z sośniny a zasię z dębniaku 

W czasy jesienne spadają żołędzi. 
Łzy z oczu naszych w takiej ciężkiej nędzy. 
Skowronka w polu, słowika w majaku, 
245 Gołąbka w domu usłyszysz gruchanie, 

Tu nic, tylko z dział ogromnych strzelanie. 

Byż to podobna, jak lotnemu ptaku 
Lecieć, najeść się, jeszcze w napełnionym 
250 Gardłku przynieść co siostrom utrapionym! 

Graca do chmielu a do pasternaku 
Rywak, tobie zaś, cny pęcaku służy, 
Lecz nie w tych ręku, tłuk żelazny duży. 
255 Tłuczku nieszczęsny czyli wiercimaku! 

Gdyby na nosie babie siadła mucha, 
Byłaby przez cię wnet u złego ducha. 
Nie potrzeba nam teraz brać tabaku, 
2fio Bo od kurzawy tej co oczom szkodzi, 

Wypadają łez obfitych powodzi. 

Gdzież one czasy gdyś był po czwartaku ? 
Dziś jakie czasy nieszczęsne nastają, 
2(56 Ze cię jako ryż na funty przedają. 

Chociaż się czasem zanurzysz rybaku, 
Przecie masz z wody swoje pożywienie, 
My gdzie co weźmiem w tak wielkie ściśnienie? 



667 WlRRSZK 2B. MORSZTYNA 369 

Jako łódź pJynąc nie zostawi szlaku, no 

Jako ptak lecąc, tak my dni trawimy, 
To mamy w zysku, co się narobimy. 

Czubek u dudka, u ciebie ślimaku 
Rożki na głowie; stanieć nam za rogi, 270 

W panieńskich ręku fasulec tak srogi. 

Ciężkać nam praca, ale w niej przysmaku 
To nam dodaje, że i w tym żywocie, 
Jako oliwie być na wierzchu cnocie. sao 

Żeś od chłopskiego biedę miał bijaku, 
Zato do dziewczej dostawszy się ręki, 
Takieś jej wzajem pozadawał męki. 

Wyganiasz w pole bydełko skotaku, 286 

A Bog je żywi, tenże i nas pasie, 
Że jeszcze żyjem, choć w takim hałasie. 

Pczołka w lipowym ma swój domek pniaku, 
Słowiczek we krzu, pliszeczka na kępie itw 

Gnieździ się. nasz dom, nasze gniazdo w stępie. 

Ziemnemu roście korzonek pędraku. 
Ptaszkowi ziarnko, żabkom deszczyk z nieba, 
A nam jak ciężko na chleb robić trzeba. 295 

Szczęśliwszy ś teraz, szczęśliwszy wieśniaku! 
Twoja w lepiance bezpieczna prostota: 
My i za murem niepewne żywota. 

Polak Kamieńca a Rusin Kodaku soo 

Pilnuje, my też u krakowskiej bramy 
Czasem z nagimi piersiami stawamy. 

Ej nuże, nuże, niebożę pęcaku! 
Już się noc schyla, już rany śpiewaku 
Zaczynasz pieśni swe zwyczajnym tonem, sos 

Nam jeszcze robić choć już snem zmorzonym. 
Księżycu jasny i wy gwiazdy śliczne! 
Widzicie nasze prace ustawiczne. 

Tu pieśń skończyły, potym się pytały, 
Ktoreby też z nich najlepiej śpiewały. 310 

Lecz się nie mogły zgodzić, bo bez mała 

Wirydarz I. 84 



370 WIRYDARZ 668 

I młodsza starszej nie wyrównywała; 

Gdy się latom swym akommodowały, * 

Starsze o rzeczach poważnych śpiewały, 
315 Śrzednie o figlach tylko i zalotach, 

Młodsze (znać się itn przykrzą) o robotach. 
Wtym się porwały, ale jako błogo 

Zrobiły, tego nie wiem, też od kogo 

Żeby spać poszły dziewczę przychodziło 
820 Kończyć a już się ku dniowi mlodziło. 

Jam ledwie wytrwał, żem nie krzyknął na nie, 

Bog zapłać panny za takie śpiewanie. 

Alem się zaś bał, by się nie gniewały. 

Że się z niektórych sekretów wydały. 
325 Bo długo potym, jak śpiewać przestały, 

Ale nie powiem, o czym rozmawiały. 

668. Druga duma samegoż autora pod tenże czas oblężenia 
krakowskiego, gdy był u Szwedów więźniem \ 

Ja śpiewam, chociaż biedy Zgoła mizernego 
Ogarnęły mię wszędy Więźnia ubogiego, 

Choć nieszczęśhwy 

I ledwom żywy. 
5 Śpiewam ci, ale moje Serce bez przestania 

Ciężkie ma niepokoje, Gdy częste wzdychania 

Trapiąc mą duszę 

Wylewać muszę. 
Ja śpiewam, choć ojczyzna Matka utrapiona, 
10 Ona tak kiedyś żyzna. Tak niezwyciężona, 

I z nią jej czyny 

Idą w perzyny. 
Śpiewam ci, lecz me pieśni Tylko faunowie 
I satyrowie leśni Po głuchej dąbrowie 



* W >Muzie Domowej* nr. 3, Duma niewolnicza; w w. 4 Ledmem 
juz żywy; zamiast w. 11 i 12: Nagle upada, Szwed ją podsiada; w w. 26 
ohowanych. 



^68 WIERSZE ZB. MORSZTYNA S7 I 

Niechaj śpiewają is 

A narzekają. 
Ja śpiewam, a potoki Z krwle polskiej zbierają, 
A dymy pod obłoki Z miast i ze wsi wstają. 

On kraj wesoJy 

Idzie w popioły. 20 

Śpiewam ci, lecz nie skaczę, Takie noty moje 
Jak matka rzewnie płacze, Kiedy widzi swoje 

Dzieci ukochane 

Ziemi oddane. 
Ja śpiewam a tak wiele Braciej mych kochanych, 25 

Jednych miecz w boju ściele, Drugich poimanych 

Równą mej dolą 

Pędzą w niewolą. 
Śpiewam ci, jak Niobe, Co na dzieci ciała 
I na swoje żałobę patrząc Skamienieiła, so 

I me choć śpiewa 

Serce omdlewa. 
Ja śpiewam, choć mizerną Dolą swoje czuję 
Choć mam żałość niezmierną. Choć nie upatruję 

Końca niewoli, ss 

Choć serce boli. 
Śpiewam ci, lecz śpiewanie Takie, które rodzi 
Lamenty, narzekanie. Krwawych łez powodzi 

W tak gorzkiej chwili 

Barziej rozkwili. 40 

Ja śpiewam, a me kości Skorą powleczone 
Już wyschły od żałości; Gdy Parki łakome 

Nici zwijają, 

Wiek moj skracają. 
Śpiewam ci, lecz połykam Łzy, jak więc troskliwy 43 

Lamentuje pelikan, Kiedy mu myśliwy 

W zdradliwe sieci 

Pozbiera dzieci. 
Ja śpiewam, choć mej głowie Za lada przyczynę 
Wisi na nitce zdrowie Na każdą godzinę so 

2V 



372 WmtDAii2 668 

W każdym momencie 

W tymem odmęcie. 
Śpiewam ci jako licha, Gdy lubego zbędzie, 
Synogarlica wzdycha Na żadnej nie usiędzie 
55 Rózdze zielonej 

W żałości onej. 
Ja śpiewam, a me siły Tak długim więzieniem 
Już się prawie^ zwątliły, Żem już prawie cieniem; 

Mną gdy wiatr wieje, 
60 Jak trzciną chwieje. 

Śpiewam ci, lecz me głosy, Głosy źałośliwe, 
Echo porannej rosy Rozbija płaczliwe, 

Gdy po dolinie 

Dźwięk się rozwinie. 
65 Ja śpiewam, choć o wodzie I o samym chlebie 

Trwać muszę w takim głodzie, W tak ciężkiej potrzebie, 

Patrząc, azali 

Kto się użaU? 
Śpiewam ci, lecz obfite Z serca zranionego 
70 Go w nim były zakryte. Kształtem dżdża ranego, 

Łzy wypadają, 

Pieśń zalewają. 
Ja śpiewam, chociem prawie Od zimna srogiego 
Zkościał na gołej ławie. Bez posłania wszego. 
T6 Takie me wczasy 

W tak ciężkie czasy. 
Śpiewam ci, ale duszy, Którą narzekanie. 
Którą frasunek suszy, Niemiłe śpiewanie. 

Pieśń którą śpiewam, 
80 Łzami zalewam. 

Ja śpiewam, a wyć trzeba Na me przyjaciele. 
Kiedym im dawał chleba, Znało mię ich wiele; 

Dziś im me chęci 

Wyszły z pamięci. 

* W »Muzie Demowej* lepiej: cale; w w. 67 patrzę. 



669 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 373 

Śpiewam ci, lecz kłopoty, Których mię straszymy 80 

Ustawiczne obroty, Moje obróciły 

Rymy radosne 

W treny żałosne. 
Ja śpiewam skamieniały, A gdzież me dostatki? 
Gdzie się wczasy podziały? Już pono ostatki w 

Ogniem spalono, 

Z ziemią zrównano. 
Śpiewam ci i śpiewać będę Do kresu samego, 
Póki na łódź nie wsiędę Charona srogiego, 

Gdy w blade cieni ys 

Świat ten zamieni. 
Śpiewam, lecz nie w rozpaczy Choć w takiej ciężkości, 
Bo o mnie wiedzieć raczy Bog moj z wysokości. 

Co wszytko może, 

Ten mię wspomoże. 100 

669. Do Jej Mci panny Ciechanowieckiej, wojewodzianki miń- 
skiej komplement in gratiam jednego kawalera złożony. 

Panie moj zacny, chociaż mało na mię tracisz 
Ani mi barwy dajesz ni suche dni płacisz, 
Służęć przecie ochotnie i barziej niż tego 
Kocham, com przy nim wiek swój strawił, pana mego, 
A lubo wiem, że już masz regestr barzo długi, 
W który takie, jakom ja, wpisujesz swe sługi. 
Co cię nic nie kosztują; owszem oni sami 
Drogo to cenią, że są twoimi sługami. 
Bije czołem, co żywo w progi twego domu, 
Jednak ja w życzliwości wprzód nie dam nikomu u* 

I ten ci oblig na się daję niewątpliwy, 
Żem twoim niewolnikiem, pókim jedno żywy. 
Wziąłeś mi bowiem serce, panie moj kochany, 
Weźże mię i samego, okuj mię w kajdany 
Choć i w najokrutniejsze, każ wrzucić i w cienie, 15 

Byle to blizkie było od ciebie więzienie. 
Smaczniejsza mi ta będzie nad wszytkie swobody 



374 WIRYDAllZ ^69 

Niewola, którą dla twej poniosę urody, 
Tej urody, dla której serca utrapione 

•-'0 Idą w popiół miłości ogniem popalone, 

Tej urody, o której każdy powie zgoła, 
Ze choć śmiertelną będąc, poszłaś na anioła. 
I samo się zdumiewa rzeczy przyrodzenie, 
Ze tak cudowne światu podało stworzenie. 

25 Złoty promień jutrzenki skoro tylko zoczy 

Nieporównany z złotem blask twoich warkoczy, 
Zakryje się za chmurę, ale i słonecznych 
Promieni światło gaśnie przy twych oczu wdzięcznych. 
Gładkiego alabastru nie tak okazałe 

30 Struktury, nie tak jako czoło twoje białe. 

Wraca się wzad do morza koral nie bez skargi, 
Najrumieńszy ujrzawszy kolor twojej wargi. 
Nawet i same śniegi sadzami się stają, 
Kiedy się do twej pięknej szyje przyrównają, 

35 Pod którą co zazdrosne kryją bawełnice, 

Nie moja rzecz zachodzić w takie tajemnice. 
Ale jak słońce choć się za chmurę zakryje. 
Przecie na wszytkę ziemię blask od niego bije, 
Tak tu łakome oczy przecie się wkradają 

40 I przez zasłony cienkich rąbków przenikają. 

Nie wspomnię, pięknej ręki, ach kochanej ręki, 
I ta sercu zadaje memu ciężkie męki. 
Ostatek cale oczom skrył ubiór bogaty, 
Ale stan twój cudowny zdobi wszytkie szaty. 

4) Bieżą malarze w swoim rzemieśle ćwiczeni, 

Bieżą snycerze i ci co robią z kamieni, 
Żeby cię na kunszt prac swych konterfetowali 
A tym sławę swą światu całemu podali. 
Lecz się i ci w kamienie swoje obracają 

50 I owym z rąk ztrętwiałych pęzle wypadają. 

O kiedyby te wielkie na ścienie kryształy 
Reprezentować twoje piękności umiały, 
Snadnobyś to przyznała, jako ja w tej mierze, 



670 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 375 

Gdy twą chwalę urodę, idę z lobą szczyrze, 

Nic ci nie pochlebując; uznałabyś i to, 55 

Jakie ja męki cierpię dla ciebie sowito, 

Żeś tak piękna a w tym się szczęściu urodziła, 

Ktorymeś me fortuny nader przewyższyła, 

Bowiem żebyś mię ledwo chudego pachołka 

Przyjęła do wytarcia błotnego podołka. p.o 

Dlaczego trudno to ma postać na mym sercu, 

Żebym kiedy o ślubnym miał myślić kobiercu. 

A to biedny tą tylko cieszę się wolnością, 

Że mi i do królewny palić się miłością 

Wolno, choć o to nie dba ani nie wie o tym, es 

Z jakim się dla niej serce me biedzi kłopotem. 

A jeżeli, moj panie, jeszcze uznam ciebie 

By namniej łaskawego, posadzisz mię w niebie. 

Ale jeśH to darmo obiecuję sobie, 

Ręką mię swą zabijesz, położysz mię w grobie. 70 

670. List do tejże. 

Błądząc strapiony po dzikiej pustyni 
Bez słońca mego, bez mojej bogini, 
Pięknej Dyany, takim wiersz żałosny 
Wyrył na skórze oganistej sosny. 

Świadkiemeś niebo i wy gwiazdy śliczne, s 

Jakie ja męki cierpię ustawiczne 
Bez pana mego, który zostawiony 
W dalekim kraju: o nieutulony 
Żalu! o trosko! o ciężki kłopocie, 

Śmierć mi w teskliwyin przynosisz żywocie. 10 

Wiatry życzliwe użyczcie usługi 
Swojej a przez ten kraju przeciąg długi 
Donieście panu moje narzekanie, 
Które i dniowe napierwsze zaranie 

I nocne słyszą niewidome cienie: 15 

Jako nieznośne cierpi utrapienie 
Związane serce miłości łańcuchem. 



376 wiRYDAuz 671 — 672 

Samem odjechał, ale całym duchem 
Jestem tam przecie, gdzie być zawsze miło. 
Coź jakby się to biednemu przyśniło? 
Gdy cię nie widzę, panie moj kochany, 
Ach choć mię za świat pieniste bałwany, 
Choć orle skrzydła pod obroty słońca 
Zaniosą, żalu memu niemasz końca. 
Żegnam cię, żegnam, a na imieniny 
Twe żem nie przybył, wiadomeć przyczyny. 
A to cię żegnam tym żałosnym wierszem. 
Przyj m proszę i choć nie tak jako pierwszym. 
Lecz jak podróżny, niechaj pogardzony 
Nie będzie a jam wiecznie zniewolony. 

671. Na twarz jednej grzecznej damy. 

Nowy cud widzę dzisia: w ślicznej twarzy 
Rumiany ogień pod śniegiem się zarży. 
Śniegi nie tają w ogniu a płomienie 
Nie gasną w śniegu; gwałt ma przyrodzenie. 
Ja widząc co się z przyrodzeniem dzieje. 
Jak ogień pałam, i jak śnieg topnieję 
I między dwiema położon żywioły, 
W strumień rozpłynę lub zgoram w popioły. 

672. Hejnał na dobry dzień ofiarowany Jej Mci pannie Zofiej 
z Szpanowa Czaplicownie od Imci pana Zbygniewa z Racibor- 
ska Morstyna, miecznika mozyrskiego *. 

Hejnał, panie serca mego, Leżąc między miękkim puchem, 
Ockni się ze snu smacznego. Słuchaj mię łaskawym uchem. 
Już twój sługa nieospały Już pewne o dniu otuchy. 

Zaczynać nowe hejnały. lo Pieją marsowe posłuchy, 

A choć jeszcze ociężałe Już i jaskółki latają, 

Snem, twe oczy są wspaniałe. Gdy się zorze zapalają. 

» Nra 672 i 673 powtarzają się w » Muzie Domowej* pod nr. 60 
Na dobry dzień i 51 Na dobrą noc. 



^72 WIKRSZR ZB. MORSZTYNA 377 

Już skowronek wykrzykając Pryskają konie chodziwe, 

Dzień nastający witając Glosy podnosząc krzykliwe. 50 

Pod obłoki wylatuje, 15 Nie czują jeźdźca na sobie, 

Biedne ptaszę radość czuje. Najweselsze o tej dobie. 

Już na zielonej murawie Już wszędzie ogromne 

Krzyczą zamorscy żorawie, [dzwony 

Rącze loty wysmukują, Roznoszą dźwięk w rożne 

Już od ziemie podlatują. 20 [strony. 

Zaczynają zamierzone • Już i kościelne chorały 55 

Loty swe w daleką stronę. Śpiewają święte hejnały. 

Już ci to znać dzień nastaje, Już się waleczni hetmani 

Gdy wszędzie wesołe gaje Między dzielnymi pułkami 

Osiedh ptacy krzykliwi, 25 Dodawając im ochoty 

Którym się echo przeciwi. Do gradywowej roboty eo 

A pielgrzym ranego wstania Przejeżdżają a wesoło 

Dla tak wdzięcznego śpiewania Mężnego rycerstwa koło 

Nie żałuje, gdy w pustyni Dzień nastający witają, 

Spoczynek z trudu uczyni; so Już krwawy boj zaczynają. 

Potym zaś w zaczęte drogi Już wsiada w dalekie strony er, 

Wyprawi zwyczajne nogi. W okręt żeglarz odważony, 

Już zwierz srogi gdy dzień czu- Wzdychając, by mu napotym 

Z pol do pustyń ustępuje, [je, Takimże promieniem złotym 

Już i pczołki pracowite »5 Wesołe słońce świeciło 

Lecą na sady obfite, Ani się za chmury kryło, 70 

Zkąd swoje woskowe grody Gdy szalone akwilony 

Napełnią wonnymi miody. Zaniosą go w obce strony 

Już z ziółek krople perłowe Albo kiedy morskie wały 

Zbiorą promienie febowe. *•> Tłuc będą o brzeżne skały. 

Już na królewskie pałace Kiedy wicher okręt ciska, 75 

Gromada dworzan kołace. A śmierć przed oczyma błyska. 

Już i muzyki krzykliwe Już rybitw na chybkiej łodzi, 

Grają im na dni szczęśhwe. Lata po wierzchu powodzi. 

Już się w dziedziniec bogaty 45 Już pono niejedne liczy 

Pańskie sypą kawalkaty; Godzinę stan rzemieśniczy. 8u 

Pięknych strojów pełno wszędy. Jeszcze przed zajęciem żarze 

Świecą się bogate rzędy. Ożywają się kotlarze. 



378 



WIRYDAHZ 



672 



120 



Już też i oracz wesoły 
Zaprzągszy robocze woły 
s5 Ranym świtem obudzony 
Jedzie na żyzne zagony, 
Które więc lemieszem porze 
Od ranej do późnej zorze. 

W domu zaś lub w żarnach 125 
:k) Lubo siadszy u kądziele, [miele, 
Prostą pieśnią pracowita 
Czeladka świtanie wita. 

Albo też gdy wznidzie słonie. 
Ciągnie sierpem po zagonie. 130 
i>5 Już i pasterz nieuśpiony 
Lubo na bujne eagony. 

Lubo między gęste bory 
Pędzi bydełko z obory, 
Które mu się o tym czasie 135 
ioo Najlepiej z rosą napasie. 

Już i myśliwy w tej chwili, 
Gdy mu tylko ptak zakwili, 
Do zwykłej uciechy wstaje, 
Dniowi leniwemu łaje, 140 

105 Jadąc na łanie pierzchliwe 
Lub na zające lękliwe. 
Inszy w gaiku zielonym 
Ptaszętom niepostrzezonym 

Okryte postawi siatki U5 

110 A wąby wsadzone w klatki 
Pospołu z szparami pieją 
Z dobrą obłowu nadzieją. 

Już i więzień utrapiony 
Od przystawa obudzony if>o 

li.-* Idąc do ciężkiej roboty 
Żałosne zanosi noty. 

Nawet i do szkoły mali 
Już żaczkowie powstawah 



I choć w naj pierwsze zaranie 
Już wołają o śniadanie. 

Czuj, już Pallas twa bogini 
Pytanie o tobie czyni 
Na wierzchu parnaskiej skały. 
Kędy się piękne zebrały 

Muzy, kędy wschodzącemu 
Winszując mistrzowi swemu 
Wiodą pięknymi zakręty 
Koło i pląszą nożęty 

Pieszczonymi po murawie 
A drugie po gęstej trawie 
Lihe i tuUpany 
Zbierają dla swojej panny. 

Lecz i na parnaskim niebie 
Wszytko niesporo bez ciebie. 
Ty będziesz noty trzymała, 
Będziesz taniec zaczynała. 

Same w twe ręce pieszczone 
Pojdą kwiatki nieuszczknione; 
Gdzie twa stopka tykać będzie, 
Lihe wynikną wszędzie. 

Ockni się, już pod twoimi 
Oknami kryształowymi 
Słowik w przyległej leszczynie 
Jeszcze o pierwszej godzinie 

Błagając okropne cienie 
Żałosne powtarza pienie, 
Pomniąc na nieuleczone 
Rany w sercu zatajone. 

Z tymci się ja zgodzić mogę 
Mając wielką w sercu trwogę, 
Gdy cię nie dobrego pana 
Lecz srogiego znam tyrana; 

Gdy twe oko nieżyczliwe 
Moje serce nieszczęśliwe 



673 



WIERSZE ZB. MORSZTYNA 



379 



Tak w popioły obroci-k), 
Jak słońce ziemię spaliło, 

Gdy woźnica niewiadomy 
Źle woz kierował złocony. 
Wami, o progi kochane 
Świadczę, na was skłopotane 

Skronie się moje skłoniły, 
Wyście je snem posiliły. 
Jeżeli snem słusznie mienię 



155 Zdumiałych zmysłów ztrętwie- 
I wiedz to, jeśli mię dalej [nie. jg; 
Serce się twe nie użali, 
Że co ja dzisia hejnały 
Śpiewam ci, to za czas mały 
Ty smutna na mym pogrzebie, 
(Gdy pochodzące od ciebie i7( 
Zabiją mię te kłopoty), 
Usłyszysz feralne noty. 



160 



673. Na dobrą noc tejże od tegoż. 



Dobranoc, moje kochanie! 
Śpiewałem ci na zaranie, 
Lecz i teraz, kiedy cienie 
Nocne już okryły ziemie, 

Kiedy złotoblaskie słonie 
Swoje zmordowane konie 
W głębokim morzu napawa 
A po nim piękna nastawa 

Dyana z krzywymi rogi, 
Gdy z pustyń w pola zwierz 

[srogi 
Idzie na żyr, gdzie zielone 
Łąki rosą pokropione; 

Gdy pod kopą porzucony, 
Lubo w siano zagrzebiony 
Pasterz, lubo legł pod lipą, 
A wołki mu trawę szczypą; 

Gdy tak chatki jak pałace 
Umilkły od swojej prace, 
Biedny człowiek odpoczywa; 



30 



Kiedy i sam świat przestrony 2f, 
Umilkł jakoby uśpiony; 
Gdy się wszytko uciszyło, 
I tobieby się godziło, 
6 Ulubiona panno moja, 
Brać się na wczas do pokój a 
Śnie, i tyś między bogami, 
Chociaż oni nie śpią sami. 

Gdybyś tylko mieszkał w nie- 
[bie, 
10 Żleby na ziemi bez ciebie. 
Przez twoje kościane brony 
Nieraz umysł utrapiony 

Własnej zapomniawszy szko- 
Zażyje miłej pogody. [dy 
i") Ty i śpiących na zagonie 

Sadzasz na królewskim tronie 4^ 

I przykutych do łopaty 
Ubierasz w książęce szaty, 
Czym się więzień nieszczęśliwy 



.'?r> 



Kiedy ziemie mrok przykrywa; 20 Ucieszy czasem jak żywy. 
Gdy i wojsko niezwalczone. Acz ci i to co żyjemy. 
Na czułe straże spuszczone Próżno żywotem zowiemy. 
Po ciężkim marsowym dziele, Sen to tylko, sen znikomy, 
Zażywa spokojnej chwile; Na krotki czas pozwolony. 



380 WIUYDAHZ 673 

Który wtenczas się wyjawi, 85 Myszko, o myszko łakoma, 
50 Gdy nas śmierć pod ziemię wpra- Nie skroboc się za zasłoną. 
Lecz nasze mizerne siły [wi. A i ty szczurku przeklęty, 
Gdyby od ciebie nie były Nie miej tam sprawy z dziew- 

Posilone, by kłopoty [częty. 

Nie szły od nas twymi wroty, Bo przy nich kotki śpią rady, 
55 Jużby ludzkiego plemienia 9o Tak nie ujdziesz pewnej zwady. 
Nie zostało i imienia. I ty złośliwy komorze, 

Stąpże wdzięczny a smaczny- Lataj sam [sobie] po dworze. 
Obłap skrzydłami swoimi [mi Ty chociaż cię tylko nogi 
Dziewczę me; tobie samemu A skrzydła, przecięś tak srogi, 
60 Wolno, nikomu inszemu. 95 Że gdy ukąsisz niebogę, 

Mnie się zaś nie tykaj, bo ja Jeszcze zatrąbisz na trwogę. 
Tu stać będę u podwoja, Pchły, o wy pchły niecnotli- 

Mając pod wartą te progi, Tocieście nielitościwe, [we! 

Za którymi skarb tak drogi, Że pono nigdy nie śpicie 
ofi By złodzieje, by zbójnicy 100 A i wśród nocy widzicie. 
Nie skradli, a złajnicy Nie jedneż to piękne ciało 

Niech koło domu biegają Od was mękę ucierpiało. 

A niech darmo nie szczekają, Zefirze smaczny wietrzyku 
Tylko szczególnie na tego, Chodź sobie po pokoiku 
70 Ktoby chciał dość skarbu mego. 105 Przez szybki i przez zasłony, 
Sowo nie hukaj w tym sadzie, Pocichuchnu zakradniony. 
Panna moja spać się kładzie. A jeśli krople perłowe 
Twoje noty nieszczęśliwe Na czółko alabastrowe 
Przerażą serce lękliwe. Wystąpią, wdzięcznymi 

75 Ba i ty stary kogucie, [chłody 

Daj pokój wrzaskliwej nucie, no Osusz na nim słodkie wody. 

Gołąbku nie gruchaj w bani, Ty o szczęśliwa poduszko 
Snu nie przerywaj mej pani. Tul się pod pieszczone uszko. 
Odłóż na czas te obroty, A i ty pierzynko mała, 

80 Wszytkobyś stroił zaloty. Nie odkryj wdzięcznego ciała 

Jaskółko swe narzekanie ns Ani spadywaj na ziemię, 
Odłóż na insze zaranie. Bo złe nocne oziębienie. 

Twoje pieśni uprzykrzone Jużże śpi moje kochanie, 

Urażą uszko pieszczone. Daj szczęsne miało wyspanie! 



674 WIKRSZK ZB. MOH8ZTYNA 381 

A jeżeli godzien tego, 

Wspomni też na siugę swego. lic 

674. Dialog młodzieńca z panną. 

M. Czemu się wżdy odwracasz? czemu śliczne oko 

Kryjesz? o nie człowiecze, lecz twarda opoko! 

Przecz mię tak ciężko trapisz ? coż ci przyjdzie z tego, 

Że tymi postępkami mnie nieszczęśliwego 

Zabijesz? P. By to prawda, ba wierę by czemu 5 

Byio wierzyć, ale to nie tobie pierwszemu 

Trafiło się przez takie srogie narzekanie 

Pokazować obłudną przyjaźń i kochanie 

A w sercu co inszego. M. Chyba to o sobie 

Mówisz. Jużże mię nie trap, nie chceszli mię w grobie 10 

Ujrzeć, leczbyś ty pono i wtenczas, o sroga! 

Nie wejrzała, choćby się widziała u proga 

Okrutnego Plutona. Ach od stanu twego 

Daleka taka srogość ma być panieńskiego. 
P. Kogożby tu takimi nie zwiódł ten mowami? 15 

Kogoby tak pięknymi nie zmamił słowami? 

Ale aza mię Bog tej za waruje szkody, 

Że mię te malowane nie zwabią jagody. 

Znam cię ziółko, że parzysz, choć rościesz w ogrodzie. 

Wolę mądrą przed szkodą być, niźli po szkodzie. ł;o 

M. Co ty za zdrady mówisz? co za oszukania? 

Czyli jeszcześ szczyrego mojego kochania 

Nie doznała? P. I barzo znam się na tych figlach 

I wiem, że z wami trzeba stąpać jak po igłach. 
M. Znowu ty to o sobie mówisz. Nasze mowy 85 

Takie są jak uczynki, myśl się zgadza z słowy. 

Ale żeby niewieścią chytrość opisała, 

Mądrego Salomona głowa nie zdołała. 
P. Ostrożność zwać chytrością i to wierę nowa, 

A kogóż kiedy która zwiodła białagłowa? sn 

Mężczyzna się zaś pono żaden nie urodził, 

Któryby się niewinnych dziewek nie nazwodził. 



382 WlRiYDARZ 674 

Co się tego codziennie niemal nasłuchamy^ 
Go się tego i w dziejach dawnych naczytamy. 

só Także już dla zwiedzienia niewinnej dziewczyny 

Z górnych pałaców w te tu zapadłe krainy 
Spuszczał się niejedenkroć sam starszy nad bogi 
I to miasto korony do swej głowy rogi 
Wołowe przyprawował, to drugi raz w złoty 

4u Deszcz się mienił panieńskiej zwodziciel prostoty. 
Co nimfom poczynili dzicy satyrowie? 
Niech i dziś z tego rzędu która wierzba powie, 
Które za głupstwo swoje od Dyany złotej 
Przeklęte, już tak wiecznie stać będą nad błoty. 

45 A Parys co gładkością zmamiwszy niebogę 

Od męża i od dziatek w niewiadomą drogę 
Uwiódł i cudzą żonę i skarby nieswoje. 
Co potym i przyczyną zguby było Troje 
A ta potym mężnemu oddana Atrydzie, 

r,o W srogiej hańbie i w wiecznym zostawała wstydzie. 

Zaczym żeby nie było, jako starzy dzieją, 
Wtenczas gdy jedne kury rzną, to drugie pieją, 
Szczęśliwy co cudzymi karze się przykłady 
I który takowymi nie puszcza się ślady, 

r.5 Co z nich powrotu niemasz. M. Jeśli przykładami 

Narabiaó będziesz, prędko osądzim się sami, 
Bo ja na jeden z twoich tysiąc ci przywiodę 
Tych, co wielką od białej płci ponieśli szkodę. 
Kto, że nie wspomnię starszych Adamów, Samsonow, 

GO Od niewiast oszukanych mądrych Salomonów, 
Kto mężnego Alcyda tak umiał uchodzić, 
Że się w jego walecznej ręce mogło zgodzić 
Przy okrutnej buławie wrzeciono strugane 
A mitra kryła włosy uperfumowane ? 

r,5 Kto chytrego UHssa, co i ulubionej 

Ojczyzny i cnotliwej zapomniawszy żony 
Od Kalipsy zmatany, śmiertelny z boginią 
Mieszkać musiał a potym trafił zaś na iną, 



674 WIERSZE ZB. MOKSZTYNA 383 

Co władzą i nad samym przyrodzeniem miała 

I jego mu żołnierze w zwierze obracała. 70 

Kto proszę Hippolita zwodził na pustyni, 

Twardszego nad opokę, dla której przyczyny 

Owo wdzięczne pięknego krolewica ciało 

W sztuki się po wysokich skałach rozleciało. 

Nie przypomnię tu onej nadobnej Dydony, 75 

Od której uwikłany mąż niezwyciężony, 

Że ledwie się wyplątał. Ale i ta twoja 

Helena, kiedy w popiół upadała Troja, 

Miecz swemu kochankowi i broni ostatki 

Pochowawszy, na mięsne wydała go jatki. so 

Leczby się ku zachodu prędzej nachyliło 

Słońce, niżehby się wszytko wyliczyło. 

Co biała płeć robiła. P. Wiem ja, że ty w głowie 

Masz tego dość i w gładkiej przechodzisz mię mowie. 

Lecz przecie prawda przy mnie i mogę rzec śmiele, t:, 

Że mężczyźni są niemal wszyscy zwodziciele. 

M. Już łaj jako chcesz, tylko przecie na swojego 
Sługę, nad którego wiedz niemasz życzliwszego. 
Bądź łaskawa. P. O jako już mam regestr długi, 
W ktorymem te tak wierne wpisywała sługi, 90 

A wszyscy mię zdradzili. M. To jeden niecnota 
Miał już wszytkim do łaski twej zagrodzić wrota? 
Wielka niesprawiedliwość: ja żyć i umierać 
Chcę twoim i tom gotów krwią swoją zawierać. 

P. A coż po tych ofertach, kiedyby do czego 9:. 

Przyszło, rozumiem żeby nie było nic z tego. 

M. Toć mię tyranizujesz, ale czasu swego 

Oddam ci to, tylko się więc nie zaprzy tego. 

P. Tyło potym jak teraz będzieęz do mnie prawa 

Miał. M. A ty co wiesz, co mnie fortuna łaskawa iop 

Naznaczyła? P. Tak tuszę, że mi tego bronić 
Nikt nie może, bym chęci mych nie miała skłonić 
Tam kędy chcę a zasię odwrócić od tego. 
Który mi nie przypadnie do serca mojego. 



384 WIRYDARZ 674 

I 

105 M. I takżem ja to we zlą godzinę zrodzony? 

I takżem został w oczu twoich ohydzony? 

Także to moje chęci i śluby życzliwe, 

Od ciebie pogardzone, tak są nieszczęśliwe? 
P. Gdy widzę, że niesczyrze. M. A niech mię nie minie 
110 Sroga szabla pogańska, niech w tejże godzinie 

Marnie zginę, jeżeU i te są zmyślone 

Łzy, które teraz leją oczy utrapione. 
P. Daj pokój tym lamentom a żeś mojej sztuki 

Zwykłej zapomniał, daj że teraz od nauki. 
115 Tobyś chciał, żebyś zawsze twarz moje łaskawą, 

Zawsze oko wesołe znał; za taką sprawą 

Jużby się pewnie, miły, to twoje kochanie 

Obróciło, jak nad swą własną, w panowanie 

A jak róża piękniejsza z lilią mieszana, 
ł2o Tak trwalsza miłość czasem gniewem przeplatana. 
M. O niewypowiedziana płci białej chytrości! 

Po tak nieznośnej, w której juzem mdlał żałości. 

Jakiegoś mię wesela znowu nabawiła 

A to tylko masz w zysku, coś się natrapiła. 
125 Jużże przynajmniej za te wycierpiane męki. 

Nie broń mi całowania ukochanej ręki, 

Ręki pieszczonej, ręki piękniejszej nad śniegi, 

Dopiero na skaliste upadnione brzegi. 

Bo nie mam z to śmiałości śUcznego oblicza 
180 Tknąć się, ust napełnionych wdzięczniejszą słodyczą, 

Niż co ją z hyblijskiego posyłają kraju. 

Której pczołki w tym wdzięcznym nazbierały maju 

Z jagód zakwitłych róże, co swoimi kwiaty 

Wszytkie by naj śliczniej sze przechodzi szarłaty. 
185 W tym tylko nieszczęśliwe, że są od takiego 

Niewidziane, coby je do wieku późnego 

Rymy gładkimi udał. Byś ty za Marona 

Lubo on żył za ciebie, nie Elissa ona 

Ni Lawinia z Kamillą jego sławne wiersze 
140 Napełniałyby, tybyś miała miejsce pierwsze. 



676 WlKRSZK ZB. MORSZTYNA 385 

Anna Kochanowskiego kochanie bez maJa 
Z tobą zrównana, za piec iśćby nie musiała. 

P. Teraześ prawie trafił. Wspomni jedno sobie 
Wiersz tegoż pisoryma: Com pisał o tobie, 
Nie wszytko prawda. Także i ty będziesz 145 

O mnie mówił, kiedy się do inszej przysiędziesz. 
Ktoby was nie znał? Ale stój bracie! cudzego 
Nie ruszaj, wiem żeś tam nic nie schował twojego. 

M. Daj że mi na dobrą noc tę małą wstążczynę, 

Goś nią pokrępowała subtelną ręczynę. 150 

P. Właśnie żebyś się zaś z nią wszędy popisował, 
Że to mam od tej, com się jej też ofiarował, 
Ona mnie jeszcze barziej. Siłażem ja dała 
Od nauki, żebym się na tych figlach znała. 

675. Nos K 

Nos, abo mały? moj rym teraz niechaj będzie, 
A to dla tej przyczyny, że tych pełno wszędzie, 
Którzy to śliczne oczy, to ręce pieszczone, 
To już złote warkocze przez rymy uczone 
Na pamiątkę potomnym wiekom opisali, .<i 

W czym oraz i swój bystry dowcip pokazali. 
Aż nawet broda z wąsem była tak szczęśliwa, 
Że ją wielkiego mistrza brzmi lutnia życzliwa. 
A o nosie ni wzmianki, jakby też to członek 
Był pośledni i jakby on nie był potomek 10 

Onego nosa, który gdzieś nad niebiosami 
Między innymi wszytkich rzeczy ideami 
Ma niepoślednie miejsce; owszem znamienicie 
Widzieć go tam, a ono na złotym pułpicie. 
Tamże zaraz przy brodzie i przy wąsie blizko 15 

Usiadło wieczne nosów śmiertelne bożysko 
Jeszcze na wyższym miejscu, tak iż zawsze z góry 
Z swych nieprzebranych studzien obfite lik wory 

» W »Muzie Domowej* nr. 28. Por. Brodę Kochanowskiego, naśla- 
dowanie z łaciny. 
Wirydari I. 26 



386 WIRYDARZ 675 

Właśnie jako więc z fontan po bujnym ogrodzie, 

20 Tak puszcza po obudwu wąsach i po brodzie. 

Z tamtego tedy nosa na świat posyłają 
Formę, w której tu wszytkie nosy odlewają. 
Ale jak broda brodzie, jai^o wąs wąsowi, 
Tak żeby był we wszytkim równy nos nosowi 

25 I tak właśnie podobny jako jaje jaju, 

Takich dwóch nosów w żadnym nie pokażesz kraju. 
Jeden jest właśnie kształtny, bo sama natura 
Odlała go; drugi zaś barziej do pazura 
Niż do nosa podobny, mały, zakrzywiony; 

30 Inszy trochę przysporszy wisi pochylony 

I zagląda do gęby, gdzie jak indeks jaki 
Ukazuje godziny. Drugi zasię taki 
Jako największy kilof; ten więc przyrównują 
To do kotwic, którymi okręty hamują, 

35 To do haków, którymi nawy też spajają, 
To do osęk, którymi ognie rozrywają. 
Najdziesz drugi z dziurami tak rozdwojonymi, 
Żeby w kościele świece mógł zagaszać nimi. 
Inszy, jako u sojki czubek, zakończony; 

40 Inszy zasię na bakier jakoś zakrzywiony; 

Inszy tak cienki, suchy, jak jaka motyka; 
Inszy jako u małpy płaski, że się tyka, 
Ba i leży na wargach; inszy zakrzywiony 
Wzgorę jak u perlisie; inszy zawieszony 

45 Właśnie jak ow potrzebny gmach nad Wisłą, ale 

Najdziesz i taki, co nim najmocniejsze pale 
Jak babą wbijać możesz, lub rozkołysanym 
Ściany rozwalać możesz jakoby taranem. 
Taki pałce podobien. Drugi zaś natura 

50 Wielce ubogaciła, że jak jaka góra 

Wzniosła się nad doliny, tak żeby od niego. 

Jak od bulwerku abo od wału jakiego 

Mógł się trop pieszych strzelać; gdyć jeszcze u chłopa 

Wielkiego ta nad gębą stodoła czy szopa, 



I 



^'^^ WIERSZE ZB. MORSZTYNA 3S? 

Ale gdy chłopek mały a z okrutnym nosem, 55 

Właśnie jako podstawek pod wielkim kolosem. 

Bywa czasem i taki, który w swej urodzie 

Upośledzony, jako właśnie więc po wodzie 

Śliwka lub tarka pływa, nie znać go przy twarzy. 

Jest i taki, co choć się w odlewaniu zdarzy, eo 

Jednak nieboras od złych krost tak podziubany 

I takie po nim srogie poczynią się rany. 

Że między nierównymi doły i pagórki 

Mogłyby się wróble lądz abo nieśne kurki. 

A więc jako kłopoty i rożne przygody es 

Przypadają częstokroć na poczciwe brody 

Nie tylko od żelaza abo od owego 

Sposobu od poety tegoż wspomnionego, 

Kiedy ją złe kołtuny pokręcą w powrozy 

Abo kiedy się w gęstej kniei tej zamnoży 70 

Zwierząt sześcioronogich; nuż kiedy w drużynie 

Z wadliwej broda trzeszczy a folga czuprynie: 

Co mówię i poważnej przydaje się brodzie 

I innym członkom, tejże nos podlega szkodzie. 

Ba i nierówno większej. Jakie więc chłopięta ?» 

Wytrzymywają na nim stosy niebożęta. 

Gdy go funtami dają. Nuż w najtęższej zimie 

Przecie każdy członek w odzieżą uwinie, 

A same tylko nago pokutują nosy. 

Tak że z nich i w najtęższy mroź wilgotne rosy so 

Wynikają. Nuż kiedy przyjdzie niemoc owa^, 

Co w niej kości boleją a zaś szumi głowa, 

To nos przepadł na wieki. Bywa i to nieraz, 

Że chociaż zła [ich] gęba zwadzi, on nieboras 

Przypłaci tego piwa; bo gdy w gębę mierzą, 85 

Chybią a na dorędziu w nos prędzej uderzą. 

* Dopisano : franca. W w. 90 mowa o Habsburgach, pierwszy Ru- 
dolf hyl słynnym nosalem. 

25* 



388 WIRYDARZ 696 

O cny nosie, co chocieś sam nad niebiosami, 
Jednak po wszytkim świecie szafujesz nosami! 
Od ciebie ono dawne niewyrodne plemię 

90 Cesarzow, którzy całą zachowali ziemię, 

Było tak obdarzone, że aż uchylali 
Nosów swoich przed tymi, którzy ich mijali. 
Żeś też nie upośledził i domu mojego, 
Zato na dowód chęci i serca wdzięcznego 

ys Przyjmi ten wiersz ode mnie, o nosie cnothwy! 

Moj dobry przyjacielu; a gdy uszczyphwy 
Język sięgać cię będzie zazdrościwym głosem, 
Broń się, niebożę, i spraw, żeby poszedł z nosem. 

676. Pieśń na pożegnaniu ^ 

Już konie siodłają. 

Już wsiadać wołają, 

Już cię odjechać muszę, 
Przez co nieznośna żałość trapi duszę. 
5 Komuż cię zostawię? 

Kiedyż się zaś stawię. 

Gdy oczy wypłakane 
Oglądają cię, me dziewczę kochane? 

Już konie wywodzą, 
10 Już drudzy wychodzą, 

A me serce kamienieje, 
Kiedy tu jego zostają nadzieje. 

Kiedyż nieużyte 

I trosk mych niesyte 
15 Fata mię tu stawicie, 

Kiedyż nieznośny żal moj uśmierzycie? 

Już konie trzymają, 

Już się i żegnają. 

Ach serce nieszczęśliwe 
20 Twardsze kamienia, gdy zostajesz żywe. 

* W »Muzie Domoweja nr. 64 Na Pożegnanie. 



676 WIERSZB ZB. MORSZTYNA 389 

Coż W tak ciężkiej dobie 

Goż ja pocznę sobie? 

Niech raczej nieszczęśliwy 
Umrę cale, niech trup nie chodzę żywy. 

Już koń żałościwy 25 

Wlecze krok leniwy 

Nie chce stąd wynieść pana, 
Kędy się jego zostaje kochana. 

Niechże już pod ziemię 

Między martwe cienie so 

Żywot swój nieszczęśliwy 
Zamienię, gdy tak chce wróg zazdrościwy. 

Już noga w strzemieniu, 

Ach już w ocemgnieniu 

Wszytkie pociechy znikną 85 

A troski miasto nich serce przenikną. 

Coż ja nędzny rzekę? 

Kędyż się uciekę. 

Żebym miał folgę duszy, 
Którą frasunek tak okrutny suszy. 40 

Już mijam te wrota, 

Kędy się żywota 

Polowa czyli cała 
Dusza się przy swej lubej pozostała. 

Męki niesłychane « 

Serce me stroskane 

Jak ciężko trapić będą, 
Kiedy me oczy swych pociech pozbędą. 

Już wysokie dachy, 

Już i świetne blachy 50 

Gałek, już i kominy 
Zniknęły, w cudze już wjeżdżam dziedziny. 

A me serce ranno. 

Dla ciebie, o panno! 

O wabię wszech lubości! ^ 

Dla ciebie schnę i więdnę w żałości. 



390 WIRYDAKZ 677 

Coraz się oglądam, 
Niemasz kogo żądam, 
Ach niemasz mej dziewczyny! 
«o Już jadę od niej w dalekie krainy. 

O siostry życzliwe. 
Rodzice litościwe. 
To moje narzekanie 
Niech usłyszy przez was me kochanie. 

677. Na społzalotnika. 

Ja się niewinnie suszę. 
Ja ciężkie wzdychania 
Wylewać zawsze muszę 
Nędzny bez przestania 
5 A podobno nie uJapię 

Tego, o co się trapię. 
Ja się ciągnę, ja tracę, 
A pono do tego 
Przyjdzie, że choć przypłacę, 
10 Nie dokażę swego 

I widzę że ten wszytek 
Ztąd odniosę pożytek. 
Co się zgryzę, z frasuję, 
A wszytko daremnie, 
i» Bo czy tegoż nie czuję. 

Że polują ze mnie? 

Czasem mię nie znają 
A już kochać mają. 
Sam sobie dać nie umiem 
20 Rady, lecz inaczej 

Już teraz nie rozumiem. 
Że ktoś drugi raczej 

Przypadł z drugiego boku 
I tak na pilnym oku 
26 Me chęci, me usługi. 

Me szczyre starania. 



678 WIERSZR ZB. MOitSZTYNA 391 

Ktorem przez czas długi 
Czynił bez przestania, 

I wszytkie moje rzeczy 

Miał na swej pilnej pieczy. so 

Ale ja Ktosia tego 
Choćby mi umierać 
Zsadzę z nadziei jego, 
Bo ja chcę zawierać, 

I krwią moje kochanie, ss 

Choćby i zginąć za nie. 

678. Węzeł. 

Węzeł przyjaźni ofiaruj ęć wieczny, 
O piękna nimfo, którym moj serdeczny 
Afekt ku tobie tak pokrępowany, 
Że już nie będzie nigdy rozerwany 
Węzeł ten, który serce me i twoje, 5 

Na jednym miejscu zdybawszy oboje, 
Moje powiązał, by służyło twemu, 
Jako już panu niewolnik własnemu. 
Lecz choć niewolnik stałem się dziś nowy 
Nowego pana, choć ciężkie okowy 10 

Dźwigam nieboras, szczęśliwa ma dola; 
SJodka u pana takiego niewola. 
Nie tak jest i miód od dalekiej strony, 
Ni z Kalabriej cukier osłodzony, 

Jako więzienie takie, do którego 15 

Tęsknię po wszytkie dni żywota mego. 
Takie łańcuchy, które mię to wiążą, 
Najmniej na gołej szyi nie zaciążą. 
Takie kajdany i takie więzienie 

Nigdy na żadną wolność nie zamienię, so 

Wiedząc że cieszy w najgorszej niewoli, 
Gdy serce tęskni, kiedy schnie, gdy boli. 
Węzeł ten tedy tak mocno spojony, 
Że go nie przetnie i miecz wyostrzony, 



392 WIKYDAUZ 679 



25 



I na ostatniej chyba ju:?: pościeli 
Tylko go rydel z motyką rozdzieli. 



679. Dedykacye pewnych transcriptow Andrzeja Lubienieckiego, 

skomponowane in gratiam jego przez tegoż Zbyg. Morstyna 

do wielmożnej Jej Mci paniej Krzyszkowskiej Donhoffowej, 

ciwonowej wileńskiej K 

Iż teraz taki obyczaj jest wszędy, 
Że ludzie wzajem szlą sobie kolędy, 
Myśliłem dJugo, cobym ci miał na to, 

zacna pani! posłać Nowe Lato. 
'> Lecz iż uboga teraz moja dola, 

Muszę co możność, nie co każe wola 

1 do służb domu twojego ochota. 
Bogaty Arab siła daje złota, 

Wenet jedwabie, Turczyn złotogłowy, 
> India pereł kosztowne obłowy, 

Polak swoimi obcych żywi plony 

A ci mu zato liczą miUiony. 

Węgrzyn się płocze w na j główniej szym winie, 

Ty sobolami kupczysz, Moskwicinie. 
^ Tu niemasz tego, tylko same karty 

A w nich nie pieśni, nie treny, nie żarty. 

Nie historye, wojny, nie weselne 

Tańce, padwany, ale te subtelne 

I mądre gadki: a toć jest twojego 
^ Własna potrawa rozumu bystrego 

I wolisz takie rzeczy niż wspomnione, 

Dla chciwej ludzkiej żądze odłożone. 

Na marną szczęścia płochego zapłatę. 

Świetne bławaty i kruszce bogate. 
^ Wiadomem dobrze, o zacna matrono! 

Żeś nie z tych liczby, dla których wrzeciono 

* Dopisano : Dedykacya gadek XII. Im. P. Podskarbiego Kor. i dru- 
gich rożnych z Pisma św. W »Muzie Domowejc nr. 18 »0d tegoż (Z. M.) 
dedykacya Imcp. Denhofowej pewnych gadek « (Andrz. Morsztyna). 



^^^ WJERSZB ZB. MORSZTYNA 393 

I igła tylko; ciebie twój wspaniały 

Humor, ciebie twe cnoty porównały 

Z tymi. którym więc poważniejsze sprawy 

I dowcipniejsze smakują zabawy. 3u 

Tegoś ty drzewa roszczka, co w ojczystym 

Gruncie głęboko wzrosło a krze wisty m 

Wierchem się wznosi, tam kędy ma cnota ^ 

Między gwiazdami stanowisko złota. 

Jak dom twój zacny, jako zacne domy S5 

Z nim spokrewnione, a któż niewiadomy, 

Któż nie wspomina? I mnie trzeba było, 

Żeby się nad tym pióro zabawiło. 

Ale w tak wielką wkroczyć materyą, 

Nie tylko za tak małą okazyą, 40 

Lecz choćbym i chciał z umysłu, trudnoby 

Wszytkie mi przyszło wyliczać ozdoby. 

Takiemu się też nie dziwuj porządku, 

Że święte pozad, świeckie na początku. 

Bo chociaż pierwszy między poetami* 45 

Psalmami zaczął a skończył fraszkami, 

Mym zdaniem jednak lepiej się sprawuje, 

Który zgrzeszywszy zaraz pokutuje. 

A jako oni, gdy się rozjeżdżali, 

Dobrzy druhowie wzajem sobie dali w 

Na niezabudesz, że gdziekolwiek będą. 

Choć w tysiącu mil od siebie usiędą, 

Zęby się jedną wodą umywali, 

Jednym ręcznikiem oba ucierali: 

Tak i ja teraz, a i toć też gadka, 55 

Nie mogąc naleść inszego zadatka. 

Inszego znaku życzliwości mojej, 

Któryby ręki był godniejszy twojej: 

1 W »Muzie Domowejc w w. 33 złoła^ a w w. 34 cnota, w w. 35 
wielkie zamiast zacne. 

' Dopisano: przy w. 45 Jan Kochanowski; przy 53 i 54 Rosą, 
Słońcem. 



394 WIRYDAKZ 680 

Ten ci posyłam. A jakom zacnego 
60 Był sługą zawsze rodzica twojego 

I ścisła przyjaźń między nami była, 

Przy boku będąc cnego Radziwiła, 

Także i tobie moje uniżone 

Usługi niechaj będą zalecone. 
65 Oddaję oraz mą chęć zniewoloną 

Temu, któregoś jest głowy koroną. 

680. Do wielmożnej Imci paniej Anny ze Bnina Mleczkowej, Miel- 

nickiej i Losickiej starościnej in gratiam tegoż Andrzeja Lu- 

bienieckiego kompositiej tegoż Zbyg. Morstyna^ 

Iż mi samemu trudno swą osobą, 

zacna pani, stawić się przed tobą, 
Nizki swój i już laty nachylony 

A tobie z dawnych czasów zniewolony 
6 Posyłam ukłon, z serca uprzejmego 

Życząc ci szczyrze wszytkiego dobrego 

1 o to prosząc wszech zastępów Pana, 
Na grzeszne coraz upadam kolana, 
Życząc, abyć wiek kwitnął a płynęły 

10 Twe lata długo, żeby cię szczęściły 

Nieba, żeby twe cnoty osobliwe 

Żyły w pamięci ludzkiej a prawdziwe 

Usta żeby je poty ogłaszały, 

Póki się będą zorze zapalały, 
16 Póki na ziemi rolniczy sierp krzywy 

Pożynać będzie urodzajne niwy, 

Póki marmury morskich otchłań sklane 

Napełniać będą ryby obłąkane, 

Póki się chmury i szalone wiatry 
20 Rozbijać będą o wysokie Tatry. 

1 Dopisano: Dedykacya Zegarka Męki Pańskiej na 24 godzin roz- 
dzielonego z przydaniem modlitw i rozmyślania: Authore R. P. Głoskow- 
ski Cantorp Gnesnensi. W »Muzie Domowej* nr. 17 »Dedykacya i t. d. 
Jejmp. wojewodzinej podlaskiej*; w w. 5 przesyłam pokłon. 



^^'^ WIKRSZE ZB. MORSZTYNA 395 

Nie z czczymi przytym witam cię rękoma, 

Lecz widząc, na co myśl twoja łakoma, 

Nie złoto, srebro, nie klejnot bogaty, 

Nie drogą perłę, nie świetne szarłaty; 

Bo twe wspaniałe serce nie dba o to, *^ 

Ale nad wszytko kosztowniejszy złoto. 

Droższy nad skarby wschodowe podarek^, 

Ten ci niebieski posyłam Zegarek, 

Pracą wielkiego niekiedy prałata 

O gorzkiej męce Zbawiciela świata, ^^ 

Jak dla miłości ludzkiego narodu, 

Mąk niesłychanych i krwawego brodu 

Okrutnej śmierci Pan święty skosztował, 

Żeby nas z toni ostatniej ratował; 

Żeby z zginionych już szatańskich jeńców ^^ 

Wiecznych uczynił sobie okupieńcow. 

Wszechmogącego syn jednorodzony 

Na wieki Pan i Bog błogosławiony, 

Przed którym ziemskie i niebieskie trony 

Mostem się ścielą; komu milliony *^ 

Świętych zastępów, przełożeństwa, mocy, 

Ustawnie służą i we dnie i w nocy; 

Którego państwa słońce nie graniczy; 

Który na niebie i ziemi dziedziczy; 

Którego groźne słowa uciszały ^^ 

Ogromne morza burzliwego wały; 

Przed którym piekło i czarci przeklęci 

Drżą, siłą jego w twardą klubę wzięci. 

On lew wspaniały, ach patrz jako cichy, 

Na uszczypliwe i bolesne sztychy ^o 

Ciężkich potwarzy, brzydkie szkalowania, 

Na pośmiewiska, na świętą twarz plwania. 



* w >Muzie Domowej*: ...nie świetne szarłaty, Lecz droższy nad 
skarb największy podarek. 



396 WIRYDAUZ €80 

Na srogie bicia, na okrutne męki 
Wściekłej, zajadłej przeciwników ręki. 
55 Jako baranek ust swych nie otwiera, 

Modląc się za nie na krzyżu umiera. 

niezrównana i dziwna miłości, 

Gzy nie przenikniesz serc, nyrek i kości 

Ostatnich szpików? O droga zapłato! 
60 Słodki okupie! Coż twój żebrak zato, 

Coż ci przyniesie? Rozpłyńcie zrzenice. 

Toczcie obfite krwawych łez krynice. 

Płaczcie na grzechy a serca kamienne 

Kruszcie się Panu; ofiary przyjemne 
05 Przynoście coraz serdecznej pokuty. 

Niechaj godziny i wszytkie minuty 

Na wielkiej chwale świętego baranka 

Zchodzą nam; niechaj z pierwszego zaranka 

1 późne chwile i północne cienie 
70 Dają mu chwałę i dobrorzeczenie. 

Niech tego dusz swych pragniemy obroku 

Do ostatniego życia swego zmroku. 

Niechaj cesarze, królowie potężni, 

Z nimi żebracy wespół niedołężni, 
75 Niechaj poddani pospołu z książęty 

Tobie, o Boże święty, trzykroć święty, 

Niech czołem biją, niechaj błyskawice, 

Które z niebieskiej pochodzą stolice, 

Niechaj pioruny serca ich pokruszą 
80 I do prawdziwej skruchy ich poruszą. 

Wiem ci ja dobrze, o zacna matrono! 

Że to w twe serce głęboko wszczepiono, 

Jednak gdy sprawy i doczesne prace 

Zabawią cię, więc niechaj zakołace, 
85 Niechaj zadzwoni coraz ten zbawienny 

Zegarek w sercu twym a niech przyjemny 

Odgłos posyła coraz w twoje uszy. 

Co cię do myśH nabożnych poruszy. 



680 WII5RSZ1C ZB. MORSZTYNA 397 

Tegoś ty domu, w którym okazała 

Cnota twych przodków żarliwie pałała^, 90 

I dziś jaśniejsza niźliby ją piórem 

Lub jakim trzeba farbować kolorem. 

Dawniejszych czasów i dzisiejszej pory 

Znaczne z nich miała ojczyzna podpory. 

Lube pokoje i wojen opały 95 

Zawsze ten cny dom przodkujący znały: 

Jedni radzili w senatorskim krześle, 

Drudzy ćwiczeni w rycerskim rzemieśle 

Tam żywot wiedli, gdzie się krwie niesyta 

Bellona z śmiercią nieuchronną wita. no 

Wtenczas wasz sławny Korab budowano, 

Gdy fundamenty Polski zakładano; 

Na nim nie po raz i ojczyzna cała 

W srogich polepach wojennych pływała 

I on jej zasię po okrutnym boju 105 

Oliwną roszczkę przynosił pokoju. 

Lecz się ja o to piórem nie pokuszę 

I wielkich ludzi z grobów ich nie ruszę, 

Bo to odprawią za mię kronikarze 

I pełne tego koronne herbarze. 110 

Przyjm, zacna pani, coć przynoszę z chęci, 

A ubogiego starca miej w pamięci 2, 

Któremu też już docieka zegarek. 

Już dogorywa ostatni ogarek. 

Nim jeszcze zgaśnie, niechaj łaski twojej 116 

Już też w ostatniej pono proźbie swojej 

Niech proszę dozna; wszak jednegoż Pana 

Społsługa z tobą; wszak i zań wylana 



* W >Muzie Domowej* brzmią te wiersze: Tegości (!) domu, w któ- 
rym wszelkie cnoty I wielkie zawsze skiad miały przymioty I dziś ja- 
śniejsze niźliby je i t. d. ; w w. 95 i 96 czyta >Muza Domowa« : Wdzięczne 
pokoje i t. d Twój cny dom przodkujący miaZy. 

' Dopisano: aetatis meae 76 a. 



398 WIRYDARZ 681-682 

Krew jego święta, a on bez nagrody 
L20 I kubka zimnej nie opuści wody. 

681. Gadka o prostej a prawdziwej próbie każdej wiary 
Authore S. P(rzypkowski). 

Wielmożne czyny wszechmocnej prawice, 

Na to, że Bog jest, niepochybne lice. 

A jeśli Bog jest, toć ten wszytkim rządzi 

I w mądrych radach swoich nie pobłądzi. 

JeśH zaświecił z nieogarnionego 

W rozumnych duszach promień światła swego. 

Toć sprawę z ludźmi musiał mieć od wieku, 

Zkąd nabożeństwo wzięło się w człowieku. 

Między tak wielą służby bożej strojów 
10 Jeden jest tylko, co z niebieskich zdrojów 

Wypłynął, zdawna prawdziwy i święty; 

Fałszem zamieszał insze błąd przeklęty. 

Błądzi poganin, turczyn i żyd błądzi, 

Wszytkie te wiara chrześcijańska sądzi. 
15 Lecz i ta poszła na rożnych sekt wiele, 

Zgadniże w którym prawda jest kościele? 

Z tej wątpliwości wyprawisz się snadnie, 

Jeślić ten sposób kiedy na myśl padnie. 

Patrz na co rożne zgadzają się strony, 
20 W tym dowód prawdy musi być niepłony. 

Kreda i pisma trzymaj się statecznie, 

Zgadniesz tę gadkę i będziesz żył wiecznie. 

682. O tymże szerzej. Z. M(orstyn) ». 

Na to, że Bog jest i nieogarniony 
Majestat jego, nad wszytko wzniesiony. 
Inszych niewiernym dowodów nie trzeba 
Nad to cudowne rozpostarcie nieba; 

* W » Muzie Domowej* nr. 8 »0 różności nabożeństwa*. 



682 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 399 

W nim pałające promienie słoneczne, 5 

I niezliczonych gwiazd obroty wieczne; 

Odmienny księżyc, gromy, błyskawice, 

Wielmożne czyny wszechmocnej prawice; 

Rozległe ziemie nieobeszłej kraje 

I jej rozlicznych plonów urodzaje; 10 

Wdzięczne owoce drzew, trawy zielone, 

Niechybnym czasem z zieniie wywiedzione; 

Równie i w niebo wyniesione skały. 

Góry, padoły, pustynie, czym cały 

Okrąg ten ziemski na rożne przemiany ir, 

Pięknie od stwórcę swego prze[)latany. 

Nuż oceanu niezmierne zatoki, 

Popławne rzeki, jeziora i stoki 

Wod kryształowych; nuż powietrze czyste, 

To ciche, to gdy podnosi pieniste 20 

Morskie bałwany wichry szalonymi 

A jako ziemia zwierzęty rożnymi. 

Bydłem i płazem wszytka napełniona. 

Także i morska otchłań niezmierzona, 

Pełna ryb, pełna tworów nieznajomych; 25 

Co po powietrzu lata nieścignionych 

Ptaków skrzydlatych? Ale od początku 

Tego wszytkiego, z dziwnego porządku, 

Z tej harmonii tak wielkiej machiny. 

Niechybny dowód, że jednej godziny ko 

Większe i mniej S/:e nie uchybią sfery, 

Zkąd i świat w rożne ubiera się cery. 

Gdyby ku ziemi słońce swymi koły 

Zbhżyć się miało, poszłaby w popioły; 

Gdyby się morskie przepaści ruszyły 55 

Wiadomą drogą, ziemięby okryły 

A kiedy by się niesforne żywioły 

Zmieszały, światby rozdarły na poły. 

Ale od tego, co władnie zastępy. 

Wszytko to w twarde ujęto jest krępy 40 



400 WIRY DARZ 682 

Na czasy wieczne. Takie tedy czyny 

Widząc najpierwszej wszytkiego przyczyny, 

Z której te wszytkie wypłynęły rzeczy, 

Badać się rozum powinien człowieczy. 
45 Gdyż nad tym wszytkim cokolwiek szyroki 

Okrąg zamyka ziemski, co głęboki 

Ocean kryje, co powietrze siecze 

Pierzchliwym piórem, nad wszytkim człowiecze 

Plemię panuje; temu osiadłości 
50 Szyrokiej ziemie służą, to światłości 

Wiecznej promieniem zdawna oświecone, 

Duchem rozumnym od Boga natchnione. 

Ten zaś powodem jeszcze od pierwszego 

Wieku był ludziom, żeby twórcę swego 
55 Za prawdziwego pana swego znali 

I jemu winny pokłon oddawaU. 

Zkąd na pierwoci dziecinnego świata 

Ten który poległ od własnego brata, 

Modlił się twórcy swojemu i w dary 
60 Przynosił z chęcią palone ofiary. 

Trwa i po dziśdzień w tjm nałogu świętym 

Tenże czyn boży, lecz wiele przeklętym 

Błędem zwiedzionych. Najbardziej szkarady 

Błądzi poganin, co bogów gromady 
66 Chwah szalony, nawet lada czemu 

Winny oddaje ukłon wszechmocnemu. 

Nie wie o piekle, nie wie i o niebie 

I o żywocie drugim po pogrzebie. 

Błądzi bezbożnie bisurmanin brzydki, 
70 Choć mocą posiadł syońskie przybytki. 

WoU w sprośnego swego zwodziciela 

Niż w prawdziwego wierzyć zbawiciela 

A najplugawsze cielesne lubości 

Kładzie za koniec wszytkich szczęśhwości, 
75 Przez które ciału powabne zakony 

Jakie pociągnął ludzi milliony 



682 WlEitSZK ŻB. MORSZTYNA 401 

W błąd niesłychany, że za krótkie lata 

Większą połowę opanował świata 

I jako powódź srogimi zatopy 

Część niepoślednią zajął Europy. go 

Błądzi żydowin i w głębokiej nocy 

Siedzi zginiony, choć mu i prorocy 

I wszytkie pisma światła tak wielkiego 

Nie zakrywały: owszem i samego 

Niebieskiej słońca jasnego pochodni 85 

Twardego karku stali się niegodni. 

Do tychci jako ludu wybranego, 

Narodu zdawna Bogu kochanego, 

Te zbawiennego dobra tajemnice 

I skryte z pierwszych wieków obietnice, 90 

Które prorockie usta ogłaszały, 

Do tych naj pierwej wszytkie należały. 

Lecz sroga po nich niewdzięczność uznana, 

Niemniej też ciężkim sądem pokarana, 

Że choć i niebo i ziemia i morze, 95 

Piekielne ciemnie i słoneczne zorze, 

Żywi i zmarli, same nawet skały 

Świadectwo Panu prawdziwe wydały. 

Oni niewierni i twardszy kamienia 

Zasłużonego nie uszli zginienia. 100 

Te wszytkie sądzi chrześcijańska wiara, 

Lecz nie jednaka i od tej ofiara. 

Nie zgodne modły Panu wiecznej chwały. 

Ledwie je pierwsze czasy oddawały, 

Kiedy godnymi ludzie byli tego, 105 

Zakonodawce głos słyszeć samego; 

Potym na rożne sekty rozdzielona 

I sama między sobą rozróżniona 

Taką niesworą i taką niezgodą. 

Że ogień prędzej pogodziłby z wodą. no 

Każdy rozumie, że on sam nie błądzi, 

Drugiego prędko u siebie osądzi 

Wirydarz I. S6 



402 



WlRYDAliZ 



A co najgorsza, przeciw Avyraźriemu 
Śmie zakazowi wykraczać Pańskiemu. 
115 W boskie się rządy ludzie wdawać ważą 

I jak się im zda, drugim wierzyć każą. 
Mieczem i ogniem, wygnaństwem, więzieniem. 
Cudzym koniecznie chcą w-ładnąć sumnieniem. 
Tak że i w zwierzu tak wielkiej dzikości 
i?o Nie najdziesz, jakiej nie po raz srogości 

Jeden nad drugim dlatego zażyje, 
Krew chrześcijańską chrześcijanin pije. 
Tu tedy fortel poznać z tych prawdziwą 
Sekt ^ chrześcijańskich, ktorah ma żywą 
125 Wiarę i miJość, grunt mocnej nadzieje. 

Go się na żadną stronę nie zachwieje. 
Widzisz na co się wszytkie zgodzić muszą 
I czego z gruntu swego nie poruszą. 
Trzymać się pisma i kreda dawnego, 
130 Od apostołów samych podanego, 

To jest gościniec prawy, tym bezpiecznie 
Idź a nie zbłądzisz, tego się koniecznie 
Trzymaj, bo insze ścieżki oblędliwe 
Wiodą w zginienie; to są wody żywe 
1."., Krynic niebieskich, a nowe cysterny 

Ludzkich tradycyj i wymysł misterny 
Subtelnych mozgow tym raczej zostawić, 
Go ziemią wolą niż niebem się bawić. 
Trzykroć szczęśliwy, któremuś ty, Panie, 
140 Dał tak prawdziwe wolej twej poznanie. 

A ten szczęśliwszy, który ją w żywocie 
Swoim wyraża, który się przy cnocie 
Tak opowiada, że nie tylko rzeczy 
Te, w których ciało i umysł człowieczy 
U5 Kocha się, sławy, dostatków, rodziny. 

Nawet i samej ojczystej dziedziny 

* W »Muzie Domowej« mylnie Wiarę, z następnego wiersza! 



68S WIERSZE /.B. MORSZTYNA 403 

Wiecznie postrada, ale się nie zbrania 

Chrystusowego nosić urągania, 

Cierpieć wygnaństwo, gJod i niedostatek, 

Ciężkie więzienie i śmierć naostatek iso 

Gotów jest podjąć i na ogień śmiele 

Pójdzie przy prawdzie; w takimci kościele 

Jest chrześcijańska wiara nieoWudna, 

A który taki? gadka to nietrudna. 

683. Ad Poloniam de pactis cum Sveco Prussicis. 
P(rzypkowski S). 

Quid gemis, o nimpha armipotens? quid foeta triumphis 
Dextra tibi invictura plangit mavortia pectos, 
Sarraatici dea moesta soli? Quiane altera versans 
Prussica pacta manus oculis ardentibus offert? 
Erubuit lectis, nec sese agnovit in illis 5 

Nec populos aut anna virura^ quos non tulit ingens 
Arctos, et oceani gelidain semotus ad undam 
Moschus, et attonitum nuper qui terruit orbem 

Barbarus, excito veniens oriente sub arcton 

Haec eadem sors Roma tibi mille inclyta ąuondara 10 

Invida Caudina foedavit pace trophaea; 

Haec dedit Annibalem Latio Cannasąue cruentas. 

Sin vetera ista novae spernis solatia curae, 

Respice finitimas habeant quae fata sorores. 

Prima illa imperii quondam florenlis alumna 16 

Italia, innumeris post tot decora alta suorum, 

Prostitit heu populis et prostat praeda futuris. 

Galliaque Anglorum tremuit captiva secures, 

Mox spoliis avidos ingentibus auxit Iberos. 

En convulsa gravi cognata Bohemia clade, 20 

Necquicquam antiqui decoris suspirat honores. 

Ilia quoque Augusti non impar nominis haeres, 

Non bello sed fracta mętu Germania pollens, 

Tam cito victoris pedibus subiecta superbis, 

Yerrit humum supplex et turpi pulvere sordet. 25 



404 wtRtDAfeż 684 

Ipse orbis domitor vastis qui immensa lacertis 
Oceani spatia amplexus, se pandit in omnes 
Terras et mundum spatiosis occupat ulnis, 
Moestus Iber, Batavae subiit ludibria pacis 
a Et populo cessit dura sub legę rebelii. 

At non iusta tibi desunt solatia luctus 
Nympha, quod indigno solvant tua fata pudore: 
Anxia qui nunc tibi extorquet foedera Gotus 
Fatale imperiis et fermi dabile nomen. 

684. Apostrophe do Polski na pakta z Szwedami pruskie prze- 
łożył po polsku. Z. M(orstyn)i. 

Przecz wzdychasz władobronna Nimfo ? Ręka prawa 
Zwycięstw pełna, przecz stosy takowe zadawa 
Piersiom niezwyciężonym, kraju sarmackiego 
Smętna bogini? Czy że przymierza pruskiego 

) Spis oczom pałającym lewa wystawuje. 

Zapala się czytając, wstyd jej twarz farbuje? 
Nie uznała w nim siebie, ani mężów oiiych, 
Których rąk ani broni znieść niezwyciężonych 
Ni im wytrzymać mogły przestrone Triony 

> I do zmarzłego morza Moskwicin umkniony, 
Ni on co światem zatrząsł czasu niedawnego 
Hardy Otoman, kraju ruszywszy wschodniego. 



» Dopisano: »A. 1660 skończone w Oli wie «; to mylne, elegia Przypkow- 
skiego odnosiła się do traktatu z Gustawem Adolfem z r. 1630. To samo 
przetłumaczył wtedy (1630 r.!) Andrzej Wiszowaty; tekst jego zachował 
rękopis Petersburski, Polskie XVII, folio, nr. 14; tekst len naśladował 
Morsztyn (Wiszowaty zaczyna: Przecz wzdychasz władobronna Nimfo i t. d.; 
kończy jednak: »gdyż to z północnego brzegu Got możny, imię zdawna 
przeraźliwe, Wielkim państwom za boskim zrządzeniem straszliwe« — 
w tym samym rękopisie poprzedza tę elegię wiersz łaciński Osolińskiego 
podkomorzego sandomirskiego na elekcję 1632 r. do Samuela Przypkow- 
skiego i odpowiedź tegoż). Co za traktatu oliwskiego wspomniał Morsztyn^ 
to naśladował W. Potocki po haniebnym traktacie żórawińskim i od tego 
Ogród Fraszek rozpoczął. 



685 WIRRSZK ZB. MORSZTYNA 405 

Lecz pohamuj wzdychania, gdyż nic nie schodziło 

Na męstwie twoim, lecz to nieszczęście sprawiło. 

Monarchy najwyższego zrządzenie przeszkadza 10 

I trudne prawo wielkim zamysłom przeszkadza (!). 

Taż fortuna zawisna Rzymowi szkodziła, 

Tysiąc zwycięstw Kandyńskim pokojem zelżyła. 

Ta Włochom Annibala srogiego nasłała 

I Kanny szarłatnymi potoki oblała. ^jo 

Gardzisz świeżych frasunków pociechy dawnymi, 

Patrzajże co się dzieje z sąsiadkami twymi. 

We] państwa kwitnącego żywicielka ona, 

Włoska ziemia narodom na łup wystawiona. 

Francy a poimana przed Angliki drżała, gs 

Chciwym z siebie Hiszpanom zdobycz znaczną dała. 

Czeska kraina, siostra twoja, spustoszona, 

Próżno do dawnej czci swej wzdycha utrapiona. 

Której godność tytułu cesarskiego dana, 

Można niemiecka rzesza strachem zwojowana, s^ 

Jeszcze nie wojną, prędko na ziemię upadła 

I pod nogi hardego zwycięzcę podpadła. 

Pan tak szyrokowładny, co świat na wsze strony 

I przestronymi objął ocean ramiony, 

Hiszpan smętny z Holendry w trefny pokój wstąpił, 35 

Poddanym (z hańbą swą) czci odpornym postąpił. 

Jeszcze przecie twe Nimfo despektu takiego 

Przymierze nie ponosi, gdyż to północnego 

Pan kraju, Got potężny, co mu zdawna dano 

Z nieba, żeby się w państwach wielkich go lękano. ^' 

685. Ostenda. S. P(rzypkowski). 

Quam fama attonitis ostendit gentibus urbem, 
Mavortis monumentum atrox specimenąue subactae 
Yirtutis, łot iam populorum nobile bustum 
Yidiinus Ostendam, cineresąue in sanguine mixtos. 
Heu ąuantum nuper tellus bibit isła cruoris? 
Corpora mi Ile ducum congestusąue ossibus aggei", 



406 \\m\DAU2. 686-687 

Surgit in immensas moles et submoyet hostem. 
Robora rirtutemąue virum ne crede sepultam; 
Corporibus clausere adilus et funere pugnant. 
10 In tumulis stat moestus Iber, nec credere possis 

Yictorem, nam capta oculis non aspicit aeąuis 
Moenia, et infąmes tot cladibus odit arenas. 

686. Ostenda. 

Miasto, które zdumiały m sława ukazuje 
Narodom, gdzie okrutny Mavors wy stawu je 
Srogą pamięć, gdzie męstwo siłą ujeżdżone, 
Pogrzebisko tak wielu narodów wsławione, 

•'^ Widzieliśmy Ostendę i prawie napoły 

Widzieliśmy jej ze krwią zmieszane popioły. 
Ach co jej też niedawno ta ziemia wypiła ! 
Jaka z tysiąca wodzów pobitych mogiła 
Ciał i kości wielkością niezmierzona wstaje 

»<> I nieprzyjacielowi przystępu nie daje. 

Męstwo i siła mężów, nie rozumiej żeby 
Umarły, i przez same biją się pogrzeby. 
Stoi smutny nad tymi Hiszpan grobowcami, 
Nie wierz żeby się liczył między zwycięzcami, 

iJ» Gdy na dobyte mury krzywym patrzą okiem, 

A wzięte klęski w żalu wspomina głębokim. 

687. Ad aequinoctium autumnale. S. P(rzypkowski). 

Jam te Phoebe vocat tepidum capricornus ad austrum 

Atąue tenet medio semita signifero. 

lam lucis noctisąue moras lanx dividit aeąua 

Erigones castis pendula de manibus. 
.5 Yisurusne iterum, ąuales nos Phoebe relinąuis, 

Anni nascentis dum remeabis iter, 

Dum messem agricolis referes mundoąue iuventam 

Et laetam viduis caesariem arboribus? 

Curre sacrum sidus. Breve nos quoque currimus aevum 
10 Terrigenae coeli pars quantacunque tui. 



688-689 WIERSZE zb. Morsztyna 407 

Et nos astra sumus, et nos obnubit opaciim 

Subrepto mentis lumine deliąuium 

Quale repercussum radiis vibrantibus aurum 
Ut yideas tremala luce nitere redux. 

688. Na porównanie jesienne. 

Już Phoebe itozorożec do austru ciepłego 
Woła cię zwykłym znaku gościńcem jasnego. 
Już dzień z nocą podziela waga sprawiedliwa. 
Erigone ją w ręku piastuje wstydli\va. 
Czy ujrzyszże nas Phoebe znowu jasnym okiem, 5 

Jakich odchodzisz, z nowym gdy powrócisz rokiem, 
Gdy światu młodość wrócisz, żeńcom żyzne kłosy 
I owdowiałym drzewom oganiste włosy? 
Bież wieczne światło, i myć krotki wiek bieżymy, 
Ziemianie, acz do twego nieba należymy. lo 

I myć gwiazdy, i na nas przychodzi zaćmienie, 
Gdy nam gasną zdrowego rozumu promienie. 
Nim się wrócisz, bodaj rdzą zieiiiską zaszpecone 
Światło umysłu było tak ochędożone, 
Jako więc drżą promienie na słońce rzucone, is 

Tak nas lśniących się ujrzy nazad po wrócone. 

689. Elegiae. S. P(rzypl<owslti) ^ 

Sancte rerum parens, quem non vastissima mundi 
Moenia, non capiunt extima templa deum, 
Si quae super sacri spatiosa palatia coeh 
Res latet aut sese pandit inane chaos, 
Omnia pervolitans late tua celsa potestas 5 

Implet et imraensum robur ubiąue meat. 
Nil latet obscura mersum caHgine, quod non 



* Elegia 689 i 691 t. j. oryginały łacińskie Przypkowskiego (dru 
kowane dodatkowo przy Andrz. Wiszowatego Stimuli virtutum, Amstelo- 
dami 1682), i tłumaczenia Morstynowe (wymienione w Bibliotece Antitry- 
nitarskiej Sandiusza), są w » Muzie Domowej « nr. 7. 



408 WIRYDARZ 689 

Obtutu illustres luminis ipse tui. 

Imperium sine fine tibi, quod limitum expers 
10 Quodcunque est legibus cohibet omne suis. 

Structa tibi artifici dextra quaecunque videntur 

Corporei visus et quae aciem fugiunt. 

Cernimus, aurato radians in fornice templum, 

Gernimus, aeterna sidera pieta manu, 
15 Imperia innumeros tibi submittentia fasces 

Invictaeque acies coelicolum atque duces. 

Provida quae cunctis superest, quaeque condita servat 

Gura, deum atque hominum te probat esse patrem. 

Maius opus cunctis quae Daedala dextera finxit, 
20 Quod stupeant superi nobiliusque moves, 

Quo nec amabilius, qiio nec speciosius uUum est, 

Gul formae nuUum certet honore decus. 

Esset enim rerum species pulcherrima mente 

Nata tua, nisi tu pulchrior ipse fores? 
25 Fingis ad hanc speciem genitor pulcherrima quaeque 

Gorpora materiae mole gravata suae. 

Effigiem verum ipse tuam menti imprimis altae 

Non qualem initio nacta est effigiem, 

Sed quam Ghristus habet nunc formosissimus, et quam 
80 Sponsus amatae donat habere suae. 

Pulchrius hoc multo, quam cum pulcherrimus olim 

Pulchrum mente gerens aggredieris opus, 

Excultum omnigenis exornans dotibus orbem, 

Ouae vaga terrigenum lumina non satiant. 
3f. Nunc nova coelestes oculos percellit imago, 

Sanctior, et sui ducis amore deos. 

Regis ad exemplum decorandus homuncio Ghristi 

Yirtutum omnigena congerie et cumulo. 

Hic latet augustae species pulcherrima formae, 
40 Hoc nitido in speculo fulget imago dei, 

Plena voluptatum, superis venerabilis ipsis 

Gomplectens omnigenas et superans veneres. 

Da pater ii lustrem pulchri comprendere formam 



690 WIBUSZK ZB. MORSZTYNA 409 

Sidereasąuae sacro concipere igne faces. 

Nos flammis accende tuis, non pulchrior ignis 4:. 

Arserit excelsa nobilis arce animi. 

Effice ne turpi mens victa cupidine rursus 

Caeca sit ad proprium lenta vel illa bonum. 

690. Elegie S. P(rzypkowskiego) przełożone po polsku 
przez Z. M(orstyna). 

Święty wszech rzeczy ojcze, którego szyroki 
Świat ani sklep niebieski ogarnie wysoki, 
Jeśli jeszcze co nad twym świętym jest mieszkaniem 
Lub się próżność rozciąga z czczych rzeczy zmieszaniem, 
Wszędzie wszytko wszechmocność twoja napełniła, 5 

Wszytko przenika twoja niezmierzona siła. 
Nic się takiej paciepnej nie skryło ciemności, 
Czegoby nie rozświecił promień twej światłości. 
Panowania twe końca i granic nie znają. 
Wszytko co jest w swych szrankach prawa twe trzymają. 10 
Wszytko to twa misterna zrobiła prawica, 
Co widzim i czego dojść nie może zrzenica. 
Widzim świętych kościołów sklepienia złocone, 
Widzimy wieczną ręką gwiazdy rozsadzone, 
Ozdobę świata, a co nie dojrzymy okiem, 16 

Więcej jest tego w łonie natury głębokim. 
Sceptra, trony, bez liku tobie podrzucone, 
Wojsk i wodzów niebieskich szyki niezwalczone. 
Tych wszytkich twa przezorna piecza opatruje, 
Zkąd cię bogów i ludzi ojcem pokazuje. io 

Ale większe nad wszytkie twe ręce sprawują 
Dzieło, któremu same nieba się dziwują, 
Nad które nic milszego, nic okazalszego, 
Któremu wszytko daje dank kształtu pięknego. 
Byłciby był kształt wszytkich rzeczy najpiękniejszy 25 

W myśli twej urodzony, gdybyś sam śliczniejszy 
Nie był o ojcze święty! Od ciebie zlepione 
Ciała swej materiej bryłą obciążone. 



410 WIUYDAUZ 691 

Ale twój obraz dajesz górnemu duchowi, 
30 Niepodobny pierwszemu już konterfetowi. 

Lecz jaki sam ma teraz Christus uwielbiony, 

I jaki swej małżonce daje ulubiony. 

Piękniejsza to, niż kiedyś za wieku dawnego 

W myśli twej pobierał się do czynu pięknego, 
35 Strojąc ten świat i zdobiąc w rozliczne przymioty. 

Go błędne oczu ludzkich na się rwie obroty. 

Biedny człowiek i króla swojego przykładem 

Ozdobiony wszelakich cnot i mocy składem. 

Tu się kształt n aj ślicznie jszy i najświętszy kryje, 
40 Tu blask jak we zwierciedle chwały bożej bije. 

Pełen świętych rozkoszy, godzien uczciwości 

Duchów niebieskich, wszytkie przechodząc lubości. 

Daj ojcze tak pięknego byśmy byli godni 

Kształtu, roznieć w nas ogień z niebieskiej pochodni, 
43 Zapal nas twym płomieniem. A jakiż piękniejszy, 

Jaki zaświeci w sercach naszych szlachetniejszy? 

Spraw, żeby umysł sprośną żądzą zwyciężony, 

Nie był tępy i na swe dobro zaślepiony. 

691. Ad Christum Dominum. 

Quae tibi digna canam meritae praeconia łaudis, 

Chrisie, creaturae conditor alme, novae? 

Quem fore venturum longo praedixit ab aevo 

Arcanum facti qui reseraret opus, 
5 Quem purum voluit pura de virgine naści. 

Hic tibi sciretur solus ut esse pater, 

Quem sine mensura vis numinis entea inundans 

Implevit in forma constituitąue dei. 

Tunc quoque cum gereres corpus moribundaąue membra 
j^, Natura imperio paruit alma tuo. 

Nuntius aeterni tu foederis aurea condens 

Saecula adventu laeta fecisti tuo. 

Terrigenis vitae specimen coeleste dedisti, 

Irradians leges moribus ipse tuis. 



P9l WIERSZE ZB. MORSZTYNA 411 

Sanguine tu lapsis veniam, lu sanguine mundo is 

Foedera sanxisti morte cruenta tua. 

Sanguine nos r^dirnens, atque vita prodigus ipsa 

Arguis, o nostri sit tibi ąuantum amor. 

Non fuerat nostrum tanti genus, illius ergo ut 

Yictima tu velles tam pretiosa mori. 20 

Terribiles visu formas crucemąue letumąue 

Sprevisti et falsi dedecus opprobrii 

Stemebasąue truces, quisquis fuit obvius, hostes 

Qaa?pque ducis exemplum. militis antę dabas. 

Restabat virtutis honos redivivus, ab ipso 86 

Effracto leti carcere nempe redis 

Proque mortalis rapto tibi raunere vitae 

Numinis in formam nasceris aetherei, 

Naturae ad vivum patriae decorisque character 

Et nunquam visi fulgida imago dei. w 

De satana et mundo triplices et de morto triumphos 

Yictor laurigero vertice geris ovans. 

Ultima patrandi restat tibi laurea belli 

Servatae extremum mortis ad excidium, 

Quae quia privato quondam tibi victa duello est, sr. 

Structam aciem trepidat militiamque tuam. 

Eripies miserae victor, quibus illa tumescit, 

Heu! spolia de servis accumulata tuis. 

Tum bello exacto penitus, bellique potestas 

Finiet impositum quod Tibi cernis opus. 40 

Finiet at nunquam pacis veneranda potestas 

Depositoque ducis munere regis ages. 

Tunc erit omnipotens in omnibus omnia, quando 

Hostibus de patriis nemo superstes erit. 

Tu quoque (sed magni genitoris iussa capessens) a 

Regum eris aeterno summus in imperio. 



412 WIRYDARZ 692 



692. Do Chrystusa Pana. 

Jakież ci dzięki oddam godne twojej chwały ?i 

Chryste, nowego czynu twórco okazały, 

Którego przyście z dawnych czasów opowiedział, 

Żeby zakryte rzeczy świat od ciebie wiedział. 
5 Który chciał, z czystej panny abyś się urodził, 

Żeby się tak sam ojcem twoim być dowodził. 

Na którego bez miary świętego spłynęła 

Moc Ducha i w podstaci Bożej postawiła. 

I wtenczas gdyś śmiertelne członki miał i ciało, 
10 Samo cię przyrodzenie we wszytkim słuchało. 

Sprawiłeś wdzięczny pośle wieczne nam pokoje, 

Złote wesołe czasy dało przyście twoje. 

Dałeś śmiertelnym przykład niebieskiego życia, 

Brały światło swe prawa z twego tu pobycia. 
15 Krwią twą upadłym łaskę, krwią niewinną drogą 

Przymierześ z światem zawarł i śmiercią twą srogą. 

Krwiąś nas kupił, żywot twój dla nas postradany. 

cudownej miłości dowód niezrównany! 

Nie był nasz cały naród, nie był godzien tego, 
20 Żebyś ty był tak drogą ofiarą dla niego. 

Okropny widok śmierci i męki zelży we 

1 potwarzy za lekkieś poczytał fałszywe. 
Słałeś nieprzyjacioły, który się nawinął. 
Wprzodeś mężnym żołnierzem niźli wodzem słynął. 

25 Dały plac twej dzielności i śmiertelne cienie. 

Gdyś zmartwychwstawszy śmierci połamał więzienie 
A za wydarty na czas wiek ten skazitelny 
Zrodziłeś się w niebieski żywot nieśmiertelny. 
Ojcowskiego charakter żywy przyrodzenia, 

30 Niewidzialnego świetny glans wyobrażenia. 

* W »Muzie Domowej* początek odmienny: Jakież ci chwały, jakie 
oddam dziękczynienia, O Chryste Jezu, sprawco nowego stworzenia, Któ- 
rego wieczny Ociec przed świata początkiem Swym do tak wielkiej sprawy 
naznaczył rozsądkiem, Którego przyście i t. d. 



I 



693 



WlteHSX-lt ZH. MORSZTYNA 



413 



Z szatana, świata, śmierci trojakie zwycięstwa, 
K<fadąc korony znaki cudownego męstwa. 
Ostatnie cię zwycięstwo czeka zawołane, 
Na ostatni upadek śmierci zachowane. 
Ta pojedynkiem siły spróbowawszy twojej 
Dopieroż teraz wojsk twych i szyków się boi. 
Wydrzesz jej, o zwycięzco! czym się nadymała. 
Łupy, których, ach wiele z sług twych nazbierała. 
Tam gdy już wojna cale będzie dokończona, 
Skończy się rząd wojenny i praca włożona. 
Lecz spokojne bez końca twoje panowanie. 
Złożysz hetmaństwo, wieczne weźmiesz królowanie. 
Wtenczas wszytko we wszytkich wszechmocny usiędzie 
Na tronie, z nieprzyjaciół gdy żaden nie będzie 
A ty (za ojcowskimi lecz idąc rządami) 
Nad niebieskimi będziesz panował królami. 



S5 



40 



693. loannis Pici Mirandulae 

principum literatissimi et lite- 

ratorum principis metra 12. 

1. 
Yoluptas hreois et exigua, 

Dic christiane miles, 
Quid est in orbe toto 
Levius Yolante flamma, 
Brevius micante nube, 
Fugacius fluento, 
Yelocius sagitta, 
Magisąue inane bulla, 
Magisąue inane fumo, 
Quid illud est? Yoluptas. 



Wersya polska tych wiersrow 
przez Z. M(orstyna)^ 

1. 
Rozkosz mała i krotka. 

Powiedz mi, chrześcijaninie, 
Co na świecie lekszego 
Nad płomień, który w lot ginie, 
Nad obłok nietrwalszego. 
Co prędszego nad spłynności b 
Rzek, nad strzały lecące, 
Nad baniek wodnych marności, 
Nad dymy niszczejące, 
A wiesz co to takiego? 
Rozkosz świata marnego. lo 



W »Muzie Domowej € nr. 6. 



414 



WIRYDARŻ 



693 



2. 

Comites 
fastidium et anxietas. 
Fert ora pulchriora 
Nive, lacte, melle, croco. 
Fert, igne, sole, stellis 
Oculos micantiores. 
5 Sed tu labella bella 
Falsamąue sperne frontem. 
Grede mihi, dulce ridet, 
Dulce tamen est venenum. 
Sapit svave mellis, 
10 Mel felleum libido. 

3. 
lactura maioris boni. 

O si tuae salutis 

Examinata raro 

Mementa ponderares 

Unaąue lance coeium 
5 Humus aitera sederet 

Mens et corpus hinc et illinc. 

Aeąuum petunt staterae 

Semperne fluctuabit 

Anceps utriusąue pondus? 
10 O libra! libra fallax! 

Compones astra terrae, 

O gens iniąua mundi! 

Praepones ima coelo? 



16 



Viła somnus et umhra. 
Nec est vita neque lux 
Humana yita, nox est. 



2. 

Towarzystwo 
obrzydzenie i utrapienie. 
Oblicze u niej piękniejsze 
Nad szarłat, nad śnieg biały, 
Nad słońce, gwiazdy jaśniejsze 
Oczu jej są zapały, 
Ale ty te wdzięczne usta 
Wzgardź, i czoło zmyślone, 
Bo śmiechu słodka rozpusta 
Ma jady zatajone. 
Mają te pożądliwości 
Żółć ukrytą w słodkości. 

3. 

Strata dobra większego. 

O gdyby twego sumnienia 
Nieczęsto roztrząśnione, 
Należące do zbawienia 
Sprawy były zważone, 
Kiedyby niebo i ziemię 
W jednej szali ważono, 
A na drugiej ciała brzemię 
I duszę położono, 
W jednej mierze z sobą stoją 
A zawszeż to tak będzie? 
Także porówna z oboją 
Ciężar gdy na nich będzie? 
O ludzkie szale błądzące! 
Rownacież te nizkości 
Do niebios, gdzie pałające 
Gwiazdy wiecznej światłości. 

Żywot sen i cień. 
Nie może dniową światłością 
Żywot ten być nazwany. 



693 



WiBRSZW ZB. MOKSŹTYNA 



415 



Caligo vita, vita, 
Sole otior diurno, 
Obscurior tenebris. 
Ubi latuere reges, 
Ubi principes ducesąue, 
Quos longa vidit aetas? 
Obdormiere somnura, 
Evanuere spectra, 
Nihiląuo praeter umbram 
His de viris relictum, 
Utcunąuo vive, dormis. 
Vi ta haec imago vitae, 
Potius imago mortis. 
Vita umbra, vila somnus. 



Noc jest ten żywot, ciemnością 
Paciepną przyodziany, 
Prędszy nad koła słoneczne, 5 
Nad mrok nocy ciemniejszy. 
Gdzież królowie, gdzie waleczne 
Książęta, gdzie przedniej szy 
Wojsk wodzowie, których lata 
Dawniejsze pamiętały? 10 

Śpią sen twardy, skoro z świata 
Te larwy poznikały, 
Tak że więcej nad znikomy 
Cień po nich nie zostało. 
I tyć śpisz nieobudzony, i» 

Choć ci się żeś żyw zdało. 
Żywot ten kształtem żywota 
Ledwie może być nazwany. 
Żywot ten śmierci istota, 
Żywot ze snem zrównany. 20 



5. 

Mors instans et improvisa. 

Praetensa fila nectis, 
Mors tollet ordientem. 
Multo paras labore 
Gazas, opera, honores, 
Nigrae trophaea morti. 
Pede pulsat omne limen, 
Rapit ungve cuncla fulvo. 
Non cernis, illa primae 
Te destinat sagittae. 
Securus hic ąuiescis; 
Gave sis, manum reducit 
Improvidum latenle 
Pertransitura telo. 



5. 
Śmierć następująca i niepostrze- 
iona. 
Ty zaczynasz coś wielkiego^ 
Aleć wątku nie stanie. 
Śmierć cię złupi ze wszytkiego, 
A twe wszytko staranie, 
Czyny twej ręki kosztowne, 
Dymy sławy znikomej. 
Pałace kosztem budowne 
W tryumf śmierci łakomej 
Pojdą, bo tej wszytkie progi 
Noga depce jednaka: 
Wszytko szarpie pazur srogi. 
Nie widzisz że z sajdaka 
Naj pierwej dobytej strzale 
Ciebie za cel wystawia. 



416 



WlRlfl>AuZ 



693 



16 



20 



6. 

Suspitio impoeniłenłiae. 
Adamantino rigore 
Tibi cor ingravescit, 
Tibi culpa iuncta culpae 
Mentem asperat rebellem. 

5 Quid si imminente leto 
Tunc aridus residat 
Maris latex amari, 
Ne fonte lachrimarum 
Contenta molliantur 

10 Pulso dolore corda. 



7. 
Aełernum praemium et poena. 

Caduca. fluxa, vana; 

Incerta, mente pelle. 

Aeterna, firma, vera 

Et certa, mente volve. 
5 Seu te obsident pericula, 

Seu te illicit voluptas, 

Ne cede, vel dolori 

Vel inclinato amori. 

lUum domus polorum, 
10 Styx hunc manet profunda. 

Ulic futura merces, 

Hic poena sempiterna. 



A ty poczynasz ospale. 
Strzeż się, a to wyprawia 
Po drugą swą rękę srogą. 
Która niechybnie cichem 
Nieopatrznego tąż drogą 
Wskroś cię przebije sztychem. 

6. 

Podejrzenie niepokajania. 

Nad dyament nieużyte 
Serce twe skamieniało, 
Twoje grzechy są sowite, 
W myślach się pomieszało. 
Coż ? A kiedy śmierć napadnie, 
Będzie gorzkich powodzi 
Łez potrzeba: już są na dnie, 
Już w nich serce nie brodzi. 
Już przez te przejrzyste zdroje 
Serca twarde zmiękczone. 
Żale i ich niepokoje 
Nie będą uciszone. 



Wieczna nagroda i karanie. 
Co płochego, znikomego, 
Niech się w myślach nie kręci; 
Co wiecznego, prawdziwego. 
Trwałego, miej w pamięci. 
Lubo cię obskoczą trwogi, 
Lub cielesne lubości, 
Nie ustępuj biedzie z drogi 
Ani sprośnej miłości. 
Tamtej winne gwiazd pałace. 
Tej piekielne przepaści. 
Tamtej nagroda za prace, 
Tej męki nieśmiertelne. 



693 



WlBKSZK ZB. MORSZTYNA 



iii 



8. 
Hominis dignitas et natura. 
Homo satage mente divum 
Homo rex soli saliąue 
Homo fulgor universi 
Homo particeps Olimpi 
Emerge de cloaca 
Goeiioąue foeditatis. 
Agnosce cuius haeres. 
Cuius propago surgis 
Palriisąue natus astris 
Sublime tolle vultus, 
Ne rectus ora, pronus 
Animo gravi, deorsum 
Tendas, homoąue cesses 
Latitare sub figura. 



Pa^ honae mentu. 
Vis fusiore luxu 
Epularier superbe, 
Vis tecta, vis lacunar, 
Regales apparatus? 
Vis floreant in horto 
Vireta laurearum, 
Fruceta cum rosetis 
Et alba lilieta, 
Vis affluat voluptas, 
Absit raetus dolorąue? 
Convivium perenne est, 
Palatium est honoris, 
Paradisus est odoris 
Gumulusąue gaudioram: 

Wirydan I. 



8. 

Ludzka godność i przyrodzenie. 
Rusz człowiecze co boskiego 
Masz w sobie: tyś przedniej szy 
Kroi ziemie, morza, ze wszego 
Stchórzenia najświetniejszy. 
Człowiecze, który i w niebie 
Masz cząstkę, wstań z barłogu, 
Nie leż w tym brzydkim pogrze- 
Gnoju, wspomni o Bogu. [bie, 
Wiedz, czegoś ty jest dziedzi- 
Czyjeś ty pokolenie? [cem 
Obróć się ku Bogu licem, 
Pojrzy na gwiazd płomienie. 
Prosty ciałem a schylony 
W niż duchem ociężałym, 
Żebyś nie był naleziony 
Nie człek pod człeczym ciałem 

9. 

Pokój dobrego sumnienia. 

Ghcesz przez rozrzutne utra- 
Pyszno się bankietować, [ty 
Ghcesz pałace, w sprzęt bogaty 
Z królewska się fundować, 
Ghcesz żebyć wdzięcznie kwi- 
Lilie i z różami, [tnęły 

Żebyć ogród napełniały 
Laury z krzewinami 
A chcesz rozkoszy statecznej 
Bez bólu i bez trwogi? 
Vl^iedz, że to jest bankiet wie- 
To dom honoru drogi, [czny, 
To raj wonności jedyny, 
To pociech zgromadzenie: 

27 



i» 



418 



WtRYDAuŹ 



15 Pacem fovere cordis 
Nec conscium dolosae 
Ullius esse culpae. 

10. 

Dei benefida. 

Quicunque fundit imbres 

Praediyilis Amomi 

Et balsami fluentis 

Et nectaris Sabae 
6 MiiTaeąue thura iungit 

Gassiamąue cinamum 

Pretiosa dona fundit 

Dei minora donis. 

Sol iste mentis ardet 
10 Animaeąue vita vivit 

Fontem hunc sitimus omnes 

Hunc aerem ciemus 

Hoc spiritu movemur 

Hoc rore terra cordis 
15 Gravatur et tepescit. 

Quid reddis huic colono 

Infructuosa tellus? 

11. 
Christi Crux. 
Jam non aąuas perennes 
De fontibus salutis 
Sed haurias cruorem 
De fontibus doloris. 
5 Si te caro lacessit, 
Si bella mundus infert, 
Si vibrat arma daemon, 
Fugę Ghristiane miles 
Ad has petrae cavernas. 
10 Inde arma, scuta, tela, 



Pokój serca i od winy 
Uwolnione sumnienie. 



10. 
Dobrodziejstwa boże. 
Ktokolwiek deszcz leje mnogi 
Amomu bogatego, 
Kto balsam i potok drogi 
Nektaru sabejskiego, 
Mirry z kadzidłem zmieszane 
Cassye z cynamonem, 
Dary jego niezrównane 
Z niebieskich millionem. 
Bog słońcem w umyśle świeci, 
Ztąd żywot dusze mamy; 
Do zdroju pragnienie nieci 
Świętego; w nim dychamy, 
W nim się ruchamy, tą rosą 
Serca role skropione. 
Go też za owoc przyniosą 
Panu ziemie pione? 



11. 
Krzy^ Chrystusów. 
Już teraz nie wiecznej wody 
Pragni z żywota zdroju, 
Lecz wszytkiej czerpaj ochłody 
Z krynic krwawego boju. 
JeśU cię ciało turbuje, 
Świat cię wojskiem oblęże, 
Jeśli szatan swe rychtuje 
Przeciw tobie oręże, 
Uchodź Ghrystusow żołnierzu, 
Do jaskiń tej opoki. 



693 



WIRKSZK ZB. MORSZTYNA 



419 



Respersa fonte sacro, 
Quibus fugentur hostes. 
I nunc crucisąue duetu 
Inimica Tarlarorum 
Perrumpe castra, vinces 
Signo merens sub isto. 

12. 
Testimonia martyrum et exem' 
pla sanctorum. 
Metam vides laborum 
Athleta! cerne palmas 
Et martyrum trophaea 
Et Yirginum corollas 
Et nobiles triumphos 
Exercitus supremi. 
Te yicerint puelli, 
Te yicerint puellae? 
Age, surge, curre, vince. 
Tenensąue trita plantis 
Haud horreat palaestrae 
Non est ad astra coeli 
Via piana strata florę. 



Tam weź broó, ztamtąd w pu- 
Ktory świętymi stoki [klerzu, 
Pokropiony, w tym gromady 
Nieprzyjaciół porazisz. 
Podź za krzyżem, jego ślady 15 
I moc piekielną skazisz. 

12. 

Świadectwa męczenników 

i przykłady świętych. 

Widzisz kres prace, zawody» 
Zapaśniku wsławiony. 
Patrz też wzajem na nagrody 
Na palmy, na korony, 
Na tryumfy męczennicze, 5 

Zwycięstwa okazałe 
Wojsk niebieskich, na dziewi- 
Wieńce. I także małe [cze 
Dzieciny ciebie przemogą 
I dziewczęta pieszczone? 10 

Bież, zwycięż subtelną nogą. 
Te ścieżki pochodzono 
Niech cię nie straszą: do nieba 
Niemasz gładzonej drogi. 
Nie po kwiatach stąpać trzeba^ is 
Kto chce wniść w tamte progi. 



Corollarium. 
Ite nefandi 
Quos tulit aetas 
Nostra per orbem, 
Dicite nuUum 
Posse iugales 
Nectere pennas, 
Queis pia virtus 
Ingeniuraąue 



Przydatek. 

Idźcie zuchwali 
Goście w te lata 
Późne nastali 
Sromoto świata. 
Mówcie, że loty 
Wozów skrzydlatych 
Nie mogą w noty, 
W rozum bogatych. 



a?* 



420 WIRYDARŻ 694 

Foedere certo Wznieść nad Triony. 

10 Sidera pulset A przecie tymi 

Et tamen istis Pikus wzniesiony 

Ocior alis Już jest nad nimi. 
Celsa volavit 
Picus ad astra. 



694. Pamiątka zacnego, wielkich cnot i wiecznej godnego pa- 
mięci Imci Pana Aleksandra z Szpanowa na Haliczanach Cza- 
plica (1659). Napisana przez zięcia jego Z M., którym aż po 
śmierci jego został w roku 1664. Ad Manes K 

Ojcze moj drogi, łubom twój sirota 

Nie był twym synem za twego żywota, 

A to jednak w to nieba potrafiły, 

Że mię po śmierci twej nim uczyniły. 
5 Iż rai złe szczęście nie chciało w tym płużyć, 

Żebym ci godzien był za dni twych służyć, 

Siłam ci winien, wielem się zadłużył, 

Bom wziął zapłatę, na ktorąm nie służył. 

Byłać ochota, był afekt uprzejmy, 
10 Ale obozy, traktaty i sejmy 

Coraz do ciebie drogę zagradzały. 

Tobie tymczasem przędze dowijały 

Okrutne parki; jam się wrócił cały 

Przez srogie ogniow wojennych zapały, 
15 Przez miecze, kule, nie odniosłem szkody, 

Tyś na letejskiej wpłynął strumień wody. 

Dałbym ci odsiecz, piersi mych nadstawił. 

Głową założył, gdybym cię wybawił 

Z ostatniej toni, ale w niezebrnione 
20 I niepamięcią wieczną opojone 

Wpłynąłeś nurty. Więc stojąc na brzegu 



* w >Muzie Domowej* nr. 9; data ożenku tamże pomylona z datą 
śmierci Czaplicowej; w w. 5 Wirydarz czyta mylnie Asz; w w. 8 daje 
»Muza« nagrodę, w w. 14 opały. 



69^ WIKR8ZK ZB. MORSZTYNA 421 

A do takiegoż gotując się biegu, 

Lub dziś, lub jutro, gdy śmiertelnej nawy 

Fatalne przyjdzie odprawo wać pławy, 

Nim mrok ostatni dniom moim zakroczy, 25 

Smutne za tobą posyłając oczy 

I ślad twoich cnot upatrując drogi, 

W sercu twą pamięć i żal mając srogi, 

Okropnym dźwiękiem żałobliwej lutnie 

Tren nad twym grobem będę nucił smutnie. w 

Każę pamiątkę twoje Mnemozynie 

Poty piastować, póki za dniem płynie 

Dzień niepowrotny, a twe znamienite 

Cnoty, nie w twardym marmurze wyryte, 

Ale w pamiętnych sercach piastowane, 86 

Usty i piórem będą ogłaszane. 

Coż? ręka w takiej pracy obumiera: 

Jedna rym pisze, druga łzy ociera. 

W zacnym, szlacheckim, znacznym, rodowitym, 

W wielkie ozdoby honorów obfitym 40 

Domu się zrodził, który jako sławny, 

Jak wielkich zasług a przytym jak dawny 

W ojczyźnie naszej, pamięć nie dosięże. 

Jako w od.vażne, jako w zacne męże 

Płodny był zawsze, świadkami są wszędy *» 

W tejże Koronie przedniejsze urzędy 

A osobliwie pamiętne w Kijowie, 

Kędy rządzili cni wojewodowie. 

Znaczni w pokoju, znaczni w boju, ani 

Tych wydawali wielcy kasztelani. mi 

Acz i tych czasów najmniej nie zblakował 

Tenże dom zacny i owszem przodował 

Inszym w prawdziwej staropolskiej cnocie 

I do usługi ojczyzny ochocie. 

Rodzica jego taka była sława w 

I taka godność, że gdy jaka sprawa 



422 WIRYDARZ 694 

Między wielkimi ludźmi zawiedziona 

Cale nie mogła być uspokojona, 

Kiedy już czemu główne trybunały 
60 I żadne insze sądy nie zdołały, 

Na jego zdanie obie strony chętnie 

Samy się zdały a on umiejętnie 

I tak szczęśliwie zawsze je pogodził, 

Że każdy kontent od niego odchodził. 
86 A jako temu domowi imienia, 

Szyrokich włości wielkie spokrewnienia 

Czapek książęcych niemało ujęły, 

Tak zaś czym lepszym zato nagrodziły, 

Bo te ozdoby, których wielkie domy 
70 Książąt Koreckich liczą milliony, 

Cnych Wiśniowieckich i książąt z Zasławia 

I Czetwertyńskich co światu wystawia, 

To na Czaplicow wszytko opłynęło. 

Gdy się im z nimi tak spoić zdarzyło. 
75 I jak kryształy południowym bite 

Promieniem światło swe niecą sowite. 

Tak tych zacności kiedy się przybrało, 

Więcej barziej to było okazało. 

Piękne Lilie na ojczystej ziemi, 
80 Nieraz kroplami skropione krwawymi. 

Odważnych przodków i dziś wydawaj ą. 

Wdzięczne wonności i dziś rozwijają 

Listki swe, lubo, coż nieszczęściu radzić?' 

Przyszło się drugim w cudzy grunt przesadzić. 
80 A żeby było jeszcze tyle dwoje, 

I macierzyńskie pomogły mu Kroje 

Przy pięknej Róży: tak te oba kwiaty 

Śnieżne kandory i wstydu szarłaty, 

Nie biorąc miejsca bluszczowej koronie, 
90 Wielkiego męża ozdobiły skronie. 

W takowym tedy gniaździe urodzony, 

Jak do dobrego nie miał być skłoniony? 



^94; WIERSZE ZB. MORSZTYKA 423 

Bo jeżeli to rzecz jest nieomylna, 

Że choć jednaż broń nie jednako silna 

Nie w jednej ręce, tak komu to nieba 9* 

Z żywotem wlały, czego drugim trzeba 

Naprzód się uczyć, nader to szczęśliwy. 

A jako słońca goniec niewątpliwy 

Rana jutrzenka, jak znać po sponie 

Ptaka, po stopie zwierza, jako konie loo 

Mężne za młodu dzielność pokazują 

I małe lwięta ojca naśladują, 

Tak on w kolebce i w pieluszkach, jaki 

Miał być dojrzały, wielkie czynił znaki. 

Potym w dziecinnym prawie będąc wieko, ^^^ 

Z rodzicielskiego czułego opieku, 

Nie tracąc najmniej najdroższego czasu, 

Do wysokiego prowadzon Parnasu, 

Pił poświęcone Helikonu zdroje, 

Dowcip z nauką złączył, co oboje i»o 

Znaczne w nim było przy wysokich cnotach 

I pięknych, co go zdobiły, przymiotach. 

A gdy już pierwszy młodzieńskie jagody 

Włos zdobić począł, w przestrzeńsze ogrody 

Małą lilijkę, żeby się krzewiła, ^i* 

Zaraz ojcowska ręka przesadziła. 

Posłany tedy tam, gdzie trzy lilije 

W królewskim herbie, od których blask bije 

Po wszytkim świecie; tam on swym pozoru 

Nabył większego, tam przydał poloru 120 

Cnym obyczajom, które w kawalerskich 

Szkołach i wszytkich ćwiczeniach rycerskich 

Prędko przywodził do doskonałości, 

Że był dojrzałym w naj pierwszej młodości. 

Zwiedził i insze cudzoziemskie kraje i^js 

I ich rozliczne poznał obyczaje. 

Poznał i wielkich monarchów osoby. 

Państw interesa i życia sposoby. 



424 WIRYDAR55 fi94 

Języki wszytkie, nie jako uczone, 
ISO Ale jak wJasne umiał przyrodzone. 

Nawet go była porwała ochota 

Przez niezmierzone oceanu wrota 

Ostatnie świata przeszedszy granice, 

Te co pod nami, nawiedzić ziemice. 
136 Już wsiadał w okręt, już na grzbiet pienisty 

Brał go Neptunus, kiedy z domu listy 

I w nich surowe ojcowskie zakazy 

Zaszły go a on najmniejszej urazy 

Za dni swych ojcu nie dał, i w tej dobie 
140 Jemu wygodzić wolał niźli sobie. 

Potem przez słone morskich wod bałwany 

Szczęśliwym wiatrem ojczyźnie oddany. 

Ukołysanej takim trudem głowy 

Nie zaraz w ustęp wprowadzał domowy, 
145 Ale ją w większe zaprzęgając prace, 

Na wielkich panów udał się pałace. 

I gdyby był chciał uróść, bez wątpienia 

I do honorów i dobrego mienia 

Drogę mu jego godność uścielała, 
150 Ale myśl jego indziej zamierzała. 

Przyszedszy tedy do dojrzałej pory, 

Już ślizkie dworów omylnych fawory 

I krwawy żywot niepobożnej wojny 

Wzgardził, stan sobie obrawszy spokojny. 
155 Z zacnym się domem spokrewnił Okszycow, 

Wysokich zasług w ojczyźnie dziedziców. 

Ten tak jest wielki i tak jest wysoki. 

Że i ten, który buja pod obłoki, 

(Który z Koronnym, tegoż pokolenia 
160 Ptakiem, dosiągł był spowinowacenia) 

Radziwiłowski orzeł, który gromu 

Jowiszowego skład mając w swym domu, 

Zwycięstwo z sławą ma jak na przy więzi, 

Na tegoż drzewa opadł był gałęzi. 



694 WIĘKSZE ZB. MORSZTYNA 425 

Szlo i potomstwo przodków swoich śladem, i6> 

Od których żonę wziął a ta przykładem 

I onym dawnym mogła być matronom 

I wszytkim wieku dzisiejszego żonom. 

Cnotą Zuzannie, gładkością Helenie, 

Męstwem zrównała Thrazeowej żenię. 17, 

W dobrych uczynkach, jałmużnach bez mała 

Nie wszytkim wieku swego przodowała. 

Z tą mu wiek kwitnął, z tą wszytko szczęśliwie 

Darzyło mu się, że on choć nie chciwie 

Starał się o to, przecie mu bogate 175 

Plony rodziła ziemia a zaś źa te 

Złota coraz to przybywało więcej, 

Tak że i stami mierzył już tysięcy. 

Aż po te same nieszczęsne pożogi, 

Które zapalił Zaporożec srogi. iso 

Aleć to fraszka, barziej on na pieczy 

Trwalsze niźli te miał doczesne rzeczy. 

Pobożny żywot, wszytkich cnot wybory, 

Święte uczynki; to to jego zbiory, 

To skarby były; tymi on bogaty ut 

Wszytkie tu za nic poczytywał straty. 

Gorliwość chwały Bożej tak mu była 

W sercu, że wszytkie insze przechodziła 

Jego starania; tę tak sobie ważył. 

Żeby był dla niej i żywot odważył. jw 

Acz i w domowe nie tak się był ściany 

Zawarł, żeby był nie miał być widziany, 

Gdzie go wołały potrzeby ojczyzny, 

Chociaż już w ten wiek swój w cnotę nieżyzny. 

Poselskie szranki, główne trybunały 195 

Tak jego cnoty osobliwe znały, 

Że co cnotUwszy ojczyzny synowie 

To między sobą miewali przysłowie, 

Iż Wołyń cały drugiego szlachcica 

Wyższego w cnotę nie miał nad Czaplica. 200 



426 WIRYDARZ 694 

A gdy z Kozaki wespół Tatarowie 

Poszli ku samej aż pod Zborów głowie, 

Serce ścisnąwszy w zamknionym Zbarażu, 

Nie omieszkiwał tak ciężkiego razu 
206 I na ostatnim niebezpieczeństw szańcu 

Stawił przy bożym żywot pomazańcu. 

Gdzie konie, wozy i cały rynsztunek 

(A był tam tego nie podły szacunek) 

I wszytko co miał stracił a sam zdrowy 
SIO Został; szczęśliwy okup takiej głowy! 

I znowu kiedy tenże ślizkiej wiary 

Rusin i z tymiż nastąpił Tatary, 

Choć w słabym barzo natenczas swym zdrowiu. 

Przecie ojczyźnie służyć pogotowiu, 
216 Konia nie mogąc dosieść, aż na wozie 

Stawił się przecie w królewskim obozie. 

Tam grzmot żelaza, strzał i kul hałasy 

I obozowe wytrwawszy niewczasy 

Nie wprzód do progów domowych obrócił, 
220 Aż gdy wielki kroi pogaństwo okrocił. 

Wrócił się zdrowo, bez szwanku, bez szkody, 

Bo go we wszytkie razy i przygody, 

Żeby w opiece boskiej został cały. 

Piorą anielskiej straży okrywały. 
286 Aliści w domu (któż z ludzi ulęże 

Przed ręką Pańską) prędko go dosięże, 

Srogą przeniknie serce jego raną, 

Niespodziewanie wziąwszy mu kochaną 

W poł wieku żonę: o jak żal surowy, 
2oo Jak to był ciężki, że sam mało głowy 

Swej nie położył. Jakoż życzył sobie. 

Żeby był w jednym z nią schowany grobie. 

Wypadał z żalu i na słowa takie: 

Znałem ja dotąd, o Boże, wszelakie 
285 W każdej i mniejszej i głowniejszej sprawie 

Dobrorzeczenie twe ojcowskie prawie. 



694 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 427 

Ale nie dla mnie. przyznać grzeszny muszę, 

Dla tej szlachetnej czyniłeś to dusze. 

Jej cnoty prawie niebieskie, jej cały 

Żywot niewinny i na mię ściągały 2+0 

Twe dobrodziejstwa. Miej już duszę moje 

W swojej opiece, o ziemskie nie stoję 

Rzeczy, umkni ich, bym lepiej uznawał, 

Jak wiele dobra, dla kogoś mi dawał. 

Lecz ten, który ma trosk i pociech losy, 24r. 

Starł łez obfitych z oczu jego rosy. 

Dobremu sercu co ciężkim frasunkiem 

Już usychało, pospieszył z ratunkiem. 

Takiego mu zaś dawszy przyjaciela. 

Który do swych cnot i przymiotów wiela 2.5) 

I sławy za nie, chwalebnym skończeniem 

Tak wiele przydał. Idąc za sumnieniem 

Przy świętej prawdzie zacna białagłowa, 

Przy swoim panu i umrzeć gotowa. 

Poszła z ojczyzny i ciężkie tułactwo 25* 

Za najprzedniejsze obrawszy bogactwo, 

Po rozbójniczych skałach i Beskidach 

W niewytrzymanych tułając się biedach, 

Zdjęta w półwieku jadowitym morem, 

Mężnych białychgłow i ta była wzorem. 260 

Piękne i nader przykładne pożycie 

Ich było z sobą, acz nie tak obficie 

W powodzeniu się jak przedtym darzyło 

I nie małą w nim znać odmianę było. 

Ale to winne te żałosne czasy 205 

I ustawiczne w ojczyźnie hałasy. 

A gdy już koniec (o sroga żałości, 

Ciężki kłopocie i dziś bez gorzkości 

I dziś cię bez łez nie wspomnieć) przychodził. 

Czy dobry anioł coraz go przywodził 270 

Jemu na pamięć? czyli też duch jego 

Czuł rozwiązanie od ciała swojego ? 



428 WIRYDARZ 694 

że w samych jeszcze początkach choroby 

Nie tak recepty, lekarstw i sposoby 
275 Zwykłe ratunku zdrowia, jako leki 

Z niebieskiej sobie wypraszał apteki. 

I możną ręką będąc przyciśniony 

Do niej że wzdychał a mając wiadomy 

Znać już swój termin, wszech zastępów pana 
•280 Wzywał schorzały: O wszakci odmiana 

Wszechmocny stwórco, i dekretów twoich 

Na całe państwa i miasta, gdy swoich 

Grzechów przed tobą płakały, nie nowa! 

Niechaj że, Panie, i ta biedna głowa 
285 Jeszcze w podziemne nie wstąpi podwoje. 

Która najświętsze sławi imię twoje. 

Cofni, o Panie, twój wyrok surowy, 

A wszakoż oto sługa twój gotowy. 

Czyń, stworzycielu, z stworzeniem co raczysz, 
290 Boć dufa, że go wiecznie nie przebaczysz. 

Że takie jego głosy żałości we 

Wskroś przebijały serca nieszczęśliwe 

Żony i dzieci, które się kąpały 

We łzach obfitych: a tu odbiegały 
2'J5 Coraz mdłe siły, coraz ubywało, 

Czym się zbolałe serce posilało. 

I tak jako sen na porannej zorzy 

W niespanej nocy spracowanych zmorzy, 

Jak cień spóźniony powoli zniszczeje, 
301) Jako gdy lekki wiatr znienagła chwieje 

Trzciną złamaną, jako gdy pochodnia 

Spalona i już strawiona od ognia, 

Tak on gasł właśnie. A jednak w baczeniu 

Całym i w dobrym rózga mion sumnieniu, 
^05 Dom rozporządził, dzieciom błogosławił, 

Którym za skarby nawiększe zostawił 

Błogosławieństwo niebieskie obfite. 

Cnotą przodków swych i swoją nabyte. 



6d* WIERS/.R ZB. MORSZTYNA 429 

Przy swych też własnych blogosJawiJ i tym, 

Którzy mieli być potomstwem nabytym. jio 

A gdy już termin przyszedł, gdy na zgonie 

Był już ostatnim, wtenczas o koronie, 

Do której bieżał, o drogim zakładzie 

Myśląc, na stronę ziemskie rzeczy kładzie 

A duch niebiosa przeniknąć ochoczy, su, 

Dźwiga ku górze konające oczy, 

I coraz imię najświętsze mianuje, 

Jezus, którym swój żywot pieczętuje. 

Dopieroż wtenczas płacz i krzyk niewieści 

Już się i w gmachach domowych nie zmieści. 8«o 

Idzie w przestrzenią i same niebiosy 

Wskroś przenikają żałobliwe głosy. 

A tyś szlachetny duchu za swym panem 

Wzleciał wysoko, aniś się kochanym 

Dziatkom i żenię nie ukazał więcej. ss;. 

Jużeś przyłączon do onych tysięcy 

Tysiącow świętych, które za swe straty 

Doczesne wiecznej czekają zapłaty. 

O tam przy prawym Zbawiciela boku 

Ujrzym cię da Bog, gdy w świetnym obłoku sso 

Ogromnym świętych wojsk przybędzie szykiem 

Z muzyką bożą i wielkim okrzykiem. 

Tam nad obłoki w Pana swego dworze 

Staną dworzanie, bo ziemia i murze 

Odda umarłych; a ci co żyć będą, ?8f. 

Wszyscy na trąbę anielską przybędą. 

Tam słonecznemu podobni promieniu, 

Rozjaśnieją się dobrzy w oka mgnieniu. ^ 

Tam już nie będzie krzyku, ni żałości, 

Ni strachu śmierci, ale szczęśliwości 84o 

Wiecznych zażywać będziemy. Przydź Panie, 

Przydź Panie Jezu, a przydź niemieszkanie. 

Wybaw nas prędko z tej gorzkiej niewoli, 

B) nas świat ciężko trapi, tobie kwuli. 



430 WiRYDARZ 695 

o opiekunie, ratuj twe sieroty 
S15 Ktore nieznośne ściskają kłopoty. Amen. 

695. Pamiątka zacnego wysokiej godności i osobliwych przy- 
miotów młodzieńca Stephana Trębeckiego wierszem opisana. 

Tegoż Z. M 

Uczone wiekopomnej Mnemozyny córy, 
Ktore na wierzchu sławnej rezydując góry 
Pijecie poświęcone Heiikonu zdroje, 
Pełne ducliow febowych, już porzućcie swoje 

5 Zwykłych zabaw uciechy a żałosne treny 
(Jakimi kiedyś sławne zabrzmiały Miceny 
Od żałosnego plonu niewolnic w Koronach)* 
Zacznicie, niech po wszytkich rozlega się stronach 
Lament i narzekanie. Już wasze ćwiczenie 

10 Już ow wasz wychowaniec, między blade cienie 
Ledwie co nie w dziecinnym wieku policzony 
Z ziemskich nizin nad górne wyleciał triony. 
Lecz raczej i prawdziwiej ty, o ludu Boży! 
Żałuj tak wielkiej straty i niech cię zatrwoży 

1.Ó Ten sąd Pański, że mając tak okrutnych zwierzów 
Pełno około siebie a czułych pasterzow 
Tak pilno potrzebując, jego w wielkie cnoty 
Bogatego i świętej pełnego ochoty 
Jak obiecaną ziemię tylkoć pokazano, 

20 A potym się skryć prędko pod ziemię kazano. 

nieposzlakowany w drogach twoich, Boże! 
Któż kiedy zbrodzić twoje tajemnice może? 

Jak wiele takich żyje, którzy dla swych zbrodni, 

1 słonecznego światła zażywać niegodni, 
-'5 Niegodni deptać ziemie, a tego godności 

I takich cnot chwalebnych w naj pierwszej młodości 
W nierozkwitłym pączewiu Atropos łakoma 
Jakoś nielitościwymi uszczknęła rękoma? 

* Dopisano: Nb. Vide Librum 13. Methamorph. Ovidii Lectione 
undecima. 



695 WlEttSZR ZB. MORSZTFNA 431 

Nie takiej ci pociechy, ojcze żałości wy' 

Po tym synu doczekać miał twój włos szedziwy, so 

Miał ci on w twe i w przodków wstąpiwszy strzemiona 

Sprawić, żeby te zacne żyły w nim imiona. 

Czego już takie znaki czynił znamienite, 

Jak wdzięczna wiosna lato uprzedza obfite. 

Poznałbyś Babilonie! Bo jeżeli który, ss 

Tedyby był ten pewnie burzył twoje mury 

Mieczem słowa Bożego, gdyż to nieomylna, 

Że choć jednaż broń, w drugiej ręce nie tak silna. 

A ten z naj pierwszej wieku niezrzałego cery 

Między święte policzon mogi być ka walery. .:o 

Ledwie co był dopędził siedmnastego roku, 

A już tak wiele umiał i w tak rączym kroku 

Przeszedł rożne nauki, że drugi w starości 

Ledwie może do takiej przyść doskonałości. 

W tej zaś jako przed niej szej, która o samego 4ó 

Opiera się majestat Pana najwyższego, 

O chwałę jego świętą, o wyrozumienie 

Skrytych jego tajemnic, największe ćwiczenie, 

Najprzedniejsze zabawy i święte nałogi 

Miał, że się mógł z przednimi równać teologi. 50 

JeśU mówił, dawnegoś słyszał Cicerona, 

Jeśli wiersz pisał, prawom posłuszny Marona, 

Tak był gładki, że swymi udatnymi rymy 

Mógł choć w niezrzałym wieku stawić się do prymy 

Z tymi, których wyniosłe czoła marmurowe 55 

Wkoło piękne okryły korony bluszczowe. 

Trudne arytmetyki, algebry głębokie. 

Dowcipnej Uraniej nauki wysokie, 

Wszytkę matematykę miał jak za igrzysko: 

Wielkie to było, ale piękne dziwowisko. gj 

Języki przytym grecki, hebrejski, łaciński, 

Niemiecki i francuski jako macierzyński 

Umiał; i wielkie już niderlanskiego 

Miał początki, choć za czas krotki, do którego 



432 WlftYDARZ 696 

66 Brzegu najpierwej wysiadJ i takiej ludzkości 

Doznał, z jakową rzadko przyjmują tam gości. 
Bo jako tu w ojczyźnie, którzy dobrze znali 
Godność jego, do kosztu nań się przykładali. 
Tak i tameczni ludzie, na swe go przejrzenie 

70 Wzięli, że o ich koszcie piękne miał ćwiczenie 
W przednich akademiach na placu Palady, 
Kędy zwycięzców drogie czekają zakłady. 
Tam choć w tak młodym wieku, często jednak z tymi, 
Którzy w nim i w nauce były dojrzałymi, 

80 Stawał z zdumieniem wszytkich i jak Stephan prawy, 

Lubo niedawnej jeszcze w tych gonitwach wprawy. 
Już na ostatnim prawie życia swogo zgonie 
Zjechał z placu z tryumfem w zwycięskiej koronie. 
A palmę niewinności, którą uniósł wcale, 

85 Pewnie mu na ostatnim dadzą trybunale. 

Tam go pod niezwiędłymi wszelkich cnot wieńcami, 
Między świętymi da Bog ujrzym młodzieńcami. 
Śmiertelnego zaś ciała popiół rozsypany. 
Lubo dalekiej od nas ziemi jest oddany. 

90 Na wieczną cnot pamiątkę które go zdobiły, 
Ten napis, do grobowej zaślemy mogiły: 
Tu cudownej młodzieniec cnoty i godności 
Oddawszy dług, ach! nader prędko, śmiertelności 
Wielkich pociech nadzieję zakopał w tym grobie 

9$ A nam tylko ciężki żal zostawił po sobie ^ 

696. Lament hospodarowej Jej Mości wołoskiej *. 

Czemuż o nimfo, tu z załamanymi 
Rękoma siedzisz na dzikiej pustyni 

A oczy twoje Toczą łez zdroje? 



* Podpisano : Umart powietrzem w Amsterdamie d. 1 iunii a. 1664. 
« Dopisano : Lupu^a hospodara wołoskiego to byJa żona, której córka 
byta za księciem Januszem Radziwilem. 



696 WlEUSZR ZB. MORSZTYNA 433 

Czemuż, o z morskiej powodzi zrodzona, 
W tej tu dolinie siedzisz porzucona? 5 

Kto cię tak srogi Odbiegł niebogi? 

Czemu, bogini, twa sroga prawica 
Pierś piękną tłucze a wdzięcznego lica 

jakie szkody, Szarpie jagody? 

Czemu rwie włosy, którym niezrównane 10 

Promienie ranej jutrzenki rumiane, 

Gdy złotym gońcem Bieży przed słońcem? 
Czemu żałośnie ku niebu wzniesione, 
Gdzie przekładają na szczęście szalone 

Troskliwe wargi, Płaczliwe skargi? is 

Czemuż wżdy przebóg tak Eury pierzchliwe 
Niosą po puszczy te głosy rzewliwe, 

Żal, narzekanie. Ciężkie wzdychanie? 
Luboć twe przecie tak są słodkie treny, 
Jakie śpiewają na morzu syreny, 20 

Jakie gra noty Apollo złoty. 
Jako więc nocił Orfeus troskliwy. 
Gdy go zmiękczony płakał zwierz gniewliwy, 
Gdy z rąk Plutona Wyrwana żona. 
I tyś zmiękczyła zwierzęta okrutne, S6 

Srogie niedźwiedzie i tygrysy smutne 

1 sam lew srogi Płacze twej trwogi. 
Posługując też zefiry życzliwe, 

To gdy cię chłodzą, to gdy twe rzewliwe 

Z poranną rosą Głosy roznoszą. 30 

Przejrzysty strumień wody kryształowy 
Smutnym szemraniem dźwięk wydaje nowy 
I nieme wody Płaczą twej szkody. 
Zmiękczona nawet okropna pustyni, 
Gdyć 2 swych kupresow chłód przyjemny czyni ss 

A wonne ziele Pod twój bok ściele. 
B(esp.). O ktoś jesi kol wiek! Jeśliś w swym żywocie 
Prowadził kiedy dni w gorzkim kłopocie, 

W tej mej ciężkości Pomóż żałości. 

Wirydan I. 28 



434 WIRYDARZ 696 

40 Jam jest (Niestytyż! ach niemasz takiego 

W caiym okręgu kł^ta odległego, 

Gdzieby kłopoty Biednej sieroty 
Tajne być miały), jam jest utrapiona, 
Na cel fortunie srogiej wystawiona, 
45 Jam Wasiiowa hospodarowa. 

Ktokolwiek wiekiem ugruntowanemu 
Państwu, kto szczęściu dufa znikomemu, 

W złota gromadzie kto ufność kładzie 
Ani się żadnej nie boi odmiany, 
^,j Gdy od fortuny płochej piastowany. 

Gdy mu omylna, Zda się przychylna, 
Na mię niech wejrzy. Jeśli które sławne 
Przykłady mają wieki starodawne. 

Że monarchowie Wielcy królowie 
55 Prędko w łańcuchach mogą być wodzeni, 

Czasem i żywo na ogień wrzuceni, 

Kiedy w godzinie Szczęście ich minie. 
Ze mnie dzisiejsze wieki nieszczęśliwej 
Srogiej fortuny mają obraz żywy. 
eo Hekuba stara, Sen to i mara 

Ze mną i z mymi troskami zrównana. 
Choć jej ojczyzna w popiół rozsypana. 

Choć przez miecz srogi Poległ mąż drogi, 
Choć ukochaną córę jej zarzniono, 
65 Choć wnuka z wieże wysokiej zrzucono. 

Choć się jej bali, Gdy los miotali. 
Tę przecie w żalach swoich ulgę miała, 
Że gdy wszytkiego oraz postradała. 

Już też los srogi Nie nalazł drogi, 
7.) Ktorąby był mógł jeszcze co nowego 

Do utrapienia przydać jej dawnego: 

Tak wszytkie groby, Wszytkie żałoby 
W kupę złożywszy, oraz opłakała 
A już się bogów niechętnych nie bała 
75 Ni gorszej doli Oprócz niewoli. 



t>96 WIEUSZK ZB. MORSZTYNA 435 

Mnie biednej koniec nieszczęścia jednego 
Drugiego stopień, gdym zdrajcę mojego 
A teraz pana, Władzy poddana, 
Który mię z paniej podlą niewolnicę 
Albo w swą brzydką wprowadzi łożnicę, so 

W nieczyste łoże, Broń mię, moj Boże! 
Albo w ciemnicy gdzie zamurowaną 
I już na wieczne więzienie skazaną 

Ach nieszczęśliwą Zagrzebie żywą. 
A mąż moj drogi, mąż moj utrapiony 86 

Abo gdzieś srogim mieczem położony 
Lubo zimany Dźwiga kajdany. 
Na toć go srogie fata wynosiły, 
Żeby go były ciężej uderzyły, 

By był wzniesiony Gorzej stłuczony. 90 

Na to do miejsca pomogły takiego, 
By był od zdrajcę chlebojedźce swego 

Niepostrzeźony Na kark strącony. 
Nieszczęsna córo, tyś pochodnią była. 
Któraś ojczyznę w popiół obróciła; 95 

Dla twej przyczyny Poszła w perzyny. 
Po cię niezbędni goście przyj echah, 
Gdy cię za żonę srogiemu żądaU 

Nie człowiekowi, Ale zwierzowi. 
Luboć rozbojem ma być to nazwano, 100 

O co za szyję trzymając proszono: 

Miecz, ogień, trwogi, Dziewosłąb srogi. 
Tak choć bez winy ojczyznęś zgubiła, 
Przecięć oGarą sama za nię była 

Nieszczęsna panno, Biedna Rozanno. ica 

A ty, o próżne w troskach mych nadzieje. 
Dla ciebie serce me najbarziej mdleje, 
Synu kochany, Jużeś zimany. 
Już twej niestetyż krwie niewinnej chciwy 
Ma cię w swych ręku nieprzyjaciel mściwy, uo 

Więzienieś swego Już poddanego. 

28* 



436 WIRYDARŹ 696 

Próżno niebożę wzroku szerokiego 
Powagą straszysz zdrajcę okrutnego, 

Próżno mu grozisz, Próżno się srożysz, 
116 Jako więc lwice potomek wspaniały 

Na myśliwego wzrok obraca śmiały, 

Choć z żadnej strony Niema obrony. 
Złóż przeszłe myśli, a w tak gorzkim czesie 
Weź te, które los okrutny przyniesie. 
120 Ciężka odmiana Niewolnik z pana. 

A jeszcze taki, że już do stolice, 
Z której dziś twoi zrzuceni rodzice, 

Już do własnego Dziedzictwa twego 
Nigdy nie przyjdziesz, kiedyś utrapiony 
125 U swych i obcych został ohydzony 

Przez pryskowanie. Zemści się Panie! 
O sroga ręko, okrutnym żelazem 
Śmiałaś się pastwić nad takim obrazem. 

Co mu żadnego Niemasz równego. 
180 Już to trzeci raz śniegiem zabielały 

Góry, trzeci raz kłos pozy na zrzały 

Dziłem Bellony Rolnik strwożony. 
Odtąd jak nasze nawiedził podwoje 
Zięć nieszczęśliwy, tak też oczy moje 
185 Nie osychają, Lecz we łzach tają. 

Teraz się jednak wszytkie wraz zmówiły 
Biedy i na mą głowę obaliły, 

Tak żem do ziemi Przybita nimi, 
Gdy nasz poddany zdradziecką prawicę 
140 Na pana swego podniozszy stolicę 

Wczora był manem A dzisia panem. 
Luboć niedługo taka jego dola: 
Do przepiorczego hospodarstwo pola. 

Którzy je znają, Przyrównywają. 
146 Myśmy to sami byli tak szczęśliwi, 

Myśmy naj pierwej prawie tak myśliwi 
Anim się znaU, Co panowali 



696 WIRRSZK ZB. MORSZTYNA 437 

Przez tak długi czas nad tymi zbójcami, 
Którzy się za nas stali ziemianami, 

Gdy było na nie Ostre karanie. iw 

Lecz ten dostawszy zdradą państwa tego. 
Jakim dozorcą będzie rządu jego, 

Jakim złym płajcą, Kiedy sam zdrajcą. 
Doczekam tego, źe co on dziś żalu 
Mego przyczyną, to jutro na palu i56 

Za tę mą szkodę Weźmie nagrodę. 
Lecz i ci wszyscy co mu pomagają. 
Niech się nagrody z nieba spodziewają, 

Że bez przyczyny I bez wszej winy 
Na nas powstali. Tak wielom junakom, i«9 

Węgrom, Wołoszy, Niemcom i Polakom 

Tak wielkiej mocy. Bez wszej pomocy 
Nie wytrzymałam. Bo gdy kula z działa 
Złego Tymocha po udzie zarwała, 

W tak ciężką trwogę Na mię niebogę i65 

Rząd wojny przyszedł, żem się przemieniła 
W lichą żołdatkę i przecie broniła 

Bez kul, bez prochu, Z garścią motłochu 
Zaporozczykow. Lecz cnotliwi Niemcy, 
Lepszy niż swoi byli cudzoziemcy, i^o 

Ci mię bronili, Ci nie zdradzili, 
Acz małą sławę, łupy niebogate 
Mają z niewiasty; pewniejszą zapłatę 

Wątpić nie trzeba, odniosą z nieba. 
Teć są przyczyny, dla których żałości 175 

Mych końca niemasz. Niech już w tej gorzkości 
Serce me taje. Póki łez staje. 
Póki tak ciężkie moje utrapienie 
Ludzkiej natury nie zmieni w kamienie. 

Bom w swej żałobie Kowna Niobie. i*> 



438 wiRYDAUZ 697 698 



697. Z Persiusza ». 

Wielki Boże! cięższego na srogie ty rany 
Nie dopuszczaj karania, jak gdy przekonany 
Umysł w niecnocie i sam przez się potępiony 
Drżeć i blednąc dla cnoty będzie porzuconej. 

5 Nie tak ci rozpalone sycylskie ryczały 

Woły miedziane, gdy je miechy poddymały. 
Ani tak miecz na cienkiej nici zawieszony 
Straszył kark choć w purpurę świetną obleczony, 
Jako tego, który już zapędzoną nogą 

10 Leci na kark zginiony niepobożną drogą, 

Nieuśpione katuje i dręczy sumnienie, 
Czego i swej najbliższej nie zwierzy się zenie. 

698. Horatianum (Carm. III, 2). 

W nędzy i w niedostatku, zaraz w młodym lecie 
Niewyrodny potomek niech zawsze w namiecie. 
Niechaj pod niebem twardy swój żywot prowadzi 
A w polu dużym drzewcem o piersi zawadzi 

5 Wściekłego najezdnika. Tak nań wylękniona 

Z zamku poglądać będzie tyranowa żona, 
Wzdychając: o gdybyż moj boju niewiadomy 
Mąż nie napadł na tego, co to zajuszony 
I niepohamov/any jako lew srożeje 

10 A nieuchronną ręką kr wie potoki leje. 

Pięknać rzecz i przystojna za ojczyznę miłą 
Polec i własną jej być przykryty mogiłą. 
Zwłaszcza, że też lękUwy przed nią* nie uciecze, 
Tak w grzbiet tchórza, jak w piersi śmiałego ta siecze. 

15 Cnota niefarbowana i męstwo wrodzone 

Świeci się, zasłużoną sławą ozdobione 

1 W >M lizie Domowej « nr. B. 

' W »Muzie Domowej* nr. 4 Tekst poprawniejszy, czytaj w w. 13 
śmierci zamiast przed nią; w w. 24 skrzydłami zamiast ^orom; w w. 14 
tu, nie ta. 



699—700 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 439 

I tak niewzruszonego zawsze animuszu, 

Że do baśni pospólstwa nie nakłania uszu. 

Czy nie piękniej szaż zawsze dzielność i ochota 

Niżeli próżnowanie gnuśnego żywota? 20 

Poty póki świat stoi, męstwo Hektorowe 

Nie będzie zapomniane i Achillesowe. 

Tym Alcyd i z Polluksem są między bogami, 

Takimi wyżej słońca wzbili się piórami. 

699. Z tegoż Horatiusza (I, 27). 

Panowie, nie wadźcie się i takiego grzmotu 

Nie czyńcie, nie wojsko to tu. 
Świece, kufle, szklenice, trunki co nas chłodzą, 

O jako daleko chodzą, 
Od zbrój krwią popluskanych, od świetnych pancerzów, ^ 

Od pałaszów i koncerzow. 
Wszakeśmy uczynili zaciąg pod tym chłodem 

Z winem i z tym starym miodem. 
A wiecie, że to Bacchus nie jest pan wojenny 

Tylko miły i przyjemny. 10 

Ale jak się rozchodzi często i samemu 

Zdoła Marsowi srogiemu. 
Że jakby nogi podciął, tak na podziwienie 

Uderzy nim więc o ziemię. 
Uspokójcież już, bracia, ten huk i łajanie, is 

Którym się grubi poganie 
Brzydzą, ale każdy swego pilnując wezgłowia 

Powinszujmy sobie zdrowia. 

700. Z tegoż. 

Witajże, brat cnotUwy! A czy zdrów, czy duży? 
Jakoż ci teraz szczęście na tym świecie płuży? 
Jakoż ci się też ten chleb żołnierski nadaje? 
Ale co cię przyniosło w te tu nasze kraje? 
Dawny moj dobry druhu, myć zawsze i w boju » 

Krew podle siebie lali i zasię w pokoju 



440 WIRYDARZ 701 

Niejeden dzień i z nocą złączony przepili, 

A zato że nas trwi czas, my go trawili. 

Mianowicie czy pomnisz, gdy ono w namiecie 
10 Ostatnią wytrząsł, potym dano nam po grzbiecie. 

My szczęśliwi chocieśmy stracili, że sami 

Uszliśmy i nie padli z drugimi trupami. 

Ty nie wiem jakoś uszedł, ale mnie się zdało, 

Że jakoby mię ztamtąd coś za łeb wyrwało. 
15 Dziękuj myż tedy Bogu, że te obie głowie 

Jeszcze żywe zostały, a za spoinę zdrowie 

Wypijmy choć po jednej. Ja dziś wesół będę, 

Gdy podle mego druha dawnego usiędę. 



701. Z tegoż. 

Widzisz jako już śniegiem przyprószone 
Góry, pola zbielały. 
Jak rzeki pozamarzały 

A drzewa gołe z liścia obnażone. 
5 Coż mamy czynić? siadszy przy kominie 

Z swymi dobrymi sąsiady 
Zażyj em sobie biesiady 

A tymczasem też zła chwila przeminie. 

Porucz to Bogu, jeśli cię co piecze 
10 A zażyj dobrej doli. 

Póki masz wiek powoli, 

Który jako wiatr tak z szczęściem uciecze. 

Ludzie nie wiedzą jako się starzeją. 
Dzisia się widzisz młody 
15 A jutroć te jagody 

Białym okryte śniegiem oszedzieją 

A żadną wiosną już nieodmłodzone. 
Nie spędzisz tego mrozu 
Do samego przewozu, 
20 Gdy na jezioro wpłyniesz niezbrodzone. 



702—703 WIKRSZK ZB. MORSZTYNA 441 



702. Z tegoż ». 

Chłopcze, przynieś ostatnią na stot wina flaszę. 

Co zjem, spijem, to nasze 

A jak biedni pomrzemy, 
Tak kosztownego wina już nie skosztujemy. 
Być się o wszytkie rzeczy serce troskać miało, 5 

Jużby go w nas nie stało. 

Jeżeli cię co boli, 
Wszytko szlachetnym winem zażyje powoli. 
Tym największy frasunek, gdy się łeb zagrzeje. 

Tak jako lod stopnieje. 10 

Nie zawsze Febus z łukiem; 
Czasem usiadszy z lutnią pod wesołym bukiem 
Bije w rozkoszne strony a echo w pustyni 

Dźwięki trojakie czyni. 

Mars nie zawsze srożeje, 15 

Nie zawsze srogo patrzy, czasem się rozśmieje 
I sam i wszytkich górnych mieszkańców rozśmieszy, 

Kiedy pod siecią dyszy 

A chromy tuż nad progiem 
Schyla się, by o podwój nie zawadził rogiem. so 

Bądźmyż tedy weseli, a lutnia cnotliwa 

Niechaj nam wdzięcznie przyśpiewa. 

Umieć ta pieśni siła. 
Zwłaszcza jeżeli sobie już w krasę podpiła. 

703. Myśl ludzka '. 

Powiedźcie mi słodkie strony 
Lutnie mojej ulubionej, 

* Te i poprzednie transpozycye z Horacjusza w >Muzie Domowej* 
nr. 24; w w. 8 zamiast zażyje: zgoi sie-, w w. 16 iWirydarzt mylnie 
swego zamiast srogo; zamiast w. 17, 18 czytamy w »Muzie« : Czasem 
swoim przypadkiem drugich rozweseli W sieć ziapany w pościeli; w w. 19 
juz (Wiryd. tui); 22 zaśpiewa (Wiryd, przyśpiewa). 

* >Muza Domowa* nr. 25. 



442 WIRY DARZ 703 

Po których kątach świata obłąkana 
Tuła się teraz myśl moja stroskana? 
6 Częstoć jej doma nie bywa, 

Często z niego wylatywa 
I skrzydłami swymi nieścigłymi okiem 
Lata tam i sam po świecie szyrokim, 

Tak że jej ni nocne cienie 
10 Zwabią ani świt przyźenie, 

Tak że jej czasem wyglądam niebogi 
Właśnie jak gościa z jakiej długiej drogi. 

Mocny Boże! tożeś wiele 

I w tym naszym biednym ciele 
^5 Zostawił znaków twej boskiej mądrości 

I niezrównanej cieniów wszechmocności. 

Najwięcej jednak swobodna 

Myśl jest podziwienia godna, 
Którą najbliżej w tej tu śmiertelności 
20 Przystępujemy do doskonałości. 

Coż na ziemi pod obrotem 

Słońca z jej porówna lotem? 
Nie tak ptak rączy, nie tak nieścigniona 
Leci z cięciwy strzała wypuszczona, 
5^6 Nie tak się ognie błyskają, 

Nie tak gromy wypadają. 
Tą człowiek, jako jest ziemia szyroka 
I jako długa, w jednym mgnieniu oka. 

Nim raz powieka zapadnie, 
30 Wszytkę może zwiedzić snadnie, 

Gdzie na Bazorskie bogaty skopuły 
Ormus pogląda, lubo gdzie insuły 

Kanarskie leżą, na końcu 

Świata, przy zachodnim słońcu. 
8* Gdzie od Grodontu akwilony wieją, 

Gdzie austry z krain, które dziś nadzieją 

Dobrą tamci nazywają, 

Co na południe mieszkają. 



'^"^ WIERSZE ZB. MORSZTYNA 443 

Zwiedziawszy nawet tutejsze Triony, 

Przeleci prędko i w podziemne strony. 4o 

Co więc w jednejże godzinie 

Tego się u niej przewinie? 
Nadto nie tylko po krainach ziemnych, 
Ale po morskich otchłaniach bezdennych 

Pływa, prędzej niż odziane 4b 

Łuską ryby obłąkane. 
Czasem nad górne słoneczne obroty 
Niezmordowane zanoszą ją loty, 

I znowu ztamtąd w krainy 

Ciemne srogiej Prozerpiny. 5y 

Zgoła nie najdzie rozum ludzki tego, 
Coby jej miało być nieprzystępnego. 

Powiedźcież mi słodkie strony 

Lutnie mojej ulubionej, 
Po których kątach świata obłąkana sf. 

Tuła się teraz myśl moja stroskana? 

W tamtej ci jest pewnie stronie, 

Od której nam wschodzi słonie. 
Tę, choć okropne Wulturny z niej wieją. 
Ja przecie dobrą nazowię nadzieją. «o 

704. Języki ludzkie *. 

Oset rad kole, pokrzywy parzają 
A starte polne języczki kąsają, 
Ale domowe w złości niezrównane 
Z tymi wszytkimi, kiedy wyuzdane 

Poczną się czyją zabawiać opieką, 5 

Kolą, kąsają, parzają i sieką. 
Nie tak szkodUwe sardyńskie krainy 
Zioła wydają; nie tak złe gadziny 
Jadem parskają w wszytkorodnej ziemi; 
Nie tak wąż świszczy żądły troistymi; 10 

* >Muza Domowac nr. 



444 WJRYDARZ 704 

Nie tak jest srogi, tak nieuchroniony 

Miecz na obiedwie strony wyostrzony 

Ani tak z szybkiej cięciwy puszczone 

Źeleźce w nagim ciele utopione; 
16 Nie tak okrutne były Atreowe^ 

Tasaki, kiedy rozciąwszy w połowę 

Dziatki niewinne w sztuki porąbały, 

Z których na rożnach jedne członki drżały, 

Drugie miotały wody wylęknione, 
20 Kotły jęczały na ogień wstawione. 

I kruk piekielny nie takiej srogości, 

Który żywego wydziera wnętrzności 

I gdy je spasie, drugie dodawaj ą 

Mąk wiecznych, kiedy coraz narastają. 
25 A lubo się też w przyjaznej podstaci 

Udać chce, niemniej okrutnie zatraci 

Jako trujące głodnego jagody, 

Jąk zarażone pragnącego wody, 

Jako syreny, co słodko śpiewają, 
80 Potym uśpionych w morzu zatapiają. 

Tak więc i pczołki słodyczą zwiedzione 

Złego języka do garła wepchnione 

Szkodnego ptaka, wnet drogo przypłacą 

Zdradnej ponęty, kiedy żywot stracą. 
35 Nie darmo pismo święte i prorocy. 

Pisząc o dziwnej tego członka mocy. 

Aż [go] do styrow wielkich przyrównują, 

Którymi całe okręty hamują. 

Tym Cyrce dobrych kawalerów siła 
*o Ulissessowych w rożne obróciła 

Podstaci żywe, martwe, aż w kamienie. 

Samo w swej mocy mając przyrodzenie, 



* Dopisano: >Seneca Tragicus in Thyeste scena quarta« ; później, 
do w. 22: iTycion*. 



704 ^ WiKRSZB ŻB. HOUSZTYNA 446 

że ci co przedtym ku niebu patrzali, 

W błocie z sprośnymi świniami pyskłali; 

Drudzy warczeli, szczekali i wyli, 45 

Gdy we psy ód niej obróceni byli. 

Byli i tacy, co łuskę i skrzele 

Mając pływali po jeziorach śmiele. 

Nawet i rozum, acz go nie zabrała 

Wszytkiego, jednak tak zapakowała, so 

Że sobie stan on wszyscy smakowali 

Ani o pierwszym wspominać dawali. 

Tym i słoneczne hamowała biegi. 

Tym i śród lata zimne suła śniegi 

I dżdże w połzimy lała, tym zielone c:. 

Drzewa kilkakroć na rok ozdobione 

Listem i jabłkiem a zaś drugie schnęły, 

Kiedy je możne słowa jej przeklęły. 

Tym nawet wiedma dziwnymi sposoby 

Zimne umarłych otwierała groby. eo 

Przez ten gadziny złe abo się dają 

Wziąć w rękę, abo w sztuki rozsiadają. 

Ten srogie wichry i chmury gradowe, 

Ten i straszliwe grzmoty piorunowe 

Trzyma, od tego w twardą klubę wzięty er. 

Piszczy jako wąż i sam czart przeklęty. 

Trzykroć szczęśHwy, co i jawnej zwady 

I potajemnej ustrzeże się zdrady 

Nieprzyjaciela tego, który suszy 

Szpiki, a ciało zabiwszy i duszy to 

Jeszcze chce szkodzić, gdy jej potępienie 

Naznacza, cudze nicując sumnienie. 

Który nietylko na niższe Triony, 

Ale na same niedostępne trony 

Najwyższych niebios (o złości przeklęta) ^5 

Targać się waży. Jak wielekroć święta 

Stolica pańska miewa obelżenia 

Od przeklętego języka bluźnienia? 



446 wmYDARz 705 

Taż niepoboźność i zajadłość wściekła 
80 Często w najgłębsze prowadzi go piekła, 

Ztąd ćmy nieczystych duchów niezhczone, 

W ten świat na sobie wiezie posadzone^. 

Ja gdybym wiedział, że te co z obory 

W jatkach, takiej że cnoty są ozory, 
«5 Odrzekłbym się ich, choć co je jadają. 

Że to najlepsze mięso powiedają. 

A jeśli zato, żem tu ich przymioty 

Zacne opisał, na swoje obroty 

Wezmą mię (bo któż przed nimi uciecze?), 
90 Doczekam, że je kat tyłem wywlecze. 

705. Na suknią niewolniczą JE. Mci pana Franciszka Krzynie- 
ckiego, jedenaście razy postrzelonego, anno 1656 *. 

Pytasz, co to za barwa i którego pana 
Ta z zgrzebnego płotniska uszyta sukmana? 
O w to stary wyjadacz, Mars, ow to okrutny 
Zw^ajca, bog ia-wawych bojow^, dzisia tak rozrzutny, 

fi Że już miasto pancerzów, miasto świetnych zbroi, 

Miasto lampartów, w taką barwę swoich stroi. 
Ale byś jeszcze widział i potrzeby, bracie, 
Jakie dano, że właśnie przystoją tej szacie. 
Jedenaście guzików rycerskiej roboty, 

10 Które ani szmuklerska ręka, ani młoty 

Złotnicze odko wały. ale je odlała 
Taż ręka, która do tej suknie przyszywała. 
A na przystaniu taką kolędę nam dali. 
Że się przy niej niektórzy i z duszą rozstali. 

15 Moja jakaś rogata, że jeszcze została, 

Choć dla prędkiego wyszcia tak wiele dróg miała. 



*■ Dopisano: > Kiedy klnie kogoc. 

• »Muza Domowa* nr. 22; w w. 15 i 16 czytamy tam: Moja ja- 
kosz (!) rogata, że została jeszcze, choć niejedno do wyszcia zrobiono jej 
miejsce. 



70G WlKUiJZh: '/.B. MOUSZl YNA 447 

Gdy nas tak częstowano, podobno był w gachy 

Ten nasz miły pan zapadł w Wulkanowe gmachy. 

I jabym go był wtenczas pilnować lam wolał, 

Prędzej bym go był ostrzegł i prędzej zawołał, 20 

Niż jego stróż ospały ^, że już wschodzi słońce, 

A takby go przy cudzej nie zastano żonce. 

Turczyn w miękkim jedwabiu, w świetnym złotogłowie 

Pers chodzi a bogaci w złoto Arabowie 

W złote kanaki, w złote stroją się łańcuchy, 'jfi 

Ty Moskw icinie wolisz sobole kożuchy. 

A moja takaż za me odwagi zapłata, 

Ta mizerna na grzbiecie zdziurawionym szmata. 

Przeto was żegnam wojska, a przywitam moje 

Was pożądane wczasy i lube pokoje. so 

Już się zaciągnę pod znak łaskawej Wenery, 

Wkroczę w nową z grzecznymi służbę kawalery. 

Wszak i Herkules we lwim łupieżu na łono 

Swą miłą posadziwszy, dźwigał jej wrzeciono 

A ta mu pyszne wstęgą z więzy wała skronie, sf) 

Tak więc sromu nie bywa w miłości zasłonie. 

Tobie, Gyprydo, gdy cię przyjazną uczuję, 

Piękną białych gołąbków parę ofiaruję. 

Tobie zaś dziewosłębia ofiaruję Juno, 

Równe miękkim jedwabiom podarować runo. 40 

Aż i owieczkę zarżnę pospołu z bliźnięty, 

Tylko mi pofortuni umysł przedsięwzięty. 

A ty zato, że ma tak zdziurawiona skora, 

Zły Marsie i starego nie godzieneś kura. 

706. Do JE. Mci pana Aleksandra Mierzeńskiego, porucznika 
księcia Imci Radziwita list, jadąc do wojska koronnego >. 

Mężny wielkiego wodza poruczniku, 
Z ktorymem nieraz w zacnej braciej szyku 

^ »Kur<. W w. 30 czytaj za »Muzą Domową*: Z dawna poządne 
wczasy i t. d.; w w. Al jagniety, nie bliźnieły; w. 42 zamysł; w. 43: A ty 
zatOy ze w ciele mym nie jedna dziura i t. d. 

» »Z Dojlidt dodaje »Muza Domowac nr. 20. 



448 wirydArź *7Ó6 

I surowemu (co częściej) Marsowi 

I szalonemu służył Bachusowi, 
5 Tamtego srogie krwią farbując pole 

A temu pełniąc ofiary na stole, 

Teraz w domowe dostawszy się ściany. 

Rzucam do ciebie prezent obiecany. 

Ubogie wprawdzie, bom sam nie bogaty, 
10 Nie mam nic nad ten birkut i bułaty, 

Ćwiczonej ręki Czerkiesina dzieło, 

Tak wiele się też pod Żwańcem zdobyło. 

Wiem, że cię zastał a ty z swą drużyną 

Liczysz godziny, rychłoli przeminą, 
15 Wiarołomnemu kiedy Rusinowi, 

Macie ćwiczenie dać Moskwicinowi. 

Jeźelić w polu tak stawać będziecie. 

Jako w Warszawie w twoim kabarecie. 

Zlęknie się Wiazma pono i w stolicy 
20 Pobledną z strachu zdradliwi zmiennicy. 

Czy to dni Florae? czyh też to owe 

Nastały były czasy Bachusowe? 

Widzieć was było kiedy między szyki 

Gęste iiieliszkow z wielkimi okrzyki 
25 Harcownik wpadał a sporsze kryształy 

Te się naj pierwej pod szablę puszczały. 

Toż się i śrzednim, co wielkim czyniło, 

Małego gminu i liku nie było. 

Idźcież w Boży czas a ja do Korony, 
80 Gdziem wiadom dziła ogromnej Bellony. 

Tam wasze między koronnymi syny 

Ogłaszać będę nieśmiertelne czyny. 

A skoro pierwszą potrzebę wygracie, 

Przez prędkolotną posztę gdy mi dacie 
85 Jako swojemu znać rezydentowi. 

Najjaśniejszemu w lot majestatowi 

Wszytko doniosę: tak kto większej sławy 

Dokaże, weźmie bogatsze dzierżawy; 



"^0' WiKIlSZfi ZB. MORSZTYNA 449 

Ci zasię, których nie tak znaczne czyny, 

Drobniejsze będą odbierać daniny. 40 

707. Do Imci pana Huryna, sługi księcia Imci pana koniuszego 
W. X. L. podczas odjazdu ks. J, M. do Baru. 

Luby moj bracie, moj zacny Hurynie, 
Wiem, źe ty tęsknisz po swoim Morstynie, 
Lecz on po tobie i po kompaniej. 
Byś wiedział w jakiej jest melankoliej! 
Gdy sobie wspomnię, żeście wy szli w pola^ 5 

A my w ostatni kąt leziem Podola, 
Przyznać się muszę, zacny Władysławie, 
Żem tu sam został, zajrzę waszej sławie. 
Lecz upominam, idźcie w ostrożności, 
Boć pewnie w drodze będziecie mieć gości, 10 

Na których przecie, choć was tam niewiele, 
Wiem, zacni bracia, uderzycie śmiele. 
Jak cny marszałek ^ dopadnie dzielnego 
Konia, Marsowi konsekrowanego. 

Jak lew w posoce smoczej zajuszony « 

Zwali pogański trup nieprzeliczony. 
We krwi zmoczoną szablą gdzie zamierzy. 
Zdechnie ordyniec, choć go nie uderzy. 
Czy małoż tam jest dobrego junaka? 
Koniuszy Mazur, z Litwy Komuniaka, so 

Twoja też ręka wiem położy wielu, 
W harcu i w boju odważny Danielu. 
Kosoch z Sowczyńskim i to piękna para, 
Wiem niejednego ubije Tatara. 

A i ty coś się rodził w Kompientynie 25 

Zacny Swinarski, niech twa dzielność słynie. 

* »Podobno ma być: żeście zeszli z pola*. Tr. domysJ mylny. W »Mu- 
zie Domowej* nr. 21 czytamy: żeście poszli w pola \ Huryn nazwany star- 
szym pokojowym (Bogusława Radziwiła), dodano w tytule >do Baru z obozu 
z pod Kamieńca Podolskiego ; w w. 2 po twoim zamiast po swoim. 

* »Mierzeński, marsza/ek wilkomirskit Tr. 

Wirydari I. 39 



450 WlRYDARZ "^OS 

Wypuść lotnemu wodze dzianetowi 

A utni lewe ucho ordyńcowi. 

A ktoź wypisze, abo kto wypowie, 
30 Jacy są w boju Kondratowiczowie? 

Ciebie nie wspomnię i z twoim rodakiem, 

Wam nie z ordyńcem, ale z srogim jakim 

Bić się gigantem. Któż takich zwojuje, 

Gdy we złym razie brat brata ratuje? 
8a Co wam też z pola uciecze. ostatek 

Wypadszy z Baru w pień wytnie Rogatek. 

A wasze boje, wasze krwawe szyki 

Niech Urbanowicz wpisuje w kroniki: 

Ow to wasz mędrzec, który na popisie 
40 Siedział na mule w zupełnym kirysie. 

Temuć najlepiej, zna się z Tatarami, 

Zjadł poł kobyły pod Gołogorami. 

Go mi też świeżo przywieziono z Rygi, 

Pstrągi, łososie, minogi, ostrygi: 
45 Z ubogiej, ale uprzejmej ochoty 

Posyłam lubej braciej na suchoty. 

708. Kostyrowie wojskowi. 

Usiadszy raz w namiecie na hetmańskiej warcie 

Trzej towarzystwa, chcieli szukać szczęścia w karcie. 

Tak przestawszy już gęby moczyć w wielkiej czarze. 

Zacięli się polskiego pasza po talarze. 
b Zaraz jeden: Dawajcie; wino się święciło. 

Wszak wiecie, że mi zawsze przyjacielem było. 

Aż drugi z dzwonki na stół: Bronię tej, zawoła; 

Duże, choć ich dwa tylko, żaden im nie zdoła. 

Żołądź! Ba i tej bronię. Bracia, ja się kaję. 
10 Nie dopuszczam, dograwaj, złe to obyczaje. 

Kajać się już za drugą: to dwie pierwsze, a ty 

Wiedz, panie, że już pewnej nie ujdziesz zapłaty. 

Jeszcze żołądź pod kozyr. Nuż ją. O tać moja. 

W ten jaka jest dawajcie, ba i ta obój a. 



'^^ WlBRSZK ZB. MORSZTYNA 451 

Teraz czerwień. Aż trzeci ow: bracie, kozyra. 15 

Płaćcież; tak więc wygraje^ skwapliwy kostyra. 

Pierwsze kocięta za płot. Nic to, dajcie karty 

A na kogo inszego scliowajcie te żarty. 

Ja Pasz. Ba i ja chociaż z trzema kozy rami. 

I ja choć z dobrą szpilą idę też za wami. so 

I teraz Pasz, przystawmy. Taka bywaj zawsze. 

Cztery wyszniki w ręku, to pieniążki nasze. 

Nużeż. Ba witaj mi to, znowu maść jednaka, 

Podźcie do mnie pieniążki, wszak wygrawa taka? 

Ten mknie talery, a ten już się z jadu kąsa, 25 

Coraz zawiesistego pociągając wąsa, 

Który mu się jak puhacz na plute odyma, 

A kartę jako jastrząb pazurami żdżyma. 

Panowie, kto przegraj e, niechaj się nie gniewa 

A kto wygrał, z drugiego niechaj nie przedrwiewa. 30 

A coż, by cię zabito! spodkiem do podołka 

Ściąłeś wnet tuza, jako złodziej czapkę z kołka. 

To łżesz, by cię zabito! Wej karta znaczona, 

Wej między nie i matka najszersza włożona. 

Ba i to łżesz jako pies, nie dowiedziesz tego, ss 

Jeszcze to nowe karty. Nuż jeden drugiego 

W gębę jak w maślny garnek. Stójcie! Obóz to tu, 

Nie ujdziecie panowie wielkiego kłopotu. 

Ci tu, drudzy ^ na bębnach. Ej nuż kosty maty. 

Wszak znajesz hracza, nie daj broszom zahybaty. *o 

Odynastych pod zapał, Osm; nuż toho to pana 

Osmihni z ferezyjej i toho kaftana. 

Karczemna to, ubijesz. Ej nuże kwatrami 

Lub zyz z tuzem lub cynek z dryją, szczęście z nami. 

Ot jest, daj bracie stawkę. Nuż try siem, kostenka, « 

Ot cztery niewieliczkie, lulenki maleńka. 

* »Towarzystwoa Tr. Przy w. 16 zamiast wygraje » przegra wa« Tr. 
W ten w. 14 przy kartach, dodawanie do maści. W sMuzie Domowejc 
nr. 29 > Kos ty rowie obozowi*. 

* tPiecbotat dopisał Trębcki; przy wierszu 77: » Chłopcy*. 



452 WIRYDARZ 708 

Czerczata niebożata. Ej nuż na boloty. 

Ot Rucki z chorągiewką, daj czerwony złoty. 

Teraz ze Odynastych. Kości, szczypiesz gracza; 
50 Zgryzę cię. Ej strzęśniże, dobra się naznacza. 

Ej budet, pod wiązuj et. Ej nuże szestyniec, 

Sześć będzie jeść i pannie zostanie, na wieniec. 

Dwie dryje za sześć, chybia siedmiu; tak kościana, 

Tak z boUka urobisz weJikoho pana. 
55 Odynastych i po to. Dajcie posięźnego, 

Nazbyteście to, panie, rączy do cudzego. 

Ej nuźeż Odynastych. Dziesięć. Nuż cynkami 

Kusznierskimi, stoikami Abrama zubami. 

Ej piat, opiat podwiazuj, będzie ta po chwih, 
«o Wszak pod Piątkami naszy kozaków pobiH. 

Ot jest, nuż znowu trysiem, ot panu dwanaście! 

Panie, przegraje taka, te kreski pomażcie. 

Ej siem znowu. At Esy, znowu się przegrało! 

Kości, czy nie znasz gracza, a coż ci się stało? 
65 Ej budesz koh schoczesz. Jedź, bracie, i po to. 

Pobrał djabeł monetę, niech weźmie i złoto. 

Hajwo kości pod stołem, pokaż je sam dziecię, 

Czy nie macie tam drugich, bo wy to umiecie? 

Wej pogańskiego syna, jak poszaibierował 
70 Kostkę, jak ją podłubał, jak w nię naspiżował 

Srebra żywego. Wej że jak po jakim ledzie 

Po smarowanym stole, przetomci mu jedzie 

Kostka, jako ją złoży. To łżesz, chybaby to 

Sam umiesz szalbierować, bodaj cię zabito! 
76 Zdechniesz pogański synu, tylko cię raz chopię. 

Ej stójcie, garłem gracie w hetmańskiej to szopie. 

Tam do djabła na majdan! Trzeci warstat zasię 

Już się nie w takim, jak te odprawiał hałasie. 

Bo pod i^łociennym płotem usiadszy dwaj cicho 
80 Jeden cot, a zaś drugi częściej wołał licho, 

W hszki kozackie. A w tym, do koni! do koni! 

Krzyk po wszytkim obozie, nuż od kart do broni. 



709 WIEItSZE ZB. MORSZTYNA 453 

Konia, Wolski! Ej niemaszci pieskiego syna, 
Czyć go djabli porwali, tego poganina? 

709. Pamiątka dobrego konia, anno 1655 *. 

Muzy, o piękne muzy, nadobne boginie. 
Wszak wam i dzisiaj ten zdrój kryształowy piynie, 
Który od wieków w twardej opoce zakryty 
Lotny Pegaz bystrymi wykowal kopyty. 
Pomniąc tedy na dary konia skrzydlatego s 

Wspomnicie i potomka jego dropiatego, 
Który choć skrzydeł nie miał, ale jego biegi 
Takie, źe na dopiero przyprószone śniegi 
Wypadszy, tak po wierzchu rącze zbierał nogi, 
Że po sobie najmniejszej nie zostawił drogi. lo 

Mógł i po zrzałym zbożu biegać niewściągniony 
A kłos lotnym kopytem żaden nieruszony. 
Gdy też położonego dopadał zakładu, 
Na nieruszonym piasku nie znać było śladu. 
• Na wodę co dziwniejsza nieraz zapędzony is 

Zabiegł staje i drugie rowien nieścignionej 
Łodzi i zasię w tymże locie się wróciwszy 
Upadał na brzeg, ledwo co kuty omoczywszy. 
Co się na nim nabiło wilków, co rogaczow, 
Co odyńcow bez sieci, bez psów i bez szczwaczow? 20 
A kiedy do herapu, to więc przed wszytkimi 
Dropiaty naprzód chodził charty najrętszymi. 
Czasem i minął kota, że nim się pokwapię 
Nazad nim nakierować, aż już po herapie. 
A kiedy się wojenne muzyki krzykliwe 25 

Ozwały, wtenczas serce znać było w nim żywe, 
Co i bez kańczuka, bez pręta, ostrogi 
Podnosił się, żeby mu mógł podpaść pod nogi 

* »Muza Domowat nr. 30. dO koniu wziętym ze mną w potrzebie 
z Szwedami pod Krakowem d. 20 iunii a. 1656«. W. 8— 10 brzmi w »Mu- 
zie« : »Takie były, że kiedy wypadi więc na śniegi Przyprószone, tak po 
nich rącze zbieraJ nogi, źe po sobie i t. d. 



454 WIRYDAttZ 709 

A jako swe trębacze wygrawali noty, 
30 Tak hasał i tak gładkie kierował obroty. 

A jeśli też o jego chcesz wiedzieć urodzie, 

Wierz, źe nie na cudniejszym w samym Carogrodzie 

Siada najwyższy wezer, kiedy na dywany 

Tysiącmi kawalkaty byw^a wprowadzany. 
35 Na takim więc nadobna Kamilla siadała. 

Gdy mężna dziewka zbrojne hufy przerywała. 

Na takim on zwycięzca wielki, co po słupy 

Alcydowe z całego świata pobrał łupy. 

Naostatek pewnieby i febusowego 
40 Cugu był nie poszpecił u wozu złotego, 

Gdyby który skaleczał lubo ochwacony 

W morzu lub od Wulkana w Lemnie zagożdżony. 

Nozdrza, te żywe ognie pryskały szeroko 

Rozdęte a wesołe i wypukłe oko; 
45 Uszko ostre a główka sucha, zaczesana. 

Na kształtnej szyi grzywa, jak brew zamuskana, 

Pierś jak u owych dziewic, co dzieciom ssać dają, 

Z której suche a gładkie nogi wyrastają, 

Ani wielkich goleni, ani wysokiego 
60 Kuta, ani kosmate, ni rogu skąpego 

Brzucha nie znać, tylko się trochę u hrubego 

Moszna zawiesił, uda zaś podkasałego. 

A krzyż i grzbiet tak płaski, że choć czasem w ciele 

Nie był, przecie położyć na nim się mógł śmiele. 
55 Zgoła cokolwiek innym pięknego zdarzyło 

Przyrodzenie, to wszytko w jednym widzieć było. 

Chodziwy, gładki, rączy, obrotny, szłapisty*, 

Pracowity, powolny i nienarowisty, 

Wesoły i stateczny, rzeźwy, natarczywy, 
60 Nog pewnych, gęby dobrej, czuły, nielękliwy. 



1 W »Muzie Domowej* szyk rytmiczniejszy : Gładki, rączy, cho- 
dziwy, obrotny i t. d.; w w. 63: Dostał się był? czy ten znak i t. d. 



710 WIHRSZR ZB. MORSZTYNA 455 

Z. miał na prawym udzie, znaczne z wypalenia, 

Czy dlatego, że panu takiegoż imienia 

Dostał się ? Czyli ten znak dlatego wyryty, 

Że znaczny, zawołany był i znamienity? 

Czyli też (bowiem na Z poczyna się i to) es 

Że mnie i z nim pospołu mało nie zabito? 

I dlatego i przedtym w takiej bywał sławie, 

Że na nim wielki hetman^ jeździł po Warszawie. 

I tu kędy się dostał w takim był szacunku, 

Że go wielkiemu panu słano w podarunku. 70 

Lecz równą pierwszej dolą, znowu go pohańcy, 

Naszy pobratymowie wzięli i z posłańcy. 

Jużże cnotliwy koniu niechaj tam po Krymie 

I po dzikich Nahajach dzielność twoja słynie 

A ja cię nie zapomnię, bo póki żyć będę, 75 

Już podobno równego tobie nie osiędę. 

710- Lament w zakochaniu. 

Czemu mię srogi i nieubłagany 
Kupido trapisz? przecz okrutne rany 
Sercu zadajesz? Czemu za cel nowy 
Stawiasz je oczom pięknej białej głowy, 
Z których postrzały na mię wymierzone 6 

Tam się wracają, skąd są wypuszczone 
I czynią cudem dotąd nieznajomym. 
Że wraz zwycięzca pada zwyciężonym. 
Czemu mię wdawszy w okowy miłości 
Wszytkie zagradzasz drogi do wolności? 10 

Czemu mi dajesz i bierzesz nadzieje? 
To wiatr pogodny, to przeciwny wieje. 
Trujesz a wszytkie odcinasz sposoby 
Wyszcia z tak ciężkiej i smacznej choroby. 
Bo gdy się człowiek w swym nieszczęściu śmieje, 16 

W chorobie kocha, tam niemasz nadzieje. 

* Dópitano: Janusz Radziwił wojewoda wil. i hetman wielki W. X. L. 



456 WlRYDAllZ 711 

Pragnę wolności, niewolą smakuję, 

Rzucam kajdany i zaś je całuję. 

Pragnę być w jedno ciaJo z tą spojony, 
20 2 ktorąbym rad był morzem rozdzielony. 

Słońceli świeci, nocli dzień zawiera, 

We mnie ma troska nigdy nie umiera. 

Ta mię w dzień suszy, ta mi się na oczy 

Pospołu ze snem najpierwszym wytoczy. 
25 Obracam ciężki kamień wespół z onym 

Do nieskończonej męki potępionym. 

Już będziem w górze i zaś nieskończone 

Zamysły prędko na doł pochylone. 

Pragnę jak drugi Tantalus ochłody 
80 A wpośród zdroju nie dopadnę wody. 

Głód ciężki cierpię a wargi łakome 

Oszukiwają owoce znikome. 

Zlituj się proszę, czasie pożądany, 

Lekarzu serca, a okrutne rany 
35 Nielitościwą zadane mi chęcią, 

JeżeU można, ulecz niepamięcią. 

711. Epithalamium pewnym osobom. 

Moje kochane, moje drogie siostry, 

jakoźeście przyszły na hak ostry! 
On wasz panieński piękny stan wesoły 
W niewieście biedy, kłopoty, fasoły 

5 Przemieniłyście; a zabawy wasze 

Będą niedługo dzieciom warzyć kasze. 
Co przedtym wonne zdobiło was ziele. 
Powlecze się sieć niekształtna po czele. 

1 sameć kształtne i tak wcięte w pasy 
10 Prędko będziecie jak kapustne fasy. 

Rozumiem, że wam tej krasy ubędzie, 
Kiedy w rząd druga swój zagon osiędzie. 
Nie klockami to po stole przebierać, 
Z ostem pokrzywy z zagonów wybierać 



711 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 457 

Lubo w żarnach mleć lubo u kądziele 15 

Zgrzebne pazdziorki gryźć. O jako wiele 

Tych speciałow biedne wyplujecie. 

Dając znać, jako ten stan smakujecie. 

Oznajmuję wam, że tu dla was obu 

Nagotowano niesmacznego bobu, 20 

Zgniłej kapusty a przytym zawczaisu 

Przysposobiono śmierdzącego kwasu 

I napieczono dla tak miłych gości 

Czarnego chleba z plew, otrąb i ości. 

Sąsiedztwo takie, gdy się wychylicie 15 

Za próg z chałupy, zaraz usłyszycie, 

Czegoście pono nigdy nie słyszały, 

Lubo i w domu wczas i pokój mały. 

Dzieci gwałt nagich, brzuchy jako lutnie, 

Wszytkoby jadły a płaczą okrutnie. so 

Jedno się stłucze a drugie oparzy, 

Wrzask, krzyk, a czeladź ustawnie się swarzy. 

Druga zaś państwo okradszy uciecze, 

Tak się za jedną druga bieda wlecze. 

Aż pan małżonek: a jamci szalony! ss 

Zachciało mi się w takie czasy żony. 

At kiedy człowiek biedy sobie szuka, 

Lepiej było gdzie służyć za hajduka 

I krwawię robić na tę sztukę chleba 

A mniej by było jednemu potrzeba. 40 

A kiebym^ jeszcze miał też pomoc jaką 

Z tej miłej żony, ale pluchą taką 

Zarażono mię. Abom ja pisała 

Do ciebie, abom po cię posyłała? 

Jejmość się oz wie; świateś mi zawiązał 45 

A któż cię prosił, żebyś się obciążał 

Żoną i domem, kiedy temu sprostać 

Nie umiesz, i mnie lepiej było zostać 

* »Poclobnoby lepiej: A gdybyma. Tr. 



458 WIRYDAkZ 712 — 713 

u pana ojca, niż być niewolnicą 
so A ty choćbyś był został i woźnicą. 

Aż pan do kija; pani krzyknie rata! 
Biegaj dziewczyno w skok do pana brata. 
Ej stójcież, panie! Nie bijcie mi siostry, 
Bo o jej krzywdę mam ja pałasz ostry. 

712. Biedy podróżne. 

Zabłądziłem nieboras, barzo w ciemnej nocy. 
Deszcz mię siecze pospołu z śniegiem w same oczy. 
Konie oba ustały, drygancik i z klaczą, 
Żona chora i zrzędzi, dzieci barzo płaczą. 

5 Ulgnąłem w srogim błocie, koło się złamało, 

Bartek od koni uciekł, mnie już sił nie stało, 
Sam tylko woz dźwigając, a jeszcze bez drąga, 
Głodnym jak pies, na strawę nie mam i szeląga 
A przed trwogami trzeba uchodzić co prędzej, 

10 Jeśli to mało pociech, powiedz mi co więcej! 



713. Na znamię. 

Śliczna muszeczko, siłaś się ważyła, 
Żeś się na takim miejscu posadziła, 
Ktoregobym ja choć pocałowanie 
Miał za swe szczęście; a tobie mieszkanie 

6 Na tak kosztownym gruncie pozwoliła 

Natura, czym w nas wątpienie sprawiła, 
Gzy ty twarz zdobisz, czyli też twarz ciebie, 
Jak jasną gwiazdę na pogodnym niebie. 
Ale ostrzegam, niedługimi czasy 

10 Niewielkie muszko będziesz miała wczasy. 

Boć się to stanie na wdzięcznym policzku. 
Go bywa muchom u Włocha w kieliszku. 



14 -7tÓ WIEUSZK ZB. M<»K8ZTYNA 459 



714. Gdy książę Imć Bogusław Radziwił u stołu kurfirsta Imci 
w Królewcu siedział, a przeciw niemu trzy księżniczki kur- 

landzkie in anno 1669 K 

Znowu ziemskiego Jowisza biesiady 
Pamiętne światu wznieciły nam zwady, 
Kiedy za pełnym ambroziej stołem 
Pięknym usiadszy trzy boginie kołem 
W wielkiej o gładkość zazdrosną niezgodzie 5 

Ciebie pierwszego w śmiertelnej urodzie, 
Cny Radziwile, sędzim obierają. 
Od ciebie jabka Eridos czekają, 
Luboby pono druga z nich wolała, 

Żebyć jak Ewa Adamowi dała. 10 

Patrz jako piękne, wdzięczne na wejrzeniu, 
A że i smaczne i że podniebieniu 
Smakować będzie, wątpić nie potrzeba, 
Śmierci w nim niemasz. Sameć zato nieba 
Rękojmią będą, że za przeszłe szkody 15 

Nikt ci tak smacznej nie weźmie nagrody (jagody). 

715. Epithalamium Jmci panu Janowi z Mierznia Mierzertskiemu, 
marszałkowi Wiłkomirskiemu, staroście wasilkowskiemu; ale 

niezdarzone raczej w epitafium obrócone niżej. 

Daty bogów w imieniu^. 
Jowisz z Minerwą darowalić głowę, 
Apollo swój łuk i strzały gotowe. 
Neptun da trydent, gdy będziesz na wodzie, 
Mars serce, Wulkan broń pewną w przygodzie. 
Juno cię sama w stan małżeński swaci, ^ 

Erycyna cię w potomstwo zbogaci. 
Rączy Merkury rzeźwość w tobie wznieca, 
Złoty Kupido białej płci zaleca. 

* »Muza Domowat nr. 32; w w. 2 wróciły nam. W tytule niezna- 
czne odmiany. 

> »Muza Domowat nr. 27, str. 259—275. 



460 WIKYDARZ 715 

Eolus wiatryć posyła szczęśliwe, 
10 Najady wszytkie tobie są chętliwe. 

Sybilla też tak prorokuje, źe cię 
Kroi skarbów Pluton zbogaci na świecie. 
I jeszczeby się więcej napisaJo, 
Ale już imię i pióro ustało. 

Bankiet hogow. 

Tam kędy bramy Olimpu jasnego 
Najwarowniejsze, gdzie się Gyklopowie^ 
Chcieli dobywać za wieku dawnego, 
W kupę zebrani niebiescy bogowie 
5 Iz boginiami wespół, piękne koło 

Zasiadszy sobie w lubej kompaniej. 
Niebieski bankiet zaczęli wesoło, 
Nektaru ani skąpiąc ambroziej. 

Wszytkie powagi i swe dostojeństwa 
'^ W tak dobrej myśli złożyli na stronę. 

I mały z większym zażył bezpieczeństwa, 
Ani tam dbano na złotą koronę 

Ani na srogi piorunu Jowiszowy, 
Ale jak za brat z nim bogowie mniejszy. 
15 Jak sobie dobrze już zagrzali głowy, 

Apollo naprzód ze wszech najświetniejszy 

Uderzył w słodkie dźwięki lutnie złotej 
I już nie dumę, którą po swym synie 
Grając, teskliwe uśmierzał kłopoty, 
20 Ale te, które przy niebieskim winie 

Tak wesołemu służyły czasowi 
Grał wdzięczne pieśni. Wenus choć jej chromy 
Pilnuje, coraz przecie ku Marsowi, 
On wzajem ku niej mają wzrok skłoniony. 



* W » Muzie Domowej*: hedy Cyhlopowie Dobywali sie za wieku 
dawnego] w w. Q w dobrej kompaniej. 



715 WIKIISZE ZB. MOKSZTVNA 461 

Już nie posępny jak zwykł i surowy k 

Okrutny dyskurs o bitwach prowadzi, 
Ale w pieszczone wdaje się rozmowy 
I wszyscy widzą, że męża odsądzi 

I on sam baczy, ale trudna rada, 
Bowiem sil jego i serca wiadomy, so 

I wiedząc dobrze jako zła z nim zwada, 
Milczy, choć mu się przymyka do żony. 

I Jowisz nawet swe dawne amory. 
Dla których w rożne kształty przemieniony 
Spuszczał się na doł niejedenkroć z góry, so 

Wspominał sobie już rozweselony. 

Juno królowa swoje przeszłe żale, 
Krzywdę gładkości, jabłko odsądzone 
Z wesołych myśU wyrzuciła cale. 
Lubo w powadze tej, która na żonę 4u 

Starszego bogów przystoi; Cererze 
Wypadły z głowy po córce straconej 
Lamenty; także i Pallas w swej cerze 
Zwykłej panieńskiej srogiej niezmiękczonej 

Odmieniła się. Merkury figlował « 

To w karty, w kostki, we gry rozmaite 
Przez rożne sztuki fortuny probowEił, 
Bacchus zaś swoje likwory obfite 

Nieskąpą ręką toczył. W tym zawoła 
Jowisz: A wiecież co to za przyczyna, w 

Żeśmy u tego dziś weseli stoła. 
Wiecie co to za dobra nowina 

Tę nam dobrą myśl teraz skojarzyła? 
Juno bojąc się żebym jednej wdowy, 
Która gładkością swoją przechodziła sr. 

Wszytkie śmiertelne insze białegłowy, 

Nie upodobał sobie (lubo próżne 
Jej strachy były, bo jej Pallas sroga 
Strzegła, i choćbym się w podstaci rożne 
Mienił, proźnaby na doł moja droga) 6o 



462 wrRyDJk.KZ ^15 

Wyswatała ją. Ale za takiego, 

Któremu między mieszkańcy ziemskimi 

Nie zaraz pono znalazby równego. 

Ow tOj ow, cośmy go darami rożnymi 
65 Ubogacili. Więc gdy kreatury 

Nasze, za naszym idąc rozrządzeniem 

Wesołe, i my patrząc na to z góry, 

Dobrze, że ten czas takim posiedzeniem 
Strawimy sobie. Ale ty tymczasem 
70 Leć co najprędzej pośle skrzy dłonogi 

I nad wysokim stanąwszy Parnasem 

Powiedz to co się dzieje między bogi 

Muzom i rozkaż, żeby swym porządkiem 

Każda tej parze szczęścia winszowała. 
7ó Ty Febe z lutnią chciej im być początkiem, 

Aby tak była harmonia cała. 

Apollo 1. 
Teraz o złota, teraz moja lutni! 

Wszytkie te treny i lamenty utni, 

Któreś po synu moim Faetonie 
81) Brzmiała, gdy bystre nosiły go konie. 

Prawdać że serce moje był zażalił, 

Kiedy niebieskim ogniem świat zapalił. 

Ale już tego zapomni w tej dobie, 

Ani wspominaj onych czasów sobie, 
8. Gdyś mię cieszyła smutnego pasterza, 

Który danego pilnując przymierza 

Oddałem wdzięczność lepiance ubogiej, 

Gdym jej chciał bronić od tyranki srogiej. 

I to minęło, kiedy dla kradzieży 
90 Wydanej nabył niezwykłej odzieży 

1 Odmiennie w »Muzie Domowej* : 2'eraz wdzięczne lutnie mojej 
:<frony Uśmierzcie dawni/ zol nieutulony... Ale juz tego zapomnim w tej 
dobie Ani tych czasów tcspominajmy sobie, Kiedym wygnaniec z nieba mie- 
dzy lasy i t. d. 



715 WIKUSZPJ ZB. MORSZTYNA 463 

Zdradliwy pasterz w kamień obrócony. 

Ale mi takie pieśni wdzięczne strony 

Zabrzmicie, jakie więc moi uczniowie 

Grając, i w głuchej wzniecili dąbrowie 

Nowe wesela, że drzewa skakały, 95 

Kamienie nawet w kupę się zbiegały. 

Wy teź o siostry! z parnaskiego zdroju 

Dziś jeśli kiedy zażyjcie napoju. 

Co jedno która umie i co czuje 

Sił w sobie, niechaj tej parze winszuje. 100 

Mnemosine mater musarum ^ 

Gdziekolwiek księżyc krzywe stawia rogi, 
Którymi ziemskie oświeca niziny, 
Temu wszytkiemu zębaty i srogi 
Nieprzeskoczone zakłada terminy 

Czas, skaźca rzeczy. Kędy się podziały 105 

Teby, Ateny? gdzie Rzym, sława świata? 
Tamte się z ziemią pospołu zrównały, 
Tegoby dawne nie poznały lata. 

Gdzie Sparta, Korynt? kędy zawołane 
Sławnego Cypru bogate struktury? no 

Wszytko popiołem leży przysypane, 
Wszytko upływa, jak powódź, jak chmury 

Wiatrem pędzone, jako cień zpożdżony 
Pospołu z słońcem gasnącym niszczeje. 
Sam tylko jeden człowiek obroniony 115 

Od takiej skazy, sam jest tej nadzieje 

Pełen, że tego co tu za żywota 
Czynił dobrego, nigdy nie zaginie 
Wieczna pamiątka. 1 ztąd ci ochota 
Przed chorem córek mych mnie Mnemozynie iro 



*) Trębecki dopisywał znaczenie: pamiątka; astrologia; komedja; 
arytmetyka (Terpsichore) ; poesis; oratoria (Thalia); agricultura (Melpo- 
menę!); architektura (Euterpe); geometria (Clio). 



464 wiR^DARż 715 

Roście, bym wieku podała późnemu 
Dzielne marszałka tak zacnego sprawy, 
Żeby z postępków jego każdy swemu 
Życiu brał przykład. A jeśli łaskawy 
125 Wrogi jQnie nie myli i jeśli me rymy 

Godne pamięci, jego żywot godny, 
By był wspomniany zawsze. Niechaj Rzymy, 
Sparty, Ateny i ta której jpłodny 

Koń dobyła leżą a niechaj zostaje 
ISO Jego pamiątka, póki morskie szklane 

Marmury pełne ryb, a żyzne kraje 
Sprawuje rolnik; póki się różane 

Zapalać będą zorze; póki wiatry 
Zbijać się będą o wysokie Tatry. 

Urania. 
rób Podniozszy w niebo nieuśpione oczy 

I tam pojrzawszy, gdzie się wielki wije 
Z jasnopromiennych gwiazd uwity smoczy 
Ogon, poj rżałam i tam, kędy bije 

Blask świętej panny, co z ziemskiej krainy 
140 Dla złości ludzkiej w złym wieku żelaznym 

Do empirejskiej leciała dziedziny, 
Ale i ztamtąd cna dziewka przyjaznym 
Okiem na ziemię patrzą, jeśU złota 
Z pierwszego wieku jaka odrobina 
145 Jeszcze została? Lecz widzi, że cnota 

Za nic i dobrym być największa wina. 

Poj rżałam dalej, gdzie pod niedźwiadkowym 
Brzuchem świeci się sprawiedliwa waga, 
Która nie ciężkim ładowna ołowem, 
160 Lecz godność, cnota, dzielność i odwaga 

Na jednej szali, na drugiej bogate 
Kruszce, kamienie, perły, odmiennemu 

» Wróg -los; 129 mowa o Troi; 142 Astrea. 



"^lÓ WIER8ZB ZB. MORSZTYNA 465 

Szczęściu znikome dobre na zapłatę. 
A gdy się pilno przypatruję temu, 

Aliści widzę, że ta, w której cnota, 155 

Jak marmur w wodę idzie w niż z ciężarem, 
W drugiej zaś z pereł i szczyrego złota 
Stało się pierze; nadto ta pożarem 

Jasnym się świeci; tamta zaciemniona. 
Kiedy się pytam, jakaby to była leo 

Przyczyna, która zrównane ramiona 
Jednakiej szale na doł pochyliła, 

Ten mi powiedział, który wszytko z góry 
Widzi, posłaniec bogów nieścigniony 

I który wszytko wie lotny Merkury, les 

Że człowiek jeden cnotą wyniesiony 

Nad pospolity lud i roztropnością 
Na tę się udał szalę, która waży 
Niebieskie cnoty z prawdziwą godnością, 
I on tam swoje nie cierpiące skazy i7o 

Postępki złożył. Co patrz jak przydało 
Wagi tej szali. O jakeś szczęśliwy. 
Zacny marszałku, kiedyć się dostało 
Być na tej stronie, gdy cię obłędliwy 

Krok na gościniec inszy nie wprowadził, 175 

Gdziebyś był duszę i ciało zagładził. 

Calliope. 
Człowiek igrzysko boże, powiedają, 
Którym on jako piłą ciska sobie. 
Raz będzie w górze, drugi raz na ziemi. 
Tak i fortuna koło swoje toczy, iso 

Ze w jednej mierze jak żywo nie stoi, 
Ale co będzie wysoko, wnet nizko. 
Tak fata wiją przeplatany wieniec 
Z trosk i z radości, acz daleko więcej 
Złych niźli dobrych ziół w tej to koronie. iss 

Zgoła świat scena, a wszyscy co żyją 

Wirydarz I. 30 



466 WIRYDARa 716 

Osobami są na tej komedie j, 

Jakimi wielki gospodarz im każe, 

I jak w maszkarze, taki królem będzie, 
vjo Taki cesarzem, co go niewolnicze 

Serce i umysł z podłym nie porówna, 

A przecie rządzi, przecie prawa daje 

Wspaniałym sercom. Marsa surowego 

Żak biedny abo niewieściuch na sobie 
195 Nosi postawę; nędzarz bogategO; 

Go wśród dostatków jak Tantalus pragnie 

A gmin rozumie o nim, że szczęśliwy. 

A kieby jeszcze taka katastrophe, 

Jaki i prolog tejże sceny była? 
200 Ale w okrutne często tragedye 

Te gry się mienią, a im kto na wyższe 

Wstąpi teatrum, tym jest podleglejszy 

Srogim piorunom i wichrom szalonym; 

Tym z ślizkich stopniow prędzej na doł spadnie. 
205 Wnet z króla rolnik, wnet żebrak z cesarza 

W jednym momencie; i co tryumfuje. 

Go mu woz ciągnie cug zprzęgły w koronach: 

To jutro na tych, co ich deptał nogą, 

Z takiegoż jarzma patrzą nieszczęśliwy. 
ino O jakożeś ty dobrze posiał sobie, 

Zacny marszałku! żeś larwę nikczemną 

Zjąwszy, najwyższej nawykł roztropności: 

Znać się samego, znać i świat obłudny, 

A zatyra wiedzieć jako żyć na świecie. 

Polihymnia. 

21 ' Trąby krzykliwe, Ogromne bębny, 

Surmy piskliwe. Których służebny 

Śmierci lud słucha. Niechaj zamilkną, 

Niech wiedzą ucha A niechaj krzykną 

Sztorty, wiole, Dźwięk słodkich cyter: 

^5^0 Dziś przy swym stole Wesół Jupiter. 



^^^ WiKKSZB ZB. MOK>ZTYNA 467 

I ty też myśli Też krotofile, 

Teraz nam przyśli, Teraz nam mile 

Czas wdzięczny p<lynie, Teraz przybywaj 

Cny Kupidynie, Strzałek dobywaj, 

Niechaj kochane Serca się cieszą, 825 

Niech się stroskane Myśli precz spieszą; 

Mile, swobodne, Te serc tych godne. 

Terpsichore. 
Nie ten któryby od początku świata 
Wszytkie lat przeszłych zrachował minuty, 
Ani ten, który na brzegu wysuty 230 

Piasek policzy i ciepłego lata 
Kłosy zrachuje na żyznym zagonie, 
Ale to u mnie rachmistrz, co dni swoje 
Ma jak na palcach; co ziemne podwoje 
Ma przed oczyma, choć zdrów a o zgonie 
Żywota myśli; co szafuje czasem 
Tak, że choć jeszcze Atropos życzliwa 
Nie dowija mu ostatka przędziwa, 
Wszytko rozumie, że już śmierć za pasem. 
I dlatego też rachując godziny 240 

Wszytkie przeszłego swojego żywota, 
W których plac święta otrzymała cnota, 
Które się cale przeżyły bez winy, 
A widząc, że tych liczby niezrównane 
Z tymi, które się przeciwiły cnocie, 245 

Że bez poprawy duszy być w kłopocie, 
Wczas z błędu wraca nogi obłąkane. 
Któż lepiej nad cię, cnotliwy marszałku. 
Kto lepiej nad cię z czasem się rachował? 
Kiedyś go cale ostatek zachował 200 

Sobie, bądź pewien, że i w tym kawałku 
(Tylko proś tego, który jest bogaty 
W czas i w litości) powetujesz straty. 

3(>* 



468 WiRYDAfti ^15 



Erato. 
Choć urzędniku pierwszy Wilkomierza, 

255 Jako żyw ze mną nie miałeś przymierza 

I owszem zawsze wstępowałeś w szranki, 
Zawsześ się wadził, kiedyś me kochanki 
Cne pisorymy, własne dzieci moje, 
Którzy pijają poświęcone zdroje, 

260 Nie miał za ludzi, lecz za owe bogi 

Leśne, co tylko same na łbie rogi 
Mając, i przodek i zad mają nagi, 
Bo je na biedne nie stanie nadragi. 
A ci chudzięta, jako lud spokojny, 

2«5 Kiedyś ty na nich następował zbrojny, 

Tylko swe skargi, swoje ciężkie żale 
Na helikońskiej rysowali skale. 
Jam zaś te krzywdy, które ci od ciebie 
Mieli, w parnaskim zapisała niebie. 

270 Chociaż urazy mam tak oczywiste, 

Mścić się nie będę i wolę ogniste 
Węgle na mądrą twą głowę zgromadzić, 
Niż z takim drugich kochankiem się wadzić. 
Na wszytko tedy, coć która winszuje 

275 Z sióstr mych, i ja się chętnie podpisuję. 

Thalia. 
Rozpływa mi się serce od radości, 
Niezwykłe jakieś mam rozweselenie. 
Gdy wychowaniec moj, ćwiczenie moje, 
O w co to złotym słodkich słów łańcuchem 

280 Wiązał i serca i za obie uszy 

Trzymał i senat i izbę poselską, 
W którego ustach hyblejskiej słodyczy 
Plastry robiły pczołki pracowite, 
O w co i w boju nieoszczędną ręką 

886 Szczęśliwej szable gasił więc pragnienie 



715 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 469 

We krwi pogańskiej, co nie tylko sejmy 

Znały go, ale wojska i obozy: 

Już niebezpiecznym zabawom marsowym 

I ciężkim sprawom rzeczypospolitej 

I ślizkim dworów omylnych faworom, 2i>o 

Temu wszytkiemu służbę wypowiedział 

A w ciszy żywot prowadząc przystojny, 

Ostatek zdrowia chce sobie zachować. 

Aczci on przecie jako łuk spuszczony, 

Abo jako lew odpoczywający, 295 

Nie tak w domowe ukryje się ściany, 

Żeby się nie miał, jeśli będzie trzeba 

Światu pokazać i osierociałe 

Szranki poselskie i górne pokoje, 

Co teraz po nim tęsknią, co choć w ciżbie soo 

Zda się, że stoją bez niego pustkami, 

Jeszcze go ujrzą. Aleć ja mu życzę 

I radzę cale, żeby raczej Bogu 

Służył niż ludziom; ten lepiej zapłaci. 

Melpomenę. 
Bodaj zaginął, bodaj mąk nieznośnych 305 

Piekielne jędze na tym spróbowały, 
Który naj pierwszy roztyrkow żałosnych 
Narobił, który z głową prawie cały 
Kąpał się we krwi ludzkiej; który ognia 
Tak potrzebnego elementu marnie sio 

Zażył, że jedna nieszczęsna pochodnia 
W kupę popiołu całe miasta zgarnie. 
Ten zaś bodaj się święcił, który boje 
Wzgardził a w cieniu dni swoje prowadzi 
I ulubiwszy wczasy i pokoje 8i5 

Lub trzody pilen lubo bujne sadzi 
Szczepy lub żyzne sprawuje ugory, 
W które wrzucone jako obumiera 
Ziarno, niźli się podnosi do góry. 



470 



WlRYDAIiZ 



32!) A potym owoc obfity zawiera 

W gumna bogate. Tak człowiek cnotliwy, 
Lubo w tym wieku pospołu z drugimi 
Śmierci podległy, w tym jednak szczęśliwy, 
Że zapomniony nie zostaje w ziemi. 

."i.. W tymci ja ciebie rachuję porządku, 

Zacny marszałku, bowiem tej nadzieje 
Pełnam z pierwszego twoich dni początku. 
Dobre uczynki twoja ręka sieje. 
Niechżeć się zboże pod sierpem zagęści, 

•'3' Niech w prasie wino roście, niechaj w stadzie 

Pożytecznego dobytku się szczęści. 
Zgolą w domowej i pokiej obradzie 
Niech ci się wiedzie; bodaj ci obfite 
W pociechy pędził lata nieprzeżyte. 

Eułerpe. 

335 Ani cudowne całych wieków czyny 

Miast i pałaców nieporachowanym 
Kosztem wystawnych, ni straszne machiny 
W subtelnych mozgach wydystylowanym 
Konceptem, dziwnych fortec wystawione 

3*0 Nie tak są piękne, nie tak są obronne, 

Jak gdy postępki czyje niezganione 
I choć w lepiance podłej życie skromne 
Bezpiecznym kogo czyni, który domu 
Z onym cnotliwym tego potrzebuje, 

3A-'> Żeby się ukryć w nim nie mógł nikomu. 

Kiedy się dobrze w każdej sprawie czuje. 
Temu do serca nie trzeba okienka, 
Bo cnothwego niezdradnego czoła 
Wnętrzne afekty wydaje sukienka 

850 I choć ukryta myśl widzi się zgoła. 

Zawsze me oko w tobie tę widziało 
Cnotę, marszałku, między innych wielą, 
Żeć się pożycie skromne podobaio, 



715 WIERSZR ZB. MORSZTYNA 471 

Zaczym i teraz jako cię oddzielą 

Fata, tak będziesz żył bez wątpienia, 805 

Żebyć ni wałów, ni fortec, ni szańców 

Nie trzeba, ale dobrego sumnienia 

Miasto tych, miasto źołdatow, wybrańców, 

Murem miedzianym i straży okryty 

Bądź, a na wieki będziesz niedobyty. suo 

Clio, 
Niechaj kto sznurem świat jako szyroki 
I jako długi zmierzy do paznokcia. 
Niechaj i morza niezmierne zatoki 
Zra chuje, żeby nie nchybił łokcia. 

To u mnie ze wszech najlepszy mierniczy, sijf, 

Który choć gruntu cudzego kamieniem 
Dociśnie, choć z nim o zagon graniczy 
Sąsiad, a przecie cudzym dobrym mieniem 
Nie psują mu się oczy zazdrościwe 

I tak się swoim spłachciem kontentuje, «7o 

Jak gdyby posiadł insuły szczęśliwe. 
Z tym zaś pospołu drugiego szykuję. 
Który rozumie, że choćby świat wszytek 
Z Macedończykiem podbił pod moc swoje, 
Ten przecie wszytek odniesie pożytek, 375 

Że gdy podziemne nawiedzi podwoje, 
Więcej trzech łokci miejsca mu nie trzeba, 
W który mby złożył kości rozsypane. 
Tak ten zwycięzca świata, który z nieba 
Rod swój prowadził, gdy go spracowane sso 

Nogi na matce wielkiej położyły, 
Uznał, choć dumy miał nieporównane. 
Jako mu małej potrzeba mogiły. 
Nic w tyra nie wątpię, o cny kawalerze! 
Zacny marszałku, jeśli cię znam dobrze, 3»5 

Żeś też i ty w tej nie uchybił mierze. 
1 choć c\(i szczęście obdarzyło szczodrze. 



472 WIRYDARZ 716 

Choć potym nieco przeciwne ujęło, 

Najmniej to jednak nieporuszonego, 
890 Najmniej się serca twojego nie tknęło. 

Wiem, żeś z swojego kontent, wiem, na cudze 

Przestrone włości nie patrzasz zazdrosnym 

Okiem; w tym cię też pewnie nie obudzę, 

Boś czuły na to, że wnet zakołace 
31*5 Śmierć; zaczym świata, gdy się da, zażywaj 

I nim się w ciemne przeniesiesz pałace. 

Chociaż co boli, weselem pokrywaj. 

716. Nagrobki rożnem 

Frąckiewiczowi pisarzowi pol. W. X. L. 
Tu mężny pisarz polny, przy wielkiej gromadzie 
Cnego rycerstwa, żywot za ojczyznę kładzie, 
Bo iż się tam rachować mają z żołnierzami. 
Dlatego mu kazano stanąć z regestrami. 

Morskiemu porucz. husar. 

Cnotliwego rodzica niewyrodne plemię 
Szlachetną krwią ojczystą pokropiło ziemię. 
Panie, na twej usłudze tę znikomą parę 
Utraconą za wdzięczną racz przyjąć ofiarę. 

Bohuszewiczowi rołm. 
Ciebie to tu o wielki mężu pochowano, 
Nad tobą tę chorągiew świetną zawieszono, 
Na której wyrażone jest rzemiesło twoje, 
Wojska, szyki, obozy, czaty, krwawe boje. 
5 Żegnaj ziemskich hetmanów a służ lepiej z tymi. 
Co w niebie rządzą wojski niezwyciężonymi. 

* tMuza Domowat nr. 12: Nagrobki niektórym. 



716 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 473 



Pawłowi Morsłynom kap. ^ 
W polu Pawła Morstyna bieleją się kości 
Dobrego kawalera. Czemuż ich nagości 
Ziemia nie skryła? Żeby niebieskie obroty 
Patrzyły ustawicznie na tak dzielne cnoty. 

Graffemberkowi chorąi. het. 
Moj to trup od psów po tym polu rozwleczony, 
Na którym za ojczyznę jestem położony. 
O jakożeś niewdzięczna ma ojczyzno miła, 
Żeś mię przynajmniej ziemią swoją nie przykryła. 

Mnichowskiemu towarz. het. 

O cny rycerzu młody, o nasze kochanie! 

Jakżeś tyrańsko zabit! Ach zemści się Panie 

A daj żeby przez ręce twoich rzeraieśnikow 

Tak się lała posoka z krzywoprzysiężnikow. 

Bonowi towarz. het. 
Tu dobrego żołnierza, cnotliwego Rona, 
Sroga w przegranej bitwie pożyła Bellona. 
Zabityś za ojczyznę, teraz też cny Ronie 
Zato na Abramowy m odpoczywasz łonie. 

Monsterowi towarz. het.^. 
Jam przy boku wielkiego zabit Radziwiła, 
Ta rozsiekane ciało przykrywa mogiła, 
Duch prosto z oblanego krwią pobojowiska, 
Tam poszedł, zkąd początek mam swego nazwiska. 

Namszemczowi towarz. het. 
Ciebie ja między dobre kawalery liczę, 
Gdyś tak mężnie stawając zacny Namszewicze, 

» W »Mnzie Domowej* dopisano: kapitanowi pod Batohem zabi- 
temu. ^Ustawicznie patrzyły a w w. 4. 

> Dopisano: »Monster z niemiecka znaczy gwiazdę*. 



474 WIRYDAllZ 680 

Pod swym walecznym wodzem żołnierz doświadczony 
Za ojczyznę na placu został położony. 

Milczewskiemu towarz. het. 
Cny Milczewski, ty nigdy nie będziesz milczany, 
Tyś duszę swoje wylał przez okrutne rany. 
A trup twój nieschowany leży w polu goły, 
Samo mając za wszytkie niebo mauzoły. 

Brzozowskiemu towarz. het. 
Przez srogie krwawe boje, przez wielkie przygody, 
Przez rożne ciężkie razy nie odniozszy szkody 
W tej tu mizernej chatce nadłomałem szyje, 
O jak się przed nieszczęściem żaden nie ukryje! 

Steph. MorstynowiK 
I tyś moj bracie między rycerzmi mężnymi 
Policzony, w okrutnym szturmie pobitymi, 
Bowiem tegoż momentu z tej niziny płaczu 
Z nimi do niebieskiego leciałeś pałacu. 

W potrzebie rozsiekanemu. 
Tu schowane w potrzebie zabitego ciało. 
Tak zrąbane, że ledwie pozbierać się dało, 
A duch tak szyrokimi wypuszczony wroty 
Wzleciał do swej ojczyzny nad górne obroty. 

Od kozaków zabitemu. 
Od złej Rusi zabity, nawet w ichże grobie 
Pod tym krzyżem schowany odpoczywam sobie. 
Gościu, proszę cię, nim w też podejdziesz podwoje, 
Utni łeb Kozakowi, skrop krwią kości moje. 



* W >Muzie Domowej* dodano, »ktory podczas szturmu Mohilow- 
skiego umarłe. 



716 WIER^5ZK ZB. MOKSZTYNA 475 



Dziadowi swemu star. Filipowskiemu. 
Tu wielki patriarcha, tu mąż doskonały 
Wygląda okazania onej wiecznej chwały. 
Oneć to wdzięczne drzewo, co z swego korzenia 
Tak wiele ^ w domu bożym puściło szczepienia 
I choć już samo uschło, jednak jako owa 5 

Kwitnie w potomkach swoich laska Aronowa. 

Stryjowi swemu [Samuelowi Morstynowi] od ojca jednym 
słowem 'przeklętemu. 
Tu leżę jednym słowem ojcowskim zabity. 
Nie pomógł mi już potym jego płacz obfity. 
Panie, jeślić tak wiele jednym słowem sprawił. 
Pomni i na te, co mi nimi błogosławił. 

Drugiemu stryjowi [Stephanowi Morstynowi]. 

Prawy dziedzic ojcowskich cnot i majętności. 
Tu zostawił ze włoki swojej śmiertelności 
A sam do nieba poszedł. Dzieci jeśli chcecie 
Za ojcem, także żyjcie, jako on na świecie. 

Rodzicowi swemu. 
Tu równego pobożnym pradziadom ojczyca 
Ciało troskliwe dzieci zagrzebły rodzica, 
Lecz i tego nie długie do górnej dziedziny, 
Kiedy już duch wyleciał, będą przenosiny. 

Matce wias7iej. 
W tym grobie święta matka nasza pogrzebiona, 
Godna by była żywo do nieba wzniesiona, 
Aleć i to chociaż się w popiół rozsypało, 
Jak słońce lśnić się będzie świątobhwe ciało. 

* W »Muzie Domowej*: Tak wielkie-, w następnym nagrobku, w. 4 
Potnniz; w następnym w. 4: Jak i on. 



476 WIRYDARZ 716 



Obojgu rodzicom. 
Tu szlachetnych rodziców mych ciała złożone, 
Duchy zaś świątobUwe do raju wzniesione. 
Panie, jako tu po nich dziedziczym na ziemi, 
Tak niechaj mamy cząstkę w tyra dziedzictwie z nimi. 

Macosze swej. 
Tu leży wzór wysokich cnot dobra macocha 
A iż ledwie tak matka własne dzieci kocha, 
Jako nas ta pasierby, raczże wzajem Panie, 
Jako złe karać będziesz, tak pamiętać na nię. 

Stryjence. 
Zgasłoś nam wdzięczne światło, cnych rodziców plemię. 
Kiedy już dusza w niebie, więc z ciałem do ziemie. 
Ziemi powierzamyć się klejnotu drogiego, 
Który nam z lichwą wrócisz czasu niedługiego. 

Drugiej. 
Zostawiwszy synów trzy a córek dwie pary 
Na chwałę i w opiekę Bogu, już na mary 
Idę, lecz ciałem tylko, dusza się dostała 
Tam, gdzie opiekę dziatkom swoim zapisała. 

Trzeciej. 
Tu złożone zewłoki pobożnej raatrony, 
A dusza nad niebieskie leciała Triony, 
Bo od zmaz jeśU jakie były wybielała, 
Gdy na tym świecie czyściec wycierpiała. 

Ciotce. 
Tu prawdziwej święcice kości pogrzebiono, 
Duszę tejże godziny do raju niesiono. 
Nie pogrzeb odprawujem, ale przenosiny 
Świętej dusze do niebios z tej ziemskiej niziny. 



716 WIKR8ZE ŻB. M0R8«TYNA 477 



Dziecięciu. 
W tej malej niemowiątko trunience schowano, 
Dusza się Abramowi dostała na łono. 
Na którym ją do tego czasu dopiastuje, 
Kiedy Pan wybawienie swym wiernym zgotuje. 

Drugiemu. 
Mała latorośl ledwie ze pnia wypuszczona 
Zaraz od ukwapliwej parki odczośniona. 
Terazem trochę zwiędła, potym jeszcze lepiej 
Zakwitnę, gdy mię w swój sad Boska ręka wszczepi. 

Trzeciemu. 
Ja mała latoroska w tej świata winnicy 
Mrozem śmierci z warzona przy swojej macicy 
Położyłam się, ale coż mi to zawadzi, 
Gdy mię wielki gospodarz w swój ogród przesadzi. 

Siesłrzenicy swojej od chłopów zabitej anno 1655. 
Ledwiem tylko słoneczne ujrzała promienie 
A już muszę w podziemne ustępować cienie. 
Ledwie żywota mego nitkę zaczynała 
Ciągnąć skwapliwa parka a już ją urwała. 
Ledwiem co w te przestrone świata weszła wrota, 5 

Prawie na samym progu postradam żywota 
A jeszcze od okrutnej wściekłych zbójców ręki 
Wycierpiałam ubogie dziewczę srogie męki. 
Panie, niewinnam grzechu, anim nim zmazana, 
A zato, że krew moja za ciebie wylana, 10 

Niechaj w poczty niewinnych dziewic męczennicze 
I ja się lubo w wieku niedorosłym liczę. 
Próżno mię o kochani płaczecie rodzicy. 
Już mię niewinną córę przy świętej prawicy 
Drogiego Zbawiciela w niebie oglądacie, is 

Nie zgubiliście mię tu, kiedy mię tam macie. 



478 WlKYDAliZ 717 

Tejże. 
Tu niewinnej dziewice położone ciało, 
Czy się też wespół z duszą do nieba dostało, 
Kędy je wybielone w męczeńskiej kąpieli 
Krwie niewinnej niebiescy zanieśli anieli, 
i Radujcie się, rodzicy, ta nad niebiosami, 

Której krew święta krzyczy ustawnie za wami. 

Jednemu. 
Od złego przyjaciela, od nieprawej żony 
Tu leżę w połowicy wieku zagryziony. J 

Już się stal wieczny rozwód, bo ja na prawicę | 

A ona jako godna pójdzie na lewicę. | 

717. Fraszki tegoż Z. M. K \ 

W trybunale ściętemu, ke uciął rękę drugiemu. 
Radzę, byś się położył, gdy cię tu kto bije. 
Jam wczora rękę uciął, ci mnie dzisia szyję. 
Zły frymark za pięć palców i ręki połowę, 
Z piącią zmysłów i z mózgiem stracić całą głowę. 

Katu ściętemu od Wilkoszowskiego. 
Właśnie się to nade mną teraz wypełniło, j 

Że się temu od miecza zginąć naznaczyło, % 

Który mieczem wojuje. Niechże się go boi 
I ten co go na szyi zafarbował mojej. 

Pijanicy staremu. 
Czy onego bibę starego schowano 
Tu? ot miasto kamienia achtel postawiono. 
Jeślić ta chęć do picia i w piekle z nim żyje, 
To niechybna, że djabłom i smołę wypije. 

* w »Muzie Domowej € nr. 65 Zbiór fraszek i nagrobków żartobli- 
wych, str. 361-374. 



^17 WIERKZK iiB. MOKSZTYNA 479 



W karczmie zabitemu. 
Tu mię w polu jako to człeka rycerskiego 
Schowano, od srogich rąk chłopskich zabitego. 
Pewniem nie w karczmie zginął, bośmy się z niej byh 
Już wszyscy niemal na to pole wytoczyH. 

Kostyrze. 
Wszytko w kostki przegrawszy, jeszczem długów siła 
Został, śmierć na mię naprzód o swój nastąpiła. 
Jam wszytko oraz stawił. Lecz jędza kościana 
Nie tylko z ostatniego zwlekła mię żupana, 
Ale nawet z samego ciała. O srogości! 
Nagie tylko kostyty zostawiła kości. 

Myśliwemu. 

Gzyjeli to tu ciało pochowano, czyje? 
Tego, co dla herapu bieżąc złamał szyję. 
Tu się często na tryumf zające zbiegają 
A psi mijając mokrą ofiarę oddają. 

Kredencerzowi. 
O w to co i wśród lata lodowate wety 
Wymyślał, co więc łamał tak pięknie serwety, 
Samego niedyskretna dzisia śmierć złamała 
I jak w kieszeń serwetę tak go w doł wetkała. 

Krupie. 

Skazitelnego ciała stłuczone skorupy 
W tym grobie pochowano mizernego Krupy. 
Ale wiesz to sam Pan Bog, jeśli temuż Krupie 
Nie przyjdzie i po śmierci być u djabła w d 

Złemu juryście. 
Chytrymi konceptami wichrowatej głowy 
I zdradnego języka wykrętnymi słowy 



480 wntyDA&z 717 

Potępiałem niewinnych a krzywych ratował 
A tom się teraz śmierci sam nie wyfiglował, 
h Od Ictorej już na wieczną wzdany banicyą 

Czekam tu na strasznego dnia egzekucyą. 

Koniowi. 
Tu ciężkimi pracami strudzony i laty 
U złej przeprawy leży koń kasztanowaty 
A był to czasów swoich koń nieprzepłacony, 
Lecz by się zrobić musiał, choćby był stalony. 
5 Teraz już same gnaty, mięso psi włożyli 

W brzuchy swoje, za co mu rekwiem zawyli. 

Zającowi. 
Od wściekłych psów gromady zajączek ubogi 
Zadławionym, jeszcze mię na kołku za nogi 
Po śmierci zawiesiła myśliwcza hołota 
Bojąc się, bym nie skakał jako za żywota. 

Wilkowi w jamie. 

Zdradliwym niecnotliwego gąsiora zwiedziony 
Krzykiem wpadłem nieboras w doł niepostrzeżony. 
Karz się moją przygodą każdy; chceszli schaby 
Mieć całe, nie na każde zapatruj się waby. 

Żabom, 
Zły nam był kroi pniak niemy, danoó nam żywego, 
Jakiegośmy pragnęły, bociana strasznego. 
Lecz nas pono nie stanie za takiego pana, 
Kiedy nas wyje; taka więc bywa odmiana. 

Kukawce. 
Dziś niewinną kukawkę zabito mię w gaju. 
Mówiąc, żem ja lekarstwo najprzedniejsze w maju. 
Ale chociażby z strzelca wódka była złota, 
Nie pragnęłabym jego dla swego żywota. 



'^^7 WIERS/.E ZB. MORSZTYNA 481 



Gołąbkom. 

Wczoram po świecie latał, dziś mię zaduszono 
Na wieczerzą; takci mi za to nagrodzono, 
Com oliwną gałązkę przyniósł był Noemu. 
Tak się zawsze złym dobre płaci cnotliwemu. 

Na słowika. 

Od na j pierwszego mroku, od samego świta 
Nieukojone serce smutnego słowika 
Budzi do not żałosnych. I ja w sercu ranę 
Mając, witam z nim wespół promienie zarane. 

Wiewiórce. 
Jamci to, com zabawą paniej swojej była, 
Com przy jej pięknym ciele zawsze się pieściła. 
Dziś tu za wroty leżę, kiedym na obroty 
Psie przyszła. Jak nie wszyscy dbają o pieszczoty. 

Krogulcotvt. 
Ja com więc pana cieszył, co mną ugonione 
Przepiórki obciążały wacki napełnione, 
Od ćwika okrutnego poległem pazura. 
Takci na świecie z dużym słaby mało wskóra. 

Królikowi. 
Przez mię się zalecano, lecz cudze zaloty 
Świata mię pozbawiły, gdym z zbytniej pieszczoty 
Spadł z stołu i tam słabej nałamałem szyje. 
Tak często własną skorą płacim błędy czyje. 

Szklenicy stłuczonej. 
Jamci to ona piękna szklenica toczona, 
Teraz w śmieciach za oknem leżę wyrzucona, 
Bo gdy w ręce brzydkiemu wpadłam pijanicy, 
Zgniótł mię, chcąc nie tylko pić, lecz pływać w szklenicy. 

Wiiydart I. 81 



482 WIRYDARZ 718 



Na traf podczas sejmu warszawskiego in anno 1677. 

Potkał afront szwedzkiego posła i niemały: 
Słudze jego królewski brytan urwał gały. 
Dobry znak, że wałaszyć będziem te dryganty, 
Gdy inn kurfirszt Pomorską, my weźmiem Inflanty, 
5 Ale i Gallus swoich jąder niechaj broni, 

Bo go pewnie cesarska liga okapłoni. 

718. Sławna wiktorja nad Turkami od wojsk koronnych i Wiel- 
kiego Księstwa Litewskiego pod Chocimem otrzymana w dzień 
Św. Marcina anno Domini 1673. Przez Zbygniewa z Raciborska 
Morsztyna, miecznika mozyrskiego ^ 

Cud a nie wojnę powiem niesłychany, 
Jak Bog ukrócił harde bisurmany 
Przez miecz z litewskim oraz złączonego 
Wojska polskiego. 
5 Wiadoma światu ottomańska siła, 

Która połowę Aziej podbiła 
I jako powódź srogimy zatopy 
Część Europy. 
A chcąc i z całej krwawe zebrać łupy, 
10 Po Alcydowe jak niekiedy słupy, 

Tak po ostatni w brzegu jej port, onej 
Sławnej Lizbony, 
To srogim mieczem tych się ziem dobija, 
Które krwią zlała stracona Kandya, 
16 To się pod bokiem czarnemu orłowi 

Zbiizka sadowi. 
Ale najbarziej na polską krainę 
Niesytej żądze obracał wścieklinę 



* »Muza Dorno wa< nr. 23, str. 221—251. Tekst jej dłuższy o czter- 
dzieści kilka strof od Wirydarzowego ; ta sama różnica powtarza się ■ 
w obu spółczesnych drukach, krótszym i dłuższym, opisanych w Biblio- 
grafii Estreicherowej XXII, str. 574:. 



"^'8 WIRRSZK ZB. iMORSZTYNA 483 

I chcąc w jej polach krwawe widzieć brody, 

Czekał pogody. lo 

A widząc, jako nam los niespokojny 
Przyniósł postronne i domowe wojny. 
Które ostatnie ojczyzny siły 

Cale zwątliły, 
Ruszył potęgę Wschodu i wielkimi «5 

Wojski, z którymi ciężko było ziemi, 
Rozumiał, że choć szable nie dobędzie, 
Polskę posiędzie. 
I gdy Kamieniec, choć nieludzkim czynem 
Mocny, witać się musiał z poganinem, ao 

Gdy miasta; zamki i otwarte pola 
Zabrał Podola, 
Rozumiał, że nas już cale pochłonie 
I że w Bałtyckim zmordowane konie, 
Tam kędy wiślne wpadają powodzi, 85 

Morzu podbrodzi. 
Ale i wtenczas, choć własne niezgody 
Ostatniej mało nie przyniosły szkody, 
Bog nas ratował, że przez mocne wstręty 

Serce mu w pięty 4o 

Poszło; bo kiedy marszałek z wybranym 
Rycerstwem, szczęściem nigdy niesłychanym 
Gromił Tatary, że ich większa siła 
Cale zginęła. 
Cofnął się nazad, i widząc złą sprawę, 45 

Za Dniestrową się pospieszył przeprawę 
I nie oparł się aż w wołoskiej ziemi 
Z wojskami swymi. 
Stanęły wtenczas pakta bez przysięgi, 
Których nie patrząc znowu się potęgi, so 

Nie chcąc w sromotnym zostawać pokoju, 
Biorą do boju. 
Poganin hardy tam, kędy Dniestr płynie, 
Przy starodawnym stanąwszy Chocimie, 

81« 



484 WIRYDAUZ 718 

56 Chcąc tam zimować, otoczył się wałem 

Z wojskiem niemałym. 
Nad trzydzieści ich tysięcy liczono, 
Którym żywności zewsząd nawożono 
I co do mocnej należy armaty. 
60 Kule, granaty, 

Prochy i lonty i wszytkie potrzeby 
Mieli; i zgoła takie wojsko, żeby 
W otwartym polu bić się im godziło, 
By serce było. 
66 Ale zażyli bezpieczniejszej rady. 

Sowite wały, mocne palisady, 
Te się im bardziej zdały być warowne, 
Niż pole równe. 
A nim się wojska przybliżyły nasze, 
70 Wabił do siebie pilno Kapłan Paszę 

Husseim, który miał komendę nad tymi 
Trzema drugimi. 
Tamten się spieszył i z odsieczą sporą 
Już było słyszeć, że był pod Cecora, 
75 I pewnieby nam ciężkie te dwie były 

Złączone siły. 
Ale wodzowie obudwu narodów. 
Bystrych dniestrowych nie patrzając brodów, 
Ochocze wojska w tak gorącej chwili 
80 W lot przeprawili \ 

O hospodarze potym nam nowiny 
Wołoskim przyszły, że do Bukowiny 
Uszedł z swoimi, lubo ich niemało 
Na rzeź zostało. 
85 Zaczym generał Korycki ^ posłany 

Z mocną partyą, żeby lud strwogany 



* »Ty dzień się wojsko koronne przeprawo waZo przez Dniestr pod 
Łuką* Tr. 

' >Generał major infanterii« Tr. 



718 WIERSZK ZB. MOlłSZi YNA 486 

Uwiódł z tych lasów przed srogim pożarem 
Z ich hospodarem. 
Gdy zatym świetne krzyże się błysnęły, 
Wnet Ottomańskie miesiące poczęły !'« 

Blednąc a wojska, co ich otoczyły, 
Pola okryły. 
Długo im nasi szyk prezentowali i, 
Szyk boju chciwy, czekając, azali 

Wódz ich i żołnierz, dzielnością wsławiony, 95 

Wstydem ruszony 
Odprawi taniec marsowy w przestrzeni, 
Nie za okopy; lecz darmo wabieni 
Harcem, od których oddalić się bali, 

W wałach zostali. 100 

Noc zatym zaszła i wojsko w okopy 
Osmana niegdy weszło, gdzie są tropy 
Męstwa polskiego, gdy nasi strzymali 
Tak srogiej fali. 
Nazajutrz rano o ósmej godzinie ^ 105 

Znowu się świetny szyk polski rozwinie: 
Z dział salwy dają, a ochotnik śmiały 
Wpada pod wały. 
Turczyn zaś w sobie ochoty nie czuje 
W polu dać bitwy i szańcu pilnuje, no 

Za którym stoi i za palisadą, 
Gęstą osadą. 
Harcownik tylko trochę się wysunie, 
Ale w lepszej nam, niż sobie fortunie, 
Bo ich nasz (wdzięczną wodzom swym kolędę) us 

Brał, jak na wędę. 
A zatym nasi zemknęli się blizko, 
Tam gdzie multańskie było obozisko. 



* »We czwartek, kiedy podstąpiZy wojska nasze szykiem pod obóz 
turecki die 9 Novembris< Tr. 

> >W piątek d. 10 Noyerabris tego dnia P. Motowidlo zabity t Tr. 



486 WlllYDAllZ 718 

120 Ale nie dJugo z nami targowali, 

Wnet się poddali. 
I wyszli do nas, co kiedy ujrzało 
Pogaństwo, z huku aż powietrze drżało, 
Ale musieli, widząc taką fintę, 
ii'5 Spuścić na kwintę. 

Choć oni tego się nie obawiali. 
Żebyśmy ich szturmem dobywali. 
Widząc potęgę, widząc ich obrony 
Od każdej strony. 
130 Jakoż przykładu tego i w kronikach 

O najsławniejszych niemasz wojennikach; 
Insza dobywać fortec wielkich, małych, 
Insza wojsk całych. 
Prędko zaś nam dnia krótkiego nie stało, 
135 Noc zaszła, wojsko w szyku stać musiało 

Pod dżdżystym niebem w przykrym bardzo chłodzie 
I w ciężkim głodzie, 
Bo przez dni kilka i konie i ludzie 
Cale nie jedU przy tak srogim trudzie, 
140 I by tak dłużej, jużby się nam było 

Barzo sprzykrzyło. 
Ale skoro dzień świętego Marcina^ 
Nastał, hetmani i wszytka starszyna 
Dzielne rycerstwo objeżdżając wkoło, 
145 Cieszy wesoło, 

Żeby nie dbali na chocimskie grody, 
Na mocne wały, na dniestrowe wody. 
Bo im to Bog da, co zastępy władnie, 
Zwyciężyć snadnie. 
150 Że za ojczyznę i za świętą wiarę 

Krew swą ochotnie niosąc na ofiarę. 



* »Die 11 Noyembris w dzień św. Marcina szturm przypuszczony 
o godzinie dziewiątej, a nie trwał i godziny zupe/nejt Tr. 



718 WIKRSZB ZB. MORSZTYNA 487 

Przeciw pogaństwu kto umrze w potrzebie, 
Będzie żył w niebie. 
Że przez swe męstwo i przez dobrą sprawę 
Nieskazitelną odziedziczą sławę 

I zaraz wezmą pracy swej zapłatę, 155 

Łupy bogate. 
Co też piechocie pomogło do skruchy, 
Wiedząc, że tam nie tatarskie kożuchy 
Ani kozackie guńki, lecz splendory, 

Aziej zbiory. iw 

Krzyknęło zatym rycerstwo do Pana 
Wojsk nieśmiertelnych, żeby była dana 
Pomoc aniołów świętych chrześcijaństwu 
Przeciw pogaństwu. 
Wraz też poczęła grać artyleria, iss 

Gęsty żelazny grad się z niej uwija, 
Huczą moździerze, granaty trzaskają, 
Turków mieszają. 
Generał Kącki^, choć przyznać, że umie 
Zażyć armaty i że ją rozumie, i^o 

Do czego jednak powinność go budzi. 
Wiódł swoich ludzi 
Do szturmu, zdawszy pod komendę Szczuki* 
Armatę, z której wyprawował sztuki. 
Gdy z srogiej burze i ognistej łuny 175 

Rzucał pioruny. 
I zaś, gdy po tej szczęśliwej rozprawie 
Chocim traktował, on dany w zastawie 
Wściekle zajadłym; że wierzył żywota, 

Wielka to cnota. iso 

Lubo i Turcy nam odpowiedali, 
Z dział nas i z nośnych janczarek macali, 

* » Marcin Kącki generał artyleryi i oberszter pieszy, starosta prze- 
myskie Tr. 

« »Oberszter lejtnant artyleryi Szczuka*. Tr. 



488 WIRYDARZ 718 

Grzmot srogi głuszył, świata nie znać prawie 
W dymnej kurzawie. 
183 Wtenczas wódz wielki ^ z cudownej ochoty 

Pieszo prowadził do szturmu piechoty 
Rzadkim przykładem, i jego też męstwo 
Dało zwycięstwo. 
Serce w nim pomstę z nadzieją żarzyło, 
190 Gdyby mu niebo łaskawie zdarzyło 

Zlać krwią turecką popiół Żółkiewskiego, 
Dziada swojego, 
Który przed srogą wojska nawałnością 
Uwodząc (i dziś w^spomnieć to z żałością) 
15)5 Przy tej podciętej ojczyzny podporze, 

Legł na Cecorze. 
Generałowie wtąż z oberszterami 
I z przedniejszymi officierami 
Z nieporównanym męstwem szli przed swymi 
200 Pułki pieszymi, 

Które za nimi nie pozostawaj ą, 
Przą się, gdzie gęste śmierci rozdawają. 
Skoczy w też tropy, z odwagą żywota, 
Luźna hołota. 
205 Tak Bog poszczęścił, że za czas dość mały 

Piechoty nasze w szańce się włamały 
I berdyszami tych, co nie uciekli. 
Okrutnie siekli. 
PierzchnęU drudzy: lecz kawalerya 
210 Tak tam stanęła, że niewiedzieć czyja 

Była wygrana, choć już naszy byli 
Wałów dobyh. 
Bo wśród majdanu z całym komunikiem 
Wszyscy paszo wie, mocnym stojąc szykiem, 
215 Janczarów swoich, kędy się mieszali, 

Sekundowali 

» »Jan Sobieski marszałek i hetman W. K.« Tr. 



1^ WIERSZE ZB. MORSZTYNA 489 

Tak natarczywie i tak wściekle prawie, 
Widząc, źe giną, a clicąc umrzeć w sławie, 
Że niestatecznej fortuny igrzysko 

Już było blizko, lż- 

Gdyby był wódz nasz i z litewskim drugim, 
Równym do wiecznej sławy idąc cugiem, 
WidząCj gdzie nasze nachylone rzeczy, 
Nie dał odsieczy. 
Dosiadszy konia, tam gdzie lud zmieszany •■•2.: 

Ledwie już trzymał krok przed bisurmany, 
Przywiódł tam mężnie zbrojną husaryą, 
Gdzie naszych biją. 
Pac^ zaś, wódz wielki, wychowaniec prawy 
Marsa srogiego, widząc takiej sławy 23.) 

Otwarte pole, jak piorun z obłoku 

Spadł na nich z boku. 
Dopiero, gdy się żołnierz włamał zbrojny, 
Tam się nacieszył, kto był chciwy wojny; 
Tam syta mordu, tam krwią napojona : . 

Sroga Bellona. 
Najznaczniejszy czyn marsowej roboty. 
Gdy lud żelazny twarde łamał groty, 
Gdy w bisurmaócach topili koncerze 

Mężni rycerze. 240 

Nie mógł poganin tak ciężkiego razu 
Ztrzymać i, barziej nogom niż żelazu 
Dufając, bramą, co była w uboczy, 
Ku Jassom skoczy. 
Lecz go wódz polny przywitał koronny 2, uf> 

Odważnie zastęp przywiodszy nań zbrojny, 
Że ich aż w okop sam nasi wpędzili, 
I jak swych bili. 



* »PaC; hetman w. W. Ks. Litewskiego* Tr. 

' »Dymitr ks. Wiśniowiecki, wojewoda bełski, hetman polny ko- 
ronny* Tr. 



490 WIIIYOARZ 718 

Ty śmierci szukasz, zacny Korybucie^ 
250 A nie wiesz jeszcze o feralnej nucie, 

Której ton smutno zanosi Korona 
Osierocona, 
Płacząc swojego i pana i syna^, 
Którego sroga wzięła Libityna: 
255 Tyś stracił oraz i pana i brata, 

Wielka twa strata. 
Więc tedy ze krwie pogańskiej ofiary 
Królewskim jego cieniom pośli w dary, 
Toć żal uśmierzy, toć pociechy pewne 
260 Otrą łzy rzewne. 

Maszci i dawne do tego przyczyny, 
Gdy na wołoskie pojrzysz Bukowiny, 
Gdzie dziada twego Bogu poświęcona 
Krew wytoczona. 
265 Wszytko rycerstwo masz teraz pogodę 

Za przeszłe straty wziąć sobie nagrodę, 
Tać to jest ziemia, która twojej była 
Braciej mogiła 3. 
Skoczył do mostu Turczyn i ta była 
270 Próżna impreza, bo na Radziwiła* 

Trafił mężnego, który swojej Litwie 
Przodował w bitwie. 
Wódz sławy chciwy sam się nie szanuje, 
Którego mężny żołnierz naśladuje: 
275 Rękę swą paszę ciął, lud pospolity 

Od wojska bity. 
Tamże wziął i znak hussejmowej sławy 
Buńczuk turecki. Szczęśliwe buławy 



* »Apostrophe do tego ks. hetmana* Tr. 

' »Krol Michai we Lwowie umarf w wilią św. Marcina* Tr. 

' »Gdy za króla Olbrachta zginęło wojsko polskie na Bukowinie* Tr. 

* » Książę Michał Radzi wi?, podkanclerzy i hetman polny W. Ks. 
Litewskiego* Tr. 



718 WIKRSZR /.B. MORSZTYNA 491 

W tak mężnych ręku, szczęśliwa ojczyzna 

W te cnoty żyzna. 280 

Tam jedni zbici, drudzy potopieni, 
Rzeka się od krwi pogańskiej rumieni, 
Płyną pospołu z trupy purpurowe 
Nurty dniestrowe. 
A i ci, którzy przez most się przebili, ssr. 

Tam na bankiet nie lepszy trafili, 
Trupy ich aż po kamienieckie skały 
Drogę usłały. 
Pełne przyległe pola i okopy, 
Pełen i majdan trupów, świetne szopy, ^»'' 

Płoty, namioty drogo haftowane. 

Krwią popluskane. 
Samych janczarów legło ośm tysięcy, 
Gwałt ottomańskich na znakach miesięcy 
Krwią ich zmoczonych nasi, gdy nabrali, «9^ 

Wodzom oddali. 
Wzięta i wszytka turecka armata \ 
Poszła w łup wojsku wszytkiemu bogata 
Pompa Aziej, poszły świetne stroje, 

Kity, zawoje, ^^' 

Kobierce, złotem tkane i kaftany. 
Rzędy, wsiędzenia, z bułatu kałkany, 
Konie tureckie, wielbłądy i muły, 
Przytym szkatuły 
Ciężkie od srebra a drugie od złota. 305 

Nieźle w nich ręce moczyła hołota 
I mało się tych w całym wojsku liczy, 
Co bez zdobyczy. 
Ale naj pierwej, choć krwawego potu 
Nie starszy jeszcze, szliśmy do namiotu sio 

Hussejmowego, który był bogaty 

W świetne bławaty. 



I 



* » Armaty sztuk nr. 22«. 



492 WJRYOARZ "18 

Tam za zwycięstwo Panu chwały wiecznej ^ 
Płaciły usta łiołd dzięki serdecznej 
315 Krzykiem wesołym a przylegle skały 

Odgłos dawały. 
Potym zaś naszych pobitych szukano, 
Których pod pięćset wszytkich rachowano, 
Drudzy zaledwie byli poznawani 
320 Tak porąbani. 

Łowczy koronny * kiedy boj marsowy 
WoU ucieszne niż Dyany łowy, 
Już po zwycięstwie dostał się gotowym 
Śmierci obłów em. 
825 Tamżeś Pisarski poległ, pułkowniku, 

Coś był ozdobą sarmackiego szyku; 
Choć wielkiej sławy czeka cię nagroda. 
Wielka cię szkoda. 
A gdy paruje to pogańskie bydło, 
380 Pułkownik pieszy, mężny Motowidło, 

Gdy drugim szwanki, gdy śmierci rozdaje, 
Zabit zostaje. 
Rzeczycki, rotmistrz, chwalebnym przykładem, 
Ojca i brata krwawym idąc śladem, 
336 Oddał ojczyźnie żywot poświęcony 

Z skały strącony. 
Rożniakowskiego nie mniejsza ochota, 
Zginął jako mąż; taż rycerska cnota 
Iwanowskiego, Sławińskiego i ci 
810 Obaj zabici 

Maj z Nowowiejskim, mężni porucznicy, 
I Białobrzeski dobrzy wojennicy, 
Wołoską ziemię, gdy własnej bronili. 
Krwią swą skropih. 



* »Te Deum laudamus i msza z exhortą w namiocie hussej- 
mowym« Tr. 

' »Zelecki«. 



718 WJKRSZE ZB. MORSZTYNA 493 

Wielka też szkoda, jako inszych wiela, S45 

Tak Jarockiego, jako i Stantzela\ 
Ten pufk prowadził marszałka wielkiego 
Polubi ńskiego. 
Godzienby, gdyby można, być wspomniany 
Każdy z tych, który odniósł w boju rany, sto 

Godne wspomnienia wzięte dla ojczyzny 
Chwalebne blizny. 
Bidzlński strażnik 2, chciwie zapędzony, 
Ledwie nie na śmierć z skały roztrącony, 
A sławę jego wznoszą takie wskoki ass 

Aż pod obłoki. 
I twej żaden wiek sławy nie zagłuszy, 
Zacny Sapieho, litewski koniuszy, 
Szwank twój wielkiemu z przodków Twoich domu 

Nie czyni sromu. sco 

Godzien pochwały Zamoyski ^ podstoli, 
Gdy mocno Turków po zawojach goli, 
Sam się ciężkiego szwanku nie uchroni 
Tureckiej broni. 
Mężny Lipnicki, pułkowniku stary*, zm 

Nie jedneżeś ty już oddal ofiary 
Z nieprzyjacielskiej kr wie i własnej swojej 
Ojczyźnie twojej. 
Tylkoć się szyja na krtani została, 
Dziw, że się też już dusza nie rozstała 370 

Z martwym wpół ciałem, zawsze ta w potrzebie 
Gościem u ciebie. 
Oberszter Morsztyn ^^ choć już postrzelony 
I pchnięty dzidą, żywot odważony 

1 ^Oficerowie zabici: Jarocki i Stantzel oberlejtnancic Tr. 

' Strażnik koronny. 

' Marcin Zamoyski, podstoli lwowski, ordynat. 

* Pułkownik wojska litewskiego. 

^ Stanisław Morsztyn, podstoli chełmiński. 



494 WIRYDARZ 718 

375 Niósł i nie schodził z marsowego tańcu. 

Aż był na szańcu; 
Teraz w komendzie miasta stołecznego \ 
Tak interegnum pod czas niedawnego, 
Nim kroi osiędzie tron osierocony, 
380 Strzeże korony. 

Poszedł w też sławy kawalerskiej drogi 
Oberszterlejtnant Asswerus^, u nogi 
Straciwszy palec i połowę stopy, 

Gdy wiódł fortropy. 
385 Ciężki Cieszkowski 3, porucznik wsławiony 

Męstwem, szwank odniósł z działa postrzelony, 
Cieszy się zato, nim odniesie drugą 
Sławy wysługą. 
A Konarskiemu*, gdy odważnie skoczy 
390 Na wał, obiedwie wystrzelono oczy. 

Już słońca nie zna, sława wieczny nieci 
Blask, co mu świeci. 
Tamże i drugi brat jego rodzony 
Wpół już w dobytych wałach postrzelony, 
395 Rogata dusza, choć dwie drogi miała, 

Jeszcze została. 
Major Mierzeński ^ odniósł trzy postrzały, 
A potym godne swych odwag pochwały 
I tych dwu Turków, których wziął swą ręką, 
400 Dał mu wódz z dzięką. 

A któż to słowy równymi wypowie, 
Jako Potoccy ^ dwaj wojewodowie, 
Prawi Potoccy z pogańskiej posoki 
Leją potoki. 

* Krakowa. 

* Asswerus oberlejt. P. Sieniawskiego. 

* Cieszkowski, porucznik p. Łuźeckiego, kasztelana podlaskiego. 

* Konarski, kapitan generała Koryckiego. 

» Mierzeński w regim. p. wojewody pomorskiego Rakowskiego. 
« Andrzej, kijowski; Szczęsny, sieradzki, wojewodowie. 



718 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 495 

Tymże Kaliski ^ idzie wojewoda 405 

Torem, gdzie czynu poda się pogoda; 
Od ręki jego, bisurmańcze, twoje 
Lecą zawoje. 
I Jabłonowski, przyznać każdy musi, 
Stawał odważnie, wojewoda Rusi, 410 

Tam poił szablę chorąży poznański ^ 
We krwi pogańskiej. 
Godzien pochwały Gnióski, wojewoda 
Chełmiński, w którym nader piękna zgoda 
Męstwa z godnością: i mądry i śmiały, nr, 

Mąż doskonały. 
Teraz w komendzie zostaje Soczawy, 
Gdzie żony z dziećmi wierności zastawy 
Pierwsze z narodu dane wołoskiego 

Są w straży jego. 48o 

Było co widzieć, gdy wojewodowie 
Trocki 3 z połockim* niosą swoje zdrowie, 
Gdy wojewoda tamże ze Mścisławia ^ 
Głowy nadstawia. 
Nuż wojewoda, co rządzi Podlasiem®, 425 

Gdy kredensował przed swymi pałasem. 
Gdy las kruszyła kopij ta Leszczyna 
O poganina. 
A zaś Oboźny', ciężko będąc chory, 
Łajał fortunie, przeklinał doktory, 48o 

Wolałby umrzeć na koniu, niżeli 

W miękkiej pościeli. 
Kasztelan bełski na Niezabitowie ^ 
Zabiłby ich był wielu, ale zdrowie 

Nie dopuściło, przydało mu i to 485 

Bólu sowito. 

* Opaliński. ' Skoraczewski. ' Marcyan Ogiński. 

* Jan Kazira. Sapieha. * Jan Ogiński. 

* Wacław Leszczyński. ' Samuel Leszczyński. 
8 Niezabitowski. 



496 WIRYDAllZ 718 

Któż Poznańskiego \ kto na Czerniechowie * 
Cnych kasztelanów odwagi wypowie, 
Nuż Podlaskiego ^ dopieroż z Mścislawia^ 
4Ł0 Kto nie wysławia? 

Znacznyś w potkaniu, koronny chorąży ^; 
Twe śmiałe serce tam najbarziej tąźy, 
Gdzie boj wątpliwy, gdzie największa trwoga, 
Gdzie bitwa sroga. 
445 Czarniecki, pisarz polny, swego stryja 

Wieczniepamiętnej sławy się dobija, 
Przywodząc pieszo ludzi koronnego 
Wodza polnego. 
Wspomina wojsko odwagi Kryszpina^, 
450 Niechże go muza ma nie zapomina 

I ojca jego, bo w wojskowej płacy 
Nie szczędzi pracy. 
Znać po maltańskim krzyżu kawalera"^, 
Barziej po sercu, gdy mężnie naciera, 
455 Kiedy tam wpada, gdzie największe wrzawy 

Kawaler prawy. 
Wyżycki^ coraz wyżej postępuje 
W męstwie i sławie i tak się sprawuje, 
Że każdy przyzna, iż takich niewiele 
460 W rycerskim dziele. 

A i ty, choć masz imię od pokoju-. 
Chorąży Litwy, że się barziej w boju 
Kochasz i na tym pokazałeś placu. 
Odważny Pacu. 
105 Chodkiewicz idzie torem dziada swego, 

Widzi tam jeszcze znaki męstwa jego, 

1 GrzymuHowski. * Silnicki. » Łuźecki. 

* Ryszkowski. » Mikołaj Sieniawski. 

• Pisarz polny W. Ks. L., syn podskarbiego litewskiego. 
' Lubomirski. 

8 Chorąży kijowski i porucznik hussarski ks. Dymitra. 

9 Pac, chorąży nadworny litewski. 



718 WIERSZE ZB. MOKSZTYNA 497 

Gdy wódz litewski murem byJ obronnym 
Stanom koronnym. 
GeneraJ Donhoff^ sercem i urodą 
Znaczny, które w nim piękną idą zgodą, 470 

Idzie tam, gdzie krwie Nemesis niesyta 
Z śmiercią się wita. 
Tamże stryjeczny jego, podkomorzy 
Pomorskiej oba w s/awie nader .sk(;rzy. 
Swoje i cudze, gdy pod ich rząd wchodzą, 47,-. 

Pułki przywodzą. 
Widzę cię między pierwszymi na wale, 
Sławny Korycki, mężny generale; 
Widzę, co czyni twe odważne ramię, 

Cny Debohamie. 48o 

I ciebie moje pióro nie pominie, 
Cny podkomorzy, odważny Tedwinie*. 
Choć twe odwagi, których jest niemało, 
Słorice widziało, 
Mało to na cię, by i w nocne mroki 485 

Przepaść skał i Dniestr przebywszy głęboki, 
Wziąłeś szańc mocny i w dobrej obronie 
Na drugiej stronie. 
Generałmajor Łączyński i drudzy 
Starzy, Gradywa okrutnego słudzy, 490 

Oberszter Łącki, Denemark, Żebrowski 
I Przepędowski*, 
Na prawym skrzydle pułki przywodzili 

1 oślep prawie na wały skoczyli; 

W też pomorskiego i pułk wojewody *> 405 

Bieżał zawody. 

* Ernest Donhoff, generał major infanterji. 

2 \V?ad. DOnhoff, podk. pomorski i Stan. Kościcrzyński, konny i pie- 
szy oberszter. 

* Ted win, pod kom. derpski i obersler pieszy. 
< A to mJody jeszcze Przependowski. 

* Bąkowskiego. 

>\ ii ydurz I. SSJ 



498 WIRYDARZ 718 

Pokazał serce i animusz męski 
Oberszterlejtnant^ w pierwszym pułku, Kreski, 
Tamże i drudzy oficierowie 
500 Ważyli zdrowie. 

A zaś pułkownik Radziwił 2, choć z bólem 
Serca nieznośnym nie mogąc się z królem 
Rozstać, kiedy się dusza rozstawała, 
Strzegł jego ciała. 
506 A pewnieby był ten, jeżeli który 

Orzeł w pogańskiej krwi zbroczył pazury, 
Ale powinność, która go wiązała, 
Szczęściu zajrzała. 
Polano wskiego 3 znaczne w polu dzieła, 
510 Tychże i w szturmie ręka dowodziła. 

Jacy Kozubski* z Strzałkowskim^ mężowie, 
Niech sława powie. 
Nuż Kobyłecki, nasz sędzia wojskowy, 
Gdy wielom śmierci rozdaje surowy 
515 Los, i znacznego jakiegoć Turczyna 

Rez sądu ścina. 
I tychby tu był regestr bardzo długi, 
Co rożne czynią ojczyźnie przysługi; 
Ci dają ludzi, ci summy gotowe, 
520 Ci rady zdrowe. 

Książę siewierskie ^, drugi Mojżesz prawie. 
Gdy święte ręce wznosi w tej rozprawie. 
Wspierał potężnie lud jego okryty 
Madianity. 

* Oberszterlejtnant gwardyi pieszej. 

" Książę Stanisław Radziwił, stolnik W, Ks. L. i oberster gwardyi. 

* Chorąży sanocki a pułkownik i porucznik husarski hetmana 
wielkiego koronnego. 

* Kozubski star. horodelski, porucznik królewski. 
8 Strzałkowski rotmistrz pancerny. 
« Andrzej Trzebicki, biskup krakowski. 



718 WIKRSZE ZB. MORSZTYNA 499 

Ten wielki biskup w ratunku ojczyzny 525 

Nie szczędząc mądrych rad, prac, gotowizny, 
On jest prawdziwym, nie zmyślonym tamtym 
Polski Atlantem. 
Biskup Chełmiński ^, mądry podkanclerzy. 
Którego s-ława po świecie się szyrzy, sso 

Wspiera ojczyznę i kwotą gotową 
I radą zdrową. 
Hrabia Wiśnicza 2 pierwszy wojewoda, 
Godzien wspomnienia i minąć go szkoda, 
Bo choć w potrzebie nie było samego, sn-, 

Był tam pułk jego. 
Kanclerz litewski*, choć był pogotowiu. 
Nie mógł ojczyźnie służyć w słabym zdrowiu, 
Lecz tam od niego mężne ręce były. 

Co Turków biły. mu 

Tymci się niemal najlepiej dostało. 
Ich oficierow i ludzi niemało 
Sławnym za zdrowie ojczyzny okupem 
Padło tam trupem. 
Jego zaś ręka, co teraz pogonią 545 

Władnie, z młodszych lat co czyniła bronią. 
Widziała w walnych bitwach Hiszpania 
I HoUandia. 
Morsztyn, podskarbi wielki, gdy gotuje 
To, czym się wojsko rado posiłkuje, 550 

Chorągiew jego w tę krwawą rozprawę 
Robi na sławę. 
Taż wojewodę lubelskiego Reja 
Nagrody, sławy przywiodła nadzieja, 
Że swej dragoniej na tę okkazią 55:. 

Dał kompanią. 



* Andrzej Olszowski. 

' Aleksander Lubomirski, wojewoda krakowski. 

' Krzysztof Pac. 



500 WlRYDAliŻ 718 

A referendarz koronny * przy boku 
Pańskim w ostatnim życia jego zmroku 
Będąc, przy pułku brata miasto siebie 
560 Miał w tej potrzebie. 

Aczby był wolał sam się za granicą 
Widzieć i czynić, co świat pod Zdziewicą 
Widział, kiedy był w okrutnym opale 
Pierwszym na wale. 
665 Ale ktoź wszytkich tych tu wspomnieć może, 

Którzy nie groby mają, ale łoże 
Sławy i którzy między tymi szranki 
Odnieśli szwanki. 
Każdy najlepszy świadek swej ochoty 
570 Odbiera własną nagrodę swej cnoty, 

Gdy wie, że służył ze wszytkiej swej siły 
Ojczyźnie miłej. 
Wszytkich mianować panów, którzy w krześle 
Radą a ręką w rycerskim rzemieśle 
575 Drugim przodują, wojska i starszyny 

Wyliczać czyny, 
Nie mej to głowy; niech kto z tych ożyje, 
Których popioły włoska ziemia kryje 
A ich pamiątki bluszcz obtoczył w koło 
580 Kamienne czoło. 

Mnie zaś niechby to urazy nie niosło. 
Że mojej łódki niedołężne wiosło, 
Nie mając żaglow do lotnego biegu 
Trzyma się brzegu. 
585 Cała ojczyzna wam, wielcy wodzowie. 

Wam, cne rycerstwo, na zwycięzkiej głowie 
Kładzie z wdzięcznością za trudy marsowe 
Wieńce laurowe. 
Ciebie osobne czekają korony ^, 
6JK> Wielki marszałku, wodzu niez wałczony, 

* Krasiński. ^ i>Praesagium felix« Tr. 



718 WIKRSZE ZR. MORSZTYNA 501 

Za zdrowie nasze, z rąk srogich wydarte, 
Twą ręką wsparte. 
Ale nad wszytko ten, co się mianuje 
Bogiem wojsk, który nas zawsze ratuje, 
Kt()r'^go ręki nieśmiertelnej dzieło 595 

Wszytko sprawiło, 
Niechaj ma chwałę z wdzięcznością i z skruchą 
Za to zwycięstwo; ozdobną otuchą 
Dufajmy, że nas nie spuści na wieki 

Z swojej opieki. >m 

Ale i sami też o sobie czujmy 
I mocne wojska na wiosnę gotujmy. 
Czuj się, Polaku, stój na pilnej straży, 
Smok na cię waży. 
Nie wierz, żeby to już ostatnia by/a 605 

Porty potęga, jest tam takich siła 
Wojsk, już je zbiera, już bystre bułaty 
Wecuje, a ty 
Będziesz ospały? nie odpasuj broni, 
Rozlałeś ich krew hojnie, której oni 610 

Mścić się chcą^, takiej nie wycierpią plagi, 
Bo tej zniewagi 
Od lat kilkuset nie ponieśli prawie. 
Trzeba w potędze, trzeba w dobrej sprawie 
Potkać ich; ale tego naprzód trzeba, eis 

Żeby nam nieba 
Króla mężnego dały, bo bez głowy 
Ojczyźnie naszej upadek gotowy: 
Nieprzyjaciołom nie tak straszna ona 

Osierocona. eso 

Miejmy się wszyscy do zgody dla Boga, 
Dla świątnic Jego, dla wiary, bo sroga 
Chmura nad nami, radźmy wskok o sobie 
W tak ciężkiej dobie. 

* »I to wywroźylf Tr. 



502 WIRYDARZ 719-720 

625 A wy też wszyscy, postronni panowie, 

Widząc, że idzie nie tylko o zdrowie 
Nasze, którzyśmy dotąd niedobytym 
Waszym zaszczytem; 
Ale, że jeśli zginiemy, strzeż Boże! 
680 Po trupach naszych bisurmanin może 

Snadno przejść do was, pić krew wasze, czujcie 
A nas ratujcie! 

719. Nagrobek generałowi Żebrowskiemu pod Żurawnem 
z działa zabitemu anno 1676 w majdanie K 

Tu się odważnie bijąc za ojczyznę 
Żebrowski odniósł niezleczoną bliznę, 
Kulą rozcięty z całego kartanu 

Wpośród majdanu. 
5 Twarda to dusza, żywot to rogaty, 

Że nań Bistońskiej potrzeba armaty, 
Zkąd sława hukiem idzie okazałym 
Po świecie całym. 
Znać Tureniego żywot miał w przykładzie, 
10 Kiedy go równym sposobem z nim kładzie 

A sławy ledwie zrównanej pod słońcem 
Dosięga końcem. 
Płacze go wojsko, płacze żona, która 
Łzami swojego oblewa Hektora, 
15 Żałuje niemniej swego generała 

Ojczyzna cała. 

720. Na bankiet Imci pana Kłokockiego, stolnika płockiego, gu- 
bernatora księstwa słuckiego podczas sejmu warszawskiego 

in anno 1677 ^ 

Zacny stolniku, nie był i nie będzie 
Drugi na świecie, aby w twym urzędzie 

* W » Muzie Domowej « czytamy ten nagrobek w ogólnym Zbiorze 
Nagrobków nr. 12. W ostatniej zwrotce : Płacee mężnego niemniej generała 
Ojczyzna cała^ tekst w wydaniu poznańskiem ten sam co w Wirydarzu. 

' W »Muzie Domowej* nr. 33; odmianka w tytule: ...p/ockiego 



720 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 503 

Dokazał tego, żeby jego stoły 

Tylu narodom dały byt wesoły. 

Byli Hiszpani, Włosi, Francuzowie, 5 

Niemcy, Holendrzy, Wołosza, Węgrowie, 

Multan, Czerkiesin, Serbowie, Ormianie 

I chociaż w jednym rożni Alkoranie, 

Turczyn, Pers, Arab i Ordyniec dziki. 

Trzebaby bankiet ten wpisać w kroniki, 10 

Którego pewnie i to nie ohydzi, 

Że na nim Cygan, Karaim i Żydzi, 

Skoczkowie, kunszty swe wyprawowali, 

Nad czym się srodze Turcy zdumiewali. 

Czyć znowu drugą Babel złożyć chciano, 15 

Kiedy tak wiele narodów zebrano? 

Nie Babel: tam się języki zmieszały. 

Tu zaś był każdy w swoim doskonały. 

Acz według pisma przecie się sprawili, 

Kiedy się wina młodego opili 20 

A gdy się wszyscy swym własnym słyszeli 

Mówiąc językiem, srodze się zdumieli 

I pewnie sławne imię twe zaniosą 

Tam, gdzie z poranną dzień nastaje rosą, 

Gdzie późny gaśnie i skąd akwilony ss 

I austry wieją, będziesz rozsławiony. 

Wszyscy weseli byli przy twym stole 

I Turczyn o swym zapomniał Stambole. 

Dopieroż Orda na swój bankiet szkapi 

Od smacznych potraw nie barzo pokwapi so 

I jako widzę serbety i kaffy, 

Zwyczajny napój Selima Mustafy, 

Ochotnie z naszym przemienili winem 

I zgoła każdy zgodził się z Węgrzynem. 

Ale niechaj wiem, jeśli w takiej ludzi 35 

Obcych gromadzie, był też kto ze Żmudzi? 

pułkownika J. Kr. M., opiekuna i oekonoma księżnej JM. na którym było 
ośminaście rożnych narodów... 1674!; w w. 2 cobi/. 



504 WJRYDARZ 721 



721. Temuż prędko potym przy posłanym szkle toczonym 

W wojsku, na sejmach, w pokoju i zwadzie, 

Ozdobo Polski i wielki przykładzie, 

Już taka sława o tobie jest wszędzie, 

Że wszytkich w swoim przechodzisz urzędzie, 
r. Kiedy nie tylko Polska, lecz Asia 

Co dzień u ciebie i jada i pija 

I co my w Rzymie Kardinal- patrona, 

To tu ma u nas ciebie wschodnia strona. 

Skoro tylko świt rożne ordy szykiem 
10 Idą do ciebie z swym Sułomalikiem. 

Pokazałeś to przy Kamemelmecie, 

Na szumnym, który dałeś mu bankiecie, 

Że wielki Mogol, ba i antipody 

Miałyby swoje u ciebie wygody. 
15 Iż tego siła u ciebie wychodzi, 

Kiedy tokaj skie zbierają powodzi, 

Posyłam ci ten nietrwały rynsztunek, 

Którego lubo podły jest szacunek, 

Nad tym się jednak dowcip twój zabawi, 
20 Że jeśli człowiek śmiertelny to sprawi, 

Że z ziemie, z prochu, z mizernej perzyny 

Takie rozumem swym wywiedzie czyny, 

A dopieroż ten co naturą władnie 

I co ją stworzył, potrafi w to snadnie, 
2ft Że choć w proch pojdziem, w atomy znikniemy, 

Znowu w chwalebnych ciałach postaniemy. 

A teraz żeśmy popiół, proch i glina, 

Niż się rozsypiem, nalejmy w się wina. 



* >Muza Domowa* nr. 34, tytuł odmienny: Na drugi bankiet 
tegoż IMci, kiedy Kamambet Murze częstował, po którym kilka szklenie 
toczonych posłałem w Warszawie dnia 10 maja 1677; w w. 2 rzadki 
pr-zykladzie. 



722 WIERSZE ZH. MORSZTYNA 505 



722. Treny żałosne Jej Mości paniej Konstantiej Słuszczanki 
Denhoffowej, wojewodzinej pomorskiej etc. etc po świętej pa- 
mięci JE. Mości panu Władysławie hrabi Denłioffie, wojewodzie 
pomorskim, podskarbim ziem pruskicli, skarszewskim, koście- 
rzyiiskim etc etc. staroście, pułkowniku JE. K. Mości, który 
w Węgrzecłi pod Parkanem w nieszczęśliwej okaziej od Tur- 
ków zabity, die 7 Octobris anno 1683 cliwalebnie żywot swój 

położył. 

Tren L 

I któżby mi też to dał, żeby te łzy krwawe, 
Które toczę na fata płacząc niełaskawe. 
Obróciły się w czyste wod przejrzystych stoki 
A serce skamieniało w skaliste opoki? 
Kto mi odejmie pamięć? Kto letejskiej wody 
Przyniesie i tak wielkiej zapomnienie szkody 
Jeśli niecałe sprawi, przynajmniej ulżenie 
Żeby miało tak ciężkie moje utrapienie. 
Niech już zapomnię, jaka dola moja była. 
Gdym szczęściem swym szczęśliwych wielu przechodziłjt. 
Póki mąż moj kochany, póki moj jedyny 
Przyjaciel tu żył ze mną, jako mi godziny 
I wesołe płynęły nieteskliwe lata, 
Jakom bez trosk, frasunków zażywała świata, 
Kiedy to wszytko tracę w tak wielkiej osobie, 
W jednym wszytkie pociechy składając z nim grobie. 

Tren II. 

Tak Egeria po swym lamentując Numie 
W zrzodło, co ledwie w ludzkim zmieści się rozumie, 
Z obfitości gorzkich łez nagle roztopniała 
I tak się oraz z światem i z żalem rozstała. 
Sławna fortuny srogość i z Hekubą starą, 
Gdy jej mąż przy ołtarzu i krwawą ofiarą 
Padła przy nieprzyjaznym grobie nieszczęśHwa 
Poliksena; okrutne której gdy omywa 



506 WIRYDARZ 722 

Rany w morzu, aż ujrzy, że wał idzie z trupem, 
10 Pozna, że to syna jej: naprzód stanie słupem 

A potym (o jaka moc żalu!) odmieniła 
Ludzką podstać i więcej nie płacząc zawyła. 
Na mnie kto wejrzy, jako mię żałość zejmuje, 
Uzna, że swe nieszczęście nie mniej opłakuję, 
15 I kiedyby mię Boska łaska nie szczyciła, 

Jużbym dawno w podziemne podwoje wstąpiła. 

Tren III. 
Już się powraca z wojny kroi niezwyciężony, 

Którego niezliczone zwycięskie korony 

Pańską głowę okryły: wszyscy się radują, 

Wszyscy się witać swego obrońcę gotują. 
.5 Jego cudowne czyny i potrzeby walne, 

Reprezentują wszędzie bramy tryumfalne. 

Wszędzie brzmią winszowania i panegiryki, 

Wszędzie koncenty muzyk i wesołe krzyki. 

Już utęsknione żony mężów swych witają, 
10 Którzy im swe marsowe trudy powiedają. 

Wybiegają do ojców swych drobne dzieciny, 

Wyciągają do szyje ich małe ręczyny. 

Ja tylko biedna płaczę, ja łzy żywe piję 

A utrapione serce ledwo że już żyje. 
15 Gdzie się bowiem moj podział? gdzie jest prze Bog żywy? 

Kędy zapadł? dokąd mię odbiegł nieszczęśliwy? 

Czy jest jeszcze nadzieja, żebym go widziała. 

Póki duch z strapionego nie wynidzie ciała? 

Niemasz, niemasz nadzieje! Już moj ulubiony 
20 Mąż od srogiej pogańskiej ręki położony. 

Tren IV, 
Goż to widzę nieszczęsna? Przebóg co się stało? 
Ach widzę tylko martwe bez swej głowy ciało. 
O zacna głowo! któraś moją zawsze była, 
Czemu cię sroga ręka z ciałem rozłączyła? 



722 WIERSZE ZB. MORSZTYNA 507 

Czemu ślicznych nie widzę oczu? czemu wargi 5 

Wdzięczne na zlą fortunę nie czynią mi skargi? 

okrutny tyranie! o nowy Herodzie! 

Ty masz swoje pociechy w mej ciężkiej przygodzie. 

Ale jak niegdy Cesarz, gdy Pompej uszowę 

Widział, płakał (czy z żalu, czy z radości) głowę, 10 

Tak te oba afekty, ty tyranie wschodny 

Musiałeś mieć natenczas, gdyś pasł wzrok niegodny 

W martwej Chrystusowego twarzy bohatyra 

A żal z chciwością pomsty serce wpół rozdziera. 

Bo za zgubione wojska, stracone armaty, 15 

Miasta, zamki i insze niezliczone straty 

Małać się zda nagroda, ale zaś ta strata 

U mnie cenę przechodzi i całego świata. 

Tren V. 
O jaki żal przenikał biedną Kornelią 
Patrząc że już męża jej okrutnie zabiją. 
Że w zacnej krwi wielkiego niegdy Pompejusza 
Gromada zdrajców brzydkie swe ręce zajusza. 
Radaby go piersiami swymi zasłoniła s 

1 wszytkie miecze w swoje serce obróciła. 
I j aby mci wolała, żeby wszytkie strzały, 
Wszytkie miecze i kule we mnie ugadzały. 
Biegłabym między szyki i surowe boje. 

Żebyśmy raczej oraz zginęli oboje, 10 

Niż co teraz po mężu wdowa nieszczęśliwa, 

Z nimem umrzeć nie mogła a w sobiem źle żywa. 

A jeszcze w czym się serce moje nie utuli, 

Żemci wdziać i śmiertelnej nie mogła koszuli. 

Nie mogłam i gorzkimi, mężu moj kochany 15 

Łzami opłokać twojej niezleczonej rany. 

A żeć teraz nieszczęsna tę powinność płacę. 

Widzi to twój szlachetny duch, który pałace 

Empirejskie przeniknął i pewniej niż owa 

Świecić się na nich będzie gwiazda Cesarzowa. 20 



508 WIKYOAHZ "22 



Tren VL 

Uderz troskliwe serce w płacz i narzekanie, 
Wspomni sobie ostatnie na?^ze pożegnanie. 
Na wojnę jadącego swego Protesila 
Jako Laodameia strapiona prosiła, 
Przez wszytkie ścisłe spolnej miłości zadatki. 
Żeby nie osierocił i dzieci i matki, 
Żeby i okręt jego nie był pierwszy w biegu 
I on ostatni stawał na przeciwnym brzegu., 
Ale coż to pomogło, tak go chciw^ość niosła 
Sławy, że przed wszytkimi zażył swego wiosła 
I wypadł pierwszy na ląd, kędy swą ochotą 
Ubogą żonę wieczną zostawił sierotą. 
Toż się mnie właśnie stało, o tożem płakała, 
Gdym się z połową dusze mojej rozstawała. 
Że będąc sławy pilen^ i z pierwszej młodości 
Kawalerskiej czyniwszy dosyć powinności 
Teraz gdy ma dla kogo, żeby się szanował, 
Co lubo mi ciesząc mię wrzkomo obiecował: 
Ale widzę, że serce wielkiej sławy chciwe 
Nie dbało na lamenty i płacze rzew^liwe. 
Foki go mogły zajrzeć oczy wypłakane, 
Poty go prowadziły a myśli stroskane 
I utrapione serce zawsze przy nim było, 
I wszędzie go kędy się obrócił śledziło. 

Tren VII. 

Czułoć to bowiem, wierny lubo nieszczęśliwy 
Prorok, że moj kochany nie powróci żywy. 
Wszytkom sobą nudziła, wszytkom ponurzona 
W smutkach, myślach, mniemała, żem już opuszczona. 
Nowe mię coraz troski i w^e dnie suszyły, 
I w nocy nieraz mię sny okropne trapiły^. 

* W odpisie: pełen. 

' Dopisano: straszyły, a w w. 17: wyrzuciła. 



■^2 WIKRSZK ZB. MOKSZTYNA 509 

Jak niegdy Alcyone rozstawszy się z mężem, 

Który nieprzyjacielskim nie poległ orężem 

Ale w srogich otchłaniach morskich zatopiony, 

Dusząc w strapionym sercu żal nieutulony, lo 

Przecie się coraz biedna cieszyła nadzieją, 

Że tak szczęśUwe wiatry jeszcze jej zawieją. 

Które jej męża wrócą. Aż gdy go w podstaci 

W jakiej utonął, ujrzy we śnie i już straci 

Wszytkę nadzieję, na brzeg wylękniona bieży, 15 

Na którym gdy obaczy, że trup jego leży, 

Dopiero tam żalowi wodze wypuściła. 

Że się z ludzkiej natury w inszą odmieniła. 

Tren VIIL 
Jeśli która kiedy na swym szczęściu znała, 
Tedym go ja w swym sercu zawsze uważała, 
Że mi łaskawe nieba takiego zdarzyły 
Męża, którego wielą darów zbogaciły. 
Jeśli o urodzenia zacnego ozdoby, 5 

I któż tak niewiadomy może się znajść, coby 
Nie wiedział, jacy w domu tym senatorowie, 
Wysocy urzędnicy i generałowie 
(A co mię też zgubiło) do dzieła Bellony; 
Dosyć, kto w Denhoffowskim domu urodzony. 10 

Dopieroż w macierzyńską kto pojrzy hnią, 
Obaczy jakie blaski tych zacności biją, 
Jako wielki dom książąt brzeskich i z królami 
I z wielkimi zkrewniony blizko monarchami, 
Rod od Piasta dawnego królewski ciągnący u, 

I tą ozdobą wieków przez dziewięć kwitnący. 
Jeśli urodą i w tej nieupośledzony 
I pięknymi przymioty tak był obdarzony. 
Że Marsowa surowość z wielką łaskawością 
I z wrodzoną piękny spor wiodły w nim ludzkością. 2j 
Ale to nadewszytko, że szczyrość i cnota 
Bez przy sady nad wszytkie brantowniejsza złota, 



510 WiryDarss 722 

Co rzadka wieku tego, w nim się znajdowała, 
Która mu wielką miłość u wszytkich jednała. 

25 I to wszytko myślistwo za dni życia jego 

Było, żeby mógł afekt pozyskać każdego. 
A choć własna pochwała nie zawsze uchodzi, 
Jednak przecie świadectwo prawdzie się dać godzi 
I winna miłość męża w pierwszym ma być względzie, 

KO Go baczny uważywszy, za złe mieć nie będzie. 

Tren IX. 
Kroi wielki jako jego zasługi szacował, 
Skutkiem samym w osobie jego pokazował. 
I by był dłużej pożył, pewnieby go była 
Pańska łaska na wyższym stopniu posadziła. 

5 Znał bowiem godność jego, znał wielką ku sobie 

Życzliwość, której dowieść nie mógł w większej próbie, 
Jak gdy dla majestatu jego dostojeństwa 
Koszty, trudy wojenne i niebezpieczeństwa 
Podejmował ochotnie i przy pańskim boku 

10 Padł na los nieuchronny wiecznego wyroku. 

A nic nie wątpię, że to i po śmierci czuje. 
Jako pan baczny sługi wiernego żałuje 
I nie bez królewskiego serca poruszenia. 
Nieraz go czyni godnym dobrego wspomnienia. 

15 I tać też jest jedyna, którą w tym opale 
Jaką ulgę mogą mieć moje ciężkie żale. 
Że za tak łaskawego i dobrego pana 
I za świat chrześcijański krew jego przelana. 

Tren X. 
Żałuje go prześwietny senat, jako swego 
Kolegi, żałuje stan rycerstwa zacnego. 
Żałuje dzielne wojsko z wielkimi wodzami, 
Którzy odwagi jego bywali świadkami. 
Płacze go pułk, hussarska płacze jego rota. 
Którym wiadome jego męstwo i ochota 



722 WjBRSZR ZB. MORSZTYNA 511 

Zawsze była i dziś go nie wypuszczą prawie 

Z ust swych, przyznając co się godzi jego sławie. 

Płacze dobrego syna i cała ojczyzna, 

W którym jak wiele traci, sama zazdrość przyzna. w 

Płacze zacny dom jego, który jako wiele 

W nim utracił, czuje to; płaczą przyjaciele. 

Płaczą słudzy, których był ojcem a nie panem, 

Dopieroż biednym serce kraje się poddanym. 

Tren XL 
Ale nad wszytkich kwilą sieroty a mała, 
Wierzę, że go w żywocie matki swej płakała. 
Siebie tu nie przypomnię, bo jakimiż słowy 
Wyrażę los nieszczęścia mojego surowy. 
Biegły mistrz chcąc wyrazić straszną tragedią, s 

Kiedy wielki wódz grecki swą Iphigenią 
Dał na śmierć, przez subtelnych farb lineamenty 
Wymalowawszy wszytkich płacze i lamenty 
Samego tylko ojca żal nieutulony 

Zakrył przez zawieszone na twarzy zasłony, lo 

Dając tym znać, że żadną farbą doskonale 
Nie mogą być tak wielkie wyrażone żale. 
I ja choćbym tyle słów, ile piasku w brzegu, 
I rękę prędszą miała słonecznego biegu, 
Wymówić i wypisać trudno, jak strapione is 

Serce moje; więc oczom położę zasłonę, 
Żebym na tak okropny widok nie patrzała, 
Póki duch z strapionego nie wynidzie ciała. 
Cieszysz mię w tym nieszczęściu, matko moja droga, 
A choć i same żałość zejmuje cię sroga, lo 

Boś nie zięcia, lecz syna własnego straciła. 
Jednak żebyś mię w moim żalu nie rzewniła. 
Swój dusisz w sobie i łzy połykasz obfite, 
Zkąd twoje serce męki ponosi sowite. 
Cieszy kochana siostra, choć sama w bojaźni 86 

Podobnej (której niechaj Bog zachowa) kaźni. 



512 w I K Y D ARZ 722 

Niechaj wielkiego wodza wszytkie złe mijają 

Razy, niech go anielskie piorą okrywają. 

Cieszy z drogą krwią m(»ją swoimi córkami, 
30 Ale i tym się oczy zalewają fzami, 

Że w podobnych opałach mężów swych miewają, 

Z których niechaj ich same nieba wyrywają. 

I ty jedyna siostro, siostro nieszczęśHwa \ 

Rodzona jego, cud to, jeśhś dotąd żywa, 
35 Wiem, że krwawych łez lejesz nieprzebrane zdroje, 

W krótkim czasie kr wie swojej widząc szkodę dwoję. 

Tren XIL 
A ty sam mą pociechą bądź, ukrzyżowany 
Boże, któryś najświętszą przez okrutne rany 
Krew dla nas wylał, któryś i gorzkiej skosztował 
Śmierci, żebyś od wiecznej nas grzesznych ratował. 

5 Raczże przyjąć i tę krew twego męczennika 

Jako wdzięczną ofiarę, niech głos jej przenika 
Firmamenty niebieskie i jak niegdy owa 
Wołała krew do nieba o pomstę Ablowa, 
Tak daj, żeby niezbożny naród, Otlomani 

10 I dalej w swej hardości byli przełomani. 

Niech ci, którzy się twoim najświętszym mianują 
Imieniem, z nieprzyjaciół twoich tryumfują. 
A jako gdyś na krzyżu, Zbawicielu święty 
Dla nas i grzechów naszych srodze był rozpięty, 

15 Dałeś na wieki świętej i błogosławionej 

Matce swej opiekuna, tak i mnie strapionej 
Sam racz być opiekunem w tym sierocym stanie, 
O Królu wszytkich krolow, o wszech panów Panie. 
Koniec Trenów. 

* Wojewodzina malborska, rodzona siostra nieboszczykowska, Bą- 
kowska, której cioteczny brat Opaliński, wojewoda brzeski i generał wielko- 
polski, w tenże czas prawie umarł. Tr. 

KONIRO TOMU PJRRWSZEGO. 



WIRYDARZ POETYCKI 

II. 



JAKUBA TEODORA TREMBECKIEGO 



Wl RYDARZ POETYCKI 

Z RĘKOPISU 

RADCY DR. LUDWIKA MIZERSKIEGO 

WYDAŁ 

ALEKSANDER BRUCKNER 
TOM II. 




WE LWOWIE 

NAKŁADEM TOWARZYSTWA DLA POPIERANIA NAUKI POLSKIEJ 

1911 



Kraków, w drakami Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem Józefa Filipowskiego. 



SPIS RZECZY 

WIRYDARZA POETYCKIEGO, 
Część druga. 



Słr. 
Wstęp XI-XL1I 

Wacława Potockiego, podstarościego bieckiego, 

wiersze polskie 1—218 

723. Tydzień stworzenia świata 3 

724. Pan Bog dobry, człowiek zły we wszystkich drogach swoich 22 

725. Katalog monarchów i krolow polskich 35 

726. Rokosz gliniański 43 

727. Rozkosz światowa 61 

728. Pojedynek rycerza chrześciańskiego wierszem opisany . . 76 

729. Judyta 78 

730. Piwo Imci pana MiJgastowe 94 

731. Do Żydkiewica instigatora koronnego 96 

732—741. Decyma pieśni pokutnych 96 

742—746. Insze pieśni rożnym czasom służące 112 

747. Pogrom turecki z Hussein paszą pod Chocimem . v . . 121 

748. Panegiryk najjaśniejszemu królowi 158 

749. Yirginia, rzymska panna 179 

Wiersze Jakuba Teodora Trembeckiego . . . 219-308 
Philomachia abo wyrażenie gorących afektów 
miłości. 

750. Przedmowa 221 

761. Do Kupidyna 222 

752. Kochanie nie grzech 224 

753. List do pewnej osoby 226 



VI SPIS RZECZY 

Str. 

754. Do Anny P. M. B 228 

755. Na tejże obraz 228 

766. O tejże 228 

757. Na reg w kabacie 228 

758. Do Anny nieoszacowanej 229 

759. Na imieniny 230 

760. Waleta z drogi posJana 230 

761. Lament w zakochaniu 233 

762. List do tejże 235 

763. Gratulatia tejże nowego roku 239 

764. Dialog abo rozmowa kawalera z damą 241 

765. Do pewnej osoby 250 

766. Odpowiedź przyjaźni 250 

767. Sen poranny 252 

768. Przeprosiny 255 

769. Do Wenery 258 

770. Do dobrych towarzyszów o swej miłości 259 

771 261 

772. Historya o straconej i znowu nabytej miJości 261 

773. Hiszpańska rodomontada 264 

774. Waleta listowna z drogi posiana 265 

775. Wotum tej damie, której waleta napisana jest 266 

776. Kurant 267 

777. Na krotką konwersacyą 269 

778. List do tejże przy odesłanym dialogu abo rozmowie mło- 
dzieńca z panną 270 

779. Fragment przy liście do pewnej osoby z obozu pisanym . 271 

780. Trenodia braterska na okrutną śmierć kochanego brata Jana 
Trembeckiego 273 

781. Resentyment 274 

782. Omen 276 

783. Podobieństwo oczu 277 

784. Motiyum do lubienia damy 277 

785. Drugie 278 

786. Na obrazek tego kupidynka 278 

787. Od jednego zacnego kawalera do damy także zacnej . . 278 

788. Wotywa do wielmożnego Imci pana z Baucendorfu na Kę- 
sowie Kęsowskiego 280 

Fragzki rożne tegoż J. T. T(rębeckiego). 

789. Cum omnia bene feceritig etc 289 

790. O Marku 289 



SPIS RZECZY VII 

Stf. 

791. Do matematyka 289 

792. Na biaiegJowy 290 

793. Do Jana żołnierza jednookiego 290 

794. O SS. Piętrze i Pawle 290 

795. Do skąpego 290 

796. Ksiądz rzymski 290 

797. Minister luterski 290 

798. Do dworzanina 290 

799. Na Wacława 291 

800. Do jednej 291 

801. Do Kasie 291 

802. Do Zosie 291 

803. Na strój gJow białej płci 291 

804 Na heretyków 291 

806. Na Francuza la Bussier 292 

806. O miłości ' 292 

807. Królestwo podzielone 292 

808. Cieplice 292 

809. Na dziewkę leniwą 292 

810. Na małżonków 293 

811. Scrutinium Math. 9 28 293 

812. Nolite fieri sicut mulus et equus etc 293 

813. Non occides, non furaberis 293 

814. Honoris (etymo - genea) logia 293 

815. Na krolobojcow 293 

816. Na jednego dobrege kompana 294 

817. Na tegoż 294 

818. Na tegoż 294 

819. Na tegoż 294 

820. Na tegoż 294 

821. Na tegoż 295 

822. Na Gabriela cyrulika 295 

823. Do Jana skąpego 295 

824. Na traf żałosny 295 

825. Na Jana 296 

826. Rozsądek prosty, krotki a słuszny 296 

827. O krołu polskim Kazimierzu pierwszym . 297 

828. Z łacińskiego • 297 

829. Na wdowy z łacińskiego 298 

830. Prorocy i poetowie z łacińskiego 298 

831. Na kadetów cudzoziemskich z łacińskiego 298 

832. SarbicYii distichon 298 



Vni SPIS RZECZY 

Str. 

883. Odpowiedź na żart 298 

834. Kwestia 299 

885. O tymże Zapolskim 299 

836. O Jędrzeju 300 

837. Mądrość dziewek gdańskich 301 

838. Na bliźnięta brata i siostrę, z których każde się byZo uro- 
dziło mając po jednym jasnym oku, po drugim ciemnym . 302 

839. Na ślub pewny w Toruniu in anno 1693 302 

840. In ąuendam principia sui percussorem, crudelissimo suppli- 

cio affectum, Praga Bohemorum 305 

841. Wersia polska tegoż autora J. T. T 305 

842. Miscellanea. In P. P. Jesuitas Distichon 305 

843. In numismate Regis Yladislai IV et Gaeciliae Renatae . . 305 

844. Fragment 305 

845. Sub hostia calici superimposita 306 

846. Sub imagine Beatae Yirginis 306 

847. In tormentum bellicum insignitum angve pomum in ore 
gerente 306 

848 306 

849. Contra quosvis haereticorum antesignanos oppugnantes pri- 
matum sancti Petri, apostolorum principis, distichon latinum 
incerti autoris 306 

850. Alio modo 306 

851. Na tych, którzy zwykli za zdrowie zbytnie wypijać. Ex Oyeno 307 

852. Skarga na pierworodztwo, które w cudzych krajach ma pre- 
rogatywę cum iniuria młodszych. Ex Oveno także .... 307 

853. Transpositio verborum egregia 307 

854. Verba accedentis ad sacram eucharistiam 307 

855. Jaki koniec z pożyczania komu pieniędzy 307 

856. Commoda Rzeczpospolitej 308 



Poważna poesis, to jest wiersze rożnych poetów 309—360 

857. Złote obiecadło 309 

858. Zegar bojaźni bożej 313 

859. De ecclełia Christiana 316 

860. Item 315 

861. Sub imagine salyatoris crucifixi 315 

862. Christus crucifixus alloguitur homines 315 

863. Item 316 

864. vSub imagine salvatoris 316 

865. Deus alacri animo leąTendus est 816 



SPIS RZECZY IX 

8tr. 

866. De morte 316 

867. Nobilissima yictoria 316 

868. In simili 316 

869. Recta conscientia 316 

870. De fato 317 

871. De piis Christianis 317 

872. Gemitus peccatoris 317 

873. Christus respondet 317 

874. Precatio pia 317 

875. Deus super omnia et ubiąue 317 

876. Sine yirtute omnia sordent 318 

877. Precatio yespertina 318 

878. Qualem religionem Deus amet 318 

879. Reges yeritas decet 318 

880. Vera felicitas 319 

881. Tempera praesentia mała 319 

882. Diyitiae, sanitas, salus .... 319 

883. Pieśń S. S. Ambrożego i Augustyna Te Deum laudamus . 319 

884. Pieśń czasu mnogich żaJosnych przygód, chorób i gęstych 
śmierci 321 

885. Exclamatio pii christiani agonizantis 323 

886. Exhortatio 323 

887. Inyitatio Christi 323 

888. Precatiuncula 324 

889. Alia post cibum sumptum 324 

890. Oblatio sui ipsius Christo 324 

891. Humile in altum excrescens plerumąue pessimum . . . ."24 

892. Aliud incerti autoris 824 

893. Aliud (Prudentius) 324 

89i. Tren na zeszcie młodzieniaszka jednego 324 

895. In imaginem Christi crucifixi (S. Augustinus) 325 

896. Vera Yictoria 325 

897. Zaciąg pana Chrystusów żołnierza chrześciańskiego . . . 326 

Pieśni pokutne złożone przez Olbr. Karmanow- 
s ki ego. 

898. Pieśń 1 329 

899. » 2 330 

900. * 3 332 

901. » 4 333 

902. > 5 333 

903. » 6 335 



X SPIS RZECZY 

Str. 

904. Pieśń 7. . 336 

905. » 8 336 

906. » 9 338 

907. » 10 338 

908. » 11 339 

909. » 12 341 

910. » 13 (w chorobie 342 

911. » 14 » 343 

912. » 15 Czasu gromów i piorunów 344 

913. Krzysztofa i Eliasza Arciszewskich, gdy po zabiciu Brze- 
źnickiego za morze się wyprawując rodzice swe zegnają . 345 

914. Lament Krzysztofa Arciszewskiego 347 

915. Rekurs z Indiej do Niderlandu wprzód, po tym do Gdańska 

post exiiium ąuindenale Krzysztofa Arciszewskiego . . . 358 

916. Fructus paradisi; fructus ventris 360 

917. Z łacińskiego do Najśw. Panny 360 

918. Item z łacińskiego do tejże 360 

919. Alio modo 360 

920. Ex Oveno 360 

Dodatki 361 



WSTĘP. 



Jeżeliby kto osądzał wojsko polskie XVn wieku, wojsko 
kłuszyńskie i chocimskie, wedle wieszających się koło niego ciu- 
rów i drabów, ściągnąłby na siebie słuszny zarzut stronniczej, 
zawistnej niesprawiedliwości albo potwornej nieznajomości rze- 
czy. A przecież osądzano niegdyś trybem nieco podobnym 
poezyc tego wieku! Skazawszy ją raz zaocznie (bo nie wysłu- 
chawszy należycie jej samej), na infamię dla takich grzechów 
przeciw dobremu smakowi, jakimi są makaronizm i panegi- 
ryzm, zaczęto dopiero w ciągu XIX wieku, na podstawie no- 
wych informacyi, de noviter repertis, wątpić o prawomocności 
przedwcześnie zapadłego wyroku, a z każdym dziesiątkiem lat 
przybywały nowe świadectwa, wychylały się z pod mgły za- 
pomnienia coraz poważniejsze, dowcipniej sze, jaskrawsze fizyo- 
gnomie literackie, mistrze pióra i formy, głowy patryotyczne, 
myślące, pełne humoru i fantazyi szczeropolskiej, ludzie poloru 
i smaku, tacy Andrzej Morsztyn, Wacław Potocki, Łukasz 
Opaliński i tylu, tylu innych. 

W ten niedokończony jeszcze proces rehabilitacyi poezyi 
XVII wieku, w to powolne odwojowanie dobrej jej sławy i za- 
sługi, wnosi niepośledni moment rękopis pod tytułem Wiry- 
darz Poetycki (t. j. Ogród poezyi) IMp. Jakuba Teodora 
Trembeckiego, pisarza skarbowego pruskiego, jaki w poniższym 
przedruku publiczności światłej do rąk oddajemy. Zawdzię- 
czamy zaś tę możUwość raz łaskawej uprzejmości dzisiejszego 
właściciela tego skarbu rękopiśmiennego. Dra Ludwika Mi- 



XII WIRYDARZ 



zerskiego, znanego obywatela i posJa, radcy konsystoryal- 
nego w Poznaniu, co skarbu tego nie chował zwyczajem innych 
zbieraczy pod korzec, lecz każdemu pracownikowi go chętnie 
udzielał; powtóre ofiarności Towarzystwa dla popierania nauki 
polskiej Lwowskiego, a zwłaszcza staraniom jego przewodni- 
czącego, prof. O. Balzera, co wydawnictwo i środki obmy- 
ślił. W Akademii, gdzie właściciel rękopis złożył, dokonano 
pod niestrudzonym nadzorem radcy J. Czubka, któremu 
nauka polska tyle najcenniejszych wydawnictw zawdzięcza, 
wiernej kopii Wirydarza Poetyckiego i tę do druku od- 
dano. Tak dzielą wymienieni trzej panowie zasługę nowego 
wydawnictwa. 



Pierwszą (publiczną) wiadomość o Wirydarzu Poe- 
tyckim podał ś. p. redaktor »BibHoteki Warszawskiej* .1. K. 
Plebański, w zeszycie wrześniowym z r. 1889 r. (III, str. 
435 — 439), gdy mu radca Mizerski rękopisu do Warszawy 
na cale lata użyczył. I ogłaszał odtąd Plebański w » Biblio- 
tece Warszawskiej* i w osobnych odbitkach różności z Wi- 
rydarza; uzupełnił z niego mianowicie »Merkuryusza Nowego* 
W. Potockiego (wydanego spółcześnie przez Dra B. Krzep- 
kiego); wydał z niego >Pogrom Turków pod Chocimem 
1673 r.« (w zeszycie październikowym 1889 r.); »Pieśni Wa- 
cława Potockiego* (w zeszycie grudniowym 1890 r.); »01brychta 
Karmanowskiego poety wieku XVII wiersze różne* (w osobnej 
odbitce, str. 60 i II, Warszawa 1890, z tomu drugiego 1890 r.), 
a przygotował do wydania wiersze Daniela Naborów skiego 
i Jerzego Szlichtynga, lecz śmierć tę pracę owocną przerwała. 
Rodzina zmarłego ofiarowała mi chętnie do wydania przygo- 
towane odpisy obu poetów, lecz rzecz odkładałem, tusząc, że 
nadejdzie kiedyś sposobność wydania całkowitego Wiryda- 
rza, że nie należy rozrzucać bogatej jego treści po drobnych 
publikacyach. Nareszcie po dwudziestu latach nadzieja się 
ziściła. 

Rękopis jest zwykły, mały kwartant XVII wieku, prze- 



WSTĘP XIII 

pisany starannie; liczy 1258 stronic, spólcześnie numerowa- 
nych. Główny jego zrąb powstał przed godami 1675 r., jali 
na tytule wyrażono. Trembecki sam dodawał (od str. 1109) 
wiersze o roku 1683 i wyprawie wiedeńskiej, a jeszcze później 
wstawiał rozmaite uwagi, sięgające roku 1701. Rękopis zacho- 
wał się znakomicie; niestety, wiele kart powycinano i wiele 
wierszow luźnych lub całych poezyi zamazano starannie dla 
ich treści rozwiozłej; najwalniejsza luka jest przy samym 
końcu, od str. 1218 do 1243, chociaż wątpićby można, czy 
właśnie te karty padły ofiarą niemoralności; otoczenie ich po- 
ważne, przeczy temu, jak się zdaje; może były » zarażone* 
aryańslwem. Karty bowiem wycinał i wiersze mazał Trembecki 
sam, co na stare lata usuwał sprosności, jakie go za młodu 
bawiły^ lecz może i zbyt wyraźne reminiscencye aryańskie, 
t. j. również grzechy młodości: pobożność saska w tymby się 
uwidoczniła; początki wierszow niewinnych, co się znajdowały 
na końcu kart wyciętych, wypisywał ponownie nad ich cią- 
giem dalszym, aby nie psuć całości. 

Wiry dar z, to nie tylko najzupełniejszy, lecz zarazem 
i naj staranniejszy odpis dawnej poezyi; chyba oryginały W. Po- 
tockiego mogą mu pod tym względem dorównać; nad wyko- 
naniem odpisu czuwał bowiem Trembecki sam, poeta nie- 
zgorszy. Najpierw kilka słów o nim samym, przepisanych 
z Niesieckiego. 

Pod Trembeckimi herbu Brochwicz z Trąbek w woje- 
wództwie krakowskim (na Wiry dar z u wyciśnięto jeszcze 
pieczątkę: Ign. Broch. Trembecki 1799), pisze Niesiecki, co na- 
stępuje: Mikołaj Trembecki żenił si^ trzykrotnie, z Zofią 
Karwicką, Elżbietą Łącką i Anną Słupską: z Łąckiej spłodził 
Jana Jakuba. Ten Jan Jakub z Anny Stojeńskiej, Krzysztofa 
z Dywidoru córki, spłodził czteru synów; Stefan i Jan młodo 
pomarli; Krzysztof żył z Suchodolcówną; Jakub Teodor 
drugi syn Jana Jakuba (u Niesieckiego mylnie: Mikołaja), pod- 
czaszy rzeczycki, pisarz skarbu województwa i ziem pruskich, 
osiadł w województwie pomorskim, zmarł 1719 r., mąż uczony, 
eksperyencyi wielkiej i wszystkim miły; z Joanny Niezabitow- 



XIV WIRYDARZ 

skiej zrodził dwie córki, Konstancyę i Maryannę, synów zaś 
trzech, Władysława — ten młodzianem umarł; Jakuba Ale- 
ksandra, co godność ojca odziedziczył; Stanisława, w zakonie 
Soc. Jez. życie zakończył r. 1737 w Lublinie. 

Że ten to Jakub Teodor uzbierał Wiry dar z, do- 
wodzą przypisy, np. przy wierszu Stefana Trembeckiego 
z r. 1661 dopisał: >był to rodzony mój, który w kilka lat 
potym (1664) umarł«; przy innym wierszu, Na śmierć własnego 
brata Jana Trembeckiego, zmarłego r. 1670, dodaje, że 
Jan miał wtedy lat 22. Wyliczone nazwiska. Łąckich, Sucho- 
dolskich, Trembeckich. Stoińskich, dowodzą, że mamy przed 
sobą członka familii z gruntu aryańskiej, kumającego się nie- 
darmo z poetami aryańskimi, Przypkowskim, Arciszewskim, 
Lubienieckim, Wiszowatym, Karmanowskim, Zbygniewem Mor- 
sztynem, Wacławem Potockim (co niegdyś był aryanem), i kal- 
wińskimi, jak Naborowski, Leszczyński, Szlichtyng; Stefan Trem- 
becki umarł aryanem w Amsterdamie na naukach a Jana może 
i zasiekli również o nowinki religijne; Jan Jakub może też 
dlatego z województwa krakowskiego w pomorskie się prze- 
niósł. Z czasem zupełnie zkatoliczał, zupełniej niż Wacław 
Potocki i z katolicyzmem nie wojował więcej, owszem wy- 
cieczki przeciw niemu potępiał; jeden z synów eksaryana je- 
zuitą umarł. Pochlebny sąd Niesieckiego o jego inteligencyi 
usprawiedliwia Wiry darz. 

Z trzech większych zbiorów rękopiśmiennych, jakie Trem- 
becki we wczasach pomorskich układał, dwa zaginęły; Quod- 
hbetą nazywał jeden, z wierszami; drugi był z mowami prozą 
p. t. Skarbiec Oratorski. Cóż zawiera Wiry darz i dlaczego 
kładziemy go na czele całej spuścizny poetyckiej XVII wieku ? 



Niema rękopisu, szlacheckiego czy (stokroć rzadszego) 
mieszczańskiego, z tego wieku, coby nie zawierał wierszów. 
Obok Rokoszu Gliniańskiego i Rad Kalimachowych, obok ora- 
cyi, służących aktom weselnym czy pogrzebowym, obok mów 
i listów politycznych znajdziesz w każdej » Silva rerum* i wier- 



WaTĘt» XT 

sze, luźne lub skupione po rubrykach, np. jako » Spiżarnia 
fraszek rozmaitych* i t. p., czy bez osobnego tytutu. Na tycłi 
tytułach zresztą i polegać nie można; jeżeli np. w znanych 
»Silvae Rerum « (Księdze Pamiętniczej) Michałowskiego (z po- 
łowy XVII wieku) znajdziemy w jednym z ich tomów rubrykę 
p. t. »Summaryusz wierszy Morsztynowych*, to nie dowodzi 
to bynajmniej, żeby to był istotny zbiór wierszów Hieronima 
Morsztyna (niby jego własnej redakcyi), jak sądził Mecherzyń- 
ski; » Sumary usz« ten zawierał wiersze najrozmaitsze, lecz ko- 
pista, dostrzegłszy przy jednym z wierszów nazwisko Mor- 
sztyna (Jarosza), uogólnił je poprostu z własnego domysłu; 
takim samym domysłem kopisty wy awansował rozpustny śpie- 
wak Wenery na » księdza Hieronima Morsztyna* (i utożsamił 
go Rzepecki z kanonikiem krakowskim tegoż imienia, ży- 
jącym około r. 1600), lecz to tylko żartobliwa wzmianka 
o »świńskiej swojej plebanii* kopistę czy czytelnika w błąd 
wprowadziła. 

Przytoczę naprzykład podobny rękopis, co właśnie do 
równie nieoględnych przypuszczań dał powód, dla charaktery- 
styki wszystkich innych. Jest to rękopis znany p. t. »Torba 
dworska* Aleksandra Stanisława Bełzeckiego, bełskiego, szy- 
dłowskiego starosty (dziś w Petersburgu, Różnojęzykowe, IV, 
folio, nr. 74). Rozpoczynają go dwa wiersze jakiegoś S. L. 
D. L, »Alluzya na Torbę Dworską*, usprawiedUwiające, dla- 
czego się z takim darem do pana przychodzi, licząc na wdzię- 
czne przyjęcie, i jak odmienną bywa treść torby, gdzie rzeczy 
poważne i zabawne pomieszano. Następują materye polityczne, 
mowy sejmowe z lat 1632, 1638, 1642; nie brak naturalnie 
Rokoszu Gliniańskiego i Rad Kallimachowych; przymieszano 
luźne wiersze, np. Lutnię Rokoszową Szymonowica, Descriptio 
variarum gentium, Votum i apostrofę do Władysława IV i t. d.; 
jest i (prozaiczna) rozmowa Zborowskiego z Zamoyskim i t. d. 
Od str. 361 idą mowy weselne; od 509, pogrzebowe; od 673 
listy. Od str. 744 miała się zacząć » Spiżarnia fraszek rozmai- 
tych*, lecz niewiele z niej tu ocalało; jest ów wiersz dzielący 
rymy stateczne od żartów, wydrukowany przez Pleban- 



XVI WURYDARZ 

skiego iako wiersz Karm ano wski ego (str. 22), lecz urywa się 
ten zbiór na str. 770. Ciąg dalszy »Torby«, str. 771—816, 
stanowi dziś osobny rękopis tejże biblioteki, Różnojęzykowe 
X1V5 folio, nr. 9, opisany przez prof. Nehringa w rozprawie 
Rzepeckiego jako >Ueberreste einer ehemals groszen Ge- 
dichtsammlung* (co mylne, jak widzimy). Ponieważ znam i ten 
rękopis z autopsyi, podaję tu jego treść: str. 771 >Do niegoż* 
(t. j. do Wulkana z powodu Marsa: »Zlyś rzemieślnik kowalu, 
nie umiesz błaznować* i t. d.); »Mars z Wenerą«; Alphonsa 
i Orestylle miłość i t. d. (str. 772—792); » Nagroda w^szetecz- 
ności« (»AcŁeon wnuk Cadmusow w ło wiech spracowany Po 
gęstobujnym krzewiu, będąc zmordowany* i t. d.); Odmiana 
świecka i Appendix (» Większy coraz wiek laty, lata miesią- 
cami* i t. d., Szczęśliwy kto i t. d., 794); Wiersze na łyżki 
[dwuwiersze satyryczne na mężów i żony, np. »Kędy, panie, 
kmiotki twoje? Zjadły je żenine stroje*; >Wziętabyś u ludzi 
była, Gdybyś mężem nie rządziła* i t. d.]; Gra w szachy 
z Kasią, wszeteczne, 797; 799 — 802 Naborowskiego Zwada 
Marsa i Oczy królewny angielskiej; Białegłowy niesłowne ks. (!) 
Jarosza Morsztyna (>Gniewnoć«, reszty brak, bo str. 803 — 806 
wydarto, jak wiele innych w całej >Torbie Dworskiej*); 807 
Judicium Ossecense, causa I — III; 810, toż po polsku, i 813, 
» Sprawa świeża osiecka — Koniec spraw osieckich, z których 
ona przypowieść urosła Sprawa jak wOsieku*; 814 »księdza 
Hieronima (» Morsztyna*, dopisał Załuski) poenitentia* i t. d. 
Str. 817 — 860 stanowią trzeci rękopis tejże biblioteki, Polskie 
XIV, folio, nr. 38; jest to Makaron Orzelskiego, częsty po ręko- 
pisach (powoływa się nań Krzysztof Opaleński w Satyrach 
1650 r.), tu zatytułowany >Macaronica Marfordi Mądzikovii 
poetae approbati. Yeritas odium parit. Brunonii apud Mart. 
Yolfgang. Korobell a. d. 1623* (tytuł ten, to mistyfikacya; rzecz 
niedrukowana dotąd, choć na druk dawno zasłużyła). Koniec 
rękopisu, do str. 935 i dalej, ocalał w Torbie samej, pisanej 
bardzo starannie, powstałej przed r. 1650 (dopisy młodszej 
ręki sięgają XVIII wieku). 



WSTĘP XVII 

Podałem tak szczegółowo treść »Torby Dworskiej*, po- 
nieważ j^j części składowe, jej »Spiżarnia fraszek* i t. d., po- 
wtarzają się ciągle po rękopisach XVII wieku. I tak np. Oso- 
lineom nr. 4502 zawiera wybór tych samych materyi; od 
k. 180, b idzie tam wSpiżarnia fraszek rczmaitych«, zaczyna- 
jąca wierszami o przyjacielu, wydanymi przez Plebańskiego 
jako Karmanowskiego (str. 12); dalej idą owe wiersze na łyżki 
(np. »Nie chcesz siadać w gołębińcu, Nie mieszkaj że przy go- 
ścińcu « i t. d.); Alphons etc; Lutnia Rokoszowa (Szymono- 
wica!); Akteon; Xiędza Hieronima poenitentia i t. d.; Naborow- 
skiego Zwada i Oczy; nie odgadłem autora wierszy na k. 196 
» Majętność authore Nabak* (??) i tNon licet plus efferre quam 
intuleris tegoż* ; dalej znane wiersze na Marsa i Wenerę (Bóg 
pogański zalotniczek i t. d.). Albo rękopis petersburski, Różno- 
językowe XVII, folio, nr. 46, kart 306, zawiera od k. 129-212 
wiersze nii^y Morsztynowe, k. 188 206 historyę tegoż o Ta- 
lezie i Peropedzie, Osieckie sprawy, Alphabetum aureum (zob. 
niż.), Nagrobki zbieranej drużyny, obie >Willaneczki« (zob. niż.), 
Conditia szlachecka, Ziemianin i t. d. i t. d.; są i wiersze na 
Szkło i słynne jego kąpiele: 

Slachetne ty zrodZo Samo przez sie czysteS 

A koźdemu z chorych pożyteczne jesteś. 
Celniejsześ nad rzeki, Cudność z^ota mająC 

I bogato ludziom z siebie go wydając i t. d. 

(z anagramem Szkła w początku, środku i końcu wierszów), 
i drugie o tym: Do Źródła (...słyniesz u nas wszędzie); są 
wiersze liczne pobożne i satyryczne (Ordynans hetmana z r. 1646 
przeciw Osolińskiemu i t. d.). 

Otóż takie to wiersze bawiły szlachtę i wciągano je 
w Sil wy szlacheckie. Lecz pożytku z nich dla literatury nie- 
wiele, bo i tekst bywa bardzo zepsuty i zrzucano bez ładu 
wiersze najrozmaitszych autorów (Smolika, Szymonowica, Na- 
borowskiego, Hier. Morsztyna, Szlichtynga i innych), tak że się 
w tej gmatwaninie nie można rozpoznać. Kładę na to nacisk 

Wirydarz U 



XVIII WIRYDARZ 

umyślnie, aby na podstawie podobnych rękopisów nie rozstrzy- 
gano kwestyi autorskich ^ 

Wobec niezmiernej ilości podobnych rękopisów miesza- 
nych (prozy z wierszami), napotykamy tym rzadziej rękopisy, 
coby wyłącznie wiersze zbierały. Taki był np. rękopis, z któ- 
rego w Poznaniu r. 1844 Poezye niby Zbygniewa Morsztyna 
wydano; taki jest rękopis petersburski Załuskiego, Polskie XIV, 
folio nr. 12, str. 103, odpis Kanikuły i Lutni Andrzeja Mor- 
sztyna; do najciekawszych należą rękopis Krasińskich nr. 825 
i Czartoryskich 1888; o obu tu pokrótce wspomnieć wypada. 
Rękopis Krasińskich zawiera dwa działy; pierwszy mieści same 
utwory Andrzeja Morsztyna; Amintę, Cyda, fraszki (niektóre 
podwójnie wypisane), z ową wszeteczną Przedmową na fraszki 
do wstydUwych i Do Piotra i t. d. Drugi dział ma osobny na- 
pis: » Dobra myśl ochotnego gospodarza* i zawiera mixtum 
compositum wszelkich możliwych poetów, tu są nowele Mor- 
sztynowe (Hieronimowe) o Alfonzie i o Talezie, tegoż listy 
heroiczne (Parysa do Heleny, Akoniusza do Cydypy i t. d.); 

* Wspomnę tu o jeszcze jednym rękopisie petersburskim, Polskie 
XVII, folio, nr. 14. Po mowach weselnych i pogrzebowych rozsypano tu 
wiersze Naborowskiego, Morsztynowe listy do Kostki, gdzie go uprasza 
o przesyłkę »do ubogiego chlewika swego świnieckiego*, do mej sświii- 
skiej plebaniej«, więc nie dziw, że czytamy potym »Kondycya Szlachecka 
xiędza Jarosza Morsztyna składania* (f. 91, b); AbecadJo złote; Obraz 
człowieka ziemskiego (albo zwierzciadło) i duchownego; Przypkowskiego 
ad Poloniam i tłumaczenie Wiszowatego i t. d.; od k. 178 do 195, niedo- 
kończona »Spiżarnia fraszek rozmaitych* z wierszami o przyjaźni (jak 
wyiej), Zwada Marsa, Gra w szachy, Nagrobek Kochanowskiemu (na 
k. 181, powtórzony na 188 i»On to kapłan Phebowy, którego uczony Rym 
świadczy, że mu nie jest równy znaleziony* i t. d.), częsty po sylwach; 
Nagrobki zbieranej drużyny, satyry polityczne, jak Lament kanclerza 
(Osolińskiego) i t. d. Zbiór to jakiegoś różnowiercy, jak dowodzi mowa 
A. Moskorzowskiego na pogrzebie Adama z Bębelna Gosławskiego w Czarn- 
kowach 12 sierpnia 1642 r. i tegoż Gosławskiego modlitwa wierszem zło- 
żona r. 1633 (>Gdym się zaczynał w matce mej, Panie*, kończy: »Z nieba 
nagrody oczekiwając*). Przytoczyłem ten opis na dowód, że rubryka 
•Spiżarnia fraszek rozmaitych* niczego jednolitego nie wyrażała, żadnej 
stałej całości. 



WSTĘP XlX 

Lekcye Kupidynowe (zob. niż.), Zwada Marsa, Ordynans z r. 1646 
(przeciw Osolińskiemu), Obiecadło złote. Zwierciadło człowieka 
ziemskiego i t. d.; potem Fraszki i » Przydatki do Morsztyna «. 
Rękopis Czartoryskich niby trzy działy zawiera; pierwszy mie- 
szany: now^ela wierszem (z Bokacyusza), Amores Ismondae 
et Guiscardi (Hieron. Morsztyna?), Lutnia rokoszańska Szymo- 
nowica, listy i elegie Naborowskiego i innych, Lekcye Kupidy- 
nowe, Korespondencya poetycka Andrz. Wład. Molendy i Je- 
rzego Gabryela Niedzwona, wiersze Jana Kazimirskiego i t. d. 
Drugi dział, to wiersze Morsztynowe (Andrzeja), Lutnia, Kani- 
kuła, Fraszki (tu i ów przepyszny Nieobiecany Kąsek i i!n.)j 
koniec, od k. 184,b do 202 Historya o Jergoniey (!) pannie 
od oyca swego w obronie czystości nożem przebitey wyjęta 
z Liviu3za historyografa rzymskiego decade I, libro III; jest to 
Wirginia W. Potockiego. Gały rękopis pisany nadzwyczaj sta- 
rannie, kaligraficznie; niestety, tekst sam nadzwyczaj pełny 
rażących błędów (czasami poprawianych odmienną ręką dawną), 
a są i takie, że kopista w połowie »Willaneski* pierwszej 
przechodzi niebacznie do drugiej połowy »Willaneski« drugiej, 
zlewając tym sposobem obie »Willaneski« w jedne! Z korespon- 
dencyi wierszowanej Molendy i Niedzwona przytoczę choć naj- 
starszą, znaną mi wzmiankę o Giewoncie tatrzańskim: »JeśU 
na samym wierzchu Gewandu śnieżnego Zoczę dwie koz« i t. d. 
(str. 151). 

Nadmienię, że tak samo »Gwiszkardem i Zygmunda* za- 
czyna się rękopis Akademii Umiejętności nr. 865, folio, ucho- 
dzący (mylnie) za autograf Kochowskiego, własność niegdyś 
Kazimierza Rudnickiego. Daje on wszystkie trzy nowele Phi- 
lomachji Morsztynowej, list Akoncyusza do Cyprydy (! zamiast 
Cydyppy), z bardzo nieskromnym zastosowaniem tej historyi 
o jabłku do naszych czasów (Ale bodaj się takie winniki ro- 
dziły i t. d., ale to może maniera samego Morsztyna, te bur- 
leskowe dodatki do tematów mitologicznych); dalej znane de- 
finicye wierszowane pana, szlachcica, męża i t. d., tu Proble- 
matami nazwane; na k. 73—75 czytamy niby heroidę, List od 
siostry do brata oraz i męża, o skutkach kazirodczego wy- 



ii WIRYDARZ 

stępku (bez imion, o znanym zkądinąd fakcie szlacheckiej 
chroniąue scandaleuse). Rękopis o 178 kartach przedzielony 
jest wstawką łacińską (k. 108 — 140); i w drugiej części mieści 
wiersze Hieronima Morsztyna. 

Lecz wracam do Andrzeja Morsztyna; posiadamy go niby 
w druku, poprawnym tylko tam, gdzie się o tekst rękopisu 
Osolińskiego (nr. 583) »Lutni« opierał, zresztą grzeszącym błę- 
dnemi lekcyami, uniemoźebniającemi sens, opuszczeniami licz- 
nych wierszy i t. d. Oto np. opuszczony koniec wiersza »Na 
Tabak «: 

Żywo przeleci ptak, który żarliwy 
Dech drzewa suszy i wypala niwy. 
Takci i w piekle smród bardziej nad wszytkie 
Męki skazanych trapi dusze brzydkie. 
Smrodliwe zioJo, o zioło śmiertelne, 
Tyś nad zaduchy szkodliwsze piekielne, 
Nad arszeniki i twój dym szkarady 
Przechodzi żmijne aptek włoskich jady. 

straszne głowy, nie głowy, lec/ kadzi 
Szockie, których ten zaduch nie rozsadzi, 
Jaki to dym był, którym załoźnice 

Z mężowej Phasis potkała łożnice, 
Jakimiś zioły strutą nazbyt szczery 
Herkules suknią wziął od Dejaniry. 
Kto ojca zabił, pogwałcił ołtarze, 
Ojczyznę zdradził, niechaj go nie karze 
Inaksza męka za grzech niejednaki, 
Dymem go tylko niech kurzą tabaki. 

1 tobie, jeśli kiedy zachcesz Piętrze 
Lubo dymnego, lub co go żyd zetrze, 
Niech ci dziewczyna luba przed tą wonią 
Umknie ust i twym zasłoni się dłonią 

I w najgorętszej na łóżku potrzebie 
Leży zdaleka i zadkiem do ciebie! 

Albo we wierszu do Jagi (wydanie warszawskie str. 164) 
należy dodać po w. 16: 

Tak dawać hustem, bez liczby, bez wagi, 
Boskiej jest właśnie majestat powagi 



WSTĘP XXI 

I ty będąc też tą boginią, z którą 

Nie zrówna żona Jowiszowa z córą. Czemuż i t. d. 

a po wierszu 20: 

Jeśli fey liczysz, miej gębę w rachunku, 

Nie licz tej, kiedy nie liczysz frasunku. I daj i t. d. 

Albo W wierszu Na włosy (wydanie warsz. str. 165), czytamy 
po wody. 

Ale niech ci się Jago ten żal skróci: 

Coć niemoc wzięJa, toć zdrowie przywróci. 

Wkrótce, da Bog, tej słoniowej szyje 

Nieznośne blaski gęsty włos okryje 

A ty daremnie nie psuj oczow łzami 

I nad swemi się zmiłuj jagodami. Choć i t. d. 

Pomijam, że zn miast Ka8% Katarzyny^ dają te rękopisy 
Philidą lub dziewczynę^ że rozwiązanie zagadek dla siostry 
!>iszą po francusku i t. p.; nieraz całe wiersze nabierają do- 
piero z nich właściwego zabarwienia, np. ów: »Drużyna za- 
pustna kwoli kompaniej JMP. koniuszego koronnego a. 1645« 
z nazwiskami wesołych kumpanów, Wieteski, FalkocLa mego 
twarz, Bejdasz ni beczka i t. d. > Kanikułę* sarnę zawiera 
i rękopis Akademii krakowskiej nr. 447 na k. 294- 301; szyk 
wierszów bywa odmienny; w wierszi^ dedykacyjnym kończy 
rękopis brakującymi w druku wierszami: 

Ty (bo tylko tej pragnie zapłaty). 
Zażyj i zimie ciepłej Małgorzaty. 
Postąp sobie z nią podług twojej woli, 
Wszak już raz była u ciebie na woli. 

W » Wiejskim żywocie* (druk str. 40) dodać należy 
w zwrotce trzeciej: » Mniej potraw było z większą dobrą wolą 
Przy chlebie z solą. Tym zawierszali niewrzące obiady, Co 
fruktów dały naszczepione sady*. W »Dobra myśl* dodaj do 
druku str. 44 u dołu: »Loth wyszedszy z złej Sodomy, Ogień 
co popalił domy, (Słuchajcie tego wszyscy bracia nasi), Jakby 
swej żony liznął, winem gasi*. »Ogrod* zaś (druk str. 49), 
kończy: 



XXII WIRYDARZ 

I hojność wielką przyniesiesz owocy, 
Bo ta ręka jest tej wZadzy i mocy, 
Że czego się tknie, czego mocno imię, 
Roście jej w garści, chociażby i w zimie. 

Jeżeliby śmy doczekali się kiedykolwiek porządniejszego 
wydania Andrzeja Morsztyna, to bez wymienionych u góry 
(i innych) rękopisów nie możnaby o nim ani pomyśleć; po- 
mnoży się z nich znacznie, szczególnie dział > Fraszek* (w wy- 
daniu warszawskim niemal wcale nie istniejący), poprawi 
i uzupełni liczne wiersze a usunie to wszystko, co wcale nie 
jest pióra Andrzejowego. 



Wszystkie dotychczasowe uwagi o rozmaitych rękopisach 
miały tylko na celu znaczenie W iryd ar z a oświecić i ustalić. 
Z całej powodzi rękopisów XVII wieku z wierszami, W iry- 
dą rz jako najcenniejszy, wszystkie inne celuje. Mniejsza oto, 
że zawiera tekst bardzo staranny, nie skażony nieuwagą czy 
nieuctwem kopisty (jak np. zeszpecony strasznie rękopis Czarto- 
ryskich, 1888), tekst co wyszedł z pod dozoru poety, boć po- 
równywaniem kilku odpisów możnaby tekst zawsze poprawić. 
Aleć zasługa jego i waga inna. Po rękopisach zrzucano stale 
wiersze najrozmaitszych autorów razem; są wprawdzie całe 
grupy wierszy jednolitych, najczęściej jeszcze Andrzeja Mor- 
sztyna, ale przeważa bezładna mieszanina, przerywana tu 
i owdzie wymienieniem jakiegoś nazwiska, np. > Na borowskiego 
dworzanina Radziwiłowskiego* albo » księdza (!) Morsztyna*, 
zresztą z zasady zupełnie anonimowa; z imionami prawdzi- 
wych autorów ulubionych wierszy (np. Szlacheckiej kondycyi, 
odpisywanej stokrotnie) i fraszek, takiego Smolika czy SzUch- 
tynga, nie spotykałem się po tych rękopisach nigdy! I ślad ich 
zaginął. 

W tym labiryncie staje się dopiero Wiry dar z nicią 
przewodnią, bo Trembecki z zasady wydzielał osobno twór 
czość każdego poety. Więc osobno idą u niego wiersze Nabo- 
rowskiego, Szlichtynga, Zbygniewa Morsztyna i t.d.; gdzie wiersze 



WSTĘP XX1U 

rozrywał, np. wiersze Andrzeja Morsztyna, umieszczone aż 
w trzech miejscach Wirydarza, autorstwo za każdym ra- 
zem zaznaczał. 

Możemy więc dopiero teraz ocenić dokładniej spuściznę 
poety. Prawda, absolutnej wiarogodności i Trembecki już 
nie osiągnął; dla poetów poprzedzającej generacyi, dla Nabo- 
rowskiego i Szlichtynga, już na nim polegać nie można; wier- 
sze, których autorstwo wiarogodna tradycya (rękopisu z r. 1613) 
Piotrowi Smolikowi wyraźnie przyznała, znachodzimy pod Na- 
borowskim i Szlichtyngiem; nazwiska SmoHkowego niema wcale 
w Wirydarzu. Ale społczesnych autorowi poetów rozdzie- 
lono jak najtrafniej i najściślej, i z starszych aryańskich ni- 
kogo nie pomylono. 

Zawiera zaś Wiry dar z rzeczy, do niedawna przewa- 
żnie zupełnie nieznane i już dlatego żaden rękopis XVII wieku 
z nim porównać się nie da, każdy mu ustąpić musi; jeżeli 
dzisiejsze, tak spóźnione ogłoszenie jego mimoto sensacyi nie 
wywoła żadnej, to tylko dlatego, ponieważ od dwudziestu lat 
bogatą jego treścią stale się posługiwamy. Pominąwszy studya 
i teksty Plebańskiego, własny wykład literatury poetyckiej 
XVII wieku (w Dziejach literatury polskiej. I), oparłem na tym 
rękopisie a korzystał z niego bardzo obficie prof. Tad. Gra- 
bowski w dziele p. t. Literatura aryańska w Polsce 1560—1660, 
Kraków 1908; cała charakterystyka poezyi aryańskiej, Krzy- 
sztofa Arciszewskiego, Zbygniewa Morsztyna, Olbrychta Karma- 
nowskiego, »drobiazgu poetyckiego^ (Szczęsny i Tobiasz Mor- 
sztynowie, Samuel Arciszewski, Gabriel Lubieniecki, Stefan 
Trembecki i in.), Wacława Potockiego (z fazy pierwszej), za- 
warta na str. 353 — 400, oparła się wyłącznie na Wirydarzu 
i do niej czytelnika odesłać mogę. Zgadzam się z jej głó- 
wnymi zarysami, lecz w szczegółach nie zawsze na niej pole- 
gać można. Są niedokładności, zwłaszcza chronologiczne; Kar- 
manowskiego omawia po Zbygniewie Morsztynie i każe mu 
przebywać za wojny szwedzkiej w oblężonym Krakowie, cho- 
ciaż Karmanowski jest rówieśnikiem Piotra Kochanowskiego! 
Samuelowi Przypkowskiemu każe (na str. 464) pisać znaną 



XXIV WIRY DARZ 

elegię łacińską, »gdy stanął pokój oliwski«, — ależ napisana 
ona na Gustawa Adolfa, równo 30 lat wcześniej! I na układ 
wierszy W. Potockiego żadną miarą się nie zgodzę. Z epoki 
jego aryańskiej, z lat 1645—1655, pochodzą tylko poematy 
Tydzień stworzenia świata, Katalog królów polskich, Rokosz 
gliniański. Rozkosz światowa, Pojedynek rycerza chrześcijań- 
skiego i Judyta (poniżej numery 699 — 703); wszystkie dalsze, 
Piwo Miłgastowe, Do Żydkiewica, Pieśni i t. d. należą, do epoki 
katolickiej, po r. 1660; ostatni utwór, powieść o Wirginii, nie 
jest »zaczęta może dawniej*, tylko powstała w ciągu r. 1674, 
jak ustęp o śmierci synowskiej dowodzi i poprzedza ściśle 
powstałe w r. 1675 powieści o Tresie i Gazeli, których Trem- 
becki już nie otrzymał- Dziwna też rzecz, że autor mówiąc 
o poezyach eksaryanów, W. Potockiego i (wcale niepotrzebnie) 
Pastoryusza, nie zastanowił się obszerniej nad poezyami Ja- 
kuba Trembeckiego, eksaryana jak tamci a nad Pastoryusza 
stokroć ciekawszego. Całkiem niezrozumiałe dla mnie (na 
str. 369), jakoby »i ów Jakub miał opisywać wierszem rzeczy 
godne pamięci dla członka zboru, by iść niejako śladem Erazma 
Otwinowskiego« (Heroes christiani), robić z niego jakiegoś » wy- 
gnańca*, co » wśród zajęć kaznodziejskich* (str. 370) uzbierał 
pracowicie swój Wiry darz, > kwiat poezyi zborowej*. Ależ pod- 
czaszy rzeczyczki i pisarz skarbowy pruski ani wygnańca ani 
kaznodzieją nie był nigdy a w poezyi drugiej połowy wieku 
zajął miejsce wcale niepoślednie. Prawda, zapożyczał się w ty- 
tuły (Filomachia, za Morsztynem Jaroszem!), i w motywy (jej 
początek naśladowany z Lekcyi Kupidynowych Szlichtynga; 
inne z Kochanowskiego przejmował; dyalog młodzieńca z panną 
całkiem na Zbygniewa Morsztyna dyalogu podobnym wzoro- 
wał i t. d.), ale sam ten fakt, że oba romanse, z Anną Zgli- 
czyńską i z Joanną Niezabitowska (żoną swoją późniejszą), 
nie z fantazyi wysnuł, lecz je najpierw w Birżach Radzi wi- 
łowskich (jako protestant jeszcze?), a potym w kraju lubel- 
skim rzeczywiście nawiązał, nadaje tym, acz naśladowanym 
relacyom o odmiennych kolejach i perypetyach miłosnych pe 
wnego, życiowego, powabu. Pisane są te wiersze między r. 1670 



WSTĘP XXV 

a 1675 i przeważa w nich a raczej panuje wyłącznie element 
erotyczny; tu należy i wiersz wstępny, niby przedmowa poe- 
tycka do całego Wirydarza, której to przedmowy wdzięk nie- 
pospolity i p. Grabowski uznał. Potym, przerwą ośmioletnią 
przedzielone, wiersze odmiennej treści następują, wiersze wy- 
słane do obozu wiedeńskiego dla chorągwi pruskiej r. 1683, 
wiersze, w których sam król gustował, i nakoniec, fraszki 
różne, bo któryż poeta XVII wieku fraszek nie pisał? 

Tak więc korzystaliśmy od lat dwudziestu z zasobów 
Wirydarzowych, chociaż ich wcale dotąd nie wyczerpaliśmy. 
Cóż zawiera Wirydarz? 

Najobszerniejsze zajął w nim miejsce niestety Wacław 
Potocki (str. 779—1034), mówię niestety, ponieważ z kilku- 
nastu bardzo obszernych numerów większa znacznie część 
znana nam dobrze skądinąd. I tak Wirginię, powieść poetycką, 
z Liwiusza przerobioną (wedle znanej zasady estetycznej Po- 
tockiego, aby »przysmaczać prozę łacińską wierszem polskimc), 
powtarzają liczne rękopisy; Pogrom turecki daje rękopis po- 
znański nawet w obszerniejszej redakcyi; Panegiryk Sobie- 
skiemu - królowi wydrukowano spółcześnie; wierszyk na Żyd- 
kiewicza i na piwo miłgastowskie nie rzadki również, szczegól- 
niej pierwszy po Sylwach szlacheckich częsty; »Decyma pieśni 
pokutnych* z pieśniami powtarza się w petersburskich manu- 
skryptach Potockiego. Zato numery 1—7 zawierają same nie- 
znane jego rzeczy i to właśnie początki jego poetyckie, pozwa- 
lając nam ocenić trafnie rozwój jego sił autorskich: pomiatał 
sam Potocki, gdy jako poeta zmężniał, tymi rannymi płodami 
swej muzy i nie włączał ich więcej do swych zbiorów, owszem 
pisał je czasem nanowo. niby chcąc stwierdzić postęp, jaki 
osiągnął, np. »Pojedynek rycerza chrześcijańskiego*, różniący 
się w wOgrodzie fraszek* od tekstu Wirydarzowego, jak niebo 
od ziemi; niedarmo też około czterdzieści lat obie redakcye 
dzieli. Jedyny więc Wirydarz zachował nam te wczesne, 
mniej udolne, nieco prozaiczne i suche płody aryańskiej muzy 
Potockiego, których tu bliżej nie oceniv^.my. 

Sporą liczbę stronic Wirydarzowych (533 — 775) rapeł- 



XXVI WIRYDARZ 

niają wiersze aryana. co wiary nie zmieniał nigdy, miecznika 
mozyrskiego. Zbygniewa Morsztyna. Istnieją one prócz 
tego w osobnym rękopisie w » Muzie Domowej*, w układzie 
samego Zbygniewa. ale w strasznie lichym odpisie; była do- 
niedawna »Muza« własnością sędziego gnieźnieńskiego, p. Tad. 
Langego; dziś nie wiem, w czyich pozostaje rękach; o » Mu- 
zie Domowej* mamy, jak wiadomo, osobną rozprawę dr. Jana 
Rzepeckiego (niemiecką, Poznań 1884, i polską, w Biblio- 
tece Warszawskiej 1885 r.); wyliczył z niej Rzepecki sześć- 
dziesiąt utworów (około 10.000 wierszy); z tych wszystkie naj- 
ciekawsze powtarza Wir y dar z, mianowicie nrr. 1—12, 17 — 34, 
50 —55; brak wierszy okolicznościowych pruskich, powstałych 
później (po r. 1675); brak » Emblematów religijny eh «, najob- 
szerniejszego, ale i najmniej ponętnego płodu muzy Morszty- 
nowej; rzeczywiście wartościowych utworów brak tylko dwu, 
»Pieśni w ucisku « (nr. 16) i »Dumy Pawołockiej* (nr. 38); 
natomiast cała poezya rycersko-obozowa, w której Zbygniew 
celuje, i tu zebrana. Dziwnym bowiem trafem, jak w XIX, 
tak i w XVII wieku poeci najznakomitsi, choć wojny opiewali, 
żołnierzami nie byli wcale, w bojach nie brali udziału, ani 
S. Twardowski^ ani W. Potocki ani Nabór owski ani Karma- 
nowski, a nawet i ci, co wojskowo służyli, jak W. Kochowski, 
choć o przygodach własnych czasem i wspominali, istotnej 
poetyckiej pamiątki życia wojskowego nie zostawih nam wcale. 
Jedyny Zbygniew Morsztyn czyni wyjątek; od niego je- 
dynego dowiadujemy się, jak się po obozach bawiono i kłó- 
cono; co się w pochodzie cierpiało; co żołnierza w boju, co 
w więzieniu czekało; jak rany, głód, mór dokuczały; jak nad 
wszystko chorągiew czczono; jak na niewdzięczność rodaków 

* Najnowszy jego biograf, dr. St Turowski (S. Twardowski i jego 
poezya, Lwów, 1909, str. 23 i 24), przypuszcza wprawdzie ponownie jego 
obecność możliwą i pod Pilawcami i w oblężeniu Zbaraskim, ależ ani 
używanie pierwszej osoby (my i t. d.), ani ilość szczegófów w opisach 
bojowych niczego nie dowodzą, Zbygniew Morsztyn za chocimskiej walki 
w Prusiech spokojnie siedziaJ, lecz opisaJ ją, jakby w niej sam najeży n- 
niejszy hrai udział. 



WSTĘP XXVII 

sarkano; oto prawdziwa liryka obozowa, w całej dawnej poe- 
zyi jedynie przez Zbygniewa Morsztyna zastąpiona; to jego 
nuta osobista, jemu jedynemu właściwa. A są zarazem w Wi- 
ry darzu ciekawe jego wiersze, jakich ani w > Muzie Domo- 
wej* niema, boć niedarmo w przedmowie do niej autor po- 
wiadał: siłam tych fraszek popalił; zanim je spalił, postarał 
się widocznie Trembecki o ich odpis i nam je zachował, 
właśnie rzeczy okolicznościowe i erotyczne. Szczegółów biogra- 
ficznych nowych nie mam, więc odsyłam czytelnika do mono- 
grafii Dr. Rzepeckiego i do uwag prof. Grabowskiego. 

Mniej poszczęściło się Trembeckiemu z wierszami Andrzej a 
Morsztyna. Rozrzucone na kilku miejscach Wirydarza 
(zebrane w naszym przedruku razem), dziwną przedstawiają 
mieszaninę, ledwje że kilka numerów np. Kanikuły razem się 
trzyma. W porównaniu do wydania warszawskiego przynoszą 
wiele nowego, szczególnie z działu Fraszek (chociaż wiele tu 
przemazano a niejedno wycięto), ale inne rękopisy dają mniej 
więcej to samo i w lepszym nieco porządku; widać, że Trem- 
becki do samego p. podskarbiego trafić nie umiał i musiał się 
byle jaką łataniną zadowolić. Do znanego wizerunku poety nie 
przybywa więc z Wirydarza nic zupełnie nowego, niezna- 
nego i nie myślimy się bliżej tą poezyą podskarbiowską, słynną 
na całą Polskę ówczesną, zajmować. 

Tym obficiej płynie nasze źródło dla innych, w pierw- 
szym rzędzie dla Daniela Naborów s kiego, domowego 
Radziwiłów Birżańskich poety (niby jak Kniaźnin dla Puław). 
Na str. 319 — 431 skupił Wiry dar z znaczną część jego poe- 
tyckiej spuścizny. I cóżbyśmy bez Wirydarza wiedzieli 
o dowcipnym a zarazem poważnym poecie, dbałym o wysło- 
wienie szlachetne a treść mądrą, głęboką, nie stroniącym od 
rubasznych figlów wedle zwyczaju całego wieku. Uprawiał 
Naborowski z zamiłowaniem list poetycki, kilka z tych 
listów posiadamy i w rękopisie Czartoryskich nr. 1888, ależ 
bez nazwiska autora; lubił trawestować towarzyską kroniczkę 
szkandaliczną i jego »Z\vada Marsa z Kupidynem« figuruje 
często po sylwach szlacheckich, lecz jak rzadko dop-sano iTiię 



XXVIII WIRYDARZ 

autorskie. Teraz dopiero, na podstawie Wirydarza, mity- 
czna nieco albo raczej mglista postać nabrała ciała, kolorów 
i życia. Rozprawiał o Naborowskim wprawdzie już Klima- 
szewski w Noworoczniku litewskim 1831, str. 205 — 208, 
i wywiódł go nawet młody Kraszewski w romansie histo- 
rycznym o kościele świętomichalskim wileńskim; znaliśmy go 
z gołej wzmianki (między poetami spółczesnymi wymienił go 
młody Andrzej Morsztyn) i z kilku wierszy (Na oczy królewny 
angielskiej; inny u Maciejowskiego w Dodatku do Piśmienni- 
ctwa, str. 239 i t. d.); ciekawsze były dwa listy poetyckie do 
młodego Janusza Radziwiła, za granicą bawiącego, datowane 
z Wilna 18 lipca 1629 i 20 lipca 1630 r., jakie z archiwum 
nieświeskiego wydrukował Edw. Kotłubaj (Zycie Janusza 
Radziwiia, Wilno 1859, Dodatki str. 227- ?31), ależ to już 
i wszystko; w Encyklopedyi pomylono nawet samo imię poety 
Nabrowski (Niesiecki żadnych Naborowskich nie wymienia). 
I nie wiedzieliśmy wcale, z jakiegoto tytułu ceniono szlachetkę- 
poetę? dlaczego się przed nim uniżał kornie kasztelan Żóra- 
wiński, sam niepośledni poeta, komisarz chocimski 1621 r.? 
Dopiero Wiry darz zagadkę rozwiązał. 

Osobistość znamy mało; najciekawszych szczegółów, że 
urodził się w r. 1573, że był żonaty i miał dzieci, że był 
sługą Radzi wiło wskim (od ojca Krzysztofa na syna Janusza 
przechodząc), że mu się nieszczególnie wiodło, że dożył około 
lat siedmdziesiąt, klepiąc biedę, dostarczają nam wiersze po- 
niżej drukowane i listy, u Kotłubaj a ogłoszone; po pochleb- 
stwach młodemu księciu wypisanych, następuje w obu post- 
scriptum; pierwsze drukujemy w Dodatku; w drugim skarży 
się na wiek: mnie już trzecie posyła gnuśna zima wici, i no- 
winki potoczne wypisuje. 

O młodości i studyach jego prawią drukowane pisemka 
gratulacyjne i pod.; wylicza je Estreicher XXIIL 2, między 
nimi dysputacyą bazylejską z r. 1594 (De Yenenis theoremata 
iathrophilosophica), jakby się Naborowski na lekarza gotował, 
i wiersz jego przypisany do rozprawy etycznej strasburskioj 
Rafała Leszczyńskiego z r. 1596. Mogę dodać jeszcze jeden 



WSTĘP XXIX 

wiersz podobny, przypisany do Carmina honori . . . Martini Co- 
dicii Poloni dicata, cum illi . . . Basileae . . . summus in arte rae- 
dica gradus... decerneretur r. 1594: ostatni z czteru poema- 
tów, to szumna oda horacyańska podi)isana » Daniel Naborovius 

^ P(olonus) A. A. A. O. H. L L. Q. G. L. P.« (drukowane w Ba- 
zylei 1594 r., kart 6; Pniewczyk, Marcin Codicius. miał brata, 
również lekarza, Melchiora, co wcześnie zmarł, przed r. 1594; 
biblioteka berlińska posiada, jak i poprzedni panegiryk, tak 
i » Carmina gratuiatoria in honorem excelentis et eximii viri 
D. Melchioris Codicii Poloni* dla doktoratu padewskiego, uzy- 
skanego r. 1589; drukowane w Padwie 1590, 4 karty; nie- 
znane Estreicherowi). 

Gruntowne wykształcenie humanistyczne (więc myłkę 

|, w liście poetyckim z r. 1629, jakoby Perseusz »zdradną Aria^ 
dne — sic! — od smoka ratował*, kładę na iiarb przepisy- 
wacza); znajomość włoszczyzny i literatur obcych; przejęcie 
się Kochanowskim (oddźwięki liry czarnoleskiej spotykamy 
wszędzie, np. gnuśna zima; list zaczyna porównanie z lotem 
orła młodego, podobnie jak we wstępie »Jezdy do Moskwy* i t. d.); 
cechują poetę kalwina, naj cel niej szego na dworze Radziwiłow- 
skim; ale to nie naśladowca tylko, zręczny i giętki, lecz talent 
samoistny, co i doborem niezwykłych tematów i motywów 
i przepięknym wysłowieniem nad dyletantów XVII wieku wy- 
soko się wzniósł; przypisywałże Bielowski jego wiersz o wiej- 
skiej szczęśliwości samemu Szymonowicowi! Z wierszów Wi- 
rydarzowych, nie wyczerpujących całej spuścizny po Na- 
borów skim, łatwo sprawdzi czytelnik słuszność naszego 
sądu; jeden to z najbardziej zapomnianych a najżywszej pa- 
mięci godnych poetów wieku, tak na poetów hojnego. Archi- 
wum nieświeskie dostarczyłoby może więcej pewnych wska- 
zówek co do samego życia (nie wesołego, ile ze skarg ciągłych 
wnioskować wolno) poety, z którym nie należy mieszać innego 
spółczesnego »poety«, Nieborowskiego. 

Do tegoż grona należał i Olbrycht Karraanowski, 

\ również poważny myślą a nadobny formą poeta, również za- 
pomniany (prócz gołej wzmianki u Andrzeja Morsztyna). — 



xxx WIRYDARZ 

Szczegóły biograficzne i inne zebrał K. Plebański we wstę- 
pie do wydania wierszów z Wirydarza (i z »Penu synopticum*, 
szlacheckiej Siiva rerum u Zamoyskich), więc nie będę ich 
powtarzał; dodam tylko, że podpisany na elekcyi Augusta II 
r. 1697 z województwa mińskiego Albrycht Karmanowski jest 
chyba wnukiem poety, nie poetą, co był rówieśnikiem Nabo- 
rowskiego (1573—1640!); dalej że Karmanowski był prawdo- 
podobnie aryanem. Szczegółów o tym dostarczy! A. Walicki 
w artykule o Karmanowskich (nieznanych Niesieckiemu, jak 
i Naborowscy) w » Tygodniku Ilustrowanym « z r. 1893; w hście 
z r. 1661 pisze Jan Karmanowski (syn czy bratanek poety, co 
może bezżennie umarł?) Bogusławowi Radziwiłowi, że dla su- 
mienia wiary zmieniać albo dysymulować nie życzy, ale już 
w r. 1662 donosi: iżem przyjął wiarę katolicką a Rzeczpo- 
spolita takich przywraca do honorów i substancyi i t. d. 01- 
brycht Karmanowski przypomina dziwnie myślą i formą 
Naborowskiego; poeci to podobnego polotu, Naborowski 
tylko bogatszy w tematy; u obu godzi się wiersz swawolny, 
wyuzdany nawet, jak u Kochanowskiego, z powagą wierszo- 
piską i życiową, chociaż przeciw niej Karmanowski, zbytnio 
Bachusowi służąc nieraz może wykraczał, o czem Naborowski 
i wiersz uszczyphwy napisał. Zasługą obu było, że pisah po 
polsku, z łaciny chyba tłumaczyli. Inny spółcześnik, ale od 
nich młodszy, Samuel Przypkowski, znany aryan, jedna 
z najwybitniejszych postaci młodszego, socynowskiego aryań- 
stwa, płodził głównie wiersze łacińskie, polskie tylko krótkie 
i niehczne składał; jego wiersze łacińskie, znakomite formą, 
niezwykłe treścią, i Gustawa Adolfa wielbią i opór heroiczny 
RoszeU wysławiają i Alpy czy Wenecyę chwalą, więc już tym 
szerokim widnokręgiem od zwykłej naszej poezyi łacińskiej, 
panegirycznej czy ascetycznej, od Sarbiewskiego nawet i Ineza 
odskakują. Pierwszy Wiry dar z obfitszą tych wierszy wią- 
zankę zebrał (do oryginałów dodawał Trembecki tłumacze- 
nia własnego pióra; jeden wiersz rehgijnej treści szerzej Zby- 
gniew Morsztyn rozwiódł), ale ponieważ znaczenie Przypkow- 
skiego na wcale innych polach, na wyznaniowym, jako wydawcy 



WSTBjP XXX/ 

i biografa Socynowego i t. d. i politycznym leży, w szczegóły 
jego życia i charakterystykę jego poezyi nie wchodzimy. 

Podobnie pomijam dwu innych »poetów«, aryana Arci- 
szewskiego Krzysztofa, odsyłając do monografii A. Kraus- 
hara (Petersburg, 1892 i 1893 r.. dwa tomiki), o tym mor- 
dercy w Polsce, dzielnym wojowniku w Holandyi i Ameryce 
południowej, sprowadzonym ponownie do Polski za Włady- 
sława IV, obrońcy Lwowa i Zborowa, poniewaiż tylko przygo- 
dnie szablę na pióro wymieniał; i eksaryana, historyka i poetę 
(ale tylko łacińskiego, panegirystę) Joachima ab Hirten- 
berg Pastoryusza, konwertytę, któremu Dr. Tad. Gra- 
bowski w >Literaturze aryańskiej w Polsce* kilka stronic 
(464—467) zbytecznie poświęcił; Wiry dar z daje wiązankę 
nieciekawych jego wierszydeł. 

Natomiast jedynie z Wirydarza, poznajemy innego 
poetę, Jerzego z Bukowca (t. j. Bauchwitz, dziś Geiers- 
dorf w ziemi wschowskiej) Szlichtynga. O famiU czytamy 
w Liber Plebeianorum (Księdze Chamów) Trepki -Nekandy: 
>Slichtyng, z Bukowca jakiegoś pisze się, z Pragi rodzic, aryań- 
skiej wiary tam uczyć chciał, aże zmawiano się go zabić; on 
zapożycza wszy się tam u siła rzeczy uciekł z Pragi około 
1610 r. i jest ministrem aryańskim w Rakowie anno 1632. 
Aryan bluźnierski jest, pojął był w Rakowie dziewkę Kreliu- 
sza (poprawiono: Lubienieckiego aryana córkę), tęź ministrowę, 
miał kilku synów, są też aryani, miał 1633 już sześćdziesiąt 
kilka lat«. Istotnie, jak Morstynom, wypominano i Szlichtyn- 
gom pochodzenie mieszczańskie; jeszcze r. 1648 pozwał Bardzki 
Eliasza Szlichtynga, burgrabiego, >iż z stanu i zajęcia prostego 
pochodząc śmie zapamiętale szlachectwem zdobić nieszlache- 
ckie nazwisko swoje i dobra ziemskie posiadać* i t. d., ale na 
sejmiku średzkim i przed sądem wywiódł Ehasz szlachectwo 
(S ze z. Morawski, Aryanie Polscy, Lwów 1906, str. 174 — 175). 
Jerzego znam tylko z dwu listów do Radziwiła (Maciejowski, 
Dodatek str. 235 — 239), gdzie, jak Przypkowski, sympatyi ku 
Gustawowi Adolfowi nie tai (datowane z Rakowa 22 marca 
1529 i z Krahkowa 28 maja 1632) i z wierszow, dowodzą- 



XXXII WIRYDARZ 



cych stosunku z rokoszaninem Januszem Radziwiłem; pisywał 
w drugim dziesiątku XVIi wieku rzeczy erotyczne, nie bez 
wdzięku; wiersze jego są ładniejsze niż np. Hieronima Mor- 
sztyna a ^Szlachecka Kondycya*. jeśli na pewne z pod jego 
piorą wyszła, wielką się popularnością cieszyła. Niestety, mie- 
sza Wiry darz jego wiersze z Smolikowymi, tak że w szcze- 
gółach autorstwo jego zakwestyonować wolno; uderza zaś oso- 
bliwiej coś całkiem u szlachcica niezwykłego, mianowicie nuta 
ludowa w kilku erotykach, godzących się do literatury so- 
wizdrzalskiej raczej i rzeczywiście w Kiermaszu Wieśniaczym 
>Jana z Wychylowki* przedrukowanych. I jego Lekcyom Ku- 
pidynowym powabu pewnego odmówić nie można a należą 
one do naszych najdawniejszych erotyków. Wcale niesprawie- 
dliwie osądził go M ciejowski na podstawie dwu wierszow 
okolicznościowych, panegirycznej treści; w Piśmiennictwie III, 
str. 708 i 709, wymienia bowiem dwa druki: Pieśń o królu 
Władysławie IV, wielkim, sławnym, zawołanym monarsze, zło- 
żona od Jerzego Szlichtynga, w Toruniu u Schnelibolca r. 1635, 
na całkowitym arkuszu (oburza się Maciejowski na polszczy- 
znę haniebną, ależ to wina drukarza, nie posiadającego czcio- 
nek ani korekty polskiej, nie autora!); dziwniejszy, jako od 
eksaryana chyba, drugi wiersz: Wjazd do Gniezna Jana z Li- 
pia Lipskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, prymasa i pierw- 
szego księcia Korony Polskiej, krotko opisany tamże we Szre- 
dzie r. p. 1639 (Kraków, Piotrkowczyk, kart cztery; początek, 
przytoczony od Maciejowskiego — nie widziałem obu wierszy — 
przypomina chyba Horacego i Kochanowskiego i źle o poecie 
nie świadczy bynajmniej; czy to jednak jego właśnie piora??)^ 



* Wiersze innego Szlichtynga, Jana (czy znanego sędziego wschow- 
skiego? czy Jana Bogusława młodszego?) zawierają rękopisy Osolińskich 
nr. 196 (mieszczący i wiersz Karmanowskiego o śmierci) i nr. 3563 (de- 
pozyt Mniszchow, niegdyś Cieciszowskich), obie silva rerum szlacheckie 
z po^wy XVII wieku. Po miiosnej korespondencyi wierszem i prozą, 
wcale niezgorszej, mJodzieńca z wdową t. j. Krzysztofa Demianowicza 
z Agnieszką Stadnicką, kończącej się stanowczym odkoszem, następuje 
»ValeŁa Imcpaniej Zofiej Błońskiej z Biberstyna od Imp. Jana z Bukowca 



WSTĘP xxxiii 

Ostatniego co do czasu, a może i co do talentu poetę 
poznajemy z W iryd ar z a w osobie jego zbieracza, zupełnie 
dotąd nieznanego Jakuba Teodora Trembeckiego (I. 
T. T., tak się nieraz podpisuje), boć zbieracz Wiry darzą 
i sam najgorliwiej niwę poetycką uprawiał. Wstępny wiersz 
jego do catego zbioru możnaby wręcz znakomitym nazwać; 
z wielkim humorem, grzecznie a nie bez docinków dosadnych, 
o pracy zuieracza i komu jej się użycza, rozprawia. Inne wier- 
sze, erotyczne, okolicznościowe, już nie stoją na tej samej wy- 
żynie ; mdlę, bezbarwne, wielomowne, dowodzą przecież sil- 
nego przejęcia się muzą Kochanowskiego, acz jej zalet nie 
mają. Zato ciekawsze są jego wiersze na wyprawię wiedeńską, 
jego wróżba pomyślności, co i królowi chwile w obozie sło- 

Szlichtyngaa ; najpierw anagram od imienia panny, potym »waleta«, ze- 
psuta mitologią, do czego przyczynę dało, że p. Jana sKowalem, Wulka- 
nem szpetnym* nazywano i przed panną udawano, jakoby wychodząc 
za Szlichtynga (rzekomego plebejusza) tak nizko upadła, »byś za równą 
(mierną, małą) szlachcianką pozad iść musiałac, — ależ to bajki; on 
i z owego przezwiska żarty stroi i zamożny sam, o niczyje łaskę nie dba. 
Posyła szkatułkę i zwierciadło i dar ten alegorycznie, do swej osoby na- 
ginając, tłumaczy. Tuszy sobie, że zdobędzie zamek, kryjący jego ^Helenę« 
i że jeszcze przed odjazdem w dalekie strony (kozackie?) jej twarzy się 
napatrzy. Otóż stąd prosta droga do jabłka Erydy, do Weuery i Wulkana, 
co >się zawsze umurcal około swych miecłiow, ale też i pochwała mądrej 
Wenery, co zamożnego Wulkana obrała, nie jakiegoś ^stawipiętkęt nie- 
stałego; jak jej zato Wulkan dogadza, jak wynajdzie przyrząd, co wszystko 
sam wykonywać będzie (ssama się rola skrodli i sama się orze« i t. d.). 
Mowa naturalnie i o upadku Troi, a tu ciekawe wiersze: 

A kędy teraz mury kijowskie powstały. 
Tam wkoło znaki murów trojańskich zostały, 
Które jeszcze podziśdzień na kilka mil stoją, 
Dawności lat i czasu najmniej się nie boją — 

więc dawne wzmianki innych (np. Weresczyńskiego) o spustoszeniu Ki- 
jowa niby drugiej Troi przeszły tu już w utożsamianie ruin kijowskich 
i trojańskich. Wiersze nie tęgie, lecz treścią życiową ciekawe, dowodzą 
wierszomanii szlachtydyletaiitow. W rękopisie nr. 19t) są i wiersze jakiegoś 
Jana Sikorskiego do siostry i inne (niedokończone) z r. 1647; z owej ko- 
respondencyi romansowej (zupełnej w nr. 8563), tu tylko resztki ocalały. 

WirydftTł IH 



XXXIV WIRYDARZ 

dżiła; ciekawe i fraszki, szczególniej te, co ani z fantazyi ani 
z obcego Owena, łecz z otoczenia pruskiego i poznańskiego 
(np. o prawdziwym prototypie Zagłoby, o panu Zapolskim), 
wzięte; p. pisarz skarbowy dyskrecyą wcale nie grzeszył i co 
u innych później tępił gorliwie, i sam uprawiał i wyrozumial- 
szym dla siebie niż dla innych się okazywał. Prusy królewskie 
tak rzadko w literaturze pięknej występują, że tego obywatela 
pruskiego, acz nie indygenę, z żywą ciekawością witamy, uchyla 
on rąbek życia prowincyalnego. Od tła szczeropolskiego, do- 
mowego i obozowego odbijają dziwniej niezwykłe reminiscen- 
cye i motywy hiszpańskie w dwu wierszach — nowellach. 



Wymienieni dotąd pisarze złożyli się na główny zrąb 
Wiry dar za, ale wyprzedza ich i idzie za nimi spory zbiór 
wierszy anonimowych. Anonimowość tę trzeba przyjąć z za- 
strzeżeniami; i tu bowiem często autora wymieniano. Ściślej 
wyraził się Trembecki, gdy tę partyę wierszy (wstępną 
i końcową) nazwał >Zbieraną drużyną<, bo to ją najbardziej 
cechuje, zsypanie rozmaitych pomysłów rozmaitych autorów 
niby na kupę, gdzie zmieszano razem wiersze poważne i puste, 
łacińskie i polskie, zagadki (»gadkami« wedle dawnego trybu 
nazwane) i sztuczki poetyckie (raki, anagramy i t. d.); zbiera- 
nina tylko z grubsza jako tako ułożona, wedle sensu głownie. 
Rzeczy nabożne usunięto przytym na koniec. W tej zbierani- 
nie nie waha się Trembecki wypisywać i z druków, daje 
np. wybór z Dworzanek Gawińskiego, do czego się wyraźnie 
przyznaje, gdy zresztą, jak słusznie, wszystko co drukowane 
pomijał statecznie; wyjątek stanowi Pogrom chocimski, Mor- 
sztyna zarówno jak Potockiego, co niepotrzebnie, skoro były 
drukowane, do Wirydarza wciągnięto, czy nie z rękopisów 
jednak? Podobnie istniało w druku Porównanie wieprza ze 
skąpcem, ale przeniósł je Trembecki do Wirydarza na- 
pewno z rękopisu aryańskiego, o druku ani wiedział (nie wie 
o nim i Sandiusz w Bibliografii aryańskiej), z rękopisu U'ż 
autora wymienił (o czym druk milczy). Z druku przejął jednak, 



WSTĘL> XXXV 

jak się zdaje, Icon animorum (opis rożnych nacyi europejskich); 
drukowany oryginał wierszow MirandoU łacińskich dodał do 
Morsztynowej parafrazy. 

Poza tym już same tylko luźne wiersze, kilka Andrzeja 
Morsztyna, Tobiasza Morsztyna, Samuela Arciszewskiego, Jana 
Trembeckiego, Andrzeja Wiszowatego, Krzysztofa Lubieniec- 
kiego, Samuela Przypkowskiego (cały parnas aryański), polskie 
i łacińskie; różne nagrobki (Krasińskich, Radzi wiłow, cesarzow 
i krolow obcych i t. d., znane z licznych odpisów nagrobki 
Łaszczą i Przy łepski ego, dalej pijanicy, kostery i t. p.); fraszki 
najrozmaitsze, raki i inne zabawki wierszowane; wiersze z Me- 
landra, Pontana, Owena, z poetów łacińskich dawnych, z dru- 
ków; dodawał Trembecki zwykle wyraźnie źródło. Dla kilku 
wierszy polskich można jeszcze niewymienione źródła druko- 
wane wykazać, np. fraszkę Ineza; z broszury >Co Nowego* 
kilka wierszyków; z Statutu frantowskiego Dzwono wskiego, co 
drogą rękopiśmienną, ze zbiorów podobnych, dochodziło wkońcu 
Trembeckiego; przy ustępie, wyjętym z Statutu, jest to 
widoczne, bo tekst odchyla się od drukowanego. Że jeden 
wiersz (Szlichtynga ?) był w » Kiermaszu Wieśniaczym* prze- 
drukowany, że »Gzwartak« istniał dawno w druku (pod autor- 
stwem Żabczyca), o tym Trembecki pewnie wcale nie wie- 
dział. Widzimy więc, o co mu chodziło: zebrać ciekawe i pię- 
kne wiersze znanych i nieznanych autorów, co na wyjście 
w świat drukiem z różnych względów liczyć nie mogły, czy 
to że autorowie sami o druku nie myśleli (np. Morsztyn Zby- 
gniew lub Potocki), czy to że śmierć oddawna innych zabrała 
(Naborowski, Karmanowski), czy też że dla swawolnej treści 
(fraszki Andrzeja Morsztyna), albo dla względów religijnych 
(wiersze Arciszewskiego, Przypkowskiego) do druku się więcej 
nie nadawały. Chodziło więc o same > nowalia* poetyckie, ja- 
kimi nie każdy zbieracz szczycić się mógł. Unikał jednak wi- 
docznie Trembecki rzeczy zbyt obszernych, coby rozmiarami 
przygniatały zbiór jego, a więc nie wystarał się ani o Arge- 
nidę Potockiego, ani o Psyche Morsztynową, ani o żadną inną 
epopeę społczesną; omijał i muzę dramatyczną, ani Amintas, 

III* 



XXXVI WIRYDARZ 

ani Cyd, ani misterya pasyjne czy inne, z intermediami, czy 
bez nich, łaski w oczu jego nie znalazły. Nie kłaniał się i poe- 
tom katolickim, i słusznie, boć tych wiersze i tak do druku 
i do rąk ogółu dostawały się same. Ten zbiór poezyi miesza- 
nej, przeważnie lirycznej i dydaktycznej (wyjątkowo epicznej), 
głownie rożnowierczej, to ocalenie tak znacznej puścizny poe- 
tyckiej po wieku XVII, historya literatury polskiej zawsze 
z wdzięcznością wspominać będzie; choćby Trembecki sam 
nie pisywał niczego (a pisał przecież niezgorzej), należy do 
dziejów literackich: z jego trafnie, z wielką pracą, kosztami 
nawet ułożonym zbiorem żaden inny porównać nie potrafi. 

Treść sama całego zbioru jest jak najbardziej urozmai- 
cona, bo czegóż tam niema! Są wiersze religijne w znacznej 
nawet ilości, której jakość nie odpowiada zawsze, ale niektóre 
są ciekawe dla sztuczek poetyckich (Złote Obiecadło np.); inne 
dla tonu (marsowego w Zaciągu Chrystusowym); inne dla auto- 
rów czy dla formy znakomitej (wiersze Karmanowskiego). Są 
wiersze erotyczne, oświadczania afektów w imieniu najrozmait- 
szych osób i przy najrozmaitszych okolicznościach (np. przy 
wiązaniu, t. j. przy gratulacyach na imieniny, przy rozłące i t. d.); 
tu jest ciekawa szczególniej »Philomachia« Trembeckiego, 
co z podobnie nazwanym utworem Hieronima Morsztyna 
tylko sam tytuł dzieli; — jest to historya miłostek i miłości 
samego Trembeckiego, ślubami zakończona, nie wymarzony 
jakiś romans. I Morsatynowe (Zbygniewa) erotyki nie najgor- 
sze, np. hejnał jego, dla niewyszukanych obrazków z życia 
miejskiego, jakie zawiera. Obok tych poważnych, nieraz nawet 
nieco sztywnych wierszow rozgościły się i swy wolne, szczegól- 
niej piorą Andrzeja Morsztyna, niektóre wręcz rozpasane, lu- 
bieżne, wprost > niemoralne*, inne nie lepsze, lecz pokrywające 
rzecz alegoryą, wysłowieniem osobliwszym, przytykami napo- 
zór niewinnymi. Element dydaktyczny odgrywa znaczną rolcj 
od nauk i morałów przez opisy aż do satyr wszystkie jego 
działy przedstawiono; wyróżniają się owe, po sylwach szla- 
checkich często powtarzane opisy konia, kobiety, ich właści- 
wości; opisy narodów; satyr właściwych jest mało, są polity- 



WSTĘP MXVII 

czne, na Żydkiewicza i i. O wiele ciekawsze są wiersze »na 
tabakę*, satyrycznie ubarwione, piorunujące na nową, obrzy- 
dłą nawyczkę, satyry w stylu groteskowym, czego dowodzi 
choćby samo wyliczanie wszelkich napojów, czy przedrzeźnia- 
nie, parodiowanie Olimpu przed Scarronem. Wiersze te zawie- 
rają nawet przyczynki do historyi kultury polskiej, np. dawnych 
piw polskich (i osobno przez W. Potockiego sławionych). Jest 
nawet satyra literacka, wyśmiewająca dotkliwie niezdarne po- 
mysły etymologiczne Dębołęckiego. O zagadkach już wspomi- 
naliśmy; niektóre wiersze mają zacięcie ludowe. 

Poezyę epiczną przedstawiają powieści religijne (Judyta); 
historyczne (Wirginia, Rokosz Gliniański, Wiktorya Chocimska); 
romantyczne (nowele przewierszowane); przeważają jednak 
rzeczy najkrótsze, fraszki, anegdoty, epigramy, swoje i obce, 
uczciwe i nieprzyzwoite. Ciekawy to przyczynek do charakte- 
rystyki wieku: rozgrzesza się na nie każdy, nawet tacy powa- 
żni gnomicy jak Karmanowski i Naborowski przejmują się zda- 
niem, że wiersz nie dobry, jeśli nie swywolny — mowy niema 
o pruderyi czasów saskich. Wyjątek stanowi jedyny Zbygniew 
Morsztyn, co i jako poeta ani na chwilę nie zapomniał o sta- 
teczności, powadze aryaóskiej. 

Znajdzie więc czytelnik w Wirydarzu wszystko mo- 
żliwe; są nawet wzmianki o »kabaretach« i o »motywach«; 
najmniej znajdzie prawdziwej poezyi, obcej wiekowi XVII, 
zamaszystemu, nie sentymentalnemu ani artystycznemu, szcze- 
gólniej u nas. Ta nadzwyczajna rozmaitość ułatwi odczytywa- 
nie Wiry dar z a i zachęci do niego; odbiła się w nim jak 
w zwierciedle cała »poezya« wieku. Wprawdzie ta poezya 
głównie dysydencka, aryańsko- kalwińska; z katolików są właści- 
wie tylko Andrzej Morsztyn i konwertyta Pastoryusz; ale wła- 
śnie w poezyi zacierały się często zupełnie cechy wyznaniowe 
nietolerancya, bróżdżąca coraz silniej w życiu potocznym, do 
Parnasu nie docierała, gdzie talent rozstrzygał. Wiernym obra- 
zem rozbujałej produkcyi poetyckiej całego wieku jest więc 
właśnie W iryd ar z, pomimo formalnego wykluczenia ka- 
tolików. 



XXXVIII WJRYDARZ 

Wydanie nasze miało na celu, powtórzyć cały Wi ry- 
ci ar z, jak poprzednio » Ogród Fraszek* W. Potockiego. Na- 
stręczała się z góry wielka trudność. Już za całkowity prze- 
druk »Ogrodu« spotkały nas zarzuty z powodu mniemanej 
niemoralności kilkunastu utworów, nie przetrzebionych w druku; 
o ileż gorsze czekałyby nas z powodu Wiry darz a! W »Ogro- 
dzie« są rzeczy o treści i wysłowieniu prostackim, odstrasza- 
jące raczej niż gorszące; w Wirydarzu natomiast są wręcz 
wiersze (szczególniej katolika Morsztyna) lubieżne, namiętne, 
kochające się w sprosnościach, działające na fantazyę, więc 
istotnie gorszące. Przystąpiło do tego wyraźne życzenie wła- 
ściciela rękopisu, radcy Mizerskiego, aby rzeczy nieoby- 
czajnych nie drukować, życzenie, co koniecznie uszanować na- 
leżało. Z kolizyi obowiązków wydawcy, nie fałszującego dzieła, 
i moraUsty, wywiodła nas szczęśliwie okoliczność, że sam 
Trembecki wymazywał albo wycinał, co niemoralnego do 
Wiry darzą niegdyś wcielił. Na pierwszy rzut oka przema- 
zywał tekst tak starannie, że niczego nie odczytasz, i opuszczali 
zwykli kopiści te wiersze jako nieczytelne; przy baczniejszym 
wpatrzeniu się, przy nieco cierpliwości i domyślności można 
jednak wszystko zamazane na nowo z pewnością odczytać; 
nie przedstawiało to ani mnie ani radcy Czubkowi żadnej 
trudności, ale szanując intencyę późniejszego Trembeckiego 
i radcy Mizerskiego opuszczaliśmy te zamazane wiersze 
i poezye. Również nie dopełnialiśmy z innych rękopisów kart 
powycinanych, np. wierszu, pysznego wysłowieniem, niemożli- 
wego (miejscami) dla treści o »Nieobiecanym kąsku* A. Mor- 
sztyna. Tak więc ominęliśmy tym razem szczęśUwie szkopuł 
niemoralności. 

Zresztą należało W iryd ar z powtórzyć niezmieniony. 
A więc nie wahaliśmy się wydawać powtórnie rzeczy już raz 
wydanych, czy to w drukach XVII wieku, nieraz równie rzad- 
kich jak rękopis; czy w przedrukach Plebańskiego, tru- 
dnoż bowiem odsyłać czytelnika coraz do zeszytów Bibhoteki 
Warszawskiej; czy w przedruku wierszow A. Morsztyna, czy 
nakoniec w przedruku (Wirginii W. Potockiego) w Zabawach 



WATl^P XXXIX 

przyjf3mnych i pożytecznych 1775 r., albo w przedruku Dra Krzep- 
kiego. Powtarzamy więc cały Wiry dar z w niezmienionym 
układzie i tylko w dwu razach od układu jego odstąpiliśmy. 
Zebraliśmy bowiem razem wiersze Morsztynowe (Andrzeja), 
w Wirydarzu na trzech miejscach rozrzucone, ależ raz, 
przy oprawianiu rękopisu, zeszyt z wierszami Pastor yuszowy mi 
włożono niebacznie między wiersze Morsztynowe i ciąg ich 
rozerwano; przywracając porządek pierwotny włączyliśmy za- 
raz i dalszy ich zbiorek. Podobnie złożyliśmy razem wiersze 
i fraszki samego Trembeckiego, nie chcąc całości rozrywać. 
Zresztą, powtarzam, zachowaliśmy sumiennie cały układ Wi- 
rydarzowy, więc np. wiersze Karmanowskiego czy Przyp- 
kowskiego pozostawiliśmy rozrzucone w pierwszym i ostatnim 
dziale; nie włączaliśmy luźnych wierszow Andrzeja Morsztyna 
czy J. T. Trembeckiego z pierwszego działu do następnego zbioru 
Morsztyna czy Trembeckiego i t. d. 

Nie zmieniając więc układu i szyku Wiry darzo w ego 
zmieniliśmy natomiast w przedruku pisownię jego zupełnie. 
Pisownia to rękopisów XVII wieku, t. j. dla naszych celów 
zupełnie nieprzydatna. Przecinków nie używa wcale albo bar- 
dzo niewiele i to nieraz na miejscu całkiem niestosownym, 
łamiąc wiersz na nierówne części; wykrzykników nie zna, zato 
pytajniki nieraz mylnie kładzie. Dy akry tycznych znaków unika, 
nie kreskuje więc i, i?c?i, śó, ć, i, pisze stale zona^ choć, uzyc, 
przejeżdża, miłości i t. d.; łamie często zasadę etymologiczną 
pisowni, stosując się do wymowy, więc pierszy, jusz, bespie- 
czny, niski, bliski, brzyłki, cięszki, prełki; joty nie znb, używa- 
jąc zamiast niej i na początku i w środku, ayna końcu zgło- 
sek, iako moiey i t. d. Wielkich liter nidużywa, kładąc je hQZ 
wszelkiej potrzeby, np. * Senatu Królewskiego Przednieyszy Pa- 
nowie.,. Miasta gioionego Posłowie przynieśli do Kolebki twoiey 
albo Wilk drapieżny, Lis, Niedźwiedź, Jazwiec, Sobol, Wy- 
dra i t. d., co zbawia Krokodyla z Świata, co swoy rod Węży 
gubi, ona zaś Męża, Pełni Stwórcę Wielkiego Emiry surowe, 
Zwierz Ziemski Ptak Niebieski dostawał Imienia i t. d. Nie- 
które litery podwaja, np. zawsze pisze lassem, nieraz białły i t. d. 



XL WIKYDAKZ 



W słowach łacińskich zachowano stale ich pisownię własną, 
więc HM, deposit, commenty, Asia, credensuie, affeht^ tribuł, 
ąuota^ quinta, fatigi, trihunał i t. d., szczegohiie zaś imiona 
osobowe lub mityczne, więc Nymphami, Phoebus i Phaebtis, 
Phoebowi/, Philosoph. Pisze niemal stale x zamiast ks, a więc 
zawsze odazeta, xiqdz i t. d. Uwydatnia zbytecznie rym dla 
oka pisownią (czego się i dzisiejsi poeci nie chcą pozbywać, 
jak z niedawnego protestu zbiorowego przeciw normalnej pi- 
sowni wynika), np. Yictoriey . . . wygrany // wesołe Palany (za- 
miast wygraney); com ia beł // przestrzegł Diabeł^ ohydy // 
dzydy, y teraz co rychli // iesli nieuciekli, zgury // dziury, zyc 
dłuży II niewczas nuży i t. d. 

To wszystko odrzuciUśmy, przeprowadzając stale piso- 
wnię własną, nowoczesną. Przecinko waliśmy więc tekst jak 
najstaranniej, dla sensu; usuwahśmy litery wielkie, pisownię 
łacińską, uchybienia przeciw zasadzie etymologicznej wszelkie; 
kładliśmy znaki dyakrytyczne, nawet stale -em, -emi w koń- 
cówkach przymiotnikowych i zaimkowych obu liczb i wszyst- 
kich rodzai, zastąpiliśmy przez -ym, -imi\ zatrzymywaliśmy 
jednak właściwości mowy wszystkie, np. łabecia, szczyry^ 
czwierci i t. d.; dla zwrócenia baczności czytelnikowej pozwo- 
liliśmy sobie wprowadzić kursywę dla zwrotów przysłowio- 
wych i przysłów samych. 

Rękopis łączy stale, wedle właściwej wymowy polskiej, 
przeczenie z czasownikiem i przyimek z rzeczownikiem, pisze 
więc wyłącznie zoczu, zprzeyrzenia^ dotwoiey Swiątnice^ zate 
złości (miękkości naturalnie nie oznacza), patrz namoy płacz 
ywzdychaniej skłon name prozhy, gdysie, wamsą^ nienaruszy^ nie- 
znanij ztym mówiąc atu patrząc nadrugiego, zesię taniewstydzi 
wswoimrzedzie^ na Miesiąc wpełni niepatrzyła, awpiękney twa- 
rzy^ niechtesz (zawsze tak przez sz, a więc i iusz, scieszki, cho- 
ciasZj isz^ wroszkę^ cięszki. anisz, zasz, coszkiedy ią i t. d.); nic 
z tego nie zachowaliśmy, dzieląc słowa wedle nowej zasady. 
Również nie piszemy za rękopisem np. Oświadczam Niebu yz 
iego światłami Ze bez mey winy ... A co naysrozsza i t. d.^ 
ygdyiechac, niechmisłuzy^ nadtotroie naSwiecie niemasz^ tonie- 



WSTĘP XLI 

dbasz oludzi, anienalepszy^ łakpostepowac z Goscmi i t. d. i t. d. 
Gdy poł rękopis stale tak pisze, równie stale pułnoc, puHrze- 
cia i t. p. w złożeniu wyraża, jak i dawne druki (np. Łaza- 
rze we), dla niewiadomych mi przyczyn; tego w naturalnie nie 
zachowaliśmy; zachowaliśmy jednak jego o niekreskowane. 
Oznaczyliśmy sami (czego w rękopisie nie było) wiersze wedle 
następstwa (przyczym tłumaczenie dodanego obok oryginału 
pomijaliśmy), i wedle ilości ich wierszow. 

Słowniczka wyrazów » staropolskich* nie dodaliśmy, gdyż 
w poezyi tej przeważnie erotycznej i refleksyjnej osobliwszych 
wyrazów czy prowincyonalizmow zbyt było mało; umieszcza- 
liśmy zaraz pod tekstem, w notach, co dla wytłumaczenia po- 
trzebne. W notach uwzględnialiśmy bibliografię, pytania o autor- 
stwie czy źródle, odmianki z innych rękopisów i t. p. Spisu 
imion nie dodaliśmy, wystarczy bowiem spis nagłówków. 

W osobnym dodatku zebraliśmy, co było za obszerne 
lub nadto od samego tekstu odbiegało, a więc wiązankę lu- 
źnych wierszow np. Naborowskiego, uzbieraną po innych ręko- 
pisach; odmienną redakcyę » Lekcy i Kupidy nowych* SzHchtyn- 
gowych; parę wierszow Andrz. Leszczyńskiego i t. d. 

Stronic rękopisu nie oznaczaliśmy stale; nadmieniamy 
tylko, że pierwszych pięć kart Wirydarza nie liczbowano 
wcale; jego str. 1 idzie dopiero od naszego wiersza nr. 3; nie- 
zapisane są str. 103—105, 440—450. Już Plebański (BibL 
Warsz. 1889, III, 435—439) przytoczył główną treść Wiry- 
darza wedle liczby stronic, więc jej nie powtarzamy. 



Zaniedbana do niedawna poezya nasza wieku XVII dziś 
zwraca na siebie pilniejszą uwagę; poświęcają jej studya oso- 
bne (wspomnę tu tylko o szkicach Dr. Turowskiego o Ko- 
chowskim i Twardowskim), i uprzystępniają jej zabytki, bu- 
twiejące dotąd po rękopisach (np. Orlanda Szalonego i Ogród 
Fraszek, aby o rzeczach drobniejszych nie wspominać). Za 
najpilniejszą potrzebę uważamy właśnie ogłaszanie samych po- 
mników tej poezyi, jako najwymowniejszych obrońców jej 



XLII WJIIYDAIIZ 

sJawy, dotąd należycie nie uznanej; w rzędzie tych pomników 
jeden z najciekawszych i najważniejszych, to właśnie nasz 
»Wirydarz«; teraz może i ogół nasz oświecony z niego ko- 
rzystać i pochlebny nasz o nim sąd w całej pełni potwierdzić. 
Celem tego wydania było, za W i r y d a r z e m w chaosie 
mniejszych utworów XVn wieka wytknąć pewne tory, rzeczy 
pogmatwane co z grubsza rozszykować; więc nie ograniczy- 
liśmy się, ani we wstępie ani w dodatkach, samym »Wiry- 
d a r z e m, lecz siągnęliśmy i do innych rękopisów, aby ułatwić 
rozejrzenie się w nich tym, którym po nas jakie Silvae Re- 
rum czy inne zbiory do rąk się dostaną. Nie zależało nam 
jednak na wyczerpaniu przedmiotu; unikaliśmy mianowicie do- 
bierania waryantow, w jakie każdy niemal nowy odpis obfi- 
tuje, co przy dowolności, z jaką wiek XVn wiersze traktował, 
samo przez się jest zrozumiałe; dowolność tę wykazaliśmy na 
kilkunastu przykładach; trudno nieraz rozstrzygnąć, co za lekcyę 
oryginalną, z pod piorą autorskiego, a co za poprawkę obcą 
(czasem cenzora niepowołanego), uważać należy. Pomnożenie 
i uporządkowanie naszej literatury poetyckiej XVII wieku — 
oto zasługa Wirydarza a cel jego wydania ponownego. 



WACŁAWA POTOCKIEGO, 

PODSTAROŚOIEGO BIEOKIEGO, 

WIERSZE POLSKIE. 

MIĘDZY WIELĄ ZACNYCH AUTORÓW OSOBNEGO 
ZALECENIA GODNE. 



Wirydarz II. 



Prima dies lacem profert; locat altera coelam; 
Post hanc stat tellns; qaarta dno lamina lacent; 
Qninta replet Tariis aoimalibus orbem ; 
Adam parane D«o formatnr imagine sexta. 

723. Tydzień stworzenia świata. 

Przedmowa. 
Siedm dni, przez które Pan Bog stworzy! świat przestrony 
Zaśpiewać chcą ku chwale jego naoje struny. 
Na siedm dni pióro moje pisać pieśni nowe 
Ku czci stwórcę swojego zostaje gotowe. 

Za siedm dni chcę zżeglować nieprzebyte morze, s 

I zwiedzić wszytkę ziemię i być w twoim dworze. 

Panie wiekuisty, coś ty w tydzień stworzył, 
Choćby człowiek śmiertelny wszytkie wieki pożył, 
Ani tego wys.towić, ani spisać może, 

Ani pojąć rozumem twych czynów, o Boże! lo 

Jakoż się ja nie darmo o ten węzeł kuszę, 
Który w lada godzinę świat zostawić muszę? 
Ty, o Panie, któryś mi dał rozum z zmysłami, 

1 żebym się nad twymi zdumiewał czynami, 

Nastrój niestrojne struny, zarzni moje pióro, 15 

Prowadź szczęśliwym wiatrem łódkę mą, by sporo 
Okrążywszy niezmierną wielkość świata tego. 
Żagle zwiła u brzegu aż pożądanego. 

Niedziela. 

Gdy spuścił Pan Bog oko z wysoka ku dołu, 
Obaczył wszytkie rzeczy zmieszane pospołu: 20 

Niebo w ziemi, a ziemię w morzu, morze w niebie 
I w ziemi, tak skłócone trzymały się siebie. 



WIRYDARZ 



m 



Ani światłość światłością, ani ciemność prawa; 
Wszędy pełno wszytkiego, przecie niedostawa. 

25 Zgoła pełno nierządu i niesprawy było. 

Gdy się oko przezorne temu przypatrzyło, 

Niech się, pry^, stanie światłość: światłość pierwsze dzieło 

Skuteczne jego słowo natenczas sprawiło. 

Znać, że żyje w światłości wieki nieprzeżyte, 

30 Bo nie mógł znieść, wejrzawszy w ciemności pokryte. 

Rzekł słowo, alić zaraz posępna i bura 
W światłość się przemieniła przezroczysta chmura. 
A tamże pewny pomiar tak jasnej światłości, 
Jako wkłada ponurej i czarnej ciemności. 

35 Tej noc dzieje, tamtej dzień. A teć dnia pierszego 

Początki były tego świata niezmiernego. 

Poniedziałek. 

Tu dopiero fundament pałacu wielkiego 
Zakłada i wynosi z morza bezdennego. 
Nie skały i kamienie, lecz samo powietrze 

40 Nosi ciężar nieznośny, tam w najwyższym piętrze 

Sam mieszka, do przechadzek mając wodne sale 
I skrzydła lotnych wiatrów na wiek wieków stale. 
Niebo (gdzie świetnych duchów zgraje niezliczone, 
I w pułki nieśmiertelne sprawnie rozłożone 

45 Najmniejszego skinienia porywczo czekają, 
I przed blaskiem oblicza jego zataczają 
Swoje twarzy lotnymi skrzydłami, gotowi 
Wykonać, cokolwiek się zda stworzycielowi) — 
Niebo (cherubinami między skrzydlatymi 

50 Kędy słucha kroi wiecznej chwały, tę wdzięcznymi 

Pieśniami głoszą chory zgodliwym koncentem, 
Pieją go nad zastępy trzykroć Bogiem świętym) — 
Niebo (zkąd wszytkorodna ziemia swoje dusze 
Dżdżem i rosą obżywia i w największe susze) — 

* Pry, prawi, rzecze. Przy motto łacińskim przypisał Trębecki do 
tellus: et marę, pisces, aves, reptilia, guadrupedia. 



"^^S WIERSZE W. POTOCKIEGO 



Niebo stworzył w drugi dzień i rzekł tylko słowo: 55 

I niebo i obłoki stanęły gotowo. 

Wtorek. 
Jak mądry budowniczy niebo w swojej grani 
Postawił, spuścił rękę ku niżnej otchłani 
A zgarnąwszy głębokie w kupę wody ony, 
Osuszył między nimi plac wielki przestrony, eo 

Który ziemią pomienił, a zaś morzem wody, 
Które iżeby ziemi nie czyniły szkody. 
Tamą słowa możnego tak je przywarł silnie, 
Że jej dotychczas nie rwie, ale strzeże pilnie. 
I choć się tchnąć usilnie miece naprzemiany, es 

Nie śmie i najmniej przelać położonej tamy. 
Tak w krąg ziemię oblewa i wzdłuż i wszerz morze 
I na części rozliczne z tej przyczyny porze. 
Aby rożne królestwom granice narody 
Swym od inszych mierzyły po głębokie wody. 70 

Z morza woda spiąwszy się na wierzch bystrej góry 
Przebije ziemię, czyniąc stok rozkoszny, który, 
Przybrawszy sobie rożnych, wielką rzekę zbierze, 
A ta swym rowem wpada znowu do macierze. 
I zrzodła, choć z słonego morza wypadają, 75 

Rożny smak, rożne skutki i naturę mają. 
Przez jakiej ziemie które ciągnie się własności, 
Tę bierze, swojej dawnej pozbywszy słoności. 
Z morza perły i konchy pochodzą barwiste, 
Burstyny złotu równe, korale krzewiste; 80 

Z morza drogie kamienie, których żadne ceny. 
Żadne liczby rodzajów nie mogą kameny 
Wyliczyć, żaden język słów niema tak wiele, 
Jako morze śliczności po swych brzegach ściele. 
Tam magnes, który twardą ciągnie ksobie szynę, ss 

Tam cukier, co obsiada członkowatą trzcinę. 
Owo zgoła i rozum musi ustać człeczy, 
Kiedyby chciał ogarnąć dziwne morskie rzeczy. 



6 WIRYDARZ 723 

A przeto puściwszy się głębokiej otchłani, 

90 Przypatrzyć by się ziemi i co pan Bog na niej 

Z niczego stworzyć raczył. Nieobeszła ziemi, 
Miejscem równa, a miejscem górami przykrymi 
I skałami sadzona, tyś matką wszelkiego 
I grobem ciała, które do początku swego 

95 Wraca się. Jakoż twoje wypowiedzieć skarby? 

Ktoreż twą śliczną dobę wymalują farby? 
Z ciebie żółte pochodzi złoto, co weseli 
Serce, ale i srebro dobre, chociaż w bieli. 
Za tymi insze kruszce długi szereg czynią, 

100 Ktoreć siła ozdoby i sławy przyczynią. 

Mosiądz, miedź, cyna, ołów, rudy i marmury, 
Kryształ, porfir, alabastr, ziemia ma i góry. 
Aleć się na tym miejscu i sol wspomnieć godzi, 
Która broni od skazy a z ciebie pochodzi, 

105 Która smaku dodaje, dobro nieprzebrane, 

W ziemię od stworzyciela głęboko schowane. 
Więc kamieni kosztownych, których jeszcze pono 
Ludzie dotąd nie znają, taką w nię włożono 
Obfitość, że śmiertelny rozum ustać musi, 

110 Jeśli się porachować ich rodzajów kusi. 

A gdy tak pan Bog ziemię wewnątrz klejnotami 
Ozdobił kosztownymi, po wierzchu płaszczami 
Odział ją zielonymi. Niechaj bujna trawa 
Wznidzie po wszytkiej ziemi, takie bando* dawa 

115 A w niezliczonych barwach zgodnie zioła wstają 

I od końca do końca ziemię okrywają. 
Każde wedle rodzaju swego ma nasienie, 
Jedne w ziarnka a drugie kładą zaś w korzenie. 
Już się góry zielenią a łąki wilgotne 

120 Miecą daleko z rosy swe glance stokrotne. 

Wdzięczny zapach wydaje balsam i lilia, 
Mietka, narcyz, majeran, rozmaryn, szałwia, 

Bando, rozkaz. 



723 



WJBR&ZB W. POTOCKIEGO 7 

Lewanda z szpikanardą, lubczyk i bukwica, 

Ruta zdrowa z piołynem, hizop i bylica. 

Wonią, którą wydały niezliczone zioła, 125 

Których imion wyliczyć niepodobna zgoła, 

Nieba doszła, o niebo oparła się aźe, 

Kiedy Bog drzewom wstawać po ziemi rozkaże. 

Rzekł, góry się natychmiast lasami odziały 

A rodzaj ne po sadach drzewa zakwitały \ iso 

Tu palmy, tu wysokie cedry wierzchy nośne 

Ku niebu swe dźwigają, tu jodły, ta sośnie, 

Tu trwały dąb, tu jawor, buk, jesion, wierzbina 

I wszytka wstaje w gorę drewniana rodzina; 

W którą się kolwiek świata stronę oczy puszczą, iss 

To abo o dąbrowę, abo też o puszczą 

Oprą się, lecz i mniejsze także wierzchowiny 

Zagęszcza tam i olsza, brzozy i leszczyny. 

Więc i jabłka i gruszki, orzechy, kasztany, 

Cytryny, śliwy, wiśnie, pigwy, pomagrany, uy 

Morele i daktyły, w każdym ich rodzaju. 

Nie wszytkie ten gospodarz wysadził w swym raju. 

Prawda, że te, co żywot, co rozum dawały, 

W samym raju, tak Bog chciał, osobno zostały. 

Aleć nie upośledził ziemie i w tej dobie, 145 

Bo te tylko dwie drzewa zostawił przy sobie, 

A tym, które dał ziemi, liczby nie masz prawie. 

Na tej ci wieczór trzeci i dzień zaszedł sprawie. 

Coż iż się wedle słowa bożego tak stało, 

Wszytko mu się, bo dobre było, podobało. 150 

Środa. 
A skoro się z światłością ciemność rozdzieliła, 
Niebo, ziemię i morze, boska moc sprawiła. 
Słońce złotopromienne środkiem nieba toczy, 
Słońce, które zaraża bystrym blaskiem oczy. 

* Dopisano: rozkwitały. 



WIRYDARZ 



723 



155 Śliczne oko niebieskie, a to jak przemierzy 

Kręgi swe, to zupełny światu rok odmierzy. 
Sprawił i mniejsze światło, miesiącem go mieni, 
Które acz własnych niema, od słońca promieni 
Zaciąga i jak kryształ nie swój ogień nieci, 
1(50 Tak i ten cudzym światłem ciemnej nocy świeci. 

A gdy się na krzyżowej podka z słońcem drodze^ 
Stanąwszy pod nim, ziemi zaćmi go niebodze. 
Acz mu się to oddaje, bo kiedy śród nieba 
Promieńmi słonecznymi świeci jak potrzeba, 

165 Ziemia wtenczas stanąwszy prosto między nimi, 

Nie puści do księżyca słonecznych promieni. 
A ten póki z pod ziemie nie dojdzie go jasny 
Promień, mało abo nic świeci, makuch własny. 
Stworzył pan Bog i gwiazdy, którymi swe dwory 

170 W niezliczone misternie śliczne upstrzył wzory. 

A te iż małe, zaczym mniejsze światło dają: 
We dnie nic, księżycowi w nocy pomagają. 
Z tych niektóre osobne swoje sfery znają, 
Drugie z firmamentem pospołu ruszają. 

175 Siedm planet, z których każda na swych kołach chodzi, 

Każda niesie pożytek, każda ziemi szkodzi. 
Saturn, Jowisz, Mars, Słońce, Venus i Merkury, 
Po nich miesiąc najniższy, bo tak idą z góry. 
Słońce głowy i serca w człowieku pilnuje, 

180 Merkury ust z językiem, o śledzionie czuje 

Saturnus, a zaś Jowisz radzi o wątrobie, 
Mars o krwi, Wenus zasię myśli o sposobie. 
Aby ludzi przymnoźyć, a miesiąc żołądek 
Ma na pieczy; ten ci jest w człeku ich porządek. 

186 Dwanaście ma zodyak znaków, z których każdy 

Ma swój członek w człowieku, co go strzeże zawźdy: 

* Dopisano do w. 161 »Zaćmienia skąd< ; do 171 : mają (zamiast 
dają); do 176: > Planety abo błędne gwiazdy, których jest 7, a te zaś tak ko- 
respondują z człowiekiem* ; do 185: »Zodyak pas ten, po którym roczny bieg 
sJońce odprawuje; ten ma 12 znaków, które takie z człekiem korespondują*. 



72:^ WIBRSZR w. POTOCKIEGO 9 

Baran, Byk i Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Ryby, 

Niedźwiadek, Kozoroźec, Wodnik i bez chyby 

Strzelec z Wagą. Acz na tym dowcipy ciekawej 

Myśli wieki swe trawią, a dotychczas prawej 190 

Nie mają znajomości. Dziwne rzeczy twoje, 

Którym zdołać nie może liche pióro moje. 

Do słońca się powrócę, które swoim biegiem^ 

W cztery części rok dzieli; a te swym szeregiem 

Następują po sobie zgodliwe siestrzyce, 195 

Każda wyrachowane mając trzy księżyce. 

Kiedy księżyc tygodniow cztery narachuje, 

W których najbliższe ziemi swe koło osnuje, 

Każdy tydzień siedm dni ma, liczbę doskonałą. 

Przez które świata stworzył Bog machinę całą. -200 

Przez dwa roście tygodnie, przez dwa znowu taje, 

Takież prawo wszelakim wodnym rzeczom daje. 

Każdy dzień ma dwadzieścia i cztery godziny 

Już i z nocą, z którą się dzieli do trzeciny. 

Godzina ma minuty a minuta mgnienia; 205 

Wszytkie czasy mają swe rządne rozliczenia. 

Kiedy Baran z pierwszego słońce stopnia zbodzie, 

Wtenczas wiosna po mroźnym nastawa nam chłodzie. 

Wtenczas w równi dzień z nocą po dwunastu mają 

Godzin, przez które swój czas na świecie mierzają 210 

Nim słońce na poł nieba Raka leniwego 

Dojdzie, gdzie jest początek lata gorącego, 

Dotąd dnia przybywało tak długo, aż stanie 

Na szesnastu godzinach, nocy ośm zostanie. 

A gdy słońce pod gorę rozpuściwszy koła 215 

Ujmując dniowi godzin, pędem leci zgoła, 

Wpada na Wagę, a tam i dzień i noc zważy 

I jednakie obudwom ustawuje straży. 



* Dopisano do w. 193: »Doroczni podział na ćwierci 4, miesięcy 12, 
miesiąc zaś na 4 tygodniea; do w. 208: BAeąuinoctium vernum; dalej sol- 
stitium aestivum, aeąuinoctium aulumnale, solstitium hibernumt. 



10 WIRYDAKZ 723 

A tu owocorodną jesień już witamy 
220 I z ciepłym się do roku latem pożegnamy. 

Dotąd nocy przybywa, dokąd słońca mroźny 

(Tać zimę ob woły wa ziemi grudzień woźny), 

Nie wyprze Kozorozec; A tuć się przesila 

I dniowi, co go tylko ośm godzin udziela, 
225 Aż znowu, kiedy słońce zagrzeje Barana, 

Ciemna noc ze dniem jasnym będzie porównana. 

A ten ją tam minąwszy, tak długo rość będzie, 

Aż słońce na poł nieba podle Raka siędzie. 

Noc od Raka począwszy dotąd będzie rosła. 
230 Dokąd światłość słoneczna Kozorozca doszła. 

Takci ten wieczny zegar nakręcił uczony 

Mistrz, iż jego na wieki nie słabiej ą strony. 

Wdzięczna wiosna fiałki znaczna i różami \ 

Ta ziemię rozlicznymi odziewa farbami. 
235 Ta, co zima pod śnieżną umrozi pierzyną, 

Obżywia, obczerstwiwszy da podstawę iną. 

Ta ziemie i wszytkiego stworzenia żywoty 

Otwiera rozmnażając, ale któż przymioty 

Twoje może policzyć, wdzięczna wiosno, wszytki ? 
240 Kto twe dary rozkoszne wypisze z pożytki? 

Wieśnie marzec i z kwietniem śliczny maj podlega; 

Czerwiec, lipiec i sierpień lato zaś użega; 

Co wiosna napoczęła, ciepłe kończy lato, 

Dogrzewając owocom i zbożom, a zato 
246 Kłosi any wieniec nosi; latem się dostawa 

Tłusta pszenica, którą bujna rola dawa. 

Lecie polne jarzyny, korzenia ogrodne. 

Lecie i drzewa rosną, lecie ryby wodne 

Płód z siebie wypuszczają, lecie swej żywności 
aao Ma wszelka żywa dusza prawie do sytości. 

Słodkie lato, twa chwała nigdy nie zaginie; 

Zawsze cię wspomnieć miło, lecz najwięcej zimie. 

* Dopisano: » Wiosna i jej efifectus i podziać*, taksamo przy lecie, 
jesieni i zimie. 



723 WIERSZE w. POTOCKIEGO 11 

Jesień zbiera, co lato hojne narodziło, 

Czego peJno po niwach i po drzewach było. 

Teraz kJosa nie widać, chociaż wyjrzysz w pole, j^s 

Ale pełno w komorze, pełno i w stodole. 

Bluszczowy wieniec nosi winem przepleciony, 

Złotymi cytrynami i jabłki sadzony. 

Jesień z drzewa ciężary i grona z winnice, 

Wszytko rączo do chłodnej zgromadza piwnice. 200 

Księżyce jej październik, wrzesień z listopadem 

A za nią zima tuż tuż stawia nogę śladem. 

Gnuśna zima odziawszy zimnym pierzem ziemię, 

Nieci wiatr i mroź ostry, ledwo znośne brzemię. 

I kiedyby jej srogość lasy nie składały, 205 

Nie wiem, jeżeliby ją stworzenia strzymały. 

Tej, co wiosna poczęła, lato dokonało, 

Okrzętna jesień zniosła, czasem bywa mało. 

Ale i ta poczęści ma swe zalecenia, 

Stanowiąc kryształowe mosty do chodzenia. sto 

I błota nieprzebyte kamieniem stawiła, 

Które dźwigać ciężaru teraz mogą siła. 

A jako noc człekowi dla odpoczynienia, 

Tak ziemi zima dana, aby od rodzenia 

Wytchnęła; za potrzebną bowiem bywa miana »76 

Prace i odpoczynku wzajemna przemiana. 

Grudzień, styczeń i luty zimę rozszerzają 

A onej jako paniej we wszystkim słuchają. 

Jako słońcem zagrzana ziemia lecie rodzi. 

Tak słoneczne gorąco ziemię deszczem chłodzi: aso 

Przeciwne skutki z jednej pochodzą przyczyny. 

Dziwne i niepojęte. Panie twoje czyny! 

Na troje się powietrze znikome rozdziela*. 

Przez te części na ziemię ognie słońce strzela. 

Najwyższa i najniższa, średnia między nimi: sw 

Najniższa najgorętsza, bo słońce płomieni 

* >Divisio triplex aeris, superior tepida, media frigida, inferior torrida*. 



12 WIRYDAKZ 728 

We dwoje jej użycza, odbijając z ziemie. 
Najwyższą blizko słońca też grzeją promienie. 
Średnia zimna, bo słońca odległa i one 

290 Nie grzeją jej od ziemie ognie podwojone. 

Zaczym gdy słońce pali, pary ciągnie wodne ^, 
Które idąc do góry dojdą, kędy chłodne 
Stanowi je powietrze, a tam zagęszczone 
Puszcza deszcze na kłosy słońcem nademdlone. 

295 Zkąd deszcze, ognie, grady, ztąd ślizkie pioruny 

W znojne prażma bywają i straszliwe gromy. 
I wiatrów nie przepomnię. i te pomagają 
Tej ziemi do żyzności, kiedy zlekka wstają; 
Ale gdy się przeciwi zachodni wschodniemu, 

300 A z strony południowej zasię północnemu, 

Lubo którykolwiek z nich wypadszy, gdzie ziaje 
I gdzie mu ziemia wrota do szturmu podaje, 
Trzęsie nią, a morze dnem aż ku niebu staje. 
Ściele lasy i domy, zboża, urodzaje. 

305 Wszytko pan Bog w swej władzy chciał mieć położone; 

Zbytkują, kiedy on chce, gdy chce, ułożone 
Tak wiatry, jako wody ma zaraz i gromy. 
Jakoż się ciebie nie bać, Boże niezmierzony? 
Tu stanął Bog dnia tego, a potym zza morza 

310 Przypadł wieczór i zaszła pierwsza słońca zorza. 

Czwartek. 
Ciemna noc już głuchy świat skrzydłami czarnymi 
Okryła, cicho było, tylko perłowymi 
Lekki wietrzyk rosami głaskał wierzchem zioła 
A one rosy syte posilały czoła, 
8ifi Lecz z nieba, na którym się z nowym popisują 

Wybornym światłem gwiazdy, ognie wyskakują. 
Jedna drugą wyciska i jedna nad drugą 
Jaśniejszy ciska płomień; widzieć było długą 

» Dopisano: »In media aeris regione fulgura, tonitrua et fulmina 
generantnrt. 



723 WIERSZR w. POTOCKIEGO 13 

Chociaż tak gwiazdeczkami usiana drobnymi, 

Drogę mleczną; tam planet pięć między inszymi 320 

Idą z sobą o sztukę, a każda z nich okiem 

Insze przenosząc błyszcze po niebie szyrokim. 

Tara kosy złote, tam woz świecił ognia pełny, 

Tam widać było baby prządki złotej wełny. 

Aleś ty przed wszytkimi gwiazdami dank wzięła 32ri 

Złota lampo, coś we dnie przy słońcu świeciła, 

Świeciłaś trzema mędrcom, a idąc przed nimi 

Stałaś, gdzie wieczna światłość niebieskich promieni. 

Świecąc się w pełni księżyc nowym światłem błyska. 

Nowe światło po niebie i po ziemi ciska. aso 

Sam znienagła swe koło środkiem nieba toczy 

I pysznym krokiem górną swoje sferę tłoczy. 

Sara jako kroi, otoczą gdy go niezliczone 

Zgraje, znienagła stąpał na zachodnią stronę. 

A tam gdy się miesięczne koło już zniżyło, ss.^ 

Z wschodniej strony się niebo z dołu purpurzyło. 

Tak co dalej to barziej, aż się pokazała 

Zorza, która się w wieniec różany ubrała. 

Kiedy słońcu jasnemu do złotej karety 

Już założyli cztery pierzchhwe dzianety, 84o 

Wsiada, a zostaw ująć swoje świetne dwory, 

Na niebieskie kieruje dzielne konie chory. 

Ony ognie pryskają, a wyszedszy z wody 

Pną się chyżo na przykre zodyaku grody. 

Noc skrzydła swe złożywszy pod ziemię się skryła, 84& 

Pogasły wszytkie gwiazdy i twarz się zmieniła 

Miesięczna. Nowe ognie niecą się po niebie, 

A zioła pełne wody tysiąc glancow z siebie 

Wydają, a zaś słońce, aby znało szlaki, 

Zostawuje pamiętne po swej drodze znaki. 8.'.o 

Słońce weszło i świeci, świat niemy i głuchy. 

Wszędy cicho, nie słychać nawet biednej muchy. 

Nie igrają z wodami i wielorybowie, 

Ani go ogłaszają pieniem swym kurowie. 



14 WIRYDARZ 723 

355 Prócz Że rzeki co bystrsze lekkim szumem gwarzą, 

nowy się gościniec z kamieniami swarzą, 

1 skalisty Borysten przechodząc swe progi, 
Czyni skargi obciążne na nierówne drogi. 

I wychodząc z Krępaku wolnym wleniem wiatry 

360 Igrają, odbijając swój impet o Tatry. 

Etna tylko z Liparą, ogniem sławne góry, 
Z Chimerą Wezuwiusz dźwięk dawaj ą spory, 
Z których wierzchem płomienie buchają siarczyste. 
Spodkiem Styx, Kocyt rzeki, Phlegeton, nieczyste. 

365 Tak było kiedy słońce ku górze się miało. 

Już były oschły rosy i morze się grzało, 
Kiedy stwórca wszechmocny z pałacu górnego 
Wejrzał w szyrokość morza z ziemią głębokiego. 
Rzekł, a natychmiast rzeki i wiatry słuchały, 

37 • Ani góry ogniste płomieni ciskały: 

Niechaj wody wydadzą rzecz mskłą żywej dusze, 
Ktoraby tylko w wodzie, nie żyła na susze. 
Ledwo przestał, a morza, które przedtym stały, 
Pełne ryb niezliczonych zlekka się ruszały. 

376 Tu niezmierny wieloryb nabrawszy w się wody 

Rzyga, wznosząc po morzu równym wielkie grody. 
Tu szybki delphin grzbietem jako strzałą morze, 
Płynąc, wierzchem na prawo i na lewo porze. 
Tu straszUwy ippotam, tu łuską odziany 

880 Smok, boj wiodą okrutny, zasię z drugiej strony 

Balena się niezmierna z wody ukazuje 
I wielki plac na morzu grzbietem zastępuje. 
Cudowny lewiatan z ludolarchą, która 
Choć skrzelami nadana, mają przecie piorą; 

885 Więc żółw stalą odziany z konchilią, która. 

Iż śliczny sok wypuszcza, zowie się purpura. 
Ale się i remory zapomnieć nie godzi: 
Malutka rybka wielkie w biegu stawia łodzi. 
A któżby się doliczył, jako wiele kryje 

890 Cudów morze i jako wiele w nim ryb żyje? 



723 WIERSZK w. POTOCKIEGO 15 

Wszytkie swój rodzaj i swe przeciwnik! znają, 

Tara się w morzu i rodzą, tam się przepleniają. 

Aleć i rzeki wszytkie już się napełnimy 

Rybami, skoro z nieba rozkazanie wzięły. 

Już Phizon, Gehon, Tigris, Eufrates w raju, 395 

Araxes z Eridanem wszelkiego rodzaju 

Ryb pełne, Dunaj, Jordan i Nil siedmiorogi, 

Który stawia w Egipcie niezliczone stogi. 

Ganges, Tag i Paktolus, które złote ścielą 

Piaski, Tyber, Tanałs i Wisła ryb wielą 400 

Obfitują. Tu łosoś dno skaliste lubi, 

Tu wy z, tu sum, tu jesiotr, i która się chlubi 

Słodkim mięsem czeczuga, tu karp, pstrąg, lipienie, 

Węgorz, Szczuka zębata, okuń, co grzebienie 

Ostre stawia, nuż kiełb, lin, który błoto kocha, 4ob 

Wszytkie wody zalega wszędy ryba płocha. 

Tu też należy rodzaj skorupiasty, raki 

Wtył patrzące, ostrygi i wszelkie ślimaki. 

Których jak i ryb liczby trudno wiedzieć zgoła. 

Bo im rozum i język i liczba nie zdoła. 410 

Rzekł znowu: Niechże się też stanie rzecz skrzydlata 

W duszę żywą, a pierzem odziana niech lata 

Po powietrzu. A na te skuteczne wyroki 

Pstrzą się ptacy niebiescy piórkami co w skoki. 

Widzieć orła rozbojcę: on nie zmruży oka, 415 

Choć w nie słoneczny promień przypada z wysoka. 

Bierze w locie dziką gęś i dropie leniwe. 

Bażanty, pardwy, głuszce, cietrzewie pierzchliwe. 

Widzieć sępa srogiego, a on swego cechu 

Drapieżne prześladuje ptaki aż do zdechu, 420 

Jastrząba, kruka, kanię, krogulca, raroga, 

Sokoła piersistego wiąże zewsząd trwoga. 

Nuż struś strawca żelaza, feniks złotopióry. 

Są żorawie, co tłuką Pigmeolow z góry. 

A tych kozy osiadszy niezliczona zgraja 4*5 

Pospolitym ruszeniem, co wiosna, gdzie jaja 



16 WIRYDARŻ 723 

Mają, zbieżawszy tłuką, z których skorup swoje 

Szyszaki, blachy robią i rozUczne zbroje. 

Już widać pelikana, wizerunk miłości 
430 Ku dzieciom, dobył serca dla nich zmiędzy kości. 

Czapla, bocian, na ryby strzegą i jaskółka 

Z pod wody wyleciała. Już dudek, kukułka 

Z drzewa lata na drzewo, wiosnę na przemiany 

Witając, już krzyk drobnych ptasząt miarkowany 
485 Zewsząd słychać po gajach a echo od rosy 

Odbijając ku niebu niesie wdzięczne głosy. 

Słowik się zawiesiwszy na zielonej chwieje 

Nad wodą rózdze a swe słodko noty pieje. 

Skowronek swe tyryle aż pod niebem ciągnie, 
440 Powtarza tyryle, choć na ziemi się lągnie. 

Lecz wszyscy nie milczeh niebiescy śpiewacy, 

Kos, szpak, drozd, szczygieł; dzwoniec, czyż i kanar ptacy. 

Więc indyki gniewliwe osobnej postury; 

Byli też i domowi kaczka, gęś i kury, 
445 Paw barwy malowanej, cichy gołąb, który 

Wracał się do korabia co z najwyższej góry. 

Pachnie żołna świeżymi miody, pracowite 

Które pczoły robiły; były jadowite 

Szerszenie, bąki, osy, komor, chrząszcz i czmiele 
450 I innych w tym rodzaju rzeczy barzo wiele. 

A któż tę skrzydlatą policzy rodzinę, 

Którą pan Bog za jedne potworzył godzinę? 

Niechże go wysławiają zgodną symfonią, 

Niech głosy góry, lasy, obłoki rozbiją. 
ihh A tuć słońce gorące pod ziemię zachodzi 

I w morzu spracowane dzianety wy brodzi; 

Puściwszy cug księżycu i z drużyną jego, 

Samo się do pałacu pobiera złotego. 

A pan Bog błogosławił tak rybom skrzelatym, 
4(U) Jakoteż wszytkim ptakom powietrznym, skrzydlatym: 

Rośćcie, rozmnażajcie się ryby, co pływacie. 

I wy się ptacy mnóżcie, rośćcie, co latacie. 



723 Wiersze w. Potockiego 17 

Tuć piąty dzień miał wieczór, który tak igraniu 
Rybiemu koniec przyniósł, jak ptaków śpiewaniu. 

Piątek. 
Noc była a niebo się gwiazdami iskrzyło, 405 

Z których we dnie i jednej najmniej nie znać było. 
Ciemna noc, lecz jej siła ciemności ujmuje 
Księżyc, który po niebie w gorę postępuje. 
Noc była a ptastwo swój zmysł uspokojony 
Trzymało, w niepamięci słodkiej zawie.-zony, 470 

I osiadszy gałęzi wszech gajów zielone. 
Trzyma głowy przy sercu skrzydłem przytulone. 
Ty sam czujesz, słowiku i swe nocisz pieśni, 
Choć w poziomej rokicie, choć siedzisz na trześni. 
Bo okropni puhaczCj choć czują, i sowy, 475 

Lecz nie mogą ich oczy znieść światłości dniowej. 
Jaż się księżyc pochylił, już się czarne cienie 
Szerzej ścielą po ziemi, które z drzew promienie 
Miesięczne czynią i z gor, już kur czuły pieje, 
Już i niebo ze wschodu kąsek czerwienieje; 48o 

Już jutrzenka nad ziemią; jej śliczne promienie 
Migają się, gdy na nie lekki wietrzyk wienie. 
Rosa pada a zorza widzieć się już daje. 
Już rozkoszna muzyka głosi wszytkie gaje. 
Kur przy pila, ptacy się do śpiewania budzą, 485 

Blednie twarz księżycowi, kiedy wraca cudzą 
Ozdobę, już się gwiazdy pokryły, bo z morza 
Straszy je wychodząca purpurowa zorza. 
Już czują ryby, już swe ptacy otrzepują 
Z I osy piorą, bo słońce ciepłe we drzwiach czują. 490 

Ono, gdy mu składane otwarły się wrota, 
Wprowadza na horyzont wspaniała ochota 
Dzielnych woźnikow, które tak więc rączo kroczą, 
Że bieżąc wierzchem wody kopytem nie tłoczą. 
Już trzeci raz niebieskie światło zaświeciło, 495 

Już i ryby igrają, ptastwa słuchać miło, 

Wtrydarz II. 2 



18 WIRYDARZ '723 

Kiedy wielmożnej chwały nieogarnionego 

Majestatu Bog wejrzał z pałacu swojego, 

A patrząc chwilę, rzecze (a zatym ścisnęły 
500 Pisk w nosach ptacy wszyscy i ryby stanęły; 

Nic na świecie nie trunie^. Niezmierzona ziemi 

Słuchaj, co nad zastępy każe Bog wszytkimi): 

Niech ziemia w żywej duszy wyda w swych rodzajach 

Bydła, gady, zwierzęta, a te po wszech krajach 
605 Świata niechaj nią żyją, niech bydło łaskawe 

Będzie, niechaj gadzina czołga proch i trawę. 

Niech polny lasem żyje zwierz, niech mieszka w lesie. 

Rzekł, a ziemia posłuszna zaraz w onym czesie 

Pełni stwórcę wielkiego emiry surowe, 
510 Otwiera płodny żywot na słowa takowe. 

Już rogate bawoły, krowy mlekodajne, 

Już woły pracowite i owce rodzaj ne; 

Dzielny koń znaczny grzywą, hasze, pląsze, pryska, 

Kark łamie, wzdarszy ogon rże i piasek ciska, 
515 Przed inszymi swemu się twórcy ukazuje; 

Po nim wielbłąd, muł, osieł w tropy następuje. 

Kozieł z kozą brodaty kopytami trzaska, 

Wieprz szczecią przyodziany z swą samicą mlaska. 

I wszytko co pod dachem rodzi się i żywię, 
520 Ziemia powolna z siebie dała ukwapliwie. 

Już z ziemie wszelakiego gadzina rodzaju 

Wyłazi, jako bywa pospolicie w maju. 

Tu smok kilkorogłowy, ten śmiertelnej pary 

Z bazyhszkiem, a ten ma takież okulary; 
625 Tu krokodyl stalową łuską się odzieje — 

Ten żywot biorąc komu łzy zmyślone leje; 

W nocy w wodzie, a we dnie parzy się przy słoni; 

Kto goni gO; ucieka, kto ucieka, goni. 

Tu widzieć i onego nieszczęsnego węża, 
580 Co Ewę o grzech przywiódł, a ona zaś męża. 

* trunąć, pisnąć; emiry, rozkazy. 



1 



•^23 WIEKSZK W. POTOCKIEGO 1^ 

On wyniosszy nad ziemię zdrady pełną głowę, 

Msknie się śliskim ogonem, mając daną mowę. 

Acz mu ją potym wzięto i łeb mu stłoczono 

Do ziemie i z inszymi wężami zrównano. 

Za którym ich rodziny wszytkie wychodziły, 535 

Jeden idąc za drugim pasmami się wiły: 

Padalec i koluber, leps i amphibona, 

Co dwie głowie po końcach a niema ogona. 

Cerastes ośmiorogi, salpiga skrzydlata, 

Mskły enidros, co zbawia krokodyla z świata, sio 

Ichneumon, co swój rod węży gubi, przy tym 

Jaszczur, żmija z niedźwiadkiem były jadowitym. 

Pająk, bombiks jedwabny, mrówka pracowita, 

Krzeczek, żaby, kret ślepy na ziemi się wita. 

I jeż tkniony igłami, i co ogniem żyje 545 

Salamandra i wody z Acherontu pije. 

A kiedy tych niezliczne stanęły plemienia, 

Insze ziemia brzemienna rodziła stworzenia. 

Stworzenia prędkonogie, które w lasach żyją, 

Jedne trawę co z ziemie wschodzi skubiąc tyją, mo 

Drugie brzuchy krwią z mięsem napełniają swoje. 

Rozliczne są, o wielki Boże, czyny twoje! 

Niezmierny słoń trąbiaty, caccus, który w tchnienie, 

Jako i rinocephalus miesza swe płomienie, 

Mocny żubr, jak piłkami psy do góry ciska 55^ 

I bonnazon szkaradny uciekając pryska 

Tyłem gnój, jako ogień, a ten kędy padnie. 

Parzy srodze; nuż zasię chamaleon snadnie 

Odmienia barwę swoje; farbami, na które 

Patrzy, zaraz maluje swą przemienną skórę. 5<k) 

Z pegazem gamaleon, bestya skrzydlata, 

Lew i tygrys okrutny, gazela zębata, 

Jeleń, łani, łoś, zając, te w nogi dufają; 

Lampart, ryś i ostrów idz, ci pstre skory mają. 

Wilk drapieżny, lis, niedźwiedź, jaźwiec, sobol, wydra, 505 

Bóbr na ziemi, bestya w wodzie wodna hydra. 

2* 



20 WiRYDAllZ 723 

Małpy, onocentaury, cefos, człecze nogi 
I ręce mają, wielki rynoceron rogi 
Galęziste; choć jeden jednorożec dźwiga, 

570 Wszytkie zmaga bestye, wszytkie zwierze ściga. 

Wszytkie lasy i Ida i Hercyńskie puszcze, 
Wszytkie góry, co ich jest, wszytkie gaje, huszcze ^, 
Wszytkie mają obfitość zwierza wszelakiego: 
Tak Bog plemię rozmnoźyf stworzenia swojego, 

575 Których by się imiona i natury miało 

Zliczyć, wieku, rozumu i slow by nie stało. 
Ujrzawszy Bog, co stworzył, iż to dobre było, 
Jeszcze jedno wyprawiła nim odpoczął, dziło. 
Wziąwszy bryłkę na ziemi, człowieka formował 

580 I wszytkie w nim misternie członki rozrachował. 

Cztery człowiecze ciało przeciwne składają 
Żywioły i wszytkie w nim swoje cząstkę mają: 
Ogień ciepło, krew woda człowiekowi daje, 
Powietrze oddech, z ziemi nasze ciało wstaje. 

585 Wszytkich członków w człowieku takie rozmierzanie, 

Że człowiek rozciągniony cztery czyni granie, 
I okrągłą figurę, gdy w znak rozszerzony 
Od punktu pępka będzie na koło mierzony. 
Aleć sobie samemu pan Bog to zostawił, 

690 Jak się człowiek zaczyna i jako go sprawił. 

Rozum tego nie dojdzie, nieizkąc liche wiersze. 
Nie przyda leniwemu biegu by najszersze 
Pole zawodnikowi, przeto i ja z pola 
Mieć się będę. Tak Bog rzekł, taka jego wola: 

695 Cokolwiek ziemia w sobie ma mojego czynu, 

Cokolwiek głębia wodna rybiego ma gminu, 
Człowiek moim obrazem niech będzie na ziemi, 
Niech wszytkiemu panuje z potomkami swymi. 
Rośćcie, rozmnażajcie się, napełniajcie ziemię. 

600 Dałem wam wszytkie zioła i drzewa, tych plemię 

huszcze, gęstwy. 



723 WIRR8ZB W, POTOCKIKOO 21 

Swoje owocem żywcie; także zwierze, ptacy, 

Bydło, wszelka gadzina i drobni robacy 

I cokolwiek na ziemi rucha się i żywię, 

Ma co jeść na tej ziemskiej wszytkorodnej niwie. 

Tak wtenczas błogosławił wielki stwórca światu eos 

I widział wszytkie rzeczy barzo dobre; a tu 

Nachyla się dzień szósty, mrok wieczorny zlekka 

Bydło, zwierze, gadziny okrył i człowieka. 

Noc minęła, siódmy dzień nastał, gdy do raju 

Wodził Bog Adamowi wszelkiego rodzaju eio 

Z.wierzęta, ptastwo, aby wedle jego chcenia 

Zwierz ziemski, ptak niebieski dostawał imienia. 

Dał mu i towarzyszkę na ziemskiej nizkosci. 

Którą stworzył dobywszy z boku jego kości. 

Ewę dał mu za żonę. Ewa go zbawiła eis 

Rozkoszy i Ewa go z raju wyprawiła. 

Już szabat odpocznienia siódmy dzień zachodzi, 

Czas by się mieć do brzegu wodopławna łodzi, 

Bo w ten pan Bog odpoczął od wszelakiej sprawy: 

Godzien ten dzień święcenia, godzien wiecznej sławy. «2o 

Sobota. 
Boże nieogarniony, ciebie nieprzejrzysta 
Niech ciemność chwali, ciebie światłość przezroczysta, 
Ciebie niech wszytkie nieba i z mieszkańcy swymi 
Z tysiącmi archaniołów nieprzeliczonymi. 
Wyspy, morza i rzeki, żrzodła i jeziora, ew 

Perły, kruszce i skały, ciebie ziemia spora, 
Zioła, trawy i drzewa, sady, lasy, gaje. 
Góry, łąki, kamienie, puszcze, urodzaje. 
Ciebie wiecznie niech sławi złotoblaskie słońce, 
Ku twej chwale niech siedm sfer złote toczą gońce. eso 

Niech księżyc złotorogi; niech firmament pstrzony 
Chwaląc cię wiecznie świeci, Boże niezmierzony. 
Wiek, rok, miesiąc, tydzień, dzień, godziny, minuty. 
Wiatry, tęcze, mgły, śnieg, deszcz, chmury, lici, zrzuty, 



22 WIRYDARZ 723-724 

635 Sron, grad, grom, błyskawica i piorun pierzchliwy, 

Sławi cię wielkim, mocnym. Boże wiecznie żywy. 

Wszytkie ryby skorupą i łuską odziane, 

Ciebie niech wszytko ptastwo wielbi nieprzejrzane. 

Wszelkie bydło domowe i wszelka gadzina, 
640 I okrutne bestye i leśna zwierzyna, 

Ale człowiek najbardziej ciebie niechaj chwali. 

Bodaj cię wsze narody za pana przyznali. 

Wszytkie twoje stworzenia niechaj cię słuchają, 

I te co w mierze stoją, i co się ruchają. 
645 I te co duszę mają, i co bez niej chodzą, 

I rozumne i które same żądze wodzą. 

Ale ludzie najwięcej niech głosy do nieba 

Krzycząc wznoszą, boś tego godzien, i tak trzeba. 

Wielkiś jest Boże stwórco świata szyrokiego, 
650 Okrom ciebie nie chcemy mieć boga inszego. 

Dusza, ciało, zmysł, żywot, zdrowie, serce, siły, 

Usta, język, pióro me będą cię głosiły. 

Zgoła com jest, co mogę, co umiem, to łożę 

A nawet krwią swą. Boże, chwałę twą pomnożę. 
655 Tu się kończy dzień siódmy, ale twej miłości 

Niemasz końca i miary. Panie z wysokości. 

Wszytkie wieki o tobie co powiedać mają; 

Wszytkie stany łaski twej hojnie doznawają. 

724. Pan Bog dobry, człowiek zły we wszystkich drogach swoich. 

A kiedy już tak pan Bog człeka uwielmożył, 
660 Że wszytkie jego woU czyny swe podłożył. 

Jego zdaniu podległo wszytko, co na ziemi 
I z ziemi jest i morze z rodzajami swymi — 
Raj rozlicznych rozkoszy naszczepiwszy, jego 
Uczynił gospodarzem do czasu wiecznego, 
665 Gdzie bez wszelkiej odzieży i pieczołowania, 

Bez wszelkiej prace żyć miał, bez wszego starania. 
Gdzie rozlicznych owoców aż do samej ziemie 
Wybornych drzew gałęzi ciężkie grąży brzemię. 



24 WIRRSZK W. P0T0CKIK60 23 

Owo Zgoła ninaczym człeku nie schodziło, 

Co zmysłom, co i ciału jego było miło. 67o 

Tak pieszczenie wszelki wczas pan Bog mu zgotował, 

Że się też nim nieborak zbujał i zepsował. 

Rzekł mu tak: O człowiecze, tobie ja w tym raju 

Daję wszelkie wszelkiego owoce rodzaju. 

Tych pożywaj, kiedy chcesz i ile chcesz, ale 676 

Te dwie drzewa śród sadu niechaj będą wcale. 

Owocu ich ani jedz, ani też rwi sobie. 

Inaczej śmiercią umrzesz, tak powiedam tobie. 

Szedł w posłuch Adamowi ten wyrok surowy, 

Który pan Bog groźnymi uczynił mu słowy. 68o 

Gdy szatan niecnothwy, świeżo strącony 

Z nieba, dla Boga zmierzłej swojej pychy onej, 

Z pułkiem swoich aniołów, z liczby nieśmiertelnych 

Wypchniony archaniołów stwórcy swemu wiernych, 

Zajrząc człeku tej łaski, którą Bog uczynił, css 

Zakrzątnąwszy się pilno, wnet mu go obwinił. 

Wziąwszy na się maszkarę węża obłudnego, 

Szedł, stanął wedle drzewa tuż zakazanego. 

A kiedy ujrzał Ewę idącą ku sobie, 

Te słowa zdradnie do niej mówił w onej dobie: eyo 

Co jest, że wam zabronił co z lepszego drzewa 

Bog owocu pożywać? Na co mu tak Ewa: 

Wszytkie drzewa, które ma w sobie raj obfity, 

I rozliczny ich także owoc smakowity 

Dał nam Bog ku jedzeniu, okrom tylko tego, ew 

Które stoi w pośrodku sadu roskosznego. 

Nietylko się owocu pożywać nie godzi, 

Lecz ani się go tykać, bo śmierć za tym chodzi. 

Na to wąż: jako żywo, śmierci się z tej miary 

Nie boj, ale zupełnej daj mym słowom wiary. 700 

Skoro z tego owocu drzewa skosztujecie, 

Jako w niebie bogowie, tak i wy będziecie 

Wiedzieli złe i dobre. A na jego słowa 

Rwała jabłka i jadła głupia białogłowa. 



24 WTRYDARZ 724 

705 A nietylko że sama ważyła się tego, 

Ale i męża zwiodła, ach nieostrożnego. 
Jadł i Adam i poznał nagość i sromotę, 
A pan Bog wszytko troje za onę niecnotę 
Pokarał, wężowi kark stłoczywszy do ziemie, 

710 Który mu dotąd depce niewieście nasienie, 

A tej zasię rodzenia boleści rozmnożył 
I onę wolej męża na wieki podłożył. 
Potym rzekł Adamowi, który sobie nowe 
Sprawił szaty na nagie ciało był figowe: 

715 A toż Adam bogiem się stał, jako z nas który. 

Wiedzący złe i dobre. A dawszy mu z skory 
Odzienie: żeś, pry, słuchał głosu żony twojej, 
Otoć ziemia przeklęta w obfitości swojej 
Ciernie i osty będzie rodzić; a ty zioła 

720 Jeść jej będziesz i chleb twój w twardym pocie czoła, 

Dotąd póki się twoje, które z ziemie wstało, 
W ziemię zaś nie obróci, o człowiecze, ciało. 
Precz z raju, abyś z drzewa żywota wiecznego 
Nie jadł a tym byś uszedł wyroku mojego. 

725 Tam skrzydlaty cherubin z płomienistym mieczem, 

Z obu stron ostrym, stanął po wyściu człowieczym. 
Idzie Adam z Ewą swą, a póki się dały 
Roskoszne widzieć sady, oczy w nie patrzały. 
Idzie na świat żałosny z tak nagłego rugu 

780 I wszytkę myśl przykłada do ziemie, do pługu. 

Tak niestrzymawszy wiary pozbył Adam raju 
I śmierć przywiódł na wszytkich swojego rodzaju. 
Aleć mu i na ziemi, ile było trzeba, 
Błogosławił i dawał Bog obfitość chleba. 

785 Wszelkich rozkoszy, dobra wszelakiego ziemia 

Hojnie dawała człeku, wszelkiego stworzenia, 
Którego Bog uczynił panem, jego pieczy 
Ziemię, morze i wszytkie podrzuciwszy rzeczy. 
Goź potym? ani dary ani ich proźbami 

740 Niemogł użyć; wszyscy się za swymi żądzami 



7:^4 WIERSZE W. POIOCKIEGO 25 

Puścili, jedni pełniąc krwawe męźobojstwo, 

Drudzy zaś obrzydliwe Bogu wszeleczeństwo. 

Do tego przyszło, że Bog gniewem zapalony 

Żałował, iże człowiek kiedy był stworzony. 

Końca, miary nie miały grzechy ludzkie zgoła; 745 

Tak się były we złości rozbiegały koła. 

I do tego przywiedli pana tak dobrego, 

Że chciał ziemię i wszytkie sprawy czynu swego 

Aż do szczętu zatracić. A kiedy wysoko 

Siedząc, rzucał po ziemi zagniewane oko, 750 

Obaczył, ano Noe, który się go boi; 

Zaczym umysł odmienia i gniew nieco koi. 

I rzekł: już przyszedł koniec, aby wszelkie ciało 

Dla złości, której pełna ziemia, koniec miało. 

Ty tedy buduj korab, w którym się i swoje 766 

Dzieci wszytkie zachowasz i zwierza po dwoje, 

Także ptastwo powietrzne, aby znowu ziemię 

Ludzi, zwierząt i ptaków, napełniło plemię. 

Do której sprawiedliwy gdy wszedł Noe łodzi, 

Nawalne zewsząd ziemię okryły powodzi. 700 

Pływały wtenczas ryby wodą tak wysoko, 

Gdzie teraz orzeł buja, który swoje oko 

Słońcu wystawia. A ta czterdzieści dni trwała 

Straszna tonią bezdenna; aż żadnego ciała 

Ktorebykolwiek w sobie żywą duszę miało, 766 

Krom tych tylko, co były w korabiu, nie stało. 

Oschły zaś znowu wody a wyszedszy z łodzi 

Wszelkie boże stworzenie na ziemi się płodzi. 

Którym tamże ślubował pan Bog dobrotliwy. 

Że gdy wspomni na łuk ten, co na niebie krzywy 770 

Położył, ziemie więcej nie karać potopy, 

Bo ludzki rodzaj skłonny do wszelakiej psoty. 

Błogosławił im znowu, a oni ofiary 

Panu Bogu swojemu zapalili w dary. 

Znowu się tedy ludzie na ziemskiej nizkości 775 

PoczęH mnożyć a wraz z nimi nieprawości. 



26 WIRYDARZ 724 

A tak im więcej ludzi na świat przybywało, 
Tym wszelakie zuchwalstwo większą gorę brało, 
Że nie kontentując się ziemią, drą się gwałtem 

780 Do nieba, gdzie Bog mieszka, a to takim kształtem: 

Cegły miasto kamienia napaliwszy sobie 
Z ziemią lipką, bo wapna nie mieli w tej dobie, 
Wieżą jęli budować, której wierzch wysoki 
Nieba dosiąc przeniozszy miał wszytkie obłoki. 

785 A gdy się Bog z pałacu swojego wychylił, 

Śmiał się głupstwu a zatym rady ich pomylił. 
Każdemu z nich z osobna dał inakszą mowę, 
Że się mieszać poczęli. A zatym już owę 
Robotę porzucili, Babel ją nazwano, 

790 Dla tego iż tam wszytkie języki zmieszano. 

Po staremu rządu dojść trudno było z nimi; 
Tak się była złość ludzka zawzięła na ziemi, 
Że Bog wieczny uczynił przymierze swe z samym 
Prochem i gliną swoją, wiernym Abrahamem. 

7a6 Bog mu miał błogosławić, ow go zawsze wzywać 

I na trwałość przymierza miał się obrzezywać. 
Bog go miał w niezliczone narody rozmnożyć. 
Którym miał nową ziemię, nowe niebo stworzyć. 
Jakoż strzymał, dawszy mu już w starości syna, 

800 Z którego poszła wszytka żydowska rodzina. 

I puściwszy mimo się wszytek rodzaj iny 
Same miał mieć na pieczy izraelskie syny. 
Więc kiedy aż do nieba sodomskie się złości 
Wyniosły, nie mógł cierpieć pan Bog z wysokości; 

806 Szedł je karać, gdy przedeń Abraham się stawi 

I takimi na drodze proźbami go bawi: 
Panie, jeśli piędziesiąt najdziesz sprawiedliwych, 
To ich wszytkich z grzesznymi nie zostawisz żywych? 
Rzekł Bog: dla piącidziesiąt Sodomie odpuszczę, 

810 Ani na nie wiecznego zginienia dopuszczę. 

Rzekł Abraham: a jeśli piędziesiąt bez piąci. 
Tedy ich z niezbożnymi kaźń bez winy ztrąci? 



^24 WIKRSZK W. POTOCKIEGO 21 

Nie, odpowiedział pan Bog. On zaś: a czterdzieści 

Zaż zginie dobrych z złymi? zaż się to w cię zmieści, 

Który sądzisz wszytek świat? I ci jeśli będą, bi5 

Rzekł Bog, to Sodomczanie karania pozbędą. 

Tak było do dziesiąciu: tak przyrzekł zachować 

Bog pięć królestw, a tuć go już przestał turbo wać. 

W których tak się już była zawzięła niecnota, 

Że w nich ledwo jednego Bog wymacał Lota. 820 

Którego też wywiodszy, w popiół i w perzyny 

Obrócił wszeteczeństwem obrzydłe krainy. 

Lecz i w tym pan Bog łaskę prochowi swojemu 

Pokazał, odpuściwszy miastu segorskiemu. 

Potym zaś Abrahama pan Bog tak rozmnożył, 825 

W Egipcie, gdy po wszytki m świecie się głód srożył, 

Że liczny jego rodzaj, rodowitość ona, 

Aż do tego przywiodła złego Faraona, 

Iż każdego mężczyznę zabijać rozkazał, 

Który się tylko na świat z żywota ukazał. sso 

Oddzierano od piersi matce nieszczęśliwej 

Gwałtem płód na mord srogi, ale dobrotliwy 

Wspomniał Bog obietnicę i Mojżesza zatym 

Wytrącił, wychowawszy na dworze bogatym. 

Przez tego lud swój wywiódł; przez tego narody ss:* 

Egipskie karał, że im zajrzeli swobody. 

Wprzód w krew żrzodła i jasne obraca krynice, 

Potym żaby przepuszcza i plugawe mszyce. 

Toż muchy uprzykrzone, powietrze na bydło, 

Zaś wrzody, zaś z szarańczą grad odjął im źydło^. 84o 

Potym gęsta przez trzy dni ciemność Egipt skryła; 

Dziesiąta plaga wszytko pierworodztwo biła. 

Toż wyszli; lecz Farao krnąbrny w swym uporze 

Gonił ich z wojski swymi, gdzie czerwone morze 

Pan Bog rozproł na dwoje; onić drogą oną 846 

Sucho przeszli, lecz wojska z Faraonem toną. 

Zydło, żywność. 



28 WIllYDARZ 724 

Tak Jakob, w siedmidziesiąt który był dusz przyszedł 
Do Egiptu, w sześciukroć sto tysięcy wyszedł. 
Wyszedł z ciężkiej niewoli, a pan go prowadził 

850 I o jego wszelakim wczasie pilno radził. 

Pan przed nimi szedł we dnie w słupie obłokowym, 
A zasię w ciemnej nocy szedł w słupie ogniowym. 
Pan mannę przez czterdzieści lat spuszczał im z nieba, 
I obficie użyczał na każdy dzień chleba. 

855 Pan gromadził w ich obóz ptaki latające, 

I karmił przepiórkami swe ludzie łaknące. 
Z skały laską trąconej zimne stoki biły, 
I pragnienie w gorące czasy ich gasiły. 
Awo zgoła niczego im nie dostawało, 

860 Tylko wiary i cnoty, statku było mało. 

Bo choć im tkwiał chleb w gębie, tak długo szemrali, 
Aże na się nie poraź Pana rozgniewali, 
Więcej z czosnkiem w niewoli smakując ogórki, 
NiżeU na swobodzie mannę i przepiórki. 

8t56 Pan im swój święty zakon, ustawy i prawa, 

Aby ich przestrzegali na wieki, podawa. 
Oni cielę ulawszy ze złota, wokoło 
Niego tańcząc, śpiewają pieśni swe wesoło: 
Tenci jest Bog prawdziwy; ten nas wyswobodził 

870 Z nie wolej 5 ten przed nami w słupie ognia chodził. 

To wracać do Egiptu nazad umyślili, 
To przeciw Mojżeszowi bunty podnosili, 
Który prochem pod nogą będąc Boga swego, 
Trzymał go, iże nie starł narodu krnąbrnego, 

876 Choć mu pan obiecował z niego wywieść iny 

Lud, który obiecane miał osieść krainy. 
Tak długo tego było, aż wszyscy pomarli, 
Którzy się do Egiptu panu na złość darli. 
Zginął on wszytek rodzaj, ode dwudziestego 

880 Wyżej począwszy roku, aże do jednego. 

Tylko ci dwaj, Jozue z Kalebem, zostali. 
Co żyznej kananejskiej ziemie doczekali. 



i 



724 



WIRRSZK W. POTOCKIEGO 



Skoro przez lat czterdzieści wymarli ojcowie 

Na puszczy, nastąpili po nich ich synowie. 

Lecz i na tych przypowieść ona także woła, 885 

Że sowa nie urodzi jak żywo sokoła. 

I ci idąc niewiernych przodków swoich torem, 

Szemrali i stawali Bogu swym uporem. 

Jeśli im abo wody nie stało studziennej 

Abo się też nadprzykrzył i chleb każdodzienny, 89o 

Bodajeśmy z Egiptu abo nie chodzili, 

Abo pomarli w puszczy z ojcy swymi byli. 

A kiedy ich dobrocią swoją niemogł pożyć, 

Na twarde serca musiał twardszego przyłożyć. 

Węże na nie przepuścił, a te je kąsały 895 

Śmiertelnie, tak ich złości zapłatę swą brały. 

Lecz rychle ubłagany, na zleczenie tego 

Jadu, kazał postawić węża miedzianego. 

Pan za nich walki staczał i króle wojował. 

Pan wielkie wojska gromił, pan ich sam szykował. yoo 

Pan wstecz Jordan obrócił, sucho przeszli który, 

Pan brzmieniem trąb wywrócił jerychońskie mury. 

Pan wzrostem niezmierzonych wygładził olbrzymów 

I wprowadził w Chanaan izraelskich synów. 

Tam ich sam pan wprowadził, i między nich one 906 

Kraje obfite były równo rozdzielone. 

Pan sam działy stanowił, sam sędzię i prawa, 

I wszelaki porządek pańską wolą stawa. 

Ale oni niebacznie odrzucili pana, 

Ladakiedy za niego wzywając bałwana. aio 

Odtąd jako z Egiptu wyszli niewolnego. 

Przez wszytkie dni gniewali pana Boga swego. 

A on serca kamienne ku sobie obracał, 

I gniew, który budzili w nim złościami, skracał. 

Piastował ich na ręku, a oni się gwałtem 915 

Od niego wydzierali rozmaitym kształtem. 

Chociaż osobą swoją mieszkał między nimi. 

Ba nic to nie pomogło, kiedy między złymi. 



30 WIRYDARZ 724 

Nie pomogła i skrzynia świętego przymierza, 
920 I cuda ustawiczne, kiedy nie dowierza 

Lud on panu, a nawet cale się od niego 

Oddalili, nie chcąc go mieć za kroIa swego. 

Wołają: Samuelu, to jest nasza wola, 

Niechaj, jako narody insze, mamy króla. 
925 A Bog co? Króla, prawi, inszego żądają 

Okrom mnie, naznacz im go, niechaj otrzymają. 

I pomazał Samuel Saula rosłego. 

Przepisawszy mu prawa panowania jego. 

A Bog do miłosierdzia skłonny i htości, 
930 Nie poczytał uporu i widomej złości. 

Obiecał im przytomność i pierwsze staranie, 

Jeżeli będą pełnić jego rozkazanie. 

I pokazał to skutkiem, kiedy razów wiele 

Gromił przed ich oczyma ich nieprzyjaciele. 
935 Lecz i kroi i królestwo Boga obrażali, 

Ani rozkazań jego nie zachowywali. 

Po Saulu był Dawid. A ten chociaż zgrzeszył, 

Ale się zaś postrzegszy do pokuty spieszył. 

Po nim mądry Salomon, za tegoć kwitnęło 
940 Królestwo, lecz i tego w starości pierzchnęło 

Serce od Boga swego. Tak jeden za drugim 

Królowie w Izraelu, szli szeregiem długim, 

Którzy pana i jego opuściwszy drogi. 

Bałwanom się kłaniali, mając je za bogi. 
945 Aż nakłopotawszy się z nimi, posłał do nich 

Proroków świętych, duchem swoim nauczonych. 

Ci im sądy i kaźni boże powiedali. 

Ci nagrody i przyszłe rzeczy przekładali, 

Przyszłego messiasza i królestwo jego, 
950 Lecz darmo, bo zatyło serce ludu złego. 

Ani tego pojęli, ani usłuchali, 

A na koniec proroki one zabijali 

A tworząc nowe bogi coraz i bałwany. 

Nowe także robili proroki z kapłany. 



'24 WIRRSZR W. POTOCKIEGO 31 

Tak długo tego było, aże naznaczony wf. 

Messiasz, duchem świętym z panny urodzony, 

Ten, którego był pan Bog i Abrahamowi 

I wszytkiemu obiecał w nim Izraelowi. 

Tego Mojżesz i cieniem był; tego figurował 

Baranek wielkanocny i który zachował atu) 

Od śmierci wąż miedziany i wszytkie ofiary; 

Tego konterfetował wszytek zakon stary; 

Tego i Dawid śpiewał; tego anioł święty 

Zwiastował pannie z nieba, stwórcy swemu wziętej. 

Tego pułki aniołów pasterzom, i tego mf> 

Gwiazda mędrcom, pasterza skazała świętego. 

Tego stary Symeon z Anną prorokinią 

Witali zbawicielem przed przymierza skrzynią; 

Tego Jan u Jordanu, gołąb święty z nieba 

I głos który słyszeli wszyscy jako trzeba: 970 

Ten jest syn moj, w którym się mnie upodobało. 

Aby go wszelkie ciało za pana przyznało. 

Jako Mojżesz z Egiptu wywiódł Izraela, 

Tak pan Jezus miał wywieść onych z grzechów wiela. 

Jako krwią barankową znaczyli podwoje, 976 

Tak i my Chrystusową znaczmy serca swoje. 

Jako żydy Jozue w obiecaną ziemię 

Wwiodł, tak pan Jezus w niebo miał wwieść tychże plemię. 

Tego wszyscy prorocy przed czasem głosili, 

Wszytkie okoliczności w nim żydom wieszczyli: '.m 

Z którego pokolenia, jakim kształtem, kędy, 

Narodzić się miał Chrystus z nowymi obrzędy. 

Ten ich miał karmić manną, której kto pożywa, 

Na wieki mu i zdrowia i siły przybywa. 

Ten miał być skałą, z której żywe żrzodła biły; 935 

Kto z nich pije, będą go na wieki chłodziły. 

Ten ich miał wyswobodzić z pod zabijającej 

Litery a pod łaską stawić; ten trwający 

Wieczny żywot im przyniósł, nie mleko, nie miody. 

Lecz niebieskie za cnoty królestwo w nagrody. 990 



32 WIRYDARZ 724 

Toć przyniósł rozkazanie od ojca swojego. 
Żywot wieczny, potwierdził na świecie którego 
Świątobliwością życia, bo się wszytkie były 
W nim cnoty, jako w kościół boży zgromadziły, 
995 I cudami, skuteczną które mocą czynił, 

Aby niewiernym wiary ludziom był przyczynił. 
Z wody im dawał wino; chore, głuche, chrome, 
Ślepotą, paraliżem, trądem nawiedzone 
Leczył, wskrzeszał umarłe i niezliczonymi 

1000 Dobrodziej stwy ich błagał, póki mieszkał z nimi. 

Diabli, morza i vAiatry, drzewa, przyrodzenie, 
Jego wolą w najmniejsze pełniły skinienie. 
Czy wdzięczniż tego byli, że się im ziściła 
Obietnica, czekało której świętych siła? 

1005 Skoro się był narodził, ali go szukają, 

Na co? Czy go czcić będą? Nie, zabić go mają. 
Zabić, zagładzić z świata, a gdy nienajdują, 
Bo Maria z Jozefem ztamtąd ustępują, 
Wściekłością swe okrutną serca napełnili, 

1010 Bo wszytkie niemowiątka w Betleem pobiU. 

Ani jego nauce, ani cudom onym 
Nie wierząc, obietnicom przezeń uczynionym, 
Nakoniec poimah, uplwawszy, ubiwszy, 
Koronę mu na głowę cierniową włożywszy, 

1016 Do krzyża mu i ręce przybiwszy i nogi, 

Między dwiema zbójcami niedaleko drogi 
Zawiesili; tam szydząc octem go poiU. 
Bluźnih; naostatek włócznią go przebili. 
Płynęła krew wpół z wodą z zbodzionego boku. 

1020 Umarli wstają z grobów, a słońce z obłoku 

Ćmi się niechcący widzieć uczynku srogiego. 
Go Bog zniósł dla miłości narodu ludzkiego. 
Ciało jego stróżami w grobie opatrzyli, 
A kiedy już zmartwychwstał, żołnierzom płacili, 

1025 By rzekli, że go w nocy ukradli uczniowie, 

Tak Bogu w przek niewierni stawali żydowie. 



724 W1ER8ZK W. POTOCKIEGO 33 

I chociaż go uczniowie już obudzonego, 

Chociaż opowiedali i uwielbionego, 

Ani im mówić dah, i chociaż mowih, 

Chociaż mowy rożnymi cudami twierdziU, loso 

Nie słuchali, i one także zabijali, 

Także ich, jako pana ich, prześladowali. 

Długo cierpiał, długo im Bog folgował zgoła, 

Lecz serca zatwardziwszy i krzemienne czoła, 

Pogardzili sługami i synem i bogiem, loss 

Hardym przeciwko niemu potrząsając rogiem. 

Aże się zapaliwszy rzekł tak w gniewie swoim: 

uparty narodzie! nie chcesz ty być moim; 
Przetoż cię w proch i ogniem i mieczem spustoszę, 

1 po wszytkim cię świecie żałośnie rozproszę. io4o 
A jednak kto uwierzy w ukrzyżowanego, 

Temu miłościw będę, Chrystusa mojego. 

Rzekł i ziścił a swoje apostoły święte 

Posłał, kędy błądziło pogaństwo przeklęte. 

Tym go obwoływali i ci go poznaU; 1045 

Gdy się goście proszeni z uczty wymawiali, 

Posłał między opłotki; tak wszyscy należą 

Do nieba, którzy serca, nie ciała obrzeżą. 

Boże długo cierpliwy, któryś umiłował 

Świat tak, iżeś dla niego syna odżałował 1050 

Na męki i śmierć krwawą, daj, aby śmierć jego 

Nabawiła żywota nas wiekuistego. 

Niech święta krew potwierdzi nowego przymierza, 

Niechaj weń każdy wierzy, który nie dowierza. 

Niechaj ziemia otworzy usta swe przestrone, losfi 

Niech wypije powodzi, za twą wypuszczone 

Prawdą, błędów, które smok puścił wielogłowy. 

Niech się trzyma nauki kościół twojej zdrowej. 

Niechaj żydów niewiara, pogan beiłwochwalstwo 

Ustąpi, zawiedzione niechaj chrześcijaństwo loeo 

Porzuciwszy wymysły ludzkie i kąkole, 

Wybornej serca swego pszenicy da role. 

Wirydar* U. 3 



34 WIRYDARZ 724 

A ty siej słowo swoje, gospodarzu wieczny, 

Abyś gdy przyjdzie syn twój w on dzień ostateczny, 

1065 Napełnii swe stodoły i swe miasto nowe, 

Gdzie masz wiecznie osadzić sługi Chrystusowe, 
Miasto now^e, gdzie z ludźmi mieszkać masz bez końca. 
Miasto jasne, choć niema jasności od słońca. 
Tyś w nim słońcem, kościołem baranek, ozdobą 

1070 Duch święty, którym chwała na wiek wieków z tobą. 

Dwanaście bram ma w sobie; po trzy na wsze strony 
Świata patrzą, a każda z perły wydrożonej. 
Każda swego anioła, każda ma na czele 
Jeden rod Izraelow, których też tak wiele. 

1075 Dwanaście fundamentów dźwiga mur wydały, 

Które miasto nakoło ślicznie osnowały. 
Każdy sie łskni swym glancem na wsze świata strony, 
Apostolskim imieniem każdy naznaczony. 
Naj pierwszy gładki jaspis, strachy płasza który; 

1080 Drugi szafir, a ten ma niebieskie kolory; 

Trzeci kalcedon, czwarty szmaragd zaś zielony, 
Stróż czystości prawdziwej nieraz doświadczony. 
Piąty biały sardoniks, szósty krwi podobny 
Sardius, co lgnie w drzewo; chryzolit ozdobny 

1088 Siódmy zdobi fundament, złoty kolor nieci. 

Ogień ciągnie, jaśniej się od południa świeci. 
Ósmy ciemnozielony beryl, po nim chodzi 
Zołty topazy, a ten wrzący ukrop chłodzi. 
Dziesiąty chryzopras, ten w nocy świeci, ale 

1090 We dnie abo przy ogniu nic go nie znać cale. 

Jedenasty hiacynt, ten kiedy pogoda 
Jaśniej świeci; gdy chmurno, ginie mu uroda. 
Dwunasty z purpurowym ametyst kolorem: 
Tak barwistym dźwigały wysoki mur wzorem 

io9ft Sadzone fundamenty, sto czterdzieści cztery 

Łokci w gorę wyniosły w jednakie kwatery. 
Tak wzdłuż i wszerz opasał dwanaście tysięcy, 
W których miasto leżało, mur stajań, nie więcej, 



724;— 725 WJERSZB3 w POTOCKIEGO 35 

Miasto, rynek, ulice, które z brantownego 

I na wybór ma w sobie złota czyszczonego. uoo 

Którego jasne bramy otworzone stoją, 

Bo się na wieki szturmu żadnego nie boją. 

Tara z twej świętej stolice środkiem rynek porze 

Rzeka w od kryształowych; tam jak żywo zorze 

Nie zajdą, lecz dzień wieczny; tam z obu stron rzeki nos 

Stoją drzewa żywota; tych liście na leki 

Wszytkich ziemie narodów; te dwanaście dają 

Owoców i na każdy księżyc zakwitają. 

Tam wsze ziemskie narody, tam wszyscy królowie, 

Wszytkie książęta świata, wszyscy mocarzowie, 

Którzy chodzą w światłości, cześć, chwałę wiecznemu 

Tobie Bogu z barankiem po trzykroć świętemu, 

Oddadząć, tam żyć słudzy z tobą będą Panem 

I ciebie zawżdy chwalić na wiek wieków. Amen. ino 



725. Katalog monarchów i krolow polskich z dotknieniem 
krótkim, co się znacznego działo pod którego panowaniem. 

1. Od ciebie, Lechu, początek prowadzi, 
Ba i przezwisko swe cny Polak sadzi. 
W pięćset piędziesiąt lat ciebie Słowacy ^ 
Obrali panem, dzisiejszy Polacy. 
Lecz nie wiem, czemu po tobie synowie 
Nie panowaH. tylko cni wnukowie? 

2. Wislimir sławny wstąpił w twoje strzemię; 
Temu oddaje hołd pan duńskiej ziemie. 
Ten Gdańsk założył: połtorasta było 
Lat, jak Lechowe potomstwo płużyło. 

3. Potym cny Krakus odbiera buławę. 
Od Krakowa ma imię jego sławę. 

* Dopisano daty fantastyczne (upadek Carogrodu za Bajazeta!!), 
przy w. 3, A. d. 550, przy 11, A° 770; zamiast w. 12: slepiej: Kraków 
od twego imienia ma sławę a. 

3* 



36 WIRYDARZ 725 

Obrany panem siedmsetnego roku, 
Zagładził w skale okrutnego smoku. 
15 Za niego w Polszczę gorzałka; za niego 

Bierze Bajazet Garogrod z możnego 
Ręku cesarza. Po Krakusie jego 
Syn nastał a ten zabił brata swego; 

4. Lechem był nazwań, tak go chciwość państwa 
20 Do okrutnego przywiodła tyraństwa. 

Lecz krew braterska prędko go zsadziła 

5. Z stolca, a Wandę siostrę posadziła. 
Czemuś swą sławę utopiła w Wiśle, 
Będąc zwycięzcą, wspaniały umyśle? 

25 Ta cię za milę od miasta pławiła, 

Kędy twym kościom grób i wieś Mogiła. 
Znowu dwanaście jako i przed Krakiem 

6. Wojewod rządzi odważnym Polakiem. 
Przemysław zmyślny złotnik do wygranej 

30 Pomógł Polakom, bo gdy z Morawiany 

Nierównym pocztem potykać się było, 

On tam wyprawił takie w ten czas dziło: 

Zbroje, szyszaki, powieszał przy lesie. 

Sam z wojskiem w stronie czekał w onym czesie. 
35 Słońce oświeca; Morawiec rozumie, 

Że uciekł Polak, za czym się posunie 

I padnie na łup a ow, jak z obłoku 

Ciśniony piorun, tak przypada z boku 

7. Zwycięża i rząd zleca Przemysłowi, 
40 8. Lecz go ustąpił, gdy umarł, Leszkowi. 

Ten taką zdradą otrzymał koronę: 
Goźdźmi usławszy całą drogę onę. 
Która z Krakowa wiedzie do Promnika, 
Patrzcie, jak rączy, tego zawodnika. 
45 Ścieżką od goździ wolną w zawód bieżał 

I do korony sam wszytkich ubieżał; 
Ale który go wytknął w kunszcie jego. 
Wziął mu zaraz rząd królestwa polsiiiego, 



WIBllSZE W. POTOCKIEGO 37 

9. Leszko syn kmiecy; potym syna jego 

Wzięli Polacy zą pana swojego. 50 

10. Leszkiem go zwali kwoli ojcu jego. 
Ten miał dwunastu synów, lecz starszego 

11. Panem uczynił, Popiel był rzeczony; 

12. Syn jego Popiel Ghostek, ten zjedziony 

Od myszy, których (gdy wypadły z ciała) 55 

Żadna moc, żadna siła nie strzymała 
(Stryjów pobitych); w Kruszwicy obrany 
Ten był po ojcu i za pana miany. 

13. Nastąpił po nim z narodu grubego^ 

Piastem rzeczony człek stanu prostego. eo 

14. Po nim syn jego Semowit z czupryną 
Nastąpił, z pierwszą Polakom nowiną. 

15. Leszek po ojcu nastał, lecz pokoju 
Barziej był pilen, aniżeli boju. 

16. Zemomysł kończy obrzędy pogańskie. 65 

17. Mieczysław syn jego światło chrześciańskie 
Pierwszy poznawa; ślepo narodzony 

W siedm lat czuprynę gdy strzygł, przywrócony 

Do wzroku, wieszczek, iże światłość onę 

W niewidomą miał wprowadzić Koronę. 70 

18. Chrobry Bolesław^ za poznaniem wiary 
Bierze koronę od papieża w dary. 

Ten województwa, starostwa stanowi; 

Wtenczas świętemu koniec Wojciechowi. 

Tysiączny spełna zbawienny liczono 75 

Rok, gdy do Polski koronę wniesiono. 

Wtenczas dobyli Turcy Jeruzalem, 

W tysiąc dwanaście lat, ach z naszym żalem. 

19. Obrany Mieczysław, syn jego; korona 

Była na skronie jego położona. 80 

20. Po Mieczysławie Kazimierz Mnich nastał, 
W wielkich kłopotach Polskę ten kroi zastał. 

* Dopisano: » Pierwszy królewskiego tytuJua. 



38 WIRYDAUZ , 725 

Siedm lat nieszczęsne interregnum trwało, 
Nim się panować królowi dostało. 
85 Sto wsi opactwu tynieckiemu nadał. 

21. Po nim Bolesław na tron Polski wsiadał, J 
Śmiały rzeczony, Polacy za tego ! 
Siedm lat się bili. Ten zabił świętego 

Potym biskupa, przy mszy, Stanisława, 
90 Zkąd wszytka jego oszpecona sława, 

Dlaczego Polszczę królewską koronę 
Zaś ociec święty odbiera na stronę. 

22. Władysław potym, nazwany Hermanem, 
Po Bolesławie Śmiałym, został panem. 

95 13. Trzeci Bolesław po nim następuje; 

Ten kanoniki w Krakowie funduje. 

Piędziesiąt bitew zwycięzcą zostaje. 

24. Po nim ospały Władysław nastaje. 

Ten uciekł, a brat bierze panowanie 
100 25. Czwarty Bolesław; po nim zaś nastanie 

26. Mieczysław; uciekł, Starym był nazwany. 

27. Po nim Kazimierz Sprawiedliwym miany. 
Wygnan Kazimierz, Mieczsław przywrócony. 

Lecz znowu prędko z tej czci jest złu piony, 
lOi 28. Bo zaś drugi raz Kazimierz panuje, 

Po nim z Heleną Laszko następuje. 

29. Trzeci raz Mieczsław chyrchelem* wsadzony, 

Lecz znowu prędko od Leszka zrzucony. 

I ten niedługo ucieszył się z tego, 
110 Bowiem czwarty raz Mieczsława Starego 

Wzięli Polacy za pana swojego. 

To roku tysiąc dwieście i piątego. 

Za Kalikstego księża żon pozbyli 2, 

I chrześcianie Jeruzalem wzięli. 



* Praktykami, oszustwem; do w. 91 dopisano: » tytuł krolei 
w Polszczę ustal x okazyej zabicia św. Stanisława*. 
' Dopisano przy w. 113, A°. 1197. 



725 WIERSZR w. POTOCKIEGO 39 

Litwa brzozowe mioUy dawać musi iis 

Za trybut, w ten czas zhoMowana Rusi. 
Na Mieczslawowe miejsce następuje 

30. Władysław, Laskonog który się mianuje. 
Ten wygnan; po nim zażywa zwierzchności 

31. Trzeci raz Leszko i pierwszej godności. 120 
Wtenczas w Haliczu krola obierają 

Ruś Kolomana, lecz go wnet zrzucają. 

32. Piąty Bolesław^ w gwałtowne powodzi, 
Po Leszku Białym na tron polski wchodzi. 

Zły znak niestytysz! bo poganie w tropy iw 

Palą Sędomirz, Krakowskie okopy. 
I wszytkę Polskę srodze splundrowali, 
Usz męskich dziewięć worów nazbierali. 
Zrzucają potyra rychle Wstydliwego, 

33. A Bolesława zaś biorą Łysego; iso 
Ledwo był Łysy panem naznaczony, 

34. Wnet od Konrada z państwa wypłoszony. 
I ten ledwo co na stolicy osiadł. 

Wnet go Wstydliwy zaś Bolesław posiadł. 

Za tego w Bochni sol wynaleziono; iss 

Za tego postu wielkiego skrócono, 

Którego dziewięć niedziel przedtym było, 

W tysiąc dwieście lat, jako dwie ubyło. 

I święty Jacek w Polszczę był za tego, 

Roku sześćdziesiąt dwieście tysiącznego. 140 

Trzy lata rzymska bez papieża była 

Stolica i sześć trzydzieści powiła 

Razem szlachcianka pod Krakowem dzieci; 

W tenże czas krwawy deszcz z obłoków leci. 

35. Umarł Bolesław; Leszko Czarny wsiada i^ 
Na tron; w ten czas Lew Lwów mocny zakłada*. 

* Dopisano przy w. 123 Wstydliwy; przy 137 >św Stanisława ka- 
nonizacia«. 

"^Dopisano przy w. 141: 1267. 



40 WIRYDARZ 7l'5 

W dwieście piętnaście Polakom wrócona 
Za Bolesława odjęta korona. 

36. Przemysław pierwszy był koronowany, 
150 37. Władysław po nim, Łokietkiem nazwany. 

38. Ten zrzucon a Czech Wacław ze srebrnymi 
Pieniądzmi, rządził państwy koronnymi. 
Znowuś się dopiął Władysławie tego, 
Goś przedtym stracił, tronu królewskiego. 
155 39. Kazimierz Wielki po Łokietku małym 

Królem Polakom odważnym i śmiałym. 
Lwów wziął, przyłączył i Ruś do Korony 
Kazimierz; Łobzów przezeń założony. 

40. Tyś o Ludwiku z węgierskiej ziemice 
160 Po Kazimierzu dostąpił stolice. 

Przeciwko tobie rokosz pod Gliniany, 
Gdzie pościnano wszytkie zdradne pany. 

41. Ciebie Jagiełło widzę z twoją Litwą, 
Którąś zjednoczył z Koroną nie bitwą, 

165 Ale unią świętą, przez poznanie 

Boga jednego i krztu przyjmowanie. 

Wtenczas Tamerlan straszliwy dowodzi. 

Akademia i ćwiczenie młodzi 

Za ciebie, królu stanęła w Krakowie. 
170 Kto cnoty twoje, kto męstwa wypowie? 

42. Syn twój Władysław po tobie obrany. 
Ten przed wszytkimi ma przeszłymi pany 

W dziele rycerskim; Warna świadkiem tego 
Męstwa, śmiałości i odwagi jego. 
175 43. Ty Kazimierzu po nim następujesz. 

Ojcu w dzielności nic nie ustępujesz. 
W Wilnie twe zacne ciało jest schowane. 
Które po śmierci za święte jest miane. 



* Dopisano przy w. 149: >Znowu się powrocife koronacia Pol- 
skich* ; przy 161, 1386. W. 178 ojca z synem pomieszał. 



^5 WIERSZE W. POTOCKIEGO 41 

44. Jan Olbrycht zatym bierze sceptrum złote, 
Niemniej i w męstwo ubrany i cnotę. iso 

45. Umiera: Aleksander po nim następuje. 

46. Po tym zaś pierwszy Zygmunt nam panuje. 
Popis uchwalon w Koronie za niego, 

Runo wziął złote od Karła piątego. 

Wtenczas Turków ie Budzyń odbierają. isft 

Po nim Polacy za króla witają 

47. Zygmunt Augusta. Wten czas pojął żonę 
Ksiądz Orzechowski, nad zakazy one; 

Wten czas najtrwalszy Litwa z nami bierze 

Związek w wolności i w państwie i w wierze. luo 

Umiera August a wszedszy pod ziemię, 

Kończy po mieczu Jagiełłowe plemię. 

Odtąd Polacy naj gruntów niej mają 

Wolny głos, kiedy pana obierają. 

A używając przywileju tego, ia5 

48. Króla z Francyej biorą Wal ez ego 
Henryka, który poł roku nie czeka 

W Polszczę, lecz nazad, zkąd przyszedł, ucieka. 

49. Ciebie już widzę Batory Stefanie, 
Nieporównany we wszech dziełach panie. 200 
Trybunał, królu, dla sprawiedliwości. 

Tyś ufundował, któż twoje dzielności. 
Kto wypowiedzieć może krwawe boje, 
Które nam złote przyniosły pokoje. 

50. Jużeś Zygmuncie Trzeci dorósł pana; 20^ 
Na twoje skronie dziś korona dana. 

W tobie zakwitła Polszczę znowu owa 

Świętej pamięci, cna krew Jagiełło wa. 

Te przez któreś nas rządził lat czterdzieści, 

Jak dzień wczorajszy zbiegły nam bez wieści. 210 

Niechaj ja milczę, niechaj Turczyn mówi, 

Moskal, Tatarzy n, Szwed twe dziła słów i, 

Ktorymeś zawsze mocno rogów ścierał. 

Żaden za ciebie na nas nie wywierał. 



42 WIRYDAIIZ 725 

215 Gdzie złote czasy? gdzie jest pokój złoly? 

Dziś nas nieznane skracają kłopoty. 
Już nas odbiegasz, synów zostawiwszy, 
Ale ich pierwej w męstwie zaprawiwszy. 

51. Cny Władysławie! Tyś po ojcu swoim 
220 Nastał, z radosnym i złotym pokojem. 

Nawykłeś wojny przy Trzecim Zygmuncie, 

Którego nie miał świat w swym horyzoncie. 

Nie zaczepiał nas poganin ogromny; 

Siedział w pokoju Rusin wiarołomny. 
225 A jeśli który porwał się z nich, sobie 

Klęskę niechybną, sławę przyniósł tobie. 

Teraz niestytysz Rusin i z Tatary, 

Plundrują Polskę i niszczą bez miary. 

Nierazźe Tytan krąg biegu swojego 
230 Skończy, niż tobie najdziem podobnego. 

52. Po Władysławie Kazimierz podaje 
Ojczyźnie rękę; spustoszone kraje 
Dźwignąć zamyśla, do czego mu Boże, 
Niechaj moc twoja z góry dopomoże. 

285 Niech buntowniki i Tatary skraca 

A od niewinnych niech kaź ni odwraca. 

Bo kiedy doma skrzywdzi niewinnego, 

Nie uzna w polu Marsa szczęśliwego. 

Jakoż to widzieć na oko możemy, 
240 łże przeciwnym szczęściem wojujemy. 

Niech Żółte Wody i Korsuńskie Pola, 

Pilawce, Zborów, Zbaraska niewola, 

Niech Beresteczko powie, gdzie za trupy 

Nasze braliśmy od Kozaków łupy 
245 I od ordy, dość liche, opończe, kożuchy. 

Burki, wekiery ^, siermięgi i czuchy. 

Niech powie sukces swój i Cerkiew Biała, 

Kędy się orda z kozaki zebrała. 

1 Kije, pałki; czuchy, gunie. 



725—726 wiBRSZE w. Potockiego 43 

Niechaj nieszczęsny Batoh, gdzie kwiat młodzi 

Wszytek w okrutnej utonął powodzi, 250 

Gdzie we krwi brodził i ręce i konie 

PohanieCj gołej niewidziawszy bronie. 

Niech Żwaniec, kędy dwanaście tysięcy 

Bez bitwy legło abo jeszcze więcej. 

Niechaj powiedzą, jakim wakowała 255 

Szczęściem ojczyzna i jakich doznała 

Razów na sobie i nieraz się zdało, 

Że już ostatnie wytchnienie być miało. 

Jeszcze nie koniec. Boże, swoje sądy 

Hamuj, a przebacz, prosim, jej nierządy, 260 

Którymi dotąd^ jako motmą, słoi^ 

By nieupadła przez niej niech się boiK 



726. Rokosz gliniaiiski, ktory był za panowania Ludwika 
krola polskiego i węgierskiego. 

Rokosz gliniański, gdzie naród swobodny 
O swe wolności z królem się rozpiera, 
Rytmem opiszę, acz go za niegodny 
Dziejopisowie sądzą. Niech otwiera 
Oczy Polakom, niech się w męstwo głodny 
Wiek jak w zwierciedle na swój wstyd przeziera. 
Niechaj potomek dzielnych przodków torem 
Stawa przy swojej swobodzie oporem. 

Tysiąc i trzysta siedmdziesiąt pierwszego 
Roku, jak nowe słońce weszło światu 
Po Kazimierza Wielkiego pogrzebie, 
Od szlachty i od wszytkiego senatu 
Ludwik obrany za krola polskiego. 
Siostrzeniec to był Kazimierzów, a tu 
Skoro z Budzynia przybył do Krakowa, 
Koronowana jego była głowa. 

* »NB. omen« dopisał Tr. 



44 WIRYDAllZ 726 

Z jakim nieszczęściem przyszedł do korony, 

Z płaczem nam prawie kroniki podają. 

Z Krakowa jechał w wielkopolskie strony, 
20 Gdzie go poddani z ochotą witają. 

A tam gdzie w Gnieźnie majestat sprawiony 

Był od prymasa, jaki zwyczaj mają 

Kiedy czczą pana, śmiechowisko z niego 

Uczynił, karmiąc zniewagą onego. 
25 Powrócił znowu prędko do Krakowa, 

Aby wujance swej wesele sprawił. 

Małżonka była ta Kazimierzowa, 

Którą za książę legnickie wyprawił. 

Co odprawiwszy w Polszczę jego głowa 
80 Zmieszkać nie mogła. Matkę swą zostawił 

Na rządach polskich, Elżbietę, królową 

Węgierską, zgubę Koronie gotową. 
Tej Władysława z Opola książęcia 

Przydał, oddawszy cale w moc Koronę. 
35 A ci własnego patrząc przedsięwzięcia, 

Swym cudzoziemcom dochody przestrone 

Dawali, książę sam prędko do wzięcia. 

Miasta, wsi, zamki i powiaty one 

Przywłaszczał sobie, a zatym kto duższy, 

40 Ten był, jak mówią, o tej dobie tłustszy. 

Zaczym się wrota wszelakie swej woli 

Przestrone jako bywa otworzyły. 

Każdy brał co chciał, co było, po woli. 

Bogatsze strony uboższe tłoczyły; 
45 Węgrzy moc szlachty w Krakowie pokłoli 

1 insze rożne mężobojstwa były. 

Możny się bronił, ale zaś chudzina 

Po sprawiedliwość musiał do Budzynia. 
Czego postrzegszy sąsiedzi postronni, 
60 Że głowy w Polszczę, zaczym niemasz zgody, 

Prusak i Litwin, Tatar wiarołomny. 

Jak do owczarnie niezamknionej trzody 



^26 WIEHSZK W. POTOCKIEGO 45 

Wilcy, tak wpadli i czynili szkody. 

Acz się posirzegli panowie koronni 

Wziąwszy posiłek od króla z Budzynia, 55 

Wybili dobrze ordę i Litwina. 

Ale coż potym? Cudzoziemcy owi, 
Którym rząd polski wszytek był zlecony, 
Równi w^e wszytkim nieprzyjacielowi, 
Bo każdy chciał być prędko nasycony. gu 

Przeto uboga szlachta ku królowi 
Posły szlą, aby żalem poruszony 
Koronnym synom rozdawał urzędy, 
Zaczym ustaną prywaty i względy. 

Nie cale zrazu legacya miła, 05 

Lecz dla rozruchu na sejm to odłożył. 
Tym czasem głową o tym robił siła, 
Jakoby Polskę obarczył i pożył. 
Cztery powiaty chęć go zawodziła 

Węgrom przyłączyć, dlaczego sejm złożył 7u 

W Budzyniu: Sanok, Przemyśl i z Kamieńcem, 
I Halicz, jako idą pięknym wieńcem. 

Tak już ułożył w swej praktycznej głowie, 
Aby w Haliczu królem swego zięcia 
Miał, w czym jechali do Rzymu posłowie, 75 

Brandenburskiego Zygmunta książęcia. 
Nie chcieli jechać cni senatorowie. 
Choć królewskiego jeszcze przedsięwzięcia 
Nie wiedzą, ale niezwykła nowina. 
Na sejm do Węgier jeździć do Budzynia. 8«) 

Na to się zgoła wszyscy zezwolili. 
Trzymać się prawa i swojej wolności. 
Ale niektórzy tak się zuporzyli, 
Że odstąpili dla prywat jedności. 

Wojciech Strzelecki, za którego byli 85 

Węgrzy koronę ukradli, o złości! 
Bo był podskarbim, ten wydał Elżbiecie, 
Co było złota w polskim gabinecie. 



46 w IRYDA RZ 726 



Lubelski, Szczęsny Sieciech, wojewoda, 
90 Więc Jan Służowski sieradzki, a po tym 

Grzegorz Lasota bełski, wierna zgoda, 
Stanisław Krępy z Hieronimem Szpotem 
Sędomirski i biecki, czego szkoda, 
Że kasztelani, acz tego żywotem 
95 Przypłacą; tych Jan Gomoliński torem 

Jechał, sieradzkim będąc senatorem. 

Andrzej Lubrański za nimi się ruszył. 
Biskupstwo wtenczas wrocławskie prowadził. 
Gdy przyjechah, jak sobie kroi tuszył, 

100 Wesół był. Zaczym w radę ich zasadził. 

I one boty, które Polszczę uszył. 
Przez sekretarza przyzuwać im radził. 
Jarocki Polak tę rzecz odprawował 
I na on czas im ten frymark cukrował. 

105 Z dobrego, prawi, afektu królowi. 

Przeciwko polskiej pochodzi koronie, 
łże koronę wyjedna zięciowi, 
A te powiaty, które wam na stronie, 
Z wołoską ziemią poda Zygmuntowi: 

110 Kamieniec, Halicz, Przemyśl, Sanok, bo nie 

Może obudwu razem królestw bronić, 
Chce od pogaństwa koronę zasłonić. 
I nie poniesie uszczerbku żadnego 
Polska, bo spiskie księstwo na zamianę, 

115 Kędy Polakom siła potrzebnego 

Naczynia, za to będzie jej oddane. 
Kroi Jego Mość to trzyma, że z dobrego 
Umysłu skutki będą też nadane. 
Skoro dokończył rzeczy swej, a owi 

120 Przez tegoż w ten sens odpędzą królowi:. 

Nie dlategośmy tak odległe drogi 
Podjęli, aby jakie tu frymarki 
Stanowić, ale aby nierząd srogi. 
Przez który pewnie Polszczę ztracić karki, 



'26 WIKUSZE w. PO'rOCKITC(JO 47 

Nuż ustawiczne z pogranicza trwogi, 125 

Więc i domowe szkodliwe szarwarki 
Mogły wziąć koniec: o to tu prosimy, 

tamto doma wszyscy się zniesiemy. 

Postrzegł kroi, że nic w publice nie sprawi, 
Przeto do prywat rzuci się zarazem. iso 

Złoto do szturmu do sześć ich wyprawi, 
Łatwiej ich dobył, niżeli żelazem. 
Przyjęli frymark panowie łaskawi, 
Ale Lubrański pchnął rączym pegazem 

1 potajemnie o wszystkim znać daje iss 
Do Polski, jaki w Węgrzech frymark staje. 

Go gdy Rafała doszło Granowskiego, 
Przy którym laska wielka w ten czas była. 
Bieżał do brata zaraz Wincentego, 

Przed którym Wielka Polska się sądziła. uo 

Więc do prymasa, oba, koronnego, 
Bogurya był; aż się rozgłosiła 
Ta wieść po Polszczę, a zatym w Łęczycy 
Senatorowie zjeżdżają się wszyscy. 

Ztamtąd żelazne szły uniwersały, ur> 

Które budziły w Polszczę wszytkie stany. 
By się na święty Bartłomiej zjeżdżały, 
Kto się szlachcicem liczy, pod Gliniany. 
Z Łęczyce posły do króla posłali, 

Aby z tamtymi przybył do nich pany. 150 

Posłami: stolnik krakowski Czyżowski, 
A drugi miecznik koronny Cikowski. 

Prosili króla, by dla spolnej rady 
Raczył swą do nich przyjechać osobą. 
Kontent był barzo z tej ich maszkarady; ir.r. 

Ruszył się, wziąwszy tysiąc koni z sobą. 
Upewniony, że prócz wszelkiej zawady, 
Co mu i sławą będzie i ozdobą, 
Na co się udał, dokaże bez straty, 
Odciąwszy w Polszczę te cztery powiaty. m 



48 WIRYDARZ 726 

Przy poślech owych Granowski wyprawił 

Swe komorniki abo raczej sz piegi, 

Aby się codzień dowiedział i sprawił, 

Gdzie kroi pokarmy swe miał i noclegi. 
165 A skoro się już ku granicy stawił, 

Obesłał wszytkę szlachtę i kolegi, 

Których piędziesiąt tysięcy już było 

Tam się na rokosz z chęcią zgromadziło. 
A gdy już stanął na granicy prawie, 
170 Trzech senatorów witać go jechało 

W tysiącu koni przy porządnej sprawie, 

I od rycerstwa, które go czekało. 

Go barzo przyiął kroi od nich łaskawie 

A w Gołogorach stanąć mu się zdało. 
175 Gdzie skoro trzy dni na wytchnieniu strawił, 

Poseł się przedeń z taką rzeczą stawił: 
Wszytko rycerstw^o i senatorowie 

Proszą^ aby się z swymi kolegami, 

Którzy do Węgier jeździli, o zdrowie 
180 Koronne radzić, mogli znosić sami. 

Ano zakazy wydane surowie, 

Aby się żaden z takimi zdrajcami, 

Choć i najbliższy nie witał pokrewny, 

I czapki nie zdjął, bo o to sąd pewny. 
185 Go się też stało, bo gdy się stawili 

Ci do wielkiego koła rycerskiego, 

Nikt ich nie witał, wszyscy się liszyh. 

Zębów zgrzyt, pełno nie wdzięku wszelkiego. 

A gdy usiedli, gdy się uciszyh, 
190 Wstawszy marszałek, list on Lubrańskiego 

Dał Drzewickiemu, jako kanclerzowi 

Wielkiemu, by go czytał wszytkim, mówi. 
On otworzywszy wielkim głosem czytał, 

Gdzie wszyscy z gniewem okrutnym słuchali. 
195 A w tym gnieźniński arcybiskup spytał 

Tego biskupa wrocławskiego, zah 



726 WIBBSZK W. POTOCKIEGO 49 

Zna się do ręki? Gdy wszytek gmin zgrzytaj 

Zębami, rzecze: o niechaj mię pali 

Ogień piekielny, jeżelim co opak 

Pisał, lecz wierzcie, wszytko było to tak. 200 

A zatym owym ustąpić rozkażą, 
Jako niegodnym, aby ich puszczono 
Do rad, pod pewną marszałkowską strażą. 
Wtym święte pismo na stół położono, 
A Lublańskiemu na nie przysiądz każą, 205 

Co gdy się, stało, onych pościnano 
W nocy i ciała ich pod majestatem 
Składszy, z obu stron nakryli szkarłatem. 

Skoro świat słońce oświeciło ranę, 
Wszytko rycerstwo i senatorowie, 210 

Jako naj strój niej mogło być ubrane, 
Po króla, który jeszcze się nie dowie, 
Że one jego rady krwią oblane, 
Jechali: a on stawił się im w słowie. 
Rusza z Gołogor w obóz wprowadzony ais 

I w majestacie szumnym posadzony. 

A wtym Granowski Rafał z miejsca wstanie 
I tak rzecz swoje pocznie ku królowi: 
Nasz najjaśniejszy, miłościwy panie. 

Ta dotąd sława była narodowi 220 

Polskiemu, królom że wierne poddanie; 
Nie podając się żadnemu zyskowi. 
Po Rogu wolność, dobro pospolitej 
Rzeczy kładziemy, łaskę pańską przy tej. 

Teraz grzechowi jakiemuś przyznają t^h 

Polacy taką niełaskę widomą 
Waszej królewskiej mości, bo doznają, 
Którego matka iż w Polszczę zrodzoną, 
Zaczym cię za kość z kości swoich mają. 
Ratuj ojczyznę spoiną utrapioną, sso 

Którąś na wzgardę i na obelżenie 
Cudzoziemcom dał pod moc i rządzenie. 

Wirydiui U. 4 



50 WIRYDAUZ 726 

Co chociaż walczy z prawem i wolnością, 

Ale my łaskę poważając twoje, 
2 85 Wszytko z powinna znosimy skromnością. 

Zdejm z nas to jarzmo a przytym o swoje 

Koronę, którą za nie wiadomością 

Naszą podskarbi zdrajca, bo ostoję 

Przy tym się, wyniósł do Węgier, by ona, 
240 Prosim, do skarbu była przywrócona. 

Przy tym o prawa i statuta dane. 

Tymi królestwa bowiem wszytkie stoją 

A u nas leżą molom zaniedbane. 

Niech sprawiedliwość będzie, niech się boją 
245 Sądu złoczyńcy, bo gdy niekarane 

Złości, cnoty się pewnie nie ostoją. 

Gdyż mało takich, aby z swej ochoty; 

Bojaźń z nagrodą przestrzegają cnoty. 

Przy tym się przyjdzie uskarźyć i na tę 
2Ł0 Bracią swawolną, którzy pogardzili 

Wszech stanów zdaniem, za co też zapłatę 

Słuszną odnieśli, iże stanowili 

Frymarki jakieś na ojczystą stratę. 

To kiedy mówił, zarazem odkryU 
255 Onych to zdrajców pościnanych ciała. 

I na baranie te& wełna zadrżała. 

Ci są, powieda, co naszym imieniem, 

Cośza kontrakty ciche podpisali. 

Tyś się nam, królu, zawiązał sumnieniem, 
260 .W ten czas, kiedyśmy cię koronowah, 

Żeś miał koronie tej być pomnożeniem, 

Dziś zaś inaczej, jakośmy doznah. 

Przed tobą wszyscy się protestujemy 

Ani kontraktów żadnych przyjmujemy. 
265 Tu przestał mówić, a na słowa jego 

Przez sekretarza kroi się tak sprawuje, 

łże żałosny z rozlania krwie tego 

(Bo i sam wielki strach na sercu czuje), 



726—727 wiKRszR w. Potockiego 51 

Lecz jeśli kształtu nie byJo inszego 

Skarać ich, nic się za to nie ujmuje, 270 

A iże im ta nie krayśli odmiana, 

I od niego też będzie zaniechana. 

I w tym słowo swe królewskie fantuje, 
Że jako skoro do Polski powróci, 

Tych cudzoziemców z urzędów ruguje, ^u 

I sprawiedliwość i statuta wróci. 
I do Krakowa prosto ztąd kieruje, 
Kędy zuchwalstwo wszelakie okroci, 
I tam na sądach zmieszka miesiąc cały, 
Wszytko w rząd dawny wprawi doskonały. sso 

I cokolwiek wam będzie potrzebnego 
Tak do porządku, jako do wolności, 
Nada z urzędu swego królewskiego; 
Doznacie jego nad sohą hojności. 

To tylko chce mieć u was wymownego. 28& 

Iż syna niema po swojej zeszłości, 
Abyście z córek którąkolwiek jego 
Przybrali sobie do królestwa tego. 

Przestały n;i tym zgodnie strony obie; 
Kroi szlachcie nadał wolności tak siła, 290 

Ze w nich siedzimy aż w dzisiejszej dobie. 
Jako zaś Pulskę śmierć osierociła, 
Jadwigę wzięli córkę jego sobie 
Polacy, która za Jagełłem była. 

Ten po jej śmierci wziął wielkopolskiego 295 

Starosty córkę, cnego Granowskiego. 
Godzieneś w wiecznej żyć po śmierci chwale, 
Synu koronny, Granowski Rafale! 

727. Rozkosz światowa. 

Przedmowa. 
Nie panien z Helikonu, ani skrzydlatego 
Pegaza zdroju pragnę w skale wybitego, 

4* 



52 WIRYDARŹ 1^1 

Ani rosy z Parnasu, ani też z Elizu 
Wieńca z kwiecia wonnego bobku i narcyzu. 

5 Lecz twojej przychylności, Panie, któryś trony 

Wieczne osiadł i wyższe nad wsze Helikony, 
Świętej wody, co z twego wynikała boku, 
Kiedy się ziemia trzęsła, słońce kryło w mroku, 
I rosy ducha twego i kwiecia cnot świętych; 

10 Toż dopiero szczęśliwy rymów przedsięwziętych 

Skutek będzie; wszak tobie kwoli śpiewać będę; 
Słuszna, niech też od ciebie pomocy nabędę. 

Projiositio, 
Takci się panu Bogu człeka stworzyć zdało, 
By mu dał z nieba ducha, z ziemie zlepił ciało. 

16 Ztądże z nieba duch zawsze sięga swych rozkoszy, 

Ciało ich w ziemi szuka, w ziemi się kokoszy. 
Serce we środku wisi; któremu tak blisko 
Niebo jak ziemia, choć to wysoko, ta nisko. 
Pięć zmysłów duch, pięć ciało, ma swoich, którymi 

20 Tamten się ciągnie w niebo, a to zaś do ziemi. 

Serce rządzi wszytkimi, które Bog dlatego 
Jako wagę w człowieka zawiesił każdego. 
A rozum za sędziego przy wadze posadził. 
Aby szale prostował, a na dobre radził. 

25 Ma ciało swe afekty jako ciężkie brzemię, 

Które go gwałtem grążą do tej niskiej ziemie. 
Ma duch swoje przymioty, którymi do góry 
Wznosi się i do nieba jak lotnymi piory. 

Rozkoszy cielesnej opisanie. 
Świetny świat tak nadobnie pan Bog uformował, 
80 Że choćby od początku świata człek wiekował 

A regestr niezliczonych pisał czynów jego 
I ozdobnych przymiotów świata rozkosznego. 
Próżno by się o ten sęk kusił bez wątpienia; 
Tak są liczne ozdoby świata i stworzenia, 



727 WIEKSZK w. POTOCKIEGO 53 

Klory pan Bog dla czJeka stworzywszy, człekowi 35 

Pc^dał go w używanie jako dziedzicowi. 

Wszytkie rozkoszy, które ziemia z siebie daje, 

I wszelkie które na niej stworzenie przestaje, 

I wody i cokolwiek w nich żyje od wieku. 

Wszytko to w używanie dał pan Bog człowieku, 4o 

Aby w miarę i wedle potrzeby wszytkiego 

Zażywał. Tać jest wola Boga wszechmocnego. 

Ale jakoż niestocie zachowujem miarę, 

Odmieniwszy potrzebie zmyśloną maszkarę. 

Potrzebą wszytkie zbytki i rozpusty krzcimy. 45 

Ztąd jest rozkosz cielesna, a z tą prowadzimy 

Wszytkie grzechy, którymi Boga obrażamy, 

Tak mu za dobrodziejstwa wzięte oddawamy. 

Rozkosz światowa, mniemam, że ją wszyscy znają, 

Bo się też niemal wszyscy do niej napierają, 50 

Złotą wdziawszy koronę na królewskie skronie. 

Bo panią świata tego, usiadła na tronie. 

Pycha dźwiga majestat, Bogactwo przy boku 

A Sława od drugiego nie ustąpi kroku. 

Wczas przed nią z Kupidynem pacholęta stoją 55 

A Wenus sekretarka z towarzyszką swoją 

Rozpustą panią starą, z tyłu w ucho szepce. 

Za nimi wielki orszak marmurowy depce 

Pawiment fraucymeru, ale przed wszytkimi 

Pięć panien, które były królowej bliższymi. eo 

One to głupie panny, które bez sromoty 

W lampach swych, krom oliwy, suche niosły knoty; 

Toż zgraja niezliczona od rożnej posługi 

Ochotnych posługaczek czyni szereg długi. 

Pierwsza panna Wzrok. 
Pierwsza stoi za panią, tej równej w gładkości e* 

Świat niema; ona żrzodłem nierządnej miłości. 
Wstyd czoła nigdy nie zna, oczy rozpuściła, 
Aby się do sytości gładkich napatrzyła. 



54 \\IRYDA11Z 727 

Mruga na Kupidyna, a ten jej dogodzi 
70 Iw rożne serca strzały ogniste zawodzi. 

W prawej ręce piastuje zwierciadło gładzone 
A w lewej malowidła i farbiczki pstrzone. 
Więc jeśli kędy stroje i nową ujrzała 
Fozęi, choćby przepłacić, aby też tak miała, 
76 Lubo też czaczko jakie i co oczom miło, 

Wszytko to mieć Rozkoszy, by najdroższe było. 
Ztąd daremne utraty i niezmierne spezy 
A owo bez pożytku po skarbnicach leży. 
Pompa z Butą o takich rzeczach zawiadują, 
80 Bo te dwie u Rozkoszy zawsze łaskę czują. 

Druga panna Słuch, 
Ża tą Słuch druga panna tuż pilnuje rucha, 
Nieszpetna, tylko kąsek pociągłego ucha 
Wdzięczną trzyma muzykę i partesy w ręku 
A ucha do zgodnego stron nadstawia dźwięku. 

85 I póki psalmy grała i pieśni nabożne, 

Wszytkim się podobała, ale skoro próżne 
Kuranty, tańce jęła, nuż co żywo w tany, 
Ztąd i ona nie uszła od wszytkich przygany. 
Bo iż taniec nikczemny bez trunku być znała. 

90 Wnet sobie podczaszynej zawołać kazała. 

Toż szepty nieuczciwe i piosnki wszeteczne 
I wszelakie pochlebstwa i gadki bezpieczne 
Miejsce u niej najdują; skryte tajemnice 
1 nowiny wszelakie u tej są dziewice. 

Trzecia panna Smak. 
95 A po tej z przysmakami w tropy następuje. 

Co kuchnią i piwnicą oraz zawiaduje. 
Smak jej dzieją'; w jednej ma ręce czaszę wina, 
W drugiej pasztet zaprawna piastuje zwierzyna. 

1 Modę; rucho (w. 81) suknia. 
* J)zieją jej, zowią ją. 



727 WIERSZE w. POTOCKIEOO 55 

I ta dosyć ucieszy człowieka miernego, 

Gdy z napojem pokarmu doda mu smacznego. loo 

Ale gdy sowitymi między półmiskami 

Błądzi ręka, język się targuje z smakami 

I żołądek więcej w się, niż kiedy zwykł, bierze 

Z rożnych potraw, apetyt nie stoi w swej mierze. 

Bo ta panna, choćby co jedno było w świecie, 105 

Wieś zastawi a będzie miała na bankiecie. 

A ubodzy wołają, aż słychać do nieba, 

Aby kto w imię Boże rzucił bułkę chleba. 

Toż skoro trzecie danie z stołu pozbierała, 

W cukrze kandyzowanym słodkie wety dała. 110 

Wetuje, kto nie dojadł. Aleć bracia naszy 

Choć już i łkać nie mogą po tak dobrej paszy, 

Tkają przecie przez dzięki, ostatek w kieszenie, 

Aby mogli wytrzymać przez noc oblężenie. 

Toż pić wino, a siostra starsza nad muzyką 115 

Zjawiła się pod wieczór na bankiet z podwiką^ 

I piwniczną, skoro zszedł on obiad tak tłusty. 

Rożne czyni a smaczne swym napojem gusty. 

Lecz chudszy pogardziwszy węgierską piwnicą, 

Chmielem sobie przy serbach dumne mozgi sycą. 120 

A przy nim gorzałeczkę; toż podpiwszy sobie 

Każdy swoje wywiera przy wesołej dobie. 

Ten prawi, co mu ślina do gęby przyniesie, 

Ten się wadzi, ten o czym inszym [w] onym czesie 

A pewnie nie o niebie myśli i o Bogu, m 

Lecz aby w złym ponowił zwykłego nałogu. 

W tej ci się kaźni wszytkie sprośne grzechy lągną. 

Które człeka na wieczne potępienie ciągną. 

Bo pijaństwo do czego dobrego człowieka 

Kiedykolwiek przywiodło od początku wieka? iso 

Pijany Noe synom odkrył swą sromotę. 

Pijany Lot z córkami sprośną płodzi psotę, 

1 Z podwiką, z panną; serby (w. 120), gęśli, liry. 



56 WIRYDARZ 727 

A pani Rozkosz siedząc, chwyta się za boki 
I sęku każe nosić hajdukom co w skoki 

135 A jako pospolicie przy bankietach bywa, 

Gdy człowiek, nizli trzeba^ więcej straw zażywa, 
Gwałt czyni żołądkowi a ten jako może 
Ulżywa się; choć pompa jedwabne rogoże, 
Chociaż ściele kobierce, gdy świnia z człowieka 

140 Stanie się, kali wszytko, że czuć i z daleka. 

Czwarta panna Wonią. 

Więc idzie czwarta panna, Zapachem ją zową. 

Ta nosi turybularz zawsze za królową. 

W drugiej ręce miech trzyma z piżmy, perfumami, 

Z proszkami pachniącymi abo zybetami. 
146 Ta włoskie wiridarze i wonne ogrody 

Ma w swej pieczy, gdzie pani lecie miewa chłody. 

Tam pachniące fiałki, róże, rozmaryny 

W równe grządki usadza, dla której przyczyny 

Owa się tylko zejdzie do usługi takiej, 
150 Coby miała nos spory, cuch nie ladajaki, 

Ktemu wszytkie wykwinty i lube pieszczoty, 

I maści i olejki jej własnej roboty. 

Piąta panna Dotlenienie. 
Piąta panna, Dotknienie, choć na końcu stoi, 
Ale przecie jest barzo miła paniej swojej. 

165 Ona skarb ma i bierze, kto paniej daruje. 

Dlatego już nadołek podarków piastuje. 
Lichwy bierze, a co się z podoba u kogo, 
Nie możeU wyprosić, to wy grozi srogo: 
Alho daj, aboó wydrą; tu między Bieszczady 

160 Pospolicie jej skutek panuje szkarady. 

Ztąd rozboje okrutne, ztąd są zasiadania 
Na drogach od zaranku aże do świtania. 
A kiedy kto nie ufa wydrzeć swojej mocy, 
WoH tak cicho ukraść gdzie z komory w nocy. 



"27 YTIEKSZE W. POTOCKIEGO 57 

W pieniądzach się najbardziej kocha i we złocie, m 

W nich gmera bez przestanku, przy tej ją robocie 

Najprędzej zdybać może; ona paniej łoże 

Sama ściele, najprędzej bowiem poznać może, 

Jeśli twardo czy miękko; i inszych jest silą 

Powinności, dla których swojej paniej miła. no 

Jeśli też w taniec idzie, bo nazbyt wesoła, 

A ściśnie jej kto rączkę, pewnie nie zawoła, 

Albo trzewik zastąpi, albo na obrocie 

Obłapi, pocałuje, nie ma to w sromocie. 

Albo też więc za stołem siedząc barzo rada 175 

Pośle rączkę w piastuny do pana sąsiada. 

Abo kolankiem trąci, byle kto choroszy, 

Wszytko to ujdzie, wszytko to wolno Rozkoszy. 

Teć panny piąciu zmysłów na tym słyną dworze, 

Z dawności obfitując w królowej faworze. 180 

Te Zbytek, sławny ochmistrz, srebrną chwiejąc brodą 

Prowadzi; sam pękaty niewielką urodą. 

Laskę ma w jednej ręce, kołpak trzyma w drugiej, 

Ferezya za kostki, za pas kołnierz długi. 

Tak szły jedna za drugą, a kiedy mijały iss 

Swej królowej majestat, nisko się kłaniały. 

Pasła wtenczas wesołe Rozkosz oczy swoje, 

Gdy ją te urodziwe mijały dziewoje. 

Insze panny. 
Po nich insza czereda, (tu Zbytków rodzony 
Brat, Grzech; prowadził), z drugiej da się widzieć strony ii>o 
Te są owych pokrewne, a jak za maciory 
Zagęszczają prześwietne cnej Rozkoszy dwory. 
Lecz Pycha rodowita wszytkich przewyższyła, 
Co swymi plac niemały dworu zastąpiła. 
Butna Pompa, a przy niej i Asystencya 195 

Wszytkich okiem przenosi, wszytkich zgoła mija. 
Toż Zazdrość pierworodna starości podpora, 
Nie wiem czemu tak smętna i na oczy chora. 



58 WlllYDARZ 727 

Wzgarda zaś druga córa, tak gębę odyma, 

200 I sadzi się jako ow, który sto wsi trzyma; 

Upór, Zdrzęda i Hardość od niej rod prowadzą, 
Potwarz i Naśmiewanie do niej się przydadzą. 
Każda z tych ma tablicę, na której nadane 
Swe skutki i przykłady ma wymalowane. 

205 Buta z Pompą Heroda ma w kosztownej szacie, 

A on Bogu nie złoży nic w swym majestacie. 
A to więcej wynosi jego durne dumy: 
Ze wszech go stron pvOspolstwa otoczyły tłumy. 
Do których gdy coś przerzekł, wnet pochlebne głosy, 

210 Bog to mówi, nie człowiek, krzyczą pod niebiosy. 

Wtym lecąc niedoj rżany święty anioł okiem, 
Pchnął go, że spadł na ziemię i z tronem wysokim 
A robacy zarazem toczą jego ciało, 
Ten przykład mimo inszych Pompie się mieć zdało. 

215 Zawisna Zazdrość miała z Jozefem Kaina; 

Tamtego własnych braciej przedaje rodzina, 
Zajrząc miłości, którą miał u ojca swego, 
A ten Abla zabija, brata rodzonego. 
U Wzgardy na tablicy Sesostris na wozie, 

J20 Czterech krolow u dyszla trzyma na powrozie. 

Jeden się z nich na zadnie obzierając koła. 
Pomni na obrót szczęścia, Sesostri, tak woła! 
Upór zakrzemieniały na swoim obrazie, 
Ma Faraona, który gorszy po złym razie; 

225 Choć mu Mojżesz z Aronem plagi zadawaj ą, 

Przecie codzień twardszego przeciw sobie znają. 
U Naśmiewania Cham jest, który z ojca swego 
Naśmiewa się, gdy widzi nagość odkrytego. 
Za co bierze przeklęctwo i służy swej braci: 

280 Tak ono nie najgorzej adherentom płaci. 

U Potwarzy zaś stoi pani urodziwa^. 
Nie wiem, jeśli nadobna, bowiem twarz zakrywa. 

^ Dopisano: Zuzanna święta. 



■27 WIERSZE W. POTOCKIEGO 59 

Dwóch starców w krześle siedzi; po brodzie i głowie 

Poważnej znać dawali, iże są sędziowie. 

Nie wiem czemu na garle świętej paniej stali, 235 

I jużby pewnie swego byli dokazali, 

Ale się w tym dziecina mała^ skądsi wzięJa, 

Potwarz i złość szkaradą złych ludzi wytknęła. 

I Bogactwo nie samo przy dworze zostało: 

Bo ma swojej rodziny przy sobie niemało. 240 

Fortel, Niesprawiedliwość, Łakomstwo i Zdrada, 

Lichwa, Kradzież, Drapiestwo, wierna jego rada. 

Fortel trzyma tablicę, na niej huczny Giezy 

W pole za Naamanem Syryjczykiem bieży. 

A skoro go dogonił znać po jego cerze, m 

Że kłama i na pana upominki bierze. 

Niesprawiedliwość niesie na swojej tablicy 

Balaama, a on się sili na oślicy; 

Tłukł ją, aż przemówiła tak głosem człowieczym: 

Ślepy ś, że mi zastąpił anioł z gołym mieczem. 250 

Zdrada obraz a na nim z workiem w złotej szacie 

Trzyma Judasza, który kwoli swej zapłacie 

I trzydziestom srebrnikom — łakomstwo przeklęte! 

Daje na śmierć okrutną plemię boże święte. 

Ale tymiż farbami, na tejże tablicy, 25* 

Obieszony za szyję wisi z szubienicy. 

Skępstwo zaś pokazuje, a człowiek bogaty 

Za pysznym stołem w miękkie obleczony szaty, 

Siedzi, a nędzny Łazarz od głodu umiera, 

I ze psy okruszyny z jego stołu zbiera. seo 

Ale zasię po śmierci bogacz prosi tego. 

Aby język zakropił końcem palca swego. 

Łakomstwo wyraziło na swym konterfecie 

A Midas zdycha z głodu opływając w złocie. 

Ubogi w pośród skarbów, w pośród potraw głodny. 265 

O błaźnie! a czegożeś lepszego był godny? 

Dopisano: Daniel święty. 



60 WIRYDAllZ 727 

A drugi zaś laką ma z żołądka posuchę, 
Że swoje pierworodztwo przedaje za juchę. 
Lichwa ma na obrazie, a człowiek bogaty 

270 Rachuje interesy, ryczałty i płaty. 

Stół do szczętu pokryśhł, krety już ma mało. 
Że mu lichwy od kopy jeszcze nie dostało. 
Od tysiąca sto liczy, od sta dziesięć tanie, 
Dobry i złoty od nich, aż na dudku stanie. 

275 A potomek co rychlej skwapliwego nieba 

Życzy mu, aby nie jadł do wieczora chleba. 
Jeśli ow prędko zebrał, ow utracą prędzej, 
I często garło daje od głodu i w nędzy. 
Kradzież niosła Ahana wymalowanego: 

280 Jakoś kradł, tak pożywaj przemysłu swojego. 

Za tą szło Kłamstwo w tropy, a na deszcze gołej 
Widzieć Ananiasza; on przed apostoły 
Umiera i z Szaphirą. A Ożustwo^ za nim 
Ordynku pilnowało z takim napisaniem: 

286 Iż inaczej aie mogę pożyć cnotliwego, 

Będę kryjomo szczypać dobrą sławę jego. 
I Wczas swej familiej ma dosyć u siebie: 
Gnuśność i Nienabożność nie myśli o niebie. 
Ospałość, Próżnowanie, to bracia rodzeni, 

21)0 Bojaźń i Niecierpliwość jedna bursa z nimi. 

Matka dworu pilnuje pospołu i z synem, 
Wenus, pani udatna, z pięknym Kupidynem. 
Nieczystość, Niewstydliwość z Niepowściągliwością, 
Wszeteczność z Cudzołóstwem tudzież za Jej Mością 

296 Wielką niesie tablicę; jako wiele razy 

Do grzechu jest przyczyną, świadczą jej obrazy. 
W jej Samson, który równia nie miał w sile, sieci, 
W jej Dawid, w jej Salomon, co mądrością świeci 
I Amon i zły Herod, gdy skry wszy od słońca 

800 Ściął świętego, dla bratniej żony, głowę gońca, 

» Oszczerstwo. 



'''^' WIERSZE W. POTOCKIEGO 6l 

Uwiązł i inszych wiele, których oszaiiła, 

Albo pokuty, albo zguby nabawiła. 

Ona Troję zburzyła, miasta i krainy 

Niezliczone dla niej szły w popiół i w perzyny. 

Gniew, Nienawiść, Łajanie, Przeklęctwo, Obłuda, son 

Chciwość i Nieużytość, więc i insze cuda, 

Nieżyczliwość, Niestatek. Nie uczynność, po niej 

Jedna idzie za drugą, jedna drugą goni. 

Za piącią przednich panien idą służebnice 

A wszytkie malowane trzymają tablice. sio 

Wzrok ma żonę Lotową; ta się obejrzała 

Na sodomskie perzyny i w słup soli stała. 

Słuch okręty; przed nimi syreny śpiewają, 

A uśpiwszy żeglarzow, sameż zatapiają. 

Gust Adama, więc Ewa jabłka mu podaje, sis 

Czym go z raju ruguje na te ziemskie kraje. 

Takt na swojej tablicy wyraża, jak Oza 

Umiera, gdy się dotknął święconego woza. 

Wonią wymalowanych Aronowych synów, 

Naab i Abiego, którzy obcych dymów s2o 

Zapach Bogu z niewdzięcznej kurzawy czynili, 

Czego tamże żywotem swoim przypłacili. 

Nuż i inszej hałastry pod grzechów ą sprawą 

Długie szły procesye i szeregi ławą, 

Które swe zalecenia i zasługi zatym 885 

Mają, kto chce Rozkoszy zostać kandydatem. 

Wszytkie się wiążą przy niej i na borg jej służą, 

I jako na gotowe na człeka się dłużą. 

Który dług jeśli nie w tym, tedy w przyszłym wieku, 

Własną skorą nędznemu zapłacić człowieku. sso 

Tu czasu marnotracŁwo należy, i one 

Śmiechy, żarty, szyderstwa, gry niepozwolone, 

Myślistwa, krotofile, które, nie zbyteczne. 

Do ochłody umysłów ludzkich pożyteczne, 

Lecz żywot na tym strawić i złote godziny, sss 

Srogim grzechem i wiecznej śmierci są przyczyny. 



62 WIKYDARZ 72"; 

Tenci jest wzór Rozkoszy, co naszemu ciału 
Smakuje, by tak długo, jako niepomału, 
Siłaby ludzi za nie niebo frymarczyli, 

340 Choćby z martwych nie powstać, byleby zażyli 

Rozkoszy tego świata prawie do sytości, 
Tak się w swej rozkochali głupiej cielesności. 
Ale czas, który pędzi bystrolotne konie 
A pierzchliwą fortunę piastuje na łonie, 

346 Czas to wszytko odmienia, a szczęście nicuje. 

Każdy pójdzie od tego, a co obfituje 
W dostatku i rozkoszach, żebrze chleba skory, 
Często z głodu umiera, rozkoszuje który 
Za żywota; i Kserkses pił z kolei wodę, 

850 I szczęśUw Polikrates poznał wżdy przygodę. 

A kogo śmierć pochwyci z tej krolowe^j ręki, 
Wiedzie na zgubę wieczną i straszhwe męki. 
Przebóg, próżność wszytek świat i rozkosz światowa. 
Wieczna próżność i zguba do tego gotowa. 

355 Świat zasiadł na szatanie i wszytkie rozkoszy 

Grzechem są, które w lada mgnienie śmierć rozpłoszy. 
Śmierć rozpłoszy do czasu, ale zaś śmierć wtóra 
Wepchnie cię wiekuiście do siarki jeziora. 
Tam za one cielesne rozkoszy z biesiady, 

360 Nieszczęśliwy urobek ijędziesz brał szkarady. 

Zetrzyjmy łuskę z oczu, któż kiedy na świecie 
Długo zażył rozkoszy? wiem. że nie znajdziecie. 
Dwóch ich tylko zażywa, ale nie na naszym 
Ziemskim padole pewnie, Enoch z Eliaszem. 

3i!5 Któż mógł większych dehcyj na tym świecie użyć, 

Komuż bogactwo z sławą lepiej może służyć, 
Któż był mędrszym nad tego, co wyrzekł statecznie, 
Próżność nad prożnościami, wszytko próżność wiecznie. 
Próżność świat, próżność rozkosz i bogactwo marne, 

370 Wszytko to z czasem zprzątną parki gospodarne. 

Rozbrat z cnotą uczyni, kto się z światem brata, 
A tego pewna czeka na frymarku strata. 



727 WIERSZE w. POTOCKIKGO 63 

A ja też uderzywszy tu czołem Jej Mości, 

Do inszej się me pióro Rozkoszy zagości. 

Aza się w niej lepszego doczytamy smaku? 375 

Wierę go w tej nie więcej jako sadła w raku, 

I to i to z rakiem się zabawić nie wadzi, 

A tę mijać z daleka i sam Pan Bog radzi. 

Rozkosz duchouma. 
Ale duch zasię górą, bo iż sam jest wieczny. 
Nie chce się tej Rozkoszy trzymać niestatecznej, sso 

Lecz takiej szukać woli, ktoraby z nim trwała, 
Ktoraby go na łonie wiecznie piastowała. 
Rożnej od tej daleko, bo to co tej miło, 
Sprośnym grzechem u owej, tak serce zbłądziło. 
Do tamtej łacny przystęp, bo kto ma pieniądze, sss 

Wnet będzie rozkoszował i nasycał żądze 
Zbytkami i rozpustą a i bez nich czasem 
Da się użyć ta pani, bo szczęście nawiasem 
Miece tymi rzeczami; każdy ją w swym domu 
Może mieć, kto tylko chce i smakuje komu. 390 

Ale zaś do duchownej ciasny przystęp wiedzie, 
Piechotą do niej trzeba, karocą nie wjedzie. 
Nie w miastach, nie w pałacach swoje wczasy chowa, 
Tak jako więc cielesna Rozkosz i światowa. 
Ale na przykrej nazbyt i wysokiej mieszka sgr, 

Skale, a wazka, śliska wiedzie do niej ścieżka. 
A co większa yorzej tam ni źli na Bieszczedzie, 
Gdzie tylko złoto biorą, puściwszy, kto jedzie. 
Tam zaś srogich zasiadło rozbójników kilko. 
Złota nie pragną, ale śmierci ludzkiej tylko. 400 

A przeto kto tam dąży, nie chodź bez oręża 
Niech ci hartowne blachy na grzbiecie nie ciężą. 
Wdziej na głowę przyłbicę, opatrz ręce, nogi, 
Aby cię nie mógł pożyć nieprzyjaciel srogi. 
W ręce miej tarcz cierpliwą, a w drugiej miecz goły, 4o-: 
Tą się składaj, a tym siecz swe nieprzyjacioły. 



64 WlRYDAKŻ 121 

Hetman wszylkich rozbojcow, wiedzieć o tym trzeba, 

Szatan chytry, dla pychy wyrzucony z nieba. 

Ten ktokolwiek się przebrać chce na tamto miejsce, 

410 Ciągnie nań Juk śmiertelny i krwawe żeleźce^ 

Dwóch ma, co przy nim zbrojno tuż obok stawają, 
Grzech z żądłem a śmierć z kosą; dwaj zaś rozbijają 
Fortylem i chytrością, świat i nasze ciało: 
Mężny komu, tam idąc, serce nie zadrżało. 

415 Ci dwaj jako z zasadzki człeku prześcia bronią; 

Ciało Rozkosz, Świat Sławę słać za nim w pogonią. 
Lecz stałego umysłu pewnie nie odpłoszy, 
Aż na wierzch góry dojdzie do swojej Rozkoszy. 
Ciało depce, grzech ścina, czartowi się składa, 

420 Światem gardzi, a śmierć też chociaż mu raz zada, 

Ma przyłbicę hartowną, jeśli jej nie minie 
Śmierci kosa, pewnie się na bułacie zwinie. 
Tam mieszka pani Rozkosz, tam ma święte składy, 
A nakoło niej stoją jej panien gromady. 

425 Tych zasię, co się do niej przebili przez one 

Ciasne przeszcia, orszaki stoją uzbrojone. 
Stoi dobre Sumnienie przy boku wesoło, 
Sława dobra przy drugim, wyjaśniwszy czoło. 
Cnota jej wierna rada tuż pilnuje ucha; 

430 Mądrość siedzi podle niej i spowiedzi słucha. 

Przed nią Wielkość umysłu ^ w mocnym stoi kroku; 
Sprawiedliwość miernemu nie dufając oku. 
Waży rzeczy na szali; Skromność z Roztropnością 
Marszałkując z laskami stoją przed Jej Mością. 

435 Wiara, Miłość, Nadzieja pokrewne jej były 

I na piądź się od krzesła nigdy nie ruszyły. 
Czujność i z Ostrożnością na podsłuchach stoją, 
Bo się jakiej kradzieży od drapieżców boją. 



1 Dopisał Trębecki : Będzie o tym wszytkim niżej w Rycerzu chrze- 
ściańskim. Pagina [74:— 78]. 

2 »Magnanimitas<f. Tr. 



727 WIKRSZE w. POTOCKIEGO 65 

A Modlitwa tam, kędy ścieżka koniec miaJa, 

Bez przestanku placowej straży pilnowała. 440 

Pięć panien piąci zmysJow za Mądrością stały, 

One to święte panny, co oliwy wlały 

Do lamp swych i tak z światłem nie straciwszy wieńca, 

Witały, choć późno w noc, swego oblubieńca. 

Każdej od pasa wisi na taśmie jedwabnej 445 

Obraz, a na nim przykład i skutek powabny. 

i. Panna Wzrok. 
Pierwszej pannie Wzrok dziano, a ta przed się wzięte 
Otworzy księgi, pojrzę, alić pismo święte. 
Czyta obój testament, cnot rozlicznych wzory, 
Zakon boży i jakie są niebieskie dwory. 450 

Więc o wiecznym żywocie i piekielnej kaźni, 
Ktoby się Boga zaprzał z zbytku i bojaźni. 
Oczy wznosi do nieba, nie pojrzy na ziemię. 
Gardzi złotem, co ludzkie serca ciągnie w ziemię. 
Statecznie się ubrała, wstyd pilnuje czoła, 4S5 

Chociaż się nie maluje, przecie piękna zgoła. 
Obraz niesie a na nim on niesprawiedliwy 
Zacheusz wlazł na drzewo, a wzrok trzyma chciwy, 
Tam gdzie Zbav ciel mijał, którego częstuje 
W domu swym, za co wieczny odpust otrzymuje. *oo 

Na tymże ma obrazie, znać go i po cerze*. 
Murzyna znać po oczom niezwykłym ubierze; 
On choć jedzie na wozie, święte czyta dzieje, 
Którego krzci mąż święty w zbawienną nadzieję. 

II. Panna Słuch. 
Drugą pannę Słuch zową, ta nadkłada ucha 405 

I co owa czytała, uważa i słucha. 
Psałterz czyta, a w nim są psalmy dawidowe, 
Są i pieśni nabożne poskładane nowe. 

1 »Actorum 8<. Tr. 
Wirydarz U. 



66 WIKYDARZ '727 

A skoro pierwsza panna czytać poprzestała, 
470 Ta otworzywszy księgi śpiewać poczynała. 

Fraszka są instrumenty i lutnie nic grzeczy, 

Zgoła wszytkie przenosi wdzięczny głos człowieczy. 

Niech gdzie grają wiole i huczne organy, 

A ja tu słuchać będę, gdzie nierozerwany 
475 Głos usta z sercem zgadza i nabożne pienie, 

Nie ginąc zaraz w uszach, aż do nieba wienie. 

Tak tam i ta śpiewała, a którzy słuchali, 

Śpiewać sercem nabożnym wszyscy pomagali. 

Obraz trzyma a na nim Marya^ siedziała, 
480 Nog Pańskich dla zbawiennych pociech pilnowała. 

Siedział tamże i Dawid kroi w złotej koronie, 

A lutnią słodkobrzmiącą piastuje na łonie. 

Lutnia grała, a usta lutni pomagały; 

Usta serce, a lutnią palce pobudzały. 

III. Panna Smak. 

485 Ma smak Rozkosz Duchowna, ba i nie od rzeczy. 

Bo bez smaku rozkoszy wierę być nie grzeczy. 
Nie trzeba tu półmisków i zastawiać stołu, 
Nie znają tu pasztetów słodkich i rosołu. 
Inszego tu żołądka, inszej gęby trzeba, 

490 Goby i ta nie jadła, o w nie trawił chleba. 

Słowo boże tu chlebem, jedzą go uszyma. 
Serce miasto żołądka w człeku go zatrzyma. 
Zkąd jako ten po żyłach krwią w ciele szafuje, 
Tak serce w sprawach ludzkich tym słowem skutkuje. 

495 Tu gust nieśmiertelności wiecznego żywota, 

Smakuje i zaleca wszytkim gościom cnota. 
Krew tu piją, nie wino, ztąd wieczna otucha 
Zbawienia, gdy nastąpi przy nadziei skrucha. 
Wodę tu żywą noszą, a tę kto rad pije, 

500 B6z wszelkiego pragnienia na wiek wieków żyje. 



1 »Ś. Magdalena*. 



4i 

J 



WIERSZE W. POTOCKIEGO 



6t 



A kto się duchem świętym upije, ten będzie 

Mądrym, dobrym, cnotliwym i zawsze i wszędzie. 

Obraz niosła, a na nim był namalowany ^ 

Mąż w szacie wlosieniowej, na nim pas skórzany. 

A iż mieszkał na puszczy, puszcza go karmiła 505 

Szarańczą z leśnym miodem i wodą poiła. 

Tamże widzieć z długimi Manniego syna^ 

Włosami, który nie pił jako żywo wina. 

IV. Panna Zapach, 
Zapach idzie, a wonią żywota wiecznego 
Napełniła i nozdrza i serce każdego. sio 

Wonny z wiosny fiałek, wonna róża lecie, 
Wonny balsam i piżmo i rozliczne kwiecie. 
Tak wdzięczną wonią mają, iż się zda zmysłowi. 
Że świat wdzięczniejszej niema; ale nie duchowi. 
Bo fiałek, ledwie go potrzymamy w ręku, sis 

Mdlę, więdnie i pozbywa swej wonności wdzięku. 
Tak i wszytkie odory, które ziemia daje, 
Piękneć, ale nietrwałe mają swe rodzaje. 
Lecz wonią, którą tylko duch czuje w człowieku, 
Wonniej sza jest daleko i trwa na wiek wieku. 520 

Wieczny żywot, wieczny też zapach daje z siebie; 
Ten jeśli trwa na ziemi, dopieroż na niebie. 
Obraz niesie a na nim wielce drogiej owej 
Ma w ręku wonnej maści słój szpikanardowej 
Pani jakaś, tą nogi Pańskie pomazała*, 525 

Które potym włosami swymi ucierała. 
Pełen był dom zapachu i wdzięcznej wonności, 
Złodziej tabaku niewart żuje od zazdrości. 



* Św Jan Krzciciel. 

' »Samson<. Tr. 

' »S. Marya Magdalena — Judasze. Tr. 



68 WIRYDARZ 72'? 



V. Panna Takt 
Ale ta już na stronę; Takt idzie wesoło, 

530 Czystość z hojnością zdobi wyniesione czoło. 

Hojna jest i rozrzutna, cała w niej ochota 
Dać, pewnie nie zatrzyma pieniędzy i złota. 
Każdy ubogi, każdy utrapiony zgoła. 
Nie uzna szczupłej ręki, zmarszczonego czoła. 

585 Rzeczy się nieprzystojnych nie tknie jako żywo, 

Zdaleka ich nie lubiąc patrzy na nie krzywo. 
Ręki nie da nikomu, pilno strzeże tego, 
Aby wolna dotknienia była wszelakiego. 
Obraz niesie, a na nim chora białogłowa 

540 Szat się Pańskich dotyka i zostaje zdrowa. 

W Betheździe woda chore ułomne leczyła, 
W Jordanie Jan na duchu leczył chorych siła. 

Insze panny. 
Skoro przeszły te panny i krzesło minęły, 
Insze się wnet za nimi pokazować jęły, 

545 Które swoje przy dworze obowiązki pewne 

Mają i promocye przez swoje pokrewne. 
Wszytkie niosą obrazy, gdzie święte przykłady, 
JeśU je kto chce widzieć, ukazują rady. 
Dwie Wiara swe pokrewne na tym dworze miała, 

550 Stateczność jednej, Dufność drugiej imię dała. 

Stateczność na obrazie ma malowanego 
A on siedzi na krześle, tyrana srogiego i, 
Gniew mu wszytkę krew z ciała wypędził do twarzy, 
Z oczu iskry padają, bo je płomień żarzy. 

566 Dziesięć katów z naczyniem okrucieństwa stoją, 

Serce nienasycone krwią niewinną poją. 
Siedm braciej, ósmą matkę, po swych synach smutną, 
Mękami kacernymi i śmiercią okrutną 

»Antioch kroi syryjski a. Tr. 



^■^7 W1KR8ZE W. POTOCKIEGO 69 

Z Świata zdradził tyraiisko, a oni do skonu 

Nie chcą jeść wieprzowego mięsa dla zakonu. seo 

Tamże widzieć Szczepana pierwszego martyra, 

Gdy uporne łotrostwo nań kamienie zbiera. 

Dufność na swej tablicy Abrahama miała, 

I tak jego konterfekt pięknie wyrażała: 

Związawszy kładł na stos drew syna jedynaka, 505 

Na ofiarę, jak mu Bog kazał. Więc tasaka 

Dobywszy zamierza się, ale anioł święty 

Przeszkodził z wolej bożej umysł przedsięwzięty. 

Uchwycił noż, a kozła w gęstym krzu uwadził 

Za rogi, tego Bogu ofiarować radził. 570 

Nadziei bliska we krwi Cierpliwość szła po niej, 

A w obu piękne trzyma kopersztychy dłoni. 

W jednej Joba nędznego; ten straciwszy wiele 

Leży ranny, wrzodliwy, w piasku i w popiele. 

A swoje nagie ciało od głowy do stopy 575 

Drze skorupą, a skory nic nie znać od ropy. 

Dzieci, sługi, wielbłądy, owce, osły, woły. 

Wszytko stracił, z bogacza był hołota goły. 

A co go trzykroć barziej nieboraka parzą, 

Właśni go przyjaciele i żona przegarza. 680 

Aleć glancu dotrzymał i wytrwał na próbie, 

Dlaczego cię Bog znowu ufortunił, Jobie. 

Wróciły się i dzieci, owce, woły one, 

Sługi, osły, wielbłądy, były podwojone. 

W drugiej ręce Dawida niosła cierpliwego, ^f> 

A on słucha złorzecząc sobie Semejego 

I chociaż mógł okrocić język uszczypliwy. 

Pan mu kazał mnie łajać, on w tym nic nie krzywy. 

Po Nadziei ma miejsce Miłości rodzina; 

Płodna miłość, stara to u wszystkich nowina. s»o 

Miłosierdzie, Uczynność, Ludzkość, Dobrotliwość, 

Gościnność i Łagodność, po niej Szczodrobliwość, 

Więc Łaskawość, Użytość i z Dobroczynnością 

Idą jako za matką za swoją Miłością. 



70 WIHYDARZ 727 

6»6 Miłosierdzie piastuje Tobitowe cnoty 

A on trzyma w opiece wdowy i sieroty. 

Wstawa i od objadu niedokończonego. 

A grzebie na ulicy srogo zabitego. 

Na tymże kopersztychu samarytan jedzie, 
600 A od zbójców rozbity leży na Bieszczedzie. 

Bierze go i do miasta blizkiego prowadzi, 

A tam o wczasie jego i leczeniu radzi. 

W rany wino z oliwą pomieszawszy leje. 

Zapłaci cyrulikom, skoro ozdrowieje. 
605 Uczynność wyrażała, a wdowie ubogiej 

Dogadza Elizeusz w jej ciężkości srogiej. 

Ona co jedno wlała w kadzi i achteie. 

Beczki, kufy oliwy z niej miała tak wiele. 

Gościnność na pięknym swym niosła konterfecie, 
610 A Abraham anioły częstuje w namiecie. 

Także i Sareptanka, chociaż resztą goni. 

Przecie wstąpił mąż boży w ciężkie głody do niej. 

Kęs oliwy i mąki tylko w domu miała, 

A nią się w on ścisk srogi i z dziećmi chowała. 
615 Której chociaż dla gościa połowicę bierze. 

Najmniej jej nie ubyło, w swej zostaje mierze. 

Od Mądrości prowadzi rod z Prawdomównością 

Małomowność z odważnym sercem i Śmiałością. 

Sama Mądrość ma obraz, tam po ślicznym tronie, 
620 I któżby cię nie poznał, mądry Salomonie? 

Przed nim się dwie niewiasty sądziły o dziecię 

Jaki rozsądek miały, wszyscy o tym wiecie. 

Czterech ewangelistów Prawdomówność miała. 

Małomowność na swoim kunszcie wyrażała, 
625 A człek niemy z żywota, widząc ojca swego 

We złej toni, rwie związki języka niemego ^ 

Choćby mówił, ile żył, nigdyby nie sprawił 

Tyło jak w tej minucie, gdy ojca wybawił. 

* j>Syn KrezuBa, króla lidyjskiegoa. Tr. 



-7 WIERSZE W. POTOCKIEGO 71 

Śmiałość na swej tablicy niosJa Jozuego, 

A przy nim i Kaleba także serdecznego. eao 

Śmiały był i Piotr święty, gdy wypadszy z łodzi, 

Po nKjrzu, jak po lądzie z zbawicielem chodzi. 

Dosyć odwagi usty w ten czas ofiarował 

Panu, kiedy iść za nim w zły raz obiecował. 

Sprawiedliwość Nagrodę i Wierność swe miała ess 

Pokrewne, na które też często poglądała. 

Nagroda gospodarza ma na swej tablicy, 

A on pJaci tym, którzy robią na winnicy. 

Wierność miała Jozefa, a on przed swym panem 

Stoi, choć wszytki m rządzi, nieposzlakowanym. 64o 

Za tą szły cnej Skromności córki, Powściągliwość, 

Trzeźwość, Mierność i Czystość, Wstyd i Wstrzemięźliwość. 

Powściągliwość piastuje Jozefa, a owa 

Ciągnie go przez gwałt żona Putyfaronowa. 

On się jej przedsię wydarł, choć płaszcza odstradał, «45 

I więzienie smrodliwe z potwarzy popadał. 

Czystość we złotych ramach z szmaragdu tablicę, 

A na niej wydroźoną nadobną dziewicę: ^ 

Panną jest, chociaż syna piastuje na ręku, 

I zwierciadłem czystości zostaje do wieku. e^o 

Tamże wstyd wyrażała kosztowna robota. 

Bo i ta przy gładkości barzo rzadka cnota. 

Za tą szły uniżonej i cichej Pokory 

Prostota, Skrucha, Dobroć i Pokuta cery. 

Cichość miała baranka, a on się pokorzy, 656 

Ani ust na rzeźnika swoich nie otworzy. 

Prostota gołębicę na obrazie miała; 

Skrucha Piotra świętego tak wymalowała: 

On kura usłyszawszy wyszedł za drzwi smutnie. 

Płacze rzewnie i grzechu żałuje okrutnie. uho 

Tam widać i Dawida, tam i miasto ono*, 

Któremu skoro zgubę jego powiedziano, 

* >Panna Przenajświętszac. 
' »Niniwe€. Tr. 



WIKYDARZ 



727 



Leży w prochu, popiołem posypawszy głowy, 

Tak mężowie, jak dzieci, jak i białogłowy; 
665 Głos aż do nieba wstaje, bydło głodne ryczy, 

Człowiek grzechu żałując z silnym płaczem krzyczy. 

Darmo sadzisz Jonaszu nad miastem te banie, 

Bo już Bog dobry miastu odpuścił karanie. 

Pokuta gładkiej panie] ma obraz a ona^ 
670 Ciska szaty kosztowne, rwie pereł przędziona. 

Zrzuca z głowy ozdoby a twarz łzami rosi, 

O insze ochędostwa pana Boga prosi. 

Za tym idzie Wspaniałość w poważnej postaci, 

A Męstwo obok przy niej, z nią się widzę braci. 
675 Wspaniałość ma tablicę, Mojżesz na niej pewnie, 

A ten swojej kochankiem zostając królewnie* 

Gardzi królewską pompą, zosta wuj e dwory, 

Woli paść i zaganiać owce do obory. 

Męstwo na swym obrazie mężną trzyma wdowę ^; 
680 Ona Holofernową kładzie w torbę głowę. 

On chociaż głowy pozbył, lecz ma zdrowe nogi, 

Ucieka, a ta goni i dodaje trwogi. 

Tamże mężna Debora, tamże Jahel była, 

Co Sisarze stalny gwoźdź w skroni utopiła. 
685 Okrzętność pracowita na swym wyrażała 

Tabitę kopersztychu; ona szaty tkała, 

Nimi nagich ubogich odziewała ludzi, 
<Ani jej chciwość zysku, ni łakomstwo budzi. 

Wesołość, Ochędostwo, Obyczajność za nią, 
690 Wodę, grzebień i szczotkę noszą za swą panią. 

Modlitwa ma przy sobie Nabożność z Pilnością, 

Za nią idzie Pobożność, Czujność z Ostrożnością. 

Wszytkie jedne obszerną tablicę trzymały. 

Na niej Mojżesz starością klęczał ociężały. 



» »Św. Marya Magdalena*. Tr. 

» » Córce Faraona, króla egipskiego«. 

» »Judytha«. 



727 WIERSZE w. POTOCKIEGO 73 

A iż nie mogJ zemdlonych rąk wznosić jak trzeba, eys 

Iżby była wygrana żydowska potrzeba, 

Którą tudzież z Belloną Mars forytowali, 

Młodszy mu ręce w niebo wzniesione trzymali. 

Tam widzieć Eliasza na górze wysokiej, 

A on wabi nad ziemię deszczowe obłoki, 700 

Albowiem zakamiałe trzy lata^ niebiosy 

Nie spuściły wilgotnej na tę ziemię rosy, 

Którą modła skuteczna spuściła w godzinie, 

I dała upragnionej pić ziemi chudzinie. 

Tamże Piotr święty klęczy nad umarłym ciałem 705 

A Bogu się gorąco modli duchem całym. 

Potem wziąwszy za rękę onę martwą wdowę. 

Podniósł z deszczki i dał jej duszę, zmysł i mowę. 

Takci te święte panny porządkiem mijały, 

A swojej się królowej do ziemie kłaniały. 710 

I inszych wiele, które wszytkie poznać trzeba. 

Kto na dworze Rozkoszy chce zażywać chleba, 

Świętej Rozkoszy, której i śmierć i przygody 

Nie wydrą, nie odejmą wrodzonej swobody. 

Wieczne są jej pieszczoty, i kto się z nią braci, 7is 

Dobrze mu i na ziemi, lepiej w niebie płaci. 

Święta pani! me serce niech ci będzie lube, 

Niech ci i małe grzechy ustąpią i grube. 

Mieszkaj w nim póki oko moje widzi słońce, 

A kiedy ześle po mię parka swoje gońce, tsw 

Wstąp ze mną i do grobu, abyś znowu ze mną 

Wstała, gdy trąbę będziem słyszeli przyjemną. 

I dała mi bezpiecznie patrzyć, gdy blask chwały 

Oświeci on dzień pański świetny, okazały. 

* »Poiczwarta lata«; »nad Tabitą* (w. 705). Trębecki. 



74 WlllYDAKZ 728 



728. Pojedynek rycerza chrześciańskiego wierszem opisany, 
które pod obrazem tegoż rycerza położone dziwnie quadrant 
i rapiunt animum i oczy lectoris et spectatoris. Eodem W. P. authore. 

Widzę boj krwawy a jednego męża, 

Uzbrojonego w hartowne oręża. 

W prawej ma ręce miecz, na obie stronie 

Ostry, w lewej tarcz, doświadczone bronie. 
5 Przyłbicą głowę ma obwarowaną, 

A piersi zbroją wypolerowaną. 

Tymże kirysem opatrzył i nogi, 

O jako straszny, jako stoi srogi! 

Piąciu zaś, którzy przeciw niemu stoją, 
10 Każdy mu siien chce być sztuką swoją. 

Ale już jeden leży zwyciężony 

Bez wszelkiej władzy; lecz zaś z drugiej slrony 

Straszny i silny z łukiem nałożonym 

Ognistym bełtem jadom napuszczonym, 
15 Przeciwko niemu nieprzyjaciel stawa, 

Lecz wszytkie razy śmiele wytrzymawa 

Tarcz rycerzowa. Trzeci z krzywą z boku 

Kosą surowo patrzą nań po oku. 

Czwarty w postaci zdradliwego węża, 
20 Chce także podejść ostrożnego męża. 

W same go serce trafić usiłuje, 

Lecz mu się stalną tarczą zastawuje. 

Piąty zda mi się nie myśli do wojny, 

Oręża niema, nijako niezbrojny, 
25 Ale bogato i miękko ubrany, 

Barziej podobien pannie umuskanej. 

Jabłko na głowie, w prawej złotolity 

Puhar trzymając, w nim napój obfity. 

W lewej zaś mieszek złotem haftowany 
80 Podaje, spiżą bogato napchany. 

Rycerza trunkiem wesołym częstuje, 

Ale nim gardzi i ostro pilnuje, 



73B WIERSZE W. POTOCKIEGO 75 

By mu tym czasem serca nie ubieżał 

Tymi fortelmi, którymi nań zmierzał. 

Którykolwiek z nich łacnoby go pożył, 35 

Kiedy by serce do panny przyłożył. 

Wykład. 
By mi też to kto dobry mógł powiedzieć, 
Co to jest za boj, żebym go mógł wiedzieć? 
Powiem ja tobie, jeśli pragniesz tego, 
Co to za rycerz i ci, co na jego 40 

Zgubę się biorą, jedno słuchaj pilnie, 
A wszytko będziesz wiedział nieomylnie. 
Chrześcianin to, rzeczony od swego 
Pana, któremu służy, niebieskiego. 

Ten idąc torem za tymże swym panem, 4.5 

Wstępuje w szranki z zdradliwym szatanem. 
Który zajrząc mu, skąd sam wypadł, tego. 
Dla pychy, nieba i życia wiecznego, 
Chce mu odradzić i przekazić drogę 
Do miejsc wysokich, czyniąc w sercu trwogę. 50 

Rożnych nań sideł i sposobów rożnych 
Używa, ale jako widzisz próżnych. 
Ta, którą widzisz, przyłbica na głowie. 
Jest żywot wieczny i trwające zdrowie. 
Nadzieją tego mężny rycerz sobie 55 

Głowę umocnił, także skroni obie, 
Mniej ważąc rozkosz, mniej ważąc śmierć srogą, 
Byle on zbawił duszę swoje drogą. 
Pleszek zaś, który biodr jego pilnuje, 
Sprawiedliwość to, którą się sprawuje, eo 

Woli być krzywdzon, niż krzywdzić drugiego, 
Jako przystoi na sprawiedliwego. 
Ale i słowa swoje tak migirkuje, 
Że żadna płochość w nich się nie na j duje. 
Umocnił nogi swoje gotowością es 

Ewangeliej, wesołą radością. 



16 WIRYDABZ 728 

Gotów nieść pokój z tymi, którzy wojny 

Nie chcą, lecz żywot wolą wieść spokojny. 

Miecz ustalony, który w ręku kręci, 
70 Jest siowo Boże, którego przeklęci 

Czarci się z swymi wymysłami boją, 

Bo się jak żywo przed nim nie ostoją. 

Tym się on składa, tym racye brzydkie 

Wszech heretyków siecze, burzy wszytkie. 
75 Zaś tarcz, którą to trzyma w ręce drugiej, 

Wiara jest w Bogu, że za te posługi 

I ten boj krwawy, w którym mężnie stawa, 

Zbawienie wieczne od niego wygrawa, 

Dojdzie żywota wiecznego korony; 
80 Ten zawodowi zakład wystawiony. 

A tych, którzy go w zawodzie hamują, 

Przeciwko niemu walczą, rady knują, 

Jest wodzem szatan, nieprzyjaciel boży, 

Ten się z swoimi nad rycerzem sroży. 
85 Tego Bog wiecznie z nieba wysokiego 

Strącił dla pychy i z anioły jego 

I na on wieczny ogień go zachował. 

Co kiedy zły duch z sobą porachował. 

Że Bog człowieka tu z gliny wziętego 
90 Woła, zkąd wypadł, do nieba świętego, 

Stara się silnie, aby mu posłużył, 

I aby z ludzi nikt tego nie użył. 

O jako wiele już pozbawił tego 

Swoją chytrością żywota wiecznego. 
96 Jako mu wiele dusz ludzkich hołduje, 

Które on tymi czterema wojuje. 

Ten jednak rycerz nic się ich nie boi. 

Nieskazitelnej mocno ufa zbroi. 

Oto sam szatan ciągnie ognistymi 
100 Łuk nałożony strzały piekielnymi, 

Które jako wiatr po powietrzu pójdą. 

Za tarczą mocną rycerza niedojdą. 



-^ WIKRSZE W. I>oT(>CKlRG() 77 

Zasię straszydło, które przeciw temu 

Szatan postawił słudze Chrystowemu, 

Śmierć jest, którą mu zły duch chce być silen, loo 

Lecz on ostrego miecza w ręce pilen. 

Nie pożyjesz go tą sztuką, szatanie, 

Fraszka śmierć, fraszka katowskie szarpanie. 

Ta go nie minie forta do wiecznego 

Żywota; ale jeżeh tez z twego no 

Starania zbędzie tej pary doczesnej, 

Sam mu pomożesz do radości wiecznej. 

Ta panna, która jabłko ma na głowie, 

Gładka, dorodna, ku sobie go zowie 

I wabi, w prawej trunek mu smakując, 115 

W lewej powabne złoto ukazując. 

Świat to, przeklęty instrument szatański, 

Którym zwykł łowić lud wybrany pański. 

Zdradliwy znak swój, jabłko, ma na głowie, 

Którym naj pierwej zwiedzeni ojcowie; 120 

Wino zaś w prawej w kubku mu smakując, 

Przestroną drogę zbytki ukazując. 

A wor zaś złotem napełniony znaczy, 

Że wielu ludzi tym czart zwodzić raczy. 

Ale przestrzega rycerz pewnej zdrady las 

Bo wie, iż w tym jest jad jakiś szkarady. 

Czego tarcz jego po nim potrzebuje. 

Nic się marnościom tym nie przypatruje. 

I umartwia to zaraz Bożym słowem, 

Lecz nań zły godzi zaś fortelem nowym. iso 

Ten wąż, którego widzisz, że nieznacznie 

Wkraść się chce w serce jego nieobacznie, 

Grzech to przeklęty, który kiedy wpadnie 

W człowiecze serce, rozmnoży się snadnie. 

Tak iż kto jeden chociaż grzech ulubi, is* 

Przy wszytkich cnotach duszę swoje zgubi. 

I w tym się zawiódł, bo oto miecz goły 

Sprośną gadzinę przecina na poły. 



78 WIRYDARZ 728-729 

Ten zaś, co u nog leży obalony, 
140 Już wznosi ręce mocno zwyciężony: 

Z afektami to jego własne ciało, 

Któremu się tych zdradnych rzeczy chciało. 

Śmierci się i mąk katowskich lękało, 

Dla bojaźni iść za Bogiem nie chciało. 
145 Do świata gwałtem chciało mu się bieżeć, 

W zbytkach, dostatkach i rozkoszach leżeć. 

Go obaczywszy śmiały rycerz Boży 

Mężnie się nad swym własnym ciałem sroży. 

Niech będzie co chce. ty czarcie zdradliwy 
160 Nie pożyjesz mię, a chociaż tak chciwy 

Na zgubę, może nie dokażesz tego. 

Ufam swej tarczy i miecza ostrego 

Nie kryję w pochwy, aż mi żywot wieczny 

Przyniesie życia moj dzień ostateczny. 

Modlitwa. 

1145 Ty, którego się mianuję rycerzem, 

Pomóż mi proszę z niebieskim puklerzem. 
Dodaj śmiałości, uzbrój gorliwością, 
Ku tobie. Panie, gorącą miłością. 

coć się czując modlić nie przestanę, 
160 Aż się twej łaski uczestnikiem stanę. 

1 tak długo trwać w tym tu będę boju, 
Aż mię stąd weźmiesz do swego pokoju. 

729. Judyta. 

Wdowę opiszę rytmem i jej dzieła, 
Której hetmanem barziej być przystało. 
O gdyby takich w Polszczę było siła! 
Dalekoby się więcej dokazało, 
6 Aniby kozak ani orda była 

Nam ciężka, jak się dzisia Bogu zdało. 
Gdzie Bog hetmani, tam żołnierz i wdowy; 
Gdzie nie, tam za nic stoi szyk gotowy. 



729 WIEkSZR w. POTOCKIEGO 79 

A więc już powiem, jako się toczyło, 
Jako ojczyźnie miłej pożądane lo 

Męstwo, które ją w ten czas wybawiło, 
Od tej, co igła, kądziel i strugane 
Wrzeciono tej płci przyzwoite było, 
Nie miecz, nie pancerz, nie polerowane 



Zbroje, choć mieczem przy fortelu świętym 
Wzięła zwycięstwo nad wojskiem przeklęty 



15 



Gdy kroi Arfaktad pychą napuszony 
Sprawił fortecę mocną, Ekbatana 
Imię dał miastu, kędy wyniesiony 

Mur góry równał, ani się tarana 20 

Ani bał szturmu, ale porażony 
Nie mógł się w murach wysiedzieć, od pana 
Niniwe miasta wielkiego na pozór, 
Którego imię Nabuchodonozor. 

A temu serce w gorę wyleciało, j5 

Pełen był buty i srogiej hardości. 
Że nadeń niebo większego nie miało 
Króla, tak w swojej dumał nadętości. 
Lecz go to potym barzo oszukało. 

Doznał, że jest Bog, który z wysokości so 

Sam światem rządzi, sam berła rozdaje, 
A kto królować ma po kim, podaje. 

Rozpisał listy do narodów ziemie, 
Aby go wszytkie za króla przyznały 
I aby jego panowania brzemię 85 

Wzięły, jeśli chcą, aby się ostały. 
Bo jeżeliby na jego proszenie 
Dobrowolnie mu się nie poddawały, 
Grozi im musem i chce poniewoli. 
Dosyć uczynić nieodmiennej woli. 40 



80 WIRYDAHZ 729 

Ale wzgardzone listy i posłowie 
Nic nie sprawiwszy nazad się wracali. 
Co kiedy wtenczas doszło go, a kto wie, 
Jako się pychą zagniewany szali! 
45 A tak wnet z trzaskiem rozkazał surowie, 

Aby się jego książęta zjechali; 
Przysiągł na swój tron i na panowanie 
Znieść, co wzgardzili jego rozkazanie. 

A gdy zgromadził rycerstwo i pany, 
50 Zaraz im odkrył dumy swoje górne. 

Że chce, aby był królem zawołany 

Po wszytkiej ziemi, do czego pokorne 

Wota stosują: tam zaraz hetmany 

Obiera, każąc im gubić odporne. 
55 Holofernowi z których dał buławę; 

Rozszerz imienia mego, mówi, sławę. 

Zebrawszy wojska niezmierzone okiem, 
Połóż królestwa pod me panowanie, 
Ani przepuszczaj miastom i wysokim 
60 Murom ani tym, co me rozkazanie 

Wzgardzili, ale po świecie szyrokim 
Uczynisz trwogę a niech się to stanie. 
O Holofernie, przysięgam na głowę, 
Abyś do skutku przywiódł moje mowę. 

65 Ten dosłuchawszy wolej pana swego, 

Wyszedł z umysłem do krwie rozlewania. 

Z prędkością zebrał wojska syryjskiego. 

Wedle pańskiego czyniąc rozkazania. 

Sto i trzydzieści tysięcy zbrojnego 
70 I skarbów nabrał wedle swego zdania. 

Stad, wołów, owiec, nuż i spiże inej 

Zebrał ze wszytkiej syryjskiej krainy. 



~^9 WIERSZE W. POTOCKIEGO 81 

A gdy wyciągnął z wojskiem swym i wozy, 
Jako szarańcza, tak ziemię okrywał. 
Znaczne noclegi jego i obozy; 75 

Wszylkich miasteczek, zamków pozdobywał. 
Jak lew okrutny na ziemi się sroży, 
Bo w liczbie wojska srogiego opływał, 
Że pełno strachu, gdzie wieść przyszła o nim; 
Równo fortece i mury kładł z błoniem. so 

A gdy tak żaden nie mógł ujść srogiego 
Miecza, ktokolwiek przeciwił się jemu, 
Wnet się zjechali królowie do niegO; 
Dając się z państwy tyranowi temu. 
Żebrzący łaski i zdrowia miłego, 85 

Aby dał pokój umysłowi swemu. 
Aby łaskawie do nich chciał przyjechać, 
Jak do sług swoich, a miecza zaniechać. 

To gdy on czyni, wszędzie go witają 
Pospólstwo z trąby, bębny i wieńcami, 90 

Jako nowego króla wyglądają. 
Ani go przecie swoimi plęsami 
Od surowości dzikiej odrażają. 
Ogniem srożeje gdy nad ich miastami. 
Łaskawszy jest lew, kto się przed nim korzy, 95 

Już go nie szarpie ani się nań sroży. 

Lecz czyniąc dosyć wolej pana swego, 
Którą przysięgą stwierdził mu surowo, 
Aby zburzył gdzie ujrzy co mocnego. 
Aby nikogo nie zostawiał zdrowo, 100 

Ktoby krom niego miał boga inszego. 
To w ten czas czynił, mając już gotowo 
Miasta poddane. Tak co idzie dalej, 
To mu się pomoc z krain wziętych wali. 

Wirydarz U. 6 



82 WJRYDARZ ^ 729 

105 Co izraelskich kiedy doszJo uszu, 

Srodze się o swe Jeruzalem bali. 

A wżdy nie tracąc przedsię animuszu, 

Obronne miejsca wnet opanowali. 

Gdzie miasto krynic nie miało, rurmusu 
110 Tam zażywają i naspiżowali, 

Aby trwać mogli długo oblężenie, 

Mając już wodę, przy niej pożywienie. 

Lecz widząc, że się tak wiszu chwytali, 

Gdyby obrony, zkąd zaczynać trzeba, 
115 Od Boga naprzód swej nie zaczynali, 

Przeto lud wszytek podniozszy do nieba 

Serce swe, Boga na pomoc wzywali: 

Ty, Boże, któryś z Jozuem Kaleba, 

Że wspomożeniu twojemu dufali, 
120 Strzegł, iże świętej ziemie doczekali. 

Racz pojrzeć na lud, który swe dufanie 
W tobie pokłada, miłosierny Boże. 
Mocarzu świata, sam nad pany panie, 
I któż nas z ręku twoich wyrwać może? 
125 Ty nas broń, a tak nic się nam nie stanie. 

Obróć, którym nam grożą, to poroże 
Na nich, niech żony, niech i nasze dziatki 
Nie będą dane im na mięsne jatki. 

Więc Eliakim, który był kapłanem 
130 W ten czas,- przykładnie przodował w tej mierze. 

Post im naznaczył a sam zaś przed Panem 

Padał na ziemię w kapłańskim ubierze. 

A tak począwszy równo z świtem ranym. 

Trwał do wieczora przy świętej ofierze. 
135 Lud wszytek zrzucił płaszcze i ozdoby 

A do włosienie przypadł i żałoby. 



^^ WIERSZE W. POTOCKIEGO 83 

Co kiedy dojdzie Holoferna, który 
To sobie uprządł w swym głupim rozumie, 
Że pan moj bogiem, a jam po nim wtóry, 
Zaczym na śmiałość izraelską zdumie, uo 

A gniew go tylko nie wysadzi z skory. 
W tym do swych książąt zarazem się sunie, 
Pilno się o ich obyczajach bada. 
Go mu Achior jeden z nich przekłada. 

Zkąd rod prowadzą, gdzie przedtym mieszkali, nr. 

Jak do Egiptu w ciężkie przyszh głody. 
Jako je Bog ich, którego poznali, 
Z niego wybawił, i jako narody 
Egipskie karał, co ich hamowali. 

Jako ich potym do czerwonej wody 150 

Egipcyanie gnali; ale toną. 
Gdy chcą za nimi suchą drogą oną. 

Przydał jak wiele (kiedy ich Bog z nimi) 
Miast poburzyh, krolow zwojowali, 

Krzykiem trąb ścieląc mury równe ziemi. 155 

Jakie z swym Bogiem przymierze miewali. 
Póki go grzechy nie gniewali swymi. 
Zaś ich opuszczał, kiedy go gniewali, 
Jako też świeżo z niemałym ich żalem, 
Wzięto im było za grzech Jeruzalem. m 

Ale że znowu przeprosili Boga, 
Wyszli z więzienia, wolne miasto mają, 
Daleka od nich dzisia wszelka trwoga, 
Nieprzyjaciele ich nie nagabają. 

I do zwycięstwa najpewniejsza droga, le^ 

Wielki hetmanie, każ, niech się pytają: 
Jeśli zgrzeszyli, stoi za wygraną, 
Jeśli nie, pewnieć kością w garle staną. 



S4 WlRYDARZ 729 

Tak w ten czas mówił ledwie d osłuchany 
170 Achior książę Amonitów, ale 

Wszyscy zgrzytają, hetman rozgniewany, 

Ledwie się czuje w okrutnym zapale. 

Zarazem dekret wydaje, związany 

Aby do Żydów zaprowadzon wcale, 
175 A że przenosił nad nas Żydy, prawi, 

Z nimi go jego praktyka udawi. 

Jęli go tedy, którym rozkazano, 
I jechali z nim aż ku żydowskiemu 
Miastu, które tam Betuhą zwano. 
180 Ale kiedy się zbliżyli ku niemu, 

Z szybkich proc do nich zdaleka ciskano. 
Ci nie dochodząc ku drzewu leśnemu 
Przywiązawszy go, uciekli, a owi 
Przyszli zarazem ku Achiorowi. 

185 Uwolniwszy mu i ręce i nogi, 

Co w skok ku miastu do starszych prowadzą. 

A tam go zaraz obstąpił gmin mnogi, 

A starszy miejsce między sobą dadzą. 

I tak pytany powiedział, jak srogi 
190 Hetman z książęty o ich zdrowiu radzą. 

I dla jakiej go tu odesłał winy. 

By wespół ginął z żydowskimi syny. 

Potym Izrael upadł na kolana, 

A tak do Boga wszyscy zawołają: 
195 Skrusz Holofernow przepych, niech cię pana 

Uzna samego; a tym, coć ufają, 

Prosim, niech łaska będzie pokazana. 

Tak w poście z płaczem do zachodu trwają, 

A Achiora cieszą, aby temu 
200 Dufał, świadectwo dziś wydał któremu. 



721) WIERSZE W. POTOCKIEGO 85 

Rano nazajutrz w kotły uderzono 
Holofernowe, znak wojskom gotowym, 
Których bez liczby w ten czas zgromadzono, 
Aby obozy ruszały ku nowym 

Wojnom, na które hasło otrąbiono. 105 

A tak się zaraz ku strojom marsowym 
Bierze co żywo; wojska się ruszają, 
Ku Bethuliej prosto nadciągają. 

Ale gdy zoczy Izrael strwożony, 
Że ziemie nie znać, miasto otoczone, no 

Padł krzyżem krzycząc: Boże niestworzony! 
Zmiłuj się, wejrzy na nas wylęknione. 
Popiołem głowę sypał uniżony, 
Ze łzami głosy mieszał wyniesione. 

A wziąwszy bramę i we dnie i w nocy sis 

Strzegli, czekając od Boga pomocy. 

A gdy się hetman miejsca położeniu 
Jeżdżąc wokoło pilno przypatrował, 
Nadjechał rurmus, który w upragnieniu 
Przysparzał wody i miasto ratował. 220 

A skłaniając myśl swą ku oblężeniu. 
Porąbał rury i rurmus zepsował 
1 żrzodeł, które pod murami były, 
Kazał strzedz, aby miasta nie żywiły. 

A kiedy miasto bez wody zostało, 225 

Bo na wysokiej górze położone, 
Dlatego studzien i cystern nie miało, 
Rury zrąbane, krynice strzeżone, 
Choć mu żywności wszelkiej dostawało, 
Już osłabiało znacznie oblężone, 280 

Zaczym pospólstwo upragnione srodze. 
Widząc przed sobą dwie do śmierci drodze. 



86 WJ&YDARZ 729 

Spikną się w kupę, a wnet do książęcia 

Mężowie, dzieci, niewiasty bieżały, 
285 Przebóg go prosząc, aby przedsięwzięcia 

Swego zaniechał; niebem oświadczały, 

Że on przyczyną będzie ich przeklęcia 

I że dla niego ten ucisk niemały. 

Otwórz, pry, bramę, wohmy w więzieniu 
240 Żyć, niźli umrzeć w ciężkim utrapieniu. 

Słysząc Ozeasz ten krzyk i płacz srogi, 
I żal go i strach w tak nagłej potrzebie 
Razem uciska; tu widzi lud mnogi 
Ginąc bez wody, a zasię i siebie 
245 I onych wszytkich nie bez wielkiej trwogi, 

Gdzieby otworzył miasto; przeto w niebie 
Obrony szuka najpewniejszej zgoła. 
Zaczym się zbiegną wszyscy do kościoła, 

Krzycząc: O Boże! Boże litościwy! 
250 Ach nie pamiętaj dziś na nasze złości. 

I także naród ten niesprawiedliwy, 

Ma popustoszyć twoje osiadłości? 

I tenże kroi ich twojej chwiały chciwy 

Spyta nas, gdzie jest bog wasz z wysokości? 
265 Tak silne głosy ku niebu dźwigali, 

Aźe umilkli, aż się zmordowali, 

Kiedy Ozeasz powstał i takimi 
Słowy ich ciszy: Bądźcie dobrej myśli, 
Weźmicie serca, stawcie się mężnymi 
260 A w tych piąciu dniach, o Boże, nam przyszli 

Ratunek z nieba, którego żebrzemy. 
A z tym z kościoła cale wszyscy wyszli, 
Jeśli w piąciu dnia Boga nie użyją. 
Szóstego Syrom zburzyć Betulią. 



729 WIERSZE w. POTOCKIEGO 87 

To godło gdy się rozgłosiło i ta 265 

Wieść gdy po mieście wszytkim już gruchnęła, 
Gdzie leż mieszkała wdowa znamienita, 
Która tam cnotą nad insze słynęła. 
Mąż był Manasses, a ona Judyta, 

Od Symeona rod swój prowadziła, 270 

A tej nowina kiedy świegotliwa 
Doszła, wnet starszych do siebie zwoływa. 

I cożeście zacz, iżeśćie tak śmieli 
(Tak wtenczas do nich pełna i powagi 
I cnoty rzecze), jakoby ście mieli 275 

Bogu, co słyszę, bez wszelkiej uwagi 
Czas wybawienia zamierzać? dobrzeli 
To kusić Boga, nie bojąc się plagi. 
Która nad wami wisi? a dlatego 
Jest czego płakać i żałować czego. 280 

Któż nie wie, jako cni patriarchowie, 
Abraham, Jakob, Izaak, mężowie 
Boży, nuż Mojżesz, bo ich swymi zowie. 
Kuszeni byli, więc naszy ojcowie 

Którzy wytrwali, stawił się im w słowie; 28ft 

Szemrzących zasię pożarli wężowie. 
Tak im to wtenczas Judyta rozpowie. 
Jako przystoi świętej białej głowie. 

Na to Ozeasz: O błogosławiona! 
Módl się za nami, aby nasza wina 290 

Za twą modlitwą była odpuszczona. 
Na co mu Judyt: Jaciem proch i glina, 
Ale ta mowa od Pana spuszczona. 
Przeto i umysł, który mam do czyna 
Nie niewieściego, od Pana mi dany; 295 

Módlcie się za mną, aby był nadany. 



88 w IRYDA RZ "^29 

Niechaj Pan doda myślom mym pomocy, 
A wy dziś stójcie u bramy gotowi, 
Abyście mi ją otworzyli w nocy. 
800 Bo pójdę z sługą ku ich obozowi. 

Ich odprawiwszy Boga wszelkiej mocy 
Z ratunkiem wzywa wielkiemu czynowi. 
Uczyń wielmożne, Boże, imię twoje, 
Przez biaJogłowskie liche ręce moje. 

805 A gdy skończyła modlitwy nabożne, 

Wdowskie zwyczajne zwlokła szaty z siebie, 
Panieńskie wdziała świetne ochędożne; 
Dodał piękności ten co mieszka w niebie. 
Tak ozdobiona w ochędostwa rożne, 

810 Wzięła żywności ku swojej potrzebie 

I samo wtóra gdy przyszła do brony. 
Zaraz jej był zwód łańcuchy spuszczony. 

Idzie a sercem wróży wielkie dzieła, 

Wtenczas gdy zorza słońce prowadziła. 
816 Ku obozowi z góry się spuściła. 

Gdy ją syryjska czujna straż zoczyła, 

Pytana, skąd jest? tak do nich mówiła: 

Jam jest hebrejska córka, ktoram siła 

Biedy, niewczasu, pragnienia użyła 
820 W mieście, ktoremum waszym być wróżyła. 

Wiedźcie mię, proszę, Holofernowego 
Do namiotu, gdzie będę powiedała 
Tajemne miejsca do wejszcia snadnego. 
Gdy ją przywiedh, i widzieć się dała 
826 Holofernowi i żołnierzom jego, 

Wszytkich i oczy i serca pobrała. 
A tak upadszy, jaka należała 
Cześć hetmanowi, zaraz mu odd2iła. 



^29 WIEK8ZR W. POTOCKIEGO 89 

Kafał ją dźwignąć: wesel się niewiasto, 
Bo ja za dobre złym nie płacę, ale 330 

Powiedz mi, czemuś opuściła miasto? 
Na co Judyta: wszytko doskonale 
Wypowiem, tylko proszę, niechaj was to 
Nic nie obrusza. Wiemy, że kroi cale, 
Kroi wielki, który nierzkąc człowiekowi, 335 

Lecz rozkazuje dzikiemu zwierzowi, 

Ciebie tu zesłał z tronu wysokiego, 
Abyś odległe świata szyrokiego 
Kończyny podbił pod majestat jego. 

I toć wiadomo z Achiorowego 340 

Udania, panie, żeśmy boga swego 
Brzydkim występkiem do gniewu wielkiego 
Tak poruszyli, że niemasz otuchy. 
By miał przypuścić przed się nasze skruchy. 

Już wszytkie miasta o sobie zwątpiły, S46 

Kaźń ciężką za grzech czujący na sobie. 
W żywność i w wodę tak się ogłodziły, 
Ze tylko radzą o jakim sposobie, 
Aby ucieczką twej mogły ujść siły. 

Już krew z swych bydląt piją o tej dobie, sso 

I zakazane plugawią ofiary, 
Przyspieszający sobie grób i mary. 

Toć mię też do tej ucieczki przywiodło, 
Bo z dusze służę Bogu ojczystemu, 

I on mnie powie to żałosne godło, 86$ 

Gdy płacić będzie narodowi złemu. 
Chociaż mię to tak, panie, widzisz podło. 
Ja będę chodzić za obóz się jemu 
Modlić, a skoro od niego się dowiem 
Godziny sądu, tę tobie opowiem. seo 



90 WIRYDAK/. 72^) 

I pójdziesz za mną, nie dobywszy miecza, 
Śród Jeruzalem, dziś ci to ślubuję — 
Tak wiele mogła przed Bogiem złość człecza, 
Że mu przymierza jego nie strzymuje — 
365 Już moje o tym staranie i piecza. 

To sobie tylko, o panie, waruję. 
Abym się modlić za obóz chadzała 
Wolno, i swoje potrawy jadała. 

Tu skończy, a ow: Szczęśliwaś Judyto, 
370 I jam szczęśliwy, kiedy to otrzymam; 

Ciebie u króla uczczę znamienito. 

Gdy przez cię miasta izraelskie zimam, 

Będziesz kontenta. Przydam jeszcze i to, 

I obiecuję zapewne i ztrzymam, 
375 Ze z tobą twemu dam Bogu ofiary 

A imię twoje rozgłoszę bez miary. 

Zatym jej dano namiot, gdzie mieszkała, 
Z Abrą, która z nią była, służebnicą, 
Zkąd przed świtaniem na modły chadzała, 
380 I myjała się pod miastem krynicą. 

I znowu na zad w obóz się wracała, 

Już upewniona oną obietnicą. 

Chleb, który miała z sobą, ten jadała 

W wieczór, bowiem dni zupełne paszczała. 

886 W czwarty dzień wielką na swych ucztę sprawia 

Książąt Holofern i tak Wagaowi 

Rzecze: Niechaj się Judyt nie wymawia 

Być mi powolną. Co gdy on jej mówi, 

(Komornik to był), posłuszną się stawia. 
890 Zaczym ją wiedzie ku Holofernowi, 

Który miłością spłonąwszy, z wielkiego 

Ognia jak nigdy pił za wieku swego. 



729 WIKRSZB w. POTOCKIEGO 91 

Wieczór nastąpił, rozeszli się owi, 
Wagao zamknął Judytę z hetmanem, 
Który barziej był podobien pniakowi, s-jó 

Tak twardo usnął, bez miary pijanym. 
Zaczym Judyta służebnicy mówi, 
Aby leżała tuż przy progu samym 
A sama stanie w głowach łoża jego 
I tak usilnie wzywa Boga swego: 400 

Utwierdź, o Boże, słabą rękę moje, 
A w tę godzinę wyswobodź swych ludzi. 
Pomni, o Panie, na świątnicę twoje! 
Niech jej pohaniec brzydki nie paskudzi. 
Potym weźmie broń jego w rękę swoje, ii>» 

Dobywszy, męskie serce w sobie budzi 
A zebrawszy w garść głowy jego włosy, 
Niech mi, pry, szczęścia użyczą niebiosy. 

I raz i drugi w krztań ostrym żelazem, 
Prawie jak chciała, w pociemku ugodzi. 4io 

Że głowę z łoża podniesie zarazem, 
Na ziemię tułów, który we krwi brodzi, 
I namiotek z nim wywróciła razem. 
Potym zwyczajnie z namiotu wychodzi 
Aż za obozy, dawszy schować głowę 415 

Do torby, słudze swej, Holofernowę. 

A idąc wałem aż do samej bramy: 
Spuszczaj mi zwód, woła, bo Bog z nami, 
Który uczynił dziś cud zawołany. 

Co żywo zatym bieży z pochodniami. 420 

Tak ją obstąpił lud w koło zebrany. 
Aż jej gdzieś wyższe miejsce dali sami 
A ona prosi, aby pomilczeli, 
Dziwnej się sprawy pańskiej dowiedzieli. 



92 WIUYDAKZ 729 

425 I pocznie: Chwalcie Pana nad wszytkimi 

W się wierzącymi, chwal go Izraelu, 

Bowiem ci dzisia rękami moimi 

Dał odnieść tryumf na nieprzyjacielu. 

A mnie strzegł między pogany sprośnymi 
430 Mieszającej się, w liczbie grzechów wielu, 

Żem ani od nich splugawiona, ani 

Nie zgrzeszyłam też i ich pokarmami. 

A dobywszy łba z tajstry szkaradnego, 

Ten jest on hardy nazbyt i on śmiały! 
435 Do zgromadzenia przyzwany onego 

Achior, zaraz stał się skamieniały. 

Poznawszy głowę hetmana swojego. 

Temu niedawno i sam Bog był mały, 

Rzecze Judyta, która pełna wdzięku 
440 Ozeaszowi dała ścierw do ręku, 

Który go z góry wytknął na kopiej. 
Kiedy świat słońce już oświecić miało. 
Wyprawił przytym na harc z Betuliej. 
Czego syryjskie gdy się dowiedziało 
445 Wojsko, hetmana, który był bez szyj ej. 

Obudzić się im co najprędzej zdało, 
A że był zakaz wchodzić do łożnice, 
Gdy hetman swoje miewał założnice, 

Trzask zbrój i kołat umyślnie czynili 
460 Koło namiotu zebrani wodzowie. 

Myszy z jam wyszh, tak sobie szydzili. 

A gdy się długo hetman nie ozowie, 

Wszedł tam Wagoas, bo go przymusili. 

Klaśnie rękami tuż przy samej głowie, 
466 A gdy żadnego nie słyszy ruszania. 

Chce go zatrzasnąć i obudzić z spania. 



^^9 WIKRSZR W. POTOCKIEGO 93 

Namaca tułów we krwi uwalany. 
Zaczyra rozedrze na sobie odzienie 
I krzyknie tam, gdzie zastęp był zebrany: 
Przebóg żydówka jedna nam zelżenie 4(io 

Dziś uczyniła; od niewieściej rany 
Poległ Holofern. A zatym krzyczenie 
Wielkie się w^onczas między wojskiem stało, 
Że im tak nagle hetmana nie stało. 

Potym ich rozum odbieżał i sami 465 

Jęh gwałtownie pobierać się w nogi. 
A żydzi do nich jak szerszenie z bani, 
Przybywa coraz bojaźliwym trwogi — 
Tak właśnie było nam pod Pilawcami — 
Aż opuściwszy obozowe progi 470 

Błędne chwytają do ucieczki drogi, 
A żydzi ścielą okrutnie trup mnogi. 

Tak Betulia uwolniona była 
I zbogacona skarby syryjskimi. 

Lecz i Judyta tak się rozgłosiła, 475 

łże po wszytkiej głośna była ziemi, 
I aż do śmierci w wdowim stanie żyła, 
W wielkiej godności między żydowskimi 
Narody; sto lat i pięć jej liczono, 
Niż ją do grobu męża jej włożono. 48o 

Daj też, o Panie, z miłosierdzia twego, 
Aby się jaka matrona obrała 
A zbawiła nas złego Chmielnickiego. 
Kiedy tak męska ręka jest nieśmiała, 
Uwolni że nas od tyrana tego, 435 

Aby też nasza ojczyzna zbolała 
Już ulgę miała. Jednak jak się Tobie 
Podoba, z nami tak poczynaj sobie. 



94 wiiiyDARż "^30 



730. Piwo Imci pana Miłgastowe. 

Piwo moj rym, lecz dobre, bo złe rado dawi. 
Nad dobrym teraz muza trochę się zabawi. 
Pij że muzo! Bodaj zdrów, aże milo duszy. 
Zkądli to? Abo dobre? To pewnie z Libuszy. 

i Nierownieć nas natura wprawdzie podzieliła: 

Jednym mało, drugim nic, inszym dała siła. 
Wina, petercymenty, sęki i kanary, 
Rywuły, małmazye, więc słodkie nektary 
Węgrzy, Włoszy, Hiszpani, Francuzi i Niemcy, 

10 Bisurmani i inszy piją cudzoziemcy. 

A my co? Piwo tylko, nie wspominam miodu, 
Piwo dobre, warzone z wody i ze słodu. 
Niechże Thetis swym Nilem w Egipcie szafuje, 
Niech swych Lyeus winem roskosznym częstuje. 

15 Ty nas sobie depiwkuj, Miłgasie poczciwy. 

Twoim piwem szlachetnym i nie będą dziwy, 
Że cię między Lyeem i Thetim posadzą 
Podgorzanie, nad piwem zlecąc moc i władzą. 
Jest ci w Polszczę bog piwny, Piwoszem się zowie, 

20 Ale go ułapili w Czersku Mazurowie. 

Niechże się swoim szczycą, co im gęby krzywi. 
Nasze ciało posili i zdrowie ożywi. 
Więc pierwsza za Piwosza zdrowie podgórskiego: 
Niech vivat, a dodaje nam piwa takiego. 

25 Muzo, spać; napiłaś się. Nie twojej to głowy 

Gładkimi dobre piwo opisować słowy: 
Anuż bogi kreować, siła na cię. Kto wie, 
Przyjmąh go do cechu niebiescy bogowie? 
A jeżeliby też już w niebie rezydował? 

30 Któż słychał, by bog kiedy zdrowia potrzebował. 

Choć w niebie, choć na ziemi, kędykolwiek żyje, 
Ta się za jego zdrowie ochotnie wypije. 
Żyjże długo na ziemi moj Piwoszu drogi. 
Wierz mi, mało po tobie w niebie między bogi. 



780-731 WIERSZE w. FOTOCKIRGO 95 

Bo tam, iż nieśmiertelne pijają nektary, ss 

O nasze nic nie dbają polskie piwo wary. 

Ani się tam pszenica, ani też chmiel rodzi, 

Lecz trzeźwość z cnotą, co się z twym piwem nie zgodzi. 

W piekle też nic po tobie, już tam zasiadł stary, 

Między gorającymi na wieki browary, 4„ 

Piwowar sycąc dusze nieszczęśliwych ludzi, 

Z których tam niejednego twoje piwo włudzi. 

Żyjże z nami na ziemi, a ja jeszcze drugą 

Wypiję, nie bawiąc się oracyą długą. 

Muzo, spać; czop na stole, już on zdrów, ale ty 45 

Chocieś wiersze składała, miej się do kalety. 

Odrymujeć gospodarz, choć nie rymem, panie, 

Nie będzie garniec po dwu, po trzy grosze za nie. 

A rymy w czym? Rymy tu każdy snadno pieje, 

Kiedy sobie dobrego piwa w czub naleje. 50 

Chwaliłbym cię, Miłgaście, jeszcze tyło troje, 

Kiedy by tańsze było to cne piwo twoje. 

Godne piwo tych rymów, lecz i rymy piwa! 

Ty czytaj, ja pić będę, tak rodzi ta niwa. 

731. Do Żydkiewica instigatora koronnego. 

Trzeci starego zakonu dziedzicu, 
Po żydzie żydku, po nim żydkiewicu! 
Podobnoś ty to oko wybił komu, 
Iżeś też swego zbył wedle zakonu? 
Żal mi cię barzo i przestrzedz cię muszę, s 

Bo stracisz marnie, nieboraku, duszę, 
A ile kiedyś, co jest wielkim cudem, 
W nowym przymierzu, wzgardziwszy talmudem. 
A żeś porzucił już swój zakon stary, 
Mogłeś z nim kinąć ojcowskie przywary. 10 

Jeśli cię zgarsza oko, ręka, noga. 
Wiesz, jaka dana w tym razie przestroga. 
Lepiej gdy przyjdzie on sędzia z wysoka, 
Stanąć o szczudle, bez ręki i oka. 



96 WIRYDARZ 731 — 741 

15 Oka już niemasz, utni rękę, nogę, 

Tak miniesz wszelką do zgrzeszenia drogę. 

Nogi tam ręce łakome prowadzą, 

Gdzie fałsz i zdrada o ich zysku radzą. 

Ghceszli być perfekt, gdyć przyjaciel radzi, 
20 Słuchaj, język ci barzo wiele wadzi. 

Daj i ten urżnąć, boć pewnie okrutnie 

Rękę i nogę i język kat utnie. 

Będziesz miał w zysku ostatek tułowu. 

Masz radę, chceszli słuchać, pogotowiu^. 

732—741. Decyma pieśni pokutnych. 

Pieśń I^. 
Gdy człowiek wspomni, Boże wszego świata. 
Na przeszłe marnie strawione swe lata. 
Na brzydkich grzechów regestr niezliczony 
A lepiej tobie niż jemu wiadomy; 

5 Gdy dobroć wielką i twoje miłości, 

Które hojnie zna po wszytkie wieczności, 
Bo dla kogóż krew z Syna twego ciekła, 
Abyś go wyrwał z grobu, z śmierci, z piekła; 
Kiedy zaś on sąd i brak sprawiedliwy 

10 Owiec od kozłów człowiek nieszczęśHwy 

Rozbierać pocznie, kędy cnotliwemu 
Ledwo się ostać, biadaż mnie grzesznemu! 
Myśli mi w sercu nie staje i rady, 
Jako mam pokryć swoje wielkie wady. 



* Dopisano: »Omen to było, bo po staremu swą śmiercią dla złej 
gęby nie umarf, ale zabity od p. Kiefczewskiego w Lublinie podczas sej- 
miku na pojedynku przecię«. 

» 28 w rękopisie petersburskim. Odmianki (znaczniejsze): w. 14 
Jakbym mogl; 19 ciemności; 26 gdyby ł. ł. nie zatrzymywała; 27 i 28 
Abym... Rozpaczał głupim nierozumem moim; 31 Dziś ja; 36 Skąd miał 
swe wyszcie, dostał się zaś niebu (wedle dogmatu katolickiego przeciw 
ariańskiemu !); 40 Uchowa wiecznej drogiej dusze straty; 45 mnie grze- 
sznego; 46 uciskam się (nie apeluję IJ; w w. 47 i 48 przestawione. 



732- 741 WIKRSZE w. POTOCKIRGO 97 

Wymov7ki niemasz, prawa twoje znałem n 

I po próżnicy słów twoich słuchałem. 

Slcryć się też temu nie podobna, który 

Ziemie i morza, przepaści i góry, 

Myśli i serca najgłębsze skrytości 

Wskroś zna i widzi z swojej wysokości. 20 

Śmierć przykładami co godzina grozi, 

Gdy złych i dobrych na on świat przewozi, 

A ja po uszy leżąc w nieprawości 

Strętwiałym sercem czekam takiej gości. 

I na to mi się już brało bez mała, 25 

Gdyby mię łaska twa nie zatrzymała, 

Żebym zwątpiwszy w miłosierdziu twoim 

Już miał rozpaczać w mdłym rozumie swoim. 

Niechaj me grzechy i nieba sięgają, 

A mnie do piekła samego strącają, so 

A ja je tobie wyznaję, moj Boże, 

Bo któż krom ciebie oczyścić mię może? 

Wżdyć też i dla mnie okrom wszelkiej winy 

Umarł pan Jezus i ziemne niziny 

Dla mnie nawiedził, a potym z Erebu ss 

Wstawszy, dostał się na wiek wieków niebu. 

On zbawicielem mym jest i rzecznikiem, 

On ojca ze mną pojedna grzesznikiem. 

On wybieliwszy brudne moje szaty. 

Uchowa drogiej dusze wiecznej straty 40 

I do prawdziwej pomoże pokuty, 

I da, że ze wszech grzechów mych wyzuty 

Tryumf nad ciałem odniosę i światem 

I będę gotów na dzień jego zatem. 

Boże, co nie chcesz śmierci grzeszącego, 45 

Do miłosierdzia apeluję twego. 

Daj czas poprawie, użycz swego ducha, 

Niech najdzie miejsce u ciebie ma skrucłia. 

Wirydarz II. 7 



8S wiKYDAitż 732-741 



Pieśń 11^. 

O Boże wszytkich, którzy są bogami 

I w niebie i tu pod twymi nogami, 

Tron twój na sądzie i sprawiedliwości 

Jest założony od wieków wieczności. 
5 Chwała cię zewsząd z władzą ogarnęła, 

Oczom nieznośna jasność cię okryła. 

Piorun gotowy i ogień trawiący, 

Stoją przed tobą, Boże wszechmogący. 

Oto ja grzesznik napisawszy łzami, 
10 Kładę suplikę przed twymi nogami. 

Jam zapomniawszy okupu drogiego 

Za duszę moje, kr wie syna twojego, 

Z twymim się na cię przeciwniki bratał, 

I chocięś nieraz w serce me kołatał, 
ifi Skałąm się stawał i kamieniem głuchym, 

Zamykając drzwi przed twym świętym duchem. 

Świat był przyjaciel, szatan moja rada, 

Ciało rozkoszą, grzech wieczna biesiada. 

I wszytko czym się brzydzi twoje oko, 
20 Swe gniazdo we mnie uwiło głęboko. 

Cnota nie miała miejsca w moim ciele 

A miało miejsce sprośnych grzechów wiele. 

Więc jeśli mię kto chciał urazić wiecznie, 

Tylko mi było prawdę rzec bezpiecznie. 
25 Czemuż mię ogień nie żrze w mgnieniu oka? 

Czemuż mię piorun nie bije z wysoka? 

Czemuż mię sąd twój, sprawiedUwość twoja 

Nie wepchnie wiecznie do śmierci podwoja? 

Boś nietylko Bog, lecz i ociec prawy, 
.30 Nie tylko sędzia, dobrodziej łaskawy, 

Nie tylko sąd ma miejsce na twym dworze. 

Lecz dobrotliwość przychylna pokorze. 

* 29. w. 36 po toszytkie wieki; 39 życia marnego; 41 win swoich. { 



732—741 WIBRSZR w. potockikgo 99 

Nie sama tylko sprawiedliwość w tobie, 

Większą część kładzie miłosierdzie sobie. 

Długocierpliwość, dobroć niezwyczajna ss 

Twoja, po wszytkim świecie nie jest tajna. 

Tejeś nademną użył, o raoj panie! 

Przetoź ci dzisia wierne pokajanie 

Grzechów mych czynię i życia mojego. 

Pomóż mi tylko przez ducha twojego, 40 

Abym tak przeszłych swoich win żałował, 

Byś mię w nich więcej już nie poszlako wał. 

Odpuść, o Boże! wszytkie moje złości, 

A racz mi pomodz do życia nowości. 

Pieśń III i. 

Kiedy na on dzień straszny zawołany 
Pomyśli człowiek grzechem pomazany, 
Gdzie wszytkie ludzkie zgromadzisz narody, 
Abyś im oddał przysłuszne nagrody, 
Choć kto tysiąc lat abo jeszcze więcej 5 

W grobie był, choć kto w paszczece zwierzęcej 
Żywota pozbył a tułów y jego 
Miejsca na ziemi nie miały jednego. 
Bądź kto w głębokich nurtach pochłoniony, 
Rozniesion od ryb w rożne wodne strony, 10 

Bądź kogo ptacy latając strawili, 
[Bądź kogo ognie w popiół obróciły] 
Wszyscy tam staną. Boże niezmierzony, 
Przed syna twego sąd nienaganiony. 

A każdy regestr urobku swojego 15 

Przyniesie z sobą przed oczy sędziego. 

* 30. w. 1 sąd (nie dzień); w. 12 niema w Wirydarzu, dopełniłem 
z petersburskiego; 16 Z sobą prztjniesie; 25 Więc ze; 26 Zawczasu przeto ; 
27 Póki śmiertelny dech w tym czuję ciele; 28 Do miłosierdzia twego, 
Boże, ś miele; 29 Dziś się uciekam; 44 Bacz być na niebie mej sprawy; 
48 Ze będzie miała miejsce moja skrucha; 50 rzec mogę. 

7* 



100 WIRYDARŻ 732-741 

Który nietylko sprawy sądzić będzie, 

Kiedy na strasznym trybunale siędzie; 

Lecz co mi więcej ach! dodaje strachu, 
20 Że sądzić będzie z myśU i zamachu. 

I ja tam będę, Boże świata wszego, 

Z liczbą żywota marnie strawionego. 

Na coż i myśli wspominać plugawe, 

Z regestru zaraz wyrozumiesz sprawę. 
25 A że tam późna już apelacya, 

Przeto zawczasu postrzegam się i ja. 

Póki tej pary użyczasz śmiertelnej. 

Do miłosierdzia, o Boże niezmierny! 

Dziś apeluję od sprawiedliwości. 
30 Odpuść mi, proszę, prze twoje litości, 

A ile kiedy mam po sobie prawo. 

Któreś ty na się sam wydał łaskawo, 

Że nie chcesz człeka grzeszącego śmierci, 

Chociażby nie żył i godziny ćwierci, 
85 Powstawszy całym sercem z swego grzechu, 

Przyjmiesz go wiecznie do swych wiernych cechu. 

Odpuść mi moj grzech, Boże litościwy, 

A odpuść, abym choć poty był żywy, 

Foki karmazyn moich nieprawości 
40 Nie dojdzie glancu śniegowej białości. 

A ty, o Jezu, któryś srogie męki 

Dla mnie ucierpiał z nieprzyjaciół ręki. 

Padam z pokorą dziś przed twoim tronem. 

Racz być mej sprawy na niebie patronem. 
45 Pokaż okrutne razy swemu ojcu. 

Powiedz coś dla mnie ucierpiał w ogrojcu. 

Bo w tobie tylko jedyna otucha, 

Że przyjdzie przedeń kiedy moja skrucha. 

Kropla krwie twojej w tej cenie u niego, 
50 Że niemasz grzechu mogę rzec żadnego. 

Żeby go zmiękczyć nie miała; o Boże, 

Zmiłuj się, zmiłuj, niech i mnie pomoże! 



732—711 WJKRSZK w. POTOCKIEGO 101 



Pieśń IV K 

Coż jest dla Boga? zdobyć się nie mogę 
Już na lepszą myśl, czując w sercu trwogę. 
Serce ciężkimi spętane łańcuchy 

Pełne mam skruchy. 
Głowy nijakie nie gryzą frasunki, s 

Szpiklerz dostatni, w tąż piwnica w trunki. 
Dosyć wszytkiego, mam i przyjaciela 

Z inszych dóbr wiela. 
Wszytko to za nic, niesmaczne potrawy, 
Wino najlepsze u mnie piołun prawy. lo 

Ani przyjaciel najmilszy, przyj dzieli, 

Mnie rozweseli, 
Ani muzycy wyćwiczonej ręki, 
I pieśni zgodne, choć mają swe wdzięki. 
Nie dbają na psy i ucieszne pole 15 

Me skryte mole. 
Żadna uciecha i zabawa zgoła 
Temu robactwu we mnie nie podoła. 
A im je więcej w sobie człowiek morzy, 

Tym jeszcze gorzej. 20 

Jedno tylko jest, które je wywodzi. 
Lekarstwo, ale ziemia go nie rodzi. 
Do niebieskiego trzeba iść doktora, 

Ma duszo chora. 
Wieczny lekarzu! do twojej apteki, %b 

Idę po pewne na wieczną śmierć leki. 
W poczcieć przynoszę swój żywot z pokutą 

Z duszą otrutą. 



* 31, w. 3 i 4 Które. . . pełn$ jest; 6 i piwnice; 10 Najlepsze toino; 
19 Które im więcej człowiek w sobie morzy; 23 iśc trzeba; 25 Święty le- 
karzu do twej ja apteki ; 30 z mego pana ; 31 i ; 34 łaski twojej sobie ; 
36 Ze przyjmiesz do niej me pokorne skruchy; 41 Lub jeśli; 43 k tobie; 
49 Panie (nie Boże). 



102 wiiiYDAiiz 782-741 

Wlej w usta moje najświętszego soku, 
30 Ktory wypłynął z pana mego boku. 

A na me grzechy nie żałuj oleju, 

dobrodzieju! 
Więc że ostatnia nadzieja już w tobie, 
Nie szacuj drogo bezuaru sobie — 

35 Że przyjmiesz moje uniżone skruchy, 

Znacznej otuchy — 

Ani balsamu krwie twojego syna, 

Którego za mną ważna jest przyczyna. 

Choćby potami uciska na ciele 
40 Zbyć grzechów wiele, 

A jeśli trzeba, upuść krwie niezdrowej! 

Otom ja, Boże, na wszytko gotowy, 

Byłem co prędzej mógł jako przyjść k sobie 

1 nie być w grobie. 
45 Nie trzeba czekać twym lekarstwom maju. 

Jakiego nasze strzegą obyczaju. 
Maj tobie zawsze, kto woła ku tobie 

W takiej chorobie. 
Omyj mię Boże i oczyść mię wiecznie, 
50 A ja nie będę więcej żył wszetecznie. 

I niechaj twoje pomogą mi leki. 

Bym żył na wieki. 

Pieśń V^. 

Stawam przed tobą. Panie, któryś w niebie 
Osiadł, tron wieczny stworzywszy dla ciebie. 

* 32. w. 1 i 2 : przed twój tron . . . Osiadł przed wieki stworzony 
dla ciebie; b \ 6 1 tyś byi w ciele, ale cie duch święty Bronił od skazy, 
z któregoś poczęty \ 13 oszukał; 14 w lgnącym lepie; 17 dobroć twoja; 
26 /pobłogosław emysł; 30 Kędy] 38 Abyś słowem swym hołd szatański 
skrócił; 36 By się; 39 i 40 Daj mi oglądać swe oblicze święte, Umknij 
grzechów mych^ które są przeklęte; 44; w których] przy w. 23 dopisał 
Trębecki »Zacheusz celnika. 



'32 741 WlKRSZK w. POTOCKIEGO 103 

A CO mi wiele dodaje dufności, 

Żeś dobrze w i adom ciała ułomności. 

I tyś był w ciele, lecz prawdziwym Bogiem, 6 

Przetoś z grzechowym nie znał się nałogiem. 

1 choć cię szatan chytry sztucznie kusił, 

Poszedł ze wstydem, boś go ty przymusił. 

I poznał pewnie, że nie z nami sprawa, 

Którym lada co za ponętę dawa lo 

Do srogich grzechów; tu świat ukazuje, 

Ciało namawia, a tu śmierć gotuje. 

I mnieć oszalił, o moj zbawicielu! 

Żem uwiązł w lgnącym błocie grzechów wielu. 

Uwiązłem przebóg, a śmierć mię uwija, is 

Kto się nawinie, nikogo nie mija. 

Ratuj mię, panie, twoja dobroć święta 

Niech zrzuci ciężkie z serca mego pęta. 

Wszakci i dla mnie na najświętsze nogi 

Kładh okowy, panie Jezu drogi. 20 

Dla tegoś umarł, abym ja był w niebie; 

Dlategoś tam wszedł, byś mię wziął do siebie. 

Pewnie nie wnidę, jeśli moje złości 

Będą chcieć ze mną iść na wysokości. 

Pozbawże mię ich, dobrodzieju święty, 2f. 

A pobłogosław zamysł przedsięwzięty. 

Abym w prawdziwej twojej żyjąc wierze, 

Przed tobą grzechy opłakiwał szczerze. 

Wszakeś dla tego przyszedł na świat nizki, 

Na nim celnikom grzesznym byłeś blizki, so 

Abyś ich z drogi zginienia nawrócił, 

Wszytkęś swoje myśl do tego obrócił. 

Jeśli on grzesznik dostąpił zbawienia, 

Który na drzewo wszedszy do widzenia 

Oblicza twego, miał cię gościem domu ss 

(Daj się tak ludzkość nadała każdemu!). 

Tyś teraz w górze, a jam jest na ziemi; 

Szukam cię, Panie, oczyma swoimi. 



104 WIU YDARZ 732 — 7 i 1 

Ach niech mi grzechy wzroku nie ćmią moje, 
40 Daj mi oblicze święte widzieć swoje. 

I racz być gościem w domu mego serca, 
A ja świetnego dostawszy kobierca 
Cnoty wszelakiej obiję pokoje, 
Kędy będziesz miał, Panie, wczasy swoje. 

Pieśń VI K 

O Boże, któryś jest błogosławiony 

Na wieczne wieki, któryś osiadł trony 

Przy prawym ojca niebieskiego boku, 

Wyszedszy z grobu i ciemnego mroku, 
5 Gdzieś tryumf odniósł, na ojcowskim łonie, 

I posadzonyś na świętym Syonie, 

Zkąd jako pasterz wierny i uczony, 

Pasiesz swych owiec trzodę z każdej strony. 

A te tam wodzisz, kędy niwy wielkie 
10 Pachniące zioła, trawy rodzą wszell^ie. 

Więc że masz w sobie żywe żrzodła wody. 

Łacno im dodasz w ciężki znój ochłody. 

Pasterzu święty, i jam z twej owczarnie 

Za inszym wodzem obłądził się marnie*. 
16 I zginąłbym był już bez wątpliwości, 

Byś mię nie szukał z swojej opatrzności. 



* 33. w. 4; i ziemskiego mroku; 9 A tam je wodzisz; 12 w ciezki 
znój dodasz; l.ó juz był; 17 tvmieszal mię; 19 swojej nie dał; 24 natych- 
miast; 29 Jam ci; HO Żem się między twe porównał koszary; 32 iv tym; 
34 Żeby; 35 Iz; 36 przy tobie, 

2 »Bo byl pierwej sekty ariańskieja. Trębecki. Słusznie sprzeciwia 
się takiemu wykJadowi T. Grabowski, Literatura Ariańska str. 392 (mowa 
tu o grzechach i szatanie, nio o sriaristwie, o którym Potocki nigdy nie 
wspomina/ dobrowolnie), lecz nie wynika z tego bynajmniej, aby Potocki 
pisał te pieśni jeszcze jako Arian; mofcJyż one powstać i po r. 1660, już 
gdy był katolikiem; przeczyłoby temu chyba lyiko mdłe ich wysłowienie. 
Por. zresztą Pieśń VIII, a dalej wzywanie Matki Boskiej! 



732 — 7-41 WIKKSZK w. POTOCKIEGO 105 

Świat między kozły wmieszał był bodzące 

I zaprowadził na moczary lgnące. 

Byś mi na pomoc nie dał swojej ręki, 

Utonąłbym tara był na wieczne męki. 20 

Omy j że mię dziś z grzechowego błota, 

A niechaj bieli moje runo cnota. 

Cnota mię niechaj przy tobie zatrzyma, 

Bo mię lew srogi na ten czas poima. 

Jeśli on pasterz, jako piszą święci, 25 

Z dziewiąci dziesiąt owiec i dziewięci 

Nie tak się wielce ucieszył, jak z onej 

Straconej a zaś rychle nalezionej. 

Jam też jest z tego wesoły bez miary, 

Żem się powrócił między twe koszary. 30 

A ty mi pomóż, o wieczny pasterzu! 

Abym do śmierci trwając w twym przymierzu 

Nie zasmucił cię i twoje staranie 

Aby nie było bezowocne, Panie! 

Żeby się w niebie cieszyli anieli, 3:. 

Gdy mię zaś będą za tobą widzieli. 

Pkśh vn\ 

Nie racz o Boże, w twej zapalczywości 
Czynić dekretu na me nieprawości. 
Bo cóżem ja jest, proch podnóżka twego, 
I coż za korzyść z zatracenia mego? 
Chociaż mam ciało, popiół to jest właśnie, ^ 

Który zostaje, kiedy ogień zgaśnie. 
Tak weźmieszli mi pożyczoną duszę, 
W drobne perzyny zaraz się rozkruszę. 
Nie na tożci ty w ulepione ciało 
Wlał ducha, aby ciebie się nie bało 10 

* 38. w. 8 Zaraz się to drobne; 10 Żywot wlał; 12 Nietcinną dti- 
szę; 13 izby się; 21 na duszy; 22 grzechów moich; 23 Jezelim się tez; 
32 Sumnienie dobre daj, żywot weź; ?.4; Niech najdzie we mnie; 36 nie 
■stracę; 39 grzech znać. 



106 vviuvr)AKz 732 — 741 

I aby z tego próżnej pełne chluby 

Duszę niewinną przywiodło do zguby; 

Ale żeby się twym boskim przymiotom, 

Mocy, dobroci, i mądrym robotom, 
15 Przypatrujący, prawa twoje święte 

Zachowywało, strachem wielkim zdjęte. 

Zbłądziło serce i rozum niebaczny, 

Bom twoich darów i hojności znacznej 

Z wielką zażywał ciała rozpustnością, 
20 Trując się daną od ciebie wolnością. 

Zginąłem wiecznie na duchu i ciele. 

Bo mię pcha w przepaść moich grzechów wiele. 

I jeżelim się już późno obaczył, 

Wątpię, abyś mię i wysłuchać raczył. 
25 Jeżeli kiedy, teraz jest niezmierny 

Plac do litości, Boże miłosierny. 

Ach! nie daj śmierci dziś ze mnie obłowu, 

Odpuść mi grzechy, a stworzysz mię znowu. 

Użycz prawdziwej tu pokucie czasu, 
80 Oczyść mą duszę z śmiertelnego kwasu. 

A jeśli też chcesz, rad będę zamianie, 

Czyste sumnienie daj, weź żywot za nie. 

Nie zatulajże najświętszego ucha, 

Niech najdzie miejsce ma serdeczna skrucha. 
35 Na miłosierdzia twego drzwi kołacę. 

Ani ostatniej nadzieje nie tracę. 

Jeszcze mię jeden raz doświadcz, moj Boże, 

A ujrzysz, że mi twa dobroć pomoże. 

Dał mi się znać grzech, już się go też wiecznie 
40 Wyrzekam, a ślub strzymam ci statecznie. 

Raczże mi pomodz do prawej pokuty, 

A onej wiecznej zachowaj mię huty, 

Gdzie owoc ciała dusza nieszczęśliwa 

Odbierać będzie na wiek wieków żywa. 
46 Dziś mię wysłuchaj, dziś mię ratuj, Panie! 

Zdejni ze mnie srogie sumnienia szczypanie. 



7y,2- 74:\ WJEIISZE W. POTOCKIEGO 107 

W rękachem twoich, karzźe mię na świecie, 
Ale mi daj żyć w niebieskim powiecie. 

Pieśń V1II\ 
Dobry na dobrych, a żeś sprawiedHwy, 
Przeto na grzesznych surowy i mściwy! 
Ja gdybym nie czuł przy sprawiedliwości 

miłosierdziu w tobie i litości. 

Grzesznik, którym cię gniewał razów wiele, 5 

Pewniebym nie stał przed tobą tak śmiele. 

Bo lotny piorun i ogień siarczany, 

Pilnują twojej ręki rozgniewanej. 

Pokazałeś to sodomskiemu miastu, 

Choć i temuś chciał dla dobrych piętnastu 10 

Odpuścić winę, dobrotliwy Boże; 

Tak wiele w tobie miłosierdzie może! 

Poznał Abia i Nadab uporny, 

Jako gorący on twój ogień górny, 

Źeć z obcych ogniow palili ofiary, 15 

Nie uszli srogiej zasłużonej kary. 

Nie samać tylko Sodoma grzeszyła, 

Miasto Niniwe także złości siła: 

Nie sam Abia z bratem zgrzeszył, Panie, 

1 Dawid na toż zarobił karanie. 20 
Czemużeś się tych łaskawie użalił 

A tamtych ogień niebieski popalił? 

Bo tamci trwali w złośliwym uporze. 

A ci się co wskok mieli ku pokorze. 

W pokorze i ja robak twój śmiertelny, 25 

Idę przed tron twój. Boże miłosierny, 

* 35. w. 4 twoim i litości; 8 ręki twojej; 11 winy; 16 zatoionej; 
18 Miało Niniwe także grzechów siła ; 26 pod twój tron ; 30 Skargę spra- 
wotą; 40 zabrnąl; 43 Dwakroó spisawszy; 46 Wszelaka we mnie tania 
była; b6 miałem; b7 kiedy; GO Były ust; 6'6 żniwo było; 68 Całego byłem; 
71 pokornie; 74 ma żywot; 75 ze mnie będzie; przy w. 10 dopisać Trę- 
becki »dziesiąci€. Por. pieśń V. 



108 WIRYDAllZ 732 741 

Którym w grzechowym dotąd leżał błocie. 

Hamuj gniew a daj ucho mej sprawocie. 

Szkoda się z tobą obchodzić obłudno, 
30 Sprawotą skargę moje nazwać trudno. 

Skarżę sam na się i wyznaję jawnie. 

Żem gwałcił twoje przymierze ustawnie. 

Ani mię dobroć i twoje przymioty, 

Ani gniew nie mógł namówić do cnoty. 
35 I zgoła żem ich najmniej nie uważał, 

W grzechum smakował i w złości pobłażał. 

Ciało, któreś chciał mieć swoim przybytkiem, 

Plugawym chlewem było grzechom wszytkim. 

W sercu niecnoty miały swój skład wierny; 
40 W takim był zabiegł labirynt niezmierny. 

Twe przykazania, któreś na swej górze 

Spisawszy, dwakroć podał na marmurze, 

Przestępowałem, miałem bogów wiele, 

Co panow^ali w moim grzesznym ciele. 
45 Brzuch był mym bogiem, świat, sława; dla złota 

Tania wszelaka we mnie była cnota, 

Tych konterfety wystawiwszy sobie, 

Tęm im cześć czynił, co należy tobie. 

Poprożnicym brał w swe usta wszeteczne 
.50 Często twe imię, święte, boskie, wieczne. 

Anim rodziców cześć w głupiej młodości. 

Jakoś rozkazał, nie miał w uczciwości. 

Serce nad bliźnim chciwe pomsty było, 

Nie jednego by, by mogło, zabiło. 
65 Przydałem i to do swych grzechów mnóstwa, 

Pełne pięć zmysłów były cudzołóstwa. 

Kradłem bliźniego i kędy się zdało. 

Jako z własnego tak się z jego brało. 

Kłamstwo i zdrada, świadectwo fałszywe, 
60 To są ust moich przymioty właściwe. 

Jeślim u kogo co nad się obaczył, 

Z wielkiej zazdrości tylkom nie rozpaczył. 



^^32 741 WtBiiszR W: POlK)CKrEGO 109 

Obfitsze było żniwo u sąsiada, 

Bujniejsze role, rodzajniejsze stada. 

Aniro milowa! z serca, z sił i z dusze, e-, 

Ciebie, moj Boże, prawdę wyznać muszę, 

Ani bliźniego, zkąd, aźe do skonu 

Byłem całego przestępcą zakonu. 

Otom w twych ręku, czyń ze mną co raczysz. 

A jeżeli też me grzechy przebaczysz, 70 

co pokorną swą prośbę zanoszę, 

1 łzami z skruchą twój podnóżek roszę, 
Będę je poty opłakiwał. Panie, 

Póki żywot ma w mym ciele mieszkanie. 

A na znak tego, ile z człeka będzie. 75 

Strzedz się ich będę i zawsze i w^szędzie. 

Pieśń IX K 
O któryś umarł, abym ja żył wiecznie, 
O który żyjesz, bym umarł skutecznie 
Grzechom i ciału, ani został w grobie. 

Ale żył tobie — 
O któryś dla mnie wielkiej prace użył, 5 

Abym i czartu i światu nie służył; 
Bo śmierć ich płaca, a kto tobie służy, 

Temu wiek płuży — 
Wstydem mi płonie twarz i oczy smutne, 
Serce drżąc z strachu ofiary pokutne 10 

Przynosi przed cię, zbawicielu wierny, 

Bądź miłosierny! 
Próżno zgrzeszyłem tobie, swemu Bogu, 
Leżałem dotąd w grzechowym nałogu. 
Służyłem czartu i światu marnemu, l.^ 

Cielsku swojemu. 

* :i6. w. 11 Przynosi, przetoz; 19 i 20 widziała się wiele Być 
w twym kościele; 29 słów moició; 3i / zapomniawszy; ^5 Czart miejscu; 
44 zgrzeszyło:, 52 W pocie; 53 moje; 55 płacz moj; 57 Juz; 63 t skru- 
szywszy. 



110 WiRYDAJftZ 732-711 

Uszy me twoje mijały wyroki, 

Z domu twojego spieszyłem się wskoki. 

Godzina jedna widziała się morze 
20 Na twoim dworze. 

Jeden dzień nie zszedł, bym twego przymierza 

Pogwałcić nie miał, ale bez pacierza 

I bez modlitwy, co Bogu należy. 

Tysiąc ich bieży. 
25 A chociem się też i modlił w pokorze, 

Lecz serce z usty w rożnej było sworze, 

Usta do nieba a serce do ziemi 

Z myślami swymi. 

Ledwo przestały mówić słów nabożnych, 
30 To do wszetecznych, kłamliwych i próżnych, 

A serce wzięły pieniądze i z rolą 

W wieczną niewolą. 

Cosiem nad wszytkich chciai widzieć u siebie 

A zapomniawszy, że dla pychy w niebie 
85 Miejsca czart nie miał, pyszniłem się przecie, 

Chociaż na świecie. 

Miękkim jedwabiem obleczone ciało, 

Że to z robaczka, cale zapomniało. 

A ono stokroć strojniejsza, niźh ja, 
40 Polna liha. 

Próżno! zgrzeszyłem i nie rzekę śmiele, 

Żeby każdy grzech nie był na mym ciele. 

Bo kędy zmysłom grzeszyć trudno było, 
Serce grzeszyło. 
45 Serce najskrytszych tajemnic siągało 

I cudzych rzeczy często pożądało. 

Zazdrość, nienawiść, gniew, żądza, obłuda 
I insze cuda. 

Próżno! zgrzeszyłem i umarłem tobie, 
60 Okupu twojej krwie nie ważąc sobie. 

1 darmożeś ją miał dla mnie wylewać, 

W bólu omdlewać? 



732— 7il WIRR8ZE w. POTO(;KlEGO 111 

Znam swoje grzechy przed tobą, moj Boże, 

Niechże mi duch twój święty dopomoże, 

Aby mi moj płacz i ten żal serdeczny 55 

Dał żywot wieczny. 
Dziś ci umieram, chciwy mojej zguby 
Czarcie i świecie, nie będziesz miał chluby 
Ze mnie, i grzechy i ciało zdradliwe, 

Nie będziesz żywe. co 

Tobie żyć będę, panie, któryś z cieni 
Grobowych wstawszy, nieużytej ksieni 
Żądła połamał, a skruszywszy kosy 

Wszedł na niebiosy. 

Pieśń X^. 
Ach! jakoż podnieść ociężałe oczy, 
Kędy moc twoja wieczne światło toczy! 
Wszechmocny stwórco, panie świata tego, 
Gdzie mię masz podzieć robaka swojego? 
Grzechy mi wzrok ćmią, a nieznośne brzemię r. 

Tłoczy mię gwałtem aż do samej ziemie. 
I wielekroć chcę podnieść oko smutne. 
Wadzą mi chmury, gęste i okrutne. 
Kędyż ratunku, jeżeli nie w niebie, 

Szukać w takowej gwałtownej potrzebie. 10 

Niechaj twoja moc, o Boże jedyny, 
Zetrze z mych oczu sprzykrzone łupiny. 
Użycz mi jasnej wody z tego źrzodła, 
Które tyrańska włócznia tak wzbodła, 
Że ze krwią na poł z rany otworzystej 15 

Płynął stok żywy onej wody czystej. 
Ale najwięcej serce moje, Panie, 
Ratuj i odbierz w swe pilne staranie. 

* 37. w. 4 Gdzież; 5 i nieznośne; 9 jezliz; \^ żywej; 21 owoc nie- 
użyty; 24: I z drzew uciesznych rozmaite wdzięki; 25 Prze (nie przez) ^ 
28 Amen. 



112 WIRYDARZ 732-746 

Mocą świętego zmiękcz je proszę ducha, 
20 Inaczej mała o zdrowiu otucha. 

Wy korzeń ciernia rodzaj jadowity, 

A naszczep owoc cnoty smakowity. 

W nagrodzie będziesz miał pokorne dzięki, 

A zaś rozkosznych drzew ucieszne wdzięki. 
25 Przez dobroć twoje i przez nieskończone 

Twe miłosierdzie, zgładź grzechy mierzione. 

Prze śmierć okrutną i nieznośne rany 

Twojego syna, racz być ubłagany. 

742—746. Insze pieśni rożnym czasom służące. 

Pieśń I podczas tułactwa w wojenne rozruchy ^. 

Nie zawsze jasne słoneczne promienie 

Kryją czarnych chmur nieprzejrzyste cienie. 

Bo gęste chmury rozegnawszy słonie. 

Po modrym niebie lotne pędzi konie. 
5 Nie zawsze ziemię letne znoje saszą, 

Że i niezrzałe zboża bieleć muszą; 

Gasną w południe słoneczne pochodnie, 

A ziemia wdzięcznym deszczykiem ochłodnie. 

Nie zawsze morze srogim szturmem bite, 
10 Roztrąca nawy o skały zakryte; 

Ustają wiatry, a po cichej wodzie, 

Płyną pełnymi żaglami więc łodzie. 

Zima dodaje wesołości wiośnie; 

Im sroższa wojna, milszy pokój rośnie. 
ir. A kto w nieszczęściu nie był, jako żywię. 

Nie wie, co rozkosz, co dobro prawdziwe. 

I kto nie leżał w bólu i w chorobie, 

Ten zdrowia najmniej nie szacuje sobie. 

I my troskami obciążone serce 
20 W tej tu żałosnej mając poniewierce, 

* Dopisano: »Za wojny szwedzkiej, która się zaczęła A. 1655, 
a skończyła si^ A. 1660<. 



'742 — 746 wiERszK w. Potockiego 113 

Ustąpiwszy tu z domu i z ojczyzny 

Łzami leczymy niezgojone blizny. 

Tym chłodźmy plastrem: jeśli nieba samy, 

Ziemia i morze doznają odmiany, 

Jeśli Bog cierpiał czasu swego wiele, 25 

Czemuż nie mamy i my cierpieć śmiele? 

Zachować umysł pomnijmy stateczny, 

Boć nasz frasunek nie jest (da Bog) wieczny. 

Będzie i pokój z tych srogich pogromów, 

I my po wrócim do ojczystych domów so 

A miło:^ć wziąwszy w kompanią zgodę. 

Rozbije chmury i wróci pogodę, 

Śliczną pogodę, kędy cnoty słońce 

Zagrzeje wszytkie tego świata końce, 

A potyra wdzięcznej użyczywszy rosy, ss 

Napełni jędrnym ziarnem plenne kłosy, 

Aby, o wieczny gospodarzu, tobie, 

Gdy żniwo przyjdzie, doniosły na próbie. 

Tak będzie, da Bog, a kto dziś truchleje. 

Niechaj nie traci ostatniej nadzieje 40 

I im go więcej srogi żal użega, 

Tym prędszych pociech niech nadzieją sięga. 

Pieśń II, czasu wojny. 
Boże pokoju, twój to jest właściwy 
Tytuł, twe dzieło, pokój przyjaźliwy. 
Bo zwada, rostyrk, ze złego się rodzi, 
Choć bez twej woli na świat nie wychodzi. 
W pokoju cnoty przestrzeńszy plac mają, 5 

W pokoju miasta i wsi zakładają. 
A wojna skoro cnotę wywołała, 
I wsi i miasta z ziemią wyrównałaś 
Sąd sprawiedliwy i twe dopuszczenie. 
Że na swojego rodu zatracenie 10 

1 Dopisać Trębecki : tJak teraz na Ukrainie i w Podolu przez wojnę 
lurecką«. 
Wirydarz U. 8 



114 WIRYDARZ 742-746 

Tak wiele kunsztów ludzie zapomniałi 

I na krew swoje sztuk na wymyślali. 

Małe są miecze na ich gniew szkarady, 

Choć śmiertelnymi napuszczone jady. 
15 Mało broń ręczna, którą on przywojca, 

Pierwszy wynalazł Kain bratobójca. 

Mają pioruny, które i z daleka 

Niespodziewanie zabiją człowieka. 

Więc dział burzących, także strzelby małej 
20 I kul ognistych pełne arsenały. 

O kiedy by tak w cnocie się ćwiczyła 

Bystra ciekawość, którą ludzi siła 

Obraca rożnej szukający drogi 

Na wymyślenie mąk i śmierci srogiej, 
25 Jakby to człowiek nie twoim obrazem, 

Obwarowanym surowym żelazem, 

Jak by nie bliźni! Lecz przypłacą łupu, 

Gdy liczbę dadzą z pobitych okupu. 

Okupu drogiej nieoszacowanej 
30 Krwie syna twego, za ludzi wylanej. 

O bodaj em się mógł wypłacić z swego, 

Nierzkąc brać na się brata i bliźniego. 

Wszytko to ludzie pokrywszy maszkarą 

Zysku i pary znikającą parą 
85 I cnoty nie wiem jakim obyczajem, 

Tak się uwzięU na krew swoje wzajem, 

Że skuwszy kosy na nośne rusznice, 

Kroje na szable i twarde przyłbice. 

Wzgardzili wczasem; czegoby dla cnoty 
40 Nie uczynili, to cierpią z ochoty. 

Tymże dziś ginie i nasza ojczyzna, 

Głodna w pobożność, ale w grzechy żyzna. 

Ginie niestetysz ze wszytkich stron prawie. 

Mordują jedni drugich niełaskawie. 
45 Pola zarosły, miasta z pustoszały, 

Wsi popalono, zamki po.spadnły, 



I 



742-746 wiKRSZB w. potockiUgó 115 

Ludzie bezludne pustynie i lasy 

Mieszkają, mile porzuciwszy wczasy; 

Drudzy pobici a drudzy w więzieniu 

Śmierci czekają w pętach, w utrapieniu. so 

Wiele tułactwo żałosne pożarło, 

Wiele od mrozów, z niewczasu pomarło. 

Dziatki od piersi matek odbierają; 

Pełno żałoby wszytkie strony mają, 

Rzewliwe treny i echo płaczliwe ss 

Wydają nasze kraje nieszczęśliwe! 

Wspomniszli na dom, serce z żalu mdleje, 

Widząc, co się w nim, ach niesiecie! dzieje. 

Niemasz otuchy, by w ojczystym progu 

Kiedy przyszło być i żyć z swego brogu. co 

Słodki pokoju, dopiero smal^ujesz. 

Gdy nas odbiegasz, gdy nas zostawujesz; 

Dopieroć ludzie dobro poznawają, 

Kiedy go miawszy stracą i nie mają. 

Boże pokoju, ojcze dobrotliwy, ' es 

Skróć swe karanie i sąd sprawiedliwy; 

Ukołysz serca na krew zajuszone. 

Pochowaj w pochwy miecze wyniesione. 

Pochowaj w sajdak swe strzały hartowne, 

A przywiedź w jedno ich serca niesforne, 70 

Niech porzuciwszy kopije i groty, 

Polubią pokój a w nim wszytkie cnoty. 

Niechaj otrzyma plac miłość spokojna, 

Niech się wyniesie z naszych granic wojna. 

Rządź sercem krolow i przywiedź do zgody 75 

Wściekłe zażarte na się te narody. 

Pieśń III^ zawierająca w sobie prośbę do Chrystusa pana 
i Panny przenajświętszej o pokój. 

Święte wiecznego ojca wieczne plemię, 
Któryś miecz ostry przyniósł na tę ziemię, 

8* 



116 WIRYDAR2 742—746 

Jezu panie nasz, śmierci pełno wszędzie, 

Gdzie twój miecz będzie. 
5 Ginie od miecza, gdy kogo zajmuje, 

Wzajem ten ginie, co mieczem szermuje. 
A kto dla ciebie mieczowi da szyję, 

Ten wiecznie żyje. 
Już czas niemały, jako krwią spłynęła 
10 Ojczyzna nasza, która już zginęła, 

Jeśli ty z tego okrutnego boju 

Nie dasz pokoju. 
Gdy każesz. Panie, posiłiiujesz k temu. 
Wiedz, nie przepuszczę żywotowi swemu, 
15 Boś też i dla mnie nie przepuścił sobie 

I byłeś w grobie. 
Ale dla grzechów śmierć podjąć i męki. 
Lęka się serce i nie chce przezdzięki. 
Bo choć tu umrę, nie ujdę karaniu 
20 Po zmartwychwstaniu. 

Alboż mię obroń. Panie! od srogiego 
Z łaski swej miecza nieprzyjacielskiego, 
Albo mię też tak racz do grobu włożyć. 
Bym zaś mógł ożyć. 
25 Wżdyć ty złamanej nie dołamiesz trzciny 

Ani kurzącej zagasisz perzyny, 
Wżdyś, kiedy ucho uciął Malchusowi, 
Kazał Piotrowi, 
Aby miecz schował. Dziś nietylko ucha, 
30 . Lecz codzień zbędzie tysiąc ludzi ducha. 
Kaź, wszak cię serca słuchają człowiecze. 

Pochować miecze. 
Daj pokój, a w nim niechaj kwitnie ślicznie 
Twa święta chwała i brzmi ustawicznie, 
35 Czego, daj, bym się raogł doczekać i ja. 

Ewangelia. 
Któż chęć umarłych przeciw tobie budzi? 
Wszak masz co dawać, choć najwięcej ludzi. 



71^2 746 WIERS/.E w. P >T(»CKlEGO 117 

A choć poczekasz, tam być po staremu 

Człeku każdemu. 4o 

Daj pokój, Panie, a my próżni troski, 
Nie zapomnimy twej dobroci boskiej. 
Będziem cię chwalić bez wszelakiej trwogi, 

O Jezu drogi! 
Zbierz rozproszone rożne twoje sługi, 46 

A onić będą wypłacać swe długi. 
Poprawą życia; daj to z łaski swojej 

Dia chwały twojej. 
I otwórz słodkie pasze i koszary, 

Z których codziennie będziesz miał ofiary 50 

I wieczne dzięki, przez nabożne pienie, 

Za wybawienie. 
I ty o Panno! matko Boga syna, 
Módl się za nami, niechaj twa przyczyna 
Oddali od nas gniew jego skwapliwy, 55 

Acz sprawiedliwy. 
Uproś nam pokój, matko wszech litości, 
A my tobie dług po w innej wdzięczności 
Sercem nabożnym wypłacać będziemy. 

Póki żyjemy. eo 

Nic on tak niema drogiego u siebie, 
Czegoby nie miał darować dla ciebie. 
Przetoż strapioną weź pod swą obronę, 

Polską Koronę. 

Pieśń IV, zawierająca w sobie przestrogę, aby nie dufać 
fortunie i jej faworom, ale cnotę nad wszytko jako nie- 
śmiertelne dobro wazy 6 i przekładać. 
Nie dufaj żaden nigdy swemu zdrowiu, 
Ani urodzie, szczęściu pogotowiu, 
I na bogactwa niekaż swoje śmiele, 

Acz ich masz wiele. 
Wszytko to parka ludziom nieżyczliwa 6 

Z garła wydziera; a choć nie pożywa 



118 WIKYDAKZ 742 

Sama nic tego, jednak wyplundruje, 

Gdzie co poczuje. 
Nie dba na stare, młode i mocarze, 
10 Wszytkich jednako krzywą stalą karze. 

Co gorsza, kogo ma zająć po głowie, 

Jak żyw nie powie. 
Gdzie teraz Samson i Herkulesowie, 
Gdzie Atlas, co więc obłoki na głowie 
15 Z gwiazdami nosił, ramion nie ruszając, 

Nieba wspierając? 
Gdzie Polifemus i Waligorowie 
Cyklopi, ziemie rozpustni synowie, 
Którzy góry z gor na góry nosili, 
20 Z bogi walczyli? 

Gdzie on zwycięzca wielki, niezmierzony, 
Który żelazne z swymi Macedony 
Kolca w nos włożył całemu światowi, 

Jak niedźwiedziowi? 
25 Weszli pod ziemię a moc ich serdeczną 

Zła śmierć mogiłą przywaliła wieczną; 
Znaku ich niemasz, wszyscy zaginęli. 

Jak śnieg zniknęli. 
Gdzie się podziały skarby Krezusowe, 
30 Kędy puścizny drogie Attalowe, 

Godne dziedzictwa pana świata wszego, 
Rzymu wielkiego? 
Gdzie sławna Troja, gdzie mądre Ateny, 
Ozdobny Korynt i mocne Miceny? 
35 Czas wszytkokrotny jako był zbudował. 

Znowu zepsował. 
Wszelka rzecz skłonna do skazitelności 
A niemaż coby prędzej odmienności 
Podlegać miało, jak człowiek ubogi; 
40 Wyrok nań srogi. 

Dopiero wesół, tańcuje i skacze, 
Służą mu szlachta, służą i oracze. 



7i2 746 WIERSZE V. P()T()0KIE<4O 119 

Wieczór nie dojdzie, aż on po chorobie 

Już leży w grobie. 
Nitch mówi kto chce, że mam dosyć złota, 45 

Szafirowy dwór, z dyamentu wrota, 
Parkany z pereł, kiedy co zaboH, 

Nic nie powoli. 
Sama odmiany nie lęka się cnota, 

Sama otwiera do Olimpu wrota. 50 

Kto z nią po morzu tego świata płynie, 

Nigdy nie zginie. 

Pieśń V, ad imitationem himnu ś. ś. Ambrożego i Augustyna. 
Tobie, stwórco wielkiego, wielki Boże świata, 
Który z siebie sam żyjesz, a twe wieczne lata 
Trwać będą bez odmiany; tobie, któryś słowo 
Rzekł, a zaraz z niczego świat stworzyłeś nowo; 
Tobie, któryś swą w niebie stolicę założył, 5 

A nieobeszłą ziemię podnóżkiem podłożył; 
Tobie, któremu morze tak posłuszne stoi, 
Że granic zamierzonych przestąpić się boi; 
Tobie, coś słońce^ miesiąc stworzył i z gwiazdami. 
Śliczne sfery biegły miś natknął planetami; 10 

Tobie, coś ten nakręcił tak zegar, że z ziemie 
Obfitość pożywienia ma wszelkie stworzenie; 
Tobie, który deszcz spuszczasz i conocne rosy, 
Trawy nimi i plenne odżywiając kłosy; 
Tobie, coś wziąwszy człeka z błota i też z gliny, is 

Panem go uczyniłeś nad swoimi czyny; 
Tobie, coś mu w moc ziemię i wszytko co rodzi, 
Dał, i rozum rozeznać, co dobre, co szkodzi; 
Tobie, coś mu i rzeki rybą napełnione 
Dał, oraz i powietrzne ptastwo nieścignione; 20 

Tobie, o sprawiedliwy sędzio, miłosierny, 
Mądry, długo cierpliwy, możny, nieśmiertelny; 
Tobie, w twym majestacie chwałą odzianemu 
Stworzycielowi chory anielskie swojemu 



120 WiRYDAItZ 742-746 

25 I dzielnych archaniołów wielmożni wodzowie, 

Przed tobą i skrzydlaci wtąż cherubinowie, 
Wszytka rzesza niebieska i święci duchowie, 
Lśniący przed tobą bogiem swym seraphinowie, 
Kryjąc twarzy skrzydłami przed blaskiem twej chwały. 

30 Śpiewają: trzykroć święty pan Bog doskonały. 

Tobie kwoU mistrzowie niebieskiej muzyki 
Cytry i lutnie stroją, a zgodnymi szyki 
Ze dwudziestą czterema starszych pieśń śpiewają 
Nową, błogosławieństwo, cześć, chwałę oddają 

35 Siedzącemu na tronie, potym barankowi 

Nigdy niezmazanemu, panu Jezusowi. 
Drży niebo, ziemia, morze na twe rozkazanie, 
Przepaści wylęknione, nieśmiertelny panie: 
Ciebie, o sędzio wieków, na którego oko 

40 Śmiertelne nie patrzyło, bo mieszkasz wysoko, 

Niech cesarze, królowie, książęta za pana 
Wyznają i przed tobą skłonią swe kolana. 
Niechaj śmiertelne berła i korony swoje, 
Nieśmiertelny, pod nogi. Panie, dadzą twoje. 

45 Ciebie czci chwałą wieczną, tobie czołem bije 

Wszytek świat, zkąd wychodzi, gdzie się słońce kryje. 
Ciebie i ja. Boże moj, choć maluczki, ciebie 
Chwalę z serca całego, a samego siebie, 
Usta swoje, język swój tobie ofiaruję, 

50 Bo niezwykłą w sobie chęć do twej chwały czuję. 

Ciebie wśród twego ludu, Boże wiecznej mocy. 
Będę chwalił do mroku ostatecznej nocy. 
Ciebie dobrego Boga i żrzodła litości, 
Chyba w grobie zapomnią położone kości. 

55 Ciebie, moj opiekunie i stróżu żywota. 

Lekarzu ran serdecznych i zbawco kłopota, 

Któryś mię strzegł, gdym jeszcze słonecznych promieni 

Nie zachwycił i dotąd twoja się nie mieni 

Litość ku mnie, Boże moj; boś mię na to sprawił, 

60 Abym cały moj żywot na twej chwale trawił. 



"^2 7i7 WIKKSZE w. POTOCKIEGO 121 

Przetoż póki duch we mnie mieszkać nie przestanie, 
Twoja chwała w mych uściech nigdy nie ustanie. 
Tobie cześć, tobie chwała, niech będzie oddana, 
Toć przystoi na stwórcę wszech rzeczy i pana. 



747. Pogrom turecki z Hussein paszą pod Chocimem. 
Anno Dni d. 1673 11 IX bris*. 

Już słoneczny rok głowy swej ogonem siąga 
I już skończywszy Febus z tej poczty wyprząga 
Pięćtysięczny sześćsetny dwudziesty i drugi ^ 
Świeże nowej podroży gotujący cugi, 
Którym w grudniu, na śniegi, na grudy, na mrozy, 
Gdy czoło przy rogatej przetrze żłobie kozy, 
W wodniku je napoi styczeń po obroku. 
Tysiąc sześćset siedmdziesiąt i trzeciemu roku* 
(Jako weszło zbawienne na nizki świat słońce) 
Z niewinnym przez Heroda okrutnego końce i 

Zabiciem izraelskich niesie niemowlątek. 
Dając w pańskiej obrzezce czwartemu początek. 
Krotko mówiąc: w kościele właśnie w ten dzień święty 
Biskup dzielił z żebrakiem płaszcz mieczem przerżnięty. 
Jam jeszcze z pierwszych nowin zlepionego piorą i 

Nie zarżnął* ani polski ptak z żeru pazura 
Nie oskubł (ktoby to rzekł, że miał z garłem gonić, 
I lotu nie utracić, piorą nie uronić?), 
Kiedy przedemną jakby wysadzony z chmury, 
Z świeżymi awizami stawi się Merkury. 2 

* Wydał z fragmentarycznej Silva rerum poznańskiej, bez pier- 
wszych 93 wierszy, Dr. Boi. Erzepki w Rocznikach Tow. Przyj. Nauk, 
Poznań 1889, jako mniemaną c^ęść drugą »Merkurjusza Nowego*. 

' Anno Mundi 5622. 
» Anno Christi 1673. 

* Dopisał Trembecki: »Znać z tych slow, że pewnie Pogrom tatar- 
ski in A. 1672 abo quid simile opisał wierszem, czego mieć nie udało 
mi 8ię«. Był to właśnie »Merkurjusz Nowy*. 



122 WIKYDARZ 7i7 

Czarna tafta z ramienia, głowa w wieńcu z bobku, 
Ten zwyczajnie wesela, tamta znak nagrobku. 
Z gruntu rzeczy przeciwne w jednym widzę czesie. 
Pomyślę, co takiego święty Marcin niesie? 

as I rzecze: Pisz, niechaj to późne wiedzą lata, 

Jako przeciwne kwiaty ludzki żywot wplata, 
Rozmaite kolory w ten mieszając wieniec. 
Znajdziesz tu krwawej wojny różany rumieniec, 
Znajdziesz laur zielony, który toczy skronie 

30 Wiktoriom; znajdziesz śmierć czarną na całonie. 

Znać pokój po oliwie, niewinność się bieli; 
Smutni w barwie z popiołem, ze złotem weseli. 
Lecz i ten wiatr i kolor i wieniec znikomy. 
Wszytko to, wszytko nagle pożyra łakomy 

155 Czas, który same swojej instrumenty miary, 

Żelazne i kompasy psuje i zegary. 
Lotem w^szytko na świecie, wszytko jak na migi, 
Z wodą lata, godziny z wiatrem na wyścigi 
Bieżą. Drwi z nas fortuna: za ostatnią zapnie, 

40 Domagając się drugi a zębami kłapnie. 

Co spiąć potka inszego, a gdzie znak dowodny 
Ślepoty, gdy mijając, kto łacny, kto godny, 
Na nikczemnych honory, chleb na sytych ciska, 
I pełen świat takiego jej z ludźmi igrzyska. 

46 Jeśli też kiedy trafi przeciwko naturze 
Swojej, to właśnie ziarnko ślepej kurze. 
Mus przedwczesnych wyroków ciągnie pasma swojo. 
Przyszłym wiekom spraw ludzkich podając nawoje. 
Wszytko było na ziemi, co się dzieje znowu, 

50 Osoby tylko mienią, nikt śmierci obłowu. 

Rzadki uszedł igrzyska nadzieje z bojaźnią, 
Które świat dwie maszkarze od początku błaźnią. 
Barzo krótkie trzy słowa w swym uważysz rzędzie, 
Do razu w nich obaczysz próżność, Jest, Był, Będzie. 

.55 Mizerneż to Jest, co z nim obok Niemasz chodzi. 

Patrzcie: starzy i chorzy ze mną, zdrowi, młodzi. 



74-7 . WIĘKSZE w. POTOCKIEGO 1 2.J 

Że kto był, kiedy już zgnił, coż ztąd za uciecha? 

Spadł dom szynkowny, zwiędła tylko wisi wiecha. 

Sława mówię na całon, co nie idzie z ciałem. 

Ta w piórku i papierku, obojgu nietrwałym; «o 

Częstokroć tu oboje dla sprośnej zdobyczy^. 

Mitręgi w niebo sadza, cnothwe kaliczy. 

Trzecie słówko z niepewnych Będzie w ten rząd kładę. 

Instrument płochej ludziom fortuny na zdradę. 

Tu wrota żądzy swojej nadzieja otwiera; 65 

Tu się w okrutnym strachu bojaźń przeumiera. 

Często myli i nigdy miejsca nie zagrzeje, 

Nadzieja bez bojaźni, bojaźń bez nadzieje. 

Coż dalej? Nic. Wszytko Nic. Trzy łokcie i siła 

Wyniosszy się nad ziemię, chodzi [sobie] bryła; 70 

Zaś się wraca, gdzie było, nim się ciało rodzi, 

I tak głęboko leży, jak wysoko chodzi. 

Za one kilkadziesiąt w frasunkach, w chorobie, 

Przeżytych lat, tysiącem, prochem gnije w grobie. 

Jeśli jeszcze niewinną duszę śmierci wiecznej 75 

Domieści, lepiej nie znać światłości słonecznej. 

Jako w wiecznej noc ze dniem ściga się kolei, 

Taka ludzkich na świecie alternata dziei. 

Kto w wieczór tryumfuje, niech się boi świtu, 

Nie zna bowiem fortuna statecznego bytu. so 

Z drugą zaś stronę kogo późny mrok zasmuci. 

Pocieszy Bog, nim rani ozwą się koguci. 

Tak śpiewał, tak grał on kroi i prorok na arfie. 

Ztąd i w wieńcu wesołym i w żałobnej szarfie 

Widzisz mię, z przeciwnymi awizami, bo tu 86 

Kunszt swego wyprawiła fortuna obrotu. 

Umarł kroi; ach mizerna kondycya człecza! 

Jeśli korony w trwodze, któż się ubezpiecza 

Od srogiej śmierci razów, co bez wszego względu 

Śmiele tak dostojnego imię się urzędu. 90 

•Mercenarius calamusa Trębecki. 



124 UIRYDAKZ 747 

Tak z tronu, jako z gnoju, tak z konia, jak z pieca. 
Nie wymawia nas młodość, cnota nie zaleca. 
Nie płaci ludzka miłość; i grzeczny i szumny, 
Sławny, mądry, nadobny musi iść do trumny. 

95 Wszytkich, gdy chce, kędy chce, jako chce, śmierć zbiera, 

I nam lat pięć panując kroi Michał umierać 
Im nas niespodziewaniej, tym żałośniej żegna, 
A tak częste Koronę trwożą interregna. 
Smutnej daje żałoby okropny kir hasło. 

100 Alić jeszcze drugi raz słońce nie zagasło, 

Kiedy mię śląc Bellona w wasze podbieszczadzie, 
Na wierzch głowy koronę laurową kładzie. 
Znak z bitwy wiktoriej szczęśliwie wygranej, 
Którą po całym świecie wesołe peany 

105 Głoszą, i tego tylko w pyszne uszy bodą 

Co się dotąd śmiele niósł nad ludzką przygodą. 
Zaszargawszy w tatarskiej szablę tak rok jusze ^ 
Marszałek i koronny hetman u Kałusze 
(Jako młody lew, który już wyrówna zęby, 

110 Jeśli wilka w mieszkane weszłego obręby 

Najpierwszy raz pożyje, wnet z ojcowskiej straży 
Wyszedszy, pola pragnie i na żubry waży). 
Gromadzi wojska w obóz i z Polski i z Litwy, 
Acz siła kurki łowiąc omieszkało bitwy, 

115 Okupem kamienieckim pozwoloną kwotę 

1 z swej ojczyzny znosić haraczu sromotę. 
Ciasne mu się do boju w ojczyźnie zda pole, 
Dla czego Sieniawskiemu zleciwszy Podole, 
Wielkich onych Prokopa dziadów z Mikołajem 

120 Wnukowi, jedynego który obyczajem 

""'"'"''''"""'■'"^' -^^^'^''^^■^'^^^^ -^^ - 

* Zamiast tego wiersza daje kopja P(oznańska) pięd innych; w. 99 
okrutny; wiersze 102 i 103 brzmią tamże poprawniej; 106 wyżej P (za- 
miast śmiele); 107 pogańskiej P (zamiast tatarskiej); 116 zniosszy. Jj 

2 Dopisał Trębecki : A. 1672. Jan Sobieski marszałek i hetman '^ 
wielki koronny; Mikołaj z Granowa Sieniawski, hrabia na Myszy i Szkło- 
wie, chorąży koronny. 



i7 WIERSZE W. POTOCKIEGO 125 

Feniksa w oblanym krwią ojca swego gnieździe 

Robaczkiem zostawiony; taka moc w ich gwiaździe^, 

Takie ciepło w miesiącu, że go w piorą puszy, 

Które skoro nad zwyczaj wszech ptaków zasuszy, 

Pod samym buja niebem i o herby swoje 125 

Z orłem sarmackim Turkom zdejmuje zawoje. 

Tego by wszy piastunem, podczas zamieszania 

Ojczyzny, ledwo wodza swego rozkazania 

Dosłyszy, wielkim szczęściem pegazowym lotem. 

Jednych z fortec wygania, drugich rznie pokotem. 130 

Gdzie niedc^szedszy jeszcze twój Stefan młodzieńca 

Wziął zakład w Międzybożu marsowego wieńca. 

Silną ręką i sercem pierwociny bystrym 

Gdy pod takim Marsowi oddaje magistrem. 

O Kamieniec się tylko przyszło otrzeć smutny, m 

Westchnąwszy na ospałość i nierząd okrutny. 

Gdzie już Turcy w kościołach nastawiwszy koni, 

Jako sprośny niedoperz z dziurawej jabłoni, 

Albo jako żółw z swego niedobyty sklepu 

Wyglądają posiłków z Szamu i Alepu. i4u 

Sam hetman usłyszawszy z pewnego języka, 

Że się ku Ghocimowi Kapłan pasza zmyka, 

Gdzie Husseim pełen wojsk ottomańskiej grozy 

Zaległ przed piąciądziesiąt lat polskie obozy, 

Z miejscem szczęścia próbując. Twój natenczas rodzic, nr, 

Cny marszałku, lubelski będąc wojewodzie. 

Jeszcze młodym wyszedszy z rąk wielkiego dziada. 

Dopiero Mars z Belloną, z Minerwą mu Swada 



1 Dopisy do w. 122 i 123, 131 i lU, 145 i 149: Herb Sieniawskich 
Leliwa, to jest miesiąc i gwiazda. — Stefan Potocki, towarzysz roty husar- 
skiej tegoż Imc P. chorążego koronnego; a syn autora tych rymów. — 
NB.. Jako podczas pierwszej chocimskiej naszy trzymali zamek i pod zam- 
kiem mieli obóz, tak teraz Turcy w tymże miejscu mając zamek, oszań- 
cowali się byli. Jakub Sobieski potym kasztelan krakowski. Herb Sobie- 
skich Pole goie, który się zowie Janina. 135 Otrzeć tylko przyszło sie 
o Kamieniec smutny. Pozn. 



126 WIRYDAR2 W 

Wasze dziedziczne Pole rozmierzaJy sznury, 

150 Gdzie róże, gdzie lilie, gdzie sadzić laury: 

Które skoro w nim